background image

 

 

 

 

Susan Mallery 

 

Wbrew 

rozsądkowi 

Tytuł oryginału: The Ultimate Millionaire 

 

 

 

background image

 

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

- Zgodzisz się, jeśli będę cię błagać? 

Marina Nelson starannie powstrzymała uśmiech, rozbawiona 

dramatyczną prośbą siostry. Oczywiście, że zamierzała jej pomóc, ale 

nie od razu. 

- Wiesz, że jestem zajęta - powiedziała powoli. - Zaczyna się 

nowy semestr i mam bardzo napięty plan. 

Julie westchnęła. 

- Tak, i twoja praca jest bardzo ważna. Ale to też. Nie 

prosiłabym, gdyby było inaczej. Naprawdę potrzebny mi ktoś, kto 

zajmie się wszystkim, kiedy ja wyjadę w interesach. Mamy podobny 

gust, jesteś dobrze zorganizowana i myślałam... 

Ze smutną miną odgarnęła włosy za uszy. 

- Czyżbym chciała zbyt wiele? Wiem, to wariactwo. To ja 

wychodzę za mąż, nie ty, więc powinnam się zająć planowaniem. Tyle 

tylko, że ta podróż do Chin to jedyna okazja w życiu. 

Marina zerknęła na brzuch siostry. W trzecim miesiącu ciąży po 

Julie nic nie było widać. Jeden z przywilejów wysokich kobiet, 

pomyślała, rozbawiona - o wiele później dostrzega się ciążę. 

- Dobrze wiem, że podróż do Chin jest o wiele bardziej 

ekscytująca od wybierania menu i kwiatów - powiedziała, wciąż 

powstrzymując uśmiech. - Że już nie wspomnę o sukni. A jeśli mój 

wybór ci się nie spodoba? 

RS

background image

 

- Na pewno mi się spodoba - zapewniła Julie z mocą. - 

Przysięgam, że będę zachwycona. Poza tym prześlesz mi zdjęcia, 

prawda? Rozmawiałyśmy o tym. Dołączysz je do e-maili, a ja ci 

odeślę moją opinię. 

Popatrzyła na nią wielkimi oczami. 

- Marino, proszę, zgódź się. 

- Nie mogę. Ale dzięki, że zapytałaś właśnie mnie. Julie sięgnęła 

za siebie po jedną z leżących na sofie niewielkich poduszek w kwiaty 

i trzepnęła nią siostrę. 

- Jesteś wstrętna! Jak mogłaś pozwolić mi tak długo cię 

namawiać! Przecież ja cię tak naprawdę błagałam... 

Marina roześmiała się i złapała za poduszkę. 

- Wcale nie „tak naprawdę", Julie. Błagałaś. Skomlałaś. Muszę 

ci powiedzieć, że aż trochę się za ciebie wstydziłam. 

- Czyli zrobisz to? 

- Oczywiście. Jesteś moją siostrą. Daj mi listę i wszystkim się 

zajmę. 

- Nie masz nawet pojęcia, jak bardzo mi pomagasz. Z jednej 

strony małżeństwo, z drugiej podróż, z trzeciej urządzanie domu 

zamieniły mi życie w koszmar. 

Siedziały w gabinecie Ryana w zachodnim Los Angeles. Marina 

wiedziała, że do zajęcia się organizacją ślubu została tylko ona, bo 

Willow, średnia siostra, musiała dopilnować niewielkiego remontu, 

jakiego wymagała nowa siedziba nowożeńców. 

RS

background image

 

- Uważam, że to będzie niezła praktyka - powiedziała z 

uśmiechem. - Zorientuję się, czego chcę, a czego nie, jeśli 

kiedykolwiek sama się zdecyduję na taki skok w przepaść. 

- Och, daj spokój, wyjdziesz za mąż - skomentowała Julie z 

pewnością w głosie. - Ten właściwy mężczyzna gdzieś tam jest. 

Marina akurat teraz nie szukała nikogo, ale gdyby się coś takiego 

zdarzyło, byłoby wspaniale. Zakładając, że potrafiłaby sama sobie 

zaufać na tyle, żeby się zakochać, nie tracąc przy tym duszy. 

- Do tego czasu jednak nazywaj mnie tylko organizatorką wesela 

- zastrzegła Marina. - No, dobrze, gdzie jest ta twoja lista? 

Julie sięgnęła do torebki, po czym wyprostowała się, nie 

wyjąwszy niczego. 

- Jest jeszcze coś. -Czyli...? 

Julie odetchnęła głęboko. 

- Dobrze. Ryan trochę się denerwuje, że ślub wyjdzie za bardzo 

babski. Chce mieć wpływ na decyzje. 

- W porządku, ustalcie, co chcecie, a potem przyślijcie mi e-

mailem wynik kompromisu. 

- Mhm, tak, no cóż, plan jest trochę inny. Ryan chce mieć 

swojego przedstawiciela, który razem z tobą będzie podejmował 

wszystkie ważne decyzje dotyczące jedzenia, tortu, orkiestry, 

dekoracji i kwiatów. 

- Przedstawiciela? Na przykład swoją matkę? Julie bez 

powodzenia spróbowała się uśmiechnąć. 

RS

background image

 

- Właściwie to nie. Raczej Todda. Marina nie wierzyła własnym 

uszom. 

- Todda? Tego Todda Astona III, bogacza i palanta? -zdumiała 

się. 

- To kuzyn Ryana. Są sobie bliscy jak bracia. Wiesz o tym. Todd 

jest świadkiem i zaofiarował pomoc. Czy już mnie znienawidziłaś? 

- Nie, ale powinnam. - Marina westchnęła. - Todd? Fuj! 

Prawie sześć miesięcy temu siostry zostały przedstawione ich 

babce ze strony matki. Było to pierwsze z nią spotkanie w ich życiu. 

Babka Ruth nie utrzymywała kontaktów ze swoją jedyną córką od 

czasu, gdy Naomi uciekła z domu, by wyjść za mąż. 

Teraz Ruth zapragnęła zbliżenia z córką i wnuczkami. W 

dodatku opanowała ją idea, by przez małżeństwo połączyć swoją 

rodzinę z rodziną drugiego męża. Dlatego Marina była pewna, że 

jedna z rozmów w trakcie rodzinnego obiadu przejdzie do historii. 

Babka ofiarowała każdej ze swych wnuczek milion dolarów, jeśli 

którakolwiek z nich wyjdzie za Todda Astona III, jej 

spowinowaconego przez małżeństwo siostrzeńca czy też bratanka. 

Julie zakochała się w Ryanie, Willow znalazła Kane'a 

Dennisona, więc dla oślizgłego Todda została tylko Marina. Są tacy, 

co mają pecha... - 

Z powodów, których do tej pory nie zdołała zgłębić -może było 

to chwilowe uszkodzenie mózgu - zgodziła się na jedną randkę z tym 

nieznośnym mężczyzną. Nie chodziło o wygląd, był raczej przystojny. 

Jego wersja poważnego związku polegała na dwóch spotkaniach z tą 

RS

background image

 

samą kobietą w tygodniu. Spotykał się z modelkami. Jak mogłaby 

kiedykolwiek nawiązać konwersację z człowiekiem,który chodził z 

kobietami zarabiającymi pieniądze głodowaniem? To przecież 

sprzeczne ze wszystkim co kobiece. 

- Nie namawiam cię, żebyś mu urodziła dziecko - powiedziała 

Julie - tylko żebyś popracowała razem z nim nad weselem. Poza tym 

na pewno nie będzie tak źle. To mężczyzna. Po pierwszym spotkaniu 

z kwiaciarką znudzi się i zacznie się wykręcać. 

- W ogóle nie chcę go znosić - zaoponowała Marina ponuro. - 

Reprezentuje wszystko, czego nie znoszę w mężczyźnie. 

Od strony drzwi dobiegł cichy dźwięk, zupełnie jakby ktoś 

odchrząknął. Kiedy Marina się obejrzała, zobaczyła przystojnego 

mężczyznę, swobodnie opartego o framugę. Sprawiał wrażenie 

bardziej rozbawionego niż rozzłoszczonego, lecz sądząc po nagłym 

rumieńcu, Julie była skłonna uznać, że to ten niesławny Todd Aston. 

- Szanowne panie - rzucił ze skinieniem głowy. - Ryan wpuścił 

mnie i powiedział, że konferujecie tutaj. Stawiłem się do pracy przy 

organizacji wesela. 

- A niech to... - wymamrotała Julie. - Przepraszam, wszystko 

wyszło dużo niezręczniej, niż chciałam. 

Marina przyjrzała mu się. Wzorzec mężczyzny wysokiego, 

ogorzałego i atrakcyjnego. Wielka szkoda, że wewnątrz tkwiła taka 

osobowość, osobowość Todda. 

Uśmiechnął się do niej. 

- Zapewne to ty jesteś Marina. 

RS

background image

 

- Tak. Miło cię poznać, Todd. 

- Miło? - Uniósł brew. - Nie to słyszałem. Już uznałaś, że jestem 

osłem. Czy może idiotą? 

- Umawiasz się z modelkami. Ich pokazywana w czasopismach 

syntetyczna doskonałość w zwykłych kobietach wywołuje kompleksy. 

- Czy z tego powodu powinno się im zabronić randek? 

- Oczywiście, że nie - odparła gładko. - Po prostu ja nie jestem 

zainteresowana nikim, kogo interesują akurat one. 

- Właśnie - powiedział, zakładając ręce na piersi. - Robisz 

założenie, że piękne znaczy głupie, a z tego wynika, że lubię idiotki. 

- Nie powiedziałam tego, ale dziękuję za uściślenie. Usta mu 

drgnęły, jakby powstrzymywał uśmiech. 

- Nie spotykam się z głupimi kobietami. 

- Prawdopodobnie powinieneś się na coś w tej materii 

zdecydować. 

- Natychmiast się za to wezmę. 

- Jeżeli skończyliście... - Julie wskazała krzesło stojące 

naprzeciwko sofy. - Dobrze. W takim razie możemy zacząć naradę na 

temat wesela. 

Todd zajął wskazane miejsce i wyjął z kieszeni Palm--Pilota. 

- Jestem gotów. 

Marina popatrzyła na niego. 

- Naprawdę chcesz brać w tym udział? 

- Aż do ekologicznego ziarna, którym będziemy obrzucać młodą 

parę, kiedy wyruszą w miesiąc miodowy. - Pochylił się do przodu i 

RS

background image

 

ściszył głos. - Nie używamy już ryżu. Ptaki go zjadają, a to im 

szkodzi. 

- Ktoś spędza za dużo czasu w Internecie - skomentowała. 

- Internet, pisma ślubne, cokolwiek. Jeśli planujecie wesele, 

jestem właściwym człowiekiem. - Wyzwanie błysnęło mu w 

ciemnych oczach. - Wchodzę w to do samego końca. A ty? 

- Ja też. A tak na marginesie, jestem wzorcem uporu -nie dała się 

wystraszyć. 

- Ja też. 

Julie westchnęła. 

- Obawiałam się, że możecie się niezbyt zgadzać, ale nigdy nie 

przypuszczałam, że zamieni się to w rywalizację. Posłuchajcie. 

Mówimy o weselu. Moim i Ryana. Niech będzie stosunkowo skromne 

i eleganckie, dobrze? 

- Julie, czy kiedykolwiek cię zawiodłam? 

- Nie - przyznała siostra po chwili, jakby niechętnie. 

- No to mi zaufaj. 

Julie dała obojgu kopie listy. Todd przejrzał swoją, a potem 

skupił uwagę na Marinie Nelson. 

Blondynka, jak jej siostry, tylko o ciemniejszym odcieniu, 

bardziej miodowym. O jakiś cal wyższa od Julie, ale o równie 

kobiecej sylwetce. Bardzo podobne do siebie, praktycznie mogłyby 

uchodzić za bliźniaczki. Główna różnica - Julie była łagodniejsza. 

RS

background image

 

Todd miał zasadę dotyczącą kobiet. Jego życie osobiste składało 

się z krótkich związków wymagających od niego minimum 

zaangażowania i wysiłku. 

Marina na pewno nie była łatwa i nawet nie zamierzał próbować 

zaciągnąć ją do łóżka. 

- Właściwie to tylko wysłaliśmy zaproszenia - powiedziała Julie, 

przeglądając swoją kopię listy. - Babcia Ruth zaproponowała swój 

dom. Oboje z Ryanem uważamy, że to świetne miejsce na ślub, trzeba 

tylko podjąć kilka decyzji. Wesele będzie zimą. Czy zrobimy je na 

zewnątrz? 

- Wspominała coś o sali balowej - przypomniała Marina. - Na 

drugim piętrze. Mamy to sprawdzić? 

- Widziałem ją. - Todd był skupiony na Julie. - Pomieści się w 

niej ze czterysta osób. Trochę mniej, jeśli chcesz posadzić ludzi przy 

stołach. 

- Tak - potwierdziła Julie, robiąc notatkę. 

- Ale lista gości nie jest aż tak długa - zauważyła Marina. - 

Tylko około stu osób. 

- Ryan mówił, że prawie dwieście. Marina odwróciła się do 

siostry. 

- Aż tyle? 

-I ciągle się wydłuża. 

- To aż tyle stołów... 

- Wiem. Dlatego chciałabym, żebyś obejrzała tę salę balową i 

zorientowała się, czy pomimo tylu stołów będzie dość miejsca do 

RS

background image

 

tańca? Gdzie umieścić zespół? Na dworze byłoby wspaniale, ale nie 

jestem pewna, czy można zaufać pogodzie, przez którą miałabym być 

może jeszcze większy stres. 

- Sprawdzimy to w pierwszej kolejności - obiecała Marina, 

robiąc notatki. - Będzie to miało wpływ na następne decyzje. Co 

dalej? 

- Kwiaty, upominki dla dzieci - tylko proszę, nic głupiego - 

jedzenie, rozrywki, fotograf i moja suknia. Och, i razem z Willow 

musicie wybrać suknie dla druhen. 

- Garnitury - dodał Todd. 

Julie gapiła się na niego przez chwilę. 

- O Boże, masz rację. Mężczyźni muszą mieć garnitury. 

- O suknię zadbam sama - powiedziała Marina, uśmiechając się 

do Todda. - To kobieca sprawa. 

- A zamierzasz zabierać głos odnośnie do garniturów? - zapytał. 

Marina aż na moment zaniemówiła. 

- Oczywiście! Ale suknia ślubna to co innego. Musi być 

wyjątkowa. Julie tylko raz w życiu będzie wychodzić za mąż. 

- To samo mogę powiedzieć o Ryanie. Będzie chciał wyglądać 

dobrze, a ty mi nie ufasz, że to zapewnię. Dlaczego ja miałbym ufać 

tobie? 

Julie machnęła ręką. 

- Nie obchodzi mnie, kto pójdzie do salonu ślubnego, po prostu 

załatwcie mi piękną suknię. 

RS

background image

 

10 

Todd wiedział, jak bardzo Ryan jest podekscytowany 

perspektywą zostania ojcem. Sam w ogóle nie zamierzał się żenić, ale 

posiadanie dzieci mu się podobało. Brak żony komplikował sprawę, 

lecz w sumie niczego nie uniemożliwiał. 

- Nie mogę uwierzyć, że chcesz mieć głos w sprawie sukni - 

mamrotała Marina. 

Pochylił się ku niej. 

- Pomyśl o tych wszystkich modelkach, z którymi miałem 

randki. Coś z ich świata mody musiało we mnie zostać. 

- Dużo rozmawialiście o modzie? 

- W ogóle nie rozmawialiśmy. 

Usłyszał, jak zgrzytnęła zębami, i z trudem powstrzymał śmiech. 

- Willow pracuje w żłobku - powiedziała Marina, ignorując go. - 

Poproszę ją, by mi poleciła jakąś kwiaciarnię. 

- Dobry pomysł - zgodziła się Julie. 

- Znam fotografa - odezwał się Todd. Marina otworzyła szeroko 

oczy. 

- Robi zdjęcia ludziom w ubraniach czy bez? -I takie, i takie. 

Spodoba się wam. 

- W nosie mam gołe fotki - warknęła Julie. - Czy robi zdjęcia z 

wesel? 

- To jej ulubiony temat. 

- W porządku. Wpisz ją na listę, Marino. Tylko żeby to nie było 

nic nazbyt artystycznego. Zwyczajne zdjęcia, o to mi chodzi. 

- Załatwione. 

RS

background image

 

11 

Omówiły jeszcze kilka rzeczy, po czym Julie poszła poszukać 

wycinków z magazynów ze zdjęciami ślubnych sukni. 

Todd zwrócił się do Mariny. 

- Wydaje mi się, że będzie to niezła zabawa. 

- Mnie też. 

- Nie bardzo mnie lubisz. 

- Nie znam cię. 

- I nie chcesz poznać. 

- Tak naprawdę, jeszcze się nie zdecydowałam. Najdziwniejsze, 

że w ogóle o tobie nie myślałam. 

Punkt dla niej, pomyślał. 

- Niezbyt miło się o mnie wyrażałaś. Słyszałem. 

- Masz reputację, która, jak osobiście uważam, sprawia ci 

przyjemność. Tylko że ludzie zazwyczaj urabiają sobie opinię na 

podstawie takiej złej sławy. 

- Uważasz, że jestem płytki. 

- Uważam, że nic, oprócz twojej firmy, nie wymagało od ciebie 

ciężkiej pracy. 

- A jednak zgodziłaś się na randkę ze mną. Jedną. Obiecałaś, 

ciocia Ruth mi powiedziała. 

Oczy jej się zwęziły. 

- Wtedy wydawało mi się to niezłym pomysłem. Myśl o randce z 

nim mogła budzić w niej mieszane uczucia, ale to on musiał poradzić 

sobie z faktem, że jego ciotka zaoferowała każdej z wnuczek milion 

dolarów, jeśli jedna z nich wyjdzie za niego. Co, u diabła, miał w 

RS

background image

 

12 

sobie takiego, że trzeba było zapłacić kobiecie, by się zdecydowała z 

nim związać? 

I Willow, i Julie nie wchodziły już w grę, czyli została tylko 

Marina. 

- To tylko jedna randka - powiedział. - Cóż takiego złego 

mogłoby się zdarzyć? 

- Byłyby to najdłużej ciągnące się trzy godziny w życiu. 

- Wesele - zaproponował. - Oboje musimy na nim być, oboje 

jesteśmy wśród głównych gości, co oznacza, że gdybyśmy 

przyprowadzili osoby towarzyszące, nie miałyby z nas wiele pożytku. 

Powoli skinęła głową. 

- Akurat spędzimy dużo czasu razem w trakcie przygotowań do 

wesela, więc przynajmniej będzie o czym rozmawiać. 

- Możemy się też skupić na szampanie. 

- Też jakaś myśl. Dobrze, Toddzie Astonie, zgadzam się na 

randkę z tobą w czasie wesela mojej siostry. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

13 

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

Kiedy Marina zatrzymała się na okrągłym, brukowanym 

podjeździe, posiadłość Bel Air ciotki Ruth zrobiła na niej takie samo 

wrażenie jak za pierwszym razem. Ogromny dom, jakby nie na 

miejscu - w końcu tu jest Los Angeles, a nie osiemnastowieczna 

Anglia. Ale bogaci żyją inaczej, pomyślała Marina, wysiadając ze 

swego starzejącego się, importowanego samochodu. 

Przyjrzała się podwójnym drzwiom frontowym i postanowiła z 

wchodzeniem do środka poczekać na Todda. Kilkadziesiąt sekund 

później na podjeździe stanął samochód - mniej więcej równowartość 

długu narodowego niewielkiego państwa Trzeciego Świata. 

Mężczyzna, który wysiadł z lśniącego, srebrnego, sportowego, 

dwuosobowego mercedesa, robił równie imponujące wrażenie. Na 

szczęście nie był w jej typie. 

- Marino - uśmiechnął się Todd - myślałem, że już sprawdziłaś 

dom i podjęłaś decyzję. 

- Jesteśmy zespołem, Todd, i po prostu szanuję to. 

Garnitur świetnie na nim leżał, szary, z materiału o subtelnej 

fakturze. Ona z kolei sprawiała wrażenie studentki z ograniczonym 

budżetem, choć obcisłe dżinsy dopięła bez problemu, co poprawiło jej 

humor na cały dzień. 

- Mam mniej więcej godzinę - oznajmiła, zerkając na zegarek i 

ruszając do drzwi. - Potem muszę jechać na uniwersytet, na zajęcia. 

- Co studiujesz? 

RS

background image

 

14 

- Nie studiuję. Tłumaczę. - Popatrzyła na niego. - Językiem 

migowym dla głuchych studentów. Specjalizuję się w chemii i fizyce, 

głównie dla zaawansowanych. 

- To robi wrażenie. 

- Dla mnie to nic wielkiego. Sama przeszłam te wszystkie 

zajęcia, więc rozumiem materiał. Skończyłam trzy fakultety. W końcu 

kiedyś trzeba będzie zrobić doktorat, ale jeszcze nie jestem na to 

gotowa. Ponieważ od dawna umiem migać, postanowiłam przez parę 

lat popracować w ten sposób. 

- Trzy fakultety? - upewnił się. Uwielbiała, kiedy ludzie jej nie 

doceniali. 

- Mhm, trochę mniejsze wrażenie to robi, kiedy się okazuje, że 

na studia trafiłam w wieku piętnastu lat. 

- Jasne. To całkiem zwyczajne. Bystra jesteś. 

- Bystrzejsza od ciebie, wielki człowieku. Roześmiał się. 

- Zapamiętam to. 

Zapukał do drzwi, otworzyła im pokojówka. 

- Przyszliśmy obejrzeć salę balową, Kate - powiedział służącej. - 

A potem podwórze. 

Dziewczyna skinęła głową. 

- Tak jest, sir. Pańska babka powiedziała mi, że będziecie. Czy 

zaprowadzić państwa na górę? 

- Dziękuję, sami trafimy. 

Marina uśmiechnęła się do kobiety, a potem ruszyła za Toddem 

przez wielki hol i w górę, szerokimi, zakręcającymi schodami. 

RS

background image

 

15 

- A ty, jak liczną masz służbę? - spytała, gdy dotarli na pierwsze 

piętro i szli długim, wyłożonym dywanem korytarzem. Na ścianie 

wisiało mnóstwo obrazów, stały tu też meble, prawdopodobnie cenne 

antyki. 

- Pięcioro na stałe, sześcioro dochodzących. 

- Co? - zdumiała się. Widziała jego rezydencję tylko z daleka. - 

Była większa niż ta, ale tyle osób? - Co oni wszyscy robią? 

Odwrócił się do niej, dotknął końcem palca czubka jej nosa i 

uśmiechnął się. 

- Mam cię. Pracuje u mnie gospodyni, która wynajmuje ludzi do 

sprzątania i opieki nad terenem. Przychodzi trzy razy w tygodniu. 

Wolałbym nie mieć żadnej służby, ale dom jest wielki i stary, sam nie 

chcę się z tym wszystkim użerać, więc ona to robi za mnie. 

Ogromne, rzeźbione drzwi prowadziły do sali balowej wielkości 

boiska piłkarskiego. 

Marina doszła do środka pomieszczenia i obróciła się powoli 

dookoła. Na ścianach wisiały złocone lustra, a z sufitu zwisało 

kilkanaście rzucających błyski żyrandoli. Parkiet lśnił w słońcu. 

Ściany pomalowano na neutralny, delikatny beż, więc każda 

kolorystyka stołów mogła tu pasować. 

- Stoły powinny być na osiem lub dziesięć osób - powiedział 

Todd, wyciągając PalmPilota. - Możemy ich tu wstawić nawet 

trzydzieści i wciąż jeszcze będzie dość miejsca dla ludzi. 

Marina szybko policzyła w myślach. - 

RS

background image

 

16 

- A czy przy dwudziestu ośmiu stołach wciąż wystarczy miejsca 

na zespół i parkiet do tańca? 

- Orkiestrę. Nie zespół. Julie powiedziała, że ma być elegancko. 

Zespoły nie są eleganckie. 

- Sądzisz, że filharmonicy z Los Angeles są dostępni? 

Uśmiechnął się szeroko. 

- Będę musiał sprawdzić ich grafik, ale myślałem o czymś 

mniejszym. O grupie, którą słyszałem w trakcie innych wydarzeń. 

Wydarzeń? Czyli kiedy reszta Ameryki szła do centrum 

handlowego, superbogaci uczestniczyli w wydarzeniach? 

- A jakież to były wydarzenia? 

- Głównie charytatywne. Kilka wesel. Sprawdzę, gdzie grają w 

najbliższych tygodniach i pójdziemy ich posłuchać. Są znakomici. 

Zaufaj mi. 

Zaufać mu? Jeszcze nie. 

Odłożyła notatnik i zaczęła robić zdjęcia ogromnej przestrzeni. 

- Naprawdę podoba mi się ta sala - powiedziała, obracając się 

powoli, by mieć ujęcia wszystkiego. - Wyślę te zdjęcia e-mailem do 

Julie zaraz po zajęciach. 

- Jest jeszcze coś - powiedział i podprowadził ją do ciągu 

przeszklonych drzwi. Otworzył jedne i gestem przepuścił ją pierwszą. 

Wyszła na szeroki balkon, z którego było widać teren za domem. 

Było tu niesamowicie. Taras, basen, za nimi ogród. 

RS

background image

 

17 

- To nam da dodatkową przestrzeń - powiedział, podchodząc do 

niej. - Ludzie będą mieli gdzie odetchnąć. Można będzie ustawić w 

ogrodzie światła, dla lepszego widoku. 

- Podoba mi się - mruknęła, bardziej do siebie niż do niego. - 

Każdy może wziąć ślub na podwórku, ale to jest niesamowite. Okazja 

jedyna w życiu. 

Odwróciła się z powrotem ku sali, wyobraziła sobie stoły, gości, 

kwiaty. Ale będą wspomnienia. 

- Czyli wolisz salę? - zapytał. 

- Tak, ale to wybór Julie. Zejdźmy na dół i zróbmy parę zdjęć 

ogrodu. Kiedy już się dowiemy, co postanowili, będziemy mogli 

zacząć organizować resztę. 

Zeszli po schodach i wyszli na zadbany taras. Bardziej 

przypomina teren pięciogwiazdkowego hotelu niż czyjegoś 

prywatnego domu, pomyślała, robiąc zdjęcia, niepewna swoich uczuć 

co do faktu, że jej babka tu mieszka. 

Ta niepewność musiała się uwidocznić na jej twarzy, bo Todd 

spytał: 

- Coś nie tak? 

Schowała aparat i wcisnęła notatnik pod pachę. 

- Wciąż myślę, jakie to dziwne, że moja babka, której nigdy nie 

znałam, żyła i miała się świetnie o piętnaście mil od miejsca, gdzie 

dorastałam. Że to jej świat, a ja pamiętam, jak nie starczało nam 

pieniędzy na mięso do obiadu. 

Potrząsnęła głową. 

RS

background image

 

18 

- Nie narzekam. Matka była cudowna i ja, i siostry miałyśmy 

wszystko, czego potrzebowałyśmy. Tylko teraz dziwnie jest odkryć, 

że istnieje zupełnie inne spojrzenie na życie. - Popatrzyła na niego. - 

Kiepsko tłumaczę, o co mi chodzi, w dodatku to więcej informacji, niż 

chciałeś. 

- Oczywiście, że tu jest inaczej. Ruth żałuje wszystkich tych lat 

spędzonych z dala od ciebie i twojej rodziny. Jej mąż, mój wuj, był 

trudnym człowiekiem. Ruth po prostu nie miała dość siły, by mu się 

przeciwstawić. 

- Tak mówiła. 

- To prawda. 

Świetnie. Okazuje się, że pochodzi z linii kobiet, które 

bezwarunkowo oddawały serca i umysły swoim mężczyznom. Tym 

bardziej nie należy się angażować. 

- Powinnaś spróbować zrozumieć, przez co Ruth przeszła. 

Todd Aston III okazuje wrażliwość? 

- Okay, teraz już jestem ogłupiona przez dwie rzeczy: kontrast 

pomiędzy tym, do czego jestem przyzwyczajona, a tym tutaj oraz 

twoim emocjonalnym stosunkiem do tego. 

- Jestem bardzo tajemniczym człowiekiem. Rozśmieszyło ją to. 

- Oczywiście. Bogactwo, władza i tajemnica. Powinieneś 

umieścić takie motto na swoich wizytówkach. 

Poprowadził ją dookoła domu, w stronę parkingu. 

- Już dawno wpadłem na ten pomysł, Marino. Wytatuowałem to 

sobie na plecach. 

RS

background image

 

19 

- Sądziłam, że raczej masz tabliczkę na patyku wetkniętym w 

pupę - odcięła się odruchowo. 

- Z takimi przypadkami teraz dają sobie radę. Czyż współczesna 

medycyna nie czyni cudów? 

Westchnęła. 

- Wiesz, o co mi chodzi. Myślałam, że okażesz się... inny. 

- Przykry? 

- Władczy. 

- Jeśli cię to uszczęśliwi, mogę taki być. 

- Nie, dzięki. - Otworzyła notatnik. - Dobrze, sprawdzenie 

miejsca wydarzenia zakończone. Zostaje nam jedzenie, tort, kwiaty, 

fotograf i wszystkie pozostałe detale. 

- Suknia - przypomniał jej. - Musimy znaleźć coś gotowego. Nie 

ma czasu na szycie na miarę. 

Spojrzała na niego zdumiona, że wiedział o tym. 

- Niech zgadnę. Przeglądałeś czasopisma ślubne? Choć jakoś nie 

potrafię sobie wyobrazić ciebie siedzącego nad cafe latte i takim 

magazynem. 

- Nie mógłbym przy tym pić cafe latte. Wyłącznie czarna kawa, 

żeby poradzić sobie z całą tą babską słodyczą. To kwestia równowagi. 

- Dlaczego ukrywasz się za reputacją? - zapytała. - Pieniądze, 

modelki. 

- Przez całe życie chodziłem może z trzema modelkami, Marino. 

Powinnaś dać temu spokój. 

- Masz rację. Tak zrobię. 

RS

background image

 

20 

- To dobrze. - Wsiadł do wozu i uśmiechnął się. - Oczywiście 

dwie z nich nie znały angielskiego. 

Nie znały... To jak... Wbiła w niego wzrok. 

- Żartujesz. Nie mówiły po angielsku? 

- Ja tylko odpracowywałem swoją część w poprawianiu 

stosunków Ameryki z sąsiednimi krajami. - Uśmiechnął się niewinnie. 

- Znam wspaniałą firmę obsługującą wesela. Ustalę co nieco i przyjdę 

do ciebie ze szczegółami. 

Powiedziawszy to, odjechał. 

Trzy dni później Todd stał przed taką firmą i obserwował 

zbliżającą się Marinę. Miała na sobie dżinsy i sweter, a włosy 

związała w koński ogon. Na pewno nie ubierała się, by zrobić 

wrażenie. Zatrzymała się przed nim, oparła dłonie na biodrach i 

popatrzyła mu ostro w oczy. 

- Sprawdziłam cię w Internecie - oznajmiła. - Wspomniane 

modelki znakomicie mówiły po angielsku, aczkolwiek z akcentem. 

- Aczkolwiek? - Uniósł brwi. - Czyżbyśmy byli w powieści Jane 

Austen? 

- A co ty wiesz o Jane Austen? 

- Każdy porządny, bezużyteczny facet, chodzący wyłącznie z 

modelkami, wie wszystko o łzawych operach mydlanych oraz o Jane 

Austen. To bezwzględny wymóg. Nie tylko widziałem Dziennik 

Bridget Jones dwa razy, ale również dodatki specjalne. Spytaj mnie o 

cokolwiek. 

RS

background image

 

21 

Wybuchnęła śmiechem, lekkim i zmysłowym. Todd nabrał 

ochoty, by jej dotknąć. Spłynęła na niego nagła fala gorąca, 

zaskakując swoją intensywnością. 

Natychmiast cofnął się o krok, i fizycznie, i mentalnie. Wiązanie 

się z najmłodszą wnuczką wżenionej do rodziny cioci byłoby niezbyt 

inteligentnym posunięciem. 

