background image
background image

Katherine Garbera

Więcej niż seks

Tłumaczenie: Anna Sawisz

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2022

background image

Tytuł oryginału: In Bed with His Rival

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2020

Redaktor serii: Ewa Godycka

© 2020 by Harlequin Books S.A.

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa

2022

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books

S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub

całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek

podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest

całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi znakami

należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego

licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do

HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być

wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-8225-3

background image

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / 

Woblink

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Piper  Holloway  jak  prawie  wszyscy  uwielbiała  śluby  i  wesela.

W końcu to takie radosne wydarzenia.

Jej  siostrzenica  Harley  i  Grant  Everett  długo  czekali  na  szczęśliwe

zakończenie. 

Piper 

nie 

odmówiła 

im 

swojego 

udziału

i  błogosławieństwa  na  nową  drogę  życia,  choć  samotne  uczestnictwo
w tego rodzaju uroczystościach nie należy do przyjemności.

Przy  takich  okazjach  zawsze  nękały  ją  wątpliwości  co  do  obranej

drogi  życia,  choć  na  co  dzień  chwaliła  sobie  los  singielki.  Uprawianie
sztuki oraz własna firma wypełniały jej życie i dawały oparcie o wiele
solidniejsze niż jakikolwiek facet.

Choć co do biznesu, to nie rozwijał się on już tak dobrze jak dotąd.

Mimo  iż  Piper  nie  miała  udziałów  w  Wingate  Enterprises,  ludzie
uwierzyli, że maczała palce w nie do końca jasnych poczynaniach tego
koncernu  i  prowadzona  przez  nią  galeria  zaczęła  notować  spadek
zainteresowania ze strony klientów.

Ale  to  nieważne.  Teraz  ma  się  cieszyć  szczęściem  siostrzenicy

i wspierać swoją siostrę Avę, która właśnie wyprowadziła się od Keitha
i  zaczynała  żyć  w  pojedynkę.  Po  śmierci  męża  źle  znosiła  samotność.
I  wtedy  dawny  przyjaciel  podał  jej  pomocną  dłoń.  Wszystko  byłoby
okej,  gdyby  nie  to,  że  Ava  w  jakimś  momencie  zorientowała  się,  że
Keith liczy na romantyczny związek…

No  cóż,  dziś  wieczorem  wszystkim  im  przyda  się  odrobina  dobrej

zabawy.

background image

W Royal w stanie Teksas był właśnie cudowny sobotni listopadowy

wieczór.  Piper  mieszkała  w  Dallas,  ale  zawsze  tęskniła  za  rodzinnym
miastem. Ostatnio często tu bywała, pomagając siostrze i reszcie rodziny
wyplątać się z biznesowego skandalu. Plotki czyniły z życia jej bliskich
istne  piekło.  A  oni  przecież  nie  mieli  nic  wspólnego  z  przemytem
narkotyków.

W  toku  śledztwa  zamrożono  cały  kapitał  firmy  Wingate  i  zajęto

rodową rezydencję. A Harley tak marzyła, by ślub brać właśnie w domu
przodków…

Musiała  się  zadowolić  ranczem  rodziców  Granta.  Uroczystość  była

oczywiście  mniej  okazała,  na  ślub  przyszli  tylko  ci,  którzy  nawet
w  niesprzyjających  okolicznościach  chcieli  zademonstrować  swoje
przywiązanie do Wingatów i Hollowayów.

Dom Everettów też był dość obszerny i wraz z obejściem wspaniale

udekorowany przez Harley na okoliczność wesela. Sam ślub i przyjęcie
młodzi  zdecydowali  się  zorganizować  w  budynku  starej  stodoły,  który
do  potrzeb  uroczystości  przystosowała  Beth,  starsza  siostra  panny
młodej.

Grupka  gości  okazała  się  nawet  większa,  niż  się  spodziewano.  Na

szczęście  nie  pojawił  się  „wujek”  Keith,  jego  obecność  na  pewno  nie
poprawiłaby humoru Avie. Siostra Piper mimo upływu dwóch lat nadal
była  w  żałobie  po  śmierci  ukochanego  męża  i  zaloty  Keitha  budziły
tylko  powszechny  niesmak.  Piper  nigdy  się  na  ten  temat  nie
wypowiadała, ale i jej wydawało się, że Keith był wobec Avy stanowczo
nadopiekuńczy,  tłamsił  ją,  wskutek  czego  ta  jej  niegdyś  pełna  życia
siostra była teraz tylko cieniem dawnej siebie.

W  wytwornej  sukni  matki  panny  młodej  wyglądała  przepięknie,

choć była w widoczny sposób zmęczona i lekko spięta. Najważniejsze,
że ma za sobą pierwszy krok w kierunku odzyskiwania dawnego życia

background image

i energii. Dość już tej żałoby. Tym bardziej że starszej o dziewiętnaście
lat  od  Piper  aktualnej  liderce  rodu  Wingatów  ostatnie  miesiące  nieźle
dały w kość.

– W coś ty się ubrała? – Ava podeszła do Piper, zadając to obcesowe

pytanie. – Wiem, że to nie jest wielkie wesele, ale mogłaś bardziej się
postarać.

–  To  sukienka  od  greckiego  projektanta  –  odparła  młodsza  siostra,

przełykając zniewagę i całując Avę w policzek. – Pomyślałam, że będzie
pasować  do  okoliczności.  Przesłałam  jej  nawet  zdjęcie  Harley  do
akceptacji. A jak tam śledztwo?

– Znam je tylko z plotek. Może Miles wie coś więcej.

– Podejrzewają już kogoś?

Piper  wiedziała,  że  siostra  chce  wrócić  do  kierowania  rodzinnym

biznesem, ale na razie są to plany palcem na wodzie pisane.

– Tak, ale nie wolno mi z nikim o tym rozmawiać – powiedziała Ava

cierpkim tonem. – A już na pewno nie w dniu czyjegoś ślubu. Ty tego
nie zrozumiesz, bo nigdy nie byłaś zamężna.

–  Jasne,  Ava.  Przepraszam  cię,  Zeke  i  Reagan  do  mnie  machają,

pogadamy  później.  A  ty  musisz  pełnić  obowiązki  matki  panny  młodej,
zwłaszcza że nie ma już z nami Trenta.

Umierając,  Trent  Wingate  osierocił  poniekąd  ich  wszystkich,  ale

szczególnie dotkliwie brak ukochanego ojca musiała odczuwać Harley.
Po  jego  śmierci  uciekła  do  Tajlandii,  gdzie  założyła  własną,  świetnie
teraz prosperującą firmę.

Piper udała się w kierunku baru.

–  Postawić  ci  drinka?  –  usłyszała  za  plecami  głęboki  i  mroczny

męski głos.

background image

Jakby  pochodził  z  malowanych  przez  nią  obrazów,  w  których

ujawniała swoje sny i marzenia.

Odwróciła  się  i  ujrzała  Briana  Coopera.  Wysoki,  krótko  przycięte

ciemne  włosy,  męskie  rysy  twarzy.  Miły  uśmiech,  inteligentne
spojrzenie.  Kilka  razy  proponował  jej  wspólną  kawę,  ale  zawsze
odmawiała.

Choć  spełniał  wiele  z  wymogów,  które  stawiała  facetom.

Błyskotliwy,  nie  pozbawiony  charyzmy.  Łatwo  traciła  przy  nim  rezon,
choć była starsza, a więc i bardziej doświadczona. Wolała więc trzymać
się od niego z daleka.

Ale  nie  chodziło  tylko  o  różnicę  wieku  –  te  głupie  jedenaście  lat.

Brian  był  bratankiem  Keitha  Coopera,  a  to  już  gmatwało  sprawę
w poważniejszym stopniu. A Piper nie lubiła komplikacji.

– Tu pije się za darmo – zauważyła.

– Wiem – odparł, unosząc brwi. – Po prostu myślałem, że na takie

pytanie trudniej ci będzie odpowiedzieć odmownie.

Szelmowski  uśmiech  przydawał  mu  niewymuszonego  wdzięku,

który powodował u niej szybsze bicie serca.

–  Mam  ochotę  na  zwykłą  tequilę,  ale  ze  względu  na  Avę  poproszę

o sauvignon blanc.

– Zawsze działasz pod jej dyktando? – zdziwił się Brian. – No tak,

wy wszyscy tańczycie, jak ona wam zagra.

– A zwłaszcza twój wuj – odcięła się.

– Pewnie masz rację. Dawno go nie widziałem, byłem bardzo zajęty.

Zakładałem  w  Dallas  własną  kancelarię  adwokacką  –  powiedział,  po
czym odchrząknął znacząco. – Naprawdę powiedziałem to na głos?

– Tak – roześmiała się.

background image

– Nie chciałem się chwalić. Ja po prostu…

– No już dobrze. Czego się napijesz?

Siedli obok siebie przy kontuarze.

– Czystej z lodem.

– Boże, już zaczynam żałować, że zamawiam białe wino.

– Bądź sobą i pij to, na co masz ochotę. Ja nie jestem Avą Wingate.

Piper nie mogła sobie przypomnieć, kiedy po raz ostatni zdarzyło jej

się  być  na  luzie.  Poprosiła  dla  siebie  o  tequilę.  Podała  Brianowi  jego
szklankę, odeszli od baru i usiedli pod ścianą.

– Widzę, że mam na ciebie zły wpływ – zauważył. – Twoje zdrowie.

– I twoje. – Piper stuknęła się z nim kieliszkiem.

Musiała przyznać, że tequila smakuje o niebo lepiej niż białe wino.

Poczuła się znowu sobą, a nie tą perfekcyjną siostrą, którą usiłowała coś
udawać,  ilekroć  przyjeżdżała  do  Royal.  W  końcu  stuknęła  jej  już
czterdziestka, nie musi ciągle zabiegać o uznanie ze strony Avy.

–  Dzięki,  przypomniałeś  mi,  na  czym  polega  dobra  zabawa  –

odezwała się. – Mogłam to zrobić sama, ale i tak się cieszę.

Brian  powoli  sączył  wódkę.  Wydawało  mu  się,  że  od  zawsze  zna

Piper  Halloway,  a  naprawdę  spotkał  ją  zaledwie  parę  miesięcy  temu.
Była fajna, odjechana i w dodatku cholernie seksowna. Pragnął jej, śnił
o niej po nocach, a rano budził się ze wzwodem, chociaż myślał, że takie
młodzieńcze niespodzianki dawno ma za sobą.

Spotykał  się  z  różnymi  kobietami,  przyprowadzał  je  do  siebie,  ale

żadna  nie  dorównywała  jego  wyobrażeniom  o  Piper.  Tak,  to  było
pożądanie i im bardziej go odrzucała, tym bardziej jej pragnął.

background image

A  może  ten  wspólny  drink  wystarczy  i  po  nim  wszystko  mu

przejdzie? Intuicja podpowiadała jednak, że to niemożliwe, a ona rzadko
się myli.

Co go w niej tak pociąga?

To  że  jest  dumna  i  nieprzystępna?  Zresztą  nieważne.  Siedzą  i  piją

razem, rozmawiają. Czego chcieć więcej?

Wiele ich różniło. Ona to artystyczna dusza, on obiecujący prawnik,

specjalista od prawa rodzinnego. Ale przeciwieństwa się przyciągają…

Spojrzał na nią. Niebanalna, uosobienie kreatywności. Począwszy od

fryzury  przez  grecką  suknię  w  jaskrawym  szafirowym  odcieniu,  której
głęboki dekolt pozwala dojrzeć wspaniałe krągłości jędrnego biustu.

Wysoka, do tego buty na obcasach, dzięki czemu prawie dorównuje

mu  wzrostem.  Pije  tequilę,  przy  każdym  łyku  przymyka  oczy.  Jest  to
nieprzytomnie erotyczne. Musi się opanować, ale nic nie poradzi na to,
że  te  drinki  piłby  teraz  najchętniej,  będąc  sam  na  sam  z  nią  u  siebie
w domu.

Wyobrażał  sobie,  jak  stoi  obok  niego  całkiem  naga.  Oj,  to

niebezpieczne. Zmysłowa współczesna boginka.

–  Wpadłem  w  zeszłym  tygodniu  do  twojej  galerii,  ale  cię  nie

zastałem  –  powiedział  i  zaraz  pomyślał,  że  pora  kończyć  tę  grę.
Najpierw  chełpi  się  na  poważnie  swoją  firmą,  a  teraz  to  niezdarne
zagranie w stylu mało rozgarniętego podrywacza…

– Byłam w mieście. Skąd miała wiedzieć, że przyjdziesz?

– Jasne. Powinienem był zadzwonić.

– Niezły pomysł.

– Ale ty nie chcesz się ze mną spotykać. Zapraszałem cię na kawę do

Zekego…

background image

–  Szczerze?  –  odparła,  czerwieniąc  się  i  przekrzywiając  głowę  na

bok. – Nie jestem pewna, co o tobie myśleć. Nie podobał mi się wpływ,
jaki  Keith  wywierał  na  moją  siostrę  po  śmierci  Trenta.  Bałam  się,  że
możesz być do niego podobny.

A to go zgasiła! Nie powinien być tym zaskoczony. Ich rodziny… To

może nie był przypadek Kapuletich i Montekich, ale już nie były sobie
tak bliskie jak za życia Trenta. Brian przyjaźnił się z Zekiem i powinien
wiedzieć, że rodzina Avy nie przepada za jego wujem. Sam uważał, że
Keith  zbyt  szybko  zamieszkał  z Avą,  gdy  owdowiała.  Ale  cóż,  widać
potrzebowała bliskości…

– W porządku. Wprawdzie nie jestem moim wujem, ale poniekąd cię

rozumiem – przytaknął Brian.

– Dzięki – odparła oschle.

Jęknął i pomyślał, że albo powinien się jeszcze napić wódki, albo się

więcej nie odzywać.

– Zatańczysz? – zaproponowała. – Uwielbiam tę piosenkę.

– Nie umiem tańczyć – wyznał.

–  W  takim  razie  widzimy  się  później  –  powiedziała,  podając  mu

swój pusty kieliszek.

Weszła na parkiet. Patrzył, jak z gracją porusza się i z uśmiechem na

ustach uczy tańca Daniela, wnuka siostry.

–  Chłopie,  dlaczego  tu  stoisz,  zamiast  tańczyć  z  kobietą,  którą  od

miesięcy usiłujesz poderwać? – zapytał go Zeke.

– Nie umiem tańczyć – wyjaśnił Brian. – A w ogóle to jedna wielka

katastrofa.  Przy  niej  nie  potrafię  się  nawet  jasno  wysłowić.  Więc
oszczędź mi dalszych ciosów.

background image

– Ja też nie lubię tego typu muzyki, ale jeśli twoja dama ciągnie cię

na parkiet, musisz iść.

– Ona nie jest moją damą.

– I nigdy nią nie będzie, jeśli będziesz tu stał jak jakiś kołek.

Po tych słowach Zeke poszedł szukać Reagan i już po chwili oboje

szaleli na parkiecie.

Brian dokończył swoją wódkę, postawił szklankę i kieliszek na tacy

kelnera i też udał się na parkiet.

– Hej, możesz mnie tego nauczyć? – zapytał Daniela.

–  Jasne  –  odparł  czterolatek  i  zaczął  mu  pokazywać  poszczególne

kroki.

Naśladowanie go sprawiło Brianowi autentyczną przyjemność. Piper

przyglądała się im, śmiejąc się w głos. W końcu muzyka ucichła i Brian
podziękował chłopcu.

– Jak ja ci się odwdzięczę, kolego?

– Lubię żelki – uśmiechnął się dzieciak.

– Okej, będę pamiętać. Zatańczysz ze mną? – zwrócił się do Piper,

gdy zespół zaczął grać spokojną melodię.

–  Odmówiłabym,  gdyby  nie  to,  że  przed  chwilę  dałeś  z  siebie

wszystko – odparła.

Wziął  ją  w  ramiona  i  przeszył  go  dreszcz.  Krew  zaczęła  szybciej

krążyć  w  żyłach.  Najchętniej  zaciągnąłby  ją  teraz  do  swojego
mieszkania w Royal, ale przecież dopiero co wypili razem drinka. Zbyt
szybkie tempo. Ale zawsze sobie takie narzucał, kiedy dążył do celu.

A  teraz  chciał  mieć  Piper  w  łóżku.  Tyle  że  ona  należy  do  kobiet,

które łatwo spłoszyć.

background image

Budowanie  zaufania  wymaga  czasu,  a  cierpliwość  nie  była

najmocniejszą  stroną  Briana.  Dla  Piper  jednak  się  postara.  Bo  po  zbyt
gwałtownym płomieniu pozostają tylko popiół i zgliszcza. Oraz dym.

Piper  wmawiała  sobie,  że  nie  jest  zainteresowana  Brianem

Cooperem, ale po kilku chwilach spędzonym z nim na parkiecie dotarło
do  niej,  że  to  nieprawda.  W  wielkim  namiocie  rozpiętym  w  ogrodzie
rancza  Everettów  połyskiwały  rozwieszone  światełka,  a  przenośne
piecyki chroniły przed listopadowym chłodem. Na przyjęciu byli obecni
wyłącznie ludzie, którzy nie opuścili Wingate’ów w kryzysie, który ich
dotknął.

Między  innymi  Brian.  Zeke  i  Reagan  mówili  jej,  jak  bardzo  im

pomaga  i  jak  wiele  to  dla  nich  znaczy.  No  i  między  nią  a  Brianem
istniało seksualne napięcie, którego nie była w stanie dłużej ignorować.
Nie powinna wypuszczać go z rąk.

Do  licha  z  ostrożnością.  Jego  dotyk  przeszywał  ją  niczym  prąd.

A poza wszystkim, wbrew swoim deklaracjom, Brian nieźle radzi sobie
na parkiecie.

Poczuła niepokój, który nigdy nie dawał się jej we znaki w Dallas,

gdzie  jej  życie  toczyło  się  według  ustalonej  rutyny.  Ale  tu,  w  Royal,
chaos,  który  wdarł  się  do  jej  rodziny,  uświadomił  jej,  że  wszystko  się
zmienia.  Może  i  ją  czeka  przemiana?  Zaczęło  się  od  drobiazgu:  od
zamówienia tequili, co oznaczało wyrwanie się spod kontroli Avy.

A  co  teraz?  Piper  poczuła,  że  jest  gotowa  na  coś  lekkomyślnego

i brawurowego.

Ale przecież Brian nie jest facetem dla niej.

To przyjaciel rodziny. Może teraz jest nawet bliższy niż „wuj” Keith,

który  ostatnio  przestał  być  dobrze  widziany.  Czy  Briana  także
należałoby się wystrzegać?

background image

– Jeszcze jeden drink? – zapytał, gdy muzyka ucichła.

– Byłoby cudownie.

W  tym  momencie  Lauren  Roberts  poprosiła  Piper  o  chwilę

rozmowy, więc Brian ofiarował się, że przyniesie drinki im obu.

Uspokój  się,  dziewczyno,  powiedziała  sobie  Piper,  śledząc  go

wzrokiem i podziwiając jego sylwetkę.

– W czym mogę ci pomóc? – zwróciła się do Lauren.

Po  Royal  krążyły  plotki,  że  ta  piękna  brunetka,  właścicielka  food-

trucków, przymierza się do otworzenia własnej restauracji.

– Pod twoją nieobecność odwiedziłam galerię i wiele rzeczy bardzo

mi się tam spodobało. Twoja asystentka poradziła mi, żeby zwrócić się
z tym do ciebie i bliżej określić moje oczekiwania – oznajmiła Lauren. –
Wesele  to  może  nie  najlepsza  okazja  do  takich  rozmów,  ale  nie
chciałabym w tym celu ponownie wybierać się do Dallas.

– Czemu nie, możemy porozmawiać – odparła Piper. – Lubię gadać

o sztuce. Chętnie wybiorę coś do twojej restauracji, to będzie dla mnie
nowe doświadczenie. To zdaje się ma być lokal w stylu „z gospodarstwa
prosto na stół”, z lokalnymi produktami?

– Zgadza się, taki mam zamiar.

–  W  takim  razie  wystrój  też  powinien  nawiązywać  do  tych  okolic.

Mam  kolegów,  który  mogliby  pomóc  ci  dotrzeć  do  miejscowych
twórców. Szukasz obrazów czy raczej zdjęć?

– Bo ja wiem? Chodzi mi o to, żeby goście, patrząc na ściany, mieli

przekonanie, że znaleźli się w fajnym miejscu – odparła Lauren.

– Czyli nie kupisz nic w ciemno? – roześmiała się Piper.

–  Przenigdy.  Współinwestorką  jest  Gracie  Diaz,  ona  też  chce  mieć

wpływ na wystrój.

background image

– Okej, spróbuję się rozejrzeć i coś zaproponować. Wstępnie wyślę

wam  kilka  ofert,  żebyście  mogły  precyzyjnie  określić  wasze
oczekiwania. Co ty na to?

–  Świetny  pomysł,  dziękuję  –  odparła  Lauren.  –  A  przy  okazji…

Wiem, że to nie moja broszka, ale… czy ty spotykasz się z Brianem?

–  Nie,  po  prostu  tak  jakoś  tu  na  siebie  wpadliśmy.  Zdaje  się,  że

przyszedł sam.

– To dobrze. Mam nadzieję, że nie jest taki jak Keith. Sutton uważa

Briana za równego gościa.

Równy gość…

– Świetnie – odparła Piper.

– Co jest świetne? – zapytał Brian, wręczając jej kieliszek tequili.

– Ta impreza – odparła Lauren, oddalając się.

–  Cieszę  się,  że  Harley  i  Grant  odnaleźli  się  po  latach  i  że  wyjadą

razem do Tajlandii – powiedział Brian do Piper.

– Tak, Grant to świetny chłopak. Czasy niby się zmieniły, ale i dziś

nie  każdy  facet  zdecyduje  się  pójść  za  swoją  kobietą  dosłownie  na
koniec świata.

– Sam nie wiem, czy bym się zdecydował opuścić swój kraj – odparł

Brian, pocierając czubek nosa. – Ale nie mnie osądzać cudze wybory.

– Słusznie, niech każdy wybiera dla siebie to, co mu odpowiada.

Piper  cieszyła  się  szczęściem  siostrzenicy,  ale  z  drugiej  strony

ostrożnie  podchodziła  do  sprawy.  Sama  kiedyś  spotkała  kogoś,  z  kim
chciała  dzielić  życie,  ale  jakoś  im  nie  wyszło.  No  cóż,  jak  widać  na
jednym  facecie  świat  się  nie  kończy.  Teraz  już  wie,  że  nie  potrzebuje
nikogo u boku, żeby czuć się spełnioną.

background image

Chociaż  fakt,  że  teraz  tak  nagle  nabrała  chęci  na  Briana,  świadczy

o  tym,  że  czasem  brakuje  jej  męskiego  towarzystwa.  Może  powinna
znów zacząć szukać?

Najpierw rzucił ją facet, potem była świadkiem, jak choroba niszczy

związek  Avy  i  Trenta.  Ale  jej  siostrzenice  i  siostrzeńcy  wszyscy
odnaleźli miłość. Może i jej się uda wypełnić pustkę?

Nigdy już jednak nie będzie się starała zmienić dla mężczyzny, tak

jak  wtedy.  I  nie  zwiąże  się  z  nikim,  komu  nie  można  zaufać.  Ale
rozmowa i żarty z Brianem uświadamiają jej, jak bardzo była do tej pory
zamknięta na relacje. Może z powodu lęku?

Tak czy owak, pora z tym skończyć.

Pomyślała  o  planach  na  najbliższy  tydzień.  Wróci  do  Dallas.  Brian

ma  tam  wprawdzie  kancelarię,  ale  nie  należy  do  jej  kręgów
towarzyskich. Pozwoli jej to odetchnąć od zamieszania i pragnień, jakie
rozbudził w jej sercu.

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Kulturalne  centrum  Dallas  skupione  jest  wokół  awangardowego

Meyerson  Symphony  Center  i  ogromnego  budynku  opery  w  samym
środku miasta.

Galeria Piper znajdowała się tuż obok Centrum Rzeźby, gdzie wśród

zieleni  miejskiej  można  podziwiać  nowoczesne  dzieła  sztuki.  Piper
ciężko  pracowała  na  tak  prestiżowe  usytuowanie  swojego  biznesu.
Klienci muszą w niej widzieć godnego szacunku marszanda i promotora
sztuk plastycznych.

Aby  naładować  akumulatory,  dzisiejszy  dzień  rozpoczęła  od

obejrzenia  zbiorów  sztuki  azjatyckiej  z  kolekcji  Crowa  na  terenie
Uniwersytetu Teksańskiego w Dallas.

Środę tradycyjnie już poświęcała na czytanie raportów finansowych

dostarczanych  jej  przez  księgową.  Gdy  wybuchał  afera  Wingate,
również i firma Piper zaczęła tracić przychody. Świadczyły o tym cyfry,
ale i coraz mniejsza liczba klientów odwiedzających lokal.

Cóż,  ludzie  wolą  trzymać  się  z  daleka  od  tych,  którzy  pozostają  –

choćby luźno – w kręgu zainteresowań agencji zwalczania narkotyków.

Zdarzył jej się nawet klient, który teraz zażądał od niej dowodu na

to,  że  zakupiony  przez  niego  pięć  lat  temu  obraz  znalazł  się  w  jej
posiadaniu  zgodnie  z  wymaganymi  procedurami.  Oczywiście  okazała
mu wszystkie dokumenty, ale dotknęło ją to do żywego. Nigdy bowiem
nie miała nic wspólnego z firmą Wingate’ów. Ale cóż, plotka to potęga.
Będzie teraz musiała pomyśleć o dodatkowych źródłach zarobkowania.

background image

–  Szefowo,  oto  twoja  herbata  z  mlekiem.  –  Coco  postawiła  na  jej

stole filiżankę. – Aha, przed chwilą dzwoniła Gracie Diaz i pytała, czy
będziesz mogła ją przyjąć dziś po południu.

– Nie widzę przeszkód.

– W takim razie wpisuję ci ją do kalendarza.

Rozmawiały  przez  chwilę  o  sprawach  służbowych.  Asystentka

przypomniała  Piper  o  przyszłotygodniowej  imprezie.  Galeria
wynajmowała obecnie udekorowane sale na prywatne przyjęcia, kobiety
omówiły  więc  kilka  związanych  z  tym  pomysłów.  Piper  obiecała
rozejrzeć się w magazynach za czymś, co pomogłoby nadać planowanej
uroczystości pożądany charakter.

– Zbliżają się ferie, ludzie będą organizować imprezy, może uda nam

się podkręcić nieco przychody – powiedziała z nadzieją w głosie.

– Jasne, szefowo.

W drzwiach ukazał się Paul, jeden z asystentów.

– Brian Cooper do ciebie – oświadczył.

– On już tu był – mruknęła Coco. – Niebrzydki, uśmiechnięty, niezły

tyłeczek. Chcesz, żebym z nim porozmawiała?

–  Nie  trzeba.  Zajmij  się  wyszukiwaniem  obrazów  na  przyjęcie

tematyczne.  Paul,  pomożesz  Coco?  –  zapytała  Piper,  wychodząc
z pokoju.

Z antresoli dostrzegła Briana podziwiającego instalację z drutu, którą

stworzyła  wspólnie  z  lokalnym  poetą  uprawiającym  słowo  mówione.
Praca  nosiła  tytuł  „Granica”  i  odnosiła  się  do  sytuacji  Xaviera,  który
z  trudem  działał  w  granicach  prawa.  Przedstawiała  postać  o  dwóch
zwróconych  w  różne  strony  twarzach.  Jedna  z  nich  była  zamyślona,

background image

druga  wściekła,  właściciel  pierwszej  trzyma  w  ręku  notes,  właściciel
drugiej – rewolwer.

Piper była zadowolona z tej pracy, co nie znaczy, że nic by już w niej

nie poprawiła.

No  cóż,  nie  zawsze  da  się  w  pełni  zrealizować  projekt,  który

powstaje w głowie. Uprawianie sztuki to niełatwy kawałek chleba.

Brian miał na sobie garnitur podkreślający krojem szerokie ramiona

i szczupłe biodra.

A ją od razu przeszedł dreszcz.

–  Cześć,  Brian,  nie  spodziewałam  się  tu  ciebie  –  przywitała  go

ciepłym głosem.

Odwrócił  się  do  niej,  uśmiechnął,  a  ona  od  razu  spojrzała  na  jego

usta.  Wargi  miał  pełne,  jakby  stworzone  do  całowania.  Powinna  była
pocałować go na przyjęciu weselnym, miałaby to już za sobą. A tak gapi
się na niego i wyobraża sobie, jak by to było…

–  Mam  nadzieję,  że  nie  przeszkadzam.  Miałem  tu  obok  spotkanie

z klientem, więc wpadłem. Może dasz wyciągnąć się na lunch?

–  Hm,  zaraz  sprawdzę  w  kalendarzu.  Powiedziałam  wprawdzie

swojej  asystentce,  że  dziś  po  południu  mam  czas,  więc  umówiła  mnie
z  Gracie  Diaz,  której  mam  pomóc  wybrać  coś  do  nowej  restauracji
Lauren.

– Spokojnie, sprawdź, na którą cię umówiła, ja tu zaczekam – odparł

Brian.  –  Nie  mogę  uwierzyć,  że  ona  wygrała  na  loterii.  Nigdy  nie
znałem nikogo, kto by wygrał.

– Ja też nie.

Piper  przeglądała  w  telefonie  kalendarz  w  nadziei,  że  Coco

wyznaczyła  wizytę  w  porze  lunchu  i  dopiero  po  chwili  zdała  sobie

background image

sprawę z własnego tchórzostwa.

No ale cóż, musi być ostrożna. Brian wie, czego chce i nie zawaha

się tego zdobyć. A teraz wgapia się w nią tak intensywnie… Nie sposób
udawać, że nic się nie dzieje.

– Wygląda na to, że mam dla ciebie czas – oświadczyła po chwili,

pisząc do Coco na grupowym czacie, że udaje się na lunch z Brianem.

–  Świetnie!  –  zawołał,  po  czym  poprosił,  by  zaproponowała  jakiś

lokal. – Ty lepiej znasz tę okolicę.

Uśmiechnęła się z satysfakcją. Niby drobna rzecz, a jego wuj nigdy

nie zgodziłby się, by to Ava decydowała, dokąd mają razem pójść.

Brian  nie  pasował  do  rodziny  Cooperów.  A  może  jej  się  tylko  tak

wydaje?

–  Tu  za  rogiem  można  zjeść  taco  na  świeżym  powietrzu  –

powiedziała.

– Dobry pomysł, pogoda jest piękna.

–  Właśnie  to  chciałam  usłyszeć  –  wymamrotała  Piper  pod  nosem,

wrzucając telefon do jednej z kieszeni znoszonego rozpinanego swetra.

Zaczęła  się  zastanawiać,  czy  ma  zaciągnąć  faceta  do  łóżka,  czy

jeszcze z tym poczekać.

Brian  szedł  za  Piper  i  przyglądał  się,  jak  kołysze  biodrami.  Jakby

celowo  chciała  go  podniecić.  Po  sobotnim  przyjęciu  nie  miał  zamiaru
pozwolić  zepchnąć  się  z  powrotem  do  roli  znajomego.  Zbyt  wiele
długich nocy spędził, marząc o niej.

Potrzebował jej. Nagiej i napalonej.

Nie  może  jednak  zbytnio  naciskać,  by  jej  nie  spłoszyć.  Ubrał  się

więc  starannie,  jak  człowiek  sukcesu,  ale  nie  aż  tak,  żeby  było  widać,
jak bardzo się stara.

background image

–  To  przypadek,  czy  tak  sobie  zaplanowałeś?  –  spytała,  osłaniając

oczy od słońca.

– Przypadek, akurat byłem w pobliżu.

Ona  przecież  nie  musi  wiedzieć,  że  pragnie  jej  jak  powietrza.

Widział,  jak  wuj  cierpiał,  kiedy  Ava  się  od  niego  wyprowadziła,  nie
biorąc  pod  uwagę  jego  uczuć.  Może  Piper  jest  taka  jak  jej  siostra?
Zabawi się nim i porzuci. Nie od parady jest singielką z wyboru.

– Ach tak – westchnęła jakby rozczarowana.

–  A  poza  tym  właśnie  otworzyłem  wielkie  biuro  i  rozpaczliwie

szukam  kogoś,  kto  doradziłby  mi,  jakie  obrazy  powiesić  w  holu
i w gabinetach. Myślę o sztuce typowo teksańskiej, ale także o dobrym
malarstwie nowoczesnym.

–  Rzadko  się  tym  zajmuję,  ale  podoba  mi  się  to,  co  mówisz  –

odparła.  –  A  skoro  ma  to  być  lunch  biznesowy,  to  może  zabiorę  cię
w jakieś elegantsze miejsce?

– Nie wygłupiaj się. Wolę twoją ulubioną knajpkę od jakiejkolwiek

innej.

Gdy  tak  szli  w  listopadowym  słońcu,  Brian  nie  mógł  oprzeć  się

wrażeniu, że Piper świetnie wpisuje się w tę artystyczną dzielnicę. Na tle
siostrzenic prezentowała się jak egzotyczny kwiat w różanym ogródku,
ale tu pasowała w stu procentach.

On zaś nie za bardzo. Typowy garniturowiec, który jednak docenia

urok  kobiety  wiedzącej,  czego  chce,  i  będącej  sobą.  Wiele  dziewczyn,
z  którymi  się  umawiał,  jakby  tylko  czekało,  aż  wyjawi  swoje
oczekiwania, by się do nich dostosować.

A  Piper  jest  inna.  To  do  niej  trzeba  się  dostosować.  I  dlatego  jest

taka pociągająca.

background image

W  sobotę  miał  okazję  nadać  swojemu  zauroczeniu  bardziej

konkretny wymiar. Piper była dla niego kimś więcej niż tylko atrakcyjną
babką.  A  wspólna  praca  przy  dekorowaniu  jego  biur  może  okazać  się
testem  bliskości.  Niewykluczone,  że  skończy  się  na  kilku  wspólnych
nocach,  ale  nawet  takiej  szansy  Brian  nie  chciał  przegapić.  Będzie
przynajmniej wiedział, na czym stoi.

– Okej, do rzeczy. Chcesz tylko uznanych twórców? – zapytała, gdy

już zamówili jedzenie i usiedli przy małym stoliku obok food-trucka.

–  O  tym  jeszcze  nie  myślałem.  Po  prostu  chcę,  żeby  każdy,  kto

wejdzie  do  mojej  firmy,  miał  poczucie,  że  ona  pomoże  mu  osiągnąć
sukces. Wybór zostawiam tobie. Ty wiesz, w kogo warto inwestować.

