background image

Joan Elliott Pickart

Zagubione dusze

background image

ROZDZIAŁ 1

Cabe Malone wszedł frontowymi drzwiami i znalazł się w przestronnym pokoju. Zaczął 

rozglądać   się   z   zaciekawieniem   dookoła,   zastanawiając   się,   jak   urządziłby   to   ciekawe 
wnętrze. 

Wyobraził sobie kominek z wesoło trzaskającymi polanami, obok niego kanapę i miękkie 

fotele. Marzył o takim spokojnym miejscu, gdzie człowiek z przyjemnością odpoczywałby po 
ciężkiej pracy. 

Zgarnął garść wiórów z podłogi i z uśmiechem patrzył, jak przelatują przez jego palce. 

Potem powoli przeszedł do kuchni. Wszędzie unosił się zapach wilgotnych ścian i gipsu. 

Stwierdził,  iż kuchnia jest bardzo obszerna. Pomieszczenie  wydało  mu  się niezwykle 

słoneczne.   Pomyślał,   że   rodzina   będzie   zbierała   się   tutaj   na   posiłki,   rozmawiając   o 
wydarzeniach dnia codziennego. 

Zdecydował, że powinni kupić psa, który czatowałby pod stołem na to, co spadnie na 

podłogę. 

Wolnym krokiem wrócił do salonu. Wsadził ręce do tylnych kieszeni spodni i uważnie 

patrzył na każdy szczegół na wpół wykończonego pokoju. 

Doszedł do wniosku, że to dobra robota. Wszystko było wykonane jak należy. Ten i pięć 

innych domów w okolicy, które budował, to dzieło fachowca. Solidne i trwałe będą czekały 
na ludzi, którzy się niebawem wprowadzą. 

Kiedy go już nie będzie, pozostaną domy i następne pokolenia, które w nich zamieszkają. 

Ta świadomość nadawała sens jego życiu. 

Z   pobliskich   drzew   dobiegał   śpiew   ptaków.   Wkrótce   liście   zaczną   zmieniać   kolor   i 

pomarańczowe, czerwone i żółte plamy pokryją nie wykończony dach. Cabe zamknął oczy i 
głęboko wciągnął do płuc powietrze przesiąknięte zapachami drewna, gipsu i żywicy. To było 
lepsze niż najdroższe perfumy. Z całą pewnością tego potrzebował. 

Nagle usłyszał jakiś dźwięk, jakby ktoś płakał. 
Szeroko otworzył oczy i zamarł na chwilę, nasłuchując, skąd dochodzi łkanie. Pomyślał, 

że to chyba z góry. Przeszedł przez pokój i wszedł po schodach. Płacz doprowadził go przed 
drzwi jednej z sypialni. Otworzył je i wszedł do środka. 

Na podłodze, oparta o ścianę, siedziała nieznajoma kobieta. Płakała tak rozpaczliwie, że 

Cabe poczuł nieodpartą ochotę, aby jak najprędzej stąd się wynieść. 

Nie zrobił tego jednak. Postać znajdowała się w złocistej poświacie, a promienie słońca 

igrały z długimi, kasztanowymi włosami, które opadały w nieładzie na ramiona. Ciasno opięte 
dżinsy zdradzały smukłą linię nóg, a zielony sweter podkreślał okrągłe, duże piersi. Ponieważ 
kobieta ukryła twarz w dłoniach, nie mógł odgadnąć, jak wygląda i ile ma lat. Wspaniała 
figura świadczyła, że z całą pewnością nie jest już dzieckiem. Nie bardzo wiedział, jak ma się 
zachować.   Mógł   japo   prostu   zostawić   samą,   przecież   szukała   samotności.   „No   dobrze   – 
pomyślał – a jeśli jest psychicznie chora? Może za moment wyskoczy przez okno?” Wcale 
nie   potrzebował   tu   samobójców.   Choć   z   drugiej   strony,   zupełnie   nie   miał   ochoty   na 

background image

odgrywanie roli pocieszyciela strapionych. 

Z rezygnacją pokręcił głową, podszedł do nieznajomej i usiadł na podłodze. Kobieta nie 

spojrzała nawet na niego. 

– Kiedy byłem małym chłopcem – powiedział cicho Cabe – matka wbijała mi do głowy, 

że   zawsze   muszę   mieć   przy   sobie   chusteczkę   do   nosa.   –   Sięgnął   do   tylnej   kieszeni   i 
wyciągnął   starannie   złożoną   chusteczkę.   –   Mam   trzydzieści   cztery   lata   i   każdego   ranka 
wsadzam do kieszeni chusteczkę. Wreszcie rozumiem, o co chodziło matce. Teraz widzę, że 
komuś może się coś takiego przydać. 

Penelopa   Chapman   podniosła   głowę   i   poprzez   łzy   udało   jej   się   dojrzeć   szalenie 

przystojnego,   dobrze   zbudowanego   mężczyznę.   Miał   na   sobie   brązowy   podkoszulek   i 
wypłowiałe dżinsy, a na bosych stopach tenisówki. 

Kobieta czuła się niezręcznie. Wdarła się do obcego domu i płakała jak dziecko. W życiu 

nie zrobiła niczego podobnie żałosnego. 

– Proszę, weź chusteczkę – rzekł łagodnie mężczyzna. Penelopa bała się popatrzeć mu w 

oczy, ale wyciągnęła rękę. 

„Miły głos, bardzo głęboki i kojący” – pomyślała. Powinna podziękować za chusteczkę, 

ale nie potrafiła wydusić ani słowa. 

– Jak dotąd wiem jedynie, że masz duże, brązowe oczy i zachwycająco delikatne palce. 

Podobają mi się też twoje włosy, zwłaszcza kiedy połyskują w słońcu. 

Pomyślała,   że   nieznajomy   kpi   sobie   z   niej.   Podobały   mu   się   jej   włosy?   Przecież 

znajdowały się w nieładzie. A ten ton, jakim mówił o jej oczach... Można by pomyśleć, że ma 
najpiękniejsze  oczy na świecie.  Oczy Penelopy były  zwyczajnie  brązowe i koniec.  A od 
płaczu pewnie także czerwone i opuchnięte. Kimkolwiek był ten facet, z pewnością umiał się 
wysławiać. Była ciekawa, jak ma na imię. 

– Mam na imię Cabe. 
Kobieta postanowiła przyjrzeć mu się uważnie. 
Zobaczyła  głęboki dołek w  podbródku, wystające  kości policzkowe,  zmysłowe  usta i 

prosty nos. Oczy były nieprawdopodobnie niebieskie, a gęstym potarganym blond włosom 
przydałby   się   fryzjer   albo   chociaż   grzebień.   Był   najprzystojniejszym   mężczyzną,   jakiego 
widziała w swoim dwudziestosiedmioletnim życiu. Stwierdziła, że powinna już pójść. 

– Lo – wymamrotała, a następnie odwróciła głowę i wydmuchała nos. 
Była ciekawa, co teraz nastąpi. Czuła, jak na nią patrzy. Nie miała najmniejszego pojęcia, 

co ma zrobić albo co powiedzieć takiemu wspaniałemu mężczyźnie, który ją tak onieśmielał. 

– Czy masz jakieś imię? – zapytał. 
– Nie. 
– W porządku. – Uśmiechnął się. – To znaczy, że rodzice nigdy nie wpadli na pomysł, 

aby jakoś cię nazwać, tak?

– Właściwie... Chciałam powiedzieć... Niech będzie, mam na imię Pene... Penny. 
– Dzień dobry, Penny – wyszeptał. 
Była śliczna. Miała zapłakaną twarz, czerwony, piegowaty nosek i wszystko mu się w 

niej podobało. Dlaczego była aż tak nieszczęśliwa?

background image

– Chcesz o tym porozmawiać?
– O czym?
– O tym, co się wydarzyło. 
– To miło z twojej strony, ale nie chcę. Przyłożyła chusteczkę do nosa. 
– Rozmowa czasem pomaga, ale... – Wzruszył ramionami. – Czasami nic zupełnie nie 

daje i człowiek musi sam znaleźć sposób, aby wydobyć się z tarapatów. 

– Wygląda na to, że wiesz, co to znaczy smutek – powiedziała spokojnie. 
– Wiem. 
Oboje zamilkli. Czas płynął, a oni siedzieli tak w jasnym kręgu słonecznych promieni, 

zajęci swoimi  myślami.  Kiedy Cabe wziął ją za rękę, Penelopa z wdzięcznością  przyjęła 
ciepły   gest.   Nie   protestowała,   gdy   położył   rękę   na   jej   jędrnym   udzie.   Wydawało   się   to 
zupełnie naturalne, nie czuła się skrępowana. 

Doszła do wniosku, że powinna jednak zabrać rękę, wstać, podziękować Cabe’owi za 

chusteczkę i pójść do domu. Zdawała sobie z tego sprawę, ale tak naprawdę nie chciała tego 
zrobić.   Dzisiaj   nie   była   sobą.   Chciała   dalej   być   z   mężczyzną,   który   wywoływał   dziwny 
niepokój gdzieś w głębi ciała. Miała ochotę siedzieć w tym domu z Cabe’em. 

Malone cały czas obserwował Penny, nieznacznie się uśmiechając. 
– Czy coś się stało? – zapytała stłumionym głosem. 
– Nic się nie stało. Po prostu na ciebie patrzę. 
– Dlaczego?
– Włosy wciąż zmieniają kolor, to niesamowite. Poza tym sprawiasz wrażenie, jakbyś 

miała zamiar stąd uciec. 

– Wiesz, ja... Nigdy nie wchodzę do cudzego domu bez pozwolenia. 
– Dziś jest sobota, nikt nie przyjdzie, robotnicy mają wolne. 
– A ty skąd się tu wziąłeś? – zapytała. Stwierdziła, że musi wreszcie zabrać rękę. Zaraz to 

zrobi, za chwilę. 

– Lubię się trochę powałęsać, kiedy jest pusto. To mnie... jakby uspokaja... czy coś w tym 

rodzaju. W środku tygodnia panuje tu potworny jazgot – Jesteś murarzem?

„O Boże, moja matka chybaby umarła – pomyślała. – Jej niewinna i dobrze wychowana 

córeczka przesiaduje w obcym domu z jakimś murarzem. „

Cabe zawahał się. 
– Tak, jestem murarzem. 
W rzeczywistości Cabe był szefem firmy Malone Construction Company. Ale kiedy nie 

odbywała się jakaś konferencja bądź nie zajmował się realizacją projektów, wtedy faktycznie 
był murarzem. Czasami miał już serdecznie dosyć pracy za biurkiem. 

– A ty czym się zajmujesz, Penny?
– Penny – powtórzyła niepewnie, patrząc na chusteczkę w swojej dłoni. – Nikt oprócz 

cioci Beth tak mnie nie nazywał. Dla wszystkich byłam i jestem Penelopą. 

– Cioci Beth?
Odwróciła głowę, czując jak łzy napływają jej do oczu. 
– Hej, Penny! – powiedział cicho Cabe, ściskając jej rękę. 

background image

– Ona umarła  – wyjaśniła  i pociągnęła  nosem.  – Miała osiemdziesiąt  dwa lata,  była 

przepełniona dobrocią i miłością. Przed śmiercią wcale sienie bała, zastanawiała się tylko, 
dokąd pójdzie. Kiedy dzisiaj rano zaczęłam przeglądać jej rzeczy, poczułam, że nie mogę bez 
niej   żyć.   Chciałam,   żeby   posadziła   mnie   przy   sobie   w   kuchni   i   dała   pieczone   jabłko   z 
cynamonem i z bitą śmietaną. W domu cioci zawsze pachniało cynamonem. Ale nie dzisiaj. 
Było zimno i cicho. Tak przeraźliwie cicho. 

Cabe pogłaskał ją delikatnie po włosach. 
– Rozumiem. 
– Ja też rozumiem – powiedziała, a dwie łzy spłynęły jej po policzkach. – Rozumiem, że 

jestem niemądra i dziecinna. Ciocia Beth nie żyje i ja o tym wiem. Och, Cabe, chciałam 
stamtąd   uciec!   Nie   pamiętam   jak   się   tutaj   znalazłam.   Wiem   tylko   tyle,   że   nie   mogłam 
wytrzymać w pustym domu. Nie mogę uwierzyć, że tak się zachowałam. 

Cabe zmarszczył brwi. 
– Dlaczego?
– Bo nigdy nie robię takich rzeczy – odparła rozgniewanym tonem. 
Wyrwała mu rękę. 
– Nigdy nie cierpisz? Nie płaczesz?
– Nie – wyszeptała. – Ja nigdy nie płaczę. 
– Łzy to nie grzech, Penny. 
– Nie jestem Penny – rzekła z naciskiem. – Jestem Penelopa. 
– A co to za różnica? – zapytał. 
– Nieważne. 
Była zmęczona. Znowu oparła głowę o ścianę i przymknęła powieki. 
– Myślę, że to jest ważne – powiedział. 
Ale   czy   na   pewno?   Co   go   to   właściwie   obchodzi?   Jakby   nie   miał   pod   dostatkiem 

własnych kłopotów. Powinien wstać i wynieść się stąd do wszystkich diabłów. Ale jakaś 
dziwna siła przytrzymywała go na miejscu. 

– Penny... 
– Penelopa – przerwała mu i wytarła nos w chustkę. 
– Nie – odparł, patrząc jej prosto w oczy. – Penny. Penelopa brzmi okropnie i pasuje do 

kogoś, kto lubi zadzierać nosa. 

Wybuchnęła śmiechem. Wszystko, co robiła tego dnia, było pozbawione sensu, nie mogła 

opanować spontanicznego śmiechu. 

Cabe, nie ukrywając zaskoczenia, również się uśmiechnął. Pomyślał, że ona się wspaniale 

śmieje.  W dużych,  ciemnych  oczach  zapalały  się roztańczone  światełka,  które wyglądały 
prześlicznie, tak świeżo i beztrosko. 

–  Przepraszam  –  powiedziała.   –  To  było   takie   śmieszne  i   takie   prawdziwe.  To   imię 

rzeczywiście jest okropne. – Zamilkła na chwilę. – Ja naprawdę jestem Penelopa – dodała 
poważnie. 

Popatrzył na nią i uśmiech powoli zniknął z jego twarzy. 
– Nie, ty jesteś Penny. Twoja ciotka dobrze o tym wiedziała. 

background image

– Nie... z całą pewnością jestem Penelopa. 
– Czyżby?  – zapytał  szorstko i przysunął  się do niej. – Czy jesteś  o tym  absolutnie 

przekonana?

„Och,   dobry   Boże!   –   pomyślała   przerażona.   –   Chce   mnie   pocałować.   „   Musiała   go 

powstrzymać.   Nie   wolno   do   tego   dopuścić.   Takich   rzeczy   robić   nie   wolno.   Penelopa 
Chapman nie całuje się z murarzami w nie wykończonych domach. Musiała... natychmiast... 
go... powstrzymać. 

Wzrok   Cabe’a   działał   na   nią   hipnotyzująco,   a   zmysłowe   usta   przybliżały   się   coraz 

bardziej do jej warg, aż poczuła ciepło jego oddechu. Rozkoszny dreszcz ogarnął ciało Penny. 
Zamknęła oczy. 

– Och, Penny, Penny, Penny...! – zamruczał, całując kobietę. – Czy będziesz moją słodką 

Penny?

W   następnej   chwili   zawładnął   nią   całkowicie.   Językiem   łaskotał   jej   wilgotne   wargi. 

Wahała się tylko przez moment, a potem zarzuciła mu ręce na szyję. 

Miała wrażenie, że to nie są zwykłe pocałunki. To było cudowne przeżycie, chciała, aby 

trwało wiecznie. 

„Malone! – huknął na siebie Cabe. – W tej chwili skończ z tym!”  Penny była  łatwą 

zdobyczą, rozpaczała, gdyż umarła jej ciotka, a on wykorzystywał te emocje jak skończony 
łajdak. Ale wyglądała na szczęśliwą, gdy ją całował, i smakowała tak słodko... Nie! Jednak 
musiał to przerwać. Z trudem oderwał usta od jej warg. 

– Penny – powiedział ochrypłym głosem. 
– Tak? – zapytała. 
„Czy to mój głos? – pytała siebie zdumiona. – Ten zmysłowy dźwięk to naprawdę mój 

głos?!” Odchrząknął. 

– Myślę, że lepiej będzie, jeśli na tym poprzestaniemy, bo za moment może być za późno. 
Upłynęła dłuższa chwila, zanim dotarły do niej słowa Cabe’a. Powoli otwierała oczy. 
– Słucham?
– Słyszałaś, co powiedziałem – odparł prawie opryskliwie i odsunął się od niej. – Nie 

jestem facetem, który wykorzystuje naiwne kobiety, kiedy trafia się okazja. 

– Ach tak! – wyszeptała, powracając do rzeczywistości. – Ale nie musisz być aż tak 

twardy. 

Uśmiechnął się. 
– Muszę, inaczej byś się nie opamiętała. 
– Pewnie masz rację – odparła. – Nie jestem taka, jak myślisz. Nie całuję się przy każdej 

okazji z nieznajomymi. Prawdę powiedziawszy w ogóle się z nimi nie całuję. Wygląda na to, 
że Penelopa i Penny to dwie różne osoby. Czasami mnie to przeraża. Zresztą nieważne, nie 
warto o tym mówić. Muszę chyba zacząć się leczyć u psychoanalityka. 

Cabe roześmiał się. 
– No tak, to normalne. Według mnie każdy yuppie powinien pójść do psychoanalityka. 
– Nawet nie chce mi się zgadywać, kto to jest yuppie. 
– Nie przejmuj się tym. To prawdopodobnie jeszcze jeden wygłup, który wkrótce zniknie 

background image

bez echa, tak jak hipisi. 

– Wiesz, chyba muszę wrócić do domu. Chcę przejrzeć rzeczy ciotki. Teraz to wszystko 

należy do mnie, bo ciocia nigdy nie wyszła za mąż. Kiedy była młoda, bardzo się w kimś 
zakochała, ale nic z tego nie wyszło. To cię pewnie w ogóle nie interesuje, ale naprawdę nie 
wiem, co mam zrobić z domem. Nie chcę go sprzedawać, a z drugiej strony stąd do Detroit 
jest dwieście kilometrów. Po co właściwie ci to mówię?

–   Bo   cię   słucham   –   powiedział   Cabe   cicho.   –   Kiedy   opowiesz   komuś   o   swoim 

zmartwieniu, może poczujesz się lepiej. Meadow View to miejsce wyjątkowe. Tutaj czas 
płynie   pomału.   Chyba   powinnaś   zatrzymać   ten   dom,   dopóki   nie   będziesz   pewna,   czego 
chcesz. To oczywiście nie mój interes, próbuję ci jedynie pomóc. 

– Doceniam to – odparła. – Ale moi rodzice uważają, że należy go sprzedać. 
– Przecież to twój dom. 
– Tak, jednak zatrzymanie tego domu byłoby nierozsądne. 
– Zawsze postępujesz rozsądnie?
– Tak, ale nie dzisiaj. Dziś nie jestem sobą. 
– Bzdura. Dzisiaj jesteś Penny, całowałaś mnie, a ja ciebie, płakałaś i śmiałaś się. Cieszę 

się, że wybrałaś właśnie ten dom, naprawdę bardzo się cieszę, Penny. 

Spojrzeli   na   siebie   w   milczeniu   i   nagle   poczuli,   że   łączy   ich   jakieś   tajemnicze 

porozumienie. Stali tak w złocistej poświacie, słuchając śpiewu ptaków. Byli we własnym 
świecie, w którym czas się nie liczył. 

– Dobry Boże – westchnęła w końcu Penelopa. – Lepiej będzie, jeśli wrócę do domu cioci 

Beth – oznajmiła i wstała. 

Cabe także się podniósł i stanął obok Penny. 
– Daj mi swój adres, to odeślę ci chusteczkę – zaproponowała. 
–   Wolałbym,   żebyś   pofatygowała   się   osobiście   –   odrzekł.   –   Chciałbym   cię   jeszcze 

zobaczyć, Penny. Jak długo zamierzasz pozostać w Meadow View?

– To zależy – powiedziała, patrząc w nieprawdopodobnie błękitne oczy Cabe’a. – Myślę, 

że kilka dni. 

– Będziesz miała wystarczająco dużo czasu, żeby zwrócić mi chustkę. – Wziął ją za rękę. 

– Chodź, odwiozę cię do domu. 

– Dziękuję, pójdę pieszo odparła. 
– Penny, Penny – powiedział z dezaprobatą. – Znowu zaczynasz być Penelopą. 
– Jestem Penelopą. 
– Nie w Meadow View – odrzekł, spoglądając na nią groźnie. – Twoja ciotka nazywała 

cię Penny, ja też będę tak cię nazywał. Bycie Penelopą w Meadow View nie jest w dobrym 
tonie. 

– Wariat zaśmiała się. 
– Uroczo się śmiejesz – powiedział. – Jesteś piękna, gdy płaczesz, ale twój śmiech to coś 

wyjątkowego. 

– Dziękuję za komplement, Cabe. 
– To nie komplement, to prawda. 

background image

„Boże, co ona ma w sobie takiego, że przy niej staję się banalny jak kiepski poeta” – 

pomyślał. 

– Czy teraz mogę cię podwieźć? – zapytał. Tym razem dziewczyna uśmiechnęła się. 
– Tak, to miło z twojej strony. 
Pocałował ją i poprowadził w kierunku wyjścia. Kiedy znaleźli się w salonie, Penelopą 

rozejrzała się dookoła. 

– To będzie kiedyś bardzo przytulny pokój – stwierdziła. – Koniecznie z kominkiem. 

Przydałaby   się   również   kanapa   i   fotele,   żeby   można   było   siedzieć   przy  ogniu   w   długie, 
zimowe wieczory. 

– A rodzina?
–   No   oczywiście,   tu   jest   za   dużo   miejsca   dla   jednej   osoby.   Uważam,   że   trójka   lub 

czwórka dzieci byłaby w sam raz. 

– I pies. 
– Jeśli ty chcesz psa, to ja muszę mieć kota – odparła i szybko spojrzała na Cabe’a, bo 

nagłe zdała sobie sprawę z tego, co powiedziała. 

Pokiwał głową. 
– Myślę, że to sprawiedliwe. 
– Chodźmy – powiedziała i ruszyła do drzwi, mając nadzieję, że Cabe nie zauważył jej 

zmieszania. 

– Penny? Odwróciła się. 
– Tak?
~ Penny, przecież w ogóle nie znamy swoich nazwisk!
– Wiem o tym. Czy nie może tak pozostać? Ty będziesz Cabe’em, a ja... 
– Właśnie, kim ty będziesz? – zapytał, podchodząc do niej. 
Penelopa spojrzała prosto w oczy Cabe’a. 
– Tutaj w Meadow View... – Przerwała na chwilkę. – W Meadow View będę Penny – 

dokończyła ze stanowczością. 

Mężczyzna przytulił ją mocno do siebie. 
– Moja słodka Penny, to najwspanialsza wiadomość, jaką dzisiaj usłyszałem. 

background image

ROZDZIAŁ 2

Kiedy wyszli z domu, Penny rozejrzała się po okolicy. W pobliżu stało kilka podobnych, 

solidnych budowli, które czekały na wykończenie. 

–   Są   naprawdę   piękne   –   powiedziała.   –   Nie   zwróciłam   wcześniej   na   nie   uwagi.   Są 

doskonałe wkomponowane w otoczenie. 

– Właśnie – odrzekł Cabe. – Spójrz, ile tu drzew. Nasza firma stara się jak najmniej 

zakłócać równowagę środowiska naturalnego. 

– Myślę, że polubiłabym twojego szefa, skoro tak troszczy się o przyrodę. 
Mężczyzna uśmiechnął się. 
– Może polubisz go jeszcze bardziej, kiedy ci powiem, że... 
– To twoja ciężarówka? – przerwała mu. Zobaczył zdumienie w jej oczach i roześmiał 

się. 

– Tak, to moja ulubiona maskotka. Czyż nie jest piękna?
– O tak, bardzo... – Zawahała się, szukając właściwego określenia. – Jest niezwykła. To 

najbardziej niezwykła ciężarówka, jaką do tej pory widziałam. Sądzę, że... lepiej będzie, jeśli 
wrócę do domu piechotą. Świeże powietrze dobrze mi zrobi. 

– Nie bądź niemądra – odparł. Podbiegł do samochodu i otworzył skrzypiące drzwi. – 

Pani. – Wykonał zapraszający gest. – Powóz czeka. 

Była trochę przestraszona, ale wolno podeszła do ciężarówki. 
„Najbardziej   niezwykłe   w   tej   kupie   złomu   jest   to,   że   w   ogóle   jeździ”   –   pomyślała. 

Powyginane   blachy   i   plamy   rdzy   dodawały   ciężarówce   specyficznego   uroku.   Urok   ten 
powodował, że pojazd z powodzeniem mógł stanąć w galerii jako dzieło jakiegoś stukniętego 
fantasty. Nigdy dotąd nie jechała takim starym gratem. W końcu musiała spróbować. Szkoda 
tylko jej młodego życia. 

– Nie ugryzie – poinformował Cabe. – Nie bój się, komfort masz zapewniony. 
– Skoro tak mówisz... 
Zajrzała do kabiny i schowała chustkę do tylnej kieszeni spodni. 
–   Ten   kolor   jest...   naprawdę   uroczy   –   powiedziała,   wskazując   na   oparcia.   Jaskrawa 

czerwień niemiłosiernie raziła w oczy. Tapicer z pewnością był daltonistą. – To chyba już 
wsiądę – wymamrotała, ale wciąż nie ruszała się z miejsca. 

Usłyszała donośny śmiech Cabe’a. 
– Może ci pomóc? – rzekł żartobliwym tonem. 
– Dziękuję. Wiem, jak się wsiada do ciężarówki. Postawiła jedną stopę na progu kabiny i 

zawahała się. „W co ja się wpakowałam? – pomyślała z przerażeniem. 

– Przecież to pudło rozleci się na pierwszym zakręcie.
Cabe odchrząknął. 
Penelopa  spojrzała na niego z rozterką. Mężczyzna  wziął ją za ramię  i wepchnął do 

kabiny. Dziewczyna opadła na siedzenie i nerwowo przełknęła ślinę. 

– Wszystko gra? – zapytał z uśmiechem. 

background image

– Jasne – odpowiedziała, odgarniając z twarzy niesforny kosmyk.  – Sama bym sobie 

poradziła. 

– Nie wątpię – odparł poważnie, ale Penny dostrzegła figlarny błysk w jego oczach. 
Cabe usiadł na swoim miejscu i przekręcił kluczyk w stacyjce. Silnik zaskoczył, wydając 

dziwne dźwięki; prychnął, ryknął, a następnie wszystko zaczęło dygotać. 

–   Dobry   silnik   –   powiedział   Malone   i   pieszczotliwie   pogładził   deskę   rozdzielczą.   – 

Złożyłem go z części; to moje hobby. Ta ciężarówka to antyk. 

– Nie musisz mi tego mówić – wymamrotała. 
Cabe wrzucił bieg i pojazd ruszył do przodu. Penny obiema rękami złapała się deski. 
– Dokąd jedziemy? – zapytał. 
– Ostatni dom w Willow – odparła przerażona. – Czy ta drynda jest w stanie dojechać tak 

daleko? I czy musi tak trząść? Zatrzęsie nas na śmierć!

– Penny, nie wiesz o tym, że nie wolno wyśmiewać się z ciężarówki w obecności jej 

właściciela? To niepisane prawo, możesz mieć kłopoty. 

– Przepraszam – powiedziała. – To najmilsza ciężarówka, jaką kiedykolwiek jechałam. 
– Doprawdy? – Wybuchnął śmiechem. – To jakimi jeździłaś dotąd?
Nic nie odpowiedziała. 
– Dobrze wiesz, że jesteś  Penny,  a nie Penelopa. Nie wydaje  mi  się, żeby Penelopa 

potrafiła docenić moją ciężarówkę. A swoją drogą, deska rozdzielcza się nie urwie, możesz ją 
puścić. 

– Ach tak, rzeczywiście... 
Dziewczyna   usiadła   wygodnie.   Pomyślała,   że   Cabe   jest   człowiekiem   bezpośrednim   i 

twardo stąpającym po ziemi. Podobało jej się to. Nie było w nim żadnej ekstrawagancji czy 
sztuczności. Ale ta ciężarówka zupełnie do niego nie pasowała. Trzęsło potwornie i Penelopa 
czuła, że za moment powypadają jej wszystkie zęby. 

Cabe ostro wziął zakręt. Penny z jękiem zsunęła się z siedzenia. Kierowca złapał ją wpół i 

posadził obok siebie. 

– Witaj znów na siedzeniu – powiedział, całując ją w czubek nosa. Kiedy zatrzymali się 

na światłach, położył jej rękę na ramieniu. 

– Już rozumiem, dlaczego mężczyźni lubią ciężarówki – oświadczyła. 
– Czasami są rzeczywiście nieocenione. – Uśmiechnął się. – Ale jestem przekonany, że 

tylko osobnicy wagi piórkowej tak swobodnie unoszą się w powietrzu. 

– Jeśli mnie puścisz, odfrunę na swoje miejsce. 
– Po co, tu jesteś bezpieczna. Następnym razem mogłabyś wypaść przez okno. Złap mnie 

za szyję i połóż mi głowę na ramieniu. 

Nagle Penny pomyślała, że to wcale nie jest zabawne. To było po prostu bezsensowne i 

niesmaczne. Gdyby zobaczyli  ją teraz znajomi... Z pewnością nie dostrzegliby w tym nic 
wesołego. 

Wybuchnęła  śmiechem.  Przytulona  do Cabe’a śmiała  się do rozpuku, aż jej zabrakło 

powietrza. Cała złość gdzieś się ulotniła, w ramionach Cabe’a była wolna, młoda i beztroska. 

– Znowu dzwonią dzwoneczki – powiedział Malone. Uśmiechnęła się i przywarła do 

background image

niego jeszcze bardziej. 

Pomyślała,   że   reguły   postępowania   w   ciężarówkach   powinny   być   umieszczone   w 

widocznym miejscu, tak aby pasażer wiedział, co go czeka. Jak dotąd nie przytulała się w 
samochodzie do żadnego mężczyzny!

– Ostatni dom w Willow – oświadczył Cabe. Zatrzymał samochód i wyłączył silnik. – 

Sympatyczne miejsce. 

Wolno podniosła głowę i oswobodziła się z jego objęć. 
– Jest mały – powiedziała cicho – ale przytulny. W salonie jest kominek, a na piętrze 

dwie sypialnie. Dobrze się w nim czuję, dom jest gościnny i serdeczny. 

– Jest taki – odparł Malone, otwierając drzwi ciężarówki – bo chciała tego twoja ciotka. 
– Tak, chyba masz rację. 
Chciała otworzyć drzwi po swojej stronie, ale Cabe powstrzymał ją. 
– Stop, znów łamiesz prawo. Pasażer wysiada od strony kierowcy. 
– Naprawdę?
Wyskoczył z samochodu i spojrzał na Penny. 
– Naprawdę, chodź. 
Usiadła na miejscu kierowcy i wystawiła jedną stopę na zewnątrz kabiny. 
– I co teraz?
– Teraz – odparł, łapiąc ją w talii – niespodzianka. Opuszczał dziewczynę powoli, aż 

wpadła w jego ramiona i wtedy ją pocałował. 

„Niech żyją ciężarówki” – pomyślała wesoło. Zastanawiała się, czy to nie było dziwne, że 

Penelopa   Fitzsimmons   Chapman   całowała   się   w   biały   dzień,   w   odrapanej   ciężarówce,   z 
murarzem w dżinsach. Pełna ekstaza. 

–   Uwaga,   kończę   całować   –   oznajmił   Cabe   poważnym   głosem.   –   Smakujesz   jak 

ambrozja.   –   Zachichotał.   –   Całowanie   ciebie   przypomina   poniekąd   jedzenie   pestek 
słonecznika. Nie można skończyć, dopóki się nie zje całego. Chcę coraz więcej. Pragnę cię, 
Penny – wyszeptał. 

– Cabe... 
– Ciii. Nic nie mów, widzę, że jesteś przestraszona. Nie musisz odpowiadać natychmiast. 
– To tutaj – powiedziała, kiedy podeszli pod frontowe drzwi. – Dziękuję za podwiezienie 

i do zobaczenia, Cabe. – Wyciągnęła do niego rękę. 

Popatrzył na dziewczynę zdziwiony. 
– Co to znaczy? – zapytał. 
– To moja ręka – odparła, groźnie marszcząc brwi. 
– Widzę... Penelopo. Jeśli myślisz, że będę trząsł twoją ręką, a zaraz potem sobie pójdę, 

to masz chyba nie po kolei w głowie. 

– Żegnam – mruknęła obrażona, nacisnęła klamkę i otworzyła drzwi. 
– Zostawiłaś otwarte?! – zawołał. 
– Wtedy nie wiedziałam,  co robię. Do widzenia. Weszła do środka, a on tuż za nią. 

Odwróciła się i stanęła zdziwiona. 

– Nie zapraszałam cię, jesteś gruchy?

background image

– Kiedy zostawiasz otwarte drzwi, zapraszasz całe miasto. 
Rozejrzał się dookoła i zagwizdał. 
– Twoja ciotka rzeczywiście lubiła meble. Nigdy nie widziałem tylu gratów w jednym 

pokoju. 

– Ciocia była kolekcjonerką – odparła Penny. – Nie umiała niczego wyrzucić. Piwnica 

jest zawalona różnymi rzeczami. Nie mam pojęcia od czego zacząć. 

– To wszystko należy do ciebie? – zapytał, rozglądając się po pokoju. 
– Tak. Widzisz, tylko ja odwiedzałam ciocię Beth. Była  siostrą mojej mamy,  ale nie 

utrzymywały ze sobą kontaktów. Ciocia była nauczycielką w Detroit przez trzydzieści lat, a 
potem osiadła tutaj, w Meadow View. Bardzo długo nie kontaktowała się z resztą rodziny. 
Kiedy nie miałam jeszcze prawa jazdy, przyjeżdżałam do niej autobusem. Byłam zachwycona 
tymi wszystkimi rupieciami, ale teraz naprawdę nie wiem, co mam z nimi począć. 

Cabe podniósł ze stołu małą figurkę. 
– Może niektóre z nich są coś warte? Ludzie chętnie kupują takie starocie. 
– Nie sądzę, to nie są antyki. Ciocia Beth nie trzymała ich ze względu na wartość. Po 

prostu była do nich przywiązana. Nigdy nie utożsamiała się z materialistycznym zacięciem 
reszty rodziny. 

–   Rozumiem   twoją   ciotkę,   ale   tak   tu   ciasno,   że   można   nabawić   się   klaustrofobii   – 

powiedział, odstawiając figurkę na miejsce. 

– Ciocia bardzo dbała o porządek. Chociaż miała dużo problemów ze sprzątaniem, nie 

było tu nigdy nawet odrobiny kurzu. 

– Nie było miejsca na kurz – zaśmiał się Cabe. 
– Chyba masz rację – odparła Penny. 
– Dlaczego uciekłaś, kiedy powiedziałem, że cię pragnę?
– Słucham? – zapytała zaskoczona. 
– Wiedziałaś, że cię pragnę już wtedy, kiedy całowałem cię w tamtym domu. Dlaczego 

udawałaś, że nie wiesz o co chodzi, gdy wyszliśmy stamtąd?

– Dlatego... – Patrzyła na czubki swoich butów. – Dlatego, że obcy dom jest jak inny 

świat, a tutaj w domu cioci Beth... – Zniżyła głos. 

– Ty też mnie pragnęłaś, prawda? Gwałtownie potrząsnęła głową. 
– Niczego takiego nie mówiłam. 
Powoli zbliżał się do niej, ale zaczęła się cofać. 
–   Owszem,   mówiłaś.   Zrozumiałem   to,   patrząc   na   ciebie.   Penny   przesuwała   się   w 

kierunku drzwi. 

– Powiedziało mi to twoje ciało, kiedy do mnie się przytulałaś. 
Zatrzymał się naprzeciwko dziewczyny i rękami oparł się o framugę tak, że Penny nie 

mogła się ruszyć. Patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami, serce biło jej jak oszalałe. 

