background image

  

 

  

POLSKIEJ NADZIEI 1980-2005

 

  

Henryk Pająk 

  

  

Przydałoby się nam

 

kilkadziesiąt porcji polonu 210!... 

(b. Ŝołnierz Kedywu AK

GRABARZE

 

Page 1 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

  

LUBLIN    2007 

  

  

  

  

MIT OBALENIA KOMUNIZMU PRZEZ „SOLIDARNOŚĆ" 

 
Gdyby neo-bolszewicki globalizm nie wydał wyroku juŜ na początku lat 70. na ich własny szatański twór pod nazwą 
Związku  Sowieckiego,  to  nie  byłoby  Ŝadnej  ruchawki  ani  w  1976  roku  (Radom),  ani  w  1980  roku  w  Lublinie, 
Gdańsku i pozostałych miastach. Po prostu nie byłoby „Soli-darności". Wszystko by się skończyło na pałkach ZOMO, 
skrytobójczych morderstwach i więzieniach, a szacowna zachodnia „demokracja" nie ruszyłaby palcem w obronie tej 
kolejnej demonstracji „polskiego warcholstwa", tej „polskiej bohaterszczyzny". 
 
Wałęsa  pod  pomnikiem  stoczniowców  powiedział:  Tu  zaczęła  się  globalizacja.  Wcześniej  powtarzał,  Ŝe  to  on 
obalił  komunizm.  Groteskowy  błazen  w  piórkach  bohatera  narodowego  juŜ  nikogo  ani  nie  szokuje,  ani  nie 
denerwuje, bo komików nie moŜna traktować powaŜnie, choć Komitet Nagrody Nobla juŜ wiele razy dał dowody, Ŝe 
z powodów politycznych musi nagradzać błaznów. 
 
„Fenomen"  Solidarności  to  fenomen  bezbolesnego  zwijania  Ŝydowskiego  Sowłagru  przez  nowoczesny  syjonizm 
sowiecki  i  zachodni  -  to  przyzwolenie  na  ten  niby  „fenomen  polskiego  zrywu",  prowokowany  przez  incydenty  w 
rodzaju  podwyŜek  cen  na  Ŝywność,  obcinanie  norm  produkcyjnych,  represjonowanie  niepokornych  „uŜytecznych 
durniów". 
 
„Rozbiórkowe"  działania  amerykańskiego  Ŝydolewactwa  zaczęły  się  od  wyścigu  zbrojeń,  jako  jednego  z  głównych 
elementów  zapędzania  Sowietów  w  zapaść  ekonomiczną  i  duszenie  światowych  cen  ropy,  podstawowego  dochodu 
ZSRR.  Równoległym  działaniem  było  sprowokowanie  ich  do  zajęcia  Afganistanu  pozorami  zainteresowania  USA 
Afganistanem, tworzenia tam własnej strefy strategicznych wpływów. Sowieci dali się wciągnąć w tę grę i weszli, a 
ze  strony  anglo-brytyjskiej  „obserwatorem"  tego  procesu  był  m.in.  „nasz"  przyszły  minister  obrony  interesów 
USA i Wielkiej Brytanii - Radek (Radosław) Sikorski, wysłany tam w roli rzekomego reportera. 
 
Twórcą niszczycielskiej dla Sowłagru „pierestrojki" nie był obecny gigant globalizmu, a wtedy pierwszy gensek KPZR 
Michaił Gorbaczow, tylko Jurij Andropow, szef KGB, potem gensek KPZR. O Ŝydowskim pochodzeniu Andropowa 
pisali  niektórzy  autorzy  rosyjscy  juŜ  w  latach  90.,  ale  musieliśmy  czekać  do  czerwca  2006  roku,  aby  uzyskać 
oficjalne potwierdzenie tego na podstawie archiwów KGB w rosyjskim programie telewizyjnym „Itogi" z 13 czerwca 
2006 roku. 

Andropow urodził sę 15 czerwca 1914 roku w Moskwie jako Grigorij Feinstein lub Flekenstein'. W skrupulatnych 
archiwach  Łubianki  zachowała  się  fotografia  jego  majmełe,  która  zmarła  w  1929  roku.  Jego  ojciec  to  imigrant  z 
Finlandii, juŜ wtedy bogaty handlarz rosyjskimi diamentami. Zginął w 1919 roku w walkach z bolszewikami, stając 
po stronie białogwardzistów carskich. 
 
Biografia Andropowa była przerabiana aŜ czterokrotnie i zapewne Ŝadna z tych wersji nie oddaje całej prawdy o tym 
„Konradzie  Wallenrodzie"  światowego  Ŝydostwa  na  szczytach  sowieckiej  władzy.  Przeróbek  tych  dokonywano  w 
latach  30.  w  miarę  pozyskiwania  coraz  to  nowych  dokumentów.  W  oficjalnej  biografii  Andropow  jest  synem 
kolejarza  Władimira,  z  pochodzenia  Osetyńca  z  guberni  Stawropolskiej.  Światowe  Ŝydostwo  znało  jednak  od 
początku  jego  kariery  Ŝydowskie  pochodzenie  Andropowa  i  od  jego  wczesnej  młodości  metodycznie  w  niego 
„inwestowało",  podobnie  jak  przedtem  „inwestowało"  w  setki  innych  ich  pobratymców  kreowanych  do  rządzenia 
sowieckim  Gułagiem.  Taką  kreaturą  kreowaną  następnie  przez  Andropowa  okazał  się  Gorbaczow,  jego  pupil, 
dyskretnie  promowany  z  zadaniem  wymierzenia  ciosu  śmierci  bolszewickiemu  bękartowi  śydów  z  pokolenia  ich 
ojców. W sposób tajemniczy, podobnie jak później Gorbaczowa, zwykle zaciekle Ŝrące się między sobą stado zbirów 
z sowieckiego Politbiura, „jednomyślnie" powołało Andropowa na stanowisko pierwszego sekretarza KPZR. 
 
Kariera Andropowa przebiegała jeszcze według tradycyjnego schematu i chronologii, natomiast kariera Gorbaczowa 
wystrzeliła  jak  statek  kosmiczny.  W  Sowłagrze  wszystkie  szczeble  awansów  były  ściśle  ustalone  i  skodyfikowane. 
Tak  pisał  o  tym  schemacie  awansów  rosyjski  autor  Abdurachman  Awtorchanow  w  ksiąŜce  Od  Andropowa  do 
Gorbaczowa

2

Aby  dotrzeć  do  Politbiura  czy  Sekretariatu,  choćby  na  stanowisko  szefa  wydziału  KC  lub  jego  zastępcy, 
funkcjonariusz partyjny zaczynający swoją karierę jako, powiedzmy, sekretarza rajkomu w wieku lat 30, musi 
przejść  wszystkie  szczeble  drabiny  partyjnej.  Od  sekretarza  rajkomu,  przez  I  sekretarza  gorkomu  do 
sekretarza obkomu -  wymaga to 20, a nawet 30 lat kariery  na prowincji. Tak więc kandydat w wieku 50-60 
lat,  o  ile  uzyska  protekcję  w  KC  pod  warunkiem,  Ŝe  jego  akta  osobowe  w  KC  i  dossier  w  KGB  są  absolutnie 
czyste, a on sam przewyŜsza swych najbliŜszych konkurentów pod względem talentu organizacyjnego - dotrze 

Page 2 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

wreszcie  do  owego,  wedle  wyraŜenia  Stalina,  „aeropagu"  -  do  KC  partii.  Wynika  stąd,  Ŝe  obecnie'  to  nie 
„młodzi"  przejmują  władzę  na  Kremlu,  lecz  „młodzi  starcy"  mają  zastąpić  „starców  zgrzybiałych",  przy  czym 
ich bagaŜ polityczny i duchowy jest identyczny z tym, jakim dysponowali ich poprzednicy. 

1.   Taką  alternatywną  pisownię  jego  nazwiska  podaje  „Ojczyzna"  w  numerze  VI  z  lipca-sierpnia  2006  roku,  opierając  się  na  wspomnianej  audycji.  „Itogi", 
własność  Ŝydowskiego  „miliardera  z  niczego"  -  Gusińskiego.  To  równieŜ  właściciel  takich  pism  i  gazet  jak:  „Dziś",  „Moskiewskij  komsomolec",  „Moskiewska 
prawda",  „Litieraturnaja  gazeta".  Gusiński  jest  we  władzach  Ŝydowskiej  loŜy  „Bnai-Brith".  Zob.:  Oleg  Płatonow  Rosja  pod  władzą  masonerii  wyd.  Moska 
2000, s. 71.

 

2.    Wyd. ANTYK,  1989, s. 83.

 

   

Niemal  natychmiast  po  śmierci  juŜ  za  Ŝycia  zmumifikowanego  BreŜniewa,  niewidzialne  lobby  wypromowało 
Andropowa 10 listopada 1982 roku (w Polsce dobiegał końca stan wojenny) na stanowisko I Sekretarza KC KPZR, 
co  było  naruszeniem  wszelkich  standardów  obowiązujących  od  ponad  pół  wieku.  Nie  był  taką  sensacją  wiek 
Andropowa - liczył wtedy 68 lat, to znaczy mieścił się w formule „młodego starca". Odstępstwem, wręcz herezją 
partyjną było to, Ŝe na stanowisko Politbiura „niewidzialni"- mianowali szefa KGB. Zawsze bowiem aparat 
partyjny dominował nad aparatem fizycznego terroru - nad GRU, NKWD, KGB.  

Znawcy  „dworskiej  etykiety"  w  Imperium  Zła  otrzymali  w  ten  sposób  czytelny  sygnał,  Ŝe  następuje  radykalne 
przesunięcie  w  hierarchizacji  Olimpu  władzy  -  pierwszy,  jak  się  okaŜe  rozstrzygający  etap  kruszenia  Sowłagru. 
Oznaczało to, Ŝe dokonuje się zasadnicze przesuniecie dominacji w nienaruszalnym dotąd trójkącie władzy: Partia, 
armia,  KGB.  I  tylko  nieliczni  to  przesunięcie  mieli  szansę  zrozumieć  właściwie  -  Ŝe  władza  radziecka  jest  juŜ 
dostatecznie  silnie  spenetrowana  przez  obce,  czytaj  syjonistyczne  siły,  aby  mógł  się  tam  dokonać  taki 
właśnie wyłom, tak radykalne przesunięcie centrum „dowodzenia". Teraz, ćwierć wieku po tych roszadach, 
jesteśmy mądrzejsi o te fakty, ale ich dedukcja w tamtym czasie wymagała wyjątkowej przenikliwości i znajomości 
sceny  politycznej  w  Sowiecji.  Andropowowi  jego  zdalni  i  miejscowi  protektorzy  wyznaczyli  rolę 
gigantycznego  młota  pneumatycznego  o  niewyobraŜalnej  sile  kruszenia  moskiewskich  skał.  Istotne  jest 
to, Ŝe Andropow miał pełną świadomość tego historycznego zlecenia, tej misji i podobną wiedzę o mechanizmach, 
które go wyniosły na wierzchołek tradycyjnego trójkąta: partia, armia, KGB2.  

 
 

1. To „obecnie" dotyczy początków lat 90. KsiąŜka ukazała się po raz pierwszy w ParyŜu w 1986 roku, wydana przez masońską YMCA - Press. 
 
2. Zwolennikiem „pierestrojki" stał się teŜ Markus Wolff, z pochodzenia śyd, szef enerdowskiego wywiadu (HVA). W 1989 r. Wolff dobrowolnie odszedł z 
HVA  i  po  cichu  przeszedł  na  stronę frakcji „reformatorskiej" NRD.  Nagle pokochał prawdziwą  wolność, równość, braterstwo  -  jak  pisał  potem w  swoich 
„Wspomnieniach".  Od  pięciu  lat  jego  nacyjny  pobratymiec  Andropow  spoczywał  w  grobie,  a  jego  dusza  w  piekle,  ale  ta  przemiana  Wolffa  (Wilka)  w 

owieczkę, musiała rozpocząć się znacznie wcześniej. Po 30 latach kierowania enerdowskim wywiadem osiadł w Izraelu, ojczyźnie jego przodków.

  

Andropow  rozpoczął  strategiczny,  wielokierunkowy  proces  przygotowywania  „pierestrojki".  Los 
pozostawił  mu  niewiele  czasu,  a  on  wiedział  dobrze,  Ŝe  prowadzi  wyścig  ze  śmiercią.  W  chwili  nominacji  był  juŜ 
cięŜko  chory  na  niewydolność  nerek.  I  rzeczywiście,  zmarł  9  lutego  1984  roku,  zaledwie  po  około  15  miesiącach 
panowania. W ostatnich miesiącach Ŝycia podobno był w swoim gabinecie lub na jego zapleczu stale podłączony do 
aparatury dializującej  nerki,  a spiskowa teoria  podpowiada rzecz  mało  jednak  prawdopodobną  -  Ŝe  uśmiercono  go 
jakimś skrytym majsterkowaniem przy tej aparaturze. 
 
Dopiero następne dziesięciolecie po jego śmierci wykazało, Ŝe Andro-pow zdąŜył jednak wykonać swoje podstawowe 
zadanie  -  przekazać  juŜ  pośmiertnie  władzę  nad  Sowłagrem  swemu  od  dawna  protegowanemu  i 
awansowanemu  Michaiłowi  Gorbaczowowi.  Podczas  elekcji  Gorbaczowa  doszło  do  niebywałej  sytuacji.  Całe 
Politbiuro, nagle nie wiedzieć dlaczego, jednomyślnie wybrało Gorbaczowa na genseka. I to w jakim stylu! Przebieg 
„konklawe",  stał  się  jednym  wielkim  peanem  na  cześć  w  istocie  partyjnego  przeciętniaka,  jakim  był  wtedy 
Gorbaczow. Oto skróty kilku tych laudacji: 
 

Griszyn

7

 
Dlatego  uwaŜam,  Ŝe  nie  mamy  i  nie  moŜemy  mieć  lepszej  niŜ  M.  S.  Gorbaczow  kandydatury  na  stanowisko 
Sekretarza Generalnego KC KPZR. 
 
Romanow: 
 
Michaił  Sergiejewicz  Gorbaczow  ma  za  sobą  bogatą  szkołę  Ŝycia  (...). To  człowiek  wykształcony  (...)  chętnie 
udziela ludziom pomocy i darzy ich zaufaniem... 
 
Czebrikow: 
 
Ton  naszej  dzisiejszej  rozmowie  nadał  Andriej  Andrijewicz  Gromyko.  Powiedział  on  słusznie,  Ŝe  powinniśmy 
myśleć  o  przyszłości  (...).  UwaŜam,  Ŝe  Michaił  Siergiejewicz  Gorbaczow  wywiąŜe  się  z  tego  z  honorem.  Za 
cechy te cenili tow. Gorbaczowa L. I. BreŜniew, J. W. Andropow i K. U. Czernienko...  

 
To  właśnie  A.  Gromyko  zaproponował  kandydaturę  Gorbaczowa.  Gromyko  był  wśród  członków  Politbiura  wciąŜ 
jeszcze  groźnym  rozgrywającym.  Zapewne  to  on  przemycał  do  Sowłagru  pierwsze  miazmaty  „odnowy"  jako 

Page 3 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

wieloletni  delegat  -  ambasador  w  ONZ,  gdzie  ironicznie  nazywano  go  „Towarzyszem  NIET!",  bo  na  wszystko  miał 
taką właśnie, jedyną odpowiedź.  

 

1. Zob.: Władimir Bukowski: Moskiewski proces, wyd. polskie 1998, s. 291, Passim.

  

   

   

Diemiczew: 
 
Nieźle  znają  go  takŜe  za  granicą.  O  tym,  Ŝe  potrafi  pracować  za  granicą,  świadczą  wyjazdy  do  Anglii, 
Kanady... 
 
Gromyko: 
 
TakŜe do Włoch. 
 
Diemiczew: 
 
Michaił Siergiejewicz Gorbaczow jest otwarty na nowe prądy. 
 
Ligaczow: 
 
(...)  W  dodatku  posiada  niewątpliwie  wszystkie  cechy  niezbędne  dla  wybitnego  działacza  politycznego.  W 
dodatku ma jeszcze niespoŜyty zapas sił intelektualnych i fizycznych.  

 
 
 Nieoficjalnymi  kanałami  puszczono  maskującą  pogłoskę,  Ŝe  podczas  wyboru  Gorbaczowa  trwała  „ostra  walka", 
wybrano  go  niemal  mniejszością  głosów...  W  istocie  wybór  był  tylko  formalnym  „przyklepaniem"  kandydatury 
Gorbaczowa.  Autor  wspomnianej  ksiąŜki  Moskiewski  proces  („dysydent")  pisząc  z  ironicznym  sceptyzmem  o 
Gorbaczowie,  wskazywał  na  Andropowa  jako  jego  wielkiego  protektora.  Podkreślał  zwłaszcza  maestrię 
Andropowa  w  kreowaniu  mitu  „pierestrojki",  ale  jak  na  „dysydenta"  przystało,  Bukowski  ani  słowem  nie 
wspomniał  o  siłach,  które  wypromowały  samego  Andropowa  -  o  kręgach  syjono-globalistów  USA  i  Europy 
Zachodniej i śydów rosyjskich. To właśnie Gorbaczow, zausznik Andropowa, połoŜył podwaliny pod rychłą lawinowo 
przebiegającą „pierestojkę". To Andropow wykonawcą tej pierestrojki uczynił Gorbaczowa. 
 
Był  to  największy  w  historii  sukces  Zachodu  w  konfrontacji  z  coraz  bardziej  niesubordynowanym  potworem 
Ŝydobolszewickiej rewolucji z 1917 roku. 
 
Wkrótce  potem  protegowani  Jelcyna  i  Gorbaczowa,  śydzi:  Bierezowski,  Chodorkowski,  Gusiński,  Potanin, 
Wekselberg,  Abramowicz,  Awen,  Lifszyc  i  kilkunastu  innych  „oligarchów",  otrzymali  przyzwolenie  na  totalną 
grabieŜ  majątku  narodowego  Rosjan.  Tak  oto  spłacono  śydom  Zachodu  zaciągnięte  długi  róŜnorakiego 
poparcia, dokładnie tak samo, jak Lenin spłacił z nawiązką bankowi Kuhn & Loeb wszystkie poŜyczki, bez których 
Bolszewia  pierwszych  lat  jej  istnienia  stałaby  się  wielkim  bankrutem.  Wypłacił  swym  poplecznikom  równowartość 
600 milionów dolarów w złocie. Pozostałe złoto carskiej Rosji rozkradli indywidualnie. 
 
Zakulisowe  tajemnice  tej  groteskowej  „pierestrojki"  to  jedyny  klucz  do  zrozumienia  tajnych  mechanizmów 
upadku Sowietów, a poprzez ten upadek, przez tę „pierestrojkę" - klucz do zrozumienia łatwości, z jaką 
zachód  bezkrwawo  opanował  Rosję  posowiecką  po  1990  r.,  tym  samym  Polskę  i  pozostałe  kraje 
demoludów. 
 
W czterokrotnym preparowaniu Ŝyciorysu wspomagano Andropowa z zachodu, co jest pośrednim dowodem, Ŝe to w 
niego „inwestowano" z dalekim rozbiegiem czasowym. Ukończył tylko technikum Ŝeglugi śródlądowej. W 1930 roku 
wstąpił  do  Komsomołu.  Członkiem  partii  został  w  1939  roku.  TuŜ  potem  skierowano  go  na  stanowisko  szefa 
Komsomołu w Karelo-Fińskiej SSR (1940-1944). Było  wykluczone, aby  tak  forowany śyd  poszedł na front z 
pepeszą  w  garści  -  to  obowiązek  wielonarodowego  mięsa  armatniego  ZSRR.  Oficjalnie  jednak  Andropow 
musiał później mieć odpowiednio spreparowany Ŝyciorys wojenny - rzekomo brał udział w jakiejś partyzantce, tylko 
nikt  nie  wie  w  jakiej,  bo  i  kiedy  mógł  walczyć  w  partyzantce,  jeŜeli  do  1944  roku  sekretarzował  Komsomołowi  w 
podbitej przez ZSRR Finlandii? W 1947 roku jest juŜ sekretarzem KPZR w Karelii, cztery lata później ściągają go do 
Moskwy, co było pierwszym warunkiem następnych awansów. Skierowano go do pracy w KC partii. 
 
Na  krótko  popadł  w  konflikt  z  G.  Malenkowem,  nie  byle  kim,  bo  formalnym  następcą  Stalina.  Konflikt  nastał  z 
rywalizacji  pomiędzy  Malenkowem  a  Michaiłem  Susłowem.  Malenkow  zamierzał  usunąć  sojusznika  Susłowa  -
Atanasa Sneckusa ze stanowiska I Sekretarza KC KP Litwy. W tym celu wysłał Andropowa do Wilna, aby wyszukał 
tam  stosowne  „haki"  na  Sneckusa.  Andropow  albo  nie  chciał  dogrzebać  się  do  takich  „haków",  albo  teŜ  działał  w 
duecie  z  potęŜnym  Susłowem,  bo  powrócił  z  Litwy  bez  „haków",  toteŜ  Malenkow  musiał  zrezygnować  z  usunięcia 
Sneckusa. 
 
Na  pewien  czas  to  starcie  Malenkow  -  Susłow  lekko  zachwiało  karierą  Andropowa.  Malenkow  podobno  spotkał 

Page 4 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

Andropowa  na  korytarzu  KC  KPZR,  ujął  go  za  łokieć  i  szepnął  mu  do  ucha:  Nigdy  ci  tego  nie  zapomnę.  Czy  to 
prawda - nie wiadomo, nikt przecieŜ nie usłyszał tego złowrogiego sze¬ptu, ale dalsze fakty jakby to potwierdzały, 
bowiem wkrótce potem Andro¬pow został zwolniony z aparatu partyjnego, następnie „zesłany" na boczny tor w roli 
ambasadora na Węgrzech na czas 1954-1957. 
 
Dla  Węgrów  okazał  się  „inwestycją"  tragiczną.  Starając  się  odzyskać  łaski  Kremla,  Andropow  wsławił  się 
krwawym stłumieniem powstania Imre Nogy'a w 1956 roku i osadzeniem u władzy Janosa Kadara. 
 
Historycy węgierscy przyznają, Ŝe to Andropow jest głównym sprawcą masakry Węgrów. 
 
