background image

Howard Phillips Lovecraft

OPOWIADANIA

Azathoth

(Azathoth)

Gdy swiat sie zestarzal, a cuda zniknely z umyslów ludzi; gdy szare miasta podniosly w
zadymione niebo swe ponure i brzydkie wieze, w których cieniu nikt juz nie mógl snic o
sloncu czy wiosennych, ukwieconych lakach; gdy wiedza odarla ziemie z jej plaszcza
pieknosci, a poeci nie potrafili juz spiewac o niczym wiecej, jak tylko o ogladanych
pijanym okiem wypaczonych zjawach swych jestestw; gdy rzeczy prawdziwie
wartosciowe zaczely przemijac, a dzieciece nadzieje zniknely na zawsze, byl czlowiek,
który wywedrowal z zycia w poszukiwaniu krain, dokad uciekly sny swiata.

Niewiele napisano o imieniu i miejscu zamieszkania tego czlowieka, gdyz zajmowano sie
wtedy tylko rzeczywistoscia; stad obie te rzeczy sa bardzo tajemnicze. Wystarczy
wiedziec, ze mieszkal w miescie z wysokimi murami, w którym panowaly sterylne
zmierzchy i ze harowal calymi dniami wsród cieni i halasów. Wieczorami wracal do
pokoju, którego jedyne okno nie patrzylo na pola i lasy, lecz na brudny dziedziniec, na
który spogladaly w tepej rozpaczy tez inne okna. Mozna z nich bylo dostrzec tylko mury,
moze z wyjatkiem czegos, co dawalo sie zobaczyc, gdy czlowiek mocno sie wychylil i
spojrzal na wedrujace gwiazdy. Poniewaz jednak same sciany i okna musialy w krótkim
czasie doprowadzic do szalenstwa kogos, kto wiele snil i czytal, mieszkaniec tego pokoju
spedzal noc za noca na wychylaniu sie przez okno i przygladaniu sie fragmentom rzeczy
znajdujacych sie poza realnym swiatem i szaroscia wysokich miast. Po latach poczal
nadawac imiona wolno zeglujacym gwiazdom i wedrowac za nimi w wyobra ni, gdy
zeslizgiwaly sie poza zasieg wzroku.

Az w koncu jego zmysly otworzyly sie na wiele tajemnych perspektyw, których istnienia
nigdy nawet nie podejrzewano. Pewnej nocy, nad ogromna zatoka zostal polozony most i
scigane w snach nieba zstapily do okna samotnego obserwatora, zmieszaly sie z
zatechlym powietrzem w jego pokoju i uczynily go czescia swego slynnego cudu.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Weszly do jego pokoju rozszalale strumienie fioletowego lsnienia zorzy; wiry zlotego
pylu i ognia, wirujace do najdalszych przestrzeni i ciezkie od zapachu spoza swiatów.
Wlaly sie tam opiumowe oceany, oswietlone sloncami, których zwykle oko nie moglo
nigdy zobaczyc, majace w swych wirach dziwne delfiny i nimfy morskie niepamietnych
glebin. Bezglosna nieskonczonosc wirowala wokól marzyciela i unosila go ze soba w dal
nie dotykajac nawet jego ciala, które nadal sztywno wychylalo sie z samotnego okna.
Przez niezliczone dni plywy dalekich sfer kolysaly go delikatnie, laczac go z
uwielbianymi marzeniami, które inni ludzie juz utracili. W czasie wielu cykli, z czuloscia
pozostawialy go spiacego na zielonym brzegu oswietlanym przez wschodzace slonce; na
zielonym brzegu pachnacym kwiatami lotosu, znaczonym czerwonymi trzcinami...

Howard Phillips Lovecraft

Pamiec

(The Memory)

W dolinie Nis swieci slabo przeklety, ubywajacy ksiezyc, jego swiatlo przedziera sie
przez martwe liscie wielkiego drzewa upas. W glebi doliny, gdzie swiatlo nie siega,
miotaja sie archaiczne byty nie przeznaczone do ogladania. Roslinnosc na stokach wspina
sie wybujale; dzikie winogrona i pnacza wija sie wsród kamieni lezacych w ruinach
palaców, oplataja polamane kolumny i dziwne monolity, podnosza marmurowe plyty
dziedzinców ulozone przez zapomniane rece. Z drzew, które wyrastaja - gigantyczne - na
potrzaskanych dziedzincach spadaja male jablka; z glebokich piwnic pelnych skarbów
wylaza jadowite weze i pokryte luskami nienazwane istoty. Ogromne kamienie spia pod
przykryciem wilgotnych mchów, potezne sa tez sciany z których spadly. Budowniczowie
wznosili je przez caly czas i kiedys sluzyly dobrze, choc teraz mieszkaja pod nimi tylko
szare ropuchy.

Na samym dnie doliny plynie rzeka Than, o mulistych wodach zarosnietych zielskiem.
Wyplywa z ukrytych  ródel, plynie do podziemnych grot, demon doliny nie wie wiec,
dlaczego jej wody sa czerwone ani dokad plynie.

Geniusz slizgajacy sie po promieniach ksiezyca rzekl do demona doliny: - Jestem stary i
wiele juz zapomnialem. Powiedz mi o czynach, wygladzie i imieniu tych, którzy
zbudowali to wszystko z kamienia. Demon odparl: - Jestem Pamiecia i znam wiedze
przeszlosci. Istoty te byly jak wody rzeki Than, nie mozna ich bylo zrozumiec. Ich
czynów nie pamietam, gdyz byly tylko chwila. Ich postac przypominam sobie mgliscie,
byli jak te male jablka na drzewie. Ich imie przypominam sobie wyra nie, gdyz
rymowalo sie z nazwa rzeki. Te istoty przeszlosci nazywaly sie Ludzmi.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Geniusz odlecial na sierp ksiezyca, a demon patrzyl z natezeniem na male jablko na
drzewie rosnacym na potrzaskanym dziedzincu.

* Czlowiek = ang. Man (przyp. tlum.)

Przeklad: Andrzej Ledwozyw

Howard Phillips Lovecraft

P

otomek

(The Descendant)

Moja najgorsza zmora jest mysl o omylnosci ludzkiej. Wedle diagnozy mego lekarza,
spodziewam sie, ze powinienem zostac pogrzebany w nastepnym tygodniu, ale...

W Londynie byl czlowiek, który krzyczal na dzwiek bicia dzwonów koscielnych. Zyl
calkiem samotnie, ze swym prazkowanym kotem w Gray's Inn, a ludzie uwazali go za
nieszkodliwego dziwaka. Jego pokój wypelniony byl ksiazkami najbardziej nudnego i
dziecinnego rodzaju, na których lekturze spedzal niekonczace sie godziny. Jedynym jego
pragnieniem bylo to, by zycie oszczedzilo mu tortury myslenia. Bylo ono dla niego z
pewnych powodów przerazajace i od wszystkiego, co poruszalo jego wyobra nie, uciekal
jak od zarazy. Byl bardzo wiotki, poszarzaly i pomarszczony. Sa jednak tacy, którzy
utrzymuja, ze nie byl tak stary, na jakiego wygladal. Strach pochwycil go w swe szpony.
Lada d wiek sprawial, ze wzdrygal sie z rozszerzonymi oczami i czolem pokrytym
potem. Poczal sie wystrzegac przyjaciól i towarzystwa, gdyz zadali odpowiedzi na swe
pytania, a on nie chcial ich udzielac. Ci, którzy kiedys znali go jako uczonego i estete,
mówili, ze zobaczenie go w obecnym stanie jest nad wyraz smutna rzecza. Odrzucil
wszystkich znajomych dawno temu i nikt nie mial pewnosci, czy opuscil swe miejsce
zamieszkania, czy po prostu odsunal sie na ubocze. Przez dziesiec lat, od chwili, gdy
wprowadzil sie do Gray's Inn, otaczalo go milczenie.

Az do nocy, w której mlody Williams kupil "Necronomicon".

Williams byl marzycielem. Mial tylko dwadziescia trzy lata, gdy sprowadzil sie do
starego domostwa, w którym czul obcosc i oddech kosmicznego wichru, wiejacego nad
szarym, wysuszonym czlowiekiem w pokoju obok. Zmuszal sie do przyja ni tam, gdzie
starzy przyjaciele nie odwazali sie tego robic. Fascynowalo go przerazenie osiadle na
wychudzonym, wymizerowanym sasiedzie. Ten zreszta zawsze budzil ludzkie

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

zainteresowanie, chociaz nikt go nie traktowal powaznie. Wciaz czegos wygladal i
nasluchiwal swym umyslem bardziej, niz oczami i uszami, które staral sie zaangazowac
do zatopienia sie w pozbawionych wyrazu lekturach. Gdy zas rozbrzmiewaly koscielne
dzwony, zatykal uszy i krzyczal, a mieszkajacy z nim szary kot miauczal przejmujaco, az
ostatnie dzwieki zginely w oddali.

Mimo staran, Williams nie potrafil sklonic swego sasiada do mówienia o rzeczach
glebokich i tajemniczych. Starzec nie zyl w zgodzie ze swym wygladem i obyczajami.
Udawal usmiech i lekki ton, rozprawiajac goraczkowo i pospiesznie o przyjemnych
blahostkach. Jego glos stale wznosil sie, az w koncu przechodzil w piszczacy i
zalamujacy sie falset. Sposób w jaki formulowal swe mysli byl jednak przemyslany i
dokladny, a najbardziej trywialne uwagi zawsze na miejscu, dlatego Williams nie dziwil
sie slyszac, ze starzec pracowal kiedys w Harrow i w Oksfordzie. Pó niej stwierdzono, ze
byl on lordem Northam; wspominano o jego niewatpliwie rzymskim pochodzeniu, choc
on sam odmawial przyznania sie do jakichkolwiek tajemnic zwiazanych ze soba. O jego
prastarym zamku rodowym na wybrzezu Yorkshire mówiono bardzo wiele dziwnych
rzeczy. Usmiechal sie tylko, gdy przyniesiono do jego domu pewien kamien, wyrabany z
solidnej skaly sterczacej nad Morzem Pólnocnym.

Tak biegly rzeczy az do chwili, gdy pewnej nocy Williams przyniósl do domu nieslawny
"Necronomicon" szalonego Araba Abdula Alhazreda. Wiedzial o tym straszliwym
woluminie od chwili, gdy ukonczyl szesnascie lat. Jego budzace sie zamilowanie do
dziwactw zaprowadzilo go do starego, przygarbionego ksiegarza na Chandos Street.
Williams zawsze dziwil sie, dlaczego ludzie bledna, gdy mówia o tym. Stary ksiegarz
powiedzial mu, ze przetrwalo tylko piec egzemplarzy, po wstrzasajacych edyktach
kaplanów i prawodawców skierowanych przeciwko temu dzielu i ze wszystkie sa
pozamykane z przerazajaca dokladnoscia przez bibliotekarzy, którzy odwazyli sie je
przeczytac. Lecz teraz nie tylko znalazl dostepna kopie, lecz nabyl ja na wlasnosc po
smiesznie niskiej cenie. Bylo to w zydowskim sklepie, w brudnym zaulku przy Clare
Market, gdzie juz uprzednio kupowal rózne dziwne rzeczy i prawie poczul sympatie do
starego lewity, gdy ten usmiechal sie przez gaszcz swej brody, nieswiadomy dokonanego
wielkiego odkrycia. Grube, oblozone skóra okladki z brazowymi sprzaczkami byly tak
bardzo widoczne, a cena tak absurdalnie niska...

Jeden rzut oka na tytul wystarczyl, aby wprawic go w zachwyt, a niektóre diagramy w
mglistym lacinskim tekscie wzniecily w jego mózgu najbardziej nieuswiadomione
wspomnienia. Czul, ze jest w najwyzszym stopniu zobligowany do zaniesienia tej
ciezkiej ksiegi do domu i rozpoczecia jej odcyfrowywania, wyniósl ja wiec ze sklepu w
takim pospiechu, ze stary Zyd az chichotal za nim niepokojaco. W koncu, gdy juz byla
bezpieczna w jego pokoju stwierdzil, ze zbitki liter i uciazliwe idiomy przekraczaja jego
mozliwosci lingwistyczne. Z niechecia zwrócil sie wiec do swego dziwnego,
przerazajacego przyjaciela, aby pomógl mu odcyfrowac pokretna, sredniowieczna lacine.
Gdy mlodzieniec wszedl do pokoju, lord Northam usmiechal sie glupkowato do swego
pregowanego kota. Zaskoczony wizyta wzdrygnal sie. Potem zobaczyl wolumin; omal
nie zemdlal, gdy Williams wymówil tytul.

Gdy ochlonal, opowiedzial swoja historie. Pospiesznym i niespokojnym szeptem mówil o
fantastycznych wytworach swego szalenstwa. Na koniec powiedzial swemu gosciowi, ze

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

byloby najlepiej, gdyby spalil te przekleta ksiege, a popioly rozrzucil na cztery wiatry.

Lord Northam zawsze sadzil, ze w jego dziejach musialo byc cos niedobrego od samego
poczatku, lecz nigdy nie wypowiadal ostatecznych konkluzji, zanim nie zbadal rzeczy
doglebnie. Byl dziewietnastowiecznym baronem z rodu, którego poczatki siegaly, jak
podawala dosc mglista tradycja, niewiarygodnie daleko. Istnialy rodzinne opowiesci o
pochodzeniu rodu z czasów przedsaksonskich, gdyz niejaki Luneus Gabinius Capito,
trybun wojskowy w Trzecim Legionie Augusta, stacjonowal w Lindum w Rzymskiej
Brytanii do czasu, gdy zostal pozbawiony dowództwa, z powodu wziecia udzialu w
pewnych rytach nie zwiazanych z zadna znana religia. Krazyly pogloski, ze Gabinius
dotarl do jaskini w nadmorskim urwisku, gdzie zbieral sie obcy lud i czynil w ciemnosci
Znaki Wielkich Przedwiecznych. Ludu tego Brytyjczycy bardzo sie obawiali. Byl
ostatnim z narodów z wielkiej krainy na zachodzie, które przetrwaly. Sama kraina
pograzyla sie w oceanie, pozostawiajac po sobie tylko wyspy z kamiennymi kregami i
swiatyniami, z których Stonehenge byla najwieksza. Oczywiscie nie bylo niczego
pewnego w opowiesci o tym, ze Gabinius zbudowal niezdobyta fortece nad przekleta
jaskinia, ze zawiazal sojusze z Piktami, Saksonami, Dunczykami i Normanami i ze z tej
linii pochodzil dumny towarzysz

Czarnego Ksiecia

, którego Edward III uczynil baronem

Northam. Te rzeczy nie byly pewne, choc czesto o nich mówiono. Po prawdzie dzielo
kamieniarskie Northam Keep bardzo przypominalo mur Hadriana. Jako dziecko, lord
Northam miewal szczególne sny, spiac w starej czesci zamku. Nabral wówczas stalego
przyzwyczajenia cofania sie wstecz we wspomnieniach, do jakichs na wpól amorficznych
scen, obrazów i wrazen, nie bedacych w zadnej czesci jego swiadomymi
doswiadczeniami. Stal sie marzycielem, dla którego zycie bylo mdle i
niesatysfakcjonujace, poszukiwaczem dziwnych królestw, kiedys dobrze znanych, lecz
nielezacych w zadnym widzialnym rejonie Ziemi.

Przepelniony uczuciem, ze rzeczywisty swiat jest jedynie atomem w tworzywie pustki i
zlowrózbnosci i ze nieznane moce naciskaja i przenikaje sfere poznanego w kazdym
punkcie, Northam w mlodosci polaczyl religie z okultystycznymi tajemnicami. W niczym
jednak nie mógl znale c zadowolenia, a gdy stal sie starszy, zlezalosc i ograniczenia
zycia zaczely go doprowadzac do szalenstwa. W latach dziewiecdziesiatych poczal parac
sie satanizmem i bezustannie pozeral kazda doktryne czy teorie, która wydawala sie
obiecywac ucieczke od scislych regul nauki i prawie niemozliwych do uswiadomienia
sobie praw Natury. Ksiegi takie, jak Ignatiusa Donnelly'ego o Atlantydzie, przyjmowal z
zapalem, podobnie jak dziela dziesiatków tajemniczych prekursorów Charlesa Forta,
które oczarowywaly go swymi fantazjami. Wedrowal chetnie calymi milami w pogoni za
opowiastkami o jakichs cudach; raz udal sie nawet na Pustynie Arabska szukajac
Bezimiennego Miasta wedlug slabych wskazówek, na które nikt inny nie zwracal uwagi.
Wzrosla w nim zwodnicza wiara w istnienie bramy, której znalezienie pozwoliloby mu
przejsc do tych zewnetrznych glebi, których echa odzywaly sie na dnie jego pamieci.
Mogla byc równie dobrze w swiecie widzialnym, jak tylko w jego umysle i duszy. Moze
w swym na wpól zbadanym umysle utrzymywal to tajemnicze polaczenie, które
uswiadomilo mu istnienie Wielkich Przedwiecznych i przyszle zycie w zapomnianych
wymiarach; które zwiazalo go z gwiazdami i z nieskonczonosciami i wiecznosciami za
nimi...

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

* Czarny Ksiaze to przydomek Edwarda, najstarszego syna króla Edwarda III. Zaslynal
on z pojmania w niewole króla Francji Jana II Dobrego podczas bitwy pod Poitiers
(1356, wojna stuletnia

Howard Phillips Lovecraft

Rzecz w swietle ksiezyca

(The Thing in the Moonlight)

Morgan nie jest wyksztalconym czlowiekiem. W istocie nawet nie potrafi mówic po
angielsku w spójny sposób. To wlasnie sprawilo, ze poczalem zastanawiac sie nad
slowami, które napisal, choc inni sie z nich smieli.

Byl sam tego wieczoru, gdy to sie wydarzylo. Opanowala go nagle niezwykla potrzeba
pisania i wziawszy do reki pióro, nakreslil co nastepuje:

"Nazywam sie Howard Phillips. Mieszkam przy College Street 66, w Providence, Rhode
Island. Dwudziestego czwartego listopada 1927 roku - teraz nie wiem nawet jaki jest rok
- zasnalem i snilem.

I nie bylem w stanie sie obudzic.

Mój sen rozpoczal sie na wilgotnym, porosnietym trzcinami bagnie, pod szarym,
jesiennym niebem. Na pólnocy wznosilo sie urwisko z inkrustowanych porostami
kamieni. Gnany jakims tajemniczym poszukiwaniem, wszedlem na szczyt czy tez grzbiet
tego porosnietego krzakami wzniesienia, znaczonego czarnymi paszczami jaskin
otwierajacych sie po obu stronach w glebi kamiennego plaskowyzu.

W niektórych miejscach, w górnej czesci waskiej rozpadliny, przejscie bylo osloniete
przez wystepy. Miejsca te byly krancowo ciemne i nieprzeniknione dla wzroku z powodu
porastajacych je krzaków. W jednym z nich poczulem szczególne dotkniecie strachu,
jakby jakies subtelne i bezcielesne emanacje z otchlani ogarnely ma dusze, lecz ciemnosc
byla zbyt wielka, bym mógl dostrzec zródlo mego niepokoju.

W koncu wydostalem sie na równine zarzucona omszalymi glazami, ze skapa gleba
oswietlana delikatnym swiatlem ksiezyca, które zastapilo wyczerpane juz swiatlo dnia.
Rzuciwszy wokól siebie okiem nie zauwazylem zadnej zywej istoty. Czulem jednak
bardzo szczególny ruch gleboko pode mnz, wsród szeleszczacych trzcin nawiedzonych
bagien, z których ostatnio wyszedlem.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Po przejsciu pewnej odleglosci, dotarlem do zardzewialych szyn linii tramwajowej i do
zzartych przez robactwo slupów, nadal podtrzymujacych obwisle i wypaczone druty
trakcji. Idac za ta linia natknalem sie wkrótce na zólty pojazd o numerze 1852, z dwiema
platformami, popularny w latach 1900 -1910. Nie bylo w nim nikogo, jednak byl w
sposób oczywisty gotowy do podrózy. Odbieraki byly na drutach, a powietrzny hamulec
od czasu do czasu dudnil pod podloga. Wszedlem do niego i na prózno rozgladalem sie
za wylacznikiem. Nie bylo tez d wigni prowadzacej, co moglo swiadczyc o chwilowej
nieobecnosci motorniczego. Usiadlem na jednym z siedzen. Slyszalem szelest rzadko
rosnacej trawy po lewej stronie i dostrzeglem ciemne postacie dwóch mezczyzn,
wynurzajace sie w swietle ksiezyca. Mieli charakterystyczne czapeczki towarzystwa
tramwajowego i nie watpilem, ze to konduktor i motomiczy. Nagle jeden z nich
pociagnal nosem ze szczególna ostroscia i podniósl twarz, aby zawyc do ksiezyca. Drugi
opadl na czworaki i pobiegl w strone pojazdu.

Zareagowalem natychmiast i wybieglem z tramwaju. Bieglem az do utraty tchu - nie
dlatego, ze konduktor opadl na czworaki, ale dlatego, ze twarz motorniczego byla
zaledwie bialym stozkiem, z którego wyrastaly krwistoczerwone wyrostki...

Jestem swiadom tego, ze to tylko sen, lecz jawa nie jest przyjemniejsza.

Od tej przerazajacej nocy modle sie tylko o przebudzenie, które jednak nie nastepuje.

Zamiast tego stwierdzam, ze jestem mieszkancem tego przerazajacego, sennego swiata.
Pierwsza noc ustapila miejsca switowi, a ja wedrowalem bez celu po samotnych,
bagnistych krainach. Z nastaniem kolejnej nocy, nadal wedrowalem majac nadzieje na to,
ze sie przebudze. Lecz nagle, gdy rozchylilem chwasty, zobaczylem przed soba prastary
tramwaj, a obok niego to cos o stozkowatej twarzy podnoszace glowe w dziwnych
promieniach ksiezyca.

Powtarzalo sie to codziennie. Noc przenosila mnie zawsze do tego przerazajacego
miejsca. Próbowalem pozostawac w bezruchu, gdy zapadal zmrok, lecz musialem
wedrowac w mych snach, gdyz zawsze budzilem sie widzac te rzecz, wyjaca przede mna
w bladym swietle ksiezyca. Odwracalem sie wtedy i uciekalem jak szalony.

Boze! Kiedy sie wreszcie obudze?"

To napisal Morgan. Udam sie na College Street numer 66 w Providence, lecz obawiam
sie tego, co móglbym tam zastac.

Przeklad: Andrzej Ledwozyw

Howard Phillips Lovecraft

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

   ALCHEMIK

 ( The Alchemist )

Wysoko, na poro ni tym traw  wierzcho ku wzgórza, którego zbocza i podstaw  porastaj  le ne

ost py z pokrzywionymi, pos pnymi drzewami, stoi stare zamczysko moich przodków. Od stuleci jego
blanki i krenele spogl da y ponuro na dzik  i surow  okolic  woko o, pe ni c funkcje siedziby i warowni
dumnego rodu, którego szlachetna linia starsza jest nawet ni  poro ni te mchem zamkowe mury. Owe
stare, nadgryzione z bem czasu wie yce sk ada y si  ongi, jeszcze w czasach feudalizmu, na jedn  z
najbardziej przera aj cych i strasznych fortec w ca ej Francji. Z jego machiku owych gzymsów i
podwy szonych blanków odpierano ataki baronów, hrabiów, a nawet królów, na tyle skutecznie,  e jego
przestronne komnaty nigdy nie rozbrzmiewa y echem kroków naje

ców. Jednak w miar  up ywu czasu

wszystko si  zmieni o. Lata chwa y nale

y ju  do przesz

ci. Ubóstwo granicz ce z n dz  w po czeniu

z dum  naszego imienia nie pozwalaj

 na z agodzenie tego stanu poprzez prowadzenie kupieckiego trybu

ycia sta o si  przyczyn , i  moi przodkowie nie zdo ali utrzyma  posiad

ci w stanie dawnej chluby i

chwa y, za  odpadaj ce od gzymsów kawa ki kamieni, chwasty pieni ce si  w parkach, wysch a fosa,  le
wybrukowane dziedzi ce i chyl ce si  ku upadkowi zewn trzne wie e, podobnie jak zapadaj ce si
posadzki, z arta przez korniki boazeria i wyblak e gobeliny - wszystko to zdawa o si  opowiada  pos pna
histori  o czasach minionej  wietno ci. W miar  up ywu wieków najpierw jedna, potem za  druga z
czterech wie  zosta a opuszczona i pozostawiona, by obróci  si  w ruin . Ma koniec nieliczni ju
potomkowie pot

nych ongi w adców maj tku zagnie dzili si  w ostatniej wie y.

To w

nie w jednej z ogromnych komnat owej wie y przyszed em na  wiat ja: Antoine, ostatni z

nieszcz snych, przekl tych hrabiów de C..., 90 d ugich lat temu. W tych murach i po ród mrocznych,
cienistych ost pów le nych, dzikich w wozów i grot na zboczu wzgórza poni ej, sp dzi em pierwsze lata
mego burzliwego  ycia.

nie zna em moich rodziców. Ojciec zgin  w wieku lat 52 zabity przez kamie , który jakim

sposobem odpad  od gzymsu jednej z opuszczonych wie , na miesi c przed moim przyj ciem na  wiat.
Matka umar a w po ogu, a opiek  nade mn  i moj  edukacj , przej  ostatni z zamkowych s ug, stary,
wierny cz ek o wybitnej inteligencji, którego imi  brzmia o, jak pami tam, Pierre. By em jedynakiem i
doskwiera  mi brak towarzystwa, który by  wynikiem osobliwego stylu wychowania, narzuconego mi przez
podstarza ego opiekuna, nie pozwalaj cego na spotykanie si  z dzie mi wie niaków, bawi cymi si  zwykle
na równinach u podnó a wzgórza. Pierre powiedzia ,  e zakaz ten obowi zywa  mnie dlatego, i  jako
szlachetnie urodzonemu nie uchodzi o mi przebywa  w towarzystwie ludzi z plebsu. Teraz wiem jednak,  e
chcia  w ten sposób nie dopu ci , bym us ysza  pog oski o przera aj cej kl twie, jaka ci

a na naszym

rodzie; o której plotki kr

y do  szeroko, rozg aszane i ubarwiane przez wie niaków opowiadaj cych je

sobie nawzajem, z podnieceniem i ze zgroz , wieczorami, przy rozgrzanych przyjemnie kominkach ich
chat.

Tak odizolowany i pozostawiony samemu sobie sp dzi em d ugie godziny mego dzieci stwa na

studiowaniu starych ksi g, których bez liku by o w nawiedzanej przez cienie bibliotece zamczyska, lub te
kr

em bez celu po widmowym lesie, którego rozleg a po

 si ga a nieomal podnó a pot nego

pagórka.

By  mo e wskutek takiego, a nie innego otoczenia, mój umys  bardzo wcze nie ogarn a mgie ka

melancholii. Moja uwaga za  skupi a si  na nauce i zg bianiu mrocznych, okultystycznych sztuk.

O moim rodzie powiedziano mi mo liwie jak najmniej, nie mniej nawet tak sk py zapas

informacji zdo

 wprawi  mnie w t gie przygn bienie. By  mo e to wahanie z jakim mój stary opiekun

rozmawia  ze mn  o moich przodkach spowodowa o pojawienie si  w mym sercu dojmuj cej zgrozy, która
narasta a z ka

 wzmiank  o moim wielkim domu. Kiedy przesta em by  dzieckiem zdo

em zrozumie

oderwane fragmenty rozmów, przej zyczenia i zapomnienia, które staruszkowi w miar  up ywu lat
zdarza y si  coraz cz ciej, i po czy em je z pewn  okoliczno ci , która zawsze wydawa a mi si  dziwna,
teraz za  uwa

em j  za jawnie przera aj

. Okoliczno  o której wspomnia em to m ody wiek w jakim

hrabiowie z mego rodu rozstawali si  z tym  wiatem. Z pocz tku uwa

em to za rzecz zwyczajn , s dz c,

 by  mo e nale eli my do rodu ludzi  yj cych krótko "z natury", w ko cu jednak zacz em zg bia

szczegó y poszczególnych przedwczesnych zgonów i  czy  je z dygresjami staruszka, który cz sto mówi
o kl twie jaka przez stulecia nie pozwoli a kolejnym dziedzicom mego tytu u na prze ycie wi cej ni

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

trzydziestu dwóch lat.

Na dwudzieste pierwsze urodziny otrzyma em od Pierre'a rodzinny dokument, który, jak mi

powiedzia , przechodzi  od wielu pokole  z ojca na syna i trafia  w r ce kolejnych spadkobierców tytu u.
Jego tre  by a doprawdy wielce osobliwa, i gdy przeczyta em go z uwag , potwierdzi y si  moje
najmroczniejszc przypuszczenia. Moja wiara w rzeczy nadnaturalne by a wówczas bardzo silnie
zakorzeniona, w przeciwnym bowiem razie nawet nie zadawa bym sobie trudu, by rzuci  okiem na ów
po

y ze staro ci dokument. Przeniós  mnie on do mrocznych lat trzynastego wieku, kiedy stare

zamczysko, w którym si  znajdowa em, by o przera aj

, straszliw , niezdobyt  fortec .

