background image

http://autonom.edu.pl/ 

Janusz  Korwin-Mikke,  1982, 

Wizerunki  ludzi  myĞlących.  Wyd.  2  poszerzone,  Wyd. 

Radia i Telewizji, Warszawa, s. 187-215. 

Człowiek i maszyna 

Marian Mazur 

Urodzony  w  Radomiu,  w  1909  roku.  Studia  wy

Īsze  ukoĔczył  na  Wydziale  Elektrycznym 

Politechniki Warszawskiej w 1934 r. Na tej

Īe uczelni doktoryzował siĊ w 1951 r. W 1954 r. 

otrzymał nominacj

Ċ profesorską. 

Przed  wojn

ą  pracował  w  PaĔstwowym  Instytucie  Telekomunikacyjnym  (1935-1939),  po 

wojnie  –  w Instytucie  Elektrotechniki  (1948-1967),  wykładaj

ąc  jednoczeĞnie  na 

Politechnice  Warszawskiej.  Od  1967  r.  pracował  w  Zakładzie  Prakseologii  Polskiej 

Akademii Nauk jako kierownik Pracowni Cybernetyki

1)

W  1974  r.  przeniesiony  do  nowo  powstałego  Instytutu  Polityki  Naukowej,  Post

Ċpu 

Technicznego i Szkolnictwa Wy

Īszego, w którym pracował do 1979 r., tj. do przejĞcia na 

emerytur

Ċ. 

Przewodnicz

ący Centralnej Komisji Słownictwa Elektrycznego Stowarzyszenia Elektryków 

Polskich  (1955-1963); współzało

Īyciel i przewodniczący Polskiego Komitetu Elektrotermii 

(1960-1962);  przewodnicz

ący  27  Komitetu  Studiów  MiĊdzynarodowej  Organizacji 

Elektrotechnicznej (1960-1971); przewodnicz

ący Komisji Instytutów Resortowych Związku 

Nauczycielstwa  Polskiego;  prezes  Oddziału  Zwi

ązku  Nauczycielstwa  Polskiego  przy 

Polskiej Akademii Nauk (1969-1972); członek Komitetu Naukoznawstwa Polskiej Akademii 

Nauk (1970-1981).  

W  roku  akademickim  1974/75  wykładał  cybernetyk

Ċ  w  Ecole  des  Hautes  Etudes  en 

Sciences  Sociales  w Pary

Īu  (Sorbona). W 1977  r.  był  konsultantem  w  Rice  University  w 

Houston w USA, w zagadnieniach sztucznej inteligencji. W 1981 r. w ramach Wszechnicy 

Polskiej  Akademii  Nauk  wygłosił  cykl  wykładów  pt.  „Cybernetyka  człowieka  i 

społecze

Ĕstwa”.  

Opublikował ok. 200 prac naukowych, w tym dwie oryginalne teorie: Cybernetyczna teoria 

układów samodzielnych (1966) oraz JakoĞciowa teoria informacji (1970), wydana równieĪ

                                                

1)

 W rzeczywistoĞci była to Pracownia Epistemologii – uwaga M. R. 

background image

Strona 2 z 23

w  j

Ċzyku  rosyjskim  w ZSRR  (1974)  i  w  jĊzyku  francuskim  w  Belgii  (1976).  Jest  autorem 

Historii  naturalnej  polskiego  naukowca  (1970)  oraz  opublikowanej  w  1976  r.  ksi

ąĪki 

Cybernetyka i charakter.  

JKM: Zanim został Pan, Panie Profesorze, prekursorem polskiej my

Ğli cybernetycznej, i to 

jeszcze  w czasach,  gdy  o  tej  dyscyplinie  do

Ğü  głucho  było  na  Ğwiecie  –  był  Pan 

przedtem  in

Īynierem  elektrykiem,  rozpoczynającym  staĪ  naukowy  na  krótko  przed 

wojn

ą.  Jakie  były,  na  podstawie  Pana  osobistych  doĞwiadczeĔ,  warunki  tego  startu? 

Mam na my

Ğli moĪliwoĞci inicjatywy i samodzielnoĞci działania młodego naukowca. 

background image

Strona 3 z 23

MM: Jestem  chyba  jednym  z  najmniej  odpowiednich  ludzi  do  opowiadania  o  swojej 

przeszło

Ğci,  mam  bowiem  zwichniĊte  proporcje  odczuwania  czasu.  Dziesiątki  lat 

minionych  wydaj

ą  mi  siĊ  okresem  krótkim,  niemal  niegodnym  rozpamiĊtywania, 

natomiast  czas  nadchodz

ący  widzĊ  zawsze  jako napĊczniały szczegółami nurtujących 

mnie  problemów  i  mo

ĪliwoĞci  ich  rozwiązaĔ.  SiĊganie  pamiĊcią  w przeszłoĞü  idzie  mi 

wi

Ċc opornie, jak płyniĊcie pod prąd. 

Przymuszana  do  takiej  powrotnej  podró

Īy  wyobraĨnia  przywraca  mi  obraz  pewnego 

pa

Ĩdziernikowego  dnia  z  1935  roku.  Z  mgły  wspomnieĔ  wyłaniają  siĊ  twarze  tych, 

którym  zawdzi

Ċczam  dobry  start  zawodowy.  Oto  profesor  TrechciĔski,  który  ĞwieĪo 

upieczonego 

in

Īyniera 

zarekomendował 

do 

Pa

Ĕstwowego 

Instytutu 

Telekomunikacyjnego. Oto wicedyrektor Instytutu, Konstanty Dobrski, anga

Īujący mnie 

na  stanowisko  kierownika  laboratorium  pomiarów  elektrycznych.  Pokra

Ğniałem 

wówczas  na  d

ĨwiĊk  słowa  „kierownik”,  aby  siĊ  za  chwilĊ  dowiedzieü,  Īe  zostałem 

kierownikiem... niczego! Bo laboratorium nie istniało, to ja miałem dopiero je stworzy

ü. 

W ci

ągu roku! 

A  jednak  miałem  słuszne  powody  do  satysfakcji,  byłem  bowiem,  jak  ka

Īdy  kierownik 

działu,  drugim  ogniwem  w  hierarchii  słu

Ībowej  Instytutu.  Formalnie  trzecim,  jeĞli  braü

pod uwag

Ċ dyrektora, którym był załoĪyciel Instytutu, profesor Groszkowski. Ale podział 

kompetencji  dyrekcji  był  taki, 

Īe  pewne  działy  podlegały  roboczo  dyrektorowi,  inne 

wicedyrektorowi. 

Na  temat  budowy  laboratorium  rozmawiałem  z  wicedyrektorem,  jako  praktycznie 

jedynym  moim  zwierzchnikiem,  trzykrotnie.  Pierwszy  raz  przy  przyjmowaniu  mnie  do 

pracy,  o czym  ju

Ī  wspominałem.  Drugi  raz,  gdy  mijając  mnie  na  schodach,  w  kilka 

miesi

Ċcy póĨniej, zapytał, jak mi idzie praca nad laboratorium, na co odpowiedziałem, 

Īe  dobrze.  Trzeci  raz,  gdy  oĞwiadczyłem,  Īe  zadanie  moje  uwaĪam  za  skoĔczone. 

Nigdy  nie 

Īądano  ode  mnie  przedkładania  Īadnych  projektów  ani  sprawozdaĔ.  A 

jednak,  mimo  zaledwie  dwudziestu  pi

Ċciu  lat  i  braku  jakiegokolwiek  doĞwiadczenia 

zawodowego,  stworzyłem  laboratorium  wyposa

Īone  równie  dobrze,  jak  kaĪde  inne  w 

Instytucie. 

JKM:  Domy

Ğlam  siĊ,  Īe  taką  swobodĊ  działania  zawdziĊczał  Pan  uznaniu  dla  swoich 

uzdolnie

Ĕ... 

MM: Sk

ądĪe znowu! Cała kadra naukowa miała tam taką samą swobodĊ i byli to ludzie, z 

wyj

ątkiem obu dyrektorów, zresztą bynajmniej niestarych, w wieku 25-35 lat. Po prostu, 

taka  była  doktryna  profesora  Groszkowskiego  w  kierowaniu  Instytutem.  A  miał  ów 

Instytut  osi

ągniĊcia  nie  byle  jakie,  i  to  w  skali  nie  tylko  krajowej.  AtmosferĊ  pracy 

background image

Strona 4 z 23

panuj

ącą w Instytucie, postaram siĊ zilustrowaü cytatem z Historii naturalnej polskiego 

naukowca, ksi

ąĪki, którą napisałem w trzydzieĞci piĊü lat póĨniej: 

„W  pierwszych  latach  mojej  pracy  zawodowej,  któr

ą  rozpoczynałem  w  jednym  z 

instytutów,  opracowanie  metody  pewnego  pomiaru  zaj

Ċło  mi  kilka  miesiĊcy  pracy  od 

rana do nocy. Nawet podczas restauracyjnych obiadów zapisywałem stosy bibułkowych 

serwetek rozmaitymi schematami. Byłem bliski rezygnacji z kontynuowania daremnych 

wysiłków. Nieoczekiwanie znalazłem rozwi

ązanie póĨnym wieczorem w jakiejĞ kawiarni. 

Nie widziałem w tym nic dziwnego. Nikt mnie nie prosił, 

Īebym siĊ tym zajmował całymi 

dniami. Nikt mi za to nie dzi

Ċkował ani podziĊkowaĔ nie oczekiwałem. Zresztą nikomu 

si

Ċ  nie  zwierzałem.  Tego  rysu  charakteru  naukowców  nie  rozumieją  dzisiaj  rozmaici 

»organizatorzy  nauki«,  którzy  za 

Ğrodek  mający  pobudzaü  naukowców  do  pracy 

uwa

Īają  dyscyplinĊ  ich  przebywania  w  budynku  Instytutu  w  okreĞlonych  godzinach,  z 

listami  obecno

Ğci,  a  nawet  –  co  za  potwornoĞü!  –  z  automatycznymi  zegarami 

kontrolnymi.  Kontrola  organu  do  my

Ğlenia  utoĪsamiła  im  siĊ  z  kontrolą  organu  do 

siedzenia”. 

