background image

23 marca 2009r. Fundacja Andrzeja Aumillera "Ostoja" wystąpi-

ła  z  pismem  do  Rzecznika  Praw  Obywatelskich  jak  również  do 

Ministra Sprawiedliwości w sprawie Stanisława Łyżwińskiego.  

 

T

reść listu do Rzecznika Praw Obywatelskich:

 

"Pan 

dr Janusz Kochanowski 

Rzecznik Praw Obywatelskich  

Ldz.128 /3/09/AA 

 

"Fundacja „Ostoja” zwraca się z uprzejma prośbą do Pana Rzecznika Praw Obywatel-

skich o interwencję w sprawie Pana Stanisława Łyżwińskiego, który od 22 miesięcy 

przebywa w areszcie śledczym aby uniknąć kolejnych tragedii jaka miejsce 18 stycz-
nia 2008r., w wyniku której zmarł z głodu Claudiu Curlica. Zmarł w krakowskim szpi-

talu, do którego trafił z aresztu w stanie agonalnym. W areszcie przebywał w związku 

z podejrzeniem o kradzież sędziowskiego portfela w jednym z centrów handlowych. 
Głodówkę rozpoczął na znak protestu przeciwko fałszywemu podejrzeniu. Miał prze-

cież żelazne alibi. W dniu kradzieży nie było go w Polsce. Krakowskie biuro podróży 
sygnalizowało, iż dysponuje dowodami na niewinność Curlicy. Prokuratora je zlekce-

ważyła. Curlica był niewinny, nie tylko, dlatego, że jego wina nie została orzeczona 

prawomocnym  wyrokiem  sądu,  także  i  przede  wszystkim,  dlatego,  iż  jego  alibi  po-
twierdzili  świadkowie  -  niestety,  na  skutek  stronniczości  lub  niechlujstwa  śledczych 

dopiero po jego śmierci. Umierał długo, w krakowskim areszcie, na oczach i pod kon-

trolą  funkcjonariuszy  wymiaru  sprawiedliwości.  Jedyne,  co  osiągnął,  to  dymisja  dy-
rektora  tego  zakładu  karnego.  Prokurator  nie  poniósł  żadnej  odpowiedzialności  za 

background image

fałszywe  oskarżenie.  Tyle  znaczy  dziś  w  Polsce  protest  głodowy.  Pocieszające  jest 

przynajmniej to, że jego losem przejęła się Rumunia. 

Jej  minister  spawa  zagranicznych  złożył  dymisję,  gdyż  jego  podwładni  nie  obronili 
Curlicy przed polskim wymiarem niesprawiedliwości. Dymisja została przyjęta. 

8 grudnia tegoż samego roku Trybunał w Strasburgu uznał naruszenie przez Polskę 

prawa do życia innego podejrzanego, który w latach 1997- 2001 przebywał w aresz-
cie  cierpiąc  na  poważne  schorzenia  kardiologiczne.  Europejski  Trybunał  Praw  Czło-

wieka stwierdził, że naruszono obowiązek ochrony życia i zdrowia Zbigniewa Dziecia-

ka, gdyż nie dowieziono go na dwie zaplanowane operacje, nie informowano sądu o 
stanie jego zdrowia i nie udzielono mu pomocy medycznej w ostatnich dniach życia. 

Za  złamanie  Konwencji  sąd  w  Srasburgu  uznał  także  stosowanie  w  tym  przypadku 
aresztu  jako  środka  zapobiegawczego  i  automatycznie  jego  przedłużanie,  nie 

uwzględniające stanu zdrowia. 

Jeszcze kilka dni temu myśleliśmy, że nam obywatelom, nic już bardziej hańbiącego 
nasz wymiar sprawiedliwości przytrafić się nie może. A jednak.... 