Na kartach dokumentu zawarta by a historia o pewnym starcu, który mieszka  ongi w naszym

maj tku, cz eku wielce utalentowanym, cho  by  on jedynie prostym wie niakiem, o imieniu Michel, do
którego dodawano zwykle przydomek Mauvais - co znaczy Z y. Cieszy  si  on. sk din d zas

on ,

paskudn  reputacj . Studiowa  nauki nieznane jego ziomkom, poszukuj c rzeczy takich jak Kamie
Filozoficzny, czy Eliksir Wiecznego  ycia i, jak g osi a fama, posiada  ogromn  wiedz  z zakresu Czarnej
Magii i Alchemii.
Michael Mauvais mia  jedynego syna, imieniem Charles; m odzie ca "bieg ego" podobnie jak on w
tajemniczych sztukach, zwanego Le Sorcier - czyli Czarownik. Para ta, unikana przez wie niaków -
podejrzewana by a o najbardziej odra aj ce praktyki. Mówiono,  e Michel spali

ywcem swoj

on , by

 j  w ofierze Diab u; tym dwóm przera aj cym indywiduom przypisywano równie  niezliczone i

niewyja nione zagini cia dzieci tutejszych wie niaków. Pomimo mrocznej natury przejawianej tak przez
ojca jak i przez syna, ich ciemne dusze rozja nia  jeden jedyny promyk cz owiecze stwa: z y starzec z
ca ego serca kocha  swojego syna, podczas gdy m odzieniec darzy  swojego ojca bardziej ni  synowskim
afektem.
Której  nocy na zamku powsta o nieopisane zamieszanie, spowodowane znikni ciem m odego Godfreya,
syna hrabiego Henri. Grupa poszukiwawcza z odchodz cym od zmys ów ojcem na czele, przyby a do chaty
czarowników i natkn a si  tam na Michela Mauvais gotuj cego co  w ogromnym, buchaj cym par  kotle.
Bez konkretnej przyczyny, w nag ym przyp ywie w ciek

ci i rozpaczy, hrabia rzuci  si  na starego

czarownika i zacz  go dusi . Nie rozlu ni  u cisku, dopóki ze starca nie usz y resztki  ycia. Tymczasem,
rozradowani s

cy oznajmili o odnalezieniu panicza Godfreya w odleg ej i nie wykorzystywanej

komnacie wielkiego zamczyska, stwierdzaj c tym samym, cho  po niewczasie,  e Michel Mauvais umar
na pró no. Kiedy hrabia i jego towarzysze odwrócili si  od stygn cego z wolna cia a starca, spomi dzy
drzew wy oni a si  pos pna sylwetka Charlesa le Sorcier. Zdenerwowani s

cy wyja nili mu co si  sta o,

jednak m czyzna przez chwil  wydawa  si  nie poruszony  mierci  ojca. Nagle, podchodz c wolno do
hrabiego, dobitnie wypowiedzia  przera aj ce s owa kl twy, która od tej pory sp dza a sen z powiek
kolejnym dziedzicom rodu de C...:
"niechaj nigdy szlachcic z twego rodu nie prze yje wi cej lat ni  ty!"
Po czym odskoczywszy w ty , w cie  drzew, wyrwa  spomi dzy fa d swej tuniki fiolk  bezbarwnego p ynu
i cisn wszy j  w twarz mordercy swego ojca rozp yn  si  w mroku nocy. Hrabia skona  na miejscu i
pogrzebano go nast pnego dnia, w kilka godzin po jego trzydziestych drugich urodzinach, nie odnaleziono

ladu zabójcy, pomimo i  grupki uzbrojonych wie niaków przeczesa y okoliczne lasy i pastwiska wokó

wzgórza.

Czas i brak kogo  kto móg by przypomina  o niej, zatar  wspomnienia kl twy w umys ach rodziny

zmar ego hrabiego, tote  kiedy Godfrey, mimowolny sprawca ca ej tragedii zgin , przeszyty strza , na
polowaniu, w wieku lat 32, jedyn  reakcj  by  smutek i  al wywo any jego przedwczesnym odej ciem.
Kiedy jednak, wiele lat pó niej nast pny hrabia, imieniem Robert zosta  znaleziony bez  ycia na pobliskim
polu, i nie wykryto konkretnej przyczyny jego zgonu, wie niacy pocz li szepta ,  e ich senior, na krótko
przed spotkaniem ze  mierci  sko czy  32 lata. Louis, syn Roberta w tym samym wieku co ojciec utopi  si
w zamkowej fosie, i od tej pory, upiorna kronika przera aj cych wypadków ci gnie si  przez ca e stulecia -
Henri, Robertowie, Antoineowe i Armandowie - wszyscy oni zostali skoszeni przez bezlitosn  kostuch ,
gdy liczyli sobie prawie dok adnie tyle samo lat co ich przodek, kiedy zamordowa  starego Michela
Mauvais.

To co przeczyta em upewni o mnie,  e zosta o mi jeszcze najwy ej jedena cie lat.  ycie które

dot d sobie lekcewa

em, sta o si  mi cenniejsze z ka dym mijaj cym dniem, gdy zag bia em si  coraz

dalej i dalej w  wiat tajemnych sztuk czarnej magii. Poniewa

em w odosobnieniu, nowoczesna nauka

nie mia a na mnie najmniejszego wp ywu i pracowa em z równym zaci ciem jak stary Michel i Charles,
usi uj c zg bi  sekrety demonologicznych i alchemicznych nauk. Mimo to w  aden sposób nie potrafi em
wyt umaczy  dziwnej kl twy spoczywaj cej na moim rodzie. W chwilach niezwyk ej wr cz racjonalno ci,

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

by em nawet gotów szuka  naturalnego wyja nienia. Jednak - kiedy poszukiwania naukowe spe

y na

niczym - powróci em do okultystycznych studiów i próby znalezienia zakl cia, które uwolni oby mój ród
od przera aj cego brzemienia. Jednego by em absolutnie pewny. Nigdy nie powinienem si  o eni , bo je li
nie powstanie nast pna ga

 naszej rodziny, by  mo e kl twa zako czy si  na mojej osobie.

Gdy dobiega em trzydziestki, stary Pierre zosta  wezwany w ostatni  podró  do najodleglejszej z

krain. Pogrzeba em go w asnor cznie pod kamieniami na dziedzi cu, po którym tak lubi  przechadza  si
za  ycia. Zosta em wi c sam w pos pnych murach fortecy, a d awi ce uczucie samotno ci sprawi o, i
umys  przesta  buntowa  si  przed nieuchronn  zgub  i praktycznie rzecz bior c pogodzi em si  z tym,  e
podziel  los moich przodków. Wiele czasu zajmowa o mi obecnie zwiedzanie ruin, opuszczonych sal i
wie  starego zamczyska, do których w m odo ci nie pozwala  mi zagl da  strach, i w których -jak mawia
stary Pierre - od czterech stuleci nie posta a ludzka stopa. Napotka em tam wiele osobliwych i
przera aj cych rzeczy. Moje oczy spogl da y na meble pokryte naniesionym przez stulecia kurzem i
prze arte do cna przez wilgo  i grzyby. Wsz dzie rozci ga y si  grube, lepkie, odra aj ce paj czyny, a w
nieprzeniknionych ciemno ciach rozlega  si

opot ogromnych, skórzastych, nietoperzych skrzyde .

Prowadzi em dok adny dziennik, zapisuj c w nim dok adnie dni, a nawet godziny, gdy  ka dy

ruch wahad a starego zegara stoj cego w bibliotece zdawa  si  przypomina  mi o nieuchronno ci mego
losu. W ko cu nadszed  czas, którego tak si  obawia em. Poniewa  moi przodkowie po egnali si  z  yciem
na krótko przed uko czeniem 32 roku  ycia, osi gn wszy ów z owieszczy wiek zacz em spodziewa  si ,

e  mier  mo e zaskoczy  mnie praktycznie w ka dej chwili, nic wiedzia em w jakiej dziwnej objawi mi

si  postaci, wiedzia em wszak, i  nie b

 jej potuln  pasywn  ofiar . Z  ywszym wigorem wznowi em

zwiedzanie starego zamku i przepatrywanie znajduj cych si  w nim osobliwo ci.

Sta o si  to podczas najd

szej z moich w drówek w opuszczonej cz ci zamku na mniej ni

tydzie  przed fataln  godzin , która, jak si  obawia em, b dzie ostateczn  granic  mego ziemskiego

ywota, i której prze ycia nie  udzi em si  w naj mielszych marzeniach. Przez wi ksz  cz

 ranka

kr ci em si  w gór  i w dó  po na wpó  zniszczonych schodach w jednej z najbardziej zapuszczonych,
pradawnych wie . Po po udniu postanowi em odwiedzi  ni sze poziomy schodz c w g b czego , co
wygl da o na  redniowieczne lochy lub, by  mo e, prochowni . Kiedy w drowa em wolno wzd
pokrytego warstewk  saletry przej cia u podnó a ostatnich schodów stwierdzi em,  e pod

e jest

wyj tkowo wilgotne i niebawem w migotliwym  wietle pochodni spostrzeg em, i  dalsz  drog  zagradza
mi gruba,  lepa, pokryta wodnymi zaciekami  ciana. Odwróci em si , by zawróci , gdy wtem mój wzrok
pad  na niewielk  uchyln  klap  z  elaznym kó kiem po rodku, znajduj

 si  dok adnie pod moimi

stopami. Odst pi em o krok i pochyliwszy si , unios em j  z trudno ci  ods aniaj c mroczn  czelu , z
której buchn  podmuch cuchn cego powietrza o ma o nie gasz c mojej pochodni; w jej z otawym blasku
dostrzeg em szczyt w skich kamiennych schodów. Kiedy, pochyliwszy d

 z pochodni  w g b otworu,

stwierdzi em, i

uczywo pali si  swobodnie i nie zamierza zgasn

, podj em decyzj . Stopni by o sporo i

prowadzi y one do w skiego kamiennego korytarza, który, o czym by em przekonany, musia  znajdowa
si  g boko pod powierzchni  ziemi. By  on, jak si  okaza o bardzo d ugi i ko czy  si  masywnymi

bowymi drzwiami, ociekaj cymi wilgoci  i uparcie opieraj cymi si  podejmowanym przeze mnie

próbom ich otwarcia. Gdy po pewnym czasie zaprzesta em pró nych wysi ków, i zawróci em ku schodom,
prze

em najbardziej zdumiewaj cy, mro cy krew w 

ach szok, jaki jest w stanie ogarn  ludzki

umys .

Nagle, bez ostrze enia, us ysza em jak ci kie drzwi za moimi plecami otwieraj  si  powoli, przy

wtórze skrzypienia zardzewia ych zawiasów. Moich pierwszych wra

 po prostu nie sposób opisa .

Spotkanie, w miejscu takim jak ten opuszczony stary zamek z ewidentnym dowodem obecno ci cz owieka,
czy ducha wywo

o w moim mózgu uczucie dojmuj cej, przenikaj cej do szpiku ko ci zgrozy. Kiedy si

w ko cu odwróci em i spojrza em w kierunku  ród a d wi ku, skamienia em z przera enia. W prastarych
gotyckich drzwiach sta  jaki  cz owiek. By  to m czyzna nosz cy d ug  ciemn ,  redniowieczn  tunik  i
myck . Jego d ugie w osy i g sta broda mia y przera liwy, ciemny odcie . Czo o wydawa o si
nienaturalnie wysuni te do przodu, policzki zapadni te i pokryte niewiarygodnie g bokimi zmarszczkami,
a jego d ugie, powykrzywiane i przypominaj ce szpony r ce, by y niemal marmurowo bia e; tak bia ych

k nie widzia em jeszcze u  adnego cz owieka. Jego sylwetka, chuda jak u ko ciotrupa by a dziwnie

przygarbiona i nieomal gin a w ród fa d lu nej, osobliwej szaty.

Najbardziej zdumiewaj ce by y

jednak jego oczy - bli niacze jaskinie bezdennej czerni, przepe nione zrozumieniem i wiedz , nasycone
jednak robaczywym, niemal namacalnym z em. Wpatrywa y si  teraz we mnie, przeszywaj c m  dusz
jadem nienawi ci i sprawia y,  e sta em w bezruchu, jak wro ni ty w ziemi . Wreszcie posta  przemówi a
tubalnym g osem, który zmrozi  mnie do szpiku ko ci sw  pustk  i nieskrywan  wrogo ci . J zyk, jakim

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

pos ugiwa  si  ów m czyzna by  pewn  form

aciny u ywanej przez  redniowiecznych uczonych i któr

zna em dzi ki zg bieniu rozlicznych dzie  starych alchemików i demonologów. Widmo powiedzia o mi o
kl twie, która wisia a nad mym rodem, o moim zbli aj cym si  ko cu, o morderstwie Michela Mauvais
pope nionym przez mego przodka i o upojnej zem cie Charlesa Le Sorcier. nieznajomy opowiedzia  mi
równie  o tym, jak m ody Charles znikn wszy w mroku nocy, powróci , wiele lat pó niej, by zabi
hrabiego Godfreya, na polowaniu, kiedy dziedzic osi gn  okre lony wiek, zbli ony do wieku w jakim
ojciec jego dokona  okrutnego zabójstwa; oraz o tym jak potajemnie powróci  do zamczyska, gdzie, nie
zauwa ony przez nikogo, zamieszka  w podziemnej komnacie, w drzwiach której sta  obecnie upiorny
narrator, o tym jak dopad  Roberta, syna Godfreya, na polu i napoiwszy go - przemoc  - trucizn ,
pozostawi  trzydziestodwuletniego m czyzn  na  mier  w d ugich m czarniach, wype niaj c tym samym

owrogie s owa swej kl twy.

W tym momencie pozostawiona zosta a w sferze domys ów kwestia rozwi zania najwa niejszej tajemnicy:
w jaki sposób mianowicie kl twa mog a trwa  przez stulecia, skoro niew tpliwie musia  nadej  taki dzie ,

 Charles Le Sorcier rozsta  si  z  yciem: m czyzna bowiem zmieni  temat i zaj  si  opowie ci  o

alchemicznych badaniach dwóch czarowników - ojca i syna, mówi c przede wszystkim o badaniach
Charlesa Le Sorcier dotycz cych eliksiru, który da by pij cej go osobie wieczne  ycie i m odo . Jego
entuzjazm na krótk  chwil  przygasi  p on cy w jego oczach p omie  nienawi ci, która w pierwszej chwili
tak mnie przerazi a, ale nieoczekiwanie wrogo  powróci a i, z g

nym w owym sykni ciem, obcy uniós

trzyman  w d oni szklan  fiolk , zamierzaj c, jak si  domy li em zako czy  mój ziemski  ywot w taki sam
sposób, jak Charles Le Sorcier przed sze ciuset laty u mierci  mego przodka.

Kierowany dziwnym instynktem przetrwania zerwa em wi

ce mnie, niewidzialne okowy l ku i

cisn em dogasaj

 ju  pochodni  w upiorn  posta  stanowi

 dla mnie  miertelne zagro enie.

Us ysza em trzask p kaj cej i niegro nej ju  Fiolki, rozstrzaskuj cej si  o kamienn  posadzk , gdy tunika
dziwnego m czyzny zapali a si  o wietlaj c ca e pomieszczenie upiornym, krwistopomara czowym
blaskiem. Wrzask przera enia i bezsilnej w ciek

ci wydany przez niedosz ego zabójc  by  zbyt wielkim

ci

arem dla moich starganych nerwów i zemdlony run em na  lisk , wilgotn  posadzk .

Kiedy doszed em do siebie wszystko ton o w przera aj cej ciemno ci, a mój umys  na krótk

chwil  sparali owa a zgroza,  e móg bym ujrze  co  wi cej, nie mniej jednak ciekawo  okaza a si
silniejsza.
Kim - zapytywa em sam siebie - by  ów z y cz owiek i w jaki sposób znalaz  si  w murach tego
zamczyska? Dlaczego szuka  zemsty za  mier  Michela Mauvais i w jaki sposób kl twa przetrwa a stulecia
po  mierci Charlesa le Sorcier?

Strach opu ci  mnie, bowiem wiedzia em,  e ten którego pokona em by  g ównym  ród em mego

zagro enia i to on mia  zada  mi  mier , by kl twa mog a si  spe ni . Teraz by em wolny i przepe nia o
mnie pragnienie dowiedzenia si  czego  wi cej o z owieszczej istocie, która przez stulecia nawiedza a mój
ród i zmieni a m  m odo  w pasmo nie ko cz cego si  koszmaru.

Ogarni ty  dz  zacz em grzeba  w kieszeniach w poszukiwaniu krzesiwa i stali, po czym

zapali em drug , nie u ywan  pochodni , jak  mia em przy sobie. Blask  uczywa o wietli  przede
wszystkim le

 na ziemi, skr con  i poczernia  posta  tajemniczego m czyzny. Upiorne oczy by y

teraz zamkni te. Poniewa  by  to odra aj cy widok odwróci em si  i wszed em do komnaty za gotyckimi
drzwiami. Znalaz em za nimi co , co przypomina o laboratorium alchemika. W jednym rogu znajdowa a
si  sterta l ni cego, 

tego metalu, który l ni  i migota  w blasku mojej pochodni. Mog o to by  z oto, ale

nie przystan em by to sprawdzi , bowiem ostatnie prze ycia wp yn y na mnie w nader osobliwy sposób.
W drugim ko cu komnaty znajdowa  si  otwór prowadz cy do jednego z dzikich w wozów w mrocznych
ost pach lasu porastaj cego zbocze wzgórza. Dopiero teraz, przepe niony zdumieniem, u wiadomi em
sobie w jaki sposób cz owiek ów dosta  si  do zamku.

Wyszed em z pomieszczenia. Zamierza em min  szcz tki nieznajomego, nawet na niego nie

spogl daj c, ale gdy si  do  zbli

em wyda o mi si ,  e us ysza em s aby d wi k, jak gdyby w

poczernia ym ciele tli a si  jeszcze iskierka plugawego  ycia. Z odraz  pochyli em si , by przyjrze  si
zdeformowanemu, nadpalonemu cia u spoczywaj cemu na ziemi, nagle te przera aj ce oczy, czarniejsze
nawet ni  osmalona twarz, w której by y osadzone, otworzy y si  szeroko w wyrazie, którego nie potrafi
okre li . Sp kane wargi szepta y niezrozumia e dla mnie s owa. Raz wychwyci em nazwisko Charlesa Le
Sorcier, w pewnej chwili wydawa o mi si ,  e s ysz  niewyra ne: "lata" i "kl twa". By o to jednak zbyt
ma o, by zrozumie  sens tej bez adnej wypowiedzi. Widz c,  e nie pojmuj  znaczenia jego s ów,

czyzna drgn , a w jego oczach raz jeszcze rozb ys  p omie  wrogo ci. Wzdrygn em si  mimowolnie,

i naraz ów ludzki wrak, resztk  sit uniós  upiorn , osmalon  g ow  z wilgotnej, zapadni tej,  liskiej

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

posadzki.

Sparali owa  mnie strach, a ten nieszcz nik, le cy przede mn  strz p cz owieka,

wykrzycza  poprzez sp kane usta s owa, które od tej pory b

 n ka  mnie dniami i nocami:

"G upcze!" - zakrzykn  - "Nie domy lasz si  mojej tajemnicy? Czy brak ci mózgu,  e nie potrafisz
rozpozna  czyja wola przez sze  stuleci czuwa a, by spe niona by a potworna kl twa ci

ca na twym

rodzie? Czy  nie mówi em ci o wielkim eliksirze wiecznego  ycia? Nie wiesz,  e sekret Alchemii zosta
rozwi zany? To Ja! Ja! Ja! Prze

em ca e sze set lat, by dope ni  mej zemsty. Jam jest bowiem Charles

Le Sorcier!"

BESTIA W JASKINI

   (The Beast in the Cave)

Straszliwe przypuszczenie, ko acz ce si  nie mia o w moim niech tnym temu i oszo omionym

umy le, sta o si  upiorn  rzeczywisto ci . Zgubi em si  i to na dobre w ogromnych, przypominaj cych
labirynt, korytarzach Jaskini Mamutów. Obracaj c si  w obie strony i wyt

aj c wzrok nie by em w stanie

dostrzec  adnego znaku, który pomóg by mi dotrze  do drogi prowadz cej na zewn trz. Nie mog  ju

ej oszukiwa  samego siebie. musz  pogodzi  si  z faktem,  e by  mo e ju  nigdy nie zobacz

wiat a

dziennego, ani rozleg ych równin czy uroczych wzgórz zewn trznego  wiata. Utraci em nadziej . Niemniej
jednak, poniewa

ycie moje indoktrynowa y studia filozoficzne, oboj tno  jak  nieodmiennie

zachowywa em nie przysporzy a mi nawet odrobiny satysfakcji - cz sto bowiem czyta em,  e ofiary
podobnych zachowa  popada y w dziki sza ; ja jednak nie do wiadczy em niczego podobnego i od chwili,
kiedy u wiadomi em sobie rozpaczliwo  swej sytuacji, sta em spokojnie, pogr

ony niemal w

kompletnym bezruchu.

My l,  e najprawdopodobniej dotar em zbyt daleko, by mog a mnie odnale  grupa

poszukiwawcza, równie  nie by a w stanie wytr ci  mnie z równowagi. Je eli ju  musz  tu umrze ,
stwierdzi em, miast na cmentarzu, ko ci moje spoczn  w owej przera aj cej, majestatycznej jaskini i
bardziej ni  rozpacz  my l ta natchn a mnie spokojem i oboj tno ci .

Najpierw poczuj  pragnienie, pomy la em. Wiedzia em, i  niektórzy w podobnej sytuacji

potraciliby zmys y -ja jednak czu em,  e taki koniec nie jest mi pisany, nieszcz cie jakie mi si  przytrafi o
by o jedynie moj  win , jako  e nie mówi c ani s owa przewodnikowi oddali em si  od grupy
wycieczkowiczów i po ponad godzinnej w drówce zakazanymi korytarzami jaskini stwierdzi em/  e nie
jestem w stanie odnale  powrotnej drogi w ród mrocznych zakamarków kamiennego labiryntu.

Moja latarka zacz a ju  przygasa , niebawem otocz  mnie nieprzeniknione i niemal namacalne

ciemno ci panuj ce w trzewiach ziemi. Stoj c tak, w s abym migocz cym  wietle, zastanawia em si
leniwie nad konkretnymi okoliczno ciami mego zbli aj cego si  ko ca. Przypomnia em sobie zas yszane
opowie ci o kolonii gru lików, którzy zamieszkali w tej gigantycznej grocie licz c na odzyskanie zdrowia
w orze wiaj cym klimacie podziemnego  wiata z jego jednolit  temperatur , czystym powietrzem, cisz  i
spokojem, a miast tego znale li jedynie  mier  w osobliwej i upiornej postaci. Widzia em sm tne szcz tki
ich  le skleconych chatynek, mijaj c je wraz z wycieczk , i zastanawia em si , jaki naturalny wp yw móg
wywrze  d ugi pobyt w tej ogromnej i milcz cej jaskini na kogo  tak zdrowego i krzepkiego jak ja. Teraz,
mówi em sobie pos pnie w duchu, mia em okazj  si  o tym przekona , zak adaj c rzecz jasna,  e brak
wody nie sk oni mnie do szybszego rozstania si  z  yciem.

W ko cu moja latarka zgas a zupe nie; w tej sytuacji postanowi em wykorzysta  ka

 szans ,

ka

 nawet n jw tpliwsz  mo liwo  wydostania si  z jaskini z  yciem i nie szcz dz c p uc, wyda em

seri  g

nych okrzyków, licz c,  e tym ha asem zwróc  uwag  przewodnika mojej grupy.

Niemniej jednak, kiedy to uczyni em, poczu em w g bi serca,  e moje wysi ki posz y na marne, a

mój g os, zwielokrotniony i odbity gromkim echem od niezliczonych watów mrocznego labiryntu woko o,
dotar  jedynie do moich uszu.
nagle, zgo a nieoczekiwanie, co  przyku o moj  uwag  i momentalnie spi em si  w sobie. Wydawa o mi
si  bowiem,  e s ysz

agodny odg os zbli aj cych si  stóp, krocz cych po kamiennym pod

u jaskini.

Czy by ratunek mia  przyby  tak szybko? Czy wszystkie moje mro ce krew w 

ach l ki by y

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

pró ne, gdy  przewodnik, zauwa ywszy, i  samowolnie oddali em si  od grupy, pod

 moim  ladem i

odnalaz  mnie w korytarzu tego gigantycznego wapiennego labiryntu? Podczas gdy w moim umy le k bi y
si  owe radosne rozmy lania, moje usta otwar y si  do kolejnego krzyku, aby pomoc mog a dotrze  do
mnie szybciej, lecz zaraz uczucie rado ci zmieni o si  w czyst  zgroz , nas uchiwa em bowiem, a s uch
mia em czujny i bardziej wyostrzony przez panuj

 w jaskini grobow  cisz , i z przera eniem

wiadomi em sobie,  e kroki, które si  do mnie zbli

y, nie przypomina y odg osu kroków

CZ OWIEKA! W nieziemskiej ciszy d wi k obutych stóp przewodnika powinien brzmie  niczym serie
ostrych, dono nych uderze . Te za  by y cichsze i bardziej ukradkowe, jak st panie kocich  ap. Poza tym,
kiedy wyt

em s uch, mia em wra enie,  e wychwytuj  odg os st pania nie dwóch, a CZTERECH stóp.

By em teraz przekonany,  e moje wo anie zaniepokoi o i przyci gn o tu jakie  dzikie zwierz ,

by  mo e górskiego lwa, który przez przypadek zab dzi  do jaskini. Kto wie, zastanawia em si , mo e
Wszechmocny przypisa  mi szybsz  i bardziej lito ciw

mier , ni  d ugie konanie, niemniej jednak

instynkt przetrwania, który w moim przypadku nigdy nie zasypia , wyra nie si  teraz o ywi , i cho
ucieczka przed nadci gaj cym zagro eniem mog a w tej sytuacji jedynie równa  si  d

szej i bardziej

ponurej  mierci, postanowi em broni  swego  ycia ze wszystkich si , tak d ugo jak to tylko mo liwe. Mo e
si  to wydawa  dziwne, ale mój umys  ze strony tajemniczego go cia odczuwa  jedynie wrogo .
Znieruchomia em zupe nie, usi uj c zachowywa  si  mo liwie bezszelestnie w nadziei.  e nieznane
zwierz , z braku naprowadzaj cych je d wi ków, straci orientacj  w ciemno ciach, minie mnie i pójdzie
dalej. By y to jednak p onne nadzieje, gdy  skradaj ce si  kroki nadal si  zbli

y; najwyra niej zwierz

zwietrzy o mój zapach, który wewn trz jaskini, gdzie powietrze by o czyste i nie ska one przez inne wonie,
musia o bez w tpienia wyczuwa  ze sporej odleg

ci.

Nie pozosta o mi zatem nic innego, jak uzbroi  si  i przygotowa  do obrony przed atakiem

nieznanego, niewidocznego w ciemno ci przeciwnika, tote  zacz em po omacku szuka  mo liwie
najwi kszych od amków skalnych, za cielaj cych pod

e jaskini. Uj em po jednym w ka

 r

, aby

mocje niezw ocznie wykorzysta  i czeka em z rezygnacj  na to, co by o nieuniknione. Tymczasem
przera liwy szelest stóp zbli

 si  coraz bardziej. Bez w tpienia zachowanie zwierz cia by o skrajnie

osobliwe. Przez wi kszo  czasu zdawa o si  i  na czworakach, przy czym s ycha  by o wyra ny brak
unisono pomi dzy przednimi a tylnymi  apami, niemniej w krótkich niezbyt cz stych interwa ach
odnosi em wra enie jakby stworzenie porusza o si  jedynie na dwóch nogach.

Zastanawia em si , z jakim gatunkiem przysz o mi si  spotka ; musia o ono, jak s dzi em,

zap aci  za swoj  ciekawo  i pragnienie zbadania jednego z wej  do groty do ywotnim uwi zieniem w
jego bezkresnych czelu ciach.  ywi o si  niew tpliwie bezokimi rybami, nietoperzami i szczurami

yj cymi w jaskini, jak równie  zwyczajnymi rybami przyp ywaj cymi z odm tów Green River, której

odnogi w jaki  przedziwny sposób  czy y si  z podziemnymi wodami.

