background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Robert Zubrin, Richard Wagner

Czas Marsa

Dlaczego i w jaki sposób musimy skolonizować Czerwoną Planetę

Przełożył: Leszek Kał las

Warszawa 1997

Tytuł oryginału:

THE CASE FOR MARS

The Plan to Settie the Red Planet and Why We Must

Copyright ©1996 by Robert Zubrin

Ali rights reserved

Konsultacja naukowa:

dr Robert Kołos

dr hab Paweł Moskalik

Projekt okładki: Katarzyna A Jarnuszkiewicz

Zdjęcie na okładce:

David Ducros/Science Photo

Library/EAST NEWS

Rysunki na podstawie wydania angielskiego

Krzysztof Białkowski

ISBN 83-7180-037-1

Wydawca

Prószyński i S-ka

02-651 Warszawa,

ul Garażowa 7

Druk i oprawa

Łódzka Drukarnia Dziełowa

Spółka Akcyjna

ul Rewolucji 1905 r nr 45, Łódź

SPIS RZECZY

Przedmowa (Arthur C. Clarke) - 7

Słowo wstępne - 11

1 Projekt Mars Direct - 21

2 Od czasów Keplera do ery kosmicznej - 43

3 Opracowanie planu - 76

4 Lot na Marsa - 114

5 Jak pokonać smoki i ominąć syreny - 163

6 Odkrywanie Marsa 195

7 Budowa bazy na Marsie - 233

8 Kolonizacja Marsa - 288

9 Terraformowanie Marsa - 325

10 Widok z Ziemi - 358

Epilog: Znaczenie marsjanskiego pogranicza - 387

Słowniczek terminów - 401

Literatura uzupełniająca - 411

Indeks - 415

Strona 1

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

PRZEDMOWA

Historia XXI wieku będzie się rozgrywać na Marsie. Mars jest bodaj jedyną w Układzie 

Słonecznym planetą - poza Ziemią - na której życie mogło istnieć w przeszłości, a nawet 

obecnie. Zarazem dostępne już dziś - lub w bardzo bliskiej przyszłości - technologie umożliwiają

dotarcie na Czerwoną Planetę i przeżycie w tamtejszych warunkach.

Książka Roberta Zubrina - bardzo zabawna w wielu miejscach i opowiadająca historie, za które 

autor z pewnością nie będzie lubiany przez NASA - stanowi bodaj najbardziej wszechstronne 

omówienie historii lotów na Marsa i perspektyw na przyszłość. Wyjaśnia, dlaczego powinniśmy 

polecieć na Marsa, spróbować tam żyć oraz - co jest chyba najważniejsze - w jaki sposób 

będziemy czerpać bogactwa z mar-sjańskiej ziemi, gdy już się tam znajdziemy.

Osobiście zachwyca mnie myśl, że jeśli argumenty dr. Zubrina zostaną zaakceptowane, 

pierwsza wyprawa na Marsa może wyruszyć przed moimi dziewięćdziesiątymi urodzinami. Póki 

co, jeżeli wszystko pójdzie dobrze, rosyjski ładownik Mars1 wystartuje tuż przed moimi 

siedemdziesiątymi ósmymi urodzinami i zawiezie wiadomość, nagraną przeze mnie na taśmie 

wideo, przeznaczoną dla kolonizatorów w nadchodzącym XXI wieku.

1 Rosyjska sonda wyruszyła ku Marsowi w listopadzie 1996 roku, lecz zaraz po starcie uległa 

zniszczeniu (przyp. red.)-

Przesłanie dla Marsa

Nazywam się Arthur Clarke i mówię do was z wyspy Sri Lanka, niegdyś znanej jako Cejlon, na 

Oceanie Indyjskim, na planecie Ziemia. Mamy wiosnę 1993 roku, jednak ta wiadomość 

przeznaczona jest dla przyszłości. Zwracam się do mężczyzn i kobiet - być może niektórzy z 

nich żyją już, gdy dokonuję tego nagrania - słuchających tych słów na Marsie.

Zbliża się nowe tysiąclecie, a równocześnie rośnie nasze zainteresowanie planetą, mającą 

szansę stać się pierwszym prawdziwym domem ludzkości poza macierzystym światem. Za 

mojego życia miałem to szczęście, że widziałem, jak wiedza o Marsie wzrasta od niemal 

całkowitej ignorancji - gorzej nawet, od fałszywych wyobrażeń - do prawdziwego zrozumienia 

jego geografii i klimatu. Na pewno w wielu dziedzinach wciąż pozostajemy ignorantami, brakuje

nam wiadomości, które dla Was są oczywiste. Ale mamy już dokładne mapy Waszego 

wspaniałego świata i potrafimy sobie wyobrazić, jak można go zmodyfikować - terraformować -

by stał się bliższy naszym marzeniom. Być może już rozpoczęliście ten planowany na setki lat 

proces.

Istnieje pewien związek między Marsem a moją obecną ojczyzną. Pisałem o tym w mojej 

powieści - prawdopodobnie ostatniej - Miot Boga. Na początku naszego wieku mieszkał tu, na 

Cejlonie, miłośnik astronomii nazwiskiem Percy Moles-worth. Wiele czasu poświęcał on na 

obserwacje Marsa, a jego imieniem nazwano wielki - 175 km średnicy - krater na Waszej 

półkuli południowej. W swojej książce opisałem, jak pewnego dnia astronom z Nowego Marsa 

spojrzy na świat swoich przodków i poszuka małej wysepki, z której Molesworth - i ja -często 

podziwialiśmy Waszą planetę.

Był taki czas, niedługo po pierwszym lądowaniu na Księżycu w 1969 roku, kiedy mieliśmy dość 

optymizmu, by wierzyć, że zdołamy dotrzeć na Marsa około roku 1990. W innym swoim 

opowiadaniu opisałem rozbitka pierwszej, tragicznej ekspedycji, obserwującego przejście Ziemi 

przed tarczą Słońca 11 maja... 1984 roku! No cóż, tego dnia na Marsie nie było

nikogo, kto mógłby obserwować to zdarzenie. Ale powtórzy się ono znowu 10 listopada 2084 

roku. W tym czasie, mam nadzieję, wiele oczu będzie już spoglądać ku Ziemi, która - jako 

maleńka, idealnie okrągła plama - z wolna przetnie słoneczny dysk. Proponowałem, abyśmy 

potężnymi laserami wysłali Wam wtedy sygnał; zobaczycie gwiazdę, która pozdrawia Was ze 

słonecznej tarczy.

Ja również pozdrawiam Was przez kosmiczny bezmiar -i posyłam swoje życzenia z ostatniej 

dekady XX wieku, kiedy to ludzkość stała się gatunkiem podróżującym w kosmosie, kiedy 

wyruszyła w podróż, która nie ustanie, póki będzie istniał Wszechświat.2

Bez wątpienia książka dr. Zubrina - podobnie jak moja niewielka wprawka na temat 

Strona 2

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

terraformowania Marsa, czyli Śniegi Olimpu - zostanie poprawiona w wielu szczegółach na 

skutek postępu technicznego. Mimo to Czas Marsa bezdyskusyjnie dowodzi, że w zasięgu 

możliwości naszych dzieci leży założenie pierwszej samowystarczalnej ludzkiej kolonii poza 

macierzystą planetą - Ziemią.

Czy możliwość ta zostanie wykorzystana? Minęło już prawie pięćdziesiąt lat, odkąd zakończyłem

poniższymi słowami swą pierwszą książkę Interplanetary Flight (Lot międzyplanetarny):

Wells słusznie zauważył, że mamy wybór między Wszechświatem - a niczym... Wyzwanie 

ogromnej przestrzeni, dzielącej różne światy, jest fascynujące; jeśli jednak nie uda nam się 

pokonać trudności, oznaczałoby to, że historia ludzkiej rasy zaczyna zbliżać się do końca. 

Odwracając się tyłem do wciąż nie tkniętych stopą człowieka obszarów, ludzkość rozpoczęłaby 

trwającą miliardy lat wędrówkę w dół, z powrotem nad brzeg pierwotnego morza.

Arthur C. Clarke I marca 1996

2 Tekst przesłania wg: Arthur C Clarke: Śniegi Olimpu. Przełożył Piotr Cholewa. Prószyński i 

S-ka, Warszawa 1996, s. 7-8 (przyp. red.).

SŁOWO WSTĘPNE

Zdecydowaliśmy się polecieć na Księżyc. Zdecydowaliśmy się w ciągu nadchodzących dziesięciu

lat polecieć na Księżyc i dokonać innych rzeczy nie dlatego, że są łatwe, ale właśnie dlatego, że 

są trudne, a przez to zmuszą nas do lepszej organizacji i wykorzystania wszystkich naszych 

umiejętności. Jesteśmy gotowi sprostać temu wyzwaniu, nie chcemy odkładać tego na później i 

zamierzamy odnieść zwycięstwo [..]. Do pewnego stopnia jest to akt wiary, pewna wizja, gdyż 

na razie nie wiemy, jakie korzyści osiągniemy, realizując ów cel. Przestrzeń kosmiczna stoi 

przed nami otworem i postaramy się w niej znaleźć.

JOHN F. KENNEDY (1962)

Nadszedł czas, by Ameryka wyznaczyła sobie nowy cel w badaniach przestrzeni kosmicznej. 

Przy okazji niedawnych uroczystości z okazji dwudziestej piątej rocznicy lądowania statku 

Apollo na Księżycu wielu z nas myślało o tym, co udało się osiągnąć Amerykanom, oraz 

zadawało sobie pytanie: czy wciąż jesteśmy narodem pionierów? Czy gotowi jesteśmy podjąć 

wysiłek kontynuowania badań, stawiających nas w awangardzie postępu na Ziemi, czy 

jesteśmy ludźmi przyszłości, czy też staniemy się narodem przeszłości, o którego wielkości 

świadczą wyłącznie muzea? Czy - gdy nadejdzie pięćdziesiąta rocznica zdobycia Księżyca - nasi 

potomkowie uczczą ją jako kamień milowy na drodze ku coraz odleglejszym światom? Czy też 

na lądowanie na Księżycu będą spoglądać tak, jak w VII wieku n.e. Rzymianie musieli patrzeć 

na akwedukty i inne wspaniałe dzieła klasycznej architektury, widoczne wśród ruin, 

zastanawiając się ze zdumieniem: Myśmy to zbudowali?

Nie ma postępu bez dążenia do wyznaczonego celu. Amerykański program kosmiczny, 

rozpoczęty błyskotliwie misjami Apollo i związanymi z nimi projektami, przez następne 

dwadzieścia lat miotał się, zmierzając w nieokreślonym kierunku. Aby rozwijać badania 

kosmosu, potrzebujemy celu nadrzędne

12

go, wyznaczającego szlak. Na obecnym etapie rozwoju jedynym takim celem może być 

zbadanie Marsa i jego kolonizacja.

Mars jest czwartą planetą od Słońca, znajduje się około 50% dalej od niego niż Ziemia, przez 

co jest tam znacznie zimniej niż na naszej planecie. Wprawdzie w dzień temperatura osiąga 

czasem 17°C, nocą słupek rtęci wskazywałby jednak aż -90°C. Obecnie na powierzchni Marsa 

nie występuje ciekła woda, ponieważ przeciętne temperatury są niższe od temperatury jej 

Strona 3

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

zamarzania. Nie zawsze tak było. Na zdjęciach wykonanych z orbity okołomarsjańskiej widać 

wyschłe koryta rzeczne -znak, że w zamierzchłej przeszłości Mars był znacznie cieplejszym i 

wilgotniejszym miejscem niż obecnie. Z uwagi na to właśnie powierzchnia Marsa to najlepszy w 

Układzie Słonecznym obszar do poszukiwań pozaziemskich form życia -wymarłych bądź wciąż 

żywych. Długość marsjańskiej doby - 24 godziny i 37 minut - bardzo nieznacznie odbiega od 

wartości ziemskiej. Czerwona Planeta obraca się wokół osi nachylonej do orbity pod kątem 24°,

podobnie jak w przypadku Ziemi; w rezultacie zmienność marsjańskich pór roku bardzo 

przypomina cykl ziemski. Ponieważ jednak marsjański rok liczy sobie 669 marsjańskich dni 

(686 dni ziemskich), wszystkie pory roku są prawie dwukrotnie dłuższe niż na Ziemi. Mars ma 

dużą powierzchnię, gdyż - mimo że średnica planety wynosi tylko połowę ziemskiej - 

powierzchnia nie jest w ogóle przykryta morzami; przez to jest ona równa powierzchni 

wszystkich ziemskich kontynentów. W momencie największego zbliżenia Ziemi i Marsa planety 

dzieli odległość 60 min km, najbardziej zaś oddalone bywają o mniej więcej 400 min km. Przy 

wykorzystaniu współczesnych technologii napędu rakietowego, wyprawa w jedną stronę z Ziemi

na Marsa trwałaby sześć miesięcy - znacznie dłużej niż trzy dni, jakie załoga statku Apollo 

musiała spędzić w przestrzeni kosmicznej, lecąc na Księżyc, lecz bez wątpienia krócej niż wiele 

podróży, odbywanych przez ludzi w przeszłości. W XIX wieku emigranci z Europy częstokroć 

spędzali podobny czas na statku wiozącym ich do Australii. Przekonamy się wkrótce, że 

technologie potrzebne do odbycia lotu na Marsa są w zasięgu naszych możliwości.

13

Gdy niniejsza książka miała powędrować do drukarni, naukowcy z NASA ogłosili niebywałe 

odkrycie - przedstawili przekonujące poszlaki świadczące o występowaniu mikroorganizmów 

wewnątrz odnalezionej pod lodem Antarktydy skały, która przyleciała z Marsa wskutek 

zderzenia planety z meteorytem. Do poszlak zalicza się: złożone cząsteczki organiczne, 

magnetyty, inne typowe pozostałości mineralogiczne po bakteriach oraz obłe struktury, 

przypominające bakterie. Zdaniem NASA uzyskane dowody są ważne, lecz nie rozstrzygające. 

Jeśli istotnie znaleziono pozostałości form żywych, może się okazać, że są to dowody 

występowania w przeszłości najprostszych przedstawicieli biosfery, której bardziej złożone i 

interesujące wytwory wciąż mogą spoczywać w marsjańskiej glebie. Do odnalezienia takich 

skamieniałości nie wystarczą sztuczne oczy zdalnie sterowanych robotów: na Czerwonej 

Planecie muszą się znaleźć ludzie, by móc szukać i obserwować.

Dlaczego Mars?

Wybór Marsa jako celu podróży międzyplanetarnej nie wiąże się jedynie z rozwojem technologii

kosmicznych. Dotarcie do Marsa potwierdziłoby pionierski charakter naszego społeczeństwa. 

Mars jest jedyną planetą w Układzie Słonecznym - poza Ziemią - która ma wszystkie bogactwa 

naturalne, niezbędne nie tylko do podtrzymywania funkcji życiowych, lecz także rozwoju 

cywilizacji technicznej. Kontrast z pustynnym Księżycem jest spory: w marsjańskiej glebie 

występują istne oceany wody w postaci wiecznej zmarzliny. Czerwona Planeta ma bogate 

zasoby węgla, azotu, wodoru i tlenu, wszystkie w postaciach nadających się bez trudu do 

wykorzystania, jeśli tylko znaleźliby się ludzie dość pomysłowi i chętni. Wymienione cztery 

pierwiastki stanowią podstawę produkcji żywności, a także tworzyw sztucznych, drewna, 

papieru, ubrań oraz - co najważniejsze - paliwa rakietowego. Co więcej, w przeszłości Mars 

doświadczył okresów aktywności wulkanicznej i hydrologicznej, które na Ziemi doprowadziły do 

powstania wielu rozmaitych rud minerałów. Na

14

Marsie występują prawie wszystkie pierwiastki o znaczeniu przemysłowym. Wprawdzie na 

powierzchni planety nie ma ciekłej wody, pod powierzchnią sytuacja wygląda jednak inaczej -są

wszelkie powody, by sądzić, że, dzięki źródłom energii geotermicznej, pod powierzchnią Marsa 

wciąż istnieją zbiorniki ciekłej i gorącej wody. Zbiorniki hydrotermiczne mogły posłużyć za 

kryjówkę dla starożytnych marsjańskich mikrobowych form życia. Byłyby to oazy, 

dostarczające kolonizatorom dużych ilości ciekłej wody i energii geotermicznej. Z wyjątkiem 

Ziemi Mars jest jedyną planetą mającą 24-godzinny cykl dobowy oraz atmosferę dość grubą, by

chronić powierzchnię przed promieniowaniem, pochodzącym z rozbłysków słonecznych, a zatem

-jedyną pozaziemską planetą, na której mogą istnieć duże szklarnie, oświetlane naturalnym 

światłem Słońca. Już dziś, na tak wczesnym etapie poznawania Czerwonej Planety, wiadomo, 

że występuje tam (w pięć razy większych ilościach niż na Ziemi) materiał o potencjalnie dużym 

Strona 4

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

znaczeniu handlowym: deuter. Dziś na Ziemi kilogram deuteru - ciężkiego izotopu wodoru - 

kosztuje 10 tysięcy dolarów.

Na Marsie mogą osiedlić się ludzie. Dla naszego pokolenia oraz wielu następnych planeta ta to 

Nowy Świat.

Tubylcze metody: sposób na szybkie zdobycie Marsa

Historia pokazuje, że sukcesy najczęściej odnosili odkrywcy, którzy zadali sobie trud poznania, 

nauczenia się i przejęcia od tubylców sposobu życia w dzikich ostępach. Obcokrajowiec widzi 

jedynie nieznane tereny, tubylec zaś - dom. Nie dziwi nas, że ludy żyjące na danym obszarze 

lepiej potrafią wykorzystywać jego zasoby.

Mieszkańcom miasta krajobraz arktyczny jawi się jako wyludniona, zupełnie pozbawiona 

zasobów i nieprzebyta przestrzeń. Eskimos wie jednak o wielu występujących tam bogactwach. 

W XIX wieku brytyjska marynarka wojenna wysłała, ponosząc wielkie koszty, flotyllę parowych 

statków wojennych z zadaniem

15

odnalezienia na obszarach kanadyjskiej Arktyki przejścia pół-nocno-zachodniego. Wyładowane 

węglem i innymi ładunkami statki z trudem brnęły przez parę lat przez morza i góry lodowe, 

dopóki cała załoga nie zginęła z powodu wyczerpania zapasów.

W tym samym czasie niewielkie grupy odkrywców, trudniących się handlem futrami, swobodnie

podróżowały po dalekiej Północy na psich zaprzęgach. Od ludów zamieszkujących Arktykę 

przejęli zwyczaj żywienia siebie i psów zwierzyną upolowaną na miejscu oraz podróżowania z 

niewielkim obciążeniem. Nasza wiedza o terenach arktycznych znacznie więcej zawdzięcza ich 

podróżom niż ekspedycji flotylli statków wojennych.

Płyną z tego nauki, które można zastosować do badań kosmosu. Choć - na razie - nie ma 

Marsjan, możemy postawić parę pytań. W jaki sposób hipotetyczni mieszkańcy Marsa 

podróżowaliby po powierzchni swojej planety? Czy sprowadzaliby z Ziemi potrzebne paliwo 

rakietowe? A skąd mieliby tlen? Jak zaopatrywaliby się w wodę oraz pożywienie? W jaki sposób 

zdołaliby przeżyć? Odpowiedź jest oczywista: Gdy jesteśmy na Marsie, musimy postępować tak,

jak postępowaliby Marsjanie.

Psim zaprzęgiem na Marsa

Wiele koncepcji załogowych wypraw na Marsa przypomina ociężałe metody brytyjskiej 

marynarki wojennej, użyte do badania Arktyki. Według tych planów ogromne transportowce 

będą zawozić na Marsa wszelkie potrzebne załodze zasoby oraz paliwo rakietowe. Tak 

olbrzymie statki nie mogłyby wystartować z Ziemi, więc wymagałyby składania na orbicie 

okołoziemskiej, jak również długotrwałego przechowywania w przestrzeni kosmicznej 

zbiorników ultrazimnego („kriogenicznego") materiału napędowego. W tym celu konieczne 

byłoby zbudowanie na orbicie wielu urządzeń i instalacji. Na realizację podobnych przedsięwzięć

trzeba by wydać niebotyczne sumy. Jeden z takich projektów, znany pod nazwą Raportu. 

90-dniowego, opracowany w 1989 roku w odpowiedzi na wezwanie prezydenta George'a Busha 

do podjęcia nowych inicjatyw w badaniach kosmicznych

16

(SEI, od ang. Space E,xploration Initiatiue), kosztowałby około 450 miliardów dolarów. 

Kongres, zaszokowany taką ceną, odrzucił plan prezydenta Busha; przestano poważnie 

traktować projekt wysłania kiedykolwiek załogowej misji na Marsa.

Podobnie jak w przypadku zdobywania Arktyki, można odmiennie podejść do wyprawy na 

Marsa - pomyśleć na przykład o „psich zaprzęgach". Rozumne wykorzystanie bogactw 

badanego miejsca powoduje obniżenie wymogów logistycznych, związanych z wysłaniem misji, 

do poziomu, który śmiało można uznać za realny.

,

Mam na myśli projekt Mars Direct (Bezpośrednio na Marsa), stworzony przeze mnie podczas 

pracy w firmie Martin Marietta Astronautics w zespole, prowadzącym pionierskie badania nad 

opracowaniem zaawansowanych technik wypraw międzyplanetarnych. Projekt nie przewiduje 

korzystania z gigantycznych międzyplanetarnych statków kosmicznych, a więc eliminuje 

konieczność budowy orbitalnych baz, instalacji i magazynów. Proponuje wysłanie na Marsa 

załogi wraz z modułem mieszkalnym w górnym stopniu tej samej rakiety nośnej, która wyniesie

astronautów na orbitę okołoziemską - identycznie jak w przypadku misji Apollo i wszystkich 

dotychczasowych sond bez-załogowych. W ten sposób przedsięwzięcie znacznie się upraszcza, 

Strona 5

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

wymagania co do sprzętu maleją, nie trzeba prowadzić badań, trwających kilkadziesiąt lat, i 

wydawać setek miliardów dolarów na budowę infrastruktury orbitalnej. Kluczowym elementem 

projektu jest pomysł wykorzystania przez wyprawę lokalnych, marsjańskich zasobów do 

produkcji na powierzchni Czerwonej Planety materiału napędowego na drogę powrotną oraz 

większości materiałów zużywanych podczas pobytu.

Dzięki występującym na Marsie bogactwom naturalnym Czerwona Planeta jest nie tylko celem 

pożądanym, lecz również - możliwym do osiągnięcia.

Załogowa misja na Marsa nie wymaga budowy wielkich kosmicznych krążowników, lecz 

przewiezienia z powierzchni Ziemi na powierzchnię Marsa ładunku, pozwalającego niezbyt 

licznej załodze przetrwać podróż międzyplanetarną oraz pobyt na planecie, a następnie 

powrócić na naszą planetę z identycz-

17

nym bądź zbliżonym ładunkiem. Zadanie to nie przekracza naszych dzisiejszych możliwości 

technicznych ani finansowych, pod warunkiem należytego wykorzystania możliwości 

eksploatacji zasobów marsjańskich, co ograniczyłoby rozmach wyprawy i wiążące się z nią 

trudności natury logistycznej. Podróżować z niewielkim obciążeniem i żyć, wykorzystując 

miejscowe bogactwa - oto bilet na Marsa.

Rozwój nowej koncepcji

Książka niniejsza przedstawia projekt Mars Direct, opowiada jak doszło do jego powstania, jaka

jest filozofia wyprawy na Marsa, wylicza potrzebny sprzęt oraz przedstawia najważniejsze etapy

działania i wymogi natury logistycznej, procedury awaryjne i możliwe scenariusze w przypadku 

niepowodzenia misji, a także potencjał, jaki ów projekt zawiera. W 1990 roku, gdy wraz z 

Davidem Bakerem po raz pierwszy sformułowaliśmy plan, wielu osobom w NASA wydawał się 

on zbyt radykalny, dlatego nie był traktowany poważnie. Upływ czasu, cierpliwe tłumaczenie i 

niepowodzenie alternatywnych projektów sprawiły, że niektórzy zmienili zdanie i zdołałem 

uzyskać spore poparcie. Zaczęły się do mnie przyłączać kolejne osoby, z których pomocą 

koncepcja konsekwentnie wędrowała w górę po szczeblach drabiny decyzyjnej. W 1992 roku 

poproszono mnie o prezentację planu dr. Mike'owi Griffinowi, jednemu z dyrektorów NASA, 

który z kolei opowiedział o projekcie nowo mianowanemu dyrektorowi, Danowi Goldinowi. 

Również i on podchwycił pomysł i posunął się na tyle daleko, by dyskutować o nim podczas serii

publicznych „zgromadzeń", organizowanych przez NASA w latach 1992-1993.

Wspierany przez Griffina i Goldina, powtórnie przedstawiłem plan Mars Direct w Centrum 

Kosmicznym im. Johnsona (JSC) w Houston. Udało mi się przekonać grupę osób, kierujących 

programem przygotowań do załogowej wyprawy na Marsa, by dokładnie przeanalizowały moją 

propozycję. W ten sposób na podstawie planu Mars Direct powstało szczegółowe

18

studium, rozbudowane mniej więcej dwukrotnie w stosunku do oryginalnej koncepcji. Następnie

poddano ocenie rozbudowaną wersję programu: koszt opracowania i zbudowania sprzętu oraz 

odbycia trzech pełnych załogowych misji na Marsa oszacowano na 50 miliardów dolarów. 

Obliczył to ten sam zespół, który wcześniej orzekł, że skomplikowany program marsjański, 

przestawiony w Raporcie 90-dniowym, kosztowałby NASA 450 miliardów dolarów. Moim 

zdaniem, gdyby zdyscyplinować nieco plan powstały w JSC poprzez eliminację zbędnego 

sprzętu i dodatkowych członków załogi, koszt realizacji spadłby o połowę, do 20-30 miliardów 

dolarów.

Ponadto zespół Centrum Kosmicznego im. Johnsona zlecił firmie Martin Marietta wykonanie za 

niewielką kwotę 47 tysięcy dolarów urządzeń, które demonstrowałyby akcentowany przeze 

mnie nieskomplikowany charakter technologii, potrzebnych do przekształcania marsjańskiej 

atmosfery w rakietowy materiał napędowy. Wywiązaliśmy się z zadania, konstruując i budując 

w ciągu trzech miesięcy pełnowymiarową instalację, pracującą z wydajnością 94%. Nasza 

prezentacja była tym bardziej przekonująca, że ani ja, ani inżynier kierujący projektem, ani nikt

zaangażowany w prace zespołu nie był inżynierem chemikiem. Skoro nam udało się 

wyprodukować urządzenie, to na pewno jest to proste.

Możemy zrealizować ten plan

Wydatek w granicach 20-30 miliardów dolarów nie jest, oczywiście, mały, lecz tyle mniej więcej

kosztuje opracowanie i wyprodukowanie nowego typu broni, tyle też wynosiła pomoc udzielona 

Meksykowi przez rząd USA pewnego letniego popołudnia 1995 roku. Rozłożona na dwadzieścia 

Strona 6

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

lat, suma ta odpowiada mniej więcej 8-12% obecnego budżetu NASA, przy czym przez 

pierwsze dziesięć lat trwałoby wytwarzanie wyposażenia, a trzy wyprawy odbyłyby się w ciągu 

następnych dziesięciu lat. Myślę, że Amerykę bez trudu stać na podobny wydatek, który 

zaowocuje otwarciem nowego świata dla ludzkiej cywilizacji.

19

Zbadanie Marsa nie będzie wymagać żadnych nowych, cudownych technologii, orbitujących 

portów kosmicznych, napędu rakietowego wykorzystującego antymaterię ani gigantycznych 

krążowników międzyplanetarnych. Jesteśmy w stanie założyć bazę na Marsie, stosując dobrze 

znane techniki i czerpiąc ze zdroworozsądkowych tradycji naszych przodków, którzy byli 

pionierami, odkrywcami i kolonizatorami.

Książka koncentruje się na dwóch zagadnieniach: w jaki sposób możemy zrealizować ten plan 

oraz dlaczego powinniśmy to zrobić.

O książce

Książka jest przeznaczonym dla laików „streszczeniem" wyników wieloletniej pracy wielu 

specjalistów. Wprawdzie szczegóły planów wysłania ludzi na Marsa mają bardzo specjalistyczny 

charakter, najistotniejsze kwestie, przesądzające o wykonalności projektu, są jednak 

zrozumiałe. Są to bowiem pytania, które dotyczą strategii działania - w pełni zrozumiałe dla 

każdej osoby, dysponującej podstawową wiedzą i gotowej przemyśleć omawiane problemy.

Niestety, do tej pory społeczeństwo nie miało dostępu do aktualnych informacji. Istniejąca 

literatura popularnonaukowa, dotycząca załogowych misji na Marsa, jest w większości albo 

naiwna, albo bardzo ogólnikowa, natomiast prace specjalistyczne są skomplikowane, nierzadko 

nieobiektywne, dostosowane do potrzeb rozmaitych grup nacisku i organizacji technicznych, 

które wykorzystują te publikacje do zabiegania o własne, partykularne interesy. Nie było 

dotychczas odpowiedniej książki popularnonaukowej o lotach załogowych na Marsa. Mam 

nadzieję, że Czas Marsa częściowo wypełni tę lukę.

Starałem się balansować na cienkiej linii, oddzielającej prezentację szczegółów technicznych od 

zrozumiałej narracji. Łatwo poprzestać na oznajmieniu, że jeden plan jest lepszy od innego; 

autor nie byłby jednak w takim przypadku do końca

20

w porządku, gdyż właśnie w rozważaniach szczegółów technicznych Czytelnik znajdzie 

najsilniejsze argumenty, przemawiające za lub przeciw konkretnym projektom wypraw bądź 

technologiom. Niektóre rozdziały mają bardziej specjalistyczny charakter niż inne, lecz mimo to

powinny być zrozumiałe i dla nowicjuszów, i dla ekspertów. (Dotyczy to rozdziału 4, 

zawierającego nieco bardziej szczegółowy opis planu Mars Direct, oraz rozdziału 5, w którym 

przytaczam różne argumenty, zgłaszane przeciw programowi załogowych lotów na Marsa, i 

pokazuję, że na drodze stoją nie smoki, lecz chochliki). Jeśli Czytelnik blednie na widok wzorów

i liczb, może po prostu nie zwracać na nie uwagi podczas lektury - sam tekst wystarczająco 

naświetli omawiane tematy.

Pracuję jako inżynier astronautyk, ale kiedyś wykładałem nauki ścisłe i dlatego zawsze usiłuję 

przedstawiać materiał w przejrzysty i zwięzły sposób. W przeciwieństwie do wielu moich 

błyskotliwych kolegów naukowców, zawsze uważałem, że jasność wykładu nie jest wrogiem 

prawdy, lecz jej najważniejszym sprzymierzeńcem. Ponadto żywię silne przekonanie, że 

wiedza, związana ze sprawami równie ekscytującymi i mającymi żywotne znaczenie dla 

ludzkości, jak perspektywa udostępnienia nowej planety, nie powinna pozostawać wyłączną 

własnością elity, pracującej nad najnowocześniejszymi technologiami; przeciwnie, każdy musi 

mieć możliwość samodzielnego rozważenia problemu. Z tych względów postanowiłem 

zaangażować jako współautora Richarda Wagnera, w przeszłości redaktora „Ad Astra", 

popularnonaukowego czasopisma, poświęconego badaniom kosmosu, wydawanego przez 

amerykańskie Narodowe Towarzystwo Kosmiczne. Wagner ma wieloletnie doświadczenie w 

popularyzacji badanych przez naukę zagadnień. Mam nadzieję, że dzięki jego pomocy oraz 

wsparciu Mitcha Horowitza, zdolnego redaktora w wydawnictwie The Free Press, Czas Marsa 

może okazać się udaną próbą przedstawienia naprawdę istotnych zagadnień związanych z 

planami zbadania Marsa przez ludzi.

Przecież w ostatecznym rozrachunku to właśnie wy, drodzy Czytelnicy, możecie sprawić, że 

polecimy na Marsa.

Strona 7

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

ROZDZIAŁ 1

PROJEKT MARS DIRECT

Mars obfituje w widoki zapierające dech w piersiach. Na Czerwonej Planecie znajdują się 

wspaniałe góry, trzykrotnie wyższe niż Mount Everest, kaniony, które są trzy razy głębsze i pięć

razy dłuższe od Wielkiego Kanionu, rozległe pola lodowe oraz tajemnicze, wyschnięte koryta 

rzeczne, ciągnące się przez tysiące kilometrów. Możliwe, że nie zbadana wciąż powierzchnia 

Marsa kryje ogromne bogactwa oraz zasoby o niewyobrażalnym znaczeniu dla przyszłych 

pokoleń Ziemian. Być może Czerwona Planeta rzuci nowe światło na niektóre poważne 

filozoficzne kwestie, będące od tysiącleci obiektem rozważań i dociekań. Niewykluczone, że 

Mars stanie się w przyszłości domem nowej, dynamicznie rozwijającej się gałęzi ludzkiej 

cywilizacji, a także nowym obszarem pogranicza, którego zasiedlenie i rozwój będą motorem 

postępu całej ludzkości. Wszelkie marsjańskie zasoby pozostaną jednak poza naszym 

zasięgiem, dopóki na dziką powierzchnię Czerwonej Planety nie przybędą ludzie.

Zgodnie z powszechnym przeświadczeniem załogowa wyprawa na Marsa to przedsięwzięcie na 

„odległą przyszłość", zadanie dla „przyszłych pokoleń". My mamy na ten temat zdanie 

odmienne: oto dysponujemy obecnie wszystkimi potrzebnymi technologiami, by w ciągu 

najbliższych dziesięciu lat rozpocząć

22 • CZAS MARSA

realizację planu intensywnych i długotrwałych badań Czerwonej Planety przez misje załogowe. 

Możliwe jest dotarcie na Marsa w stosunkowo niedużych statkach kosmicznych, startujących z 

Ziemi bezpośrednio na rakietach nośnych, wykorzystujących tę samą technologię, która ponad 

ćwierć wieku temu pozwoliła astronautom dotrzeć na Księżyc.

W jaki sposób? Realizacja prawie wszystkich planów załogowych wypraw na Marsa - 

rozwijanych od lat pięćdziesiątych do dziewięćdziesiątych - zakładała dowiezienie na planetę 

przez ogromne kosmiczne transportowce całości zapasów, potrzebnych do życia ludzkiej 

załodze, oraz paliwa rakietowego na pełny czas trwania wyprawy. Potrzebny statek byłby tak 

wielki, że nie mógłby wystartować z powierzchni Ziemi, więc byłby składany z członów na 

orbicie okołoziemskiej. Montaż statku kosmicznego oraz przechowywanie sporych ilości 

materiału napędowego pociągają za sobą konieczność zbudowania na orbicie swoistego 

„równoległego świata", składającego się z krążących wokół Ziemi gigantycznych „suchych 

doków", hangarów, magazynów paliwa kriogenicznego, stacji energetycznych, punktów 

kontrolnych i stacji mieszkalnych dla ekipy montażowej. Wielokrotnie podkreślano, że realizacja

misji załogowej na Marsa według takich koncepcji pochłonie setki miliardów dolarów i nie będzie

możliwa bez technologii, które powstaną nie wcześniej niż za trzydzieści lat.

Okazuje się jednak, że - aby ludzie mogli wylądować na Marsie - nie potrzeba żadnych 

cudownych, nie znanych technologii ani ogromnych pieniędzy. Załogowa podróż na Czerwoną 

Planetę nie wymaga budowy futurystycznych statków kosmicznych w rodzaju Battlestar 

Galactica. Odwołanie się do zdrowego rozsądku i wykorzystanie dostępnych już teraz 

technologii pozwoli odbyć podróż bez wielkich obciążeń i „żyć, wykorzystując lokalne zasoby". 

Na identycznych koncepcjach opierały się prawie wszystkie udane wyprawy odkrywcze i 

badawcze, podejmowane w przeszłości na Ziemi. Wykorzystywanie lokalnych zasobów w 

inteligentny sposób jest strategią, która w przeszłości pozwoliła nie tylko zdobyć amerykański 

Dziki Zachód, lecz poznać całą Ziemię. „Wykorzystanie lokal-

PROJEKT MARS DIRECT • 23

nych zasobów" pozwoli również zdobyć Marsa. Projekty konwencjonalnych misji na Marsa są 

tak ogromnie rozbudowane i kosztowne właśnie dlatego, że zakłada się w nich, iż do wyprawy 

na Marsa - trwającej łącznie z drogą powrotną 2-3 lata - konieczne jest zabranie z Ziemi 

wszystkich niezbędnych materiałów. Jeśliby jednak udało się wytwarzać potrzebne materiały na

Marsie, sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej.

Wiosną 1990 roku zacząłem kierować w firmie Martin Ma-rietta Astronautics w Denver w stanie 

Strona 8

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Kolorado zespołem inżynierów i naukowców, którzy pracowali nad projektem pionierskiej 

wyprawy na Marsa, wykorzystującej te koncepcje. Projekt nosi nazwę Mars Direct 

(Bezpośrednio na Marsa) i jest najszybszym, najbezpieczniejszym, najbardziej praktycznym i 

najtańszym programem zbadania Czerwonej Planety i osiedlenia się na niej.

Projekt Mars Direct unika zbędnych, kosztownych i czasochłonnych rozwiązań: nie ma potrzeby 

montażu rakiety w całość na niskiej orbicie okołoziemskiej, wymiany paliwa podczas lotu, 

budowy hangarów dla statków kosmicznych i ogromnej stacji kosmicznej ani budowania baz 

księżycowych przed przystąpieniem do badań Marsa. Rezygnacja z tych planów 

prawdopodobnie pozwoli ludziom dostać się na Czerwoną Planetę dwadzieścia lat wcześniej, niż

gdyby przyjęto inną koncepcję wyprawy, a także uniknąć rosnących kosztów 

administracyjnych, problemu, z którym borykają się wszystkie rozbudowane programy 

rządowe.

Realizacja projektu Mars Direct wymagałaby przeznaczenia około 20 miliardów dolarów na 

wytworzenie całego potrzebnego wyposażenia oraz około 2 miliardów na każdą następną 

wyprawę na Marsa. Bez wątpienia są to ogromne kwoty, jeśliby jednak wydatek ten rozłożyć na

dziesięć lat, potrzebne sumy byłyby równe 7% obecnych budżetów cywilnych oraz wojskowych 

programów badań kosmicznych. Ponadto, podobnie jak 70 miliardów dolarów (dzisiejsza 

wartość), wydanych w latach sześćdziesiątych na badania naukowe i opracowanie technologii 

dla misji Apollo, pieniądze przeznaczone na projekt Mars Direct dałyby amerykańskiej 

gospodarce równie potężny impuls.

24 •  CZAS MARSA

Program Mars Direct może wydawać się atrakcyjny z powodu swej prostoty, lecz jednocześnie 

niewykonalny, gdyż masa materiałów napędowych i innych zapasów, koniecznych do załogowej

wyprawy na Marsa, uniemożliwia start statku z Ziemi i bezpośredni lot na Marsa. Sytuacja tak 

właśnie by się przedstawiała, gdyby nie jedna istotna różnica: paliwo i zapasy, potrzebne do 

realizacji marsjańskiej misji, nie muszą pochodzić z Ziemi - można zaopatrzyć się w nie na 

Marsie.

Oto jak przedstawia się realizacja projektu Mars Direct widziana z dogodnego punktu 

obserwacyjnego - końca lat dziewięćdziesiątych XX wieku.

Sierpień 2OO5

Na wyrzutni rakietowej Centrum Kosmicznego im. J. F. Ken-nedy'ego na Przylądku Canaveral 

na Florydzie stoi wielostopniowa rakieta nowego typu, zbudowana z obecnie istniejących części.

Cienka metalowa powłoka paruje w porannym słońcu. Rakieta nośna przypomina starego 

Saturna 5 - rakietę, która zaniosła człowieka na brzegi księżycowego Morza Spokoju. Choć 

nowa rakieta nośna Ares nie odbiega zbytnio pod względem nośności od Saturna 5, jest 

napędzana czterema silnikami głównymi SSME promu kosmicznego oraz dwoma silnikami 

wspomagającymi promu; skonstruowano je dzięki pracom prowadzonym w ciągu ostatnich 

dwudziestu lat. Silniki się zapalają, a płomienie i dym, spowijające startującego Aresa, 

wyznaczają początek nowej ery kosmicznej. Gdy statek zostawia daleko w dole ziemską 

atmosferę, jego górny stopień oddziela się od rakiety nośnej. Zaczyna pracować pojedynczy 

silnik, wykorzystujący spalanie wodoru i tlenu: w stronę Marsa w bezzałogowy rejs rusza 

gwałtownie 45-tonowy statek, który posłuży do powrotu na Ziemię (ERY, od ang. Earth Re-turn

Yehicle).

Charakter statku powrotnego oddaje jego nazwa. Będzie miał za zadanie przetransportować 

astronautów z powierzchni Marsa na Ziemię; lot zakończy się wodowaniem w jednym

PROJEKT MARS DIRECT •  25

z mórz. Lecąc na Marsa, statek powrotny przewozi nieduży reaktor jądrowy, zamontowany na 

górze lekkiego pojazdu transportowego, automatyczne instalacje do przeprowadzania procesów

chemicznych, wraz z zestawem sprężarek, oraz parę roverów (ruchomych stacji badawczych) z 

wyposażeniem do prowadzenia badań naukowych. Część załogowa statku powrotnego 

obejmuje system podtrzymywania funkcji życiowych, zapasy żywności oraz inne przedmioty, 

niezbędne czteroosobowej załodze podczas ośmiomiesięcznej podróży powrotnej na Ziemię. 

Statek powrotny przybywa na Czerwoną Planetę z prawie pustymi zbiornikami paliwowymi (jest

tam zaledwie 6 ton ciekłego wodoru, który posłuży do produkcji paliwa rakietowego), choć 

podczas rejsu powrotnego dwa człony napędowe statku zużyją około 96 ton dwuskładnikowego 

paliwa (metan/tlen).

Strona 9

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Luty 2006

Statek powrotny dociera na Marsa po sześciu miesiącach lotu ze średnią prędkością około 27 

km/s. Przybywając, statek delikatnie zawadza o górne warstwy cienkiej atmosfery Czerwonej 

Planety, wykorzystując osłonę aerodynamiczną - zaokrągloną osłonę w kształcie grzyba. 

Prędkość statku maleje na tyle, że może on wejść na orbitę wokół Marsa. Statek powrotny 

czeka na orbicie przez parę dni, podczas których służba kontroli lotów przeprowadza ostateczny

sprawdzian działania systemów. Gdy w wybranym miejscu lądowania nadchodzi jasny świt ze 

słabym wiatrem i cienie na powierzchni wyraźnie się rysują, statek kosmiczny zostaje ponownie

skierowany w atmosferę przed podejściem do lądowania. Osłona aerodynamiczna statku 

powoduje, że zwalnia on poniżej prędkości dźwięku, co umożliwia otworzenie spadochronów, 

pozwalających łagodnie zejść ku powierzchni Marsa. Następnie, kilkaset metrów nad 

powierzchnią planety, spadochrony zostają odrzucone, statek zaś uruchamia małe rakietki, 

które mają za zadanie delikatnie posadzić go na powierzchni.

