background image

 

 

MARGARET HOLT 
 
PO DRUGIEJ  
STRONIE 

LAGUNY

 

 
 
 
 

                        
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

 

MARGARET HOLT 

 
       

PO DRUGIEJ 

STRONIE LAGUNY 

 
 

         

Tytuł oryginału

  

Doctor Across the  Lagoon 

background image

 

 

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 
Lucy usilnie próbowała skoncentrować uwagę na słowach prelegenta, ale 

nie było to łatwe,  ponieważ  wciąż  czuła  na  sobie taksujący wzrok  kogoś  z 
drugiej strony Sala di Congresso. Była przyzwyczajona do pełnych podziwu 
spojrzeń  mężczyzn, lecz  nie  w  takim  miejscu.  Znajdowali się  w  weneckim 
Ospedale  Civile,  znanym  centrum  kardiologicznym,  w  którym  już  drugi 
dzień trwała konferencja na temat zaburzeń naczyniowych serca. 

Siedziała  obok  swojego  ojca  i  szefa,  w  towarzystwie  jego  prywatnego 

sekretarza i Meg Elstone - stenografia. Prawie od początku sesji dręczyło ją 
niejasne uczucie, że jest obserwowana. Gdy odwróciła głowę, zobaczyła, że 
przygląda  jej  się  zupełnie  obcy  mężczyzna  o  kruczoczarnych  włosach  i 
czarnych oczach. Jej matka powiedziałaby, że facet bezczelnie się gapi i nie 
należy zwracać na niego uwagi, i Lucy by się z nią zgodziła. 

Jednak  gdy  spojrzała  przelotnie  w  jego  kierunku,  nadal  unosił  brwi  i  z 

uznaniem kiwał do niej głową. Niech go szlag trafi! Czuła się dotknięta tym 
niestosownym  zachowaniem.  Kim  on  jest?  Pewnie  jakimś  niższym  rangą 
urzędnikiem  albo  jednym  z  tłumaczy.  Może  dziennikarzem,  który  nie  ma 
pojęcia, jak się zachować na tak ważnej konferencji. 

Mimo  wszystko  musiała  przyznać,  że  jest  wyjątkowo  pociągający  dla 

kogoś, kto lubi typowo latynoską urodę, błyszczące ciemne oczy i kształtne 
usta. Ona sama nie była przekonana, czy jej się podoba. Nie powinna więcej 
spoglądać w jego kierunku. 

Utkwiła więc oczy  w wykładowcy, który w końcu przedstawiał wnioski 

swej  pracy  na  temat  występowania  arteriosklerozy  w  różnych  zawodach. 
Miała  trudności  ze  skupieniem  uwagi  na  jego  wywodzie  zarówno  dlatego, 
że  mówił  bardzo  monotonnie,  jak  i  z  powodu  irytacji  wywołanej 
świadomością,  że  jest  obserwowana.  Postanowiła  całkowicie  zignorować 
tego mężczyznę. Udawała właśnie, że go tam nie ma... 

Ale on wciąż był, a w tej chwili nawet skinął do niej ręką. Jest naprawdę 

niemożliwy! 

Mówca  właśnie  skończył  wykład,  a  Aubrey  Portwood  nachylił  się  w 

stronę Lucy i dyskretnie, jak to było w jego zwyczaju, powiedział: 

-  Lucindo,  następnym  wykładowcą  jest  Findlay  d'Arc,  położnik  i 

ginekolog.  Mówiłaś,  że  chciałabyś  posłuchać  jego  wystąpienia  o 
kardiologicznych zagrożeniach w czasie ciąży. 

1

RS

background image

 

 

- Tak, oczywiście. Dziękuję, Aubrey. 
Nie  zapomniała  o  tym,  ale  spojrzała  z  uprzejmym  uśmiechem 

wdzięczności  na  prywatnego  sekretarza  ojca,  równocześnie  czule 
szturchając  ojca  w  bok.  Budząc  się,  sir  Peter  otworzył  oczy  i  szybko  się 
wyprostował. 

-  Czy  ten  człowiek  w  końcu  skończył,  kochanie?  Chyba  uśpił  połowę 

uczestników. 

-  Ciszej,  tato!  -  szepnęła  Lucy,  rozglądając  się  szybko  dookoła.  - 

Słyszałam, że następny prelegent jest bardzo dobry. 

- Naprawdę? -  Sir Peter  Hallcross-Spriggs  rozpromienił  się i zwrócił  do 

stenografki:  -  Przygotuj  notatnik,  Meg,  i  zapisz  najważniejsze  rzeczy, 
proszę. 

-  Nie,  tato,  nie  męcz  Meg  kolejną  transkrypcją  -  zaprotestowała  Lucy, 

słysząc, jak stenografka wzdycha z rezygnacją. - Sama zanotuję to, co mnie 
interesuje. 

Gdy zaśmiała się cicho, odwróciło się kilka osób, aby spojrzeć na kobietę 

towarzyszącą  sir  Peterowi.  Masa  kasztanowych włosów otaczająca  twarz  o 
klasycznej  urodzie  powodowała,  że  uważano  Lucy  za  typową  angielską 
piękność,  doskonale  wychowaną  i  wykształconą  w  szkole  dla  dziewcząt  z 
arystokratycznych  rodzin.  Gdy  trzymała  długopis  i  notes  w  pogotowiu, 
czekając  na  następne  wystąpienie,  niewielu  zauważało  wahanie  i 
niepewność pod jej chłodną powierzchownością. 

Spojrzała  przypadkiem  w  kierunku  nieznośnego  nieznajomego  i 

zauważyła  ze  zdziwieniem,  że  zniknął.  Zastanawiała  się,  gdzie,  na  Boga, 
mógł  wyjść.  Może  do  toalety?  Czy  wróci,  by  posłuchać  następnego 
wykładu?  Jego  nagłe  zniknięcie  wytrąciło  ją  zupełnie  z  równowagi. 
Przewodniczący sesji właśnie zaczął mówić: 

-  Niestety,  pan  d'Arc  nie  mógł  przyjść  dziś  po  południu,  lecz  doktor 

Giuseppe  Ponti  był  tak  uprzejmy,  że  zgodził  się  go  zastąpić  i  przedstawić 
nam wyniki jego osiągnięć. 

Doktor  Ponti  został  przedstawiony  jako  internista  z  Wenecji, 

praktykujący  na  Lido.  Na  podium  wszedł  wysoki  mężczyzna  i  dostosował 
mikrofon do swego wzrostu. 

Lucy  zamarła,  bo  był  to  właśnie  ten  człowiek,  który  tak  ostentacyjnie 

wpatrywał  się  w  nią  przez  ostatnie  pół  godziny.  Skłonił  się  szybko 
zgromadzonym i gdy zaczął mówić, niemal natychmiast zaskarbił sobie ich 

background image

 

 

sympatię.  Mówił  żywo  i  z  wielką  ekspresją  opisywał  różne  przypadki 
porodów. 

Biła  od  niego  energia,  której  Lucy  nie  mogła  nie  zauważyć.  Czasami 

zwracał  się  do  wybranej  części  sali,  wyciągając  w  stronę  audytorium  rękę 
dłonią  zwróconą  do  góry,  jakby  domagał  się  odpowiedzi;  czasem  podnosił 
palec wskazujący, by podkreślić jakąś kwestię. 

Natężenie jego głosu zmieniało się nieustannie i nawet jeżeli od czasu do 

czasu  niepoprawnie  akcentował  angielskie  słowa,  to  wyrażał  się  w  sposób 
jasny  i  zrozumiały.  Przykuwał  do  siebie  uwagę  wszystkich,  więc  gdy 
skończył wykład, w całej sali rozległy się spontaniczne brawa. 

-  Lucindo,  gdyby  wszyscy  potrafili  mówić  jak  on,  dowiedziałbym  się 

tutaj  dużo  więcej  -  zauważył  sir  Peter.  -  Jestem  pewien,  kochanie,  że  w 
czwartek przedstawisz wyniki naszej pracy tak samo dobrze. 

Lucy zamierzała przynajmniej spróbować to zrobić. 
Zaledwie  oklaski  umilkły,  doktor  Ponti  podjął  wykład,  tym  razem  po 

włosku.  Lucy  rozumiała  ten  język  całkiem  dobrze.  Swada,  z  jaką  Ponti 
przedstawiał  rezultaty  pracy  Findlaya  d'Arca,  zauroczyła  wszystkich 
słuchaczy,  nawet  tych,  którzy  nie  znali  włoskiego  i  wysłuchali  przedtem 
wersji angielskiej. 

Omawiał  teraz  problem  kobiety  z  zastawkową  chorobą  serca,  którą 

bardzo trudno jest leczyć z powodu wysiłku organizmu związanego z ciążą. 

-  Teraz  należy  brać  pod  uwagę  drugiego  pacjenta,  którego  dobro  dla 

kobiety jest tak ważne jak jej własne - powiedział ze smutkiem i przedstawił 
w ogólnym zarysie możliwości wyboru, decyzje, które należy podejmować 
aż  do  czasu  urodzenia  dziecka,  no  i  sposobu  jego  urodzenia.  Wszystkie  te 
problemy  prelegent  przedstawił  niezwykle  obrazowo,  tak  że  słuchacze 
nieomal widzieli przed sobą tę kobietę, prawdziwą matkę spodziewającą się 
dziecka. 

Lucy  była  niewątpliwie  pod  urokiem  doktora  Pontiego  i  nie  mogła 

zapanować  nad  dziwnym  wrażeniem  niepokoju,  ponieważ  czuła  się 
niezadowolona ze swego życia i kariery. 

Jakiej  kariery?  -  pytał  cyniczny  głos,  beznadziejnie  uporczywy  pomimo 

całego jej wysiłku, by go uciszyć. Na próżno wmawiała sobie, że jej obecna 
praca  w  dziedzinie  statystyki  medycznej  całkowicie  odpowiada  jej 
zdolnościom,  pozwalając  wypełnić  czas  urzędowymi  zajęciami,  których 
oczekiwano od doktor Lucindy Hallcross-Spriggs. 

3

RS

background image

 

 

Nagle Ponti spojrzał wprost na nią i jej serce zabiło gwałtownie.  Z jego 

ust  płynął  teraz  strumień  włoskich  słów  o  elektrokardiologicznych 
zmianach,  które  obserwuje  się  u  ciężarnych  ze  zwężeniem  zastawki 
dwudzielnej. 

- Jak można im pomóc? - zapytał audytorium. - Co państwo by w takiej 

sytuacji zrobili? 

Lucy  odbierała  jego  słowa  jak  osobiste  wyzwanie,  prawie  oskarżenie 

skierowane  bezpośrednio  do  niej.  Spuściła  wzrok,  uciekając  przed  jego 
przenikliwym  spojrzeniem.  Pomyślała,  że  zachowuje  się  absurdalnie,  bo 
przecież doktor Ponti nie może znać historii jej życia. 

Oklaskiwała go więc bez przekonania, gdy skończył wystąpienie. 
-  Muszę  przyznać,  że  jest  cholernie  dobry!  -  ocenił  entuzjastycznie 

ojciec,  energicznie  bijąc  brawo.  -  Kochanie,  może  poprosić  tego  młodego 
człowieka, żeby przedstawił włoską wersję naszej pracy. Co o tym myślisz? 

Lucy wzruszyła ramionami. 
-  Prawdę  mówiąc,  nie  sądzę,  żeby  to  był  dobry  pomysł,  bo  temat  jest 

zupełnie  inny  -  odparła  z  powątpiewaniem.  -  A  te  wszystkie  wykresy  i 
procenty. 

Doktor Ponti uśmiechał się, dziękując za oklaski skinieniem głowy. 
Aubrey  Portwood  przechylił  swą  siwiejącą  głowę  w  stronę  Lucy  i 

powiedział szeptem: 

-  Lucindo,  on  zachowuje  się  jak  aktor  wywoływany  na  scenę,  nie 

sądzisz? 

Zaśmiał się krótko i Lucy próbowała mu zawtórować, ale wciąż brzmiało 

jej  w  uszach  pytanie  Pontiego:  Co  państwo  by  w  takiej  sytuacji  zrobili? 
Obudziło ono niepokój, który ją drażnił. 

- Czy dobrze się czujesz, kochanie? - zapytał sir Peter, gdy sesja dobiegła 

końca. - Wyglądasz na zmęczoną. 

-  Dobrze,  tato,  ale  nie  zostanę  na  herbacie  -  oznajmiła,  odgarniając  do 

tyłu  niesforne  pasma  włosów.  -  Muszę  odetchnąć  świeżym  powietrzem. 
Myślę, że pospaceruję nad morzem. 

- Aubrey pójdzie z tobą, jeśli.... 
-  Na  miłość  boską,  tato,  mogę  iść  sama  na  spacer  -  zaprotestowała  ze 

zmarszczonymi brwiami. - Czy długo tutaj zostaniecie? 

-  Nie,  chcę  tylko  zamienić  parę  słów  z  tym  człowiekiem  z  Edynburga; 

sądzę,  że  znam  jego  ojca.  I  muszę  pogratulować  ostatniemu  prelegentowi, 

4

RS

background image

 

 

jak on się nazywa? Czy zrobiłaś jakieś notatki z tego wystąpienia, Lucy? 

-  Kilka...  -  mruknęła  i  dodała:  -  Z  pewnością  należy  pogratulować 

Fidlayowi d'Arc, autorowi pracy. Zobaczymy się więc na kolacji, tato, około 
ósmej, dobrze? 

- Może wpół do dziewiątej, moja droga, a o ósmej spotkajmy się w barze. 

Muszę  z  Aubreyem  przejrzeć  program  na  jutro.  Tutaj  tak  długo  siedzi  się 
przy kolacji, że nie ma później na nic czasu, prawda? 

Zobaczył błysk dezaprobaty w oczach córki. 
- Nie lubię, kiedy jesz wieczorem ciężkie posiłki, tato. To źle wpływa na 

ciśnienie. I jeszcze do tego brandy i cygara, które tu podają. 

Baronet  o  okrągłych  kształtach  spojrzał  na  nią  z  czułością.  Nie  brał  jej 

słów  zbyt  serio,  bo  wciąż  uważał  ją  za  swoją  małą  córeczkę,  dumę  jego 
życia. 

-  Miej  litość,  kochanie.  Wiesz,  co  się  robi,  gdy  jest  się  w  Rzymie.  To 

samo dotyczy Wenecji. Może tutaj odstąpimy troszeczkę od zasad? 

To znaczy, że jesteśmy daleko od orlego wzroku mamy, pomyślała Lucy. 
-  Równie  dobrze mogłabym  udawać,  że  się  zgadzam, bo  wiem,  że  i tak 

mnie nie słuchasz, tato. Do zobaczenia o ósmej w barze. Do widzenia! 

Nachyliła  się  i  pocałowała  go  w  policzek,  świadoma  spojrzenia,  jakim 

obrzucił ją Portwood. 

- I nie więcej niż jedno cygaro do czasu kolacji, dobrze? 
-  Nie,  to  znaczy  oczywiście,  moja  droga.  Uśmiechała  się  pobłażliwie, 

gdy Aubrey Portwood pomagał jej włożyć czerwony, kaszmirowy żakiet. 

- Będę uważał na sir Petera, Lucindo. 
- Dziękuję, Aubrey. Wiem, że na tobie mogę zawsze polegać. 
Pomachała  im  ręką  na  pożegnanie  i  zbiegła  po  schodach  do  wyjścia 

weneckiego  szpitala,  prowadzącego  na  plac  Campo  San  Zanipolo.  Potem 
skręciła  w  prawo  i  ruszyła  przed  siebie  wzdłuż  kanału  prowadzącego  do 
morza. 

Myślała  o  tym,  że  sekretarz  opiekuje  się  ojcem  doskonale,  pamiętając  o 

wszystkich szczegółach, które sir Peter chętnie zostawiał innym. Aubrey był 
zawsze na miejscu, niezawodny i dyskretny - i mimo swych pięćdziesięciu 
lat  przystojny.  W  ciągu  ostatnich  miesięcy,  które  upłynęły  od  śmierci  jego 
żony, stał się więcej niż przyjacielem rodziny. Wiedziała, że coraz bardziej 
się  nią  interesuje.  Ostatnio  zapraszano  go  do  Hallcross  Park  znacznie 
częściej  i  Lucy  rozumiała,  że  rodzice  chętnie  widzieliby  w  nim  zięcia, 

5

RS

background image

 

 

gdyby się na to zgodziła. 

Aubrey  może  jej  zaofiarować  komfort  i  bezpieczeństwo,  a ona  mogłaby 

odpłacić mu, będąc czarującą żoną i gospodynią. Przy nim mogłaby uniknąć 
upokarzających  doświadczeń,  które  przeżyła  dwa  lata  temu.  Warto  się  nad 
tym zastanowić... 

Nad  morzem  skręciła  znowu  w  prawo  i  szła  szybkim  krokiem  wzdłuż 

Fondamenta Nuove nad Laguną Wenecką. Czuła się wspaniale; warto było 
wymknąć się z konferencji na godzinny spacer. Potrzebowała trochę czasu, 
aby przemyśleć pewne sprawy, a  gdzie mogłaby to zrobić lepiej, jak nie w 
tym pięknym mieście? 

Był słoneczny marcowy dzień, cieplejszy niż poprzedni tydzień w Anglii, 

mimo  chłodnego  wiatru  wiejącego  z  południa.  W  oddali,  za  lśniącym, 
niebieskim lustrem wody leżały zielone wyspy, San Michele i Murano. Tyle 
tych  wysp  i  wysepek  migocze  niczym  drogocenne  kamienie,  a  ona  ma  tak 
mało czasu, aby je wszystkie zobaczyć! 

Konferenq'a kończyła się w piątek, lecz  Lucy była prawie zdecydowana 

zostać  tu  jeszcze  na  weekend.  Miała  koleżankę  z  czasu  studiów,  która 
pracowała  w  szpitalu  na  Lido,  i  Lucy  zastanawiała  się,  czy  nie  złożyć  jej 
niespodziewanej wizyty. 

Matka Valerti Corsini była Angielką i Valeria urodziła się i wykształciła 

w  Anglii.  Potem  pracowała  razem  z  Lucy  w  szpitalu  św.  Małgorzaty  w 
Londynie. Później jej rodzice wyjechali na stałe do Włoch i Lucy straciła z 
Valeria kontakt. 

Obecnie  kariera  Lucy  stanęła  w  miejscu.  Przeżyła  fatalny  rok  w 

podmiejskim szpitalu w Manchesterze, o czym usiłowała zapomnieć. Praca 
w  tym  szpitalu  doprowadziła  ją  niemal  do  ostrego  załamania  nerwowego. 
Teraz  miała  prawie  dwadzieścia  dziewięć  lat  i  odzyskała  trochę  wiary  w 
siebie,  pracując  na  stanowisku  statystyka  medycznego  w  ministerstwie  sir 
Petera.  Myśl  o  spotkaniu  z  Valeria  budziła  w  niej  mieszane  uczucia.  Kto 
komu będzie zazdrościć? 

Była  głęboko  pogrążona  w  myślach,  gdy  usłyszała  krzyk  dochodzący 

gdzieś  z  dołu.  Spojrzała  w  tamtym  kierunku  i  zobaczyła  dwóch  młodych 
mężczyzn, właściwie nastolatków, w małej łodzi żaglowej. 

Typowi  Włosi!  Zobaczyli  wysoką,  szczupłą  dziewczynę  z  ciemnymi 

włosami  opadającymi  na  plecy  i  próbują  zwrócić  na  siebie  jej  uwagę, 
popisując  się  umiejętnością  żeglowania  pod  wiatr.  Zmieniali  ciągle  kurs, 

6

RS

background image

 

 

żagiel  łopotał  na  wietrze,  a  roześmiani  młodzieńcy  zgodnie  ciągnęli  go  z 
całej siły, wisząc prawie równolegle nad wodą od strony nawietrznej. 

Bawili się najwyraźniej doskonale i Lucy pomachała im dłonią ze swego 

bezpiecznego punktu obserwacyjnego. 

Potem  odwróciła się  od  morza  i  ruszyła  wzdłuż wysokiego muru  wąską 

uliczką,  prowadzącą  na  mały  placyk,  z  którego  można  było  iść  w  różnych 
kierunkach.  Która  z  uliczek  prowadzi  do  hotelu  Albergo  Cicliami,  gdzie 
zatrzymali się z sir Peterem? 

Następna  wąska  uliczka  zaprowadziła  ją  na  skraj  małego,  spokojnego 

kanału.  Zielone,  pokryte  mchem  stopnie  wiodły  do  wody  w  odstępach 
dostosowanych  do  wielkości  małych,  wiosłowych  łodzi,  których  używano 
do  przewozu  warzyw,  owoców  i  ryb,  transportu  bielizny  do  prania, 
dostarczania  poczty  do  domów  i  hoteli  z  balkonami  z  kutego  żelaza  i 
kolorowymi żaluzjami, usytuowanych wzdłuż brzegów. 

Lucy  przeszła  nad  kanałem  kilkaset  metrów  i  skręciwszy,  dotarła  na 

wąski  kamienny  mostek,  udekorowany  z  obu  stron  skrzynkami 
purpurowych begonii. Pośrodku szerokiego murku leżał dobrze odżywiony, 
rudy kot. 

Żałowała,  że  nie  wzięła  z  sobą  aparatu  fotograficznego,  aby  uwiecznić 

ten  prześliczny,  maleńki  zakątek  Wenecji.  Zapewne  to  miejsce  wyglądało 
tak samo wiek lub nawet dwa wieki temu, kiedy Canaletto malował pałace 
nad Canale Grande w całej ich złocistej wspaniałości. 

Tutaj chodnik się skończył i Lucy przeszła przez mostek na drugą stronę 

kanału. W dole przepłynęła wąska łódka, zostawiając za sobą echo śmiechu; 
Lucy spojrzała na nią z zadumą. Jak cudownie by było,  gdyby  David z nią 
tu  przyjechał!  Zwiedzaliby  razem  Wenecję  i  nie  miałoby  żadnego 
znaczenia, że zabłądzili - bo Lucy zaczęła podejrzewać, że teraz tak właśnie 
się stało. 

Następna wąska uliczka, następny placyk, nad którym dominował bogato 

zdobiony  kościół,  za  nim  ciemne  przejście  i  Lucy  znalazła  się  nad  tym 
samym  kanałem,  nad  którym  już  była,  z  tymi  samymi  purpurowymi 
kwiatami i rudym kotem, wygrzewającym się na słońcu. 

To  absurdalne,  pomyślała.  Szła  na  południowy  zachód,  ale  nie  mogła 

przypomnieć sobie drogi, którą tu przyszła. Nie miała wątpliwości, że już tu 
była.  Zgubiła  się  w  weneckim  labiryncie  Castello...  Oparła  się  lekko 
zadyszana  o  łuszczącą  się,  różową  sztukaterię  ściany  i  robiła  sobie 

7

RS

background image

 

 

wymówki, że nie wzięła planu miasta. 

Woda 

chlupotała 

cicho 

kamienny 

brzeg. 

Wydawało 

się 

nieprawdopodobne,  aby  mogła  tu  ujrzeć  motoscafo,  jedną  z  taksówek 
wodnych,  od  których  roiło  się  na  Canale  Grande  i  oszałamiającej  sieci 
wodnych kanałów, stanowiących ulice tego zadziwiającego miasta. 

W  którym  więc  kierunku  powinna  teraz  pójść?  Dumała  nad  kolejnym 

krokiem, gdy niespodziewanie głęboki głos przerwał jej rozmyślania. 

- To jest pani pierwsza wizyta w Wenecji, prawda? 
Pytanie  padło  gdzieś  za  nią.  Odwróciła  się,  niepewna,  czy  jest 

skierowane istotnie do niej. Myślała, że jest tutaj zupełnie sama, tymczasem 
teraz  patrzyła  prosto  w  czarne  oczy  doktora  Pontiego.  W  pierwszej  chwili 
przestraszyła się, ale odetchnęła z ulgą i szybko odzyskała równowagę. 

- Nie, byłam już tutaj - odparła chłodno, wspominając szkolną wycieczkę 

dla młodzieży uczącej się języka włoskiego, gdy miała siedemnaście lat. 

-  Benvenuta,  signorina,  witam.  -  Wyciągnął  do  niej  szarmancko  rękę.  - 

Przyjaciele  nazywają  mnie  Pino.  Widziałem  panią  dzisiaj  z  szefem  na 
konferencji  i  pomyślałem,  że  on  bardzo  przypomina  Winstona  Churchilla; 
brak mu tylko cylindra! Czy pali również cygara? 

Chce  mnie  zdenerwować  tym  pytaniem,  pomyślała  Lucy.  Na  pewno 

myśli,  że jestem  sekretarką  taty.  Ten  człowiek  zachowuje  się zbyt  poufale. 
Nawet jeśli jest tak fascynujący z bliska jak wtedy, gdy widziała go z daleka 
w sali konferencyjnej, pozwala sobie na zbyt wiele. 

Ale  właściwie... Pojawił  się  w  odpowiednim  czasie, bo może  pomóc  jej 

dotrzeć do hotelu. 

-  Mi  scusi,  dottore  -  zaczęła  ostrożnie,  a  on  utkwił  w  niej  wzrok  w  tak 

niepokojący sposób, że urwała, dając mu możliwość zapytania, kim jest. 

- Allora! Come ti chianti? 
Użył poufałej formy zarezerwowanej dla krewnych i przyjaciół. 
- Nazywam się Lucy Spriggs - odpowiedziała oficjalnie. - Sono inglese. 
- Bella. - W jego głosie pobrzmiewał śmiech. - Nie musiałaś tego mówić, 

Lucia. Wyglądasz na Angielkę. 

Użył  włoskiej  formy  jej  imienia,  wymawiając  „c"  jak  „cz",  co 

spowodowało, że zabrzmiało ono zupełnie inaczej. 

-  Lucia,  proszę  mi  wytłumaczyć,  dlaczego  angielscy  delegaci  mają 

najpiękniejsze sekretarki? - dociekał poważnym tonem. 

Zignorowała jego słowa i ostentacyjnie spojrzała na zegarek. 

8

RS

background image

 

 

-  Mi  scusi,  dottore,  ma  come  faccio  per  andare al'Albergo  Cicliami, per 

favore? 

Zadała  to  pytanie  bardzo  uprzejmie,  mając  nadzieję,  że  jej  doskonała 

znajomość włoskiego wywrze na nim wrażenie i zrozumie również milczącą 
informację,  że  nie  ma  ochoty,  by  ją  odprowadzał  nawet  tak  atrakcyjny 
lekarz  z  Wenecji.  Była  pewna,  iż  uważał,  że  kobiety  nie  mogą  mu  się 
oprzeć. 

Natychmiast spokorniał i uśmiechnął się czarująco, pokazując wspaniałe 

zęby. Jeden z zębów na górze był lekko wyszczerbiony, zauważyła jednak, 
że ta drobna usterka dodaje Włochowi uroku. 

- Va bene! Z przyjemnością panią odprowadzę, signorina. 
- Nie ma potrzeby - zaczęła, ale szybko się zreflektowała. 
Trudno zapamiętać kierunki w tym labiryncie przejść, kanałów i mostów. 

Uśmiechnęła  się  i  jej  twarz  przybrała  całkowicie  inny  wygląd,  co  nie 
umknęło uwagi jej towarzysza. 

- Rozchmurzyła się pani. Andiamo! 
Gdy  szli,  dotknął  jej  ręki,  ale  ona  zręcznie  ją  cofnęła,  przenosząc 

skórzaną torebkę z lewego ramienia na prawe. 

-  Czy  może  sobie  pani  pozwolić  na  wiele  takich  podróży  jak  ta?  - 

zapytał. 

-  Na  kilka.  Byłam  w  zeszłym  roku  w  Genewie  na  konferencji 

organizowanej przez Światową Organizacją Zdrowia. 

-  Na  temat  AIDS.  -  Pokiwał  głową  z  poważną  miną.  -  Pani  szef  ma 

szczęście, Lucia. Czy dobrze się z nim pracuje? 

Nie chciała, by kierował rozmowę na temat jej pracy, ponieważ uważała, 

że to nie jego sprawa. 

- Sir Peter jest idealnym człowiekiem do tego rodzaju pracy - wyjaśniła 

krótko. - A czy pan, doktorze Ponti, jest zadowolony z praktyki internisty na 
Lido? 

Spojrzał na nią z rozbawieniem. 
- To wypełnia czas. 
Uniosła brwi. Może on również nie życzy sobie rozmowy o swej pracy? 

Szli w milczeniu przez minutę, a może dwie, po czym odezwał się znowu: 

-  Proszę  mi  wybaczyć,  ale  zauważyłem,  że  nie  jestem  jedynym 

mężczyzną,  który  panią  widzi.  Ten  facet  siedzący  obok  szefa  nie  mógł 
oderwać od pani wzroku. 

9

RS

background image

 

 

Lucy oniemiała. Co za zuchwałość! Przybrała kamienny wyraz twarzy, a 

on nie zbity z tropu ciągnął: 

- Lucia, pani nie myśli o nim poważnie, prawda? Tego już za wiele! Lucy 

zacisnęła złowieszczo usta. 

- Proszę mi wybaczyć, doktorze Ponti, ale nie mam zamiaru dyskutować 

z  panem  o  moich  kolegach  ani  odpowiadać  na  impertynenckie  pytania. 
Teraz  już  wiem,  gdzie  jestem  i  mogę  sama  wrócić  do  hotelu.  Buongiorno, 
dottore! 

Przyspieszyła gwałtownie kroku. Biła od niej wściekłość. Pino zdał sobie 

sprawę, że naprawdę ją obraził, i pożałował swojej szczerości. Dogonił ją i 
zawołał: 

-  Lucia,  przepraszam,  bardzo  przepraszam.  Zapomniałem,  jak  bardzo 

wrażliwi  są  Anglicy.  Czy  ma  pani  jakieś  plany  na  wieczór? Czy  chciałaby 
pani  pojechać  na  wycieczkę  na  Lido?  Mam  łódź.  Może  pozwoliłaby  pani 
zaprosić się na kolację, żebym mógł panią jeszcze raz przeprosić. 

Położył rękę na jej ramieniu. 
- Proszę, naprawdę zrobiłem to nieświadomie. Wyraz jego twarzy i głos 

świadczyły,  że  naprawdę  żałował  swych  słów,  ale  Lucy  nie  była  skłonna 
darować  mu  niewybaczalnej  zniewagi.  Strąciła  jego  rękę  i  spojrzała  na 
niego. Jej błękitne oczy były zimne jak lód. 

-  Tak  się  składa,  że  dziś  wieczorem  jadę  na  Lido,  żeby  spotkać  się  z 

przyjaciółką... 

- Meraviglioso! - Uśmiechnął się szeroko. - Więc mogę... 
-  Ale  nie  potrzebuję  ani  środka  transportu,  ani  pana  towarzystwa, 

doktorze Ponti. Dziękuję. 

Dotarli do mostu i tam go zostawiła, sama zaś przebiegła na drugą stronę. 

Patrzył, jak znika w dole uliczki, która wiodła wprost do głównego wejścia 
hotelu  Albergo  Cicliami.  Gdy  już  zniknęła,  przeciągle  gwizdnął.  Nigdy 
jeszcze żadna kobieta go tak nie potraktowała. 

- Buona sera, signorina inglese - wyszeptał. - Molte grazie. 

 
 
 
 
 
 

10

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ DRUGI 

 
Stała  pod  prysznicem  z  zamkniętymi  oczami,  pozwalając  strumieniowi 

wody  obmywać  jej  głowę,  jakby  chciała  spłukać  dręczące  ją  wątpliwości. 
Próbowała  zapomnieć  o  doktorze  Ponti,  ale  on  uparcie  powracał  do  niej  w 
myślach. 

Oczywiście,  że  zachował  się  niewybaczalnie,  komentując  zachowanie 

Aubreya. Co go obchodzi, na miły Bóg, że Portwood się nią interesuje? Jak 
śmie wymagać od niej odpowiedzi, co zrobi ze swoim życiem? 

Była  wściekła,  gdy  nagle  zdała  sobie  sprawę,  dlaczego  poczuła  się  tak 

dotknięta  uwagami  Pontiego.  On  ma  rację!  Znowu  zobaczyła  jego 
zuchwałe,  ciemne  oczy,  w  których  błyszczało  oskarżenie,  i  słyszała  jego 
pytanie: „Co państwo by zrobili w takiej sytuacji?" 

Drugi raz dzisiaj Lucy wyszeptała: 
- Niech go szlag trafi! 
W  każdym  razie  pomógł  jej  podjąć  decyzję,  co  będzie  robić  dziś 

wieczorem.  Kolacja  będzie  dopiero  za  trzy  godziny,  ma  więc  czas,  aby 
wsiąść do vaporetto, przeprawić się przez Lagunę i spróbować zobaczyć się 
z Valeria w szpitalu na Lido. 

Wyjęła z szafy ciepły, czarny sweter i legginsy, związała włosy jasnym, 

kolorowym szalikiem,  włożyła  czerwony żakiet  i  wygodne buty  na niskich 
obcasach.  W  tym  stroju  będzie  jej  ciepło  podczas  podróży  przy  wietrznej 
pogodzie  tramwajem  wodnym,  który  kursował  w  górę  i  w  dół  Canale 
Grande i przeprawiał się przez  Lagunę z Wenecji na Lido. Tramwaje takie 
zawijały  także  na  wiele  wysp  archipelagu,  zapewniając  ich  łączność  z 
miastem. 

Zostawiła wiadomość dla sir Petera w recepcji i ruszyła w kierunku placu 

Świętego  Marka,  skąd  odpływały  vaporetto  -  tramwaje  wodne  -  na  Lido. 
Słynny  plac  wyglądał  malowniczo  na  tle  barokowej  katedry  i  panował  na 
nim  tłok,  ponieważ  było  to  także  miejsce  spotkań  przyjaciół,  rodzin, 
kochanków, turystów, żeglarzy oraz księży i zakonnic w czarnych habitach. 

Niektórzy  przemierzali  plac  szybkim  krokiem,  inni spacerowali  albo  też 

odpoczywali,  siedząc  przy  rzędach  stolików  na  chodnikach,  gdzie  stada 
ufnych  gołębi  dreptały  między  nogami  tłumu,  a  orkiestra  grała  melodie 
operowe Verdiego i Pucciniego. 

Dostrzegła  wzrok  młodego  mężczyzny,  spacerującego  nerwowo  tam  i  z 

11

RS

background image

 

 

powrotem  i  z  rozpaczą  zerkającego  na  katedralny  zegar,  dopóki  piękna 
dziewczyna  nie  wpadła  w  jego  otwarte  ramiona,  wyjaśniając,  dlaczego 
spóźniła się na randkę. Wydawało się, że natychmiast jej wybaczył. 

Lucy stłumiła westchnienie. Wenecja jest miastem dla kochanków, czy to 

spotykających  się  na  placu,  czy  żeglujących  w  gondolach.  Gdyby  David 
Rowen  był  z  nią...  Ale  cóż  może  być  dobrego  w  tęsknocie  do  mężczyzny, 
który ożenił się z inną? 

Tak otwarcie, tak  głupio okazywała mu swe uwielbienie, że gdy wybrał 

chłodną,  jasnowłosą  pielęgniarkę  z  oddziału  położniczego,  Lucy  stała  się 
obiektem  żartów  personelu  szpitala  Beltonshaw.  Potem  już  wszystko  szło 
źle... 

Zadrżała i otuliła się ramionami. To minęło i rozczulanie się nad sobą nic 

jej  nie  da.  Teraz  ma  nowego  wielbiciela,  Aubreya  Portwooda,  który 
znacznie  lepiej  odpowiada  jej  rodzicom  niż  David.  Kto  wie,  co  się  może 
między  nimi  wydarzyć  w  romantycznej  atmosferze  Wenecji?  W  każdym 
razie powinna dobrze spędzić tutaj czas. 

Tramwaj  miał  właśnie  odpłynąć  z  przystani  i  Lucy  weszła  na  pokład, 

kupując  bilet  u  tęgiego,  opalonego  przewoźnika.  Pasażerami  byli  głównie 
miejscowi  robotnicy  i  mieszkańcy  powracający  z  zakupów,  bo  napływ 
turystów o tej porze roku był jeszcze niewielki. 

Jej  nastrój  poprawiał  się,  w  miarę  jak  tramwaj  oddalał  się  od  brzegu. 

Roztaczał się przed nią nieporównywalny z niczym widok na Pałac Dożów i 
Most  Westchnień,  prowadzący  do  starego  więzienia.  Na  Lagunie  roiło  się 
od  łódeczek,  zarówno  wiosłowych,  jak  i  motorowych;  poza  nimi  kilka 
płaskodennych  i  pokrytych  baldachimami  stateczków  mknęło  po 
powierzchni  wody,  a  ich  wioślarze  obrzucali  się  ze  śmiechem  złośliwymi 
Wyzwiskami. 

Gdy  tramwaj  wypłynął  na  głębszą  wodę,  liczba  stateczków  i  łodzi 

znacznie  się  zmniejszyła.  Lucy  stała  przy  burcie  od  strony  portu,  gdy  jej 
uwagę  przykuła  szybka  motorówka,  której  jedynym  pasażerem  był 
mężczyzna  w  czapce  żeglarskiej,  stojący  przy  kole  sterowniczym.  Pruła 
przez fale w tym samym kierunku co tramwaj. 

Czy  to  może  być  Ponti?  Oczywiście.  Właściwie  ją  to  nie  interesowało, 

ale była prawie pewna, że to on. Musiał ją również zauważyć, bo pomachał 
do  niej  ręką.  Odwróciła  się  ze  zniecierpliwieniem  od  balustrady.  Czy  nie 
można od niego uciec? 

12

RS

background image

 

 

Nagle  jej  uwagę  zwróciły  głośne  wołania  dwóch  pasażerów  z  przodu 

tramwaju i gwałtowne zmniejszenie mocy silników. Mimowolnie krzyknęła 
z  przerażenia,  widząc  po  prawej  stronie  tramwaju  dwóch  młodzieńców  na 
żaglówce. Mieli kłopoty z grotżaglem, który trzepotał jak oszalały i opierał 
się wszelkim wysiłkom, aby go wciągnąć. 

Jeden  z  chłopców  ciągnął  mocno  rumpel,  aby  obrócić  łódź  pod  wiatr. 

Niespodziewany podmuch wiatru albo zmiana jego kierunku spowodowały, 
że  żaglówka  gwałtownie  się  cofnęła,  a  bom  przesunął  o  pół  obrotu.  Na 
oczach  pasażerów  tramwaju  uderzył  chłopca  w  tył  głowy  i  wyrzucił  go  za 
burtę. Wszystko wydarzyło się w ciągu kilku sekund. 

Żaglówka  zakołysała  się  niebezpiecznie,  ale  zdołała  utrzymać  się  na 

powierzchni wody. Drugi z chłopców trzymał się kurczowo masztu. 

Pasażerowie zaczęli krzyczeć: 
- Człowiek za burtą! 
Lucy  czuła,  jak  maszyny  zwalniają.  Próbowała  odnaleźć  wzrokiem 

chłopca  w  wodzie.  Czy  da  radę  sam  wejść  na  pokład?  Jego  towarzysz 
pracował  ciężko,  aby  zapanować  nad  żaglówką.  Pasażerowie  nawoływali 
go,  aby  podpłynął  do  bezpiecznego  tramwaju,  i  pospiesznie  wyrzucili 
przywiązany do sznura pas ratunkowy. 

Ale gdzie jest chłopak, który wypadł za burtę? Na wodzie nie widać było 

ani  głowy,  ani  wyciągających  się  ramion.  Lucy  wytężyła  wzrok  i  wtedy  z 
przerażeniem dostrzegła  ubrane na biało, dryfujące ciało. Nieprzytomnemu 
człowiekowi  nie  pomoże  żadna  lina  ani  kamizelka  ratunkowa.  Może  się 
utopić, jeśli ktoś natychmiast nie wyciągnie go z wody. 

- Danilo! Danilo! 
Lucy  słyszała  wołanie  jego  towarzysza  i  czuła  się  straszliwie  bezradna. 

Sternik  tramwaju  wodnego  zredukował  prędkość  do  zera  i  wysłał  syreną 
trzy  krótkie  sygnały,  aby  ostrzec  przed  zagrożeniem  łodzie  w  pobliżu. 
Byłoby niebezpiecznie podpłynąć zbyt blisko do nieprzytomnego chłopaka, 
ale ktoś musi go uratować. 

Ponti!  To  przyszło  Lucy  do  głowy  niespodziewanie.  Rzuciła  się  z 

powrotem  na  drugą  stronę  pokładu,  gdzie  widziała  jego  motorówkę,  teraz 
pędzącą w kierunku Lido. 

- Pino! Pino! Wróć! 
Krzyczała najgłośniej, jak mogła, ale dźwięk syreny zagłuszał jej wołanie 

i Pino, oglądając się, zobaczył tylko figurkę w czerwonym żakiecie, stojącą 

13

RS

background image

 

 

przy barierce i machającą do niego szaleńczo ręką. 

Lucy  zauważyła,  że  motorówka  jednak  zmienia  kurs:  zawraca,  płynąc 

szerokim  łukiem.  Pino  dostrzegł  żaglówkę  z  samotnym,  gwałtownie 
gestykulującym  żeglarzem  i  zachowujących  się  podobnie  pasażerów 
tramwaju. 

Dopłynął  powoli  do  żaglówki,  po  czym  okrążył  ją  ostrożnie, kierowany 

wyciągniętymi  rękami  pasażerów.  Lucy  obserwowała,  jak  lekarz  przesuwa 
wzrok  po  powierzchni  kanału,  aż  wreszcie  spostrzega  biały  kształt, 
dryfujący, tuż pod powierzchnią wody. 

Podpłynął  do  ciała  i  wyłączył  silnik.  Chłopak  unosił  się  na  wodzie  od 

strony  nawietrznej  motorówki.  Pino  dwukrotnie  wyciągnął  bezskutecznie 
rękę,  aż  za  trzecim  razem  udało  mu  się  schwycić  biały,  wełniany  sweter. 
Pociągnął mocno, lewą ręką zdołał uchwycić pasek od spodni i wychylając 
się w dół, dźwignął bezwładne ciało, opierając się mocno kolanami o łódź. 
Po chwili chłopiec znalazł się na pokładzie motorówki. 