Mro ce krew w 

ach wyczekiwanie skraca em sobie wymy laniem groteskowych deformacji,

jakie  ycie w jaskini musia o spowodowa  w fizycznej budowie zwierz cia, przypominaj c sobie
jednocze nie przera aj cy wygl d gru lików, którzy wed ug legendy zmarli po d ugim pobycie w jaskini, l
nagle, z przera eniem u wiadomi em sobie,  e nawet gdyby uda o mi si  pokona  przeciwnika, NIE
ZDO AM G0 ZOBACZY . Napi cie ogarniaj ce mój umys  by o przera aj ce. Wyobra nia, w której
panowa  ogromny chaos, tworzy a upiorne i przera aj ce kszta ty, tkaj c je ze z owrogiej materii
otaczaj cej mnie ciemno ci, która niemal namacalnie napiera a na moje cia o. Kroki by y coraz bli ej.
Mia em wra enie,  e bezwarunkowo musz  wyda  z siebie d ugi, przenikliwy krzyk, ale g os uwi

 mi w

gardle, i nie bytem w stanie tego dokona . Sta em jak skamienia y, mia em wra enie,  e stopy wros y mi w
ziemi . W tpi em, czy moja prawa r ka b dzie w stanie w krytycznym momencie cisn

 pocisk w

zbli aj

 si  ku mnie istot .

Jednostajne tup, tup, tup kroków by o bardzo blisko, przera liwie blisko.

ysza em dyszenie zwierz cia i. pomimo i  zdj ty zgroz , u wiadomi em sobie,  e musia o ono przeby

znaczn  odleg

 i by o wyra nie zm czone. Magle czar prysn . Moja prawa r ka, kierowana

nieomylnym zmys em s uchu, cisn a dzier ony kawa  wapienia, zaostrzony na jednym ko cu, ku temu
miejscu w ciemno ciach, sk d dobiega  szelest stóp i g

ne dyszenie i, co stwierdzi em z nieskrywanym

zadowoleniem, trafi em niemal w dziesi tk , us ysza em bowiem, jak istota odskoczy a w ty  i
przywarowa a pod  cian . Skorygowa em namiary celu i cisn em drugi pocisk. Tym razem mia em wi cej
szcz cia. Z przepe niaj

 me serce rado ci  us ysza em, jak stwór bezw adnie upad  na ziemi  i -jak

wszystko na to wskazywa o - zupe nie znieruchomia . Nadal by o s ycha  ci kie sapanie, co pozwoli o mi
przypuszcza ,  e jedynie zrani em stwora. Teraz jednak do reszty straci em ochot  na przyjrzenie si  tej
istocie. Mój mózg zaatakowa  bezpodstawny, prymitywny l k, pozosta

 po pradawnych przes dach i

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

wierzeniach - nie podszed em zatem do cia a ani nie cisn em kolejnych kamieni, aby do reszty pozbawi

ycia niewidoczne w mroku zwierz . Miast tego, wykrzesawszy z siebie resztk  si , pogna em w -jak to

oszacowa  mój ogarni ty chaosem umys  - stron , z której przyszed em. Magle znów us ysza em d wi k, a
raczej ca  ich seri : rytmicznych i jednostajnych. W chwil  potem zmieni y si  one w kakofoni  ostrych,
metalicznych szcz kni . Tym razem nie mia em  adnych w tpliwo ci. TO BY  PRZEWODNIK.
Zacz em wo

, krzycze , wrzeszcze  i zawodzi  z rado ci, kiedy s aba migocz ca po wiata b

ca, jak

wiedzia em,  wiat em latarki, ukaza a moim oczom wilgotne  ciany i  ukowato sklepiony sufit jaskini.
Pobieg em w kierunku  wiat a, i zanim zdo

em si  zorientowa  co robi , pad em memu przewodnikowi

do nóg, obejmuj c jego buty. Na przemian, dzi kuj c za ocalenie be kota em jak oszala y, bez  adu i
sk adu, próbuj c opowiedzie  mu sw  prze yt  histori .

W ko cu doszed em do siebie. Przewodnik, jak si  okaza o, zauwa

 moj  nieobecno , gdy

grupa dotar a do wylotu jaskini, i kierowany intuicyjnym zmys em kierunku pod

 przez labirynt

korytarzy do miejsca, w którym rozmawiali my po raz ostatni, a  w ko cu, po czterech godzinach zdo
mnie odnale . Zanim sko czy  mi o tym opowiada , ja, któremu  wiat o latarki i obecno  drugiej osoby
wyra nie doda a odwagi, napomkn em o dziwnym zwierz ciu, które zrani em i które znajdowa o si  w
pewnej odleg

ci od nas, w spowitym w ciemno ciach korytarzu, sugeruj c jednocze nie aby my tam

poszli i w  wietle latarki wspólnie mu si  przyjrzeli. By em niezmiernie ciekaw jakiego gatunku stworzenie
pad o moj  ofiar . Zawrócili my wspólnie ku miejscu mej przera aj cej przygody, tym razem jednak
obecno  przewodnika dodawa a mi otuchy.
Niebawem dostrzegli my bia y obiekt le cy na kamiennym pod

u, bielszy nawet od po yskuj cych

wapiennych  cian. Zbli aj c si  ku niemu ostro nie, nie próbowali my powstrzymywa  swego zdumienia,
gdy  spo ród rozmaitych osobliwych stworów, jakie mieli my okazj  ogl da  w swoim  yciu, ten by  bez

tpienia najdziwniejszy.  Przypomina  ogromn , antropoidaln  ma

, która by  mo e uciek a z jakiej

mena erii. W osy mia a  nie nobia e - niew tpliwie wyblak y one wskutek d ugiego przebywania w
mrocznych, atramentowoczarnych czelu ciach jaskini. By y jednak zdumiewaj co w

e i rzadkie -

porasta y jedynie g ow  zwierz cia d ugimi, si gaj cymi ramion kosmykami. Stworzenie by o odwrócone,
nie widzieli my jego twarzy, gdy  niemal na niej le

o. Osobliwy by  równie  wygl d ko czyn, ich

nachylenie wyja nia o jednak e zmiany w ich u ywaniu, gdy  ju  wcze niej zwróci em uwag ,  e zwierz
to porusza o si  na przemian na dwóch albo na czterech  apach. Z ko ców palców, zarówno r k jak i stóp.
wyrasta y d ugie, jakby szczurze szpony. Ko czyny nie by y chwytne, który to fakt sk ada em na karb

ugiego pobytu istoty w jaskini -o czym. jak wcze niej zauwa

em,  wiadczy a przenikliwa. nieziemska

wr cz biel. tak charakterystyczna dla ka dego z elementów jej anatomii, nie by o wida  ogona.

Oddech stwora by  teraz bardzo s aby i przewodnik wyj  pistolet z wyra nym zamiarem dobicia

zwierz cia, gdy wtem D WI K, jaki doby  si  z jego ust sprawi ,  e towarzysz mój opu ci  bro
rezygnuj c z jej u ycia. Trudno by oby opisa  ów d wi k, nie przypomina

adnego z odg osów

wydawanych przez ma py i zastanawia em si , czy nienaturalno  ta nie by a wynikiem d ugotrwa ego,
ci

ego milczenia, ciszy przerwanej dopiero wra eniami wywo anymi ujrzeniem  wiat a ogl danego po

raz pierwszy, odk d stworzenie zapu ci o si  w mroczne czelu cie groty. D wi k, który z pewnym
wahaniem móg bym okre li  jako swego rodzaju g boki chichot, rozlega  si  przez d

sz  chwil .

Magle cale cia o zwierz cia przeszy  ostry, gwa towny spazm. Ko czyny stwora zadrga y

konwulsyjnie, po czym zesztywnia y. Zwierz  raz jeszcze targn o ca ym cia em, po czym odwróci o si  w
nasz  stron  i po raz pierwszy ujrzeli my jego twarz. Widok jego oczu przerazi  mnie do tego stopnia,  e
przez chwil  nie by em w stanie dostrzec niczego innego. Oczy te by y czarne, atramentowoczarne, i
stanowi y upiorny kontrast w porównaniu ze  nie

 biel  w osów i reszty cia a. Podobnie jak u innych

mieszka ców jaski , ga ki oczne zwierz cia znajdowa y si  g boko w orbitach i pozbawione by y

czówek. Kiedy przyjrza em si  uwa niej stwierdzi em,  e szcz ki i czo o stwora by y mniej wysuni te ni

u przeci tnych ma p i du o s abiej ow osione, nos za  du o bardziej wydatny. Kiedy w milczeniu
przygl dali my si  tajemniczemu stworzeniu, jego grube mi siste wargi rozchyli y si  i spomi dzy nich
wydoby o si  kilka d wi ków, po czym istota pogr

a si  w spokoju  mierci.

Przewodnik schwyci  mnie za r kaw i dygota  tak bardzo,  e promie  jego latarki przesuwa  si

nieustannie w gór  i w dó  rzucaj c dziwne, poruszaj ce si  cienie na bladych, wapiennych  cianach groty.
Mi  poruszy em si  i sta em jak wro ni ty w ziemi . wpatruj c si  rozszerzonymi z przera enia oczyma w
kamieniste pod

e.

Groza min a, a jej miejsce zaj y: zdumienie, niepokój, wspó czucie i szacunek, bowiem d wi ki

jakie wyda a konaj ca posta  spoczywaj ca na ziemi, tu  przed nami, nieomylnie zdradzi y nam okrutn
prawd .

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Istota, któr  zabi em, owa dziwna bestia z mrocznych czelu ci bezdennych jaski , dawno bo dawno, ale
musia a by  kiedy  CZ OWIEKIEM.

DZIWNY WYSOKI DOM WSROD MGIEL

( The strange, high house in the mist )

Rankiem, u brzegu strasznych klifów za Kingsport, z morza podnosi si  poranna mg a. Bia a i

eteryczna wy ania si  z g bi oceanu na spotkanie swych braci -chmur, pe na marze  o podwodnych
pastwiskach i jaskiniach Lewiatanów. A pó niej, kiedy letni deszcz b bni o strome poddasza, gdzie
zamieszkuje poeci, chmury roni

zy, by ludzie mogli pozna  cho  plotki, na temat prastarych, osobliwych

sekretów i cudów, o których nocami, jedynie planety opowiadaj  sobie nawzajem. Kiedy groty trytonów
wype ni  si  historiami, konchy w starych, zaro ni tych wodorostami miastach wygrywaj  mroczne, dzikie
melodie zas yszane od Starszych Istot. Z g bin unosi si  ku niebiosom ci ka, nabrzmia a opowie ciami
mg a, lecz oczy skierowane ku oceanowi postrzegaj  jedynie bezkresn , mistyczn  biel, jakby brzeg klifu
by  zarazem skrajem samej ziemi, za  po ród bezmiaru d wi cz  swobodnie pos pne dzwonki boi.

Na pó noc, od prastarego Kingsport, strzelaj  wysoko, u

one krasowo strome ska y, za

najbardziej na pó noc wysuni ta turnia odcina si  na tle nieba, niczym szara skuta lodem burzowa chmura.
Samotny, wynios y szczyt rysuje si  szczególnie wyra nie po ród bezkresnej przestrzeni, bowiem linia
brzegowa wcina si  ostro w miejscu, gdzie pot na Miscatonic, przetoczywszy swe wody wzd

 Arkham,

przynosi na spienionych lalach legendy le nych ost pów i drobne, ma o znacz ce wspomnienia wzgórz

owej Anglii. Mieszka cy Kingsport spogl daj  na niego, jak inni mieszka cy portowych miast na

Gwiazd  Polarn , obserwuj  go nocami, kiedy zamar y na tle nieba, przesiania b

 ukazuje ich oczom

gwiazdozbiory Wielkiej nied wiedzicy, Kasjopeji i Smoka. Jest dla nich jednym z elementów firmamentu
i, o czym nie nale y zapomina , bywa  e on równie  staje si  niewidoczny, jak wówczas, gdy g ste opary
mgie  przes aniaj  gwiazdy, b

 s

ce. Kochaj  niektóre z tych klifów, na przyk ad groteskowy profil

nazywany przez nich Ojcem neptunem czy krasowe schody zwane Drog  na Grobli, tych ostatnich wszak e

kaj  si , poniewa  znajduj  si  niebezpiecznie blisko nieba.

Portugalscy marynarze na sam ich widok  egnaj  si  pobo nie, za  starzy jankesi wierz ,  e

wspi cie si  po nich - naturalnie gdyby by o mo liwe - równa oby si  czemu  znacznie gorszemu od

mierci. Mimo to, na szczycie owej strzelistej, stromej ska y stoi dom, a wieczorami ludzie widz

wiat a w

male kich szybach jego okien.

Stary dom by  tam od zawsze, a ludzie powiadaj ,  e ten co tam mieszka, rozmawia z porannymi

mg ami podnosz cymi si  z otch ani, a gdy brzeg klifu staje si  skrajem ziemi i dzwonki boi rozbrzmiewaj
pos pnie w ród eterycznego bajecznego bezmiaru, postrzega rzeczy, których nikt inny nie widzia . S  to
jedynie plotki, bowiem nikt nigdy nie odwiedza  tej zakazanej turni, a mieszka cy Kingsport nie kieruj  w
jej stron  swoich teleskopów. Letnicy przygl daj  si  jej niekiedy przez szk a lornetek, lecz nigdy nie
dostrzegli nic wi cej, prócz szarego, prastarego dachu, spiczastego i krytego dachówk , którego okapy
si gaj  niemal szarych fundamentów. Letnicy nic wierz ,  e w starym domu od stuleci  yje ten sam
Gospodarz. lecz nie s  w stanie udowodni  swych herezji  adnemu prawdziwemu mieszka cowi
Kingsport.

Nawet Przera aj cy Staruch, który rozmawia z wahade kami zawieszonymi w butelkach, za

kupowane rzeczy p aci starym, hiszpa skim z otem, a przed swoim przedpotopowym domem przy Water
Street przechowuje osobliw  kolekcj  kamiennych idoli, twierdzi  e w dziwnym wysokim domu w ród
mgie  nic si  nie zmieni o, odk d jego dziad by  jeszcze ma ym ch opcem, a musia o to by  ca e wieki
temu, kiedy Beldre, lub Shirley lub Powell albo Bernard by  Gubernatorem JKM Prowincji Massachusetts-
Bay.
Którego  lata do Kingsport zawita  filozof, nazywa  si  Thomas Olney i podj  prac  nauczyciela w
college'u przy zatoce Narrangasett. Przyby  wraz z grub

on  i dokazuj cymi dzie mi, a jego oczy by y

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

zm czone ogl dem od lal tych samych rzeczy i snuciem wci

 tych samych, zdyscyplinowanych,

rzeczowych my li. Spojrza  na mg y otulaj ce Ojca Neptuna i postanowi  wkroczy  do ich bia ego  wiata
tajemnic po stromych stopniach Drogi na Grobli.

Dzie  po dniu, le c na skraju klifu spogl da  poza skraj  wiata w g b oceanu, ws uchuj c si  w

brzmienie widmowych dzwonów i dzikie wrzaski jakich  ptaków, by  mo e mew. A potem, kiedy mg a
podnosi a si  ku niebu i morze stawa o si  prozaiczne i nudne, schodzi  do miasta, gdzie kr

 w gór  i w

dó  w skimi alejkami na wzgórzu i ch on  wzrokiem chwiej ce si  szale czo topole, czy ozdobione
niezwyk ymi kolumnami wej cia do domów b

cych schronieniem tylu pokole  tych twardych, dzielnych

ludzi morza.
Rozmawia  nawet z Przera aj cym Staruchem, który nie przepada  za obcymi i zosta  zaproszony do jego
archaicznego domu, gdzie niskie sklepienia i prze arta przez korniki boazeria, rozbrzmiewaj  w
najczarniejsze noce echem pos pnych, niepokoj cych monologów.

Oczywi cie by o nieuniknione,  e Olney dostrze e w ko cu szary, nie odwiedzany dom na granicy

nieba, na szczycie tej najbardziej wysuni tej ku pó nocy turni stanowi cej jedno  z oparami mgie  i
firmamentem. Przera aj cy Staruch podzieli  si  opowie ci , któr  us ysza  od swojego ojca, o b yskawicy
która wystrzeli a pewnej nocy z owego pos pnego domu ku wy szym warstwom atmosfery; za  Granny
Orne, której niewielki dom o dwuspadzistym dachu stoj cy przy Skip Strcet, pokryty jest niemal w ca

ci

mchem i winoro

, wychrypia a  e jej babka dowiedzia a si  od kogo  o kszta tne :h które wyp ywaj  ze

wschodnich mgie  i wnikaj  przez pojedyncze w skie drzwi do wn trza tego niedost pnego miejsca - s
one bowiem umieszczone przy samym skraju klifu od strony oceanu i wida  je wy cznie z pok adów
statków znajduj cych si  na pe nym morzu.

Wreszcie, spragniony nowych osobliwo ci, pozbawiony typowych dla mieszka ców Kingsport

zahamowa  i charakteryzuj cego letników lenistwa, Olney podj  przera aj

 decyzj . Pomimo

konserwatywnego wychowania, lub mo e z jego powodu, bowiem monotonia  ycia rodzi pewn  t sknot
za nieznanym - z

 solenn  przysi

,  e wespnie si  na zakazan  pó nocn

cian  klifu i odwiedzi

niesamowicie stary, szary dom na skraju niebios.
Do  wiarygodnie, jego racjonalne "ja" wnioskowa o, i  budynek musia  by  zamieszkiwany przez ludzi,
którzy docierali do  z g bi l du, wzd

 mniej stromego pasma gór rozci gaj cego si  nad uj ciem rzeki

Miskalonic. Prawdopodobnie wszystkie rzeczy, których potrzebowali, kupowali w Arkham. Musieli
wiedzie ,  e w Kingsport za nimi nie przepadano, lub by  mo e nie byli w sianie zej  do Kingsport ze
wzgl du na stromizn  i surowo  po udniowego zbocza.

Olney przeszed  wzd

 ni szych ska , a  do miejsca, gdzie ogromny pionowy klif wzbija  si  na

spotkanie niebios i nabra  pewno ci,  e po spadzistym po udniowym stoku nie mog a wspi  si  ani zej

adna ludzka istota. Od wschodu i pó nocy góra wznosi a si  pionowo na wiele tysi cy stóp ponad

spienione fale, tak wi c pozostawa a jedynie strona zachodnia, w g bi l du, od strony Arkham.

Wczesnym sierpniowym rankiem, Thomas Olney wybra  si  na poszukiwanie  cie ki, która mog a

doprowadzi  go na szczyt tej niedost pnej turni. Wygodnymi, mato ucz szczanymi dró kami pod

 na

pó nocny zachód, min  Staw Moopera i star , ceglan  prochowni , sk d pastwiska pi y si  coraz bardziej
stromo ku 

cuchowi gór nad uj ciem Miskatonic, ukazuj c wspania  panoram  bia ych, georgia skich

wie  Arkham w oddali i rozleg ej po aci  k po drugiej stronie rzeki. Odnalaz  tu cienist  drog  do Arkham,
ale nie natrafi  na  cie

, która prowadzi aby ku brzegowi.

Strome brzegi przy uj ciu rzeki zajmowa y rozleg e lasy i pola, które sprawia y wra enie nie

tkni tych ludzk  r

; nie dostrzeg  kamiennego murka ani cho by jednej zb kanej krowy, a jedynie

wysokie trawy, olbrzymie drzewa i g ste k py wrzosu, które mogli ju  widzie  pierwsi Indianie. Kiedy pi
si  wolno ku wschodowi, coraz wy ej i wy ej, ponad uj ciem rzeki i zarazem bli ej morza, w miar  jak
droga stawa a si  trudniejsza, pocz  zastanawia  si  , jak mieszka cy owego niepokoj cego domu mogli
utrzymywa  kontakt z zewn trznym  wiatem i czy cz sto odwiedzali targowisko w Arkham.

Naraz drzewa przerzedzi y si  i daleko w dole, po prawej ujrza  wzgórza oraz prastare dachy i

wie yce Kingsport. Z tej wysoko ci nawet Central Mili wydawa o si  male kie, za  staro ytny cmentarz
przy Szpitalu Kongregacji, pod którym, jak kr

y plotki znajdowa y si  jakie  przera aj ce pieczary czy

jaskinie, by  prawic niewidoczny.

Teren przed nim byt z rzadka poro ni ty traw  i k pami je yn, za nimi za  wznosi a si  naga ska a

turni i cienka iglica przera liwego szarego domu. Masyw stal si  wy szy, a Olneyowi a  zakr ci o si  w

owie, gdy u wiadomi  sobie, i  by  sam, tak wysoko,  e nieomal móg  dosi gn

 nieba, na po udnie od

niego znajdowa a si  stroma skalna  ciana opadaj ca do Kingsport, na pó nocy za  pionowy, niemal
milowej wysoko ci klif si gaj cy uj cia rzeki.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Nagle, tu  przed nim, otworzy a si  ogromna przepa  szeroko ci dziesi ciu stóp i musia  opu ci

si  na r kach i zeskoczy  na uko ne, nierówne pod

e a nast pnie wspi  si  po niebezpiecznych i

niepewnych wyst pach w przeciwleg ej  cianie rozpadliny. A wi c to by a droga, któr  pokonywali
mieszka cy domu na granicy pomi dzy niebem a ziemi ?
Kiedy wygramoli  si  ze szczeliny, woko o ju  pocz a gromadzi  si  poranna mg a, niemniej wyra nie
widzia  w oddali wysoki, blu nierczy dom na szczycie góry;  ciany szare jak ska a i wysoki spadzisty dach
rysuj cy si  wyra nie i dumnie po ród mlecznej bieli g stych morskich mgie . Zauwa

,  e od tej strony w

cianie nie by o drzwi, a jedynie dwoje  ebrowanych ma ych okien o okr

ych o owiowych szybkach tak

typowych dla siedemnastowiecznego stylu.

Otacza y go chmury i chaos - w dole nie by o nic prócz jednolitej, bezkresnej bieli. By  sam,

zagubiony po ród niebios, w towarzystwie osobliwego, nader dziwnego domu, a kiedy obszed  budynek od
frontu i zobaczy cian  zlewaj

 si  z pionow

cian  klifu, zda  sobie spraw ,  e do jedynych w skich

drzwi mo na by o si  dosta  wy cznie z powietrza. Wtedy poczu  l k, odleg e mu ni cie zgrozy, której
przyczyny nie by  w stanie dok adnie okre li . Wyda o mu si  równie  dziwne  e gonty, tak mocno
nad arte przez robactwo nie obróci y si  do tej pory w proch, ani  e ceg y, sp kane i zmursza e wci
tworzy y stoj cy pionowo komin.

Kiedy mg y zg stnia y, Olney podkrad  si  do okien, po kolei od pó nocy, zachodu i po udnia i

spróbowa  je otworzy , lecz wszystkie by y zamkni te na g ucho. W g bi serca ucieszy  si , gdy  im
bardziej przygl da  si  temu domowi, tym mniejsz  mia  ochot  by wej  do  rodka. Nagle us ysza  jaki

wi k i mimowolnie zastyg  w bezruchu. Rozleg  si  grzechot zamka i szcz k zasuwy, i d ugie przeci

e

skrzypni cie jakby powoli, ostro nie uchyla y si  ci kie drzwi. Dochodzi  od strony oceanu, tej której nie
widzia , jakby na wysoko ci kilku tysi cy stóp nad falami, po ród ton cego w oparach mgie  nieba, otwar o
si  w skie wej cie.

Potem z wn trza domu dobieg o ci

kie, rozwa ne st panie i Olney us ysza  odg os otwieranych

okien, najpierw od strony pó nocnej, naprzeciw niego, a potem od zachodu, tu  za rogiem, nast pne b
okna po udniowe, pod ogromnym, niskim okapem dachu gdzie si  obecnie znajdowa  i nale y stwierdzi ,

 Olney poczu  si  nader niezr cznie, u wiadomiwszy sobie  e z jednej strony mia  obmierz y dom, z

drugiej za  bezdenn , jak si  wydawa o, przepa . Kiedy us ysza  odg osy gmerania przy kwaterowym
oknie, ponownie podkrad  si  do zachodniej  ciany i przywar  plecami do muru. nie ulega o w tpliwo ci,

e gospodarz wróci  do domu - nie nadszed  jednak od strony l du; nie przylecia  równie  balonem ani

aeroplanem. Kroki znów si  rozleg y, a Olney podkrad  si  do pó nocnej  ciany, zanim jednak zd
znale  w pionowej skale oparcie dla stóp, us ysza  mi kki g os i zrozumia ,  e musia  zosta  zauwa ony
przez Gospodarza.

Z zachodniego okna wychyla a si  olbrzymia, okolona czarn  brod  twarz, której oczy l ni y

wspomnieniami rzeczy nie znanych  adnemu innemu  miertelnikowi. G os by  jednak  agodny i typowy
dla ludzi których  ycic przepojone jest pasj  ci

ego zdobywania wiedzy, tote  Olney nie zadr

 kiedy

ogorza a d

 wyci gn a si  ku niemu, by pomóc mu wej  przez okno do niskiego pokoju wy

onego

czarn  d bin  i ozdobionego meblami w stylu Tudorów.

czyzna mia  na sobie bardzo stare odzienie i roztacza  nieuchwytn  aur  dalekich morskich

podró y i snów o wielkomasztowych galeonach.

Ma y pokój wydawa  si  zielony w delikatnym wodnistym  wietle; Olney zauwa

e okna od

wschodniej strony, o matowych grubych szybkach jak denka starych butelek, nie by y otwarte lecz
zamkni te na g ucho. Po drugiej stronie k bi y si  opary mlecznego eteru.

Brodaty gospodarz wydawa  si  m ody, niemniej jego oczy i spojrzenie  wiadczy y  e musia

zg bi  liczne starsze tajemnice, a z opowie ci o cudownych, prastarych rzeczach którymi si  dzieli ,
mo na by o wywnioskowa

e mieszka cy miasteczka mieli racj  twierdz c, i  z dawien dawna

komunikowa  si  z morskimi mg ami i niebieskimi chmurami,  e by  tu zanim jeszcze u stóp tej góry
powsta a osada, której mieszka cy od pokole  byli  wiadkami jego milcz cej, pustelniczej obecno ci na
odludnym szczycie wynios ej turni. Dzie  przemija , a Olney s ucha  opowie ci z odleg ych miejsc i
zamierzch ych czasów: dowiedzia  si  jak ludy Atlantydy walczy y z o lizg ymi blu nierstwami, które
wype

y ze szczelin w dnie oceanu i jak zab kane statki od czasu do czasu dostrzegaj  b yski poro ni tej

chwastami, ozdobionej wynios ymi kolumnadami  wi tyni Posejdona, a dzi ki temu widokowi ich
kapitanowie u wiadamiaj  sobie,  e zmylili kurs. 

Przypomniane zosta y równie  czasy Tytanów, cho

Gospodarz wyra nie waha  si  opowiadaj c o mrocznym, pierwszym wieku chaosu przed narodzinami
bogów, czy nawet Starszych Istot, kiedy INNI BOGOWIE przybywali by ta czy  na szczycie Matheykla,
na kamienistej pustyni niedaleko Ultharu za rzek  Skai.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

W tym momencie rozleg o si  pukanie do drzwi; do tych prastarych drzwi z nabijanego  wiekami

bu za którymi rozci ga a si  jedynie otch

 bia ych chmur. Olney drgn , zaniepokojony, ale brodacz

da  mu znak by si  nie rusza  i na palcach podkrad  si  ku drzwiom, by wyjrze  przez male ki judasz. To
co ujrza , najwyra niej nie przypad o mu do gustu, bo przy

 palce do ust i st paj c cicho przeszed

przez pokój, pozamyka  starannie wszystkie okna i powróci  na star

aw . by przysi

 obok swego

go cia.
Zaraz potem Olney dostrzeg  za przezroczystymi szyi) karni ma ych o owianych okien przesuwaj cy si
szybko osobliwy czarny kszta t, który okr

 dom wko o i w chwil  pó niej znikn . Czu  zadowolenie,  e

jego gospodarz nie odpowiedzia  na pukanie. W wielkiej otch ani istniej  bowiem dziwne istoty, a

drowiec musi bardzo uwa

, by nie rozdra ni  b

 nie napotka  tych niew

ciwych.

Niebawem cienie zacz y uzurpowa  sobie coraz wi ksz  przestrze  - najpierw w skie i

ukradkowe k ad ce si  pod sto em, nast pnie  mielsze zajmuj ce k ty pod obitymi d bow  boazeri

cianami. Brodacz pocz  wykonywa  enigmatyczne, modlitewne gesty i zapali  wysokie  wiece

umieszczone w osobliwie wygi tych, mosi nych lichtarzach. Cz sto zerka  na drzwi, jakby oczekiwa
czyjej  wizyty, a  w ko cu na jego spojrzenie odpowiedzi  to ostre stukanie w charakterystyczny sposób,
który mia  by  zapewne jakim  bardzo starym, sekretnym kodem. Tym razem nawet nie spojrza  przez
judasza, lecz uniós  wielki drewniany skobel, odci gn  zasuw  i otworzy  ci

kie drzwi na o cie  ukazuj c

bi ce si  za nimi mg y i mrugaj ce gwiazdy.