26 •  CZAS MARSA

Statek powrotny, osiadłszy na rdzawym gruncie planety, z miejsca przystępuje do produkcji - 

niemal z niczego, bo z rzadkiego marsjanskiego powietrza - paliwa, potrzebnego do lotu 

powrotnego na Ziemię. Otwierają się boczne drzwi, przez które na zewnątrz wytacza się lekki 

pojazd z niedużym reaktorem jądrowym. Kontrolerzy lotu z centrum w Houston, wykorzystując 

jako „oczy" małe kamery telewizyjne, zamontowane na pokładzie, powoli skierowują pojazd ku 

miejscu odległemu o kilkaset metrów od lądowiska. Gdy pojazd się porusza, z kołowrotu 

stopniowo odwija się kabel zasilania, łączący układ instalacji chemicznych na statku z niedużym

reaktorem jądrowym. Gdy kontrolerom uda się doprowadzić pojazd w odpowiednie miejsce, 

wyciągarka podnosi nieduży reaktor umieszczony w ładowni pojazdu, po czym opuszcza go i 

układa wewnątrz małego krateru lub innego naturalnego zagłębienia powierzchni. Wkrótce po 

uruchomieniu reaktor dostarcza do jednostki chemicznej statku energię elektryczną o mocy 100

kilowatów (kW); wystarcza ona do rozpoczęcia produkcji paliwa rakietowego. Proces ten polega

na wsysaniu marsjanskiego powietrza za pomocą zestawu pomp oraz prowadzeniu reakcji z 

udziałem wodoru, przetransportowanego z Ziemi na pokładzie statku powrotnego. Powietrze na

Marsie składa się prawie wyłącznie (w 95%) z dwutlenku węgla (CO2) w postaci gazowej. W 

instalacji chemicznej dwutlenek węgla wiązany jest z wodorem (H2), dając w rezultacie metan 

(CH4) - paliwo rakietowe magazynowane na statku po wyprodukowaniu -oraz wodę (H2O). Ta 

prosta reakcja metanizacji była wykorzystywana w celach przemysłowych już w ostatniej 

dekadzie XIX wieku. Metanizacja eliminuje ewentualny problem, związany z przechowywaniem 

na powierzchni Marsa ciekłego wodoru w bardzo niskiej temperaturze. W innym reaktorze 

dochodzi do rozdzielenia wody, powstałej w wyniku metanizacji, na pierwiastki składowe - 

wodór i tlen; tlen jako paliwo rakietowe trafia do magazynu, wodór natomiast jest przydatny do

produkcji kolejnych porcji metanu i wody - jest on wprowadzany do ponownego obiegu w 

jednostce chemicznej. Dodatkowe ilości tlenu pochodzą z trzeciej instalacji, która pobiera

PROJEKT MARS DIRECT •  27

z marsjańskiej atmosfery dwutlenek węgla, by oddzielić tlen, potrzebny jako paliwo rakietowe, 

od bezużytecznego odpadu, tlenku węgla (zwanego czadem), uwalnianego do atmosfery. 

Bazując na przywiezionym z Ziemi początkowym zapasie 6 ton ciekłego wodoru, po upływie pół 

roku funkcjonowania instalacji chemicznych wyprodukowanych zostanie 108 ton metanu i 

tlenu. Ilość ta wystarczy na lot powrotny; co więcej, 12 ton można będzie wykorzystać jako 

paliwo dla jeżdżących po powierzchni planety pojazdów terenowych z napędem spalinowym. 

Wykorzystanie marsjańskiego powietrza - najłatwiej dostępnych zasobów Marsa - umożliwia 

osiemnastokrotne pomnożenie zapasów paliwa rakietowego (w stosunku do paliwa 

przywiezionego z Ziemi).

Można odnieść wrażenie, że przedstawiony ciąg reakcji syntezy wymaga zaawansowanej 

wiedzy chemicznej. W rzeczywistości proces ten nie wykracza w ogóle poza powszechnie 

stosowane technologie ery oświetlenia gazowego, a nawet jest trywialny w porównaniu z 

niemal wszystkimi innymi procesami oraz działaniami, które trzeba wykonać, realizując 

jakąkolwiek misję międzyplanetarną. Realność planu Mars Direct zawdzięczamy właśnie 

koncepcji „wykorzystywania lokalnych zasobów". Próba dowiezienia na Marsa całej ilości 

potrzebnego paliwa rakietowego nie mogłaby się powieść bez budowy ogromnych, kosztownych

statków kosmicznych, składających się z członów startujących osobno i składanych w całość na 

Strona 10

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

orbicie okołoziemskiej. Koszty zorganizowania takiej misji prędko urosłyby do niewyobrażalnej 

wysokości. Nie powinno nas zatem dziwić, że możliwość wykorzystania lokalnych zasobów ma 

decydujący wpływ na organizację lotu na Marsa; odnosi się to zresztą do każdej innej wyprawy 

kosmicznej. Zastanówmy się, co by się stało, gdyby Lewis i Clark1 zabrali w swą 

transkontynentalną podróż całą potrzebną żywność, wodę i paszę. Przewóz tak wielkich 

zapasów nie byłby możliwy bez setek wozów, które z kolei wyma-

1 M. Lewis i W. Clark odbyli w latach 1804-5 pierwszą amerykańską transkontynentalną 

wyprawę badawczą (przyp. red.)-

28 •  CZAS MARSA

gałyby setek koni i woźniców. Taka organizacja podróży skończyłaby się logistycznym 

koszmarem, a koszty przewyższyłyby ogół środków, znajdujących się w Ameryce za czasów 

prezydenta Jeffersona. Nic dziwnego, że koszty wysłania misji na Marsa zgodnie z projektami, 

nie zakładającymi wykorzystania lokalnych zasobów, urosłyby do zawrotnej kwoty 450 

miliardów dolarów!

Wrzesień 2006

Trzynaście miesięcy po starcie z Ziemi na powierzchni Marsa spoczywa statek powrotny, 

wyposażony już w zapas paliwa, i czeka na przybycie astronautów. Inżynierowie z Centrum 

Kosmicznego im. Johnsona NASA, nadzorujący każdy etap chemicznego procesu produkcji 

materiału napędowego, zezwolili na rozpoczęcie następnej fazy planu Mars Direct. Statek 

powrotny rozmieszcza małe roboty, których zadanie polega na zbadaniu i sfotografowaniu 

bezpośredniego otoczenia. W wyborze miejsca swego przyszłego lądowania w okolicy statku 

powrotnego aktywnie uczestniczy, oprócz robotów badawczych, odpowiednio przeszkolona 

załoga pierwszej misji na Marsa. Po paru miesiącach dokładnych obserwacji sejsmicznych 

wyznaczony zostaje idealny punkt lądowania. Jeden z małych robotów, sunąc powoli przez 

wyboistą marsjań-ską powierzchnię, umieszcza w tym miejscu transponder radiolokacyjny, 

mający pomóc w bezpiecznym lądowaniu statku niosącego załogę.

Październik 2O07

Oczekując na rozpoczęcie nowej ery w historii ludzkości, nad równinami otaczającymi Przylądek

Canaveral majestatycznie góruje rakieta nośna Ares 3, przenosząca statek Beagle, nazwany tak

dla upamiętnienia statku, wiozącego Charlesa Dar-wina podczas jego odkrywczej podróży. Parę

tygodni wcześniej

PROJEKT MARS DIRECT • 29

w niebo nad Florydą wzbiła się rakieta nośna Ares 2, identyczna jak Ares 1; przewozi ona 

również podobny ładunek. Gdy tłumy, zainteresowane startem rakiety, mającej zabrać 

pierwszych ludzi na Marsa, zbierają się wokół niej, Ares 2 pędzi już w stronę Czerwonej 

Planety.

Zasadniczym elementem statku Beagle jest moduł mieszkalny, z wyglądu przypominający 

trochę wielki bęben. Moduł ma 5 m wysokości i 8 m średnicy i potocznie nazywa się go habem. 

W jego skład wchodzą dwa pokłady, każdy wysokości 2,5 m i o powierzchni 100 m2, jest więc 

wystarczająco duży, by stanowić wygodne pomieszczenie dla czteroosobowej załogi. Moduł 

mieszkalny wyposażony jest w system podtrzymywania funkcji życiowych załogi, 

wykorzystujący w zamkniętym obiegu zużyty tlen i wodę; ma też zapas pożywienia na trzy lata,

a poza tym spore rezerwy suchego prowiantu oraz ciśnieniowy pojazd naziemny, napędzany 

wewnętrznym silnikiem spalającym mieszaninę metanowo-tlenową (rys. 1.1).

Rys. 1.1. Moduł mieszkalny wg projektu Mars Direct oraz statek powrotny (ERY), umieszczone 

wewnątrz układu hamowania atmosferycznego.

Członkowie załogi muszą mieć prawdziwie renesansową naturę. Biorąc pod uwagę badawczy 

charakter pierwszej wyprawy na.Marsa i oddalenie od Ziemi, wszyscy muszą być przeszkoleni w

wielu dyscyplinach. Zasadniczo w skład załogi

30 • CZAS MARSA

wchodzą dwaj naukowcy przygotowani do badań terenowych (biogeochemik i geolog) oraz dwaj

inżynierowie mechanicy: pilot, mający jednocześnie wykształcenie inżyniera pokładowego, i 

członek załogi, będący wszechstronnym ekspertem i „złotą rączką", również inżynier 

pokładowy, potrafiący ponadto udzielić pomocy medycznej i rozumiejący szeroko zakreślone 

cele badań naukowych. Osoba ta dubluje umiejętności wszystkich pozostałych członków załogi, 

pełniąc jednocześnie funkcję dowódcy wyprawy.

Strona 11

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Na pokładzie Beagle czworo astronautów przygotowuje się do rozpoczęcia prowadzącej do 

innego świata podróży, z której powrócą po około dwóch i pół roku - w przybliżeniu tyle czasu 

przed paroma wiekami zajęło podróżnikom opłynięcie kuli ziemskiej. W odległości kilku 

kilometrów od statku ponad milion ludzi wpatruje się w niebo, oczekując aż odliczanie dojdzie 

do zera. Ziejąc ogniem, odpalają silniki pierwszego stopnia rakiety nośnej. Gdy Ares 3 odrywa 

się od wyrzutni, ludzie wiwatują. Rakieta przyspiesza, unosząc przez atmosferę górny stopień z 

ładunkiem. Następnie włączają się silniki górnego stopnia rakiety nośnej i odłącza się stopień 

dolny. Statek osiąga kursową prędkość podróży międzyplanetarnej. Ku Marsowi zmierza czworo

ludzi.

Pilot modułu mieszkalnego poleca odrzucić wypalony górny stopień rakiety nośnej; utrzymuje 

się go jednak na uwięzi liną długości 330 m. Uruchomiony zostaje mały silnik rakietowy modułu

mieszkalnego, dzięki czemu statek zaczyna się obracać, wykonując dwa obroty na minutę. 

Powstała w ten sposób siła odśrodkowa wystarczy, by podczas lotu na Czerwoną Planetę 

zapewnić astronautom sztuczną grawitację, zbliżoną do siły ciążenia, występującej na Marsie.

Kwiecień 2008

Po 180 dniach lotu moduł mieszkalny dociera na Czerwoną Planetę. Statek pozbywa się liny i 

górnego członu, po czym hamuje i wchodzi na orbitę wokół Marsa. Załoga zamierza posa-

PROJEKT MARS DIRECT • 31

dzić Beagle na miejscu lądowania, sprawdzonym uprzednio przez statek powrotny, który ruszył 

na Marsa w 2005 roku. Radiolatarnia znajdująca się na Aresie l, szczegółowe mapy i fotografie 

miejsca lądowania, transponder radarowy oraz umiejętności załogi stanowią gwarancję 

pomyślnego lądowania. Gdyby, choć to mało prawdopodobne, Beagle nie odnalazł miejsca 

lądowania, załoga mogłaby wybrać trzy możliwości postępowania. Po pierwsze, na pokładzie 

modułu mieszkalnego znajduje się ciśnieniowy rover z napędem o zasięgu do 1000 km, zatem 

w promieniu 1000 km od wyznaczonego miejsca lądowania załoga może samodzielnie dotrzeć 

do statku powrotnego, podróżując po powierzchni Marsa. Drugie rozwiązanie może zostać 

wykorzystane w sytuacji, gdyby, z powodu jakiejś katastrofy, Beacie wylądował dalej niż 1000 

km od celu. Drugi statek powrotny, wysłany w drogę na rakiecie nośnej Ares 2, porusza się po 

powolniejszej trajektorii i zbliża się do Marsa nieco później niż Beagle. A zatem nawet jeśli 

załoga znajdzie się po niewłaściwej stronie Czerwonej Planety, będzie mogła pokierować drugim

statkiem powrotnym tak, by wylądował tuż koło modułu mieszkalnego. Ostatnia możliwość 

polega na zaopatrzeniu czteroosobowej załogi w zapasy, wystarczające na trzy ciężkie lata, 

które musiałaby ona przetrwać na Marsie, gdyby doszło do najgorszego; w 2009 roku wysłane 

zostałyby kolejne zapasy oraz statek powrotny.

Lądowanie przebiegło jednak pomyślnie. Wprawdzie członkowie załogi dokładnie poznali 

miejsce lądowania dzięki obrazom zebranym przez rovery i przekazanym na Ziemię, widok 

rozciągającego się przed oczami marsjańskiego krajobrazu jest zaskakujący. Powierzchnia 

planety ma rdzawy kolor i jest upstrzona większymi i mniejszymi kawałkami skał o ostrych 

krawędziach, a w oddali rysują się niewielkie wzgórza i wydmy. Przypomina pustynie 

południowo-zachodniej części Stanów Zjednoczonych - z wyjątkiem nieba, które ma rumiany, 

łososiowy odcień. Sporo pracy czeka zaraz po lądowaniu, jednak załoga długą chwilę przygląda 

się Czerwonej Planecie. Przecież w ciągu trwającej ponad cztery miliardy lat historii Marsa i 

Ziemi widoku tego nie podziwiały oczy żadnej istoty.

32  •  CZAS MARSA

Gdy Beagle osiądzie bezpiecznie na powierzchni planety, statek powrotny Ares 2 wyląduje około

800 km dalej i rozpocznie proces gromadzenia materiału napędowego. Przyda się on statkowi 

powrotnemu drugiej załogowej wyprawy, która dotrze na Marsa w 2009 roku, a w ślad za nią - 

kolejny statek powrotny, zajmując trzecie lądowisko. Gdy misja nabierze rozmachu, powstanie 

sieć ośrodków badawczych, które zmienią rozległe tereny Czerwonej Planety w obszary pod 

ludzkim władaniem.

Załoga Beagle spędzi na powierzchni Marsa pięćset dni. Konwencjonalne projekty zakładały, że 

na orbicie wokół Marsa pozostanie duży statek baza, z którego na powierzchnię wyprawiać się 

będą tylko niewielkie ekipy badawcze. Natomiast projekt Mars Direct proponuje umieścić 

wszystkich członków załogi na powierzchni planety, gdzie będą mogli prowadzić badania i uczyć

się żyć w marsjańskim środowisku. Nikt nie musi pozostawać na orbicie - wystawiony na 

działanie nieważkości i niebezpiecznego promieniowania kosmicznego. Wszyscy członkowie 

Strona 12

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

załogi mogą korzystać z naturalnej siły ciążenia, osłony przed promieniowaniem kosmicznym 

oraz ze światła słonecznego; nie ma zatem potrzeby szybkiego powrotu. Załoga pozostawiona, 

zgodnie z konwencjonalnymi projektami, na orbicie okołomarsjańskiej (areocentrycznej) wprost

nasiąkałaby promieniowaniem kosmicznym, co znacznie ograniczyłoby czas przebywania 

astronautów na powierzchni Czerwonej Planety -mniej więcej do 30 dni. Odnoszę wrażenie, że 

w przypadku wyprawy na Marsa, gdy sama podróż w obie strony trwa półtora roku, miesięczny 

okres pobytu na powierzchni nie byłby zadowalający; świadczyłby wręcz o klapie całego 

przedsięwzięcia. Ponadto szybszy powrót na Ziemię wymaga znacznie większych ilości 

materiału napędowego. Nie wystarczy jednak mieć więcej paliwa: ponieważ Ziemia i Mars stale 

zmieniają wzajemne położenie, plan szybkiego powrotu każe wybrać trajektorie, na których 

statek uzyska dodatkowe grawitacyjne przyspieszenie dzięki prześlizgnięciu się w pobliżu 

Wenus - a tam promieniowanie słoneczne jest dwukrotnie intensywniejsze niż na naszej 

planecie.

PROJEKT MARS DIRECT • 33

Realizacja projektu Mars Direct pozwala wykorzystać długi okres pobytu na powierzchni planety

na badania, wzbogacające naszą wiedzę i pozwalające w przyszłości poznać i zasiedlić Marsa. 

Zgłębienie geologii Czerwonej Planety umożliwi odtworzenie historii klimatu Marsa oraz pomoże

odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób i kiedy planeta przestała być wilgotna i ciepła. 

Informacje te prawdopodobnie pozwolą znaleźć sposób na ożywienie klimatu Marsa i, być 

może, ocalenie Ziemi. Badania geologiczne obejmą także poszukiwania przydatnych minerałów 

i innych zasobów. Przede wszystkim astronauci odszukają łatwe do wydobycia pokłady lodu z 

wody lub - jeszcze lepiej - znajdujące się pod powierzchnią zbiorniki wody, ogrzewane 

geotermicznie. Odnalezienie wody, w postaci ciekłej lub lodu, ma fundamentalne znaczenie, 

gdyż otworzy przyszłość badaniom Marsa, zwalniając z konieczności przywożenia z Ziemi 

wodoru, potrzebnego do produkcji paliwa rakietowego, oraz pozwalając - po założeniu na 

Marsie stałej bazy - rozpocząć szklarnianą uprawę roślin na większą skalę. Eksperymenty 

związane z rolnictwem zajmują na liście priorytetów wysoką pozycję, dlatego potrzebna będzie 

nadmuchiwana szklarnia. Ludzie na Ziemi najbardziej jednak będą się pasjonować 

prowadzonymi przez astronautów poszukiwaniami życia na Marsie.

Obrazy uzyskiwane z orbity ukazują wyschnięte koryta rzeczne, świadczące o tym, że kiedyś na

powierzchni Marsa płynęła woda, a więc panowały warunki sprzyjające powstaniu życia. 

Materiał geologiczny dowodzi, że ciepły i wilgotny klimat panował na Marsie przez pierwszy 

miliard lat istnienia planety - znacznie dłużej, niż potrzeba było na pojawienie się życia na 

Ziemi. Współczesne teorie powstania życia utrzymują, że ewolucja form żywych z materii 

nieożywionej to naturalny proces, zachodzący z dużym prawdopodobieństwem w każdym 

sprzyjającym okresie i warunkach. Jeśli teorie te są prawdziwe, to istnieją znaczne szansę, że 

kiedyś na Marsie pojawiło się życie. Czy jednak wymarło, czy może wciąż czai się na Czerwonej 

Planecie? Odkrycie marsjańskich form życia, zarówno żywych, jak i skamieniałości, stanowiłoby 

niemalże dowód na to, że życie

34 •  CZAS MARSA

występuje powszechnie we Wszechświecie, że wokół miliardów gwiazd, iskrzących się na niebie 

w jasną noc, krążą niezliczone ożywione światy będące siedliskiem nieskończenie różnorodnych

cywilizacji. Z drugiej zaś strony, jeśli na Marsie nigdy nie powstało życie, pomimo łaskawego w 

przeszłości klimatu, znaczyłoby to, że ewolucja życia jest procesem wymagającym 

niesamowitych zbiegów okoliczności. Możemy zatem być we Wszechświecie samotni.

Ponieważ kwestia ta jest niezwykle ważna, powinniśmy rozpocząć intensywne poszukiwania 

współczesnych i dawnych form życia na Marsie. Sprawdzić trzeba wiele miejsc: wyschnięte 

koryta rzek i jezior, które mogły być ostatnimi redutami ginącej marsjańskiej biosfery, a zatem 

miejscem powstania skamieniałości. Również czapy biegunowe Czerwonej Planety mogą 

zawierać dobrze zachowane resztki marsjań-skich organizmów, jeśli kiedykolwiek istniały. Jest 

wysoce prawdopodobne, że na Marsie woda występuje pod powierzchnią, ogrzewana w wyniku 

procesów geologicznych. W takich warunkach niektóre organizmy mogłyby przetrwać. Z 

pewnością stanowiłyby niesamowite znalezisko, gdyż musiałyby różnić się od wszystkich form 

życia na Ziemi. Badania marsjań-skiego życia pozwoliłyby stwierdzić, które cechy życia na 

Ziemi są przypadkowe, a które stanowią podstawowe cechy życia w ogóle. Wyniki badań mogą 

spowodować przełom w medycynie, inżynierii genetycznej oraz wszystkich dziedzinach biologii i

Strona 13

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

biochemii.

Poszukiwanie życia wymagać będzie z pewnością znacznie więcej wysiłku niż przemieszczenie 

się po powierzchni planety w promieniu paru metrów i wiercenie otworów. Pierwsi badacze 

Marsa będą zmuszeni podróżować daleko poza horyzont bazy. Tygodniowe wyprawy badawcze 

w odległe miejsca będą odbywać naziemnym roverem z ciśnieniową kabiną, wewnątrz której 

panuje przyjazne dla astronautów środowisko. Rover ma silnik na metan/tlen, tak jak statek 

powrotny. Dziesięć procent zapasu materiału napędowego, wytworzonego w instalacjach 

chemicznych statku powrotnego, będzie przeznaczone na badania powierzchni Marsa. 

Dysponując tak znaczną ilo-

PROJEKT MARS DIRECT • 35

ścią paliwa, astronauci będą mogli spenetrować rozległe obszary wokół bazy: z pierwszej 

wyprawy powrócą dopiero wtedy, gdy licznik wskaże ponad 24 tysiące km. Załoga podróżująca 

roverem będzie pozostawiać po drodze małe, zdalnie sterowane roboty; ich kamery telewizyjne

pozwolą obserwować marsjański krajobraz członkom załogi, którzy pozostaną w bazie, oraz 

nam, na Ziemi.

Badania prowadzone przez astronautów dostarczą oszałamiających ilości nowych, unikalnych 

informacji, których będzie z pewnością więcej, niż zdołałby przetrawić jeden członek załogi. 

Każdy z astronautów będzie odbywał regularnie konferencje z udziałem najwybitniejszych 

ekspertów ze swojej dziedziny; dzięki temu między Marsem a Ziemią będzie zachodziła 

intensywna wymiana informacji. Członkowie załogi będą także mogli wysyłać i otrzymywać 

informacje osobiste, lecz trzeba pamiętać, że opóźnienie między pytaniem a odpowiedzią 

wyniesie 40 minut. To kłopot dla tych wszystkich, którzy są przyzwyczajeni do rozmów 

telefonicznych, lecz nie dla osób potrafiących napisać przyzwoity list.

Wrzesień 2009

Gdy minie półtora roku pobytu na powierzchni Czerwonej Planety, astronauci wgramolą się na 

pokład statku powrotnego i wzniosą ku Ziemi, gdzie - po sześciu miesiącach podróży - 

zgotowane im zostanie przyjęcie godne bohaterów. Na Marsie załoga pozostawiła Bazę l wraz z 

modułem mieszkalnym Beagle, rover, szklarnię, zasilanie i instalacje chemiczne, zapas paliwa 

metanowo-tlenowego oraz prawie wszystkie przyrządy naukowe. W maju 2010 roku, niedługo 

po powrocie pierwszej załogi na Ziemię, na Marsa dociera druga załoga w module mieszkalnym 

i ląduje w miejscu, w którym powstanie Baza 2. Większość czasu spędzonego na powierzchni 

planety pochłoną badania naukowe terenów otaczających bazę, w pewnym momencie załoga 

wyruszy jednak odwiedzić moduł mieszkalny Beagle w Bazie l, i to nie z powodów senty-

36 • CZAS MARSA

mentalnych, lecz aby kontynuować badania, prowadzone w tamtym miejscu.

Projekt Mars Direct przewiduje zatem, że co dwa lata startowałyby z Przylądka Canaveral dwie 

rakiety Ares: jedna niosąca moduł mieszkalny z załogą, a druga - statek powrotny, lądujący w 

nowym miejscu, do którego dotrze kolejna misja (rys. 1.2). Dwa starty rakiet nośnych co dwa 

lata, czyli średnio jeden rocznie, stanowi 10% dostępnej obecnie w USA liczby ciężkich rakiet 

nośnych. To wystarczy, by rozwijać program badań Marsa, a Ameryka z pewnością może sobie 

na to pozwolić. Dodatkową korzyścią byłoby wykorzystanie rakiet nośnych Ares, modułów 

mieszkalnych i statków powrotnych (po wyposażeniu ich w jeden tylko człon napędowy) z 

projektu Mars Direct do budowy i utrzymywania stacji księżycowych. Choć bazy na Księżycu nie

są potrzebne przy realizacji tego projektu, stanowią one wartość samą w sobie, zwłaszcza jako 

wspaniałe obserwatoria astronomiczne. Zastosowanie tego samego sprzętu do obu rodzajów 

wypraw - księżycowych i marsjańskich - pozwoli oszczędzić dziesiątki miliardów dolarów.

Projekt Mars Direct nie jest pozbawiony ryzyka. Nieznane są skutki długotrwałego przebywania 

w warunkach marsjań-skiej grawitacji, wynoszącej 38% siły ciążenia na Ziemi. Doświadczenia 

zebrane podczas pobytów w stacjach na orbicie okołoziemskiej, gdzie występuje zerowa 

grawitacja, sugerują jednak, że wszelkie zmiany chorobowe są odwracalne. Następna kwestia 

to promieniowanie kosmiczne: technologie napędu rakietowego dostępne obecnie oraz w 

najbliższej przyszłości sprawiają, że lot na Marsa po dopuszczalnych trajektoriach trwa około 

pół roku. Jest to okres wystarczający, by astronauci wchłonęli dawki promieniowania 

równoważne zwiększeniu ryzyka zachorowania na śmiertelną odmianę raka o 0,5-1%, nie tak 

wiele, jeśli zważymy, że ryzyko zachorowania przez mieszkańca Ziemi na śmiertelną odmianę 

raka wynosi 20%.

Strona 14

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Marsjańskie środowisko może kryć w sobie wiele niespodzianek. Ładowniki Yiking, które w 

latach siedemdziesiątych

PROJEKT MARS DIRECT • 37

Rys. 1.2. Kolejne etapy misji Mars Direct. Najpierw dochodzi do wysłania na Marsa 

bezzałogowego statku powrotnego (ERY), który napełni zbiorniki wyprodukowanym na Marsie 

paliwem: metanem i tlenem. Następnie co dwa lata do planety dociera para statków. Jeden z 

nich to bezzałogowy ERV, lądujący w nowym miejscu. Natomiast drugi, załogowy, prowadzony 

przez pilotów statek z modułem mieszkalnym ląduje obok poprzedniego ERY.

osiadły na powierzchni Czerwonej Planety, choć zaprojektowane na 90 dni, działały bez zarzutu 

przez ponad cztery lata, mimo panującego tam zimna, wiatrów i wszechobecnego pyłu. 

Największym ryzykiem, związanym z misją na Marsa, jest awaria najważniejszych układów 

mechanicznych bądź elektrycznych. Ryzyko takie można ograniczyć, montując równoległe 

układy awaryjne dla najważniejszych systemów oraz wprowadzając do załogi dwóch świetnych 

mechaników. Tak czy inaczej, z wyprawą na Marsa wiąże się pewne ryzyko i jest ono 

nieuniknione, niezależnie od tego, czy podejmiemy próbę realizacji projektu Mars Direct w 2007

roku, czy też misję na Marsa zostawimy przyszłym pokoleniom. Pamiętajmy jednak, że żadne 

wielkie odkrycie nie dokonało się bez pewnego ryzyka.

38  •  CZAS MARSA

Maj 2018

Z biegiem czasu na Marsie będą zakładane kolejne bazy. Trzeba będzie również podjąć decyzję,

który ze zbadanych terenów najlepiej nadaje się pod budowę marsjańskich osiedli. Idealne 

miejsce powinno leżeć nad podpowierzchniowym zbiornikiem, który stanowiłby obfite źródło 

gorącej wody i prądu elektrycznego. Gdy już odpowiednie miejsce zostanie wybrane, następne 

wyprawy przestaną lądować w coraz to nowych punktach i zaczną przylatywać w to właśnie 

miejsce. Po pewnym czasie powstaną konstrukcje, przypominające małe miasteczko. Wysokie 

koszty transportu między Ziemią a Marsem sprawią, że najbardziej poszukiwani będą 

astro-nauci, którzy zechcą przedłużyć swój pobyt na powierzchni Czerwonej Planety ponad 

minimalne półtora roku. Zdobywszy doświadczenie w życiu na Marsie, przy uprawie roślin w 

tamtejszych warunkach i wytwarzaniu różnych materiałów, astronauci będą tam przebywać 

przez cztery, sześć, a nawet więcej lat. Jednocześnie systematycznie maleć będą koszty 

transportu na Marsa dzięki stosowaniu nowszych technologii i zgłaszaniu konkurencyjnych ofert

na dostawy ładunków do marsjańskiej bazy. Uzupełnieniem innych źródeł energii będą 

wytworzone na miejscu fotoogniwa słoneczne, wiatraki i studnie geotermiczne, a 

nadmuchiwane - również wyprodukowane na miejscu - plastykowe struktury powiększą 

przestrzeń życiową miasteczka. Na Marsa będzie przybywać i pozostawać przez dłuższy czas 

coraz więcej osób i liczba mieszkańców miasteczka będzie stale wzrastać. W końcu urodzą się 

na Marsie pierwsze dzieci - prawdziwi kolonizatorzy planety, nowa gałąź ludzkości.

Niewykluczone, że kiedyś na Marsie będą żyć miliony ludzi, traktując go jak swój dom. W końcu

możliwe stanie się zastosowanie ziemskich technologii, dzięki którym zimny i jałowy Mars 

przekształci się w dawną ciepłą i wilgotną planetę. Jeśli operacja ta się powiedzie, 

transformacja pozbawionej - lub prawie pozbawionej - życia planety w żyjący, oddychający 

świat, stanowiący schronienie dla wielu rozmaitych, nowych

PROJEKT MARS D1RECT •  39

Rys. 1.3. Pierwsza baza na Marsie, powstała w wyniku połączenia modułów mieszkalnych Mars 

Direct (rys Carter Emmart).

ekosystemów, będzie jednym z największych i najszlachetniejszych osiągnięć ludzkości. 

Będziemy mogli być dumni z gatunku ludzkiego.

Taka może być przyszłość. W dzisiejszych czasach mamy okazję, by wytyczyć szlak: możemy w

ciągu dziesięciu lat wysłać na Marsa czworo ludzi i rozpocząć poznawanie Czerwonej Planety. 

Właśnie nam, a nie przyszłym pokoleniom, może przypaść wiekopomny zaszczyt otwarcia dla 

ludzkości nowego świata. Wystarczy dzisiejsza technologia, inżynieria chemiczna rodem z XIX 

wieku, trochę zdrowego rozsądku i odrobina tupetu.

WYKORZYSTANIE LOKALNYCH ZASOBÓW:

AMUNDSEN, FRANKLIN I DZIEJE PRZEJŚCIA

PÓŁNOCNO-ZACHODNIEGO

Historia dostarcza wielu przykładów potwierdzających tezę, że garstka ludzi potrafi, dysponując

Strona 15

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

bardzo ograniczonym budżetem, pomyślnie przeprowadzić wyprawę odkrywczą, której nie 

mogły zorganizować większe grupy dysponujące znaczniejszymi środkami. Warunkiem sukcesu 

było mądre czerpanie z lokalnych zasobów. Na swoje nieszczęście w przeszłości odkrywcy 

często ignorowali tę wiedzę.

40 •  CZAS MARSA

O północy 16 czerwca 1903 roku Roald Amundsen wraz z sześcioosobową załogą wypłynął w 

morze ze smaganej deszczem Christiany w Norwegii. Statek skierował się ku Arktyce 

kanadyjskiej i Przejściu Północno-Zachodniemu. Dla badaczy Arktyki odkrycie Przejścia 

Północno-Zachodniego wiązałoby się z ogromną sławą, gdyż przez prawie trzysta lat setkom 

wypraw nie udało się odnaleźć drogi między pływającymi polami lodowymi, kanałami i wodami 

Dalekiej Północy.

Amundsen podążał śladami swego bohatera lat młodzieńczych, sir Johna Franklina, wielkiej, 

lecz tragicznej postaci, uczestniczącej w odkrywaniu Arktyki. Franklin podjął poszukiwanie 

Przejścia Północno-Zachodniego niemal sześćdziesiąt lat wcześniej. Nachodzony przez 

wierzycieli, Amundsen wypłynął na trzydziestoletnim statku, kupionym za pieniądze pożyczone 

od brata. Natomiast Franklin wyruszył dysponując wsparciem brytyjskiej admiralicji; dowodził 

dwoma statkami -Erebus i Terror, z których każdy zdolny był przewieźć sporo ponad 300 ton - i

załogą liczącą 127 ludzi. Historyk Pierre Breton tak pisze o wyprawie:

[...] statki wiozły góry zapasów i paliwa, a także ekwipunek, zabierany w XIX wieku na 

wyprawy morskie: zdobioną porcelanę, kryształy, ciężkie wiktoriańskie srebra, Biblie i 

modlitewniki, stosy czasopisma „Punch", mundury z mosiężnymi guzikami i przyrządy do 

polerowania guzików.2

Słowem, wyprawa Franklina miała ze sobą wszystko, z wyjątkiem rzeczy koniecznych do 

przetrwania.

Statki Erebus i Terror wyruszyły 19 maja 1845 roku. Ich dowódca spodziewał się odkryć 

Przejście Północno-Zachodnie i w ten sposób zdobyć sławę; popadł jednak w niepamięć. 25 

czerwca wielorybnicy z Grenlandii dostrzegli statki Franklina przyczepione do góry lodowej; byli 

ostatnimi Europejczykami, którzy widzieli ekspedycję. Franklin, wraz ze swymi statkami, załogą

i wszelkimi zapasami, zginął na arktycznym pustkowiu.

2 P. Breton: TheArctic Grail. Penguin Books 1989.

PROJEKT MARS DIRECT • 41

W latach 1848-1859 ponad pięćdziesiąt wypraw wyruszyło z zamiarem rozwiązania zagadki 

zniknięcia ekspedycji Frankli-na. Ze strzępów, które udało się przez lata uzbierać - dwóch 

krótkich relacji, zamarzniętych i powykręcanych szczątków niektórych członków załogi, 

fragmentów przedmiotów europejskiego pochodzenia, zebranych przez Eskimosów z lodu lub ze

statków - wyłonił się obraz tragicznego końca wyprawy, do którego doszło z powodu, jak to ujął

jeden ze współczesnych, wleczenia przez Franklina swojego środowiska na Daleką Północ.

Złapana jesienią 1846 roku w lodową pułapkę niedaleko Wyspy Króla Williama wyprawa 

Franklina starała się przetrwać, wykorzystując własne zapasy solonego mięsa. Wprawdzie 

ekspedycja wiozła ze sobą dużo mięsa, nie było ono jednak świeże, mięso solone zaś nie 

chroniło załogi przed szkorbutem. Franklin nie przywiązywał do tego większej wagi. Ekspedycja 

miała ze sobą dubeltówki, przydatne, być może, w polowaniach na kuropatwy, żyjące na 

brytyjskich wrzosowiskach, jednak bezużyteczne wśród lodów arktycz-nych. Franklin 

zdecydował się polegać na porcjach soku cytrynowego. Członkowie załogi jeden po drugim 

słabli i umierali; Franklin zmarł na pokładzie statku w czerwcu 1847 roku. Część załogi, pragnąc

dotrzeć na południe, porzuciła statki. Nie zaszli jednak daleko, ciągnąc przez arktyczne 

pustkowia ciężkie, wykonane z metalu i drewna dębowego sanie. Wszyscy zginęli.

Amundsen pragnął podążać w ślady Franklina, lecz nie chciał skończyć tak jak on. Zamiast 

przywozić do Arktyki swoje środowisko, poznał tamtejsze warunki i przyjął strategię 

wykorzystywania lokalnych zasobów. Dowiedział się o zapobiegających szkorbutowi 

właściwościach jelit karibu i nie gotowanego tranu wielorybiego. Poznał eskimoski sposób 

podróżowania przez Arktykę: psie zaprzęgi, wystarczająco szybkie, by umożliwić polowanie na 

dużą zwierzynę. Amundsen nauczył się eskimoskiej metody budowania schronień z kawałków 

lodu i, zamiast angielskich wełnianych ubrań, przywdział odzież ze skóry reniferów.

42  •  CZAS MARSA

Gjóa, statek wiozący Amundsena i jego sześcioosobową załogę, również zamarzł w polu 

Strona 16

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

lodowym i musiał spędzić dwie zimy w małym porcie w południowo-wschodniej części Wyspy 

Króla Williama, niedaleko miejsca katastrofy wyprawy Frankli-na. Mimo to Amundsen z załogą 

nie umarli z głodu, ponieważ potrafili odpowiednio wykorzystać mobilność psich zaprzęgów i 

podróżowali po lądzie na odległość nawet kilkuset kilometrów, polując i poznając otoczenie. 

Zdołali nie tylko przeżyć, lecz nawet dokonać ważnego geofizycznego odkrycia, że magnetyczne

bieguny Ziemi się przesuwają. Załodze statku powiodło się w tym samym środowisku, które 

okazało się śmiertelne dla ekspedycji Franklina. W sierpniu 1905 roku, po ostatecznym 

oswobodzeniu się z lodów i opuszczeniu Wyspy Króla Williama, statek Gjóa w ciągu paru 

tygodni zdołał przedrzeć się przez morze, wytyczając Przejście Północno-Zachod-nie. Następne 

parę miesięcy zajęło Amundsenowi dotarcie do najdalej wysuniętej placówki dysponującej 

telegrafem. Chciał, na koszt swojego mecenasa z Norwegii, poinformować o sukcesie wyprawy. 

Sześć lat później Amundsen wykorzystał doświadczenia z pobytu na Wyspie Króla Williama i 

zdobył biegun południowy.

ROZDZIAŁ 2

OD CZASÓW KEPLERA DO ERY KOSMICZNEJ

Należy stworzyć statki i żaglowce, poruszane niebieską bryzą.

Wtedy nie zabraknie śmiałków, którym niestraszna posępna pustka kosmosu.

List JOHANNESA KEPLERA do Galileusza (1609)

Byliśmy już na Marsie. Rankiem 20 czerwca 1976 roku amerykański statek kosmiczny Yiking l 

osiadł na Chry-se Planitia, Złotej Równinie, na powierzchni Czerwonego Globu. Gdy dotknął 

powierzchni planety, oddalonej o 330 milionów km, nikt z pracowników Jet Propulsion 

Laboratory (JPL) w Pasadenie w Kalifornii nie wiedział, czy bezzałogowy statek dotarł 

bezpiecznie, czy też roztrzaskał się o skały podczas lądowania. Pracownicy JPL musieli czekać 

prawie dwadzieścia minut na dotarcie wiadomości o bezawaryjnym lądowaniu sondy.

Prawie natychmiast Yiking przystąpił do pracy. Zaprogramowane wcześniej sekwencje instrukcji

kazały ładownikowi wykonać - już 25 sekund po wylądowaniu - zdjęcia o wysokiej 

rozdzielczości; znalazł się na nich teren przylegający do jednej z nóg sondy. Yiking przekazał 

obraz w czasie rzeczywistym: dane mknęły ku Ziemi z prędkością światła, podczas gdy 

inżynierowie i naukowcy odliczali minuty, dzielące ich od przybycia sygnałów radiowych z 

Marsa. Zaskoczeni, podekscytowani i zadowoleni wpatrywali się w wyświetlane, linia po linii, 

zdjęcie marsjańskiego krajobrazu.

Z pewnością nie stanowiło ono szczytu możliwości, niosło jednak ze sobą ważne informacje: 

pracownicy JPL dowiedzieli

44 •  CZAS MARSA

się, że Yiking przetrwał lądowanie oraz że układ przekazywania obrazów działa poprawnie. 

Zdjęcie było ostre: odłamki skalne na tle marsjańskiej gleby, nity na nodze Yikinga, widoczne 

równie dobrze, jak guziki białych koszul inżynierów w JPL. Następny obraz, który zgodnie z 

wcześniejszym programem miał przesłać Yiking, przedstawiał horyzont i najbliższe otoczenie 

sondy. Widok ten prawdopodobnie zapamiętają wszyscy, którzy czekali na panoramę 

Czerwonej Planety: jałowy krajobraz, zaśmiecony dużymi i małymi kawałkami skał o ostrych 

krawędziach, a w oddali wydmy piaskowe i niezbyt wysokie, falujące wzgórza. Świat ten zdawał

się pusty i obcy, mimo że krajobraz składał się ze znanych elementów.

Przez całe wieki ludzie obserwowali Marsa i snuli rozmaite hipotezy na jego temat. Wyniki 

badań i zrywy wyobraźni dały uczonym poczucie, że ludzki umysł jest w stanie poznać kosmos i

zrozumieć złożoność Wszechświata. Gdy na Marsie wylądował Yiking, wiadomo było, że granice 

naszego Wszechświata znów się poszerzyły, tym razem nie tylko za sprawą intelektualnych 

spekulacji, lecz także - fizycznej obecności urządzenia wykonanego ludzką ręką. Aby do tego 

doszło, konieczna było długa podróż, która rozpoczęła się parę wieków temu i podczas której 

nie obeszło się bez poświęceń.

Wyjście z ciemności

Strona 17

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Rankiem w lutym 1600 roku Giordano Bruno, wielki humanista włoskiego renesansu, został 

wyciągnięty ze swojej celi i rozebrany. Nagiego, zakneblowanego i przywiązanego do słupa 

prowadzono ulicami Rzymu, a za nim podążała grupa szydzących i skandujących inkwizytorów. 

Procesja przybyła na plac Campo del Fiori, pod teatr Pompeje - miejsce egzekucji. Któryś z 

oprawców Giordana, w jednej ręce trzymając pochodnię, w drugiej zaś portret Jezusa 

Chrystusa, zażądał, by skazaniec wyraził skruchę. Bruno gniewnie odwrócił od niego twarz. 

Rozpalono stos, który pochłonął jednego z najbardziej przenikliwych myślicieli w historii ludzkiej

cywilizacji.

OD CZASÓW KEPLERA DO ERY KOSMICZNEJ  • 45

Giordana Bruna zamordowano za to, że podczas publicznych debat oraz w swoich pismach 

twierdził, jakoby świat był nieskończony, inne zaś gwiazdy przypominały nasze Słońce; wokół 

nich miały krążyć planety, wśród których były również zamieszkane światy, podobne do Ziemi. 

Wynikałoby z tego, że obserwatorzy, którzy żyją w tych odległych światach, patrząc w górę, 

widzą nasze Słońce i Ziemię, krążące po niebie swojej planety. A zatem z ich punktu widzenia 

to my, będąc na Ziemi, „znajdujemy się w niebie".

Choć człowiek średniowieczny mógł się czuć zaszokowany takim rozumowaniem, dlaczego 

posuwano się do zabijania tego, kto głosił takie poglądy? Z jakiego powodu grożono śmiercią 

Galileuszowi i przez wiele lat przetrzymywano go w areszcie domowym? Co sprawiło, że w 

czasach renesansu z uprawianiem astronomii - nauki traktującej o kwestiach, które na pozór 

mają znikomą wartość praktyczną - wiązało się ryzyko śmierci lub więzienia? Jednym słowem, 

dlaczego stawka w tej grze była tak wysoka?

Powodem było to, że astronomia całkowicie podważyła podstawy oficjalnego światopoglądu 

cywilizacji zachodniej, w tym również fundamenty władzy. Począwszy od czasów Babilonu aż do

epoki Giordana Bruna niebo ze swoimi niezliczonymi gwiazdami i pięcioma błąkającymi się 

planetami było uważane za sferę boską, niedostępną ludzkiemu poznaniu, z wyjątkiem garstki 

wybrańców - astrologów i kapłanów w Babilonie, a Kościoła w czasach Giordana Bruna. 

Spójrzmy, w jaki sposób w II wieku n.e. aleksandryjski uczony Klaudiusz Ptoleme-usz bronił 

poglądów astronomicznych, zgodnie z którymi Ziemia znajdowała się w centrum Wszechświata,

natomiast Słońce i pięć znanych wówczas planet poruszało się po epicy-klach, czyli niedużych 

kołowych orbitach, krążących ze stałą prędkością po większych okręgach, w których centrum 

znajdowała się Ziemia. Odpierając zarzuty, podnoszące nienaturalny charakter systemu 

epicykli, Ptolemeusz twierdził: „Niedopuszczalne jest traktowanie naszej ludzkiej kondycji na 

równi z kondycją nieśmiertelnych bogów oraz patrzenie na rzeczy święte z punktu widzenia 

istot, które są zupełnie innej natury.

46 •  CZAS MARSA

Nasz pogląd na zjawiska niebieskie musimy zatem kształtować nie w oparciu o zdarzenia 

zachodzące na Ziemi, lecz raczej na podstawie wewnętrznej natury zjawisk niebieskich i 

niezmiennego charakteru wszelkich ruchów na niebie". Według Ptole-meusza prawa rządzące 

sferą niebieską były zupełnie odmienne od praw obowiązujących na Ziemi. Wszechświat był 

niepoznawalny, niezmienny, a jego opanowanie przez człowieka zdawało się niemożliwe. Skoro 

boski plan przekracza możliwości ludzkiego poznania, to na temat tego, co jest właściwe i co 

należy robić, wypowiadać się mogli jedynie kapłani, mający dostęp do sfery mistycznej i 

ponadnaturalnej.