– Tak, Penny, powiedziałaś mi to, nie używając słów. 
– Nie – wyszeptała. 
–   A   teraz?   –   zamruczał,   pochylając   głowę   w   jej   stronę.   –   Czy   ciągle   jeszcze   mnie 

pożądasz, Penny?

background image

– Nie. Przestań. Czemu to robisz?
– Nie wiem. 
Jego usta musnęły jej wargi. Dziewczyna westchnęła. 
– Wiem tylko, że kiedy cię zobaczyłem, coś się we mnie obudziło. Rzuciłaś na mnie urok. 

Żadnej   kobiety   nie   pożądałem   tak,   jak   ciebie.   Chcę   ciebie   teraz,   ale   jesteś   smutna, 
zrozpaczona... i mogłabyś mnie później znienawidzić. Wybacz, że mówię ci to tak po prostu, 
ale nie cierpię obłudy. – Na chwilę zamilkł. – Lepiej będzie, jeśli o tym zapomnisz. 

– Cabe... 
– Cicho – przerwał szorstko, a następnie ich usta złączyły się. Pocałunek był  długi i 

namiętny. 

Nagle   Penny   zadrżała   przerażona.   Usiłowała   go   odepchnąć,   ale   bezskutecznie,   więc 

przestała   się   wyrywać.   Nieśmiało   dotknęła   jego   szyi,   a   potem   głaskała   gęste   włosy 
mężczyzny. Fala namiętności przepłynęła przez jej ciało, kiedy usłyszała jęk wydobywający 
się z jego krtani. Czuła, że uginają się pod nią nogi. 

Malone przywarł do niej mocniej, a potem jeszcze mocniej. Przyciskał ją do drzwi tak, że 

nie mogła oddychać. Żar, bijący z jego ciała, przeniknął ją na wskroś. Otoczył ją ramionami i 
dalej całował bez opamiętania. Był bardzo podniecony. 

Pomyślała, że ta chwila jest wyjątkowa. Teraz była Penny, a nie Penelopą. Nosiła wytarte 

dżinsy, a włosy swobodnie opadały jej na ramiona. Była kobietą, która umiała płakać i śmiać 
się. Przekroczyła  granice  cudzej  własności i w zakazanym  miejscu odnalazła  mężczyznę, 
który   nie   był   cukierkowym   manekinem,   ale   twardo   stąpającym   po   ziemi,   uczciwym 
człowiekiem. Pragnęła go z całych sił. Ten świat, to pożądanie należało do Penny. 

Jęk  rozkoszy wydobył  się   z  jej   ust.  Ten  dźwięk   sprawił,  że   mężczyzna   powrócił  do 

rzeczywistości. Z wysiłkiem oderwał wargi od jej ust. Dygotał z podniecenia. 

– Chryste, co ja robię? – wyszeptał. 
– Całujesz mnie – odpowiedziała mu cicho Penny. – Przytulasz mnie i pieścisz. Och, 

Cabe, miałeś rację! Naprawdę cię pragnę. 

Popatrzył  na jej  wilgotne, nabrzmiałe  od pocałunków  usta, rumieńce  na policzkach  i 

zamglone   pożądaniem   oczy.   Wszystkimi   zmysłami   czuł   jej   słodkie   ciało,   oszałamiający 
zapach. Zacisnął pięści aż do bólu i, w ostatnim przebłysku świadomości, odsunął się od 
ukochanej. 

– Nie – powiedział. 
– Nie” – powtórzyła w myśli. Nie? Teraz, kiedy rozpalił w niej wielki ogień, chciał się 

wycofać? Czemu ją odrzucił?

– Dlaczego?
– Mówiłem ci, dlaczego – odpowiedział, pieszcząc jej włosy. – To nie jest właściwy 

moment. 

– Kto tak powiedział? – zapytała, czując jak rosnąca fala gniewu przysłania pożądanie. – 

Czy nie powinniśmy o tym  zdecydować  razem?  Traktujesz mnie  jak bezwolną kretynkę. 
Jestem kobietą i wiem, że cię pragnę. 

Cabe wsunął dłonie do kieszeni i przez dłuższy czas wpatrywał się w sufit. Kiedy znów 

background image

na nią spojrzał, zobaczyła, jak drgają mu mięśnie i naprężają się żyły na szyi. 

– Nic nie rozumiesz – powiedział ochrypłym głosem. 
–   A   więc   wyjaśnij   mi   to.   Powiedz,   dlaczego   mnie   odrzucasz.   Chyba   zasługuję   na 

odpowiedź. 

Wyciągnął ręce w jej kierunku, a w następnej chwili była już w jego objęciach. 
– Naprawdę myślisz, że mógłbym cię odrzucić?
– Tak pomyślałam. 
– Penny, nie o to chodzi! Nie chcę wykorzystywać sytuacji. Przez moment oszukiwałem 

się,   że   jesteś   zbyt   rozbita,   aby   myśleć   o   miłości.   Ale   kiedy   byliśmy   w   tamtym   domu, 
zobaczyłem, że pogodziłaś się ze śmiercią ciotki i jesteś spokojna. 

– Tak, jestem spokojna i nie rozumiem... 
– Ale ja nie jestem – przerwał. – Prawdę powiedziawszy, już zapomniałem, co to spokój. 

Mogę zapomnieć na chwilę o sobie, jeżeli dużo wypiję lub spędzę noc z jakąś kobietą. Ale nie 
chcę wykorzystywać ciebie do uciszania moich demonów. Zasługujesz na coś więcej. Jesteś 
wyjątkowa, Penny. 

Spojrzała   na   niego   i   dostrzegła,   że   Cabe   jest   bardzo   smutny.   Zobaczyła   drobniutkie 

zmarszczki wokół jego oczu i ust. W następnej chwili Malone przybrał maskę, ukrył głęboko 
emocje i wyglądał tak, jakby nic się między nimi nie wydarzyło. 

– Chyba już pójdę – powiedział cicho. 
– Jeśli chcesz o tym  porozmawiać,  możesz na mnie liczyć  – odparła łagodnie.  – Ty 

pomogłeś mnie, ja pomogę tobie, to właśnie jest przyjaźń, prawda?

– Przyjaźń? – zaśmiał się z sarkazmem. – Nie myślałem o przyjaźni. Widziałem nas 

raczej jako parę kochanków. 

– Nie sądzisz, że te dwie rzeczy powinny iść w parze? Kobieta, którą kochasz, powinna 

być godna twego zaufania. 

– Nie – odpowiedział, potrząsając głową. – Uważam, że to są dwie oddzielne sprawy, nie 

trzeba ich mieszać. Najlepiej będzie, jeżeli dam ci spokój i pójdę sobie; masz dużo pracy, 
porządki w domu. Wybacz mi, jeśli cię czymś uraziłem, nie miałem takiego zamiaru. 

– Ależ skąd. Bardzo się cieszę, że się spotkaliśmy, naprawdę. 
– Odkryłem swój skarb, moją słodką Penny. Wargami musnął jej usta i nacisnął klamkę. 

Usunęła się z drogi. 

– Zobaczymy się jeszcze, prawda? – zapytał, patrząc na nią błagalnie. 
– Tak. 
Serce jej na chwilę zamarło. Kiedy wychodził, cicho zamknął drzwi. Nie poruszyła się i 

stała tak, dopóki nie usłyszała niknącego w oddali warkotu silnika. Potem wzięła głęboki 
wdech i w zamyśleniu dotknęła palcami ust. 

Pomyślała,   że   Cabe   miał   bardzo   skomplikowaną   osobowość.   Usiadła   na   najbliższym 

krześle i przypominała sobie ciepło, czułość i wrażliwość Cabe’a. Wiedziała, że miał jakieś 
poważne zmartwienie. Dlaczego smutek malował się na jego twarzy? Dlaczego cierpiał?

Westchnęła. Zastanawiała się, czy któregoś dnia do niej powróci. Tak bardzo chciała 

jeszcze kiedyś otworzyć mu drzwi. Prawdopodobnie nic takiego się nie wydarzy. Nie była w 

background image

jego typie. On szukał szybkiego i łatwego seksu i kobiet, które chciały tego samego. Pragnął 
jedynie uciec na chwilę od męczących go demonów. Nie potrzebował nawet przyjaciela. 

– Och, Cabe! – powiedziała półgłosem. Podniosła z kanapy poduszkę, przytulając ją do 

piersi. – Dziękuję za dzisiejszy dzień. Dziękuję za szansę, którą dałeś Penny. – Westchnęła 
ponownie i otworzyła pierwszą z brzegu szufladę biurka. 

***

Cabe zaparkował ciężarówkę na podjeździe przed dużym, piętrowym domem i wyłączył 

silnik. Trzymał ręce na kierownicy, patrzył na dom i otaczające go drzewa. Kiedy miał osiem 
lat, spadł z drzewa i złamał rękę. Jason był zazdrosny i matka musiała też zabandażować mu 
rękę. Wspomnienie o Jasonie sprawiło, że ból i gniew znów powróciły. Cabe i Jason, Jason i 
Cabe, zawsze razem. Diabeł w dwóch osobach, ciągle pełni energii. Tutaj wyrośli, bili się, 
śmiali i kochali. Para wariatów, ciągle w biegu. 

Nie mógł zrozumieć, że Jasona już nie ma. Od pogrzebu minęło sześć miesięcy, a pamięć 

o bracie wciąż pozostawała nie zagojoną raną. Jakby umarł wczoraj. Ból po stracie bliskiej 
osoby nie mijał.  Każdego dnia, gdy Cabe wchodził do tego domu, musiał  stawać wobec 
okrutnej rzeczywistości. 

Drzwi do domu otworzyły się i wybiegła z nich mała dziewczynka. Mężczyzna roześmiał 

się   i   wyskoczył   z   ciężarówki.   Szeroko   rozłożył   ramiona   i   czekał,   aż   jasnowłosy   aniołek 
przywita się z nim. Podniósł ją wysoko ponad głowę i słuchał, jak piszczy z radości. 

– Witaj, piękna! – zawołał, stawiając ją na ziemię. 
– Dzień dobry, wujku. Babcia usłyszała samochód i powiedziała, że jeżeli chcesz obiad, 

to lepiej się pospiesz. 

– Tak powiedziała? – zaśmiał się Cabe. – No to rzeczywiście muszę się pospieszyć. Holly 

Malone, daję słowo, że wypiękniałaś od rana. Czy nie wyszłaś przypadkiem za mąż, kiedy nie 
było mnie w domu?

– Nie – odparła i zachichotała, zakrywając twarz rękami. – Mam dopiero sześć lat. 
– Och, faktycznie! – powiedział poważnym tonem. – Będziesz musiała jeszcze trochę 

poczekać. Wytrzymasz do przyszłego roku?

– Ty chyba żartujesz, wujku – zaśmiała się. – Popatrz w górę, widzisz samolot?
– Widzę. 
– Czy moi rodzice też go widzą z nieba?
– Nie wiem – odpowiedział, czując skurcz w gardle. – Przykro mi, Holly, ale naprawdę 

nie znam odpowiedzi. 

– W porządku. – Wzruszyła ramionami. – Zapytam babcię. Gdzie dzisiaj byłeś, wujku?
– Oglądałem domy, które budujemy. 
– Babcia mówiła, że zbyt ciężko pracujesz. 
– Dziś nie pracowałem, po prostu rozglądałem się i znalazłem... skarb. 
– Prawdziwy skarb? Ukryłeś go w dobrym miejscu? Kiedy ktoś znajdzie skarb, musi 

zawsze tak zrobić. 

– Jeszcze nie wiem, co z nim zrobię. Chodźmy na obiad, zanim babcia straci cierpliwość. 

background image

Wziął ją za rękę. Zawsze i nigdy; słowa z dziecinnego świata, które nic nie znaczyły. 

Człowiek nie może być pewien nawet jutra. Straciła oboje rodziców, Jasona i Karen, i wciąż 
wierzyła, że istnieje „zawsze”. Niewiarygodne. 

– Najpierw umyj ręce, wujku Cabe – odezwała się Holly, kiedy weszli do domu. 
– Już idę – odparł posłusznie. – Powiedz babci, że za chwilę przyjdę. 
– Umiem skakać. Patrz, jak skaczę! – krzyknęła, zbiegając po schodach. 
– W całym Meadow View ty skaczesz najlepiej! – zawołał za nią. 
Wszedł do łazienki i puścił wodę do umywalki. Spojrzał z niesmakiem na odbicie w 

lustrze. 

– No i co, idioto? Czemu uciekłeś od Penny? – powiedział do siebie. 
Widział przecież pożądanie w jej brązowych oczach. 
Kogo   chciał   oszukać?   Zbyt   wiele   powiedział   o   swych   najgłębszych   uczuciach.   Ale 

rzeczywiście uważał, że zasługiwała na coś lepszego, niż objęcia mężczyzny opętanego przez 
czarne myśli. 

Z   dezaprobatą   potrząsnął   głową,   wytarł   ręce   i   przeszedł   do   przestronnej   kuchni, 

znajdującej się z tyłu domu. 

– Jeść! – krzyknął, usadawiając się na krześle. – Natychmiast dajcie mi jeść, bo inaczej 

zjem jakąś małą, tłustą dziewczynkę. 

Holly była w pełni szczęścia. 
Martha Malone, przystojna piędziesięcioletnia kobieta, odwróciła się i popatrzyła na nią z 

uśmiechem. 

– Babciu, wujek znalazł skarb. Czy pokażesz mi go, wujku?
– Jest głęboko schowany, tak aby nikt go nie odnalazł i nie zabrał. 
Kiedy wypowiedział te słowa, nagłe zrozumiał, że nie chce, aby ktoś poza nim całował 

Penny, pieścił ją lub się z nią kochał. „A co z Penelopą? Ilu mężczyzn czekało na jej powrót 
do Detroit?” – pomyślał. 

– Cholera – zamruczał. 
– Cabe, nie przeklinaj przy dziecku – upomniała go Martha. 
– Przepraszam. Zapomnij to słowo, Holly. 
– Tatuś często mówił cholera – odparła Holly. – Ale powiedział, że nie wolno mi go 

powtarzać, dopóki nie skończę stu osiemdziesięciu lat – Pamiętaj o tym! – rozkazał Cabe. 

Drzwi otworzyły się i do kuchni weszła tęga kobieta. Miała siwe włosy, rumianą twarz, w 

ręku trzymała tacę. Cabe położył rękę na swojej piersi. 

– Oto miłość mego życia – powiedział, mrugając oczami. 
– Jak zwykle głupstwa ci w głowie – odezwała się z wyraźnym irlandzkim akcentem. – 

Wyniańczyłam wiele dzieci, ale nigdy nie zajmowałam się takim wariatem. Podczas upadku z 
drzewa musiałeś uderzyć się w głowę. 

– Ranisz me uczucia, dziewczyno – powiedział. – Chcesz mnie unieszczęśliwić. 
– Cabe, przestań mielić ozorem – uśmiechnęła się Martha. – Tillie, czy pan Malone zjadł 

obiad?

–   Nie   miał   dziś   apetytu.   Teraz   śpi,   zaniosę   mu   później   kawałek   ciasta.   Jest   trochę 

background image

zmęczony,  tak samo zresztą jak wczoraj i przedwczoraj. Ciągłe nie może  się pogodzić z 
rzeczywistością. Usłyszał ciężarówkę na zewnątrz i... 

– Myślał, że to Jason – przerwał jej Cabe. 
– Właśnie – westchnęła Tillie. – Może po drzemce poczuje się lepiej. 
– Bardzo się zmienił od czasu wypadku – powiedziała Martha. 
– To prawda – odparł Cabe i szybko zmienił temat. – Zaczniemy w końcu jeść obiad?
Holly pociągnęła go za rękaw. 
– Wujku Cabe?
– Tak, kochanie?
– Wiem, że jesteś smutny, kiedy dziadek zapomina, że mój tatuś jest w niebie, i myśli, że 

to ty tam jesteś. Ale może teraz, kiedy znalazłeś swój skarb, wszystko będzie dobrze i dziadek 
będzie wiedział, że ty to ty. 

– Ja... – zaczął Cabe. 
– To bardzo prawdopodobne – odrzekła Martha, patrząc ze smutkiem na syna. – Co o tym 

myślisz, Cabe?

– Tak, to możliwe – odpowiedział. – Nie martw się, Holly, wszystko będzie dobrze. 
Pomyślał, że sytuacja nie jest rewelacyjna. Obecność Penny nie wystarczy, aby ojciec 

zmienił zdanie. Cabe był nonkonformistą, człowiekiem skłóconym z życiem i czarną owcą w 
rodzinie. Natomiast ojca cechowało bardzo duże przywiązanie do swoich poglądów. Miał 
zasady. Zanim dostał wylewu, w dniu pogrzebu Jasona i Karen, powiedział, że umarł nie ten 
syn, który powinien. Od tej chwili uważał, że Cabe jest Jasonem. 

background image

ROZDZIAŁ 3

Cabe Malone całe popołudnie malował altanę, którą zbudował dla Holly w ogrodzie za 

domem. Ponieważ dziewczynka pomagała mu w pracy, wszystko trwało dwa razy dłużej. 
Mimo tego było mu przyjemnie, kiedy słuchał jej nieustającego szczebiotu i widział, jak jest 
przejęte. 

Pomimo obecności Holly, cały czas myślami wracał do Penny. Była fascynującą kobietą. 

Zastanawiał się, dlaczego upierała się, że jest Penelopą. Miał okazję przekonać się, jaka jest 
naprawdę: urocza, otwarta i szczera. Kiedy ją przytulał, miał wrażenie, że dotyka anioła. 

„Chociaż właściwie to nie ja miałem ją w swoich ramionach” – pomyślał, wycierając 

resztki farby z ubrania po powrocie do domu. Penny nie całowała się z Cabe’em właścicielem 
świetnie  prosperującej  firmy  budowlanej   ani  z  Cabe’em  nieudacznikiem,  który  nigdy  nie 
spełnił oczekiwań ojca. Nie śmiała się i nie płakała w obecności Cabe’a załamanego śmiercią 
brata. 

Ona znała Cabe’a murarza, żyjącego z ciężkiej pracy, który nosił wytarte dżinsy i stare 

tenisówki. Wydało mu się to niesamowite. Usiadł na schodach werandy i uzmysłowił sobie, 
że właściwie nic o sobie nie wiedzieli, a jednak miał uczucie, jakby ją znał od dawna. Była 
jego skarbem, którego zawsze podświadomie szukał. 

Penny twierdziła, że jest Penelopą, przyzwoitą i pruderyjną Penelopą, która nie miała 

zwyczaju  płakać  i nie  nosiła wypłowiałych  dżinsów. Ale bez  względu na  to, co o sobie 
mówiła,   wiedział,   że   jest   prawdziwą   kobietą.   Kiedy   powiedział   jej   o   swoich   demonach, 
potrafiła odrzucić maskę obojętności i naprawdę mu współczuć. Pragnienie, które burzyło 
cały   ład,   nie   było   zwykłym   pożądaniem,   jakie   odczuwał   dotychczas.   Pragnął   dawać   jej 
rozkosz, dzielić ekstazę intymnej miłości. 

– Dziwne – zamruczał, potrząsając głową. 
– Zacząłeś rozmawiać sam ze sobą? – zapytała Martha, wchodząc na werandę. – Mogę 

się przyłączyć?

– Ty zawsze – odparł i wskazał jej miejsce obok siebie. – Chcesz mi coś powiedzieć?
– Udało mi się w końcu domyć Holly. Miała na sobie tyle farby, że mógłbyś pomalować 

altanę jeszcze raz. Tillie zrobiła jej parę kanapek. Miałeś wspaniały pomysł z tą altaną, Cabe. 
Holly jest zachwycona. 

– Wiesz przecież, że ją kocham, mamo. 
– Tak, wiem – odparła Martha. – Cabe, chciałabym z tobą porozmawiać. 
– O czym?
– O tobie, twoim życiu i planach na przyszłość. 
– O wszystkim naraz? – zapytał i uśmiechnął się. 
– Cabe, przestań się idiotycznie uśmiechać. Przede mną nie musisz udawać, że wszystko 

jest w porządku. 

– Jakoś trzeba zachować pozory – odpowiedział, wzruszając ramionami. – Ale dobrze, 

niech ci będzie. Co chcesz wiedzieć?

background image

– Cabe, prowadzisz wielką firmę w Detroit. To niedobrze, że cię tam nie ma. 
– Moi ludzie doskonale radzą sobie beze mnie. 
– Oboje wiemy, że twoim powołaniem jest kierowanie ludźmi. Siedzisz tu od sześciu 

miesięcy, od czasu wypadku samochodowego Jasona i Karen, i nic nie robisz. 

Ostatnią rozsądną rzeczą było kupienie terenów pod nowe domy, ale ty pracujesz tam jak 

zwykły robotnik. Uważam, że to nie ma sensu. 

– Mów dalej. 
– Cabe, jestem ci bardzo wdzięczna, że byłeś tu po wypadku. Byłam rozbita i nie wiem, 

co bym bez ciebie zrobiła. Ojciec jest sparaliżowany i nie ma szans na poprawę. Jego umysł 
nie działa tak, jak dawniej, i nigdy nie będzie już tym samym człowiekiem. Pogodziłam się z 
tym. Tillie jest wspaniałą opiekunką i ojciec nigdzie nie znajdzie lepszej. Poza tym wiesz, jak 
on kocha ten dom i nigdy stąd nie wyjedzie. Holly dobrze idzie w szkole, a psycholog mówi, 
że jej stan ciągle się poprawia. 

–   Wiem   o   tym   wszystkim,   mamo.   Do   czego   właściwie   zmierzasz?   –   zapytał   Cabe, 

wpatrując się w zaschniętą kroplę farby na spodniach. 

– To już nie jest twoje miejsce, Cabe – powiedziała powoli. 
Słowa matki wzbudziły w nim gniew. 
– Co to, do cholery, ma znaczyć?! – zawołał, patrząc na nią. 
–   Dokładnie   to,   co   powiedziałam.   Ty   nie   żyjesz,   ty   po   prostu   wegetujesz.   Cabe, 

posłuchaj.  Wiesz,  że  byłam   w  domu   w  dniu  pogrzebu  i  słyszałam  te  potworności,  które 
powiedział ci ojciec. Ale zrozum, on nie był sobą. Załamał się po stracie Jasona i Karen. 
Wyładował swój ból i gniew na pierwszej napotkanej osobie. Tak naprawdę wcale nie chciał, 
abyś zginął zamiast Jasona. 

– Owszem, chciał – wyszeptał Cabe. – Tata nigdy nie wybaczył mi, że nie podjąłem 

pracy w jego biurze adwokackim. Wiesz o tym tak samo, jak ja. Kiedy wydałaś nas na świat, 
nazwał nawet firmę Malone i synowie. Ale wyrodny syn nie chciał być marionetką. O tak, on 
wiedział, co mówi. O mało nie zwariował, boja żyłem, a jego jedyna miłość i duma właśnie 
została pogrzebana. 

– Cabe!
– Kochałem Jasona i nigdy nie zazdrościłem mu względów, jakimi obdarzał go ojciec. 

Jason poszedł w ślady ojca, bo tego chciał, mnie to zupełnie nie interesowało, dlatego zająłem 
się   budową   domów.   Nie   siedzę   tutaj   po   to,   aby   ojciec   dostrzegł,   że   nie   jestem   takim 
bydlakiem, za jakiego mnie uważa. Nie oczekuję przeprosin ani wybaczenia, bo do końca 
życia bym się ich nie doczekał. 

– A więc dlaczego jesteś tutaj?
– Z powodu Holly. Jason i Karen przed śmiercią uczynili mnie jej opiekunem. Jestem za 

nią odpowiedzialny. A co chcesz, żebym zrobił? Mam wrócić do Detroit i zostawić ci na 
głowie wychowanie dziecka? Czy nie masz dość własnych obowiązków?

– Chcę tylko, abyś znów żył swoim życiem – powiedziała Martha, kładąc rękę na jego 

czole. – W domu mam  Tillie,  kobietę  do sprzątania  i ogrodnika. Ta pomoc  mi  zupełnie 
wystarcza. Bycie z Holly sprawia mi wiele radości i nie jest dla mnie ciężarem. Możesz ją 

background image

oczywiście zabrać do Detroit, masz do tego prawo, ale ona jest szczęśliwa tutaj. Wydaje mi 
się, że jesteś z nami, bo masz poczucie winy, że nie zginąłeś zamiast Jasona. 

– Mamo! – krzyknął, podrywając się na nogi. – Mam już dosyć tych bzdur. 
– Bzdura? Synku – powiedziała miękko – znam cię tak samo jak siebie. Patrzę w twoje 

oczy. Jest w nich ból. To oczy człowieka, który ucieka i nie może znaleźć własnego miejsca. 
Tutaj nie masz już nic do roboty. Wyjedź stąd i odszukaj swoje szczęście. 

Cabe przeszedł kilka kroków i stanął tyłem do matki. Zacisnął pięści. 
– Rozzłościłam cię – rzekła Martha. – Wiedziałam, że tak będzie, ale musiałam ci to 

powiedzieć.   Niczego   nie   osiągniesz   ani   nie   zmienisz,   żyjąc   tak,   jak   przez   ostatnie   sześć 
miesięcy.   Kocham  cię  i  strasznie  mi  przykro,  że  ojciec  nie  zaakceptował  twoich   planów 
życiowych. Nie umiem zmienić przeszłości, ale tym bardziej proszę cię, abyś zaczął myśleć o 
sobie. Cabe, rozważ to dokładnie. – Na moment umilkła. – Teraz zostawię cię samego – 
dodała po chwili. 

Nic nie odpowiedział. Był spięty i bolał go każdy mięsień. Usłyszał, jak matka zamyka 

drzwi, ale nawet wtedy nie poruszył się. Głos matki dźwięczał mu cały czas w uszach. 

– Cholera by cię wzięła, Jason – powiedział, wpatrując się w niebo. – Nawet nie wiesz, 

ile zamieszania zrobiłeś swoją śmiercią. Do licha, Jase. Co ja właściwie mam teraz robić?

Odwrócił się i wolno poszedł w kierunku swojej ciężarówki.  Po chwili  słychać  było 

warkot zapalanego silnika. Cabe wrzucił bieg i z piskiem opon ruszył przed siebie. 

Wieczorem, około siódmej, Penny wzięła kąpiel, a potem założyła  zieloną sukienkę i 

czerwone rajstopy.  Zeszła  na dół  i usiadła  na kanapie  przed  płonącym  kominkiem.  Była 
wyczerpana.   Spakowała   rzeczy   ciotki   Bem   i   odnalazła   instytucję,   która   zajmuje   się 
doręczaniem   używanych   rzeczy   ubogim.   Jutro   miał   przyjechać   samochód   i   zabrać   część 
kartonów. 

Przez cały czas myślała o Cabie. Pomimo zmęczenia czuła jakiś dziwny rodzaj energii 

pulsującej w jej ciele. Nie miała ochoty oglądać telewizji, a była zbyt przejęta, aby czytać. 
Nie bardzo wiedziała, jak spędzić ten sobotni wieczór. 

Gdyby   była   w   Detroit,   umówiłaby   się   z   Tomem,   młodym   prawnikiem,   który   robił 

zawrotną karierę. Przyjaźnili się ze sobą od niedawna. Musiała odwołać ostatnie spotkanie w 
związku ze śmiercią ciotki Beth. Szczerze powiedziawszy, zrobiła to bez żalu. To spotkanie 
niczym nie różniłoby się od wielu innych. Tom także nie różnił się od innych mężczyzn, z 
którymi  się dotąd umawiała. Inteligentny,  ambitny,  znakomicie sytuowany i onieśmielony 
pozycją jej rodziny. Był również, co okazało się podczas pierwszego spotkania, śmiertelnie 
nudny. 

„Co robi w sobotni wieczór taki mężczyzna jak Cabe?” – pomyślała. Zastanawiała się, 

czy gra w bilarda albo w pokera z kolegami? Nie, nie. Sobotnie plany Cabe’a z pewnością 
mają związek z jakąś kobietą i seksem. Ciekawe czy orgia odbędzie się w jej, czy też w jego 
łóżku?

– Penelopo Chapman, wstydź się – powiedziała do siebie na głos. – To nie twój interes. 
Zaczęła   sobie   wyobrażać   nagiego   Cabe’a   w   łóżku.   Mężczyzna   miał   cudowne   ciało. 

background image

Opalona skóra wydawała się jeszcze ciemniejsza na tle śnieżnobiałego prześcieradła. Chciała, 
aby położył się na niej i... 

– Och, Panie! – wyszeptała, czując jak ogarnia ją pożądanie. 
Przycisnęła dłonie do płonących policzków. Ta druga osoba, którą znała jako Penny, była 

lubieżna   i   nieprzyzwoita.   Nie   potrafiła   sobie   nawet   wyobrazić,   jak   mogliby   wyglądać 
wielbiciele Penelopy nago. Nigdy nie myślała o nich w ten sposób jak o Cabie. Mężczyźni, z 
którymi się spotykała, byli bardzo uprzejmi, mieli doskonale skrojone garnitury, nienaganne 
maniery i grzecznie całowali na dobranoc. Pachnieli drogą wodą kolonską i brandy. Czasami 
mogli się spocić podczas gry w tenisa, ale wątpliwe, aby któryś z nich zajmował się kiedyś 
ciężką pracą. 

– Nudziarze – zamruczała. 
Żaden z nich nie był podobny do Cabe’a. Żaden nie miał tak niebieskich oczu, szerokich 

ramion, ciała umięśnionego od ciężkiej pracy. Liczył się tylko Cabe i świadomość, że już 
nigdy go nie zobaczy. Ogarnęła ją czarna rozpacz. 

– Myślę, że polubiłabyś go, ciociu – powiedziała, wpatrując się w ogień. Potem spojrzała 

na półkę nad kominkiem, gdzie leżała czysta i wyprasowana chusteczka Cabe’a. Ciocia Beth 
z pewnością poradziłaby jej, aby skorzystała z okazji i odwiedziła Cabe’a w poniedziałek. 

„Nic   z   tego”   –   pomyślała   przygnębiona.   Nie   było   powodu,   aby   tam   iść.   Zapakuje 

chusteczkę, wypisze jego imię na papierze i zaniesie ją tam jutro, kiedy nikogo nie będzie w 
domu. Wcale nie musiała znać jego nazwiska. Wystarczyło Penny i Cabe, dwoje ludzi, którzy 
spotkali się, ale nie mogli być ze sobą. 

Jak to możliwe, myślała zdumiona, że parę godzin spędzonych z Cabe’em wywarło na 

niej   tak   silne   wrażenie?   Dlaczego,   na   samo   wspomnienie   jego   dotyku   ogarniała   ją   fala 
pożądania? Nie umiała znaleźć odpowiedzi. Wiedziała tylko tyle, że po spotkaniu Cabe’a, 
nigdy już nie będzie tą samą osobą. 

Z zadumy wytrąciło ją pukanie do drzwi. Wstała z kanapy, przekonana, że to kolejny 

sąsiad, który chce złożyć kondolencje. Nie była w odpowiednim nastroju, aby go przyjąć, ale 
nie mogła udawać, że nie ma jej w domu. Niechętnie poszła otworzyć drzwi. 

Na progu stał Cabe. 
„To chyba sen” – przemknęło jej przez myśl. To tylko wytwór jej wyobraźni, za dużo o 

nim myślała. 

– Witaj, Penny. 
– Cabe? To naprawdę ty?
Zakłopotany włożył ręce do kieszeni. 
– Nie przeszkadzam? – zapytał, nie patrząc jej w oczy. – Chciałaś położyć się do łóżka w 

tych czerwonych rajstopach? Uważam, że są cudowne – dodał z uśmiechem. 

– Co takiego? – zdziwiła się. – Ależ skąd, wcale nie przeszkadzasz. Ja tylko... Cabe, ty 

drżysz z zimna. Gdzie . twoja marynarka?

– Zapomniałem jej zabrać. Wyszedłem z domu,  aby się przejechać samochodem,  ale 

chyba straciłem poczucie czasu i... 

– Proszę, wejdź do środka i ogrzej się przy ogniu – przerwała mu. 

background image

– Już myślałem, że nigdy tego nie powiesz – rzekł i wszedł do domu. 
Penny zamknęła drzwi. Próbowała zapanować nad swoimi emocjami. 
Tyle myślała o ich spotkaniu, że kiedy patrzyła na Cabe’a, nie mogła uwierzyć w jego 

obecność... Boże, zachowywała się jak idiotka. 

– Usiądź – zaproponowała. – Napijesz się kawy czy herbaty?
– Jeśli nie sprawi ci to kłopotu, wolałbym gorącą herbatę. 
– Poczekaj, zaraz przyniosę. 
– Zielona sukienka i czerwone rajstopy – powiedział, patrząc na nią. – Wyglądasz jak 

gwiazdkowy   prezent.   –   Wskazał   ręką   na   suwak   z   przodu,   który   czekał   tylko,   aby   go 
otworzyć. 

Penny   nałożyła   sukienkę   na   nagie   ciało.   Gdyby   Cabe   o   tym   wiedział...   Mężczyzna 

wpatrywał się w kobietę pożądliwym wzrokiem, który zdawał sieją przenikać. 

– Zrobię herbatę – wyszeptała drżącym  głosem i wpadła na lampę. – Przepraszam – 

wymamrotała speszona. – Usiądź przy kominku, Cabe. Do zobaczenia. 

Cabe o mało nie parsknął śmiechem, kiedy dziewczyna niezgrabnie omijała niezliczone 

sprzęty i kartony,  próbując wyjść z pokoju. Ostrożnie przechodząc obok stolika i starego 
fotela, dotarł do kanapy. 

Dostrzegł   zdziwienie   Penny   na   jego   widok.   Usiadł   na   miękkiej   kanapie.   Prawdę 

powiedziawszy,  sam   był  zaskoczony,   że  tu   przyjechał.  Wiele   godzin  spędził  najeżdżeniu 
samochodem   i   rozważał   każde   słowo   matki.   Potem   przestał   odczuwać   cokolwiek,   poza 
potwornym bólem głowy. Po jakimś czasie zorientował się, że znajduje się przed jej domem. 

Wyciągnął nogi i zaczął wpatrywać się w hipnotyzujące płomienie w kominku. 
Penny wyglądała nieziemsko w swojej sukience. To z pewnością sukienka Penelopy, ale 

rajstopy były w stylu Penny. „Stawiam sto dolarów – pomyślał – że pod tą sukienką nie ma 
bielizny. „ Czuł dreszcze przenikające jego ciało, kiedy wyobraził sobie ją nagą. 

„Malone, daj spokój” – skarcił siebie w duchu. Nie przyszedł tu przecież, aby uwodzić 

Penny. A może właśnie po to? Nie, na pewno nie. W takim razie, co u diabła tutaj robił?

– Dlaczego wróciłeś? – zapytała niespodziewanie. 
– Słucham? – Cabe podskoczył na swoim miejscu i uderzył się w nogę, przewracając przy 

okazji mały stolik. – Cholera, ten dom nie jest zbyt bezpieczny! – zawołał poirytowany. 

Penny podniosła stolik i postawiła na nim tacę z dwiema filiżankami herbaty, śmietanką i 

herbatnikami. Usiadła obok mężczyzny. 

– Przepraszam – powiedziała. – Moje pytanie nie było zbyt uprzejme. 
– Wcale  nie – odparł i podał Penny filiżankę aromatycznej  herbaty.  – Było  zupełnie 

uzasadnione. Sęk w tym, ze nie wiem, czemu wróciłem. 

– Jak to nie wiesz, jesteś pijany?
– Dlaczego zaraz pijany? – Zaprotestował. – Skąd u Penelopy te zwariowane czerwone 

rajstopy?

