background image

 

 Czesław Miłosz 

między Ziemią Ulro a światem z naiwnych poemów 

  30 VI 1911 - 14 VIII 2004 

Uhonorowany Nagrodą Nobla w dziedzinie literatury 

10 grudnia 1980 roku 

 

 

 

Autograf Czesława Miłosza 

background image

 

Czesław Miłosz (1911-2004) 

Urodził się w 1911 r. na Litwie, w powiecie kiejdańskim, jako syn 

Weroniki z Kunatów i Aleksandra Miłosza, inŜyniera drogowego. Okres I wojny 
ś

wiatowej spędził na nieustannych podróŜach po Rosji, towarzysząc razem 

z matką ojcu, który zmobilizowany do armii carskiej jako oficer saperów budował 
mosty i umocnienia w strefach przyfrontowych. W 1921 r. - trzy lata po powrocie 
Miłoszów na Litw
ę - Czesław rozpoczął naukę w Gimnazjum im. Zygmunta 
Augusta, a nast
ępnie na wydziale prawa Uniwersyteiu Stefana Batorego w Wilnie, 
gdzie działał w Sekcji Twórczo
ści Oryginalnej Koła Polonistów. Debiut poetycki 
Miłosza nast
ąpił w 1930 r., kiedy na łamach pisma „Alma Mater Vilnensis" 
opublikował wiersze: „Kompozycja" i „Podró
Ŝ". Rok póŜniej był jednym 
z zało
Ŝycieli grupy literackiej „śagary", prezentującej katastroficzny poglą
na rzeczywisto
ść i przekonanie o nieuchronności zbliŜającego się kataklizmu. 

Po roku akademickim 1931-1932 spędzonym 

na Uniwersytecie Warszawskim i nieudanych egzaminach 
poeta wrócił do Wilna, gdzie w 1933 r. nakładem 
uniwersyteckiego Koła Polonistów ukazał si
ę jego pierwszy 
tomik poetycki „Poemat o czasie zastygłym". W tym samym 
roku wspólnie ze Zbigniewem Folejewskim wydał „Antologi
ę 
poezji społecznej", co po latach okre
ślił jako próbę ucieczki 
od spraw istotnych - czyli podszytych metafizyk
ą
Po uko
ńczeniu studiów w r. 1934 otrzymał za swoje poezje 
główn
ą nagrodę literacką imienia Filomatów, przyznaną 
przez Zwi
ązek Zawodowy Literatów Polskich, a następnie 
stypendium Funduszu Kultury Narodowej, dzi
ęki czemu mógł 
wyjecha
ć na rok do ParyŜa, gdzie poznawał język francuski 

w Alliance Française. W ParyŜu uczęszczał na wykłady tomizmu do L'Institut 
Catholique, ale najwi
ększy wpływ wywarł nań jego krewny, Oskar Miłosz - 
dyplomata litewski i poeta francuski, przejawiaj
ący w swej twórczości skłonności 
mistyczne i porównywany cz
ęsto z Rilkem. - On nauczył mnie, jak nie poddawać 
si
ę w obliczu katastrofy - wspomni Czesław Miłosz po latach.  

W 1936 r. poeta wrócił do Wilna, rozpoczął pracę w miejscowej rozgłośni 

radiowej i opublikował zbiór poetycki „Trzy zimy", w którym dał wyraz swoim 
doznaniom o charakterze metafizycznym, opartym na przeczuciu bli
Ŝej 
nie okre
ślonej klęski i świadomości zagroŜenia. W roku następnym usunięty został 
z pracy za lewicowe pogl
ądy i przeniósł się do rozgłośni warszawskiej. Wiele 
wówczas publikował w prasie literackiej, a za nowel
ę „Obrachunki" otrzymał 
nagrod
ę w konkursie literackim pisma „Pion". Rok po wybuchu II wojny 
ś

wiatowej Miłosz uciekł z zajętego przez Armię Czerwoną Wilna do Warszawy, 

gdzie pracował jako woźny w uniwersyteckiej bibliotece. Wydał wówczas 
na powielaczu tomik poezji „Wiersze" pod pseudonimem Jan Syru
ć. Podczas 
okupacji zajmował si
ę pisaniem, tłumaczeniem, m.in. Maritaina i Szekspira, 
oraz wydał antologi
ę poezji antyfaszystowskiej „Pieśń niepodległa" (1942). 
W 1945 r. przeniósł si
ę do Krakowa, sporo publikował w prasie literackiej 
i doczekał si
ę druku swoich poezji w tomie „Ocalenie". Znalazły się w nim 
wiersze pisane podczas wojny, obrazuj
ące przeŜycia okupacji, jak np. zagłada 
getta w „Campo di Fiori", ale tym razem twórca nie poddał si
ę katastrofizmowi - 

background image

 

jego poezja „cała z naboŜeństw majowych, z Biblii, z rytuału, z tradycji, 
z dzieci
ęcych lektur", jak przede wszystkim w cyklu „Świat (poema naiwne)", była 
prób
ą stworzenia sztucznego świata jako ochrony przed koszmarem realnego. 

W grudniu 1945 r. Miłosz wyjechał na placówkę 

dyplomatyczną do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracował 
w konsulacie w Nowym Jorku i ambasadzie 
w Waszyngtonie. Napisał wówczas „Traktat moralny", 
wydrukowany w miesi
ęczniku „Twórczość" (1947). 
W 1950 r. przeniesiony został do Pary
Ŝa na stanowisko 
I sekretarza ambasady. Podczas krótkiego pobytu 
w Polsce prze
Ŝył wstrząs psychiczny, widząc ogrom 
spustosze
ń dokonanych przez komunistyczne władze. 

Pod koniec 1950 r. wezwany został do Warszawy, gdzie odebrano mu paszport. 
Zwrócono go dopiero po osobistej interwencji Zygmunta Modzelewskiego 
u Bolesława Bieruta. W 1951 r. poeta wyjechał do Pary
Ŝa, gdzie zwrócił się 
do władz francuskich o azyl polityczny. Pierwszy okres emigracji był dla Miłosza 
bardzo trudny - uwa
Ŝał, Ŝe poeta, aby tworzyć, musi Ŝyć we własnym kraju. 
W dodatku atakowany był przez 
środowiska emigracyjne, które miały mu za złe, 
prac
ę dyplomatyczną dla rządu komunistycznego (m.in. Sergiusz Piasecki, 
Jan Lecho
ń) oraz przez twórców krajowych, którzy oskarŜali go o zdradę ojczyzny 
(m.in. Konstanty Ildefons Gałczy
ński czy Antoni Słonimski). Poeta przetrzymał 
ten ci
ęŜki okres głównie dzięki pomocy paryskiej „Kultury", której stałym 
współpracownikiem pozostanie na wiele lat. Wła
śnie w związanym z „Kulturą
Instytucie Literackim wydał w 1953 r. gło
śną ksiąŜkę „Zniewolony umysł", 
gdzie analizował przyczyny flirtu pisarzy polskich z komunizmem. 