W marcu br. przed sądem w Piotrkowie Trybunalskim odbywa się kolejna rozprawa 

w/s  tzw.  „seksafery"  w  Samoobronie”.  Oskarżonymi  są  Andrzej  Lepper  i  Stanisław 
Łyżwiński.  Ten  ostatni  w  związku z  tą  sprawą  przebywa  od  dwudziestu  miesięcy  w 

areszcie.  Podczas  rozprawy  jego  adwokat  zgłasza  sędziemu,  że  nie  ma  z  klientem 

kontaktu.  Dla  prowadzącego  rozprawę  nie  ma  to  znaczenia.  A  przecież  ten  sędzia 
musi wiedzieć jak ciężko chory jest oskarżony. Dwa miesiące wcześniej sąd w Toma-

szowie  Mazowieckim,  przed  którym  toczy  się  inna  sprawa  z  udziałem  oskarżonego 
Łyżwińskiego, z powodu jego stanu zdrowia przerywa rozprawę i wysyła go do szpi-

tala, gdzie jest obecnie leczony  tak  „efektywnie”, że na kolejne rozprawy przybywa 

już na wózku inwalidzkim z postępującym paraliżem nogi. Wiadomo, że cierpi on na 
schorzenia kardiologiczne i neurologiczne (rwa kulszowa). Jednak stan jego zdrowia i 

wygląd pogarszają się w takim tempie, że Wanda Łyżwińska obawia się choroby on-

kologicznej. Ale prokuratura i służby więzienne odmawiają jej informacji zarówno o 
stanie zdrowia męża, jaki i przebiegu leczenia. Nam za to, sąd nie oszczędza widoku 

background image

przerażających zmian w wyglądzie i zachowaniu, Łyżwińskiego. A przecież: „Przyro-

dzona  i  niezbywalna  godność  człowieka  stanowi  źródło wolności i  praw człowieka  i 

obywatela.  Jest ona  nienaruszalna,  a  jej  poszanowanie  i  ochrona  jest obowiązkiem 
władz publicznych.” Tak nakazuje Konstytucja w Art. 30.  

Dlaczego  zatem  sędzia  prowadzący  sprawę  „seksafery”  odbiera  Łyżwińskiemu  god-

ność i wystawia jego cierpienie, słabość i nabyte w areszcie kalectwo na widok pu-
bliczny? Równie dobrze mógłby kazać, zakuć go w dyby. Gawiedź podobną by miała 

radość, widząc, co zostało, z dumnego posła Samoobrony. Dobrze wiemy, że sędzio-

wie  są  niezawiśli,  ale  przecież  tylko  w  zakresie  orzekania.  Ten  konkretny  sędzia  w 
naszym przekonaniu, wyemancypował się spod nakazów samej Konstytucji oraz raty-

fikowanych przez Polskę Konwencji Praw Człowieka. 

Kilka  dni  później,  16  marca,  drugi  sędzia  ten  z  Tomaszowa  Mazowieckiego,  widząc 

stan oskarżonego odracza proces do kwietnia. Dwie sprawy, dwóch sędziów i dwie 

epoki oraz kultury prawne. I kolejna decyzja o utajnieniu procesu, tym razem tego w 
Tomaszowie Mazowieckim. Jak to możliwe, że osoby publiczne sądzone są w tajnych 

procesach?  A  przecież  w  przypadku  tzn.  „seksafery”  obaj  -  Lepper  i  Łyżwiński  - 

oskarżeni są o .... KORUPCJĘ!!! (a to, z tego zapewne powodu, ze czyny ich popeł-
nione być miały w czasie kiedy molestowanie nie było w Polsce karane.) A zatem o 

czyny związane z ich publiczną działalnością. Trudno zrozumieć taką decyzję sędzie-

go, w sytuacji, gdy  całą Polska kibicowała prokuratorom  w poszukiwaniu ojca trze-
ciego dziecka Anety Krawczyk.  

Cała Polska wysłuchiwała jej medialnych zwierzeń i czytała o problemach z potencją 
wicepremiera, o łazience i ręczniku, a także o wysiłkach, jakie Aneta Krawczyk czyni-

łaby posłowi Łyżwińskiemu wynagrodzić śmierć córki. Oskarżenia, zatem padały pu-

blicznie, ze strony domniemanej ofiary, dziennikarzy, posłów rozpatrujących wniosek 
o uchylenie immunitetu itp. Kłamstwa również. Jak to o ojcostwie Łyżwińskiego. 