– Znalazłam je na dnie szafy. Leżały tam całe wieki. 
– A więc należą do Penny; od razu tak sobie pomyślałem. 
– To dziwne, Cabe. Mówisz o Penelopie i Penny, jakby istniały dwie różne osoby. 

background image

– Bo tak właśnie jest – odparł, patrząc na nią. 
– Nie rozumiem. Czy możesz mi to wyjaśnić?
– Wyobraź sobie, że spotyka się dwoje ludzi. Przez chwilę rozmawiają i badają każdy 

ruch i gest. Jest to zwykła paplanina o filmach, książkach, o tym czym się zajmują. Potem 
posuwają się krok dalej i poznają swoje poglądy, system wartości. Ale zachowują dla siebie 
wiele   intymnych   spraw.   Kiedy   uznają,   że   nadszedł   właściwy   moment,   zaczynają   się 
uzewnętrzniać. Mogą także rozstać się i wówczas nigdy nie dowiadują się o sobie niczego 
istotnego. Zgadzasz się z tym?

– Tak. – Skinęła głową. 
– Z nami było zupełnie inaczej, Penny. Nie przestrzegaliśmy reguł tej gry. Zdjęliśmy 

maski  zaraz  na   początku,   bo  nie  musieliśmy   być   ostrożni  i   rozsądni.  Byliśmy   po  prostu 
Cabe’em i Penny, nie znaliśmy swoich nazwisk. Między nami nie było ściany, za którą można 
by się ukryć. Nie było niczego, co by nas powstrzymało. To chyba nie jest dziwne, to raczej 
wyjątkowe i bardzo cenne. Czy wiesz, że zdradziłem ci to, czego nawet nie wie moja matka?

– Wiem – powiedziała miękko. – Demony, które cię prześladują. 
– Tak. – Mężczyzna nagle posmutniał. Napił się herbaty. Po chwili odstawił filiżankę na 

tacę i spojrzał na Penny. – Nie mogłem o tobie zapomnieć. Mam uczucie, jakbym znał cię od 
dawna,   mogę   mówić   albo   milczeć   i   wiem,   że   mnie   zrozumiesz.   Nie   wierzę,   że   jesteś 
Penelopą, tyjestes Penny. Kiedy cię spotkałem, płakałaś; nie mogłaś wówczas udawać kogoś 
innego. To płakała Penny, wiem, że się nie mylę. 

– Ja także o tobie myślałam, Cabe – rzekła cicho. – Myślałam o tym, jak wspaniałe było 

płakać   i   śmiać   się   z   tobą.   Przeżyłam   cudowne   chwile,   tak   jakbym   wykradła   je   z   życia 
Penelopy. 

– To nie koniec. Rozumiesz mnie, Penny? Pomiędzy nami jest coś bardzo wyjątkowego. 

Chcesz to zlekceważyć, udawać, że nic między nami nie zaszło?

– To wszystko jest nierealne – powiedziała, odwracając ku niemu głowę. 
– Właśnie, że jest! – krzyknął i złapał ją za ramię. – Jest piękne i spontaniczne, nie 

widzisz   tego?   Płakałaś   przy   mnie   i   śmiałaś   się.   Powiedziałem   ci   o   moich   demonach   i 
zacząłem nawet myśleć o tym, ze miłość można pogodzić z przyjaźnią. Z tobą to nabiera 
sensu.  Penny,  moje   życie  jest  bardzo  skomplikowane,   ale  kiedy jestem  z  tobą,  czuję  się 
wolny. Potrafię być sobą. Ja jestem Cabe, a ty Penny, nic poza tym się nie liczy. 

– Och, Cabe! – Łzy napłynęły jej do oczu. – Rozumiem. Kiedy jesteśmy razem, istnieje 

tylko Penny. To takie cudowne uczucie, ale... 

– Nie  – przerwał, kładąc  jej palec  na ustach.  – W tym  naprawdę  nie ma  nic złego. 

Szukasz dziury w całym, Penny. To bez sensu. Ludzie poświęcają wiele lat, aby zbudować 
taki związek, który my otrzymaliśmy w prezencie. Proszę cię, daj nam szansę. 

Dotknął ustami jej warg w leciutkim, pełnym oddania pocałunku, aż Penny poczuła, że 

brakuje   jej   tchu.   Zamknęła   oczy   i   wtuliła   się   w   jego   ramiona.   Pieścił   językiem   usta 
dziewczyny. Dreszcz podniecenia przebiegi ją od stóp do głowy. 

– Och, Cabe, całuj mnie! – szeptała. 
Przycisnął ją mocno i przywarł wargami do jej ust. Jego język wsunął się między słodkie 

background image

wargi. Nie przerywając pocałunku, mężczyzna położył się na kanapie, przykrywając Penny 
swoim   ciałem.   Jedną   ręką   głaskał   brzuch   i   piersi,   czując   wspaniałe   kształty   pod   cienką 
tkaniną. 

– Boże, jesteś wspaniała. – Silnym ruchem przycisnął kobietę do swych bioder. Chciał, 

aby wiedziała, jak jej pragnie. – Czujesz? – zapytał. – Tak właśnie na mnie działasz, tak 
bardzo cię chcę. 

Jedyną odpowiedzią, na jaką mogła się zdobyć, był cichy jęk. 
– Nie obawiaj się mnie, Penny, nigdy. Nie będziemy się kochać, dopóki nie upewnisz się, 

że   jesteś   gotowa.   Nie   chcę   cię   przestraszyć.   Och,   Penny!   Twoje   oczy   są   niesamowite; 
głębokie i czarne i mówią mi o tak wielu sprawach. Jesteś prześliczna, moja słodka Penny. 
Jesteś moim skarbem. 

Znowu rozkoszował się jej ustami, a Penny jęczała, przepełniona gorącym pożądaniem. 

Objęła   go   jeszcze   mocniej,   pragnęła   poczuć   żar   i   siłę   jego   potężnego   ciała.   Rozszalała 
namiętność Cabe’a powodowała, że Penny czuła olbrzymią, wszechogarniającą radość, iż jest 
kobietą. Nie liczyło się nic oprócz niego i tego, co wspólnie przeżywali. 

Ich miłość była wielka i czysta. Penny nie musiała się niczego obawiać. 
– Nie chcę zrobić ci krzywdy – wyszeptał Cabe, głaszcząc jej piersi. – Przysięgam, chcę 

jedynie dotykać twojego ciała. 

– Tak – powiedziała cichutko. 
Pomyślała, że być może ulega mu za szybko, ale nic nie mogła na to poradzić. To był 

Cabe. Ona i Cabe nie przestrzegali żadnych reguł. Od początku kreowali własny świat, tak jak 
powiedział mężczyzna: piękny i spontaniczny. 

Rozpiął suwak jej sukienki i rozchylił materiał. Patrzył pełen zachwytu na jej pełne piersi. 
– Są piękne – zamruczał. – Och, Penny! – jęknął i pochylił głowę; ostrożnie wziął do ust 

jeden sutek. Ssał go łagodnie przez chwilę, a ona mruczała podniecona. Rumieńce pojawiły 
się na jej twarzy. Zamknęła oczy, aby rozkoszować się nowym doznaniem, które wypełniło 
jej umysł. 

Począł   pieścić   drugą   pierś,   a   dziewczyna   głaskała   jego   gęste   włosy.   Cabe   czuł 

przenikającą   rozkosz.   Chciał   jak   najszybciej   rozładować   napięcie.   Po   chwili   przestał   ją 
pieścić i ukrył twarz we włosach Penny. 

– Cabe? – niepewnie wypowiedziała jego imię. 
– W porządku – powiedział ze wzruszeniem. Drżącą ręką przykrył jej piersi sukienką. 

Oddychał nerwowo; uniósł głowę i spojrzał na nią. – Daj mi jeszcze minutę, potem sobie 
pójdę. 

– Nie, nie chcę, abyś odchodził. Dobrze mi z tobą. 
– Możesz mi wierzyć, że mnie jest także dobrze z tobą. Ale za chwilę mógłbym stracić 

panowanie nad sobą. Muszę przerwać pieszczoty właśnie w tym momencie. 

Penelopa oburzyła się. W tej chwili nie była Penelopą, a szaloną Penny. Nie chciała, aby 

odchodził. 

– Pragnę cię, Cabe – wyszeptała. – Chcę się z tobą kochać. 
Mężczyzna wstał z kanapy, ominął stolik i oparł się o kominek, wpatrując w ogień. Ona 

background image

również się podniosła, zakrywając piersi sukienką, i patrzyła zachwycona na jego umięśnione 
ciało. 

– Skąd mam wiedzieć, czy nie będziesz tego później żałowała? Nie chcę, żebyś myślała, 

że cię uwodzę. Nie wytrzymałbym tego, Penny. Kiedy jestem z tobą, czuję się bezpiecznie. 
Nie chcę tego zniszczyć. Mam wrażenie, że odkąd cię ujrzałem, minęły całe wieki. Nie chcę 
cię utracić. Teraz bym tego nie przeżył. 

Podeszła do niego i przytuliła się. Przez chwilę przypatrywali się sobie uważnie. 
– Jadłaś kolację? – zapytał. 
– Będziemy teraz mówić o kolacji?
– Tak. Uważam, że to miły, a przede wszystkim bezpieczny temat. – Uśmiechnął się. – 

Wolę   myśleć   o   jedzeniu.   Przebierz   się,   jeśli   masz   ochotę,   pójdziemy   na   hamburgera   z 
frytkami. 

Penny była najwyraźniej zaskoczona. 
– Czasami trudno z tobą wytrzymać. W jednej sekundzie jesteśmy w łóżku, a w następnej 

idziemy do miasta, by kupić hamburgery. 

– Zaufaj mi, dobrze? – Pogłaskał ją czule po policzku. 
– Ja ci ufam, Cabe. 
– Świetnie, w takim razie włóż swoje dżinsy. 
– W porządku – odrzekła śmiejąc się. – Wiesz, nigdy nie wychodziłam do miasta w 

dżinsach i nie jadłam hamburgera. 

– Trzymaj się mnie, dziecinko, a nauczę cię wielu pożytecznych rzeczy – powiedział, 

mrużąc po łobuzersku oko. 

– Będę ci wielce zobowiązana – odparła z ironią i ruszyła w kierunku schodów. 
Bar, do którego weszli, znajdował się na przedmieściu. Panował tam tłok i hałas, czuć 

było  silny zapach smażonych  frytek.  Grupki rozbawionych  mężczyzn  głośno pozdrawiały 
Cabe’a. Chcieli, aby zakochani przyłączyli się do nich. Głównie chodziło im o Penny, ale 
Malone lekceważył ich zaproszenia i poprowadził dziewczynę w głąb sali. 

–   W   tamtym   kącie   stoi   jeden   stół,   przy   którym   nie   połamali   jeszcze   ławek   – 

poinformował. 

Penny usiadła na twardej, pomalowanej na czerwono ławce. 
– Cabe, kochanie, co zamawiasz?! – krzyknęła potężna kobieta, która wychyliła się zza 

kontuaru. 

– Hamburgery, frytki i colę dla dwóch osób. Jak się miewasz ślicznotko?
– Ciągle czekam, kiedy się ze mną ożenisz, skarbie. 
– Nic z tego, Georgia. Już nie jestem wolny. – Spojrzał na barmankę i usiadł naprzeciwko 

Penny. 

Dziewczyna wpatrywała się w napisy na drewnianym blacie stołu. 
– Co robisz?
– Czytam. Na tym stole zapisane są dzieje wielu ludzi. Patrz, Cabe, ktoś wyrył inicjały B. 

T. i P. H. , a obok D. W. i K. D. Ciekawa jestem, czy oni dalej są razem. 

– Hm, poczekaj, niech się zastanowię! – powiedział, przyglądając się pociętym deskom. – 

background image

Oho, mam, V. P i L. T. To inicjały Vicky i Larry. Po skończeniu liceum zamieszkali razem, a 
potem wzięli ślub. Mają sześcioro dzieci. 

– Doprawdy?
Uśmiechnął się, kiedy zobaczył, jak błyszczą jej oczy. 
– Rzadko pewnie bywasz w takich lokalach, prawda? Fakt, że to spelunka, ale można tu 

nieźle zjeść. 

–   Fascynują   mnie   ci   ludzie.   Posłuchaj,   jak   się   śmieją.   To   prawdziwy   śmiech,   a   nie 

przylepione sztuczne uśmiechy, jakimi obdarowują się goście na przyjęciach. I jest jeszcze 
coś. 

– Co takiego?
– Ich ubrania. Nie wiesz, co to znaczy, oglądać wyłącznie mężczyzn w nieskazitelnie 

czystych   i   odprasowanych   garniturach   za   kilkaset   dolarów.   O   wiele   bardziej   wolę   ludzi 
noszących dżinsy, niż wymuskanych nudziarzy, ględzących wciąż o interesach. 

„No tak” – pomyślał Cabe. Miał właśnie taki garnitur, o jakim mówiła Penny. W Detroit 

był ważną personą, zajmował się przede wszystkim interesami. Ale Penny o tym nie musi 
wiedzieć. Jeszcze nie teraz. Na razie był zwykłym murarzem i miał na imię Cabe. 

Do stołu podeszła Georgia i postawiła na nim dwa talerze. 
– Uwaga, gorące – poinformowała. – Potem przyniosę wam po kawałku szarlotki. Uważaj 

na swojego chłopa, śliczna. – Zrobiła oko do Penny. – On ma wilczy apetyt Chyba wiesz, o co 
mi chodzi. 

Penny zarumieniła się, a Cabe wybuchnął śmiechem. 
–   Barmanka   ma   chyba   ze   dwieście   lat   –   powiedział   później.   –   Kupowałem   u   niej 

hamburgery i frytki, kiedy chodziłem do szkoły. 

– Co również działo się dwieście lat temu – odparła Penny śmiejąc się. 
Z   wielkim   zainteresowaniem   przyglądała   się   swojemu   hamburgerowi,   po   czym 

przechyliła się w stronę Cabe’a. 

– Cabe, jesteś świadkiem wyjątkowego wydarzenia. 
– Czyżby?
– Tak. Otóż ja, Penny, za chwilę po raz pierwszy w życiu poleję hamburgera ketchupem. 

Patrz uważnie, co się będzie działo. 

– Jestem skoncentrowany, możesz zaczynać. 
Z   wielką   uwagą   i   dostojeństwem   Penny   dekorowała   ketchupem   hamburgera.   Cabe 

obserwował to zdarzenie rozbawiony. 

Pomyślał,   że   naprawdę   miała   coś   w   sobie.   Była   pełna   entuzjazmu   do   świata,   który 

dopiero co odkryła. Czuł się wspaniałe. Byli razem i niczego więcej nie potrzebowali do 
szczęścia. 

Po kolacji odwiózł Penny do domu ciotki Beth. W ciężarówce próbowali naśladować 

głosy dobiegające z radia. Wydzierali się wniebogłosy, potwornie fałszując i śmiejąc się do 
łez. Kiedy Penny przypomniała sobie o prawach pasażera ciężarówki, przytuliła się do niego, 
a on czule ją pocałował. 

– Tu się pożegnamy – powiedział, kiedy otworzyła drzwi do domu. 

background image

– Naprawdę nie chcesz wejść? – zapytała zdziwiona. 
– Jeśli dalej będziemy kontynuować to, co udało nam się przerwać parę godzin temu, to 

skończy się na tym, że wyjdę stąd o świcie. Nie śpieszmy się, dobrze? Nie chcę, aby coś 
między nami się popsuło. Rozumiesz?

– Tak – odparła. – Cabe, dziękuję ci za hamburgera, Georgię... To był wspaniały wieczór, 

nigdy go nie zapomnę. 

– Muszę przyznać, że jesteś niezrównana w wyciskaniu ketchupu – oznajmił uroczyście. 
– Też tak uważam – odpowiedziała z dumą. 
– Och, Penny! – wyszeptał i przytulił ją do siebie. – To ja dziękuję tobie. Ofiarowałaś mi 

tak wiele. – Pocałował Penny w czoło. – To musi nam wystarczyć. Dobranoc, zobaczymy się 
jutro. 

– Dobranoc. 
– Idź, słodka. Chcę odejść stąd, wiedząc, że jesteś bezpieczna w domu. Pośpiesz się, bo 

za chwilę zamarznę na śmierć. 

– Do zobaczenia – powiedziała i weszła do środka, zamykając za sobą drzwi. 
Cabe skulił się z zimna i przez dłuższy czas wpatrywał się w zamknięte drzwi. Potem 

odwrócił się i zamyślony wolno poszedł w kierunku ciężarówki. 

– Cabe! – krzyknęła Penny. – Jeśli jeszcze raz oblejesz mnie wodą, to tak ci przyłożę, że 

zapamiętasz na zawsze. I nie przepraszaj mnie co chwilę, bo nie dam się na to nabrać. 

Mężczyzna roześmiał się. 
– No wiesz, nie każdemu pozwalam myć moją ciężarówkę. Powinnaś być dumna. 
– Nie jestem dumna tylko mokra. 
Malone podszedł do dziewczyny. Wpatrywał się pożądliwie w jej piersi, które wyraźnie 

odznaczały się pod mokrym podkoszulkiem. Wziął ukochaną w ramiona. 

– Wyglądasz seksownie – powiedział. – Podniecasz mnie. Ciekawe, jak teraz smakujesz. 

Muszę to sprawdzić. Jesteś słodka – stwierdził po długim pocałunku. 

– Co ty powiesz? – zamruczała zadowolona. 
– Dalej, do roboty! – zawołał, popędzając Penny. – Powiadam ci, to wspaniały wóz. 

Każdy chłopak z brygady chciałby go mieć. A więc nie marudź, kochanie, nie płacę ci za 
lenistwo. 

– Rozkaz! – odparła śmiejąc się. 
Wyciągnęła z wiadra namoczoną gąbkę i zaczęła mocno szorować drzwi. 
– Delikatnie – upomniał Cabe. – Pieść ciężarówkę niczym kochanka. 
– Przestań, na miłość boską!
– Wiem, co mówię. Pewnego dnia docenisz zalety tego wozu. 
„Pewnego dnia” – zamyśliła się Penny. To słowo odnosiło się do przyszłości, to znaczy 

stwarzało im jakąś perspektywę. Ale wkrótce, kiedy wróci do Detroit, znowu pochłonie ją 
świat Penelopy. Zastanawiała się, co wtedy będzie. 

Teraz była w Meadow View. Istnieje tylko Penny i Cabe, ich śmiech, słowa, uściski i 

pocałunki. 

background image

Poprzedniego   dnia   przyjechał   do   niej   z   koszykiem   pełnym   rozmaitych   pyszności   i 

wybrali   się   na   prawdziwy   piknik.   Rozłożyli   na   szczycie   wzgórza   koc,   a   potem   jedli 
pieczonego   kurczaka,   sałatki   z   owoców   i   warzyw   oraz   czekoladowe   ciasteczka.   Cabe 
opisywał obrazy, które widział pośród kłębiących się chmur. Potem oboje położyli się obok 
siebie  i fantastycznym  kształtom  na niebie  nadawali  imiona  królów, księżniczek,  elfów  i 
zaklętych zwierząt. Cieszyli się, że mogą być razem. Byli sobą oczarowani i czuli, że czas 
płynie beztrosko. 

Cabe pożegnał Penny na ganku, przed frontowymi drzwiami. Dzisiaj zaproponował, aby 

pomogła mu umyć ciężarówkę, na co przystała z ochotą. Uczucie do mężczyzny rosło z każdą 
chwilą. Ilekroć pomyślała o nim lub dostrzegła jak patrzył w jej kierunku, ogarniało ją dziwne 
ciepło. Było też inne uczucie, które pulsowało gdzieś w głębi ciała. Było to pragnienie, aby 
się z nim kochać i dzielić najintymniejsze chwile. 

– Hej! – krzyknął nagle, wyrywając ją z zamyślenia. – Do ciebie mówię. Nie płacę ci za 

stanie i gapienie się w niebo. 

Gąbka, z której ciekła  woda, wylądowała  na nosie ukochanego.  Penny śmiała  się do 

rozpuku. Cabe pocałował kobietę i obiecał, że przyjedzie po obiedzie. 

– Do zobaczenia! – zawołała, kiedy odjeżdżał. Resztę dnia spędziła na porządkowaniu i 

pakowaniu rzeczy ciotki Beth. Ganek przed frontowymi drzwiami był zastawiony pudłami 
przeznaczonymi dla opieki społecznej. Po długiej kąpieli ubrała się w sukienkę i założyła 
czerwone rajstopy. Na kolację zjadła zupę i grzanki z serem. Następnie ułożyła się wygodnie 
na kanapie na wprost kominka i czekała na Cabe’a. Zapukał do drzwi piętnaście po siódmej. 

Otworzyła mu i cofnęła się, aby mógł wejść do środka. 
– Witaj, Cabe. 
– Oho! – powiedział, ściągając marynarkę. – Znowu widzę gwiazdkowy prezent. Kocham 

prezenty. 

– Chodzi zapewne o rajstopy?
–   Zgadza   się   –   odparł,   biorąc   ją   w   ramiona.   Pocałował   Penny   namiętnie.   Bez 

najmniejszego wysiłku  wziął ją na ręce i zaniósł do pokoju. Obsypywał  ją pocałunkami, 
przerywając   tylko   po   to,   aby   nabrać   tchu.   Usiedli   na   kanapie.   Powoli   rozsuwał   zamek 
sukienki. Kiedy dotknął jej piersi, dziewczyna jęknęła z rozkoszy. 

Czuła ogromne pożądanie. Wiedziała, że Cabe również jest podniecony. Cieszyła się, że 

on pragnie jej tak samo, jak ona jego. 

Nagle odsunął się od niej. 
– Cholera! – powiedział przytłumionym głosem. – Wybacz mi. Zacząłem cię całować, a 

potem... 

– Cabe – przerwała mu. – Pragnę cię. Chcę się z tobą kochać. 
– Penny, dobrze wiesz jaką mam ochotę, ale muszę być pewien, że nadszedł właściwy 

czas i nie będziesz tego później żałować. 

– Cabe, czy nie widzisz, że to dla ciebie taka jestem? Chcę być twoją słodką Penny. 

Tylko   twoją.   Kiedy   jesteśmy   we   dwoje,   nic   innego   nie   ma   znaczenia.   Kochaj   mnie. 
Przyrzekam ci, że nie będę tego żałowała. – Uśmiechnęła się do niego zalotnie. 

background image

– Nie jestem tego tak bardzo pewien – odparł. – Ale wiem na pewno, że mam na ciebie 

straszną ochotę. 

– A ja na ciebie. 
Ześliznęła się z jego kolan i wyciągnęła do niego rękę. 
– Chodź ze mną, Cabe. 
Poprowadziła go po schodach na górę, a potem do sypialni. Odeszła na bok i zdjęła 

rajstopy. Następnie rozpięła do końca suwak sukienki. Stanęła przed nim naga. Mężczyzna 
wstrzymał oddech, patrząc na nią. 

– Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widziałem – wyszeptał zachwycony. 
Ściągnął podkoszulek i rzucił go na podłogę. Kiedy zabierał się do ściągania spodni, 

Penny powstrzymała go. 

– Nie, zaczekaj! – zawołała. 
Podeszła  i  delikatnie   położyła  swe dłonie   na  opalonej, muskularnej  klatce  piersiowej 

mężczyzny. 

– Och, Cabe, to ty jesteś najpiękniejszy!
Przesunęła palcami po barkach, po ramionach i na koniec wróciła do potężnego torsu. 

Pośród gęstych włosów na piersiach odnalazła sutki i czuła, jak naprężają się pod wpływem 
pieszczot. 

– Nie chcę, abyś  myślała, że cię popędzam, Penny. Twoje ręce są wspaniałe, ale nie 

wiem, czy długo to wytrzymam. 

– Dobrze, Cabe. 
Podeszła do łóżka i ściągnęła kołdrę, a potem znowu przytuliła się do Cabe’a. Uniósł ją 

lekko i położył na białym, chłodnym prześcieradle. Kiedy zdejmował resztę swego ubrania, 
dostrzegł, że ona spogląda na niego ciekawie. Uśmiechnęła się i rozłożyła ramiona, gotowa 
go przyjąć. Przykrył ją swoim ciałem. 

– Chcę ci dać wszystko, skarbie. Chcę dać ci szczęście i rozkosz. 
– Wiem, że tak będzie, kochany. 
– Nawet nie domyślasz się, jak mi na tym zależy.  Nigdy jeszcze tak się nie czułem. 

Jestem spięty i nie wiem... 

– Cabe, pocałuj mnie... 
Całował i pieścił, aż dziewczyna zaczęła krzyczeć, aby powstrzymał gorące pożądanie. 

Jego usta składały hołd zmysłowej kobiecości. Kiedy całował piersi, rękoma dotykał nagich 
ud. 

– Chyba naprawdę mnie pragniesz – zamruczał. 
– Naprawdę, Cabe. Tak bardzo chcę tego. 
Ale ciągle się powstrzymywał, doprowadzając ją do szaleństwa swoimi wyszukanymi 

pieszczotami. W końcu bezsilnie położyła głowę na poduszce. Oddech mężczyzny stał się 
chrapliwy, mięśnie dygotały z emocji. 

– Cabe!
Ten okrzyk sprawił, że przestał się kontrolować. Rozsunął jej uda. 
– To dla ciebie – wyszeptała. – Chcę dać to tylko tobie. Wszedł w nią... Nagle spojrzał na 

background image

Penny ze zdumieniem. 

– Penny, czemu mi nie powiedziałaś, że jesteś dziewicą? Zamiast odpowiedzi przycisnęła 

obiema rękami jego pośladki, naprężyła uda i uniosła biodra. 

– Kochaj mnie, Cabe. 
– Nie... mogę... się... już... powstrzymać... 
Zaczął   wykonywać   zdecydowane   ruchy,   tłumiąc   jej   szloch   i   ból   pocałunkami.   Ciała 

zaczęły tańczyć  w tym  samym  rytmie.  Penny nagle znalazła  się w świecie cudów, który 
przekraczał jej dotychczasowe wyobrażenie. Przedtem zastanawiała się, czym mogłaby być 
chwila taka, jak ta. Kiedy Cabe w nią wszedł, czuła podniecenie w każdej części ciała. Nie 
zdawała sobie sprawy, co mu daje. Kiedy dostosowała się do rytmu kochanka, zorientowała 
się, że odchodzi z realnego świata. Znajdowała się gdzieś między fantazją a teraźniejszością. 

– Cabe. Och, Cabe, przytul mnie!
– Jestem tu, nie bój się. 
W jednej sekundzie poczuła, jak każdy kawałek ciała rozpada się na miliony jeszcze 

mniejszych części. Miała wrażenie, że kolorowe światełka błyszczą w jej ciele. 

– Penny! – krzyknął Cabe. Podniósł głowę i wyprężył się. 
Powoli powracała do rzeczywistości. Nigdy nie była tak szczęśliwa. 
Cabe podniósł się i zerknął na zarumienioną twarz ukochanej. Nagle jęknął i zamknął 

powieki. 

– Dobry Boże – wyszeptał. – Co ja najlepszego zrobiłem?

background image

ROZDZIAŁ 4

Kiedy Cabe odsunął się od niej, Penny przez moment miała wizję, że jest kryształowym 

naczyniem,   które   znajduje   się   na   krawędzi   urwistej   skały.   Wiedziała,   że   jeśli   naczynie 
przechyli się, to spadnie i rozbije się na tysiące kawałków i zniknie... na zawsze. 

– Cabe? – wyszeptała drżącym głosem. 
Spojrzał na nią czule, a ona dostrzegła ból w jego oczach i zmarszczkę między brwiami. 
– Dlaczego? – zapytał przejęty. – Dlaczego mi nie powiedziałaś? Czekałaś tak długo... 

Nie zasłużyłem na to, Penny. Nie mam nic, co mógłbym ci dać w zamian. 

Uśmiechnęła się szczęśliwa. 
– Niczego nie żałuję, Cabe. Przecież ci to obiecałam. To było piękne, cudowne. Dałeś mi 

siebie. Byliśmy razem, tylko ja i ty, dokładnie tak, jak miało być. 

– Ale... ale co z Penelopą? Wysłuchaj mnie, Penny. Od pierwszego naszego spotkania 

znaleźliśmy się w bajkowym świecie. Był wyjątkowy, pełen spokoju, serdeczności i bliskości. 
Trudno mi dobrać słowa, aby go opisać, oddać piękno tego wszystkiego. 

– Wiem, co czujesz, Cabe. 
– Nie chce mi się wierzyć, że przeszedłem przez to piekło – ciągnął, kręcąc głową. – 

Zdaje mi się, że uciekałem od wszystkiego, czemu powinienem stawić czoła już dawno. A 
wtedy spotkałem ciebie. Ty również uciekałaś. 

Kiedy byliśmy razem, to wszystko nabierało sensu. Penny i Cabe, ludzie bez przeszłości, 

po prostu my. 

– I dalej tak jest powiedziała cicho. 
– Nie – zaprzeczył. Położył się i zamknął oczy. – Nie, to już koniec. Ty jesteś Penelopa. 

Kochałaś się z mężczyzną, którego ledwie znałaś. Dotąd byłaś dziewicą, co świadczy o tym, 
że   prowadziłaś   bardzo   wstrzemięźliwe   życie.   Rzeczywiście,   ze   mną   była   Penny,   ale   to 
Penelopa poniesie konsekwencje. Niech to szlag trafi! Naprawdę żałuję tego, co się stało. 

Penny usiadła na łóżku i otuliła się prześcieradłem. 
– Nie mam zamiaru słuchać tego, że jest ci przykro – odparła. 
– Do jasnej cholery! Usiadł i popatrzył jej w oczy. 
– Oprzytomnij. Spójrz jakie są fakty. Kim ty właściwie jesteś?
– Jestem Penny. 
– Nie, ty nazywasz się Penelopa! Ale Penelopa jak? Przedstaw się teraz facetowi, którego 

znasz od kilku dni, a już leżysz z nim naga w łóżku. 

– Przestań!
– To moja wina. Jestem odpowiedzialny za to, co się stało, – To była również moja 

decyzja, Cabe – stwierdziła. 

– Nie, to wina Penny i mojego pośpiechu. Do Ucha! Przecież praktycznie zmusiłem cię, 

abyś została moją słodką Penny, bo tak strasznie cię pragnąłem. A teraz wszystko skończone. 
Prysnęła mydlana bańka, ale muszę wiedzieć, czy Penelopa poradzi sobie z tym, co się stało z 
mojej winy. Kim ty jesteś?

background image

– Penny! – krzyknęła. 
– Nie. – Ujął ją za ramię i delikatnie nim potrząsnął. – Ty jesteś Penelopa. Chcę poznać 

twoje nazwisko. 

Łzy spłynęły po jej policzkach. 
–   Penelopa   Fitzsimmons-Chapman!   –   wrzasnęła.   –   Zastępca   prezesa   konsorcjum 

bankowego Chapman and Chapman w Detroit. Mój ojciec ma na imię Harold. 

– Harold Chapman? – powtórzył w osłupieniu. – Harold Chapman! Ty jesteś córką tego. 

geniusza i multimikonera? Jego zdjęcie było na okładce Time‘a, a wywiad w Good Morning, 
America. 
On... 

– Cabe, wiem, kim jest mój ojciec przerwała, patrząc na niego uważnie. 
– No tak, rzeczywiście – powiedział i potrząsnął głową. – O rany... 
Pomyślała, że teraz wszystko się zawali. Zawsze tak się kończyło. Kiedy tylko chłopcy 

dowiadywali się, kto jest jej ojcem, tracili pewność siebie i szybko znikali z horyzontu. Na 
wszelki wypadek traktowali Penny jak królewnę, aby nie narazić się na gniew króla. On także 
był najwyraźniej zaskoczony. Ten Cabe, który tak wiele dla niej znaczył, zachowywał się 
dokładnie w ten sam sposób, jak reszta wielbicieli. Tak bardzo chciała, żeby nie był taki!

– W porządku – rzekł nagle. – Uspokój się, dobrze? Wyciągnął się na łóżku i zachęcająco 

poklepał miejsce obok siebie. 

– Chodź do mnie. 
– Co takiego?
– Połóż się obok, proszę. 
Wahała   się   jeszcze   przez   chwilę,   ale   kiedy   wyciągnął   do   niej   rękę,   przytuliła   się   i 

położyła głowę na jego ramieniu. Objął ją i delikatnie pogłaskał po plecach. 

– Kiedy zdecydowałaś się uciec od tego zgiełku? Nie miałaś wielkiego wyboru, prawda? 

– zapytał cudzym głosem, całując czoło Penny. – Zaczynam pojmować, kim była Penelopa. 
Nic dziwnego, że byłaś...  Chciałem powiedzieć,  że rozumiem,  dlaczego  nie miałaś  wielu 
prawdziwych przyjaciół ani kochanka. Facet, który zaczynał poważnie o tobie myśleć, musiał 
liczyć   się   z   możliwością   wypadku   samochodowego   albo   z   przypadkowym   utonięciem   w 
Detroit River. 

– Coś w tym rodzaju – odparła Penny. – Mój ojciec nie jest okrutny, ale jego władza sięga 

daleko. Z każdym mężczyzną, z którym mnie widziano, przeprowadzano małe dochodzenie. 
Niektórzy okazali się łowcami posagów. Inni natomiast, mimo że wydawali się uczciwi, nie 
byli w stanie sprostać wymaganiom ojca. 

– Nigdy się nie zbuntowałaś?
– Nawet nie próbowałam. Ojciec całe życie chciał mieć syna, a urodziła mu się córka. 

Starałam się go zadowolić. W szkole byłam prymusem, aby udowodnić, że jestem tak samo 
inteligentna, jak syn, o którym marzył. Zaczął mnie akceptować, potem wtajemniczył mnie w 
strukturę imperium Chapmanów. Stałam się jego częścią. Nie zadawałam zbędnych pytań, 
robiłam to, czego ode mnie wymagał. 

– Czy przez te wszystkie lata byłaś szczęśliwa?
– Chyba  tak, nie  wiem.  Dopiero  w ostatnim  czasie  poczułam  się jak w pułapce  bez 

background image

możliwości ucieczki. Tak jakbym traciła część życia. Starałam się tłumić te uczucia, aby nie 
rujnować planów ojca. Kiedy umarła ciocia Beth, przyjazd do Meadow był czymś w rodzaju 
ucieczki. A potem spotkałam ciebie. Polubiłeś mnie, tę zwariowaną Penny. Nie masz pojęcia, 
jakie to dla mnie ważne, że zaakceptowałeś mnie taką, jaką mnie poznałeś. Nie mogę teraz cię 
utracić i świata, który stworzyliśmy wspólnie. Zbyt długo na to czekałam. 

– Rozumiem – powiedział, głaszcząc jej włosy. – Naprawdę. 
– Myślę, że rozumiesz. – Odwróciła się, aby zobaczyć twarz Cabe’a. – Och, nie mów, że 

jest ci przykro z powodu tego, co zaszło między nami! Wiem, że to koniec, ale proszę, nie 
niszcz tych kilku chwil, jakie razem spędziliśmy. Pozwól mi się tym cieszyć. 

– Koniec? Nic się nie skończyło – rzekł stanowczym głosem. – Teraz widzę wszystko w 

zupełnie innym świetle. Czy sądzisz, że zamierzam w tej chwili ubrać się i wyjść? Myślisz, że 
mógłbym zniknąć z twojego życia na zawsze?

– Tak właśnie myślę. Jestem Penelopą Chapman – odparła. – A nie twoją słodką Penny. 

Sam mówiłeś, że czas spojrzeć prawdzie w oczy. Nie ma już Penny. 

– Penny – oznajmił, całując ją w usta – leży teraz w moich ramionach. Moja Penny. Nie 

oddam cię bez walki. 

Spojrzała na niego zdziwiona. 
– Co takiego?
– Dokładnie  to, co słyszałaś.  Nasz związek jest wyjątkowy.  Serce i dusza należą  do 

Penny. Ty jesteś moją cudowną Penny, prawda?

– Ja... ja nie wiem. 
Ręką dotknął miękkich piersi kobiety; głaskał brodawkę, aż stwardniała. 
– Powiedz mi – odezwał się, całując drugą pierś. – Powiedz, kim naprawdę chcesz być? – 

Jego język zostawiał wilgotne ślady wokół piersi. – Powiedz. Muszę to wiedzieć. 

– Ja... Ach! – jęknęła, czując, jak zaczyna w niej płonąć ogień pożądania. – Jestem tylko 

twoją Penny. Dobrze wiesz, kim chcę być, i zawsze bądź tego pewien. Ale to niemożliwe. 
Ja... 

