background image

 

 

S

HERRYL 

W

OODS

 

 

NIETYPOWE 

ZARĘCZYNY

background image

ROZDZIAŁ 1 

Richard Carlton siedział przy stoliku w swojej ulubionej restauracji, serwującej owoce morza, 

i przez telefon komórkowy załatwiał sprawy służbowe. Zniecierpliwiony, spojrzał na stojący 

pod ścianą duży, zabytkowy zegar. Odbył jeszcze dwie rozmowy i marszcząc brwi, zerknął z 

kolei na zapięty na przegubie ręki zegarek marki Rolex. 

Przyszedł  na  to  spotkanie  wyłącznie  ze  względu  na  ciotkę  Destiny  i  również  ze  względu  na 

nią  postanowił  poczekać  jeszcze  pięć  minut.  Ciotka  znalazła  dla  niego  jakąś  cudowną 

specjalistkę od marketingu i publicznego wizerunku, a on obiecał, że da dziewczynie szansę, 

zatrudniając ją w rodzinnym koncernie, którym zarządzał. Dziewczyna nie miała, co prawda, 

doświadczenia  w  pracy  dla  wielkich  korporacji  o  międzynarodowym  zasięgu,  ale  Richard 

zdecydował, że pozwoli jej się wykazać. 

Zamierzał  rozpocząć  karierę  polityczną,  dlatego  też  potrzebował  konsultanta,  który 

wykreowałby jego wizerunek na użytek wyborców i pomógł wystartować z kampanią. Myślał 

o  kimś  bardziej  dojrzałym,  uległ  jednak,  bo  kiedy  ciotka  Destiny  coś  postanowiła,  potrafiła 

być nadzwyczaj przekonująca. 

- Proszę, zjedz z nią lunch. Dobrze wiem, jak trudno cię zadowolić, ale daj jej tylko szansę, a 

już ona ci udowodni, że jest najlepsza - zapewniała ciotka z błyskiem w oku. 

-  Pochlebiasz mi. - Na twarzy Richarda pojawił się wymuszony uśmiech. 

-  Ależ skąd, skarbie! - Ciotka poklepała go po policzku, jak gdyby znowu miał dwanaście lat 

i właśnie coś przeskrobał. 

Destiny Carlton była utrapieniem życia Richarda. Wątpił, aby w całym wszechświecie mogła 

istnieć  druga  taka  ciotka.  Kiedy  miał  niespełna  dwanaście  lat,  mały  samolot,  którym  lecieli 

jego  rodzice,  roztrzaskał  się  w  górach  w  czasie  mgły.  Rodzice  zginęli,  a  dwadzieścia  cztery 

godziny później w życie Richarda energicznie wkroczyła ciotka. 

Była starszą siostrą jego ojca i aż do owego tragicznego wydarzenia prowadziła barwne, pełne 

przygód  życie.  Bawiła  się  w  stolicach  całej  Europy  i  przyjaźniła  z  książętami.  Grała  w 

kasynach  Monaco  i  jeździła  na  nartach  w  Alpach  szwajcarskich.  Po  pewnym  czasie  osiadła 

we  Francji.  Kupiła  duży  wiejski  dom  w  Prowansji  i  poważnie  zajęła  się  malowaniem.  Jej 

obrazy  stawały  się  coraz  lepsze,  tak  że  z  czasem  zaczęła  je  nawet  sprzedawać  w  malutkiej 

galerii w centrum Paryża. Destiny była ekscentryczna i pełna fantazji. W jej towarzystwie nie 

mogło być mowy o smutku czy nudzie. Ani Richard, ani jego młodsi bracia nigdy wcześniej 

nie spotkali nikogo takiego. A była wtedy kimś, kogo właśnie potrzebowali mali, przerażeni 

chłopcy. 

background image

Gdyby  na  jej  miejscu  znalazła  się  samolubna  kobieta,  zabrałaby  po  prostu  chłopców  do 

Francji i żyła jak wcześniej, nie przejmując się losem małych bratanków. Natomiast Destiny 

wzięła  na  siebie  obowiązki  matki  z  takim  samym  zapałem,  z  jakim  wcześniej  oddawała  się 

malarstwu. Jej artystyczna dusza i temperament wtargnęły w uporządkowane życie chłopców. 

W domu zapanował chaos, wydarzenia goniły jedne za drugim, ale ani przez chwilę nie mieli 

wątpliwości,  że  ciotka  ich  kocha.  Oni  zaś  po  prostu  ją  uwielbiali,  nawet  wtedy,  kiedy 

doprowadzała  ich  do  szaleństwa.  Tak  jak  ostatnio,  gdy  wbiła  sobie  do  głowy,  że  nadeszła 

pora,  aby  się  ustatkowali.  Ku  rozpaczy  Destiny,  zarówno  Richard,  jak  i  jego  bracia,  Mack  i 

Ben, wykazywali niezwykłą odporność na jej nalegania. 

Mimo  wpływu,  jaki  wywarły  na  niego  lata  spędzone  z  ciotką,  Richard  pozostał  wierny 

zasadom  ojca  i  podchodził  do  życia  z  powagą,  a  nawet  z  pewną  melancholią.  „Pracuj,  a 

dojdziesz  do  celu".  „Nie  pozostawaj  obojętny  na  sprawy  społeczne".  „Osiągnij  coś,  stań  się 

kimś".  Te  słowa  ojciec  powtarzał  mu  nieomal  od  urodzenia,  wpajając  poczucie  obowiązku, 

tak że Richard już w wieku dwunastu lat czuł na barkach ciężar odpowiedzialności za zakłady 

przemysłowe  od  pokoleń  pozostające  w  rękach  rodziny.  Chociaż  po  śmierci  ojca  firmą 

kierował ktoś spoza Carltonów, nie było wątpliwości, że z czasem właśnie Richard przejmie 

zarządzanie.  Jego  bracia  również  mogliby  tam  pracować,  gdyby  tylko  wykazali  chęć.  Ani 

wcześniej jednak, ani teraz żaden z nich nie był tym zainteresowany. 

Będąc  dziećmi,  Mack  i  Ben  po  szkole  oddawali  się  tylko  zabawom.  Jedynie  Richard  wziął 

sobie  do  serca  obowiązki,  jakie  rodzina  miała  wobec  koncernu,  i  codziennie  po  lekcjach 

maszerował do starego ceglanego budynku, w którym mieściły się biura zarządu. 

Ciotka  próbowała  zachęcać  go  do  czytania  książek,  ale  chłopca  pociągały  jedynie  stare, 

wytarte  od  wielokrotnego  wertowania  księgi  finansowe  koncernu.  Były  dla  niego  o  wiele 

ciekawsze  niż  powieści.  Przeglądając  starannie  wypisane  kolumny  cyfr,  zapoznawał  się  z 

historią  finansów  rodzinnych  zakładów.  Chłodna  logika  i  nienaganny  porządek  zapisów 

księgowych uspokajały go w sposób, którego nigdy nie udało mu się opisać ani wytłumaczyć. 

Nawet  teraz  znacznie  lepiej  rozumiał  reguły  rządzące  światem  biznesu  niż  motywy 

postępowania ludzi. 

W wieku dwudziestu trzech lat Richard uzyskał dyplom z zarządzania w jednej z najbardziej 

prestiżowych  uczelni  ekonomicznych  kraju  i  zasiadł  w  fotelu  prezesa  zarządu  koncernu 

Carltonów. Nie zaskoczyło to ani pracowników, ani partnerów zagranicznych. Wielu z nich i 

tak  było  przekonanych,  że  to  Richard  od  śmierci  ojca  nieoficjalnie  kierował  koncernem,  bo 

nawet jako dziecko demonstrował niezwykłe wprost przekonanie o słuszności swoich decyzji. 

background image

W  ciągu  dziewięciu  lat  prezesury  Richard  doprowadził  koncern  do  rozkwitu.  Tak  właśnie, 

jakby  sobie  życzył  ojciec.  Firma  rozrastała  się  i  krok  po  kroku  rozszerzała  swoje  wpływy. 

Richard dokonywał finezyjnych fuzji, jeśli jednak zmuszała go do tego konieczność, nie cofał 

się  też  przed  brutalnym  przejmowaniem  kolejnych  zakładów.  Był  młodym,  odnoszącym 

sukcesy biznesmenem i jednym z najbardziej pożądanych kandydatów na męża w mieście. 

Niestety,  z  kobietami  nie  radził  sobie  tak  dobrze  jak  w  pracy.  Wszystkie,  z  którymi  się 

spotykał, po pewnym czasie orientowały się, że są dla Richarda o wiele mniej interesujące niż 

zawsze  pilne  sprawy  koncernu.  Żadna  nie  chciała  się  z  tym  pogodzić  i  po  kolei  szybko  go 

opuszczały.  Kiedy  ostatnia,  odchodząc,  nazwała  go  zimnym  draniem,  nawet  nie 

zaprotestował, bo w głębi duszy uważał, że niewiele się pomyliła. Doszedł też do wniosku, że 

dosyć ma rozczarowań, i postanowił poświęcić się wyłącznie biznesowi. Na tym polu czuł się 

pewnie,  znał  reguły,  według  których  toczyła  się  gra.  Niepowodzenia  w  życiu  uczuciowym 

sprawiły, że odsunął się w końcu od kobiet. Zaczął też rozważać karierę polityczną i start w 

wyborach do władz miasta. Oczywiście fotel burmistrza Alexandrii miał być tylko trampoliną 

do  dalszej  kariery.  Richard  widział  siebie  w  przyszłości  jako  gubernatora,  a  nawet  senatora. 

Tego  zresztą  oczekiwał  po  nim  i  jego  braciach  ojciec,  który  pragnął,  by  stali  się  ludźmi 

znaczącymi i wpływowymi zarówno w biznesie, jak i w życiu politycznym kraju. Aby jednak 

Richard  mógł  wystartować  z  kampanią  wyborczą,  potrzebował  kogoś,  kto  zajmie  się 

wykreowaniem jego wizerunku i sprawi, że pojawi się w mediach jako poważny kandydat. To 

właśnie miałoby należeć do obowiązków nowego konsultanta. 

Według  Richarda  była  to  właściwa  chwila  na  zaistnienie  w  życiu  politycznym.  Tak  też 

uważał  kiedyś  jego  ojciec,  który  często  mówił  o  swych  planach  wobec  synów.  Głęboko 

wierzył,  że  przyszłość  trzeba  planować,  i  opracowywał  przeróżne  długo-  i  krótkoterminowe 

strategie  działania.  Richard  przejął  po  nim  ten  sposób  postępowania,  z  tym  że  jego  plany 

sięgały  znacznie  dalej.  Lubił  też  znać  prognozy  dla  koncernu  na  dziesięć,  dwadzieścia  czy 

nawet trzydzieści lat naprzód. 

Zniecierpliwionym gestem przywołał kelnera. Był zły, że marnuje czas, czekając na kobietę, 

która  spóźniała  się  już  dwadzieścia  minut.  Dla  kogoś  takiego  jak  on,  kto  ma  plan  dnia 

precyzyjnie  rozpisany  i  napięty  do  granic  możliwości,  tego  typu  zachowanie  było  nie  do 

przyjęcia.  

-  Czym mogę służyć, panie Carlton? - Szef sali natychmiast zjawił się przy stoliku. 

-    Bądź  tak  dobry,  Donaldzie,  i  dopisz  tę  kawę  do  mojego  rachunku.  Osoba,  z  którą  byłem 

umówiony, nie przyszła, a nie mogę już dłużej czekać. 

-  Kawa była na koszt firmy, proszę pana. Czy kucharz ma zapakować sałatkę na wynos? 

background image

-  Nie trzeba, dziękuję. 

-  Przynieść panu płaszcz? 

-  Przyszedłem bez płaszcza. 

-  W takim razie proszę przynajmniej pozwolić, żebym wezwał taksówkę. Pada coraz większy 

ś

nieg i na ulicach zrobiło się ślisko. Może dlatego pana gość się spóźnia. 

Richard myślał już tylko o tym, żeby wrócić do pracy, i nie interesowało go, co przeszkodziło 

dziewczynie przyjść punktualnie na spotkanie. 

-    Jeżeli  pogoda  rzeczywiście  jest  tak  zła,  to  szybciej  dojdę  na  piechotę,  ale  dziękuję  ci.  A 

gdyby panna Hart jednak się pojawiła, to powiedz jej, proszę, że... - Richard urwał. 

Nie  chciał  zdenerwować  Destiny,  a  wiedząc,  że  jest  ulubioną  klientką  Donalda,  był  pewien, 

ż

e  kelner  powtórzy  każde  jego  słowo.  Obiecał  dać  dziewczynie  szansę  i  uznał,  że  wywiązał 

się z obietnicy. Obawiał się jednak, że ciotka może to odebrać inaczej. 

-  Powiedz jej po prostu, że nie mogłem dłużej czekać - zakończył. 

-  Oczywiście, proszę pana, powtórzę. 

Richard  otworzył  drzwi  i  dał  krok  na  zaśnieżony  chodnik,  a  wchodząca  w  tej  chwili  do 

restauracji  kobieta  wpadła  na  niego  z  impetem.  Utrzymał  się  na  nogach  tylko  dlatego,  że 

mocno  uchwycił  się  drzwi.  Kobieta  poderwała  głowę  i  zobaczył  ogromne,  brązowe  oczy 

ocienione długimi rzęsami. Nieznajoma straciła równowagę, poślizgnęła się i byłaby upadła, 

gdyby jej nie złapał. 

Pomógł jej stanąć prosto i trzymając ją w ramionach, poczuł nagle przez grubą kurtkę, że jest 

krucha  i  delikatna.  Zaskoczony  stwierdził,  że  nieznajoma  budzi  w  nim  instynkt  opiekuńczy, 

jakiego nie odczuwał w stosunku do nikogo poza swoimi młodszymi braćmi i ciotką. Kobiety, 

z którymi stykał się w życiu, były na ogół silne i same dawały sobie radę, nie wzbudzając w 

nim nigdy podobnych uczuć. 

Kobieta  zamknęła  oczy,  jakby  nie  chciała  uwierzyć  w  to,  co  widzi,  a  kiedy  je  otworzyła, 

miała bardzo nieszczęśliwą minę. 

-  Proszę powiedzieć, że nie jest pan Richardem  Carltonem - wyrzekła błagalnie. - Niestety, 

jest pan Richardem Carltonem - dodała, nim zdążył odpowiedzieć. - Wygląda pan tak jak na 

zdjęciu, które pokazała mi pana ciotka. - Nic mi się dzisiaj nie udaje. Utknęłam w korku, a na 

dodatek zaczął padać śnieg - próbowała się usprawiedliwiać. - Przypuszczam, że nie ma pan 

ochoty wrócić do środka, byśmy jeszcze raz mogli zacząć to spotkanie? - zapytała, patrząc na 

niego z nadzieją w oczach. 

-  Melanie Hart, jak sądzę. - Richard stłumił westchnienie. 

background image

-    Mogłabym  udawać,  że  jestem  kimś  innym  i  zapomnielibyśmy  o  całym  tym  niefortunnym 

wydarzeniu. Później zadzwoniłabym do pańskiego biura z przeprosinami, umówilibyśmy się 

jeszcze raz i dopiero zaczęlibyśmy znajomość we właściwy sposób - powiedziała, spoglądając 

na niego niepewnie.  

-  Naprawdę zastanawiała się pani, czy mnie nie okłamać? 

-    Byłaby  to  strata  czasu,  prawda?  I  tak  zresztą  już  się  wydało,  kim  jestem  -  stwierdziła  z 

ż

alem. - Wiedziałam, że spotkanie na lunchu to nie jest dobry pomysł. Zdecydowanie lepsze 

wrażenie robię w sali konferencyjnej, mając do dyspozycji rzutnik i wykresy. Tłumaczyłam to 

Destiny, ale uparła się przy lunchu. Mówi, że kiedy jest pan głodny, szybko się pan irytuje. 

-  Miło, że podzieliła się z panią swym spostrzeżeniem - odparł Richard, przyrzekając sobie w 

duchu,  że  odbędzie  z  ciotką  kolejną  nieprzynoszącą  rezultatów  rozmowę  na  temat  jej 

okropnego nawyku omawiania z postronnymi osobami zwyczajów bratanka i jego słabostek. 

Jeżeli miał zamiar wystartować w wyborach, to jej długi język mógł  go pozbawić szansy na 

wygraną, zanim jeszcze zdąży rozpocząć kampanię. 

-  Przypuszczam, że nie zjadł pan lunchu? - zapytała z nadzieją Melanie. 

-  Nie. 

-    Z  pewnością  dlatego  jest  pan  zirytowany.  Może  więc  lepiej  zejdę  panu  z  oczu,  a  potem 

spróbuję zrozumieć, jak mogłam zawalić najważniejsze w życiu spotkanie w sprawie pracy. 

-  Gdyby chciała pani usłyszeć opinię na ten temat, to proszę do mnie zadzwonić - odrzekł. 

Zamierzał  ją  ominąć  i  po  prostu  odejść,  ale  dziewczyna  wyglądała  na  tak  szczerze 

zmartwioną, że jakoś nie mógł jej zostawić. Destiny zaś twierdziła, że Melanie jest naprawdę 

dobra w tym, co robi, a on wiedział, że ciotka rzadko się w tych sprawach myli. Znała się na 

ludziach i potrafiła ich właściwie ocenić, oczywiście pod warunkiem, że zdołała się zdobyć na 

obiektywizm. Richard obawiał się jednak, że w tym wypadku serce ciotki wzięło górę nad jej 

chłodnym osądem, a mimo to... 

Zirytowany, ujął dziewczynę pod ramię i wszedł z powrotem do restauracji. 

-  Daję pani pół godziny - rzucił krótko. 

Szef sali uśmiechnął się szeroko i poprowadził ich do tego samego stolika, przy którym przed 

chwilą  siedział  Richard.  Zmieniono  już  obrus  i  nakrycia,  a  ponadto  postawiono  zapaloną 

ś

wiecę.  Richard  uznał,  że  Donald,  spodziewając  się  jego  powrotu,  próbował  stworzyć  miły 

nastrój  i  choć  trochę  poprawić  mu  humor.  Nie  było  cienia  wątpliwości,  że  jest  w  zmowie  z 

ciotką i że zadzwonił do niej natychmiast po jego wyjściu. 

Przyniósł dzbanek świeżo zaparzonej kawy, a Richard spojrzał na zegarek. 

-  Zostało pani dwadzieścia cztery minuty. Proszę je dobrze wykorzystać. 

background image

Dziewczyna energicznym ruchem sięgnęła po teczkę z dokumentami, przewracając przy tym 

szklankę z wodą, która chlusnęła wprost na uda rozmówcy. 

Richard zerwał się na równe nogi, czując, jak lodowata ciecz przesiąka przez tkaninę spodni. 

Ciekawe, co jeszcze się dzisiaj wydarzy? - pomyślał z rezygnacją. 

-    O  Boże,  najmocniej  pana  przepraszam.  -  Melanie  chwyciła  serwetkę,  jak  gdyby  miała 

zamiar zabrać się do osuszania zmoczonej garderoby. 

Postanowił nie protestować, ciekaw, jak się zachowa, kiedy sobie zda sprawę z tego, gdzie go 

dotyka. Ale Melanie najwidoczniej już to sobie uświadomiła i po prostu podała mu serwetkę. 

-  Jeszcze raz przepraszam - powtórzyła, kiedy Richard wycierał spodnie. - Przysięgam, że na 

ogół  nie  jestem  taką  niezdarą.  Naprawdę  nie  -  zapewniła,  widząc  jego  powątpiewające 

spojrzenie. 

-  Wierzę pani - mruknął bez przekonania. 

Melanie wyprostowała się i popatrzyła mu prosto w oczy. 

-   Zrozumiem, jeśli pan  zaraz wyjdzie.  Zrozumiem również, jeśli zabroni mi pan zbliżać się 

do swoich drzwi. Jednak postępując tak, popełni pan poważny błąd - ostrzegła. 

Niewątpliwie  ma  dziewczyna  tupet,  pomyślał  i  przestał  wycierać  spodnie,  bo  i  tak  nie 

przynosiło to żadnych rezultatów. 

-  Dlaczego tak pani uważa? - zapytał. 

-  Wiem, jak przyciągnąć uwagę ludzi i dlatego to właśnie mnie pan potrzebuje. 

-    Zgadzam  się  z  pierwszą  częścią  tego  twierdzenia.  Nasze  spotkanie  mogę  uznać  za 

niezapomniane,  choć  katastrofalne  w  skutkach.  Oczekiwałem  jednak  czegoś  bardziej 

twórczego. 

-  Umiem poprowadzić kampanię - nie dawała za wygraną. - Znam właściwych ludzi, jestem 

inteligentna  i  pracuję  w  niekonwencjonalny  sposób.  Dobrze  wiem,  jak  wykreować  swoich 

klientów, aby przekonać do nich media. Opracowałam wstępny projekt pańskiej kampanii. 

Sięgnęła znów po teczkę z dokumentami, a Richard przezornie chwycił stojącą na stole drugą 

szklankę z wodą i odstawił ją poza zasięg rąk dziewczyny. Po chwili cały  stolik zasłany był 

papierami, a ona ciągle usiłowała znaleźć te właściwe. 

-  Doceniam pani chęci, panno Hart, ale obawiam się, że nic nie wyjdzie z naszej współpracy 

-  oznajmił,  kiedy  wreszcie  znalazła  swój  projekt.  -  Szukam  kogoś  bardziej  dojrzałego  - 

próbował złagodzić nieco wymowę poprzednich słów. 

I mniej roztargnionego, dodał w myśli. Nie chcę też mieć obok siebie atrakcyjnej dziewczyny, 

której  obecność  wciąż  będzie  mi  uświadamiała,  że  od  miesięcy  obywam  się  bez  seksu. 

background image

Zatrudnianie  pracownika,  który  wzbudza  w  szefie  takie  uczucia,  to  w  dzisiejszych  czasach 

prowokowanie losu i narażanie się na proces o molestowanie. 

Nie wiedział, dlaczego ta dziewczyna tak na niego działa. Najpierw niemal go znokautowała, 

potem  rozzłościła,  w  końcu  doszedł  do  wniosku,  że  mu  się  podoba.  A  wszystko  to  w  ciągu 

niespełna dwudziestu pięciu minut. Spojrzał na zegarek i z ulgą stwierdził, że czas, który jej 

obiecał, się kończy. 

-  Czas dobiega końca. Miło mi było panią poznać i życzę wszystkiego dobrego. 

Melanie  popatrzyła  na  Richarda  smutnymi  sarnimi  oczami.  Jego  puls  gwałtownie 

przyspieszył. 

-  Nie chce mnie pan - stwierdziła. 

On zaś nie mógł oderwać oczu od jej miękkich,  pełnych i bardzo ponętnych ust. Najwyższa 

pora wygospodarować czas na randki. 

-    Nie  ująłbym  tego  w  ten  sposób  -  powiedział.  -  Uważam  po  prostu,  że  nie  pasujemy  do 

siebie. Jeżeli jest pani rzeczywiście tak utalentowana, jak utrzymuje moja ciotka, to zanim się 

pani obejrzy, już będzie pani pracowała dla innej dużej korporacji. 

-  Źle mnie pan zrozumiał, panie Carlton. Mam własną firmę, klientów i nie narzekam na brak 

pracy. Chciałam się zająć kampanią korporacji Carltonów ponieważ jestem zdania, że potrafię 

coś, czego nie potrafią wasi pracownicy. 

-  A konkretnie? 

-    Chciałam  wykreować  nowy,  o  wiele  bardziej  współczesny  wizerunek  zarówno  pańskich 

zakładów, jak i pana samego. Zaczynam się jednak zastanawiać, czy sposób, w jaki jesteście 

postrzegani  w  tej  chwili,  nie  odpowiada  prawdzie.  -  Wstała,  odwróciła  się  i  z  podniesioną 

głową ruszyła do drzwi. 

Kiedy szła, szczupłe biodra lekko się kołysały. Richard jak zahipnotyzowany wpatrywał się w 

jej pośladki. Dawno nie widział kobiety chodzącej w równie podniecający sposób. 

Co się z nim dzieje? Ta piekielna kobieta najpierw omal go nie przewróciła, potem wylała na 

niego  lodowatą  wodę,  obraziła  go  i  odeszła.  A  on  wciąż  nie  może  oderwać  od  niej  oczu. 

Doskonale  jednak  rozumiał,  w  czym  rzecz.  Otóż ona  zamierzała  dla  niego  pracować,  a  on z 

jakichś niezrozumiałych, szalonych powodów chciał ją zaciągnąć do łóżka. 

-    I  właśnie  wtedy  polałam  go  wodą.  -  Melanie  kończyła  relacjonować  Destiny  swoje 

spotkanie z Richardem. - Będę miała szczęście, jeśli nie dostanie zapalenia płuc i nie oskarży 

mnie o spowodowanie choroby. W jutrzejszej poczcie znajdę pewnie uprzejmy list, w którym 

twój  bratanek  oznajmi,  że  nie  może  mnie  zatrudnić.  Jestem  przekonana,  że  wzbudziłam  w 

nim  żywą  niechęć,  a  list  pozbawi  mnie  reszty  złudzeń.  Najprawdopodobniej  wyśle  go  przez 

background image

kuriera  jeszcze  dziś  wieczorem,  przerażony,  że  rano  mogę  się  pojawić  w  biurze  i  podpalić 

budynek. 

Kobiety  siedziały  w  saloniku  domu,  który  był  kiedyś  siedzibą  rodziny  Carltonów,  a  obecnie 

mieszkała w nim tylko Destiny. 

-  Kochanie, naprawdę nie mogło ci pójść lepiej. - Destiny była bardzo zadowolona. - Richard 

zbyt  poważnie  traktuje  własną  osobę  i  jest  okropnie  nadęty.  Ty  zaś  jesteś  jak  świeża  bryza. 

On tego właśnie potrzebuje. 

-  Nie wydaje mi się, żeby dostrzegł zabawną stronę całej tej sytuacji - odparła Melanie. 

Ż

ałowała,  że  tak  się  stało,  bo  Richard  się  jej  spodobał.  Co  prawda,  odnosił  się  do  niej  z 

rezerwą,  był  nieco  sztywny,  ale  mogła  go  przekonać  do  częstszego  uśmiechania  się.  Wtedy 

bez względu na swój program wyborczy zdobyłby  głosy wszystkich mieszkanek Alexandrii. 

Melanie była przekonana, że może wiele zrobić zarówno dla koncernu, jak i dla jego prezesa. 

Stanowiłoby  to  dla  niej  nie  lada  wyzwanie,  coś,  na  co  od  dawna  czekała.  Ale  wszystko 

przepadło.  Jej  firma  w  rzeczywistości  wcale  nie  prosperowała  tak  świetnie,  jak  przedstawiła 

to Richardowi i dopiero taki klient zapewniłby jej przyszłość na rynku. 

-  Porozmawiam z nim i na pewno uda mi się załagodzić sytuację - obiecała Destiny. 

-    Zostaw  to,  proszę.  Dość  już  dla  mnie  zrobiłaś  -  odrzekła  Melanie.  -  Richard  zgodził  się 

spotkać  ze  mną  na  twoją  prośbę,  a  ja  nie  umiałam  wykorzystać  szansy.  Zawaliłam  sprawę, 

więc teraz powinnam samodzielnie znaleźć sposób, żeby to naprawić. 

-  Jestem pewna, że ci się uda. Doskonale sobie radzisz w trudnych chwilach. Wiem o tym od 

momentu, kiedy tylko się spotkałyśmy. - Destiny uśmiechnęła się. 

-    Nie  wiem,  czy  pamiętasz,  ale  to  było  wtedy,  kiedy  wgniotłam  ci  tylny  błotnik  - 

przypomniała Melanie. 

-  Pamiętam doskonale. W ciągu kilku minut przekonałaś mnie, że i tak już najwyższa pora na 

kupno nowego samochodu. Zawiozłaś mnie do salonu i zanim minęła godzina, siedziałam za 

kierownicą  wystrzałowego  czerwonego  kabrioletu.  A  przecież  nie  jestem  osobą  łatwo 

ulegającą wpływom - orzekła Destiny. 

-    Kogo  chcesz  oszukać?  -  Melanie  roześmiała  się.  -  Od  dawna  zamierzałaś  kupić  nowy 

samochód,  a  stłuczka  była  tylko  pretekstem,  żeby  to  w  końcu  zrobić.  Właściciel  salonu,  do 

którego cię zawiozłam, jest moim klientem. Wiedziałam więc, że zaoferuje ci dobrą cenę. 

-  Nie rozumiesz? Przecież w marketingu chodzi właśnie o to, żeby skłonić ludzi do kupienia 

czegoś, co do tej pory wydawało się im niepotrzebne - powiedziała Destiny. - A ty musisz po 

prostu przekonać mojego bratanka, że nie może bez ciebie żyć, a raczej, że koncern nie może 

bez ciebie funkcjonować. 

background image

W głowie Melanie zadźwięczał sygnał alarmowy i przyjrzała się uważnie starszej pani. 

-  Nie próbujesz mnie chyba swatać? - zapytała nieufnie. 

-    Ja?  Miałabym  cię  swatać  z  Richardem?  Mój  bratanek  nie  słucha  mnie  w  sprawach 

sercowych. Po co więc traciłabym czas? 

Choć  brzmiało  to  przekonująco,  Melanie  nie  całkiem  uwierzyła.  Destiny  Carlton  była 

fascynującą  kobietą,  mądrą,  dobrą.  Melanie  znała  ją  jednak  na  tyle  dobrze,  by  wiedzieć,  że 

jeśli  sytuacja  tego  wymaga,  potrafi  uciec  się  do  podstępu.  Wiedziała  również,  że  uwielbia 

swoich bratanków. Odkąd się tylko poznały, rozwodziła się nad ich zaletami i wyznała jej, że 

byłaby  szczęśliwa,  gdyby  się  w  końcu  ustatkowali.  Kto  wie,  do  czego  gotowa  była  się 

posunąć, żeby ich pożenić? 

-  Wiesz, że nie szukam męża - przypomniała Melanie. 

-  Ale ciekawej pracy wciąż szukasz. A może coś się zmieniło? - zapytała Destiny. 

-  Nic się nie zmieniło. 

-  W takim razie połączmy siły i wymyślmy jakiś dorzeczny plan - zaproponowała pogodnie 

starsza pani. - Nikt nie zna słabostek Richarda lepiej niż ja. 

-  To on ma w ogóle jakieś słabostki? - zapytała Melanie z niedowierzaniem. 

Richard wydał się jej' pewny siebie, zdecydowany, nieco arogancki i pozbawiony  wszelkich 

słabostek.  Jej  praca  zaś  polegała  właśnie  na  tym,  by  wytropić  słabe  punkty  klienta,  a  potem 

starannie  je  ukryć  lub  skorygować,  tak  by  media  nie  mogły  ich  wykorzystać  przeciwko 

niemu. Ale choć była specjalistką, u Richarda nie dostrzegła niczego, co wyglądało na słaby 

punkt. 

-    Richard  jest  mężczyzną.  A  każdego  mężczyznę  można  zdobyć.  Należy  tylko  zastosować 

odpowiednią taktykę. Opowiadałam ci o księciu? - zapytała Destiny. 

-  O tym, który jeździł za tobą po całej Europie? 

-    To  była  miłość  mojego  życia  -  nieoczekiwanie  wyznała  Destiny.  -  Ale  lepiej  zostawmy 

przeszłość  w  spokoju  i  wróćmy  do  Richarda.  Mam  mały  domek  nad  rzeką,  jakieś  sto 

trzydzieści  kilometrów  od  miasta.  Myślę,  że  zdołam  nakłonić  Richarda,  aby  spędził  tam 

weekend. 

Melanie nie spodobał się ten plan. Raz już zaufała wyczuciu przyjaciółki i miało to opłakane 

skutki. 

-  Richard tam pojedzie i co dalej? - Badawczo popatrzyła na Destiny. 

-    Kiedy  on  już  tam  będzie,  niespodziewanie  pojawisz  się  ty,  przywożąc  jego  ulubione 

smakołyki i oczywiście swój projekt. Pomogę ci ułożyć menu, któremu nie zdoła się oprzeć. 

background image

Melanie uznała, że plan jest do niczego. Już pomysł z prezentacją podczas lunchu okazał się 

kiepski, ale zaskoczenie potencjalnego pracodawcy podczas weekendu w ustronnym miejscu 

było kompletnie niedorzeczne i groziło katastrofą. 

-    Jeżeli  on  tam  pojedzie  odpocząć,  to  przecież  będzie  wściekły,  kiedy  mnie  zobaczy!  - 

Melanie próbowała ostudzić zapał Destiny. 

-  Richard nie jeździ tam odpoczywać, tylko pracować. Uważa, że cisza pozwala mu się lepiej 

skoncentrować, a przez to może zrobić więcej niż w domu. 

-  Tym bardziej moja obecność będzie niepożądana - zaprotestowała Melanie. 

-    Nie,  jeżeli  ułożymy  odpowiednie  menu.  Wiesz,  że  droga  do  serca  mężczyzny  prowadzi 

przez żołądek. Mam kilka butelek jego ulubionego wina. Zawieziesz je również. 

-    Ten  pomysł  wydaje  mi  się  ryzykowny.  Szczerze  mówiąc,  bardzo  ryzykowny.  Myślę,  że 

Richard nie ma najmniejszej nawet ochoty na spotkanie ze mną. 

Destiny była głucha na te argumenty. 

-  Każda rzecz, którą warto mieć, wymaga odrobiny ryzyka - stwierdziła pogodnie. - A zresztą 

co on może zrobić? Zatrzasnąć ci drzwi przed nosem? Na to jest zbyt dobrze wychowany. 

Melanie  uznała,  że  ostatecznie  perspektywa  spotkania  nie  jest  taka  przerażająca.  Trzeba  by 

wprawdzie  znowu  stawić  czoło  Richardowi,  ale  była  to  kolejna  szansa  na  upragniony 

kontrakt. Pozyskanie zaś takiego klienta byłoby ogromnym osiągnięciem dla firmy, a jeszcze 

większym  poprowadzenie  kampanii  wyborczej  Richarda,  szczególnie  gdyby  udało  się  ją 

wygrać. Po tak spektakularnym sukcesie pozycja Melanie na rynku byłaby bardzo mocna, tak 

ż

e  w  mieście,  w  którym  roiło  się  od  ludzi  zajmujących  się  polityką,  wkrótce  mogłaby 

dyktować warunki. Zdecydowała się podjąć wyzwanie. 

- Zgoda. Przejdźmy więc do menu. - Uśmiechnęła się niepewnie. 

 

ROZDZIAŁ 2 

W piątek o drugiej po południu szofer w liberii przywiózł trzy kosze wypełnione jedzeniem i 

wypchaną kopertę zaadresowaną ozdobnym pismem Destiny. Melanie zrozumiała, że nie uda 

się  jej  wykręcić  i  rzeczywiście  pojedzie  do  Richarda  Carltona  z  nieoczekiwaną  wizytą.  Nie 

tylko  naruszy  jego  prywatność,  ale  jeszcze  będzie  go  próbowała  przekonać,  że  jej  fachowa 

pomoc jest mu absolutnie niezbędna. 

Melanie  mieszkała  w  niedużym  domu,  w  którym  mieściło  się  również  biuro  firmy.  Kiedy 

szofer ukłonił się i odjechał, Becky, jej najlepsza przyjaciółka i zarazem asystentka, zajrzała z 

ciekawością do pozostawionych w holu koszy. 

-  No, no, Mel, ktoś chyba próbuje cię uwieść - stwierdziła zaintrygowana. 

background image

-    Nic  z  tych  rzeczy  -  odparła  Melanie  -  a  raczej  ten  ktoś  ma  nadzieję,  że  to  ja  uwiodę 

Richarda Carltona. 

-    Myślałam,  że  spotkanie  z  nim  zakończyło  się  fiaskiem.  -  Becky  patrzyła  na  nią  z 

niedowierzaniem. 

-    Owszem,  ale  zdaniem  jego  ciotki  w  atmosferze  ustronnego  domku  nad  rzeką  za  pomocą 

dobrego jedzenia i wina mogę wszystko naprawić. 

Becky,  na  pozór  romantyczka,  w  rzeczywistości  osoba  o  świetnej  intuicji  w  sprawach 

biznesu, nie ukrywała, że nie podoba się jej pomysł Destiny. 

-  A jak miałabyś go nakłonić do tej wycieczki? 

-  Destiny wzięła to na siebie - poinformowała Melanie. Otworzyła kopertę, przeczytała krótki 

liścik, a potem, 

rzuciwszy okiem na dwie strony szczegółowych instrukcji, westchnęła. 

-  Co to jest? - Becky podejrzliwie zerkała na papiery. 

-    Wskazówki  -  stwierdziła  ironicznie  Melanie.  -  Destiny  pamiętała  i  o  tym,  żeby  dołączyć 

przepisy kulinarne. Musi wiedzieć, że przypalam nawet wodę. 

-    Skoro  już  zgodziłaś  się  na  ten  idiotyczny  plan,  to  przepisy  bardzo  ci  się  przydadzą.  A  w 

ogóle to przypomnij mi, dlaczego tak bardzo jej zależy, żebyś dostała ten kontrakt? 

-    Chciałabym  móc  powiedzieć,  że  to  ze  względu  na  długą  listę  moich  sukcesów 

zawodowych.  Ale,  niestety,  prawda  jest  taka,  że  Destiny  wbiła  sobie  do  głowy,  że  jestem 

ś

wieżą bryzą potrzebną jej bratankowi, który zbyt poważnie traktuje siebie i życie - wyjaśniła, 

myśląc, że takie jest w każdym razie oficjalne uzasadnienie. 

-  Innymi słowy, są jakieś ukryte powody - podsumowała Becky. - Może naprawdę chodzi o 

uwiedzenie - dodała. 

-    Nie  mów  tak,  a  nawet  nie  myśl!  -  poprosiła  Melanie,  zmartwiona  tym  potwierdzeniem 

własnych podejrzeń. - To nic osobistego. Chodzi wyłącznie o biznes. 

-  Jasne, wyłącznie biznes - mruknęła drwiąco Becky. 

-  Przynajmniej mnie. Jeśli zdobędę tę pracę, nie będę się więcej martwić o to, czy zdołam ci 

zapłacić pensję. 

-  W takim razie jedź i bierz się do gotowania. A jeśli po zjedzeniu tego placka z wiśniami on 

nie  da  ci  pracy,  to  znaczy,  że  jest  pozbawiony  ludzkich  cech.  -  Becky  zatrzasnęła  pokrywę 

kosza, z którego wydobywał się smakowity zapach. - Miałam kiedyś świecę, która podobnie 

pachniała. He razy ją zapaliłam, czułam się głodna, i jadłam. Zanim się wypaliła, przybyło mi 

pięć kilo. 

background image

Melanie zachichotała, bo Becky stałe ubolewała, że jest za graba. W rzeczywistości jednak jej 

seksowne krągłości podobały się mężczyznom i Becky nigdy nie narzekała na brak męskiego 

towarzystwa. 

-  Ja tu sobie jakoś poradzę, a ty miej litość i zabierz stąd to jedzenie - poprosiła Becky. 

Melanie  z  ociąganiem  sięgnęła  po  projekt,  który  przygotowała  dla  koncernu  Carltona.  Było 

już  za  późno,  aby  się  wycofać  z  tej  eskapady.  Zgodziła  się,  a  więc  nie  pozostawało  jej  nic 

innego, jak tylko ruszyć w drogę i mieć to jak najszybciej za sobą. 

-  Pomóż mi zapakować te kosze do samochodu. Destiny trochę przesadziła, tego, co tam jest, 

starczy nie tylko na jedną kolację, ale i na cały weekend - powiedziała. 

-  Może spodziewa się wyjątkowo długiej kolacji - zasugerowała Becky, z trudem dźwigając 

dwa kosze do samochodu przyjaciółki. 

-    Albo  śnieżycy  -  odparła  ponuro  Melanie  i  pomyślała,  znając  swoje  szczęście,  że  śnieżyca 

uwięzi ją w towarzystwie mężczyzny, który wyraźnie oznajmił, że nigdy więcej nie chce jej 

widzieć. - Znasz prognozę pogody? 

-    Po  co  ci  prognoza?  Spójrz  tylko  na  niebo.  -  Becky  wskazała  nadciągające  z  zachodu 

ołowiane chmury, zwiastujące śnieg. 

-    Obiecaj,  że  jeśli  nie  wrócę  do  poniedziałku,  pojedziesz  tam  i  mnie  odkopiesz,  choćbyś 

nawet musiała zdobyć pług śnieżny. 

-  Może lepiej zaczekam, aż powtórzysz to w poniedziałek. - Becky uśmiechnęła się figlarnie. 

- Kto wie, może wcale nie będziesz chciała pomocy. 

-    Obiecaj  albo  przysięgam,  że  cię  zwolnię!  -  zagroziła  żartem  Melanie.  -  Zrobię  to,  nawet 

jeżeli zdobędę tę pracę i będziemy mogły się tarzać w forsie. 

-    Dobrze,  dobrze.  -  Becky  uspokajała  przyjaciółkę,  powstrzymując  uśmiech.  -  Jeśli  nie 

wrócisz  do  poniedziałku,  przyjadę  i  cię  uratuję  -  zapewniła.  -  A  już  na  pewno  poinformuję 

gliniarzy, gdzie mają zacząć szukać twojego ciała. 

-  Nie żartuj. Nigdy nic nie wiadomo. 

-  Widzę, że naprawdę się przejmujesz - stwierdziła już poważnie Becky. 

-  Nie boję się, że Richard mnie zabije, ale że może mnie wyrzucić za drzwi. A wtedy umrę ze 

wstydu. 

-  Nie umiera się ze wstydu, a w każdym razie nie ludzie z naszej branży. Pamiętaj, że nikt nie 

umie tak manipulować innymi jak my. Jesteśmy w tym mistrzami. 

-  Będę to sobie powtarzać, siedząc w zaspie i odmrażając tyłek. Na pewno od razu zrobi mi 

się cieplej! - odparła Melanie. 

background image

-  Miej pod ręką komórkę, to w razie czego zadzwonisz po karetkę. Słyszałam, że lekarze w 

tamtej okolicy mają dużą wprawę w leczeniu odmrożeń. 

Do tych słów ograniczyło się współczucie i wsparcie ze strony Becky, asystentki i najbliższej 

przyjaciółki.  Melanie  westchnęła  i  przekręciła  kluczyk  w  stacyjce.  Samochód  ślizgał  się  po 

oblodzonym  podjeździe,  a  kiedy  koła  dotknęły  odśnieżonej  nawierzchni  jezdni,  Melanie  nie 

spojrzała  nawet  w  stronę  domu.  Była  pewna,  że  przyjaciółka  zaśmiewa  się,  stojąc  przed 

drzwiami. 

Richard  nie  mógł  zrozumieć,  dlaczego  dał  się  namówić  ciotce  na  weekend  w  domku  nad 

rzeką. Czekał teraz od kilku godzin, ale Destiny  ani się nie zjawiła,  ani nie zadzwoniła. Był 

wprawdzie pewien, że kobieta, która objechała kulę ziemską, da sobie radę w każdej sytuacji, 

ale zaczynał się niepokoić, gdyż od śmierci rodziców obsesyjnie bał się o wszystkich bliskich, 

którzy mu pozostali. Nie mógł wprost patrzeć, jak młodszy brat Mack gra zawodowo w piłkę, 

lękając się, że jakiś agresywny obrońca przetrąci mu kark.  A kiedy kontuzja kolana zmusiła 

Macka do zakończenia  kariery sportowej, Richard odetchnął z ulgą i znalazł bratu - obecnie 

współwłaścicielowi drużyny - pracę w biurze zajmującym się jej sprawami. 

Usłyszawszy wreszcie kroki na werandzie, szeroko otworzył drzwi. 

-  Najwyższa pora - mruknął, maskując szorstkością ulgę. Dopiero kiedy przyjrzał się uważnie 

opatulonej kobiecie, zobaczył, kim jest przybyła. 

-  Melanie Hart?! 

-  Niespodzianka! - zawołała wesoło dziewczyna. Richard poczuł niepokój. 

-    Co  Destiny  tym  razem  wymyśliła?  -  rzekł  pod  nosem,  pewny,  że  to  ciotce  zawdzięcza  tę 

wizytę. 

Ta  przeklęta  dziewczyna  jest  najwidoczniej  bardziej  stanowcza,  niż  przypuszczał,  i  chyba 

zupełnie nie przejmuje się niechęcią, której przecież wcale nie ukrywał. Przecisnęła się obok 

niego z szerokim uśmiechem i stojąc w przedpokoju, zerkała ciekawie do salonu. 

-  Twoja ciotka martwi się, że umierasz z głodu - oświadczyła, odpowiadając tym samym na 

jego pytanie. - Mam ci przekazać, że coś jej wypadło i przeprasza, ale musiała zmienić plany. 

-  Akurat! - mruknął, a poczuwszy ładny zapach, zapytał, co jest w koszu. 

-  Zaraz wszystko wypakuję. W samochodzie są jeszcze dwa kosze. Jeżeli je przyniesiesz, to 

ja zajmę się tym, co mamy tutaj. 

-    Nie  musisz  rozpakowywać,  zostaw,  jak  jest,  i  możesz  od  razu  wracać  do  Alexandrii.  - 

Richard wciąż miał nadzieję, że uda mu się jej pozbyć. 

-    Z  pustym  żołądkiem?  Nie  licz  na  to.  Nie  wyjadę,  dopóki  nie  spróbuję  tego  placka  z 

wiśniami. W jednym z koszy widziałam sałatkę, kartofle do upieczenia i steki. Przywiozłam 

background image

też  masło  i  śmietanę,  co  według  mnie  jest  już  pewną  przesadą.  Znajdziesz  tu  także  kilka 

butelek doskonałego francuskiego wina. Powiedziano, że to twoje ulubione, ale ja uważam, że 

zwykły kalifornijski cabernet jest równie dobry, a znacznie tańszy.  

Ciotka  jest  przebiegła  jak  lis,  uznał  w  duchu  Richard.  Wiedział,  że  Destiny  martwi  się 

poziomem  jego  cholesterolu,  a  mimo  to  przysłała  przez  Melanie  wszystko,  co  najbardziej 

lubił. Pokonany, podniósł kosz i zamknął drzwi. 

-  Wejdź dalej, proszę. 

-  ...powiedział pająk do muchy - dokończyła Melanie złowieszczym tonem i ruszyła wprost 

do kuchni. 

Widząc,  jak  pewnie  porusza  się  w  obcym  wnętrzu,  uznał,  że  Destiny  musiała  zapoznać  ją  z 

rozkładem  pomieszczeń.  Ciekawe,  czy  zaopatrzyła  ją  również  w  klucze,  na  wypadek  gdyby 

nie chciał jej wpuścić? 

-    Myślę,  że  w  naszym  wypadku  jest  akurat  na  odwrót  i  to  raczej  ja  będę  ofiarą  -  ocenił 

Richard.                                       

-  Przynieś kosze - poleciła w odpowiedzi Melanie.               

-    Już  idę  -  mruknął  i  z  ulgą  opuścił  kuchnię,  którą  ta  niepokojąca  kobieta  zdawała  się 

przejmować we władanie.        

Miał  nadzieję,  że  lodowate  powietrze  orzeźwi  go,  a  wówczas  wymyśli  coś,  żeby  się  jej 

pozbyć. Niestety, nie mógł jej zawlec do samochodu i nakazać odjechać, a było to jedyne, co 

przychodziło  mu  do  głowy.  Wydawało  się,  że  jego  los  jest  przesądzony.  W  dodatku  zaczął 

padać śnieg.                              

-  Świetnie, po prostu wspaniale! - warknął, obiecując    sobie, że kiedy spotka Destiny, skręci 

jej kark. 

Postawił  kosze  na  kuchennym  stole,  a  potem  sięgnął  po  książkę  telefoniczną  i  zaczął 

nerwowo  przerzucać  kartki.  Niedaleko  był  nieduży  zajazd  i  Richard  wiedział,  że  gdyby     

dziewczyna od razu wyjechała, dotarłaby tam w kilka minut.      

-  Do kogo dzwonisz? - zapytała, rozpakowując kosze. 

-  Pada śnieg, a więc wygląda na to, że nie zdołasz dzisiaj wrócić do miasta. 

-  Pada śnieg - powtórzyła jak echo, a radosny wyraz twarzy, który za wszelką cenę starała się 

utrzymać, przybladł.           

-  I to gęsty - dodał ponuro Richard.                                     

-  Myślisz, że Destiny sprawuje władzę również nad pogodą? - zapytała, opadając na krzesło. 

Richard roześmiał się. 

background image

-    Sam  się  nad tym  zastanawiałem  -  wyznał.  -  Doszedłem  jednak  do  wniosku,  że  choć  dużo 

może, to na pogodę nie ma wpływu. Nie martw się - zmienił temat. - Wszystko będzie dobrze. 

Znam  zajazd  w  pobliżu  i  jestem  pewien,  że  ci  się  tam  spodoba.  -  Popatrzył  na  nią  tak,  jak 

gdyby próbował dodać jej wzrokiem odwagi. 

Ze  słuchawką  przy  uchu  czekał,  aż  ktoś  odbierze.  W  końcu  włączył  się  automat  i  Richard 

usłyszał  informację,  że  zajazd  jest  zamknięty,  a  zostanie  otwarty  dopiero  po  Nowym  Roku. 

Poczuł,  że  sam  los  mu  się  sprzeciwia,  bo  w  okolicy  nie  było  innego  miejsca,  w  którym 

mógłby umieścić dziewczynę na noc. 

-  No i co? - zapytała, patrząc, jak Richard niepewnie odkłada słuchawkę. 

-  Zamknięte do stycznia. 

-  Jadę! - Zerwała się z krzesła i sięgnęła po płaszcz. - Na pewno zdążę dojechać do miasta, 

nim zasypie drogi. 

-  Nie pozwolę ci wyjechać w taką pogodę. Martwiłbym się, że wylądujesz w rowie. Dom jest 

duży, przenocujesz tutaj - zdecydował, wiedząc, że nie ma innego wyjścia. 

-  Nie chcę ci sprawiać kłopotu. Pojadę. A jeżeli naprawdę nie da się jechać, to zatrzymam się 

gdzieś po drodze. 

-  Nie zgadzam się - zaprotestował, unikając jej wzroku. Nie chciał, by dostrzegła, jak bardzo 

wytrąciła  go  z  równowagi  perspektywa  spędzenia  w  jej  towarzystwie  godziny,  a  co  dopiero 

całego dnia, czy nawet weekendu. 

-  Przykro mi, że tak wyszło. - W głosie Melanie zabrzmiał żal. - Wiedziałam, że to kiepski 

pomysł, ale znasz swoją ciotkę. Wiesz, jak potrafi upierać się przy czymś, co wbije sobie do 

głowy.  Zjem  coś,  a  potem  zniknę  w  pokoju,  który  mi  wskażesz.  Będę  tak  cicho,  że  nie 

odczujesz mojej obecności. 

-  Zachowując się w ten sposób, nie osiągniesz tego, po co przyjechałaś. 

-  Miałam ci przywieźć jedzenie - bąknęła Melanie. 

-    I  wcale  nie  zamierzałaś  przekonać  mnie,  żebym  cię  zatrudnił?  Daj  spokój,  oboje  znamy 

Destiny i wiemy, że gdyby chodziło tylko o jedzenie, wysiałaby szofera. 

-  Masz rację - przyznała, nie sprawiając wrażenia zmartwionej. 

-  W takim razie zaczynaj - powiedział, otwierając wino, żeby mogło pooddychać. 

-    Nie  powiem  ani  słowa,  dopóki  nie  zjemy,  bo  wolałabym,  żebyś  był  w  dobrym  humorze. 

Uprzedzam jednak, że jeśli kolacja ma być jadalna, musisz ją sam przygotować. 

-  Co takiego? Nie umiesz gotować? 

-    Może  ujmijmy  to  w  ten  sposób,  że  specjalizuję  się  w  kanapkach  z  galaretką  i  z  masłem 

orzechowym, a także świetnie podgrzewam w mikrofalówce płatki owsiane. 

background image

-  Przesuń się. -Richard odsunął ją lekkim ruchem biodra i natychmiast tego pożałował. - Nie 

plącz mi się pod nogami - burknął. 

-  Mogę nakryć do stołu i nalać wina - zaproponowała z ulgą, wcale nieurażona. 

-  Nakrycia i kieliszki są tam. - Wskazał dłonią. 

Kiedy  Melanie  sięgnęła  do  szafki,  jej  sweter  uniósł  się  nieco,  odsłaniając  wąski  pasek 

kremowego  ciała.  Wpatrzony  w  szczupłą  talię  dziewczyny,  Richard  miał  ochotę  sprawdzić, 

czy  jej  skóra  jest  tak  aksamitna,  jak  wygląda.  Zazwyczaj  nie  podniecał  się  łatwo.  Jak  więc 

tego  dokonała?  Było  to  tym  bardziej  zagadkowe,  że  nie  próbowała  go  kokietować.  Miał 

ochotę  obciągnąć  jej  sweter,  ale  nie  chciał,  żeby  się  domyśliła,  jak  bardzo  jej  zapragnął.  Od 

razu by wyczuła, że zdobyła nad nim władzę, a kto wie, jak mogłaby to wykorzystać. 

-  Od dawna macie ten dom? - zapytała, ustawiając nakrycia na stole. 

-  Ciotka kupiła  go, kiedy  byłem dzieckiem  - poinformował, zadowolony, że opuściła  ręce i 

sweter  wrócił  na  miejsce.  -  Tęskniła  za  otwartą  przestrzenią  i  za  wodą.  Któregoś  dnia 

wsiedliśmy  do  samochodu  i  ruszyliśmy  przed  siebie.  Wtedy  właśnie  znalazła  ten  dom  i  od 

razu chciała go mieć. 

-  Wcale się nie dziwię. Jakiż stąd wspaniały widok na Potomac! Latem musi być cudownie 

siedzieć przed domem - powiedziała rozmarzonym głosem. 

-    Kiedy  tu  przyjeżdżam,  zawsze  przywożę  ze  sobą  pracę  i  nawet  nie  wychodzę  z  domu. 

Lubię to miejsce, bo jest ciche, spokojne i wiem, że nikt nie będzie mi przeszkadzać. 

-  Słyszałam, że jesteś pracoholikiem - odrzekła Melanie. 

-  Cóż, media czasem mówią prawdę. 

-  Nie słyszałeś, że ktoś, kto poświęca cały swój czas pracy, staje się nudziarzem? 

-  Nie przejmuję się tym. - Wzruszył ramionami. 

-  A chciałbyś być tak postrzegany jako kandydat na burmistrza? - zapytała. 