– Będę musiała obejrzeć tę przestrzeń. A ty masz jakichś ulubionych

artystów?

–  Mogę  ci  wysłać  spis.  A  ponieważ  specjalizujemy  się  w  prawie

rodzinnym,  nie  chciałbym,  żeby  to  były  dzieła  zbyt  abstrakcyjne,  bo
mogą  niepokoić.  A  ja  chciałbym,  żeby  moi  klienci  czuli  się  u  mnie
bezpiecznie. Ich świat i tak właśnie przewraca się do góry nogami.

– Dziwne słowa jak na prawnika – zauważyła z uśmiechem.

–  Fakt,  nie  jestem  taki  jak  większość  moich  kolegów  po  fachu.  –

Brian wzruszył ramionami.

– Właśnie widzę. Kiedy wróciłeś do Dallas z wesela?

– W niedzielę rano. A ty?

– Ja w niedzielę wieczorem. Chciałam trochę pobyć z Avą.

– Jak to jest mieć taką sporo starszą siostrę?

– Nie miałam innej, więc nie widzę w tym nic dziwnego. Jej dzieci

są prawie moimi rówieśnikami, ale dla mnie to normalne.

background image

– Może masz rację. Ja z kolei kiedyś chciałem mieć rodzeństwo, ale

może  lepiej,  że  jest  jak  jest.  Rywalizuję  nawet  z  samym  sobą,  więc
gdyby jeszcze pojawił się ktoś…

– Byłby dramat?

– Bo ja wiem? Po prostu nie umiem sobie tego wyobrazić.

– Ze mną jest to samo. Kiedyś bardzo ścierałyśmy się z Avą, chyba

nie pasowałam do jej wizji idealnej rodziny.

– Byłaś dla niej problemem?

–  Starałam  się  nie  być,  ale  nie  potrafię  się  komuś  tak  bez  reszty

podporządkować.

I  właśnie  dlatego  siedział  teraz  obok  niej.  Mają  rozmawiać

o interesach, a on jest ciągle podniecony. A jak by to było, gdyby Piper
nie była siostrą Avy? A może ona się nim tylko bawi? A może on nią?

Czy powinien teraz wstać i odejść?

Nie,  libido  mu  na  to  nie  pozwoli.  Musi  chociaż  spróbować  tej

zmysłowości, którą ma przed sobą.

– Mnie się to podoba – odparł.

Skończyli  lunch  i  zaczęli  się  umawiać  na  oglądanie  jego  biur  pod

koniec  tygodnia.  I  Brian  cieszył  się  na  to  spotkanie.  Na  wspaniałe
przeżycia warto poczekać.

Piper  uśmiechnęła  się  na  widok  młodszej  od  siebie  dziewczyny,

którą  znała  od  dziecka,  a  która  wyrosła  na  przepiękną  kobietę.  Ojciec
Gracie  Diaz  aż  do  swojej  przedwczesnej  śmierci  pracował  dla
Wingate’ów, a jego córka – dzięki nieoczekiwanej wygranej na loterii –
została  ostatnio  multimilionerką.  I  chyba  jeszcze  nie  do  końca  mogła
w to uwierzyć.

background image

Latami ciężko pracowała, by wesprzeć mamę i brata. Jako uczennica

była  jednocześnie  kelnerką.  Po  szkole  Beth  Wingate  zatrudniła  ją  jako
swoją asystentką i zapoznała z tajnikami organizacji eventów. Teraz na
szczęście Gracie już nie musiała się martwić o byt swojej rodziny.

Gdy  się  przywitały,  Gracie  zauważyła,  że  w  galerii  ruch  jest

mniejszy  niż  kiedyś,  a  Piper  wyjaśniła  jej,  czym  według  niej  może  to
być  spowodowane.  Gracie  z  kolei  entuzjazmowała  się  swoją  nową
sytuacją.

– Po raz pierwszy w życiu mogę komuś pomóc! – mówiła, mając na

myśli inwestycję w restaurację Lauren.

–  Wybrałam  już  dla  was  kilka  obrazów  i  grafik  –  odparła  Piper.  –

Wyeksponowałyśmy je w sali przeglądowej na końcu korytarza. Idź tam,
a ja przyniosę ci coś do picia.

Udała  się  do  pokoju  socjalnego,  nalała  wodę  do  dwóch  szklanek

i ruszyła do sali przeglądowej.

W tym momencie ujrzała Gracie pędzącą do toalety. Weszła tam za

nią i zza zamkniętych drzwi usłyszała, jak dziewczyna wymiotuje.

– Wszystko w porządku, Gracie?

– Tak, chyba coś mi zaszkodziło – odparła blada jak ściana Gracie,

kiedy szły do sali.

– Obawiam się, że nie mamy nic dietetycznego do jedzenia. Chyba

tylko maślane ciasteczka.

– Wystarczy woda. Masz jeszcze jakieś prace tego autora? – spytała

Gracie, której spodobał się obraz przedstawiający długorogą krowę.

–  Mam.  Też  bardzo  lubię  jego  malarstwo.  Działa  na  wyobraźnię,

przypomina  stare  czarno-białe  fotografie.  Facet  zajmuję  się  też

background image

litografią, mam w biurku kilka wydruków, też mogą cię zainteresować.
Przyniosę ci.

Gdy  Piper  wróciła  do  sali,  jej  koleżanka  stała  przed  pracą  „Upadli

giganci”.  Była  to  fotografia  przedstawiająca  szyby  wiertnicze,  którymi
upstrzono krajobraz okolic Royal i pobliskiego Midland. Pusta równina,
a na niej tylko te wieże, w wierzchołkach których odbijają się promienie
słońca.

– Podoba ci się? – spytała Piper.

–  Tak.  Przywodzi  na  myśl  to,  co  nam  zrobiła  ropa  naftowa:

przyniosła masę bogactwa, a jednocześnie spustoszyła krajobraz.

– To prawda – zgodziła się Piper. – Proszę, oto portfolio tego artysty.

Mam jeszcze na myśli innego, którego prace mogłyby ci się spodobać,
ale on dopiero zaczyna karierę, więc nie wiem, czy chciałabyś ponosić
ryzyko inwestowania w nieznane nazwisko. Chcesz obejrzeć jego prace?

– Z chęcią. Obie z Lauren stoimy na stanowisku, że obrazy powinny

tworzyć  atmosferę  lokalu  i  przyciągać  klientów.  Zysk  jest  ważny,  ale
satysfakcja gości ważniejsza.

– Świetnie. Zaraz znajdę jego prace i wyświetlę ci je w tablecie.

Jako  propagatorka  sztuki  Piper  doceniała  różne,  nawet  te

najnowocześniejsze  metody  prezentowania  klientowi  sprzedawanych
dzieł. Artyści starszej daty przysyłali jej zazwyczaj slajdy, które musiała
przetworzyć  cyfrowo  i  wydrukować,  ci  młodsi  –  pliki  formatu  jpg.
Lubiła tę różnorodność, to przecież jedna z naczelnych cech sztuki jako
takiej.

Prezentacja  trwała  ponad  godzinę  i  w  rezultacie  Gracie  zakupiła

kilka  obrazów.  Wyraziła  też  zainteresowanie  przyjazdem  tego
nieznanego jeszcze artysty do Royal, by mógł obejrzeć lokal i stworzyć
coś na specjalne zamówienie.

background image

Piper wystawiła jej rachunek, pobrała zaliczkę i od razu poczuła się

lepiej. Jedna jaskółka nie czyni wprawdzie wiosny, ale Gracie Diaz była
żywym dowodem na to, że nie wszyscy miłośnicy sztuki przejmują się
aferą Wingate’ów.

No  i  jeszcze  oczywiście  może  się  spodziewać  zlecenia  od  Briana.

Obrót  dziełami  sztuki  to  niełatwy  biznes,  wiedziała  to  od  zawsze,  ale
kochała to zajęcie.

Brian. Trzeba pamiętać, że będzie dla niego pracować i że ich relacje

muszą  pozostać  ściśle  profesjonalne.  Ale  czy  to  możliwe?  Jego  wizyta
w  galerii  przyprawiła  ją  o  zawrót  głowy.  Ten  chłopak  poruszył  w  niej
pewne niebezpieczne struny.

Powinna  przestać  o  nim  myśleć.  Jest  za  młody  i  w  dodatku  to

bratanek Keitha. Dlaczego więc nie potrafi wymazać go z pamięci?

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Brian  miał  dziś  kilka  pracochłonnych  przypadków  do  rozpatrzenia.

Jego świeżo zatrudniony sekretarz jeszcze nie do końca był obeznany ze
swoimi obowiązkami, a na domiar złego kilkakrotnie dzwonił wuj, który
chciał porozmawiać o Avie Wingate. Sądny dzień.

Przydałby się teraz mocny drink i kilka godzin głębokiego snu, ale

niestety  wieczorem  czekał  Briana  udział  w  sportowej  imprezie
charytatywnej. O odpoczynku nie było co nawet marzyć.

Mył  się  w  swojej  prywatnej  łazience,  gdy  usłyszał  kroki

w  gabinecie.  Wszedł  tam  z  gołym  torsem,  przekonany,  że  to  jego
asystent  Tony  przyniósł  mu  koszulkę  Dallas  Mavericks,  w  której  miał
wystąpić na zawodach.

Rzucił  okiem  na  ekran  smartfonu.  Znowu.  Wuj  prosi  o  telefon.

Podniósł wzrok i wtedy napotkał spojrzenie zielonych oczu Piper.

Patrzyła  na  jego  nagi  tors,  a  on  poczuł  nagle  podniecenie.

Bezwiednie  naprężył  muskuły,  dzięki  czemu  Piper  wstrzymała  oddech
i zeszła spojrzeniem niżej.

Podeszła do niego, uniosła dłoń, jakby go chciała dotknąć, ale zaraz

zrobiła w tył zwrot. Brian cofnął się, choć miał wielką ochotę podejść do
Piper bliżej i zobaczyć, co wtedy zrobi. Ale nie. Jest w końcu w pracy
i musi zachowywać się jak na dżentelmena przystało.

–  Przepraszam  –  mruknął,  wkładając  koszulę.  –  Myślałem,  że  to

Tony.

background image

– Nie było go za biurkiem, więc… – zaczęła się tłumaczyć. – To ja

powinnam przepraszać, że tak tu wtargnęłam, choć muszę ci powiedzieć,
Cooper, że sprawiłeś mi bardzo miłą niespodziankę.

–  Cieszę  się,  że  ci  się  podobało  –  odparł  z  uśmiechem.  –

Przepraszam… hmm… byliśmy umówieni?

–  Nie.  Miałam  spotkanie  w  centrum  i  pomyślałam,  że  przy  okazji

obejrzę tę twoją siedzibę.

–  Miło  z  twojej  strony.  Ja  mam  jeszcze  jakieś  trzydzieści,

czterdzieści  minut,  a  potem  muszę  być  na  meczu  Mavericksów.  Zdążę
cię oprowadzić. Poszukam tylko Tony’ego. Napoje są w lodówce, weź
sobie coś.

Na  grupowym  czacie  asystent  zostawił  mu  wiadomość,  że  musi

zjechać  na  dół  po  koszulkę  i  zaraz  wraca.  Brian  odpisał,  że  idzie
pokazać Piper biura i żeby zostawił mu koszulkę w gabinecie.

W  telefonie  pojawiła  się  nowa  wiadomość  od  Keitha.  Trzeba

definitywnie zablokować tego szaleńca.

– Jakiś niechciany kontakt? – zainteresowała się Piper.

– Tak. Mój wuj. Odchodzi od zmysłów po tym, jak twoja siostra się

wyprowadziła. Ale ja nie chcę z nim o tym rozmawiać.

– Ja też nie. Nie przepadam za nim. Podejrzewam, że wykorzystywał

jej żałobę do swoich celów.

Brianowi nic o tym nie było wiadomo.

Zawsze  uważał,  że  Keith  zakochał  się  w  Avie,  zresztą  nie  bez

zachęty z jej strony.

– Mnie się wydaje, że on ją naprawdę kocha – powiedział. – W jaki

sposób mógłby ją wykorzystywać?

background image

– Lepiej o tym nie mówmy. Rozumiem, że go bronisz. Za bardzo cię

lubię, Brian, żeby ta sprawa nas poróżniła.

Faktycznie.  Pomyślał,  że  dla  obu  stron  najlepiej  byłoby,  gdyby

przestał  sobie  zawracać  głowę  Piper.  Ale  on  jej  pragnął.  Zaczynał  ją
lepiej poznawać. I lubić.

Nigdy się w niej potajemnie nie podkochiwał, był więc w lepszym

położeniu niż wuj w stosunku do Avy. Po prostu jej pożądał. I powinien
dalej iść w tym kierunku.

A jak już ją zdobędzie, to – znając siebie – może być spokojny, że

jego fiksacja na jej punkcie zacznie słabnąć. Był teraz zbyt zajęty karierą
zawodową, by myśleć o poważnym związku.

–  Ja  też  cię  lubię,  Piper,  więc  skończmy  ten  temat  –  zgodził  się.  –

Popatrz, to atrium jest ogromne, trzeba by je czymś zapełnić. Myślałem
o kilku rzeźbach i może o jakimś muralu?

Spojrzała  ponad  mosiężną  balustradą  na  otwartą  wielopiętrową

przestrzeń. Po drugiej stronie atrium rząd okien dawał świetny widok na
ścisłe śródmieście Dallas.

–  Świetny  pomysł.  Będę  musiała  poszukać  jakiegoś  twórcy  murali,

bo do tej pory z nikim takim nie współpracowałam. Ale przychodzi mi
na myśl pewna praca, która dobrze wpasowałaby się w tę przestrzeń –
powiedziała, sięgając po notebook, w którym coś sobie zapisała.

– No to widzę, że znalazłem się w dobrym rękach – odparł Brian. –

Chcę,  żeby  to  miejsce  odzwierciedlało  charakter  mojej  klienteli,  ale
także ciężką pracę, jaką włożyłem w uruchomienie kancelarii.

– Możesz na mnie liczyć – powiedziała Piper zdecydowanym tonem.

Tego  właśnie  się  spodziewał.  Ta  kobieta  ma  moc  sprawczą.

Zaprowadził  ją  jeszcze  do  kilku  pomieszczeń,  które  –  jak  uważał  –
przydałoby się udekorować dziełami sztuki.

background image

–  Będę  musiał  już  iść.  Przekażę  cię  mojemu  asystentowi,  który

zajmie się papierkową robotą.

– Jesteś aż takim fanem Mavericksów?

–  Owszem,  ale  dziś  jestem  gospodarzem  imprezy  –  odparł,  patrząc

jej w oczy.

Nie miał ochoty się z nią rozstawać. Może zaproponować, by z nim

poszła?

– A co to za impreza?

–  Sponsoruję  taki  program  dla  szkół  podstawowych.  Najlepsi

uczniowie w nagrodę mogą obejrzeć specjalnie dla nich zorganizowany
mecz.

– To musi bardzo motywować – mruknęła. – Świetna inicjatywa, nie

spodziewałam się po tobie czegoś takiego.

– Dzięki, a czego się spodziewałaś?

–  Że  dążysz  do  sukcesu  za  wszelką  cenę.  A  tu  proszę:  pomagasz

dzieciakom budować ich przyszłość.

– Część z nich na pewno nigdy nie miałaby okazji oglądać takiego

meczu na żywo – odparł, gdy wrócili do jego gabinetu.

Czekał tam na nich Tony z plikiem papierów świadczących o tym, że

Brian ma jeszcze dziś parę zadań służbowych do wykonania.

– Masz dziesięć minut do wyjścia – odezwał się asystent. – Podpisz

to,  proszę.  Na  dole  czeka  na  ciebie  samochód,  nie  musisz  się  martwić
o parking. Dzieci i ich rodzice albo opiekunowie na pewno się pojawią,
w  tym  jeden  chłopiec  ze  starszym  bratem,  na  co  wyraziłem  zgodę  –
relacjonował.

–  Dzięki,  Tony.  To  jest  pani  Holloway,  która  ma  się  zająć

upiększaniem  budynku.  Poda  ci  wszelkie  szczegóły  i  przygotujesz  dla

background image

niej umowę.

– Tak jest. Pani Holloway, zechce pani usiąść?

– Jasne. Cześć, Brian, do zobaczenia.

Był  o  krok  od  zaproszenia  jej  na  imprezę,  ale  w  porę  ugryzł  się

w język. Przecież nie zamierza się z nią wiązać na poważnie.

– Do zobaczenia.

Wieczorem Piper oglądała w telewizji mecz Mavericksów i myślała

o Brianie. Czy on jest facetem pokroju Keitha?

Przez  ostatnie  pięć  lat  dużo  czasu  zajmowało  jej  urządzanie  dla

siebie domu we Frisco, jednej z północnych dzielnic Dallas. Odwiedziła
setki  aukcyjnych  stron  internetowych,  gdzie  oferowano  elementy
wystroju  wnętrz.  Kupowała  wyłącznie  rzeczy  solidne  i  ponadczasowe,
takie, które zdołają się oprzeć jej dość kapryśnym gustom.

Rzuciła  teraz  okiem  na  niedawno  nabyty  obiekt.  Tak  zwana  sztuka

prymitywna  albo  plemienna.  Maska  bogini.  Uśmiechnęła  się.  Czy
wyznaczy nowy etap w jej życiu?

Ze smutkiem myślała o pozbawionej własnego domu i starającej się

uratować  firmę  Avie.  Czy  można  jej  jakoś  pomóc?  Na  weselu
podsłuchała  strzępy  rozmów,  że  jakoby  Keith  może  wiedzieć  więcej
o aferze Wingate’ów, niż się wydaje. Przecież to on podejmował decyzje
w imieniu Avy, gdy ta pogrążona była w żałobie.

Czy kontakty z Brianem są w takim razie wskazane? A może nawet

pożądane,  jeśli  zdoła  od  niego  wyciągnąć  jakieś  informacje?  Będzie
wtedy miała poczucie, że robi coś, by pomóc Avie i rodzinie.

Usiłowała  wrzucić  na  grupowe  rodzinne  forum  pytanie,  jakie

informacje  na  temat  Keitha  by  im  się  przydały,  ale  z  każdym  słowem

background image

wpis  ten  wydawał  jej  się  coraz  bardziej  infantylny.  Kim  ona  jest?
Dziecięcym detektywem?

W końcu Brian nie unika tematu wuja, mogłaby go zapytać o Keitha.

Ale o co właściwie ma pytać?

Zadzwoniła  do  siostry,  ale  ta  miała  wyłączony  telefon,  a  Piper

zrezygnowała  z  nagrania  się  na  pocztę  głosową.  Bo  co  miałaby
powiedzieć?

Pocierając  nasadę  karku,  udała  się  do  swojego  atelier,  w  którym

spędzała ostatnio coraz więcej czasu.

W  sztuce  szukała  ucieczki  od  codziennym  problemów.  Tak  było

i tym razem.

Pracowała  nad  drugim  obiektem  opartym  na  treści  mówionego

poematu,  którego  wysłuchała  w  kafejce  obok  swojej  galerii.  Autorem
był  dziewiętnastolatek,  który  większość  nastoletniego  etapu  życia
spędził  w  rozmaitych  placówkach  dla  młodocianych  przestępców.
A teraz – jeśli noga znów mu się powinie – trafi już nie do poprawczaka,
a do więzienia.

Xavier  postanowił  więc  zmienić  swoje  życie  i  temu  właśnie

poświęcił  swoją  twórczość.  Piper  postanowiła  uwiecznić  jego  dążenia
w postaci rzeźby. Potem zdecydowała się też namalować obraz oddający
dwoistość  natury  Xaviera.  Subtelny  młody  poeta,  a  jednocześnie
gangster,  który  w  razie  czego  nie  zawaha  się  zabić.  Jak  możliwe  jest
takie połączenie?

Wyraził  zgodę  na  wykorzystanie  poematu  w  rzeźbie,  którą

ofiarowała  na  aukcję  na  rzecz  budowy  mieszkań  dla  bezdomnych.
A  płótno,  które  właśnie  kończyła  malować,  przedstawiało  postać
o  niepokojącym  spojrzeniu,  z  piórem  i  papierem  w  jednej,  a  spluwą
w drugiej ręce.

background image

Patrząc teraz na obraz, niejako wbrew własnej woli, ujrzała na nim

Briana.  On  też  ma  tę  determinację  i  wewnętrzną  siłę.  Wzięła  do  ręki
pędzel  i  z  furią  zaczęła  poprawiać  wizerunek  oczu  poety  gangstera,  aż
osiągnęła zamierzony efekt.

Twarz Xaviera miała teraz wzrok Briana.

Była zadowolona, że jej się to udało. Było po północy, gdy wróciła

do  pokoju,  gdzie  na  stoliku  buczał  smartfon.  Esemes  od  Briana.
Wywiązała się korespondencja:

„Wiem,  że  pewnie  już  śpisz,  ale  chciałem  przeprosić,  że  musiałem

dziś wcześniej wyjść”.

„Jeszcze  pracuję.  Nie  masz  za  co  przepraszać,  przecież  wpadłam

niezapowiedziana. Jak mecz?”.

„Okropny. Porażka”.

„Nie interesuję się sportem, ale przyjmij wyrazy współczucia”.

„Dzięki. Nad czym pracujesz do tak późna?”.

„Portret. Musiałam go skończyć, a nie wiedziałam jak”.

„Często  ci  się  do  zdarza?  Szczerze  mówiąc,  nie  wiedziałem,  że

czynnie uprawiasz sztukę”.

„Bo  to  nie  jest  moje  główne  zajęcie.  Raczej  hobby.  Często  we

współpracy z innymi”.

„Podobała mi się rzeźba czy instalacja, którą widziałem w galerii. To

twoja? Pokażesz mi inne swoje prace?”.

„Może… Ta akurat rzeźba to efekt współpracy, pod koniec miesiąca

pójdzie na aukcję na rzecz bezdomnych”.

„Też tam będę. Pójdziemy razem?”.

background image

Chciała  odpisać,  że  tak,  ale  się  zawahała.  Ale  właściwie  dlaczego

nie?  Jeśli  nie  pójdzie  z  nim,  będzie  potem  żałowała.  Tak  jak  wielu
innych rzeczy, które ją ominęły w ciągu ostatnich lat.

„Tak. A teraz idę spać”.

„Szkoda. Dobranoc, Piper”.

„Dobranoc”.

Odłożyła  telefon  i  żeby  odciąć  sobie  możliwość  zaproszenie  go  do

domu pod wpływem impulsu, poszła pod prysznic. Zbyt wiele ich dzieli,
nie powinna się z nim wiązać na poważnie. Ale odrobina przyjemności?
Czemu nie?

Facet  jest  zabawny  i  atrakcyjny.  Bosko  umięśniony.  Ciągle  miała

przed oczami jego nagi tors, na co dzień ukryty pod świetnie skrojonym
garniturem.

Gdy  usiłowała  potem  zasnąć,  przeszkadzał  jej  w  tym  widok  tego

wspaniale wyrzeźbionego ciała.

W  tym  tygodniu  zapracowana  krążyła  między  firmą,  pracownią

a  miastem.  Mignęła  Brianowi  kilka  razy,  ale  nie  było  czasu
porozmawiać.  On  też  zresztą  borykał  się  z  trudną  sprawą.  Dopiero
w piątek wieczorem, gdy wrócił do gabinetu, ujrzał Piper wieszającą na
ścianie jakiś portret.

Miała  na  sobie  zwiewną  białą  bluzkę  i  wąskie  skórzane  spodnie,

w których jej nogi wydawały się dłuższe niż zwykle.

–  Tony?  –  zapytała,  nie  odwracając  głowy.  –  Pomóż  mi.  Cholera,

powinnam była z tym na ciebie zaczekać.

– Nie, to ja, Brian – odparł, podbiegając i podtrzymując obraz.

Nuta  cynamonu  w  jej  perfumach  przywiodła  mu  na  myśl  Dzień

Dziękczynienia  i  rodzinny  obiad.  Ale  przypadkowy  dotyk  jej  bioder

background image

skojarzył mu się już wyłącznie z samotnymi nocami i zmiętą rozgrzaną
pościelą.

Ręce  mu  zadrżały,  ale  szybko  się  opanował.  Zawiesił  portret  na

wbitych w mur hakach.

Odwróciła do niego twarz, jej oczy błyszczały pożądaniem. Poczuł,

że doszedł do kresu wytrzymałości. Czekał zbyt długo i teraz już musi ją
pocałować.  Posmakować  jej  pełnych  ust  i  przekonać  się,  czy  jego
namiętność jest prawdziwa, czy też jest tylko wytworem wyobraźni.

Potknął  się  o  stołeczek,  którego  wcześniej  nie  zauważył,  i  mało

brakowało, by stracił równowagę. Piper chwyciła go za ramię, a on objął
ją w pasie.

Położyła mu rękę na piersi i spojrzeli sobie w oczy. Nie mówili nic.

Oboje bali się kroku, który może zniszczyć szansę na przyjaźń.

– Dzięki – odezwał się. – I przepraszam, że taka ze mnie niezdara.

– Oboje wiemy, że to nieprawda – odparła, nie cofając ręki.

– Przy tobie tak się właśnie czuję. Tracę swój zwykły luz i spokój,

Piper.

Pokręciła  głową  i  przygryzła  wargę.  Miał  chęć  ją  pocałować.  Nie

tylko chęć, ale i potrzebę. Jeśli zaraz tego nie zrobi, chyba się udusi.

Całe  jego  opanowanie  gdzieś  się  ulotniło.  Oto  jest  przy  nim  Piper

Holloway,  kobieta,  o  której  nie  może  przestać  myśleć.  Powinien  teraz
sobie pójść. Jak najszybciej.

Cofnął się o krok. Patrzyła na niego przez chwilę, a potem wzięła się

pod boki i przeniosła wzrok na świeżo zawieszony portret.

Zrobił to samo. Byle tylko oderwać spojrzenie od jej zwinnego ciała

i zmysłowych ust.

background image

Pełne  zaskoczenie.  Portret  wzorowany  był  bowiem  na  zdjęciu

legitymacyjnym, które zrobił sobie w tym roku. Ale olejna wersja dużo
lepiej  odzwierciedlała  jego  energię  i  pasję.  Wyglądał  tu  na  człowieka,
przed którym świat stoi otworem. Prawdziwego zdobywcę.

– Kto to namalował?

–  Ja  –  przyznała  niepewnie.  –  Mam  nadzieję,  że  nie  masz  niż

przeciwko temu. Jeśli ci się nie podoba, zdejmę go.

– Bardzo mi się podoba. Tyle że strasznie mi pochlebia. Chciałbym

być taki jak ten facet na obrazie.

–  Ty  jesteś  tym  facetem,  Brian.  Początkowo  chciałam  powiesić

zdjęcie  ilustrujące  twój  artykuł  w  jednej  z  prawniczych  gazet,  ale…
którejś  nocy  nie  mogłam  zasnąć  i  tak  jakoś  znalazłam  się  przy
sztalugach.  W  każdym  razie  potraktuj  to  jak  prezent.  To  nie  wchodzi
w zakres zamówienia.

A więc ona tak go postrzega?

– Zapłacę ci za ten portret. Powinienem był zamówić go wcześniej,

ale nie wiedziałem, że malujesz.

Nagle  dotarło  do  niego,  dlaczego  nie  pokazywała  mu  swoich  prac.

W  sposobie,  w  jaki  go  namalowała,  było  coś  bardzo  osobistego,
intymnego.  Obraz  mówił  wiele  także  o  niej,  bo  niezwykle  trafnie
potrafiła  dotrzeć  do  niego  takiego,  jakim  jest,  a  nie  jakim  się  pragnie
zaprezentować.

Znakomicie uchwyciła też to, kim ma nadzieję zostać. To oczywiście

nieco wyidealizowana wersja, ale warto się starać, by z czasem móc się
z nią utożsamić.

Nie był jednak do końca pewien, czy portret mu się podoba. Poczuł

się bezbronny, jakby go ktoś odarł z całej zewnętrznej otoczki.

background image

– Interesujące – powiedział tylko. – Podoba mi się.

Odwróciła do niego twarz. Chyba denerwowała się, czekając na jego

reakcję.

– Trudno mi oceniać własne prace – tłumaczyła się. – Najpierw mi

się podobają, potem czekam na opinię innych i dopiero na końcu widzę
w nich różne niedociągnięcia.

–  Ja  nie  mówiłem  tego  z  uprzejmości.  To  naprawdę  świetne

malarstwo – powiedział Brian, podchodząc bliżej.

Spojrzeli sobie w oczy i nagle przebiegł między nimi silny dreszcz.

Wiedział, że potem może tego żałować, ale teraz nie mógł nie pocałować
tej niełatwej ekscentrycznej kobiety, która wywróciła jego życie do góry
nogami.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Wejście Briana zaskoczyło Piper. Nie planowała wieszania portretu

w jego obecności. Malowała go po nocach, przelewając na płótno całe
swoje  seksualne  niespełnienie.  Pożądała  Briana,  ale  byli  dwojgiem
szalenie  zapracowanych  ludzi,  żyjących  w  odrębnych  światach,  a  ona
była na tyle dorosła, by wiedzieć, że od pragnienia do spełnienia droga
daleka.  Malowanie  Briana  było  więc  czymś  w  rodzaju  czynności
zastępczej.

A  teraz  trzymał  ją  w  tych  swoich  wspaniałych  ramionach  i  patrzył

tak,  jakby  się  wahał,  czy  przypadkiem  jej  nie  pocałować,  nie  chcąc
jednocześnie  wywierać  na  nią  presji.  Wzięła  jego  twarz  w  dłonie,
wspięła się na palce i musnęła jego usta wargami.

Przeszył ją dreszcz i cała jej kobiecość krzyczała głośno: najwyższy

czas!  Jeszcze  raz  skubnęła  jego  usta  i  wtedy  przejął  kontrolę  nad
sytuacją.  Przechylił  głowę  i  przesunął  językiem  po  jej  wardze,  zrazu
delikatnie, potem coraz mocniej. Smakował miętą i – jakkolwiek głupio
do zabrzmi – mężczyzną. Pogłębiał pocałunek, nie wzmacniając jednak
uścisku,  jakby  nie  chciał,  by  poczuła  się  jak  w  pułapce.  Przesunęła
dłonie z jego twarzy na szyję, a potem na ramiona, rozkoszując się ich
siłą.

Rozchyliła  wargi.  Nie  chciała,  żeby  to  się  skończyło,  jego  oczy

mówiły  dokładnie  to  samo.  Przesunął  po  jej  ustach  opuszkiem  kciuka.
Pragnęła  go  coraz  bardziej.  Więcej  pocałunków  i  więcej  jego  samego,
tym razem bez koszuli.

background image

Westchnął  i  odsunął  się  od  niej,  ale  nie  na  tyle  szybko,  by  nie

poczuła jego erekcji.

– To zaczyna wymykać nam się z rąk.

– Zaczyna – powtórzyła cicho, z nadzieją w głosie. Bo czy nie tego

chciała? Przywykła do mężczyzn, którzy…

Do diabła, właściwie nie przywykła do żadnych mężczyzn. Nie ufała

im  od  czasu,  gdy  jako  dwudziestolatkę  paskudnie  potraktował  ją  jej
ówczesny narzeczony. Od tamtej pory facetów trzymała na dystans.

Cofnęła się, by zerknąć na portret. Może podpowie jej, co ona czuje

do  Briana,  czego  od  niego  oczekuje.  Bo  przecież  czuje,  że  nie  jest  jej
pisany. Nie powinna go całować. Jest za stara, by dać sobie złamać serce
z powodu boskiej muskulatury i gorących warg. Za stara.

I za mądra.

Jej  życie  powinno  już  wejść  w  fazę  dostojnej  roztropności,  a  ona

wciąż czuła się, jakby miała dwadzieścia jeden lat. Tak być nie powinno.

– Muszę już iść – mruknęła.

Spanikowana  podeszła  do  krzesła,  na  którym  spoczywała  jej  torba.

Niepotrzebnie  obudziła  w  sobie  tę  od  dawna  uśpioną  kobiecą  stronę
duszy. Obudziła pragnienia, które nie będą w stanie się spełnić.

–  Przepraszam,  nie  chciałem  cię  do  niczego  zmuszać  –  wyszeptał

Brian.

Zatrzymała się w drzwiach i spojrzała na niego. Ciągle miała ochotę

rzucić się na niego i zedrzeć z niego ubranie. Ładna mi bogini mądrości.

–  Nie  zmuszałeś  –  uspokoiła  go.  –  To  ja  naciskałam,  a  nie

powinnam.  Po  prostu…  nie  jestem  jeszcze…  gotowa  –  wyznała.  –
Cieszę  się,  że  obraz  ci  się  podoba.  W  przyszłym  tygodniu  przyniosę
więcej rzeczy.

background image

Podszedł do niej i chwycił ją za łokieć.

– A co byś powiedziała na… kolację?

–  Żeby  przedyskutować  całość?  –  spytała,  patrząc  na  niego  przez

ramię.  –  To  za  wcześnie.  Musisz  najpierw  zaakceptować  poszczególne
elementy.

– Nie, chodziło mi o randkę.

– Nie możemy się spotykać. Jestem dla ciebie za stara. Powinieneś

sobie znaleźć…

– Nie chcę nikogo innego – powiedział, kładąc jej palec na ustach. –

Chcę  ciebie,  Piper.  No  chyba  że  ty  mnie  nie  chcesz,  bo  wiek  nie  ma
z tym nic wspólnego. Proszę cię, chodź ze mną na kolację.

Patrzyła  mu  w  oczy  i  czuła,  że  nie  ma  sensu  dłużej  się  opierać.

Przecież  to  był  tylko  jeden  pocałunek.  Ona  wciąż  kontroluje  sytuację.
A kolacja? Brzmi to nieźle.

Nawet lepiej niż nieźle. Od lat nie była na randce.

– Okej, chętnie. Gdzie się spotkamy?

Brian  zaproponował  modną  restaurację-winiarnię  CRU  w  centrum

handlowym The Shops at Legacy.

– Ósma? Okej, widzimy się – odparła.

Całował ją, a gdy przestał, była bez tchu. W dodatku wcale nie czuła

się mądra. Tylko lekkomyślna, samotna, niespełniona. Pusta.

– Do zobaczenia.

CRU to jedno z lepszych miejsc w Teksasie. Jako jedni z pierwszych

zaoferowali wino z całego świata na kieliszki w bardzo zróżnicowanych
cenach. Panuje tam luźna atmosfera, dają dobrze jeść.

background image

Brian wybrał ten lokal, bo leżał niedaleko domu Piper, a główny szef

był  jego  znajomym,  z  rezerwacją  stolika  nie  powinno  więc  być
kłopotów.  To  ich  pierwsza  randka  i  nie  chciał,  by  Piper  czekała
w kolejce. Dziś musi czuć się komfortowo.