Dojście  do  władzy  Chruszczowa  w  ramach  rzekomej  „destalinizacji"  otworzyło  Andropowowi  drogę  powrotu  na 
Kreml.  To  wtedy  jego  kariera  dostaje  zaskakującego  przyśpieszenia.  Impulsem  stała  się  otwarta  wojna  wydana 
przez  klikę  Chruszczowa  z  kryptosyjonistami  ulokowanymi  w  kręgach  decyzyjnych  KC  KPZR  i  w  licznych 
republikach. Ta sowiecka wersja wojny „Chamów z śydami", jak wiemy, miała swój duplikat w Polsce, zakończony 
krótkotrwałą klęską tych ostatnich w 1968 roku, dwa lata później klęską duetu Gomułka - Moczar. 
 
W  wyniku  walki  rosyjskich  „Chamów  i  śydów",  Andropow  w  1962  roku  został  członkiem  Sekretariatu  KC  KPZR  i 
zajął miejsce Susłowa, co dowodzi, Ŝe jego wileńska wyprawa po „haki" na litewskiego sprzymierzeńca Maleńkowa 
nie była przypadkowa.  

Wkrótce  potem  Andropow  został  szefem  KGB,  a  w  1973  roku  członkiem  Biura  Politycznego  KC  KPZR. 
Jednocześnie  zachował  tekę  szefa  KGB,  co  było  ostatecznym  przypieczętowaniem  zwycięstwa 
rosyjskich śydów nad rosyjskimi chamami - tym razem cudzysłowy są tu zbyteczne. 

 
Oznaczało  to  długi  wstęp  do  rozbiórki  Sowłagru,  ale  wtedy  niewielu  albo  nikt  nie  mógł  być  obdarzony  tak 
nadprzyrodzonym wizjonerstwem  

-  poza  samym  Andropowem  i  jego  mocodawcami,  aby  zrozumieć,  do  czego  te  zmiany  zmierzają  i  kto  je 
inspiruje. 
 
Tak oto Andropow uzyskał dwa klucze do demontaŜu Sowłagru  

- władzę nad KGB i członkostwo w Biurze Politycznym KC KPZR. 

 
 Cieszył się jednocześnie dyskretną akceptacją Zachodu. Coraz wyraźniej kreowano go tam na „liberała", starannie 
zapominając  o  tysiącach  trupów  węgierskich  wyprodukowanych  przez  tego  „liberała"  i  o  jego  wielu  zbrodniach  w 
cichych, rutynowych działaniach KGB. Wtedy właśnie rozpoczęło się metodyczne przenoszenie dowodzenia 
Sowłagrem z partii i armii do KGB, od dawna naszpikowanego na wszystkich decyzyjnych stanowiskach 
rosyjskimi  śydami:  po  rozpadzie  ZSRR  aŜ  20  000  kagebistów  wyŜszego  szczebla  wyjechało 
bezpośrednio  do  Izraela,  uwoŜąc  wiele  miliardów  dolar  ów  w  złocie,  diamentach  i  samych  dolarach, 
tudzieŜ  niewyobraŜalnie  bogatą  wiedzę  o  tajemnicach  KGB  i  GRU.  Ten  proces  podporządkowywania  partii 
kagiebistom  rozpoczął  juŜ  BreŜniew,  zapewne  nieświadomie

1

,  przywróceniem  prawa  KGB  do  szpiegowania 

(gromadzenia  „haków")  nie  tylko  na  członków  Komitetu  Centralnego,  lecz  równieŜ  członków  Politbiura,  które  to 
prawo  odebrał  im  Chruszczow.  Pęczniejące  tajne  teczki  członków  Biura  Politycznego  czyniły  z  nich  posłuszne 
narzędzia  w  rękach  Andropowa,  co  ułatwiało  mu  dokonywanie  zmian  partyjnych  na  szczytach  Kremla  i  w 
republikach.  Doskonałym  źródłem  „haków"  była  powszechna,  epidemiczna  korupcja  w  kierownictwie  partii,  co 
dodatkowo czyniło ich łatwymi ofiarami KGB. 
 
Podobnie,  choć  nie  na  taką  skalę  działo  się  w  armii.  Armia  Czerwona  -  jakkolwiek  by  ją  oceniać  -  zawsze  była 
gwarantem  potęgi  i  stabilności  ZSRR,  obiektem  dumy  narodowej  Rosjan.  Rosyjskie  dowództwo  wojskowe  juŜ  nie 
czerpało  strawy  duchowej  z  groteskowych  szkoleń  marksizmu-leninizmu,  tylko  z  wiecznie  dlań  Ŝywej,  acz  nie 
manifestowanej  wojskowo-patriotycznej  historii  Wielkiej  Rosji.  Stalin  wiedział  co  robił  tuŜ  przed  wojną,  niszcząc 
niemal  doszczętnie  stary  korpus  oficerski  Czerwonej  Armii,  podobnie  wiedział  co  robić,  gdy  Niemcy  parli  na 
Stalingrad,  a  Moskwa  i  Leningrad  juŜ  były  oblęŜone.  Zrehabilitował  wtedy  rosyjską  armię  imperatorską, 
wielkomocarstwową i jej słynnych dowódców, wydobył z łagrów niedobitych oficerów, a samą wojnę z hitlerowskimi 
Niemcami nazwał dokładnie tak, jak zawsze w Rosji nazywano wojnę z 1812 roku: „Wielką Wojną Ojczyźnianą". To 
przecieŜ  rosyjska  armia  wygrała  wojnę  z  Napoleonem  i  Hitlerem,  a  nie  KPZR,  NKWD,  GRU.  PrzeraŜony  widmem 
klęski, Stalin wydobył z łagrów gnijących tam hierarchów Cerkwi Prawosławnej, kazał im podpisywać wspólne apele 
do wiernych i „narodu" (!) o wytrwanie w walce. 
 
Armia była więc zawsze groźna dla kamaryli partyjno-kagiebowskiej jako realna siła fizyczna. 
 
Sygnałem  medialnym  zapowiadającym  zmiany,  znów  czytelnym  tylko  dla  nielicznych,  była  niewinnie  wyglądająca 
reakcja  „Prawdy"  na  śmierć  genseka  Czernienki.  NaleŜało  oczekiwać,  Ŝe  wzorem  śmierci  poprzednich  genseków, 
cała ta sowiecka „Trybuna Ludu" będzie przez najbliŜsze dni ociekać łzami. „Prawda" tymczasem pozwoliła sobie na 
coś,  za  co  przedtem  redaktor  naczelny  wylądowałby  w  łagrze  za  sabotaŜ.  W  dniu  ogłoszenia  śmierci  Czernienki 
„Prawda" po pierwsze ukazała się bez czarnej Ŝałobnej ramki okalającej całą pierwszą kolumnę gazety, a co jeszcze 
bardziej niesłychane - bez portretu Czernienki! 
 
W  zamian,  na  tejŜe  pierwszej  stronie  ukazał  się  portret  nowego  genseka  -  Michaiła  Gorbaczowa.  Rozkład  tych 

Page 5 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

akcentów  był  czytelny.  Nigdy  przedtem  nie  pozwalano  sobie  na  takie  poniŜenie  zmarłego  genseka.  Stetryczały 
mamut Czernienko zmarł 10 marca 1985 roku. Jeszcze na dobre nie ostygły jego zwłoki, jeszcze nie odbył się jego 
pogrzeb,  a  juŜ  wybrano  i  ogłoszono  światu  nowego  genseka  -  Michaiła  Gorbaczowa.  Nastąpiło  to  po 
zaledwie czterech godzinach od ogłoszenia śmierci Czernienki. TASS podał to o godzinie 14, a juŜ o 18 tego 
samego  dnia  -  doniósł  o  wybraniu  nowego  dyktatora.  Nigdy  dwa  takie  wydarzenia  nie  zbiegały  się  w  tak  krótkim 
czasie w długiej historii ZSRR.  
 

1. OŜeniony z śydówką, podobnie jak większość rosyjskich „chamów" na szczytach władzy, nie wyłączając Raisy Gorbaczowej.

  

   

Cytowany Awtorchanow stawiał w swojej ksiąŜce całkiem przytomne pytanie:  

Czy mogło się tak szybko zebrać pozaplanowe plenum KC, czyli ponad 400 osób rozrzuconych nie 
tylko po gigantyczym kraju, ale i po świecie? Chyba tylko sputnikami moŜna było ich zwieźć tak szybko. 
Nawet  sądząc  z  fotografii  zbiorowej  uczestników  owego  plenum  podczas  poŜegnania  zwłok  Czernienki 
(opublikowanej w „Prawdzie" 12.03.1985 r.), w Moskwie zebrało się nie więcej niŜ 200 osób

1

.  

 
 
A tak Awtorchanow wyjaśnia ten fenomen komunikacyjny:  

W rzeczywistości procedura wybrania Gorbaczowa wyglądała tak samo jak w przypadku jego protektora, z tą 
róŜnicą,  Ŝe  Andropow  zmuszony  był  dokonać  po  śmierci  BreŜniewa  przewrotu  pałacowego  przeciw 
prawnemu „kronpirinzowi" Czernience, a Gorbaczow dokonał tego przewrotu w istocie jeszcze za 
Ŝycia  swego  poprzednika.  Gromyko,  który  wniósł  na  plenum  KC  kandydaturę  Gorbaczowa,  poinformował, 
Ŝe  kierował  on  juŜ  Sekretariatem  Generalnym  KC  KPZR,  a  pod  nieobecność  Czernienki  takŜe  posiedzeniami 
Politbiura. W ten sposób faktyczna władza nad najwyŜszymi organami partii była juŜ w rękach Gorbaczowa.  

Po śmierci BreŜniewa wśród jego potencjalnych następców typowano Konstantina Czernienkę, Wiktora Griszyna i 
Władimira  Szczerbickiego.  WaŜnym  graczem  zza  kulis  był  w  tych  targach  o  schedę  po  BreŜniewie  profesor 
Jewgienij  Czazow,  osobisty  lekarz  BreŜniewa,  z  pochodzenia  śyd.  Stwierdzał  on  w  swoich  pamiętnikach,  Ŝe 
pozostawał w bliskich kontaktach z Andropowem, co zresztą dziwić nie moŜe, a ten jako pierwszy otrzymał właśnie 
od  Czazowa  informację  o  śmierci  BreŜniewa.  Odbyło  się  to  w  ten  sposób,  Ŝe  Czazow  zatelefonował  nocą  do 
Andropowa z daczy BreŜniewa i wypowiedział tylko jedno słowo: „JuŜ". Tak samo juŜ nazajutrz rano okazało się, 
Ŝe  Andropow  został  wyznaczony  na  przewodniczącego  ceremoniału  pogrzebowego,  co  stanowiło  rytualny  sygnał, 
kogo właśnie namaszczono na następcę zmarłego genseka. 
 
Dyskusja i głosowanie były więc tylko formalnością przy dalece niepełnym składzie członków KC. 
 
Tak  naprawdę,  Andropow  został  namaszczony  przez  niewidzialne  lobby  wewnętrzne  i  zewnętrzne  juŜ  na  kilka 
miesięcy przed śmiercią BreŜniewa. Przygotowując się do tej sukcesji, dla uniknięcia niekorzystnego wraŜenia 
o  skupieniu  władzy  Genseka  i  szefa  KGB  w  jednej  osobie,  Andropow  zrezygnował  z  funkcji  szefa  KGB. 
Sukces  miał  zapewniony  z  dwóch  powodów:  dysponował  bogatym  zbiorem  „haków"  na  wszystkich  przyszłych 
genseków i aktualnych członków Politbiura. 
 

1. TamŜe, s. 85.

  

   

„Haki" zbierano zapewne takŜe poprzez penetrację innych wywiadów, którym zaleŜało na osadzeniu Andropowa na 
tronie  genseka.  Aparat  polityczny,  administracyjny  i  wojskowy  ZSRR  był  wtedy  juŜ  straszliwie  zdemoralizowany, 
„odideologizowany".  Jego  najwaŜniejsi  funkcjonariusze  mieli  za  sobą  kariery  w  ambasadach  państw  zachodnich,  a 
tam czekały na nich niezliczone pokusy. No i poznali słodką prawdę o Ŝyciu na wraŜym Zachodzie. Erozja i korozja 
umysłów zrobiła swoje. 
 
Tajna  kolekcja  „haków"  plus  jego  ludzie  rozstawieni  w  rządzie  sprawiło,  Ŝe  Andropow  wdarł  się  na  kolejny  szczyt 
władzy - został Przewodniczącym Rady NajwyŜszej ZSRR. 
 
JeŜeli  aparat  partyjno-administracyjny  był  stosunkowo  podatny  na  szantaŜowanie  przez  zasoby  „hakowe",  to  nie 
jest  jasne,  czy  one  wystarczyły  na  podporządkowanie  bandzie  KGB  generalicji  armii,  która  była  mniej 
skompromitowana, zdemoralizowana, staranniej chroniona przez kontrwywiad GRU przed wewnętrzną infiltracją. 
 
Tak  oto  dochodzimy  do  kluczowego  dla  losów  Polski  pytania:  dlaczego  Armia  Czerwona  nie  weszła  do 
Polski, aby zdusić narodową rebelię jeszcze przed wprowadzeniem stanu wojennego, jako „pokojowej" 
alternatywy Jaruzelskiego?  

Zaistniały na szczęście (?) niebagatelne przeciwwskazania. Dwa zwłaszcza:  

—  interwencja  wojskowa  oznaczałaby  „siłowe"  rozbicie  „Solidarności"  całkowicie  juŜ  opanowanej  przez  śydów  z 
KOR, stworzonego pod patronatem Zachodu tylko w tym właśnie celu, aby na grzbietach robotników przejąć władzę 

Page 6 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

z rąk „Chamów" przy pierwszej nadarzającej się okazji;  

—  wtedy  awans  Andropowa  na  stanowisko  wszechwładnego  genseka,  przygotowywanego  do  tej  roli  od 
dziesięcioleci, stałby się bardzo problematyczny. 
 
Tak  oto  strategicznym  a  pilnym  zadaniem  Andropowa  było  niedopuszczenie  do  interwencji  w  Polsce. 
Interwencja rozwiałaby plany osadzenia Gorbaczowa na stanowisku genseka. Planowana „pierestrojka" by 
nie  doszła  do  skutku  w  jakimś  przewidywalnym  czasie,  a  zamiast  anihilacji  Sowłagru,  łatwo  mógł  on  przejść  w 
wojskową dyktaturę brutalnie pacyfikującą rozbudzone nadzieje narodów Sowłagru. Generalicja znów by doszła do 
głosu. 
 
Tak  oto  stanęła  na  historycznym  zakręcie  przyszłość  ZSRR,  Polski,  demoludów,  a  tym  samym  Europy  i  nie  tylko. 
Potem  lansowano  tezę,  Ŝe  Sowieci  nie  weszli,  bowiem  ugrzęźli  po  uszy  w  Afganistanie,  ponadto  pułkownik 
Kukliński zdradził Amerykanom plany wojskowe Układu Warszawskiego.  

Niestety, przez szereg lat ulegał tej iluzji takŜe niŜej podpisany.  

Przewidywania skutków interwencji powinny były pójść tropem trzech przesłanek:  

—  Sowieci  byli  uwikłani  w  Afganistanie  „na  pół  gwizdka",  wprawdzie  ponosili  kompromitujące  poraŜki  prestiŜowe, 
ale nie militarne, zdolne osłabić potęgę Armii Czerwonej; 
 
—  ich  interwencja  w  Polsce  była  niemal  skazana  na  sukces  militarny,  bo  mało  prawdopodobne,  by  wojsko  polskie 
podjęło walkę, zdominowa¬ne przez dowódców w roli agentów Moskwy. To stanie z bronią u nogi gwarantował sam 
Jaruzelski jako dowódca  armii, agent NKWD  od 1944  roku.  Sprawę załatwiłoby  kilka  dywizji sowieckich,  a ich  rola 
sprowadzałaby się do opanowania garnizonów, lotnisk, łączności oraz internowania dowództwa; 
 
— wrzawa na Zachodzie przeszłaby w stan lodowatej zimnej wojny groŜącej wojną na niewyobraŜalną skalę, ale to 
by  tylko  wzmocniło  rolę  dowództwa  Armii  Czerwonej  -  jedynej  w  tej  sytuacji  obrończyni  ojczyzny  światowego 
proletariatu.  

 
 
Profesor Anatol Dnieprów trafnie rekapitulował tę sytuację:  

Andropow  był  de  facto  głównym  autorem  radzieckiej  pierestrojki.  Jak  wiadomo,  to  on  wylansował  na  lidera 
KPZR  Michaiła  Gorbaczowa.  Andropow  ściągnął  z  Kraju  Stawropolskiego  nikomu  wtedy  nieznanego 
Gorbaczowa  i  wprowadził  go  z  czasem  do  elity  radzieckiego  kierownictwa.  Gorbaczow  realizował  następnie 
plan demokratyzacji i otwarcia Związku Radzieckiego na świat...  

 
 
To juŜ wiemy, ale prof. Dnieprów dochodzi do wątku polskiego i tu juŜ nie we wszystkim jest obiektywny:  

Za  główną  zasługę  Andropowa  uwaŜa  się  dziś  to,  Ŝe  za  jego  wstawiennictwem  w  1981  roku  nominację  na  I 
sekretarza  KC  PZPR  od  L.  BreŜniewa  otrzymał  właśnie  gen.  Wojciech  Jaruzelski.  A  to  dzięki  Jaruzelskiemu 
polskie pokojowe  reformy były  przecieŜ tak  udane  (no,  kto by  to pomyślał, Ŝe udane! - H.P.). Jak  wiadomo, 
Andropow  był  teŜ  zdecydowanym  przeciwnikiem  interwencji  radzieckiej  w  Polsce.  Pamiętał  zapewne 
wydarzenia  w  Budapeszcie  w  1956  roku,  gdzie  był  wówczas  ambasadorem  ZSRR.  Takiego  tragicznego  losu 
chciał  niewątpliwie  zaoszczędzić  Warszawie.  Dzięki  podjętej  przez  BreŜniewa  i  Andropowa  decyzji  o 
wprowadzeniu  stanu  wojennego,  którego  przebiegiem  tak  znakomicie  kierował  gen.  Jaruzelski,  Andropow 
uratował Polskę i utorował drogę do pokojowej transformacji całego bloku socjalistycznego...  

 
Andropow uratował Polskę? Przed czym? Przed masakrą? Uratował dla kogo? CzyŜby scenariusz węgierski sprzed 25 
lat  miałby  się  powtórzyć  w  1981  roku,  gdyby  czerwona  zaraza  wdarła  się  do  Polski?  CzyŜby  prof.  Dnieprów 
(nazwisko od Dniepru?) nie wiedział, ile kilometrów dzieliło Budapeszt od Berlina, a ile granicę zachodnią Polski od 
tegoŜ Berlina? 
 
Prawdą  jest  natomiast,  Ŝe  to  duet  BreŜniew  -  Andropow  był  autorem  stanu  wojennego,  a  hunta  Jaruzelskiego  -
Kiszczaka  jego  wykonawcą.  Mijało  się  to  rozwiązanie  z  oczekiwaniami  generalicji  sowieckiej.  JuŜ  zacierała 
ręce.  „Krasnaja  Zwiezda"  -  organ  Armii  Czerwonej  juŜ  nazajutrz  po  oficjalnym  zarejestrowaniu  „Solidarności",  16 
listopada  1980  roku  opublikował  znamienny  w  intencjach  artykuł  o  wojnie  polsko-sowieckiej  z  1920  roku.  Artykuł 
kończył się słowami Lenina, którymi zapowiadano oczekiwaną interwencję: 
 
Wojna z Polską została nam narzucona. 
 
Wiele teŜ mówią zmiany personalne w armii sowieckiej podjęte między grudniem 1980 a marcem 1981. Zaczęło się 
od dymisji dowódcy sił lądowych gen. Pawłowskiego i jego zastępcy do spraw politycznych, generała Wasiagina. 
W  następnym  miesiącu  z  kluczowych  stanowisk  zostali  usunięci  doświadczeni  dowódcy  ze  wszystkich 
(oprócz  jednego)  okręgów  wojskowych  graniczących  z  Polską,  a  ich  miejsca  zajęli  generałowie 

Page 7 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

przeniesieni znad granicy chińskiej!

1

  Wywiad amerykański ustalił mylnie czy teŜ celowo dezinformacyjnie - to 

rzecz  drugorzędna  -  Ŝe  wkroczenie  armii  sowieckiej  jest  planowane  na  15  grudnia.  Dowódcom  znad  granicy 
chińskiej brakowało znajomości przy graniczą polsko-sowieckiego, terenów w głębi Polski i wielu innych realiów. 
 
W prasie sowieckiej ukazały się zasłony dymne usprawiedliwiające te wędrówki dowódców. Miały rzekomo wystąpić 
powaŜne  problemy  w  mobilizacji  rekrutów.  Wzywani  do  macierzystych  jednostek  rezerwiści  podobno  masowo 
dezerterowali, z czym dotychczasowi dowódcy w rejonach przygranicznych rzekomo nie mogli się uporać, naleŜało 
więc  odwołać  tych  fajtłapów.  Doniesienia  o  masowych  dezercjach  były  prymitywną  fikcją.  Dezercje  z  armii 
Sowłagru  były  zawsze  rzadkością,  bo  kończyły  się  dla  delikwentów  skutkami  wręcz  niewyobraŜalnymi,  włącznie  z 
karą  śmierci,  toteŜ  mówienie  o  „masowych"  dezercjach,  które  by  powaŜnie  osłabiały  zdolność  bojową  armii,  było 
niepowaŜne.  

 

1. Miała to być powtórka taktyki inwazji na Węgry w październiku 1956 r. Ściągnięto wtedy oddziały i dowódców ze wschodnich regionów ZSRR. Wielu 
sołdatów  było  przekonanych,  Ŝe  walczą  „gdzieś"  w  imperialistycznej  Europie.  Czołgiści  strzelali  z  cekacmów  gdzie  popadnie.  Posiekali  kulami  okna 
polskiej  ambasady,  choć  na  frontonie  budynku  powiewał  sztandar  PRL,  ale  oni  nie  wiedzieli  czyj  to  sztandar.  Dopiero  jesienią  2006  roku 

„Gazeta Polska" opublikowała tajny raport ambasady opisujący dokładnie zniszczenia w środku ambasady!

  

   

Wojskami dowodził wtedy marszałek Kulikow. Był on zdecydowany wkroczyć do Polski dwukrotnie, w grudniu 1980 
i  marcu  1981.  W  obydwu  okresach  atak  był  odwoływany. Andropow  czuwał  nad  tym  poprzez  swoich  ludzi  w  KC  i 
generalicji. Miał swoich protegowanych na strategicznych stanowiskach w armii i partii. 
 