Prawdopodobnie profesor Groszkowski, maj

ący tak wielu uczniów, nie zalicza mnie do 

nich, gdy

Ī bezpoĞrednio mną siĊ nie zajmował, a przy tym – po wojnie – nie powróciłem 

do  telekomunikacji.  Ale  ja  sam  uwa

Īam  siĊ  za  ucznia  profesora  pamiĊtając,  gdzie  siĊ

nauczyłem,  co  to  jest  uprawianie  nauki  i  jak  powinna  by

ü  zorganizowana  placówka 

naukowo-badawcza. 

Owe  czasy  wzbogaciły  mnie  jeszcze  o  jedno,  ale  ju

Ī  czysto  osobiste  doĞwiadczenie. 

Oto  po  uruchomieniu  laboratorium  u

Ğwiadomiłem  sobie,  nie  bez  zdziwienia,  wyraĨny 

spadek  zainteresowania  dla  dalszych  jego  losów.  Robi

ü  coĞ  nowego  to  rzecz 

pasjonuj

ąca, ale pilnowaü jedynie, Īeby coĞ prawidłowo działało? Jak siĊ miało okazaü, 

pogo

Ĕ za nowymi problemami, nawet gdyby to wymagało przeskoków miĊdzy odległymi 

od siebie dyscyplinami, pozostała moj

ą cechą do dziĞ. 

Pierwszym  krokiem  tego  rodzaju  było  przej

Ğcie  do  działu  automatyki,  gdzie  moim 

zadaniem było  opracowanie  automatyzacji  mi

Ċdzymiastowych połączeĔ telefonicznych 

–  na  trasie  Warszawa  –  Katowice  –  problem  wówczas  pionierski  w  skali 

Ğwiatowej. 

Wystarczy  bowiem  wzi

ąü  pod  uwagĊ,  Īe  dopiero  teraz  działają  u  nas  urządzenia 

automatyczne do takich celów, zreszt

ą skonstruowane na podstawie nowszych Ğrodków 

technicznych.  Prac

Ċ  tĊ  zdąĪyłem  doprowadziü  do  modelu  laboratoryjnego.  Praktyczną

jej  realizacj

Ċ  uniemoĪliwiła  wojna.  OsobiĞcie  uwaĪam  za  istotne,  Īe  automatyka  stała 

si

Ċ dla mnie przedsionkiem do cybernetyki. 

background image

Strona 5 z 23

JKM: A jaka droga bezpo

Ğrednio doprowadziła Pana do cybernetyki? 

MM: Było to troch

Ċ tak, jak z Molierowskim panem Jourdain, który nie wiedział, Īe przez 

całe 

Īycie  mówił  prozą.  OczywiĞcie,  nie  przez  całe  Īycie  zajmujĊ  siĊ  tym,  co  dzisiaj 

nazywamy cybernetyk

ą. Stało siĊ to przedmiotem moich zainteresowaĔ dopiero w kilka 

lat po rozpocz

Ċciu pracy zawodowej, ale i wtedy nie znałem nazwy tej dziedziny ani nie 

wiedziałem, czy to jest w ogóle dziedzina. Co prawda, nikt tego wtedy nie wiedział, jako 

Īe  dopiero  w  1948  roku  ukazała  siĊ  ksiąĪka  Wienera,  której  tytuł  Cybernetyka  czyli 

sterowanie  i  komunikacja  w  zwierzĊciu  i  maszynie  był  w  istocie  propozycją

wyodr

Ċbnienia dziedziny nauki zajmującej siĊ sterowaniem i nazwania jej cybernetyką. 

Doniosło

Ğü tego wydarzenia nie na tym jednak polegała, Īe powstała jedna dyscyplina 

naukowa  wi

Ċcej,  lecz  na  tym,  Īe  była  to  nauka  interdyscyplinarna.  Mówi  siĊ  w  niej 

ogólnie  o  sterowaniu  systemów  bez  wzgl

Ċdu  na  to,  czy  systemem  jest  w  konkretnych 

przypadkach maszyna, organizm lub społeczno

Ğü. 

Oczywi

Ğcie, w czasach, gdy krystalizowały siĊ moje zainteresowania naukowe, było do 

zrozumienia tych spraw jeszcze daleko. 

Podczas wojny byłem odci

Ċty od uprawiania nauki w sposób zinstytucjonalizowany. Ale 

ta okoliczno

Ğü wyszła mi o tyle na dobre, Īe miałem za to zupełną swobodĊ w doborze 

problematyki  naukowych  poszukiwa

Ĕ.  Zainteresowała  mnie  wtedy  idea  zastosowania 

poj

Ċü automatyki do procesów psychicznych. Jak siĊ póĨniej dowiedziałem, nie byłem 

jedynym,  któremu  co

Ğ  podobnego  przyszło  na  myĞl.  Niemniej  wprowadziło  mnie  to 

w sfer

Ċ zagadnieĔ interdyscyplinarnych. 

Za  swój  oryginalny  wkład  z  tamtych  czasów  uwa

Īam  wysuniĊcie  koncepcji  układu 

samodzielnego; nawiasem mówi

ąc, dziĞ uĪywam raczej nazwy: system autonomiczny

zgodnie z obecnymi tendencjami terminologicznymi. Chodzi o system steruj

ący siĊ we 

własnym  interesie,  czyli  taki,  który  ma  nie  tylko  zdolno

Ğü  sterowania,  lecz  ponadto 

zdolno

Ğü utrzymywania swojej zdolnoĞci sterowania. Pierwszą z tych właĞciwoĞci mają

zarówno organizmy, jak i automaty, drug

ą – przynajmniej dotychczas – tylko organizmy, 

dzi

Ċki  procesom  regulującym  zwanym  homeostazą.  Zadaniem  ich  jest  utrzymywanie 

systemu  w  bezpiecznych  dla  niego  granicach,  a  wi

Ċc  to,  co  potocznie  nazywa  siĊ

zdolno

Ğcią do samoobrony. 

Znalezienie  wspólnej  aparatury  poj

Ċciowej  dla  organizmu  i  maszyny  ma  doniosłe 

konsekwencje,  pozwala  bowiem,  poprzez  wiedz

Ċ  o  maszynach,  lepiej  zrozumieü

funkcjonowanie człowieka, a poprzez wiedz

Ċ o organizmach – wskazuje na moĪliwoĞü

konstruowania  maszyn  „autonomów”,  które  sterowałyby  si

Ċ  we  własnym interesie. Nie 

s

ą  to  Īadne fantastyczne  rojenia. W przyszłoĞci,  byü  moĪe  niedalekiej,  maszyny  takie 

background image

Strona 6 z 23

b

Ċdą budowane i eksploatowane na podobnej zasadzie, na jakiej obecnie eksploatuje 

si

Ċ  zwierzĊta  domowe,  bĊdące  przecieĪ  systemami  sterującymi  siĊ  we  własnym 

interesie. 

Zabieraj

ąc  siĊ  do  tej  problematyki  nie  miałem  złudzeĔ,  Īe  na  rozszyfrowanie  psychiki 

człowieka pojmowanego jak maszyna, to znaczy za pomoc

ą takich pojĊü fizycznych, jak 

energia,  potencjał,  przewodno

Ğü  itp.,  bĊdĊ  potrzebował  kilku  lat.  W  rzeczywistoĞci 

zaj

Ċło mi to üwierü stulecia! 

JKM: Nic dziwnego, przecie

Ī przez kilka lat cybernetyka była u nas w niełasce.

MM: Zanim za

Ğwiecono u nas zielone Ğwiatło dla cybernetyki, podstawą mojej działalnoĞci 

zawodowej były nadal nauki techniczne, w których z natury rzeczy mogłem uwzgl

Ċdniaü

koncepcje  cybernetyczne  jedynie  w  ograniczonym  zakresie,  i  unikaj

ąc  nazywania  ich 

„cybernetycznymi”.  Podj

ąwszy  w  1948  roku  pracĊ  w  Instytucie  Elektrotechniki, 

skierowałem moje zainteresowania ku elektrotermii, dyscyplinie wówczas jeszcze do

Ğü

młodej, a zarazem nastr

Ċczającej wiele problemów dotyczących sterowania – i dlatego 

dla  mnie  atrakcyjnej.  W  niej  te

Ī  zdobyłem  doktorskie  ostrogi  w  1951  roku  i  nominacjĊ

profesorsk

ą w 1954 roku. 

Z czasem proporcje moich zaj

Ċü zmieniały siĊ coraz bardziej na korzyĞü cybernetyki, a 

gdy  w  roku  1967  przeszedłem  do  Zakładu  Prakseologii  Polskiej  Akademii  Nauk, 

mogłem  całkowicie  po

ĞwiĊciü  siĊ  badaniom  interdyscyplinarnym,  a  cybernetyce  w 

szczególno

Ğci. 

JKM:  Znalazło  to  wyraz  w  ukazaniu  si

Ċ Cybernetycznej  teorii  układów  samodzielnych

Chyba  najbardziej  frapuj

ąca  w  niej  jest  teoria  cybernetycznej  klasyfikacji  ludzkich 

charakterów. W jaki sposób doszedł Pan do tych odkrywczych obserwacji? 

MM: Głównym  problemem,  jaki  przed  sob

ą  postawiłem,  traktując  człowieka  jako  system 

autonomiczny,  było  wyja

Ğnienie,  dlaczego  poszczególni  ludzie  zachowują  siĊ  – 

sterowanie!  –  w  tych  samych  sytuacjach  w  ró

Īny  sposób.  Mówiąc  proĞciej:  dlaczego 

ludzie ró

Īnią siĊ charakterem? 