Namalowany przez nią portret zmienił jego nastawienie. Dotychczas

jedynie  pragnął  zaciągnąć  ją  do  łóżka.  A  teraz,  po  tym  pocałunku…
teraz  mógłby  bez  końca  trzymać  ją  w  ramionach  i  całować.  Takie
pocałunki to najsłodsza tortura na świecie.

Ale trzeba z nimi bardzo uważać.

Zdziwił się, gdy Piper wspomniała o różnicy wieku, bo on zupełnie

nie zauważał tych głupich jedenastu lat.

Schował  kluczyki  i  skierował  się  do  restauracji.  Rozglądał  się  po

holu w poszukiwaniu Piper, a ponieważ jej nie było, podał kierownikowi
sali  swoje  nazwisko.  Już  po  chwili  Hugh,  właściciel,  przyszedł  go
powitać.

– Miło cię widzieć, Brian, i to w godzinach, za które nie wystawisz

mi faktury.

Brian  roześmiał  się.  Hugh  rozwodził  się  z  żoną,  ale  oboje  jakoś

dziwnie przeciągali całą procedurę.

– Mnie też miło. Dzięki za pomoc w rezerwacji.

–  Dla  mnie  żaden  problem.  Rozumiem,  że  chodzi  o  randkę

w ostatniej chwili. Zawsze chętnie ci pomogę.

W  tym  momencie  w  drzwiach  ukazała  się  Piper.  Miała  na  sobie

czarną skórzaną kurtkę motocyklową, bluzkę wiązaną na karku, spodnie
długości trzy czwarte i szpilki. Nikt w całym lokalu nie dorównywał jej
wyglądem.

background image

Na  widok  Briana  uśmiechnęła  się.  Chyba  cała  sala  się  teraz  na  nią

gapiła, ale zdawała się tego nie zauważać.

– Cześć, Cooper! – zawołała. – Mam nadzieję, że nie czekasz zbyt

długo. Stałam na czerwonych światłach.

– Nie szkodzi. Zaraz poproszę kogoś, żeby wskazał nam stolik.

– Masz rezerwację?

–  Tak,  właściciel  to  mój  znajomy.  To  miejsce  cieszy  się  większą

popularnością, niż początkowo sądziłem.

Szli  za  hostessą  do  stolika.  Brian  trzymał  dłoń  na  dolnej  części

pleców  Piper,  bardziej  by  móc  jej  dotykać  niż  prowadzić.  Jej  zdawało
się to nie przeszkadzać. A więc pierwszy krok za nami, pomyślał, choć
wiedział, że przed nimi jeszcze długa droga.

Chciał,  by  Piper  lepiej  go  poznała  i  przestała  się  przejmować

dzielącą ich różnicą wieku. Miał zamiar też przekonać ją, że nie jest dla
niego  błyskotką  czy  zabawką.  Jest  tu  z  nią,  bo  ona  to  Piper,  kobieta
jedyna w swoim rodzaju.

Dostali wysoki stolik w końcu sali. Brian podsunął partnerce krzesło,

sam usiadł na barowym stołku.

– Dzięki, nie cierpię tych wysokich stołków – powiedziała. – Zawsze

się boję, że nie będę umiała zejść. Oj, przepraszam, głuptas ze mnie. Ava
uczyła mnie, że nie należy się skarżyć na stołki barowe.

– Często razem wychodzicie? – zdziwił się Brian.

– Teraz niespecjalnie. Czasami, kiedy jestem w Royal. Kiedy Trent

tak  bardzo  chorował,  częściej  starałam  się  wyciągać  ją  z  domu.  Ona
wtedy dosłownie nikła w oczach.

–  Wujek  Keith  też  mówił,  że  chciał  ją  jakoś  rozerwać.  Choć  sam

także tracił najlepszego przyjaciela.

background image

– Tak, to musiało być straszne dla obojga. Ava nie jest już tą osobą

co dawniej.

– Wujek Keith też chyba nie – westchnął Brian.

Nie  chciał  rozmawiać  o  stryju,  ale  wyczuł,  że  Piper  ma  taką

potrzebę.

–  Sądzę,  że  śmierć  Trenta  była  dla  niego  szansą  na  to,  żeby  Ava

zaczęła go potrzebować.

–  Możliwe.  Ja  tam  myślę,  że  wykorzystał  jej  chwilową  słabość  –

sprostowała Piper.

–  Słabość?  Avy  Wingate?  –  Dla  Briana  Ava  była  ostatnią  kobietą,

która dałaby się wykorzystać.

– Nawet silne kobiety bywają bezradne i bezbronne, Brian.

–  Jasne,  ale  ja  jednak  myślę,  że  Keith  ją  po  prostu  kochał.  To  nie

była manipulacja.

– Nie mówmy o nich. Nie lubię wysłuchiwać, jaka to z Avy wredna

jędza.

– Okej, w końcu jesteśmy tu, żeby się zastanowić, czy chodzi tylko

o to, że zaiskrzyło przy pocałunku, czy też …

W  końcu  zgodzili  się,  że  będą  rozmawiać  o  sporcie,  którym

pasjonuje się Brian, o sztuce, czyli pasji Piper, i o filmach. Cudem udało
im się poruszyć wszystkie te tematy i przy okazji odkryć, jak wiele ich
łączy.

Brian zaproponował jej, by poszła z nim na mecz Dallas Cowboys.

– Mam karnet i zazwyczaj chodzę ze swoim sublokatorem, ale tym

razem  on  wyjeżdża.  Na  pewno  wiesz,  że  oni  co  roku  w  Święto
Dziękczynienia grają mecz.

background image

– Tu, w Dallas?

– Tym razem tak. Musisz wiedzieć, że wszyscy w rodzinie jesteśmy

kibicami  Cowboysów.  A  moja  rodzinka  w  tym  czasie  ma  doroczny
wielki zjazd w domu w Southlake.

–  Wiem,  chwaliłeś  się,  że  twój  przodek  przeznaczył  tam  grunt  pod

budowę szkoły podstawowej.

Brian zaczerwienił się i to było urocze. Pragnęła go coraz bardziej.

Był  zabawny  i  łatwo  było  go  podpuścić.  Rodzina  najwidoczniej  wiele
dla  niego  znaczy.  Szkoda,  bo  trudno  będzie  wyciągnąć  z  niego
informacje  o  stryju,  co  nadal  –  mimo  zawartej  umowy  –  było  jej
zamiarem. Nie chciała, by Brian czuł się nie fair w stosunku do stryja,
ale może Keith rzeczywiście ma coś na sumieniu?

Tyle że póki co nie można mu tego dowieść…

Jej siostrzeńcy i siostrzenice nie lubili Keitha, uważali, że jest z nim

coś nie tak. Nawet wyprowadzka Avy od niego ich nie uspokoiła. Może
jest więc coś na rzeczy i nie chodzi tylko o nietakt, jaki Keith popełnił,
wiążąc się z ich matką tuż po śmierci ojca?

– Wyszedłem na egzaltowanego? – zaniepokoił się Brian.

– Trochę, ale mnie się to podoba. Chętnie pójdę z tobą na ten mecz.

– Świetnie. No i jest ta gala na rzecz bezdomnych. Szykuje się nam

kilka randek.

–  Musisz  tak  to  nazywać?  –  zapytała,  choć  w  głębi  duszy  była

zadowolona.

Randka.  Fajnie  będzie  nie  tkwić  samotnie  jak  kołek,  co  przez

ostatnie miesiące było niezmiennie jej udziałem. Wszyscy przychodzili
z kimś, tylko ona nie miała nikogo.

background image

– To nie kwestia nazwy. Chcę, żebyś wiedziała, że poważnie myślę

o nas dwojgu.

– Jak bardzo poważnie? – zapytała.

Trochę  się  bała.  Bo  co,  jeśli  wszyscy  Cooperowie  mają  skłonności

do  dominacji  i  manipulowania?  Nie  chciała  skończyć  jak  jej  rzekomo
taka silna siostra. A może niczym się nie przejmować i wykonać skok na
głęboką wodę?

Brian rozwiał jej obawy:

– No bez przesady, to dopiero nasza pierwsza randka.

Idealna odpowiedź. A co, jeśli on mówi to, co jego zdaniem ona chce

usłyszeć? I czego on właściwie od niej chce? Bo jej trudno byłoby teraz
wyobrazić sobie lepszego partnera niż Brian. Młody, fajny, zabawowy.

Nie  liczy  pewnie  na  więcej  niż  kilka  nocy  w  jej  łóżku.  Ale,  ale.

Podobno świetnie zna się na ludziach i trafia w ich oczekiwania, dzięki
czemu jest tak skuteczny w sali sądowej. Może i ją przejrzał na wylot?

Pociągnęła łyk sauvignon blanc i pokręciła głową. Nie pozwoli, by

głupie wątpliwości zniszczyły jej ten cudowny wieczór. Pamiętaj, jesteś
boginią  mądrości,  upominała  się  w  myślach.  Potraktuj  tę  randkę  ze
swobodą.

Jeśli  ma  wyniknąć  z  niej  coś  poważnego,  to  na  pewno  jeszcze  nie

teraz.

– Często chodzisz na randki? – spytała zaciekawiona.

–  Myślę,  że  wyrabiam  średnią  krajową  –  odparł.  –  Ale  tak  na

poważnie,  to  od  skończenia  studiów  z  nikim  się  nie  wiązałem.  Nie
miałem czasu, poświęciłem się pracy.

Brzmiało  to  wiarygodnie.  Brian  wyglądał  na  człowieka,  który

cokolwiek  robi,  oddaje  się  temu  w  stu  procentach.  Nieważne,  czy  to

background image

kariera  zawodowa,  czy  romans.  Piper  nagle  zorientowała  się,  że
opróżniła już drugi kieliszek białego wina. Im jest starsza, tym trudniej
jej powiedzieć sobie stop. Odsunęła kieliszek i sięgnęła po wodę.

– A jak u ciebie z randkami? – zapytał Brian.

Pokręciła głową.

– Nie za bardzo. Chyba że zdarzy się ktoś bardzo interesujący. Nic

na siłę.

–  Słuszne  podejście.  –  Pokiwał  głową.  –  Też  staram  się  tak

postępować,  ale  szkopuł  w  tym,  że  moja  praca  wymaga  częstego
bywania. A wtedy czasem trzeba pokazać się z kimś u boku.

–  Powinieneś  znaleźć  sobie  żonę  prawniczkę,  byłaby  dla  ciebie

prawdziwym partnerem.

To było takie głośne myślenie, a jednocześnie ostrzeżenie dla siebie

samej. Musi pamiętać, że jest kobietą niezależną i nigdy nie wystąpi „u
czyjegoś boku”. Nie dla niej rola osoby towarzyszącej.

Zresztą  nie  warto  się  nad  tym  zastanawiać,  póki  co  chciała  się

dobrze bawić.

– Nic nie powinienem – odrzekł. – Jest dobrze tak jak jest. Tu i teraz.

–  Też  tak  uważam  –  przyznała.  –  Myślę,  że  już  niedługo  zakończę

kompletowanie dzieł sztuki, które udekorują twoją firmę.

– Tony pokazał mi parę rzeczy i muszę powiedzieć, że podoba mi się

to,  co  robisz.  Podobno  wypożyczasz  nam  te  dzieła  tylko  na  trzy
miesiące. A co potem?

–  Potem  to  wy  zdecydujecie,  czy  pasują  do  charakteru  budynku

i klimatu waszej organizacji, i czy chcecie je zatrzymać na dłużej.

–  Świetny  pomysł  –  zapalił  się  Brian.  –  Proponujesz  to  wszystkim

klientom?

background image

– To zależy. Jak ktoś kupi na aukcji pracę do biura czy mieszkania,

to ona już jest jego. Ale jeśli pracuję z kimś dłużej nad wystrojem, lubię
puszczać  wszystko  trochę  na  żywioł.  Jeśli  jakiś  element  klientowi  nie
pasuje, może go wymienić na inną pracę tego samego artysty.

–  To  sensowne,  gust  artystyczny  to  w  końcu  subiektywna  sprawa.

Tak jak w miłości, prawda? – mruknął pod nosem.

– Co przez to rozumiesz?

–  Czasem  para  wygląda  na  perfekcyjnie  dobraną,  a  tak  wcale  nie

jest – odparł.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Zjedli  już  wszystko,  a  on  nie  chciał  się  z  nią  rozstawać.  Ale  cóż,

zaprosił ją tylko na kolację. Musi trzymać libido na wodzy, bo inaczej
może ją przestraszyć.

Chciałby  teraz  być  z  nią  na  swoim  ranczu  w  Royal.  Tu  światła

wielkiego  miasta  nie  pozwalały  na  podziwianie  rozgwieżdżonego
teksańskiego nieba. No i mogliby się wybrać na konną przejażdżkę.

– Jeździsz konno? – zapytał, podając jej płaszcz.

– Owszem. Niezbyt dobrze, ale lubię to. Dlaczego pytasz?

– Pomyślałem, że dzisiejszy wieczór jest idealny na konie.

– No tak, ale jesteśmy we Frisco – uśmiechnęła się.

– To prawda. Ale możemy się trochę przejść.

Pokręciła  głową.  Wprawdzie  przy  centrum  handlowym  był  ładny

park, ale nie chciała pokazywać się z Brianem publicznie. Pragnęła być
z nim sam na sam.

Brian przysiągł sobie wcześniej, że przełknie wszystko, co Piper mu

zaserwuje,  zmusił  się  więc  do  uśmiechu  i  pocieszył  myślą,  że  miło
spędzili  czas  w  CRU.  Zadzwoni  do  niej  za  kilka  dni  i  znów  ją  gdzieś
zaprosi.

– W porządku. Za nami ciężki tydzień. Podrzucę cię do samochodu.

– A może potem swoim autem pojedziesz za mną? Mógłbyś wpaść

do mnie na drinka. Pokazałabym ci moje studio.

background image

Czego ona właściwie od niego oczekuje?

Spojrzał w jej ciemnozielone oczy w poszukiwaniu odpowiedzi, ale

jej nie znalazł.

– Brzmi to świetnie – powiedział.

Parkingowy przyprowadził jego samochód. Brian podwiózł Piper do

jej  auta,  a  potem  jechali  gęsiego  do  ogrodzonego  osiedla  domów
jednorodzinnych,  gdzie  mieszkała.  Miała  tam  duży  kamienny  dom,
podobny do domu jego rodziców. Siedziba za duża jak na jedną osobę,
pomyślał.  Ale  gdy  weszli  do  środka,  zrozumiał,  że  Piper  kocha
przestrzeń i urządza ją po swojemu.

–  To  co  najpierw?  –  spytała.  –  Drink  czy  zwiedzanie  domu?

W  listopadzie  najchętniej  siadam  przed  kominkiem  i  sączę  likier
kakaowy.

– Mnie listopad kojarzy się z indykiem i futbolem, ale twój pomysł

też mi się podoba – odparł.

–  W  takim  razie  ty  rozpalasz  ogień,  a  ja  nalewam  likier.  Możemy

posiedzieć na patio z tyłu domu, tam jest miejsce na ognisko.

– Jestem za. Byłem skautem.

– Tak myślałam. No to do roboty.

Brian wyszedł na zewnątrz. Automatycznie zapaliło się tam światło,

nie  miał  więc  kłopotu  ze  znalezieniem  kamiennego  kręgu,  gdzie
rozpalano ogniska, ani z dostępem do opału zgromadzonego obok letniej
kuchni.

Posadzka  patio  zrobiona  była  z  kafelków  ułożonych  w  typowo

teksański wzór: pośrodku widniało gigantyczne okrągłe słońce.

Użył  podpałki,  a  gdy  zaczęła  się  tlić,  stopniowo  dokładał  do  ognia

drewniane  szczapy.  Zmiótł  kurz  z  ogrodowych  mebli,  postawił  obok

background image

ognia dwa krzesła, a pomiędzy nimi stolik.

Wtedy  na  patio  wkroczyła  otulona  grubym  szalem  Piper.  W  ręku

miała  tacę  z  butelką  likieru  Baileys  i  dwiema  szklankami  z  kostkami
lodu.  Podała  mu  tacę,  a  sama  podeszła  do  szafki,  z  której  wyjęła  dwa
ozdobione jej monogramami pledy.

– Na wypadek gdyby było ci zimno – odezwała się. – Uwielbiam tę

porę roku. Długie noce no i nie ma upałów.

Pomyślał,  że  zamiast  nakrywać  się  kocami,  mogliby  przytulić  się

i grzać nawzajem ciepłem swoich ciał.

– Ja chyba nie mam ulubionej pory roku – powiedział. – Lubię lato,

bo wtedy mogę łowić ryby w jeziorze. Po prostu lubię wędkować, a to
nie jest kwestia pory roku.

– Zjadasz to, co złowisz? – spytała, podając mu szklankę z likierem.

–  Najczęściej  wypuszczam  do  wody.  –  Wzruszył  ramionami.  –

Traktuję to jak sport.

Najchętniej wziąłby ją teraz na kolana. Niech się przekona, czego on

tak naprawdę pragnie. Ale nie. Jest tu gościem i musi zachowywać się
grzecznie.

– Ja też lubię wypływać na jezioro z rybakami – przyznała. – Biorę

z sobą szkicownik i rysuję portrety.

–  Jak  to  robisz?  Czekasz  na  natchnienie  czy  po  prostu  zaczynasz

mazać po papierze i potem coś z tego wychodzi? Ja nie mam w sobie za
grosz kreatywności – powiedział, krzywiąc się.

– Bzdura. Kreatywność nie musi objawiać się tworzeniem obrazów.

Na pewno często rozwiązujesz swoje czy czyjeś życiowe problemy. To
też  jest  kreatywność.  Nie  znoszę,  kiedy  ludzie  z  niej  rezygnują  pod

background image

pretekstem, że jest przywilejem nielicznych – mówiła z pasją. – Każdy
ją ma w sobie, tak jak duszę.

–  Chodzi  ci  o  to,  że  każdy  człowiek  jest  wyjątkowy

i niepowtarzalny?

–  Mniej  więcej.  Chyba  za  bardzo  fanatycznie  podchodzę  do  tego

problemu, ale uwierz mi: każdy może być kreatywny.

– Może masz rację. Myślę, że ja swoją, pożal się Boże, kreatywność

zawdzięczam skupieniu. Jak nad czymś pracuję, nie biorę nawet do ręki
telefonu, dopóki nie skończę. I chyba dzięki temu odnoszę sukcesy.

– Też to u ciebie zauważyłam – przyznała Piper z uśmiechem. – Nie

spoczniesz, dopóki nie osiągniesz tego, co chcesz, prawda?

– Zgadza się.

– A czego chcesz teraz? – spytała, odwracając się na krześle w jego

stronę.

– Ciebie.

Jego inteligencja i odwaga nie przestawały jej zadziwiać. Miała już

wyrobione  zdanie  na  jego  temat,  ale  ciągle  rozsadzał  ramy,  w  które
usiłowała  go  wtłoczyć.  Rozpychał  się  tymi  swoimi  szerokimi  barami,
wydatną szczęką i żarliwym spojrzeniem.

Zaprosiła  go  do  siebie  pod  wpływem  impulsu,  ale  im  dłużej  z  nim

przebywała, tym bardziej go pragnęła.

Wspomnienie  tamtego  pocałunku  w  biurze  prześladowało  ją  przez

całe popołudnie i wieczór, gdy czekała na ich randkę. Wmawiała sobie,
że  jest  boginią  mądrości  i  rozsądku,  ale  teraz  wcale  już  tego  nie
pragnęła. Bo wyobraziła sobie ową boginię jako starą kobietę z długimi
siwymi  kłakami,  która  bardziej  przygląda  się  życiu,  niż  w  nim

background image

uczestniczy.  Nie,  na  coś  takiego  jeszcze  nie  czuła  się  gotowa.  Wciąż
czuła się młoda i dynamiczna, a Brian tylko ją w tym utwierdzał.

To  dzięki  niemu  chciała  teraz  poddać  się  pokusie,  mimo  że

wewnętrzny cenzor szeptał jej do ucha, że na tym etapie życia to nie jest
facet dla niej. Ale nigdy nie przejmowała się tego rodzaju ostrzeżeniami.

Była dziewczyną typu „skacz śmiało, na pewno spadniesz na cztery

łapy”. No to skoczyła, a teraz pragnęła go jak nigdy dotąd.

Ale czy na pewno jest przygotowana na to, co może teraz nastąpić?

Oboje  odstawili  szklanki  i  patrzyli  na  siebie.  Piper  dopiero  teraz

zauważyła, ze Brian ma na nogach kowbojki. Była przyzwyczajona do
mężczyzn  w  Dallas,  którzy  nosili  się  w  wielkomiejskim  stylu.  Ale  on
jest  przecież  z  Royal,  w  głębi  duszy  pozostał  niekonwencjonalnym
indywidualistą.

–  Buty  z  cholewką?  Ciekawe,  dlaczego  nie  zauważyłam  ich

wcześniej – powiedziała.

–  Mamy  piątek  wieczór,  zawsze  o  tej  porze  wracam  do  korzeni  –

odparł, puszczając do niej oczko.

–  Mój  tata  też  tak  robił.  W  piątek  wieczorem  wkładał  kowbojki

i kapelusz – mruknęła.

Już  prawie  o  tym  zapomniała.  Rodziców  straciła  we  wczesnej

młodości,  strasznie  jej  ich  do  dziś  brakowało.  Ava  usiłowała  ich
zastąpić, ale sama miała już wtedy męża i małe dzieci.

– Mój tak samo – odparł Brian. – Przez cały tydzień był sztywnym

prawnikiem,  a  na  weekend  przeistaczał  się  w  równego  faceta.  Mam  to
chyba po nim.

– Całe szczęście, że nie wrodziłeś się w stryja – westchnęła.

background image

–  Zgadza  się  –  mruknął.  –  Keith  jest  w  każdym  calu  mieszkańcem

Royal, a mój odłam rodziny ciążył bardziej ku Dallas.

– Ty tu się gruntownie wpasowałeś, ale jakaś maleńka cząstka ciebie

ciągle jest Cooperem, ranczerem z Royal.

– Fakt, mam to we krwi. Ale ty chyba też, czy nie tak?

– Tak, ale chyba nie do końca w mojej krwi. Owszem, lubię otwarte

przestrzenie, miejsca, gdzie mogę się ukryć i spokojnie poszkicować, ale
ranczerstwo… hm, może poza końmi to nie całkiem moja bajka.

– Na szczęście nikt cię do tego nie zmusza. Przepraszam, może cię

zirytowałem?

Chciała  zaprzeczyć,  ale  to  byłoby  kłamstwo.  Kiedy  zapytała  go,

czego  pragnie,  szczerze  odpowiedział,  że  pragnie  jej.  Jej,  Piper
Holloway, kobiety, która zawsze gra solo i podąża własnymi ścieżkami.
Powinno ją oburzać, że ktoś chce ją usidlić.

A  nie  oburzało.  A  nawet  się  podobało.  I  stąd  ta  irytacja.  Ciągle

usiłowała  sobie  wmawiać,  że  tu  chodzi  tylko  o  seks.  Że  od  dawna  nie
była na randce ani nie zaciągnęła faceta na chatę.

– Nie jestem pewna – odpowiedziała w końcu.

Nastąpiło pełne napięcia milczenie.

– Może wolisz, żebym sobie poszedł? – zapytał.

Poczuła się rozdarta. Nie ufała swoim instynktom ani intuicji, jemu

też  nie  do  końca.  Ale  im  bliżej  go  poznawała,  tym  bardziej  zyskiwała
pewność, że Brian nie ma w sobie wiele z Keitha. To dwaj różni ludzie.

– Nie – odparła. – Wcale bym tego nie chciała.

–  To  dlaczego  tu  sobie  po  prostu  nie  siedzimy  na  dwuosobowym

leżaku,  wpatrzeni  w  ogień?  –  zauważył  kąśliwie.  –  Cieszmy  się  tym
jesiennym wieczorem.

background image

Spojrzała  na  niego.  Czy  to  naprawdę  mu  wystarczy?  Inny  facet

zapewne chciałby czegoś więcej, ale Brian zdaje się mówić szczerze.

Kiwnęła głową, wstała, podeszła do podwójnej leżanki i przysunęła

ją  bliżej  ognia.  Brian  włączył  w  swoim  telefonie  muzykę  popularnego
teksańskiego  wykonawcy  Georg’a  Straita.  Zabrzmiała  stara  piosenka
„Nieźle  wyglądasz,  jak  jesteś  zakochana”,  rodzaj  walczyka  w  stylu
country.

–  Mój  tata  uwielbiał  Straita  –  zauważył  Brian.  –  Może  wolisz

zatańczyć, niż siedzieć?

Piper  przypomniała  sobie,  że  Brian  nie  lubi  tańczyć.  A  jednak

wyciągał  do  niej  rękę.  Tej  melodii  i  temu  facetowi  nie  potrafiła  się
oprzeć.

Długo żyła samotnie i dobrze się z tym czuła. Był to jej wybór, ale

teraz  nagle  dotarło  do  niej,  że  taki  Brian  jest  w  stanie  zaoferować  jej
więcej, niż mogła się spodziewać.

Objął  ją  w  pasie,  a  ona  położyła  mu  rękę  na  ramieniu.  Nie  było

w  tym  ani  krzty  przymusu  czy  manipulacji.  On  jest  po  prostu
chłopakiem,  który  trzyma  w  ramionach  dziewczynę,  która  mu  się
podoba.

Wirowali  wokół  ogniska,  a  Brian  nucił  pod  nosem.  Przestała  się

niepokoić, w końcu on tu jest wyłącznie dlatego, że go zaprosiła.

Położyła  mu  głowę  na  ramieniu.  Kiedy  piosenka  się  skończyła,

podniosła na niego oczy. Chyba oboje myśleli o tym samym. Brian wziął
jej twarz w dłonie i przesunął opuszkiem kciuka po jej wargach.

Nie  chciał  jej  ponaglać,  wydawało  mu  się,  że  Piper  ma  pewne

wątpliwości.  Przez  całe  życie  pozwalał,  by  sprawy  rozwijały  się
własnym  torem.  Tak  było  bezpieczniej.  Emocje  zazwyczaj
przeszkadzają w osiąganiu celów.

background image

A  ona,  patrząc  tak  na  niego,  wzbudziła  w  nim  istną  burzę  emocji.

Nie chciał skończyć jak Keith, którego zniszczyła kobieta.

Opuścił rękę i się cofnął. Nie powinien był włączać George’a Straita.

Ten  facet  namieszał  mu  w  głowie  i  pozwolił  uwierzyć,  że  jego  serce
mogłoby być… No, powiedzmy tym, czym nie jest.

– Dziękuję za taniec – powiedział szorstko.

– Cała przyjemność po mojej stronie – odparła – Mam wrażenie, że

oboje dziś coś za dużo kombinujemy.

– Taaa… – przyznał. – Nie będę udawał, że zaczęłaś mi się podobać

na  weselu  Harley  i  Granta.  Od  dawna  mam  na  ciebie  oko,  co  zresztą
chyba  zauważyłaś.  Próbuję  brać  to  na  chłodno,  ale  średnio  mi  to
wychodzi. A coś mi mówi, że i ty…

Wbiła  w  niego  to  swoje  nieodgadnione  spojrzenie.  Ciekawe,  czego

szuka w jego twarzy? Oby to znalazła… Ale im bardziej się wysilał, tym
bardziej  dochodził  do  wniosku,  że  wygląda  teraz  jak  bohater  swojej
ulubionej  kreskówki  z  dzieciństwa,  który  bezustannie  udawał  kogoś,
kim nie był. A mama uparcie mówiła przy tej okazji małemu Brianowi,
że tak nie wolno.

Że trzeba być sobą.

Bądź sobą. Łatwo powiedzieć…

Ale czy Piper potrzebuje faceta takiego jak on? A on przecież chce,

żeby go pragnęła. Żeby uznała go za wystarczająco dobrego dla niej.

– Och, Brian, nie pozwolę ci stąd tak po prostu odejść, choć może

tak byłoby rozsądniej – szepnęła. – Słyszę, co mówisz i wiem, że twoje
słowa  to  wynik  mojego  dzisiejszego  zachowania.  Ale  powiem  ci  coś,
czego nauczyło mnie życie…

Zawahała się.

background image

– Co? Powiedz, zaufaj mi, kochanie.

–  Wiem,  że  nigdy  nie  należy  żałować  spontaniczności,  ale  za  to

zbytnia  ostrożność  jest  godna  ubolewania  –  powiedziała  ze  smutnym
uśmiechem.

Wziął ją w ramiona, choć muzyka już nie grała.

– Podoba mi się to, co mówisz. Ty mi się podobasz. Nie wiem, czy

jako para mamy przed sobą przyszłość, ale nie mam najmniejszej ochoty
teraz  stąd  wychodzić.  Ty  też  tego  chcesz?  –  dodał,  patrząc  jej  głęboko
w oczy.

Kiwnęła głową i objęła dłońmi jego twarz, jak wtedy w biurze. Brian

poczuł, że krew zaczyna szybciej krążyć mu w żyłach i że ma erekcję.
Ich usta się zetknęły.

Objął ją w pasie i lekko uniósł, przyciskając do siebie. Wyczuła jego

podniecenie  i  uniesionym  zgiętym  udem  objęła  jego  nogę.  Zachłannie
wsunął  język  do  jej  ust.  Miał  apetyt  na  coś  więcej,  na  coś,  co  dostać
mógł jedynie od Piper. Coś, czego jego chłodna, głodna i samotna dusza
pragnęła od dawna.

Oparł  się  plecami  o  kamienny  filar.  Ich  oddechy  mieszały  się,  jej

piersi opierały się o jego tors. Przesuwał dłońmi wzdłuż jej ciała, w górę
i w dół.

Jej  usta  miały  smak  słodkiego  likieru  i  księżycowego  światła.

A  także  odbytych  z  nią  rozmów,  oraz  tych,  które  dopiero  były  przed
nimi.

To był pocałunek, o którym zawsze marzył, a którego dotychczas nie

było mu dane zaznać. Wiedział już, że nigdy nie będzie w stanie od niej
odejść.

Ta noc pozostanie z nim i w nim do końca życia.

background image

Trzymał  ją  za  pośladki  i  przyciągał  do  siebie  tak,  by  jego  członek

ocierał się o miejsce ukryte między jej udami. Rozchyliła usta, odchyliła
głowę i wzięła głęboki oddech. Patrzył, jak jej biust wznosi się i opada.

Dotknął  okolic  mostka,  pieścił  jej  piersi,  wsłuchując  się

w  przyśpieszone  bicie  serca.  W  jej  oczach  widział  czystą  rozkosz
i pożądanie.

Wiedział, że jego wzrok wyraża dokładnie to samo.

Całował  ją  długo  i  powoli.  Chciał,  by  ta  chwila  nigdy  się  nie

kończyła. Ale dążył też do czegoś jeszcze.

Chciał mieć ją pod sobą, nagą. Wziąć ją tu i teraz, sprawić, że będzie

należeć  do  niego.  Kochać  się  z  nią.  Łagodnie,  powoli,  słodko.  Ale
najpierw  musi  ją  do  tego  nakłonić,  okazać  swą  żarliwą,  nieokiełznaną
namiętność. Żeby już nie było z jej strony żadnych wahań i wątpliwości.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Wzięła  go  za  rękę  i  zaprowadziła  na  podwójny  leżak,  który

przysunęła  bliżej  paleniska.  Od  dawna  tęskniła  za  taką  nocą.  Brak
towarzystwa  i  erotyki  to  były  jedyne  słabe  punkty  w  jej
zdroworozsądkowym  programie  życia  w  pojedynkę.  Ale  dziś  jej  nie
doskwierały.

Brian  był  z  nią  i  robił  rzeczy,  których  od  dłuższego  czasu  jej

brakowało.

Skłoniła go, by usiadł i oparł się wygodnie, a sama wdrapała mu się

na  kolana,  sadowiąc  się  tak,  by  móc  ocierać  swój  czuły  punkt  o  jego
przyrodzenie. Westchnął, a jej zabrakło tchu. Objął dłońmi jej pośladki,
a ona wplotła palce w jego włosy i odchyliła głowę. Zamknęła oczy, by
nie śledzić wyrazu jego twarzy. Bo nie chciała widzieć. Chciała czuć.

Ten  wieczór  z  Brianem  należał  jej  się  po  stresie  ostatnich

pracowitych  dni  jak  deser.  A  na  inne  sprawy  postanowiła  nie  zwracać
uwagi. Po prostu cieszyć się każdą spędzoną z nim sekundą. On nawet
nie  usiłował  udawać,  że  jest  mu  obojętna.  Z  każdym  jego  ruchem  byli
bliżej siebie. Pragnęła go coraz bardziej.

Chciała go mieć. W środku.

I to już.

O tej porze miał lekki zarost, który przyjemnie łaskotał ją w palce.

A jego pełnym ustom nie można się było oprzeć. Wyprostowała się, a on
włożył rękę pod jej bluzkę i głaskał ją po plecach. Zadrżała i pocałowała

background image

go.  Wsunął  język  do  jej  ust,  pieszcząc  jednocześnie  jej  kręgosłup.
Znowu poczuła dreszcz, uniosła głowę i spojrzała na niego.

– Twój dotyk jest cudowniejszy, niż sądziłam – szepnęła.

Leżał  z  półprzymkniętymi  oczami,  wargi  miał  obrzmiałe  od

pocałunków,  dyszał  lekko.  Zdjęła  bluzkę,  ukazując  mu  piersi
w koronkowym staniku.

–  Nieźle  –  powiedział.  –  Jesteś  jeszcze  bardziej  seksowna  niż

w moich snach.

– Jak bardzo?

–  Jak  Teksas  w  połowie  sierpnia.  Tylko  dużo  gorętsza  –  odparł,

pieszcząc kciukiem lewy sutek.

Piper jęknęła i rozłożyła szerzej uda.

– To ty taki jesteś – powiedziała, wiercąc się na jego kolanach.

Rozpiął jej spodnie i włożył rękę pod bieliznę, a ona przesunęła się

bliżej jego członka. Chciała więcej. Potrzebowała więcej. Boże, od jak
dawna nie czuła się tak wspaniale w ramionach mężczyzny.

Rozpięła mu koszulę, a on objął ją w pasie i przekręcił oboje tak, że

teraz ona leżała pod nim. Zsunął ramiączka jej stanika i uwolnił piersi.