- Ta firma jest bardzo polecana - powiedział, gdy podchodzili do 

frontowych drzwi. - Ponoć dobrze karmią, a wybór nie ogranicza się 

do kurczaka i wołowiny. Jeśli się na nich zdecydujemy, będziemy 

mogli sami skomponować menu, czyli pokłócić się o wersje. 

- Sądzisz, że będę się kłócić? - zapytała. 

- Liczę na to. 

- Ja jestem raczej zgodna, lecz przypuszczam, że ty nie bardzo - 

rzuciła, kiedy przytrzymał jej drzwi. - Będę elastyczna w kwestii dań, 

ale nie deseru. 

- Jakiego deseru? Uśmiechnęła się do niego. 

- Będziemy mieli deser. To jeden z największych dreszczyków 

w czasie wesela. Dostajesz i deser, i tort. Jak często ci się to zdarza w 

normalnym życiu? 

- Nie mam najmniejszego zamiaru stawać pomiędzy kobietą a jej 

żądzą słodyczy. 

- Miłe i mądre - mruknęła. - Jestem pod wrażeniem. 

- Wiem. 

Odwrócił się do recepcjonistki i przedstawił ich. 

RS

background image

 

22 

- Mam na imię Zoe - uśmiechnęła się kobieta. - Wszystko 

przygotowane. Pozwolą państwo za mną. 

Poprowadziła ich do niewielkiego pokoju urządzonego jak sala 

jadalna. Po jednej stronie stołu na sześć osób były dwa nakrycia. Zoe 

przysunęła im krzesła i wskazała na leżące koło nakryć menu, 

wydrukowane na pojedynczych kartkach. 

- Będziemy podawać w kolejności - wyjaśniła. - Zaczniemy od 

zup, potem sałatki i tak dalej. Proszę robić notatki i zapisywać 

wszelkie pytania do nas. 

Wyszła na moment, wracając z trzema miseczkami dla każdego 

z nich. - 

- Ładnie podane - skomentowała Marina, wyjmując z naczynia 

gałązkę przybrania. - Dlaczego zawsze wtykają kawałek chwastu do 

dania? Co to jest? Skąd mamy wiedzieć, gdzie to zerwali? 

- Niewiedza dodaje dreszczyku. 

Popatrzyła na niego szeroko otwartymi, błękitnymi oczami. 

- Czujesz dreszczyk? 

Była tak blisko, że widział wyraźnie kilka delikatnych piegów na 

jej nosie i dołeczek w policzku. Znowu zapragnął jej dotknąć i... nie 

zrobił nic. 

- Niewymowny. 

- Kłamczuch - mruknęła i spróbowała pierwszej zupy. - Łuskany 

groch i coś jeszcze. Niezłe. 

Posmakował i potrząsnął głową. 

- Nie, dziękuję. 

RS

background image

 

23 

Oboje zaakceptowali tajemniczą, kremową kompozycję. Jemu 

smakowała również jarzynowa z kurczakiem, ale Marina uważała, że 

to jest zbyt codzienne danie. 

- To wesele. Czy naprawdę już w pierwszym daniu mamy dostać 

dobowy przydział owoców i warzyw? 

- Jakoś nie widzę tu dużo owoców. 

- Wiesz, o co mi chodzi. - Odłożyła łyżkę. - A co powiesz o 

zupie tortillowej1? Albo quesadillas2? Dobrze to brzmi? 

- Chcesz mieć meksykańskie dania na weselu siostry? 

- Tak naprawdę to nie, ale chętnie bym teraz coś takiego 

przegryzła. Powinnam była coś zjeść przed przyjściem tutaj. Jestem 

głodna. 

- Czyli lubisz jeść. 

- Tak, niektóre kobiety jedzą. Ja jem. Szokujące, ale prawdziwe. 

Również biegam codziennie, więc mogę się właściwie napychać 

wszystkim, co mi się zamarzy, i cieszyć się tym. Masz z tym 

problem? 

- Takie przewrażliwienie na tym punkcie na pewno ci pomaga w 

ćwiczeniach fizycznych. Skłania do intensyfikacji wysiłku. 

 

1 Zupa tortillowa - bardzo ostry kurzy rosół z czosnkiem, cebulą, 

awokado, pomidorami, papryką, mięsem z kurczaka i paskami tortilli. 

(przyp. tłum.) 

RS

background image

 

24 

2 Quesadilla - przekąska z tortilli, w którą zawinięto nadzienie, 

dość dowolne, tradycyjnie tylko powinno (choć nie musi) zawierać ser 

jako jeden ze składników, (przyp. tłum.) 

- Twierdzisz, że mam kompleksy dotyczące jedzenia? 

- Nic takiego nie powiedziałem. 

- Uważasz, że przesadzam, bo umawiasz się z modelkami, a ja 

czuję, że nie dorastam do ich ideału. 

- Ty to cały czas mówisz. 

- Nie martwi mnie to. Niemal nigdy. Czasami może troszkę. 

Lecz chciałabym podkreślić, że mam na sobie bardzo obcisłe dżinsy. 

Pasują na mnie od dawna i wyglądają świetnie. 

- Tak, to prawda. 

Kiedy się zbliżała do firmy, podziwiał linię jej bioder i długie 

nogi. 

- Nie potrzebuję niczyjej aprobaty poza własną. 

- Słusznie, po co ci to. Uśmiechnęła się. 

- Ustępujesz mi. 

- Tak jest najbezpieczniej. Masz szczególny stosunek do tej 

sprawy. 

- Zauważyłam. Właściwie to jestem bardzo spokojną osobą. Nie 

wiem, dlaczego przy tobie robię się tak podminowana. 

- To dlatego, że jestem tak układny i przystojny - oznajmił, kiedy 

Zoe przyniosła kilka talerzy z sałatkami i koszyk bułeczek. - Robisz 

się niepewna. 

RS

background image

 

25 

Marina poczekała z odpowiedzią, aż zostali sami. Kiedy Zoe 

zabrała miseczki po zupie i wyszła, warknęła: 

- Nie czuję się niepewnie. Masz ego wielkości Antarktydy. 

Wcale nie jesteś taki wyjątkowy. 

- Oczywiście, że jestem. Sprawdzałaś mnie. Kim się ostatnio tak 

zajmowałaś? 

- Mężczyźni, których znam, są zupełnie zwyczajni. Sprawdzanie 

jest niepotrzebne. A ty mnie denerwujesz. 

- No to zrobiłem już wszystko, co trzeba. 

- Jedz sałatkę. 

Spróbował pierwszej z nich. Znajdowało się w niej sporo 

dziwnych jakby liści, jakichś kawałeczków czegoś, czego nie potrafił 

rozpoznać. Stanowczo przecenia się sałatki, pomyślał ponuro. 

- Pomyśl o mężczyznach, z. którymi zazwyczaj się umawiasz - 

odezwał się, ciesząc się, że może jej dopiec. - Flejowaci, biedni 

studenci. W porównaniu ze mną nie mają żadnych szans. 

Rzuciła mu wściekłe spojrzenie. 

- No pewnie. Dlaczego umawianie się z mądrym człowiekiem, 

który zmieni bieg historii, poprawiając świat, miałoby być 

interesujące? 

- To tacy bystrzy nieudacznicy. Na razie w ogóle nie są 

interesujący i kiepsko się sprawdzają w łóżku. Przyznaj to. 

Oczy pociemniały jej z furii. Otwarła usta, prawdopodobnie, by 

na niego nawrzeszczeć. Wetknął w nie bułeczkę. 

RS

background image

 

26 

- Niezła - oznajmił, wskazując na drugą sałatkę. - Pasuje mi ser 

pleśniowy. Co o tym myślisz? 

Wyrwała bułkę spomiędzy zębów i wbiła w niego wzrok. 

- Myślę, że jesteś nadętym, egoistycznym osłem. Spróbował 

trzeciej sałatki i skrzywił się. 

- Czyli lubisz mnie. 

- Nie. 

- Oczywiście, że tak. Ale ja pytałem o sałatki. Co o nich sądzisz? 

Pokazała na tę, którą próbował jako trzecią. 

- Ta się nadaje. Potrząsnął głową. 

- Niekoniecznie. Za dużo czosnku w sosie. 

- Od kiedy to znasz się na gotowaniu? 

- Nie znam się. - Czy to jego wina, że co zdanie sama się 

podkładała? - Ale znam się na weselach. 

Rozejrzał się, potem pochylił ku niej i ściszył głos. 

- Pocałunki. Mnóstwo w czasie wesela. Nikt by nie chciał, żeby 

goście zionęli czosnkiem. 

Tymczasem rozbawienie mu przeszło, a napięcie szybko 

zmieniło się w pożądanie. 

Jakby to było pocałować ją? Jaki smak miałyby jej usta? Jak są 

miękkie? Jak namiętne? Jak seksowne? 

- Uważam, że przeceniasz ten problem - powiedziała. Nie sądzę, 

żeby czosnek był tak istotny, ale jeśli jest, może my po prostu zmienić 

sos do tej sałatki. 

RS

background image

 

27 

- Jest tylko jeden sposób, żeby to sprawdzić - rzekł, po chylił się 

nieco mocniej i musnął ustami jej wargi. 

Czuł gorąco i pożądanie walczące o dominację. Marina nie 

poruszyła się, ale usłyszał, jak jej oddech przyspieszył Lecz zanim 

zdążył zrobić cokolwiek więcej, wróciła Zoe. 

- Którą państwo... Och, przepraszam. Wrócę za chwilę, Todd 

wyprostował się. 

- Nie. Wiemy już, co trzeba. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

28 

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Marina czuła się, jakby ją przejechała ciężarówka. To nie w 

porządku, pomyślała. Coś niesamowitego. Żar, ciarki, pragnienie, by 

rzucić się na Todda i zmusić go, by zrobił z nią, co zechce. Wszystko 

to wskutek jednego, delikatnego, niewinnego pocałunku. Co by się 

stało, gdyby pocałował ją. mocniej, bardziej serio? 

Niebezpieczne pytanie, pomyślała w duchu. Todd był zupełnie 

inny, niż jej się zdawało. Zabawny i czarujący. Zbyt czarujący. Ale on 

nie wchodził w związki, a ona nie uznawała niczego poza nimi. 

Choć, technicznie rzecz biorąc, ona też nie budowała związków. 

Wszystko z powodu tego lęku. Nie chciała się zatracić w mężczyźnie, 

w uczuciu do mężczyzny. 

Spróbowali kilku przystawek, które były nawet w porządku, i 

deserów - znakomitych. 

- Dokończysz to? - spytała, zerkając na ledwie napoczętą 

miseczkę musu czekoladowego. 

- Nie, nie żałuj sobie. 

Zanurzyła łyżeczkę w kremowej, pienistej pyszności i 

rozkoszowała się czekoladą na języku. Obserwował ją z 

nieprzeniknionym wyrazem twarzy. Wolałaby myśleć, że 

zafascynowała go jej namiętność do czekolady, ale na pewno 

porównywał jej normalny apetyt z głodzeniem się tych jego 

dziewczyn i na pewno sądził, że jest nieco dziwna. 

RS

background image

 

29 

- Skończyłaś? - zapytał, kiedy starannie wyskrobała resztki musu 

z miseczki. 

Skinęła głową i wyszli do holu. Wziąwszy od Zoe informacje o 

cenach i broszurę, obiecali, że skontaktują się za kilka tygodni, i 

wyszli. 

- I co sądzisz? - spytał Todd, kiedy szli w stronę samochodów. 

- To było dobre - przyznała - ale nie oszałamiające. Uważam, że 

jedzenie powinno być spektakularne, a nie tylko dobre. 

- Biorąc pod uwagę, ile sobie liczą, zgadzam się z tobą. Czyli 

wciąż nie mamy aprowizatora. Masz jakieś sugestie? 

- Popytam. 

- Ja też. Skonsultuję się też z Ruth. 

- Ona się obraca w kręgach charytatywnych. A przynajmniej o 

tym wspominała. Powinna więc być znakomitym źródłem informacji. 

- Marina skrzywiła się. - Zastanawiam się, dlaczego jeszcze nie 

zaoferowała nam porad. 

- Obiecała się nie mieszać - wyjaśnił Todd. - Nie ciesz się za 

bardzo, długo nie wytrzyma. Wtrącanie się ma w charakterze. 

- Czyli wybaczyłeś jej, że przyszła do mnie i moich sióstr, 

proponując każdej z nas po milionie dolarów, jeśli jedna z nas za 

ciebie wyjdzie? 

- Pracuję nad tym. 

- Dlaczego? Wzruszył ramionami. 

RS

background image

 

30 

- Zawsze miała czas dla mnie i Ryana. Nasi rodzice wyjeżdżali 

nieraz na kilka miesięcy i ciocia Ruth zajmowała ich miejsce. Z nią 

czuliśmy się jak w rodzinie. 

Marina nie wiedziała, co na to powiedzieć. Z jednej strony 

wyjaśniało to przywiązanie Todda do ciotki. Z drugiej, była to ta sama 

kobieta, która odwróciła się od własnej córki. 

- Myślisz o swojej mamie - rzekł, zaskakując ją. 

- Tak. Miała siedemnaście lat, gdy się zakochała w moim tacie. 

Bardzo młodo. Rozumiem, że rodzice byli bardzo zawiedzeni jej 

wyborem, ale pomiędzy wyrażeniem zgody a przepędzeniem na 

zawsze jest dużo różnych możliwości. - Odetchnęła głęboko. - 

Zamierzasz powiedzieć mi, że wszystko z powodu jej męża, Frasera. 

Już to słyszałam. Że był trudnym człowiekiem rządzącym całym 

domem i nie dającym nigdy nikomu drugiej szansy. 

Był też jedynym ojcem, jakiego znała matka Mariny. Jej 

biologiczny rodzić, pierwszy mąż Ruth, zmarł, zanim babka się 

zorientowała, że w ogóle jest w ciąży. 

- Moja mama była jedyną córką Ruth - ciągnęła Marina. - 

Powinna była bardziej się postarać. 

Todd zaskoczył ją chyba trzeci raz w ciągu niecałych dwóch 

godzin, obejmując za ramiona i przytulając lekko. 

- Masz rację - powiedział łagodnie. - Stanęła po stronie męża, a 

nie córki. Dlatego następnych trzydzieści lat spędziła, żałując tej 

decyzji, jednocześnie zbyt się bojąc cokolwiek z tym zrobić. Nigdy 

nie odzyska tego, co straciła. Wy też nie. 

RS

background image

 

31 

Zamrugała, zdumiona. 

- Twoje słowa naprawdę były pełne współczucia i zrozumienia. 

- Potrafię myśleć i logicznie, i emocjonalnie. 

- Wiem. Nie sądziłam tylko, że w ogóle cię to obejdzie. 

- To komplement. 

Teraz przyszła jej kolej, by go dotknąć. Ujęła go za rękę 

- Przepraszam. Wszystko było nie tak. To z powodu twoje go 

wizerunku w lokalnej prasie i tego, co o tobie mówią. 

- Naprawdę zaczynasz mi grać na nerwach - mruknął. 

- Zdaje się, mówiłeś, że masz znakomite poczucie humoru. 

- Mam. To ty nie jesteś zabawna. Cokolwiek myślisz o mnie, 

jesteś w błędzie. 

Zaczynała się skłaniać do myśli, że istnieje taka możliwość. 

- Wciąż brak nam aprowizatora, fotografa, kwiaciarza tortu, 

sukni i garniturów. Długa lista. 

- Poradzimy sobie. Napiszę e-mail do Julie z informacją o tej 

firmie. Przynajmniej wiemy, że ślub i wesele odbędą się w sali 

balowej. To już coś. 

- Szczęściarze z nas. 

Popatrzyła mu w oczy i uśmiechnęła się. 

- Dzięki za okazanie takiego zrozumienia w sprawie mojej 

babki. Pogadanie sobie na teki temat pomaga. 

- Tak, tak. Zadzwonię i ustalimy następną wyprawę na 

próbowanie dań. 

RS

background image

 

32 

Znienacka pochylił się i pocałował ją. Pocałunek okazał się 

szybki i gorący. Todd był inny, niż oczekiwała. Reagowała na niego w 

sposób, jakiego nigdy by się nie spodzie wała. Przechylił głowę, 

musnął językiem jej dolną wargę. Pozwoliła mu pogłębić pocałunek. 

Po chwili cofnął się i wyprostował. 

- Do zobaczenia wkrótce - powiedział. 

Co? Idzie sobie? Zamierzał ot tak, pocałować i uciec? 

- Ale ty... Dlaczego ty... Uśmiechnął się 

- Przerwano nam. Lubię kończyć to, co zacząłem. 

To: Marina_Nelson@mynetwork.LA.com From: 

Julie_Nelson@SGC.usa 

Nie wiem, jak Ci dziękować. Naprawdę masz u mnie dług za tę 

całą ciężką pracę. Dzięki za wypróbowanie pierwszej firmy 

kateringowej. Przykro mi, że się nie nadawała. Ale masz rację. Chcę 

fantastycznych dań na weselu. Ryan też. 

Interesujące spostrzeżenie, to z czosnkiem i całowaniem. Nigdy 

nie myślałam, że nadmiar tej przyprawy może być problemem, ale na 

weselu? Masz rację. Czy Todd zademonstrował zagrożenia związane z 

całowaniem się po czosnku? Żartuję. Wiem, że nie jest w Twoim typie. 

Za mało poważny i brak mu charakteru. Choć nie tak całkiem 

paskudny. Przynajmniej jest przystojny. Pamiętaj o tym, kiedy zacznie 

cię wyprowadzać z równowagi. 

Bawimy się tu najcudowniej w świecie. Nie mogę się doczekać 

kolejnych listów i zdjęć od Ciebie. Jeszcze raz, jesteś boska, że to 

wszystko robisz! 

RS

background image

 

33 

Uściski, 

Julie 

Marina otworzyła kartonowe pudło i sięgnęła po taśmę klejącą. 

Zabezpieczywszy dno, odwróciła karton i popatrzyła na półki z 

książkami ciągnące się wzdłuż korytarza. 

- Czy Julie naprawdę musi to wszystko trzymać? - spytała. 

Willow wystawiła głowę z sypialni. 

- Oczywiście. To książki. Są jej na zawsze. 

- Czy Ryan zdaje sobie sprawę, w co się pakuje? Wie, jakim ona 

jest chomikiem? 

Willow uśmiechnęła się szeroko. 

- Ona nie jest chomikiem, a on świetnie wie, w co się pakuje. 

- Ha, ja nie miałam pojęcia - jęknęła Marina. - Ty pomagasz jej 

pakować rzeczy i dopilnowujesz remontu, a ja organizuję całe wesele. 

Julie będzie za to naszą dłużniczką. 

- Spędzi przy nas każdą minutę rekonwalescencji - zgodziła się 

Willow. Wyciągnęła lewą rękę, pokazując coś. -Mogłabyś mi to 

podać? 

Marina nie odwróciła się, żeby obejrzeć żądany przedmiot. 

Wpatrywała się w serdeczny palec siostry, a konkretnie w lśniący na 

nim oszałamiający pierścionek z brylantem. 

- Zaręczyłaś się! - krzyknęła. - Tak się cieszę! Willow 

roześmiała się, objęły się mocno i zaczęły podskakiwać z radości. 

- Taki piękny - powiedziała Marina, łapiąc siostrę za rękę i 

przyglądając się brylantowi otoczonemu prostokątnymi oczkami. - 

RS

background image

 

34 

Kiedy to się stało? Nic nie mówiłaś. Jak ci się udało nie wygadać, 

kiedy tylko mnie zobaczyłaś? 

- Trudno było - przyznała Willow. - Ale chciałam zobaczyć 

twoją reakcję i tak się stało. 

Zapatrzyła się na pierścionek. 

- Pytałaś kiedy. Właśnie wczoraj wieczorem. Rozmawialiśmy z 

Kane'em o małżeństwie już wcześniej, kiedy poszedł po rozum do 

głowy i się zorientował, że mnie kocha. 

- Kto by pomyślał, że taki milczący osiłek okaże się tak 

wspaniałym mężczyzną - powiedziała Marina, zachwycona, że Kane 

okazał się tym jednym na milion, na którego siostra zasługiwała. 

- Wiem. To cud. On jest niesamowity. Wczoraj jedliśmy razem 

kolację. Było romantycznie, grała muzyka, a on nagle przykląkł na 

jedno kolano, wyciągnął pierścionek i powiedział, że chce się ze mną 

ożenić i być ze mną już na zawsze. - Łzy zakręciły jej się w oczach. 

-Jestem szczęśliwa. A nawet bardziej. Zachwycona. 

Oszołomiona. Jest jeszcze mnóstwo słów, tylko akurat nie przychodzą 

mi do głowy. 

- Ja też jestem szczęśliwa - powiedziała Willow. 

- Dwie moje siostry wychodzą za mąż. Ja zostanę ciotką, starą 

panną, ulubienicą dzieci, a wy wszyscy dorośli będziecie się martwić, 

że z wolna ześlizguję się w szaleństwo. 

Willow przewróciła oczami. 

- Daj spokój. Jesteś za mądra na coś takiego. Ale bądź ostrożna. 

Miłość wisi w powietrzu i w ogóle. 

RS

background image

 

35 

Marina potrząsnęła głową. 

- Jestem odporna. I dobrze mi z tym. Nie zamierzam wychodzić 

za mąż w przewidywalnym terminie. 

- A co z zakochaniem? 

- Może w przyszłym roku. 

Prawdę mówiąc, podobała jej się idea zakochania się w kimś. 

Lecz pragnieniu miłości towarzyszyła solidna dawka lęku. Oddanie 

komuś serca za bardzo jej się kojarzyło z rezygnacją z siebie samej. 

Najpierw ciotka Ruth, potem jej matka. Marina nie miała 

najmniejszego zamiaru być taka jak którakolwiek z nich. 

- Czyli kolejne wesele - podsumowała. - Ustaliliście już datę? 

- Myśleliśmy o wiośnie. No, na pewno po ślubie Julie, ale przed 

narodzinami dziecka. 

- Mogę pomóc w planowaniu. Będę już ekspertem. 

- Będę zachwycona - ucieszyła się Willow. - Sama nie 

wiedziałabym, od czego zacząć. 

- Po prostu pytaj mnie albo Todda. On jest naprawdę całkiem 

dobry w tym planowaniu wesela. Tylko nie powtarzaj mu, że to 

powiedziałam. 

Willow obróciła się twarzą w stronę siostry. 

- Naprawdę? Nie jest okropny? 

- Nie - potwierdziła Marina, sama zaskoczona takim obrotem 

sprawy. - Właściwie jest miły. Zabawny, czarujący. .. Lubię go. W 

ogóle się tego nie spodziewałam. Poza tym jest naprawdę przystojny. 

RS

background image

 

36 

Nawet jeśli mam kiepski dzień, przyjemnie jest mieć świadomość, że 

będzie na kim oko zawiesić. 

- Nie sądzę, żeby mu się podobało traktowanie go jako kogoś, na 

kim można zawiesić oko. 

- Pewnie nie, ale nie powiemy mu o tym. Willow przyjrzała jej 

się uważnie. 

- Czyli w sumie wszystko dobrze? - spytała. - Skoro Julie 

wychodzi za Ryana, Todd będzie jakby należał do rodziny. 

Zaprzyjaźnimy się? 

- Chyba tak. Kiedy będzie przyprowadzał kolejne dziewczyny, 

będziemy mu dokuczać na temat jego kryteriów doboru kobiet, ale to 

powinno być zabawne. 

- Miła perspektywa - rzekła Willow. - Todd nie należy do 

mężczyzn długo pozostających w samotności. 

Marina skinęła potwierdzająco głową, ale zdała sobie sprawę, że 

zastanawia się nad innymi kobietami w życiu Todda. Niewątpliwie 

teraz się z kimś spotykał. Kim ona jest? Jakaś lwica salonowa czy 

dziedziczka? A może władcza kobieta interesu? Marina 

przypuszczała, że kimkolwiek ona była, miała garderobę bogatszą niż 

dżinsy i swetry uniwersyteckie. 

- Przyznam się, że mam z nim randkę w trakcie wesela - 

wyjawiła Marina. - Oboje obiecaliśmy babce Ruth, że raz się 

umówimy, no i wesele wydawało się najprostszą okazją. 

- Po raz kolejny namawiam cię, żebyś za niego wyszła, bo 

dostanę wtedy okrąglutki milion - rzuciła Willow z uśmiechem. 

RS

background image

 

37 

- Kane ma pieniądze. 

- Ale to są jego pieniądze. Posiadanie własnej fortuny byłoby 

bardzo miłe. 

Marina potrząsnęła głową. 

- Wybacz. Nie mam w planach poślubienia Todda. Nawet za 

milion dolarów. 

- A co byś powiedziała na pięć milionów? Założę się, że z takiej 

okazji babka Ruth z radością wysupłałaby dużo więcej gotówki. 

- Nie jestem zainteresowana. Willow westchnęła. 

- A ja myślałam, że nasza siostrzana miłość jest zupełnie 

bezwarunkowa. Przykro, że ma ograniczenia. 

- Życie potrafi być tragiczne. 

Willow jeszcze raz popatrzyła na swój pierścionek. 

- Są w nim jasne chwile. Mam Kane'a. 

- Tak, masz. 

Willow spojrzała na nią. 

- Ty jesteś następna. Wszystko zdarza się trzy razy. Najpierw 

Julie, potem ja, więc teraz twoja kolej. 

- Chyba to nie działa w ten sposób. 

Nie odmówiłaby możliwości powiedzenia o sobie „i żyli długo i 

szczęśliwie", ale zakochanie się w mężczyźnie oznaczało konieczność 

całkowitego zaufania mu. Choć potrafiła sobie to wyobrazić, 

wymagało to także bezwzględnego zaufania samej sobie, czego była o 

wiele mniej pewna. 

 

RS

background image

 

38 

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

Marina siedziała na frontowych schodach swojego 

apartamentowca, czekając na Todda. Dokładnie w chwili, gdy 

wskazówka zegarka minęła umówioną godzinę, niski, srebrny i 

kosztowny kabriolet Wyjechał zza rogu i zatrzymał się przed 

budynkiem. 

- Ładny wóz - skomentowała, gdy wysiadł i podszedł do niej. - 

Bardzo ładny. 

On, oczywiście, też znakomicie wyglądał. Podał jej kluczyki. 

- Chcesz poprowadzić? Zamrugała ze zdumienia. -Co? 

- Prowadzić. Samochód. To ty robisz tutaj za tą bystrą, więc 

raczej powinnaś pojąć tę ideę. Widziałem cię za kierownicą. Wiem, że 

potrafisz. 

Przeniosła wzrok na mercedesa, potem wróciła spojrzeniem do 

Todda. 

- Przecież jesteś mężczyzną, a to twój samochód. Wy nie 

pożyczacie swoich wozów, a już zwłaszcza tak kosztownych. 

- To tylko pojazd, Marino. Kupuję przedmioty, które mi się 

podobają, ale nie koncentruję życia wokół nich. - Potrzasnął 

kluczykami. - A teraz odpowiedz mi, czy chcesz poprowadzić? 

Kiedy już się wsunęła na miejsce kierowcy, zerknęła na Todda. 

Czy naprawdę czuł się tak pewny siebie, że bez namysłu dał jej 

poprowadzić? Rozsiadła się w skórzanym fotelu i rozejrzała po 

wnętrzu. Znalazła wyświetlacz GPS, dwustrefową klimatyzację i inne 

RS

background image

 

39 

podstawowe elementy, do których była przyzwyczajona, choć system 

stereo wyglądał tak skomplikowanie, jakby pochodził z promu 

kosmicznego. 

- Ładna dziś pogoda - odezwał się Todd. - Opuścimy dach? 

- Och, tak. 

Rozejrzała się po kontrolkach i znalazła tę od dachu. Potem 

przekręciła kluczyk i odwróciła się, by popatrzeć na przedstawienie. 

To cud techniki, pomyślała, kiedy dach sam się złożył pod 

automatycznie zamykającą się klapą. Potem odwróciła się do przodu, 

ustawiła lusterka, włączyła silnik i przygotowała się na silne wrażenia. 

- Ile wyciąga? - spytała. 

- A ile jesteś gotowa wydać na mandat? 

- Słusznie. No to dokąd jedziemy? 

Z kieszeni koszuli wyciągnął kawałek papieru. 

- Dziś mamy zadbać o wystrój i kształt stołów, krzesła, 

upominki i garnitury. - Zerknął na zegarek. - Jesteśmy umówieni w 

wypożyczalni sztućców i zastaw, więc tam najpierw. 

Podał jej adres. Włączyła się do ruchu. Samochód reagował na 

każde jej skinienie, silnik mruczał miękko, czuła moc drzemiącą pod 

stopą, tylko czekającą na jej ruch. 

Dzień był ciepły, wiatr rozwiewał jej włosy, czuła się piekielnie 

szczęśliwa. 

- Mogłabym się do tego przyzwyczaić - przyznała, gdy stanęli 

pod światłami. 

- Czyli kusi cię ciemna strona mocy? Uśmiechnęła się. 

RS

background image

 

40 

- Kusi, to za mało powiedziane. 

Oczywiście przy jej budżecie taki wóz pozostawał poza 

zasięgiem, ale używany kabriolet być może nie. I tak byłaby to 

uciecha. Dojechała do wypożyczalni, walcząc z pragnieniem 

przejechania przez okoliczne uliczki raz jeszcze, tak dla samej 

przyjemności prowadzenia. Zaparkowała i wysiadła. 

- Dzięki - powiedziała, oddając kluczyki. - To było wspaniałe. 

- Do usług. 

- W to nie uwierzę. A jednak jestem pod ogromnym wrażeniem, 

że pozwoliłeś mi poprowadzić. Jesteś bardzo pewny swego. 

- Jestem macho. Roześmiała się. 

- Że nie wspomnę o skromności. W tym wyjątkowo celujesz. 

- Uprzedziłem ich - powiedział Todd. - Nakryli stoły. Będziemy 

się mogli zorientować w kolorystyce i na ile nieformalny ma być ten 

ślub. 

- Zrobię zdjęcia. - Wyjęła aparat z torebki. 

Weszli do sali i zobaczyli kilkanaście stołów nakrytych jak do 

obiadu, każdy w innej kolorystyce nakryć i dekoracji. Marina 

natychmiast podeszła do okrągłego stołu z różowym obrusem i 

eleganckimi, jasnożółtymi serwetkami. Talerze były kremowe, 

zdobione srebrnymi paskami; dekorację centralną stanowił bukiet 

różowych i żółtych kwiatów zaaranżowanych nisko, pośrodku blatu. 

Nawet goście siedzący naprzeciwko siebie mogliby się podczas 

wesela widzieć. Barwy były ciepłe i radosne. 

RS

background image

 

41 

- Ten mi się podoba - oznajmiła i zdała sobie sprawę, że mówi 

sama do siebie. Todd znajdował się po przeciwnej stronie sali, przed 

stołem nakrytym w tonacji ciemnych czerwieni i fioletów. Skrzywiła 

się i podeszła bliżej. Tu naczynia były czarne, serwetki ciemne, a 

kwiaty kojarzyły się raczej z koszmarem niż ze ślubem. 

- Elegancki - skomentował Todd, kiedy stanęła obok niego. 

- Przerażający. Nie sądzę, żeby na ślubie miało być dużo dzieci, 

ale co będzie, jeśli te, co przyjdą, wystraszą się? 

Obejrzał się przez ramię na stół, który jej się spodobał. 

- A gdybyśmy nie nakrywali stołów jak na wystawne drugie 

śniadanie? Julie mówiła, że ma być prosto i elegancko. Króliczki i 

pisanki nie spełniają tych warunków. 

Marina przyjrzała się preferowanemu zestawowi. 

- No dobrze, może i jest nieco blady, ale ten tutaj to 

obrzydlistwo. Nie lubię wysokich dekoracji centralnych. Nie widać 

ludzi naprzeciwko. 

- Co może być całkiem miłe, jeśli ich nie lubisz. 