Nastrój  widzów  poprawił  się,  ale  Lucy  wciąż  stała  cicho.  Pino  włączył 

silnik  i  skierował  się  w  stronę  tramwaju.  Załoga  usunęła  pasażerów  od 
barierek, a kilku mężczyzn pomogło Pontiemu wciągnąć ciało na pokład. 

-  E'morto!  -  krzyczała  jakaś  kobieta,  podczas  gdy  Lucy  stała  przy 

barierce, niezdolna do żadnego ruchu. Pino uklęknął, włożył rękę pod klatkę 
piersiową  chłopaka  i  podniósł  go  tak,  by  głowa  zwisała  w  dół.  Strumień 
wody popłynął wolno z ust i nosa. Kilku pasażerów uznało, że chłopak musi 
mieć pełno wody w płucach, ale Lucy wiedziała, że aby płuca wypełniły się 
wodą, potrzeba czasu i że ta woda wypływa głównie z żołądka. 

- Rianimazione, pronto, pronto! To Ponti prosi o pomoc. 
Nawet  jeżeli  nie  prosił  jej  osobiście,  Lucy  natychmiast  podeszła, 

chwyciła mocno szczękę chłopca i wepchnęła dwa palce do jego gardła tak 
głęboko,  jak  mogła.  Znowu  wypłynęło  trochę  wody.  Ponti  zauważył  jej 
spontaniczne działanie i pokiwał głową z uznaniem. 

-  Musimy  spróbować  sztucznego  oddychania  -  rzucił  po  włosku  i 

natychmiast położyli ciało twarzą do góry. Pino uklęknął po jednej stronie i 
podniósł  brodę  chłopca,  Lucy  zaś  jak  automat  uklękła  po  drugiej  stronie  i 
podciągnęła  do  góry  sweter  i  koszulę  chłopca,  przykładając  ucho  do  jego 
piersi, chłodnej, wilgotnej i cichej. 

Pino  uniósł  brwi  w  niemym  pytaniu.  Czy  bije  serce?  Chłopak  mógł 

umrzeć, wpadając do wody w wyniku uderzenia w głowę. 

14

RS

background image

 

 

-  Nie  jestem  pewna.  Może  -  odparła  cicho.  -  Zacznij  oddychanie,  a  ja 

będę uciskać mostek. 

Nie  odezwał  się,  ale  od  razu  przeszedł  do  sztucznego  oddychania, 

pocałunku  życia.  Głowa  chłopca  była  dobrze  odchylona  do  tyłu.  Ponti 
zacisnął  jego  nos  kciukiem  i  palcem  wskazującym  lewej  ręki,  a  potem, 
biorąc  głęboki  oddech,  pochylił  się  nad  otwartymi  ustami  chłopaka  i 
wdmuchnął  powietrze  ze  swoich  płuc  w  jego  nieruchomą  pierś.  Chłopiec 
nie drgnął. 

Gdy  Pino  zdyszany  z  wysiłku  przysiadł  na  piętach,  Lucy  czuła  się  jak 

widz  obserwujący  siebie  i  teraz  położyła  ręce  nad  sercem  chłopaka,  prawą 
dłoń  na lewej. Jeden,  dwa,  trzy,  cztery,  pięć...  Liczyła  cicho,  naciskając  za 
każdym  razem  dłonie  mocno  w  dół,  dając  sercu  pięć  krótkich  ucisków  i 
mając nadzieję, że zacznie bić. 

Gdy  odchyliła  się  znowu  do  tyłu,  Pino  pochylił  się  i  powtórzył  próbę 

wtłoczenia  powietrza  w  płuca  chłopaka.  Wtedy  Lucy  zauważyła  ledwie 
dostrzegalny ruch piersi. 

- Viva! Respira! - rozległ się kobiecy krzyk. 
Lucy  wiedziała  jednak,  że  to  tylko  dowód,  iż  powietrze  dostało  się  do 

płuc,  co  nie  znaczy,  że  chłopak  żyje.  Nachyliła  się  nad  ciałem  ponownie  i 
powtórzyła  pięć  krótkich  ucisków,  potem  usiadła  na  piętach  i  Ponti  podjął 
trzecią próbę pompowania płuc. Pierś uniosła się znowu. 

Kontynuowali  pracę  na  zmianę:  Lucy  ucisk  mostkowy,  a  Pino  sztuczne 

oddychanie. Po szesnastu powtórzeniach Lucy przerwała liczenie; po prostu 
modliła  się  w  duchu  o  reakcję  reanimowanego  organizmu,  zanim 
wyczerpanie odniesie nad nimi zwycięstwo. 

Ponti  był  czerwony  na  twarzy  i  jego  włosy  na  czole  zlepiły  się  w 

błyszczące  pasma.  W  czasie  krótkich  przerw  pomiędzy  wdmuchiwaniem 
powietrza ciężko dyszał. Było to prawie beznadziejne. Dopóki Pino będzie 
w stanie ratować chłopca, ona musi wytrwać, chociaż prawdopodobieństwo 
sukcesu  zmniejszało  się  z  każdą  upływającą  sekundą.  Gdy  usiadła  i  Pino 
pochylił  się  jeszcze  raz,  zobaczyli  oboje,  że  pierś  uniosła  się  sama 
spontanicznie i w tym samym momencie usłyszeli z gardła chłopaka odgłos 
przełknięcia. Jego powieki poruszyły się i znowu rozległ się krzyk: 

- Oddycha! 
Lucy  i  Ponti  porozumieli  się  wzrokiem,  pochylili  się  równocześnie, 

podłożyli  ręce  pod  ramiona  chłopaka  i  podnieśli  go  do  pozycji  siedzącej. 

15

RS

background image

 

 

Czknął i zwymiotował wodą. Lucy uderzyła go kilkakrotnie w plecy. 

- Zakasłaj, Danilo - poprosiła. Ponti powtórzył: 
- Tossisci! 
Chociaż  nos  i  usta  chłopca  były  sine,  żył.  Dygotał  i  z  trudem  łapał 

powietrze,  patrząc  na  Lucy,  która  zdejmowała  z  niego  mokre  ubrania  i 
okrywała go kocem, podanym przez kogoś z załogi tramwaju. Potem jęczał 
cicho i trzymał się jej kurczowo, gdy Pino delikatnie badał  guz z tyłu jego 
głowy. Czaszka wydawała się nie naruszona, lecz należało ją prześwietlić. 

Tramwaj wznowił  podróż  do  Lido,  a  sternik wezwał przez radio  policję 

wodną,  aby  zajęła  się  ratowaniem  drugiego  chłopca  i  przyholowaniem 
motorówki lekarza. Ponti zawiadomił szpital na Lido, żeby wysłano karetkę 
do przystani w Santa Maria Elisabetta, gdzie wkrótce zawiną. 

Dwóch  mężczyzn  z  załogi,  tytułujących  Pontiego  „doktorem  Pino", 

umieściło  drżącego  chłopaka  na  noszach.  Pino  zauważył  spojrzenie  Lucy  i 
uśmiechnął się. 

- Pojadę z nim na pogotowie, a pani jest wolna. Proszę się dobrze bawić - 

powiedział. 

Ale Danilo miał inny pomysł. 
- Non lasciarmi, signorina! - błagał. 
Nie opuszczaj mnie!  I  Lucy nie mogła tego zrobić. Wsiadła do karetki i 

zajęła miejsce obok chłopaka, trzymając go za rękę. 

- Gdzie jest Giorgio, mój przyjaciel? - zapytał po włosku. 
Spojrzała  na  Pina,  który  odpowiedział  wzruszeniem  ramion.  Próbowała 

rozwiać  niepokój  Danila,  zapewniając,  że  jego  przyjaciel  na  pewno  nie 
zostanie pozostawiony na łasce losu. 

Chłopak uśmiechał się niepewnie. 
- Pani i doktor uratowaliście mi życie - powiedział. Doktor... W tramwaju 

Lucy słyszała, jak załoga i pasażerowie wyrażają ulgę z powodu obecności 
lekarza.  Myśleli  oczywiście  o  Pontim.  Nikt  nie  znał  kwalifikacji  kobiety, 
która mu pomagała. 

Droga do Ospedale Al Mare, szpitala na wyspie, który obsługiwał Lido, 

zajęła im kilka minut. Na oddziale pierwszej pomocy, gdzie pacjenci czekali 
na  łóżkach  lub  w  wózkach  inwalidzkich  na  prześwietlenia  i  badania 
laboratoryjne,  Lucy  poczuła  się  znowu  wciągnięta  w  dobrze  sobie  znaną 
krzątaninę  szpitalną.  Podobieństwo  wszystkich  szpitali  niezależnie  od  ich 
położenia na świecie, nowych i starych, małych i dużych, było zadziwiające. 

16

RS

background image

 

 

Atmosfera  i  specyficzny  zapach  były  powszechne.  Lucy  zauważyła,  że 
Ponti czuje się tu jak w domu i wszyscy go znają. 

-  Cześć,  Pino!  Kogo  tym  razem  przywiozłeś?  -  zapytał  z  szerokim 

uśmiechem lekarz z izby przyjęć. Spojrzał w kierunku Lucy i Danila, i Lucy 
poczuła się nieswojo. Zadecydował, aby Danila pozostawić na obserwację. 

Danilo leżał już w łóżku na kółkach, gotowy do odwiezienia na oddział, 

gdy weszli dwaj policjanci z bardzo bladym Giorgiem, drugim chłopakiem z 
żaglówki.  Poinformowali  Pontiego,  że  przyholowali  jego  motorówkę  do 
przystani  i  chcieliby  zaprotokołować  kilka  szczegółów  dotyczących 
wypadku. 

Chłopcy obejmowali się ze szczęścia. Po chwili Giorgio zauważył Lucy. 
-  Signorina!  Pani  jest  tą  dziewczyną,  którą  widzieliśmy  na  Fondamente 

Nuove! - zawołał po włosku. - Bellissima! 

- Zostaw panią dla mnie - nakazał mu Danilo, uśmiechając się szeroko. - 

Mam pierwszeństwo, bo pani uratowała mi życie. 

Widząc te oznaki powrotu do zdrowia, Lucy uznała, że może wycofać się 

po cichu i zapytać w recepcji o Valerie. 

-  Doktor  Corsini?  Nie  ma  dzisiaj  dyżuru  -  odpowiedział  jej  portier, 

przeglądając  grafik.  -  Proszę  zostawić  dla  niej  wiadomość.  Przekażę  jutro, 
jak przyjdzie. 

Lucy  pospiesznie  napisała  parę  słów  do  Valerii.  Zostawiła  jej  numer 

telefonu  w  hotelu  i  prosiła,  by  zadzwoniła,  aby  mogły  umówić  się  na 
spotkanie przed końcem weneckiego zjazdu. 

Załatwiła  już  wszystko,  więc  mogła  spokojnie  pójść  na  przystań  Santa 

Maria Elisabetta, aby  wsiąść do tramwaju do San Marco, wrócić do hotelu 
Albergó Cicliami i zjeść kolację z ojcem. 

Stała  niepewnie  przy  wejściu  do  szpitala,  gdy  poczuła,  że  nogi  się  pod 

nią  uginają.  Oparła  się  o  ścianę  i  zamknęła  oczy.  Mówiła  sobie,  że  już  po 
wszystkim, że nie ma żadnego powodu do obaw, bo Danilo jest bezpieczny i 
czuje się znacznie lepiej. Zrobiła już wszystko, co mogła, aby mu pomóc. 

Czuła  się  wyczerpana,  było  jej  zimno  i  z  przerażeniem  stwierdziła,  że 

płacze.  Próbowała  się  uspokoić,  ale  nie  mogła.  Stała  i  łkała  w  miejscu 
publicznym,  aż  portier  z  recepcji  zaczął  spoglądać  na  nią  z 
zainteresowaniem. Okropność! 

Nie zauważyła wysokiej postaci, biegnącej od pogotowia w jej kierunku. 

Usłyszała dopiero zdyszany głos: 

17

RS

background image

 

 

- Lucia! Szukałem cię, gdzie byłaś? Lucia... Objęły ją silne ramiona. 
Wtuliła  się  w  jego  marynarkę,  zrobiło  jej  się  ciepło  i  poczuła  się 

bezpieczna w tym zimnym i niepewnym świecie, który ją otaczał. 

- Wszystko jest w porządku, cara mia - szeptał jej cichy  głos do ucha. - 

Jestem z tobą, nie płacz - prosił, a potem dodał weselszym tonem: - Hej! Po 
tym, co zrobiłaś, powinnaś czuć się dumna! 

Cieszyła  ją  jego  obecność.  Odniosła  wrażenie,  że  jego  ciało  użycza  jej 

jakiejś  mocy.  Skuliła  się  w  jego  ramionach  i  wtuliła  twarz  w  marynarkę, 
tłumiąc  szloch.  Obejmował  ją  mocno,  a  ona  przez  moment  bezwolnie 
poddawała  się  rozkoszy,  płynącej  z  jego  bliskości  i  uspokajających  słów. 
Przyszło jej do głowy, że byłaby szczęśliwa, mogąc spędzić tak resztę życia. 
Przestała płakać i odetchnęła głęboko. 

- Czujesz się lepiej, cara mia? 
Lucy powoli uniosła głowę, opuszczając wygodne miejsce w zagłębieniu 

jego  ramienia.  Rzeczywistość  podziałała  na  nią  jak  strumień  zimnej  wody. 
Co, u licha, robi w tym obcym miejscu w towarzystwie mężczyzny, którego 
ledwo poznała? 

Spuściła oczy i zaczerwieniła się, zakłopotana sytuacją. Nie może patrzeć 

na  niego  z  tymi  spuchniętymi  od  łez  oczami.  Czuła  się  zażenowana  jego 
słowami. Miała ochotę zapaść się ze wstydu pod ziemię. 

- Przepraszam, doktorze Ponti - szepnęła drżącym głosem. 
-  Przepraszasz?  Za  co?  Lucia,  byłaś  cudowna.  Nie  mogłem  uwierzyć 

własnym  oczom,  kiedy  uklękłaś  i  zaczęłaś  uciskać  serce.  I  poskutkowało! 
Nie  sądzę,  żebym  sam  sobie  poradził.  Ledwo  oddychałem.  -  Westchnął, 
wspominając  swój  wysiłek.  -  Policja  chce  mnie  podwieźć  do  przystani, 
gdzie czeka na mnie „Isabella". 

- Kto? - spytała zdezorientowana. 
-  Moja  motorówka.  Policja  przyholowała  ją  i  żaglówkę  do  przystani. 

Avanti! 

Wziął ją pod rękę i poprowadził do czekającego samochodu policyjnego. 

Pomógł  jej  wsiąść  na  tylne  siedzenie.  Dwóch  policjantów  z  uśmiechem 
pogratulowało  jej  sukcesu.  Potem  ruszyli  do  przystani.  Pino  obejmował  ją 
podczas  krótkiej  podróży,  a  ona  jakoś  nie  protestowała.  Było  jej  ciepło  i 
wygodnie. 

Gdy dotarli na miejsce, Pino znowu wziął ją pod rękę. 
- Zawiozę cię na ląd, ale najpierw muszę cię wyleczyć z szoku.  

18

RS

background image

 

 

Chodźmy coś wypić i zjeść. 
Zaprowadził  ją  do  baru  obok  przystani  i  zamówił  brandy  i  kawałek 

panettone, doskonałego włoskiego ciasta. Mocna brandy ożywiła ją. Wypiła 
kieliszek z przyjemnością. 

- Zamówić jeszcze jeden? - zapytał. 
-  Na  Boga,  nie!  Upiję  się  -  zaprotestowała  ze  śmiechem.  -  Prawdę 

mówiąc, muszę już wracać do hotelu. 

-  Gdzie  się  nauczyłaś  udzielania  pierwszej  pomocy?  -  spytał  z 

zaciekawieniem.  -  Nie  spodziewałem  się  tak  profesjonalnej  techniki  u 
sekretarki. 

Nie  chciała  się  przyznać,  że  jest  lekarzem,  bo  to  mogłoby  pociągnąć  za 

sobą  dalsze  pytania,  na  które  nie  miała  ochoty  odpowiadać. Pino  jest  teraz 
pod  wrażeniem  jej  zachowania  na  pokładzie  tramwaju,  ale  ciągle  budzi  w 
niej niepokój. Odpowiedziała więc wykrętnie: 

-  Przeszłam  odpowiedni  kurs.  Zajmuję  się  teraz  statystyką  medyczną  w 

ministerstwie zdrowia. 

- To musiał być bardzo dobry kurs. Przyglądał się, jak Lucy z apetytem 

je ciasto. 

- To jest znakomite, ale musi być okropnie tuczące - powiedziała cicho, 

unikając jego pytającego wzroku. 

-  Co  z  twoimi  planami  na  wieczór?  -  zapytał.  -  Mówiłaś  przecież,  że 

jesteś umówiona. 

Spuściła  wzrok,  pamiętając,  jak  nieuprzejmie  zareagowała  na  jego 

zaproszenie na kolację. 

-  Przyjaciółka,  z  którą  miałam  nadzieję  spotkać  się  wieczorem,  jest 

zajęta. A teraz po tym wszystkim nie tęsknię za towarzystwem. Mój... Moi 
przyjaciele czekają na mnie i razem zjemy kolację - odparła zakłopotana. 

Wiedziała,  że  zabrzmiało  to  niezręcznie  i  Pino  nie  jest  przekonany,  ale 

widocznie zdecydował, że nie ma sensu ciągnąć tego tematu. 

- Jeżeli jesteś gotowa, to możemy jechać - oznajmił. - Mam nadzieję, że 

popłyniesz ze mną przez Lagunę. 

Motorówka  była  ładna  i  błyszcząca  i  sunęła  szybko  przez  ciemniejące 

wody Laguny, zostawiając za sobą gładkie fale. Lucy była pod wrażeniem. 
Światła  Wenecji  zapraszały  migocząc.  Gdy  przybili  do  przystani  na  Riva 
degli  Schiavoni,  poczuła  niemal  żal,  że  podróż  dobiegła  końca.  Pino 
przycumował „Isabellę" do kabestanu, wprawnie zarzucając cumy. 

19

RS

background image

 

 

- Czy zostawisz ją tu na noc? - zapytała. 
- Nie, muszę wrócić na Lido. Tam ma swoje miejsce postoju - wyjaśnił. 
Zauważyła,  iż  prawie  wszyscy  na  mierzei  go  znają,  poczynając  od 

policji,  a  skończywszy  na  personelu  karetki.  Być  może  zna  go  również 
Valeria  Corsini,  a  jeżeli  tak,  to  jej  małe  oszustwo  prędzej  czy  później 
wyjdzie  na  jaw.  Ale  wtedy  ona  będzie  już  w  Anglii  i  nie  zobaczy  jego 
reakcji. 

Wziął ją pod rękę i poprowadził przez wąskie nabrzeże i most do wejścia 

w  uliczkę,  przy  której  stał  hotel  Albergo  Cicliami.  Lucy  zabiło  szybciej 
serce,  bo  zobaczyła  na  schodach  hotelu  Aubreya,  który  z  papierosem  w 
dłoni rozglądał się niespokojnie wokół. 

Kiedy zobaczył Lucy, odetchnął z ulgą. 
-  Dzięki  Bogu,  jesteś,  Lucindo!  -  zawołał  z  niespotykanym  u  niego 

zdenerwowaniem. - Próbowałem uspokoić twojego ojca, że wrócisz w porę 
na  kolację,  ale  bardzo  się  martwi.  Moja  droga,  dlaczego  wypuszczasz  się 
sama przez Lagunę? 

Głos  Portwooda  brzmiał  ostro  z  powodu  niepokoju.  Nawet  rozbawiony 

wyraz  twarzy  Pontiego  nie  poprawiał  sytuacji.  Lucy  poczuła  się  winna,  że 
przysparza ojcu zmartwień. 

-  Wszystko  w  porządku,  Aubrey.  Naprawdę  nie  ma  powodu  do 

zamieszania  -  powiedziała.  -  Nie  byłam  sama.  Pamiętasz  z  konferencji 
doktora  Ponti?  Był  tak  uprzejmy,  że  przywiózł  mnie  z  powrotem  swoją 
motorówką. 

Odwróciła się do swego towarzysza, który wyciągnął rękę. 
-  Jestem  zachwycony,  mogąc  pana  poznać,  Audreyu  -  odezwał  się 

przyjaźnie. Lucy zdenerwowało jednak, że źle wymówił jego imię. - Wasza 
sekretarka jest zdrowa i cała po uratowaniu topielca. 

Aubrey Portwood oniemiał z wrażenia. 
-  Sekretarka?  O  czym  pan  mówi?  Jej  ojciec  bardzo  się  martwi  jej 

nieobecnością i ja... także. Czy pan namówił ją do... 

- Chwileczkę, Audrey - przerwał mu Pino. - Powiedział pan „jej ojciec"? 

Czy to ten pan z twarzą Churchilla? 

Odwrócił się do Lucy, która stała z zakłopotaną miną. 
- Nie powiedziałaś mi, że to twój ojciec! 
-  Przepraszam,  doktorze  Ponti  -  odparła  i  wzruszyła  ramionami, 

zastanawiając się, jak wybrnąć z sytuacji. 

20

RS

background image

 

 

Była świadoma, że napięcie między mężczyznami gwałtownie rośnie. 
-  Może  przedstawię  panu  Aubreya  Portwooda,  prywatnego  sekretarza 

mojego ojca, sir Petera Hallcross-Spriggs. 

-  Który  jest  członkiem  parlamentu  i  wiceministrem  zdrowia  -  dodał 

Aubrey wyniośle. 

- O mio Dio! - Ponti był zaskoczony. - A Lucia... 
- Nie  Lucia! - rzucił oschle Portwood. - To jest lady Lucinda Hallcross-

Spriggs, jego córka, z wykształcenia lekarz. 

-  Aubrey,  miej litość  -  zaprotestowała  Lucy, bojąc się spojrzeć  na Pina, 

który aż gwizdnął i ukłonił się jej nisko. 

-  Gdyby  mi  pani  tylko  wcześniej  o  tym  powiedziała,  pani  doktor, 

włożyłbym mitrę książęcą zamiast czapki żeglarskiej. 

Lucy  mimo  rozdrażnienia  starała  się  zachować  niewzruszoną  minę,  a 

Portwood  zionął  oburzeniem,  patrząc  na  rozbawionego,  beztroskiego 
Włocha. Najwyższy czas, aby zakończyć tę scenę, pomyślała. 

- Lepiej będzie, jeśli się pożegnamy, doktorze Ponti - rzekła uprzejmie. - 

Wiem, że musi pan wracać na Lido, więc... 

Dostrzegła błysk kpiny w jego oczach i nie skończyła zdania. 
-  Więc  buona  notte,  pani  doktor  -  odparł.  -  Dziękuję  za  bardzo... 

kształcący  wieczór.  Jak  już  powiedziałem,  była  pani  wspaniała.  Ciao, 
Audrey! 

Lucy patrzyła z mieszanymi uczuciami, jak się oddalał. 
- Moja droga Lucindo, przepraszam, jeżeli mówiłem zbyt ostro - odezwał 

się Aubrey. 

Był mocno zirytowany, niepodobny do siebie. 
- Dziękuję, Aubrey. Czasami żałuję, że ty i tata nie potraficie zrozumieć, 

że dorosłam. 

Zamknęła  mu  w  ten  sposób  usta  i  weszła  do  hotelu  stawić  czoło 

wymówkom sir Petera. Mężczyźni! Naprawdę są niemożliwi... 

Jeszcze  w  nocy,  leżąc  w  łóżku,  rozważała  nieprzewidziane  zdarzenia 

minionego  dnia,  wspominała  pochwały  Pina  i  reanimowanie  Danila,  które 
przyniosło jej  prawdziwą  satysfakcję.  Młode  życie  zostało uratowane  i cóż 
może być więcej warte? 

 
 
 

21

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ TRZECI 

 
Sir Peter stanął w drzwiach pokoju Lucy i spytał: 
- Jak się czujesz, kochanie? Czy weźmiesz udział w porannej sesji? Może 

poprosić, żeby przyniesiono ci śniadanie do pokoju? 

Lucy westchnęła. 
-  Oczywiście,  że  wezmę  udział  w  sesji,  tato.  Przecież  po  to  tu 

przyjechałam. Zobaczymy się na dole na śniadaniu, dobrze? 

-  Lucindo,  po  wczorajszym  przeżyciu  powinnaś  odpocząć  - 

zaprotestował ojciec z troską. 

Starała się zachować spokój. 
-  Tato,  idź już i  pozwól mi  się  ubrać.  I  przestań,  proszę, trząść  się nade 

mną jak kwoka. 

Jej  głos  był  tak  stanowczy,  że  baronet,  acz  niechętnie,  usłuchał  jej 

prośby. 

Lucy  istotnie  czuła  się  rozbita  po  wczorajszej  przygodzie.  W  lustrze 

zobaczyła, że ma bladą twarz i cienie pod oczami, lecz uznała, że silniejszy 
makijaż to przykryje. 

Miała zamiar wejść do Sala di Congresso punktualnie o dziewiątej. Tata 

jest kochany, oczywiście, ale to irytujące, że traktuje ją wciąż jak uczennicę, 
która  ucieka  na  wagary,  gdy  tylko  ma  ochotę.  Czasami  wręcz  czuła,  że  jej 
obecność tutaj wcale nie jest konieczna. 

Czy  naprawdę?  To  natarczywe  pytanie  znowu  wróciło  w  jej  myślach. 

Wczoraj wieczorem nawet nie przypuszczała, że może być znowu lekarzem. 
No i do czego doprowadziło ją to głupie oszustwo?! Robiło jej się zimno i 
gorąco  na  przemian,  gdy  wspominała  pompatyczne  słowa  Aubreya 
skierowane  do  Pontiego,  który  przynajmniej  okazał,  że  jest  kompetentnym 
lekarzem, a poza tym zachował się wręcz niewiarygodnie uprzejmie, kiedy 
tak głupio rozkleiła się w szpitalu. Co on musi teraz o niej myśleć? 

Uczesała  włosy  w  elegancki  kok  i  spięła  je  grzebieniem.  Stanie  dzisiaj 

przed  Pontim  opanowana  i  uprzejma.  Nie  da  po sobie  poznać,  co  się  z  nią 
dzieje. Zdjęła kryształowe kolczyki i włożyła złote, żeby wyglądać bardziej 
oficjalnie. 

Gdy  poranna  sesja  dobiegła  końca  i  nie  dostrzegła  Pina,  nie  wiedziała, 

czy  się  cieszyć,  czy  martwić.  Może  nie  prezentuje  niczego  więcej  na 
konferencji i wrócił do swej pracy na Lido? To może oznaczać, że więcej go 

22

RS

background image

 

 

nie  zobaczy  i  nie  będzie  żadnego  problemu.  Poczuła  taką  obojętność,  że 
nawet nie próbowała być szczególnie miła dla Aubreya Portwooda, który w 
przerwie przyniósł jej kawę i angielską prasę. 

-  Lucindo,  jak  się  czujesz?  -  zaczął  uprzejmie.  -  Pytam,  bo  wieczorem 

chciałbym  zaprosić  ciebie  i  sir  Petera  na  kolację  do  L'Usignolo  Argento  - 
oznajmił z uśmiechem. - Naturalnie, pannę Elstone także. 

Oczywiście,  pomyślała  Lucy.  Po  to,  by  Meg  zabawiała  ojca,  a  mnie 

miałby dla siebie. 

- Rozmawiałem już o tym z sir Peterem - kontynuował Aubrey - i zgodził 

się  pod  warunkiem,  że  pójdziesz  z  nami.  Czy  mogę  zamówić  stolik  dla 
czterech osób, powiedzmy na ósmą? 

Uśmiechnęła się chłodno. 
- Będzie mi miło. 
-  Doskonale!  Dziękuję,  Lucindo  -  odparł  z  satysfakcją.  -  Jeżeli 

pozwolisz, zrobię to zaraz. 

Gdy wstał, kelner z bufetu przyniósł Lucy przenośny aparat. 
- Mi scusi, signorina, telefon do pani. 
Usłyszała głos w słuchawce i natychmiast uśmiech rozjaśnił jej twarz. 
-  Valeria,  dzień  dobry!  Jak  się  masz!  Wczoraj  nie  zastałam  cię  w 

szpitalu. 

Aubrey  stał  niezdecydowany  w  dyskretnej  odległości,  ale  słyszał  każde 

słowo. 

-  Tak,  będzie  mi  bardzo  miło  spotkać  się  z  tobą,  Valerio.  Dziś 

wieczorem. Jest tylko jeden problem. Muszę zapytać. .. 

Spojrzała na Aubreya. 
- Lucindo, zaproś przyjaciółkę na kolację - zaproponował bez wahania. 
Lucy zakryła ręką mikrofon. 
- Jesteś pewien? - zapytała szeptem. - To drogi lokal. 
- Oczywiście. Będę zachwycony. 
-  Jesteś  naprawdę  wspaniałomyślny,  Aubrey.  Halo?  Val,  słuchaj, 

sprawiłabyś  mi  przyjemność,  gdybyś  poszła  z  nami  na  małe  przyjęcie  o 
ósmej.  Sekretarz  taty  właśnie  je  organizuje.  Tak,  Val,  on  serdecznie  cię 
zaprasza. Dobrze, tak będzie doskonale! 

Ustaliły,  że  Valeria  przyjdzie  do  hotelu  o  szóstej  na  drinka,  a  potem 

przygotują się do wyjścia w pokoju Lucy. 

Valeria  będzie  na  kolacji,  pomyślała  Lucy,  więc  nie  będę  przypisana 

23

RS

background image

 

 

Aubreyowi. Wcale nie była pewna, że chce się z nim związać. Potrzebowała 
czasu do namysłu. 

Doświadczenia  ostatniego  wieczoru  otworzyły  przed  nią  perspektywy 

nowego życia i czuła potrzebę zmiany. Ośmieliła się marzyć o powrocie do 
zawodu  lekarza...  Porozmawia  z  Valeria,  ona  na  pewno  jej  pomoże. 
Zazdrościła  koleżance  jej  stylu  życia.  Praca  z  pacjentami,  omawianie 
przypadków  zachorowań  z  kolegami,  próbowanie  różnych  sposobów 
leczenia  -  to  wszystko  jest  znacznie  bardziej  pociągające  niż  praca  w 
ministerstwie. 

Nie  miała  problemów  finansowych,  brakowało  jej  więc  bodźców,  aby 

powrócić  do  wykonywania  zawodu,  którego  uczyła  się  przez  sześć  lat. 
Szczególnie po załamaniu nerwowym. Dwa lata temu, po gorzkim rozstaniu 
z Davidem Rowenem  i  kryzysie  zawodowym, schroniła się  w  sanktuarium 
domu rodzinnego, gdzie rodzice, pełni zrozumienia, podzielali jej oburzenie 
na władze szpitala. 

Spokój  w  hrabstwie  Wiltshire  pomógł  jej  odbudować  w  pewnej  mierze 

zaufanie  do  siebie  i  teraz  chętnie  wykonywała  swą  pracę  w  ministerstwie, 
dzięki której mogła jeździć z ojcem na takie konferencje jak ta. Wiedziała, 
że wielu przyjaciół jej zazdrości, ale... 

Go  począć?  Pytanie  to  powracało  do  niej  jak  bumerang.  Pamiętała 

przeszywający  wzrok  Pina  i  to  dziwne  zdarzenie,  kiedy  płakała  w  jego 
ramionach po wyjściu z Ospedale Al Mare. 

W  czasie  lunchu,  który  jadła  z  ojcem,  dowiedziała  się,  że  w  kolacji 

weźmie udział jeszcze jedna osoba. 

- Cieszę się, że zaprosiłaś doktor Corsini, kochanie -powiedział baronet. - 

Aubrey zaprosił również tego młodego człowieka, z którym widzieliśmy się 
w poniedziałek. Jak on się nazywa? No, ten, co tu pracuje. 

-  Gianniego  Scoglierę,  tego  jasnowłosego  lekarza  z  radioterapii?  - 

zapytała Lucy. 

-  Tak. To bardzo  miły  młody  człowiek.  Będzie  więc  nas  sześcioro,  trzy 

panie i trzech panów. 

Lucy  zmarszczyła  brwi.  Zauważyła,  że  Aubrey  rozmyślnie  wyrównał 

liczbę  uczestników  przyjęcia,  aby  przy  stole  partnerem  Yalerii  był  młody 
lekarz  i  w  ten  sposób  ona,  Lucy,  będzie  towarzyszką  Aubreya.  Było  aż 
nadto jasne, że robił wszystko, by go z nią kojarzono. 

Pomyślała  z  irytacją,  że  gdyby  poprosiła  Valerie  o  przyjście  z 

24

RS

background image

 

 

przyjaciółką,  Aubrey  znalazłby  innego  gościa  przeciwnej  płci  i  tak  dalej. 
Była ciekawa, ile osób jest skłonny jeszcze zaprosić i za nie zapłacić... 

No dobrze, będzie miała okazję zasmakować nocnego życia w Wenecji, i 

to w ekskluzywnym lokalu. Restauracja L'Usignolo była znanym miejscem 
spotkań  międzynarodowej  elity  towarzyskiej,  która  oglądała  występy 
zespołu opery La Fenice i przestawienia w Teatrze Goldo-niego. 

Po  lunchu  Lucy  miała  pół  godziny  czasu,  wyszła  więc  z  hotelu,  aby 

odetchnąć  świeżym  powietrzem  i  pospacerować  po  rozległym  placu,  na 
którym dominował kościół Świętego Jana i Pawła. 

W słońcu trójka dzieci beztrosko odbijała piłkę o wysokie mury kościoła. 

Lucy  dostrzegła  sprzedawcę  lodów  po  drugiej  stronie  i  nie  mogła  sobie 
odmówić  przyjemności  ich  spróbowania.  Gdy  kupiła  dobrze  wypełniony 
rożek,  uznała,  że  musi  szybko  to  zjeść,  bo  czuła  się  nieswojo,  stojąc  z 
kapiącymi  lodami  w  ręku  na  środku  placu,  obok  pomnika  olbrzymiego 
jeźdźca. 

Słońce ogrzewało jej twarz oraz ramiona i czuła, że się powoli odpręża. 

Wenecja  to  przepiękne  miasto,  myślała.  Zbudowano  je na  morzu  tysiąc lat 
temu  i  wciąż  istnieje.  ?  Z  wielką  przyjemnością  zostałaby  tutaj  dłużej. 
Mogłaby  odwołać  rezerwację  na  sobotni  samolot  i  zamieszkać  w  jakimś 
skromniejszym  miejscu  niż  Albergo  Cicliami.  Może  Valeria  jej  w  tym 
pomoże?  Oparła  się  o  otaczającą  pomnik  balustradę  i  zatopiła  w 
marzeniach... 

- Czeka pani na kogoś, pani doktor? 
Wyprostowała się gwałtownie. To Pino uśmiecha się do niej, a ona stoi i 

je lody w publicznym miejscu! W Anglii byłoby to nie do pomyślenia! 

- Dzień dobry, doktorze... 
-  Widzę,  że  próbuje  pani  gelato.  Są  dobre,  prawda?  Wskazał  głową  jej 

zjedzone do połowy lody. 

- Tak,  wspaniałe - zgodziła się. - Jak pan się dziś czuje? Nie widziałam 

pana na konferencji - dodała i natychmiast tego pożałowała. 

Nie chciałaby, by wiedział, że go szukała. 
-  Byłem  zajęty  w  szpitalu.  Moja  praca  nie  pozwala  na  udział  w 

konferencji. 

Była ciekawa, co robił w Ospedale Civile, ale nie ośmieliła się zapytać. 
- Jak się czuje Danilo? Już pewnie wyszedł do domu? 
-  Chyba  tak.  Sądzę,  że  dostał  osłonę  antybiotykową.  Wody  Laguny  są 

25

RS

background image

 

 

znane  z  wysokiego  poziomu  zanieczyszczeń  z  powodu...  ścieków.  Dla 
Danila największym zagrożeniem jest teraz infekcja. 

Lucy pokiwała głową ze zrozumieniem. Czuła, jak Pino przygląda się jej 

twarzy  i  błądzi  wzrokiem  po  jej  figurze.  Spuściła  oczy,  on  zaś  uśmiechnął 
się lekko. 

- A jak pani się czuje, pani doktor? 
-  Sto  bene,  grazie  -  odparła  pewnie.  -  Czuję  się  dobrze.  Danilo  miał 

szczęście,  że  był  pan  pod  ręką  -  mówiła  szybko,  nie  chcąc,  by  rozmowa 
zeszła  na  tematy  osobiste.  -  Nie  mogę  zapomnieć,  jak  wyciągał  go  pan  z 
wody do motorówki. Bałam się, że sam pan wpadnie. 

- Ja też się bałem. - Wyciągnął rękę i palcem dotknął czubka jej nosa. - 

Gelato. 

- O mój Boże! 
Pospiesznie  otworzyła  torebkę  i  wyjęła  chusteczkę.  Co  za  upokorzenie! 

Pino patrzył z rozbawieniem, jak wyciera usta i nos. Kiedy był przy niej, z 
trudem  zachowywała  spokój.  Było  w  nim  coś,  co  obracało  jej  starania 
wniwecz,  a  równocześnie  promieniowało  z  niego  tyle  ciepła,  że 
wystarczyłoby  dla  wielu.  Doszła  do  wniosku,  że  ten  człowiek  jest 
bezinteresownie życzliwy. 

Wtedy zadał pytanie, które musiało paść. 
-  Dlaczego  pozwoliła  mi  pani  myśleć,  że  jest  sekretarką?  To  postawiło 

mnie w kłopotliwej sytuacji wobec... pana Audreya. 

Nie  przestawał  się  uśmiechać  i  odniosła  wrażenie,  że  nie  ma  zamiaru 

robić z tego wszystkiego sprawy. 

- On ma na imię Aubrey - poprawiła. - Nazywa się Aubrey Portwood. A 

jeśli chodzi o mnie, to wtedy istotne było ratowanie życia, a nie zawód. To 
było najważniejsze, prawda? 

- Owszem, ale razem uratowaliśmy mu życie. Wątpię, żeby się to udało 

bez pani pomocy. Czy mam rację? Wie pani, myślałem, że on już nie żyje. 

- Ja też - przyznała z drżeniem. 
- Zrobiła pani wspaniałą rzecz, Lucia. 
- Pino, zrobiliśmy to razem, dobrze? 
Odrzucił głowę do tyłu i roześmiał się głośno. W wycięciu rozpiętej pod 

szyją koszuli ujrzała trójkąt zdrowej, opalonej skóry. Jaki on jest przystojny! 
Zmieszana spuściła wzrok i spojrzała na zegarek. 

- Myślę, że już czas wracać. 

26

RS

background image

 

 

-  Na  pewno!  Znowu  nie  mogę  uczestniczyć  w  popołudniowej  sesji. 

Muszę... O mio Dio! 

Przerwał  w  pół  zdania,  spojrzał  gdzieś  przez  jej  ramię  i  jego  nastrój 

natychmiast się zmienił. 

Potem  przesunął  się  w  lewo  i  wyciągnął  ramiona  do  delikatnie 

zbudowanej blondynki, nadchodzącej od strony szpitala. Lucy patrzyła, jak 
dziewczyna  naturalnie  wśliznęła  się  w  jego  objęcia.  Gdy  Pino  objął  ją 
niczym  drogocenny  klejnot,  Lucy  zauważyła  na  jego  twarzy  wyraz 
niepokoju. Rozmawiali po włosku. 

- Gabriella, cara mia! 
- Pino, szukałam cię! 
- Wybacz, nie myślałem, że będziesz tak krótko. Poczekałbym. 
Puścił ją i wtedy Lucy zobaczyła, jak niewinnym wzrokiem dziewczyna 

na  niego  patrzy.  Miała  duże,  niebieskie  oczy,  przezroczystą  jak  porcelana 
cerę, jedwabiste, jasne włosy, lekko falujące i związane niebieską apaszką. 
Gdy się cofnęła, Lucy nabrała pewności, że gdzieś ją widziała. 

- Jak ci poszło z profesorem? - zapytał Pino. 
-  Bardzo  dobrze.  On  jest  czarujący!  Pobrali  mi  krew  i  szpik  kostny  i 

muszę  przyjść  tu  znowu  w  poniedziałek  -  tłumaczyła  szybko.  -  Powie  mi 
wtedy, czy konieczne jest leczenie szpitalne. 

Rozumiem.  Dobrze  -  powiedział  cicho  i  jakby  ze  smutkiem.  Pomyślał 

zapewne,  że  te  wiadomości  nie  wnoszą  nic  nowego,  ale  są  niezłe.  Lucy 
uznała, że nie powinna im przeszkadzać i zaczęła się wycofywać. 

Dziewczyna tymczasem poprosiła, żeby została. 
- Miperdoni, signorina, per interrompare! 
Lucy  zawahała  się,  ale  Pino  opanował  się  na  tyle,  aby  je  sobie 

przedstawić. 

- Lucia, to jest Gabriella Rasi, moja droga przyjaciółka, która zatrzymała 

się  na  Lido.  Gabriello,  poznaj  Lucię...  Spriggs  z  Anglii,  która  w  tym 
tygodniu bierze udział w konferencji. 

- Buongiorno, Gabriella - rzekła Lucy. 
- Buongiorno, Lucia! 
Niekłamana serdeczność w uśmiechu dziewczyny sprawiła, że Gabriella 

natychmiast  przypadła  Lucy  do  serca.  Jej  postać  była  tak  krucha,  że  z 
łatwością uniósłby ją podmuch wiatru.  

W tym momencie Lucy przypomniała sobie jej twarz. 

27

RS

background image

 

 

-  Gabriello,  czy  to  możliwe,  że  widziałam  cię  w  filmie  o  życiu 

Vivaldiego? Byłaś sierotą, jedną z jego uczennic... 