Ale  przedtem  musiałem  sobie  odpowiedzie

ü  na  pytanie:  co  to  jest  charakter 

z cybernetycznego  punktu  widzenia?  Rzecz  w  tym, 

Īe  o  cybernetycznym  ujmowaniu 

psychiki nie mo

Īe byü mowy, dopóki choü jedno z uĪytych w nim pojĊü pozostaje bez 

interpretacji  fizycznej.  Na  przykład,  kiedy  si

Ċ mówi, Īe postĊpowanie człowieka zaleĪy 

od  jego  wra

ĪeĔ,  wyobraĪeĔ  i  myĞli,  wydaje  siĊ  to  oczywiste.  Ale  co  to  są  wraĪenia  i 

wyobra

Īenia, co to jest myĞlenie jako zjawisko fizyczne? Psychologia pozostawia takie 

pytania  bez  odpowiedzi.  Nie  mo

Īe  jednak  tego  robiü  cybernetyka,  gdyĪ  jest  nauką

background image

Strona 7 z 23

ogólniejsz

ą  od  psychologii,  i  dlatego  musiałem  te  odpowiedzi  znaleĨü.  Są  to  sprawy 

do

Ğü skomplikowane, postaram siĊ jednak objaĞniü przynajmniej samą zasadĊ. 

Ka

Īdy  system  autonomiczny,  a  wiĊc  równieĪ  organizm  ludzki,  jest  naraĪony  na 

zagra

Īające  jego  egzystencji  rozmaite  zakłócenia,  które  musi  usuwaü.  SłuĪy  do  tego 

współdziałanie  wielu  obiegów  regulacyjnych,  na  którym  polega  wspomniana  ju

Ī

homeostaza.  To  wła

Ğnie  dziĊki  niemu  organizm  zachowuje  stałoĞü  temperatury, 

wilgotno

Ğci, ciĞnienia itp., jak tego dowiódł Cannon. NasunĊło mi to ideĊ, Īe charakter 

ludzki  polega  na  indywidualnych  ró

Īnicach regulacji procesów pobierania i wydawania 

energii,  istotnych  przecie

Ī  dla  utrzymania  egzystencji  systemu.  ZdolnoĞü  do  regulacji 

tych procesów nazwałem „dynamizmem”. 

Przy regulacji  zapewniaj

ącej przewagĊ wydawania energii nad jej pobieraniem system 

autonomiczny  b

Ċdzie  siĊ  zachowywał  tak,  jak  gdyby  miał  nadmiar  energii,  niezaleĪnie 

od  tego,  czy  naprawd

Ċ  tak  jest,  i bĊdzie  ją  rozpraszał  –  dynamizm  dodatni, 

„egzodynamizm”.  Odpowiada  to  charakterowi  ludzi  lekkomy

Ğlnie  trwoniących  siły  i 

pieni

ądze, poszukujących silnych  wraĪeĔ, Īądnych przygód, interesujących siĊ przede 

wszystkim własn

ą osobą. 

Natomiast  przy  regulacji  zapewniaj

ącej  przewagĊ  pobierania  energii  nad  jej 

wydawaniem  system  autonomiczny  b

Ċdzie  zachowywał  siĊ  tak,  jak  gdyby  mu  energii 

ci

ągle  brakowało,  toteĪ  bĊdzie  dąĪył  do  zdobywania  jej  w  otoczeniu  –  dynamizm 

ujemny,  „endodynamizm”.  Odpowiada  to  charakterowi  ludzi  d

ąĪących  do  zdobywania 

władzy  i  pieni

Ċdzy,  przewidujących  na  daleką  metĊ,  wyĪywających  siĊ  w tworzeniu 

du

Īych organizacji i kierowaniu nimi. 

Po

Ğredni rodzaj stanowi regulacja nie zapewniająca przewagi pobierania ani wydawania 

energii  –  dynamizm  zerowy,  „statyzm”.  Charakter  taki  maj

ą ludzie, u których wszystko 

si

Ċ  równowaĪy,  wydatki  odpowiadają  zarobkom,  winie  towarzyszy  kara,  zasłudze  – 

nagroda itp. 

Oczywi

Ğcie,  wymieniłem  tu  tylko  charaktery  wyraziste.  W  rzeczywistoĞci  mamy  do 

czynienia z ci

ągłą skalą charakterów, na której kaĪdy człowiek ma swoje miejsce. 

Na  podstawie  rozwa

ĪaĔ  teoretycznych  wykazałem  ponadto,  Īe  charakter  musi  siĊ

zmienia

ü z upływem czasu, i to w kierunku od rozpraszania energii do jej gromadzenia, 

czyli od egzodynamizmu poprzez statyzm do endodynamizmu. Nietrudno stwierdzi

ü, Īe 

tak  jest  rzeczywi

Ğcie.  Dzieci  są  przecieĪ  lekkomyĞlne,  z  dojrzewaniem  pojawia  siĊ

stateczno

Ğü,  a  na  staroĞü  człowiek  staje  siĊ  zapobiegliwy.  JakoĞ  nikt  przedtem  nie 

zwrócił uwagi na nielogiczno

Ğü takiego stanu rzeczy – to raczej dzieci, mając całe Īycie 

przed sob

ą, powinny byü zapobiegliwe, aby je sobie naleĪycie zorganizowaü. Natomiast 

background image

Strona 8 z 23

starcy,  zamiast  post

Ċpowaü  jak  przysłowiowy  dziadek  sadzący  jabłonie,  z  których  na 

pewno  nie  zd

ąĪy  spoĪyü  ani  jednego  jabłka,  powinni  by  intensywnie  uĪywaü Īycia, 

którego  im  niewiele  pozostało.  Sprawa  staje  si

Ċ  dopiero  zrozumiała,  gdy  wziąü  pod 

uwag

Ċ  kierunek  zmian  regulacji  w  organizmie,  które  –  co  udowodniłem  –  muszą

zachodzi

ü w kaĪdym systemie autonomicznym z upływem czasu. 

Przebieg tych  zmian zale

Īy od dynamizmu początkowego. JeĪeli dziecko ma niewielki 

egzodynamizm, to ju

Ī pod koniec dojrzewania pojawia siĊ statyzm, a w wieku dojrzałym 

endodynamizm, coraz bardziej zaostrzaj

ący siĊ na staroĞü. Natomiast jeĪeli dziecko ma 

ostry  egzodynamizm,  to  jeszcze  w  wieku  dojrzałym  widoczne  s

ą  cechy 

egzodynamiczne,  a  w  staro

Ğci  pojawia  siĊ  zaledwie  statyzm.  Na  pojawienie  siĊ

endodynamizmu u takich osobników 

Īycie moĪe okazaü siĊ juĪ za krótkie. 

Jednak

Īe  z  naukowego  punktu  widzenia  najbardziej  mnie  w  tym  pasjonowała  strona 

metodologiczna,  a mianowicie  okazanie, 

Īe  –  zamiast  na  podstawie  obserwacji  typów 

ludzkich, jak to robiono dotychczas – mo

Īliwe jest ujĊcie ludzkiego charakteru w drodze 

dedukcji  teoretycznej,  i  to  bez  odwoływania  si

Ċ  do  psychologii.  PrzecieĪ  przedmiotem 

mojej  teorii  jest  charakter  systemu  autonomicznego.  Człowiek  jest  tylko  jednym  z 

systemów  autonomicznych.  Gdyby  zbudowa

ü  maszynĊ  autonomiczną,  wyposaĪoną

w regulatory  omówionych  rodzajów,  miałaby  ona  charakter  i  przejawiałaby  odmiany 

dynamizmu takiego samego rodzaju jak u człowieka. 

JKM:  Wcale  bym  si

Ċ  nie  zdziwił,  Panie  Profesorze,  gdyby  ta  teoria  wywołała  w  kołach 

naukowych do

Ğü gwałtowne sprzeciwy. 

MM: To  zale

Īy,  w  jakich.  Do  oponentów  naleĪą,  jak  moĪna  siĊ  było  spodziewaü, 

psychologowie starszego pokolenia. Zreszt

ą nie mam do nich pretensji, rozumiejąc, Īe 

nikt nie lubi rezygnowa

ü z tego, co poprzez lata stało siĊ dlaĔ zakorzenioną tradycją, i 

przestawia

ü siĊ na inną aparaturĊ pojĊciową. Natomiast mogĊ powiedzieü, Īe najlepiej 

mi  si

Ċ  na  te  tematy  dyskutuje  z  naukowcami  młodymi  i  wobec  tego  nie  mającymi 

tradycyjnych obci

ąĪeĔ, z naukowcami uprawiającymi młode dyscypliny, jak na przykład 

nauka  o organizacji,  oraz  z  naukowcami  obdarzonymi  intelektem  „wiecznie  młodym”, 

cho

üby w czĊĞci takim, jakim najbardziej wszystkich zadziwia profesor KotarbiĔski. 

Jeszcze  przed  opublikowaniem  mojej  teorii  konfrontowałem  j

ą  na  kongresach 

mi

Ċdzynarodowych oraz na zebraniach róĪnych towarzystw naukowych. O samej tylko 

cybernetycznej teorii my

Ğlenia wygłosiłem kilkadziesiąt odczytów – równieĪ za granicą: 

w NRD,  w  Holandii,  na  W

Ċgrzech  i  we  Francji  –  które  z reguły  koĔczyły  siĊ

kilkugodzinnymi  dyskusjami.  Głównym,  rzecz  jasna,  tematem  rozmów  była  sprawa 

porównywania człowieka do maszyny. Jest charakterystyczne, 

Īe wielu jeszcze ludziom 

background image

Strona 9 z 23

interpretowanie  psychiki  za  pomoc

ą  pojĊü  odnoszących  siĊ  do  maszyn  wydaje  siĊ

niemal  degradacj

ą człowieka. NiegdyĞ porównywanie człowieka do zwierzĊcia  w teorii 

ewolucji budziło podobnie gwałtowne sprzeciwy. 

JKM:  A  jak

ą  jeszcze  inną  pracĊ  ceni  sobie Pan  Profesor  najbardziej  w  swoim  dorobku  i 

dlaczego? 