- Tego nie możemy zagwarantować. A co powiesz na ten? 

Wskazała na stół zaaranżowany w tonacji ciemnego różu z 

zielonymi akcentami. Kremowa zastawa stanowiła neutralne tło dla 

wzorzystych talerzy sałatkowych i deserowych. Dekoracja centralna, 

bardziej ziołowa niż kwiatowa, była wystarczająco niska, by ludzie się 

widzieli. 

RS

background image

 

42 

- Na pewno nie jest pretensjonalny. Kolory takie trochę babskie, 

ale zieleń jest w porządku. Podoba mi się aranżacja i centralna 

dekoracja - oznajmił Todd. 

- Na pewno jest oryginalny - mruknęła Marina, potrząsając 

głową i wyciągając aparat fotograficzny. - Róż z zielenią wyglądają 

bardzo ładnie, zwłaszcza z wtapiającą się w nie kremową zastawą. 

Zrobiła zdjęcia również innych stołów, ale skoncentrowała się na 

wybranym przez nich wspólnie. Potem podeszli do pracownika przy 

wejściu do sali i spytali o cennik. Todd przytrzymał kartkę tak, by 

oboje mogli ją czytać. Ceny wyliczono w zależności od rodzaju 

zamówienia, jak i od jego wielkości. Im więcej się wypożyczało, tym 

taniej wypadało. 

- Nie wspomnieliśmy o szkle - zauważyła. 

- Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie, żeby Ryan się tym 

przejmował. Wszystko się nada, byle się dało wlać do środka wino i 

szampan. 

- Nie będziesz się o to spierał dla zasady? 

- Tylko tyle, żeby się nie zrobiło nudno. 

Stali tuż obok siebie. Marina czuła, jak ciepło jego ciała 

powoduje, że coś jej mięknie w środku. Mam się nie interesować 

Toddem, upomniała się w duchu. Wszystko przez ten głupi pocałunek. 

Gdyby go nie było, w ogóle nie stałby się dla niej... mężczyzną. 

Zmusiła się do skupienia się na zadaniu. 

RS

background image

 

43 

- Zobacz, mogą polecić kwiaciarza - powiedziała. - To dobrze. 

Potrzebujemy więcej rekomendacji. Cena za wypożyczenie krzeseł 

jest niezła, lecz będą na nie potrzebne pokrowce. 

- Po cztery dolary za sztukę. Przy dwustu krzesłach to osiemset 

dolarów za możliwość przykrycia siedziska kawałkiem szmatki. Nie 

można ich zostawić bez pokrowców? - zaprotestował. 

- Nie. Lepiej wyglądają przykryte. 

- Ryan i ja siedzimy w niewłaściwym interesie. Jeśli 

wypożyczysz te pokrowce tylko dwa razy w tygodniu, nawet po 

odliczeniu ich zakupu i prania, wciąż zgarniasz ciężkie pieniądze. 

- No to zainwestuj w weselny biznes. Rozejrzał się i potrząsnął 

głową. 

-Zbyt emocjonalne. Stanowczo wolę zaawansowane technologie. 

- Ale możesz rozszerzyć działalność, zróżnicować. 

- Może - stwierdził z powątpiewaniem. 

- A w ogóle to jak zaczynałeś? Obudziłeś się pewnego ranka i 

pomyślałeś: A może by tak zostać przedsiębiorcą? 

- Nie całkiem. W czasie studiów przyjaźniłem się z Ryanem. On 

miał świetne pomysły na oprogramowania, ale brakowało mu 

pieniędzy na ich realizację i marketing. Postanowiliśmy sfinansować 

jego przedsięwzięcie. 

- W tym celu wykorzystałeś swoją tygodniówkę? Potrząsnął 

głową. 

- Fundusz powierniczy. 

RS

background image

 

44 

- Och, oczywiście - potwierdziła tonem znawcy. - Właśnie to 

wykorzystuję, gdy mi brak gotówki. Tak miło jest mieć ten jeden czy 

dwa miliardy w zapasie. 

- Nabijanie się ze mnie wyraźnie sprawia ci przyjemność, 

prawda? 

- Świetna zabawa. 

Złożył cennik i podał go jej. 

- Firma wystartowała i kiedy kończyliśmy studia, zarobiliśmy z 

Ryanem pierwszy milion. 

Robi wrażenie, pomyślała, ale nie zamierzała tego wypowiadać 

na głos. 

- A kiedy zakrztusiłeś się ptasim mleczkiem? - spytała złośliwie. 

Zignorował ją. 

- Obaj spłaciliśmy fundusze powiernicze z odsetkami i nigdy 

więcej nie musieliśmy do nich sięgać. Nasza firma od tamtej pory 

stale przynosi zyski. 

Czyli oprócz kapitału na rozruch całą swoją fortunę zarobił 

zwykłą pracą. 

- Popełniliście jakieś błędy? 

- Kilka. Na szczęście nie kosztowały za dużo. Ale mamy dobry 

instynkt. 

I pieniądze, pomyślała. 

- Nic dziwnego, że jesteś uważany za bardzo pociągającego 

kawalera. Jak ci się udało przetrwać tak długo i nie dać się złapać 

przez jakąś naprawdę zdecydowaną młodą damę? 

RS

background image

 

45 

Uśmiechnął się, choć oczy miał zimne i nieobecne. 

- Sparzyłem się wystarczająco wiele razy, by nie ufać nikomu. 

- To musi być przykre - skomentowała, zastanawiając się, czy 

oboje mają ten sam problem, tylko z innych powodów. - Jak możesz 

się do kogoś zbliżyć, nie ufając mu? 

- Żeby dostać to, czego chcę, wcale nie muszę się zbliżać. 

Sensowne, pomyślała, choć smutne. 

- To prowadzi do samotności. 

- Ty nie masz nikogo. Jesteś samotna? 

- Nie. 

Niezupełnie. Czasami chciałaby więcej, ale cena zawsze ją 

odstraszała. 

- Czyli wcale się tak bardzo nie różnimy - rzekł. 

- Oprócz milionów i faktu, że ty się spotykasz z modelkami, 

jesteśmy praktycznie niczym bliźnięta rozdzielone przy urodzeniu. 

- Nigdy nie odpuścisz sobie tych modelek? 

- Hmm... Nie. 

Salon z garniturami był jasno oświetlony i elegancki. Marina 

czuła się wyjątkowo źle ubrana, zwłaszcza gdy sprzedawczyni, piękna 

dwudziestokilkuletnia brunetka, wyszła zza kontuaru w kostiumie, 

który wyglądał, jakby kosztował co najmniej tyle co czynsz Mariny. 

- Czym mogę służyć? - spytała, nie odrywając oczu od Todda. 

- Przyszliśmy obejrzeć parę garniturów - powiedział. -Na ślub. 

Kobieta - Roxanne, według plakietki na piersi - westchnęła. 

- Pański? 

RS

background image

 

46 

- Nie, jestem świadkiem. Pan młody jest za granicą. Mam podjąć 

decyzję bez niego. 

- Rozumiem. - Roxanne przeniosła świdrujące spojrzenie na 

Marinę. - A pani? 

- Siostra panny młodej. Doradzam. 

- Wspaniale. 

Roxanne powróciła spojrzeniem do Todda. Marina miała 

nieodparte wrażenie, że już miało go nie opuścić. 

- Mamy bogatą kolekcję garniturów od najlepszych projektantów 

- oznajmiła, głosem niskim i namiętnym. - Można je wypożyczyć albo 

kupić. Czy pan młody ma pańską sylwetkę? 

- Chyba mamy podobne wymiary, nie sądzisz? - spytał Marinę. 

- Raczej tak. Chcielibyśmy coś prostego, ale eleganckiego. 

Niestety, kolorystyka nie została jeszcze wybrana, więc nie będziemy 

mogli od razu złożyć zamówienia. 

- Nic nie szkodzi. Może pan dziś tylko poszukać czegoś, co pana 

usatysfakcjonuje, a dobijać targu za jakiś czas - powiedziała Roxanne, 

nie odrywając oczu od Todda. 

Marina czuła, że mógłby tu przychodzić codziennie, a Roxanne 

by to w ogóle nie przeszkadzało. We troje przeszli do regału z 

garniturami. Sprzedawczyni uporczywie wpatrywała się w Todda. 

Potem wybrała kilka ubrań. 

- Oczywiście są dostępne w różnych kolorach - poinformowała. - 

Tradycyjna czerń, różne odcienie szarości i kilka innych barw, takich 

jak ciemnoniebieska. 

RS

background image

 

47 

- Czarne lub szare mi wystarczą. Szukamy zwyczajnego 

garnituru. Muszka i szarfa3? 

3 Szarfa - cummerbund (ang.), w Polsce raczej niespotykany 

dodatek do garnituru. Jest to wykonany z materiału takiego samego 

jak muszka dość szeroki pas, noszony w talii, pod marynarką. 

Wywodzi się z kolonialnych Indii, (przyp. tłum.) 

- Wolę kamizelki - oznajmiła Marina. Todd popatrzył na nią, 

Roxanne nie. 

- Kamizelka? - odezwał się z powątpiewaniem. - Nigdy nie 

noszę kamizelek. 

- A jak często masz na sobie garnitur? Szarfy przypominają mi 

bale maturalne. Kamizelka może wyglądać elegancko. 

- Okay, ale za to chcę normalny krawat. Kamizelka z muszką 

sprawia, że czuję się jak własny dziadek. 

- Przynajmniej spróbuj obu wersji - zasugerowała Marina. - Jeśli 

wszystko wyda ci się wstrętne, zawsze będziesz mógł poskomleć do 

Ryana. 

- Ja nie skomlę. 

- Daj spokój. Słyszałam. 

Roxanne wsunęła się pomiędzy nich. 

- Wezmę pana miarę - oświadczyła, wyszarpując taśmę 

mierniczą z kieszeni bardzo dobrze skrojonego i podkreślającego 

sylwetkę żakietu. - Proszę tylko trzymać ręce z boku ciała i się 

odprężyć. 

RS

background image

 

48 

W trakcie całej operacji Marina stała oparta o kontuar. Tyle było 

przy tym dotykania i gruchania, że nawet Todd zaczął się czuć 

niepewnie. 

- Dziękuję - powiedziała Roxanne, kończąc. - Przejdźmy do 

przymierzami i zobaczmy, co się da zrobić. 

Kiedy weszła na zaplecze po próbki, Marina uśmiechnęła się. 

- Mam nadzieję, że ona nie jest za głośna, bo łatwo mnie 

wprawić w zakłopotanie. Jeśli oboje zaczniecie hałasować, wychodzę. 

A, i daj mi kluczyki, żebym cię mogła zostawić na pastwę losu. 

Todd złapał ją za rękę. 

- Nigdzie nie idziesz. Ta kobieta mnie przeraża. 

- Och, daj spokój. Czyżby wielki, zły miliarder bał się małej 

dziewczynki z salonu mody męskiej? Biedny Todd. 

- Myślisz, że to zabawne? 

- Na swój sposób. 

Gdyby była z nim związana, zaloty Roxanne mogłyby wywołać 

zakłopotanie. Ale w obecnej sytuacji Marina mogła się nieźle zabawić 

jego kosztem. 

Wciągnął ją za sobą do przymierzalni. 

- Zobaczymy, kto się będzie śmiał. Siadaj. - Wskazał jej krzesło. 

- Zaraz, zaraz. Nie mogę się przyglądać, jak się rozbierasz. - 

Dostała wypieków na samą myśl o tym. Zniżyła głos. - Prawie cię nie 

znam. 

- Mam slipy - zaprotestował. - Więc w czym problem? Udawaj, 

że jesteśmy na plaży. Nie zostanę sam na sam z tą kobietą. 

RS

background image

 

49 

Mówił serio. Marina nie wiedziała, czy ma się czuć zszokowana, 

czy wybuchnąć histerycznym śmiechem. 

- Mam cię bronić? 

- Właśnie tak. 

Zdołała zdusić śmiech w zarodku. 

- W porządku. Jeśli to tak dla ciebie ważne, siądę tu i popatrzę, 

jak przymierzasz garnitury. Muszę ci jednak powiedzieć, że czuję się 

zawiedziona. Myślałam, że lepiej sobie radzisz z kobietami. 

Patrzył na nią rozeźlonym wzrokiem. 

- Znam ten typ. Ona nie zaakceptowałaby odmowy. 

- A wielki, zły milioner nie chce zranić jej uczuć - skomentowała 

Marina złośliwie dziecinnym głosikiem. 

Oczy mu się jeszcze mocniej zwęziły, ale zanim zdołał 

cokolwiek zrobić, pojawiła się Roxanne z naręczem garniturów. 

Zobaczywszy Marinę, zatrzymała się gwałtownie. 

- Pani chce pomóc? - zapytała tonem jednoznacznie 

wskazującym, że to absolutnie niemożliwe. 

- Jak najbardziej - potwierdził Todd. - Marina ma znakomity 

gust. 

- Beze mnie jest praktycznie bezradny - wtrąciła się Marina z 

uśmiechem. - Kompletnie niezorganizowany. 

Todd przeszył ją takim wzrokiem, że pomyślała, że później za to 

zapłaci, ale kto by się tym przejmował? Tej strony jego osobowości 

nigdy sobie nawet nie wyobrażała i zamierzała się nacieszyć każdą 

minutą tych odkryć. Dopiero gdy zaczął zdejmować krawat i rozpinać 

RS

background image

 

50 

koszulę, zdała sobie sprawę z jednego małego przeoczenia. 

Przymierzalnia była dość duża, lecz wciąż stosunkowo ciasna. 

Powiedział, żeby udawała, że są na plaży. Teoretycznie slipy nie 

ujawniały więcej niż kąpielówki, lecz nie byli nad wodą, a rozbierał 

się naprawdę przystojny mężczyzna. Gdzie miała patrzeć? A może nie 

patrzeć? 

Zsunął koszulę z ramion. Szeroką pierś miał mocną i wyraźnie 

umięśnioną. Podobała jej się delikatna mgiełka włosów sięgająca aż 

do pasa. Lecz kiedy sięgnął do spodni, odruchowo opuściła wzrok na 

podłogę. 

- Lepiej, żeby Ryan to docenił - mruknął Todd. 

- Znajdziesz sposób, by ci się odwdzięczył - powiedziała, 

jednocześnie zauważając jego ciemne, najwyraźniej nowe skarpetki. 

Po chwili zamieszania naciągnął spodnie pierwszego z 

garniturów. Postanowiła odwrócić od niego uwagę, zajmując się 

czymś. Podała mu koszulę, potem zsunęła marynarkę z wieszaka, 

dokładnie przyjrzała się splotowi materiału, a w końcu pomacała 

klapy. 

- Kamizelka czy szarfa? - zapytała Roxanne, stając w drzwiach i 

podając obie. 

- Kamizelka - odparła Marina, przekazując ją Toddowi. - 

Obiecałeś, że spróbujesz. 

Jęknął ponuro, ale posłuchał. Marina podziwiała, jak krój 

podkreślał szerokość jego ramion i szczupłość talii. Odebrała od 

Roxanne krawat i przyłożyła mu pod kołnierzykiem. 

RS

background image

 

51 

- Jest tu trójstronne lustro - poinformowała sprzedawczyni. 

Przeszli do głównego salonu przymierzalni, Todd wspiął się na 

podest przed lustrami i zapatrzył w odbicie. 

- I co myślisz? - zapytał. 

- Wspaniale - zamruczała Roxanne, stając za nim, by poprawić 

mu marynarkę i wygładzić ją na ramionach. 

Marina zgadzała się z tą oceną, pomimo że okazywana przez 

drugą kobietę potrzeba ciągłego dotykania Todda, gdzie się tylko da, 

działała jej na nerwy. 

- Podoba mi się kamizelka - skomentowała. 

- Mnie też - potwierdził. - Już wiem, o co ci chodzi. Jest mniej 

tradycyjna niż szarfa, ale wygląda świetnie. Nie zamówimy nic, 

dopóki Julie i Ryan nie wybiorą kolorystyki, ale możemy im podsunąć 

parę pomysłów. 

- Mamy stronę internetową - powiedziała Roxanne, pochylając 

się w stronę jego ucha i przyciskając mu biust do pleców. - Zapiszę 

numer tego garnituru, więc państwa przyjaciele będą mogli wejść na 

nią i sprawdzić, który ubiór im proponujecie. Jeśli pan młody wygląda 

choć w połowie tak znakomicie jak pan, będzie to nie lada ślub. 

Todd spróbował się odsunąć od Roxanne, a Marina 

powstrzymała jęk. 

- Świetnie. Może od razu zapisałaby mi pani adres strony? 

Ekspedientka ruszyła się z ociąganiem. Kiedy wyszła z 

przymierzami, Todd odwrócił się do Mariny. 

- Miałaś mnie chronić. 

RS

background image

 

52 

- Jesteś dość duży, by się sam obronić. 

- Podobno stanowimy zespół. Ja bym ciebie ratował. Nie mogła 

dojść, czego od niej oczekiwał. Czy chciał, żeby udawała zazdrość? 

Pogrywa z nią? Dobrze. Pożałuje, że wciągnął ją w tę rozgrywkę. 

Podeszła do skraju podestu i chwytając za marynarkę, ściągnęła 

go na wyłożoną dywanem podłogę. Uniosła się na palcach, otoczyła 

go za szyję jedną ręką i przycisnęła wargi do jego ust. Ten pocałunek 

miał być czymś więcej niż poprzedni. Chciała mu dać nauczkę. Toteż 

lekko rozchyliła wargi i przywarła do niego całym ciałem. Po kilku 

chwilach Todd otrząsnął się z zaskoczenia, objął ją, przyciągnął do 

siebie i oddał pocałunek. Pożądanie oszołomiło ją. Nie była w stanie, 

myśleć, więc tylko reagowała. Przechyliła głowę i pogłębiła 

pocałunek. Todd gładził ją po plecach, ona błądziła dłońmi po jego 

ramionach. Pozwoliła mu robić, co zechce. W nagrodę poczuła jego 

pocałunki na szyi, coraz niżej. Pragnęła się z nim kochać. Ta myśl 

zaskoczyła ją kompletnie. Odsunęła się i w tym momencie usłyszała 

zirytowane odchrząknięcie. Odwróciła się i zobaczyła Roxanne 

stojącą w drzwiach do przymierzami. 

- Powinniście załatwić sobie pokój - powiedziała sprzedawczyni 

lodowato. 

- Ciekawy pomysł - skomentował Todd, przeciągając słowa. 

Roxanne odwróciła się i wyszła. Marina stała nieruchomo, 

niepewna nawet co myśleć, nie wspominając już o tym, co 

powiedzieć. Nie ma to jak niespodziewana namiętność. Nader 

krępująca. 

RS

background image

 

53 

- Marino... - zaczął Todd. 

Uniesieniem dłoni powstrzymała go. Zmusiła się, by na niego 

popatrzeć. 

- Udzielałam ci lekcji - powiedziała lekko drżącym głosem. - A 

przynajmniej o to mi chodziło. 

- Ty też jesteś zupełnie inna, niż się spodziewałem. 

- Nie jesteś w moim typie - ciągnęła. - Chcę zaplanować ślub 

siostry, nic więcej. 

Popatrzyła mu w oczy. 

- Zgadzam się - rzekł. 

Kilka sekund zajęło jej uświadomienie sobie, że odpowiedział na 

treść jej słów, a nie myśli. 

- Tak więc nic się nie wydarzyło - oznajmiła. - Nic. 

- A jednak coś się stało. Ale mogę to zignorować, jeśli tak 

wolisz. 

Niczego lepszego w odpowiedzi nie mogła się spodziewać. 

Zostawiła go, by się przebrał, a sama wyszła poczekać przy 

samochodzie. To nie przyjemność z pocałunku ją niepokoiła, tylko to, 

że była gotowa mu się oddać, w ogóle go nie znając. Nie mogła sobie 

pozwolić na zakochanie się w kimś takim. To by ją zniszczyło. 

To: 

Marina_Nelson@mynetwork.LA.com

 

 From: Julie_Nelson@SGC.usa 

Co to znaczy, że pocałowałaś Todda?! Nie możesz, ot tak, 

napisać „och, tak przy okazji, dziś pocałowałam Todda", a potem 

nacisnąć „wyślij". To paskudne, z wielu względów. Pocałowałaś go? 

RS

background image

 

54 

W usta? Dlaczego? To do Ciebie niepodobne. Nie chodzi o milion 

dolarów, prawda? Proszę, powiedz, że nie. To też do Ciebie 

niepodobne. Todd? Naprawdę? Jak to było? Czekaj. Nie jestem 

pewna, czy chcę wiedzieć. On zupełnie nie jest w Twoim typie. Zawsze 

się kochałaś w słodkich, kujonowatych chłopakach, którzy chcieli 

uratować świat, a nie w energicznych samcach, w dodatku żyjących 

na luzie. Miał randki z modelkami. Pamiętasz o tym, prawda? Nic Ci 

nie jest? 

A tak na marginesie, bardzo nam się podoba ta kombinacja 

szarozielonego z różem. Bierzcie, ale proszę, nic przesadnie 

pasującego do siebie. 

To: 

Julie_Nelson@SGC.usa

  

From: Marina_Nelson@mynetwork.LA.com Ze mną wszystko w 

porządku. Absolutnie. Ten pocałunek jakoś tak sam wyszedł. To długa 

historia, myślałam, że mną manipuluje, więc go pocałowałam. To nic 

nie znaczy. W ogóle bym o tym nie wspominała, gdyby nie 

świadomość, że mógłby kiedyś zdradzić coś na ten temat Ryanowi, a 

Ryan Tobie, a wtedy byłabyś wściekła, że sama Ci nie powiedziałam. 

To wszystko. Chociaż jak tak sobie teraz myślę, Todd nie ma 

skłonności do przechwalania się. A pocałunek to tylko pocałunek, 

wiesz? Miłe. Wiem, że on nie jest w moim typie. Nie masz się czym 

przejmować. 

Cieszę się, że wybraliście kolorystykę. To bardzo pomoże w 

planowaniu. Mnie też się podoba ten zestaw zieleni z różem. I 

RS

background image

 

55 

przysięgam, żadnej przesłodzonej kombinacji. Zadbamy o różne 

odcienie i wariacje na temat. Będzie wspaniale. 

To: 

Marina_Nelson@mynetwork.LA.com

 

 From: Julie_Nelson@SGC.usa 

O BOŻE! Już wiesz, jakie skłonności ma Todd? Co jeszcze wiesz 

i mi nie mówisz? Co jeszcze się tam dzieje? Lepiej się w nim nie 

zakochaj, Marino. Mówię poważnie. Jestem o tysiące mil i wszystko by 

mi przepadło. 

T

Julie_Nelson@SGC.usa

  

From Marina_Nelson@mynetwork.LA. Com 

 LOL4. Nie przejmuj się. Nie ma mowy, żebym się zakochała w 

Toddzie. Nie masz się czym martwić. 

4 LOL - Lots Of Love (dosłownie: mnóstwo miłości) skrótowiec 

kończący list, w rodzaju „uściski" czy „ucałowania", (przyp tłum.) 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

56 

ROZDZIAŁ PIATY 

 

Todd powoli jechał w gęstym ruchu wokół Uniwersytetu Los 

Angeles, w końcu zatrzymał się przy krawężniku. Rozejrzał się w 

tłumie studentów. Zobaczył Marinę rozmawiającą z młodą kobietą. 

Nie rozmawiającą, poprawił się w myśli, migającą. Dwie kobiety stały 

naprzeciwko siebie, a ich ręce poruszały się w pełnym gracji tańcu, 

dla niego niezrozumiałym. Marina skinęła głową i obejrzała się przez 

ramię. Zobaczyła go, pomachała, potem pokazała na samochód i 

zamigała coś do przyjaciółki. Ta przytaknęła ruchem głowy, uściskały 

się serdecznie i Marina ruszyła w jego stronę. W dżinsach i 

bawełnianej koszulce z długim rękawem nie odróżniała się od 

studentów, których pełno było dookoła. Pozwolił sobie na dłuższą 

kontemplację jej kołyszących się bioder, potem się skupił na 

rozwiewających się złotych włosach. Wyglądała jak modelka z 

seksownej reklamy. 

- Cześć - powiedziała. - Pozwolisz mi poprowadzić? -spytała, 

wsiadając. 

- Nie. Za dużo takiej mocy uderzyłoby ci do głowy. 

- To takie typowe - mruknęła, zapinając pas. - Dlaczego 

mężczyźni z taką rezerwą podchodzą do kobiet? Nie dawajcie tym 

nieszczęsnym istotom zbyt dużo odpowiedzialności czy władzy. Nie 

poradzą sobie z nią. 

- W tym kraju większość bogactw jest w rękach kobiet. 

RS

background image

 

57 

- Za każdym razem, kiedy ktoś to cytuje, śmiać mi się chce. 

Wiem, że nie chcesz, żebym prowadziła, dlatego że poziom moich 

umiejętności zagraża twojemu poczuciu męskości. 

- Już niedługo, przechodzę terapię. 

Roześmiała się. Zawtórował jej. Ich ostatnie spotkanie miało 

miejsce w salonie z garniturami, gdzie go pocałowała. Od tamtej pory 

wciąż pragnął więcej. Na razie wystarczyć musiało proste cieszenie 

się obecnością Mariny. Włączając się do ruchu, próbował sobie 

przypomnieć, kiedy wcześniej po prostu chciał przebywać w 

towarzystwie kobiety bez odliczania minut dzielących go od 

zaciągnięcia jej do łóżka. Oczywiście miał ochotę przespać się z 

Mariną, tylko że oprócz tego ją również lubił. Kiedy mu się to ostatni 

raz przydarzyło? Prawie już zapomniał, jakie to uczucie. Ufać jej - co 

to, to nie. Żadnej kobiecie nie ufał. 

- Jak się zainteresowałaś językiem migowym? - zapytał. 

- Trochę mi głupio się do tego przyznać, ale nauczyłam się go 

przede wszystkim dlatego, że jedna z moich przyjaciółek miała 

niesłyszącego brata, bardzo atrakcyjnego. Miałam wtedy czternaście 

lat. Był starszy, tajemniczy, żywiłam przekonanie, że jego wnętrze 

jest głębokie i fascynujące, że szaleńczo się we mnie zakocha, jeśli 

tylko zdołamy się porozumieć. Poszłam na kurs migania dla 

początkujących i bardzo mi się to spodobało. 

- Co się stało z tym chłopakiem? 

- Okazał się kompletnym palantem, do tego jeszcze głuchym, ale 

dzięki niemu zostałam dyplomowanym tłumaczem i na studiach 

RS

background image

 

58 

całkiem nieźle dorabiałam. – Zerknęła na zegarek. - Przepraszam, ale 

będę musiała zrobić przerwę w naszym spotkaniu. 

- Nie ma sprawy. 

- To bardzo ważny wykład, dziękuję ci więc za elastyczność. 

- W życiu bym nie chciał stać się przeszkodą w czyjejś edukacji. 

- Powiedziane w sposób godny członka elity. 

- Teraz, kiedy Julie i Ryan wybrali kolorystykę, możemy 

podejmować wiążące decyzje - powiedział Todd. - Poinformuję 

kwiaciarkę, jakie to kolory, i przywiezie odpowiednie próbki. 

- Dobrze. Sądzę, że ten zielono-różowy zestaw daje duże pole do 

kompromisów. Na przykład wszystko dla panów może być zielone, 

dla pań różowe. 

- I wszyscy będą zadowoleni. 

- Właśnie - uśmiechnęła się. 

- Tamten pocałunek był niesamowity - rzucił, gdy stanęli pod 

światłami. 

Oczy jej się zrobiły okrągłe, na policzkach pojawił się 

rumieniec. 

- Tak, no cóż, mówiłeś, że potrzebna ci ochrona. 

Był ciekaw, co ona myślała o tym pocałunku. Teraz już wiedział, 

że dla niej był tak samo silnie erotyczny jak i dla niego. 

- Choć ja wcale nie uważałam, że jej potrzebujesz - ciągnęła, 

wciąż nie patrząc na niego. - Z takimi kobietami jak tamta radzisz 

sobie nawet przez sen. 

RS

background image

 

59 

- O wiele bardziej interesujący jestem, kiedy nie śpię. -

Przejechał skrzyżowanie. - Nie spodziewałem się takiej namiętności. 

- To, że jestem bystra i wykształcona, nie oznacza, że się różnię 

od normalnych ludzi. 

- Różnisz się, ale to dobrze. Nie narzekam, Marino. Podobasz mi 

się taka, jaka jesteś. 

- Och. To dobrze. Choć twoja opinia nie ma znaczenia. 

- Oczywiście, że nie ma. Popatrzyła na niego. 

- To był naprawdę gorący pocałunek. 

- Zgadzam się. Może będę później potrzebował ochrony. 

- Nie sądzę. Uratujesz się bez mojej pomocy. 

- Dość chłodne stanowisko. 

- Musisz z tym żyć. 

Zachichotał, ona uśmiechnęła się, a potem zaczęła opowiadać, 

co Julie sądzi o aranżacji miejsca ślubu. Jednak jego uwaga 

zaprzątnięta była rozmyślaniem, jak zaciągnąć Marinę do łóżka, 

pomimo że seks z nią nie byłby mądrym posunięciem. Po pierwsze, 

przez resztę życia mieli być spowinowaceni. Seks tylko by 

skomplikował całą tę sytuację. Po drugie, była odmienna od jego 

dotychczasowych dziewczyn. Nie wchodziła w luźne damsko-męskie 

układy, a on nie wierzył w poważny związek z kobietą. Tyle tylko, że 

przypominanie sobie tamtego pocałunku przez kilka ostatnich nocy 

utrudniało mu zaśnięcie, a to mu się jeszcze nie zdarzyło... nigdy. 

Marina patrzyła na stojący przed nią talerzyk z makaronem. 

Pochyliła się do Todda i szepnęła: 

RS

background image

 

60 

- Czy mi się uroiło, czy wszystkie dania zostały polane jakimś 

śmietanowym sosem? 

- Nie masz urojeń - odszepnął. - Sałatka, zupa, kurczak, paluszki 

krabowe... 

- A teraz ten makaron - mruknęła. - Jeślibyśmy wybrali tę firmę, 

trzeba by dołożyć biel do kolorystyki. 

Na samo jedzenie nie mogła narzekać. Krewetki były delikatne, 

podsmażane warzywa chrupkie, sos stanowiła delikatna mieszanka 

śmietany, sera i przypraw, ale jednak... 

- Możemy iść - powiedział Todd. 

- Nie smakuje ci? - spytała. 

- Nie, dobre jest, tylko... 

- Czegoś za dużo? 

- Właśnie. 

Kilka minut później pojawiły się próbki deserów. Marina zdołała 

się opanować, gdy hostessa wyjaśniała dokładnie skład dań, ale kiedy 

dziewczyna zniknęła w kuchni, zaczęła chichotać. 

- Ciasto czekoladowe z bitą śmietaną? Truskawki w śmietanie? 

Pudding chlebowy z sosem śmietanowo-czekoladowym czy zestaw 

sorbetów z polewą imbirowo-śmietanową? 

Spróbowała kęs puddingu chlebowego. 

- Pyszne - oznajmiła. - Naprawdę znakomite. 

- Jedzenie mi smakuje - powiedział, z bardzo niepewną miną. 

RS

background image

 

61 

- Mnie też. Tylko jest takie sycące. Już mam wrażenie 

przepełnienia. Może w poprzednim wcieleniu właściciel był krową i 

cała ta śmietana to oznaka powrotu do korzeni. 

- Dziwaczne stwierdzenie, nawet jak na ciebie. 

- Szukam wyjaśnienia. Dobrze, napiszę e-mail do Julie, że 

jedzenie jest fantastyczne, tylko pływa w śmietanie. Niech sami 

zdecydują. 

Wstali. 

- Możemy się po drodze zatrzymać pod jakimś sklepem? Marzę 

o jakimś napoju dla spłukania smaku śmietany. 

- Idę z tobą. 