– Ciii – wyszeptał. – Nie zamierzam tak po prostu cię zostawić. Jestem dość silny, aby 

zabić   wszystkie   upiory   i   demony,   jakie   dotąd   mnie   męczyły,   teraz   mam   cel.   Ty   jesteś 
wszystkim.   Przez   ostatnie   sześć   miesięcy   nie   robiłem   nic,   poza   umartwianiem   się   i 
przepraszaniem wszystkich, że żyję. Ale dosyć tego. Zmieniłaś bieg mojego życia. Mamy 
wielką szansę, Penny. Możemy nie być razem, jeśli tak zdecydujemy. Ale jeśli postanowimy, 
aby to nadal trwało, nikt nam nie przeszkodzi. 

– Och, Cabe! To brzmi fantastycznie, ale nie masz pojęcia, czego się podejmujesz. 
– Ufasz mi?
– Oczywiście, że ci ufam. 
– To damy sobie radę, moje śliczne kochanie. 
Pocałował ją, a ona w odpowiedzi zrobiła to samo. Pieścił delikatne ciało Penny, zaś ona 

głaskała muskularne ramiona kochanka. Wspaniałe przeżycia unosiły się gdzieś w powietrzu. 
Zapomnieli, kim są i gdzie są. Całowali się, pieścili i obejmowali, aż do bólu i utraty tchu. A 
potem stali się jednością, ich ciała i zmysły połączyły się. Odnaleźli swój utracony raj. 

background image

Leżeli później szczęśliwi i zaspokojeni. Penny ziewnęła. 
– Idziemy spać – powiedział mężczyzna, całując ukochaną na dobranoc. 
– Dziękuję, Cabe wymamrotała. – Dziękuj cza wszystko. 
Obejmował ją do momentu, kiedy upewnił się, że zasnęła. Zgasił światło. 
– Cabe?
– Myślałem, że już śpisz. 
– Prawie spałam, ale nagłe dotarło do mnie, że ciągle nie znam twojego nazwiska. 
Zaśmiał się cicho. 
– Malone. Teraz zaśniesz?
– Malone. Cabe Malone. Podoba mi się. Dobranoc. 
– Dobranoc, kochanie – odpowiedział. 
Znów   igrał   z   ogniem.   Harold   Chapman   był   jednym   z   najbogatszych   i   najbardziej 

wpływowych ludzi w kraju. Takie płotki jak Cabe pożerał na śniadanie. Był naprawdę groźny 
dla kogoś, kto zdecydował się zagrać mu na nosie. Ale tym razem nie miał nic do gadania. 
Skoro postanowili z Petmy, że będą razem, to nawet Harold im nie przeszkodzi. 

„A jeśli przeszkodzi?” – pomyślał, i nerwowo przełknął ślinę. Był ciekawy, jak zachowa 

się Harold Champan, kiedy Cabe wejdzie do biura i oświadczy, że spał z jego córką. Potem 
powie, że całkiem możliwe, iż Penny urodzi wnuka, bo w ogóle nie pomyśleli, aby jakoś się 
zabezpieczyć. Malone przez moment wyobraził sobie, jak wpada do Detroit River z nogami w 
betonowych butach. Musiał jak najszybciej wymyślić jakieś rozważanie, bo inaczej wszystko 
zakończy się bardzo źle i bardzo szybko. 

Z drugiej strony, istniał cień nadziei na to, że Harold Chapman przejrzy wreszcie na oczy 

i zrozumie, że ma mniejszy wpływ na córkę, niż niegdyś. Teraz Penny należała do Cabe

1

 a. 

Pocałował dziewczynę i zamknął oczy. „Zapobieganie ciąży?” – zastanowił się. Nigdy o 

to nie dbał, ale teraz będzie musiał o tym pomyśleć. Zbyt wiele znaczyła w jego życiu, by 
mógł zrobić jej krzywdę. Przez sześć miesięcy był zrozpaczony, ale dzięki Penny znów zaczął 
żyć. Była rzeczywiście wyjątkowa. I należała tylko do niego. 

Poprawił kołdrę, po czym ułożył się na prawym boku i zasnął. 

***

Penny obudziła się i chciała spojrzeć na ukochanego, ale miejsce obok było puste. Zegar 

wskazywał kwadrans po dziewiątej. Cabe wyszedł. Dostrzegła po chwili kartkę papieru leżącą 
na stoliku. Odrzuciła kołdrę i nie zważając na ból mięśni, przebiegła przez pokój. 

Na kartce odnalazła wiadomość: 

Penny, przyjdę po ciebie o szóstej wieczorem. Włóż dżinsy. W nocy jesteś równie piękna,  

jak w dzień. 

CM. 

Westchnęła i usiadła na łóżku. „To nie był sen” – pomyślała z radością. Rzeczywiście 

kochała się z mężczyzną. Cabe Malone stał się jej kochankiem. Niczego nie żałowała, wręcz 

background image

przeciwnie – była szczęśliwa. 

Nagle uprzytomniła sobie, że Cabe był tylko murarzem. Ojciec nie będzie zachwycony 

takim partnerem ani tym, co się stało ubiegłej nocy. Ogarnął ją lęk. Nie, nie było mowy o 
żadnych gangsterskich metodach, ale raczej o piętrzeniu przeszkód w pracy. Również tam, 
gdzie Malone by się pojawił, odczuwałby, że nie wolno tak postępować z córką Chapmanów. 

Podjęła decyzję, ojciec nie może dowiedzieć się o Cabie. Tylko w ten sposób zyskają 

czas, aby przekonać się, co naprawdę ich łączy. Do tej pory wszystko doskonałe się układało, 
ale przyszedł moment, aby poznać się lepiej. Powie ojcu, że chce zatrzymać dom cioci Beth i 
przyjeżdżać tu na weekendy. Tak, nie powinna kłamać, ale to jedyny sposób, aby mogli być 
razem. Jeśli będą dostatecznie dyskretni w Meadow View, a w Detroit Penny odegra dumną i 
porządną Penelopę, to nikt o niczym się nie dowie. 

Kiedy wchodziła do łazienki, podśpiewywała, zadowolona ze swojej przebiegłości. 

***

Cabe położył  bukiet żółtych,  polnych  kwiatów  na grobie Karen i stanął naprzeciwko 

pomnika. 

–   Przyszedłem,   aby   się   pożegnać,   Jason   –   odezwał   się   cicho.   –   Nie   zrobiłem   tego 

wcześniej, bo do tej pory nie mogłem pogodzić się z myślą, że odszedłeś na zawsze. Ale coś 
chyba do mnie wreszcie dotarło. Wybacz Jase, że przez ostatnie miesiące zachowywałem się 
jak wyjątkowy głupiec. Nie martw się o Holly. Zatroszczę się o nią tak, jakby była moją 
własną córką, przysięgam. Szkoda, że nie możesz poznać mojej nowej dziewczyny. Jestem 
pewny, że spodobałaby ci się. – Łzy napłynęły mu do oczu, poczuł dławienie w gardle. – 
Zostań w spokoju, Jase – wyszeptał. – Ze mną już wszystko w porządku. Mam nadzieję, że ty 
i Karen jesteście razem. 

Nagły podmuch wiatru przeniósł kilka kwiatów  z grobu Karen na mogiłę  Jasona. Po 

chwili   wiatr   ucichł,   pozostawiając   nieomal   identyczne   bukiety   na   obu   grobach.   Cabe 
przyglądał się im w milczeniu, a potem odwrócił się i powoli ruszył w kierunku wyjścia. 

Kiedy Cabe przekroczył próg swego domu, napotkał pełne wyrzutu spojrzenie matki. 
– Mamo, nic nie mów – poprosił i ujął ją za rękę. – Wiem, powinienem był zadzwonić. 

Wszystko co mogę powiedzieć, to przepraszam. Czy teraz już się nie gniewasz?

– Gniewam się. 
Podszedł do kredensu i nalał sobie filiżankę kawy. 
– Czy w jej domu nie ma maszynki do golenia? Wyglądasz jak zbój. 
– To nie tak, jak myślisz, mamo odparł, opierając się o kredens. – Właściwie to masz 

rację, chociaż... niezupełnie. 

– Cabe, masz trzydzieści cztery lata i nie wymagam, abyś mówił mi, gdzie spędzasz noce. 

Ale dopóki mieszkasz w tym domu, powinieneś się z nami liczyć. Niepokoiliśmy się o ciebie. 

– Masz rację, mamo, przepraszam. 
–   Zawsze   wracałeś   do   domu   przed   świtem,   aż   do   dzisiaj.   Och,   Cabe!   –   westchnęła 

Martha. – Czy te nocne eskapady naprawdę rozwiązują twoje problemy?

background image

– Nie – odparł, potrząsając głową. – Mamo, byłem na cmentarzu i pożegnałem się z 

Jasonem. Wiem, że trwało to o sześć miesięcy za długo, ale wreszcie mam to za sobą. 

– Dzięki Bogu – powiedziała Martha i serdecznie go uściskała. – Bardzo się o ciebie 

martwiłam. 

– Proszę, przebacz mi, że zachowywałem się jak głupiec. Miałaś dosyć problemów, a ja 

w niczym ci nie pomogłem. 

– Teraz to już nieważne. Cieszę się, że znowu jesteś sobą. 
– Możesz być spokojna, mamo. Czy nie masz nic przeciwko temu, żebym zaprosił dzisiaj 

kogoś na obiad? Ma na imię Penny i z pewnością ci się spodoba. 

– Chcesz przyprowadzić tu swoją dziewczynę?
– To nie jest zwyczajna dziewczyna, mamo! – zawołał z uśmiechem. – To moja słodka 

Penny. Aha, na razie wie o mnie tyle, że jestem murarzem. Nie musisz jej wyprowadzać z 
błędu, rozumiesz? To świetnie, idę się kąpać. 

– Cabe!
– Później, mamusiu. Muszę wziąć prysznic – odpowiedział i opuścił pokój, z impetem 

trzaskając drzwiami. 

– Witaj między żywymi, Cabe – rzekła Martha do pustych ścian. Jej oczy napełniły się 

łzami. – Witaj, synku. 

Penny ściągnęła pasek na biodrach. Była ubrana w błękitny sweter i dżinsy. Usłyszała 

pukanie i otworzyła drzwi. 

– Cześć, Cabe – powitała go z uśmiechem. 
Wyglądał szałowo. Miał na sobie czarne spodnie i czerwony sweter. 
– Cześć. 
Kiedy patrzył na Penny, pomyślał, że ładnie wygląda w niebieskim. Sweter był śliczny, 

ale cieszył się już tą chwilą, kiedy będzie mógł zdjąć z niej ubranie. Podszedł bliżej i wziął 
dziewczynę w ramiona. Pocałunek był długi i namiętny. Kiedy skończył, Penny czuła drżenie 
kolan. 

– Idziemy? – zapytał. 
– Dokąd mnie zabierasz, Cabe?
– Na obiad, do mojego domu. To właściwie jest dom moich rodziców, mieszkam u nich 

od sześciu miesięcy. Moja mama ma na imię Martha. To wspaniała kobieta. Myślę, że ją 
polubisz. 

– Czy to znaczy, że dziś poznam twoją rodzinę?
–   Właśnie   tak.   Posłuchaj   uważnie,   jest   coś,   o   czym   musisz   wiedzieć.   Miałem   brata 

bliźniaka,   miał   na   imię   Jason   i   był   dla   mnie   więcej,   niż   zwykłym   bratem.   Był   moim 
najlepszym   przyjacielem.   Sześć   miesięcy   temu   Jason   i   jego   żona   zginęli   w   wypadku 
samochodowym. 

– Och, Cabe, ja... 
– W dniu pogrzebu... ojciec miał atak apopleksji. Teraz jest częściowo sparaliżowany, ma 

kłopoty z mówieniem. Penny, moje demony narodziły się dlatego, że nigdy naprawdę nie 
pogodziłem się ze śmiercią Jasona... W dniu, kiedy ojciec dostał wylewu, powiedział mi, że to 

background image

ja powinienem zginąć. 

– Tak powiedział? Och, Cabe, on z pewnością tak nie myślał!
– Owszem, myślał – odparł cicho Malone, patrząc na nią. – Ale pogodziłem się z tym. 

Jason był  dla niego wszystkim.  Ojciec spodziewał się, że obaj pójdziemy w jego ślady i 
będziemy   rozwijali   firmę   prawniczą.   Jasona   to   interesowało,   mnie   nigdy,   dlatego   ojciec 
uważał, że jestem niewdzięcznym buntownikiem. Praktyka adwokacka była najważniejsza w 
jego życiu. Praca i Jason; powód do dumy i radości. Po wypadku czułem się winny, że nie 
zginąłem zamiast Jasona. Czy coś z tego rozumiesz?

– Tak, Cabe. Przykro mi, że musiałeś przejść przez to wszystko. 
– Dzięki tobie zdobyłem siłę, aby przeciwstawić się moim demonom. Dziś rano byłem na 

cmentarzu i pożegnałem się z Jasonem. A co do ojca... – wzruszył ramionami – ... niestety nie 
mogę   zmienić   wszystkiego.   Zrobiłem   co   mogłem   i   zamierzam   na   tym   skończyć.   Ojcem 
zaopiekowała się moja stara niania. Ma na imię Tillie. Ciągle się ze sobą przekomarzamy, 
szaleje za mną, ja zresztą za nią też. No i jeszcze jedno... Holly. 

– Holly?
– Córka Jasona i Karen, ma sześć lat. Teraz to moja córka, Penny. Jestem jej prawnym 

opiekunem. 

– Inaczej mówiąc, jesteś... jesteś ojcem sześcioletniej dziewczynki? – zapytała Penny, 

szeroko otwierając oczy. 

– Tak – odparł, chowając ręce do kieszeni. – Możesz się z tym pogodzić?
– Tak. Nie. Nie wiem – wyszeptała, rozkładając ręce. – Zbyt wiele niespodzianek, Cabe. 
‘ – Chyba tak, ale chciałem, żebyś wiedziała o wszystkim. I jeszcze coś. Dziękuję ci, 

Penny. Dziękuję, że jesteś sobą. Przy tobie zyskałem odwagę, aby przyjąć życie takim, jakie 
jest. Dotąd tylko uciekałem. Od tej chwili będę lepszym ojcem dla Holly, lepszym synem dla 
mojej matki i lepszym partnerem dla ciebie. Jesteśmy parą wspólników. Ty pomożesz mi być 
Cabe’em Malone, a ja pomogę ci być Penny. Nie Penelopą, ale Penny. 

– Gdyby to rzeczywiście było tak proste, Cabe. 
– Ależ to bułka z masłem – powiedział, uśmiechając się do niej szczerze. – Chodź do 

mnie i pocałuj mnie ostatni raz przed wyjściem. 

Penny   oszołomiona   siedziała   w   ciężarówce   obok   Cabe’a.   Czuła   się   dziwnie   po 

rewelacjach, jakie przed chwilą usłyszała. Cabe był opiekunem sześcioletniego dziecka. Cabe 
ojcem?   Czemu   nie?   Prawdopodobnie   jest   wspaniałym   ojcem.   Była   wstrząśnięta   jego 
opowiadaniem o Holly, o utracie brata bliźniaka i o tym, jak zachował się ojciec Cabe’a w 
dniu   pogrzebu.   Nic   dziwnego,   że   trapiły   go   złe   duchy.   Życie   doświadczyło   go   ciężko. 
Powiedział, że mieszka z rodzicami. To było dla Penny zastanawiające. Jako murarz mógł 
zarobić dość pieniędzy, aby zamieszkać we własnym domu. Czyżby wszystko przepuszczał 
na wino, kobiety i zabawę? Zaraz, zaraz. Przecież Holly także mieszkała w domu dziadków i 
to był zapewne powód, dla którego i on był tutaj. Zastanawiała się, czy go o to zapytać. 
Mogło go to urazić. Nie wiedziała, jak ma się zachować, pierwszy raz była w takiej sytuacji. 

Cabe skręcił na podjazd przed domem, a Penny z ciekawością przyjrzała się budynkowi. 
– Jest prześliczny – rzekła. 

background image

– Tutaj spędziłem dzieciństwo. Teraz jest za duży dla mojej rodziny, ale mama mówi, że 

tu mieszkają wszystkie wspomnienia. To zdumiewające, że jeszcze stoi, zważywszy, jakimi 
diabłami byliśmy z Jasonem. 

– Byliście identyczni?
– Mhm – mruknął, wyłączając silnik. – I wiele razy mieliśmy z tego powodu niezłą 

uciechę. Wykonaliśmy swego czasu kilka nieprzeciętnych numerków. 

– Masz dziwne imię, Cabe. – Uśmiechnęła się. 
– Kiedyś też będę miał bliźniaki. Razem z Jasonem stanowiliśmy kapitalną parę. Byliśmy 

dobranymi kumplami. 

– Brakuje ci go, prawda? – zapytała ze wzruszeniem. Ujął ją za rękę i zamyślił się. 
– To prawda – odparł, wpatrując się w splecione ręce. – I prawdopodobnie zawsze będę 

za   nim   tęsknił.   Po   ślubie   z   Karen   nie   mogliśmy   już   być   ciągle   razem,   ale   więzy   krwi 
pozostały.   –   Roześmiał   się.   –   W   jakiś   miesiąc   po   ślubie   zrobiliśmy   Karen   kawał. 
Zamieniliśmy się ubraniami, Jase ukrył się w ogrodzie, a ja wszedłem do kuchni. „Wróciłem 
z pracy, kochanie!” – krzyknąłem. Jego żona, naprawdę fantastyczna kobieta, natychmiast 
spostrzegła różnicę. Rzuciła się na mnie i powiedziała: „Mam na ciebie straszną ochotę, Cabe. 
Zdejmij szybko spodnie, zrobimy to na stole w kuchni. „ Myślałem, że padnę trupem na 
miejscu. Jason usłyszał, co mówiła i wszedł do domu tylnym wejściem dokładnie w chwili, 
kiedy zacząłem uciekać. Wpadłem na niego i rozbiłem mu nos. Karen o mało nie udusiła się 
ze śmiechu. Zrobiła się sina i myślałem, że trzeba będzie dzwonić po pogotowie. 

– Z  tego, co tu  słyszę,  musieliście  być  rzeczywiście  wspaniali  – powiedziała  Penny, 

ściskając dłoń Cabe’a. 

– Tak, to prawda. A teraz wejdźmy do środka. 

Kiedy w nocy leżeli obok siebie w sypialni ciotki Beth, Penny rozmyślała o tym, co się 

dziś wydarzyło. Emocje powoli opadały, ich pieszczoty łagodniały, zaspokojeni odpoczywali 
po miłosnym akcie. 

– Masz cudowną rodzinę – odezwała się. 
– Nie poznałaś ojca, ale Tillie mówiła, że nie czuł się dziś dobrze. 
– Rozumiem. Tillie jest wspaniała, a ty cały wieczór z niej kpiłeś, to nieładnie. 
– Ona to uwielbia – zachichotał. 
– Twoja mama jest niezwykle ciepłą i dystyngowaną kobietą. Dzięki niej od pierwszej 

chwili poczułam się bezpieczna. To był bardzo miły wieczór, dziękuję, Cabe. 

– A Holly? – zapytał, głaszcząc ją po włosach. – Co myślisz o tym maluchu?
– Nigdy wcześniej nie widziałam tak słodkiego i rozkosznego dzieciaka. Jest do ciebie 

podobna, inteligentna, dowcipna i uprzejma. Wiesz, od dawna nie rozmawiałam z żadnym 
dzieckiem.   Aż   trudno   uwierzyć,   ile   ona   ma   wiadomości   i   że   tak   bardzo   przejmuje   się 
problemami świata. Jest urocza, kiedy się śmieje. Ona... 

– Dosyć – przerwał Cabe z uśmiechem. – Musisz chyba założyć fanclub Holly Malone. A 

mówiąc poważnie, cieszę się, że ją polubiłaś. Byłem w szpitalu tego dnia, kiedy się urodziła. 
Boże! Wyglądała upiornie. Cała spuchnięta i czerwona, wrzeszczała jakby ją obdzierali ze 

background image

skóry. Wyrosła na piękną pannę. 

– Pasujecie do siebie. Kiedy ona coś mówi, słuchasz tego z ogromnym przejęciem, tak 

jakby właśnie to było najważniejsze. Pamiętam, że kiedy byłam mała, moi rodzice ciągle 
narzekali,  że ich denerwuję. Nie mogli  się doczekać,  kiedy dorosnę, aby porozmawiać  o 
pieniądzach, rynkach zbytu i podobnych rzeczach. 

– Matka też taka była?
– Mama jest matematycznym geniuszem. Zajmuje się finansami naszej firmy. Zabiera 

głos tylko w najbardziej karkołomnych przedsięwzięciach ojca. To tytan pracy, nie choruje, 
nie   miewa   złych   nastrojów.   Jest   najszczęśliwsza,   kiedy   pracuje   nad   stertą   wydruków 
komputerowych   i   rachunków.   Po   tym,   co   teraz   usłyszałeś,   możesz   pomyśleć,   że   coś   im 
zarzucam.   Przecież   po   tylu   latach   powinnam   do   nich   przywyknąć.   Naprawdę   nie   mam 
pojęcia, dlaczego zaczęłam o tym mówić. 

– Może dlatego, że cię słucham – powiedział Cabe. 
– Masz rację. Przez cale życie nie miałam przyjaciela, z którym mogłabym porozmawiać. 
– To kolejna rzecz, jakiej mnie nauczyłaś, Penny. Zrozumiałem, że chcę być zarówno 

twoim przyjaciel ftn, jak i kochankiem. Przedtem zawsze mogłem porozmawiać z Jasonem. Z 
kobietami ograniczałem się wyłącznie do seksu. Dopiero kiedy poznałem ciebie, pojąłem, że 
może być inaczej. 

– Jestem bardzo szczęśliwa, że mi to mówisz, Cabe. Przez dłuższą chwilę leżeli obok 

siebie bez słowa. 

– Muszę poważnie pomyśleć o Holly – odezwał się Cabe, przerywając ciszę. – Wiem, że 

dobrze jest jej z babcią, ale mama ma zbyt wiele kłopotów z ojcem. Muszę sam stworzyć dom 
dla Holly, zadbać ojej przyszłość. Jak dotąd jeszcze się nad tym poważnie nie zastanowiłem. 

– Co zamierzasz, Cabe?
– Jeszcze nie wiem. Nie za bardzo mogę wyobrazić sobie Holly w moim mieszkaniu w 

Detroit Nie ma żadnych dzieci ani podwórka, gdzie mogłaby się bawić. 

– Rozumiem. – Penny pokiwała głową. 
Czyli Cabe nie był  utracjuszem. Najął się do pracy w Meadow View, aby być bliżej 

Holly, a szczęśliwym zbiegiem okoliczności mieszkał w Detroit Miała nadzieję, że w Detroit 
domy   buduje   się   powoli.   W   Meadow   View   muszą   zachowywać   się   bardzo   dyskretnie   i 
utrzymywać swój związek w tajemnicy. „A właściwie pod kołdrą” – zaśmiała się w duchu. 
Była nieprzyzwoita i wiedziała o tym. Jej życie rozkwitło później niż życie innych kobiet, 
dlatego tym bardziej cieszyła ją każda minuta, którą spędza z Cabe’em. 

–   Wiesz   –   zaczął   mężczyzna,   przeciągając   się   –   nie   będę   podejmował   pochopnych 

decyzji. Holly jest zbyt ważna, a ja chcę dla niej jak najlepiej. Muszę to przemyśleć. Penny, 
lepiej będzie, jeśli teraz pojadę do domu. 

– Wolałabym, żebyś został. 
– Miło byłoby obudzić się rano obok ciebie, ale to mogłoby skomplikować parę spraw. 

Wpadnę do ciebie jutro podczas przerwy obiadowej. Będziesz w tym czasie w domu?

– Tak, mam tu jeszcze wiele pracy. 
– Ale... – Pocałował ją w szyję. – Znajdziesz dla mnie chwilę czasu?

background image

Oblizała wargi. 
– Zrobimy sobie bardzo długą przerwę na obiad. 

background image

ROZDZIAŁ 5

Następnego   dnia   w   południe   Cabe   przyjechał   do   Penny   i   ujrzał   dwóch   mężczyzn 

niosących sofę. Zmierzali ku ciężarówce zaparkowanej na podjeździe. Kiedy Cabe doszedł do 
drzwi, zobaczył następnych dwóch wynoszących rzeczy. Za nimi pojawiła się uśmiechnięta 
Penny. 

– Cabe! – zawołała, ciesząc się z jego przybycia. – Jesteś niezwykle punktualny. Właśnie 

skończyłam. 

– Dziękuję pani – powiedział jeden z tragarzy po otrzymaniu napiwku. – Jest pani bardzo 

hojna. 

– Ależ drobiazg – odparła Penny. – Do widzenia panom. – Spojrzała znów na Cabe’a. – 

Wejdź do środka i rozejrzyj się. 

Cabe wszedł do domu. Meble w saloniku były poustawiane. Pomyślał, że pokój stał się 

bardziej przytulny. 

– Nieźle – stwierdził. – Co planujesz? Chcesz podnieść cenę w przypadku ewentualnej 

sprzedaży?

– Och, skądże! – odrzekła. – Nie ma mowy o sprzedaży. Będę tu wypoczywała w czasie 

weekendów. To miejsce właściwie jest dla nas, gdy tylko przeniosę się do Detroit. Będę 
mogła przyjeżdżać tu w każdy piątek wieczorem i nie będę musiała opuszczać tego miejsca aż 
do   późnego   popołudnia   w   niedzielę.   Jeżeli   nauczę   się   wcześnie   wstawać,   to   zostanę   do 
poniedziałku. Gdy spadnie śnieg, wtedy także nie będzie większego – problemu. Tę drogę 
zawsze odśnieżają w pierwszej kolejności, więc... 

– Chwileczkę – powiedział, unosząc dłoń. – Nie tak szybko. A więc mam siedzieć tu, w 

Meadow View, i wyczekiwać na ciebie, aż zjawisz się na weekend?

–   Owszem.   Przecież   sam   mówiłeś,   Cabe,   że   potrzebujemy   dla   siebie   trochę   czasu. 

Musimy poznać się nieco lepiej. A gdzie to zrobimy, jeśli nie tutaj? Ojciec nie będzie się 
sprzeciwiał moim wyjazdom z Detroit w czasie weekendów. – Spojrzała na ukochanego. – 
Nie wyglądasz na specjalnie uradowanego. Myślałam, że będziesz się cieszył. 

– Cieszył?  – Zmarszczył  czoło i przejechał  dłonią po włosach. – O nie, bynajmniej. 

Wygląda na to, że mam być facetem podkradającym całusy swej dziewczynie w tajemnicy 
przed rodzicami. Nie mam ochoty tkwić całymi dniami tutaj, w Meadow View, podczas gdy 
ty będziesz w Detroit, Penelopo. Moim zajęciem będzie czekanie na upragnione piątki. Wtedy 
ty przemienisz się w Penny i przyjedziesz do mnie. Co to, to nie. 

– Ale... 
–   Nie   –   przerwał   jej   władczym   tonem.   –   Wciąż   pozostaniemy   w   świecie   iluzji,   nie 

rozumiesz? Penny i Cabe. Żadnych nazwisk. Penny i Cabe baraszkujący po kryjomu w łóżku 
w każdy weekend. 

Przymknęła powieki. 
– Nie bądź wulgarny. 
– A co, u diabła, mam powiedzieć? Jak zareaguje wielki Harold Chapman, gdy dowie się, 

background image

że jego grzeczna Penelopa zadaje się z typowym próżniakiem z klasy średniej? I czy sama 
Penelopa Fitzsimmons  Chapman pogodzi się z nocnym  życiem,  jakie będzie prowadziła? 
Penny uważa, że wszystko gra, ale Penelopa? Penelopa chce trzymać kochanka w ukryciu, by 
nie zaszkodził jej opinii. Nic z tego, moja pani. Nie podoba mi się ta gra. 

– Cholera, Cabe, to nie jest żadna gra! Chcę tylko, byśmy mieli dla siebie trochę czasu, 

żeby nie mieszał się do naszego związku mój ojciec. Nic nie zrozumiałeś. 

–  Czyżby?   Nie  wydaje   mi   się.  Odgrywasz   Alicję z  Krainy  Czarów.  Posłuchaj   mnie, 

Penny. Będę spotykał się z tobą w Detroit tak samo jak w Meadow View albo nie będziemy 
widywać się wcale. 

– Co? – wyszeptała. – To szaleństwo. Mój ojciec... 
– Mam gdzieś twojego ojca! – warknął. – Chodzi o moją własną dumę. Nie odpowiada mi 

rola   statysty,   zabawki   trzymanej   w   zamkniętej   szafie.   Owszem,   potrzebujemy   dla   siebie 
czasu,   ale   nic   nie   musimy   ukrywać.   Inaczej   to   nic   nie   będzie   warte.   Kiedy   jedziesz   do 
Detroit?

–   Dziś   po   południu.   Planowałam   jednak   wrócić   tu   w   piątek   wieczorem,   Cabe. 

Przypuszczałam, że spędzimy cały weekend razem. 

–  Nie   ma  niczego  złego  w   tym,  że   ludzie  odseparowują   się  podczas  weekendów  od 

świata, Penny, ale to bez sensu udawać kogoś zupełnie innego w pozostałe dni tygodnia. Nie 
musimy  się z czymkolwiek  kryć.  Nawet jeśli inni myślą  inaczej. Harold Chapman  może 
wydawać polecenia tobie, lecz nie mnie. 

– Cabe, ty go nie znasz – powiedziała Penny ze złością. – Kiedy dowie się o tobie, 

zacznie cię szpiegować. Przekona się, że jesteś zwykłym pracownikiem i... 

– Zwykłym pracownikiem – przerwał  jej  niespodziewanie. – I kimś zbyt miernym dla 

jego córeczki. No a co ze mną? Co ja jestem warty jako człowiek? Czy liczy się tylko pozycja 
zawodowa?

– Dla niego tylko to. 
– A dla ciebie? Jak Penelopa ocenia mężczyzn? Jakie stosuje kryteria?
– Cabe, przestań!
– Przed kim ty mnie właściwie ukrywasz? Przed swym ojcem, Penny? A może przed 

innym światem, w którym  żyje Penelopa? Sądzisz, że mógłbym  przynosić ci tylko wstyd 
przed twoimi zamożnymi przyjaciółmi. Czyż nie tak?

– Jesteś niesprawiedliwy. Mój ojciec ma władzę i takie podejście do życia, którego już 

nikt nie zmieni. Może odkryć, że straciłeś pracę i dowiedzieć się, że nie znalazłeś jeszcze 
nowej.   Jeśli   mamy   być   w   przyszłości   parą,   to   Harold   Chapman   musi   nas   razem 
zaakceptować. A na razie nie ma co ryzykować. 

–   Ładnie   powiedziane,   ale   nic   z   tego.   Nie   będę   siedzieć   tu   i   czekać   jak   posłuszny 

chłopczyk na każdy piątkowy wieczór. Dobrze; jedź do Detroit. Znów zamień się w Penelopę. 
Jeżeli jednak masz zamiar powrócić tu w piątek, to możesz być pewna, że ja się wycofuję z 
takiego układu. 

– Cabe, proszę – powiedziała i przysunęła się bliżej. 
– Nie. – Uniósł dłoń. – Nie podchodź bliżej. Gdybym zaczął cię całować, wtedy pewnie 

background image

przystałbym na wszystko. Wracaj do Detroit, Penny. I pomyśl o tym, co mi zrobiłaś. Sama się 
przekonaj,   ile   znaczy   dla   ciebie   tamten   świat.   Porozmawiaj   sama   ze   sobą,   z   Penelopa   z 
wyższych sfer. Nie będę twoim niedzielnym kochankiem. Zapamiętaj to sobie. – Odwrócił się 
w stronę drzwi. – Do zobaczenia. 

– Proszę, nie odchodź. Nie w ten sposób. 
– Nie zostawiłaś mi innego wyjścia. Jeżeli zostanę, zacznę się z tobą kochać. A potem już 

zapewne   posłusznie   przytakiwać   głową.   Złożę   obietnicę,   że   będę   siedział   w   ukryciu   jak 
grzeczny   chłopczyk   i   czekał,   aż   zacznę   pasować   do   twego   świata.   Wychodzę,   jestem 
zdecydowany. Dzięki temu będziesz miała więcej czasu na rozmyślania. Zacznij już teraz. 

Wyszedł z domu i trzasnął za sobą drzwiami. 
– Cabe! – zawołała. – Cabe Malone, jesteś upartym, nieprzejednanym człowiekiem!
Zamrugała oczami, żeby powstrzymać łzy. 
Usiadła w fotelu i wpatrywała się w drzwi. Chciała, aby otworzyły się i żeby Cabe wszedł 

do   domu.   Jak   przedtem,   wziąłby   ją   w   ramiona   i   całował   namiętnie.   Przyznałby   się   do 
głupiego   zachowania   i   stwierdziłby,   że   plan   spotkań   w   Meadow   View   był   najlepszym 
sposobem na utrzymanie ich związku. 

Drzwi jednak nie otwierały się i on nie wracał. Łzy zaczęły spływać po policzkach Penny. 

Doszła do wniosku, że Cabe jest niesprawiedliwy. Zachował się niczym samiec, a jego męska 
duma  ważniejsza  była  od rozsądku. „Grzeczny chłopiec”  – jak mógł  powiedzieć  coś  tak 
głupiego? Cóż złego, że dwoje ludzi spędza razem weekendy w Meadow View?

„A   może   jednak   miał   rację?”   –   zastanawiała   się,   ocierając   z   policzków   łzy.   Może 

podświadomie   starała   się   oddzielać   ekskluzywny   świat   Penelopy   od   rozkoszy,   jakich 
doświadczała   Penny?   Jako   Penny   była   krucha   i   wrażliwa   niczym   dziecko   potrzebujące 
pomocnej ręki przy stawianiu pierwszych kroków. Czy układając swój wspaniały plan, nie 
chciała przypadkiem rozgraniczyć  miłostek Penny od prostej, nieurozmaiconej egzystencji 
Penelopy?

– To nie jest uczciwe, Penny Chapman ~ powiedziała głośno do siebie. – Nic dziwnego, 

że Cabe się wściekł. 

Ale   próbowała   przecież   ochronić   go   przed   gniewem   ojca.   Mężczyzna   mógł   drogo 

zapłacić   za   tę   przygodę   z   córką   wpływowego   człowieka.   Przygodę?   Boże,   jakie   to 
przygnębiające.   Przecież   tego   nie   można   nazwać   przygodą.   To   było   coś   wyjątkowego   i 
prawdziwego.   Spotkała   niezwykłego,   czułego,   wspaniałego   człowieka.   Wiedziała,   że   ją 
kocha. 

Zastanawiała się, czy zakochała się w Cabie Malone? Poprzednio nie czuła mocnego 

bicia serca, nie była doświadczona w miłości. Miłość mogła przemknąć jej koło nosa, a ona 
mogła nie zdawać sobie sprawy, że to właśnie było to wyjątkowe uczucie! Dopiero teraz, 
dzięki niemu, poczuła się kobietą. W jaki jednak sposób rozpoznać miłość?

– To takie skomplikowane – powiedziała, przyciskając dłonie do rozpalonych policzków. 

Nagle dotarło do niej to, że Cabe miał rację. W istocie musi przemyśleć niektóre rzeczy. Z 
zaczarowanego   świata   musiała   przenieść   się   do   Detroit,   zmierzyć   się   z   rzeczywistością, 
oczyma Penelopy spojrzeć na wszystko, co przydarzyło się Penny. I musiała powtarzać sobie, 

background image

że mimo wszystko nie stała się schizofreniczką. Ten podział na Penny i Penelopę stawał się 
kompletną bzdurą!

Wstała i powoli ruszyła po schodach do góry, by spakować walizkę. 

Penny stała w drzwiach mieszkania i rozglądała się wokół, jakby widziała to miejsce po 

raz pierwszy. Postawiła walizkę na podłodze i wolno wkroczyła  do środka. Przystanęła i 
dotknęła palcami białego aksamitu, którym obita była sofa. Całe mieszkanie utrzymane było 
w podobnej tonacji; w bieli z elementami błękitu i różu. 