Nigdy  się  nad  tym  nie  zastanawiał,  choć  chyba  powinien.  Zdecydował  się  kandydować,  bo 

tego  oczekiwał  od  niego  ojciec,  planujący  przyszłość  swych  synów,  gdy  byli  jeszcze  w 

pieluchach. 

-    Chcę,  aby  ludzie  wiedzieli  po  prostu,  że  jestem  uczciwy  -  powiedział  po  krótkim 

zastanowieniu.  -  Chcę,  by  wierzyli,  że  interesuję  się  ich  problemami  i że będę  walczył  o  to, 

aby ich życie stało się lepsze. 

-  Bardzo dobrze. Czy chodziłeś do państwowej szkoły? 

-  Nie. 

-  Czy brakowało ci kiedyś pieniędzy albo nie mogłeś znaleźć pracy? 

-  Nie. 

background image

-  A czy wyrzucono cię na przykład z mieszkania, bo kolor twojej skóry był niewłaściwy? 

-  Nie - odparł, rumieniąc się. 

-  Masz dobre ubezpieczenie zdrowotne? 

-  Oczywiście, tak samo jak i moi pracownicy. 

-  Zdarzyło ci się, że kiedy zachorowałeś, nie było cię stać na wizytę u lekarza? 

-  Nie - odrzekł szczerze, orientując się, do czego ona zmierza. 

-  Dlaczego więc ludzie mieliby uwierzyć, że naprawdę rozumiesz ich problemy? 

-    Nie  zmienię  przeszłości,  nie  zmienię  tego,  że  moje  życie  było  pozbawione  kłopotów 

finansowych, ale mogę się zatroszczyć o ludzi, którzy je mają. Mam doświadczenie w bizne-

sie  i  jestem  pewien,  że  przynajmniej  częściowo  może  się  ono  okazać  przydatne  również  w 

takich sprawach - odparł, ledwo kryjąc irytację. - Nie rozumiem cię. Jeśli uważasz, że jestem 

nieodpowiednim kandydatem, to dlaczego chcesz dla mnie pracować? 

-    Bo  chcę  ci  pokazać,  jak  być  dobrym  kandydatem,  może  nawet  najlepszym.  -  Melanie 

uśmiechnęła się. 

-  Jesteś bardzo pewna siebie. 

-  Nie bardziej niż ty. Każde z nas wierzy w siebie i dzięki temu możemy  stworzyć świetny 

zespół. 

-    Nie  obawiasz  się,  że  dwie  silne  osobowości,  ścierające  się  na  każdym  kroku,  mogą 

wywołać katastrofę? - Richard nie wydawał się przekonany. 

-  Może, ale jeśli będziemy pamiętać, że mamy wspólny cel, powinno nam to pomóc. 

-  Jak wysmażony ma być twój stek? - zapytał, bo grill był już rozgrzany. 

-  Poproszę dobrze wysmażony. 

-  Powinienem odgadnąć. 

-  A ty na pewno lubisz surowy - mruknęła pod nosem. 

-    Krwisty  -  poprawił.  -  Pewnie  uważasz,  że  aby  zadowolić  wyborców,  którzy  są 

wegetarianami, powinienem zaprzestać jedzenia mięsa? 

-  Nie bądź śmieszny. W Waszyngtonie i w okolicy są pewnie miliony restauracji, w których 

podaje się steki, a ty przecież właśnie tutaj będziesz kandydował. 

-    Ale  przyjemnie  pomyśleć,  że  coś  mogłoby  mnie  łączyć  również  z  tymi,  którzy  wolą 

homary. 

-  Jestem po prosto stworzona do tej pracy. - Melanie roześmiała się. 

-  Jeszcze jej nie dostałaś - zauważył. 

-  Ale dostanę- powiedziała z przekonaniem. 

background image

Patrząc  na  nią,  Richard  czuł  podniecenie  i  strach.  Jeszcze  nigdy  w  życiu  żadna  kobieta  nie 

wydawała mu się takim zagrożeniem. 

Niech  diabli  porwą  Destiny.  Dobrze  wiedziała,  co  robi,  stawiając  tę  dziewczynę  na  jego 

drodze. I nie miało to nic wspólnego ani z koncernem, ani z jego planami zajęcia się polityką. 

Melanie  miała  odegrać  główną  rolę  w  kolejnej  podstępnej  próbie  schwytania  Richarda  w 

pułapkę małżeństwa. 

Nie da się złapać i będzie trzymać ręce przy sobie. To nic trudnego, w każdym razie dopóki 

nie widzi jej oczu. Bo właśnie przez te ogromne, brązowe oczy, patrzące bezradnie, gotów był 

jej  dać  wszystko,  czego  by  tylko  zapragnęła,  jak  też  wziąć  od  niej  to  wszystko,  czego  sam 

pragnął. 

 

ROZDZIAŁ 3 

Po drugim kieliszku wina Richard trochę się rozchmurzył, ale Melanie czuła, że wcale się do 

niej  nie  przekonał.  Traktował  ją  grzecznie,  lecz  chłodno  i  oficjalnie,  nie  stwarzając  żadnej 

okazji,  by  mogła  zacząć  rozmowę  na  temat  projektu  kampanii.  Nadszedł  więc  czas,  by 

sięgnąć  po  drastyczniejsze  środki.  Ponieważ  Destiny  zapewniała  ją,  że  droga  do  serca 

Richarda prowadzi przez żołądek, Melanie dodała do posiłku coś od siebie. 

-  Kupiłam po drodze lody. Pomyślałam, że będą pasowały do placka - powiedziała. 

Richard  uśmiechnął  i  to  był  jego  pierwszy  spontaniczny  uśmiech.  Zarys  mocnej  szczęki 

złagodniał,  a  w  kącikach  niebieskich,  rozbłysłych  nagle  oczu  zarysowały  się  drobne 

zmarszczki.  Pamiętała  ten  uśmiech  z  poprzedniego  spotkania  i  tak  samo  jak  wtedy  nie 

potrafiła się mu oprzeć. 

-    Destiny  na  pewno  cię  ostrzegała,  żebyś  tego  nie  robiła.  Przypuszczam  zresztą,  że 

zadzwoniła do mojego kardiologa i postawiła go w stan gotowości. 

-  Na wszelki wypadek dała mi nawet jego nazwisko i numer telefonu - zażartowała Melanie. 

-  A  także  przepisy  kulinarne  i  plan  dojazdu.  Nie  lubi  pozostawiać  niczego  przypadkowi  - 

dodała już całkiem poważnie. 

-    Wiem,  że  byłaby  do  tego  zdolna,  ale  chyba  nie  podała  ci  telefonu  do  mojego  lekarza?  - 

Richard rzeczywiście nie był pewny, czy żartowała, czy mówiła poważnie. 

-  No dobrze, nie dała. - Melanie roześmiała się. - Ale martwi się, bo uważa, że twoja dieta w 

połączeniu  z  tendencją  do  pracoholizmu  młodo  wpędzi  cię  do  grobu.  Powiedz,  czy  ty 

kiedykolwiek odpoczywasz? 

-  Oczywiście, przecież tu jestem, prawda? 

background image

-    A  ten  komputer?  Kupujesz  przez  Internet  prezenty  pod  choinkę?  Bo  jeśli  nie,  to  tego 

przyjazdu nie da się uznać za odpoczynek. 

-  Prezenty? - Spojrzał na nią zaskoczony. 

-  Do świąt zostały niecałe dwa tygodnie. Richard sięgnął po swój notes elektroniczny. 

-  Zapisujesz sobie, by przypomnieć sekretarce, żeby kupiła za ciebie prezenty? 

-  Winifred lepiej się do tego nadaje, a poza tym ma więcej czasu. - Wydawał się zakłopotany. 

-  Mówisz jej, ile może wydać? Co ma kupić? A może to ona mówi, co kupiła, żebyś nie był 

potem  zaskoczony  tak  samo  jak  ci,  których  obdarujesz?  Zawsze  byłam  ciekawa,  jak  to  się 

dzieje. 

-    Winifred  kupuje  i  pakuje,  a  ja  przyklejam  kartki  z  imionami,  bo  według  niej  prezenty 

muszą być podpisane moją ręką. Zdarza się, że czasem kupi coś zaskakującego. Szczególnie 

dla moich braci. - W jego oczach błysnęło rozbawienie. - W zeszłym roku dla Macka. 

-  Tego byłego piłkarza - przypomniała sobie Melanie. 

-    Tak,  byłego  piłkarza  i  najlepszą  partię  w  mieście.  -  Richard  uśmiechnął  się.  -  Moja 

sekretarka kupiła mu dużą, zgrabną dmuchaną lalkę. Jestem jednak pewny, że ciotka miała z 

tym coś wspólnego. Może próbowała go przekonać, że nie musi się umawiać z każdą kobietą 

w mieście i lepiej niech zostanie wierny takiej, która nie będzie od niego niczego chciała. 

-  Nie obraź się, ale twoja rodzina ma dziwne poczucie humoru. 

-  Nawet nie wiesz, jak bardzo - przyznał. 

-  Czy lalka pomogła? 

-  Mack zachowuje się jak przedtem, więc chyba nie. 

-    Rozumiem.  A  więc  moja  praca  będzie  polegała  na  pilnowaniu,  by  wasze  małe  rodzinne 

dziwactwa pozostały sekretem. - Melanie zebrała się na odwagę, by wreszcie poruszyć temat, 

który ją tu sprowadził. - Oczywiście, jeżeli ją dostanę - dodała. 

-    Wydawało  mi  się,  że  ustaliliśmy  to  już  w  czasie  naszego  poprzedniego  spotkania  - 

powiedział Richard. 

-  Nie podoba mi się twoja decyzja i jestem tu po to, żeby ją zmienić. 

-  No nie! A ja myślałem, że może przyjechałaś mnie uwieść. - Rozczarowanie w jego głosie 

zabrzmiało niemal szczerze. 

Spojrzała  na  niego  bez  uśmiechu.  Natychmiast  musi  przerwać  tę  rozmowę.  Od  razu  się 

domyśliła, że plan Destiny zakładał uwiedzenie jej bratanka, i wcale jej się to nie podobało. 

Ale teraz, w ustach Richarda, zabrzmiało to jeszcze gorzej. Nie kryła, że trochę ją intrygował, 

wiedziała jednak, że taki romans to kiepski pomysł. 

-  Nigdy w życiu - oświadczyła z głębokim przekonaniem. 

background image

-  Dlaczego? - Richard wydawał się zaskoczony jej stanowczością. 

-  Poszłam do łóżka ze swoim ostatnim szefem i to był błąd. Wtedy jednak wydawało mi się, 

ż

e  łączy  nas  uczucie.  Romans  się  skończył,  a  ja  straciłam  pracę.  Dlatego  teraz  pracuję  dla 

siebie.  Dostałam  nauczkę  i  drugi  raz  nie  popełnię  tego  samego  błędu.  Ani  z  szefem,  ani  z 

klientem. 

-  Słusznie - przyznał - ale ja nie jestem twoim szefem ani klientem. 

-    Bardziej  zależy  mi  na  tej  pracy  niż  na  tobie  -  oznajmiła,  dumna,  że  zdołała  opanować 

drżenie głosu. Wiedziała jednak, że musi się bardzo pilnować. 

-  Przynajmniej przyznałaś, że ci się podobam. - Richard roześmiał się. 

-  To nieważne. - Melanie przeklinała swoją nieuwagę. - Nie działasz na mnie aż tak, żebym 

nie mogła nad sobą panować. 

-  Dosyć niekonwencjonalny sposób na zdobycie serca mężczyzny - stwierdził. 

-    Jesteś  atrakcyjny  i  bogaty.  Marzenie  wielu  kobiet.  -Melanie  postanowiła  trochę  połechtać 

jego próżność. 

-  Całkiem nieźle z tego wybrnęłaś. 

-    W  sytuacjach  stresowych  działam  sprawnie.  To  mi  się  przyda,  gdy  zdecydujesz  się 

kandydować i będę cię musiała chronić przed mediami. 

-  Myślałem, że chodzi o to, żeby raczej je przyciągać. 

-    Oczywiście  -  odparła,  zirytowana  jego  nieznośnym  zwyczajem  czepiania  się  każdego  jej 

słowa.  -  Zawsze  jednak  znajdą  się  jakieś  mroczne  tajemnice,  o  których  nie  będziesz  chciał 

mówić. 

-  Nie mam żadnych mrocznych tajemnic! - Richard spoważniał. 

-    Nie  ma  kobiety,  której  złamałeś  serce,  a  która  nagle,  gdy  będzie  mogła  ci  zaszkodzić, 

poczuje potrzebę opowiedzenia o tym? 

-  Nie ma - odparł zirytowany. 

-  A może mężczyzna? - zapytała, przyglądając mu się spod rzęs. 

-  Chyba że księgowy, którego wyrzuciłem za kradzież - odparł Richard. 

-  W takim razie powinieneś być wymarzonym klientem. 

-  Wątpię - powiedział, gdy ich spojrzenia się spotkały. 

-  Mam świetny plan. - Sięgnęła po opracowanie, nad którym ślęczała wiele dni. 

-  Tak samo jak ja. - Nie spuszczał z niej wzroku. 

-  Odnoszę wrażenie, że nie mówimy o tym samym. - Poczuła szybsze uderzenia serca. 

-  Jeszcze nie - przyznał zupełnie poważnie, a jego oczy rozbłysły. 

background image

Nie  potrafiła  się  tym  zmartwić,  chociaż  walczyła  przecież  o  to,  na  czym  jej  naprawdę 

zależało:  o  doskonały  kontrakt.  Chciała  go  jednak  zdobyć  inaczej,  niż  idąc  z  Richardem  do 

łóżka. 

-    Pomogę  ci  posprzątać,  a  potem  pójdę  do  siebie  -  powiedziała  swobodnie,  jak  gdyby 

wszystko inne nie miało znaczenia. - Dobrze, że zawsze mam ze sobą coś do czytania. 

-  Nie będziemy negocjować? - zapytał. 

-  Nie - odrzekła spokojnie. 

-    W  porządku.  Co  do  sprzątania,  to  nie  zawracaj  sobie  głowy.  Ja  się  tym  zajmę.  Możesz 

przenocować w pokoju gościnnym na górze. 

Zabolała ją łatwość, z jaką Richard zrezygnował z jej towarzystwa. 

-  Nie ma mowy. Ty gotowałeś, ja sprzątam. - Popatrzyła mu wyzywająco w oczy. 

-    Proszę  bardzo,  rób,  jak  chcesz  -  odparł,  wzruszając  ramionami.  Usiadł  przy  komputerze  i 

już  po  chwili  wydawał  się  pochłonięty  zupełnie  dla  Melanie  niezrozumiałymi  kolumnami 

liczb. 

Nie  lubił  przegrywać,  co  do  tego  nie  było  wątpliwości.  Jej  odmowa  wyraźnie  mu  się  nie 

spodobała, choć tak naprawdę  wcale nie miał ochoty na romantyczny weekend. Ale  w sytu-

acji,  gdy  okazja  sama  się  pchała  do  rąk,  bardzo  chętnie  by  z  niej  skorzystał.  Kiedy  jednak 

Melanie odmówiła, bez oporu się z tym pogodził, co znaczyło, że od początku tylko się bawił, 

wiedząc, jaka będzie jej odpowiedź. 

Melanie miała ochotę wrzucić naczynia do zmywarki, robiąc przy tym jak najwięcej hałasu, 

opanowała się jednak i poukładała wszystko tak cicho, jak tylko było to możliwe. Nadal tliła 

się w niej odrobina nadziei, że w świetle poranka Richard dostrzeże niewłaściwość swojego 

zachowania, a przejrzawszy projekt, doceni jego wnikliwość i korzyści, jakie mógł przynieść. 

-  Dobranoc - powiedziała, kierując się w stronę schodów wiodących na piętro. 

Bąknął  coś  w  odpowiedzi,  sprawiając  wrażenie  całkowicie  oddanego  pracy.  Wiedziała 

jednak, że udawał, bo idąc na górę, czuła na sobie jego wzrok. 

Pokój  gościnny  urządzono  w  staroświeckim  stylu,  a  na  ścianach  położono  urocze,  kolorowe 

tapety,  imitujące  drukowane  tkaniny  indyjskie.  Usiadła  na  dużym  łóżku  z  żelaznym 

zagłówkiem i zastanawiała się, dlaczego sprawy potoczyły się w taki sposób. Richard nie był 

pierwszym  mężczyzną,  który  zrobił  jej  tego  rodzaju  propozycję,  zdarzało  się  jej  to  dosyć 

często. Kiedy odmówiła, nie naciskał, zakładając, że jej „nie", znaczy po prostu „nie" i nawet 

zażartował na temat stanowczości tej odmowy. 

Może  właśnie  tym  ją  zdenerwował?  Może  chciała,  żeby  wziął  ją  w  ramiona  i  całował  tak 

długo, aż jej opór osłabnie, a potem zaniósł na górę do tego niezwykle romantycznego łóżka? 

background image

Zawsze była ze sobą szczera i teraz również musiała przyznać, że jakąś cząstką świadomości 

tego  właśnie  oczekiwała  Na  szczęście,  zdrowy  rozsądek  Richarda  zwyciężył.  Mężczyzna 

zachował się jak dżentelmen, ona nie złamała swoich zasad, dzięki czemu rano będzie mogła 

ś

miało spojrzeć mu w oczy. 

Melanie  zaczęła  okładać  pięściami  poduszkę,  rozmyślając  żałośnie,  że  jedynie  te  ocalone 

zasady będą jej pociechą w długą, zimną noc. 

Richard  mało  spał  tej  nocy,  a  następnego  dnia  obudził  się  już  o  świcie.  Towarzyszyło  mu 

wrażenie,  że  wieczorem  postąpił  niewłaściwie  i  że  powinien  przeprosić  Melanie.  Nie  miał 

jednak  pojęcia,  skąd  to  wrażenie.  Otwarcie  wyznał,  że  ma  ochotę  spędzić  z  nią  noc,  a  ona 

odmówiła. Nic się nie stało i nikt nie powinien się czuć urażony. 

Mimo to Melanie pomaszerowała na górę sztywnym krokiem, jak gdyby ją obraził. Niech to 

diabli porwą, nigdy nie  zrozumie kobiet. Wydawało mu się, że  chciała  tę noc spędzić sama, 

więc postąpił zgodnie z jej życzeniem. 

Wiedział, że zależy  jej  tylko  na  kontrakcie.  Nie  chciał  jej  jednak  zatrudnić,  bo  bał  się, że  w 

ciągu kilku dni, a może nawet godzin doprowadziłaby go do szaleństwa. 

Pił pierwszą filiżankę kawy, gdy na schodach rozległy się niespieszne kroki. Zacisnął dłoń na 

filiżance  i  ponurym  wzrokiem  wpatrywał  się  w  drzwi.  Spodziewał  się  chłodnej  i  obrażonej 

królewny,  a  zobaczył  dziewczynę  z  pogodnym  uśmiechem  na  twarzy  i  z  błyszczącymi 

oczyma. 

-    Dzień  dobry  -  powitała  go  radośnie.  -  Widziałeś,  jaki  piękny  śnieg?  Jeszcze  nigdy  nie 

byłam na plaży po takiej śnieżycy. Wygląda zupełnie jak zimowa kraina czarów, prawda? 

-  Chyba tak - odparł ostrożnie Richard. 

-  Nawet nie wyjrzałeś przez okno? 

-    Oczywiście,  że  wyjrzałem  -  powiedział,  ale  przemilczał,  że  widok  zasypanych  dróg 

zaniepokoił go tylko i rozzłościł. 

-    Miałeś  nadzieję,  że  uda  ci  się  mnie  pozbyć  z  samego  rana,  a  kiedy  zobaczyłeś  zasypane 

drogi, wpadłeś w panikę. - Roześmiała się, jakby czytała w jego myślach. 

-    Jestem  pewien,  że  wolałabyś  być  teraz  gdzie  indziej  i  zajmować  się  czymś  innym  - 

próbował się bronić Richard. 

-  Prawdę mówiąc, nie - odparła wesoło. 

Richard  przyjrzał  się  jej  uważniej  i  dopiero  wtedy  dostrzegł  w  jej  spojrzeniu  ostrożność.  A 

więc tylko udawała beztroskę. Robiła to tak dobrze, że niemal dał się nabrać. 

-  Masz ochotę na śniadanie? - zapytał. 

-  Wystarczą płatki. 

background image

-    Chciałem  zrobić  francuskie  grzanki  z  syropem  klonowym.  Destiny  zawsze  je  dla  nas 

przygotowywała, kiedy przyjeżdżaliśmy na wakacje. 

-  Naprawdę umiesz zrobić francuskie tosty? - Radość w jej oczach tym razem wydawała się 

prawdziwa. 

Słysząc zachwyt w głosie Melanie, Richard uśmiechnął się. 

-  To wcale nie jest trudne - powiedział, wyjmując z lodówki jajka, masło i mleko. 

-  W takim razie ja nakryję do śniadania. - Melanie podeszła do zmywarki, chcąc wyjąć umyte 

naczynia. 

-  Już wyjęte - stwierdził Richard. 

-  Widzę, że wcześnie wstałeś. Nie mogłeś spać? - zapytała, patrząc tak, jakby się domyślała, 

co mogło mu odebrać sen. 

-  Zawsze byłem rannym ptaszkiem. 

-  A ja nie. Lubię spać długo i uważam, że wstawanie o świcie jest sprzeczne z naturą. 

-  Nie mówiłabyś tak, gdybyś zobaczyła, jaki piękny jest wschód słońca nad rzeką - sprzeciwił 

się. - Weź miskę, kilka talerzy i chodź tutaj - dodał po chwili. 

-  Po co? - zaniepokoiła się Melanie. 

-  Nauczę cię, jak to się robi. Będzie to jakaś korzyść z tego weekendu. 

-  To nie jest najlepszy pomysł. - Cofnęła się, jakby proponował coś niebezpiecznego. - Masz 

pewnie tylko jedno pudełko jajek, a ja bez trudu potrafię zmarnować dużo więcej. 

-  Chodź tu, bo pomyślę, że boisz się do mnie zbliżyć. - Richard nie dawał za wygraną. - Albo 

ż

e kusi cię moja wczorajsza propozycja - dodał, patrząc jej w oczy. 

-  To nie był dobry pomysł - przypomniała. 

-  Zrozumiałem. 

-  Nie znaczy to jednak, że się ciebie boję - oświadczyła. 

-    Jeśli  tak...  -  Richard  powstrzymał  uśmiech  i  wyciągnął  w  jej  kierunku  rękę,  w  której 

trzymał jajko. - Wbij je do miski, tylko uważaj, żeby nie wpadły okruchy skorupki. 

Melanie uderzyła jajkiem o miskę z taką siłą, że rozlało się jej w palcach i spłynęło do miski 

razem ze zgniecioną skorupką. Richard spokojnie wylał zawartość miski do zlewu. 

-  Spróbuj jeszcze raz. - Podał jej drugie jajko. 

-  Nie byłoby prościej, gdybyś sam to zrobił? 

-  Byłoby, ale wtedy niczego się nie nauczysz. 

-  Nie musisz mnie uczyć gotowania. 

-  Chyba muszę, jeśli chcę, żebyś kiedyś przygotowała mi coś do zjedzenia. 

background image

-    Nasze  stosunki  mają  być  czysto  służbowe  i  nigdy  do  niczego  innego  między  nami  nie 

dojdzie. Myślałam, że już to ustaliliśmy. - Ręka Melanie znieruchomiała nad miską. 

-    Bardzo  rozsądne  założenie  -  zgodził  się  z  nią,  nie  wiedząc,  po  co  ciągnie  tę  rozmowę. 

Zawsze  postępował  racjonalnie  i  starannie  unikał  popełniania  błędów.  Szczególnie  gdy  błąd 

stał  na  wprost  niego,  i  patrząc  mu  w  oczy,  dawał  jasno  do  zrozumienia,  że  nie  da  się  go 

popełnić. 

-  Jedyne możliwe! - Melanie twardo obstawała przy swoim. 

-    Wcale  nie.  -  Przykrył  jej  rękę  swoją  dłonią,  przesunął  nad  miskę  i  delikatnie  rozbił  jajko, 

które wpadło do miski bez najmniejszego kawałeczka skorupki. 

-    A  teraz  zrób  to  samo  bez  mojej  pomocy  -  polecił.  Melanie  rozbiła  drugie  jajko,  potem 

trzecie, nie mogąc 

uwierzyć, że potrafi to zrobić. 

-  A niech to... - Popatrzyła na Richarda. - I co dalej? 

-  Teraz trzeba dodać trochę mleka, odrobinę wanilii i ubijać, aż będzie lekkie i pieniste. 

Sukces  dodał  Melanie  pewności  siebie.  Już  śmiało  wlała  mleko  do  miski  i  dodała  wanilii. 

Mleka było za dużo, a wanilii za mało, ale Richard powstrzymał się od komentarza i podał jej 

ubijaczkę. 

-    To  służy  do  ubijania  jajek  -  wyjaśnił,  widząc,  że  Melanie  patrzy  na  trzymany  w  ręce 

przyrząd, jakby widziała go pierwszy raz w życiu. 

-  Dlaczego nie można użyć miksera? 

-  Tak będzie łatwiej i szybciej - poinformował i wyjmując ubijaczkę z jej dłoni, pokazał, jak 

się jej używa. 

Przyglądając się w skupieniu, jak Richard ubija jajka z mlekiem, zmarszczyła czoło. On zaś, 

patrząc na nią, zastanawiał się, czy do wszystkiego podchodzi z podobnym zaangażowaniem, 

ale szybko przywołał się do porządku. 

-  Teraz ty. - Podał jej przyrząd. 

Melanie  z  zapałem  zabrała  się  do  pracy.  Trochę  płynu  wychlapała,  ale  to,  co  zostało, 

wystarczało na przygotowanie kilku grzanek. 

Kryjąc rozbawienie, Richard położył kawałek masła na patelni i podał Melanie kilka kromek 

chleba. 

-  Zamocz chleb w jajku i połóż na patelni, gdy masło się stopi. Ja przyniosę syrop. 

Odwrócił  się  tylko  na  chwilę,  ale  to  wystarczyło,  by  Melanie  zdążyła  sparzyć  rękę  gorącym 

tłuszczem. Usłyszał, jak zaklęła. Gdy się odwrócił, miała łzy w oczach. 

-  Pokaż - polecił. 

background image

-    Nic  mi  nie  jest,  to  tylko  małe  oparzenie.  Mówiłam  ci,  że  w  kuchni  jestem  zupełnie 

beznadziejna. 

-  Nie jesteś beznadziejna, tylko brak ci wprawy. Usiądź, a ja przyniosę jakąś maść. 

-  Grzanka się zmarnuje - zaprotestowała Melanie. 

-  Zrobimy następne. Pozwól mi to zobaczyć. - Przyniósł apteczkę i usiadł obok. 

Melanie wyciągnęła rękę, na której zdążył się już zrobić bąbel wielkości dziesięciocentówki. 

Delikatnie ujął dłoń i posmarował oparzone miejsce maścią. Starał się przy tym nie zauważać, 

jak  miękka  w  dotyku  jest  jej  skóra  i  jak  idealnie  zdają  się  do  siebie  pasować  ich  dłonie. 

Powinien był już ją puścić, ale jakoś nie miał na to ochoty. W końcu Melanie podniosła głowę 

i popatrzyła mu w oczy. 

-  Przepraszam za wczorajszy wieczór. Nie miałem zamiaru wprawiać cię w zakłopotanie. Nie 

wiem, dlaczego to wszystko powiedziałem. Pewnie chciałem cię wyprowadzić z równowagi. 

-    To  jakaś  gra?  -  W  jej  oczach  błysnęła  złość.  -  Wcale  nie  chciałeś  się  ze  mną  przespać? 

Wiedziałam. Co z ciebie za mężczyzna? 

Richard zaklął w duchu, bo nie spodziewał się takiej reakcji. 

-    Poczekaj.  To  nie  tak.  Och,  do  diabła!  Kiedy  jestem  przy  tobie,  wszystko,  co  mówię, 

wychodzi na opak. 

-  Ja mam ten sam problem - niechętnie przyznała Melanie. 

-  Pociągasz mnie, ale szanuję twoją decyzję, by nie wdawać się w romanse z szefami czy też 

z  potencjalnymi  klientami.  Poza  tym  nie  znamy  się  na  tyle,  żebym  cię  od  razu  ciągnął  do 

łóżka. Nie powinno się tego robić pod wpływem impulsu. 

-  Masz rację - zgodziła się. 

Odważył się spojrzeć jej w oczy. Zamiast złości nieoczekiwanie dostrzegł w nich pożądanie. 

Melanie uniosła zdrową rękę i delikatnie dotknęła jego policzka. 

-  Działanie pod wpływem impulsu jest ryzykowne - zauważyła z wahaniem. 

-  Melanie... - zaczął zduszonym głosem. 

-  Tak, Richardzie? 

-  Miałaś rację, to nadal nie jest dobry pomysł. 

-  Wiem - przyznała, nie przestając gładzić jego policzka. 

-    Chcę  cię  pocałować  -  szepnął,  czekając  na  jej  reakcję.  Nie  odsunęła  się  jednak  ani  nie 

sprzeciwiła, a wtedy przestał się powstrzymywać. - Do diabła! - Przyciągnął ją do siebie. 

Smakowała  miętową  pastą  do  zębów  i  kawą.  Normalnie  nie  uznałby  tej  mieszanki  za 

uwodzicielską,  ale  w  tej chwili  wydała  mu  się  wprost  niebiańska  i  nie  mógł  się  nią  nasycić. 

background image

Wargi Melanie były miękkie i ciekawe jego ust, a język wprost szalony. Działo się tak, jak to 

sobie wymarzył podczas długiej, samotnej nocy. 

Zmysły Richarda wymknęły się spod kontroli, lecz umysł pozostał czujny. Richard wciąż się 

zastanawiał,  co,  do  diabła,  zamierza  właściwie  zrobić.  Melanie  była  najbardziej  seksowną 

kobietą, jaką spotkał w ostatnich miesiącach, ale uwiedzenie jej nie wydawało się najlepszym 

pomysłem.  Mógł  sobie  wyobrazić,  co  powiedziałaby  Destiny,  gdyby  tak  potraktował  jej 

przyjaciółkę.  Może  miała  co  do  nich  jakieś  plany,  ale  nie  przypuszczał,  by  chciała,  aby 

uwiódł tę dziewczynę. 

W końcu posłuchał głosu rozsądku i niechętnie wypuścił Malenie z objęć. Usiadł na krześle i 

zacisnął dłonie, jakby nie ufał, że zechcą pozostać nieruchome. 

-  Przepraszam - mruknął. 

-  Ja też cię całowałam - przypomniała, postanawiając grać fair. 

Uśmiechnął się, bo oboje wiedzieli, że nie bardzo na to zasługiwał. 

-  Trudno zaprzeczyć - odrzekł, bo chciał, by w jej oczach znowu zapłonęło pożądanie. 

-  Nie masz się z czego cieszyć - burknęła. 

-  Wcale się nie cieszę - stwierdził z powagą, unosząc ręce w obronnym geście. 

-    Dobrze  wiesz,  że  nic  się  nie  zmieniło.  Nadal  nie  zamierzam  się  z  tobą  przespać  i  nadal 

zależy mi na pracy u ciebie. - Patrzyła na niego bez śladu uśmiechu. 

Wierzył,  że  w  powiedziała  prawdę,  ale  chciał,  żeby  było  inaczej,  i  nie  wiedział,  jak  sobie  z 

tym poradzić. Co gorsza, nie rozumiał, dlaczego tak jest, a to oznaczało, że będąc obok niej, 

musi  się  bez  przerwy  pilnować.  W  przeciwnym  bowiem  razie  znajdzie  się  w  poważnych 

tarapatach, zanim się obejrzy. Kłopot polegał jednak na tym, że chciał na nią patrzeć. 

 

ROZDZIAŁ 4 

Nieoczekiwany  pocałunek  poruszył  Melanie  tak  głęboko,  że  zaraz  po  śniadaniu  wolała  się 

schronić  w  salonie.  Wciąż  drżąc  z  emocji,  wzięła  zeszyt  i  długopis  i  usadowiła  się  przed 

kominkiem,  mając  zamiar  popracować.  Nie  narzekała  na  brak  ciekawych  zleceń  i  nie 

potrzebowała Richarda, który nie chciał nawet wysłuchać tego, co miała mu do zaoferowania. 

Próbowała się skoncentrować, ale jej myśli z uporem krążyły wokół pocałunku. Nie mogła się 

powstrzymać od rozpamiętywania, jak cudowne są jego usta i jak bez najmniejszego wysiłku 

doprowadził  ją  do  stanu  podniecenia.  Nagle  zerknęła  na  zeszyt  i  zobaczyła,  że  zupełnie  jak 

zakochana  nastolatka  pokryła  całą  stronę  małymi  serduszkami.  Nie  jest  dobrze,  pomyślała 

zirytowana i gwałtownym ruchem przewróciła kartkę. Mocno szarpnięty papier przedarł się, a 

Melanie zaklęła. 

background image

-  Kłopoty z koncentracją? 

Zaskoczona drgnęła, a słysząc drwinę w głosie Richarda, zmarszczyła brwi. 

-  Nic podobnego - rzuciła krótko. Richard roześmiał się. 

-  Nie będę sprawdzał, ale ja też nie mogę się skupić na pracy, więc może wybierzemy się na 

spacer? Przy okazji moglibyśmy zjeść lunch w miasteczku. 

-  Przecież dopiero jedliśmy śniadanie - zaprotestowała Melanie. 

-    To  było  cztery  godziny  temu.  -  Richard  popukał  palcem  w  zegarek.  -  Musiałaś  odpłynąć 

daleko  stąd.  O  czym  tak  śniłaś  na  jawie?  -  Przyglądał  się  jej,  rozbawiony,  jak  gdyby  znał 

odpowiedź.  -  A  może  dopieszczałaś  swój  projekt,  na  wypadek  gdybym  jednak  zmiękł  i 

zechciał  go  obejrzeć?  - Błyskawicznym  ruchem  wyjął  z  jej  rąk  zeszyt  i  zanim  zdążyła  zare-

agować, przewrócił kartkę. Zobaczył serduszka i uśmiechnął się. 

Melanie zastanawiała się w milczeniu, czy rzeczywiście można umrzeć ze wstydu. Jeżeli tak, 

to właśnie nadeszła odpowiednia chwila, aby ziemia się rozstąpiła i ją pochłonęła. 

-  W  zeszłym  tygodniu  poznałam  seksownego  dziennikarza  z  telewizji  i  szczerze  mówiąc, 

rozmyślałam o nim - skłamała gładko, dziękując opatrzności, że powstrzymała jej rękę przed 

ozdobieniem  serduszek  inicjałami.  Na  szczęście,  Richard  mógł  jedynie  zgadywać,  o  czym 

marzyła przez cztery godziny przed kominkiem. 

-  Kogóż to poznałaś? - zapytał zaciekawiony, jakby wziął za dobrą monetę jej słowa. 

-  Co to ma za znaczenie? 

-  Jestem po prostu ciekaw, jacy mężczyźni ci się podobają - oświadczył. 

Nie uwierzyła, przekonana, że próbuje przyłapać ją na kłamstwie. Wymieniła więc nazwisko 

popularnego dziennikarza. Był to potworny nudziarz, ale miała nadzieję, że Richard o tym nie 

wie. 

Niestety, widząc zdziwioną minę Richarda, zrozumiała, że jej się nie udało. 

-    Naprawdę?  -  zapytał.  -  Podobno  jest  przystojny,  ale  niezbyt  lotny.  -  W  głosie  Richarda 

słychać było ironię, zwłaszcza gdy wymawiał słowo „przystojny". 

-  A nie pomyślałeś, że być może wcale nie interesują mnie jego zdolności konwersacyjne? - 

zapytała, zdecydowana obstawać przy swoim. 

-  Musisz się lepiej postarać, skarbie. - Richard roześmiał się. - I pamiętaj, że jeśli kłamiesz, 

kłamstwo musi być prawdopodobne. 

-    Dlaczego  mnie  nie  dziwi,  że  się  na  tym  znasz?  -  mruknęła  Melanie,  ale  Richard  puścił  to 

mimo uszu. 

-  Chodź, dziecko. Wstawaj. Spacer oczyści twój umysł i przestaniesz myśleć o tym jurnym 

byczku. 

background image

Melanie  westchnęła.  Miał  rację,  mówiąc,  że  świeże  powietrze  dobrze  jej  zrobi.  Może 

wreszcie przestanie zachowywać się jak idiotka. W przeciwnym razie nie ma wielkich szans, 

ż

eby zaczął poważnie traktować jej ofertę. 

Richard  nie  mógł  sobie  przypomnieć,  kiedy  ostatnio  spacerował  po  śniegu  dla  samej 

przyjemności. Oczywiście, w tej chwili chodziło również o to, żeby wyjść z domu i uciec od 

pragnień, które budziła w nim ta nieznośna dziewczyna. Próbowała mu wcisnąć historyjkę o 

nudnym przystojniaku, a to oznaczało, że ona również zdaje sobie sprawę, jak mocno między 

nimi iskrzy, i czuje, że sprawy mogą się wymknąć spod kontroli. 

Powietrze  było  rześkie,  śnieg  przestał  padać,  od  rzeki  zdawał  się  nadciągać  mróz.  Niebo 

przybrało  wspaniały  błękitny  kolor,  a  zaspy  jarzyły  się  oślepiającym  blaskiem.  Richard 

ucieszył  się,  że  założył  okulary  przeciwsłoneczne,  choć  ciemne  szkła  nie  przeszkadzały  mu 

wpatrywać się w lśniące oczy Melanie. 

Jego  drwiny  sprawiły,  że  Melanie  pilnowała  każdego  swojego  słowa.  Najwyraźniej  jednak 

uroda  ośnieżonego  krajobrazu  zachwyciła  ją  tak,  że  o  wszystkim  zapomniała  i  co  chwila 

przystawała, aby podziwiać widok, doskonale nadający się na kartę świąteczną. 

-    Popatrz!  -  szepnęła,  chwytając  go  za  rękaw.  Richard  dostrzegł  wspaniale  upierzonego 

ptaszka, którego 

purpurowe piórka pięknie kontrastowały z bielą śniegu i zielenią ostrokrzewu. Mniej barwna 

samiczka  była  niemal  niewidoczna  wśród  zielonych  liści  i  czerwonych  jagód.  Zachwyt 

Melanie  sprawił,  że  ptaszki  wydawały  się  niezwykłe,  choć  w  rzeczywistości  występowały 

tutaj dosyć często. Jej entuzjazm jednak był zaraźliwy. 

-  Szkoda, że nie mam ze sobą aparatu - powiedziała. 

-  Możemy kupić taki jednorazowy - zaproponował. Melanie popatrzyła na niego jak na kogoś 

natchnionego 

przez Boga. 

-  Teraz? - zapytała z takim zachwytem, że Richard się roześmiał. 

-  Niewiele trzeba, by cię zadowolić - zakpił. - Wystarczy tani aparat i już jesteś skłonna na 

wszystko się zgodzić. 

-  Postanowiłam, że dzisiaj niech się dzieje, co chce. 

-  Naprawdę? - zapytał, zastanawiając się, czy udałoby mu się wykorzystać ten jej nastrój. 

-  Nie to miałam na myśli. 

-  Tylko sprawdzam. 

-  Przecież tak naprawdę wcale nie chcesz mnie uwieść - stwierdziła z zaskakującą pewnością. 

- Po co więc mówisz takie rzeczy? 

background image

-  Dlaczego uważasz, że nie chcę cię uwieść? - zapytał, bo ta myśl stawała się coraz bardziej 

kusząca. 

-  Sam się do tego przyznałeś - przypomniała. - Myślę, że gdybym się zgodziła, to pewnie byś 

nie uciekał, ale tak naprawdę flirtujesz ze mną jedynie po to, żeby mnie irytować. 

Zastanawiał się nad jej słowami i coraz poważniej rozważał, czy jej nie  uwieść. Co prawda, 

nie  była  w  jego  typie,  ale  pociągała  go  jej  ożywcza  szczerość,  otwartość  i  entuzjazm.  Nie 

mógł sobie przypomnieć, kiedy ostatni  raz zetknął się z kimś takim jak ona, a tym bardziej, 

ż

eby mu się to podobało. Może Destiny miała rację przynajmniej co do tego? Może nadszedł 

moment,  w  którym  Richard  gotów  był  dokonać  zmian  w  swoim  życiu  i  dać  się  ponieść 

budzącym  zawrót  głowy  uczuciom?  Było  to  lepsze  niż  zwyczajna  monotonna  egzystencja, 

która, jak sam siebie przekonywał, w pełni go zadowalała. 

Spojrzał  na  Melanie  i  dostrzegł  na  jej  twarzy  oczekiwanie.  Wyraźnie  chciała  się  przekonać, 

jak Richard zareaguje na jej wyzwanie. 

-    Może  rzeczywiście  chcę  cię  zirytować,  a  może  tylko  próbuję  cię  przygotować  na  swój 

pierwszy, zbijający z nóg ruch, któremu nie zdołasz się oprzeć? 

-  Wątpię - uśmiechnęła się. 

-  Dlaczego? - zapytał, nieco zaskoczony jej pewnością. 

-    Takie  gierki  do  ciebie  nie  pasują.  Zbyt  poważnie  podchodzisz  do  życia,  by  tracić  w  ten 

sposób czas. 

-  Kolejna teoria mojej ciotki? - zapytał, przyglądając się jej spod zmrużonych powiek. 

-  Tym razem obserwacje własne - zapewniła. - Umiem ocenić człowieka, co więcej, umiem 

sprawić, by inni zobaczyli to, co ja widzę. Właśnie dlatego kreowanie publicznego wizerunku 

jest dla mnie wymarzonym zajęciem. 

Słowa te zaciekawiły go bardziej, niż mógłby przypuszczać. 

-  A jak byś przedstawiła mnie? Mam nadzieję, że nie jako nadętego faceta? 

-    Nie.  Położyłabym  nacisk  na  powagę,  z  jaką  traktujesz  swoje  obowiązki,  jak  ciężko 

pracujesz i że równie ciężko jesteś gotowy pracować dla dobra swoich wyborców. To dobra 

rekomendacja. 

-  Wydawało mi się, że skoro nie cierpiałem nędzy, nie będę pełnowartościowym kandydatem 

- przypomniał Richard. 

-  Może zdołałeś mnie przekonać, że jest inaczej ? - Wzruszyła ramionami. 

-  A może tak bardzo zależy ci na tej pracy, że jesteś gotowa powiedzieć wszystko, byle tylko 

ją zdobyć? - zauważył z nutką cynizmu. 

background image

-  Jeśli rzeczywiście tak sądzisz, to znaczy, że mnie nie znasz - powiedziała, szczerze urażona. 

- Nigdy nie pracuję dla kogoś, do kogo nie mam przekonania. 

-  Nie znasz mnie na tyle, by we mnie wierzyć. 

-    Myślę,  że  znam.  Kiedy  twoja  ciotka  zasugerowała,  żebyśmy  się  spotkali,  najpierw 

rozmawiałam  z  wieloma  osobami  i  przeczytałam  wszystko,  co  o  tobie  napisano.  Chciałam 

mieć  pewność,  że  Destiny  jest  obiektywna,  opowiadając,  do  czego  jesteś  zdolny  i  chwaląc 

twoją  prawość.  Teraz  wiem,  że  miała  rację.  Jesteś  dobrym  człowiekiem,  Richardzie,  co  do 

tego  wszyscy  są  zgodni.  -Popatrzyła  na  niego  w  zamyśleniu.  -  Ale  czy  masz  to  coś,  co 

pozwoli ci wygrać wybory, to zupełnie inna sprawa. 

Poczuł  się  urażony  sugestią,  że  być  może  nie  nadaje  się  na  polityka  i  że  jego  starania 

zakończą się fiaskiem. 

-  Czego twoim zdaniem mi brakuje? - zapytał. 

-    Otwartego  umysłu  -  odparła  bez  chwili  wahania.  Richard  już  chciał  się  sprzeciwić,  lecz 

nagle dostrzegł 

pułapkę, którą na niego zastawiła. 

-  Dlatego, że byłem zdecydowany nie zatrudnić cię, zanim się w ogóle spotkaliśmy? 

-    To  jeden  z  powodów,  a  poza  tym  dlatego,  że  teraz,  kiedy  się  już  spotkaliśmy,  nie  umiesz 

oddzielić moich kwalifikacji zawodowych od faktu, że gram ci na nerwach i jestem kobietą. 

-  Wcale mi nie grasz na nerwach - zaprzeczył, choć zdawał sobie sprawę, że nie wypadło to 

przekonująco. 

-    To  pierwsze  prawdziwe  kłamstwo,  jakie  usłyszałam  z  twoich  ust.  -  Popatrzyła  na  niego  z 

rozbawieniem. 

-  Pierwsze, o którym wiesz - stwierdził, nie zaprzeczając jednak, że kłamał. 

Denerwowała go, to oczywiste. Miał jednak nadzieję, że uda mu się to ukryć. Zawsze uważał, 

ż

e umie zaskakiwać ludzi i trzymać ich na dystans. Uważał to za powód do dumy i czuł się z 

tym bezpiecznie. Melanie jednak była nazbyt przenikliwa, nie podobało  mu się, że zdaje się 

rozumieć, co dzieje się w jego głowie. 

-  Nieprawda, przedtem nie kłamałeś! - upierała się przy swoim. 

-    No  dobrze,  przyznaję,  masz  rację-  westchnął.  -  Powiedzmy,  że  jestem  uzależniony  od 

mówienia prawdy, a ty grasz mi na nerwach. I co z tego? 

-  Nareszcie - odparła wesoło. 

-  Co? - Richard wydawał się zakłopotany. 

-  Jesteś już tylko krok od tego, by przyznać, że byłeś uparty jak osioł, a po powrocie do domu 

przeczytasz mój projekt. 

background image

-    I  wywnioskowałaś  to  wszystko  z  tego,  że  przyznałem  się  do  kłamstwa?  -  zapytał  z 

niedowierzaniem. 

-  Widzisz, jaka jestem zdolna? - Uśmiechnęła się. Mimo woli się roześmiał. 

-  Może lepiej pasowałoby tu słowo „przebiegła". Prawdę mówiąc, przypominasz mi pod tym 

względem Destiny. 

-  Przyjmuję to jako komplement. 

-  Szczerze mówiąc, nie wiem, czy powinnaś. 

Kiedy  usiedli  przy  stoliku  kawiarenki,  Melanie  była  pewna  siebie  i  czuła,  że  panuje  nad 

sytuacją.  W  końcu  zrobiła  jakieś  postępy.  Może  ostatecznie  przyjazd  tutaj  nie  był  całkiem 

głupim  pomysłem?  Jeżeli  poszło  jej  tak  dobrze,  zanim  Richard  zjadł  lunch,  to  co  może 

osiągnąć,  kiedy  placuszki  z  krabów,  sałatka  i  domowa  szarlotka  z  lodami  poprawią  mu 

humor? 

-    Próbujesz  mnie  urobić  za  pomocą  jedzenia?  -  zapytał,  kiedy  zamawiała  obfity  posiłek.  - 

Myślisz, że kiedy to zjem, stanę się bardziej otwarty na nowe pomysły? 

-    Nie  zaprzeczam,  że  coś  takiego  przyszło  mi  do  głowy  -  przyznała.  -  Nie  musisz  jednak 

zamawiać  tego  co  ja.  A  przy  okazji  oświadczam,  że  ja  płacę.  To  służbowy  lunch,  podczas 

którego staram się zdobyć klienta. 

-  Jeżeli mam ci dotrzymać kroku, muszę zamówić to samo. - Richard konspiracyjnie mrugnął 

do kelnerki. - Poproszę to samo i najmocniejszą kawę, jaką podajecie. 

-  Podajemy wyłącznie bardzo mocną kawę - odrzekła kelnerka. 

-  Szkoda, że nie będziesz startował w tym okręgu. Ona z pewnością głosowałaby na ciebie - 

stwierdziła Melanie, kiedy zostali sami. 

-  Pierwsze wrażenie nie powinno odgrywać roli w wyborach. Ani charyzma. 

-  Nie powinna, jednak odgrywa, przynajmniej po części. Nawet nudziarz może wygrać, jeżeli 

ma dobry program. Tyle że trudniej mu to osiągnąć. Ty masz jedno i drugie. Dlaczego więc z 

tego nie skorzystać, zamiast udawać, że Uczy się tylko program? 

-  Inaczej mówiąc, nie uniknę całowania dzieci i ściskania setek rąk - stwierdził. 

-    Niewielu  wybrano  takich,  którzy  tego  nie  robili.  Ludzie  chcą  wiedzieć,  że  kandydat,  na 

którego  głosują,  jest  porządnym  człowiekiem.  Chcą  mu  spojrzeć  w  oczy  i  ocenić,  czy  jest 

szczery. Chcą się przekonać, czy jego uścisk dłoni jest silny. 

Zabawne,  że  o  tym  wspomniała.  Richard  zamyślił  się  na  chwilę.  Przypomniał  sobie,  że 

kontrahenci,  widząc  jego  twardy  i  zimny  wzrok  podczas  negocjacji,  zarzucali  mu,  że  jest 

nieludzki.  O  to  samo  oskarżały  go  kobiety,  które,  wiążąc  się  z  nim,  wyraźnie  oczekiwały 

czegoś  więcej,  niż  był  w  stanie  im  dać.  W  końcu  pogodził  się  z  myślą,  że  wraz  ze  śmiercią 

background image

rodziców  przestał  umieć  kochać.  I  że  już  zawsze  tak  będzie.  Teraz,  kiedy  obserwował 

Melanie, gdy widział jej radość życia, i czuł, jak jej ciepło ogrzewa mu serce, miał wrażenie, 

ż

e gdyby tylko wyciągnął rękę, miłość by wróciła. 

Nagle otrząsnął się z tych myśli. Co też mu się roi? Przecież Melanie nie przyjechała, by go 

uleczyć,  ale  by  zdobyć  pracę.  Tak  samo  jak  wiele  innych  osób,  po  prostu  czegoś  od  niego 

chciała. Musi wciąż o tym pamiętać, chociaż już parokrotnie udało mu odwrócić jej uwagę od 

misji, z którą przybyła. 

Musnęła palcami jego dłoń. 

-  Gdzie byłeś? - zapytała cicho, patrząc na niego z ciekawością. 

-  Już wróciłem - odparł ponuro. 

Widział, że Melanie ma na końcu języka kolejne pytanie, ale zanim zdołała je zadać, pojawiła 

się kelnerka z lunchem. Jeszcze nigdy w życiu widok jedzenia nie sprawił Richardowi takiej 

ulgi.  Pospiesznie  wbił  zęby  w  placuszki  z  krabów,  ale  nie  umknęło  jego  uwagi,  że  upłynęła 

długa chwila, zanim Melanie poszła w jego ślady. Najwidoczniej ciągle jeszcze zastanawiała 

się, czemu nagle sposępniał. 

W końcu zaczęła jeść i od razu skupiła na tym całą uwagę. 

-  Doskonałe te kraby, nie uważasz? - zapytała. 

-  Przepyszne, choć to nie sezon i muszą być mrożone. - Richard kiwnął głową. - Lepsze niż 

w najdroższych restauracjach rybnych Waszyngtonu. 

-  Ciekawe, co to za przyprawy - odrzekła Melanie. - Doskonale ożywiają smak. 

-  Czy to ma znaczenie przy twojej zdeklarowanej nieumiejętności gotowania? 

-  To takie dobre, że mogłabym się nauczyć. Nie jestem przecież całkiem beznadziejna. 

-  Po co zadawać sobie trud, jeżeli można po prostu przyjść tutaj? - zapytał. 

-  Nie bywam tu często. Prawdę mówiąc, nigdy dotąd nie byłam w tej części stanu. 

-  Teraz, kiedy już poznałaś tutejsze przysmaki, mogę się założyć, że wrócisz. Kto wie, może 

nawet ja cię zaproszę? 

-    Czekając  na  twoje  zaproszenie,  pewnie  umarłabym  z  głodu.  Może  mogliby  mi  przysyłać 

takie placuszki? Myślę,  że gdyby były odpowiednio przygotowane, to nawet ja umiałbym je 

usmażyć. - Melanie rozmarzyła się. - Jak by to  było miło, gdybym nie  musiała wychodzić z 

domu,  żeby  coś  zjeść,  w  dodatku  coś  jadalnego.  Nie  znoszę  gotowych  mrożonych  dań  do 

odgrzewania w mikrofalówce i jadam je tylko w ostateczności. 

Doskonale  ją  rozumiał,  bo  sam  często  jadał  przy  biurku  albo  w  restauracji.  Jedynym 

wyjątkiem  były  wizyty  u  ciotki.  Jeżeli  tylko  miała  czas,  Destiny  świetnie  gotowała,  dlatego 

też  Richard  stał  się  bardzo  wybredny.  Dotyczyło  to  zresztą  nie  tylko  potraw,  ale  także 

background image

atmosfery  intelektualnych  dyskusji,  prowadzonych  podczas  posiłków.  Niestety,  od  jakiegoś 

czasu coraz rzadziej spotykał się z braćmi przy stole ciotki i nagle poczuł, że musi to zmienić. 

Dziwne,  ale  lepiej  pamiętał  śmiech  i  radość,  towarzyszące  posiłkom,  niż  same  potrawy. 

Oczywiście, były doskonałe, ale najbardziej tęsknił za tym, by znowu usiąść przy stole z brać-

mi i z ciotką. Aż do tej chwili nie zdawał sobie sprawy, jak samotne stało się jego życie. Nie 

chodziło  o  to,  że  nie  widywał  bliskich,  bo  z  Destiny  spotykał  się  niemal  codziennie,  a  z 

braćmi  również  często.  Było  jednak  inaczej  niż  w  czasach,  kiedy  mieszkali  pod  jednym 

dachem. 

Westchnął i spojrzał na Melanie. 

-  Opowiedz mi o swojej rodzinie - poprosił. 

-  O rodzinie? - Zupełnie jakby prosił, by zdradziła mu swe najgłębsze sekrety. 

-  Jaka jest twoja rodzina? Duża? Mała? Gdzie mieszka? 

-    Mam  dwie  starsze  siostry,  obie  zamężne  i  obie  całkowicie  pozbawione  ambicji 

zawodowych, obrzydliwie zadowolone ze swoich mężów i dzieci. Zostały w Ohio i mieszkają 

kilka mil od naszych rodziców. Nie rozumieją mojego sposobu życia i ciągle mi wypominają, 

ż

e jestem sama. 

-  Byłyście sobie bliskie? 

-    Tak  bliskie,  jak  bliskie  mogą  być  sobie  trzy  dziewczyny,  które  chcą  włożyć  na  tańce  tę 

samą sukienkę - odparła Melanie. 

