background image

 

47 

 

Rozdział 

11

 

 

 

Elena odłożyła telefon. Ona i Bonnie przedyskutowały wszystko co się teraz działo, od 

tajemniczego pojawienia się imienia Celii i Meredith po nadchodzący recital taneczny 
Margaret. Niestety jakoś nie mogła zdobyd się na odwagę żeby powiedzied to, o czym tak 
naprawdę chciała porozmawiad. 
 

Westchnęła. Po chwili sięgnęła pod materac i wyciągnęła pokryty aksamitem 

pamiętnik. 
 
 

Drogi Pamiętniku, 

Tego popołudnia rozmawiałam z Calebem Smallwoodem na trawniku przed moim domem. 
Prawie go nie znam, a mimo to czuję z nim jakąś dziwną więź. Kocham Meredith i Bonnie nad 
życie, ale one nie mają pojęcia jak to jest stracid rodziców i to nas dzieli. 
 

Widzę siebie w Calebie. Jest taki przystojny i wydaje się taki beztroski. Jestem pewna, 

że większośd ludzi myśli, że jego życie jest idealne. Wiem jak to jest udawad, że wszystko jest 
pod kontrolą, nawet jeśli właśnie się rozpadasz. To może byd najsamotniejsza rzecz na 
świecie. Mam nadzieję, że ma takie swoje Meredith i Bonnie, przyjaciela na którym może 
polegad. 
 

Najdziwniejsza rzecz zdarzyła się kiedy rozmawialiśmy. Kruk wyleciał wprost na nas. 

To był duży kruk, jeden z największych jakie widziałam. Miał połyskujące czarne pióra, które 
świeciły w słoocu, ogromny zagięty dziób i pazury. To mógł byd ten sam, który pojawił się 
wczoraj na moim parapecie, ale nie byłam pewna. Kto umie rozróżnid kruki? 
 

I oczywiście, oba przypomniały mi o Damonie, który obserwował mnie pod postacią 

kruka zanim w ogóle się spotkaliśmy. 
 

Co za dziwne, naprawdę niedorzeczne, jest to świtające uczucie nadziei, które mam 

głęboko w sobie. Myślę ciągle co jeśli, co jeśli Damon w jakiś sposób nie umarł? 
 

A potem nadzieja znika, bo on umarł i muszę się z tym zmierzyd. Jeśli chcę byd silna, to 

nie mogę się okłamywad. Nie mogę wymyślad bajeczek, w których dobry wampir nie umiera, 
gdzie reguły mogą się zmienid bo mi na kimś zależało. 
 

Ale ta nadzieja ciągle mnie prześladuje: co jeśli? 

 

Byłoby straszliwie okrutne powiedzied cokolwiek o kruku Stefanowi. Jego żal zmienił 

go. Czasami, kiedy milczy, w jego zielonych oczach dostrzegam coś dziwnego, jakby był tam 
ktoś kogo nie znam. I wiem, że myśli o Damonie, a te myśli zabierają go w miejsce, gdzie już 
nie mogę pójśd. 
 

Pomyślałam, że mogłabym powiedzied Bonnie o kruku. Zależało jej na Damonie i nie 

śmiałaby się ze mnie za myślenie, że w jakiś sposób może nadal, w jakiejś formie, nadal jest 
żywy. Nie po tym jak dzisiaj sama zasugerowała coś podobnego. Ale kiedy przyszło co do 
czego, nie umiała z nią o tym rozmawiad. 

background image

 

48 

 

 

Wiem dlaczego i to jest bardzo samolubny i głupi powód: jestem zazdrosna o Bonnie, 

bo Damon uratował jej życie. 
 

Okropne, co? 

 

Chodzi o to, że przez bardzo długi czas, z milionów ludzi, Damona obchodził tylko 

jeden człowiek. Tylko jeden. I tą osobą byłam ja. Jeśli chodziło o niego, to wszyscy inni mogli 
iśd do diabła. Ledwo co pamiętał imiona moich przyjaciół. 
 

Ale coś zmieniło się między Damonem i Bonnie, może kiedy byli sami w Mrocznym 

Wymiarze, może wcześniej. Zawsze na niego leciała, kiedy nie był okrutny, ale potem on też 
zaczął zwracad uwagę na swoją mała, czerwoną ptaszynę. Obserwował ją. Był dla niej 
delikatny. 
 