MM:  Jest  to  ksi

ąĪka  JakoĞciowa  teoria  informacji  wydana  w  1970  roku.  Za  szczególne 

osi

ągniĊcie  uwaĪam  w  niej  fizyczne  wyjaĞnienie  tego,  co  siĊ  potocznie  okreĞla  jako 

„rozumienie”  informacji,  „sens”,  „znaczenie”,  „tre

Ğü”  itp.,  a  co  w  sporach  na  temat 

porównywalno

Ğci człowieka do maszyny było wysuwane jako atrybut właĞciwy  jedynie 

człowiekowi.  Wyja

Ğnienie  to  opiera  siĊ  m.in.  na  fizycznej  interpretacji  pamiĊci

2)

Wszelkie  zjawiska,  a  wi

Ċc  równieĪ  informacyjne,  wymagają  przepływu  energii.  IloĞü

przepływaj

ącej  energii  zaleĪy  od  przewodnoĞci  drogi  przepływu.  Aby  nadal  istniała 

informacja  o jakim

Ğ bodĨcu, musi on pozostawiü po sobie Ğlad – jest nim zwiĊkszenie 

przewodno

Ğci drogi przepływu energii wywołanego w mózgu przez ten bodziec. DziĊki 

podobnym procesom pami

Ċü mogą mieü równieĪ maszyny. 

Poza podobie

Ĕstwami miĊdzy człowiekiem a maszyną wystĊpują jednak istotne róĪnice. 

Przede  wszystkim  maszyna  cyfrowa  zapami

Ċtuje  informacje  od  razu  i  juĪ  ich  nie 

zapomina,  je

Ğli  nie  zastosowaü  odpowiednich  zabiegów.  Tymczasem  w  mózgu 

zapami

Ċtywanie  odbywa  siĊ  wolniej  niĪ  w  maszynach,  przy  czym  po  kaĪdym  bodĨcu 

rozpoczyna  si

Ċ  zapominanie,  ale  powtórne  bodĨce  powodują  przypominanie.  DziĊki 

temu człowiek zapami

Ċtuje bodĨce najsilniejsze, najczĊstsze i najĞwieĪsze, a zapomina 

bod

Ĩce  najsłabsze,  najrzadsze  i  najdawniejsze,  czyli  –  w  odróĪnieniu  od  maszyny  – 

potrafi odró

Īniaü bodĨce dla siebie waĪne od niewaĪnych. 

Z  innych  ró

Īnic  warto  wskazaü,  Īe  pojemnoĞü  mózgu  ludzkiego  ocenia  siĊ  na  około 

pi

ĊtnaĞcie  miliardów  elementów  informacyjnych,  podczas  gdy  w  nowoczesnych 

maszynach  cyfrowych  liczba  ta  wynosi  zaledwie  około  jednego  miliona,  a  na  przykład 

u owadów – kilkana

Ğcie tysiĊcy. 

Doktrynalne  opory  wobec  traktowania  procesów  informacyjnych  u  człowieka  na  takich 

samych  zasadach  jak  w  innych  organizmach  i  maszynach  słabn

ą  coraz  bardziej. 

Jednak  ci

ągle  jeszcze  wystĊpuje  tendencja  do  przypisywania  człowiekowi  jakichĞ

wyj

ątkowych  właĞciwoĞci  nie  dających  siĊ  objąü  tymi  zasadami,  chociaĪ  w  Ğwietle 

wspomnianych powy

Īej rozwaĪaĔ nie ma do tego podstaw. 

                                                

2)

  Zdanie  zrekonstruowane  na  podstawie  pierwszego  wydania  ksiąĪki.  W  oryginalnym  artykule  z  powodu  błĊdu 

redakcyjnego w jednej linii tekstu zdanie to brzmi: „WyjaĞnienie wodami, naukowiec odrzuca poglądy, Stwierdziwszy 
pamiĊci”. – uwaga M. R. 

background image

Strona 10 z 23

JKM: A z jakim przyj

Ċciem spotykają siĊ Pana idee w zakresie teorii informacji? 

MM: Z  wiadomo

Ğci,  jakie  dotarły  do  mnie  na  ten  temat,  mógłbym  wymieniü  na  przykład 

recenzj

Ċ  w „Mathematical  Reviews”,  gdzie  okreĞlono  tĊ  pracĊ  jako  „nową  i  oryginalną

teori

Ċ”.  W  radzieckim  czasopiĞmie  „Nauczno-Techniczeskaja  Informacja”  ukazał  siĊ

artykuł,  w  którym  moja  teoria  została  wykorzystana  do  analizy  bł

Ċdów  logicznych 

w procesach  informacyjnych.  A  ostatnio  –  bo  w  sierpniu  1972  roku  na 

Mi

Ċdzynarodowym  Kongresie  Cybernetyki  w  Oxfordzie,  gdzie  wygłosiłem  referat 

„Fizyczna natura inteligencji” – kilkunastu specjalistów z ró

Īnych krajów zwróciło siĊ do 

mnie  o udost

Ċpnienie  im  tekstu  referatu  przed  jego  opublikowaniem  w  ksiĊdze 

kongresowej, jak równie

Ī o egzemplarz tej ksiąĪki. 

JKM: W jakich okoliczno

Ğciach narodziła siĊ Historia naturalna polskiego naukowca, która 

stała  si

Ċ  prawdziwym  bestsellerem  publicystyki  polskiej  i  została  nagrodzona  przez 

redakcj

Ċ „Kultury”? 

MM: S

ądzĊ,  Īe  stało  siĊ  to  moĪliwe  dziĊki  doĞwiadczeniu,  jakiego  nabywałem  jako 

badacz, wykładowca i działacz – jako przewodnicz

ący Komisji Instytutów Resortowych 

w Zwi

ązku  Nauczycielstwa  Polskiego,  póĨniej  zaĞ  jako  prezes  Oddziału  Związku 

Nauczycielstwa  Polskiego  przy  Polskiej  Akademii  Nauk  –  a  tak

Īe  pod  wpływem 

zapotrzebowania społecznego w zakresie usprawniania organizacji naszej nauki. 

Spraw

ą  podstawową  dla  wyraĪonych  tam  przeze  mnie  poglądów  jest  pojmowanie 

zawodu  naukowca.  Ogólnie  bior

ąc,  do  pracy  skłaniają  ludzi  wielorakie  motywy,  jak  na 

przykład  ch

Ċü  uĪytecznoĞci,  potrzeba  aktywnoĞci,  pragnienie  uznania,  poczucie 

obowi

ązku, chĊü zarobku. 

W  zale

ĪnoĞci  od  indywidualnego  natĊĪenia  poszczególnych  motywów  moĪna  wiĊc 

pobudza

ü ludzi do pracy na przykład ukazując im doniosłoĞü celów, stwarzając szersze 

pole  do  działania,  rozdaj

ąc  awanse  i odznaczenia,  odwołując  siĊ  do  poczucia 

obowi

ązku czy teĪ zwiĊkszając wynagrodzenie. 

Jednak

Īe  odwoływanie  siĊ  do  motywów  tego  rodzaju  traci  wiele  na  znaczeniu  w 

zawodach  wymagaj

ących  wyraĨnego  talentu.  U  ludzi  utalentowanych  naczelnym 

motywem  staje  si

Ċ  bowiem  zamiłowanie,  czyli  pragnienie  rozwijania  posiadanego 

talentu.  To,  co  robi

ą  z  zamiłowania,  robią  najchĊtniej, nie ma  wiĊc  potrzeby  nakłaniaü

ich do tego. 

Nie  ulega  w

ątpliwoĞci,  Īe  talentu  wymaga  równieĪ  zawód  naukowca.  Ogólnie  moĪna 

powiedzie

ü,  Īe  charakteryzuje  siĊ  on  takimi  cechami,  jak  wnikliwoĞü  w  rozróĪnieniu 

rzeczy  na  pozór  jednakowych,  zdolno

Ğü  kojarzenia  rzeczy  na  pozór  ze  sobą  nie 

zwi

ązanych oraz krytycyzm w rozpoznawaniu prawd i fałszów, mających pozory prawd. 

background image

Strona 11 z 23

Zamiłowanie  towarzysz

ące  takiemu  talentowi  przejawia  siĊ  jako  pasja  badawcza,  na 

któr

ą  składają  siĊ:  niepokój  wobec  niewiadomego  oraz  pragnienie  uzyskania 

najtrafniejszych odpowiedzi i najracjonalniejszych rozwi

ązaĔ. 

W  razie  zgodno

Ğci  innych  motywów  z  pasją  badawczą  odwoływanie  siĊ  do  nich  jest 

zb

Ċdne,  a  w  razie  niezgodnoĞci  –  nieskuteczne.  Dlatego  teĪ  właĞciwą  polityką  w 

stosunku  do  naukowców  jest  nie  pouczanie  ich,  czym  si

Ċ  powinni  kierowaü,  lecz 

wyszukiwanie  i kształcenie  do  tego  zawodu  odpowiednio  uzdolnionej  młodzie

Īy  oraz 

stworzenie odpowiednich warunków do pracy zawodowej. 

Było  i  jest  dla  mnie  oczywiste, 

Īe  do  charakteru  pracy  naukowej  powinna  byü

dostosowana struktura organizacyjna placówek naukowych. 

Jest prawdziwym nieszcz

ĊĞciem, Īe struktura instytutów naukowo-badawczych została 

oparta na strukturze instytucji administracyjnych. 

Jest  to  struktura  „piramidy”  zarz

ądzania  –  wywodzi  siĊ  ona  z  napoleoĔskiej  struktury 

wojskowej, maj

ącej zapewniü centralizacjĊ rozkazodawstwa. 

Koncepcja  podobnej  piramidy  została  zastosowana  do  administracji  pa

Ĕstwowej  i 

przetrwała  do  dzisiaj  we  wszystkich  chyba  krajach:  kilka  referatów  –  to  wydział,  kilka 

wydziałów  –  to  departament,  kilka  departamentów  podlega  jednemu  wiceministrowi,  a 

na czele stoi minister. 