-  Zazdrościsz im mężów i dzieci? 

-    Czasami  -  przyznała  i  zamyśliła  się.  -  Kocham  swoją  pracę  i  jestem  ambitna,  ale  to  nie 

znaczy, że nie chciałabym z kimś dzielić życia - dodała po chwili. 

Jej słowa tak pasowały do tego, o czym Richard przed chwilą rozmyślał, że znowu westchnął. 

-  Wiem, co masz na myśli - przyznał z rzadką u niego otwartością. 

-  Naprawdę? - Popatrzyła zdziwiona. 

-    Jasne.  Jaką  radość  daje  podbijanie  świata,  jeśli  nie  ma  komu  o  tym  opowiedzieć  i  jeśli 

nikogo to nie obchodzi? 

-    No  właśnie.  Ale  to  wcale  nie  znaczy,  że  osiągnięcia  nie  dają  nam  satysfakcji  albo  że 

jesteśmy  niewdzięczni.  Po  prostu  wiemy,  że  moglibyśmy  zyskać  więcej.  Dobrze  mieć  taką 

ś

wiadomość, nie uważasz? 

-  Tak mówią. 

-    Jeżeli  wiesz,  że  czegoś  ci  brakuje,  to  dlaczego  nie  ożeniłeś  się  z  jedną  z  tych  kobiet,  z 

którymi się spotykałeś? - zapytała. 

background image

-    Bo  nie  mogłem  sobie  wyobrazić,  żebym  którąś  z  nich  mógł  przyprowadzić  tutaj  na 

placuszki z krabów i domową szarlotkę. 

-  Naprawdę? - Twarz Melanie złagodniała. 

-  Naprawdę, ale niech ci się od tego nie przewróci w głowie. 

-  Ależ skąd! - zapewniła szybko. 

-  A poza tym to wcale nie znaczy, że zamierzam cię zatrudnić - dodał. 

-  Wiem - przyznała, ale miała przy tym zadowoloną minę. 

-    Pod  wieloma  względami  przypominasz  mi  ciotkę.  -  Richard  próbował  zorientować  się  w 

swoich  uczuciach  i  jednocześnie  wytłumaczyć  Melanie,  co  czuje.  -  Tak  samo  jak  ona  jesteś 

szczera aż do bólu, nieprzewidywalna i... 

-  .. .i otwarta na nowe pomysły? - podsunęła Melanie. 

-  Nie przeciągaj struny. 

-  Ludzie otwarci na nowe pomysły nie są... 

-    Wiem,  nie  są  sztywniakami.  Już  to  zrozumiałem.  -Przerwał  jej,  zanim  zdążyła  to 

powiedzieć. 

-  Naprawdę zrozumiałeś? - Przyglądała mu się uważnie. 

-  Naprawdę - zapewnił. 

-  W takim razie może powinniśmy już wracać do domu? - zapytała. 

-  Żebym mógł przeczytać twój projekt? 

-  To też. Ale pomyślałam o tym, że pozwolę ci się znowu pocałować. 

-  Dlaczego miałabyś to zrobić? - Spojrzał na nią, speszony taką bezpośredniością. 

-  Mam otwarty umysł. 

-  Czy to znaczy, że kwestia uwodzenia wraca na wokandę? - zapytał, chcąc zyskać pewność, 

ż

e dobrze zrozumiał jej słowa i że nie zrobi z siebie głupca. Kiedy chodziło o Melanie, nie był 

pewny, czy może sobie zaufać, bo od dawna żadnej kobiety nie pragnął tak mocno jak jej. 

-  Nigdy nic nie wiadomo. - Wzruszyła ramionami. 

-  Uważam, że w tej kwestii powinnaś wyrazić się jaśniej - oznajmił, wstając od stolika. 

-  Gdyby wszystko było z góry jasno ustalone, życie nie miałoby uroku. 

-  Może i tak, ale wtedy przynajmniej można by zapobiegać katastrofom. 

-    W  takim  razie  słuchaj  -  powiedziała  z  bardzo  poważną  miną.  -  Nie  pragnę  tego  do 

szaleństwa,  ale  właśnie  teraz,  w  tej  chwili,  chcę,  żebyś  mnie  znowu  pocałował.  Nadal  uwa-

ż

am,  że  nie  powinniśmy  posunąć  się  dalej,  bo  wszystko  mogłoby  się  skomplikować, 

szczególnie gdybym zaczęła dla ciebie pracować. 

-  Rozumiem - odparł. 

background image

-  Jednak mogę się okazać otwarta na perswazję - dodała Melanie z uśmiechem. 

Puls Richarda przyspieszył. 

-    Może  nie  dzisiaj  -  dodała  Melanie  znacząco.  -  I  może  nie  jutro.  Ale  kto  wie,  jakie 

niespodzianki kryje przyszłość? 

Chociaż  oznajmiła  w  ten  sposób,  że  nie  tylko  dzisiejszej  nocy,  ale  także  w  najbliższej 

przyszłości  Richard  nie  powinien  na  nic  liczyć,  on  nie  mógł  się  powstrzymać  od  radosnego 

pogwizdywania. 

-    Wydajesz  się  zanadto  zadowolony  jak  na  mężczyznę,  któremu  właśnie  powiedziano,  że 

ż

adnego seksu nie będzie - zauważyła. 

-  Uważasz, że to właśnie powiedziałaś? - Roześmiał się. 

-  Oczywiście. 

-    Usłyszałem  tylko,  że  dzisiaj  nie  ma  mowy  o  seksie.  Jeżeli  jednak  chodzi  o  jutro,  to  jak 

mówiła  pewna  piękna  kobieta  z  Południa,  jutro  też  będzie  dzień.  -  Skłonił  się  i  ucałował  jej 

dłoń. - Jestem cierpliwy. Skoro jednak dużo na mój temat czytałaś, to na pewno o tym wiesz. 

-  Najwidoczniej musiałam przeoczyć tę informację. 

-  Może okazać się ważna, więc staraj się ją zapamiętać 

- powiedział i rzucił w nią śniegową kulą, żeby oboje nieco ochłonęli. 

Zaskoczona, wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczami, zanim w jej oczach pojawił 

się ogień, który Richard tak bardzo pragnął zobaczyć. 

-  Już nie żyjesz! - Schyliła się, by ulepić śnieżkę. 

-  Wątpię, żebyś się odważyła - odparł, nie próbując nawet uciekać. 

-  Nie wierzysz, że w ciebie rzucę? 

-  Ależ wierzę. Tylko myślę, że nie trafisz. 

Melanie wzięła zamach i choć Richard uskoczył, kula otarła się o jego policzek. 

-    Kiepski  rzut,  kochanie.  -  Ruszył  w  jej  stronę,  chociaż  próbowała  go  zatrzymać, 

rozpaczliwie  rzucając  śnieżkami.  Jej  rzuty  były  celne,  a  mimo  to  Richard  podszedł  i 

przewrócił ją w zaspę. 

Wypluwała śnieg, z oburzeniem patrząc na stojącego nad nią Richarda, i nagle się roześmiała. 

Po  chwili  Richard  też  parsknął  śmiechem,  a  wtedy  Melanie  szarpnęła  go  za  kostkę  u  nogi  i 

przewróciła w zaspę. 

Richard  pocałował  Melanie,  z  nadzieją,  że  w  pocałunku  znajdzie  trochę  ciepła.  Nie  zawiódł 

się, poczuł płomień, więc uznał, że Melanie nie chowa do niego urazy. 

Pomyślał, że jeśli dziewczyna naprawdę ma zamiar trzymać się swoich postanowień, to czeka 

go wyjątkowo długa noc. 

background image

ROZDZIAŁ 5 

Widząc  w  oczach  Richarda  blask  pożądania,  Melanie  pomyślała,  że  choć  na  dworze  jest 

bardzo zimno, to nie należy igrać z ogniem. Nie spodziewała się, by ktoś, o kim mówiono, że 

jest pozbawiony serca, mógł odczuwać tak silne emocje. 

Kiedy  po  raz  pierwszy  zgodziła  się  z  nim  spotkać,  sądziła,  że  Richard  będzie  ją  traktował  z 

dystansem. Widziała go na zdjęciach i wiedziała, że jest w jej typie. Destiny zaś poruszyła jej 

czułe  serce,  opowiadając  o  tragedii,  jaką  bratanek  przeżył  w  dzieciństwie.  Miała  jednak 

nadzieję,  że  będzie  w  jego  towarzystwie  bezpieczna,  zwłaszcza  że  nie  pociągali  jej  ani 

aroganccy, ani zimni, niezdolni do głębokich uczuć mężczyźni. 

Pierwsze  spotkanie  uspokoiło  ją,  przekonała  się  bowiem,  że  obie  odstręczające  ją  od 

mężczyzn cechy występują u Richarda w pełnym rozkwicie. Teraz jednak... Westchnęła. Nie 

wolno jej myśleć o tym, co dostrzegła w jego spojrzeniu. Co się z nią dzieje? Czy zamarzł jej 

mózg? Czy dlatego najpierw drwiła z seksu, a potem tarzała się z Richardem w śniegu? Z całą 

pewnością nie zamierzała do tego dopuścić. 

Nie  mogła  pozwolić,  by  popełnili  błąd,  którego  oboje  będą  musieli  potem  żałować.  Wstała, 

otrzepała  się  ze  śniegu  i  popatrzyła  spokojnie  na  Richarda,  jak  gdyby  ani  w  restauracji,  ani 

teraz w zachowaniu obydwojga nie było niczego szczególnego. 

-  Coś podobnego - powiedziała. - Nie przypuszczałabym, że umiesz się tak odprężyć i bawić 

jak dziecko. 

-  Jak widzisz, mimo że zebrałaś na mój temat wszelkie dostępne informacje, i tak potrafię cię 

zaskoczyć - stwierdził, wstając ze śniegu. 

Stawał  się  na  powrót  zasadniczy,  Melanie  jednak  już  wiedziała,  że  to  tylko  maska,  za  którą 

się chronił, i natychmiast poczuła, że miękną jej kolana. 

-  Richardzie, powiedz, co tu się właściwie stało? Co to było? 

Wzruszył ramionami. 

-  Myślę, że obydwoje zapomnieliśmy, dlaczego się tutaj znaleźliśmy. 

-    Inaczej  mówiąc,  przez  chwilę,  zamiast  potencjalnymi  partnerami  w  interesach,  byliśmy 

kobietą i mężczyzną, którzy podobają się sobie nawzajem - stwierdziła. - Przepraszam. 

-  A za co? To ja przepraszam za swoje zachowanie. 

-  Zachęciłam się do tego. 

-    Przestali  być  taka  rozsądna.  Ten  weekend  musi  się  źle  skończyć.  Nie  widzę  innej 

możliwości. 

Melanie poczuła się nieswojo. Richard przez chwilę przestał myśleć o obowiązkach i odkrył 

w  sobie  dziecko.  Zapomniał  się  i  odsłonił  przed  nią  swoje  drugie  ja.  Ona  jednak  była  zbyt 

background image

spięta i wszystko zepsuła. Oczywiście, mogła go jeszcze raz przeprosić, ale była przekonana, 

ż

e tylko go tym rozzłości. Wydawało się, że łatwo wpada w złość. Była to chyba odpowiednia 

chwila, żeby wyjechać, ale lokalne drogi jeszcze nie zostały odśnieżone. 

-    Zgoda?  -  Wyciągnęła  rękę,  za  wszelką  cenę  chcąc  z  powrotem  sprowadzić  sprawy  na 

bezpieczniejszy grunt. 

-  Nie wiedziałem, że jesteśmy na wojennej ścieżce - zakpił. 

-    Nie  jesteśmy,  ale  byliśmy  na  najlepszej  drodze  do  tego,  żeby  na  nią  wkroczyć.  I  to  moja 

wina, bo wysyłałam sprzeczne sygnały. 

-  Może w takim razie rozsądniej będzie się nie godzić. - Twarz Richarda przybrała złowrogi 

wyraz. - Wygląda na to, że tylko pokłóceni jesteśmy w stanie zachowywać się właściwie. 

Tak  było  istotnie,  choć  Melanie  nie  rozumiała  dlaczego.  Pomijając  fakt,  że  miała  dla  niego 

pracować, co niosło za sobą konsekwencje, przecież nie mógł się jej podobać. Reagował zbyt 

emocjonalnie, a zarazem był zbyt sztywny. Zdawała sobie sprawę, że to, co do niego czuje, to 

czysty  pociąg  fizyczny,  bo  Richard  niewątpliwie  był  atrakcyjnym  mężczyzną.  Dlatego 

właśnie  niemal  rzuciła  mu  się  na  szyję,  zapominając  natychmiast  o  własnych  zasadach, 

zabraniających łączyć pracę z życiem osobistym. 

Wiedziała,  że  ten  pociąg  jest  wzajemny,  i  wyobrażała  sobie,  że  Richard  czuje  się  w  tej 

sytuacji  tak  samo  zdezorientowany.  Nie  przypominała  przecież  w  niczym  bogatych, 

wyrafinowanych i eleganckich kobiet, z którymi go na ogół widywano. Oglądała jego zdjęcia 

w  rubrykach  towarzyskich  na  tyle  często,  by  wiedzieć,  że  lubi  kobiety  efektowne  i  repre-

zentacyjne. 

Wzięła  to  wszystko  pod  uwagę  i  uznała,  że  oboje  muszą  się  pogodzić  z  faktem,  że  ich 

związek byłby szaleństwem. Jeżeli obojgu uda się to sobie wytłumaczyć, być może najbliższe 

godziny  nie  będą  złe.  Kto  wie,  może  rano  będą  się  nawet  śmiać  z  dzisiejszych  rozterek  i 

rozstaną się bez wzajemnych pretensji? Ona wycofa się z tej całej sprawy i nie będzie więcej 

marzyć o pracy dla Carltona. Każde inne postępowanie byłoby przecież szaleństwem. 

Rozmyślała nad tym, gdy Richard podał jej klucz i poprosił, by sama wróciła do domu. 

-  A ty dokąd się wybierasz? - zapytała. 

-  Na spacer. Przy okazji kupię ci ten aparat. 

Już  miała  zaproponować,  że  z  nim  pójdzie,  ale  nie  zdążyła,  bo  odwrócił  się  i  odszedł. 

Najwyraźniej miał dosyć jej towarzystwa. Przed chwilą byłaby z tego bardzo zadowolona, ale 

teraz już nie. 

background image

Richard  oddalał  się,  kuląc  ramiona  na  wietrze.  Kiedy  patrzyła  za  nim,  wydał  się  jej  bardzo 

samotny.  Nie  mogła  zrozumieć,  jak  to  w  ogóle  możliwe,  żeby  tak  zamożny,  błyskotliwy  i 

seksowny mężczyzna był sam. 

W materiałach na jego temat, które zgromadziła, mogła znaleźć odpowiedź na prawie każde 

dotyczące  go  pytanie,  ale  nie  na  to.  Przyznała  szczerze,  że  szukanie  odpowiedzi  może  się 

okazać jej zgubą, ale bardzo ją to zaintrygowało, za bardzo nawet, bo w jej sercu znalazło się 

miejsce dla Richarda. 

Richard  zdawał  sobie  sprawę,  że  jest  śmieszny,  zachowując  się  chimerycznie  dlatego,  że 

Melanie zmieniła o nim  zdanie. Nie pierwszy  raz spotkało go coś takiego, ale nigdy jeszcze 

się tym nie przejął. Przez całe lata obserwował, jak sprawnie i szybko jego ciotka pozbywa się 

doskonałych  kandydatów  do  swojej  ręki,  aż  w  końcu  uznał  takie  zachowanie  za  zwyczajne, 

choć doszedł również do wniosku, że kobiety są nieprzewidywalne. 

Kiedy jednak chodziło o Melanie, nieoczekiwanie poczuł się dotknięty zmianą jej postawy. A 

to oznaczało, że zdołała do niego dotrzeć. Jak to się mogło stać? 

Przez całą drogę do sklepiku usiłował znaleźć odpowiedź na to pytanie. Dotarłszy na miejsce, 

poprosił  o  jednorazowy  aparat  fotograficzny,  a  pod  wpływem  impulsu  kupił  też  prażoną 

kukurydzę  i  film,  który  dopiero  co  ukazał  się  na  wideo.  Uznał,  że  jeśli  mają  spędzić  razem 

kolejną noc, to film jest dobrym pomysłem, bo nie będą musieli rozmawiać. 

W  drodze  do  domu  próbował  dostrzec  piękno  zasypanego  śniegiem  krajobrazu,  który 

wcześniej tak go zachwycił, ale teraz, kiedy obok nie było Melanie, miał wrażenie, że tamta 

zięba, odlatując, zabrała ze sobą wszystkie kolory otoczenia. 

Jęknął.  Nie  chciał,  żeby  to  właśnie  Melanie  Hart  dodawała  kolorów  jego  istnieniu.  Pragnął 

odzyskać  spokój,  jaki  panował  w  jego  życiu,  nim  spotkał  tę  denerwującą  kobietę,  kiedy  to 

perspektywa  spędzenia  kilku  godzin  przed  ekranem  komputera  lub  nad  stertą  dokumentów 

wydawała mu się główną atrakcją weekendu. 

Niestety,  jeśli  będzie  wciąż  na  nią  patrzył,  to  się  nie  uda.  A  wiedział,  że  tak  będzie. 

Wyglądała  na  osobę,  która  zamiast  przejść  do  porządku  nad  tym,  że  omal  nie  popełnili 

okropnego  błędu,  zechce  na  ten  temat  dyskutować  i  wszystko  zrozumieć.  Widział  to  w  jej 

oczach, kiedy zostawił ją kilka przecznic od domu. Miał tylko nadzieję, że może tymczasem 

minęła jej ochota na taką rozmowę. 

Kiedy zmarznięty dotarł wreszcie do domu i zobaczył płonący ogień, ucieszył się, że Melanie 

pomyślała  o  rozpaleniu  w  kominku.  Z  obawą  czekał,  aż  się  pojawi,  gotowa  do  rozmowy  i 

analizowania tego, co między nimi zaszło, albo jeszcze gorzej, do ponownego przepraszania 

go.  Nie  nadchodziła  jednak.  Czyżby  zdecydowała  się  wyjechać,  chociaż  drogi  wciąż  były 

background image

prawie  nieprzejezdne?  Zastanawiając  się  nad  tym,  uprzytomnił  sobie,  że  nie  zwrócił  uwagi, 

czy jej samochód stoi na podjeździe. 

Przestraszył  się,  że  przez  jego  nieopanowanie  mogła  narazić  się  na  niebezpieczeństwo. 

Pobiegł  na  górę  i  zaczął  się  dobijać  do  pokoju  gościnnego,  a  kiedy  omal  już  nie  wyrwał 

szarpnięciem drzwi z zawiasów, usłyszał zaspany głos. 

-  Co się dzieje? 

Leżała w łóżku, z podciągniętą pod brodę kołdrą, z włosami w nieładzie. Odetchnął z ulgą. 

-  Czy coś się stało? - zapytała tym samym, rozespanym i nieco schrypniętym głosem, patrząc 

na niego oszołomiona. 

Kołdra  zsunęła  się,  ukazując  nagie  ramię  i  ponętny  zarys  piersi,  a  Richard  znów  poczuł 

przyspieszone tętno. 

-  Nic. Naprawdę nic, przepraszam - wykrztusił i zaczął się wycofywać z pokoju. 

-  Richard? 

Czy ona zawsze musi wszystko  wiedzieć? Nawet przez sen? Teraz będzie musiał tłumaczyć 

się,  wymyślając  coś  w  miarę  wiarygodnego,  a  jednocześnie  nie  zdradzając,  jak  bardzo  się 

zaniepokoił na myśl, że Melanie ryzykuje życie w zaspach na oblodzonych drogach. 

-  Wiesz... frontowe drzwi były otwarte - improwizował. 

- Pomyślałem, że ktoś się włamał. Nie wiedziałem, czy z tobą wszystko w porządku. 

-  Otwarte? - powtórzyła, patrząc na niego spod na wpół przymkniętych powiek. 

-    No...  lekko  uchylone  -  poprawił  się,  bo  nie  chciał,  żeby  dziewczyna  zamartwiała  się  z 

powodu swego niedopatrzenia. 

-    Na  pewno  je  zamknęłam.  Co  prawda,  nie  na  zamek,  bo  nie  wiedziałam,  czy  masz  drugi 

klucz. Bałam się, że jeśli zasnę, nie usłyszę pukania. Jestem przekonana, że zamknęłam je na 

klamkę. 

-    Nic  się  nie  stało.  Najważniejsze,  że  u  ciebie  wszystko  w  porządku.  Przepraszam,  że  cię 

obudziłem. Śpij. 

Melanie przeciągnęła się, a kołdra zsunęła się niżej. Wydawało się jednak, że ona zupełnie nie 

zdaje sobie sprawy, jak seksownie wygląda. 

-  Skoro już nie śpię, to równie dobrze mogę wstać. Chyba naprawdę zamierzała się podnieść, 

choć zdaniem 

Richarda była naga. Wyobraziwszy sobie ten widok, rzucił się do drzwi, w obawie, że byłoby 

to nie do zniesienia. 

Siedział  w  kuchni,  czekając,  aż  zaparzy  się  kolejny  dzbanek  bardzo  mocnej  kawy,  gdy 

Melanie ze świeżo umytą twarzą i uczesana pojawiła się na schodach. Wolał ją z potarganymi 

background image

włosami, ale najwidoczniej próbowała wyglądać oficjalnie. Mógłby jej powiedzieć, że nawet 

zakładając  najskromniejszy  służbowy  kostium,  nie  ukryje  swojej  kobiecości.  Należała 

bowiem do kobiet, których widok działa na wyobraźnię, w każdym razie na jego wyobraźnię. 

-  Kawy? - zapytał. 

-  Nie, dziękuję. Za dużo kofeiny nie pozwoli mi zasnąć. 

Richard  wątpił,  by  tej  nocy  w  ogóle  udało  mu  się  zmrużyć  oczy,  więc  odrobina  kofeiny  nie 

miała żadnego znaczenia. 

-  Kupiłem film na wideo, możemy go później obejrzeć. - Wskazał ręką na stół. 

-  Wiesz, że to komedia romantyczna? - Uśmiechnęła się, biorąc kasetę do ręki. 

-  Słyszałem, że dobra - bronił się. - Myślałem, że kobiety lubią takie niemądre filmy. 

-  Masz rację. Lubią. Ale jestem zaskoczona, że wziąłeś pod uwagę mój gust. 

-  Ciotka wpoiła mi zasady gościnności. 

-  Nawet jeśli narzucono ci tę rolę? - zapytała sceptycznie. 

-    Nawet.  Może  zresztą  wtedy  jest  to  jeszcze  ważniejsze.  Przysyłając  cię  tutaj,  ciotka 

wiedziała,  że  jej  nauki  opanowałem  do  perfekcji.  W  przeciwnym  razie  nie  zaryzykowałaby. 

Oboje wiemy, że to ona ponosi winę za tę krępującą sytuację i nie chcę już słuchać żadnych 

kolejnych przeprosin. 

-  Ona tylko próbuje nam pomóc. Nie możesz jej winić za to, że się o ciebie troszczy, a przy 

okazji stara oddać przysługę mnie. 

-  Mogę, jeżeli wtrąca się w moje sprawy - stwierdził ponuro. - Gdyby chodziło jej wyłącznie 

o kontrakt, to zjawiłabyś się w moim biurze w poniedziałek rano. Ty jednak przyjechałaś tutaj 

z moimi ulubionymi daniami i winem. 

-  Może zostawmy ten temat, bo widać, że mamy różne zdania na temat motywacji Destiny. 

Zostań tutaj, ja pójdę do salonu i oboje spróbujmy popracować. 

-  Każdy ma się zaszyć w swoim kącie? - zapytał, powściągając uśmiech. 

-  Właśnie. 

-  Może to nie najgorszy pomysł - stwierdził, patrząc jej prosto w oczy. 

Odniósł wrażenie, że widzi w nich cień tęsknoty, uznał jednak, że lepiej  nie sprawdzać, czy 

ma rację. 

-  W takim razie do zobaczenia później - powiedziała po chwili wahania. 

-    Do  zobaczenia  -  odparł.  -  Melanie!  -  zawołał,  gdy  zniknęła  mu  z  oczu.  -  Jest  coś,  co 

miałabyś ochotę zjeść na kolację? 

-  To znaczy, że mamy jakiś wybór? - zapytała zdumiona. 

-  Oczywiście. Dlaczego myślałaś, że nie? 

background image

-  Z tego, co mówiła Destiny, wywnioskowałam... 

-    Myślałaś,  że  ratujesz  mnie  od  śmierci  głodowej  -  domyślił  się.  -  Mówiłem  ci,  o  co  jej 

chodziło. 

-  Do diabła, twoja ciotka jest naprawdę dobra - przyznała Melanie, a w jej głosie więcej było 

podziwu niż irytacji. 

-  Zgadzasz się chyba ze mną, że oboje powinniśmy o tym pamiętać. 

-  Z pewnością będę pamiętać. A jeśli chodzi o kolację, to możesz mi zrobić niespodziankę. 

Tak  jakby  to  było  możliwe,  uznał  sceptycznie,  ale  kiwnął  głową.  Czyta  przecież  w  jego 

myślach. No, może nie tych dotyczących kuchni... 

Melanie  wzięła  telefon  komórkowy  i  nie  zważając  na  mróz,  wyszła  przed  dom,  żeby 

zadzwonić do Destiny. Sygnał był słaby, ale po chwili usłyszała jej radosny głos. 

-  To był podstęp - zaczęła oskarżycielsko, ale bez nadmiernej urazy. 

-  Jak się masz, Melanie? Utknęłaś u Richarda? - W głosie Destiny brzmiała nadzieja. 

-  Wiedziałaś, że to się tak skończy - burknęła Melanie. 

-    Nie  wiedziałam,  choć  miałam  taką  nadzieję  -  poprawiła  ją  przyjaciółka.  -  Czy  wszystko 

dobrze idzie? Już się zgodził dać ci tę pracę? 

-  Nie. 

-  Och. - Destiny była rozczarowana. - Może powinnam z nim porozmawiać. Gdzie on jest? 

-    Siedzi  w  kuchni  i  pracuje,  a  ja  nie  pozwolę  ci  z  nim  rozmawiać  -  oznajmiła  Melanie.  - 

Moim zdaniem wystarczy już tego wtrącania się jak na jeden weekend. 

-  Coś poszło nie tak? Chyba się nie pokłóciliście? - niepokoiła się Destiny. 

-    Nie  tak,  jak  myślisz.  Po  prostu  wymieniliśmy  poglądy,  w  rezultacie  czego  twoje  plany 

wydają  mi  się  jeszcze  bardziej  podejrzane  niż  wtedy,  kiedy  namawiałaś  mnie  na  przyjazd 

tutaj. Prawdę mówiąc, jestem przekonana, że nie były całkiem szlachetne. 

-  Ładnie tak mówić, kiedy starałam ci się pomóc! - Destiny była oburzona. 

-  Nie nabierzesz mnie. - Melanie nie dała się zwieść. - Wierzę, że chcesz, abym dostała ten 

kontrakt. Ale przyznaj, że spodziewałaś się po tym weekendzie czegoś więcej. 

-    Nie  mam  pojęcia,  co  sugerujesz  -  odparła  beztrosko  Destiny.  -  Och,  mam  rozmowę  na 

drugiej linii, a czekam na ważny telefon od Macka, brata Richarda. Baw się dobrze i ucałuj go 

ode  mnie.  I  niech  żadne  z  was  nie  śmie  się  stamtąd  ruszać,  dopóki  drogi  nie  zostaną 

odśnieżone. Nie chcę się zamartwiać, że wylądujecie w zaspie. 

Zanim Melanie zdążyła odpowiedzieć, Destiny rozłączyła się. „Ucałuj go ode mnie". Właśnie 

o to jej chodzi. Ponownie wystukała numer Destiny, ale tym razem nie udało się jej uzyskać 

połączenia. Westchnęła i wróciła do domu. 

background image

-  Co robiłaś na dworze taka nieubrana? - zapytał Richard. 

-  Dzwoniłam do twojej ciotki. 

-  I? - Richard uśmiechnął się. 

-  Twierdzi, że chciała jedynie, abyśmy się dogadali w sprawie mojej pracy. 

-  A czego się spodziewałaś? Że się do wszystkiego przyzna? 

-  Oczekiwałam, że będzie ze mną szczera. 

-    Na  pewno  była.  Prawdę  mówiąc,  jestem  pewien,  że  gdybyś  przeanalizowała  po  kolei  jej 

słowa, wszystko okazałoby się zgodne z prawdą. 

Melanie  przebiegła  w  myśli  rozmowę  i  uznała,  że  Richard  ma  rację.  Ta  nieznośna  kobieta 

rzeczywiście ani razu nie skłamała, do niczego się nie przyznając. 

-  Jeżeli ktoś powinien się zająć polityką, to właśnie ona - uznała. 

-  Niech Bóg ma nas w opiece, jeżeli kiedyś się na to zdecyduje. Ona nie trawi głupców, a na 

arenie  politycznej  aż  się  od  nich  roi.  Zawsze  nazywa  rzeczy  po  imieniu  i  nie  ma  zwyczaju 

ukrywania  swoich  poglądów.  Dlatego  też  po  kilku  tygodniach  żadna  partia  polityczna  nie 

będzie jej chciała mieć w swoich szeregach. 

-  Pomyśl tylko, jaką miłą odmianą byłoby słuchanie Destiny - powiedziała Melanie. 

-  Określiłbym to nieco inaczej. W końcu słuchałem jej niemal przez całe swoje życie i wiem, 

ż

e kiedy coś sobie wbije do głowy, nic jej od tego nie odwiedzie. 

-  Uważasz, że teraz właśnie nas wzięła na celownik? 

-  Jestem gotów się o to założyć. 

-  Tym gorzej dla niej - stwierdziła z przekonaniem Melanie - bo tym razem nie wygra. Co do 

tego oboje jesteśmy zgodni. - Uniosła głowę. We wpatrzonych w nią oczach Richarda znowu 

dostrzegła pożądanie. 

-  Naprawdę? - zapytał miękko. 

-  Jak najbardziej - zapewniła, starając się, by zabrzmiało to przekonująco. 

-    W  takim  razie  będzie  musiała  pogodzić  się  z  niepowodzeniem  -  odparł  z  nutką  żalu  z 

głosie. 

-  Ależ jestem głodna! Pewnie przez ten spacer. - Melanie zmieniła temat, starając się stłumić 

ż

al. 

-  W takim razie biorę się do kolacji. - Richard w końcu oderwał od niej wzrok. - Masz ochotę 

na kieliszek wina? Została jeszcze butelka cabernet. 

Zgodziła się chętnie, mając nadzieję, że kieliszek wina ukoi jej nerwy, nie osłabiając i tak już 

nadwątlonych postanowień. 

-  Myślisz, że do rana oczyszczą drogi? - zapytała. 

background image

-  Główne na pewno, tak że nawet twój malutki samochodzik zdoła dotrzeć do autostrady. 

Odniosła  wrażenie,  że  on  również  nie  może  się  doczekać,  by  wreszcie  skończył  się  ten 

weekend.  Zabolałoby  ją  to,  gdyby  jej  na  nim  zależało.  Ale  w  obecnej  sytuacji  był  to  tylko 

lekki prztyczek wymierzony w jej próżność. Tak w każdym razie sobie powiedziała. 

-  Posiedź ze mną, kiedy będę gotował - poprosił, podając jej kieliszek wina. 

-  To chyba nie jest dobry pomysł - odparła, czując przelotną pieszczotę jego palców. 

-  Dlaczego? 

-  Dobrze wiesz, że zaczynamy tracić głowę, gdy przebywamy za długo obok siebie 

-  Uważasz, że to źle? 

-  Richardzie! 

-    Pomyślałem  tylko,  że  przyjemnie  byłoby  mieć  towarzystwo.  -  Wzruszył  ramionami  i 

uśmiechnął  się.  -  Dałbym  ci  nóż  i  mogłabyś  pokroić  jarzyny,  a  gdybym  nagle  zaczął  się  źle 

zachowywać, miałabyś się czym obronić - zażartował. 

Melanie roześmiała się i usiadła przy kuchennym stole. 

-  Dziękuję ci - powiedział, jakby jej decyzja sprawiła mu ulgę. 

-  Zostanę, ale poproszę o duży nóż. 

-    W  ten  sposób  przerazisz  każdego  mężczyznę.  -  Roześmiał  się,  podając  jej  groźnie 

wyglądający, rzeźniczy nóż, a potem następny, mniejszy, odpowiedniejszy do krojenia jarzyn. 

Przez  przygotowania  do  kolacji  przebrnęli  spokojnie,  ale  czuła  się  tak,  jakby  straciła  coś 

ważnego. Właśnie dlatego zaraz po kolacji odstawiła kieliszek i wstała od stołu. 

-  A teraz już dobranoc - rzekła. 

-  Nie chcesz obejrzeć filmu? - zapytał. 

-  Widziałam go już - skłamała, czując, że nie wolno jej zaryzykować utraty czujności. 

-  Dlaczego nie powiedziałaś wcześniej? Mogłem wypożyczyć coś innego. 

-  Bohaterowi udaje się w końcu znaleźć sobie dziewczynę. Może więc powinieneś obejrzeć 

ten film. - Z tymi słowami wyszła z pokoju, czując na plecach wzrok Richarda. 

Dała  mu  do  zrozumienia,  że  jeśli  naprawdę  chce  sobie  kogoś  znaleźć,  potrzebne  mu  będą 

wskazówki.  Była  pewna,  że  zrozumiał  jej  intencje,  nie  wiedziała  tylko,  dlaczego  tak  bardzo 

jej zależy na tym, żeby to zrozumiał. Martwiło ją to bardziej niż przebieg tego weekendu. 

 

ROZDZIAŁ 6 

Richard  obejrzał  film  i  zrozumiał,  co  Melanie  przekazała  mu  w  zawoalowany  sposób. 

Zabolała go jej sugestia, że nie potrafi utrzymać przy sobie żadnej kobiety, bo nie wie, czego 

one pragną. 

background image

Przecież gdyby chciał się z kimś związać, zrobiłby to. Osiągał w życiu każdy cel, który sobie 

wyznaczył. Ani przez chwilę nie wątpił więc, że gdyby zapragnął mieć żonę, bez trudu by ją 

znalazł. Uznał jednak, że woli być sam, i koniec dyskusji. 

Miał  ochotę  pójść  na  górę  i  powiedzieć  Melanie  to  wszystko.  Jednak  się  powstrzymał. 

Dyskusja z nią, i to w dodatku w jej sypialni, mogła się zakończyć wyłącznie kłopotami. 

Obejrzał  film,  a  patrząc  na  męki  bohatera,  który  próbował  wszystkiego,  by  zdobyć  serce 

ukochanej, doszedł do wniosku, że te usiłowania wcale go nie bawią. Jeżeli Melanie czy inne 

kobiety  oczekują  od  mężczyzny  takiego  postępowania,  to  u  niego  właśnie  straciły  wszelkie 

szanse. 

Poszedł  do  łóżka  w  marnym  nastroju,  który  nie  opuścił  go  wcale  z  nastaniem  ranka.  Ciągle 

czuł się nieswojo, podczas gdy Melanie zbiegła na dół świeża jak wiosna. Najwidoczniej nie 

leżała  bezsennie  całymi  godzinami,  roztrząsając  każdy  aspekt  łączącego  ich  związku,  czy 

raczej braku tego związku. 

-  Radosna jak skowronek - burknął na jej widok, ale nie zabrzmiało to jak komplement. 

-  Tak też się czuję - wyznała, ignorując jego cierpki ton. - Czy to bekon tak pachnie? 

-  Tak, a oprócz tego zrobiłem ciasto na gofry. Jeśli chcesz, mogę ci upiec - zaproponował. 

-  Chyba jestem w niebie. - Westchnęła, nalewając sobie kawy. - Dobrze spałeś? 

-  Jak dziecko - odparł. 

Nie uwierzyła, ale nie skomentowała tego kłamstwa. 

-  Zauważyłam, że pług oczyścił jezdnię przed domem. Ponieważ jestem pewna, że z radością 

pozbędziesz się wreszcie mojego towarzystwa, wyjadę zaraz po śniadaniu. 

Powinien  się  ucieszyć,  a  tymczasem  myślał,  jak  opóźnić  jej  wyjazd,  guzdrząc  się  ze 

ś

niadaniem. Zły sam na siebie, wrzucił kawałek masła do formy na gofry. Z piekarnika wyjął 

półmisek  z  usmażonym,  ciepłym  bekonem  i  z  rozmachem  postawił  go  na  stole.  Melanie 

posłała mu pytające spojrzenie, ale nie odezwała się ani słowem. 

-  Chcesz soku? Mam pomarańczowy i żurawinowy. 

-    Poproszę  pomarańczowy.  -  Patrzyła  na  niego  badawczo.  -  Czy  coś  się  stało?  -  zapytała, 

widocznie nie mogąc dłużej udawać, że nie dostrzega jego dziwnego zachowania. 

-  Skądże? Absolutnie nic - odparł ostrym tonem, który wyraźnie przeczył jego słowom. 

Melanie zamilkła urażona, a chociaż o to mu właśnie chodziło, nie rozumiał, dlaczego czuje 

się tak, jakby kopnął szczeniaczka. 

-  Przepraszam - bąknął. - Wstałem dziś lewą nogą. 

-  To dowodzi, że jesteś człowiekiem. - Wzruszyła ramionami. 

background image

-    Przestań!  Przestań  mnie  ciągle  usprawiedliwiać!  -krzyknął,  zirytowany  nagle  na  nią,  na 

siebie, na cały świat. 

-    Powiedz  wreszcie,  o  co  chodzi?  Czy  coś  przegapiłam?  Masz  mnie  tak  dość,  że  wolałbyś, 

abym wyjechała przed śniadaniem? 

-    Nie  chodzi  o  ciebie,  tylko  o  mnie.  Szczerze  mówiąc,  sam  nie  wiem,  czego  chcę.  Możesz 

zwalić mój podły nastrój na stres, na niewyspanie, na co chcesz. 

-  Przecież mówiłeś, że spałeś jak dziecko. 

Głupio  skłamał,  a  ona  oczywiście  uważnie  słuchała  i  od  razu  to  zauważyła.  Mógł  się  tego 

spodziewać. 

-    Kłamałem  -  przyznał,  zły,  że  go  przyłapała.  -  Kiedy  pojawiłaś  się  taka  radosna,  z 

błyszczącymi  wesoło  oczami,  nie  chciałem,  byś  pomyślała,  że  ja  nie  mogłem  spać.  -  Nie 

odrywał wzroku od gofrownicy. 

-  Czy chodzi o jakiś rodzaj współzawodnictwa? - zapytała szczerze zdumiona. 

-    Całe  moje  życie  to  zawody,  ciężka  rywalizacja  -  powiedział  cicho,  stawiając  przed  nią 

talerz ze złocistym gofrem. 

-  Z kim? Z braćmi? 

-    Z  sobą  samym  -  odparł.  -  Wiem,  czego  oczekiwał  po  mnie  ojciec.  Wytyczam  więc  sobie 

cele,  w  większości  takie,  jakie  on  postawiłby  przede  mną,  i  zmagam  się  sam  ze  sobą,  by  je 

osiągnąć. Jak na razie doskonale mi się to udaje. - Popatrzył na nią kpiąco. 

-  Jesteś dzięki temu szczęśliwy? - zapytała cicho. 

-  Oczywiście - odparł szybko, być może za szybko. 

Melanie nie spuszczała z niego spojrzenia i w milczeniu czekała na dalsze słowa. 

-  Przeważnie - poprawił się. 

Uważał  się  bowiem  za  człowieka  zadowolonego,  dopóki  nie  obejrzał  tego  nieszczęsnego 

filmu i nie zaczął się zastanawiać, dlaczego wciąż jest samotny. 

-  I co ci dają te zwycięstwa nad sobą? 

-  Szacunek - odpowiedział natychmiast. 

-  Szacunek do samego siebie? - próbowała sprecyzować Melanie. 

-  Nie. Po prostu szacunek. 

-    Chodzi  o  szacunek  twojego  ojca?  -  zapytała  z  niedowierzaniem.  -  Mam  rację,  prawda? 

Ciągle próbujesz zasłużyć na jego szacunek. 

Richard zdał sobie sprawę, jak śmiesznie to brzmi. Przecież ojciec nie żył od dwudziestu lat! 

-    Niemożliwe  -  odparł  poruszony,  bo  nagle  zrozumiał,  że  od  dawna  starał  się  sprawiać 

przyjemność człowiekowi, który nie mógł odczuwać ani satysfakcji, ani rozczarowania z jego 

background image

osiągnięć.  Przez  całą  noc  zastanawiał  się  nad  własnym  życiem,  opierając  się  na  morałach 

płynących z filmu i na opiniach kobiety, która wcale go nie znała. 

-    Masz  rację,  niemożliwe  -  przyznała  Melanie.  -  Czy  nie  uważasz,  że  szacunek  do  samego 

siebie jest ważniejszy? 

-    Dosyć  już  -  przerwał  szorstko.  -  Jak  ci  smakują  gofry?  Próbowała  wytrzymać  jego 

spojrzenie, ale w końcu spuściła wzrok i popatrzyła na talerz. 

-    Doskonałe.  Jeśli  kiedyś  znudzi  ci  się  zarządzanie  koncernem,  będziesz  mógł  otworzyć 

restaurację. 

-  Mam restauracje - przypomniał. 

-  Wątpię, byś widział kuchnię w którejś z nich - zaśmiała się Melanie. 

-    Zatrudniamy  doskonałych  kucharzy  i  menedżerów.  Nie  jestem  im  do  niczego  potrzebny, 

mnie z kolei interesują jedynie wyniki. 

-  Chcesz powiedzieć, że dodawanie tych wszystkich liczb sprawia ci przyjemność? 

-  Jak najbardziej. W tym jestem najlepszy. A w liczbach kryje się logika. 

-  Chcesz, aby w twoim życiu wszystko było logiczne, prawda? 

-  Zabrzmiało to tak, jakbym popełniał zbrodnię - zauważył. 

-    Logika  to  nie  zbrodnia,  tylko  że  takie  życie  jest  chyba  mało  zabawne  -  stwierdziła 

beztrosko. 

Ile razy słuchał tego samego od Destiny? Ale wtedy nie przejmował się tym nawet w połowie 

tak jak w tej chwili. 

-  Nie narzekam. Dobrze się bawię - upierał się. 

-  Naprawdę? Kiedy? 

-  Przez cały czas. 

-  Masz na myśli te bale charytatywne, w których bierzesz udział? 

-  Jasne. - Kiwnął głową. 

-  To dlaczego na wszystkich zdjęciach z takich imprez wyglądasz jak nieszczęśnik? 

-  Jak nieszczęśnik? - powtórzył zdumiony. - Przecież zawsze się uśmiecham. 

-  To prawda, ale tylko ustami, a przecież wiesz, że prawda kryje się w spojrzeniu. 

Odruchowo popatrzył jej w oczy i zobaczył w nich ciepło i współczucie, a nawet jakby cień 

tęsknoty. Melanie ma rację. Prawda kryje się w spojrzeniu. Ciekawe, czy zdaje sobie sprawę, 

co  mówią  jej  oczy.  Patrząc  w  nie,  Richard  przeraził  się,  bo  odczytał  w  nich  uczucia  niemal 

identyczne z tymi, które sam tak bardzo starał się ukryć. 

-    Jak  minął  weekend?  -  zapytała  niewinnie  Destiny,  pojawiając  się  w  biurze  Richarda  w 

poniedziałek rano. 

background image

Mimo  że  ciotka  rzadko  do  niego  zaglądała,  dzisiaj  spodziewał  się  jej  odwiedzin  i  był 

przygotowany stawić jej czoło. Tak w każdym razie przypuszczał. 

-  Dom ciągle stoi, jeśli o to pytasz. Ja również jestem cały. 

-  A Melanie? 

-  Nie udusiłem jej. Przyznaj, o co ci chodzi? - spytał ostrym tonem. - Wiem, co powiedziałaś 

Melanie, ale nie wierzę w niewinność twoich intencji. Żądam prawdy. 

-    Próbuję  ci  znaleźć  dobrego  specjalistę  od  marketingu  i  publicznego  wizerunku,  bo  jest  ci 

potrzebny  -  oświadczyła  Destiny.  -  Rzuciłeś  chociaż  okiem  na  projekt,  który  dla  ciebie 

przygotowała? 

Szczerze  mówiąc,  przestudiował  go  nawet  dość  dokładnie,  kiedy  nie  mógł  spać,  a  chciał 

przestać  rozmyślać  o  filmie  i  o  obecności  Melanie  w  pokoju  gościnnym.  Była  irytującą 

gadułą, ale coraz bardziej mu się podobała. Wiedział, jak mógłby ją choć na chwilę uciszyć. 

Ale  ponieważ  uciekła  samotnie  do  łóżka,  nie  mógł  wprowadzić  swojego  planu  w  życie. 

Dokończył  więc  wino  i  obejrzał  tę  śmieszną  komedię,  w  której  wszystko  szczęśliwie  się 

zakończyło. Prawdziwe życie tak nie wygląda. 

Zdał  sobie  sprawę,  że  Destiny  patrzy  na  niego  z  rozbawieniem,  i  spróbował  skupić  się  na 

rozmowie. 

-  Przyznaję, że dziewczyna ma ciekawe pomysły. 

-  Więc ją zatrudnij. 

-    Ale  to  słodka  idiotka  -  powiedział,  nawiązując  do  pierwszego  wrażenia,  jakie  na  nim 

wywarła. - W ciągu tygodnia doprowadziłaby mnie do szaleństwa - bronił się, wiedząc, że już 

to zrobiła. 

Potrzebowała  zaledwie  dwóch  dni,  żeby  wybić  mu  z  głowy  kierowanie  się  w  życiu  logiką. 

Sprawiła,  że  zapragnął  tego,  o  czym  wcześniej  nawet  nie  myślał,  i  zdołała  zbudzić  w  nim 

uczucia, których starannie unikał. 

-  I co w tym złego? - zapytała Destiny z łobuzerskim błyskiem w oku. 

Ciotka chyba wiedziała, jak bardzo dziewczyna grała mu na nerwach, a co gorsza, była z tego 

zadowolona. Może jest po prostu jasnowidząca? Nieważne. Wiedział, że jeśli ona uzna, że jej 

podstępny plan zaczął działać, to nie popuści, dopóki nie prowadzi go do końca. Nie zdążył 

jednak  wymienić  wad,  jakie  niewątpliwie  cechowałby  jego  związek  z  Melanie,  czy  to 

służbowy, czy prywatny. 

-    Potrzebujesz  kogoś,  kto  doprowadzałby  cię  do  szału.  Wszyscy  inni  tylko  ci  się  kłaniają, 

spełniając każdą twoją zachciankę. 

-  Mam już kogoś takiego - zauważył. - Ciebie. 

background image

-  To prawda, ale ja jestem twoją ciotką, więc znosisz mnie nawet wtedy, kiedy cię denerwuję. 

-    Teraz,  kiedy  postawiłaś  na  mojej  drodze  tę  dziewczynę,  moja  wyrozumiałość  w  stosunku 

do ciebie będzie znacznie ograniczona. 

-  Jeśli nie zatrudnisz Melanie, pożałujesz - orzekła Destiny. 

Pomyślał,  że  bardziej  będzie  żałował,  jeśli  się  z  nią  nie  prześpi,  ale  zachował  to  dla  siebie. 

Szczególnie że Destiny pewnie właśnie na to liczyła, kiedy ją do niego wysyłała. 

Uznał,  że  musi  ostrzec  swoich  braci,  Macka  i  Bena  o  zapale,  z  jakim  Destiny  zajęła  się 

swataniem.  Kiedy  nie  powiedzie  się  jej  z  nim,  przyjdzie  kolej  na  nich.  Powinien  ich  o  tym 

uprzedzić,  choć  z  drugiej  strony  dużo  zabawniej  byłoby  przyglądać  się,  jak  ciotka  zaatakuje 

ich z zaskoczenia, tak jak jego. 

-  Może zajęłabyś się Mackiem albo Benem? - zasugerował. 

-  A dlaczego sądzisz, że tego nie zrobiłam? - zapytała wesoło. 

Zaskoczony zamilkł, a zanim odzyskał głos, ciotki już nie było. Został sam, zły, że ani trochę 

nie ostudził jej zapału do zajmowania się jego osobą. 

Melanie z przygnębieniem wpatrywała się w projekt, który przygotowała dla Richarda i który 

mógł  otworzyć  przed  nią  niezwykłe  perspektywy,  ale  szanse,  że  Richard  zmieni  zdanie  i 

zaproponuje  jej  pracę,  były  równe  zeru.  Równie  dobrze  mogła  więc  wpuścić  ten  projekt  w 

niszczarkę. 

Zastanawiała  się,  czy  od  razu  tego  nie  zrobić,  gdy  do  pokoju  weszła  Becky  z  kawą  i 

rogalikami z pobliskiej kawiarni. 

-  Dam ci to, jeśli opowiesz mi o wszystkim, co zaszło między tobą a Richardem Carltonem w 

czasie weekendu -oznajmiła, stając z dala od biurka. 

-  Nic ci nie powiem. - Melanie wzięła z jej rąk kubek z kawą. 

-  Jesteś zdenerwowana. Nie da się tej wyprawy uznać za sukces, co? 

-    To  zależy,  co  twoim  zdaniem  można  określić  mianem  sukcesu.  -  Melanie  wypiła  łyk 

upragnionej kawy. - W każdym razie nie wyrzucił mnie za drzwi. 

-    Interesujące  -  orzekła  Becky.  -  Czy  to  znaczy,  że  zasypało  was  i  spędziliście  razem  cały 

weekend? 

-  Tak. 

-  I mając tyle czasu, nie zdołałaś go przekonać, żeby cię zatrudnił? 

-    Nie  udało  mi  się  nakłonić  Richarda  nawet  do  przeczytania  projektu  -  wyznała  ponuro 

Melanie. - Właśnie miałam go wpuścić przez niszczarkę i spisać tę całą historię na straty. 

-  Skąd ten pesymizm? Przecież ty nigdy się nie poddajesz. - Becky była zdumiona. 

-  Tym razem jednak nie mam żadnych szans na wygraną - odparła Melanie. 

background image

-  Uwiódł cię? 

-  Nie. - Melanie zmarszczyła brwi. 

-  A próbował przynajmniej? 

Melanie  zastanowiła  się.  Najpierw  Richard  złożył  jej  propozycję,  a  ona  zrobiła  unik.  Potem 

on odpowiedział unikiem na jej aluzje, następnie zaś ona wszystko popsuła. 

-  To było trochę pogmatwane - powiedziała w końcu. 

-  A więc próbował - stwierdziła Becky. - A ty co na to? 

-  Oczywiście powiedziałam „nie". 

-  I co wtedy zrobił? 

-  Dlaczego uważasz, że w ogóle nastąpił jakiś dalszy ciąg? 

-  To był długi weekend. - Becky posłała jej znaczące spojrzenie. 

-  Potem ja się na niego rzuciłam. 

-  Interesujące. 

-  Raczej głupie, niemal natychmiast naprawiłam zresztą ten błąd. 

-  Niemal? 

-  Zdążyłam się opanować. Nie spałam z nim. Prawdę mówiąc, tylko raz go pocałowałam. To 

nic wielkiego. 

-  Jasne. Całuje cię najseksowniejszy i najbogatszy facet w Alexandrii, a może nawet w całej 

okolicy Waszyngtonu, a ty mówisz, że to nic wielkiego.. 

-  No dobrze - westchnęła Melanie. - Ten pocałunek był niezwykłym przeżyciem, ale na tym 

się  skończyło.  I  nie  powtórzy  się.  Wczoraj  rano  Richard  nie  mógł  się  doczekać,  kiedy 

wreszcie się wyniosę. 

-    Pewnie  dlatego,  że  cię  pragnął  -  stwierdziła  Becky.  -Sama  wiesz,  jak  zachowują  się 

mężczyźni. Kiedy czują, że tracą nad sobą kontrolę, szaleją i robią najdziwniejsze rzeczy. 

W głosie Becky było coś, co podpowiedziało Melanie, że przyjaciółka nie ma już na myśli jej 

weekendu spędzonego z przyszłym klientem. 

-  Coś się stało między tobą i Jasonem? - zapytała. 

Jason  był  miłością  życia  Becky,  a  w  każdym  razie  zdołała  samą  siebie  przekonać,  że  tak 

właśnie  jest.  Był  czwartym  chłopakiem,  z  którym  spotykała  się  w  tym  roku,  ale  nawet 

Melanie była niemal pewna, że tym razem to ten właściwy. 

-  Rozstaliśmy się, a mówiąc ściślej, on mnie zostawił. 

To  było  coś  nowego.  Na  ogół  to  Becky  musiała  się  ukrywać  przed  wielbicielami,  którzy 

zdążyli się jej znudzić. Melanie spróbowała wykrzesać z siebie współczucie, ale przychodziło 

background image

jej  to  za  każdym  razem  trudniej.  Tym  razem  jednak  było  inaczej,  bo  polubiła  Jasona  i 

myślała, że Becky nareszcie trafiła na właściwego człowieka. 

-  Tak mi przykro, kochanie. Byłaś pewna, że to ten jeden jedyny. 

-  Nadal jestem pewna!  - krzyknęła  Becky. - Tyle że Jason jest po prostu uparty,  głupi i boi 

się. 

-    Trudno  przekonać  kogoś  upartego,  głupiego  i  przestraszonego  -  zauważyła  Melanie.  - 

Powinnaś wiedzieć, bo nieraz już próbowałaś. Ale jeśli pragniesz właśnie Jasona, to musisz o 

niego walczyć. 

-    Pewnie  masz  rację.  -  Becky  spojrzała  na  przyjaciółkę  z  wyzwaniem  w  oczach.  -  Dobrze, 

zrobię to, jeśli i ty się nie poddasz - oznajmiła. 

-  To znaczy? - zapytała ostrożnie Melanie. 

-  To znaczy, że będę walczyć o Jasona, jeśli ty będziesz walczyć o Richarda. 

-  Wcale nie chodzi o Richarda i o mnie. To kwestia zdobycia klienta. 

-    Och,  skarbie.  Może  to  się  i  tak  zaczęło,  ale  teraz  przybrało  całkiem  inny  obrót.  -  Becky 

popatrzyła na nią współczująco. - Widzę to w twoich oczach i słyszę w głosie. Im szybciej się 

ockniesz i pogodzisz z tym, co się stało, tym dla ciebie lepiej. 

-  Chodzi wyłącznie o kontrakt - powtórzyła z uporem Melanie. 