W tymŜe roku opublikował teŜ powieść „Zdobycie władzy" 
(wyró
Ŝnioną nagrodą księgarzy europejskich - Prix Litteraine 
Européen) oraz zbiór poetycki „
Światło dzienne", w którym 
znalazł si
ę m.in. głośny wiersz „Który skrzywdziłeś". 
Po publikacji tych utworów Miłoszowi groziło przypi
ęcie 
etykiety twórcy zaanga
Ŝowanego, antykomunistycznego, a tego 
bał si
ę najbardziej, poniewaŜ nigdy sprawy społeczne nie 
stanowiły sedna dla jego twórczo
ści. Postanowił więc napisać 
powie
ść z czasów swojego dzieciństwa na WileńszczyŜnie 

pt. „Dolina Issy", o której jej amerykański tłumacz powiedział, Ŝe są to jakby 
"przygody Tomka Sawyera opowiedziane przez Thomasa Mertona". W wydanym 
w 1957 r. „Traktacie poetyckim" dokonał rewizji dziejów XX-wiecznej poezji 
polskiej, oskar
Ŝając jąŜe porzuciła „te walki, gdzie stawką jest Ŝycie", a umie się 
podoba
ć jedynie z przyprawą Ŝartu, błazeństwa i satyry". Kolejny utwór, 
„Rodzinna Europa" (1958) był w wi
ększym stopniu adresowany do czytelnika 
zagranicznego ni
Ŝ polskiego. W tym czasie poeta zajmował się teŜ działalnością 
translatorsk
ą, przetłumaczył na język polski m. in. eseje Jeanne Hersch oraz 
pisma Simone Weil, która wywarła na jego twórczo
ść ogromny wpływ. Wydał 
równie
Ŝ tom esejów i przekładów poezji pt. „Kontynenty" (1958). 
       W 1957 r. otrzymał nagrod
ę miesięcznika „Kultura", a w roku następnym 
nagrod
ę Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie. W 1960 r. poeta przeniósł się 
na stałe do USA, gdzie został profesorem na Wydziale Literatur i J
ęzyków 
Słowia
ńskich na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Dwa lata póŜniej 

background image

 

wydał studium krytyczne o Stanisławie Brzozowskim „Człowiek wśród 
skorpionów" oraz zbiór poetycki „Król Popiel i inne wiersze", w którym 
wyzwolił si
ę całkowicie z tonu publicystyki i skoncentrował się na problemach 
metafizycznych. W 1965 r. poeta ogłosił kolejny tomik poezji „Gucio 
zaczarowany", gdzie obok swoich wierszy zamie
ścił równieŜ przekłady z Walta 
Whitmana i Robinsona Jeffersa. Miłosza uwa
Ŝa się za tego, który dokonał zmiany 
paradygmatu w XX-wiecznej literaturze polskiej, przesuwaj
ąc punkt cięŜkości 
z zainteresowania literatur
ą francuską na literaturę anglo-amerykańską
Popularyzował te
Ŝ rodzimą kulturę za granicą: w 1965 r. wydał w USA antologię 
współczesnej poezji polskiej we własnym wyborze i tłumaczeniu, a cztery lata 
źniej podręcznik akademicki „The History of Polish Literature". W 1967 r. 
wyró
Ŝniony został nagrodą literacką im. Mariana Kistera w Nowym Jorku, 
a w roku nast
ępnym nagrodą Fundacji Jurzykowskich. 
       W 1969 r. poeta opublikował zbiór esejów o tematyce ameryka
ńskiej 
„Widzenia nad Zatok
ą San Francisco" oraz tom poezji „Miasto bez imienia", 
w którym odchodzi od klasyczno-romantycznej wersyfikacji na rzecz wiersza 
biblijnego. W zbiorze tym znalazł si
ę programowy wiersz pt. „Ars poetica?", gdzie 
poeta przyznaje: „Zawsze t
ęskniłem do formy pojemnej, która nie byłaby zanadto 
poezj
ą ani zanadto prozą". Trzy lata później wydał tom szkiców literackich 
„Prywatne obowi
ązki", uznany przez Radio Wolna Europa za najlepszą ksiąŜkę 
polsk
ą 1972 r. za granicą. W 1974 r. Miłosz opublikował tom wierszy „Gdzie 
sło
ńce wschodzi i kędy zapada". Tytułowy poemat zbioru przez wielu krytyków 
uznawany jest za jego szczytowe osi
ągnięcie. W ślad za nim przyszły liczne 
przekłady dzieł poety na j
ęzyki 
obce oraz wyró
Ŝnienia, takie jak 
m.in. nagroda polskiego PEN-
Clubu za tłumaczenia (1974), 
Guggenheim Fellowship (1976), 
doktorat honoris causa 
uniwersytetu Ann Arbor (1977), 
Mi
ędzynarodowa Nagroda 
Literacka Neustadt, zwana 
„Małym Noblem" (1978), 
Berkeley Citation (1978), 
czy nagroda literacka 
im. Zygmunta Hertza (1979). 

W 1977 r. Czesław Miłosz 

wydał esej „Ziemia Ulro", 
w którym odwołuj
ąc się m.in. 
do my
śli Swedenborga, Blake'a 
i Oskara Miłosza, sprzeciwił si
ę 
racjonalizmowi współczesnego 
ś

wiata. W tym samym roku 

ukazał się dwutomowy pamiętnik 
mówiony Aleksandra Wata 
pt. „Mój wiek". Miłosz był jego 
pomysłodawc
ą i jednocześnie 
rozmówc
ą Wata. Był teŜ 

background image

 

popularyzatorem twórczości tego poety, wydał zbiór jego wierszy w przekładzie 
na angielski: „Mediterranean Poems" (1978). W nast
ępnym roku opublikował 
„Ksi
ęgę psalmów" w tłumaczeniu z języka hebrajskiego oraz zbiór esejów 
i przekładów poezji „Ogród nauk". W 1980 r. kontynuował prac
ę translatorską 
nad Bibli
ą i ogłosił tłumaczenie „Księgi Hioba" z hebrajskigo. W tym samym roku 
uhonorowany został literack
ą Nagrodą Nobla. Podczas bankietu urządzonego 
na jego cze
ść w sztokholmskim ratuszu powiedział m.in.: „"Jestem częścią 
polskiej literatury, która jest wzgl
ędnie mało znana w świecie, gdyŜ jest niemal 
nieprzetłumaczalna. Porównuj
ąc ją z innymi literaturami mogłem ocenić jej 
niezrównan
ą dziwaczność. Jest to rodzaj tajnego bractwa mającego własne 
obrz
ędy obcowania z umarłymi, gdzie płacz i śmiech, patos i ironia współistnieją 
na równych prawach". 