Sytuacja taka utrzymywała się przez całe stulecia, do czasu pojawienia się myślicieli, którzy 

rzucili wyzwanie poglądowi, że Wszechświat na zawsze pozostanie poza zasięgiem ludzkiego 

umysłu. Wszystko zaczęło się od dzieła Mikołaja Kopernika, który w latach 1510-1514 od nowa 

opracował dawno już zapomnianą teorię heliocentryczną (czyli model Wszechświata ze Słońcem

znajdującym się w jego centrum), sformułowaną pierwotnie w III wieku p.n.e. przez greckiego 

filozofa Arystar-cha z Samos. Zgodnie z teorią heliocentryczną planety poruszały się wokół 

Słońca po orbitach kołowych. Mimo że koncepcja Kopernika nie tłumaczyła w pełni 

obserwowanych ruchów planet, była rewolucyjna, a nawet heretycka. Jej piękno, polegające na

fundamentalnej prostocie, zostało dostrzeżone przez niektórych współczesnych Kopernikowi 

uczonych. Jednym z nich był Johannes Kepler.

Kepler, urodzony w 1571 roku, został wychowany na zagorzałego luteranina. Był jednocześnie 

nieprzejednanym wyznawcą platonizmu, który w racjonalnych zasadach geometrii z pasją 

poszukiwał prawdziwej natury Wszechświata. Kepler napisał: „Geometria, jako jedyna i 

Strona 18

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

wieczna, jest odbiciem umysłu Boga. Ludzkie zrozumienie geometrii stanowi jeden z powodów, 

pozwalających uznać człowieka za obraz Boga".

Przytoczony cytat stanowi klucz do całej sprawy. Jeśli bowiem intelekt ludzki jest w stanie pojąć

naturę Wszechświata, to należy on do tego samego porządku, co umysł boski. Skoro intelekt 

ludzki należy do tego samego porządku, co bo-

OD CZASÓW KEPLERA DO ERY KOSMICZNEJ  • 47

ski, to wszystko, co wydawało się Bogu racjonalne podczas stwarzania Wszechświata, czyli jego

„geometria", może zostać racjonalnie przedstawione również przez umysł ludzki. Jeśli zatem 

będziemy wystarczająco dociekliwi w myśleniu i poszukiwaniu odpowiedzi, to zdołamy znaleźć 

rozumowe wytłumaczenie i podstawę wszystkiego. Są to fundamenty nauki, za które Giordano 

Bruno oddał życie. Kepler postanowił dowieść słuszności takiego założenia i przez to wydobyć z 

ciemności duszę cywilizacji zachodniej. W osiągnięciu celu w znacznym stopniu pomogła 

Keplerowi planeta Mars.

W lutym 1600 roku, w miesiącu egzekucji Giordana Bruna, Kepler rozpoczął pracę pod 

kierownictwem Tychona de Brahe, bez wątpienia najwybitniejszego astronoma swoich czasów. 

Brahe miał własną teorię Wszechświata i, licząc na potwierdzenie swoich koncepcji, zlecił 

liczącemu wówczas 28 lat Keplerowi zadanie wyznaczenia orbity Marsa. Po śmierci Tychona de 

Brahe w październiku 1601 roku Rudolf II, Cesarz Świętego Imperium Rzymskiego, powierzył 

Keplerowi pieczę nad skarbnicą zebranych przez zmarłego astronoma danych obserwacyjnych, 

a także wyznaczył mu stanowisko nadwornego astrologa, zajmowane dotąd przez Brahego. W 

tej sytuacji Kepler mógł już poważnie przystąpić do szturmu Marsa.

Od czasów Arystotelesa wśród astronomów panowało przekonanie, że planety poruszają się 

jednostajnie po orbitach kołowych, ponieważ okrąg stanowił formę idealną, a jedynie ruch po 

okręgu zapewniał za każdym razem powrót w to samo miejsce i przez to wieczność ruchu. 

Mimo usilnych starań Keplerowi nie udało się znaleźć choćby jednej orbity kołowej wśród 

zebranych przez Tychona danych. Kepler mógłby wprawdzie posłużyć się epicyklami, lecz nie 

chciał się do tego uciekać. Poszukiwał racjonalnej odpowiedzi, a mnożone ad hoc układy 

epicykli nie były racjonalne. Jaki jednak kształt, jeśli nie kołowy, mogą przybierać orbity? 

Kepler potrzebował ośmiu lat intensywnej pracy umysłowej, aby na podstawie zgromadzonych 

przez Tychona danych obserwacyjnych na temat Marsa dokonać odkrycia: Mars porusza się po 

orbicie eliptycznej, a Słońce znajduje się w jednym z ognisk elipsy. Obecnie wiemy

48 • CZAS MARSA

już, że orbita Marsa jest najbardziej eliptyczną orbitą spośród wszystkich planet (z wyjątkiem 

Plutona, który jednak został odkryty dopiero w XIX wieku), a przez to stanowi podstawowy 

sprawdzian każdej teorii astronomicznej. W istocie, jeśli orbita Marsa byłaby kołowa, to teoria 

Arystarcha/Kopernika zostałaby prawdopodobnie zaakceptowana bez głębszych dociekań.

W 1609 roku Kepler opublikował wyniki swoich badań w pracy zatytułowanej Nowa astronomia,

wywiedziona ze związku, przyczynowego, lub fizyka ciai niebieskich, wyprowadzona z badań 

rucha Marsa, wykonanych na podstawie obserwacji czcigodnego Tychona de Brahe. Kepler 

oznajmił, że -w przeciwieństwie do opinii większości wcześniejszych astronomów i filozofów - 

nowa astronomia nie jest jedynie matematycznym modelem wyjaśniającym ruchy ciał na sferze

niebieskiej. Epickie w swej istocie, dzieło Kepler a stanowiło raczej traktat o „prawdziwej 

naturze" nieba, który obalał obowiązujące od dwóch tysiącleci dogmaty, wprowadzając na ich 

miejsce astronomię odwołującą się do związków przyczynowych. W dziele tym Kepler 

przedstawił zasady, które dziś znane są jako pierwsze i drugie prawo ruchu planet: po 

pierwsze, planety poruszają się po orbitach eliptycznych, a Słońce znajduje się w jednym z 

ognisk elipsy; po drugie, wektor promienia wodzącego, skierowany od Słońca ku planecie, 

zakreśla obszary o równych polach powierzchni w równym czasie. Prawa te znalazły 

potwierdzenie i obecnie znajdują się w każdym podręczniku mechaniki nieba. Równie ważna 

okazała się jednak także inna, błędna hipoteza Keplera: że planety są kierowane „siłą 

magnetyczną", która emanuje ze Słońca i rozchodzi się „w sposób podobny do światła 

słonecznego". Oponentom, zarzucającym mu mieszanie fizyki z astronomią, Kepler 

odpowiedział: „Sądzę, że obie te nauki są ze sobą związane tak silnie, iż żadna nie może 

osiągnąć doskonałości bez pomocy drugiej". Innymi słowy, Kepler nie miał na myśli modelu 

Wszechświata, charakteryzującego się jedynie przekonującą geometrią. Badał on Wszechświat, 

w którym związki przyczynowe mogą być zrozumiane w naturalnych, znanych człowiekowi 

Strona 19

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

kategoriach; w ten sposób Kepler zmienił status człowieka we Wszechświecie.

OD CZASÓW KEPLERA DO ERY KOSMICZNEJ  • 49

Przedstawiciel gatunku ludzkiego, choć już nie znajdował się w centrum Wszechświata, mógł go

zrozumieć. Wszechświat nie tylko, zgodnie z umieszczonym na początku niniejszego rozdziału 

cytatem z listu Keplera do Galileusza, poddawał się intelektualnemu poznaniu; był również 

osiągalny fizycznie.

Kepler potrzebował kolejnych dziesięciu lat badań, zanim opublikował swoje arcydzieło: 

Harmonię świata. Dzieło to obejmuje ostatnie wielkie odkrycie - trzecie prawo ruchu planet, 

które głosi, że dla każdej planety kwadrat okresu jej obiegu wokół Słońca jest proporcjonalny 

do sześcianu odległości do Słońca. Kiedy znamy te trzy prawa, stosunkowo łatwo jest 

wyprowadzić matematycznie zasadę, nazywaną prawem powszechnego ciążenia Newtona. 

Prawa Newtona stanowią fundament fizyki klasycznej, systemu wiedzy naukowej, który 

umożliwił dokonanie się w XVIII i XIX wieku rewolucji przemysłowej. Przeprowadzone przez 

Keplera badania Marsa oznaczały ostateczny koniec ciemnych wieków i nadejście rewolucji 

przemysłowej oraz naukowej. Można zatem rzec, że pierwsze zetknięcie ludzkości z Marsem 

było bardzo opłacalne.

Podróże lunetą

Kepler wykorzystał Marsa, by udowodnić, że Ziemia jest planetą. Nasuwał się nieunikniony 

wniosek, że planety - pozornie małe, wędrujące po niebie światełka - w rzeczywistości były 

sporych rozmiarów światami, podobnymi do Ziemi. Dotychczas brakowało jednak jakichkolwiek 

metod badania takich ciał niebieskich. Niecały rok po publikacji Nowej astronomii sytuacja 

uległa zmianie; badacze dostali odpowiedni przyrząd - skonstruowaną przez Galileusza lunetę, 

służącą do obserwacji nieba. Galileuszowi wystarczyło parę tygodni obserwacji przez lunetę, by 

dostrzec łańcuchy górskie na Księżycu i „trzy małe gwiazdki", tańczące wokół Jowisza. Odkrycia

przemawiały za wiarygodnością keplerowskiego poglądu na Wszechświat. Nowo skonstruowane 

lunety szybko skierowano na Marsa.

50 • CZAS MARSA

W 1636 roku włoski astronom Francesco Fontana sporządził pierwsze szkice obrazu tarczy 

Czerwonej Planety, uzyskanego przez lunetę. Obecnie wiemy, że nie przedstawiały one żadnych

znanych utworów powierzchniowych na Marsie. Holenderski astronom Christiaan Huygens 

wykonał pierwsze rysunki, ukazujące typową marsjańską rzeźbę terenu: znamię o kształcie 

zbliżonym do trójkąta, znane obecnie jako Syrtis Major. Uważnie obserwując Syrtis Major i inne

utwory powierzchniowe na Czerwonej Planecie, astronomowie stwierdzili, że dzień marsjański 

(noszący nazwę soi) nie odbiega zbytnio długością od dnia ziemskiego. W 1666 roku Włoch 

Giovanni Cassini wyznaczył długość marsjańskiej doby - 24 godziny i 40 minut, zaledwie dwie i 

pół minuty więcej od współczesnej wartości: 24 godziny, 37 minut i 22 sekundy. Cassini 

pierwszy zauważył też czapy lodowe wokół biegunów Marsa, lecz pierwszy rysunek czapy 

wykonał Huygens w 1672 roku. Wykorzystując obserwacje z lat 1777-1783, William Herschel, 

odkrywca Ura-na, stwierdził, że na Marsie powinny występować pory roku, gdyż oś biegunowa 

planety jest nachylona do płaszczyzny orbity o około 30° {obecnie przyjmowana wartość 

wynosi 24°).

Obserwacje Marsa trwały. Szczególne zainteresowanie wzbudzały opozycje, czyli sytuacje, gdy 

Mars widziany jest z Ziemi po przeciwnej stronie niż Słońce. Podczas opozycji Mars znajduje się

w najmniejszej odległości od Ziemi i dlatego ma największą jasność. Na początku XIX wieku 

astronomowie dysponowali już zestawem podstawowych danych na temat Marsa: znali okres 

jego obiegu wokół Słońca, długość dnia, masę i gęstość planety, odległość do Słońca i wartość 

siły ciążenia na powierzchni planety. Badaczy najbardziej jednak intrygował jej zmienny 

wygląd. Z czasem, obserwując Marsa przez lunetę, zauważono, że jego powierzchnia jest 

upstrzona ciemnymi plamami, które pojawiają się i znikają. Podobną zmienność dostrzeżono w 

przypadku białych czap lodowych wokół biegunów, rozszerzających się lub kurczących w 

zależności od marsjańskiej pory roku. Czerwona Planeta najwidoczniej miała też atmosferę, a 

niektórzy astronomowie starali się nawet ustalić, czy nad powierzchnią planety występują 

chmury.

OD CZASÓW KEPLERA DO ERY KOSMICZNEJ  • 51

Opozycja z 1877 roku okazała się szczególnie owocna dla obserwacji i badań Marsa. Asaph Hali 

z Obserwatorium Astronomicznego Marynarki Wojennej USA odkrył dwa niewielkie księżyce 

Strona 20

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Czerwonej Planety i nadał im imiona Fobos i Dejmos, czyli „groza" i „strach", niewątpliwie 

odpowiednie dla towarzyszy boga wojny. W roku 1866 rozpoczął się burzliwy okres w historii 

badań Marsa, a zarazem jeden z najdziwniejszych okresów w historii astronomii.

W 1877 roku obserwował Marsa przez lunetę również Gio-vanni Schiaparelli, dyrektor 

Obserwatorium Brera w Mediolanie. Sprawozdanie z obserwacji podaje lokalizację ponad 60 

charakterystycznych cech, widocznych na powierzchni Marsa. Obok znanych rysów rzeźby 

powierzchni Schiaparelli wymienił gmatwaninę podłużnych kształtów, pokrywającą powierzchnię

Czerwonej Planety. Dostrzeżonym liniom nadał nazwy ziemskich rzek, m.in. Ganges i Indus, a 

same kształty w publikowanych pracach określał włoskim słowem canali, oznaczającym koryta 

rzek lub rowy. Choć już od pewnego czasu znano linie na powierzchni planety, Schiaparelli jako 

pierwszy zidentyfikował cały ich rozległy system. Po upływie dziesięciu lat Mars trafił na 

pierwsze strony gazet na całym świecie za sprawą Percivala Lowella, entuzjasty Marsa i 

tajemniczych podłużnych kształtów na jego powierzchni.

Percival Lowell urodził się w Nowej Anglii w USA w sławnej rodzinie poetów, pedagogów, 

mężów stanu i przemysłowców (siostra, Amy Lowell, była uznaną poetką, a brat Abbot - 

rektorem Uniwersytetu Harvarda). Przed czterdziestką Percivala zaintrygował Mars, zwłaszcza 

zaś obserwacje Schiaparelliego. Zdaniem Lowella, dla którego canali oznaczały nie koryta, lecz 

kanały, możliwe było tylko jedno wyjaśnienie istnienia tych struktur: stanowią one rezultat 

pracy istot rozumnych i społecznych, zaawansowanej formy marsjańskiego życia. Z jemu tylko 

znanych powodów Lowell uznał, że sprawa wymaga od niego całkowitego zaangażowania i 

postanowił bez reszty się jej poświęcić. Pomocna okazała się zarówno pasja, jak i zasobność 

portfela, a pod tymi względami niewielu mogło mu dorównać.

52  •  CZAS MARSA

W kwietniu 1894 roku w Flagstaff, w Arizonie, na parę tygodni przed przypadającą co dwa lata 

opozycją Marsa, otwarto Obserwatorium Lowella, zbudowane przez Percivala w celu 

prowadzenia badań Marsa. W obserwatorium, umiejscowionym na szczycie Mars Hill (Wzgórza 

Marsjańskiego), Lowell i jego współpracownicy spędzili ponad dziesięć lat, prowadząc 

obserwacje Czerwonej Planety oraz sporządzając mapy powierzchni, w tym mapy setek 

kanałów. Percival Lowell sądził, że liczba kanałów i ich skomplikowany układ świadczą o długiej 

historii walki o przeżycie obcej rasy w jałowym, umierającym świecie.

Wizja ginącej na Marsie rozumnej rasy, która usiłuje zapobiec nieuniknionej zagładzie, 

zawładnęła publiczną wyobraźnią. Wymowa artykułów Lowella została ponadto wzmocniona za 

sprawą takich autorów powieści przygodowych, jak Edgar Rice Burroughs, który w 

marsjańskiej, zapożyczonej od Lowella scenerii umieścił bardzo romantycznie prezentującą się 

cywilizację. W ojczystym języku mieszkańców Czerwonej Planety nazywała się ona Barsoom. W

marsjańskich powieściach Bur-roughsa zawadiaccy herosi spieszą na ratunek odważnym i 

pięknym księżniczkom, zagrożonym przez potwory, dzikusów i oszalałych na punkcie władzy 

tyranów. Akcja toczy się na tle bogatej i zróżnicowanej fauny i flory, występującej na planecie 

Barsoom. Mars według Percivala Lowella, szczególnie zaś jego wcielenie - Barsoom, zachwycił 

miliony czytelników.

W końcu jednak ani talent Lowella, ani jego entuzjazm ł energia nie wystarczyły, by uzasadnić 

słuszność głoszonej wizji, ostro krytykowanej przez astronomów. Gdy inni badacze nie mogli 

dostrzec, używając coraz doskonalszych przyrządów, żadnych kanałów, Lowell zaczął 

przegrywać. Obecnie wiadomo, że jego rozważania na temat Czerwonej Planety były całkowicie 

błędne. Mimo to zostawił po sobie cenne dziedzictwo: rozpalił naszą wyobraźnię wizją życia na 

Marsie. Okazało się wprawdzie, że marsjański świat Lowella zupełnie nie odpowiada 

rzeczywistości, lecz roztaczane wizje zdołały wzbogacić światopogląd części społeczeństwa - 

trzysta bowiem lat po odkryciach Keplera społeczeństwo wciąż jeszcze wyznawało

OD CZASÓW KEPLERA DO ERY KOSMICZNEJ  • 53

(i często nadal wyznaje) starożytny i geocentryczny pogląd, zgodnie z którym jedynym 

możliwym światem jest Ziemia, okrążana przez świecące na nieboskłonie punkciki. Lowell 

sprawił, że zaczęto sobie wyobrażać, iż Mars jest planetą zamieszkaną, a przecież nierzadko to 

właśnie wyobraźnia kształtuje rzeczywistość. Lowell zainspirował pionierów budowy rakiet, 

m.in. Roberta Goddarda i Hermana Obertha, do podjęcia poszukiwań narzędzi, umożliwiających

ludzkości bezpośrednie, a nie wyłącznie obserwacyjne, zbadanie Układu Słonecznego. Wraz z 

sondą Yiking nad skalistą powierzchnią Marsa unosił się niewątpliwie duch Lowella.

Strona 21

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Viking szuka życia

Rozwój wydarzeń doprowadził do wysłania na Marsa sond Vi-king. Choć poglądy Lowella dawno 

się zdezaktualizowały, nie zarzucono idei, że na Marsie mogła znaleźć schronienie jakaś forma 

życia. Amerykański Mariner 4 - pierwszy statek kosmiczny, który przeleciał w pobliżu Marsa w 

lipcu 1965 roku -ostatecznie rozwiał wizję Czerwonej Planety, nakreśloną przez Lowella: na 

przekazanych obrazach widać było jałową, pokrytą kraterami powierzchnię, bardziej 

przypominającą Księżyc niż planetę Barsoom. Zawód spotkał osoby żywiące nadzieję na 

otrzymanie pozdrowień od odległych form życia, gdyż sceneria była raczej pogrzebowa - stara, 

wymarła planeta, „kosmiczna skamieniałość", jak napisał autor powieści 

fantastycznonau-kowych Arthur C. Clarke. Latem 1969 roku sondy Mariner 6 i Mariner 7 

potwierdziły wszystko co do joty. Eksperymenty naukowe powtórzyły wyniki badań atmosfery 

uzyskane przez Marinera 4 - ciśnienie atmosferyczne bogatej w dwutlenek węgla atmosfery 

marsjańskiej wynosiło tylko 6-8 milibarów. (Mi-libar to jedna tysięczna część bara, czyli wartość

ciśnienia atmosferycznego na poziomie morza na Ziemi. Ciśnienie około 7 milibarów jest zatem 

bardzo niskie, odpowiada atmosferze o gęstości poniżej 1% gęstości ziemskiej atmosfery). 

Pomiar temperatur w okolicach bieguna południowego Marsa potwier-

54 •  CZAS MARSA

dził, że czapy biegunowe składają się z suchego lodu, tj. zamrożonego dwutlenku węgla. Obraz 

Marsa, uzyskany na podstawie obserwacji przelatujących w pobliżu planety Marinerów, był 

następujący: planeta zimna, wymarła i pokryta kraterami; a więc sceneria nie zachęcająca do 

dłuższego pobytu. I wtedy właśnie wysłano Marinera 9.

Mariner 9, w przeciwieństwie do poprzednich amerykańskich statków, miał wejść na orbitę 

wokół Marsa. Poprzednie sondy jedynie przemykały w pobliżu Czerwonej Planety, robiąc w 

trakcie przelotu zdjęcia i zbierając dane. Do głównych zadań Marinera 9 i statku 

towarzyszącego należało sporządzenie map powierzchni Marsa oraz obserwowanie przez 

sześćdziesiąt dni zachodzących na nim zjawisk. Statek towarzyszący, Mariner 8, spadł, niestety,

do Atlantyku wkrótce po starcie, który odbył się wiosną 1971 roku. Mariner 9 wystartował bez 

żadnych usterek 30 maja i ruszył w stronę Marsa; parę dni wcześniej Rosjanie wysłali Marsa 2 i

Marsa 3, z których każdy składał się z orbitera i ładownika. Na pokładach lecących statków już 

nic niezwykłego się nie wydarzyło - w przeciwieństwie do samego Marsa.

Mniej więcej dwa miesiące przed zaplanowanym przybyciem sond, 22 września, astronomowie 

zauważyli nad marsjańskim regionem Noachis błyszczącą, białą chmurę, rozprzestrzeniającą się

z ogromną prędkością. W ciągu paru dni chmura -dziś wiemy, że była to burza pyłowa - 

ogarnęła całą planetę. Czerwona Planeta okryła się całunem dokładnie wtedy, gdy zbliżały się 

do niej sondy, wyposażone w elektroniczne „oczy". Zdjęcia Marsa z dużej odległości, wykonane 

przez Marinera 9 w dniach 12 i 13 listopada, przedstawiają tarczę pozbawioną jakichkolwiek 

szczegółów, za wyjątkiem małego rozjaśnienia w okolicy bieguna południowego i paru małych, 

ciemniejszych plamek powyżej równika. Mariner 9 wszedł na orbitę około-marsjańską 14 

listopada 1971 roku. Sondzie ukazała się planeta pozbawiona jakichkolwiek rysów czy 

kształtów. Kontrolerzy lotu zmodyfikowali plan działania - polecili przeprowadzić niektóre 

eksperymenty naukowe i zrobić trochę zdjęć, lecz w gruncie rzeczy statek miał przyhamować i 

przeczekać burzę.

OD CZASÓW KEPLERA DO ERY KOSMICZNEJ  • 55

W przeciwieństwie do Marinera radzieckie sondy Mars 2 i Mars 3 nie mogły zmienić programu 

badań. Po przybyciu na Marsa, zgodnie z planem, orbitery wysłały ładowniki w otchłań 

największej marsjańskiej burzy pyłowej, jaką dotąd zaobserwowano. Ładowniki opadały na 

spadochronach w atmosferze smaganej wiatrami, wiejącymi z prędkością 160 km/h, po czym 

oba uderzyły o powierzchnię planety zbyt silnie, by mógł je uratować zastosowany układ 

hamujący, wykorzystujący poduszki powietrzne. Mars 2 od razu roztrzaskał się o powierzchnię; 

Mars 3 jeszcze 20 sekund po uderzeniu przekazywał dane, po czym także zamilkł.

Radzieckim orbiterom nie powiodło się wiele lepiej. Prawie wszystkie dane z misji Marsa 2 

zostały stracone z powodu błędów telemetrycznych. Mars 3 natomiast wszedł na skrajnie 

eliptyczną orbitę wokół Czerwonej Planety i dostarczył tylko jedną nadającą się do 

opublikowania fotografię.

Podczas gdy szalała burza pyłowa i radzieckie sondy kolejno spotykał tragiczny koniec, Mariner 

9 spokojnie krążył dookoła Marsa, cierpliwie czekając na poprawę pogody i opadnięcie pyłów. W

Strona 22

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

końcu grudnia 1971 i na początku stycznia 1972 roku niebo nad Marsem zaczęło się przejaśniać

i Mariner rozpoczął przekazywanie zdumiewająco ostrych obrazów powierzchni Czerwonej 

Planety.

Dostrzeżone przez Marinera z oddali plamki okazały się ogromnymi górami, tak wysokimi, że 

ich wierzchołki były widoczne nawet podczas burzy pyłowej. Sto lat wcześniej astronomowie 

zauważyli jasny obszar w rejonie największego z tych masywów górskich i nazwali go Nix 

Olympica, czyli Śniegi Olimpu. Określenie nad wyraz trafne, ponieważ Nix Olympica, 

przemianowana na Olympus Mons, czyli Olimp, okazała się największą górą w całym Układzie 

Słonecznym - wznosi się na wysokość około 24 km nad powierzchnię Marsa i zajmuje obszar 

równy powierzchni stanu Missouri (czyli około 180 tyś. km2). Inny rejon Marsa dobrze znany 

astronomom, Coprates, również krył niespodzianki. Przez lunetę wyglądał jak ciemne 

karczowisko, wyraźnie widoczny był pas o konsystencji jakby chmur. Gdy marsjańskie niebo się

przejaśniło, naukowcy śle-

56 • CZAS MARSA

dzący na żywo transmisję z Marinera zrozumieli, że obserwują chmurę pyłu, osiadającą powoli 

na dnie doliny o równie olimpijskich rozmiarach, noszącej obecnie - na cześć Marinera 9 -nazwę

Yalles Marineris. Dolina stanowi nierówną, poszarpaną bliznę ciągnącą się przez prawie 4000 

km, o szerokości do 200 km i głębokości 6 km. Jest większa od wszelkich podobnych form na 

powierzchni Ziemi - w wielu bocznych odgałęzieniach Yalles Marineris można by całkowicie 

schować Góry Skaliste.

Każde kolejne okrążenie Marsa przez Marinera przynosiło coraz więcej danych. Największą 

niespodzianką okazało się jednak odkrycie wijących się kanałów (tak, kanałów!) wyglądających 

na ukształtowane przez płynącą wodę koryta rzeczne.

Mariner 9 zdołał wskrzesić wiele marzeń, uśmierconych przez odkrycia poprzednich sond. 

Statek potwierdził też część wyników, uzyskanych przez wcześniejsze Marinery, część jednak 

podważył, w tym koncepcję, że Mars jest podobny do Księżyca. Wyobraźmy sobie, że Mars jest 

podzielony na dwie części linią biegnącą pod kątem około 50° względem równika planety. Na 

południe od tej linii znajdują się - pokryte kraterami -stare obszary, dostrzeżone i zbadane 

przez Marinery 4, 6 i 7. Na północ od tej linii występuje niewiele kraterów, lecz obfite są 

dowody niedawnej aktywności geologicznej. Tak się akurat złożyło, że pierwsze trzy Marinery 

odwiedziły południe planety i nie przekazały żadnych informacji, mogących wskazywać na 

charakter drugiej półkuli. Obrazy z Marinera 9 (było ich ponad 7000) i przekazane przez niego 

dane doprowadziły do odrzucenia koncepcji Marsa jako „skamieniałości kosmicznej" i ukazały 

planetę lodu i ognia. W odległej przeszłości powierzchnia Czerwonej Planety była aktywna 

geologicznie, wulkany z hukiem przekształcały duże obszary jej powierzchni. Jakiś rodzaj 

wewnętrznej aktywności doprowadził do powstania pęknięć i uskoków powierzchni, wynosząc 

obszar Tharsis (gdzie znajduje się najwyższa góra, Olympus Mons) wiele kilometrów nad 

powierzchnię planety. Na Marsie woda występowała wystarczająco długo i obficie, by wyrzeźbić 

jego oblicze. Mars był niegdyś planetą wilgotną, ciepłą, żywą i geologicznie aktywną, dlatego 

rodzi się pytanie, czy kiedykolwiek w przeszłości

OD CZASÓW KEPLERA DO ERY KOSMICZNEJ  • 57

zachodziła tam również aktywność biologiczna - i czy przetrwała do dziś.

Odpowiedź na to pytanie wymagała od astronomów i biologów cofnięcia się od problemu „życia 

na Marsie" do prostszego, lecz wciąż złożonego zagadnienia samego życia. Czym jest życie? 

Jeśli mamy problemy z jego zdefiniowaniem, z rozróżnieniem pomiędzy formami żywymi a 

nieożywionymi na Ziemi, to nieporównywalnie trudniejszym zadaniem będzie uczynienie tego 

na planecie oddalonej o 400 min km. Zatem poszukiwania życia na Marsie rozpocząć trzeba od 

przeglądu form życia ziemskiego, jedynej znanej nam próbki życia w całym Wszechświecie. 

Życie na Ziemi, choć występuje we wszelkich możliwych formach, kształtach i rozmiarach, 

zawsze powoduje jakieś zmiany w lokalnym środowisku. Zmiany takie mogą być nieznaczne, 

szczególnie jeśli zajmujemy się formami niewielkimi. Niezależnie jednak od rozmiarów 

organizmów, zawsze powodują one zmiany w otoczeniu z powodu przemiany materii i 

oddychania - złożonych procesów fizycznych i chemicznych, podtrzymujących życie. Jeśli 

zamkniemy w szczelnym pomieszczeniu mieszaninę gazów, to po upływie dowolnego okresu 

skład mieszaniny pozostanie niezmienny (pod warunkiem, że gazy nie uchodzą ze zbiornika 

przez ścianki). Wpuszczenie do takiego samego pomieszczenia kota szybko spowoduje zmianę 

Strona 23

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

składu mieszaniny (jak też zmianę stanu samego kota). Poszukiwanie oznak życia może 

polegać na stworzeniu kontrolowanego otoczenia, umieszczeniu w nim zebranych próbek i 

obserwowaniu zachodzących zmian, chemicznych bądź fizycznych. Z dużym 

prawdopodobieństwem wszelkie znaczące zmiany można przypisać procesom biologicznym. Tę 

właśnie metodę wybrali naukowcy opracowujący misję Yiking.

Projekt Yiking charakteryzował się znacznym stopniem prostoty - dwa orbitery i dwa ładowniki, 

start na Marsa zaplanowany na rok 1973 -jednak jego realizacja napotkała ogromne trudności. 

Cięcia budżetowe doprowadziły do opóźnienia startu o dwa lata, co okazało się później 

prawdziwym błogosławieństwem, gdyż statek kosmiczny nie byłby po prostu gotów w 1973 

roku bez „pójścia na kompromisy zarówno pod wzglę-

58 • CZAS MARSA

dem możliwości, jak i wiarygodności" - jak stwierdził jeden z członków zespołu.

Cztery statki Yiking najeżone były przyrządami do rejestracji i przekazywania obrazów, 

poszukiwań wody i pary wodnej, obserwacji termicznych, a także przyrządami 

sejsmologicznymi, meteorologicznymi i wieloma innymi, jednak serce misji stanowiły zestawy 

biologiczne ładowników. Inżynierowie z zespołu Yiking zdołali zmieścić trzy laboratoria 

biologiczne w urządzeniu ważącym mniej niż 9 kg i mieszczącym się swobodnie na półce na 

książki.

Trzy eksperymenty biologiczne wykorzystywały tę samą zasadę - należało pobrać z powierzchni

trochę marsjańskiego mułu i zamknąć w pojemniku, zawierającym pożywkę, a następnie 

poddać próbkę działaniu różnych warunków; pomiary powinny określić ilość gazów 

emitowanych lub absorbowanych. Eksperymenty różniły się między sobą przyjętymi sposobami 

inkubacji próbek; każdy z nich miał też poszukiwać innego rodzaju śladów życia. Na pokładzie 

ładowników Yiking znajdował się również przyrząd fluorescencyjno-rentgenowski do 

wyznaczania składu chemicznego i zawartości pierwiastków w glebie oraz spektrometr masowy 

do chromatografii gazowej (GCMS, od ang. Goś Chromatograph Mass Spectrometer), służący 

do wykrywania i oznaczania związków organicznych w glebie.

Poszukiwania życia rozpoczęto ósmego dnia pobytu Yikinga l na Marsie: ósmego solą czasu 

lokalnego, 28 czerwca 1976 czasu ziemskiego, ładownik wysunął ramię, służące do pobierania 

próbek, przeciągnął nim po powierzchni planety i zebrał okru-chy gleby do pakietów 

biologicznych. Trzy eksperymenty biologiczne otrzymały swoje porcje i zostały uruchomione. 

Niewiarygodne, lecz w ciągu następnych trzech dni okazało się, że podczas wszystkich trzech 

eksperymentów zaobserwowano silne uwalnianie gazów - oznakę występowania życia. W 

niektórych przypadkach gazy były uwalniane niemal natychmiast po wystawieniu pożywki na 

działanie marsjańskiej gleby.

Zespół biologów misji Yiking był oszołomiony - trzy eksperymenty, trzy pozytywne wyniki, trzy 

oznaki występowania ży-

OD CZASÓW KEPLERA DO ERY KOSMICZNEJ  • 59

cia... Fakt uwalniania gazów został stwierdzony bezspornie, jednak nagłe rozpoczęcie i 

zakończenie tych procesów przywodziło na myśl raczej ciąg reakcji chemicznych niż zjawisko 

biologicznego wzrostu. Należało postępować ostrożnie. Odkrycie istnienia życia w dowolnym 

miejscu Układu Słonecznego wywarłoby olbrzymi wpływ nie tylko na świat nauki, lecz na całą 

cywilizację. Podobnie jak w czasach Keplera, ludzkość poznałaby lepiej swoje miejsce we 

Wszechświecie. Dowiedzielibyśmy się, że nie znajdując się w centrum świata, stanowimy część 

zjawiska życia, w które obfituje cały Wszechświat. Przekonalibyśmy się, że życie posiadło 

Wszechświat. To poważna sprawa.

Żaden z biologów misji Yiking nie spieszył się z ogłaszaniem odkrycia, gdyż mogłoby się to 

okazać przedwczesne. Przeważało podejście konserwatywne, a wielu biologów żywiło poważne 

podejrzenia, że zaobserwowane procesy nie mają charakteru biologicznego. Norman Horowitz, 

jeden z najważniejszych biologów misji Yiking, jasno przedstawił grupce dziennikarzy swoje 

stanowisko podczas konferencji prasowej: „Pragnę podkreślić, że nie znaleźliśmy życia na 

Marsie. Powtarzam: nie znaleźliśmy".

Gdy nadszedł soi dwudziesty trzeci, spektrometr GCMS przeanalizował próbkę marsjańskiej 

gleby i nie odnalazł nawet śladowej obecności organicznych związków węgla. Po zjawiskach 

zaobserwowanych podczas trzech eksperymentów biologicznych stanowiło to nie lada 

niespodziankę i przyczyniło się do dalszego zaostrzenia dyskusji. Naukowcy spodziewali się, że 

Strona 24

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

spektrometr odnajdzie przynajmniej ślad związków organicznych pochodzenia niebiologicznego 

- na przykład z meteorytów. Dotykamy tu kontrowersyjnej kwestii, związanej z użyciem 

spektrometru GCMS: sposobu odróżnienia związków organicznych pochodzenia biologicznego 

od związków organicznych pochodzenia niebiologicznego. Skoro jednak i tak spektrometr nie 

odkrył w marsjańskiej glebie żadnych związków organicznych, poszukiwania życia na Marsie 

zmieniły charakter i stały się poszukiwaniami procesów, które pozwoliłyby pogodzić fakt 

ewidentnego braku życia na Marsie z wynikami eksperymentów biologicznych.

60 • CZAS MARSA

Trzeciego września sonda Yiking 2 wylądowała na Utopia Planitia, w odległości prawie pół 

obwodu planety, czyli około 6400 km i 25° szerokości na północ od miejsca lądowania Yikinga 

1. Szybko uruchomiono eksperymenty biologiczne i spektrometr. Gleba zdawała się być nieco 

bardziej wilgotna niż na Chryse Planitia. Podobnie jak i tam, spektrometr nie wykrył śladów 

węgla organicznego, a eksperymenty biologiczne dały pozytywne rezultaty, które bywały 

interpretowane raczej jako skutek procesów chemicznych. Ponownie powstało zamieszanie 

wokół wyników, które część badaczy tłumaczyła procesami biologicznymi, a część chemicznymi.

Kolejny więc raz rezultaty eksperymentów przysłoniły podstawowy problem: sondy Yiking 

mogły wykonać jedynie cztery eksperymenty, z których trzy dały wyniki „dopuszczające" 

występowanie życia, a z jednego wynikało, że istnienie życia jest „bardzo wątpliwe". Gdyby 

próbki gleby z Marsa znalazły się w ziemskim laboratorium, można by je poddać jeszcze 

dziesiątkom innych testów, które pomogłyby ostatecznie wyjaśnić wątpliwości. Na Ziemi próbki 

mogłyby nawet zostać inkubowane w pożywce, przebieg doświadczenia zaś obserwowano by 

bezpośrednio pod mikroskopem. Niestety, w warunkach laboratorium pokładowego Yikinga, 

pozwalającego na przeprowadzenie jedynie czterech eksperymentów, nie było takich 

możliwości. Skończyło się więc na zasadniczo sprzecznych rezultatach. Leonard David napisał: 

„Yiking poleciał na Marsa i zapytał, czy jest tam życie, a Mars odpowiedział: »Czy możecie 

przeformułować pytanie?«"

Obecnie większość uczonych - choć wcale nie wszyscy -uważa, że Yiking nie znalazł żadnych 

dowodów wskazujących na występowanie życia na Marsie. Uznano, że zaobserwowaną 

sprzeczność wyjaśnia teoria, w myśl której w marsjańskiej glebie występuje wiele nadtlenków i 

ponadtlenków. Wyniki przynajmniej dwóch z trzech eksperymentów biologicznych Yikinga są 

świadectwem procesów chemicznych, zachodzących z udziałem nadtlenków. Teoria nadtlenków 

i ponadtlenków tłumaczyłaby również niezarejestrowanie węgla organicznego w żadnym z 

miejsc lądowania, gdyż nadtlenki niszczą komplet-

OD CZASÓW KEPLERA DO ERY KOSMICZNEJ  • 61

nie materię organiczną. Wyjaśnienie takie nie wszystkich jednak satysfakcjonuje, gdyż 

spektrometr mógł być nie dość czuły, by wykryć śladowe ilości związków organicznych, czyli 

życia. Hodowla na Yikingu pozwoliłaby ewentualnym rozsianym przetrwalnikom prędko 

rozwinąć się na dużą skalę i przekazać sygnał istnienia. Gwałtowne zakończenie procesów, 

zachodzących podczas eksperymentów biologicznych, tłumaczone jako skutek wyczerpania się 

zapasów nadtlenków przez zwolenników hipotezy chemicznej, ma także swoje wyjaśnienie 

biologiczne: mogło dojść do samozniszczenia nadmiernie rozmnożonych organizmów, 

zatruwających się własnymi odpadami. Naukowiec kierujący programem eksperymentów 

biologicznych, zwanym Lobeled Releose (LR), Gilbert Levin, do dziś jest mocno przekonany, że 

jego badania dostarczyły dowodów występowania życia na Marsie. W dziesięć lat po lądowaniu 

sond Yiking Levin napisał: „[...] po latach laboratoryjnych prac, poświęconych powtórzeniu 

rezultatów z Marsa za pomocą niebiologicznych metod, korzystając z zalet analizy naukowej, 

dochodzimy do wniosku, że prawdopodobieństwo, iż podczas eksperymentów LR wykryto 

obecność żywych organizmów, jest wyższe od prawdopodobieństwa przeciwnej interpretacji. 

Nie jest to nasza opinia, lecz stanowisko przyjęte w wyniku obiektywnej oceny wszelkich 

dostępnych danych naukowych, związanych z tą kwestią".1 Zaledwie dwadzieścia lat wcześniej 

inny członek zespołu biologicznego, Norman Horowitz, w tekście, znajdującym się w tym 

samym tomie, napisał: „Zdaniem niektórych Mars zawsze będzie planetą zamieszkaną, bez 

względu na dostępne dane. [...] Nie trzeba długo się rozglądać, by spotkać się z opinią, że 

gdzieś na Marsie znajduje się rajski ogród - ciepłe i wilgotne miejsce, gdzie kwitnie życie. Są to 

jednak tylko sny na jawie".2

1 G. Levin: „A Reappraisal of Life on Mars". D. B. Reiber (red.), The NASA Mars Conference, 

Strona 25

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

tom 71, Science and Technology Series of American Astronautical Society, Univelt, San Diego 

1988.

2 N. Horowitz: „The Biological Question of Mars". D. B. Reiber (red.), 1 hę NASA Mars 

Conference, tom 71, Science and Technology Series of American Astronautical Society, Univelt, 

San Diego 1988.

62 •  CZAS MARSA

Moim zdaniem Horowitz jest zbyt surowy w ocenie możliwości występowania życia na Marsie, 

Levin natomiast zbyt entuzjastyczny. Najprawdopodobniej Yikingi nie wykryły życia w 

powierzchniowej warstwie marsjańskiej gleby. Spowodowane jest to nieobecnością wody w 

postaci ciekłej oraz prawie całkowitym brakiem substancji organicznych. Choć więc można 

wieść hipotetyczny spór, dotyczący „rozsianych przetrwal-ników", niemożliwe jest 

skonstruowanie racjonalnej teorii, wyjaśniającej funkcjonowanie i cykl życiowy takich 

domniemanych marsjańskich organizmów. Ponadto warstwa ozonowa w atmosferze Marsa jest 

bardzo cienka, a zatem powierzchnia planety pławi się w słonecznym promieniowaniu 

ultrafioletowym o wystarczająco dużym natężeniu, by wystery-lizować ją z wszelkich 

mikroorganizmów. Pomimo opinii Horo-witza warunki takie nie wykluczają możliwości istnienia 

mikrobiologicznego „rajskiego ogrodu" pod powierzchnią planety. Dzięki obserwacjom 

ziemskich organizmów wiemy, że życie rozkwita nie tylko w sprzyjających, „rajskich" 

środowiskach, lecz również w warunkach iście piekielnych. Istnieją na przykład rodziny bakterii 

chemosyntetyzujących, które czerpią energię z rozmaitych nieorganicznych substancji 

chemicznych - a nie ze światła słonecznego (jak rośliny) lub organicznych substancji 

odżywczych (jak m.in. człowiek). Pewna niewielka grupa bakterii przystosowała się do 

egzystencji w temperaturze 70-90°C i żyje sobie, zaspokajając zapotrzebowanie na energię 

poprzez utlenianie siarki; w środowisku pod powierzchnią Marsa prawdopodobnie czułaby się 

jak w domu. Badania wykazały, że na naszej Ziemi, w najbardziej nawet skrajnych warunkach, 

egzystują żywe organizmy, które zadowalają się skąpymi zasobami. Kolonie porostów żyją na 

skałach powierzchniowych na Antarktydzie, chronione mniej więcej centymetrową warstwą 

porowatego piaskowca. Spore kolonie mikroorganizmów dobrze sobie radzą w pobliżu 

znajdujących się na dnie oceanicznym otworów hydrotermalnych, z których biją fontanny 

wrzącej, bogatej w minerały wody. Istnieją organizmy, żyjące w otoczeniu wyłącznie gorącym 

albo zimnym, oraz organizmy przystosowane jedynie do środowiska

OD CZASÓW KEPLERA DO ERY KOSMICZNEJ • 63

zasadowego albo kwasowego; jedne odżywiają się siarką, inne żelazem, a jeszcze inne 

wodorem. Życie ma zdolność przystosowania do skrajnie nieprzyjaznych warunków, a także 

zdolność przetrwania bardzo długich okresów. Pod koniec lat osiemdziesiątych brytyjscy 

naukowcy odkryli, że halobakterie - grupa drobnoustrojów odpornych na sól - mogą przeżyć 

nawet wiele miesięcy, zamknięte w krysztale soli. Fakt ten zaintrygował badaczy na tyle, że 

pobrali próbki z naturalnych podziemnych złóż soli sprzed 230 milionów lat, z okresu permu. 

Wewnątrz kryształów soli odkryli malutkie, wypełnione płynem jamki, a w niewielkiej części z 

nich (6 na 350) znaleźli zdolne do życia halobakterie, które można było hodować w 

laboratorium pomimo upływu ponad 200 milionów lat.3

Wszystkie stworzenia, duże i małe, żyjące w skrajnie nieprzyjaznych środowiskach mają pewną

wspólną cechę: w środowisku musi znajdować się źródło wody, choćby nawet bardzo skromne. 