-  W porządku. Każdy powód, który sprawi, że do niego zadzwonisz, jest dobry. 

-  Nie zadzwonię. Teraz kolej na jego ruch. 

-    Wyjeżdżając,  uniemożliwiłaś  mu  jakiekolwiek  działanie.  -  Becky  ciężko  westchnęła.  - 

Nieważne zresztą. Dobrze znam ten ton. Nie powiem już ani słowa, obiecaj mi tylko, że nie 

wrzucisz tego opracowania do niszczarki. 

-  Zgoda. Nie zniszczę projektu, jeżeli ty nie zadzwonisz do Jasona. 

-  Ale... 

-  Nie ma żadnego ale! - Melanie była nieugięta. - Niech choć raz on o ciebie zabiega. Wiesz, 

ż

e w końcu się odezwie. 

-    Wiem  -  przyznała  Becky,  odzyskując  humor.  -  Zanim  jednak  pozwolę  mu  wrócić,  będzie 

musiał nieźle się starać. Zobaczysz, zrobię z niego ideał faceta. 

-  Piękny cel. - Melanie popatrzyła z uznaniem na przyjaciółkę. - Wątpię, by Richard w ogóle 

wiedział, co to znaczy zabiegać o kogoś. 

-  Może również jego da się czegoś nauczyć - podsunęła Becky. 

Melanie  zamyśliła  się.  Destiny  miała  sporo  szczęścia,  że  udało  się  jej  nauczyć  Richarda 

dobrych  manier.  Ale  też  zaczynała,  kiedy  był  jeszcze  mały,  a  teraz  mogło  być  za  późno  na 

zmianę  jego  głęboko  zakorzenionych  nawyków.  Szkoda,  bo  w  czasie  ostatniego  weekendu 

background image

dostrzegła  w  nim  ogromne  możliwości,  choć  żadna  z  nich  nie  miała  nic  wspólnego  z  jego 

udziałem w wyborach. 

Ciągle jeszcze nad tym rozmyślała, gdy zadzwonił telefon. 

Becky podniosła słuchawkę, a jej początkowo zdziwioną 

minę zaraz zastąpił grymas przerażenia. Melanie obserwowała ją, czując, jak wali jej serce. W 

końcu Becky podała jej słuchawkę. 

-  Przygotuj się. To dziennikarz. Pyta o ciebie i o Richarda. 

-  Chodzi o kontrakt? - zapytała z nadzieją w głosie Melanie. 

-  Pyta o wasz weekend i wydaje się, że zna sporo szczegółów. 

Niech  to  diabli!  To,  co  się  właśnie  stało,  było  koszmarem,  jaki  może  się  przyśnić  komuś 

pracującemu w jej zawodzie, nawet jeżeli nie jest osobiście zamieszany w całą sprawę. Skoro 

jednak było za późno na uniknięcie rozmowy, musi się jakoś dowiedzieć, co ten dziennikarz 

wie albo co mu się wydaje, że wie. 

-  Melanie Hart przy telefonie - powiedziała energicznie. 

-    Dzień  dobry,  panno  Hart.  Mówi  Pete  Forsythe.  Spotkaliśmy  się  w  zeszłym  miesiącu  na 

uroczystości w stowarzyszeniu kardiologicznym. 

-  Oczywiście, pamiętam pana, panie Forsythe. Czym mogę służyć? 

-  Dziś rano uzyskałem z absolutnie wiarygodnego źródła informacje na temat pani i Richarda 

Carltona, prezesa i dyrektora generalnego koncernu Carltona. Chciałbym je potwierdzić. 

-    Doprawdy?  Nie  przychodzi  mi  do  głowy  nikt,  kto  mógłby  skojarzyć  nasze  nazwiska. 

Ledwo znam pana Carltona i nic mnie z nim nie łączy. 

-  Ale zna go pani - nalegał dziennikarz. 

-  Spotkaliśmy się kiedyś. 

-  Krążą plotki, że jesteście państwo parą. A ostatni weekend podobno spędziliście razem, w 

jego domu poza miastem. 

Melanie spróbowała się roześmiać, ale nawet ona stwierdziła, że jej się nie udało. 

-    Niech  pan  nie  będzie  śmieszny,  panie  Forsythe.  Mówiłam  już,  że  ledwo  znam  tego 

człowieka.  Przykro  mi,  ale  nie  mogę  panu  pomóc.  -  Odłożyła  słuchawkę,  zanim  tamtemu 

udało się ją sprowokować, by powiedziała coś, czego by   później pożałowała, a co mogłoby 

doprowadzić Richarda do wściekłości. 

-  Myślisz, że on ma zamiar wydrukować te rewelacje? - zapytała Becky. 

-  Z pewnością.                                                                 

-  Zamierzasz ostrzec Richarda? 

background image

Pomyślała  o  tym,  ale  doszła  do  wniosku,  że  to  niepotrzebne.  W  rozmowie  z  dziennikarzem 

niczego  nie  zdradziła,  a  obawiała  się,  że  rozzłoszczony  Richard  zadzwoni  do  Forsythe'a  i 

protestując  przeciwko  naruszaniu  swojej  prywatności,  doleje  oliwy  do  ognia.  Lepiej,  by 

dziennikarz doszedł do wniosku, że plotki nie są prawdziwe, a wtedy, jeśli ma w sobie choć 

odrobinę zawodowej uczciwości, zastanowi się, zanim cokolwiek na ten temat opublikuje. 

-  Nie. Niczego nie potwierdziłam, więc może Forsythe da sobie spokój. 

-  Nie byłabym taką optymistką. - Becky pokręciła głową. - To smakowity kąsek. Carlton jest 

wpływowym człowiekiem, w dodatku zamierza startować w wyborach do władz miasta. Ja z 

pewnością chciałabym się dowiedzieć z prasy, czy zaszył się w jakimś ustronnym miejscu z 

jedną  z  najbardziej  liczących  się  na  rynku  specjalistek  od  marketingu  i  publicznego 

wizerunku.  W  tym  mieście  takie  informacje  to  gorący  temat.  To,  co  na  razie  Forsythe  wie, 

może  przedstawić  albo  jako  randkę,  albo  jako  spotkanie  w  sprawie  strategii  kampanii 

wyborczej. Jeżeli zdecyduje się na to drugie, potwierdzi, że Carlton ma zamiar kandydować. 

Niezależnie od tego, na co się w końcu zdecyduje, to wiadomość na pierwszą stronę. 

Becky miała rację. Melanie mogła się tylko modlić, by uczciwość zawodowa Pete Forsythe'a 

nie pozwoliła mu opublikować materiału, dopóki go nie zweryfikuje. Od niej nie dowiedział 

się  niczego,  a  wątpiła,  by  zaryzykował  rozmowę  z  Richardem,  człowiekiem  wpływowym  i 

majętnym, którego koncern wydawał mnóstwo pieniędzy na reklamę. Czy Forsythe był gotów 

ryzykować, że narazi się takiej osobistości tylko po to, by w jutrzejszym wydaniu zamieścić 

swój pikantny artykulik? Może będzie jednak milczał? 

Akurat. A ona zostanie królową. 

 

ROZDZIAŁ 7 

„Dlaczego  mężczyzna  uchodzący  za  jedną  z  najlepszych  partii  w  całej  Alexandrii  spędził 

ostatni  weekend  w  tajemniczym  ustroniu  ze  specjalistką  od  marketingu?"  -  pytał  kilka  dni 

później  na  łamach  jednej  z  waszyngtońskich  gazet  zawsze  dobrze  poinformowany  Pete 

Forsythe.  „Czyżby  okazały  się  prawdą  krążące  od  jakiegoś  czasu  pogłoski,  że  pan  Richard 

Carlton, dyrektor generalny koncernu Carltona, zdecydował się kandydować w wyborach? A 

może to spotkanie miało charakter czysto prywatny? Ani pan Carlton, ani kobieta, z którą się 

spotkał,  nie  komentują  tego  faktu.  Nam  jednak  udało  się  dowiedzieć,  że  podczas  ostatniego 

weekendu  Richard  Carlton  został  uwięziony  przez  śnieżycę  w  swoim  domu  za  miastem  w 

towarzystwie panny Melanie Hart, specjalistki od marketingu i kreowania publicznego wize-

runku". 

background image

-  Winifred,  daj  mi  tu  natychmiast  Melanie  Hart!  -  krzyknął  Richard  do  telefonu  i  ze  złością 

cisnął gazetę do kosza, gdzie było jej miejsce. 

Melanie  musiała  być  w  recepcji,  bo  zanim  minęło  dziesięć  minut,  zjawiła  się  w  biurze. 

Wyglądała  świetnie.  Tak  jakby  chciała,  żeby  uwaga  Richarda  skupiła  się  na  niej,  a  nie  na 

sytuacji, do jakiej doprowadził jej długi język. Jeżeli nadal stara się go przekonać, aby dał jej 

pracę, to zabiera się do tego zdecydowanie niewłaściwie. 

-    Czułam,  że  zechcesz  się  ze  mną  zobaczyć  i  właśnie  dlatego  przyjechałam.  -  Patrzyła  na 

niego zmartwiona. - Widziałam tę gazetę. Bardzo jesteś zły? 

-  W skali od jednego do dziesięciu byłoby to jakieś dwanaście tysięcy. Powinnaś wiedzieć, że 

nie  życzę  sobie,  aby  plany  kampanii  albo  szczegóły  z  mojego  życia  osobistego  stawały  się 

tematem artykułów w jakiejś plotkarskiej gazecie. 

- Richard najwyraźniej ją obarczał winą za artykuł i nawet nie starał się tego ukryć. 

-  Wiem, oczywiście - odparła lodowatym tonem. - Nie mam pojęcia, co chcesz powiedzieć, 

ale  wiem,  że  takie  plotki  mogą  ci  zaszkodzić.  Jeżeli  ludzie  zaczną  cię  postrzegać  jako 

człowieka,  który  ukrywa  się  z  kobietą,  bez  względu  na  powody,  z  jakich  to  robi,  to  możesz 

stracić wielu potencjalnych wyborców. 

Jej  słowa  zaskoczyły  Richarda.  Jak  w  ogóle  mogła  przypuszczać,  że  uda  się  jej  wykręcić  z 

całego tego zamieszania, a w dodatku zrobić z siebie ofiarę? 

-    Skoro  jesteś  tego  zdania,  to  dlaczego  ten  facet  ma  te  informacje?  -  zapytał,  ciekaw,  jak 

Melanie będzie się tłumaczyć. Przecież o ostatnim weekendzie wiedzieli tylko oni, a on z całą 

pewnością nie rozmawiał z Forsythe'em. 

-  Nie mam z tym nic wspólnego - oświadczyła oburzona. 

- Dla mnie to także nie jest najlepsza reklama. 

Richard spojrzał na Melanie i nagle pewność, że to ona jest wszystkiemu winna,  rozwiała się.  

Jej    zaprzeczenia  brzmiały  prawdziwie.  Zmagał  się  ze  sobą,  zastanawiając  się,  czy  może  jej 

ufać.  Argumenty,  których  użyła,  miały  sens,  a  on  tak  bardzo  chciał  wierzyć,  że  go  nie 

zdradziła. 

-  Przysięgasz, że to nie ty poinformowałaś Forsythe'a? - zapytał w końcu. 

Rzuciła mu kolejne miażdżące spojrzenie, a on poczuł się jak nędzny robak. 

-  Przysięgam. 

Zrozumiał,  że  powinien  ją  przeprosić,  ale  nie  umiał  się  zmusić.  Najpierw  więc  spróbuje  się 

jeszcze czegoś dowiedzieć. 

-  Rozmawiałaś z Forsythe'em? 

-  Tak, ale*.. - Jej pewność siebie nie była już tak niezachwiana. 

background image

-  Dlaczego w ogóle z nim rozmawiałaś? - przerwał jej, nie czekając na dalsze wyjaśnienia. - 

Do  mnie  też  dzwonił,  ale  sekretarka  go  nie  połączyła.  Jesteś  fachowcem,  powinnaś  więc 

wiedzieć,  że  rozmowa  z  kimś,  kto  prowadzi  rubrykę  zajmującą  się  plotkami,  nigdy  nie 

przynosi nic dobrego. 

-    Jestem  fachowcem  i  zdaję  sobie  sprawę,  że  jeżeli  się  wie,  co  i  kiedy  należy  mówić,  to 

reporter  może  się  czasem  okazać  sprzymierzeńcem  -  odparła.  -  Poza  tym  Becky  od  razu 

podała mi słuchawkę i nie mogłam się już wykręcić od rozmowy. Gdy zorientowałam się, o 

czym  on  chce  rozmawiać,  postanowiłam  się  dowiedzieć,  co  właściwie  mu  powiedziano.  A 

kiedy zaczął pytać, co robiliśmy razem w domu nad rzeką, zbyłam go i odłożyłam słuchawkę. 

-  To znaczy, że niczego nie potwierdziłaś? - Odetchnął z ulgą. 

-  Nie jestem aż tak głupia. - Popatrzyła na niego ze złością. 

-    W  takim  razie,  kto  jest  aż  tak  wiarygodny,  że  Forsythe  zdecydował  się  wydrukować  tę 

historię bez sprawdzenia jej u nas? Ktoś z twojego otoczenia? 

-  Wykluczone. Becky nigdy by tego nie zrobiła. 

-  Nawet gdyby uznała, że odda ci w ten sposób przysługę? 

-  Nawet. 

-  Kto jeszcze wiedział, że tam byłaś? - zapytał. I nagłe oboje wszystko pojęli. 

-    To  Destiny!  -  Richard  powiedział  to  pierwszy.  Chociaż  Melanie  pomyślała  to  samo, 

zaszokowało ją, że 

Richard oskarża ciotkę. 

-  Niemożliwe, nie mogłaby tak postąpić - wyjąkała. 

-    Ależ  mogłaby.  Szczególnie  jeżeli  ukazanie  się  tej  historii  w  gazecie  może  pomóc  jej  w 

osiągnięciu zamierzonego celu. 

-  A znasz ten cel? Bo, szczerze mówiąc, ja się trochę pogubiłam. 

-    Nic  podobnego,  przecież  już  z  nią  o  tym  rozmawiałaś  -stwierdził  ponuro,  pewny,  że 

Destiny jest gotowa na wszystko, aby go wyswatać z Melanie. 

-  Chodzi o moją pracę u ciebie? - Melanie ciągle jeszcze nie chciała uwierzyć w najgorsze. 

-  Przecież jej nie chodzi o twoją pracę, tylko o to, żebyśmy byli razem jako para. 

-  Jesteś pewien? - Melanie zbladła i opadła na krzesło. 

-  W zupełności, ale znam ją i wiem, że nie przyzna się do tego. Kiedy naciskała, bym się z 

tobą spotkał, bardzo starannie ukrywała swoje prawdziwe zamiary. Sądząc jednak z artykułu, 

w  rozmowie  z  Forsythe'em  nie  była  już  tak  ostrożna,  co  oznacza,  że  z  wyrachowaniem 

opowiedziała mu o naszym weekendzie. 

background image

-    To  jakieś  szaleństwo!  Ona  nie  może  nami  tak  po  prostu  manipulować  i  oczekiwać,  że 

będziemy tańczyć, jak nam zagra. Jesteśmy rozsądnymi, dorosłymi ludźmi, w pełni zdolnymi 

do  podejmowania  własnych  decyzji.  I  właśnie  doszliśmy  do  wniosku,  że  nie  pasujemy  do 

siebie, prawda? - Melanie popatrzyła mu w oczy. 

-  Tak uważaliśmy, rozstając się - przyznał. 

-  W takim razie wystarczy ją o tym powiadomić. 

-  Już to zrobiłem.. 

-  I co? 

Richard wyciągnął gazetę z kosza i pomachał nią przed Melanie. 

-  To właśnie jej odpowiedź. Jak widzisz, nie ma zamiaru się poddać. 

-  Przecież to twoja ciotka. Zrób coś. 

Richard popatrzył na nią żałośnie. Nie umiał przeciwstawić się Destiny, kiedy wbiła sobie coś 

do  głowy.  Rozsądniej  było  się  poddać,  niż  zostać  zmiecionym  przez  tajfun.  Może  Melanie 

lepiej da sobie radę z ciotką? 

-  Masz jakieś propozycje?- zapytał. 

-   Żadnych - odparła po  chwili zastanowienia, z  wyrazem twarzy równie  żałosnym jak on.  - 

Ale ty? Przecież znasz ją lepiej niż ja. Na pewno uda ci się coś wymyślić, żeby zostawiła nas 

w spokoju. 

Jedyne  rozwiązanie,  jakie  mu  przychodziło  do  głowy,  to  udusić  Destiny.  W  końcu  jednak 

wpadł  na  pomysł,  że  wraz  z  Melanie  odegrają  przedstawienie.  Może  i  powinien  się  poczuć 

winny, ale wcale tak nie było. 

-    Nie  mamy  innego  wyjścia,  więc  dajmy  jej  to,  czego  chce  -  zaproponował,  dokładając 

wszelkich starań, żeby w jego głosie zabrzmiała rezygnacja. 

-  Słucham? - Melanie nie zrozumiała. 

-  Myślałem, że jesteś bystrzejsza. - Uśmiechnął się. 

-  W tym wypadku nie nadążam za twoimi myślami - wyznała. - To wszystko przypomina mi 

chwyt reklamowy z góry skazany na niepowodzenie. 

-  Uda się. Zaufaj mi. - W jego głosie zabrzmiała teraz pewność. 

-  Czy dobrze się domyślam? - zapytała, jakby chodziło o coś niezwykle skomplikowanego. - 

Proponujesz, byśmy udawali parę, a wtedy Destiny da nam spokój? 

Oczy  jej  zalśniły,  a  widząc  to,  Richard  uznał,  że  pomysł  nie  jest  wcale  zły.  Mimo  że  nowa 

strategia  postępowania  była  zdecydowanie  ryzykowna,  Richard,  który  przez  cały  weekend 

walczył ze sobą, odczuł głębokie zadowolenie. Prawdę mówiąc, nie miał zamiaru zastanawiać 

się nad ryzykiem. 

background image

-  Dobrze się domyślasz - odparł, starając się, by nie wyczuła jego zadowolenia. 

Melanie nie wyglądała na zachwyconą, ale też plan nie wzbudził w niej odrazy. Zadowolony 

Richard uznał, że to dobry znak. 

-  Czeka nas niełatwe zadanie, prawda? - zapytała. 

-  Niełatwe - potwierdził, pamiętając o przenikliwości ciotki. 

W tym jednakże wypadku ta cecha Destiny mogła się obrócić na jego korzyść, dając mu czas 

na  przekonanie  się,  czy  te  dziwne  uczucia,  które  pojawiają  się  wraz  z  obecnością  Melanie, 

naprawdę coś znaczą. Nigdy dotąd nie przeżywał czegoś takiego. 

-  Musimy ustalić granicę, do której mamy zamiar posunąć się w tej grze - oznajmiła Melanie, 

siedząc na brzeżku krzesła. 

-  Może będziemy musieli dostosowywać się do wymogów sytuacji. 

-    Nic  z  tego  -  odparła  tonem  nieznoszącym  sprzeciwu.  -A  nie  mógłbyś  mnie  po  prostu 

zatrudnić, zgodnie z jej prośbą? Może to by ją zadowoliło? 

-    Nie  mam  już  żadnych  wątpliwości,  że  cała  ta  historia  z  pracą  była  tylko  zasłoną  dymną. 

Bóg jeden wie dlaczego, ale tylko nasz ślub ją uszczęśliwi. 

-  Nie wyjdę za ciebie - oznajmiła Melanie. 

-    Co  ty  powiesz?  -  zażartował,  bo  choć  nie  był  przygotowany,  żeby  posunąć  grę  aż  tak 

daleko, to perspektywa spędzenia kilku tygodni blisko Melanie była niewątpliwie kusząca. A 

Destiny dostałaby to, czego chciała. - Ślub nie wchodzi w rachubę. Myślę, że właśnie to może 

być granicą. 

-  To samo dotyczy seksu - dodała stanowczo. - Chcę, żeby to było jasne. 

-  Tu mogą okazać się konieczne negocjacje - zaprotestował, spoglądając na całą tę sytuację o 

wiele  pogodniej  niż  rano.  Kto  wie,  może  uda  się  uniknąć  katastrofy  i  ułożyć  wszystko  tak, 

ż

eby nikt nie był przegrany. - W takim razie, panno Hart, dostała pani tę pracę - oświadczył. 

- Jako nowy specjalista? - Melanie spojrzała z niedowierzaniem. 

-  Jako moja przyszła narzeczona. Co prawda, to zajęcie bez wynagrodzenia, ale przewiduję 

liczne inne korzyści. 

-  Mam przekonać Destiny, że jestem twoją narzeczoną? - zapytała Melanie ze zdumieniem w 

głosie. 

-  Przyszłą narzeczoną - uściślił. - Na początek. 

-  Nie uważasz, że to szybkie tempo? Destiny nie uwierzy, że jesteśmy zaręczeni, czy choćby 

niemal  zaręczeni.  Przecież  dopiero  się  poznaliśmy,  a  w  dodatku  ona  wie,  że  nie  wypadło  to 

najlepiej. 

-  Ale ostatni weekend... - Richard westchnął z zachwytem w głosie. 

background image

-  Możesz się wypchać! - wykrzyknęła. - Destiny jest zbyt inteligenta, żeby się nabrać na takie 

błyskawiczne zaręczyny. Nawet jeśli w jej oczach jestem tak głupia, by zakochać się w tobie 

w  jednej  chwili,  musi  wiedzieć,  że  ty  nie  należysz  do  mężczyzn  zakochujących  się  od 

pierwszego  wejrzenia.  Poza  tym  na  pewno  zdążyłeś  jej  powiedzieć,  że  nie  jestem  w  twoim 

typie. 

-    To  nieważne,  bo  Destiny  jest  romantyczką  -  powiedział  i  ze  zdziwieniem  stwierdził,  że 

nigdy  dotąd  tak  nie  myślał  o  ciotce.  Teraz  jednak  ujrzał  ją  w  nowym  świetle.  -  Ona  chce, 

ż

ebyśmy się związali. Wystarczy, że kilka razy zobaczy nas razem. Pozwólmy, żeby od czasu 

do  czasu  przyłapała  nas  na  całowaniu  się,  a  za  tydzień  czy  dwa  oświadczymy,  że  jesteśmy 

zaręczeni. Zaufaj mi, to wystarczy. 

-  To czyste szaleństwo - powtórzyła Melanie. - Na pewno jest jakiś inny sposób. 

-  Pozwól,  że  coś  ci  wyjaśnię.  Nie  chodzi  tylko  o  ciotkę.  Po  artykule  Forsythe'a  cały  świat 

musi być przekonany, że jesteśmy w sobie do szaleństwa zakochani i nie możemy bez siebie 

ż

yć.  -  Popatrzył  na  nią  kpiąco.  -  I  oczywiście  żadne  z  nas  nawet  nie  przypuszczało,  że  coś 

takiego może nas spotkać. 

-  Oczywiście - powtórzyła z sarkazmem. 

Richard wziął długopis i zanotował, by na nowo zacząć organizowanie rodzinnych obiadów. 

Nagle podniósł wzrok. Melanie wyglądała tak, jakby za chwilę miała wybuchnąć gniewem. 

-  Myślałem, że wszystko już ustaliliśmy? Popatrzyła na niego z niedowierzaniem. 

-  To źle myślałeś. Nie podoba mi się ten pomysł. 

-    Ja  również  nie  jestem  zachwycony,  ale  nie  widzę  innego  rozwiązania.  Musimy  zrobić 

wszystko, żeby ludzie uwierzyli w łączące nas uczucie. Sama wiesz, że wyborcy wiele wyba-

czą przyszłemu kandydatowi. Nie wybaczą mu jednak pokątnych romansów. 

-  To prawda - przyznała Melanie. 

-    Masz  lepszy  plan  wybrnięcia  z  tego  wszystkiego?  Zaprzeczyła  z  westchnieniem,  a  w  jej 

oczach malowała się 

desperacja. 

-  Pozwolę ci zaplanować wspaniałą scenę zerwania zaręczyn - dodał na pocieszenie, bo nagle 

zrobiło mu się jej żal. 

Był pewien, że wizja upokorzenia go przemówi do niej i łatwiej będzie się jej pogodzić z tym, 

ż

e na razie musi grać według reguł, które on ustala. Szczerze mówiąc, dawno tak dobrze się 

nie bawił, a cokolwiek by powiedzieć, zawdzięczał to Destiny. 

Tak jak przypuszczał, możliwość odegrania się zaintrygowała Melanie. 

-  W porządku, ale zrobimy to publicznie - zażądała. 

background image

-    To  oczywiste,  bez  publiczności  nie  byłoby  zabawy  -stwierdził.  Był  gotów  dać  się 

upokorzyć, jeśli miałoby mu to pomóc zaciągnąć ją przedtem do łóżka. 

Taki  bowiem  był  w  tej  chwili  jego  cel.  Krótkoterminowy  i  jedyny.  Nie  wolno  mu  o  tym 

zapomnieć. Przy okazji będzie mógł odegrać się na Destiny i zdobyć sympatię wyborców, co 

było już czystą korzyścią. W jego przypadku zakończenie typu „żyli długo i szczęśliwie" nie 

wchodziło w rachubę. Nie wierzył, żeby takie zakończenie w ogóle było możliwe, a prawdę 

mówiąc, nie był pewien, czy w ogóle chciałby czegoś takiego. 

-  Jak długo musimy udawać, zanim będę cię mogła rzucić? 

Pytanie zasługiwało na przemyślenie, toteż Richard potraktował je poważnie. Melanie miała 

prawo wiedzieć, ile czasu to zajmie. 

-  Tyle, ile będzie trzeba, żeby wszyscy uwierzyli, a Destiny dała nam spokój. 

-  Miesiąc? - zapytała z nadzieją. 

-  Za krótko. Ciotka nie uwierzy. 

-  Dwa miesiące? 

-  Co powiesz na sześć, a potem zobaczymy, co nam się udało osiągnąć? W twoim życiu nie 

ma chyba nikogo, kto mógłby mieć coś przeciwko temu? - zapytał, spoglądając jej w oczy. 

-    Z  przykrością  przyznaję,  że  nie,  choć  chętnie  bym  ci  się  kazała  wypchać  sianem.  Wiesz 

zresztą o tym doskonale, prawda? 

-    Rozsądek  mówi,  że  gdybyś  miała  chłopaka,  na  którym  naprawdę  by  ci  zależało,  nie 

pojechałabyś za mną do domu nad rzeką. 

-    Pojechałam  wyłącznie  ze  względu  na  pracę.  -  Oczy  Melanie  zwęziły  się  w  szparki.  -  A 

gdyby nawet był ktoś w moim życiu, to nie miałby prawa sprzeciwiać się moim służbowym 

wyjazdom. 

-  Ale ten ktoś nie pozwoliłby spędzić ci ze mną całego weekendu, prawda? Nawet z powodu 

ś

nieżycy. Przyjechałby już w sobotę o świcie, żeby cię... 

-  Nie stało się nic, za co musiałabym przepraszać albo tłumaczyć się- odparła. 

-  Czyżby? - zapytał, patrząc na nią niewinnym wzrokiem. - A ja myślałem, że właśnie wtedy 

zakochaliśmy się w sobie. 

-  Nawet nie wiesz, jak bardzo mnie złości to wszystko! - zawołała. 

-    Wspominałaś  już  o  tym  -  przypomniał.  -  Odnoszę  jednak  wrażenie,  że  akceptujesz  mój 

plan, prawda, a może się mylę? 

Minęła długa chwila i już zaczął się obawiać, że Melanie chce się wycofać, w końcu jednak 

się  zgodziła.  Mimo  że  uczyniła  to  niechętnie,  jej  przyzwolenie  na  grę  wywołało 

najdziwniejsze  uczucie,  jakiego  w  życiu  doświadczył,  coś  jakby  ogromną  ulgę,  a  może 

background image

euforię.  Nie  umiał  określić,  co  to  jest,  bo  choć  ostatnio  często  odkrywał  w  sobie  coraz  to 

nowe uczucia, tego jeszcze nie znał. 

Melanie czuła, że kręci się jej w głowie. Dopiero co zgodziła się udawać przyszłą narzeczoną 

Richarda, wiedząc, że jej rola nie będzie się ograniczała do okazjonalnych spotkań, bo muszą 

przekonać  choć  jedną  osobę,  a  oboje  wiedzieli,  że  w  przypadku  Destiny  będzie  to  bardzo 

trudne. 

Po co w ogóle próbować? - zastanawiała się, wracając do biura. Dlaczego się na to zgodziła? 

Czyżby powodem był ten nieszczęsny artykuł i jej zupełnie nieuzasadnione poczucie winny? 

Może Richard i wierzył, że to jedyny sposób, by Destiny zostawiła ich w spokoju, ale ona nie 

była przekonana. Dlaczego w takim razie wyraziła zgodę? 

Prawdziwym  powodem  było  to,  że  jakąś  cząstką  świadomości  pragnęła,  żeby  rzeczywiście 

była  narzeczoną  Richarda.  I  nawet  kiedy  sama  przed  sobą  stanowczo  temu  zaprzeczała,  w 

głębi  serca  wiedziała,  że  tak  właśnie  jest.  Gdy  usłyszała  dzwonek  telefonu  komórkowego, 

ucieszyła się, że choć na chwilę będzie się mogła oderwać od rozmyślań na ten temat. 

-  Słucham. 

-  Czas na akt pierwszy - oświadczył Richard. - Destiny zaprasza nas dzisiaj na kolację. 

-    Przecież  rozstaliśmy  się  dziesięć  minut  temu.  Żadne  plotki  nie  mogły  jeszcze  do  niej 

dotrzeć. 

-    Zastosowałem  strategiczny  atak  wyprzedzający  i  sam  do  niej  zadzwoniłem  -  wyznał  bez 

cienia skruchy. 

-  Oszalałeś?! Nie zdążyłam się jeszcze przyzwyczaić do tej myśli i mogę wszystko zepsuć. 

-  Zdaj się na mnie. Przyjadę po ciebie o siódmej. Tylko załóż coś olśniewającego, bo Destiny 

lubi eleganckie stroje do kolacji - poradził, i zanim zdążyła zaprotestować, rozłączył się. 

Co  on  sobie  myśli?!  Chce  ją  od  razu  rzucić  na  głęboką  wodę?  Jeżeli  jednak  ma  wypaść 

przekonująco, potrzebuje pomocy. Zadzwoniła do Becky. 

-  Spotkaj się ze mną za dziesięć minut w Chez Deux. I wyjmij z sejfu naszą kartę kredytową, 

tę, na której mamy największy kredyt. Wytłumaczę ci wszystko na miejscu. 

Melanie  uwielbiała  zakupy,  ale  dzisiaj  nie  potrafiła  się  nimi  cieszyć.  Nie  była  rozrzutna, 

oszczędzała szczególnie teraz, kiedy rozkręcała własną firmę. Nie zmieniało to jednak faktu, 

ż

e kochała ciuchy. W Chez Deux sprzedawano z drugiej ręki ubrania znanych projektantów. 

Melanie lubiła tu zaglądać, bo mogła kupić coś eleganckiego, na co normalnie nie byłoby jej 

stać.  Na  ogół  nie  szukała  tu  jednak  sukni  wieczorowych,  tylko  kostiumów  z  masowych 

kolekcji.  Mimo  to  i  dzisiejsza  wizyta  mogłaby  być  przyjemnością,  gdyby  tylko  Melanie 

zdołała zapomnieć, z jakiego powodu tu przyszła. 

background image

Weszła  do  małego,  eleganckiego  sklepiku,  który  przyjmował  w  komis  ubrania  od  najlepiej 

ubranych kobiet w Waszyngtonie, i przywitała się z właścicielką. 

-    Miło  panią  znowu  widzieć,  panno  Hart  -  pozdrowiła  ją  Jasmin  Trudeau.  -  Mamy  śliczne 

nowe kostiumy w pani rozmiarze. 

-  Dzisiaj szukam czegoś bardziej fantazyjnego, co nadawałoby się na oficjalną kolację. 

-  A więc jednak te plotki są prawdziwe, n 'estce pas? - Oczy kobiety zabłysły. - Widziałam 

artykuł w porannej gazecie. 

Melanie  już  miała  zaprotestować,  ale  uświadomiła  sobie,  że  ma  właśnie  do  czynienia  z 

jednym  z  najpoważniejszych  źródeł  plotek  dotyczących  życia  towarzyskiego  w  mieście. 

Gdyby  więc  teraz  zaprzeczyła,  do  wieczora  wiedziałoby  już  o  tym  całe  miasto,  a  przecież 

miała udawać szalenie zakochaną. 

-  Pan Carlton zaprosił mnie na kolację - potwierdziła, nie dodając nic więcej. 

-    W  takim  razie  musi  pani  wyglądać  olśniewająco.  Myślę,  że  mam  coś  odpowiedniego. 

Klientka  przyniosła  tę  suknię  dopiero  wczoraj.  Zaraz  ją  pani  pokażę.  Jeszcze  nawet  nie 

zdążyłam jej przynieść z zaplecza - powiedziała, znikając za drzwiami. 

Właśnie wtedy weszła Becky, zaintrygowana nagłym wezwaniem. 

-  Co się dzieje? - zapytała. 

-  Kupuję sukienkę. 

-  Tyle zdołałam się domyślić. Jaką sukienkę i po co? 

-  Elegancką i drogą. Jest mi potrzebna jako wsparcie. 

-  Co takiego? - Becky patrzyła z osłupieniem na przyjaciółkę. 

-  Pozwól mi to załatwić - poprosiła Melanie. - Zaraz potem pójdziemy na lunch i wszystko ci 

opowiem, a ty orzekniesz, czy całkiem straciłam rozum. 

Becky  chciała  natychmiast  dowiedzieć  się  czegoś  więcej,  ale  wróciła  Jasmin  z  atłasową 

brązową sukienką z głębokim dekoltem, zamilkła więc, kryjąc rozczarowanie. 

-  Ta suknia jest jakby uszyta specjalnie dla pani - powiedziała Jasmin. - Proszę nie patrzeć na 

cenę. Uważam, że będzie w niej pani wyglądała wspaniale, a jeśli mam rację, to cena schodzi 

na dalszy plan. 

Melanie  nie  mogła  się  doczekać,  by  założyć  tę  kreację  i  poczuć  dotyk  kosztownej  tkaniny. 

Wzięła  ją  ostrożnie  z  rąk  Jasmin  i  znikła  w  przymierzami.  Błyskawicznie  zdjęła  ubranie  i 

włożyła suknię. Zasunęła suwak i dopiero wtedy odważyła się spojrzeć w lustro. Widząc swe 

odbicie, cicho westchnęła. Czuła się jak Kopciuszek wystrojony na bal. W tej sukni nie była 

sobą. A może właśnie była, i to bardziej niż kiedykolwiek dotąd? 

-  Pokaż się - poleciła Becky. - Obie umieramy tu z ciekawości. 

background image

Melanie wyszła z przymierzami, a na jej widok oczy obu kobiet zrobiły się okrągłe. 

-  Wyglądasz naprawdę fantastycznie - stwierdziła Becky. 

-  Pan Carlton nie będzie się w stanie oprzeć - dodała Jasmin. 

Melanie nie mogła dopuścić, żeby Becky zaczęła się dopytywać, o co chodzi. 

-  Wezmę ją - zdecydowała się od razu, przyznając w duchu rację Jasmin. 

Przestała ją bowiem obchodzić cena sukienki. Cena nie ma znaczenia. Każda kwota musiała 

się  wydawać  niewygórowana,  gdy  kupowało  się  za  nią  pewność  znakomitego  wyglądu.  A 

poza tym po kolacji można oddać sukienkę do pralni i z powrotem wstawić do sklepu, by w 

ten sposób odzyskać choć część pieniędzy. Coś jednak mówiło Melanie, że tego nie zrobi. 

Znalazła  pasującą  do  sukienki,  skandalicznie  drogą  torebkę  wieczorową,  zdobioną  dżetami i 

nie  przejmując  się  ceną,  zapłaciła  kartą.  Gdyby  jej  księgowy  udał,  że  nic  nie  widzi,  może 

udałoby się to podciągnąć pod wydatki służbowe? 

Niosła zakupy do samochodu, a Becky szła za nią i zadawała pytania, które Melanie zbywała 

milczeniem. Odezwała się dopiero, kiedy pakunki znalazły się w samochodzie, a one usiadły 

przy stoliku w restauracji. 

-    Musisz  mi  obiecać,  że  nie  piśniesz  ani  słowa  o  tym,  co  ci  powiem.  -  Melanie  popatrzyła 

przyjaciółce  w  oczy.  -  Ani  słowa,  rozumiesz?  Nikomu,  ani  własnej  matce,  ani  prawnikowi, 

ani księdzu czy komukolwiek innemu, choćby nawet musiał dochować tajemnicy zawodowej. 

Becky przeżegnała się. 

-  Mój Boże, Melanie, coś ty zrobiła? Nie zabiłaś chyba tego dziennikarza? 

-  Nie, chociaż teraz myślę, że może to byłoby rozsądniejsze. 

-  Widziałaś się z Richardem? 

-  Tak. 

-  Był wściekły? 

-  Tak jak przypuszczałam, jadąc tam rano, żeby zapobiec wybuchowi jego złości. 

-  Wiesz już, kto wszystko wygadał? 

-  Richard uważa, że Destiny. 

-  Jego własna ciotka? - Becky nie mogła uwierzyć. 

-    To  jeszcze  nic.  Richard  jest  przekonany,  że  Destiny  wbiła  sobie  do  głowy,  że  on  i  ja 

powinniśmy  zostać  parą.  I  ciotka  nie  spocznie,  dopóki  nie  osiągnie  swojego  celu.  Dlatego 

zdecydował, że będziemy udawać parę, aby ją zadowolić. 

Becky zamrugała, a na jej twarzy zaczęło się malować zrozumienie. 

-  To tłumaczy tę sukienkę - powiedziała. 

-  Dzisiaj wieczorem idziemy na kolację do Destiny. 

background image

-    Naprawdę  chcesz  się  w  to  bawić?  -  Becky  nie  wierzyła  własnym  uszom.  -  Chcesz 

okłamywać kobietę, która okazuje ci przyjaźń? 

-  Jak widać, nie bezinteresownie. A to ukazuje ją w nieco innym świetle. 

Becky westchnęła. 

-  Uważasz, że zwariowałam? - zapytała Melanie. 

-  Chyba tak. 

-  Myślisz, że jest jakaś szansa, że to się uda? 

-  Moim zdaniem nie - odparła Becky zaskakująco wesołym głosem. 

-  Dlaczego nagłe zaczęło cię to bawić? 

-    Bo  widzę,  że  oboje  najwyraźniej  cierpicie  na  zaburzenia  psychiczne.  Z  tego,  co 

powiedziałaś,  zrozumiałam,  że  Richard  robi  to,  aby  się  odegrać  na  swojej  ciotce,  tak?  - 

zapytała Becky. - A ty zgodziłaś się wziąć w tym udział z powodu jakiegoś niezrozumiałego 

poczucia winy. 

Melanie przytaknęła. 

-  No widzisz! - zawołała tryumfalnie Becky. 

-  Nie rozumiem. - Melanie zmarszczyła brwi. 

-    Moim  zdaniem  postanowiliście  udawać  parę,  bo  w  rzeczywistości  oboje  chcielibyście  nią 

być.  Richard  chciałby  być  z  tobą,  ty  z  nim,  ale  żadne  z  was  nie  ma  zamiaru  się  do  tego 

przyznać  -  powiedziała  Becky.  Na  zakończenie  wywodu  skłoniła  głowę.  -  Bardzo  proszę  - 

dodała. 

-  Wcale nie powiedziałam „dziękuję". - Melanie spojrzała nieprzyjaźnie. 

-  A powinnaś, bo to najszczersze słowa, jakie padły przy tym stoliku, odkąd tu usiadłyśmy. 

Melanie  chciała  zaprzeczyć,  ale  uznała,  że  jak  na  jeden  dzień  dosyć  ma  już  kłamstw, 

półprawd i podstępów. Westchnęła. 

-  Cała ta mistyfikacja skończy się klapą, prawda? 

-    Według  mnie  tak  -  Becky  popatrzyła  na  nią  współczująco  -  ale  jeszcze  możesz  z  tego 

wybrnąć. 

-  Jak? 

-  Spraw, żeby to, co chcecie udawać, stało się prawdą. 

-  To niemożliwe. 

Becky wzniosła oczy do nieba. 

-  No dobrze - przyznała Melanie. - Richard nie chce. A ja jestem prawie pewna, że podzielam 

jego  zdanie.  W  zasadzie  wcale  się  nie  znamy,  ale  łatwo  poznać,  że  on  sam  nie  wie,  co 

background image

naprawdę czuje. Poza tym nadal jest naszym potencjalnym klientem, a w dodatku to nudziarz. 

Jak widzisz, wszystko przemawia przeciwko niemu. 

-    Jesteś  beznadziejna.  -  Becky  uśmiechnęła  się.  -  Ja  przynajmniej  wiem,  co  czuję.  A  przy 

okazji chciałam ci powiedzieć, że Jason już się przede mną czołga. To wspaniałe uczucie. 

-    Świetnie.  Ale  jak  ja  mam  to  wszystko  wyprostować?  -  Popatrzyła  z  przygnębieniem  na 

przyjaciółkę. 

-  Najwidoczniej nie jesteś jeszcze na tyle mądra i dojrzała, żeby umieć się pogodzić z tym, co 

naprawdę czujesz. W tej sytuacji nie pozostaje nic innego, jak tylko dać się ponieść biegowi 

wydarzeń. 

-  Wiesz, że kiepsko mi to wychodzi. 

-  Wiem. Dlatego będę miała świetną zabawę, przyglądając się, jak sobie radzisz. 

 

ROZDZIAŁ 8 

Richard  nie  miał  zwyczaju  wycofywać  się  z  podjętych  decyzji.  Uważał,  że  wątpliwości 

oznaczają  brak  pewności  siebie.  A  był  dumny  z  tego,  że  dobrze  wie,  czego  chce.  Tak  w 

każdym razie było do dzisiaj. 

Teraz  jednak,  gdy  emocje,  związane  z  idiotyczną  plotką,  którą  podano  w  porannej  gazecie, 

opadły, doszedł do wniosku, że za dzień czy dwa cała ta sprawa umarłaby śmiercią naturalną, 

nie wyrządzając nikomu krzywdy. Powinien był pozwolić, żeby tak się stało. A on wymyślił 

plan, który na długie tygodnie, a może nawet miesiące postawi na głowie całe jego życie. 

Dał się ponieść chwili. Chciał odpłacić Destiny za mieszanie się w jego sprawy, ale chciał też 

spędzać więcej czasu z Melanie, nie zatrudniając jej przy tym w swojej firmie. Czuł, że to, co 

zrobił,  było  obraźliwe  i  nie  fair.  Melanie  jednak  zgodziła  się,  choć  oczekiwał  raczej,  że  go 

wydrwi. Co też mogło ją do skłonić do ustępliwości? Czyżby, podobnie jak jego, ogarnęło ją 

chwilowe szaleństwo? 

Nie dość, że popełnił błąd, to jeszcze brnął dalej, wciągając tę miłą dziewczynę w pajęczynę 

intryg  ciotki.  Ciągnął  to  wszystko,  choć  wiedział,  że  powinien  trzymać  te  dwie  kobiety  jak 

najdalej  od  siebie.  Na  samą  myśl  o  nieszczęsnej  kolacji  rozbolała  go  głowa.  Potrzebował 

pomocy, zadzwonił więc do Macka. 

-  No, no, czyżby to nasz Romeo? - zadrwił brat, słysząc głos Richarda. 

-  Idź do diabła! - burknął Richard. 

Mack  roześmiał  się.  On  się  przyzwyczaił  do  oglądania  własnego  nazwiska  łączonego  przez 

prasę z coraz to inną partnerką, ale Richardowi zdarzyło się to pierwszy raz. 

-  Nacieszyłeś się już? - zapytał ponuro Richard. - Jeśli tak, to chcę cię poprosić o przysługę. 

background image

-    Co  tylko  zechcesz.  Wiesz,  że  możesz  na  mnie  liczyć.  -  Mack  natychmiast  spoważniał.  - 

Chcesz, żebym poszedł do tego pismaka i zbudził w jego sercu słuszny strach przed gniewem 

bożym?  Prawdę  mówiąc,  od  dawna  czekam  na  uzasadniony  powód,  żeby  to  zrobić.  Tak  się 

jednak nieszczęśliwie składa, że to, co wypisuje  o mnie, na ogół bywa prawdą. Ten facet to 

nieustające zagrożenie dla prywatności wszystkich kawalerów. 

-  Szkoda twojego wysiłku. Nie jest tego wart. 

-  Kiedy grałem w reprezentacji, mówiono wprawdzie, że jestem brutalny, ale tym razem nie 

miałem zamiaru stosować siły. - Mack najwyraźniej poczuł się dotknięty opinią, jaką miał o 

nim Richard. - Znam jeszcze inne sposoby wzbudzania lęku. 

Mimo że Richard był w kiepskim humorze, roześmiał się. 

-  Zdaję sobie z tego sprawę. Szczerze mówiąc, liczyłem na twoją pomoc podczas dzisiejszej 

kolacji u Destiny. Mógłbyś ją trochę postraszyć. 

-  Nic z tego. Ciotka jest wyraźnie w nastroju do swatania. 

Kiedy ją to nachodzi, wolę nie pokazywać się w jej polu widzenia. 

-    Dziś  wieczorem  przyprowadzę  Melanie  Hart.  Destiny  będzie  zbyt  zajęta,  żeby  myśleć  o 

tobie. 

-  Ryzykujesz, bracie. - Mack gwizdnął. - A może między tobą i tą kobietą naprawdę coś jest? 

-  Nic między nami nie ma - zapewnił Richard - ale chcę, by Destiny myślała, że jest. 

-  Po co? - zapytał Mack. 

-    Mam  nadzieję,  że  kiedy  uzna,  iż  wszystko  idzie  po  jej  myśli,  da  mi  spokój  -  wyjaśnił 

Richard. - Jeśli komukolwiek piśniesz choć słowo, to dopilnuję, by Destiny zaczęła cię swatać 

z najbardziej chciwą i nieznośną jędzą w okolicy. A możesz mi wierzyć, że kilka takich znam, 

i  dam  ciotce  listę  pań,  z  których  każda  stanowi  gwarancję  ponurego  i  nieszczęśliwego 

pożycia. 

-  Jak widzę, sam całkiem nieźle umiesz straszyć ludzi - stwierdził Mack. 

-  Dziękuję. Będziesz na kolacji? 

-  Jak mógłbym odmówić, kiedy tak uprzejmie zapraszasz na rodzinne spotkanie? - odparł z 

sarkazmem Mack. - Zadzwonisz też do Bena? 

-  Nie. Myślę, że na razie wystarczysz ty. 

-  Szkoda, pomyśl, jak dobrze bawiłby się nasz mały braciszek. Nigdy jeszcze nie widział cię 

w  tak  beznadziejnym  położeniu.  Już  myśleliśmy,  że  jesteś  niepokonany  i  niczego  się  nie 

boisz. 

background image

-   Bardzo zabawne - odrzekł Richard. -  Dobrze  wiesz, jak bardzo  Ben nie lubi się ruszać ze 

swojej farmy w Middleburgu. A kolacja u ciotki  oznacza, że przez cały  wieczór nie mógłby 

się nad sobą użalać. Poza tym jest za uczciwy na to, by wciągać go w spisek. 

-  A ja nie jestem uczciwy? - W głosie Macka zabrzmiała nuta oburzenia. 

-    Ani  trochę.  I  najwyraźniej  dobrze  ci  to  służy.  Dzięki  wybiegom  i  podstępom  potrafisz 

zdobyć dla swojej drużyny nieosiągalnych na pozór i najzdolniejszych zawodników. A więc 

zobaczymy się o siódmej trzydzieści, tak? 

-  Będę, bez względu na to, ile razy obraziłeś mnie w ciągu tej rozmowy, i mam nadzieję, że 

zdołam zachować powagę - obiecał Mack. 

- Przypomnij sobie, co cię czeka, jeżeli ci się to nie uda - zagroził ponurym tonem Richard i 

odłożył słuchawkę. 

Kochał  Macka.  Wiedział,  że  brat  byłby  gotów  bić  się  za  niego  i  za  Bena.  Ale  jak  mógł 

oczekiwać po nim talentów aktorskich? Wyglądało na to, że właśnie popełnił drugi okropny 

błąd. Nie ma co, ma dzisiaj dobry dzień. 

Przyjechał  po  Melanie  i  przywitał  się  z  nią  w  miarę  przyjacielsko,  a  następnie  z  uznaniem 

obejrzał  ją  od  stóp  do  głów.  Kiedy  wsiedli  do  samochodu  oczekiwała  gradu  wskazówek  i 

poleceń, ale ku jej zaskoczeniu, Richard prowadził, milcząc. 

-  Nie wydaje ci się, że powinieneś mi powiedzieć, jak mam postępować? - zapytała, bo jego 

milczenie zaczynało jej działać na nerwy. 

-  Naprawdę myślisz, że opracowałem konkretny plan? 

 

Miałam 

taką 

nadzieję. 

Cieszysz 

się 

opinią 

człowieka 

zorganizowanego, 

niepozostawiającego nic przypadkowi. 

-    To  prawda,  ale  dzisiaj  robię  rzeczy  dla  mnie  samego  zaskakujące.  -  Roześmiał  się  z 

przymusem. 

-    A  więc  nie  mamy  żadnego  planu  -  stwierdziła,  czując  ze  zdenerwowania  mdłości.  Mogła 

improwizować, stojąc przed tłumem dziennikarzy, ale do występu przed Destiny powinna być 

przygotowana, zamiast liczyć na szczęście. Richard z pewnością to rozumiał. - Nie uważasz, 

ż

e powinniśmy się na chwilę zatrzymać i omówić nasze postępowanie? -zapytała. 

-  Widzę, że się denerwujesz - stwierdził, przyglądając się jej przez chwilę. 

-    A  czego  się  spodziewałeś?  Zaraz  stanę  twarzą  w  twarz  z  kobietą,  którą  lubię  i  szanuję,  i 

będę udawać, że obdarzam uczuciem jej ukochanego bratanka. Ileż ona będzie miała do mnie 

pytań! 

-  Nie  jestem  jej  ukochanym  bratankiem.  Nigdy  żadnego  z  nas  nie  faworyzowała  i  zawsze 

jasno to mówiła - uśmiechnął się. - Mimo to obaj z Mackiem wiemy, że jej ulubieńcem jest 

background image

Ben. Ma duszę artysty i talent, tak jak Destiny, a może nawet jej naturę donkiszota. Mack żyje 

sportem,  czego  ciotka  zupełnie  nie  rozumie,  a  ja  jestem  według  niej  sztywniakiem  i 

nudziarzem. 

-  Nieważne. - W głosie Melanie nie było śladu współczucia. - Chodzi o to, że mamy kłamać, 

a nawet nie ustaliliśmy, co jej powiemy. 

-    Będzie  też  Mack,  a  jego  obecność  podziała  jak  bufor.  On  potrafi  zagadać  Destiny,  więc 

może nawet nie będziemy musieli bardzo się wysilać. 

-  Och, nie! A więc mam też grać przed twoim bratem? 

-  Wtajemniczyłem go we wszystko. 

-  I twoim zdaniem tak jest lepiej? Przecież oczekujesz tym samym, że on też będzie kłamał. 

-    Oczekuję,  że  choć  trochę  odwróci  od  nas  uwagę  Destiny.  Jest  w  tym  dobry,  zobaczysz. 

Prawdę mówiąc, zawsze fascynowało mnie, jak on to robi. 

-  Dlaczego zgodził się nam pomóc? - zapytała, a kiedy Richard nie odpowiadał, wyciągnęła 

własny wniosek: - Przekupiłeś go? A może mu czymś zagroziłeś? 

-  Załatwiliśmy to między sobą, jak przystało na braci - oświadczył Richard, jak gdyby to coś 

zmieniało. - Obiecałem, że jeżeli nam nie pomoże, to dopilnuję, by ciotka zaczęła mu szukać 

ż

ony. 

-  I tyle? - zapytała, czując, że to nie wszystko. 

-  Wspomniałem, że mogę wpłynąć na jej wybór i że kandydatka może się okazać niezupełnie 

w jego typie. 

-  Nienawidzisz brata? 

-  Kocham go - odparł Richard, patrząc na Melanie tak, jak gdyby postradała zmysły. 

-    Przecież  tobie  samemu  nie  odpowiada  ta  sytuacja,  więc  nie  rozumiem,  jak  mogłeś  mu 

powiedzieć coś takiego. 

-  Nieszczęścia chodzą parami - odparł gładko. Melanie ukryła twarz w dłoniach i zaczęła się 

modlić, aby 

ten wieczór jak najszybciej się skończył. 

Patrząc  na  nią,  Richard  pomyślał,  że  czeka  ich  męczący  wieczór.  Podjechał  pod  dom,  w 

którym  kiedyś  mieszkał  z  rodzicami,  i  zaparkował  w  garażu  mieszczącym  trzy  samochody. 

Był to duży, elegancki budynek powstały z  połączenia dwóch sąsiadujących ze sobą domów. 

Wystarczająco  przestronny,  by  można  w  nim  było  podejmować  gości  i  pomieścić  liczną 

rodzinę, jaką spodziewali się stworzyć rodzice. 

Od czasu gdy on, a później obaj bracia wyprowadzili się, Destiny mieszkała tu sama. Richard 

po raz pierwszy w życiu pomyślał, że może się czuć samotna i dlatego chce uchronić swych 

background image

wychowanków  przed  podobnym  losem.  Szkoda,  że  to  on  nie  zdołał  jej  wyswatać.  Może 

gdyby wyszła za mąż, skończyłyby się te szaleństwa. 

Na  samą  myśl  o  odwróceniu  ról  i  próbie  wydania  ciotki  za  mąż  Richard  uśmiechnął  się. 

Wiedział,  że  nie  byłaby  zachwycona.  Jej  życie  osobiste  było  tematem,  który  bracia  bali  się 

poruszać, a i ona nigdy o tym nie mówiła. Pomyślał, że osoba, która nie zdradza tajemnic ze 

swojego życia osobistego, mogłaby okazać więcej taktu i nie wtykać nosa w cudze sprawy. 

Wysiadł  z  samochodu  i  patrząc  na  rzucający  się  w  oczy,  czerwony  kabriolet,  najnowszy 

nabytek  Destiny,  pokręcił  głową.  Niewykluczone,  że  ciotka  przechodzi  kryzys  wieku 

ś

redniego.  Z  drugiej  jednak  strony  nowy  samochód  o  wiele  lepiej  pasował  do  jej  charakteru 

niż duże, rodzinne wozy, którymi jeździła, gdy oni trzej byli mali. 