W 1980 r. po wielu latach przerwy utwory Miłosza znów pojawiły się 

w Polsce oficjalnie. W roku następnym przyjechał on do ojczyzny, gdzie 
otrzymał m.in. tytuł doktora honoris causa Katolickiego Uniwersytetu 
Lubelskiego. W roku akademickim 1980-81 obj
ął katedrę Eliota Nortona 
na Uniwersytecie Harvardzkim w Cambridge, gdzie 
wygłosił sze
ść publicznych odczytów o poezji, wydanych 
jako „
Świadectwo poezji". Po uzyskaniu Nagrody Nobla 
aktywno
ść twórcza poety wcale nie zmalała. W dalszym 
ci
ągu pracował nad przekładami ksiąg Starego 
Testatnentu, wydawał nowe tomiki poetyckie, takie jak 
„Hymn o perle" (1982), „Nieobj
ęta ziemia° (1984), 
„Kroniki" (1987), czy „Dalsze okolice" (1991). Wynikiem 
jego działalno
ści eseistycznej były zbiory: „Zaczynają
od moich ulic" (1985), „Metafizyczna pauza" (1989), 
„Poszukiwanie ojczyzny" (199I). Poeta opublikował 
te
Ŝ swój dziennik z lat 1987-88: „Rok myśliwego" (1991). 
W latach 90. Miłosz kontynuował swoje pisanie. Wydał 
tomiki poetyckie: „Na brzegu rzeki" (1994) oraz „To" (2000) a tak
Ŝe kilka 
utworów prozatorskich: „Szukanie ojczyzny" (1992), „Legendy nowoczesno
ści" 
(1996), „
śycie na wyspach" (1997), „Piesek przydroŜny" (1997), „Abecadło 
Miłosza" (1997), „Inne Abecadło" (1998) i „Wyprawa w dwudziestolecie" 
(1999). Znakomitym autokomentarzem do jego twórczo
ści są wywiady-rzeki, 
jakich udzielał Aleksandrowi Fiutowi i Renacie Gorczy
ńskiej (Ewie 
Czarneckiej). Uzyskał te
Ŝ tytuły doktora honoris causa uniwersytetów, m.in. 
w Nowym Jorku, Krakowie, Bolonii czy te
Ŝ na Uniwersytecie Harvarda, gdzie 
scharakteryzowano go jako „artyst
ę języka, który w Ŝyciu pełnym prób 
i zawiedzionych nadziei u
Ŝył swoich wyjątkowych talentów i moralnej odwagi, 
aby przedstawi
ć wymowny komentarz na temat naszej epoki". Znajomość poezji 
Miłosza na 
świecie rośnie wraz z kolejnymi przekładami jego utworów. 
Profesor Helen Vendler z uniwersytetu Harvarda nazwała zbiór jego wierszy 
w tłumaczeniu na angielski „Collected Poems 1931-1987" - "by
ć moŜ
najlepsz
ą ksiąŜką poetycką wydaną na Zachodzie po II wojnie światowej". 
Josif Brodski nazwał Miłosza najwi
ększym ze współcześnie Ŝyjących poetów. 

 

background image

 

 

 

 

background image

 

Fragment laudacji wygłoszonej przez Larsa Gyllenstena: 
 
 „...Znajdujemy się tutaj w sytuacji nie pozbawionej swoistej ironii – przy tym 
ironii, która tu wła
śnie, w tym miejscu, nie jest wcale niestosowna. Według Pana 
obco
ść jest jedną z głównych cech sytuacji człowieka – jesteśmy obcy w tym 
ś

wiecie i obcy wobec siebie. Ale czy tylko obcy? Czy Nagroda Nobla dla Pana nie 

jest równieŜ wyrazem i dowodem tego, Ŝe granice mogą być przekraczane, Ŝ
zrozumienie i sympatia mog
ą się rodzićŜe kontakty i więzi między ludźmi mogą 
by
ć nawiązywane? Czytanie Pana utworów i moŜność konfrontowania własnej 
postawy z głoszonymi przez Pana przesłaniami oznacza wzbogacenie si
ę o nowe, 
wa
Ŝne doświadczenia – mimo całej dzielącej nas obcości ...”. 
 
 

 

 

Odczyt z okazji otrzymania Nagrody Nobla 

I. 

Moje znalezienie się na tej trybunie powinno być argumentem dla tych wszystkich, którzy 

sławią daną nam od Boga, cudownie złoŜoną, nieobliczalność Ŝycia. W moich latach szkolnych 
czytałem tomy, wydawanej w Polsce serii „Biblioteka Laureatów Nobla", pami
ętam kształt liter 
i kolor papieru. My
ślałem wtedy, Ŝe laureaci Nobla to pisarze, czyli ludzie produkujący grube 
dzieła proz
ą i nawet, kiedy juŜ wiedziałem, Ŝe są wśród nich i poeci, długo nie mogłem się pozbyć 
tego my
ślowego nawyku. A drukując w roku 1930 pierwsze wiersze w naszym piśmie 
uniwersyteckim pod tytułem „Alma Mater Vilnensis" nie aspirowałem przecie do tytułu pisarza. 
Tak samo du
Ŝo później, wybierając samotność i oddając się dziwacznemu zajęciu, jakim jest 
pisanie wierszy po polsku, cho
ć mieszka się we Francji czy w Ameryce, podtrzymywałem pewien 
idealny obraz poety, który je
Ŝeli chce być sławny, to tylko w swojej wiosce czy w swoim mieście. 
Jeden z laureatów Nagrody Nobla, czytany w dzieci
ństwie w znacznym stopniu, myślę, wpłynął 
na moje poj
ęcia o poezji i rad jestem, Ŝe mogę tutaj o tym powiedzieć. Była to Selma Lagerlöf. 
Jej „Cudowna podro
Ŝ”, ksiąŜka, którą uwielbiałem, umieszcza bohatera w podwójnej roli. Jest on 
tym, który leci nad ziemi
ą i ogarnia ją z góry, a zarazem widzi ją w kaŜdym szczególe, co moŜe być 
metafor
ą powołania poety. Podobną metaforę znalazłem później w łacińskiej odzie poety XVII 
wieku, Macieja Sarbiewskiego, który znany był w Europie pod pseudonimem Casimire. Na moim 
uniwersytecie wykładał poetyk
ę. W tej odzie opisuje swoją podróŜ z Wilna do Antwerpii, gdzie ma 
przyjaciół-poetów - na grzbiecie Pegaza. Tak jak Nils Holgersson, ogl
ąda w dole rzeki, jeziora, 
lasy, czyli map
ę zarówno odległą i ukonkretnioną
Tak wi
ęc dwa atrybuty poety: chciwość oczu i chęć opisu. Ktokolwiek jednak pojmuje poezję jako 
„widzie
ć i opisywać", musi być świadomy, Ŝe wkracza w powaŜny spór z nowoczesnością 
zafascynowan
ą niezliczonymi teoriami specyficznego poetyckiego języka. 
Ka
Ŝdy poeta zaleŜy od pokoleń, które pisały w jego rodzinnym języku, dziedziczy style i formy 
wypracowane przez tych, co 
Ŝyli przed nim. Równocześnie jednak czuje, Ŝe te dawne sposoby 

background image

 

wypowiedzi nie są dostosowane do jego własnego doświadczenia. Adaptując się, słyszy w sobie 
głos, który go ostrzega przed mask
ą i przebraniem. Buntując się, popada z kolei w zaleŜność 
od swoich rówie
śników, od przeróŜnych kierunków awangardy. Niestety, wystarczy, Ŝe wyda 
pierwszy tom wierszy, a jest ju
Ŝ schwytany. GdyŜ ledwo obeschnie farba drukarska, to dzieło, 
które wydawało mu si
ę czymś najbardziej własnym, ukazuje mu się jako uwikłanie w styl, jako 
zale
Ŝność. Jedynym sposobem na niejasny wyrzut sumienia jest szukać dalej i wydać nową ksiąŜkę
po czym wszystko si
ę powtarza i nie ma końca tej pogoni. A moŜe się nawet zdarzyć