Olbrzymie oczy dziewczyny rozszerzyły się jeszcze bardziej. 
- „La Figlia delia Pieta"? Czy ci się podobał? 
- Tak, bardzo, szczególnie ty. Pamiętam, że płakałam, gdy wyrzekłaś się 

miłości, żeby zostać mniszką. 

Urwała,  widząc,  że  Pino  marszczy  brwi.  Gabriella  musi  być  dla  niego 

kimś bardzo ważnym. W jego głosie słyszała tyle troski, gdy dopytywał się 
o jej zdrowie. 

-  Jesteś  bardzo  miła,  Lucia.  Prawda,  Pino?  Dziewczyna  uśmiechała  się, 

przenosząc wzrok z jednego na drugie. 

-  To  dzięki  niemu  tu  jestem.  Pino  załatwił  mi  wizytę  u  profesora 

onkologii - wyjaśniła. 

Lucy zauważyła, że wzrok Pina sposępniał, i czuła, że nie powinna o nic 

więcej wypytywać. 

- Naprawdę muszę już iść - oznajmiła. - Było mi bardzo miło cię poznać, 

Gabriello. 

-  Czuję,  że  jesteś  moją  przyjaciółką,  Lucia.  Spotkamy  się  jeszcze  - 

oświadczyła aktorka z przekonaniem. 

Zapadła  cisza  i  Lucy  uświadomiła  sobie,  że  z  dziewczyną  Pina  łączy  ją 

dziwne porozumienie. 

- Chodźmy, cara mia - powiedział. - Przewiozę cię przez Lagunę i jeżeli 

dzisiaj jakiś idiota wypadnie za burtę, to będzie miał pecha. 

W  głosie  Pina  brzmiała  groźba.  Ukłonił  się  Lucy,  wziął  Gabriellę  pod 

ramię i odeszli. 

Lucy wróciła do Sala di Congresso w melancholijnym nastroju. Widziała 

w  myślach  ufną,  dziewczęcą  twarz  Gabrielli.  Badanie  szpiku  kostnego 
oznacza, że dziewczyna cierpi na groźną formę anemii, chociaż z pewnością 
nie  poinformowano  jej  o  tym,  że  stan  jest  poważny,  a  Pino  usiłuje  ukryć 
swoje obawy. 

Czy  oni  się  kochają?  Nawet  jeżeli  tak,  to  Pino  czuje  się  wciąż 

dostatecznie  wolny,  by  flirtować  z  innymi  kobietami, łącznie z  nią.  Będzie 
lepiej,  jeśli  przestanie  marzyć  o  powtórzeniu  zdarzenia  spod  Ospedale  Al 
Marę. Ona jest tu zwykłym gościem, spotkanym przelotnie, podczas gdy ta 
piękna aktorka jest wyraźnie głęboko z nim związana.  

Lucy miała w pamięci wyraz jego twarzy, gdy słuchał relacji Gabrielli. 

28

RS

background image

 

 

Podniosła  wzrok  i  napotkała  pytający  uśmiech  Aubreya.  Wzruszyła 

ramionami. Nie  ma  sensu  rozmyślać  na  temat  Pina i jego aktorki,  bo  sama 
musi sobie ułożyć życie i zadbać o przyszłość. 

Po  zakończeniu  sesji  sir  Peter  rozmawiał  przy  herbacie  z  dwoma 

Holendrami  i  poprosił  Lucy,  by  wróciła  do  hotelu  z  Aubreyem  i  Meg.  On 
miał dołączyć do nich później. 

-  I  żadnych  wycieczek  na  Lido,  kochanie!  -  ostrzegł,  grożąc  jej 

żartobliwie palcem. 

-  Proszę  się  nie  martwić,  zaopiekuję  się  Lucy,  sir  -  powiedział  Aubrey, 

biorąc ją pod rękę gestem posiadacza. 

Meg  Elstone  z  kamienną  twarzą  wzięła  torebkę i odwróciła się  od  nich, 

wyjaśniając, że musi wysłać listy. 

-  Co  się  dzieje  z  tą  dziewczyną?  -  spytała  Lucy  z  westchnieniem.  -  Ile 

razy próbuję z nią porozmawiać, okazuje mi chłód. 

-  Chyba tęskni  do  swojego  chłopaka  -  odparł  Aubrey  z  uśmiechem.  -  A 

teraz, Lucindo, spełnij moje marzenia i popłyńmy do hotelu gondolą. 

- Czy to jest bardzo drogie? - spytała. 
-  Lucindo,  ten  jeden  raz  spełnij  marzenie  samotnego  mężczyzny,  który 

prosi  piękną  dziewczynę  tylko  o  to,  żeby  popłynęła  z  nim  gondolą  przez 
Canale Grandę - powiedział, zbliżając do niej głowę. 

Pozwala sobie na ekstrawagancję, by sprawić jej przyjemność, więc czy 

mogłaby mu odmówić? Pozwoliła poprowadzić się do rzędu pomalowanych 
na  czarno  gondoli,  przycumowanych  do  pionowych  pasiastych  słupków, 
które także były częścią scenerii Wenecji. Wąsaty gondolier w słomkowym 
kapeluszu  z  szerokim  rondem  pomógł  jej  zejść  w  dół  i  zająć  miejsce  na 
miękkiej ławeczce z oparciem, na której usiadł także Aubrey. 

Wypłynęli na środek kanału, skąd najlepiej było widać wspaniałe pałace, 

leżące na obu jego brzegach. Aubrey pokazywał jej najważniejsze budowle. 

- To jest Pałac Justyniana, gdzie Wagner napisał „Tristana i Izoldę", a po 

drugiej stronie... 

Zasób  informacji,  które  zebrał  sekretarz  ojca,  był  imponujący.  Lucy 

kiwała  głową,  patrząc  na  wspaniałe  fasady  z  kolumnami,  rzeźby,  pełne 
wdzięku łuki okien i balustrady po obu stronach słynnego szlaku wodnego, i 
cieszyła się każdą chwilą. 

Gdzieś  w  głębi  serca  czuła  się  jednak  trochę  nieswojo.  Gondole  są  dla 

kochanków,  a  Lucy  wiedziała,  że  nie  kocha  siedzącego  obok  mężczyzny. 

29

RS

background image

 

 

Miała  uznanie  dla  jego  solidności,  ufała  mu  i  nie  wątpiła,  że  darzy  ją 
uczuciem i jest gotowy kochać ją i chronić. 

Dlaczego  więc  nie  potrafi  zaakceptować  tego,  co  jej  ofiarował  i  nie 

dziękuje Bogu za jego oddanie? Jej rodzice aprobowali go i pomimo różnicy 
wieku uważali, że jest dla niej odpowiedni. 

Niespodziewanie  otoczył  ją  ramieniem.  Pomyślała,  że  jest  to  doskonałe 

miejsce  na  romans,  nie  poczuła  jednak  żalu,  gdy  skręcili  z  kanału  do 
przystani przy Albergo  Cicliami. Podziękowała Aubreyowi za przejażdżkę, 
ale wymówiła się od drinka w barze, ponieważ zbliżał się czas spotkania z 
Valeria. 

Dwie młode kobiety padły sobie w objęcia jak siostry, które długo się nie 

widziały. 

- Lady Lucinda! Wcale się nie zmieniłaś, ciągle tak samo wyniosła. 
- Och, cicho bądź, Val! Wiesz, że nigdy nie używam tego tytułu. Chodź, 

zapraszam  cię  do  małego  baru,  gdzie  będziemy  mogły  pogadać  z  dala  od 
ojca. 

Śmiejąc  się,  poszły  szybko  wąską  uliczką  i  usiadły  przy  samotnym 

stoliku  obok  kontuaru,  przy  którym  mieszkańcy  Wenecji  spotykali  się  po 
pracy. 

- Z kim idziemy na kolację, Lucy? 
- Jesteśmy zaproszone przez Aubreya Portwooda, prywatnego sekretarza 

taty. 

- Och, to robi wrażenie! Czy będę towarzyszyć kochanemu sir Peterowi, 

a ty naszemu fundatorowi? 

-  Nie  bądź  śmieszna!  -  skarciła  ją  Lucy,  chociaż  nie  posiadała  się  z 

radości z powodu spotkania z najbliższą przyjaciółką. 

- Będzie z nami maszynistka taty, Meg Elstone, i doktor Scogliera. 
-  O,  znam  Gianniego  Scogliere  -  rzekła  Valeria  i  jej  oczy  rozbłysły.  - 

Wysyłamy do niego pacjentów na radioterapię. Na Lido jest zabawny, mały 
pensjonat,  prowadzony  przez  zubożałą  hrabinę,  gdzie  niektórzy  z  nich 
zatrzymują  się  w  czasie  leczenia.  Jest  tam  przyjemniej  niż  na  oddziale,  a 
poza  tym  w  naszym  szpitalu  ciągle  brakuje  łóżek.  Wiele  oddziałów  jest 
zamkniętych z powodu remontów. - Westchnęła. - Opowiedz o sobie, Lucy. 
Jak ci się udało przyjechać na konferencję? 

Lucy patrzyła na filiżankę z kawą. 
-  Pracuję  teraz  z  tatą  w  dziale  statystyki  medycznej,  Val.  To  chyba  mi 

30

RS

background image

 

 

bardziej odpowiada niż szpital. 

-  Naprawdę?  Czy  po  studiach  nie  pracowałaś  jako  stażystka  gdzieś  w 

Manchesterze? - zapytała zdziwiona Valeria. 

- Tak, ale chciałabym o tym zapomnieć - odparła Lucy, unikając wzroku 

przyjaciółki. 

-  Jesteśmy  teraz  daleko  od  Manchesteru  -  powiedziała  cicho  Valeria.  - 

Czy chcesz opowiedzieć cioci Val, co się stało? 

Lucy  niespodziewanie  pomyślała,  że  to  dobra  terapia  zwierzyć  się 

przyjaciółce w tym samym wieku, która najlepiej ją zrozumie. 

- Val, w szpitalu Beltonshaw nic mi się nie udało. Pracował tam pewien 

lekarz  położnik...  Zupełnie  zwariowałam  na  jego  punkcie.  Naprawdę 
myślałam, że interesuje się mną i odwzajemnia moje uczucia. Zaprosiłam go 
na  kilka  dni  do  Hallcross  Park  i  to  było  straszne.  On  i  mama  ścierali  się 
okropnie.  Najpierw  mama  była  zaskoczona,  kiedy  opowiadał,  że 
wychowywał  się  na  wschodnich  przedmieściach  Londynu.  Okazało  się,  że 
pochodzi  z  ubogiej  rodziny.  Ja  podziwiałam  go  za  to,  że  zrobił  karierę,  a 
on...  nagle  zaręczył  się  z  pielęgniarką  z  położnictwa.  To  było  takie 
upokarzające... 

Głos Lucy drżał; Valeria dotknęła jej ręki z milczącym współczuciem. 
- A co potem? Skończyłaś ten staż? 
- Tak, chociaż to było prawdziwe piekło. Oddział był bardzo obciążony. 

Kiedy  byłam  na  dyżurze,  zdarzało  się,  że  pracowałam  cały  dzień  i 
większość  nocy.  Czasami  wpadałam  w  panikę,  że  sobie  nie  poradzę, 
szczególnie  wtedy,  kiedy  straciłam  Davida.  Wiesz,  ciągle  musieliśmy 
pracować razem, nawet zaprosił mnie na ślub, ale oczywiście nie poszłam. 

- Och, Lucy... 
-  A  potem  zdarzyło  się  coś  naprawdę  okropnego.  Była  tam  kobieta  w 

ciąży,  która  chorowała  na  cukrzycę  od  dziecka.  Wiesz,  jak  to  może  się 
skomplikować w czasie ciąży. Często zapadała na hipoglikemię i za każdym 
razem, gdy lekarze obniżali jej poziom insuliny, zapadała w hiperglikemię. 
Spędzała całe tygodnie na oddziale ciąży z powikłaniami.  

Lucy zawahała się, ale Valeria powiedziała: 
- Mów dalej, proszę. 
-  Pewnej  nocy  zapadła  na  hipoglikemię  około  drugiej  nad  ranem  i 

dyżurna  pielęgniarka  nie  mogła  jej  obudzić,  więc  wezwała  mnie.  Właśnie 
zasnęłam.  W  ciągu  dnia  było  urwanie  głowy,  dużo  porodów  i  innych 

31

RS

background image

 

 

problemów ginekologicznych. Kiedy telefon mnie obudził, obiecałam zaraz 
przyjść. 

-  Domyślam  się,  co  było  potem  -  powiedziała  Valeria  spokojnie.  - 

Przewróciłaś  się  z  boku  na  bok  i  zasnęłaś  znowu.  To  się  zdarza.  I  kiedy 
pielęgniarka zadzwoniła ponownie... 

-  Nie  do  mnie.  Zadzwoniła  do  Davida  Rowena  -  odparła  Lucy  cicho.  - 

Wpadł na oddział, pobrał próbkę krwi i zbadał poziom cukru. Był za niski, 
więc  podał  jej  dożylnie  glukozę.  Ocknęła  się  natychmiast,  jak  zwykle,  ale 
oczywiście była trochę zdezorientowana i rozstrojona, więc obudziła innych 
pacjentów. 

Lucy zagryzła wargi i łzy napłynęły jej do oczu. 
- Nie denerwuj się, Lucy, kochana - poprosiła łagodnie Valeria. - To, co 

mówisz, zachowam dla siebie. Czy David coś ci powiedział? 

Lucy sięgnęła po chusteczkę do torebki i wytarła oczy, po czym odparła: 
- Nie. Obudziłam się nagle w panice i zbiegłam na oddział w szlafroku i 

pantoflach,  ale  wtedy  niebezpieczeństwo  już  minęło  i  David  pił  kawę  z 
pielęgniarkami  w  dyżurce.  Był  dla  mnie  bardzo  miły,  ale  pacjentka 
domyśliła  się,  że  wezwano  go,  ponieważ  ja  nie  przyszłam.  Powiedziała  o 
tym  mężowi,  a  on  złożył  skargę  w  dyrekcji  szpitala.  Przeprowadzono 
dochodzenie. 

Och,  Val,  to  był  koszmar.  Musiał  zeznawać  David  i  pielęgniarki,  które 

były  na  dyżurze  tamtej  nocy.  Ostatecznie  uniewinniono  mnie  od 
zawodowego  zaniedbania,  ponieważ  nikomu  nic  się  nie  stało,  a  poza  tym 
byłam  na  dyżurze  od  osiemnastu  godzin.  Udzielono  mi  jednak  nagany  i 
musiałam  przeprosić  pacjentkę  i  dyrekcję,  ale  w  jakiś  sposób  informacja  o 
tym  zdarzeniu  dotarła  do  gazety  „Manchester  Evening  News"  i 
opublikowano  ją  na  pierwszych  stronach.  Te  nagłówki!  Po  tym  wszystkim 
byłam kłębkiem nerwów. 

Lucy z trudem powstrzymywała się od płaczu. 
-  To,  co  przeżyłaś,  jest  okropne,  moja  droga  -  stwierdziła  półgłosem 

Valeria, kiwając ze zrozumieniem głową. - A co było potem? 

-  Skończyłam ten  sześciomiesięczny  staż  i  złożyłam podanie  o pracę  na 

oddziale pediatrycznym. Ale dyrekcja szpitala odmówiła podpisania ze mną 
nowego  kontraktu  i  tak  się  skończyło.  Wróciłam  do  domu  i  wpadłam  w 
depresję;  przez  parę  tygodni  nie  byłam  zdolna  do  niczego.  Potem  ojciec 
zaproponował  mi,  abym  zajęła  się  statystyką.  Zawsze  byłam  dobra  z 

32

RS

background image

 

 

matematyki, a ta praca w ministerstwie jest całkiem interesująca. W każdym 
razie  znowu  stanęłam  na  nogach.  Pacjentka  ostatecznie  miała  cesarskie 
cięcie i wszystko poszło dobrze. Ma zdrową córkę. Dosyć już o mnie, Val. 
Teraz powiedz, co u ciebie? 

Valeria  Corsini  jednak  była  bardzo  przejęta  opowieścią  Lucy  ojej 

upokarzających  doświadczeniach  w  Beltonshaw  i ich  fatalnym  wpływie  na 
jej  karierę.  Pamiętała  Lucy  ze  szpitala  św.  Małgorzaty  jako  doskonałą 
studentkę  medycyny,  choć  jej  arystokratyczne  pochodzenie  i  sposób  bycia 
utrudniały trochę kontakty z personelem pielęgniarskim. Valeria współczuła 
Lucy, lecz doszła do wniosku, że dramat, jaki przeżyła, korzystnie wpłynął 
na jej osobowość. Lucy wydawała się teraz dużo milsza. 

- Wybacz, Lucy, ale myślę, że powinnaś wyprowadzić się od rodziców - 

oświadczyła bez ogródek. - Oni cię rozpieszczają. 

Lucy  zaczerwieniła  się.  Właśnie  o  tym  ostatnio  myślała.  Jednym 

wyjściem jest poślubienie Aubreya, ale może są jeszcze inne możliwości? 

- Nie wiem, Val. Teraz bardzo się cieszę, że jestem w Wenecji - odparła 

z głębokim westchnieniem. 

-  Dlaczego  nie  zostaniesz  dłużej?  -  zapytała  Valeria  pod  wpływem 

impulsu. - Przydałaby ci się radykalna zmiana otoczenia. 

W duchu zaś dodała: uciekłabyś od ślepej miłości mamusi i tatusia. 
-  To  byłoby  cudownie,  ale  gdzie  mogłabym  tu  pracować?  -  spytała 

niepewnie Lucy. 

-  To  proste!  Wenecja  roi  się  od  turystów,  szczególnie  w  miesiącach 

letnich.  Hotele  są  pełne  Amerykanów  w  starszym  wieku,  którzy 
przyjeżdżają  do  Europy  na  wycieczkę  planowaną  od  lat.  Mnóstwo  jest  tu 
także  młodych  turystów,  którzy  chcą  zwiedzić  świat  jak  najmniejszym 
kosztem.  Ci  ludzie  chorują  na  wszystko:  zatrucia  pokarmowe,  udary 
słoneczne,  zawały.  Oni  potrzebują  lekarzy  mówiących  po  angielsku. 
Większe  hotele  zatrudniają  lekarzy  na  wezwania  telefoniczne  i  niektórzy 
interniści robią na turystach świetny interes. 

Lucy  z  uśmiechem  słuchała  słów  Valerti,  która  patrzyła  na  nią 

rozpromienionym wzrokiem. 

-  To  prawda!  -  dodała  Valeria.  -  Mamy  wspaniałego  lekarza  na  Lido, 

który nie może się wprost opędzić od cudzoziemców. Pomyśl o tym, Lucy. 
Może właśnie czegoś takiego szukasz. 

Lucy  wzruszyła  ramionami,  słysząc  propozycję  Valerii,  ale  w  duchu 

33

RS

background image

 

 

postanowiła  ją  rozważyć.  Pomysł  spędzenia  pełnych  sześciu  miesięcy 
sezonu w Wenecji jest atrakcyjny, ale jak to wytłumaczyć rodzicom? 

Goście  Aubreya  szli  do  restauracji  pieszo,  gdyż  w  Wenecji  nie  było 

innych  środków  komunikacji  oprócz  wodnych.  Spotykali  po  drodze  grupy 
roześmianych grajków i zamaskowanych tancerzy. Niektórzy byli ubrani w 
kostiumy średniowieczne, inni mieli na sobie fantastyczne stroje z głowami 
zwierząt. 

Tego  dnia  wieczorem  na  placu  Świętego  Marka  miała  się  odbyć  jakaś 

uroczystość.  Lucy  nagle  odniosła  wrażenie,  że  u  jednego  z  uczestników 
zabawy  rozpoznaje  ciemne,  błyszczące  oczy  Pina.  Sądziła,  że  jest  z 
Gabriella na Lido, ale mogłaby przysiąc, że to jego widziała w towarzystwie 
roześmianych dziewcząt. Czyżby się myliła? 

W  restauracji  czekał  na  nich  stolik  oświetlony  świecami  i  nakryty  na 

sześć  osób.  Na  środku  stał  bukiet  wiosennych  kwiatów,  ułożony  wokół 
dekoracyjnego, srebrnego słowika, emblematu restauraci. 

Zgodnie  z  jej  przewidywaniami,  Aubrey  wyznaczył  Gianniego  na 

partnera  Valerii  i  wydawało  się,  że  im  obojgu  bardzo  to  odpowiada, 
ponieważ  rozmawiali  z  przyjemnością.  Sir  Peter  zajął  miejsce  obok 
milczącej Meg Elstone, a Lucy usiadła obok Aubreya. 

Spojrzała  w  milczeniu  na  Valerie,  a  przyjaciółka  odpowiedziała  jej 

wzrokiem: Co za problem? Przyszłość należy do ciebie, czeka. Lucy wesoło 
wzruszyła  ramionami,  sygnalizując  w  ten  sposób  Valerii,  że  jest  tego 
pewna. 

Podano  im  menu  razem  z  dwiema  butelkami  szampana  w  kubełku  z 

lodem.  Lucy  zamówiła  farfalle  -  makaron  w  kształcie  motyli  -  ze  świeżym 
łososiem w sosie śmietanowym, z dodatkiem endywii i oliwek. 

Żartowali  i  śmiali  się,  a  sir  Peter  wychwalał  każdego  po  kolei,  a 

zwłaszcza  swą  córkę,  ponieważ  jak  zwykle  zwracała  na  siebie  uwagę  swą 
wysoką,  smukłą  sylwetką,  a  dziś  także  elegancką,  fioletową  suknią  z 
jedwabnego dżerseju. 

Lucy  wiedziała,  że  ojciec  nie  ukrywa  aprobaty  dla  swego  sekretarza  i 

uważa go za idealną partię dla swej jedynej, ukochanej córki, której nie jest 
wart  żaden  inny  mężczyzna.  Jakby  na  potwierdzenie  tego,  usłyszała  cichy 
szept Aubreya: 

- Może ta podróż do Wenecji pokaże nam nasze przeznaczenie, Lucindo. 
Uśmiechnęła  się  i  gdy  zastanawiała  się  nad  odpowiedzią,  dobiegły  do 

34

RS

background image

 

 

niej  słowa  sir  Petera,  relacjonującemu  Valerii  i  Gianniemu  jej  wczorajszą 
przygodę. 

-  Umarłby,  jak  sądzę,  gdyby  nie  Lucinda,  która  obdarowała  go 

pocałunkiem życia na pokładzie tramwaju. 

-  Nie,  tato,  to  doktor  Ponti  robił  sztuczne  oddychanie  po  wyciągnięciu 

chłopaka z Laguny. 

- Ponti? 
Valeria i Gianni spojrzeli na siebie porozumiewawczo. 
-  Co?  Pino?  O  mio  Dio!  -  zawołała  Valeria.  -  Czy  wiesz,  ile  dziewcząt 

zazdrościłoby  ci  takiej  szansy?  To  jest  ten  lekarz,  o  którym  mówiłam  ci 
wcześniej, ten oblegany przez turystów. 

- Szczególnie w czasie weneckiego festiwalu filmowego, kiedy Lido jest 

pełne gwiazd i producentów - dodał Gianni z szerokim uśmiechem. 

-  Pamiętasz  tę  młodą  gwiazdeczkę  filmową,  która  mdlała,  gdy  tylko 

przechodził obok niej? 

- Och, mnóstwo dziewczyn rzuca się na Pina i myśli, że są miłością jego 

życia! - rzekła Valeria z irytacją. 

-  Tak,  i  dlatego  po  festiwalu  musiał  uciekać  z  Lido  do  Wenecji  przed 

dwiema narzeczonymi! - dodał Gianni rozbawiony. 

-  Mów  dalej,  jesteś  tylko  zazdrosny  -  odcięła  się  Valeria.  -  On  jest 

naprawdę  bardzo  dobrym  lekarzem  i  willa  „Luisa"  jest  zawsze  pełna 
pacjentów. - Valeria zwróciła się teraz do Lucy, dodając: - Pamiętasz, jak ci 
mówiłam  o  tym  pensjonacie  należącym  do  hrabiny?  Ona  jest 
wykwalifikowaną pielęgniarką, a Pino zaczynał u niej praktykę w gabinecie 
lekarskim.  Dom  leży  trochę  na  uboczu,  ale  jest  tam  cudowna  atmosfera  i 
kuchnia tak doskonała, jak w żadnym dużym hotelu. 

- Szczęściarz z tego Pina! - komentował Gianni z humorem. - Mieszka z 

boską hrabiną, pławi się w luksusach, nic więc dziwnego, że nie rezygnuje. 

Gdy to powiedział, Lucy zdała sobie sprawę, że podczas tej intrygującej 

wymiany  zdań  zupełnie  zapomniała  o  jedzeniu.  Zapomniała  również  o 
sentymentalnym zdaniu  Aubreya i zauważyła, że zaciska usta. Zawstydziła 
się swojej nieuprzejmości  w  stosunku  do  fundatora i zrewanżowała  mu się 
słabym uśmiechem. 

- Czy smakuje ci farfalle, Lucindo? - zapytał. 
- O, tak, jest wyśmienite - odrzekła szybko. 
- To dobrze. Zapytałem, ponieważ przestałaś jeść - wyjaśnił. 

35

RS

background image

 

 

Lucy,  lekko  zmieszana,  podniosła  widelec  i  usiłowała  nadrobić 

zaniedbanie. 

Gdy  Aubrey  zaprosił  ją  do  tańca  i  na  parkiecie  lekko  objął,  sir  Peter 

patrzył na nich z rozczuleniem, Meg Elstone utkwiła wzrok w nie tkniętym 
talerzu, a  Lucy  doznała  takiego  samego  uczucia jak  w gondoli.  Irytował  ją 
zaborczy stosunek Aubreya, to, że traktował ją jak swoją własność i prawie 
nie odzywał się do innych gości. 

Gdy  Valeria  oznajmiła,  że  musi  już  iść,  bo  ostatni  tramwaj  do  Lido 

odpływa o północy, Lucy nalegała, aby ją odprowadzić i kolacja skończyła 
się tuż po jedenastej. 

-  Czy-  myślałaś  o  tym,  żeby  zostać  tu  do  jesieni?  -  spytała  Valeria  w 

toalecie. 

- Nie wiem, Val - westchnęła Lucy. 
- Dlaczego nie chcesz? Słyszałam, że wczoraj poradziłaś sobie doskonale 

z  tym  biednym  chłopakiem.  Musisz  wrócić  do  praktyki  lekarskiej,  moja 
droga! 

Lucy nie odpowiedziała, ale głęboko w sercu czuła, że Valeria ma rację. 
-  Wiesz,  mam  wolny  ten  weekend  i  nie  planuję  nic  specjalnego.  Może 

przyjechałabyś  do  mnie?  -  zaproponowała  Valeria.  -  Zobaczysz,  jak 
wygląda życie na Lido! 

-  Val, jesteś  pewna?  To byłoby  wspaniale!  -  Lucy zasępiła  się  jednak.  - 

Muszę znaleźć odpowiedni moment, żeby powiedzieć o tym tacie. 

-  Dobrze!  Czekam  na  ciebie  w  piątek  wieczorem.  Pogniewam  się,  jeśli 

nie przyjedziesz - oświadczyła przyjaciółka. 

Tej  nocy  w  mieście  panowała  atmosfera  karnawału.  Po  Canale  Grande 

płynęły  jasno  oświetlone  łodzie  wypełnione  pasażerami,  którzy  grali  i 
śpiewali.  Gianni  Scogliera  ujął  Valerie  pod  rękę  i  szli  w  kierunku  placu 
Świętego Marka, a Aubrey prowadził Lucy. Sir Peter stwierdził, iż czuje się 
zmęczony  i  wrócił  do  hotelu  w  towarzystwie  Meg Elstone,  która  nie  miała 
ochoty na wieczorny spacer. 

Dźwięki  skrzypiec,  piosenek  i  śmiechu  wypełniały  uliczki  wokół 

wielkiego  placu.  Przed  oświetloną  katedrą  muzykanci  stali  w  półkolu,  a 
tancerze  w  maseczkach  skakali  i  kręcili  się  w  rytm  muzyki.  Mężczyźni 
trzymali  kobiety  w  talii,  spódnice  wirowały,  a  gdy  panowie  podnosili  swe 
partnerki do góry, plac huczał śmiechem i brawami. 

Jakiś  mężczyzna  śpiewał  tenorem  starą  balladę  o  szybko  przemijającej 

36

RS

background image

 

 

rozkoszy młodości. 

Quant ? bella giovinezza Che si fugge tuttavia! 
Podniecenie  Lucy  rosło  i  gdzieś  zniknęła  jej  irytacja,  chociaż  Aubrey 

nadal trzymał rękę na jej ramieniu. 

-  O,  popatrz  tam,  Lucy!  -  rzekła  Valeria,  wskazując  na  kogoś  w  tłumie 

widzów. - To jest człowiek, który nie marnuje młodości. 

Lucy spojrzała we wskazanym kierunku i napotkała spojrzenie ciemnych, 

błyszczących oczu. 

- To Giuseppe Ponti! - zawołał Gianni ze śmiechem. 
Próbowała  uciec  od  wzroku  Pina,  ale  czuła  się  jak  zahipnotyzowana. 

Była  tak  zaabsorbowana  tym  spotkaniem,  że  nie  zauważyła,  iż  jeden  z 
tancerzy  oderwał  się  od  innych  i  cicho  do  niej  zbliżył.  Był  to  wysoki, 
muskularny  mężczyzna  w  stroju  pantery  i  w  groteskowej  masce  z 
olbrzymim ptasim dziobem. 

Zarówno  Lucy,  jak  i  jej  towarzysz  byli  zaskoczeni,  gdy  zamaskowana 

postać chwyciła ją i oderwała od ziemi. Widzowie śmiali się i pokrzykiwali 
z aprobatą, Aubrey zaś nerwowo zaprotestował. 

Lucy  była  zupełnie  bezradna,  gdy  podniesiona  do  góry  zawirowała 

dookoła głowy olbrzyma, który trzymał ją w żelaznym uścisku. 

Gwiazdy wirowały nad nią jak szalone, a latarnie na placu rozmazywały 

się w jasną plamę, gdy płynęła w powietrzu nad głową mężczyzny, a potem 
spadła w jego silne ramiona. Przechylił ją do tyłu i znowu się zakręcił, a gdy 
jej  włosy  niemal  dotknęły  bruku  i  dziób  zawisł  nad  nią  niebezpiecznie, 
krzyknęła  przestraszona.  Właściwie  nie  wiedziała,  co  się  działo  później; 
słyszała tylko krzyk i odgłosy szamotaniny. Po chwili znalazła się w innych 
rękach. 

- Pino! - Kręciło jej się w głowie i dyszała, nie mogąc złapać oddechu. 
- Va bene, cara Lucia - mówił, zapewniając, że jest bezpieczna, gdy tuliła 

się do niego, stopniowo odzyskując równowagę. Tenor zaś śpiewał dalej: 

Che vuol esse lieto sia, Di doman ne c'? certezza! 
Pino zaczął szeptem tłumaczyć jej słowa piosenki. 
-  Słyszysz?  On  śpiewa,  że  będziemy  szczęśliwi,  że  dziś  wieczorem 

weźmiemy ślub, bo możemy nie zobaczyć się jutro... 

Czuła  w  jego  głosie  nieodparte  pragnienie,  jego  ciepły  oddech  owiewał 

jej twarz.  

Nagle objął ją za szyję i pochylił głowę, dotykając wargami jej ust. 

37

RS

background image

 

 

W  jego  pocałunku  było  szaleństwo  odzwierciedlające  słowa  piosenki, 

lecz  Lucy  nie  mogła  pozwolić  sobie  na  to,  by  zapomnieć,  że  jest  z 
przyjaciółmi  w  publicznym  miejscu.  Kosztowało  ją  niemało  wysiłku,  aby 
uwolnić się i odsunąć od Pina na odległość ramion. 

Natychmiast  pochwycił  ją  mocno  za  rękę  wściekły  Aubrey,  a  Valeria 

dopytywała się niespokojnie, jak się czuje. 

- Lucindo, co, u diabła, wyrabiasz? - zawołał Aubrey. - Ten głupi tancerz 

mógł cię upuścić i mogłaś sobie coś zrobić. I jeszcze ten bezwstydny pokaz 
Pontiego! Jak on śmiał... 

Przerwał, bo mężczyzna, który wywołał jego gniew, bez słowa zniknął w 

tłumie. 

-  Przeklęty  tchórz,  nawet  nie  ma  odwagi  spojrzeć  mi  w  twarz!  -  wołał 

Aubrey oburzony. 

- Wszystko w porządku, panie Portwood. Takie zachowanie jest całkiem 

normalne  w  czasie karnawału  -  uspokajała  go  Valeria, podczas gdy Gianni 
był pełen uznania dla zuchwalstwa doktora Pontiego i życzył sobie, by udała 
mu się podobna sztuczka z Valeria. 

Lucy  czuła  się  zwolniona  z  wszelkich  wyjaśnień,  ponieważ  zbliżała  się 

pora pożegnania z przyjaciółką. 

-  Dziękuję  panu  za  wspaniałe  przyjęcie  i  gościnność,  panie  Portwood  - 

rzekła  Valeria  uprzejmie,  ściskając  dłoń  gospodarza.  Obejmując  Lucy, 
szepnęła:  -  Nie  zapomnij,  że  przyjeżdżasz  do  mnie  na  weekend.  Zadzwoń 
jutro! 

Gianni wykorzystał okazję, aby ucałować Valerie w oba policzki. Kiedy 

machali  Valerii  na  pożegnanie,  Lucy  wydawało  się,  że  pomiędzy 
pasażerami tramwaju widzi Pina, ale nie była tego pewna. 

Nie  jestem  niczego  pewna,  pomyślała,  idąc  w  milczeniu  obok  Aubreya 

do  hotelu.  Aubrey  nie  mógł  znaleźć  słów,  aby  wyrazić  oburzenie  i 
rozczarowanie,  że  Lucy  nie  stawiała  oporu  temu  natrętnemu  włoskiemu 
lekarzowi,  który  ją  oswobodził  z  rąk  szalonego  tancerza.  Lucy  zaś  nie 
umiała opisać, co czuła do wybawcy, gdy ją pocałował. 

A potem przypomniała jej się Gabriella. 

 
 
 
 

38

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 
Przewodniczący sesji przedstawiał następnego prelegenta. 
-  Wyniki  badań  sir  Petera  Hallcross-Spriggs  na  temat  geograficznego 

rozkładu  zaburzeń  sercowo-naczyniowych  w  Zjednoczonym  Królestwie 
przedstawi jego córka, doktor Lucinda Hallcross-Spriggs. 

Popołudniowa sesja w czwartek była szczególnie ważna dla brytyjskiego 

wiceministra  zdrowia.  Patrzył  dumnie  na  szczupłą  sylwetkę  na  podium, 
ubraną  w  niebieski  kostium  i  białą  bluzkę.  Obok  niego  siedział  jego 
sekretarz z wymuszonym uśmiechem. Aubrey wciąż był wstrząśnięty sceną 
na placu Świętego Marka i nieobliczalnym zachowaniem Lucy. 

Lucy  zaś  pozornie  wyglądała  na  opanowaną,  choć  była  bardzo 

zdenerwowana. Wodziła wzrokiem po audytorium, aby sprawdzić, czy Pino 
jest na sali. Dzięki Bogu, nie zauważyła go, więc zaczęła pewnym głosem: 

- Tego rodzaju przegląd  musi nieuchronnie obejmować badania różnych 

populacji,  klas  społecznych  oraz  pracujących  i  bezrobotnych  na  danym 
obszarze.  Zdecydowaliśmy  się  podzielić  Zjednoczone  Królestwo  na  pięć 
regionów. Poproszę pierwszy slajd. 

Opuszczono  zasłony  i  włączono  projektor,  po  czym  na  ekranie  pojawił 

się  duży  diagram.  Lucy  wskaźnikiem  pokazywała  granice  regionów  i 
główne miasta. 

-  Popatrzmy  na  obszary,  gdzie  zlokalizowany  jest  przemysł  ciężki,  na 

północy, na wschodzie i na zachodzie, 

I  tak  te  w  części  Szkocji  i  w  środkowej  Anglii  -  ciągnęła.  -  Poproszę  o 

następny slajd. 

Minęło  dwadzieścia  minut,  a  Lucy  mówiła  nieustannie  o  liczbach 

przychodni  ogólnych  i  ambulatoriów,  dostępności  szpitali,  śmiertelności  w 
różnych  grupach  wiekowych  i  omawiała  główne  różnice.  Była  wdzięczna 
publiczności  za  ciszę.  Nikt  nie  szeptał  i  nie  kręcił  się  niespokojnie,  co 
zdarzało się podczas innych wystąpień. 

-  Przyjrzyjmy  się  teraz  zasięgowi  zaburzeń  oddechowych  -  ciągnęła.  - 

Obserwuje  się,  że  są  one  ściśle  związane  z  chorobami  serca.  Statystyka 
pokazuje kilka zadziwiających faktów. 

Gdy  minęło  czterdzieści  minut,  Lucy  wypiła  łyk  wody  ze  szklanki 

stojącej  na  stole.  Uch,  ciepła!  Miała  ochotę  zdjąć  żakiet,  ale  czuła,  że  nie 
wypada,  mimo  iż  niektórzy  delegaci  siedzieli  w  koszulach  z  krótkimi 

39

RS

background image

 

 

rękawami.  Spojrzała  na  zegarek  i  uznała,  że  należy  już  przejść  do 
podsumowania. 

-  W  świetle  otrzymanych  rezultatów  sir  Peter  i  ja  wyciągnęliśmy  kilka 

ważnych wniosków - oznajmiła, opuszczając wskaźnik. 

Gdy  skończyła  wykład,  zupełnie  zapomniała  poprosić  o  odsłonięcie 

zasłon  i  ostatnie  słowa  padły  w  ciemnościach.  Gdy  zapadła  cisza,  Lucy 
zauważyła swój błąd i poczuła się skonsternowana. 

-  Przepraszam.  Proszę  wyłączyć  projektor  i  odsłonić  okna  -  rzekła 

pospiesznie. 

Na środku sali zrobił się ruch i męski głos powiedział: 
- Svegliatevi! Obudź się! 
Projektor  został  wyłączony  i  światło  słoneczne  zalało  salę.  Delegaci 

wyprostowali  się  w  fotelach  i  ożywili,  ponieważ  pewien  starszy  pan 
zachrapał,  zanim  szturchnięto  go  w  żebra.  Jego  głośne  „E'finito?" 
spowodowało krótki wybuch śmiechu, pospiesznie stłumiony. 

Lucy stała przed audytorium, czując, że brakuje jej powietrza. Ostrożnie 

sprawdziła  wyraz  twarzy  ojca.  On  i  Aubrey  uśmiechali  się  do  niej,  lecz  w 
oczach Meg Elstone zauważyła błysk rozbawienia. Przełknęła ślinę. Dzięki 
Bogu, pomyślała, że mam to za sobą. To musiał być najnudniejszy wykład 
w tym tygodniu... 

Na tym się jednak nie skończyło. Tam, pośrodku sali, siedział Pino Ponti, 

i  to  było  najgorsze.  Czuła,  że  jej  twarz  czerwienieje  na  wspomnienie 
wczorajszego dnia i umknęła wzrokiem w bok. 

-  Czy  są  jakieś  pytania  do  doktor  Hallcross-Spriggs?  -  zapytał 

przewodniczący. 

Zapadła  głucha  cisza.  Przewodniczący  już  chciał  jej  podziękować,  gdy 

podniosła się czyjaś ręka. 

-  O,  widzę,  że  doktor  Ponti  ma  pytanie.  Proszę  mówić  do  mikrofonu, 

doktorze. 

Lucy zesztywniała. Czy chce ją upokorzyć, zadając pytanie, na które nie 

potrafi odpowiedzieć? Boże, pomóż mi, modliła się w duchu. 

Pino wziął mikrofon i powiedział: 
- Jestem pod wrażeniem obszernych badań, jakie wykonaliście, pani i jej 

ojciec.  -  Spojrzał  w  kierunku  sir  Petera  i  zauważył  pogardliwe  spojrzenie 
Aubreya. - Jest jednak coś, czego nie mogę pogodzić z tym, co wiem o pani, 
pani doktor. Zadam pani pytanie osobiste. 

40

RS

background image

 

 

Lucy odetchnęła głęboko i spojrzała mu w oczy. 
- Proszę bardzo, doktorze - odparła oficjalnym tonem. 
-  Jestem  gotowa  odpowiedzieć  na  każde  rozsądne  pytanie  dotyczące 

naszej pracy. Czy mógłby pan przejść do rzeczy? 

Na sali zapadło głuche milczenie. 
-  Con  piacere.  Moje  pytanie  brzmi:  Jak  pani,  jako  lekarz,  zajmuje  się 

dbaniem o zdrowie ludzi, mając przed sobą te kolumny liczb? Czy pani i jej 
ojciec  widzieliście  te  miejsca,  bezrobocie,  stres,  wszystkie  czynniki,  które 
przyczyniają  się  do  zaburzeń  pracy  serca?  Czy  pani  próbowała  zobaczyć 
twarze ludzi za tymi wykresami, doktor Hallcross-Spriggs? 

Lucy zadrżały nogi i miała tylko nadzieję, że tego nie widać. Chce mnie 

skompromitować, pomyślała. Gdy Pino usiadł, oczy zebranych zwróciły się 
na  nią  z  ciekawością.  Zapadła  na  krótko  cisza,  po  czym  znowu  rozległ  się 
jej wyraźny i spokojny głos: 

- Dziękuję panu za pytanie, doktorze Ponti. Poruszył pan ważną kwestię. 

Statystyka nie jest łatwa, nie jest materiałem dramatycznym. Nie przemawia 
do nas tak łatwo jak historie chorób. 

-  Oczywiście,  że  nie!  -  wtrącił  się  gwałtownie  sir  Peter,  ale  Lucy 

powstrzymała go, dając mu ręką znak, by jej nie przerywał. 

-  Prowadząc  te  badania,  sir  Peter  i  ja  stwierdziliśmy,  że  należy 

zablokować wszystkie reakcje emocjonalne, ponieważ przeszkadzały nam w 
pracy, która musi być precyzyjna i oparta na faktach. 