Dlaczego zatem odebrano oskarżonym prawo do publicznej obrony? Miliony obywate-

li, które w różnych okresach głosowały na Samoobronę mają prawo patrzeć sprawie-
dliwości na ręce, gdy ta sądzi ich przedstawicieli. Ale także i pozostała część wybor-

background image

ców powinna mieć taką możliwość, zwłaszcza, że zarówno oskarżeni jak i poszkodo-

wane  były  osobami  publicznymi  lub  działaczkami  partyjnymi.  Musimy  mieć,  zatem 

jasność, kiedy nas okłamywały. Czy  wtedy, kiedy pomimo wyrządzonych im krzywd 
zachęcały nas do głosowania na Samoobronę, czy teraz, kiedy zdecydowały się ob-

ciążyć  swoich  liderów?  A  zatem  od  początku  do  końca  „seksafera”  jest  sprawą  pu-

bliczną. A tajne procesy mogą i budzą najgorsze skojarzenia, z czasami słusznie mi-
nionych dyktatur. 

Reasumując, przypadek Łyżwińskiego od wcześniej opisanych różni tylko to, że jest 

stricte  polityczny  oraz  to,  że  znęcanie  się  nad  nim  odbywa  się  na  naszych  oczach. 
Jeśli zmilczymy, staniemy się współodpowiedzialni za to kolejne bezprawie polskiego 

wymiaru sprawiedliwości. Można być uprzedzonym do Samoobrony. Można być prze-
konanym o winie Łyżwińskiego. Ale nie wolno odbierać mu prawa do życia i zdrowia i 

uczciwego  procesu.  Nawet  tak  okrutny  Kodeks  Hammurabiego  przewidywał  oko  za 

oko, śmierć za śmierć. A przecież sędzia, który prowadzi „seksaferę” przebija nawet 
antyczne  prawo  oparte  na  zemście.  Za  domniemane  molestowanie  i  gwałt  odbiera 

dziś oskarżonemu zdrowie, a jutro może nawet i życie.  

Zdajemy  sobie sprawę, że Rzecznik Praw Obywatelskich nie może interweniować w 
indywidualnej  sprawie osoby tymczasowo aresztowanej, że decyzje w sprawie tym-

czasowego  aresztu  należą  do  niezawisłego  sądu.  Istota  naszej  interwencji  u  Pana 

Rzecznika Praw Obywatelskich jest prośbą o podjęcie takich działań, które zwróciłyby 
sądom powszechnym uwagę na konieczność poszanowania godności człowieka. Sko-

ro proces Stanisława Łyżwińskiego w całości został utajniony to Sąd Powszechny po-
winien  zadbać  aby  choroba  tymczasowo  aresztowanego  nie  była  wykorzystywana 

medialnie do epatowania widzów jego nieszczęściem.  

Ponieważ uznajemy tak długi okres tymczasowego aresztowania  Stanisława Łyżwiń-
skiego za całkowicie nie uzasadniony bowiem w sprawie nie zachodzą już okoliczno-

ści uzasadniające obawę matactwa, przyłączamy się do kierowanych do Pana Rzecz-

nika Praw Obywatelskich apeli o podjęcie inicjatywy ustawodawczej, która zmierzała-
by do takich zmian przepisów procedury karnej, które wprowadziłyby górny limit sto-

sowania aresztu tymczasowego". 

background image

Treść listu do Ministra Sprawiedliwości: 

"Pan Andrzej Czuma 

Minister Sprawiedliwości 

Prokurator Generalny RP 

Al. Ujazdowskie 11 

00-950 Warszawa 

Ldz. 129/3/09/AA 

 