-  Twoja ciotka pokochała ten samochód - oznajmiła Melanie. - Towarzyszyłam jej przy tym 

zakupie. 

-  Naprawdę? - Popatrzył na nią zaskoczony. - A więc to ty jesteś dziewczyną, która rozbiła 

jej samochód? To tak się poznałyście? 

-  Myślałam, że wiesz o tym. - Melanie wydawała się zakłopotana. 

-    Ładnych  rzeczy  się  dowiaduję.  Byłem  przekonany,  że  ciotka  poznała  cię  w  jakimś 

komitecie. Myślałem, że widziała cię przy pracy i dlatego tak cię poleca. - Richard przycisnął 

palce do pulsujących bólem skroni. - Wszystko idealnie do siebie pasuje - dodał. 

-  Tak myślisz? - Melanie zmarszczyła brwi. 

-    Oczywiście!  Destiny  po  prostu  zwariowała.  Zamiast  próbować  przekonać  ją  o  naszej 

miłości, powinienem się raczej postarać namówić ją na wizytę u psychiatry. 

-  Zdajesz sobie sprawę z tego, że ją obrażasz? A właściwie to i ją, i mnie. - W głosie Melanie 

było słychać gniew. 

Richard  czuł,  że  za  chwilę  jego  plany  na  wieczór  legną  w  gruzach,  zmusił  się  więc  do 

uśmiechu. 

-  Przepraszam, strasznie boli mnie głowa. 

-    Wcale  się  nie  dziwię.  Biorąc  pod  uwagę  rozmiary  twojego  ego,  już  dawno  powinno  ci 

rozsadzić czaszkę. 

-  Całkiem nieźle. - Uśmiechnął się. - Lepiej ci? 

-  Jeszcze nie. Chodź i miejmy to w końcu za sobą. 

-  Mack już jest - stwierdził na widok innego samochodu. Przez niedomknięte drzwi słychać 

było zresztą narzekania Destiny na bratanka, który nie włożył płaszcza. 

-  Daj spokój - bronił się Mack. - Zaparkowałem niecałe dziesięć metrów od wejścia, a wcale 

nie jest zimno. No a poza tym jestem wysportowany i zahartowany. 

background image

-  Tak ci się tylko wydaje - odparła Destiny i dała mu lekkiego klapsa. - Naprawdę myślałam, 

ż

e lepiej was wychowałam. 

-    Świetnie  nas  wychowałaś.  -  Mack  pocałował  ciotkę.  -  Tobie  zawdzięczam  to,  kim  dzisiaj 

jestem,  i  nikt  tego  nie  kwestionuje.  -  Uśmiechnął  się  do  Richarda  ponad  głową  ciotki.  - 

Zobacz, przyszedł mój starszy brat ze swoją nową dziewczyną. 

Destiny uśmiechnęła się, podbiegła do Melanie i objęła ją z prawdziwą radością. -  Kochanie, 

tak się cieszę, że przyszłaś. Nie miej za złe Mackowi. Tyle razy dostał w głowę na boisku, że 

zapomniał, co to dobre maniery. 

-    Nieprawda  -  zaprotestował  Mack.  -  Dzięki  temu,  że  bardzo  szybko  biegam,  dostawałem 

rzadziej niż jakikolwiek inny rozgrywający w narodowej lidze piłkarskiej. 

-    Biegałeś.  Kiedyś  -  poprawił  go  Richard.  -  Niestety,  wystarczyło  jedno  uderzenie,  które 

załatwiło ci kolano i zniszczyło karierę. Melanie, oto Mack Carlton, niegdyś bożyszcze fanów 

piłki, który wciąż wraca do chwil, gdy święcił triumfy na boisku. Zwłaszcza jeśli może mu to 

pomóc w poderwaniu kolejnej dziewczyny. 

-  Nieładnie tak mówić o bracie. - Destiny zmarszczyła brwi i powiedziała do Melanie: - Nie 

zwracaj na nich uwagi. To barbarzyńcy. Wyrzekłabym się ich, gdyby nie było na to za późno. 

-    W  każdej  chwili  możesz  jeszcze  zmienić  testament  i  zostawić  wszystko  swoim  kotom.  - 

Mack uśmiechnął się. - Samotne stare panny tak robią. 

-  Nie jestem ani stara, ani samotna i nie mam kotów. 

-  To kup sobie kilka, bo kiedy nas wszystkich od siebie odstraszysz, będziesz potrzebowała 

towarzystwa - doradził Mack. 

-    Widzisz,  co  ja  muszę  znosić?  -  Destiny  zwróciła  się  do  Melanie.  -  Potraktuj  to  jako 

ostrzeżenie.  A  jeśli  nadal  będziesz  się  umawiała  z  moim  bratankiem,  przekonasz  się,  że 

trudno nas wszystkich pokochać. 

Richard  zastanawiał  się,  czy  nie  dałoby  się  jakoś  wykorzystać  argumentu,  który  właśnie 

podsunęła mu ciotka, gdy nagle wtrącił się Mack. 

-  Destiny wie, co mówi. Posłuchaj jej i wycofaj się, dopóki możesz. 

Melanie  pytająco  popatrzyła  na  Richarda.  Najwidoczniej  czekała,  by  dał  jej  znak,  czy  to 

właściwy moment na zmianę planów. 

-  Może zamiast uciekać, napij się czegoś. - Richard puścił do niej oko. - Dzięki temu łatwiej 

przetrwasz wieczór. 

Mack  zajął  Destiny  rozmową  i  uwolnił  Melanie  i  Richarda  choć  na  chwilę  od  ciotki.  Kiedy 

jednak  przeszli  do  jadalni,  Destiny  posadziła  Melanie  obok  siebie,  a  Richarda  na  drugim 

końcu  długiego  stołu.  Zrozumiał,  że  zbliża  się  moment,  w  którym  ciotka  rzuci  się  na  swą 

background image

ofiarę. Nie mógł jednak zrobić nic, aby pomóc Melanie. Pozostała mu tylko nadzieja, że ona 

potrafi  dokonywać  błyskawicznych,  dyplomatycznych  uników  i  udzielać  wymijających 

odpowiedzi. 

-  Melanie, mówiłam ci już, jak bardzo się cieszę, że Richard cię do nas zaprosił - zagadnęła 

Destiny, kiedy jedli zupę. 

-  Dziękuję. - Melanie zdobyła się na słaby uśmiech. 

-    Ty  i  Richard  jesteście  do  siebie  bardzo  podobni  -ciągnęła  Destiny  głosem  sprzedawcy 

używanych samochodów. 

-  Tak uważasz? - zapytała z powątpiewaniem Melanie. 

-    Oczywiście.  Ale  pewnie  powinnam  to  ująć  inaczej  i  powiedzieć,  że  wasze  zdolności  i 

zainteresowania  znakomicie  się  uzupełniają.  Masz  dokładnie  to,  czego  Richard  potrzebuje, 

aby wypełnić swoje przeznaczenie. 

Richard  zakrztusił  się.  Nie  przypuszczał,  że  ciotka  posunie  się  tak  daleko.  Tymczasem 

wszystko zaczynało wskazywać na to, że chce ona przypieczętować los jego i Melanie jeszcze 

tego wieczoru. Nie zdziwiłby się więc, gdyby nagle wyciągnęła zaręczynowy pierścionek. 

-    Jestem  pewien,  że  Melanie  docenia  komplement,  ale  myślę,  że  ją  peszysz  -  spróbował 

interweniować.  -  Może  Mack  powie  nam  coś  o  szansach  poszczególnych  drużyn  w  nadcho-

dzących rozgrywkach? 

-    Przy  posiłku  nie  będziemy  rozmawiać  o  piłce  -  ucięła  Destiny,  zanim  Mack  zdążył 

otworzyć usta. 

-  Powiedziałaś to tak, jak gdybym miał mówić o krwawych jatkach. - Mack wzniósł oczy do 

nieba. 

Richard  rozparł  się  na  krześle,  zadowolony,  że  udało  mu  się  osiągnąć  cel.  Z  doświadczenia 

wiedział, że jego brat godzinami może dyskutować z ciotką o tym, czy piłka jest prawdziwym 

sportem,  czy  tylko  wymówką  facetów,  którzy  bez  sensu  lubią  się  okładać  pięściami  na 

boisku. Bardziej zażarte dyskusje mógł wywołać jedynie boks. 

Tym razem jednak Destiny nie podjęła wyzwania. 

-  Dzisiaj nie dam się wciągnąć w tę dyskusję - powiedziała. - Nie myśl, że nie wiem, o co ci 

chodzi. - Popatrzyła wymownie na Richarda. 

-  Mnie? - zapytał Richard tonem niewiniątka. - A co ja takiego zrobiłem? 

-    Wiem,  że  nie  chcesz,  bym  ją  wypytywała  o  sprawy  osobiste,  i  próbujesz  mi  w  tym 

przeszkodzić. Zdajesz się jednak zapominać, że to ja ją poznałam pierwsza. 

-  Ani na chwilę o tym nie zapominam - odparł ponuro Richard. 

-  Opowiadała ci o swoich siostrach? 

background image

-  Tak. 

-  A wiesz, że ukończyła studia z wyróżnieniem? 

-    Nie  wiedziałem,  ale  może  podczas  drugiego  dania  zechcesz  nam  opowiedzieć  cały  jej 

ż

yciorys? 

Destiny  posłała  mu  spojrzenie,  które  jeszcze  kilka  lat  temu  mogłoby  go  przerazić.  Teraz 

jednak  wiedział,  że  nie  oznacza  prawdziwego  gniewu.  Ciotka  próbowała  go  tylko  przestra-

szyć. Zwykłe zagranie taktyczne, stosowane przy różnych okazjach. 

-  Tylko pytałem. - Richard uśmiechnął się. 

-    Próbuję  ci  po  prostu  uzmysłowić,  jak  bardzo  Melanie  jest  utalentowana.  Mack,  powiedz 

swojemu  bratu,  że  próbując  mi  się  przeciwstawiać,  zachowuje  się  jak  chłopczyk,  który  na 

złość babci postanawia odmrozić sobie uszy. 

-  Myślę, że Richard cię słyszy. - Mack powstrzymał uśmiech. 

-  Czy jeżeli ją zatrudnię już od teraz, będziesz zadowolona? - zapytał Richard. 

-  O to mi chodziło - odparła Destiny, wyglądająca jak wcielenie niewinności. 

-  Jesteś przyjęta - oznajmił Richard, zwracając się do Melanie. 

-  Naprawdę? - Melanie wpatrywała się w niego zaskoczona. 

-  Naprawdę - potwierdził, patrząc na ciotkę. - Zadowolona? - zapytał. 

-  Uważam, że podjąłeś mądrą decyzję. Od tej pory będziecie ze sobą blisko współpracować. 

Melanie, kochanie, może chciałabyś się do mnie wprowadzić? 

-  Słucham? - Tym razem Melanie o mało nie zakrztusiła się wodą. 

-  Pomyślałam, że może tak będzie ci wygodniej - odparła swobodnie Destiny. 

-  Mam własny dom. 

-    Ponad  trzy  kilometry  stąd  -  dodał  Richard,  rozbawiony  bezceremonialnością  ciotki, 

usiłującej  przejąć  kontrolę  nad  protegowaną.  -  Wygodniej  mogłoby  jej  być  tylko  u  mnie  - 

dodał. 

Destiny rozpromieniła się. 

-  Może dopóki wybory... 

-  Wykluczone. - Melanie nie dopuściła Richarda do głosu. - Nie potrzebuję aż tak bliskiego 

kontaktu z klientami. Czasem pewien dystans jest najlepszy dla wszystkich zainteresowanych. 

-    Trudno  w  to  uwierzyć.  -  Destiny  nie  wydawała  się  przekonana.  -  Masz  przecież 

zaprezentować Richarda, więc im więcej będziesz o nim wiedziała, tym lepiej dla was obojga. 

-  Coś mi mówi, że i tak dowiem się o nim wielu rzeczy  - odparła Melanie, przywołując na 

twarz nieszczery uśmiech. 

background image

-    No  cóż.  Jeśli  uważasz,  że  tak  będzie  lepiej.  -  Destiny  nawet  nie  próbowała  ukryć 

rozczarowania. - Ostatecznie to ty jesteś ekspertem. Ja, oczywiście, pomogę ci we wszystkim, 

w czym tylko będę mogła. Mack? 

Mack skinął głową, z trudem zachowując powagę. 

-  Jestem do dyspozycji zawsze, kiedy tylko Melanie będzie czegoś potrzebować. 

Richardowi nie podobał się błysk w oczach brata, rzucił mu więc ostrzegawcze spojrzenie. 

-    Myślę,  że  najlepiej  będzie,  jeśli  Melanie  i  ja  sami  opracujemy  nową  strategię.  Bez 

wtrącania  się  osób  postronnych,  podkreślam!  Wiecie,  jak  to  jest,  gdzie  kucharek  sześć,  tam 

nie ma co jeść. 

-  Ty decydujesz, bracie - odparł Mack. - Jeśli chcesz pracować tylko z Melanie, Destiny i ja z 

pewnością uszanujemy twoją wolę. Prawda, ciociu? 

-  Jestem przekonana, że gdybym od czasu do czasu mogła zgłosić pewne sugestie, to Richard 

i Melanie chętnie ich wysłuchają. - Destiny nie dawała za wygraną. 

-  Przecież i tak nie będziemy mieli innego wyjścia -mruknął Richard. 

-  Oczywiście, że chętnie cię wysłuchamy - zapewniła Melanie, a w jej głosie po raz pierwszy 

tego  wieczoru  zabrzmiała  wesoła  nuta.  -  Myślę,  że  stanowimy  idealny  zespół  i  wszystko 

znakomicie się ułoży. 

-  Sama bym tego lepiej nie ujęła. - Destiny uśmiechnęła się szeroko. 

Mack ukrył śmiech, udając kaszel, i zajął się jedzeniem. Richard patrzył na siedzących przy 

stole ludzi, którzy najwyraźniej postanowili doprowadzić go do obłędu, i westchnął. Wieczór 

nawet w przybliżeniu nie przebiegał tak, jak to sobie zaplanował. 

-    Wydaje  mi  się,  że  było  całkiem  nieźle  -  orzekła  Melanie,  choć  siedzący  za  kierownicą 

Richard był w ponurym  nastroju. - Wszystko poszło nie tak, jak zaplanowałeś, prawda? No, 

wyrzuć to z siebie. 

-    Idąc  tam,  czułem  się  panem  sytuacji,  a  wyszedłem  pokonany.  Moje  położenie  jest  teraz 

beznadziejne. 

-    Pociesz  się  tym,  że  nie  jesteśmy  zaręczeni.  -  Melanie  starała  się  znaleźć  dobre  strony 

sytuacji. - I nie musieliśmy nawet udawać. 

-  Na razie - mruknął Richard. - Jeśli uważasz, że ciotka zrezygnuje, to jesteś naiwna. 

-  Może i nie, ale zyskaliśmy trochę czasu. Kiedy Destiny zaangażuje się w twoją kampanię... 

-  Nie życzę sobie, żeby wtrącała się do mojej kampanii! - wykrzyknął. 

-  Dlaczego? Ona ma głowę na karku i zna wielu ludzi. 

-  Jest podstępna, a ja nie lubię ludzi, których ona zna. 

-  Myślałam, że znacie te same osoby. - Spojrzała na Richarda. 

background image

-  Zgadza się i dlatego nie chcę się kontaktować z żadną z nich - odparł stanowczo. - Przecież 

podkreślałaś, że muszę poszerzyć swój elektorat, prawda? 

-  Masz rację, ale na skuteczną kampanię potrzebne są pieniądze. 

-  Mam pieniądze. 

-  Zamierzasz sam finansować kampanię? - zapytała z niedowierzaniem. 

-  Mam pieniądze - powtórzył.  - A w ten sposób nie będę miał żadnych  zobowiązań. To cię 

powinno uszczęśliwić. 

-    Jestem  szczęśliwa.  Ale  czy  jesteś  pewien,  że  to  rozsądne?  Nadeszła  pora,  żebyś  zaczął 

zdobywać poparcie, którego będziesz potrzebował później. 

-  Do czego? 

-    Obojętne,  czy  w  wyborach  na  gubernatora,  czy  do  Senatu.  Chodzi  o  twoje  aspiracje 

polityczne,  a  dopiero  zaczynasz  karierę.  Nie  możesz  finansować  wszystkich  kolejnych 

kampanii z własnej kieszeni. 

-    Nie  wiadomo,  może  tak  znienawidzę  całą  tę  politykę,  że  nigdy  więcej  nie  będę  już 

kandydował.  Poczekajmy,  zobaczymy,  co  będzie  -  powiedział.  -  A  na  razie  nie  wezmę 

pieniędzy od ludzi, którzy będą chcieli w zamian otrzymać w przyszłości przywileje. 

Melanie  była  zdumiona.  Rozumiała  jednak,  że  kiedy  Richard  oficjalnie  zgłosi  swoją 

kandydaturę,  jego  nietypowe  podejście  do  spraw  finansowania  kampanii  pozwoli  jej 

przedstawić go jako człowieka niezwykłego. Wiedziała, że to przemówi do wyborców. 

-  Wracając do Destiny, muszę cię ostrzec, żebyś na nią uważała. 

-  Daj spokój. Ona tylko stara się być pomocna. 

-  Z pewnością, tyle że ona ma własne zdanie na temat tego, na czym polega pomoc. Tyle razy 

byłem świadkiem, jak odmawia przewodniczenia różnym komitetom, a mimo to, zgadnij, kto 

podejmował wszystkie ważne decyzje? 

-  Ona - domyśliła się Melanie, bez trudu wyobrażając sobie, jak to wyglądało. 

-  W mojej kampanii byłoby tak samo. 

-  Pozwól jej zgłaszać pomysły, przecież nie musimy ich potem wykorzystywać. Wystarczy, 

ż

e wysłuchamy - poprosiła Melanie. 

-  Są różne formy przymusu. Powiedzieć ci, jaka będzie jej pierwsza sugestia? 

-  Słucham. 

-  Zapyta, czy nie uważasz, że byłbym lepiej postrzegany, gdybym miał żonę. 

-    Wcale  nie  musisz  być  żonaty,  żeby  wygrać  wybory.  Choć  niewątpliwie  rodzina  jest 

dodatkowym atutem przy kreowaniu kandydata. 

background image

-  No widzisz! - Richard popatrzył na nią tryumfalnie. -W ten sposób właśnie dałaś jej do ręki 

argument, jakiego potrzebowała. 

-  Naprawdę? - Popatrzyła na niego zdziwiona. 

-    Nie  widzisz  tego?  Teraz  jestem  dobrym  kandydatem,  ale  jeśli  się  ożenię,  będę  jeszcze 

lepszym. A zgadnij, z kim powinienem się ożenić? Jesteś na miejscu, znasz się na rzeczach, 

które  mogą  się  okazać  przydatne.  A  poza  tym  widać,  że  świetnie  się  rozumiemy,  prawda?  - 

drwił. 

Nie spodobało jej się to, co mówił, ale trudno było mu nie przyznać racji. Z łatwością mogła 

sobie wyobrazić tok rozumowania Destiny. Doskonały nastrój Melanie od razu się ulotnił. 

-  A zatem, czy nam się to podoba, czy nie, i tak się skończy na zaręczynach, prawda? 

-    To  tylko  kwestia  czasu  -  przyznał  ponuro  Richard.  Powstrzymując  westchnienie,  Melanie 

odchyliła się na 

skórzane  oparcie  fotela.  Właśnie  dostała  najwspanialszą  pracę,  o  jakiej  mogła  marzyć.  Ale 

łączyło się to z tyloma zobowiązaniami i warunkami, że w rezultacie będzie miała związane 

ręce. 

 

ROZDZIAŁ 9 

Richard  czytał  raport  prezesa  europejskiego  przedstawicielstwa  koncernu.  Nie  mógł  się 

jednak  skupić,  bo  wciąż  miał  przed  oczami  obraz  Melanie,  co  uniemożliwiało  mu  zrozu-

mienie czegokolwiek. Zatrudnił ją dopiero poprzedniego wieczoru, a już doprowadzała go do 

szaleństwa. 

Nie  zrzucał  jednak  całej  winy  na  nią.  W  końcu  to  przecież  on  sam  pozwolił  tak  sobą 

manipulować,  że  dziewczyna  stała  się  częścią  jego  codzienności.  Spodziewał  się,  że  już  o 

ś

wicie  pokaże  się  w  biurze,  ale  jeszcze  nie  przyszła.  Przez  chwilę  miał  nadzieję,  że  może 

opatrzność nad nim czuwa i Melanie zrezygnuje z pracy. Może miała więcej rozumu niż on? 

-  Wyglądasz na trochę zmęczonego - zauważył Mack, wchodząc do biura. 

-  Co cię sprowadza? - Richard był zaskoczony, bo siódma rano była dla Macka niezwyczajną 

porą. - Myślałem, że wolisz tu nie zaglądać, w obawie, że przywiążę cię do biurka i zmuszę 

do pracy w rodzinnej firmie. 

-  Dawno uzgodniliśmy, że nie byłby to dobry pomysł. Wiesz, że nie znam się na niczym poza 

piłką,  i  nic  innego  mnie  nie  obchodzi.  Kiedy  w  dzieciństwie  graliśmy  w  Monopol,  zawsze 

okazywałem się beznadziejny. Na pewno pamiętasz. 

-    Szczerze  mówiąc,  nie.  -  Richard  uśmiechnął  się  ironicznie.  -  Nigdy  nie  byłeś  w  stanie 

usiedzieć na miejscu na tyle długo, żeby zagrać w jakąkolwiek grę planszową. 

background image

-  Grywaliśmy, kiedy padało, bo ciotka nie pozwalała mi wtedy wychodzić na dwór. Zawsze z 

tobą  przegrywałem,  co  nie  wróżyło  dobrze  mojej  przyszłości  w  zakładach.  Może  nie  jestem 

genialnym biznesmenem, ale nawet ja umiem przewidzieć, jak by się to skończyło. 

-    Postanowiłeś  trzymać  się  z  daleka  od  firmy,  bo  w  dzieciństwie  wygrywałem  z  tobą  w 

Monopol? - spytał Richard ze zdumieniem. 

-    Zostawiłem  ci  firmę,  bo  była  dla  ciebie  bardzo  ważna,  a  dla  mnie  nie.  Tak  samo  było 

zresztą z naszym ojcem i z Destiny. Koncernem musi zarządzać ktoś, kto poświęci się temu 

bez reszty. Tak jak ty. Ani ja, ani Ben nie nadajemy się do tego. Proste. 

-  Jeśli więc nie przyszedłeś domagać się funkcji prezesa, to co cię sprowadza? 

-  Przyszedłem porozmawiać o wczorajszym wieczorze. - Mack uśmiechnął się szeroko. - Jak 

tam  twój  nowy  doradca?  Mogę  się  założyć,  że  umawiając  się  z  ciotką  na  kolację,  nie 

spodziewałeś się takiego obrotu sprawy. 

-  Jest siódma rano, za wcześnie na takie rozmowy - odrzekł Richard, nie chcąc przyznać, jak 

zręcznie  został  zmuszony  do  zatrudnienia  dziewczyny.  -  Spotkam  się  później  z  Melanie  i 

ustalimy podstawowe zasady współpracy. Jakoś damy sobie radę. 

-  Ciekawe, czy nastąpi to przed kolejną randką na niby, czy też po niej? - rozważał Mack. - A 

może to już koniec wielkiej mistyfikacji? 

-  Destiny przysłała cię, żebyś mi prawił kazania? - Richard przyjrzał się bratu spod oka.               

-    Nikt  mnie  nie  przysyłał,  wierz  mi.  A  przyszedłem,  bo  od  kiedy  przestaliśmy  z  kolegami 

oglądać  w  czasie  lunchu  operę  mydlaną,  nie  bawiłem  się  tak  dobrze.  Twoja  historia  jest 

zresztą znacznie lepsza. Nie mogę się doczekać dalszego ciągu. 

-    Uważaj.  Stąpasz  po  cienkim  lodzie  -  ostrzegł  Richard,  ale  Mack  zdawał  się  nie  zwracać 

uwagi na coraz gorszy humor brata. 

-    Na  wypadek,  gdyby  cię  to  interesowało,  chciałem  ci  powiedzieć,  że  spodobała  mi  się  ta 

twoja dziewczyna.             

-  To zrozumiałe - Richard wcale nie był zaskoczony. -Melanie jest atrakcyjną i inteligentną 

kobietą. Ma też wspaniałe poczucie humoru. Gdyby nie to, nigdy by się nie zgodziła na udział 

w tym całym szaleństwie. 

-  Poza tym jest miła dla starszych pań - dodał Mack z powagą. 

Richard roześmiał się. 

-  Chciałbym być przy tym, gdy będziesz mówił Destiny, że jest starszą panią. 

-  Nie wyraziłem się ściśle - skrzywił się Mack. - Destiny nie ma wieku. 

-  To prawda - przyznał Richard z nutką żalu w głosie. - Gdyby nie to, mógłbym nie zwracać 

na nią uwagi, zrzucając wszystko na demencję. 

background image

-  Obaj jesteśmy zgodni co do tego, że nasza ciotka ma szalone pomysły. - Mack spoważniał. 

-  Ale  może  jednak  powinieneś  jej  posłuchać?  Mogła  przecież  obmyślić  dla  ciebie  coś 

znacznie  gorszego  niż  znajomość  z  Melanie,  niezależnie  od  tego,  jaką  rolę  ta  dziewczyna 

odegra ostatecznie w twoim życiu. 

-    Zapomniałeś,  że  ona  już  jest  częścią  mojego  życia?  -  zapytał  Richard,  powstrzymując 

westchnienie. - Kazałem przygotować dla niej biuro na tym samym piętrze co mój gabinet. W 

ten sposób będzie miała swoje wymarzone miejsce do pracy, ale jeżeli dopisze mi szczęście, 

to nigdy go nawet nie użyje. 

-  Dobrze wiesz, że nie o to mi chodziło. 

-  Daj spokój, Mack. Dość mam kłopotów z Destiny, knującą za moimi plecami. 

-    Posłuchaj  mnie  -  poprosił  Mack  poważnie.  -  Jestem  przekonany,  że  podejmując  gierki 

mające  uspokoić  Destiny  i  nie  dając  Melanie  szansy,  popełniasz  błąd.  Umów  się  z  nią  na 

prawdziwą randkę. Spróbuj ją poznać bliżej. Raz w życiu zrzuć tę swoją zbroję i przestań być 

sztywniakiem. Zrób to, bracie. 

-  Uważasz, że jestem sztywniakiem? 

-    Zawsze  byłeś.  Kiedy  zginęli  rodzice,  miałeś  dwanaście  lat,  a  mimo  to  przyjąłeś  pozę 

człowieka dojrzałego i odpowiedzialnego. Musiałeś więc stać się nudziarzem. Dziękuję Bogu, 

ż

e ja i Ben mieliśmy ciebie, bo gdyby cię nie było, my także moglibyśmy stracić dzieciństwo 

i dojrzeć przedwcześnie. To byłoby okropne. 

-  Nie mówmy już o tym - mruknął Richard, zmęczony tą rozmową. 

Słowa  Macka  były  boleśnie  prawdziwe.  Nawet  gdy  Destiny  przejęła  opiekę  nad  całą  trójką 

bratanków, Richard uznał, że jest współodpowiedzialny za los braci, za ich przyszłość. Wziął 

więc ten ciężar na swoje barki. Tak więc z beztroskiego dwunastoletniego dziecka niemal w 

jednej chwili zmienił się w dorosłego. 

-    Jasne  -  odparł  Mack  sztucznie  swobodnym  tonem.  -Jeśli  naprawdę  nie  jesteś 

zainteresowany Melanie, to może ja się koło niej zakręcę? 

Richard  znowu  poczuł  ból  głowy.  Ciekawe,  czy  to  zapowiedź  zawału,  którego  pewnie 

dostanie, zanim cała ta historia się skończy. 

-    Trzymaj  się  od  niej  z  daleka!  -  ostrzegł.  -  Bez  względu  na  to,  czy  jestem  nią 

zainteresowany, czy nie, ty trzymaj się od niej z daleka. 

-  Tak właśnie myślałem - powiedział Mack, bardzo z siebie zadowolony. 

-  Co to ma znaczyć? - Richard zmierzył go spojrzeniem pełnym złości. 

background image

-    Z  nas  dwóch  ty  jesteś  tym  bystrzejszym,  więc  pomyśl  nad  tym  trochę  -  odparł  Mack  i 

pogwizdując, opuścił gabinet, zostawiając Richardowi rozwiązanie tej zagadki. Nie była ona 

trudna, ale Mack wolał nie być przy tyra, kiedy Richard ją rozwiąże. 

Idąc  do  gabinetu  Richarda,  Melanie  spotkała  w  korytarzu  Macka,  który  na  jej  widok 

zagadkowo się uśmiechnął. 

-  Dzień dobry - powiedziała ostrożnie. - Widziałeś już Richarda? 

-  Tak, jest u siebie, ale może daj mu parę minut, nim wejdziesz. 

-  Czy ktoś jest u niego? 

-  Tylko demony dręczące jego duszę- odparł Mack z zadowoleniem w głosie. 

-    Co  się  tam  stało?  A  może  nie  powinnam  pytać?  -  Spojrzała  na  Macka,  zastanawiając  się, 

czy dokuczanie Richardowi sprawia mu taką samą przyjemność jak granie na nerwach ciotce. 

-    Ode  mnie  niczego  się  nie  dowiesz,  Melanie.  Braterska  lojalność  i  tak  dalej,  przecież 

rozumiesz? Ale postaraj się uwierzyć, że Richard jest dobrym chłopakiem - dodał już całkiem 

poważnie. 

-  Wiem o tym. 

-  Nie zapominaj więc. Nie zważaj na kombinacje Destiny ani na to, jak szalone rzeczy będą 

się  tu  działy.  -  Mack  pospiesznie  wyrzucał  z  siebie  słowa.  -  Richard  gra  twardziela,  ale  tak 

naprawdę  potrzebuje  kogoś,  kto  zdoła  się  przebić  do  niego  przez  tę  grubą  skorupę,  w  której 

się schował. 

-    Bez  względu  na  to,  co  Richard  ci  powiedział,  jestem  tu  po  to,  żeby  zorganizować  jego 

kampanię wyborczą. I tylko po to, rozumiesz? 

-  Wiem, Richard mówił mi o waszej wielkiej mistyfikacji. - Mack uśmiechnął się. - Takie gry 

mają  jednak  to  do  siebie,  że  kiedy  naprawdę  się  w  nie  zaangażujemy,  to  granica  między 

prawdą a fikcją zaczyna się zacierać. 

-  Ja zawsze potrafię odróżnić prawdę od fikcji - oświadczyła z przekonaniem Melanie. 

-  W takim razie masz szczęście. - Mack przyjrzał się jej z powagą. - A może nie? 

Zanim  jednak  zdążyła  zapytać,  co  ma  na  myśli,  odszedł,  pogwizdując  beztrosko,  równie 

irytująco zagadkowy jak pozostali Carltonowie. 

Melanie westchnęła i zastukała do drzwi Richarda. 

-  Twoja sekretarka jeszcze nie przyszła. Mogę wejść? - zapytała, wsuwając głowę. 

-  Nie ma jej, bo o tej porze nikt mnie na ogół nie nachodzi - odparł kwaśno. 

-    Spotkałam  Macka  -  ciągnęła,  postanawiając,  że  nie  da  się  zniechęcić  jego  kiepskim 

humorem. - Posprzeczaliście się? 

background image

-    Nigdy  się  nie  sprzeczamy,  bo  też  i  nigdy  nie  przebywamy  ze  sobą  na  tyle  długo,  byśmy 

zdążyli to zrobić. On tylko wpada, robi zamieszanie i znika. 

-  Wydawał się w doskonałym humorze - zauważyła. 

-    Oczywiście,  że  był  w  doskonałym  humorze,  bo  właśnie  przeprowadził  jedną  ze  swoich 

najlepszych akcji, polegających na błyskawicznym ataku z zaskoczenia. 

-  Miał do ciebie jakąś sprawę? 

-  Przyszłaś o świcie, żeby rozmawiać o moim bracie? -Spojrzał spod przymkniętych powiek. 

-    Zamierzam  rozpocząć  pracę  nad  twoją  nową  strategią  wyborczą.  A  całą  resztę  w 

cywilizowanym świecie określa się jako rozmowę, pogawędkę czy pogaduszki. 

-  Nie mam czasu na pogaduszki. - Richard wskazał papiery piętrzące się na biurku. - Jeden z 

głównych działów koncernu osiąga niespodziewanie niskie wyniki. Muszę wyjaśnić, dlaczego 

tak się dzieje. 

Próbowała  wywnioskować,  czy  mówi  prawdę,  czy  tylko  próbuje  się  wykręcać,  ale  z  jego 

spojrzenia niczego nie dało się wyczytać. 

-  W takim razie nie będę ci przeszkadzać - odparła. - Powiedz tylko, kiedy będziemy mogli 

porozmawiać.  Chcę  ustalić  plan  kampanii,  budżet  i  tym  podobne.  Jeśli  jest  już  zatrudniony 

menedżer do tej kampanii, to muszę się z nim spotkać. On czy też ona zajmie się strategią, co 

w dużym stopniu cię odciąży. Richard zamknął oczy i masował obolałe skronie. 

-    Boli  cię  głowa?  -  zapytała  Melanie  współczująco.  -  Nic  dziwnego,  jeśli  zważyć,  iloma 

sprawami  musisz  się  zajmować.  Może  chcesz  się  napić  herbaty?  Jeżeli  jest  tu  gdzieś  blisko 

kuchnia, chętnie ci zaparzę. 

-  Do diabła! Nie zatrudniłem cię do parzenia herbaty! - krzyknął. 

Melanie utkwiła w nim spojrzenie, a on westchnął. 

-  Przepraszam, nie powinienem podnosić głosu. 

-    To  prawda  -  przyznała.  Nie  chciała  dyskutować  nad  jego  zachowaniem.  Dała  tylko  do 

zrozumienia,  że  nie  będzie  tolerować  takich  postępków  i  koniec.  -  To  w  końcu  chcesz  tej 

herbaty czy nie? 

-    Jeśli  naprawdę  będziesz  taka  miła,  chętnie  wypiję  filiżankę.  Przy  sali  konferencyjnej  jest 

kuchenka, powinnaś tam znaleźć wszystko, co potrzebne. 

-  Z cukrem, cytryną? 

-  Bez dodatków poproszę. 

Sala konferencyjna była urządzona elegancko i ze smakiem. Ciekawe, czy to dzieło Destiny? 

- pomyślała Melanie, wchodząc do maleńkiej kuchni wyposażonej w dwupalnikową kuchenkę 

i  pasującą  do  niej  lodówkę,  również  w  stalowej  obudowie.  W  kredensiku  stała  porcelanowa 

background image

zastawa  i  kryształowe  kieliszki,  a  w  szufladach  ułożono  srebrne  sztućce.  Było  tu  wszystko, 

czego potrzeba, żeby podejmować bogatych członków zarządu. 

Melanie postawiła czajnik na kuchence i zaczęła szukać herbaty. Kiedy woda się zagotowała, 

napełniła  czajniczek  i  postawiła  go  na  tacy  obok  filiżanki  i  talerzyka  z  torebeczką  herbaty. 

Wróciła do gabinetu Richarda i bez słowa zalała torebkę wrzątkiem. 

-  Wyznacz termin spotkania i poproś sekretarkę, żeby do mnie zadzwoniła. Będę czekała na 

wiadomość - powiedziała, zamierzając opuścić gabinet. 

Kiedy przechodziła obok Richarda, chwycił ją za rękę. 

-  Jeszcze raz przepraszam, Melanie. Głowa mi pęka i mam kiepski nastrój, ale to jeszcze nie 

powód, żeby tak na ciebie naskakiwać. 

-  Dopóki to rozumiesz, ciągle jeszcze jest dla ciebie nadzieja - uśmiechnęła się. 

-    Nie  jestem  jeszcze  za  stary,  żeby  się  czegoś  nauczyć.  A  skoro  już  jesteś,  to  może  jednak 

zostaniesz i od razu pomówimy o twojej koncepcji. Pierwsze spotkanie mam dopiero o ósmej 

trzydzieści. 

-  A ta sterta papierów? - zapytała. 

-  Może poczekać, a nawet powinna, bo żeby się tym zająć, muszę spojrzeć świeżym okiem 

na te dokumenty, a więc teraz i tak nic z tego nie będzie. 

-    W  takim  razie  tu  jest  lista  spraw,  które  musimy  ustalić.  De  czasu  mam  przeznaczyć  na 

opracowanie nowego planu? Czy będziesz potrzebował wstępnego projektu dla pracowników, 

czy  wolisz,  żebym  została  i  sama  zajęła  się  koordynacją?  Na  początku  mówiliśmy  także  o 

doradztwie w sprawach firmy. Ustalmy, co jest ważniejsze - koncern czy wybory? Nie musisz 

odpowiadać  w  tej  chwili,  ale  powinieneś  się  nad  tym  zastanowić.  Nie  chcę  niepotrzebnie 

podwyższać kosztów, dopóki wszystkiego nie ustalimy. 

-  Doceniam to - powiedział, patrząc na nią trochę zaskoczony. 

-  O co chodzi? 

-  Nie spodziewałem się, że będziesz taka... - Richard urwał. 

-    Zorganizowana?  -  podsunęła.  -  Gdyby  od  samego  początku  wszystko  poszło  dobrze, 

właśnie takie byłoby twoje pierwsze wrażenie na mój temat. Naprawdę jestem dobra w tym, 

co robię. Co do tego Destiny ma rację. 

-    Zaczynam  to  dostrzegać  -  rzekł,  podając  jej  kilka  teczek.  -  To  dokumenty  osób 

ubiegających się o stanowisko menedżera kampanii. Przejrzyj je i powiedz, co o nich sądzisz. 

Mogę się z tobą spotkać o trzeciej - dodał, przeglądając swój plan dnia. - Będę miał piętnaście 

minut,  więc  się  nie  spóźnij.  Kazałem  przygotować  dla  ciebie  biuro.  Jeżeli  będziesz  czegoś 

background image

potrzebowała, powiedz mojej sekretarce, a ona się tym zajmie. Resztę omówimy już razem z 

menedżerem kampanii, kiedy go zatrudnimy. 

-  Zgoda. W takim razie do zobaczenia o trzeciej - powiedziała Melanie, kierując się do drzwi. 

-  Masz jakieś plany na wieczór? - zapytał, kiedy już naciskała klamkę. 

-  Myślę, że... - zaczęła, ale przerwał jej, zanim zdążyła zaprotestować. 

-  Chodzi o sprawy służbowe. O ósmej muszę się pokazać na przyjęciu organizowanym przez 

komitet  dobroczynny,  którego  współprzewodniczącą  jest  Destiny.  Ciotka  będzie  szczęśliwa, 

widząc nas znowu razem, a poza tym zjawi się tam wiele osób, które powinnaś poznać. 

-    To  znaczy,  że  dalej  gramy?  -  zapytała.  Nie  była  pewna,  co  właściwie  myśleć  o  tym 

udawaniu. Sądząc jednak po tym, jak szybko zabiło jej serce, podobało się jej to bardziej, niż 

powinno. 

-    Jak  najbardziej.  Uzgodniliśmy  przecież,  że  będziemy  ciągnąć  to  przedstawienie,  dopóki 

Destiny nie zostawi nas w spokoju - przypomniał. 

-  A czy pomyślałeś o tym, co może się stać, jeżeli ona odkryje, że to tylko gra? - zapytała. 

-  Nie możemy dopuścić do tego, żeby się dowiedziała - odparł Richard. - Dlatego musimy się 

pilnować. Dziś wieczorem ciotka oczekuje, że przyjdziemy razem. 

Melanie  doszła  do  wniosku,  że  jeśli  sytuacja  będzie  się  rozwijała  w  tym  tempie,  to 

konieczność kupowania strojów wieczorowych błyskawicznie doprowadzi ją do bankructwa. 

Nawet tych z drugiej ręki. 

-  O której mam być gotowa? - zapytała z rezygnacją. 

-  Przyjadę po ciebie o wpół do ósmej. 

-    Kiedy  następnym  razem  będziesz  potrzebował  mojego  towarzystwa  z  okazji  oficjalnych 

spotkań,  daj  mi  znać  z  większym  wyprzedzeniem.  Nie  mam,  tak  jak  Kopciuszek,  wróżki  za 

matkę chrzestną i potrzebuję czasu, żeby się przygotować do wyjścia. 

-    Obiecuję.  Ale  nie  mów  o  tej  dobrej  wróżce  w  obecności  Destiny,  bo  przypuszczam,  że 

byłaby szczęśliwa, mogąc odgrywać jej rolę. Przez całe życie ubierała trzech chłopców, a to 

nie pozwoliło jej rozwinąć skrzydeł wyobraźni. Bo co można zrobić ze smokingiem? Nawet 

jeśli zaprojektuje go znany projektant, wciąż wygląda tylko jak smoking. Biedna Destiny... 

-    Wyobrażam  sobie,  że  dla  osoby  o  takiej  fantazji  jak  ona  musiało  to  być  frustrujące.  Ale 

teraz  już  lepiej  wezmę  się  do  pracy  -  powiedziała  i  zabębniła  palcami  o  trzymane  w  ręku 

teczki. 

-    Do  zobaczenia  o  trzeciej.  -  Richard  skinął  głową.  Melanie  wróciła  do  swojej  firmy. 

Zamknęła drzwi biura 

background image

i się o nie oparła. Rozmawiając z Richardem, miała ochotę pochylić się nad nim, siedzącym 

za ogromnym biurkiem,  i całować  go, aż w końcu się rozchmurzy. Byłoby to jednak bardzo 

nierozsądne. 

Richard  oczekiwał,  że  spędzą  razem  kolejny  wieczór,  podczas  którego  ona  będzie  udawać 

kogoś bliższego mu niż niezależna konsultantka, a później wróci do domu i wcale za nim nie 

tęskniąc,  spokojnie  zaśnie.  Jeżeli  tak  ma  to  wyglądać,  musi  porozmawiać  z  Richardem  o 

ryzyku,  jakie  niesie  gra,  którą  podjęli.  Uważała,  że  cała  ta  historia  nie  może  się  dobrze 

zakończyć. 

Przeglądała  teczki  kandydatów  na  stanowisko  menedżera  kampanii,  typując  najlepszych  i 

uzasadniając  krótko  swoją  opinię.  Nie  wiedziała,  jak  dalece  Richard  będzie  polegał  na  jej 

zdaniu.  Liczyła  się  też  z  tym,  że  chciał  w  ten  sposób  tylko  sprawdzić,  na  ile  ich  opinie  są 

zbieżne.  Bez  względu  na  wszystko  postanowiła  przygotować  przemyślaną  i  inteligentną 

notatkę na temat każdego z kandydatów. 

Pracowała w skupieniu, nie przerywając nawet na lunch, zdecydowana jak najlepiej wywiązać 

się  z  zadania.  Zamierzała  udowodnić,  że  zatrudniając  ją,  Richard  nie  popełnił  błędu,  jeżeli 

nawet powodem, dla którego to zrobił, nie były jej kwalifikacje zawodowe. 

-  Mogę wejść? - zapytała Becky, zaglądając do biura. 

- Powiedz mi jeszcze raz, dlaczego przeglądasz te teczki, bo chyba źle cię zrozumiałam. 

-  Richard prosił, żebym wstępnie oceniła kandydatów. 

-  I dlatego natychmiast rzucasz wszystkie inne sprawy? 

-    Niczego  nie  rzucam  -  broniła  się  Melanie.  -  Przesunęłam  tylko  kilka  spotkań.  To  nic 

takiego. Często przecież zdarzają się podobne sytuacje. 

-  Coś mi mówi, że od tej pory będą się zdarzały jeszcze częściej. 

-  Jeśli nawet, to przecież Richard będzie nam dobrze płacił, prawda? 

-    A  ty  będziesz  tańczyła,  jak  on  ci  zagra  -  stwierdziła  Becky.  -  Nie  podoba  mi  się  to.  Tak 

samo  jak  nie  spodoba  się  tym  wszystkim  ludziom,  którzy  płacą  nam  regularnie  od  wielu 

miesięcy czy nawet lat. Może to nie są grube ryby, ale to nasi klienci. 

-  Nie mam zamiaru zaniedbywać klientów - oświadczyła Melanie, a ujrzawszy jej sceptyczną 

minę,  spytała:  -  O  co  chodzi,  Becky?  Myślałam,  że  rozumiesz,  jak  ważne  jest  dla  nas  to 

zlecenie. 

-  Nie podoba mi się, że dla tego faceta stajesz na głowie. Jesteś na to za dobra. 

-  Nie robię tego dla żadnego faceta, tylko dla naszego klienta - przypomniała Melanie. 

-  Czy to znaczy, że koniec z tym przedstawieniem dla jego ciotki? 

-  Nie całkiem - przyznała Melanie. 

background image

-    Naprawdę  nie  widzisz,  jaka  to  ryzykowna  gra?  Jesteś  pewna,  że  nie  zaangażowałaś  się 

osobiście i że Richard cię nie pociąga? 

-    Może  istotnie  traktuję  tę  sprawę  trochę  osobiście.  -  Melanie  zdecydowała,  że  nie  będzie 

kłamać. - Chciałabym wywrzeć na nim piorunujące wrażenie. Pilnuję jednak, żeby sprawy nie 

wymknęły mi się z rąk. 

-    Kochanie,  minął  dopiero  jeden  dzień.  A  jeśli  chcesz  znać  moją  skromną  opinię,  to  ty  już 

dawno niczego nie kontrolujesz. 

-  Odwołałam kilka spotkań i posiedziałam trochę nad tymi teczkami, a ty od razu nazywasz 

to  brakiem  kontroli?  Daj  spokój,  Becky.  To  nasz  nowy  klient  i  to,  co  robię,  jest  całkowicie 

uzasadnione. 

-  Jeśli tak twierdzisz. - Becky nie była przekonana. 

-  Tak właśnie twierdzę i... - zaczęła Melanie, ale przerwał jej dzwonek telefonu. 

-  Mówi Winifred, sekretarka pana Carltona. Pan Carlton prosił, żebym odwołała spotkanie o 

trzeciej i przekazała, że wieczór pozostaje bez zmian i przyjedzie po panią o wpół do ósmej. 

-  Rozumiem, dziękuję - powiedziała Melanie, unikając wzroku przyjaciółki. 

-    Odwołał  spotkanie?  -  domyśliła  się  Becky.  Melanie  wiedziała,  że  Becky  uważa  ją  za 

idiotkę, a co 

gorsza, ona sama w tej chwili tak się właśnie czuła. 

-  Wyznaczył nowy termin? - zapytała Becky. 

-  Me. Może poda go wieczorem. 

-  Wieczorem? - W głosie Becky brzmiało niedowierzanie. 

-  Nie mówiłam ci, że z nim wychodzę? Oczywiście spotkanie służbowe. 

-    On  będzie  ściskał  dłonie  grubym  rybom  na  przyjęciu,  a  ty  będziesz  mu  w  tym  czasie 

referować rezultaty swojej pracy. - Becky z politowaniem pokiwała głową. 

-  Możemy porozmawiać w samochodzie, jadąc na spotkanie - broniła się Melanie, czując, że 

jej pewność siebie znika. - Albo w drodze powrotnej. 

-  Jak daleko masz zamiar się posunąć, żeby utrzymać ten głupi kontrakt? 

-  Co chcesz przez to powiedzieć? - Melanie była zaszokowana słowami Becky. 

-  To, co robisz, to chodzenie po linie. A biorąc pod uwagę błysk, jaki pojawia się w twoich 

oczach, kiedy tylko rozmowa schodzi na Richarda, obawiam się, żebyś z tej liny nie spadła, i 

to na głowę. 

-  Jak możesz? To okropne! - Melanie poczuła się dotknięta uwagą przyjaciółki. 

background image

-  Okropne jest to, że tak pomyślałam? - dociekała Becky. - Jesteś moją najlepszą przyjaciółką 

i bardzo cię lubię. Jestem przerażona, bo widzę, jak niewiele brakuje, żebyś zrobiła coś, czego 

będziesz żałować. 

-  Martwisz się o mnie czy o firmę? - zapytała cynicznie Melanie. 

-    Oczywiście,  że  o  ciebie  -  natychmiast  odpowiedziała  Becky.  -  Ale  jeśli  ludzie  zaczną 

uważać, że sypiasz z jednym ze swoich głównych klientów, to twoja reputacja jako fachowca 

również może ucierpieć. 

-  Nie sypiam z Richardem. 

-  Jeszcze nie. - Becky nie miała zamiaru ustąpić. 

-  Od razu mu zapowiedziałam, że nie pójdę z nim do łóżka. 

-  Wiesz, jak specyficzna jest nasza praca – odrzekła Becky. - Poświęcamy mnóstwo czasu na 

wykreowanie  wizerunku  klientów.  Najlepiej  nam  to  wychodzi,  jeżeli  ten  wizerunek  jest  jak 

najbardziej  zbliżony  do  prawdy.  Oszustwa  nam  się  niezbyt  udają,  bo  obie  jesteśmy  na  to  za 

uczciwe. 

-  Innymi  słowy,  jeśli  ludzie  zaczną  podejrzewać,  że  sypiam  z  Richardem,  nie  będzie  miało 

ż

adnego znaczenia, że to nieprawda? - uściśliła Melanie, czując się już do końca pokonana. 

-  Bingo! - zawołała Becky. 

-  Jak mogłam się dać w to wciągnąć? - zapytała żałośnie Melanie, choć dobrze wiedziała, że 

sprawiła to przebiegłość Destiny i nalegania Richarda. 

-    To  proste.  Chciałaś  oddać  przysługę  przyjaciółce.  Skąd  mogłaś  przypuszczać,  że  od 

pierwszego wejrzenia oszalejesz z pożądania? 

-  Nie jestem w nim zakochana - oświadczyła stanowczo Melanie. 

-    Powiedziałam  po-żą-da-nia  -  przypomniała  Becky  z  uśmiechem.  -  Ciekawe,  że  usłyszałaś 

coś innego. No, skończyłam na dzisiaj i idę do domu. 

-  Nie ma jeszcze trzeciej - zaprotestowała Melanie. 

-  Wiem, ale potrzebujesz czasu, żeby się przygotować na wieczór. 

-  Może powinnam po prostu naciągnąć na siebie worek? - powiedziała Melanie. 

-  Wątpię, żeby to pomogło. Wydaje się, że Richardowi to nie przeszkodzi, bo całkiem stracił 

dla ciebie głowę. 

-    Do  diabła,  Becky!  To  tylko  gra!  -  krzyknęła  Melanie,  ale  odpowiedział  jej  cichy  śmiech 

przyjaciółki i odgłos zamykanych drzwi. 

Ze  złością  popatrzyła  na  stos  teczek,  przy  których  spędziła  tyle  godzin.  A  może  polecić 

Richardowi na menedżera jakiegoś idiotę? W pełni na to zasłużył. Postanowiła jednak zmusić 

go  raczej,  aby  zaczął  ją  traktować  poważnie.  A  jeśli  chodzi  o  Becky,  to  w  jednym  ma 

background image

niewątpliwie  rację.  Musi  się  pilnować,  tak  żeby  po  zakończeniu  tej  farsy  z  Richardem  nie 

okazało się, że jej opinia zawodowa ucierpiała. 

 

ROZDZIAŁ 10 

Wystarczyło,  że  Richard  zobaczył  wyraz  twarzy  Melanie,  by  zrozumiał,  jak  poważnym 

błędem było odwołanie popołudniowego spotkania. Dziewczyna zachowywała się uprzejmie, 

ale tak chłodno i obojętnie jak zupełnie obca osoba. Zrozumiał, że jeśli natychmiast temu nie 

zaradzi, czeka go ciężki wieczór. 

Na  szczęście  spodziewał  się  podobnej  reakcji  i  miał  w  zanadrzu  kilka  niespodzianek,  które 

mogłyby pomóc w rozładowaniu sytuacji. Na początek wyjął zza pleców okazały bukiet. 

-    Może  ci  się  spodobają  -  powiedział  z  nadzieją,  pilnie  wypatrując  oznak  poprawy  nastroju 

Melanie. 

-  Są piękne! - Melanie ukryła twarz w pachnącej wiązance lilii i róż. - Wstawię je do wody - 

powiedziała i wyszła z pokoju, nawet nie spojrzawszy na Richarda. 

Nie  jest  najgorzej,  mogła  mu  je  przecież  rzucić  w  twarz.  Rozejrzał  się  po  saloniku.  Był 

umeblowany antykami i zupełnie współczesnymi sprzętami, przy czym widać było, że osoba, 

która  je  wybrała,  ma  znakomite  wyczucie  kolorów.  Chociaż  Richard  nie  zdecydowałaby  się 

na urządzenie własnego domu w takim stylu, z zaskoczeniem stwierdził, że wnętrze sprawia 

bardzo  miłe  wrażenie.  Gdyby  ten  wieczór  nie  był  taki  ważny  dla  Destiny,  najchętniej  wcale 

by się stąd nie ruszał. 

Melanie  wróciła  z  kwiatami  w  dużym,  kryształowym  wazonie  i  postawiła  je  na  szklanym 

blacie stolika do kawy. Znowu wtuliła w nie na chwilę twarz. 

-  Powinniśmy już iść - oznajmiła wreszcie oficjalnym tonem, co go zirytowało. 

-  Dobrze, ale najpierw musimy się pozbyć tego tonu -mruknął i pocałował ją. 

Przez krótką chwilę próbowała się opierać, ale kiedy Richard wypuścił ją wreszcie z uścisku, 

patrzyła na niego już nieco cieplejszym wzrokiem. 

-  To było nie fair - powiedziała jednak oskarżycielsko. 

-  To była ostatnia deska ratunku. Nie umiałem wymyślić nic innego. 

-    Skoro  musiałeś  odwołać  spotkanie,  mogłeś  przynajmniej  powiedzieć,  że  ci  przykro.  Całe 

przedpołudnie  przygotowywałam  się  do  niego,  a  teraz  zastanawiam  się,  czy  ciebie  w  ogóle 

interesuje moja opinia. Jeżeli nie będziesz mnie traktował poważnie, nasza współpraca nie ma 

sensu. Odejdę. Właśnie tego się spodziewał. 

-  Ależ traktuję cię poważnie - zapewnił. - Gdyby tak nie było, nie prosiłbym, żebyś się tym 

zajęła.  Jeżeli  jednak  mamy  razem  pracować,  musisz  zrozumieć,  że  mój  rozkład  dnia  jest 

background image

płynny. Ciągle coś się dzieje i muszę reagować, gdy pojawiają się nieoczekiwane możliwości, 

albo gdy coś się wali. Dziś miałem dwie godziny na złożenie oferty kupna firmy, którą od lat 

próbuję zdobyć. Termin mijał o piątej i niemal do tej pory rozmawiałem z prawnikami. 