Te  suche  cyfry  i  wykresy  mają  duże  znaczenie,  gdy  trzeba  podjąć 

decyzję,  gdzie  należy  zbudować  nowe  jednostki  kardiologiczne,  które 
placówki  powinny  być  szczególnie  uczulone  na  wczesne  wykrywanie  i 
zapobieganie  chorobom,  gdzie  faktycznie  należy  skierować  pieniądze.  Te 
statystyki powinny  trafić  do  ośrodków  zdrowia,  programów telewizyjnych, 
gazet i magazynów, docierających do obszarów i grup największego ryzyka. 

Szmer poparcia z sali dodał jej odwagi i uśmiechnęła się promiennie do 

Pina. 

- Świat medycyny ma wiele aspektów - dodała. - Jeden lekarz poświęca 

swoje życie, służąc ludziom jako misjonarz w odległych krajach Trzeciego 
Świata, inny spędza życie w bibliotekach i biurach, tak jak ja. Jeszcze inny 
zbija majątek, zajmując się bogatymi turystami, doktorze. 

Przerwała  znowu,  aby  uśmiechnąć  się  i  sprawdzić,  jakie  wrażenie 

wywarły jej słowa. 

41

RS

background image

 

 

-  Nasza  praca  nie  jest  dezercją;  wszystkie  rodzaje  pracy  lekarzy  są 

potrzebne - zakończyła. - Czy są jeszcze jakieś pytania? 

Rozległy  się  burzliwe  oklaski,  które  towarzyszyły  jej,  gdy  opuszczała 

podium i wracała na swoje miejsce. 

- Byłaś wspaniała, kochanie! Jestem z ciebie dumny! - chwalił ją ojciec, 

który wstał i ucałował ją w zaróżowione policzki. 

Aubrey  aż  promieniał  zadowoleniem.  Natychmiast  wybaczył  Lucy  jej 

zachowanie  na  placu  Świętego  Marka,  tłumacząc  je  sobie  jako  chwilowe 
zapomnienie. Jego uczucia do Lucy powróciły ze zdwojoną siłą, ale potrafił 
zapanować nad sobą i nie ucałował jej. 

- Dobra robota, Lucindo! Spisałaś się doskonale i pobiłaś go. Bóg wie, że 

zasłużył na to. 

Lucy odetchnęła z ulgą. Zamiast upokorzyć ją publicznie, Pino oddał jej 

przysługę  i  spowodował,  że  jej  banalny  wykład  zamienił  się  w  osobisty 
triumf.  Brała  odwet  za  to,  że  w  ciągu  ostatnich  czterdziestu  ośmiu  godzin 
Pino zmienił całkowicie jej życie. 

Tego wieczoru Lucy powiedziała ojcu, że ma zamiar spędzić weekend u 

Valerii Corsini. 

- Mam wspaniałą możliwość, żeby coś zwiedzić, dopóki tu jestem, tato - 

powiedziała w swoim mniemaniu stanowczo. 

Niemniej była zaskoczona  jego  reakcją,  bo  ojciec najwyraźniej  nie  miał 

zamiaru jej opuścić. 

- Doskonały pomysł, kochanie! Poproszę Aubreya, żeby anulował naszą 

rezerwację  na  samolot  i  znalazł  jakieś  miejsce  na  Lido  -  powiedział 
zadowolony, całkiem nieświadomy jej konsternacji. 

-  Podobno  Excelsior  to  dobry  hotel  -  oznajmił  w  czasie  kolacji,  lecz 

Aubrey wolał mały hotel w pobliżu pola golfowego. 

-  Dobrze  -  zgodził  się  ojciec.  -  Zagramy  kilka  rund,  Aubrey.  To  dobre 

ćwiczenie i da nam możliwość lepiej się poznać. 

Sir Peter uśmiechnął się, patrząc znacząco w kierunku Lucy. 
Dokonano więc rezerwacji i uzgodniono, że obaj panowie przeprowadzą 

się  do  Hôtel  des  Deux  Lions  w  piątek  wieczorem,  po  zakończeniu 
konferencji. Meg Elstone jednak odmówiła towarzyszenia im. 

- Dziękuję, ale powinnam wrócić do Gatwick. Mam plany na weekend - 

wyjaśniła krótko. 

-  Naprawdę?  Dobrze,  nie  chcę  zmieniać  twoich  planów,  Meg  - 

42

RS

background image

 

 

powiedział sir Peter, trochę zmieszany jej szorstkim sposobem bycia. 

- Ja też nie mam na to ochoty. Przez tydzień musiałam siedzieć i słuchać. 

Czasami  te  wystąpienia  były  okropne!  -  żaliła  się  sekretarka.  -  Proszę  mi 
wybaczyć, że nie zostanę na deser i kawę. 

-  Chciałabym  wiedzieć,  co  ugryzło  Meg  -  rzekła  Lucy,  gdy  dziewczyna 

szybko  wyszła.  -  Robiłam  wszystko,  co  możliwe,  żeby  zawsze  o  niej 
pamiętać,  a  ona  jest  taka  drażliwa.  Czy  myślicie,  że  ma  jakieś  kłopoty  ze 
swoim chłopakiem?  Nie  chciałam  jej  pytać,  bo  może  mi powiedzieć,  że  to 
nie moja sprawa. 

- Jest po prostu zazdrosna. - Aubrey uśmiechał się. 
-  Przy  kobiecie  takiej  jak  ty  ktoś  tak  sztywny  jak  panna  Elstone  nie  ma 

żadnych szans. 

-  Ale,  jeżeli  ma  naprawdę  jakieś  kłopoty,  powinnam  o  tym  wiedzieć, 

żeby jej pomóc - martwiła się Lucy. 

-  Nie  zwracaj  już  na  nią  uwagi,  Lucindo,  tylko  myśl  o  weekendzie.  To 

bardzo nęcąca perspektywa, nie sądzisz? 

Lucy  nie  odpowiedziała.  Była  zdecydowana  spędzić  z  Valeria  tak  dużo 

czasu,  jak  to  tylko  możliwe.  Poza  tym  musiała  podjąć  decyzję,  czy 
wykorzystać nadarzającą się okazję i wrócić do praktyki lekarskiej. 

W sobotę rano obudziła się w ślicznym mieszkanku Valerii. Przeciągnęła 

się,  gdy  do  sypialni  weszła  gospodyni,  niosąc  tacę  z  kawą  i  ciepłymi 
rogalikami z masłem. 

-  Dzień  dobry,  Lucia.  Kolejny  ładny  dzień!  Czy  nie  masz  ochoty  na 

przejażdżkę konną? Jest tu stajnia, gdzie wynajmuję piękną, małą kasztankę 
- mówiła Valeria, gdy Lucy nalewała kawę. 

- Nie mam odpowiedniego stroju - odparła Lucy niepewnie. 
- Masz spodnie, to wystarczy. Ja pożyczę ci toczek - oznajmiła Valeria. - 

Jest  tylko  jeden  problem:  będę  musiała  cię  zostawić  na  mniej  więcej 
godzinę.  Mam  pacjentkę  w  ciąży  i  muszę  ją  odwiedzić.  Normalnie  leży  w 
szpitalu, ale pozwoliłam jej wyjść na przepustkę - pod warunkiem, że będę 
mogła ją odwiedzić i sprawdzić, jak się czuje. 

- Nawet w wolny weekend? - spytała  Lucy ze zdziwieniem. - Nie może 

wezwać położnej? 

-  Czuję  się  szczególnie  odpowiedzialna  za  Marię.  Ma  szmery  w  sercu  i 

tak  się  składa,  że  jest  siostrą  Pina  -  wyjaśniła  Valeria.  -  Jest  teraz  w  willi 
„Luisa", w tym pensjonacie, o którym rozmawiałyśmy. 

43

RS

background image

 

 

- Jego siostra? - spytała Lucy z zainteresowaniem. Nie wiedziała, że Pino 

ma bliską rodzinę. 

- Tak. Ona jest kucharką, a jej mąż ogrodnikiem i pomaga dodatkowo w 

innych pracach.  Jest  to  miła,  normalna  para,  spodziewająca  się  pierwszego 
dziecka. Podczas pierwszej wizyty Marii w klinice prenatalnej zauważyłam 
niedomykalność zastawki serca. Kiedy zrobiliśmy EKG, okazało się, że ma 
hipertropię  przedsionka.  Dowiedziałam  się,  że  przeszła  ostre  zapalenie 
reumatyczne  w  dzieciństwie,  a  wiesz,  jak  to  może  wpływać  na  zastawki 
dzieci,  chociaż  nie  musi  dawać  objawów.  Wysiłek  związany  z  ciążą 
powoduje wzrost niemiarowości w trzydziestym tygodniu. 

Oczy Lucy rozszerzyły się. Odstawiła tacę i pokiwała głową. 
- To wyjaśnia, dlaczego Pino przedstawił taki plastyczny obraz pierwszej 

ciąży  kobiety  ze  zwężeniem  zastawki  dwudzielnej  -  zawołała.  -  Mówił  o 
swojej własnej siostrze! 

-  Tak,  słyszałam,  że  pan  d'Arc  włączył  historię  jej  choroby  do  pracy 

prezentowanej na konferencji - potwierdziła Valeria. 

-  Jak  ona  się  czuje?  -  zapytała  Lucy,  ciekawa  o  los  młodej  przyszłej 

matki, chociaż jej nie znała. 

- Całkiem dobrze, z wyjątkiem tego, że ma trochę za krótki oddech. Przy 

najmniejszym wysiłku z trudem chwyta powietrze. 

-  Czy  ma  sinicę?  -  dociekała  Lucy  z  instynktowną  dociekliwością 

lekarza. 

-  Jeszcze  nie.  I  nie  ma  dusznicy  bolesnej  ani  niedokrwistości,  dzięki 

Bogu! 

- A co będzie po porodzie? - pytała Lucy. 
- Trudno powiedzieć. Doktor d'Arc mówi, że obejrzy ją sześć tygodni po 

porodzie i po trzech miesiącach, żeby rozważyć zabieg chirurgiczny. Jest to 
konieczne,  jeżeli  będzie  chciała  mieć  więcej  dzieci.  Lucia,  jesteś  bardzo 
blada. Czy coś się stało? 

Lucy,  która  patrzyła  przez  okno  na  morze,  odwróciła  się  i  spojrzała  na 

Valerie. Jej fiołkowe oczy wyrażały zainteresowanie. 

- Pozwól mi pójść z tobą, Val. Chcę zobaczyć tę pacjentkę. 
-  Oczywiście.  Powiem  hrabinie,  że  jesteś  moim  gościem,  lekarzem  i 

przyjaciółką. 

Bo jestem, pomyślała Lucy. Czy będzie tam Pino? Teraz może się z nim 

spotkać bez obaw. 

44

RS

background image

 

 

Pensjonat  „Luisa"  stał  na  tyłach  wysadzanej  drzewami  alei  za  bramą  z 

kutego  żelaza,  strzeżony  przez  kamienne  lwy  po  obu  stronach  wejścia.  Na 
pierwszy  rzut  oka  sprawiał  wrażenie  solidnej,  kamieniarskiej  roboty  i  był 
pokryty  płasko  spływającym  dachem  z  czerwonej  dachówki.  Okna  zostały 
ukryte w łukach, a szerokie balkony otoczono balustradami. Całość wywarła 
na Lucy miłe wrażenie. 

Było  coś  uspokajającego  w  jej  pełnych  wdzięku  liniach  i  chociaż 

drewniane  żaluzje  wymagały  malowania,  a  rzeźbione,  kamienne  ozdoby 
zaczynały się kruszyć, dom sprawiał wrażenie zamieszkanego i zadbanego. 
Stał  w  półkolu  wysokich  drzew  i  wiecznie  zielonych,  dobrze  utrzymanych 
krzewów i trawników. Mały staw z uśmiechniętą, kamienną nimfą pośrodku 
był urzekający. 

Valeria  szła  przodem.  Wbiegła  na  kamienne  schody  i  popchnęła 

uchylone, wykładane boazerią drzwi. 

- Buongiorno! Siamo le dottoresse! - zawołała. 
- Doktor Valeria, benvenuta! - odpowiedział damski, miły głos i pojawiła 

się wysoka, elegancka kobieta w wieku około czterdziestu pięciu lat. 

Jej  długą  spódnicę  okrywał  fartuch.  Przywitała  się  ciepło  z  Valeria, 

patrząc pytającym wzrokiem na Lucy. 

-  Hrabino,  to  jest  Lucy  Spriggs,  która  w  tym  tygodniu  przyjechała  na 

konferencję do Wenecji - wyjaśniła Valeria. - Lucy, poznaj hrabinę Cecilię 
Favaro, właścicielkę pensjonatu „Luisa". 

Lucy  ujęła  chłodną  dłoń,  którą  hrabina  podała  jej  z  oficjalną 

uprzejmością. 

- Molto lieto, contessa - powiedziała Lucy. 
Hrabina  poinformowała  Valerie,  że  Maria  Capogna  odpoczywa  z  inną 

nowo  przybyłą  pacjentką  i  poprosiła,  żeby  udały  się  za  nią.  Przez  pięknie 
umeblowaną  poczekalnię  z  rzeźbionym,  marmurowym  kominkiem  i 
pianinem  pokrytym  stosem  nut  weszły  do  holu  z  witrażami  w  oknach. 
Hrabina  wprowadziła  je  do  małej  windy,  której  pozłacane  drzwi  zamknęły 
się  ze  szczękiem  i  z  takim  samym  dźwiękiem  otworzyły  na  pierwszym 
piętrze.  Hrabina  poprowadziła  je  dalej 

korytarzem  ozdobionym 

malowidłami na północny balkon. 

Lucy  podobało  się  tu  wszystko:  wiklinowe  meble  z  wypłowiałymi 

poduszkami,  purpurowe  kwiaty  w  doniczkach  i  wiszących  koszykach  oraz 
trzy  bawiące  się  kociaki,  które  wydawały  się  być  wszędzie.  W  jednym  z 

45

RS

background image

 

 

dużych,  wiklinowych  foteli  siedziała  pulchna,  ciężarna  kobieta  o  okrągłej 
twarzy, a w drugim Gabriella Rasi. 

- Lucia! 
Na  widok  Lucy  aktorka  z  niekłamaną  radością  wyciągnęła  do  niej  obie 

ręce.  Lucy  znowu  doświadczyła  uczucia  wzajemnej sympatii  i  podeszła do 
niej natychmiast. 

- Chodź i porozmawiaj ze mną, a Maria pójdzie na badanie - powiedziała 

Gabriella. - Jak długo możesz zostać? 

Lucy  spojrzała  na  hrabinę,  świadoma,  że  nic  się  nie  ukryje  przed  jej 

przenikliwym  wzrokiem,  chociaż  wydawała  się  zajęta  kwiatami.  Usuwała 
zwiędłe  kwiatostany  i  sprawdzała,  czy  rośliny  nie  mają  za  sucho.  Lucy 
usiadła  obok  Gabrielli,  bawiącej  się  z  czarno-biało-rudym  kotem,  którego 
trzymała na kolanach. 

- To jest Briciola, matka tych niegrzecznych kociaków! Tu jest tak miło, 

że od razu czuję się lepiej - wyznała Gabriella, głaszcząc kota za uszami. - 
Cecilia psuje mnie haniebnie i zachęca do lenistwa. To miejsce ma na mnie 
zgubny wpływ. 

Lucy  ją  rozumiała.  Z  balkonu  rozciągał  się  wspaniały  widok  na  Lido, 

północne  wybrzeże  i  Wenecję,  rysującą  się  na  niebieskim  horyzoncie  po 
drugiej stronie Laguny. 

- Tak się martwię o słabe serce Marii - ciągnęła Gabriella, ściszając głos i 

kładąc delikatnie rękę na ramieniu Lucy. - Ona naprawdę chciała, żebym z 
nią  była,  kiedy  będzie  odpoczywać.  Dziecko  urodzi  się  za  dwa  miesiące. 
Szkoda mi biednego Silvia, jej męża. To ten na dole w ogrodzie, z taczkami. 
Jest bardzo smutny, prawda? Musi się naprawdę o nią niepokoić. 

Lucy uśmiechnęła się. 
- Nie martw się,  cara mia, Maria jest pod dobrą opieką - rzekła myśląc, 

jak krucho wygląda Gabriella w porównaniu z rumianą, dobrze zbudowaną 
Marią, która teraz weszła roześmiana na balkon. 

Valeria  chowała  stetoskop  do  skórzanej  torby  razem  z  przyrządem  do 

mierzenia ciśnienia krwi. Towarzyszyła im hrabina. 

- Teraz możemy wypić kawę - powiedziała. - Nie, Mario, usiądź i połóż 

stopy wysoko na stołku. Ja przyniosę tacę. 

Maria  uśmiechnęła  się  i  wzruszyła  ramionami,  sadowiąc  się  w 

wiklinowym fotelu. 

- Z hrabiną nie można dyskutować! - powiedziała po włosku. 

46

RS

background image

 

 

Lucy zauważyła, że ma zadarty nos i ciemne oczy, wesołą, okrągłą twarz, 

zupełnie inną niż brat, chociaż jej kruczoczarne brwi miały taki sam kształt 
jak Pina. 

- Czy wypije pani kawę, pani doktor? - zapytała po chwili hrabina. 
Lucy  wyczuła  zmianę  w  jej  zachowaniu.  Odnosiła  się  teraz  do  niej 

znacznie serdeczniej. 

- Dziękuję, z przyjemnością. To bardzo uprzejmie z pani strony. 
Wzięła filiżankę z kawą i ciastko. 
- Czy ma pani zamiar długo zostać na Lido, pani doktor? 
- Nie, ojciec i ja wyjeżdżamy we wtorek, pani hrabino. 
- Proszę, mów do mnie po imieniu. 
- Dziękuję! Ja mam na imię Lucia. 
Dlaczego użyła włoskiej formy swego imienia? Wymknęło się jej to tak 

naturalnie, bez zastanowienia. 

- Czy pracujesz w Anglii? 
- Tak, teraz w... ministerstwie ojca - odparła Lucy z wahaniem. - Jestem 

statystykiem. 

- To znaczy,, że nie pracujesz z chorymi? 
-  Nie,  obecnie  nie,  ale  wkrótce  wrócę  do  praktyki  lekarskiej.  -  Lucy 

słyszała przekonanie w swoim głosie. - Tak, Cecilio, będę znowu pracować 
jako lekarz. Jak kiedyś. 

-  Potrzebujemy  tutaj  pomocy.  Może  znasz  kogoś,  kogo  by  to 

zainteresowało?  -  spytała  Cecilia  poważnie.  -  Doktor  Ponti  ma  wielu 
pacjentów  i  jest  bez  przerwy  wzywany  do  hoteli.  U  nas  zatrzymują  się 
chorzy,  którzy  są  w  trakcie  radioterapii  w  Ospedale  Civile  w  Wenecji; 
niektórzy  wymagają  opieki  lekarskiej.  Mam  trzy  dobre  pielęgniarki,  ale 
chciałabym jeszcze jednego lekarza. 

Serce  Lucy  zabiło  szybciej,  gdy  to  usłyszała,  ale  nie  dała  po  sobie 

poznać, że ją to interesuje. 

-  Sądzę,  że  signora  Capogna  będzie  też  pod  twoją  opieką  -  zauważyła 

zdawkowo. 

-  Tak,  oczywiście.  Biedna  signorina  Rasi  też  potrzebuje  naszej  opieki  i 

wsparcia - kontynuowała Cecilia ściszonym głosem. - Doktor Ponti obawia 
się najgorszego. Czekamy na wyniki badań i wtedy. 

- Patrzcie, właśnie przyjechał samochód mojego brata! - zawołała Maria. 
Cecilia zeszła na dół, aby przywitać Pina i zamienić z nim na osobności 

47

RS

background image

 

 

kilka  słów,  zanim  spotka  się  z  gośćmi.  Lucy  przygotowywała  się  do 
następnego spotkania z Pinem i zbierała filiżanki po kawie. 

- Powinnyśmy już iść, prawda? - zwróciła się do Valerii. 
-  Och,  zostańcie  jeszcze  -  błagała  Gabriella.  -  Popatrz,  Briciola  cię 

polubiła. 

Lucy uśmiechnęła się i usiadła obok aktorki. Zaczęła ją pytać o jej pracę. 
-  Mam  zacząć  kręcić  film  w  Rzymie,  ale  ta  głupia  anemia  powoduje 

opóźnienie. - Gabriella westchnęła. - Dotąd myślałam, że to lenistwo, a tak 
kocham  moją  pracę!  Już  dWa  razy  odkładałam  małżeństwo  z  mężczyzną, 
którego kocham. Czy myślisz, że jestem nierozsądna? 

- Jak Lucia może ci odpowiedzieć na to pytanie? - spytał głęboki głos od 

drzwi i po chwili Lucy poczuła przelotny dotyk ręki Pina na ramieniu. 

Potem podszedł pocałować Gabrielle i usiadł obok siostry. 
- Co mówi doktor Corsini o Marii? - spytał z uśmiechem. - Czy sprawuje 

się dobrze? 

-  Bardzo  dobrze  -  odparła  Valeria.  -  Ciśnienie  krwi  w  normie,  serce 

płodu w porządku, serce matki pracuje dobrze. 

-  Wspaniale!  Nie  ma  więc  nic  niepokojącego  do  przekazania  naszemu 

słynnemu położnikowi, który przyjeżdża w ten weekend z Paryża. 

Gabriella klasnęła w dłonie. 
- Pino! Czy Findlay przyjeżdża? Dzisiaj? 
- Si, cara mia. Może dziś wieczorem, może jutro, w zależności od tego, 

kiedy będzie mógł się wyrwać. 

Lucy słyszała czułość w jego głosie, ale pewna surowość w wyrazie jego 

ust wskazywała, że jest spięty. 

-  Lucia,  słyszałaś!  -  mówiła  Gabriella,  odwracając  do  niej  błyszczące 

radością  oczy.  -  Mój  najdroższy  Findlay  przyjeżdża  aż  z  Paryża,  żeby 
zobaczyć Marię. Poznasz go! 

Lucy spojrzała na nią zdezorientowana. 
-  Czy  chodzi  o  pana  Findlaya  d'Arc,  tego,  którego  pracę  wygłaszałeś?  - 

zapytała, patrząc na Pina. 

-  Tak  -  potwierdził.  -  Był  ordynatorem,  kiedy  ja  odbywałem  staż  z 

położnictwa  w  Padwie.  Tam  poznałem  jego  i  Gabriellę,  która  kręciła  film 
blisko  swojego  domu.  Wszyscy  mężczyźni  kochali  się  w  niej,  a  d'Arc  był 
tym szczęśliwcem, którego wybrała. 

-  Och,  Pino!  Nie  opowiadaj  takich  głupstw  -  protestowała  Gabriella  ze 

48

RS

background image

 

 

śmiechem. 

- To prawda, mówię ci. Wyzwałem go na pojedynek, ale... 
- Co za nonsensy opowiadasz, Pino! Nie słuchaj go, Lucia! On i Findlay 

są najlepszymi przyjaciółmi. 

Lucy wstała, widząc, że Valeria szykuje się do wyjścia. 
- Czy naprawdę musicie już iść? - pytała Gabriella. 
- Tak. Proszę, wybacz nam, Gabriello, ale wrócę jeszcze zobaczyć się z 

tobą przed wyjazdem do Anglii - obiecała Lucy i pocałowała dziewczynę w 
policzek, kładąc uspokajająco rękę na jej ramieniu. 

Cecilia  Favaro,  widząc,  że  obie  młode  kobiety  odchodzą,  powiedziała 

ciepło: 

-  Jesteś  tu  zawsze  mile  widziana,  Lucia.  Widzę,  że  darzysz  Gabrielle 

sympatią. 

Spojrzały na siebie przyjaźnie. 
Lucy  czuła się zupełnie zagubiona,  gdy opuściły willę. Nawet jeśli Pino 

kocha  Gabrielle,  myślała,  nawet  jeżeli  ją  jeszcze  kocha,  dziewczyna  od 
dawna  związana  jest  z  Findlayem  d'Are,  który  przyjeżdża  z  Paryża,  by 
rzekomo  zbadać  siostrę  Pina.  A  przecież  najwyraźniej  chodzi  o  to,  by 
Findlay był przy Gabrielli, gdy znane będą wyniki badań. 

W  ten  weekend  Lucy  podzielała  niepewność,  która  zawisła  nad  tym 

domem i prawie nie miała odwagi analizować swoich własnych uczuć w tej 
złożonej sieci związków. 

Sobota i niedziela minęły na spacerach w słońcu, przejażdżkach konnych 

i piknikach. Sir Peter i Aubrey grali w golfa. Lucy i Valeria przychodziły do 
nich do hotelu na kolacje. Sir Peter wyraźnie się odprężył po konferencji, a 
Lucy  robiła  wszystko,  by  mieć  dobry  nastrój,  choć  myślami  nieustannie 
wracała do pensjonatu. 

W niedzielę rano wstała wcześnie i poszła na mszę do pięknej, maleńkiej 

kaplicy  u  podnóża  Ospedale  Al  Marę.  Później  posiedziała  chwilę,  chłonąc 
spokój i ciszę tego miejsca. 

-  Pani  jest  tutaj  gościem,  signorina  ?  -  zapytał  po  włosku  miły,  męski 

głos. 

Odwróciła  się  i  zobaczyła  stojącego  obok  kapelana.  Był  ubrany  w 

jasnobrązowy  habit  franciszkanów.  Miał  pogodną,  wrażliwą  twarz,  która 
budziła zaufanie. 

- Jestem padre Renato. - Wyciągnął do niej rękę w powitalnym geście. - 

49

RS

background image

 

 

Zawsze zauważam nowe twarze. 

Lucy  przedstawiła  się  z  uśmiechem  jako  przyjaciółka  doktor  Corsini. 

Ojciec  Renato  skinął  głową,  potwierdzając,  że  wie,  o  kogo  chodzi.  Lucy 
zapytała, czy odwiedza ludzi poza szpitalem i wkrótce już wiedziała, że jest 
przyjacielem hrabiny i regularnie składa wizyty w pensjonacie. 

- Och, padre, czy mógłby pan przyjść tam jutro po południu? - spytała. - 

Myślę, że hrabina byłaby bardzo zadowolona. 

Pokiwał głową ze zrozumieniem. 
-  Va  bene,  dottoressa.  Muszę  też  pamiętać,  żeby  zwrócić  hrabinie 

książkę, którą pożyczyłem dawno temu. 

Lucy  chciała  go  uściskać,  ale  wyraziła  wdzięczność,  potrząsając  gorąco 

jego  ręką  i  dziękując  mu  z  całego  serca.  Dobrze  wiedzieć,  że  ten  mądry  i 
subtelny  człowiek  jest  gotów  podtrzymać  na  duchu  jej  przyjaciół,  jeżeli 
wiadomości nie będą pomyślne. 

Valeria  wróciła  do  pracy  w  poniedziałek  rano,  więc  Lucy  wyszła  na 

spacer  sama.  Nogi  same  ją  zaniosły  prosto  do  domu,  o  którym  ciągle 
myślała. 

Gdy  dotarła  do  bramy,  uświadomiła  sobie,  że  nad  willą  i  jej 

mieszkańcami  zawisły  niewidzialne  chmury.  Zbliżyła  się  do  uchylonych 
frontowych  drzwi  i  usłyszała  złowieszczy  szmer  rozmów.  Protestujący 
męski  głos  brzmiał  szorstko,  a  hrabina  mówiła  coś  szybko  przyciszonym 
tonem. 

Lucy  pchnęła  drzwi  i  weszła  do  zimnej  poczekalni.  Trzy  twarze 

odwróciły  się  w  jej  stronę:  Cecilii,  Pina  i  nie  znanego  jej  mężczyzny, 
wysokiego i ascetycznego. Wszyscy troje byli niespokojni, chociaż hrabina 
zdołała zdobyć się na uśmiech. 

-  Doktor  Lucia,  grazie  alSignore!  -  Westchnęła  z  ulgą.  -  Może  ty 

wniesiesz trochę angielskiego spokoju i zdrowego rozsądku do tego domu. 

Pino spojrzał przepraszająco na Lucy, zaś drugi mężczyzna odwrócił się 

niecierpliwie,  opierając  dłońmi  o  pianino.  Cecilia  podeszła  do  niego  i 
położyła  mu  rękę  na  ramieniu,  ale  kiedy  próbowała  się  odezwać,  odwrócił 
od niej głowę. 

- Findlay, proszę - zaprotestowała, ale strącił jej rękę i bez słowa wybiegł 

na dwór. 

Pino  podszedł  do  Lucy  i  ujął  jej  dłoń.  Jego  ciemne  oczy  wyrażały  ból, 

więc zrozumiała, że znają wyniki badań. 

50

RS

background image

 

 

- Powiedz mi - rzekła pełna współczucia. 
- Najgorsze, Lucia - szepnął. 
- Mów, proszę. 
-  Ostra  limfoblastyczna  białaczka.  Wzrost  białych  ciałek  z  wieloma 

niedojrzałymi leukocytami. Niski poziom płytek krwi. 

- Rozumiem. - To było okropne. - Co proponuje onkolog? 
- Natychmiastową transfuzję krwi i badania. Zacząć chemoterapię, jeżeli 

okaże się potrzebna. Findlay mówi, żeby nie pozwolić jej na to, i chce, żeby 
zobaczyli  ją  specjaliści  w  Paryżu,  ale  musi  pogodzić  się  z  faktami.  Nie 
należy poddawać jej urazom, jeżeli nie jest to absolutnie konieczne. 

- Kiedy przyjechał pan d'Are? - zapytała. 
-  Wczoraj  -  odpowiedział  cicho.  -  Widziałem  że  był  zaszokowany  jej 

wyglądem, ale nie chce uwierzyć w to, o czym dziś rano poinformowało nas 
laboratorium. 

- Chyba go rozumiesz, Pino. 
-  Tak,  ale  nie  wolno  mu  traktować  Gabrielli  w  taki  sposób.  Wszyscy 

robimy wszystko, żeby ukryć niepokój, na Boga! 

- Cicho! Złość jej też nie pomoże - powiedziała szybko. - Kto jest teraz u 

niej? 

- Pielęgniarka i moja siostra. 
- Dobrze, chcę zamienić z nią parę słów. Czy mogę, Cecilio? 
- Oczywiście, moja droga. Jest na balkonie. 
- Pójdę z tobą - zaczął Pino, ale Lucy w geście protestu podniosła rękę. 
-  Nie,  Pino!  Muszę  z  nią  porozmawiać  sama.  Zdecydowanym  krokiem 

udała się na balkon na piętrze, 

gdzie  znalazła  Gabriellę  leżącą  na  otomanie  z  Briciolą  i  jej  kociętami. 

Obok siedziała Maria Capogna, a pielęgniarka poprawiała poduszki. 

- Lucia! Jak miło cię widzieć! - zawołała Gabriella i wyciągnęła do niej 

ręce. - Dzisiaj wszyscy są tacy skwa-szeni tylko dlatego, że muszę pójść do 
szpitala  na  transfuzję.  Naprawdę  nie  rozumiem,  dlaczego  Findlay  tak 
protestuje, jeżeli dzięki  temu  poczuję  się  lepiej  i wrócą mi siły. Och,  moja 
droga,  proszę  cię,  wytłumacz  Findlayowi  i  Pino,  żeby  zaakceptowali 
decyzję profesora i uśmiechali się, do cholery! 

Miała  oczy  pełne  łez  i  Lucy  wiedziała,  że  próbuje  ukryć  swe  uczucia. 

Uśmiechnęła się do Gabrielli i Marii. 

-  Sama  nie  wiem,  o  co  im  chodzi.  Ci  mężczyźni!  -  powiedziała  z 

51

RS

background image

 

 

udawaną  irytacją,  siadając  na  otomanie  i  obejmując  Gabriellę.  -  Zostaw  to 
mnie, Gabriello. Wyjaśnię im dokładnie, co czujesz. Potrafię ich przekonać, 
zobaczysz! 

-  Och,  wiedziałam,  że  mogę  na  tobie  polegać!  Czy  nie  mówiłam  ci, 

Mario? - zapytała Gabriella triumfalnie. - Przy tobie od razu czuję się lepiej. 
Jesteś taka silna, Lucia. Nie opuścisz mnie teraz, prawda? 

Gabriella leżała z głową na jej ramieniu, a Lucy rozważała, co ma zrobić. 

Po  chwili  dołączyła  do  nich  Cecilia  Favaro.  Pielęgniarka  zatrzymała  się 
niezdecydowanie, czekając na odpowiedź Lucy. 

- Nie, Gabriello, droga moja, nie opuszczę cię - odparła 
Lucy  po chwili milczenia. -  Zostanę tutaj jako lekarz i zrobię wszystko, 

co będę mogła, żeby opiekować się gośćmi hrabiny. 

Zobaczyła wdzięczność w oczach Cecilii i usłyszała jej cichy głos: 
- Grane alla Mądre di Dio. 
Ale  jak  powie  ojcu,  że  pensjonat  „Luisa"  ma  nowego  lekarza  i  jest  nim 

właśnie ona?  

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

52

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 
Kiedy  Gabriella  zapadła  w  spokojny  sen,  Cecilia  zaprosiła  Lucy  do 

swego zabałaganionego gabinetu. 

- Trzeba załatwić sporo spraw, moja droga - zaczęła. - Najpierw musimy 

uzyskać  dla  ciebie  w  Konsulacie  Brytyjskim  w  Wenecji  tymczasowe 
zezwolenie  na  pracę.  Na  szczęście  mamy  tam  przyjaciół  i  jakoś  ominiemy 
niektóre bariery biurokratyczne. 

Lucy zaszumiało w głowie, gdy pojęła, na co się ważyła. 
- Dokumenty mam w mieszkaniu Valerii... 
-  Trzeba  też  zadzwonić  na  lotnisko,  żeby  odwołać  twój  jutrzejszy  lot  - 

ciągnęła  Cecilia.  -  Zrób  to  od  razu,  jeśli  jeszcze  nie  zmieniłaś  zdania.  - 
Hrabina podała jej słuchawkę. - A jeśli chodzi o bagaże, nie ma problemu: 
Giuseppino je tu przywiezie, kiedy skończy składać wizyty. 

Wzmianka o Pino uprzytomniła Lucy, że będzie z nim mieszkać pod tym 

samym dachem i z konieczności często go widywać. 

A jak on zareaguje na tę niespodziewaną wiadomość? Czy, nie daj Boże, 

nie pomyśli sobie, że poluje na niego jak inne kobiety? 

Jeśli  tak,  trzeba  będzie  mu  szybko  wytłumaczyć,  że  została  zatrudniona 

przez hrabinę, która potrzebowała jeszcze jednego lekarza, Lucy zaś uznała 
to  za  zrządzenie  opatrzności  i  z  radością  powitała  możliwość  powrotu  do 
zawodu,  opiekując  się  poważnie  chorymi  pacjentami  pensjonatu.  A  że 
doktor  Ponti  prowadzi  tu  praktykę  lekarską,  nie  ma  z  jej  decyzją  nic 
wspólnego... 

-  Nie  rozmawiałyśmy  jeszcze  o  pieniądzach  -  usłyszała  głos  Cecylii.  - 

Chyba się domyślasz,  że  nie  jestem  w  stanie  płacić  ci  tyle  co ministerstwo 
zdrowia... 

I  tu  Cecilia  wymieniła  kwotę  znacznie  niższą  niż dotychczasowa  pensja 

Lucy. 

-  Ależ  nic  nie  szkodzi,  naprawdę  -  odparła.  -  Nie  mogę  się  po  prostu 

doczekać tej pracy. Pomyśl, gdybym tylko nie poznała Gabrielli... 

- No właśnie, skoro mowa o naszej drogiej Gabrielli... 
-  Cecilia  spojrzała  jej  poważnie  w  oczy.  -  Miejmy  nadzieję,  że  Findlay 

wkrótce się uspokoi i pogodzi z prawdą. 

Słysząc  to,  Lucy  odważyła  się  spytać,  co  łączy  aktorkę  z  wybitnym 

specjalistą, hrabina zaś wcale nie miała zamiaru niczego ukrywać. 

53

RS

background image

 

 

-Wielu  mężczyzn  kochało  się  w  Gabrielli:  aktorów,  reżyserów,  i  tak 

dalej,  ale  ona  zawsze  była  motylem,  który  fruwał  z  kwiatka  na  kwiatek. 
Zawsze  mówiła,  że  aktorstwo  jest  dla  niej  najważniejsze,  chociaż  Findlay 
d'Arc bardzo często się z nią spotykał. On ma mieszkanie w Paryżu, ona w 
Rzymie, i od kilku lat mieli taki, no... układ. Ale teraz... 

-  Cecilia  wzruszyła  ramionami  i  westchnęła.  -  Nie  mam  pojęcia,  co 

będzie, na pewno jednak skończyła się jej kariera aktorki. 

-  A...  doktor  Ponti?  -  spytała  Lucy,  zastanawiając  się,  jaką  rolę  w  tym 

scenariuszu odgrywa tajemniczy wenecki lekarz. 

-  Giuseppino?  Ach,  on  od  dawna  wie,  że  ona  nie  jest  dla  niego,  bo  nie 

należy  do  mężczyzn,  którzy  zgodziliby  się  zajmować  drugie  miejsce  w 
życiu kobiety, nawet takiej jak Gabriella! - odparła Cecilia z uśmiechem. - 
Ale  chociaż  miał  wiele  przyjaciółek,  żadna  nie  zajęła  miejsca  Gabrielli.  - 
Wzruszyła  ramionami.  -  Allora,  cara  mia,  cieszę  się,  że  pomożesz  nam  w 
tych trudnych chwilach. Mam nadzieję, że nie będziesz żałowała. 

Lucy  miała  pewność,  że  nie  będzie  żałowała  tej  decyzji;  pozostawał  jej 

jeszcze  problem  zawiadomienia  o  niej  ojca.  Nie  tracąc  ani  chwili, 
zadzwoniła  do  Hôtel  des  Deux  Lions.  Gdy  poinformowano  ją,  że  sir  Peter 
gra  w  golfa,  poprosiła,  by  po  powrocie  zadzwonił  do  niej,  a  potem  poszła 
zawrzeć 

znajomość 

trzema 

kobietami 

jednym 

mężczyzną, 

przebywającymi w pensjonacie oprócz Gabrielu' i Marii. 

-  Uważam  ich  za  moich  gości,  a  nie  pacjentów  -  wyjaśniła  Cecilia.  - 

Zajmują  pojedyncze  lub  podwójne  pokoje  z  balkonami.  Bez  balkonu  jest 
tylko pokój Capognów, którzy śpią na poddaszu. Nie byłoby dobrze, gdyby 
w takich trudnych chwilach Silvio zostawiał ją samą, prawda? 

-  A  jak  przewozi  się  pacjen...  gości  na  drugą  stronę  Laguny  na 

radioterapię w Ospedale Civile? - spytała Lucy. 

- Och, na tyłach willi mamy malutką zatoczkę z prywatnym pomostem - 

wyjaśniła Cecilia. - Stamtąd karetki wiozą ich wprost do bocznego wejścia 
szpitala. Można by rzec, że są transportowani od drzwi do drzwi wodą! 

Lucy  przypomniała  sobie,  że  widziała  już  znakomicie  wyposażoną 

motorówkę-karetkę, która szybko przewoziła pacjentów kanałami Wenecji. 
Spytała, kiedy Garbriella zacznie badania. 

-  Jutro  rano  -  rzekła  Cecilia.  -  Ten  wieczór spędzi  jeszcze  z  Findleyem, 

który może wreszcie zdobędzie się na uśmiech. 

Lucy zasępiła się. Obiecała Gabrielli, że z nim porozmawia, a poza tym 

54

RS

background image

 

 

czeka ją jeszcze przeprawa z ojcem. I Pinem. 

Gdy sir Peter zadzwonił do niej w porze lunchu, zaprosiła go do złożenia 

wizyty w pensjonacie. Doszła do wniosku, że gdy ojciec zobaczy to miejsce 
na własne oczy i pozna hrabinę, łatwiej zaakceptuje jej decyzję. 

-  I  proszę,  przyjedź  sam,  tatusiu  -  dodała.  -  Chciałabym  z  tobą 

porozmawiać bez świadków. 

- Moja droga Lucindo, a cóż ty takiego knujesz? - spytał swym zwykłym, 

dobrodusznym tonem. 

-  Opowiem  ci  wszystko,  kiedy  się  zobaczymy.  -  Starała  się  mówić 

opanowanym  głosem.  -  Droga  z  hotelu  do  pensjonatu  zajmie  ci  tylko 
piętnaście minut. 

-  Wyruszam  natychmiast  po  lunchu,  kochanie.  Wkrótce  potem  w 

pensjonacie pojawili się obaj lekarze; 

Ponti  skończył  składać  wizyty  swym  pacjentom,  a  Findlay  d'Arc 

powrócił  z  długiego,  samotnego  spaceru  nad  morzem.  Ponti  zabrał  go  z 
Lungomare  samochodem  i  gdy  tylko  weszli  do  środka,  Findlay  ruszył  w 
stronę schodów, by zobaczyć Gabriellę. 

-  Nie  teraz,  Findlay!  -  zaprotestowała  stanowczo  hrabina.  -  Śpi  i  nie 

wolno jej przeszkadzać. Spędzisz z nią wieczór. 

Findlay  zagłębił  się  w  fotelu  i  oparł  głowę  na  dłoniach  w  geście 

krańcowej  rozpaczy.  Pino  wzruszył  ramionami  i  spojrzał  wymownie  na 
Lucy,  ona  zaś  przypomniała  sobie  obietnicę  złożoną  Gabrielli  i  uznała,  że 
ten moment jest równie stosowny jak każdy inny. 

-  Czy  możesz  mnie  przedstawić?  -  spytała  uprzejmym,  lecz  oficjalnym 

tonem. 

Pino uniósł brwi, lecz spełnił jej życzenie. 
-  Lucy,  to  jest  mój  przyjaciel  Findlay  d'Arc,  absolwent  uniwersytetu  w 

Edynburgu  i  obywatel  wszystkich  europejskich  stolic.  -  Usiłował  mówić 
żartobliwym tonem.  -  Findlay, poznaj  Lucy Spriggs z Anglii, która składa 
nam wizytę. Poznała Gabriellę podczas konferencji. 