Dokładn

ą  kopią  tego  jest  u  nas  struktura  instytutów  resortowych:  kilku  pracowników 

naukowych  –  to  pracownia,  kilka  pracowni  –  to  zakład,  kilka  zakładów  –  to  instytut  z 

dyrektorem na czele. 

Dlaczego taka struktura instytutów miałaby by

ü zła? 

Dlatego, 

Īe o co innego chodzi w administracji, a o co innego w nauce. 

W administracji  chodzi  o  podejmowanie decyzji,  w  zwi

ązku z czym musi byü wyraĨnie 

okre

Ğlone,  kto  komu  ma  prawo  rozkazywaü  i  kto  czyje  rozkazy  jest  obowiązany 

wykonywa

ü. 

W  nauce  natomiast  chodzi  o  rozwi

ązywanie  zagadnieĔ,  czyli  o  poszukiwanie 

odpowiedzi na pytania, na które dotychczas nie odpowiedziano. O trafno

Ğci znalezionej 

odpowiedzi nie przes

ądza przecieĪ prawo decydowania, lecz przeprowadzenie dowodu.

Min

Ċły  juĪ  na  szczĊĞcie  czasy  inkwizycji,  która  dyktowała  Galileuszowi,  jakie 

twierdzenia s

ą słuszne. 

Poza  tym  w  obecnej  piramidzie  zarz

ądzania  w  instytutach  wystĊpuje  zasadnicza 

sprzeczno

Ğü polegająca na tym, Īe w kierunku od dołu ku górze zakres władzy wzrasta, 

a znajomo

Ğü rzeczy maleje. 

background image

Strona 12 z 23

W  obecnej  strukturze  instytutów  naukowcy  w  pracowniach  naukowych  s

ą  w  zasadzie 

jedynymi pracownikami uprawiaj

ącymi zawód naukowca, oni mają najwiĊkszą wiedzĊ w 

zakresie  rozwi

ązywanych  przez  siebie  zagadnieĔ,  tylko  ich  praca  nadaje  instytutom 

sens  istnienia  –  i  ci  wła

Ğnie  ludzie  są  najniĪej  wynagradzani.  W  sprawie  zmian  w 

instytucie nikt nie zasi

Ċga ich zdania, o zapadłych postanowieniach, i nie o wszystkich, 

dowiaduj

ą  siĊ  ostatni,  są  zawsze  obiektem  cudzych  decyzji,  sami  nie  decydują

o niczym.  W  „schemacie  organizacyjnym”  instytutu  pracownie  naukowe  figuruj

ą  na 

szarym  ko

Ĕcu  lub  wcale,  a  kierownik  pracowni  nawet  listu  urzĊdowego  nie  ma  prawa 

wysła

ü z własnym podpisem. 

Czy jest do pomy

Ğlenia wiĊkszy absurd? 

Wiele  te

Ī uwagi poĞwiĊciłem stosunkom administracja – nauka oraz administracyjnym 

obci

ąĪeniom naukowców, ukazując, Īe: 

„(...) administracja po

Īera ponad połowĊ czasu wszystkich pracowników zatrudnionych 

w  instytutach  naukowych.  Nic  dziwnego, 

Īe  działalnoĞü  naukowa  stała  siĊ  w  nich 

spraw

ą marginesową. To naukowcy są tam przy administracji, zamiast na odwrót. Czy 

w  tym  stanie  mo

Īna  od  nich  oczekiwaü  »wielkiego  zrywu«,  strumienia  nowych  idei  i 

pomysłów, walki o post

Ċp? To tak, jak gdyby Īądaü rekordów szybkoĞci od biegaczy w 

ołowianych butach. 

Wyr

ĊkĊ i usługi personelu urzĊdniczego oraz wygodniejsze, nawet komfortowe warunki 

pracy zapewnia awans, ale awans administracyjny, nigdy naukowy. 

Mo

Īna  nie  byü  nawet  magistrem,  ale  bĊdąc  kierownikiem  zakładu  ma  siĊ  gabinet 

z dywanami,  fotelami,  kwiatami,  sekretariatem,  mo

Īna zaĪądaü samochodu na wyjazd 

na konferencj

Ċ, a jeĪeli siĊ jest dyrektorem instytutu, to nawet na codzienne przejazdy z 

domu  do  instytutu  i  z  powrotem.  A  mo

Īna  byü  docentem  lub  profesorem  w  pracowni 

naukowej i cieszy

ü siĊ, Īe dostało siĊ do pracy pokoik na dwie osoby, a nie na cztery, 

oraz  szaf

Ċ  na  ksiąĪki,  cieszyü  siĊ,  moknąc  lub  marznąü  na  przystanku,  Īe  po 

dwudziestominutowym oczekiwaniu widzi si

Ċ nadjeĪdĪający tramwaj”. 

Istnieje  problem  zrozumienia  roli  naukowców,  o  czym  wypowiedziałem  si

Ċ na  jednej  z 

narad gospodarczych. 

„Nie trzeba zapomina

ü, Īe dla rewolucji naukowo-technicznej liczą siĊ nie naukowcy w 

ogóle,  lecz  naukowcy-badacze.  Trzeba  wi

Ċc  badaczy  wyeksponowaü,  uczyniü  ich 

partnerami  decydentów,  wła

Ğnie  ich  –  badaczy,  a  nie  administratorów  tych  badaczy, 

trzeba  da

ü  im  pomocników,  aby  ich  uwolniü  od  zajĊü  jałowych,  nienaukowych,  no  i 

wreszcie  trzeba  ich  wynagradza

ü  tak,  Īeby  mogli  całkowicie  poĞwiĊciü  siĊ  pracy 

badawczej.  Do  zrozumienia  tych  postulatów  jest  ci

ągle  u  nas  daleko,  a  bez  ich 

background image

Strona 13 z 23

spełnienia  społecze

Ĕstwo  bĊdzie  nadal  ponosiü  ogromne  straty,  wielokrotnie  wiĊksze 

od wszelkich kosztów poprawy warunków pracy i 

Īycia badaczy. 

Nie wydobyta tona w

Ċgla to strata, ale na pocieszenie moĪna by dodaü, Īe ta tona nie 

przepadła,  jest  ona  w  ziemi,  b

Ċdzie  mogła  byü  wydobyta  póĨniej.  Tymczasem  nie 

wypracowany pomysł, nie znalezione rozwi

ązanie problemu, nie wysuniĊta nowa idea, 

bo energia i czas badacza zostały w znacznej cz

ĊĞci zuĪyte na jałowe prace urzĊdnicze 

i  na  zabieganie  o  dodatkowe  niezb

Ċdne  Ğrodki  utrzymania  –  to  strata  absolutna. 

Dotyczy  bowiem  dobra,  które  przepada  bezpowrotnie  wraz  z  upływaj

ącym  czasem 

Īycia badacza”. 

JKM: Pogl

ądy te spotkały siĊ chyba z powszechną aprobatą? 

MM: Niezupełnie.  Oprócz  gor

ącego  przyjĊcia,  a  nawet  entuzjazmu,  głównie  w  krĊgach 

naukowych,  nie  brakło  te

Ī  i  przejawów  wyraĨnej  niechĊci  ze  strony  Ğrodowiska 

administracyjnego.  Łagodnie  mówi

ąc,  uwaĪam  je  za  nieporozumienie.  Moim  Īywiołem 

jest  dyskusja,  przy  czym  jestem  zdania, 

Īe  dyskutowaü  naleĪy  na  zasadach 

sportowych, to znaczy nie uwa

Īaü, Īe krytyka poglądów oponenta to przejaw wrogoĞci 

wobec niego. Przecie

Ī w nauce linia frontu przebiega nie miĊdzy jednym dyskutantem 

a drugim,  lecz  mi

Ċdzy  dyskutantami  a  zaatakowanym  problemem.  Niestety, 

zrozumienie tego bywa cz

ĊĞciej wyjątkiem niĪ regułą. NiemoĪliwa jest teĪ dyskusja, gdy 

jeden z dyskutantów jest uzbrojony w szabl

Ċ, której wydobycie uwaĪa za rozstrzygający 

argument.  A  ju

Ī  za  patologiczną  postawĊ  uwaĪam  unikanie  dyskusji  i  „strzelanie  w 

plecy”, zwłaszcza, gdy pociskami s

ą nie tylko słowa... 

JKM: Słyszałem, 

Īe  tematem  Pana  obecnych  badaĔ  są  zagadnienia  optymalizacji.  Na 

czym polega nowatorstwo i doniosło

Ğü tej problematyki? 

MM:  Ma ona ju

Ī obszerną literaturĊ, mnie jednak interesuje optymalizacja zupełna, to jest 

nie  tylko  optymalne  rozwi

ązywanie  problemów  decyzyjnych,  lecz  takĪe  optymalne  ich 

stawianie.  Chodzi  o  to, 

Īe  poszukiwanie  decyzji  optymalnej  bĊdzie  bezwartoĞciowe, 

je

Īeli  postawienie  problemu  nie  zostało  zoptymalizowane.  Jest  zrozumiałe,  Īe  straty 

spowodowane  bł

Ċdami  tego  rodzaju  bĊdą  tym  wiĊksze,  im  wiĊkszy  system  podlega 

optymalizacji.  Przykładowo:  na  nic  si

Ċ  nie  zda  opracowanie  metod  nauczania,  jeĞli 

zadania  szkoły  s

ą  błĊdnie  okreĞlone.  Podobnie  mało  przydatny  okaĪe  siĊ  program 

rozbudowy  miast,  je

Ğli  bĊdzie  oparty  na  fałszywych  załoĪeniach  wywodzących  siĊ  z 

tradycyjnego  typu  miasta.  Tym  ostatnim  sprawom  po

ĞwiĊciłem  bardzo  wiele  uwagi, 

poniewa

Ī straty spowodowane brakiem optymalizacji w naszej urbanistyce, zresztą nie 

tylko w naszej, si

Ċgają miliardów złotych. 

background image

Strona 14 z 23

Optymalizacja  nale

Īy  równieĪ  do  nauki  interdyscyplinarnej,  poniewaĪ  dotyczy  kaĪdej 

dziedziny. I chyba nie przesadz

Ċ, jeĞli powiem, Īe losy cywilizacji bĊdą zaleĪały głównie 

od rozwoju optymalizacji. 