–  Co  ty  robisz?  –  zdziwiła  się,  gdy  nie  pozwolił  jej  pieścić

przyrodzenia przez materiał dżinsów.

Ucałował jej dłoń i położył ją na poduszce przy jej głowie.

– Nie chcę spuścić się w spodnie – wyjaśnił ochrypłym głosem.

Te słowa autentycznie ją rozbawiły. Roześmiała się, a on położył jej

rękę na ustach.

– Cicho. Już i tak ledwo nad sobą panuję.

background image

Zdjął  jej  stanik,  a  potem  wziął  się  za  swój  rozporek.  Ale  ona

odsunęła jego ręce i sama go rozpięła. On zaś ściągał jej spodnie, klnąc
jak  szewc,  gdy  zatrzymały  się  na  wysokich  szpilkach.  Usiadła,  by  mu
pomóc, po czym wzięła w rękę jego członek. Był twardy i gorący.

Tak  napalony  nie  był  chyba  od  dziesięciu  lat.  Piper  dopadła  go

szybciej, niżby sobie tego życzył. Odwrócił się i spojrzał na nią. Leżała
z  rękami  nad  głową  i  lekko  rozchylonymi  udami.  Patrzyła  na  niego
nieco wyzywająco.

Miała  na  sobie  tylko  czerwone  majteczki  bikini.  Ściągnął  je  czym

prędzej  i  rzucił  na  podłogę.  A  potem  wstał  i  nie  odrywając  oczu  od
swojej bogini, zdjął buty.

–  Zniszczyłaś  jedną  z  moich  ulubionych  koszul  –  powiedział

z wyrzutem, patrząc na dziury po wyrwanych przez nią guzikach.

–  Kupię  ci  nową  –  odparła.  –  To  twoja  wina,  nie  trzeba  było  tak

pracować nad rzeźbą klaty.

Nie  był  przyzwyczajony  do  kobiecych  komplementów  na  temat

swojej  fizyczności,  lekko  zmieszany  rzucił  więc  koszulę  na  ziemię,  po
czym rozebrał się do końca.

– Bierzesz pigułki? – zapytał.

– Owszem, żeby wyregulować cykl – odparła, chwytając go za jądra.

–  To  dobrze,  bo  nie  mam  przy  sobie  prezerwatyw.  Ale  jestem

zdrowy.

– Ja też.

– No to skoro mamy już tę rozmowę za sobą, mam zamiar poznać

każdy centymetr twojego ciała – powiedział zachrypniętym głosem.

–  Brzmi  to  zachęcająco.  O  ile  oczywiście  pozwolisz  mi  zrobić  to

samo z twoim ciałem.

background image

A więc będzie musiał jeszcze trochę wytrzymać. Pełne partnerstwo

w łóżku zawsze jednak było dla niego priorytetem. Położył się obok niej
i  okrył  ją  kocem,  by  nie  zmarzła.  Całował  ją  w  szyję,  schodząc  coraz
niżej i wdychając cynamonową woń jej perfum. Na wewnętrznej stronie
przedramienia  miała  tatuaż,  którego  przedtem  nie  zauważył.  Były  na
nim  napisane  wysmakowaną  czcionką  rzymskie  cyfry  układające  się
w liczbę 2001. Zapytał o znaczenie tej grafiki.

–  To  był  dla  mnie  upiorny  rok  –  odparła.  –  Tatuaż  ma  mi

przypominać, że jakoś przez to wszystko przeszłam. Mimo wszystko.

– I pewnie cię to wzmocniło? – domyślił się.

– Tak. Ilekroć widzę tę datę, dociera do mnie, że nic nie jest w stanie

mnie zniszczyć.

Zawsze uważał, że Piper jest ze stali, a teraz już wiedział dlaczego.

Chciałby  wiedzieć,  co  ją  spotkało,  ale  nie  zapytał.  Wolał  się  z  nią
kochać.

Odwrócił  ją  plecami  do  siebie,  przytulił,  całował  po  ramionach,

obejmował dłońmi piersi, ocierał się penisem o pośladki. Włożyła jedną
jego rękę między swoje nogi.

Dotarł  dotykiem  do  jej  najczulszego  punktu.  Piper  jęknęła

przeciągle.

– Tak mi dobrze…

Dotykał  więc  jej  łechtaczki,  drugą  ręką  leniwie  pieszcząc  jedną

pierś.  Całował  ją  w  usta.  Chciał  w  nią  wejść,  ale  wolał  najpierw
doprowadzić ją do orgazmu. Chciał ją w tym momencie obserwować.

Zaczęła  wydawać  z  siebie  coraz  szybciej  ciche  jęki,  potem

wykrzyczała  jego  imię.  Tulił  ją,  ciągle  pieszcząc  między  nogami,  aż
odwróciła się twarzą do niego, położyła go na plecach i usiadła na nim.

background image

Już  samo  oglądanie  jej  orgazmu  doprowadziło  go  prawie  do

wytrysku,  a  teraz  musiał  wytrzymać  jeszcze  trochę,  bo  Piper  pieściła
jego członek.

Ciężką  pracą  dorobił  się  własnej  kancelarii.  Prowadzenie  spraw

klientów  i  jednoczesna  budowa  okazałej  siedziby  wyczerpywały  go  na
tyle, że nie miał czasu na nic więcej niż przygodne miłostki. I dopiero
teraz poczuł, co może zajść między dwojgiem ludzi.

Dowiedział się, czym jest prawdziwa rozkosz.

Bo teraz był z Piper.

A  ona  umiejętnie  prowadziła  go  ku  szczytom,  posługując  się  przy

tym ręką i wargami. Miał zamiar leżeć spokojnie, ale gdy wzięła w usta
koniuszek jego penisa, nie wytrzymał i wplótł dłonie w jej włosy. Ssała
go, rękami pieszcząc jądra. A on wił się niespokojnie.

– Za mocno? – spytała zaniepokojona.

– Chcę w ciebie wejść – odparł.

– Nie lubisz tego?

– Nie rozśmieszaj mnie, bo to się źle skończy. – Zazgrzytał zębami,

choć podobała mu się jej swoboda i rozbawienie.

Z uśmiechem pomogła mu w siebie wejść.

– O to ci chodziło? – zapytała, unosząc brwi.

– Nie – odparł, zmieniając pozycję tak, aby znalazła się pod nim. –

O to.

– Tak też lubię – zamruczała.

Przyjął wszystko, co mu mogła ofiarować i wkrótce poczuł dreszcze

wędrujące wzdłuż kręgosłupa. Szczytował.

background image

A potem opadł obok niej na poduszki, nie wypuszczając jej z objęć.

Oboje powoli odzyskiwali oddech. Głaskał ją po plecach, przypominając
sobie,  co  powiedział  jej  tego  wieczoru:  że  to  nic  poważnego,  ot  jedna
pierwsza randka.

Teraz  już  wiedział,  że  to  nie  była  prawda.  Trzyma  ją  w  ramionach

i już nigdy nie wypuści. Czy może być w życiu coś poważniejszego?

Ale  dla  dobra  ich  obojga  musi  być  ostrożny  z  takimi

sformułowaniami.  Przecież  Piper  nie  oczekuje  od  niego  niczego  na
serio. Prawie mu to powiedziała.

– Było cudownie – szepnęła. – Zostaniesz na noc?

–  Chętnie.  Mam  nawet  w  bagażniku  torbę  z  ubraniami  na  trening.

Pójdę po nią, będę miał czystą bieliznę na rano.

–  Świetnie,  ja  w  tym  czasie  trochę  tu  ogarnę.  Spotkamy  się

wewnątrz.

Włożył dżinsy i spojrzał na nią. Jej nagie ciało przykryte było tylko

cienkim kocem. I już wiedział, że coś znalazł, mimo że tego nie szukał.
I że potrzebuje czasu, by stwierdzić, czy o to mu chodziło.

A  potem  razem  brali  prysznic,  kochali  się,  po  czym  zasnęli  w  jej

królewskim łożu. Często się budził, by na nią popatrzeć. Oto osiągnął to,
czego pragnął. I nie wiedział, czy ma się z tego cieszyć, czy się bać. Nie
był typem mężczyzny, który ucieka od problemów, ale Piper sprawiała,
że czuł się…

Nie, wolał o tym teraz nie myśleć.

Za  którymś  razem  obudził  go  zapach  świeżej  kawy  i  głos  Piper,

która  mówiła  coś  w  drugim  pokoju.  Wstał,  poszedł  tam  i  zobaczył  ją
rozmawiającą  przez  telefon.  Położyła  palec  na  ustach,  nakazując  mu
milczenie.

background image

– Oddzwonię do ciebie – rzuciła w słuchawkę i się rozłączyła.

Czyżby wstydziła się jego obecności?

Spojrzał  na  nią.  Oto  kobieta,  której  pragnął.  Nigdy  nie  miał

problemów ze zdobywaniem tego, na co miał ochotę. Sięgał tam, gdzie
inni bali się sięgnąć. A teraz ona go ucisza?

Będąc tu z nią, nie czuł się ani zawstydzony, ani nawet zmieszany.

Ale rozumiał, że ona może tak właśnie się czuć. Stała twardo po stronie
siostry.  Więc  przespawszy  się  z  bratankiem  Keitha  Coopera,  mogła
poczuć się niezręcznie. To w końcu była jej decyzja, ale nie chciał zostać
przez  nią  wykorzystany  tak,  jak  –  jego  zdaniem  –  wuj  został
wykorzystany przez Avę. Przeżuty i wyrzucony.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

– Co to miało być? – zapytał.

Wyglądał  po  prostu  bosko.  Nie  mogła  oderwać  wzroku  od  jego

wyrzeźbionego  torsu.  Poczuła  ciarki  we  wszystkich  możliwych
miejscach ciała. Może ten poranek też spędziliby w łóżku?

Ale  w  jego  spojrzeniu  dostrzegła  coś…  nowego,  coś,  co  było

przeciwieństwem swobody.

Swoje związki traktowała zawsze na luzie, głównie po to, by chronić

samą  siebie.  Po  zerwanych  zaręczynach  przyrzekła  sobie,  że  już  nigdy
nie odsłoni się w pełni przed żadnym mężczyzną. Nie będzie bezradna
ani bezsilna. Ale nie przewidziała, że kiedyś ktoś będzie znaczył dla niej
więcej, niżby tego chciała. Tak jak teraz Brian.

– Nie chciało mi się tłumaczyć przed Avą, że spędziłeś u mnie noc –

powiedziała.

–  Tłumaczyć  się?  A  dlaczego  miałabyś  to  robić?  –  zapytał,

podchodząc do niej.

Był w samych bokserkach i nie można było oderwać od niego oczu.

Niezły początek dnia…

–  Ona  mi  zawsze  matkowała.  Pewnie  z  powodu  różnicy  wieku  –

wyjaśniła.

– Czy jakiemukolwiek innemu facetowi też ośmieliłabyś się nakazać

w ten sposób milczenie?

– Jasne. Dlaczego miałbyś być wyjątkiem? – spytała.

background image

Zaczęło do niej docierać, że Brian jest wkurzony.

–  Bo  jestem  młodszy?  Bo  jestem  bratankiem  Keitha?  W  końcu  nie

wiem, czy nie byłem dla ciebie tylko chłopakiem na bzykanko. Prawie
jak  numerek  na  telefon,  co?  A  nakazywanie  milczenia…  Ja  ostatni  raz
uciszałem dziewczynę, kiedy miałem szesnaście lat, a mój tata właśnie
pukał do drzwi.

Zdumiona  Piper  uniosła  brwi.  Chętnie  dowiedziałaby  się  dalszego

ciągu tej historii, ale teraz nie pora na to.

–  Ava  ma  zwyczaj  maglować  mnie  o  każdego  faceta,  z  którym

jestem.  A  dziś,  kiedy  jestem  z  tobą  i  jest  mi  dobrze,  chciałam  tego  po
prostu uniknąć. I cieszyć się tym sobotnim porankiem, Brian. Ot i cała
tajemnica.

Pokiwał  głową,  a  ona  wstała  i  pocałowała  go.  Poczuła  ulgę,  gdy

westchnął i oddał jej uścisk.

– Ava pewnie powiedziałaby ci, że jesteś dla mnie za dobra. A ja to

przecież wiem – odezwał się.

– Nie obchodzi mnie, co ona sądzi. To sprawa między tobą a mną.

Chcesz kawy?

– Poproszę.

– I może jakieś śniadanie? – zaproponowała, słysząc, jak burczy mu

w brzuchu.

– Owszem, ale nie kłopocz się. Mogę zrobić omlet.

–  Byłoby  fajnie,  ale  nie  mam  jajek.  Grzanki  z  syropem  klonowym

wystarczą?

– W zupełności – mruknął.

Przeszli  do  kuchni,  gdzie  wskazała  mu  zwykły  zaparzacz  do  kawy,

lepszy dla środowiska niż ekspres kapsułkowy. Grzanki miała tylko trzy,

background image

a Brian wyglądał na faceta, który zadowoli się jedną czy nawet dwiema
grzankami. W spiżarce znalazła jeszcze tylko owoce w syropie.

– Nie jestem przygotowana na nocnych gości – wyjaśniła.

– To nie było planowane – odparł. – Tak jest dużo fajniej.

– Ja też niczego nie żałuję – powiedziała.

Brian poszedł do sypialni, gdzie dzwonił jego telefon, a ona myślała

o Avie, która zadzwoniła tak wcześnie. Pewnie chciała pogadać. Trzeba
będzie  do  niej  oddzwonić,  bo  w  głosie  siostry  Piper  wyczuła  ton,
którego  chyba  nie  słyszała,  odkąd  Trent  zachorował.  Ton  oznaczający
irytację i depresję. Biedna Ava.

– Dzwonił klient – oznajmił Brian, wchodząc do kuchni. – Niestety

będę  musiał  iść.  Szkoda,  bo  chciałem  zjeść  z  tobą  śniadanie.  A  co
powiesz na jutrzejszy brunch? Jestem umówiony z rodzicami.

Rodzice? Na to chyba nie była jeszcze gotowa.

–  Niestety  nie  mogę.  –  Pokręciła  głową.  –  Ale  zobaczymy  się

w środę na gali Boots & Boas.

–  W  takim  razie  może  zaplanujesz  zostanie  u  mnie  na  noc?

Mieszkam w centrum, tuż obok miejsca, gdzie odbędzie się impreza. Nie
będziesz musiała jechać do domu.

To  odwołanie  się  do  względów  praktycznych  czyniło  jej  decyzję

łatwiejszą i trudniejszą zarazem. Nie potrafiła jednak już udawać, że on
jest dla niej po prostu młodym atrakcyjnym ciałem. Szalała za nim.

– Chętnie. – Kiwnęła głową.

– Przepraszam, że tak się wymykam.

– Rozumiem. Taką masz pracę.

background image

Był  ubrany  w  dżinsy  i  czarny  T-shirt,  ciuchy,  które  zapewne  wyjął

z  treningowej  torby.  Odprowadziła  go  do  drzwi,  a  on  pocałował  ją  na
pożegnanie.  Stała  w  progu  i  patrzyła,  jak  Brian  się  oddala,  gdy  nagle
uświadomiła  sobie,  że  musi  wyglądać  jak  żona  z  lat  pięćdziesiątych,
czyli typowa kura domowa. Zamknęła drzwi.

Lubiła  Briana,  ale  miał  tendencję  do  uwypuklania  rzeczy,  co  do

których wolała, by pozostały w ukryciu. Fakt, że udało mu się do tego
stopnia  ożywić  zmysłową  część  jej  psychiki,  niepokoił  ją.  Zawsze
wolała  kierować  się  logiką,  a  nie  emocjami,  które  czyniły  ją  bezwolną
i  bezbronną.  Wiele  lat  temu  zdarzyło  się  jej  pozwolić  zapanować  nad
sobą zmysłom i uczuciom. Od tamtej pory wolała być sama.

Zdenerwowana  potarła  ręką  kark.  Dlaczego  to,  co  ostatniej  nocy

wydarzyło  się  między  nią  a  Brianem,  napawa  ją  takim  niepokojem?
W  głębi  duszy  znała  odpowiedź.  Ta  noc  zniszczyła  w  niej  beztroską
lekkomyślną  kobietę,  która  w  życiu  kieruje  się  spontanicznością
i intuicją.

Być może nieodwracalnie.

A to oznacza, że teraz będzie musiała bardzo ostrożnie podchodzić

do  tego,  co  dzieje  się  między  nimi.  Chyba  nie  jest  w  stanie  pójść  na
żywioł  i  związać  się  z  młodzieńcem  urodzonym  jedenaście  lat  później
niż ona. A jeszcze mniej zdolna jest do rzeczowej rozmowy z nim na ten
temat.

Weszła  do  kuchni,  kiedy  grzanki  właśnie  wyskoczyły  z  tostera.

Wszystkie  trzy  posmarowała  masłem  i  nasączyła  syropem.  Wmawiała
sobie, że to bardzo smaczne śniadanie i że nie ma nic przeciwko jadaniu
śniadań  w  pojedynkę.  Ale  w  gruncie  rzeczy  wolałaby,  by  on  tu  nadal
był.

Brian spędził resztę soboty na zajmowaniu się klientem, którego syn

został aresztowany w piątek wieczorem. W dodatku sprawa nie wiązała

background image

się  ściśle  z  jego  specjalizacją,  musiał  więc  zaprosić  do  współpracy
jednego  ze  swoich  byłych,  lepiej  obeznanych  z  prawem  karnym
pracodawców.  Tak  więc  dopiero  o  szóstej  wieczorem  znalazł  czas  na
wysłanie do Piper esemesa.

Zazwyczaj  nie  zastanawiał  się  głębiej  nad  swoimi  związkami,  ale

tym  razem  nie  chciałby  się  narzucać.  Mimo  że  Piper  zapewniała
o swojej niezależności od Avy, nie był pewien, czy w pełni akceptuje go
w roli swojego chłopaka. Miał wrażenie, że stale coś przed nim ukrywa.

Ale co?

Wcześniej myślał, że jak się z nią prześpi, jego zaangażowanie straci

na  intensywności.  Ale  tak  się  nie  stało.  Prawdę  mówiąc,  pragnął  jej
coraz bardziej.

Do diabła z tym.

Dotychczas  gdy  czegoś  chciał,  nie  wahał  się  ani  chwili  i  to

zdobywał.  A  teraz?  W  końcu  wysłał  jej  banalnego  esemesa  z  gatunku
tych: jak ci minął dzień?

Odłożył  telefon,  wziął  prysznic  i  ubrał  się  wyjściowo.  Zazwyczaj

w  soboty  chodził  na  kolację  do  Klubu  Hodowców,  chyba  że  miał  inne
plany. Ale teraz nie miał, tradycji stanie się więc zadość.

Zakładając na rękę zegarek, zerknął na telefon. Piper odpisała:

„Koniec końców usiadłam sobie w atelier i zaczęłam pracować nad

nowym projektem. Dobrze mi idzie. A co u ciebie?”.

Usiadł w skórzanym fotelu i napisał:

„Miałem ciężki dzień, ale jakoś udało się wyprowadzić wszystko na

prostą. A ty nie jesteś zmęczona po całym dniu w pracowni?”.

„Owszem, trochę, ale też rozradowana. Wiem, że mieliśmy się dziś

nie spotykać, ale chyba muszę wyjść z domu”.

background image

„Ja właśnie idę na kolację do Teksańczyków. Może dołączysz?”.

„Chętnie, dzięki. Widzimy się tam za godzinę?”.

Odpowiedział  wesołym  emotikonem.  Uśmiechał  się  pod  nosem

z  powodu  tego  nieoczekiwanego  spotkania.  Czy  jednak  ta  sprawa
z Piper nie zaszła za daleko? Czy ona nie odtrąci go tak jak Ava wuja
Keitha?  Ale  cóż,  Brian  nie  potrafił  zapanować  nad  emocjami.  Rzadko
się zakochiwał, ale jeśli już, to błyskawicznie. I na całego.

Zamówił  ubera.  Chciał  się  napić,  więc  nie  jechał  własnym

samochodem.  Na  miejscu  zobaczył  kilku  nowych  klubowiczów  oraz
przedstawicieli starych teksańskich rodzin, takich jak jego własna, której
członkowie zakładali Klub Hodowców w Royal.

Ruchem  głowy  przywitał  się  ze  znajomymi,  po  czym  podszedł  do

baru,  zamówił  teksańskie  piwo  i  usiadł  tak,  by  dobrze  widzieć  drzwi
wejściowe.

W końcu doczekał się: ukazała się w nich Piper. Kiedy go zobaczyła,

uśmiechnęła się i pomachała mu ręką. Fryzurę zrobiła lekko na punka,
ubrana  była  w  brązową  zamszową  spódnicę  do  połowy  łydki  i  krótki
kremowy sweter. Jak to się dzieje, że gdziekolwiek się pojawi, jej widok
zapiera dech w piersi?

Podeszła i cmoknęła go na powitanie.

– Co mam ci wziąć z baru? – zapytał. – Bo na kelnera zaczekamy,

lekko licząc, trzy kwadranse.

–  Margaritę  z  sokiem  pomarańczowym  –  powiedziała.  –  I  może

jakieś nachosy.

Złożył zamówienie, biorąc jeszcze jedno piwo dla siebie. Uznał, że

jeszcze za wcześnie na tequilę. Przyniósł drinki do stolika i usiadł obok
niej. Był ciekaw, jak spędziła dzień, ale nie zamierzał zarzucać jej setką
pytań.

background image

Piper pociągnęła długi łyk i westchnęła.

–  Po  śniadaniu  przyszedł  mi  do  głowy  pewien  pomysł  –  zaczęła

opowiadać. – Myślałam, że skończy się na kilku szkicach, ale tak mnie
to pochłonęło, że w końcu zrobiło się ciemno, a ja poczułam, że jestem
głodna.

– Często ci się to zdarza?

– Nie tak często, jakbym chciała, ale jeśli już, to pracuję do oporu.

A tobie?

–  Może  nie  tak  samo,  ale  chyba  też.  Czasami.  Zaczynam  jakiś

research, żeby napisać streszczenie sprawy, a tu nagle robi się północ –
przyznał.

Wszyscy  zawsze  mówili  mu,  że  ma  obsesję  na  punkcie  pracy.

Rzeczywiście  się  w  niej  zatracał.  Lubił  znajdować  sprawiedliwe
rozwiązania dla klientów. Wytrwale szukał więc precedensów prawnych,
na których mógłby się oprzeć.

– A ja kiedy kończę pracę, jestem potwornie głodna, a jak zdążyłeś

zauważyć, prawie nigdy nie mam w domu nic do jedzenia – powiedziała
z  żałością  w  głosie.  –  Zazwyczaj  wieczorem,  jak  wracam  z  galerii,
staram  się  coś  kupić,  ale  tym  razem  miałam  tyle  pracy,  że  o  tym
zapomniałam.

– Mam nadzieję, że wkrótce się odkujesz i będziesz mogła zwolnić

tempo – mruknął, kiedy na stole pojawiły się nachosy.

–  Też  tak  myślę,  ale  wiesz,  ile  czasem  trwa,  aż  ludzie  zmienią

zdanie? Są tacy małostkowi…

– Wiem – przyznał.

Cała  masa  ludzi  święcie  wierzy,  że  nie  ma  dymu  bez  ognia.

Podejrzewają Wingate’ów o Bóg wie co, a on znał tę rodzinę od dawna

background image

i był przekonany, że nie zdarzały się w niej przypadki łamania prawa.

– Źle się czuję z tym, że ciebie to dotyka – dodał.

–  Ja  też.  Ciężko  pracowałam,  żeby  mieć  galerię,  a  teraz  mnóstwo

ludzi  uważa,  że  powstała  ona  jako  pralnia  pieniędzy  –  powiedziała,
kręcąc  głową  z  niedowierzaniem.  –  Ale  dość  już  o  tym.  Powiedz,  jak
tobie minął dzień.

Chcąc ją nieco rozerwać, opowiedział, jak dziś bawił się w terapeutę

klienta, a kolega musiał przejąć obowiązki prawnika. W poszanowaniu
tajemnicy  zawodowej  nie  mógł  się  zbytnio  wdawać  w  szczegóły,
zmienił  więc  temat  i  wspomniał  o  wystawie  sztuki  nowoczesnej,  która
wkrótce miała zawitać do Dallas.

Po kolacji udało mu się namówić Piper na partyjkę bilarda. Nie grała

od czasu studiów, kiedy to głównie wspólnie z Char, współmieszkanką
z  akademika,  dawały  łupnia  gromadzie  absztyfikantów.  Teraz  szło  jej
kiepsko i pomyślała, że poziom tego ważniaka adwokata to jednak dla
niej za wysokie progi.

Po chwili jednak zauważyła, że kiedy pochylała się, to składający się

do strzału Brian patrzył na nią, a nie na bilę. Z pełną świadomością, że
to  nie  fair,  zaczęła  to  wykorzystywać.  Ale  mimo  że  udawało  jej  się
rozproszyć przeciwnika, jej pchnięcia nadal nie były celne.

–  Wiesz,  co  mogłoby  ci  pomóc?  –  zapytał  Brian,  składając  się  do

kolejnego uderzenia.

– Hm? – mruknęła pytająco.

Wtedy  stanął  za  nią  tak,  że  ich  biodra  się  zetknęły,  i  się  pochylił.

Jedną ręką oparł się o zielone sukno, a drugą położył na jej ramieniu.

–  Powinnaś  skupić  się  na  grze,  a  nie  na  odciąganiu  mojej  uwagi  –

skarcił ją niespodziewanie.

background image

Spojrzała na niego, marszcząc nos.

– Ale ja dziś tylko to potrafię.

Roześmiał się.

– Od jak dawna nie grałaś? – zapytał.

– Od jakichś piętnastu lat – przyznała. – Ale kiedyś szło mi całkiem

nieźle.

– Często wtedy dekoncentrowałaś przeciwników?

– Pewnie nie uwierzysz, ale uważałam to za coś prostackiego, czego

nigdy nie stosowałam. Wygrywałyśmy z Char, bo chłopaki uważały, że
z  nami  łatwo  pójdzie.  A  wystarczyło,  żeby  nadeszła  nasza  kolej
i rozbijałyśmy ich na miazgę.

– No to byłyście dobre.

–  Co  najwyżej  niezłe.  Dobrym  bilardzistą  to  jesteś  ty,  mój

przyjacielu. Masz prawdziwe umiejętności.

–  Tata  miał  stół  bilardowy  i  graliśmy  w  domu  –  wyjaśnił  Brian.  –

Lubię  bilard.  Zmusza  mnie  do  oderwania  się  od  codziennych  myśli
i prawniczych sporów. Tata mawiał, że z bilą nie da się debatować, jej
i tak się nie przekona.

Nie mogła się nie roześmiać. Sposób myślenia Briana zachwycał nie

tylko  swobodą,  ale  i  głębią.  Całe  dnie  spędzał  na  myśleniu,
dyskutowaniu i przekonywaniu innych do swoich racji. I ona musi o tym
pamiętać. Brian potrafi być sugestywny.

– Skoro i tak już mnie rozgromiłeś, to może zakończymy tę grę? –

zasugerowała.

– Bo ja wiem? Podoba mi się, jak się schylasz, kiedy ja składam się

do strzału.

background image

Odrzuciła głowę do tyłu i śmiała się w głos.

– Mogę to samo robić gdzie indziej.

– Chcesz, żebyśmy pojechali do mnie? – zapytał.

– Tak – odparła cicho. – Jeśli tego chcesz…

– Do diabła, jasne, że chcę.

Wziął ją w ramiona i spojrzał w oczy. I wtedy zdała sobie sprawę,

jak im dobrze razem. Jak do siebie pasują. I że nie ma co martwić się na
zapas. Dobrze mieć obok siebie kogoś takiego jak Brian. Kogoś, kto ją
zdobędzie, zgadzając się, by nadal pozostała sobą.

I na kogo zawsze będzie mogła liczyć.

– Dokończysz drinka? – zapytał.

– Nie muszę.

Szczerze  mówiąc,  po  prostu  chciała  być  z  nim.  Cały  długi  dzień

pracowała nad obrazem, w którym niespodziewanie zawarła rozliczenie
z  własnym  życiem.  Początkowo  miało  to  być  sztuka  abstrakcyjna,  ale
w  miarę  malowania  z  plątaniny  linii  i  kształtów  zaczęły  się  wyłaniać
ludzkie postacie. Najpierw oczywiście siostra, potem tata, z którym była
szczególnie blisko, a na końcu… Brian.

Im  dłużej  pracowała  nad  obrazem,  tym  wyraźniej  zdawała  sobie

sprawę, że on nie jest w jej życiu tylko przerywnikiem, odskocznią.

Że jest z nim ściśle związana.

I zdecydowała, że tego będzie się trzymać. Tak długo, jak się da.

– No to chodźmy – powiedział. – Ja przyjechałem uberem, a ty?

– Samochodem. Jazda uberem z Frisco kosztuje majątek.

– Zostawisz auto tutaj na noc? Za dużo wypiłem, żeby prowadzić.

background image

– Jasne, że zostawię. Też nie powinnam prowadzić po drinku.

Brian wezwał ubera i zanim Piper zdążyła się zorientować, znaleźli

się  w  jego  penthousie.  Mieszkanie  urządzone  było  nowocześnie
i  przytulnie.  Z  okien  salonu  rozciągała  się  panorama  nocnego  Dallas.
Brian przyrządzał dla nich margarity a Piper zdjęła buty i zastanawiała
się, co tu robi. Choć nie chciałaby w tym momencie być nigdzie indziej.

Ta  myśl  ją  przerażała.  Do  tego  stopnia,  że  niewiele  brakowało,

a zabrałaby swoje rzeczy i wyszła.

Brian wszedł do pokoju i podał jej drinka.

– Co byś chciała robić? – zapytał.

Przytulać  się  na  kanapie  i  oglądać  telewizję,  pomyślała.  Ale  nie

miała  odwagi  powiedzieć  tego  na  głos.  Coś  ją  przed  tym
powstrzymywało.  Brian  zaczyna  się  stawać  dla  niej  kimś  zanadto
ważnym, musi przyhamować.

Seks okej, czułość niekoniecznie.

– Hm, nie mam pojęcia – odparła. – A co proponujesz?

– W telewizji jest mecz.

– Boże, ależ z ciebie stuprocentowy facet.

– Nie zaprzeczę. Myślałem, że też lubisz sport.

– Bo lubię – roześmiała się.

– A co zazwyczaj robisz wieczorami?

– Słucham muzyki i szkicuję.

– Pozwól, że się przebiorę, a potem wymyślimy coś, co nie jest ani

sztuką, ani sportem. Dać ci jakiś dres albo T-shirt?

Kiwnęła głową i poszła za nim w stronę sypialni.

background image

Zauważyła  na  ścianach  kilka  obrazów,  w  tym  jeden  ze  zbiorów  jej

galerii.

– Kiedy go kupiłeś? – zapytała.

–  Kilka  miesięcy  temu,  pod  twoją  nieobecność.  Nie  chciałem

ryzykować, że mi go ktoś podkupi.

– Świetnie tu pasuje. Mam jeszcze drugi miejski pejzaż tego samego

autora  i  przeznaczyłam  go  do  twojej  dużej  sali  konferencyjnej.  Jest
w  nim  ten  sam  rodzaj  agresji  co  w  tym,  tyle  że  przedstawia  Santa  Fe,
a nie Austin.

– Nie mogę się doczekać, aż go zobaczę. Masz świetne oko.

– Nie przeczę – powiedziała, patrząc na niego.

Jaka  szkoda,  że  nie  spotkała  nikogo  pokroju  Briana,  gdy  miała

dwadzieścia  parę  lat.  No  cóż,  taki  los.  W  dodatku  pochodzą  z  rodzin,
między  którymi  zaistniało  całe  mnóstwo  napięć.  Ale  to  nieważne.
Ważne, by pamiętała, co ją tu przywiodło. Jego boskie ciało i seksowne
pocałunki.

Nic więcej.

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Nie  była  pewna,  czego  ma  oczekiwać  po  randce  wyznaczonej  jej

niejako przez Briana po dobroczynnej gali Boots & Boas.

Wydarzenie  miało  miejsce  nad  zalewem  Grapevine  w  ogromnym

centrum 

konferencyjnym 

połączonym 

luksusowym

pięciogwiazdkowym ośrodkiem wypoczynkowym.

Zaczęto tam już wieszać dekoracje świąteczne i Piper przechadzała

się  po  korytarzach,  patrząc  na  nie  z  zainteresowaniem.
Z  niecierpliwością  oczekiwała  tegorocznego  Bożego  Narodzenie
w nadziei, że w świątecznej atmosferze jej rodzina zostanie oczyszczona
z krzywdzących zarzutów i życie w końcu wróci do normy.

No tak, ale jak ma teraz wyglądać owa norma?

O  tym  nie  miała  pojęcia.  W  końcu  na  galę  przyjechała  z  facetem.

Przysięgała  sobie,  że  po  zerwaniu  niefortunnych  zaręczyn  już  nigdy
z nikim się nie zwiąże, ale Brian to zmienił. Po raz pierwszy od bardzo
dawna nie będzie na imprezie podpierać ścian. I nie będzie traktowana
jak  aferzystka.  U  boku  Briana  wszelkie  podejrzliwe  spojrzenia
i szeptane za plecami obraźliwe komentarze będą dla niej znaczyć tyle
co nic.

Brian  kupił  dla  nich  obojga  wysokie  buty  ręcznie  robione  przez

znanego  producenta  tradycyjnego  amerykańskiego  obuwia.  Piper
uwielbiała tę markę.

Swoją parę dostała w prezencie wczoraj wieczorem i z myślą o nich

ubrała się w krótką koktajlową sukienkę. Niech wszyscy je podziwiają.

background image

A  gdy  przed  aukcją  siedzieli  przy  kolacyjnym  stole,  Brian  nie

potrafił utrzymać rąk przy sobie. Czuła jego dłoń na udzie i to też było
miłe.

Zazwyczaj  starała  się  unikać  tej  dorocznej  uroczystości,  bo  gdy

miała  dwadzieścia  cztery  lata,  narzeczony  zerwał  z  nią  dokładnie
w  przeddzień  Boots  &  Boas.  Piper  wtedy  po  raz  pierwszy  w  życiu
przeznaczyła na aukcję jedną ze swoich prac i nie mogła się nie pokazać
na ceremonii, która stała się dla niej prawdziwą torturą.

Na  szczęście  była  z  nią  wtedy  Ava,  dzięki  której  można  było

udawać, że nic się nie stało.

Piper  nigdy  nie  zapomniała  siostrze  wsparcia,  jakiego  od  niej

wówczas doznała.