D'Arc podniósł głowę i nie widzącym wzrokiem spojrzał na Lucy, która 

wyciągnęła w jego stronę dłoń. 

-  Molto  lieto...  Bardzo  mi  miło  pana  poznać  -  zaczęła  z  miłym 

uśmiechem. - Gabriella opowiadała mi o panu. 

Jego twarz lekko złagodniała. 
-  Ach,  tak,  słyszałem,  jak  o  pani  mówiła. Właściwie  szybko się do  pani 

55

RS

background image

 

 

przywiązała,  Lucy  -  odparł  nieskazitelną  angielszczyzną,  wyraźnie  czyniąc 
wysiłek, by zachować się uprzejmie. 

- Ja do niej  też,  panie  d'Arc  -  wyznała  łagodnie.  -I  bardzo  zależy  mi  na 

tym,  żeby  czuła  się  szczęśliwa  i  spokojna.  Najlepsze,  co  możemy  dla  niej 
teraz  zrobić,  to  po  prostu  być  i  naszą  obecnością  utwierdzać  ją  w 
przekonaniu, że ją kochamy i że jej pomagamy. To wszystko, czego ona od 
nas oczekuje; od nas i od pana. 

Patrzył na nią z lekko zmarszczonym czołem; dostrzegła również wyraz 

zdumienia na twarzy Pina. Findlay d'Arc potrząsnął z rozpaczą głową. 

-  Wiem,  Lucy,  że  ma  pani  rację,  ale...  nie  mogę  się  pozbyć  tego 

strasznego uczucia bezradności. Gdybym tylko mógł coś dla niej zrobić, coś 
przynoszącego pożytek... 

Zapadła chwila ciszy, po czym Lucy usłyszała swój głos: 
- Więc może pan ją poślubi? 
Efekt  był  piorunujący.  Cecilia  głośno  wciągnęła  powietrze  w  płuca  i 

znieruchomiała, Pino ze zdumienia otworzył usta, jakby chciał zawołać: To 
nie do wiary! 

Na  twarzy  Findlaya  odbiły  się  sprzeczne  uczucia,  po  czym  nagle  jego 

oczy  zabłysły  z  radości,  jakby  ujrzał  światło  w  ciemnościach.  Głęboko 
poruszony, wstał i chwycił Lucy za rękę. 

- Mój Boże, Lucy, ma pani rację! Tak, tak, oczywiście! Ale jakim cudem 

wpadła pani na ten pomysł? 

Litościwy  los  oszczędził  jej  konieczności  udzielania  odpowiedzi  na  tak 

kłopotliwe  pytanie,  ponieważ  do  pokoju  weszła  pielęgniarka  z  informacją, 
że signorina Rasi usłyszała męskie głosy i chce się widzieć z signore d'Arc. 
Findlay  natychmiast  ruszył  na  górę,  Pino  Ponti  zaś  spojrzał  na  Lucy  z 
mieszaniną zdziwienia i podziwu. 

-  Bravissima!  Znakomicie  ci  poszło,  Lucy.  Właśnie  kogoś  takiego 

potrzebujemy. Gdybyś tylko mogła tu zostać na jakiś czas! 

Lucy podchwyciła wzrok hrabiny, która po chwili przeniosła błyszczące 

oczy na Pina i oznajmiła: 

-  Mam dla  ciebie  dobrą  wiadomość,  Giuseppino.  La dottoressa zgodziła 

się przyjąć ofertę pracy lekarza w pensjonacie na całe sześć miesięcy. 

Lucy  wstrzymała  oddech,  czekając  na  jego  reakcję.  Pino  otworzył 

szeroko oczy, po czym dramatycznym gestem rozłożył ręce. 

- O mio Dio! Ile jeszcze takich nowin będę musiał dziś przeżyć?  

56

RS

background image

 

 

Moje serce chyba tego nie wytrzyma. 
- Przestań się wygłupiać, Giuseppino. Lucia, nie zwracaj na niego uwagi. 

I pamiętaj, że jesteśmy ci niesłychanie wdzięczni - oświadczyła hrabina. 

- Oczywiście! Ale... czy wolno mi zadać jedno pytanie, Lucia? 
Spojrzała mu odważnie w oczy. 
- Bardzo proszę, dottore. 
- Powiedz mi, dlaczego przyjęłaś tę pracę? Co jest w niej ciekawego dla 

córki kogoś takiego jak sir Peter Hallcross-Spriggs? 

-  Tyle  czasu  zajmowałam  się  nudną  statystyką,  że  może  znowu 

zapragnęłam kontaktu z ludźmi - odparła. 

- Ale to oznacza... No, będziesz się musiała często spotykać ze mną. Co 

ty na to? 

Uśmiechał  się,  lecz  w  tonie  jego  głosu  było  prawdziwe  wyzwanie,  a  w 

oczach  dziwne  błyski.  Lucy  postanowiła  zachować  ostrożność.  W  głębi 
serca  perspektywę  pracy  z  tym  człowiekiem  uważała  za  pociągającą,  nie 
należy jednak już  na  samym  początku  okazywać nadmiernego  entuzjazmu. 
W jej oczach pojawiły się złośliwe błyski, gdy twardo odpowiedziała: 

-  Nawet  najlepsza  praca  ma  swoje  złe  strony,  doktorze  Ponti,  myślę 

jednak, że jakoś sobie poradzę. 

Można było odnieść wrażenie, że tego dnia wyraz zdumienia wyryje się 

na  zawsze  na  twarzy  Pina.  Hrabina  roześmiała  się,  Lucy  zaś  spojrzała  w 
stronę wejścia i na schodach dostrzegła dobrze zbudowaną postać. 

- Przepraszam - rzekła pospiesznie. - Muszę porozmawiać z ojcem. 
Sir Peter był zdruzgotany. Siedział wyprostowany w wiklinowym fotelu, 

który  Lucy  wskazała  mu  w  kąciku  werandy  na  tyłach  domu,  gdzie  według 
hrabiny nikt nie miał im przeszkodzić. 

- Po prostu nie wierzę własnym uszom, Lucindo! 
- Tatusiu, proszę, zrozum... 
-  Myślałem,  że  jesteś  szczęśliwa  -  ciągnął  z  żalem.  -Byłaś  naprawdę  w 

świetnej  formie,  po  raz  pierwszy  od  tego  paskudnego  wydarzenia  w 
Beltonshaw.  Kochanie,  twoja  matka  i  ja  nie  możemy  dopuścić  do  tego, 
żebyś znowu znalazła się w takim stanie! 

- Tatusiu, już nigdy nie będę w takim stanie; to jest coś zupełnie innego 

niż Beltonshaw. 

Wstała i położyła mu rękę na ramieniu. Na stoliku przed nimi ustawiono 

tacę  z  herbatą  i  ciasteczkami,  lecz  ojciec  machnął  przecząco  ręką,  gdy 

57

RS

background image

 

 

chciała podać mu filiżankę, i zapalił cygaro. 

-  Jeden  Pan  Bóg  wie,  jak  przekażę  tę  wiadomość  twojej  matce.  No  i 

oczywiście, jest jeszcze Aubrey; bardzo się biedak zdenerwuje. Ma o tobie 
bardzo wysokie mniemanie, Lucindo. Właściwie to matka i ja mieliśmy już 
nadzieję, że... 

-  Wiem,  tatusiu,  wiem.  -  Poklepała  go  czule  po  ramieniu.  -  Nie  jestem 

jednak  pewna,  czy  ślub  z  Aubreyem  przyniósłby  nam  szczęście.  Ja  jestem 
lekarzem  i  chcę  znowu  pracować  w  swoim  zawodzie.  Wiem,  że  w 
Beltonshaw  miałam  trudności,  ale  tu  jest  coś,  co  mnie  pociąga.  Tutaj  leży 
kobieta, która umiera na białaczkę, i wiem, że muszę zostać dla niej. Mogę 
też  zrobić  coś  pożytecznego  dla  innych  ciężko  chorych  pacjentów  w  tym 
hospicjum. Bo to właściwie nie jest szpital... 

-  Ależ  kochanie,  w  Anglii  także  są  tego  rodzaju  hospicja  -  przerwał  jej 

ojciec, zaciągając się cygarem i posępnie marszcząc czoło. - Jeśli uważasz, 
że ten rodzaj pracy ci odpowiada, to... 

-  Tatusiu  kochany,  tak  naprawdę  to  ja  chcę  pobyć  poza  domem  - 

oznajmiła łagodnie, nie chcąc ranić go bardziej niż to konieczne. - I właśnie 
tutaj chcę teraz zostać. 

- Ale nie możesz tak po prostu zacząć praktyki lekarskiej w innym kraju, 

Lucindo!  Tyle  trzeba  załatwić  formalności,  zdobyć  jakieś  rekomendacje, 
opłacić podatki, i tak dalej. 

-  W  krajach  Wspólnoty  Europejskiej  nie  jest  to  takie  trudne.  Tatusiu, 

hrabina  załatwi  mi  prawo  pobytu  na  sześć  miesięcy i zgodę  na  pracę  w  jej 
prywatnym pensjonacie. 

- Czy ta... hrabina jest lekarzem? 
-  Nie,  Cecilia  Favaro  była  pielęgniarką  i  kupiła  ten  dom  na  prywatny 

zakład  opieki,  głównie  dla  pacjentów  chorych  na  raka,  poddających  się 
chemoterapii. Zainwestowała w to wszystkie swoje oszczędności i nie ma w 
tej  chwili  nadmiaru  pieniędzy,  ale  jakoś  daje  sobie  radę.  Przedstawię  was 
sobie  i  oprowadzę  cię  po  pensjonacie,  ale  najpierw  zrozum,  że  ja  muszę 
przeżyć swoje życie na swój własny sposób. A teraz jestem potrzebna tutaj. 

Mówiła stanowczym, lecz spokojnym głosem, i sir Peter w końcu pojął, 

że jego córka nie zmieni zdania. Martwiło go jedynie to, że podjęła decyzję 
pod  wpływem  jakiegoś  impulsu,  pod  wpływem  tych  wszystkich  ludzi, 
którym nie bardzo ufał. 

Lucy  bardzo  kochała  ojca  i  jego  przygnębienie  sprawiło  jej  przykrość, 

58

RS

background image

 

 

wiedziała  jednak,  że  jeśli  chce  wrócić  do  zawodu  lekarza,  musi  coś  w 
swoim  życiu  zmienić.  Gdy  ojciec  próbował  ją  namówić,  by  przed  nową 
pracą spędziła kilka tygodni w Anglii, odmówiła pójścia na kompromis. Po 
półgodzinnej, bezowocnej wymianie zdań sir Peter opuścił werandę głęboko 
niezadowolony. Nie zgodził się na spotkanie z hrabiną i nie chciał obejrzeć 
pensjonatu. 

Czuła  wyrzuty  sumienia,  gdy  patrzyła  na  jego  pochylone  plecy, 

opuszczone  ramiona,  znużony  krok.  Niemniej  oparła  się  impulsowi,  by 
pobiec  za  nim  i  powiedzieć,  że  zastanowi  się  nad  jego  propozycją.  Była 
pewna, że czas rozwiąże i ten problem. 

Tymczasem  była  z  siebie  dumna,  bo  dzielnie  pokonała  następną 

przeszkodę. 

Na  balkonie  Gabrielli  panowała  zupełnie  inna  atmosfera.  Chora 

spoczywała  na  wygodnej  kanapce,  oparłszy  głowę  na  ramieniu  Findlaya,  a 
prawą ręką ściskając dłoń padre Renato. Jej wielkie oczy błyszczały, gdy z 
ożywieniem rozmawiała z oboma mężczyznami, przerwała jednak na widok 
Lucy. 

- Lucia, mia cara amica! Czy nie powiedziałam, że zaprzyjaźniłyśmy się 

od  pierwszej  chwili?  To  dzięki  tobie  Findlay  poprosił  mnie  o  rękę,  i  tym 
razem się zgadzam! Pozwól sobie podziękować, Lucia. Molte, molte grazie! 

Lucy poczuła lekkie zażenowanie, objęła jednak swą nową przyjaciółkę i 

odważnie  podsunęła  Findlayowi  policzek  do  pocałunku,  tak  jakby  do  jej 
codziennych  zajęć  należało  podpowiadanie  obcym  mężczyznom,  by 
poślubili  swe  kochanki.  Dołączyła  do  chóralnego  śmiechu,  kiedy  jedno  z 
kociąt  Bricioli  próbowało  się  huśtać  na  końcu  sznura  przepasującego  ojca 
Renato w pasie. 

-  Udzielę  wam  ślubu,  kiedy  tylko  Gabriella  opuści  szpital  -  obiecał 

duchowny, dając Lucy wzrokiem do zrozumienia, że to jej zawdzięcza swą 
wizytę w pensjonacie. 

Potem  weszła  Cecilia,  która  serdecznie  się  ze  wszystkimi  przywitała,  i 

zaproponowała uroczystą kolację. 

- Czy to ma być przyjęcie? - spytał głęboki głos tuż za plecami Lucy. 
Gdy  się  odwróciła,  stwierdziła,  że  usta  Pina  dotykają  jej  włosów. 

Wciągnęła  gwałtownie  powietrze  i  poczuła  delikatny  zapach  płynu  po 
goleniu  oraz  dostrzegła  gładkość  jego  skóry  na  policzkach.  Wszystko  w 
jednej, oszałamiającej chwili. 

59

RS

background image

 

 

-  Gratuluję,  dottoressa  -  dodał  cicho.  -  Odnoszę  wrażenie,  że  twoje... 

bezpośrednie podejście przynosi dobre rezultaty, prawda? 

-  Grazie,  dottore  -  odparła  równie  cicho.  -  W  Anglii  nazwałoby  się  to 

impertynencją. 

Tego  wieczoru  na  balkonie  oświetlonym  przyćmionym  światłem  świec 

usiadło  siedem  osób.  Posiłek  składał  się  z  zupy,  szynki,  sera  i  chleba  oraz 
sałaty.  Hrabina  siedziała  naprzeciwko  nowo  zaręczonej  pary,  Lucy  zaś  i 
Pino usiedli na wprost Marii i Silvia Capogna. 

Zachód  słońca  wywołał  czarowne  refleksy  na  powierzchni  morza,  a 

kiedy zapadł  mrok,  twarze  obecnych  w  jaśniejszym nagle płomieniu  świec 
stały  się  wyrazistsze.  Findlay  z  rzadka  spuszczał  wzrok  z  Gabrielli;  jej 
delikatna  twarz  na  tle  połyskującej  srebrem  białej  tuniki  promieniowała 
wewnętrzną radością. 

Lucy pomyślała, że  jutro  wieczorem  ta  kobieta znajdzie się w szpitalu i 

zostanie  poddana  zabiegowi  przetaczania  krwi.  Wbrew  wszystkiemu  miała 
nadzieję, że terapia przywróci Gabrielli zdrowie i siły. Pino zapewne myślał 
o tym samym, bo pochylił się i szepnął Lucy do ucha: 

- W takich chwilach człowiek zaczyna wierzyć w cuda, prawda? 
Jego  bliskość  sprawiła,  że  szybciej  zabiło  jej  tętno.  Kiedy  w  milczeniu 

skinęła głową, dostrzegła, że Maria się im przygląda. Lucy uśmiechnęła się 
do  niej  i  próbowała  nawiązać  rozmowę,  co  nie  było  łatwe,  bo  Maria  i  jej 
mąż sprawiali wrażenie ogromnie nieśmiałych. 

Ponownie  uświadomiła  sobie,  że  nigdy  by  nie  odgadła,  że  ta  młoda 

kobieta o okrągłej twarzy to siostra wysokiego, przystojnego lekarza, który 
zresztą wydawał się do niej bardzo przywiązany. 

Cecilia  uniosła  kieliszek  i  zaproponowała  toast  na  cześć  Gabrielli  i  jej 

narzeczonego, a potem drugi - na cześć nowej pani doktor. 

- Kiedy tylko przekroczyła próg tego domu, wiedziałam, że została nam 

zesłana  przez  los  -  oznajmiła  hrabina,  wywołując  swymi  słowami 
aprobujące uśmiechy zebranych. 

Lucy  poczuła,  że  robi  jej  się  gorąco,  i  kiedy  usiłowała  zapanować  nad 

sobą,  Giuseppe  Ponti  pochylił  się  ku  niej  i  na  oczach  wszystkich  ucałował 
jej purpurowy policzek. 

- Benvenuta, cara Lucia! Witaj w naszym domu! - powiedział, Gabriella 

zaś klasnęła w dłonie i w jej ślady poszli pozostali. 

Mimo  zmieszania  Lucy  poczuła,  że  jej  serce  przepełnia  radość. 

60

RS

background image

 

 

Wszystkie  rozczarowania  i  niepowodzenia,  które  przez  ostatnie  dwa  lata 
kładły  się  cieniem  na  jej  życiu,  naraz  odpłynęły  niczym  mgła  i  świat 
rozjaśniło słońce. 

Tutaj,  w  kręgu  przyjaciół,  których  przed  tygodniem  jeszcze  nieznała, 

zaczynało się nowe życie. Lato w Wenecji zapowiadało się tajemniczo, lecz 
wspaniale; Lucy gotowa była poradzić sobie ze wszystkim. 

Gdy Pino położył rękę na jej ramieniu, na moment dotknęła jego  głowy 

swoją i ten gest wydał jej się zupełnie naturalny. Gdy spostrzegła utkwiony 
w nią wzrok Gabrielli, zastanowił ją wymowny uśmiech na twarzy aktorki. 
Nie  mogła  jednak  wiedzieć,  że  Gabriella  obserwowała  przedtem  Pina  i 
zauważyła, jak jej stary przyjaciel reaguje na obecność młodej Angielki. 

Niespodziewany  dźwięk  telefonu  wdarł  się  na  balkon  niczym  poryw 

zimnego  wiatru  i  czar  prysnął.  Powróciła  rzeczywistość  ze  wszystkimi 
swoimi problemami. Lucy poczuła niepokój i wstrzymała oddech. Po chwili 
na  balkonie  pojawiła  się  pielęgniarka  i  oznajmiła,  że  pewien  dżentelmen 
chce rozmawiać z „Lucendą Spriigs". 

Lucy  szybko  wstała,  pełna  złych  przeczuć.  To  może  być  tylko  ojciec, 

pomyślała.  Znowu  będzie  mnie  błagał,  żebym  się  zastanowiła  i  wróciła  z 
nim  jutro  do  Londynu.  Postanowiła,  że  tym  razem  będzie  nieugięta.  W 
słuchawce tymczasem usłyszała głos Aubreya. 

- Lucindo, myślę, że natychmiast powinnaś przyjść do ojca - oświadczył 

bez  żadnych  wstępów.  -  Nie  czuje  się  najlepiej  i  szczerze  mówiąc,  bardzo 
się tym martwię. 

Lucy wzniosła oczy do  nieba i westchnęła. Był to tak wyraźny pretekst, 

by  wyciągnąć  ją  z  pensjonatu,  że  na  pewno  nad  jego  wymyśleniem 
pracowały połączone siły ojca i jego sekretarza. 

-  Aubrey,  podjęłam  decyzję  i  wiem,  że  zaskoczyłam  ojca  -  odparła 

spokojnie - ale mam tylko jedno życie i... 

-  Posłuchaj  mnie  -  przerwał  jej  niecierpliwie.  -  Nie  do  mnie  należy 

robienie  ci zarzutów z  powodu  niestosownego  traktowania sir  Petera,  choć 
mógłbym  coś  na  ten  temat  powiedzieć.  Teraz  zaś  informuję  cię,  że  ojciec 
czuje się źle i powinien go zobaczyć lekarz. 

- No dobrze, Aubrey - westchnęła z rezygnacją. - Opisz mi jego stan. 
- Po pierwsze, kiedy wrócił do hotelu, był tak zdenerwowany, że kazałem 

mu  się  położyć  na  dwie  godziny  -  oświadczył  Aubrey  oskarżycielskim 
tonem.  -  Wieczorem  nie  chciał  zjeść  kolacji;  wypił  tylko  trochę  brandy  i 

61

RS

background image

 

 

zjadł kilka herbatników. Zupełnie nie ma apetytu. 

Łucy poczuła żal, widząc oczami wyobraźni swego nieszczęśliwego ojca. 

Biedaczek. 

- Czy coś go boli? - spytała rzeczowo. 
- Właściwie nie, ale jest bardzo niespokojny. Przecież bym do ciebie nie 

dzwonił, gdybym nie był zaniepokojony. 

Przygryzła  wargi.  Opis  podany  jej  przez  Aubreya  nie wskazywał na  nic 

poważnego, jednak nie można go zignorować. Ale dlaczego to się dzieje w 
środku tak miłego wieczoru... 

- Czy mnie słyszysz, Lucindo? - spytał Aubrey ostro. 
- Tak, słyszę cię i się zastanawiam. Chyba przyjadę i go zbadam, ale... 
- Dobrze! - przerwał jej. - Oczekuję cię w każdej chwili. 
Drażnił ją jego ton, toteż odpowiedziała stanowczo. 
-  Mogę  przyjść  za  około  piętnaście  minut,  ale  muszę  cię  pozbawić 

złudzeń,  Aubrey:  nie  pozwolę  sobie  na  żaden  uczuciowy  szantaż.  Jestem 
zdecydowana tu zostać i ojciec znakomicie o tym wie. 

-  Rozumiem  -  rzekł  chłodno.  -  Będę  z  tobą  szczery,  Lucindo.  Jeśli  nie 

będzie  cię  tu  dokładnie  za  piętnaście  minut,  poproszę  kierownika  hotelu  o 
wezwanie lekarza. To jestem winien sir Peterowi. 

Lucy otworzyła usta, by zaprotestować, lecz Aubrey odłożył słuchawkę. 

Jeszcze  nigdy  nie  przemawiał  do  niej  takim  tonem,  więc  ta  zmiana 
świadczyłaby o istotnym zatroskaniu stanem zdrowia ojca. Poczuła ciarki na 
grzbiecie  i  pobiegła  na  balkon,  by  przeprosić  hrabinę.  Usłyszawszy,  co  się 
stało,  goście  złożyli  jej  wyrazy  współczucia,  Pino  zaś  zaproponował,  że  ją 
podwiezie. 

- Och, dziękuję ci, Pino, ale nie trzeba. Świeże powietrze dobrze mi zrobi 

-  powiedziała,  wyobrażając  sobie  następną  nieprzyjemną  scenę  między 
Pontim a sekretarzem ojca. 

-  Weź  płaszcz,  a  ja  przyprowadzę  samochód  -  oświadczył  Pino.  -  Im 

szybciej się z nim spotkasz, tym lepiej dla ciebie i dla niego. Wybacz nam, 
Cecilio. Być może nie ma powodu do niepokoju i szybko wrócimy, ale... 

Bezradnie wzruszył ramionami. 
Gdy odjeżdżali, telefon zadzwonił ponownie. 
Siedem minut później samochód Pina stanął przed Hôtel des Deux Lions 

i przejęty asystent kierownika zawiózł ich szybko windą do apartamentu sir 
Petera. 

62

RS

background image

 

 

Gdy  Lucy ujrzała ojca, ugięły się pod nią kolana. Miał poszarzałą twarz 

pokrytą kropelkami potu i bezwładnie leżał na kanapie. Przerażony Aubrey 
musiał mu wcześniej zdjąć krawat i marynarkę. 

- Dzięki Bogu, że jesteś, Lucindo - powiedział Aubrey. - Kiedy wróciłem 

od telefonu,  leżał prawie  nieprzytomny,  więc  poprosiłem kierownika,  żeby 
znowu do ciebie zadzwonił i wezwał karetkę. 

Lucy  uklękła  przy  ojcu.  Kiedy  próbowała  zmierzyć  mu  puls,  jej  dłoń 

drżała tak bardzo, że nie mogła znaleźć właściwego miejsca na ręce ojca. 

-  Tatusiu,  tak  mi  przykro  -  wyszeptała  z  trudem  i  nagle  poczuła  na 

ramieniu ciepłą dłoń i usłyszała przytłumione słowa: 

-  Cara  Lucia,  nic  nie  mów  i  nie  płacz.  On  chce,  żebyś  była  odważna, 

prawda? Pozwól mi zbadać serce. 

Od tej chwili Pino wziął sprawy w swoje ręce. Łagodnym gestem dłoni, 

lekkim  uśmiechem  i  uprzejmym  „Molte  grane" odsunął  na bok Aubreya,  a 
gdy Lucy drżącymi palcami rozpięła koszulę ojca, Pino przyłożył stetoskop 
do  serca  i  osłuchiwał  je  przez  pół  minuty,  spoglądając  w  tym  czasie  na 
zegarek.  W  końcu  skinął  głową,  ściągnął  lekko  usta  i  pochylił  się  nad 
pacjentem, spoglądając w zaniepokojone oczy starszego pana. 

- Czy bardzo boli? 
-  Tak...  doktorze.  Tutaj...  Nie  mogę  oddychać -odparł słabym  głosem,  a 

Lucy odwróciła głowę, by ukryć łzy. 

-  Mój  Boże,  z  każdą  minutą  jest  gorzej  -  dodał  Aubrey  z  autentycznym 

przestrachem. - Miał zakrzepicę tętnicy wieńcowej... 

- Mio amico, proszę nie panikować - rzekł Pino szybko. - Dobrze, że pan 

wezwał karetkę. - A zwracając się do chorego, wyjaśnił spokojnie: - No cóż, 
zawieziemy  pana  do  szpitala  tutaj  na  Lido  i  zrobimy  badania.  Panie 
Portwood,  proszę  przygotować  nocną  bieliznę  i  przybory  toaletowe,  a  ty, 
Lucia, pomóż mi zrobić zastrzyk. 

Otworzył  czarną  walizeczkę  lekarską,  wyjął  małą  fiolkę  z  diamorfiną, 

sterylną  strzykawkę  oraz  igłę.  Lucy  podwinęła  rękaw  koszuli  ojca,  natarła 
przedramię wacikiem podanym jej przez Pina i powiedziała: 

- To złagodzi ból i pomoże ci zasnąć, tato. 
Pino  szybko  zrobił  zastrzyk,  a  potem  usadzili  chorego  wygodnie  na 

poduszkach przyniesionych z sypialni. Gdy starszy pan wyraźnie poczuł się 
lepiej, Pino zmierzył ciśnienie. 

- Tachykardia i podciśnienie - rzekł cicho do Lucy. - Chyba miał zawał, 

63

RS

background image

 

 

ale  dobrze  reaguje  na  morfinę.  -  Wskazał  na  spokojniejszą  i  odzyskującą 
naturalną  barwę  twarz  pacjenta.  -  Tylko  EEG  może  potwierdzić  moją 
diagnozę,  ale  bądźmy  dobrej  myśli.  Nie  bój  się,  moja  droga  -  dodał  z 
uśmiechem i spojrzał na nią ciepło. 

Usiadła  przy  ojcu,  ujęła  go  za  rękę  i  ocierała  chusteczką  jego  twarz  z 

potu, czekając na przyjazd karetki. 

-  Czy już  mniej  boli,  tatusiu?  -  spytała,  gdy otworzył oczy  i spojrzał na 

nią. 

- Boli? Nie, nie, kochanie, już nie boli. Uśmiechnął się słabo. Odetchnęła 

z  ulgą,  gdy  karetka  wreszcie  przyjechała  i  dwóch  sanitariuszy  przełożyło 
ojca na nosze. 

Lucy  i  Pino  postanowili  towarzyszyć  mu  do  szpitala,  Aubrey  zaś  miał 

zostać  w  hotelu  i  czekać  na  wiadomości.  Gdy  we  trójkę  znaleźli  się  w 
karetce, Lucy założyła ojcu na twarz maskę tlenową. 

- Wygląda coraz lepiej - zauważył Pino i Lucy uśmiechnęła się do niego 

niepewnie. 

Teraz  był  to  zupełnie  inny  człowiek,  spokojny  i  autorytatywny.  Po  raz 

pierwszy nie zasypywał jej żarcikami, co miał w zwyczaju od czasu, gdy go 
poznała. Czyżby to było naprawdę tylko sześć dni temu? Co za ironia losu, 
że  ofiarą  choroby  serca  stał  się  teraz  jej  ojciec!  Chociaż,  przypominając 
sobie  różne  wydarzenia  z  przeszłości,  Lucy  uświadomiła  sobie,  że  były 
pewne  sygnały  ostrzegawcze  i  ona  sama,  bezskutecznie  zresztą,  usiłowała 
namówić ojca na dłuższe spacery i ograniczenie brandy i cygar. 

W  szpitalu  sir  Peter  został  natychmiast  umieszczony  na  oddziale 

intensywnej  terapii.  Dwie  pielęgniarki  zręcznie  przebrały  go  w  piżamę,  a 
Lucy  zaczęła  pomagać  lekarzowi  na  dyżurze  przy  podłączaniu  go  do 
monitora elektrokardiograficznego. 

- Nie podoba mi się cały ten pomysł z prądem - mruknął sir Peter i Lucy 

się uśmiechnęła. 

- To nie jest prąd z aparatu, tato. To urządzenie ma rejestrować impulsy 

elektryczne pochodzące od ciebie. 

Lucy  przedstawiła  się  lekarzowi  jako  córka  pacjenta  i  lekarka,  po  czym 

odpowiadała  na  pytania  w  imieniu  ojca.  Pino  dzielnie  trwał  przy  jej  boku; 
zauważyła, że jest bardzo lubiany przez personel. Prawie wszyscy zwracali 
się do niego po imieniu. 

Pół  godziny  później  kardiolog  oznajmił,  że  pacjent  miał  częściową 

64

RS

background image

 

 

niedrożność  tętnicy  wieńcowej,  lecz  odpowiednia  terapia  i  dobra  opieka 
pomogą mu odzyskać zdrowie. 

-  Skurcze  komór  są  dosyć  prawidłowe  -  oznajmił  po  włosku,  a  Pino 

przetłumaczył.  -  Podamy  mu  przez  kroplówkę  glukozę,  co  pomoże  w 
usunięciu  kwaśnicy,  i  podamy  środek  moczopędny,  żeby  zmniejszyć 
objętość płynu w organizmie. 

- A ból? - spytała Lucy z niepokojem. - Teraz czuje się dobrze, ale... 
-  Będzie  na  morfinie  przez  czterdzieści  osiem  godzin,  i  oczywiście  nie 

ma  mowy  o  ruszaniu  się  z  łóżka.  Cały  czas  będziemy  kontrolowali  pracę 
serca  i  sprawdzali  poziom  tlenu  i  dwutlenku  węgla.  -  Spojrzał  jej prosto  w 
oczy.  -Oczywiście jest  dużo  za  wcześnie  na  wnioski,  ale  moim zdaniem w 
ciągu doby powinna nastąpić znaczna poprawa. 

- Molte grazie, dottore. Czy uważa pan, że powinnam zostać przy nim na 

noc? 

Zanim lekarz zdążył odpowiedzieć, Pino oświadczył, że powinna wrócić 

do pensjonatu. 

- A jeśli będzie trzeba, przywiozę cię tu w ciągu kilku minut - obiecał. - 

Pożegnaj się teraz z ojcem, a ja zadzwonię po taksówkę. 

Wróciła  do  pokoju  ojca,  gdzie  pielęgniarka  uzupełniała  kartę.  Ojciec 

spał.  Lucy  pocałowała  go  w  czoło,  a  gdy  opuszczała  oddział  intensywnej 
terapii,  spotkała  Valerie  Corsini,  która  już  wiedziała  o  zasłabnięciu  sir 
Petera. 

-  Co  za  okropna  historia,  Lucy!  -  zawołała  ze  współczuciem.  -  I  to 

właśnie w chwili, kiedy znowu postanowiłaś zostać lekarzem. Odwiozłabym 
was  do  pensjonatu,  ale  mam  dyżur  pod  telefonem.  Będę  zaglądać  do  ojca, 
moja kochana... 

Być  może  z  powodu  serdeczności  przyjaciółki,  a  być  może  z  powodu 

napięcia całego dnia, Lucy zaczęła płakać. W tym stanie ujrzał ją Pino, gdy 
przyszedł powiadomić, że taksówka czeka. 

- Dobrze się czujesz? - spytał, zajmując przy niej miejsce. 
- Pewnie myślisz, że jestem marnym lekarzem - szepnęła - ale to był dla 

mnie szok zobaczyć ojca w takim stanie... 

Ukryła  twarz  w  dłoniach.  Pino  przysunął  się  bliżej  i  poklepał  ją  po 

ramieniu niczym małą dziewczynkę. 

-  Spisałaś  się  znakomicie  -  powiedział.  -  To  normalne,  że  nawet  lekarz 

przeżywa  wstrząs,  kiedy  widzi,  że  ktoś  z  jego  rodziny  cierpi.  Kiedy  moja 

65

RS

background image

 

 

matka...  -  Urwał,  przez  chwilę  milczał,  po  czym  dodał:  -  Słyszałaś,  co 
powiedział  kardiolog,  prawda?  Jutro  go  odwiedzisz  i  wszystko  będzie 
dobrze. 

Uspokoiła się, wzięła w karby i rzekła: 
-  Muszę  zadzwonić  do  Portwooda  i  do  matki...  Och,  i  jeszcze  ta  biedna 

Gabriella! Idzie jutro do szpitala, a ja obiecałam jej towarzyszyć... 

Pino potrząsnął jej ramieniem. 
- Ona ma Findlaya, a poza tym będzie chciała, żebyś jak najwięcej czasu 

spędziła  z  ojcem.  A  teraz  proszę  przestać  się  martwić,  pani  doktor!  Czy 
mnie słuchasz? 

Uśmiechnęła  się  do  niego  z  wdzięcznością,  a  on  nie  mógł  oprzeć  się 

pokusie i pocałował ją w czubek nosa. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

66

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 
Gdy następnego ranka Lucy wróciła do pensjonatu po krótkiej wizycie u 

ojca, Aubrey już na nią czekał. 

-  Dziś  po  południu  jadę  na  lotnisko  Marco  Polo  po  lady  Philippe  - 

oznajmił.  -  Potem  przelecimy  na  Lido  i  weźmiemy  taksówkę  prosto  do 
szpitala.  Lady  Philippa  jest  bardzo  zdenerwowana  i  chce  się  zobaczyć  z 
mężem jak najszybciej. 

-  Oczywiście  -  odparła  Lucy,  która  wysłuchała  już  rozpaczliwych 

lamentów  matki  przez  telefon.  -  Dziękuję,  Aubrey.  Myślisz  o  wszystkim, 
jak zwykle. 

Skłonił lekko głowę. 
-  Zarezerwowałem  dla  niej  pokój  w  Hôtel  des  Deux  Lions  -  dodał.  - 

Bardzo  chciałbym  tu  zostać,  ale  muszę  jutro  wracać  do  Londynu,  bo  w 
biurze  trzeba  załatwić  mnóstwo  spraw.  Dzwoniłem  już  do  panny  Elstone  i 
zawiadomiłem  ją,  że  będzie  jutro  wieczorem  potrzebna.  Ostatnio  miała 
trochę  mniej  pracy,  ale  teraz  czeka  na  nas  mnóstwo  sprawozdań, 
korespondencji, i tak dalej. - Urwał i spojrzał pytająco na Lucy. - Myślę, że 
zmienisz plany i wrócisz z sir Peterem, kiedy odzyska formę. 

-  Niekoniecznie,  Aubrey.  Wszystko  zależy  od  tego,  jak  będzie 

przebiegała  rekonwalescencja.  Dziś  rano  wyglądał  znacznie  lepiej,  a  poza 
tym wie, że mama jest w drodze. Czy mógłbyś jej przekazać, że będę u ojca, 
kiedy dojedziecie do szpitala? 

Westchnął,  Lucy  zaś  spojrzała  na  niego  uważniej  i  stwierdziła,  że  jest 

bardzo blady i zmęczony. Pod wpływem impulsu postąpiła krok do przodu i 
ucałowała go w policzek. 

-  Dziękuję  za  wszystko,  Aubrey.  Byłeś  wspaniały.  Doceniam  twoją 

pracę, naprawdę. 

- Nie ma czegoś takiego, czego bym dla ciebie nie zrobił, Lucindo. 
- Wiem. A teraz wybacz, ale wkrótce przypłyną karetki, żeby przewieźć 

naszych czterech gości na drugą stronę Laguny. Arrivederci! 

- Do zobaczenia po południu, Lucindo. 
Rzeczy  Gabrielli  były  już  spakowane,  Findlay  dotrzymywał  jej 

towarzystwa. Przed wyjazdem do szpitala Gabriella mocno uścisnęła Lucy. 

- Tak nam przykro z powodu twojego ojca, moja droga! Pino mówił, że 

rano go odwiedziliście. Chciałabym koniecznie coś dla niego zrobić.  

67

RS

background image

 

 

Och, wiem! Findlay wyśle kwiaty od nas obojga, a ty się trzymaj. 
Lucy  była  wzruszona  zachowaniem  swej  nowej  przyjaciółki  w  tak 

ciężkiej dla niej samej chwili. Karetki już czekały i gdy Gabriella oraz inni 
goście  odpłynęli  do  szpitala  pod  opieką  dwóch  pielęgniarek,  Lucy 
wyruszyła na poszukiwanie Marii. 

Znalazła ją w kuchni, gdzie beztrosko obierała i kroiła warzywa. 
- Mario! Wiesz, że hrabina będzie niezadowolona, jeśli cię tu zobaczy. 
Dziewczyna  podniosła  do  góry  swe  czarne  oczy  i  wyciągnęła  do  góry 

pulchne ramiona, co miało wyrażać totalną nudę. 

-  La  vita  e  molta  tediosa!  -  jęknęła  i  poczęła  narzekać,  że  gdyby  nie 

Gabriella, nie miałaby czym się zająć i że ma już dosyć siedzenia i tycia. A 
poza tym signore d'Arc jej tego wręcz zabronił. 

Lucy z uśmiechem przyznała jej rację. 
-  Chodźmy  do  gabinetu  porozmawiać  -  zaproponowała,  widząc  teraz 

sposobność  przeprowadzenia  badań  ogólnych.  Chciała  też  zadać  młodej 
kobiecie kilka dyskretnych pytań dotyczących jej rodziny. 

Waga  wskazała  aż  siedemdziesiąt  sześć  kilogramów.  Maria  załamała 

dłonie, twierdząc, że ściśle przestrzega zalecanej diety. 

- Na pewno, Mario? Czy poza tym nic nie jesz? 
- No cóż - zaczęła z niepewną miną. - Czasami Silvio się martwi, kiedy 

budzę się w nocy głodna i mówi, że dziecko nie może pościć, więc przynosi 
mi czekoladę i herbatniki. 

Lucy  uznała,  że  w  takich  przypadkach  należy  zachować  się 

dyplomatycznie.  Jeśli  ostro  skarci  dziewczynę,  ta  poczuje  się  dotknięta,  a 
jeśli  powie  Pontiemu  lub  hrabinie  o  nocnych  ucztach  Marii,  straci  jej 
zaufanie. Toteż podniosła rękę i tylko pogroziła jej palcem. 

-  Moja  droga,  to  nie  jest  dobry  pomysł  -  rzekła  płynną  włoszczyzną.  - 

Muszę  porozmawiać  o  tym  z  Silviem.  Nie  wolno  ci  zbyt  wiele  przytyć,  a 
poza  tym  słodycze  są  szkodliwe  dla  zębów,  które  i  tak  są  słabe  podczas 
ciąży.  Ale  skoro  jesteś  w  nocy  głodna,  powinnyśmy  jakoś  temu  zaradzić. 
Może byś przed pójściem spać wypiła trochę wzbogaconego mleka? 

Wymieniła  produkt,  który  podawano  tu  gościom,  i  kiedy  Maria  się  nad 

tym zastanawiała, Lucy zmierzyła jej puls i liczbę oddechów na minutę. W 
obu  przypadkach  wyniki  były  za  wysokie,  zważywszy,  że  z  kuchni  do 
gabinetu było kilka kroków. 

- Czy robisz ubranka dla dziecka? - spytała.  

68

RS

background image

 

 

- Może byś zrobiła mu na drutach kolorowy kocyk? 
-  Mogłabym  zrobić  na  szydełku  kolorowe  kwadraty,  a  potem  je  zszyć  - 

odparła Maria z umiarkowanym entuzjazmem. 

-  To  wspaniały  pomysł!  -  uznała  Lucy.  -  Jestem  pewna,  że  wymyślisz 

przepiękne  wzory.  -  Lucy  pomyślała,  że  tego  rodzaju  robótkę  można  w 
każdej  chwili  odłożyć,  kiedy  Maria  będzie  miała  ochotę  na  coś 
ciekawszego. - To już trzydziesty drugi tydzień ciąży i właściwie wszystko 
byłoby znakomicie, gdyby nie... 

- Powiem mu, pani doktor! - wtrąciła Maria. - Nie wolno jeść w łóżku! 
Obie uśmiechnęły się do siebie ze zrozumieniem. 
-  A  teraz  opowiedz  mi  o  tej  gorączce  reumatycznej  z  dzieciństwa  - 

zasugerowała Lucy. 

-  Niewiele  pamiętam,  ale  doktor  Corsini  mówi,  że  dlatego  mam  takie 

słabe  serce.  Pino  posłał  mnie  na  badanie  do  doktora  d'Arca  i  dlatego 
zrobiłam  się  taka  leniwa.  Nic  nie  robię  -  odparła  Maria  ze  wzruszeniem 
ramion. 

- A jak się czują twoi rodzice? - spytała Lucy od niechcenia, pomagając 

dziewczynie ułożyć się na kozetce. 

-  Nasza  mama  umarła  trzy  lata  temu  -  odrzekła  Maria  ze  smutkiem.  - 

Nigdy nie mówiła, że źle się czuje, ale któregoś dnia Pino kazał jej pójść do 
szpitala i okazało się, że jest za późno na ratunek. Pino był zły na siebie, że 
nie zauważył nic wcześniej, ale on przecież mieszkał daleko i to właściwie 
nasza  wina,  że  nie  widzieliśmy,  jaka  mama  jest  słaba.  Szkoda,  że  nie 
zobaczy mojego dziecka. 