Zebrano przekonujące dowody na występowanie na Marsie w odległej przeszłości wód zarówno 

powierzchniowych, jak i podpowierzchniowych, co przemawia za dopuszczeniem możliwości 

pojawienia się tam życia w przeszłości oraz, być może, także obecnie w jakimś nieoczekiwanym

rajskim ogrodzie. Następujące środowiska stanowiłyby przyjazne schronienie dla form życia: 

gorące źródła, podpowierzchniowe „gorące punkty", podpowierzchniowe pokłady wiecznej 

zmarzliny, solanki podpowierzchniowe lub znajdujące się w pobliżu powierzchni, a 

przypuszczalnie nawet obszary z pozostałościami wietrzenia, takimi jak złoża soli, które przez 

całe miliony lat służyły za schronienie ziemskim mikrobom. Wielu geologów uważa, że na 

Marsie, a przynajmniej na niektórych jego obszarach, na głębokości około kilometra pod 

powierzchnią planety, występują zasoby ciekłej wody. Być może w odległej przeszłości, gdy na 

Marsie było ciepło i wilgotno, na powierzchni wy-ewoluowało życie, lecz później musiało szukać 

schronienia pod powierzchnią. Grupa badaczy ze stanu Washington w USA

3 J. Postage: The Outer Reaches of Life. Cambridge University Press, Cambridge 1988.

Strona 26

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

64 •  CZAS MARSA

odkryła ostatnio gatunek bakterii, które żyją głęboko pod powierzchnią Ziemi i energię życiową 

czerpią z reakcji zimnej wody gruntowej z bazaltem. Nie ma żadnych powodów, dla których 

podobne organizmy nie miałyby równie skutecznie przetrwać w hipotetycznym marsjańskim 

środowisku podpo-wierzchniowym. Chodzi o to, że żywe organizmy potrafią przetrwać w 

krańcowo ciężkich warunkach, nawet jeśli trudno je odnaleźć na Marsie. Nikt już nie spodziewa 

się odkrycia gromad sześcionożnych Barsoomian, pędzących z hukiem po marsjańskich 

wydmach. Sytuacja wygląda jednak inaczej w przypadku mikroorganizmów, żyjących w 

osłoniętych środowiskach. Występowania takich form życia na Marsie obecnie lub w przeszłości 

nie można wykluczyć. Do rozwiązania zagadki nie wystarczą jednak wyłącznie oczy zdalnie 

sterowanych robotów - na Czerwonej Planecie nie obejdzie się bez ludzkich rąk i oczu.

Po misji Yikingów

Orbitery oraz ładowniki sond Yiking kontynuowały badania Marsa jeszcze przez długi czas po 

zakończeniu eksperymentów biologicznych. Ostatnia transmisja z orbitera Yiking 2 została 

nadana 25 lipca 1978 roku, natomiast ładownik Yiking 2 zamilkł 11 kwietnia 1980 roku, prawie 

dwa lata później. Jeszcze dłużej, do 17 sierpnia 1980 roku, nadawał orbiter Yiking l, natomiast 

ostani przekaz z jego ładownika pochodzi z 5 listopada 1982 roku. Od tego momentu Czerwona

Planeta milczy.

W 1988 roku w ramach radzieckiego programu badania przestrzeni kosmicznej podjęto 

nieudaną próbę wysłania dwóch statków na Marsa i jego księżyce.4 Żadna z ponad piętnastu 

radzieckich i rosyjskich wypraw nie przebiegła naprawdę pomyślnie (a większość z nich 

skończyła się fatalnym nie-

4 Mowa o misji Fobos (Phobos), w której wzięły udział dwie sondy bezzałogowe Fobos l i 2; 

utracono z nimi kontakt w latach 1988-1989, przed rozpoczęciem realizacji głównych celów 

misji (przyp. red.).

OD CZASÓW KEPLERA DO ERY KOSMICZNEJ  • 65

powodzeniem). W trakcie realizacji amerykańskiego programu badań Marsa także zdarzały się 

potknięcia. Statek Mars Obser-uer przewoził siedem przyrządów do prowadzenia obserwacji 

przez cały marsjański rok. Naukowcy mieli nadzieję, że dzięki tym wynikom możliwe będzie 

gruntowne zrewidowanie naszej wiedzy o Marsie, lecz statek nieoczekiwanie zamilkł, zaledwie 

na parę dni przed wejściem na orbitę wokół Czerwonej Planety. Inżynierowie, starający się 

zrekonstruować przebieg wydarzeń, podejrzewają, że doszło do przebicia izolacji przewodu 

paliwowego w momencie, kiedy statek przygotowywał się do odpalenia silników, by wejść na 

orbitę. Tak czy inaczej, niezależnie od rzeczywistych powodów, po siedemnastoletniej przerwie 

amerykański program badań Marsa zdawał się zmierzać ku hibernacji.

Na szczęście niepowodzenie misji Mars Obseruer nie posłużyło za pretekst do radykalnego 

obcięcia budżetu NASA na badania Marsa. Amerykańscy kongresmeni przychylnie odnieśli się 

do projektu kontynuacji badań, których symbolem stały się Yikingi, jednak w oparciu o 

zmienioną koncepcję. Zwracając się ku „szybszym, tańszym i lepszym" metodom badania 

planet oraz wykorzystując wnioski, płynące z niepowodzenia misji Mars Obsewer, NASA 

opracowała dziesięcioletni program badań Marsa. Obecnie amerykańskie plany przewidują, 

zamiast wysłania jednego ogromnego statku, wystrzelenie kilku niewielkich sond kosmicznych, 

krążących po orbicie dookoła Marsa i lądujących na jego powierzchni. Statek Mars Global 

Surueyor wystartowałby jako pierwszy, a zaraz po nim - Mars Pathjinder.5 Mars Global 

Surueyor, statek o połowę mniejszy od Mars Observera, mógłby przystąpić do fotografowania i 

sporządzania map powierzchni Czerwonej Planety z orbity biegunowej w styczniu 1998 roku. 

Ciekawych danych na temat powierzchni Marsa powinien dostarczyć statek Mars Pathjinder, 

który jest próbnym pojazdem technicznym. Jego lądo-

5 Oba starty się powiodły: Mars Global Surveyor wyruszył ku Marsowi w listopadzie, a Mars 

Pathjinder - w grudniu 1996 roku i wylądował na powierzchni planety 4 lipca 1997 roku (przyp. 

red.)-

66 • CZAS MARSA

wanie na powierzchni Marsa przewidziano na 4 lipca 1997 roku (Dzień Niepodległości) - z 

użyciem spadochronów, rakiet hamujących i poduszek powietrznych. (Długo można by mówić, 

dlaczego zdecydowano się na lądowanie w radzieckim stylu, wziąwszy pod uwagę nieprzerwane

pasmo awarii worków powietrznych. Tym razem jednak wszystko powinno zadziałać sprawnie). 

Strona 27

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Jeśli pojazd nie popsuje się podczas kilkakrotnych odbić od marsjańskiej powierzchni, 

zachodzących z prędkością 60-100 km/h, otworzy się i wypuści niewielkiego rovera (nazwanego

Spjourner, na cześć działaczki ruchu przeciw niewolnictwu SojournerTruth), przeznaczonego do 

zbierania danych na temat chemicznych i geologicznych własności powierzchni w okolicach 

miejsca lądowania. Zgodnie z planem następne ładowniki i orbitery powinny zostać wysłane w 

latach: 1998, 2001 i 2003. Pomimo niepowodzenia misji Mars Obseruer statki te, dzięki 

opracowaniu w JPL pewnych nowych rozwiązań, będą znów wykorzystywać układ 

kontrolowanego miękkiego lądowania, jak sondy Yiking.

Nie tylko Stany Zjednoczone są zainteresowane kontynuacją badań Marsa. Rosyjski program 

badań kosmicznych od lat już planuje wyprawy na Marsa, jednak żadna z nich nie doszła do 

skutku, przy czym spowodowane jest to ograniczeniami budżetowymi, a nie problemami 

merytorycznymi. Jedna z takich misji, początkowo nosząca nazwę Mars 94, a obecnie już Mars 

96 (choć równie dobrze może się to zmienić na 98 lub 2001), ma polegać na umieszczeniu 

statku kosmicznego na orbicie wokół Marsa oraz, na powierzchni planety, dwóch niewielkich 

stacji badawczych i dwóch penetratorów - instrumentów, które po dotarciu na powierzchnię 

dosłownie wwiercą się w grunt. Niezobowiązujące plany drugiej misji, Mars 98, przewidują 

wysłanie na planetę orbitera, rovera i balonu. Rosyjski rover Marsochod przewyższy swojego 

amerykańskiego odpowiednika, oddalającego się jedynie 10 m od miejsca lądowania, gdyż 

będzie mógł przejechać prawie 50 km. Wyprodukowany przez francuską agencję kosmiczną 

CNES balon, ciągnący „wąż" wypełniony przyrządami pomiarowymi, w ciągu dnia wzbijać się 

będzie na wysokość 4 km w marsjańskiej

OD CZASÓW KEPLERA DO ERY KOSMICZNEJ  • 67

atmosferze, a w nocy trzymać się będzie bliżej powierzchni planety. Niesiony wiatrem balon, 

który zgodnie z oczekiwaniami przetrwa zaledwie dziesięć dni, błąkając się nad powierzchnią 

Marsa, będzie jednak mógł pokonać parę tysięcy kilometrów. Wziąwszy pod uwagę, że 

słaniająca się rosyjska gospodarka wciąż oscyluje między stagnacją a kolapsem, można sądzić, 

że obie planowane wyprawy będą odkładane lub zostaną całkowicie zaniechane.6

Jedną z koncepcji misji na Marsa, rozważaną obecnie w Stanach Zjednoczonych, jest 

marsjańska platforma powietrzna (MAP, ang. Mars Aerial Platform), program opracowany 

przeze mnie i moich współpracowników z Martin Marietta. MAP to projekt niskobudżetowej 

wyprawy na Marsa, której rezultatem byłyby dziesiątki tysięcy zdjęć powierzchni Marsa o 

wysokiej rozdzielczości, analizy i mapy globalnych układów atmosferycznych oraz wyniki badań 

powierzchni i warstw pod-powierzchniowych, przeprowadzonych metodą teledetekcji. 

Kluczowym pomysłem koncepcji MAP jest wykorzystanie najnowocześniejszej techniki w 

połączeniu z balonami - obiektami z natury bardzo nieskomplikowanymi.

Projekt MAP wygląda następująco. Jedna rakieta nośna typu Delta (zdolna wysłać na Marsa 

ładunek 1000 kg) wystarczy, by skierować sprzęt projektu MAP na bezpośrednią trajektorię 

Ziemia-Mars. Ładunek składałby się ze statku kosmicznego, zawierającego osiem kapsuł, które 

byłyby wyposażone w balon, sprzęt do rozwinięcia spadochronu oraz gondolę z przyrządami 

pomiarowymi. Dziesięć dni przed dotarciem na Marsa statek kosmiczny, kręcąc się jak bąk, 

wypuści kapsuły w odpowiednich kierunkach, by zapewnić ich dotarcie do znacznie od siebie 

oddalonych miejsc. W momencie wejścia kapsuły w atmosferę rozwinie się spadochron, 

spowalniający opadanie kapsuły aż do wypełnienia balonu. Balony zostałyby wykonane z 

dostępnego na rynku materiału, zwanego dwuosiowym nylonem 6, grubości zaledwie 12 

mikrometrów, czyli jednej trzeciej grubości zwykłej plastikowej torby. Pomimo zni-

6 Patrz: przypis na stronie 7 (przyp. red.)-

68 • CZAS MARSA

kornej grubości materiał ten jest bardzo odporny i wytrzymały, w przeciwieństwie do baloników

urodzinowych. Proces wytwarzania materiału gwarantuje, że nie występują żadne pory -dzięki 

temu balon będzie szczelny przez parę miesięcy, a może nawet lat. Po wypełnieniu balonu 

powietrzem spadochron, kapsuła ł sprzęt do rozwinięcia spadochronu kolejno odpadają, 

zapewniając miękkie lądowanie zestawu meteorologicznego na powierzchni. Uwolnione od 

balastu balony mogą już rozpocząć kilkusetdniową wędrówkę po Marsie trasami wiejących 

ciągle wiatrów.

Balony o średnicy 18 m sunąć będą nad powierzchnią Marsa na stałej wysokości około 7-8,5 km

niezależnie od pory dnia, w przeciwieństwie do francuskich balonów, zaprojektowanych na 

Strona 28

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

wyprawę Mars 98. Stanie się to możliwe dzięki zastosowaniu nowoczesnego materiału oraz 

niedużym rozmiarom aparatury (gondola jest bardzo lekka dzięki zaawansowanej technice 

miniaturyzacji): balony będą wystarczająco wytrzymałe, by nie zaszkodził im wzrost ciśnienia 

zawartego w nich gazu wskutek ogrzewania. Zatem takie „nadciśnienio-we" balony nie muszą 

nocą pozbywać się balastu i mogą lecieć na stałej wysokości przez bardzo długi czas. Na 

podstawie obecnych modeli dynamiki marsjańskiej atmosfery można przewidzieć, że balony 

będą niesione wiatrem w kierunku wschód-zachód z prędkością sięgającą 50-100 km/h, co 

pozwoli im okrążyć Czerwoną Planetę w 10-12 dni. Przyjmując, że przeciętny okres trwałości 

balonu wyniesie 100 dni, spodziewamy się, iż każdy z balonów zdoła okrążyć Marsa 

przynajmniej cztery razy. Każdy balon będzie wyposażony w ważący 8 kg zestaw przyrządów 

do badań atmosfery, sprzęt do przechowywania i przesyłania danych, ładowaną baterię i 

ogniwa słoneczne oraz - stanowiącą serce całego zestawu -aparaturę do uzyskiwania obrazów. 

Składać się ona będzie z dwóch układów optycznych: jeden przeznaczony do obrazów o 

wysokiej, drugi zaś - do średniej rozdzielczości. Dzięki obrazom dobrej jakości znacznie lepiej 

zrozumiemy geologię Marsa i będziemy mogli wybrać miejsca lądowania dla przyszłych misji, a 

także obszary, na których prawdopodobieństwo znalezie-

OD CZASÓW KEPLERA DO ERY KOSMICZNEJ  • 69

nią dawnych lub współczesnych form marsjańskiego życia będzie największe. Najlepsze spośród

obrazów, przekazanych przez orbitujące Yikingi, ukazują cechy powierzchni wielkości boiska 

baseballowego; obrazy uzyskiwane przez Mars Global Surveyor będą przedstawiać szczegóły 

powierzchni wielkości średniego samochodu; natomiast aparaty fotograficzne stosowane w 

projekcie MAP ukażą obiekty wielkości kota (co nie znaczy, że zobaczymy marsjańskie koty). 

Co piętnaście minut aparaty te będą robić jednocześnie po dwa zdjęcia: jedno czar-no-białe o 

wysokiej rozdzielczości, a drugie - kolorowe o średniej rozdzielczości, ukazujące obszar 

sfotografowany z wysoką zdolnością rozdzielczą wraz z otoczeniem (zdjęcie o średniej 

rozdzielczości zostanie wykorzystane do lokalizacji na mapie planety miejsca przedstawionego 

na zdjęciu o wysokiej rozdzielczości). Projekt MAP pozwoli uzyskać ogromną liczbę zdjęć. 

Flotylla ośmiu balonów, niesionych wiatrem przez sto dni, przekaże 32 000 zdjęć o wysokiej 

rozdzielczości oraz podobną liczbę zdjęć (ukazujących rozleglejsze obszary), które także 

przewyższą pod względem jakości najlepsze ze zdjęć, uzyskanych przez YikingL

Projekt MAP dostarczy nam ogromną ilość danych na temat geologii, geomorfologii i atmosfery 

Marsa. Inżynierowie i naukowcy będą mieć pod ręką informacje pomocne podczas planowania 

nowych wypraw na Marsa, wybierania obszarów badań egzobiologicznych oraz regionów, w 

których może występować woda. Największa korzyść, płynąca z realizacji projektu MAP, będzie 

jednak niewymierna: chodzi o wpływ na dalsze dzieje ludzkości.

W dzisiejszych czasach, prawie pięćset lat po odkryciach Kopernika, Tychona de Brahe, Keplera

i Galileusza, większość ludzi wciąż uważa Ziemię za jedyny świat we Wszechświecie. Inne 

planety stanowią tylko światełka na nieboskłonie; nieliczni interesują się ich skomplikowaną 

wędrówką - są abstrakcyjnymi pojęciami, o których uczymy się w szkole. Projekt MAP pozwoli 

ludzkości obejrzeć powierzchnię innej planety tak dokładnie, jak nigdy dotąd. Aparaty 

fotograficzne umieszczone w gondoli ukażą rozległe obszary marsjańskiej powierzchni -

70 • CZAS MARSA

ogromne kaniony, wysokie góry, wyschnięte koryta rzek i niecki jezior, skaliste równiny i pola 

lodowe. Zrozumiemy, że Mars jest naprawdę innym, nowym światem - możliwym celem 

wyprawy, a nie jedynie nieosiągalną ideą. Podobnie jak Nowy Świat zachwycał i wabił ziemskich

marynarzy, także Mars może przyciągać nowe pokolenia podróżników, gotowych stworzyć 

statki i żaglowce, przemierzające przestrzeń kosmiczną.

Z Marsa na Ziemię

Misja stawiająca sobie za cel przywiezienie na Ziemię próbek z Marsa (MSR, od ang. Mars 

Sample Return Mission) jest świętym Graalem programów badania Czerwonej Planety za 

pomocą robotów. Gdyby udało się przywieźć zebrane przez Yikingi próbki do ziemskiego 

laboratorium, można by poddać je serii testów i badań, których wyniki nie zostawiłyby żadnych 

wątpliwości. Co przeszkadza w przywiezieniu próbek na Ziemię? Departament NASA, zajmujący

się badaniem Układu Słonecznego, planuje przeprowadzenie takiej właśnie wyprawy w 2005 

roku.

Są trzy sposoby realizacji tego projektu. Pierwszy, najprostszy koncepcyjnie, można nazwać 

Strona 29

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

siłowym. Przewiduje on wysłanie na Marsa, przy użyciu rakiety typu Tytan 4, miniaturowego, 

ważącego około 500 kg statku, który będzie wyposażony w zapas paliwa, umożliwiający start z 

Marsa i powrót na Ziemię. Ładownik zawierałby zdalnie sterowanego rovera do szukania i 

pobierania próbek geologicznych, które następnie zostałyby umieszczone w kapsule na 

pokładzie rakiety powrotnej. Po upływie około półtora roku rakieta mogłaby wystartować z 

powrotem na Ziemię. Osiem miesięcy później, w pobliżu Ziemi, kapsuła odłączyłaby się od 

rakiety i weszła w atmosferę z dużą prędkością, podobnie jak kapsuła z załogą, powracającą z 

misji Apollo. W zależności od projektu kapsuła może być wyhamowywana przez spadochron 

bądź takie materiały amortyzujące uderzenie, towarzyszące lądowaniu na wybranym terenie 

pustynnym, jak drewno balsa lub styropian.

OD CZASÓW KEPLERA DO ERY KOSMICZNEJ  •  71

Misja według tego projektu nie byłaby skomplikowana koncepcyjnie, lecz za to bardzo 

kosztowna, podobnie jak wszystkie bezzałogowe wyprawy badawcze. Rakieta Tytan 4 kosztuje 

400 milionów dolarów; wielki ładownik, mieszczący pojazd powrotny z pełnym zapasem paliwa,

również byłby bardzo drogi. Z powodu wysokości koniecznych nakładów, nigdy nie planowano 

takiej wyprawy; rozważane są natomiast inne, mniej kosztowne koncepcje.

Idea spotkania na marsjanskiej orbicie (MOR, od ang. Mars Orbital Rendezuous) stanowi jedną 

z najbardziej popularnych alternatyw w stosunku do rozwiązania siłowego: zakłada wysłanie na 

Marsa dwóch statków kosmicznych za pomocą stosunkowo tanich rakiet nośnych Delta 2 (koszt

każdej z nich wynosi 55 milionów dolarów). Jeden z wysłanych statków wyniesie na orbitę 

okołomarsjańską statek powrotny (ERY, od ang. Earth Retum Yehicle) oraz kapsułę 

przeznaczoną do lądowania. Drugi natomiast dostarczy na powierzchnię Marsa wyposażony w 

wystarczający zapas paliwa pojazd startujący (MAY, od ang. Mars Ascent Yehicle), wyposażony 

w rovera i pojemnik na próbki. Rover posłuży do zbierania próbek umieszczanych potem w 

pojemniku. Po wykonaniu tego zadania MAY wystartuje i doleci na orbitę okołomarsjańską, 

gdzie automatycznie dojdzie do spotkania i połączenia z ERY. Pojemnik z próbkami przekazany 

zostanie do kapsuły na pokładzie ERY. Następnie statki się rozdzielą: MAY będzie już 

niepotrzebny, a ERY pozostanie na orbicie, aż stanie się możliwy powrót na Ziemię. Pozostała 

część wyprawy przebiegać będzie identycznie, jak w przypadku pierwszej koncepcji.

Za planem MOR przemawia przede wszystkim stosunkowo niski koszt statku w porównaniu z 

podejściem siłowym. Pojazd MAY może być znacznie mniejszy niż w założeniach pierwszej 

koncepcji, gdyż nie musi on lecieć aż na Ziemię, lecz jedynie na orbitę wokół Marsa, a ponadto 

nie musi dźwigać całego układu ponownego wejścia w ziemską atmosferę, lecz tylko pojemnik 

na próbki. Również ładownik niosący pojazd MAY może być mniejszy, lżejszy oraz tańszy i nie 

wymaga tak potężnej rakiety nośnej. Z planem MOR wiążą się jednak poważne problemy.

72  • CZAS MARSA

Po pierwsze, wykorzystane mają być dwie rakiety nośne, przez co wzrasta ryzyko 

niepowodzenia misji z powodu awarii podczas startu. Poza tym konieczna byłaby budowa 

dwóch statków kosmicznych, z których każdy musiałby zostać osobno skonstruowany, 

zbudowany, sprawdzony, poddany testom startowym (statek doświadcza podczas startu 

działania silnych drgań i obciążeń akustycznych, co powoduje konieczność wcześniejszego 

wykonania kosztownych symulacji) oraz połączony z rakietą nośną. W rezultacie koszty są z 

grubsza dwukrotnie wyższe. Ponadto elementy łączące oba statki muszą być wykonane idealnie

i sprawdzić się nie tylko w fabryce, lecz po starcie, w ciągu trwającego parę lat lotu oraz 

podczas zmian termicznych na powierzchni Marsa i na orbicie. Trudno będzie zagwarantować 

poprawne funkcjonowanie takiej konstrukcji, a nawet może się to okazać niewykonalne bez 

przeprowadzenia wcześniejszych testów. Ostatni problem polega na tym, że technologie 

układów automatycznego spotkania na orbicie, połączenia i przekazania próbek nie zostały jak 

dotąd opracowane. Ich stworzenie wymaga dużych nakładów finansowych i nie będzie 

możliwości przeprowadzenia testów przed rozpoczęciem misji. Wszystkie te okoliczności 

zwiększają ryzyko związane z tym planem.

Zwolennicy koncepcji MOR, pragnąc uczynić projekt bardziej atrakcyjnym, uciekali się do 

„innowacyjnych" metod księgowania,7 takich jak rozpisanie kosztów na dwie osobne wyprawy. 

Bardziej skrajna wersja zakłada wcześniejsze wysłanie rovera, obciążając kosztami powrotu 

kogo innego. Późniejsze lądowanie tuż koło rovera wymagałoby chirurgicznej precyzji. Znowu 

niemożliwe byłoby uprzednie sprawdzenie tego rozwiązania. Zrealizowanie tych planów 

Strona 30

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

stanowiłoby jednak spore osiągnięcie w dziedzinie wysyłania na Marsa misji bez-załogowych, 

które obecnie narażone są na odchylenia od zaplanowanego miejsca lądowania w granicach 100

km. Niektórzy zwolennicy spotkania na orbicie sugerowali zastosowanie

7 Ang. innovative accounting to eufemizm, oznaczający nieuczciwe księgowanie (przyp. red.)-

OD CZASÓW KEPLERA DO ERY KOSMICZNEJ  •  73

nowatorskiego rozwiązania, polegającego na spotkaniu statków w przestrzeni kosmicznej 

zamiast na orbicie Marsa, co pozwoliłoby zredukować ilości potrzebnego materiału napędowego 

dla ERY, który nie musiałby wchodzić na orbitę wokół Marsa ani z niej startować. Powoduje to 

jednak konieczność zabrania znacznie większej ilości paliwa dla MAY, a ponadto wprowadza 

nowy element ryzyka, związany z niesprawdzalnym wymogiem, by MAY startował dokładnie w 

momencie pozwalającym spotkać się w otwartej przestrzeni kosmicznej z ERY, przelatującym 

koło Marsa z prędkością 5 km/s. Biorąc pod uwagę konstrukcję MAY, nie wspominając o 

możliwości wystąpienia złej pogody w momencie z góry wyznaczonego startu, bardzo trudno 

byłoby zagwarantować powodzenie takiego manewru.

Cóż więc pozostaje, jeśli koncepcja siłowa jest zbyt kosztowna, a misja MOR zbyt ryzykowna?

Trzecie rozwiązanie, za którym już od paru lat opowiadam się ja, inżynierowie Jim French, 

Kumar Ramohali, Robert Ash, Dianę Linne i inni, znana jest pod nazwą: przywiezienie próbek z 

Marsa z wykorzystaniem lokalnej produkcji materiału napędowego (MSR-ISPP, od ang. Mars 

Sample Return with In-Situ Propellant Production).

Projekt MSR-ISPP zakłada wykorzystanie jednej rakiety nośnej Delta 2 do wysłania na 

powierzchnię Marsa rovera oraz pojazdu MAY bez zapasu paliwa. Podczas gdy rover zbiera 

próbki, MAY wykorzystuje niewielką pokładową instalację chemiczną do zamiany 

wpompowywanego marsjańskiego powietrza na materiał napędowy (osobiście opowiadam się 

za metanem/tlenem, jednak rozważany jest również tlenek węgla/tlen) i wypełniania nim 

zbiorników MAY. Gdy możliwy jest powrót na Ziemię, a wszystkie próbki zostały już zebrane i 

paliwo uzupełnione, MAY startuje podobnie jak w koncepcji siłowej. Na bezpośredni powrót 

statku na Ziemię na rakiecie nośnej Delta pozwala to, że na powierzchnię Marsa trzeba było 

dostarczyć sam pojazd MAY (około 70 kg), zamiast znacznie cięższego pojazdu wraz z zapasem

paliwa, niezbędnym do realizacji koncepcji siłowej.

74 • CZAS MARSA

Misja według pomysłu MSR-ISPP byłaby zdecydowanie najtańsza spośród wszystkich tu 

omawianych, ponieważ zamiast Tytana 4 z jednym dużym statkiem kosmicznym lub dwóch Delt

z dwoma małymi statkami kosmicznymi, wystarczy jedna Delta i jeden mały statek kosmiczny. 

Z misją tą wiąże się także znacznie mniejsze ryzyko niż w przypadku koncepcji MOR, gdyż 

potrzebna „zaawansowana technologia", czyli instalacja do lokalnej produkcji materiału 

napędowego (ISPP), może być w pełni przetestowana w komorach symulacyjnych na Ziemi. 

Ponadto układ ISPP jest znacznie mniej skomplikowany (w istocie opiera się na inżynierii 

chemicznej, znanej już w XIX wieku) niż rozwiązania z zakresu techniki lotów, konieczne do 

realizacji spotkania na orbicie okołomarsjańskiej (areocen-trycznej), nie wspominając już o 

spotkaniu w otwartej przestrzeni kosmicznej. Jak już wspomniałem, w firmie Martin Ma-rietta 

zbudowaliśmy i zaprezentowaliśmy działanie (więcej szczegółów na ten temat podam później) 

pełnowymiarowej jednostki MSR-ISPP, która wytwarzała metan i tlen, wydając na to 47 tysięcy 

dolarów, co jest kroplą w morzu w porównaniu z budżetem misji MSR. To prawda, że 

zbudowana przez nas instalacja nie była sprzętem w pełni gotowym do wysłania w przestrzeń, 

lecz urządzeniem doświadczalnym, służącym jedynie do przeprowadzania testów, pamiętajmy 

jednak, że szansę powodzenia wyprawy, związane z zastosowaniem nowych technologii, 

określa nie stopień opracowania technologii, lecz możliwości ich sprawdzenia. Technologia 

projektu MSR-ISPP może być przetestowana, więc ryzyko, związane z wyprawą według tej 

koncepcji, jest mniejsze niż w przypadku koncepcji MOR, wymagającej spotkania w przestrzeni 

kosmicznej. Ponadto realizacja projektu MSR-ISPP wymaga dwóch identycznych statków 

kosmicznych (a zatem tańszych niż dwa różne statki, potrzebne w projekcie MOR), więc misja 

zakończyłaby się pomyślnie, nawet jeśli tylko jeden z dwóch statków zdołałby powrócić. 

Natomiast w przypadku misji MOR wyprawa zakończy się fiaskiem, jeśli awarii ulegnie choć 

jeden ze statków.

Przekonamy się wkrótce, że technologia lokalnej produkcji materiału napędowego stanowi 

jedyną szansę, by sprostać

Strona 31

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

OD CZASÓW KEPLERA DO ERY KOSMICZNEJ  •  75

kosztom załogowych wypraw badawczych na Marsa. Powinno to stanowić decydujący czynnik 

przy wyborze strategii misji MSR. Wartość misji MSR znacznie by wzrosła, gdyby udało się przy 

okazji zademonstrować działanie najważniejszych technologii, potrzebnych do realizacji 

załogowych lotów na Marsa. Przypuśćmy, że misja MSR zaowocuje zebraniem około kilograma 

próbek w promieniu kilku kilometrów od miejsca lądowania. Ponieważ jest mało 

prawdopodobne, by na powierzchni Marsa występowało obecnie życie, poszukiwania śladów 

mar-sjańskich organizmów byłyby w zasadzie poszukiwaniami skamieniałości. Małe, zdalnie 

sterowane rovery o niewielkim zasięgu nie są idealnym narzędziem do prowadzenia badań 

Marsa, jeśli weźmiemy pod uwagę opóźnienie w komunikacji (do 40 minut, z powodu 

skończonej prędkości sygnałów radiowych) podczas transmisji danych z rozkazami z Ziemi na 

Marsa. Jeśli ktoś w to wątpi, niech pomyśli o tym, czy byłoby łatwo znaleźć szczątki dinozaura, 

spuszczając na spadochronie takiego rovera, jak Sq/ourner lub Marsochod, nad Górami 

Skalistymi? Prędzej chyba nadeszłaby kolejna epoka lodowcowa. Poszukiwania skamieniałości 

wymagają wyciągania wniosków z subtelnych wskazówek, do czego potrzebna jest zdolność 

poruszania się, zwinność i intuicja. Do prowadzenia takich badań konieczna jest obecność ludzi.

Mars wyjawi swoje tajemnice dopiero wtedy, gdy dotrą tam śmiałkowie, „którym niestraszna 

posępna pustka kosmosu".

ROZDZIAŁ 3

OPRACOWANIE PLANU

Dwudziestego lipca 1989 roku prezydent George Bush stanął na schodach Narodowego Muzeum

Lotnictwa i Badań Kosmicznych w Waszyngtonie. Za nim, w chłodnych salach Muzeum, 

znajdowały się eksponaty, związane z największymi amerykańskimi przedsięwzięciami 

kosmicznymi, m.in. statek kosmiczny Columbia - moduł załogowy Apollo 11. Dwadzieścia lat po

pierwszym lądowaniu na Księżycu ludzie, którzy przyprowadzili wówczas Columbię z powrotem 

na Ziemię - Neil Armstrong, Mikę Collins i Buzz Aldrin, załoga Apollo 11 -towarzyszyli 

prezydentowi Bushowi w momencie ogłoszenia nowego, śmiałego planu.

Prezydent Bush mówił o wyzwaniach i nęcących perspektywach, związanych z badaniem 

przestrzeni kosmicznej, o zaangażowaniu narodu amerykańskiego w realizację długotrwałego 

programu badania Układu Słonecznego, a nawet o możliwościach osiedlenia się ludzi na stałe w 

przestrzeni kosmicznej. Idee te zdolne były przyprawić o zawrót głowy nawet dwadzieścia lat po

opuszczeniu przez pierwszych amerykańskich astronautów Ziemi i dotarciu na powierzchnię 

innego świata. Bush mówił o potrzebie planu dłuższego niż dziesięcioletni, „długotrwałego" 

wysiłku, poświęconego badaniu przestrzeni kosmicznej. Następnie ogłosił swój program: „Na 

początek,

CZAS MARSA •  77

w nadchodzącym dziesięcioleciu - w latach dziewięćdziesiątych - stacja kosmiczna Freedom. 

[...] A następnie - na początku nowego wieku - z powrotem na Księżyc. [...] Po czym - będzie 

to podróż w przyszłość - wyprawa na inną planetę: załogowa misja na Marsa".

W ten sposób narodził się program, znany pod nazwą Inicjatywy Badań Kosmicznych (SEI, od 

ang. Spocę Exploration Ini-tiatwe). Start był dobry, niestety, później poszło gorzej.

Tradycyjny sposób zdobycia Marsa

W reakcji na mowę Busha, do rozważenia sposobów realizacji prezydenckiego programu 

wyznaczono duży zespół ekspertów z NASA, reprezentujący wszystkie ośrodki badawcze 

agencji, wspomagany przez najważniejsze firmy z branży lotniczej i kosmicznej . W trzy 

miesiące zespół opracował dokument, zatytułowany Raport z trwających 90 dni prac nad 

możliwościami badania Księżyca oraz Marsa przez misje zalogowe.l Zgodnie z wnioskami 

Raportu 90-dniowego, aby wysłać załogową misję na Marsa, należałoby uprzednio przez 30 lat 

budować infrastrukturę w przestrzeni kosmicznej; ponadto byłby to najbardziej kosztowny 

spośród wszystkich amerykańskich programów rządowych od czasów II wojny światowej.

Strona 32

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Projekt zespołu NASA przewidywał budowę wcześniej zaplanowanej stacji kosmicznej, lecz 

trzykrotnie większej i uzupełnionej o „podwójne kile", zawierające hangary do budowy statków 

międzyplanetarnych. Konieczne byłoby także wykonanie bardzo wielu dodatkowych konstrukcji 

orbitalnych: swobodnie orbitujących składów kriogenicznego paliwa rakietowego, punktów 

kontrolnych, pomieszczeń mieszkalnych dla personelu budującego statek itd. Tak ogromny i 

skomplikowany sprzęt posłużyłby do budowy i obsługi rejsowych księżycowych stat-

1 A. Cohen i in.: The 90 Day Study on the Human Exploration of Moon and Mars. U.S. 

Government Printing Office, Waszyngton, DC 1989); raport ten niebawem stał się znany pod 

skróconą nazwą Raportu 90-dniowego.

78 •  CZAS MARSA

ków kosmicznych (z kolei prace nad każdym z nich wymagałyby trzech pojazdów do 

przewożenia ciężkich ładunków i jednego startu promu kosmicznego). Osoby pamiętające, że 

do każdej misji Apollo wystarczył jeden start, drapały się po głowach, myśląc, że „ostatnim 

razem nie było tak trudno dostać się na Księżyc..." W ciągu dziesięciu lat statki kosmiczne 

przewiozłyby na Księżyc wszystkie zapasy i wyposażenie konieczne do zbudowania sporego 

kompleksu baz księżycowych. Bazy, wspomagane przez urządzenia znajdujące się na orbicie, 

stanowiłyby zaplecze, umożliwiające budowę naprawdę gigantycznego -zdolnego do 

przewożenia ponad 1000 ton - statku kosmicznego klasy Battlestar Gcdactica, przeznaczonego 

do odbywania podróży na Marsa. Rejsowe statki marsjańskie wykorzystywałyby zupełnie inne 

technologie niż statki księżycowe, i to nie tylko technologie napędu rakietowego; zatem 

potrzebne byłyby także spore sumy na ich opracowanie oraz dodatkowa infrastruktura, nie 

wymagana do misji księżycowych. Z początku wyprawy na Marsa trwałyby (łącznie z 

powrotem) osiemnaście miesięcy, z czego jeden miesiąc mijałby na orbicie areocentrycznej. 

Wylądowanie na powierzchni Marsa wiązałoby się z kolei z rejsem specjalnym - lotem małego 

statku kosmicznego, który zawiózłby zespół: badaczy na Czerwoną Planetę na okres około 

dwóch tygodni. Taka misja na Marsa pozwoliłaby na niewiele więcej niż zatknięcie flagi i 

zostawienie odcisków stóp. Rejsowe marsjańskie statki kosmiczne wyruszałyby z ziemskiej 

orbity wielkie i ciężkie, a wracałyby lekkie i puste, zostawiając po drodze rozmaite fragmenty 

wyposażenia (zbiorniki paliwa, pojazdy terenowe, osłony aerodynamiczne); z każdą taką 

wyprawą wiązałyby się olbrzymie koszty. Raport 90-dniowy nie podawał nawet przybliżonych 

sum, jednak z czasem do prasy przedostały się oceny kosztów realizacji tego programu: nie 

mniej niż 450 miliardów dolarów.

Wątpliwe, by na jakikolwiek program przeznaczono podobne fundusze. Z uwagi na odległy czas 

realizacji i niewielką liczbę przewidywanych osiągnięć, propozycja przedstawiona w Raporcie 

90-dniowym nie wzbudziła entuzjazmu części opinii publicznej zainteresowanej badaniami 

przestrzeni kosmicznej.

OPRACOWANIE PLANU  •  79

Następne miesiące i lata pokazały, że inicjatywa SEI była może i dobra, lecz zarazem martwa, 

gdyż amerykański Kongres nie zgadzał się na realizację jakichkolwiek pomysłów związanych z 

SEI, dopóki suma 450 miliardów dolarów nie zostanie znacznie obniżona.

Raport 90-dniowy pozbawiony był wewnętrznej logiki, nie zawierał także nowych koncepcji. 

Stanowił raczej, przybrane w nowe szaty, zestawienie starych pomysłów, nawiązujących do 

liczącego czterdzieści lat programu Die Marsprojekt - zarysu wyprawy na Marsa, opracowanego 

przez niemieckiego projektanta rakiet, Wernhera von Brauna, i jego współpracowników pod 

koniec lat czterdziestych. W NASA projekt uaktualniono pod względem technicznym, czyniąc 

zeń podstawę zarzuconego programu załogowej wyprawy na Marsa w 1969 roku, planowanej 

jako kontynuacja misji Apollo. Załogowa wyprawa międzyplanetarna według pomysłu von 

Brauna i jego współpracowników stanowiłaby szczyt marzeń producenta sprzętu kosmicznego: 

ogromny międzyplanetarny statek kosmiczny (a jeszcze lepiej flotylla ogromnych statków) 

montowany w orbitujących wokół Ziemi stacjach i stamtąd wystrzeliwany. Kwestia 

ewentualnego pobytu na powierzchni Marsa zeszła na drugi plan. Kurczowo trzymając się 

koncepcji gigantycznych stacji orbitalnych, służących do montażu gigantycznych statków, 

zespół przygotowujący Raport 90-dniowy starał się przedstawić jako niezbędne wszystkie 

technologie - istniejące, planowane oraz wyśnione - opracowywane w ramach programów 

badawczych NASA; w projekcie miało się znaleźć miejsce dla wszystkiego i wszystkich. W 

rezultacie powstała koncepcja wyprawy o najwyższym możliwym stopniu komplikacji, dokładnie

Strona 33

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

wbrew wszelkim zasadom techniki.

Spójny projekt Inicjatywy Badań Kosmicznych

Pod koniec 1989 roku zaczęły się odzywać głosy, że konstrukcja misji, proponowana w Raporcie

90-dniowym, jest niespójna. Przeprowadzając systematyczną krytykę raportu, sporzą-

80 • CZAS MARSA

dziłem poniższe podsumowanie, umieszczane następnie wielokrotnie jako wstęp do każdego 

kolejnego opracowania związanego z projektem Mars Direct (zob. np. przypis 2), świadczące o 

moim ówczesnym przekonaniu o jego realności. Podsumowanie przedstawia kluczowe 

koncepcje projektu Mars Direct, dlatego zamieszczam tekst w całości, dodając jedynie pomocne

wyjaśnienia w nawiasach kwadratowych.

Potrzebna jest obecnie konsekwentna i logiczna konstrukcja Inicjatywy Badań Kosmicznych 

(SEI), przez co rozumiem przejrzysty i inteligentnie dobrany zestaw celów oraz prosty, solidny i

oszczędny plan ich osiągnięcia. Wybrane cele powinny oferować maksymalne korzyści, a ich 

osiągnięcie powinno zwiększać szansę realizacji jeszcze ambitniejszych zamierzeń w 

przyszłości. Prostota, solidność i oszczędność projektu wykluczają misje współzależne (np. 

misje księżycowe oraz orbitalne misje marsjańskie i ziemskie), które w rzeczywistości są 

wzajemnie niezależne. Zastosowane technologie powinny jednak być na tyle wszechstronne, by

można je było wykorzystać do realizacji różnorodnych celów, co przyczyniłoby się do obniżenia 

kosztów wytwarzania wyposażenia. Najważniejszą przesłanką, którą należy kierować się 

podczas wyboru stosowanych technologii, jest maksymalizacja efektywności wyprawy w 

miejscu jej przeznaczenia, czyli na powierzchni obcej planety. Nie wystarczy dostać się na 

Marsa, trzeba jeszcze dokonać tam czegoś pożytecznego. Misje o zerowej efektywności są 

bezwartościowe.

Choć wydaje się, że powyższe zasady są dyktowane przez zdrowy rozsądek, zostały one 

pogwałcone we wszystkich dotychczasowych opracowaniach koncepcji SEI [np. Raport 

90-dniowy]. W konsekwencji wytworzył się obraz SEI jako przedsięwzięcia tak kosztownego i 

nieatrakcyjnego, że mającego niewielkie szansę na uzyskanie poparcia finansowego ze strony 

Kongresu. Ogromne koszty realizacji tych projektów związane są z pomysłem zastosowania 

zupełnie innych rakiet nośnych do misji księżycowej i marsjańskiej, zupełnie innych statków 

rejsowych i technologii napędu rakietowego

.

OPRACOWANIE PLANU  • 81

do misji księżycowej i marsjańskiej, a także zupełnie innych pojazdów terenowych na Marsie i 

na Księżycu; misja księżycowa miałaby ponadto wykorzystywać stację kosmiczną Free-dom - 

wielki kompleks orbitalny - do montażu sprzętu i tankowania paliwa. W ten sposób, zupełnie 

sztucznie, wyprawa na Czerwoną Planetę uzależniona zostaje od misji księżycowych. Ponadto 

koncepcje obu wypraw, na Marsa i na Księżyc, charakteryzują się wydajnością bliską zeru, gdyż

nie podejmują poważniejszych prób umożliwienia astronautom przemieszczania się po 

powierzchni docelowego ciała niebieskiego. W przypadku misji marsjańskiej zakładany pobyt na

powierzchni planety jest krótszy niż 5% całkowitego czasu podróży z Ziemi na Marsa i z 

powrotem. Wymóg spójności koncepcji SEI wyznacza pewne kierunki poszukiwania możliwych 

rozwiązań, a mianowicie:

1. Prosty i solidny projekt wyklucza uzależnianie misji księżycowych i marsjańskich od 

jakiejkolwiek infrastruktury LEO [czyli znajdującej się na niskiej orbicie okołoziemskiej, ang. 

Low-Earth-Orbit]. Budowa i konserwacja zawodnej i trudnej w naprawie orbitalnej 

infrastruktury byłaby niezwykle kosztowna. Ryzyko towarzyszące wyprawom 

międzyplanetarnym wzrasta przy wykorzystaniu konstrukcji umieszczonych w przestrzeni 

kosmicznej, gdyż sprawdzenie poprawności ich funkcjonowania sprawia problemy. Konieczność 

eliminacji infrastruktury LEO przemawia za stosowaniem zaawansowanych oraz/lub 

występujących lokalnie materiałów napędowych, które przyczyniłyby się do zmniejszenia 

ciężaru paliwa w stopniu umożliwiającym rezygnację z orbitalnego montażu statków.

2. Oszczędność wymaga zastosowania w przypadku lotów na Marsa, Księżyc oraz innych misji 

takich samych rakiet nośnych i statków rejsowych, technologii napędu rakietowego oraz, na ile 

to możliwe, pojazdów terenowych. Zakładane niskie koszty wykluczają stosowanie 

infrastruktury LEO, gdyż korzyści odniesione z ewentualnego ponownego użycia statków 

międzyplanetarnych nie są w stanie zrekompensować kosztów budowy infrastruktury orbitalnej.

Strona 34

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Wystarczy za-

82  •  CZAS MARSA

uważyć, że jej koszt w przybliżeniu tysiąckrotnie przewyższa wartość ponownie 

wykorzystywanych układów statków kosmicznych (silników, awioniki). Z grubsza biorąc, 

inwestycja w infrastrukturę orbitalną zwróci się dopiero po przeprowadzeniu około tysiąca misji 

międzyplanetarnych i tyluż operacji ponownego montażu, czyli w bardzo odległej przyszłości. 