I wtedy, przy wtórze dziwnej melodii, do pokoju na p yn y z g bin wszelkie sny i wspomnienia

Wielkich, którzy zeszli na dno oceanów. Po ród sk bionych wodorostów zakwit y z ote p omienie, a
Olney oszo omiony i zdumiony, mimowolnie odda  im cze . Ry  lam neptun dzier

cy trójz b, zwinne i

chy e trytony, fantastyczne nereidy, za  na grzbietach delfinów balansowa a ogromna, karbowana muszla
w której zasiada  pierwotny Nodeus, Pan Wielkiej Otch ani. Konchy trytonów zagra y osobliwie, a nereidy
wyda y dziwne d wi ki uderzaj c w groteskowe, rezonuj ce muszle nieznanych mieszka ców czarnych,
podmorskich jaski . Wówczas s dziwy Nodeus wyci gn  pomarszczon  d

 i pomóg  Olneyowi oraz

Gospodarzowi wsi

 do olbrzymich muszli, na co konchy i gongi rozbrzmia y dzikim, przera liwym

oskotem. Pó niej za , ten bajeczny poci g pomkn  w bezmiar eteru przy wtórze ha asu, który wkrótce

uton  po ród huku gromów.

Przez ca  noc mieszka cy Kingsport obserwowali strzelist  gór , kiedy tylko by o j  wida

poprzez mg y i szalej

 burz , a gdy nad ranem  wiat o w ma ych okienkach zgas o pocz li szepta  o

zgrozie i nieszcz ciu. Dzieci Olneya i jego gruba  ona modli y si  do  askawego i dobrotliwego Boga
Baptystów i mia y nadziej ,  e w drowiec po yczy sk

 parasol i kalosze - chyba  e do rana przestanie

pada . Wreszcie nasta

wit, ko cz c paskudn  ulew  i wyciskaj c z morskich fal opary mgie , za  po ród

bia ego eteru rozleg o si  znajome, pos pne brzmienie dzwonków boi. W po udnie, gdy nad oceanem
przetoczy  si  ryk syren, od strony góry powróci  do Kingsport Olney - suchy i rze ki, z oczyma
przepe nionymi widokiem odleg ych, bajecznych miejsc, nie pami ta  o czym  ni  w dziwnym, wysokim
domu nale cym do wci

 bezimiennego pustelnika, ani jak uda o mu si  zej  po stromej  cianie klifu,

której nigdy dot d nie pokona

aden  miertelnik, nie rozmawia  o tym, czego do wiadczy  z nikim, za

wyj tkiem Przera aj cego Starucha, który pó niej mamrota  nader dziwne rzeczy w swoj  d ug  siw
brod ; gotów by  przysi c,  e cz owiek, który zszed  ze szczytu góry nie by  w zupe no ci tym samym

czyzn , który si  na ni  wspina  i  e gdzie  pod owym szarym stromym dachem lub w bezkresnych

oparach owych z owieszczych bia ych mgie , pozosta a na zawsze zagubiona dusza tego, który nazywa  si
Thomas Olney.

Od tej pory, jak zawsze, przez ca e lata swego d ugiego i nudnego, pe nego trudów i mozo u  ycia

filozof pracuje, je, sypia i bez jednego cho by s owa skargi wype nia wszystkie powinno ci prawego
obywatela, nie t skni ju  za magi  odleg ych wzgórz ani nie wzdycha za tajemnicami, które niczym zielone
rafy wyzieraj  z bezdennej morskiej otch ani, nie smuci si  odt d monotoni  swoich dni, a uporz dkowane,
rzeczowe my li i logika zaspokajaj  st piony g ód jego wyobra ni.

Jego gruba  ona przybiera na wadze jeszcze bardziej, a dzieci dorastaj , staj  si  bardziej

prozaiczne, znudzone i zajmuj  si  prac . Na ustach m czyzny, zawsze kiedy tylko nadarzy si  taka
okazja, wykwita u mieszek dumy. W jego spojrzeniu nie ma ju  jednak niezaspokojonych pragnie  i je eli
kiedykolwiek nas uchuje, pragn c wychwyci  pos pne brzmienie dzwonków boi albo wycie syren
mgielnych, to tylko nocami kiedy nawiedzaj  go sny z przesz

ci. Nigdy ju  nie odwiedza Kingsport,

bowiem jego rodzina nie lubi tamtych starych domów i ulewnych deszczów. Obecnie maj

adny bungalow

w Bristol Mighlands, gdzie nie ma si gaj cych nieba kamiennych wie yc a s siedzi s  miastowi i
nowocze ni.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Ale w Kingsport kr

 osobliwe historie i nawet Przera aj cy Staruch przyznaje si  do rzeczy,

które jego dziadek skrz tnie przemilcza . Teraz bowiem, kiedy z pó nocy wieje porywisty wiatr omiataj c
zuchwale wysoki, stary dom stanowi cy jedno  z niebia skim firmamentem, z amana zostaje w ko cu
owa z owieszcza gro na cisza, która do tej pory by a odwieczn  plag  wszystkich mieszka ców Kingsport.
Starzy ludzie mówi ,  e s ycha  dobiegaj ce stamt d przyjemne g osy -  piewy i  miech zawieraj ce w
sobie i cie nieziemsk  rado , i niemal szeptem dodaj

e  wiat a bij ce z male kich okien zakazanej chaty

 wieczorami znacznie ja niejsze ni  dotychczas. Powiadaj  równie ,  e ta  wietlista aurora cz ciej

nawiedza to miejsce rozja niaj c niebo od pó nocy silnym, b kitnym blaskiem zawieraj cym w sobie
wizje skutych lodem  wiatów, podczas gdy strzelista ska a i wysoki dom na szczycie turni odcinaj  si
czarno i osobliwie na tle tych nadnaturalnych zórz. Ponadto mg y o  wicie s  g ciejsze, a marynarze nie s
ju  do ko ca przekonani, czy wszystkie rozlegaj ce si  w ród sk bionych oparów d wi ki dzwonów
pochodz  z boi wznosz cych si  pos pnie na niewidocznych falach.

Najgorszy wszak e w tym wypadku jest zanik starych l ków w sercach m odych mieszka ców

Kingsport, którzy dorastaj c s ysz  nocami jak wiatr niesie ze sob  ciche. odleg e d wi ki. S  gotowi
przysi c,  e  adne z o ani ból nie mog  zamieszka  w domu na szczycie wysokiej ska y, bowiem w tych
nowych g osach wyra nie s ycha  rado , a oprócz niej, d wi czny, krystaliczny  miech i muzyk , nie
wiedz  jakie historie mog  przynie  na ten zakazany szczyt mg y podnosz ce si  z morskiej toni, ale
pragn  wydoby  cho  cie  informacji o gospodarzach.

Starzy obawiaj  si

e którego  dnia m odzi jeden po drugim zaczn  szuka  drogi na ten

niedost pny szczyt na niebie i poznaj  sekrety wieków ukryte pod stromym spadzistym dachem domu,
stanowi cego fragment ska , gwiazd i pradawnych l ków Kingsport. nie maj  w tpliwo ci,  e ci odwa ni

odzie cy powróc , lecz mo liwe jest  e ich oczy utrac  dawny blask, a z serc znikn  wszelkie pragnienia

i marzenia. Starzy nie chc , by niezwyk e Kingsport ze swymi stromymi alejkami i archaicznymi topolami,
w miar  up ywu lat, zmieni o si  w osad  monotonii i duchowego rozk adu, podczas gdy g osy, ów
tryskaj cy  miechem chór rozbrzmiewaj cy w ród nieznanego i przera aj cego przestworu, gdzie mg y i
sny o mg ach odpoczywaj  w drodze z dna oceanu ku niebiosom, coraz bardziej mia yby przybiera  na sile.

Nie pragn , by dusze m odych opu ci y domowe ogniska i przytulne zak tki tawern starego

Kingsport; nie chc  by  piewy i  miech rozlegaj ce si  wewn trz dziwnego, wysokiego domu w ród mgie
sta y si  g

niejsze. Skoro bowiem jeden g os przywiód  znad morza tak g ste opary mgie  i jaskrawe

pó nocne zorze, - peroruj  starzy - kolejne  ci gn  ich jeszcze wi cej, a  by  mo e którego  razu starsi
bogowie (o których istnieniu wspomina si  jedynie szeptem, by nie us ysza  tego pastor kongregacji)
powróc  z g bin i z nieznanego Kadath na skutym lodem pustkowiu, by zadomowi  si  na szczycie owego

ego zakazanego klifu, sk d tak blisko do  agodnych wzgórz i dolin zamieszkanych przez prostych,

statecznych rybaków.
Mi  pragn  tego, bowiem cisi, zwykli ludzie nie d

 do spotkania z istotami nie z tego  wiata, a poza tym

Przera aj cy Staruch cz sto przypomina fragment opowie ci Olneya o stukaniu, które tak bardzo przerazi o
samotnego mieszka ca pos pnego domu i o czarnym, w cibskim i natarczywym kszta cie, który dostrzeg

ród bia ych oparów przez pó prze roczyste okr

e o owiowe okna.

O rzeczach tych wszak e mog  decydowa  jedynie Starsze Istoty; a póki co poranne mg y wci

podnosz c si  z morza op ywaj  samotn , strom  ska , na szczycie której wznosi si  stary dom,
mieszka ców którego nikt nigdy nie widzia , lecz w którym ka dego wieczora, kiedy wiatry z pó nocy
poczynaj  snu  opowie ci o niezwyk ych biesiadach, zapalaj  si  ukradkowe  wiat a. Mg a, bia a i
eteryczna podnosi si  z g bin zmierzaj c na spotkanie swych braci - chmur, pe na marze  o podwodnych
pastwiskach i jaskiniach Lewiatanów. Kiedy groty trytonów wype ni  si  historiami, konchy w starych,
zaro ni tych wodorostami miastach wygrywaj  mroczne, dzikie melodie zas yszane od Starszych Istot, z

bin, ra no, unosi si  ku niebiosom g sta, nabrzmia a opowie ciami mg a; Kingsport za , usadowione na

mniejszych ska ach, poni ej tego przera aj cego, strzelistego wartownika z kamienia, patrz c na ocean
postrzega jedynie mistyczn  biel, jakby brzeg klifu by  zarazem skrajem  wiata, a po ród eterycznego,
mlecznego bezmiaru raz po raz pobrz kuj  pos pnie dzwonki boi.

  HYPNOS

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Co si  tyczy snu, owej z owieszczej przygody wszystkich naszych nocy, mo emy powiedzie ,  e

ludzie k ad  si  na spoczynek ze  mia

ci , która by aby niezrozumia a, gdyby my nie wiedzieli, i  jest

ona rezultatem nie wiadomo ci niebezpiecze stwa.

Baudclaire

Niech lito ciwi bogowie, je eli takowi istniej , strzeg  mnie w tych godzinach, kiedy ani si a woli,

ani narkotyk wymy lony przez sprytnych ludzi nie jest w stanie powstrzyma  mnie przed wpadni ciem w
otch

 snu.  mier  jest mi osierna, bowiem nie ma z niej powrotu, ten jednak, który powraca do nas

po ród mroków nocy, wycie czony, ale Wiedz cy, nigdy nie zazna spokoju ni zapomnienia.

Jakim e by em g upcem,  e z tak niewyt umaczalnym zapa em rzuci em si , by zg bia

tajemnice, których nie powinien pozna

aden  miertelnik - i g upcem lub bogiem by  mój jedyny

przyjaciel, który wprowadzi  mnie w ów  wiat i uda  si  tam przede mn , a na koniec pozna  koszmar i
zgroz , której by  mo e równie  i mnie dane b dzie jeszcze do wiadczy !

Spotkali my si  - o ile sobie przypominam - na dworcu kolejowym, w samym sercu t umu

gapiów. Le

 nieprzytomny, a dziwne konwulsje sprawi y,  e jego smuk e, odziane w czer  cia o w

osobliwy sposób zesztywnia o. S dz ,  e móg  mie  wówczas oko o czterdziestu lat, gdy  twarz jego
pokrywa y g bokie bruzdy zmarszczek; mia  ziemist  cer  i zapad e policzki, ale owalne oblicze tego

czyzny wydawa o si  niezwykle pi kne, w jego g stych faluj cych w osach i ma ej, pe nej bródce -

ongi  kruczoczarnej - dostrzec mo na by o wyra ne pasemka siwizny. Jego czo o by o bia e niczym
marmur i tak wysokie i szerokie,  e nieomal boskie.

Z gorliwo ci  rze biarza powiedzia em sobie: cz owiek ten by  niczym pos g fauna z antycznej

Hellady, wykopany z ruin  wi tyni i w jaki  niepoj ty sposób o ywiony w naszym dusznym stuleciu tylko
po to, by poczu  ch ód i napór niezliczonych, niszcz cych lat.

A kiedy otworzy  swe ogromne, zapadni te, pa aj ce dziko czarne oczy zrozumia em, i  b dzie

odt d moim przyjacielem; jedynym przyjacielem tego, który nigdy ich nie posiada  - wiedzia em bowiem,

 te oczy musia y ogl da  chwa , jak i zgroz  krain wykraczaj cych poza normaln

wiadomo  i

rzeczywisto ; krain o których marzy em, lecz których poszukiwa em na pró no.

Kiedy wi c odgoni em t um gapiów, powiedzia em nieznajomemu,  e musi pój  do mego domu,

aby sta  si  moim nauczycielem i przywódc  w zg bianiu nieodkrytych dot d tajemnic. Uczyni  to bez

owa.

Pó niej okaza o si ,  e jego g os by  sam  muzyk  - muzyk  g bokich wiol i krystalicznych sfer.

Rozmawiali my cz sto nocami i za dnia; rze bi em jego popiersia i miniaturowe wizerunki g ów z ko ci

oniowej, aby uwieczni  rozmaite grymasy i nastroje.

O naszych zainteresowaniach nie sposób mówi  - nie maj  one bowiem nic wspólnego ze  wiatem

innych  miertelników. Dotyczy y pot nego i o wiele bardziej przera aj cego wszech wiata
niewyt umaczalnych istnie  i pod wiadomo ci; wszech wiata znajduj cego si  g biej ni  materia, czas i
przestrze , a którego obecno  podejrzewamy jedynie w niektórych fragmentach naszych snów - tych
rzadkich snów poza snami, nie przydarzaj cych si  pragmatykom, ale raz czy dwa na ca e  ycie ludziom
obdarzonym nadzwyczajn  wyobra ni .
Naukowcy jedynie podejrzewaj  ich istnienie, cho  w wi kszo ci je ignoruj . M drcy interpretowali takie
sny, a bogowie si

miali. Jeden z m czyzn o orientalnych oczach stwierdzi ,  e zarówno czas i przestrze

 wzgl dne; ludzie us yszawszy to równie  si

miali.

Jednak nawet ten m czyzna nie zrobi  nic wi cej, jak tylko snu  przypuszczenia. Ja i

przypuszcza em, i stara em si  zrobi  co  wi cej, mój przyjaciel za  próbowa  - i nawet odniós  cz ciowy
sukces. Razem za  i przy pomocy egzotycznych narkotyków do wiadczyli my w pracowni,
umiejscowionej w starej wie y w hrabstwie Kent, wiele przeró nych i zakazanych snów.

Spo ród agonii i cierpie , jakich doznawali my w pó niejszych dniach, najgorszym by a

niemo no  ich artykulacji. Tego czego si  dowiedzia em i widzia em podczas wielogodzinnych
bezbo nych bada , nie sposób opowiedzie  - z braku symboli, odniesie  czy porówna  w jakimkolwiek

zyku. Mówi  tak, poniewa  w naszych odkryciach - od pierwszego po ostatnie - dzieli em si  jedynie

natur  odczu ; odczu  nie zwi zanych z wra eniami, które zdolny jest odbiera  system nerwowy

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

normalnych ludzi.
Nasze do wiadczenia mo na by najkrócej przyrówna  do nurkowania albo latania - gdy  podczas ka dego
z kolejnych "eksperymentów" jaka  cz

 naszych umys ów odrywa a si  dziarsko od wszystkiego co

realne i tera niejsze,  migaj c w eterze po ród szokuj cych, mrocznych, napawaj cych zgroz ,
nawiedzonych przestrzeni, a od czasu do czasu równie  przedzieraj c si  przez pewne dobrze oznaczone i
typowe dla nas przeszkody, które mo na by opisa  jedynie jako lepkie, kleiste, blu niercze k by oparów.
Podczas tych czarnych, bezcielesnych lotów czasem byli my sami a czasem razem - wtedy mój przyjaciel
zawsze znajdowa  si  daleko w przodzie; wyczuwa em jego obecno , pomimo braku kszta tu fizycznego,
a dzi ki swoistemu malarskiemu wspomnieniu, widzia em jego twarz sk pan  w z otym blasku,
przera aj

 w dziwnym pi knie; owe nietypowo m ode policzki, pa aj ce oczy, olimpijskie czo o i

szpakowate czo o, i brod .

Nie liczyli my up ywu czasu, gdy  poj cie to sta o si  dla nas z udzeniem. Wiem jedynie,  e nie

musia o si  z tym wi za  co  doprawdy osobliwego, gdy  koniec ko ców zacz li my si  zastanawia ,
dlaczego si  nie starzejemy.

Nasze rozmowy by y blu niercze: zawsze upiornie ambitne -  aden bóg czy demon nie móg by

nawet marzy  o odkryciach i podbojach, które planowali my szeptem. Przeszywa mnie dreszcz, kiedy o
nich mówi  i nie  miem zag bia  si  w szczegó y - cho  musz  przyzna , i  pewnego razu mój przyjaciel
napisa  na kartce  yczenie, którego nie o mieli  si  wypowiedzie  na g os, a po przeczytaniu którego
natychmiast spali em ów  wistek, wpatruj c si  z przera eniem w okno i widniej ce za nim rozgwie

one

niebo. Przypuszczam,  e opracowa  on plany dotycz ce w adania widoczn  cz ci  wszech wiata, i nie
tylko; plany by Ziemia i gwiazdy porusza y si  na jego komend  i by w jego r kach spoczywa y losy
wszystkich  yj cych istot. Przyznaj , przysi gam,  e nie podziela em jego wybuja ych aspiracji, albowiem
nie czuj  si  do  silny, by podj  ryzyko zapuszczenia si  w g b niewypowiedzianych sfer, gdzie tylko
kto  dostatecznie odwa ny i bezwzgl dny móg by osi gn  sukces.

*   *   *

Pewnej nocy wiatry z nieznanych przestrzeni zepchn y nas bezlito nie w bezdenn  otch

, gdzie

nie istnia o zupe nie nic, nawet my li.
Atakowa o nas wra enie niemo liwe do przekazania czy opisania, najgorsze ze wszystkich, przyprawiaj ce
niemal o ob d: wra enie Niesko czono ci. Przedzierali my si , jak burza przez lepkie zapory, a  w ko cu
poczu em,  e dotarli my do odleglejszych krain ni  te, które przemierzali my do tej pory.

Mój przyjaciel wysforowa  si  znacznie do przodu, gdy p yn li my po ród tego przera aj cego

oceanu dziewiczego eteru i widzia em grymas z owieszczego u miechu maluj cego si  na jego p ynnej,

wiec cej i zbyt m odej "twarzy ze wspomnie ". Nagle ta twarz sta a si  zamglona i b yskawicznie

znikn a. A zaraz potem natrafi em przed sob  na przeszkod , której nie by em w stanie pokona . By a taka
jak inne a jednak niesko czenie g ciejsza; lepka, gliniasta masa, je eli tego typu porównania mo na u
w  wiecie, gdzie wszystko jest niematerialne.

Czu em,  e zosta em zatrzymany przez barier , któr  mój przyjaciel i przywódca zdo

 pokona .

Ponownie podj em prób  przedarcia si , ale w tej samej chwili sen narkotyczny dobieg  ko ca;
otworzy em moje fizyczne oczy, by dostrzec wokó  siebie  ciany starej pracowni, a w przeciwleg ym rogu
pomieszczenia blade i wci

 jeszcze nieprzytomne cia o mego nauczyciela. W z otawozielonym

ksi

ycowym blasku jego marmurowe rysy wydawa y si  dziwnie wychudzone i ob dnie wr cz pi kne.

Nagle drgn ... i niech lito ciwe niebiosa pozbawi  mnie wzroku i s uchu, gdybym raz jeszcze mia
do wiadczy  podobnego prze ycia. Nie potrafi  wam wyja ni  jak brzmia  jego wrzask ani jakie czelu cie
najdalszych piekie  odbija y si  przez sekund  w jego czarnych przepe nionych przera eniem oczach.
Powiem tylko,  e zemdla em i dopiero mój przyjaciel, kiedy ju  sam doszed  do siebie, ocuci  mnie,
spragniony czyjego  towarzystwa - kogo , kto pomóg by mu przezwyci

 wspomnienia okropnych

koszmarów i dojmuj cej samotno ci.

To by  koniec naszych ochotniczych poszukiwa  i w drówek po jaskiniach snów. Przera ony, na

skraju ob du, przyjaciel mój ostrzeg  mnie,  e ju  nigdy nie wolno nam zawita  do tej krainy. Nie odwa
si  o tym opowiedzie  mi o tym co widzia ; stwierdzi  jednak, i  musimy spa  mo liwie jak najmniej,
nawet gdyby my musieli utrzymywa  si  w stanie czuwania przy pomocy narkotyków.

O tym,  e mia  racj  przekona em si  ju  wkrótce, gdy zapadaj c w drzemk , za ka dym razem,

ogarnia  mnie niesamowity, potworny, rozdzieraj cy strach.

Po ka dym krótkim i nieuniknionym okresie snu wydawa em si  starszy, podczas gdy mój

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

przyjaciel starza  si  w niemal szokuj cym tempie. To potworne, kiedy, niemal na twoich oczach, komu
robi  si  zmarszczki na twarzy, a w osy przyprósza siwizna. Nasz styl  ycia diametralnie si  zmieni . Mój
przyjaciel - jego prawdziwe imi  czy nazwisko nigdy nie przesz o mu przez usta - dawniej odludek zacz

ka  si  samotno ci. Noc  nie chcia  zostawa  sam, nie uspakaja a go te  obecno  kilku osób. Ulg

sprawia y jedynie huczne i t umne biesiady - z tego te  powodu ju  wkrótce znali my prawie wszystkich
birbantów i hulaków z ca ej okolicy.

Nasz wygl d i wiek zdawa  si  wzbudza  powszechn

mieszno , co do g bi mnie wzburza o,

ale mój przyjaciel wola  to ni  samotno . Ba  si  przede wszystkim przebywania samemu poza domem,
kiedy na niebie  wieci y gwiazdy, a gdy bywa o to nieuniknione, trwo liwie popatrywa  w gór , jakby l ka
si  jakiej  upiornej istoty czaj cej si  gdzie  wysoko, w ród atramentowych niebios. Nie zawsze spogl da
w to samo miejsce na niebosk onie - wydawa o si , i  w ró nych okresach znajduje si  ono gdzie indziej.

W wiosenne wieczory punkt ten znajdowa  si  nisko na pó nocnym wschodzie. Latem, nieomal

dok adnie pionowo nad jego g ow . Jesieni  na pó nocnym zachodzie. Zim  na wschodzie, ale tylko
wczesnym rankiem.
Najmniej obawia  si  wieczorów w samym  rodku zimy. Dopiero po dwóch latach zdo

em skojarzy  jego

k z czym  konkretnym - wcze niej nie zdawa em sobie sprawy, i  poszukiwa  jakiego  okre lonego

punktu, którego pozycja o ró nych porach roku odpowiada a stronom  wiata. Punkt ów wyznaczony by ,
naj ci lej rzecz bior c, przez konstelacj  Corony Borealis.

*   *   *

Obecnie mieli my pracowni  w Londynie, i cho  nigdy si  nie rozstawali my, nie rozmawiali my

te  o dniach, gdy obaj usi owali my zg bi  tajemnice nierealnego  wiata. Postarzeli my si  i os abili od
narkotyków, hulaszczego trybu  ycia i trwania w ci

ym stresie; rzedn ce w osy i broda mego przyjaciela

sta y si

nie nobia e. Nasze uwolnienie od d ugiego snu by o zadziwiaj ce - rzadko bowiem zdarza o si

nam zmru

 oczy na d

ej ni  godzin  czy dwie i przenie  si  do krain, w których czeka o na nas

przera aj ce, cho  niejasne zagro enie.

*   *   *

Nadszed  stycze , pe en mgie  i deszczów a wraz z nim k opoty pieni ne. Coraz trudniej by o

kupi  narkotyki. Sprzeda em wszystkie swoje rze by i popiersia z ko ci s oniowej i dalej nie mia em za co
naby  nowych surowców.
Gdyby nawet mi si  to uda o i tak nie mia bym w sobie do  si y, by cokolwiek z nich wyrze bi .
Cierpieli my straszliwe katusze i pewnej nocy przyjaciel mój zapad  w g boki sen, z którego nie by em w
stanie go obudzi .

Pami tam ca  sceneri , jakby to sta o si  dzisiaj - opustosza a pracownia na poddaszu; deszcz

bij cy o szyby; tykanie naszego jedynego zegara  ciennego; szalone tykanie naszych zegarków le cych na
komódce, skrzypienie jakiej  obluzowanej okiennicy w odleg ej cz ci domu; odg osy miasta st umione
przez mg  i przestrze ; i najgorsze ze wszystkiego: ci

ki, regularny, z owieszczy oddech mego

przyjaciela le cego na tapczanie - rytmiczny oddech zdaj cy si  odmierza  chwile nadnaturalnego strachu
i cierpie  jego ducha, który w drowa  teraz w zakazanych, niewyobra alnych i upiornie odleg ych

wiatach.

Napi cie to towarzysz ce memu czuwaniu sta o si  nie do zniesienia, a przez mój bliski ob du

umys  przep ywa  rw cy potok trywialnych wra

 i dozna . Us ysza em, jak gdzie  zegar wybija godzin

- nasz tego nie robi  i moja pos pna wyobra nia odnalaz a w tym d wi ku punkt zwrotny do nowych
rozmy la . Zegary - czas - przestrze  - niesko czono , po czym przemkn wszy przez dach, deszcz i mg
skupia  si  na niebosk onie, gdzie na pó nocnym wschodzie wznosi a si  Corona Borealis. Nagle moje
wyczulone, nas uchuj ce uszy wychwyci y nowy d wi k, odró niaj cy si  spo ród chaosu innych
wzmocnionych narkotykami odg osów - niskie, przera liwe, natarczywe zawodzenie dochodz ce z bardzo
daleka - monotonne, z owieszcze drwi ce wo anie z pó nocnego wschodu.

Nie ono jednak pozbawi o mnie zmys ów i nape ni o me serce trwog , której nie wyzb

 si  ju

do ko ca  ycia; nie ono wywo

o równie  krzyki czy gwa towne konwulsje, które sk oni y ostatecznie

mieszka ców i policj  do wywa enia drzwi.
Nie sprawi o tego to, co s ysza em, ale to co zobaczy em - nagle bowiem w tym mrocznym, zamkni tym
pokoju, z oknami przys oni tymi zas onami, z pó nocnego wschodu nap yn  strumie  przera aj cego

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

czerwono - z otego  wiat a. s up ten nie emanowa  blasku, który rozproszy by ciemno ci, ale sp ywa  na

ow  mego  pi cego przyjaciela, wywo uj c upiorny duplikat dziwnie fosforyzuj cego i m odzie czego

"oblicza ze wspomnie ", jakie pami tam z sennych podró y w nieznanych krainach poza czas i przestrze  -
oblicze z czasów zanim mój druh przedosta  si  poza barier  do owych sekretnych i blu nierczych nocnych
koszmarów.

I kiedy tak patrzy em, ujrza em jak unosi g ow , w jego czarnych, zapadni tych oczach maluje si

dojmuj ca zgroza a cienkie, spierzchni te wargi rozchylaj  si  do krzyku, zbyt przera aj cego jednak, aby
móg  wydoby  go z piersi. Na tej p ynnej, odm odzonej twarzy unosz cej si  w powietrzu, roztaczaj cej
upiorny, widmowy blask, odzwierciedla o si  wi cej d awi cego, czystego, mro cego krew w 

ach

strachu, ni  kiedykolwiek z woli niebios, czy piekie , dane mi by o ujrze .