Ostatnim sukcesem partyjnych dinozaurów było przepchnięcie Ŝywej mumii (83 lata!) - Konstantina Czernienki na 
stanowisko  genseka.  PoŜył  jeszcze  na  tym  stanowisku  tylko  13  miesięcy,  o  kilka  miesięcy  krócej  niŜ  przedtem 
Andropow.  W  tym  czasie  śmiertelnie  chory  był  juŜ  Dymitr  Ustinow.  Gdyby  armia  zachowała  swoje  tradycyjne 
wpływy  i  pozycję,  naturalnym  jego  następcą  powinien  był  zostać  marszałek  Nikołaj  Ogarkow,  najzdolniejszy  z 
sowieckich generałów, a co waŜniejsze, zwolennik agresywnej, imperialnej polityki sowieckiego imperium. Jako szef 
sztabu  armii,  od  1977  roku  kierował  się  przekonaniem,  Ŝe  wobec  spodziewanej  utraty  przez  Związek  Sowiecki 
przewagi  nad  NATO,  najlepszym  rozwiązaniem  pozostaje  konfrontacja  militarna  na  wybranym  terenie. 
Konsekwentnie 

zmierzając 

do 

takiej 

konfrontacji, 

rozkazał 

zestrzelić 

września 

1983 

roku 

południowokoreański  samolot  pasaŜerski  KAL  007,  pod  pretekstem  naruszenia  przezeń  przestrzeni 
powietrznej ZSRR, podczas gdy takie naruszenie kwalifikowało się tylko do ostrego protestu dyplomatycznego. 
 
Sukcesem  Andropowa  było  takie  osłabienie  wpływów  armii,  Ŝe  zanim  w  grudniu  1984  zmarł  Ustinow,  zdołano 
przedtem  usunąć  „jastrzębia"  Ogarkowa  ze  sztabu.  Ministrem  obrony  został  generał  Siergiej  Sokołow  człowiek 
niejako  z  „kapelusza",  „z  teczki",  bowiem  nigdy  nie  był  on  nawet  członkiem  Politbiura.  Ogarkowa  natomiast 
„zesłano"  do  Legnicy,  na  całkiem  boczny  tor,  skąd  miał  dowodzić  radzieckimi  wojskami  w  Polsce  i  NRD'.  Legnica 
okazała się ostatnim przydziałem dla Ogarkowa - zmarł w 1994 roku. Ostatnim oficerem KGB, który go nadzorował 
w  Legnicy,  był  płk  NKWD  Władimir  Putin,  późniejszy  prezydent  osadzony  na  tym  stanowisku  przez 
skorumpowanego  pijaczynę  Jelcyna.  W  czasie  słynnego  puczu  Janajewa  w  Moskwie  poparł  on  i  obronił 
Gorbaczowa, a najpewniej uratował mu Ŝycie.  

1. Dzięki tej nominacji, miał z nim kontakty gen. W. Jaruzelski. Oceniał Ogarkowa jako dowódcę inteligentnego, a co dziwniejsze kulturalnego.  

   

Po czerwcowym plenum KC KPZR w 1985 roku, ustaliło się twarde jądro władzy pomijające zwapniałe Politbiuro. 
Wyłoniła  się  dyktatura  bardzo  wąskiej  grupy,  taki  „dyrektoriat  pięciu":  gensek  Gorbaczow,  „drugi  gensek" 
Ligaczow  i  aŜ  trzech  generałów  KGB  -  pierwszy  zastępca  szefa  rządu  Alijew,  przewodniczący  KGB  Czebrikow  i 
minister  spraw  zagranicznych  Szewardnadze,  który  w  przyszłości  podobnie  bezkolizyjnie  ustąpi  miejsca 
amerykańskiemu agentowi wpływu Saakaszwilemu w Gruzji, która tym samym stanie się kolejną strefą wpływów 
amerykańskich. Z tego dyrektoriatu armia została całkowicie wyłączona, co do złudzenia przypominało „dyrektoriat 
pięciu"  z  czasów  Rewolucji  Francuskiej,  dopóki  Napoleon  Bonaparte  nie  dokonał  swego  słynnego  zamachu  stanu 
poparty  przez  masonerię,  sprawcę  Rewolucji  Francuskiej  juŜ  zdegustowaną  jej  makabrycznym  rozpasaniem.  W 
Rosji w 1917 roku rządził podobny „dyrektoriat pięciu" pod wodzą Ŝydomasona Aleksandra Kiereńskiego. Rządził 
niedługo i oddał władzę bandzie Lenina -Trockiego. 
 
Czebrikow  podobnie  jak  Andropow,  trafił  do  aparatu  partyjnego  z  KGB.  Podobnie  zawodowymi  czekistami  byli 
Alijew  i  Szewardndze.  Nic  by  później  nie  wiedziano  o  zaistnieniu  Alijewa  i  Szewardnadze,  gdyby  nie 
wszechobecna  instytucjonalna  korupcja  rozpleniona  za  czasów  BreŜniewa.  Wzorcowymi  republikami  były  pod  tym 
względem  AzerbejdŜan  i  Gruzja.  Ich  pierwsi  sekretarze  Achundow  i  MŜawanadze  zostali  ostrzeŜeni  przez 
własnych  policyjnych  generałów,  Ŝe  albo  będą  przymykać  oko  na  korupcję,  albo  sami  będą  w  niej  uczestniczyć. 
Generałami  tymi  byli  właśnie  -  w  AzerbejdŜanie  Alijew,  a  w  Gruzji  minister  spraw  wewnętrznych  Szewardnadze. 
Popierał ich szef KGB Andropow, który ich przeforsował na stanowiska pierwszych sekretarzy tych republik. Potem 
znaleźli się w Politbiurze KC KPZR. 
 
Samo  mianowanie  Szewardnadze  ministrem  spraw  zagranicznych  ZSRR  przez  Gorbaczowa,  było  wyjątkowo 
śmiałym i dziwnym na tle praktyki w ZSRR posunięciem. Odsunął Gromykę z tego stanowiska, co oznaczało kurs na 
„odpręŜenie"  z  Zachodem,  a  takŜe  przejęcie  przez  Gorbaczowa  kontroli  nad  polityką  zagraniczną.  Nominacja 
Szewardnadze  na  ministra spraw  zagranicznych ZSRR była szokiem dla  sowieckiego korpusu  dyplomatycznego,  w 
którym  nie  brakowało  wytrawnych  dyplomatów  znających  języki  obce.  Degradację  Gromyki  Gorbaczow  osiągnął 

Page 8 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

przez  odebranie  mu  stanowiska  przewodniczącego  Rady  NajwyŜszej  ZSRR.  Bezceremonialnie  pogonił  z  Biura 
Politycznego i Sekretariatu KC kogoś, kto szkodził jedności aparatu partyjnego i policyjnego - będącego w pełni sił 
swego rywala Romanowa, który go popierał na wspomnianym konklawe. 
 
Tak  naprawdę,  to  przygotowania  do  rozbiórki  Sowietów  rozpoczęły  się  juŜ  u  progu  lat  60.  i  nie  w  samym  ZSRR. 
Kongres USA w 1959 roku przyjął dalekosięŜny plan rozbicia Sowłagru na 22 państwa. Rola śmiertelnych 
korników  przypadła  Ŝydomasońskiej  agenturze  wewnątrz  ZSRR,  usytuowanej  w  resortach  siłowych  i  na  szczytach 
KPZR. 
 
W początkach lat 60. na Uniwersytecie Kolumbia rozpoczynali swoją karierę Ŝydowscy prekursorzy „pierestrojki" A. 
Jakowlew i O. Kaługin, wysokiej rangi funkcjonariusz NKWD, a pytanie o to, jak oni się tam dostali, jak wyjechali 
za  Ŝelazną  kurtynę,  jest  z  gatunku  pytań  o  swobodne  wojaŜe  „naszych"  prekursorów,  takich  jak  Michnik, 
Geremek, Blumsztajn, J. T. Gross i dziesiątki innych KOR-ników. 
 
Jakowlew  i  Kaługin  naleŜeli  do  kadrowych  funkcjonariuszy  KGB,  co  ujawnił  w  1993  roku  przedstawiciel  KGB  W. 
Kriuczkow'.  W  połowie  lat  60.  Jakowlew  w  „Litieraturnoj  Gazietie"  otwarcie  krytykował  „nacjonalizm"  rosyjski, 
występował antyrosyjsko i jakoś przechodziło mu to bezkarnie. Jakowlew swobodnie podróŜował do Kanady, gdzie 
wchodził  w  nieformalne  układy  z  wpływowymi  przedstawicielami  tamtejszej  masonerii,  na  czele  z  premierem 
Kanady Pierre Trudeau. 
 
W  połowie  lat  60.-70.  we  władzach  centralnych  KPZR  uformowała  się  grupa  agentów  wpływu 
pochodzenia  Ŝydowskiego:  F.  Burłaszkin,  G.  Szachnazarow,  G.  Gierasimow,  Arbatow  i  Bowin.  Czołową 
postacią  był  w  tej  grupie  Arbatow.  Urodzony  w  1923  roku,  był  członkiem  KPZR  nieprzerwanie  od  1943  do  1991 
roku.  W  latach  60.  i  70.  Arbatow  był  jednym  z  głównych  zakulisowych  rozgrywających  w  polityce  zagranicznej 
ZSRR,  m.in.  jako  dyrektor  Instytutu  USA  i  Kanady.  Zajmował  zdecydowanie  proamerykańskie  stanowisko,  o 
czym  wtedy  nie  wiedziały  jeszcze  (rzekomo),  sowieckie  słuŜby  wywiadowcze.  Przyjacielem  Ameryki  stał  się  juŜ  w 
latach 70. Wtedy teŜ waŜnym tuzem Ŝydomasońskiej agentury wpływu okazał się słynny A. Sacharow i jego Ŝona 
H.  Bonner.  Wtedy teŜ rozpoczynała  się gra o globalną dominację  międzynarodowego  syjonizmu  spod znaku loŜy 
Bnai-Brith,  Bilderberg  Group  i  Komisji  Trójstronnej,  której  współzałoŜycielem  był  „nasz"  Zbigniew 
Brzeziński,  zakulisowy  promotor  wyboru  kard.  K.  Wojtyły  na  papieŜa.  Inną  międzynarodową  atrapą  oligarchów 
świata  stał  się  słynny  Klub  Rzymski.  Jego  członkiem  był  późniejszy  „rosyjski"  premier  i  miliarder  „z  niczego"  J. 
Primakow (1972). 
 
Wtedy  właśnie  harwardzki  historyk  Ŝydowskiego  pochodzenia  Ryszard  Pipes  opracował  dla  administracji 
prezydenta  Reagana  strategiczny  program  erozji  sowieckiego  molocha  za  pomocą  dywersji  w  takich  dziedzinach, 
jak  polityka  międzynarodowa,  kultura  i  ekonomia.  Był  to  na  razie  program  „wojny  propagandowej"  o  powolny 
demontaŜ ZSRR.  

 

1. „Młoda Gwardia", 1992, nr 10 s. 84. Zob.: Oleg Płatonow: Rosja pod władzą masonerii, Moskwa 2000, s. 10. Passim.

 

 
   

Page 9 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

 

 
Na  gruncie  polskim  próbami  siłowymi  okazała  się  prowokacja  z  grudnia  1970  roku,  zakończona  masakrą 
stoczniowców Trójmiasta, potem w 1976 r. jednorazowa podwyŜka cen Ŝywości o 70 proc, której wynikiem stały się 
zamieszki  w  Radomiu  i  innych  miastach7.  A  jeszcze  wcześniej  -  tzw.  „wydarzenia  marcowe"  1968  w  Warszawie 
oraz „praska wiosna" w Czechosłowacji. Wszystkie te wydarzenia były koronkowo zorganizowanymi prowokacjami. 
 
Na przełomie lat 70. - 80. agentura wpływu usadowiona na szczytach KC KPZR, KGB i GRU, w ekonomii i polityce 
zagranicznej ma  juŜ  zwarty  program i  funkcjonuje  sprawnie.  Umyka  to  uwadze  rzekomo wszechwiedzącym  KGB  i 
GRU, ale to juŜ dziwić nie moŜe, zwłaszcza w kontekście kariery Andropowa, wkrótce Gorbaczowa.  

 

1. Zob. rozdział: Jaruzelski wykańcza Gierka i gospodarkę.

  

   

„Zachód",  czyli  głównie  USA,  wyasygnował  na  „proces  demokratyzacji"  ZSRR  90  miliardów  dolarów.  Te  dolarowe 
dywizje  szły  głównie  na  wspieranie  setek  Ŝydowskich  agentów  wpływu  usadowionych  we  wszystkich  dziedzinach 
Ŝycia  Sowłagru,  w  tym  na  nowoczesny  sprzęt  wywiadowczy,  na  instrukcje,  literaturę  „drugiego  (skąd  my  to 
znamy!) obiegu".  

W  trakcie,  a  nawet  juŜ  po  pierestrojce,  świat  dziwił  się  tej  „nagłej"  bezkrwawej,  pokojowej  transformacji, 
„demokratyzacji" ZSRR. Cudownej przemianie bestii w baranka. 
 
Arbatow,  przy  ścisłej  współpracy  Gorbaczowa  i  Jakowlewa,  zajął  czołową  rolę  w  kierowaniu  procesami 
„transformacji"  ZSRR  w  masę  upadłościową.  Wokół  Arbatowa  skupili  się  inni  czołowi  agenci  wpływu,  tacy  jak 
Koroticz, Afanasjew, Popów, Primakow. Zwłaszcza Primakow, wkrótce „milioner z niczego". 
 
Dziwnym  trafem,  byli  to  w  całości  tego  składu  rosyjscy  śydzi,  To  jeszcze  jeden,  a  tak  naprawdę  to  jedyny  cud 
sowieckiej „pierestrojki". Dokłanie jak i u nas. „Nasza" pierestrojka to kalka tamtej. 
 
W  tym  kręgu  głównym  rozgrywającym  stawał  się  Gorbaczow.  Charakterystyczne,  Ŝe  poza  tym  kręgiem  pozornie 
pozostawał Andropow. Nie kojarzono go ze spiskowcami. Przeciwnie, jeszcze uchodził za twardogłowego stalinowca 
starej daty.  

Partyjny aparat KPZR, czołowi działacze kultury i nauki, stanowili otoczkę, zewnętrzny pierścień tego rdzenia. 
 
W  Polsce  juŜ  mieliśmy  za  sobą  rzekomo  spontaniczną  eksplozję  „Solidarności",  umowę  sierpniową,  stan  wojenny, 

Page 10 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

nikomu  jeszcze  nieznane  tajne  rozmowy  Kuronia  i  Wałęsy  z  SB  w  sprawie  przejęcia  władzy  przez  Ŝydomasoński 
KOR, podczas gdy w ZSRR trwała gigantyczna praca agentury wpływu. W latach 1989-1992 odbyło się w ZSRR 
ponad  50  „naukowych  konferencji"  w  czołowych  ośrodków  ZSRR  -  w  Moskwie,  Rydze,  Leningradzie, 
Swierdłowsku, WoroneŜu, Tallinie, Wilnie, Irkucku,  Tomsku. W samej Moskwie odbyło się sześć takich 
instruktaŜowych konferencji. 
 
KGB i GRU nie reagowały. Straciły rewolucyjną czujność!  

Oficjalnie wszyscy z mocą akcentowali, na czele z Gorbaczowem, „przewodnią" rolę partii. 
Ukochane dziecko GRU, organizacja pod nazwą „Narodowy udział w demokracji" (przewodniczący A. Wajnsztejn), 
finansowała działalność Instytutu Sacharowa, który propagował:  

 — 1984 r. - działalność na rzecz „praw człowieka"  

— 1986 r. - działalność „wolnych uniwersytetów" (skąd my to znamy!).  

   

W 1990 roku  specjalny  fundusz  Kongresu  USA finansuje działalność  tzw. „Międzynarodowej parlamentarnej grupy 
Wierchownogo Sowieta SSSR".' 
 
Konsoliduje  się  czołówka  przyszłego  reŜimu  pijaczyny  Jelcyna,  marionetki  Ŝydowskich  oligarchów:  Popow, 
Starowojtowa,  Połtorianin,  Muraszow,  Stankiewicz,  Gajdar,  Boczarow,  Jawlińskij,  Bołdyriew,  Łukin, 
Czubajs,  Nyjkin,  Szabad,  a  takŜe  główni  promotorzy  wyboru  Jelcyna  na  prezydenta:  Urmanow,  Wiriutin, 
Rzeźnikow, Andrejewskaja, Nazarow oraz czołowi przedstawiciele prasy i telewizji. 
 
I znów, dziwnym trafem, wszyscy, dokładnie wszyscy tu wymienieni mieli pochodzenie „jerozolimskie".  

Gorbaczow  juŜ  jako  gensek  KPZR  znał  doskonale  przebieg  i  programy  szeroko  zakrojonej  „pierestrojki"  ZSRR  w 
wykonaniu tej piątej kolumny. Nie sprzeciwiał się niczemu. Przeciwnie, dyskretnie roztaczał nad tą robotą parasole 
ochronne.  KGB  go  o  tej  kreciej  robocie  informowało  wielokrotnie,  bowiem  ta  machina  wciąŜ  jeszcze  „rabotała" 
rzekomo  proradziecko.  W  1990  roku  meldował  mu  o  tym  przedstawiciel  KGB  Kriuczkow,  o  czym  pisała 
„Sowietskaja  Rossija"  w  1992  (21  X)  i  1993  roku  (29  V).  Wydarzenia  toczyły  się  juŜ  lawinowo.  Do  gry  wchodzi 
Fundacja Sorosa i jego  liczne agentury „pozarządowe". Pilotują tę robotę tacy  agenci  wpływu jak  J.  Afanasjew 
redaktor  naczelny  pisma  „Znamia"  -G.  Bakłanow,  ideolog  pierestrojki  Zasławskaja,  sędzia  Trybunału 
Konstytucyjnego Ametystów.  

W  szóstym  numerze  pisma  „Znamia"  (1989)  Soros  juŜ  jawnie  nawołuje  do  walki  z  rosyjskim 
„nacjonalizmem", upatrując w nim wielkie niebezpieczeństwo dla światowych sił „demokracji". 
 
I znów - identycznie w Polsce: „nacjonalizm", „szowinizm", „ksenofobia" i, ma się rozumieć, „antysemityzm".  

Cała czołówka rosyjskiej „pierestrojki", to Ŝydomasoneria. Pierwsze związki i kontakty Ŝydowskich liderów KPZR z 
masonerią  zachodu,  datują  się  na  długo  przed  faktyczną  pierestrojką,  juŜ  w  latach  60.  i  70.  Pierwszy  kontakt  z 
masonerią  zachodu  Gorbaczow  nawiązał  podczas  prywatnego  urlopu  we  Włoszech,  gdzie  pręŜnie  działały  loŜe 
masońskie  na  czele  ze  słynną  loŜą  „P-2".  Jakowlew  wszedł  w  konspiracyjne  związki  z  masonerią  w  Kanadzie. 
Spotykał się tam z masonem Pierre Trudeau, premierem Kanady. 
 
Pierwsze  wzmianki  o  masońskiej  inicjacji  Gorbaczowa  pojawiły  się  w  1988  roku  w  niemieckiej  prasie  i  w  „Nowym 
rosyjskim  słowie"  z  4  października  1989  roku.  Tam  właśnie  ukazały  się  zdjęcia  Grobaczowa  z  prezydentem  G. 
Bushem (seniorem), przekazującymi wolnomularskim „braciom" masońskie gesty nieznane „profanom".  

 

1. Sowietskaja Rossija, 26 października 1992.

  

   

Do światowej masonerii  Gorbaczow dołączył  po wstąpieniu  do Komisji Trójstronnej z inicjatywy agenta Mossadu 
G.  Sorosa

1

.  To  Soros  finansował  rosyjsko-amerykański  fundusz  pod  nazwą  „Inicjatywa  kulturalna".  Bardzo 

kulturalna, jak wynikało z jej rezultatów. 
 
Wśród funkcjonariuszy i beneficjentów Funduszu Sorosa znaleźli się m.in. tacy wpływowi rusofobi, jak wspomniany 
Afanasjew, Makarow i Ametystow. 
 
Gorbaczow  stał  się  członkiem  Komisji  Trójstronnej  w  1989  roku,  ale  główny,  wręcz  historyczny  w  skutkach  sabat 
światowej  masonerii  odbył  się  w  Moskwie  pod  wodzą  Dawida  Rockefellera  i  członka  loŜy  Bnai-Brith  Henry 
Kissingera

2

  ,  światowej  rangi  Ŝydomasona  Valery'ego  d'Esteinga  Giscarda  oraz  Nakasone.  Ze  strony 

rosyjskojęzycznej  Ŝydo-masonerii,  oprócz  Gorbaczowa,  w  tym  masońskim  zlocie  wzięli  udział  Jakowlew, 
Szewardnadze, Arbatow, Primakow, Miedwiediew i inni.  

W  rezultacie  tajnego  porozumienia,  zostały  wtedy  opracowane  dalekosięŜne  plany  dekompozycji  ZSRR,  długo 

Page 11 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

jeszcze nieznane nawet liczącym się politykom i obserwatorom sceny politycznej w ZSRR. 
 
Nie rozumieli oni tajnej istoty historycznego spotkania Gorbaczowa na Malcie, bastionie światowej loŜy „Kawalerów 
Maltańskich"

3

  z amerykańskim  prezydentem. Malta stała  się miejscem  kluczowych  ustaleń,  które doprowadziły  do 

demontaŜu Związku Sowieckiego i rzekomo spontanicznych przewrotów w krajach „demoludów" sowieckich.  

Dodajmy, Ŝe Gorbaczow, Jakowlew, Szewardnadze (były szef KGB), Miedwiediew i Primakow, to członkowie 
Politbiura KPZR, od których wychodziły wszystkie najwaŜniejsze decyzje polityczne Sowłagru. 
 
Dodajmy  takŜe,  Ŝe  chronologicznie  pierwszą  strukturą  masońską  powołaną  w  ZSRR  była  loŜa  Ŝydowska  Bnai-
Brith.  W  1989  roku  „L'Arche"  -  Ŝydo-masoński  periodyk  wychodzący  w  ParyŜu  napisał,  Ŝe  w  Moskwie  w 
dniach 23-29 października 1989 roku gościła delegacja francuskiego dystryktu tej światowej loŜy Ŝydowskiej Bnai-
Brith,  w  składzie  21  przedstawicieli,  na  czele  z  prezydentem  dystryktu  M.  Aronem.  W  skład  powołanego  wtedy 
rosyjskiego  dystryktu  Bnai-Brith  weszło  63  rosyjskich  wpływowych  śydów,  faktycznych  twórców  „rosyjskiej" 
pierestrojki!  