Konsekwencją wymogu oszczędności jest także dobór wyłącznie najefektywniejszych trajektorii 

(a więc klasy trajektorii koniunkcyjnych dla Marsa [o małym zużyciu paliwa i długim okresie 

przebywania na powierzchni]). Ponadto należałoby zarzucić realizację paru najbliższych 

planowanych misji na Marsa, wykorzystujących trajektorie z klasy opozycyjnej [o dużym 

zużyciu paliwa i krótkim okresie przebywania na powierzchni], gdyż wymagać będą zupełnie 

odmiennego wyposażenia od misji koniunkcyjnych. 3. Aby wyprawa była skuteczna, należy 

zapewnić astronautom na powierzchni planety:

a) czas,

b) mobilność,

c) energię.

Astronauci bez wątpienia potrzebują czasu, by przeprowadzić na powierzchni Marsa 

jakiekolwiek użyteczne badania lub eksperymenty z wykorzystaniem lokalnych zasobów. W 

ogóle nie można brać pod uwagę misji klasy opozycyjnej (lot w obie strony trwa półtora roku, z

czego na pobyt na powierzchni Marsa pozostaje 20 dni). Również misje, zakładające spotkanie 

na orbicie marsjańskiej lub księżycowej (LOR, MOR, od ang. Lunar/Mars Orbital Rendezvous), 

są niewskazane z prostego powodu: jeśli czas pobytu na powierzchni ma być długi, to także 

okres przebywania statku głównego na orbicie będzie długi. Koncepcje LOR i MOR stawiają 

wyprawę w złym położeniu, skazując na wybór pomiędzy dwoma możliwościami: czy podczas 

długiego pobytu na powierzchni planety zostawić jakiegoś członka załogi na statku głównym na 

orbicie okołomarsjańskiej, w uciążliwych warunkach zerowej grawitacji i wystawionego na 

działanie promieni kosmicznych, na dodatek bez żadnego sen-

OPRACOWANIE PLANU  • 83

sownego zajęcia, czy też pozostawić na orbicie statek główny bez załogi, licząc, że załoga 

zbierająca się do powrotu na Ziemię zastanie go w stanie nadającym się do użytku; gdyby się 

okazało, że jest inaczej, załoga mogłaby znaleźć się w beznadziejnym położeniu. Koncepcją 

alternatywną do LOR i MOR jest projekt, przewidujący powrót na Ziemię statku startującego 

bezpośrednio z powierzchni Marsa. W przypadku wyprawy na Księżyc bezpośredni powrót jest 

możliwy dzięki paliwu rakietowemu, wyprodukowanemu w całości na Ziemi, jednak 

efektywność misji znacznie by wzrosła, gdyby w drodze powrotnej udało się użyć wytworzony 

na Księżycu ciekły tlen. Bezpośredni powrót statku z powierzchni Marsa bezwzględnie wymaga 

wykorzystania lokalnych materiałów napędowych.

Astronauci muszą mieć możliwość swobodnego poruszania się po powierzchni, ponieważ w 

przeciwnym razie niemożliwe byłoby przeprowadzenie jakichkolwiek pożytecznych badań na 

planecie wielkości Marsa, a nawet Księżyca. Konieczny będzie transport do bazy zasobów 

naturalnych z odległych miejsc ich występowania. Uczestnicy wyprawy potrzebować będą 

środków transportu, by odwiedzać oddalone placówki, takie jak optyczne i radioastronomiczne 

obserwatoria na Księżycu. Kluczem do rozwiązania kwestii mobilności, zarówno na Marsie, jak i 

na Księżycu, jest produkcja - na bazie lokalnych zasobów - paliwa, które nadawałoby się 

zarówno do roverów terenowych dużej mocy, jak i statków z napędem rakietowym. W 

przypadku Księżyca wybór pada na tamtejszy ciekły tlen, spalający się z pomocą ziemskiego 

paliwa, na przykład wodoru lub metanu. Na Marsie można produkować metan/tlen oraz tlenek 

węgla/tlen, chemiczne kombinacje paliwa i utleniacza, a ponadto do zwiększenia siły ciągu 

podczas startu statku może posłużyć dwutlenek węgla w surowej postaci, podgrzewany w 

jądrowym termicznym silniku rakietowym.

Uruchomienie produkcji lokalnych materiałów napędowych, zarówno na Marsie, jak i na 

Księżycu, wymaga dużych ilości energii, możliwych do wytworzenia jedynie przez

84 • CZAS MARSA

reaktory jądrowe. Paliwa, po wyprodukowaniu, stają się wygodnym środkiem magazynowania 

energii jądrowej. Energię tę można później czerpać choćby z przenośnego generatora 100 kW 

napędzanego silnikiem spalinowym rovera. Prowadzenie przez astronautów różnorodnych 

Strona 35

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

badań i czynności związanych z utylizacją miejscowych zasobów naturalnych wymaga 

stworzenia środowiska bogatego w energię, zarówno w bazie, jak i w oddalonych punktach.

Widzimy zatem, że kierowanie się w Inicjatywie Badań Kosmicznych (SEI) wymogami prostoty, 

solidności, oszczędności i wysokiej efektywności nakazuje, by projekt bezpośrednich lotów na 

Marsa lub Księżyc odwoływał się do znanej metody startu, lotu i bezpośredniego powrotu na 

Ziemię z powierzchni planety, możliwego dzięki wykorzystaniu lokalnie występujących 

materiałów napędowych, które służyłyby zarazem jako paliwo do podróżowania po powierzchni 

i pozwalały korzystać z przenośnych źródeł energii.2

Przedstawione powyżej rozumowanie doprowadziło do opracowania nowatorskiej koncepcji 

wyprawy na Marsa, zwanej Mars Direct.

Narodziny projektu Mars Direct

W styczniu 1990 roku było już jasne, że plan zawarty w Raporcie 90-dniowym został trafiony i 

zatopiony. W związku z tym w Broadmoor Hotel w Colorado Springs doszło do zebrania 

członków kierownictwa firmy Martin Marietta w celu przedyskutowania sytuacji. Do udziału 

zaproszono dwie osoby, znane już w firmie z zainteresowań Marsem: Bena Clarka, pracownika 

niższego szczebla kierownictwa Martin Marietta, który był jednym z czterech naukowców, 

nadzorujących misję

2 R. Zubrin, D. Baker i O. Gwynne: Mars Direct: A Simple, Robust and Cost-Effec-tive 

Architecture for the Space Exploration Initiative, AIAA 01-0326, 29th Aero-space Science 

Conference, Reno, Nevada, styczeń 1991.

OPRACOWANIE PLANU  • 85

Yiking w 1976 roku (zaprojektował eksperyment z fiuorescen-cją rentgenowską), i mnie, 

zaledwie starszego inżyniera - zajmowaliśmy więc zdecydowanie najniższe stanowiska wśród 

uczestników.

Benowi i mnie udało się przekonać członków zarządu Martin Marietta, że firma powinna 

utworzyć niewielki dobrany zespół, mający opracować własne, oryginalne podejście do lotów na

Marsa, wolne od uprzedzeń i preferencji NASA. Trudno byłoby stworzyć niezły, oszczędny i 

dotyczący najbliższej przyszłości plan załogowej wyprawy badawczej na Marsa, gdyby wtrąciła 

się w to gromada osób, kierujących się czyimiś interesami i domagających się dostosowania 

projektu do wymagań jakichś kierowników lub grup w Centrach Kosmicznych NASA im. 

Johnsona i Marshalla. Nasz zespół miał być z założenia niezależny od takich wpływów; to 

właśnie próba zadowolenia wszystkich doprowadziła autorów Raportu 90-dniowego do 

stworzenia planów wymykających się spod kontroli.

Była to bardzo radykalna propozycja. Wśród menedżerów pracujących w przemyśle 

kosmicznym panuje przekonanie, że „klientowi" (a więc NASA lub siłom lotniczym armii 

amerykańskiej) należy zawsze mówić to, co on chce usłyszeć. Z pewnością w ten sposób 

najłatwiej zawrzeć kontrakt. My proponowaliśmy podejście przeciwne: zacząć od dobrych 

pomysłów i powiedzieć klientowi to, co powinien usłyszeć, niezależnie od tego, czy ma na to 

ochotę.

Al Schallenmuller, nowo powołany wiceprezes podwydziału cywilnych systemów kosmicznych, 

odpowiedzialny w Martin Marietta za SEI, był centralną postacią zebrania, mimo że nie 

zajmował najwyższego stanowiska pośród uczestników. Zdobył doświadczenie, pracując jako 

inżynier dla Kelly'ego Johnsona w słynnym warsztacie Skunkworks lotniczego koncernu 

Lockheed. Wiedział, że duże i trudne projekty można realizować tanio i szybko. Był jednym z 

głównych inżynierów, pracujących przy misji Yiking w 1976 roku i często opowiadał, jak bardzo 

ekscytujące było oglądanie pierwszego przekazanego przez Vi-kinga obrazu powierzchni Marsa. 

Schallenmuller naprawdę chciał ponownie wyprawić się na Marsa i wiedział, że Raport

86 • CZAS MARSA

90-dniowy zawierał plan nierealny; dlatego poparł naszą propozycję.

W lutym 1990 roku firma Martin Marietta powołała dwuna-stoosobowy „zespół do 

opracowywania scenariuszy" pod kierownictwem Ala Schallenmullera; zespół ów miał stworzyć 

„nowe, ogólne strategie" badania przestrzeni kosmicznej. Większość zespołu stanowili ludzie z 

wiedzą ogólną, jak Ben, ja czy David Baker, inżynier budowy statków kosmicznych, choć było 

też paru specjalistów: Bili Wilcockson, ekspert Martin Marietta w dziedzinie hamowania 

atmosferycznego - metody wykorzystania atmosfery planety do zwalniania lotu statku (Bili 

odegrał później kluczową rolę podczas pomyślnego hamowania atmosferycznego sondy 

Strona 36

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Magellan w atmosferze Wenus); Al Thompson, specjalista od sztucznej grawitacji; oraz Steve 

Price, ekspert Martin Marietta w dziedzinie projektowania planetarnych roverów terenowych.

Ben i ja byliśmy najsilniej przekonani do pomysłu wyprawy na Marsa, choć nie do końca 

zgadzaliśmy się między sobą. Obaj uważaliśmy, że misja na Marsa wymaga małego zużycia 

paliwa, a zatem musi wykorzystywać trajektorie koniunkcyj-ne, oraz że nie ma potrzeby 

budowania bazy na Księżycu, a montaż statku w stacji orbitalnej stanowi ewidentny minus 

planu. W tym ostatnim punkcie nasze drogi się rozchodziły. Ben sądził, że zastosowanie 

robotów pozwoli montować statki kosmiczne na orbicie dzięki znajdującym się na pokładzie 

manipulatorom, zdolnym złożyć statek z dostarczonych części. Ponieważ Ben dopuszczał 

montaż na orbicie, nie starał się, w przeciwieństwie do mnie, zredukować za wszelką cenę masy

ładunku wyprawy. Choć więc przez całe lata interesował się możliwością produkcji materiału 

napędowego na Marsie, nie widział potrzeby wprowadzania do projektu tej strategii. Nie 

dostrzegał również potrzeby maksymalizacji okresu przebywania na powierzchni Marsa: według

planu Bena wyprawa spędziłaby półtora roku na orbicie areocentrycznej Czerwonej Planety, z 

wyjątkiem krótkiego, około miesięcznego wypadu na Marsa w małym statku ładowniczym. Ben 

rozważał użycie chemicznych materiałów napędowych, dostęp-

OPRACOWANIE PLANU  • 87

nych na rynku, więc jego projekt był stosunkowo konwencjonalny (czyli zbliżony do Raportu 

90-dniowego, a więc dominującego wówczas podejścia); zawierał plan budowy na orbicie 

700-tonowego statku kosmicznego, jednak bez kosztownych, a zbędnych elementów - budowy 

baz księżycowych i infrastruktury orbitalnej. Początkowo Ben nazwał swoje podejście Koncepcją

6, później zmienił nazwę projektu na Koncepcja prostej strzaly.

Nie zgadzałem się z rozumowaniem Bena, uważając, że metoda składania statku przez roboty 

się nie sprawdzi. Ponadto konieczność wysłania w przypadku każdego startu 700 ton ładunku 

na LEO spowodowałaby, że z pewnością nie odbyłoby się wiele wypraw na Marsa; 

trzydziestodniowy okres pobytu na powierzchni wykluczałby też przeprowadzenie jakichkolwiek 

sensownych badań. Moim zdaniem celem wyprawy na Marsa nie było ustanawianie nowego 

rekordu odległości, lecz zbadanie planety i jej kolonizacja. Perspektywa ciągłej obecności na 

Marsie wymaga przeprowadzenia wielu misji, co można osiągnąć, redukując masę wyprawy, a 

tym samym koszty ekspedycji. Najłatwiej jest to osiągnąć, produkując materiał napędowy na 

powierzchni Marsa. W 1989 roku wykonałem badania wskazujące, że strategia ta, w połączeniu 

z użyciem napędu jądrowego podczas lotu z Ziemi na Marsa, pozwala wysłać załogową misję za

pomocą pojedynczej rakiety nośnej Saturn 5, rakiety tego samego typu, co w misji Apollo. 

Dzięki zastosowaniu pojedynczej rakiety nośnej montaż i start mogą się odbywać na 

powierzchni Ziemi, na Przylądku Canaveral, a budowa statku na orbicie jest zbędna. Ponadto 

wykorzystanie marsjańskiego paliwa pozwoliłoby na lądowanie całej wyprawy na powierzchni 

Marsa; nikt ani nic nie musiałoby pozostawać na orbicie i cały długi pobyt na planecie można by

wykorzystać na prowadzenie pożytecznych badań. Oto sposób dotarcia na Marsa: bezpośredni 

start za pomocą jednej rakiety nośnej, wykorzystanie napędu jądrowego podczas lotu po 

trajektorii Ziemia-Mars oraz bezpośredni powrót z powierzchni planety dzięki materiałom 

napędowym, wyprodukowanym na miejscu.

88  •  CZAS MARSA

Kolej na pomysły Davida Bakera. Baker, człowiek bardzo bystry, był wówczas w Martin Marietta

głównym inżynierem, pracującym nad konstrukcją kosmicznego pojazdu rejsowego (STV, od 

ang. Space Transfer Yehicle, promu służącego do podróży na Księżyc). Baker musiał wychodzić 

z siebie, by spełnić arbitralne wymagania, narzucane przez NASA. Zażyczono sobie na przykład,

by STV mógł wylądować na Księżycu, nawet gdyby dowolne dwa silniki uległy awarii. (Ładownik

księżycowy misji Apollo miał tylko jeden silnik). Wymogi symetrii siły ciągu powodują, że 

potrzebnych jest wtedy pięć silników, podczas gdy w zasadzie wystarczyłby jeden. W takiej 

sytuacji statek dysponowałby zbyt wielką w stosunku do potrzeb siłą ciągu, trzeba by więc 

zdławić pracę silników do około 10% mocy, do czego nie były przeznaczone, i w konsekwencji 

opracowywać nowy kosztowny projekt silnika. Co więcej, NASA chciała, by silniki były zdatne 

do ponownego wykorzystania. Powodowało to bardzo znaczne zwiększenie kosztów i masy 

startowej ze względu na konieczność wleczenia pięciu ciężkich silników najpierw na Księżyc, a 

potem z powrotem na orbitę, gdzie w stacji montażowej, zbudowanej za wiele miliardów 

dolarów, byłyby po dokonaniu kontroli ponownie montowane. A wystarczyłby gotowy, 

Strona 37

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

znajdujący się w ofercie handlowej firmy Pratt & Whitney, silnik RL-10 w cenie 2 milionów 

dolarów. Pracując nad STV, Baker starał się zrobić jak najwięcej jako „gracz zespołowy", lecz 

kiedyś wyznał mi, że „to wszystko nie ma żadnego sensu".

Baker uczestniczył we wcześniejszych pracach nad projektowaniem wypraw na Marsa, których 

kierunek wyznaczało rozumowanie zbliżone do zawartego w Raporcie 90-dniowym, lecz było 

oczywiste, że logika tych prac (lub jej brak) bardzo mu przeszkadzała. Pewnego razu zapoznał 

się z moimi pomysłami. Jedne zaakceptował od razu, do innych musiałem go przekonywać - jak

do kluczowej roli produkcji materiałów napędowych na Marsie. Niektórych rozwiązań w ogóle 

nie chciał przyjąć, na przykład wykorzystania napędu jądrowego podczas pierwszych misji na 

Marsie. Uważał, że opracowanie technologii napędu jądrowego kosztowałoby zbyt wiele, a 

przekonanie

OPRACOWANIE PLANU  •  89

opinii publicznej do tego rozwiązania nie byłoby łatwe. Nie zgadzałem się z tymi argumentami. 

W przypadku długofalowego programu badań Marsa wydatki na opracowanie napędu jądrowego

z pewnością zwróciłyby się po dwóch-trzech wyprawach dzięki obniżeniu kosztów startu; 

zakrojony na dużą skalę program eksploracji Marsa wymaga stosowania jądrowego napędu 

rakietowego. „Jeśli będziesz upierał się przy napędzie jądrowym już przy pierwszej wyprawie, 

spowodujesz opóźnienie realizacji całego programu, a może nawet doprowadzisz do tego, że 

zostanie zaniechany" - odpowiadał Baker.

Ten argument mnie przekonał. Nie miałem wątpliwości, że realizacja programu wysłania ludzi 

na Marsa powinna odbywać się w maksymalnym tempie. Szybka realizacja projektu oznacza 

oszczędności, gdyż koszty równe są liczbie zaangażowanych osób pomnożonej przez czas. 

Ponadto, aby uzyskać środki na kontynuację, każdy poważniejszy program musi co roku trafić 

do Kongresu, co grozi decyzją o przerwaniu jego realizacji, wynikającą często z zakulisowych 

rozgrywek lub osobistych uprzedzeń. Każda dyskusja w Kongresie przypomina rosyjską ruletkę 

i można jedynie mieć nadzieję, że jeszcze raz dopisze szczęście.

W 1961 roku prezydent John F. Kennedy wyznaczył cel: wysłać ludzi na Księżyc przed rokiem 

1970. W 1968 roku zmieniła się administracja rządowa i prezydent Richard Nixon wycofywał się

z programu, choć astronauci lądowali już na Księżycu. Gdyby Kennedy wezwał do zdobycia 

Księżyca w ciągu 20, a nie 10 lat, w roku 1969 NASA kończyłaby dopiero realizację programu 

Mercury, a perspektywa wyprawy na Księżyc byłaby wciąż bardzo odległa. Jeśli chcemy 

załogowego lotu na Marsa, trzeba to zrobić w ciągu dekady, a nie 20 lub 30 lat.

Musiałem przyznać, że projekt napędu jądrowego - w przeciwieństwie do lotu na Marsa - będzie

prawdopodobnie musiał poczekać na realizację. Jądrowy napęd rakietowy bez wątpienia 

zostanie w końcu opracowany, gdyż pozwoli zmniejszyć koszty startu niemal dwukrotnie, lecz 

postanowiłem na to nie czekać. Musimy wybrać się na Marsa, wykorzystując to, czym 

dysponujemy obecnie; udoskonalenia można wprowadzać póz-

90 •  CZAS MARSA

niej. Im więcej czasu spędzałem z Bakerem, dyskutując o technicznych i filozoficznych 

aspektach budowy statków i projektu wyprawy, tym bardziej nasze stanowiska się zbliżały; 

zdecydowaliśmy się więc podjąć współpracę.

Pod wieloma względami stanowiliśmy niezbyt dobraną parę: ja jestem niski, a Baker bardzo 

wysoki, ja jestem energiczny, Baker zaś - flegmatyczny, ja jestem optymistą, podczas gdy on 

to urodzony pesymista. Ponadto jestem romantykiem, a Baker egzystencjalistą; mój ulubiony 

film to Casablanca, jego zaś -Brazil Moje rozumowanie pełne jest myślowych przeskoków, 

podczas gdy argumenty Bakera układają się w konsekwentny ciąg. Za swoje credo wybrałem 

cytat z Hegla: „Wielki cel wymaga pasji". Baker, gdy mu kiedyś przytoczyłem to zdanie, 

skrzywił się i wyszedł z pokoju. Zdaniem Bakera pasja i technika nie mają ze sobą nic 

wspólnego. Jest przekonany, że wystarczy świetnie wykonywać pracę i dobrze żyć, tymczasem 

ja pragnę zmieniać świat.

Mimo wszystko pracowaliśmy razem przez pewien czas, a w 1990 roku osiągnęliśmy ciekawe 

wyniki. Posiadaliśmy wzajemnie się uzupełniające umiejętności: ja miałem znacznie solidniejsze

wykształcenie akademickie w takich dziedzinach, jak matematyka, nauki przyrodnicze i 

technika, a David dysponował znacznie większym doświadczeniem technicznym; poza tym znał 

praktyczne metody rozwiązywania wielu problemów. Innymi słowy, ja zapewniałem twórcze 

natchnienie, on -dyscyplinę. Nie staliśmy się bliskimi przyjaciółmi, lecz dobrze się nam razem 

Strona 38

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

pracowało.

Jak już wspomniałem, w 1989 roku opublikowałem artykuły, w których wykazałem, że do 

wysłania załogowej wyprawy na Marsa potrzebna byłaby tylko jedna rakieta nośna klasy Saturn

5, pod warunkiem dostępności napędu jądrowego oraz możliwości wyprodukowania na Marsie 

materiałów napędowych, pozwalających na wzniesienie się z powierzchni Marsa i powrót na 

Ziemię. Baker zaprojektował dla NASA taki właśnie pojazd, przeznaczony do przenoszenia 

ciężkich ładunków; nazwał go Promem Z, od Kodu Z - działu NASA, odpowiedzialnego wówczas 

za załogowe programy badania przestrzeni kosmicz-

OPRACOWANIE PLANU  • 91

nej. Prom Z stanowił właściwie rozbudowany wariant projektu Promu C, który zamiast orbitera 

w gotowym do startu promie kosmicznym miał dodatkowy luk towarowy. Prom C mógł wynieść 

na niską orbitę okołoziemską (LEO) około 70 ton. Baker dodał do projektu górny stopień, 

wyposażony w wydajny silnik wodorowo-tlenowy. Stopień ten mieścił się wewnątrz 

powiększonego luku, dzięki czemu Prom Z mógł wynieść na LEO około 130 ton, zaledwie 10 ton

mniej od Saturna 5. Wszystkie elementy zostały wzięte ze znanej konstrukcji promu 

kosmicznego, zatem możliwe byłoby szybkie i tanie zbudowanie Promu Z, czego wymaga 

dziesięcioletni okres realizacji programu.

Mieliśmy zatem rakietę nośną; brakowało jeszcze napędu jądrowego dla lotu z Ziemi na Marsa i

z powrotem: z Marsa na Ziemię. Bez jądrowego napędu rakietowego musiałyby się odbyć dwa 

starty, co wprawdzie nie stanowiło niepokonywalnej przeszkody, lecz powodowało, że 

konstrukcja misji stawała się co najmniej nieelegancka. Nasz projekt przewidywał umieszczenie

statku powrotnego (ERY) na module mieszkalnym, który z kolei znajdował się na częściowo 

wypełnionym paliwem stopniu Promu Z; ten zaś tkwił na prawie całkowicie wypełnionym 

paliwem stopniu górnym. Konstrukcja wymagała montażu, polegającego na spotkaniu i 

połączeniu w całość na orbicie. Trzy pierwsze elementy (ERY, moduł mieszkalny i jeden 

częściowo wypełniony stopień) miały zostać wyniesione na orbitę przez jeden Prom Z, a 

czwarty element (prawie całkowicie wypełniony stopień górny) - przez drugi Prom Z.

Projekt ten nie był zbyt atrakcyjny z wielu powodów. Wysoka, piętrowa konstrukcja wydawała 

się dziwaczna, a niezależnie od kolejności startowania rakiet nośnych pierwszy dostarczony na 

orbitę ładunek czekałby na resztę przez parę miesięcy, spalając w tym czasie znaczną część 

paliwa. Lądując na Marsie, ładunek, który składałby się z ERY i modułu mieszkalnego, leciałby 

za osłoną aerodynamiczną - zaokrągloną w kształcie grzyba - zmniejszając prędkość podczas 

przedzierania się przez marsjańską atmosferę. ERY oraz moduł mieszkalny byłyby jednak tak 

ciężkie, że nawet duża, składana osłona aerodynamiczna mogłaby się nie zmieścić wewnątrz

92 •  CZAS MARSA

osłony aerodynamicznej ładunku Promu Z. Jeszcze poważniejszy problem czekał po przybyciu 

na Marsa.

Zakładając użycie napędu jądrowego, zaprojektowałem układ napędowy, wykorzystujący 

przechowywany sprężony dwutlenek węgla. Gaz ten, po podgrzaniu przez reaktor jądrowy, 

posłużyłby jako czynnik roboczy wytwarzający ciąg rakiety. (Około 95% marsjańskiej atmosfery

składa się z dwutlenku węgla, który przechodzi w stan ciekły po sprężeniu do ciśnienia około 7 

kg/cm2). Z mechanicznego punktu widzenia taki układ napędowy jest bardzo prosty, wymaga 

jedynie pompy. Koncepcja ta pozwalała założyć, że astronauci po przybyciu na Marsa zaopatrzą

się w paliwo, potrzebne do powrotu na Ziemię. Bez napędu jądrowego materiały napędowe na 

Marsie można jednak produkować tylko na drodze pewnej syntezy chemicznej, co jest bez 

wątpienia znacznie bardziej skomplikowane od prostego sprężania i magazynowania dwutlenku 

węgla. NASA słusznie by nalegała, aby cały zapas paliwa, potrzebnego do powrotu na Ziemię, 

został wyprodukowany, zanim astronauci wystartują z Ziemi, gdyż w przeciwnym razie mogliby 

zostać uwięzieni na planecie.

W 1989 roku Jim French, niezależny konsultant techniczny, opublikował w czasopiśmie „Journal

of the British Inter-planetary Society" artykuł, zawierający niektóre z powyższych rozważań. 

French proponował, by wpierw wylądował na Marsie statek z jednostką chemiczną do produkcji 

materiału napędowego, która wytworzyłaby i zmagazynowała zapas paliwa na powrotny etap 

podróży. Pojawił się zatem problem, co uczynić, by statek z załogą mógł wylądować bardzo 

blisko składu paliwa. Według Frencha było to na tyle skomplikowane, że zastosowanie lokalnej 

instalacji do produkcji materiału napędowego nie wchodziłoby w grę do czasu założenia na 

Strona 39

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Marsie stałej bazy z załogą oraz zbudowania infrastruktury, chroniącej przed wszelkiego rodzaju

przeciwnościami.

Należało więc rozważyć następującą kwestię: rezygnacja z napędu jądrowego pozwalała na 

szybszą realizację programu, pojawiało się jednak wówczas wiele innych problemów. Najgorszy

to konieczność przetransportowania wytworzonego

OPRACOWANIE PLANU  • 93

przed przybyciem załogi paliwa ze składu na statek powrotny. Czy polegać na wcześniej 

przywiezionym zdalnie sterowanym pojeździe transportowym? Byłoby to zbyt ryzykowne. 

Zmagając się z tym zagadnieniem, wpadłem na pomysł nowatorskiej konstrukcji, która obecnie 

wydaje się zupełnie oczywista. Nie należy wysyłać załogi razem ze statkiem powrotnym - trzeba

najpierw wysłać statek powrotny wraz z instalacją chemiczną do produkcji paliwa. Koncepcja ta

za jednym zamachem rozwiązywała prawie wszystkie problemy. Moduł mieszkalny oraz statek 

powrotny były wystarczająco lekkie, by wysłać je bezpośrednio na Marsa - każde z osobna 

Promem Z. Wciąż potrzebne były dwa starty Promu Z, lecz w tym schemacie jeden Prom Z 

wyniósłby statek powrotny, a drugi - załogę wraz z modułem mieszkalnym. Wyekspediowanie 

ERY i modułu mieszkalnego w jednym ładunku wymagałoby zastosowania układu hamowania 

atmosferycznego, którego zaprojektowanie i wykonanie stanowiłoby poważne wyzwanie. 

Natomiast wysłanie dwóch mniejszych ładunków pozwoliłoby zastosować układ hamowania 

atmosferycznego, montowany wewnątrz osłony aerodynamicznej ładunku Promu Z. Aby 

upewnić się, że załoga nie zostanie na Marsie unieruchomiona, ERY wyruszyłby 26 miesięcy 

przed wysłaniem astronautów. W ten sposób cały zapas paliwa potrzebny na drogę powrotną 

zostałby wytworzony, zanim astronauci w ogóle opuszczą Ziemię. Ponadto znika problem 

precyzyjnego lądowania w bezpośredniej bliskości statku powrotnego, gdyż byłby on połączony 

z aparaturą chemiczną do produkcji materiałów napędowych. Instalacje, służące do 

dostarczania wytworzonego na Marsie materiału napędowego do wnętrza statku powrotnego, 

zostałyby wykonane i zmontowane na Ziemi, wraz z wbudowanym układem kontrolnym oraz 

sterowniczym.

Największą zaletą tego rozwiązania była rezygnacja z montażu na orbicie. Jedyne spotkanie 

musi się odbyć na powierzchni Marsa, co nie będzie sprawiało trudności. Podczas misji Apollo 

załodze udało się wylądować w odległości 200 m od statku Surueyor, który znajdował się na 

Księżycu od paru lat; obecnie dysponujemy nowocześniejszą techniką. Jeśli na orbi-

94 •  CZAS MARSA

cię miniemy się o 10 m, to już po wszystkim. W przypadku spotkania na powierzchni planety 

odległość 10 km nie stanowi problemu - można ją pokonać pieszo bądź w pojeździe. Moduł 

mieszkalny wyposażony będzie dodatkowo w ciśnieniowego ro-vera, zdolnego przejechać 1000 

km. Wylądowanie w większej odległości od statku powrotnego świadczyłoby o fatalnym 

pilotażu. Niezależnie od negatywnej oceny biurokracji NASA, trzeba przyznać, że astronautami 

są najlepsi piloci na świecie. Bez wątpienia spotkanie na powierzchni planety musi się udać.

Koncepcja wysłania na Marsa załogi bez statku powrotnego, choć nowatorska i śmiała, jest w 

istocie bezpieczniejsza i pewniejsza niż wyprawienie załogi wraz z pojazdem, który zabierałby 

astronautów z powrotem z powierzchni Marsa na orbitę. Powód jest prosty: wcześniejsze 

wysłanie ERY sprawia, że załoga wie, zanim opuści Ziemię, iż na Czerwonej Planecie czeka w 

pełni funkcjonalny statek powrotny, który przetrwał ciężką próbę lądowania. Natomiast 

astronauci osiadający na powierzchni Marsa razem ze statkiem powrotnym mogliby się jedynie 

domyślać, w jakim stanie będzie się znajdował ów statek po wylądowaniu. Ponadto, zgodnie z 

naszym planem, załoga wyruszałaby na Marsa wraz z kolejnym statkiem ERY, mającym 

wylądować w pobliżu modułu mieszkalnego astronautów, w odległości nie przekraczającej 

zasięgu długodystansowego rovera. Drugi statek ERY rozpocząłby produkcję paliwa, 

potrzebnego do powrotu na Ziemię kolejnej załogowej wyprawy marsjańskiej, stanowiąc 

zarazem zabezpieczenie dla pierwszej załogi. Dwa statki powrotne na powierzchni Marsa oraz 

moduł mieszkalny to razem trzy jednostki, mogące stanowić schronienie oraz zapewnić 

podtrzymanie funkcji życiowych. Trudno byłoby lepiej zadbać o bezpieczeństwo astronautów.

Zachęceni pierwszymi sukcesami, przystąpiliśmy do opracowywania projektów potrzebnych 

podukładów i pojazdów, a ja skoncentrowałem się na chemii syntezy materiałów napędowych 

na Marsie. W 1990 roku przeważała opinia, że należy poszukiwać nowej techniki rozkładu 

dwutlenku węgla (CO2) na tlenek węgla (CO) i tlen (O2) - substancje, które spalając się

Strona 40

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

OPRACOWANIE PLANU  • 95

mogą służyć jako rakietowy materiał napędowy. Jedyny potrzebny surowiec to dwutlenek 

węgla, obecny w marsjańskiej atmosferze bez ograniczeń.

Koncepcja ta miała też jednak kilka słabych punktów. Proces rozkładu CO2 był stosunkowo 

słabo poznany, a jego wykorzystanie na skalę konieczną do wyprodukowania paliwa na drogę 

powrotną na Ziemię wymagałoby użycia dziesiątków tysięcy małych, łamliwych ceramicznych 

rurek z wytrzymującymi temperaturę około 1000°C zamknięciami; umieszczone na obu 

końcach każdej rurki, umożliwiłyby przekształcenie rurek w reaktory. Ponadto produkowany w 

instalacji dwuskładnikowy materiał napędowy, tlenek węgla/tlen, jest kiepskim paliwem 

rakietowym, o impulsie właściwym wynoszącym zaledwie 270 sekund. (Impuls właściwy silnika 

rakietowego, w skrócie Isp, to wyrażony w sekundach czas, przez jaki jeden kilogram materiału

napędowego daje siłę ciągu jednego kG. Im wyższa wartość Isp, tym lepiej. Silniki niemieckich 

rakiet V-2 z II wojny światowej charakteryzowały się Isp wynoszącym około 230 sekund; 

współczesny silnik RL-10 firmy Pratt & Whitney, spalający wodór i tlen, ma Isp około 450 

sekund; natomiast Isp jądrowego silnika rakietowego na paliwo wodorowe sięgałby 900 

sekund). Niska wydajność mieszaniny CO/O2 oznacza konieczność przywiezienia na Marsa 

bardzo dużych i ciężkich zbiorników do przechowywania paliwa powrotnego. Poza tym materiał 

napędowy CO/O2 spala się w bardzo wysokiej temperaturze, nieosiągalnej jeszcze dla 

współczesnych silników. Opracowanie potrzebnego silnika wymagałoby znacznych funduszy i 

wnosiłoby w przygotowania do wyprawy element ryzyka.

Alternatywą w stosunku do tego rozwiązania jest produkcja materiału napędowego, 

składającego się z metanu i tlenu (CH4/O2). Mieszanina metanowo-tlenowa jest 

najwydajniejsza (Isp = 380 s) spośród materiałów napędowych, które można by przechowywać

na powierzchni Marsa przez dłuższy czas. Choć nie dysponujemy jeszcze silnikami na CH4/O2, 

przystosowanymi do regularnych lotów, paliwo pomyślnie przeszło testy z silnikiem RL-10, a 

producent, Pratt & Whitney, opublikował dane, które świadczą o tym, że przystosowanie RL-10 

do spa-

96 •  CZAS MARSA

lania CH4/O2 byłoby względnie proste i tanie. Jest jednak pewien problem: do wytworzenia 

metanu potrzebny jest wodór (H w CH4), o który na Marsie niełatwo. Skąd wziąć na Marsie 

wodór? W 1976 roku profesor Robert Ash (obecnie pracuje w Old Dominion University) wraz ze 

współpracownikami z JPL opublikował pracę, która opisywała bardzo proste i dobrze znane (już 

w epoce oświetlenia gazowego!) procesy chemiczne służące do produkcji dwuskładnikowego 

materiału napędowego metan/tlen na Marsie; należało tylko znaleźć źródło wody. Woda 

stanowiła wąskie gardło. Wydobywanie jej z marsjań-skiej wiecznej zmarzliny z pewnością nie 

byłoby właściwym rozwiązaniem dla pierwszej automatycznej misji, podobnie jak bardzo trudne

skraplanie pary wodnej ze skrajnie suchej atmosfery Marsa. Dlatego Ash zaczai się zastanawiać

nad produkcją CO/O2. Gdy rozważałem taką możliwość, przyszło mi do głowy, że jedynym 

problemem napotkanym przez Asha i jego współpracowników było zbyt purystyczne podejście -

założenie, że wszystkie materiały napędowe muszą pochodzić z Marsa. Tymczasem wodór, 

potrzebny do przeprowadzenia proponowanych reakcji chemicznych, stanowi zaledwie 5% 

masy wszystkich materiałów napędowych. Co zatem stoi na przeszkodzie, by tę stosunkowo 

niedużą ilość wodoru przywieźć z Ziemi? Przedyskutowałem tę kwestię z ekspertami, 

zajmującymi się w Martin Marietta przechowywaniem płynów kriogenicznych. Zgodnie z ich 

jednogłośną opinią magazynowanie mniej więcej 6 ton wodoru podczas ośmiomiesięcznej 

podróży z Ziemi na Marsa nie stanowiłoby większego problemu, pod warunkiem że zabrano by 

około 15% więcej wodoru na pokrycie strat, spowodowanych parowaniem podczas rejsu (na 

samym Marsie można uniknąć tego rodzaju strat, budując urządzenie, które kierowałoby do 

reaktora metanowego cały parujący wodór). Przywiezienie wodoru z Ziemi stanowiło 

rozwiązanie problemu produkcji na Marsie użytecznej mieszanki napędowej. Tymczasem David 

Baker, z pomocą Sida Early'ego (eksperta z Martin Marietta od analizy trajektorii rakiet 

nośnych), przeprojektował Prom Z w rakietę nośną o nazwie Ares, przystosowaną nie do 

wynoszenia ładunków na niską

OPRACOWANIE PLANU  • 97

orbitę okołoziemską, lecz do wyrzucania ich bezpośrednio na trajektorie międzyplanetarne (rys.

3.1). Przedstawił ponadto rozwiązanie polegające na zatrzymaniu zużytego, wypalonego 

Strona 41

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

górnego stopnia Aresa tak, by obracając się na uwięzi przyczyniał się do wytworzenia w module

mieszkalnym sztucznej grawitacji podczas rejsu z Ziemi na Marsa. Projekt, zakładający 

wytworzenie sztucznej grawitacji przez uwiązane obiekty, nie był wprawdzie żadną nowością, 

nasz pomysł był jednak znacznie lepszy, gdyż rozwiązywał problem obiektu na uwięzi. Z uwagi 

na ogromną masę lecącego statku bardziej konwencjonalne plany wypraw przewidywały 

wytworzenie sztucznej grawitacji przez rozdzielenie statku i umieszczenie na uwięzi ważnych 

jego części, na przykład stopni napędowych potrzebnych do powrotu na Ziemię. Gdyby lina 

łącząca pękła podczas ściągania którejś z części, misja zakończyłaby się niepowodzeniem. 

Nasza koncepcja nie przewiduje w ogóle wciągania liny; po znalezieniu się w pobliżu Marsa 

nastąpi uwolnienie obiektu na uwięzi poprzez odcięcie liny bądź odpalenie sworznia, ścinanego 

wybuchowo. Pomysł znacznie obniża ryzyko, związane z powodzeniem misji, oraz ilustruje 

jedną z podstawowych zalet naszej koncepcji wyprawy.

No i zaczęło się. Baker zaproponował, by jako podstawy modułu mieszkalnego użyć dwóch 

modułów stacji kosmicznej - ze względu na to, że podczas realizacji misji marsjańskiej będą 

one najpewniej pod ręką. Moduły stacji kosmicznej są długie i wąskie, przypominające kadłub 

samolotu, ponieważ zostały skonstruowane tak, by mieścić się w ładowni promu kosmicznego. 

Zwróciłem uwagę, że prawdziwy postęp w budowie modułów stacji kosmicznej polega na 

wyposażaniu ich w system podtrzymywania funkcji życiowych i inne wewnętrzne układy, a nie 

na doskonaleniu metod produkcji łusek kadłuba. Twierdziłem, że w porównaniu z dwoma 

wąskimi modułami stacji jeden grubszy moduł, przypominający kształtem konserwę z 

tuńczykiem, pozwoliłby lepiej wykorzystać przestrzeń (o średnicy 10 m) wewnątrz osłony 

aerodynamicznej Aresa oraz lepiej zaprojektować środowisko przyjazne ludziom wewnątrz 

modułu mieszkalnego; ponadto moduł taki ważyłby znacznie mniej. Po rozważeniu roz-

98 •  CZAS MARSA

A

A

W    W

Prom C

Prom Z                                         Ares Rys. 3.1. Ewolucja rakiety nośnej: od Promu 

C, poprzez Prom Z, do Aresa.

maitych projektów wnętrza modułu mieszkalnego Baker przyznał mi rację; zdecydowaliśmy się 

więc na kształt konserwy z tuńczykiem. Dzięki swej symetrii moduł mieszkalny w kształcie 

konserwy doskonale nadawał się do umieszczenia wewnątrz składanego układu hamowania 

atmosferycznego, zaprojektowanego przez Billa Wilcocksona. Moduł mieszkalny wygodnie 

spoczywałby w środku takiego układu, znajdującego się wewnątrz osłony aerodynamicznej 

Aresa. Ponieważ pragnęliśmy zaprojektować zestaw pojazdów przydatnych do realizacji misji 

zarówno marsjańskich, jak i księżycowych (miała to być jednak korzyść dodatkowa, a nie etap 

pośredni), postanowiliśmy podzielić układ napędowy statku ERY na dwa stopnie. Górny stopień 

posiadałby własny napęd, wystarczający do bezpośredniego powrotu na Ziemię z powierzchni 

Księżyca, natomiast oba stopnie razem mogłyby przetransportować na Ziemię statek po-

OPRACOWANIE PLANU  • 99

wrotny z powierzchni Marsa. Górny stopień byłby znacznie mniejszy od dolnego, więc Ares 

mógłby wynieść na Księżyc statek ERY z pełnym zapasem paliwa (wytwarzanie paliwa 

rakietowego na Księżycu jest możliwe, lecz niewskazane podczas pierwszej wyprawy z uwagi na

konieczność rozdrabniania skał). W ten sposób rakieta nośna Ares, moduł mieszkalny, 

dwustopniowy statek powrotny i moduł układu hamowania atmosferycznego stanowiłyby zwarty

(a więc tani) komplet elementów, które można różnie zestawiać, aby spełnić wymagania 

Inicjatywy Badań Kosmicznych (SEI), związane z wyprawami i na Księżyc, i na Marsa. Projekty 

przybrały postać trójwymiarowych rysunków technicznych dzięki pomocy Boba Spencera, 

inżyniera od projektowania wspomaganego komputerowo (CAD, od ang. Computer Assisted 

Design), oraz Roberta Murraya, firmowego artysty (tak, artysty, gdyż dobry artysta inżynier 

wnosi do projektu ogromny wkład, zmuszając do zastanowienia się, jak „to" pasuje do 

„tamtego" oraz jak „stąd" dostać się „tam").

Baker opowiadał się za załogą trzyosobową, kierując się przesłankami minimalistycznymi, 

podczas gdy ja wolałem załogę pięcioosobową. Popracowaliśmy nad logistyczną stroną wyprawy

i okazało się, że możemy przewieźć ładunek, wystarczający dla czterech osób. Stanęło zatem 

na załodze czteroosobowej. (Wybór okazał się prosty, a ja się przekonałem, że w pierwszą 

Strona 42

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

załogową wyprawę na Marsa należy wysłać czworo astronautów, co wyjaśniam w dalszej części 

książki).

Pewnego razu, gdy kończyliśmy prace projektowe, wszedłem do gabinetu Bakera, siadłem za 

biurkiem i powiedziałem: „Plan potrzebuje nazwy, która oddaje sedno koncepcji. Chcemy 

dotrzeć na Marsa bezpośrednio, zarówno w sensie konstrukcji - rezygnując z budowy 

infrastruktury orbitalnej i księżycowej, jak i w sensie fizycznym - wysyłając bezpośrednio statki 

na rakietach nośnych z powierzchni Ziemi na Marsa oraz z powrotem, bezpośrednio z 

powierzchni Marsa na Ziemię. Chodzi mi po głowie coś jak »Projekt bezpośredni« lub »Mars 

bezpośrednio«". David spojrzał na mnie i odrzekł: „Racja... A co powiesz na nazwę... 

»Bezpośrednio na Marsa« (ang. Mars Direct)?" Wystarczyło, że powiedział to raz.

100 • CZAS MARSA

Po zakończeniu prac przekazaliśmy projekt zespołowi do opracowywania scenariuszy i grupie 

dyrektorów zarządzających. Ben Clark zapełnił dobrych parę stron podchwytliwymi pytaniami i 

krytycznymi uwagami na temat projektu; my zaś zdołaliśmy pomyślnie odpowiedzieć, również 

w formie pisemnej, na wszystkie uwagi i pytania. Al Schallenmuller, wiceprezes cywilnych 

systemów kosmicznych Martin Marietta, był bardzo poruszony projektem, ponieważ wszystkie 

elementy konieczne do jego realizacji można opracować i wykonać stosunkowo prosto i w 

niedługim czasie. Odwołując się do doświadczeń zdobytych w Skunkworks, Al zgodził się z moją

oceną, że projekt Mars Direct umożliwia wysłanie ludzi na Marsa w ciągu najbliższych dziesięciu

lat, i postanowił polecieć z nami do Centrum Lotów Kosmicznych im. Marshalla w Huntsville, w 

stanie Alabama, z zamiarem przedstawienia projektu NASA.