Po ród jednostajnego, odleg ego d wi ku, który stale przybiera  na sile nie us ysza em  adnego

osu, ale kiedy pod

em wzrokiem wzd

 s upa  wiat a za ob dnym spojrzeniem "twarzy ze

wspomnie ", przez krótk  chwil  dostrzeg em to samo, co ona:  ród o owego  wiat a i  ród o
przera liwego d wi ku. W tym samym momencie rozdzwoni o mi si  w uszach i run em jak d ugi,
pora ony atakiem epilepsji, który w

nie sprowadzi  do pracowni lokatorów i policj . Nawet gdybym si

stara , nie zdo

bym opowiedzie  wam co wówczas ujrza em - nie zdradzi wam tego równie  spokojne

mierci  oblicze mego przyjaciela, cho  z ca  pewno ci  musia o widzie  wi cej ode mnie. Zawsze jednak

 mia  si  na baczno ci przed drwi cym i nienasyconym Hypnosem - W adc  Snów, nocnym niebem i

szalonymi ambicjami ch ci posiadania wiedzy zakazanej.
Nie wiem co si  dok adnie wydarzy o, gdy  dziwna i upiorna si a sprawi a, i  umys  mój przes oni a
mglista zas ona niepami ci. Inni te  zostali dotkni ci tak bliskim ob du darem zapomnienia. Twierdzili, i
nigdy nie mia em przyjaciela, i  e jedynie sztuka, filozofia oraz ob d wype nia y ca e moje tragiczne

ycie. Lokatorzy i policja owej nocy próbowali mnie uspokoi , lekarz da  mi jakie  lekarstwa, ale  aden z

nich nie dostrzeg  koszmaru jaki si  tu wydarzy . Nie przej li si  tragicznym losem mego towarzysza, ale
to co znale li na tapczanie w pracowni wywo

o z ich strony wielki podziw, cho  wzbudzi  we mnie

obrzydzenie i gorycz, i który przysporzy  mi s awy. Ogarni ty rozpacz  przesiaduj  ca ymi godzinami -

ysy, siwobrody, podkurczony, sparali owany, oszo omiony narkotykami i za amany- adoruj c i modl c si

do znalezionego przez nich przedmiotu.

Zaprzeczaj ,  e sprzeda em ostatni  z moich prac i z ekstaz  wskazuj  skamienia , zimn ,

milcz

 "rzecz", któr  pozostawi  po sobie migocz cy s up  wiat a. To wszystko, co zosta o po moim

przyjacielu: boska g owa z prastarego greckiego marmuru, m oda ponadczasow  m odo ci , o pi knym,
brodatym obliczu i pe nych, zastyg ych w u miechu wargach, olimpijskim czole i g stych faluj cych

osach ozdobionych makami. Mówi ,  e to upiorne "oblicze" ze wspomnie  jest odzwierciedleniem mego
asnego, kiedy mia em dwadzie cia pi  lat, tyle tylko,  e na jej marmurowej podstawie widniej  wyryte

attyckie litery uk adaj ce si  w jedno, jedyne s owo - HYPNOS.

NIENAZWANE

 (The  Unnamable)

Pewnego jesiennego popo udnia, ja i mój przyjaciel rozmawiali my o nienazwanym, siedz c, obok

zdewastowanego grobowca, na siedemnastowiecznym cmentarzu w Arkham. Spogl daj c w stron
ogromnej wierzby, której pie  by  niemal wro ni ty w star , nieczyteln  p yt , rzuci em nieco fantastyczn
uwag  o upiornych i niewyobra alnych sokach, jakie, kolosalne jej korzenie musia y wysysa  z s dziwej,
cmentarnej ziemi; przyjaciel mój skwitowa  jednak moje s owa  miechem twierdz c,  e to absurd i doda ,

e skoro na cmentarzu tym, od ponad stu lat nikogo nie pochowano, w ziemi nie mog o by  niczego, czym

drzewo mog oby od ywia  si  w sposób inny ni  normalnie.
Poza tym - doda  - moje nieustanne dyskusje o nienazwanym, nota bene zgo a dziecinne, zdawa y si
potwierdza  m  nisk  pozycj , jako autora marnych opowie ci grozy. Zbyt usilnie pragn em ko czy  swe
opowiadania obrazami lub d wi kami parali uj cymi wszelkie poczynania bohaterów i pozostawi  ich,

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

pozbawionych resztek odwagi, s ów czy  wiadków mog cych opowiedzie  o tym. co im si  przydarzy o.
Poznajemy rzeczy - twierdzi  - jedynie dzi ki naszym pi ciu zmys om albo religijnej intuicji, st d te  jest
praktycznie niemo liwe mówi  o jakiej  rzeczy b

 zdarzeniu, którego nie sposób opisa  przy pomocy

definicji faktu lub w

ciwych doktryn teologicznych - zw aszcza kongregacjonalistów - oraz modyfikacji,

zawdzi czanej tradycji i sir Arturowi Conan Doyle. Z tym przyjacielem, Joelem Mantonem, cz sto
prowadzi em d ugie, leniwe dysputy. By  on dyrektorem liceum East High, urodzonym i wychowanym w
Bostonie, przejawiaj cym typow  dla Nowej Anglii przepe nion  samozadowoleniem g uchot  wobec
niektórych delikatnych niuansów  ycia. Z jego punktu widzenia jedynie nasze obiektywne postrzeganie
mia o jakiekolwiek znaczenie etyczne, za  do kompetencji artysty nale

o nie tyle rozbudzenie silnych

wra

 poprzez dzia anie, ekstaz  i zaskoczenie, ale raczej pozyskanie zwyk ego, spokojnego

zainteresowania i szacunku, dzi ki dok adnym, szczegó owym transformacjom codziennych wydarze .
Mia  obiekcje przede wszystkim do moich zainteresowa  tym co mistyczne i niewyja nione; bo cho
bardziej ni  ja wierzy  w zjawiska paranormalne, nie przyzna by, i  s  one odpowiednim tematem do
opisywania w ksi kach.

Dla jego praktycznego i logicznego umys u by o wr cz nie do pomy lenia,  e umys  mo e

znajdowa  wielk  przyjemno  w ucieczce od codziennych obowi zków i w oryginalnych, dramatycznych
rekombinacjach obrazów wypaczonych czy zbanalizowanych przez nud  i przyzwyczajenia. W jego
mniemaniu wszystkie rzeczy i odczucia mia y dok adnie sprecyzowane rozmiary, w

ciwo ci, przyczyny i

skutki. I cho  mgli cie zdawa  sobie spraw ,  e umys  przechowuje niekiedy obrazy i wra enia dalece
mniej geometrycznej, uporz dkowanej i realnej natury, uwa

 za usprawiedliwione wyznaczenie granicy

tolerancji i wyrugowanie poza ni  wszystkiego, co nie mog o by  do wiadczone i zrozumiane przez
przeci tnego obywatela. Poza tym by  prawie pewny,  e nie istnieje co  takiego jak "nienazwane" czy
niemo liwe do opisania. To zwyczajnie do niego nie przemawia o.

Pomimo i  zdawa em sobie spraw ,  e argumenty wyobra

 i metafizyki s  niczym w

porównaniu z samozadowoleniem ortodoksyjnego pragmatyka, co  w krajobrazie, na tle którego
toczyli my nasz s owny pojedynek sprawi o,  e sta em si  bardziej zaci ty ni  zazwyczaj. Rozsypuj ce si

yty grobowe, majestatyczne drzewa i stuletnie dwuspadowe dachy domów otaczaj cego nas,

nawiedzanego przez czarownice miasteczka, wprawi y mnie w bojowy nastrój, i z uporem zacz em broni
swego stanowiska, a niebawem zdo

em nawet wedrze  si  na terytorium przeciwnika. Kontratak

bynajmniej nie by  trudny, wspomnia em bowiem,  e Joel Manton wierzy  w wiele przes dów, których nie
uznawali inni wykszta ceni ludzie'w jego wieku: w pojawianie si  w odleg ych miejscach duchów
umieraj cych ludzi i w to,  e na szybach okien powstaj  odbicia twarzy ludzi, którzy przy nich siadywali.

W moich dywagacjach opar em si  w

nie na ludowych wierzeniach i przyj em, i  aby w nie

wierzy , nale y równie  uwierzy  w istoty duchowe, istniej ce niezale nie, nawet po oddzieleniu si  od
swych cielesnych pow ok. Dowodzi o to mo liwo ci wiary w fenomeny nadnaturalne, bo skoro umar y
mo e przekazywa  swój widzialny, b

 wyczuwalny obraz na drugi koniec  wiata, albo "ukazywa  si "

przez stulecia po swojej  mierci, by oby absurdem odrzuca  ewentualno ,  e w opuszczonych domach
gnie

 si  dawne, czuj ce istoty, albo  e cmentarze przesycone s  przera aj

, bezcielesn  inteligencj

ca ych pokole . A skoro ducha, którego obecno  przejawia si  w ró norodnych formach, nie obejmuj

adne prawa dotycz ce materii, czemu mia oby by  czym  niezwyk ym wyobra enie sobie fizycznie
yj cych, "martwych" istot posiadaj cych, b

 nie posiadaj cych kszta tów, ich materializacja za , z ca

pewno ci  przez obserwatorów zjawiska zosta aby okre lona mianem "nienazwanego". "Zdrowy rozs dek"
w odniesieniu do tych spraw - zapewni em ciep o mego przyjaciela - jest jedynie dowodem braku
wyobra ni i dwuznaczno ci moralnej. Nadszed  zmierzch, ale  aden z nas nie mia  ochoty przerwa
dyskusji. Manton sprawia  wra enie jakby nie poruszy y go moje argumenty i usi owa  je obala  trwaj c
niezmiennie przy swoim zdaniu, dzi ki czemu niew tpliwie osi ga  sukcesy jako nauczyciel; jednak
czu em si  zbyt mocny, by obawia  si  pora ki. W odleg ych oknach zacz y pojawia  si

wiat a, ale my

nie ruszyli my si  z miejsca. Na starym, rozsypuj cym si  grobowcu siedzia o si  nam wy mienicie i
wiedzia em,  e mój prozaiczny przyjaciel nie przejmuje si  ziej

, mroczn  szczelin  w naruszonej przez

korzenie murarce, nieomal tu  za naszymi plecami, ani z owrogim cieniem rzucanym przez gro cy
runi ciem, opuszczony, zdewastowany dom znajduj cy si  pomi dzy nami a najbli sz  o wietlon  drog .
Tak wi c tkwili my w ciemno ciach, na uszkodzonym grobowcu, opodal opuszczonego domu,
rozmawiaj c o "Nienazwanym", a gdy Joel przesta  wreszcie szydzi  z moich wypowiedzi, opowiedzia em
mu o przera aj cym dowodzie, potwierdzaj cym prawdziwo  historii b

cej g ównym obiektem jego

drwin.

Moje opowiadanie mia o tytu  "Okno na poddaszu" i pojawi o si  w styczniowym wydaniu

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

"Szeptów" w 1922 roku, inspirowane opowie ci  Mathera. W wielu miejscach, zw aszcza na po udniu i
wybrze u Pacyfiku, z powodu skarg tzw. "porz dnych obywateli" w ogóle zaprzestano sprzeda y
magazynu, w Nowej Anglii jednak nie przej to si  drukowanymi tam artyku ami. Sprawa, któr
udowodni em, by a, biologicznie rzecz bior c, nieprawdopodobna, ot, jeszcze jedna szalona
ma omiasteczkowa historyjka, któr  C. Mather uzna  za dostatecznie naiwn , aby w czy  do swej
"Magnalia Christi Americana", jednak dysponowa  tak nik ymi dowodami,  e nic o mieli . si  nawet
wymieni  nazwy miejscowo ci, w której wydarzy  si  ów koszmar. Co do mnie, to sposób w jaki
uwypukli em niektóre aspekty starej, pos pnej opowie ci, by  raczej typowy dla pe nego fantazji lichego
pisarzyny.

Mather faktycznie opowiada  o narodzinach tej Istoty, ale nikt prócz taniego  owcy sensaqi nie

my la ,  e TO -istota z krwi i ko ci - mog oby dorosn

, a nocami zagl da  ludziom do okien i ukrywa  si

na poddaszu, w starym domu - a  kiedy  kto , dostrzeg  j  w oknie i osiwia , nie mog c opisa  tego. co
zobaczy . Ca a sprawa zdawa a si  tr ci  tani  sensacj  i Manton nie omieszka  o tym wspomnie .

Wówczas opowiedzia em mu o tym, co wyczyta em w starym dzienniku z lat 1706 - 1725,

odnalezionym w ród rodzinnych dokumentów, nieca  mil  od miejsca, w którym siedzieli my, i o
bliznach na piersi i plecach mego przodka, o których wspomniano na kartach pami tnika. Opowiedzia em
mu równie  o innych l kach panuj cych w tej okolicy, o historiach przekazywanych szeptem, z pokolenia
na pokolenie, i o tym jak zgo a nie mistyczny ob d dosi gn  ch opca, który w 1795 roku wszed  do
opuszczonego domu w poszukiwaniu pewnych konkretnych  ladów, które spodziewa  si  tam znale . To
musia o by  okropne - nic dziwnego,  c wra liwi studenci wzdrygali si  na sam  my l o erze puryta skiej
w Massachusetts. Tak niewiele wiadomo o tym co si  wtedy dzia o - niemniej nawet drobne wzmianki o
wydarzeniach jakie mia y wówczas miejsce, s  niczym przyprawiaj cy o md

ci obraz rozk adaj cego si

trupa i gnij cych tkanek przesyconych woni  rozk adu. W erze tej nie by o mowy o pi knie ani o wolno ci,
wida  to w architekturze i budowlach z tamtego okresu, a tak e w ociekaj cych jadem kazaniach
pseudoduchownych. A wewn trz owego zardzewia ego  elaznego kaftana bezpiecze stwa czai y si
szokuj ce koszmary, ohyda, perwersja i diabolizm. Oto prawdziwa apoteoza nienazwanego.

Cotton Mather w swojej demonicznej "Szóstej Ksi dze", której nie nale y czyta  po zmierzchu,

rzucaj c kl tw  bynajmniej nie przebiera  w s owach. Pos pny niczym  ydowski prorok i lakonicznie
oboj tny - w czym do dzi  nie ma sobie równego, opowiedzia  histori  o bestii, któr  przywo

, stworze

cym czym  wi cej ani eli zwierz ciem, ale mniej ni  cz owiekiem, istocie ze skaz  na oku, i o

nieszcz snym wrzeszcz cym pijaku, którego powieszono, bo mia  takie samo oko. Tyle Ma-ther - z jego
dziarskich s ów nie sposób jednak domy le  si  co wydarzy o si  pó niej. By  mo e autor nie wiedzia , a
mo e nie odwa

 si  o tym napisa . Inni wiedzieli, ale nie o mielali si  mówi ; tajemnic  poliszynela by a

ci

ka zasuwa wisz ca na drzwiach prowadz cych na poddasze w domu pewnego bezdzietnego,

zubo

ego, zgorzknia ego starca, który po

 wielk , pozbawion  napisu p yt  nagrobn  przy

zapomnianym, nie odwiedzanym przez nikogo grobie, cho , je li dobrze poszuka , mo na by natkn

 si

na opowie ci, które nawet najwi kszemu  mia kowi zmrozi yby krew w 

ach.

Wszystko to odnalaz em w pami tniku mego przodka; niedopowiedzenia, aluzje, insynuacje, przekazywane
ukradkiem opowie ci o istocie ze skaz  na oku, widywanej nocami w oknie albo na opuszczonych  kach,
na skraju lasu. Którego  wieczora co  napad o mego przodka na mrocznej drodze, w dolinie, pozostawiaj c
mu po sobie  lady rogów na piersiach i ma pich pazurów na plecach; na ziemi za , obok miejsca napa ci
natrafiono na  lady jakby rozszczepionych kopyt i niezbyt wyra nych. zamazanych antropoidalnych  ap.
Innego razu, tu  przed  witem, kiedy by o jeszcze ciemno, na Meadow Mili, pewien pocztmistrz  ciga  i
nawo ywa  p dz

 przera liwymi susami, bezimienn  istot  - i wielu ludzi uwierzy o w jego opowie .

Rzecz jasna, dziwne komentarze wzbudzi  fakt, kiedy pewnej nocy w 1710 roku bezdzietny,

zrujnowany starzec zosta  pochowany w krypcie za domem, opodal po zbawionej napisu p yty nagrobnej.
Drzwi na podda sze nigdy nie zosta y otwarte, ale dom pozostawiono w nietkni tym stanie, przera aj cy i
opuszczony. Kiedy dobiega y ze  osobliwe odg osy, ludzie szeptali i wzdrygali si  nerwowo, maj c
nadziej ,  e zamek na drzwiach poddasza by  dostatecznie silny. Ich nadzieje okaza y si  jednak p onne,
kiedy na plebanii mia a miejsce upiorna tragedia - potworna zbrodnia, z której nikt nie uszed  ca o, a cia a
by y straszliwie zmasakrowane. W miar  up ywu lat legendy nabiera y coraz bardziej mrocznego
charakteru - przypuszczam,  e to co , je eli by o  ywe, musia o umrze . Wspomnienia jednak trwa y nadal
w ludzkiej pami ci i z roku na rok stawa y si  upiorniejsze, poniewa  otoczone by y tak g bokim nimbem
tajemnicy.
Podczas mej opowie ci, Manton praktycznie przez ca y czas milcza  i zauwa

em, i  moje s owa wywar y

na nim ogromne wra enie. Nie wybuchn

miechem kiedy przerwa em, ale, jak najbardziej powa nie,

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

zapyta  o ch opca, który w 1795 roku postrada  zmys y i który by  bohaterem mego opowiadania.
Powiedzia em mu dlaczego ch opiec uda  si  do tego opuszczonego, unikanego przez wszystkich domu i
stwierdzi em,  e powinno go to zainteresowa , gdy  wierzy ,  e w oknach pozostaj  uwiecznione odbicia
tych, którzy przed nimi siadywali. Ch opiec chcia  zobaczy  okna tego upiornego poddasza, powodowany
opowie ciami o widywanych za nimi istotach, i wróci  wrzeszcz c jak op tany.

Manton, kiedy to mówi em, pogr ony by  w zamy leniu, ale stopniowo odzyskiwa  swój

analityczny sposób rozumowania. Aby kontynuowa  nasz spór przyj  mo liwo  rzeczywistego istnienia
jakiego  nienaturalnego monstrum, ale upomnia  mnie,  e nawet najbardziej chory wybryk natury nie musi
by  NIENAZWANY lub naukowo nieopisany.

Podziwiaj c jego przekonanie i upór, dorzuci em jeszcze kilka informacji zebranych w ród starych

mieszka ców tych okolic. Pó niejsze legendy - wyja ni em -dotycz  ogromnych, potwornych widm,
bardziej przera aj cych ni  jakakolwiek istota z krwi i ko ci, duchów przybieraj cych kszta t
niewyobra alnych bestii - niekiedy wizualnych, kiedy indziej za  jedynie wyczuwalnych, które pojawiaj
si  w bezksi

ycowe noce aby nawiedza  stary dom, znajduj

 si  za nim krypt  i grób, gdzie obok

pozbawionej napisu p yty cmentarnej, wyros o m ode drzewo, niezale nie od tego, czy owe widma
rzeczywi cie wysysa y krew. albo jak g osi y plotki, rozrywa y ludzi na strz py, nie ulega w tpliwo ci,  e
wywiera y na ludzi silny i nieustaj cy wp yw; starzy mieszka cy tych okolic obawiali si  ich jak ognia,
cho  przez ostatnie dwa pokolenia owe pos pne historie zosta y nieco zapomniane - by  mo e umieraj

mierci  naturaln , poniewa  nikt ich nie wspomina. Poza tym, wkraczaj c na poletko estetyki, je li

psychiczne emanacje istot ludzkich ulegaj  groteskowym deformacjom, co mog oby lepiej wyrazi
skrzywione i z owrogie odbicie, je eli nie obraz z

liwego ducha, chaotycznej perwersji i deprawacji,

apoteoz  mrocznego, chorego blu nierstwa przeciwko naturze? Czy stworzona przez "martwy" mózg
hybrydycznego koszmaru mglista zgroza nie sta aby si  w efekcie odra aj

 w swej prawdziwo ci wizj

jedynego w swoim rodzaju, odra aj cego i zatrwa aj cego NIENAZWANEGO?

Musia o ju  by  bardzo pó no, nietoperz przelecia  tu  obok, ocieraj c si  lekko o mnie i wydaje

mi si ,  e dotkn  równie  Mantona, bo cho  go nie widzia em, poczu em,  e podniós  r

. Odezwa  si

tymi s owy:
- Czy ten dom z oknem na poddaszu wci

 jeszcze stoi i jest opuszczony?

- Tak - odpar em. - Widzia em go.
- l znalaz

 tam co  - na poddaszu albo gdzie  indziej?

- Pod okapem le

 stos ko ci. By  mo e to w

nie te ko ci zobaczy  ów ch opiec; je eli by  dostatecznie

wra liwy, nie musia  widzie  odbicia w szybie aby postrada  zmys y. Je eli wszystkie nale

y do jednej

istoty, musia  to by  naprawd  zatrwa aj cy, ogromny potwór. By oby blu nierstwem pozostawienie takich
szcz tków nie pogrzebanych, tote  wróci em tam z workiem i zanios em je do grobowca za domem. By a
tam szczelina przez któr  wsun em je do  rodka, nie uwa aj mnie za g upca - powiniene  by  widzie  t
czaszk . Mia a czterocalowe rogi, ale twarz i szcz ka wygl da y jak ludzkie.

W ko cu poczu em wyra nie,  e siedz cy tu  obok mnie Manton wzdrygn  si . Mimo to jednak,

jego ciekawo  ani troch  nie os ab a.
- A co z szybami?
- Wszystkie powybijane. W jednym z okien brakowa o framugi, w innych za  nie by o nawet jednego
kawa ka szk a. To by y  ebrowane okna, starego typu, które wysz y z u ycia przed ko cem siedemnastego
wieku. Wygl da na to,  e szyb nie by o w oknach tego domu od dobrych stu lat - mo e to ch opiec je
powybija  -legendy o tym nie wspominaj .
Manton znów si  zamy li .
- Chcia bym zobaczy  ten dom. Gdzie on jest? Szyby nie szyby, chcia bym mu si  przyjrze . Podobnie jak
grobowcowi, do którego w

 tamte ko ci i temu drugiemu, bez napisów... to wszystko musi by

naprawd  przera aj ce.
- Widzia

 to wszystko... dopóki nie zrobi o si  ciemno.

Mój przyjaciel by  bardziej zdenerwowany ni  przypuszcza em, bo kiedy zako czy em moje ma e
przedstawienie, odsun  si  ode mnie gwa townie i otworzywszy szeroko usta wyda  najpierw zduszone
chrz kni cie, a potem przera liwy, przeci

y krzyk, w którym zawar o si  ca e napi cie skumulowane w

jego wn trzu przez len d ugi wieczór. By  to dziwny krzyk i tym bardziej przera aj cy,  e doczeka  si
odpowiedzi. Brzmia  jeszcze, kiedy w otaczaj cej mnie atramentowej ciemno ci us ysza em g uchy trzask -

wi k otwieranego  ebrowanego okna, w stoj cym nieopodal przekl tym domu.

A jako  e inne

framugi odpad y ju  przed wieloma laty, nie mia em w tpliwo ci, i  s ysza em skrzypni cie framugi owego
demonicznego, pozbawionego szyb, przera aj cego okna na poddaszu.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Zaraz potem, równie  od strony domu, buchn  szumi cy upiornie podmuch lodowatego,

cuchn cego powietrza i us ysza em przeszywaj cy do szpiku ko ci wrzask rozlegaj cy si  tu  obok mnie,
przy samej kraw dzi szczeliny owego mrocznego grobowca kryj cego szcz tki cz owieka i potwora. W

amek sekundy pó niej zosta em zrzucony z mego przera liwego siedziska pot nym uderzeniem jakiej

diabelskiej, niewidzialnej istoty gigantycznych rozmiarów, lecz nieokre lonej natury. Oszo omiony,
wyl dowa em bezw adnie na wilgotnej ziemi, podczas gdy od strony grobowca dosz y mnie zduszone
oddechy, odg osy szamotaniny i warkni cia. Moja wyobra nia mimowolnie zaludni a mroczn  przestrze
wokó  nas Miltonowskimi legionami zdeformowanych, zniekszta conych pot pie ców.

Znów powia  szumi cy, przyprawiaj cy o md

ci, lodowaty wicher, a potem rozleg  si

przeci

y zgrzyt obluzowanych cegie  i p kaj cych tynków; na szcz cie w tym momencie straci em

przytomno  i nie zd

em dowiedzie  si  co on oznacza .

Manton, chocia  mniejszy ode mnie, jest bardziej wytrzyma y i ma ko skie zdrowie, bo pomimo

 odniós  o wiele powa niejsze obra enia, ockn li my si  niemal jednocze nie. Nasze 

ka sta y obok

siebie i ju  po kilku sekundach zorientowali my si .  e znajdujemy si  w szpitalu  w. Marii. Wokó  nas

oczyli si  zaciekawieni pracownicy szpitala, pragn cy dopomóc naszej pami ci poprzez wyja nienie w

jaki sposób si  tu dostali my;
niebawem dowiedzieli my si  o farmerze, który odnalaz  nas w po udnie, na odludnym poletku za Meadow
Hill, oddalonym o mil  od starego cmentarza, w miejscu, gdzie jak wie  g osi, sta a niegdy  stara rze nia.
Manton mia  dwie paskudne rany na piersiach i kilka mniej gro nych ran, przypominaj cych zadrapania, na
plecach. Ja nie odnios em powa niejszych obra

, poza .tym,  e by em poobijany i posiniaczony, cho  nie

ulega w tpliwo ci,  e  lady rozszczepionego kopyta, widniej ce na moim ciele budzi y ogólne
zainteresowanie. Ry o jasne,  e Manton wiedzia  wi cej ni  ja, ale nie udzieli  zdumionym i
zaciekawionym lekarzom  adnych wyja nie , dopóki nie poinformowali go o rodzaju ran jakie
odnie li my. Dopiero wtedy stwierdzi ,  e zostali my zaatakowani przez rozszala ego byka - cho  by o to,
rzecz jasna, nader w tpliwe i niejasne wyt umaczenie.
Kiedy lekarze i piel gniarki wyszli, wyszepta em, z wyra nym przera eniem w g osie - Dobry Bo e,
Manton, CO TO BY O? Te blizny i zadrapania - CZY RZECZYWI CIE BY O TAK JAK MÓWI

? -

By em jednak zbyt oszo omiony aby zakrzykn  z rado ci, kiedy, równie  szeptem, powiedzia  mi to,
czego si  w g bi duszy spodziewa em.
- nie. TO WCALE NIE BY O TAK. To CO  by o WSZ DZIE - jak galareta, b oto czy szlam, a mimo to
mia o kszta ty, tysi c ró nych koszmarnych kszta tów przekraczaj cych wszelkie ludzkie wyobra enia i
mo liwo ci zapami tywania. To CO  mia o oczy - i skaz  na jednym oku. To by a otch

, czelu ,

maelstrom, apoteoza wszelkiej ohydy. Skrajny koszmar. Carter, to by o
NIENAZWANE!

  PRZEMIANA JUANA ROMERO

    (The transition of Juan Romero)

Nie mam zbytniej ochoty mówi  o wypadkach, które mia y miejsce w kopalni Nortona noc  z

osiemnastego na dziewi tnastego pa dziernika 1894 roku. Jedynie poczucie obowi zku wobec nauki
zmusza mnie do wskrzeszenia, w ostatnich latach mego  ycia, obrazów i zdarze  przera aj cych tym
bardziej,  e nie jestem w stanie w  aden sposób ich wyt umaczy . Jednak zanim umr  powinienem chyba
opowiedzie  wam to, co wiem na temat zdarzenia, które okre lam mianem przemiany Juana Romero.

Moje nazwisko i pochodzenie nie musz  zosta  zapami tane przez potomnych - prawd  mówi c

lepiej, aby posz y w zapomnienie, bo kiedy cz owiek przenosi si  nagle z kolonii do Stanów, zostawia za
sob  ca  przesz

. Poza tym, to kim by em, nie ma najmniejszego zwi zku z moj  opowie ci , a na

uwag  mo e jedynie zas ugiwa  fakt, i  podczas mojej s

by w Indiach czu em si  bardziej swojsko

ród bia obrodych hinduskich nauczycieli ni  w ród moich rodaków - oficerów. Zdo

em zg bi  wiele

spo ród nauk Wschodu, gdy nieszcz liwym zrz dzeniem losu znalaz em si  na zachodzie Stanów, i tam

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

przysz o mi rozpocz  nowe  ycie. Wraz z nim przyj em równie  nowe nazwisko - pospolite i nie maj ce

bszego znaczenia.

