background image

Link do źródła

http://przegladidei.salon24.pl/476227,krol-midas-jest-nagi

 

 

Król Midas jest nagi… 

 

W  swoim  felietonie  na  salonie24  (por.  [1])  red.  Tomasz  Sakiewicz  posłużył  się  zgrabną 
metaforą. Premiera Donalda Tuska zestawił z królem Midasem. Umiejętność  robienia wody  
z  mózgu
  z  zamianą  wszystkiego  w  złoto.  Metafora  ta  jest  zgrabna,  elegancka,  plastyczna  
i nietrafna. 

Król Midas doigrał się co prawda, ale nie był on kuglarzem, ani iluzjonistą. Był człowiekiem, 
który miał moc tworzenia złota z wszystkiego jedynie za pomocą dotyku. Jego chciwość stała 
się przyczyną jego zguby, ponieważ nawet  siedząc przy złotym  stole, zastawionym  złotymi 
potrawami  głód  się  nie  zmniejsza.  Premier  Donald  Tusk  przeciwnie,  zdaniem  red. 
Sakiewicza, jest mistrzem nie w nadprodukowaniu dóbr (już nawet nie tak cennych jak złoto, 
ale  choćby  tak  przydatnych  jak  glina)  ale  w  tworzeniu  sprawnych  sztuczek,  sprawiających,  
że wszystko jak złoto wygląda.  

Naszym zdaniem sprawa jawi się znacznie gorzej. Domeną, w której zdaniem wszystkich już 
chyba, rząd jest wybitnie skuteczny jest składanie obietnic. Poparcie dla rządu nie wyniknęło 
z ujrzenia złotych pałaców, czy to prawdziwych czy tylko iluzorycznych, ale z obietnicy ich 
wzniesienia.  Pryzmatem  przez  który  dobrze  widać  tę  metodę  jest  działalność  Amber  Gold, 
które również obiecało złoto.  

Działalność  taką  kwitujemy  jedynie  podziwem  dla  skuteczności.  Król  Midas  mógł  wabić 
ludzi  złotem,  które  mógł  im  pokazać.  Przedwojenni  komuniści  mogli  wabić  lud  iluzją  - 
pałacami  ziemian  obiecując,  że  po  rewolucji  tam  właśnie  lud  miast  i  wsi  zamieszka  (choć 
trzeba  przyznać,  że  przynajmniej  częściowo  tej  obietnicy  dotrzymali  umieszczając  kilka 
rodzin w jednym ziemiańskim pałacu). Pan Premier ani złota nie mógł zaofiarować bo go nie 
miał, ani nawet zwabić jego iluzją bo jej też nie było. Sformułował więc obietnice, że jakoś  
je zorganizuje. 

Rzeczywistość  jest  niezwykle  bogata  i  zdarza  się  czasem,  że  mądrość  starożytnych  nie 
uchwytuje  jej  w  pełnym  spektrum  (nie  często  ale  jednak).  Tak  też  postanowiliśmy 
przygotować  mały  zmodyfikowany  mit  by  wyrazić  w  pełni  to,  co  chciał  naszym  zdaniem, 
napisać red. Sakiewicz.  

Na  głównym  rynku  miasta  kandydat  na  króla  Midas  II  Malutki  wygłosił  swą  piękną  mowę  
o  jego  planach  na  reformy  w  królestwie  gdy  już  zasiądzie  na  tronie.  Rzekł  więc  kandydat 
Midas: 

- Moi drodzy! Czas strachu jest bliski końca (rozległy się owacje) ale sam brak strachu przed 
nim  (tu  wskazał  palcem  pomnik  tyrana  -  aktualnego  króla)  to  nie  wszystko.  Potrzeba  nam 

background image

jeszcze dobrobytu (owacje przybrały na sile), który możemy to osiągnąć. Znam bowiem drogę  
do złotej wyspy i tam was poprowadzę! (owacje na stojąco i euforia). 

Kandydat  na króla  królem został.  Jako król  przywdział on szaty piękne,  szyte złotymi nićmi  
z brylantami zamiast guzików, gronostajami oraz jedwabiami najlepszego gatunku. Rozpoczął 
się  okres  łagodnych  i  spokojnych  rządów.  Wielu  z  niecierpliwością  oczekiwało  złotych 
domów, złotych ulic a (ci bardziej śmiali w swej wyobraźni) nawet złotych naczyń. Czas mijał 
a  wszystko  pozostało  mniej  więcej  takie  same,  więc  lud  zaczął  domagać  się  tego  co  mu 
obiecano. 

Król  Midas  II  Malutki  sprzedał  więc  gronostaje  ze  swej  szaty  i  wystawił  piękne  łaźnie  
na okoliczność igrzysk. Lud chciał jednak złotej wyspy a nie łaźni. Król odpruł więc jedwabie 
i  zbudował  drogi.  Te jednak były dziurawe i  niezbyt  liczne. Gdyby jeszcze były ze złota być 
może by to  wybaczono,  ale nie były. Król  sprzedał  więc wszystkie swoje diamentowe guziki  
i  zwiększył  dwór,  tak  by  każdy  kto  chce  mógł  znaleźć  się  blisko  niego.  Zbyt  wielu  jednak 
chciało i nikomu nie dostał się nawet jeden guzik a jedynie drobne miedziane monety.  

Zrozpaczony  władca  oddał  wszystkim  którzy  wyciągnęli  rękę  po  kawałku  złotej  nici  ze  swej 
szaty.  Tylko  to  mu  bowiem  pozostało.  Miał  nadzieję,  że  rozpalona  rządza  złota  znajdzie  
tu  swoje  zaspokojenie.  Kawałki  nici  były  jednak  tak  małe,  że  lud  zażądał  by  wpuszczono  
go do skarbca królestwa by każdy mógł nabrać złota do woli.  

Pojmał więc lud nagiego Midasa i wyrwał mu klucze do skarbca i wbiegł do niego oszalały 
rządzą  złota.  Za  wielkimi  wrotami  znalazł  jednak  tylko  rachunek  za  szatę  króla,  ta  bowiem 
była  tak  droga,  że  trzeba  było  wydać  na  nią  wszystkie  dobra  ukryte  w  skarbcu.  A  i  to  nie 
starczyło i pozostał jeszcze dług do spłacenia. Oszalały z rozpaczy lud chciał pojmać króla, 
lecz nie sposób było rozpoznać go wśród tłumu. Wszyscy byli już bowiem nadzy. 

 

[1] 

http://tomaszsakiewicz.salon24.pl/475369,gdy-midas-byl-glodny