-    W  porządku.  -  Wydawało  się,  że  Melanie  jest  usatysfakcjonowana  tym  tłumaczeniem.  - 

Przesadziłam,  ale  bardzo  rai  zależało,  żeby  wywrzeć  na  tobie  wrażenie.  To  była  pierwsza 

okazja.  Poza  tym  zezłościła  mnie  twoja  pewność,  że  rzucę  wszystko  inne  i  zajmę  się  tylko 

tym, o co mnie prosiłeś. W dodatku nie zadałeś sobie trudu, żeby polecić sekretarce ustalenie 

nowego terminu. 

-  To dlatego, że i tak mieliśmy się spotkać. Liczyłem na to, że te kwiaty złagodzą twój gniew. 

-    Przyznaję,  to  miły  gest,  wolałabym  jednak  kilka  szczerych  słów.  Ale  ty  pewnie  nie  jesteś 

przyzwyczajony do przepraszania? - Popatrzyła mu w oczy. 

-  Kiedy trzeba, umiem przeprosić - rzekł zakłopotany trafnością jej spostrzeżenia. 

Miała rację, nie był przyzwyczajony, by krytykowano jego zachowanie. Jak to ujęła Destiny? 

Zbyt  wielu  ludzi  gotowych  było  spełniać  wszystkie  jego  zachcianki?  Pomyślał  nagle,  że 

branie  pod  uwagę  uczuć  innych  to  coś  zupełnie  nowego  i  zapewne  poniżającego.  Na  to  w 

każdym razie wskazywał dzisiejszy wieczór. 

-  A często ci się to zdarza? - zapytała kwaśno. - Raz do roku czy rzadziej? 

-    Rzadziej  -  przyznał,  wzruszając  ramionami.  -  Przepraszam,  że  odwołałem  spotkanie,  ale 

prawdę  mówiąc,  w  ogóle  nie  powinienem  się  z  tobą  dzisiaj  umawiać.  Miałem  napięty  plan. 

Umówiłem się z tobą tylko dlatego, że wiedziałem, jak bardzo zależy ci, by zacząć. Chciałem 

też dać ci znać, że mam zamiar słuchać twoich rad. 

-  Naprawdę? - Melanie rozpogodziła się wreszcie. 

-  Tylko niech ci się nie przewróci w głowie. Powiedziałem, że będę słuchał twoich rad, ale 

nie wspomniałem, że będę postępował zgodnie z nimi. 

-  Od czegoś trzeba zacząć. - Uśmiechnęła się. - Myślałam, że odwołałeś spotkanie, bo i tak 

nie ma znaczenia, co powiem. 

-    Naprawdę  chcę  wysłuchać  twojej  opinii.  Opowiesz  mi  wszystko  podczas  jazdy.  Masz 

dziesięć minut. 

-    Będę  się  streszczać.  Jest  zresztą  tylko  kilka  osób  godnych  zainteresowania.  Cóż  za 

elegancja - powiedziała na widok, stojącej przed wejściem limuzyny. 

-  Przekonałem się, że to bardzo wygodne, jeśli chce się w drodze popracować albo poświęcić 

całą uwagę osobie towarzyszącej - dodał, patrząc jej w oczy. 

-  Jak mam się skoncentrować na pracy, kiedy mówisz takie miłe rzeczy? 

background image

-    A  może  odłożymy  sprawy  służbowe  na  później  i  wrócimy  do  całowania?  -  zapytał, 

przekonany, że całowanie Melanie nigdy w życiu mu się nie znudzi. 

-  Raczej nie. - Melanie odsunęła się. - Nie zatrudniłeś mnie przecież ze względu na mój talent 

do całowania. 

-  Jesteś pewna? - Roześmiał się. - Mamy przecież dwie umowy, pamiętasz? 

-    Ani  przez  moment  o  tym  nie  zapomniałam,  a  w  nocy  pewno  nie  da  mi  to  zasnąć.  - 

Popatrzyła na niego zmieszana. 

-  Pomyślałem to samo. - Spojrzał z nadzieją. - A skoro oboje nie będziemy mogli zasnąć, to 

może spędźmy tę noc razem? 

-  Nic z tego - odparła. Lodowaty głos i chłodne spojrzenie miały ostudzić jego zapały. 

Gotów był uwierzyć, że Melanie naprawdę nie ma ochoty na jego towarzystwo, ale zdradził ją 

krótki,  ledwie  dostrzegalny  błysk  w  oczach.  Richard  miał  nadzieję,  że  namiętność,  którą 

próbowała stłumić, dojdzie do głosu. Pragnął dotrwać do tej chwili, nie tracąc panowania nad 

sobą.  Na  razie  jakoś  sobie  radził,  ale  każda  chwila  spędzona  w  pobliżu  Melanie  czyniła  go 

coraz mniej odpornym. 

Pierwszą  osobą,  na  którą  natknęli  się  po  wejściu  do  sali  recepcyjnej  w  hotelu,  okazał  się 

Mack.  Melanie  odniosła  nawet  wrażenie,  że  specjalnie  na  nich  czekał.  Chwycił  Richarda  za 

ramię i wyciągnął obydwoje na zatłoczony korytarz. 

-    Przygotujcie  się  -  ostrzegł  ich  ponuro.  -  Tam  jest  Pete  Forsythe.  Zachowuje  się  jak  lis  w 

kurniku. Tylko na was spojrzy i już będzie miał gotowy jutrzejszy nagłówek. 

-    Cudownie  -  jęknęła  Melanie,  ale  natychmiast  się  rozpromieniła.  -  Możemy  wykorzystać 

jego obecność. 

-  W jaki sposób? - Obaj mężczyźni popatrzyli na nią zaskoczeni. 

-  Forsythe goni za smakowitym kąskiem, więc dajmy mu coś. Powiedzmy, że zdecydowałeś 

się kandydować w wyborach do władz miasta i zatrudniłeś mnie jako doradcę. 

-  Nie jestem gotowy, żeby to ogłosić - zaprotestował Richard. - Chciałem to zrobić dopiero w 

połowie stycznia. 

-  Niczego nie będziesz musiał ogłaszać - wyjaśniła spokojnie Melanie. - Przyznasz tylko, o 

czym  i  tak  wszyscy  wiedzą,  że  myślisz  o  kandydowaniu.  W  ten  sposób  potwierdzisz 

zawodowy  charakter  naszej  znajomości  i  zakończysz  spekulacje  na  temat  romansu.  Prawda 

okaże się tak nieciekawa, że być może Forsythe nawet tego nie opublikuje. 

-    Bardzo  chytrze  -  przyznał  Mack.  -  Posłuchaj  jej,  Richardzie.  Znam  tego  gościa.  Żywi  się 

skandalami  i  historyjkami  o  podtekście  seksualnym.  To,  o  czym  mówiła  Melanie,  nie 

zainteresuje jego czytelników. 

background image

-  No dobrze, chodźmy - zgodził się w końcu Richard. 

- Sprzedamy mu naszą nudną historię. Mam tylko nadzieję, że Destiny nie opowiedziała mu 

już czegoś innego. 

-    Na  przykład  czego?  -  zapytała  Melanie,  choć  nie  była  pewna,  czy  naprawdę  chce  to 

wiedzieć. 

-  Tego, że wkrótce planujemy zaręczyny - wyjaśnił Richard. 

-    Przecież  widziała  nas  razem  tylko  raz.  -  Melanie  uważała  przypuszczenie  Richarda  za 

idiotyczne. 

-  Niestety, Richard może mieć rację - poparł brata Mack. 

-  Destiny  ma  bardzo  żywą  wyobraźnię.  Jeśli  uznaje,  że  sytuacja  tego  wymaga,  bez  oporów 

ubarwia  rzeczywistość,  a  już  na  pewno  nie  przepuści  okazji,  by  nadać  waszemu  romansowi 

nieco rozpędu. 

-  Forsythe nas nie widział, jeszcze możemy się wycofać 

- zaproponował Richard. 

-    Wykluczone.  To  najgorsze,  co  moglibyśmy  zrobić  -  zaprotestowała  Melanie.  -  Gdyby  ten 

facet  się  o  tym  dowiedział,  dopiero  zacząłby  węszyć!  Pewnie  od  razu  by  sprawdził,  czy 

jesteśmy na liście gości i czy nie wymknęliśmy się na górę.                                                                                

-  Naszych nazwisk nie ma na liście - rzekł Richard. -   Chyba że... 

-  Nawet o tym nie myśl - przerwała mu Melanie, podczas gdy Mack starał się stłumić śmiech. 

-  To  zresztą  nie  ma  znaczenia.  Forsythe  i  tak  uzna,  że  przekupiłeś  obsługę,  a  jutro  rano 

przeczytamy, jak to wymknęliśmy się, żeby wreszcie być sami. Musimy tam wejść jak ludzie 

o  czystym  sumieniu,  niczego  nieukrywający,  co  akurat  jest  prawdą.  W  tej  sali  zebrało  się 

mnóstwo osób. Może uda się nam przywitać i porozmawiać, z kim trzeba, a potem pokręcić 

się trochę, żeby nas zauważono i wyjść, nie zbliżając się nawet do Forsythe'a. Niech usłyszy 

od innych, że byliśmy razem. 

-  Melanie ma rację. Pójdę przodem i spróbuję go przyblokować - obiecał Mack, nie kryjąc, że 

niecierpliwie czeka na rozwój wydarzeń. 

-  Myślałem, że raczej chowa się za tymi rosłymi napastnikami - mruknął Richard. 

-   Bardzo śmieszne - skomentował Mack. - Cokolwiek masz na ten temat do powiedzenia, i 

tak ja mam większe doświadczenie. 

-  W unikaniu Pete'a Forsythe'a czy w blokowaniu? 

-  W obu tych sprawach - odparł stanowczo Mack. 

-  A przy okazji, z kim przyszedłeś? - zapytał Richard. 

background image

-    Z  nikim.  Nie  daję  pożywki  wyobraźni  Destiny.  Poza  tym  dzisiaj  jest  twój  dzień  - 

przypomniał Mack. - Zwłaszcza gdybyś się zdecydował ogłosić zaręczyny. 

-  Poczekaj, kiedyś ciotka zajmie się i tobą. A wtedy pożałujesz, bo zrobię wszystko, żeby jej 

pomóc. - Richard spojrzał ponuro na brata. 

-  Nie jestem pewna, czy rozsądne jest zrażanie do siebie kogoś, kto chce się rzucić pomiędzy 

nas i Forsythe'a - zauważyła Melanie. 

-  Dobrze, braciszku. Rób, co do ciebie należy i pomóż nam dotrzeć do Destiny - poddał się 

Richard. 

Doświadczenie z boiska wyraźnie okazywało się przydatne, gdyż Mack nadzwyczaj sprawnie 

poruszał się w zatłoczonej sali. Po chwili wszyscy troje znaleźli się przy stole prezydialnym, 

za  którym  królowała  Destiny  w  towarzystwie  kilku  dżentelmenów.  Zaskoczona  Melanie 

ujrzała wśród nich wysokiej rangi doradcę prezydenta i dwóch senatorów. Poczuła się nagle 

jak Alicja, która wypadając z króliczej nory, trafiła na herbatkę u Szalonego Kapelusznika. Z 

całą pewnością nie było to towarzystwo, w którym obracała się na co dzień. 

Destiny powitała przybyłych serdecznym uśmiechem, a potem dokonała prezentacji, z której 

można by wywnioskować, że Melanie jest właścicielką jednej z najlepszych agencji w swojej 

branży, z siedzibą przy Madison Avenue w Nowym Jorku. Mężczyźni odruchowo spojrzeli na 

nią z szacunkiem, którego na ogół nie  wzbudzała samym swym nazwiskiem.  Zwykle, chcąc 

pracować  dla  ludzi  tak  wysoko  postawionych,  musiała  udowadniać,  że  świetnie  się  do  tego 

nadaje. A na razie nie udało się jej o tym przekonać nawet Richarda. 

-  Richardzie, ty stary lisie! - powitał go senator Furhman. - Widzę, że tobie należy zostawiać 

wybór  doradców.  Znalazłeś  piękną  i  zdolną  kobietę,  podczas  gdy  my  wszyscy  musimy 

współpracować z łysymi starcami. Pogratulować, mój drogi! 

Melanie  była  ciekawa  odpowiedzi  Richarda,  bo  dużo  z  niej  mogła  wywnioskować.  I  to  nie 

tylko  na  temat  jego  taktu  i  dyplomacji,  ale  również,  co  myśli  o  jej  kwalifikacjach 

zawodowych, choć nie miał w zasadzie okazji do wyrobienia sobie zdania w tej kwestii. 

-  Proponuję, żeby i pan ją zatrudnił. - Richard spojrzał senatorowi w oczy i uśmiechnął się. - 

Ale dopiero wtedy, kiedy wygram wybory i obejmę urząd. 

-    A  więc  zdecydowałeś  się  wystartować  w  wyborach  do  władz  miasta?  -  zapytał  doradca 

prezydenta. 

-  Zdecydowałem się to rozważyć - sprostował Richard, zgodnie z tym, co ustalił z Melanie. 

Przysłuchując  się  rozmowie,  Melanie  doszła  do  wniosku,  że  Richard  będzie  z  pewnością 

pojętnym uczniem, co bardzo ułatwi jej pracę. 

background image

-    Dlaczego  nie  startujesz  do  Kongresu?  -  chciał  wiedzieć  senator  Furhman.  -  Człowiek 

twojego kalibru tylko traci czas na zaczynanie wszystkiego od najniższego szczebla. 

-    Żadne  działanie  na  rzecz  społeczeństwa,  bez  względu  na  to,  na  jakim  poziomie,  nie  jest 

stratą czasu - oznajmił Richard zdecydowanie. 

-  Oczywiście, oczywiście, masz rację - szybko przytaknęli wszyscy trzej mężczyźni. 

Melanie uśmiechnęła się, zadowolona ze sposobu, w jaki Richard poradził sobie z politykami, 

nie  urażając  ich.  Wiedziała,  że  będzie  doskonałym  kandydatem  i  że  nikomu  nie  pozwoli 

wyprowadzić się z równowagi. 

-  Panowie wybaczą, ale mamy z Melanie wiele spraw do omówienia. - Richard nachylił się i 

pocałował Destiny. -Przykro mi, ale nie możemy dłużej zostać. 

Melanie  i  Mack  zupełnie  się  tego  nie  spodziewali,  ale  Richard  posłał  im  porozumiewawcze 

spojrzenie. 

-  Jesteś gotowa, skarbie? - zapytał. 

Zaskoczył  ją  tą  ostentacyjną  czułością.  Nie  wiedziała,  czy  było  to  przeznaczone  dla  uszu 

Destiny czy dla towarzyszących jej dżentelmenów. A może dla samego Pete'a Forsythe'a? 

-  Kochanie. Jesteś gotowa? - ponaglił Richard. 

-    Oczywiście.  -  Wciąż  oszołomiona,  kiwnęła  głową.  -Po  co  to  zrobiłeś?  -  zapytała,  gdy 

czekali już na ulicy na limuzynę. 

-  Masz na myśli pośpiech, z jakim wyszliśmy? 

-    To  też,  ale  pytam  przede  wszystkim  o  twoje  aluzje  do  sposobu  spędzenia  tego  wieczoru. 

Myślałam,  że  zdecydowaliśmy  się  unikać  wszystkiego,  co  mogłoby  świadczyć  o  rym,  że 

łączy nas coś więcej niż sprawy służbowe. 

-  Chodziło mi o Destiny, a na to przecież się zgodziłaś. 

-    Ale  słyszeli  cię  również  inni.  Już  na  pewno  szukają  Forsythe'a,  żeby  mu  o  wszystkim 

donieść. 

-  Dosyć mam już przejmowania się Forsythe'em -oświadczył Richard ze zniecierpliwieniem. 

-  Nie możesz sobie na to pozwolić! - żachnęła się Melanie. - Musisz wykorzystywać media 

dla  własnych  celów,  a  nie  dostarczać  im  materiału  do  plotek.  Myślałam,  że  zgodziłeś  się 

słuchać moich rad. 

-  Owszem, i właśnie dlatego wyszliśmy. Chcę cię wysłuchać i przemyśleć twoje propozycje. 

Umieram z głodu, może kupimy coś do jedzenia i pojedziemy do ciebie? 

Melanie zmarszczyła brwi. 

-  Mam nadzieję, że nie chodzą ci po głowie żadne głupie myśli? - zapytała. 

background image

-    Szczerze  mówiąc,  chodzą.  -  Richard  roześmiał  się.  -Zadowolę  się  jednak  przejrzeniem 

teczek, które ci rano dałem. Czy mam inne wyjście? 

-  Naprawdę wiesz, jak zabawić dziewczynę. - Melanie pokiwała głową. 

-    Zanim  się  jeszcze  bardziej  naburmuszysz,  poczekaj,  aż  zobaczysz,  co  chcę  zamówić. 

Zapewniam, że będzie to dużo smaczniejsze niż ten gumowy kurczak na przyjęciu. Boże, co 

za obrzydlistwo! 

-  Jeśli tak mówisz... - Ciągle nie była pewna jego intencji. Wsiadła do limuzyny, a Richard, 

zanim zajął miejsce obok 

niej, porozmawiał przez chwilę z kierowcą. 

-  Pojedziemy do ciebie, a kierowca przywiezie nam kolację - oznajmił. 

Nareszcie znaleźli się poza zasięgiem czujnych oczu Destiny i Forsythe'a. Mogli też wreszcie 

porozmawiać  o  pracy.  Zamiast  się  jednak  cieszyć  z  tego,  Melanie  martwiła  się,  co  będzie, 

kiedy  zmysły  obydwojga  znów  dadzą  o  sobie  znać,  a  w  pobliżu  nie  będzie  nikogo,  kto 

mógłby ich przywołać do porządku. 

-    Lepiej,  żebyś  się  przebrała,  zanim  zasiądziemy  do  kolacji  -  powiedział  Richard,  kiedy 

znaleźli się w salonie. 

Popatrzyła na niego podejrzliwie, ale on tylko się uśmiechnął. 

-  Nie powiedziałem przecież, żebyś włożyła peniuar. Jeśli jednak chcesz to zrobić, nie będę 

się sprzeciwiał. Mam słabość do kobiet w koronkach i atłasach. 

-  Nie rozmarzaj się - przywołała go do porządku. - Myślałam raczej o dresie. 

-  Wybierz jakiś znoszony, bo to, co zamówiłem, nie pasuje do eleganckich strojów. Ale jeżeli 

lubisz ryzyko... - Znowu się uśmiechnął, widząc jej zaskoczenie. 

-  Co takiego mogłeś zamówić? - zapytała, bo jego wesołość wydawała się jej podejrzana. 

-  To niespodzianka, ale myślę, że będziesz zadowolona. 

-  Za mało wiesz o moich gustach, żeby tak twierdzić. 

-  Ty masz swoje źródła informacji, ja swoje. Idź się przebrać, chyba że wolisz zaryzykować. 

Przygotuję coś do picia. Masz czerwone wino? 

Kupiła kilka butelek jego ulubionego wina, mając nadzieję, że nadarzy się okazja tak jak ta, 

lecz teraz wcale nie była z tego dumna. 

-    W  kuchni  jest  stojak  na  wino.  Nie  mam  takiego  wyboru  jak  ty,  ale  jestem  pewna,  że  coś 

znajdziesz. 

Richard poszedł do kuchni, a ona pobiegła do sypialni. Duma nie pozwoliła jej założyć dresu, 

ubrała się więc w obcisłe dżinsy i sweter. 

background image

Kiedy  schodziła na dół,  usłyszała otwieranie drzwi. Kierowca właśnie wchodził do środka z 

dwiema  dużymi  torbami.  Z  niedowierzaniem  popatrzyła  na  dobrze  sobie  znane  logo  na 

torbach. 

-  Zamówiłeś barbecue z Ohio? - upewniła się, kiedy Richard odebrał torby od kierowcy. 

-  Doszedłem do wniosku, że jestem ci coś winien za odwołanie spotkania, a twoja asystentka 

powiedziała,  że  to  uwielbiasz.  Chciałem,  żebyś  się  uśmiechnęła,  ale  ty  jesteś  od  tego  jak 

najdalsza - stwierdził, przyglądając się jej badawczo. 

-    Chwileczkę.  -  Musiała  to  przemyśleć,  bo  zamówienie  kolacji  z  Ohio,  tak  jakby  to  była 

budka za rogiem, zrobiło na niej wrażenie. - Kiedy rozmawiałeś z Becky? 

-    Wiedziałem,  że  będziesz  rozczarowana,  gdy  odwołam  spotkanie.  Chciałem  ci  to  jakoś 

wynagrodzić, więc zasięgnąłem języka u Becky, bo zależało mi na tym, by sprawić ci radość. 

A kiedy upewniłem się, że zdążą dostarczyć zamówienie, Winifred zadzwoniła do ciebie. 

Nic  dziwnego,  że  Becky  tak  się  zmartwiła,  pomyślała.  Wiedziała,  jaką  ekstrawagancką 

niespodziankę  planuje  Richard,  i  zdawała  sobie  sprawę,  jakie  uczucia  wzbudzi  w  Melanie 

mężczyzna, który zdobędzie się na coś tak zaskakującego. 

-  Nadal nie widzę uśmiechu - stwierdził Richard, patrząc na nią spod zmrużonych powiek. - 

Ale lubisz to barbecue, zgadza się? 

-  To jedna z tych rzeczy, których najbardziej mi brakuje, odkąd wyjechałam z domu. 

-  Tak właśnie utrzymuje Becky. 

-    Zadałeś  sobie  tyle  trudu.  -  Wciąż  była  pod  wrażeniem  tego,  co  zrobił.  -  Taka  przesyłka 

lotnicza musi kosztować majątek. 

-  A od czego są firmowe odrzutowce? - zażartował. -Ale następnym razem to my polecimy 

do Ohio. Zjemy twój przysmak na miejscu, a poza tym będziesz mogła spotkać się z rodziną. 

Melanie  była  oszołomiona.  Aż  do  tej  chwili  nie  uświadamiała  sobie,  co  to  znaczy  być  kimś 

takim jak Richard Carlton, kimś, kto dla kaprysu może się dopuszczać takich ekstrawagancji. 

Już  wcześniej  niepokoiło  ją  to,  co  do  niego  czuła,  ale  teraz  była  wprost  przerażona.  Łatwo 

było  dać  się  uwieść  takim  gestom.  A  przecież  zaangażowanie  się  w  związek  z  człowiekiem 

pokroju Richarda Carltona było niebezpieczne. 

Sięgnęła po kieliszek wina i wypiła duży łyk. 

-  Masz mi za złe, że to zrobiłem? Myślałem, że się ucieszysz. 

-    Cieszę  się.  -  Popatrzyła  mu  w  oczy  i  nareszcie  się  uśmiechnęła.  -  Prawdę  mówiąc,  nikt 

jeszcze nie zrobił dla mnie czegoś tak miłego i szalonego. To bardzo uwodzicielskie - dodała, 

zanim zastanowiła się, jak to zabrzmi. 

-  Naprawdę? - Richard wydawał się zaintrygowany. -Jak bardzo? 

background image

-  Nawet o tym nie myśl! - Zmarszczyła brwi. - Chciałam tylko powiedzieć, że nie wiem, jak 

się zachować. 

-  Najlepiej zacznij jeść - zaproponował. 

-    Doskonale  rozumiesz,  o  co  mi  chodzi.  Nie  wiem,  jak  się  zachować,  kiedy  robisz  takie 

rzeczy. To za wiele dla mnie. 

-  To tylko kolacja na wynos. 

-  Z Ohio! Z mojej ulubionej restauracji, w której świętowaliśmy z przyjaciółmi najważniejsze 

wydarzenia. 

-  Czy byłabyś bardziej zadowolona, gdybym zamówił jedzenie u Chińczyka za rogiem? 

-  Nie, ale byłoby to zwyczajne i zrozumiałe. 

-  Chciałaś powiedzieć, że nie budziłoby w tobie niepokoju, prawda? - Delikatnie ucałował jej 

dłoń. - Byłoby zwyczajne i przez to łatwe do przyjęcia. Dlaczego koniecznie chcesz się czuć 

w moim towarzystwie zwyczajnie? - zapytał. 

-  Bo to, co robimy, to tylko gra. Tak się umówiliśmy. 

-  A barbecue z Ohio coś zmienia ? 

- Wszystko - oznajmiła, obawiając się, że zabrzmiało to niewdzięcznie. 

-  Mam więc to wyrzucić? - zapytał, biorąc torby ze stołu. 

-  Nie waż się! - Wyrwała mu torby z rąk. - Nie wiem wprawdzie, dlaczego zamówiłeś kolację 

w Ohio, ale z pewnością mam na nią ochotę. 

-  Przynieść serwetki? - zapytał z uśmiechem. 

-  Przynieś, tylko dużo. Tego się nie da zjeść bez pobrudzenia się. 

Otworzyła torby. W środku były żeberka, sałatka colesław, sałatka ziemniaczana i pieczywo 

kukurydziane, a wszystko w ilości wystarczającej do nakarmienia co najmniej kilku osób. 

-  Spodziewasz się towarzystwa? - zapytała z niedowierzaniem. 

-  Pomyślałem, że jeśli będzie ci smakowało, to na pewno chętnie zostawisz sobie trochę na 

później. A poza tym obiecałem Becky, że jeśli dochowa tajemnicy, to też na tym skorzysta. 

-  Jeśli zdołała cię na to naciągnąć, może to właśnie ona powinna negocjować nasz kontrakt? - 

zauważyła Melanie. 

-  Moim zdaniem sama radzisz sobie całkiem dobrze. 

-  Dziękuję. A teraz zdejmij krawat, podwiń rękawy i zrób sobie śliniak z serwetki. 

Richard  uśmiechnął  się.  Zrobił,  co  kazała,  i  od  razu  zaczął  wyglądać  zwyczajniej.  Wydawał 

się odprężony... i bardziej pociągający. O Boże, daj mi siłę, poprosiła Melanie w duchu. 

-  Dziękuję za jedzenie - powiedziała. - To taka mała modlitwa przed posiłkiem - wyjaśniła, 

widząc jego pytający wzrok. 

background image

W oczach Richarda błysnęły wesołe iskierki,  a ona zaczęła podejrzewać,  że domyślał się, iż 

modli się także o zupełnie co innego. 

-  Melanie? 

-    Tak?  -  zapytała,  delektując  się  doskonale  przyprawioną  wieprzowiną  i  pilnując,  by 

pomrukiwać z zadowolenia. 

-  Spójrz na mnie - polecił. 

Zrobiła to i zadrżała, widząc, jak na nią patrzy. 

-  O co chodzi? - zapytała. 

-    Ostrzegam  cię,  bo  chcę  być  w  porządku.  Musisz  wiedzieć,  że  na  ogół  zachowuję  się 

zupełnie inaczej i starannie unikam kłopotów. Ale przy tobie pragnę czegoś innego. 

Melanie z namysłem kiwnęła głową. 

-  Myślę, że to rozumiem - szepnęła. 

 

ROZDZIAŁ 11 

Kiedy Richard następnego dnia pojawił się w biurze, Destiny już tam była. Nie zdziwił się, bo 

wiedział, że ciekawość nie pozwoli jej czekać, aż on zechce się z nią skontaktować. Nieczęsto 

przecież  wymykał  się  z  ważnych  spotkań,  porzucając  towarzystwo  czołowych  polityków  i 

przedstawicieli  biznesu  po  to,  żeby  być  z  kobietą.  Był  przekonany,  że  takim  zachowaniem 

zrobił na ciotce wrażenie i przekonał ją, jak poważnie traktuje Melanie. 

Cała ta sprawa zaczęła się jako gra. Chodziło o przekonanie Destiny, że osiągnęła swój cel. Z 

czasem  jednak  przestało  to  mieć  znaczenie,  a  ostatniej  nocy  Richard  zrozumiał,  że  sprawy 

wzięły poważny obrót. Zaplanowana podwójna gra, mająca przekonać Destiny, że romans jest 

prawdziwy, a zarazem upewnić Melanie, że tak nie jest, okazała się nazbyt skomplikowana. A 

przecież  to  w  obawie  przed  komplikacjami  właśnie  Richard  przez  całe  swe  dotychczasowe 

ż

ycie unikał wszelkich podstępów zarówno w interesach, jak i w sprawach osobistych. 

-  Dobrze  się  bawiliście  wczoraj  wieczorem?  -  zapytała  bez  wstępów  Destiny,  a  błysk  w  jej 

oczach zdradzał, że oczekuje pikantnych szczegółów. 

-  Bardzo dobrze - odparł obojętnie. 

-  Robiliście coś szczególnego? 

-  Słyszałaś już o kolacji, prawda? - Richard rzucił jej szybkie spojrzenie. 

-  O tym, że wysłałeś do Ohio samolot po jej ulubione barbecue? Tak, słyszałam i muszę cię 

pochwalić. To było naprawdę miłe. Sama nie doradziłabym ci niczego lepszego, gdybyś mnie 

poprosił o pomoc. 

-  Czy wszyscy moi pracownicy figurują również na twojej liście płac? 

background image

-  Jeżeli pytasz, czy dla mnie szpiegują, to odpowiadam, że nie. Staram się jednak być dobrze 

poinformowana  w  sprawach  dotyczących  moich  bratanków.  A  ludzie  potrafią  być  bardzo 

pomocni, gdy jest się dla nich miłym. 

Richard słyszał ukrytą w tych słowach krytykę, ale nie był w nastroju do dyskusji z ciotką. 

-  Zajmij się sobą i przestań wtrącać się w moje życie. Będę ci za to bardzo wdzięczny. 

-  Może kiedyś tak zrobię. Jednak muszę być pewna, że ty i twoi bracia jesteście szczęśliwi. 

-  Będziemy o wiele szczęśliwsi, kiedy przestaniesz wtykać nos w nasze sprawy. 

-    Czyżby?  -  zapytała  z  powątpiewaniem  Destiny.  -  Gdyby  nie  ja,  nie  spotkałbyś  Melanie. 

Odpowiedz, mój drogi, tylko szczerze. Czy byłeś szczęśliwszy, zanim się pojawiła w twoim 

ż

yciu? 

-  Miałem spokój - powiedział, ale zdawał sobie sprawę, że tak naprawdę był bardzo samotny. 

Melanie pojawiła się w jego życiu tak niedawno, a już nie potrafił sobie  wyobrazić bez niej 

ż

ycia. 

-  Nie o to chodzi, chociaż, prawdę mówiąc, uważam, że miałeś zbyt wiele spokoju. 

-  Mnie to odpowiadało - skłamał, choć wiedział, że ciotki nie przekona. 

-  W twoim życiu pojawiła się Melanie i liczę na to, że tego nie zepsujesz. 

-  Wątpię, żebyś mi na to pozwoliła. 

-    Zrobię  wszystko,  by  do  tego  nie  dopuścić  -  przyznała.  -  Przypominam  ci,  że  nadchodzą 

ś

więta. Czy Melanie przyjdzie do nas na świąteczną kolację? 

-  Masz na myśli tradycyjne świąteczne szaleństwa Carltonów? - W głosie Richarda słychać 

było napięcie. 

Destiny zmarszczyła brwi, słysząc jego ton. 

-  Kocham święta. Podaj mnie za to do sądu, jeśli chcesz, choć przecież i ty je lubisz. 

-    Przypuszczam,  że  jeśli  jej  nie  zaproszę,  ty  to  zrobisz  -burknął,  udając,  że  idzie  na 

ustępstwo, chociaż i tak planował zaprosić Melanie i na Wigilię, i na świąteczne śniadanie. 

-  Mam  nadzieję,  że  jednak  zrobisz  to  ty.  Pamiętaj,  że  do  kolacji  siadamy  o  ósmej,  a 

następnego  dnia  śniadanie  jest  o  jedenastej.  Wtedy  też  otworzymy  prezenty.  Nie  zapomnij 

kupić czegoś atrakcyjnego dla Melanie. Zrób to sam, nie wysyłaj Winifred. 

-  Co roku od dwudziestu lat jest tak samo, powinienem więc zapamiętać - mruknął. 

-  Tradycja to ważna rzecz. Kiedyś to docenisz. 

Richard zamyślił się i uznał, że ciotka ma prawdopodobnie rację. Wyobraził sobie lata życia z 

Melanie  i  zwyczaje,  jakie  mogliby  stworzyć  dla  swojej  rodziny.  Szybko  jednak  odsunął  od 

siebie  te  myśli,  stwierdziwszy,  że  musi  bardziej  uważać,  by  sprawy  nie  wymknęły  mu  się 

background image

spod  kontroli.  Przyszło  mu  jednak  do  głowy,  że  może  wczorajszego  wieczoru  Melanie 

próbowała mu powiedzieć, że to się już stało. Obawiał się, że miała rację. 

W chwili gdy Melanie wróciła ze spotkania z klientem, zadzwonił telefon. 

-  To Richard, odbierzesz tutaj czy u siebie? - zapytała Becky. - Nie mogę się doczekać, żeby 

usłyszeć,  jak  wypadła  wczorajsza  kolacja.  Pytałam  Richarda,  ale  nie  chciał  powiedzieć,  czy 

mu się z tobą udało. 

-  Proszę, powiedz, że go o to nie zapytałaś! - zawołała Melanie. 

-  Nie tak dosłownie - uśmiechnęła się Becky. 

-  Odbiorę u siebie. - Odetchnęła z ulgą, unikając badawczego spojrzenia  przyjaciółki, która 

znała ją zbyt dobrze, żeby dać się oszukać. 

-  Dzień dobry - zaczęła energicznym głosem. W przeciwieństwie do wczorajszego wieczoru, 

dzisiaj  postanowiła  traktować  Richarda  chłodno  i  oficjalnie.  -  Przepraszam,  że  musiałeś 

czekać, ale dopiero w tej chwili wróciłam ze spotkania. 

-  Czy Becky stoi obok ciebie i słucha? - zapytał Richard. - Odniosłem wrażenie, że bardzo ją 

interesuje, jak się udała wczorajsza kolacja. 

-  Skoro wtajemniczyłeś ją w swoje plany, nie rozumiem, dlaczego teraz się dziwisz. 

-  Więcej już nie popełnię tego błędu. Nie odpowiedziałaś mi jednak, czy ona tam stoi. 

-  Jestem w swoim gabinecie i nawet zamknęłam drzwi. 

Wątpię, żeby mogła mnie słyszeć, nawet jeśli przyłoży do nich ucho - powiedziała głośniej, a 

wtedy  od  strony  sekretariatu  dało  się  słyszeć  oburzone  prychnięcie.  -  W  czym  mogę  ci 

pomóc? 

-  Musimy porozmawiać o świętach. To już w przyszłym tygodniu. 

-  Winifred wpisała ci to do kalendarza? 

-  Rano odwiedziła mnie Destiny. 

-  To wszystko tłumaczy. Destiny skrzykuje rodzinę. 

-  Oczekuje, że przyłączysz się do nas. Obiecałem, że cię zaproszę. 

Zupełnie  ją  zaskoczył.  Święta  to  taki  szczególny  czas.  Spędzanie  ich  z  jego  rodziną  wydało 

się jej zbyt intymne. Nie była pewna, czy uda się jej przez to przebrnąć. 

-  Nie uważasz, że to przesada? - zapytała. 

-    Ciotka  musi  uwierzyć,  że  naprawdę  jesteśmy  razem,  a  ty  nie  jedziesz  przecież  do  domu, 

prawda? 

-  Nie, ale... 

background image

-    W  takim  razie  nic  nie  stoi  na  przeszkodzie,  żebyś  nas  odwiedziła.  Muszę  przyznać,  że 

Destiny  potrafi  urządzić  święta  jak  nikt.  Zobaczysz.  Będzie  miła  atmosfera  i  doskonałe 

jedzenie. 

-  Nie obawiam się kiepskiego jedzenia ani też tego, że będzie nudno. 

-  A więc o co chodzi? 

-  O to, że znowu będziemy kłamać. I to w święta - dodała, jakby kłamstwo w dni świąteczne 

było cięższym przewinieniem. 

-  Wierz albo nie, ale ja też nie mam zwyczaju kłamać. To jednak wyjątkowa sytuacja. 

-  Wcale nie jakoś szczególnie wyjątkowa. A ja za każdym razem czuję się coraz bardziej nie 

w porządku. 

-  Może powinniśmy trochę przyspieszyć - oznajmił po długim milczeniu. 

Melanie nie dała się zwieść jego spokojnemu tonowi. 

-  Co chcesz przez to powiedzieć? - zapytała. 

-  Zastanowię się nad tym, a ty obiecaj, że przyjdziesz. 

-  Jesteś pewny, że to dobry pomysł? 

-  Nie widzę innego wyjścia - odparł zaskakująco pogodnym głosem. - Gdybyś nie przyszła, 

byłoby  to  dziwne  i  równoznaczne  z  przyznaniem,  że  nie  traktujemy  naszej  znajomości 

poważnie. 

-  Widzę, że zaczyna ci się to wszystko podobać. - W Melanie obudziły się podejrzenia. 

-  Postępuję tak, bo muszę. Zaufaj mi - poprosił, ale nie zabrzmiało to szczerze. 

-  Nie wiem, czy zasługujesz na zaufanie. 

-    Musisz  jednak  przyznać,  że  nie  pomyliłem  się  co  do  Destiny.  Jej  zachowanie  jest 

przewidywalne.  I  nie  martw  się.  Nie  będzie  źle.  Znasz  przecież  Destiny  i  Macka.  Nie 

poznałaś jeszcze tylko Bena, ale on pewno będzie cię podziwiał w milczeniu. 

-  Czyżby w rodzie Carltonów trafił się milczek? Richard przez długą chwilę nie powiedział 

ani słowa. Melanie zaczęła się nawet obawiać, że się obraził. 

-  Ben był taki sam jak my wszyscy - odezwał się w końcu Richard. - Ostatnie lata były dla 

niego ciężkie. Nie miał ochoty mówić o tym, co się stało, więc my też milczeliśmy. Ale żebyś 

się nie wystraszyła, dodam, że Ben jest najprzystojniejszy z nas trzech. 

-  Małomówny, bogaty i przystojny. Można się od razu zakochać - zażartowała. 

-  Pamiętaj, że jesteś nieprzytomnie zakochana we mnie. 

-  No tak. Czasami już się gubię w tym wszystkim. 

-    Bardzo  zabawne  -  stwierdził  bez  śladu  wesołości  w  głosie.  -  Ale  myślę,  że  w  święta 

przyspieszymy tak, że już nie uda ci się o tym zapomnieć - dodał ze śmiertelną powagą. 

background image

-    Co  to  ma  znaczyć?  -  zaniepokoiła  się  Melanie.  -  Nie  waż  się  zrobić  czegoś  głupiego.  - 

Poczuła, że serce bije jej szybciej. 

-    A  cóż  może  wymyślić  taki  nudny  sztywniak  jak  ja?  -  zapytał  i  odłożył  słuchawkę,  zanim 

Melanie  zdążyła  powiedzieć,  że  ani  kiedy  ją  całował,  ani  kiedy  zrobił  jej  tę  wspaniałą 

niespodziankę, nie zachowywał się jak sztywniak. 

Richard  przyjechał  po  Melanie,  aby  zabrać  ją  na  Wigilię.  Wyglądała  naprawdę  prześlicznie, 

ubrana  w  prosty,  szmaragdowozielony  aksamitny  kostium,  który  wypatrzyła  w  Chez  Deux. 

Była  jednak  tak  smutna,  jakby  czekała  ją  nie  kolacja,  ale  gilotyna.  Patrząc  na  jej 

przygnębienie, żałował, że stał się tego powodem. 

-  Wyglądasz na przerażoną, a to przecież tylko zwykła kolacja. O co chodzi? 

-  Ile będzie dań? - zapytała, patrząc na niego podejrzliwie. 

-  Nie wiem. Nigdy ich nie liczyłem. A ma to jakieś znaczenie? 

-    Zwykła  kolacja,  jak  to  określiłeś,  na  ogół  składa  się  z  ziemniaków,  mięsa  i  jarzyn. 

Ewentualnie  może  być  jeszcze  ciasto  na  deser  -  wyjaśniła.  -  Czy  Destiny  poda  dziś  coś 

takiego? 

-  Wątpię, ale rozumiem, o co ci chodzi. 

-    Naprawdę?  Coś  mi  mówi,  że  podczas  dzisiejszej  kolacji  ktoś  będzie  patrzył  na  nas 

wyczekująco... 

-  Niewykluczone - odparł Richard. 

-  I nie boisz się? 

-  Dlaczego miałbym się bać? Przecież to moja rodzina. 

-  Destiny także się nie boisz? 

-  Czasem udaje się jej mnie przestraszyć, ale powoli zaczynam się przekonywać do jej planu 

- odparł, wprowadzając samochód do garażu ciotki. 

Popatrzyła na niego ze zdumieniem, pewna, że źle usłyszała. 

-    Co  powiedziałeś?  -  zapytała,  ale  Richard  udał,  że  nie  słyszy.  Wysiadł  z  samochodu  i 

otworzył jej drzwi, lecz Melanie nawet nie drgnęła. - Zadałam ci pytanie. - Wciąż przyglądała 

mu się spod zmarszczonych brwi. 

-  Nie pozwólmy, żeby na nas czekali, porozmawiamy później. 

-  Może lepiej, żeby poczekali - zauważyła, wysiadając jednak z samochodu. 

Wszyscy  już  na  nich  czekali.  Z  okazji  świąt  nawet  Ben  założył  smoking,  choć  się  nie 

rozchmurzył. Richard martwił się, że brat wciąż pogrążony jest w czarnych myślach, Destiny 

jednak przekonywała go, że z Benem już jest lepiej. 

-  Dużo o tobie słyszałem - powiedział Ben podczas powitania. 

background image

-  Doprawdy? - Melanie spojrzała pytająco na Richarda, a potem znów na Bena. 

-  Nie od niego. Od ciotki - wyjaśnił Ben. - Wprost nie może się ciebie nachwalić. Mack jest 

zbyt  zajęty  swoimi  kobietami,  by  choć  wspomnieć,  że  Richard  się  z  kimś  spotyka.  A  sam 

Richard dzwoni tylko po to, żeby się upewnić, czy nie umarłem z głodu. 

-    Słyszałam,  że  jesteś  bardzo  utalentowany  -  zwróciła  się  do  niego  Melanie.  -  Z 

przyjemnością obejrzałabym kiedyś twoje prace. 

-  Wpadnij na farmę. Destiny na pewno chętnie cię przywiezie - zaprosił Ben. 

-  Jeżeli ktoś ją przywiezie, to tym kimś będę ja - burknął Richard, zaniepokojony tym, że Ben 

najwyraźniej  od  razu  polubił  Melanie.  Przyglądając  się  bratu,  próbował  dociec,  czy  mu  się 

spodobała,  czy  Ben  się  po  prostu  zmienił.  Nie  mógł  jednak  tego  stwierdzić.  Zaskoczony,  że 

obaj jego bracia zaakceptowali Melanie tak od razu, ucieszył się, że zadbał o to, aby nie było 

wątpliwości, do kogo ona należy. - Myślałem, że nie pozwalasz, aby obcy kręcili się po twojej 

pracowni? - Richard popatrzył niedowierzająco na uśmiechniętego Bena. 

-  Przecież Melanie nie jest obca, prawda? Z tego, co zrozumiałem, właściwie należy już do 

rodziny. - Głos Bena brzmiał energicznie i figlarnie zarazem, niemal tak jak dawniej. 

A więc Ben już wie o nim i o Melanie i chyba się z tego cieszy. To dobry znak. 

-    Nie  wierz  we  wszystko,  co  usłyszysz.  Niektórzy  są  zbyt  pewni  siebie.  -  Melanie  wzięła 

Bena pod rękę. - Mam ochotę na kieliszek wina. Nalejesz mi? Twój brat nie pomyślał o tym. 

-  Z przyjemnością - odparł Ben i oboje z Melanie skierowali się w stronę barku. 

Richard i Mack patrzyli na nich z rozbawieniem. 

-    Przestańcie  się  gapić  -  upomniała  ich  Destiny.  -  Kto  jak  kto,  ale  ty,  Richard,  powinieneś 

wiedzieć, jaką niezwykłą kobietą jest Melanie. 

-    Nie  miałem  pojęcia,  że  umie  czynić  cuda  -  odparł  Richard,  nie  odrywając  wzroku  od 

Melanie  rozmawiającej  z  jego  bratem.  Przyglądając  się,  jak  roztacza  przed  nim  swój  czar, 

upewnił się, że to, co zaplanował na następny dzień, jest jak najbardziej słuszne. Najwyższa 

pora  podnieść  stawkę.  Tyle  że  nie  był  już  pewien,  czy  ta  gra  nadal  ma  coś  wspólnego  z 

Destiny... 

Melanie  czuła  się  jak  najpodlejszy  oszust.  Z  każdym  dniem  była  coraz  bardziej 

niezadowolona,  że  zgodziła  się  na  ten  idiotyczny  pomysł.  Ostatniego  wieczoru  kusiło  ją,  by 

wyznać  prawdę,  ale  nie  mogła  znaleźć  właściwych  słów.  Polubiła  Richarda  i  jego  rodzinę  i 

chyba wcale nie chciała, żeby gra, którą prowadzili, dobiegła końca. Dobrze jednak wiedziała, 

ż

e będzie miała złamane serce. 

Miała wrażenie, że Richard o tym wie i podstępnie wykorzystuje jej słabość, by nie pozwolić 

się  jej  wycofać.  Nie  krzywdził  jej  tym,  dbał  tylko  o  swoje  sprawy.  Ale  biorąc  pod  uwagę 

background image

aluzje,  które  ostatnio  wygłaszał,  nie  była  pewna,  czy  wie,  o  co  tak  naprawdę  mu  chodzi. 

Poprzedniego wieczoru, kiedy ją całował, doświadczyła uczucia niezwykłej bliskości i liczyła 

na  wzajemność.  Jeśli  się  pomyliła,  to  znaczy,  że  wpadła  w  kłopoty  większe,  niż 

przypuszczała. 

-    Nie  powinnam  iść.  Nic  dobrego  z  tego  nie  wyniknie  -  powtarzała  sobie,  szykując  się  na 

ś

wiąteczne  śniadanie  u  Destiny.  -  Ale  i  tak  pójdę  -  dodała.  W  jej  głosie  nie  było  wyzwania, 

raczej rezygnacja. 

Kiedy  była  już  gotowa  do  wyjścia,  zadzwoniła  do  rodziców  i  składając  im  świąteczne 

ż

yczenia, poczuła, że bardzo za nimi tęskni. Matka zaczęła wypytywać o plany na dzisiejszy 

dzień i Melanie poczuła się niezręcznie. 

-  Jestem umówiona z przyjaciółmi - odparła obojętnym tonem. 

-   Z kimś, kogo znamy? - dopytywała się matka. Melanie zaprzeczyła i usłyszała, jak ojciec 

upomina matkę, by nie była wścibska. 

-  Jak mam się czegoś dowiedzieć, jeżeli nie pozwalasz mi pytać? Wiesz, że ona sama nigdy 

nic nie powie - skarżyła się ze śmiechem matka. - Zupełnie jak ty. 

-    W  takim  razie  powinnaś  wiedzieć,  że  wypytywanie  nic  nie  da.  Czy  kiedykolwiek 

wyciągnęłaś coś ode mnie w ten sposób? 

-  Prawdę mówiąc, nie - przyznała matka. - No dobrze, są święta, nie będę cię męczyć. 

Melanie roześmiała się, słysząc tak dobrze znane przekomarzanie się rodziców. 

-  Bądź grzeczny, tato, bo mama nie da ci ciasta - ostrzegła ojca. 

-    Nie  martw  się.  Twoja  matka  wie,  że  prezent,  który  dla  niej  mam,  jest  dobrze  schowany. 

Sama nigdy nie znajdzie, a ja go nie przyniosę, dopóki nie dostanę ciasta. 

-  Jesteście zabawni. Jak wam się to udaje? - zapytała Melanie. - Jak to możliwe, że przez tyle 

lat małżeństwa ciągle jest wam ze sobą dobrze? 

-  Kochamy się - odparła matka. 

-    To  prawda,  kochamy  się.  A  twoja  matka  zawsze  się  śmieje  z  moich  żartów.  Śmiech  jest 

chyba najważniejszy, oczywiście oprócz miłości. 

-    I  zaufanie.  Nie  zapominaj  o  wzajemnym  zaufaniu  -  dodała  matka.  -  Czy  w  twoim  życiu 

pojawił się ktoś szczególny? - zapytała. 

-  A ta znowu swoje! - zagrzmiał ojciec. - Pożegnaj się już, Adele. 

-  Zawsze warto spróbować - burknęła matka. - Wesołych Świąt, kochanie. 

-    Wesołych  Świąt  -  odpowiedziała  Melanie,  a  odkładając  słuchawkę,  poczuła  wzbierające 

pod  powiekami  łzy.  A  więc  doszło  do  tego,  że  okłamuje  własnych  rodziców.  A  w  każdym 

razie nie mówi im wszystkiego. 

background image

Zadzwonił dzwonek u drzwi i poszła otworzyć, wciąż jeszcze ze łzami w oczach. Richard od 

razu  dostrzegł  jej  smutek,  więc  nic  nie  mówiąc,  wziął  ją  w  ramiona.  Przytuliła  się  i  dopiero 

wtedy naprawdę się rozpłakała. 

-  Przepraszam - szepnęła, kiedy w końcu się uspokoiła. 

-  Stęskniłaś się za domem? - zapytał, zaskakując ją swoją domyślnością. 

Nie była to cała prawda, ale Melanie kiwnęła głową. 

-  Właśnie rozmawiałam z rodzicami - wyznała. Richard wpatrywał się w jej zapłakaną twarz. 

-    Samolot jest  do  twojej  dyspozycji,  za  godzinę  możesz  być  w  Ohio  -  oznajmił,  wycierając 

łzy z jej policzka. 

-  Naprawdę zrobiłbyś to dla mnie? - Popatrzyła na niego zaskoczona. 

-  Tak, jeżeli dzięki temu znowu będziesz się uśmiechać. 

-  Nic mi nie jest, ale dziękuję za propozycję. Nawet nie wiesz, jak wiele to dla mnie znaczy. 

Teraz, kiedy wiedziała, że jeśli naprawdę zechce, może szybko znaleźć się w domu, poczuła 

się znacznie lepiej. Mając taką pewność, łatwiej czekać. 

-  Jeszcze chwilę - poprosiła. - Poprawię makijaż, wezmę prezenty i jestem gotowa. Nie mogę 

się doczekać, żeby zobaczyć, co kupiłeś swojej rodzinie pod choinkę. Ale ty pewnie wolałbyś 

nie widzieć ich min, kiedy rozpakują prezenty. 

-  Musisz wiedzieć, że byłem na zakupach - zawołał, gdy Melanie znikła w łazience. 

-  I udało ci się coś kupić? 

-  Zobaczysz. Myślę, że będziesz pod wrażeniem. Nawet sam zapakowałem. 

Melanie poprawiła makijaż i wyszła z łazienki. 

-  Mówiłem już, że ślicznie wyglądasz? - zapytał, pomagając jej włożyć płaszcz. 

-  Nie. Ale może dlatego, że kiedy przyszedłeś, właśnie wypłakiwałam oczy. 

-    Nawet  wtedy  wyglądałaś  pięknie  -  zapewnił,  a  ona  nagłe  poczuła  się  radosna  i  beztroska. 

Poklepała go po policzku. 

-    Mam  nadzieję,  że  Mikołaj  przyniesie  ci  coś  ładnego.  Choćby  za  to,  co  przed  chwilą 

powiedziałeś. 

Richard popatrzył jej w  oczy i nie odwrócił spojrzenia, dopóki policzki  Melanie nie zaczęły 

się różowić. 

-  Mam przeczucie, że to będą najmilsze święta w moim życiu - powiedział cicho, a Melanie 

pomyślała to samo. 

Późne świąteczne śniadanie było kolejnym mistrzowskim popisem kulinarnym Destiny. 

-    Gotowanie  dla  rodziny  to  dla  mnie  największa  przyjemność  -  oświadczyła.  -  A  moja 

kucharka jest z tego zadowolona, bo nie musi pracować w święta. 

background image

-    Wszystko  jest  naprawdę  doskonałe.  Jestem  pełna  podziwu  -  zachwycała  się  szczerze 

Melanie. 

-    Och,  to  nic  takiego  -  krygowała  się  Destiny,  ale  było  widać,  że  pochwały  sprawiły  jej 

przyjemność.  Najwidoczniej  bratankowie  nie  rozpieszczali  jej  komplementami,  traktując 

talent kulinarny ciotki jako coś oczywistego. 

-    Możemy  już  skończyć  te  rozmowy  o  jedzeniu  i  przejść  do  najważniejszego?  -  zapytał 

Mack, niecierpliwy jak mały chłopczyk. 

-    Co  takiego  spodziewasz  się  znaleźć  pod  choinką?  -  zapytała  Destiny  z  pobłażliwym 

uśmiechem. - Kiedy kupowałam prezenty, panny na wydaniu właśnie się skończyły. 

-    A  co  byś  powiedziała  na  kluczyki  do  nowego  jaguara?  -W  głosie  Macka  dała  się  słyszeć 

nadzieja. 

-  Możesz pomarzyć, braciszku. Będziesz miał szczęście, jeśli w tym roku dostaniesz chociaż 

rózgę. Wszyscy wiemy, jaki byłeś niegrzeczny - powiedział Richard. 

-  Zyskałem za to wdzięczność wielu kobiet - odciął się Mack. 

-    Udało  mi  się  znaleźć  coś  lepszego  od  rózgi  -  powiedziała  Destiny.  Zwracając  się  do 

Melanie,  dodała:  -  Te  stare  konie  w  świąteczny  ranek  stają  się  znowu  małymi  łobuziakami. 

Nie wiem, gdzie popełniłam błąd, ale nie udało mi się dobrze ich wychować. 

-    Nie  popełniłaś  żadnego  błędu  -  zapewnił  ją  Richard.  -  Nauczyłaś  nas  radości  dawania...  i 

otrzymywania - dodał po chwili. 

Melanie ujrzała stos prezentów ułożonych pod choinką i zrozumiała, że Richard nie żartował. 

Dołożyła swoje drobiazgi i z rozbawieniem obserwowała trzech dorosłych mężczyzn, którzy 

jak niesforni chłopcy rzucili się na prezenty, sprawdzając podpisy na pakunkach. Zaskoczona, 

patrzyła, z jaką niecierpliwością Carltonowie rozrywają eleganckie opakowania. 