Latem i jesieni  1894 roku znajdowa em si  u podnó a pos pnego pasma Gór Kaktusowych,

gdzie jako prosty robotnik podj em prac  w kopalni Nortona, która odkryta kilka lat wcze niej przez
podstarza ego poszukiwacza z ota sprawi a, i  ca y ten zapomniany dot d przez Boga i ludzi region sta  si
nagle przystani  dla wszelkiego rodzaju szumowin i m tów.

Jaskinia z ota, znajduj ca si  g boko pod górskim jeziorem, przynios a staremu poszukiwaczowi

niewyobra aln  fortun  a obecnie zmieni a si  w siedlisko rozleg ych korytarzy, gdzie prace
poszukiwawcze prowadzili robotnicy z korporacji, która koniec ko ców odkupi a kopalni  od jej
poprzedniego w

ciciela.

Odnaleziono kolejne groty, a z

tego metalu by y niewyobra alnie bogate; do tego stopnia,

 pot na, niejednolita armia górników harowa a dzie  i noc w rozlicznych korytarzach i tunelach.

Kierownik, pan Arthur, cz sto rozprawia  o osobliwo ciach tutejszych formacji geologicznych, spekuluj c
na temat mo liwo ci istnienia d

szego ci gu jaski  i oszacowuj c przysz

 gigantycznych prac

wydobywczych. Jego zdaniem istnienie podziemnych grot by o rezultatem dzia

 wody i wierzy ,  e

niebawem zostanie otwarta ostatnia z nich.

Nied ugo po moim przybyciu i podj ciu pracy w kopalni Nortona zjawi  si  tu Juan Romero. By

on jednym z ca ej rzeszy niechlujnych, obdartych Meksykanów, którzy  ci gn li z s siedniego kraju, i z
pocz tku zwraca  uwag  jedynie swymi india skimi rysami. Twarz jego mia a jednak nieco ja niejszy
odcie  i wydawa a si

agodniejsza w porównaniu z topornie ciosanymi obliczami innych przyby ych tu

Latynosów, czy miejscowych Indian. To zadziwiaj ce,  e pomimo i  tak bardzo ró ni  si  od rzeszy swoich
rodaków, nie wydawa o si  by Romero mia  w swoich 

ach cho  odrobin  krwi kaukaskiej. Ma jego

widok wyobra nia nie podsuwa a mi obrazu hiszpa skiego konkwistadora czy ameryka skiego pioniera,
lecz pradawnego, szlacheckiego Azteka. Zawsze wstawa  wczesnym rankiem i z fascynacj  wpatrywa  si
w s

ce, przesuwaj ce si  wolno ponad górami na wschodzie, unosz c przy tym do góry obie r ce, jakby

wykonywa  jaki  pradawny rytua , którego natury nawet on nie rozumia . Jednak poza rysami twarzy
Romero nie przejawia

adnych innych oznak nobliwo ci czy azteckiej dojrza

ci.

Brudny, obdarty nieuk, czul si  najlepiej w towarzystwie innych br zowoskórych Meksykanów, i

jak mi pó niej powiedziano, przyszed  na  wiat w okolicy, gdzie mieszka cy cierpieli najdotkliwsz  n dz .

Znaleziono go, kiedy by  jeszcze niemowl ciem, w prymitywnym górskim sza asie. Tylko on

uszed  z  yciem z epidemii zarazy, jaka tamt dy przesz a.

W pobli u chaty, opodal raczej niezwyk ej szczeliny w skale, le

y dwa szkielety obrane

niedawno z mi sa przez s py; prawdopodobnie to by o wszystko, co pozosta o z jego rodziców.

Nikt nie wiedzia  jak si  nazywali i niebawem wi kszo  zupe nie o nich zapomnia a. Kiedy za

chata z adoby obróci a si  w gruzy, a niewielka lawina spowodowa a zasypanie skalnej szczeliny, w
zapomnienie posz a nawet scena tragedii. Wychowywany przez meksyka skich z odziei byd a, którzy dali
mu imi , Juan nie ró ni  si  zbytnio od swoich towarzyszy.

Wi  jak  Romero odczuwa  wobec mnie by a bez w tpienia zwi zana z dziwnym, starym

hinduskim pier cieniem, który nosi em kiedy nie pracowa em na przodku. Nie mog  powiedzie  nic na
temat jego natury i sposobu w jaki znalaz  si  w moim posiadaniu. By o to ostatnie ogniwo wi

ce mnie z

rozdzia em  ycia, który uwa

em za bezpowrotnie zamkni ty. Stanowi  wi c dla mnie ogromn  warto .

Niebawem zauwa

em,  e dziwnie wygl daj cy Meksykanin wyra nie si  nim interesowa  -

przygl da  mu si  z wyrazem twarzy, który zdawa  si

wiadczy  o czym  wi cej, ani eli o zwyk ej

chciwo ci czy zawi ci. Widniej ce na pier cieniu hieroglify zdawa y si  przywo ywa  w jego prostym, acz
bystrym umy le dziwne, mgliste wspomnienia, cho  z ca  pewno ci  nie móg  ich wcze niej ogl da . W
ci gu kilku tygodni od swego przybycia do kopalni, Romero sta  si  nieomal moim wiernym s ug , mimo

e by em przecie  jedynie zwyk ym, szarym górnikiem.

Nasze rozmowy by y z konieczno ci ograniczone. Romero zna  jedynie kilka s ów po angielsku, ja

za  stwierdzi em,  e mój oxfordzki hiszpa ski znacznie ró ni  si  od patois peonów z Nowej Hiszpanii.

Wypadek o którym mam tu opowiedzie , by  na d

sz  met  nie zapowiedziany. Pomimo i

Romero interesowa  mnie, a on z kolei wydawa  si  by  przyci gany do mnie przez tajemniczy pier cie ,

dz ,  e  aden z nas nie spodziewa  si  tego, co nast pi o po kolejnym wielkim wybuchu w kopalni.

Geologiczne przewidywania zak ada y rozszerzenie kopalni przez pog bienie g ównego szybu, od najni ej
po

onej cz ci podziemnego wyrobiska. Kierownik, s dz c i  napotkaj  jedynie lit  ska  nakaza

za

enie zwi kszonego  adunku dynamitu. Ani ja, ani Romero nie byli my przy tym, tote  po raz pierwszy

o niezwyk ym odkryciu dowiedzieli my si  od innych robotników.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

adunek - by  mo e jeszcze silniejszy ni  wcze niej postanowiono - zda  si  wstrz sn  posadami

ca ej góry. Fala uderzeniowa wybi a wszystkie okna w barakach ustawionych na górskim zboczu, a
górników znajduj cych si  w podziemiach dos ownie zbi a z nóg. Jezioro Klejnotów, po

one powy ej

miejsca zdarzenia, zafalowa o jakby przesz o nad nim tornado. Przy bli szym zbadaniu okaza o si ,  e pod
miejscem gdzie za

ono  adunek, otwar a si  nowa, mroczna czelu , tak monstrualna,  e do jej dna nie

si ga y  adne ze znajduj cych si  w obozowisku lin, ani  wiat o lamp.

Zak opotani górnicy udali si  na d

sz  rozmow  z kierownikiem, który nakaza  by do szybu

zniesiono ca y zapas lin, powi zano je i opuszczono w g b czelu ci w celu odkrycia i zbadania dna
otch ani.

Nied ugo potem bladzi robotnicy powiadomili kierownika o swoim niepowodzeniu.

Zdecydowanie, acz taktownie dali do zrozumienia,  e nie wejd  ju  wi cej do szczeliny ani nie zamierzaj
ponownie podj  pracy w kopalni, dopóki otwór nie zostanie zasypany.

Musieli najwyra niej mie  do czynienia z czym  niewyt umaczalnym, bo jak sami stwierdzili,

otch

 w g bi szybu zdawa a si  nie mie  ko ca.

Kierownik nie ukara  ich, ani nie upomnia . Miast tego zamy li  si  g boko, zastanawiaj c si  nad planami
na kolejny dzie .
Tego wieczora nocna zmiana nie podj a pracy. O drugiej w nocy na górskim zboczu zacz  pos pnie wy
samotny kojot.

W odpowiedzi, gdzie  spomi dzy baraków, rozleg o si  szczekanie psa; nie sposób okre li , czy

pies szczeka  na kojota czy na co  innego.Zanosi o si  na deszcz.
Wokó  wierzcho ków gór zbiera y si  burzowe chmury o dziwnych kszta tach, przesuwaj ce si  chy o po
atramentowym niebie, które, spoza wielu warstw cirrostratusów, usi owa  roz wietli  swym blaskiem blady
sierp ksi

yca.

Obudzi  mnie g os Romera, dochodz cy z pryczy powy ej - g os przepe niony podnieceniem,

napi ciem i niepoj tym dla mnie wyczekiwaniem.
- Madre de Dios! El sonido. Ese sonido. Orga Vd! Lo oyte Vd?
- Senior, Ten d wi k!

Nadstawi em ucha, zastanawiaj c si  o co mu chodzi o. S ycha  by o jedynie kojota, psa i burz ,

przy czym ta ostatnia wyra nie przybiera a na sile, a wiatr zawodzi  z coraz wi ksz  zaci to ci . Za oknem
baraku wida  by o bladosrebrzyste smugi b yskawic. Zwróci em si  do zdenerwowanego Meksykanina
pytaj c go o odg osy, które s ysza em.
- El coyote? El perro? El viento? Romero nie odpowiedzia . Wyszepta  tylko, z trwog  w g osie:
- El ritmo, Senior. El ritmo de la tierra.
- To pulsowanie w ziemi!

Teraz i ja je us ysza em; us ysza em i nie wiedz c czemu wzdrygn em si . Gdzie  z ziemi,

boko pode mn , dobywa  si  d wi k, rytm, jak to okre li  peon, który cho  s aby by  w stanie

zdominowa  wycie kojota, szczekanie psa czy zawodzenie nadci gaj cej burzy, nie sposób tego opisa ; i
bynajmniej nie zamierzam tego czyni . By  mo e da oby sieje porówna  do rytmu silników w maszynowni
wielkiego okr tu, pulsowania wyczuwanego poprzez deski pok adu, ale nie by o ono tak zimne, suche i
mechaniczne - nie by o pozbawione elementów  ycia i  wiadomo ci. Spo ród wszystkich tych cech
najbardziej uderzy o mnie poczucie niepoj tej g bi.
W my lach przemkn  mi fragment z Qlanvila, który Poe cytowa  z tak wstrz saj cym efektem:

"Ogrom, g bia i niezmienno  Jego dzie , które zawieraj  w sobie wi ksz  czelu , ani eli

studnia Demokryta".
Nagle Romero poderwa  si  ze swojej pryczy zatrzymuj c si  przede mn , by  ypn  na dziwny pier cie
na mojej d oni, po yskuj cy osobliwie w  wietle b yskawic, po czym skierowa  wzrok w stron  szybu
kopalni. Ja równie  wsta em i przez d

sz  chwil  trwali my w bezruchu ws uchuj c si  w niewiarygodny

rytm, który, jak wszystko na to wskazywa o, przybiera  na sile.

Zgo a bezwolnie pocz li my przesuwa  si  ku drzwiom które,  omocz ce i targane podmuchami

wichury, dawa y nam koj ce poczucie ziemskiej rzeczywisto ci.

piew w czelu ci - bo tym w

nie zdawa  si  by  ów d wi k - narasta  i stawa  si  coraz wyra niejszy.

Nagle obu nas przepe ni a nieodparta ch , by wybiec w szalej

 burz  i zanurzy  si  w pos pn , mroczn

otch

 szybu.

Nie napotkali my nikogo - robotnicy zostali bowiem zwolnieni z nocnej zmiany i

najprawdopodobniej przesiadywali teraz w Dry Gulch, karmi c jakiego  ospa ego barmana gar ci

owieszczych plotek. Jedynie okno chaty stró a jarzy o si

tym  wiat em, niczym Oko Opatrzno ci.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Przez krótk  chwil  zastanawia em si  jak rytmiczny d wi k wp yn  na stró a; Romero jednak szed  teraz
szybciej i niezw ocznie pod

em za nim.

Ody weszli my do szybu, d wi k dochodz cy z do u sta  si  wreszcie wyra ny i rozpoznawalny. Z
przera eniem stwierdzi em, i  kojarzy mi si  on z jak  orientaln  ceremoni , której towarzyszy bicie w

bny i chóralne  piewy. Jak zapewne zdajecie sobie spraw  sp dzi em w Indiach sporo czasu i niejedno

mia em okazj  zobaczy . Romero i ja przemierzali my kolejne korytarze i schodz c po drabinkach,
zdawa oby si  bez odrobiny wahania, zbli ali my si  ku przywo uj cemu nas nieznanemu. W g bi serca
odczuwa em dr cz cy strach, niepokój i niepewno .

W pewnym momencie mia em wra enie,  e popad em w ob d - sta o si  to wtedy, gdy

zastanawia em si  jakim cudem, pomimo, i  nie mieli my  wiec ani lamp, co  o wietla o nam drog .

wiadomi em sobie, i  stary pier cie  na moim palcu emanowa  dziwnym blaskiem, który rozrzedza

mrok panuj cy w wilgotnym korytarzu rozci gaj cym si  na wprost i wokó  nas.

Nagle, bez ostrze enia, Romero ze lizgn wszy si  po jednej z szerokich drabinek, pu ci  si

biegiem pozostawiaj c mnie samego.
Jaka  nowa, dziwna nuta w odg osach b bnów i  piewie - dla mnie praktycznie niezauwa alna - wywar a
na  niewiarygodny wp yw. Mój towarzysz z dzikim okrzykiem pomkn  przed siebie i znik  w panuj cym
w g bi korytarza pó mroku.

ysza em jego powtarzaj ce si  krzyki, gdy biegn c kilkakrotnie si  potkn  i ze lizgiwa  si  jak oszala y

po rozchwianych drabinkach. Pomimo i  by em przera ony. zdo

em zwróci  uwag ,  e jego s owa - te

artyku owane - wypowiadane by y w nie znanym mi j zyku. Ostre, ale wyraziste wielosylabowe wyrazy
zast pi y mieszank  kiepskiego hiszpa skiego i jeszcze gorszego angielskiego, którym si  zwykle
pos ugiwa , a spo ród nich najbardziej znajomym i zrozumia ym wydawa o si  g

ne:

"HUITZILOFOTCHLI".

Pó niej zdo

em odnale  to s owo w dzie ach wielkiego historyka - i wzdrygn em si , kiedy

zrozumia em jego znaczenie.
Kulminacja owej okropnej nocy by a z

ona, cho  krótka i rozpocz a si  z chwil , kiedy dotar em do

ostatniej, w naszej podró y, jaskini.

Z ciemno ci przede mn  dobieg  ostatni wrzask Meksykanina, po którym rozleg  si  chór tak

nieczystych, blu nierczych g osów,  e nie móg bym us ysze  go powtórnie i pozosta  przy  yciu. W tym
momencie mia em wra enie, jakby wszystkie ukryte l ki, koszmary i potworno ci ziemi ujawni y si  w
zjednoczonym wysi ku opanowania ca ej ludzkiej rasy. Jednocze nie blask mego pier cienia zgas  i
zobaczy em nowe  wiat o bij ce z do u, o kilka stóp przede mn . Dotar em do czelu ci, która jarzy a si
teraz czerwonawo, i która bez w tpienia poch on a nieszcz snego Romero.

Zbli ywszy si , zajrza em ponad kraw dzi  w g b bezdennej otch ani, której wn trze stanowi o

teraz istne pandemonium buchaj cych p omieni i upiornego ryku. Z pocz tku nie zauwa

em nic prócz

wiec cego, mglistego, wiruj cego ob oku - jednak ju  po chwili, z chaosu pocz y wy ania  si  kszta ty i

ujrza em... czy by to by  Juan Romero? Bo e! Nie odwa

 si  powiedzie  wam co zobaczy em! Nagle,

jaka  moc z niebios przysz a mi z pomoc  pozbawiaj c mnie zarówno wzroku jak i s uchu, w jednym
rozdzieraj cym huku, przera liwej kakofonii d wi ków, jaka mog a towarzyszy  zderzeniu si  w kosmosie
dwóch wszech wiatów.

Nasta  chaos, a potem zazna em spokoju zapomnienia.

Nie wiem jak mam mówi  dalej, gdy  w gr  wchodz  dwa osobliwe zdarzenia, cho  zrobi  co w mojej
mocy. nawet nie b

 si  stara  oddziela  rzeczywisto ci od u udy.

Kiedy si  obudzi em, le

em bezpieczny na mojej pryczy, a okno barwi a czerwona po wiata

wschodz cego s

ca. W pewnej odleg

ci, na stole, le

o martwe cia o Juana Romero, otoczone przez

grupk  ludzi, w ród których zauwa

em te  obozowego doktora. M czy ni rozmawiali o dziwnej

mierci, która zaskoczy a Meksykanina we  nie.  mier  ta musia a by  w jaki  sposób zwi zana z

wyj tkowo silnym piorunem, który uderzy  i zatrz

 ca  gór . nie by o  adnych widocznych  ladów, a

autopsja nie stwierdzi a konkretnej przyczyny zgonu Romero.

Z fragmentów rozmów jasno wynika o,  e w nocy ani ja, ani Juan nie opuszczali my baraku, i  e

obaj smacznie spali my podczas przera aj cej burzy, jaka rozszala a si  nad Górami Kaktusowymi. Burza
ta - stwierdzili robotnicy, którzy weszli do szybu kopalni - spowodowa a pot ny zawa  i ca kowite
zasypanie g bokiego otworu, którego pojawienie si  poprzedniego dnia spowodowa o tyle k opotów i
niepokojów. Kiedy zapyta em stró a jakie odg osy s ysza  przed owym potwornym hukiem gromu, odpar ,

e wycie kojota, szczekanie psa i zawodzenie wiatru. nic wi cej, nie w tpi em,  e mówi  prawd .

Po podj ciu robót kierownik, pan Arthur, wezwa  kilku zaufanych ludzi, aby przeprowadzi  par

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

prób wokó  miejsca, w którym otworzy a si  bezdenna otch

, niezbyt ochoczo, ale jednak wykonali

polecenie i przeprowadzili g bokie wiercenia. Rezultaty by y nader interesuj ce i osobliwe. Pokrywa
szczeliny, kiedy j  otwarto by a bardzo cienka, teraz jednak wszystko wskazywa o na to, i  górnicy wiercili
otwory w litej skale, nie znalaz szy nic wi cej, i ani grama z ota, kierownik nakaza  wstrzymanie prac.
Czasami jednak, kiedy pogr

ony w zamy leniu siedzi przy swoim biurku, na jego obliczu pojawia si

wyraz zdziwienia i zak opotania.

Nale y wspomnie  o jeszcze jednej dziwnej rzeczy. Nied ugo po tym jak obudzi em si  rano, po

nocnej burzy, stwierdzi em i  nie mam na palcu swego hinduskiego pier cienia. Nie potrafi em tego
wyja ni . By  dla mnie bardzo cenny, ale mimo to jego znikni cie sprawi o mi wyra

 ulg . Je eli by o to

sprawk  którego  z górników, musia  by  on naprawd  wyj tkowo sprytnym z odziejem, umiej cym
szybko i sprawnie pozbywa  si  swoich  upów, gdy  pomimo og osze  i przeszuka  dokonanych przez
policj , pier cie  nigdy si  nie odnalaz . W gruncie rzeczy w tpi , aby skrad y mi go r ce  miertelnika,
bowiem w Indiach nauczono mnie wielu dziwnych, sekretnych rzeczy.
Moje zdanie na temat tego zdarzenia zmienia si  od czasu do czasu. Za dnia, niemal przez ca y rok, jestem
sk onny przypuszcza , i  wi kszo  tego co do wiadczy em by a jedynie snem. Bywa jednak,  e jesieni ,
gdy o drugiej w nocy wiatr i zwierz ta zawodz

nie, mam wra enie, i  odbieram dochodz ce z

wn trza ziemi upiorne, rytmiczne pulsowanie... i czuj ,  e przemiana Juana Romero by a naprawd
przera aj ca.

PRZERAZAJACY STARUCH

 (The  terrible old man )

Pewnego dnia Angelo Ricci, Joe Czanek i Manuel Silva wpadli na pomys  ograbienia

Przera aj cego Starucha. Staruszek ów mieszka samotnie w bardzo starym domu nad morzem, przy Water
Street, i mówi si  o nim,  e jest zarazem niewiarygodnie bogaty i niewiarygodnie zgrzybia y; by o to nader
korzystne i atrakcyjne po czenie dla ludzi, którzy jak panowie Ricci, Czanek i Silva trudnili si
niespecjalnie szanowan  sztuka rozboju. Mieszka cy Kingsport sporo mówi  i my

 o Przera aj cym

Staruchu i chyba w

nie to chroni go przed nieproszonymi wizytami ludzi pokroju pana Ricciego i jego

kompanów, pomimo i  jest nieomal pewne,  e gdzie  w mrocznych, cuchn cych st chlizn  zakamarkach
swego starego domu skrywa nielich  fortun .

Jest on prawd  mówi c, nader osobliwym cz owiekiem. Pono  by  niegdy  kapitanem

wschodnioindyjskiego klipra. Jest tak stary,  e nikt nie pami ta go m odego i tak ma omówny,  e niewielu
zna jego prawdziwe imi . W ród poskr canych, gruz owatych drzew rosn cych na frontowym trawniku
przed jego zaniedbanym, prastarym domem, przechowuje przedziwn  kolekcj  wielkich g azów u

onych

w tajemnicze kopce i pomalowanych tak,  e przypominaj  wizerunki bogów z jakiej  zapomnianej

wi tyni Wschodu. Owa kolekcja wyp asza wi kszo  ch opców, którzy lubi  drwi  z Przera aj cego

Starucha, jego d ugich siwych w osów i brody, albo wybija  kamieniami niewielkie okna w jego domu. To
jednak nic wszystko: istniej  inne rzeczy budz ce l k w starszych i nieco bardziej ostro nych ludziach,
którzy podkradaj  si  niekiedy do odludnego domu, by zajrze  do  rodka przez zakurzone szyby. Ludzie ci
powiadaj ,  e na stole w prawie pustym pokoju stoi kilkana cie ozdobnych butelek, wewn trz których
znajduj  si  prymitywne wahade ka sporz dzone z kawa ków sznurka i ma ych o owianych ci arków.
Powiadaj  równie ,  e Przera aj cy Staruch rozmawia z tymi butelkami u ywaj c takich imion jak Jack,
Blizna, D ugi Tom, Joe Latynos, Peters i Mat  Elis, a gdy zwraca si  do konkretnej butelki, ma e o owiane
wahade ko wewn trz kr ci si  i podryguje jakby w odpowiedzi. Ci którzy widzieli wysokiego, szczup ego
Przera aj cego Starucha podczas owych tajemnych rozmów nie chc  do wiadczy  tego ponownie.

Jednak e Angelo Ricci, Joe Czanek i Manuel Silva nic pochodzili z Kingsport, by y im obce uroki

ycia i tradycje nowej Anglii, za  w Przera aj cym Staruchu widzieli jedynie zgrzybia ego, prawie

bezradnego siwego jak go bek ramola, który nie potrafi  zrobi  jednego kroku bez pomocy swej s katej
laski i którego szczup e, s abe d onie trz

y si

nie. Ma swój sposób 

owali samotnego, nie

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

lubianego przez nikogo staruszka, którego wszyscy unikali i na którego szczeka y wszystkie psy. Jednak
biznes to biznes, a dla z odzieja oddanego ca ym sercem swojej profesji zniedo

nia y cz owiek nie

maj cy s

by i p ac cy za towary nabyte w lokalnym sklepie z otem i srebrem sprzed dwóch stuleci,

stanowi pokus  nie do odparcia.

Panowie Ricci, Czanek i Silva wybrali na skok noc, l l kwietnia. Panowie Ricci i Silva mieli zaj

si  pechowcem, a pan Czanek zaczeka  na nich i spodziewane  upy w zakrytym automobilu zaparkowanym
przy Skip Street, opodal bramy w wysokim murze, na ty ach posesji nale cej do wybranej przez nich
ofiary. Opracowali ten plan pragn c unikn  udzielania niepotrzebnych wyja nie , w razie gdyby
niespodziewanie na scen  wkroczy a policja. Automobil mia  gwarantowa ,  e opuszcz  miejsce skoku
szybko, cicho i przez nikogo nic zauwa eni.

Jak to zosta o ustalone wcze niej, trójka z odziejaszków wyruszy a oddzielnie z trzech ró nych

miejsc, aby nie wzbudzi  podejrze . Panowie Ricci i Silva spotkali si  na Water Street przed frontow
bram  domu Przera aj cego Starucha, i cho  nie podoba o im si  w jaki sposób ksi

yc o wietla

malowane kopce, widoczne pomi dzy ga ziami s katych, zdeformowanych drzew, mieli na g owie
wa niejsze sprawy ani eli przejmowanie si  byle przes dami. Obawiali si ,  e ustalenie gdzie Staruch
ukry  swoje skarby mo e okaza  si  niezbyt przyjemnym zaj ciem, jako  e byli kapitanowie bywaj
zwykle uparci i z

liwi, niemniej jednak ich by o dwóch, on tylko jeden - na dodatek stary i

zniedo

nia y. Panowie Ricci i Silva mieli pewn  wpraw  w nak anianiu opornych osób do mówienia, a

przera liwe wrzaski s abego, steranego  yciem cz owieka z  atwo ci  mo na by o zag uszy .

Tak oto dwaj z odzieje podeszli do jednego z o wietlonych okien i us yszeli jak Przera aj cy

Staruch przemawia z czu

ci  do swoich butelek z wahade kami. na

yli maski i delikatnie zapukali do

nadgryzionych z bem czasu i warunkami pogodowymi d bowych drzwi.

Pan Czanek, siedz c za kierownic  automobilu, przy tylnej bramie posesji Przera aj cego

Starucha, na Skip Street zacz  si  niepokoi . Mia  wra enie,  e czeka ju  bardzo d ugo, nie mia  serca z
kamienia i nie przypad y mu do gustu przera liwe krzyki jakie dobieg y z wn trza starego domu, po czasie
wyznaczonym na realizacj  skoku. Czy nie nakaza  swoim kompanom, aby potraktowali patetycznego
starego wilka morskiego mo liwie jak naj agodniej? Popatrywa  nerwowo na w sk  d bow  bram
osadzon  w wysokim, poro ni tym bluszczem, kamiennym murze. Raz po raz spogl daj c na czasomierz,
zastanawia  si  co by o powodem opó nienia.

Czy by stary marynarz wyzion  ducha zanim zdradzi  miejsce ukrycia skarbu i konieczne by o

drobiazgowe przeszukanie ca ego domu? Panu Czankowi nie podoba o si  tak d ugie wyczekiwanie,
po ród ciemno ci, w tym niezbyt przyjemnym miejscu. Magle us ysza  ciche kroki oraz stukot dobiegaj cy
od strony chodnika po drugiej stronie muru, delikatny szelest i zgrzyt starej zardzewia ej zasuwki, po czym

skie ci

kie drzwi uchyli y si  do wewn trz. Wyt

 wzrok w s abym, bladym  wietle pojedynczej

latarni, by dostrzec jakie to  upy wynosz  ze starego z owieszczego domu jego kompani,  e zaj o im to tak
wiele czasu. Ale kiedy spojrza  w t  stron , ogarn o go bezgraniczne zdumienie. Nie dostrzeg  bowiem

adnego ze swoich kompanów, lecz ni mniej ni wi cej, tylko Przera aj cego Starucha opieraj cego si

agodnie na ga ce s katej laski i u miechaj cego si  z owieszczo. Pan Czanek nie mia  dot d okazji, by

przyjrze  si  oczom tego m czyzny - dopiero teraz zauwa

,  e by y one 

te.

W ma ych miasteczkach dzieje si  raczej niewiele, tote  mieszka cy Kingsport przez ca  wiosn  i

lato dyskutowali o trzech niemo liwych do zidentyfikowania zw okach wyrzuconych na brzeg fal
przyp ywu. By y rozszarpane, jakby poci te tuzinem kordelasów i zmasakrowane, jak gdyby zdepta y je
obcasy wielu par podkutych butów. Niektórzy, wspominali równie  o rzeczach tak trywialnych jak
porzucony automobil odnaleziony przy Skip Street lub osobliwych, nieludzkich krzykach -
prawdopodobnie jakiego  zb kanego zwierz cia lub w drownego ptaka - które s ysza o w nocy kilkoro,
nie mog cych zasn  mieszka ców. Jednak Przera aj cy Staruch nie przejmowa  si  lokalnymi plotkami.
By  z natury pow ci gliwy, a w jego wieku i przy jego stanie zdrowia pow ci gliwo  zalecana jest w
dwójnasób. Poza tym, tak stary wilk morski w latach swej na po y ju  zapomnianej przesz

ci musia  by

wiadkiem wielu ró nych, du o bardziej osobliwych wydarze .