Ŝ

e zostawiając tak za sobą ksiąŜki niby zeschłą skórę węŜa, po to Ŝeby uciekać w przód od tego, 

co zrobiło się dawniej, dostaje się Nagrodę Nobla. 
Czym jest ten zagadkowy impuls, który nie pozwala zadomowi
ć się w tym, co dokonane, 
sko
ńczone? MyślęŜe jest to poszukiwanie rzeczywistości. Słowu temu nadaję znaczenie naiwne 
i dostojne, nie maj
ące nic wspólnego z filozoficznymi sporami ostatnich stuleci. Jest to Ziemia 
widziana przez Nilsa z grzbietu g
ąsiora i przez autora łacińskiej ody z grzbietu Pegaza. 
Niew
ątpliwie ta Ziemia jest i bogactw jej Ŝaden opis nie potrafi wyczerpać. Podtrzymywać takie 
twierdzenie znaczy odrzuci
ć z góry słyszane dzisiaj często pytanie: „CóŜ jest rzeczywistość?", 
bo jest ono tym samym co pytanie Poncjusza Piłata: „Có
Ŝ jest prawda?". JeŜeli pośród par 
przeciwie
ństw, którymi się co dzień posługujemy, tak waŜne jest przeciwieństwo Ŝycia i śmierci, 
to nie mniej wa
Ŝne jest przeciwieństwo prawdy i fałszu, rzeczywistości i iluzji. 
II

Simone Weil, której pismom wiele zawdzięczam, powiada: „Dystans jest duszą piękna". 

Bywa jednak, Ŝe jego uzyskanie jest niemal niemoŜliwością. Jestem „Dzieckiem Europy", 
jak wskazuje tytuł jednego z moich wierszy, ale jest to gorzkie, sarkastyczne stwierdzenie. Jestem 
te
Ŝ autorem ksiąŜki autobiograficznej, która w przekładzie francuskim została nazwana 
„Une autre Europe”. Niew
ątpliwie, istnieją dwie Europy i zdarzyło się tak, Ŝe nam, mieszkańcom 
tej drugiej, dane było zst
ąpić w „jądro ciemności" XX wieku. I nie umiałbym mówić o poezji 
w ogóle, musz
ę mówić o poezji w jej spotkaniu ze szczególnymi okolicznościami miejsca i czasu. 
Teraz, z perspektywy, wida
ć ogólne zarysy wydarzeń, które śmiercionośnym zasięgiem 
przewy
Ŝszyły wszelkie znane nam Ŝywiołowe katastrofy, ale poezja moja i moich rówieśników, 
czy posługuj
ąca się stylem awangardowym, czy odziedziczonym, nie była do przyjęcia tych 
wydarze
ń przygotowana. Niby ślepcy, poruszaliśmy się po omacku, naraŜeni na wszelkie pokusy, 
na jakie w tym naszym stuleciu wystawia sam siebie umysł. Nie jest łatwo odró
Ŝnić rzeczywistość 
od iluzji, kiedy 
Ŝyje się w okresie wielkiego przewrotu, który zaczął się paręset lat temu na małym, 
zachodnim półwyspie euroazjatyckiego l
ądu, po to Ŝeby za jednego ludzkiego Ŝycia objąć całą 
planet
ę jednym kultem - nauki i techniki. A szczególnie trudno było opierać się rozlicznym 
pokusom na tych obszarach Europy, gdzie zwyrodniałe idee panowania nad lud
źmi niby 
nad Natur
ą doprowadziły do paradoksyzmów rewolucji i wojny, kosztujących niezliczone miliony 
ludzkich istnie
ń, zabijanych fizycznie czy duchowo. Być moŜe jednak nie refleksja nad tymi ideami 
jest najcenniejsz
ą naszą zdobyczą, dla nas, to jest tych, którzy zetknęli się z nimi w ich aŜ nadto 
dotykalnym kształcie, ale szacunek i wdzi
ęczność dla tego wszystkiego, co chroni ludzi 
od wewn
ętrznej dezintegracji i uległości wobec przemocy. To właśnie było przedmiotem furii 
złowrogich sił: pewne obyczaje, pewne instytucje, w pierwszym rz
ędzie wszelkie związki między 
lud
źmi, istniejące organicznie, niejako same z siebie, podtrzymywane przez rodzinę, religię
s
ąsiedztwo, wspólne dziedzictwo, jednym słowem cała ludzkość nieporządna, nielogiczna, tak 
cz
ęsto określana jako śmieszna w swoich prowincjonalnych przywiązaniach i lojalnościach. 
W wielu krajach tradycyjne wi
ęzi civitas ulegają dzisiaj stopniowo erozji i ich mieszkańcy zostają 
wydziedziczeni, nie zdaj
ąc sobie z tego sprawy. Co innego jednak tam, gdzie nagle, w sytuacji 
zagro
Ŝenia, ukazuje się tych więzi chroniąca, Ŝyciodajna wartość. Tak było na ziemiach, z których 
pochodz
ę
S
ądzęŜe tutaj jest właściwe miejsce, aby wspomnieć o darach otrzymanych przeze mnie i moich 
przyjaciół w naszej cz
ęści Europy, wymówić słowa błogosławieństw. 

background image

 