A kiedy groziło jej niebezpieczeostwo, bez zastanowienia rzucił się jej na pomoc i nie 

było ważne jaką cenę przyjdzie mu zapłacid. 
 

Więc, jestem zazdrosna. Bo Damon ocalił życie Bonnie. 

 

Jestem okropną osobą. Ale dlatego, że jestem taka okropna, to nie chcę dzielid się 

niczym więcej o Damonie z Bonnie. Nawet moimi myślami na temat kruka. Chcę zatrzymad 
tylko dla siebie częśd Damona. 
 
Elena przeczytała to co napisała ze ściśniętymi ustami. Nie była dumna ze swoich uczud, ale 
nie mogła zaprzeczad, że ich nie było. 
 

Położyła się na swojej poduszce. To był długi, wyczerpujący dzieo, teraz była pierwsza 

w nocy. Powiedziała dobranoc cioci Judith i Robertowi już kilka godzin temu, ale nie mogła 
się zdobyd żeby położyd się do łóżka. Wałęsała się dookoła przebierając w koszulę nocną, 
czesząc włosy, przestawiając swoje rzeczy, przeglądając magazyn, patrząc z satysfakcją na 
swoje modne ubrania, do których nie miała dostępu od miesięcy. Dzwoniąc do Bonnie. 
 

Bonnie wydawała się dziwna. Może rozkojarzona. Albo po prostu zmęczona. W koocu 

było późno.  
 

Elena także była zmęczona, ale nie chciała iśd spad. W koocu to przyznała: trochę bała 

się iśd spad. Damon był taki prawdziwy w jej śnie z poprzedniej nocy. Jego ciało wydawało się 
takie mocne i solidne kiedy go trzymała; jego błyszczące,  czarne włosy były miękkie gdy 
dotknęły jej policzka. Jego spokojny głos był sarkastyczny, uwodzicielski i czasami 
rozkazujący, tak jak żyjącego Damona. Kiedy przypomniała sobie z przerażeniem, że już go 
nie było, to czuła jakby znowu umierał. 
 

Ale nie mogła byd przytomna na zawsze. Była taka zmęczona. Elena zgasiła światło i 

zamknęła oczy. 
 
 
 

Siedziała na starej, trzeszczącej ławce w szkolnej sali gimnastycznej. Powietrze 

wypełniał zapach spoconych sportowych butów i pasty, którą używano do czyszczenia 
drewnianej podłogi. 

background image

 

49 

 

 

- Tutaj się spotkaliśmy.- Powiedział Damon, który jak właśnie zdała sobie sprawę, 

siedział obok niej, tak blisko, że jego skórzana kurtka ocierała się o jej ramię. 
 

- Romantycznie.- Odpowiedziała Elena, podnosząc jedną brew i rozglądając się bo 

dużym pustym pomieszczeniu, kosze do koszykówki na jego przeciwległych koocach. 
 

- Staram się.- Powiedział Damon i cieo śmiechu ożywił jego suchy głos.- Ale to ty 

wybierasz gdzie się spotykamy. To twój sen. 
 

- To jest sen?- Zapytała nagle Elena, obracając się by spojrzed na jego twarz.- Nie 

wydaje mi się, że to sen. 
 

- Cóż,- powiedział,- ujmę to tak. Właściwie to nas tu nie ma.- Jego twarz była poważna 

i napięta kiedy na nią spojrzał, ale potem błysnął jednym ze swoich nagłych, olśniewających 
uśmiechów i odwrócił wzrok.- Cieszę się, że nie mieliśmy takich sal, kiedy ja się uczyłem.- 
Powiedział od niechcenia wyciągając nogi przed siebie. Te krótkie spodenki i gumowe piłki 
wydają się takie krępujące. 
 

- Ale Stefan mówił, że uprawiałeś wtedy różne sporty.- Powiedziała Elena, 

rozkojarzona. Damon zmarszczył czoło na wzmiankę o Stefanie. 
 

- Nie ważne.- Powiedziała szybko.- Możemy nie mied dużo czasu. Proszę, Damon, 

proszę, mówisz, że cię tu nie ma, ale czy jesteś gdziekolwiek? Nic ci nie jest? Nawet jeśli 
jesteś martwy… to znaczy, naprawdę martwy, martwy na dobre, to jesteś gdzieś? 
 