Po zajęciach Marina pojechała do Todda na spotkanie z 

kwiaciarką. Choć kilka miesięcy temu była tu przy bramie, dopiero 

dziś zobaczyła z bliska główny budynek. Przejeżdżając przez otwartą 

bramę z kutego żelaza, wpatrywała się w olbrzymi, trzypiętrowy 

gmach z dziesiątkami okien i mansardami. 

- A ja myślałam, że posiadłość babci Ruth robi wrażenie - 

mruknęła. 

Otaczające gmach tereny były idealnie zadbane i ciągnęły się w 

nieskończoność. Kiedy zaparkowała przed frontem, samochód 

wyglądał jak zabawka porzucona przez roztargnione dziecko. 

Oczywiście wiedziała, że Todd jest bogaty, ale dotychczas nie 

zdawała sobie sprawy, jak bardzo. Skierowała się ku szerokim 

drzwiom frontowym, zatrzymała się jednak i popatrzyła na swoje 

RS

background image

 

62 

dżinsy. Czy na taką okazję nie powinna się specjalnie wystroić? 

Właśnie wtedy drzwi się otworzyły i stanął w nich Todd. 

- Obejrzałaś już? - spytał. 

- Jeszcze nie. Organizujesz wycieczki z przewodnikiem co drugą 

środę? 

- Tylko dla wybranych osób. Wchodź. 

Przebrał się w dżinsy i koszulę z długim rękawem, dzięki czemu 

powinna się poczuć bardziej swojsko. Weszła na marmurową 

posadzkę holu, opierając się chęci zrzucenia butów. Były tu 

niesamowite meble, najprawdopodobniej antyki, oraz obrazy 

wyglądające na oryginały znanych dzieł. 

Todd zamknął za nią drzwi. 

- O czym myślisz? 

- Zastanawiam się, ile tu jest sypialni. 

- Ponad dziesięć. 

- Czy wynajmujesz dużym rodzinom, czy po prostu zapraszasz 

ludność co mniejszych krajów? 

- To zależy od obrotów, jakie mam w danym miesiącu. Żartował, 

ale coś było w jego wyrazie twarzy. Jakaś nieufność. 

- Niewłaściwie reaguję? - zapytała. - Powinnam udawać że nie 

robi to na mnie wrażenia i nie onieśmiela? 

- To tylko dom. 

- Budynek jest naprawdę ogromny, a ty mieszkasz tu sam. To 

trochę dziwne. 

RS

background image

 

63 

- Tu dorastałem. Jest wielki i kosztowny w utrzymaniu ale 

pozostaje w mojej rodzinie od trzech pokoleń, a teras ja za niego 

odpowiadam. 

Popatrzyła dookoła, na masywne żyrandole i mnóstwo świeżych 

kwiatów. 

- Wygląda jak wielki hotel. Żeby się wprowadzić, braku je tylko 

puszystego szlafroka i listy usług. 

- Nie ma pokojówek. 

- No to odpada. Nie korzystam z hoteli bez służby po kojowej. - 

Popatrzyła na niego. - Jak zazwyczaj reagują Inne kobiety? 

- Zaczynają obliczać, ile dostaną odprawy, gdy małżeństwo się 

skończy. 

- Nie każdej, z którą miałeś randkę, chodziło o pieniądze. 

Niektóre musiały cię naprawdę lubić. 

- Wiele kobiet, z którymi się spotykam, mnie lubi. Pieniądze to 

dodatkowy plus. - Objął ją za ramiona i przeprowadził przez 

zwieńczone łukiem przejście. - Zazwyczaj nie pokazuję im domu. 

- Na twoim miejscu też bym tego nie robiła. Te, którym chodzi 

tylko o pieniądze, nie zdołałyby dłużej udawać, a pozostałe byłyby 

śmiertelnie przerażone. 

- Ty nie jesteś przerażona. 

Szli wystarczająco blisko siebie, by czuła ciepło jego ciała, co 

przypominało jej, jak się czuła w jego ramionach. Jak przycisnął ją do 

siebie, całował w kark i powodował, że całe jej ciało przechodziły 

ciarki. 

RS

background image

 

64 

- To nie jest nasza randka - przypomniała mu. Zatrzymali się w 

wielkim salonie. Stały tu dwa dzielone zestawy kanapowe, kilka szaf, 

stoliczków oraz biurko, a pokój wcale nie sprawiał wrażenia 

zagraconego. 

- Miło tu - orzekła, doceniając ciepłą kolorystykę i przytulność 

wnętrza. - Masz dekoratorkę? 

- Oczywiście. Sam jestem typowym facetem. Gdyby to zależało 

wyłącznie ode mnie, wszystko byłoby beżowe. 

Gdzieś w oddali zadźwięczał dzwonek. 

- Drzwi wejściowe - wyjaśnił. - Prawdopodobnie kwiaciarka. 

Usiądź, a ja ją wpuszczę. 

Podeszła do jednej z kanap i usiadła. Po prawej ręce miała barek 

na kółkach, sporządzony z przepięknie intarsjowanego drewna. 

Zamiast alkoholi stały na nim najrozmaitsze napoje, lód i drobne 

przekąski. 

- Gdzieś tu się czai gospodyni albo kucharka - mruknęła do 

siebie, wrzucając lód do szklanki i otwierając puszkę swojego 

ulubionego napoju. Nie ma mowy, by Todd sam to przygotował. 

Wrócił z drobną kobietą w nieokreślonym wieku. Niósł naręcze 

albumów i katalogów, ona zaś dwa kosze z mnóstwem kwiatów. 

- Marino, to jest Beatrice. Beatrice, Marina jest siostrą panny 

młodej. 

- Jak to miło, że razem planujecie ten ślub - powiedziała kobieta 

z uśmiechem. Rozejrzała się po meblach i odwróciła do Todda. - 

Może jadalnia lepiej by się nadawała? 

RS

background image

 

65 

- Oczywiście. Tędy proszę. 

- Czy mogę pani najpierw przyrządzić coś do picia? -spytała 

Marina. 

- Poproszę o wodę. Butelkowaną, jeśli jest. 

Marina napełniła drugą szklankę lodem, złapała butelkę wody i 

ruszyła za nimi. W trakcie przechodzenia z salonu do jadalni 

przygotowała się na mocne wrażenia i onieśmielenie. 

I słusznie, bo w jadalni spokojnie zmieściłoby się trzydzieści 

osób, choć przy stole stało teraz tylko dwanaście krzeseł. Po obu 

stronach, przy oknach z witrażami, stały dwa kredensy, a pośrodku 

przeciwległej ściany znajdował się długi bufet. Obrazu dopełniały 

cztery żyrandole i kominek. 

Todd położył albumy na stole, a Beatrice zaczęła wykładać 

kwiaty. 

- O ile wiem, państwo młodzi wybrali już kolorystykę - zaczęła, 

zestawiwszy kilka kwiatów. - To bardzo pomaga. Róż z zielenią 

będzie wyglądać prześlicznie. Jednakże mam kilka pomysłów na 

nieco Inne zestawy. Coś z nutką odmienności. Na przykład, mamy tu 

przydymione różowe tulipany z zielonym! mieczykami. Nic 

tradycyjnego, a wyglądają razem bardzo ładnie. 

Marina nie bardzo się znała na roślinach i kwiatach, ale wiedząc, 

jak wygląda tulipan, potrafiła zidentyfikować mieczyki. 

- Śliczne - mruknęła, potem popatrzyła na Todda. -I co myślisz? 

- Ładne. Uśmiechnęła się. 

- Za bardzo babskie? 

RS

background image

 

66 

- Nie bardzo się znam na kwiatach. Wygląda to dobrze. Beatrice 

wyciągnęła kolczasty zestaw. 

- Tu mamy bromelię, imbir i anturium. I znowu, nic 

tradycyjnego, ale kolory są idealne. Takie bukiety naprawdę mogą 

stworzyć czarującą atmosferę przy stole. 

Podała Marinie bukiet kul o żółtozielonych płatkach. 

- Chryzantemy. Bardzo eleganckie. Można je zawiesić na 

oparciach krzeseł. 

Wcisnęła Toddowi naręcze zielonych jagód. 

- Owoce dziurawca. Idealna zieleń. 

Podawała kolejne zestawy kwiatów, aż w końcu Marinie nie 

mieściły się w rękach. Todd był tak samo obładowany. Wtedy 

Beatrice zabrała się za albumy. 

- Mam tu zdjęcia z różnych ślubów. Możemy je obejrzeć. 

Przerzuciła kilkanaście stron ze zdjęciami, wciąż objaśniając, 

jakie są możliwe kombinacje kwiatów. 

- Mówiliście państwo, że ceremonia odbędzie się w osobnym 

pomieszczeniu? - upewniła się. 

- Obok głównej sali balowej jest idealne pomieszczenie. 

Ustawimy rzędy krzeseł, więc tam również będą potrzebne kwiaty. 

Beatrice zaczęła opowiadać, co można z tym zrobić, lecz nagle 

Marina poczuła, że ma kłopoty ze skupieniem się na jej słowach. 

Czuła gorąco, dostała zawrotów głowy i jednocześnie było jej zimno. 

W brzuchu zaczęło się jej przewracać, czuła narastające mdłości. 

RS

background image

 

67 

Ostrożnie odłożyła kwiaty na stół. Nigdy nie była na nic uczulona, ale 

może zareagowała na nadmiar pyłku. 

- Dobrze się czujesz? - spytał Todd. 

W brzuchu znów jej się zakotłowało i poczuła, że zaraz 

zwymiotuje. 

- Nie bardzo - przyznała, przerywając wyjaśnienia Beatrice w 

pół słowa. - Czy gdzieś tu blisko jest łazienka? 

- Jasne. - Odłożył swoje naręcze. 

- Za chwilkę wracam - zwrócił się do kwiaciarki i wyprowadził 

Marinę z pokoju. 

Na końcu bardzo eleganckiego korytarza, którego urody nie była 

w tym stanie docenić, znajdowała się przestronna toaleta dla gości. 

- Coś z żołądkiem - wysiekała. - Nie wiem, co się dzieje. 

- Nie przejmuj się, sam sobie poradzę z Beatrice. Pomimo nader 

nieprzyjemnych poruszeń w brzuchu zdołała się uśmiechnąć. 

- Nie sądzę, żeby ktokolwiek zdołał sobie z nią poradzić, ale 

możesz spróbować. 

- Przyjdź, kiedy poczujesz się lepiej. 

- Oczywiście, to pewnie zajmie minutkę. 

Zamknęła za sobą drzwi łazienki i rzuciła się rozpaczliwie w 

stronę muszli klozetowej. 

Nie miała pojęcia, ile czasu minęło. Przeżyła już dwa ataki 

wymiotów i miała ponure wrażenie, że to jeszcze nie koniec. Była 

roztrzęsiona i słaba, na przemian było jej to gorąco, to zimno. Czuła 

się niewiarygodnie paskudnie. Siedziała na marmurowej posadzce, z 

RS

background image

 

68 

zamkniętymi oczami i zastanawiała się, czy starczy jej sił, żeby 

dojechać do domu. Wydawało się to niewykonalne. Po pierwsze miała 

wątpliwości, czy dojedzie, nie wymiotując po drodze parę razy. Po 

drugie, nie potrafiła się skupić na niczym oprócz koszmarnego 

samopoczucia. 

Rozległo się pukanie do drzwi. 

- Marina? 

Rozpoznała głos Todda. Dlaczego to musiało się stać akurat 

tutaj? W jego obecności? -Ta...ak? 

- Jak twój brzuch? 

- Parszywie. Nie mam pojęcia dlaczego. 

- Ja wiem. Zatrucie pokarmowe. Te wszystkie sosy śmietanowe. 

Przypomniała sobie, co jedli, i jęknęła. 

- Ty też? 

- No pewnie. Pozbyłem się Beatrice. Chodź, zaprowadzę cię na 

górę do jednego z pokoi gościnnych. Łazienki są tam wygodniejsze i 

między kryzysami będziesz się mogła wczołgać do łóżka. 

Zawahała się przez sekundę, a potem z trudem wstała. 

Wyciągnięcie się w pościeli wydawało jej się wyjątkowo atrakcyjne. 

Otworzyła drzwi łazienki i zobaczyła Todda, który wyglądał co 

najmniej tak samo kiepsko jak ona. Był blady, miał zielonkawą cerę i 

sińce pod oczami. 

- Czyż nie atrakcyjna z nas para? - wymamrotała, kiedy 

pociągnął ją za rękę w stronę schodów. 

RS

background image

 

69 

- Zrobimy sobie zdjęcie. Musimy się pospieszyć. Nie wiem, ile 

mamy czasu. 

Pomimo fatalnego samopoczucia Martina zdołała się roześmiać. 

- Bez wątpienia potrafisz zapewnić dziewczynie rozrywkę. 

- Co ty powiesz? Dobrze, że jest piątek. Nie masz zajęć w 

sobotę, prawda? 

- Nie. 

- To dobrze. Możesz się więc tu męczyć, ile chcesz. Jeśli musisz 

do kogoś zadzwonić, masz telefon w pokoju. W szafie są szlafroki. 

Rzuciłem parę swoich koszulek na łóżko, żebyś mogła spać w czymś 

wygodniejszym niż dzienne ubranie. 

Dotarli do podestu pierwszego piętra. Spojrzała na niego. O 

wszystkim tym pomyślał, czując się tak samo paskudnie jak ona? 

Świetny jest. 

- Dzięki. Przekraczasz wszelkie moje oczekiwania. Chwycił się 

za brzuch. 

- To będzie parę bardzo nieprzyjemnych godzin. Po prostu 

musimy się pozbyć z organizmu tych wszystkich toksyn. 

- Powinniśmy. 

Todd przerwał jej potrząśnięciem głową. 

- Trzecie drzwi po prawej. Koszulki na łóżku. Woda na toaletce. 

Odwrócił się i pospiesznie dotarł korytarzem do drzwi na jego 

końcu. Marina, patrząc za nim, poczuła, że sama nie ma dużo czasu. 

Wpadła do gościnnego pokoju i znalazła wszystko zgodnie z opisem. 

Na łóżku leżały dwie czyste koszulki, na toaletce stały trzy butelki 

RS

background image

 

70 

wody mineralnej, w szafie wisiał szlafrok. Nie zdążyła z niczego 

skorzystać, musiała popędzić do toalety, zastanawiając się, czy w 

ogóle dożyje do rana. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

71 

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

Marina obudziła się w sobotę około szóstej rano. Upojne chwile 

w łazience spędzała mniej więcej do północy, potem wczołgała się do 

łóżka i zasnęła jak kłoda. Teraz umyła zęby znalezioną przygotowaną 

nową szczoteczką, zawinęła się w puszysty szlafrok i wyruszyła na 

wyprawę po ogromnym domu w poszukiwaniu herbaty. Minęła 

jadalnię, wciąż zarzuconą kwiatami, dotarła do tylnej części domu i do 

kuchni mogącej zadowolić najbardziej wybrednego kuchmistrza na 

świecie. Znalazła tu też Todda. Miał na sobie sweter i koszulkę, nie 

ogolił się. 

-Dzień dobry - odezwała się, starając się zachowywać jak 

najnormalniej, pomimo niespokojnego kołatania w piersi na jego 

widok. Co się z nią działo? To Todd. Człowiek, którym przecież 

gardzi. Nie, niestety, nie może. Jest tak samo chory jak ona wczoraj, a 

jednak zanim rozpoczął długi wieczór w toalecie, znalazł czas, by ją 

ulokować. 

- Cześć. Jak się czujesz? - Uśmiechnął się. 

- Lepiej. Brzuch mam tak pusty, że prawie słyszę w nim wycie 

kojotów. A ty? 

- Odpuściło mi koło pierwszej w nocy, potem padłem jak ścięty. 

Zamierzam podjąć poważną decyzję biznesową i stanowczo odrzucić 

tę śmietanową firmę. 

- Ani myślę ci się przeciwstawiać w tej sprawie. Chyba nigdy w 

życiu nie byłam tak chora. 

RS

background image

 

72 

Skinieniem głowy wskazał czajnik na kuchence. 

- Co powiesz na herbatę i suchego tosta? Ja chyba tego ranka nie 

jestem w stanie znieść nic więcej. 

- Brzmi świetnie. Zapewne powinniśmy się też solidnie 

nawodnić. 

Uśmiechnął się porozumiewawczo. 

- Oj, dużo płynów straciliśmy. 

- Nawet nie mów. - Potarła palcami materiał szlafroka. - 

Przyjemny. Czy spośród kobiet, które to miały na sobie, jestem 

pierwszą mówiącą po angielsku? 

Oparł się na blacie i skrzyżował ręce na piersi. 

- Miałaś sobie dać spokój z tymi modelkami. 

- Nie przypominam sobie, bym cokolwiek takiego powiedziała. 

- A powinnaś. - Obejrzał ją od stóp do głów. - Ten jest dla 

miłych gości, a nie na randki. Zazwyczaj nie przyprowadzam tu 

kobiet, pamiętasz? 

- Ale twój samochód jest za ciasny na takie ekscesy. Uniósł 

jedną brew. 

- Bardzo jesteś ciekawa mojego prywatnego życia. 

- Mężczyźni uwielbiają opowiadać o sobie. 

- Zazwyczaj idziemy do niej. 

- Rozumiem. W razie potrzeby łatwiej uciec, w dodatku nie 

świeci się jej pieniędzmi w oczy. 

- Właśnie. 

RS

background image

 

73 

Czajnik zaczął gwizdać. W tej samej chwili kromki wyskoczyły 

z tostera. 

- Naczynia? - zapytała. 

Pokazał na ciąg szafek. Już za drugim podejściem znalazła dwa 

małe talerze. Na jednym położyła grzanki i uzupełniła kromki w 

tosterze. W tym czasie Todd zalał herbatę w czajniczku. Obejrzała się 

przez ramię i zauważyła świeże liście w małym koszyczku. 

- Bardzo wymyślne - powiedziała. - To twoje? 

- Najwyraźniej tak. Wczoraj wieczorem napisałem e-mail do 

mojej gospodyni i spytałem, czy mam herbatę. Odpisała, że owszem i 

poinstruowała mnie, gdzie mogę wszystko znaleźć. 

Trudno sobie wyobrazić, że można mieć tyle rzeczy, że się 

nawet nie wie co ani gdzie to jest. Inny świat, pomyślała Marina. 

Bardzo odmienny. Skubała powoli tosta i przyjęła podany jej przez 

Todda kubek z herbatą. 

- Interesujący dom - powiedziała po pociągnięciu łyka 

parującego napoju. - W pewien sposób przerażający. 

- Robi wrażenie. 

Popatrzyła na niego, na pociemniałe od świeżego zarostu 

policzki i szczęki. 

- Skąd w ogóle możesz wiedzieć, kiedy komuś chodzi o ciebie? - 

spytała. - Nic w twoim życiu nie jest normalne. Jak możesz być 

pewien? 

- Nie jestem. Nawet ty się zgodziłaś ze mną umówić dopiero, 

kiedy ciotka zaproponowała ci milion dolarów. 

RS

background image

 

74 

- Och, daj spokój. Wiesz, że to tylko żart. Choć jej przekonanie, 

że aby kobieta za ciebie wyszła, trzeba jej za to zapłacić, uważam za 

fascynujące. Co ona wie takiego, czego ja nie wiem? 

- Zignoruję to pytanie. 

Marina odgryzła kęs tosta i zaczęła wolno żuć. Jak dotąd żołądek 

nie protestował, ale nie była gotowa na spędzenie jeszcze kilku godzin 

w toalecie. 

- Czasem musisz być pewien - powiedziała. - Na pewno są jakieś 

kobiety, którym ufasz. 

- Nie chcesz rozmawiać na ten temat. 

- To pytanie czy polecenie? Popatrzył na nią ciężkim wzrokiem. 

- Byłem w męskim liceum z internatem, razem z Ryanem. Moją 

pierwszą poważną dziewczyną była uczennica z sąsiadującego 

żeńskiego liceum. Spotkaliśmy się na tańcach i z miejsca się w niej 

zakochałem. Była bystra, wesoła i naprawdę się zaangażowała. 

Marina nie wątpiła w to ani przez moment. Wiedziała, że dla 

chłopaków w typie Todda dziewczyny kompletnie tracą głowy. 

- Jej matka ledwie wiązała koniec z końcem, pracując gdzieś w 

biurze. Jenny opowiedziała jej o mnie. Oboje byliśmy zakochani 

pierwszy raz w życiu. - Twarz mu się ściągnęła. - Matka Jenny poszła 

do moich rodzicowi oświadczyła, że albo zapłacą jej dwieście 

pięćdziesiąt tysięcy dolarów, albo oskarży mnie o gwałt. Jenny miała 

dopiero szesnaście lat, więc były poważne szanse, że oskarżenie się 

utrzyma. 

RS

background image

 

75 

Marina znów poczuła mdłości, choć tym razem nie miało to nic 

wspólnego z zatruciem pokarmowym. 

- Nie mogę uwierzyć. To okropne. Ile miałeś lat? 

- Szesnaście. Ale to bez znaczenia. Rodzice zapłacili, a ja 

dostałem ważną lekcję. 

Chciała mu powiedzieć, że wyciągnął z tego niewłaściwe 

wnioski, że ludzie wcale tacy nie są, tyle tylko, że dla niego może 

właśnie byli. 

- Co Jenny na to powiedziała? - zapytała. 

- Była wściekła, a przynajmniej tak twierdziła. Tydzień po 

naszym zerwaniu matka kupiła jej nowy samochód. Najwyraźniej 

pomogło. 

Mówił to znudzonym, cynicznym tonem, ale mówienie o 

przeszłości musiało go boleć. Takie doświadczenia zostawiały blizny. 

- Inna kobieta, z którą się spotykałem, przyszła i powiedziała, że 

jest w ciąży. Zawsze byłem ostrożny, ale nie miałem powodów 

podejrzewać, że kłamie. Zareagowałem jak każdy porządny człowiek i 

poprosiłem ją o rękę. Zawsze mówiła o wielkim weselu, więc 

zaproponowałem, by poczekać do narodzin dziecka, żeby nie robić 

pospiesznych przygotowań. Wyraźnie ją to zaskoczyło, wręcz 

zgłupiała. 

Marina opadła na oparcie i zamknęła oczy. 

- Niech zgadnę. W ogóle nie była w ciąży. 

- Właśnie. Test, który mi pokazała, zrobiła na jej prośbę 

przyjaciółka. Najwyraźniej miała w planach jak najszybsze zajście w 

RS

background image

 

76 

ciążę, a gdyby to nie wyszło, odegranie poronienia tuż przed weselem. 

Oboje bylibyśmy tak zrozpaczeni tą tragedią, że i tak byśmy się 

pobrali. 

- To obrzydliwe, że tacy ludzie są na świecie - skomentowała. - 

Wiem, że pieniądze to utrudniają, ale przecież musiałeś mieć jakieś 

miłe doświadczenia z kobietami. 

- Nieliczne. Ale nigdy nie jestem pewien. Zawsze jakoś tylko 

czekam, kiedy każda kolejna przyzna, że chodzi wyłącznie o 

pieniądze. 

Pochyliła się ku niemu. 

- Todd, uważam, że jesteś wspaniałym mężczyzną. Bystrym, 

wesołym, czarującym i nawet dość przystojnym. 

Uśmiechnął się. 

- Poczekaj chwilkę, muszę się ponapawać tymi wszystkimi 

komplementami. 

Roześmiała się. 

- Wiesz, co mam na myśli. Nie zawsze chodzi o pieniądze. 

Niemożliwe. Nie ma na świecie wystarczającej liczby paskudnych 

ludzi. 

- Zanim Ryan się zakochał w twojej siostrze, spotykał się z 

samotną matką, która miała przemiłą córeczkę. Był święcie 

przekonany, że znalazł idealną kobietę. Zwariował na punkcie tego 

dziecka, chciał być z nimi obiema i oświadczył się. Potem przez 

przypadek usłyszałem, jak opowiadała przyjaciółce, że bardzo nie 

chciała mieć dziecka, dopóki nie zdała sobie sprawy, że wielu 

RS

background image

 

77 

bogatych młodych mężczyzn to kompletni frajerzy, gdy chodzi o 

urocze, małe dziewczynki. I o tym, że planowała zostać z Ryanem 

przez kilka lat, potem się rozwieść i żyć z alimentów dla dziecka, 

które on na pewno zaproponuje. 

Aż serce ją bolało ze współczucia. 

- To co ty robisz? Nigdy nie ufasz? Nigdy się nie troszczysz? 

Nigdy nie dajesz siebie? 

- Jak dotąd się to sprawdza. 

- Ale to takie samotne życie. Nie chcesz się zakochać? 

- Nie aż tak, żeby się zapomnieć. I tak potrafię doprowadzić 

kobietę tam, gdzie chcę. Jeśli będę potrzebował życzliwej duszy w 

domu, sprawię sobie psa. 

Zrobiło jej się strasznie smutno. Pozornie Todd miał wszystko, 

ale tak naprawdę, w jego życiu istniały obszary pustki. Miał władzę, 

inicjatywę, był też zaskakująco miły i troskliwy. Ale nigdy nie zaufa 

kobiecie na tyle, by naprawdę powierzyć jej swoje serce. 

- O czym myślisz? - zapytał. 

- Że oboje jesteśmy pokaleczeni. Ty nie potrafisz zaufać nikomu, 

ja nie umiem ufać samej sobie. 

- Nie wierzę - zaprotestował. - U ciebie wszystko jest w 

porządku. Czyż nie spotykasz się z tymi geniuszami mającymi zbawić 

świat? 

- Zazwyczaj. Są błyskotliwi, interesujący i... - Przygryzła wargę. 

Mieli rozmawiać o nim, nie o niej. 

-I bezpieczni? - dokończył cichym głosem. 

RS

background image

 

78 

- Może. Czasami po prostu... - Pociągnęła łyk herbaty. - Moja 

mama zakochała się w tacie w chwili, gdy go zobaczyła. Miała 

siedemnaście lat i do tej pory wciąż go uwielbia. On nie jest zły, ale 

nie najlepszy z niego mąż i ojciec. Znika. Po prostu nie ma go przez 

kilka miesięcy. Nigdy nie wiemy, kiedy wyjedzie ani na jak długo. Za 

każdym razem, gdy wychodzi z domu, łamie jej serce. Lecz ona 

zawsze czeka na jego powrót. Nie pozwoli sobie pokochać 

kogokolwiek innego. Żyje połowicznie, szczęśliwa tylko wtedy, gdy 

on jest przy niej. 

- Ty jesteś inna - rzekł. - Twardsza. 

- Nie wiesz tego, ja też nie. Boję się, że jednak jestem taka sama 

jak ona. Że zakocham się w człowieku, który złamie mi serce, a ja mu 

na to pozwolę. Powiedziałabym, że to normalne. Zakochanie się, 

prawdziwa miłość, wygląda jak oddanie komuś kontroli nad moim 

życiem. Nie przewiduję czegoś takiego w najbliższej przyszłości. 

- Czyli zamiast ryzykować, umawiasz się z chłopakami, w 

których nie masz szans się zakochać. 

- Czy naprawdę chcesz tracić czas na roztrząsanie moich wad? 

Bo ja sądzę, że wkraczasz tu na niebezpieczny teren. 

- Zaryzykuję. Więc czy mam rację? -Może. 

- Zawsze to ty jesteś stroną adorowaną, nigdy tą narażoną na 

emocjonalne ryzyko. 

- Sugerujesz, jakobym była wredna, a nie jestem. Tylko nie chcę 

się zakochać w kimś, dopóki nie będę pewna, że nie zostanę przez to 

zniszczona. 

RS

background image

 

79 

- Nigdy nie możesz być tego pewna. 

- W to nigdy nie uwierzę - odparła. - Pewnego dnia zaryzykuję. 

- Na pewno? 

Chciała wierzyć, że tak. Że jakiś jeden mężczyzna będzie 

godzien pokładanej w nim wiary. 

- Najwyraźniej nam obojgu potrzebna jest terapia -oznajmiła. - 

Może daliby nam zniżkę dla grup? 

Roześmiał się, od tego zrobiło jej się jakoś tak ciepło w środku. 

Ziewnęła. 

- Przepraszam - powiedziała, zakrywając usta. - Za mało spałam 

tej nocy. 

- Ja też. - Wstał. - Chodź, idziemy do łóżka. 

Wpatrzyła się w niego, osłupiała. W głowie zawirowały jej 

myśli. Łóżko? Z nim? To znaczy seks? Chciała się poczuć 

zszokowana i obrażona. Chciała wstać i dać mu w twarz. Ale 

zobaczyła w wyobraźni ich oboje, nagich, splecionych i uświadomiła 

sobie, że zgodzi się nader chętnie. 

Todd uniósł obie ręce. 

- Przepraszam, fatalny dobór słów. Zacznę jeszcze raz. 

Chodźmy na górę, gdzie każde z nas może się wyspać w swoim 

łóżku. Teraz lepiej? 

Skinęła głową, bo tego oczekiwał, ale w głębi duszy poczuła 

silne ukłucie zawodu. Dlaczego tak? Wyprowadził ją z kuchni, 

sterując dłonią położoną na jej krzyżu. 

RS

background image

 

80 

- Spotkamy się później - zapowiedział radośnie - i sprawdzimy, 

czy w ogóle mamy jeszcze ochotę na jedzenie. 

- Całkiem niezły plan. 

Na szczycie schodów każde poszło w swoją stronę. Lecz kiedy 

Marina zamykała za sobą drzwi, w głowie dominowała jej jedna myśl: 

jak bardzo wolałaby, żeby zamierzał dokładnie to, co powiedział za 

pierwszym razem. 

Później tego popołudnia Marina wyszła spod prysznica i 

sięgnęła po ręcznik. Po nałożeniu solidnej warstwy rozkosznego, 

pachnącego cytryną płynu do włosów ubrała się, podsuszyła włosy i 

ruszyła na dół. Była głodna, a tym razem herbata i tost mogły nie 

wystarczyć. Pomyślała, że po drodze do domu mogłaby podjechać do 

jakiegoś baru z jedzeniem na wynos, ale najpierw musiała odszukać 

gospodarza i podziękować mu za wszystko. W kuchni i w salonie było 

pusto. Usłyszała ciche stukanie w klawisze. Poszła w tamtą stronę i 

znalazła go w wyłożonym boazerią gabinecie, który wyglądał jak 

dekoracja do „Masterpiece Theatre"5. 

Na widok starannie ubranego Todda poczuła ciarki na całym 

ciele, lekkie uderzenie gorąca i jeszcze kilka niepożądanych reakcji 

fizjologicznych. 

5 „Masterpiece Theatre" - cykliczny program kulturalny 

telewizji PBS (Public Broadcasting Service), (przyp. tłum.) 

- Jak się czujesz? - zapytał, kiedy weszła do pokoju. 

- Dobrze. Odespałam swoje i teraz umieram z głodu. 

- Ja też. Czyli oboje przetrwaliśmy zatrucie pokarmowe. 

RS

background image

 

81 

- Na to wygląda. Wstał i obszedł biurko. 

- Gotowa, żeby jechać do domu? 

Skinęła głową, choć tak naprawdę chciała mu się rzucić w 

ramiona i błagać, by ją wziął. Najwyraźniej wciąż odczuwała 

negatywne skutki toksycznego jedzenia. 

- Wielka randka dziś wieczorem? - zapytał. 

- Nie bardzo. 

Wziął z biurka złożoną kartkę papieru i podał jej. 

- Pamiętam, jak mówiłaś, że lubisz meksykańską kuchnię, a tu 

niedaleko jest świetna restauracja dostarczająca zamówienia do domu. 

Chcesz coś zjeść, zanim wyruszysz? 

Zawahała się. Rozsądek mówił jej, żeby się stąd wynosiła, póki 

się jeszcze emocjonalnie nie rozsypała. Reszta ciała - zwłaszcza te 

najbardziej kobiece części - sugerowała, że powinna zostać i 

sprawdzić, jak się sprawy potoczą. 

- Moglibyśmy obejrzeć film - zaproponował. - Nawet pozwolę ci 

wybrać. 

Uśmiechnęła się szeroko. 

- Czy mogłabym odrzucić takie zaproszenie? A jakie są szanse, 

że się dogadamy co do filmu? 