Dobrze jest urodzić się w małym kraju, gdzie przyroda jest ludzka, na miarę człowieka, gdzie 
w ci
ągu stuleci współŜyły ze sobą róŜne języki i róŜne religie. Mam na myśli Litwę, ziemię mitów 
i poezji. I chocia
Ŝ, moja rodzina, juŜ od XVI wieku posługiwała się językiem polskim, tak jak wiele 
rodzin w Finlandii szwedzkim, a w Irlandii angielskim, wskutek czego jestem polskim, 
nie litewskim, poet
ą, krajobrazy i być moŜe duchy Litwy nigdy mnie nie opuściły. Dobrze jest 
słysze
ć od dziecka słowa łacińskiej liturgii, tłumaczyć w szkole Owidiusza, uczyć się katolickiej 
dogmatyki i apologetyki. Jest błogosławie
ństwem, jeŜeli ktoś otrzymał od losu takie miasto studiów 
szkolnych i uniwersyteckich, jakim było Wilno, miasto dziwaczne, barokowej i włoskiej 
architektury przeniesionej w północne lasy i historii utrwalonej w ka
Ŝdym kamieniu, miasto 
czterdziestu katolickich ko
ściołów, ale i licznych synagog; w owych czasach śydzi nazywali 
je Jerozolim
ą Północy. Dopiero teŜ wykładając w Ameryce, zrozumiałem, jak wiele przeniknęło 
we mnie z grubych murów, naszego starego uniwersytetu, z zapami
ętanych formuł prawa 
rzymskiego, z historii i literatury dawnej Polski, które dziwi
ą młodych Amerykanów swoimi 
szczególnymi cechami: pobła
Ŝliwą anarchią, rozbrajającym zaciekłe spory humorem, zmysłem 
organicznej wspólnoty, nieufno
ścią wobec wszelkiej władzy scentralizowanej. 
Poeta, który wyrósł w takim 
świecie, powinien być poszukiwaczem rzeczywistości przez 
kontemplacj
ę. Drogi powinien mu być pewien ład patriarchalny, dźwięk dzwonów, oddzielenie się 
od nacisków i uporczywych 
Ŝądań naszych bliźnich, cisza klasztornej celi, jeŜeli księgi na stole 
to traktuj
ące o tej niepojętej właściwości rzeczy stworzonych, jaką jest ich esej. I nagle wszystko 
to zostaje zaprzeczone przez demoniczne działania Historii, maj
ącej wszelkie cechy krwioŜerczego 
bóstwa. Ziemia, na któr
ą poeta patrzył w swoim locie, wzywa krzykiem zaiste z otchłani 
i nie pozwala si
ę oglądać z wysoka. Powstaje niepokonalna sprzeczność, realna, nie dająca 
spokoju, w dzie
ń i w nocy, jakkolwiek ją nazwiemy, sprzecznością pomiędzy bytem i działaniem 
czy sprzeczno
ścią pomiędzy sztuką i solidarnością z ludźmi. Rzeczywistość domaga sięŜeby ją 
zamkn
ąć w słowach, ale jest nie do zniesienia i jeŜeli dotykamy jej, jeŜeli jest tuŜ, nie wydobywa 
si
ę z ust poety nawet skarga Hioba, wszelka sztuka okazuje się niczym w porównaniu z czynem. 
Natomiast ogarn
ąć rzeczywistość tak, Ŝeby zachować ją w całym jej odwiecznym powikłaniu zła 
i dobra, rozpaczy i nadziei, mo
Ŝna tylko dzięki dystansowi, tylko wznosząc się nad nią – 
ale to z kolei wydaje si
ę moralną zdradą
Taka była sprzeczno
ść sięgająca w samo sedno konfliktów XX wieku, odkryta przez poetów 
na ziemi ska
Ŝonej zbrodnią ludobójstwa. Co myśli autor pewnej liczby wierszy, które pozostają 
jako pami
ątka tamtego czasu, jako świadectwo? Myśli, Ŝe zrodziły się z bolesnej sprzeczności 
Ŝe byłoby lepiej, gdyby umiał ją rozwiązać, a one nie zostały napisane. 
III

Patronem wszystkich poetów wygnanych, odwiedzających rodzinne okolice tylko 

we wspomnieniu, pozostaje Dante, ale jakŜe wzrosła ilość Florencji od tamtego czasu! Wygnanie 
poety jest dzi
ś prostą funkcją względnie niedawnego odkrycia, Ŝe kto posiada władzę, moŜe tez 
kontrolowa
ć język, i to nie tylko przez zakazy cenzury, ale przez zmienianie sensu słów. Osobliwym 
zjawiskiem jest j
ęzyk społeczności nie-wolnej nabywającej pewnych stałych przyzwyczajeń: całe 
strefy rzeczywisto
ści przestają istnieć po prostu, dlatego Ŝe nie mają nazwy. Jak się zdaje, istnieje 
ukryta wi
ęź pomiędzy teoriami literatury jako écriture, mowy Ŝywiącej się samą sobą, i wzrostem 
totalitarnego pa
ństwa. W kaŜdym razie nie ma powodu, Ŝeby państwo nie tolerowało działalności 
polegaj
ącej na tworzeniu wierszy i prozy, pojmowanych jako autonomiczne systemy odniesień
zamkni
ęte w swoich granicach. Tylko jeŜeli przyjmiemy, Ŝe poeta stale dąŜy do wyzwalania się 
od stylów zapo
Ŝyczonych, bo szuka rzeczywistości, jest niebezpieczny. W sali, gdy wszyscy 
zgromadzeni zgodnie podtrzymuj
ą zmowę przemilczeń, jedno słowo prawdy brzmi jak strzał 
z pistoletu i, co gorsza, pokusa, 
Ŝeby je wypowiedzieć, podobna do gwałtownego świerzbienia, 
staje si
ę obsesją, która nie pozwala myśleć o niczym innym. Taki jest powód, dla którego poeci 
wybieraj
ą wygnanie. Nie jest jednak pewne, czy chodzi tu głównie o przejęcie się aktualnością 
czy o pragnienie, 
Ŝeby się od niej wyzwolić i w innych krajach, na innych brzegach, móc choćby 
chwilami odzyska
ć swoje prawdziwe powołanie, którym jest kontemplacja Bytu. 

background image

 

10 

Ta nadzieja jest jednak dość złudna, bo przybysz z naszej „innej Europy" wszędzie, gdziekolwiek 
si
ę znajdzie, spostrzega, Ŝe od nowego środowiska dzieli go jego zasób doświadczeń, co z kolei 
mo
Ŝe się stać źródłem obsesji. Na planecie, która maleje z kaŜdym rokiem, przy fantastycznym 
rozwoju 
środków przekazu, odbywa się proces dotychczas wymykający się określeniom, a który 
mo
Ŝna nazwać odmową pamięci. Z pewnością analfabeci ubiegłych wieków - czyli ogromna 
wi
ększość ludzkości - niewiele wiedzieli o historii swoich krajów czy swojej cywilizacji. Natomiast 
w umysłach nowoczesnych analfabetów, umiej
ących czytać i pisać, nawet uczących młodzieŜ 
w szkołach i na uniwersytetach, historia jest obecna, ale w dziwnym pomieszaniu i zamgleniu: 
Moliere staje si
ę współczesnym Napoleona, Voltaire, Lenina. RównieŜ wydarzenia ostatnich dekad 
o znaczeniu tak zasadniczym, 
Ŝe wiedza albo niewiedza o nich przesądzi o losach naszego gatunku, 
oddalaj
ą się, bledną, tracą wszelką konsystencję, jakby dosłownie spełniała się przepowiednia 
Nietzschego o nihilizmie europejskim. „Oko nihilisty - pisał Nictzsche w 1887 roku - jest niewierne 
wobec wspomnie
ń: pozwala im obnaŜyć się, stracić liście ...  A czego nihilista nie umie zrobić 
dla siebie, nie umie te
Ŝ zrobić dla całej przeszłości ludzkiego gatunku: pozwala jej przepaść". 
Pełno te
Ŝ juŜ zmyśleń o przeszłości, sprzecznych z najprostszym zdrowym rozsądkiem 
i elementarnym poczuciem zła i dobra. Jak doniósł niedawno „The Los Angeles Times", ukazało 
si
ę w roŜnych krajach około sto ksiąŜek dowodzących, Ŝe the Holocaust, nigdy nie było, 