Spojrzał na nią surowo. Jego usta wykrzywiły się trochę kiedy powiedział:- Czy to dla 

ciebie takie ważne, księżniczko? 
 

- Oczywiście, że tak.- Powiedziała zszokowana Elena. Jej oczy wypełniały się łzami. 

 

Jego ton był lekki, ale jego oczy, tak czarne, że nie wiedziała gdzie kooczy się źrenica, 

a zaczyna tęczówka, były uważne.- Wszyscy pozostali- wszyscy twoi przyjaciele, to miasto- 
wszystko jest w porządku, prawda? Masz z powrotem twój świat. Jest coś takiego jak straty 
wojenne, których trzeba się spodziewad, jeśli chce się dopiąd swego. 
 

Elena po wyrazie twarzy Damona, mogła powiedzied, że to co chciała odpowiedzied 

zabrzmiałoby strasznie. I w głębi serca, czy sama nie przyznała kilka dni temu, że mimo 
swojej dużej miłości do Damona, teraz wszystko wyglądało lepiej? Czy wszystko znowu 
mogło byd dobrze z ocalonym miastem i powrotem do starego życia? I czy chciała tego, 
nawet jeśli to znaczyło, że Damon będzie martwy? Że Damon był, jak sam to nazwał: „stratą 
wojenną”? 
 

- Och, Damon.- Powiedziała koocu.- Po prostu tak bardzo za tobą tęsknię. 

 

Twarz Damona złagodniała i sięgnął w jej kierunku.- Eleno… 

 

- Tak?- Wymamrotała. 

 

- Eleno?- Ręka delikatnie nią potrząsała.- Eleno?- Ktoś głaskał ją po włosach, i Elena 

sennie poddała się temu dotykowi. 
 

- Damon?- Powiedziała w półśnie. 

 

Ręka przestała ja głaskad i zniknęła z jej włosów. Otworzył oczy. 

 

- Obawiam się, że to tylko ja.- Powiedział Stefan. Siedział obok niej na łóżku, jego usta 

były zaciśnięte, a oczy odwrócone. 

background image

 

50 

 

 

- Och, Stefan.- Powiedziała Elena siadając i przytulając się do niego.- Nie miałam na 

myśli… 
 

- W porządku.- Powiedział bez wyrazu odwracając się od niej.- Wiem co dla ciebie 

znaczył. 
 

Elena przysunęła go do siebie i spojrzała na jego twarz.- Stefan. Stefan.- Jego zielone 

oczy były nieobecne.- Przepraszam.- Powiedziała błagalnym tonem. 
 

- Nie masz za co przepraszad, Eleno.- Powiedział. 

 

- Stefan, Damon mi się śnił.- Przyznała się.- Masz rację, Damon był dla mnie ważny i… 

tęsknię za nim.- Na twarzy Stefana drgnął mięsieo, dotknęła jego szczęki.- Nigdy nie będę 
kochała nikogo bardziej niż kocham ciebie, Stefanie. To byłoby niemożliwe, Stefanie.- 
Powiedziała, czując, że zaraz może się rozpłakad.- Ty jesteś moją prawdziwą miłością, wiesz 
to.- Gdyby tylko mogła pokazad mu to swoim umysłem, sprawid żeby zrozumiał co do niego 
czuła. Nigdy w pełni nie zbadała swoich innych Mocy, nigdy nie posiadła ich w całości, ale 
utrata ich telepatycznego połączenia była zabójcza. 
 

Wyraz twarzy Stefana złagodniał.- Och, Eleno.- Powiedział powoli i objął ją 

ramionami.- Ja też tęsknię za Damonem.- Zanurzył twarz w jej włosach i jego następne słowa 
były niewyraźne.- Spędziłem setki lat walcząc z moim jedynym bratem. Nienawidziliśmy się. 
Zabiliśmy się nawzajem kiedy byliśmy ludźmi i wydaje mi się, że żaden z nas nie pogodził się z 
poczuciem winy, szokiem i horrorem tamtej chwili.- Poczuła, że jego ciało przeszył długi 
dreszcz. 
 