Nie spodziewaliśmy się dobrego przyjęcia, gdyż Centrum Lotów Kosmicznych im. Marshalla to 

jeden z najbardziej konserwatywnych ośrodków NASA i, jak sądziłem, było mało 

prawdopodobne, by jego pracownicy zaaprobowali tak radykalny plan jak Mars Direct Ponadto 

oczekiwałem, że natkniemy się na barierę regionalizmu; przecież projekt „został wymyślony 

gdzie indziej". Pół żartem, pół serio powiedziałem wówczas Bakero-wi, że przewiduję 

następującą reakcję Centrum Marshalla na projekt Mars Direct: „Mój tata nie latał na Marsa w 

ten sposób, ani jego tata nie latał na Marsa w ten sposób, więc nie potrzebujemy tu żadnych 

cholernych jankesów z Północy, pouczających nas, jak mamy latać na Marsa".

Jak się okazało, byłem w błędzie. Przygotowaliśmy się do prezentacji projektu jak dwaj 

zapaśnicy. Tymczasem zostaliśmy wysłuchani w pełnej napięcia ciszy. Zespół z Centrum 

Marshalla, zajmujący się planami SEI, istotnie był konserwatywny, lecz właśnie dlatego projekt 

Mars Direct wywołał podniecenie. Pracownicy centrum na długie miesiące ugrzęźli w potopie 

pompatycznych planów montażu ogromnych statków międzyplanetarnych na orbicie, co uważali

za pomysł całkowicie pozbawiony sensu. Gdy wyjaśniliśmy, w jaki sposób można wysłać 

załogową misję na Marsa za pomocą dwóch

OPRACOWANIE PLANU  •   101

startów rakiety nośnej takiej jak Saturn 5, zabłysły oczy weteranów programu Apollo; zdawały 

się mówić: „Hej, wreszcie coś, co naprawdę można zrobić!" Szef zespołu SEI z Centrum 

Mar-shalla, Gene Austin, zaprosił Bakera i mnie do swojego gabinetu, by przez dwie godziny 

(rzecz niesłychana) dyskutować o projekcie; najpierw chciał dokładniej poznać koncepcję, a 

potem udzielił rad, w jaki sposób przedstawić plan w Centrum Kosmicznym im. Johnsona i 

innych miejscach.

W Centrum Lotów Kosmicznych im. Marshalla projekt zaprezentowaliśmy 20 kwietnia 1990 

roku. W ciągu następnych paru tygodni odwiedziliśmy wszystkie ważniejsze ośrodki NASA, 

zajmujące się Inicjatywą Badań Kosmicznych (SEI), i w podobny sposób przedstawialiśmy nasz 

plan, wszędzie spotykając się z żywym przyjęciem. 30 maja, w dniu amerykańskiego święta 

narodowego, które upamiętnia żołnierzy, poległych na służbie podczas wszystkich wojen 

(Memorial Day), miałem sposobność wygłosić wykład na zakończenie plenarnych obrad 

konferencji Amerykańskiego Towarzystwa Kosmicznego (National Space Society), odbywającej 

się w Anaheim. Zgotowano mi owację na stojąco. Tydzień później wraz z Bakerem 

zaprezentowaliśmy projekt podczas zwołanej w Boulder konferencji Case for Mars 

(odbywającego się co trzy lata zgromadzenia Mars Underground; więcej informacji na ten 

temat podaję pod koniec rozdziału). Zdobyliśmy Boulder szturmem, następnego zaś dnia 

„Boston Globe" opublikował na pierwszej stronie artykuł „Nowa propozycja wyprawy na Marsa",

napisany przez Da-vida Chandlera, dziennikarza o ogromnym doświadczeniu w zakresie nauk 

Strona 43

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

ścisłych. Artykuł ten trafił na łamy setek innych gazet. W ten sposób projekt Mars Direct znalazł

się w światłach rampy.

Latem na różnych konferencjach i w ośrodkach NASA przedstawiliśmy wraz z Bakerem, razem 

lub osobno, zarys naszego planu, a ponadto opublikowaliśmy szczegółowy projekt misji w 

„Aerospace America" - miesięczniku przemysłu kosmicznego. Choć wszędzie, gdzie trafialiśmy, 

udawało się nam nawrócić część słuchaczy, przygotowania do kontrataku już trwały. Wpływowe

kręgi w NASA, powiązane z programem sta-

102 • CZAS MARSA

cji kosmicznej, były nieprzychylne projektowi Mars Direct, gdyż pociągnął on za sobą 

rezygnację z budowy stacji i rozwoju technik orbitalnego montażu. Osobom w NASA przyjaźnie 

nastawionym do projektu Mars Direct zasugerowano, by trzymały się od niego z daleka, co 

spowolniło nasze działania. Wrogi stosunek do projektu Mars Direct okazywały również niektóre

(lecz nie wszystkie) frakcje zajmujące się zaawansowanymi technikami napędu rakietowego: 

obawiano się o przyszłość prowadzonych prac i stawiano wyprawie na Marsa wymagania, 

którym mogłyby sprostać jedynie ich własne, przyszłe rozwiązania. Konieczność negowania 

zasadności takich wymogów dodatkowo spowolniła nasz pochód. Blitzkrieg przekształcał się w 

wojnę pozycyjną.

Temperament Bakera nie pasował do tak zaciekłych zmagań. Coraz bardziej oczywista stawała 

się konieczność zmiany intelektualnego paradygmatu, tymczasem biurokracja NASA, tępo 

obstająca przy swoich megafantazjach, wycenionych na 450 miliardów dolarów, sprawiała, że 

Kongres wciąż odmawiał finansowania SEI. Pesymizm Davida rósł. W lutym 1991 roku powrócił 

do studiów (Uniwersytet Kolorado), zdobył tytuł magistra i założył własną firmę konsultingową.

Będąc wiecznym optymistą, samodzielnie przemierzałem Stany Zjednoczone, wygłaszając 

dziesiątki wykładów, pisząc prace oraz liczne artykuły do rozmaitych czasopism. Administracja 

prezydenta Busha skłoniła wiele osobistości do współpracy w honorowym komitecie, zwanym 

Grupą Syntetyczną, pod przewodnictwem astronauty z misji Apollo, generała Tho-masa 

Stafforda. Komitet miał przedstawić nową koncepcję badań kosmicznych w miejsce 

nieszczęsnego Raportu 90-dnio-wego. Przedstawiłem grupie zarys projektu Mars Direct, a 

następnie starałem się przekonać do niego najważniejszych członków komitetu. Opublikowany 

w maju 1991 roku raport, przygotowany przez Grupę Syntetyczną4, przyniósł rozczaro-

4 T. Stafford i in.: America at the Threshold: Report of the Synthesis Group on Ame-rica's 

Space Exploration Initiative, U.S. Government Printing Office, Waszyngton, DC, maj 1991.

OPRACOWANIE PLANU  •   103

wanie: grupa zignorowała idee Mars Direct i opowiedziała się za badaniami Marsa, 

wykorzystującymi olbrzymi statek kosmiczny na napęd jądrowy - nieznacznie unowocześniony 

pomysł Wernhera von Brauna z 1969 roku. Choć Mars Direct nie został wspomniany w raporcie,

umieszczono w nim wiele fundamentalnych założeń mojego projektu. Montaż statku na orbicie 

został potraktowany jako zdecydowany minus planu. Natomiast możliwość spędzenia dłuższego

czasu na Marsie uznano za plus - zauważono wreszcie, że od lądowania na Czerwonej Planecie i

szybkiego powrotu ważniejsze jest dokonanie na niej czegoś pożytecznego. Wprawdzie do 

realizacji w pierwszej kolejności zaproponowano misję opozycyjną (wymagającą dużego zużycia

paliwa i krótkiego okresu przebywania na powierzchni), co w oczywisty sposób świadczy o 

pozostałościach konserwatywnego rozumowania, niemniej przyjęto, że wszystkie następne 

wyprawy będą misjami ko-niunkcyjnymi (niskie zużycie paliwa, długi pobyt na powierzchni). 

Moja propozycja wykorzystania procesów chemicznych do produkcji na Marsie paliwa 

metanowo-tlenowego została uznana za godną opracowania, nawet gdyby miała zostać 

wykorzystana dopiero w dalszych misjach. Wszystko to świadczyło o postępie. Jesienią 1991 

roku na horyzoncie pojawiło się jaśniejsze światło: najbardziej wartościowy członek Grupy 

Syntetycznej, Mikę Griffin, został powołany na stanowisko dyrektora NASA ds. badań 

kosmicznych, któremu podlegały prace związane z SEI. Spotkałem się z opinią, że Griffin jest 

osobą obdarzoną intelektem oraz zupełnie odmienną od typowych biurokratów o ograniczonych

umysłach; pomyślałem sobie: „gdybym tylko mógł się do niego dostać..." Do Grif-fina nie 

miałem dostępu, więc przeprowadziłem atak na jego przyjaciół, z których niektórzy byli 

jednocześnie moimi przyjaciółmi. W końcu w czerwcu 1992 roku dostałem się do gabinetu 

Griffina, gdzie mogłem zaprezentować koncepcję Mars Direct Poszło mi zupełnie nieźle. Griffin 

czytał kilka moich artykułów i miał w związku z nimi parę pytań, na które udzieliłem 

Strona 44

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

odpowiedzi. Zadzwonił do Billa Ballhausa (Al Schallen-muller nie zajmował się już wówczas 

inicjatywą SEI), prezesa

104 •  CZAS MARSA

ds. cywilnych systemów kosmicznych Martin Marietta, i „poprosił" go o przeznaczenie do mojej 

dyspozycji funduszy na opracowanie bardziej szczegółowego zarysu koncepcji Mars Direct, 

który miał być przedstawiony podlegającej Griffinowi grupie planistów w Centrum Kosmicznym 

im. Johnsona (JSC) NASA. (Trzeba wiedzieć, że w przemyśle lotniczym i kosmicznym „prośba" 

ze strony dyrektora NASA traktowana jest znacznie poważniej niż zwykłe prośby). Griffin 

wkrótce się przekonał, że i ta jego prośba została potraktowana poważnie.

Wszystko potoczyło się gładko, ponieważ - o czym wówczas nie wiedziałem - projekt Mars 

Direct spodobał się Griffinowi na tyle, że sam go zaprezentował nowo mianowanemu 

dyrektorowi NASA, Danowi Goldinowi, który również dołączył do grona zwolenników. W 

rezultacie, gdy w październiku 1992 roku pojawiłem się w JSC z wykładem na temat Mars 

Direct, zastałem dobrze przygotowanych słuchaczy.

Grupa badawcza z JSC wysłuchała mnie i pozytywnie odniosła się do przedstawionych 

propozycji, choć nie bez zastrzeżeń. Pojawiły się głosy, że całkowita masa wyprawy została 

zaniżona i że załoga powinna składać się z sześciu osób, więc należałoby użyć rakiety nośnej o 

większej mocy niż Ares. Dave Weaver, główny projektant wyprawy, był też podejrzliwie 

nastawiony wobec uzależnienia misji od produkcji materiałów napędowych na Marsie. Co 

prawda wytwarzanie paliwa na Marsie ma zakończyć się przed wysłaniem astronautów, więc 

załodze nie grozi uwięzienie na powierzchni obcej planety, lecz projekt by się nie powiódł, 

gdyby nie udało się wyprodukować materiału napędowego. Poszliśmy do gabinetu Weavera, 

gdzie długo dyskutowaliśmy i w końcu wypracowaliśmy kompromisowe, nie budzące jego 

wątpliwości rozwiązanie.5 Projekt ten nazwałem Niemal bezpośrednio na Marsa (ang. Mars 

Semi-Di-rect, patrz: rys. 3.2). Przewiduje on trzy starty w czasie każdej misji: najpierw 

wysłanie na powierzchnię Marsa pojazdu star-

5 R. Zubrin, D. Weaver: Practical Methods for Near-Term Piloted Mars Missions, AIAA 93-2089, 

29th AIAA/ASME Joint Propulsion Conference, Monterey, Kalifornia, 28-30 czerwca 1993. 

Przedruk: „Journal of the British Interplanetary So-ciety", lipiec 1995.

OPRACOWANIE PLANU  •   105

towego, samodzielnie zaopatrującego się w paliwo, wraz z licznym sprzętem i zapasami; 

następnie umieszczenie na wysokiej orbicie areocentrycznej kabiny powrotnej dla załogi wraz 

ze stopniem rakiety o napędzie chemicznym (metan/tlen); i wreszcie wysłanie na powierzchnię 

Marsa załogi w module mieszkalnym. Zgodnie z tym planem nie jest konieczne wytworzenie 

paliwa w ilości niezbędnej, by umożliwić powrót załogi bezpośrednio z powierzchni Marsa na 

Ziemię, a jedynie tyle, by marsjański pojazd startowy zdołał wynieść załogę na wysoką orbitę 

areocentryczną na spotkanie z orbitującą kabiną powrotną i chemicznym stopniem napędowym,

który przetransportuje astronautów z powrotem na naszą planetę. Marsjański pojazd startowy 

jest lekki, tak że gdy wyposaży się go w pełny zapas paliwa, nie obciążając niczym innym, 

może zostać wysłany na powierzchnię Marsa przy użyciu jednej ciężkiej rakiety nośnej. Gdyby 

więc nie powiodła się lokalna produkcja materiału napędowego, można uratować program za 

pomocą startu czwartej rakiety nośnej. Projekt Mars Semi-Direct mniej mi się podobał od 

pierwotnego pomysłu Mars Direct, gdyż ograniczenie zastosowania paliwa wytworzonego na 

Marsie prowadziło także do zmniejszenia osiągniętych korzyści. Zamiast dwóch startów i dwóch 

statków kosmicznych plan Mars Semi-Direct przewiduje trzy starty i trzy statki, a każdy 

dodatkowy start oraz pojazd znacznie podraża misję. Ponadto jako element drogi powrotnej 

wprowadza spotkanie na orbicie mar-sjańskiej o krytycznym znaczeniu dla powodzenia 

wyprawy. Pomimo wszystko projekt Mars Semi-Direct stanowił ogromny postęp w stosunku do 

wcześniejszych propozycji NASA: wszystkie ładunki wysyłane bezpośrednio za pomocą rakiet 

nośnych, rezygnacja z orbitalnego montażu wielkich statków kosmicznych, długi pobyt na 

powierzchni Marsa z wykorzystaniem lokalnych zasobów - począwszy od pierwszej wyprawy. 

Był to kompromis, ale kompromis sensowny i możliwy do przyjęcia. Mikę Duke i Humbolt 

„Hum" Mandell, osoby stosunkowo wysoko postawione w JSC, szybko stali się gorącymi 

rzecznikami projektu Mars Semi-Direct, który błyskawicznie zdobył w JSC wielu zwolenników.

106  •  CZAS MARSA

W 1993 roku Weaver powołał spory zespół badaczy z wielu ośrodków NASA. Zadaniem zespołu 

Strona 45

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

było szczegółowe opracowanie projektu Mars Semi-Direct. Uczestniczyłem w tych pracach jako 

doradca. W dużym zespole ponownie wyraźnie uwidoczniły się tendencje odśrodkowe. 

Przedstawiciele rozmaitych programów badawczych starali się nagiąć projekt tak, by zapewnić 

swoim pracom jak największe znaczenie. Kierowanie zespołem w zasadzie niewiele różniło się 

od zaganiania owiec do stada. Zespół zdołał jednak opracować - rozdęty wprawdzie, lecz 

nadający się do realizacji - plan, będący rozbudowaną wersją koncepcji Mars Semi-Direct. Plan 

trafił następnie do tej samej komisji, która oceniła koszty realizacji Raportu 90-dniowego na 

450 miliardów dolarów. Analiza obejmowała zaprojektowanie i zbudowanie wszelkiego 

potrzebnego sprzętu, w tym rakiety nośnej o większej mocy niż Ares, i wysłanie trzech misji na 

Marsa; nie zakładano żadnego dzielenia kosztów opracowania wyposażenia misji mar-sjańskiej 

z misjami księżycowymi. Bilans zamknął się kwotą 55 miliardów, co stanowi jedną ósmą 

kosztów pierwotnego planu, zawartego w Raporcie 90-dniowym. W lipcu 1994 roku o 

prowadzonych pracach dowiedział się „Newsweek"; na jego okładce pojawiło się pytanie: 

„Czyżby załogowa wyprawa na Marsa?", a wewnątrz informacja: „Dysponujemy już 

potrzebnymi technologiami, a cena 50 miliardów dolarów wydaje się bardzo korzystna w 

porównaniu z poprzednią, dziesięciokrotnie wyższą".

Wśród osób zajmujących się problemem panuje zgoda co do tego, że projekt, odwołujący się 

do koncepcji Mars Direct, jest jedynym wykonalnym planem wysłania ludzi na Marsa, biorąc 

pod uwagę względy finansowe, technologiczne i polityczne. Mars Direct to plan dla nas, a nie 

dla przyszłych pokoleń. Załogowa misja na Marsa może zostać zaprojektowana przez 

współczesnych inżynierów i zrealizowana z udziałem żyjących dziś astronautów.

W następnym rozdziale przyjrzymy się dokładniej projektowi Mars Direct, krok po kroku, 

analizując wszystkie jego elementy i zastanawiając się, co oferuje nie tylko w kwestii wysłania 

lu-

OPRACOWANIE PLANU  •   107

moduł mieszkalny i  (bez zatogt)

MAV (bez zatogi)

ERV (bez zatogi) roki

Mars

3     (z załogą)

(bez zatogi)

(bez zatogi)

rok 3

[»Qo

(z załogą)

Rys. 3.2. Kolejne etapy misji Mars Semi-Direct. Co dwa lata startują trzy rakiety nośne. Jedna 

wyśle na Marsa astronautów w module mieszkalnym, pozostałe dwie - ładunki bezzałogowe: 

marsjański pojazd startowy (MAY, ang. Mars Ascent Yehicle) i statek powrotny (ERY, ang. Earth

Return Yehicle). Gdy nadchodzi czas powrotu na Ziemię, załoga wsiada do MAY i rusza na 

spotkanie z krążącym po orbicie ERY, by przesiąść się do niego i dotrzeć na jego pokładzie na 

Ziemię. W pierwszym roku misji zostaje wysłany moduł mieszkalny bez załogi, stanowiąc 

rezerwowy moduł mieszkalny dla pierwszej załogi, która przybywa w module mieszkalnym 

wysłanym w trzecim roku misji.

dzi na Marsa, lecz także pod względem badań, kolonizacji oraz przekształcenia Czerwonej 

Planety.

108 •  CZAS MARSA

MARS UNDERGROUND

Czasami niewielka grupa osób może przekrzyczeć panujący zgiełk, jak bez wątpienia udało się 

to w przypadku projektu wyprawy na Marsa.

Dziesięć lat po zakończeniu misji Apollo projekty wysłania ludzi na Marsa zeszły w NASA na 

plan dalszy, gdyż agencja starała się przede wszystkim zbudować zdatny do latania prom 

kosmiczny. W NASA prawie w ogóle nie prowadzono prac nad załogowymi badaniami Marsa, 

lecz na początku lat osiemdziesiątych w środowisku osób związanych z badaniami kosmosu 

zaczęto snuć rozważania, dotyczące wysłania ludzi na Czerwoną Planetę. Była to przede 

wszystkim zasługa grupy osób, zwanej Marsjańskim Podziemiem (Mars Undergro-und). Aby 

zrozumieć, w jaki sposób zrodziło się to podziemie, musimy cofnąć się do 1978 roku, sennego 

Strona 46

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

okresu przejściowego między stacją Skylab a promem kosmicznym. Ostatni lot misji Apollo 

odbył się w lipcu 1975 roku. Nie był to lot na Księżyc, lecz tylko na niską orbitę okołoziemską, 

na spotkanie z radzieckim statkiem. Pomiędzy lotem ostatniej ekspedycji załogowej na stację 

Skylab w listopadzie 1973 roku a startem statku Apollo w 1975 roku nie wysłano w przestrzeń 

kosmiczną żadnego amerykańskiego astronauty. Sondy Voya-ger, mające za zadanie zbadać 

olbrzymie gazowe planety, najdalszych sąsiadów Ziemi w Układzie Słonecznym, wyruszyły w 

kosmos w 1977 roku; rok później sondy Pioneer--Yenus l i 2 poleciały na Wenus, gdzie miały 

dotrzeć pod koniec 1978 roku. Prom kosmiczny wystartował dopiero w kwietniu 1981 roku. W 

każdym razie rok 1978 był dla badaczy kosmosu okresem stosunkowo sennym, pobudzającym 

żywe umysły do podejmowania dziwacznych rozważań, na przykład o przekształcaniu planet. 

Wtedy właśnie Chris McKay, pracujący nad rozprawą doktorską z astrogeofizyki na 

Uniwersytecie Kolorado, zaczął prowadzić seminarium na temat terraformowania Marsa.

Pomysł seminarium narodził się podczas dyskusji na korytarzach i sesji piwnych w stołówce dla 

doktorantów, podczas

OPRACOWANIE PLANU  •   109

których omawiano nędzne, lecz intrygujące wyniki badań sond Viking. Mars sprawiał wrażenie 

planety pozbawionej życia, ale sądzono, że mógł ponownie stać się ciepły i wilgotny dzięki 

rozumnemu zastosowaniu inżynierii planetarnej podczas terra-formowania. Do McKaya 

przyłączyli się: Carol Stoker, koleżanka McKaya z astrogeofizycznych studiów doktoranckich; 

Penelope Boston, studentka biologii i dawna znajoma McKaya; Tom Meyer, prezes ł właściciel 

firmy inżynierskiej oraz przyjaciel McKaya z dawnych lat; informatyk Steve Welch oraz grupka 

innych - w sumie około 25 osób. Charles Barth, dyrektor Laboratorium Fizyki Atmosfery i 

Przestrzeni Komicznej Uniwersytetu Kolorado w Boulder, odgrywający rolę mentora i doradcy, 

pomógł zespołowi przekształcić nieformalne dyskusje w formalne seminarium, zatytułowane 

„Możliwości zamieszkania na Marsie".

Podczas pierwszego semestru uczestnicy seminarium zrozumieli, zgodnie z delikatnymi 

sugestiami Bartha, że zagadnienie terraformowania Marsa było zbyt poważnym tematem nawet

dla słuchaczy studiów doktoranckich. Zdali sobie także sprawę z tego, że"choć dysponowali 

licznymi teoriami, mieli skąpe dane. Bez większej ilości danych dyskusje na temat 

terraformowania Marsa, choć intrygujące i ciekawe, prowadziły donikąd. Potrzeba było więcej 

informacji, możliwych do uzyskania jedynie podczas załogowej wyprawy na Marsa: o obecnej 

atmosferze, o atmosferze w przeszłości, o substancjach lotnych, zasobach naturalnych itd. 

Grupa zaczęła więc interesować się perspektywą wysłania ludzi na Marsa w bliskiej przyszłości i 

przedstawiła swe wnioski we Wstępnym raporcie grupy badawczej Marsa. Barth dostarczył 

raport do centrali NASA, a wkrótce potem zaczęły się rozchodzić wieści, że w Boulder grupa 

doktorantów z entuzjazmem i rozumnie prowadzi badania możliwości wysłania ludzi na Marsa 

oraz terraformowania tej planety. Niektórzy uczestnicy seminarium ciułali pieniądze i pakowali 

się do samochodów, by odwiedzać rozmaite konferencje na temat badań kosmicznych, gdzie 

czasami udawało się spotkać kogoś dzielącego ich pasję, zarażonego entuzjazmem, wizją i 

inteligencją grupy z Boulder.

110 • CZAS MARSA

Wiosną 1980 roku na konferencji Amerykańskiego Towarzystwa Astronautycznego (AAS, ang. 

American Astronautical Society] w Waszyngtonie McKay i Boston natknęli się na Leonarda 

Davida. Przez ostatnich parę lat David zajmował się organizowaniem studenckich spotkań, 

poświęconych badaniom kosmicznym, i w związku z tym słyszał o ekipie z Boulder. McKay, 

Boston i David szybko się dogadali i zaczęli omawiać badania Marsa, a na koniec David 

zasugerował, że należy zorganizować konferencję na temat badań Marsa przez ludzi. 

Powierzenie organizacji konferencji, poświęconej badaniom planet, grupie 

dwudziestoparoletnich doktorantów było raczej nowatorskim pomysłem; stwierdziwszy jednak: 

„a dlaczegóż by nie?", garstka marsjańskich entuzjastów (którzy rzeczywiście nie mieli nic do 

stracenia) przystąpiła do ostrożnego planowania. McKay, Boston, Welch, Meyer, Stoker oraz 

Roger Wilson, również student Uniwersytetu Kolorado, zaczęli tworzyć listę interesujących 

tematów i potencjalnych prelegentów. Stosując znane tylko doktorantom partyzanckie metody, 

zdołali skopiować w około stu egzemplarzach zawiadomienia o planowanej konferencji i je 

rozesłać. Ku sporemu zdziwieniu organizatorów prędko zaczęły nadchodzić zgłoszenia - 

zarówno od osób pragnących uczestniczyć w konferencji, jak i od badaczy, którzy chętnie 

Strona 47

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

zabraliby głos. Zaczerpnąwszy nazwę z brzemiennego w skutki artykułu „The Case for Humans 

on Mars", opublikowanego w 1978 roku przez Bena Clarka, naukowca z misji Yiking, pod koniec

kwietnia 1981 roku grupa z Boulder zorganizowała pierwszą konferencję z cyklu Case for Mars.

W konferencji ostatecznie uczestniczyło zaledwie około 100 osób, lecz dla organizatorów było to

wielkie zgromadzenie, ponieważ dotychczas członkowie grupy z Boulder czuli się niczym 

samotni wędrowcy na dzikich pustkowiach i sądzili, że niewiele osób posiadających odpowiednią

wiedzę interesuje się rozpoczęciem poważnych badań nad wysłaniem ludzi na Marsa. 

Tymczasem znaleźli się tacy na konferencji, na której dyskutowano o wykorzystaniu zasobów 

planety, systemach podtrzymywania funkcji życiowych i możliwych napędach

OPRACOWANIE PLANU  •   111

rakietowych. Uświadomienie sobie, że więcej osób dzieli ich pasję, było dla grupy z Boulder 

przeżyciem pokrzepiającym, ekscytującym i wyzwalającym. Z Waszyngtonu przyjechał Leonard 

David z pakunkiem czerwonych znaczków, na których pod logo Casefor Mars 

(przedstawiającym ludzką figurę w stylu Leonarda da Vinci wewnątrz starożytnego symbolu 

Marsa) umieszczone były słowa Mars Underground. Krótki opis, towarzyszący każdemu ze 

znaczków, głosił, że nosząca go osoba jest członkiem Mars Underground - zawiązanej ad hoc 

grupy marsjańskich zapaleńców („silnie powiązanej, lecz luźno splecionej"), oraz że znaczek 

należy nosić dyskretnie, przypięty pod klapą lub nawet wewnątrz płaszcza. W trakcie 

czterodniowej konferencji, podczas licznych warsztatów i wykładów, ukształtował się plan 

badań Czerwonej Planety przez ludzi z Mars Underground: argumenty przemawiające za 

programem, pierwsze załogowe misje na Marsa, harmonogram misji oraz rozkład zajęć na 

powierzchni dla astronautów. Całkiem niezły rezultat, jak na konferencję przygotowaną przez 

garstkę doktorantów.

Kolejne konferencje z serii Case/orMars odbywały się co trzy lata. Omawiano wyniki 

poprzedniej konferencji i uwzględniano nowe rezultaty. Druga konferencja, zorganizowana w 

1984 roku, zaowocowała kompletnym, wyczerpującym projektem wyprawy na Marsa; na 

podstawie tego projektu członkowie Mars Underground przygotowali dwugodzinny odczyt, 

wygłaszany w siedzibie głównej NASA i w innych ośrodkach agencji. Konferencja z 1984 roku 

zapisała się w historii również dlatego, że przyciągnęła do grupy osoby o dużych wpływach 

politycznych, na przykład Thomasa Paine'a, byłego dyrektora NASA. W 1985 roku prezydent 

Reagan mianował Paine'a na stanowisko szefa honorowej Narodowej Komisji Przestrzeni 

Kosmicznej, która pod jego kierownictwem zaleciła, by Stany Zjednoczone w ciągu trzydziestu 

lat ustanowiły na Marsie przyczółek dla ludzkiej obecności na planecie. Reakcją Białego Domu 

było powołanie w ramach NASA organizacji Kod Z (ang. Code Z) oraz programu Pathfinder, z 

zadaniem, odpowiednio, planowania strategii wypraw oraz opracowywa-

112  •  CZAS MARSA

nią technologii dla badań Marsa i Księżyca. Właśnie te zespoły stały się wewnętrznymi grupami 

nacisku, które doprowadziły do obwieszczenia przez prezydenta Busha w lipcu 1989 roku 

Inicjatywy Badań Kosmicznych.

Konferencja Case for Mars III przyczyniła się do dalszego przyspieszenia biegu wypadków. Carl 

Sagan wygłosił na niej najważniejszy odczyt, którego wysłuchało ponad tysiąc osób, w tym 

wielu przedstawicieli międzynarodowej prasy. O grupie Mars Underground usłyszałem po raz 

pierwszy po konferencji Case for Mars II i wraz z ponad czterema setkami wykształconych 

technicznie osób wziąłem udział w konferencji Case for Mars III, na którą składało się ponad 

dwieście wykładów i szesnaście warsztatów. Dwutomowa publikacja, zawierająca prace, 

prezentowane podczas konferencji Case for Mars III, przedstawia strategię badań Marsa - 

spełniającą wymogi zarówno technologiczne, jak i polityczne - możliwą do zrealizowania. Gdy w

1990 roku w Boulder (jak zawsze) odbywała się czwarta konferencja, wysłanie ludzi na Marsa - 

o czym wcześniej w NASA nie wolno było mówić - zostało uznane przez odchodzącego 

prezydenta za długofalowy cel badań kosmicznych. Carol Stoker, odpowiedzialna za 

zorganizowanie konferencji, brała udział w prywatnym spotkaniu, poświęconym projektowi Mars

Direct Projekt bardzo przypadł jej do gustu, więc umożliwiła Davidowi Bakerowi i mnie 

wygłoszenie podczas plenarnej, otwierającej sesji Mars Underground wykładu na ten temat. 

Następnego dnia w „Boston Globe" i wielu innych gazetach ukazała się wiadomość, że rozważa 

się obecnie możliwość wysłania ludzi na Marsa w niedrogi sposób.

Wyznaczanie trajektorii statku kosmicznego w przestrzeni jest zadaniem stosunkowo prostym, 

Strona 48

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

zależnym jedynie od praw fizyki. Przewidzenie losu jakiegoś pomysłu, który powstał w 

określonym systemie politycznym, jest znacznie bardziej ryzykowne. Zapewne z wielu 

powodów w lipcu 1989 roku prezydent Bush na schodach Narodowego Muzeum Lotnictwa i 

Badań Kosmicznych w Waszyngtonie ogłosił, że konieczne jest zbadanie Marsa przez ludzi. Z 

pewnością jednak ważną rolę odegrał cykl konferencji Case for Mars i niewielka grupa osób

OPRACOWANIE PLANU  •   113

z Mars Underground; dzięki nim okazało się, że załogowe loty na Marsa to realny i osiągalny 

cel. Konferencje służyły za kocioł, w którym powstawały i mieszały się idee, podnoszące 

znaczenie badań Marsa oraz poruszające uczonych i entuzjastów. Trzeba przyznać, że jak na 

organizację, do której przynależność nie polega na wpisaniu się na listę członków, lecz na 

dzieleniu entuzjazmu dla badań Marsa i podejmowaniu działań, zmierzających w tym kierunku, 

znaczenie grupy Mars Underground oraz konferencji Cose for Mars znacznie przerosło ich 

skromne rozmiary.

To na ich cześć książka ta nosi swój tytuł.6

6 Angielski tytuł książki brzmi The Case for Mars, co w dosłownym tłumaczeniu mogłoby 

oznaczać: „argumenty przemawiające za Marsem" (przyp. red.).

ROZDZIAŁ 4

LOT NA MARSA

Planowanie długiej podróży rozpoczynamy od wyboru trasy i środka transportu; podobnie 

postępujemy w przypadku lotu na Marsa.

Misje szybkie i misje dobre

Często spotykamy się z opinią o niewykonalności lotu na Czerwoną Planetę z powodu zbyt 

wielkiej odległości od Ziemi. Podróż trwałaby bardzo długo, zatem konieczne byłoby rozwinięcie 

nowych, znacznie bardziej zaawansowanych technologii napędu rakietowego. Zastanówmy się 

nad tą kwestią.

Mars rzeczywiście leży daleko od Ziemi. W momencie największego zbliżenia, gdy znajduje się 

po przeciwnej stronie Ziemi niż Słońce {starożytni astronomowie, opierając się na 

geocentrycznym modelu wszechświata, sytuację taką nazwali opozycją; wkrótce powiemy 

więcej na ten temat), odległość planety od Ziemi wynosi nieco ponad 56 milionów km. Mars 

jest najbardziej oddalony od Ziemi wówczas, gdy znajduje się po przeciwnej stronie Słońca niż 

Ziemia (w starożytności układ taki nazwano koniunkcją); wówczas odległość między planetami 

sięga 400 milionów km (rys. 4.1). Nie dysponuje-

CZAS MARSA •   115

koniunkcja Marsa

Rys. 4. l. Opozycja i koniunkcja. Podczas opozycji Mars znajduje się względem Ziemi po drugiej

stronie niż Słońce. Podczas koniunkcji Mars, obserwowany z Ziemi, skrywa się za Słońcem.

my obecnie wystarczająco potężnymi systemami napędu rakietowego, by przemóc siłę 

grawitacji Słońca podczas lotu Ziemia-Mars, przebiegającego po linii prostej, łączącej obie 

planety podczas opozycji Marsa; co więcej, brak nawet koncepcji podobnej technologii. 

Ponieważ statek kosmiczny opuszczający Ziemię ma jej prędkość, czyli około 30 km/s, będzie 

okrążać Słońce w tym samym kierunku co Ziemia, dopóki nie zmienimy jego kursu, używając w

tym celu ogromnych ilości materiału napędowego. W roku 1925 matematyk niemiecki Walter 

Hohmann obliczył, że z punktu widzenia oszczędności paliwa najlepszym momentem do odbycia

lotu z Ziemi na Marsa jest koniunkcja - sytuacja, gdy planety znajdują się w największej 

odległości od siebie (rys. 4.2). Rozpoczęcie podróży podczas koniunkcji jest korzystne, gdyż 

wtedy lot odbywa się po odcinku elipsy, którego początek

116 • CZAS MARSA

orbita Marsa

Rys. 4.2. Możliwe trajektorie Ziemia-Mars: (A) orbita przejściowa Hohmanna, (B) faktyczna 

Strona 49

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

misja komunkcyjna, (C) misja opozycyjna.

jest styczny do orbity Ziemi, a koniec do orbity Marsa: minimalizuje to wielkość odpaleń silnika,

niezbędnych do oddalenia się od jednego ciała niebieskiego oraz zbliżenia do drugiego. Można 

oczywiście zboczyć z trajektorii koniunkcyj-nej, lecz im dalej, tym więcej trzeba mieć paliwa, 

więc tym droższa staje się misja. Gdybyśmy mimo wszystko postanowili wlać do baku trochę 

więcej paliwa i skrócić przejściową orbitę Hohmanna, i tak oznacza to lot z Ziemi na Marsa po 

łuku długości przynajmniej 400 milionów km. Czterysta milionów kilometrów to naprawdę 

daleko. Księżyc znajduje się w odległości „tylko" 400 tysięcy kilometrów od Ziemi. A za-

LOT NA MARSA •   117

tem aby dostać się na Marsa, trzeba przebyć dystans tysiąc razy większy od odległości 

pokonanej przez astronautów misji Apollo. Lot z Ziemi na Księżyc w jedną stronę trwał trzy dni.

Czy znaczy to, że na podróż na Marsa potrzeba trzech tysięcy dni, czyli ośmiu lat?

Na szczęście nie aż tyle. Na Księżyc astronauci misji Apollo lecieli ze średnią prędkością około 

1.5 km/s, przy czym ograniczenie to było skutkiem geometrycznych własności wybranej orbity, 

nie zaś niedoskonałości ówczesnego napędu rakietowego (trzeci stopień Saturna 5 mógł 

rozpędzić statek do prędkości dwukrotnie lub nawet trzykrotnie większej). Statek Apollo mógłby

zatem opuścić Ziemię z prędkością 4,5 km/s1 i dotrzeć na Księżyc w jeden dzień, wówczas 

jednak należałoby się liczyć ze strasznymi konsekwencjami: niemożliwe byłoby wyhamowanie 

statku w pobliżu Srebrnego Globu. Nie wystarczyłaby słaba grawitacja Księżyca; cały ciężar 

wyhamowania statku i umieszczenia go na orbicie wokół Księżyca spadłby na silniki rakietowe. 

Apollo nie mógłby zwolnić, lecąc z prędkością przekraczającą 1,5 km/s.

Mars ma grawitację silniejszą niż Księżyc, a ponadto - atmosferę. Oba czynniki można 

wykorzystać podczas manewru hamowania statku. Statek lecący na Marsa może przybyć w 

pobliże celu ze znacznie większą prędkością, a mimo to zdoła samodzielnie wejść na orbitę 

okołomarsjańską. Ważna jest następująca okoliczność: statek kosmiczny, który opuszcza 

Ziemię z prędkością końcową (w specjalistycznym żargonie zwaną prędkością hiperboliczną), 

wynoszącą 3 krn/s, leci przez Układ Słoneczny szybciej - z prędkością 33 km/s. Wynika to z 

tego, że opuszczając Ziemię, statek jakby „zeskakuje" z platformy, która porusza się z 

olbrzymią prędkością 30 km/s (tak szybko Ziemia obiega Słońce). A zatem statek przemierza 

Układ Słoneczny z prędkością nie 3 km/s, lecz 33 km/s, czyli ponad dwudziestokrotnie szybciej 

od statków Apollo. (Przy locie na Księżyc nie można skorzystać z tego efek-

1 Ściślej, taka byłaby prędkość statku po oddaleniu się od Ziemi na nieskończoną odległość 

(przyp. red.)-

118  • CZAS MARSA

tu, ponieważ Księżyc jest związany z Ziemią i porusza się wokół Słońca z taką samą 

prędkością). Wydobywając się ze „studni grawitacyjnej" Słońca, statek zwalnia nieco z powodu 

zamiany części energii kinetycznej ruchu na energię potencjalną pola grawitacyjnego, niemniej 

prędkość lotu wciąż pozostaje duża. Gdy statek dociera w pobliże Marsa, trajektoria 

koniunkcyjna prowadzi w kierunku równoległym do okołosło-necznej orbity Marsa, po której 

planeta pędzi z prędkością 24 km/s. Sytuacja ta sprawia, że kiedy statek kosmiczny zbliża się 

do orbity Marsa, porusza się względem planety z prędkością zaledwie 3 km/s (ponieważ 

prędkość statku względem Słońca wynosi wówczas mniej więcej 21 km/s) - dość wolno, by 

wykonać manewr wejścia na orbitę. Lot na Marsa odbywa się z prędkością średnio 

dwudziestokrotnie większą od prędkości statków Apollo, ale cel podróży znajduje się aż tysiąc 

razy dalej. Dzieląc 1000 (tyle razy Mars jest bardziej odległy od Księżyca) przez 20 (stosunek 

prędkości dwóch misji) przekonujemy się, że lot na Marsa będzie trwał w przybliżeniu 

pięćdziesiąt razy dłużej od trzydniowej podróży astronautów na pokładzie statków Apollo, czyli 

około 150 dni. Ów czas lotu w jedną stronę otrzymaliśmy, zakładając wykorzystanie 

współczesnych technologii napędu rakietowego lub technologii z czasów programu Apollo. 

Okazuje się, że za cenę pewnej dodatkowej ilości paliwa możemy skrócić podróż w jedną stronę

do mniej więcej 150 dni - w porównaniu z 258 dniami lotu po nie zmodyfikowanej orbicie 

przejściowej Hohmanna.

Dotarcie na Marsa to jednak tylko połowa problemu - trzeba potem wrócić na Ziemię. Ziemia i 

Mars bezustannie krążą wokół Słońca, a ponieważ mają różne prędkości, cały czas zmieniają 

położenie względem siebie. Skoro tylko niektóre konfiguracje planet są odpowiednie do 

rozpoczęcia podróży powrotnej, od wyboru trajektorii zależy czas trwania lotu Mars-Ziemia, a 

Strona 50

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

także chwila „otwarcia" okna startowego, czyli moment wyruszenia w drogę powrotną. 

Komplikuje to trochę opracowanie harmonogramu powrotnej załogowej wyprawy na Marsa, 

niemniej, biorąc pod uwagę wszystkie czynniki, okazuje się, że mamy wybór między misjami 

klasy koniunkcyjnej

LOT NA MARSA • 119

Tab. 4.1. Czas trwania lotu i pobytu na powierzchni planety w marsjańskiej misji koniunkcyjnej 

i opozycyjnej.

MISJA KLASY KONIUNKCYJNEJ

MISJA KLASY OPOZYCYJNEJ

Lot Ziemia-Mars

180 dni 180 dni

Lot Mars-Ziemia

180 dni 430 dni

Pobyt na powierzchni planety 550 dni 30 dni

Całkowity czas trwania misji 9 10 dni 640 dni

Wielkość AV podczas misji

6,0 km/s 7,8 km/s

Przelot koło Wenus zbędny

konieczny

Średnia dawka

promieniowania podczas misji

52 remy 58 remów

Czas przebywania w zerowej grawitacji 360 dni 6 10 dni

Koszty realizacji misji

najniższe najwyższe

Cele osiągnięte dzięki misji

naj poważniej sze najmniej ważne

Ryzyko towarzyszące misji

najniższe najwyższe

i klasy opozycyjnej. Tabela 4.1 podaje parametry charakteryzujące oba rodzaje misji.

Rozważmy przykładową misję koniimkcyjną, „misję o minimalnym zapotrzebowaniu na 

energię", składającą się z odcinków orbit przejściowych Hohmanna podczas obu etapów 

podróży, zarówno z Ziemi na Marsa, jak i z powrotem - z Marsa na Ziemię. Misja taka jest 

najtańsza w realizacji, za to lot na Marsa trwa 258 dni (i tyle samo - rejs powrotny). Czas taki 

jest odpowiedni dla statków towarowych, załogę dobrze byłoby przewieźć szybciej. Na szczęście

z obliczeń wynika, że skrócenie czasu lotu w jedną stronę do 180 dni nie wymaga zbyt wiele 

dodatkowego paliwa - projekt Mars Direct zakłada właśnie 180 dni lotu na Marsa. W 

konsekwencji załoga musi pozostać na powierzchni Czerwonej Planety aż 550 dni, więc w sumie

marsjańska misja trwałaby 910 dni.

Plan misji opozycyjnej przewiduje lot w jedną stronę, na przykład z Ziemi na Marsa, po 

identycznej trajektorii, jak

120 •  CZAS MARSA

w misji koniunkcyjnej, natomiast zupełnie inny powrót. W drodze powrotnej bardzo wiele 

paliwa rakietowego pochłania umieszczenie statku na trajektorii, prowadzącej nie wprost na 

Ziemię, lecz w wewnętrzne rejony Układu Słonecznego, w pobliże Wenus. Chodzi o uzyskanie - 

w wyniku przelotu koło Wenus - wsparcia grawitacyjnego, katapultującego statek w kierunku 

Ziemi. Gdy zaplanujemy taki manewr, okno startowe dla powrotu z Marsa na Ziemię otworzy 

się wkrótce po przybyciu na Czerwoną Planetę. Choć lot powrotny Mars-Ziemia trwa dużo 

dłużej niż w przypadku orbity przejściowej Hoh-manna, na całą misję opozycyjną potrzeba 

prawie dziesięć miesięcy mniej niż na misję koniunkcyjną: w przybliżeniu 600 dni zamiast 900.