Fundacja „Ostoja” zwraca się z uprzejma prośbą do Pana Ministra Sprawiedliwości o 
interwencję w sprawie Pana Stanisława Łyżwińskiego, który od 22 miesięcy przebywa 

w areszcie śledczym aby uniknąć kolejnych tragedii jaka miejsce 18 stycznia 2008r., 
w wyniku której zmarł z głodu Claudiu Curlica. Zmarł w krakowskim szpitalu, do któ-

rego trafił z aresztu w stanie agonalnym. W areszcie przebywał w związku z podej-

rzeniem o kradzież sędziowskiego portfela w jednym z centrów handlowych. Głodów-
kę rozpoczął na znak protestu przeciwko fałszywemu podejrzeniu. Miał przecież że-

lazne alibi. W dniu kradzieży nie było go w Polsce. Krakowskie biuro podróży sygnali-

zowało, iż dysponuje dowodami na niewinność Curlicy. Prokuratora je zlekceważyła. 
Curlica był niewinny, nie tylko, dlatego, że jego wina nie została orzeczona prawo-

mocnym wyrokiem sądu, także i przede wszystkim, dlatego, iż jego alibi potwierdzili 
świadkowie - niestety, na skutek stronniczości lub niechlujstwa śledczych dopiero po 

jego śmierci. Umierał długo, w krakowskim areszcie, na oczach i pod kontrolą funk-

cjonariuszy wymiaru sprawiedliwości. Jedyne, co osiągnął, to dymisja dyrektora tego 
zakładu karnego. Prokurator nie poniósł żadnej odpowiedzialności za fałszywe oskar-

żenie. Tyle znaczy dziś w Polsce protest głodowy. Pocieszające jest przynajmniej to, 

że jego losem przejęła się Rumunia. Jej minister spawa zagranicznych złożył dymisję, 
gdyż jego podwładni nie obronili Curlicy przed polskim wymiarem niesprawiedliwości. 

Dymisja została przyjęta. 

background image

 8 grudnia tegoż samego roku Trybunał w Strasburgu uznał naruszenie przez Polskę 

prawa do życia innego podejrzanego, który w latach 1997- 2001 przebywał w aresz-

cie  cierpiąc  na  poważne  schorzenia  kardiologiczne.  Europejski  Trybunał  Praw  Czło-
wieka stwierdził, że naruszono obowiązek ochrony życia i zdrowia Zbigniewa Dziecia-

ka, gdyż nie dowieziono go na dwie zaplanowane operacje, nie informowano sądu o 

stanie jego zdrowia i nie udzielono mu pomocy medycznej w ostatnich dniach życia. 
Za  złamanie  Konwencji  sąd  w  Srasburgu  uznał  także  stosowanie  w  tym  przypadku 

aresztu  jako  środka  zapobiegawczego  i  automatycznie  jego  przedłużanie,  nie 

uwzględniające stanu zdrowia. 

Jeszcze kilka dni temu myśleliśmy, że nam obywatelom, nic już bardziej hańbiącego 

nasz wymiar sprawiedliwości przytrafić się nie może. A jednak.... 

W marcu br. przed sądem w Piotrkowie Trybunalskim odbywa się kolejna rozprawa 

w/s  tzw.  „seksafery"  w  Samoobronie”.  Oskarżonymi  są  Andrzej  Lepper  i  Stanisław 

Łyżwiński.  Ten  ostatni  w związku z  tą  sprawą  przebywa  od  dwudziestu  miesięcy  w 
areszcie.  Podczas  rozprawy  jego  adwokat  zgłasza  sędziemu,  że  nie  ma  z  klientem 

kontaktu.  Dla  prowadzącego  rozprawę  nie  ma  to  znaczenia.  A  przecież  ten  sędzia 

musi wiedzieć jak ciężko chory jest oskarżony. Dwa miesiące wcześniej sąd w Toma-
szowie  Mazowieckim,  przed  którym  toczy  się  inna  sprawa  z  udziałem  oskarżonego 