 

1. Z powodu powiązań z Mossadem, Soros został wydalony z Węgier, skąd pochodził, a takŜe z Rumunii i Czechosłowacji. Zob. O. Płatonow, op. cit., s. 

23.

  

2. Jesienią  2006  roku  -  Ŝyd-syjonista  i  mason  (dod.  red. polonica.net)-  Kissinger  został  nieformalnym  doradcą  papieŜa  Benedykta  XVI  do 

spraw międzynarodowych.

  

3. Czołowymi masonami z loŜy Kawalerów Maltańskich są: Jelcyn, Gorbaczow, Bierezowski, Jakowlew, Abramowicz, Szewardnadcze, Lisowskij 

i Borodin.

  

 
 
W  tym  samym  czasie  powołali  przedstawicielstwa  (filie)  Bnai-Brith  w  Wilnie  i  Rydze,  a  w  późniejszym  czasie  w 
Petersburgu, Kijowie, Odessie, NiŜnym Nowogrodzie i Nowosybirsku'. 
 
NajwaŜniejsi członkowie rosyjskojęzycznej loŜy Bnai-Brith, poza Gorbaczowem to: miliarder z niczego Gusińskij, 
ŁuŜkow,  Smoleńskij,  Szajewicz,  Chodorkowski  (odsiaduje  ośmioletni  wyrok  za  miliardowe  grabieŜe 
podatkowych naleŜności za ropę i gaz), Fridman, Awien i Hajt. 
 
Te  ekskluzywną  sitwę  światowej  rangi  Ŝydomasonów  z  Bnai-Brith  uzupełnią  potem  następni  giganci  Bnai-Brith  i 
innych  rytów:  Czernomyrdin,  Gajdar,  Czubajs,  Jawlinskij,  Niemców,  późniejszy  premier  Kirijenko, 
Hakamada i Fiedorow.  

Wymieńmy  jeszcze  „rosyjskich  przyjaciół"  Wielkiego  Wschodu  Francji.  Są  to:  ŁuŜkow,  Primakow,  Karaganow, 
Lebied (zginął w „wypadku" helikoptera). 
 
Członkami  „Wielkiego  Turana"  (masonerii  islamskiej)  są:  Szaimujew,  Auszew  i  znani  przywódcy  czeczeńscy 
Maschadow i Basajew. 
 
Takie  to  były  kulisy,  tacy  to  byli  twórcy  „rosyjskiej"  pierestrojki,  pod  którą  podwaliny  połoŜył  śyd  Andropow  i 
kontynuował jego protegowany Gorbaczow. 
 
Nasze  rozwaŜania  o  „cudzie"  bezkrwawej  pierestrojki  zakończymy  rolą  Jana  Pawła  II  w  tej  międzynarodowej 
operacji  „zwijania"  Sowłagru.  W  ksiąŜce  Nowotwory  Watykanu  wykazaliśmy,  Ŝe  promotorem  tej  nominacji  było 
światowe  Ŝydostwo  ze  wspomnianych  dykasterii  masońskich,  na  czele  ze  Zbigniewem  Brzezińskim,  H. 
Kissingerem,  D.  Rockefellerem,  przy  współudziale  kilku  watykańskich  kardynałów  Ŝydowskiego  pochodzenia. 
Kardynał Karol Wojtyła odbył promocyjne, nieoficjalne podróŜe do USA i Kanady, podejmowany m.in. przez masona 
Trudeau.  W  tym  czasie  ministrem  do  spraw  wielokulturowości  był  w  rządzie  Trudeau  polskojęzyczny  „szlachcic 
jerozolimski"  senator  Stanly  Haidasz.  Odbywał  on  spotkania  z  kard.  Karolem  Wojtyłą  takŜe  w  prywatnym  gronie 
kanadyjskich śydów.  

Jedno z takich spotkań dokumentujemy fotografią nigdzie dotąd nie publikowaną. 

 (patrz poniŜej - red. polonica.net)

  

Page 12 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

  

Po  wyborze  kard.  K.  Wojtyły,  senator  Haidasz  i  Zbigniew  Brzeziński  byli  pierwszymi  gośćmi  nowego  papieŜa  Jana 
Pawła II.  

 

1. Zwróćmy uwagę na zbieŜność czasową tych wydarzeń z „polskim" Okrągłym Stołem z lutego 1989 roku.

  

   

Senator  Haidasz  to  Wielki  Mistrz  Zakonu  Maltańskiego  Szpitalników,  wyjątkowo  wpływowej  w  Kościele 
Katolickim loŜy masońskiej udającej szlachetne cele humanitarne i charytatywne, jak zresztą kaŜda loŜa masońska. 
Na wniosek senatora Haidasza, Senat Kanady wysłał gratulacje Janowi Pawłowi II z okazji jego wyboru na papieŜa. 
Ówczesny  sekretarz  stanu  Stolicy  Apostolskiej,  wybitny  mason  watykański  kard.  J.  Villot

1

  przysłał  senatorowi 

Haidaszowi podziękowanie za tę inicjatywę. 
 
Historia  XX  wieku  wciąŜ  bezskutecznie  czeka  na  definitywne  ustalenie  zleceniodawców  zamachu  na  Jana  Pawła  II 
13 maja 1981 roku. PapieŜ sam stwierdził, Ŝe Agca był tylko wykonawcą zlecenia. Kim więc byli zleceniodawcy? Czy 
słuŜby  specjalne  Andropowa?  On  sam?  JeŜeli  tak,  to  kłóci  się  ten  zamach  z  rolą  Andropowa  jako  zakulisowego 
wodza „rosyjskiej" pierestrojki. CzyŜby więc był ten zamach rezultatem niesubordynacji KGB wobec wodza? Wszak 
Jan  Paweł  II  spełniał  kluczową  rolę  w  tajnych  działaniach  na  rzecz  demontaŜu  Sowłagru.  Po  cóŜ  więc  zamach  na 
zwolennika pierestrojki?  

Same pytania i ani jednej przekonującej odpowiedzi

2

 
Tak oto Gorbaczow - „pierestrojkowicz" z nadania Andropowa całkowicie zapanował na Kremlu i mógł 
przystąpić  -  etapami  -  do  rozbiórki  Sowłagru,  a  tym  samym  do  odpadania  demoludów  od  „matiuszki". 
Odbywać  się  to  musiało  w  miarę  bezkolizyjnie.  Efektem  tego  było  w  Polsce  zamroŜenie  na  całe  8-9  lat 
„demokratyzacji",  dzięki  stanowi  wojennemu,  a  przedtem  metodycznemu  wyrzucaniu  z  „Solidarności"  jej 
prawdziwych  przywódców  i  załoŜycieli,  przez  Ŝydowskich  sprzymierzeńców  Zachodu  i  Gorbaczowa,  na  czele  z 
„bandą czterech" 
- Michnikiem, Kuroniem, Mazowieckim i Geremkiem. Szło im jak po sznurku, od Moskwy po Berlin Wschodni, 
bo mieli w cuglach Wałęsę. 
 
Dopiero  po  takim  „wstępie"  wyjaśnia  się,  dlaczego  na  stanowisko  rzekomo  głównego  rozgrywającego 
w „Solidarności" desygnowano Wałęsę, oscylatora pomiędzy Bezpieką a „Solidarnością", który niszczył 
i wyrzucał ze Związku radykalniejszych „gojów", bo przeszkadzali w „pokojowej transformacji" Polski i 
całego  bloku,  bo  myśleli  i  działali  w  kategoriach  dobra  robotników,  Polski,  a  tamci  w  kategoriach 
Ŝydolewackiego internacjonału.  

Page 13 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

Jednocześnie  otrzymujemy  pośrednią  odpowiedź  na  dotąd  nie  rozstrzygnięte  pytanie:  czy  Jaruzelski  i  Kiszczak 
musieli wprowadzić stan wojenny?  

 

1. Posądzany o otrucie papieŜa Jana Pawła I. 
 

2. Szerzej i więcej na te fascynujące pytania - w ksiąŜce autora" Rosja we krwi i nafcie, która się ukaŜe latem 2007.

  

   

   

I na drugie pytanie: czy Sowieci weszliby do Polski, gdyby Jaruzelski odmówił „towarzyszom radzieckim" 
wprowadzenia stanu wojennego? 
 
Przesłanki wyłoŜone w tym rozdziale wskazują na to, Ŝe:  

- Jaruzelski musiał wprowadzić stan wojenny. W przeciwnym razie jego los byłby nie do pozazdroszczenia.  

Musiał  wprowadzić  stan  wojenny  równieŜ  dlatego,  Ŝe  nigdy  w  całej  swojej  karierze,  w  Ŝadnej  sprawie,  nawet 
nieskończenie mniej waŜnej niŜ stan wojenny, nie powiedział swym kremlowskim mocodawcom: „NIET!"  

Gdyby  nawet  odmówił,  to  Sowieci  i  tak  by  nie  weszli,  czego  gwarantem  był  sam  Andropow  i  totalnie 
zaŜydzone  struktury  KGB,  przygotowane  przez  Andropowa  do  historycznej  rozbiórki  Sowłagru  decyzją 
światowego  syjonizmu,  któremu  w  budowaniu  wszechświatowego  globalizmu  w  miejsce  wszechświatowego 
komunizmu, juŜ od dawna przeszkadzał skostniały stalinowski aparat partyjnych mamutów z czasów rewolucji Ŝydo-
bolszewickiej 1917 roku. 
 
Niewprowadzenie  stanu  wojennego  spowodowałoby  niekontrolowaną  erozję  władzy  sowieckiej  w  Polsce  metodą 
strajków,  interwencji  ZOMO,  ogólnego  chaosu,  ale  bez  siłowej  kontrrewolucji.  Zmierzalibyśmy  do  tego  samego 
finału jak po stanie wojennym - do Okrągłego Stołu. 
 
W  latach  1980-1981  Jaruzelski  stał  się  postacią  w  pewnym  sensie  tragiczną:  gdyby  odmówił,  jego  nie 
tylko kariera starego agenta NKWD, ale i jego Ŝycie byłoby realnie zagroŜone. Towarzysze radzieccy wszak 
umieli te sprawy załatwiać bezszelestnie, a zdrada światowej ojczyzny proletariatu zwykle kończyła się strzałem w 
tył głowy lub spoŜyciem „ciastka z kremlem". 
 
Generał  Jaruzelski  jak  zwykle  mijał  się  z  prawdą  wmawiając  Polakom,  Ŝe  stan  wojenny  był  mniejszym  złem  niŜ 
wejście  „Wani"  i  Ŝe  Sowieci  stawiali  to  wejście  jako  nieuniknioną  alternatywę  rezygnacji  ze  stanu  wojennego.  Z 
omówionych  tu  powodów  Andropow  i  potem  jego  masoński  następca  Gorbaczow  nigdy  by  się  nie 
zdecydowali na rozpętanie w Polsce „drugich Węgier" z 1956 roku czy Czechosłowacji z 1968 roku. 
 
Czy  jednak  Jaruzelski,  Kiszczak  i  pozostali  z  esbecko-wojskowej  hunty  wiedzieli,  co  tak  naprawdę  dzieje  się 
podskórnie w Sowłagrze?  To  mianowicie, Ŝe zachodzą tam zasadnicze przesunięcia sił  na  korzyść pełnej  dominacji 
KGB  i  władca  imperium  Andropow  całkowicie  wykluczył  zbrojną  interwencję,  bo  to  by  naruszyło  dominację  KGB  i 
oddało władzę i dawną rangę armii, nadto zamroziłoby na czas nieokreślony od dawna zaplanowaną „pierestrojkę"?  

   

Na  to  pytanie  nie  otrzymamy  odpowiedzi  nawet  od  samego  Jaruzelskiego,  bo  krętactwo  i  kłamstwo  stanowiło 
podstawowy rys jego osobowości. MoŜna jednak pokusić się o załoŜenie, Ŝe rządząca klika jednak nie rozumiała tej 
dalekosięŜnej  strategii  i  celu  Kremla,  jego  głównego  lokatora.  ReŜim  sowiecki  jeszcze  za  czasów  „wczesnego" 
Gorbaczowa  przynajmniej  werbalnie  kreował  bowiem  pozory  kontynuacji  stalinowskiego  monolitu.  Gorbaczow  w 
ówczesnych  wystąpieniach  posługiwał  się  twardą  retoryką  stalinizmu.  Mówił  o  wiecznie  Ŝywym  komunizmie,  o 
nieuchronnej klęsce kapitalizmu. W tym samym tonie paplała „Prawda". 
 
Jaruzelski  mógł  śledzić  dość  czytelne  personalne  przegrupowania  sił  na  korzyść  KGB,  czy  jednak  juŜ 
wtedy  trafnie  rozpoznawał  ich  dalekosięŜny  cel,  jakim  był  pokojowy  demontaŜ  Sowłagru  siłami 
zaŜydzonego, agenturalnego KGB i partii, będącej juŜ tylko atrapą dawnej KPZR? 
 
MoŜna w to wątpić, ale pewności brak. Propagandową retorykę swych kremlowskich mocodawców Jaruzelski zawsze 
przyjmował jako nieodwołalne prawdy. 
 
Utwierdzać go w tym mogła zwłaszcza retoryka Gorbaczowa. Jeszcze na dwa tygodnie przed XXVII zjazdem KPZR, 
w  wywiadzie  dla  komunistycznego  francuskiego  „L'Humanite",  Gorbaczow  stanowczo  zapewniał,  Ŝe  w  ZSRR  nie 
istniał Ŝaden stalinizm:  

- Stalinizm to pojęcie wymyślone przez wrogów komunizmu, aby oczerniać ZSRR i cały socjalizm

1

.  

Te słowa padały pięć lat po wprowadzeniu stanu wojennego! 
 
Jeszcze  bardziej  betonowo  przemawiali  generałowie  Andropowa  i  on  sam  aŜ  do  swojej  śmierci  w  1984  roku.  Tak 

Page 14 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

więc Jaruzelski mógł wierzyć w tamten i późniejszy bełkot Andropowa i globalisty Gorbaczowa. Tym bardziej, Ŝe był 
to miód na jego serce, stalinowca oddanego komunizmowi na śmierć i zakłamane do końca Ŝycie. PrzecieŜ wszystko 
zaleŜało, w tym jego Ŝycie, od trwałości i potęgi Wielkiego Brata. 
 
Gadając o niezniszczalności komunizmu, Gorbaczow w tym samym czasie czynił wiele na rzecz rozbiórki światowej 
ojczyzny proletariatu. Potwierdził to swoją postawą juŜ po pomyślnym zakończeniu swej misji, nagle zamieniając się 
w ideowego, fanatycznego piewcę globalizmu, wolności, „demokracji", wolnego rynku, uniwersalnego masońskiego 
„Humanizmu" i New Age.  

 

1. „Prawda", 8 lutego 1986.

  

   

W  „Newsweeku"  z  19  września  1998  roku,  kiedy  juŜ  dawno  opadły  z  niego  maski  werbalne,  a  ze  Związku 
Sowieckiego Ŝelazna kurtyna, Gorbaczow ogłosił swoje credo:  

Rozwój  świata  jest  moŜliwy  tylko  przy  poszukiwaniu  konsensusu  dla  wspólnego  budowania,  tak 
jak my (globaliści - H.P.) kroczymy do Nowego Porządku Świata. To o czym mówimy, jest jednością 
w róŜnorodności

1

.  

Gorbaczow otrzymał od rządu amerykańskiego, w podziękowaniu za pokojowe rozbicie Związku Sowieckiego ranczo 
po byłej bazie wojskowej w Presidio koło San Francisco w Kalifornii. Logo tego presidio jest identyczne z masońskim 
logo  tzw.  Zjednoczonej  Inicjatywy.  Gorbaczow  został  prezydentem  Międzynarodowego  Zielonego  KrzyŜa  (Green 
Cross  International)  -  globalistycznej  organizacji  Zielonych.  Logo  tego  Międzynarodowego  Zielonego  KrzyŜa  jest 
identyczne z logo organizacji pod nazwą United Religions Initiative... 
 
Ciekawe, Ŝe „humanistyczny"  wspólnotowy  Ŝargon globalizmu zaczynał juŜ opanowywać pozornie  niereformowalny 
„późny" BreŜniew, moŜe dzięki temu, Ŝe jego Ŝoną była śydówka rosyjska, a moŜe działały nań fluidy Andropowa i 
jego  niewidzialnych  a  nietykalnych  protektorów  zagranicznych  i  wewnętrznych.  BreŜniew  jednak  nie  mógł  być  tak 
otwarty, jak wiele lat później Gorbaczow.  

Łączył jednak mantrę socjalizmu z czymś nowym:  

Sowieckie  społeczeństwo  jest  urzeczywistnioną  ideą  proletariackiego  i  socjalistycznego 
humanizmu

2

.  

Wiemy  aŜ  do  bólu,  co  oznaczał  w  praktyce  ten  proletariacki  i  socjalistyczny  „humanizm":  dziesiątki  milionów  ofiar 
Ŝydobolszewickiego terroru w Sowłagrze. 
 
Gdybyśmy się wdali w lekturę przemówień generała Jaruzelskiego z tamtych czasów aŜ po Rakowskiego: Sztandar 
Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej wyprowadzić, otrzymalibyśmy wielce pouczające podobieństwo do tamtych 
schematów  oficjalnego  Ŝargonu  naszych  okupantów.  NaleŜał  bowiem  Jaruzelski  do  niereformowalnych 
twardogłowych,  a  jego  sztywna  sylwetka  jakby  na  zawsze  dopasowała  się  do  gorsetu  duchowego.  Poszedł  na 
konfrontację  z  narodem,  godząc  się  nawet  z  odstraszającą  masakrą  górników  kopalni  „Wujek",  co  było  zresztą 
całkowicie zbędne, nadto stało w jawnej sprzeczności z nawoływaniem do spokoju, rozwagi, jedności.  

Generał  Kiszczak  był  jego  twardogłowym  alter  ego.  Masakra  „Wujka"  wynikała  z  ich  bolszewickiej, 
agenturalnej  do  szpiku  kości  formacji  duchowej:  utopić  we  krwi,  rozdeptać,  rozjechać  gąsienicami 
czołgów  jak  na  Węgrzech  i  w  Czechosłowacji,  choć  jednocześnie  wiedzieli,  Ŝe  zwyczajna  blokada  kopalni 
„Wujek" w zupełności by wystarczyła do jej neutralizacji. Gdyby Jaruzelski był inny niŜ Kiszczak i jego armia zbirów 
z  ZOMO,  MO  i  SB,  to  zrobiłby  wszystko,  aby  z  wysokości  swego  stanowiska  skutecznie  powściągać  „jastrzębi"  i 
prowokatorów  Kiszczaka  i  jego  samego.  Mord  na  księdzu  Jerzym  Popiełuszce  był  oczywistą  prowokacją  od  nich 
niezaleŜną,  obliczoną  na  wściekłość  katolickiego  narodu,  na  radykalizację  nastrojów  właśnie  uciszanych  przez 
konstruktywną  opozycję  „bandy  czterech":  Kuronia,  Michnika,  Geremka  i  Mazowieckiego  pod  wodzą  generała 
Kiszczaka. 
 
No  właśnie:  kto  zatem  stał  za  tym  mordem?  Gdyby  stali  Kiszczak  z  Jaruzelskim,  byłaby  to akcja  samobójcza.  Oni 
przecieŜ wiedzieli, Ŝe nastrojów katolickiego narodu nie ucisza się mordowaniem kapłanów, jak w latach 1945-1955. 

Czy  więc  Grzegorz  Piotrowski  -  „szlachcic  jerozolimski"  działał  ponad  głowami  Jaruzelskiego  i 
Kiszczaka, choć za wiedzą róŜnych Pietruszków i Płatków, dających Piotrowskiemu jedynie logistyczną 
osłonę? 
 
Na  co  mógł  liczyć  sowiecki  potwór  zlecając  mord  na  popularnym  kapłanie,  jeŜeli  wiemy  juŜ,  Ŝe  zaleŜało  mu  na 
łagodnej transformacji ZSRR i demoludów? 
 
Co więcej - po śmierci Jana Pawła II prokuratura i sąd włoski, które prowadziły śledztwo i skazały Ali Agcę, zaczęły 
jawnie  oskarŜać  KGB  o  zlecenie  zamachu  na  papieŜa,  podczas  gdy  przez  20  lat  ustalenia  kończyły  się  na 
„bułgarskim śladzie". Czy Andropow mógł skorzystać na tej śmierci? Z pewnością tak, lecz ryzyko było straszliwe! 
 

Page 15 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

Czymś innym był mord na księdzu Popiełuszce, dokonany w Polsce, co nieuchronnie wskazywało na domniemanych 
policyjno-esbeckich  zleceniodawców.  BreŜniew  i  potem  Andropow  jawnie  przypisywali  nominację  kard.  Wojtyły  na 
papieŜa  Zbigniewowi  Brzezińskiemu  i  jego  wpływom,  o  czym  pisałem  w  ksiąŜce  Nowotwory  Watykanu. 
Potwierdził  to  sam  Brzeziński,  w  wywiadzie  dla  kanadyjskiego  filmu  biograficznego  o  Janie  Pawle  II.  PapieŜ 
powiedział do niego po konklawe: Ty mnie wybrałeś, więc musisz mnie odwiedzić. 
 
Po  upływie  ćwierćwiecza  wiemy  o  tych  dwóch  zbrodniach  niemal  tyle  samo  co  wtedy  -  nadal  nie  znamy 
zleceniodawców. Znamy tylko „rękę i miecz".  

śydowskie przysłowie mówi: Nie sztuką jest rzucić w kogoś kamieniem, sztuką jest szybko schować rękę.  

Zleceniodawcy schowali ją z szybkością światła!  

 

1. World progress is onlypossible trough a searchfor universal human as we moveforward to a new world order... What we are talking about... is unily in 
diwrsity. 
 

2. Przekład z przekładu angielskiego Denissa Laurence Cudd'ego: Secular Humanizm... w „Christian World Report", wrzesień 1989.

  

   

Ten  sam  Jaruzelski,  który  jeszcze  w  latach  70.  patronował  usuwaniu  śydów  z  armii,  w  stanie  wojennym  i  potem 
radykalnie  przestawił  azymuty  na  słuŜalczość  wobec  nowych  panów.  Pod  groźbą  izolacji  reŜimu  w  kręgach 
politycznych  i  gospodarczych  Zachodu,  zaczął  usłuŜnie  zabiegać  o  akceptację  wpływowych  kręgów  Ŝydowskich  w 
Europie i na świecie.  
 