JKM: Jak wynika z Pana pogl

ądów na Ğwiat, jest Pan Profesorem nie tylko optymalistą w 

teorii naukowej, lecz i w 

Īyciu społecznym. Przy takiej postawie musi Pan chyba czĊsto 

prze

Īywaü rozczarowania? 

MM: Je

Īeli  wyłączyü  jakieĞ  nieudane  próby  rozwiązaĔ,  zmuszające  do  dalszych 

poszukiwa

Ĕ – co przecieĪ naleĪy do urody pracy naukowej – to mógłbym wymieniü tylko 

jedno rozczarowanie, ale za to dotkliwe. Przez lata całe s

ądziłem naiwnie, Īe gdy jest 

Ĩle,  to  wystarczy  wskazaü  dlaczego  jest  Ĩle  i  co  trzeba  robiü,  Īeby  było  dobrze. 

Przeceniałem  skuteczno

Ğü  oddziaływania  nauki.  Co  mnie  jeszcze  bardziej  utwierdza 

w prze

Ğwiadczeniu o koniecznoĞci jej uprawiania. 

background image

Strona 15 z 23

O MARIANIE MAZURZE 

mówią:

ZENON URBA

ēSKI – b. sekretarz Polskiego Towarzystwa Cybernetycznego

Droga naukowa profesora Mazura nie była ani prosta, ani typowa. Jak wiadomo, do drugiej 

połowy  lat  pi

Ċüdziesiątych  cybernetyka  była  u  nas  wiedzą  tajemną,  a  w  tych  właĞnie 

czasach dojrzewały jego teorie naukowe. Zwi

ązany był wówczas z instytutami resortowymi, 

gdzie  pracował  wprawdzie  jako  wybitny  specjalista  w  zakresie  elektrotechniki,  natomiast 

Īmudne i długotrwałe dociekania cybernetyczne prowadził w całkowitym osamotnieniu. Była 

to jakby druga, intymna strona jego 

Īycia naukowego w oderwaniu od zajĊü dydaktycznych. 

Swoim pogl

ądom naukowym najpełniej dał wyraz w ksiąĪce Cybernetyczna teoria układów 

samodzielnych.  Ukazuje  tam  w  sposób 

Ğmiały  wielorakie  związki  istniejące  miĊdzy 

człowiekiem  a maszyn

ą,  wywołując  niekiedy  doĞü  wyraĨne  sprzeciwy  zarówno  w krĊgach 

techników jak i humanistów. 

Z jeszcze wi

Ċkszym rezonansem spotkały siĊ artykuły Profesora drukowane w „Kulturze”, a 

nast

Ċpnie  wydane  w  ksiąĪce  Historia  naturalna  polskiego  naukowca.  Był  to  prawdziwy 

bestseller  roku  1970,  spełniaj

ący  rolĊ  przysłowiowego  „kija  w  mrowisku”.  Nawet  najwiĊksi 

antagoni

Ğci  Mariana  Mazura  nie  mogli  jego  argumentom  odmówiü  słusznoĞci,  poniewaĪ

praca  ta  była  napisana  z  gruntown

ą  znajomoĞcią  rzeczy  i  z  prawdziwym  poczuciem 

odpowiedzialno

Ğci. 

Red. MARIA DANECKA – publicysta działu naukowego tygodnika „Kultura” 

Erudycja  Profesora  sprawia, 

Īe  nie  tyle  interesuje  go  opis  zjawisk,  ile  odkrywanie  ich 

mechanizmów,  które  w  sprawach  nieraz  bardzo  odległych  okazuj

ą  siĊ  wspólne.  Tak 

w ka

Īdym  razie  pojmuje  profesor  Mazur  cybernetykĊ,  teoriĊ  systemów,  teoriĊ  informacji. 

Jest on człowiekiem, który posiadł w ci

ągu swoich samotnych medytacji niezwykle rozległą

wiedz

Ċ,  począwszy  od  inĪynieryjnej,  poprzez  historyczną,  literacką,  koĔcząc  na 

psychologicznej,  i  wi

ąĪe  ją  w  szerokie  syntezy.  W  ujĊciu  Profesora  te  syntezy  wyglądają

jasno, logicznie, prosto, mo

Īe zbyt prosto. I dlatego specjaliĞci od tych czy innych dyscyplin 

nie  zawsze  godz

ą  siĊ  z  jego  teoriami.  Ale  nie  da  siĊ  zaprzeczyü,  Īe  w Ğrodowisku 

naukowym  ka

Īdy,  kto  jest  niekonwencjonalny  w  sposobie  myĞlenia,  budzi  protest.  Tym 

bardziej,  je

Ğli  jest  tak  bezceremonialny,  tak  agresywny  w  formułowaniu  swoich  myĞli, 

obdarzony takim temperamentem pisarskim, jak wła

Ğnie profesor Mazur. 

background image

Strona 16 z 23

Rozmowa po dziesiĊciu latach 

JKM: Znaczna cz

ĊĞü naszej poprzedniej rozmowy dotyczyła roli nauki w organizacji Īycia 

publicznego. Ostatnie lata nie wpłyn

Ċły zapewne na zmianĊ PaĔskich poglądów? 

MM:  O  nie,  przeciwnie.  Mo

Īe  rozpocznĊ  od  kilku  doĞwiadczeĔ  osobistych.  W  kwietniu 

1971 roku zostałem powołany do grupy ekspertów, maj

ącej obradowaü co miesiąc nad 

usprawnieniem  organizacji  nauki.  W  maju  odbyła  si

Ċ  dyskusja,  w  której,  po 

wypowiedzeniu si

Ċ wszystkich, zabrałem głos jako ostatni: „Wysłuchałem tej dyskusji z 

najwi

Ċkszą  uwagą  i,  szczerze  mówiąc,  jestem  jej  przebiegiem  zdeprymowany, 

poniewa

Ī wszystkie wypowiedzi były słuszne, to zaĞ oznacza, Īe wypowiadano prawdy 

banalne”.  W  tym  miejscu  odezwał  si

Ċ  przewodniczący:  „Bo  my  je  mówimy  od  lat,  ale 

robimy  to  ci

ągle  we  własnym  gronie”.  „WłaĞnie  –  odparłem  –  czym  wiĊc  od  takiego 

grona ró

Īni siĊ ta grupa ekspertów? Dlaczego nie ma tu ministra do słuchania krytyki i 

udzielania wyja

ĞnieĔ?” NastĊpne zebranie, w czerwcu, nie odbyło siĊ. Ani nigdy wiĊcej. 

JKM: Po có

Ī wiĊc tworzono grupy ekspertów? 

MM: Powtarza Pan moje pytanie. Dla wzbogacenia obrazu dodam jeszcze jeden incydent. 

Na  ko

Ĕcowym  zebraniu  licznej  grupy  ekspertów,  która  opracowywała  obszerny 

memoriał  w  sprawie  „udoskonalenia  zarz

ądzania  paĔstwem”,  zabrał  głos  ówczesny 

Numer  Jeden,  wyra

Īając  ekspertom  podziĊkowanie  za  włoĪony  trud.  ZakoĔczył  je 

słowami:  „Dokument  ten  przestudiujemy,  a  co  uznamy  za  słuszne  –  zastosujemy”. 

Rozległy si

Ċ brawa, ale ja nie klaskałem, poniewaĪ była to wypowiedĨ Ğwiadcząca, Īe 

ekspertów nie uwa

Īa siĊ za partnerów, których racje mogą byü niepodwaĪalne i wobec 

tego – obowi

ązujące. 

JKM:  Bywaj

ą  jednak  sytuacje,  kiedy  równieĪ  eksperci  mogą  nie  mieü  racji.  Czasem 

zdrowy instynkt wystarcza, aby to stwierdzi

ü. 

MM:  To  prawda.  Ale  wła

Ğnie  dlatego  polityk,  który  chce  skorzystaü  z  ekspertyzy,  musi 

wiedzie

ü, jak siĊ to robi. Czytając ekspertyzĊ, powinien rozróĪniü: z czym siĊ zgadza, z 

czym  nie  wie,  czy  si

Ċ  zgodziü,  a  z  czym  siĊ  nie  zgadza.  Pierwsza  grupa  spraw  jest 

bezdyskusyjna.  Co  do  drugiej  grupy,  trzeba  si

Ċ zwróciü do ekspertów o uzupełniające 

wyja

Ğnienia, po których grupa ta przestanie istnieü, gdyĪ czĊĞciowo zostanie zaliczona 

do  grupy  pierwszej,  a  cz

ĊĞciowo  do  trzeciej.  Trzecia  grupa  wymaga  dyskusji 

z ekspertami,  w  której  po  wymianie  argumentów  i  kontrargumentów  oka

Īe  siĊ,  co 

przejdzie do grupy pierwszej, a co pozostanie w trzeciej, tym razem za obopóln

ą zgodą. 

To chyba jasne. Którzy politycy tak u nas post

Ċpowali? 

background image

Strona 17 z 23

JKM:  Mo

Īe  w  ogóle  nie  mieli  zamiaru  korzystaü  z  pomocy  ekspertów,  a  powoływali  ich 

tylko w poszukiwaniu wsparcia dla podj

Ċtych z góry decyzji? 

MM:  Ja  równie

Ī  doszedłem  do  takiego  wniosku.  Na  szczĊĞcie,  nie  byłem  juĪ  wiĊcej 

powoływany na eksperta. 

JKM: I od tego czasu przestał Pan zajmowa

ü siĊ zagadnieniami organizacji nauki? 