Lucy przypomniała sobie, jak Pino przerwał w pół zdania, wspominając 

o matce. Na pewno czuł wtedy żal i gorycz. 

- A jak ojciec? - spytała łagodnie. 
-  Och,  on  prawie  nie  schodzi  z  vaporetti.  I  mówi,  że  jak  Pino  zarabia 

pieniądze na turystach. 

Lucy dyskretnie chrząknęła. 
- Ale Pino jest od nas o wiele mądrzejszy - dodała Maria. 
Z  pewnością,  skonstatowała  Lucy.  Pochodzić  z  tak  prostej  rodziny  i 

zdobyć taki zawód... Maria zaś paplała w najlepsze, wyjaśniając, że jej dwaj 
pozostali bracia są rybakami, a siostra prowadzi dom, w którym mieszkają z 
ojcem. - 

Gdy  Lucy  badała  brzuch  Marii  i  upewniła  się,  że  dziecko  rozwija  się 

69

RS

background image

 

 

dobrze,  przyszło  jej  do  głowy  pytanie,  czy  Pino  zdobył  jakieś  stypendium, 
które  by  mu  umożliwiło  skończenie  studiów.  Właściwie  chciałaby  poznać 
całą historię tego weneckiego lekarza, który wywodził się z tak odmiennego 
od jej środowiska i z którym miała teraz współpracować. 

Uprzytomniła sobie jednak, że nie pora na takie rozmyślania; ojciec leży 

w szpitalu, a matka jest w drodze do niego. Poza tym goście wkrótce wrócą 
z  zabiegów,  zmęczeni  i  zapewne  w  stanie  lekkiej  depresji,  co  oznacza,  że 
trzeba  będzie  się  nimi  serdecznie  zająć.  Może  w  tym  pensjonacie  nie  ma 
tyle  pracy  co  w  Beltonshaw,  niemniej  pacjentom  trzeba  poświęcić  sporo 
czasu i energii, i Lucy czuła, że nikogo nie wolno jej zawieść. 

Lady  Philippa  Hallcross-Spriggs  objęła  córkę  na  korytarzu  oddziału 

intensywnej terapii. 

- Jakie to wszystko straszne, Lucindo! - powiedziała teatralnym szeptem. 

- Dobrze, że miałaś Aubreya; on jest taki silny! 

-  Tak,  bardzo  nam  pomógł  -  odparła  Lucy  nieco  sztucznym  tonem,  bo 

Aubrey  stał  obok.  -  Ale  teraz,  mamusiu,  nie  wolno  okazywać  nam 
niepokoju. W pokoju taty musisz zachować pogodną twarz. 

Sir  Peter  siedział  oparty  o  stos  poduszek,  podłączony  do 

elektrokardiografu nad łóżkiem i kroplówki. U boku łóżka wisiał woreczek 
na mocz. Twarz chorego rozjaśniła się na widok żony i córki, a gdy się już z 
nimi  przywitał,  zaproszono  do  pokoju  Aubreya,  by  i  on  ocenił 
samopoczucie swego pryncypała. 

- Jutro pozwolą mi usiąść ze zwieszonymi nogami, a jeśli będę grzeczny, 

pozwolą zatańczyć polkę - oznajmił baronet żartobliwie. - Wszyscy są tutaj 
bardzo mili, ale oczywiście nie rozumieją ani słowa z tego, co mówię! 

Po dziesięciu minutach Lucy oświadczyła, że zostawia rodziców samych. 
- Muszę iść do moich pacjentów - wyjaśniła. 
- Ale przecież nie są ważniejsi niż twój ojciec? 
- To oczywiste, ale mam zobowiązania. Spotkamy się później, mamusiu, 

i  porozmawiamy.  -  Ucałowała  ojca  w  policzek  i  szepnęła:  -  Spisujesz  się 
znakomicie, tatusiu. Tylko tak dalej! 

I uciekła, zanim matka zdołała udzielić jej następnego pouczenia. 
W pensjonacie czekała na nią Cecilia. 
-  Dzięki  Bogu!  -  zawołała  już  w  progu.  -  Mamy  mnóstwo  problemów. 

Giuseppino został wezwany do hotelu, w którym zachorowała połowa gości. 
Niektórzy  są  w  ciężkim  stanie.  To  chyba  ostre  zatrucie,  ale  może  też  być 

70

RS

background image

 

 

jakaś infekcja. Właściciel hotelu odchodzi od zmysłów. 

- To okropne! - przyznała Lucy. - Czy Pino potrzebuje pomocy? 
-  Tak,  ale  tutaj,  kiedy  pacjenci  zaczną  się  zgłaszać  na  dyżur.  Nie  mogę 

znaleźć  zastępcy,  może  byś  więc  ich  przyjęła,  bo  inaczej  musiałabym 
wszystkich odesłać z kwitkiem. 

Lucy  stała  nieruchomo,  wpatrując  się  w  niespokojne  oczy  hrabiny. 

Właśnie  poproszono  ją  o  przyjęcie  pacjentów,  których  w  ogóle  nie  znała. 
Przyjdą  tu  mężczyźni  i  kobiety  w  różnym  wieku  i  z  rozmaitymi 
przypadłościami, a na dodatek będą mówić w obcym języku! A potem będą 
czekać na jej poradę. Jak ona ma temu podołać? 

-  Chętnie  przyjęłabym  pacjentów  Pina,  gdyby  nie  problem  języka  - 

odparła  po  długiej  chwili.  -  Wizyta  u  lekarza  to  bardzo  prywatna,  nawet 
intymna sprawa, i jeśli nie można się porozumieć... 

Twarz hrabiny natychmiast się rozpogodziła. 
-  Molte  grazie,  Lucia!  Ty  ich  przyjmiesz,  a  ja  w  razie  czego  będę 

tłumaczyć, dobrze? Va bene! 

Modląc  się  w  duchu  o  zmiłowanie,  Lucy  poszła  do  gabinetu  Pina  i 

włożyła  na  siebie  jego  obszerny  kitel.  Potem  zdjęła  z  wieszaka  stetoskop  i 
zawiesiła go sobie na szyi. Cecilia szybko zaczęła układać na biurku karty, 
recepty i inne potrzebne formularze. Dyżur miał się zacząć wpół do czwartej 
i w poczekalni było już trzech pacjentów. 

-  No  dobrze,  zaczynamy  -  rzekła  w  końcu  Lucy,  przybierając  poważną 

minę, mimo że w środku dygotała. 

Pierwszym  pacjentem  był  malarz  pokojowy  po  pięćdziesiątce,  który 

narzekał  na  ból  i  sztywność  w  lewym  barku.  Uniemożliwiało  mu  to pracę, 
ponieważ  był  leworęczny.  Lucy  stwierdziła,  że  szyją  może  poruszać 
normalnie,  a ręka  nie  jest  sztywna  -  choć  trochę  się skrzywił,  kiedy kazała 
mu unieść ją nad głowę. Podejrzewała nadwerężenie mięśnia, lecz osłuchała 
też  serce,  by  wykluczyć  dusznicę.  Przepisała  mu  lek  przeciwbólowy  i 
poleciła zgłosić się za tydzień, gdyby ból nie mijał. 

Potem do gabinetu weszła gospodyni domowa o zmęczonej twarzy, która 

narzekała na  ciągłe bóle  głowy.  Po  krótkiej  wymianie zdań  okazało  się,  że 
dorabia  do  niskiej  pensji  męża,  pomagając  w  szyciu  krawcowej.  Kobieta 
robiła  to  późno  wieczorem,  gdy  pięcioro  dzieci  położyła  już  spać.  Lucy 
napisała  jej  skierowanie  do  okulisty  i  próbowała  przekonać o konieczności 
odpowiednio  długiego  snu,  choć  było  rzeczą  oczywistą,  że  bieda  i 

71

RS

background image

 

 

nadużywanie wina przez męża są główną przyczyną jej złego samopoczucia. 

Pacjenci  wchodzili  i  wychodzili.  Lucy  przyjęła  matkę  z  ośmioletnimi 

bliźniętami,  którzy  zanosili  się  kaszlem  jednocześnie,  a  potem  kobietę 
skarżącą  się  na  zaburzenia  w  trawieniu  oraz  zaniedbywanie  przez  męża. 
Poznała rybaka cierpiącego na owrzodzenie żylakowe, młodego człowieka z 
nie  wyleczonym  kolanem  po  kontuzji  w  meczu  piłkarskim,  a  także 
właścicielkę innego pensjonatu, która była zmartwiona stanem swej otyłej i 
nieszczęśliwej piętnastoletniej córki. 

Mniej  więcej  połowa  pacjentów  skarżyła  się  na  objawy  związane  z 

problemami  emocjonalnymi  lub  bytowymi.  Lucy  odniosła  wrażenie,  że 
nawet  na  weneckim  Lido  mnóstwo  jest  nieszczęśliwych  małżeństw, 
szkodliwych zajęć i trudnej młodzieży. Po upływie półtorej godziny poczuła 
pewnego rodzaju triumf. Poradziła sobie, a Cecilia była wręcz zachwycona. 

- Cudownie! - zawołała. - Pójdę zrobić kawę. Obie na nią zasłużyłyśmy. 
Po  jej  wyjściu  Lucy  przyjęła  jeszcze  jednego  pacjenta.  Przystojny, 

dobrze  ubrany  młody  mężczyzna  wpadł  do  poczekalni  w  ostatniej  chwili. 
Był najwyraźniej bardzo zaniepokojony. 

- Nie mieszkam tu - powiedział już w gabinecie. - Myślałem, że lekarzem 

jest mężczyzna, ale może pani mi pomoże... 

-  Dobrze,  postaram  się  -  odparła,  sięgając  po  kartę.  -  Pana  imię? 

Nazwisko? Adres? Data urodzenia? 

Yittorio  Goldoni  miał  dwadzieścia  pięć  lat  i  podał  adres  w  Mediolanie. 

Wyjaśnił,  że  jest  zastępcą  kierownika  firmy  samochodowej.  W  opisie 
objawów był mniej precyzyjny; powiedział tylko, że od mniej więcej dwóch 
miesięcy  czuje się niewyraźnie,  brakuje  mu  apetytu i  energii. Dodał,  że  na 
wadze stracił trzy kilogramy. ? - A jak pan sypia? - spytała. 

-  Niezbyt  dobrze.  Czasami  budzę  się  w  nocy  spocony  i  czuję,  że  mam 

gorączkę. Myślałem, że to grypa, ale nie przechodzi. 

- Pan nie jest żonaty... - Lucy zaczęła gorączkowo myśleć, usiłując zadać 

mu intymne pytanie w miarę poprawną włoszczyzną - ale ma pan przyjaciół, 
a także przyjaciółki... 

- Oczywiście, jak wszyscy - odparł i wzruszył ramionami. 
- Czy miał pan wcześniej jakieś... infekcje? 
- Nie, dopiero teraz. 
Lucy  usiłowała  wyciągnąć  jakieś  wnioski  z  tej  garstki  informacji,  jaką 

uzyskała.  Tego  rodzaju  objawy  mogą  wskazywać  na  wiele  rzeczy. 

72

RS

background image

 

 

Mononukleoza  zakaźna?  Początki  tak  groźnych  chorób  jak  zapalenie 
wątroby lub wsierdzia? Symptomy te można by również przypisać gruźlicy, 
trudno jednak przypuścić, by chorował na nią człowiek tak zamożny jak on. 

- Proszę zdjąć marynarkę i koszulę - powiedziała. Gdy badała jego serce i 

płuca,  zauważyła  na  skórze  kilka  krost  oraz  lekkie  zwiotczenie  mięśni. 
Odłożywszy stetoskop, zbadała dokładnie jego kark i miejsca pod pachami. 
Potem poleciła mu położyć się na kozetce i dokładnie obmacała brzuch oraz 
węzły chłonne. 

-~  Ma  pan  niewielki  obrzęk  na  karku,  signore  -  oznajmiła  w  końcu  i 

usiadła przy biurku, podczas gdy pacjent się ubierał. - Od jak dawna? 

- Nawet tego nie zauważyłem. 
- No cóż, musimy zrobić kilka badań, i to szybko - powiedziała. - Poślę 

pana  do  Ospedale  Civile  na  badania  krwi  i  prześwietlenia,  z  których 
najważniejsza  będzie  limfografia,  czyli  rentgen  układu  chłonnego,  oraz 
biopsja tego obrzmienia. Przyjmą pana na cały dzień, ponieważ część badań 
robi się w znieczuleniu. 

- Dobrze - odparł z napiętą twarzą. - Kiedy mogę zrobić te badania? 
-  Zaraz  zadzwonię  do  doktora  Scogliery  i  zapytam,  czy  może  pana 

przyjąć jutro. 

-  Bardzo  dziękuję,  dottoressa.  -  Zamknął  oczy  i  zacisnął  dłonie. - Co  to 

może być, według pani? 

- Nie jestem pewna - odrzekła z wahaniem. - Musimy zrobić badania. 
- A jeśli to AIDS, to umrę, tak? 
Było  to  raczej  stwierdzenie  niż  pytanie,  toteż  Lucy  musiała  dokładnie 

wyważyć odpowiedź. 

-  Nie  wyciągajmy  pochopnych  wniosków,  Vittorio.  Zaleciłam  także 

badanie na obecność wirusa HIV, a doktor Scogliera nie będzie panu kazał 
długo  czekać  na  wyniki.  Potem  skierujemy  pana  do  specjalisty.  -  Wstała  i 
podała mu rękę. - Życzę szczęścia! 

Gdy  Cecilia  przyniosła  kawę,  do  gabinetu  wpadł  Pino.  Był  bez 

marynarki, włosy miał potargane. 

- Lucy, przepraszam, że zostawiłem cię z tym wszystkim! Jak ci poszło? 
- Eccellente! - zawołała Cecilia, a Lucy uśmiechnęła się. 
- Chyba bym sobie nie poradziła bez Cecilii. Właśnie skończyłam bardzo 

trudną rozmowę po włosku. Szkoda, że nie widziałeś tego człowieka. 

- Goldoni? - Spojrzał na kartę. - Z Mediolanu? Hm... 

73

RS

background image

 

 

- Powiedział, że pracuje w firmie samochodowej. Coś mi się wydaje, że 

przyszedł tutaj specjalnie, w tajemnicy przed rodziną. 

- Dlaczego tak sądzisz? 
- Jest przerażony myślą, że może mieć AIDS, a ja tymczasem znalazłam 

na  jego  szyi  taki  mały  guzek  i  zaczęłam  myśleć  o  chłoniaku  czy  chorobie 
Hodgkina, jak to nazywacie... . 

- O mój Boże! I co z nim zrobiłaś? 
-  Wysłałam  go  do  Scogliery  na  serię  badań.  Jeśli  to  chłoniak,  powinien 

od razu znaleźć się na onkologii. 

Pino skinął głową i w zamyśleniu oglądał kartę. 
-  Goldoni...  -  powtórzył.  -  Wiesz,  on  może  być  synem  i  spadkobiercą 

Divy  Macchine,  tego  producenta  samochodów.  W  takim  razie  nie  brakuje 
mu  pieniędzy.  -  Wymienili  z Cecilia  porozumiewawcze spojrzenia.  -  Mógł 
równie dobrze pójść do lekarza w Mediolanie. 

- Ale on najwyraźniej tego nie chciał i dlatego przyjechał tutaj. 
- Moja droga, wkrótce i tak będzie musiał stawić czoło faktom. Jeśli jest 

poważnie chory, nie ukryje tego długo. 

- Biedny chłopak - mruknęła Cecilia. 
Gdy  wypili  kawę  i  hrabina  opuściła  gabinet,  Pino  przysiadł  na  brzegu 

biurka i zaczął palcami bębnić w blat. 

-  Lucy,  muszę  cię  o  coś  spytać.  Czy  choroba  ojca  spowoduje  zmianę 

twoich planów? 

- Myślę o tym od dwudziestu czterech godzin, nawet we śnie - wyznała. - 

Wszystko  zależy  od  tego,  jak  będzie  się  czuł.  Jeśli  go  wypiszą  za  dwa 
tygodnie, wtedy muszę mu towarzyszyć w drodze do domu. 

- Tego się spodziewałem - odparł bezbarwnym głosem. 
-  Nie  mogę  mu  tego  odmówić,  Pino,  ale  postaram  się  wrócić  jak 

najszybciej. 

W jego oczach pojawił się błysk ulgi. 
-  Grane,  amore  miot  Cecilia  będzie  zachwycona.  Oboje  się  tym 

zamartwialiśmy. 

Przysunął się do niej odrobinę, sprawiając, że serce zabiło jej żywiej. 
-  Nie  opuszczę  was,  dopóki  nie  skończy  się  mój  kontrakt.  -  Usiłowała 

mówić spokojnym głosem. - Mam jednak nadzieję, że nie będę musiała zbyt 
często lądować w twoim gabinecie! 

-  Ale  przecież  poszło  ci  dobrze,  prawda?  Moglibyśmy  założyć  świetną 

74

RS

background image

 

 

spółkę;  ty  zajmowałabyś  się  gośćmi,  a  ja...zbijałbym  majątek  na  turystach, 
jak to powiedziałaś. Co ty na to? 

Jego  oczy  patrzyły  na  nią  z  ciepłą  złośliwością, Lucy dostrzegła  w  nich 

jednak jeszcze coś... 

-  Och,  nie  przypominaj  mi  o  tym!  -  zawołała,  usiłując  zmienić  temat.  - 

Choć kto wie, czy na to  nie zasłużyłeś, próbując się ze mnie naśmiewać  w 
obecności tylu osób! 

-  Ale  w  końcu  to  ty  wygrałaś,  nie  pamiętasz?  -  Zeskoczył  z  biurka, 

okrążył je i zbliżył się do niej, po czym spojrzał jej w oczy i zniżył głos: - 
Od  tego  dnia  myślę  o  tobie  dzień  i  noc.  Ciągle  widzę  twoją  twarz,  słyszę 
twój głos i angielskie słowa. Jesteś taka piękna, że... 

Stało się to bardzo szybko i naturalnie. Gdy położył rękę na jej ramieniu, 

nakryła  ją  swoją,  po  czym  nie  wiedzieć  jak  jedno  zaczęło  tulić  się  do 
drugiego. Lucy poczuła jego wargi na włosach, potem na policzku, wreszcie 
na ustach. Obejmowali się i całowali, czując gwałtowny przypływ uczucia, 
zapominając o wszystkim. 

Gdy  Pino  się  odsunął,  by  zaczerpnąć  oddechu,  Lucy  westchnęła  z 

uśmiechem. Czuła, że jej serce bije w takim samym rytmie jak Pina, on zaś 
wyszeptał mieszaniną angielszczyzny i włoskiego: 

-  Nie  miałem  zamiaru...  Twój  chory  ojciec...  Nie  chciałem 

wykorzystywać sytuacji... 

Te  przeprosiny  wzruszyły  Lucy  jeszcze  bardziej,  wywołując  w  niej 

bezbrzeżną  radość.  Ponownie  ogarnęło  ją  uczucie  powrotu  do  domu, 
spełnionego przeznaczenia, takie samo jak  wtedy, kiedy stała w  ramionach 
tego  człowieka  pod  szpitalem  Al  Mare  wieczorem  tego  samego  dnia,  w 
którym  się poznali, i  takie  samo  jak  wtedy,  kiedy  wśród  tancerzy  na  placu 
Świętego Marka powiedział jej, że jest bezpieczna. 

Tak, z tym człowiekiem u boku stawi czoło każdemu wyzwaniu, poradzi 

sobie  ze  wszystkimi  trudnościami.  Przestała  już  myśleć  o  tym,  że 
postanowiła trzymać się od niego z daleka. Tak jej było dobrze, tak błogo... 

A jednak to ona pierwsza usłyszała kroki zbliżające się do gabinetu oraz 

głosy mężczyzny i kobiety. Odepchnęła go lekko od siebie i szepnęła: 

- Pino, uważaj! 
Odwrócił  się  w  stronę  drzwi  i  ujrzał  starszą  wersję kobiety, którą przed 

chwilą  trzymał  w  ramionach:  podobny  owal  twarzy,  ten  sam  kolor  oczu, 
podobny głos. O mio Dio! - pomyślał. Wcale nie trzeba mi jej przedstawiać. 

75

RS

background image

 

 

Za kobietą stał Aubrey Portwood i patrzył na nich kamiennym wzrokiem. 

- Witaj, mamo! - Lucy podniosła do góry głowę i poprawiła fartuch. - To 

jest  doktor  Giuseppe  Ponti,  który  wczoraj  wieczorem  tak  bardzo  nam 
pomógł. 

Pino  skłonił  się  lekko,  lady  Philippa  zaś  obdarzyła  go  wyniosłym 

spojrzeniem. 

- Przyszłam spytać, czy zjesz z nami kolację w hotelu. Kiedy możesz być 

gotowa? 

- Dziękuję, mamo, ale dziś nie mam czasu - odparła łagodnym tonem - a 

ty  na  pewno  powinnaś  pójść  wcześnie  spać.  Może  się  umówimy  na  jutro, 
dobrze? 

- Ale jutro Aubrey leci do Londynu! - zaprotestowała lady Philippa. 
- Przykro mi, ale mam tu pod opieką chorych. 
Lady Philippa podniosła do góry brwi, lecz słysząc stanowczość w głosie 

Lucy,  postanowiła  nie  tracić  twarzy  z  powodu  czegoś  tak  trywialnego  jak 
kłótnia. 

-  Trudno -  oznajmiła  chłodno.  -  Porozmawiamy  później. Ujęła  Aubreya 

pod ramię, odwróciła się i wyszła z gabinetu 

bez słowa pożegnania. Lucy spojrzała na Pina zmieszana.- Przepraszam, 

Pino. Nie wyszło to dobrze. 

- Szkoda, Lucia - powiedział. 
-  To  chyba  moja  wina  -  wtrąciła  szybko,  czując  lekkie  zażenowanie  z 

powodu  przykrego  końca  ich  chwili  bliskości.  Dlaczego  matka  musiała  tu 
przyjść  właśnie  teraz?!  -  Rodzina  to śmieszna  rzecz,  prawda? - zauważyła, 
usiłując zatuszować panujące między nimi napięcie. - Maria opowiadała mi 
dzisiaj o twojej rodzinie. Przykro mi z powodu twojej matki. 

- Tak... To była dobra kobieta, która dużo w życiu wycierpiała. 
Lucy wyczuła w jego głosie głęboki smutek.  
Chętnie  dowiedziałaby  się  czegoś  więcej,  poznała  tajemnicę  tego 

człowieka, który  w  tak  dziwny  sposób  wtargnął  w jej  życie i  przewrócił  je 
do góry nogami.  

Robiło się jednak późno i musiała zająć się pacjentami. 
-  Muszę  iść,  Pino  -  rzekła  i  dodała  z  uśmiechem: -  Lepiej  ci  oddam  ten 

fartuch.  I  nie  zapomnij  mi  powiedzieć,  co  z  tym  młodym  człowiekiem, 
którego przyjęłam. 

Opuszczała gabinet z uczuciem skrytej radości, bo przed chwilą właśnie 

76

RS

background image

 

 

uświadomiła  sobie,  że  ma  już  za  sobą  cierpienia  spowodowane  przez 
Davida. 

Rozświetla ją płomień nowej miłości... 
Dni  szybko  mijały  i  nadszedł  kwiecień,  który  był  tu  tak  ciepły  jak 

czerwiec  w  Anglii.  Sir  Peter  szybko  odzyskiwał  zdrowie  i  pod  koniec 
tygodnia został przeniesiony do sali, z której mógł sam chodzić do łazienki. 
Posiłki jadał z pozostałymi pacjentami. Kardiolog był zachwycony. 

-  Jego  serce  jest  coraz  silniejsze  -  wyjaśnił  Lucy.  -  Podajemy  mu  teraz 

leki doustne: antykoagulanty i beta blokery, choć nie ma arytmii. Obawiam 
się, że najbardziej męczy go nuda, zwłaszcza że nie rozumie, co się do niego 
mówi.  Gdyby  był  bliżej  domu,  zostałby  wypisany,  ale  na  razie  nie  jest  na 
tyle silny, żeby skazywać go na dwugodzinny lot. 

- Ale może przecież mieszkać w hotelu ze mną! -wtrąciła lady Philippa. - 

Służba jest znakomita, a pokoje komfortowe. 

Lucy  westchnęła.  Uzgodniła  już  z  hrabiną,  że  wkrótce  ojciec  zostanie 

przeniesiony do pensjonatu, teraz więc musiała przygotować się na kolejne 
starcie. 

- Będzie miał dobrą opiekę w domu hrabiny, mamo. Ja będę go doglądać 

w każdej chwili. 

- Mój mąż potrzebuje pozytywnej atmosfery, a nie otoczenia inwalidów - 

odparła starsza pani. 

Sprawa  została  przesądzona  w  chwili,  gdy  dyrektor  hotelu  uprzejmie, 

lecz stanowczo odmówił przyjęcia gościa, który niedawno przeszedł zawał. 
To jest hotel, wyjaśnił, a nie szpital i jego pracownicy nie są przygotowani 
do opieki nad chorymi. Toteż w końcu sir Peter otrzymał podwójny pokój w 
pensjonacie,  a  lady  Philippa  łaskawie  przyjęła  serdeczne  zaproszenie 
hrabiny, by wprowadzić się tam wraz z mężem. 

Ojciec  czuł  się  dobrze  w  domowej  atmosferze  pensjonatu,  Lucy  zaś 

zauważyła,  że  stał  się  spokojniejszy  i  bardziej  zamyślony.  Pino  też 
spostrzegł tę zmianę nastroju. 

-  Od  pewnego  czasu  obserwuję  twojego  ojca  -  powiedział  jej  podczas 

lunchu.  -  Chyba  zaczyna  do  niego  docierać,  że  jego  kochana  córeczka  jest 
także znakomitym lekarzem, na dodatek bardzo lubianym. 

Podczas tej przemowy patrzył na nią z taką czułością, że Lucy zrobiło się 

gorąco - nie tylko z powodu pochwały. 

- Oboje się zmieniliśmy, Pino - odrzekła. - Szanuję go za odwagę i upór, 

77

RS

background image

 

 

żeby  się  pozbierać  po  tym  przeżyciu.  Teraz  chyba  bardziej  realistycznie 
ocenia sytuację. 

Lady Philippa stanowiła odrębny problem. Hrabinę traktowała jak równą 

sobie,  pielęgniarki  jednak  drażnił  jej  wielkopański  sposób  bycia,  bo 
rozkazywała  im  jak  służącym.  Wybuch  epidemii  w  następnym  hotelu  na 
Lido  spowodował  nieobecność  Pina  i  Lucy  była  poniekąd  zadowolona,  że 
nie jest on świadkiem niestosownego zachowania matki. 

Pewnego  jednak  ranka,  gdy  wpadł  po  zapas  leków  z  apteczki  i  usłyszał 

przy  windzie  podniesione  głosy,  a  potem  zobaczył  opartą  o  ścianę  Marię, 
która  z  płaczem  trzymała  się  za  brzuch,  zapytał,  co  się  stało.  Gdy  się 
dowiedział, że „la mądre di Lucia" ściągnęła windę dla męża i nie pozwoliła 
Marii  do  niej  wsiąść,  twierdząc,  że  spacer  po  schodach  dobrze  jej  zrobi, 
Pino  pędem  ruszył  na  górę  i  wpadł  na  balkon,  gdzie  siedzieli  państwo 
Spriggs. 

Lucy była na sąsiednim balkonie z pacjentem, niewidoczna, lecz słyszała 

każde słowo. 

-  Chciałbym  zamienić  z  panią  kilka  słów,  signora  -  zaczął  Pino  bez 

ogródek. - Moja siostra jest w ciąży, i jest także chora na serce. Pod żadnym 
pozorem  nie  wolno  jej  chodzić  po  schodach,  a  poza  tym  nie  wolno  jej 
denerwować. Musi korzystać z windy. Czy to jest dla pani jasne? 

Każdy  by  spokorniał,  widząc  rozwścieczoną  twarz  Pina,  ale  nie  lady 

Philippa. Wzruszyła jedynie ramionami i uniosła brwi. 

-  Jeśli  ta  dziewczyna  jest  chora  na  serce,  panie  doktorze,  to  bardzo  się 

dziwię,  że  pozwolił  jej  pan  aż  tak  utyć.  Ona  jest  przecież  prawie 
kwadratowa i proszę mi nie mówić, że to jej służy. 

Pino  już  był  gotów  na  ostrą  ripostę,  gdy  jego  wzrok  padł  na  zatroskaną 

twarz  sir  Petera.  Nie  chcąc  pogłębiać  stresu  starszego  pana,  obrzucił 
wymownym wzrokiem jego żonę i poszedł do gabinetu Cecilii. Lucy szła za 
nim w pewnej odległości i zatrzymała się pod drzwiami. 

- Co za okropna baba! - wołał po włosku. - Chętnie bym jej ukręcił kark. 

Żeby tak się odzywać do Marii! Biedny stary Peter. Być mężem takiej... 

Lucy  odniosła  wrażenie,  że  za  chwilę  umrze  ze  wstydu,  i  uciekła  do 

swoich  zajęć.  Przy  najbliższej  okazji  zagadnęła  matkę,  starając  się  jej 
wyjaśnić, że hrabina życzy sobie, by goście traktowali personel jak równych 
sobie. 

- Nie próbuj tłumaczyć tych ludzi przede mną, Lucindo - odparła matka 

78

RS

background image

 

 

chłodno. - Szczerze powiedziawszy, jestem zdumiona, że ta góra tłuszczu to 
siostra  twojego  drogiego  doktora  Pontiego.  Chłop  zawsze  pozostanie 
chłopem!  Och,  wiem,  że  to  dobrzy  ludzie,  ale  myślę,  że  hrabina  zbytnio 
zawraca sobie nimi głowę. A teraz, Lucindo, spójrz na ten cudowny list od 
naszego drogiego Aubreya... 

Lucy poddała się, żywiąc nadzieję, że ojciec będzie mógł wkrótce wrócić 

do domu. 

Następnego  dnia  po  południu  Lucy  i  Valeria  Corsini  przeprawiły  się 

przez  Lagunę,  by  odwiedzić  Gabriellę.  Aktorka  była  bardzo  blada, 
utrzymywała jednak, że po transfuzji czuje się znacznie lepiej. 

-  Nie  mogę  się  wprost  doczekać,  kiedy  wrócę  do  pensjonatu  i  wezmę 

ślub z Findlayem - oznajmiła zaraz po powitaniu. 

Przy jej łóżku stanął właśnie Gianni Scogliera, by porozmawiać z Lucy o 

innym pacjencie na tym oddziale, Vittorio Goldonim. 

- Twoja diagnoza była bliska prawdy - powiedział. -Badanie na obecność 

wirusa HIV dało wynik negatywny, ale niestety ma początki chłoniaka. 

- Co proponuje profesor? 
- Radioterapia przez pięć tygodni. Na tym etapie chłopak ma duże szanse 

przeżycia, choć oczywiście na jakiś czas zwali go to z nóg. Chciałabyś pójść 
do niego? 

Na widok Lucy Goldoni wyciągnął ręce. 
- Dottoressa! Właśnie panią chciałem zobaczyć - panią i contessa Favaro. 

Bierzmy się do rzeczy! 

Okazało  się,  że  młody  Goldoni  jest  rzeczywiście  spadkobiercą  Divy 

Macchine  z  Mediolanu  i  chce  utrzymać  swą  chorobę  w  tajemnicy  przed 
paparazzi. 

-  Mam  tu  codziennie  radioterapię,  i  ten  prywatny  pokój  też  mi  się 

podoba,  ale  wolałbym  się  ukryć  w  waszym  pensjonacie.  Zapłacę,  ile 
contessa zażąda. 

-  Ale  to  zbyt  męczące  przeprawiać  się  codziennie  przez  Lagunę  - 

zaprotestowała  Lucy.  -  A  ponieważ  profesor  zalecił  duże  dawki 
naświetlań... 

-  Wiem,  ale  gdyby  się  udało  przenieść  mnie  do  pensjonatu,  byłbym 

wdzięczny.  Skoro  nie  mam  tej...  okropnej  choroby,  nie  przeszkadza  mi 
trochę więcej wysiłku. 

Lucy szybko myślała. Jeśli rodzice wrócą do Anglii pod koniec tygodnia, 

79

RS

background image

 

 

Vittorio może zająć ich pokój i w pensjonacie znowu zapanuje spokój. Ona 
jednak  nie  może  im  towarzyszyć  w  samolocie...  Wspomniała  o  swoim 
problemie Valerii. 

- Lucy, mam pomysł! - odparła przyjaciółka. - Gianni leci do Londynu w 

sobotę  na  seminarium  w  Royal  Mars-den  Hospital.  Zaczyna  się  dopiero  w 
poniedziałek,  ale  gdybym  mogła  towarzyszyć  sir  Peterowi  w  podróży, 
miałabym jeszcze niedzielę, żeby... 

Lucy roześmiała się z przewrotności Valerii. 
- To naprawdę świetny pomysł. Zobaczmy, co da się zrobić. 
Wreszcie  kardiolog  orzekł,  że  sir  Peter  może  wracać  do  domu 

samolotem, lecz nawet Lucy nie była przygotowana na reakcję matki, gdy ta 
dowiedziała się, że córka z nimi nie leci. 

- Nie dość, Lucindo, że swoim zachowaniem wpędziłaś ojca w chorobę, 

to  na  dodatek  zostawiasz  go  samego,  kiedy  cię  najbardziej  potrzebuje. 
Podobno jesteś lekarzem... 

-  Mamo,  to  niesprawiedliwe!  -  zaprotestowała  Lucy,  zraniona  do 

żywego.  -  Poleci  z  wami  doświadczony  Je-karz;  czego  więcej  chcesz?  Ile 
razy mam ci przypominać, że mam tu pracę? Ojciec już to rozumie, a ty nie 
możesz? 

- Ojciec zbytnio ci pobłażał, i teraz płaci za to! - zawołała lady Philippa. - 

A  ja  nie  jestem  ślepa  i  wiem,  co  cię  tu  naprawdę  trzyma.  To  ten  Ponti, 
prawda?  Masz  naprawdę  pecha,  że  spotykasz  wciąż  nieodpowiednich 
mężczyzn.  Najpierw  ten  okropny  lekarz  z  Beltonshaw,  który  cię  rzucił  dla 
jakiejś  puszczalskiej  położnej,  a  teraz  ten  karierowicz,  który  manipuluje 
tobą  tak  jak  hrabiną.  A  o  ile  mi  wiadomo,  nie  ty  jedna  wodzisz  za  nim 
oczami! 

- Mamo! - zawołała Lucy, przymykając powieki. 
-  Zawiodłaś  nas,  Lucindo.  -  Głos  matki  zadrżał  i  przeszedł  w  szloch.  - 

Ale  nadal  cię  kochamy,  bo  jesteś  naszą  córką.  Przypomnij  sobie  o  tym, 
kiedy Ponti cię rzuci, i wróć do domu. - Otarła łzy. - A my cię przyjmiemy z 
otwartymi ramionami, mimo że tak źle nas potraktowałaś. 

Lucy  nie  potrafiła  zdobyć  się  na  odpowiedź.  Sir  Peter  ze  współczuciem 

ucałował córkę i uścisnął jej dłoń. Pina nie było w pensjonacie, gdy państwo 
Spriggs  odjeżdżali  na  lotnisko  w  towarzystwie  doktor  Corsini,  a  Lucy 
zastanawiała  się,  czy  nie  opuścił  willi  celowo.  Zauważyła  także  wymowne 
uśmiechy na twarzach pielęgniarek. Cecilia objęła ją i powiedziała cicho: 

80

RS

background image

 

 

- Bardzo nam było miło gościć tu twojego ojca i bardzo się cieszymy, że 

czuje  się  lepiej.  -  Wyjęła  z  kieszeni  kopertę.  -  Popatrz:  upoważnił  swój 
bank, żeby przelał dziesięć milionów lirów na nasze konto! 

Lucy  wydała  okrzyk  zdumienia.  Ta  kwota  na  pewno  zdecydowanie 

poprawi  sytuację  pensjonatu.  W  tej  samej  chwili  poczuła  na  ramieniu  rękę 
Pina i usłyszała jego szept: 

-  Dzięki  hojności  twojego  ojca  Cecilia  może  przeprowadzić  remont.  To 

wiele dla niej znaczy. 

Lucy poczuła w oczach łzy. W ten sposób ojciec daje jej do zrozumienia, 

że  aprobuje  jej  wybór  i  wybacza.  Miała  ochotę  serdecznie  porozmawiać  z 
Pinem, on jednak znowu zniknął. Epidemia w obu hotelach rozszalała się na 
dobre  i  wzywano  go  nieustannie.  Śmierć  starszej  amerykańskiej  turystki 
spowodowała, że ministerstwo zdrowia wprowadziło zaostrzone przepisy w 
celu opanowania infekcji. 

Pino  zamieszkał  w  końcu  w  jednym  z  hoteli.  Przez  telefon  skarżył  się 

Lucy, że jest dodatkowo zawalony papierkową robotą. 

-  Nadal  uważam,  że  to  zatrucie,  pewnie  jakąś  złośliwą  odmianą 

salmonelli,  ale  właściciele  hoteli  utrzymują,  że  to  woda  była 
zanieczyszczona. Zanim cokolwiek ustalimy, trzeba pobrać wiele próbek, a 
ja na wszelki wypadek będę się trzymał z daleka od pensjonatu. 

Dodał, że córka właścicielki drugiego hotelu jest w bardzo złym stanie i 

nie chce jej opuszczać. 

-  Znam  ją  -  powiedziała  Cecilia.  -  Ma  na  imię  Gianetta.  Ugania  się  za 

Giuseppino  od  zeszłego  roku,  kiedy  zabrał  ją  na  przejażdżkę.  Wreszcie 
udało jej się zwabić go do jej pokoju, prawda? 

Lucy zmarszczyła czoło, przypominając sobie niewinne ploteczki między 

Valeria i Giannim na temat podbojów Pina podczas festiwalu filmowego, i 
poczuła  się  nieco  zażenowana..  Chociaż  powtarzała  sobie,  że  nie  ma 
powodu obawiać  się  chorej  kobiety,  to  jednak dręczyła  ją  niepewność  i  od 
czasu do czasu przypominała sobie słowa hrabiny... 

Dyżury  w  przychodni  i  wizyty  domowe  przejął  inny  lekarz,  a  Lucy  i 

Cecilia  zajmowały  się  pensjonariuszami,  wśród  których  był  teraz  młody 
Goldoni. Codzienne podróże na radioterapię wyczerpywały go i w wilii cały 
czas  odpoczywał.  Zapowiedział  wcześniej  hrabinie,  że  nie  ma  zamiaru 
przyjmować żadnych gości. 

Pewnego  popołudnia  jednak  tak  się  złożyło,  że  Cecilia  pojechała 

81

RS

background image

 

 

odwiedzić Gabriellę i Lucy została w pensjonacie sama. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

82

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 
-  Pani  doktor,  jakiś  pan  do  Vittoria...  Zaskoczona  Lucy  oznajmiła,  że 

zamieni  z  tym  panem  kilka  słów.  Personelowi  zabroniono  rozmawiać  z 
kimkolwiek o młodym Goldonim i dotychczas nikt o niego nie pytał. Lucy 
sądziła, że podał rodzinie wiarygodny powód długiej nieobecności. 

Gdy  w  recepcji  ujrzała  wysokiego,  siwego  mężczyznę,  gotowa  była 

odesłać  go  z  kwitkiem,  by  chronić  prywatność  pacjenta.  Zdumiało  ją,  gdy 
mężczyzna wstał i uprzejmie się skłonił. Jego nadal przystojna twarz nosiła 
ślady cierpienia. 

-  Dzień  dobry  panu  -  rzekła  po  włosku.  -  Jestem  doktor  Spriggs.  Czym 

mogę służyć? 

- Dzień dobry - odparł. - Mówię trochę po angielsku - dodał z uśmiechem 

i  Lucy  poczuła  do  niego  sympatię.  -  Allora!  Podobno  mój  chrzestny  syn, 
Vittorio Goldoni, przebywa w tym pensjonacie? 

-  Owszem,  jest  naszym  gościem  -  potwierdziła  -  ale  prosił,  żeby  nie 

wpuszczać do niego nikogo. A teraz odpoczywa. 

Mężczyzna z powagą skinął głową. 
- Szkoda. Miałem nadzieję, że zgodzi się zobaczyć z, z Faro, z wujkiem 

Faro. Tak mnie nazywał,  kiedy  był  mały.  A  czy  mogłaby  pani  chociaż  mu 
powiedzieć, że tu jestem? 

Lucy poprosiła go, by poczekał, sama zaś udała się do 
Vittoria.  Młody  mężczyzna  leżał  na  łóżku  za  zasłoniętymi  kotarami. 

Uniósł głowę, kiedy usłyszał odgłos otwieranych drzwi. 

-  Vittorio,  ma  pan  gościa.  Mówi,  że  jest  pana  ojcem  chrzestnym, 

wujkiem Faro. 

-  Faro?  -  spytał  zdumiony.  -  Jak  mnie  tu  znalazł?  Dobrze,  pani  doktor, 

proszę go wpuścić. 

Po  upływie  pół  godziny  Lucy  delikatnie  zapukała  do  drzwi.  Gość 

podziękował  jej  za  to,  że  zrobiła  dla  niego  wyjątek  i  w  drodze  do  windy 
zapewnił ją, że nikomu nie zdradzi miejsca pobytu Vittoria. 

-  Powiem  tylko  jego  rodzicom,  że  ma  dobrą  opiekę  -  dodał.  -  Oni 

zamartwiają  się  na  śmierć.  Jestem  starym  przyjacielem  rodziny  i 
przeprowadziłem małe dochodzenie przez... no... bank Vittoria. 

-  Musi  pan  jednak  pamiętać,  że  jego  stan  jest  poważny,  a  leczenie 

wyniszcza organizm. 