Ŝ

e wynalazła to Ŝydowska propaganda. JeŜeli taki obłęd jest moŜliwy, czyŜ zupełnie 

nieprawdopodobna jest powszechna utrata pamięci jako stan permanentny i czy nie byłoby to 
gro
źbą większą niŜ manipulacja genami albo zatrucie naturalnego środowiska? 
Dla poety z „innej Europy" wydarzenia obejmowane nazw
ą the Holocaust są rzeczywistością 
tak blisk
ą w czasie, Ŝe moŜe on próbować uwolnić się od ich stałej obecności w jego wyobraźni, 
chyba tylko tłumacz
ąc Psalmy Dawida. Czuję jednak lęk, kiedy znaczenie tego wyrazu ulega 
stopniowo przekształceniom tak, 
Ŝe wyraz ten zaczyna naleŜeć tylko do historii śydów, tak jakby 
ofiar
ą zbrodni nie padły takŜe miliony Polaków, Rosjan, Ukraińców i więźniów innych 
narodowo
ści. Czuję lęk dlatego, Ŝe jest w tym jakby zapowiedź być moŜe niedalekiego jutra, 
kiedy z historii zostanie to tylko, co uka
Ŝe się na ekranie telewizji, natomiast prawda, jako zbyt 
skomplikowana, zostanie pogrzebana w archiwach, je
Ŝeli w ogóle nie zostanie unicestwiona. 
Równie
Ŝ inne fakty, dla niego bliskie, dla ludzi Zachodu odległe, sprawiająŜe nabiera dla niego 
wiarygodno
ści wizja H. C. Wellsa w Wehikule czasu: Ziemia zamieszkała przez plemię dzieci dnia, 
beztroskie, pozbawione pami
ęci i tym samym historii, bezbronne wobec mieszkańców podziemnych 
pieczar, ludo
Ŝerczych dzieci nocy. 
Unoszeni przez ruch technologicznej przemiany wiemy, 
Ŝe zaczęło się jednoczenie naszej planety 
i przywi
ązujemy wagę do pojęcia międzynarodowej wspólnoty. Daty utworzenia Ligi Narodów 
i nast
ępnie Organizacji Narodów Zjednoczonych zasługują na to, Ŝeby je pamiętać. Niestety, tracą 
wag
ę w porównaniu z inną datą, która powinna, być obchodzona co roku jako dzień Ŝałoby, 
podczas gdy młode pokolenia o niej nie słysz
ą. Jest to dzień 23 sierpnia 1939 roku. Dwaj 
dyktatorzy zawarli wtedy umow
ę zaopatrzoną w tajną klauzulę o podziale między siebie sąsiednich 
krajów, maj
ących własne stolice, rządy i parlamenty. Oznaczało to nie tylko rozpętanie straszliwej 
wojny. Wprowadzona znów została kolonialna zasada w my
śl, której narody nie są niczym innym 
ni
Ŝ trzodą, kupowaną, sprzedawaną, całkowicie zaleŜną od woli kaŜdorazowego właściciela. 
Ich granice, ich prawo do samostanowienia, ich paszporty przestały istnie
ć. I moŜna się tylko 
zdumiewa
ć, jeŜeli dzisiaj mówi się szeptem, kładąc palec na ustach, o zastosowaniu tej zasady 
przez dyktatorów czterdzie
ści lat temu. A przecie nie wyznane i nie potępione publicznie występki 
przeciwko prawom ludzkim s
ą trucizną, która działa powoli i zamiast przyjaźni stwarza nienawiść 
mi
ędzy narodami. 
Antologie poezji polskiej podaj
ą nazwiska moich przyjaciół, Władysława Sebyły i Lecha 
Piwowara, oraz dat
ę ich śmierci, 1940. Jest absurdem, Ŝe nie wolno napisać, jak zginęli, chociaŜ 
ka
Ŝdy w Polsce zna prawdę: podzielili los wielu tysięcy oficerów polskich, rozbrojonych 
i internowanych przez ówczesnego wspólnika Hitlera i s
ą pochowani w masowym grobie. 
l czy
Ŝ młode pokolenia na Zachodzie, jeŜeli w ogóle uczą się historii, nie powinny wiedzieć 

background image

 

11 

o dwustu tysiącach ludzi poległych w 1944 roku w Warszawie, mieście skazanym na zagładę 
przez obu wspólników? 
Dwaj dyktatorzy-ludobójcy dawno nie 
Ŝyją, kto wie jednak, czy nie odnieśli zwycięstwa 
o trwalszych skutkach ni
Ŝ zwycięstwa czy klęski ich armii. Wbrew oświadczeniom Karty 
Atlantyckiej zasada, 
Ŝe kraje są przedmiotem handlu albo nawet gry w karty czy w kości została 
zatwierdzona przez podział Europy na dwie strefy. A stałym przypomnieniem o spadku po dwóch 
dyktatorach jest nieobecno
ść trzech państw bałtyckich wśród członków Organizacji Narodów 
Zjednoczonych. Przed wojn
ą te państwa naleŜały do Ligi Narodów, ale znikły z mapy Europy 
w wyniku tajnych klauzul do układu z 1939 roku. 
Niech mi b
ędzie wybaczone obnaŜanie pamięci jako rany. Przedmiot ten nie jest bez związku 
z moj
ą medytacją nad źle często uŜywanym, a przecie godnym szacunku słowem rzeczywistość
Skarga ludów, pakty bardziej zdradzieckie ni
Ŝ te, o jakich czytamy u Tukidydesa, kształt liścia 
klonu, wschody i zachody sło
ńca nad oceanem, cała ta tkanina przyczyn i skutków, czy nazywamy 
j
ą Naturą czy Historią wskazuje, jak wierzę, na rzeczywistość inną, dla nas nie do przeniknięcia, 
cho
ć nieskończone dąŜenie do niej jest napędem wszelkiej nauki i sztuki. Chwilami wydaje mi się

Ŝ

e odcyfrowuję sens nieszczęść, jakimi zostały dotknięte narody „innej Europy" i Ŝe jest nim 

zachowanie pamięci wtedy, kiedy Europa bez przymiotnika i Ameryka zdają się mieć jej coraz 
mniej z ka
Ŝdym pokoleniem. Być moŜe jest tak, Ŝe nie ma innej pamięci, niŜ pamięć ran, jak tego 
dowodzi Biblia, kronika ci
ęŜkich prób Izraela. Księga ta długo pozwalała narodom europejskim 
zachowa
ć zmysł ciągłości, który nie jest tym samym, co modny dziś termin historyzm. 
W ci
ągu trzydziestu lat spędzonych przeze mnie za granicą czułem się bardziej uprzywilejowany 
ni
Ŝ moi zachodni koledzy, czy piszący, czy wykładający literaturę, bo wydarzenia i niedawne 
i bardzo dawne, sprzed wieków, przybierały w moim umy
śle kształt ostry, precyzyjny. Zagraniczna 
publiczno
ść stykająca się z wierszami czy powieściami pisanymi w Polsce, w Czechosłowacji, 
na W
ęgrzech albo oglądająca produkowane tam filmy, zapewne odgaduje podobnie wyostrzoną 