Występował  jako  przyjaciel  śydów,  który  rozgromił  pierwszą  „Solidarność",  gdyŜ  była  „antysemicka", 
„nacjonalistyczna".  Sprzyjała  kreowaniu  takiego  obrazu  „otwartego"  na  Zachód  Jaruzelskiego  jego  komitywa  z  Mi-
chnikiem.  Starając  się  zyskać  poparcie  światowego  lobby,  Jaruzelski  oskarŜał  Polaków  o  „antysemityzm",  co  było 
szczególną  podłością  tego  zdrajcy  i  zaprzańca  polskości.  Są  tego  przynajmniej  dwa  nikczemne  przykłady.  Jeden  z 
nich  podaje  osławiony  Aleksander  Smolar,  zaciekły  wróg  polskości  na  łamach  podziemnego  „Aneksu"  z  1986 
roku (nr 41-42, s. 121)'. Potwierdzał takie przykłady Ŝydowski publicysta z USA Michael Kaufman w ksiąŜce Mad 
dreams  saving  grace,  Poland:  A  Nation  in  Conspiracy,  New  York  1989,  s.  17P.  Kaufman  opisał  tam  zachowanie 
Jaruzelskiego w czasie wizyty w Polsce prezesa Światowego Kongresu śydów Edgara Bronfmana. Pisał, Ŝe rządowi 
oficjele  wciąŜ  powtarzali  oskarŜenia,  Ŝe  Solidarność  wyraŜała  antysemickie  poglądy  i  postawy.  Tak  oto  sami 
światowej  rangi  śydzi  -  syjoniści  potwierdzali,  Ŝe  w  zniszczeniu  pierwszej  „Solidarności"  hunta  Jaruzelsko-
Kiszczkowa sprzęgła swoje wysiłki z polskojęzycznymi śydami w walce z „Solidarnością", z jej twórcami, a nurt ten 
reprezentowała  właśnie  „banda  czterech"  -  Kuroń,  Geremek,  Mazowiecki,  Michnik  i  cały  KOR,  bastion  późniejszej 
Unii Demokratycznej i Unii Wolności. 
 
Mając  dookoła  tylu  wrogów  -  w  szeregach  własnych,  w  wojsku,  Bezpiece,  w  KOR  i  w  zachodnim  syjonizmie  -
„Solidarność"  musiało  spotkać  to,  co  ją  spotkało  -  rozbicie  od  wewnątrz,  eliminacja  jej  twórców  o 
narodowym, robotniczym rodowodzie. Ciąg dalszy, czyli skutki tej zmasowanej dywersji, sabotaŜu, pałek ZOMO 
i pałek propagandy medialnej polskojęzycznej i zachodniej - juŜ znamy. 
 
Zapamiętajmy więc Jaruzelskiemu ten jego zakłamany, koniunkturalny filosemityzm, jego marsz po trupie pierwszej 
„Solidarności"  i  po  trupach  wielu  jej  działaczy.  Był  do  końca,  przez  całą  swoją  karierę  agenta  NKWD  bezwzględny 
wobec słabych, śliski jak glista wobec aktualnie silniejszych - wobec Ŝydostwa sowieckiego i potem zachodniego. Z 
takimi moŜna było wypić wiadra gorzałki, a potem nagle zobaczyć noŜe wyciągnięte zza cholew walonek...  

Z  jednym  tylko  -  „historycznym"  wyjątkiem  -  obradami  Okrągłego  Stołu  i  spiskowaniem  w  gabinetach  SB,  jak  to 
robili  Kuroń,  Wałęsa.  Protokoły  rozmów  Kuronia  z  esbekiem  Janem  Lesiakiem,  sądzonym  w  2006  roku  za 
„inwigilację prawicy", publicysta Stanisław Michalkiewicz nazwał „protokołami mędrca Kuronia", co było werbalnym 
nawiązaniem do słynnych „Protokołów Mędrców Syjonu". Ale cóŜ, Michalkiewicz to przecieŜ „antysemita", więc człek 
niewiarygodny. 
 

1. Zob. J. R. Nowak: Antypolski separatyzm, „Nasz Dziennik", 3 października 2006. 
 

2. TamŜe.

  

   

   

Page 16 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

  

   

   

   

DRUGIE DNO PIERESTROJKI  

 
 
Dokopywaniem  się  do  prawdziwych  przyczyn  i  celów  sowieckiej  pierestrojki  zajmuje  się  niewielu  analityków,  a 
wszyscy  są  poraŜeni  wirusem  politycznej  poprawności.  Skutek  jest  taki,  Ŝe  jeŜeli  nawet  trafnie  niektórzy  z  nich 
rozpoznawali  oszukańczą  taktykę  i retorykę  pierestrojki,  to  jednak  zatrzymują się  w  połowie  drogi.  UwaŜają,  albo 
udają  Ŝe  tak  uwaŜają,  iŜ  „długi  marsz"  sowieckiego  komunizmu  do  „wspólnego  domu  europejskiego"  (slogany 
zarówno  BreŜniewa,  Szewardnadze  i  głównie  Gorbaczowa)  był  jedynie  Fatalną  fikcją

1

,  kamuflaŜem,  genialną 

mimikrą, oszustwem, a najdokładniej to koniem trojańskim, w którym niereformowalny bolszewizm chciał wcisnąć 
się do owego „wspólnego domu europejskiego". Albo jeszcze inaczej - przenieść Sowłagier na Zachód. Połowiczność 
tych  „analiz"  tkwi  w  pomijaniu  roli  prawdziwych  sprawców  i  organizatorów  tej  pierestrojki  -  śydów  sowieckich  i 
zachodnioeuropejskich, zwłaszcza amerykańskich. 
 
W tę samą mieliznę dał się wciągnąć analityk owej pierestrojki Dariusz Rohnka w ksiąŜce (zob. przypis) wydanej 
w  Poznaniu  w  2000  roku  niemal  konspiracyjnie,  własnym  sumptem,  w  szacie  graficznej  typowej  dla  literatury 
drugiego  obiegu  z  lat  80.  I  taki  właśnie  drugoobiegowy  był  los  tej  ksiąŜki  -  konia  z  rzędem  temu,  kto  ją  zdybie 
nawet w bibliotekach wojewódzkich! 
 
Powód  zesłania  tej  ksiąŜki  do  łagru  niepoprawności  politycznej  jest  prosty  -  Rohnka  wykazuje,  Ŝe 
gorbaczowizm  wprawdzie  doskonale  przebrał  się  w  szatki  i  piórka  Ŝalu  i  ekspiacji  za  zbrodnie 
bolszewizmu  traktowane  jako  czas  błędów  i  wypaczeń,  wyraził  szczery  Ŝal  i  chęć  pokuty,  ale  w 
konfesjonał  rozgrzeszająco  juŜ  z  daleka  pukał  sowieciarzom  szeroko  pojęty  „zachód",  na  czele  ze 
Stanami Zjednoczonymi. Bo tenŜe zachód, słusznym zdaniem Rohnki, to zakamuflowany endemiczny socjalizm, 
komunizm,  trockizm  z  jego  nieśmiertelną  ideą  walki  permanentnej  o  światowe,  nie  tylko  europejskie  zwycięstwo 
komunizmu, przybranego teraz w owe szatki demokracji, socjaldemokracji, pokojowego współistnienia, odpręŜenia, 
walki o pokój.  

 

1. Dariusz Rohnka: Fatalna fikcja. Nowe oblicze bolszewizmu - stary wzór. Poznań 2000.

  

   

Page 17 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

Uznanie  „demokratycznego"  Zachodu  za  komunizm  w  nowej  wersji,  za  nowy  totalitaryzm,  to  grzech  główny 
Dariusza  Rohnki  wobec  politycznej  poprawności,  ale  i  jego  poraziła  poprawność  polityczna:  nigdzie  nie 
znajdziemy  w  jego  studium  nawet  nieśmiałej  sugestii,  Ŝe  po  obydwu  stronach  tej  gigantycznej, 
światowej  pseudobarykady  stali  ludzie  tej  samej  nacji  -  śydzi.  To  przecieŜ  oni  w  Związku  Sowieckim 
montowali „pierestrojki" w czasach, kiedy się nikomu jeszcze o tym nie zaśniło, a w tym zboŜnym dziele wspierali 
ich pobratymcy usytuowani we wszystkich decyzyjnych strukturach władzy na zachodzie: w rządach, organizacjach 
„pozarządowych"  potęŜniejących  korporacjach  przemysłowych  i  światowych  Ŝydowskich  finansach.  Rohnka 
streszczając  program  gorbaczowizmu,  cytując  jego  stałe  mantry  propagandowe,  jak  m.in.  „walkę  z  rasizmem, 
ksenofobią", nigdy nie wymieni słowa „antysemityzm". A to przecieŜ klucz do tych, którzy pchali Związek Sowiecki 
do wspólnego łagru europejskiego. 
 
Jednym  z  niesamowitych  trików  sowieckich  harcowników  pierestrojki  jeszcze  przed  Gorbaczowem,  było 
organizowanie  przez  KGB  i  bezpieki  państw  obozu  socjalistycznego  tzw  „opozycji",  kreowanie 
„dysydentów", całych nielegalnych organizacji politycznych, etc. Cel tych prowokacji był podwójny:    

— uprzedzić powstawanie prawdziwych narodowych organizacji opozycyjnych i odpowiednio ukierunkować ich 
programy;  

—  stworzyć  przez  to  pozory,  Ŝe  system  sowiecki  jest  juŜ  słabowity,  bo  nie  potrafi  poradzić  sobie  w  swój 
wypróbowany sposób z takimi „dysydentami" i związkami dysydentów.  

 
Poletkiem  doświadczalnym,  a  wkrótce  wzorcowym,  był  „dysydentyzm"  w  Polsce.  Drogą  takiej  właśnie  prowokacji 
zrodził się m.in. Ŝydowski KOR.  

Setki  postkoszernych  „opozycjonistów"  wywodziły  się  z  twardego  jądra  stalinizmu,  beriowszczyzny  w 
Związku  Sowieckim  i  bermanowszczyzny  w  Polsce:  synale  prominentów  komunistycznych.  Oni  nie 
ginęli  w  podejrzanych  okolicznościach,  jak  setki  naiwnych  gojów.  Oni  pisali  prace  magisterskie  w 
„więzieniach" (jak Michnik), oni spotykali się potajemnie z Bezpieką jak Kuroń.

 

(podkr. i kolor red. polonica.net)

 

 
I  oni  wreszcie,  co  jest  ostatecznym  dowodem  na  tę  mimikrę  „opozycji  demokratycznej"  -  stawali  się 
potem  władcami  zdemokratyzowanych  demoludów,  czego  znów  znakomitym,  niedoścignionym 
przykładem stała się Polska „posierpniowa". I znów dziwnym trafem, głównymi rozgrywającymi stali się odtąd 
funkcjonariusze  niedawnego  aparatu  terroru,  którzy  mając  szafy  spuchniętego  od  dowodów  agenturalności 
świecznikowych  „opozycjonistów",  bezwzględnie  nimi  sterowali,  a  sami  przeskakiwali  na  lukratywne  stanowiska  i 
pozycje  właścicielskie  w  najcenniejszych  perełkach  majątku  narodowego,  zamienianego  właśnie  w  masę 
upadłościową przez „opozycję" z KOR i okolic.  

 
 
Te ponure prawidłowości postaramy się udokumentować w szeregu odrębnych rozdziałów tej pracy.  

Publicysta  Stanisław  Michalkiewicz  w  artykule  Pocałunek  Almanzora,

1

  relacjonuje  swoją  rozmowę  ze  znanym 

publicystą politycznym Gwidonem Sormanem na temat „opozycji" w krajach demoludów, heroicznie bijących się 
o  wolność  i  demokrację  w  tychŜe  demoludach.  Sorman  opowiadał,  Ŝe  ilekroć  prezydent  Mitterand  (jeden  z 
czołowych  masonów  europejskich,  kryptokomunista  pod  przykrywką  socjalisty),  odwiedzał  kraje  socjalistyczne,  to 
zawsze Ŝyczył sobie spoŜyć śniadanie z jakimś miejscowym dysydentem. W Bułgarii powstał kłopot:  

- Kiedy miał odwiedzić Bułgarię, ambasada francuska w Sofii gorączkowo poszukiwała jakiegoś dysydenta, ale 
bezskutecznie.  W  desperacji  ambasador  zwrócił  się  do  tamtejszego  MSW,  które  od-powiedziało,  Ŝe  Ŝadnych 
dysydentów  w  Bułgarii  nie  ma.  Aliści  po  paru  godzinach  zadzwonił  telefon  z  MSW,  Ŝe  dysydent  jest. 
Dostarczono  go  więc  na  śniadanie.  Potem,  juŜ  po  „aksamitnej  rewolucji"  w  Bułgarii,  ten  „dysydent 
śniadaniowy", właśnie jako sławny dysydent, został wysokim dygnitarzem państwowym.  

Wypisz-wymaluj jak w Polsce. Z tą jednak róŜnicą, Ŝe u nas mieliśmy wprost zatrzęsienie takich „dysydentów". Nic 
to dziwnego, wszak pierestrojka pokojowa w demoludach miała się zacząć w Polsce. W 1956 roku na pierestrojki, 
na  „transformacje  ustrojowe"  i  zwijanie  Sowłagru  było  jeszcze  dalece  za  wcześnie,  a  jednak  zafundowano  nam 
preludium,  coś  w  rodzaju  „rozpoznania  bojem",  czyli  krwawe  wydarzenia  czerwcowo-październikowe. 
Sprowokowała je SłuŜba Bezpieczeństwa, a niepodwaŜalnym dowodem na to były liczne „piegi" od kul na budynku 
SB, atakowanym i spalonym przez tłum. Skąd „tłum" miał broń? 
 
Gdyby prezydent Mitterand zaŜyczył sobie podczas wizyty w ZSRR spoŜyć śniadanie z udziałem jakiegoś wybitnego 
sowieckiego  „dysydenta",  zapewne  zasiadłby  z  nim  Andrzej  Sacharow.  To  wręcz  pokazowy,  reprezentacyjny 
„dysydent".  Sumienie  demokracji.  Męczennik  za  demokratyzację  Sowłagru,  a  jednocześnie  wielki  zwolennik  tzw. 
ustrojowej  konwergencji,  o  której  za  chwilę.  Jego  rola  jako  świecznikowego  „dysydenta"  została  wpisana  przez 
KGB w długofalowe cele sowieckiej strategii, w tenŜe „długi marsz"

1

.  

 

1. „NajwyŜszy Czas" nr 7, 17 II 2001. Almanzor: ar.: al.-Manzur - „Zwycięski", przydomek wielu muzułmańskich władców i wodzów, zwłaszcza drugiego 
kalifa  Abbasydów  -  Abu  abdallah  al.  Mansur  (754-75)  i  hadŜiba  (naczelnika  dworu)  kalifatu  Kordoby,  wroga  chrześcijan.  Imię  Almanzora  utrwalił  A. 
Mickiewicz w balladzie „Alpuhara" z poematu Konrad Wallenrod (1828). Zob.: W. Kopaliński Słownik mitów i tradycji kultury, 1987, s. 33. 

 

Page 18 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

 
 
 
W  całej  „dysydenckiej"  publicystyce  Sacharowa,  współtwórcy  bomby  wodorowej,  nie  znajdziemy  niczego,  co  by 
mogło wtedy szkodzić Sowietom. Jako popularyzator tzw. „teorii konwergencji", która przyniosła mu sławę moŜe 
większą  niŜ  bomba  wodorowa,  mógł  zaszokować  kaŜdego  wnikliwego  czytelnika  zasadami  owej  konwergencji. 
Zaskoczenie wynikało z dychotomii pomiędzy jego oficjalnym statusem „dysydenta pod nadzorem", a tym co pisał:  

-  Narastająca  w  krajach  socjalistycznych  walka  ideowa między  siłami  stalinizmu  i  maoizmu  z  jednaj  strony  i 
realistycznie  zorientowanej siłami  komunistycznej lewicy  leninowskiej  i  „lewych zachodniowców",  doprowadzi 
do zasadniczego rozgraniczenia ideowego w skali międzynarodowej, państwowej i wewnętrzno-partyjnej... 

Zatrzymajmy  się  przy  tej  sekwencji  wywodów  Sacharowa.  Okazuje  się,  Ŝe  Sacharow  nie  widział  „w  krajach 
socjalistycznych",  po  naszemu  demoludach,  „narastającej  walki"  o  wyzwolenie  spod  okupacji  sowieckiej,  tylko 
walkę  ideową  pomiędzy  stalinistami  a  leninowską  „konstruktywną  lewicą"  i  „lewymi  zachodniowcami".  Polecam 
pamięci Czytelnika tę frazę Sacharowa, gdy polskojęzyczna „lewica leninowska", a ściślej trockistowska pod wodzą 
J.  Kuronia,  Michnika  i  pozostałych  z  KOR,  będzie  starała  się  ucywilizować  polski  komunizm,  nadawać  mu  „ludzką 
twarz"; przebudowywać a nie niszczyć.  

Starsi pamiętają to słynne Kuronia: 
 
- Nie palcie Komitetów! Zakładajcie własne!  

Kuroń wiedział,  Ŝe płynie  na licencjonowanej  przez  Bezpiekę  fali przemian,  teorii konwergencji znanej  wtedy  tylko 
takim  jak  on,  Michnik  i  Geremek,  którzy  na  tajnych  konwentyklach  w  ścisłym  gronie  Schaffów  Kołakowskich, 
śółkiewskich,  a  potem  podczas  szkoleń  na  zachodzie,  dokąd  wyjeŜdŜali  bez  najmniejszych  przeszkód,  poznawali 
tajniki zbliŜającej się walki nie o zniszczenie komunizmu i Sowłagru światowego proletariatu, tylko o jego pokojową 
przebudowę,  pierestrojkę.  Kuroń  i  jego  paka  w  łonie  pierwszej  Solidarności  lali  oliwę  na  wzburzone  fale  polskiej 
nadziei na wolność, a wspierał ich w tej robocie posłuszny „zdalnie sterowany" ciemniak Lech Wałęsa. Pacyfikowali 
strajki,  wolne  związki  zawodowe,  usuwali  po  kolei  radykalnych  patriotycznych  gojów  ze  struktur  gdańskiej 
Solidarności;  siali  pomówienia  i  oszczerstwa  na  nich;  niszczyli  związkową  drukarnię  -  krwiobieg  kaŜdej  rewolty 
sięgający  dalej  i  głębiej  niŜ  zakładowy  radiowęzeł.  WykaŜemy  to  w  następnych  rozdziałach.  Nawet  dziś,  25  lat 
później, dotyka się tylko powierzchni tej roli „kuroniady".  

 

1. O tej roli Sacharowa pisze Anatolij Golicyn w ksiąŜce New Lies for Old.

 

   

Nazywa  się  ją  „trockistowską",  czyli  optującą  za  permanentną  rewolucją  Bronszteina-Trockiego.  MoŜna  by  to  od 
biedy uznać za prawdę, gdyby ze słowa rewolucja usunąć przedrostek re, aby zostało ewolucja! Pierestrojka, a w 
jej trakcie - konwergencja.  

Sacharow: 

Sacharow  nawołuje  więc  do  powstania  systemu  wielopartyjnego,  a  to  przecieŜ  stanowi  podstawę  kaŜdej 
pseudodemokracji  zachodniej,  bo  wielopartyjność  to  warunek  mącenia  w  partiach  i  między  partiami  na  korzyść 
niewidzialnych  sterników,  co  takŜe  wykaŜemy  dalej  na  przykładzie  losów  tzw.  partii  prawicowych  po  1990  roku  w 
Polsce. O jakich to „realistach" mówi Sacharow,  których zwycięstwo w przyszłości jest jego zdaniem nieuchronne? 
Są  nimi  wszyscy  „realiści",  przekonani,  Ŝe  tak  dalej  być  nie  moŜe,  a  ZSRR  musi  się  zdemokratyzować  na  wzór 
zachodni.  

W następnym akapicie Sacharow nie pozostawia juŜ Ŝadnych złudzeń: Stany Zjednoczone muszą się stać państwem 
komunistycznym,  a  to  samo  przecieŜ  głosił  towarzysz  Lenin,  prawiąc  o  nieuchronności  nastania  zrazu  „Stanów 
Zjednoczonych  Europy",  a  następnie  „Stanów  Zjednoczonych  Świata".  Tę  mantrę  będzie  powtarzał  do  znudzenia 
Gorbaczow juŜ w roli byłego genseka, masona - globalisty.  

Sacharow:  

-  Natarczywe  postulaty  Ŝyciowe  społecznego  postępu  i  pokojowego  współistnienia,  nacisk  wewnętrznych  sił 
postępowych  (klasy  robotniczej  i  inteligencji)  i  przykład  krajów  socjalistycznych  doprowadzi  w  Stanach 
Zjednoczonych  i  innych  krajach  kapitalistycznych  do  zwycięstwa  lewicowego,  reformistycznego  skrzydła 
burŜuazji,  która  w  swej  działalności  przejmie  program  zbieŜności  z  socjalizmem,  to  znaczy  pójdzie  na 
reformy  społeczne,  pokojowe  współistnienie  i  współpracę  z  socjalizmem  w  skali  ogólnoświatowej  oraz  na 
wprowadzenie  zmian  strukturalnych  do  zasady  własności  prywatnej.  Częścią  tego  programu  będzie  powaŜne 
zwiększenie roli inteligencji i walka z siłami rasizmu i militaryzmu... 

- Proces ten doprowadzi zarówno w Związku Sowieckim, jak i w innych krajach socjalistycznych, do systemu 
wielopartyjnego i ostrej walki ideologicznej, do polemik, a w następstwie do ideowego zwycięstwa realistów, 
do utrwalenia orientacji na pokojowe współistnienie...

1

 

Page 19 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

Jakiego rasizmu? Jaki ma związek „walka z siłami rasizmu" z walką o zmiany strukturalne, z walką z militaryzmem? 
Komu,  jakiej  to  „rasie"  zagraŜa  rasizm  tak  radykalnie,  Ŝe  Sacharow  w  swym  memoriale  musi  go  napiętnować  z 
takim  zdecydowaniem?  Czy  aby  nie  chodzi  tu  tylko  i  wyłącznie  o  rasizm  „antysemicki",  bo  przecieŜ  i  on  sam  jest 
stuprocentowym  rosyjskojęzycznym  śydem.  Sacharow  nie  mógł  sobie  otwarcie  pozwolić  na  uŜycie  słowa 
„antysemityzm".  