- Na pewno znajdzie się choćby jeden. Coś śmiesznego. 

- Ale inteligentnego, nie jakieś głupoty. 

- Mam taki. 

RS

background image

 

82 

- Nie sądziłam, że jeszcze kiedykolwiek będę jeść - przyznała 

Marina trzy godziny później, wyciągnięta na sofie w pokoju 

telewizyjnym. - Ale jestem głodna. 

Todd siedział w swobodnej pozie, ze stopami w skarpetkach 

opartymi na zamszowym obiciu otomany stojącej przed sofą. Obicia 

mebli i wykładzina na podłodze stanowiły jedyne miękkie rzeczy w 

tym wypełnionym techniką pomieszczeniu. Znajdował się tu ekran, 

tak duży jak w sali kinowej, wystarczająca liczba głośników, by 

roznieść cały dom, odtwarzacze, nagrywarki oraz kolekcja filmów, na 

widok której pociekła jej ślinka. Raj z zabawkami dla mężczyzn. 

- Taco, dwie enchillady, nachos, sos salsa i sałatka to za mało dla 

ciebie? - spytał, patrząc na nią. 

Uśmiechnęła się łobuzersko. 

- Najwyraźniej tak. Mam nastrój na deser. 

- No to chodźmy sprawdzić, co jest w kuchni. 

Wstał i przeciągnął się. Oboje byli swobodnie ubrani: ona miała 

na sobie to samo co wczoraj, on dżinsy i luźną koszulkę. Kiedy uniósł 

ręce nad głowę, rąbek koszulki podjechał mu ponad pasek w 

spodniach, odsłaniając nieco skóry i pępek. Nie powinno to być w 

najmniejszym nawet stopniu erotyczne. Spędzili całą noc, wymiotując 

i robiąc inne obrzydliwe rzeczy o kilka metrów od siebie. Jednak 

obserwując go, poczuła silne pożądanie. 

- Ty też sobie nie żałowałeś - powiedziała, kiedy prowadził ją w 

stronę schodów. - Zjadłeś więcej ode mnie. 

- Bronisz się przed swoim nieprzystającym damie apetytem? 

RS

background image

 

83 

- Może. Byłam głodna. 

- Nikomu nie powiem. 

Dała mu łokciem kuksańca w bok. 

- Przecież nie jadłam palcami ani nic takiego. Popatrzył na nią, 

unosząc brew. 

- Miałaś taco. Oczywiście, że jadłaś palcami. 

- Wiesz, o co mi chodzi. 

U podnóża schodów okazało się, że zapomniała, gdzie jest 

kuchnia, i skręciła w prawo. On skierował się w lewo i wpadli na 

siebie. 

- Przepraszam - powiedziała, cofając się o krok. Schwycił ją za 

rękę i pomógł utrzymać równowagę. 

- Dobrze się czujesz? 

- W porządku. Mam tylko kiepską orientację w przestrzeni. 

Patrzył jej prosto w oczy. Znienacka poczuła się jednocześnie 

bezbronna i niesamowicie pełna życia. Pragnęła, by jej dotykał 

wszędzie. Choć rozsądek wrzeszczał z całych sił, że to potencjalnie 

niebezpieczne, zrobiła krok w jego stronę. Natychmiast spostrzegła, 

że on czuł to samo. Rysy mu się wyostrzyły, ciało stężało, oczy 

pociemniały od pożądania. Opuścił ręce i cofnął się. 

- Deser - powiedział. - Mieliśmy ci załatwić jakiś deser. 

- Prawda. Cokolwiek oprócz lodów. Jęknął. 

- Będziemy mieli uraz do końca życia. 

- Nie sądzę. Pokonam swoje obawy przed czymś śmietanowym, 

byle tylko znów móc się rozkoszować czekoladą. Taka już jestem. 

RS

background image

 

84 

Poprowadził ją do kuchni. Czyli żadne z nich nie zamierzało 

folgować pożądaniu. Mądre, pomyślała, pomimo konieczności walki z 

poczuciem zawodu. Byli praktycznie spowinowaceni. Czy naprawdę 

miała ochotę na siadywanie przez następnych pięćdziesiąt lat przy tym 

samym stole z Toddem, mając jedną, wspólną, namiętną noc na 

koncie? To dopiero byłaby niewygoda. Zignorowała więc sposób, w 

jaki się poruszał, wyciągając z lodówki różne dobre rzeczy. 

- Co wybierasz? - zapytał. 

-Herbatniki czekoladowe. Posypię sobie cukrem pudrem. 

- Bo zwyczajny herbatnik jest za mało słodki? 

- Właśnie. 

- Kobiety... - mruknął, wyciągając tackę z herbatnikami z 

zamrażalnika. - Trzeba je będzie rozmrozić w mikrofalówce. 

- jestem w tym ekspertem. 

Sięgnęła po ciasteczka, które jej podawał, jednak źle oceniła 

ruch. Owinięta w plastik tacka wyśliznęła jej się z palców i upadła na 

podłogę. Obydwoje schylili się po nią i zderzyli się głowami. Marina 

pośliznęła się i wylądowała gwałtownie na pośladkach. 

- Stanowimy dla siebie zagrożenie - zauważyła ze śmiechem. - 

Kompletna katastrofa. Myślałam, że jednoczesne zatrucie to 

najgorsze, co się nam mogło razem przydarzyć, ale najwyraźniej to 

jeszcze nie koniec. 

Roześmiał się i usiadł obok niej na podłodze. 

- Jesteś inna niż kobiety, które znam. 

RS

background image

 

85 

- Mogę zacząć pracować nad czarującym europejskim akcentem, 

jeśli chcesz. 

- Daj spokój. 

- Nie ma mowy. 

Sięgnął i założył jej pasmo włosów za ucho. 

- Nigdy nie sądziłem, że pochorowanie się, tak jak wczoraj, 

będzie zabawne, ale jednak. Nie musisz się spieszyć do domu, jeśli nie 

chcesz. Możesz tu zostać. 

- Coś jak noc u koleżanki - zażartowała. Popatrzyła na niego, 

oczekując uśmiechu w odpowiedzi. Tymczasem zobaczyła pożądanie, 

żar i oczekiwanie, od których zmiękły jej kolana. Serce zabiło jej 

mocniej, a w gardle zaschło. 

-Todd? 

- Próbuję się zachować rozsądnie, Marino. Potrafię wyliczyć 

kilkaset powodów, dla których to nie najlepszy pomysł. 

- Kilkaset. No, no. Mnie do głowy przychodzi najwyżej osiem. 

- Może trochę przesadzam. - Wstał i wyciągnął rękę. -Rusz się. 

Rozmrozimy herbatniki i zaczniemy się nurzać w słodyczy. 

- Niezły plan. 

Chwyciła podaną dłoń i pozwoliła się postawić na nogi. Gdy już 

stała, okazało się, że są bardzo blisko siebie. Cofnęłaby się, ale jej nie 

pozwolił. Poddała się i zagubiła w żarze jego oczu. Rozgrzał ją, wabił, 

a ona pochyliła się w jego stronę. 

- A niech to - mruknął i zbliżył się jeszcze bardziej. 

 

RS

background image

 

86 

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

- To kiepski pomysł - mruknęła Marina, mimo to podsunęła 

kieliszek. - Dwadzieścia cztery godziny temu leżałam na podłodze 

łazienki zwinięta w kulkę jak pies. Powinnam dać żołądkowi trochę 

czasu na odpoczynek. 

- Już go miał - osądził Todd z pewnością w głosie. - Poza tym to 

ty chciałaś posypywać cukrem zupełnie dobre herbatniki. Czy to nie 

jest lepsze? 

„To" było butelką czerwonego wina. Minęła północ. Kochali się 

z Toddem dwa razy, potem przysnęli i obudzili się zgłodniali. On 

naciągnął dżinsy, jej dał koszulkę i poszli do kuchni, gdzie zastali na 

blacie rozmrożone czekoladowe herbatniki. Zaciągnęła się głęboko 

aromatem wina. Upiła łyk. Było ciemne, o miękkim smaku, w ogóle 

pozbawione ostrości. 

- Niezłe. Niech zgadnę: pod domem masz piwniczkę na wino. 

- Tu nie ma podpiwniczenia, ale jest za to pokój z kontrolowaną 

temperaturą i wilgotnością. 

- Oczywiście. - Pomyślała o samotnej butelce szampana 

trzymanej w lodówce... naturalnie na specjalne okazje. - A jeśli 

miałabym ochotę na Dom Perignon? 

- A jak myślisz? 

Co myślała? Przede wszystkim, że jest inny, niż się spodziewała. 

Że jest o wiele lepszy, więc niebezpieczny. Wzięła zaoferowany 

herbatnik i poszła za Toddem na kanapę w salonie. Usiedli 

RS

background image

 

87 

naprzeciwko siebie, otoczeni spokojem głębokiej nocy. Marina miała 

poczucie głębokiej intymności i więzi. Obydwa uczucia były co 

najmniej niemądre. 

- Todd - zaczęła, nie bardzo wiedząc, co właściwie chce 

powiedzieć. 

- Wiem. 

- jak możesz wiedzieć? Nawet ja nie mam pojęcia, co chciałam 

powiedzieć. 

Odstawił kieliszek na stół, obok położył ciasteczko, potem 

pochylił się i ją pocałował. 

- Miałaś powiedzieć, że to jest komplikacja, której oboje 

powinniśmy unikać. Że mamy wesele do zaplanowania, a potem 

staniemy się przez to powinowatymi. I że sensowniej jest zostać 

przyjaciółmi niż kochankami. 

- Dobrze, zgoda, prawdopodobnie właśnie to miałam na myśli - 

przyznała, jednocześnie tonąc w tych jego ciemnych oczach. - Choć ta 

noc była fantastyczna. 

- Zgadzam się. 

- A ty nie jesteś aż tak oślizgły, jak sądziłam. -Oślizgły? 

Uśmiechnęła się szeroko. 

- Wiesz, co mam na myśli. 

- Że jestem wyrafinowany i czarujący. Światowy mężczyzna, nie 

taki jak te genialne chłopaczki, z którymi się zazwyczaj spotykasz. 

- Coś w tym rodzaju. A ja jestem odświeżająco inteligentna, z 

właściwą szczyptą bezczelności i świetną znajomością angielskiego, 

RS

background image

 

88 

nie tak jak te patykowate dziewczyny, z którymi się zwykle 

umawiasz. 

- Wszystko się zgadza - potwierdził, pocałował ją, objął i 

położył na sofie. 

Leżąc na plecach, przypatrywała mu się intensywnie. 

- Zgodziliśmy się, że kontynuacja jest złym pomysłem. 

- Zakończymy wszystko jutro - mruknął, sunąc pocałunkami 

wzdłuż jej twarzy i szyi. 

- Już jest jutro. 

- Do wschodu słońca nie. Mamy więc przed sobą całą noc. 

Otoczyła go ramionami i poddała się jego urokowi. Cała noc to 

brzmiało znakomicie. 

- Spierają się o kolor żaluzji - powiedziała Willow, delikatnie 

wyciągając cienką roślinkę z ziemi i wkładając ją do plastikowego 

pojemniczka. - Żałuję, że kiedykolwiek o nich wspominałam. Nie 

mam nic przeciwko prowadzeniu przebudowy, ale do szału mnie 

doprowadza, kiedy piszą do mnie e-maile każde osobno. Ja tam 

uważam, że powinny być fioletowe. Wiesz, żeby pasowały do słoni. 

Marina zamrugała. 

- Jakich słoni? Siostra westchnęła. 

- Wiem, że mnie nie słuchałaś. O co chodzi? 

- To tam mają być słonie? 

- Nie. - Willow ponownie westchnęła.- Marino, co się dzieje? 

Nie jesteś sobą. Dobrze się czujesz? 

RS

background image

 

89 

Jeśli zignorować niewielkie protesty przemęczonych mięśni, 

czuła się idealnie. Kochali się z Toddem do białego rana. Nie była 

pewna, ale w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin miała chyba 

więcej orgazmów niż przez całe wcześniejsze życie. 

- Nic mi nie jest - odpowiedziała. - Jestem tylko trochę 

zmęczona. 

- Mhm - mruknęła Willow z powątpiewaniem. Podeszła do 

drzwi w tylnej ścianie szklarni, zamknęła je, oparła dłonie na biodrach 

i popatrzyła na siostrę. 

- Zacznij od początku i mów powoli. Tak, żebym nic nie 

przegapiła. 

- Nie ma o czym mówić - skłamała bezczelnie. - No, może nie 

do końca. 

- Będę tu stała i świdrowała cię wzrokiem, dopóki wszystkiego 

nie powiesz. 

Marina uśmiechnęła się. 

- Wcale nie świdrujesz. Bardziej to wygląda jak spojrzenie spode 

łba. 

- Marina! 

- Dobrze, dobrze. Nic mi nie jest. Wszystko w porządku. Tylko... 

Uśmiechnęła się z satysfakcją. 

- W piątek próbowaliśmy z Toddem jedzenie na wesele. Kiedy 

pojechaliśmy do niego, by omówić z kwiaciarką dekoracje, poczułam 

się bardzo kiepsko. Okazało się, że oboje się zatruliśmy. Zostałam tam 

na noc, przykuta do toalety. 

RS

background image

 

90 

- I z tego powodu tak się uśmiechałaś? 

- Nie. Ale Todd był wspaniały. Wczoraj już czuliśmy się lepiej. 

Zaproponował mi, żebym została. W pokoju gościnnym. Zjedliśmy 

obiad, obejrzeliśmy film, a potem, no cóż... 

Oczy Willow zrobiły się okrągłe jak spodki. 

- Matko kochana! Uprawiałaś seks z Toddem Asto-nem III. 

Dostanę milion dolarów! 

Marina uniosła ręce. 

- Przede wszystkim nie wychodzę za niego, więc możesz sobie 

darować marzenia o milionie. Jeśli tak bardzo chcesz założyć żłobek, 

pogadaj z Kane'em. Dla ciebie zrobi wszystko. 

Willow potrząsnęła głową. 

- Nie, dzięki. Pieniądze muszę sama zarobić. Jeśli nie chcesz 

zapewnić mi ich przez małżeństwo, wezmę kredyt albo coś takiego. 

Zresztą to nieważne. Uprawiałaś seks z Toddem?! 

- Tak. Było wspaniale. Jest zupełnie inny, niż sądziłam. Lubię 

go. 

Willow podeszła i uściskała ją. 

- To wspaniale. Dla ciebie. 

- Wcale nie wspaniałe. Dziwnie i nieswojo. I w ogóle nie 

zamierzamy się już więcej w taki sposób spotykać. 

Willow cofnęła się i popatrzyła z niedowierzaniem. 

- Zaraz, zaraz. Prawie kwitujesz. Nigdy cię takiej nie widziałam. 

Nikt nie rezygnuje z tak zawrotnego seksu. 

RS

background image

 

91 

- Ja owszem. My oboje. Rozmawialiśmy o tym i uznaliśmy, że 

tak będzie najsensowniej. Słuchaj, już jesteśmy spowinowaceni przez 

małżeństwo babki Ruth. Kolejną koligację zapewni ślub Julie i Ryana. 

Todd będzie się już zawsze przewijał przez nasze życie. Związek z 

nim donikąd by nie prowadził. 

Willow wróciła do roślin. 

- Dlaczego? On jest wolny, ty też. To świetny start. 

- Nie mamy ze sobą nic wspólnego. Pochodzimy z innych 

światów. A co ważniejsze, on w ogóle nie ufa kobietom. Biorąc pod 

uwagę jego dotychczasowe przeżycia, wcale mu się nie dziwię. Ja też 

w tej materii nie jestem całkiem normalna. Mam swoje wspomnienia. 

- Nie jesteś naszą mamą. Nie zatracisz siebie dla mężczyzny. 

- Nie możesz być tego pewna. 

- Ty też. Wiem za to, że za bardzo się boisz, żeby nawet 

spróbować. Zawsze wybierałaś bezpiecznych chłopaków, którzy cię 

uwielbiali, ale w żaden sposób nie byli zdolni poruszyć twego serca. 

Nigdy nie zaryzykowałaś zakochania się, więc nie masz pojęcia, co 

byś w takiej sytuacji zrobiła. Żadna nie chce zrezygnować z 

wszystkiego dla mężczyzny jak mama. No to nie rób tego. Bądź panią 

samej siebie. Ale daj sobie szansę. 

Była to bardzo dobra rada. Rozsądna osoba mogła nawet 

rozważać skorzystanie z niej. 

- Nawet jeśli pozwoliłabym sobie na zakochanie się w nim - 

powiedziała Marina - on nigdy by nie pokochał mnie, bo nie chce się 

tak mocno wiązać. 

RS

background image

 

92 

- Zawsze jest pierwszy raz. 

- Nie dla niego. 

- Mylisz się - powiedziała twardo Willow. - Każdy kiedyś ma 

swój pierwszy raz. Popatrz na Kane'a. Ale żeby się to zdarzyło, trzeba 

chcieć dać sobie szansę. Nie da się znaleźć idealnego szczęścia, 

bratniej duszy bez zaryzykowania bólu. 

Marina pomyślała o matce. Naomi kochała tylko jednego 

mężczyznę, który raz za razem łamał jej serce. 

- Ta cała bratnia dusza jest stanowczo przereklamowana - 

stwierdziła. 

- Wcale nie - warknęła Willow. - Lecz miłość wymaga wiary. 

Bez niej nigdy nie wiesz. A jeśli to Todd jest tym jedynym? Mama 

przynajmniej ma swoje okresy szczęścia. Kiedy tata jest z nią, cały 

świat znajduje się na właściwym miejscu. Gdyby nie te chwile 

radości, cała reszta byłaby niewarta funta kłaków. 

Marina wcale nie była przekonana, że te krótkie fragmenty życia 

są cokolwiek warte. Przeżywała je dotąd bez bratniej duszy i było jej z 

tym dobrze. O wiele łatwiej poradzić sobie z czymś, czego się nigdy 

nie miało, niż ryzykować zniszczenie przez mężczyznę, który 

postanowił sobie nie oddawać nikomu swojego serca. 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

93 

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

Todd zerknął na zegarek. Przyjechał na spotkanie z Mariną w 

salonie ślubnym trochę wcześniej, ale nie martwił się, że każe mu na 

siebie czekać. To nie w jej stylu. Zastanawiał się, czy spotkanie z nią 

po tej długiej nocy nie będzie trochę niezręczne, ale teraz odczuwał 

tylko niecierpliwe oczekiwanie. Kiepsko, pomyślał ponuro. Nie 

należała do kobiet wchodzących w płytkie związki, a on nie zamierzał 

zaakceptować niczego więcej. Nawet dla niej. Musi więc zapomnieć, 

co się wydarzyło, i traktować ją tylko jak siostrę żony kuzyna. Te 

postanowienia przetrwały dokładnie do momentu, w którym wpadła 

do salonu, zdyszana i piękna w każdym calu. 

- Wiem, wiem - rzuciła, pochodząc do niego z uśmiechem. - 

Spóźniłam się o minutę. Jakże musisz mnie nie znosić za tak złe 

traktowanie. Za chwilę każę ci trzymać torebkę przed przymierzalnią i 

zacznę się do ciebie zwracać per „nieudaczniku". 

Roześmiał się razem z nią, jednocześnie spojrzeli na siebie. 

Reszta świata przestała istnieć. Był tylko ten moment i ta kobieta 

przed nim. Pożądanie pchnęło go ku niej. Rozsądek został 

przegłosowany. Tylko Marina w jego ramionach miała sens. Jedno z 

nich poruszyło się pierwsze. Nie wiedział kto, nieistotne. Lecz zanim 

zdołał ją objąć, czterdziestokilkuletnia sprzedawczyni podeszła do 

nich i westchnęła. 

- Jakie to ładne - powiedziała. - Zawsze rozpoznaję, kiedy para 

jest naprawdę zakochana. Dzięki wam będę miała miły dzień. 

RS

background image

 

94 

Powrót do rzeczywistości był jak skok na główkę do lodowatej 

wody. Cofnął się, Marina też. Starannie unikali przy tym swojego 

wzroku. 

- My, hm, się nie pobieramy - odezwała się Marina z uśmiechem 

sprawiającym wrażenie wymuszonego. - Nazywam się Marina 

Nelson. Rozmawiała pani z moją siostrą, Julie. To ona jest panną 

młodą. Teraz ukrywa się w Chinach i zmusza wszystkich dookoła do 

odwalania za nią czarnej roboty. 

- Och, oczywiście. - Kobieta przyjrzała się im obojgu. - 

Przepraszam za pomyłkę. Mam na imię Christie. 

Todd przedstawił się. Uścisnęli sobie dłonie. 

- Chyba z grubsza wiem, co mogłoby się spodobać pani siostrze 

- powiedziała Christie. - Bardzo dokładnie wymieniła, czego sobie nie 

życzy, co ułatwia sprawę. Jak rozumiem, pani będzie przymierzać 

suknie, a potem zda jej sprawę? 

Marina skinęła głową. 

- Dobrze. Zazwyczaj nie pozwalamy pannom młodym na 

robienie zdjęć, dopóki nie dadzą zadatku na suknię, ale Julie załatwiła 

wszystko z właścicielem, więc nie będzie przeszkód. Macie państwo 

aparat? 

Todd poklepał się po kieszeni. 

- Jest tutaj. 

-Dobrze. Marino, ubierzemy panią jak oblubienicę. O ile wiem, 

ma pani sylwetkę i wzrost bardzo podobne do siostry? 

RS

background image

 

95 

Marina i Christie zniknęły w korytarzu. Todd znalazł wygodny 

fotel i stolik pełen magazynów sportowych i finansowych. Po kilku 

minutach pojawiła się Christie z pytaniem, czy podać mu coś do picia. 

Poprosił o kawę i zagłębił się w lekturze. Jakoś jednak nie mógł się 

skoncentrować. Ciągle przypominał sobie kpiącą minę Mariny 

wchodzącej do salonu i wracała wtedy przyjemność, jaką wówczas 

odczuł. Wiedział, jakie niebezpieczeństwa są niezbywalną częścią 

takiej sytuacji... Przede wszystkim zdrada, która na pewno nastąpi. 

Zawsze następowała. Żadnej kobiecie nie można ufać. Lecz po raz 

pierwszy od lat miał ochotę złamać własne zasady. Zobaczyć, czy 

przypadkiem Marina nie jest inna, nawet jeśli wiedział, że tak być nie 

może. 

Marina przesunęła miękki materiał sukni między palcami. Nie 

miała wprawy w rozpoznawaniu tkanin, no, może bawełnę od skóry 

umiała odróżnić. Ale suknię z tego materiału pragnęłaby mieć na 

sobie zawsze! 

- Wygląda pani przepięknie - skomentowała Christie. Marina 

uśmiechnęła się. 

- Wiem, że pani mówi to wszystkim pannom młodym, ale w tej 

chwili mam to w nosie. Czuję się niesamowicie. Uwielbiam dotyk tej 

sukni i sposób, w jaki się porusza wraz ze mną. 

Christie zapięła kilka guzików, których Marina nie mogła 

dosięgnąć, i przytrzymała otwarte drzwi przymierzami., 

- Proszę wyjść i się przejrzeć w lustrze. 

RS

background image

 

96 

Marina weszła tu w dżinsach i koszulce, czując zmęczenie, 

pośpiech i... coś dziwnego na myśl o kolejnym spotkaniu z Toddem. 

Lecz ubrana w tę lejącą się suknię czuła się piękna, kobieca, równa 

księżniczkom. Nawet pożyczone z salonu buty na wysokim obcasie 

pasowały. 

Podeszła do trzyczęściowego lustra i zabrakło jej tchu. Suknia 

była po prostu perfekcyjna. Dopasowany gorset bez ramiączek opinał 

ją w sposób podkreślający urodę biustu. Od pasa ku podłodze 

spływały kaskady materiału, którego każda warstwa została wycięta i 

udrapowana jak płatek kwiatu, tak samo wyglądały trzy metry trenu. 

Materiał był leciutko perłowy, skóra przy nim wręcz lśniła. Krój 

ukryje ciążę Julie, pozostając elegancki i chwytający za serce. 

- O rany... 

Podniosła wzrok i napotkała w lustrze oczy Todda. Uśmiechnęła 

się i obróciła powoli. 

- Podoba ci się? - spytała. 

Nie potrafiła stwierdzić, o czym myślał, ale bezwzględnie 

podobało jej się, jak przełknął ślinę, zanim zdołał cokolwiek 

powiedzieć. 

- Niewiarygodne. I suknia, i kobieta. 

A niech to, on zawsze musi mieć celne powiedzonka, pomyślała, 

czując jednocześnie reakcję tak na jego słowa, jak i na samą obecność. 

Christie podeszła i zaczęła poprawiać suknię. 

- Ten styl pasuje do wielu sylwetek, choć jeśli pani siostra jest 

podobnie zbudowana, suknia powinna leżeć idealnie. Potrzebuje 

RS

background image

 

97 

czegoś gotowego, a ta jest dostępna. Upierzemy ją i dopasujemy tuż 

przed ślubem. Czy może się pani w niej swobodnie poruszać? 

Marina zrobiła kilka kroków. Suknia falowała z gracją. 

- Jest taka piękna. 

- Dobrze - rzekła Chrisitie. - Teraz podepnę tren i sprawdzimy, 

czy może pani w niej tańczyć. 

Tańczyć? Marina popatrzyła na Todda. 

- Umiesz tańczyć? 

- Praktycznie jestem zawodowcem. 

- Kłamczuch. 

- Sprawdź. 

Christie zwinęła tren i podpięła,go z tyłu na kilku guzikach i 

haftkach. Potem Todd podszedł i wziął Marinę w ramiona. 

Powiedziała sobie, że to nic nie znaczy, że to nie naprawdę. Tylko 

pomaga siostrze, nic więcej. Jednak kiedy tańczyli do 

wyimaginowanej muzyki, gdzieś głęboko w niej coś się poruszyło. 

Popełniła błąd i spojrzała mu w oczy. Zapragnęła się w nich zatracić. 

Jego palce zacisnęły się mocniej na jej dłoni. Przysunęła się bliżej. 

Warstwy materiału uniemożliwiały jej kontakt z jego ciałem. 

- Jak pięknie. 

Komentarz został wygłoszony jakby znanym głosem. Marina 

podniosła wzrok i zobaczyła babkę Ruth stojącą w wejściu do salonu. 

- Witam, moi drodzy - ciągnęła starsza pani, podchodząc. - 

Wiem, wiem, miałam się nie mieszać, ale kiedy wczoraj Julie napisała 

mi e-mail, że będziecie tu dziś oboje, nie mogłam się powstrzymać. 

RS

background image

 

98 

Todd puścił Marinę i podszedł do ciotki. 

- Ruth - powiedział z wyraźnym uczuciem, pochylił się i 

pocałował ją. - Oglądanie Mariny przymierzającej suknię ślubną to nie 

jest mieszanie się. 

- Jestem pewna, że Julie będzie zachwycona, mogąc usłyszeć 

jeszcze jedną opinię - powiedziała Marina do babki, uściskała ją i 

ucałowała, a potem cofnęła się i powoli obróciła. 

-I co myślisz? 

- Że jesteś piękna i suknia też. - Ruth uśmiechnęła się do Todda. 

- Zrobiłeś zdjęcia? 

-Jeszcze nie. Sprawdzaliśmy, czy Julie będzie mogła w tej sukni 

tańczyć. 

Czy Marinie się tylko zdawało, czy brwi Ruth lekko drgnęły? 

- Znakomity pomysł - pochwaliła starsza pani. - Jestem pewna, 

że Julie doceni waszą staranność. 

Marinie nagle błysnęła myśl, że w jakiś sposób jej babka zgadła, 

że spała z Toddem. Rumieniec rozpalił jej policzki pomimo 

rozpaczliwego przekonywania samej siebie, że to niemożliwe. Nikt 

nie wiedział. No, jedna Willow, a co za tym idzie, w końcu dowie się i 

Julie, może jeszcze Ryan, ale nikt inny. 

Marina ustawiła się do kilku zdjęć, po czym uciekła do 

przymierzalni. Włożyła druga suknię, też bez ramiączek, z 

koronkowym gorsetem, marszczonym w talii. Spódnica z 

oszałamiająco gładkiego jedwabistego materiału z haftowanymi i 

RS

background image

 

99 

koronkowymi wstawkami spływała w dół, tworząc zarys litery A i 

przechodząc subtelnie w tren. 

Ruth weszła do przymierzalni. 

- Następna znakomita. Julie będzie miała kłopot z wyborem, ale 

to jej problem. Pozwól, kochanie, że pomogę ci się zapiąć. 

- Dziękuję, mnóstwo tu guziczków. 

Ruth stanęła za nią i zaczęła je zapinać. 

- Oboje z Toddem wyglądaliście bardzo ładnie razem, w tańcu. 

Choć zawsze miałam nadzieję, że któraś, z was się w nim zakocha, 

przyznaję, że uważałam to za nierealne marzenia starej kobiety. 

Marina poczuła ogarniającą ją panikę. 

- Nie jesteś stara - zaprzeczyła, podejmując żałosną próbę 

zmiany tematu. 

- Dziękuję ci, kochanie, ale to nieistotne. Zaoferowałam tobie i 

twoim siostrom pieniądze, żeby pobudzić w was ducha rywalizacji, 

ale jak widzę, wystarczyłoby, żebym pozwoliła działać naturze. 

Marina otworzyła usta, ale zaraz je zamknęła, kompletnie 

ogłupiała, nie wiedząc co powiedzieć. 

- Nie jesteśmy parą - zdołała w końcu wykrztusić. - Naprawdę. 

Jesteśmy tylko przyjaciółmi, znajomymi właściwie. Pomagamy 

zorganizować ślub i to wszystko. Nawet nie byliśmy na pierwszej 

randce. Dopiero na weselu. 

Ruth skończyła zapinać suknię i stanęła przed Mariną. 

- Najwyraźniej randka nie jest już konieczna. Wyglądasz 

prześlicznie. 

RS

background image

 

100 

Marina wymamrotała coś niezrozumiałego, po czym uciekła z 

przymierzami najszybciej, jak jej pozwalały wysokie obcasy. Zamiast 

do lustra podbiegła do Todda i chwyciła go za rękę. 

- Ona wie. Moja babka, twoja ciotka, wie. Że się kochaliśmy. I 

mówię ci, że nie zniosę tego. Jestem kompletnie upokorzona. Ty też 

powinieneś się tak czuć. 

Todd sprawiał wrażenie nieporuszonego. 

- Nie wie. Nie może. 

- A założysz się? 

Ruth wyszła z przymierzalni i Marina stanęła przed lustrem. 

Robiła co mogła, żeby się nie czerwienić. Kiedy Todd robił zdjęcia, 

zdołała się nawet uśmiechnąć. 

- Wyślę je Julie - powiedział. 

- Świetnie, jestem pewna, że będzie nimi zachwycona. Wszystko 

to brzmiało zupełnie normalnie, ale Marina cały czas myślała: 

„Zmiatać stąd jak najprędzej". Todd najwyraźniej jej nie uwierzył, bo 

wciąż żartował z Ruth, dopóki nie powiedziała: 

- Przypuszczam, że nie można liczyć na podwójny ślub. 

Todd popatrzył na Marinę, potem znów na ciotkę. 

- Masz na myśli Willow i Kane'a? 

- Nie, mój drogi, ciebie i Marinę. Wyraźnie iskrzy między wami. 

Oczywiście związek jest czymś więcej, ale namiętność jest cudowna. 

Towarzyszyła mnie i twojemu wujowi przez wszystkie dni naszego 

małżeństwa. - Roześmiała się leciutko. - No, może nie całkiem 

wszystkie, ale większość na pewno. 

RS

background image

 

101 

Marina z trudem oparła się pragnieniu zakrycia uszu, by nic z 

tego nie słyszeć. Todd przełknął nerwowo ślinę. 

- Takiego obrazu to już nigdy się nie pozbędę z myśli - 

wymamrotał. 

Ruth westchnęła. 