ś

wiadomość w ciągłej walce z ograniczeniami cenzury. Pamięć jest, więc tą naszą, nas wszystkich 

z „innej Europy" siłą, ona to chroni nas od mowy owijającej się sama o siebie, jak bluszcz owija 
si
ę o siebie, kiedy nie znajduje oparcia w murze albo pniu drzewa. 
Przed chwil
ą wyraziłem tutaj tęsknotę do pozbycia się sprzeczności, jaka zachodzi pomiędzy 
potrzeb
ą dystansu i poczuciem solidarności z ludźmi. JeŜeli jednak uznamy lot nad ziemią
czy na grzbiecie g
ąsiora czy Pegaza, za metaforę powołania poety, nietrudno zauwaŜyćŜe juŜ 
w niej zawiera si
ę sprzeczność, bo jak być ponad i równocześnie widzieć ziemię w kaŜdym 
szczególe? A jednak, przy chwiejnej równowadze przeciwie
ństw, pewna harmonia moŜe być 
osi
ągnięta dzięki dystansowi, jaki wprowadza sam upływ czasu. „Widzieć" znaczy nie tylko mieć 
przed oczami, tak
Ŝe przechować w pamięci, „widzieć i opisywać" znaczy odtwarzać w wyobraźni. 
Dystans, jaki stwarza tajemnica czasu, nie musi zmienia
ć wydarzeń, krajobrazów, twarzy ludzkich 
w gmatwanin
ę coraz bardziej blednących cieni. Przeciwnie, moŜe je ukazywać w pełnym świetle, 
tak 
Ŝe kaŜdy fakt, Ŝe kaŜda data nabiera wyrazu i trwa na wieczne przypomnienie ludzkiego 
znieprawienia, ale i ludzkiej wielko
ści. Ci, którzy Ŝyją, otrzymują mandat, od tych wszystkich, 
którzy umilkli na zawsze. Wywi
ązać się ze swego obowiązku mogą tylko starając się odtworzyć 
dokładnie to, co było, wydzieraj
ąc przeszłość zmyśleniom i legendom. Tak ziemia widziana 
z wysoka, w wiecznym teraz, i ziemia trwaj
ąca w odzyskanym czasie stają się na równi materiałem 
poezji. 
IV. 

Nie chciałbym stwarzać wraŜenia, Ŝe mój umysł zwrócony jest ku przeszłości, bo nie 

byłoby to prawdą. Jak wszyscy moi współcześni byłem skłonny do rozpaczy, do przewidywania 
bliskiej zagłady, i wyrzucałem sobie uleganie nihilistycznej pokusie. Na gł
ębszym jednak poziomie 
poezja moja, jak mi si
ę zdaje, pozostała zdrowa i wyraŜała tęsknotę do Królestwa Prawdy 
i Sprawiedliwo
ści. Nazwisko człowieka, który nauczył mnie, Ŝe nie trzeba poddawać się rozpaczy, 
powinno by
ć tutaj wspomniane. Otrzymujemy dary nie tylko od naszego rodzinnego kraju, jego 
rzek i jezior, jego tradycji, ale tak
Ŝe od ludzi zwłaszcza, jeŜeli silną osobowość spotkamy 

background image

 

12 

we wczesnej młodości. Miałem to szczęście, Ŝe traktował mnie prawie jak syn, a mój krewny 
Oskar Miłosz, paryski samotnik i wizjoner. Jak si
ę stało, Ŝe był francuskim poetą, wyjaśnić 
mogłyby zawiłe dzieje rodziny i kraju zwanego niegdy
ś Wielkim Księstwem Litewskim. 
Jakiekolwiek s
ą przyczyny, moŜna było niedawno czytać w prasie paryskiej wyrazy Ŝalu, 

Ŝ

e najwyŜsze międzynarodowe odznaczenie pół wieku wcześniej nie przypadło poecie tego samego, 

co moje nazwiska. 
Wiele nauczyłem si
ę od niego. Dał mi głębsze zrozumienie religii Starego i Nowego Testamentu 
i narzucił potrzeb
ęścisłej, ascetycznej hierarchii we wszystkich sprawach umysłu, łącznie 
ze wszystkim, co dotyczy sztuki. Tutaj za najwi
ększy grzech uwaŜał stawianie tego, co drugorzędne 
na równi z pierwszorz
ędnym. Przede wszystkim jednak słuchałem go, jak się słucha proroka, który, 
jak sam mówił, kochał ludzi „star
ą miłością zuŜytą przez litość, samotność i gniew" i dlatego 
rzucał ostrze
Ŝenie szalonemu światu pędzącemu ku katastrofie. Dowiadywałem się od niego, 
ze katastrofa jest nieunikniona, ale te
Ŝ dowiadywałem sięŜe wielki poŜar wróŜony przez niego 
b
ędzie tylko częścią szerszego dramatu, który musi być dograny do końca. 
ębsze przyczyny widział w błędnym kierunku obranym przez naukę XVIII wieku, 
co spowodowało lawinowe skutki. Nie inaczej ni
Ŝ William Blake przed nim, zapowiadał 
Wiek Nowy, powtórny renesans wyobra
źni dzisiaj skaŜonej przez pewien typ naukowej wiedzy, 
ale jak wierzył, nie przez ka
Ŝdą naukową wiedzę, na pewno nie tę, jaką odkryją ludzie przyszłości. 
Nie ma znaczenia, w jakim stopniu brałem jego przepowiednie dosłownie, wa
Ŝna była ogólna 
orientacja. 
Oskar Miłosz, tak jak William Blake, czerpał inspiracj
ę z pism Emanuela Swedenborga, uczonego, 
który wcze
śniej niŜ ktokolwiek przewidział klęskę człowieka czającą się w newtonowskim modelu 
wszech
świata. Kiedy, dzięki memu krewnemu, stałem się uwaŜnym czytelnikiem Swedenborga, 
interpretuj
ąc go zresztą nie tak, jak to było przyjęte w erze romantyzmu, nie spodziewałem się

Ŝ

e odwiedzę jego kraj po raz pierwszy przy takiej jak obecna okazji. 

Nasze stulecie dobiega końca i głównie dzięki takim wpływom nie odwaŜyłbym się mu złorzeczyć
bo było to tak
Ŝe stulecie wiary i nadziei. Odbywa się głęboka przemiana, której nie jesteśmy 
prawie 
świadomi, bo sami jesteśmy jej częścią, i od czasu do czasu daje znać o sobie 
w zjawiskach, które budz
ą powszechne zdumienie. Przemiana ta ma związek, z tym co, Ŝe uŜyję 
słów Oskara Miłosza, stanowi „najgł
ębszy sekret mas pracujących, bardziej niŜ kiedykolwiek 

Ŝ

ywych, chłonnych i pełnych wewnętrznej udręki". Ich sekret, nie wyznana potrzeba prawdziwych 

wartości, nie znajduję języka, w jakim mogłaby się wyrazić i tutaj nie tylko środki masowego 
przekazu, tak
Ŝe intelektualiści ponoszą cięŜką odpowiedzialność. A jednak przemiana dalej się 
odbywa, wbrew przewidywaniom na krótk
ą metę i jest prawdopodobne, Ŝe mimo horrorów 
i niebezpiecze
ństw, nasz czas będzie oceniony jako nieunikniona faza porodowych bólów, zanim 
ludzko
ść nie wstąpi na nowy próg świadomości. Wtedy pojawi się nowa hierarchia zasług i jestem 
przekonany, 
Ŝe Simone Weil i Oskar Miłosz, pisarze, w których szkole byłem posłusznym uczniem, 
otrzymaj
ą, co im się naleŜy. Wydaje mi sięŜe powinniśmy publicznie oświadczać o naszym 
przywi
ązaniu do pewnych nazwisk, bo w ten sposób jaśniej określamy naszą pozycję, niŜ 
wymieniaj
ąc nazwiska, którym przeciwstawiamy się gwałtownie. Mam nadziejęŜe ten odczyt, 
mimo meandrów my
śli, co jest zawodowym nałogiem poetów, pokazuje wyraźnie moje „tak" 
i „nie", w ka
Ŝdym razie tam, gdzie chodzi o sukcesję. Bo wszyscy, którzy tu jesteśmy, i mówca 
i słuchacze, stanowimy jedynie ogniwa pomi
ędzy przeszłością i przyszłością
 