Bo Ava może i potrafi dopiec, ale pod twardym pancerzem kryje się

w  niej  czułe  serce.  Nikt  wtedy  nie  ośmielił  się  nawet  pisnąć,  że  Ron
rzucił Piper i uciekł z inną kobietą.

A  to  nie  były  plotki,  tak  właśnie  się  stało.  Wtedy  Ava  była  dla

młodszej  siostry  aniołem  stróżem,  teraz  tę  rolę  odegra  Brian.  Tyle  że
tym razem on ma chronić Piper jakby przed Avą. Czyli przed otaczającą
nazwisko  Wingate  aurą  skandalu.  Niczym  rycerz  na  białym  koniu  ma
dbać, by do uszu jego księżniczki nie docierały pogłoski o oczekiwanej
konfiskacie posiadłości oraz firmy jej siostry i o śledztwie wdrożonym
przez agencję do walki z narkotykami.

Jednym słowem Brian ma sprawić, że dla Piper ten wieczór będzie

wypełniony dobrą zabawą.

– Teraz pod młotek pójdzie twoja rzeźba czy też instalacja – szepnął

jej do ucha. – Nie ukrywam, że zamierzam twardo licytować. Muszę ją
mieć.

– Nie musisz – zaprotestowała. – Wystarczy, że jesteś przy mnie.

background image

–  To  żadna  łaska  z  mojej  strony.  Ona  będzie  świetnie  wyglądała

w  holu  budynku.  I  doskonale  pasuje  do  planowanego  muralu  –  zapalił
się  Brian.  –  Trafi  do  serc  i  umysłów  klientów,  zwłaszcza  tych
młodszych.  Znakomicie  uchwyciłaś  ich  oczekiwania.  Masz  naprawdę
wielki talent, Piper.

– Bez przesady – odparła, choć w głębi serca poczuła dumę.

– Nie mów tak. Naucz się przyjmować komplementy.

Pokiwała  głową,  ale  pomyślała  sobie,  że  kiedy  ją  wychowywano,

zaprzeczanie wyrazom uznania było w dobrym tonie. Ale teraz ona we
własnej  pracowni  haruje  na  to  uznanie  dniami  i  nocami,  więc  jakieś
dobre słowo chyba od czasu do czasu jej się należy.

–  Dziękuję  –  powiedziała.  –  Rzeczywiście  niemało  pracy  w  to

włożyłam.  Przez  cały  czas  słuchałam  nagrań  mówionego  poematu
Xaviera. Jego głos i dobór słów zmienia się, gdy przechodzi od jednego
świata  do  drugiego.  Mam  nadzieję,  że  sporo  z  tego  udało  mi  się
uchwycić.

W  rzeźbie,  której  nadała  tytuł  „Granica”,  Piper  starała  się  oddać

walkę  Xaviera  o  życie  zgodne  z  prawem  i  nieprzekraczanie  cienkiej
linii,  za  którą  czai  się  zbrodnia  i  przemoc.  Przedstawiona  postać  ma
dwie twarze, z których każda spogląda w inną stronę.

Jedna z nich jest zamyślona, druga wściekła.

–  Już  ci  mówiłem:  udało  się  –  powiedział  Brian,  po  czym  znad  jej

ramienia zerknął na przyglądające się im kobiety. – Te panie też się na
pewno ze mną zgodzą.

Piper  obejrzała  się  za  siebie.  Siedziały  tam  dwie  jej  znajome

z  lokalnego  komitetu  rodzicielskiego,  z  którym  współpracowała
w zakresie edukacji artystycznej.

background image

– Kim, Kathy! – Pomachała im. – Cześć! Poznajcie Briana Coopera.

Jest w Dallas adwokatem, specjalizuje się w prawie rodzinnym. Brian, ja
z  tymi  paniami  staram  się  organizować  pozaszkolne  zajęcia  plastyczne
dla dzieci.

Cała  czwórka  uścisnęła  sobie  dłonie,  a  Brian  zaproponował,  że

spróbuje przecisnąć się do baru i przyniesie im jakieś drinki.

Wszystkie zamówiły prosecco.

– Strasznie podoba mi się ta rzeźba – powiedziała Kathy. – Pogadam

z innymi rodzicami, może uda się zamówić coś w tym stylu do naszej
szkoły,  bo  przecież  chyba  wszyscy  od  najmłodszych  lat  zmagamy  się
z  dwoistością.  Oczywiście  coś  bardziej  dostosowanego  do  poziomu
mniejszych dzieci.

–  Chętnie  przyjmę  takie  zlecenie  –  odparła  Piper.  –  Daj  mi  tylko

znać, co i jak.

– Na pewno się odezwiemy. Ale chciałam cię ostrzec, że niektórzy

rodzice rozpowszechniają plotki o twojej rodzinie – oświadczyła Kim. –
My  cię  dobrze  znamy,  Piper,  i  staramy  się  je  wyciszać.  Ale
z  zamówieniem  czegoś  u  ciebie  może  być  w  tym  roku  szkolnym
problem.

Piper  chciała  jakoś  to  skwitować,  ale  ugryzła  się  w  język

i  poprzestała  na  uśmiechu.  Bo  co  niby  miałaby  powiedzieć?  I  tak  nie
zmieni  stanowiska  rodziców  w  całym  okręgu  szkolnym.  Cholera,
przecież  nawet  sama  nie  wie,  co  właściwie  wydarzyło  się  w  Wingate
Enterprises.

Nie  wiadomo  też,  kto  ma  być  za  to  odpowiedzialny,  choć  jej

siostrzenice i siostrzeńcy są podobno na tropie winnego.

– Sztuka jest cierpliwa, zaczeka – zauważyła w końcu. – Przeproszę

was na chwilę, jest tu ktoś, z kim muszę porozmawiać.

background image

Oddaliła się, by nie musieć już myśleć ani rozmawiać o kryminalnej

aferze  w  firmie,  z  którą  nic  jej  nie  łączy.  Podeszła  do  Briana,  który
czekał w długiej kolejce do baru. Spojrzał na nią i uniósł brwi.

Zmusiła  się  do  uśmiechu,  po  czym  oznajmiła,  że  zaczeka  tu

w  kąciku.  Z  natury  była  towarzyska,  ale  dziś,  w  tej  sali,  najchętniej
skurczyłaby  się  do  niezauważalnych  rozmiarów  i  wtopiła  w  tło.  Może
wtedy nie czułaby czającego się w jej sercu bólu.

– Dobrze się czujesz? – zapytał Brian, podchodząc do niej po kilku

minutach z kieliszkiem.

Przedtem zamówił u kelnera całą tacę musującego wina dla stolika,

przy którym siedzieli.

–  Tak,  tylko  trochę  przytłoczyła  mnie  ta  rozmowa  –  odrzekła.  –

Wolałabym,  żeby  ludzie  oceniali  moją  rzeźbę  z  pominięciem
kryminalnej otoczki towarzyszącej Wingate Enterprises.

– Jestem pewien, że wkrótce tak będzie – pocieszył ją.

Ona  jednak  wiedziała,  że  nawet  ktoś  tak  wpływowy  jak  Brian  nie

jest w stanie zmienić tego, co ludzie myślą o niej i o jej rodzinie.

Często brał udział w wydarzeniach tego typu i w większości uważał

je  za  sztywne  i  nudne.  Ale  towarzystwo  Piper  otworzyło  mu  oczy  na
wiele spraw. Po kieliszku wyraźnie się rozluźniła i jako bywalczyni tej
gali  od  co  najmniej  piętnastu  lat  o  prawie  każdym  z  obecnych  była
w stanie powiedzieć coś ciekawego.

Jej  wypowiadane  mimochodem  dygresje  bawiły  go,  ale  cały  czas

pamiętał,  że  afera  Wingate’ów  nie  pozostaje  bez  wpływu  na  losy  jej
galerii. Klientów ubywało. A Brian bardzo chciałby jej jakoś pomóc.

Ale  śledztwa  FBI  i  grupy  antynarkotykowej,  kwestie  defraudacji

i  dilowania  to  nie  jego  bajka.  Miał  nadzieję,  że  jeśli  przynajmniej

background image

zapewni  dziś  Piper  odrobinę  dobrej  zabawy  i  rozrywki,  ona  będzie  się
cieszyć chwilą i zapomni o problemach.

On też chciałby o nich zapomnieć.

Trudno romansować z kimś, kto pochodzi z rodziny skonfliktowanej

z  twoją  rodziną.  W  Dallas  te  perturbacje  nie  były  może  aż  tak
dojmujące, ale niech tylko oboje wystąpią jako para w Royal…

W  dodatku  nie  do  końca  był  pewien,  w  co  gra  Piper.  W  pewnych

momentach  odpuszczała  sobie  i  stawała  się  zmysłową  kobietą,  którą
dobrze znał. A zaraz potem potrafiła odbudować wszystkie dzielące ich
bariery.

Wiedział, że podobnie Ava traktowała Keitha.

Keith  głośno  przyznawał  się  do  tego  w  rozmowie  z  ojcem  Briana.

Skarżył  się,  że  ukochana  nie  odbiera  od  niego  telefonów  po  tym,  jak
wyprowadziła się od niego i wróciła do swojego domu w Royal. Czuł się
tym niemile zaskoczony.

Nie dziwiło go więc, że Piper zachowywała się często wobec niego

ostrożnie i z rozwagą.

Natomiast  w  łóżku  nie  miała  hamulców.  Była  stuprocentową

zmysłową  kobietą.  A  on  za  każdym  razem,  gdy  z  nią  spał,  czuł,  jak
miłość do niej zmienia go wewnętrznie. Na lepsze.

I nie zamierzał z tego rezygnować.

Lęk i ostrożność są obezwładniające.

Brianowi  zdarzało  się  czasem  postraszyć  czymś  jednego  czy

drugiego  klienta,  żeby  ten  wziął  nareszcie  sprawy  we  własne  ręce
i podjął właściwe decyzje, ale na dłuższą metę granie na lękach nie jest
ani etyczne, ani skuteczne.

background image

A teraz patrzył, jak Piper się śmieje, jak spogląda na niego tęsknie

i nie wiedział, czy może jej w pełni zaufać.

–  Dlaczego  patrzysz  na  mnie,  a  nie  na  scenę?  –  zapytała,

przekrzywiając głowę.

– Bo tam nie dzieje się nic interesującego.

–  A  ja  jestem  dla  ciebie  interesująca?  –  szepnęła,  położywszy  mu

dłoń na udzie, i pochyliła się w jego stronę.

Wystarczyła  sekunda,  by  jej  zmysłowy  szept  przyprawił  go

o podniecenie. Piper musnęła palcem jego przyrodzenie.

– Co ty na to, żebyśmy natychmiast po aukcji mojej rzeźby udali się

do domu? – zapytała.

– Jestem za – odparł może trochę za głośno, bo kilka głów zwróciło

się w ich stronę.

Uśmiechnął się do tych ludzi, po czym zaczął szeptać Piper do ucha,

jakie też rzeczy będzie z nią wyczyniał, kiedy już znajdą się sam na sam.

Mistrz  ceremonii  ogłosił,  że  pod  młotek  idzie  teraz  rzeźba

„Granica”. Brian i Piper spletli mocno dłonie.

Zauważył jej nerwowość i szczerze mówiąc, wcale jej się nie dziwił.

Też  by  się  w  takiej  sytuacji  denerwował.  Ale  teraz  zależało  mu  na
kupnie  rzeźby  i  podbijał  cenę.  Ktoś  z  drugiego  końca  sali  zawzięcie
z  nim  rywalizował,  więc  Brian  zalicytował  bardzo  wysoko  i  zapadła
cisza.

– Kto da więcej? – rozległo się pytanie.

Nie  było  chętnych  i  przy  gromkich  oklaskach  całej  publiczności

Brian wszedł w posiadanie „Granicy”. Spojrzał na Piper, która patrzyła
na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

background image

– Gratulacje dla obojga! – krzyknęła z końca stołu jedna z pań. – To

piękne dzieło, warte każdych pieniędzy.

– Dziękuję – odparła Piper. – A teraz przepraszam na chwilę.

Wstała, wzięła torebkę i ruszyła przed siebie.

–  Dziękuję  –  powtórzył  za  nią  Brian.  –  I  też  przepraszam,  pójdę

sprawdzić, co tam z moją damą.

Szedł za Piper, z trudem przedzierając się przez tłum, potem biegł za

nią  długim  korytarzem,  w  końcu  dopadł  ją  na  oświetlonym
świątecznymi lampkami patio.

– Wszystko w porządku? – zapytał.

Odwróciła ku niemu bladą twarz, co wzmogło jego niepokój.

– Piper?

– Tak, w porządku – wykrztusiła w końcu. – Ja po prostu… Wydałeś

tyle pieniędzy na moją rzeźbą. Dlaczego to zrobiłeś?

–  Bo  to  naprawdę  świetna  praca,  i  w  dodatku  twojego  autorstwa.

Chcę  ją  mieć  przed  oczami,  ilekroć  będę  wchodził  rano  do  firmy.
Możliwe,  że  zainspirował  cię  utwór  poezji  mówionej,  ale  dla  mnie  to
dzieło wyraża przede wszystkim ciebie. Przedstawiona w nim dwoistość
to walka między tobą, jaką chce widzieć społeczeństwo i Ava, a boginią,
jaką w gruncie rzeczy jesteś.

Bogini.

On  w  niej  dostrzega  coś,  czego  nikt  inny  dotychczas  dostrzec  nie

potrafił.  Nawet  ona  sama.  Nie,  to  się  wszystko  staje  zbyt  rzeczywiste.
Nie jest na niego gotowa. Ani na nic, co Brian może wnieść do jej życia.
Oboje  się  co  do  siebie  od  początku  mylili.  Ona  go  odpychała,  bo  ją
dziko  wręcz  pociągał  i  bała  się  uwierzyć  w  to,  że  ktoś  taki  może  ją
poważnie potraktować.

background image

Ale  w  końcu  wzbudził  w  niej  emocje  na  tyle  silne,  że  chciała

wierzyć – co więcej czytała to z jego twarzy – że Brian czuje coś bardzo
podobnego.

– Żadna ze mnie bogini – zaprotestowała. – Jestem zwykłą kobietą,

która stara się radzić sobie najlepiej, jak potrafi. I nie możesz wymagać
ode mnie niczego więcej.

Wziął  ją  w  ramiona  i  wpatrywał  się  w  nią  tak  intensywnie,  że  aż

zadrżała.

– To prawda – przyznał. – Ale jest w tobie coś więcej i ja to widzę.

Ty o tym wiesz, ale z uporem maniaka starasz się, żebym ja się o tym
nie dowiedział. Dlaczego?

Odsunęła się od niego. Drżała z zimna i jednocześnie utwierdzała się

w  swoim  postanowieniu.  To  się  musi  zakończyć.  I  to  zaraz.  Bo
zaczynała  czuć,  że  ten  facet  staje  się  dla  niej  zbyt  ważny.  Że  całe  jej
życie zaczyna się kręcić wokół niego.

Musi więc go skreślić, zanim ją porzuci. Musi to zrobić tu i teraz, bo

inaczej… inaczej on to zrobi. A to będzie bolało jeszcze bardziej.

Może to egoistyczne, ale chciała odejść pierwsza, by mieć poczucie,

że zdołała ocalić z tego wszystkiego jakąś cząstkę siebie samej.

–  Widzisz  we  mnie  wiek  i  dojrzałość.  Jestem  inna  niż  kobiety,

z  którymi  się  dotąd  spotykałeś,  bo  na  więcej  rzeczy  się  w  życiu
napatrzyłam  –  odezwała  się  po  chwili,  wchodząc  w  tryb  „silna
kobieta”.  –  Ale  jak  już  sam  skończysz  czterdziestkę,  ta  moja  cecha
przestanie być dla ciebie zaletą.

Skrzyżował ręce na piersi i przechylił głowę, jakby nie rozumiał, co

do niego mówi.

–  Usiłujesz  mi  wmówić,  że  tym,  co  czyni  Piper  Holloway  tak

wyjątkową, jest jej wiek?

background image

– Może trochę przejaskrawiasz, ale tak.

–  Przejaskrawiam?  –  zdziwił  się.  –  Jestem  ogólnie  znany

z chłodnego spojrzenia na rzeczywistość. Coś mi się wydaje, że chcesz
ze mną zerwać, a ja nie mam pojęcia dlaczego. Dla ciebie nie stanowimy
wystarczająco poważnej pary?

Piper  westchnęła.  To  nie  wygląda  dobrze.  Nie  powinna  była

zaczynać  tej  rozmowy,  wiedząc,  jak  bardzo  jest  rozemocjonowana.
Lubiła Briana, ba, nawet zaczęła się w nim chyba zakochiwać, ale jakaś
cząstka  jej  umysłu  podpowiadała,  że  nie  będzie  potrafiła  w  pełni
odsłonić się przed nim i zaangażować w ten związek.

Nie  podda  się  całkowicie  pasji  i  namiętności,  bo  dla  niej  to

oznaczałoby  upadek.  Może  po  prostu  kobieca  część  jej  osobowości
pozostaje do tej pory w stanie częściowego uśpienia. Nie było dane jej
się  rozwinąć.  I  tego  właśnie  wstydziła  się  przed  Brianem,  którego
uważała za stuprocentowego samca.

Był  uosobieniem  wszystkiego,  do  czego  tęskniła,  a  na  co  –  jak

uważała – nie zasługuje.

– Zrywam z tobą – oświadczyła w końcu. – Było fajnie, ale nic poza

tym.

– Bo co? Stałem się dla ciebie zbyt realny? – spytał z szorstką ironią.

– Tak, Brian. Myślę o tobie częściej, niż powinnam. A oboje wiemy,

że nasz związek nie ma przyszłości.

Zaczął kląć, odwrócił się od niej, spuścił głowę i wziął się pod boki.

Litania przekleństw w końcu ucichła, ale nie zmienił pozycji. Wiedziała,
że  go  zraniła,  choć  tego  nie  chciała.  Ale  przynajmniej  będzie  mogła
odejść z podniesioną głową i z sercem może i krwawiącym, ale nie do
końca złamanym.

background image

W końcu odwrócił się do niej z twarzą tak zbolałą, że jej oczy zaszły

łzami. Zamrugała szybko, by je odgonić.

–  Dlaczego  nie?  –  zapytał.  –  Z  powodu  skomplikowanej  historii

mojego wuja i twojej siostry?

– Nie – wykrztusiła, z trudem przełykając ślinę.

Gardło  miała  tak  ściśnięte,  że  nie  mogła  powiedzieć  nic  więcej.

Cholera,  on  się  przed  nią  odsłonił,  a  ona  ciągle  chce  ukryć  swoje
prawdziwe uczucia.

–  To  dlaczego?  Powiedz  mi  prawdę  –  wychrypiał.  –  Chyba  że

powiedzenie prawdy cię przerasta?

–  Jestem  inna,  niż  ci  się  wydaje  –  powiedziała,  ciągle  bojąc  się

swojej  świeżo  spuszczonej  ze  smyczy  zmysłowości.  Nie  była  na  nią
gotowa.

Ani  na  bycie  tu  z  nim,  ani  na  to,  że  kupił  jej  pracę  za

niewyobrażalnie wysoką kwotę. Skupił uwagę całej sali na ich związku,
a ona źle się czuła w blasku reflektorów.

–  Nie  znajdziesz  ani  jednego  argumentu,  żeby  mnie  przekonać  –

odparł. – Ja się nie zakochałem w jakimś wyimaginowanym wizerunku
Piper  Holloway.  Zakochałem  się  w  artystce,  która  bez  reszty  poświęca
się  sztuce.  Która  namalowała  mój  portret  nie  na  pokaz,  ale  po  to,  by
oddać to, jaki naprawdę jestem. Naprawdę nie chcesz dać nam szansy? –
zapytał, podchodząc i wyciągając do niej rękę.

– Nie mogę. – Przygryzła dolną wargę i już nie mogła powstrzymać

łez. – To byłby mój kolejny błąd. Żegnaj, Brian.

Odwróciła się i zmusiła do wyjścia.

Także z jego życia.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Godzina  jazdy,  która  dzieli  Dallas  od  Royal,  to  aż  nadto  czasu,  by

przemyśleć  pewne  rzeczy.  Piper  zastanawiała  się,  czy  jej  historia
z Brianem nie mogła potoczyć się inaczej. Ale nie czas na żale.

Dokonała wyboru i musi z tym żyć.

Lepiej  odejść  teraz,  niż  popełniać  kolejne  jeszcze  poważniejsze

pomyłki.  Piper  była  przekonana,  że  prowadzi  uporządkowane  życie
i  potrafi  pokonywać  przeciwności.  Choć  akurat  to,  co  ostatnio  ją
spotkało, pewnie nie minie bez śladu.

Jazda do Royal jako rodzaj ucieczki? To nie w jej stylu. Zawsze była

dumna,  że  żyje  na  własny  rachunek,  a  nie  w  cieniu  siostry.  Ale  tym
razem Ava zadzwoniła i w jej głosie było autentyczne przerażenie. Piper
wiedziała, że nie może się w takiej chwili uchylić od udzielenia pomocy.

Niczym  przysłowiowy  koń  dorożkarski  odruchowo  zajechała  do

posiadłości  Wingate’ów.  Ale  to  nie  był  już  dom  Avy,  ktoś  go  od  niej
wyłudził.

Piper  zatrzymała  się  przed  rezydencją  i  czuła,  jak  narasta  w  niej

gniew na Keitha.

Ewidentnie  wykorzystał  siostrę,  chociaż  mienił  się  przyjacielem  jej

i męża. Na początku podał Avie pomocną dłoń, ale jak rodzinę i firmę
Wingate’ów  zaczęła  otaczać  aura  kryminalnych  podejrzeń,  nie  zrobił
nic.

No i w dodatku nosi nazwisko Cooper…

background image

W  końcu  Brian  też  nie  święty  –  wywierał  na  nią  presję,  by  go

pokochała.  Ona  widocznie  ma  jakiegoś  pecha  do  facetów.  Albo
przemocowiec, albo rozwodnik, albo singiel, czyli taki, co mu żadna nie
pasowała.

Włączyła  silnik  i  pojechała  do  wynajmowanego  domu,  w  którym

siostra  teraz  mieszkała.  Wzięła  do  ręki  podróżną  torbę  i  weszła  na
prowadzące do budynku schody.

Ava  otworzyła  drzwi.  Wyglądała  nieźle  i  chyba  była  w  swojej

zwykłej formie, bo nie omieszkała uniesieniem brwi okazać dezaprobaty
na  widok  stroju  młodszej  siostry:  legginsów,  skórzanej  kurtki
motocyklowej i T-shirtu z logo AC/DC.

– No to chyba rozumiem, dlaczego wciąż jesteś sama – stwierdziła

na powitanie.

– Omijają mnie szerokim łukiem, wiedząc, że jestem twoją siostrą –

odgryzła się Piper z kamienną twarzą.

–  Dzięki,  że  przyjechałaś.  –  Ava  uśmiechnęła  się  do  niej  i  się

uścisnęły.

–  Cała  przyjemność  po  mojej  stronie  –  odparła  Piper.  –  Poza

wszystkim musiałam odpocząć od Dallas.

Siostra pokazała jej, gdzie może zostawić bagaż, i zaprowadziła do

kuchni z jadalnym stołem. Zaproponowała coś ciepłego do picia.

– Dzięki, wolałabym się przejść. Co powiesz na mały spacer?

–  Bez  entuzjazmu,  ale  się  przejdę.  Poczekaj,  tylko  się  przebiorę  –

odparła  Ava.  –  Gotowa  –  oznajmiła,  gdy  ponownie  pokazała  się
wystrojona  w  spodnie  do  jogi  marki  Lululemon,  czapkę  bejsbolową
i ciemne okulary.

background image

Piper już chciała złośliwie zapytać, czy za starannie przystrzyżonymi

żywopłotami  posesji  wciąż  czają  się  paparazzi,  ale  pohamowała  się,
pamiętając, ile siostra przez ostatnie miesiące przeszła.

Wszystkie  sąsiednie  parcele  były  ogrodzone,  Avie  nie  groziło  więc

nic w sensie fizycznym, ale wokół aż huczało od plotek. Piper wiedziała,
że jakkolwiek siostra dawniej uwielbiała być w centrum uwagi, to teraz
najchętniej schowałaby się w mysią dziurę.

–  Nienawidzę  tak  żyć  –  odezwała  się  Ava.  –  Nie  mam  pracy,  do

której  mogłabym  pójść,  skonfliktowałam  się  z  własnymi  dziećmi.  Od
śmierci Trenta nic już nie jest takie samo.

Piper  ścisnęła  siostrę  za  ramię,  by  dodać  jej  otuchy.  Tego  właśnie

było  jej  potrzeba  –  kłopoty  innych  ludzi  odciągały  jej  uwagę  od
zerwania z Brianem.

– Nic dziwnego, byliście z sobą mocno związani. Po jego odejściu

pozostała pustka.

–  Masz  rację.  I  dlatego  tak  szukałam  oparcia  w  Keisie.  Muszę

przyznać, że jakkolwiek to się skończyło, podniósł mnie na duchu.

– Podniósł na duchu? Ciekawe jak?

– Przez samą swoją obecność. Wziął mnie do Europy, załatwiał dla

mnie  różne  sprawy.  Dzięki  temu  mogłam  oderwać  się  od  problemów,
przeżyć w pełni żałobę i potem zacząć z niej wychodzić. Byli z Trentem
najlepszymi  przyjaciółmi,  szczególnie  w  młodości.  Razem  ze  mną  go
wspominał, a ja nie musiałam zanudzać dzieci ciągłym gadaniem o ich
tacie. No ale się skończyło.

–  No,  tak  widać  musiało  być.  Nie  wiem,  co  bym  zrobiła  teraz  na

twoim miejscu – powiedziała Piper.

–  Ciesz  się,  że  nie  wiesz,  jak  to  jest:  kochać  kogoś,  a  potem  go

stracić – odparła Ava.

background image

Piper  stanęła  jak  wryta.  Ava  wiedziała  o  jej  niefortunnych

zaręczynach  i  o  bezpłodności.  Jak  może  jej  wypominać,  że  nigdy  nie
kochała? Przecież była sama tak długo właśnie dlatego, że jej miłość do
niewydarzonego narzeczonego była bardzo głęboka.

Dopiero teraz zakochała się ponownie.

W Brianie, który też nie jest dla niej właściwym facetem. Wymyślił

sobie coś i…

– Coś się stało? – zapytała Ava.

– Przecież dobrze wiesz, że byłam zakochana – odparła zbita z tropu

Piper, walcząc z rosnącą w gardle gulą.

–  Przepraszam  cię,  ale  myślałam,  że  mówimy  o  mnie,  nie  o  tobie.

Możemy poświecić chwilę wyłącznie mojej skromnej osobie? – zapytała
Ava płaczliwym tonem.

Piper też poczuła żal. Jechała taki szmat drogi, by dotrzymać siostrze

towarzystwa, a ta jest jak zwykle… no po prostu skupiona wyłącznie na
sobie.

– Przepraszam, sama nie wiem, co mówię – przyznała Ava. – I nie

wiem,  co  mam  robić.  Czuję  się,  jakbym  utraciła  wszystkich  bliskich.
Dzieci  gdzieś  się  rozjechały,  mają  mi  za  złe  związek  z  Keithem.  A  ja
atakuję ciebie, choć wiem, że to nie fair.

Piper  objęła  i  przytuliła  siostrę,  zadowolona,  że  ta  odwzajemniła

uścisk.

– Jestem taka zagubiona – żaliła się Ava.

– Ja też – przyznała Piper z naciskiem.

Stały przez chwilę w milczeniu i bodaj pierwszy raz w życiu Piper

poczuła, że rozumie siostrę. Obie znalazły się w podobnej sytuacji i obie
tego nie przewidziały.

background image

– Widzisz? Ja też potrafię być dla kogoś oparciem – powiedziała Ava

cierpko.

– Nigdy w to nie wątpiłam. Może tego nie okazujesz, ale naprawdę

jesteś osobą bardzo rodzinną i towarzyską – przyznała Piper.

– I przez to wdałam się w to całe zamieszanie z Keithem. Po śmierci

Trenta czułam się samotna.

– Każdemu się zdarza. Najważniejsze, że już wychodzisz na prostą –

powiedziała Piper ciepłym tonem.

Chciałaby  powiedzieć  o  wiele  więcej,  zwierzyć  się  siostrze  z  tego,

co  wydarzyło  się  między  nią  a  Brianem,  ale  to  była  bardzo  świeża
sprawa.

Poza tym nie wiadomo, jak Ava zareaguje na nazwisko Cooper.

Brian  był  w  sądzie.  Powinien  teraz  znajdować  się  w  najlepszej

formie, niestety miał za sobą nieprzespaną noc. Ciągle myślał o tym, co
się  wydarzyło  podczas  gali  dobroczynnej,  co  takiego  powiedział  lub
zrobił, że Piper się od niego odwróciła.

Wiedział, że mogła być nie w sosie z powodu łączenia przez ludzi jej

nazwiska  z  aferą  Wingate’ów,  i  szczerze  jej  współczuł.  Powinien  być
może golnąć sobie nieco więcej i poużerać się z tymi, którzy szeptali po
kątach i za jej plecami. Ale to nie było w jego stylu.

Może  szkoda.  Ludziom  impulsywnym  jest  łatwiej  w  życiu.  A  on

kierował się rozumem, nigdy odruchami.

Piper w wielu sprawach miała rację, ale co do niego kompletnie się

myliła.

Musiała  go  nie  znać  ani  trochę,  skoro  przypisywała  mu

przywiązywanie wagi do różnicy wieku.

– Proszę wstać! – rozległ się głos woźnego sądowego.

background image

Od tego momentu Brian musiał przestać myśleć o Piper.

Teraz musiał swą uwagę poświęcić wyłącznie klientce, która zresztą

słono mu za to zapłaciła. Udało mu się już doprowadzić do tego, by po
rozwodzie otrzymała należną jej część wspólnego majątku oraz by to jej
przyznano  opiekę  nad  dziećmi.  Sporną  pozostawała  jedynie  kwestia
zmiany miejsca pobytu rozwódki, na co mąż nie wyrażał zgody. Sędzia
proponował  w  tej  sprawie  ugodę  i  zarządził  mediacje,  które  mimo
trzykrotnej próby nie odniosły pożądanego rezultatu.

W  czasie  przerwy  Brian,  ciągle  mając  w  pamięci  sposób,  w  jaki

Piper zakończyła ich związek, zwrócił się do klientki:

– Na pewno chcesz się przeprowadzić, Karen?

– Skądże! Dzieci uwielbiają ten dom, uważają go za swój. Po prostu

wkurza mnie, że on mi na to nie pozwala.

–  W  takim  razie  możemy  jeszcze  raz  spróbować  mediacji  albo

przychylić  się  do  jego  stanowiska,  żądając  w  zamian  dodatkowej
rekompensaty  finansowej.  Niech  mu  się  wydaje,  że  wygrał,  ale  niech
pokrywa wam przynajmniej koszty zamieszkania.

–  Jasne.  Nie  dopuszczę  do  tego,  żeby  myślał,  że  bezwzględnie

zwyciężył  w  tej  sprawie  –  odparła  Karen.  –  Mówię  jak  ktoś  zawistny
i małostkowy, prawda?

– Nie, raczej jak ktoś, komu rozpadło się życie, rodzina. Trudno być

wtedy wielkodusznym.

– Dzięki – mruknęła. – Ciebie to na pewno nigdy nie spotkało.

– Niestety, może nawet bardziej niż kogokolwiek – odparł.

Tak bardzo chciał, by Piper do niego wróciła…

–  Nie  wierzę,  Brian.  Ty  zawsze  jesteś  fair.  Tak  jak  zresztą  ja.  Nie

chciałam  się  rozwodzić.  To  on  mnie  zdradził  i  miał  zamiar  robić  to

background image

nadal. Myślę, że chcę go zranić, mszcząc się za to, że nie lubił naszego
wspólnego życia.

– W pełni cię rozumiem. Ale chyba wiesz, że nie na tym opiera się

prawo – rzekł łagodnym tonem.

–  Oczywiście  że  wiem,  niestety  –  westchnęła.  –  No  dobra,

zobaczymy,  ile  da  się  jeszcze  od  niego  wyciągnąć.  No  i  walcz
o  klauzulę,  że  jeśli  on  wyjedzie  z  okręgu,  to  i  mi  wolno  się  przenieść,
gdzie będę miała ochotę.

–  Zrobię,  co  będę  mógł  –  odparł  Brian,  zebrał  notatki  i  poszedł

porozmawiać z jeszcze jednym prawnikiem.

Czterdzieści minut później Brian i jego ludzie byli bogatsi o pewną

kwotę, a do tego sąd uznał klauzulę, na której jej zależało Karen.

Brian przyglądał się parze byłych małżonków. Cała wrogość między

nimi  gdzieś  wyparowała,  nie  mieli  już  o  co  walczyć,  byli  zmęczeni.
Pomyślał, że woli to, co wydarzyło się między nim a Piper, od tego, co
ma  przed  oczami.  Obiecał  sobie,  że  jeśli  kiedykolwiek  się  ożeni,  nie
dopuści, by jego małżeństwo zakończyć musiał sąd. Choć pewnie Karen
też nie spodziewała się takiego końca…

Może właśnie dlatego Piper z taką rezerwą podchodziła do związku

z  nim?  Ale  przecież  nawet  nie  wspomniał  o  małżeństwie.  Po  prostu
chciał się z nią spotykać, chociaż czuł, że między nimi jest coś więcej
niż tylko seks.

Ale może się mylił. A może kluczem do rozwiązania zagadki jest to,

co zaszło między Avą a wujem Keithem?

Napisał  do  Keitha  esemesa  z  propozycją  spotkania  i  rozmowy,  po

czym ruszył do biura.

Właśnie  przywieziono  rzeźbę,  którą  zdobył  na  charytatywnej

licytacji i jego asystent dyrygował ustawianiem jej w głównym holu.

background image

Brian  zatrzymał  się.  Na  twarzy  wyrzeźbionej  postaci  dostrzegł  ból,

tęsknotę  i  jakiś  rodzaj  prawdy.  Postanowił,  że  zrobi  wszystko,  aby
odzyskać Piper.

Wybrał jej numer, ale nie odbierała. Chwilę później dotarł do niego

esemes:

„Nie jestem gotowa na rozmowę”.

Nie  wiedział,  co  odpowiedzieć,  więc  zrobił  zdjęcie  rzeźby  i  jej  je

wysłał.

„Jesteś genialna”, napisał pod spodem.

Schował telefon od kieszeni i poszedł do swojego gabinetu. Usiłował

udawać obojętność, ale w rzeczywistości widok rzeźby uruchomił w nim
kaskadę niepożądanych w tym momencie odczuć.