Westchnął smutno.- I kiedy w koocu zaczęliśmy odnajdywad drogę do ponownego 

bycia bradmi, to tylko dzięki tobie.- Z czołem cały czas opartym o jej ramię, Stefan chwycił 
rękę Eleny i trzymał ją między swoimi dwiema, obracając ją i głaskając kiedy mówił.- Zmarł 
tak nagle. Wydaje mi się, że nigdy nie spodziewałem się… Nigdy nie spodziewałem się, że 
Damon umrze przede mną. To ona zawsze był tym silnym, tym który naprawdę kochał życie. 
Czuję się…- Uśmiechnął się smutno.- Czuję się… zaskakująco samotny bez niego. 
 

Elena splotła swoje palce z palcami Stefana i mocno trzymała go za rękę. Obrócił 

twarz w jej stronę, natykając się na jej oczy, a ona odchyliła się trochę do tyłu żeby lepiej go 
widzied. W jego oczach było cierpienie i żal, ale też twardośd, której nigdy wcześniej tam nie 
widziała. 
 

Pocałowała go próbując pozbyd się tej surowości. Przez pół sekundy opierał się, a 

potem odwzajemnił pocałunek.  
 

- Och, Eleno.- Powiedział, a potem ponownie ją pocałował. 

 

Kiedy pocałunek pogłębił się, Elena poczuła słodkie, satysfakcjonujące uczucie tego, 

że tak właśnie powinno byd. Zawsze tak było: kiedy czuła się daleko od Stefana, dotyk ich ust 
potrafił ich znów zjednoczyd. Czuła przypływ miłości i trzymała się tego, odwzajemniając to 
uczucie, czułośd między nimi rosła. Bez jej Mocy, potrzebowała tego jak nigdy. 
 

Próbowała dosięgnąd go swoim umysłem i emocjami, poprzez czułośd, za ich solidną 

miłośd, która zawsze czekała na nią w pocałunkach Stefana i udała się jeszcze głębiej w jego 

background image

 

51 

 

umysł. Tam znajdowała się dzika namiętnośd, którą odwzajemniła, ich emocje splotły się 
razem, a ręce ścisnęły się mocniej. 
 

Pod pasją znajdował się żal, okropny, niekooczący się żal. Jeszcze głębiej, zakopana w 

głębinach emocji Stefana, była boląca samotnośd, samotnośd mężczyzny, który żył przez 
wieki bez towarzysza. 
 

I właśnie w tej samotności było coś nieznajomego. Coś… nieustępliwego, zimnego i 

metalicznego, jak gdyby ugryzła metal. 
 

Było tam coś, co Stefan przed nią ukrywał. Elena była tego pewna i sięgnęła jeszcze 

głębiej w jego umysł, gdy ich pocałunki stały się bardziej intensywne. Potrzebowała całej jego 
osoby… Zaczęła odgarniad włosy do tyłu żeby zaoferowad mu swoją krew. To zawsze zbliżało 
ich najbardziej jak tylko mogło. 
 

Ale zanim mógł przyjąd jej propozycję, usłyszeli nagłe stukanie do drzwi. 

 

Otworzyły się prawie od razu i ciocia Judith zajrzała do środka. Elena mrugając, zdała 

sobie sprawę, że jest w łóżku sama. Bolały ją ręce od tempa w jakim Stefan się od niej 
odsunął. Spojrzała nerwowo dookoła, ale zniknął. 
 

- Śniadanie jest na stole, Eleno.- Powiedziała radośnie ciocia Judith. 

 

- Mhm.- Powiedziała rozkojarzona Elena, zaglądając do szafy żeby sprawdzid czy 

Stefan się niej nie schował.[ 
 

- Wszystko w porządku, kochanie?- Powiedziała jej ciotka, jej czoło zmarszczyło się z 

niepokoju. Elena zdała sobie sprawę jak musi wyglądad: oczy szeroko otwarte, zarumieniona, 
potargane włosy, siedząc w swojej pomalowanej pościeli rozglądając się dziko po pokoju. 
Minęło dużo czasu od kiedy Stefan musiał używad swojej wampirzej szybkości do czegoś  tak 
zwyczajnego jak nie zostanie przyłapanym w jej sypialni! 
 