- Wy, młodzi. Nigdy nie chcecie się niczego dowiedzieć o 

starszym pokoleniu. Powinno was cieszyć, że przeżyliśmy z wujem 

tyle lat w szczęśliwym małżeństwie. 

- Jestem zachwycony - powiedział Todd. - Ale szczegóły są 

niepotrzebne. 

Ruth uśmiechnęła się. 

- W porządku. Długo czekałam, aż znajdziesz właściwą 

dziewczynę, i oto jest. 

Marina prześliznęła się koło niego i wpadła do przymierzami. 

Poszedł za nią. 

- Mówiłam ci - jęknęła, odwracając się tyłem, żeby porozpinał 

jej guziczki. - Ale nie. Nie słuchałeś. Ty zawsze wiesz lepiej. Moja 

babka wie, że spaliśmy ze sobą. Czy pojmujesz, jakie to 

upokarzające? 

- Dla mnie to jeszcze gorsze. Nigdy nie spotkałaś mojego wuja, 

ale ja znałem go całe życie. Teraz mam w głowie obraz ich obojga... 

Marina odwróciła się gwałtownie do niego. 

- Nie traktujesz tego dość serio! Ruth wie. Mówi o podwójnym 

ślubie. Może powiedzieć mojej matce. Nie chcę rozmawiać z matką o 

swoim życiu erotycznym. 

RS

background image

 

102 

Dotknął jej policzka. 

- No to nie rozmawiaj. Posłuchaj, na pewno sam bym jej nie 

powiedział, ale się domyśliła. No i co z tego? My wiemy, czego 

chcemy od siebie nawzajem, a czego nie. Nic wielkiego. 

Dla niego najwyraźniej tak, pomyślała gorzko, zastanawiając się 

jednocześnie, czy nie ma jednak racji. Może to ona przesadnie 

zareagowała. 

Ruth weszła do przymierzami. 

- Muszę już iść, bawcie się dobrze. Mam nadzieję, że wszystko 

się uda. Nie tylko dlatego, że ja tego chcę, ale również z powodu tych 

pieniędzy, które tak bardzo przydadzą się waszej rodzinie, Marino. 

Kochana Willow będzie mogła otworzyć ten swój żłobek. 

Potem wyszła, ale Marina nawet tego nie zauważyła. Całą uwagę 

miała zwróconą na twarz Todda, któremu rysy ściągnęły się 

gwałtownie i którego oczy wyraźnie stały się chłodne. 

Cofnął się o krok. 

- Wyjdę, żebyś się mogła przebrać. 

Została sama w przymierzalni. Wściekła i zdezorientowana. 

Dlaczego Ruth w ogóle wspominała o pieniądzach? Kobieta, 

której tak niby zależało na połączeniu ich, wybrała idealny sposób na 

ich rozdzielenie. Jeśli Todd miał jakieś uprzedzenia, to na pewno 

wobec kobiet zainteresowanych nim dla pieniędzy. Miała ochotę 

tupać ze złości. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Miała w 

nosie jego miliony, miliardy, czy ile tam miał. Zakład dotyczący ślubu 

z nim to był żart. Musiał to rozumieć. Tylko czy na pewno? 

RS

background image

 

103 

Zważywszy na jego przeszłość, zakładałby najgorsze, bo to zawsze 

było prawdziwe. 

- To bez znaczenia - powiedziała do siebie, uwalniając się z 

sukni. - Nie tworzymy żadnego związku. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. 

Przyjaciółmi, którzy spali ze sobą. Lecz seks to nie miłość, a nie 

istniała żadna możliwość, by się w nim zakochała, więc jakie 

znaczenie miało to, że źle o niej myśli? A jednak jakoś było to ważne 

i kiedy kilka minut później wyszła z salonu ślubnego, czuła ucisk w 

piersi. 

To: 

Marina_Nelson@mynetwork.LA.com

 

 From: Julie_Nelson@SGC.usa 

Zacznę od tego, że jestem bardzo zaskoczona, że mogłaś się 

przespać z Toddem Astonem III i nic mi nie powiedzieć. Gorzej, 

musiałam o tym usłyszeć od BABKI! Spałaś z Toddem? Spałaś z 

TODDEM??? Kiedy ja jestem za granica i o tyle stref czasowych od 

Was, że nigdy nie usłyszę żadnych szczegółów? 

Wiem, że mówisz Willow wszystko. Nie cierpię być pozostawiana 

poza nawiasem. Z czasem Ci wybaczę, ale na razie nasze siostrzane 

więzy są napięte do granic. 

To: Julie_Nelson@SGC.usa 

From: Marina_Nelson@mynetwork.LA.com 

Od kiedy to stałaś się taką królową dramatu? Siostrzane więzy? 

Ktoś tu przesadnie reaguje. 

Przepraszam, że dowiedziałaś się od babki Ruth. Zamierzałam 

Ci sama powiedzieć, ale nie chciałam takich informacji powierzać 

RS

background image

 

104 

poczcie elektronicznej. Najwyraźniej jestem jedyną osobą przejmującą 

się takimi rzeczami. 

To było tylko raz, a ściślej jedna noc. Tak jakoś to wyszło 

przypadkowo. Dokładniej wyjaśnię Ci później. Szczegóły są dość 

zabawne. Ale najważniejsze, że nie jesteśmy parą, tylko przyjaciółmi, 

którym zdarzyło się przespać ze sobą. Nie planujemy powtórki. 

To: Marina_Nelson@mynetwork.LA.com From: 

Julie_Nelson@SGC.usa 

I to wszystko? Nic więcej nie powiesz? Jakież to żałosne. Żądam 

szczegółów. A FYI6... ludzie nie sypiają ze sobą przypadkowo. To 

świadome działanie/decyzja. Nie oszukasz mnie, dziecinko. No, to co 

się naprawdę dzieje? 

6 FYI - For Your Information (ang.) - dla twojej informacji 

(przyp. tłum.) 

 

Marina długo gapiła się na list, zanim zaczęła odpowiadać. Co 

właściwie działo się pomiędzy nią a Toddem? 

To: 

Julie_Nelson@SGC.usa

 

 From: Marina_Nelson@mynetwork.LA. com Jesteśmy tylko 

przyjaciółmi, przysięgam. Lubię go, czego nigdy bym się nie 

spodziewała, ale nie ma w tym niczego więcej. Tak, spaliśmy ze sobą, 

ale nie będzie powtórki, a po zakończeniu planowania tego wesela 

będziemy się widywać tylko na rodzinnych okazjach, parę razy do 

roku, to wszystko. To tylko miły znajomy. 

RS

background image

 

105 

Specjalny rodzaj znajomego, przyznała sama przed sobą, 

wysyłając e-mail. Ale wciąż tylko znajomy. 

- Jestem spóźniona! - krzyknęła Belinda, gdy Todd wszedł do jej 

studia fotograficznego. - Siądź i poczekaj, zaraz do ciebie przyjdę. 

Uśmiechnął się do recepcjonistki, potem cofnął się do 

przestronnej sali, która stanowiła główną pracownię Belindy. Drobna, 

rudowłosa artystka, ubrana jak Cyganka, stała przed aparatem, 

przyglądając się wystrojonym bliźniaczkom siedzącym na beli siana. 

Identyczne dziewczynki były ubrane w biało-różowe sukienki i miały 

starannie ufryzowane ciemne włosy. 

- Tak... Głowy razem - powiedziała Belinda z uśmiechem - ale 

nie zderzajcie się nimi. Tylko lekkie dotknięcie. 

Dziewczynki wypełniły polecenie. 

- A teraz pomyślcie o poranku Bożego Narodzenia. Obudziłyście 

się, ale wiecie, że jest za wcześnie, by zejść na dół. Przypomnijcie 

sobie, jak jesteście wtedy podekscytowane. Tyle prezentów i wkrótce 

będziecie zdzierać te lśniące papiery i oglądać, co dostałyście. To taka 

frajda, ale musicie poczekać. Pomyślcie o tym. 

Obie dziewczynki uśmiechnęły się, z rozjaśnionymi oczami, a na 

buziach pojawił im się wyraz oczekiwania. Belinda zrobiła kilka 

zdjęć. 

- Naprawdę dobre. 

Odwrócił się i zobaczył Marinę wchodzącą do studia. 

Ostatnie ich spotkanie zakończyło się dość niezręcznie, dzięki 

ciotce Ruth. Oczekiwał jakiegoś poczucia dyskomfortu albo chęci, by 

RS

background image

 

106 

się znaleźć gdziekolwiek, byle nie tutaj. Tymczasem przepełniło go 

oczekiwanie i chęć przyciągnięcia Mariny do siebie. 

- Najlepsze - potwierdził. - Co u ciebie? 

- W porządku. Mam dużo zajęć, ale to miłe. - Popatrzyła na 

bliźniaczki. - Urocze małe dziewczynki. 

- Zgadzam się. 

- Naprawdę? Chcesz mieć dzieci? 

- Jasne. Dużo. Zawsze chciałem mieć własną drużynę 

baseballową. 

- To za dużo. Ale troje czy czworo to akurat. Jak zamierzasz 

mieć te dzieci? 

- Nie mam problemu z posiadaniem rodziny. To żony nie chcę. 

- Czyli adoptujesz? 

Oczy miała koloru nieba. Perfekcyjny odcień błękitu. 

Podobało mu się odczytywanie jej nastrojów i to, że wcale jej 

nie onieśmielał. Kiedy się to skończy, może zdołają pozostać 

przyjaciółmi... Zakładając, że uda mu się pozbyć tego dręczącego 

pragnienia, by się z nią znów kochać. 

- Adopcja to jedna z możliwości - przyznał. - Ale wolałbym 

przekazać nazwisko biologicznym dzieciom. 

- Czyli rodzinną fortunę - zażartowała złośliwie. 

- To też. 

- No to co zrobisz? Zatrudnisz kogoś do rodzenia? Wynajmiesz 

macicę, że tak powiem? 

RS

background image

 

107 

- Może. To też rozwiązanie. - Wzruszył ramionami. Oczy 

Mariny zrobiły się jak spodki. 

- Ja żartowałam! 

- A ja nie. Wszystko da się kupić. 

- Nie obraź się, ale to naprawdę wstrętne. 

- Dlaczego? Zastępcze matki to wcale nie taka rzadkość. Muszę 

być ostrożny. 

- Oczywiście. Co ja sobie myślałam. - Założyła ręce na piersi. - 

To skomplikowany wybór. W końcu biologiczna matka dostarcza 

połowy genów. W dodatku istnieją badania naukowe sugerujące, że 

inteligencję dziedziczy się głównie po matce. 

- Co wyjaśnia, dlaczego mnóstwo mężczyzn sukcesu, którzy 

bardziej dbają o wygląd swoich kobiet niż ich umysł, kończy, mając 

wyjątkowo nieudane dzieci. 

Dezaprobata wręcz z niej parowała, otaczając go chłodnym 

obłokiem, ale pozostał niewzruszony. To jego życie i może robić, co 

mu się żywnie podoba. Jeśli oznacza to dzieci bez żony - to jego 

wybór. 

- Mówisz naprawdę jak pozbawiony uczuć drań - powiedziała. 

- Jestem praktyczny. Odetchnęła głęboko. 

- Biorąc pod uwagę twoją przeszłość, rozumiem, dlaczego tak 

trudno ci komukolwiek zaufać, ale wciąż jakaś część mnie uważa, że 

jednak możesz mieć to wszystko. Możesz się zakochać, ożenić i mieć 

dzieci w tradycyjny sposób. Bez kontraktów. 

- A ty tego chcesz? - zapytał. 

RS

background image

 

108 

- Oczywiście. Jest coś cudownego w byciu częścią rodziny. 

- Nie wydajesz się spieszyć ze znalezieniem pana Właściwego. 

Marina skinęła głową. 

- Wiem, że mam swoje problemy, ale jestem gotowa kiedyś 

zawierzyć. 

- Tylko tak mówisz. 

- Kiedyś w końcu to zrobię. 

Czy na pewno? Bardzo wątpiła. Mogli się bardzo różnić, ale 

oboje cierpieli na podstawowy brak zaufania w sprawach miłości. Ona 

bała się zatracić samą siebie, on zamierzał być czymś więcej niż 

portfelem. 

- Do tego trzeba wiary - powiedziała. - Pewnego dnia znajdę 

kogoś, kto będzie wart rzucenia się głową naprzód, i wtedy skoczę. 

Todd nie był przekonany. 

- Mam nadzieję, że będzie cię miał kto złapać. 

Belinda skończyła pracę z dziećmi, podeszła, uściskała Todda, a 

potem przedstawiła się Marinie. 

- Nigdy jeszcze nie wynajęto mnie z Chin - powiedziała z 

uśmiechem. - To może być zabawne. 

- Jeśli nie masz nic przeciw temu, prześlemy Julie i Ryanowi 

próbki e-mailem - zaproponował Todd. - Razem z Mariną 

wybierzemy kilka sztuk. 

- Jasne, świetnie. Mam tu swoje albumy. Pokażę wam dużo 

różnych zdjęć, a potem wskażę, które są dostępne w wersji cyfrowej. 

Marina zauważyła, jak świetnie Belinda i Todd się rozumieli. 

RS

background image

 

109 

- Jak się spotkaliście? - zapytała. 

Todd jęknął, za to artystka roześmiała się i poklepała go po 

policzku. 

- Jego rodzice wynajęli mnie do zrobienia mu zdjęć w szesnaste 

urodziny. Wszystko wyglądało bardzo poważnie i uroczyście. 

- A jak upokarzająco... - mruknął Todd. Marina uśmiechnęła się 

złośliwie. 

- Czy tamte portrety znajdują się w tych albumach? Belinda 

potrząsnęła głową. 

- Gdybym je tu zamieściła, zamordowałby mnie, ale może 

znajdę jeszcze kilka próbnych odbitek i prześlę ci kopie. 

Marina przysunęła się do Todda i oparła mu głowę na ramieniu. 

- Będę zachwycona. 

- Tylko je wyślij, a nigdy ci nie wybaczę - ostrzegł Todd. 

- Ależ wybaczysz. 

Przez kolejne pół godziny oglądali próbki zdjęć Belindy. Były 

niewiarygodne. Romantyczne, nieprzesłodzone i pełne artyzmu. 

- Ona potrafi pokazać na zdjęciu osobowość - powiedziała 

Marina, wskazując na jedną ze ślubnych fotografii. 

- Popatrz na uśmiech panny młodej. Widać, że to nieco 

postrzelona dziewczyna, ale fajna. 

- No, a on szaleje za nią. 

Przyglądając się szczęśliwym parom, Marina czuła lekką pustkę. 

Pragnęła tego, co oni mieli: miłości i zaufania. 

RS

background image

 

110 

- Każde zdjęcie by się nadawało - powiedziała. - Może po prostu 

dajmy Belindzie adres e-mailowy do Julie i Ryana, żeby im wysłała, 

cokolwiek zechce. Będą zachwyceni jej pracami. 

Wrócili do studia i powiedzieli gospodyni, co uradzili. 

- Oczywiście wyślę duży zestaw - powiedziała Belinda. 

- Ale zanim sobie pójdziecie, chciałabym zrobić wam dwojgu 

parę zdjęć. Znajomy temat może bardzo ułatwić sprawę. 

Todd popatrzył na Marinę, która tylko wzruszyła ramionami. 

- Mam trochę czasu - powiedziała, nie do końca pewna, co 

Belinda miała na myśli. 

- Świetnie. Jestem już przygotowana do następnego spotkania za 

chwilę, więc musimy się pospieszyć. 

Wskazała im stonowaną, szaroniebieską draperię służącą za tło. 

Wokół niej stało mnóstwo świateł, a przed nią aparat na statywie. 

- Stań pośrodku - poleciła Belinda Toddowi. - Ty obok, bardzo 

blisko siebie. Spróbujmy tradycyjnej pozy. Todd, obejmij ją w pasie. 

Marino, połóż swoje dłonie na jego talii. 

Zrobili, jak prosiła. Marina postarała się, jak mogła, żeby 

zignorować ciepło ciała tego mężczyzny i wywołane jego bliskością 

drżenie kolan. Im dłużej ją obejmował, tym bardziej go pragnęła. 

- Szerokie uśmiechy - poleciła Belinda. - Dajcie spokój, nie 

zmuszajcie mnie do powtarzania tej historyjki o świątecznym 

poranku. Robi się nieświeża. Pomyślcie o czymś wspaniałym... Już 

wiem. O ostatnim razie, kiedy uprawialiście seks. 

RS

background image

 

111 

Marina mimowolnie spojrzała do góry i napotkała jego wzrok. 

Pamiętała szczegółowo ich wczorajszą noc. Jego dotyk, śmiech, 

sposoby, którymi skłaniał ją do reakcji, o których nawet nie wiedziała, 

że są możliwe. 

- Idealnie - skomentowała Belinda. - Tak trzymać. A teraz 

pomyślcie o czymś zabawnym, na przykład o tym, jak Todd by 

wyglądał w kostiumie kurczaka z wielgachnym ogonem. 

Kiedy Marina odtworzyła sobie w myśli ten obraz, poczuła, jak 

zadrgały jej wargi. Potem się roześmiała. 

- Wielkie dzięki - prychnął Todd. 

- Byłbyś znakomitym drobiem. 

- Tylko tego mi do szczęścia brakowało. 

Marina wciąż jeszcze się śmiała, gdy Belinda oznajmiła, że 

skończyła. 

- Te zdjęcia też prześlę e-mailem do Julie i Ryana - dodała. - 

Rezerwuję sobie daty, więc gdybyście mogli za jakiś tydzień czy dwa 

powiedzieć, czy mnie chcą, będzie idealnie. 

- Załatwione - obiecał Todd. 

- Dzięki za wszystko - rzekła Marina. - Jesteś niesamowita. 

- Człowiek żyje dla takich słów. 

Marina wyszła za Toddem. 

- Wciąż jesteśmy umówieni na to wesele w sobotę, prawda? - 

upewnił się, kiedy stanęli koło jej samochodu. 

- Masz na myśli to wesele, na które mamy się wprosić? Staram 

się przygotować. 

RS

background image

 

112 

- Wybieramy się tam posłuchać orkiestry. To nie wpraszanie się. 

Nic nie zjemy. Wszystko będzie w porządku. 

- Nigdy jeszcze nie wpraszałam się na wesele - przyznała. - To 

będzie wyjątkowe. 

- Spodoba ci się. 

Pomachała mu ręką i wsiadła. Odmachał i ruszył pierwszy. 

Zanim uruchomiła silnik, przypomniała sobie, co powiedział o 

posiadaniu dzieci bez wiązania się z kobietą. Choć podobała jej się 

jego chęć posiadania rodziny, to smutkiem napawało to, jak 

jednocześnie sam siebie ograniczał, odmawiając zaufania 

komukolwiek. Na ironię zakrawało, że oboje znajdowali się jakby po 

przeciwległych stronach tego samego problemu. On ufał sobie i 

nikomu innemu. Ona ufała wszystkim oprócz siebie. Obojgu 

potrzebne było okazanie jakiegoś aktu wiary, ale czy potrafili? A jeśli 

nie, czy kiedykolwiek spełnią swoje marzenia? 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

113 

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

Późnym sobotnim popołudniem Todd podjeżdżał do UCLA 

przez Westwood 7. Marina zadzwoniła nieco wcześniej i poprosiła, by 

na spotkanie z orkiestrą zabrał ją z kampusu, a nie z domu. Podała mu, 

jak dojechać do jednego z akademików. Znalazł właściwą ulicę, 

skręcił w prawo i sprawdził adres. Spostrzegł Marinę, zanim ustalił, o 

który budynek chodzi. Stała na trawniku z wysokim przystojnym 

chłopakiem. Oboje żywiołowo gestykulowali. 

Kiedy tak patrzył, chłopak przygarnął Marinę i uściskał ją. 

Roześmiała się i ucałowała go w policzek. Coś mrocznego i 

lodowatego skręciło się Toddowi w brzuchu. Zwężonymi oczami 

patrzył, jak Marina miga. Najwyraźniej bardzo dobrze znała tego 

chłopaka. Ale o czym oni, do diabła, rozmawiali? Przez kilka chwil 

migali szybko, potem Marina odwróciła się, zauważyła go i 

pomachała ręką. Chłopak też popatrzył na niego, jeszcze raz ją 

uściskał i skierował się do budynku. 

Kiedy podchodziła do samochodu, Todd czuł się rozdarty 

pomiędzy nierozsądnym poczuciem rozdrażnienia,a podziwem dla 

sposobu, w jaki jej sukienka podkreślała sylwetkę. Do tej pory 

widywał Marinę tylko w bardzo swobodnych strojach, więc sandałki 

na wysokim obcasie, kolczyki i upięta fryzura stanowiły dużą zmianę. 

UCLA - University of California in Los Angeles, Uniwesytet 

Kalifornijski w Los Angeles. Westwood - dzielnica Los Angeles tuż 

obok uniwersytetu, (przyp tłum.) 

RS

background image

 

114 

 

- Jestem gotowa na kryminalny wieczór - oznajmiła, otwierając 

drzwi pasażera i sadowiąc się w samochodzie. - Myślałam o 

przygotowaniu masek, żeby nikt nas nie rozpoznał, ale obawiałam się, 

że za bardzo byśmy się wyróżniali. 

Zignorował żarty i zapatrzył się na wielki budynek. 

- Chodzisz na randki ze studentami? 

- Randki? Och, nie, to był David, jedna z osób, dla których 

migam. Jest na ostatnim roku, ma bardzo ważną randkę, a jego 

samochód padł kilka dni temu, więc pożyczam mu mój. Normalnie 

bym tego nie zrobiła, ale zamierza się oświadczyć, więc uznałam, że 

to sprawa godna wsparcia. 

Popatrzył na nią i w jej oczach zobaczył kombinację rozbawienia 

z irytacją. 

- Tylko tak się zastanawiałem - zaczął się bronić. - Studenci 

mają szczególną reputację. 

- Jasne. To jedyny powód, żeby na mnie napadać. 

- Napadać? To nie w moim stylu. 

Nigdy. To wymagałoby zazdrości, a to uczucie oznaczało, że się 

kogoś obchodzi. Choć lubił Marinę, pomiędzy nimi była tylko 

przyjaźń. 

- Dziwny jesteś, Todd - mruknęła. - Wiesz? 

- Nie dziwny. Czarujący, przystojny, seksowny, tajemniczy. 

Patrzyła na niego nieruchomo. 

- Powiedziałabym, że skomplikowany, ale nic więcej. 

RS

background image

 

115 

- Po prostu nie chcesz przyznać, jak bardzo cię pociągam. 

-Akurat. 

Ale kiedy mówiła, jej wzrok spoczywał na jego ustach. Poczuł 

przypływ gorąca i pożądania, które zmusiły go do niespokojnego 

poprawienia się na siedzeniu. 

Włączył się do ruchu. 

- Przyjęcie jest w Beverly Hills - powiedział. - Wejdziemy, 

pouśmiechamy się uprzejmie, złożymy życzenia, posłuchamy muzyki 

i wyjdziemy. 

- Cokolwiek powiesz - zgodziła się. - To ty jesteś zawodowym 

kryminalistą. Dla mnie będzie to pierwszy raz. 

- Idziemy tylko posłuchać muzyki, to nie jest niezgodne z 

prawem. 

- Przestępcy zawsze mają wymówki. Czy Ryan wie o twojej 

nielegalnej działalności? Jesteście partnerami w biznesie. Powinien 

chronić swoje aktywa. Za chwilę zaczniesz podkradać. 

Starannie utrzymał kamienną powagę. -Nie podkradam. 

- Jasne, że nie. Jesteś jak beatyfikowany. Gdybyż ciotka Ruth 

mogła cię teraz zobaczyć. 

- Dzwoniła do ciebie? Marina spojrzała na niego. 

- Moja babka? Nie, a miała? 

- Nie, nie ma się czym przejmować. 

- Nie możesz tak zacząć tematu, a potem go uciąć. Co się stało? 

RS

background image

 

116 

- Dzwoniła do mnie już kilka razy od czasu tego spotkania w 

salonie ślubnym. Niezbyt subtelnie dawała do zrozumienia, że należy 

przenieść sprawę na wyższy poziom. 

Marina skrzywiła się. 

- Zgaduję, że nie mówiła o ponownym spędzeniu razem nocy? 

- Nie całkiem. 

Ale ciotka kilkakrotnie wspominała o namiętności, sprowadzając 

rozmowę na obszary, których Todd nigdy już nie chciał tykać. 

- Prawdopodobnie nie uznasz tego za dobrą wiadomość, ale 

wygadała wszystko Julie, która najprawdopodobniej powtórzyła 

Ryanowi. 

Spojrzał na nią. 

-Ruth opowiedziała twojej siostrze, że spaliśmy ze sobą? 

- O, tak. Dostałam od Julie kilka bardzo dramatycznych e-maili. 

Obawia się, że wszystko co najlepsze ją omija. 

A on chciał mieć rodzinę. I po co? 

- Co jej odpowiedziałaś? - zapytał. 

- Że pozna szczegóły po powrocie. - Uśmiechnęła się do niego. - 

Jesteśmy bardzo sobie bliskie. 

Miał wrażenie, że żartowała. A może z jego strony były to tylko 

pobożne życzenia. Kobiety rozmawiały, a on nie miał zielonego 

pojęcia, co sobie nawzajem mówią. Podobnie jak wszyscy inni 

normalni mężczyźni na tej planecie nie chciał wiedzieć. 

- Przykro mi, że Ruth jest tak nieprzyjemna - rzekł. -Zdołasz ją 

zignorować, czy mam jakoś zadziałać? 

RS

background image

 

117 

- Ponieważ to nie do mnie wydzwania, mogę. A ty masz problem 

z potraktowaniem jej tak samo? 

-Nie. 

Kochał Ruth, ale nie pozwoliłby, by mu dyktowała, co robić. 

Wiedział, że chciała go wyswatać, a na nic takiego się nie zanosiło. 

- Ten seks prawdopodobnie był błędem - powiedziała Marina 

cicho. - Dobrze, że już nigdy więcej tego nie zrobimy. 

Pomyślał, jak cudownie byłoby, gdyby byli razem. Jaką radość 

odczuwał, dając jej rozkosz, smakując ją, dotykając jej. Jak gładko się 

im rozmawiało, śmiało. Jak bardzo wciąż jej pragnął. 

- Zgadzam się w zupełności - potwierdził zdecydowanie. 

Hotel wygląda niczym wyjęty z filmu, pomyślała Marina, 

przechodząc z Toddem szerokimi, bogato udekorowanymi 

korytarzami do sali balowej, wychodzącej na prywatny ogród. Udało 

im się wśliznąć do środka. Nikt nie zadawał żadnych pytań, nie 

oskarżył o brak zaproszenia, a i tak miała wrażenie, że wszyscy w 

pomieszczeniu wiedzą, że są nieproszonymi gośćmi. 

- Rozluźnij się - mruknął Todd, obejmując ją w pasie. -Tu jest co 

najmniej trzysta osób. Nikt nas nie zauważy. 

- Dobrze, ale żadnego jedzenia czy picia. Prawdopodobnie nie 

powinniśmy nawet siadać i zajmować miejsc prawowitym gościom. 

Uśmiechnął się do niej. 

- Nie przepadasz za łamaniem reguł, prawda? 

RS

background image

 

118 

- Tylko w wyjątkowych okolicznościach. To coś takiego jak 

niezabieranie do przymierzalni więcej niż czterech sztuk ubrań. Choć 

tę zasadę akurat całkiem nieźle łamię. 

Okrążyli salę balową, omijając skupisko stołów po jednej stronie 

i trzymając się blisko parkietu. Pojawił się koło nich kelner, oferujący 

paszteciki. Todd sięgnął do tacy, ale odepchnęła jego rękę. 

- Mamy nie jeść - przypomniała cicho, twardym głosem. 

Zachichotał. 

- Robisz z tego niezłą zabawę. 

- Nie przyszliśmy tu dla zabawy. To poważna sprawa. W 

porządku, szykują się do grania. Dobrze. Możemy posłuchać, potem 

wyjść. 

- Tchórz. 

- Zignoruję cię. - Przyglądała się, jak niewielka orkiestra zajmuje 

miejsca. - Masz rację, niewielu ich jest. Jak myślisz? Alkowa w sali 

balowej ciotki Ruth? 

- Albo przestrzeń pomiędzy kolumnami. Tam będzie lepsza 

akustyka. 

- Słusznie. Chciałabym, żeby już zaczęli. Znakomicie ubrana 

starsza para podeszła do nich. 

- Kitty i Jason Sampson - przedstawiła ich kobieta, sięgając po 

dłoń Mariny. - Jak miło, że przyszliście. 

Marina zamarła. Złapano ich! 

Lecz Todd uśmiechnął się szeroko i odpowiedział: 

- Wszystko jest cudowne, robi wrażenie. Taki szczęśliwy dzień. 

RS

background image

 

119 

Kitty rozpromieniła się. 

- Nieprawdaż? Jesteśmy zachwyceni! 

Jason nachylił się i pocałował Marinę w policzek, potem 

poklepał Todda po ramieniu. 

- Dzięki za dołączenie do nas w takim dniu. To dużo dla nas 

znaczy. 

- Za nic byśmy tego nie przegapili. Sampsonowie odeszli. 

Marina odczekała, aż znajdą się poza zasięgiem wzroku, potem 

ukryła twarz w dłoniach. 

- Pójdziemy do piekła. Już słyszę, jak grawerują nasze imiona na 

łożach. 

- Będziemy mieli łoża w piekle? Spiorunowała go wzrokiem. 

- Wiesz, co mam na myśli. 

- Nic się nie stało. Byliśmy grzeczni i na poziomie. Za pięć 

minut Kitty i Jason w ogóle nie będą nas pamiętać. Daj spokój, 

poradzisz sobie. Patrz, orkiestra zaraz zacznie. 

- Może. Ja tylko nie chcę się czuć winna... - zaczęła. 

- To nie rób tego. Chodź, staniemy sobie w kąciku i będziemy 

się trzymać z dala od kłopotów. 

Mówiąc to, pociągnął ją za rękę na drugą stronę pomieszczenia. 

Choć jego dotyk był zupełnie nieznaczący, jej ciało odpowiedziało na 

niego, jakby właśnie zdarł z niej sukienkę i rozłożył ją na stole. No, 

niech będzie, że na łóżku... w bardzo ustronnym miejscu, bo jej 

reakcja była przeciwieństwem oburzenia. Czuła pożądanie, tylko że 

nie wyłącznie seksualne. Pragnęła być w jego ramionach, 

RS

background image

 

120 

rozmawiając i śmiejąc się. Patrzeć na jego uśmiech, słuchać jego 

głosu i tego wyjątkowego spojrzenia na świat. Pragnęła. .. więcej. 

- Lepiej? - zapytał, gdy zatrzymali się w kącie pomieszczenia, 

blisko orkiestry, ale z dala od głównych tras ruchu gości. - 

Zachowujemy się właściwie jak szpiedzy, ukrywając się za tą rośliną 

doniczkową. 

Dotknął liścia. 

- Wiesz, co to takiego? 

- Nie mam pojęcia. To specjalność Willow. Jednak wygląda na 

prawdziwą. - Pozwoliła sobie na lekkie rozluźnienie. - Tak, dużo 

lepiej. Czuję, że jestem mniej napięta. 

-Znakomicie. 

Posłał jej uśmiech. Wywołane nim drżenie gdzieś głęboko 

musiało mieć coś wspólnego z jego bliskością, ale chyba nie tylko. 

Coś w jej reakcjach wywoływał po prostu on sam. O co tu chodziło? 

Zanim znalazła odpowiedź, koło nich zatrzymał się kelner i 

zaoferował kieliszki z szampanem. 

- Pan i panna młoda będą tu za kilka minut - poinformował. - To 

do toastu. 

Marina uwolniła się od Todda i schowała ręce za siebie. 

- Nie możemy - szepnęła. 

Todd wziął dwa kieliszki i podziękował kelnerowi. Kiedy byli 

już sami, podał jej szampana. 