Bo  autorka  rzeźby,  która  w  przenikliwy  sposób  odwzorowywała

dwie  różne  twarze  Xaviera,  jemu,  Brianowi,  nie  zaufała  na  tyle,  by
pokazać mu choć jedną ze swoich twarzy.

Towarzystwo  siostrzenic  zawsze  wprawiało  Piper  w  dobry  humor.

Siedziała z Avą, a dopiero gdy ta udała się na spotkanie z adwokatem,
Harley i Beth zaproponowały jej wspólne malowanie paznokci u stóp.

Piper  rozumiała  je,  ale  postanowiła  zrobić  coś,  żeby  w  przyszłości

można było też dopraszać do tej wesołej kompanii jej starszą siostrę.

–  Jaki  chcesz  kolor?  –  zapytała  Harley,  młodsza  z  jej  siostrzenic,

miła, naturalna i prostolinijna dziewczyna.

– Myślałam o… ciemnym granacie – odparła Piper.

Brian  miał  ciemne,  prawie  czarne  oczy,  ale  od  czasu  pojawiał  się

w nich niebieskawy poblask.

–  Fajny  pomysł  –  powiedziała  Harley.  –  Ja  sobie  chyba  zrobię

czerwone, a może jakiś wesoły jesienny odcień?

background image

–  Pomarańczowy?  –  ironizowała  Beth,  jej  starsza,  wyższa  i  nieco

bardziej wyrafinowana siostra.

– Faktycznie, teraz wszystko ma kolor dyni – zgodziła się Harley.

–  Powinnaś  była  zaprosić  Daniela,  on  ma  oko  do  kolorów  –

uśmiechnęła się Piper.

–  Powinnam,  ale  on  i  Grant  chcą  teraz  trochę  pobyć  sami.  No  i  to

pakowanie…  Przeprowadzka  do  Tajlandii  to  straszna  nerwówa.  Trzeba
decydować, co zabrać, a co oddać na przechowanie. Końca nie widać.

– Cieszę się, że dziś tu przyszłaś – powiedziała Beth. – Należy ci się

chwila oddechu.

– Mnie też jest miło. Z przyjemnością patrzyłam na ciebie i Granta –

wtrąciła  Piper.  –  Świetnie  do  siebie  pasujecie.  Wiele  przeszliście,  ale
w końcu się odnaleźliście.

–  A  co  u  ciebie?  Udało  ci  się  odnaleźć  drugą  połowę?  –  spytała

Harley, gdy wszystkie trzy z buteleczkami lakieru do paznokci w dłoni
udały się na fotele, by oddać się w ręce profesjonalnych pedikiurzystek.

– Niezupełnie. Jak jest się takim dziwadłem, trudno spotkać kogoś,

kto  będzie  nadawał  na  tej  samej  fali  –  westchnęła  zadumana  Piper.  –
Próbowałam, ale…

–  O  kim  mówisz?  –  zaciekawiła  się  Beth.  –  Nie  wiedziałam,  że

z  kimś  chodzisz.  Chociaż  na  weselu  Harley  widziano  cię  z  Brianem
Cooperem.

– Spotykałam się z nim – przyznała Piper. – Zerwaliśmy tuż przed

moim przyjazdem do Royal.

– Dlaczego? Jeśli okazał się taki sam jak Keith, to dobrze zrobiłaś –

stwierdziła  Beth.  –  On  fatalnie  działał  na  mamę.  Pod  jego  wpływem
zmieniła się na gorsze.

background image

–  Doprawdy?  Trudno  uwierzyć,  żeby  nasza  mama  ulegała

czyimkolwiek wpływom – ironizowała Harley.

–  Oj,  ulegała  –  przyznała  Piper.  –  Nie  dało  się  z  nią  wtedy

rozmawiać.

– Zdecydowanie – przytaknęła Beth. – Ale co z tym Brianem?

– On nie przypomina Keitha – odparła Piper.

Właściwie  to  on  nie  przypomina  żadnego  faceta,  którego  miała

okazję poznać. Brian rozumie ją i akceptuje fakt, że ona nie tańczy tak,
jak jej zagrają.

– To w czym problem?

– Jest jedenaście lat ode mnie młodszy.

– No i co z tego? Przecież ty nie przejmujesz się takimi głupstwami.

O co naprawdę poszło? – dociekała Beth.

Piper patrzyła na siostrzenice i zbierała się w sobie, by im wszystko

opowiedzieć.  W  rodzinie  czuła  się  zawsze  trochę  jak  czarna  owca,  ale
w końcu musi z kimś szczerze porozmawiać.

Beth  jest  młodsza  od  niej  o  dziewięć,  a  Harley  o  siedemnaście  lat,

nie znają więc historii jej nieszczęsnego narzeczeństwa.

– Macie rację, to nie chodzi o różnicę wieku. Ja dźwigam na plecach

pewien  bagaż.  Kiedyś  przeżyłam  trudne  rozstanie  i  przysięgłam  sobie,
że nic takiego się w moim życiu nie powtórzy.

–  Ale  dlaczego  zerwałaś  z  Brianem?  –  Harley  była  wyraźnie

zdezorientowana.

–  Po  pierwsze  jest  bratankiem  Keitha.  Wasza  mama  nie  byłaby

zachwycona…

– A akurat ty się liczysz z jej zdaniem – prychnęła Beth.

background image

– Owszem, liczę. Bywa władcza i arogancka, ale nie chciałabym jej

zranić.

– Mama będzie w stanie zrozumieć, że on ci się podoba.

Ale  czy  on  jej  się  podoba?  Jasne  że  tak.  Właśnie  dlatego  z  nim

zerwała. I zwiała do Royal.

Przypomniała  sobie,  jak  zatrudnił  ją  w  charakterze  projektantki

wnętrz siedziby jego firmy, dając jej wolną rękę. Taki właśnie jest: ufa
ekspertom, nie ingeruje w ich pracę.

To  dlatego  tak  trudno  było  jej  wyjechać  z  Dallas.  Nie  chciała  go

opuszczać, bo zbyt wiele rzeczy w nim jej się podobało. Ale jest młody
i w końcu będzie chciał mieć dzieci, a ona mu ich nie urodzi. Nie umiała
mu tego powiedzieć wprost, wybrała ucieczkę.

–  Piper,  ciągle  nie  odpowiedziałaś  mi,  co  się  naprawdę  stało  –

przypomniała jej Harley.

–  Bo  nie  wiem,  jak  to  ująć  –  przyznała  Piper.  –  To  po  prostu  nie

miało szans się udać.

– Przykro mi, ale z tego, co mówisz, wynika, że zadowalał cię tylko

chwilowo – westchnęła Beth.

–  A  mnie  jest  przykro,  bo  związek  nie  polega  na  tym,  żeby  kogoś

zadowalać – dodała Harley.

Piper  poczuła  się  szczęśliwa,  że  trafiły  jej  się  takie  rezolutne

siostrzenice. Musi częściej z nimi rozmawiać, może wtedy zrozumie, że
jej dramaty rozgrywają się głównie w jej własnej głowie.

Że to jej zadawnione lęki powstrzymują ją przed dopuszczeniem do

głosu prawdziwej nieokiełznanej natury. Przy Brianie się tak bardzo nie
pilnowała i co?

Było w tym coś złego?

background image

Wracając  do  domu  Avy,  przejeżdżała  obok  budynku  lokalnego

Klubu Hodowców. Wingate’owie byli jego członkami od niepamiętnych
czasów. A teraz nagle przestali być tam mile widziani, bo na ich majątku
i na ich domu łapę położył komornik.

Po Dallas też krążyły plotki na ten temat, ale przynajmniej nie miało

się przed oczami na co dzień takich widoków. Pewnie trudno to znieść.

Na skrzyżowaniu stała na czerwonym świetle i nagle dotarło do niej,

że takie myśli powstają w jej głowie tylko po to, by zagłuszyć tęsknotę
za Brianem.

Westchnęła.  Nagle  poczuła  się  jak  łzawa  i  sentymentalna  młódka,

a  nie  dojrzała  i  mądra  bogini,  za  którą  za  wszelką  cenę  próbowała
uchodzić.

Pokręciła  głową  i  ciężkie  złote  kuliste  kolczyki  zabrzęczały,

ocierając  się  o  szyję.  Tak.  W  głębi  duszy  pozostała  tamtą
dwudziestoczterolatką  o  złamanym  sercu  i  zniweczonej  nadziei  na
ułożenie  sobie  życia  u  boku  mężczyzny.  Po  Ronie,  a  przed  Brianem,
miała  kilka  związków,  ale  wszystkie  kończyły  się  szybko,  i  to  z  jej
inicjatywy.

Może pora przestać unikać szczęścia z obawy, że w końcu wyda się

jej  defekt,  który  zniechęcił  do  niej  Rona?  No  tak,  ale  wtedy  trzeba  by
dosłownie położyć serce na dłoni i o wszystkim powiedzieć. A nie była
pewna, czy znajdzie na to siłę.

Fajnie jest udawać boginię, która jest ponad tym wszystkim i ponad

wszystkimi,  ale  czy  nie  fajniej  byłoby  po  prostu  zaufać  Brianowi?  Na
weselu  Harley  przydał  się  jej  jako  osoba  towarzysząca,  ale  teraz  już
wiedziała, że stał się dla niej kimś o wiele ważniejszym. I dał jej o wiele
więcej, niż mogła od niego wymagać.

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Żeby  nawiązać  kontakt  z  Brianem,  napisała  do  niego  esemesa.

Skasowała go i napisała jeszcze raz. I tak około osiemdziesiąt parę razy.

Tęskniła  za  nim,  ale  może  tak  już  musi  być?  Co  można  na  to

poradzić?  Sam  fakt  bliskiego  pokrewieństwa  z  Keithem  przemawiał
przeciwko niemu, powinna przestać o nim myśleć. Ale jakoś nie mogła.

W  środku  samotnych  nocy  budziło  ją  pożądanie.  To  nieracjonalne,

w  końcu  spali  z  sobą  zaledwie  kilka  razy.  Ale  sprawy  sercowe  rzadko
miewają racjonalny charakter.

Jakoś  musi  się  odnaleźć,  cokolwiek  to  oznacza.  Musi  znów  być  tą

silną kobietą, boginią mądrości, za którą się uważała. Ale dziś nie czuła
się  ani  trochę  mądra,  zwłaszcza  że  musiała  być  świadkiem  zmagań
siostry, która utraciła najpierw Trenta, a teraz pozbawiona domu i firmy.

Ten cios w samo serce odebrał Avie cały jej dawny blask i radość.

Tak, jej siostra też jest kompletnie zagubiona.

Piper nalała im obu po kieliszku wina.

Ava  siedziała  przed  kominkiem,  którego  płomień  ogrzewał

pomieszczenia. W domu Wingate’ów nad kominkiem od zawsze wisiał
zbiorowy portret rodziny – Avy z Trentem i ich dzieci.

Tu  tego  obrazu  bardzo  brakowało.  Smutno  musi  być  komuś,  kogo

zmuszono do mieszkania w wynajętym domu bez nadziei na odzyskanie
własnego.

– Godzina wina! – zawołała Piper, podając siostrze kieliszek.

background image

– Dzięki, bogini.

– Za siostry! – wzniosła toast młodsza z nich.

– Siostry… – mruknęła Ava, unosząc kieliszek. – Boże, Pip, co teraz

ze mną będzie?

Piper usiadła na kanapie obok niej i podwinęła nogi pod siebie.

–  Wystarczy,  że  przypomnisz  sobie,  kim  jesteś  –  odparła.  –  Ava

Wingate. 

Wychowałaś 

gromadkę 

wspaniałych 

dzieciaków,

współzakładałaś Wingate Enterprises, jesteś autorką sukcesów tej firmy.
Twoją rodzinę spotkało nieszczęście, ale nadal jesteś w grze.

–  Masz  rację,  jestem  kobietą,  o  której  mówisz  –  powiedziała  Ava,

upijając łyk wina. – Ale jestem też taką kobietą, która ze strachu przed
samotnością  zakochała  się  w  Keisie  i  dała  mu  się  omotać.  On
podejmował wszelkie decyzje, to nie byłam prawdziwa ja.

– Wiem – powiedziała Piper.

–  Ale  dzieci  nie  wiedzą.  Harley  nawet  nie  chciała  mnie  na  swoim

ślubie. Uważają, że to wszystko moja wina – mówiła Ava. – A ja miałam
za  złe  Trentowi,  że  umarł  i  mnie  zostawił.  Wiem,  to  bez  sensu,  to  nie
była jego wina, ale zabrakło go, kiedy był mi potrzebny. Obiecywał, że
będziemy z sobą siedemdziesiąt pięć lat.

Piper poczuła łzy pod powiekami.

–  Dobrze  wiesz,  że  gdyby  istniał  sposób  na  dotrzymanie  tej

obietnicy, Trent znalazłby go choćby w piekle – powiedziała siostrze. –
On dla ciebie zdjąłby gwiazdkę z nieba.

– Czasami wydaje mi się, że umarłam razem z nim. – Ava położyła

głowę  na  oparciu  kanapy  i  ciężko  westchnęła.  –  A  tutaj  ktoś  się  pode
mnie podszywa. Działam jak automat.

background image

Piper  odstawiła  kieliszek  i  przytuliła  siostrę.  Ava  nigdy  nie

okazywała złych nastrojów. Dla kobiety sukcesu o stalowych nerwach,
jaką  była,  szczególnie  trudne  musi  być  poczucie,  że  nie  potrafiła
zapewnić bezpieczeństwa swojej rodzinie.

–  Zrobiłaś,  co  mogłaś,  Ava.  Może  trudno  ci  w  to  uwierzyć,  ale

w gruncie rzeczy jesteś zwykłą kobietą, a nie jakimś nadczłowiekiem.

– Wiem! – Avę niespodziewanie ogarnęła wesołość. Roześmiała się

i klepnęła siostrę w ramię.

– Ale chyba czasem o tym zapominasz. Wrzuć na luz! Ja po tym, jak

Ron zerwał zaręczyny, z nikim tak naprawdę się nie związałam. Byłam
spięta,  nikomu  nie  potrafiłam  zaufać.  Ron  odebrał  mi  tę  umiejętność.
Nadal się to za mną ciągnie.

– Wiem. Spotykasz się z kimś teraz?

– Spotykałam, ale już zerwałam.

– Dlaczego?

–  Czułam  się  przy  nim…  beztrosko,  jak  podlotek.  A  nie  taka  chcę

być. Poza tym jest ode mnie młodszy.

– I co z tego? – zdziwiła się Ava.

–  Coś.  To  znaczy…  wiem,  że  teoretycznie  nic,  ale…  jest  jeszcze

jedna rzecz – plątała się Piper.

– Na razie nie widzę tu żadnych nieprzezwyciężalnych przeszkód –

powiedziała Ava. – Niech chociaż jedna z nas będzie szczęśliwa.

Rozmowa  z  siostrą  uświadomiła  Piper,  że  może  powinna  dać

Brianowi szansę. W końcu ta dawna, nie do końca zabliźniona rana nie
może ciążyć nad całym jej życiem. Pora się otrząsnąć i w końcu zaufać
jakiemuś facetowi.

– Ty go znasz – powiedziała. – To Brian Cooper.

background image

– Bratanek Keitha? – Avie dosłownie opadła szczęka.

– Tak.

– Jakoś nie przyszło mi do głowy, że ty i on…, że ty byś mogła…

Aha, więc Ava nigdy się nie zmieni, pomyślała Piper.

– W takim razie dobrze zrobiłaś, Piper. Mądra z ciebie dziewczynka.

Nigdy nie pozwól, żeby facet wlazł ci na głowę. Tak jak mi wlazł Keith.

Po  południu  Piper  odwiedziła  wydział  sztuk  pięknych  miejscowej

uczelni.  Na  prośbę  swojej  koleżanki  z  roku  Cheri,  która  teraz  uczyła
studentów,  Piper  miała  obejrzeć  ich  prace,  a  także  porozmawiać
z młodymi ludźmi o perspektywach kariery zawodowej na rynku sztuki.

Od czasu jej studiów wiele się tu zmieniło, ale nadal czuła się tam

jak  u  siebie.  Zapach  farb  i  gliny  wdychała  pełną  piersią.  Przymknęła
oczy.

Po raz pierwszy od wyjazdu z Dallas poczuła się swobodnie.

Niektóre  z  przedstawionych  jej  prac  były  naprawdę  bardzo  dobre.

Piper zaproponowała, że wystawi jej w lecie w swojej galerii w ramach
corocznej ekspozycji debiutów. Pomysł ten spodobał się Cheri.

–  Okej,  powiem  im  tylko,  że  chodzi  o  galerię  w  Dallas.  Nazwisko

Wingate nie za dobrze się teraz tu kojarzy – powiedziała. – Wiem, że ty
nie masz z tym nic wspólnego, ale niektórzy z rodziców mogą mieć inne
zdanie.  A  szkoda  byłoby,  gdyby  z  tego  powodu  studenci  stracili  tak
wspaniałą szansę.

–  Dzięki,  Cheri  –  powiedziała  Piper,  gdy  się  żegnały,  ale  jej  dobry

humor ulotnił się bezpowrotnie.

Nie znosiła małostkowości. Oczywiście nie popierała łamania prawa,

ale przecież jej rodzina jest niewinna.

background image

Na  ulicę  wyszła  ze  spuszczoną  głową.  Była  półprzytomna

i niechcący na kogoś wpadła.

Uniosła wzrok. To był Brian.

– Nic ci się nie stało? – zapytał.

– Nie, to ja przepraszam, że cię potrąciłam. – Pokręciła głową.

– Nie szkodzi. Za to ty wyglądasz na wkurzoną.

–  Bo  jestem  –  przyznała.  –  Właśnie  wyszłam  z  wydziału  sztuki,

gdzie delikatnie dano mi do zrozumienia, że niektórzy rodzice nie będą
sobie życzyli, żeby obrazy ich dzieci zawisły w mojej galerii. Ja chyba
zaraz zwariuję.

– To nie fair ani w stosunku do studentów, ani do ciebie. Przecież nie

masz nic wspólnego z Wingate Enterprises.

–  Jasne,  że  nie.  Ale  należę  do  rodziny  –  westchnęła.  –  Zresztą

nieważne. A co ty tu robisz?

–  Miałem  nadzieję,  że  cię  spotkam  –  odparł  Brian,  kokieteryjnie

przechylając głowę na bok. – Zjemy coś razem? Przy okazji obgadamy
nasze sprawy.

– Niestety, nie mogę – odparła.

Chętnie  by  z  nim  gdzieś  poszła,  ale  po  co  rozmawiać  o  sprawach,

które  z  takim  wysiłkiem  udało  jej  się  zostawić  za  sobą?  Jeśli  do  nich
wróci, nigdy już nie będzie umiała odejść po raz drugi.

Brian skamieniał, ale szybko uśmiechnął się szeroko. Aha, więc dąsa

się  z  powodu  ich  rozstania,  ale  jest  dżentelmenem  i  nie  daje  tego  po
sobie  poznać.  Czyż  nie  za  to  właśnie  go  tak  uwielbiała?  Facet,  który
zawsze  zachowuje  się  przyzwoicie  i  z  godnością.  Który  zasługuje  na
wspaniałe  życie.  Na  wielką  karierę,  szlachetną  i  wysublimowaną  żonę
i… na dzieci.

background image

Dom pełen dzieci.

–  W  porządku  –  powiedział.  –  Ale  pamiętaj:  nie  możesz

w nieskończoność ukrywać się u swojej rodziny.

– Ja się nie ukrywam. Ava potrzebuje wsparcia, jeszcze nie doszła do

siebie po tym wszystkim… z Keithem.

– Doprawdy? Kto by pomyślał, że taka z niej mimoza. To w końcu

ona go pogoniła – zauważył Brian.

–  Bo  przy  nim  nie  mogła  być  sobą!  –  zaperzyła  się  Piper.  No  tak,

zanosi się na awanturę.

Proszę bardzo. Ona chętnie się z nim pokłóci. Nawrzeszczy na niego

i wtedy łatwiej jej będzie znieść to, że nie są już razem.

Ale nie zrobi tego.

– Przepraszam. Miło było cię zobaczyć – powiedziała i oddaliła się,

nie oglądając za siebie.

Wsiadła do samochodu i wyjechała z miasta. Może szybka jazda po

okolicy pozwoli jej zapomnieć o Brianie.

Kiedy  wieczorem  Brian  pojawił  się  u  Avy,  Piper  poczuła  się

kompletnie zaskoczona. Zrobiły sobie z siostrą na kolację meksykańskie
żarcie, jadły, śmiały się i plotkowały o facetach. Miło było czuć poparcie
Avy.

Przez  wiele  lat  Piper  miała  wrażenie,  że  dla  siostry  jest  kimś

w  rodzaju  wyrzutka.  Dopiero  za  sprawą  odrzucenia  Briana  wróciła
niejako  do  łask.  Ale  czy  naprawdę  jest  teraz  sobą?  A  co
z namiętnościami, uczuciami? Może po prostu ta strona życia zawsze ją
przerażała?

A  teraz  Brian  stał  na  progu.  Zarośnięty,  wyglądał  na  zmęczonego,

niewyspanego  i…  zdeterminowanego.  Na  pewno  nie  pozwoli  zamknąć

background image

sobie drzwi przed nosem.

–  Przepraszam,  że  tak  cię  nachodzę,  ale  nie  chciałem  załatwiać

niczego za pomocą esemesa – odezwał się.

– Okej. Hm… chwileczkę, włożę płaszcz i możemy się przejść. To

jest dom Avy i nie wiem, czy…

– Kto przyszedł? – zapytała Ava, idąc korytarzem.

Piper odpowiedziała jej, a Brian się przywitał.

– Muszę zamienić słówko z Piper – tłumaczył się.

– Możecie usiąść w pokoju do pracy – odparła Ava z wymuszonym

uśmiechem, przyglądając mu się bez życzliwości, po czym oddaliła się.

Piper  usunęła  się  z  przejścia  i  Brian  mógł  nareszcie  przekroczyć

próg.  Wskazała  mu  ręką  drogę  do  gabinetu.  Weszli  tam  oboje  i  Piper
zamknęła drzwi.

Brian usiadł na skórzanej kozetce, a ona stała oparta o drzwi, starając

się dojść do siebie.

Bo  nagle  dotarło  do  niej,  że  tęskniła  za  nim  bardziej,  niż  myślała.

A  on  wyglądał  na  –  owszem  –  wyczerpanego,  ale  za  to  jaki  jest
przystojny!  Wpatrywała  się  w  niego,  jakby  nie  widzieli  się  lata  całe.
Miał taki wspaniały głęboki głos. Uwielbiała to jego dudnienie, kochała
intonację.

– Mówiłeś coś? – zapytała roztargniona.

– Tak, pytałem, czy zechcesz usiąść przy mnie. Łatwiej będzie nam

rozmawiać. Dobrze się czujesz?

Nie, nie czuje się dobrze. Ani trochę.

Jest  roztrzęsiona  niczym  galareta.  Spędzanie  czasu  z  siostrą,  która

znajduje  się  w  podobnym  stanie,  wcale  jej  nie  posłużyło.  Ale  może

background image

Brian tego nie zauważy.

– Jasne, że dobrze – odparła, krzywiąc usta w uśmiechu.

Przycupnęła na krawędzi jednego z foteli, po czym zreflektowała się

i rozsiadła wygodnie. Niech myśli, że jest wyluzowana.

– Co cię tu sprowadza? – zapytała.

– Pytasz poważnie?

Wpatrywał  się  w  nią  tak  intensywnie,  że  poczuła  się  onieśmielona,

jakby znajdowała się w sali rozpraw.

–  Jak  najbardziej.  Wydawało  mi  się,  że  już  wszystko  sobie

powiedzieliśmy.

–  Nie,  nie  wszystko.  Miałem  nadzieję,  że  jak  trochę  ochłoniesz,

zdasz sobie z tego sprawę.

– Z czego?

– Że między nami było coś dobrego i że szkoda to niszczyć. Jeśli nie

chcesz  angażować  się  mocniej,  w  porządku,  zaakceptuję  to.  Niech
wszystko pozostanie niezobowiązującą dobrą zabawą.

– Ceniłam cię za prawdomówność – powiedziała. – Więc proszę cię,

nie zaczynaj.

– Masz rację, cofam, co powiedziałem. Nie będę udawał lekkoducha,

bo nim nie jestem.

– Może zawieśmy rozstrzygnięcie do Święta Dziękczynienia. Po nim

wrócimy do Dallas i…

– Nie, Piper – przerwał jej. – Nie chcę tego tak zostawiać. Ja nawet

nie  wiem,  co  ty  masz  do  zarzucenia  naszemu  związkowi.  Tylko  nie
powtarzaj znów tych głupot o różnicy wieku.

background image

– Ale ona jest w jakiś sposób ważna. Ty jesteś młodym mężczyzną,

masz pewne plany, marzenia, a ja nie będę w stanie…

– 

Przestań. 

Zaczynam 

myśleć, 

że 

jesteś 

ograniczona

i konserwatywna – odparł Brian, wstając z kanapy.

– Lepsze to, niż być ignorantem.

– Oboje wiemy, że nie jestem ignorantem. Jeśli chcesz mnie obrazić,

musisz się trochę bardziej wysilić.

–  Nic  nie  muszę.  Jestem  dorosła  i  jak  chcę  z  kimś  zerwać,  to  po

prostu zrywam.

– Na Boga, Piper, zaczynasz mnie wkurzać!

– No i dobrze. Może w końcu zrozumiesz, że między nami wszystko

skończone.

– Tak wyglądają wszystkie twoje związki z facetami? Kończysz je,

zanim się na dobre zaczną? – zapytał.

Nie  mogła  odmówić  tej  diagnozie  słuszności.  Trafiona,  zatopiona.

Ale nie, ona nie da sobą pomiatać.

– Nie twój interes – mruknęła.

Podszedł  do  niej.  Boże,  tak  bardzo  chciałaby  rzucić  mu  się  teraz

w ramiona i zacałować go na śmierć. Drugiego takiego faceta już nigdy
w życiu nie spotka. Ale musi myśleć przytomnie, nie ulegać emocjom,
które przetaczają się przez nią niczym tornado.

– To jest mój interes, Piper – odparł Brian z naciskiem. – Chcę dać ci

wszystko, ale ty za bardzo tkwisz w przeszłości, żeby to zauważyć.

– Nie tkwię. My po prostu do siebie nie pasujemy tak, jak sobie to

wyobraziłeś.

background image

–  Świetnie.  Pieprzyć  to.  Wychodzę  –  oświadczył,  wyminął  ją

i podążył w stronę drzwi.

Jednak przed samym progiem zatrzymał się i odwrócił do niej twarz.

– Wiesz, co ja myślę?

Wcale  nie  chciała  tego  wiedzieć.  Czuła,  że  za  chwilę  utraci

równowagę. Siłą woli zebrała się jednak w sobie i starając się, by to nie
wypadło zbyt jadowicie, powiedziała:

– Nie wiem. Oświeć mnie z łaski swojej.

– Że nie chcesz pozwolić sobie na miłość. Nie wiem, czy to wynika

z  nadmiaru  samokontroli,  ale  teraz  lepiej  rozumiem,  dlaczego  jesteś
sama.

– Guzik rozumiesz – uniosła się. – Ja wcale nie jestem sama. Mam

rodzinę i mam sztukę.

– Twoja rodzina jest w rozsypce. Powinnaś założyć własną.

– Jak śmiesz oceniać moją rodzinę? To przez twojego wujaszka moja

siostra nie dopatrzyła pewnych spraw w firmie. Popełniła błąd. Ja nigdy
do tego stopnia nie zdam się na żadnego faceta. A własnej rodziny mieć
nie mogę. Jestem bezpłodna. Już cię tu nie ma! – zakończyła.

Wyminęła go i udała się do swojego pokoju.

Żałowała, że dała się ponieść. Ale dobrze się stało. Brian usłyszał, co

miał usłyszeć, i teraz może da jej wreszcie spokój.

Chciał  iść  za  nią,  ale  w  końcu  korytarza  dostrzegł  Avę  i  poczuł  na

sobie jej prokuratorski wzrok.

–  Ona  nic  o  mnie  nie  wie  –  powiedział.  –  Jej  możliwości

reprodukcyjne guzik mnie obchodzą.

background image

Wyszedł,  wsiadł  do  samochodu  i  ruszył  z  szybkością  o  wiele

większą  od  dozwolonej  na  terenie  zamkniętego  osiedla.  Przyhamował
dopiero,  gdy  o  mały  włos  nie  rozjechał  grupy  spacerowiczów
z wędkami.

Cholera,  co  ona  z  nim  zrobiła!  Nie,  to  nie  ona,  to  miłość.  Zaczął

przypominać wszystkie rozmowy, jakie odbył z Piper. Czy kiedykolwiek
powiedział,  że  pragnie  zostać  biologicznym  ojcem?  Czy  kazał  jej
wybierać między sobą a jej rodziną?

Za kogo ona go ma? Nie zrobiła najmniejszego wysiłku, by go lepiej

poznać i na ślepo przypisała mu jakiś zadziwiający sposób myślenia.

Mknąc do swojego domu w Royal, odsunął te myśli na bok. Ostatnio

Keith  napisał  mu  w  esemesie,  że  owszem,  chciałby  się  z  nim  spotkać,
ale z powodu związku Briana z Piper lepiej będzie z tego zrezygnować.

A teraz? Nic nie stoi na przeszkodzie, by zjeść kolacyjkę z wujem.

Niech  tam  sobie  Wingate’owie  obarczają  Keitha  winą  za  swoje
nieszczęścia. Nie mają na to żadnych dowodów.

Brian  nie  miał  ochoty  na  samotny  wieczór  w  domu,  zatrzymał  się

więc  przed  budynkiem  Klubu  Hodowców.  Czuł,  że  musi  wypić,  ale
narąbanie  się  w  pojedynkę  to  kiepski  pomysł.  Bo  potem  można  na
przykład poczuć chęć powrotu do domu Avy.

Nakłamałby  ochroniarzowi,  żeby  ten  wpuścił  go  na  teren  osiedla,

a potem stałby przed domem i wykrzykiwał na cały głos imię Piper albo
puścił  z  telefonu  piosenkę,  która  leciała,  gdy  pierwszy  raz  trzymał  ją
w ramionach.

Do tego nie można dopuścić. Ma się tę swoją dumę.

Przynajmniej dopóki jest się trzeźwym.

A  Piper  już  dwukrotnie  oznajmiła  mu,  że  go  nie  chce.  Jasne?  Jak

słońce.

background image

W  klubie  dołączył  do  grupki  znajomych  rówieśników.  Pili  whisky

i rozmawiali o ulubionej drużynie. Akurat tego mu było trzeba. Od razu
przypomniało mu się, że miał razem z Piper spędzić w domu rodziców
Święto Dziękczynienia i potem udać się z nią na mecz Dallas Cowboys.

– Chłopie, wszystko gra? – zagadnął go ktoś.

– Taaa, dlaczego pytasz?

– Bo patrzysz na tę whisky, jakbyś miał zamiar ochlapać nią ścianę –

odparł Leon.

– Zerwałem z dziewczyną – przyznał Brian.

– Trzeba było od razu tak gadać! Zamówilibyśmy tequilę.

– Nikt nie lubi opowiadać, jak go kobieta kopnęła w tyłek – mruknął

Brian,  wychylając  duszkiem  whisky  i  prosząc  na  migi  kelnera
o następną. – A tequila w środku tygodnia to słaby pomysł.

–  Wiem,  ale  moja  stara  wyjechała  na  zjazd  stowarzyszenia

absolwentek, więc nie muszę tak szybko wracać do domu.

–  To  tak  jak  ja.  A  jak  tobie  ułożyło  się  z  Viv?  –  zagadnął  Brian

kolegę.

Leon przez chwilę bawił się szklanką.

– Po dyplomie wróciłem do domu, żeby przejąć ranczo. Spotkaliśmy

się w jakimś barze, ona na mnie spojrzała i powiedziała: czuję, że chcesz
się ze mną umówić.

Brian  roześmiał  się.  To  bardzo  podobne  do  Vivian.  Zawsze  miała

charakterek, nie bała się wprost mówić o tym, czego chce.

– A ty byłeś na tyle bystry, że nie zaprzeczyłeś?

–  Jeszcze  by!  –  przyznał  Leon.  –  Takiej  kobiety  jak  Vivian  nie

spotyka  się  w  życiu  więcej  niż  raz.  Powiedz  mi  coś  o  tej  twojej  lasce.

background image

Chcesz, żeby do ciebie wróciła?

– Chcę. – Brian pociągnął kolejny łyk.

Naprawdę chciał, by Piper do niego wróciła. Tyle razy go odpychała,

a  on  nadal  nie  umiał  żyć  z  dala  od  niej.  Ale  trzeba  mieć  swoją  dumę,
nie?

– To jest Piper Holloway. Znasz ją pewnie?

–  Słyszałem  co  nieco.  Kurczę,  chłopaku,  to  jest  ponoć  bardzo

światowa dama. Nie twoja liga.

–  Hej,  Leon,  a  ja  jestem  świetnie  wykształconym  i  cenionym

prawnikiem – przypomniał Brian koledze. – Też mam ogładę.

– To co w takim razie was dzieli?

Brian  miał  na  końcu  języka  to,  czego  się  przed  chwilą  od  niej

dowiedział,  ale  postanowił,  że  nikomu  tego  nie  powie.  Ona  jeszcze
mówiła, że boi się w nim zatracić. Ale dlaczego? Przecież jej do niczego
nie  zmuszał,  niczego  nie  narzucał.  I  jak  mogłaby  zatracić  się  w  nim,
skoro i tak ukrywa swoje prawdziwe ja przed całym światem?

–  Ona  twierdzi,  że  za  bardzo  się  różnimy,  że  mamy  odmienne

pragnienia.

– A ty pragniesz jedynie życia z nią, czy nie tak?

– Właśnie. I chyba mam przerąbane – podsumował Brian.

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Kiedy  Piper  obudziła  się,  Avy  nie  było  w  domu.  Rozważała  więc,

czyby nie wrócić do Dallas.

W  końcu  siostra  da  sobie  radę  bez  niej.  Ona  też  musi  sama  sobie

radzić.  Dotychczas  pomagała  jej  w  tym  twórczość,  może  więc  i  teraz
powinna rzucić się w wir działalności artystycznej.

Otrzymała zamówienie od klientki z Nowego Jorku, która tęskniła za

Teksasem  i  chciała  mieć  w  domu  coś,  co  przypominałoby  jej  rodzinne
strony.