Łyżwińskiego, z powodu jego stanu zdrowia przerywa rozprawę i wysyła go do szpi-

tala, gdzie jest obecnie leczony  tak  „efektywnie”, że na kolejne rozprawy przybywa 
już na wózku inwalidzkim z postępującym paraliżem nogi. Wiadomo, że cierpi on na 

schorzenia kardiologiczne i neurologiczne (rwa kulszowa). Jednak stan jego zdrowia i 
wygląd pogarszają się w takim tempie, że Wanda Łyżwińska obawia się choroby on-

kologicznej. Ale prokuratura i służby więzienne odmawiają jej informacji zarówno o 

stanie zdrowia męża, jaki i przebiegu leczenia. Nam za to, sąd nie oszczędza widoku 
przerażających zmian w wyglądzie i zachowaniu, Łyżwińskiego. A przecież: „Przyro-

dzona  i  niezbywalna  godność  człowieka  stanowi  źródło wolności i  praw człowieka  i 

obywatela.  Jest ona  nienaruszalna,  a  jej  poszanowanie  i  ochrona  jest obowiązkiem 
władz publicznych.” Tak nakazuje Konstytucja w Art. 30.  

background image

Dlaczego  zatem  sędzia  prowadzący  sprawę  „seksafery”  odbiera  Łyżwińskiemu  god-

ność i wystawia jego cierpienie, słabość i nabyte w areszcie kalectwo na widok pu-

bliczny? Równie dobrze mógłby kazać, zakuć go w dyby. Gawiedź podobną by miała 
radość, widząc, co zostało, z dumnego posła Samoobrony. Dobrze wiemy, że sędzio-

wie  są  niezawiśli,  ale  przecież  tylko  w  zakresie  orzekania.  Ten  konkretny  sędzia  w 

naszym przekonaniu, wyemancypował się spod nakazów samej Konstytucji oraz raty-
fikowanych  przez  Polskę  Konwencji  Praw  Człowieka.  Kilka  dni  później,  16  marca, 

drugi sędzia ten z Tomaszowa Mazowieckiego, widząc stan oskarżonego oracza pro-

ces  do  kwietnia.  Dwie  sprawy,  dwóch  sędziów  i  dwie  epoki  oraz  kultury  prawne.  I 
kolejna decyzja o utajnieniu procesu, tym razem tego w Tomaszowie Mazowieckim. 

Jak  to możliwe, że osoby publiczne  sądzone są w tajnych procesach?  A przecież w 
przypadku tzn. „seksafery” obaj - Lepper i Łyżwiński - oskarżeni są o .... KORUPCJĘ!!! 

(a to, z tego zapewne powodu, ze czyny ich popełnione być miały w czasie kiedy mo-

lestowanie nie było w Polsce karane.) A zatem o czyny związane z ich publiczną dzia-
łalnością. Trudno zrozumieć taką decyzję sędziego, w sytuacji, gdy całą Polska kibi-

cowała prokuratorom w poszukiwaniu ojca trzeciego dziecka Anety Krawczyk.  

Cała Polska wysłuchiwała jej medialnych zwierzeń i czytała o problemach z potencją 
wicepremiera, o łazience i ręczniku, a także o wysiłkach, jakie Aneta Krawczyk czyni-

łaby posłowi Łyżwińskiemu wynagrodzić śmierć córki. Oskarżenia, zatem padały pu-

blicznie, ze strony domniemanej ofiary, dziennikarzy, posłów rozpatrujących wniosek 
o uchylenie immunitetu itp. Kłamstwa również. Jak to o ojcostwie Łyżwińskiego. 

Dlaczego zatem odebrano oskarżonym prawo do publicznej obrony? Miliony obywate-
li, które w różnych okresach głosowały na Samoobronę mają prawo patrzeć sprawie-

dliwości na ręce, gdy ta sądzi ich przedstawicieli. Ale także i pozostała część wybor-

ców powinna mieć taką możliwość, zwłaszcza, że zarówno oskarżeni jak i poszkodo-
wane były osobami publicznymi lub działaczkami partyjnymi.  