I nagle zrozumiała, że źle się tu czuje. 
Uświadomiła  sobie, że mieszkanie  przepełnione  było  chłodem.  Brakowało tu ciepła i 

przytulności obecnego w domu ciotki Beth. W powietrzu nie roznosił się aromat cynamonu. 
Och, było ono takie stylowe! Tak bardzo, że któregoś razu pewien redaktor chciał zrobić 
zdjęcie wnętrza i zaprezentować w swoim magazynie. Apartament wyglądał jednak obco, tak 
jakby nikt w nim nie mieszkał. Przypominał wystawę w salonie meblowym. 

Spojrzała na swoje dżinsy, a potem na mebel. Nikt w dżinsach nie siadał dotąd na tej 

sofie. Nie bywali tu ludzie z potarganymi włosami, w wytartych spodniach i podkoszulkach. 
Przychodzili   tu   jedynie   ludzie   bogaci,   w   ubraniach   szytych   na   miarę.   Ich   fryzury   były 
doskonale   ułożone   przez   ekskluzywnych   fryzjerów.   A   ona   sama   idealnie   spełniała   rolę 
gospodyni,   rozdając   sztuczne   uśmiechy,   wystrojona   w   drogą   sukienkę.   We   właściwych 
momentach wybuchała śmiechem, omawiała ostatnio wystawiane sztuki teatralne, narzekała 
na zaopatrzenie sklepów. Odgrywała rolę Penelopy Fitzsimmons Chapman i, poza paroma 
momentami zmęczenia, nie miała ochoty, aby zrezygnować z tak dystyngowanej roli... aż do 
teraz. Do czasu pojawienia się Cabe’a. 

Tęskniła za nim. 
Pragnęła mieć go przy sobie. Chciała całować, pieścić, kochać się z nim. 
Chciała być Penny, a nie Penelopą. 
Poczuła,   że   drży.   Raz   jeszcze   obejrzała   duży   pokój.   Pomyślała,   że   jest   naprawdę 

odpychający. I taki pusty... bez Cabe’a. 

Jutro pójdzie do firmy ojca jako Penelopą. Spotka ojca i zacznie pracować. Wiedziała, że 

niczego nie będzie podejrzewał, nie dostrzeże żadnej zmiany w zachowaniu dobrze ułożonej 
córki. Ale ona zmieniła się, nauczyła się czegoś. Porzuciła swój bezpieczny kokon i w końcu 
stała się prawdziwą kobietą. Oddała się mężczyźnie i wiedziała, że postąpiła słusznie. 

„Czy to była miłość?” – zastanawiała się. Czy ta bolesna tęsknota za Cabe’em Malone, 

niemal rozpaczliwe pragnienie jego bliskości, było świadectwem prawdziwej miłości? Och, 
gdyby to tylko wiedziała! I gdyby znała głębię uczuć Cabe’a. Gdyby wiedziała, co przyniesie 
przyszłość. – Niezbyt wiele wiem – powiedziała do siebie, załamując ręce. 

Firma Chapman and Chapman mieściła się na najwyższym piętrze drapacza chmur w 

centrum Detroit. Dywany i drogie meble w części recepcyjnej wytwarzały atmosferę, w której 
ludzie rozmawiali ściszonymi głosami. 

Penny wysiadła z windy i rozejrzała się. Doświadczyła podobnego uczucia, jak wówczas, 

background image

gdy wchodziła do własnego mieszkania – tak jakby te biura i gabinety widziała pierwszy raz. 
Wspaniale  tu, lecz  nudno. O  sobie samej  mogła  pomyśleć  dziś  podobnie:  atrakcyjna,  ale 
sztuczna. Ubrała piękną, szarą garsonkę i różową bluzkę z jedwabiu. Włosy upięła w mały 
kok, a piegi skrupulatnie zatuszowała makijażem. Była uosobieniem dostojności i powagi. 
Atrakcyjna, ale niestety sztuczna. 

Skinęła głową recepcjoniście i korytarzem skierowała się do swego gabinetu. Osobista 

sekretarka, niezwykle systematyczna kobieta, która zawsze nazywała ją „panią Chapman”, 
przywitała   się   i   wręczyła   plik   informacji.   Nazbierało   się   tego   dosyć   dużo   podczas 
nieobecności Penelopy. Penny mruknęła coś o nie cierpiącej zwłoki rozmowie telefonicznej i 
szybko przeszła do swego gabinetu. Zatrzasnęła drzwi i oparła się o nie. Potem zamknęła 
oczy i głęboko westchnęła. 

Naprawdę nie chciała tu być! To był gabinet Penelopy, jej świata, a tak bardzo chciała 

pozostać Penny!

Otworzyła oczy. Promienie słońca wpadały przez wielkie okno, połyskiwały na blacie 

biurka, srebrzystych oparciach szarych foteli, szklanym stoliku. W szafce ze szkła i metalu 
znajdowały się kryształowe szklaneczki. 

najlepsze   trunki   i   nowoczesna   stereofoniczna   wieża.   Drzwi   w   ścianie   prowadziły   do 

łazienki wyłożonej czarnymi i białymi kafelkami. 

Wszystko było w najlepszym gatunku. Tu od lat pracowała bez wytchnienia Penelopa 

Fitzsimmons Chapman, by nie rzucić cienia na wielkie nazwisko, jakie nosiła. 

Penny jednak pragnęła się stąd wydostać. 
Niepewnym   krokiem   podeszła   do   biurka   i   usiadła   na   mięciutkim   skórzanym   fotelu. 

Przycisnęła palce do pulsujących skroni. Jeden obraz pozostawał wciąż w jej myślach. Obraz 
Cabe’a. 

Cabe. Piękne, błękitne oczy,  płowe włosy,  szerokie barki i szczupłe biodra; dołek na 

podbródku i ujmujący uśmiech. Cabe, który tyle wycierpiał po utracie brata. Mimo depresji, 
w jaką popadł po tym wypadku i po tylu złych słowach, które usłyszał od ojca, otrząsnął się. 
Cudowny Cabe zbliżył się do niej z otwartymi ramionami. 

Dlaczego   uciekła,   przecież   zaakceptowała   go   takim,   jakim   był?   Przyjęła   to,   co 

zaofiarował jej ten szczery i prostolinijny mężczyzna. Przyjęła pomocną dłoń i zaufała mu. 
Pragnęła   go   i,   co   więcej,   nie   ukrywała   przed   nim   silnego   pożądania.   Kiedy   się   kochali, 
zaspokoił jej ciało i duszę. Z Cabe’em, tylko z nim, mogła czuć się jak prawdziwa kobieta. 

Kochała go. 
Tutaj, w spokojnym,  nasłonecznionym  pokoju, Penny Chapman zrozumiała, że kocha 

Cabe’a Malone. To, co uprzednio przypominało chaos, obecnie stało się krystalicznie jasne. 
Penny i Cabe. Razem. 

Dźwięk   telefonu   na   biurku   przestraszył   ją,   prawie   krzyknęła.   Zamrugała   powiekami; 

powoli wróciła do rzeczywistości i podniosła słuchawkę. 

– Tak?
– Dzwoni Clifford Meredith – poinformowała zwięźle sekretarka. 
– Dziękuję – powiedziała i westchnęła, wciskając guzik. Strasznie nie chciała być tutaj! 

background image

Po   chwili   wahania   odezwała   się   do   słuchawki.   –   Clifford?   Mam   dobre   wieści.   Możemy 
zaproponować ci zaliczkę w wysokości dwóch milionów na warunkach zawartych w umowie. 
Kiedy zjawisz się, żeby podpisać papiery, czek będzie gotowy. 

– Fantastycznie. Wiedziałem, że to załatwisz, Penelopo. Miała ochotę sprostować, że jest 

Penny. 

– Jesteś niezrównana – kontynuował Clifford. – Może z tej okazji zjemy razem lunch?
– Przykro mi, ale nie mogę. Muszę ostro wziąć się do pracy. 
–   No   to   zapraszam   cię   na   kolację   w   przyszłym   tygodniu.   Dziś   po  południu   wpadnę 

podpisać papiery i odebrać czek. 

Chciała   mu   powiedzieć,   co   może   sobie   zrobić   z   tym   czekiem.   Uśmiechnęła   się.   O, 

nieładnie. Bardzo nieładnie. 

– Dobrze – odparła, powstrzymując się od śmiechu. – Na razie, Clifford. 
– Cześć, Penelopo. 
Zrobiła głupkowatą minę i odłożyła słuchawkę. 
– Penny! – poprawiła na głos. Westchnęła z rezygnacją i zajęła się pracą. 
Harold   Chapman   patrzył   na   człowieka   siedzącego   w   fotelu   po   przeciwnej   stronie 

masywnego biurka. 

– Chyba rozumiesz – odezwał się – że nie przyjmuję nieumówionych uprzednio wizyt. 

Dla ciebie zrobiłem wyjątek z uwagi na fakt, że Matthew Malone to twój ojciec. Byłem 
bardzo   zmartwiony,   słysząc   o   zawale   Matta   i   śmierci   twojego   brata.   Łączyło   nas   sporo 
wspólnych   spraw.   Kiedy   zachorował,   uzmysłowiłem   sobie,   jak   szybko   płynie   czas.   Nie 
wyobrażaliśmy   sobie,   że   kiedyś   będziemy   starsi.   Przekaż   Mattowi   moje   pozdrowienia.   – 
Przerwał na chwilę. – Tak więc, Cabe, co mogę dla ciebie zrobić?

Cabe patrzył w oczy Harolda Chapmana i walczył z ogromnym pragnieniem rozluźnienia 

krawata, który nagle wydał się zbyt ciasny. Pomyślał, że cholernie nie cierpi krawatów. No i 
czuł się raczej nieswojo w garniturze z kamizelką. Chciał się jednak porządnie prezentować, 
podciął więc nawet włosy. Teraz odchrząknął. 

– Jestem zakochany w pańskiej córce. 
„Zdumiewające   –   pomyślał   Cabe.   –   Bardzo   zdumiewające   jakim   cudem   w   ułamku 

sekundy twarz Harolda Chapmana nabrała koloru purpury. „

– Ty... – Harold przerwał i zaczerpnął powietrza. – Ty kochasz moją córkę?
–   Tak,   proszę   pana   –   odpowiedział   uprzejmie   Cabe.   –   A   ponieważ   jestem   dosyć 

staroświecki, pomyślałem, że najpierw powinienem pana poinformować o tym fakcie. 

Wyciągnął z kieszeni kartę z zarejestrowanymi komputerowo informacjami i położył to 

na blacie. 

– Oto moja karta. Oszczędzi pan sobie trochę czasu na gromadzenie informacji o mnie. 

Kieruję   firmą   „Malone   Construction”.   Nie   powiem,   ile   zarabiam,   bo   to   moja   wyłącznie 
sprawa  i  nie  ma  nic  wspólnego  z moją   miłością   do Penny.   I tak  dowie  się  pan  o mnie 
wszystkiego, co będzie pan chciał, moja pomoc w tym ograniczy się jednak do przekazania 
panu tej karty. 

Harold poderwał się na nogi i przechylił  się przez biurko, opierając dłonie na blacie. 

background image

Twarz wciąż mu płonęła. 

– Co ty sobie, do jasnej cholery, wyobrażasz?! Kim ty jesteś?
Cabe powoli podniósł się, wytrzymując wściekłe spojrzenie Harolda. 
– Dobrze pan wie. Nazywam się Cabe Malone, imiona rodziców: Martha i Matthew, brat 

Jason. Jestem człowiekiem, panie Chapman, który zamierza poślubić pańską córkę. 

Harold otworzył usta, ale niczego nie powiedział. Wcisnął za to guzik na blacie. 
„Otóż to – pomyślał Cabe. – Chapman wezwał swoich goryli, który wyłamią mi palce, 

wsadzą nogi w cement i wrzucą do rzeki!” Teraz nie mógł się denerwować. Rozgrywała się 
przyszłość jego i Penny. Naturalnie, jeśli dane mu będzie jeszcze trochę pożyć. 

– Leslie! – zawołał Harold nieswoim głosem. – Powiedz Penelopie, że ma natychmiast 

przyjść do mojego gabinetu. 

Cabe zmartwił się. Był fantastą, oczekując, że uda mu się wszystko załatwić z Haroldem, 

bez udziału Penny. A teraz dojdzie do tej potrójnej konfrontacji, która skończy się pewnie 
trzęsieniem ziemi. Za chwilę sporo się będzie działo i należało zachować spokój. Przecież 
sam planował tę wizytę, odkąd tylko Penny opuściła Meadow View. Czuł, że właśnie teraz 
musi zrealizować swoje zamiary. 

Kiedy drzwi otworzyły się, odwrócił głowę, by zobaczyć Penny wchodzącą do gabinetu 

ojca. Penelopa Fitzsimmons Chapman we własnej osobie. Cabe jednak wiedział, że to tylko 
pozory. Rozpoznał cudowną Penny, kobietę, którą kochał. 

– Dzień dobry – odezwała się. – Chciałeś mnie widzieć... 
Naraz dostrzegła Cabe’a i stanęła jak wryta. Z niedowierzaniem spoglądała na sylwetkę 

znanego mężczyzny. 

– Cabe? – wyszeptała. 
– Cześć – powiedział i obdarzył ją swym olśniewającym uśmiechem. – Jak się masz?
Penny przyjrzała mu się uważnie. 
– Co ty tu robisz? – zapytała półgłosem. – Co się stało z twoimi włosami? Dlaczego 

ubrałeś ten garnitur?

– Czy mam po kolei odpowiedzieć na te pytania?
– Penelopo – wtrącił Harold – ów młody człowiek miał  czelność przyjść  do mojego 

gabinetu i powiedzieć, że... 

– Stop! – krzyknął Cabe. – Ja jej powinienem to wyznać. Dotąd jeszcze nie miałem 

sposobności. 

– Wyznać? Co takiego? – wyjąkała Penny. Spojrzała na Cabe’a, następnie na ojca, potem 

ponownie na Cabe’a. 

– Wyznać, że kocham cię i chcę się z tobą ożenić – wyjawił mężczyzna, nie ukrywając 

swojej radości. 

~ Słucham? – Nagle ugięły się pod nią nogi i oszołomiona opadła na fotel. – Co takiego?
–   Kocham   cię   i   pragnę   cię   poślubić.   Pewnie   wolałabyś   to   usłyszeć   w   bardziej 

romantycznych okolicznościach. Przepraszam cię za to. Przyszedłem powiadomić o swych 
zamiarach twojego ojca, bo tak to się właśnie odbywało w dawnych czasach i myślę, że to 
całkiem mądry zwyczaj. 

background image

– Penelopo! – wrzasnął Harold. – Kim jest ten człowiek!?
Cabe westchnął. 
– To już wyjaśniłem. Jestem Cabe Malone, syn Marthy i Matthewa... 
– Proszę się zamknąć – polecił Harold. Cabe wzruszył ramionami i zamilkł. 
– Co ty na to, Penelopo?
– Nie Penelopo, lecz Penny – odezwał się Cabe. Harold spojrzał na niego zdumiony. 

Cabe ponownie zamilkł. 

– No? – zapytał Harold, patrząc na córkę. 
– Chcesz wiedzieć, kim jest ten człowiek? – powtórzyła. „Wymyślę coś” – przemknęło 

jej przez myśl. 

Cabe wyglądał tak pięknie, jak z okładki któregoś z żurnali męskiej mody. Co stało się 

jednak z jego włosami? Kochał ją? Chciał ją poślubić?

– Penelopo – ponaglił Harold – zaczynam tracić cierpliwość. 
–   Co?   –   Odwróciła   się   do   ojca.   –   Ja...   w   życiu   go   nie   widziałam   –   powiedziała 

pośpiesznie. „O Boże, co ja plotę?” – pomyślała. 

Cabe wybuchnął śmiechem. 
– Świetny dowcip. Bardzo mi się spodobał. 
– Milczeć! – rzucił Harold. 
– W porządku – rzekł. – Obiecuję. 
– Nie wierzę ci! – zawołał Harold do Penelopy. 
– Ja sobie także, ojcze. 
– Pytam jeszcze raz – rzekł Harold, podnosząc wizytówkę gościa. – Co łączy cię z... – 

Spojrzał na kartę. – Z Cabe’em Malone, szefem firmy „Malone Construetion”?

Cabe patrzył,  jak Penny powoli wstaje i przygląda mu się badawczo. Miała nie lada 

problem do rozwiązania. Była wściekła, jej oczy płonęły, policzki zaróżowiły się, piegi stały 
się zauważalne nawet pod warstwą makijażu. 

–   Szef   „Malone   Construetion”?   –   powtórzyła   z   niedowierzaniem.   –   Czy   nie   jesteś 

przypadkiem umorusanym pracownikiem w roboczych spodniach?

– Czasem może tak. Ale nie wyjawiłem ci wszystkiego. 
– A więc okłamywałeś mnie! – wrzasnęła. 
– Z pewnością nie – odparł niewzruszony. – Po prostu i .. 
nie poinformowałem cię o pewnych szczegółach, to wszystko. 
– Szczegółach?! Myślałam, że jesteś... A okazałeś się... Wprowadziłeś mnie w błąd, panie 

Malone. 

– Niepodobnego. 
– Milczeć! – krzyknął Harold. – Żądam, żebyś udzieliła mi wyjaśnień, Penelopo. Co cię 

łączy z tym mężczyzną?

Odwróciła się, jej oczy błyszczały. 
– Ty żądasz? Żądasz? W porządku, więc posłuchaj. Ten mężczyzna...  – wskazała na 

Cabe’a. – ... jest moim kochankiem!

„No, no” – pomyślał Cabe. 

background image

– Wielkie nieba – wyszeptała Penny, dłonią zasłaniając usta. – Co ja narobiłam!
Harold usiadł w fotelu. 
– Twoim... kochankiem? – wymamrotał. 
– Nie jestem pewna – odpowiedziała. 
– Pozwól, że pomogę ci usiąść, kochanie – zaproponował Cabe, ruszając w jej kierunku. 
– Nie dotykaj mnie. Jesteś niepoprawny, Cabe Malone. Oszukałeś mnie, mówiąc mi, że 

jesteś murarzem, a w rzeczywistości wcale nim nie byłeś. – Jej oczy napełniły się łzami. – 
Myślałam,  że nasz związek  opierał  się na uczciwości, był  czymś  niezwykłym  i realnym. 
Uwielbiałam twoje wytarte dżinsy i potargane włosy, ale to była tylko poza, jaką przybierałeś. 

–   To   nie   była   poza   –   odparł   spokojnie.   –   To   był   prawdziwy   Cabe;   Cabe,   którego 

akceptowałaś   takim,   jakim   był.   Tak   jak   ja   akceptowałem   Penny.   Przepraszam,   że   nie 
powiedziałem ci o swojej firmie. Mogłem to zrobić, wiem, no ale teraz już wiesz i nie da się 
cofnąć czasu. Ciągle jesteśmy parą: Penny i Cabe. 

– Nie odrzekła, potrząsając głową. – Popatrz na siebie. 
Masz garnitur prosto od krawca. Nie cierpię go. No i ta twoja starannie ułożona fryzura. 

Wcale mi się nie podoba. 

– Moje ciało nie zmieniło się jednak – stwierdził z uśmiechem. – A przecież to właśnie 

uwielbiasz. 

– Ach! – krzyknęła. – Zamknij się. 
– Zdaje się, że wy, Chapmanowie, bardzo lubicie ten zwrot – odparł, mrugając oczami. 
– Mam tego dosyć – rzekł Harold i uderzył pięścią w blat. – Chcę, żebyś stąd wyszedł, 

Maione. Chcę, żebyś wyszedł z tego gabinetu i odczepił się od mojej córki. Czy wyraziłem 
się jasno?

Cabe oparł się o biurko i zbliżył do Harolda. 
– Mało mnie obchodzi, co pan chce, panie Chapman. Może pan zrobić wszystko. Jednak 

nie zdoła mnie pan powstrzymać. Jestem zakochany w Penny. Jest moja. Jasne? Penny jest 
moja!

– Do diabła! – wrzasnął Harold. – Zniszczę cię, Maione. Jeszcze nikomu nie udało się 

odebrać mojej własności. Penelopa należy do mnie. Tak było zawsze i nie zmieni się, aż 
postanowię inaczej. A ty jesteś skończony w mieście. Możesz pożegnać się ze swoją firmą, 
najlepiej zrób to od razu. Penelopa nosi nazwisko Chapman. Zrobi to, co jej powiem. Ona 
należy do mnie!

– Nie! – przerwała Penny, niemal zanosząc się płaczem. – Obaj idźcie do wszystkich 

diabłów!

Cabe odwrócił się. 
– Penny... 
– Nie... – Zaczęła cofać się do wyjścia. – Obaj jesteście tacy sami. Wyglądacie jak dwa 

psy żrące się o kość. Nic z tego. – Łzy spłynęły jej po policzku. – Nie jestem ani twoją Penny, 
ani twoją Penelopa. Jestem sobą i taka pozostanę. Należę jedynie do siebie. Trzymajcie się 
ode mnie z dala, obaj. Trzymajcie się z dala od mojego życia! – Odwróciła się i wybiegła z 
gabinetu. 

background image

– Penny! – zawołał Cabe. 
– Penelopo! – krzyknął Harold. Nie usłyszeli odpowiedzi. 
– Cholera! – zaklął Cabe. 
– Nigdy dotąd nie widziałem córki w takim stanie – stwierdził Harold. – Nie płakała, nie 

krzyczała. Zawsze była taka spokojna i zrównoważona. 

– Jak każdy z rodu Chapmanów? – zapytał Cabe, zwracając się ponownie do Harolda. – 

Jak zaprogramowany robot? Nawet pan jej nie znał, panie Chapman. Ja wcześniej widziałem, 
jak płacze i jak się śmieje. Była sobą; Penny. Rozpuszczała włosy, zakładała stare ubranie i 
jeździła furgonetką. Akceptowała mnie i nie chciała, abym się zmienił. Nie dbała o to, jakie 
zajmuję stanowisko. 

– Malone ja... 
– Nie, proszę mnie wysłuchać. Kocham tę kobietę. Jest całym moim życiem, tylko dla 

niej   istnieję.   Wspomniał   pan   o   zawale   mojego   ojca   i   o   tym,   jak   szybko   przemija   czas. 
Pewnego   dnia   obudzi   się   pan   i   odkryje,   że   jest   starcem,   który   nigdy   nie   zdołał   poznać 
własnego dziecka. Lecz ja ją znam i nie chcę jej utracić. Pan może mi zaszkodzić, może pan 
zniszczyć  moją firmę. To mnie jednak nie powstrzyma. Do końca będę walczył o miłość 
Penny. 

Harold usiadł w skórzanym fotelu i wpatrywał się w Cabe’a. Upływały sekundy, minuty, 

a milczenie stawało się nie do zniesienia. Obaj patrzyli sobie prosto w oczy. Cabe wiedział, że 
Harold próbuje go złamać. Nie przejmował się tym jednak. Liczyła się tylko Penny. 

– Cabe – Harold odezwał się w końcu nieswoim głosem – uczyń ją szczęśliwą. Mnie i 

matce najwyraźniej nigdy się to nie udało. Niech jej oczy znów zaczną błyszczeć. Spraw, by 
zaczęła się głośno śmiać. Kochaj ją, synu, z takim uporem, z jakim przeciwstawiłeś się dzisiaj 
mnie. 

– Zamierzam to zrobić – odrzekł Cabe. – I jeszcze jedno. Ona ma na imię Penny. 
–   Penny   –   powtórzył   Harold   i   uśmiechnął   się.   Cabe   odwrócił   się   i   ruszył   w   stronę 

wyjścia. 

– Kocham ją oznajmił cicho. 

background image

ROZDZIAŁ 6

Tak   jak   każdej   soboty   podczas   ostatnich   czterech   miesięcy,   Cabe   zatrzymał   swą 

ciężarówkę przed domem w Willow. Oparł się na kierownicy i przechylił, żeby dokładniej 
spojrzeć na ciemny budynek. Marzył, że oto drzwi otwierają się i wybiega z nich Penny, aby 
się z nim przywitać. Ale żadnej z owych minionych sobót nie spotkał Penny. 

Westchnął   i   rozparł   się   na   siedzeniu.   „Niebywałe   –   pomyślał.   –   Niewiarygodne,   że 

najlepsi   detektywi   w   kraju,   wynajęci   przez   Harolda   Champana   nie   potrafili   od   czterech 
miesięcy odnaleźć córki milionera. Tak, jakby zapadła się pod ziemię. Gdyby nie fakt, że w 
czasie Bożego Narodzenia złożyła matce telefoniczne życzenia, zaczęto by podejrzewać, iż 
nie żyje.”

Cabe uderzył dłonią w kierownicę. Do diabła, gdzież jest jego ukochana? Tak bardzo za 

nią tęsknił. Pragnął ją spotkać, wziąć w ramiona, powiedzieć, jak bardzo ją kocha. Mógł 
zamknąć oczy i wyobrazić sobie jej wizerunek, uśmiech, usłyszeć ukochany szczebiot. Zaraz 
potem przypomniał  sobie jednak, jak rozpłakała się w gabinecie ojca. Uciekła od dwóch 
mężczyzn, którzy zranili jej uczucia. 

Energicznie przekręcił kluczyk w stacyjce i powoli odjechał. Ostatnio dowiedział się, że 

Chapman podupadł na zdrowiu. Stary Harold obsesyjnie starał się odszukać Penny, prawie 
nie sypiał i niemalże przestał jeść. Cabe nieustannie przekonywał go, że powinien zadbać o 
siebie, lecz do Harolda nie docierały żadne argumenty. 

Cabe   niespodziewanie   przekonał   się,   że   w   ciągu   minionych   czterech   miesięcy   ich 

wzajemny stosunek zmienił się zdumiewająco. Harold traktował go obecnie jak syna. Takiej 
ojcowskiej czułości Malone nie zaznał nigdy od rodzonego ojca. Obaj także kochali Penny, 
choć każdy na swój sposób. 

– Wróć do domu, Penny – powiedział na głos Cabe. – Tak cholernie mi przykro. Nigdy 

nie chciałem cię skrzywdzić, przysięgam. Chcę cię tylko kochać, to wszystko. 

Zajechał przed dom matki i wysiadł z ciężarówki. Bałwan, którego przedwczoraj lepił z 

Holly, topniał w zimowym słońcu. Marchewka zastępująca nos skrzywiła się. Uśmiechnął się, 
myśląc o dziewczynce i przyspieszył kroku. W każdy weekend przyjeżdżał do Meadow View, 
by się z nią spotkać. Czas, który spędzali wspólnie, działał jak balsam na jego zbolałą duszę. 
Odnawiał siły i umożliwiał mu kontynuowanie wyczerpującej pracy w firmie. 

W przedsionku otrzepał swoją wełnianą kurtkę i schował ją do szaty. Zaczął pocierać 

dłonie, żeby się rozgrzać. Ujrzał matkę spieszącą w jego stronę. 

– Co się stało? – zapytał, cały sztywniejąc. 
– Natychmiast musisz zadzwonić do Harolda Chapmana – powiedziała Martha. Oczy 

miała pełne łez. – Och, Cabe, odnaleźli ją detektywi! Odszukali Penny!

– Mój Boże! Czy... czy wszystko z nią w porządku?
– Tak – odparła Martha, śmiejąc się przez łzy. – Na razie ustalili tylko miejsce jej pobytu 

i to, że ma się dobrze. 

– Gdzie? – zapytał drżącym głosem. – Gdzie ona jest? . – Na Florydzie. 

background image

– Na Florydzie! – powtórzył.  „Penny!  Dobry Boże, znaleźli Penny.  „ Ta wiadomość 

ciągle jeszcze nie docierała do niego. 

– Cabe – zawołała ostro Martha. Zaskoczony drgnął. 
– Słucham?
– Przestań bujać w obłokach i zadzwoń do Harolda. Teraz. 
– Dobrze. – Objął matkę i mocno ją uściskał. – Kocham ją, mamo. Muszę znaleźć jakiś 

sposób, żeby ją o tym przekonać. 

– Z pewnością znajdziesz – zapewniła Martha, nie zważając na łzy. – Jedź do niej, Cabe. 

Pojedź do swojej Penny. 

Uścisnął matkę raz jeszcze, potem pobiegł do telefonuParę chwil później rozmawiał już 

z Haroldem Chapmanem. 

Penny przyspieszyła  kroku. Deszcz  padał coraz  mocniej  i zerwał  się niespodziewany 

wiatr. Chmury pokrywały niebo, zanim jeszcze wybrała się na przechadzkę. Narzuciła więc 
na siebie sweter. Lecz temperatura spadła bardzo szybko i zaczęło lać, nim wróciła do domu. 
Przemokła do suchej nitki i marzyła o tym, by usiąść przy kominku. Chciała wziąć gorącą, 
rozluźniającą kąpiel. 

Dostrzegła wreszcie dom, odgarnęła mokre włosy z oczu i zaczęła biec. Szczękała zębami 

z zimna. Padało coraz gwałtowniej, kuliła się przed podmuchami wianu. 

Nagle zatrzymała się. 
Ktoś schodził po schodach domu, w którym mieszkała. Mężczyzna zbliżał się ku niej 

powoli. 

Był to Cabe. 
Dziewczyna   zaczęła   szlochać.   Bicie   serca   zagłuszyło   szum   deszczu   i   fal   pobliskiego 

oceanu. Chciała odwrócić się i uciec. Zarazem chciała znaleźć się w jego objęciach. 

Pragnęła krzyknąć, by zostawił ją w spokoju i jednocześnie chciała, by już nigdy jej nie 

opuszczał. Sprzeczne myśli kłębiły się w jej głowie, oczy zaszły łzami i poczuła ból w gardle. 
Nie mogła się poruszyć, niemal nie była w stanie oddychać, gdy mężczyzna zbliżał się ku 
niej. Był coraz bliżej. 

Zatrzymał się metr przed nią. Moknął, stojąc na deszczu. Czas zdawał się zatrzymać, gdy 

oboje patrzyli na siebie. 

– Penny! – zawołał. 
„O Boże!” – pomyślała. Tyle bólu i rozgoryczenia w jego głosie. Wyglądał na strasznie 

załamanego. Jej piękny Cabe był taki zmęczony. Pragnęła objąć go i powiedzieć, że nigdy nie 
przestanie go kochać. Chciała... Jednak uznała, że musi być silna. Powinna słuchać rozumu, a 
nie głosu serca. Oto Cabe, który ją okłamał, który okazał się taki sam jak ojciec. Chciał ją 
mieć, traktował jak cenny przedmiot. A przecież ona należała tylko do siebie samej. Walczyła 
tak bardzo o swą wolność i nie miała najmniejszej ochoty z tego zrezygnować. Nie zrobi tego 
nawet dla Cabe’a. 

– Znalazłeś mnie – odezwała się. 
Przyglądał   się   dziewczynie   przez   chwilę,   potem   wsunął   dłonie   w   kieszenie   swego 

background image

sztormiaka. Zebrał wszystkie siły i ponownie spojrzał jej w oczy. 

– Twój ojciec wynajął detektywów. Dopiero teraz odkryli miejsce twego pobytu. 
– Rozumiem. I zamiast przyjechać sam, wysłał ciebie?
– On... wszystko zrozumiał. Penny, przemokłaś do suchej nitki, a jest dość zimno. 
–   Lubię   być   zmarznięta   i   przemoczona   –   stwierdziła.   Pojęła,   że   to   co   mówiła   było 

dziecinne i śmieszne. 

– A ja niezbyt. 
„Jakaż ona piękna” – pomyślał. Nawet zmoknięta, z włosami przylepionymi do czoła, 

Penny była najbardziej pociągającą kobietą, jaką kiedykolwiek spotkał. Ogromnie pragnął 
wziąć ją w ramiona, całować, pieścić jej ciało i czuć jej bliskość. Chciał w nocy kochać się 
godzinami. Mógłby wciąż powtarzać, że ją kocha ~ tak długo, aż uwierzyłaby mu. I wtedy 
ona   wyznałaby   mu   swoją   miłość.   Pogrążył   się   w   marzeniach,   tymczasem   wszystko 
wskazywało na to, że zaraz nabawi się zapalenia płuc. 

Penny drżała. 
–   Chodź   powiedział   Cabe.   –   To   niemądre.   Wejdźmy   do   środka,   dobrze?   Musimy 

porozmawiać. 

– Nie mamy o czym rozmawiać. 
– To zaczniemy od roztrząsania kwestii chłodu i ciepła. 
– No tak zgodziła się. Ruszyła, ale zaraz potem przystanęła, czekając, aż Cabe usunie się 

z drogi. Podniósł dłonie w pokojowym geście i odstąpił na bok. – Dziękuję, panie Malone – 
rzekła i minęła go wyniośle. Domyślała się, że pewnie wygląda jak zmokła kura. 

Uśmiechnął się i podążył za nią, zachowując dystans trzech kroków. 
We wnętrzu drogo umeblowanego domu panowało miłe ciepło. Penny i Cabe weszli do 

kuchni. Krople wody spływały z nich na podłogę. 

– Czy masz dla siebie suche rzeczy na zmianę? – zapytała, odwracając się do niego. 

Znów poruszył ją jego wygląd; był strudzony, lecz mimo wszystko przystojny. 

– Mam walizkę w samochodzie. 
– Możesz wziąć prysznic i przebrać się, ale potem będziesz musiał sobie pójść, Cabe. 
– Ty też zrzuć swoje wilgotne ciuchy. Spotkajmy się w saloniku. 
– Czy słyszałeś, co powiedziałam? Musisz pójść. 
– Słyszałem, Penny – odparł zwyczajnie. 
Obydwoje   spojrzeli   na   siebie.   Były   to   spojrzenia   smutne   i   jednocześnie   spragnione 

miłości. Penny odwróciła się i wyszła do innego pomieszczenia. 

– Przede mną jeszcze niezły kawałek drogi – powiedział do siebie szeptem. – I nie mam 

ani minuty do stracenia. 

Bóg jeden wiedział, jak bardzo Cabe kochał tę kobietę. 
Penny stała pod ciepłym prysznicem. Początkowo wmawiała sobie, że drży z powodu 

przemarznięcia, potem przyznała przed sobą, że to kłamstwo. Starała się nie myśleć o niczym. 

Wysuszyła włosy i ułożyła je w fale spadające na plecy. Przez głowę wciągnęła rudy 

kaftan, na nogi zielonobiałe podkolanówki. Podkolanówki niespecjalnie pasowały do grubego 
materiału, z którego zrobiony był kaftan; nie przejmowała się tym jednak. 

background image

Gdy   weszła   do   saloniku,   zastała   tam   Cabe’a   wygrzewającego   się   przed   kominkiem. 

Spojrzała na niego wnikliwie. Miał gęste wilgotne włosy, czarny sweter kryjący szerokie 
barki   i   wąskie,   czarne   spodnie.   Nagle   poczuła   w   sobie   pożądanie;   starała   się   to   jednak 
zignorować. Miała nadzieję, że gorące policzki nie zdradzały podniecenia. 

Cabe odwrócił się i ujrzał ją. 
– Zaparzyłem trochę kawy. To chyba nie przestępstwo?
– Naturalnie, że nie – odpowiedziała i zapaliła światło. – Strasznie mroczne popołudnie. 

To z powodu burzy tak ciemno. Uwielbiam obserwować burze i sztormy. 

– Penny... 
– Tutaj pogoda czasem zmienia się bardzo gwałtownie. Słońce... i naraz nawałnica z 

piorunami. To fascynujące. Za to nie ma prawie śniegu. Nie widziałam śniegu, odkąd... 

– Penny, proszę... 
– Cieszę się, że mam w domu kominek. Uwielbiam patrzeć na ogień w dni takie, jak ten. 

Siadam sobie na sofie i... 

– Penny!
– Nie! – krzyknęła. – Nie będę z tobą rozmawiać. Nie chcę słuchać tego wszystkiego... 

Mam dosyć kłamstw o tym, kim jesteś, i twoich męskich przechwałek. Nie, Cabe, dość tego. 
Miałam cztery miesiące na to, żeby przekonać się kim jestem, kim właściwie jest Penny 
Chapman. No i w końcu polubiłam samą siebie. Nie jestem niczyją własnością. Nikt nie 
będzie mi dyktować, jak mam żyć. Proszę cię, abyś odszedł i zostawił mnie w spokoju. Chcę 
być sama. Możesz powiedzieć ojcu, że mam się dobrze. 