 

1. Andrej Sacharow: Rozmyślania... Zob.: D. Rohnka, passim.

  

   

To  by  raŜąco  osłabiło  uniwersalizm jego  wołania  o  walkę  z  „rasizmem",  uczyniło  ją  partykularną  prywatą  na  rzecz 
nowej rasy panów. 
 
Wreszcie pada słowo „konwergencja": 

-  Konwergencja  socjalistyczna  doprowadzi  do  wygładzenia  róŜnic  strukturalno-społecznych,  do 
rozpowszechnienia  się  wolności  intelektualnej,  rozwoju  nauki  i  sił  wytwórczych,  powstanie  rząd  światowy, 
osłabną narodowe przeciwieństwa...  

Tu  Sacharow  wykłada  karty  na  stół  i  kawę  na  ławę:  celem  jest  „powstanie  rządu  światowego"  i  „osłabienie 
narodowych  przeciwieństw"  -  czytaj:  zniszczenie  państw  narodowych,  rzekomo  odwiecznego  zarzewia 
wojen. 
 
Na  początek  uściślijmy  treść  słowa  „konwergencja".  Pochodzi  ono  od  średniowieczno-łacińskiego  słowa  convergo  -
skłaniam się ku czemuś: zbieŜność, tworzenie zbieŜności. W odniesieniu do konwergencji komunizmu i kapitalizmu 
oznacza  to  wzajemne  zbliŜenie  postaw,  idei,  systemów  ekonomicznych,  struktur  własnościowych.  Nie  tylko 
zbliŜenie:  wzajemne  przenikanie,  wymiana  polityczno-gospodarczo-ideowych  pryncypiów  komunizmu  i 
kapitalizmu. Dzięki temu powstanie nowa jakość; pośrednia, inna od obydwu w praktyce ustrojowej i gospodarczej 
„trzecia droga". Ani komunistyczna ani kapitalistyczna, taki sobie klon z probówki, twór in vitro. 
 
Okazuje się,  Ŝe idei  konwergencji  komunizmu  i  kapitalizmu nie  wymyślił  ani  Sacharow,  ani Gorbaczow,  ani tym 
bardziej enkawudziści Andropow i Szewardnadze. Istniała ona od dawna, szczególnie modna w okresie „rewolucji 
68", a kiedy pokolenie tej rewolucji symbolizowanej przez Clintona, francuskiego śyda Cohn-Bendita, u nas przez 
polskojęzycznych  Kuroniów  i  Michników  doszło  do  władzy,  konwergencja  stała  się  ciałem,  przeraŜającą 
rzeczywistością zwłaszcza współczesnej Europy, a szczególnie w skutkach dramatyczną w Polsce. 
 
Faktycznym  ojcem  idei  konwergencji  był  pozornie  zapomniany  Antonio  Gramsci  (1891-1937),  włoski  komunista, 
filozof, politolog, wraz z Palmiro Togliattim

1

 współtwórca i pierwszy przywódca Włoskiej Partii Komunistycznej. W 

1929 roku aresztowany przez rząd Mussoliniego i skazany na 20 lat więzienia, resztę Ŝycia spędził w celi. Tam pisał, 
ale presja odosobnienia, warunki więziennie nie pozwalały mu stworzyć zwartego systemu nowego marksizmu, ale 
wystarczająco jasno skodyfikował nieuchronną jego zdaniem konieczność konwergencji komunizmu i kapitalizmu i 
w wyniku tego - przeobraŜenie kapitalizmu w zmodyfikowany komunizm.  

 

1.  Palmiro  Togliatti  (1893-1964):  od  1927  r.  sekr.  gen.  WPK,  od  1925  członek  Kom.  Wykonawczego  Kominternu,  w  latach  1926-44  na  emigracji  we 
Francji i ZSRR, dzięki czemu uniknął losu Gramsciego. Zwolennik parlamentarnych metod przechodzenia do socjalizmu, co u jego przyjaciela Gramsciego 
zaowocowało teorią konwergencji. Gramsci i Togliatti mieli korzenie Ŝydowskie.

 

   

Ujmując  najkrócej,  Gramsci  jest  prekursorem  współczesnego  globalizmu  na  bazie  pogodzonych, 
skonwertowanych,  sklonowanych  „genetycznie"  (programowo)  dwóch  pozornych  przeciwieństw  -
komunizmu i kapitalizmu.  

Idee  Gramsciego  zwycięŜają  zza  jego  grobu.  Dzisiejszy  świat  to  nic  innego  jak  „uszlachetniony",  skonwertowany 
komunizm i kapitalizm -  docelowa realizacja marzeń Gramsciego: światowy rząd, globalizacja w kaŜdej dziedzinie, 
unifikacja  i  terror  politycznej  poprawności  przestrzeganej  niejako  dobrowolnie,  bez  prymitywnych  łagrów,  więzień, 
egzekucji i fizycznych form terroru. 
 
To przecieŜ obecna Unia Europejska. To obecna Polska, ale to wszystko stanowi zaledwie namiastkę tego, co czeka 
nasze wnuki. 
 
W 1920 roku Gramsci współorganizował tzw. turyńskie rady fabryczne, które w przyszłości miały stać się organami 
władzy  proletariatu.  Nastąpiły  represje,  a  po  dojściu  do  władzy  Mussoliniego,  Gramsci  salwował  się  rejteradą  do 
Moskwy. Tam, Gramsci zraŜony Ŝydobolszewskim terrorem, postawił na głowie cały teoretyczny marksizm-leninizm. 
Uznał, Ŝe to nie byt - jak w marksizmie - kształtuje  świadomość, tylko odwrotnie - to świadomość determinuje 
byt.  Stąd  jego  taktyczny  wniosek,  Ŝe  rewolucja  nie  moŜe  się  ograniczyć  do  obalenia  rządów  i  tępego 
terroru. Musi odnieść zwycięstwo przede wszystkim w sferze świadomości, wartości; złamać kulturową, 
intelektualną  dominację  klasy  rządzącej.  Powinien  więc  być  prowadzony  długofalowy  „Długi  marsz",  wojna 
pozycyjna. Wojna o umysły i postawy

1

 

Page 20 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

Do takich wniosków skłoniła Gramsciego obserwacja roli chrześcijaństwa, w nim zwłaszcza Kościoła katolickiego we 
Włoszech.  W  tym  katolickim  państwie  społeczeństwo  miało  od  dziewiętnastu  wieków  wszczepione  katolickie 
antyciała odrzucające wszystko, co nie  mieściło  się w Dekalogu, w odwiecznych kanonach wartości. Komunistów, 
którzy  by  zdołali  obalić  siłą  władzę  państwa  katolickiego,  czekała  izolacja,  masowy,  w  tym  nawet  zbrojny  opór,  a 
złamany, mógłby przejść w bierne formy oporu, w „emigrację wewnętrzną" - dokładnie taką, jak to miało miejsce w 
katolickiej  Polsce  w  latach  1944-1990,  co  Gramsci  mógł  obserwować  juŜ  tylko  z  czeluści  piekieł,  gdzie  jego  dusza 
wylądowała niechybnie jako śmiertelny wróg chrześcijaństwa.  

 

1. A. Gramsci: Pisma wybrane, W-wa 1961. Charakterystyczne, Ŝe to właśnie u progu lat 60. zostały w Polsce wydane jego Pisma. To wtedy w Związku 
Sowieckim potajemnie  kiełkowały praktyczne  działania  na rzecz  „konwergencji".  Zapewne  najbardziej  uwaŜni czytelnicy  jego  „ teorii"  nie  zdawali  sobie 

wtedy sprawy z tego, Ŝe przyjdzie im oraz ich dzieciom Ŝyć w warunkach praktycznego zwycięstwa „konwergencji".

  

   

Pisał: 

-  CóŜ  moŜe  przeciwstawić  klasa  nowatorska  temu  gigantycznemu  kompleksowi  szańców  i  fortyfikacji  klasy 
panującej?  Musi  mu  przeciwstawić  ducha  rozłamu,  czyli  stopniowego  zdobywania  własnej  świadomości 
historycznej,  ducha  rozłamu...  wszystko  to  wymaga  stopniowej  pracy  ideologicznej,  a  pierwszym  jej 
warunkiem jest dokładna znajomość terenu badań (światopoglądu chrześcijańskiego - H.P.) i w ogóle wszelkie 
dawne (dawno powstałe, ale wciąŜ istniejące - H.P.) koncepcje świata (...), niezmordowanie powtarzać własne 
argumenty  (...),  powtarzanie  jest  bowiem  środkiem  dydaktycznym,  działającym  najskuteczniej  na 
umysłowość  ludu  (...).  Nasza  doktryna  nie  jest  doktryną  zbuntowanych  niewolników,  jest  to 
doktryna władców, którzy w codziennym trudzie przygotowują broń, by zapanować nad światem.  

   

Zapanować  nad  światem  -  toć  to  przecieŜ  duch  trockizmu-leninizmu,  wiecznie  Ŝywy,  tylko  modernizowany  na 
bolesnych  przykładach  bezowocności  terroru  Ŝydobolszewickiego

.  No  i  ten  duch  rozłamu!  Oszczędzimy 

Czytelnikowi  cytowania  licznych  fragmentów  osławionych  Protokołów  Mędrców  Syjonu,  powstałych  przed 
narodzinami Gramsciego - mamy tam apologetykę owego ducha rozłamu we wszystkich dziedzinach Ŝycia gojów, 
a juŜ szczególnie w sferze ducha i w jego bastionie - katolicyzmie. 
 
Tak oto otrzymujemy pouczającą lekcję totalnej destrukcji w cywilizacji chrześcijańskiej, wtedy jeszcze 
tylko  zachodniej.  Klatki  tego  filmu  odwijają  się  nam  wstecznie,  cofamy  się  w  czasie,  ale  idea  jest  ta  sama  i 
toŜsama.  

Zacznijmy od współczesności:  

—  dzisiejszy  globalizm,  bezkrwawy  eurołagier,  wojna  z  chrześcijaństwem  na  wszystkich  frontach  w  juŜ  post-
chrześcijańskiej Europie zachodniej; 
 
— w latach 60. rodzi się idea „zwijania" Sowłagru jako nieudacznika w opanowywaniu świata przez jedynie słuszną 
doktrynę  -  to  juŜ  Stalin  ją  zdradził,  porzucając  ideę  wojny  permanentnej  o  władzę  nad  światem.  Otorbił  ZSRR 
Ŝelazną  kurtyną  i  stamtąd  siał  destrukcję,  która  nie  mogła  odnieść  sukcesu,  bowiem  na  przeszkodzie  stały 
chrześcijańskie kanony milionów Europejczyków i nie tylko; 
 
—  następna  klatka  filmu  -  Lenin  i  Trocki.  Postawili  na  prymitywny  krwawy  terror,  zresztą  do  tego  poniekąd 
zmuszeni,  bowiem  masa  bezwładności  carskiego  prawosławnego  narodu  była  zbyt  wielka,  a  czas  zbyt  naglił,  aby 
bawić się w jakiś „długi marsz do mózgów": preferowali strzały w tył głowy;  

— szerzej widział zadania komunizmu Trocki, stawiał na rewolucję nie skokową tylko permanentną, o skali terroru 
przewyŜszającej  wszystko  co  dotąd  widziała  i  przeŜyła  ludzkość.  Ale  mózgi  gojów  -  jeszcze  nie  roztrzaskane 
strzałami  w  tył  głowy  -  a  było  ich  ponad  sto  milionów  w  samej  Rosji  -  funkcjonowały  według  starych  wartości, 
według starego rosyjskiego ducha.  

Oleg Płatonow w ksiąŜce Pod władzą Bestii

1

 pisał:    

-  Rosja  rozpadła  się  na  większość  narodu,  głównie  włościan,  nosicieli  tysiącletniej  tradycji  rosyjskiej 
cywilizacji. Druga część to ogłupione hasłami pacyfistycznymi i socjalnymi 5-10 proc. ludności, składające się 
z  przeciwników  rosyjskiego  duchowego  i  religijnego  dziedzictwa  i  agresywnych  mniejszości, 
głównie śydów.  

 
Rozpad  dokonał  się  według  schematu,  który  w  XIX  wieku  przepowiedział  Fiodor  Dostojewski  w  Biesach. 
Symbolizował to Wierchowienski - przestępców, sadystów i morderców uosobionych w postaci Fiedki KatorŜnego.  

Dalej Płatonow  przypomina  jednym a  informuje innych, Ŝe zwycięska  Ŝydowska szumowina skoncentrowała  się  na 
rozbijaniu  tradycyjnych  struktur  państwa  uosobionych  w  Cerkwi  prawosławnej,  co  na  tamtym  etapie  dokładnie 
wpisywało  się  w  późniejsze  postulaty  Gramsciego:  struktury  państwa  naleŜy  rozbić  nie  tracąc  czasu,  ale  potem 

Page 21 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

czeka  ich  „długi  marsz"  do  umysłów.  Leninowcy-trockiści  wybrali  krótszą  drogę  -  nagany  i  strzały  w  tył  głowy.  To 
błąd i droga donikąd według Gramsciego. 
 
Płatonow: 

-  Władzę  w  Rosji  przechwyciła  grupa  masońskich  spiskowców,  przyjąwszy  nazwę  „Wremiennogo 
prawitielstwa"  -  Rządu  Tymczasowego

2

.  Na  zjeździe  (marzec  1917  -  przyp.  H.P.)  postulowano  oficjalne 

ujawnienie masońskiej władzy nad Rosją i wejście we współpracę z loŜami innych państw. Sprzeciwili się temu 
ujawnieniu  starzy  rosyjscy  masoni,  Ŝądając  pełnego  utajnienia  obecności  masonów  we  władzach.  Wszyscy 
członkowie Rządu Tymczasowego, poza Kartasewem i Wierchowskim, byli wolnomularzami...  

 
A  był  to  zaledwie  wstęp,  przedsionek  piekła,  pucz  masoński,  który  wkrótce  ustąpił  leninowskim  rzeźnikom  na 
masową ludobójczą skalę. 
 
Tego  Gremsci  nie  mógł  akceptować.  Nie  z  humanitaryzmu,  tylko  bezsensu  takiej  taktyki.  Zadanie  miał  zresztą 
ułatwione. Pisał z dystansu kilkunastu lat praktyki Ŝydobolszewickiej i w dalekiej Italii, tym gigantycznym muzeum 
humanizmu, sztuki, staroŜytności. I religii katolickiej.  

 

1. Pod włastiu zwieria. Z cyklu Spisek przeciwko Rosji. Moskwa. Ałgoritm 2005.

  

2. Rządu Ŝydo-masona Aleksandra Kiereńskiego (1881-1970).  

   

   

Od wczesnych lat 60. dzieła Gramsciego, jego koncepcje konwergencji nagle oŜyły. Stały się bardzo popularne, bo 
jego  idea  konwergencji  komunizmu  i  kapitalizmu  zaczęła  „długi  marsz"  ze  wschodu  na  zachód  i  z  zachodu  na 
wschód.  Gramsci  „odkrył"  bowiem  prawidłowość  socjologiczną  banalnie  oczywistą  -  ogromną,  rozstrzygającą  rolę 
instytucji i instancji pozarządowych, takich jak religijne, społeczne, kulturowe. Twierdził, Ŝe warunkiem trwałego 
zwycięstwa  komunizmu  jest  zapanowanie  w  tych  właśnie  obszarach,  w  płaszczyźnie  ducha,  postaw, 
przekonań,  poglądów.  W  tym  celu  jest  niezbędny  wspomniany  „długi  marsz"  przez  instytucje.  Jakimi  szlakami? 
Którędy?  Odpowiadał  -  właśnie  poprzez  instytucje  kreujące  postawy  i  poglądy  -  przez  media,  których  tak  jeszcze 
nikt nie nazywał; przez uniwersytety, centra władzy i kultury.  

A wszystko po to, aby zniszczyć, poddać  erozji tradycyjne fundamenty stabilności narodowej i kulturowej, głównie 
właśnie  religię  katolicką  i  w  ogóle  chrześcijańską,  a  w  nich  tradycyjną  moralność,  rodzinę,  harmonię 
międzypokoleniową.  

 Rozejrzyjmy  się  dokładniej  po  obecnej  rzeczywistości.  CzyŜ  gramscizm  nie  święci  pełni  swego  zwycięstwa? 
Rzeczywistość  przełomu  wieków  czyni  z  Gramsciego  najskuteczniejszego  komunistę  XX  wieku:  religia, 
zwłaszcza katolicka dogorywa w kruchtach opustoszałych kościołów i dusz, choć w Polsce jeszcze trzyma się całkiem 
mocno,  a  co  czyni  ją  właśnie  w  Polsce  przedmiotem  fanatycznych  ataków.  Na  instytucję  rodziny  idą  ataki  ze 
wszystkich  stron;  m.in.  poprzez  feminizm  mający  odebrać  kobiecie  rolę  matki,  Ŝony,  westalki  domowych  ognisk. 
Skłócanie,  antagonizowanie  dzieci  z  rodzicami,  rodziców  z  dziećmi,  proklamowanie  „praw  dziecka",  odbieranie 
rodzicom wpływu na wychowanie, kult szkolnego „luzu", obowiązkowe nauczanie o „seksie" i jak ostatnio w Europie 
zachodniej - o homoseksualizmie jako czymś „naturalnym".  

Niszczycielski  pochód  gramscizmu  trwa  juŜ  ponad  trzydzieści  lat.  Stanowi  ideologię  elit.  To  one,  poprzez  swoją 
potęgę wcielają go w Ŝycie, atakują tam, gdzie ojciec jest jeszcze ojcem, matka matką, dziecko dzieckiem rodziców 
i cała trójka stanowi integralną komórkę społeczną o formacji narodowej, chrześcijańskiej.  

Wielopłaszczyznowa  erozja  chrześcijaństwa,  zwłaszcza  katolicyzmu,  trwająca  nieprzerwanie  od  czasów  Soboru 
Watykańskiego  II  osiągnęła  takie  rozmiary  i  skutki,  Ŝe  z  pewnością  przekroczyła  ona  najśmielsze  marzenia 
Gramsciego i antykościelnych tajnych dykasterii.  

Tragicznym w skutkach faktem jest odejście ostatnich papieŜy od ich fundamentalnej obrony Kościoła, 
przed niszczycielskimi nowinkami. Obserwuje się w ciągu ostatnich czterdziestu lat prowadzone na wielką skalę 
wprowadzanie niszczycielskich innowacji właśnie przez papieŜy. Czasową granicą demarkacyjną był przedsoborowy 
stan Kościoła. Trwał on w stanie rozkwitu. Nie wymagał Ŝadnych zmian.  

 
Obecny papieŜ Benedykt XVI, były wieloletni prefekt Kongregacji Doktryny Wiary, w 1988 roku przyznał:  

- Sobór Watykański nie jest traktowany jako część całej Ŝywej 
tradycji Kościoła, lecz jako koniec Tradycji, jako nowy początek 
startujący z punktu zerowego.  

 

Page 22 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

Widział  to  juŜ  papieŜ  Paweł  VI,  co  jednak  nie  skutkowało  najmniejszymi  próbami  ratowania  Kościoła  przed 
destrukcją.  Stwierdzał  on  juŜ  w  1968  roku,  Ŝe  Kościół  znajduje  się  w  stanie  autodestrukcji,  a  więc  sam  Kościół 
niszczy swoje fundamenty, a jego niszczyciele znajdują się wewnątrz, a nie zewnątrz Kościoła.  

Autodestrukcja  prowadzana  przez  wielu  hierarchów  Kościoła  miała  charakter  wyjątkowo  podstępny.  Formalnie  nie 
odrzucono  Ŝadnego  przed-soborowego  dogmatu,  Ŝadnego  artykułu  doktryny  wiary.  I  oto  nagle,  w  ciągu  zaledwie 
kilku  lat  po  Soborze  II  dokonały  się  radykalne,  wręcz  rewolucyjne  zmiany  w  Kościele,  wszystkie  usprawiedliwiane 
„duchem soborowym", „otwarciem" na współczesny świat. Nikt w Kościele nie daje do dziś przekonującej diagnozy 
przyczyn katastroficznego porzucenia stanu kapłaństwa i szat zakonnych przez dziesiątki tysięcy księŜy, zakonników 
i zakonnic. W samym Kościele rozpanoszyli się jawni heretycy -teologowie i nikt ich nie usiłował ani dyscyplinować, 
ani ekskomunikować, poza jednym H. Küngiem, któremu zakazano wykładów w uczelniach katolickich.  

W  awangardzie  nowinkarstwa  soborowego  znajdował  się  ówczesny  kardynał  Karol  Wojtyła,  który  wśród  ojców 
soborowych cieszył się zadziwiającą sympatią i poparciem, Jego postawy i propozycje były wybitnie antytradycyjne.  

W  amerykańskim  „Commonweal",  tuŜ  przed  beatyfikacją  papieŜy  Jana  XXIII  i  Piusa  IX  w  2000  roku,  tak  oto 
zbilansowano liberalizm Jana Pawła II i podsumowano jego niszczycielski pontyfikat:  

-  Wielki  absurd  nadchodzącego  wydarzenia  (beatyfikacji  wspomnianych  papieŜy  -  H.P.)  moŜe  być 
wychwycony, gdy rozpoznamy to, Ŝe zarówno Jan XXIII jak i Pius IX byliby potępieni za swe idee i za swoje 
słowa, jeśli by je wyznali w czasie, gdy Pius X był u władzy'.  

 
 
To,  co  zewnętrzni  wrogowie  Kościoła  nie  zdołali  osiągnąć  od  wieków,  w  ciągu  kilku  dziesięcioleci  uczynili  jego 
wrogowie  wewnętrzni.  Oto  w  skrócie  opis  gruzów,  w  jakie  zamieniono  Kościół  i  wiarę  w  ciągu  zaledwie  40  lat, 
realizując m.in. „długi marsz" do nihilizmu. 
 

1.  „Commenweal",  12  sierpnia  2000.  Cytuje  autor  eseju  na  ten  temat  Lech  Maziakowski  w  Bibule,  pi¬śmie  wychodzącym  w  Waszyngtonie,  z  kwietnia 

2004, numer 18.

  

   

  
Nowa liturgia, w tym głównie Msza Święta nie ma Ŝadnego umocowania w Tradycji. Liturgia w nowym „rycie", w 
językach narodowych, z kapłanem tyłem do Tabernakulum, z Sakramentem przyjmowanym na stojąco, potem „na 
rękę":  

 
 
— Prawdziwa destrukcja tradycyjnej Mszy św. w tradycyjnym rzymskim rycie, stanowi całkowitą destrukcję wiary...

1

 
—  Zniszczenie  szacunku  dla  Najświętszego  Sakramentu,  Jego  transcendentnego  przesłania  -  poprzez  komunię  na 
rękę, świeckich szafarzy i szafarki. 
 