-    No,  Melanie,  zaczynaj  -  ponaglił  ją  Richard,  kiedy  zauważył,  że  nie  otworzyła  jeszcze 

ż

adnej  paczki.  -  Może  zacznij  od  tego  -  zaproponował,  wyławiając  spośród  leżących 

prezentów małe pudełeczko. 

Paczuszkę najwyraźniej pakowała niewprawna ręka i Melanie domyśliła się, że to prezent od 

Richarda.  W  rozmiarze  pudełeczka  było  coś,  co  sprawiło,  że  nagle  się  zdenerwowała. 

Potrząsnęła  nim,  a  potem  powoli  odwinęła  papier,  czując  na  sobie  wyczekujące  spojrzenia 

obecnych. 

Kiedy zobaczyła pudełeczko od jubilera, serce gwałtownie przyspieszyło rytm. 

-  Chyba tego nie zrobiłeś... - szepnęła, patrząc niepewnie na Richarda. 

-  Proszę cię, otwórz - poprosił. 

Otworzyła pudełeczko i wpatrzyła się w pierścionek z ogromnym brylantem. 

background image

Spodziewała się, że Richard zechce ją zaskoczyć, ale nie oczekiwała pierścionka. W popłochu 

zerknęła  na  otaczające  ją  szczęśliwe  twarze.  Wszyscy  zamarli  w  oczekiwaniu,  a  ona 

zrozumiała, że nie może zrobić tego, co powinna. 

Zanim zdążyła się zastanowić, upuściła pierścionek, poderwała się i wybiegła z pokoju. Stała 

na dworze i spazmatycznie chwytała zimne powietrze, próbując się uspokoić. 

Richard wyszedł za nią, wyraźnie zmartwiony. 

-  Wszystko w porządku? - zapytał. 

-  Nie, nie w porządku - odparła drżącym głosem. - Co ty sobie wyobrażasz? 

-  Uznałem, że to doskonała okazja, by upewnić Destiny co do naszych zamiarów. 

-  Powinieneś mnie uprzedzić. 

-  Teraz to wiem - odrzekł, przyglądając się jej badawczo. - Naprawdę nie domyślałaś się, że 

dam ci pierścionek? Mimo moich aluzji? 

Melanie przecząco pokręciła głową. 

-  Myślisz, że jakoś zdołasz włożyć go na palec, wrócić do środka i udawać, że jesteś bardzo 

szczęśliwa? - zapytał, wyciągając do niej rękę z pierścionkiem. 

-  Nawet jeżeli miałabym się zgodzić na te fikcyjne zaręczyny, a ciągle jeszcze nie wiem, czy 

to zrobię, to i tak nie mogę go nosić. Mogłabym go zgubić albo by mi ukradli. 

-  Nie przejmuj się, jest ubezpieczony. A bez pierścionka zaręczyny nie będą przekonujące. - 

Richard wzruszył ramionami. 

-    Nigdy  bym  nie  powiedziała,  że  podoba  ci  się  taka  okazała  biżuteria.  -  Melanie  patrzyła 

skonsternowana na ogromny brylant. 

-  Mnie się nie podoba, ale Destiny. 

-  Tak myślisz? Ona robi wrażenie kobiety z klasą. 

-  Masz rację, ale taki pierścionek musi zwrócić jej uwagę. 

-    Nie  jestem  pewna,  ile  zdołam  jeszcze  wytrzymać  -  powiedziała  szczerze,  patrząc  na 

Richarda. 

-  Wiem. Ale pomyśl, z jaką satysfakcją rzucisz mi go potem w twarz. Podbijesz mi pewnie 

oko albo rozkrwawisz nos. 

Ta wizja najwyraźniej rozbawiła Melanie. 

-    Zgoda.  Będę  go  nosić.  -  Kiwnęła  głową,  pozwalając,  by  Richard  wsunął  jej  na  palec 

brylantowe okropieństwo. - Dobrze, że to tylko na niby - orzekła, przyglądając się pierścion-

kowi. 

-    No  tak  -  zgodził  się,  ale  w  jego  oczach  widać  było  żal.  Ten  żal  sprawił,  że  Melanie 

dostrzegła w Richardzie coś, 

background image

czego nigdy by nie oczekiwała, i zrozumiała, że Richard jest bezbronny. Przypomniały się jej 

słowa Macka o skorupie, którą brat się otoczył i o tym, jak bardzo potrzebuje kogoś, kto zdoła 

się  przez  tę  skorupę  przebić.  I  wtedy  uświadomiła  sobie,  że  bezbronność  Richarda,  jego 

samotność  i  rozpaczliwa  tęsknota  za  kimś,  kto  go  zrozumie,  są  dla  niej  znacznie  bardziej 

niebezpieczne niż wszystko, co do tej pory między nimi zaszło. 

 

ROZDZIAŁ 12 

Widząc,  że  Destiny  i  Melanie  usiadły  w  zacisznym  kącie,  Richard  doszedł  do  wniosku,  że 

ciotka  uwierzyła  w  mistyfikację  i  nagle  stwierdził,  że  ma  wyrzuty  sumienia.  Destiny  już 

wcześniej  próbowała  wtrącać  się  w  jego  życie  osobiste,  ale  nigdy  dotąd  nie  posunął  się  tak 

daleko,  by  jej  odpłacić  pięknym  za  nadobne.  Na  ogół  jej  ingerencje  uważał  za  naturalną  i 

nieszkodliwą w gruncie rzeczy słabostkę osoby, która bardzo się troszczy o los najbliższych. 

Nie rozumiał, dlaczego tym razem postąpił odmiennie, czuł jednak, że ma to coś wspólnego z 

uczuciami, które budziła w nim Melanie. 

-  Czyżby wyrzuty sumienia? - zapytał Mack, patrząc z rozbawieniem. 

-  Nie chcę o tym rozmawiać - uciął Richard. 

-    Jak  sobie  życzysz.  -  Mack  wzruszył  ramionami.  -  Choć  pewno  mógłbym  ci  pomóc  w 

zrozumieniu tych wszystkich uczuć, które się kłębią w twoim sercu. 

-  Od kiedy to jesteś taki wrażliwy? 

-  Możesz sobie drwić, ale w tych sprawach mam więcej doświadczenia niż ty. Ciotka nieraz 

zastawiała na mnie sidła i jedynym ratunkiem była samoobrona. 

-  Doskonale cię rozumiem, tylko nie wiem, czy to coś zmienia. 

-  Naprawdę wierzysz, że ciotka dała się nabrać? - zapytał Mack. 

-    Oczywiście.  Tylko  spójrz.  Tryumfuje,  zadowolona,  że  tak  łatwo  jej  poszło  -  powiedział 

Richard, zaskoczony pytaniem Macka. 

-  Nic nie rozumiesz. Nasza kochana ciotunia nadal jest panią sytuacji. Świetnie wie, do czego 

zmierzasz,  i  robi  wszystko,  żebyś  zabrnął  tam,  skąd  nie  będziesz  już  miał  odwrotu.  Już  ona 

tego dopilnuje i twoje fikcyjne zaręczyny szybko przerodzą się w prawdziwe. Destiny jest w 

tej dziedzinie profesjonalistką, a ty amatorem, i to początkującym. 

-    Żartujesz  chyba  -  zaniepokoił  się  Richard,  wiedząc,  że  Destiny  jest  na  tyle  przebiegła,  by 

nawet podstępem zmusić go do małżeństwa z Melanie. 

-    Masz  jakiś  plan  awaryjny  na  wypadek,  gdybyś  przestał  panować  nad  sytuacją?  -  zapytał 

Mack. 

background image

Richard skinął głową, przyglądając się zatopionym w rozmowie kobietom. O czym, do diabła, 

tak  długo  rozprawiają?  Muszą  być  w  zmowie,  coś  knują  przeciwko  niemu.  Kto  wie,  może 

Melanie od początku działa w porozumieniu z Destiny? Wszystko zaczynało mu się mieszać. 

Mack ma rację. Musiał opracować plan ucieczki. Co za szczęście, że w porę o tym pomyślał. 

-  Oczywiście, że mam - odparł. - Wiesz, że zanim się do czegoś wezmę, zawsze, na wszelki 

wypadek, opracowuję strategię odwrotu. 

-  Nie mówimy o interesach - zauważył Mack. 

-    Jeśli  chcesz  wiedzieć,  to  Melanie  i  ja  mamy  umowę,  a  to  już  w  pewnej  mierze  jest 

interesem - odparł Richard, czując jednak, że zachowuje się śmiesznie. 

-  Sporządziliście umowę na piśmie? - dociekał brat. 

-  Skądże. 

-    Jak  rozumiem,  liczysz  się  z  tym,  że  nagle  zmieni  zdanie?  Może  na  przykład  dojść  do 

wniosku, że spodobało się jej narzeczeństwo i chce wyjść za ciebie. A może masz prawników, 

którzy tylko czekają, by unieważnić tę waszą ustną umowę? 

-  Oczywiście - odpowiedział Richard, ale po chwili się wycofał. - To znaczy nie. Nie mam 

prawników. Och, Mack, od tego twojego gadania rozbolała mnie głowa. To była jasna i prosta 

umowa. Melanie i ja mieliśmy przekonać Destiny, że jesteśmy parą. 

-  To czysta iluzja - orzekł Mack. 

-  W ostateczności zerwiemy zaręczyny. Przez jakiś czas będę udawał nieszczęśliwego, aż w 

końcu Destiny znajdzie kolejną ofiarę i znów będzie mnie próbowała ożenić. A może dojdzie 

do wniosku, że ty jesteś lepszym kandydatem do małżeństwa? 

-  Nawet tak nie mów. - Mack wzdrygnął się. 

-  Dlaczego? - Richardowi spodobał się ten pomysł. - Myślę, że tak właśnie będzie. Destiny 

się wścieknie, że wszystko zepsułem. Dojdzie do wniosku, że jestem beznadziejny i zacznie 

uszczęśliwiać  ciebie,  a  później  Bena  Biorąc  pod  uwagę  jego  obecny  stosunek  do  kobiet, 

myślę, że zanim ciotka znów zechce zastawiać na mnie sidła, będę już w podeszłym wieku. 

-  Żyjesz złudzeniami, bracie - powiedział Mack. - Nawet Ben widzi lepiej knowania Destiny, 

choć on też większości z nich nie dostrzega. Kiedy wychodził, ciągle jeszcze się zaśmiewał. 

-  To on już wyszedł? Kiedy? 

-  Jakiś kwadrans temu. Wymknął się przy pierwszej okazji, kiedy Destiny była czymś zajęta. 

-  Dlaczego nie próbowałeś go zatrzymać? 

-    A  próbowałeś  kiedyś  powstrzymać  Bena  przed  czymś,  co  postanowił  zrobić?  Nasz  mały 

braciszek  jest  najbardziej  uparty  z  nas  trzech.  Nie  martw  się  jednak  o  niego.  W  końcu 

przyszedł tu, a kiedy rozmawiał z Melanie, na chwilę się nawet się rozchmurzył. 

background image

-  Nie podoba mi się, że wciąż tkwi na tej swojej odludnej farmie. 

-  On potrzebuje czasu - westchnął Mack. - Ta historia z Graciellą o mało go nie zniszczyła. 

-  To nie była jego wina. - Richard zmarszczył brwi. 

-  Ale on wini siebie. 

-  Tłumaczyliśmy mu, że musi pogodzić się z faktami. Jestem pewny, że Destiny również mu 

to powtarzała aż do znudzenia. Może powinienem z nim jeszcze raz porozmawiać? 

-    Nie!  -  Mack  sprzeciwił  się  z  zaskakującą  gwałtownością.  -  Destiny  ma  rację.  Ben 

potrzebuje czasu i nie wolno go popędzać. Ty masz grabą skórę, ja się niczym nie przejmuję, 

ale on jest inny. Pewnego dnia obudzi się i dojdzie do wniosku, że przeszłość już się nie liczy. 

Ale  musi  nadjeść  odpowiedni  czas.  Ponaglając  go,  tylko  wszystko  popsujemy  i  następnym 

razem, kiedy pojedziemy go odwiedzić, w ogóle nas nie wpuści. 

Richard  wiedział,  że  Mack  ma  słuszność.  Żal  mu  było  Bena,  bo  Graciella  Lofton  nie  była 

warta jego  cierpienia.  Żadna kobieta nie jest tego warta, pomyślał,  a wtedy  jego wzrok padł 

na roześmianą Melanie. Ciężko westchnął. Może ona jedna jest. 

Melanie  była  dużo  mądrzejsza,  niż  początkowo  przypuszczał,  miała  też  poczucie  humoru  i 

była  niesłychanie  seksowna.  Nieczęsto  zdarzało  mu  się  spotykać  taką  podziwu  godną 

kombinację.  Dlaczego  w  takim  razie  usiłuje  za  wszelką  cenę  nie  wpuścić  jej  do  swojego 

ż

ycia? Czy tylko po to, by udowodnić Destiny, że to on ma rację? 

Melanie  pozwoliła  sobie  na  kilkugodzinne  marzenia.  Nie  mogła  oderwać  wzroku  od 

ostentacyjnie wielkiego brylantu. Zdumiewające, ale gdzieś w głębi serca była rozczarowana, 

ż

e ten pierścionek dostała tylko na pewien czas. Nie chodziło jednak o to, że chciała mieć na 

zawsze  ten  właśnie  brylant.  Tak  naprawdę  nie  chciała  nawet  być  narzeczoną  Richarda.  Po 

prostu  przyjemnie  było  mieć  poczucie  trwałej  więzi  z  mężczyzną.  Wiedzieć,  że  w  trudnych 

chwilach  on  będzie  przy  niej.  Zasypiać  i  budzić  się  w  jego  ramionach,  kochać  się  z  nim. 

Przypomniała sobie romans z szefem i łączące ich uczucia, równie złudne i nieprawdziwe jak 

obecne zaręczyny, i ciężko westchnęła. 

-  Dobrze się czujesz? - zapytał Richard, kiedy odwoził ją do domu. 

-  Jestem zmęczona tym ciągłym pilnowaniem, żeby się nie pogubić w kłamstwach - odparła. 

-  Wiem, o czym mówisz. - Richard skinął głową. 

-    Skąd  możesz  wiedzieć?  Przez  cały  wieczór  siedziałeś  z  Mackiem,  który  został 

wprowadzony w sytuację. Ja jednak musiałam rozmawiać z Destiny i odpowiadać na tysiące 

pytań na temat naszych planów. 

-  Co powiedziałaś? 

-  Że kompletnie mnie zaskoczyłeś i na razie nie mamy żadnych planów. 

background image

-  Brzmi to rozsądnie i nie widzę w tym nic trudnego. 

-    Chyba  żartujesz?!  -  Melanie  spiorunowała  go  wzrokiem.  -  Słyszałeś  kiedyś,  że  natura  nie 

znosi  próżni?  Tak  samo  twoja  ciotka.  Zrobiła  już  tyle  przeróżnych  list,  że  musiała  je 

wszystkie spisać na oddzielnej liście. 

-  Jakich list? 

-  Widzę, że znasz jej zapał do sporządzania spisów. Uważam się za dobrą organizatorkę, ale 

muszę przyznać, że obserwując Destiny, byłam pełna podziwu. 

-  Jakie listy zrobiła? - Richard się zaniepokoił. 

-  Listę gości, listę dostawców, kwiaciarzy, fotografów, salonów zajmujących się organizacją 

ś

lubów,  sklepów  prowadzących  spisy  prezentów.  Jestem  zresztą  pewna,  że  istnieje  też  lista 

najlepszych dat na ślub, którą od razu rano należy sprawdzić w twoim kościele. Innych już nie 

pamiętam,  bo  straciłam  rachubę.  Richardzie,  słyszysz,  co  ja  mówię?  Twoja  ciotka  chce 

zarezerwować w kościele termin na nasz ślub. Nie uważasz, że rezerwowanie terminu na ślub, 

który ma się nigdy nie odbyć, to w pewnym sensie grzech? 

-  Nie sądzę - odparł Richard. - Na pewno moglibyśmy się bez tego obyć. Nie znasz naszego 

księdza, ale ja wiem, że nie będzie rozbawiony. 

-  Aha, zapomniałam powiedzieć, że Destiny napisała już twoje oświadczenie o zaręczynach. 

Obiecała przedstawić ci je do akceptacji, ale nie liczyłabym na to, bo wydaje się, że chce to 

jak najszybciej zobaczyć w druku. 

-  Może Mack ma rację - mruknął Richard z coraz bardziej ponurą miną. 

Melanie  zapytała,  w  czym  Mack  ma  rację.  A  kiedy  Richard  powtórzył  swoją  rozmowę  z 

bratem, ona także uznała, że to bardzo prawdopodobne. Jedyną nadzieją było jak najszybsze 

zerwanie zaręczyn. 

-  Kiedy możemy zerwać? - zapytała, a w jej oczach błysnęła nadzieja. 

Richard nie odpowiedział. Zjechał na pobocze i zatrzymał samochód. 

-  Słyszałeś, o co cię pytałam? 

-  Słyszałem. Daj mi chwilę. Muszę się zastanowić. Melanie nie była w nastroju do czekania. 

Chciała znaleźć 

rozwiązanie problemu natychmiast. 

-  Cały ten plan obraca się przeciwko nam, prawda? - zapytała. 

-  Niewykluczone. 

-  Więc, do diabła, zrób z tym coś! 

-  Masz jakieś propozycje? - Popatrzył na nią zagadkowo. 

background image

-    Możemy  jej  powiedzieć  prawdę  -  rzuciła  niecierpliwie.  -  Co  powiesz  na  ten  oryginalny 

pomysł? 

-  W tej chwili nie wiem, co jest prawdą - wyznał smutno. 

-  To ja ci powiem. - Melanie podniosła głos. - Nie jesteśmy zaręczeni! 

-  Nosisz mój pierścionek - przypomniał jej spokojnie. 

-  Nie jest prawdziwy. 

-  Ależ zapewniam cię, że jest. 

-    Chciałam  powiedzieć,  że  to  o  niczym  nie  świadczy.  Całe  te  zaręczyny  były  fikcją, 

oszustwem, głupią grą. 

-  Pewnie tak było, kiedy to wszystko się zaczęło - przyznał, a w jego głosie dało się słyszeć 

coś, co kazało jej zamilknąć. 

Richard spojrzał na Melanie, a ona w jego oczach dostrzegła strapienie. Zanim zorientowała 

się, co on chce zrobić, pochylił się i delikatnie, z czułością dotknął ustami jej warg. Ten lekki 

dotyk rozpalił w obojgu namiętność. 

Obojętni na cały świat, siedzieli w samochodzie stojącym na poboczu, zatopieni w pocałunku, 

który  wstrząsnął  Melanie  do  głębi.  Pragnęła  już  na  zawsze  pozostać  w  ramionach  Richarda, 

czując  jego  usta  i  pozwalając,  by  słodkie  napięcie  rosło  w  niej  do  chwili,  kiedy  już  nic  nie 

będzie ważne, tylko szalone pożądanie, które budził w niej ten mężczyzna. 

Nie  spodziewała  się  takiego  obrotu  sprawy.  Wciąż  powtarzała  sobie,  że  ani  na  moment  nie 

wolno jej przestać się pilnować. Była to bardzo dobra zasada, tyle że całkiem bezużyteczna w 

sytuacji, kiedy już wiedziała, że jest zakochana. 

Już  po  mnie!  -  uznała  w  duchu,  ale  nawet  wtedy  nie  była  w  stanie  przerwać  pocałunku.  Po 

chwili Richard oderwał się od jej ust. Sądząc z wyrazu jego twarzy, on także był wstrząśnięty. 

Zirytowała się jednak, widząc błąkający się po jego wargach uśmieszek. 

-  O co chodzi? 

-  Ten pocałunek był prawdziwy. 

-    Nic  podobnego  -  zaprzeczyła,  starając  się  zachować  resztki  przytomności.  -  Umówiliśmy 

się. 

-  Wszystko się zmieniło. - Wzruszył ramionami, a wyglądał na rozbawionego. 

-  Nieprawda. Nie pozwolę na żadne zmiany. Nie mogę na nie pozwolić - upierała się. 

-  Dlaczego? - zapytał, zaskoczony jej protestem. 

-  Do diabła, jesteś moim pracodawcą. Mówiłam ci już, że więcej nie powtórzę tego samego 

błędu. 

-  Mówiłaś. - Richard kiwnął głową, a jego twarz przybrała nieodgadniony wyraz. 

background image

Tak łatwo pogodził się z odmową. Melanie powinna poczuć ulgę, ale tak nie było. 

-    Odwieź  mnie  do  domu  -  poprosiła,  a  kiedy  ruszył,  próbowała  zacząć  rozmowę  na  tematy 

służbowe.  -  Czy  w  tym  tygodniu  damy  radę  przesłuchać  kandydatów  na  menedżera  twojej 

kampanii? 

-  Poproszę Winifred, żeby to odłożyła. 

-  Dlaczego? 

-  Powiedzmy, że powtórnie rozważam swoje priorytety. 

-  Co to znaczy? - Popatrzyła na niego w osłupieniu. 

-  Dam ci znać, jak tylko sam będę wiedział. 

Kiedy  Destiny  zadzwoniła  kilka  dni  po  świętach,  Melanie  wciąż  jeszcze  rozmyślała  nad 

słowami Richarda. 

-  Richard wspomniał, że dał ci dzisiaj wolne - oznajmiła radośnie Destiny. 

-  To prawda, ale on nie jest moim jedynym klientem - przypomniała jej Melanie. 

-  Daj spokój, nikt nie pracuje w okresie świątecznym. - Destiny nie dawała za wygraną. 

Trudno było temu zaprzeczyć. Telefon w biurze Melanie milczał. Becky miała wolne i jak co 

roku szalała na świątecznych wyprzedażach. 

-    Chcę  wykorzystać  tę  chwilę  spokoju  i  nadrobić  zaległości.  -  Melanie  próbowała  się 

wykręcić  od  spotkania  z  Destiny.  Czuła  się  marnie  w  roli  oszustki  i  nie  chciała  już  więcej 

kłamać. 

-  Cokolwiek teraz robisz, to może poczekać – oznajmiła Destiny, tonem, który oznaczał, że 

ż

aden sprzeciw nie będzie uwzględniony. 

-  A o co chodzi? - zapytała podejrzliwie Melanie, wciąż mając w pamięci listy sporządzone 

przez przyjaciółkę. 

-  O taką małą, wstępną wyprawę zwiadowczą - wyjaśniła zachęcająco Destiny. - Zobaczysz, 

będziemy się świetnie bawić. 

-  Chyba nie chcesz iść na zakupy? - Melanie była przerażona. 

-  Zaczniemy od lunchu. Napijemy się szampana, to powinno cię wprowadzić w odpowiedni 

nastrój  -  odparła  Destiny  ani  trochę  nie  zniechęcona  brakiem  entuzjazmu  rozmówczyni.  - 

Przyjadę po ciebie za godzinę, tylko włóż wygodne buty - dodała i rozłączyła się. 

Całe  to  wyjście  od  początku  się  jej  nie  podobało,  mimo  to  bardzo  szybko  dała  się  ponieść 

entuzjazmowi Destiny. Próbowała nie zapominać, że to właśnie uległość wobec niej wpędziła 

ją w kłopoty z Richardem, ale to nie dało żadnych efektów. Radosny nastrój Destiny okazał 

się bardzo zaraźliwy. 

background image

Zanim  Melanie  się  obejrzała,  już  została  wciągnięta  w  atmosferę  zakupów  i  beztrosko 

mierzyła suknie ślubne w najdroższych salonach, mówiąc sobie, że nie wyrządza tym nikomu 

krzywdy.  Dopóki  żadnej  nie  kupię,  nic  się  nie  stanie,  pomyślała,  ale  po  chwili  przestała 

panować nad sytuacją. Destiny, dążącej do wytkniętego  celu, trudno się było przeciwstawić. 

Okazała się niezmordowana w kupowaniu i znała właścicieli wszystkich eleganckich butików 

i najmodniejszych sklepów w okolicy. 

Melanie próbowała ją trochę hamować, ale Destiny ledwo zwracała na to uwagę, biegając od 

sklepu  do  sklepu.  Melanie  popadła  w  rozterkę,  bo  obiecała  sobie,  że  nie  użyje  karty 

kredytowej. Nie musiała jednak ze sobą walczyć, bo Destiny płaciła za wszystko ze swobodą 

kobiety, dla której pieniądze są tylko siłą nabywczą. 

Kupowała  bez  opamiętania  i  Melanie  straciła  rachubę,  ile  razy  usiłowała  ją  powstrzymać. 

Paczek ciągle przybywało i jedyną nadzieją było to, że określona pojemność bagażnika zdoła 

ostudzić zapał Destiny. 

-  Chyba koniec na dzisiaj. W bagażniku nie ma już miejsca - oznajmiła wreszcie zadowolona 

Melanie. 

-    Nonsens.  Resztę  każemy  dostarczyć  do  domu  -  odparła  Destiny  i  pomaszerowała  do 

kolejnego sklepu. 

-  Żartujesz? Nie mam już siły! - sprzeciwiła się wreszcie Melanie. 

-    Naprawdę?  -  Destiny  była  zaskoczona.  -  Ja  się  dopiero  rozkręcam,  ale  jeżeli  jesteś 

zmęczona,  to  możemy  na  dziś  poprzestać  na  tym.  Nie  pamiętam  już,  kiedy  ostatnio  tak 

wspaniale  spędziłam  czas.  -  Rozpływała  się  w  uśmiechach.  -O  której  zaczynamy  jutro? 

Odpowiada ci dziesiąta? 

Melanie wymieniła całą listę powodów, dla których nie mogła się umówić na następny dzień. 

-  W takim razie przyjadę po ciebie pojutrze o dziewiątej. - Destiny poszła na kompromis. - 

Zaczniemy od kwiaciarni i dostawców, a potem pojedziemy na zakupy. 

Melanie poczuła, że żołądek podchodzi jej do gardła. 

-  To nie w porządku, żebyś się tym wszystkim zajmowała. Nie mogę na to pozwolić. 

-  Ależ to dla mnie prawdziwa przyjemność! 

Tak  samo  jak  dla  mnie,  pomyślała  Melanie,  a  widząc  szczerość  w  oczach  Destiny,  poczuła 

jeszcze  silniejsze  wyrzuty  sumienia.  Przerażona,  że  gorączka  przygotowań  może  wzrosnąć, 

poczekała,  aż  Destiny  odjedzie,  po  czym  udała  się  do  biura  Richarda.  Była  pewna,  że  go 

zastanie, a chcąc mu uzmysłowić powagę sytuacji, wzięła ze sobą kilka pakunków, zaledwie 

znikomą część prezentów od Destiny. 

-  Nie przypuszczałem, że dziś cię zobaczę - powiedział, gdy wpadła jak bomba do gabinetu. 

background image

-    Dzisiaj  jest  dzień  niespodzianek.  Ja  też  nie  przypuszczałam,  że  przyjdę.  Zobacz,  co  ona 

zrobiła! - zawołała, rzucając na jego biurko torby z zakupami. 

-    Moja  ciotka?  -  upewnił  się,  tak  jakby  w  jego  rodzinie  był  jeszcze  ktoś  równie  szalony  na 

punkcie zakupów. 

-    A  któżby  inny?  -  rzuciła  ostro  Melanie.  -  Twoja  ciotka  wybrała  już  porcelanę  i  srebra, 

kupiła  mi  welon  z  ręcznie  robionej  francuskiej  koronki.  Zaczęła  też  kompletować  moją 

wyprawę  ślubną.  Znasz  ją,  więc  wiesz,  że  nie  przyjmuje  do  wiadomości  odmowy. 

Powiedziała, że jako twoja narzeczona muszę żyć na odpowiednim poziomie i nie pozwoliła 

mi  za  nic  zapłacić.  Nie  byłabym  zresztą  w  stanie  kupić  srebrnych  nakryć  nawet  dla  jednej 

osoby,  nie  mówiąc  już  o  dwunastu,  które  zamówiła.  To  czyste  szaleństwo,  musimy  ją 

powstrzymać. A przy tym ona jest naprawdę szczęśliwa, podczas gdy ja czuję się okropnie. 

Słuchając Melanie, Richard sięgnął do jednej z toreb, a kiedy wyciągnął połyskliwy jedwabny 

szlafroczek, w jego oczach pojawiły się figlarne błyski. 

-  Co widzę- powiedział, próbując ją ułagodzić. 

Jego ton zirytował Melanie. Oczekiwała ponadto, że zachowanie ciotki i jego zdenerwuje. 

-    Słyszałeś,  co  powiedziałam?  To  się  musi  skończyć!  Twoja  ciotka  wydaje  majątek  na 

przygotowania  do  ślubu,  którego  nie  będzie.  Nie  umiemy  nad  nią  zapanować,  tak  samo  jak 

nie umiemy zapanować nad całym tym zamieszaniem. 

-  Słyszę. Ale przecież to nie powód, żeby ten szlafroczek się zmarnował, prawda? - zapytał, 

podnosząc w palcach lekki ciuszek. - Nie uważasz, że szkoda byłoby do tego dopuścić? 

-  Zwariowałeś? - zapytała, z trudem chwytając powietrze. Niemożliwe, żeby on... 

-  Chodź ze mną, proszę - powiedział. 

-  Myślę, że nie... 

-  Tu cię mam. - Uśmiechnął się. - Nie myśl. Ja myślałem przez cały dzień. Wystarczy na nas 

oboje. Po prostu powiedz „tak", a wtedy wyjedziemy na kilka dni do domu nad rzeką. 

-    Żeby  się  zastanowić,  co  dalej?-  zapytała,  próbując  udawać,  że  błysk  w  jego  oczach  nie 

znaczy tego, czego się domyślała. A raczej, czego chciała się domyślać. 

-  To jeden z powodów. - Richard uśmiechnął się szerzej. 

-  A te pozostałe? - Melanie spojrzała podejrzliwie. 

-  Chcę zobaczyć, jak w tym wyglądasz - powiedział cicho. - A potem to z ciebie zdjąć. 

Melanie milczała, czując, jak wali jej serce. 

-  No i co? - zapytał. 

Wyobraziła sobie, jak mu odmawia. Słyszała głośne, wyraźne i zdecydowane „nie". 

- Tak - szepnęła jednak. 

background image

ROZDZIAŁ 13 

Przez cały dzień Richard zastanawiał się, jak powinien się zachować. Nim jednak zdołał coś 

wymyślić, do gabinetu wpadła jak bomba Melanie i przez blisko pół godziny skarżyła się na 

konieczność  życia  w  kłamstwie,  do  czego  ją  nakłonił.  Przyglądał  się  rumieńcowi  gniewu  na 

jej  policzkach,  słuchał,  z  jakim  oburzeniem  mówi  o  tym,  i  postanowił,  że  nie  pozwoli  jej 

odejść, jak to początkowo planował. 

Szczerze mówiąc, zamierzał zrobić wszystko, żeby ją zatrzymać. Zdawał sobie sprawę, że po 

tych  licznych  kłamstwach  trudno  mu  będzie  odzyskać  jej  zaufanie,  ale  przecież  pokonywał 

już w życiu większe przeszkody. 

Nadal  miał  żal  do  ciotki  za  wtrącanie  się  w  jego  prywatne  sprawy,  ale  musiał  przyznać,  że 

miała rację, bo Melanie rzeczywiście była osobą, której potrzebował. Nikt na świecie nie znał 

go  lepiej  niż  Destiny.  Dlatego  też  potrafiła  znaleźć  kobietę,  której  żywiołowość  i 

temperament  równoważyły jego sztywność i sprawiały, że przy  niej zaczynał żyć naprawdę. 

Kobietę,  której  namiętna  zmysłowość  była  go  w  stanie  doprowadzić  do  szaleństwa,  jeżeli 

tylko odważy się zaryzykować. 

Słuchając  teraz  Melanie,  zrozumiał,  że  jeśli  chodzi  o  niego,  to  wszystkie  umowy  stały  się 

nieaktualne. Pamiętał jednak, że ona czekała na chwilę, kiedy będzie mogła zerwać fikcyjne 

zaręczyny. I wtedy wpadł na pomysł, dzięki któremu przy odrobinie szczęścia może zdoła ją 

przekonać, żeby z nim została. 

Nie  był  przyzwyczajony  do  tego,  żeby  mu  odmawiano.  Mimo  to  podjął  ryzyko  i  zaprosił 

Melanie  do  domu  nad  rzeką.  Dając  do  zrozumienia,  że  chce  się  z  nią  kochać,  zaryzykował 

jeszcze więcej, ale nie chciał już niczego udawać. Jeżeli chcieli być razem, to i bez żadnych 

kolejnych krętactw mieli do pokonania wiele przeciwności. 

Przyglądając  się  płonącym  policzkom  i  błyszczącym  oczom  Melanie,  wiedział,  że  zrobi 

wszystko,  co w jego mocy, żeby została z nim na zawsze. Nigdy wcześniej nie dopuścił, by 

kobieta  zajęła  w  jego  życiu  tak  ważne  miejsce.  A  teraz  czuł  się  wprost  oszołomiony  siłą 

swoich uczuć. 

-  Na pewno chcesz ze mną wyjechać? - zapytał. Kiwnęła głową. 

-  Wiesz, czego oczekuję? 

-    Nie  pozostawiłeś  co  do  tego  żadnych  wątpliwości.  -Uśmiechnęła  się,  wskazując  błękitny 

jedwabny szlafroczek w jego ręku. 

-    Bez  względu  na  to,  jak  się  nam  ułoży,  nie  będzie  to  miało  wpływu  na  twoją  pracę  przy 

kampanii.  -  Richard  chciał,  żeby  Melanie  dobrze  to  zrozumiała.  -  Jeżeli  chcesz,  mogę  ci  to 

zagwarantować na piśmie. 

background image

-  Nie ma takiej potrzeby, bo właśnie składam wymówienie - odparła. 

-  Co takiego? - Richard był pewny, że się przesłyszał. 

-  Odchodzę. Nie potrzebuję cię jako klienta - powtórzyła coraz bardziej pewna siebie. 

Tego  się  nie  spodziewał.  Sądził,  że  jeżeli  nawet  popsują  się  ich  stosunki  prywatne,  to  w 

ostateczności właśnie praca będzie trzymać przy nim Melanie. To było coś w rodzaju aseku-

racji. 

-  Nie chcę, żebyś się zwalniała- oświadczył i zaskoczony stwierdził, że naprawdę tak myśli. - 

Jesteś za dobra, żebym pozwolił ci odejść. Przejrzałem twoje notatki na temat kandydatów i 

widzę, że są znacznie bardziej wnikliwe niż moje spostrzeżenia. 

-  W takim razie przyślę ci za to rachunek - oznajmiła z błyskiem satysfakcji w oczach. - Nie 

zmienia to jednak faktu, że się zwalniam. 

-  Dlaczego? 

-  Ta praca tylko wszystko utrudnia. Nie wiem, dokąd doprowadzi nas wyjazd nad rzekę, ale 

jestem pewna, że nie chcę się martwić o to, czy kiedy skończy się to, co nas łączy, nadal będę 

miała pracę. Tak naprawdę zresztą przebywanie wtedy blisko ciebie byłoby zbyt bolesne. 

Melanie  powiedziała  kiedy,  a  nie  jeżeli.  A  więc  była  pewna,  że  ten  związek  się  skończy. 

Zastanawiał się, co powinien zrobić, by ją przekonać, że może być inaczej. 

Na  razie  jednak  musiał  zatrzymać  ją  w  pracy.  Zależało  mu  na  tym,  by  łączyło  ich  jak 

najwięcej wspólnych spraw. Zaskoczony stwierdził, że przyzwyczaił się już do jej obecności. 

Nie chciał stracić kolejnej ważnej dla siebie osoby. Z pewnością nie zniósłby tego. 

-  Destiny twierdziła, że praca przy kampanii ma być dla ciebie przepustką do świata wielkich 

kontraktów.  Czyżby  się  myliła?  -  Richard  chwytał  się  każdej  możliwości  zatrzymania 

Melanie. 

-  Miała rację. Poczekam jednak na szansę, z którą nie będzie się wiązało tak wiele zagrożeń. 

Jej  ton  świadczył,  że  podjęła  decyzję  nieodwołalną.  Musiał  się  z  tym  pogodzić,  choć  nawet 

nie próbował ukryć, jak niechętnie. 

-  Jesteś tego pewna? - Nie dawał za wygraną. 

-    Niczego  nie  byłam  tak  pewna  od  chwili,  kiedy  się  spotkaliśmy.  Od  początku  naszej 

znajomości czułam się zdezorientowana. 

-  Ja również - wyznał. 

-    W  takim  razie  może  to  ty  powinieneś  się  zastanowić,  czy  naprawdę  chcesz  ze  mną 

wyjechać.  Lubisz jasne i proste sytuacje, a ta eskapada może się wiązać z poważnymi kom-

plikacjami. 

background image

Uśmiechnął  się  na  myśl,  że  istotnie  tak  sprawa  wyglądała  jeszcze  całkiem  niedawno.  Nie 

znosił kłopotliwych sytuacji w życiu osobistym, ale tego wyjazdu nie mógł się doczekać. Po 

raz  pierwszy  w  życiu  był  pewien,  że  razem  z  Melanie  mają  szansę  na  trwałe  uczucie,  a  nie 

tylko na udany seks. 

-    Nie  muszę  się  zastanawiać.  Nie  wiem,  jak  do  tego  doszło,  ale  nie  mogę  przestać  o  tobie 

myśleć - wyznał. 

-  I liczysz na to, że wspólny weekend pozwoli ci się od tego uwolnić? O to chodzi? Jeżeli tak, 

lepiej od razu odwołajmy wyjazd i zapomnijmy o całej sprawie. Zwrócę zakupy do sklepów, 

a potem porozmawiam z Destiny i wezmę na siebie całą winę. 

Ś

wiadomość, że tak łatwo gotowa była z niego zrezygnować, mocno go zabolała. 

-    Poczekaj,  inaczej  to  zaplanowałem.  -  Popatrzył  jej  w  oczy.  -  Wyjedziemy  i  na  kilka  dni 

uwolnimy  się  od  tych  wszystkich  nonsensów.  Będziemy  się  kochać,  kochać  i  jeszcze  raz 

kochać, aż do utraty sił. Już wiesz, jaki mam plan. Jedziesz? 

Milczała tak długo, aż zaczął się obawiać, że zmieniła zdanie. 

-  Jadę - oświadczyła wreszcie z przekonaniem. 

Serce  zabiło  mu  mocno  i  ogarnęło  go  podniecenie.  Był  jednak  na  tyle  rozsądny,  by  ukryć 

przed Melanie swoje emocje. 

-  Przyjadę po ciebie za godzinę - oznajmił. 

-  Dzisiaj? 

-  Nie lubię niczego odkładać. Uporałem się z pracą, mogę jechać. A ty nie? 

-  W zasadzie tak, ale na pojutrze umówiłam się z Destiny. 

-  Ja się tym zajmę. Powiem, że chcemy złapać trochę świeżego powietrza, zanim porwie nas 

wir ślubnego szaleństwa. Na pewno będzie zachwycona. 

-    Przekonaj  ją,  żeby  do  naszego  powrotu  nie  podejmowała  żadnych  związanych  z  nami 

decyzji,  bo  chcielibyśmy  mieć  coś  do  powiedzenia  w  sprawie  własnego  ślubu.  Może  dzięki 

temu po naszym powrocie nie wszystko będzie jeszcze zapięte na ostatni guzik. 

-    Masz  rację,  zadzwonię  do  niej,  a  ty  jedź  do  domu  i  pakuj  się.  Masz  godzinę  na 

przygotowania. 

Popatrzyła na niego przeciągle, unosząc końcami palców jedwabny szlafroczek. 

-    Jeżeli  mam  nosić  tylko  to,  pakowanie  nie  zajmie  mi  wiele  czasu  -  stwierdziła  i  kołysząc 

biodrami, przeszła do wyjścia. 

Ta ostatnia uwaga tak podziałała na jego wyobraźnię, że musiał poczekać, aż nieco ochłonie, 

zanim przystąpi do rozmowy z ciotką. 

Melanie wróciła do siebie. Becky czekała na nią, wpatrując się w ekran komputera. 

background image

-  Co tu robisz? - zapytała zaniepokojona. 

-    Chciałam  porozmawiać,  ale  cię  nie  było  -  odrzekła  Becky  z  wyrzutem.  -  Mówiłaś,  że 

będziesz pracować. Gdzie się podziewałaś? 

-    To  długa  historia.  -  Melanie  popatrzyła  z  troską  na  przyjaciółkę,  od  razu  zapominając  o 

swoich sprawach. - Co się stało? Nie mieli w sklepie twojego rozmiaru? - zażartowała. 

-  Jason mnie zdradzał, więc z nim zerwałam. 

-  Jesteś pewna? Skąd wiesz? - Melanie była oburzona, a jej pozytywne nastawienie do płci 

przeciwnej znikło bez śladu. 

-    Widziałam  go  w  sklepie.  Z  kobietą,  która  pożerała  go  wzrokiem.  -  Becky  była 

nieszczęśliwa.  -  I  to  po  tym,  kiedy  zaklinał  się,  że  prędzej  da  się  posiekać  na  kawałki,  niż 

pójdzie  na  wyprzedaże.  Wiedział,  w  których  sklepach  będę  robić  zakupy,  i  poszedł  do  nich 

specjalnie, żebym go mogła zobaczyć, bo nie miał odwagi powiedzieć mi w oczy o zerwaniu. 

-  Co za tchórz! Ale może lepiej, że znasz prawdę? 

-    Nie  -  odpowiedziała  natychmiast  Becky.  -  No  dobrze,  tak.  Ale  z  kim  przywitam  Nowy 

Rok? A może coś razem zaaranżujemy? - Z nadzieją w oczach popatrzyła na przyjaciółkę. - 

Ciągle jeszcze nie jest za późno, żeby zorganizować przyjęcie. 

Melanie rozważała możliwość powrotu na Nowy Rok, ale uznała, że oboje z Richardem mają 

własne problemy do rozwiązania. 

-  Nie mogę. Wyjeżdżam z Richardem. 

-    Żartujesz?!  Kiedy?  I  dokąd?  -  Becky  była  tak  zaskoczona,  że  zapomniała  o  swoim 

zmartwieniu. 

-  Do domu nad rzeką. Za jakieś dwadzieścia minut. 

-  No to jedź i nie martw się o mnie. 

-  Dasz sobie radę? - Melanie czuła się nie w porządku. 

-  To nie będzie mój pierwszy samotny sylwester. -Uśmiechnęła się dzielnie Becky. 

-  Obiecaj, że zadzwonisz do kogoś, pójdziesz do restauracji albo do kina. Nie siedź sama w 

domu i nie płacz po tym draniu. 

-    Nie  obawiaj  się.  Ostatnia  łza  po  Jasonie  została  już  wylana.  -  Becky  rozpromieniła  się 

nagle. - Idę do domu, biorę nożyczki i zajmę się jego kosztownymi, markowymi koszulami. 

-  Zasłużył na to, a może nawet na coś gorszego. 

-  Przypuszczam, że tego się właśnie po mnie spodziewa. - Dobry humor Becky ulotnił się. - 

Pewnie między innymi dlatego kupował na wyprzedaży koszule. 

-  Nieważne. Mała zemsta poprawi ci humor. Przypomnij sobie tylko, jak bardzo Jason kocha 

swoje ciuchy. Zawsze wydawało mi się trochę dziwne, że wydaje na ubrania więcej niż my. 

background image

Becky włożyła do torebki duże, ostre nożyczki i ruszyła do wyjścia. 

-  Baw się dobrze - zawołała za nią Melanie w chwili, gdy w drzwiach pojawił się Richard. 

-  Nie jesteś jeszcze gotowa - stwierdził, nie widząc żadnej walizki. 

-  Przepraszam cię, ale miałyśmy tu przed chwilą mały kryzys. 

-  Domyśliłem się, dostrzegłem bowiem w spojrzeniu twojej koleżanki maniakalne błyski. 

-  Wkroczyła na wojenną ścieżkę. 

-  Chodzi o chłopaka? 

-  O byłego chłopaka. 

-  Czy jego życiu grozi niebezpieczeństwo? 

-  Pewnie nie, ale jego ciuchom jak najbardziej. 

-  Przypomnij mi, żebym nigdy się nie ważył cię rozzłościć. 

-    Nieustannie  doprowadzasz  mnie  do  pasji,  ale  na  razie  twoje  ubrania  są  bezpieczne.  - 

Poklepała go po policzku. 

-  Fatalnie, miałem nadzieję, że zechcesz je ze mnie zedrzeć. 

-  Ciekawy pomysł, przemyślę go po drodze. 

-    Tylko  myśl  po  cichu,  bo  nie  chciałbym  zatrzymywać  się  w  jednym  z  tych  obskurnych 

moteli przy drodze - ostrzegł 

ją. 

-  Nie licz na to. Mam zamiar wystawić twoją cierpliwość na poważną próbę i dobrze się przy 

tym bawić. 

Kiedy wreszcie dotarli do domu nad rzeką, wytrzymałość Richarda była na wyczerpaniu. Sam 

był zdziwiony, że zdołał się do tej pory jakoś opanować. 

-    Chcesz,  żebym  rozpalił  ogień?  -  zapytał,  kiedy  przyniósł  walizki  i  torby  z  wykwintnym 

jedzeniem. Po raz pierwszy, odkąd pamiętał, nie zabrał ze sobą laptopa. Przywiózł natomiast 

imponujących rozmiarów pudełko prezerwatyw. 

-  Z ogniem byłoby bardziej romantycznie, ale to zajmie dużo czasu. Może później? 

-  Chcesz coś zjeść? - zapytał stłumionym głosem. Melanie przysunęła się bliżej, zsuwając z 

siebie płaszcz 

wprost na podłogę. 

-  Później. 

-  Może wina? 

-    I  bez  tego  kręci  mi  się  w  głowie  -  powiedziała,  wciąż  patrząc  mu  w  oczy.  -  Te  oficjalne, 

eleganckie ciuchy całkiem tu nie pasują. - Sięgnęła do kołnierzyka jego koszuli. 

-  Na pewno chcesz zacząć tu i teraz? 

background image

-  Na pewno. 

-  Nie włączyłem jeszcze ogrzewania. 

-  Nie będzie nam potrzebne - oświadczyła z przekonaniem. 

-  Wygląda na to, że wiesz dokładnie, czego chcesz - zauważył Richard. 

-  Przynajmniej w tej chwili - przyznała. 

Te  słowa  przypomniały  mu,  że  stąpa  po  cienkim  lodzie.  Żadne  z  nich  nie  nawet  nie 

wspomniało,  że  mogliby  zostać  razem  na  zawsze.  W  jej  pojęciu  ten  wyjazd  był  zapewne 

eksperymentem, a Richard nie zrobił nic, by pomyślała, że on chce czego innego. 

-  A więc zróbmy to tak, żeby było co wspominać. - Objął ją i pocałował. 

Tym  razem  nie  hamowali  namiętności.  Znali  się  już  na  tyle,  by  wiedzieć,  że  pocałunek  ich 

rozpali. Richard wziął Melanie na ręce i ruszył w stronę schodów. 

-  Dokąd mnie zabierasz? - zapytała. 

-    Do  łóżka  -  odrzekł.  -  Mogę  sobie  darować  ogień  na  kominku,  kolację  i  wino,  ale  nie 

zamierzam kochać się z tobą na środku salonu. Nie za pierwszym razem. 

-  Za twardo? - zapytała z uśmiechem. 

-    Nie,  ale  chcę  traktować  cię  tak,  jak  na  to  zasługujesz  -  odparł,  słysząc  w  jej  głosie 

wyzwanie. 

-  Czasami potrafisz być słodki. - Patrzyła na niego z rozmarzeniem. 

-  Czasami mnie inspirujesz - przyznał i przeskakując po dwa stopnie, ruszył po schodach. 

W sypialni panowało przejmujące zimno i natychmiast pożałował, że nie włączył ogrzewania. 

-    Myślę,  że  powinienem  zejść  i  włączyć  piec.  Melanie  wsunęła  mu  dłonie  pod  koszulę  i 

pieszczotliwym 

ruchem przesunęła je w dół, aż dotarła do odsłoniętego ciała nieco poniżej pasa. 

-  Ciągle ci zimno? - zapytała. 

-    Prawdę  mówiąc...  -  Urwał,  a  jego  głos  przeszedł  w  jęk,  gdy  dłonie  Melanie  zsunęły  się 

jeszcze odrobinę niżej. - Teraz mi gorąco. 

-  Mówiłam ci, że obejdziemy się bez ogrzewania - przypomniała. 

Nagle spoważniał i spojrzał jej w oczy. 

-  Nie masz nawet pojęcia, ile razy myślałem o tej chwili. 

-  Za dużo myślisz - odparła, błądząc rękami po jego ciele w sposób, który doprowadzał go do 

szaleństwa. 

-    Innymi  słowy,  wolisz  działanie.  -  Usiłował  prowadzić  rozmowę,  by  zachować  resztki 

opanowania. 

-  W tej chwili z całą pewnością. 

background image

-  Uczono mnie, że w takich sytuacjach należy ulegać życzeniom kobiet. 

-  Kto cię uczył? Destiny? 

-  Mack. A w tej dziedzinie szczyci się samymi sukcesami. 

-  A czego uczyła cię Destiny? Mówiła o pszczółkach i motylkach? 

-  Powtarzała, że seks jest zawsze dużo lepszy, kiedy bierze się z miłości - powiedział cicho. 

Patrzył  Melanie  w  oczy  i  widział  w  nich  uczucia,  których  nie  umiał  rozpoznać.  Nauczył  się 

już  wprawdzie  odczytywać  z  jej  oczu  różne  emocje,  ale  tym  razem  dostrzegł  coś  nowego, 

czułego,  coś,  co  dawało  nadzieję.  Nie  był  zupełnie  pewny,  co  to  jest,  ale  biorąc  pod  uwagę 

własne uczucia, z czystym sumieniem mógłby powiedzieć, że po raz pierwszy w życiu miał 

sprawdzić teorię Destiny na temat miłości i seksu. 

Ta  gra  zaczyna  się  stawać  poważna,  pomyślała  Melanie,  przerażona  obrotem  sprawy. 

Zgodziła się przyjechać, bo do reszty straciła rozum i nie umiała się dłużej opierać własnym 

pragnieniom.  Była  gotowa  przyjąć  wszystko,  co  mógł  przynieść  ten  wspólny  pobyt.  Chciała 

mieć  co  wspominać  w  samotne  noce,  kiedy  Richard  nie  będzie  już  częścią  jej  życia.  Była 

pewna,  że  prędzej  czy  później  ten  dzień  nadejdzie.  Czuła,  że  w  tej  chwili  go  pociąga,  ale 

wiedziała i to, że pożądanie przemija. Kiedy wszystko się skończy, Richard będzie pamiętał 

tylko tyle, że go drażniła i że wspólnie zainscenizowali zerwanie zaręczyn. Tak się umówili, a 

on  był  znany  z  poważnego  traktowania  swych  zobowiązań.  Była  to  jedna  z  tych  jego  cech, 

które  najbardziej  podziwiała.  Dała  temu  zresztą  wyraz  we  wstępnym  oświadczeniu,  które 

przygotowała dla prasy. 

Jeszcze przed chwilą była pewna, że może liczyć na zerwanie zaręczyn. Ale kiedy spojrzała w 

oczy Richarda, dostrzegła w nich uczucia, które nią wstrząsnęły. Do tej pory nie miała wiele 

do  stracenia.  Szczerze  mówiąc,  uważała,  że  traci  jedynie  ważny  kontrakt,  i  dlatego  sama  z 

niego  zrezygnowała.  Chciała,  by  to,  co  zaistniało  między  nią  i  Richardem,  stało  się  bardziej 

jednoznaczne.  A  jeśli  chodzi  o  sprawy  zawodowe,  to  ostatnie  tygodnie  umocniły  ją  w 

przekonaniu,  że  jest  dobra  i  nie  będzie  miała  kłopotów  ze  zdobyciem  nowych  klientów.  Od 

kiedy powiedziała Richardowi, że rezygnuje z pracy u niego, czuła wyraźną ulgę. 

Teraz,  kiedy  nie  łączyły  ich  już  stosunki  służbowe,  liczyło  się  tylko  to,  co  do  siebie  czuli. 

Płomienna  namiętność  i  wzrastający  szacunek,  a  także  sympatia,  jaką  darzyła  zarówno 

Destiny,  jak  i  braci  Richarda,  zaskoczyły  Melanie.  Była  w  Richardzie  zakochana,  ale  po 

ostatnim swym związku, który okazał się bolesną pomyłką, nie wierzyła już, że umie właści-

wie ocenić czyjeś uczucia. 

Przykre  doświadczenia  nauczyły  ją  udawać,  że  to,  co  się  dzieje,  nie  ma  znaczenia,  i  nie 

pokazywać  prawdziwych  uczuć.  Nie  chciała  dopuścić  do  kolejnej  klęski.  Oczywiście  gdyby 

background image

Richard  odwołał  fikcyjne  zaręczyny  i  zaproponował,  by  zaręczyli  się  naprawdę,  wszystko 

wyglądałoby  inaczej.  Dopóki  jednak  tego  nie  zrobił,  musiała  się  zachowywać  tak,  jakby 

obydwoje zgodnie uznali, że ich wzajemne pożądanie jest zbyt silne, by dłużej je ignorować. 

- Skąd ta poważna mina? - zapytał cicho. 

-  Zamyśliłam się. - Melanie z trudem przywołała na twarz szelmowski uśmiech. - Na czym to 

stanęliśmy? 

-    Kiedy  się  zamyśliłaś,  byłaś  mniej  więcej  tu.  -  Richard  ucałował  jej  dłoń  i  położył  ją  na 

swoim brzuchu. 

-  Tak, rzeczywiście - odparła, poddając się rozkoszy, jaką sprawiał każdy dotyk, szczęśliwa, 

ż

e  Richard  wydaje  się  pozwalać,  aby  to  ona  dyktowała  reguły  gry.  Przesunęła  dłoń  niżej  i 

dotarła  do  jego  męskości.  W  tym  momencie  Richard  przewrócił  Melanie  na  plecy  i  zaczął 

rozbierać, rozpinając wprawnie wszystkie guziki i zatrzaski. 

Po  chwili  była  naga,  a  stanowczość,  z  jaką  Richard  przejął  inicjatywę,  zaparła  jej  dech  w 

piersiach i sprawiła, że niecierpliwie czekała na dalszy ciąg. 

-    Przekonajmy  się,  czy  dobrze  zrozumiałem,  co  planujesz  na  ten  wieczór  -  powiedział, 

pieszcząc ją i całując coraz to inne części jej ciała. 