MM:  O  nie,  bynajmniej.  Ale  były  to  ju

Ī  prace  czysto  naukowe.  Nawet  w  mojej  nastĊpnej 

ksi

ąĪce  Cybernetyka  i  charakter,  wydanej  w  1976  roku,  poĞwiĊciłem  sporo  miejsca 

problematyce  uprawiania  nauki.  Mo

Īe  zacytujĊ  fragment  tej  ksiąĪki  dotyczący  róĪnic 

mi

Ċdzy naukowcami a doktrynerami: 

„Naukowców interesuje rzeczywisto

Ğü, jaka jest. Doktrynerów interesuje rzeczywistoĞü, 

jaka powinna by

ü. 

Naukowcy chc

ą, Īeby ich poglądy pasowały do rzeczywistoĞci. Doktrynerzy chcą, Īeby 

rzeczywisto

Ğü pasowała do ich poglądów. 

Stwierdziwszy  niezgodno

Ğü  miĊdzy  poglądami  a  dowodami  naukowiec  odrzuca 

pogl

ądy. Stwierdziwszy niezgodnoĞü miĊdzy poglądami a dowodami, doktryner odrzuca 

dowody.

3)

Naukowiec uwa

Īa naukĊ za zawód, do którego czujĊ on zamiłowanie. Doktryner uwaĪa 

doktryn

Ċ za misjĊ, do której czuje on posłannictwo. 

Naukowiec szuka »prawdy« i martwi si

Ċ trudnoĞciami w jej znajdowaniu. Doktryner zna 

»prawd

Ċ« od początku i cieszy siĊ jej zupełnoĞcią. 

Naukowiec ma mnóstwo  w

ątpliwoĞci, czy jest »prawdą« to, co mówi nauka. Doktryner 

nie ma najmniejszych w

ątpliwoĞci, Īe jest »prawdą« to, co mówi doktryna. 

Naukowiec  uwa

Īa  to,  co  mówi  nauka,  za  bardzo  nietrwałe.  Doktryner  uwaĪa  to,  co 

mówi doktryna, za wieczne. 

Naukowcy d

ąĪą do uwydatniania róĪnic miĊdzy nauką a doktryną. Doktrynerzy dąĪą do 

zacierania ró

Īnic miĊdzy nauką a doktryną. 

Naukowiec  nie  chce, 

Īeby  mu  przypisywano  doktrynerstwo.  Doktryner  chce,  Īeby  mu 

przypisywano naukowo

Ğü. 

Naukowiec  unika  nawet  pozorów  doktrynerstwa.  Doktryner  zabiega  cho

üby  o  pozory 

naukowo

Ğci. 

Naukowiec  stara  si

Ċ  obalaü  poglądy  istniejące  w  nauce.  Doktryner  stara  siĊ

przeciwdziała

ü obalaniu poglądów istniejących w doktrynie. 

                                                

3)

  Zdanie  zrekonstruowane  na  podstawie  pierwszego  wydania  ksiąĪki.  W  oryginalnym  artykule  z  powodu  błĊdu 

redakcyjnego w jednej linii tekstu dwa ostatnie zdania brzmią: „Stwierdziwszy niezgodnoĞü miĊdzy poglądami a do- to 
opiera  siĊ  miĊdzy  innymi  na  fizycznej  interpretacji  niezgodnoĞü  miĊdzy  poglądami  a  dowodami,  doktryner  odrzuca 
dowody”. – uwaga M. R. 

background image

Strona 18 z 23

Naukowiec popiera krytykuj

ących naukĊ. Doktryner zwalcza krytykujących doktrynĊ. 

Naukowiec  uwa

Īa  twórcĊ  odmiennych  idei  za  nowatora.  Doktryner  uwaĪa  twórcĊ

nowych idei za wroga. 

Naukowiec  uwa

Īa  za  postĊp,  gdy  ktoĞ  oderwie  siĊ  od  poglądów  obowiązujących  w 

nauce. Doktryner uwa

Īa za zdradĊ, gdy ktoĞ oderwie siĊ od poglądów obowiązujących 

w doktrynie. 

Naukowiec  uwa

Īa,  Īe  jeĪeli  coĞ  nie  jest  nowe,  to  nie  jest  wartoĞciowe  dla  nauki,  a 

wobec tego nie zasługuje na zainteresowanie. Doktryner uwa

Īa, Īe jeĪeli coĞ jest nowe, 

to jest szkodliwe dla doktryny, a wobec tego zasługuje na pot

Ċpienie. 

Naukowcy  s

ą  dumni  z  tego,  Īe  w  nauce  w  ciągu  tak  krótkiego  czasu  tak  wiele  siĊ

zmieniło. Doktrynerzy  s

ą dumni z tego, Īe w doktrynie w ciągu tak długiego czasu nic 

si

Ċ nie zmieniło”. 

JKM: A

Ī dziwne siĊ wydaje, Īe ksiąĪka ta znalazła siĊ na półkach ksiĊgarskich w tamtych 

latach. Czy zajmuje si

Ċ Pan w niej równieĪ stosunkiem rządzących do rządzonych? 

MM:  Po

ĞwiĊciłem  wiele  miejsca  problemom  decyzyjnym,  a  jako  reprezentatywne  dla  tej 

problematyki  mog

Ċ  przytoczyü  zdanie  z  tej  ksiąĪki:  „DziĞ  jeszcze  ogromna  wiĊkszoĞü

decydentów pojmuje decydowanie arbitralne, jako przywilej i nagrod

Ċ za zasługi, a nie 

jako  jeden  z  rodzajów  pracy  polegaj

ący  rozwiązywaniu  problemów  decyzyjnych  (z 

podaniem dowodu trafno

Ğci), nie gorszy, ale i nie lepszy od innych rodzajów pracy, a na 

pewno wymagaj

ący odpowiednich kwalifikacji”. 

Co  za

Ğ  siĊ  tyczy  stosunków  miĊdzy  rządzącymi  a  rządzonymi,  to  ograniczĊ  siĊ  tu  do 

zacytowania mojej nast

Ċpującej wypowiedzi: 

„S

ą trzy sposoby postĊpowania jeĨdĨca z koniem: z góry, z boku, z dołu. 

Sposób  z  góry:  jeste

Ğ  koniem  i  nic  tego  nie  odmieni,  zawsze  bĊdĊ  siedział  ci  na 

grzbiecie, b

ądĨ wiĊc koniem posłusznym, bo w przeciwnym razie dostaniesz batem. 

Sposób  z  boku:  nie  ma  mi

Ċdzy  nami  róĪnicy,  obaj  dąĪymy  w  tym  samym  kierunku,  i 

tylko aby lepiej pilnowa

ü naszej wspólnej drogi, siedzĊ ci na grzbiecie. 

Sposób  z  dołu: 

Ğwiat  naleĪy  do  koni,  jam  tylko  twoim  sługą,  którego  wybrałeĞ  do 

siedzenia  ci  na  grzbiecie,  nieprawda

Ī?  Wprawdzie  tego  nie  potwierdzasz,  ale 

wystarcza, 

Īe ja to oĞwiadczam w twoim imieniu”. 

JKM:  Po  Historii  naturalnej  polskiego  naukowca  jest  to  ju

Ī  drugi  bestseller  Pana 

Profesora? 

MM: Usłyszałem wiele pochwał, ale i głosy krytyki... 

background image

Strona 19 z 23

JKM: Czy niech

Ċü starszych psychologów do Pana teorii – o czym wspominał Pan przed 

dziesi

Ċciu laty – ustała? 

MM: Nie, i nigdy to nie nast

ąpi, tyle Īe dziĞ juĪ rozumiem, dlaczego. Czy wie Pan, Īe Max 

Planck, sam wielki Planck, którego teoria kwantów stanowi filar nowoczesnej fizyki, napisał 

pod koniec 

Īycia w swojej autobiografii, Īe jego teoria została odrzucona przez wszystkich 

ówczesnych  fizyków  i 

Īe  nigdy  nie  zmienili  oni  swego  zdania,  a  została  przyjĊta  dopiero 

przez nast

Ċpne pokolenia? 

JKM: Taka widocznie jest uroda naukowego pionierstwa. 

MM:  Przestała  mnie  ju

Ī  wiĊc  dziwiü  postawa  starszych  psychologów  wobec  mojej  teorii, 

która  tymczasem  stała  si

Ċ  juĪ  narzĊdziem  badawczym  w  wielu  pracach  doktorskich,  a 

nawet magisterskich, oraz tematem referatów 

Īywo dyskutowanym na miĊdzynarodowych 

zjazdach naukowych. 

background image

Strona 20 z 23

Marian Mazur 

SPOŁECZNE ZNACZENIE CYBERNETYKI

Homeostaza społeczna 

Z  decydowaniem  w  skali  społecznej  wi

ąĪe  siĊ ĞciĞle  homeostaza  społeczna,  zjawisko 

cybernetyczne  o naczelnej  doniosło

Ğci.  Homeostaza  polega  na  współdziałaniu  wielu 

obwodów reguluj

ących, czego wynikiem jest niezwykle silne utrzymywanie siĊ równowagi 

funkcjonalnej systemu, w którym obwody takie wyst

Ċpują. 

Jako przykłady homeostazy organizmu mo

Īna wskazaü przeciwdziałanie przegrzaniu, np. 

gro

Īącemu wskutek silnego promieniowania słonecznego. WystĊpuje tam współdziałanie 

takich  procesów  regulacyjnych,  jak  np.  wzmo

Īone  działanie  gruczołów  potowych 

(parowanie  wody  wydobywaj

ącej  siĊ  na  powierzchniĊ  skóry  przyczynia  siĊ  do 

odprowadzania  nadmiaru  ciepła  z  organizmu),  pojawienie  si

Ċ  pigmentu  w  skórze 

(opalenizna  utrudnia  wnikanie  promieniowania  słonecznego),  wzmo

Īone  pragnienie 

(spo

Īywanie  napojów  wyrównuje  ubytek  wody  w  organizmie  i  umoĪliwia  dalsze  pocenie 

si

Ċ), zanikanie apetytu (przeciwdziałanie spoĪywaniu produktów wysokokalorycznych). W 

rezultacie temperatura ludzkiego ciała utrzymuje si

Ċ na niezmiennej wysokoĞci. 