1 dodaj, że pozostanę tutaj. Sama. Zrozumiałeś? Sama. 
– Penny, proszę, wysłuchaj mnie – rzekł i zrobił krok w jej stronę. 
Zaprzeczyła ruchem głowy. 
– Nie. Nie licz na to. 
Nie przestawał zbliżać się do niej. 
– Kocham cię, Penny. Te cztery miesiące były dla mnie koszmarem. Tak bardzo się o 

ciebie martwiłem. – Dziewczyna zaczęła się cofać. – Miałem w pamięci tę scenę w gabinecie 
twego ojca. Tak mi głupio, Penny. Nie chciałem cię zranić. Zamierzałem tylko powiedzieć, że 
kocham cię, że chcę się z tobą ożenić i spędzić z tobą resztę życia. 

– Nie, nie, nie – odparła. – Niczego nie zrozumiałeś. Ja tego po prostu nie chcę. Ojciec 

chce mieć Penelopę, a teraz ty... Myślałeś, że Penny należy do ciebie, jest twoją własnością. 
Wiesz co? Nie jestem ani Penelopą, ani twoją Penny. Stałam się kimś innym, połączeniem 
tych dwóch postaci. Pierwszy raz w życiu jestem tylko sobą. Będę unikała ciebie, Harolda, 
wszystkich, którzy uważają, że mogą mną rozporządzać. A ty, Cabe... nawet nie wiesz z kim 
masz do czynienia.  Jesteś tutaj w swoim pięknym  ubraniu, masz wspaniałą  fryzurę  i tak 
naprawdę   nie   wiesz,   z   kim   rozmawiasz.   Okłamałeś   mnie.   Cholera,   masz   swoje 
przedsiębiorstwo... 

Z jękiem oparła się o ścianę. 
Cabe zbliżył się do ukochanej. Patrzył na Penny, a jego oczy płonęły wściekłością. 
– Musisz mnie wysłuchać – powiedział, czując, jak krew pulsuje mu w skroniach. – Jesteś 

background image

mi coś winna. Myślę o tych ubiegłych czterech miesiącach. 

–   Winna?   Tobie?   Żartujesz   –   odparła.   Przyłożyła   dłonie   do   jego   piersi   i   chciała   go 

odepchnąć. Z równym skutkiem mogła odpychać kamienną ścianę. 

– Cholera! – zaklął. – Właśnie to jesteś mi dłużna. 
Potrząsnął   głową   i   siłą   powstrzymał   się,   żeby   nie   pocałować   Penny.   Byle   tylko   nie 

musnąć językiem rozpalonych warg dziewczyny. 

„Nie!” – tak krzyczał rozum Penny, lecz serce mówiło:
„tak”. 
Mężczyzna delikatnie dotykał jej gęstych włosów, które wciąż były wilgotne. Ona zrobiła 

to   samo.   Ich   usta   złączyły   się.   Usłyszała   ciche   westchnienie   Cabe’a.   Pełni   namiętności 
przylgnęli do siebie. 

Przycisnął ją ku sobie, tak by poczuła, jak bardzo jest napięty. 
I naraz zesztywniał. Przestał ją całować i spojrzał na rozpaloną twarz Penny. Patrzył na 

jej wilgotne wargi, nabrzmiałe od pocałunku. 

– Boże! – szepnął. Cofnął się i spojrzał na jej brzuch. – Jesteś w ciąży!
Penny wróciła do rzeczywistości i gwałtownie odsunęła się od Cabe’a. Oparła się znów o 

ścianę i szeroko otworzyła oczy. 

– Nie – odparła, nie patrząc na niego. – Zaczęłam po prostu więcej jeść, odkąd jestem 

tutaj. Odejdź. 

Niepewnie położył dłoń na jej brzuchu, ale dziewczyna szybko odepchnęła jego rękę. 
  Jesteś okropny – powiedziała. – Przychodzisz i kładziesz łapę na moim brzuchu. Idź 

sobie. 

– Jesteś w ciąży – powtórzył i uśmiechnął się niespodziewanie. – Masz moje dziecko! 

Niech to diabli, to wspaniale. Będziemy mieć dziecko. 

– Nie będziemy! – wrzasnęła. 
–   Czyżby!   –   spytał   uradowany.   –   Chcesz   mnie   oszukać?   A   ten   balonik   pod   twoim 

ubraniem?

– Nie ma żadnego balonika!
– Cicho, nie krzycz. Zaszkodzisz dziecku. 
– Odejdź – wymamrotała. 
– Och, Penny! – Miał poważną minę. – Przecież wiesz, że cię nie zostawię. Nosisz moje 

dziecko, wiem o tym. Nie chcesz się do tego przyznać?

– Nie – odpowiedziała. Łzy napłynęły jej do oczu. 
– Nie przyznasz się do naszego dziecka? – spytał. Poczuł narastający ból. 
– Te dzieci są tylko moje. 
Ze zdumienia nie mógł wydobyć głosu. 
– Dzieci? A więc więcej niż jedno? Bliźnięta? – odezwał się po chwili. 
Penny odepchnęła go i odeszła, wycierając łzy. Usiadła na sofie nie opodal kominka. 

Cabe stanął nad nią, trzymając ręce w kieszeniach. 

– Naprawdę mi nie powiesz? – spytał szorstkim głosem. 
– Nie – odrzekła, przyciskając ręce do brzucha. 

background image

– Dlaczego?
– Ponieważ cię znam. Ojcem tych dzieci jest Cabe, Cabe, który w rzeczywistości nie 

istnieje. To są dzieci Penny. Ty nie masz z nimi nic wspólnego. 

– Co za bzdura – stwierdził, gdy patrzyła na niego. – Są tak samo moje, jak i twoje. 
– Nie. 
– Nie mogę w to uwierzyć – rzekł. – Wciąż bujasz w obłokach. Stworzyłaś sztuczny 

świat. Wróć na ziemię, Penny, bo zabawa się skończyła. Jestem ojcem tych dzieci i dobrze o 
tym wiesz. Nie odseparujesz mnie od nich. Jesteś pewna, że to bliźnięta?

– Owszem. Robiłam badania ultrasonograficzne i... Och, Cabe, proszę cię, odejdź! Chcę 

zostać sama. 

– Nie dopuszczę do tego. Penny, kocham cię. Nie mów do mnie w ten sposób. Czy to nic 

dla ciebie nie znaczy? Czy rzeczywiście tak po, prostu chcesz się mnie pozbyć? Przecież było 
nam tak dobrze razem. 

– Mów za siebie. 
Klęknął przed nią i chwycił jej dłonie. 
–   Pomyśl   rozsądnie.   Przypomnij   sobie   chwile,   które   przeżyliśmy   wspólnie. 

Uświadomiłem sobie, że popełniłem błąd, nie wspominając ci o mojej firmie, ale za żadne 
skarby nie miałem zamiaru cię oszukiwać. Nie chciałem cię wyrwać z zaczarowanego świata. 
Uważałem, że to dobrze, iż bierzesz mnie za zwykłego robotnika. Mówiłaś, że masz dosyć 
elegancików   w   drogich   garniturach,   więc   ukryłem   przed   tobą   fragment   swojego   życia. 
Wszystko działo się tak niespodziewanie; nie miałem czasu wytłumaczyć się przed tobą. 

– Tak? Tamtego dnia ukazałeś się w garniturze i wiesz co... byłeś kopią mojego ojca. 
– Penny, proszę cię, posłuchaj. Nie mam zamiaru cię zdominować. Chcę, żebyś została 

moją żoną, moją najlepszą przyjaciółką. Wiem, że i ja, i ojciec wygłupiliśmy się tamtego 
dnia,   ale   to   nie   było   zamierzone.   Wybacz   mi.   Nasza   przyszłość   to   co   innego.   Naszą 
przyszłością są nasze dzieci. 

– Cały czas powtarzasz mi, żebym cię słuchała. A teraz ty wysłuchaj mnie. Dawno temu 

byliśmy razem. Penny i Cabe, żadnych nazwisk. Oboje udawaliśmy innych ludzi. Przez te 
cztery miesiące przekonałam się, kim jestem w istocie. Chcę przejąć nieco z osobowości 
Penelopy, upartej, dążącej do sukcesu w życiu i trochę z wesołej Penny, która umie się śmiać 
i płakać. A teraz nie mam pojęcia, kim ty jesteś, kim jest Cabe Malone. Czy nie rozumiesz? 
Nie znamy się. Te dzieciaki zrodziły się w czasie, którego teraz nie można przywrócić. 

– Ale nikt nie zaprzeczy, że te dzieci istnieją. 
– Owszem, masz rację. Rozwijają się we mnie, w Penelopie. Małe, kruche istoty. Nie da 

rady zbudować na ich podstawie naszego związku, Cabe. Mam nadzieję, że to rozumiesz. One 
nie udźwigną naszego ciężaru. 

– Łączy nas coś więcej, nie tylko dzieci. Przyjechałem do ciebie, żeby wziąć cię do domu, 

żeby błagać o przebaczenie. Kochałem cię, zanim byłaś w ciąży, pamiętasz?

– Kochałeś inną Penny. 
– Och, do diabła! – powiedział wstając. – Wciąż to samo. 
Odszedł i oparł się mocno o obmurowanie kominka. 

background image

Dziewczyna spojrzała na jego plecy i z trudem przełknęła ślinę. Niczego nie pojmował, a 

ona tak bardzo pragnęła wyjaśnić sytuację. Teraz byli dla siebie obcymi ludźmi, czy to się mu 
podobało, czy nie. Już nie byli Penny i Cabe’em, których poniosły emocje. Penny Chapman 
patrzyła teraz na Cabe’a Malone. Obcy sobie ludzie. Tamto jednak było bajką. 

Jednakże wiedziała, że dzieci to nie fikcja. 
Pomyślała   z   goryczą,   że   Cabe   jest   ich   ojcem.   Słusznie   poczuwała   się   do 

odpowiedzialności.   To,   co   mu   powiedziała,   nie   było   do   końca   uczciwe,   Cabe   nigdy   nie 
zapomni o swych dzieciach. Ale uznała, że on również powinien trzeźwo spojrzeć na pewne 
sprawy. Oboje wcale się nie znali. 

–  Cabe  – rzekła   miękko  –  wiem,   że  masz   prawo do  dzieci.   Ustalmy  coś, co  będzie 

satysfakcjonowało nas oboje. 

– A co będzie z nami? – zapytał, odwracając się do niej. – Co będzie z nami?
– My? Lepiej zapomnij o tym. 
– Rozumiem. Wspaniale. – W jego głosie słychać było nutę sarkazmu. – Kochałem się z 

tobą. Zostawiłem w tobie część siebie, powołaliśmy na świat dwie istoty i uważasz, że to 
wszystko jest bajką. A więc jestem mężczyzną, ale w istocie nie istnieję? To bez sensu. 

– Chodzi o ciebie, Cabe – powiedziała podniesionym głosem. 
– Nie mów tak. Nie powtarzaj tych bredni, że jesteśmy sobie obcy. 
– Ale to prawda!
– Cóż, w takim razie musimy się poznać, prawda?
– Co masz na myśli?
– To, co powiedziałem. Dobrze, panno Chapman, możemy pójść na kompromis. Przyjmę 

do   wiadomości,   że   jesteśmy   sobie   obcy,   nie   zważając   na   fakt,   jakie   to   groteskowe.   Ty 
natomiast wrócisz ze mną jutro do Detroit. 

– Możesz być pewny, że tego nie zrobię. 
– Owszem, tak. Prowadzę firmę. Stwierdzisz, że to prawda. Możesz to zrobić jedynie w 

Detroit. Poznasz inny świat. Skoro tak musi być. Wybacz mi moją bezpośredniość. Straciłaś 
poczucie rzeczywistości. Przygotuj się na jutrzejszą podróż. Zrobię rezerwację na samolot. 

– Zaraz, poczekaj chwileczkę. Cabe przechadzał się po pokoju. 
– Chcę się z tobą ożenić jak najszybciej. 
– Nie. 
– W takim razie zamieszkamy razem w moim mieszkaniu w Detroit. 
Co takiego?
–   Och,   niejako   kochankowie,   lecz   jako   matka   i   ojciec   tych   dzieci,   które   nosisz   pod 

sercem. Będziemy widzieć się codziennie, poznamy się, przestaniemy być dla siebie obcy. 
Kto wie? Może okaże się, że nie przypadniemy sobie do gustu. Dotychczas nie mieszkałem z 
żadną kobietą. Może zaczniesz działać mi na nerwy. 

– Ja? To, co powiedziałeś, , nie było zbyt miłe. 
– Porzuć fantazje, kochana. Teraz nadszedł czas, by zmierzyć się z rzeczywistością. – 

Przystanął i spojrzał na jej brzuch. – Żarty się skończyły. 

– Przestań się gapić na mój brzuch. Bądź subtelniejszy. Musisz wiedzieć, że zacznę się 

background image

robić jeszcze grubsza. 

– Moim zdaniem jesteś absolutnie piękna. Szkoda, że nie mogę zobaczyć  cię nagiej, 

zobaczyć, jak dzieci zmieniły twoje ciało. Ciało mojej Penny, które znam tak dobrze. A ty? 
Czy pamiętasz moje ciało? Czy pamiętasz, co działo się ze mną, kiedy byłem podniecony 
twoją bliskością?

– Cabe, przestań – zaprotestowała, czując narastające podniecenie. 
–   Czy   nie   przypominasz   sobie   tego,   co   było   między   nami?   Zapomniałaś,   jak   mnie 

obejmowałaś, gdy ja byłem  głęboko, głęboko w tobie! Ja nie potrafiłem wymazać  takich 
wspomnień. Oboje straciliśmy grunt pod nogami... 

– Dość – powiedziała, zatykając uszy. Pochylił się ku jej twarzy. 
– Nie martw się, Penny. Nie będę cię do niczego zmuszał, gdy zamieszkamy razem. Chcę 

tylko, żebyś wspomniała czasem chwile, które spędziliśmy przedtem. 

– Dlaczego to robisz? – zapytała szeptem. Wyprostował się i położył dłoń na sercu. 
– Pytasz mnie? Hej, przecież to ty komplikujesz sprawy. Twierdzisz, że jesteśmy sobie 

obcy, że się nie znamy. Gdyby o mnie chodziło, wzięlibyśmy ślub w ciągu paru dni. Będzie 
jednak tak, jak ty sobie życzysz. Teraz zrobię rezerwację na samolot. Gdzie jest telefon?

– Och! – powiedziała, potrząsając głową. – Jestem taka zmęczona i skołowana. Telefon 

jest w kuchni. 

– Jesteś zmęczona? Nie czujesz się dobrze? Co, u diabła, robiłaś na deszczu w takim 

stanie?

– Panie Malone. Zapowiadam, że jeżeli jeszcze raz od tej chwili określisz moją ciążę jako 

„stan”, wtedy własnoręcznie złamię ci nos. 

–   Tak?   –   spytał   uśmiechając   się.   –   Zdaje   się,   że   zdradziłaś   kolejną   cechę   twojego 

trudnego charakteru. 

– Jeśli chcesz mieć cały nos, to radzę ci to zapamiętać. ~ A teraz poważnie, Penny – 

rzekł. Z twarzy zniknął mu uśmiech. – Wszystko z tobą w porządku? Co ci powiedział lekarz?

– Jestem zdrowa jak ryba. Mam dobry apetyt, codziennie odbywam spacery, oddycham 

świeżym powietrzem. Dzieci także rozwijają się doskonale. 

– To dobrze. Zdaje się, że wiemy, kiedy się poczęły, prawda? Mogłem pomyśleć wtedy o 

zabezpieczeniu. 

– To w równym stopniu moja wina. Nie, nie chcę o tym mówić w ten sposób, tak jakby 

chodziło o czyjąś winę. Wcale nie żałuję tego, iż jestem w ciąży. Bardzo chcę mieć te dzieci. 

– Ja również – stwierdził,  dotykając jej policzka.  – Pragnę jednak także, byśmy byli 

razem. 

– Cabe... 
– W porządku, nie musisz wszystkiego powtarzać. Umówiliśmy się, tak? Możemy wrócić 

do Detroit jutro. Zapewne masz tu dużo swoich rzeczy. Spakuj to, co może wystarczyć ci na 
tydzień, a resztę prześlemy pocztą. A więc pojedziesz ze mną jutro?

– Cóż, chyba tak. Wciąż tylko nie jestem pewna, czy powinniśmy zamieszkać razem. 
– To jedyny sposób na rozwiązanie wszystkich twoich wątpliwości. 
– Tak, przypuszczam, że tak. – Zamyśliła się. – Och, Boże, a co z moim ojcem? Cabe, on 

background image

nigdy się na to nie zgodzi. 

– Nie przejmuj się. Porozmawiamy o tym później. Idź się pakować. 
– Dobrze. – Kiedy wychodziła z pokoju, zatrzymał ją. 
– Penny?
– Tak? – Odwróciła się i spojrzała na niego. 
– Pierwszy raz spotkałem cię w nie wykończonym domu, drugi raz podczas deszczu i 

burzy   na   plaży.   Teraz   zdecydowaliśmy   się   pojechać   do   Detroit.   Myślę,   że   tym   razem 
wszystko ułoży się jak najlepiej. Muszę zauważyć wszystkie twoje zmiany. Przekonam się, 
kim teraz jesteś. 

1 wówczas... już nigdy, przenigdy nie pozwolę ci odejść. Będę cię trzymał w ramionach i 

kochał. Reszta spraw sama się rozwiąże. 

Odwróciła głowę, żeby nie zauważył łez w jej oczach. 
– Jeszcze jedno, Penny. 
– Słucham odparła, wciąż nie patrząc na niego. 
– Masz śliczne podkolanówki. Pierwszorzędne. Zdobyła się na uśmiech i pobiegła do 

sypialni. Tam z westchnieniem położyła się do łóżka. 

Poczuła, że jest wyczerpana. W jej spokojne życie jeszcze raz wtargnął Cabe Malone. 

Teraz miała mieszkać z nim w Detroit pod jednym dachem. Doszła do wniosku, że mogła 
bardziej zainteresować się człowiekiem, w którym się zakochała. Nie robotnik, lecz zamożny 
młodzieniec. „Mój Boże, kim on właściwie jest?” – pomyślała. 

Oparła dłonie na swym zaokrąglonym brzuchu. Cabe jest ojcem jej dzieci. To była jedyna 

rzecz, którą wiedziała. Co wyniknie z ich wspólnego życia? Nie miała pojęcia. Czy staną się 
prawdziwą   parą,   czy   będą   jedną   całością?   A   może   będą   tylko   rodzicami,   których   łączą 
jedynie dzieci?

– Nie wiem – wyszeptała. – Po prostu nie wiem. Była tak zmęczona, że natychmiast 

zasnęła. Deszcz bębnił w dach. 

Po   zarezerwowaniu   miejsc   w   samolocie,   Cabe   zatelefonował   do   Harolda   i   Marthy. 

Oznajmił im, że Penny jest w ciąży, że nie chce wyjść za niego. Pocieszył  ich, że oboje 
planują wrócić do Detroit. Ton jego głosu sprawił, że rodzice uspokoili się. 

Potem dorzucił więcej drew do ognia w kominku. Stanął w drzwiach sypialni Penny i 

patrzył na nią, jak śpi. 

Wiedział, że jakoś musi zdobyć miłość i zaufanie kobiety. Chciał wymazać z pamięci 

bolesne wspomnienie minionych czterech miesięcy samotności. Chciał spędzić z Penny resztę 
życia. Tak bardzo ją kochał. Myśl, że nosi jego dzieci, spowodowała, iż ta kobieta stała mu 
się jeszcze bliższa. Jeśli ona tylko na to pozwoli, wszyscy spędzą wiele lat w szczęściu i 
radości. 

Powiedział sobie, że powinien uzbroić się w cierpliwość. Musiał poskromić swój gorący 

temperament i dać Penny czas, by znowu mogła w niego uwierzyć. Czas? Do diabła, przecież 
dał   jej   już   cztery   miesiące!   Cztery   długie   miesiące,   kiedy   usychał   z   tęsknoty.   Niezłe; 
zorientował się, że już teraz z trudem nad sobą panuje. 

background image

W jaki sposób miał mieszkać z Penny pod jednym dachem i nawet jej nie dotykać? Czuł, 

jak rośnie w nim pragnienie. Musiał się jednak przemóc. Według Penny byli dla siebie obcy. 
Obcy, mech to piekło pochłonie! On ją przecież kochał!

Poruszyła się przez sen, przysunęła rękę do policzka i znowu spokojnie leżała. Na widok 

Penny,  Cabe poczuł,  jak napina się jego ciało. Gorąca  krew  zaczęła  pulsować w żyłach. 
Odwrócił się i z trudem wrócił do kuchni. 

– Tak, Malone – mruknął. – Przed tobą jeszcze długa droga. 

background image

ROZDZIAŁ 7

Penny   przebudziła   się   o   szóstej   wieczorem,   czując   aromat   smażonego   bekonu. 

Natychmiast poczuła głód. 

Znów zamknęła oczy. Ma wrócić do Detroit, żeby zamieszkać z mężczyzną? Gdy Cabe 

mówił o kompromisie, brzmiało to sensownie. Jednak, nie było rzeczą normalną, mieszkać z 
facetem  tylko  po to, aby „poznać się lepiej”. W takim  razie  równie niezwykłe  jest mieć 
bliźniaki z człowiekiem, którego niemal się nie zna. A czy dawny pomysł, żeby spotykać się z 
Cabe’em tylko w soboty, także nie był dziwny? To jednak należało do przeszłości. Obecnie 
oprócz niego w grę wchodziła dwójka dzieci. 

Mieli mieszkać razem? Czy właśnie na tym im najbardziej zależało? Mieszkać razem i 

nie kochać się ze sobą... Cabe nie będzie brał jej w objęcia. Nie będzie rozbierał jej powoli, 
całując każde miejsce na ciele. Nie będzie stał przed nią nagi w swej męskiej wspaniałości, 
taki wysoki i muskularny... 

– Penny?
Westchnęła, usiadła na łóżku i przyłożyła dłonie do rozpalonych policzków. 
– Co się stało? – zapytał Cabe. 
– Przestraszyłeś mnie. 
– Spodziewałaś się ujrzeć kogoś innego? – zadał pytanie, podchodząc do łóżka. – Spałaś 

dobrze?

– Owszem, dziękuję. 
Podświadomie ciągle się bała. Gdyby spojrzała na niego, co wówczas dostrzegłby w jej 

oczach? Zastanawiała się nad tym gorączkowo. Zawstydzona uświadomiła sobie, że śniła o 
nim, o kochaniu i tym, jak byli sam na sam we dwoje... 

– Czy potrzebujesz coś?
– Och... ! – jęknęła, przyciskając dłoń do czoła. 
–   Dobrze   się   czujesz?   –   spytał   z   niepokojem,   siadając   na   skraju   łóżka.   –   Penny, 

odpowiedz mi. 

–   Wszystko   w   porządku   –   odparła   drżącym   głosem.   Powstrzymywała   się,   by   nie 

wybuchnąć płaczem. Uniósł palcami jej podbródek, zmuszając, by popatrzyła mu w oczy;

O co chodzi?
– Ja... jestem po prostu głodna. Waśnie, głodna. Chce mi się jeść. Zdziwiłbyś się, gdybyś 

zobaczył, ile jem, odkąd zaszłam w ciążę. 

Zapalił   nocną   lampkę   i   badawczo   przyjrzał   się   jej   twarzy   i   ciemnym   oczom.   Penny 

zmuszała się do tego, aby wstając, nie spotkać się z jego hipnotycznym spojrzeniem. Ciało nie 
słuchało  jednak  poleceń  mózgu.  Jeszcze  chwila   i wpadliby  sobie  w  objęcia.  Naraz  Cabe 
odchrząknął, burząc czarowny urok. 

– Kolacja gotowa – zakomunikował szorstkim głosem. – Nic nadzwyczajnego: jajka na 

bekonie. 

– Uwielbiam jajka na bekonie – wyszeptała. – To wspaniała potrawa. 

background image

Cabe klepnął się w uda i wstał. 
– Zgadzam się. A więc do dzieła, moja mała. Jajecznica smakuje dobrze, gdy jest ciepła. 

– Mężczyzna wyszedł z sypialni. 

Penny nałożyła kaftanik i przeczesała ręką potargane włosy. Ruszyła do kuchni. Jedli w 

milczeniu przez kilka minut. 

– Samolot mamy jutro o dziesiątej – pierwszy odezwał się Cabe. 
– Dobrze. Muszę zawiadomić właściciela domu, że wyjeżdżam. Rozmawiałeś z moim 

ojcem?

– Tak, i z moją matką również. Powiedziałem im, że zostaną dziadkami i o tym,  że 

przyjeżdżamy razem. 

– No i... ? 
Wzruszył ramionami. 
– Nie ma problemu. 
– Ojciec nie protestował? Daj spokój, Cabe. Znam go przecież. Nigdy nie przyjąłby do 

wiadomości faktu, że zamieszkam z mężczyzną. No i jak mógłby pogodzić się z informacją, 
że coraz bardziej mnie traci, a na dodatek jestem w ciąży?

–   Penny,   pewnie   nie   uwierzysz,   ale   twój   ojciec   bardzo   się   zmienił.   Gdy   wyjechałaś 

bardzo chorował; prawie nie jadł i nie sypiał. 

– Jak się teraz czuje?
– Chyba uspokoił się, gdy się odnalazłaś. Teraz jest... mądrzejszy. Zdał sobie sprawę, ile 

dla niego znaczyłaś i że uciekłaś z powodu takiego egoistycznego zachowania. Przyjął do 
wiadomości, że bardzo cię kocham. Nie będzie nam przeszkadzał, kiedy zamieszkamy razem. 
Harold i ja zbliżyliśmy się do siebie przez te cztery miesiące. W istocie mam z nim lepszy 
kontakt, niż miałem z własnym ojcem. 

–   Chyba   powinnam   cię   przeprosić   za   zgryzoty,   których   ci   przysporzyłam,   wszystkie 

kłopoty i za to, że na pewno obwiniałeś siebie za wszystko. Ale wtedy musiałam wyjechać, 
Cabe. Nie byłam w stanie tego znieść. 

– Co było, to było. Bardzo interesuje mnie przyszłość. Chcesz jeszcze szklankę mleka?
– Nie, już wystarczy, dziękuję. Opróżniłam talerz jak grzeczna dziewczynka. Jedzenie 

było pyszne. Ty zrobiłeś kolację, więc ja posprzątam. 

– Nie, zostaw to mnie. 
– Nie jestem inwalidką, Cabe. Napij się kawy w saloniku. 
Zawahał się, potem przytaknął i wyszedł z kuchni. Penny umyła talerze i patelnię, starła 

ze stołu. Gdy przeszła do pokoju, ujrzała Cabe’a leżącego na sofie. Mężczyzna wpatrywał się 
w ogień. Uprzednio wyłączył elektryczne światło, teraz jedynie płomienie rzucały na salonik 
czerwoną poświatę. Cabe sprawiał wrażenie odprężonego i sennego. Usiadła obok niego. 
Wciąż nie przestawał patrzeć w ogień. 

– Jak tam Holly? – zapytała. 
– Świetnie – odparł uśmiechając się. 
– A twoja matka?
– Wszystko z nią w porządku. 

background image

– A co z ojcem?
Wychylił się do przodu, oparł łokcie na kolanach i wciąż patrzył na kominek. 
– Umarł dwa miesiące temu. 
Penny poczuła się tak, jakby ktoś oblał ją nagle zimną wodą. Przez chwilę nie mogła 

złapać oddechu. 

– Tak mi przykro – powiedziała, dotykając Cabe’a. – Co się stało?
– Miał następny atak. Zawieźliśmy go do szpitala, ale niestety,  żył  tylko  przez kilka 

godzin. Zdążył jeszcze wyznać matce, jak bardzo ją kocha. Cieszę się, że to usłyszała. Zawsze 
musiała godzić się z tym, że pierwsze miejsce w sercu ojca zajmował Jason. 

– A ty, Cabe? Rozmawiałeś z nim? Westchnął ciężko. 
– Wiedziałem,  że umiera,  Penny.  Mogłem się z  nim tylko  pożegnać.  Ja... udawałem 

Jasona. 

– Och, Cabe! – szepnęła. 
– Ojciec był półprzytomny. Powiedziałem: „Tato, to ja, Jase. Nie przejmuj się, wszystko 

będzie w porządku. „ Jason powiedziałby na moim miejscu to samo. Uścisnęliśmy sobie ręce. 
Wtedy on się uśmiechnął. Uśmiechnął się do Jasona i po chwili powiedział: „Kocham cię, 
synu”. On... – Cabe przerwał, żeby opanować emocje. – Przez całe życie nie mówił tak do 
mnie.   Tylko...   tylko   do   Jasona.   Uśmiechnął   się   i   wtedy   umarł.   Nie   mogłem   mu   inaczej 
pomóc, cieszę się, że zrobiłem przynajmniej tyle. 

Łzy   spłynęły   po   twarzy   Penny,   oparła   głowę   na   mocnym   ramieniu   Cabe’a.   Czuła 

nieodpartą chęć sprawienia mu ulgi. Chciała, by zapomniał o przykrości, jakiej doświadczył. 

Starała się sobie wyobrazić, ile zdrowia musiało go to kosztować. Ile musiał poświęcić, 

by uszczęśliwić umierającego człowieka. Cabe Malone okazał się szlachetnym człowiekiem. 
Zdała sobie sprawę, jak nieczuły był dla niego Matthew. 

– Będę kochać swoje dzieci – odezwał się Cabe tonem przepełnionym determinacją. – 

Będę akceptował je takimi, jakie będą. Pójdą własną drogą, a ja dam im błogosławieństwo. I 
będę im mówił, jak bardzo je kocham. 

– Cabe – wyszeptała wzruszona. 
– Hej. – Odwrócił się i objął ją. – Nie płacz. Nie chciałem cię zdenerwować. Tylko przy 

tobie potrafię  się zwierzać. Nie powinienem  cię obarczać  swoimi  problemami.  Nie chcę, 
żebyś płakała. 

Uniosła głowę i spojrzała na ukochanego. 
– Wcale nie płaczę przez ciebie. Zawsze mów mi, co ci leży na sercu. Proszę cię o to. Nie 

odsuwaj mnie  od siebie. Powinniśmy dzielić  się wszystkim,  tak jak wtedy,  kiedy istnieli 
Penny i Cabe i nie było ważne, jakie mamy nazwiska. Dlatego było tak wspaniale. Pamiętasz?

– Pamiętam każdą minutę, którą spędziliśmy razem. – Przytulił Penny i otarł łzy z jej 

policzków. – Każdą sekundę. 

Przysunął   się,   aby   ją   pocałować.   Usta   ukochanej   były   takie   słodkie   i   miękkie. 

Rozmarzona rozchyliła wargi, żeby poczuć jego język. 

Zarzuciła  mu  ramiona  na szyję;  objęli  się mocno.  Rozkoszowała się wspomnieniami. 

Wspomnienia   pocałunków   w   Meadow   View,   wzbudzające   żądze.   Wspomnienia   dawnego 

background image

Cabe’a. 

Pocałunek   stawał   się   coraz   bardziej   namiętny.   Ich   ciała   przylgnęły   do   siebie.   Penny 

jęczała z rozkoszy. To wzbudziło w kochanku gwałtowne pożądanie. Przytulił Penny jeszcze 
mocniej. Gorące pocałunki przyjemnie łaskotały szyję dziewczyny. 

– Och, Cabe! – szepnęła, drżąc w jego ramionach. 
– Pragnę cię, Penny – rzekł podnieconym głosem, – Tak boleśnie cię pragnę. Tak bardzo 

się za tobą stęskniłem. 

– Tak. Ja... – Przerwała. – Pragnę cię także. Znowu będziemy razem: Penny i Cabe. Nic 

innego się nie liczy. Zupełnie nic. 

Poczuła, jak bardzo się naprężył. Próbował się opanować. Nagle odsunął się, zostawiając 

ją drżącą i spragnioną miłości. 

– Cabe?
Wstał, odwrócił się i podszedł do kominka. Zacisnął pięści. 
–   Do   diabła,   nie!   Nie   zrobię   tego,   Penny.   Nie   mam   zamiaru   istnieć   tylko   w   twoim 

bajkowym świecie. Dość tej zabawy liczą się także inne sprawy! Ja jestem Cabe Malone, a ty 
Penny Chapman. Nasze wspólne życie nie może ograniczać się do łóżka. Czy nie liczy się 
fakt, że nosisz nasze potomstwo? Być może zostały spłodzone w świecie twej fantazji, ale są, 
istnieją naprawdę. Czas, byś się przebudziła. Minęło już wiele miesięcy. Znaleźliśmy się na 
rozdrożu, musimy zadecydować o naszym dalszym życiu. Będziemy je razem dzielić, ale 
połączą nas tylko dzieci. Ja jednak nie mogę, nie chcę się z tobą kochać, jeśli nie dotrze do 
ciebie rzeczywistość. Penny wyglądała na przestraszoną. 

– Tak, oczywiście masz rację – wyszeptała. – Po prostu... po prostu strasznie cię pragnę 

i... przepraszam cię. 

Cabe spojrzał w sufit. Kiedy poczuł, że panuje nad sobą, popatrzył na Penny. 
– Nigdy więcej  – krzyknął  – nie przepraszaj  mnie  za to, że mnie  pragniesz! Jednak 

wydaje mi się, że teraz nie ma najmniejszego sensu łapać się za słówka. Chciałbym pójść na 
spacer. 

– Cabe, przecież ciągle pada. 
– Deszcz zastąpi mi zimny prysznic. Muszę stąd wyjść, zanim zrobię coś, czego będę 

żałować. A ty lepiej wróć do łóżka. Jutro czeka cię wyczerpujący dzień. 

– Dopiero wstałam. 
– Musisz wypoczywać ze względu na dzieci. Połóż się. Och, do licha! Naprawdę muszę 

stąd wyjść. 

Opuścił salonik. 
– Ale jest tak zimno i mrocznie i... – Usłyszała trzask zamykanych drzwi. – A niech to!
Niech Malone spaceruje sobie po plaży i przemoknie do suchej nitki; nie zamierzała się 

tym przejmować. Pewnie chciał udowodnić, że jest konsekwentny. Nie mógłby tego zrobić, 
gdyby zaczęli się kochać. Ona wciąż tak bardzo pragnęła miłości. 

Mimo   wszystko   zdawała   sobie   sprawę   z   tego,   iż   miał   rację.   Z   drugiej   strony 

wyprowadzało ją to z równowagi. Cabe, którego znała wcześniej, zwyczajnie rzuciłby się na 
nią. Cabe biznesmen zachowywał się wyniośle. 

background image

Przyłapała się na tym, że przeklina. Poszła do sypialni i zaczęła przygotowywać się do 

jutrzejszej podróży. 

Dwie godziny później Cabe znalazł się z powrotem w kuchni. Kolejny raz powiedział 

sobie, że nie jest zbyt mądry. Tylko idiota wyszedłby na taki deszcz bez kurtki. I tylko idiota 
nie poszedłby do łóżka z kobietą, którą kochał. 

– Jesteś idiotą, Malone – mruknął, przechodząc przez korytarz do drugiej sypialni. 
Kiedy   zdejmował   przemoczone   ubranie,   stwierdził   jednak,   że   nie   jest   aż   takim 

skończonym kretynem. Ot, takim przeciętnym durniem. Tym niemniej, trzymanie się z dala 
od sypialni Penny miało swe dobre strony. 

Trząsł  się cały z zimna,  gdy wchodził  pod prysznic.  Odkręcił wodę i zamknął  oczy, 

rozkoszując się ciepłym strumieniem. 