Musimy mieć, zatem jasność, kiedy nas okłamywały. Czy wtedy, kiedy pomimo wy-

rządzonych im krzywd zachęcały nas do głosowania na Samoobronę, czy teraz, kiedy 
zdecydowały się obciążyć swoich liderów? A zatem od początku do końca „seksafera” 

background image

jest sprawą publiczną. A tajne procesy mogą i budzą najgorsze skojarzenia, z czasa-

mi słusznie minionych dyktatur. 

Reasumując, przypadek Łyżwińskiego od wcześniej opisanych różni tylko to, że jest 
stricte  polityczny  oraz  to,  że  znęcanie  się  nad  nim  odbywa  się  na  naszych  oczach. 

Jeśli zmilczymy, staniemy się współodpowiedzialni za to kolejne bezprawie polskiego 

wymiaru sprawiedliwości.  

Można być uprzedzonym do Samoobrony. Można być przekonanym o winie Łyżwiń-

skiego.  Ale  nie  wolno  odbierać  mu  prawa  do  życia  i  zdrowia  i  uczciwego  procesu. 

Nawet tak okrutny Kodeks Hammurabiego przewidywał oko za oko, śmierć za śmierć. 
A przecież sędzia, który prowadzi „seksaferę” przebija nawet antyczne prawo oparte 

na zemście. Za domniemane molestowanie i gwałt odbiera dziś oskarżonemu zdro-
wie, a jutro może nawet i życie.  

Pragniemy nadmienić, iż w powyższej sprawie Fundacja „Ostoja” wystąpiła do Rzecz-

nika Praw Obywatelskich. Zdając sobie sprawę, że Rzecznik Praw Obywatelskich nie 
może  interweniować  w  indywidualnej  sprawie  osoby  tymczasowo  aresztowanej,  że 

decyzje w sprawie tymczasowego aresztu należą do niezawisłego sądu. Istotą naszej 

interwencji u Pana Ministra Sprawiedliwości jak również u Rzecznika Praw Obywatel-
skich  jest  prośba  o  podjęcie  takich  działań  które  zwróciłyby  sądom  powszechnym 

uwagę  na  konieczność  poszanowania  godności  człowieka.  Skoro  proces  Stanisława 

Łyżwińskiego  w  całości  został  utajniony  to  Sąd  Powszechny  powinien  zadbać  aby 
choroba  tymczasowo  aresztowanego  nie  była  wykorzystywana  medialnie  do  epato-

wania widzów jego nieszczęściem.  

Ponieważ uznajemy tak długi okres tymczasowego aresztowania Stanisława Łyżwiń-

skiego za całkowicie nie uzasadniony bowiem w sprawie nie zachodzą już okoliczno-

ści uzasadniające obawę matactwa,  przyłączamy  się do kierowanych do  Pana Mini-
stra Sprawiedliwości jak  również do Rzecznika Praw Obywatelskich apeli o podjęcie 

inicjatywy  ustawodawczej  która  zmierzałaby  do  takich  zmian  przepisów  procedury 

karnej, które wprowadziłyby górny limit stosowania aresztu tymczasowego". 

2009.11.30 Wywiad  

background image

Miary humanizmu 

Obie  sprawy  maja  ze  sobą,  wbrew  pozorom,  wiele  wspólnego.  Stanisław  Ł.  znany 

działacz „Samoobrony” został oskarżony o gwałt, który miał popełnić przed siedmiu 
laty, Roman Polański jest oskarżony o gwałt, którego miał się dopuścić przed 30 laty. 

Obaj  nie  przyznają  się  do  winy.  Obaj  ciężko  chorują.  R.  Polański  opuścił  właśnie 

areszt, bo dalszego ciągu swoich losów oczekiwać ma we własnym domu, założywszy 
na kostkę elektroniczną obrożę. Stanisław Ł. który z powodu bólu już jeździ na wózku 

inwalidzkim cały czas pozostaje w areszcie. 