—  Brutalna likwidacja łaciny we Mszy Św. -  uniwersalnego języka wspólnoty Kościoła.  Minęło zaledwie  kilka lat od 
czasu Soboru, gdy papieŜ Paweł VI zakazał Mszy łacińskiej, trydenckiej. 
 
—  „Ekumenizm"  jako  niszczycielskie  narzędzie  protestantyzacji  Ko¬ścioła  katolickiego,  a  poprzez  tę 
protestantyzację  -  jego  judaizację.  Przykładem  są  wspólne  modły  z  odszczepieńcami,  sekciarzami  i  inny¬mi 
„religiami",  uprawiane  w  AsyŜu  przez  Jana  Pawła  II.  To  przekreślenie  nienaruszalności  zasady  Extra  ecclesia  nulla 
est salus, przejawiające się zwłaszcza w „dialogu" katolicko-Ŝydowskim. Pius XI w encyklice Mortalium animos pisał, 
Ŝe tzw. spotkania międzyreligijne katolików z wyznawcami innych religii są „zawsze zabronione":  

- Jedność moŜe powstać tylko z jednego autorytetu nauczycielskiego, 
   jednego prawa wiary, jednej wiary Chrześcijan.  

 
 
Na Soborze Florenckim (1438) dekretowano:  

- Poganie, śydzi, heretycy i schizmatycy są poza Kościołem katolickim i jako tacy nie mogą  wziąć 
udziału  w  Ŝyciu  wiecznym,  chyba  Ŝe  przed  śmiercią  dołączą  do  jedynego  prawdziwego  Kościoła 
Jezusa Chrystusa: Kościoła Katolickiego.  

 
 
Jak  więc  -  zapytajmy  otwarcie  -  zostałby  potraktowany  przez  Ojców  florenckiego  soboru,  Jan  Paweł  II,  animator 
takich „spotkań międzyreligijnych"?  

- Nowa ewangelizacja to wylęgarnia przeróŜnych nurtów i ruchów „neokatechumenalnych", „charyzmatycznych".  

Page 23 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

- Zuchwała akceptacja teologii tzw. „uniwersalnego zbawienia". 
 

1. Klaus Gamber, zob. Bibuła, s. 8.

 

 
 
 -  Powszechny  proces  modyfikowania  Pisma  Świętego,  eliminujący  „niepoprawne"  wersety,  negatywne  wobec 
Ŝydów

1

 
 -  „Demokratyzacja  Kościoła"  -  odmawianie  papieŜowi  Władzy  Piotrowej,  za  czym  zaciekle  gardłowali  tacy 
heretycy, jak Hans Küng, o. Karl Rahner, o. Y. Congar i wielu innych.  

 -  Zamienianie  teologii  w  socjologię,  czyli  antropocentryczne  rozu-mienie  człowieka  i  przypisywanie  mu 
boskości.  

 -  Redefinicja  pojęcia  misji  katolickich:  z  walki  o  dusze  pozostające  poza  Kościołem,  w  pojęcie  humanitarnej 
pomocy, czyli odrzucedenie Apostolstwa Kościoła katolickiego.  

 -  Likwidacja  muzyki  polifonicznej  wraz  z  chorałem  gregoriańskim  jako  fundamentem  muzyki  liturgicznej  w 
Kościele.  Promuje  się  modernistyczną  kakofonię  zamiast  muzyki  polifonicznej,  która  „uzmysławiała  majestat 
miejsca  i  świętość  obrzędów"  -  jak  powiedział  papieŜ  Pius  IX  w  1928  roku.  Chorał  i  polifonię  zastąpiono  muzyką 
„nowoczesną"  z  rockiem, popem,  big-beatem i  gitarami,  nie wyłączając radosnych pląsów przed  ołtarzem podczas 
Mszy św.  

 -  Nowa  estetyka  kościołów  -  niszczenie  odwiecznych  elementów  architektury  wnętrz  świątyń,  które  tworzyły 
atmosferę skupienia, kontemplacji, majestatu Wiary. Dzisiejsze kościoły przypominają hale, baraki, sale sportowe i 
widowiskowe. W środku brak ławek (składane krzesła), klęczników, konfesjonałów, rzeźb i obrazów wyrugowanych 
pod  pretekstem  walki  z  kultem  „idolatrii".  Ołtarz  ustąpił  stołowi  biesiadnemu,  bo  Msza  św.  to  juŜ  nie  mistyka 
Przemienienia Pańskiego, tylko biesiada „na pamiątkę" Ostatniej Wieczerzy. Rozwalono, zwłaszcza w USA dostojne 
ołtarze, zniszczono wystrój wnętrz kościelnych, poniszczono wiekowe witraŜe  - wszystko za milczącą zgodą Stolicy 
Apostolskiej w czasach pontyfikatu Jana Pawła II.  

 -  Homoseksualizm  i  pederastia,  molestowanie  dzieci,  to  plaga  stanowiąca  ostatni  gwóźdź  do  trumny  Kościoła 
katolickiego.  Rzymskokatolicka  diecezja  Davenport  w  USA,  11  października  2006  roku  ogłosiła  swoje  bankructwo. 
To juŜ czwarta diecezja w  Stanach  Zjednoczonych,  która nie jest  w stanie  spłacić  naleŜności z  tytułu zasądzonych 
odszkodowań dla ofiar molestowania seksualnego przez księŜy. 
 
Ordynariusz tej diecezji biskup William Franklin poprosił wiernych o modlitwę w intencji diecezji mówiąc:  

-  Mimo  dobrej  pracy  wykonywanej  przez  wiernych  diecezji  w  zwiastowaniu  Ewangelii  o 
Jezusie  Chrystusie,  zarówno  w  przeszłości,  jak  i  teraźniejszości  znajdujemy  się  obecnie  na 
rozdroŜu  z  powodu  czynów  oraz  ich  zaniechania  przez  ludzi,  którzy  spowodowali  wielką 
tragedię w Ŝyciu wielu członków naszego Kościoła.  

Następnie sam podał się do dymisji.  

 

1.  Polskojęzyczny  ks.  prof.  M.  Czajkowski  (anty-ksiądz  -  polonica.net)  domagał  się  zmiany  tytułów  niektórych  rozdziałów  i  podrozdziałów  Pisma 

Świętego.

  

   

 Wspomniana  diecezja  ma  jeszcze  przed  sobą  25  następnych  spraw  sądowych  z  tytułu  molestowania  dzieci. 
„Bohaterem" jednej z nich był ordynariusz Sioux City bp Lawrence Soens. Miał molestować 15 chłopców.  

 
 
Oto liczby obrazujące „długi marsz" katolików amerykańskich do „nowego Kościoła": 
 
— 72 proc. katolików twierdzi, Ŝe moŜna być dobrym katolikiem nie przestrzegając nauczania Kościoła w sprawach 
tzw. regulacji poczęć. 
 
— 65 procent nie zgadza się z nauczaniem Kościoła w sprawach rozwodów i powtórnych małŜeństw. 
 
— 53 proc. amerykańskich „katolików" nie zgadza się z Kościołem w sprawach „aborcji". 
 
— co czwarty nie wierzy w Zmartwychwstanie. PrzeraŜające są postawy „katolickich" nauczycieli w USA: 
 
—  aŜ  90  proc.  amerykańskich  nauczycieli  szkół  podstawowych  mieniących  się  katolikami  nie  zgadza  się  z 
nauczaniem Kościoła w sprawie stosowania antykoncepcji. 
 

Page 24 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

— 79 procent z nich nie wierzy w działanie Ducha Św. przy spisywaniu Ewangelii. 
 
— 57 proc. nauczycieli uwaŜa, Ŝe kapłaństwo nie musi być przypisane tylko męŜczyznom. 
 
— 26 proc. nie wierzy w Ŝycie pozagrobowe. 
 
— 13 proc. nie wierzy w Zmartwychwstanie. 
 
— 9 proc. nie wierzy w boskość Chrystusa. 
 
— 2 procent nie wierzy w Boga! 
 
Przy  wzrastającej  liczbie  nominalnych  „katolików"  w  USA,  w  latach  1965-2002  liczba  księŜy  zmniejszyła  się  o  22 
proc. Z 30.992 księŜy katolickich w USA w 2000 roku, tylko 27 tysięcy pracowało w parafiach i aŜ 16 tysięcy z nich 
pochodziło z obcych krajów. Praktycznie więc te 16 tysięcy kapłanów było w USA na misjach! W 1965 roku 
w  USA  był  tylko  jeden  procent  parafii  bez  księdza,  a  w  2002  roku  liczba  parafii  bez  księŜy  wzrosła  o  500  proc. 
Pomiędzy latami 1965 a 2002 spadek liczby kandydatów do kapłaństwa wyniósł 90 proc!  

 Wystarczy?  Chyba  tak.  Długi  marsz  przez  instytucje  w  ramach  konwergencji  kapitalizmu  w  komunizm  i 
komunizmu w kapitalizm, zakończył się w połowie drogi - w Europie Zachodniej. Tam jest jeszcze gorzej. Gramsci 
zwycięŜył.  

 
 
Ku pokrzepieniu serc przywołajmy słowa Prymasa Tysiąclecia Stefana Wyszyńskiego:  

-  Kościół  posoborowy  (...),  Kościół,  którego  Credo  staje  się  elastyczne,  a  mentalność 
relatywistyczna (...). Kościół na papierze, a bez Tablic Dziesięciorga Przykazań!  Kościół, 
który zamyka oczy na widok grzechu, a za wadę uwaŜa bycie tradycyjnym, zacofanym, 
nienowoczesnym

1

.  

Na  pogrzebie  Prymasa  Tysiąclecia  nie  krzyczano:  Santo  subito!  Nie  było  takich  transparentów.  Ten  Prymas  juŜ 
wtedy  był  nienowoczesny.  Staroświecki,  tradycjonalistyczny.  Nie  pasował  do  gramscizmu  w  Kościele,  do  tajfunu 
„aggiornamento" - otwarcia. Stał obok długiego marszu przez instytucje Kościoła. Patrzył na to z przeraŜeniem.  

Kiedy  czyta  się  oceny  skutków  „długiego  marszu  przez  instytucje"  w  Ameryce,  wypowiadane  przez  zatrwoŜonych 
duchownych i normalnych czyli niezaleŜnych analityków, odruchowo nasuwa się podobieństwo z ofensywą „długiego 
marszu" przez Polskę, choć skala inwazji na Kościół w Polsce, to zaledwie zapowiedź spustoszeń, jakie nas czekają 
nieuchronnie,  bo  pod  rygorem  wdraŜania  nihilizmu  Unii  Europejskiej,  tej  nowoczesnej  formy  eurołagru 
komunistycznego.  

Oto jezuicki teolog, członek Fundacji im. kardynała Mindszentiego o. John A. Hardon:  

-  Pod  koniec  dwudziestego  wieku  obserwujemy  najpowaŜniejszy  kryzys  chrześcijaństwa  w  historii.  W 
mojej  ocenie,  w  centrum  tego  kryzysu  znajduje  się  głęboka  penetracja  marksizmu  w  Ŝycie 
naszego  kraju.  Myślę,  Ŝe  mogę  powiedzieć  jeszcze  więcej.   Nasza  Ojczyzna  jest  państwem 
marksistowskim.  Czy  mogę  to  powiedzieć  jeszcze  mocniej?   Stany  Zjednoczone  Ameryki  są 
najpotęŜniejszym marksistowskim państwem na świecie

2

.  

Ktoś by pomyślał, Ŝe ten Gramsciego „długi marsz przez instytucje" omijał instytucje kościelne. Wręcz przeciwnie -
właśnie  upodobał  sobie  marsz  przez  instytucje  kościelne.  Ponurym  przykładem  jest  doktrynalna  kondycja  np. 
Zakonu  Jezuitów,  co  szeroko  przedstawiłem  w  ksiąŜce  Nowotwory  Watykanu.  Od  tego  czasu  marsz  ku 
samozagładzie tego zgromadzenia zakonnego trwa z coraz większą, coraz bardziej diaboliczną siłą i rozpasaniem.  

Oto  prestiŜowy  jezuicki  Georgetown  University  w  Waszyngtonie:  kardynał  Francis  Arizne,  prefekt 
watykańskiej  Kongregacji  Kultu  BoŜego  i  Dyscypliny  Sakramentów,  wygłasza  tam  17  maja  2003  roku 
odczyt, w którym potępia homoseksualizm. Kadra profesorska uniwersytetu na znak protestu jak jeden 
mąŜ  opuściła  salę  wykładową,  następnie  70  profesorów  w  liście  otwartym  zaatakowało  kardynała  i 
nauczanie Kościoła w aspekcie zboczeń homoseksualnych, które przecieŜ expressis verbis są potępione 
w Ewangelii i to kilkakrotnie.  

 

1. W homilii wygłoszonej w katedrze warszawskiej 9 kwietnia 1974 r. 

2. John A. Hardon: Marxisms influence in the USA Today. Mindszenty Report, sierpień 1998. Cytuje D. Rohnka.

  

   

 Tacy są dzisiejsi jezuici, przynajmniej amerykańscy, niegdyś intelektualna elita całego Kościoła katolickiego!

1

 

 
W osobnym rozdziale o niszczycielskiej roli prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego w „Trzeciej RP" informujemy, Ŝe 
po  zakończeniu  jego  tragicznej  dla  Polski  prezydentury,  został  zaproszony  na  cykl  wykładów  przez  tenŜe 

Page 25 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

Georgetown  University,  gdzie  przedtem  uczone  gawędy  wygłaszali  czołowi  globaliści,  wrogowie  Kościoła  i  państw 
narodowych, propagatorzy homoseksualizmu i podobna fauna.  

Ojciec  Hardon  stwierdził,  Ŝe  najbardziej  zaciekłe  ataki  idą  w  USA  w  stronę  instytucji  rodziny  poprzez 
propagowanie  i  wdraŜanie  tzw.  emancypacji  kobiet,  rozumianej  jako  ich  „prawo"  do  wycofywania  się  z  Ŝycia 
rodzinnego  i  opieki  nad  dziećmi  oraz  na  rzecz  niszczenia  niegdyś  niezbywalnych  praw  rodziców  do  wychowania 
swych dzieci.  Pamiętamy,  jak za niedawnych rządów  SLD przez cztery lata szalały znane aŜ do  obrzydzenia „cioty 
rewolucji"  obyczajowej  w  rodzaju  Szyszkowskiej,  Senyszyn,  Jarugi-Nowackiej  (szły  w  pochodzie 
homoseksualistów w Warszawie) i Małgorzaty Blidy. To zaledwie początek. Hannibal (dopiero) antę portas.  

 
Paul Weyrich, prezes Fundacji Kongresu Wolności (ale tej prawdziwej), pisał w liście do sympatyków organizacji:  

-  Ideologia  politycznej  poprawności,  która  otwarcie  wzywa  do  zniszczenia  naszej  tradycyjnej 
kultury,  tak  dalece  zawładnęła  naszym  Ŝyciem  politycznym,  naszymi  instytucjami  („marsz  przez 
instytucje"  się  kłania  -  H.P.),  Ŝe  jej  zgubny  wpływ  dotarł  nawet  do  instytucji  Kościoła.  Całkowicie 
opanowała  środowisko  akademickie  (...).  Zwolennicy  politycznej  poprawności,  którą  bardziej  trafnie 
moŜna określić jako „kulturowy marksizm".  

Gorbaczow  juŜ  jako  były  gensek  Sowłagru  mógł  stwierdzić,  Ŝe  społeczeństwo  amerykańskie  dojrzało  do  zmian.  I 
wiedział co mówi. Gramsciego „długi marsz przez instytucje" do tego czasu zrobił swoje: homoseksualizm, aborcja, 
eutanazja,  „śmierć  religii",  antropologiczna  konwergencja  człowieka  w  Boga,  to  historyczny  sukces  ideowych 
spadkobierców Marksa, Lenina i Gramsciego. Gorbaczow:  

-  Potrzebujemy  nowego  społeczeństwa,  nowej  cywilizacji  i  konwergencji  wszystkich  elementów 
najlepszych w obu systemach.  

 

1. Zob.: Bibuła, Waszyngton, kwiecień 2004 roku, numer 18, s. 21.

 

 
 
 
Gorbaczow  mówił to podczas telewizyjnego programu „Larry King  Live" w  listopadzie 1994 roku,  a  Gramsci  gdyby 
mógł, biłby mu brawo  w piekle. Brytyjska  premier  M. Thatcher,  po  „babsku" konserwatywna,  czuła co  się świeci, 
gdy  mówiła  o  zagroŜeniach  ze  strony  paneuropejskiego  molocha,  federacji  państw  połączonych  wspólną 
konstytucją, wspólnym prezydentem, wspólnym parlamentem i rządem. To koniec suwerennych państw

1

:  

Realizują się Trockiego „Sowieckie Stany Zjednoczone Europy".  

 
To  samo  powtórzył  Michaił  Gorbaczow,  poszerzając  rojenia  Trockiego  na  obszary  od  Atlantyku  aŜ  po  wybrzeŜa 
Pacyfiku.  

DalekosięŜny  plan  „pierestrojki"  zdradził  Zachodowi  Anatolij  Golicyn,  kiedy  w  grudniu  1961  roku,  jako  major  KGB 
zgłosił się do ambasady amerykańskiej w Helsinkach i poprosił o azyl polityczny. 
Golicyn  zgłosił się do Franka Friberga,  szefa misji  CIA w  Helsinkach  jako major KGB  Anatolij Michajłowicz  Klimów. 
Stało się to 15 grudnia 1961 roku. Wkrótce obaj zostali przewiezieni specjalnym samolotem CIA do tajnej siedziby 
CIA w okolicach Frankfurtu.  

Klimów,  to  fałszywe  nazwisko  Anatolij  a  Golicyna.  W  Helsinkach  pełnił  funkcję  oficera  kontrwywiadu  w  misji  KGB 
pod  przykrywką  funkcji  drugiego  sekretarza  ambasady.  Jego  ucieczka  była  rzekomo  spowodowana  konfliktem,  w 
jaki  popadł  ze  swym  przełoŜonym,  pułkownikiem  śenikowem  na  tle  krytycznego  raportu  sporządzonego  przez 
Golicyna dla Centrali w Moskwie na temat pracy rezydentury w Finlandii

2

. Centrala KGB rzekomo odpowiedziała, Ŝe 

ma się nie mieszać do tych spraw i siedzieć cicho. To oznaczało koniec kariery, rychłe odwołanie do Moskwy.  

Golicyn był absolwentem WyŜszej Szkoły Dyplomacji przy Uniwersytecie Marksizmu-Leninizmu oraz WyŜszej Szkoły 
Wywiadu KGB (kontrwywiad). Pełnił m.in. funkcję szefa departamentu kontrwywiadu przeciwko USA w Centrali; był 
rezydentem  w  Wiedniu,  a  po  powrocie  -  w  latach  1958-1960  głównym  analitykiem  do  spraw  NATO.  Wydał  kilka 
ksiąŜek  do  uŜytku  wewnętrznego  na  temat  zasad  pracy  wywiadu  i  kontrwywiadu.  Inteligentny,  wyniosły,  znający 
języki ewoluował w kierunku raczej naukowca niŜ agenta wywiadu. Przesłuchujący go wysocy rangą oficerowie CIA i 
FBI  byli  w  duŜym  kłopocie,  aby  odcedzić  jego  prawdziwe  informacje  od  fantazyjnych  zmyśleń,  które  byli  skłonni 
przyjmować jako próby dezinformacji, a nie naturalnych skłonności Golicyna do konfabulacji.  

 

1. M. Thatcher: Wykład z 29 września 1988. 
2.  Sebastian  Rybarczyk:  Demony  CIA.  Część  II.  Zob.:  http://www.abonet.com.pl/ypl/arty-kul.php?art/id=  1376-token.  TakŜe  w:  Józef  Darski:  O 

dezinformacji komunistycznej, W-wa 1989 oraz: Anatolij Golicyn: New Lies for Old, Londyn 1984 r.

  

   

   

Page 26 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

Odpowiedzialnym  za  rozmowy  z  Golicynem  był  spec  od  tajnych  operacji  w  Dziale  Planowania  Richard  Helms,  a 
wspierali go w tym Raymond Rocca - szef analityków kontrwywiadu CIA Newtona („Scotty"), Miller i sam 
szef  szefów  -  Angleton.  Golicyn  domagał  się  bezpośredniej  rozmowy  z  prezydentem  Kennedym,  ale  się  tego  nie 
doczekał. Kilka lat później spotkał się z jego bratem Bobim. 
 
Główne rewelacje Golicyna sprowadzały się do czterech wątków:  

 — KGB przygotowała dalekosięŜną strategię pokonania demokracji zachodniej bez walki militarnej  

— wywiady państw NATO są spenetrowane przez zdrajców pracujących dla KGB  

— KGB wyśle fałszywych dezerterów z zadaniem skompromitowania wiedzy Golicyna oraz jego samego  

—  KGB  planuje  zamach  na  jednego  z  przywódców  Zachodu.  Czołową  rolę  w  bezkrwawej  inwazji  na  demokracje 
zachodnie KGB przypisał dezinformacji.  

 
 
Golicyn wyszczególnił główne kierunki tej dezinformacji: 
 
—  powołanie  frontów  politycznych  z  zadaniem  współdziałania  między  komunistami  a  socjalistami  i 
socjaldemokratami  Zachodniej  Europy,  a  takŜe  komunistami  i  nacjonalistami  w  krajach  Trzeciego  Świata  i 
aktualizację działań na rzecz wyparcia USA z Europy 
 
— wyparcie krajów Zachodu z Afryki i Azji, w przyszłości takŜe z Ameryki Łacińskiej 
 
— istniejącą równowagę sił militarnych przechylić na korzyść Związku Sowieckiego 
 
—  wywołanie  sztucznych  konfliktów  w  bloku  sowieckim  -  między  ZSRR  a  Jugosławią,  ZSRR  a  Rumunią, 
ZSRR a Chinami 
 
— stworzenie teorii rzekomej walki na Kremlu pomiędzy „gołębiami" i „jastrzębiami" 
 
— tworzenie stałego wraŜenia, Ŝe komunizm się reformuje i demokratyzuje. 
 
 
Nie był gołosłowny. Dostarczył dziesiątki dokumentów i analiz z powołanego w 1959 roku Departamentu „D" KGB, 
przemianowanego potem na SłuŜbę „A" w I Zarządzie Głównym (wywiad).  