Postąpił   właściwie   i  wiedział  o  tym.  Wiedział,  że   mimo   iż  bardzo   pragnął  się   z  nią 

kochać, rozsądek przeważył. Prawdą było to, że nie powinien wplątywać się w niejasną grę. 
Poszedł do swego łóżka. Naciągnął koc aż pod brodę i poczuł ponownie chłód. Penny była w 
sąsiednim   pokoju.   Mógłby   wsunąć   się   do  jej  pościeli,   objąć   ją   i   rozgrzać   się   ciepłem, 
cudownego   ciała.   To   podziałałoby   dobrze   na   przemarznięty   organizm.   Pojął   jednak 
groteskowość   takiej   wymówki.   Tak,   rozgrzałby   się   natychmiast;   leżąc   przy   Penny, 
natychmiast wszedłby w nią. A niech to! Potrafi wyobrazić sobie ów ekstatyczny żar jej ciała, 
tak blisko aż... Jęknął głośno, myśląc o zbliżeniu. 

– Mój Boże, nie wytrzymam... 
Zmusił   się,   by   nie   myśleć   o   Penny.   A   potem,   zamiast   zacząć   liczyć   barany,   zaczaj 

recytować wszystkie znane zaklęcia. 

Jasnobłękitne   niebo   poranka   przywitało   pokorną   Penny   i   obolałego,   wyczerpanego 

Cabe’a. 

– Dobrze się czujesz? – zapytała kobieta, gdy jedli . śniadanie w kuchni. 
– Nie. 
– Coś ci dolega?
– Po prostu źle się czuję – odparł lakonicznie. 
– Czy mógłbyś wyrażać się bardziej precyzyjnie?
– Wszystko mnie boli. 
– Pewnie od tej wczorajszej przechadzki – stwierdziła. – Nie sądzę, żeby to był najlepszy 

pomysł. Lepiej zostać w łóżku. Możemy przełożyć podróż na następny dzień. Przygotuję ci 
bulion. 

– Nie. Jedziemy do domu. 
– Do domu – powtórzyła, wpatrzona w swą filiżankę z kawą. – To brzmi tak zwyczajnie. 
– Bo to jest zwyczajne – rzekł Cabe, drapiąc się po nosie. – Czy jesteś gotowa?
– Tak. 
Zaczął masować swe skronie. 
– Podobają mi się twoje ubrania. Wszystkie są świetne. 
– Dzięki – odrzekła, zerkając na swoją bluzkę i rozpinany, kolorowy sweter. – Muszę 

background image

uwzględniać wymogi macierzyństwa. Mogłabym założyć pończochy, ale nie jestem pewna, 
czy ludzie w samolocie podzielaliby twój zachwyt. 

Uśmiechnął się. 
– Świetnie. 
–   Cabe,   zrozum.   Od   czterech   miesięcy   chodzę   w   ciążowych   ciuchach.   Już   niedługo 

zacznę przypominać balon. 

– Hej! – zawołał, dotykając jej dłoni. – Jesteś piękna. Wiesz czemu? Bo nosisz w łonie 

dwie   cudowne  istoty.  Są  częścią   ciebie   i mnie,   są ludźmi.   Dla  mnie  to  wspaniałe.  Mają 
paluszki, noski i już żyją.  Wcale nie będziesz  wyglądać  jak balon. Uwierz mi,  Penny,  z 
każdym dniem stajesz się coraz piękniejsza. 

– Och... ! – odezwała się, czując, że drży ze wzruszenia. – Tak ładnie to powiedziałeś. 
– Zamierzasz się rozpłakać? – spytał, zerkając na nią. 
– Nie. – Pociągnęła nosem. – Mam nadzieję, że nie. Wzruszają mnie takie dziwne rzeczy. 

Kiedyś ryczałam w czasie szkolnej parady z okazji zimowych świąt. 

Rozbawiło go to. 
– To przywileje twojego... 
– Cabe!
– Nie powiedziałem tego – rzekł, unosząc dłonie. – Nie powiedziałem „twojego stanu”. Z 

pewnością nie mogłaś usłyszeć tych słów. Więc nie napadaj na mnie. I bez tego czuję się 
kiepsko. 

– Masz rozpalone policzki – stwierdziła. – Przeziębiłeś się. 
– Nie – zaprzeczył. – Chyba żartujesz. Naprawdę sądzisz, że się przeziębiłem?
– Gdy chorujesz, stajesz się nieznośny. Już zdążyłam to zauważyć. Wziąłeś aspirynę?
– Tak. Ruszajmy w drogę. 
– Powinieneś odpocząć, Cabe. 
–   Odpocznę   w   domu   –   powiedział   wstając.   Gdy   wychodził   z   kuchni,   usłyszała,   jak 

mężczyzna kaszle. 

W domu. Owe słowa odbiły się jak echo w umyśle Penny. Zamieszkają w bloku, czy w 

oddzielnym domu? Czy ten rodzaj miłości, ta gorąca i prawdziwa miłość, pozwoli im, aby 
dzielić te same pokoje? Czy będą dla siebie tacy sami jak niegdyś?  Miała taką nadzieję. 
Bardzo chciała w to uwierzyć. 

Cabe spał podczas lotu do Detroit, od czasu do czasu budził go tylko własny kaszel. 

Poprosił   Penny,   żeby   zajęła   miejsce   przy   okienku   i   włączyła   wentylację   nad   fotelem. 
Lądowanie w Detroit opóźniła burza śnieżna szalejąca nad lotniskiem. 

Samochód Cabe’a czekał na parkingu nie opodal lotniska, jednak jazda po zaśnieżonych 

ulicach była ryzykowna i powolna. Cabe kaszlał coraz mocniej, a nastrój znacznie mu się 
pogorszył. Mimo że czuł zimno, na czole pojawiły się krople potu. 

Penny zaproponowała, że poprowadzi auto. Spojrzał na nią tak wymownie, że dalsza 

rozmowa na ten temat była zbędna. Może się przeziębił, ale jeszcze nie zwariował. Penny nie 
odzywała się więcej. Była  zmęczona, głodna i tęskniła za samotnością w swym własnym 

background image

mieszkaniu, którego obecnie doglądała przyjaciółka. Pragnęła jedynie coś zjeść, położyć się 
w ciepłym łóżku i zasnąć. 

Cabe kichnął przeraźliwie głośno i Penny zerknęła na niego zaniepokojona. Wjechali do 

podziemnego garażu. 

– Musisz wypić coś gorącego i wziąć aspirynę – stwierdziła – a potem prosto do łóżka. 
– Nie muszę – odparł, wyłączając silnik. Wyszedł z wozu. Podeszli do bagażnika. 
– Czemu nie chcesz pójść do łóżka? – spytała, patrząc na Cabe’a. 
Uśmiechnął się. 
– Nie męcz mnie, przecież nie jestem z żelaza. Zlituj się nade mną, kobieto. Zależy ci 

tylko na tym, żeby zaciągnąć mnie do łóżka. 

– Bardzo zabawne. 
Zaśmiał   się  i  wyjął  z  bagażnika   pięć  walizek.   Penny  podniosła  dwie  mniejsze,   a  on 

chwycił pozostałe. 

– Może nie powinnam brać aż tylu rzeczy – powiedziała. – I tak większość ciuchów jest 

teraz dla mnie za ciasna. 

– Chodźmy – rzekł Cabe. Udali się do windy. – Będziesz musiała sobie kupić mnóstwo 

luźnych ubrań. 

– Dzieci będą się rozwijać, a ja zrobię się jeszcze grubsza. 
– I to doda ci urody – powiedział zwyczajnie. Weszli do windy. 
– Wciśnij szesnaste – poprosił. 
Drzwi zamknęły się automatycznie. Winda ruszyła, a Penny spojrzała na Cabe’a. 
– Dlaczego nie chcesz się położyć?
– Penny, Penny, wstydź się. 
– Przestań! – zawołała. – Dobrze wiesz, co mam na myśli. 
– Nie mogę się położyć, ponieważ kiedy wejdziemy do mojego saloniku... przepraszam: 

naszego   saloniku,   będę   musiał   zadzwonić   do   biura.   Chcę,   aby   przygotowano   do   wglądu 
dokumenty. Muszę to osobiście przejrzeć i zatwierdzić. Moja firma rozsypałaby się, gdybym 
nie pilnował każdego szczegółu. Rozumiesz?

– Och! – Zmarszczyła czoło. – Odpowiedzialne zajęcie. 
– Owszem. W grę wchodzą duże pieniądze. 
– Cabe, przecież będziesz zmuszony poświęcić mnóstwo czasu, aby to wszystko załatwić. 
Drzwi otworzyły się i wysiedli z windy. Cabe szedł tuż za Penny. 
– Skąd możesz wiedzieć, ile czasu mi to zajmie?
– Którędy teraz? – zapytała rozglądając się. 
– Na lewo. Numer trzydzieści dwa. 
– Chodźmy szybciej. Te waliki zaczynają mi ciążyć. 
– Odpowiedz na pytanie – nalegał, idąc za nią. – Skąd wiesz?
–   Penelopa   wszystko   wie   –   odparła,   zerkając   na   numery   drzwi,   które   mijali.   – 

Zajmowałam się tym w firmie ojca. Codziennie sprawdzałam stos papierów grubości książki 
telefonicznej. 

– Żartujesz? – spytał, wyraźnie zaskoczony. – To musisz być niezła. 

background image

– Najlepsza, paskudniku. No, jesteśmy na miejscu. Gdzie masz klucze?
–   Cóż,   niestety   w   kieszeni,   a   ręce   mam   zajęte.   Zdaje   się,   że   będziesz   musiała   ich 

poszukać. Tylko ostrożnie. Jestem wrażliwym facetem. 

– Ale dowcip – stwierdziła. Postawiła walizki na podłodze. – Straszny z ciebie dowcipniś. 

W której kieszeni?

–   W   prawej   kieszeni   spodni,   z   przodu.   Obok   rozporka.   Widzisz   to   wzniesienie?   To 

moje... 

– Cabe!
– ... klucze! A sądziłaś, że co? – zapytał z miną niewiniątka. 
–   Zamknij   buzię   powiedziała,   patrząc   na   niego   z   wyrzutem.   Wsunęła   dłoń   w   ciasną 

kieszeń i natychmiast zorientowała się, że Cabe jest podniecony. Również przybrała niewinny 
wyraz twarzy i powoli, ach, jakże powoli, wsuwała dłoń głębiej. 

– Mój Boże! – syknął. 
– Jakiś problem? – zapytała, spoglądając mu w oczy. 
– Wyciągnij te przeklęte klucze – odparł. 
Udało się. Penny przekręciła klucz w zamku i pchnęła drzwi. Wniosła walizki i rozejrzała 

się po mieszkaniu. 

–   Ładnie   tu   –   oceniła.   Stała   na   ciemnobrązowym   dywanie.   Meble   były   dosyć 

ekskluzywne, a szczegóły zdradzały, ze mieszkanie należało do mężczyzny. Kobieta jednak 
mogła też poczuć się tu dobrze. Dominowały kolory: brązowy, pomarańczowy i żółty – taka 
kombinacja barw sprawiała przyjemne wrażenie. – Naprawdę mi się podoba, Cabe. 

– Cieszę się – powiedział, stawiając bagaż. 
– Moje mieszkanie jest równie duże podjęła, przesuwając dłonią po sofie obitej rudawym 

materiałem – ale jednak czymś się różni. To moje jest mniej przytulne, jak wystawa w sklepie 
meblowym. Tutaj czuję się od razu inaczej. 

–   To   dobrze.   Chciałbym   wziąć   cię   w   ramiona   i   pocałować.   Taki   pocałunek   na 

przywitanie, zamiast słów „cieszę się, że jesteś tu ze mną”. Nie zrobię tego jednak, bo zdaje 
się, że jestem chory i mogę cię zarazić. Rozgość się śmiało. Muszę zadzwonić do biura. 

– Tak, naturalnie – odparła, oglądając grzbiety książek na regale. 
Cabe telefonował, a Penny spacerowała po mieszkaniu i uśmiechała się. Pomyślała, że to 

właśnie jest apartament biznesmena, którego jeszcze dokładnie nie poznała. Kilka cennych 
obrazów wisiało na ścianach. Wiedziała, że nie znajdowały się tutaj ze zwykłego snobizmu. 
Nabył   je   dlatego,   że   lubił   malarstwo.   Ciężko   pracował;   lecz   praca   przynosiła   mu   duże 
korzyści.   I   pomyśleć,   że   dawniej   przypuszczała,   iż   trwonił   pieniądze   i   dlatego   musiał 
mieszkać z rodzicami. 

Pokój gościnny – obecnie, jak sądziła, jej lokum – był dość obszerny. Na półkach stały 

książki, lalki i zabawki. Doszła do wniosku, że tu właśnie bawiła się Holly, kiedy odwiedzała 
swego wujka. 

Przeszła   do   wielkiej   sypialni,   zobaczyła   olbrzymie,   prawdziwie   królewskie   łóżko   i 

uśmiech zniknął z jej oblicza. Łóżko Cabe’a, w którym ona nie będzie sypiać. Tylko zabawki 
Holly będą dotrzymywały jej towarzystwa. Co za absurd. W końcu na litość boską nosi w 

background image

łonie dzieci tego człowieka. Przecież byli ze sobą tak blisko, jak tylko może być kobieta z 
mężczyzną.  Ale to przeszłość. Nie podzieli  z Cabe’em tego łoża, dopóki nie poznają się 
wystarczająco. Jeśli się zaakceptują, miłość będzie bardziej dojrzała. Żadnych fantazji. Nie 
będzie już Alicją w Krainie Czarów. 

Westchnęła, wyszła z sypialni i znalazła Cabe’a w przestronnej kuchni. Smażył coś na 

patelni. 

– Kolacja? – zapytała, podchodząc bliżej. 
– Tak. Zupa i grzanki. Jutro zrobię większe zakupy. 
– Daj, ja się tym zajmę, Cabe. Usiądź przy stole. Wyglądasz zdecydowanie gorzej. 
– Nie mam siły oponować – powiedział i usiadł na krześle. 
Po kilku minutach jedzenie było już gotowe. Cabe zażył dwie aspiryny. 
– Kiedy chcesz spotkać się z rodzicami? – zapytał. 
– Jutro, jak sądzę. 
– Zdaje się, że nie stanowi to dla ciebie większego problemu. 
– Nie. 
– Harold się zmienił, Penny. Twojej matki nie poznałem tak dobrze, mogę cię jednak 

zapewnić, że ojciec stał się całkiem innym człowiekiem. 

– Zobaczymy. Skoro wróciłam, to on także może powrócić do swych dawnych zagrań. A 

skoro   już   o   ojcu...   myślałam   o   pracy.   Nie   wyobrażam   sobie   siebie   ponownie   w   firmie 
Chapman and Chapman. Ale mimo wszystko muszę się czymś zająć. A ty nie powinieneś 
odwodzić mnie od tego pomysłu. 

–   Chyba   masz   rację.   Ale   pragnę   zauważyć,   że   nie   powinnaś   pracować   zbyt   ciężko. 

Najwyżej cztery godziny dziennie. 

– Być może. Na Florydzie chciałam zostać konsultantką w sprawach inwestycji, ale gdy 

dowiedziałam  się, że  jestem  w ciąży,  skoncentrowałam  się na swoim zdrowiu.  Podjęłam 
spokojną pracę w bibliotece. Ponadto... – Przerwała. 

– Ponadto... ? – zachęcił ją. Ugryzła grzankę. 
– Przypuszczałam, że ojciec mnie odnajdzie. Tak, byłam pewna, że on mnie wytropi. 
– A co ze mną? Czy zdawałaś sobie sprawę, że ja też cię poszukiwałem? Gdyby Harold 

nie   wynajął   detektywów,   ja   bym   to   zrobił.   Penny,   przecież   słyszałaś   tamtego   dnia,   jak 
mówiłem, że cię kocham i chcę się z tobą ożenić. Myślałaś, że rzucałem słowa na wiatr?

– Nie wiedziałam na co cię stać, Cabe – odrzekła. Zauważyła, że mężczyzna obserwuje ją 

cały czas. – Stałeś się obcy w chwili, kiedy wszedłeś do gabinetu mojego ojca. Wciąż nie 
wiem, kim w istocie jesteś. 

– I dlatego jesteśmy tu razem. 
– Tak. 
– To uczciwe. Zacznijmy od początku. Najpierw... – Przerwał mu dźwięk dzwonka. – 

Ktoś przyszedł. Pewnie goniec z papierami z biura. 

Wyszedł z kuchni i wrócił po paru minutach z grubym plikiem sprawozdań. Usiadł przy 

stole i zaczaj je przeglądać. 

– Do licha! – rzekł. – Oczy odmawiają mi posłuszeństwa. Nie wiem, jak to sprawdzę. 

background image

Penny zastanowiła się przez chwilę. 
– Cabe, możemy przejrzeć to razem. 
– Słucham?
– Poradziłabym sobie z tym sama, ale wiem, że się na to nie zgodzisz. Podzielmy w takim 

razie robotę na pół. Nie możesz się przemęczać. 

Patrzył   badawczo   na   Penny,   kiwając   się   na   krześle.   Minuty   upływały,   serce   Penny 

zaczęło bić mocniej. 

– Sądzę – rzekł w końcu, siadając prosto – że mógłbym zobaczyć, jak pracuje Penelopa. 

Sprawdzimy te papiery wspólnie. 

–   Dziękuję   ci,   Cabe   –   odpowiedziała  z  uśmiechem.   –   Penelopa   jest   częścią   mnie   i 

powinieneś ją poznać. To ważne dla nas. 

– Racja – przytaknął. – A ty zapewne chcesz poznać Cabe’a biznesmena. 
– Owszem. 
– Sprawa dotyczy nas obojga. Jestem Cabe

em Malone, zwyczajnym człowiekiem, który 

kocha cię nad życie. Jestem ojcem twych dzieci. To nigdy się nie zmieni. A teraz zajmijmy 
się pracą. 

background image

ROZDZIAŁ 8

Krótko po północy Cabe Malone ściągnął  buty,  zdjął  skarpetki,  spodnie oraz sweter. 

Ubranie porozrzucał po podłodze. Czuł się fatalniej ledwo zipał. 

Położył się do łóżka pod koc i jęknął. Był obolały. Wszystko go denerwowało. Wściekał 

się, że choroba go zmogła. Potrzebował czułej opieki. 

Naciągnął wyżej koc. Jednego był pewien: chciał, by opiekowała się nim Penny, a nie ta 

Penelopa! Chciał przekonać się, co potrafi Penelopa i to był błąd. Ona natychmiast przejęła 
kontrolę   nad   tym,   co   mieli   wykonać   wspólnie.   Cabe   już   około   dziewiątej   czuł   się 
wyczerpany.   Po   godzinie   stwierdził,   że   umykają   mu   istotne   szczegóły.   O   jedenastej 
pracowała już właściwie tylko Penelopa. 

Przed północą zaczął stękać i żalić się. Kaszlał głośniej, niż to było konieczne. Poprosił o 

chwilę odpoczynku. Penelopa nie skarciła go, że zachowywał się jak dziecko. Do licha, w 
końcu był chory!

Zorientował się, że nie spotkał dotychczas tak bystrej i inteligentnej kobiety, jak Penelopa 

Chapman. 

Zupełnie   go   zaszokowała   i   jednocześnie   niezwykle   przeraziła   swoim   profesjonalnym 

podejściem do pracy. Czy poświęciłaby swój kierowniczy talent, by stać się przykładną żoną i 
matką? Mogłaby pracować tylko po parę godzin dziennie, ale bliźnięta wymagają starannej 
opieki. Niebawem rozpocznie życie zupełnie odmienne od tego, które prowadziła, działając w 
firmie swego ojca. Czy Cabe i dzieci uszczęśliwią Penny? Może będzie lepiej, jeśli spyta się o 
to wprost? Czuł się zdezorientowany. Po raz kolejny zdał sobie sprawę, iż nie ma pojęcia, kim 
ona właściwie jest. 

– Cholera! – mruknął. 
Zaraz potem zamknął oczy i pogrążył się w głębokim śnie. 

Tymczasem w pokoju gościnnym Penny przekonywała samą siebie, że musi odpocząć i 

trochę   pospać.   Leżała   w   łóżku   spięta.   Zmusiła   się,   by  zamknąć   oczy.   Jednak   nie   mogła 
zasnąć. 

Pomyślała,   że   tego   wieczoru   uświadomiła   sobie   wiele   spraw.   Cabe,   mimo   choroby, 

okazał   się   doskonały   w   papierkowej   robocie.   Żaden   szczegół   nie   wymknął   się   mu   spod 
kontroli. Czasami pozwalał sobie na słowa skargi – ale poza tym potrafił całkowicie skupić 
się na pracy. Był prawdziwym człowiekiem interesu. 

Zastanawiała się, co myślał o niej. Gdy skończyli pracę wymamrotał „dobranoc” i udał 

się do łóżka. Biedactwo; był taki chory. Jutro jednak z pewnością oceni jej umiejętności i 
podziękuje za pomoc. A może zaproponuje pracę w swojej firmie?

Przewróciła się na bok i dotknęła dłonią brzucha. 
–   Muszę   po   prostu   poczekać   i   zobaczyć,   co   przyniesie   poranek.   Dobranoc,   dzieci   – 

szepnęła i w końcu usnęła. 

Cabe stał przed lustrem i poprawiał krawat na szyi. Potem przyjrzał się dokładnie własnej 

background image

twarzy. 

Udało mu się przetrwać noc. Podsumował, że nie było z nim tak najgorzej. Wczoraj czuł 

się fatalnie, musiał poradzić sobie sam, bez niczyjej opieki. Poczuł zapach świeżo zaparzonej 
kawy. Znaczyło to, że Penny już wstała i była w kuchni. Bez przyczyny trzykrotnie zmieniał 
krawat i czuł się jak idiota. 

Ponownie   przeczesując   włosy,   zastanawiał   się,   czy   w   kuchni   zastanie   Penny,   czy 

Penelopę.   Nie   miał   ochoty   rozmawiać   przy   śniadaniu   o   dokumentach,   które   sprawdzali 
wczoraj, o czym jednakże mógł z nią dyskutować? W kuchni chciał spotkać Penny, dawną 
Penny!, Jezu, jak to wszystko się pomieszało!” – pomyślał. 

Podszedł do drzwi, ale za chwilę wrócił do lustra i przećwiczył  przyjazny,  powitalny 

uśmiech. Miał nadzieję, że nie wygląda groteskowo. 

– Dzień dobry – przywitał się wesoło, wchodząc do kuchni. – Wspaniale pachnie ta kawa. 
– Widzę, że jesteś weselszy – stwierdziła Penny, uśmiechając się do niego. – Czujesz się 

lepiej?

– Znakomicie – odparł, nalewając kawę do kubka. 
– To dobrze. Czy zrobić ci coś na śniadanie?
– Nie, wystarczy to, co jest. Trochę się śpieszę. – Usiadł przy stole. – Dobrze spałaś?
– Tak – odpowiedziała, siadając naprzeciw niego. 
– Cieszy mnie to. 
Podniósł łyżeczkę i zaczął nią wybijać miarowy rytm o blat stołu. 
– Nawet na mnie nie spojrzał” – pomyślała Penny. Rozglądał się, lecz nie patrzył na nią. 

Może powinna coś napomknąć na temat wczorajszej pracy? Być może właśnie o tym teraz 
rozmyślał?

– A więc – podjęła wesoło – udało nam się wczoraj przejrzeć wszystko. 
– Zgadza się – przytaknął. W drugą dłoń wziął nóż i również zaczął nim stukać. 
– W takim razie życzę ci powodzenia w pracy. 
– Dzięki. – Zwiększył tempo wybijanego rytmu, pochylił się i zaczaj kiwać głową. 
Penny skrzywiła się. 
– Czy musisz to robić?
– To działa jak poranna gimnastyka. W człowieku zaczyna wszystko szybciej krążyć. 
– Nie wątpię – odparła sucho – ale zaraz dostanę bólu głowy. 
– Och! – Rzucił na stół nóż i łyżkę. – Przepraszam. Muszę już spływać. – Wstał. – Na 

razie. 

– Cabe... 
Pospiesznie pocałował ją w czoło. 
– Miłego dnia. Cześć. – Wybiegł z kuchni. 
– Miłego dnia? – powtórzyła. – To ulubiony zwrot młodych finansistów. 
Pomyślała, że Cabe zachowuje się co najmniej dziwnie. Gdzie podziękowanie za pomoc? 

Czy profesjonalizm i fachowość nie zrobiły na nim wrażenia? Nie chciał już z nią dłużej 
współpracować? Dostała od niego tylko całusa w czoło i musiała wysłuchać tego koncertu. 
Do licha, odbiło mu czy co?

background image

Trzy godziny później Penny znalazła się przed zamkniętymi drzwiami gabinetu Harolda 

Chapmana.   Przygotowała   się   psychicznie   do   tego   spotkania.   W   końcu   nacisnęła   klamkę. 
Weszła do środka. 

– Dzień dobry – powiedziała, zamykając za sobą drzwi. 
Ojciec podniósł głowę, po dłuższej chwili wstał i wyszedł zza biurka. 
Pomyślała,   że   Harold   wygląda   zdecydowanie   źle.   Wychudł   i   sprawiał   wrażenie 

zmęczonego. Dobrze wiedziała, że ona również przyczyniła się do pogorszenia jego stanu 
zdrowia. 

Ojciec zatrzymał się przed nią i wyciągnął ręce, żeby ją uściskać. A jednak zawahał się i 

zrezygnował z tego gestu. 

– Witaj, Penelopo – powiedział nienaturalnym  głosem. – Ach, zapomniałem, że teraz 

masz na imię Penny! Musisz wykazać nieco cierpliwości, zanim przyzwyczaję się do tego 
zdrobnienia. Wyglądasz kwitnąco. 

– Wyglądam jak kobieta w ciąży – poprawiła. Próbowała się uśmiechnąć. 
– Tak, już wiem. Cabe mi powiedział. Ja i matka nie możemy się wprost doczekać, kiedy 

zostaniemy dziadkami. 

– Proszę?
– Pewnie myślisz, że zwariowałem, ale... cóż... – Wskazał na sofę stojącą pod ścianą. 
Zdumiona Penny otworzyła szeroko oczy. 
– O mój Boże! – powiedziała. 
Na sofie siedziały dwa wypchane, pluszowe misie panda, największe jakie widziała w 

życiu. Oba miały pocieszne miny i czerwone kokardki na szyjach. Była tak wzruszona, że do 
oczu napłynęły jej łzy. Musiała aż oprzeć się przez moment na ramieniu ojca. Nie mogła 
znaleźć słów. Chciała stąd uciec!

Nagle przypomniała sobie Cabe’a i wzruszającą historię spotkania z umierającym ojcem. 

Pamiętała słowa Cabe’a: „To było wszystko, co mogłem uczynić dla Matthewa Malone”. 
Matthew umarł i nie dowiedział się nawet, kim w rzeczywistości był Cabe. Już nigdy nie 
będzie miał szansy powiedzieć do syna: kocham cię. 

Lecz Harold Chapman żył. I chociaż wahał się, chciał jednak zbliżyć się do córki. Fakt, 

że nazwał ją Penny, mówił już bardzo wiele. Tak samo, jak owe misie w jego gabinecie, w 
którym nigdy nie było żadnej niepotrzebnej rzeczy. A ona miała zamiar odwrócić się i uciec. 

Przyszło jej to z trudem, ale w końcu spojrzała na ojca. Obserwował córkę z niepokojem. 
– Te misie są cudowne – odezwała się niepewnie. – Naprawdę świetne i... Och, tatusiu, 

przepraszam, że przysporzyłam ci tak wiele zmartwień swoim wyjazdem! Byłam egoistką, 
myślałam   tylko   o   sobie.   Skrzywdziłam   tylu   ludzi   i   pragnę   to   jakoś   naprawić.   Musiałam 
jednak wyjechać. Dusiłam się tutaj. Czy możesz mi wybaczyć, tato? Tak bardzo mi na tym 
zależy. 

– Och, moja Penelopo! – Rozchylił szeroko ramiona i nawet nie próbował powstrzymać 

łez spływających mu po twarzy. – Nie nazywałaś mnie tatusiem, odkąd poszłaś na studia. 

Uścisnęli się wzajemnie. Penny wybuchła głośnym szlochem. 
– To ja powinienem prosić ciebie o przebaczenie – odezwał się Harold głosem drżącym 

background image

ze   wzruszenia.   –   Moje   zainteresowanie   pracą   sprawiło,   że   zaniedbałem   rodzinę.   Gdy 
wyjechałaś zrozumiałem,  że robiłem krzywdę tobie i samemu  sobie. Cabe, niech go Bóg 
błogosławi, otworzył mi oczy, pojąłem swe błędy. To naprawdę mądry człowiek. Penelo... 
Penny. Och, moje drogie dziecko, witaj znowu w domu!

– Kocham cię, tatusiu – powiedziała Penny. Cofnęła się i uśmiechnęła przez łzy do ojca. 

– Myślę... myślę, że będziesz wspaniałym dziadkiem. 

– Co tam będę. Ja już się nim czuję. Nie byłem dla ciebie zbyt dobrym ojcem i okropnie 

tego żałuję. Tak się bałem, że utracę cię na zawsze, że nie będzie mi dane żyć blisko ciebie, 
Cabe

1

 a i waszych dzieci. 

–   Wszyscy   będziemy   prawdziwą   rodziną.   –   Urwała   i   spojrzała   ponownie   na   piękne 

maskotki. – Choć właściwie jeszcze nie jestem pewna. Cabe i ja jesteśmy dopiero w połowie 
drogi do wymarzonego celu. Zdaję sobie sprawę, że to brzmi dziwnie, lecz trudno mi to 
wytłumaczyć. 

– On cię kocha, Penny. 
– Tak – odparła, spoglądając na Harolda – ale... och, jeśli zaczniemy o rym rozmawiać, to 

całkiem się rozpłaczę. 

– Nie nalegam. Chcę jednak, żebyś wiedziała, ze już nigdy cię nie zawiodę, jeśli będziesz 

mnie potrzebować. 

– Och... ! – płakała Penny. – Jesteś dla mnie taki dobry i wyrozumiały. 
Zaśmiał się. 
– Przypominasz mi matkę w czasie, kiedy spodziewaliśmy się twego przyjścia na świat. 

Zdarzyło   się   wówczas,   że   powiedziałem   jej:,   Jestem   zajęty,   muszę   zmienić   olej   w 
samochodzie”, a ona wtedy objęła mnie i szlochała przez dwadzieścia minut – Naprawdę? – 
spytała Penny. Na jej twarzy pojawił się słaby uśmiech. 

– Tak. Zadzwońmy do matki i spotkajmy się na lunchu. Musimy, to wszystko uczcić. 
– Znakomity pomysł. Przy okazji, chciałabym pracować jeszcze przez parę tygodni, jeżeli 

nie masz nic przeciwko. 

– Naturalnie, że nie. Sama ustalisz sobie godziny zajęć. Nie wolno ci się zbyt męczyć. 
– Dziękuję za wszystko. 
– Nie, Penny. To ja dziękuję. A jeśli chodzi o Cabe’a... Mogę ci poradzić tylko ryle: 

posłuchaj głosu swego serca. 

– Tak – obiecała cicho. – Właśnie tak zrobię. 
Cabe przyjechał do domu o szóstej. W mieszkaniu unosił się dziwny odór, Z kuchni 

dobiegał głośny krzyk. 

– Wielkie nieba! – Rzucił się pędem do kuchni. – Penny!
Tam pośliznął się i gdyby nie fakt, że szybko chwycił się stołu, wylądowałby na podłodze 

w kałuży rozbitych jajek. 

– Och! – wrzasnęła Penny i zasłoniła twarz dłońmi. – Już nie mogę!
Cabe podszedł do niej i delikatnie pogłaskał ją po włosach. Spojrzała na niego i nagle 

zaczęła płakać. 

– Czy coś się stało? – zapytał z niepokojem. 

background image

– Nic – zaprzeczyła. – Przygotowywałam... a wtedy... chciałam... ale... och! – Znowu 

wybuchła płaczem. 

Przytulił ją do siebie. 
– Powiedz to wszystko jeszcze raz, tylko wolno i po kolei. Może coś zrozumiem. 
Penny poczuła bliskie ciepło, miły zapach. Przylgnęła mocniej do niego. 
– Penny – odezwał się spięty. – Czy ktoś obrzucił cię jajkami? Odpowiedz mi, kochana. 
Rozmarzona, mruknęła tylko coś niezrozumiale. 
– Penny!
– Och! – Uniosła głowę, odsunęła się od niego i otarła łzy z policzków. – Chciałam 

przygotować coś specjalnego na kolację, ale nic mi się nie udało. Przypaliłam brokuły, mięso 
w piekarniku cały czas jest surowe. Chciałam zrobić ciasto, lecz stłukłam jajka i... 

Pocałował ją. 
Potem   zaczął   pieścić   kark   i   pocałował   ją   jeszcze   raz.   Tym   razem   bardzo   namiętnie. 

Całował   ją  Cabe,   jej   ukochany  Cabe.   Chciała,  by ten   pocałunek   nigdy  się   nie  skończył. 
Chciała, by ich ciała przylgnęły do siebie natychmiast. 

Cabe spijał słodycz z ust Penny jak spragniony człowiek, który na środku gorącej pustyni 

wypija ostatnie krople życiodajnej wody. Jego męskość napięła się. Czuł na sobie pełne piersi 
i brzuch, gdzie rozwijały się ich  dzieci. Pod wpływem  emocji  nie mógł  wydobyć  głosu. 
Obejmował i całował jedyną miłość swego życia. 

– Kocham cię – wyznał, a potem łagodnie odsunął ją od siebie. – Mimo że zbiłaś jajka 

dodał. Zobaczył, że jest zła. – Och, Jezu, przecież tylko żartuję! To cudownie, że chciałaś 
zrobić kolację. Wiesz co? Zjemy kolację na mieście. Musimy uczcić zawarcie korzystnego 
kontraktu przez moją firmę. 

Uśmiechnęła się szeroko. 
– Naprawdę? Och, Cabe, to cudownie!
– Kiedy tylko  zjawiłem  się w biurze, miałem  w kieszeni  kontrakt.  Nie wiem,  jak ci 

dziękować za pomoc. Byłaś znakomita... tak, jesteś niezrównaną Penelopą. A więc chodźmy 
uczcić sukces. Sprzątnę tę cholerną jajecznicę z podłogi, wezmę prysznic i przebiorę się. 
Potem wyjdziemy. Ty też się wystrój. 

– Nie, pomogę ci sprzątnąć. 
– Wykluczone! – rzekł ostro. Zaskoczona spojrzała na niego. 
– Ja to zrobię – powiedział już łagodniej. – Ty odpocznij w pokoju. No, idź już. 
– Dobrze – zgodziła się bez przekonania. – Ale to ja narobiłam tego całego bałaganu. 
– Nie zaprzątaj sobie tym głowy. 
Podeszła   do   drzwi,   potem   odwróciła   się   i   spojrzała   na   ukochanego.   Uśmiechnął   się, 

zerknął gdzieś w bok i zdjął marynarkę, nie śpiesząc się. 

Penny wyszła z kuchni. 
Cabe westchnął i dłuższy czas wpatrywał się w sufit. 
Nie   mógł   tego   znieść!   Nie  był   w   stanie   uporać   się  z   wątpliwością,   że   wszystko,   co 

powiedział Penny i co dla niej zrobił, tkwiło w pamięci Penelopy. No i – u diabła – nie 
powiedziała mu, że go kocha. Tak bardzo pragnął usłyszeć te słowa z jej ust. Wszystko na 

background image

próżno. 

Cabe był załamany. Jednak chciał skończyć z użalaniem się nad swoją umęczoną duszą. 

Zaczął porządkować kuchnię. 

Penny opłukała wodą twarz i przeczesała włosy, potem pogładziła materiał swej nowej, 

zielonej, ciążowej sukienki. Usiadła na sofie i wpatrywała się w kuchenne drzwi. 

Wiedziała, że coś jest nie tak. Nie chciała jednak teraz o tym rozmyślać. Na ustach czuła 

jeszcze ten wspaniały pocałunek. Cabe zdawał się toczyć wewnętrzną wojnę – z jednej strony 
chciał   się   z   nią   całować,   z   drugiej   bronił   przed   tym.   Zauważyła,   jaki   był   spięty,   kiedy 
powiedział   jej,   aby   wyszła   z   kuchni.   A   może   chodziło   wyłącznie   o   to,   że   czuł   się 
sfrustrowany   z   powodu   seksualnego   napięcia?   Nie,   było   coś   jeszcze.   Coś   istotniejszego. 
Sprawy przybierały bardzo zły obrót. 