Autorzy Raportu 90-dniowego NASA wybrali misję opozycyjną właśnie z uwagi na krótszy 

całkowity czas trwania wyprawy. W ich ślady poszło wiele osób, przyjmując, że wykorzystanie 

misji opozycyjnych jest nieuniknione. Czy naprawdę? Z misjami opozycyjnymi wiążą się 

większe wymagania co do mocy napędu rakietowego, gdyż różnica prędkości AV, potrzebna do 

przyspieszenia bądź wyhamowania statku kosmicznego, wynosi 7,8 km/s - w porównaniu z 6,0 

km/s dla misji koniunkcyj-nych. (AV to różnica prędkości, jaka jest wymagana, by przenieść 

statek z jednej orbity na inną). Ponadto konieczność wykorzystania paliwa, przechowywanego 

w zbiornikach w przestrzeni kosmicznej, do zapewnienia ciągu podczas manewru przejścia z 

okołomarsjańskiej orbity parkingowej na trajektorię rejsową Mars-Ziemia spowoduje, że 

podczas misji opozycyjnej masa startowa statku będzie aż dwukrotnie większa od masy statku 

w wyprawie koniunkcyjnej. W rzeczywistości warunki realizacji wypraw opozycyjnych są jeszcze

gorsze, ponieważ tabela 4. l podaje wartości AV konieczne jedynie do wykonania - na LEO 

(niskiej orbicie okołoziemskiej) lub orbicie okołomarsjańskiej - manewru przyspieszenia statku 

kosmicznego i wejścia na międzyplanetarną trajektorię rejsową; innymi słowy, przy założeniu 

przeprowadzenia hamowania atmosferycznego przed wejściem na orbitę wokół Marsa lub 

Strona 51

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Ziemi. Statek misji opozycyjnej byłby jednak na to zbyt ciężki, co powoduje ko-

LOT NA MARSA •   121

nieczność wykorzystania silników rakietowych do spowolnienia statku przed lądowaniem, 

jeszcze bardziej zwiększając wartość AV i koszty wyprawy. Sytuacja komplikuje się do tego 

stopnia, że misja opozycyjna nie obyłaby się bez statków kosmicznych o termicznym napędzie 

jądrowym (NTR), pozwalającym uzyskać ponad dwukrotnie większą prędkość gazów 

odrzutowych niż w przypadku napędu chemicznego. (Z tego powodu misja opozycyjna cieszyła 

się również poparciem osób, opowiadających się za zbudowaniem statków o termicznym 

napędzie jądrowym).

Dlaczego jednak tak ważną rzeczą jest skrócenie czasu trwania wyprawy? Z reguły słyszymy w 

odpowiedzi, że chodzi o maksymalne ograniczenie przebywania astronautów w niezdrowych 

warunkach zerowej grawitacji i silnego promieniowania kosmicznego. A przecież właśnie misje 

opozycyjne, podczas których załoga prawie cały czas spędza w przestrzeni kosmicznej, wiążą 

się z najdłuższym przebywaniem w zerowej grawitacji. Podobnie jest z promieniowaniem 

kosmicznym: szacuje się, że dawka promieniowania, otrzymywana w przestrzeni kosmicznej, 

jest mniej więcej czterokrotnie wyższa niż na powierzchni Marsa, pod warstwą atmosfery i 

materii powierzchniowej (nawet bez stosowania takich najprostszych metod ochrony przed 

promieniowaniem, jak umieszczenie worków z piaskiem na dachu pomieszczeń mieszkalnych). 

Zatem podczas znacznie dłuższej misji koniunkcyjnej dawka promieniowania jest i tak nieco 

niższa od dawki otrzymywanej w trakcie misji opozycyjnej.

Niezależnie od tego, co zostało powiedziane, musimy zrozumieć, że obie szacunkowe dawki 

promieniowania, podane w tabeli 4.1, nie stanowią jakiegoś szczególnego niebezpieczeństwa. 

Dawka 60 remów, otrzymywana podczas kilkuletniej wyprawy na Marsa i z powrotem, 

powoduje wzrost o 1% ryzyka zachorowania na śmiertelną odmianę raka u kobiety mającej 35 

lat; u mężczyzny w tym samym wieku wzrost ryzyka zachorowania na śmiertelną odmianę raka

o 1% powoduje kilka lat ekspozycji na promieniowanie 80 remów. Z pewnością podczas 

załogowego lotu na Marsa promieniowanie nie jest głównym czynnikiem ryzyka.

122  •  CZAS MARSA

Okazuje się, że wybór misji opozycyjnej daje iluzoryczne korzyści, za to związane z nią 

niedogodności są zupełnie realne. Wyprawy opozycyjne wymagają potężniejszego napędu, czyli

cięższych rakiet nośnych, co powoduje wzrost kosztów. Ogromna masa startowa misji 

opozycyjnych przesądza o orbitalnym montażu członów statku, a na orbicie - w przeciwieństwie

do warunków ziemskich - zagwarantowanie niezbędnej jakości wykonania jest prawie 

niemożliwe. Wzrasta przy tym stopień złożoności układu, a wraz z nim ryzyko nieprawidłowego 

funkcjonowania całości. Nie koniec na tym. Misja opozycyjna charakteryzuje się najwyższym 

zużyciem paliwa, co pociąga za sobą dłuższy czas pracy silników rakietowych podczas wyprawy,

a to zwiększa ryzyko awarii silników. Następne utrudnienie wynika z bardzo długiego czasu 

trwania lotu powrotnego: sprawność systemu podtrzymywania funkcji życiowych musi być 

zagwarantowana w dłuższym czasie (dla misji koniunkcyjnych trzeba zapewnić sprawność 

systemu podtrzymywania funkcji życiowych przez 180 dni; misje opozycyjne wymagają 

natomiast znacznie bardziej niezawodnego systemu, działającego sprawnie przez 430 dni). 

Poza tym podczas wypraw klasy opozycyjnej system podtrzymywania funkcji życiowych na 

statku kosmicznym musi być przystosowany do większego zakresu temperatur zewnętrznych: 

nie tylko temperatur w przestrzeni między Marsem a Ziemią, lecz także temperatur 

doświadczanych podczas lotu powrotnego, prowadzącego w pobliże Wenus, gdzie Słońce grzeje

dwa razy silniej niż na Ziemi. Statek powracający z wyprawy opozycyjnej wchodzi w ziemską 

atmosferę z dużo większą prędkością niż w przypadku wyprawy koniunkcyjnej. Sytuacja taka 

zwiększa przeciążenie, jakiemu podlega statek i załoga w czasie wejścia w atmosferę. Rośnie 

wtedy ryzyko, że niewielki błąd pilotażu doprowadzi do spalenia statku w atmosferze bądź do 

odbicia się statku od atmosfery i uwięzienia go na orbicie wokółsło-necznej bez możliwości 

powrotu na Ziemię.

Wszystkie wymienione zastrzeżenia bledną wobec zasadniczej wady projektu misji klasy 

opozycyjnej, niedociągnięcia absurdalnego i naprawdę niesłychanego: rezultaty wyprawy

LOT NA MARSA •   123

opozycyjnej byłyby znikome. Po sześciu miesiącach lotu międzyplanetarnego i pokonaniu 400 

milionów km załoga musiałaby spędzić około 30 dni w statku krążącym po orbicie 

Strona 52

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

okołomars-jańskiej. W sprzyjających warunkach astronauci mogliby przebywać na powierzchni 

planety tylko przez dwa tygodnie. Przy złej pogodzie załoga w ogóle nie miałaby szansy na 

lądowanie (na przykład Mariner 9 czekał na orbicie na rozpogodzenie przez całe cztery 

miesiące). Cała wyprawa mogłaby zakończyć się fiaskiem. Plan misji opozycyjnej przypomina 

mi rodzinną wycieczkę na Hawaje podczas Bożego Narodzenia, podczas której dziesięć dni 

zabierają loty i przesiadki, a na plażę zostaje pół dnia, bez gwarancji ładnej pogody. Mówiąc 

wprost, projekty wypraw opozycyjnych są bezsensowne. Maksymalizują koszty i ryzyko przy 

minimalnej wartości zebranych danych naukowych. Plan wysłania misji opozycyjnej popierają 

tylko te osoby, które pragną przekonać pozostałych o nierealności załogowych lotów na Marsa 

lub tak skomplikować projekt od strony technicznej, by uzyskać fundusze na własne badania 

nad nowymi technologiami napędu rakietowego. Prawdziwi zwolennicy wysłania ludzi na Marsa 

dawno zrezygnowali z planów misji klasy opozycyjnej.

Pozostaje natomiast problem wyboru spośród różnych wariantów wypraw koniunkcyjnych. Plan 

misji o minimalnym zapotrzebowaniu na energię jest najtańszy, z kolei plan misji szybszej jest 

lepszy, gdyż większą część całkowitego czasu wyprawy można przeznaczyć na użyteczne 

badania na powierzchni Marsa, a mniejszą na lot międzyplanetarny. Lot na Marsa po szybkiej 

trajektorii koniunkcyjnej zdecydowanie skraca okres przebywania załogi w warunkach zerowej 

grawitacji, ogranicza dawkę promieniowania kosmicznego i nie nakłada na system 

podtrzymywania funkcji życiowych wyśrubowanych wymagań. Z drugiej strony, skoro 

trajektoria minimalnego zapotrzebowania na energię i tak nie jest zbyt szybka, statek może być

cięższy, wyposażony w większą liczbę awaryjnych układów napędowych, sterujących i 

podtrzymujących funkcje życiowe. Statek kosmiczny przeznaczony do lotu po trajektorii 

minimalnego zapotrzebowania na energię musi być

124 •  CZAS MARSA

bardziej niezawodny, ale bilans masowy statku dopuszcza taką możliwość. (Statek do misji 

opozycyjnej, mimo najwyższych wymogów niezawodności, ma najgorszy bilans masowy i w 

małym stopniu pozwala na dodanie większej liczby układów awaryjnych i poprawę stopnia 

niezawodności).

Między misjami koniunkcyjnymi można wybierać. Ważąc plusy i minusy rozmaitych wariantów, 

da się wypracować rozsądny kompromis między prędkością statku kosmicznego a 

niezawodnością jego układów. Rozwagi wymagają także inne kwestie. Dla pewnych prędkości 

hiperbolicznych istnieją łączące Marsa i Ziemię trajektorie, które mają następującą własność: 

jeśli po dotarciu w pobliże Marsa załoga statku będzie zmuszona podjąć decyzję o 

niepodchodzeniu do lądowania, może nie zmieniając kursu lecieć dalej po takiej trajektorii, 

gdyż prowadzi ona prosto na Ziemię, a lot powrotny bez wchodzenia na orbitę okołomarsjańską

nie wymaga wcale dodatkowego paliwa. Trajektorie takie noszą nazwę trajektorii swobodnego 

powrotu. Jeśli na jakimś odcinku lotu Ziemia--Mars silniki rakietowe zupełnie zawiodą lub jeśli z

innej przyczyny konieczne będzie przerwanie misji, lot po trajektorii swobodnego powrotu 

doprowadzi załogę bezpiecznie z powrotem na Ziemię. Możliwość taką wykorzystano podczas 

księżycowej misji Apollo 13, która o mało nie skończyła się katastrofą. Osiągany dzięki 

trajektoriom swobodnego powrotu wzrost stopnia bezpieczeństwa wyprawy jest tak istotny, że 

nie warto nawet rozważać innych trajektorii rejsowych Ziemia-Mars, skracających podróż o 

najwyżej trzydzieści dni. Tabela 4.2 przedstawia możliwe trajektorie swobodnego powrotu, 

prowadzące z Ziemi na Marsa. Lot po orbicie najbardziej zbliżonej do trajektorii minimalnego 

zapotrzebowania na energię wymaga prędkości ucieczki 3,34 km/s (wariant A), podróż 

Ziemia-Mars trwa 250 dni, a powrót na Ziemię aż trzy lata (gdyż odbywa się po dwóch orbitach

o okresie półtora roku). Długość drogi powrotnej sprawia, że wariant A jest odpowiedni do 

transportu ładunków, lecz kiepsko nadaje się dla lotów załogowych. Wariant B (prędkość 

ucieczki 5,08 km/s) skraca czas lotu na Marsa do 180 dni, a wędrówkę na Ziemię po trajektorii

LOT NA MARSA •   125

Tab. 4.2. Trajektorie swobodnego powrotu, łączące Marsa i Ziemię.

PRĘDKOŚĆ HIPER-BOLICZNA OKRES ORBITALNY CZAS TRWANIA SWOBODNEGO POWROTU

CZAS LOTU NA MARSA

WEJŚCIE W ATMOSFERĘ MARSA

A 3, 34 km/s

1,5 roku Siata

250 dni łatwe

B 5,08 km/s

2 lata

2 lata

180 dni do przyjęcia

C 6,93 km/s

Siata

3 lata

140 dni niebezpieczne

Strona 53

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

D 7,93 km/s

4 lata

4 lata

130 dni niemożliwe

Uwaga: Różnica prędkości (AV) i prędkość ucieczki dla danej misji są ze sobą powiązane, lecz 

nie są tożsame. Czytelnik zainteresowany problemem w specjalistycznym dodatku, 

umieszczonym na końcu tego rozdziału, znajdzie omówienie matematycznych równań, 

wiążących AV i prędkość ucieczki ze sobą oraz z impulsem właściwym rakiety (Isp) i masą 

wyprawy.

swobodnego powrotu do dwóch lat. Właśnie wariant B najlepiej nadaje się do lotów 

załogowych, gdyż misje wykorzystujące trajektorie o większym zużyciu energii - warianty C i D 

-wymagają znacznie większych ilości paliwa w zamian za niewielkie skrócenie czasu trwania 

rejsu Ziemia-Mars, a ponadto orbity C i D prowadzą dużo dalej poza orbitę Marsa, przez co 

swobodny powrót na Ziemię trwa dłużej. Poza tym statek, poruszający się zgodnie z wariantem

o większym zużyciu energii, przylatuje na Marsa ze zbyt dużą prędkością, by bezpiecznie 

przeprowadzić hamowanie atmosferyczne.

Orbity swobodnego powrotu nie bierze się pod uwagę, wybierając trajektorie Mars-Ziemia. 

Dążenie do dalszego ograniczania czasu trwania rejsu międzyplanetarnego napotyka na 

barierę: gdy prędkość ucieczki przekroczy 4 km/s, zaczynają maleć korzyści, osiągane dzięki 

większym prędkościom. Próba szybszego lotu zmusiłaby nas do rezygnacji z przewożonych na 

statku ładunków oraz dodatkowych systemów awaryjnych, a skrócenie czasu trwania lotu 

byłoby nieznaczne.

Okazuje się zatem, że w przypadku wypraw załogowych najlepsze trajektorie, łączące Marsa i 

Ziemię, wymagają przy star-

126 • CZAS MARSA

cię z Ziemi prędkości ucieczki 5,08 km/s (ale nie większej) oraz około 4 km/s przy starcie z 

Marsa. Dla lotów bezzałogo-wych najkorzystniejsza jest przejściowa orbita Hohmanna lub 

wariant A, najbardziej zbliżony do trajektorii minimalnego zapotrzebowania na energię, z 

prędkością ucieczki 3,34 km/s i możliwością swobodnego powrotu. A morał płynący z tych 

rozważań? Lot po omówionych optymalnych trajektoriach można wykonać bez trudu, 

wykorzystując najnowocześniejsze technologie chemicznego napędu rakietowego.

Kto poleci?

Skoro wyznaczyliśmy już trajektorie lotu na Marsa, nadchodzi moment doboru astronautów - 

kto poleci i z ilu osób składać się będzie załoga?

Literatura traktująca o „czynniku ludzkim" podczas długiego pobytu na Marsie prezentuje 

podejście, które można tak podsumować: „im więcej, tym weselej". Niestety, wieloosobowa 

załoga oznacza zwiększenie masy modułu mieszkalnego, wszystkich stopni rakietowych i rakiet 

nośnych, zatem z uwagi na koszty misji oraz techniczne wymogi wykonalności przedsięwzięcia 

należy liczbę uczestników wyprawy ograniczyć do minimum. Co więcej, wysyłając ludzi na 

Marsa, tak czy inaczej wystawiamy ich na niebezpieczeństwa, niezależnie od wszystkich 

systemów awaryjnych i planów postępowania w trudnych sytuacjach. Dlatego z moralnego 

punktu widzenia im mniej astronautów bierze udział w pierwszych misjach, tym lepiej. Wreszcie

pamiętajmy, że choćby nie wiadomo jakie korzyści wynikały z obecności na Marsie większej 

liczby osób, historia ziemskich odkryć geograficznych uczy nas, iż często sukcesem kończyły się

bardzo długie wyprawy, składające się z jednego lub dwóch podróżników.

Pojawia się więc pytanie o optymalną liczebność załogi podczas lotu na Marsa i pobytu na 

powierzchni planety. Innymi słowy, kogo naprawdę potrzebujemy? Podczas wyprawy 

najbardziej należy liczyć się z awarią jednego (lub kilku) spośród

LOT NA MARSA •   127

kluczowych układów mechanicznych i elektrycznych (napędu rakietowego, układów kontrolnych

i systemu podtrzymywania funkcji życiowych). Dlatego mechanik jest członkiem załogi, od 

którego w największym stopniu zależy życie astronautów i powodzenie misji. Niezbędny jest 

wyborowy mechanik, którego możemy nazwać inżynierem pokładowym (całkiem słusznie, gdyż 

jest on inżynierem w dawnym znaczeniu, podobnie jak kiedyś inżynier na kolei czy na statku 

parowym), potrafiący „wywęszyć" problemy, zanim się ujawnią, i naprawić wszelkie możliwe 

urządzenia. Rola mechanika w trakcie wyprawy jest tak ważna, że pomimo ograniczania załogi 

do minimum proponuję wysłanie na Marsa dwóch osób o takich umiejętnościach.

Po mechaniku najważniejszy jest naukowiec prowadzący badania w terenie. Nie wolno nam 

zapomnieć, że sens wyprawy na Marsa polega na badaniach i eksploracji planety. Osoba 

Strona 54

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

niezbędna do kompetentnego wypełnienia celów misji odegra najważniejszą rolę po 

specjalistach, których obecność jest konieczna, by powiódł się lot na Marsa i powrót na Ziemię. 

Brak oczekiwanych danych naukowych oznaczałby do pewnego stopnia niepowodzenie 

wyprawy, dlatego ponownie sugeruję wysłanie dwóch osób, potrafiących wykonać to zadanie. 

Jednym z naukowców powinien być geolog, który zajmie się badaniem zasobów naturalnych i 

próbą rekonstrukcji geologicznej historii Marsa. Natomiast drugi uczony, biogeochemik, zbada 

czynniki marsjańskiego środowiska, mogące dać odpowiedź na pytanie, czy na Marsie 

występowało kiedykolwiek życie. Biogeochemik będzie także prowadził doświadczenia, 

zmierzające do wyznaczenia chemicznej i biologicznej toksyczności marsjań-skich substancji w 

stosunku do ziemskich roślin i zwierząt, oraz zbada właściwości gleby, przesądzające o 

warunkach szklarniowej uprawy roślin.

To już wszyscy. Nie zostawiając nikogo bez towarzystwa (co miałoby miejsce, gdyby na 

przykład jedna osoba podróżowała w roverze, a pozostali przebywali w bazie), czteroosobowa 

załoga, składająca się z dwóch mechaników i dwóch naukowców, może rozdzielić się na 

dwuosobowe grupy o uzupełniających się umiejętnościach: w każdej zawsze obecny jest uczony

oraz

128  • CZAS MARSA

inżynier, potrafiący naprawić wadliwie działający sprzęt. Nie ma potrzeby wysyłania na Marsa 

dodatkowych członków załogi takich jak „dowódca" czy „lekarz". Bez wątpienia wyznaczony 

zostanie dowódca, a także jego zastępca, ponieważ w niebezpiecznych sytuacjach konieczne 

jest błyskawiczne podejmowanie decyzji. Nie ma jednak miejsca dla osoby, której wyłącznym 

zadaniem byłoby nadzorowanie, czy astronauci wywiązują się ze swych obowiązków. Podobnie 

żaden członek załogi nie będzie pełnił wyłącznie obowiązków „pilota". Statek kosmiczny może 

wylądować zupełnie bez udziału człowieka, a umiejętności pilota przydadzą się przez najwyżej 

parę minut w ciągu trwającej dwa i pół roku misji - w przypadku awarii pilota automatycznego. 

Na wypadek potrzeby zastąpienia urządzeń przez ludzi, jeden lub dwóch członków załogi 

powinno otrzymać przeszkolenie w dziedzinie technik pilotażu (znacznie łatwiej geologa 

nauczyć latania, niż pilota geologii). Ostatnia kwestia: nie będzie lekarza. Wielki norweski 

odkrywca Roald Amundsen nigdy nie brał lekarza na wyprawy, ponieważ uważał, że cierpi na 

tym morale załogi, a poza tym doświadczony podróżnik poradzi sobie ze zdecydowaną 

większością nagłych przypadków, wymagających pomocy medycznej. Wiadomo również, że 

wbrew publicznym zapewnieniom prawie wszyscy astronauci nie znoszą lekarzy. Sądzę, że 

również Czytelnik nie darzyłby ich sympatią - wystarczy wyobrazić sobie, że gdy staramy się 

wykonać trudne zadanie, ktoś ciągle wbija nam w ciało igły i obwiesza elektrodami czy 

termometrami. Zamiast wysyłać lekarza, wystarczy przeszkolić wszystkich członków załogi w 

udzielaniu pierwszej pomocy, umieścić na pokładzie statku nowoczesne urządzenia do 

diagnostyki medycznej oraz umożliwić konsultacje z udziałem lekarzy z Ziemi, pomocne przy 

leczeniu prostszych zaburzeń (na przykład infekcji ucha). Ponadto pomocny byłby na Marsie 

astronauta, który kiedyś zajmował się medycyną lub został przeszkolony na poziomie felczera, 

wyposażony w zestaw przyrządów do podstawowych badań (noszą takie w torbie wiejscy 

lekarze) i zapas rozmaitych antybiotyków. Biogeochemik wydaje się naturalnym kandydatem 

do odbycia podobnego kursu. Zbędny jest zaś najwyższej

LOT NA MARSA •   129

klasy lekarz, który spędzałby czas, czytając teksty medyczne i szlifując umiejętności 

chirurgiczne za pomocą komputerowej rzeczywistości wirtualnej, lub, co byłoby jeszcze gorsze, 

pasożytował, poddając pozostałych członków załogi szczegółowym badaniom.

Zapożyczając terminologię z serialu Star Trele, możemy podsumować, że w załogowej misji na 

Marsa weźmie udział dwóch Scottych i dwóch Spocków, lecz zabraknie miejsca dla Kirka, Sulu i 

McKoya oraz, co jeszcze ważniejsze, dla ich racji żywnościowych i łóżek.

Czteroosobowa załoga wystarczy, by polecieć na Marsa.

Bezpośredni start

Do tej pory wszystkie międzyplanetarne loty kosmiczne rozpoczynały się startem bezpośrednim

- rakieta nośna wynosi statek na LEO (niską orbitę okołoziemską), a następnie odpala swój 

najwyższy stopień i umieszcza statek na trajektorii, prowadzącej do wybranej planety. W ten 

sposób sondy Mariner i Yiking dotarły na Marsa, a statek Apollo na Księżyc. Żadna misja nie 

zaczynała się od wyniesienia ładunku do orbitującego portu kosmicznego w celu przeładowania 

Strona 55

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

go na statek międzyplanetarny, który właśnie powrócił z lotu na, na przykład, Saturna i świeżo 

uzupełnił zapasy paliwa. Żadna misja nie używała statków zbudowanych w przestrzeni 

kosmicznej. Właśnie takie, często występujące skojarzenie załogowych wypraw na Marsa z 

futurystycznymi pomysłami wykorzystania portu kosmicznego i budowy statków na orbicie 

spowodowało odłożenie planów bezpośredniego zbadania Czerwonej Planety na przyszłość. 

Załogowe loty na Marsa będą jednak możliwe, jeśli da się je rozpocząć bezpośrednim startem. 

Dzięki rezygnacji z orbitalnych montowni statków i portów kosmicznych plany załogowych misji 

marsjańskich stają się realne w naszym świecie i nie wymagają ani „wszechświata 

równoległego", ani oczekiwania na odległą przyszłość. Dzięki bezpośredniemu startowi już dziś 

dysponujemy 90% potrzebnego sprzętu.

130 • CZAS MARSA

Poznaliśmy trajektorię lotu i skład załogi. Zastanówmy się teraz, czy za pomocą dwóch 

bezpośrednich ciężkich rakiet nośnych uda się wysłać na Marsa ekwipunek dla czteroosobowej 

misji zgodnie z wybranym planem lotu.

Ciężkie rakiety nośne nie są niczym nadzwyczajnym - Stany Zjednoczone zbudowały i 

wykorzystywały pierwszą taką rakietę trzydzieści lat temu. Rakieta nośna Saturn 5 powstała po

pięcioletnim okresie projektowania i budowy; wysyłała wielokrotnie załogi statków Apollo na 

Księżyc; począwszy od 1967 roku działała bez żadnej usterki przez osiem lat, do 1973 roku, 

kiedy ostatnia rakieta wyniosła na orbitę okołoziemską stację kosmiczną Skylab. Saturn 5 mógł 

wynieść na LEO ładunek 140 ton. Dziś bez trudu można by rozpocząć produkcję rakiet Saturn 

5, wystarczy odbudować linię produkcyjną. Można też postąpić inaczej - na przykład 

wykorzystać elementy promu kosmicznego do budowy rakiety nośnej tej samej klasy: 

przyczepić zestaw czterech silników głównych promu kosmicznego (SSME, ang. Space Shuttle 

Main Engine) u dołu zewnętrznego zbiornika (ET, ang. External Tank) promu, umocować dwie 

rakiety wspomagające na paliwo stałe promu (SRB, ang. Solid Rocket Booster) po każdej 

stronie ET, a nad zbiornikiem umieścić górny stopień wodorowo-tlenowy. Tak właśnie wygląda 

projekt rakiety nośnej Ares, opracowany przez Davida Bakera na potrzeby programu Mars 

Direct. W zależności od siły ciągu silnika górnego stopnia, Ares może wynieść na LEO od 121 

ton (przy sile ciągu górnego stopnia 1,1 miliona niutonów) do 135 ton (przy sile ciągu SSME 

górnego stopnia 2,2 miliona niutonów). Obecnie odpowiednią ciężką rakietę nośną mają 

Rosjanie. Istniejący model, Energia, może umieścić na LEO tylko 100 ton, jednak udoskonalona

wersja, Energia-B, będzie wynosić na orbitę 200 ton. W trakcie krótkiego żywota Inicjatywy 

Badań Kosmicznych (SEI) opracowano w NASA dziesiątki projektów rakiet nośnych, mogących 

umieścić na LEO od 80 do 250 ton. Krótko mówiąc, Stany Zjednoczone mogą szybko zbudować 

odpowiednie rakiety nośne, gdy tylko zapadnie taka decyzja.

Wprawdzie na papierze projekty rakiet nośnych o dowolnym udźwigu wyglądają równie dobrze, 

w rzeczywistości jest jednak

LOT NA MARSA •   131

inaczej. Opracowano projekty rewelacyjnych rakiet nośnych, zdolnych wynieść jednorazowo na 

LEO tysiąc ton, co brzmi świetnie, gdyby nie to, że podczas odpalania podobnej rakiety 

przypuszczalnie wyleciałoby w powietrze całe Orlando2 (a przynajmniej Centrum Kosmiczne im.

Kennedy'ego). Z tego względu możemy bardzo konserwatywnie założyć, że wystarczy 

zbudować rakiety nośne o udźwigu odpowiadającym Saturnowi 5 z lat sześćdziesiątych, a więc 

wynoszące na LEO około 140 ton ładunku. Czy rakiety takie wystarczą, by wysłać misję według 

projektu Mars Direct - metodą bezpośredniego startu?

Niepełną odpowiedź na to pytanie daje tabela 4.3, ukazująca masę ładunku, dostarczanego na 

powierzchnię Marsa przez taką rakietę nośną: zdolną wynieść 140 ton na LEO, przy 

uwzględnieniu manewru wejścia statku kosmicznego na orbitę okołomarsjańską. Tabela 4.3 

przedstawia warianty lotów towarowych i załogowych po trajektorii rejsowej Ziemia-Mars, 

dopuszczające użycie - jako górnego, trzeciego stopnia rakiety nośnej - albo nowoczesnego 

silnika chemicznego na wodór i tlen o impulsie właściwym (Isp) równym 450 s, albo dostęp-

Tab  4 3  Ładunek dostarczany na powierzchnię Marsa z wykorzystaniem rakiety startowej 

wynoszącej na LEO 140 ton

LOT

TYP STOPNIA

WIELKOŚĆ

ŁADUNEK

RAKIETY SŁUŻĄCEGO

ŁADUNKUDOSTARCZONY

DO UMIESZCZENIA UMIESZCZONEGO NA POWIERZCHNIĘ

Strona 56

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

STATKU NA TRAJEKTORII

MARSA

NA TRAJEKTORII

REJSOWEJ

REJSOWEJ

ZIEMIA MARS

ZIEMIA-MARS

towarowyH2/02

46,2 t

28,6 t

załogowy H2/02

40,6 t

25,2 t

towarowytermiczny

napęd jądrowy

74,6 t

46,3 t

załogowy termiczny

napęd jądrowy

69,8 t

43,3 t

2 Miasto na Florydzie, niedaleko Przylądka Canaveral (przyp red ).

132  • CZAS MARSA

nego w niedalekiej przyszłości termicznego silnika jądrowego (NTR), którego Isp sięga 900 s.

Umieszczone w tabeli 4.3 dane na temat wielkości ładunku, dostarczanego na powierzchnię 

Marsa, obliczono przy założeniu, że podczas wejścia statku na orbitę wokół Marsa zostanie 

zastosowane hamowanie atmosferyczne. W projekcie Mars Direct jest to bez wątpienia 

optymalny sposób przeprowadzenia manewru wejścia statku na orbitę okołomarsjańską, gdyż 

wieziony ładunek ma być dostarczony na powierzchnię planety i z tego względu i tak musi mieć 

osłonę aerodynamiczną. Użycie hamowania atmosferycznego w misji Mars Direct pozwala „za 

darmo" pozbyć się istotnej części AV. Rezygnacja z hamowania atmosferycznego i wykonanie 

manewru wejścia na orbitę wokół Marsa za pomocą silników rakietowych oznacza konieczność 

ograniczenia o 25% ładunku dostarczanego na powierzchnię planety. W takich projektach misji 

na Marsa, jak Raport 90-dniowy, hamowanie atmosferyczne wiązało się z licznymi technicznymi

problemami. W przypadku postulowanego w Raporcie gigantycznego statku kosmicznego o 

rozmiarach Battlestar Galactica, hamowanie atmosferyczne nie udałoby się bez ogromnych 

osłon aerodynamicznych, wymagających montażu na orbicie okołoziemskiej; jak już 

dowodziłem, nie jest to dobra propozycja. Dodatkowo w tego rodzaju misjach lot po 

trajektoriach opozycyjnych prowadzi do wejścia w atmosferę Marsa z bardzo dużą prędkością, 

co znacznie zwiększa termiczne i mechaniczne obciążenia osłony aerodynamicznej. Projekt 

Mars Direct przewiduje lot po trajektoriach koniunkcyjnych, które wymagają mniejszych ilości 

energii przy starcie oraz charakteryzują się niedużą prędkością wejścia w atmosferę Marsa, 

słabszym rozgrzewaniem i znacznie mniejszymi aerodynamicznymi siłami hamującymi. 

Najważniejsze jednak, że w planie Mars Direct hamowany statek kosmiczny jest stosunkowo 

mały, więc wyprodukowanie potrzebnych osłon aerodynamicznych nie sprawia problemu; poza 

tym bez trudu można je dopasować do kształtu rakiety. Są na to dwa sposoby: użycie osłon w 

kształcie parasola, wykonanych z elastycznego włókna, owijanych dookoła dolnej części

LOT NA MARSA •   133

wiezionych ładunków, jak w pierwotnym projekcie Mars Direct, lub też usunięcie oprofilowania 

statku i zastosowanie sztywnej osłony w kształcie pocisku, chroniącej ładunek od góry. Oba 

rozwiązania są wykonalne, a budowa osłon dla ładunków o rozmiarach przewidywanych przez 

plan Mars Direct może w całości odbyć się na Ziemi przed startem. Ponadto manewr wejścia na 

orbitę wokół Marsa, realizowany według planu Mars Direct, stawia niższe wymagania systemom

kierowania, nawigacji i kontroli lotu niż w planach, zakładających kolejne spotkanie na orbicie 

okołomarsjańskiej, ponieważ nie ma większego znaczenia, na jaką orbitę statek wejdzie (skoro 

po lądowaniu orbita ta zostanie „wykasowana"); wystarczy, by mieściła się w szerokim zakresie

dopuszczalnych orbit, które mają nachylenie odpowiednie do lądowania w wyznaczonym 

miejscu.

Bezzałogowe loty towarowe mogą wykorzystywać metodę, określaną mianem bezpośredniego 

wlotu. Podobnie jak podczas hamowania atmosferycznego, statek zwalnia dzięki sile oporu 

aerodynamicznego, powstającej w wyniku ruchu względem atmosfery planety, a nie dzięki sile 

ciągu silników rakietowych. Różnica polega na tym, że wykonując hamowanie atmosferyczne 

statek kosmiczny zanurza, się w atmosferę jedynie na minimalną głębokość, po czym opuszcza 

atmosferę i wchodzi na orbitę okołomarsjańską. Natomiast w trakcie bezpośredniego wlotu 

statek nurkuje głęboko w atmosferę, aż wytraci całą prędkość i od razu przystąpi do lądowania.

W powszechnej opinii lądowanie poprzedzone hamowaniem atmosferycznym i wejściem na 

orbitę okołomarsjańską jest Ićpszym rozwiązaniem, gdyż w razie złej pogody daje załodze 

Strona 57

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

możliwość pozostania na orbicie, dopóki warunki nie poprawią się na tyle, by przystąpić do 

lądowania. Z kolei w przypadku bezpośredniego wlotu statek musi lądować od razu po 

przybyciu. Mimo to dwie bezzałogowe misje, Mars Pathfinder i Mars Surveyor '98, których start 

zaplanowano, odpowiednio, na 1996 i 1998 rok, wykorzystają metodę bezpośredniego wlotu. 

Jeśli lot tych sond zakończy się sukcesem, uzyskamy ważne informacje i niewykluczone, że 

również projektanci misji zało-

134 •  CZAS MARSA

gowych, zachęceni powodzeniem lądowania poprzedzonego bezpośrednim wlotem, pomyślą o 

jego zastosowaniu podczas lotu załogowego.

We wszystkich tego rodzaju rozwiązaniach kluczową rolę odgrywa wielkość ładunku 

dostarczanego na powierzchnię Marsa. Bezzałogowy statek towarowy, używający paliwa 

chemicznego i startujący za pomocą jednej rakiety nośnej, mogącej wynieść na LEO 140 t, 

dostarczy na powierzchnię Marsa ładunek o masie 28,6 t; lecący szybciej statek z astronautami

przewiezie ładunek 25,2 t. Czy dysponując taką ilością zapasów, uda się przeprowadzić 

załogową misję na Marsa? Jeśli nie, to wyjściem z sytuacji jest budowa potężniejszej rakiety 

nośnej albo opracowanie i zastosowanie technologii termicznego napędu jądrowego (NTR) do 

górnego stopnia. Najpierw zastanówmy się jednak, czy można myśleć o załogowych lotach na 

Marsa z wykorzystaniem jedynie rakiet nośnych klasy Saturn 5 i chemicznego napędu 

rakietowego. Jeśli tak, to wszystkie bardziej zaawansowane technologie i oferowane przez nie 

korzyści są niepotrzebnymi barierami, przeszkadzającymi w realizacji programu.

Zapasy dla załogi

Czy dopuszczalna masa ładunku jest wystarczająca? Aby to stwierdzić, trzeba rozważyć kwestię

zapasów, potrzebnych astronautom podczas misji. Tabela 4.4 podaje ilości materiałów, 

zużywanych dziennie przez jednego członka załogi podczas różnych etapów lotu Ziemia-Mars i 

Mars-Ziemia, oraz całkowitą ilość zapasów, niezbędnych czteroosobowej załodze do przeżycia w

obu systemach mieszkalnych: module mieszkalnym (zajmowanym przez astronautów podczas 

rejsu na Marsa i podczas pobytu na powierzchni planety) oraz kabinie statku powrotnego (ERY).

Dane w kolumnie „dzienne potrzeby jednego członka załogi" to normy NASA (jak widać, 

całkiem liberalne pod względem ilości wody do mycia), z jednym wyjątkiem: zamiast 0,13 kg 

suchego pożywienia przyjąłem 1,0 kg pełnego (nie odwodnionego) pożywienia dziennie. 

Podczas długiej wy-

LOT NA MARSA •   135

Tab. 4.4. Zapasy zużywane przez czteroosobową załogę podczas misji Mars Direct.

MATĘ-   DZIENNE      CZĘŚĆ     DZIEŃ-   POTRZEBY  POTRZEBY RIAŁ     POTRZE     ODZYSKI   

    NE         ZAŁOGI        ZAŁOGI

BY

WANA     STRATY  PODCZAS    PODCZAS JEDNEGO        (KG)                          200 

DNI       200 DNI CZŁONKA                                          WERY          LOTU ZAŁOGI                  

                            (KG)        NA MARSA (KG)                                                                        

 W

MODULE

MIESZ-

KALNYM

(KG)

POTRZEBY   ŁĄCZNE ZAŁOGI    POTRZEBY PODCZAS     ZAŁOGI 600 DNI

W POBYTU     

MODULE NA PO-        MIESZ-WIERZCH-   KALNYM NI MARSA        (KG) W MODU-LE 

MIESZ-KALNYM (KG)

tlen

1.0       0,8        0,2

160

sucha

żywność      0,5       0,0        0,5        400

160

400

pełna

żywność      1,0       0,0         1,0         800

800

woda

Strona 58

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

pitna

4,0       0,8        0,0             O               O

woda

do

mycia        26,0       0,9        2,6      2080         2080

Łącznie     32,5     0,87        4,3      3440         3440

O

1200 2400

O

O

3600

160 1600 3200 O

2080

7040

prawy mieszana dieta bardzo poprawia morale załogi, zapobiegając monotonii suchego 

prowiantu, a kosztuje bardzo niewiele, gdyż tylko nieznacznie zwiększa masę zapasów: woda 

zawarta w żywności uzupełnia straty układu odzyskiwania i ponownego wprowadzania do 

obiegu wody pitnej. Zakładamy zastosowanie fizyczno-chemicznego systemu podtrzymywania 

funkcji życiowych o stosunkowo niskiej wydajności, odzyskującego 80% tlenu i wody pitnej 

oraz 90% wody do mycia (która może być gorszej jakości). Systemy takie są znacznie tańsze i 

zużywają dużo mniej energii w porównaniu z futurystycznymi ekologicznymi systemami 

zamkniętymi, które podobno będą

136 • CZAS MARSA

mogły wprowadzić ponownie do obiegu 100% zużywanego pożywienia, tlenu i wody.

Czytając między wierszami tabeli 4.4 łatwo spostrzec, jak ogromne korzyści osiągniemy dzięki 

bogactwom naturalnym Marsa. Wytwarzając paliwo rakietowe, ERY produkują duże ilości wody i

tlenu. Gdyby nie aparatura chemiczna ERY, konieczne byłoby wysłanie dodatkowych 7 ton 

zapasów, zużywanych w module mieszkalnym: czyli zamiast 7 ton potrzebne byłoby 14 ton 

materiałów zużywanych, co byłoby bardzo trudne do spełnienia, wziąwszy pod uwagę, że 

całkowita masa modułu mieszkalnego wynosi 25 ton. Dziewięć ton wody, wytwarzanej na 

Marsie w instalacji chemicznej ERY, stanowi ponadplanową rezerwę w stosunku do 

zapotrzebowania, określonego przez NASA; zapas ten poprawi morale astronautów, ciężko 

pracujących na pustynnej planecie. Dlatego właśnie tabela 4.4 podaje, że nie ma potrzeby 

transportowania wody ani tlenu dla załogi podczas pobytu na powierzchni planety w module 

mieszkalnym. Widzimy też, że każdy moduł mieszkalny leci na Marsa z zapasami pożywienia, 

wystarczającymi na misję trwającą 800 dni, co pozwala załodze bez żadnych trudności przeżyć 

ewentualną dwuletnią wędrówkę na Ziemię po trajektorii swobodnego powrotu. Gdyby istotnie 

do tego doszło, astronauci musieliby uzupełnić zapasy wody i tlenu, zużywając 5 ton paliwa 

metan/tlen, znajdującego się wewnątrz stopnia ładowniczego (paliwo nie będzie już potrzebne 

w przypadku powrotu po trajektorii swobodnego powrotu, która kończy się wejściem na orbitę 

okołoziemską), a także ograniczyć zużycie wody do mycia do poziomu 40%, określonego przez 

NASA. Sytuacja taka, stanowiąca wyłącznie możliwość awaryjną, jest niewygodna i niedobrze 

wpływa na morale załogi, lecz można sobie z tym poradzić. Według tabeli 4.4 w ogóle nie 

dochodzi do dziennych strat wody pitnej, gdyż straty, wynikające z nieszczelności układu 

odzyskiwania wody, są równoważone przez wodę wprowadzaną do obiegu w pełnym 

pożywieniu.

Uwzględniając wyniki tych rozważań, możemy określić masy zapasów, umieszczonych w 

kabinie ERY oraz module mieszkalnym; rezultaty przedstawia tabela 4.5.

LOT NA MARSA •   137

Tab. 4.5. Rozkład masy zapasów dla misji Mars Direct.

STATEK POWROTNY (ERY)

TONY                           MODUŁ MIESZKALNY

TONY

konstrukcja kabiny ERY

konstrukcja modułu 3,0          mieszkalnego

5,0

system podtrzymywania funkcji życiowych

system podtrzymywania 1 , 0           funkcj i 

życiowych

3,0

zapasy zużywane 3,4          zapasy zużywane 7,0

generator energii elektrycznej (ogniwo słoneczne 5 kW)

1,0

układ kontroli

Strona 59

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

reakcji chemicznych

0,5

układy do komunikacji i zarządzania informacjami

O, l

meble i urządzenie

wnętrza 0,5

skafandry EVA

(4 sztuki) 0,4

części zamienne

i rezerwa (16%)

1.6

Łączna masa ładunku kabiny ERY

11,5

osłona atmosferyczna        1,8

generator energii elektrycznej (ogniwo słoneczne 5 kW)

układ kontroli reakcji chemicznych

załoga

1,0

0,5

układy do komunikacji

i zarządzania informacjami

0,2

wyposażenie laboratorium

0,5

0,4

skafandry EYA (4 sztuki)

0,4

meble i urządzenie wnętrza 1,0

odkryte rovery (2 sztuki)

0,8

138 • CZAS MARSA

STATEK POWROTNY (ERV)

TONY

MODUŁ MIESZKALNY

TONY

lekki transporter zapas wodoru

Łączna masa ładunku ERY

0,5 6,3

stopnie napędowe ERY      4,5

aparatura chemiczna

do produkcji paliwa 0,5

reaktor jądrowy (80 kW)    3.5

28,6

rover ciśnieniowy

wyposażenie do badań naukowych w terenie

części zamienne i rezerwa

(16%)

Łączna masa ładunku modułu mieszkalnego

1,4

0,5

3.5

25,2

Podany w tabeli 4.5 ładunek sprzętu na ERY po wylądowaniu posłuży do produkcji 94 ton 

rakietowej mieszaniny napędowej metan/tlen i 9 ton wody; wykorzystany zostanie w tym celu 

przywieziony z Ziemi zapas wodoru o masie 6,3 tony. Z 94 ton paliwa 82 tony zostaną 

wykorzystane podczas drogi powrotnej ERY na Ziemię, a pozostałe 12 ton zasili zbiorniki 

pojazdu terenowego z wewnętrznym silnikiem spalinowym. Licząc tylko wodę i 12 ton paliwa do

rovera i dodając je do innych elementów ładunku ERY, przydatnych podczas pobytu na 

powierzchni Marsa (takich jak kabina ERY z własnym układem zasilania i systemem 

podtrzymywania funkcji życiowych, generator energii, skafandry EYA, lekki transporter), 

odkrywamy, że w skład ładunku, dostarczonego na powierzchnię planety przez ERY, wchodzi 

36,5 tony wyposażenia przeznaczonego do wykorzystania na powierzchni planety. Załoga 

pierwszej wyprawy na Marsa będzie miała do dyspozycji dwa statki ERY (pierwszy, który 

wyprodukował paliwo rakietowe na powrót astronautów jeszcze przed ich startem z Ziemi, i 

Strona 60

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

drugi, lecący równolegle do

LOT NA MARSA •   139

statku niosącego astronautów) oraz jeden moduł mieszkalny (zawierający 24,7 tony 

wyposażenia do wykorzystania na powierzchni planety). Gdy zsumujemy podane masy, okaże 

się, że załoga misji Mars Direct będzie dysponowała wyposażeniem o masie 97,7 tony 

przeznaczonym do wykorzystania na powierzchni planety; jest to niemal czterokrotnie więcej 

niż w przypadku misji klasy opozycyjnej według planu przedstawionego w Raporcie 

90-dniowym (pomimo zakładanej tam ponad dwukrotnie wyższej masy ładunków w chwili 

startu). Projekt Mars Direct przewiduje dostarczenie na powierzchnię planety czterech 

hermetycznych pomieszczeń mieszkalnych, wyposażonych w systemy podtrzymywania funkcji 

życiowych: modułu mieszkalnego, dwóch kabin ERY i ciśnieniowego rove-ra. Dzięki temu załoga

będzie miała parę możliwości bezpiecznego schronienia w przypadku awarii podstawowego 

systemu podtrzymywania funkcji życiowych w module mieszkalnym. Ponadto astronauci 

dysponują 12 skafandrami EVA (do działań na zewnątrz pojazdu), pięcioma pojazdami 

mechanicznymi (ciśnieniowy rover, dwa odkryte rovery i dwa lekkie transportery), pięcioma 

źródłami energii (dwoma reaktorami jądrowymi o mocy 80 kW oraz trzema ogniwami 

słonecznymi o mocy 5 kW, po jednym w module mieszkalnym i w każdym statku ERY), 

pięcioma awaryjnymi układami zasilania (silnik każdego z pięciu pojazdów mechanicznych 

nadaje się do ładowania generatora), a także tonami wyposażenia do badań naukowych i 

terenowych, 14 tonami materiałów, przywiezionych z Ziemi, 18 tonami wody, wyprodukowanej 

na Marsie i 24 tonami paliwa do ro-vera oraz dwoma instalacjami chemicznymi, z których 

każda może produkować tlen z marsjańskiej atmosfery w tempie przewyższającym 

zapotrzebowanie systemu podtrzymywania funkcji życiowych blisko pięćdziesiąt razy. Z tego 

względu plan Mars Direct należy niewątpliwie uważać za wyjątkowo solidny. A gdyby wszystko 

to wciąż wydawało się niewystarczające, nic nie stoi na przeszkodzie, by dodać kolejny stopień 

zabezpieczenia na wypadek awarii, wykorzystując start pierwszego ERY, gdy nie wyrusza w 

drogę statek z załogą; można wówczas wysłać dodatkowy moduł mieszkalny z niezbędnymi 

zapasami w miej-

140  •  CZAS MARSA

sce lądowania pierwszego ERY (wariant ten wiąże się z wysyłaniem co dwa lata dwóch ciężkich 

rakiet nośnych, również przy pierwszym starcie). Wówczas załoga dysponowałaby sześcioma 

pomieszczeniami mieszkalnymi, w rym dwoma kompletnie wyposażonymi modułami 

mieszkalnymi, dwoma kabinami ERY oraz... Myślę, że Czytelnik rozumie już, co chcę 

powiedzieć. Żadna wyprawa odkrywcza na Ziemi nie miała tylu dodatkowych możliwości 

awaryjnych. Wymienione wyposażenie można dostarczyć na powierzchnię Marsa, wykorzystując

wyłącznie technologię z lat sześćdziesiątych - rakiety nośne klasy Saturn 5 i paliwo chemiczne -

i rezygnując z orbitalnej infrastruktury, montażu, operacji łączenia statków kosmicznych, a 

także porzucając plany spotkania statków na orbicie na jakimkolwiek etapie misji.