Piper wyjęła szkicownik, ale nic nie przychodziło jej do głowy. Nie

mogła  zabrać  się  do  pracy,  nie  potrafiła  się  na  niczym  skupić.  Zaczęła
więc  wodzić  ołówkiem  po  papierze.  A  nuż  narodzi  się  z  tego  jakiś
pomysł.

Zaczęła  od  rysowania  twarzy.  Już  po  chwili  zorientowała  się,  że

szkicuje  portret  Briana:  mocno  zarysowana  szczęka,  szeroko
rozstawione  oczy.  Stłumiła  tę  myśl,  ale  po  niedługim  czasie  już
wiedziała, czyja to twarz.

Brian  na  rysunku  miał  taką  samą  minę  jak  wtedy,  kiedy  mu

powiedziała,  że  nie  może  mieć  dzieci.  I  to  nie  był  niesmak,  raczej
wzburzenie. Był na nią zły, bo błędnie go oceniła.

Odłożyła  szkicownik  i  podeszła  do  okna,  za  którym  rozciągał  się

widok na jesienny ogród. Jej siostra samotnie siedziała tam na ławce.

Oto fatum kobiet z rodziny Hollowayów, pomyślała. Są samotne, bo

za bardzo kochały. Ava, która po śmierci męża zaufała niewłaściwemu

background image

człowiekowi. I Piper, która – po tym, jak porzucił ją Ron – nie potrafiła
zaufać  żadnemu  facetowi.  Nikogo  już  nie  pokocha,  bo  boi  się,  że
zostanie zraniona.

Ale  na  razie  to  ona  zraniła  Briana.  Bardzo  mocno.  Jak  mogła

odrzucić  jedynego  człowieka,  którego  udało  jej  się  pokochać?  Ale
trudno, stało się, Brian sobie poszedł. Po tym, co od niej usłyszał, już na
pewno nie wróci.

A ona teraz musi zapomnieć, znów stać się sobą i żyć tak, jak jej się

podoba. Tylko czy będzie potrafiła?

Usiadła  na  podłodze  i  położyła  głowę  na  podciągniętych  kolanach.

Pomyślała, że wcale nie jest boginią mądrości, za jaką pragnie uchodzić.
Jest  nieszczęśliwą  kobietą,  której  w  młodości  złamano  serce.  I  która
nauczyła się z tą raną żyć, udając, że nic się nie stało.

Ale  stało  się.  Od  zerwania  narzeczeństwa  po  raz  pierwszy  tak

naprawdę  poczuła  się  dobrze,  gdy  tańczyła  z  Brianem  na  weselu
siostrzenicy. Dzięki niemu stanęła na nogi i zaczęła się zmieniać.

Ale  jednocześnie  nadal  wznosiła  mury,  jakby  chciała,  by  wszystko

zostało po staremu. I wszystko zakończyło się tak, jak się zakończyło.

Odszedł od niej, tym razem już na dobre.

Już jest bezpieczna, nikt jej nie skrzywdzi. No i samotna, na własne

życzenie.

Zawyła  z  rozpaczy.  Musi  teraz  przekonać  Briana,  żeby  wrócił.

Przyznać się do błędu. Nie będzie łatwo, ale Brian jest tego wart.

Nie jest Keithem, podobnie jak ona nie jest Avą. Brian jest dobrym

człowiekiem,  który  uczciwie  zapracował  na  swój  sukces.  Jest
sympatyczny i dowcipny.

No i seksowny jak jasna cholera.

background image

Nigdzie nie znajdzie podobnego faceta.

Nigdy.

A przecież wystarczy, że teraz wyjdzie z domu.

Piper  spojrzała  w  lustro.  Wyglądała,  jakby  od  dawna  nie  była  pod

prysznicem. Drobne zmarszczki, które normalnie zwalczała za pomocą
retinolu,  tego  ranka  były  wyraźnie  widoczne.  Oto  kobieta
zrezygnowana,  która  zapomniała,  że  w  głębi  duszy  jest  boginią
mądrości.

Bo Piper wiedziała, że mimo wszystko mądrze pokierowała swoim

życiem.  Ciężko  pracowała  na  swą  pozycję  zawodową,  otoczyła  się
wypróbowanymi przyjaciółmi i kochającą rodziną.

Dlaczego  w  tym  gronie  miałoby  zabraknąć  Briana?  Powinna

spróbować  jeszcze  raz,  od  początku.  Niech  sobie  Ava  mówi,  co  tam
chce.

Puściła oczko do osoby po drugiej stronie lustra i od razu poczuła się

lepiej.  Pora  działać,  działanie  jest  zawsze  lepsze  od  bezczynnego
pogrążania się w smutku.

Wykąpała  się,  umalowała,  włożyła  ulubione  obcisłe  dżinsy

i odjechany sweter, po czym poszła szukać Avy.

W ogrodzie siostra rozmawiała przez telefon. Okej, co się odwlecze,

to nie uciecze, pomyślała Piper.

Zwłaszcza  jeśli  człowiek  wie,  czego  chce  i  jest  pewny  podjętej

decyzji. W końcu i tak odzyska Briana.

Kiedy  Brian  dotarł  na  spotkanie,  Keith  był  w  dziwnym  nastroju.

Obszerny dom był pusty, jeśli nie liczyć gosposi, która przygotowała im
kolację i która też zresztą wyszła, gdy tylko podała im do stołu.

background image

Przez  cały  czas  trwania  posiłku  Keith  nalewał  sobie  i  gościowi

whisky z colą.

– Nie sądziłem, że zawitasz do Royal przed Gwiazdką – odezwał się

wuj, gdy po kolacji przeszli do gabinetu.

Brian  pomyślał,  że  wuj  przeniósł  się  tu,  gdzie  był  barek.

Najwidoczniej przeżywał rozstanie z Avą równie boleśnie jak on swoje
rozstanie z Piper. Nalał obu po kolejnej szklance whisky z colą.

Pokój  był  ciemny,  urządzony  po  męsku,  pachniał  cygarami

i  sosnowym  igliwiem.  Biurko  zawalone  było  papierami,  a  centralne
miejsce na ścianie zajmował olbrzymi ekran telewizora.

– Przyjechałem tu za Piper w nadziei, że… – zaczął Brian, choć nie

miał ochoty o tym mówić.

Jedna rozmowa z Leonem wystarczy.

– Piper Holloway? – przerwał mu wuj.

– Tak. Spotykaliśmy się, ale nagle ze mną zerwała.

– Rzuciła cię? – zapytał Keith z niedowierzaniem.

– Tak. Twierdzi, że przy mnie nie będzie mogła być sobą.

–  Naprawdę?  Ona  mi  nigdy  nie  wyglądała  na  taką  silną

i zdecydowaną.

– Och, jest jeszcze wiele rzeczy, których ludzie nie wiedzą o Piper –

zauważył Brian.

To  pewnie  właśnie  dlatego  to,  co  wydarzyło  się  między  nimi,  było

tak wyjątkowe. Oboje przejrzeli się na wylot.

– To tak jak Ava – zauważył wuj. – Ludzie widzą w niej silną osobę,

z którą trzeba się liczyć, a ją choroba Trenta kompletnie rozwaliła. Nie
mogła znieść jego bólu.

background image

–  Dla  ciebie  to  też  musiało  być  trudne.  Umiera  ci  najlepszy

przyjaciel  i  jesteś  świadkiem  załamania  wdowy  po  nim.  Każdy  w  tej
sytuacji chciałby pomóc.

–  Chłopcze,  robiłem,  co  mogłem.  Kochałem  ją.  Mieliśmy  z  sobą

więcej  wspólnego,  niż  można  by  przypuszczać  –  odparł  Keith
szorstko. – Chciałem się o nią zatroszczyć.

–  Jeśli  ona  jest  taka  jak  Piper,  to  podejrzewam,  że  wolałaby

zatroszczyć  się  o  siebie  sama.  Przyjaźniliście  się  już  na  studiach,
prawda? Czy może było to coś więcej? – zapytał Brian.

–  Chciałem,  żeby  było,  ale  Trent  mnie  ubiegł  –  odparł  Keith,

nalewając sobie kolejną szklankę.

W jego głosie górę zaczęły brać emocje.

– Ale byłeś młody i dałeś radę – przypomniał mu Brian. – Ożeniłeś

się, byłeś szczęśliwy.

Oczy  Keitha  nabiegły  krwią.  Wstał  i  chwiejąc  się,  podszedł  do

barku, skąd wrócił z butelką Jacka Danielsa.

– Owszem, ale ona nie dorastała Avie do pięt.

Czyżby  wuj  przez  wszystkie  te  lata  skrycie  pragnął  Avy  Holloway

Wingate?  To  do  niego  niepodobne.  Z  drugiej  strony  mężczyźni
w rodzinie Cooperów rzadko okazują uczucia.

– A potem Trent zachorował i nareszcie byłem jej potrzebny – dodał

Keith, jakby mówił do siebie.

– Tak, to była tragedia. Wiem, że wtedy mogli na ciebie liczyć, byłeś

przy nich przez cały tamten czas.

– Chociaż tyle mogłem zrobić.

– Ja też bym to zrobił dla Piper.

background image

Doprawdy? Mógłby przyjaźnić się z Piper, gdyby była żoną innego?

Pewnie raczej wycofałby się z jej życia. Ale Keith tego nie potrafił.

– Ale co właściwie zaszło między tobą a Avą, wujku? Wydawało się,

że jesteście sobie bardzo bliscy.

–  Bo  byliśmy.  Ale  kiedy  wróciliśmy  z  Europy,  okazało  się,  że  nikt

nie  może  konkurować  ze  świętym  Trentem  i  błogosławionymi  dziećmi
Wingate’ów.  A  one  mnie  nie  polubiły.  I  kiedy  jeszcze  firma  wpadła
w tarapaty, wymusiły na niej, żeby się stąd wyniosła – wyjaśnił Keith. –
Chciałem, żeby wróciła, ale wtedy jasno dała mi do zrozumienia, że już
przestałem być jej potrzebny.

–  Oni  myślą,  że  to  była  krecia  robota.  Mógłbyś  pomóc  jej  to

wyjaśnić.

– Tak myślą? – spytał zaskoczony Keith. – To brzmi sensownie. Tę

aferę mógł sprokurować tylko ktoś, kto potrafił się zalogować na konto
osoby ze ścisłego kierownictwa.

– Podejrzewasz kogoś? – Brian oparł się wygodnie i pociągnął łyk ze

swojej szklanki.

– Owszem, ale nie uwierzyłbyś, gdybym ci powiedział kogo.

–  Kogo  masz  na  myśli?  –  spytał  Brian,  ale  Keith  udawał,  że  całą

swoją uwagę skupił teraz na transmitowanym przez telewizję meczu.

Mruknął pod nosem jedno słowo i Brian nachylił się ku niemu, żeby

je zrozumieć.

Pokręcił głową. Nie, to niemożliwe, musiał się przesłyszeć.

– Mówisz, że ty to zrobiłeś? – zapytał przerażony.

– Co mówisz, chłopcze? – mamrotał Keith.

Brian wstał i podszedł do wuja.

background image

–  Powtórz,  proszę.  Kto  według  ciebie  jest  odpowiedzialny  za

katastrofę Wingate Enterprises?

–  Biorąc  pod  uwagę,  jak  ostatnio  byłem  traktowany  przez  Avę,

podejrzewam, że to był ktoś bliski rodzinie, kogo jednak te małoduszne
dupki postanowiły się pozbyć – wybełkotał Keith.

Brian  wpatrywał  się  w  wuja.  Czy  Keith  właśnie  przyznał  się  do

winy? Był przecież jedyną osobą spoza rodziny, która kontrolowała ich
biznes.

Brian  przeprosił,  że  już  musi  iść,  pożegnał  wuja,  który  dopijał

któregoś z kolei drinka, wyszedł, wsiadł do samochodu i długo siedział
w nim bez ruchu.

To jakiś absurd, wuj nie mógł powiedzieć czegoś takiego. To raczej

on  usłyszał  to,  co  chciał  usłyszeć,  by  móc  wrócić  do  Piper  w  glorii
wybawcy.

Tak, to na pewno to.

Rano znów przypomniały mu się słowa Keitha. To przecież właśnie

wuj  mógłby  być  owym  kretem.  Bliski  rodzinie  i  mający  dostęp  do
najbardziej poufnych informacji biznesowych.

To rzucało też nowe światło na nieufność i rezerwę, z jaką jego wuja

traktowała Piper. Czyżby miała jakieś przeczucia?

Brian  pomyślał,  że  o  przypuszczeniach  Keitha,  iż  winny  aferze

Wingate’ów może być ktoś bliski rodzinie, powiadomi śledczych. Zeke
wspominał,  że  współpracuje  z  FBI  w  kwestii  tropienia  różnych
możliwych wątków.

Ale  czy  rzeczywiście  powinien  to  zrobić?  Może  plecionych  po

pijaku bredni nie należy traktować aż tak poważnie?

background image

W  najgorszym  wypadku  wuj  zostanie  przesłuchany  i  z  pewnością

oczyszczony…

Sumienie  nie  pozwalało  Brianowi  na  całkowite  przemilczenie  słów

Keitha. Znał swoją powinność.

Piper  tyle  razy  mówiła  mu,  jak  ważna  jest  dla  niej  rodzina,  a  on

kochał Piper i w miarę swoich możliwości chciał jej pomóc. Nawet jeśli
będzie przy tym musiał złożyć donos na własnego wuja.

Ava  wyszła  spotkać  się  ze  swoimi  dziećmi  w  sprawie  śledztwa

w  Wingate  Enterprises.  W  tym  czasie  Piper  zabrała  się  za  pieczenie
placków  na  Święto  Dziękczynienia.  Na  co  dzień  nie  przywiązywała
wagi  do  tradycji,  ale  ten  jeden  raz  w  roku  czuła  się  zobowiązana  do
zrobienia  domowego  ciasta.  Z  dzieciństwa  pamiętała,  że  mama
zaczynała piec już pierwszego listopada.

Zaczęła od ciasta z orzechami pekan i już niebawem wynajęty dom

Avy  wypełnił  się  cudowną  wonią.  Potem  upiekła  jeszcze  placek
dyniowy, szarlotkę i ciasto z nadzieniem z bakalii. Potem wzięła się za
chlebek bananowy – wszystko po to, by nie myśleć o Brianie.

Zerwała z nim ostatecznie zaledwie kilka dni temu, a wydawało się,

że  nie  widziała  go  już  wieki.  Im  więcej  czasu  mijało,  tym  silniejsze
miała wątpliwości, czy dobrze zrobiła.

Przy nim łatwiej było znosić wszelkie życiowe przeciwności. Teraz,

leżąc nocą samotnie w łóżku, często o tym myślała. I tęskniła.

Ale  nie  ma  co  pogrążać  się  w  żalu.  On  na  pewno  już  pogodził  się

z jej decyzją.

A żal i tęsknota? Cóż, towarzyszą każdemu rozstaniu. Kto ma o tym

lepiej wiedzieć niż ona?

Drzwi otworzyły się i do domu weszła Ava z dziećmi.

background image

– Ależ tu pięknie pachnie! – rozległy się okrzyki.

– Dzięki – mruknęła Piper. – Chciałam zrobić coś pożytecznego.

– Nie chcę czekać aż do święta – zaznaczył Zeke. – Chyba że… –

zawahał się.

– Jasne, że nie musimy czekać, sama mam ochotę na kawałek placka

z pekanami – powiedziała Piper. – Jak spotkanie?

–  Lepiej,  niż  można  było  oczekiwać  –  odparła  Ava.  –  Brian  był

przedwczoraj u Keitha i ten ponoć powiedział coś…

– Co?

– Brian zastrzegał, że Keith był pod wpływem alkoholu, ale jakoby

stwierdził,  że  sprawę  defraudacji  i  handlu  narkotykami  nakręcił  ktoś
bliski  komuś  z  nas.  –  Ava  westchnęła.  –  Drogą  eliminacji  padło  na
samego  Keitha.  Brian  naciskał  go,  Keith  nie  przyznał  się  głośno,  ale
robił różne aluzje.

Brian?  –  pomyślała  Piper.  Dlaczego  Brian  zrobił  coś  takiego?

Czyżby chciał odciąć się od swojego wuja?

– To dobrze, ale jak to się ma do śledztwa?

– Śledczy poprosili Briana, żeby jeszcze raz porozmawiał z Keithem

i  spróbował  wszystko  nagrać  –  odparła  Ava.  –  No  i  podobno  Brian
zgodził się zeznawać w sądzie. Jak na ironię to właśnie przez zerwanie
z tobą postanowił porozmawiać z wujem na temat afery w naszej firmie.

–  Przykro  mi  z  tego  powodu,  Piper.  –  Harley  podeszła  do  ciotki

i uścisnęła ją.

– Jeśli to pomoże rodzinie, to widać było warto – odrzekła Piper.

Usiedli wokół stołu, pili kawę i jedli jej wypieki, co Piper odebrała

jak  namiastkę  domu.  Bo  to  był  dom.  Tu  była  jej  rodzina:  siostra,

background image

siostrzenice, siostrzeńcy i ich drugie połówki. Brakowało tylko Briana.
Jemu by się podobało takie rodzinne zgromadzenie…

On przecież też w pewnym sensie stał się dla niej rodziną.

Miała  wielką  ochotę  wysłać  mu  esemesa,  ale  bała  się.  Może  jest

teraz  u  Keitha  i  prowadzi  swoją  wielką  tajną  operację?  Odłożyła  więc
telefon i spędziła czas na grze w kanastę i na udawaniu, że nic a nic nie
boi się o Briana.

A  przecież  Keith  okazał  się  człowiekiem  niebezpiecznym  nie  na

żarty.

Jeśli  zostanie  oskarżony,  znienawidzi  bez  reszty  Wingate’ów,

a bratanka uzna za zdrajcę. Piper postanowiła o tym nie myśleć, ale gdy
zostały w domu tylko we dwie z Avą, stało się to prawie niemożliwe.

– Źle osądziłam Briana – przyznała. – Nie spodziewałam się, że tyle

dla nas zrobi.

– A mnie to nie dziwi, bo widziałam jego twarz, jak go parę dni temu

stąd  wyrzuciłaś  –  odparła  Ava.  –  Wyglądał  na  człowieka,  któremu
wyrwano  serce  z  piersi.  Obie  się  co  do  niego  myliłyśmy.  Bardzo  mi
przykro.

Piper  czuła  dławienie  w  gardle,  więc  tylko  pokiwała  głową.

Żałowała.  Pozwoliła,  by  jej  lęki  zapanowały  nad  rozumem  i  przez  to
zraniła Briana tak bardzo, że on jej już tego nie wybaczy. A ona straci
jedynego mężczyznę, któremu mogła zaufać.

Skulona w fotelu, wpatrywała się w ogień na kominku. Może jak już

cała  ta  afera  się  skończy,  nie  będzie  jeszcze  za  późno,  żeby  wszystko
odkręcić?

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Nie  spodziewał  się  telefonu  od  niej,  co  zresztą  było  całkiem

zrozumiałe.

Ale kochał ją.

I nie pozwoli jej ot tak odejść z jego życia. Tym razem już nie.

A teraz robił dla niej coś, co napawało go obrzydzeniem. Wszedł do

Klubu  Hodowców  obwieszony  urządzeniami  podsłuchowymi.  Nakłoni
wuja do zwierzeń i do podania nazwiska osoby, która pogrążyła Wingate
Enterprises. To nieładne, ale tak należy postąpić.

Agenci  pouczyli  go,  że  nie  powinien  zadawać  zasadniczych  pytań

wprost, ale sterować rozmową tak, by zeszło na Avę. Tak więc nawet nie
mógł mieć pewności, czy jego akcja przyniesie rezultaty.

– Podsłuch uruchomi się, jak tylko zaczniesz mówić – instruował go

na  zapleczu  klubu  gość  z  FBI.  –  I  pamiętaj:  nie  podpuszczaj  go,  bo
wtedy nagranie straci na wartości jako dowód.

–  Rozumiem.  Poprzednio  zaczął  mówić,  kiedy  wspomniałem

o  siostrze  Avy.  Widocznie  uznał  mnie  za  bratnią  duszę,  bo  nam  obu
podoba się ten sam typ kobiety.

– No właśnie. Kieruj się intuicją, nie przeginaj.

A co będzie, jeśli dziś Keith nie zamierza pić alkoholu? – pomyślał

Brian  ze  strachem,  po  czym  przeszedł  przez  główne  pomieszczenie
klubu.

background image

Przy barze razem z kumplami siedział Leon, który zaczął do niego

machać. Brian, patrząc na zegarek, na migi dał mu do zrozumienia, że
teraz nie ma czasu.

Na  dworze  zapadał  zmrok.  Listopadowy  wieczór  był  chłodny

i rześki. Czuć już było świąteczną atmosferę i Brian pomyślał, że jego
plany spędzenia w tym roku Święta Dziękczynienie wraz z Piper pewnie
się nie ziszczą.

Samą  pomocą  w  śledztwie  jej  nie  odzyska.  Musi  jeszcze

doprowadzić  do  tego,  by  mu  zaufała.  I  sama  musi  zaufać  sobie,  że  go
naprawdę kocha.

A  Brian  teraz  jeszcze  będzie  musiał  przekonać  wuja  o  swojej

nienawiści do Piper i do jej rodziny. Inaczej Keith nie da się nakłonić do
ponownych zwierzeń.

Zatrzymał się przed sklepem z alkoholem i kupił dwie butelki Jacka

Danielsa. Na parkingu przy domu Keitha pociągnął dwa łyki trunku, by
pachniało  mu  z  ust  alkoholem,  i  wylał  trochę  whisky  na  rękaw.  Niech
wuj myśli, że pił od rana.

Niewykluczone  zresztą,  że  tak  by  było,  gdyby  nie  przedwczorajsze

wyznania Keitha. Smutki najlepiej przecież topi się w alkoholu.

Przed domem wuja wylał z jednej butelki trzy czwarte jej zawartości

i z mocno opróżnioną flaszką w ręku podszedł do drzwi.

– Dobrze, że przyszedłeś, synu – powitał go Keith. – Nie powinno

się opijać złamanego serca w samotności.

– Jasne, wujku. Dla ciebie też mam butelkę.

–  Wejdź,  proszę.  Zaraz  możemy  startować.  –  Keith  uśmiechnął  się

promiennie.

background image

–  Za  nami  zwariowany  rok  –  zaczął  Brian,  starając  się  dać  dobry

wstęp  do  rozmowy  o  Avie  i  Wingate  Enterprises.  Zresztą  pora  roku
sprzyjała podsumowaniom.

–  A  ty  otworzyłeś  własną  kancelarię  –  zauważył  Keith.  –  Ojciec

musi być z ciebie dumny.

–  Jest.  I  mama  też.  Oboje  tylko  martwią  się,  że  się  jeszcze  nie

ustatkowałem.

– W tej kwestii pośpiech nie jest wskazany. Trzeba mądrze wybrać.

Coś mówiłeś, że spotykałeś się z Piper. To na pewno już skończone?

– Pewnie tak. Rodzice ją uwielbiali – skłamał Brian – i martwią się

naszym zerwaniem. Nie rozumieją mnie tak dobrze jak ty.

–  Te  kobiety  od  Hollowayów  potrafią  dopiec  mężczyźnie  do

żywego  –  burknął  Keith.  –  Nawet  Trent  skarżył  mi  się,  że  Ava  potrafi
być bardzo uparta.

– Oj tak, a Piper wydaje się, że zna mnie lepiej niż ja sam. – Brian

sądził,  że  jak  będzie  udawał  zgorzkniałego  i  zezłoszczonego,  Keith
łatwiej się otworzy. – Boże uchowaj. Ona nie zna mnie w ogóle.

–  To  tak  samo  jak  Ava  mnie.  Widziała  we  mnie  to,  co  chciała

zobaczyć  –  podchwycił  wuj.  –  Kiedy  Trent  chorował,  chciała,  żebym
pomógł jej w biznesie. Zgodziłem się, była taka przemęczona.

– Zrobiłeś dobry uczynek.

Brian  pomyślał,  że  jeśli  wuj  wyda  osobę,  która  zniszczyła

Wingate’ów,  a  sam  zostanie  oskarżony  o  współudział,  to  on  będzie  go
bronił  na  procesie.  Ten  człowiek  naprawdę  cierpi  z  powodu  utraty
ukochanej kobiety.

– Prawda? – podchwycił Keith, pociągając whisky. – A ona tego nie

doceniła.  Jak  tylko  wróciliśmy  z  Europy,  zaczęła  się  szarogęsić  po

background image

swojemu. Podejrzewam, że to Beth podburzała ją przeciwko mnie.

– Jak to?

–  Dzieciom  nie  podobało  się,  że  niedługo  po  śmierci  Trenta  Ava

zaczęła  spędzać  tyle  czasu  ze  mną.  A  Beth  traktowała  mnie  ze
szczególną rezerwą.

– Bo to nie było dla nich łatwe. Sam nie wiem, co bym zrobił, gdyby

tata umarł, a mama szybko pocieszyłaby się kimś innym.

–  Może  i  tak.  Ale  nagle  Ava  zaczęła  się  wycofywać  ze  wszystkich

naszych  wspólnych  ustaleń.  Byłem  jej  potrzebny  tylko  jako  oparcie
w czasie żałoby – zauważył Keith gorzko. – Myślałem, że to jest miłość
mojego  życia,  a  tu  się  okazało,  że  wzięła  ode  mnie  to,  czego
potrzebowała,  i  nic  nie  dała  w  zamian.  –  Keith  każde  kolejne  słowo
wymawiał  z  coraz  większym  gniewem.  –  Pozwoliłem  jej  zamieszkać
u mnie, kiedy jej dom zajął komornik. Musiała wiedzieć, że traktuję ją
poważnie.

– Piper jest taka sama – powiedział Brian. – Oddałem jej serce, a ona

je odrzuciła. Że niby jestem dla niej za młody… Dziewczyno, ciesz się,
że jeszcze ktoś taki jak ja chciał pójść z tobą do łóżka!

–  Nie  musisz  mi  mówić,  synu.  Już  dawno  zauważyłem,  że  Piper

zadziera nosa. Ava też, ale Ava przynajmniej jest prawdziwą pięknością,
więc ma prawo.

Rzeczywiście, Ava lubiła blask reflektorów.

Brian  upił  łyk.  Nie  był  pewien,  czy  powinien  nadal  skarżyć  się  na

Piper,  ale  póki  co  Keith  nawet  nie  wspomniał  nazwy  Wingate
Enterprises.

– Ava to twarda babka – prowokował wuja.

background image

– Tak, ale nie jest w stanie wszystkiego kontrolować. Firma Trenta

chyliła  się  ku  upadkowi  i  powinna  była  przekazać  mi  zarządzanie.
Pomógłbym jej. Ale nieee… ona musiała się ode mnie wyprowadzić, bo
te jej dzieciaki tego chciały. Zeke też mnie nigdy nie lubił.

– Ciekawe dlaczego?

–  Bo  uważał,  że  ją  zdominowałem.  Boże,  gdyby  tak  było,

skłoniłbym ją, żeby mnie pokochała.

Brian  poczuł,  że  sprawa  wymyka  mu  się  z  rąk.  Potrzebne  mu  jest

oświadczenie wuja, w którym ten przyzna się do wszystkiego. A jeśli się
nie przyzna? To wtedy okaże się, że ma wuja palanta, ale nie przestępcę.

– A nie kochała cię? – zaryzykował.

– Ile ty już dziś wypiłeś? – oburzył się Keith. – Jasne że nie!

– To tak jak Piper – odparł Brian. – Boże, co mam zrobić, żeby do

mnie wróciła?

–  Dam  ci  radę:  dobierz  się  do  jej  firmy  –  powiedział  Keith.  –

Odbierz  jej  wszystko,  co  osiągnęła,  i  doprowadź  do  ruiny.  Niech
poczuje, jak to jest być zmiażdżonym, podartym na strzępy. A wtedy nie
będzie się już miała do kogo zwrócić i zwróci się do ciebie.

– To się chyba nie uda… – zaczął Brian.

Boże! Co właściwie usłyszał przed chwilą od Keitha?

– Zaufaj mi – potwierdził wuj, pociągając ze szklanki. – Ona musi

stracić wszystko.

–  Ava  straciła,  a  przynajmniej  jej  to  grozi.  –  Brian  skwapliwie

ciągnął  wątek.  –  Mówiłeś,  że  wiesz,  kto  to  zrobił.  Może  powiedz  jej,
a uzna cię za bohatera.

Nie  wspomniał,  że  wtedy  może  i  Piper  uzna  jego,  Briana,  za

bohatera.

background image

– Nie mogę, dzieciaku. To ja zacząłem igrać z ogniem w nadziei, że

to  pchnie  ją  w  moje  ramiona.  Najpierw  defraudacja  w  firmie.  Potem
w  domu  podłożyłem  narkotyki,  żeby  nie  miała  gdzie  się  podziać.  Ale
nawet  jak  przeniosła  się  do  mnie,  sytuacja  nie  uległa  poprawie.
Straciłem ją, bo ona wciąż kocha jego. Nigdy nie będzie moja.

Brian  wpatrywał  się  w  wuja.  To  wyznanie  mimo  wszystko  go

zaskoczyło.  Keitha  nic  nie  usprawiedliwia.  Ani  gniew,  ani  złamane
serce.

Po wyjściu dzieci Ava była w podłym nastroju. Człowiek, któremu

zaufała, prawdopodobnie od dawna działał przeciwko niej i musiała się
z tym faktem zmierzyć. W dodatku już wszyscy o tym wiedzą.

A przewrażliwienie na punkcie opinii otoczenia zawsze było jej piętą

achillesową.

– Kiedy oni w końcu zadzwonią? – dopytywała się chyba już po raz

piętnasty.

–  Jak  tylko  czegoś  się  dowiedzą  –  odpowiadała  jej  cierpliwie

siostra. – Zmuszenie Keitha do przyznania się musi potrwać.

Piper cały czas myślami była przy Brianie. Doceniała, że to, co robi,

robi dla jej rodziny. Ale czy robi to także dla niej? Miała taką nadzieję.

– Dlaczego się uśmiechasz – zapytała Ava.

– Myślę o Brianie – przyznała Piper. – Nie mogę uwierzyć, że robi

dla nas coś takiego.

–  A  co  w  tym  dziwnego?  Nasza  rodzina  jest  powszechnie  lubiana

i  szanowana.  Chyba  nie  przypuszczasz,  że  robi  to  dla  ciebie?  –
Rozzłoszczona  Ava  z  reguły  stawała  się  prawdziwą  jędzą  i  potrafiła
dopiec do żywego.

background image

Piper pokręciła głową. Musi odpuścić siostrze, bo ta w oczekiwaniu

na wiadomość od śledczych pewnie siedzi jak na szpilkach.

Jeśli  potwierdzą  się  podejrzenia  co  do  Keitha,  Ava  będzie  musiała

zabiegać  o  utraconą  przychylność  własnych  dzieci  i  przepracować
z samą sobą brak czujności wobec najbliższego przyjaciela, który okazał
się zdolny do podłości.

– Jeśli masz coś do powiedzenia o Brianie, zachowaj to łaskawie dla

siebie – odezwała się do siostry. – Za to, co się stało, Ava, możesz winić
wyłącznie  siebie.  –  Westchnęła,  starając  się  opanować.  –  Wiem,  byłaś
w  żałobie,  nie  można  ci  mieć  tego  za  złe.  Po  śmierci  Trenta  byłaś
zagubiona, wszyscy to rozumieli. Ale popełniłaś błąd i teraz musisz się
do niego przyznać.

– I co mam w związku z tym według ciebie zrobić? – obruszyła się

Ava.

– Przeprosić bliskich i postarać się odbudować swoje relacje z nimi.

Obrażając  mnie  i  udając,  że  nadal  jesteś  królową  roju,  niczego  nie
zyskasz.  No  chyba  że  chcesz  resztę  życia  spędzić  w  samotności  –
syknęła  Piper,  mrużąc  oczy.  –  Nie  bądź  opryskliwa  wobec  mnie  ani
wobec swoich dzieci. Nam wszystkim jest i tak wystarczająco trudno.

Ava gapiła się na siostrę, najwidoczniej zbita z tropu. Piper pokręciła

głową i dodała:

–  A  jeśli  chcesz  wiedzieć,  to  ja  zamierzam  spędzić  resztę  życia

z  Brianem.  Oczywiście  jeśli  on  tego  zechce.  I  nie  będzie  mnie
obchodzić,  co  będziesz  mu  w  związku  z  tym  insynuować  i  czy  go
zaakceptujesz.  To  moje  życie  i  zamierzam  je  przeżyć  na  własnych
warunkach.

Gdy tylko wybrzmiały te słowa, Piper zdała sobie sprawę, że aż do

pamiętnej  gali  jej  życiem  kierowały  lęki  z  przeszłości.  Briana

background image

traktowała,  jakby  był  jej  byłym  narzeczonym.  I  niech  Ava  pogodzi  się
z tym, że jej siostra może nie potrzebowała dotąd w życiu mężczyzny,
ale teraz potrzebuje Briana.

– Aha, i jeszcze jedno: zadzwoń do dzieci – ciągnęła Piper.

– I co mam im powiedzieć?

– Że je kochasz i że to ty wszystko spieprzyłaś. To nie będzie łatwa

rozmowa,  ale  odpowiedzialność  to  zawsze  ciężkie  brzemię.  A  ja  sobie
teraz pójdę do mojego pokoju i troszkę porysuję.

Kiedy wychodziła, Ava zatrzymała ją, dotykając jej ramienia. Siostry

uścisnęły się serdecznie.

– Przepraszam, Pip – mówiła. – Masz rację, mogę winić tylko siebie,

ale… tak się boję.

–  Wszyscy  się  boimy,  ale  ukrywany  lęk  ma  to  do  siebie,  że  rośnie

i w końcu zaczyna się jątrzyć jak niezagojona rana. Jeśli stracisz firmę,
możesz  ją  jeszcze  odbudować.  Ale  jeśli  stracisz  rodzinę…  po  prostu
tego nie przeżyjesz.

–  Tak,  bez  rodziny  jestem  nikim  –  odparła  Ava,  ocierając  łzy.  –

Powinnam była lepiej ich chronić.

– Oni są już dorośli, Ava, nie potrzebują, żebyś ich chroniła. Masz

ich tylko szanować i traktować po partnersku.

– Skąd w tobie tyle mądrości?