Ogrzewanie  nie  było  im  potrzebne.  Melanie  wiła  się  pod  jego  dotykiem,  czując  trawiący  ją 

ż

ar, który tylko on mógł ugasić. Było to przeżycie tak pełne pasji i namiętności, że chciała się 

w nim zatracić. Zapragnęła go wreszcie poczuć w sobie. 

-  Jak długo masz zamiar mnie dręczyć? -jęknęła. 

-    Jeszcze  trochę  -  odparł,  potwierdzając  te  słowa  pieszczotami,  które  doprowadzały  ją  do 

szaleństwa. - Nie hamuj tego Melanie, nie powstrzymuj się. 

-  Nie chcę kończyć sama. - Upierała się przy swoim nawet w takiej chwili. 

-  Proszę... - szepnął, nie odrywając wzroku od jej twarzy i czyniąc wszystko, by złamać jej 

opór. 

To właśnie ten błagalny szept doprowadził ją do rozkoszy. 

Spełnienie przyszło nagle, wstrząsając jej ciałem. Tak wspaniałe doznanie powinno przynieść 

zaspokojenie, ale pozostawiło po sobie tylko pragnienie dalszych rozkoszy. 

Richard  przyglądał  się  jej,  bardzo  z  siebie  zadowolony.  Za  bardzo  zadowolony,  pomyślała, 

dochodząc do wniosku, że w tej sytuacji trzeba sięgnąć po drastyczne środki. 

-    Nie  myśl,  że  wszystko  zależy  od  ciebie.  -  Powstrzymała  uśmiech  i  zastosowała  chwyt, 

którego  nauczyła  się  kiedyś  na  kursie  samoobrony.  W  jednej  chwili  to  ona  znalazła  się  na 

górze i rozbawiona patrzyła na zdumioną minę Richarda. 

-  Do diabła, gdzieś ty się tego nauczyła? - zapytał zaskoczony. 

background image

-    To  bez  znaczenia.  Chciałam  tylko,  żebyś  wiedział,  że  mogę  to  zrobić.  -  Bezskutecznie 

starała  się  powściągnąć  pełen  satysfakcji  uśmiech.  Nigdy  by  nie  przypuszczała,  że  kurs 

samoobrony przyda się jej w takiej sytuacji. - A teraz powiedz, co chcesz, żebym zrobiła? 

-  Pocałuj mnie - poprosił, ujmując jej twarz w dłonie. 

-  Tylko tyle? 

-  Może jeszcze to. - Uniósł jej biodra i wszedł w nią jednym pchnięciem, wypełniając ją, tak 

jak sobie wymarzyła. Znów był panem sytuacji. Trzymał ją mocno za biodra, nie pozwalając 

wykonać  najmniejszego  ruchu.  Miała  wrażenie,  że  to  walka,  ale  jeśli  wszystko  toczyć  się 

będzie jak dotychczas, obydwoje wyjdą z niej wygrani. 

W końcu zaczął się poruszać. Z początku delikatnie i ostrożnie, potem coraz pewniej, a kiedy 

się wycofał, Melanie z trudem powstrzymała błaganie o więcej. 

Po chwili wszedł w nią ponownie, a wtedy świat wokół przestał istnieć. Zatraceni w pełnych 

namiętności  zmaganiach,  płynęli  na  falach  rozkoszy  aż  do  samego  szczytu,  gdzie  czekało 

spełnienie. 

Wstrząśnięta  i  zmęczona,  Melanie  leżała  bez  sił,  przepełniona  tyloma  uczuciami,  że  aż  bała 

się  spojrzeć  na  Richarda.  Kochała  go  najbardziej  na  świecie,  nie  chciała  jednak,  żeby 

wyczytał to z jej oczu. Nie była pewna, czy którekolwiek z nich umiałoby dalej żyć, wiedząc 

o tym. 

 

ROZDZIAŁ 14 

Dochodziła  północ,  gdy  Richard  wymknął  się  z  łóżka  i  zszedł  na  dół,  żeby  włączyć 

ogrzewanie.  W  sypialni  było  tak  zimno,  że  nawet  ciepło  ciała  przytulonej  do  niego  Melanie 

nie mogło go ogrzać. 

Wieczór  był  rewelacyjny.  Jeszcze  żadna  kobieta  nie  oddała  mu  się  tak  całkowicie, 

bezinteresownie i z takim entuzjazmem. Był już pewien, że Melanie nie interesuje się nim ze 

względu  na  pieniądze  ani  władzę.  Mogła  mieć  przecież  jedno  i  drugie,  i  obydwie  te  rzeczy 

odrzuciła bez namysłu. Wierzył, że go kocha, a nie jego pozycję czy majątek. To z pewnością 

na nią czekał przez całe życie, choć do tej pory nie zdawał sobie z tego sprawy. 

Dlaczego nie powiedział, że ją kocha? Co go powstrzymywało? Czy to, że i ona nie mówiła o 

swoich uczuciach, budząc w nim lęk przed odrzuceniem? Czy naprawdę był takim tchórzem? 

Za kilka miesięcy zamierzał wystartować w wyborach, ale gdyby je przegrał, nie mrugnąłby 

nawet okiem. Przerażała go za to myśl, że miałby otworzyć serce przed Melanie po to tylko, 

by  się  dowiedzieć,  że  ona  ma  zamiar  i  tak  go  zostawić,  zgodnie  z  wcześniejszą  umową. 

Dobrze wiedział, jak niszcząca jest utrata bliskiej osoby i jakim koszmarem była dla niego i 

background image

braci  śmierć  rodziców.  Gdyby  teraz  Melanie  zdecydowała  się  odejść,  byłoby  to  równie 

okropne.  Wiedział,  że  po  takiej  stracie  mężczyzna  nigdy  całkiem  się  nie  otrząśnie. 

Najlepszym dowodem było to, jak bardzo się bał. 

Zapalił  małą  lampę,  zaparzył  dzbanek  kawy  i  usiadł  przy  kuchennym  stole,  żeby  spokojnie 

pomyśleć.  Przypomniał  sobie  długie,  serdeczne  rozmowy  z  Destiny  w  czasach,  kiedy  był 

jeszcze  chłopcem.  Wielokrotnie  powtarzała,  że  nie  wolno  mu  dopuścić  do  tego,  by  śmierć 

rodziców wywołała strach przed miłością. 

-    Zamykając  serce  dla  innych,  osiągasz  skutek  odwrotny  od  zamierzonego.  W  rezultacie 

czujesz się samotny, jakbyś stracił kogoś, kogo kochałeś - ostrzegała. 

Rozumiał,  co  miała  na  myśli,  ale  w  to  nie  wierzył.  Uważał,  że  najboleśniejsza  jest  pustka, 

która zostaje, kiedy ktoś na zawsze odchodzi. 

-  Wierzysz, że cię kocham, prawda? - Destiny nie dawała za wygraną. 

Richard  potwierdził  skinieniem  głowy.  Po  śmierci  rodziców  ciotka  wróciła  z  Francji, 

obiecując,  że  będzie  się  nimi  opiekować,  i  dotrzymała  słowa.  Była  jedną  z  niewielu  osób, 

które  kochał  i  którym  ufał.  A  mimo  to  jakaś  cząstka  jego  serca  pozostawała  dla  niej 

zamknięta.  Z  premedytacją  otaczał  się  stopniowo  murem,  który  bronił  go  przed  dostępem 

uczuć. 

-  Boisz się, że mogę odejść? Albo umrzeć? - zapytała wtedy ciotka. 

Na samą myśl o tym przerażenie ścisnęło go za gardło i znowu mógł tylko skinąć głową. 

-  Kochanie, nigdy was nie zostawię. Mogę, naturalnie, umrzeć, ale to przecież czeka każdego 

z  nas  i  nie  oznacza,  że  nie  powinniśmy  się  nawzajem  kochać.  Przeciwnie,  powinniśmy  się 

cieszyć  każdą  chwilą,  którą  jest  nam  dane  spędzić  razem.  Życie  jest  po  to,  aby  żyć.  Trzeba 

umieć wykorzystać moment, zaryzykować i pokochać kogoś całym sercem. Gdybym cię tego 

nie nauczyła, to bym ciebie zawiodła. 

Destiny  przekonywała  ich  o  tym  cierpliwie,  ale  wszyscy  trzej  byli  oporni,  tyle  że  każdy  na 

swój  sposób.  Mack  wypełniał  życie  nic  nieznaczącymi,  przelotnymi  romansami.  Ben 

wprawdzie  się  zakochał,  ale  głupio,  bo  jego  wybranka  odeszła,  a  po  jej  stracie  strach 

powrócił. 

Richard  był  przekonany,  że  nie  jest  zdolny  do  prawdziwych  uczuć.  Nigdy  nie  zdobył  się  na 

ryzyko i aż do chwili pojawienia się Melanie był pewien, że pancerz, w jakim zamknął serce, 

jest niezniszczalny. 

Pijąc kolejną filiżankę kawy, tonął w tych ponurych rozmyślaniach, gdy nagle usłyszał kroki 

na schodach i jego serce zaczęło bić mocniej. 

Melanie weszła do kuchni, mając na sobie jego koszulę i rozkosznie potargane włosy. 

background image

-  Tęskniłam za tobą - powiedziała rozespana, siadając z ufnością na jego kolanach. 

Odruchowo  objął  ją,  a  czując  dotyk  nagich  ud  i  pośladków,  stracił  nadzieję  na  odzyskanie 

równowagi. 

-    Chciałem  rozpalić  ogień  w  kominku  -  szepnął,  wciągając  w  nozdrza  delikatny  zapach  jej 

perfum. 

-  No, trzeba było raczej rozpalić mnie - powiedziała cicho. 

-    Dlaczego  sam  na  to  nie  wpadłem?  -  Uśmiechnął  się.  -  Może  jeszcze  nie  jest  za  późno?  - 

Pieszczotliwie musnął jej pierś, obserwując twardniejącą brodawkę. 

-    Niech  się  zastanowię.  Może  uda  nam  się  to  jakoś  nadrobić  -  droczyła  się.  -  Ale  najpierw 

musisz mnie porządnie nakarmić. Umieram z głodu. 

-    Widzę,  że  nie  narzekasz  na  brak  apetytu  -  stwierdził  rozbawiony.  -  Chciałem  się  tylko 

upewnić,  czy  naprawdę  chcesz  zacząć  od  jedzenia  -  powiedział  z  błyskiem  w  oku,  błądząc 

dłońmi po jej ciele. 

-  Teraz potrzebuję przede wszystkim pożywienia. 

-  Na co masz ochotę? Na kolację, obiad, a może na kanapkę? 

-  Nie każ mi myśleć. Jeszcze całkiem się nie obudziłam. Zrób mi niespodziankę. 

-  Niech będzie. Pozwolisz mi wstać czy mam szykować jedzenie, trzymając cię na kolanach? 

Melanie  przeciągnęła  się  i  przesiadła  na  krzesło,  a  potem  ułożyła  skrzyżowane  ramiona  na 

stole,  oparła  na  nich  głowę  i  od  razu  zasnęła.  Richard  długą  chwilę  wpatrywał  się  w  jej 

odsłonięty  kark.  Zastanawiał  się,  jaki  smak  może  mieć  w  tym  miejscu  jej  skóra,  bo  było  to 

jedno z niewielu miejsc, których dotąd nie spróbował. Oparł się jednak pokusie. 

Przez ten czas, kiedy krzątał się po kuchni, Melanie nawet nie drgnęła. Gdy jednak postawił 

przed nią talerz gorącej, pikantnej zupy, delikatnie poruszyła nozdrzami, a czując smakowitą 

woń, otworzyła oczy. 

-  Ojej, ale cudnie pachnie - szepnęła. - Powiedz, że to domowa.  

-  Domowa - potwierdził z uśmiechem. - Ale nie ja ją ugotowałem, tylko Destiny. Kiedy ona 

gotuje, zawsze zostawia coś w zamrażarce. 

-    Pachnie  po  prostu  bosko,  i  tak  też  smakuje  -  zachwyciła  się  Melanie  i  już  obudzona 

spojrzała na kanapkę. - Ooo, bagietka z kurczakiem i z awokado? Bardzo wykwintne. 

-    Sam  ją  zrobiłem  -  pochwalił  się,  ucieszony  jej  zachwytem.  -  A  ty  naprawdę  niczego  nie 

potrafisz ugotować? 

-  Doskonale odgrzewam gotowe dania. 

-  No to rzeczywiście możesz być z siebie dumna. - Roześmiał się, zapominając na chwilę o 

pieszczotach. 

background image

-    Na  szczęście,  nie  przywiozłeś  mnie  tutaj  ze  względu  na  moje  talenty  kulinarne.  W 

przeciwnym razie czekałoby cię ogromne rozczarowanie. 

-    Nigdy  nie  będę  tobą  rozczarowany  -  stwierdził.  Chyba  że  ze  mną  zerwiesz,  dodał  w 

myślach. A wtedy chyba pęknie mi serce. 

-  Jesteś pewien? Przez chwilę wyglądałeś tak, jakbyś coś chciał przemilczeć. 

Czuł,  że  to  odpowiedni  moment,  by  otworzyć  serce  i  wyznać  wszystko.  Chciał  to  zrobić  i 

wiedział,  że  powinien.  Otworzył  nawet  usta,  ale  nie  wydobył  się  z  nich  żaden  dźwięk. 

Wieloletni lęk okazał się silniejszy. Stał więc, milcząc i patrzył, jak gaśnie w jej oczach blask 

i  znika  radość  z  twarzy.  Zrozumiał,  że  właśnie  stracił  szansę,  by  zdobyć  to,  czego  pragnął 

najbardziej. 

Melanie  czuła,  że  podczas  nocnego  posiłku  zdarzyło  się  coś  ważnego.  Domyślała  się,  że 

Richard  zmagał  się  ze  sobą  i  że  przegrał.  Nie  miała  jednak  pojęcia,  z  czym  walczył.  A  w 

sprawach  dotyczących  uczuć  nie  dowierzała  już  własnemu  instynktowi.  Modliła  się,  by 

wystarczyło, że jest otwarta i gotowa narazić się na porażkę. Nie chciała zostać zmuszona do 

wyrażenia swoich uczuć, bo mogły zostać odrzucone. 

Lepiej niż ktokolwiek inny znała moc słów. Wiedziała, że mogą leczyć lub ranić, ale tych już 

wypowiedzianych nie da się cofnąć. 

Nie  pozwoliła,  by  milczenie  Richarda  ją  zniechęciło.  Mogła  zrobić  choć  tyle,  bo  przecież 

przyjechała tu z nadzieją, że sprawy między nimi się ułożą. Zrobili już duży krok do przodu i 

bardzo  się  do  siebie  zbliżyli.  Postanowiła  się  więc  nie  poddawać,  bo  ciągle  jeszcze  istniała 

szansa, że osiągną więcej. Jeżeli tylko oboje będą chcieć. 

Następnego ranka odniosła wrażenie, że Richard doszedł do podobnych wniosków. Czekał na 

nią na dole uśmiechnięty, a na stole stało wykwintne śniadanie. 

-    Jeżeli  mi  obiecasz,  że  codziennie  dostanę  takie  śniadanie,  to  może  się  zastanowię  i 

naprawdę wyjdę za ciebie - zażartowała. 

-    Umowa  stoi  -  odparł  tym  samym  lekkim  tonem.  -  Ale  zanim  nam  stuknie  czterdziestka, 

oboje  będziemy  większość  czasu  spędzać  u  lekarzy,  walcząc  z  nadciśnieniem  i  nadmiarem 

cholesterolu. 

Melanie wzięła do ust następny kęs omleta z kozim serem i szczypiorkiem i stwierdziła: 

-  Kto wie, może warto. 

Richard obrzucił ją taksującym spojrzeniem i najwyraźniej spodobało mu się to, co zobaczył. 

-  Masz pomysł, jak pozbyć się tych kalorii? - zapytał z nutą nadziei w głosie. 

-    Na  pewno  nie  tak,  jak  myślisz  -  odparła  stanowczo,  czując,  że  musi  nabrać  dystansu  do 

nocnych przeżyć. 

background image

-  Szkoda. 

-  Obiecuję, że później to nadrobimy. - Uśmiechnęła się. 

-  Teraz  chcę  trochę  pozwiedzać  okolicę.  Kiedy  tu  byłam  poprzednio,  przejrzałam  foldery 

leżące w salonie i stąd wiem, że jest tu kilka interesujących miejsc do obejrzenia. 

-  Istotnie, wytwórnia wina może być interesująca, ale co do reszty, to nie jestem pewien. Ale 

może  jestem  uprzedzony.  Destiny  corocznie  zabierała  nas  na  zwiedzanie  historycznych 

miejsc. 

-  Nie lubiłeś tego? 

-  Być może nie wyraziłem się jasno. Zwiedzaliśmy je co roku, rozumiesz? 

-  W takim razie nie będziemy potrzebować przewodnika. 

- Uśmiechnęła się Melanie. 

- Nic nie pamiętam. 

-  Wezmę więc książkę i sprawdzę, ile zapomniałeś. Ruszajmy. 

Richard mruknął coś, niezadowolony, ale wstał od stołu i włożył naczynia do zmywarki. 

-    No,  nie  dąsaj  się.  -  Poklepała  go  po  policzku.  -  Kiedy  wrócimy,  będziesz  mógł  mnie 

sprawdzić. 

-  Z historii? 

-  Raczej ze sposobu reagowania na polecenia. 

-  A więc wkładaj buty, kochanie! - Rozpromienił się. 

- Zobaczysz, jak błyskawicznie odpracujemy to całe zwiedzanie. 

Melanie  była  w  tak  radosnym  nastroju,  że  Richard  zupełnie  się  rozchmurzył,  zapominając  o 

nocnych obawach i o rozczarowaniu. Z tak niezwykłą uwagą chłonęła jego wykłady z historii, 

ż

e zaczął grzebać w pamięci, by przypomnieć sobie jakieś ciekawostki, które przecież musiał 

słyszeć,  gdy  zwiedzał  te  miejsca  jako  chłopiec.  Podobało  mu  się,  że  Melanie  słucha  go  z 

takim zainteresowaniem, jak gdyby przekazywał plotki o sąsiadach. 

-    Jestem  jankeską  z  Ohio,  więc  rodzinny  dom  generała  konfederatów  Roberta  E.  Lee  nie 

powinien  mnie  tak  interesować  -  powiedziała,  gdy  wychodzili  z  Stratford  Hall.  -  Ale  to 

miejsce  jest  naprawdę  piękne  i  fascynujące.  Żałuję,  że  nie  żyłam  w  tamtych  czasach. 

Wyobrażasz sobie, że Lee i Washington mogliby być twoimi sąsiadami? Pomyśl tylko, jakie 

rozmowy musiały się tam toczyć przy obiedzie. 

-    Przypuszczam,  że  podobne  do  tych,  jakie  można  usłyszeć,  gdy  Destiny  gości  na  kolacji 

połowę najbardziej wpływowych ludzi w Waszyngtonie. Dopilnuję, żeby cię zaproszono przy 

następnej  okazji.  W  czasie  takich  spotkań  Destiny  ma  zwyczaj  rzucać  jakąś  kontrowersyjną 

uwagę i patrzeć, co z tego wyniknie. 

background image

-    Mogę  sobie  wyobrazić,  że  świetnie  się  przy  tym  bawi.  Opowiadała  mi  bardzo  dużo  o 

spotkaniach  intelektualistów,  jakie  organizowała  w  swojej  pracowni,  kiedy  mieszkała  we 

Francji. 

-  Naprawdę? - zdziwił się. - Z nami nigdy o Francji nie rozmawiała. 

-  Może nie chciała, żebyście pomyśleli, że tęskni za tamtym życiem. 

-    Nie  pojmuję,  dlaczego  ukrywała  przed  nami,  jakie  życie  prowadziła,  zanim  wróciła  do 

Stanów,  żeby  się  nami  zająć  -  rzekł  i  westchnął,  bo  nagle  to  pojął.  -  Na  pewno  nie  chciała, 

ż

eby  wyglądało  na  to,  że  żałuje  powrotu  i  tego,  co  musiała  dla  nas  poświęcić.  Ty  też  tak 

uważasz? 

-  Tak przypuszczam - odparła Melanie. - Sam zresztą powinieneś ją o to zapytać. 

-  Masz rację - przyznał. - Ciekawe, czy z Benem rozmawiała o tamtych latach? Mieszkając 

we  Francji,  również  zajmowała  się  malarstwem.  Oboje  kochają  sztukę,  i  to  ich  łączy.  Przez 

całe  lata  czuwała  nad  rozwojem  talentu  Bena,  a  ja  się  nieraz  zastanawiałem,  czy  nie  ma 

ochoty, by znów wziąć pędzel do ręki. 

Richard poczuł się nagle dziwnie. Dotąd nie przyszło mu do głowy, że w życiu Destiny mogą 

istnieć  obszary,  do  których  go  nigdy  nie  dopuściła.  Choć  prawdopodobnie  miał  tam  wstęp 

jeden z jego braci. No i, jak widać, Melanie, choć była dla ciotki obcą osobą. 

-  Nie dlatego milczała, że żałowała swej decyzji. Pewnie uważała, że nie jesteście gotowi, by 

usłyszeć o tym, jak żyła we Francji - powiedziała Melanie, jakby wyczuwała jego myśli. 

-  Wiem - rzucił niecierpliwie. 

-  Na pewno? - zapytała cicho Melanie. - Na podstawie tego, co mi opowiedziała, uważam, że 

był to najbardziej altruistyczny czyn, o jakim słyszałam. Destiny była we Francji szczęśliwa. 

Prowadziła  bardzo  interesujące  życie  w  miejscu,  które  kochała.  Jej  obrazy  sprzedawano  w 

Paryżu i na całym Lazurowym Wybrzeżu. W środowisku była znana, a nawet sławna. Miała 

wielu przyjaciół. I wtedy właśnie ty i twoi bracia zostaliście sami. Rzuciła więc wszystko bez 

wahania  i  wróciła  do  Stanów,  bo  rodzina  była  dla  niej  najważniejsza.  Szczerze  mówiąc, 

rodzina to jedyne, co naprawdę się liczy. 

To  prawda,  pomyślał  Richard.  Zawsze  wiedział,  że  powrót  Destiny  był  dla  niej 

poświęceniem, ale aż do tej chwili nie zdawał sobie sprawy z tego, jak wielkim. Nawet będąc 

już dorosłym, uważał, że obecność ciotki w ich życiu jest czymś oczywistym. Zaskakujące, że 

dopiero  pod  wpływem  słów  Melanie  dostrzegł  inną,  nieznaną  dotąd  Destiny.  Pierwszy  raz 

ujrzał w niej nie tylko ciotkę, ale i wyjątkową kobietę. 

-  Jesteś cudowna! - Pocałował Melanie w policzek, wdzięczny za to, że pozwoliła mu ujrzeć 

w zupełnie innym świetle poświęcenie Destiny. 

background image

-  Dziękuję. A co ja takiego zrobiłam? 

-  Otworzyłaś mi oczy - powiedział. I serce, dodał po chwili w myśli. 

Krótka ucieczka od świata była jak błogi sen. Do pełnego szczęścia Melanie brakowało tylko 

tego, by Richard powiedział, że ją kocha. Niestety, nie zrobił tego. 

Oglądali filmy i tańczyli przy starych przebojach nadawanych w radio. Kochali się w blasku 

ognia płonącego na kominku i było wspaniale. Melanie coraz lepiej rozumiała Richarda, lecz 

do jego serca nie miała dostępu i zamartwiała się, że tak już pozostanie. 

Zegar  wybił  północ,  oznajmiając,  że  zaczął  się  nowy  rok.  Melanie  leżała  w  objęciach 

Richarda, wyczerpana, ale bardzo zadowolona. 

-    Zanim  jutro  wrócimy  do  domu,  musimy  o  czymś  porozmawiać.  -  Zajrzał  jej  w  oczy.  - 

Mamy  już  nowy  rok,  a  to  najlepsza  pora  na  nowe  życie  -  rzekł  tonem,  który  wzbudził  w 

Melanie lęk. 

-  Pamiętasz, obiecałem ci publiczne zerwanie zaręczyn? 

-  To o tym myślisz? - zapytała smutno. 

A  więc  podczas  gdy  ona  marzyła  o  zakończeniu  w  rodzaju  „żyli  długo  i  szczęśliwie",  on 

zastanawiał  się  tylko,  jak  położyć  kres  kłamstwom.  Chciał  zacząć  nowy  rok  bez  niej  i  bez 

kłopotów, które się z nią wiązały. 

- A ty nie? Od początku mówiłaś, że im wcześniej to zrobimy, tym lepiej. Uważam, że masz 

rację. Szczególnie po tej historii z zakupami i z całym tym planowaniem ślubu. Nie możemy 

pozwolić, żeby to się dalej ciągnęło. 

-    W  takim  razie  skończmy  wreszcie  tę  farsę-  powiedziała  dzielnie,  pilnując,  by  się 

przypadkiem nie rozpłakać. -Wiesz już może, jak to zrobić? 

Richard  patrzył  jej  w  oczy,  usiłując  wyczytać  w  nich,  co  naprawdę  o  tym  myśli.  Melanie 

udało  się  jednak  nie  okazać  cierpienia.  Zrobiła  ogromny  wysiłek,  aby  jej  wzrok  pozostał 

obojętny. 

-  Sądzę, że to ty powinnaś zdecydować - odparł z duszą na ramieniu. 

Kiwnęła tylko głową, bojąc się, że głos może ją zawieść. 

-  Pomyśl o tym - nalegał. - I daj mi znać, jak tylko coś postanowisz. Zgodzę się na wszystko, 

co zechcesz. 

-  Kiedy masz zamiar to zrobić? - zapytała spokojnie i pewnie. 

-  Im wcześniej, tym lepiej. 

-    Zgadzam  się  z  tobą  -  powiedziała,  myśląc,  że  kiedy  już  będzie  po  wszystkim,  nadejdzie 

pora na wzięcie się w garść. 

Nagle poczuła przejmujące zimno i otuliła się puszystym szalem. 

background image

-    Idę  się  położyć  -  powiedziała  zdławionym  głosem.  Richard  nie  objął  jej  ani  nawet  nie 

zatrzymał. Dopiero 

kiedy była na szczycie schodów, zawołał: 

-  Szczęśliwego Nowego Roku, Melanie. 

-  Szczęśliwego  Nowego  Roku  -  odpowiedziała  automatycznie,  choć  wiedziała,  że  dla  niej 

zaczął się gorzej niż wszystkie minione lata. 

Kiedy zamknęła za sobą drzwi sypialni, poczuła, że z rozkoszą walnęłaby czymś o ścianę. Nie 

miało  to  jednak  sensu,  chyba  że  mogłaby  trafić  w  Richarda.  Może  to  by  mu  wbiło  trochę 

rozumu do głowy? 

Dlaczego  nie  dostrzegał  tego,  co  ona  widziała  wyraźnie?  Miała  pewność,  że  razem  mogliby 

być  szczęśliwi.  Z  jej  pomocą  Richard  osiągnąłby  w  życiu  wszystko,  co  tylko  by  zechciał. 

Była  dla  niego  idealną  partnerką,  bo  świetnie  się  do  tego  nadawała.  Przy  niej  już  nigdy  nie 

byłby nudziarzem. Już ona by o to zadbała. 

Straciła  jednak  nadzieję  na  wspólną  przyszłość  w  chwili,  gdy  zaczął  mówić  o  zerwaniu 

zaręczyn. Mimo że w ciągu ostatnich kilku dni bardzo się do siebie zbliżyli, to najwyraźniej 

podchodzili do tego w odmienny sposób. Dla Richarda wyjazd był tylko przygodą. Czymś, do 

czego  i  tak  musiało  dojść,  bo  nie  mogli  już  dłużej  ignorować  rosnącego  napięcia.  Ale,  jak 

widać, to było wszystko. 

Melanie dobrze wiedziała, że nikogo nie można zmusić do kochania, tak samo jak nie można 

zmusić do wyznania miłości kogoś, kto sam przed sobą bał się przyznać,  co czuje. Pod tym 

względem ona okazała się równie tchórzliwa jak Richard. 

Teraz  za  to  musi  chronić  swoje  złamane  serce  i  głupią  dumę.  Dlatego  też  po  powrocie  do 

Alexandrii  wyda  przyjęcie,  podczas  którego  rzuci  mu  w  twarz  ten  okropny  pierścionek. 

Dopilnuje, aby scena była tak pamiętna, że będzie go prześladować do końca życia. Nie chciał 

uczucia,  które  ich  połączyło,  trudno,  ale  nie  pozwoli  mu  o  sobie  zapomnieć.  Zadba  o  to  jak 

należy. 

Na swoje nieszczęście, ona pewnie też nie zdoła go zapomnieć. 

 

ROZDZIAŁ 15 

Kiedy  wrócili  do  miasta,  przyjęcie  zaręczynowe  było  już  w  zasadzie  zorganizowane. 

Zaproszenia  właśnie  drukowano  i  było  za  późno,  by  wszystko  odwołać.  Melanie  czuła  się 

nieszczęśliwa, wiedząc, że wielka scena zerwania zepsuje całą imprezę, ale Destiny nie dała 

jej przecież szansy na inne zakończenie. 

background image

Melanie  i  Ryszard  zgodnie  uznali,  że  z  fikcją  należy  uporać  się  jak  najszybciej,  a  przyjęcie 

będzie  znakomitą  okazją,  by  zrobić  to  przy  licznych  świadkach.  Melanie  zaprosiła  nawet 

Pete'a  Forsythe'a,  chcąc,  żeby  ujrzał  koniec  romansu,  do  którego  doprowadził  swoim 

artykułem. 

-  Na  pewno  nie  chcesz  zaprosić  rodziców?  -  zapytała  znów  Destiny,  kiedy  po  raz  ostatni 

przeglądały  listę  zaproszonych  gości.  -  Richard  z  przyjemnością  wyśle  po  nich  firmowy 

samolot. 

Nigdy w życiu, pomyślała Melanie. Wystarczy, że przeczytają o tym w gazecie. 

Zależało  jej  jednak  na  obecności  Becky.  Wiedziała,  że  kiedy  bomba  wybuchnie,  będzie 

potrzebowała życzliwego wsparcia. 

-    Moi  rodzice  nie  lubią  latać  samolotem  -  odpowiedziała  zgodnie  z  prawdą.  -  A  żeby 

dojechać  samochodem,  tata  musiałby  zwolnić  się  z  pracy  w  środku  tygodnia,  co  nie  jest 

możliwe. Poza tym myślę, że rodzice będą chcieli urządzić drugie przyjęcie, w Ohio. 

Kiedy wrócę do domu z podkulonym ogonem, pomyślała przygnębiona. 

-  Kochanie,  co cię dręczy? - Destiny patrzyła na nią z niepokojem.  - Przyszła panna młoda 

powinna być szczęśliwa. A ty od czasu waszej wyprawy ciągle jesteś smutna. 

-  Nie smutna, tylko trochę zmęczona - zapewniła Melanie. - Po powrocie zastałam na biurku 

sterty papierów i musiałam nad nimi siedzieć po nocach. 

Wydawało się, że tłumaczenie przekonało Destiny. 

-    Kiedy  już  zostaniecie  małżeństwem,  będziesz  mogła  rzucić  pracę  -  zaczęła  ostrożnie.  - 

Wiem, że to może nie jest punkt widzenia nowoczesnej kobiety, ale nie będziesz już musiała 

zarabiać. 

-  Ale ja lubię swoją pracę - oświadczyła Melanie, myśląc, że już wkrótce praca stanie się dla 

niej najważniejsza w życiu. 

-  Wiem, że jesteś świetną specjalistką, ale życie czasami zmusza nas do dokonania wyboru. 

Kiedyś może się okazać, że rodzina stanie się dla ciebie najważniejsza. 

-  Tak jak dla ciebie? 

-  No właśnie - przyznała Destiny z obojętnym wyrazem twarzy. - Tak jak dla mnie. 

-  Żałowałaś kiedyś swojej decyzji? 

Destiny wydawała się zaskoczona tym przypuszczeniem. 

-  Jak mogłabym żałować? Richard, Mack i Ben są dla mnie jak synowie, potrzebują mnie! - 

zawołała. - Inna decyzja była nie do pomyślenia! 

W głosie Destiny słychać było absolutną pewność, choć Melanie miała wrażenie, że wyczuwa 

też  nutę  smutku  czy  tęsknoty.  Wiedziała  jednak,  że  przyjaciółka  nigdy  się  do  tego  nie 

background image

przyzna. Nawet jeżeli czegoś żałowała, było jasne, że tajemnicę tę raczej zabierze do grobu, 

niż obarczy nią bratanków. 

-    Jak  zyskuje  się  pewność,  że  wybór  jest  słuszny?  -  zapytała  Melanie.  Ukrywała  smutek 

znacznie gorzej, niż robiła to Destiny. 

-    Zapytaj  serca.  -  Starsza  pani  uśmiechnęła  się.  -  Ono  cię  nie  okłamie  w  żadnej  ważnej 

sprawie. Tyle że czasem trzeba się bardzo dokładnie wsłuchać, by usłyszeć odpowiedź - do-

dała cierpko. 

Melanie  pomyślała,  że  jej  serce  stale  udziela  fałszywych  odpowiedzi,  ale  zanim  zdążyła 

rozważyć to dokładniej, zjawił się Richard. 

Z  niepewną  miną  cmoknął  ciotkę  w  policzek,  potem  nachylił  się  nad  Melanie  i  równie 

przyjacielsko pocałował ją w usta. Wiedziała, że pocałunek jest tylko grą, a mimo to odczuła 

dreszcz podniecenia. 

-  Co robicie? - zapytał Richard. 

-  Ostatnie przygotowania do przyjęcia - wyjaśniła Destiny. - Zaproszenia zostaną wysłane po 

południu. 

-  Ile tysięcy ludzi cioteczka kazała ci zaprosić? - zwrócił się do Melanie. 

-  Zaprotestowałam, gdy doszła do trzystu pięćdziesięciu osób. 

-  Okrągła liczba - stwierdził cierpko Richard. - Oczywiście ktoś z prasy? 

-  Pete Forsythe i jego fotograf. 

-  Nie mogę pojąć, dlaczego go zapraszasz. - Destiny pokręciła głową. 

-    Czyżby?  A  ja  sądziłem,  że  lubisz  pana  Forsythe'a.  -  Richard  popatrzył  na  ciotkę  z 

rozbawieniem. 

Destiny wydawała się tak zbulwersowana tymi słowami, że Melanie poczuła głęboki podziw 

dla jej umiejętności aktorskich. 

-  Dlaczego tak ci się wydawało? - zapytała Destiny chłodno, udając oburzenie. 

-  Przecież to właśnie jemu opowiedziałaś o weekendzie, który kilka tygodni temu spędziłem 

z  Melanie  w  domu  nad  rzeką  -  przypomniał.  -  Dlaczego  więc  nie  dać  mu  okazji,  żeby  był 

ś

wiadkiem zaręczyn, do których się przyczynił? 

-  Och, to przecież nieważne. - Destiny beztrosko zakończyła temat. 

-  Masz rację - przyznał Richard. - Wybaczysz, jeśli porwę ją na chwilę? Musimy ustalić kilka 

spraw. 

-  Oczywiście - zgodziła się grzecznie ciotka. 

-  Czy to dotyczy twojej kampanii? - zapytała Melanie, niechętnie idąc do jego biura. 

-  Zapomniałaś, że już u mnie nie pracujesz? 

background image

-    Zawsze  możesz  mnie  zapytać  o  radę  -  zauważyła,  bolejąc,  że  już  niedługo  nawet  to  nie 

będzie ich łączyć. 

-  Wieczorem mam służbową kolację. Czy chciałabyś mi towarzyszyć? 

-  Nie wydaje ci się, że w obecnej sytuacji nie jest to dobry pomysł? 

-    Pewnie  tak,  ale  ludzie,  z  którymi  jestem  umówiony,  poczują  się  obrażeni,  jeśli  nie 

przyjdziesz. 

To okropne! Jak może iść z nim na kolację i udawać przed obcymi ludźmi, że jest szczęśliwa, 

kiedy w tym samym czasie będzie planowała wielką scenę zerwania? 

-    A  może  pokłócimy  się  wieczorem  i  zerwiemy  zaręczyny  jeszcze  przed  kolacją?  - 

zaproponowała z nadzieją w głosie. - Wtedy będziesz mógł iść sam i nie trzeba będzie odgry-

wać żadnej sceny na przyjęciu. 

-    Myślałem,  że  ci  na  tym  zależy.  -  Popatrzył  na  nią  z  zainteresowaniem.  -  Ta  scena  była 

przecież jednym z twoich warunków. 

-    Szczerze  mówiąc,  przestało  mi  zależeć  -  odparła,  bo  nie  chciała  upokarzać  Richarda.  Nie 

chciała  również  robić  wstydu  sobie  ani  burzyć  nadziei  Destiny.  Wolałaby  mieć  już  to 

wszystko  za  sobą.  -  Rozstańmy  się  cicho  i  spokojnie  teraz  -  poprosiła,  próbując  zsunąć 

pierścionek z palca. 

Niestety, pierścionek ani drgnął, a ponura mina Richarda wskazywała, że nie godzi się na tę 

prośbę. 

-  Sama wybrałaś czas i miejsce. Nie możesz się teraz wycofać. 

-  Dlaczego? 

-  Bo nie - upierał się. 

Mogłaby  pomyśleć,  że  próbuje  w  ten  sposób  zyskać  na  czasie,  ale  przecież  wiedziała,  że  to 

nieprawda. 

Richard  wyjął  z  szafy  smoking.  Nie  opuszczała  go  myśl,  że  popełnił  błąd,  nie  pozwalając 

Melanie  zakończyć  tej  farsy  po  cichu.  Dlaczego  uparł  się,  żeby  czekać  jeszcze  tydzień? 

Wspólna  kolacja  w  towarzystwie  zaprzyjaźnionych  biznesmenów  bynajmniej  nie  poprawiła 

sytuacji.  Melanie,  nieobecna  duchem,  milczała,  przez  co  pozostali  goście  czuli  się  nie-

zręcznie.  Wieczór  był  katastrofą,  a  wspólne  przedsięwzięcia,  o  których  rozmawiano  przy 

kolacji,  prawdopodobnie  nie  dojdą  do  skutku.  Ale  Richard  jakoś  nie  umiał  się  tym  przejąć. 

Martwiło go tylko to, że może stracić jedyną kobietę, którą pokochał. 

-    Skąd  ta  ponura  mina?  -  zapytał  Mack,  patrząc,  jak  brat  nalewa  sobie  dużego  drinka.  - 

Przecież dzisiaj będziemy świętować twoje zaręczyny. 

-  Daj spokój, obaj wiemy, że to nieprawda - odparł Richard. 

background image

-  Myślałem, że... - Mack urwał, najwyraźniej zaskoczony reakcją brata. 

-  Co myślałeś? Że naprawdę mamy zamiar się pobrać? 

-  Szczerze mówiąc, tak. Wszystko na to wskazywało. Wyjechaliście przecież razem do domu 

nad rzeką. 

-    Cóż,  sprawy  często  mają  się  inaczej,  niż  to  wygląda.  Właśnie  w  czasie  tego  wyjazdu 

Melanie  powiedziała  mi,  że  chce,  aby  wszystko  przebiegło  zgodnie  z  naszą  wcześniejszą 

umową. 

-  A co zrobiłeś, by zmieniła zdanie? - Mack popatrzył na brata ciężkim wzrokiem. 

-  Cóż mogłem zrobić? Przecież była zdecydowana. 

-  Powiedziałeś, że ją kochasz? 

Richard zmarszczył brwi, a Mack zrozumiał, że brat nie zdobył się na wyznanie. 

-  Co się z tobą dzieje? - spytał. - A zresztą nieważne, i tak wiem. Uwierz mi, że jeśli chodzi o 

romanse, tak samo jak ty nie znoszę fajerwerków. Ale to Melanie. Jest w tobie do szaleństwa 

zakochana i widać, że ty ją kochasz. Nie pozwól, by odeszła. 

Richard  nie  był  jednak  gotów  wyznać,  co  czuje  do  Melanie.  Nawet  bratu,  któremu  bez 

namysłu powierzyłby swoje życie. 

-  Zapominasz, że cała ta historia z zaręczynami miała na celu wyłącznie zadowolenie Destiny 

- przypomniał. 

-    Naprawdę  myślisz,  że  wciąż  oszukujesz  ciotkę?  -  Mack  wybuchnął  śmiechem.  -  Żyjesz 

złudzeniami,  Richardzie.  Może  na  początku  to  naprawdę  była  jakaś  szczeniacka  gra,  ale...  - 

Mack urwał, widząc pogłębiające się na czole Richarda zmarszczki. - Nie przestraszysz mnie 

tą  groźną  miną.  Przyznaj,  że  gra  się  skończyła,  i  napraw  wszystko,  zanim  będzie  za  późno. 

Nie  upieraj  się,  gdy  chodzi  o  coś  tak  ważnego.  Może  ona  też  chciałaby  zmienić  fikcję  w 

rzeczywistość,  ale  pamiętając  ostatni  punkt  waszej  absurdalnej  umowy,  bała  się  do  tego 

przyznać. 

Richard  wpatrywał  się  w  Macka,  zastanawiając  się,  czy  to  możliwe,  by  miał  on  rację.  Czy 

możliwe,  że  swoim  postępowaniem  skłonił  Melanie  do  milczenia?  Czy  naprawdę  oboje 

gotowi byli dotrzymać umowy tylko dlatego, że bali się wyznać swe uczucia? 

-  Od kiedy to stałeś się znawcą uczuć? - zadrwił jednak z brata. 

-  Nie jestem głupi, Richardzie, ale ty nie rozumiesz, do czego zmierzasz.. 

Richard uznał, że nie ma sensu dalej brnąć w ten absurd. 

-  Co mam zrobić? - zapytał. 

-  Wymyśl coś przekonującego i nie przyjmuj odmowy. Pozwól, niech Melanie odegra swoją 

scenę, a potem ty odegraj swoją. Na pewno ci się uda. 

background image

Richard  pomyślał,  że  skoro  Mack  wierzy  w  jego  siłę  przekonywania,  to  może  warto 

spróbować. Chodzi przecież o jedyną kobietę, którą w życiu pokochał. 

-    Chyba  mam  pomysł.  -  Uśmiechnął  się  i  podniósł  słuchawkę,  by  zadzwonić  do  swojego 

jubilera. 

-  Nawet jeśli ci się nie uda, to przynajmniej będziesz wiedział, że zrobiłeś wszystko, co było 

możliwe. A to lepsze niż poddanie się bez walki. 

Racja,  pomyślał  Richard,  od  razu  nabierając  wigoru.  Dobrze  wiedział,  jak  ważna  jest  w 

negocjacjach  inicjatywa.  Dlaczego  wcześniej  nie  pomyślał  o  tym,  by  posłużyć  się  dobrze 

znaną  sobie  taktyką,  sprawdzającą  się  w  biznesie?  Przecież  w  grę  wchodzi  najważniejszy 

kontrakt w życiu! 

Melanie ukryła się w toalecie i wycierała przed lustrem łzy. Uciekła z przyjęcia, bo ani chwili 

dłużej  nie  mogła  już  znieść  ciągłego  uśmiechania  się  do  gości.  Bolały  ją  od  tego  szczęki. 

Przyjęcie było ogromnym sukcesem, ale zaraz je zepsuje, odgrywając swą wielką scenę. 

-    Czy  coś  się  stało,  kochanie?  -  Destiny  przyłapała  ją  na  ocieraniu  łez,  ale  w  jej  głosie  nie 

było współczucia. Nie wydawała się też zmartwiona, raczej zadowolona z siebie. 

Melanie spojrzała badawczo i zrozumiała, że Destiny nie dała się nabrać na ich grę. 

-  Cały czas wiedziałaś, że udajemy, prawda? 

-  Oczywiście - przyznała Destiny radośnie, jakby nie wydała majątku na zaręczyny, które się 

nie odbędą. – Wiem też, że kochasz Richarda, i jestem absolutnie pewna, że on kocha ciebie. - 

Poklepała ją pocieszająco po ręce. 

Melanie nie pytała, skąd ta pewność, potrzebowała rady, i to szybko. 

-  Myślisz, że mogę to wszystko jakoś naprawić? 

-  To nie twoja rola. Pozwól, by Richard się tym zajął - odparła Destiny. - Do pewnych rzeczy 

mężczyzna musi dojść sam. W przeciwnym razie równowaga sił zostanie zachwiana. 

-  Myślisz, że on coś zrobi? - zapytała żałośnie Melanie. 

-    Jeżeli  jest  choć  w  połowie  taki,  za  jakiego  go  uważam,  to  za  miesiąc  staniecie  przed 

ołtarzem  -  zapewniła  Destiny.  -A  musisz  wiedzieć,  moja  droga,  że  nikt  nie  zna  mojego  bra-

tanka lepiej niż ja. 

-  To znaczy, że mam z nim zerwać, tak jak zaplanowaliśmy? 

-  Spodziewa się tego, więc nie możesz go zawieść. Gdyby jednak w skrytości ducha liczył na 

to, że w ostatniej chwili zmienisz zdanie, to będzie to dla niego zimny prysznic. 

Godzinę  później  Melanie  zaczerpnęła  tchu,  po  czym  chlusnęła  Richardowi  w  twarz 

szampanem z kieliszka. Co prawda, nie tak planowała początek wielkiej sceny, ale spodobało 

background image

się jej to. Czasami Richard był tak bardzo sztywny, że po prostu nie mogła tego znieść. Może 

ten prysznic z zdoła go ożywić? 

-  A to co? - zapytał, najwyraźniej szczerze zaskoczony. 

-  Miałam nadzieję, że szampan pomoże ci przejrzeć na oczy. 

-  Naprawdę? 

-    Naprawdę.  Jak  na  człowieka  inteligentnego,  czasami  zachowujesz  się  okropnie  głupio  - 

oświadczyła. 

Nie  tak  radziła  jej  Destiny,  ale  Melanie  już  zbyt  długo  pozwalała,  by  to  inni  kierowali  jej 

losem.  Zapomniała,  że  osobą,  która  jest  najbardziej  zainteresowana  tym,  jak  ułoży  się  jej 

przyszłość z Richardem, jest ona sama. Chyba że Richardowi także na tym zależy. 

-    Czy  to  oznacza,  że  ze  mną  zrywasz?  -  zapytał  Richard,  wyraźnie  rozbawiony,  mimo  że 

otaczało ich morze zdumionych twarzy. 

-  Tak - odparła pewnym siebie głosem. 

-  W takim razie proszę o zwrot pierścionka. 

Melanie wyciągnęła dłoń i z niechęcią spojrzała na ogromny brylant, który od początku jej się 

nie  podobał,  mimo  że  rzucał  przepiękne  błyski,  mieniąc  się  kolorami  tęczy.  Miał  pewnie  co 

najmniej sześć karatów. Był idealnie przejrzysty i bez najmniejszej skazy. Musiał kosztować 

fortunę. 

-    Chyba  jednak  go  zatrzymam  -  stwierdziła.  -  Mogę  go  zastawić,  a  za  pieniądze,  które 

dostanę, rozszerzę działalność swojej firmy. 

Usłyszała stłumiony śmiech braci Richarda. Spodziewała się, że on sam okaże złość, ale tylko 

wzruszył ramionami. 

-  Rób, jak chcesz - odrzekł spokojnie. - Ale może teraz zechcesz go jednak zdjąć? 

-  Dlaczego? 

-  Mam tu inny pierścionek i myślę, że może ci się bardziej spodobać - powiedział, wyjmując 

z kieszeni małe aksamitne pudełeczko. 

-  Czy to znaczy, że naprawdę prosisz mnie o rękę? - Melanie była kompletnie zaskoczona, a 

za jej plecami rozległo się pełne ulgi, szczęśliwe westchnienie. 

Obejrzawszy się, zobaczyła uśmiechniętą Destiny. 

-  Od początku byłaś o tym przekonana - szepnęła do niej Melanie. 

-  Ależ skąd, nie miałam pojęcia! - W oczach Destiny czaił się śmiech. 

-  A powinnaś się domyślić. - Richard uśmiechnął się do ciotki. - Bo to przecież ty wszystko 

zaczęłaś. 

-  Nie mogę całej zasługi przypisywać sobie - odparła z zaskakującą skromnością. 

background image

Pokora ciotki nie zrobiła jednak wrażenia na Richardzie. 

-  Powinnaś wiedzieć, że ona zawsze osiąga to, czego chce - ostrzegł Melanie. 

Destiny uśmiechnęła się z zadowoleniem, a potem odwróciła się w kierunku Macka i Bena. 

-  Nie zapominajcie o tym, chłopcy - zażartowała, gdy tymczasem przerażeni bracia wtapiali 

się w tłum. 

-  Po czyjej będziesz stronie, kiedy Destiny uzna, że nadeszła ich pora? - zapytała Melanie. 

-    Oczywiście  po  jej  stronie.  -  Richard  ani  chwili  nie  zastanawiał  się  nad  odpowiedzią.  - 

Dzięki niej uwierzyłem w siłę miłości. Ale ty nadal mi nie odpowiedziałaś. - Zajrzał Melanie 

głęboko w oczy. 

-  Może powinnam potrzymać cię w niepewności -uśmiechnęła się. 

Słysząc  jednak  za  plecami  szept  Destiny  o  równowadze  sił,  podjęła  decyzję.  Domyślała  się, 

jak  wiele  musiało  kosztować  Richarda  wystawienie  się  na  pośmiewisko  w  obecności  tylu 

osób. Zrobił tak wiele, że zasłużył przynajmniej na to, by go nie dręczyć. 

-    Zgadzam  się  -  powiedziała,  patrząc  mu  w  oczy.  Goście  wyglądali  na  skonsternowanych. 

Zaproszono ich 

na  uroczystość  zaręczyn  Richarda  i  Melanie.  Najpierw  jednak  byli  świadkami  zerwania,  a 

potem  Richard  ponownie  poprosił  Melanie  o  rękę.  Kiedy  jednak  Destiny  chwyciła 

dziewczynę  w  objęcia  i  uszczęśliwiona  składała  jej  gratulacje,  zebrani  zaczęli  głośno 

wiwatować. 

-  Nie mogłabym sobie wymarzyć lepszej żony dla Richarda - powiedziała Destiny. 

-    Udawałaś  zaskoczoną,  ale  obie  wiemy,  że  to  ty  mnie  wybrałaś,  choć  jeszcze  nie  wiem 

dlaczego - odrzekła Melanie. 

-  To takie proste! - Destiny odwróciła się w stronę Richarda, który nigdy dotąd nie wydawał 

się  tak  radosny  i  swobodny.  A  kiedy  zauważył,  że  Melanie  na  niego  patrzy,  w  jego  oczach 

zalśnił ciepły blask. - Widzisz to co ja? - zapytała jego ciotka. 

-    Widzę,  że  jest  szczęśliwy  -  odparła  Melanie,  wiedząc,  że  przepełniają  go  dokładnie  takie 

same uczucia jak te, które wezbrały w jej sercu. 

-  Dzięki tobie - stwierdziła Destiny. 

-    Może  w  takim  razie  powinnyśmy  podzielić  się  zasługami?  -  Melanie  chwyciła  Destiny  w 

objęcia. 

-  Za dzisiejszy wieczór owszem. Ale z czasem będą tylko twoim udziałem. I już dzisiaj chcę 

ci za to z góry podziękować. 

-  Richard kocha mnie dlatego, że nauczyłaś go kochać. 

background image

-  Chyba masz rację - powiedziała Destiny i rozejrzała się po sali. - A gdzie, u diaska, podział 

się Mack? - zapytała, ruszając od razu na poszukiwania. 

-  Nie uważasz, że powinieneś znaleźć Macka i ostrzec go? - zapytała Melanie, gdy Richard 

pojawił się obok niej. 

-    Mack  sam  umie  o  siebie  zadbać.  A  szczerze  mówiąc,  z  przyjemnością  popatrzę,  jak  dla 

odmiany on będzie się zwijał. Mam teraz jednak ważniejsze rzeczy na głowie. 

-  Jakie na przykład? Pocałował ją w usta. 

-  Zgadzam się, że to zdecydowanie ważniejsze - wyszeptała z ustami na jego wargach. 

-  Wspominałem już, że cię kocham? - zapytał, kiedy skończył ją całować. 

-  Jeśli się nad tym zastanowić, to właściwie nie. Ale domyślam się, że gdyby tak nie było, nie 

poprosiłbyś mnie o rękę. 

-  Wiedziałem, że czytasz w moich myślach. - Uśmiechnął się. 

-    Przez  chwilę  byłam  pewna,  że  wszystko  poszło  źle,  ale  od  tej  pory  znów  zacznę  ufać 

swojemu instynktowi. 

-    A  co  w  tej  chwili  mówi  ci  twój  instynkt?  -  zapytał.  Popatrzyła  na  niego  z  namysłem,  a 

potem fuknęła: 

-  Powinieneś się wstydzić! - Ale z jej twarzy nie schodził uśmiech. 

-  Czy to znaczy, że nie masz ochoty wymknąć się i wynająć pokoju na górze? 

-    Nie  powiedziałam,  że  nie  mam  ochoty,  i  widzę,  że  będziesz  musiał  popracować  nad 

czytaniem w moich myślach. 

-  Z przyjemnością będę to ćwiczył do końca życia. I zawsze będę cię kochał - zapewnił. 

Melanie zaś poczuła, że jest najszczęśliwszą kobietą na świecie. 

Wiedziała,  że  jeśli  tak  powiedział,  to  tak  będzie,  bo  na  jego  słowie  można  było  polegać. 

Richard  Carlton  dotrzymywał  obietnic,  i  to  nie  tylko  w  sprawach  zawodowych.  Z  radością 

przekonała  się  o  tym,  że  był  równie  stały  i  solidny  w  życiu  osobistym.  I  co  najważniejsze, 

kochał ją i nie obawiał się o tym mówić. 

 

Trzem braciom Carltonom, osieroconym w dzieciństwie, pozostał pokaźny spadek i, co może 

ważniejsze,  kochająca  ich  ciotka.  Ta  energiczna  i  uparta  kobieta  posiadła  umiejętność 

kojarzenia idealnych par. Potrafiła też dokonać niemożliwego - przekonać dwoje poranionych 

przez życie ludzi, żeby nie bali się miłości. 

Richard i Melanie spotkali się na  gruncie zawodowym. On zamierzał kandydować do władz 

miasta, ona szukała zajęcia jako specjalistka od publicznego wizerunku. Oboje byli dalecy od 

nawiązania bliższej znajomości, zwłaszcza Melanie, która przeżyła poważny zawód miłosny. 

background image

Mimo to się zaręczyli, aby nie zawieść ciotki, która robiła wszystko, żeby  młodzi stanęli na 

ś

lubnym kobiercu. Miały to być jedynie udawane zaręczyny, tymczasem...