(...)  przykładem  skutków  homeostazy  społecznej  jest  znane  w  ekonomii  zjawisko 

samorzutnego  wyrównywania  si

Ċ  cen  takich  samych  towarów.  Jest  ono  wynikiem 

nastawienia  nabywców  do  kupowania  mo

Īliwie  najtaniej.  Wielką  wagĊ  dla  polityki  ma 

zrozumienie, 

Īe  homeostaza  społeczna  zapewnia  stabilizacjĊ  o  wiele  dokładniej  niĪ

ustawy i zarz

ądzenia, a przy tym robi to „za darmo”. 

(...)  Rozwa

Īając  problematykĊ  wykorzystania  homeostazy  w  naszych  warunkach 

ustrojowych,  zwró

ümy  uwagĊ  na  to,  Īe  homeostaza  społeczeĔstwa  i  homeostaza  grupy 

mog

ą byü ze sobą  zgodne albo nie. Jedna i druga moĪe byü teĪ  zgodna z prawem albo 

nie. Stosuj

ąc metodĊ systemową analizy, otrzymuje siĊ piĊü nastĊpujących moĪliwoĞci: 

1. Homeostaza społecze

Ĕstwa i homeostaza grupy są zgodne z sobą i z prawem. Znaczy 

to, 

Īe  interes  kaĪdego  członka  grupy  jest  taki  sam  jak  interes  kaĪdego  obywatela  i 

pozostaje w granicach prawa. Jest to stan okre

Ğlany jako praworządnoĞü. 

                                                

 Fragment artykułu opublikowanego w miesiĊczniku „Nowe Drogi” nr 5, 1980 r. 

background image

Strona 21 z 23

2.  Homeostaza  społecze

Ĕstwa  i  homeostaza  grupy  są  zgodne  z  sobą,  ale  niezgodne  z 

prawem.  Znaczy  to, 

Īe  prawo  nie  odpowiada  niczyim  interesom  (np.  jest  przestarzałe). 

Jest ono okre

Ğlane jako nieĪyciowe. 

3. Homeostaza społecze

Ĕstwa jest zgodna z prawem, ale niezgodna z homeostazą grupy. 

Znaczy to, 

Īe grupa przestĊpcza dąĪy do własnych korzyĞci ze szkodą dla społeczeĔstwa. 

4. Homeostaza grupy jest zgodna z prawem, ale niezgodna z homeostaz

ą społeczeĔstwa. 

Znaczy  to, 

Īe  grupa  podporządkowała  sobie  prawo  dla  własnych  korzyĞci.  Jest  ona 

okre

Ğlana jako klika rządząca. 

5. Homeostaza społecze

Ĕstwa i homeostaza grupy są niezgodne z sobą, a ponadto kaĪda 

z  nich  jest  niezgodna  z  prawem.  Znaczy  to, 

Īe  interesy  grup  są  niezgodne  z  interesem 

społecze

Ĕstwa, a prawo nie znajduje poparcia u nikogo. Jest to okreĞlane jako anarchia. 

Rzecz  jasna,  w 

Īadnym  społeczeĔstwie  nie  wystĊpuje  wyłącznie  jedna  z  tych  sytuacji, 

znajomo

Ğü tych sytuacji ułatwia jednak rozeznanie ich jako składników Īycia społecznego 

oraz d

ąĪenie do zmian w poĪądanym kierunku. 

Człowiek jako system autonomiczny 

Je

Īeli  spoĞród  wszelkich  systemów  wyodrĊbniü  systemy  autonomiczne,  czyli  mające 

zdolno

Ğü do sterowania siĊ, a ponadto zdolnoĞü do przeciwstawiania siĊ utracie zdolnoĞci 

do  sterowania  si

Ċ,  to  moĪna  dowieĞü,  Īe  człowiek  jest  jednym  z  systemów 

autonomicznych. 

Na 

podstawie 

analizy 

wła

ĞciwoĞci 

sterowniczych 

systemu 

autonomicznego  mo

Īna  wiĊc  wnosiü  o  właĞciwoĞciach  sterowniczych  człowieka,  czyli 

o przyczynach ludzkiego zachowania. 

W

Ğród nich moĪna rozróĪniü właĞciwoĞci elastyczne, na które moĪna w znacznym stopniu 

wpływa

ü,  oraz  właĞciwoĞci  sztywne,  nie  poddające  siĊ Īadnym  wpływom  (perswazjom, 

represjom).  Zespół  sztywnych  wła

ĞciwoĞci  sterowniczych  człowieka  stanowi  jego 

charakter. 

Wynika  st

ąd,  Īe  doprowadzenie  do  zgodnoĞci  miĊdzy  elastycznymi  właĞciwoĞciami 

jakiegokolwiek  człowieka  a  jego  sytuacj

ą Īyciową jest moĪliwe na dwóch drogach: przez 

dostosowanie  człowieka  do  sytuacji  albo  przez  dostosowanie  sytuacji  do  człowieka. 

Natomiast  w  odniesieniu  do  sztywnych  wła

ĞciwoĞci  człowieka  istnieje  tylko  jedna 

mo

ĪliwoĞü: dostosowanie sytuacji do człowieka. 

Wyja

Ğnia  to  błĊdnoĞü  doĞü  powszechnego  mniemania,  jakoby  moĪliwe  było 

ukształtowanie  psychiki  człowieka  w  po

Īądany  sposób  za  pomocą  odpowiedniego 

wychowania. Jest to mo

Īliwe tylko w odniesieniu do właĞciwoĞci elastycznych (np. przez

background image

Strona 22 z 23

udost

Ċpnienie  okreĞlonego  wykształcenia),  natomiast  nie  jest  moĪliwe  w  odniesieniu  do 

wła

ĞciwoĞci  sztywnych,  czyli  do  charakteru  człowieka.  Do  zamĊtu  w  tych  sprawach 

niemało  przyczynia  si

Ċ  wadliwa  terminologia  widoczna  w  wyraĪeniu  „kształtowanie 

charakteru”,  w  którym  poj

Ċcie  „charakter”  jest  pomieszane  z  pojĊciem  „osobowoĞü”, 

obejmuj

ącym  wszystkie  właĞciwoĞci  psychiczne  człowieka:  zarówno  sztywne,  jak  i 

elastyczne. 

Jest  oczywiste, 

Īe  dla  kaĪdego  człowieka  podstawowe  znaczenie  ma  rozeznanie 

własnego  charakteru,  mo

Īe  go  to  bowiem  uwolniü  od  jałowych  rozterek  i  daremnych 

wysiłków w „poprawianiu” sobie charakteru. Zamiast tego powinien skoncentrowa

ü siĊ na 

wykorzystywaniu swoich wła

ĞciwoĞci elastycznych. 

Ponadto  u

Īyteczne  jest  rozeznanie  charakteru  innych  osób,  aby  wiedzieü,  jak  z  nimi 

post

Ċpowaü,  a w kaĪdym  razie  powstrzymaü  siĊ  od  skazanych  z  góry  na  niepowodzenie 

prób „przerabiania” im charakteru. 

Z  cybernetycznego  punktu  widzenia  mo

Īna  wyróĪniü  szeĞü  podstawowych  właĞciwoĞci 

charakteru, w tym trzy informacyjne, oraz trzy energetyczne. 

Do informacyjnych (intelektualnych) wła

ĞciwoĞci charakteru naleĪą: 

– pojemno

Ğü informacyjna (okreĞlająca inteligencjĊ); 

– rejestracyjno

Ğü (okreĞlająca pojĊtnoĞü); 

– preferencja (okre

Ğlająca talent). 

Do energetycznych wła

ĞciwoĞci charakteru naleĪą: 

– dynamizm (okre

Ğlający postawy); 

– tolerancja (okre

Ğlająca swobodną akceptacjĊ bodĨców); 

– podatno

Ğü (okreĞlająca wymuszoną akceptacjĊ bodĨców). 

Ramy  niniejszego  artykułu  nie  pozwalaj

ą  na  choüby  pobieĪne  omówienie  roli  tych 

wła

ĞciwoĞci  charakteru  w ludzkich  dąĪeniach,  stosunkach  miĊdzyludzkich,  wyborze  i 

uprawianiu zawodu itp. (szerzej pisz

Ċ o tych sprawach w ksiąĪce: Cybernetyka i charakter,

Warszawa 1976 r.). 

Tutaj  ograniczymy  si

Ċ  do  zaznaczenia,  Īe  człowiek  –  jak  kaĪdy  system  autonomiczny  – 

jest  wyposa

Īony  w tor  przepływu  informacji  i  tor  przepływu  energii,  a  poniewaĪ  kaĪdy  z 

tych torów ma wej

Ğcie i wyjĞcie, wiĊc wynikają stąd cztery rodzaje potrzeb ludzkich: 

– mo

ĪnoĞü pobierania informacji; 

– mo

ĪnoĞü wydawania informacji; 

– mo

ĪnoĞü pobierania energii; 

– mo

ĪnoĞü wydawania energii. 

background image

Strona 23 z 23

Nic  dziwnego, 

Īe  juĪ  od  zamierzchłej  przeszłoĞci  jako  Ğrodki  ujarzmiania  ludzi  były 

stosowane: 

– ograniczanie wiadomo

Ğci; 

– ograniczanie wypowiedzi i decyzji; 

– ograniczanie konsumpcji; 

– ograniczanie działalno

Ğci;  

b

ądĨ teĪ: 

– wmuszanie niechcianych wiadomo

Ğci; 

– wymuszanie niechcianych wypowiedzi i decyzji; 

– wmuszanie niechcianej konsumpcji; 

– wymuszanie niechcianej działalno

Ğci. 

Pierwsze cztery z tych 

Ğrodków ludzie odczuwają jako naruszanie ich wolnoĞci, drugie zaĞ

jako naruszenie ich godno

Ğci.