– Cóż, miałam się na kim wzorować – odparła Piper, spoglądając na

siostrę znacząco.

background image

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

Brian  wyszedł  od  wuja  tuż  po  północy.  Nie  miał  wątpliwości,  że

nagrana  przez  niego  taśma  zawiera  wystarczające  dowody  na  winę
Keitha.  Do  czego  może  doprowadzić  gniew,  zgorzknienie  i  bolesny
zawód  miłosny,  do  czego  zdolny  jest  mężczyzna,  by  zatrzymać  przy
sobie ukochaną kobietę…

Na  myśl  o  tych  manipulacjach  Brianowi  robił  się  niedobrze.

Brzydził  się  też  swoim  udziałem  w  tej  całej  sprawie,  pytaniami,  które
musiał zadawać, ciągnąc Keitha za język. Zaczynał nawet podejrzewać,
że wuj nie jest całkiem zdrowy na umyśle.

W drodze na policję zadzwonił do Milesa Wingate’a.

Rozmówca miał głos tak zaspany, że Brian zadał sobie pytanie, czy

nie  powinien  był  zaczekać  z  tym  do  rana.  Ale  Miles,  który  był
zaangażowany w sprawę od dawna, pewnie będzie chciał jak najszybciej
usłyszeć prawdę.

–  Miles,  tu  Brian  –  odezwał  się,  zaczerpnąwszy  powietrza.  –

Przepraszam, że tak późno, ale wracam właśnie od wuja. Przyznał się do
wszystkiego. Chciał zniszczyć twoją matkę i waszą rodzinę. Wini was za
to,  że  nastawialiście  ją  przeciwko  niemu  i  że  przez  to  nie  potrafiła  go
pokochać.  Jadę  na  policję,  żeby  przekazać  nagrania  śledczemu,  ale
chciałem, żebyś dowiedział się o tym jak najszybciej.

– Dzięki, stary. Nie mogę uwierzyć, że się przyznał. Uważasz, że to

wystarczy, żeby go aresztować?

background image

–  Myślę,  że  tak,  chociaż  nie  specjalizuję  się  w  prawie  karnym.

Z  uzyskaniem  nakazu  aresztowania  nie  powinno  być  problemu.
A śledczym będzie łatwiej złożyć wszystko w jedną całość.

– Przeczuwałem, że to on, ale nie sądziłem, że zyskamy takie twarde

dowody. Dzięki, Brian, dobranoc.

Brian miał teraz ochotę zadzwonić do Piper. Po tym, czego dokonał,

może  w  końcu  mu  uwierzy?  Na  jego  wyczucie  jej  problem  polegał  na
tym,  że  jej  zdaniem  jemu  bardziej  zależy  na  posiadaniu  dzieci  niż  na
niej.

Wszedł do budynku komisariatu, gdzie czekał na niego prowadzący

śledztwo.

– Słyszałem już – powitał Briana oficer. – Koleś, jesteś niesamowity.

Teraz  sporządzimy  zapis  i  na  jego  podstawie  sędzia  podejmie  decyzję
o  aresztowaniu.  Normalnie  nie  robilibyśmy  tego  w  środku  nocy,  ale
Keith to taki obrzydliwie śliski typ, że wszyscy chcielibyśmy widzieć go
za  kratkami.  Bo  jak  dotrze  do  niego,  co  ci  powiedział,  gotów  jeszcze
uciec z Royal, a może nawet z kraju.

–  Jak  od  niego  wychodziłem,  był  pijany  w  trupa,  ale  może

rzeczywiście  warto  się  pośpieszyć.  Rodzina  Wingate’ów  będzie  mogła
odsłuchać to nagranie?

– Tak, myślę, że będą tego chcieli – odparł śledczy.

–  A…  moglibyście  przy  okazji…  powiedzieć  im  słówko  o  moich

zasługach? – spytał Brian nieśmiało. – Niech mają o mnie dobre zdanie.

– Jasne, zresztą sami to pewnie zrozumieją.

Ale Brian nie był tego taki pewny. Piper może nie spodobać się to,

co  o  niej  mówił,  by  sprowokować  Keitha.  Powinien  może  wysłać  jej
esemesa, ale miał już dosyć tych kontaktów w środku nocy.

background image

Po  powrocie  do  domu  włączył  więc  internet  i  przyglądał  się

portretowi, jaki namalowała mu Piper. Jak to możliwe, by kobieta, która
przejrzała go na wylot, nie domyślała się, jak bardzo on ją kocha?

A  kochał  ją  tak,  że  jego  samego  to  przerażało.  Ona  jest  taka

niezależna,  samodzielna,  pewna  siebie,  że  chyba  nie  potrzebuje
mężczyzny,  który  by  ją  utwierdzał  w  poczuciu  własnej  wartości.  A  on
przecież chciał tylko pewności, że ona jest jego…

Mimo wszystko był zadowolony ze swojego udziału w zastawieniu

pułapki  na  Keitha.  Chciał  nawet  zawiadomić  o  wszystkim  ojca,  ale
postanowił, że lepiej poczekać na formalną decyzję o zatrzymaniu.

Keith  ma  zresztą  dostęp  do  najlepszych  prawników,  sprawa  przed

sądem może przerodzić się w batalię.

Zamknął laptop i chciał iść spać, ale wciąż myślał o Piper. Keith dał

mu  pewną  radę,  jak  zmusić  kobietę  do  miłości.  Brian  oczywiście  nie
miał  zamiaru  z  niej  korzystać,  ale  nagle  przyszło  mu  do  głowy  co
innego.

A  może  Piper  powiedziała  mu  o  swojej  bezpłodności,  bo  go  nie

kocha i uważała, że dzięki temu łatwiej jej będzie się go pozbyć? Może
nigdy go nie kochała i to była tylko taka gra z jej strony. Jeśli tak, pora
coś z tym zrobić.

Albo po prostu wrócić do Dallas i trzymać się z dala od Royal, od

Piper i całej tej rodziny Wingate’ów?

Rano  Piper  dowiedziała  się  o  wszystkim  od  rodziny,  która

w  niepełnym  jeszcze  składzie  zebrała  się  w  kuchni  wynajmowanego
przez Avę domu.

Siostra  była  bardzo  ożywiona,  na  jej  twarzy  malowała  się  ulga.

Harley i Beth stały obok matki i Piper domyśliła się, że najgorsze już za
nimi.

background image

–  Co  się  stało?  Brian  wydobył  od  wuja  przyznanie  się  do  winy?  –

zapytała.

–  Tak.  Piper,  on  jest  wspaniały!  –  odparła  Harley.  –  W  ogóle  nie

wspomniał  o  mamie,  tylko  naprowadził  Keitha  na  właściwą  ścieżkę
zwierzeń.

–  Wiedziałam,  że  jest  winny,  ale  ta  nienawiść  w  jego  głosie…  –

dodała Beth.

– Przesłuchałyście taśmy?

– W wersji cyfrowej – potwierdziła Ava. – Ale tobie nie radzę tego

słuchać. Brian musiał wspomnieć i o tobie.

Piper  była  ciekawa,  co  też  mógł  o  niej  powiedzieć.  Zresztą

nieważne, na pewno nic złego.

– Gdzie on jest? – zapytała.

Chciała  osobiście  podziękować  mu  za  to,  co  zrobił  dla  jej  rodziny.

Niech to będzie taka… gałązka oliwna zwiastująca pokój między nimi.
A potem zaryzykuje i powie mu o swoich uczuciach. I o tym, że obudził
w niej kobietę.

– Kto? Keith?

– Tak – odparła niezupełnie zgodnie z prawdą.

–  Przesłuchują  go  na  komisariacie,  został  tam  doprowadzony  jako

aresztant – wyjaśniła Beth. – Podobno rozmawiają też o kaucji. Boże, co
za ulga.

– Oj tak – przytaknęła Ava. – Chłopcy już tu jadą. Będziemy musieli

zredagować jakieś oświadczenie.

Piper  wyściskała  siostrę  i  siostrzenice,  po  czym  dała  im  spokojnie

porozmawiać o rodzinnym biznesie. Sama wyjęła z kieszeni telefon, by

background image

sprawdzić, czy nie przeoczyła jakiegoś sygnału od Briana. Nie znalazła
niczego, więc sama napisała esemesa.

„Dzięki, że pomogłeś mojej rodzinie. Możemy porozmawiać?”.

„Siedzę  w  jadłodajni,  możesz  przyjechać  i  potowarzyszyć  mi  przy

śniadaniu”.

„Daj mi pół godziny”.

„Świetnie”.

Wolałaby pogadać z nim w jakimś bardziej dyskretnym miejscu, ale

trudno.

Ubrała się, uczesała i wyszła z domu. Dużo szybciej niż zazwyczaj,

ale bardzo już stęskniła się za Brianem.

Teraz wiedziała, że po tym, co zrobił dla jej rodziny, ich związek nie

jest  pozbawiony  przyszłości.  Była  już  zmęczona  unikaniem
prawdziwego życia i wyrażaniem swoich pasji jedynie poprzez sztukę.

Chciała żyć w pełni, u boku Briana.

Gdy wysiadała z samochodu, ludzie zatrzymywali się i spontanicznie

wyrażali zadowolenie z tego, co się stało. Zapewniali też, że nigdy nie
wierzyli w krążące o Wingate’ach plotki, więc Piper kilka razy musiała
gryźć się w język, by nie powiedzieć jakiejś impertynencji.

Szkoda, że Ava nie widzi tych dowodów nagłego zwrotu akcji.

Brian zajmował boks w końcu sali. Szła tam, opędzając się od ludzi,

którzy  koniecznie  chcieli  z  nią  porozmawiać.  Miasto  Royal,  tak  jak
kiedyś  błyskawicznie  odwróciło  się  od  jej  rodziny,  tak  teraz  zmieniało
front.  Miała  nadzieję,  że  to  z  powodu  wrodzonego  poczucia
sprawiedliwości.

Usiadła  naprzeciwko  wyraźnie  zmęczonego  Briana,  którego  widok

był jak balsam dla jej oczu.

background image

– Dziękuję – powiedziała z uśmiechem.

– Nie ma za co.

–  Jest.  To,  co  zrobiłeś…  zwłaszcza  po  tym,  jak  cię

potraktowałam… – plątała się.

– W porządku, Piper. Cieszę się, że mogłem pomóc. Wyszło na to, że

twoje zerwanie ze mną pomogło mi wydobyć od Keitha jego tajemnicę.
Tak więc to pewnie ja tobie powinienem dziękować.

– Nieprawda – powiedziała, kładąc rękę na jego dłoni. – Ty zawsze

byłeś  dżentelmenem,  a  ja  cię  rzuciłam  bez  dania  racji.  Kiepsko  to
rozegrałam.

Brian  cofnął  rękę,  przesunął  jedynie  delikatnie  kciukiem  po

wierzchu jej dłoni. Nie chce mnie dotykać, pomyślała. Niedobrze. Jeśli
dalej  sprawy  nie  pójdą  po  jej  myśli,  będzie  mogła  mieć  o  to  pretensje
wyłącznie do siebie.

–  Może  i  nie  powinnaś  była  tego  robić,  ale  ja  cię  rozumiem  –

powiedział.  –  Działałem  za  szybko,  bo  bałem  się,  że  cię  stracę.  Co
zresztą się stało. Pewnie chciałaś ze mną porozmawiać, ale nie zdążyłaś.
To moja wina, przepraszam cię za to.

– Ja też cię przepraszam.

Kelnerka  podeszła  z  kawą,  przyjęła  zmówienie  i  ponownie  zostali

sami.

– Przesłuchałaś nagranie mojej rozmowy z Keithem? – zapytał.

– Nie, Ava powiedziała, że nie trzeba. Zrobiłeś to, co mogłeś, żeby

zmusić go do zwierzeń.

–  To  prawda  –  zgodził  się,  z  trudem  przełykając  ślinę.  –  Żeby  go

rozmiękczyć, skłamałem, że cię nienawidzę, Piper. Powiedziałem kilka
nieprawdziwych rzeczy. I kilka prawdziwych. Że jesteś twardogłowym

background image

uparciuchem, silnym i niezależnym, ale to akurat w tobie kocham. A wuj
Keith  tych  dokładnie  cech  nienawidził  u Avy.  Chciał  ją  całkowicie  od
siebie uzależnić.

– Ty taki nie jesteś. Nie chcesz, żeby kobieta trzymała się w cieniu.

– Zgadza się.

Pochylił  się  nad  stołem  i  pocałował  ją.  Piper  usłyszała  jeszcze,  jak

wokół  nich  rozległy  się  oklaski  i  pomyślała,  że  pewnych  rzeczy  nie
należy jednak robić w miejscach publicznych. Ta rozmowa z pewnością
do takich rzeczy należała.

–  A  co  powiesz,  żebyśmy  szczegóły  omówili  u  mnie  w  domu?  –

zapytał.

– Nagie szczegóły? – zapytała z udawaną skromnością.

– Co tylko pani zechce – odparł.

Zostawił na stole pieniądze za niezjedzone śniadanie i wybiegł za nią

z  boksu.  A  gdy  na  parkingu  znaleźli  się  w  samochodzie,  wziął  ją
w ramiona.

background image

ROZDZIAŁ CZTERNASTY

Piper nie spodziewała się, że po przykrym doświadczeniu zerwanych

zaręczyn  będzie  mogła  kiedyś  być  aż  tak  szczęśliwa.  Ale  dzięki
Brianowi przemyślała wiele rzeczy w swoim życiu na nowo. Jego dom
w Royal był obszernym nowoczesnym ranczem.

Gdy  tam  weszli,  panowała  całkowita  cisza  i  Brian  zaniósł  ją  po

schodach do sypialni.

Miała  świadomość,  że  skoro  mają  planować  wspólną  przyszłość,

winna jest mu wyjaśnienia dotyczące przeszłości. Powinien zrozumieć,
skąd wzięło się jej przekonanie, że małżeństwo nie jest dla niej.

Postawił ją na grubej wykładzinie dywanowej, a ona zaproponowała:

– Może usiądziemy? Na stojąco trudno mi będzie powiedzieć to, co

mam do powiedzenia.

Brian  zdjął  buty,  wdrapał  się  na  sam  środek  królewskiego  łoża

i gestem zaprosił ją, by usiadła obok. Nie mogła się nie uśmiechnąć. Jej
serce  przepełniała  radość  i  zaczęła  sądzić,  że  jej  uparte  trzymanie  się
starych lęków było czystym wariactwem.

Dobrze  pamiętała  jednak,  jak  to  jest  najpierw  być  narzeczoną,

a  potem  nagle  przestać  nią  być.  Teraz  wolała  więc,  by  pozostali  Piper
i Brianem, bez żadnych dodatkowych etykietek.

– Byłam zaręczona – zaczęła. – Chyba już ci o tym wspominałam.

– Owszem, wspominałaś.

background image

–  Wszystko  się  świetnie  układało,  mieliśmy  niebawem  się  pobrać,

ale w dorocznych badaniach kontrolnych lekarz zauważył u mnie pewne
nieprawidłowości.  Powiedział,  że  mogę  mieć  poważne  trudności
z zajściem w ciążę – powiedziała, przypominając sobie popłoch, jaki ją
wtedy ogarnął. – Liczne polipy trzonu macicy, zresztą nieważne. Kiedy
powiedziałam  to  Ronowi,  mojemu  narzeczonemu,  ten  zaczął  się
dopytywać,  jak  istotne  mogą  to  być  trudności.  Był  natarczywy,  więc
poszłam  jeszcze  raz  do  lekarza  i  dowiedziałam  się,  że  moje  szanse
poczęcia wynoszą niecałe cztery procent.

Niełatwo jej było i teraz o tym mówić. Bo nikomu, nawet Avie, nie

powiedziała  dotychczas,  co  się  stało  potem.  Uważała  jednak,  że  Brian
powinien  wiedzieć  wszystko.  Inaczej  nagłe  zerwanie  przez  nią  ich
związku będzie nadal uważał za fanaberię.

–  Wróciłam  od  lekarza,  Ron  czekał  na  mnie  w  domu.  Kiedy  mu

przekazałam diagnozę, wściekł się i powiedział, że wobec tego wszystko
skończone.  Celem  zawarcia  małżeństwa  jest  według  niego  pełna
rodzina, a skoro… – Głos Piper załamał się na chwilę. – Powiedziałam
wtedy, że okej, możemy żyć bez ślubu. Odmówił, twierdząc, że oczekuje
od  życia  więcej  niż  bezdzietnego  związku  z  pseudoartystką.  No  to
oddałam  mu  pierścionek.  Szczerze  mówiąc,  rzuciłam  mu  go  w  twarz,
i powiedziałam, żeby mnie pocałował w dupę.

–  To  i  tak  za  słabo.  Co  za  drań!  –  odparł  Brian.  –  Ale  nie

powinienem tak mówić, bo skorzystałem na jego prymitywizmie. Mnie
zależy tylko na tobie, wiesz o tym, prawda?

– Wiem – szepnęła. – A ja po tym wszystkim przysięgłam sobie, że

już nigdy nie będę podatna na zranienie. Wszystkie moje pasje i emocje
znalazły ujście w sztuce. I tak to trwało, dopóki nie pojawiłeś się ty. –
Spojrzała mu w oczy. – Mam nadzieję, że wierzysz w moje uczucie do
ciebie, ale proszę, nie oświadczaj mi się.

background image

–  W  porządku,  przecież  nie  żyjemy  w  średniowieczu  –  odparł,

puszczając do niej oczko. – Dopóki się kochamy i należymy do siebie,
wszystko gra.

– Też tak sądzę.

Wziął ją w ramiona i przytulił. Położył głowę na jej ramieniu, jedną

ręką objął ją w pasie, drugą dotykał biustu. Ogrzał ją ciepłem swojego
ciała.

Piper  zawsze  uważała,  że  określenie  „pasują  do  siebie”  należy

włożyć między bajki. Ale w przypadku Briana to była szczera prawda.
Zrobił  wszystko,  by  dowieść  swojego  przywiązania.  Ze  swoim
złamanym  sercem  i  zranioną  duszą  na  pewno  nie  znalazłaby  nikogo
innego, komu mogłaby tak zaufać.

Bogini mądrości nareszcie napotkała godnego siebie partnera i teraz

już nie pozwoli mu odejść.

Przewrócił ją na plecy i pochylił nad nią, opierając się na łokciach.

–  Jak  to  dobrze,  że  podszedłeś  do  mnie  wtedy,  w  czasie  wesela  –

zamruczała.

–  Ja  też  się  cieszę.  Podkochiwałem  się  tobie  od  dłuższego  czasu

i pomyślałem sobie, że raz kozie śmierć. Jeśli nie wystartuję do ciebie,
będę tego żałował do końca życia.

– I w dodatku nie dowiedziałbyś się, jak smakują moje pocałunki –

odparła, komicznie unosząc do góry brwi.

– A smakują tak – powiedział, zbliżając wargi do jej ust.

Nie  śpieszyło  mu  się.  Delikatnie  muskał  i  skubał  jej  wargi,  aż  je

rozchyliła.  Przesuwała  językiem  po  jego  zębach.  On  zacisnął  wargi
i zaczął ssać jej język. Drżała z rozkoszy.

background image

Była  od  niego  uzależniona  jak  od  słodkiego  baileysa  w  chłodną

jesienną  noc.  Smakował  co  najmniej  równie  dobrze.  Ale  chciała  od
niego więcej, nie tylko pocałunków.

Wplotła  palce  w  jego  ciemne  włosy.  Wiedziała,  że  teraz  Brian

Cooper należy tylko do niej.

Na  jej  piersiach  rysował  palcem  delikatne  wzory.  W  końcu  wsunął

jej  dłoń  pod  bluzkę  i  zaczął  pieścić  sutek.  Ściągnął  jej  przez  głowę
sweter  i  rzucił  go  na  podłogę  obok  łóżka.  Została  w  koronkowym
staniku.

–  No  właśnie  –  powiedział.  –  Straciłbym  chociażby  takie  widoki.

Musiałbym to sobie wszystko wyobrazić.

– Nie byłoby innego wyjścia – mruknęła, wyginając plecy i patrząc,

jak Brian pożera ją wzrokiem.

–  Obejmij  mnie  nogami  –  poprosił,  a  ona  szybko  wypełniła  tę

prośbę. Gdy wziął w usta jej pierś, poczuła, jak jej wnętrze wilgotnieje.
Te jego usta… nie mogła myśleć, cała była jednym wielkim doznaniem.

Udem  rozchylił  jej  nogi  i  umiejscowił  się  między  nimi.  Jego  penis

ocierał  się  o  jej  czułe  miejsce.  Uniosła  lekko  biodra,  żeby  wzmocnić
uczucie  przyjemności.  Przeniósł  usta  z  jej  piersi  w  kierunku  mostka
i niżej, ku pępkowi. Wtedy spojrzał jej w twarz i ich oczy się spotkały.

– Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie, Piper – powiedział.

Ponownie  schylił  głowę  i  zagłębił  język  w  jej  pępku.  Poczuła

mrowienie w najczulszym punkcie ciała. Uniosła biodra.

Rozpiął  jej  dżinsy,  w  dole  brzucha  poczuła  jego  ciepły  oddech

i  delikatne  drapanie  kilkugodzinnego  zarostu.  Myślała,  że  wie  już
wszystko  o  Brianie,  ale  teraz  stwierdziła,  że  wiele  jeszcze  musi  się
nauczyć.

background image

Wydał  jej  polecenie,  by  uniosła  kolana,  i  zdjął  jej  spodnie.  Została

w czarnych stringach. Pieścił ją, a ona jęczała, pragnąc więcej. I jej to
dał. Najpierw za pomocą palców, a potem – gdy już zębami ściągnął jej
majteczki – za pomocą ust. Dłońmi gładził jej brzuch i uda. Leżała teraz
pod nim prawie całkiem naga.

A wtedy uklęknął i zaczął się jej przyglądać.

– Jesteś olśniewająca, Piper – powiedział schrypniętym głosem.

Krew  zaczęła  szybciej  krążyć  jej  w  żyłach.  Wszystko,  co  robił  ten

facet, rozgrzewało ją i podniecało tak, jak jeszcze nic dotąd.

– To przez ciebie – odparła chropawym tonem. – To dzięki tobie taka

się czuję.

– No cóż, jestem po prostu tym twoim jednym jedynym – stwierdził.

Poczuła ciarki na całym ciele. Tak, on był jednym jedynym, dobrze

to wiedziała. Myśl, że spędzi z nim resztę życia, czyniła ją bezbrzeżnie
szczęśliwą.  Pochylił  głowę  i  otarł  się  nieogolonym  policzkiem  o  jej
wzgórek  łonowy.  Poczuła  rozkosz  rozpływającą  się  po  całym  ciele.
Potem Brian zerknął na ślady po depilacji okolic bikini.

–  Szkoda,  że  nie  zauważyłem  tego,  kiedy  po  raz  pierwszy

kochaliśmy  się  u  ciebie  –  powiedział.  –  Za  szybko  wtedy  wyszedłem.
Powinniśmy byli zostać w łóżku tak długo, aż poznalibyśmy wszystkie
sekrety swoich ciał. I dusz.

Otworzył  ją  za  pomocą  palców,  po  czym  dotknął  jej  kobiecości

językiem.  To  było  takie…  wilgotne  i  miękkie.  Zaczęła  się  wić,  chcąc
jeszcze czegoś więcej.

Ugryzł  ją  leciutko  i  prawie  dochodziła,  kiedy  Brian  nagle  podniósł

głowę  i  uśmiechnął  się  do  niej  znad  jej  ciała.  Ten  uśmiech  i  cichy  jęk
spowodował  pierwsze  fale  rozkoszy.  Ale  on  wtedy  znów  jakby  się

background image

zatrzymał,  po  czym  zaczął  delikatnie  kąsać  ją  po  nogach.  Napięcie
zaczęło sprawiać jej ból, tak bardzo już pragnęła jego ciała.

– Brian…

– Słucham? – zapytał, obejmując dłońmi jej piersi.

–  Weź  mnie,  teraz.  Tak  dawno  nie  miałam  cię  w  sobie,  stęskniłam

się.

Dotknęła  jego  przyrodzenia  przez  materiał  spodni.  Niecierpliwie

mocowała  się  z  zamkiem  błyskawicznym  rozporka,  ale  złapał  ją  za
nadgarstek i umieścił jej dłoń nad głową.

–  Nie  rób  tego,  bo  nie  wytrzymam  –  ostrzegł.  –  Bałem  się,  że  już

nigdy nie będę mógł być z tobą.

– Ja też, dlatego tak bardzo cię teraz potrzebuję.

– Okej – powiedział.

Pochylił nad nią. Chciała krzyczeć, wiła się z bólu, bo każda cząstka

jej ciała była napięta do granic możliwości.

Ale  to  jeszcze  nie  był  koniec.  Brian  wyprostował  się  i  po  chwili

Piper  znów  poczuła  w  miejscu  intymnym  jego  ciepły  oddech  i  dotyk
języka  na  łechtaczce.  Każdy  jego  ruch  przybliżał  ją  do  spełnienia.
Uniosła kolana i ścisnęła udami jego głowę.

Wtedy  poczuła,  jak  on  znów  wsuwa  głębiej  palec,  jednocześnie

delikatnie łapiąc ją zębami. Wypowiedziała głośno jego imię i pierwsza
fala orgazmu przetoczyła się przez jej ciało. Brianowi zdawało się to nie
przeszkadzać,  wciąż  skubał  i  ssał  jej  pierś,  aż  doszła  po  raz  drugi.
Ujrzała wtedy pod powiekami chyba wszystkie gwiazdy nieboskłonu.

Wziął ją w ramiona i zaczął delikatnie kołysać.

– Teraz, kiedy znów mam cię przy sobie, nareszcie mogę oddychać

pełną piersią – oznajmił.

background image

– Ja też.

Jego spokój zakłócało to, co znalazło się na nagraniach. Mówił tam

przecież różne rzeczy, w które absolutnie nie wierzył.

–  Gdybyś  kiedykolwiek  przesłuchiwała  taśmy  z  mojej  rozmowy

z Keithem, pamiętaj, że ja pewnych rzeczy nie mówiłem poważnie.

– Brian, ja to wiem – odparła, wyciągając rękę, by go pogłaskać po

twarzy. Leżeli wtuleni w siebie. – Robiłeś to, co musiałeś, żeby pomóc
mojej rodzinie.

–  Owszem.  Szczerze  mówiąc,  nie  oczekiwałem,  że  usłyszę  coś

takiego. Myślałem, że co najwyżej wydobędę od niego nazwisko osoby,
która  stała  za  tymi  machlojkami.  Nie  sądziłem,  że  to  on  pociągał  za
wszystkie sznurki. Chciał zniszczyć wszystko, co Ava kochała i ceniła.

Piper pokręciła głową.

–  Czytałam  kiedyś,  że  granica  między  miłością  a  nienawiścią  jest

bardzo cienka, ale aż do teraz nie mogłam w to uwierzyć. I przykro mi,
że musiałeś zrobić to, co zrobiłeś.

–  A  mnie  nie  jest  przykro.  Teraz,  kiedy  wszystko  mi  powiedziałaś,

zrozumiałem,  że  ja  wprawdzie  zapewniałem  cię,  że  jestem  gotowy
spędził  z  tobą  resztę  życia,  ale  nigdy  nie  rozmawialiśmy  na  poważnie.
Po  prostu  zaciągnąłem  cię  do  łóżka  i  chciałem,  żeby  tak  już  było
zawsze.

– Zaciągnąłem? Nie przypisuj tu sobie pełni zasług – zaprotestowała

z uśmiechem.

Zaczął wierzyć, że Piper nie przyszła tu tylko po to, by odwdzięczyć

mu  się  za  wykrycie  złoczyńcy  odpowiedzialnego  za  kłopoty  Wingate
Enterprises.  Rozmawiała  z  nim  z  troską  w  głosie,  wyjaśniła,  jak  jej
przeszłość  wpłynęła  na  stosunek  do  instytucji  małżeństwa.  Ale…  czy
żałuje, że z nim zerwała?

background image

Wziął  głęboki  oddech.  Nie  był  pewien,  czy  jego  serce  wytrzyma,

jeśli  Piper  znów  go  odrzuci.  Bez  Piper  jego  życie  będzie  szare  i  pełne
rutyny. Spojrzał jej w oczy. Boże, jak on za nią tęsknił!

Od czasu ich sprzeczki w domu Avy minęły zaledwie dwa dni, a tyle

się wydarzyło, tyle zmieniło. Z wyjątkiem jednego: jego uczucia do niej.
Pragnął  jej  może  nawet  bardziej  niż  kiedykolwiek.  Konfrontacja
z  wujem,  który  chciał  zniszczyć  Avę,  a  w  następstwie  także  Piper,
sprawiła, że chciał naprawić wyrządzone przez Keitha zło.

I to zrobił.

A teraz tylko musi przekonać się, czy Piper chce z powrotem mieć

go  w  swoim  życiu.  Czy  da  mu  drugą  szansę?  A  jeśli  nie?  Cóż,  będzie
cierpiał, ale uszanuje jej postanowienie.

–  Wiesz,  ja  to  zrobiłem  dla  ciebie  –  zaczął.  –  Bo  wiedziałam,  jak

wiele  znaczy  dla  ciebie  twoja  rodzina.  I  mam  nadzieję  pewnego  dnia
stać się jej częścią. Załóżmy rodzinę.

– Brian, ja nie mogę…

Położył palec na jej ustach.

–  Piper,  nie  chodzi  mi  o  formalności.  Chcę  cię  mieć  przy  sobie.

Kocham cię – wyznał. – Może za wcześnie ci o tym mówię, ale upływ
czasu na pewno nic tu nie zmieni.

Spojrzała na niego.

– A nie będzie ci przykro, kiedy wszystkim wokół zaczną się rodzić

dzieci, a ty utkniesz u boku kobiety, która…

–  …jest  najpiękniejsza  w  całym  Teksasie?  Mojej  jedynej  miłości?

No chyba że mnie nie kochasz, Piper, wtedy rzeczywiście nie ma sensu
tworzyć związku. Tyle dzieci na świecie potrzebuje rodziców. Na pewno
do nas trafią.

background image

Gdy uśmiechnęła się do niego, poczuł, że wstrzymuje oddech.

– Kocham cię, Brian. Więc jeśli jesteś pewien…

– Przecież ci powiedziałem! Chyba wiem, co mówię?

Objęła go i pocałowała.

–  Teraz  żałuję,  że  zabrakło  mi  cierpliwości,  żeby  zaczekać

i dowiedzieć się, co przede mną ukrywałaś.

–  Ja  to  ukrywałam  też  przed  samą  sobą,  Brian.  Aż  do  momentu,

kiedy  poprosiłeś  mnie  do  tańca.  Wtedy  pomyślałam,  jak  fajnie  byłoby
mieć w życiu kogoś. Ciebie.

– Na zawsze?

– Na zawsze.

background image

EPILOG

Piper  nie  miała  zamiaru  urządzać  Dnia  Dziękczynienia,  ale  teraz

zapragnęła  gościć  u  siebie  –  i  u  Briana  –  całą  rodzinę.  Miała  lekką
tremę,  bo  mimo  całej  swojej  niezależności  potrzebowała  od  czasu  do
czasu  aprobaty  otoczenia.  Brian  z  kolei  zrezygnował  z  tradycyjnego
uczestnictwa  w  meczu  Cowboysów,  twierdząc,  że  nie  wyobraża  sobie
świętowania bez Piper.

Indyk  dochodził  w  piekarniku,  a  Brian  w  salonie  pełnił  obowiązki

gospodarza.  Jego  rodzice  mieli  przyjść  później;  mama  upiekła  swój
słynny  cynamonowy  chleb  dyniowy.  Aresztowanie  Keitha  było  dla
Cooperów przykrym przeżyciem, ale nie robili z tego tragedii.

Jako pierwsi przyszli Beth z Camdenem, którego gospodyni od razu

wysłała do salonu, by pomógł Brianowi przy drinkach. Potem zjawili się
Harley, Grant i Daniel, a za nimi Zeke, Reagan i ogromnie zestresowany
zadaniem  odbudowy  rodzinnej  firmy  Luke.  Na  końcu,  razem  z  Avą,
wkroczyli do domu Sutton i jego narzeczona Lauren.

Sebastian przysłał esemesa, że przyjdzie tylko na indyka i na mecz

w telewizji, a Gracie wyjechała spędzić święto u rodziny na Florydzie.

Tak więc Piper miała wszystkich bliskich prawie w komplecie.

Kuchnia  była  połączona  z  salonem,  więc  wszyscy  krążyli  tam

i z powrotem.

Ava wzięła siostrę na stronę.

–  Myliłam  się  co  do  Briana  –  powiedziała.  –  To  wspaniały  facet

i świetnie do siebie pasujecie. Nigdy mu nie zapomnę tego, co dla nas

background image

zrobił.

–  Ja  też  –  odparła  Piper.  –  Nie  sądziłam,  że  mogę  być  aż  tak

szczęśliwa.

–  No,  najwyższy  czas  –  oświadczyła  Ava,  która  chyba  nie  byłaby

sobą,  gdyby  w  takim  momencie  powstrzymała  się  od  uszczypliwych
aluzji.

Piper zaprosiła wszystkich do stołu i zachęciła do wyrażania swojej

wdzięczności.  Krewni  wyrażali  radość  z  oczyszczenia  nazwiska
Wingate’ów i nadzieję na odtworzenie rodzinnego biznesu. Ava mówiła,
jak dobrze jest mieć wszystkich przy sobie.

– Cieszę się, że Keith trafił do paki, ale odbudowa firmy to wielkie

wyzwanie – zauważył Sebastian.

– Jesteście chyba na nie gotowi? – mruknęła Piper.

– Jasne.

– Wy już tak na poważnie? – zapytał Zeke Briana po deserze. – Chcę

wiedzieć, czy moja cioteczka ma zapewnioną właściwą opiekę – dodał,
puszczając oczko w kierunku Piper.

–  Owszem,  na  poważnie,  ale  niekoniecznie  z  urzędową  pieczęcią.

Możesz jednak traktować nas jak związanych z sobą do końca życia.

Zeke wzniósł stosowny toast, inni się przyłączyli, a Piper pomyślała,

jak to cudownie mieć taką rodzinę.

background image

SPIS TREŚCI:

OKŁADKA
KARTA TYTUŁOWA
KARTA REDAKCYJNA
ROZDZIAŁ PIERWSZY
ROZDZIAŁ DRUGI
ROZDZIAŁ TRZECI
ROZDZIAŁ CZWARTY
ROZDZIAŁ PIĄTY
ROZDZIAŁ SZÓSTY
ROZDZIAŁ SIÓDMY
ROZDZIAŁ ÓSMY
ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY
ROZDZIAŁ DZIESIĄTY
ROZDZIAŁ JEDENASTY
ROZDZIAŁ DWUNASTY
ROZDZIAŁ TRZYNASTY
ROZDZIAŁ CZTERNASTY
EPILOG


Document Outline