- Musimy - wyjaśnił. - Pominięcie toastu za państwa młodych 

byłoby i podejrzane, i niegrzeczne. 

RS

background image

 

121 

Przygryzła dolną wargę. 

- To bardzo niebezpieczny pierwszy krok. No, dobrze, uniesiemy 

kieliszki, ale nie wypijemy. 

Do mikrofonu umieszczonego przed orkiestrą podszedł 

mężczyzna, prawdopodobnie drużba. 

- Panie i panowie, proszę o powitanie państwa Samp-sonów. 

Państwo młodzi weszli do sali i rozległ się powszechny aplauz. 

- Wznieśmy toast - ciągnął drużba. - Za parę, która jest 

uosobieniem miłości. Niech każdy ich dzień będzie lepszy od 

poprzedniego. 

Uniósł kieliszek. Goście powtórzyli jego gest. Marina skrzywiła 

się, potem uniosła swój i upiła mały łyk nielegalnego szampana. 

Todd pochylił się ku niej. 

- Dom Perignon. 

- Naprawdę? 

Pociągnęła kolejny łyczek. Trunek był naprawdę dobry. I, 

szczerze mówiąc, jeśli rodziny państwa młodych mogły sobie 

pozwolić na tak drogiego szampana dla całego tłumu, to może dwa 

podwędzone kieliszki nie miały wcale znaczenia. 

- Zaakceptuję szampana - mruknęła - ale na obiad nie 

zostaniemy. 

- Absolutnie nie. Tylko na jeden taniec. 

Orkiestra zaczęła grać. Państwo młodzi wyszli na parkiet i 

zaczęli tańczyć. Marina zignorowała ich, skupiając się na muzyce. 

Była na pewno o wiele bardziej elegancka niż didżej i nie nudna. 

RS

background image

 

122 

- Dobry wybór - powiedziała. - Orkiestra mi się podoba. A teraz 

idziemy. 

- Nie tak szybko. 

Zabrał jej kieliszek i odstawił na mały stolik stojący tuż obok. 

Potem poprowadził ją na parkiet. 

- Co??? 

Spróbowała zaprzeć się obcasami, ale drewniana podłoga była 

zbyt twarda i gładka i nic to nie dało. 

- Nie możemy tańczyć! 

- Dlaczego nie? Wszyscy to robią. 

Rzeczywiście spora liczba gości pojawiła się pośrodku sali, 

dołączając do państwa młodych. Marina uznała, że jeden taniec nie 

sprowadzi katastrofy. Przecież nic nie będą jedli. Odprężyła się więc 

w ramionach Todda i odkryła w nim kolejny talent, którego się nie 

spodziewała. Było nawet lepiej niż przy tym próbnym wirowaniu w 

salonie ślubnym. 

- Dobry jesteś - powiedziała z uznaniem, kiedy wprowadził ją w 

piruet i gładko po nim wychwycił. - Uczyłeś się? 

- Całe lata. 

Muzyka zwolniła, przyciągnął ją do siebie. Oparła mu głowę na 

ramieniu. Jego dłoń spoczywała u dołu jej pleców. Byli przytuleni do 

siebie w sposób jednocześnie zmysłowy i atrakcyjny. 

- Po tym utworze wychodzimy - obiecał, mówiąc jej to wprost 

do ucha. 

-Dobrze. -Zjemy coś? 

RS

background image

 

123 

- Jasne. 

- Na wynos? 

Podniosła głowę i popatrzyła na niego. Namiętność zabarwiła 

jego oczy czernią nocy. Palcem dotknął jej warg. 

- Wiem, co powiesz - odezwał się miękko. - Że zgodziliśmy się 

nie robić tego więcej. Że z wielu powodów byłby to błąd. Jeśli 

naprawdę tego właśnie chcesz, już więcej nie spytam. Cały miniony 

tydzień spędziłem na przekonywaniu samego siebie, dlaczego tak 

powinienem postąpić, ale nic nie osiągnąłem. Pragnę cię, Marino. 

Takie słowa skruszyłyby mur o wiele potężniejszy niż jej. 

- Na wynos - szepnęła. - Idziemy. 

Do niego było bliżej. Siedemnaście minut jazdy wydawało się 

nie mieć końca, być może dlatego, że Todd mnóstwo czasu marnował 

na skubanie wargami jej palców. Naprzemienne dotknięcia wargami, 

językiem i zębami były zadziwiająco podniecające. Niejeden raz była 

o włos od zażądania, by się zatrzymał na poboczu, żeby zrobić to w 

samochodzie. 

Wytrzymała tylko dlatego, że był środek dnia, za mało miała w 

sobie z ekshibicjonistki oraz nie miała ochoty na noc w areszcie. 

Dojechali do jego posiadłości i pospiesznie wysiedli. Otworzył 

drzwi, wciągnął ją do środka, zatrzasnął je, szczęknął zamkiem i 

zagarnął ją w objęcia. Pozwoliła na to chętnie, pełna oczekiwania na 

żar pocałunku. Nie zawiodła się. Obejmowali się i całowali, 

wczuwając nawzajem w swoje ciała, wzajemnie rozpoznając oznaki 

podniecenia. 

RS

background image

 

124 

- Łóżko - zdołał wymamrotać. - Na górze. Idź. 

Takie polecenie zabrzmiałoby zabawnie, gdyby nie była tak 

chętna. Zmusiła się do oderwania się od jego podniecających 

pocałunków i popędziła w stronę schodów. Po drodze zrzuciła buty. 

On też... 

Kiedy w końcu otrzeźwiała, siedział koło niej na schodach, 

uśmiechnięty. Też usiadła i westchnęła. 

- No dalej. Przechwalaj się. Zasłużyłeś. 

- Za chwilę. Spotkamy się w łóżku, dobrze? Wstał. 

- Dokąd idziesz? 

- Niespodzianka. 

Zbiegł ze schodów. Patrzyła za nim, wciąż jeszcze pławiąc się w 

echach rozkoszy, i nagle zdała sobie sprawę, że siedzi naga na 

schodach, nie mając pojęcia, czy gospodyni ma dziś wolne, czy nie. 

Ta myśl poderwała ją na równe nogi. Odszukała dużą sypialnie i 

ledwie zdążyła ściągnąć ciężką narzutę, kiedy Todd wszedł, niosąc 

dwie smukłe szampanówki i butelkę Dom Perignon. Roześmiała się. 

- Mówiłeś, że zawsze masz coś pod ręką. 

- Prawda. 

Otworzył butelkę i wspiął się na łóżko. Nalał po kieliszku, zdjął 

resztki ubrania i dołączył do niej. 

- Za szalone niespodzianki - zaproponował, trącając jej kieliszek 

swoim. - Ty idealnie pasujesz do tej definicji. 

Otworzyła usta i zaraz zamknęła. Nie mogła wydusić słowa, 

nawet oddychać było jej ciężko. Czuła się porażona. I w tym 

RS

background image

 

125 

momencie zrozumiała dlaczego. Patrząc na Todda, na jego przystojną 

i tak teraz znajomą twarz, słuchając jego głosu, siedząc na jego łóżku 

tuż po powrocie z niesamowicie namiętnej podróży, w którą ją zabrał, 

znienacka zdała sobie sprawę ż tego, co usiłowała przez cały czas 

zignorować. 

On był idealny. 

No, może jednak nie idealny. Miał swoje wady. Ale również 

reprezentował wszystko, czego poszukiwała. Troskę, ciepło, bystrość, 

pragnienie rodziny, czułość, wyzwania, zdecydowanie i absolutne 

nieprzejmowanie się faktem, że ona jest inteligentna. 

Idealny. 

W dodatku gdzieś po drodze zakochała się w nim. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

126 

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 

Noc wypełniona ognistym seksem zdołała odwrócić uwagę 

Mariny od nieoczekiwanego wniosku, do którego doszła wcześniej. 

Rano uciekła bardzo wcześnie, mając jako usprawiedliwienie 

umówione spotkanie z Willow. Zakochana w Toddzie? Kiedy? Jak? 

Nie miała zamiaru zakochiwać się w nikim, a jeśli już ta 

niespodziewana rzecz się wydarzyła, to czy musiało to dotyczyć 

mężczyzny, który nigdy, przenigdy, w żadnych okolicznościach nie 

zaufa kobiecie? 

Dotarła jakoś do domu, wzięła prysznic i przebrała się. David, 

jak obiecał, zostawił w nocy jej samochód pod domem, a kluczyki w 

doniczce przy drzwiach frontowych. Wyjęła je stamtąd, wychodząc i 

pojechała do salonu ślubnego, w którym z Willow miały wybrać kilka 

różnych sukienek dla druhen i przesłać ich zdjęcia e-mailem do Julie. 

- Nic paskudnego - zagaiła Willow, kiedy Marina zaparkowała 

koło niej przed salonem i Wysiadła. - Żadnych falbanek ani nic 

takiego, w czym trzeba być wysoką, żeby dobrze wyglądać. Nie 

wiem, czy zauważyłaś, ale ja do wysokich nie należę. 

Marina udała zaskoczenie. 

- Od kiedy? 

- Bardzo śmieszne. Wiesz, o co mi chodzi. Mnóstwo ciuchów 

wygląda fantastycznie na dziewczynie wysokiej jak żyrafa, reszta 

śmiertelników sprawia w tym wrażenie pączków. Odmawiam 

wyglądania jak piłka na ślubie siostry. 

RS

background image

 

127 

Marina uśmiechnęła się łobuzersko. 

- Nic podkreślającego przysadzistość, obiecuję. 

-I lepiej dotrzymaj. Nie chcę zostać przegłosowana przez dwie 

wysokie siostry. 

- Zaufanie jest istotną częścią stosunków pomiędzy nami. 

Willow zmrużyła oczy. 

- Nie ufam nikomu, kto ma tak długie nogi jak ty. Weszły do 

salonu. 

- Widziałam twoje zdjęcia w sukni ślubnej. Coś fantastycznego. 

- Jestem pewna, że Christie przyniesie suknię wybraną przez 

Julie - powiedziała Marina. - Jest bez ramiączek, więc sądzę, że my 

też powinnyśmy coś takiego wybrać, no, może na bardzo cienkich 

ramiączkach. Nic długiego. 

Willow przewróciła oczami. 

- Dzięki Bogu. Mam mnóstwo długich sukienek z poprzednich 

ślubów. A panna młoda zawsze mówi „możesz ją sobie wziąć". 

Pewnie. Przecież tyle jest okazji, na które mogę włożyć pełną 

falbanek króciutką sukienkę o limonkowej barwie. A jeśli już 

mówimy o zieleni, wiem, że to jeden z naszych kolorów, ale daj 

spokój. Jesteśmy blondynkami. Powinnyśmy mieć na sobie odcienie 

różu, prawda? 

- O, tak. Zieleń za bardzo kojarzy mi się z ostatnim zatruciem 

pokarmowym. W życiu tego nie włożę. 

- Widzisz? Tak to powinno wyglądać - skomentowała Willow. - 

Siostrzana solidarność. 

RS

background image

 

128 

Christie podeszła do nich. 

- Dzień dobry paniom. Pani zapewne jest Willow. Mam na imię 

Christie. 

Uścisnęły sobie dłonie. 

-Jesteście gotowe do przymiarki sukni dla druhen? -spytała 

Christie. - Korespondowałam z Julie, miała pewne sugestie. 

Marina popatrzyła na Willow, która jęknęła i spytała słabym 

głosem: 

- Dobre czy złe? Christie uśmiechnęła się. 

- Dobre. Sądzę, że będziecie zadowolone. Willow, czy chciała 

pani obejrzeć suknię wybraną przez Julie? Mogę ją przynieść. 

- Jeśli to nie kłopot, byłoby wspaniale. 

- Z przyjemnością. - Christie popatrzyła na Marinę. -Może 

mogłybyśmy zrobić wstępne dopasowanie, jeśli pani ma dziś czas. 

- Oczywiście. 

- Znakomicie. Proszę za mną. 

Przeszły za sprzedawczynią do sąsiedniego pokoju, 

zawieszonego sukniami dla druhen. Dwie wyeksponowano pod 

ścianą. Jedna była bez ramiączek, dopasowana w talii, potem 

delikatnie rozszerzająca się. Na wierzchu była dodatkowa warstwa 

przejrzystego materiału, z rąbkiem powycinanym w łukowate ząbki. 

Druga suknia była obcisła, z koronką na gorsecie i tulipanowym 

rąbkiem. 

Willow potarła palcami materiał drugiej i uśmiechnęła się. 

RS

background image

 

129 

- Myślę, że obie się nadają. A ty jak sądzisz? Marina skinęła 

głową. 

- Żadna nie jest przerażająca, to muszę Julie przyznać. 

- Dobrze. - Christie wskazała na przymierzalnie. - Dla każdej z 

pań przygotowałam po jednej z tych sukien. Proszę je przymierzyć. 

Wrócę za kilka minut. 

- Co znaczy, że Julie przesłała nasze wymiary - mruknęła 

Willow, kiedy wchodziły do przymierzami. - Czy jej zorganizowanie 

nigdy cię nie przerażało? 

- Nie za bardzo - przyznała Marina, ściągając koszulkę przez 

głowę i rozpinając dżinsy. - Mają tu buty, które też możemy 

przymierzyć, żeby sprawdzić, jak te suknie się sprawdzają przy 

wysokich obcasach. 

Drzwi do jej kabiny się otworzyły. Weszła Willow i zamknęła je 

starannie za sobą. 

- No dobrze - zagaiła. - Co się dzieje? Marina gapiła się na nią. 

- Nic. Wszystko w porządku. 

- Wcale nie. Jesteś... - skrzywiła się. - Nie wiem. Nie potrafię się 

domyślić, o co chodzi, ale „w porządku" na pewno nie odpowiada 

prawdzie. Denerwujesz się czymś? Czy Kane powinien kogoś 

zamordować? 

- Choć doceniam ofertę i jestem pewna, że on też, nic mi nie jest. 

Naprawdę. 

Willow zaplotła ramiona na piersi. 

- Nie wyjdę, dopóki się do wszystkiego nie przyznasz. 

RS

background image

 

130 

- Nie mam się do czego... - Marina westchnęła. - Tak bardzo mi 

zależało, żeby się normalnie zachowywać. 

- Nie za bardzo ci się to udało. - Willow skrzywiła się. - Co się 

stało? To Todd? Skrzywdził cię? 

- No nie, oczywiście, że nie. Nie zrobił niczego niewłaściwego. 

Tylko, że... 

Willow przysunęła się i dotknęła jej ręki. 

- Nie musisz o tym rozmawiać, jeśli nie chcesz. Marina zdołała 

się uśmiechnąć. 

- Tak, oczywiście. Już ci wierzę. Ja tylko... My... - Przełknęła z 

trudem. - Zakochałam się w nim. 

Willow nie odrywała od niej wzroku. -No i...? 

-I nic. Czy to nie wystarczy? Zakochałam się w Toddzie Astonie 

III. Bardzo to szalone? 

Willow uśmiechnęła się i uściskała siostrę. 

- W ogóle nie szalone. To wspaniałe. Jesteś zakochana. Stanu 

wolnego i on też. Ty jesteś wspaniała, on może się okazać kimś, kogo 

reszta rodziny zdoła tolerować. W czym problem? 

Marina opadła bezwładnie na ławkę i ukryła twarz w dłoniach. 

- To mnie przeraża. A jeśli jestem taka sama jak mama? Jeśli 

zagubię samą siebie? Jeśli pozwolę mu, żeby mnie paskudnie 

traktował i będę udawać, że to wystarczy, bo to lepsze niż życie w 

ogóle bez niego? 

Willow usiadła obok. 

RS

background image

 

131 

- A jeżeli nie? - zapytała, obejmując Marinę. - A jeżeli jesteś 

silna, dojrzała i po prostu pozwolisz sobie być szczęśliwa? 

Choć Marina doceniała wsparcie, szczęście jakoś jej tu nie 

pasowało. 

- On ma poważne wady. Willow przewróciła oczami. 

- Oczywiście, że ma. Wszyscy mężczyźni mają. 

- Jest skomplikowany. Nie ufa kobietom. Nigdy, pod żadnym 

pozorem. To totalny brak zaufania bogatego mężczyzny. 

- Jak dla mnie to brzmi raczej prosto - uznała Willow. - I dobrze. 

On nie ufa. Jestem pewna, że nauczyły go tego doświadczenia z 

innymi kobietami. Ale co ty osobiście zrobiłaś takiego, co mogłoby 

spowodować brak zaufania do ciebie? Nic. Czyli potrzeba tylko trochę 

czasu i pracy i przerobisz go na swoją modłę. 

Marina chciałaby, żeby to było takie proste, ale coś jej 

podpowiadało, że Todda nie przekona brak negatywnych działań z jej 

strony. 

- Zawsze byłaś tak optymistyczna? - spytała. 

- Chyba tak - potwierdziła Willow. - Jestem średnią siostrą. 

Moim zadaniem jest widzieć obie strony każdego zagadnienia. Choć 

w tym przypadku widzę tylko twoją. Miej trochę wiary. Wątpię, żeby 

twoje uczucia były jednostronne. Jesteś wspaniała. Ma szczęście, że 

znalazłaś się w jego życiu. 

- To chyba nie ja jestem problemem. To jest on i nie sądzę, żeby 

wiedział, jak sobie z tym poradzić. 

RS

background image

 

132 

- Ty nie musisz tego robić, to jego działka. Marina popatrzyła na 

siostrę. 

- Nie jestem taka jak mama, prawda? Nie zakochuję się w 

człowieku, którego nie da się skłonić do związku? 

- Absolutnie nie przypominasz mamy. Jesteś sobą. Miej trochę 

wiary w siebie. 

Wiara. To wydawało się takie proste, ale Marina nie miała 

pojęcia, jak ją wprowadzić do równania. 

- Nic ci nie jest? - zaniepokoiła się Willow. Marina skinęła 

głową. 

- Mamy suknie do przymierzenia. 

Kilka minut później stały przed trójkrątnym lustrem. 

- Ta mi nie pasuje - skomentowała Willow w sukni z 

ramiączkami. - Przez ten tulipanowy rąbek wydaję się niższa. 

- Jesteś niska - rzuciła złośliwie Marina. - Ale rzeczywiście 

suknia nie pasuje. Obie lepiej wyglądamy w tych bez ramiączek. Mam 

nadzieję, że Julie nie będzie miała nic przeciwko tak ciasnemu 

dopasowaniu w talii. 

Willow uśmiechnęła się. 

- Sądzisz, że będzie nam miała za złe, bo jej brzuch rośnie? 

Hmm... O tym nie pomyślałam. Ale dobrze. Przez chwilę może się 

poczuć niekomfortowo. 

Wygładziła przód sukni. 

RS

background image

 

133 

- Po ślubie z Kane'em od razu spróbujemy mieć dzieci. Już 

jestem podekscytowana. Czuję się tak jak wtedy, gdy pierwszy raz 

próbowałam testów ciążowych, będąc na pigułkach. 

- Nabrzmiała? - spytała Marina ze współczuciem. - To dlatego ja 

ich nie używam. I mam szczęście. 

- Ja też. Ale ta paskudna część już minęła. I dobrze, biorąc pod 

uwagę problem z prezerwatywami. 

Marina przyglądała jej się uważnie. 

- Jaki problem? 

- No wiesz, nie są stuprocentowo pewne. Przy bardzo starannym 

użytkowaniu, w kontrolowanych warunkach badawczych dają 

dziewięćdziesiąt siedem procent pewności. Ale w rzeczywistym 

świecie ten procent jest dużo niższy. 

Willow mówiła dalej, ale Marina nie słuchała. 

Mniej skuteczne? Czyli większe są szanse zajścia w ciążę? A oni 

z Toddem używali tylko prezerwatyw. Ona nigdy niczego innego nie 

stosowała, a on nie pytał. Co prawda  i tak niewiele więcej by się dało 

zdziałać, ale zawsze. Dotknęła brzucha i starała się odprężyć. Nic nie 

mogło się wydarzyć. A może? 

Dwie i pół godziny później Marina w końcu uciekła z salonu 

ślubnego. Musiała odreagować dopasowywanie sukni ślubnej. W 

końcu zdołała wyjść i od razu podjechała do apteki po dwa różne testy 

ciążowe. Miała przekonanie, że wszystko jest w porządku, ale 

dodatkowe, naukowe dowody nie mogły przecież zaszkodzić. Teraz 

RS

background image

 

134 

policzyła dni w kalendarzu i musiała przyznać, że może okres trochę 

się spóźnia. Kilka dni zaledwie, ale jednak. 

Zabrakło jej tchu. W ciąży? Niemożliwe. W ogóle to chciała 

mieć dzieci, ale nie teraz. Nie w taki sposób. Przypomniała sobie te 

okropne opowieści Todda. Jeśli jest w ciąży, on pomyśli, że ona jest 

taka sama jak te wszystkie kobiety w jego życiu. Nigdy jej nie zaufa. 

Przerażona i roztrzęsiona potencjalnymi skutkami, otworzyła 

oba pudełka i wyjęła testy. Kiedy minął przepisowy czas, sprawdziła 

wyniki na dwóch plastikowych paskach i jęknęła. Jeden wskazywał, 

że jest w ciąży, drugi, że nie. 

- Ależ mam dzień - wyjęczała, tłumiąc łzy frustracji. -Muszę 

wiedzieć. 

Złapała pierwsze opakowanie i wykręciła wydrukowany na nim 

bezpłatny numer. 

- Dzień dobry - zagaiła natychmiast po odebraniu. -Kilka minut 

temu użyłam jednego z waszych testów ciążowych oraz drugiego 

innej firmy. Wasz test twierdzi, że nie jestem w ciąży, a drugi, że 

jestem. Komu mam wierzyć? 

- O rany - powiedziała kobieta z firmy. - Nie jest dobrze. Ile 

okres się pani spóźnia? 

- Kilka dni. 

- Dobrze, ma pani kilka opcji do wyboru. Kupić więcej testów i 

sprawdzić, co wyjdzie, albo poczekać. Wiem, że to trudne, ale właśnie 

tak bym radziła. Poczekać jeszcze tydzień i powtórzyć testy. A 

ostateczne rozwiązanie to wizyta u lekarza. 

RS

background image

 

135 

Marina podziękowała rozmówczyni i rozłączyła się. Pójście do 

lekarza nie wchodziło w grę. Był to praktycznie przyjaciel rodziny, a 

jej matka pracowała u niego. Zbyt blisko domu, żeby się w to 

pakować. Mogła znaleźć innego, ale zanim zdoła się umówić na 

wizytę i tak minie co najmniej tydzień. Poczekanie i powtórzenie 

testów miało najwięcej sensu. 

Lecz rozsądek nie miał najmniejszego wpływu na paskudny 

ucisk w brzuchu ani na kłopoty z oddychaniem. W ciąży? Czy to 

możliwe? 

Czując potrzebę porozmawiania z kimś, złapała za telefon i 

zadzwoniła do Willow, której komórka od razu przełączyła się na 

pocztę głosową, czyli siostra zapewne byłą z Kane'em, próbując się 

postarać o dzieci. 

Niespokojna i wciąż przepełniona potrzebą rozmowy Marina 

włączyła laptop. 

To: Julie_Nelson@SGC.usa 

From: Marina_Nelson@mynetwork.LA.com 

Cześć. Tu jest środek dnia, więc jak sądzę, u Ciebie jest środek 

nocy. Co stanowi poważną przeszkodę, bo naprawdę muszę pogadać. 

Nie osobiście, nie chcę też, żebyś Ty dzwoniła. To kosztuje jakiś 

miliard za minutę i prawie cały jutrzejszy dzień będę na zajęciach. 

Tylko że... 

Spóźnia mi się. To znaczy... okres... no, właśnie spóźnia się. 

Kupiłam więc parę testów ciążowych. Jeden mówi, że jestem w ciąży, 

drugi, że nie. Kobieta z firmy poradziła, żebym poczekała z tydzień i 

RS

background image

 

136 

sprawdziła jeszcze raz, co ma sens. Ale czekać cały tydzień na 

informację? Jak to wytrzymać? 

Chcę mieć dzieci. Wcale nie mam nic przeciwko ciąży, byle nie z 

Toddem. On nie ufa nikomu i choć wcale go za to nie winię, nawet nie 

umiem sobie wyobrazić, jak by zareagował, gdybym mu powiedziała, 

że jestem w ciąży. Pomyślałby, że próbuję nim manipulować albo go 

oszukać. Byłoby to straszne. 

Co gorsza... ale tego do czego się zaraz przyznam, nie możesz 

powiedzieć absolutnie nikomu. Myślę, że się w nim zakochałam. 

Marina przerwała na chwilę pisanie, potem westchnęła ciężko. 

Nie. Nie tak. Wiem, że go kocham. Już od pewnego czasu. Może 

nawet od początku. Jestem podekscytowana i przerażona. To znaczy, 

co jeśli jestem taka jak mama? A co jeśli nie? A jeśli nie umiem być 

silna? To i tak dobra możliwość. 

Ale to jest Todd. Czy kiedykolwiek mi zaufa na tyle, żebyśmy 

stworzyli prawdziwy związek? Czy on w ogóle jest czymś takim 

zainteresowany? A jeśli tak, to ciąża wszystko zrujnuje. 

Tak więc wygląda mój dzień. Odpisz jak najszybciej. Już lepiej 

się czuję, „pogadawszy" sobie. Dzięki za wysłuchanie. 

Marina niewiele spała tej nocy, wskutek czego poranne zajęcia z 

chemii nieorganicznej były dla niej trudne. Zrobiła, co mogła, żeby 

rozjaśnić sobie umysł, pozbyć się z myśli prywatnych spraw i skupić 

na wykładzie. Musiała sprawiać wrażenie, że wszystko z nią w 

porządku, bo Jason, jeden z głuchych studentów, tylko dwukrotnie się 

skrzywił. 

RS

background image

 

137 

Po zakończeniu zajęć umówiła się z nim na inny dzień w 

laboratorium i poszła do samochodu. Przeciskała się przez tłum 

studentów zatopiona w myślach, które rozbiegały jej się w tysiącu 

kierunkach naraz. 

Czy jest w ciąży? Jak to powiedzieć Toddowi? A jeśli nie jest? 

Czy go to zasmuci? 

Czuła się rozdarta. Kochała Todda i byłaby zachwycona, mając z 

nim dziecko. Z drugiej strony, znając jego przeszłość, wątpiła, czy 

kiedykolwiek zdołaliby pokonać jego wrodzony brak zaufania do 

kobiet, z nią włącznie. Najsensowniej byłoby, żeby dziecko nie 

istniało. Tyle tylko, że nie potrafiła przekonać samej siebie do 

pragnienia takiego rozwiązania.    

Solidny sen, pomyślała, przechodząc przez parking. Potrzebny 

mi długi sen. 

Naraz pojawił się przed nią znajomy, kosztowny kabriolet. Okno 

kierowcy zjechało w dół i zobaczyła przed sobą rozwścieczoną twarz 

wpatrującego się w nią Todda. 

- Wsiadaj - warknął beznamiętnie. - Musimy pogadać. 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

138 

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

 

Wiedział. Widziała to w lodowatym spojrzeniu jego oczu. 

Marina nie była całkiem zaskoczona. Julie musiała powiedzieć 

Ryanowi, a on i Todd byli sobie bliscy jak bracia. 

- Pojadę za tobą do twojego domu - oznajmiła, wiedząc, że 

jakakolwiek rozsądna rozmowa z Toddem w tej chwili nie ma szans. 

Lepiej móc wyjechać w każdej chwili, nie czekając na odwiezienie. 

Otworzył usta, ale zanim zdołał się odezwać, dodała: 

- Pojadę za tobą. Na tyle powinieneś być zdolny mi zaufać. 

- Dlaczego? - zapytał bez ogródek. Jednak jednocześnie zaczął 

zamykać okno i podjechał o kilka metrów do przodu, umożliwiając jej 

wyjechanie z parkingu. 

Dwadzieścia minut później zajechała na znajomy, kamienny 

podjazd przed ogromnym domem, który zaczęła już lubić. Lecz kiedy 

wysiadła z samochodu, czuła bardzo nieprzyjemną kombinację obaw i 

paniki. Znając Todda, nie spodziewała się, by cokolwiek w tej sprawie 

dobrze przyjął. 

Weszli do środka bez słowa. Doszła do wniosku, że to ona 

powinna zacząć rozmowę, ale nie miała pojęcia jak. Nie wiedziała też, 

ile on wie. To mógł być dobry początek. 

Podążyła za nim do gabinetu i położyła torebkę na jednym ze 

skórzanych foteli stojących w tym pełnym książek pomieszczeniu. 

RS

background image

 

139 

- Czy Ryan przesłał ci streszczenie, czy po prostu dołączył mój 

list? - zapytała, przypominając sobie nagle przy -znanie się do 

zakochania. Na pewno tym Julie się nie podzieliła z narzeczonym. 

- Podał mi fakty. - Wzrok Todda opadł na jej brzuch. - Że 

podejrzewasz, że jesteś w ciąży. 

Z jego tonu nie potrafiła wywnioskować, co myśli. Jak dotąd, 

język jego ciała wydawał się starannie kontrolowany, powinna więc 

poczuć się trochę lepiej. Tyle tylko, że nic takiego nie nastąpiło. W 

jego zachowaniu był taki chłód, taka gorycz, że zdawało się, że w 

pokoju zrobiło się zimno. Mimo całkiem przyjemnej temperatury 

zadrżała. 

- Nie wiem, czy jestem w ciąży - oznajmiła. - Powiedział ci o 

dwóch różnych testach? 

Todd poruszył się za biurkiem, odwrócił się twarzą do niej. 

- Pozwól, że ci coś wyjaśnię. Próbowały mną manipulować 

kobiety o wiele bardziej doświadczone niż ty, Marino. Nie wygrasz tej 

gry. 

Poczuła się, jakby dostała w twarz. 

- Nie gram w żadną grę. Jak mogłabym? Nie jestem taka i 

dobrze o tym wiesz. Znasz mnie, Todd. 

- Doprawdy? To ty możesz tu zarobić milion dolarów. Patrzyła 

na niego nieruchomo. 

- Nie bądź śmieszny. To tylko idiotyczny pomysł Ruth. 

- Zaproponowała wycofanie oferty, ale ty to odrzuciłaś. Mróz 

przebiegł jej po plecach. 

RS

background image

 

140 

- Żartowałam. Cały czas traktowałam to jak żart. Wyraz jego 

twarzy wyraźnie wskazywał, że w ogóle jej nie wierzy. Miała 

wrażenie, że ściany się na nią walą. Podeszła o krok do niego. 

- To idiotyczne. Zostaliśmy przyjaciółmi. Śmialiśmy się razem, 

rozmawialiśmy o swoich nadziejach i marzeniach. Nie jestem żadną 

manipulatorką polującą na twoje pieniądze. Niech to diabli, Todd, nie 

usiłowałam cię złapać w pułapkę. Ty też chciałeś się ze mną kochać. 

Byłeś wyjątkowo spolegliwym uczestnikiem. 

Otworzył szufladę i wyjął kartkę papieru. 

- Jeśli nadal będziesz utrzymywać, że jesteś w ciąży, żądam 

potwierdzenia tego faktu w niezależnym badaniu przeprowadzonym 

przez lekarza, którego ja wybiorę. W trakcie badania będę obecny ja i 

mój prawnik. 

- Utrzymywać, że jestem w ciąży? - powtórzyła drżącym, 

zduszonym głosem. - Przecież mówię, że nie wiem, jak jest! Jak mogę 

być bardziej szczera? 

To też zignorował. 

- Jeśli jesteś w ciąży, żądam ustalenia ojcostwa przez badanie 

DNA w momencie narodzin. Jeśli naprawdę jestem ojcem, będziemy 

musieli zaaranżować jakieś porozumienie dotyczące praw 

rodzicielskich. 

Patrzył na nią nieruchomo. 

-Na twoim miejscu nie liczyłbym na wygranie tej wojny. 

Zupełnie jakby ją ktoś zamknął w zamrażarce. Z zimna prawie 

nie mogła oddychać. Zamknęła oczy, przypomniawszy sobie jego 

RS

background image

 

141 

słowa o pragnieniu posiadania dzieci bez matki. Czy taki był jego 

plan? Zabrać jej dziecko? 