83

RS

background image

 

 

- Widzę, pani doktor, ale to nie jest to, czego się obawiał? 
-  Nie.  -  Kiedy  wysiedli  z  windy,  zawahał  się  chwilę,  po  czym  spytał:  - 

Jak się miewa hrabina Favaro? 

- Znakomicie. Składa teraz komuś wizytę w mieście. 
- Rozumiem. - Westchnął z rezygnacją. - Może to i dobrze... 
- Czy mam powtórzyć, że pan o nią pytał? 
-  Nie,  dziękuję.  Była  pani  dla  mnie  bardzo  miła.  To  bardzo  piękne 

miejsce i dobrze, że Vittorio je znalazł. 

Uścisnęli sobie dłonie, po czym Lucy patrzyła, jak starszy pan schodzi po 

schodach  i  znika  za  figurką  lwa  na  dole.  Ciekawe,  co  go  łączy  z  hrabiną  - 
dawny  romans?  Ten  starszy  pan  wzbudzał  w  niej  ciepłe  uczucia,  choć  nie 
potrafiła wyjaśnić powodu. 

- Gabriella wróci do nas pod koniec tygodnia i chce szybko wziąć ślub - 

poinformowała ją później Cecilia. 

-  Findlay  jest  teraz  w  Paryżu,  gdzie  kończy  swoje  sprawy,  a  potem 

przenosi się do Wenecji. Muszę zawiadomić ojca Renato. Tyle rzeczy trzeba 
załatwić! Obiecałam Gabrielli, że wydam przyjęcie w ogrodzie. Jej rodzice 
przyjadą z Padwy, a jego z Anglii. O mio Dio! 

Lucy  wyobraziła  sobie  najbliższą  przyszłość.  Ponieważ  Pino  był  nadal 

uwięziony  w  hotelu,  miała  ręce  pełne  roboty.  Zapewnienie  dobrej  opieki 
ciężko  chorym  pensjonariuszom  wymagało  ciągłej  koncentracji,  lecz  nie 
narzekała.  Wiedziała,  że  zdobywa  nowe  doświadczenia  w  bardzo 
specyficznej dziedzinie medycyny. 

W  piątek  po  południu  usiadła  w  wiklinowym  fotelu  na  werandzie, 

pragnąc chwilę odetchnąć i w spokoju wypić herbatę. Oparła się wygodnie i 
przymknęła oczy, wywołując w pamięci obraz Pina. Był tak blisko niej, że 
niemal  dotykał  jej  ustami.  Uśmiechnęła  się,  marząc,  by  sen  trwał,  i 
westchnęła  z  rozkoszą,  gdy  Pino  ją  pocałował.  Pocałunek  ten  jednak  był 
zbyt realny... 

- Pino?! - zawołała zmieszana. - Wróciłeś na dobre? 
- Tak, moja droga - odparł, całując ją ponownie. 
Usiadł w fotelu obok i wziął ją za rękę. Chętnie oparłaby głowę na jego 

ramieniu, pomyślała jednak, że lepiej nie ulegać impulsom. Poprawiła więc 
włosy i spytała go o sytuację w hotelach. 

-  Wolałbym  rozmawiać  o  tobie,  Lucia,  ale  na  razie  chyba  musi  mi 

wystarczyć, że siedzę blisko ciebie, prawda? 

84

RS

background image

 

 

-  Zauważyła,  że  ma  poszarzałą  twarz  i  worki  pod  oczami,  ale  jest 

zadowolony z jej obecności. - Okazało się, że powodem zatrucia są małże, 
więc  szefowie  hoteli  próbują  zwalić  winę  na  wodociągi.  -  Zrobił  ironiczny 
grymas.  -  Ofiary  zatrucia  czują  się  na  szczęście  coraz  lepiej  -  z  wyjątkiem 
hotelarzy, którzy stracą mnóstwo pieniędzy. 

-  A  jak  się  czuje  Gianetta?  -  spytała  Lucy,  nie  odrywając  wzroku  od 

swych kolan. 

-  Kryzys  już  minął,  ale  przez  dzień  czy  dwa  naprawdę  się  o  nią 

martwiłem.  -  Uśmiechnął  się.  -  Allora!  Wenecję  od  wieków  gnębią 
epidemie  wywoływane  przez  zarazki  przenoszone  wodą, więc  cieszmy  się, 
że nie mamy do czynienia z cholerą! A teraz, Lucia, powiedz mi, co u was. 
Jak Maria? 

-  Z  ciążą  wszystko  dobrze,  ale  niepokoi  mnie  jej  puls  i  oddech. 

Najmniejszy  wysiłek  jej  szkodzi.  Na  szczęście  od  dwóch  tygodni  nie 
przybiera  na  wadze  -  dodała,  wiedząc,  że  nocne  orgie  czekoladowe  się 
skończyły. 

-  Trochę  się  o  nią  martwię  -  wyznał  Pino.  -  Z  tego  też  powodu  nie 

pokazywałem  się  tutaj  podczas  epidemii.  Dla  niej  groźna  jest  każda 
infekcja. Bierze żelazo i kwas foliowy? 

- Nie ma wyboru - odparła z uśmiechem. 
- Kiedy zaczniemy jej podawać heparynę? 
-  Od  trzydziestego  ósmego  tygodnia.  Po  co  mamy  jej  niepotrzebnie  za 

wcześnie rozrzedzać krew? 

- Ale to ma zapobiec tworzeniu się skrzepów podczas porodu! 
- Przecież nie mogę dopuścić do krwotoku podczas porodu! Niech d'Arc 

zdecyduje. 

- Ale on nie jest kardiologiem... 
- Nie, ale wie, jak postępować z chorobami serca podczas ciąży - odparła 

stanowczo. - Nie zamartwiaj się, Pino. Często kobiety chore na serce rodzą 
bardzo szybko, jakby natura w ten sposób rekompensowała im tamtą wadę. 
Dwa tygodnie przed rozwiązaniem położymy ją w szpitalu. 

- Nie będzie chciała zostawić Silvia. 
- Pino, ona musi być na obserwacji, i ty tego dopilnujesz. 
- Przepraszam, Lucia, ale wiesz, jak to jest z przyjaciółmi i krewnymi. 
- Tak, aż nazbyt dobrze. 
-  A  teraz  opowiedz  mi  o  sobie  i  o  tym,  jak  sobie  radzisz  z  gośćmi  - 

85

RS

background image

 

 

poprosił, mocniej ściskając jej rękę. 

-  Powiedzmy,  że  uczę  się  elastyczności.  Nie  zdążę  rozwiązać  jednego 

problemu,  a  już  pojawia  się  drugi  -  odparła  z  ożywieniem.  -  Na  przykład 
większość naszych gości może przyjmować leki w formie tabletek, ale jeśli 
czują nudności, można im to samo podać domięśniowo, pod warunkiem, że 
mają  dosyć  mięśni,  żeby  uniknąć  siniaków.  Jedni  dobrze  tolerują  tabletki 
przeciwwymiotne  przed  radioterapią,  innym  lepiej  jest  podać  preparat  w 
płynie, a potem coś słodkiego. Każdy jest inny! 

- Tak - przyznał. - Tych problemów naprawdę jest wiele. 
-  I  musimy  znajdować  najlepsze  rozwiązanie.  Weźmy  na  przykład 

jedzenie.  Tutaj  jest  doskonałe,  ale  jeśli  ktoś  jest  bardzo  osłabiony  i 
apatyczny,  wszystko  ma  dla  niego  okropny  smak.  Próbuję  skłonić  ich  do 
jedzenia,  podając  przedtem  świeży  sok  owocowy  i  napoje  o  wysokiej 
zawartości  białka.  Osobiście  uważam,  że  kieliszek  wina  lub  mały  dżin  z 
tonikiem  znakomicie  poprawia  apetyt,  a  ty?  We  wszystkim  trzeba 
oczywiście zachować umiar. 

-  Wiesz,  że  jesteś  lekarką  ze  snów  hrabiny?  -  spytał  z  uśmiechem, 

zafascynowany jej entuzjazmem. 

Przypomniał  sobie  nieśmiałą  Angielkę,  jaką  poznał  na  konferencji 

miesiąc temu. Jakże się ta kobieta zmieniła! 

-  I  oczywiście  najważniejszy  jest  stan  psychiczny  -ciągnęła.  -  Jeśli 

usuniemy  lęk  i  niepokój,  ból  staje  się  słabszy,  a  to  z  kolei  pozwala 
zmniejszyć  dawkę  środków  przeciwbólowych.  Dlatego  nasi  goście  muszą 
się wygadać, a lekarz musi umieć słuchać. 

- A ty masz do tego wyjątkowy talent - rzekł z podziwem. - Musimy brać 

pod  uwagę  duchowe  potrzeby  pacjentów,  zwłaszcza  w  takim  pensjonacie 
jak nasz. 

-  Właśnie!  -  zawołała  z  błyszczącymi  oczami.  -  Każdy  człowiek  jest 

inny, każdy inaczej myśli o śmierci. Musimy pomócpacjentom pogodzić się 
z losem na ich warunkach. No i w ten sposób wracamy do punktu wyjścia. 
Każdy jest inny! Pino! - zawołała nagle. - Specjalnie mi nie przerywasz, a ja 
gadam i gadam. 

- Ciebie mógłbym słuchać bez końca. 
-  No  tak,  a  tymczasem  wybiła  szósta!  Miałam  sobie  zrobić  tylko  kilka 

minut przerwy i... 

- I ja zacząłem cię słuchać... 

86

RS

background image

 

 

-  Nie  mogę  tracić  więcej  czasu  -  oznajmiła  poważnie,  wstała  i  szybko 

pobiegła na górę. Jej krok był jednak lżejszy, bo Pino wrócił do pensjonatu. 

Cecilia  sprawnie  organizowała  przyjęcie,  mimo  jednak  wysiłków,  by 

utrzymać całą sprawę w tajemnicy, wkrótce wszyscy wiedzieli, że Gabriella 
Rasi ma poślubić znanego lekarza. Aktorka w sobotę wróciła do pensjonatu, 
ceremonię  zaś  planowano  na  środę  po  południu.  Ślub  miał  się  odbyć  w 
kościele  La  Piet?  nad  Riva  degli  Schiavoni,  pokazanym  w  jednym  z  jej 
najlepszych filmów. 

Był to osiemnastowieczny kościół stojący frontem do Laguny, w którym 

Antonio  Vivaldi  przedstawiał  swe  najnowsze  utwory.  Do  kościoła  i  z 
powrotem  miała  gości  zawieźć  wynajęta,  specjalnie  udekorowana  łódź. 
Przybyszom z daleka, w tym rodzicom Findlaya, zarezerwowano pokoje  w 
Hôtel  des  Deux  Lions.  Rodzice  Gabrielli  mieli  po  uroczystości  wrócić  do 
Padwy. 

Państwo  młodzi  wybierali  się  na  miesiąc  miodowy  na  wyspę  Torcello, 

gdzie  mogli  cieszyć  się  samotnością  we  dwoje  i  łatwo  wezwać  pomoc, 
gdyby Gabriella jej potrzebowała. 

W  dniu  ślubu  pensjonat  pozostawał  przez  dwie  godziny  pod  opieką 

przełożonej  pielęgniarek,  Marcelli.  Pino  zabrał  do  kościoła  telefon 
komórkowy. 

Lucy  miała  na  sobie  szytą  na  miarę  suknię  i  biało-niebiesko-fioletowy 

żakiet  oraz  słomkowy  kapelusz  ozdobiony  kwiatami  w  tych  samych 
barwach. Wraz z hrabiną pomogły Gabrielli włożyć prostą, białą suknię, w 
której  wyglądała  przepięknie.  Jej  złote  włosy  uczesane  były  w  kok  spięty 
wiankiem z białych róż. 

Łódź  wypłynęła  w  drogę  w  blasku  słońca.  Tak  zapewne  wyglądała 

Wenecja  średniowieczna,  myślała  Lucy,  spoglądając  na  panoramę  miasta, 
gdzie  plac  Świętego  Marka  i  Pałac  Dożów  znaczyły  wejście  do  Canale 
Grandę, a po drugiej stronie lśniła kopuła kościoła Santa Maria delia Salute. 
Pino lekko dotknął jej ramienia. 

- Spójrz. Tam jest basen św. Marka, stary port, widzisz? 
- Tak - odparła z uśmiechem. 
- Nazywają go także pocałunkiem św. Marka, bo woda dochodzi wprost 

do placu, miejsca, gdzie Wenecja i morze całują się od stuleci. 

Gdy  niespodziewanie  pocałował  ją  w  usta,  Lucy  spłoszona  spojrzała 

wokół  i  napotkała  wzrok  Gabrielli,  która  uśmiechnęła  się  do  niej  ciepło  i 

87

RS

background image

 

 

pokiwała aprobująco głową. 

Wysiedli  na  placu  przed  kościołem,  gdzie  czekał  na  nich  Findlay  w 

towarzystwie  ojca  Renato.  Matka  i  ojciec  Gabrielli  poprowadzili  córkę  do 
kościoła,  a  za  nimi  ruszyli  goście,  którzy  zajęli  miejsca  pod  wspaniałym 
freskiem  Tiepola,  przedstawiającym  wspaniałości  raju.  Uroczystość  była 
krótka, lecz bardzo wzruszająca. 

Gdy  państwo  młodzi  wyszli  z  kościoła  na  zalany  słońcem  plac  przy 

akompaniamencie  „Wiosny"  Vivaldiego,  powitały  ich  oklaski,  pstrykania 
aparatów  fotograficznych  i  obsypały  konfetti.  Jeśli  komuś  zakręciła  się  w 
oku  łza,  natychmiast  ją  wycierał,  bo  to  był  dzień  radości  Gabrielli  i  nie 
wolno go było zakłócać smutkiem. 

Po powrocie do pensjonatu Lucy włożyła fartuch na suknię i pospieszyła- 

do  pacjentów.  Marcella  powiadomiła  ją,  że  wszystko  jest  w  porządku  i 
dodała, że Vittorio miał gościa. 

- O? Czy to był jego ojciec chrzestny, zio Faro? 
- Si, il Conte di Mirano - wyjaśniła pielęgniarka. 
- Co? Czyżbyś powiedziała „conte"? 
-  Tak, i myślę,  że  hrabia  wolałby  zachować tajemnicę - rzekła  Marcella 

powoli. - Może, pani doktor, lepiej nie mówić o jego wizytach... 

Lucy  była  pewna,  że  pielęgniarka  wie  więcej,  niż  mówi.  Czyżby  tu 

rzeczywiście  chodziło  o  dawną  miłość  hrabiny,  która  nie  zakończyła  się 
szczęśliwie? Lecz ponieważ był to dzień ślubu Gabrielli, Lucy postanowiła 
nie mówić nic, co by wprawiło w zakłopotanie Cecilie. 

Teraz  właśnie  odbywało  się  przyjęcie  w  ogrodzie.  Młoda  pani  d'Arc 

odwiedziła  wszystkich  kuracjuszy,  częstując  ich  kieliszkiem  szampana.  O 
godzinie  szóstej  przebrała  się  w  płócienny  kostium  i  pożegnała  ze 
wszystkimi przed podróżą na wyspę. 

-  Pino  cię  kocha,  moja  droga  -  szepnęła  Lucy  do  ucha,  choć  była  już 

bardzo zmęczona. 

- Arrivederci, Gabriella e Findlay! Arrivederci! - wołali przyjaciele, gdy 

państwo młodzi wsiadali do gondoli. Uroczystość dobiegła końca i nie było 
nikogo, kto by się nie cieszył, że Gabriella spędzi resztę życia z mężczyzną, 
którego kocha. 

Życie  w  pensjonacie  wracało  do  normy.  Po  powrocie  Pina  Lucy  miała 

mniej pracy i z każdym dniem czuła się coraz bardziej związana z młodym 
włoskim  lekarzem,  choć  on  nie  czynił  jej  żadnych  nowych  propozycji. 

88

RS

background image

 

 

Zauważyła,  że  Cecilia  czasami  obrzuca  ją  dziwnym  spojrzeniem,  jakby 
chciała  wzrokiem  przekazać  jej  coś,  o  czym  mówić  nie  było  jej  wolno. 
Pewnego  ranka  przy  kawie  Lucy  postanowiła  spróbować  dowiedzieć  się 
czegoś. 

- Pino wygląda na szczęśliwego - rzuciła od niechcenia. - Czy myślisz, że 

jest zakochany? 

Cecilia zerknęła na nią zaskoczona. 
- A skąd ja mam wiedzieć? - spytała, uważnie dobierając słowa. - On się 

bardzo podoba kobietom i wiele myślało, że Pino jest w nich zakochany, ale 
się zawiodły. Na pewno kiedyś się ustatkuje, ale... - Zagryzła wargi. - Moja 
droga,  bądź  rozważna.  Są  pewne...  komplikacje.  Wybacz  mi,  ale  muszę 
wracać do pracy. 

Było to ostrzeżenie i Lucy poczuła, że się czerwieni. Najwyraźniej działo 

się  coś,  o  czym  nie  miała  pojęcia,  i  zastanawiała  się,  czy  hrabina  w 
zawoalowany  sposób  nie  daje  jej  do  zrozumienia,  że  te  komplikacje  to 
narodowość i pochodzenie społeczne jej i Pina. 

Była pewna, że jej miłość pokona takie przeszkody: ona i Pino są sobie 

równi,  jeśli  chodzi  o  wykształcenie,  a  już  samo  to  eliminuje  wszelkie 
różnice  klasowe  i  kulturowe.  Chyba  że...  Chyba  że  Pino  nadal  kocha 
Gabrielle. 

Na  początku  maja  Vittorio  Goldoni  miał  za  sobą  pierwsze  cztery 

tygodnie radioterapii, która pozbawiła go zupełnie sił. 

- Nawet jeśli pokonam chorobę - wyznał Lucy i Pino - nie jestem pewien, 

czy się pozbieram po tym leczeniu. 

-  Odwagi,  Vittorio.  Radzi  sobie  pan  doskonale  -  odparła  Lucy,  podając 

mu do picia chłodną wodę. Skrzywił się, gdy zimna szklanka dotknęła jego 
ust. 

- Mam obłożony język i chyba okropny oddech - powiedział, odwracając 

głowę. 

Lucy westchnęła, Pino jednak podniósł czujnie głowę. 
-  Otwórz  usta  i  pokaż,  przyjacielu  -  polecił  choremu,  po  czym  pokazał 

wystraszonej  Lucy kilka  małych  wrzodów  na  języku  i wewnętrznej  stronie 
policzków. 

-  Tak  mnie  to  boli,  że  nie  mogę  umyć  zębów  nawet  miękką  szczotką  - 

przyznał młody człowiek. 

-  Dlaczego  nie  mówił  pan  o  tym,  Vittorio?  -  spytała  Lucy,  w  duchu 

89

RS

background image

 

 

winiąc siebie za niedopatrzenie. 

- Myślałem, że to jest jeszcze jedna rzecz, którą muszę znieść - odparł i 

Lucy poczuła się nieswojo. 

-  Damy  panu  antyseptyczną  płukankę  i  bakteriostatyczny  roztwór  do 

smarowania tych wrzodów - oznajmił Pino. - A teraz muszę iść do siostry. 
Narzeka na bóle w krzyżu, a nie chcemy, żeby zaczęła zbyt wcześnie rodzić. 

Wyszedł, a Lucy natychmiast przyniosła choremu leki. 
-  Jeśli  przeżyję,  pani  doktor,  będę  innym  człowiekiem  -  oświadczył 

poważnie,  a  ona  wiedziała,  że  te  słowa  nie  są  próżne.  Kiedyś  opowiedział 
jej o swym pochodzeniu  i  życiu  playboya,  jakie  wiódł  w  klubach Rzymu  i 
Mediolanu. 

- Nie chcę żyć dla samej przyjemności, lecz zrobić coś dobrego. Nie ma 

to jak otrzeć się o śmierć, żeby zrozumieć, co jest ważne, a co nie, prawda? 

Była  wzruszona  jego  wyznaniem  i  siedziała  przy  jego  łóżku,  aż  zasnął. 

Gdy po cichu wychodziła z pokoju, pielęgniarka zawiadomiła ją, że starszy 
pan  ponownie  przyszedł  w  odwiedziny  do  Vittoria.  Lucy  zaprowadziła  go 
na  werandę,  wyjaśniając,  że  Vittorio  właśnie  zasnął  po  wyczerpującym 
zabiegu. 

- Rozumiem, doktor Spriggs. Biedny Vittorio! 
Hrabia  sprawiał  wrażenie  niespokojnego;  stał  przy  oknie  i  patrzył  na 

morze i panoramę miasta. Lucy postanowiła go pocieszyć. 

- Kiedy terapia się skończy, poczuje się lepiej, signore. Doktor Scogliera 

mówi,  że  szansa  przeżycia  wynosi  ponad  dziewięćdziesiąt  procent,  jeśli 
zacznie  się  leczenie  w  pierwszym  stadium  choroby  -  wyjaśniła  z 
uśmiechem. 

- Czy pani przeszkadza, że znowu przyszedłem? - spytał, odwracając się 

szybko w jej stronę. 

Nie  rozumiała  go.  W  sposobie  bycia  tego  człowieka  było  coś,  co  ją 

intrygowało; odniosła wrażenie, że w powietrzu zawisły nie wypowiedziane 
słowa. 

-  Dlaczego  miałoby  mi  przeszkadzać?  -  spytała  bez  ogródek.  -  Czy  jest 

powód, dla którego nie powinien pan tu przychodzić? 

- Ach, gdyby tylko pani wiedziała... 
Mówił  cicho,  ale  nie  był  w  stanie  ukryć  podniecenia.  Krążył  wokół 

werandy,  zaciskając  i  rozprostowując  palce.  Lucy  poczuła  niepokój,  lecz 
starała się wyglądać na opanowaną. Usiadła w wiklinowym fotelu i czekała. 

90

RS

background image

 

 

- Czy hrabina Favaro jest dziś w domu? - spytał. 
- Tak, jest u siebie w gabinecie. Chciałby się pan z nią spotkać? 
-  Och,  nie,  dziękuję,  doktor  Spriggs,  ona  może  nie...  Czy  dobrze  się 

czuje? 

- Bardzo dobrze, a na dodatek jest ciągle zajęta - odparła z uśmiechem. 
- To dobrze. A czy... jej kuzyn czasem ją odwiedza? 
- Jej kuzyn, signore? 
Lucy  była  zdziwiona,  bo  hrabina  nigdy  nie  wspominała)  o  żadnych 

krewnych. 

- To lekarz, który ma na Lido praktykę - wyjaśnił zdenerwowany. 
Serce  Lucy  zaczęło  bić  szybciej,  gdy  z  wolna  docierał  do  niej  możliwy 

sens  tych  słów.  Tajemnica  wkrótce  zostanie  wyjaśniona...  Odetchnęła 
głęboko i powiedziała: 

- Nie wiedziałam, że hrabina ma gdzieś blisko kuzyna. - Usiłowała nadać 

głosowi  obojętne  brzmienie.  -  Tu  jest  lekarz,  który  ma  w  pensjonacie 
gabinet. 

- W pensjonacie? 
-  Tak.  Doktor  Ponti.  Doktor  Giuseppe  Ponti.  Starszy  pan  był  wręcz 

wstrząśnięty. Odwrócił się w jej 

stronę  z  pobladłą  twarzą  i  utkwił  w  niej  wzrok.  Wyraz  jego  twarzy  był 

nieodgadniony. I nagle dostrzegła podobieństwo... 

- O mio Dio, Giuseppe! - szepnął wzruszony. 
- Zna go pan? - spytała wstając. 
-  Tak...  Nie...  Znałem  jego  opiekuna  na  uniwersytecie  w  Padwie,  gdzie 

studiował.  Osiągał  znakomite  wyniki.  Zawsze  go  chwalono.  To  bardzo 
inteligentny człowiek, pani doktor. 

Lucy zastanawiała się, co zrobić,  gdy usłyszała na schodach kroki Pina. 

Czy powinna zaryzykować? 

- Proszę usiąść - powiedziała. - Za chwilę wrócę. 
-  Doktor Spriggs!  -  zawołał,  gdy  znikała  w korytarzu, ale  nie  odwróciła 

się. 

Pino był już na dole i kierował się do gabinetu. 
- Pino! - zawołała. 
- Ciao, Lucia! 
- Poczekaj. Ktoś na ciebie czeka na werandzie. 
- Gabriella i Findlay? - spytał z uśmiechem. 

91

RS

background image

 

 

- Nie! 
- Valeria? Gianni? Ojciec Święty? O Boże, chyba nie twoja matka? 
- Nie. Przygotuj się na niespodziankę. 
Posłusznie  ujął  jej  wyciągniętą  rękę  i  dał  się  zaprowadzić  na  werandę. 

Hrabia Mirano stał twarzą do nich, zaciskając dłonie do białości. 

-  Popatrz!  -  Błękitne  oczy  Lucy  lśniły,  gdy  dokonywała  prezentacji.  - 

Doktorze Ponti, UConte di Mirano! 

Mężczyzna  stał  nieruchomo,  podczas  gdy  przez  jego  twarz  przebiegały 

różne emocje: radość, nadzieja, strach. 

- Giuseppe, mio caro figlio! 
Lucy przymknęła oczy. Tak, oczywiście. W głębi serca wiedziała, że ten 

człowiek  jest  prawdziwym  ojcem  Pina.  Spojrzała  na  niego  i  ogarnęło  ją 
przerażenie. Na twarzy Pina malowała się wściekłość. 

-  Co  tu  robisz,  Favaro?  -  spytał  ostro  po  włosku.  -  Jak  śmiesz  się  tu 

pokazywać  po  tylu  latach?  Skoro  się  mnie  wyparłeś,  pamiętaj,  że  jestem 
synem Bruna Pontiego, który poślubił zdradzoną przez ciebie kobietę. 

Hrabia wyciągnął przed siebie rękę, jak gdyby chciał się ochronić przed 

ciosem. 

-  Gdybyś  tylko  wiedział,  jak  bardzo  tego  żałuję,  jakie  straszne  mnie 

dręczą wyrzuty sumienia, może miałbyś dla mnie trochę litości. 

Jego  głos  był  ledwo  słyszalny.  Lucy  podeszła  i  pomogła  mu  usiąść. 

Zapadł się w fotel, jakby został ranny. 

-  A  czy  ty  okazałeś  litość  niewinnej  służącej,  kiedy  wyrzuciłeś  ją  z  nie 

urodzonym  dzieckiem?  -  ciągnął  Pino  bezlitośnie.  -  Uratował  ją  człowiek 
lepszy od ciebie i nie wstydził się nazwać tego  chłopca swoim synem. Nie 
wiem, co naopowiadałeś doktor Spriggs, ale ja ani moja ciotka nie mamy ci 
nic do powiedzenia. Ona zrobiła dla mnie więcej niż ty. 

Mężczyzna  ukrył  twarz  w  dłoniach,  Lucy  zaś  objęła  ramieniem  jego 

przygarbione ramiona i zwróciła się do Pina: 

-  Winna  jestem  wam  obu  przeprosiny  -  oznajmiła  lodowatym  tonem.  - 

Kiedy  hrabia  Favaro  przychodził  w  odwiedziny  do  swojego  chrzestnego 
syna, tak serdecznie mówił o tobie, Pino, że pomyślałam, że przyjmiesz go 
co najmniej uprzejmie. Najwyraźniej popełniłam błąd. 

- Za to, że tak potraktował matkę, czuję do niego tylko pogardę - odparł 

Pino. 

Nigdy go takim nie widziała. 

92

RS

background image

 

 

- Bądź tak miły i zostaw nas, proszę. Bez względu na to, co ten człowiek 

uczynił w przeszłości, dziś się na nim zemściłeś. I mam nadzieję, że jesteś 
zadowolony. 

Położyła  rękę  na  ramieniu  hrabiego,  czym  doprowadziła  Pina  do 

następnego wybuchu wściekłości. 

- O tak, lituj się nad nim. To przecież hrabia, co spodobałoby się twojej 

matce! Szanowna pani doktor, proszę przyjąć do wiadomości, że nie dbam o 
tytuły,  które  nie  mają  żadnego  znaczenia!  Dla  mnie  się  liczy  tytuł  lekarza, 
bo ciężko na to zapracowałem. 

Lucy zbladła, twarz przybysza poszarzała. 
- Przysyłałem jej pieniądze, Giuseppe. Nigdy jej niczego nie brakowało - 

wyjaśnił cicho. - A twoje czesne w Padwie... 

- Oddam wszystko co do grosza. 
Mężczyzna wyprostował się i spojrzał na syna z pełną smutku godnością. 
- Nie zaprzeczam temu, co mówisz... co pan mówi, doktorze Ponti, lecz 

niech mi wolno będzie powiedzieć, że za wszystko zostałem ukarany. Moje 
małżeństwo  było  bezdzietne  i  skończyło  się  rozwodem.  Chciałem  się 
pogodzić  z  pana  matką,  jedyną  kobietą,  którą  naprawdę  kochałem,  ale  ona 
już ułożyła sobie życie z Pontim. Nie będę pana więcej niepokoił. Dziękuję, 
pani doktor.  Chciała  pani  dobrze,  ale  to  nie  pani  wina, że  doktor  Ponti  nie 
umie przebaczać. Buongiorno. 

Lucy  z  bólem  patrzyła,  jak  stary  człowiek  kieruje  się  ku  wyjściu.  W 

ciągu  ostatnich  kilku  minut  przybyło  mu  dziesięć  lat.  To  przeze  mnie, 
pomyślała  ponuro.  Źle  oceniłam  sytuację  i  wszystko  jest  teraz  gorzej,  niż 
było. Spojrzała na Pina i w jego oczach dostrzegła tylko ból. 

-  Żal  mi  ciebie,  Pino  -  szepnęła.  -  Chyba  ciężko  jest  żyć,  jeśli  się  nie 

umie przebaczać. Dobrze, że w porę to odkryłam. 

-  Masz  rację!  Może  tak  będzie  lepiej.  Nigdy  nie  byłabyś  w  stanie 

zrozumieć dumy Wenecjanina, to znaczy obowiązku, żeby całe życie bronić 
honoru matki. Twoim zdaniem tylko dlatego, że on jest hrabią... 

- Nie obchodzi mnie, kim on jest. Widzę tylko człowieka, który zapłacił 

okropną cenę za błędy przeszłości, a ty go kopiesz, kiedy on się przed tobą 
korzy.  Jego  własny  syn!  -  zawołała  z  goryczą.  -  Nie  chcę  już  nic  więcej 
słyszeć!  I  nie  zostanę  w  tym  miejscu  ani  jednego dnia  dłużej. Ani  godziny 
dłużej! 

Opuściła werandę z płaczem. Ścierając z policzków łzy, wbiegła na górę 

93

RS

background image

 

 

do  swego  pokoju  i  wyciągnęła  walizkę.  Gdy  układała  w  niej  pospiesznie 
rzeczy, usłyszała pukanie do drzwi. 

- Wpuść mnie, Lucia - usłyszała głos Cecilii. 
- Wejdź, ale nie próbuj mnie namawiać na zmianę decyzji. O ile dobrze 

pamiętam, to właśnie ty próbowałaś mnie ostrzec przed Pinem. 

-  Proszę,  nie  potępiaj  go  za  to,  co  się  dzisiaj  stało  -  rzekła  Cecilia, 

siadając na łóżku. - Kilka razy mówiłam mu, żeby ci wszystko opowiedział, 
ale on się bał. 

-  Czego  się  bał?  Że  z  radością  przyjmę  wiadomość,  że  jest  synem 

hrabiego,  nawet  jeśli  nieślubnym?  -  spytała  Lucy  gorzko,  wyciągając  z 
szuflad  bieliznę  i  przynosząc  z  łazienki  kosmetyki.  -  Co  za  głupiec!  On 
myśli,  że  to  dla  :  mnie  nie  jest  bez  znaczenia,  czy  on  jest  synem  hrabiego 
czy rybaka! Ależ ja byłam głupia! Myślałam, że zależy mu na mnie, a jemu 
przecież nie zależy na nikim. Urwała, zatrzaskując z hukiem walizkę. 

-  Lucia,  on  naprawdę  został  głęboko  skrzywdzony  -zaprotestowała 

Cecilia.  -  Tak  głęboko,  że  nigdy  nie  wspomina  o  rodzinie  Favaro  i  nie 
nazywa mnie ciotką. Ironia polega na tym, że on należy do tej rodziny w stu 
procentach;  jest  do  nich  podobny  i  tak  samo  myśli.  Nasz  ród  sięga 
jedenastego wieku, kiedy to Favarowie wyprawiali się na krucjaty i walczyli 
z Genueńczykami... 

-  No  i  co  z  tego?  Czy  to  tłumaczy  okrutny  stosunek  Pina  do  ojca?  Ty 

przecież też należysz do tej rodziny, ale nie jesteś twarda i okrutna! 

- Ale mam ich upór - westchnęła hrabina. - Zbuntowałam się przeciwko 

rodzicom i nie poślubiłam człowieka, którego dla mnie wybrali, poszłam za 
to  na  kurs  dla  pielęgniarek.  Potem  byłam  siostrą  w  szpitalu,  gdzie  mój 
bratanek uczył się zawodu lekarza, a kiedy postanowiłam przeznaczyć  mój 
spadek na przekształcenie tej willi w hospicjum, ustaliliśmy, że Pino będzie 
tu  miał  swój  gabinet  i  w  ten  sposób  będziemy  razem  ponosić  koszty. 
Pieniądze  są  zawsze  problemem,  ale  Giuseppino  mi  pomaga.  Nie 
utrzymywałam kontaktów z bratem z powodu złych uczuć, i... - Potrząsnęła 
głową z żalem. - To moja wina, Lucia. Powinnam była pomóc Pino pokonać 
ból odrzucenia, który dręczył go całe życie. 

- Nie widzę twojej winy w tym, że Pino nie potrafi przebaczyć biednemu, 

samotnemu człowiekowi - odparła  Lucy, -  I nie mogę tu zostać po tym, co 
dziś widziałam. Bardzo mi przykro, że sprawiam zawód tobie i gościom, ale 
przedtem jakoś radziliście sobie beze mnie, więc poradzicie i teraz. 

94

RS

background image

 

 

- Ale... 
-  Nie,  Cecilie  Ja  nie  pasuję  do  tego  miejsca.  Nie  po  raz  pierwszy 

uwierzyłam,  że  mężczyzna  mnie  kocha,  ale  tym  razem  nie  mam  zamiaru 
roztkliwiać się nad sobą. Pino ma mnóstwo fałszywego uroku, ale chyba nie 
potrafi nikogo kochać. Powinny to zrozumieć te wszystkie kobiety, którym 
zawrócił w głowie, łącznie ze mną! 

- Lucia, proszę... 
- Nie,  nie  mamy sobie  nic  więcej  do  powiedzenia. Całe szczęście,  że  w 

porę odkryłam prawdę. Czy możesz wezwać dla mnie taksówkę? 

Obie kobiety rozstawały się ze łzami w oczach. Taksówka zawiozła Lucy 

do  Santa  Maria  Elizabetta.  Podczas  kolejnej  przeprawy  przez  Lagunę  stała 
przy  barierce  vaporetto,  patrząc  na  oddalające  się  Lido.  Następnym 
tramwajem  wodnym  popłynęła  wzdłuż  Canale  Grande  do  Piazza  Roma, 
skąd kolejną taksówką dotarła na lotnisko Marco Polo. 

Nie  czekała  na  samolot  do  Londynu,  lecz  wsiadła  do  pierwszego,  który 

odlatywał.  Był  to  samolot  do  Amsterdamu,  gdzie  po  niecałych  dwóch 
godzinach  czekania  odleciała  na  Heathrow.  Za  bilety  płaciła  kartą.  Jak 
automat  przechodziła  przez  odprawy  paszportowe  i  celne,  wsiadała  na 
pokład i opuszczała go jakby we śnie. 

Do  Londynu  przybyła  o  zmierzchu.  Na  lotnisku  wsiadła  do  autobusu 

jadącego  do  centrum.  Była  już  zbyt  wyczerpana,  by  myśleć  o  podróży 
pociągiem  z  Waterloo  Station  do  Wiltshire  i  Hallcross  Park.  Poza  tym 
rodzice  nie  spodziewali  się  jej  i  uznała,  że  lepiej  ich  nie  niepokoić  o  tak 
późnej porze. 

Zatrzymała  taksówkę  i  podała  adres  mieszkania,  z  którego  korzystał 

ojciec, kiedy nie wracał do domu i z którego ona często korzystała podczas 
stażu w szpitalu. 

- Dobry wieczór, pani doktor! - zawołała gospodyni, która otworzyła jej 

drzwi. - Pan powiedział mi, że była pani we Włoszech. Ucieszy się, że pani 
wróciła! 

I  w  tej  właśnie  chwili  Lucy  poczuła,  że  za  nic  w  świecie  nie  wróci  do 

domu rodzinnego, gdzie troszczono się o nią tak, że czasami brakowało jej 
powietrza.  Teraz  potrzebowała  snu,  a  od  jutra  zacznie  organizować  sobie 
życie z dala od Hallcross Park. 

Również z dala od Laguny. 

 

95

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 
Państwo Hallcross-Spriggs byli szczęśliwi, gdy dowiedzieli się, że Lucy 

opuściła  Włochy,  lecz  ich  ulga  przerodziła  się  w  gorzkie  rozczarowanie, 
kiedy pojęli, że córka nie ma zamiaru wracać do Hallcross Park. 

- Czy mogłabym jakiś czas pomieszkać u ciebie, tatusiu? - spytała Lucy 

pod koniec rozmowy telefonicznej. - Chcę znaleźć pracę w Londynie. Pracę 
lekarza. 

Natychmiast  po  powrocie  złożyła  podanie  o  etat  w  hospicjum  w 

północnym  Londynie,  chwilowo  jednak  nie  było  tam  wolnych  miejsc. 
Zdołała  jedynie  znaleźć  posadę  młodszego  lekarza  na  oddziale  urazowym 
nieco  zaniedbanego  szpitala  w  dzielnicy  słynącej  z  przestępczości  i 
narkomanii. 

Nie  była  to  praca  przyjemna,  zwłaszcza  w  nocy,  gdy  policjanci 

przyprowadzali  na  dyżur  różne  podejrzane  typy.  Wkrótce  jednak  okazało 
się,  że  piękna  doktor  Spriggs  doskonale  sobie  radzi  z  ofiarami  przemocy  i 
wyrzutkami  społecznymi.  Praca  ta  była  równie  wyczerpująca  fizycznie,  co 
psychicznie,  stanowiła  jednak  wyzwanie  i  pomagała  Lucy  powoli 
zapominać o raju utraconym nad Laguną... 

W ostatnim tygodniu maja, kiedy  Lucy zdecydowanie odrzuciła ostatnią 

prośbę rodziców, by zamieszkać w rodzinnym domu, lady Philippa udała się 
do Londynu, by podczas lunchu odbyć jeszcze jedną rozmowę z córką. 

-  Dzięki  Bogu,  że  w  porę  dałaś  sobie  spokój  z  tym  Pontim!  -  zaczęła  z 

wrodzonym  sobie  taktem.  -  Pomyśl  tylko,  to  jego  pochodzenie,  ta  siostra  i 
ten szwagier... 

-  Prawdę  powiedziawszy,  mamo,  on  tylko  częściowo  jest  Pontim  - 

odparła  Lucy,  nie  mogąc  oprzeć  się  pokusie  wyznania  matce  prawdy,  by 
zobaczyć jej reakcję. 

-  Hrabia,  Lucindo?  Hrabia  Favaro  z  Mirano?  Wielkie  nieba!  No  tak,  to 

by  wiele  wyjaśniało.  I  jest  także  krewnym  hrabiny?  No,  no,  kto  by 
pomyślał! Kiedy ci o tym powiedział? 

Lucy  nie  miała  jednak  zamiaru  rozwodzić  się  nad  szczegółami  historii, 

która  zniszczyła  jej  szczęście  i  przyczyniła  się  do  wyjazdu  z  Wenecji.  Z 
całego  serca  pragnęła  zapomnieć  o  przykrym  wydarzeniu,  które  położyło 
kres jej marzeniom. 

We  śnie  jednak  powracały  do  niej  szczęśliwe  chwile.  Przed,  jej  oczami 

96

RS

background image

 

 

przesuwały  się  lśniące  wody  Laguny  i  „pocałunek  św.  Marka".  Czasami 
widziała  twarz  Gabrielli,  płynącej  na  swój  ślub,  innym  razem  krążyła  po 
pensjonacie,  rozmawiając  z  Marią  i  Yittoriem.  Kiedy  budziła  się  i 
stwierdzała,  że  jest  w  mieszkaniu  ojca,  zaczynał  doskwierać  jej  ból 
samotności. 

Pewnego  ranka  otrzymała  list  w  podłużnej  kopercie,  przesłany  do 

Londynu z Hallcross Park. Lucy wstrzymała oddech, gdy ją rozrywała. List 
był  od  hrabiego.  Hrabia  najpierw  dziękował  jej  za  troskliwą  opiekę  nad 
Vittoriem  -  który  wrócił  już  na  łono  rodziny  i  z  każdym  dniem  czuł  się 
lepiej - a potem przepraszał za przykrość, której doznała, przedstawiając go 
własnemu synowi. 

To nie była  pani wina  -  pisał  hrabia  po  angielsku  -  ale dziękują pani za 

dobrą  wolę.  Wkrótce  potem  rozmawiałem  z  moją  siostrą  i  od  niej  się 
dowiedziałem, że między doktorem Ponti a panią była pewna bliskość, która 
na  skutek  tego  wydarzenia  uległa  zerwaniu.  Nie  wiem,  w  jaki  sposób 
mógłbym  wyrazić  swój  żal,  wiem  jednak  na  pewno,  że  z  otwartymi 
ramionami przyjąłbym panią jako swoją córką... 

Nie  mogła  dalej  czytać  i  szybko  schowała  list  do szuflady.  Boże, Boże, 

dlaczego  zachowała  się  tak  impulsywnie?  Zresztą  prędzej  czy  później 
dowiedziałaby  się  prawdy  -  nie  tylko  o  pochodzeniu  Pina,  lecz  również  o 
tym,  że  nie  potrafi  wybaczyć  staremu  człowiekowi,  który  tak  pragnął 
pojednania. 