 
 
Metody osiągania tych celów: 
 
— infiltracja słuŜb wywiadowczych przeciwnika 
 
—  pozyskiwanie  i  szkolenie  agentów  wpływu  w  mediach,  uniwersytetach  i  innych  ośrodkach  opiniotwórczych 
(„marsz przez instytucje") 
 
— wspieranie ruchów pacyfistycznych, czyli osławiona „walka o pokój" 
 
— kreowanie kontrolowanej „opozycji" 
 
— inicjatywy rozbrojeniowe pod pretekstem „walki o pokój"  

Rewelacje  Golicyna potwierdzone w całości  przez wydarzenia w następnych dwóch dziesięcioleciach, przyjmowano 
wtedy nieufnie, moŜe z powodu trudności w odcedzaniu jego fantazji od faktów. Rezerwę zachowała zwłaszcza FBI, 
kiedy  to  w  czerwcu  1962  roku  spotkali  się  z  nim:  szef  kontrwywiadu  FBI  do  spraw  sowieckich  Don  Moor,  jego 
zastępca William Branigan, William Sullivan - szef działu wywiadowczego i jedyny w tym gronie, znający język 
rosyjski  pracownik  tego  działu  Aleks  Potanin.  CIA  reprezentował  Angleton.  Golicyn  mówił  ponad  godzinę,  lecz 
agenci  FBI  pozostali  sceptyczni.  W  raporcie  z  tej  rozmowy  znalazły  się  wyłącznie  negatywne  opinie  o  samym 
Golicynie i jego  „teoriach". Moor uznał go za faceta  nieprzystępnego, odmawiającego pełnej współpracy z FBI. Za 
agenta, który wie bardzo wiele, ale to „wiele" zachowującego dla siebie, na później

1

. Golicyn nalegał na spotkanie z 

Hooverem, szefem FBI, ale się nie doczekał. A przecieŜ Golicyn rozpoznał i podał im nazwiska wszystkich agentów 
KGB  z  ambasady  w  Waszyngtonie  i  stałego  przedstawicielstwa  ZSRR  w  ONZ.  Wspomniał  teŜ  o  kilku  innych,  ale 
wiedzę  o  nich  zachował  dla  siebie  na  kilka  dalszych  miesięcy.  Poinformował,  Ŝe  do  Anglii  przybył  Rosjanin,  który 
osiadł  blisko  lotniska  i  planuje  w  przyszłości  akcje  sabotaŜowe.  Anglicy  poszli  tym  tropem  i  wytypowali 
podejrzanego. Okazał się nim niejaki Sokołow-Grant oŜeniony z Brytyjką Rosjanin, przybyły tam pięć lat przedtem, 
ale ustalono, Ŝe Sokołów nie był poszukiwanym szpiegiem, albo dopiero znajdował się na liście KGB do werbunku i 
na skutek tego został zapamiętany przez Golicyna.  

 
Strategię dezinformacji opracował były szef KGB Aleksander Szelepin. Polegała na stwarzaniu pozorów, Ŝe ZSRR 

Page 27 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

jest słaby i rozbity wewnętrznie, w demoludach wrze podskórnie, piętrzą się trudności ekonomiczne, zatem ZSRR z 
konieczności porzucił imperialne ambicje, a światu zagraŜa tylko partyjny poststalinowski beton... 
 
Golicyn  zapowiedział  rządy  BreŜniewa,  interwencję  w  Afganistanie,  akcje  przeciwko  „dysydentom" 
zostaną  potępione,  podobnie  jak  rządy  Noyotnego2.  Partia  podejmie  reformy  ekonomiczne  na  wzór 
jugosłowiańskich lub całkiem zachodnich. Otwarte zostaną kluby polityczne dla bezpartyjnych. Czołowi 
„dysydenci"  powołają  jedną  lub  więcej  partii  alternatywnych  pozorujących  wielopartyjność.  Cenzura 
zostanie  ograniczona.  Pojawią  się  kontrowersyjne  ksiąŜki,  filmy,  sztuki  teatralne.  Do  ZSRR  powróci  z 
Zachodu wielu autorów. Obywatele uzyskają większe moŜliwości podróŜowania do Europy zachodniej.  

 

1. Słusznie uznał, Ŝe jeśli „wystrzela" całą amunicję, zostanie odsunięty na boczny tor. 
2. Antonin Novotny, pierwszy sekretarz KC KP Czechosłowacji i prezydent, od czasów przedwojennych agent Kominternu, w 1948 roku (luty), przyczynił 

się do zdławienia próby obalenia ustroju komunistycznego, powtórzonej 20 lal później z podobnym skutkiem.

  

   

   

Golicyn  „przewidział"  takŜe  pojawienie  się  Gorbaczowa.  Nie  jego  konkretnie,  lecz  genseka,  który  obierze  szeroki 
kurs  na  liberalizację  i  zbliŜenie  z  Zachodem.  Określił  go  mianem  sowieckiego  Dubczeka

1

.  Wybuchnie  fałszywa 

walka  wewnętrzna  o  władzę,  Andropowa  zastąpi  młody  gensek,  który  będzie  intensywnie  kontynuował 
liberalizację.  

Wiemy  teraz,  Ŝe  tym  gensekiem  okazał  się  Gorbaczow,  pupil  Andropowa  kreowany  do  tej  roli  od  dawna.  Wyłania 
się zatem kluczowe pytanie:  
 
—  czy  Golicyn  wiedział,  Ŝe  wszystkie  te  przemiany  nie  będą  w  gruncie  rzeczy  mistyfikacją,  zasłoną 
dymną,  tą  właśnie  „dezinformacją",  tylko  autentycznym  ruchem,  marszem  ZSRR  na  Zachód,  który 
właśnie rozpoczynał swój marsz „na wschód", ku marksizmowi w nowym wydaniu, „z ludzką twarzą", 
w  ramach  tejŜe  konwergencji,  która  za  kilka  lat  stanie  się  sztandarowym  modelem  młodzieŜowych 
ruchów kontestacyjnych w 1968 roku? 
 
JeŜeli Golicyn wiedział, Ŝe nie będą to Ŝadne mistyfikacje tylko autentyczna pierestrojka, co potwierdziła praktyka 
następnych 20-30 lat, to zapewne poinformował o tym swych rozmówców z CIA i FBI, ale ta super tajna informacja 
nigdy  dotąd  nie  przeniknęła  do  mediów,  do  wiadomości  milionów  ludzi  śledzących  ze  zdumieniem  późniejszą 
pierestrojkę i „głasnost", zakrawające na istny cud! 
 
Czy  więc  -  postawmy  to  pytanie  jako  zuchwałą  hipotezę  -  Golicyn  wcale  nie  „zbiegł"  na  zachód,  tylko  został  tam 
wysłany  celem  przekazania  tej  super  tajnej  tajemnicy  juŜ  wtedy  dogadującego  się  ze  sobą  Wschodu  i  Zachodu, 
czyli globalistów z obydwu stron tej pozorowanej barykady? Słabym punktem takiej hipotezy jest ujawnienie przez 
Golicyna  zbyt  wielu  tajemnic  ówczesnego  Sowłagru.  Ale,  z  drugiej  strony  patrząc,  to  ujawnienie  znakomicie  go 
uwierzytelniało w oczach starych szulerów z CIA i FBI. Coś za coś. Stara zasada wywiadów.  

W akcjach dezinformacji miały wziąć udział zarówno słuŜby specjalne, jak teŜ środowiska opiniotwórcze oraz celowo 
organizowana i kontrolowana „opozycja", ruch „dysydencki".  

 

1. Aleksander Dubczek (Dubćek 1921-1992). Od 1929 do 1938 przebywał z rodzicami w Moskwie, agent sowiecki, od 1939 r. członek KPCz, 1968-1969 I 
Sekretarz  KP  Czechosłowacji,  inicjator  „praskiej  wiosny"  sprowokowanej  przez  Zachód,  podobnie  jak  „wydarzeń  marcowych"  w  Polsce.  Po  interwencji 

sowiecko-polskiej wywieziony do Moskwy, lecz nie zamordowany.

  

   

   

Analitykom  tych  tajnych  planów  zdawało  się,  Ŝe  to  pułapka  (jak  D.  Rohnkemu),  tymczasem  był  to  świadomie 
podjęty „długi marsz" skompromitowanego bolszewizmu ku bramom kapitalizmu, długi marsz z gałązką pokoju, ale 
na  warunkach  wzajemnej  konwergencji.  Proklamowano  „odpręŜenie",  czyli  zawieszenie  ognia  jako  warunek 
wspólnego marszu ku sobie po wyjściu z okopów. Zachód (USA) rewanŜował się pomocą materialną i finansową - 
płynęły szerokim strumieniem poŜyczki i zboŜe. Gierek takŜe brał poŜyczki i jego dworzanie z pewnością nie 
domyślali  się,  skąd  ta  nagła  szczodrość  niedawnego  wroga.  Henry  Kissinger  w  wywiadzie  udzielonym 
Radkowi Sikorskiemu wprawdzie twierdził,  Ŝe była to świadoma polityka „kija i marchewki", ale tak naprawdę, był 
to  „haracz"  za  oszukańczą  maskę  „ludzkiej  twarzy"  sowieckiego  komunizmu.  W  1980  roku  doradca  ekonomiczny 
Gorbaczowa  Abel  Angabegian  przedstawił  mu  dane,  z  których  wynikało,  Ŝe  wzrost  gospodarczy  Sowietów  jest 
zerowy.  Osiem  lat  później  CIA  ustaliła,  Ŝe  informacje  te  były  celowo  fałszywe,  dezinformujące  -  ale  kogo 
dezinformujące?  

Kiedy  my  w  Polsce  w  1981  roku  liczyliśmy  na  śmiertelne  zmagania  Sowiecji  z  „demokratycznym"  Zachodem, 
BreŜniew podczas wizyty w Niemczech powiedział jakŜe obiecująco:  

 

Page 28 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

- Cokolwiek by nas dzieliło, mieszkamy we wspólnym europejskim domu

1

.  

 
 
W  tym  samym  czasie  zadawaliśmy  sobie  dramatyczne  pytanie:  Wejdą  czy  nie  wejdą?!   Po  co  jednak  mieliby 
wchodzić na gąsienicach czołgów do tego „wspólnego europejskiego domu?"  

Za  czasów  Gorbaczowa  ten  „wspólny  europejski  dom"  stał  się  monotonnym  sloganem,  skwapliwie  podchwyconym 
przez  zachodnioeuropejską  elitę  elit,  która  juŜ  wiedziała  co  jest  „grane"  na  szczytach.  Formuły  o  „wspólnym 
europejskim domu" po raz pierwszy uŜył Gorbaczow podczas przemówienia w brytyjskiej Izbie Gmin - był 1984 rok. 
A  my  musieliśmy  jeszcze  czekać  ponad  cztery  lata,  aby  wtajemniczeni  w  bezpieczniacką 
„konwergencję"  polityczni  oszuści  zasiedli  do  Okrągłego  Stołu  i  udawali,  Ŝe  spierają  się  ze  swymi 
„starszymi braćmi" o kształt przyszłej Polski. Był on tymczasem zaklepany na zachodzie juŜ co najmniej przed 
dziesięciu laty i to w szczegółach. Oficjalnie natomiast Gorbaczow nadal krytykował USA;  

-  (...)  głęboka,  mądra  i  humanistyczna  europejska  kultura  cofa  się  przed  prymitywnymi 
rozgrywkami pełnymi przemocy i pornografii

2

.  

   

1. Zob.: http://.antyk.org.pl/ojczyzna/unia/zatrute-źródła-6.htm 
2. TamŜe.

 

 
 
 
 
Co wkrótce nie przeszkodziło mu w przeniesieniu się na stałe do kraju tego prymitywizmu i pornografii. 
 
Nadchodziła integracja Rosji z Europą. Reagan z Gorbaczowem dobili targu: my was pokochamy, a wy zgodzicie 
się na zjednoczenie Niemiec.  

A  nam  się  wciąŜ  wydawało,  Ŝe  Rubikonem  jest  zgoda  na  Wolne  Związki  Zawodowe  w  Polsce,  współwładza 
„Solidarności" z komunistami, „konstruktywnej opozycji" z „konstruktywną lewicą". 
Od  Europy  zjednoczonej  po  Pacyfik,  od  wspólnego  domu  europejskiego  Gorbaczow  szybko  ewoluował  na  piewcę 
zjednoczonego globalizmu, rządu światowego. JuŜ w 1992 roku oznajmił:  

- Świat staje się  świadom faktu, Ŝe nieodzowne jest tworzenie form globalnej administracji, 
w których uczestniczyliby wszyscy członkowie międzynarodowej społeczności.  

Tym samym potrzebne są formy globalnego systemu bezpieczeństwa. I natychmiast w te same globalistyczne tony 
uderzył Edward Szewardnadze, były szef KGB, zwany w Gruzji „rzeźnikiem z Tbilisi". Uznał, Ŝe nieunikniona staje 
się racjonalna organizacja ludzkiej egzystencji (egzystencjonalista!) na poziomie globalnym:  

-  Po  raz  pierwszy  zaczynamy  uświadamiać  sobie  konieczność  regulowania  wielu  aspektów 
ludzkiej egzystencji na poziomie globalnym.  

 
I  o  dziwo,  w  te  same  tony  uderzył  sławny  „dysydent"  sowiecki  Sacharow  -  co  juŜ  znamy.  Ofiara  systemu  i  jego 
Ŝandarmi nagle podają sobie ręce we wspólnym marszu do Europy i globalnego zjednoczenia. 
Konwergencja, spotkanie w połowie drogi po wyjściu z okopów stało się faktem. I nikogo juŜ nie dziwiło, a powinno, 
Ŝe  juŜ  w  1975  roku  w  helsińskiej  pierwszej  Konferencji  Bezpieczeństwa  i  Współpracy  w  Europie  (KBWE)  Związek 
Sowiecki  został  zaproszony  do  tej  organizacji  na  prawach  wspólnego  głosu  pod  warunkiem  respektowania  „praw 
człowieka"  w  krzepkim  jeszcze  Sowłagrze.  O  prawach  człowieka  w  ZSRR  szybko  zapomniano,  natomiast  Sowiety 
skutecznie  w  tym  czasie  przezbroiły  się,  uzyskując  przewagę  militarną  nad  Zachodem.  Dokument  helsiński  san-
kcjonował rolę ZSRR jako głównego hegemona w Europie. Jałta i Poczdam w nowej odsłonie.  

Idea  europejskiej  struktury  „obronnej"  (przed  kim?)  zrodziła  się  jeszcze  wcześniej  i  wyszła  z  głowy 
BreŜniewa. Nakłonił on swego wezyra, rumuńskiego Nicolae Ceaucescu, aby w maju 1968 roku podczas 
wizyty  generała  de  Gaulle'a  w  Bukareszcie,  zaproponował  francuskiemu  prezydentowi  to  właśnie  -
utworzenie  paneuropejskiej  struktury  obronnej.  Kiedy  Reagan  rok  później  składał  wizytę  w  Rumunii 
rzekomo znajdującej się w gniewnej niełasce Kremla, Ceaucescu złoŜył Reaganowi tę samą propozycję.  

Sformułowania  o  „Europie  od  Atlantyku  do  Uralu"  po  raz  pierwszy  uŜył  de  Gaulle  w  okresie  Zimnej  Wojny,  ale 
uczynił  to  tylko  na  złość  Stanom  Zjednoczonym,  pragnął  bowiem  wyzwolić  się  spod  przemoŜnej  kurateli  USA  w 
Europie. Podchwycił to Gorbaczow wiele lat później, lecz w jakŜe innej intencji i konstelacji politycznej.  

Dziś  wspólny  europejski  dom  jest  aktualny  jak  nigdy,  ale  juŜ  w  innej  konfiguracji  strategicznej.  Wspólny  dom  od 
Atlantyku do Uralu buduje Unia Europejska czyli jej lokomotywa - Niemcy i takŜe w coraz wyraźniejszej opozycji do 
USA, czego namacalnym dowodem jest rosyjsko-niemiecka rura gazowa pod dnem Bałtyku, „zaklepana" bez zgody 
Unii Europejskiej i na przekór Stanom Zjednoczonym oraz jej skundlonemu wasalowi - rządowi „Czwartej RP". Ten 
nowy  pakt  Ribbentrop  -  Mołotow  poszedł  tak  ostentacyjnie  na  całość,  Ŝe  Niemcy  mają  stać  się  jedynym 

Page 29 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

redystrybutorem rosyjskiego gazu do innych państw Unii!  

A mówią, Ŝe historia się nie powtarza. I rzekomo nigdy nie wchodzi się do tej samej rzeki. 
 
Zbrojni w tę wiedzę o tajnych porozumieniach wielkich tego świata, moŜemy wreszcie przejść do polskiej tragifarsy 
pod  nazwą  „Solidarność".  Do  groteskowego  mitu  o  obaleniu  komunizmu  za  pomocą  „spontaniczne¬go"  zrywu 
stoczniowców. I mitu o Wałęsie - jednoosobowym pogromcy komunizmu.  

Przechodzimy  do „Trzeciej RP", w której komuniści  nic  nie stracili, a zyskali miliardy, podobnie jak Ŝydokomuniści 
sowieccy,  którzy  w  piorunującym  tempie  przechwycili  ponad  50  procent  zasobów  finansowych  upadłego  molocha, 
jego  nieprzebrane  bogactwa  naturalne  z  ropą  i  gazem  na  czele.  Pierestrojka  Ŝydowskich  enkawudzistów  i 
kagiebistów sowieckich w światłych demokratów-globalistów-milionerów, została skopiowana w PRL-bis. 
Jakie to proste. I jakie smutne. 
 
Tamci  nurkują  ze  swoich  ekskluzywnych  jachtów  na  Morzu  Śródziemnym  w  rejonach  rajów  podatkowych,  a 
miliony  rosyjskich  i  polskich  gojów  nurkują  w  śmietnikach.  Z  piekła  dochodzi  chichot  Lenina,  Marksa,  a  nade 
wszystko Gramsciego.  

Golicyn zapowiedział, Ŝe główną rolę w kontrolowanych pierestrojkach będzie grała bezpieka. Wiedział co mówił. 
Właśnie  rozpoczynał  się  wewnętrzny  „długi  marsz"  KGB  do  władzy  nad  Sowłagrem,  nad  partią  i  wojskiem. 
„Proroctwo" Golicyna w pełni potwierdziło się na gruncie polskiej pierestrojki. Drogę do Okrągłego Stołu od samego 
początku torowała Bezpieka, organizując, kontrolując ruch solidarnościowy od wewnątrz i majstrując Okrągły Stół.  

MoŜna  z  sarkazmem  stwierdzić,  Ŝe  drogę  do  „wolności"  tak  naprawdę  utorowała  nam  Bezpieka.  Trudno  w  to 
uwierzyć, ale tak właśnie było. Najlepszym tego potwierdzeniem są gorzkie Ŝale Edwarda Gierka i premiera Piotra 
Jaroszewicza w następnym rozdziale.  

W sobotnio-niedzielnym dodatku „Dziennika" - „Europa" z 3 marca 2007 roku, charakteryzowali Rosję Putina dwaj 
adwersarze:  politolog  Gleb  Pawłowski  -  profesor  Uniwersytetu  Moskiewskiego  -  zwolennik  Putina  oraz  Władimir 
Bukowski,  znany  „dysydent",  autor  wielu  ksiąŜek  demaskujących  Sowiecję,  zdecydowany  przeciwnik  „putinizmu". 
Wśród przeciwstawnych ocen w jednym się zgadzali, a uściślił to W. Bukowski:  

-  Unia  Europejska  została  wymyślona  po  to,  by  socjaliści  z  zachodu  i  komuniści  mogli  się 
zjednoczyć. Po to przygotowywano tę konwergencję...    

Bukowski  jest  w  takim  samym  stopniu  przeciwnikiem  Unii  Europejskiej,  jak  i  współczesnej  Rosji  symbolizowanej 
przez  Putina.  Obaj  natomiast  pośrednio  potwierdzili  „proroctwa"  Golicyna  z  pierwszej  połowy  lat  60.  o  zbliŜającej 
się  konwergencji  dwóch  rzekomo  wrogich  sobie  systemów  gospodarczych,  politycznych  i  ideologicznych  - 
kapitalizmu i komunizmu sowieckiego.  

Natomiast  ani  jeden  z  tych  znawców  Rosji  sowieckiej  i  posowieckiej  nie  odwaŜył  się  postawie  kropki  nad  „i"  by 
stwierdzić,  Ŝe  tak  naprawdę  nie  było  rządnej  „konwergencji",  Ŝadnego  wyjścia  z  okopów  i  spotkania  w  połowie 
drogi. Była to jednostronna dalekosięŜnie zaplanowana inwazja syjonistycznego globalizmu na Rosję, jej ponowne 
opanowanie  i  rozgrabienie.  Konwergencja  miała  swój  dokładny  odpowiednik  w  posoborowej  konwergencji  religii, 
zwanej  „ekumenizmem".  W  praktyce  była  to  inwazja  na  dogmaty  wiary  chrześcijańskiej,  jej  totalne  niszczenie 
przez relatywizację. Chrześcijaństwo wyszło z okopów z gałązką „dialogu", a tamci zasypali je dywanowym ogniem 
modernistycznego nowinkarstwa. A działo się to dokładnie jednocześnie z „konwergencją" bolszewickiego Sowłagru. 

   

   


 
 
 
 
 
 
   

C.D.N.  

Jesteśmy w trakcie konwersji tekstu ksiąŜki i opracowywania wersji internetowej - 

redakcja polonica.net

 

 
 

Page 30 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...

background image

  

  

wersje internetową przygotowała, opracowała i fotografiami opatrzyła  Polonica.net

 

 

 

Polski Związek Patriotyczny

 

  

Katolicko-Narodowy Ruch Oporu  kontrjudaizacji i kontrdepolonizacji

 

 

 

O.R.K.A.N.

 

 

 

  

z pełnym poszanowaniem i respektem dla autorów, wydawców i praw autorskich, w dzisiejszych czasach powszechnego przemilczania i fałszowania 
historii i faktów historycznych, uwaŜamy za szczególnie waŜną powinność i obowiązek rozpowszechniania informacji, celem edukacji i uświadamiania, 
oraz bezpardonowej walki z owymi przemilczeniami i fałszami.

 

  

> > >  

Kliknij -  Wró

ć

 do góry - do pocz

ą

tku strony

  < < <

 

  

  

  

  

Zamknij to okno

 

 

 Zamknij to okno 

Page 31 of 31

Grabarze Polskiej Nadziei 1980-2005 - Henryk Pająk

2010-04-17

mhtml:file://C:\Documents and Settings\Zbigniew\Moje dokumenty\Pobieranie\Henr...