- Tu nie chodzi o mnie - powiedziała. - W ogóle nie. Tu chodzi o 

twoją przeszłość. Ja mam zapłacić za to, co inne kobiety ci zrobiły. 

- Czy moja ciotka zaofiarowała ci milion dolarów? Nie mogła 

wygrać. Nie pozwoli jej na to. 

- Tak. 

- Czy odrzuciłaś ofertę? -Nie. 

Nie miało sensu wyjaśnianie, że traktowała to jak dobry dowcip. 

Nigdy nie podejrzewała, że choćby go polubi, a co dopiero, że się w 

nim zakocha. 

- To jak proszenie o gwiazdkę z nieba - powiedziała, mimo że 

wiedziała, że to tylko strata czasu. - Oczywiście, powiedziałam, że 

wezmę je, ale to było jak zgoda na podniesienie Titanica na jednej 

ręce. W ogóle nie miało się to wydarzyć. Pieniądze były absolutnie 

nierealne. 

Podeszła jeszcze o krok, choć przy tym ogromnym biurku 

pomiędzy nimi był to gest bez znaczenia. 

- Chciałam zapewnić siostrze wspaniałe wesele - powiedziała. - 

Tak jak ty chciałeś tego dla Ryana. Mieliśmy współpracować. Z 

początku wcale cię nie lubiłam, lecz później zostaliśmy przyjaciółmi i 

było to wspaniałe. Nie zohydzaj tego, Todd. 

- Daj mi jeden powód, dla którego miałbym ci zaufać. 

RS

background image

 

142 

- Zaufania nie da się uzasadnić. Trzeba na nie zasłużyć, co 

zajmuje czas. Podaj mi choć jedną sytuację, w której zawiodłam twoje 

zaufanie. 

- Mogę ci podać ich milion. Zajście w ciążę tylko potwierdza to, 

o co ci od początku chodziło. 

Ogarnęła ją groza. 

- To był żart... - zaczęła, ale zrezygnowała. Po co się wysilać? 

Chwyciła torebkę i wyjęła komórkę. Miała numer Ruth w 

książce adresowej. Nacisnęła „wybierz". 

- Witaj, tu Marina - powiedziała, uzyskawszy połączenie. - 

Muszę ci powiedzieć, że nie jestem zainteresowana tym milionem 

dolarów. Cokolwiek się zdarzy, nie chcę tych pieniędzy. 

Babka westchnęła. 

- Nigdy ich nie chciałaś, kochanie. Wiem o tym. 

- Todd nie. 

- O, tak. Potrafi być uparty. Ale w końcu będzie rozsądny. 

Marina popatrzyła na jego nieugiętą minę, jednoznaczny wyraz oczu. 

- Wcale nie byłabym tego pewna. 

- Wiem, że sprawia wrażenie, jakby trzeba było solidnie nad nim 

popracować, ale ostatecznie się to opłaci. Miej trochę wiary. 

- Spróbuję. - Wyłączyła telefon. 

Wiara. Czy dość jej było na całym świecie? 

- To nic nie znaczy - odezwał się. - Wiesz, że możesz uzyskać 

nawet więcej ode mnie. 

RS

background image

 

143 

W tym momencie ostatecznie zrozumiała. Nie miała żadnych 

szans go przekonać. W tym rzecz. 

- Gdyby nie ta sprawa z ciążą, znalazłoby się coś innego - 

powiedziała, bardziej do siebie niż do niego. - Jesteś zdecydowany 

nigdy mi nie zaufać, a ludzie zazwyczaj osiągają to, do czego dążą. 

Jeśli oczekujesz najgorszego, dostaniesz to. 

- Odetchnęła głęboko. - Pewnego dnia może docenię ironię tej 

sytuacji. Tak bardzo się bałam, że jestem taka jak moja mama. Byłam 

przerażona, że mogę się zatracić w mężczyźnie. Nigdy nie przestałam 

myśleć o niebezpieczeństwie zakochania się w kimś, kto nie będzie 

potrafił odwzajemnić uczucia. W moim przekonaniu to ja byłam 

osobą mającą wielki problem. - Wsunęła komórkę do kieszeni 

dżinsów i zgarnęła torebkę. - Ale to nieprawda. Byłam gotowa 

zaryzykować z tobą. Przerażona i pełna obaw, ale wciąż gotowa 

zrobić ten następny krok. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że 

wszystkie moje lęki nie mają znaczenia. Bo to ty nie byłeś gotów. 

Wyraz jego twarzy się nie zmienił. Nie była pewna, czy dobrze 

wyjaśniła, o co jej chodzi, może oprócz wyraźnego sygnału, że coś się 

kończy. 

- Jedyny sposób, by przekonać cię, że w ogóle nie chodzi mi o 

pieniądze, to nie być w ciąży i nie spotkać się z tobą już nigdy więcej 

- dodała. - Nic nie mogę zrobić z tym, czy mam dziecko, czy nie, ale 

mogę zniknąć z twojego życia. Jeśli rzeczywiście jestem w ciąży, coś 

ustalimy. Coś uczciwego. Pod żadnym pozorem nie zdołasz, ot tak, po 

prostu zabrać mi dziecka. A jeśli nie jestem w ciąży, to będziemy 

RS

background image

 

144 

musieli tylko jeszcze jeden raz mieć styczność ze sobą, na weselu, a 

potem każde pójdzie swoją drogą. 

Podeszła do drzwi. Odwróciła się jeszcze. 

- Wiem, że się boisz, Todd. Ja też. Ale zakochałam się w tobie i 

jestem gotowa stawić czoło swoim lękom. Może nie jestem tą 

właściwą dla ciebie osobą. Może nie chcesz się o mnie troszczyć, i w 

porządku. Ale jeśli nigdy nie Zatroszczysz się o nikogo, wredne suki 

wygrają. Mogą cię nie zdobyć, ale dopilnują, żeby żadnej innej też się 

to nie udało. Czeka cię wyjątkowo paskudne życie. 

Odczekał z wyjściem z gabinetu do chwili, gdy usłyszał 

zamykające się drzwi wejściowe. Pustka domu napierała na niego, 

lecz było to niczym w porównaniu z furią wywołaną jej zdradą. 

Jedyną kobietą, której mógłby być może zaufać, była Marina. Tyle 

tylko, że okazała się taka sama jak wszystkie. 

W ciąży, pomyślał ponuro. W porządku. Jeśli chciała grać w tę 

grę, on podejmie wyzwanie. Zabierze dziecko i założy taką rodzinę, 

jakiej zawsze chciał. Ona dostanie odszkodowanie, ale nic więcej. 

Przyznał, że była genetycznie bardzo dobrą kandydatką na matkę jego 

potomstwa. Inteligentna, zdrowa, zdecydowana. Wynajmie nianię i 

zostanie ojcem. To był plan, a zawsze czuł się lepiej, mając 

przygotowane ustalenia. Dziś jednak nie. W piersi paliła go pustka. 

Miał ochotę czymś rzucić. Przebić pięścią ścianę. Nie chciał być taki 

jak one. Chciał jej ufać. 

Czego nie mógł zrobić. 

RS

background image

 

145 

Mógłby dać jej drugą szansę, gdyby się przyznała i błagała go o 

zrozumienie. Gdyby nie powiedziała, że go kocha. Bo to była 

największa zdrada. Wykorzystanie czegoś, czego naprawdę pragnął, 

po to, by nim manipulować. Tego nigdy nie mógł wybaczyć. 

Marina miała wrażenie, że naprawdę utonie we łzach. Płynęły i 

płynęły, a jej ciałem wstrząsały kolejne łkania. Ból był silniejszy niż 

cokolwiek, czego w życiu doświadczyła. Zupełnie jakby została 

pozbawiona powietrza, niezbędnego do przeżycia. Tyle że nie 

umierała. Cierpiała tylko i modliła się, by się poczuć lepiej. 

Willow obejmowała ją i pocieszała cichutko. 

- Jak mam przestać go kochać? - zapytała Marina przez ściśnięte 

gardło, czując się jak pobita. - Powiedz mi, jak. 

- Nie mam pojęcia - przyznała miękko Willow. - Lecz 

znajdziemy sposób. 

Prawie tydzień później Todd wszedł do kwiaciarni sfinalizować 

zamówienie na kwiaty. Chciał się upewnić, że ślub Ryana i Julie 

będzie się im podobał, ale jednocześnie prawie całą uwagę miał 

skupioną na fakcie, że znów zobaczy Marinę. 

Oczekiwał, że zadzwoni, ale nie zrobiła tego. Co to oznaczało? 

Twierdziła, że go kocha, a potem zniknęła. Jeśli mówiła prawdę o 

swoim uczuciu, czy nie powinna próbować go odzyskać? 

Zrobił to, co właściwe - zostawił wiadomość, nie próbując się 

ponownie skontaktować. Lecz ona nie oddzwoniła, a teraz, stojąc 

wśród kwiatów, zdał sobie sprawę, że niecierpliwie czeka, by ją znów 

zobaczyć. Wiedział, że nie powinien. Wiedział, że ona pogrywa sobie 

RS

background image

 

146 

z nim, jednak nic nie mógł poradzić na rosnące mu w duszy 

oczekiwanie. 

Weszła dokładnie o umówionym czasie. Choć starał się pozostać 

nieruchomo i nie powiedział ani słowa, jego ciało zareagowało na jej 

bliskość. Pragnął się pochylić i odetchnąć wonią jej ciała. Niech to 

diabli. Coś z nim jest nie tak. Przecież wiedział lepiej. Wystarczy się 

przyjrzeć temu, co zrobiła. Tylko co naprawdę zrobiła? Czy 

rzeczywiście wierzył, że Marina chciała go wrobić? 

- Za godzinę mam zajęcia - powiedziała - więc dokonaj 

ostatecznego wyboru kwiatów. 

Podała mu kilka wydrukowanych e-maili. 

- To są pomysły Julie na bukiet. Jestem pewna, że Beatrice zdoła 

sporządzić coś pięknego. 

- Nie zostajesz? - spytał, wiedząc, że mówi jak idiota. Co 

dziwne, miał nadzieję, że spędzą popołudnie razem. 

-Nie, nie mogę opuścić zajęć. Wiem, że wesele jest w przyszłym 

tygodniu, ale wszystko inne już zostało załatwione. Julie i Ryan wrócą 

w ten weekend. 

Rozejrzała się, jakby się upewniając, że są sami, potem ściszyła 

głos. 

- Wątpliwości zostały rozwiane. Nie jestem w ciąży. 

- Powtórzyłaś testy? 

- Nie musiałam. 

Nie było dziecka. Nie zdołał wyczytać z jej twarzy, co myślała, 

ale sam był zszokowany falą smutku, która go ogarnęła. 

RS

background image

 

147 

- Jestem pewna, że ci ulżyło - powiedziała. - Mnie na pewno. 

Oczywiście chcę mieć dzieci. Ale nie z tobą. 

Jej słowa dokonały tego, co zamierzała. Zraniły go głęboko. 

- W tych okolicznościach... - zaczął.  

Potrząsnęła głową. 

- Rozumiem, że jesteś rozgoryczony. Każdy by był. Nawet 

rozumiem twoje problemy, ale nie ma usprawiedliwienia dla tego, co 

mi powiedziałeś i jak mnie potraktowałeś. Zagroziłeś mi odebraniem 

dziecka. Oskarżyłeś o umyślne kłamstwo dla korzyści finansowych. 

Dokonałeś osądu i podjąłeś decyzje, zanim poznałeś wszystkie fakty. 

Myliłeś się co do mnie, Todd. Bardzo. Nigdy nie chodziło mi o 

pieniądze. - Wyprostowała się. - A najboleśniejsze jest to, że według 

mnie też wiedziałeś, że się mylisz. Sądzę, że w głębi duszy mi 

wierzyłeś, ale nie potrafiłeś się do tego przyznać. Dlatego 

zaatakowałeś. Nad tym nie mogę przejść do porządku. Przypuszczam, 

że jedynym jaśniejszym punktem w tej sprawie jest fakt, że i ja się 

myliłam co do ciebie. Niesłusznie uważałam, że jesteś wyjątkowy. 

Błędnie sądziłam, że jesteś typem mężczyzny, w którym mogę się 

zakochać. 

Powiedziawszy to, tak jak poprzednio, wyszła i zostawiła go 

samego. 

Tym razem jednak było inaczej. Tym razem, gdy wyszła, zdał 

sobie sprawę, ile stracił. Zrozumiał, że pomimo tej ciąży, jego 

przeszłości, jej obaw i wszystkiego tego, co się pomiędzy nimi 

wydarzyło, zakochał się w niej. Lecz było już za późno. 

RS

background image

 

148 

ROZDZIAŁ DWUNASTY 

 

We wtorek, po pracy, Todd sortował pocztę. Na samym spodzie 

stosu znajdowała się sztywna, duża koperta bez adresu zwrotnego. 

Otworzył ją i wyjął kilka zdjęć. Zrobione w studiu Belindy próbki do 

wysłania Ryanowi i Julie. Najwyraźniej artystka postanowiła przysłać 

mu kopie. Zaczął oglądać duże odbitki. Marina stała w jego 

ramionach, patrząc w górę na niego, usta miała rozciągnięte w 

uśmiechu. On spoglądał na nią w dół z taką intensywnością, że 

przyglądając się zdjęciu, zaczął się zastanawiać, co wtedy myślał. 

W jej pozie była jakaś swoboda i bliskość. Aparat uchwycił to, 

czego nigdy nie pozwolił sobie dostrzec - jak bardzo do siebie z 

Mariną pasowali. 

W tych obrazach było coś jeszcze. Coś w jej oczach. Miłość. 

Obejrzał wszystkie sześć, zaniósł je do gabinetu i usiadł za biurkiem. 

Włączył lampę, ułożył zdjęcia na blacie i pozwolił im przemówić. Na 

jednym zobaczył ślad wesołości, na drugim seksualne pożądanie. 

Uśmiech, który mówił o wspólnym sekrecie. Szarpiący duszę ból, 

który poczuł, zaatakował go z niepowtarzalną subtelnością 

rozpędzonego parowozu. Coś mrocznego narastało w nim, 

wyciskając zeń życie. Stracił ją. Tak był pewien, że nigdy nikogo nie 

będzie pragnął, że podjął decyzję, by pozwolić jej odejść, zanim w 

ogóle pojął, co to znaczy ją mieć. Założył, że nie będzie miała 

znaczenia, że nie będzie nikim specjalnym. Odrzucił dar jej miłości, 

nie zdając sobie sprawy, że mógł go zmienić na zawsze. 

RS

background image

 

149 

Teraz, samotny, odczuwał jej stratę. Pragnął usłyszeć, jak się 

śmieje, zobaczyć jej uśmiech, dotykać jej, przytulać ją. Chciał, by ona 

go pragnęła - nie tylko w łóżku, ale w całym życiu. Chciał, by za nim 

tęskniła, by razem z nim się starzała. By go kochała. 

Wsunął zdjęcia z powrotem do koperty. Dała mu wyjątkowo 

jasno do zrozumienia, że nie jest nim już więcej zainteresowana. Że 

go nie kocha. Przymknął oczy na chwilę. Marina nie należała do osób 

łatwo ofiarujących serce. Czy to możliwe, że była zdolna wyłączyć 

swoje uczucia, czy też blefowała, bo wszystko inne było zbyt bolesne? 

Czy wciąż jeszcze istniała jakaś szansa? 

Wstał i zdał sobie sprawę, że szanse, nadzieje czy życzenia nic 

nie znaczą. Zawsze do upadłego walczył, by zdobyć to, czego chciał. 

Skoro potrafił aż tyle poświęcić tak trywialnej i nieistotnej rzeczy jak 

biznes, o ile więcej będzie gotów zrobić, by przekonać jedyną kobietę, 

którą pokochał, by dała mu szansę? 

Marina usłyszała pukanie do frontowych drzwi, kiedy robiła 

kawę. Natychmiast pomyślała, że to Todd, czołgający się, by ją błagać 

o drugą szansę. Ten obraz byłby zabawny, gdyby jej reakcja nie była 

tak nieprawdopodobnie smutna. Nawet wiedząc, kim on jest, i jak źle 

poradził sobie z sytuacją, desperacko chciała mu dać tę szansę. Co 

czyniło z niej kompletną idiotkę. 

Lecz ta świadomość nie powstrzymała jej serca przed silnym 

biciem w oczekiwaniu, kiedy otwierała drzwi. I chociaż stojąca przed 

nimi osoba nie była nim i tak sprawiła jej prawie taką samą radość. 

- Julie! Wróciłaś! 

RS

background image

 

150 

Siostry rzuciły się sobie w ramiona. Ściskały się, pokrzykiwały i 

tańczyły w otwartych drzwiach. W końcu Marina cofnęła się, by się 

przyjrzeć zmianom z ostatnich sześciu tygodni. 

- Prawie nic po tobie nie widać - powiedziała, patrząc na brzuch 

siostry - ale wyglądasz na taką szczęśliwą. 

To była prawda. Twarz Julie promieniała zadowoleniem. 

- Jestem szczęśliwa - potwierdziła. - Wróciliśmy z Ryanem 

wczoraj w nocy, a ja chciałam się przede wszystkim z tobą zobaczyć. 

Co u ciebie? 

Marina wprowadziła ją do mieszkania. 

- W porządku. 

Julie nie sprawiała wrażenia przekonanej. 

- Nie może być w porządku. 

- No dobrze, to co powiesz na przystosowywanie się? To 

zadziała? 

- Może. - Julie uściskała ją ponownie. - Żałujesz, że jednak nie 

masz dziecka? 

- I tak, i nie. Byłam podniecona myślą o ciąży. Przerażona, ale i 

podniecona. A potem, kiedy Todd wycofał się rakiem, wiedziałam, że 

dziecko z nim byłoby poważnym błędem. Nie jest gotów 

komukolwiek zaufać. Nie mogę budować związku z człowiekiem, 

który myśli o mnie wszystko co najgorsze. A na pewno nie mogę mieć 

z nim dziecka. Czyli brak ciąży jest nader korzystny, prawda? 

Marina robiła, co mogła, żeby mówić spokojnie, logicznie i 

racjonalnie, ale serce ją bolało. Tęskniła za Toddem, żałowała 

RS

background image

 

151 

dziecka, co już było zupełnym szaleństwem, i nie miała pojęcia, kiedy 

zdoła wrócić do dawnej siebie. 

- Och, Marino - wymamrotała Julie - tak mi przykro. Z powodu 

tego wszystkiego. Nie powinnam była prosić was obojga, żebyście 

organizowali to moje wesele. 

Marina wzięła ją za rękę i podprowadziła do sofy. Usiadły w 

przeciwległych rogach. 

- Ty nie masz z tym nic wspólnego - powiedziała jej Marina 

uczciwie. - Todd i ja jesteśmy całkowicie odpowiedzialni za to, co się 

wydarzyło. Poza tym on nie jest w moim typie. 

- Najwyraźniej jednak jest - powiedziała Julie. 

- Tak, zainteresowaliśmy się sobą, myślałam, że jest w tym coś 

więcej, ale skończyło się paskudnie. Przynajmniej jednak poznałam 

prawdę o nim. Nie spędzę reszty życia, tęskniąc za człowiekiem, który 

nigdy nie mógł być tym, kto mi jest potrzebny. 

- Czyli już sobie poradziłaś? - Julie nie wydawała się 

przekonana. 

- Pracuję nad tym. Dobra wiadomość jest taka, że skoro 

zakochałam się w nim, mogę się też zakochać i w kimś innym. To 

tylko kwestia czasu. 

- Takie to proste? 

- Nie sądzę, żeby było to proste. 

Pomyślała o Toddzie, jak ją rozśmieszał, jak byli do siebie 

podobni, ó wiele bardziej, niżby się kiedykolwiek spodziewała. 

RS

background image

 

152 

- Tęsknię za nim. Już dość długo, ale dojdę do siebie, a potem 

pójdę dalej. 

- Co ze ślubem, próbą i próbnym obiadem? - spytała Julie. - Czy 

to będzie zbyt trudne dla ciebie? Może wolałabyś nie przychodzić? 

Marina potrząsnęła głową. 

- To twój ślub. Oczywiście, że będę. Kocham cię i chcę 

zobaczyć, jak z Ryanem stajecie się małżeństwem. Poza tym sporo 

zainwestowałam w to wydarzenie. 

-Ale Todd... 

- Poradzę sobie z tym - obiecała, mając nadzieję, że to prawda. - 

To tylko jeden wieczór i jeden dzień. Jestem twarda. Nie przejmuj się 

mną. Tylko skup się na sobie i swoim szczęśliwym dniu. Wychodzisz 

za mąż za Ryana. 

Julie uśmiechnęła się z taką miłością, że aż pojaśniało w pokoju. 

- Wiem. Nie wierzę, że go znalazłam, że jestem taką szczęściarą. 

Dzięki ci za wszystko, co zrobiłaś. Dzięki za idealne przygotowanie 

ślubu. 

Marina musiała zamrugać, by odpędzić łzy. 

- Jeszcze mi nie dziękuj. Jeszcze nic nie widziałaś. Powiedziałaś, 

że na przyjęcie chciałaś temat dżungli, prawda? Bo znaleźliśmy 

wyjątkowo urocze, małe, pluszowe żyraf-ki na prezenty weselne, nie 

wspominając już o nagraniach z odgłosami dżungli. 

Julie przełknęła z trudem. 

- Nie. Nie zrobisz tego. 

- Tylko poczekaj, a sama zobaczysz. 

RS

background image

 

153 

Próbny obiad wyznaczono na wtorek przed ślubem. Marina 

spędziła większość popołudnia w gorących wałkach, w skazanej na 

porażkę próbie zmuszenia włosów, by nie były tak przeraźliwie 

proste. Samą próbą wesela w ogóle się nie przejmowała, za to obiad to 

już inna sprawa. Miała na nim być tylko rodzina - Julie, Ryan, 

Willow, Kane, Todd, ona sama, ich mama, Ruth i rodzice Todda i 

Ryana. Oznaczało to niewielki stół i mnóstwo rozmów. W dodatku jej 

matka nic nie wiedziała o jej relacjach z Toddem... O ile Ruth nie 

podzieliła się z nią tą informacją, tak jak z Julie. 

Marina jęknęła na tę myśl, potem zarzuciła sukienkę i zapięła ją. 

Ciemnoniebieski materiał podkreślił błękit jej oczu, a dopasowanie 

sukni spowodowało, że czuła się wyjątkowo szczupło. Makijaż już 

zrobiła, więc pozostało jej ułożenie włosów. Wyjęła z nich wałki, 

schyliła się i zaczęła przeczesywać włosy palcami. Kiedy już były 

luźne i - jak miała nadzieję - wyglądały seksownie, wyciągnęła rękę, 

sięgając po lakier, ale zamiast niego natrafiła na dłoń. 

Wrzasnęła, wyprostowała się gwałtownie i odskoczyła. 

Todd stał przy toaletce w jej sypialni. Panował tu bałagan, choć 

wydało jej się to zupełnie nieistotne, kiedy zdała sobie sprawę, jak 

intensywnie bije jej serce. 

- Co tu robisz? - zapytała. - Jak tu wszedłeś? Nie mogłeś 

zapukać? 

Przynajmniej była ubrana, ale jego pojawienie się było dla niej 

szokiem. 

RS

background image

 

154 

- Pukałem kilkakrotnie, potem sprawdziłem drzwi. Były otwarte. 

U ciebie wszystko dobrze? 

Nie. Wcale tak nie było. Zaryzykowała zerknięcie do lustra i 

zobaczyła, że włosy nie wyglądają tak paskudnie, jak się obawiała, 

więc opuściła ręce. 

- Nie powinnaś zostawiać niezamkniętych drzwi - powiedział. 

- Przejechałeś taki kawał drogi tylko po to, żeby mi to 

powiedzieć? W porządku. Nie powinnam. Zazwyczaj tego nie robię. 

Nie wiem, dlaczego zrobiłam to dzisiaj. 

Odwrócenie uwagi, pomyślała. Rozproszyła ją świadomość 

oczekiwania na spotkanie z nim, a teraz, kiedy stał przed nią, 

wiedziała dlaczego. 

Nadal go kochała. 

- Dlaczego tu przyszedłeś? - zapytała. 

- Chciałem z tobą porozmawiać - odparł. - Są pewne sprawy, 

które musimy rozwiązać. 

Prawda. Próbny obiad. 

- Ja sobie z tym radzę - powiedziała, mając nadzieję, że się nie 

myli. - Tak, kłopotliwe będzie otoczenie rodziną. Przemyślałam 

wszystko i myślę, że sobie poradzimy. W końcu nie spotykamy się od 

paru lat. Nikt właściwie nic nie wie. No, moje siostry i Ruth, ale one 

nic nie powiedzą. Planowaliśmy razem wesele, nic więcej. 

Jego ciemne oczy spoczęły na jej twarzy. 

- Czy to jest wszystko, co się wydarzyło? 

- Tylko do tego jestem gotowa się przyznać. 

RS

background image

 

155 

- Dziś wieczorem mam wznieść toast na próbnym obiedzie. 

Byłbym niezmiernie wdzięczny, gdybyś uważnie go posłuchała i 

powiedziała, co mogę w nim poprawić. 

Chciał jej rady? Co gorsza, była na tyle żałosna, żeby się na to 

zgodzić. 

- Dobrze. Czytaj. 

Z kieszeni koszuli wyjął kartkę i rozłożył ją. 

- Biblia mówi nam, że miłość jest dobrem. Mędrcy, że może 

zmienić bieg historii. Naukowcy, że miłość to chemia. Poeci, że jest 

wieczna. Ale prawdziwa miłość jest czymś więcej. Oznacza wiarę i 

ryzyko. Oznacza poświęcenie siebie, by zawsze być dla kogoś i 

wierzyć, że ten ktoś jest dla ciebie. Miłość to jazda kolejką górską 

życia. Miłość to wiara w siebie i w ukochaną osobę. Dla Julie i Ryana 

miłość to oni. 

Jego słowa otoczyły ją jak objęcia. Jednocześnie chciało jej się 

śmiać i płakać, ale przede wszystkim chciała podejść do niego i 

powiedzieć, że niezależnie od okoliczności zawsze będzie go kochać. 

Że dla niej to właśnie jest miłość. Skąd on to wiedział? 

Zamiast tego powiedziała: 

- Pięknie. Będą głęboko poruszeni. Podszedł o krok. 

- Naprawdę tak myślę. Bardzo długo nie wiedziałem, co 

powiedzieć o nich, wstępujących w związek małżeński. Myślałem, że 

Ryan jest głupcem, ufając Julie. W końcu wygrała ze mną i cieszyłem 

się jego szczęściem. Ale mu nie zazdrościłem. Nigdy nie pragnąłem 

RS

background image

 

156 

tego, co on miał... aż do dzisiaj. - Uśmiechnął się krzywo. - Nie Julie, 

tylko tego wszystkiego związanego z miłością. 

- Dobrze to wiedzieć - wymamrotała, mimo że miała ściśnięte 

gardło. 

- Znasz moją przeszłość - ciągnął. - Wiesz, dlaczego byłem tak 

zahamowany, nigdy się nie angażowałem emocjonalnie. Wiesz, czego 

się boję. 

- Wiem. 

- Kiedy powiedziałaś, że jesteś w ciąży, pomyślałem, że jesteś 

taka sama jak te wszystkie żmije - powiedział, patrząc jej prosto w 

oczy. - Byłem wściekły, ale bardziej na siebie niż na ciebie. Byłem 

wściekły na siebie za pragnienie, żebyś była inna. Za pragnienie, by 

uwierzyć, że mnie nie wrobiłaś. Powiedziałem wiele słów, które nigdy 

nie powinny zostać wypowiedziane. Byłem w błędzie. Bo ty nie jesteś 

taka jak one. 

Oczy zaszły jej łzami, ale mrugnięciem oczyściła wzrok 

Podszedł do niej o krok. 

- Marino, kiedy mi powiedziałaś, że nie ma żadnego dziecka, 

byłem zdruzgotany. Chcę mieć z tobą dzieci. Kocham cię. Chcę się z 

tobą ożenić i zestarzeć razem z tobą. Pragnę żyć z tobą w tym moim 

przeklętym domu i patrzeć, jak zmieniasz wszystko w moim życiu. 

Pragnę wierzyć w wieczność. 

Już znajdowała się na emocjonalnej krawędzi, prawie nie 

wierząc, że naprawdę mówi to wszystko do niej. W tym momencie 

zaskoczył ją, przyklękając na jedno kolano, biorąc ją za rękę i pytając: 

RS

background image

 

157 

- Czy możesz mi wybaczyć? Możesz mi dać drugą szansę ?-

Zawierzysz sobie i uwierzysz we mnie? Wyjdziesz za mnie? 

Nie zamierzała się rozpłakać, ale tak się stało. Zdołała też skinąć 

potakująco głową, co najwyraźniej wystarczyło, bo Todd stał i 

przytulał ją. Zatopiła się w jego uścisku i była pewna, że zawsze 

będzie się czuła przy nim bezpieczna. 

Mocno przyciskał ją do siebie. 

- Kocham cię - wyszeptał jej do ucha. - Chyba pokochałem cię 

od pierwszej chwili. Bezpiecznie było pozostać przyjaciółmi, więc 

przestałem się pilnować. Pewnego dnia obudziłem się i byłaś częścią 

mnie. Bardzo przepraszam za to, co powiedziałem, jak zareagowałem. 

-W porządku. Rozumiem. - Popatrzyła na niego i uśmiechnęła 

się przez łzy. - Ja też cię kocham. 

Otarł jej twarz palcami. 

- Cieszę się, że nie zmieniłaś zdania. 

- Chciałam, ale nie potrafiłam. Chyba jestem kobietą absolutnie 

monogamiczną. 

-I dzięki Bogu. 

Roześmiała się, on też. Potem pocałował ją. Przy pierwszym 

muśnięciu jego warg wszystko w jej świecie wróciło na właściwe 

miejsce. 

- Musimy pójść na próbę - powiedział, kiedy w końcu oderwali 

się od siebie dla zaczerpnięcia tchu. - Ale najpierw... 

Z kieszeni spodni wyjął małe pudełeczko. 

RS

background image

 

158 

- Należał do mojej babci. Jeśli ci się nie spodoba, wybierzemy 

coś innego. 

Otworzył pudełko, a jej zaparło dech. W welwetowej wyściółce 

błyszczał pierścień z brylantem. Wielki, centralny kamień otaczały 

mniejsze brylanty. Ich błyski prawie ją oślepiły. 

- Jest przepiękny - wyszeptała. - Ale naprawdę... 

- Wielki? - Uśmiechnął się. - My, Astonowie, nic nie robimy 

połowicznie. Razem jest to osiem karatów. 

- O rany! 

- Za dużo? 

- Przyzwyczaję się. 

Wsunął jej pierścień na palec, pasował idealnie. 

- Był ci przeznaczony - powiedział i pocałował ją. - Kocham cię, 

Marino. 

- Ja też cię kocham. - Poddała się jego objęciom, ale po chwili 

odsunęła się. - Czy to znaczy, że będzie też Todd Aston IV? 

- Prawdopodobnie. 

- Przeżyję to. - Spojrzała na pierścień i zsunęła go z palca. Skinął 

głową. 

- Po weselu? 

- Jeśli nie masz nic przeciwko temu. Nie chcę odwracać uwagi 

od Julie i Ryana. 

- Będziemy mieli całe życie na świętowanie. 

Położył pudełeczko na toaletce i umieścił w nim pierścień. 

Potem wyszli razem. 

RS

background image

 

159 

- Mam parę bardzo specyficznych pomysłów dotyczących 

naszego wesela - powiedział; kiedy podnosiła torebkę. - Kolory. 

Aranżacje. 

Westchnęła. 

- Czyli sądzisz, że damy radę zaplanować je razem? 

- Z tym poradziliśmy sobie całkiem nieźle. Stanowimy świetny 

zespół. 

- To prawda. 

RS


Document Outline