Może  to  i  lepiej,  że  dowiedziała  się  o  wszystkim  „prędzej",  bo 

zaoszczędziła  sobie  w  ten  sposób  jeszcze  boleśniejszego  rozczarowania. 
Pino  nie  tylko  przejawiał  niezrozumiały  dla  niej  upór,  lecz  również  nie 
potrafił  zaangażować  się  w  poważny  związek.  Czyżby  zbyt  otwarcie 
manifestowała przed nim swe uczucia? Nieważne, teraz to bez znaczenia! 

Ojciec odwiedzał ją w Londynie tak często, jak tylko mógł. Dowiedziała 

się  od  niego,  że  Aubrey  Portwood  regularnie  spotyka  się  z  Meg  Elstone. 
Najpierw  była  tym  zdziwiona,  a  później  uświadomiła  sobie,  że  właściwie 
wyświadczyła Meg przysługę. 

-  To  wiele  wyjaśnia  -  poinformowała  ojca.  -  To  dlatego  miała  takie 

zmienne nastroje i okazywała mi taki chłód! Chciała go mieć wyłącznie dla 
siebie... No cóż, to chyba będzie dobry związek. Cieszę się, a ty, tatusiu? 

-  Naprawdę  się  z  czegoś  cieszysz,  kochanie?  -  spytał  sir  Peter  ze 

smutkiem. - Schudłaś, a czasami jesteś taka jakaś... nieobecna. 

97

RS

background image

 

 

-  Nie  martw  się,  tatusiu.  Wszystko  jest  w  porządku.  No  bo  cóż  innego 

miała mu powiedzieć? Przecież nie może wypłakać się w jego ramionach i 
wyznać mu prawdy, bo jeszcze nie pozbierał się po poważnej chorobie. Nie 
wolno jej niepokoić go swoimi problemami. Ojciec jednak nie wyglądał na 
przekonanego. 

Miała dwa dni wolne, lecz obudziła się wcześnie. Przez chwilę leżała w 

łóżku,  słuchając  hałasu  ulicznego  na  dole  i  zastanawiając  się,  czy  nie 
odwiedzić  wreszcie  rodziców.  Właśnie  kwitną  rododendrony;  na  wsi 
powinno być teraz cudownie. 

Drgnęła, słysząc dzwonek telefonu i automatycznie spojrzała na zegarek: 

nie ma jeszcze siódmej. Kto może dzwonić tak wcześnie? 

- Słucham - powiedziała do słuchawki. 
- Lucia! Buongiorno. Sono Cecilia Favaro. 
-  Och!  -  zawołała  i  opadła  z  powrotem  na  poduszkę.  Głos  hrabiny 

wskrzesił natychmiast obrazy, dźwięki i zapachy pensjonatu „Luisa", jakby 
tam była. 

- Mam numer od twojego ojca - wyjaśniła Cecilia. -Bardzo przepraszam, 

że  przeszkadzam,  ale  muszę  ci  powiedzieć,  że  Gabriella  jest  u  nas. 
Przywieziono  ją  z  wyspy  w  bardzo  złym  stanie.  Obawiam  się  nawet,  że 
wkrótce nas opuści. Findlay już poprosił o przyjazd swoich i jej rodziców... 

- Och! - zawołała Lucy. - A tak się łudziliśmy... 
- Posłuchaj, Lucia, ona ciągle pyta o ciebie. Chce się z tobą zobaczyć. 
- Ale ja nie mogę wrócić. Mam tutaj pracę - zawołała bezradnie, siadając 

na łóżku i gestykulując, jakby Cecilia ją widziała. 

- Wobec tego powiem Gabrielli, że przesyłasz jej serdeczności i że jesteś 

szczęśliwa  -  odparła  hrabina  ze  smutkiem.  -  Wybacz  mi  ten  telefon,  ale 
obiecałam jej, że porozmawiam z tobą. 

- Boże, co ja mam zrobić? - jęknęła  Lucy, przyciskając dłoń do czoła. - 

Cećilio,  poczekaj.  Słuchaj,  przyjadę,  ale  tylko  na  jeden  dzień.  Jutro  muszę 
wracać, bo... 

- Va bene! Molte grazie, Lucia. Dzisiaj przylatujesz, tak? 
- Va bene, Cecilia. Arrivederci! 
Odłożyła  słuchawkę  i  po  chwili  wykręciła  numer  na  lotnisko,  po  czym 

zadzwoniła do domu, modląc się w duchu, by telefon odebrał ojciec, co się 
też stało. Gdy powiedziała mu o wyjeździe do Wenecji, zmartwił się trochę, 
ale chyba zrozumiał. 

98

RS

background image

 

 

-  Rób,  co  musisz,  kochanie,  i  zadzwoń  do  nas.  Przekaż  Findlayowi 

wyrazy współczucia. To straszna historia z jego żoną. Trzymaj się, Lucindo. 

W drodze na lotnisko i w samolocie ciepło wspominała słowa ojca. Gdy 

taksówka  z  Marco  Polo dowiozła  ją  do Piazza Roma  i tramwaju  wodnego, 
ucieszyła  ją  myśl,  że  za  chwilę  zobaczy  znowu  Canale  Grande  i  pałacyki 
wzdłuż jego brzegów aż do „pocałunku św. Marka" i Laguny błyszczącej w 
promieniach słońca. 

Podczas  ostatniego  odcinka  podróży  do  Lido  mocno  trzymała  się 

barierki,  walcząc  z  napływem  uczuć.  Gdy  taksówka  dowiozła  ją  do 
pensjonatu,  bała  się  wejść  do  środka.  Czy  on  tam  będzie?  I  co  sobie 
powiedzą? 

Cecilia powitała ją mocnym uściskiem. Wyglądała na zmęczoną; w całej 

willi  panowała  atmosfera  przygnębienia.  Pielęgniarki  o  poważnych 
twarzach  chodziły  tam  i  z  powrotem,  gdzieś  trzasnęły  drzwi  i  rozległ  się 
płacz kobiety. 

-  Chodź  do  niej  -  szepnęła  Cecilia.  -  Czeka  na  ciebie.  Ojciec  Renato 

udzielił jej właśnie ostatniego namaszczenia. 

Radosny  uśmiech  na  twarzy  Gabrielli  wynagrodził  wszystkim  smutki 

tego dnia. 

-  Dziękuję,  że  wróciłaś  do  niego  -  szepnęła  do  Lucy.  -  On  bardzo  cię 

potrzebuje. 

- Gabriella... 
Findlay  d'Are  wstał  i  podsunął  Lucy  krzesło.  Usiadła  przy  łóżku  i 

wzrokiem wyraziła swą wdzięczność za krótką przyjaźń z Gabriella. 

-  Teraz  się  pożegnamy  -  szepnęła  Gabriella,  po  czym  zamknęła  oczy  i 

natychmiast zasnęła. 

Wychodząc  z  pokoju,  Lucy  obiecała  Findlayowi,  że  w  nocy  będą  się 

zmieniać przy chorej. 

-  Ulokowałam  cię  w  pokoiku  na  drugim  piętrze  -  powiedziała  Cecilia 

przepraszającym tonem. - Mam tu państwa Rasi i d'Are, a co gorsza Marię 
wypuszczono  ze  szpitala,  żeby  odwiedziła  Gabrielle.  Chyba  doprowadziła 
personel  do  szału,  skoro  kardiolog  pozwolił  jej  wrócić  dopiero  jutro  rano. 
To  ona  płakała,  bo  Findlay  nie  pozwolił  jej  lamentować  przy  Gabrielli. 
Maria  i  Silvio  są  w  pokoju,  który  miałam  dać  tobie.  Lucia,  może  z  nią 
porozmawiasz?  Może  ciebie  posłucha?  Ale  najpierw  odśwież  się  po 
podróży i zjedz ze mną kolację. 

99

RS

background image

 

 

W drodze do pokoju Cecili! Lucy spotkała Pina. W przyćmionym świetle 

korytarza  wyglądał  na  znacznie  starszego.  Miał  cienie  pod  oczami, 
zaciśnięte  usta  -  i  Lucy  pomyślała,  że  oto  widzi  postarzałego  doktora 
Pontiego,  którego  od  środka  zżera  smutek,  ponieważ  utracił  ukochaną 
kobietę. 

Bardzo teraz przypominał hrabiego Mirano. 
- Lucia! Jak dobrze, że przyjechałaś! - zawołał i wyciągnął do niej rękę. 
-  Nie  mogłam  odmówić  twojej  ciotce.  -  Była  zadowolona,  że  w  mroku 

korytarza  nie  widać  jej  zmieszania.  -  O,  Briciola  -  dodała,  gdy  o  jej  nogi 
otarł się kot Cecilii. Schyliła się i wzięła go na ręce. 

- Gabriella chciała cię zobaczyć i... 
- Tak, oczywiście. 
Podrapała  kota  za  uszami,  czując,  że  Pino  jest  tak  samo  zdenerwowany 

jak ona. 

- A jak się miewa twój ojciec? 
-  Dziękuję,  dobrze.  Nawet  pracuje  na  pół  etatu.  -  Po  namyśle  dodała 

cicho: - To dla was bardzo trudne chwile. 

-  Owszem,  ale  najgorsze  przeżywa  Findlay.  Jakoś  musimy  się  z  tym 

pogodzić - westchnął. - A co u ciebie? Jesteś zadowolona, że wróciłaś? 

- Tak, dziękuję. Pracuję w Londynie. 
Spojrzała na niego i zrozumiała, że będą tu stać w nieskończoność, jeśli 

ona tego nie przerwie. Przeprosiła więc Pina i weszła do pokoju Cecilii. 

Podczas kolacji czuła napięcie panujące w całym domu. 
- Wyglądasz na  wyczerpaną, Cecilio - powiedziała. -Pomogę ci, póki tu 

jestem. 

-  Nie,  nie.  -  Hrabina  potrząsnęła  głową.  -  Jestem  przyzwyczajona  do 

takich  sytuacji.  Bardziej  mnie  martwi  rozpacz  Pina.  Przeżywamy  tragedię 
Gabrielli  i  bardzo  współczujemy  Findlayowi,  ale  odkąd  wyjechałaś,  Pino 
chodzi  jak  cień.  Nie  żartuje,  nie  uśmiecha  się,  nic  go  nie  cieszy.  A 
wygląda... 

-  Bardzo  mi  przykro  -  odparła  Lucy  po  chwili  namysłu  -  ale  wiesz, 

dlaczego  wyjechałam.  Sama  mnie  ostrzegałaś,  że  Pino  nie  potrafi  związać 
się z żadną kobietą, odkąd utracił Gabriellę. A potem, po tej okropnej scenie 
z ojcem, miałam dość. 

- Lucia, ja się pomyliłam! - zawołała Cecilia z rozpaczą. - Dopiero kiedy 

wyjechałaś,  zrozumiałam,  jak  on  za  tobą  tęskni.  Powiedz  mi,  proszę,  czy 

100

RS

background image

 

 

gdyby  mój  brat  i  Pino  się  pogodzili,  zmieniłoby  to  w  jakikolwiek  sposób 
twoje uczucia? 

Zawahała  się,  czując  na  sobie  uważne  spojrzenie  hrabiny  i  walcząc  z 

myślami, z poczuciem obowiązku, ze swymi skrytymi pragnieniami. 

- Postanowiłam wrócić do Anglii - odparła w końcu. - Wiele rzeczy się u 

was nauczyłam, ale teraz... - Spojrzała hrabinie prosto w oczy. - No dobrze, 
powiem ci. Nie wierzę, żeby twój bratanek pogodził się z ojcem. 

Cecilia odchyliła głowę do tyłu i przymknęła powieki. 
- Rozumiem - powiedziała cicho. 
Lucy musiała znaleźć w sobie wiele energii, by uporać się z Marią, która 

nie chciała odejść od drzwi Gabrielli. 

-  Idź  do  łóżka,  Mario,  a  ja  przyniosę  ci  coś  ciepłego  do  picia  - 

oświadczyła.  -  Jutro  rano,  jeśli  pan  d'Are  się  zgodzi,  wejdziesz  do  niej  na 
chwilę,  a  potem  zaraz  wrócisz  do  szpitala.  Zresztą,  powinnaś  była  tam 
zostać. 

Z  oczu  Marii  znowu  popłynęły  łzy,  lecz  Lucy  pozostała  nieugięta  i 

gestem przywołała zrozpaczonego Silvia. 

- Masz dopilnować, żeby nie wychodziła z pokoju. Pielęgniarki są bardzo 

zajęte, a Maria musi być dzielna i modlić się za Gabriellę i jej rodzinę. Nie, 
ani słowa więcej, Mario. Rozumiesz?! 

Silvio objął pulchne ciało żony, obiecując, że dziś nie sprawią już więcej 

kłopotu. 

Dochodziła  dziesiąta.  Gdy  dwie  pielęgniarki  przyszły  do  pokoju 

Gabrielli,  by  dokonać  wieczornej  toalety,  Findlay  wyszedł  na  korytarz  w 
towarzystwie rodziców i teściów. Lucy poprosiła ich, by odpoczęli. 

- Ja zostanę przy niej. Oczywiście zawołam cię, jeśli uznam, że trzeba - 

zapewniła  Findlaya.  -  Postaraj  się  tylko  wysłać  jej  rodziców  do  łóżka. 
Wyglądają na wyczerpanych. 

Uścisnął  jej  ramię  w  geście  wdzięczności  i  gdy  pielęgniarki  skończyły 

pracę,  Lucy  usiadła  przy  łóżku.  Pokój  pachniał  ulubionymi  perfumami 
Gabrielli,  ona  zaś  spała,  leżąc  na  boku  i  trzymając  rękę  na  kołdrze.  Lucy 
odchyliła  do  tyłu  głowę  i  przymknęła  oczy,  wspominając  wydarzenia 
kończącego się dnia. 

Nagle  dobiegł  ją  cichy  dźwięk  i  wyprostowała  się,  dostrzegając  po 

drugiej  stronie  łóżka  Pina.  Wszedł  po  pokoju  na  palcach  i  teraz  przyłożył 
palec do ust, nakazując jej milczenie.  

101

RS

background image

 

 

Posłała mu lekki uśmiech i oboje wpatrzyli się w śpiącą kobietę. 
Zastanawiała  się,  czy  Pino  myśli  o  tym  samym  co  ona.  Gabriella  miała 

tylko trzydzieści jeden lat, lecz wiele w życiu osiągnęła. Zrobiła karierę jako 
aktorka,  wyszła  za  mąż  za  człowieka,  który  ją  ubóstwiał,  miała  wielu 
przyjaciół i żadnych wrogów; zaprzyjaźniła się nawet ze swymi rywalkami 
z  ekranu.  Sława  jej  nie  zepsuła;  do  końca  pozostała  radosna  i  serdeczna. 
Szkoda, że jej życie dobiega końca... 

Kędy  napotkała  wzrok  Pina,  zyskała  pewność,  że  myśli  o  tym  samym. 

Przed  jej  oczami  stanął  jego  ojciec,  który  zmarnował  sobie  życie 
małżeństwem bez miłości, samotnością i odcięciem od jedynego dziecka. O 
ileż szczęśliwsza jest ta kobieta! 

Teraz poruszyła się i otworzyła oczy, a gdy ich poznała, uśmiechnęła się 

ciepło. 

- Pino i Lucia. Moi drodzy... 
Oczy Lucy napełniły się łzami, gdy dotknęła ręki Gabrielli. Pino zrobił to 

samo i ich palce się splotły; pochylili się, by usłyszeć szept chorej: 

- Miłość jest największym darem na świecie... 
Tymi  słowami  Gabriella  ich  pożegnała.  Siedzieli  w  milczeniu,  chłonąc 

ich sens. Tuż przed północą pojawił się Findlay, by przejąć czuwanie. i 

Lucy  wróciła  do  swego  pokoju,  rozebrała  się  szybko  i  padła  na  łóżko. 

Bolała  ją  głowa,  a  w  wyobraźni  przesuwały  się  nieustannie  obrazy  Pina, 
Gabrielli  i  hrabiego.  W  końcu  zmęczenie  wzięło  górę  i  zapadła  w 
niespokojny sen. 

Lekki  wietrzyk  poruszał  firankami,  a  księżyc  w  kształcie  sierpa 

przesuwał się po niebie nad pociemniałym Adriatykiem, którego nieustanny 
szum  docierał  do  willi.  Gdzieś  w  głębi  domu  otworzyły  się  i  zamknęły 
drzwi, rozległ się dzwonek z któregoś pokoju, a tuż zaraz - kroki. Ktoś coś 
powiedział  przyciszonym  głosem,  zatrzeszczały  schody,  zahałasowała 
winda  i  zadzwonił  telefon,  po  którym  krzątanina  się  ożywiła.  Ciszę  nocy 
przerwał  na  dobre  odgłos  zapalanego  silnika  i  Lucy  uświadomiła  sobie,  że 
pukanie do jej drzwi trwa już od dłuższej chwili. 

- Kto tam? - spytała. 
Zapaliła  lampę  przy  łóżku,  drzwi  otworzyły  się  i  w  progu  stanął  Silvio. 

Lucy zamrugała powiekami i otuliła się kołdrą. 

- Co tu robisz? - spytała po włosku. 
- Przepraszam - odparł zduszonym głosem.- Kazała pani Marii już więcej 

102

RS

background image

 

 

nie hałasować, ale ona nie może. Ma straszne bóle. Musi pani przyjść, pani 
doktor. 

O  mój Boże!  - pomyślała  Lucy.  Nie,  nie  teraz.  To  nie  jest odpowiednia 

chwila... Głośno zaś powiedziała: 

-  Silvio,  nie  martw  się.  Zaraz  przyjdę.  Czy  pielęgniarka  jest  gotowa? 

Może trzeba będzie wezwać karetkę i przewieźć Marię do szpitala. 

Wyskoczyła  z  łóżka  i  włożyła  szlafrok  oraz  ranne  pantofle,  po  czym 

pospieszyła za Silviem. Maria cicho pojękiwała. 

- Boli mnie od dwóch godzin! - zawołała na widok Lucy. 
-  Uspokój  się,  Mario.  Zaraz  cię  zbadam.  Wszystko  będzie  dobrze  - 

oznajmiła Lucy tak optymistycznym tonem, że w pokoju zapanował spokój. 
- Silvio, idź, obudź hrabinę i poproś, żeby tu przyszła. 

- Si, dottoressa - odparł i wybiegł. 
- A teraz, Mario - zaczęła Lucy, odsuwając kołdrę -zobaczę, czy... 
Gdy ujrzała wybrzuszenie między grubymi nogami Marii, zrozumiała, że 

zaczął się drugi etap porodu i że właśnie w tej chwili dziecko przeciska się 
przez  otwartą  szyjkę  macicy.  Rozejrzała  się  po  pokoju  i  chwyciła  za 
dzwonek. Maria krzyknęła, Lucy zaś dostrzegła ciemną główkę dziecka. 

- Dobrze, Mario! Oddychaj głęboko i nie przyj. 
Zbadała jej puls, który był mocno przyspieszony, i szybko przywołała na 

myśl  zasady  postępowania  przy  porodzie  w  przypadku  kobiety  chorej  na 
serce.  Ułóż  ją  na  poduszkach  -  Maria  miała  już  trzy.  Podaj  środki 
uśmierzające ból - za późno, ale na szczęście poród przebiegał szybko. Nie 
pozwól  jej  przeć  -  dobrze,  natura  sama  o  to  zadbała.  Dokonaj  nacięcia 
krocza,  by  ułatwić  przejście  główce  -  nie  mam  nożyczek  ani  czasu.  Podaj 
tlen, gdy serce pacjentki zacznie słabnąć... 

W  drzwiach  stanęła  Cecilia,  niosąc  paczkę  tamponów,  sterylne 

rękawiczki, zapakowane nożyczki, opatrunki i ręczniki. 

- Czy mamy łóżeczko? - spytała Lucy. 
- O mamma mia! - mruknęła hrabina. - Na strychu. 
- Czy Silvio mógłby przynieść butlę z tlenem z magazynu? 
- Tak. Czy mam zadzwonić po karetkę? 
- Nie mamy na to czasu. Czy to samochód Pina słyszałam? 
- Tak. Wyjechał pół godziny temu. Może zawołać Findlaya? 
-  Poradzimy  sobie  -  odparła  Lucy.  -  Findlaya  wezwiemy  wtedy,  kiedy 

naprawdę będzie trzeba. 

103

RS

background image

 

 

Panowała  nad  sytuacją,  choć  następnych  piętnastu  minut  miała  nie 

zapomnieć do końca życia. Zaledwie zdążyły z Cecilia podłożyć pod biodra 
Marii  absorpcyjne  tampony,  gdy  odeszły  wody  i  ukazała  się  cała  główka 
dziecka. Lucy zdążyła włożyć rękawiczkę, by przytrzymać główkę, za którą 
niemal natychmiast ukazało się małe ciałko. Ledwie ułożyła je na ręczniku, 
a  chłopiec  zachłysnął  się  powietrzem,  otworzył  usta  i  dał  wyraz  swemu 
pierwszemu oburzeniu na tym świecie. 

Silvio, niosący butlę z tlenem, stanął zdumiony, Maria zaś pochyliła się, 

by  zobaczyć  dziecko.  Na  jej  szerokiej  twarzy  gościł  uśmiech  szczęśliwej 
matki. 

- Ciao, Giacomo! - zawołała. - Giacomo, mio tesoro! Cecilia wyszeptała 

słowa dziękczynnej modlitwy i z wdzięcznością ucałowała Lucy w policzek. 
Lucy zaś była zadowolona ze stanu matki i dziecka. Maria co prawda trochę 
dyszała, lecz nie przestawała zachwycać się synem. Lucy odcięła pępowinę, 
owinęła niemowlę w czysty ręcznik i podała matce. 

Trzeba  ich  będzie  i  tak  przewieźć  na  oddział  położniczy,  pomyślała 

Lucy, badając Marię po odejściu łożyska. 

- Czy ona jest w stanie karmić? - spytała Cecilia. Gdy Lucy wyjaśniła, że 

nie ma żadnych przeciwwskazań, 

Maria  podała  dziecku  pierś,  a  ono  natychmiast  zaczęło  ssać.  Lucy 

uśmiechnęła  się,  widząc  łatwość  i  naturalność,  z  jaką  młoda  matka 
przystąpiła  do  swych  obowiązków,  i  postanowiła  nie  robić  jej  zarzutu  z 
tego,  że  lekarz  nie  został  wezwany  wcześniej.  Zagrożenie  minęło,  a  poza 
tym kto wie,  czy wszystkiemu nie jest winna ona sama,  Lucy, bo nakazała 
przecież Marii spokój do rana. 

Usłyszały  warkot  powracającego  samochodu  i  głosy  na  piętrze  niżej. 

Cecilia obrzuciła Lucy wymownym spojrzeniem. 

- Findlay chyba zawołał rodziców. Zobaczę, czy mnie nie potrzebuje. 
Lucy  podeszła  do  okna  i  rozsunęła  zasłony.  Na  wschodzie  jasna  smuga 

światła rozświetlała morze; słońce powoli wznosiło się nad horyzont. Gdy 
chłonęła  wzrokiem  piękno  świtu,  zauważyła  lecącego  w  owej  smudze  nad 
wodą  białego  ptaka,  który  od  czasu  do  czasu  zniżał  się  do  powierzchni 
wody i nurkował. W pewnej chwili rozłożył skrzydła, poszybował w górę i 
zniknął w jasnym świetle poranka. 

Odwróciła się plecami do okna. Maria i Silvio byli tak zajęci synkiem, że 

nie usłyszeli zbliżających się kroków. W drzwiach stanął Pino.  

104

RS

background image

 

 

Jego twarz była blada i Lucy odgadła, jaką wiadomość przyniósł. 
- Gabriella ? partita. 
Wyciągnęła rękę i ujęła jego chłodną dłoń. 
-  Tak,  Pino.  Jedna  dusza  opuściła  ten  dom,  lecz  i  pojawiło  się  nowe 

życie.  Zobacz.  -  Stał  w  progu  nieruchomo,  patrząc  z  niedowierzaniem  na 
sielski obrazek. - Tak, Pino, jesteś wujkiem - dodała łagodnie. 

-  Mówiono  mi,  że  jesteś  u  mojej  siostry  -  wydusił  wreszcie.  -  Ale  jak? 

Kiedy? Dlaczego nie wezwałaś mnie albo Findlaya? 

-  Mieliśmy  bardzo  mało  czasu,  ale  wszystko  poszło  szybko  i  bez 

komplikacji. 

Pino  milczał,  lecz  na  jego  twarzy  pojawił  się  lekki  uśmiech.  Maria 

podniosła głowę i spojrzała mu w oczy, po czym wskazała na dziecko. Lucy 
ze wzruszeniem patrzyła, jak Pino podchodzi do łóżka i bierze siostrzeńca w 
ramiona. 

- Lucia! - szepnął. - Czy kiedykolwiek zapomnimy tę noc? 
Odwrócił na bok głowę, by ukryć nadmiar uczuć. Lucy delikatnie wyjęła 

niemowlę  z  jego  rąk  i  oddała  je  matce.  Potem  położyła  rękę  na  ramieniu 
Pina  i  wyprowadziła  go  na  korytarz,  by  Maria  i  jej  mąż  nie  widzieli,  jak 
ciałem Pina wstrząsa szloch. 

- Chodź tu, Pino - poleciła półgłosem, prowadząc go do pokoju Cecilii. 
- Ależ ja byłem głupi! - powiedział łamiącym się głosem, gdy weszli do 

środka i przytulili się do siebie. - To dziecko... Ja je kocham, wobec tego jak 
bardzo  ojciec  musi  kochać  syna?  Lucia,  pomyśl  o  tych  wszystkich 
zmarnowanych latach! 

Po  raz  kolejny  Lucy  poczuła,  że  oto  spełnia  się  przeznaczenie.  Pojęła 

nagle  przyczynę  łez  Pina,  lecz  teraz  wiedziała,  że  nie  wolno  jej  się  w  nic 
wtrącać. Pino musi znaleźć swój sposób na pojednanie z ojcem. 

-  Mój  drogi,  jesteś  przemęczony  i  musisz  odpocząć  -powiedziała, 

wysuwając się z jego objęć. - To była bardzo długa noc i... 

- Tak, ale jeszcze się nie skończyła. - Wyprostował się i przetarł oczy. - 

Muszę zadzwonić, ale nie wychodź. 

- Czy znasz numer? - spytała. 
- O mój Boże, nie! 
Otworzyła górną szufladę biurka i wyjęła  gruby,  skórzany notes Cecilii. 

Pino chwycił go i zaczął szybko wertować kartki. 

- Jest! 

105

RS

background image

 

 

Kiedy  wykręcił  numer  i  czekali,  aż  po  drugiej  stronie  ktoś  podniesie 

słuchawkę,  wydawało  się,  że  mija  wieczność.  Lucy  spojrzała  na  zegar 
ścienny: wpół do szóstej. Nagle Pino drgnął. 

- Favaro? 77 Conte di Mirano? - spytał i gdy usłyszał potwierdzenie, jego 

głos zniżył się do szeptu: - Mio caro padre! 

Lucy  zrobiła  ruch,  jakby  chciała  wyjść,  on  jednak  przyciągnął  ją  do 

siebie. Chaotyczna wymiana zdań między ojcem a synem kończyła wreszcie 
lata  milczenia.  W  ciągu  tych  kilku  minut  ból  odrzucenia  został  uleczony; 
cienie  przeszłości  odeszły.  W  końcu  Pino  powiedział  ojcu  o  śmierci 
Gabrielli. 

-  To  ona  ściągnęła  Lucię  do  nas.  Tak,  jest  ze  mną,  tato.  i  nigdy  nie 

uwierzysz,  co  zrobiła!  Nie,  nie,  coś  cudownego  i  konkretnego.  Przyjęła 
poród... Moja siostra ma syna! 

Lucy przymknęła oczy. Śmiech i łzy, radość i smutek, życie i śmierć - z 

nich  składa  się  dzień  każdego  lekarza.  I  czy  wśród  tych  chaotycznie 
wypowiadanych  słów  nie  usłyszała,  jak  Pino  mówił  ojcu  po  włosku,  że  ją 
kocha? 

Co ona ma wobec tego zrobić? Obiecała ojcu, że dziś wróci do Anglii, a 

jutro ma dyżur w szpitalu. Co robić? Wracać czy może zadzwonić do ojca i 
poinformować  go,  że  musi  na  kilka  dni  tutaj  zostać?  Była  pewna,  że  tym 
razem ojciec ją zrozumie. 

Co robić? 
Gdy szukała odpowiedzi na to pytanie, dobiegł do niej głos Pina: 
- Nie, tato! - zawołał po włosku. - Tym razem nie pozwolę jej wyjechać. 

Tak! Będziesz miał piękną synową, obiecuję. Tak, dobrze słyszałeś! 

Gdy  w  końcu  odłożył  słuchawkę  i  odwrócił  się  twarzą  do  niej,  nie 

musieli  zadawać  sobie  pytań  i  szukać  na  nie  odpowiedzi.  Stojąc  w 
promieniach  słońca  wpadającego  przez  okno  do  domu,  który  o  świcie 
przeżył  smutek  odejścia  i  radość  narodzin,  Lucy  wiedziała,  że  tym  razem 
wróciła na zawsze. 

 
 
 
 
 
 

106

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 
Ślub w Wenecji w szczycie sezonu zawsze przyciąga uwagę, zwłaszcza 

jeśli  uroczystość  odbywa  się  w  tak  znanym  kościele  jak  Santa  Maria  delia 
Salute. 

Lucy uznała, że z powodu rodziców jej ślub powinien być wydarzeniem 

pamiętnym.  Po  ślubie  państwo  młodzi  i  goście  mieli  się  udać  na  lunch  do 
sali bankietowej w Hôtel des Deux Lions, do którego goście mieli dopłynąć 
dwiema wielkimi łodziami. 

Pino był trochę zły, że musi czekać. 
-  Dopiero  za  dwa  miesiące  zostaniesz  moją  żoną?!  -pytał  z 

niedowierzaniem. 

Ona jednak upierała się przy tym, że nie mogą brać ślubu tuż po śmierci 

Gabrielli, a poza tym państwo Spriggs muszą mieć czas na otrząśnięcie się z 
szoku.  Po  wydarzeniach  owej  pamiętnej  nocy  Lucy  czuła,  że  wszyscy 
potrzebują czasu na dojście do siebie. 

Tymczasem tygodnie płynęły szybko. Sir Peter i lady Philippa przybyli w 

przeddzień  uroczystości  i  zamieszkali  w  Hôtel  des  Deux  Lions.  Hrabina 
Favaro  wydała  tego  wieczoru  kolację,  na  którą  oprócz  rodziców  Lucy 
zaprosiła swego brata oraz państwa Goldonich, którzy przyjechali specjalnie 
z Mediolanu. 

Początkowo  atmosfera  była  dosyć  sztywna,  choć  hrabina  robiła,  co 

mogła,  by  goście  dobrze  się  czuli.  Drinki  podano  już  w  holu.  Sir  Peter 
natychmiast  stanął  przy  starym  Goldonim  i  już  po  chwili byli pogrążeni  w 
rozmowie. 

Lady  Philippa  siedziała  na  kanapie,  wyniośle  milcząc,  z  rzadka  jedynie 

odzywając  się  do  córki  lub  odpowiadając  na  pytania  hrabiny  dotyczące 
jutrzejszej uroczystości. 

-  Boża  Matka  Zdrowia;  to  bardzo  dobra  nazwa  dla  kościoła,  prawda? 

Został  zbudowany  w  siedemnastym  wieku,  żeby  uczcić  koniec  wielkiej 
zarazy  -  wyjaśniała  Cecilia.  -  A  dzisiaj  też  mamy  co  czcić!  Widzi  pani 
młodego  Goldoniego?  On  także  zdrowieje  po  ciężkiej  chorobie  i  jego 
rodzice okazali swoją wdzięczność czekiem. Czy to nie cudowne? Nie będę 
już miała  zmartwień finansowych,  przyjmę  więcej personelu,  wyremontuję 
willę... 

- Gratuluję pani - odrzekła lady Philippa chłodno. 

107

RS

background image

 

 

-  Czy  to  nie  cudowne,  mamo?  -  wtrąciła  Lucy.  -  Nazwiemy  willę 

„Ospicio  Luisa".  Będzie  to  bardzo  nowoczesne  hospicjum.  Kupimy  wodne 
karetki do przewozu gości na drugą stronę Laguny, nowe wyposażenie, ale 
chyba zawsze pozostanie tu ta sama rodzinna atmosfera... 

-  Bo  to  jest  firma  rodzinna  -  uśmiechnęła  się  hrabina.  -  I  serdecznie 

witamy nowych jej członków. 

-  Rozumiem  -  odparła  matka  Lucy  równie  chłodno  i  Cecilia  bezradnie 

wzruszyła ramionami. 

W  tym  momencie  obok  nich  stanął  wyraźnie  wzruszony  ojciec  Pina. 

Starszy  pan  skłonił  się  uprzejmie  i  ucałował  dłoń  lady  Philippy,  po  czym 
spytał, czy może zająć miejsce obok. Cecilia usunęła się, gestem nakazując 
Lucy zrobić to samo. 

Wśród  gości  był  także  Vittorio.  Nadal  łatwo  się  męczył,  lecz  jego  oczy 

lśniły  już  energią.  I  chociaż  udało  mu  się  utrzymać  chorobę  w  tajemnicy, 
artykuły  o  jego  rekonwalescencji  ukazały  się  w  prasie.  Tytuły  głosiły,  że 
syn Goldoniego odwiedza nowy oddział onkologiczny i kieruje kampanią na 
rzecz badań nad AIDS. 

Jego  dawni  przyjaciele  i  znajomi  byli  zdumieni  zmianą  stylu  życia 

dawnego  playboya  i  w  kolumnach  towarzyskich  zwracano  uwagę  na  jego 
nieobecność  w  nocnych  klubach.  Państwo  Goldoni  zostali  zaproszeni  na 
ślub z powodu hojnego gestu na rzecz pensjonatu; oni także cieszyli się, że 
ńo Faro pogodził się z synem. Ojciec Renato tak podsumował sytuację: 

-  Tylko  pomyśl,  Vittorio!  Gdybyś  nie  zachorował  i  nie  przyjechał  tutaj, 

może  nie  byłoby  tej  uroczystości.  Jak  często  się  zdarza,  żeby  coś  dobrego 
wyszło z czegoś, co wszyscy uważają za dramat? 

Lucy usłyszała jego słowa i pomyślała, jak mało brakowało, a straciłaby 

Pina.  Spojrzała  na  drugą  stronę  rozległego  holu,  gdzie  Pino  ze  śmiechem 
żartował z ojcem, choć z tej odległości nie mogła słyszeć, o czym mówią. 

W  istocie  rzeczy  hrabiemu  udało  się  osiągnąć  to,  w  czym  inni  ponieśli 

klęskę:  z  pomocą  komplementów  doprowadził  do  tego,  że  lady  Philippa 
przestała  demonstrować  niechęć  wobec  małżeństwa  córki.  Wyznał  jej,  że 
podziwia swą przyszłą synową która urodą i wdziękiem przypomina mu do 
złudzenia matkę. 

-  To  niezwykłe,  że  kobieta  tak  młoda  jak  pani  ma  córkę,  która  jest 

lekarzem  -  dodał  sprytnie.  -  Gdyby  kazano  mi  zgadywać,  jakie 
pokrewieństwo was łączy, powiedziałbym naturalnie, że jest pani jej siostrą. 

108

RS

background image

 

 

Lisie komplementy hrabiego złamały w końcu upór lady Philippy, która 

wreszcie uznała, że nic nie straci, a dużo zyska, jeśli pogodzi się z tym, co 
nieuchronne.  Toteż  uśmiechnęła  się  do  hrabiego  Favaro  czarująco,  on  zaś 
poprosił ją, by pozwoliła się odprowadzić do jadalni. 

- Twoje spotkanie z lady Philippa to wydarzenie wieczoru! - orzekł Pino 

z uśmiechem, gdy matkę Lucy poproszono, by poznała signorę Goldoni. 

-  Chyba  tak,  Giuseppe,  lecz  niemal  mnie  wykończyło - odparł  Favaro z 

melodramatycznym  jękiem.  -  Daj  mi  brandy,  synu.  Dla  twojego  dobra 
zrobiłem więcej, niż jestem zobowiązany. 

Lucy  uśmiechnęła  się  z  zadowoleniem,  słysząc  ich  wybuch  śmiechu. 

Ojciec i syn zachowują się niczym bliscy przyjaciele... Jej własny ojciec nie 
pozostawił żadnych wątpliwości co do swych intencji. 

- Wiedziałem, że nie byłaś szczęśliwa po tym swoim powrocie, ale teraz 

już chyba wszystko dobrze? Tylko szkoda, kochanie, że będziesz tak daleko 
- dodał z westchnieniem. 

-  Ty  i  mama  możecie  tu  zamieszkać  -  powiedziała.  -  Przecież  nie 

będziesz pracować w nieskończoność. 

Z radością skinął głową. 
- A tak przy okazji to czy ci mówiłem, że Aubrey i panna Elstone ogłosili 

zaręczyny? Myślę, że to poprawi jego samopoczucie, bo wiesz, Lucindo, że 
tobą bardzo się rozczarował. 

Uśmiechnęła  się  zadowolona,  że  złamane  serce  Aubreya  tak  łatwo  dało 

się  skleić.  W  prezencie  ślubnym  przesłał  obraz  olejny  przedstawiający 
angielską,  idylliczną  scenę,  co  było  wielkim  gestem  z  jego  strony.  Od 
rodziców dostała dwa piękne dywany. Miała nadzieję, że będą zdobić dom 
w pobliżu willi, który mieli zamiar kupić. 

-  A  jak  się  miewa  doktor  d'Arc?  -  spytał  sir  Peter.  Lucy  ze  smutkiem 

potrząsnęła głową. 

- Natychmiast po pogrzebie wyjechał do Paryża, a potem Pino dostał od 

niego list z wiadomością, że leci do Brazylii. Pisał, że nie interesuje go już 
kariera i chce zostać lekarzem w jakiejś zapadłej dziurze. 

- Cóż za marnowanie wiedzy i talentu! - zawołał ojciec. 
-  Nie,  tato.  Skorzysta  z  tego  mnóstwo  biedaków  rzekła  dobitnie, 

przypominając sobie słowa Vittoria, że śmierć zmienia hierarchię wartości. 

Mimo  ogłoszenia  wywieszonego  na  zewnątrz,  że  właśnie  odbywa  się 

msza,  widok  panny  młodej  wysiadającej  z  łodzi  przyciągnął  uwagę  dużej 

109

RS

background image

 

 

grupy  turystów  różnych  narodowości.  Ustawili  się  oni  wzdłuż 
marmurowych  schodów  wiodących  do  kościoła,  by  zobaczyć  wysoką, 
szczupłą  kobietę,  ubraną  w  białą  suknię  z  koronki  burańskiej.  Do  ołtarza 
prowadził ją ojciec. 

Towarzyszyła jej Valeria Corsini ubrana w seledynową, jedwabną suknię 

z  szerokimi  rękawami.  Ta  szata  i  naszyjnik  z  wisiorkiem upodobniły  ją do 
średniowiecznej księżniczki. Zauważono, że doktor Scogliera nie spuszczał 
z niej wzroku. 

W  kościele  wszyscy  wstali  -  wszyscy  z  wyjątkiem  oczywiście  Marii, 

która karmiła swe łakome dziecko.  Lady Philippa poczuła się wstrząśnięta, 
Lucy  zaś  szeroko  uśmiechnęła  się  do  Bruna  Pontiego  i  jego  rodziny,  która 
czuła  się  przytłoczona  towarzystwem  przybyłym  na  ślub  ich  Pina  z 
angielską panią doktor. 

Rozpoczęła  się  ceremonia  zaślubin.  W  odpowiedzi  na  pytania  ojca 

Renato głosy pana młodego i panny młodej odbijały się echem od wysokiej 
kopuły i docierały nawet w najodleglejsze zakątki. 

Gdy państwo młodzi wyszli z kościoła i stanęli na schodach w lipcowych 

promieniach słońca, zgromadzony tłum powitał ich okrzykami radości. 

- Mio Dio, zgniotą nas! - mruknął Pino. 
Nawet  przepływający  obok  tramwaj  rzeczny  zwolnił  i  jego  sternik 

zatrąbił na cześć młodych. 

W  towarzystwie  Pina  i  jego  ojca  Lucy  ruszyła  na  dół.  Za  nią  szedł  sir 

Peter, prowadząc żonę i hrabinę. Gianni 

Scogliera najwyraźniej uznał, że druhna również potrzebuje ochrony, bo 

podszedł do Valerli i ujął ją pod rękę. 

Łodzie ruszyły w drogę powrotną ze wszystkimi gośćmi na pokładzie z 

wyjątkiem  młodej  pary,  bo  w  pewnej  chwili  Pino  odciągnął  swą  żonę  na 
bok. 

- Popłyń ze mną gondolą - poprosił. - Choć raz. 
Gondolier  w  słomkowym  kapeluszu  z  zachwytem  patrzył  na  piękną 

pasażerkę,  która  usiadła  na  kanapce  obok  męża.  Przechodnie  zaczęli  bić 
brawo, po chwili zaś dołączyły do nich inne gondole i popłynęli kawalkadą 
w stronę ujścia Canale Grande, minęli plac Świętego Marka i Pałac Dożów, 
po czym skierowali się w stronę starego portu. 

-  To  najszczęśliwszy  dzień  w  moim  życiu  -  szepnął  Pino,  całując  swą 

żonę. 

110

RS

background image

 

 

-  A  ja  jestem  najszczęśliwszą  kobietą  w  Wenecji  -  odparła  również 

szeptem, opierając mu głowę na ramieniu. 

Gondolier  taktownie  odwrócił  się,  kierując  dziób  w  stronę  Lido.  Przez 

połyskujące  wody  Laguny  Lucy  i  Pino  płynęli  na  przyjęcie  weselne,  po 
którym mieli zacząć nowe życie. 

 
 
 
 
                                                                                                                         

   

111

RS


Document Outline