Uśmiechnęła się do cioci.- Przepraszam, chyba jeszcze się nie obudziłam. Zaraz zejdę.- 

Powiedziała.- Lepiej się pospieszę. Stefan niedługo po mnie przyjedzie. 
 

Kiedy ciocia Judith wyszła z pokoju, Elena w koocu zauważyła Stefana. Machał do niej 

z trawnika pod jej otwarty oknem. Pomachała do niego śmiejąc się, na chwilę odsunęła na 
bok dziwne emocje, które znalazła w umyśle Stefana. Pokazał ręką, że pójdzie naokoło do 
frontowych drzwi i że za chwilę się tam spotkają. 
 

Znowu się zaśmiała i wyskoczyła z łóżka żeby zacząd się przygotowywad na piknik w 

Hot Springs. Fajnie było byd dziewczyną, która martwiła się o to, że dostanie szlaban… To 
wydawało się… przyjemnie normalne. 
 

Parę minut później, Elena ubrana w krótkie spodenki w jasną niebieską koszulkę, z 

włosami związanymi w kitkę, schodziła po schodach. Wtedy właśnie zadzwonił dzwonek. 
 

- To pewnie Stefan.- Krzyknęła kiedy ciocia Judith pojawiła się w drzwiach kuchni. 

Elena chwyciła plażową torbę i przenośną lodówkę z ławki w holu. 
 

- Elena!- Krzyknęła ciocia.- Musisz coś zjeśd zanim pójdziesz! 

 

- Nie mam czasu.- Powiedziała Elena uśmiechając się na myśl o tym jak znajomo 

brzmiała ta kłótnia.- Zjem muffinkę po drodze.- Ona i ciocia Judith wymieniały się tym 
słowami albo podobnymi, przez większośd poranków, gdy Elena chodziła do szkoły. 

background image

 

52 

 

 

- Och, Eleno.- Powiedziała ciocia Judith wywracając oczami.- Nie ruszaj się młoda 

damo. Zaraz wrócę. 
 

Elena otworzyła drzwi i uśmiechnęła się do Stefana.- Witaj, nieznajomy.- Powiedziała 

łagodnie. Pocałował ją, poczuła słodki dotyk jego warg. 
 

Ciocia Judith wbiegła z powrotem do holu i wepchnęła jej w rękę batonik z musli.- 

Masz.- Powiedziała.- Przynajmniej będziesz miała coś w żołądku. 
 

Elena przytuliła ją.- Dziękuję, ciociu Judith.- Powiedziała.- Do zobaczenia później. 

 

- Baw się dobrze, ale proszę nie zapomnij o dzisiejszym występie Margaret.- 

Powiedziała ciocia Judith.- Ona tak się cieszy.- Ciocia Judith pomachała im na do widzenia z 
progu, kiedy Elena i Stefan szli do samochodu. 
 

- Spotykamy się z resztą w pensjonacie, a potem jedziemy razem do Hot Springs.- 

Powiedział Stefan.- Matt i Meredith biorą swoje samochody. 
 

- Och, to dobrze. Nie będziemy musieli się tak ściskad jak wczoraj. Nie żebym miała 

coś przeciwko siedzeniu na twoich kolanach, ale myślałam, że zgniotę Celię.- Powiedziała 
Elena. Wyciągnęła głowę do góry i rozciągnęła się niczym kot w świetle słooca. Wiatr 
potrząsał jej kitką, zamknęła oczy i rozkoszowała się tym uczuciem. – To wspaniały dzieo na 
piknik.- Powiedziała. Świat tętnił śpiewem ptaków i szumem drzew. Delikatne białe chmurki 
przemykały przez jasne niebieskie niebo.- Myślisz, że to przyniosłoby pecha jeśli 
powiedzielibyśmy, że takiego dnia nic nie może popsud?- Zapytała. 
 

- Tak, to na pewno przyniosłoby pecha.- Odpowiedział Stefan patrząc jej w twarz i 

otwierając przed nią drzwi pasażera. 
 

- Więc tego nie powiem.- Powiedziała Elena.- Nawet tak nie pomyślę, ale czuję się 

dobrze. Od wieków nie byłam w Hot Springs.- Uśmiechnęła się z tej czystej przyjemności. 
Stefan odwzajemnił uśmiech, ale Elena po raz kolejny zobaczyła to nowe coś, coś 
problematycznego w jego oczach.