 W  OTCHLANI

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

  (From Beyond)

Przera aj ca i niepoj ta by a zmiana, jaka nast pi a w mym najlepszym przyjacielu, Crawfordzie

Tillinghascie. Nie widzia em go od owego dnia, przed dwu i pó  miesi cami, wtedy gdy powiedzia  mi ku
jakiemu celowi prowadz  jego fizyczne i metafizyczne badania. Kiedy w odpowiedzi na moje pe ne l ku i
niepewno ci protesty zareagowa  wybuchem w ciek

ci i gwa townie wyrzuci  mnie za drzwi, musia  -

odprawiwszy s

 - sp dzi  wi kszo  tego czasu zamkni ty w swoim laboratorium na poddaszu, maj c

za jedynego towarzysza ow  piekieln , przekl

 machin , i raczej ma o jada ; zdziwi em si  wszak e,  e

krótki, b

 co b

, okres dziesi ciu tygodni móg  do tego stopnia postarze  i zdeformowa  cz owieka.

Nie jest rzecz  mi  ujrze , jak smuk y ongi cz ek staje si  chudy niczym szczapa, a jego ogorza a skóra

ta lub popielatoszara. oczy pa aj ce nieziemskim blaskiem zapadaj  si  g biej, tworz  si  pod nimi

ciemne si ce, czo o pokrywa si  bruzdami i 

kami, a r ce dygocz  i dr  jak w malignie. Dodawszy do

tego jeszcze ogóln  niedba

 wygl du - niechlujny strój, rozwichrzone ciemne w osy, przyprószone przy

cebulkach siwizn , naje on  szczecin

nie nobia ego zarostu pokrywaj cego g adko niegdy  ogolone

policzki - po czony efekt jest raczej wstrz saj cy.

Tak jednak wygl da  Crawford Tillinghast owej nocy, kiedy jego na wpó  zrozumia a wiadomo

przywiod a mnie, po tygodniach wygnania, do drzwi jego domu; wygl da  jak duch, gdy dygocz c na
ca ym ciele wprowadzi  mnie do  rodka i - trzymaj c w jednym r ku  wiec  - raz po raz, ukradkiem,
ogl da  si  przez rami , jakby obawia  si  niewidzialnych istot nawiedzaj cych ów prastary, samotnie
stoj cy dom, po

ony w pewnym oddaleniu od Benevolent Street.

dem by o,  e Crawford Tillinghast zaj  si  studiowaniem nauk  cis ych i filozofii. Powinny

by  one zg biane przez kogo  o ch odnym i oboj tnym umy le, gdy  dla cz owieka czynu, pe nego

bokich odczu , prowadzi  mog  do dwóch równie tragicznych alternatyw - rozpaczy, w przypadku gdy

jego badania zako cz  si  niepowodzeniem i niepoj tej, niewyobra alnej grozy, w razie odniesienia
sukcesu. Tillinghast sta  si  niegdy  ofiar  pora ki, samotno ci i melancholii, teraz jednak- co
spowodowa o, i  w moim wn trzu pojawi y si  przyprawiaj ce o md

ci niepokoje - stwierdzi em, i

mia em przed sob  ofiar  sukcesu. Prawd  jest, i  przed dziesi cioma tygodniami, kiedy opowiedzia  mi o
tym co zamierza  osi gn , ostrzeg em go przed skutkami tego odkrycia. By  ca y rozpalony i
podekscytowany, mówi c wysokim i nienaturalnym, acz zawsze pedantycznym g osem.
- Có  wiemy - mówi  - o  wiecie i wszech wiecie, które nas otaczaj ? Nasze mo liwo ci odbioru wra

 s

absurdalnie ograniczone, a mo liwo ci postrzegania otaczaj cych nas obiektów, niesko czenie zaw one.
Postrzegamy to jedynie, co skutkiem naszej budowy, takiej a nie innej, jeste my w stanie zauwa

 i nie

zdajemy sobie sprawy z ich absolutnej natury. Przy pomocy pi ciu sta ych zmys ów udajemy, i
rozumiemy bezgraniczn  z

ono  otch ani kosmosu, aczkolwiek istoty dysponuj ce szerszym,

silniejszym lub innym rodzajem zmys ów, mog  nie tylko postrzega  rzeczy inaczej ni  my, ale równie
widzie  i bada  ca e  wiaty materii, energii i  ycia, znajduj ce si  tu  obok nas, na wyci gni cie r ki, a
jednak niedost pne i niezbadane przy pomocy naszych zmys ów. Zawsze wierzy em w istnienie, obok nas,
takich  wiatów. A TERAZ WIERZ ,  E ZNALAZ EM SPOSÓB NA PRZE AMANIE
CHRONI CYCH JE BARIER. Nie  artuj ! W przeci gu dwudziestu czterech godzin ta machina przy
stole wytworzy fale dzia aj ce na nierozpoznane organy zmys owe, które tkwi  w nas, naturalnie w formie
szcz tkowej, gdy  uleg y gwa townej atrofii. Fale te odkryj  przed nami obrazy, jakich nigdy nie widzia o
ludzkie oko, a tak e wizje jakich nigdy nie do wiadczy a  adna forma organicznego  ycia. Ujrzymy na co
psy wyj  w ciemno ci, i z jakich powodów koty po pó nocy czujnie nas uchuj . Ujrzymy wszystkie te
rzeczy i jeszcze inne, jakich nie ogl da a  adna istota z krwi i ko ci. Przeskoczymy czas, przestrze  i
wymiary, by nie wykonuj c nawet jednego cielesnego ruchu, zajrze  na samo dno Stworzenia.
Kiedy Tillinghast opowiedzia  mi o tym, gwa townie zaprotestowa em, gdy  zna em go dostatecznie
dobrze, aby przyj  jego s owa z niepokojem miast z rozbawieniem czy ironi , jednak on, ogarni ty
fanatycznym pragnieniem doprowadzenia swego eksperymentu do ko ca, po prostu wyrzuci  mnie z domu.
Obecnie jego fanatyzm nie straci  ani troch  na sile, ale najwyra niej pragnienie rozmowy przemog o
zranione uczucia i oburzenie, gdy  wys

 mi kartk  - napisan  odr cznie, prawie niemo liwymi do

odczytania bazgro ami - w której nalega , abym niezw ocznie do niego przyby . Gdy wszed em do domu
mego przyjaciela, tak nieoczekiwanie przemienionego w upiornego gargulca, ogarn a mnie zgroza,
zdaj ca czai  si  w ka dym zalegaj cym w k cie cieniu. S owa i wierzenia, jakimi Tillinghast podzieli  si
ze mn  przed dziesi cioma tygodniami, zdawa y si  przybra  cielesn  posta  i mia em wra enie,  e kry y

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

si  gdzie  tam, w ciemno ciach, poza niewielkim kr giem  wiat a ze  wiecy, a pusty, zmieniony g os mego
gospodarza przyprawi  mnie o lodowate ciarki. Zacz o mi brakowa  obecno ci s

cych i wcale mi si

nie spodoba o, kiedy us ysza em,  e wszyscy oni opu cili dom Tillinghasta przed trzema dniami.
Wydawa o mi si  dziwne,  e nawet stary Gregory opu ci  swego pana nie powiadomiwszy o tym tak
wypróbowanego przyjaciela, jakim dla niego by em. To on przekazywa  mi wszelkie informacje na temat
Tillinghasta od dnia, kiedy z hukiem wylecia em z jego domu.

Niebawem jednak mój niepokój zast pi o uczucie ciekawo ci i fascynacji. Mog em si  jedynie

domy la  czego chcia  ode mnie Tillinghast, nie ulega o jednak w tpliwo ci, i  pragn  podzieli  si  ze
mn  jakim  niewiarygodnym sekretem lub odkryciem.

Wcze niej zaprotestowa em przeciwko jego nienaturalnym próbom zg bienia nieznanego, teraz

jednak, kiedy -jak wszystko na to wskazywa o - odniós  znacz cy sukces, nieomal podzieli em jego
euforyczny nastrój, pomimo niew tpliwie przera aj cych kosztów, jakie przysz o mu ponie .
Wszed em na mroczne poddasze, pod

aj c za dzier on  w d oni, ko ysz

 si

wiec . Wygl da o na to,

 pr d zosta  wy czony, a kiedy zapyta em o to mego przewodnika, oznajmi , i  by y po temu wa kie

powody.
- Tego by oby zdecydowanie za wiele... Nie odwa

bym si  - mamrota  bezustannie pod nosem.

Zauwa

em u niego nowy, acz niespotykany dot d, nawyk dziwnego mamrotania, gdy  dot d nie

mia  w zwyczaju mówi  sam do siebie. Weszli my do laboratorium na poddaszu i wzrok mój pad  na
upiorn , elektryczn  machin  pulsuj

 chorobliwym, z owieszczym, fioletowym blaskiem. By a

pod czona do silnego chemicznego akumulatora, ale pr d chyba do niej nie dop ywa ; przypomnia em
sobie bowiem, jak we wcze niejszej fazie eksperymentów, g

no perkota a i bucza a, kiedy by a w czona.

W odpowiedzi na moje pytania Tillinghast wymamrota ,  e ta jednostajna po wiata nie by a elektryczna, w

adnym znaczeniu, które by bym w stanie zrozumie .

Posadzi  mnie obok niej, tak,  e mia em j  teraz po prawej stronie i przekr ci  w cznik ukryty

gdzie  poni ej kilku rz dów p katych, szklanych  arówek. Us ysza em znajome perkotanie, które przesz o
z wolna w mechaniczne zawodzenie, a zako czy o si

agodnym pomrukiem, tak cichym,  e s dzi em, i

lada chwila urz dzenie ucichnie zupe nie. Tymczasem luminescencja przybra a na sile, przygas a, po czym
zmieni a barw  na blade ou-tre lub mo e raczej mieszank  barw, której nie potrafi em okre li , ani tym
bardziej opisa .

Tillinghast obserwowa  mnie i zauwa

 moje zak opotanie.

- Wiesz, co to takiego? - wyszepta . - TO ULTRAFIOLET. - Zachichota  dziwacznie, widz c moje
zdumienie. - S dzi

,  e ultrafiolet jest niewidoczny i to prawda, ale teraz promienie s  ju  widoczne,

podobnie jak wiele innych rzeczy.
Pos uchaj! Fale z tego urz dzenia pobudzaj  tysi ce u pionych w nas zmys ów, zmys ów, które
odziedziczyli my po eonach ewolucji, przechodz c ze stanu swobodnych elektronów do zorganizowanego
cz owiecze stwa. Widzia em prawd  i pragn  ukaza  j  tak e tobie. Zastanawiasz si  jak b dzie wygl da ?
Powiem ci. -Tu Tillinghast usiad  dok adnie naprzeciw mnie, zdmuchn

wieczk  i spojrza  mi prosto w

oczy. - Twoje istniej ce organy zmys ów - s dz ,  e najpierw uszy - odbior  wiele rozmaitych wra

,

bowiem s  blisko po czone z u pionymi zmys ami. Potem w cz  si  kolejne. S ysza

 o szyszynce?

miesz  mnie ci p ytcy endokrynolodzy, równie oszuka czy i parweniuszowscy jak freudy ci. Szyszynka

to g ówny organ zmys owy I NIE MAM CO DO TEGO W TPLIWO CI, SAM TO SPRAWDZI EM. To
jak inny rodzaj widzenia, gdzie odbierane przy pomocy szyszynki obrazy przekazywane s  do mózgu. Je li
jeste  normalny, powiniene  móc zobaczy  wi kszo  tych rzeczy... To znaczy, chodzi mi o to,  e zdo asz
naocznie si  o tym przekona . Dowody same nap yn  do ciebie Z OTCH ANI.

Rozejrza em si  po ogromnym pokoju na poddaszu, którego uko na po udniowa  ciana by a s abo

wietlona promieniami, niepostrzegalnymi dla nie uzbrojonego oka. W odleg ych k tach po

y si

bokie cienie, a ca e miejsce nabra o wra enia mglistej iluzji, która ukrywa a jego natur  i pobudza a

wyobra ni , popychaj c j  ku symbolizmowi i fantazjom. Podczas tego interwa u, kiedy Tillinghast
milcza , wyobra

em sobie siebie w ogromnej, przestronnej, niewiarygodnej  wi tyni dawno zmar ych

bogów; widmowej budowli okolonej niezliczonymi czarnymi, kamiennymi kolumnami strzelaj cymi z
posadzki wy

onej prze artymi wilgoci  p ytami ku zachmurzonemu niebu, gdzie znika y mi z oczu.

Obraz by  przez chwil  bardzo  ywy i wyrazisty, ale stopniowo ust pi  na rzecz bardziej przera liwej wizji
- zawieszenia w kompletnej, absolutnej samotno ci po ród bezkresnej.  lepej i g uchej przestrzeni.
Wydawa o si  jakby wokó  mnie by a jedynie pustka i nic wi cej, i poczu em dziecinny l k, nakazuj cy mi
wydoby  z kieszeni rewolwer, który nosi em zawsze po zmierzchu przy sobie, odk d pewnej nocy w East
Providence zosta em napadni ty. I naraz, z najdalszej dali z wolna nap yn  D WI K. By  niewiarygodnie

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

cichy, pe en subtelnych wibracji i bez w tpienia melodyjny, ale niós  w sobie nut  niewyt umaczalnej
dziko ci, która sprawia a, i  jego tony zdawa y si  by  dla ca ego mego cia a delikatn  tortur . Odnosi em
wra enie, jakbym s ysza  skrobanie paznokciami po szkle. Jednocze nie pojawi  si  osobliwy lodowaty
podmuch, który nap ywaj c z tej samej strony, co odleg y d wi k, omiót  mnie od stóp do g ów. Gdy tak
czeka em ze zniecierpliwieniem, poczu em, i  zarówno wiatr jak i d wi k przybieraj  na sile. W efekcie
za  wyobrazi em sobie siebie, przywi zanego w poprzek do szyn, podczas gdy z daleka zbli

a si  do

mnie ogromna, rozp dzona lokomotywa. Zacz em mówi  do Tillinghasta, ale kiedy si  odezwa em,
dziwne odczucia nieoczekiwanie prys y. Zobaczy em tylko m czyzn ,  wiec

 machin  i pogr

ony w

pó mroku pokój. Tillinghast u miecha  si  z odraz  widz c rewolwer, który wyj em, praktycznie
nie wiadomie, ale s dz c po wyrazie jego twarzy, by em przekonany,  e widzia  i s ysza  tyle samo co ja, a
mo e nawet wi cej. Szeptem podzieli em si  z nim mymi doznaniami. a on poleci  mi abym milcza  i stara
si  ch on

 wszystkie doznawane wra enia.

- Nie ruszaj si  - ostrzeg  - bo w tych promieniach MY WIDZIMY, ALE I NAS WIDA .

Powiedzia em ci,  e s

cy odeszli, ale nie powiedzia em ci JAK. To przez t  t

 gosposi . Ostrzega em

, aby nie w cza a  wiate  na dole, ale zrobi a to i przewody przechwyci y wspó czuln  wibracj . To

musia o by  przera aj ce... nawet tu na górze s ysza em te upiorne krzyki, pomimo rozmaitych dozna
wzrokowych i s uchowych dochodz cych mnie z ró nych stron, a pó niej... to by o straszne... w ca ym
domu znajdowa em jedynie ich porozrzucane bezw adnie rzeczy. Ubranie pani Updike znajdowa o si  tu
przy kontakcie we frontowym holu - st d domy li em si , co uczyni a. To dopad o ich wszystkich. Ale
dopóki si  nie ruszamy, jeste my wzgl dnie bezpieczni. Pami taj... mamy do czynienia z okropnym i
przera aj cym  wiatem, w którym jeste my praktycznie bezradni... F11E RUSZAJ SI !

Po czony wstrz s jego s ów i wydanego gwa townie rozkazu ogarn  me cia o dziwnym

parali em a umys  mój, zdj ty zgroz , ponownie otworzy  si  na doznania p yn ce - jak to okre li
Tillinghast - z otch ani. Znalaz em si  tedy w wirze ruchów i d wi ków, a przed mymi oczami przetacza y
si  chaotyczne obrazy. Zobaczy em rozmyte kontury pokoju, ale wydawa o mi si ,  e z jakiego  punktu w
przestrzeni wyp ywa wrz cy s up rozmytych widmowych, eterycznych kszta tów, przenikaj cy przez
solidn  powierzchni  dachu przede mn , nieco po prawej stronie, niebawem znów odnios em wra enie,  e
znajduj  si  w  wi tyni, tym razem jednak filary strzela y w gór  ku powietrznemu oceanowi  wiat a, sk d,
wzd

 zauwa onej przeze mnie, przed chwil ,  cie ki czarnego s upa, sp ywa  pojedynczy, o lepiaj cy

promie . Potem sceny zmienia y si  niemal jak w kalejdoskopie, staj c si  chaotyczn  mozaik  obrazów,

wi ków i nieokre lonych odczu ,  e zaczynam si  rozp ywa  albo w jaki  sposób trac  sw  cielesn

posta . Jeden krótki, wyra ny przeb ysk na zawsze pozostanie w mej pami ci. Przez u amek sekundy
widzia em skrawek dziwnego mrocznego nieba wype niony l ni cymi, wiruj cymi kulami, a gdy si
oddali , dostrzeg em pa aj ce s

ca, ca  konstelacj  albo galaktyk  uk adaj

 si  w konkretny kszta t -

forma jak  przybra y, przypomina a zniekszta cone oblicza Crawforda Tillinghasta. Innym razem znów
poczu em jak wielkie,  ywe istoty ocieraj  si  o mnie, a nawet, kilkakrotnie, PRZENIKAJ  NA WSKRO
moje materialne cia o i wydawa o mi si ,  e dostrzegam jak Tillinghast si  im przygl da - có , by  mo e
jego lepiej wyszkolone zmys y mog y dostrzec owe niewidoczne dla mnie istoty. Przypomnia em sobie to,
co powiedzia  na temat szyszynki i zastanawia em si , co te  móg  dostrzega  tym nadprzyrodzonym
okiem.

Nagle ja równie  obdarzony zosta em moc  szerszego postrzegania. Poza i ponad chaosem  wiate

i cieni pojawi  si  obraz, który, acz mglisty, zawiera  w sobie elementy sta

ci i ci

ci. By  w pewnym

sensie znajomy, gdy  niezwyk a jego cz

 nak ada a si  na zwyczajne, ziemskie t o, jak obraz w kinie

rzucany na p ócienny ekran. Zobaczy em laboratorium na poddaszu, elektryczn  machin  i posta
Tillinghasta naprzeciw mnie - jednak e spo ród ca ej przestrzeni nie zaj tej przez znane mi przedmioty i
rzeczy, nawet najmniejszy jej skrawek nie by  wolny. Niemo liwe do opisania kszta ty,  ywe i nie, rusza y
si  w odra aj cym bez adzie, blisko za  ka dej znanej mi rzeczy, k bi y si  ca e  wiaty obcych,
nieznanych istot. Mia em wra enie, i  wszystkie rzeczy znane  czy y b

 przeplata y si  z nieznanymi - i

vice versa.
najcz ciej spostrzeganymi spo ród  ywych istot by y atramentowoczarne, galaretowate potworki
pulsuj ce ohydnie w rytm wibracji p yn cych z maszyny. Ohydztw tych by o bez liku i - ku swemu
przera eniu - spostrzeg em, i  monstra NAK ADA Y SI  jedne na drugie - by y bowiem pó

ynne i

mog y przenika  si  nawzajem, przechodz c na wskro  przez rzeczy o formach znanych nam jako cia a
sta e. Istoty te pozostawa y w ci

ym ruchu;

zdawa y si  p awi  w powietrzu, pod aj c ku jakiemu  nieznanemu i odra aj cemu celowi. Od czasu do
czasu dostrzeg em jak stworzenia te po era y jedno drugie -atakuj cy rzuca  si  na swoj  ofiar , która

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

natychmiast znika a mi z oczu. Wzdrygaj c si , odnosi em wra enie,  e wiem ju  co si  sta o z
nieszcz snymi s

cymi i nie mog em przesta  my le  o owych istotach, podczas gdy jednocze nie

stara em si  zaobserwowa  inne elementy i mieszka ców nowo postrzeganego  wiata, niewidocznego dla
naszych oczu, cho  rozci gaj cego si  przecie  wokó  nas.
Tillinghast przygl da  mi si  z uwag  i nagle przemówi :

- Widzisz je? Widzisz? Dostrzegasz te istoty, które w ka dej chwili twego  ycia przep ywaj  obok

ciebie i PRZEZ ciebie? Widzisz istoty, tworz ce to, co ludzie nazywaj  czystym powietrzem i b kitnym
niebem? Czy  nie uda o mi si  prze ama  bariery, czy  nie pokaza em ci  wiatów jakich nigdy nie widzia

aden inny cz owiek?

ysza em jego krzyk po ród szalej cego wokó  mnie chaosu i spojrza em na wykrzywion  dzikim

grymasem twarz, pochylaj

 si  w moj  stron . Jego oczy by y jamami, w których p on  ogie  i wyra nie

dostrzeg em gorej

 w nich nienawi . Maszyna pomrukiwa a nieprzerwanie.

- S dzisz,  e te p astugowate stwory zabity moich s

cych? G upcze, one s  niegro ne! Ale

cy znikn li, nieprawda ? Próbowa

 mnie powstrzyma ; zniech ca

 mnie, kiedy najbardziej

potrzebowa em zach ty i wsparcia; obawia

 si  kosmicznej prawdy, ty przekl ty tchórzu, ale teraz ci

mam. Co za atwi o s

cych? Co sprawi o,  e tak g

no wrzeszczeli?... nie wiesz co? niebawem si

dowiesz. Patrz na mnie, s uchaj, co do ciebie mówi ... Czy naprawd  uwa asz,  e istnieje co  takiego jak
czas i wielko ? Uwa asz,  e istnieje co , co nazywamy form  czy materi ? Powiem ci co  - si gn em
samych g bin i to tak dalece,  e twój ma y mó

ek nie by by w stanie sobie tego wyobrazi . Dotar em

postrzeganiem poza granice niesko czono ci i przyci gn em demony z gwiazd... okie zna em cienie
przenikaj ce ze  wiata do  wiata, by sia

mier  i szale stwo... Przestrze  nale y do mnie, s yszysz? Teraz

cigaj  mnie istoty... istoty, które po eraj  i niszcz , aleja wiem jak ich unika . Potrafi  si  im wymyka .

To ciebie dostan ... tak jak wcze niej dosta y s

cych... Dr ysz, mój panie? Mówi em ci,  e nie wolno ci

nawet drgn

... to niebezpieczne... i tak prze

 do tej pory tylko dlatego,  e powiedzia em ci, aby  si

nie rusza ... ocali em ci , aby  móg  wi cej zobaczy  i wys ucha  mnie. Gdyby  si  poruszy  dopad yby ci
ju  dawno temu. Mi  martw si , niE ZRANI  CI . S

cych te  nie zrani y - te nieszcz sne istoty

wrzeszcza y tak g

no na ich WIDOK. Moje zwierz tka nie s  urodziwe, gdy  pochodz  z miejsc, w

których standardy estetyczne s  - rzec by mo na - BARDZO ODMIENNE. Mog  ci  zapewni ,  e
dezintegracja jest do  bolesna, ale chc , aby  je zobaczy . Zaciekawi em ci ? No có , wiedzia em,  e nie
masz w sobie 

ki naukowca. Dygoczesz, co? Dygoczesz z niepokoju, by zobaczy  jedyne w swoim

rodzaju istoty, jakie uda o mi si  odkry . Czemu zatem si  nie poruszysz? Jeste  zm czony? Có , nie
martw si , przyjacielu. Bo one ju  nadchodz ... Spójrz, spójrz, a niech ci  diabli, popatrz... s  tu  za tob ,
za twoim lewym ramieniem...

To ju  prawie wszystko - reszta opowie ci jest krótka i by  mo e znacie j  z artyku ów w

gazetach. Policja us ysza a strza  dochodz cy z domu Tillinghasta i znalaz a nas tam - Tillinghast nie 

, ja

za  by em nieprzytomny. Poniewa  trzyma em w r ku rewolwer, zosta em aresztowany, ale w ci gu trzech
godzin znalaz em si  na wolno ci -stwierdzono bowiem, i  przyczyn

mierci Tillinghasta by  atak

apopleksji, za  moja kula trafi a w potworn  maszyn , która le

a obecnie, roztrzaskana w drobny mak, na

pod odze laboratorium. Mi  opowiedzia em zbyt wiele o tym, co widzia em, gdy  obawia em si
sceptycznego przyj cia moich s ów przez koronera - niemniej jednak z tego co opowiedzia em, doktor
wywnioskowa ,  e bez w tpienia musia em zosta  zahipnotyzowany przez m ciwego i op tanego  dz
mordu szale ca. Chcia bym móc uwierzy  doktorowi. Moim starganym nerwom z pewno ci  wysz oby na
zdrowie, gdybym zdo

 zapomnie  o tym. co widzia em i gdybym zmieni  zdanie na temat powietrza i

nieba, tego co mnie otacza i co widz  wysoko w górze nad moj  g ow , nigdy nie mam wra enia,  e jestem
sam i nigdy nie czuj  si  spokojny. Bywa te ,  e kiedy jestem bardzo zm czony, ogarnia mnie ni st d, ni
zow d upiorne, przyprawiaj ce o lodowate ciarki odczucie,  e jestem  ledzony. Mam wra enie, jakby co
nieodparcie pod

o moim tropem. Dlaczego nie potrafi  uwierzy  w s owa lekarza? Powodem tego jest

jeden, prosty fakt:
policja nigdy nie odnalaz a cia  s

cych, których jakoby zamordowa  mia  szalony Crawford Tillinghast.

ZEZNANIA RANDOLPHA CARTERA

(The Statement of Randolph Carter)

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Powtarzam wam, panowie,  e kontynuowanie waszego  ledztwa nie ma wi kszego sensu. Ska cie

mnie na do ywocie je eli chcecie, zamknijcie w wi zieniu lub zabijcie, je li potrzebujecie koz a ofiarnego
dla iluzji, któr  zwiecie sprawiedliwo ci ; ja jednak, nie mog  powiedzie  nic wi cej, nadto, co zezna em
dotychczas.

Wszystko co pami tam, wyzna em wam, z idealn  szczero ci . Nic nie zosta o przeoczone czy

zatajone, a je eli co  wydaje si  niejasne, to jedynie z powodu mrocznej chmury jaka przy mi a mój umys
oraz pora aj cej natury koszmaru jakiego do wiadczy em.

Raz jeszcze powtarzam, nie wiem co si  sta o z Marley'em Warrenem, cho  s dz  - ba, nawet

mam nadziej  -  e pogr

 si  w b ogim zapomnieniu; je eli naturalnie w ogóle mo na mie  nadziej ,  e

istnieje co  takiego. To fakt, od pi ciu lat by em jego najbli szym przyjacielem, i w pewnym sensie bra em
z nim udzia  w przera aj cej wyprawie badawczej w g b nieznanego. Mi  zaprzeczam, cho  moja pami
jest mglista i niespójna,  e, jak twierdzi wasz  wiadek, móg  widzie  nas razem na Qainsville Pike,
zmierzaj cych ku Wielkim Cyprysowym Moczarom, o wpó  do dwunastej owej potwornej nocy. Mog
nawet potwierdzi ,  e mieli my latarnie,  opaty i spory zwój drutów z przy czonymi aparatami. Ka dy z
tych przedmiotów odegra  swoj  rol  w jednej upiornej scenie, której wspomnienie wry o mi si  g boko w
pami .

Jednak co si  tyczy pó niejszych wydarze  i powodu, z jakiego nast pnego ranka odnaleziono

mnie samego, w stanie g bokiego szoku, na skraju trz sawiska, stanowczo o wiadczam, i  nie wiem nic,
za wyj tkiem tego, co musia em wam zeznawa , raz po raz, praktycznie bez ko ca. Twierdzicie, ze tam na
bagnach, ani nigdzie w pobli u nie ma nic. co potwierdza oby moj  upiorn  opowie . Powtarzam: nie
wiem nic, ponadto, co widzia em. Mo e by a to wizja lub koszmar - dalibóg, pragn bym, aby tak by o -
ba, mam tak  cich  nadziej  - jednak nie potrafi  zapomnie  o tym, co wydarzy o si  w ci gu tych
szokuj cych godzin, kiedy we dwóch udali my si  na trz sawisko. A je eli chodzi o to dlaczego Harley
Warren nie wróci , chyba jedynie on, jego cie , lub jaka  bezimienna istota, której nie jestem w stanie
opisa , mogliby odpowiedzie  na to pytanie.