[From Les Prix Nobel. The Nobel Prizes 1980, Editor Wilhelm Odelberg, [Nobel Foundation], 
Stockholm, 1981] 

background image

 

13 

 

 

Dyplom pamiątkowy przyznawany wraz z Nagrodą Nobla 

background image

 

14 

 

Czesław Miłosz, Autoportret przekorny, Kraków 1994 

 
„(...). Kiedy dostałem Nagrod
ę Nobla, to juŜ całkowicie straciłem kontrolę i tylko 
włosy wydzierałem z głowy, dowiaduj
ąc się, kim jestem w oczach innych. Zawsze 
uwa
Ŝałem siebie, na przykład, za poetę dość hermetycznego, dla pewnej nielicznej 
publiczno
ści. I co się dzieje, kiedy tego rodzaju poeta staje się sławny, głośny, 
kiedy staje si
ę kimś w rodzaju Jana Kiepury, tenora, albo gwiazdy futbolu? 
Naturalnie, powstaje jakie
ś zasadnicze nieporozumienie. ZwaŜmy na nowość 
tej sytuacji. Poniewa
Ŝ Ŝaden z tzw. poétes maudits, Ŝaden z tych poetów, którzy 
wyznaczaj
ą linię nowoczesnej poezji w róŜnych językach, Ŝaden z nich chyba nie 
był ubierany we frak i nie wyst
ępował na przyjęciach u króla. Tak mi się jakoś 
to nie widzi. 
[...] Bardzo du
Ŝo w naszych rozmowach mówiliśmy o sprawach Polski, rodzajach 
polsko
ści itp. Dla mnie jest wysoce Ŝenujące, kiedy ze mnie robią poetę patriotę
barda, wieszcza, bo jako
ś do tej roli nie byłem przygotowany. Mimo Ŝ
okoliczno
ści historyczne, po prostu, często ze mnie wymuszały utwory literackie, 
w których albo sam, albo jako podstawiona persona – przewa
Ŝnie jako 
podstawiona persona – wypowiadałem si
ę jako medium pewnych nastrojów 
zbiorowych.”. 

 
 
Wielki admirator Czesława Miłosza i jego dzieła, Adam Michnik, wyraŜał 
przekonanie: 

„...Nie mam najmniejszych wątpliwości – Miłosz naleŜy do największych 

fenomenów w całej historii polskiej literatury. Bez Miłosza nie jest moŜliwy 
Ŝ

aden sensowny spór o sens Polski i polskości, o historię polskiego Ducha, 

o naturę polskiej metafizyki ...”. 

 

background image

 

15 

Dzieła: 

 

„Kompozycja" (1930) – wiersz 

 

„PodróŜ" (1930) – wiersz 

 

„Poemat o czasie zastygłym" (1933) - tomik poetycki 

 

„Trzy zimy" (1936) - tomik poetycki 

 

„Obrachunki"(1937) - nowela 

 

„Wiersze" (1940) - tomik poetycki 

 

„Pieśń niepodległa" (1942) – antologia 

 

„Ocalenie" (1945) - tomik poetycki 

 

„Traktat moralny" (1947) 

 

„Zniewolony umysł" (1953) 

 

„Zdobycie władzy" (1953) – powieść 

 

Światło dzienne" (1953) - tomik poetycki 

 

„Dolina Issy" (1955) – powieść 

 

„Traktat poetycki" (1957) 

 

„Rodzinna Europa" (1958) 

 

„Kontynenty" (1958) – eseje 

 

„Człowiek wśród skorpionów" (1961) - studium krytyczne 

 

„Król Popiel i inne wiersze" (1961) - tomik poetycki 

 

„Gucio zaczarowany" (1965) - tomik poetycki 

 

„Widzenia nad Zatoką San Francisco" (1969) - zbiór esejów 

 

„Miasto bez imienia" (1969) - tomik poetycki 

 

„Prywatne obowiązki" (1972) - tom szkiców literackich 

 

„Gdzie słońce wschodzi i kędy zapada" (1974) - tomik poetycki 

 

„Ziemia Ulro" (1977) – esej 

 

„Ogród nauk" (1979) - tom esejów i przekładów 

 

„Hymn o perle" (1982) - tomik poetycki 

 

„Nieobjęta ziemia° (1984) - tomik poetycki 

 

„Kroniki" (1987) - tomik poetycki 

 

„Dalsze okolice" (1991) - tomik poetycki” 

 

„Zaczynając od moich ulic" (1985) - zbiór esejów 

 

„Metafizyczna pauza" (1989) - zbiór esejów 

 

„Poszukiwanie ojczyzny" (1991) - zbiór esejów 

 

„Rok myśliwego" (1991) – dziennik 

 

„Na brzegu rzeki" (1994) - tomik poetycki 

 

„Szukanie ojczyzny" (1992) 

 

„Legendy nowoczesności" (1996) 

 

śycie na wyspach" (1997) 

 

„Piesek przydroŜny" (1997) – proza 

 

„Abecadło Miłosza" (1997) 

 

„Inne Abecadło" (1998) 

 

„Wyprawa w dwudziestolecie" (1999) 

 

„To" - tomik poetycki (2000) 

 

„Haiku" (2002) 

 

„Druga przestrzeń" - tomik poetycki (2002)

 

 

„Orfeusz i Eurydyka" (2003

)

background image

 

16 

15 twarzy Czesława Miłosza  

Podobno  kaŜdy  poeta  ma  tyle  twarzy,  ile  napisał  wierszy...  Czesław  Miłosz 
dzi
ęki  swojej  twórczości  stał  się  więc  człowiekiem  o  tysiącu  twarzach...  Oto 
niektóre z nich utrwalone na fotograficznej kliszy...  

 

 

 

background image

 

17 

 

 

 

 

Rękopis Czesława Miłosza - Kraina poezji 

background image

 

18 

 

 

Medal upamiętniający Czesława Miłosza, poetę i eseistę, 

laureata literackiej Nagrody Nobla w 1980 r. 

 
 
 
 
 
 

 

Wydanie: Polscy laureaci Nagrody Nobla (10.05.1982) 
Henryk Sienkiewicz, Władysław Reymont, Maria Skłodowska-Curie, 
Czesław Miłosz 

 

Znaczek wydany przez Pocztę Szwedzką w 1986 r. 

Ukazano na nim podobiznę Czesława Miłosza odbierającego Nagrodę Nobla 
z rąk króla Karola XVI Gustawa. Autorem rytu znaczka jest równieŜ Cz. Słania.