Poczuła, jak dzieci poruszyły się w brzuchu, niczym ptaszki, które chciały rozprostować 

kruche skrzydła. Ostrożnie dotknęła tego cudownego miejsca. 

– Wszystko będzie dobrze, dzieci – wyszeptała. – Cabe uspokoi się i wszystko będzie 

grało. Mam przynajmniej taką nadzieję. O mój Boże... 

Po chwili mężczyzna  zjawił się w saloniku. Zerknęła na niego z niepokojem.  Zaczął 

rozpinać koszulę i spodnie. Obserwowała jego nagie  piersi. Potem spojrzała mu w oczy, 
starając się odgadnąć jego myśli. 

– Już posprzątane – zakomunikował, wciąż nie patrząc na Penny. – Mięso było surowe, 

bo nie włączyłaś piekarnika. Zawinąłem je w papier i schowałem do lodówki. Teraz wezmę 
prysznic. 

– Cabe – spytała cicho. – O co chodzi?
– O nic – odparł, przechodząc przez pokój. 
– Cabe, powiedz mi, proszę. 
– Już mówiłem, że o nic – powtórzył i wyszedł. Penny otarła łzy i westchnęła. 

W restauracji było dosyć dużo ludzi. Penny i Cabe czekali przy barku, aż zwolni się jakiś 

stolik. Po chwili do Cabe’a podszedł masywny, pięćdziesięcioletni mężczyzna i energicznie 
uścisnęli sobie dłonie. Cabe przedstawił go jako J. T. Smitha. 

– Dobrze cię widzieć, Cabe – rzekł J. T. – Pamiętasz nasz ostami mecz? Obiecałem ci 

rewanż. 

Penny pomyślała z niesmakiem, że Cabe zacznie zaraz nadskakiwać temu facetowi. 
– Byłeś wymagającym przeciwnikiem – odparł z uśmiechem Cabe. 
Zastanawiała się, czemu Cabe jest taki miły w jego towarzystwie. 
– Chcę zainwestować pieniądze w budowę nowego hotelu – powiedział J. T. – Wchodzisz 

w interes?

– Wchodzę. 
A więc o to chodzi! Biznesmen Cabe bawi się w uprzejmości w stosunku do partnerów w 

interesach.   Była   świadkiem   niezliczonych   rozmów   tego   rodzaju.   Pracując   w   firmie   ojca, 
musiała   to   akceptować   jako   nieodłączny   element   świata,   w   którym   obraca   się   dużymi 
pieniędzmi.   Jeszcze   nie   miała   okazji   zobaczyć   ukochanego   w   podobnej   roli.   Z   jakichś 

background image

powodów nie przypadł jej w tym wcieleniu do gustu. 

Mężczyźni dyskutowali przez kilka minut. Następnie podszedł kelner, wskazując wolny 

stolik. 

Penny nie odzywała się, dopóki nie zamówili jedzenia. 
– Grałeś w piłkę z J. T. Smithem i dałeś mu wygrać? – zapytała. 
Cabe wzruszył ramionami. 
– Dzięki temu poczuł się dumny i zadowolony. Jego próżność została rozbudzona. Wiesz, 

jak to jest. 

– Tak, ale nie przypuszczałam, że ty... właściwie to nieważne. 
– Czego nie przypuszczałaś?
– Nie sądziłam, że jesteś takim przebiegłym dyplomatą. Lubisz to, Cabe?
– Niezbyt – odrzekł. – Ale to konieczne. I wiedziałaś o tym jako Penelopa. 
– Ale teraz siedzisz z Penny. 
– W takim razie musisz mi darować. Skąd mam wiedzieć, kiedy rozmawiam z Penny, a 

kiedy z Penelopą? Zrozum, w interesach staram się być uczciwy.  Nie biorę łapówek, nie 
oszukuję na materiałach, nawet gdy mam okazję. Owszem, stawiam kontrahentom wino i 
obiad, tak jak niegdyś ty w podobnych sytuacjach. Nie mam zamiaru się z tego tłumaczyć. 
Miło się z tobą gada, Penny. Kiedy jednak Penelopa przeglądała moje papiery, nie potrafiłem 
odezwać się do niej. Jestem pewny, że to zauważyłaś. 

– Nie bądź śmieszny. 
– Dajmy temu spokój – poprosił. – Zaprosiłem cię na kolację. 
– Racja – odrzekła bez entuzjazmu. 
Trudno było mówić o dobrym nastroju. Jedli w milczeniu i napięciu. Nie odzywali się 

także   podczas   powrotu   do   domu.   Popatrzyli   sobie   w   oczy   dopiero,   gdy   znaleźli   się   w 
mieszkaniu Cabe’a; jednak obeszło się bez czułości. 

– Chyba... pójdę do łóżka – oświadczyła cicho Penny. – Obiecałam ojcu, że jutro przyjdę 

do biura. Dziękuję za kolację. Dobrej nocy, Cabe. 

– Dobranoc – odpowiedział, wkładając ręce do kieszeni. Pomyślał, że nie przypadł jej do 

gustu jako człowiek  interesu. Dawnemu  Cabe’owi też nigdy nie wyznała miłości.  Wielki 
Boże, czy to znaczy, że utraci swoją Penny?

– Cóż, dobranoc. 
Uświadomiła sobie, że myślał o niej jako o zimnej, nieczułej Penelopie. O kimś strasznie 

wyrachowanym. Musiała być dla niego kobietą sprawdzającą się tylko w pracy. Jednak było 
tak tylko w połowie. Czy Cabe tego nie pojmował? Och, co będzie z ich związkiem?

Następnego popołudnia Penny wróciła do mieszkania Cabe’a dopiero około ósmej. Kiedy 

ją zobaczył, usiadł na sofie i zamyślił się. 

– Ładnie z twojej strony, że wpadłaś – odezwał się podejrzanie spokojnym głosem. 
– Przepraszam, że tak późno, Cabe, ale... 
– Niech zgadnę – przerwał jej, unosząc dłoń. – Penelopa była tak pochłonięta pracą, że 

zatraciła poczucie czasu. Ludzie niewiele cię obchodzą, inaczej  zadzwoniłabyś  do mnie i 
powiedziała, że przyjdziesz później. Oszczędziłabyś mi nerwów. 

background image

– Dzwoniłam, ale numer był zajęty. 
– Ach tak... słusznie. Przez chwilę rozmawiałem z J. T. Smithem. 
– Tak? Umawialiście się na mecz, abyś ponownie mógł zaspokoić jego próżność?
– Pozwól, że sam zdecyduję, jak mam prowadzić własne interesy. 
– A ty nie mieszaj się do moich spraw – odparła. – Jeśli chcesz wiedzieć, to wyszłam z 

biura równo o piątej. Wpadłam do sklepu, bo chciałam kupić parę sukienek. Potem poczułam 
się piekielnie zmęczona. Zadzwoniłam do ciebie, ale telefon był zajęty. Chciałam, żeby ktoś 
po mnie przyjechał. Teraz chciałabym się dowiedzieć od ciebie, dlaczego, skoro przyszłam 
później, traktujesz mnie jak Penelopę?

–   Od   dawna   jesteś   tylko   Penelopą!   –   wrzasnął.   –   Co   stanie   się,   kiedy   dojdziesz   do 

wniosku, że odpowiada ci życie zapracowanej kobiety? Co będzie wtedy z nami?

– Do licha, Cabe, przecież nie możemy prowadzić ze sobą wiecznej wojny. Musimy się 

nawzajem zaakceptować. Nie mamy innego wyjścia, jeśli chcemy,  żeby wszystko było w 
porządku. 

– Tobie jednak nie podoba się, że biznesmen Cabe stara się zadowolić swojego klienta. 
Westchnęła. 
– Rozumiem powody, dla których to robisz. Nie widzę w tym niczego złego. Po prostu 

zapomniałam na chwilę o takich sposobach. To wszystko. 

– Boże! – powiedział, patrząc w sufit. – Nie mogę w to uwierzyć. – Ponownie spojrzał na 

Penny. – Posłuchaj. Zaczęliśmy się obserwować. Chciałem się przekonać, kim jesteś teraz. Ty 
sprawdzałaś mnie. Mieliśmy zadecydować o przyszłości dopiero po tym sprawdzianie. Ale ja 
tego nie wytrzymuję. 

– Co masz na myśli? – zapytała, czując, jak przechodzi ją zimny dreszcz. 
– Tak, to był mój pomysł, wiem – rzekł zdenerwowany. – Ale to był błąd. Nie sprawdził 

się. Nie rozstrzygniemy dręczących nas wątpliwości. Lepiej, gdybyśmy mogli zastanowić się 
nad sobą... 

– Chcesz, żebym się wyprowadziła? – przerwała mu. 
– Tak – stwierdził, choć coś w nim rozpaczliwie krzyczało „nie”! Musiał pozwolić, aby 

odeszła i przemyślała  wszystko, by zdecydowała, czy go kocha naprawdę. – Nie możesz 
jednak ponownie gdzieś zniknąć. Nie zniósłbym tego. Nie zrobisz mi tego, prawda? Zdołała 
tylko skinąć głową. 

– Czy rozumiesz, dlaczego musimy to zrobić? – spytał. „Owszem – pomyślała ponuro – 

zrozumiałam”. Cabe potrzebował czasu. Musiał przekonać się, co do niej czuje. Wzruszyła 
ramionami. 

–   Dokąd...   dokąd   chcesz   się   udać?   –   zapytał   spokojnie.   Starała   sienie   wybuchnąć 

płaczem. 

– Do Meadow View. Pojadę do ciotki Beth, do Meadow View. 
– Dobrze. Zawiozę cię tam rano. 
– Chcę wyjechać sama, Cabe. I tak będę tam potrzebować swojego samochodu. 
– W takim razie odwiozę cię. Zobaczę, jak się urządziłaś, czy niczego ci nie brakuje. 
– Nie. 

background image

– Do diabła ja... – Przerwał. – No dobrze. Słuchaj, jeżdżę do Meadow View w każdą 

sobotę, by zobaczyć się z Holly. Czy będę mógł wówczas do ciebie zaglądać?

– Tak, oczywiście. Teraz pozwól mi się spakować. Wyjadę rano. Ale nie stąd. Wyjadę z 

mojego mieszkania. 

– Chcesz wyjść ode mnie już teraz?
– Sądzę, że tak będzie lepiej. 
Patrzyli na siebie. Nie powiedzieli jednak już ani słowa. Płonęła między nimi miłość, 

miłość, której nie zdołali sobie wyznać. 

Rozstali się bez słów. 

background image

ROZDZIAŁ 9

Było wczesne sobotnie popołudnie. Penny błąkała się bez celu po domu swej ciotki... 

Przyjechała   tu   w   czwartek   i   od   tamtej   pory   zdążyła   wysprzątać   wszystkie   pokoje. 
Bezskutecznie starała się nie myśleć o Cabie. Wciąż chciało jej się płakać. 

Pogrążona była w czarnej rozpaczy. 
Podeszła do okna i wyjrzała na zewnątrz. Nie zauważyła cienkiej warstwy śniegu ani 

jasnego, błękitnego nieba. Przed oczyma miała ciągle wizerunek Cabe’a Malone. 

Bez przerwy przypominała sobie scenę w jego mieszkaniu. Czuła, że łzy napływają jej do 

oczu na wspomnienie tamtej  przygnębiającej  ciszy,  która oddzieliła  ją od Cabe’a niczym 
przezroczysta ściana. Cisza ta była gorsza, niż najbardziej przykre słowa. 

Przycisnęła czoło do zimnej szyby i westchnęła. 
– Och, Cabe! – szepnęła do siebie. – Jak myślisz? Czy nadal znajdujemy się w połowie 

drogi?

Doszła do wniosku, że musi się przejść, inaczej zaraz zwariuje. Tego ranka obudziła się i 

nie przestawała spoglądać na zegar. Zastanawiała się, czy Cabe przyjechał już do Meadow 
View i próbowała odgadnąć, kiedy zjawi się przed jej domem. 

Wszedłby do pokoju i... Co miałby jej do powiedzenia? Co by zrobił? Pytania, które sama 

sobie zadawała były tak uciążliwe, że zdecydowanie musiała wybrać się na przechadzkę, by 
ukoić napięte do granic wytrzymałości nerwy. 

Powietrze na dworze było czyste, rześkie i chłodne. Wsunęła dłonie w kieszenie płaszcza. 

Oddychała głęboko, utwierdzając się w przekonaniu, że spacer był wybornym pomysłem. 

Przechadzała się powoli i zdała sobie sprawę, że bardzo lubi Meadow View, niewielką 

miejscowość, w której znajdowało się parę szkół, sklepików i szpital. Co za odmiana po 
wielkomiejskim chaosie Detroit Mogła  ta  mieszkać jako Penny, wiedziała, że tutejsi ludzie 
lubią ją, nie stawiając żadnych wymagań. Tu mogła śmiać się i płakać do woli. Mogła z 
miejsca nawiązać współpracę z firmami w Detroit Bez żadnych przeszkód wychowywałaby 
swoje dzieci. Właśnie w tym miasteczku, które dawno temu udzieliło gościny ciotce Beth. 

„Swoje dzieci”? – pomyślała. Nie, to nie będą wyłącznie jej dzieci. Cabe jest ich ojcem. 

Cabe był jej kochankiem. Jest jej miłością, dla niego żyje. Odnalazła samą siebie, poczuła się 
kobietą, tylko brakowało  jej  wzajemności i opieki Cabe’a. To on sprawiał, że nauczyła się 
cieszyć prawdziwym szczęściem, beztrosko śmiać. Jakże go kochała. 

Penny przystanęła. Zdziwiła się, że pogrążona w myślach, oddaliła się tak daleko od 

domu. Zatrzymała się przed posesją, w której pierwszy raz spotkała Cabe’a. Budynek obecnie 
wyglądał  na wykończony,  podobnie jak inne w sąsiedztwie. Rozejrzała  się po okolicy;  z 
kominów wydostawał się dym, na podjazdach stały samochody, a na tabliczkach wypisane 
były nazwiska właścicieli. Na trawnikach przed niektórymi domami umieszczono tabliczki z 
informacją „na sprzedaż”. 

Spojrzała na ów budynek, gdzie spotkała Cabe’a. 
W   oknach   nie   dostrzegła   zasłon,   domek   nie   był   chyba   zamieszkany.   Mimo   tego   nie 

background image

wystawiono go na sprzedaż. Pewnie już ktoś go kupił, tyle, że właściciele jeszcze się nie 
przeprowadzili. Chciała obejrzeć raz jeszcze ten dom. Poczuła pragnienie, aby zajrzeć do 
środka i przekonać się, jak urządzono salonik. 

Niepewnie zbliżyła  się do budynku. Gdy weszła na schodki, poczuła się jak złodziej 

zakradający się w nocy do domu obcych ludzi. 

– Och, jakie śliczne! – powiedziała, dotykając dłonią zdobionych drzwi wejściowych. 

Przesunęła palcem po powierzchni ciemnego drewna. Chciała krzyknąć, gdyż drzwi nagle 
otworzyły się, a przecież je ledwo musnęła. 

Zajrzała i poczuta nagłe podekscytowanie. Wiedziała, że nie powinna wchodzić, ale... nie 

mogła się wprost powstrzymać. Przecież właśnie tutaj poznała Cabe’a. 

Oddychała szybciej. Ostrożnie zamknęła za sobą drzwi. Ku jej zdumieniu, w środku było 

ciepło,   usłyszała   buczenie   piecyków.   Na   podłodze   leżał   brązowy   dywan.   Na   schodach 
wiodących   na   piętro   znajdował   się   taki   sam   dywan.   Popatrzyła   na   niebieskawe   ściany   i 
dostrzegła artystycznie wykończony kominek. 

W dużym  pokoju nie było żadnych  mebli. Jednak Penny wyobraziła sobie, że lampy 

rozpraszają przytłumione światło, a w rogu stoi... kojec dla niemowląt. 

Ktoś   na   dywanie   porozrzucał   zabawki.   Lalki,   samochodziki   i   klocki.   Cabe   mógłby 

siedzieć przed rozpalonym kominkiem z Holly i bliźniętami i budować zamek z klocków. 
Dzieci szczebiotałyby zachwycone, rozwalałyby małe konstrukcje i stawiały zamek od nowa. 

Penny uśmiechnęła się, owładnięta swymi fantazjami. A gdzie byłaby ona sama podczas 

zabawy Cabe’a z dziećmi? Cóż, może w kuchni. Piekłaby pyszne ciasteczka. Nauczy się 
doskonale gotować i nie zbije już nigdy żadnego jajka. 

Była zdumiona, rozglądając się po opustoszałym pokoju. Coś tu nie grało. Ktoś tu jednak 

mieszkał, zdawało jej się, że usłyszała śmiech i poczuła aromat cynamonu. 

Pomyślała, że chyba najwyższy czas, by zakończyć fantazjowanie. Musiała stąd wyjść. 

Ktoś już zajął ten dom. Właściciele mogli pojawić się lada chwila i zastać nieproszonego 
gościa. 

A jednak... Zerknęła na schody. Obiecała sobie, że tylko spojrzy. Chciała zobaczyć pokój, 

gdzie dawno temu Cabe znalazł ją płaczącą. Chciała szybko wejść po schodach, spojrzeć i 
potem wyjść. Serce waliło jak oszalałe, pokusa okazała się silniejsza od zakazów. 

Przeszła przez pokój, czując miękkość grubego dywanu pod stopami. Weszła na schody, 

krew pulsowała jej w skroniach. Na górze rozejrzała się pospiesznie i na palcach podeszła do 
właściwego pokoju. Stanęła w drzwiach i ze zdumienia otworzyła usta. 

Na   podłodze   siedział   Cabe.   Plecami   opierał   się   o   ścianę,   dokładnie   w   tym   samym 

miejscu, gdzie spotkali się po raz pierwszy. 

„Och, dosyć!” – powiedziała sobie. To niemożliwe, że widzi prawdziwego Cabe’a. Za 

bardzo bujała w obłokach. To nie on, to nie jej ukochany. Kurtka, która leżała na dywanie, z 
pewnością nie należała do Cabe’a. 

Zdała sobie sprawę z własnej głupoty. Cabe’a tu nie było. 
Zakasłał. 
Penny przestraszyła się i cofnęła o krok. 

background image

On przechylił się nieco. Równy, miarowy oddech zdradzał, że mężczyzna śpi. 
Zamknęła oczy, policzyła do dziesięciu i ponownie spojrzała. 
Wielkie nieba. Cabe wciąż tam był! Rzeczywiście tam był!
„I co teraz?” – zastanawiała się. Miała wymknąć się, pozostawić go, czekać, aż odwiedzi 

ją u ciotki Beth? Nie, zaraz, chwileczkę. Fakt, że zastała go właśnie w tym miejscu, w tym 
pokoju,   nie   mógł   być   czystym   zbiegiem   okoliczności.   Przyszedł   tu   dla   wspomnień, 
identycznie jak ona. Chciał odnowić w pamięci ich pierwsze, niezwykle cudowne spotkanie; 
spotkanie Penny i Cabe’a. Wszystko zaczęło się właśnie tutaj i on wiedział o tym. 

Uśmiechnęła się; przepełniała ją czułość. Rozpięła swój płaszcz, zdjęła go i rzuciła na 

podłogę tuż koło drzwi. Wsunęła dłoń do kieszeni sukienki, palcami dotykając brzucha. Cicho 
przemierzyła pokój i usiadła obok ukochanego. 

Spojrzała na niego, przyjrzała mu się z bliska. Serce płonęło gorącym uczuciem. 
Jakby   wyczuwając   jej   obecność,   Cabe   powoli   otworzył   oczy.   Spojrzeli   na   siebie 

jednocześnie. 

– Twoja matka – odezwała się cichym głosem – nauczyła cię, byś w kieszeni zawsze miał 

czystą chusteczkę. Moja wbiła mi do głowy, że zawsze należy zwracać pożyczone rzeczy. 

Podała mu chusteczkę. 
Cabe zerknął na dziewczynę. Nie potrafiła odgadnąć, co teraz mógł myśleć. Ujął jej dłoń. 

Potem ponownie oparł głowę o ścianę i zamknął oczy. 

Nie odezwał się. 
Było tak cicho, że Penny sądziła, że słychać głośne bicie jej serca. Popatrzyła na silną 

dłoń ukochanego mężczyzny. Ta ręka kiedyś pieściła piersi i delikatną skórę na całym jej 
ciele.   Spojrzała   na   usta   mężczyzny.   Jedyne   usta   potrafiące   wzbudzić   w   niej   pożądanie, 
rozpalić ją do białości. 

Kiedyś razem wznieśli się ku ekstazie. Połączyli nie tylko swe ciała, lecz także dusze. 

Połączyli się całkowicie i bez reszty. 

Och, jak mocno od tamtej pory związali się ze sobą! Wiedziała, że nie może stracić tego 

mężczyzny. On był skarbem, o którego należy walczyć w razie potrzeby. Nadeszła pora walki 
o Cabe’a. Dawnego Cabe’a, Cabe’a biznesmena. Zresztą było jej wszystko jedno. Obojętnie, 
czy ubierał roboczy drelich i wywijał młotem, czy też drogi garnitur i zawierał umowy na 
miliony dolarów. 

Jakaż   była   głupia.   Bez   powodu   tak   bardzo   skomplikowała   ich   wspólne   życie.   Cabe 

Malone nie był jej obcy. Znała go dobrze i wszystko w nim kochała. 

Popatrzyła na niego, ale nie poruszył się i nie otwierał oczu. Najwyraźniej ucinał sobie 

drzemkę. Penny dostrzegła jednak, że jest zdenerwowany. Poczuła, że coraz mocniej ściska 
jej dłoń. 

– Cabe – powiedziała cichutko. – Wiem, że nie śpisz. Chciałabym z tobą porozmawiać. 
– Nie – odrzekł, nie otwierając oczu. 
– Nie? Spisz, czy nie chcesz rozmawiać? Westchnął i spojrzał na ich złączone dłonie. 
– Miałem nadzieję, że jeśli nie otworzę oczu, to nie będę musiał wysłuchiwać tego, co 

masz do powiedzenia. Ale nie mam wyjścia, prawda? Wybierałem się do ciebie, ale najpierw 

background image

wstąpiłem tutaj. Chciałem trochę posiedzieć tu, w tym pokoju, gdzie znalazłem moją Penny. 

– Cabe, ja... 
– W porządku stwierdził. – Już się zamykam. No dalej, mów. Powiedz, że łączą nas tylko 

dzieci. Jakie masz plany? Chyba będę mógł widywać je często, prawda?

– Nie, ja... 
– Wspaniale – przerwał jej. – Raz będę spotykał się z Holly, drugi raz z dziećmi. Piękne 

perspektywy. Użalam się nad sobą? Cóż, owszem. Chciałem sobie trochę pofolgować. Tak. 
Biedny Cabe. Nie prosiłem o wiele, zdawało mi się, że nie mam wygórowanych wymagań. 
Chciałem tylko, żeby kobieta, którą kocham, kochała także mnie. Chciałem mieć prawdziwą 
rodzinę i... 

– Cabe, ja cię kocham. 
–   Chcesz,   żebym   ci   coś   powiedział?   –   wyszeptał.   –   To   mój   dom.   Nie   mogłem   go 

sprzedać.   Dawno   temu   położyłem   te   dywany   i   czekałem   na   ciebie.   Siedziałem   tutaj, 
wspominając, jak Penny płakała i śmiała się razem ze mną. Byliśmy razem. Oczekiwałem, że 
genialna Penelopa dojdzie do przekonania, że powinniśmy stworzyć bliźniętom bezpieczny 
dom. 

– Szczerze cię kocham, Cabe. Całym sercem. 
– Penelopa z pewnością zatroszczyłaby się o dzieci – ciągnął, udając, że nie docierają do 

niego te wyznania.  – A Penny?  Nie wiadomo.  Penny pragnęła  swego bajkowego świata. 
Wynajęłaby niańkę i kochałaby się po kryjomu. A nowa Penny, połączenie Penelopy i... 

– Cholera, Cabe, przestań!
– Kocham ją tak bardzo – oświadczył smutnym głosem. – Tak ją kocham, lecz ona... 
– Kocham cię, ty idioto. Kobieta wstała i spojrzała na niego. 
– Jeżeli przerwiesz rai jeszcze raz, roztrzaskam twój piękny nos. 
– Słucham?
–   Tak,   posłuchaj,   Malone.   Dotychczas   to   ja   milczałam.   Chciałam   przekonać   się,   że 

przemyślałeś sobie wszystko i że już wiesz, kim w końcu jestem. 

– Po co, u licha? – Zerwał się na równe nogi i spojrzał na nią. – Cały czas powtarzałem 

ci, że cię kocham. 

– Zamknij się! Grzecznie wykonał polecenie. 
– Wiedziałeś, że jestem zagubiona, Cabe. Byłam przekonana, że jesteśmy sobie obcy, że 

nie da się zbudować prawdziwego związku na tym, co zdarzyło się niegdyś między Cabe’em 
a Penny. Myliłam się jednak. Powinnam posłuchać serca, lecz bałam się zaufać uczuciom. 

– Penny... 
– Cicho! – Zrozumiałam, że Cabe murarz i Cabe biznesmen to jedna i ta sama osoba. Tak 

samo wierna, dobra i uczciwa. Nie jesteś dla mnie kimś obcym, Cabe. Nie byłeś od chwili, w 
której spotkaliśmy się w tym pokoju. No i, mój Boże, kocham cię tak bardzo. Chcę, żebyśmy 
byli razem; razem z naszymi dziećmi, z Holly i misiami panda. Nauczę się piec cynamonowe 
ciasteczka, kiedy ty będziesz bawił się klockami i... Och, błagam cię, powiedz coś!

– Jakimi misiami panda?
–   No   tak   –   rzekła   odwracając   się.   –   Mam   dosyć.   Idę.   Równie   dobrze   moglibyśmy 

background image

przeprowadzać taką ważną rozmowę przez płot Skoczył za nią, zasłonił wyjście i chwycił za 
ramiona. 

– Kochasz mnie? – zapytał i uśmiechnął się nieznacznie. – Całego mnie? Cabe’a murarza 

i człowieka interesu? Twojego kochanka, twego mężczyznę, ojca twoich dzieci?

Oczy Penny wypełniły łzy wzruszenia. 
– Tak, Cabe, kocham cię. Całym sercem, bez reszty. Uwielbiam cię. 
– Och, dzięki Bogu! – odrzekł. Przyciągnął do siebie ukochaną i objął mocno, tak jakby 

już nigdy nie chciał jej puścić. 

Nareszcie wrócili do domu. 
Znajdowali się w domu, który Cabe budował własnymi rękami. W budynku, w którym 

narodziła się ich miłość. 

Mężczyzna   dotknął   drżącymi   dłońmi   twarzy   Penny.   Widział   łzy   spływające   z   oczu 

ukochanej. 

– Kocham cię – powiedział głosem pełnym wzruszenia. – Kocham cię, Penny. 
– A ja ciebie. 
Pocałował   ją  czule  i  delikatnie.   Penny poczuła   się  niczym  kruchy kryształ  w   rękach 

mistrza. Cabe otarł jej łzy i całował dalej. Zaczęło ją ogarniać pulsujące pożądanie. Czuła, że 
traci równowagę. Musiała chwycić mocniej mężczyzny. 

– Och, Cabe! – szepnęła. 
– Pragnę cię, Penny – wymamrotał. – Chcę się z tobą kochać tutaj, w naszym pokoju, w 

naszym domu. 

– Tak... 
Ich usta połączył długi pocałunek. Cabe dłonią poszukał suwaka z tyłu sukienki. 
– Cabe – odezwała się, gdy powoli rozpinał suwak. – Moje ciało wygląda inaczej, niż 

wtedy, gdy kochaliśmy się pierwszy raz. 

– Chcę zobaczyć cię – powiedział, zsuwając sukienkę z jej ramion. – To nasze dzieci. 

Twoje i moje. – Och, Penny, jesteś najcudowniejszą i najpiękniejszą kobietą na świecie! – 
dodał i oparł dłonie na jej brzuchu. – Nie mogę wprost uwierzyć. One są tam bezpieczne, 
rozwijają się. Dwie małe istotki. 

– Wiem – odrzekła z uśmiechem. – Wierz mi. Ja to doskonale czuję. 
Spojrzał na pełne piersi kobiety. Nie potrafił już zapanować nad swoimi żądzami. Penny 

popatrzyła mu w oczy, kiedy rozpinał jej stanik. Bielizna zsunęła się na dywan. Penny zdjęła 
buty. 

– Kochaj mnie, Cabe – wyszeptała. 
Jęknął, wziął ją w ramiona i całował piękne usta, zapominając o całym świecie. Przeniósł 

Penny na środek pokoju, tam gdzie słoneczne promienie rzucały przez okno jasną poświatę. 
Szybko zdjął resztę swojej garderoby. 

Penny oddychała szybciej, patrząc na wspaniałe ciało mężczyzny. Cabe stał nad nią nagi, 

gotów dać wszystko, co posiadał. Wyciągnęła ku niemu ręce. 

Uklęknął i ściągnął jej majteczki. Położył się na dywanie, by podziwiać kobietę, którą tak 

pożądał. 

background image

– Taka piękna – powiedział, pochylając się nad Penny. – Taka śliczna i kobieca. Moja 

jedyna. 

Wplotła palce w jego gęste, ciemne włosy. Usłyszała, że jej ukochany jęczy z rozkoszy. 

Pieścił jędrny biust, tak namiętnie, aż zesztywniały jej sutki. Zaczęli się gorączkowo całować. 

Delikatnie   przesunął  dłonią  po  zaokrąglonym   brzuchu  Penny,  po  udach,  dotykając   w 

końcu wilgotnego miejsca między nogami. Było to tak przyjemne, że ciało Penny wiło się 
pod wpływem ogromnego podniecenia. 

– Och, Cabe! – powiedziała drżącym głosem. – Proszę. Chcę cię. Pragnę cię tak bardzo. 
– Powiedz mi, powiedz jeszcze raz, że mnie kochasz. 
– Tak. Kocham cię bardziej, niż mógłbyś to sobie wyobrazić. Och! Proszę, Cabe! Teraz, 

proszę!

Spojrzał na rozpalone oblicze dziewczyny. 
– Nie chcę zrobić ci krzywdy, Penny. 
– Nie zrobisz. 
– A dzieci... 
– Nic im się nie stanie. 
– Tak dawno się kochaliśmy. Penny, nie wiem, czy potrafię się teraz powstrzymać. Chcę 

dać ci rozkosz i... 

– Och, nie mów tyle! – jęknęła. 
– Wolisz czyny od słów, prawda?
– Zapewniam cię – powiedziała żartobliwym tonem. 
– Chodź, Cabe. Weź mnie całą. Tak też uczynił. 
Wszedł w nią cały. Stanowili teraz jedność. Nie byli już w połowie drogi, odnaleźli się i 

nic innego nie potrzebowali do szczęścia. Czuli, jak unoszą się w powietrzu... Razem dotarli 
do brzegu rozkoszy. 

– Cabe!
– Kocham cię, Penny. O Boże, jak bardzo cię kocham. Po chwili położył się na boku. 

Westchnęła, rozkoszując się przyjemnym odprężeniem. Gładził palcami jej włosy, patrzył, jak 
jedwabiste kosmyki mienią się w promykach słońca. W pokoju zapanowała cisza. 

– Penny? – odezwał się w końcu. 
– Słucham?
– Wyjdziesz za mnie?
Zwróciła ku niemu twarz i zobaczyła, że Cabe się uśmiecha. 
– Tak. 
– Nie chcesz się najpierw zastanowić?
– Nie. 
– Och, to świetnie! Nie, niezupełnie. Musimy najpierw porozmawiać. 
– Dobrze – powiedziała i wzruszyła ramionami. – Mów. 
– Wiesz, chodzi o Holly. Wiesz dobrze, że jest pod moją opieką. To urocze dziecko, ale 

tymczasem  trochę  rozbrykane.  Nie jest całkiem  rozpieszczona,  ale...  jaja kocham,  Penny. 
Chciałbym,  żeby znów miała prawdziwą rodzinę. To, że matka się nią zajęła było czymś 

background image

cudownym.  Lecz teraz nadszedł czas, abym  wypełnił  obietnicę daną Jasonowi i Karen. I 
jeszcze kwestia tego domu. Bardzo chciałbym zamieszkać w Meadow View, tu wychować 
nasze  potomstwo.   Mógłbym  tak  wszystko   zorganizować,  żeby nie  bywać  w  Detroit   zbyt 
często. Ty, jeśli chcesz, możesz także współpracować z firmą ojca. Zdaje się, że musimy 
podjąć parę istotnych decyzji. 

– Owszem. 
– Więc rozstrzygnijmy wszystko teraz. 
– Nie. To znaczy, tak, Wyjdę za ciebie. I oczywiście Holly zostanie naszą córką. Tak, 

uwielbiam życie w Meadow View. Również w razie konieczności będę służyła radą ojcu w 
sprawach   zawodowych...   Co   jeszcze?   Czy   powiedziałam   wszystko,   co   potrzeba?   Och! 
Kocham cię i chcę spędzić z tobą resztę życia. Co ty na to?

– Doskonale – odpowiedział i musnął jej wargi. – Została tylko jedna kwestia. 
– Jaka?
– Czy naprawdę mamy misie panda?
– Powiem ci o nich wszystko – rzekła, głaszcząc palcami jego klatkę piersiową, potem 

niżej, coraz niżej... – ale później. 

I rzeczywiście. Upłynęło wiele czasu, zanim Penny i Cabe niechętnie ubrali się i wyszli z 

budynku, który wkrótce miał stać się ich domem. Trzymając się za ręce, wrócili do domu 
ciotki Beth, podziwiając po drodze wielkie, płatki śniegu, które zaczęły sypać się z nieba. 

Penny pomyślała, że Meadow View zimą zamieniło się w baśniową krainę. Na szczęście 

nauczyła się rozróżniać fantazję od rzeczywistości. Baśniową, lecz zarazem realną. Penny i 
Cabe przebyli długą drogę, by wreszcie połączyć się na zawsze. Odtąd zawsze będą razem. 

background image

EPILOG

Cabe otworzył  frontowe drzwi i wszedł do swego domu. Natychmiast poczuł zapach 

przypalonego ciasta. Zdjął kurtkę i zaśmiał się pod nosem. 

– Cześć, wujku Cabe – rzuciła Holly, wpadając do saloniku. 
– Czołem, spryciulo – odpowiedział i pociągnął ją lekko za kucyk. – Zdaje się, że dziś na 

deser znowu będziemy jeść lody, co?

–   To   nie   moja   wina  –  usprawiedliwiała   się   Penny,   wchodząc   do   pokoju.   Musiałam 

zmienić pieluchy twoim synom. No i przez ten czas ciasto się przypaliło. 

– Ach, rozumiem! – Cabe zaśmiał się i wziął Penny w objęcia. – To wina Jasona i Jeffa. 
– Pewnie – odparła, nie ukrywając radości. – Jak było w Detroit?
– Dużo pracy, a poza tym nudno. Jak to dobrze wrócić do domu. Mam plany na weekend. 

Podrzucimy dzieci mojej matce i zrobimy sobie wycieczkę. 

– Wspaniale. Powiedz mi, dokąd pojedziemy?
– Do naszej zaczarowanej krainy, gdzie sami spędzimy słodkie chwile. Tak jak niegdyś 

dawna Penny i dawny Cabe. 

– Tak cię kocham, Cabe – wyszeptała. 
– A ja ciebie – odpowiedział i schylił się, by ją pocałować. 
– A ciasto się przypala! – krzyknęła Holly. 
–   Och!   –   Penny   nagle   przypomniała   sobie   o  cieście,  przestraszyła   się   i   pobiegła   do 

kuchni. Cabe ruszył za nią. 

W Meddow View zapadł mrok, ale dom Cabe’a i Penny Malone rozbrzmiewał radosnym 

śmiechem. W tym domu zamieszkała miłość. 


Document Outline