Jak ju  wcze niej mówi em, dobrze wiedzia em o dziwnych zainteresowaniach Marley'a Warrena

i w pewnym sensie je podziela em. Spo ród ogromnej kolekcji dziwacznych. starych ksi g dotycz cych
rzeczy zakazanych, przeczyta em wszystkie, stworzone w znanych mi j zykach. Stanowi  one wszak e
drobny u amek w porównaniu z tymi, których ze wzgl du na nieznajomo  j zyka, nie by em w stanie
przet umaczy . Wi kszo  z nich jest, jak s dz , napisana po arabsku, za  ksi ga któr  mia  ze sob  Warren
tamtej nocy - Ksi ga traktuj ca o Z u, któr  zabra  ze sob  w kieszeni schodz c z tego  wiata - zapisana
by a pismem, którego nigdy dot d nie widzia em. Warren za  nigdy nie mówi  mi o tre ci tej ksi ki. Co
si  tyczy natury naszych bada  - czy mam powtórzy ,  e nie w pe ni j  teraz pojmuj ?

Fakt ów zda si  by  dla mnie  askawo ci , gdy  by y to potworne nauki, które zg bia em bardziej

wskutek pe nej waha  fascynacji, ni li dzi ki memu nastawieniu. Warren zawsze nade mn  dominowa  i
czasami - swoj  wiedz  - przera

 mnie. Pami tam jak przeszed  mnie dreszcz, na widok jego wyrazu

twarzy, w noc przed upiornym zdarzeniem, kiedy z niezwyk ym przej ciem mówi  o swojej teorii, dlaczego
niektóre zw oki nigdy nie ulegaj  rozk adowi, lecz spoczywaj  przez tysi c lat nie zmienione i t uste w
swoich grobowcach. Teraz jednak ju  si  go nie obawiam, gdy  podejrzewam,  e pozna  zgroz
przekraczaj

 moje zdolno ci pojmowania. Obecnie boj  si  o niego.

Powtarzam, nie wiem co konkretnie by o naszym celem owej nocy. Z ca  pewno ci  mia o to wiele
wspólnego z tre ci  ksi gi, któr  Warren zabra  ze sob ; z ow  prastar  ksi

 w niemo liwym do

odczytania j zyku, któr  otrzyma  z Indii miesi c wcze niej, ale mog  przysi c,  e nie wiem co mieli my
tam znale . Wasz  wiadek mówi,  e widzia  nas o wpó  do dwunastej w nocy na Qainesville Pik , jak
szli my w kierunku Wielkich Cyprysowych Moczarów. Jest to zapewne zgodne z prawd , ale szczerze
mówi c, nie pami tam. Przed oczami mam jeden tylko obraz, a musia o by  wtedy sporo po pó nocy -bo
wysoko na spowitym oparami niebie wisia  bledn cy sierp ksi yca.

Naszym celem by  stary cmentarz, tak stary,  e zadygota em widz c jak czas okaza  si  dla

bezlitosny. Po

ony by  on w g bokiej, podmok ej kotlinie, zaros ej bujnymi trawami, mchem oraz

dziwacznymi pn cymi chwastami i wype nionej s abym acz wyczuwalnym smrodem, który nie wiedzie
czemu skojarzy  mi si , absurdalnie, z gnij cymi kamieniami. Z ka dej strony wida  by o  lady
zaniedbania i upadku, i pami tam,  e odnios em niepokoj ce wra enie i  Warren i ja byli my pierwszymi

ywymi istotami, które od stuleci o mieli y si  nawiedzi  to spowite grobow  cisz  miejsce.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Ponad kraw dzi  kotliny gasn cy ksi

yc wyjrza  spo ród zas ony cuchn cych oparów, które zdawa y si

bezg

nie wyp ywa  z g bi grobowców, i w jego s abym  wietle ujrza em odra aj

, chaotyczn

mozaik  antycznych p yt nagrobnych, urn, kenot i fasat mauzoleów. Wszystkie by y zmursza e, poro ni te
mchem i pokryte plamami wilgoci, po cz ci za  nik y w ród bujnej acz zgo a niezdrowej ro linno ci.

Pierwszym wyra nym wspomnieniem z mojej wizyty w tej potwornej nekropolii jest scena, kiedy

zatrzyma em si  wraz z Warrenem przed pewnym na wpó  zniszczonym grobowcem i po

em na ziemi

cz

 naszych rzeczy. Dopiero teraz zauwa

em,  e nios em latarni  i dwie  opaty, za  mój towarzysz

oprócz latarni, d wiga  przeno ny telefon, nie zamienili my s owa, zupe nie jakby my obaj doskonale znali
cel tej nocnej wycieczki. Bezzw ocznie chwycili my za  opaty i zacz li my oczyszcza  p aski, archaiczny
grobowiec z pokrywaj cego go mchu, traw, chwastów i naniesionej ziemi.
Po ods oni ciu ca ej powierzchni, na któr  sk ada y si  trzy wielkie, granitowe p yty, cofn li my si
nieznacznie by móc si  lepiej przyjrze  staremu grobowcowi. Warren zdawa  si  oblicza  co  w my lach,
po czym ponownie podszed  do grobu i u ywaj c  opaty jak d wigni, próbowa  podnie  jedn  z p yt
znajduj cych si  najbli ej sterty gruzów, która niegdy  mog a by  pomnikiem.

Nie uda o mu si  to i skin  na mnie, abym mu pomóg . W ko cu, wspólnymi si ami zdo ali my

obluzowa  kamie , podnie li my go i zwalili my na bok.
Oczom naszym ukaza a si  mroczna czelu , z której buchn  k b miazmatycznych gazów, tak dusz cy,  e
cofn li my si  jak pora eni. Jednak e, chwil  pó niej, po ponownym zbli eniu si  do otworu,
stwierdzili my,  e wyziewy nie s  ju  tak dokuczliwe.
Blask latarni ukaza  stopnie kamiennych schodów, ociekaj cych jak  ohydn  posok  wyp ywaj

 z

trzewi ziemi i okolonych wilgotnymi, omsza ymi  cianami. I w

nie teraz, moja pami  rejestruje

pierwsz  wymian  zda . s owa Warrena skierowane do mnie i wypowiedziane jego mi kkim, melodyjnym

osem, w którym nie pobrzmiewa  nawet cie  zaniepokojenia, jakie mog o wywo ywa  przera aj ce

otoczenie.

- Przykro mi,  e musz  ci  poprosi , aby  pozosta  na powierzchni - rzek  - ale by oby zbrodni

pozwolenie komu  o tak s abych nerwach jak ty, zej  w g b tych katakumb. Mi  jeste  sobie w stanie
wyobrazi , nawet po tym co czyta

 i o czym ci opowiada em, co przyjdzie mi wytrzyma  i uczyni , tam,

na dole. To dzie o Z ego, Carter, i w tpi  czy jakikolwiek cz owiek, nie maj cy stalowych nerwów, by by
w stanie zobaczy  to wszystko i powróci  na powierzchni

ywy i przy zdrowych zmys ach. Mi

yw do

mnie urazy. Bóg mi  wiadkiem,  e bardzo chcia bym, aby  wszed  tam ze mn  -jednak w pewnym stopniu
spoczywa na mnie odpowiedzialno , i nie móg bym ci gn

 ze sob  takiego k bka nerwów w otch

 ku

prawdopodobnej  mierci i szale stwu. Powiadam ci, nie wyobra asz sobie, co si  tam znajduje! Jednak e
obiecuj ,  e o wszystkim b

 informowa  ci  przez telefon - jak widzisz mam dostatecznie du o drutu,

aby dotrze  z nim do samego  rodka ziemi i z powrotem.

Wci

 brzmi  w mej pami ci te wypowiadane spokojnie s owa i nadal pami tam gorej cy we

mnie p omie  sprzeciwu. Tak bardzo pragn em towarzyszy  memu przyjacielowi w w drówce w g b
prastarego grobowca, ale on okaza  si  nieugi ty. W pewnej chwili zagrozi ,  e przerwie ca  wypraw ,
je eli nadal b

 si  upiera . I gro ba okaza a si  skuteczna, jako  e to on dzier

 klucz do wszystkiego.

Pami tam to wszystko, ale nie przypominam sobie co konkretnie by o naszym celem, czego szukali my.
Uzyskawszy, aczkolwiek z wahaniem, moj  zgod  na przyj cie jego koncepcji Warren podniós  z ziemi
zwój drutu i pod czy  przyrz dy. Kiedy skin  g ow  wzi em do r ki aparat i usiad em na starym,
wypranym z kolorów kamieniu p yty nagrobnej opodal niedawno przez nas otwartego zej cia do katakumb.
Nast pnie poda  mi r

, zarzuci  zwój drutu na rami  i znik  w g bi owej niemo liwej do opisania

kostnicy. Jeszcze przez pewien czas widzia em blask jego latarni i s ysza em szelest ci gn cego si  za nim
po ziemi przewodu; jednak po wiata znik a nieoczekiwanie, jakby przyjaciel mój ni st d, ni zow d natrafi
na za om korytarza. D wi k ucich  równie gwa townie. By em sam, a jednak po czony z nieznan
czelu ci  owymi magicznymi przewodami, których izolowana powierzchnia po yskiwa a zielonkawo w

abym  wietle nikn cego sierpa ksi yca. Raz po raz spogl da em na zegarek, przy wiecaj c sobie latarni

i z narastaj cym niepokojem ws uchiwa em si  w s uchawk  telefonu - jednak przez ponad kwadrans
panowa a w niej g boka cisza. Nagle us ysza em cichy trzask i zawo

em mego przyjaciela.

Pomimo napi cia, absolutnie nie by em przygotowany na s owa jakie dosz y mnie z g bi tych

mrocznych i niesamowitych katakumb i jeszcze nigdy nie s ysza em w g osie Marleya Warrena równie
silnego zdenerwowania i dr enia. Ten, który jeszcze nie tak dawno, odchodz c, stara  si  mnie uspokoi ,
zwraca  si  teraz do mnie z wn trza grobowca dr

cym szeptem, który brzmia  bardziej z owrogo ni

najg

niejszy krzyk!

- Bo e, gdyby  móg  widzie  to co ja.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Nie mog em odpowiedzie . Odj o mi mow  i mog em jedynie s ucha . Po chwili znów doszed

mnie ten sam, przesycony napi ciem, szept
- Carter, to przera aj ce - potworne - niewiarygodne. Tym razem g os mnie nie zawiód  i zala em

uchawk  potokiem pe nych ekscytacji pyta . Przera ony, raz po raz powtarza em:

- Warren, co tam jest? Co tam jest?
Ponownie us ysza em g os mego przyjaciela, w dalszym ci gu ochryp y od strachu, teraz jednak wyra nie
podbarwiony rozpacz .
- Mi  mog  ci powiedzie , Carter! To po prostu nie do pomy lenia - nie odwa

 si  tego powiedzie ...

aden cz owiek nie móg by o tym wiedzie  i pozosta  przy  yciu! Bo e...! Nigdy co  takiego nawet mi si

nie  ni o!
l znów cisza, je eli nie liczy  bez adnego potoku zadawanych przeze mnie pyta . A potem g os Warrena,
bardziej, o ile to mo liwe, przera ony i przepe niony konsternacj .
- Carter, na mi

 bosk , po

 p yt  z powrotem i je li tylko mo esz, uciekaj! Szybko - rzu  wszystko i

uciekaj, to twoja jedyna szansa! Zrób co mówi  i o nic nie pytaj! nie ka  mi niczego wyja nia !
Us ysza em to, ale mog em jedynie powtarza  moje gor czkowe pytania. Wokó  mnie by y grobowce,
mrok i cienie; poni ej za  jakie  zagro enie, przekraczaj ce wszelkie ludzkie wyobra enia. Jednak mój
przyjaciel by  w wi kszym niebezpiecze stwie ni  ja, i pomimo i  bardzo si  ba em, poczu em si  nieco
ura ony,  e w tej sytuacji móg

da  bym pozostawi  go samego. Rozleg  si  kolejny trzask i, po krótkiej

chwili, zatrwa aj ce ponaglenia Warrena:
- Sp ywaj! Pia lito  bosk , po

 p yt  na miejsce i sp ywaj stamt d, Carter!

Co  w m odzie czym slangu mojego przera onego towarzysza odblokowa o moj  zdolno  my lenia.
Zebra em si  w sobie i zawo

em:

- Warren, trzymaj si ! Schodz  do ciebie! Jednak na te s owa, Marley odkrzykn  w nieskrywanej
rozpaczy.
- Mi ! Nie rozumiesz! Ju  jest za pó no - i to moja wina. Po

 p yt  na miejsce i wiej - nic innego nie

mo esz zrobi  ani ty, ani nikt inny!
Ton znów si  zmieni  - tym razem jednak nieco z agodnia , jakby w wyrazie beznadziejnej rezygnacji. Ja
jednak, przez swój strach wyra nie wyczuwa em w nim napi cie.
- Szybko - zanim b dzie za pó no.
Próbowa em nie zwraca  na niego uwagi; usi owa em prze ama  parali  jaki mnie ogarn  i spe niaj c
swoj  obietnic , czym pr dzej ruszy  mu z pomoc . Jednak gdy rozleg  si  kolejny szept wci

 jeszcze

trwa em w kompletnym bezruchu, sp tany niewidzialnymi okowami niewypowiedzianej zgrozy.
- Carter - po piesz si ! To nic nie da; musisz odej ... lepiej  eby jeden, ni  dwóch... p yta...
Przerwa - kolejne trzaski i s aby g os Warrena:
-To ju  prawie koniec; nie utrudniaj sprawy, zakryj te cholerne schody i wiej. je li ci  ycie mi e. Tylko
tracisz czas! Bywaj Carter -ju  si  nie zobaczymy.
Jednocze nie szept Warrena przerodzi  si  w krzyk; krzyk stopniowo zmieniaj cy si  we wrzask
zawieraj cy w sobie ca  zgroz  wieków...
- Przeklinam te piekielne istoty... Legiony... Mój Bo e! Uciekaj! Sp ywaj! Sp ywaj! Wiej!

Po tym zapad a cisza. Mi  wiem ile niezmierzonych eonów siedzia em, jak wro ni ty w ziemi ,

szepcz c, mamrocz c, wo aj c i wrzeszcz c do s uchawki telefonu:
"Warren! Warren! Odpowiedz -jeste  tam?"
I wtedy sta o si  najgorsze, by  to istny koszmar - niewiarygodny, niewyobra alny, rzek bym nawet,
niepowtarzalny, co  czego nie sposób opisa . Jak powiedzia em, wydawa o mi si ,  e min y ca e eony
odk d Warren wykrzycza  do mnie swe ostatnie, rozpaczliwe ostrze enie, i  e obecnie jedynie moje w asne
krzyki przerywa y okropn  cisz . Jednak po chwili us ysza em w s uchawce kolejne szcz kni cie i
wyt

em s uch. Ponownie zawo

em: "Jeste  tam, Warren?" A w odpowiedzi us ysza em co  co

sprawi o,  e mroczna chmura spowi a mój umys . Nie staram si  t umaczy  tego czego , tego g osu, ani te
nie pokusz  si  o bli sz  jego charakterystyk , jako  e ju  pierwsze s owa pozbawi y mnie  wiadomo ci i
stworzy y mentaln  kurtyn , która unios a si  dopiero, kiedy ockn em si  ju  w szpitalu.
Có  mam powiedzie ?
Czy mam stwierdzi ,  e ów g os by  g boki; p ytki; galaretowaty; odleg y; nieziemski; nieludzki;
bezcielesny?
Có  mam powiedzie ?

To by a ostatnia rzecz jak  zarejestrowa em. Us ysza em go i nic poza tym nie wiem; us ysza em

go siedz c jak skamienia y na nieznanym cmentarzysku w kotlinie, po ród potrzaskanych p yt i

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

obróconych w gruzy grobowców, maj c w nozdrzach wo  gnij cej ro linno ci i fetor miazmatycznych
wyziewów. Us ysza em ten g os, p yn cy z najg bszych czelu ci przekl tego, otwartego grobowca,
wpatruj c si  w amorficzne widmowe cienie ta cz ce poni ej przekl tego, bladego sierpa ksi

yca.

To co  powiedzia o:
- Ty g upcze, Warren NIE  YJE!

ZLY DUCHOWNY

  (The Evil Clergyman)

Pos pny, z wygl du inteligentny m

czyzna ze stalowoszar  brod , w skromnym odzieniu,

wprowadzi  mnie do pomieszczenia na poddaszu i przemówi  tymi s owy:
- Tak, On tu w

nie mieszka , ale nie radz  panu nic robi . Ciekawo  czyni pana nieodpowiedzialnym.

My nigdy nie przychodzimy tu noc , dlatego,  e On tak chce. Wie pan co On zrobi ? To przera aj ce
Stowarzyszenie zaj o si  nim na swój sposób, i nie wiemy gdzie do pochowano. na Stowarzyszenie nie ma

adnego prawa. Jest nietykalne.

- Mam nadziej ,  e nie zostanie pan tu po zmierzchu. l b agam, aby nie dotyka  pan tej rzeczy na stole,
rzeczy, która wygl da jak pude ko zapa ek. Mi  wiemy co to takiego, ale podejrzewamy,  e ma co
wspólnego z tym co On zrobi . Staramy si  nawet na to nie patrze .

Po jakim  czasie m czyzna pozostawi  mnie na poddaszu samego. Pokój by  obskurny i

zakurzony, wystrój sparta ski, ale mimo wszystko panowa  tu porz dek -z ca  pewno ci  nie mieszka  tu
biedak ze slumsów. Pó ki ugina y si  pod ci arem ksi g z dziedziny teologii i klasyki, na innej za  szafce
sta y traktaty dotycz ce magii: dzie a Paracelsusa, Albertusa Magnusa, Trithemiusa, Mermesa
Trismegistusa, Borellusa i inne, w dziwnych j zykach, których tytu ów nie potrafi em odczyta . Mebli by o
niewiele. Jedyne drzwi by y drzwiami od szafy. Do pokoju wchodzi o si  przez uchyln  klap  w pod odze,
do której prowadzi y toporne, strome, drewniane schody. Okna by y okr

e, jak tarcze strzelnicze, a

czarne, d bowe belki stropowe, wydawa y si  niewiarygodnie stare. Mi  ulega o w tpliwo ci, i  dom ten
nale

 do Starego  wiata.

My la em wtedy,  e wiem gdzie jestem, ale nie pami tam, co wówczas wiedzia em. Z ca  pewno ci ,
miasto nie by o Londynem. Odnios em wra enie jakbym znajdowa  si  w niewielkim, portowym
miasteczku.

Moj  uwag  przyku  niewielki przedmiot le cy na stole. Wydawa o mi si ,  e wiem co nale y z

tym zrobi , gdy  wyj em z kieszeni latark  - lub co  co j  przypomina o - i kilkakrotnie, nerwowo
sprawdzi em czy dzia a.  wiat o nie by o bia e, lecz fioletowe i bardziej ni  prawdziwe  wiat o
przypomina o radioaktywne bombardowanie. Pami tam,  e nie uwa

em tego za zwyk  latark  - gdy

faktycznie, takow  mia em w drugiej kieszeni.

Zmierzcha o, a stare dachy i kominy na zewn trz wygl da y bardzo dziwnie przez okr

e szyby

okien. Ostatecznie, zebra em si  na odwag  i opar em niewielki przedmiot le cy na stole o ksi

 - po

czym skierowa em na  promienie dziwnego, fioletowego  wiat a. Promie  latarki wydawa  si  teraz
rozbity, przypomina  bardziej rozproszone krople deszczu albo drobne grudki fioletowego gradu, ni
jednostajny strumie

wiat a. Kiedy drobiny pad y na szklist  powierzchni  po rodku dziwnego

urz dzenia, wyda y cichy trzask, jak odg os iskrz cego odkurzacza. Ciemna, szklista powierzchnia
rozb ys a ró owaw  po wiat  i po rodku niej pojawi  si  nagle, niewyra ny zrazu, bia y kszta t. W chwil
potem zauwa

em,  e nie by em ju  w pokoju sam - i w

em promiennik na powrót do kieszeni.

Nowo przyby y nie odezwa  si  jednak - gwoli  cis

ci, przez ca y czas trwania spektaklu, jaki w

chwil  potem rozegra  si  na moich oczach, nie us ysza em  adnego, nawet najcichszego d wi ku.
Wszystko by o mroczn  pantomim , widzian  z oddali, jak przez mg , cho  z drugiej strony zarówno
nowo przyby y, jak i wszystkie inne postaci, które pojawi y si  pó niej, wydawa y si  du e i wyra ne.
Mia em wra enie, jak gdyby dzi ki jakiej  nienormalnej geometrii znajdowa y si  jednocze nie tu  obok, a
zarazem daleko ode mnie.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Nowo przyby y by  chudym, pos pnym m

czyzn

redniego wzrostu, odzianym w szat

duchownego ko cio a anglika skiego. Mia  oko o trzydziestu lat, ziemist , oliwkow  cer  i do  przystojne
rysy, ale nienaturalnie wysokie czo o. Jego czarne w osy by y starannie przyci te i zaczesane. By  g adko
ogolony, za wyj tkiem trójk tnej, g stej, koziej bródki, a na nosie mia  okulary ze stalowymi skrzyde kami,
bez oprawek.

Z wygl du i budowy przypomina  innych duchownych, jakich zdarzy o mi si  widzie , by  jednak

pos pniejszy i sprawia  wra enie inteligentniejszego; poza tym, by o w nim co  subtelnie z owieszczego,
co stara  si  starannie ukrywa . W obecnej chwili, zapaliwszy s ab  naftow  lamp , wygl da  na
zdenerwowanego, i nim si  zorientowa em zacz  wrzuca  swoje ksi gi, traktuj ce o magii, do kominka,
umieszczonego w uko nie nachylonej  cianie od strony okna. Ogie  zacz

apczywie po era  woluminy;

ró nokolorowe p omienie strzeli y w gór , a pomieszczenie wype ni o si  niemo liwym do opisania,
ohydnym fetorem, gdy pokryte dziwnymi hieroglifami stronice i stoczone przez robaki ok adki podda y si
niszcz cemu  ywio owi.

W tej samej chwili zorientowa em si ,  e w pokoju byli równie  inni, pos pnie wygl daj cy ludzie

w strojach duchownych. Jeden z nich mia  na sobie szat  biskupi .
Pomimo  e niczego nie s ysza em, domy li em si , i  podejmowali wa

 decyzj  dotycz

 pierwszego z

przyby ych. Sprawiali wra enie jakby nienawidzili go i obawiali si  zarazem, on za  najwyra niej podziela
ich uczucia. Jego oblicze przybra o jeszcze bardziej pos pny wyraz, ale okaza o si ,  e jego prawa r ka
dr

a, gdy usi owa  chwyci  si  oparcia krzes a.

Biskup wskaza  na pust  pó

 i kominek (p omienie przygas y po ród niemo liwych do

rozpoznania zw glonych szcz tków), a jego twarz wyra

a niepohamowan  odraz . Pierwszy przyby y

miechn  si  kwa no i wyci gn  lew  d

 ku niewielkiemu przedmiotowi le cemu na stole. Pozostali,

bez wyj tku, wydawali si  przera eni. Procesja kleryków podesz a do uchylnej klapy w pod odze, i zacz a
schodzi  po stromych schodach na parter. Opuszczaj c poddasze odwracali si  i wygra ali pi ciami
pierwszemu z przyby ych.
Biskup opu ci  pokój ostatni.

Pierwszy z przyby ych podszed  do kredensu i wyj  zwój powroza. Przystawiwszy krzes o,

przymocowa  jeden koniec sznura do haka w grubej, czarnej d bowej belce stropowej, po czym na drugim
ko cu zacz  zawi zywa  p tl . Kiedy u wiadomi em sobie,  e zamierza si  powiesi , post pi em naprzód,
aby mu to wyperswadowa  albo go uratowa .

Zauwa

 mnie i przerwa  swoje przygotowania, przygl daj c mi si  z wyrazem triumfu, który

jednocze nie mnie zdumia  i zbi  z tropu. Powoli zszed  z krzes a i zacz  zbli

 si  w moj  stron , a jego

ciemne oblicze o w skich wargach rozja ni  drapie ny, z owró bny u miech.

Poczu em,  e grozi mi  miertelne niebezpiecze stwo i wyj em z kieszeni promiennik, by u

 go

jako broni defensywnej. Mi  mam poj cia, sk d przysz o mi do g owy,  e móg by mi on pomóc.

czy em go mierz c w jego twarz i ujrza em, jak ziemiste oblicze zaczyna spowija  najpierw fioletowe a

potem lekko ró owawe  wiat o.
Jego wilczy, z owró bny grymas przygas  i zast pi  go wyraz dojmuj cej zgrozy. Zatrzyma  si
gwa townie, po czym - wymachuj c dziko r koma - zatoczy  si  chwiejnie do ty u. Zobaczy em,  e
przesuwa si  w stron  otwartej uchylnej klapy w pod odze i próbowa em krzykn , aby go ostrzec, ale
mnie nie us ysza . W nast pnej chwili run  w g b otworu i znikn  mi z oczu.

Mia em trudno ci w podej ciu do schodów, ale kiedy tam dotar em, na pod odze poni ej nie

dostrzeg em zmasakrowanych zw ok. Miast tego us ysza em tupot kroków ludzi wchodz cych na gór . W

oniach nie li lampy. Us ysza em ich kroki, gdy  czar chimerycznej ciszy prysn ; znów odbiera em

wi ki i widzia em postaci, normalnie i trójwymiarowo. Co  najwidoczniej  ci gn o tu tych ludzi. Ale

co?
Czy nie us ysza em jakiego  ha asu?

Dwóch ludzi (z wygl du prostych wie niaków) id cych na czele dostrzeg o mnie i zamar o w

bezruchu. Jeden z nich zakrzykn  g

no i dobitnie:

- Arrh! To  to by  on? Znów?

W tej samej chwili odwrócili si  i pierzchli w pop ochu. To znaczy wszyscy, oprócz jednego.

Kiedy pozostali uciekli, zobaczy em samotnego siwobrodego m

czyzn  - tego samego, który mnie tu

przyprowadzi , stoj cego z lamp  w d oni. Przygl da  mi si  ze zdumieniem i fascynacj , ale nie
wygl da o, aby si  ba . Wszed  po schodach na poddasze i stan  obok mnie. Nast pnie przemówi :
- A wi c jednak pan tego dotkn ! Przykro mi. Wiem co si  sta o. To si  ju  zdarzy o, ale tamten

czyzna tak si  przerazi ,  e pope ni  samobójstwo. Zastrzeli  si . Mi  powinien pan zmusza  Go do

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

powrotu. Wie pan czego On chce? Ale pan si  nie boi, tak jak tamten. Przydarzy o si  panu co  bardzo
dziwnego i przera aj cego, ale nie posun o si  na tyle daleko, aby zrani  pa ski umys  i osobowo . Je li
zachowa pan spokój i pogodzi si  z konieczno ci  uczynienia pewnych do  radykalnych zmian w pa skim

yciu, b dzie pan móg  spokojnie 

, ciesz c si

wiatem i owocami pa skiej wiedzy.

Nie mo e pan tu zamieszka  - i nie s dz , aby zechcia  pan wróci  do Londynu. Radzi bym

wybra  Ameryk . Nie wolno panu próbowa  niczego wi cej z t ... Rzecz . Teraz nie mo na ju  niczego
odwróci . Wszelkie próby uczynienia czegokolwiek tylko pogorszy yby ca  spraw . Mog o przydarzy  si
panu co  gorszego - w gruncie rzeczy nie jest a  tak l  le, ale musi pan natychmiast opu ci  to miejsce i
nigdy, przenigdy nie wolno tu panu powróci . Niech pan dzi kuje Niebiosom,  e sko czy o si  tylko na
tym...

Zamierzam przygotowa  pana na szok i nie b

 niczego owija  w bawe

. Pa ski wygl d

zmieni  si , i to radykalnie. On zawsze to powoduje.
Niemniej jednak, w innym kraju zdo a pan do niego przywykn

. Na  cianie, po drugiej stronie pokoju wisi

lustro - podejd  tam razem z panem. Prze yje pan szok, aczkolwiek nie zobaczy pan niczego odra aj cego.

Ca y a  dygota em, zdj ty  miertelna groz , i brodacz wr cz musia  mnie podtrzymywa , kiedy

podchodzili my do lustra; w wolnej r ce trzyma  s abo  wiec

 lamp , która do tej pory sta a na stole, i na

któr  zamieni  przyniesion  przez siebie latark .

A oto co zobaczy em w lustrze.

Chudego, pos pnego m czyzn  oko o trzydziestki, odzianego w szat  duchownego ko cio a
anglika skiego, z pozbawionymi oprawek okularami o stalowych skrzyde kach, b yszcz cymi poni ej
po

ego, ziemistego, nienaturalnie wysokiego czo a.

By  to ów milcz cy przybysz, ten, który spali  swoje ksi gi.
Przez reszt

ycia mia em wygl da  tak jak ten cz owiek!

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m