Losem Stanisława Ł. zajął się Andrzej Aumiller, prezes Rady Fundacji „OSTOJA”, któ-
ry  o  pogwałceniu  prawa  Stanisława  Ł.  do  ratowania  swojego  zdrowia  zawiadomił  i 

Ministerstwo  Sprawiedliwości,  i  Rzecznika  Praw  Obywatelskich,  Janusza  Kochanow-
skiego. - Obie odpowiedzi - mówi A. Aumiller wprost porażają swoją, nie powiem la-

konicznością, ale obojętnością dla chorego człowieka. Skoro więzienni lekarze uważa-

ją, że mogą leczyć w więzieniu, to tak jest i koniec. Rzekomo z troski o jego zdrowie 
rozprawy sądowe przeniesiono nawet do aresztu. 

- Nie sądziłem – dodaje A. Aumiller – że w państwie prawa, w którym rzekomo żyje-

my, nastąpi powrót do stalinowskich metod. Wtedy podejrzani i oskarżeni także byli 
sądzeni w kazamatach więziennych, aby nikt nie dowiedział się o ich losie. Czy także 

w areszcie zostanie ogłoszony wyrok? 

A. Aumiller ma o tyle rację, że zgodnie z nauką Hipokratesa dla uzdrowienia chorego 
jest ważny nie tylko jego stan fizyczny, ale przede wszystkim psychiczny. A jaka mo-

że być psychika aresztowanego od prawie trzech lat człowieka? Polska już wielokrot-
nie przegrywała sprawy za niesłuszne aresztowanie podejrzanych i bezzasadne prze-

dłużanie  aresztu.  Nasze  sądy  są  jednak  pro  policyjne  i  zawsze  dla  dobra  śledztwa 

areszt  przedłużą.  Dlaczego  przez  trzy  lata  policja  i  prokuratura  nie  potrafią  znaleźć 
dowodów winy, nikt nie dochodzi. 

Trudno porównywać status R. Polańskiego i Stanisława Ł. o ile jednak  bardziej  hu-

manitarny  wydaje  się  sąd  w  Szwajcarii,  aniżeli  w  Piotrkowie  Trybunalskim.  Sąd  w 
alpejskim kraju uznał, że skoro ciężko chory człowiek nie chce się leczyć w więzieniu, 

background image

może to robić we własnym domu, zamienionym w areszt domowy. Stanisław Ł. jest 

skazany na pomoc medyczną tylko w warunkach więziennych. Janusz  Kochanowski, 

Rzecznik Praw Obywatelskich, z właściwą sobie dezynwolturą informuje prezesa po-
znańskiej „OSTOI” że rzeczywiście u Stanisława Ł. po wielokrotnym pobycie na Izbie 

Chorych Aresztu Śledczego w Piotrkowie Trybunalskim i w Szpitalu Zakładu Karnego 

w Łodzi oraz w wyniku konsultacji z lekarzami z Gdańska stwierdzono, iż powinien on 
być operowany. Jednakże zabieg i rehabilitacja m o g ą nastąpić w warunkach wię-

ziennych. 

Z dużą dozą satysfakcji rzecznik zawiadamia „OSTOJĘ” iż Stanisław Ł. trafi na oddział 
operacyjny więziennego szpitala już w lutym 2010 roku . Dla mnie czymś koszmar-

nym był widok Wojciecha K. słynnego dyrygenta skazanego za pedofilię, chorego na 
AIDS, wożonego na rozprawy  na wózku inwalidzkim. W pewnych państwach odwet 

na chorych ludziach to zwykła prymitywna zemsta. 

Trudno przesądzać winę Stanisława Ł , ale patrząc na Szwajcarię, gdzie podejrzany o 
pedofilię i gwałt reżyser opuścił areszt , trzeba się żachnąć, że równie chory, oskar-

żony  o  gwałt  Stanisław  Ł.  w  nim  pozostanie  i za  kratami  ma  poddać  się operacji i 

rehabilitacji. Oto dwie miary humanizmu i pojęcia wymiaru sprawiedliwości. 

Autor Kazimierz Brzezicki