Porównanie możliwości prawie nieograniczonego mnożenia stopni awaryjnych w obozie załogi 

na powierzchni Marsa z zabezpieczeniami dostępnymi podczas rejsu międzyplanetarnego 

uświadamia nam, że planując załogowe wyprawy na Marsa, należy starać się maksymalizować 

okres pobytu załogi na powierzchni planety oraz minimalizować czas trwania rejsu 

międzyplanetarnego. Sprzęt i zapasy dla misji powinny zostać skoncentrowane na powierzchni 

Czerwonej Planety, przez co Mars stanie się najbezpieczniejszym po Ziemi miejscem w Układzie

Słonecznym.

Wykorzystać plany zapasowe czy przerwać misję i wracać?

Rozważając w przeszłości plany załogowych misji na Marsa, sporo uwagi poświęcano 

następującemu scenariuszowi wydarzeń: parę dni przed dotarciem do Marsa (lub w dniu 

przybycia) załoga wyprawy zdaje sobie sprawę, że musi przerwać realizację programu. 

Interesuje nas w tym momencie nie to, dlaczego tak się stało, ale w jaki sposób przerwać 

misję. Jak astronauci wycofają się w bezpieczne miejsce? Muszą oczywiście dostać się na 

Ziemię; na szczęście mają wystarczające za-

LOT NA MARSA •   141

pasy paliwa, by wrócić po szybkiej trajektorii klasy opozycyjnej, chociaż planowano długi pobyt 

na powierzchni planety, zgodnie z koncepcją misji koniunkcyjnej. Załoga może włączyć silniki 

statku, oddalić się od Marsa i ruszyć w stronę Ziemi, przelatując po drodze koło Wenus. Jeśli 

Strona 61

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

wystąpi nagląca sytuacja, nie trzeba będzie czekać, aż otworzy się możliwość lotu po 

przejściowej orbicie Hohmanna. Zastanówmy się jednak nad tym scenariuszem. Koszty 

wyprawy, uwzględniającej w planach przedstawiony tu wariant awaryjny, wcale nie są 

trywialne. Przede wszystkim trzeba wysłać większy ładunek z myślą zarówno o długim pobycie 

na powierzchni Marsa, jak i długim rejsie powrotnym na Ziemię, a także dodatkowe paliwo 

rakietowe, by umieścić wszystkie te zapasy na trajektorii opozycyjnej o bardzo wysokiej 

energii. Trudno sobie wyobrazić bardziej kosztowny projekt wyprawy. Jeśli natomiast 

astro-nauci nie skorzystają z możliwości przerwania misji i natychmiastowego powrotu, ten 

dodatkowy ładunek na nic się nie zda. Poza tym awaryjny powrót po trajektorii klasy 

opozycyjnej oznacza dla astronautów wystawienie na dawki promieniowania kosmicznego w 

otwartej przestrzeni kosmicznej przez okres półtora roku (i równie długie przebywanie w 

warunkach zerowej grawitacji), narażenie na wysokie dawki promieniowania cieplnego Słońca w

trakcie przelotu przez wewnętrzne obszary Układu Słonecznego oraz na bardzo duże 

przeciążenia podczas powrotu na Ziemię. Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, dochodzimy

do wniosku, że powrót awaryjny może okazać się dla załogi bardzo uciążliwy, a ponadto 

skorzystanie z tego wariantu oznaczałoby zupełne fiasko misji nastawionej na badania Marsa.

W rezultacie podobne plany załogowych wypraw marsjań-skich bardzo nieznacznie poprawiają 

skuteczność, za to niesłychanie podwyższają całkowitą masę ładunku ł koszty wyprawy. Na 

szczęście istnieje alternatywne rozwiązanie awaryjne; wystarczy podważyć podstawowe 

założenie: czy rzeczywiście Ziemia stanowi jedyne bezpieczne schronienie? Z pewnością nie! 

Właściwa strategia polega na rezygnacji z wariantów awaryjnych, przewidujących powrót na 

Ziemię, i opracowaniu planu

142 • CZAS MARSA

zakładającego - jako podstawowy wariant awaryjny - skorzystanie w nagłej sytuacji z 

uprzednio przygotowanego bezpiecznego schronienia na powierzchni Marsa. Załoga dotrze tam 

szybciej niż z powrotem na Ziemię, a poza tym schronienie na Marsie najprawdopodobniej 

okaże się bardziej pomocne w razie wystąpienia problemów. W ten sposób podstawowy wariant

awaryjny nie odbiega od zasadniczych planów i nie wymaga wysyłania dodatkowego ładunku, a

jego realizacja nie wyklucza realizacji celów wyprawy. Wprawdzie nadal pozostaną zastępcze 

warianty awaryjne, wiążące się z przerwaniem programu, lecz plany misji nie koncentrują się 

już wokół nich. Innymi słowy, podczas planowania misji nie należy koncentrować się na 

wariantach awaryjnych, lecz na hierarchii planów zapasowych. Projekt Mars Direct zawiera 

takie właśnie podejście.

Przeanalizujmy dostępne w trakcie wyprawy warianty awaryjne i plany zapasowe, zaczynając 

od wyniesienia astronau-tów na LEO. Pierwszym istotnym wydarzeniem jest odpalenie silników 

rakietowych w celu umieszczenia statku kosmicznego na międzyplanetarnej trajektorii rejsowej 

Ziemia-Mars (TMI, ang. Trans-Mars Iryection). Do wykonania manewru TMI i wysłania statku 

na Marsa po szybkiej, 180-dniowej trajektorii koniunkcyjnej, będącej zarazem trajektorią 

swobodnego powrotu na Ziemię w dwa lata, konieczna jest całkowita różnica prędkości AV, 

wynosząca 4,3 km/s. Jednakże AV równa 3,7 km/s wystarczy, by wysłać statek na Marsa po 

250-dnio-wej trajektorii o minimalnym zapotrzebowaniu na energię, załoga może zatem 

wyruszyć w drogę, jeśli silniki rakietowe zapewnią ów minimalny poziom. Jeżeli układ 

napędowy nie zdoła doprowadzić do tego, by AV osiągnęła wartość 3,3 km/s - tyle wynosi 

prędkość niezbędna do opuszczenia pola grawitacyjnego Ziemi - statek pozostanie na 

eliptycznej orbicie okołoziemskiej. W takiej sytuacji załoga użyje układu napędowego modułu 

mieszkalnego i delikatnie obniży punkt perygeum (najniższego punktu orbity) tak, by znalazł 

się w najwyższych, granicznych warstwach ziemskiej atmosfery. Po pewnej liczbie okrążeń siła 

tarcia spowoduje obniżenie apogeum (najwyższego punktu orbity) do wysokości osiąganej

LOT NA MARSA •   143

przez prom kosmiczny (w 1994 roku bezzałogowy statek Magellan pomyślnie wykonał podobny 

manewr powolnego hamowania atmosferycznego z obniżeniem apogeum na orbicie wokół 

Wenus), a następnie słabe odpalenie silników rakietowych modułu mieszkalnego podniesie 

perygeum ponad ziemską atmosferę - dzięki czemu orbita przybierze kształt kołowy i się 

ustabilizuje. Po wykonaniu tego manewru prom kosmiczny zabierze załogę z powrotem na 

Ziemię (pośpiech nie jest konieczny, skoro astronauci mają na pokładzie zapasy, wystarczające

na przeżycie trzech lat). Z kolei jeśli układ napędowy statku zapewni AV pomiędzy 3,3 km/s a 

Strona 62

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

3,7 km/s, załoga będzie mogła powrócić na Ziemię, wyhamowując ruch statku silnikami 

rakietowymi modułu mieszkalnego. Silniki te miały być wykorzystane do poprawek 

śródkursowych, wejścia na orbitę i lądowania na Marsie. Dysponują one mocą odpowiadającą 

AV równej 0,7 km/s, a zatem znacznie więcej niż potrzeba, by zniweczyć maksymalną 

nadwyżkę AV, wynoszącą 0,4 km/s, która mogłaby doprowadzić do uwięzienia statku w 

otwartej przestrzeni kosmicznej pomiędzy Marsem a Ziemią. Rozważania te są jednak w dużej 

mierze hipotetyczne, ponieważ poprawnie skonstruowany stopień TMI ma dwa silniki, a każdy z

nich charakteryzuje się niezawodnością wytwarzania odpowiedniej siły ciągu, sięgającą 99%. 

Prawdopodobieństwo, że oba silniki zawiodą jednocześnie, wynosi mniej więcej jedną 

dziesięciotysięczną i można je zaniedbać, rozważając całkowite ryzyko niepowodzenia misji.

Po pomyślnym wykonaniu manewru TMI i odpaleniu silników, wprowadzającym korektę 

śródkursową, statek kosmiczny zmierza w stronę Marsa, gdzie czeka go zadanie wejścia na 

orbitę okołomarsjańską. Podczas początkowych 95% rejsu międzyplanetarnego Ziemia-Mars 

załoga ma do wyboru rozmaite warianty postępowania w razie kłopotów, m.in. przerwanie misji

i lot na Ziemię po trajektorii swobodnego powrotu lub przelot koło Marsa z wykorzystaniem 

silników. Jeśli jednak ładownik znajdzie się już na trajektorii wejścia na orbitę okołomarsjańską 

(co zwykle odbywa się na kilka dni przed planowanym wejściem na orbitę wokół planety), 

szansę zrealizowania

144 •  CZAS MARSA

któregokolwiek awaryjnego wariantu lotu na Ziemię będą bardzo nikłe. Przerwanie lotu po 

wybranej trajektorii i jakiekolwiek jej modyfikacje stają się na pewnym etapie - w okresie od 

kilku godzin do jednego dnia przed manewrem wejścia na orbitę wokół Marsa - niemożliwe. W 

końcu przychodzi czas dokonania ostatecznego wyboru; nie ma się jednak co obruszać, skoro 

tego rodzaju decyzji nie trzeba podejmować przez pierwsze 175 dni lotu, który przecież trwa 

180 dni.

Projekt Mars Direct nie przewiduje żadnych spotkań na orbicie, dlatego nie ma potrzeby 

precyzyjnego doboru okołomar-sjańskiej orbity - wystarczy, by miała takie nachylenie, które 

umożliwi lądowanie na powierzchni planety w zaplanowanym miejscu (oznacza to, że 

nachylenie orbity musi być większe lub równe szerokości areograficznej docelowego miejsca 

lądowania statku). Z tego powodu wystarczy, że statek znajdzie się na dowolnej spośród 

licznych orbit okołomarsjańskich, spełniających ten warunek, po czym podejdzie do lądowania 

w sąsiedztwie bazy, założonej przez poprzednią misję. Rozluźnienie rygorów precyzji wyboru 

orbity przekłada się na niższe wymagania, stawiane systemom kierowania, nawigacji i kontroli 

lotu, zwiększając tym samym atrakcyjność hamowania atmosferycznego jako sposobu wejścia 

statku na orbitę okołomars-jańską w planie Mars Direct. Gdyby statkowi z modułem 

mieszkalnym nie udało się wejść na orbitę wokół Marsa za pomocą hamowania 

atmosferycznego, załoga może jeszcze wykorzystać silniki rakietowe ładownika (o AV około 700

m/s). Niewykluczone, że w wyniku tego astronauci nie będą w stanie wylądować w module 

mieszkalnym, lecz za to statek wejdzie na orbitę oko-łomarsjańską. W takiej sytuacji są dwie 

możliwości. Po pierwsze, załoga pozostaje na orbicie przez 600 dni i spotyka się z którymś z 

dwóch statków powrotnych (poprzednim ERY lub ERY lecącym równolegle, ponieważ system 

zdalnej kontroli pozwala na start statku powrotnego z powierzchni Marsa i skierowanie go na 

wybraną orbitę), przechodzi na pokład ERY i wraca nim na Ziemię. Druga ewentualność 

wymaga pozostania na orbicie okołomarsjańskiej przez jakieś 90 dni; gdy lecący równolegle 

ERY dotrze do planety, wystarczy spotkać się z nim na

LOT NA MARSA •   145

orbicie, zanim wyląduje. W tym wariancie załoga może wybierać: albo zabierze z ERY część 

paliwa i uzupełni nim zbiorniki swojego statku, aby wylądować w module mieszkalnym 

(poświęcając ERY), albo też przesiądzie się do ERY i wyląduje w nim, zostawiając moduł 

mieszkalny na orbicie. Do realizacji drugiego scenariusza można przystąpić niezwłocznie po 

spotkaniu na orbicie - pod warunkiem że na powierzchni Marsa znajduje się drugi moduł 

mieszkalny (pozostawiony przez załogę jednej z poprzednich misji). W przeciwnym razie 

lądowanie się opóźni, gdyż astronauci spędzą większość czasu na orbicie okołomarsjańskiej 

(gdzie będą mieli do dyspozycji obfite zapasy i wygodne kwatery modułu mieszkalnego), a na 

planetę wybiorą się jedynie z krótką ekspedycją, wykorzystując dwa ERY jako bazę na 

powierzchni Marsa.

Strona 63

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Skoro jednak na powierzchni Czerwonej Planety znajduje się bezpieczne schronienie i można 

zrealizować cele misji, najkorzystniej jest znaleźć się właśnie tam. Z tego względu, wykonując 

manewr wejścia na orbitę wokół Marsa, należy raczej zanurzyć się zbyt głęboko w atmosferę, 

niż ryzykować minięcie planety i poszybowanie w przestrzeń kosmiczną. Skoro plan Mars Direct

nie wymaga wchodzenia na słabo związaną, bardzo wydłużoną orbitę okołomarsjańską (jak w 

tradycyjnych projektach misji - opuszczenie takiej orbity wymaga mniejszej ilości paliwa), lecz 

przewiduje, że statek znajdzie się na silniej związanej orbicie kołowej lub lekko eliptycznej, 

dzięki czemu minięcie planety jest w zasadzie niemożliwe. Gdyby podczas hamowania 

atmosferycznego statek zanurzył się w atmosferę zbyt głęboko, by wejść na stabilną orbitę, 

załoga może od razu lądować w module mieszkalnym. W końcu chodzi właśnie o dotarcie na 

powierzchnię Marsa.

Bardzo istotny, dodatkowy wzrost bezpieczeństwa wyprawy można uzyskać, odrzucając pomysł

spotkania na orbicie okołomarsjańskiej, zanim statek podejdzie do lądowania, gdyż 

rezygnujemy wówczas z konieczności precyzyjnego wykonania manewru wejścia na orbitę 

okołomarsjańską w sytuacji, gdy grozi minięcie planety. Oczywiście, zamiast spotkania na 

orbicie projekt Mars Direct wymaga spotkania na powierzchni.

146 • CZAS MARSA

Zastanówmy się, co się z tym wiąże. Aby zagwarantować powodzenie misji, projekt Mars Direct

przewiduje na wypadek kłopotów wiele wariantów zapasowych. Po pierwsze, w wyznaczonym 

miejscu lądowania przez dwa lata, poprzedzające przybycie astronautów, znajduje się statek 

powrotny, co daje szansę gruntownego poznania miejsca spotkania za pomocą automatycznych

pojazdów terenowych, a także pozwala umieścić transponder w miejscu najdogodniejszym do 

lądowania. ERY ustawi ponadto radiolatarnię, przypominającą lotniskowy system komunikacji 

radiowej, który służy do przesyłania pilotom dokładnych danych na temat pozycji i prędkości 

samolotu podczas podchodzenia do lądowania i lądowania na płycie lotniska. Pamiętajmy, że 

oba bezzałogowe ładowniki misji Yiking zdołały osiąść na powierzchni Marsa w odległości 30 km

od wyznaczonych miejsc, a ładowniki Apollo potrafiły umieścić astronautów na powierzchni 

Księżyca nie dalej niż 200 m od punktu, w którym znajdowała się bezzałogowa sonda Surveyor.

Dysponując aktywnym układem naprowadzania oraz radiola-tarnią, wskazującą właściwy 

kierunek, można posadzić moduł mieszkalny na powierzchni Marsa w odległości zaledwie paru 

metrów od planowanego miejsca. Jeśliby jednak statek chybił o dziesiątki lub nawet setki 

kilometrów, spotkanie umożliwi wieziony w module mieszkalnym rover, którego zasięg wynosi 

1000 km. Ponieważ astronauci lądują w funkcjonalnym module mieszkalnym, a nie w niedużym

ładowniku, nie przystosowanym do długiego zamieszkiwania, mogą przetrwać dość długo, 

nawet gdyby znaleźli się w zupełnie odosobnionym miejscu - na taką ewentualność 

przygotowano trzeci i czwarty poziom scenariuszy zapasowych. Trzeci poziom zabezpieczenia - 

na wypadek oddalenia modułu mieszkalnego od ERY o odległość porównywalną ze średnicą 

planety - przewiduje modyfikację kierunku lotu kolejnego ERY, podążającego ku Marsowi w ślad

za astronautami (w odstępie paru miesięcy); dzięki temu ERY wyląduje w sąsiedztwie modułu 

mieszkalnego. Czwarty poziom zabezpieczenia wynika z konstrukcji misji, zgodnie z którą cała 

załoga przebywa w module mieszkalnym, wyposażonym w zapasy, wystarczające do przeżycia 

dwóch lat na powierzchni

LOT NA MARSA •   147

planety. Jeśli zawiodą wszystkie warianty awaryjne, astronau-tom pozostanie przetrwać ciężki 

okres, jaki upłynie do czasu, aż pojawi się szansa wysłania z Ziemi następnej rakiety z 

zapasami i kolejnym ERY.

Plan Mars Direct nie przewiduje, by po rozpoczęciu schodzenia do lądowania statek przerwał 

manewr i powrócił na orbitę około-marsjańską; projekt zakłada przecież wykorzystanie 

marsjań-skiego materiału napędowego - skoro zatem już znajdziemy się na powierzchni 

planety, nie wchodzi w grę wycofanie się na orbitę. Jest jednak wysoce wątpliwe, by jakikolwiek

ładownik (choćby miał zapas paliwa w pełni wystarczający, by wznieść się w górę) mógł 

wznieść się na orbitę, startując z tylnej części osłony aerodynamicznej, która z wysiłkiem 

przedziera się w dół mar-sjańskiej atmosfery z prędkością ponaddźwiękową. (Podobny manewr 

wymaga przedarcia się pojazdu startującego poprzez ponaddźwiękową falę uderzeniową, 

rozchodzącą się w tył za osłoną aerodynamiczną, a potem zmiany, podczas lotu pojazdu, trybu 

pracy silników rakietowych - z opóźniania do przyspieszania!) W zamian za iluzoryczną 

Strona 64

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

możliwość przerwania lądowania i wycofania się na orbitę (podczas lądowania według 

tradycyjnych planów, mimo wszelkich starań, astronauci i tak nie mają realnej szansy 

zawrócenia i powrotu na orbitę, nawet jeśli dysponują pojazdem startowym z pełnym zapasem 

paliwa) misja Mars Direct oferuje dodatkowe, niezwykle konkretne zabezpieczenie: przed 

podejściem do lądowania w module mieszkalnym, a nawet jeszcze przed opuszczeniem Ziemi, 

załoga ma pewność, że na powierzchni Marsa czeka sprawny ERY, który przetrwał ciężką próbę 

lądowania i ma zapas paliwa, całkowicie wystarczający na rejs powrotny. Co więcej, podczas 

lądowania astronauci znajdują się wewnątrz dużego, mocno zbudowanego modułu 

mieszkalnego, w skład którego wchodzi wiele hermetycznych, ciśnieniowych pomieszczeń oraz 

sprawnie funkcjonujący system podtrzymywania funkcji życiowych, przeznaczony do 

długotrwałej eksploatacji - natomiast w chwili dotknięcia powierzchni planety na pokładzie 

statku prawie w ogóle nie ma już paliwa rakietowego. Dokładnie na odwrót sytuacja 

przedstawia się wtedy, gdy astronauci lądują w marsjańskim pojeździe startującym,

148  • CZAS MARSA

który ma pełny zapas materiału napędowego, jest nieduży oraz zapewnia minimalny okres 

funkcjonowania systemu podtrzymywania funkcji życiowych - słowem, w statku po brzegi 

wypełnionym paliwem, czyli bardzo niebezpiecznym materiałem wybuchowym.

Mówiliśmy już, że plan Mars Direct przewiduje koncentrację całości sprzętu i zapasów na 

powierzchni planety, bez pozostawiania kogokolwiek ani czegokolwiek na orbicie. Dzięki tej 

strategii systemy umożliwiające przetrwanie załogi podczas liczącego 600 dni pobytu na 

powierzchni planety wielokrotnie się dublują, a stopień bezpieczeństwa wzrasta w miarę 

wysyłania na Marsa kolejnych misji, które wzbogacają znajdujące się na powierzchni 

wyposażenie o nowe moduły mieszkalne. Gdy nadchodzi czas powrotu, astronauci dysponują 

dwoma ERY, gotowymi zawieźć ich na Ziemię w każdej chwili; wystarczy jedynie przeprowadzić

ich kontrolę przed odlotem. Sytuacja jest dużo korzystniejsza niż w przypadku tradycyjnych 

projektów, zgodnie z którymi załoga musi opuścić powierzchnię na pokładzie jedynego 

posiadanego pojazdu startującego, by następnie na orbicie spotkać się ze statkiem bazą, od 

prawie półtora roku krążącym wokół Marsa bez nikogo, kto zadbałby o jego sprawność, i bez 

prawie żadnych części zapasowych w razie awarii. Załoga misji Mars Direct własnoręcznie 

sprawdzi sprawność statku, zanim zdecyduje się wyruszyć w drogę powrotną; będzie też 

dysponowała wszystkimi zapasami marsjańskiej bazy na wypadek awarii. Gdyby zaś oba ERY 

okazały się niesprawne, załoga po prostu poczeka w bazie na powierzchni Marsa parę miesięcy,

aż dotrze następny moduł mieszkalny, wypełniony zapasami, i kolejny ERY. Wprawdzie 

wówczas astronauci musieliby przedłużyć pobyt na powierzchni o dwa lata w stosunku do 

oryginalnego planu, lecz z pewnością jest to lepsze rozwiązanie niż śmierć.

Możliwości nowoczesnych technologii

Opisane dotychczas systemy transportu w misji Mars Direct mieszczą się całkowicie w granicach

możliwości dzisiejszych

LOT NA MARSA •   149

technologii: ciężka rakieta nośna typu Saturn 5 lub jej podobna, napęd chemiczny i tak dalej. 

Gdyby jednak pojawiła się jakaś nowa technologia, plan wyprawy na Marsa powinien ją 

uwzględnić i wykorzystać. Istnieje wiele hipotetycznych nowoczesnych technologii podróży 

kosmicznych - najważniejsze z nich to: jądrowy i słoneczny (jonowy) napęd rakietowy, 

słoneczne i magnetyczne żaglowce, rakiety termojądrowe i z napędem na antymaterię - lecz 

tylko parę z nich ma szansę zmaterializować się wystarczająco szybko, by dało sieje 

wykorzystać podczas pierwszych wypraw na Czerwoną Planetę. Należą do nich: termiczne 

silniki jądrowe (NTR) i ściśle z nimi związane termiczne silniki słoneczne (STR, ang. Solar 

Thermal Rocket), które mogłyby zastąpić napęd chemiczny podczas podróży kosmicznych; a 

także jednostopniowe rakiety nośne wielokrotnego użytku (SSTO, ang. Single-Stage-To-Orbit), 

zastępując podczas startu z Ziemi jednorazowe, wielostopniowe ciężkie rakiety nośne. Nie chcę 

przez to powiedzieć, że jądrowy napęd jonowy czy też żaglowce magnetyczne lub inne 

zaawansowane technologie są niewykonalne. Wręcz przeciwnie, prawdopodobnie za sto lat 

zdominują one handel międzyplanetarny. Z tego względu zajmiemy się nimi w jednym z 

następnych rozdziałów, przy okazji rozważania bardziej futurystycznych aspektów kolonizacji 

Marsa. Kolumb nie dotarłby jednak zbyt daleko, gdyby czekał z rozpoczęciem przeprawy przez 

Atlantyk, aż pojawią się statki parowe czy Boeingi 747; podobnie pierwsze pokolenie 

Strona 65

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

odkrywców Marsa zmuszone będzie poprzestać na zestawie technologii, które z punktu 

widzenia przyszłych podróży kosmicznych są dość prymitywne. Kolumb przepłynął Atlantyk na 

statkach zbudowanych z myślą o podróżach po Morzu Śródziemnym i wzdłuż wybrzeży oceanu. 

Dopiero gdy europejskie placówki pojawiły się w Ameryce, rozpoczął się postęp techniczny, 

który doprowadził do stworzenia trój masztowych karawel, kliprów, rejsowych statków 

oceanicznych i, w końcu, samolotów. Po założeniu ludzkich osad na Marsie podobny mechanizm

spowoduje opracowanie nowocześniejszych technologii napędu rakietowego. Z tego powodu aż 

dotąd całkowicie ograniczaliśmy zagadnienie misji marsjańskich do istnieją-

150 • CZAS MARSA

cych współcześnie, prymitywnych technologii napędu rakietowego. Podejście takie jest 

niewątpliwie konserwatywne. Istnieją jednak technologie - prowadzące do znacznej poprawy 

skuteczności misji lub obniżenia jej kosztów - które potencjalnie można wykorzystać w 

stosunkowo bliskiej przyszłości. Przyjrzyjmy się im teraz.

Największe nadzieje na zastąpienie paliwa chemicznego wiążą się z napędem termicznym, czy 

to jądrowym, czy słonecznym. Koncepcja funkcjonowania takich rakiet jest bardzo prosta: 

źródło ciepła (reaktor jądrowy lub paraboliczne zwierciadło, ogniskujące promieniowanie 

słoneczne) podgrzewa płyn do bardzo wysokiej temperatury, powodując, że staje się on bardzo 

gorącym gazem, który jest następnie wyrzucany przez dyszę rakiety. Innymi słowy, rakieta 

termiczna to po prostu latający czajnik parowy. Sprawność takiej rakiety jest przede wszystkim

ograniczona maksymalną temperaturą, jaką może wytrzymać materiał, z którego zbudowany 

jest silnik; ocenia się ją na mniej więcej 2500°C. Rakiecie takiej można nadać największą 

prędkość i impuls właściwy, wykorzystując do napędu gaz o możliwie najniższej masie 

cząsteczkowej. Najlepiej nadaje się do tego wodór. Rakieta NTR lub STR, wykorzystująca 

wodór, może osiągnąć Isp równy 900 s (prędkość wyrzutu gazu 9 km/s), czyli dwukrotnie 

więcej niż w przypadku silników chemicznych.

Termiczne silniki jądrowe nie są wyłącznie teorią. W latach sześćdziesiątych w USA realizowano 

program NERYA (silniki jądrowe w zastosowaniu do pojazdów kosmicznych, ang. Nac-lear 

Engine for Rocket Yehicle Applications), w ramach którego zbudowano i przetestowano na 

Ziemi około dwunastu silników o sile ciągu od 440 tysięcy aż do 1,1 miliona niutonów. Silniki te 

naprawdę działały, zapewniając impuls właściwy przekraczający 800 s, czyli znacznie więcej, 

niż mógł marzyć konstruktor rakiet chemicznych. Wernher von Braun planował wykorzystanie 

rakiet NTR do załogowej wyprawy na Marsa, którą NASA miała nadzieję wysłać na początku lat 

osiemdziesiątych jako kontynuację misji Apollo. Gdy jednak administracja prezydenta Nixona 

zablokowała plany NASA,

LOT NA MARSA •   151

program NERYA również upadł. Silniki NTR nigdy nie zostały sprawdzone w locie, a urządzenia 

do testów naziemnych pokryła rdza. Wielu weteranów programu NERYA wciąż żyje, choć zbliża 

się do wieku emerytalnego. Gdy piszę te słowa, cenne doświadczenie w tej dziedzinie zanika. 

Mimo wszystko udało się udowodnić, że rakiety z napędem jądrowym mogą funkcjonować.

Kiedy Inicjatywa Badań Kosmicznych SEI nie została jeszcze zarzucona, grupa pracowników 

NASA pod duchowym przywództwem (czemu jednak nie towarzyszyło poparcie ze strony władz 

agencji) Staną Borowskiego z Centrum Badawczego NASA im. Lewisa w Cleveland ponowiła 

próbę podjęcia badań i prac konstrukcyjnych nad rakietami NTR w Ameryce. Popierałem te 

wysiłki, lecz napotkały one liczne przeszkody natury politycznej, głównie z uwagi na to, że 

Kongres Stanów Zjednoczonych - zniechęcony wyceną realizacji SEI - postanowił nie 

przeznaczać nawet jednego dolara na jakiekolwiek programy związane z SEI. Pojawiły się 

również inne problemy. W latach sześćdziesiątych nie istniał jeszcze zorganizowany politycznie 

ruch przeciwników energetyki jądrowej; dlatego próby z silnikami NTR prowadzono z reguły w 

otwartych miejscach, a potencjalnie radioaktywne gazy odrzutowe wydzielały się wprost do 

atmosfery na miejscu testów w stanie Nevada. Obecnie podobne postępowanie jest 

wykluczone. Silniki NTR musiałyby być testowane w zamkniętych halach, wyposażonych w 

sprzęt, wypłukujący wszelkie produkty radioaktywne zawarte w gazach odrzutowych przed ich 

wypuszczeniem do atmosfery. W zależności od rozmiarów silnika NTR, takie hale musiałyby być

bardzo duże i drogie (koszt sięgający miliardów dolarów), a uzyskanie wymaganych zezwoleń 

ze strony agencji ochrony środowiska mogłoby trwać latami, co oczywiście wstrzymałoby 

realizację programu. Istnieje już jednak podobna zamknięta instalacja, zwana LOFT, 

Strona 66

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

zatwierdzona przez Narodowe Laboratorium Techniczne w Idaho, która po nieznacznych 

modyfikacjach nadawałaby się do testowania niedużych silników NTR, o sile ciągu około 44 

tysięcy niutonów. Wykorzystanie urządzeń w Idaho stano-

152 • CZAS MARSA

wiłoby ogromną oszczędność czasu i pieniędzy, a nawet tak mała rakieta NTR byłaby 

wystarczająco duża, by wysłać niewielki statek z LEO na trajektorię rejsową Ziemia-Mars, a 

jednocześnie wystarczająco mała, by mogła znaleźć liczne zastosowania poza Inicjatywą Badań 

Kosmicznych - na przykład do wysyłania bezzałogowych sond kosmicznych w zewnętrzne 

obszary Układu Słonecznego czy też do umieszczania satelitów wojskowych na orbitach 

geosynchronicznych. W przeciwieństwie do SEI, wspomniane misje mają pewien rzeczywisty 

budżet.

Z tego względu długo i głośno opowiadałem się - wraz z innymi - za przyjęciem wariantu 

zakładającego wykorzystanie termicznego napędu jądrowego. Na początku lat 

dziewięćdziesiątych, gdy toczyła się debata na ten temat, NASA nie zaakceptowała jednak 

jeszcze programu Mars Direct, a statek z termicznym napędem jądrowym o sile ciągu 44 

tysięcy niutonów byłby niewystarczający do wysłania Battlestar Galactica na Marsa. Dlatego, z 

powodu nieokreślonego programu misji, planiści NASA projektowali silniki o sile ciągu od 330 

tysięcy do l, l miliona niutonów. Ponadto wielu ludzi z otoczenia Borow-skiego reprezentowało 

rozmaite instytucje, które liczyły na otrzymanie sporych zastrzyków pieniężnych na 

wybudowanie gigantycznej instalacji testowej; starali się więc wpłynąć na niego, by uwzględniał

ich interesy. Poza tym szefowie Borow-skiego w programie NTR byli dyrektorami NASA i 

popierali koncepcję zakrojonego na wielką skalę i długotrwałego programu opracowania i 

budowy rakiety NTR, przeto sprzeciwiali się chodzeniu na skróty, pozwalającemu szybko i tanio 

skonstruować niedużą rakietę NTR. W rezultacie wygrała frakcja, która opowiadała się za 

wielkim programem NTR. NASA zmarnowała możliwości wiążące się z SEI, przygotowując plany

wielkiego programu NTR, który kosztowałby 6 miliardów dolarów, wyłącznie na potrzeby SEI; 

prace nad ogromnymi urządzeniami zaplanowano na 12 lat. Rezygnacja z SEI pociągnęła za 

sobą zarzucenie programu NTR. Gdy losy programu zostały przesądzone, szczury uciekły z 

tonącego okrętu i zostawiły osamotnionego Borowskiego, który zaczął przekonywać do 

niewielkie-

LOT NA MARSA •   153

go programu NTR. Jak dotąd wstrzymano wszelkie czynności w tej sprawie.

Sądzę, że gdyby podjęto odpowiednią decyzję, Stany Zjednoczone mogłyby uruchomić niewielki

program NTR, którego rezultatem byłaby gotowa do lotu rakieta o sile ciągu 44 tysięcy 

niutonów, impulsie właściwym 850 s, zbudowana w cztery lata kosztem od 500 milionów do 

miliarda dolarów. Oceny te są wynikiem szczegółowych badań i dyskusji z weteranami 

programu NERYA oraz innymi ekspertami, pracującymi nad tymi zagadnieniami w przemyśle i 

różnych laboratoriach. Kosztów realizacji programu nie można zaniedbać, ale są one 

porównywalne z kosztami pojedynczego startu promu kosmicznego, a w rezultacie 

stanęlibyśmy wobec całkowicie nowych możliwości podróży w przestrzeni kosmicznej. Skoro 

termiczny silnik jądrowy ma bardzo wiele potencjalnych zastosowań, warto zaangażować się w 

jego produkcję, niezależnie od tego, czy planujemy wysłać ludzi na Marsa, czy nie.

Trudno jednak zaprzeczyć, że obecnie proponowanie wykorzystania energii jądrowej w 

badaniach kosmosu jest ryzykowne. Dlatego grupa inżynierów związanych z Laboratorium Sił 

Lotniczych im. Philipsa w Albuąuerąue w Nowym Meksyku, najwyraźniej zakładając, że lepszy 

rydz niż nic, starała się doprowadzić do konstrukcji słonecznych silników termicznych; gdy piszę

te słowa, grupie udało się uzyskać fundusze na realizację niewielkiego programu badawczego, 

zakładającego opracowanie systemu oraz przetestowanie go w locie. STR to stara koncepcja, 

po raz pierwszy wysunięta przez weterana niemieckiego programu V-2, Kraffta Ehricke'a, w 

latach pięćdziesiątych, nigdy jednak nie zbudowano takiej rakiety. Skupione światło słoneczne 

stanowi źródło mocy STR, co pozwala na rezygnację z reaktora jądrowego, lecz z powodu 

rozproszenia światła słonecznego trudno byłoby zbudować rakietę STR o sile ciągu 

przewyższającej około 440 niutonów. Ponadto, z oczywistych względów, system byłby zupełnie 

nieprzydatny w zewnętrznych częściach Układu Słonecznego. Mała siła ciągu STR uniemożliwia 

jednorazowe umieszczenie statku misji Mars Direct, znajdującego się na LEO, na trajek-

154  • CZAS MARSA

Strona 67

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

torii rejsowej Ziemia-Mars. Wchodzi jednak w grę zastosowanie STR do trwającego kilka 

tygodni manewru, który składałby się z serii „kopnięć" w perygeum orbity, polegających na 

włączeniu silnika na 30 minut, za każdym razem gdy statek przechodzi przez najniższy punkt 

swej orbity. W ten sposób statek zostałby przeniesiony z LEO na bardzo eliptyczną orbitę. Z 

takiej orbity ruszyłby na Marsa po jednorazowym odpaleniu silników chemicznych, a stopień 

STR zostałby albo porzucony, albo odesłany z powrotem na LEO, gdzie mógłby posłużyć do 

wysłania na Marsa kolejnego statku. Dla STR różnica prędkości AV, konieczna do przesunięcia 

statku na orbitę eliptyczną, z której można by opuścić Ziemię, wynosi około 3, l km/s, podczas 

gdy całkowita różnica prędkości, niezbędna do wysłania na Marsa bezzałogowego statku 

towarowego, sięga 3,7 km/s; ta sama wielkość dla statku niosącego astronautów przybiera 

wartość 4,3 km/s. Zatem STR może zapewnić 72-83% napędu, potrzebnego w drodze na 

Marsa. STR oferuje korzyści porównywalne z NTR, choć nieco mniejsze.

Jakie z tego wynikają korzyści dla planu Mars Direcć? Widzimy, że omówione rozwiązania nie 

umożliwią szybkich misji na Marsa. Skoro nie dysponujemy futurystycznymi systemami napędu 

rakietowego, które nie wymagają wysyłania statku po trajektorii balistycznej (jak m.in. silniki 

wykorzystujące syntezę termojądrową lub antymaterię), dla lotów załogowych należy wybrać 

trajektorię z możliwością swobodnego powrotu w ciągu 2 lat, po której lot na Marsa trwa 180 

dni, niezależnie od przyjętego rodzaju napędu rakietowego. Technologie STR i NTR pozwoliłyby 

wysyłać większe ładunki przy tej samej masie startowej. NTR może wynieść 60-70% więcej 

ładunku na trajektorię rejsową Ziemia-Mars w porównaniu z rakietą o napędzie chemicznym, 

wodorowo-tlenowym, natomiast STR pozwala zabrać 40-50% więcej ładunku w drogę. Oznacza

to, że - zakładając wykorzystanie ciężkiej rakiety nośnej o napędzie chemicznym, o udźwigu 

140 ton - stosując NTR lub STR można będzie wysłać na Marsa sześcioosobową załogę (trzech 

mechaników, trzech naukowców - i żadnego lekarza!),

LOT NA MARSA •   155

mając przy tym znacznie większą swobodę w kwestii doboru ładunku misji.

Inne wykorzystanie tych technologii może polegać na zmniejszeniu rozmiaru potrzebnej rakiety

nośnej przy zachowaniu całego ładunku: zamiast rakiety nośnej, mogącej wynieść 140 ton na 

LEO, do wysłania misji wystarczyłaby rakieta 85-tonowa (z NTR) lub 100-tonowa (z STR). 

Druga z podanych wartości odpowiada udźwigowi „promu kosmicznego C" (czyli zasadniczo 

rakiety nośnej promu kosmicznego, jednak z pustym miejscem na ładunek zamiast orbitera; 

NASA ocenia, że taką rakietę nośną można by bardzo szybko zbudować za sumę rzędu 1-2 

miliardów dolarów, czyli za znacznie mniej niż wynoszą koszty konstrukcji rakiety klasy Saturn 

5). Druga z podanych wartości odpowiada udźwigowi rosyjskiej rakiety nośnej Energia, chociaż 

stosunkowo wąska przestrzeń ładunkowa w rakiecie Energia musiałaby zostać nieco 

poszerzona, aby pomieścić zajmujący dużo miejsca zapas paliwa wodorowego, potrzebnego 

misjom wykorzystującym NTR lub STR.

Niewykluczone, że wyprawa na Marsa mogłaby wyruszyć w ogóle bez pomocy ciężkiej rakiety 

nośnej. Stany Zjednoczone rozpoczęły ambitny program konstrukcji rakiet jedno-stopniowych 

wielokrotnego użytku (SSTO); po wykonaniu swego zadania rakiety te nadawałyby się do 

ponownego wykorzystania. Program został zainspirowany przez wizjonerów, Gary'ego Hudsona 

i Maxa Huntera, a następnie zyskał silne poparcie dzięki uruchomieniu małej, suborbitalnej 

rakiety (DC-X, produkcji McDonnell Douglas), którą szybko skonstruował zespół porucznika 

Pete Wordena z Ballistic Missile Defense Organisation. (Bili Gaubatz, kierownik programu DC-X,

zdołał zrealizować projekt za 60 milionów dolarów, co może okazać się przydatnym 

argumentem, zwłaszcza gdy ktoś będzie twierdził, że na ten cel potrzeba 10 miliardów dolarów 

i bardzo dużo czasu). Projekt, przejęty obecnie przez NASA i nazwany X-33, boryka się z 

wieloma trudnościami technicznymi, ponieważ przy założeniu wykorzystania napędu 

rakietowego na wodór i tlen (co przyjmują wszystkie

156 •  CZAS MARSA

rozważane projekty X-33), masa własna SSTO powinna wynosić jedynie 10% całkowitej masy 

startowej (z paliwem). Stanowi to poważną trudność, gdyż paliwo wodorowe zajmuje bardzo 

dużo miejsca, a pojazd musi być wyposażony w system ochrony termicznej, który pozwoli 

rakiecie przetrwać wejście w atmosferę (rakiety jednorazowego użytku nie muszą spełniać tego

warunku). Aby rakieta SSTO mogła działać, konieczny jest postęp w licznych dziedzinach - 

mam na myśli silniki, lekkie materiały strukturalne i systemy ochrony termicznej. Nie rna 

Strona 68

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

żadnej gwarancji, że potrzebne rozwiązania technologiczne zostaną znalezione. Niemniej 

wydaje się, że zaczynają się właśnie poważne prace nad tymi zagadnieniami, a amerykańska 

wynalazczość rzadko ponosi klęskę, gdy zapewni się właściwe fundusze i postawi odpowiedni 

problem do rozwiązania. Obecnie kwestia finansowania badań nad SSTO w dłuższej 

perspektywie wygląda jednak problematycznie. NASA wyznaczyła programowi siedemnastoletni

okres realizacji, a nie sądzę, by przez tak długi czas utrzymała się polityczna zgoda w tej 

sprawie. Mam wrażenie, że program zakończy się niepowodzeniem, jeśli prace nie zostaną 

radykalnie przyspieszone. Powiedzmy jednak, że program zakończył się pomyślnie. Co z tego 

wyniknie dla planu Mars Direct?

Aby rakiety SSTO okazały się naprawdę przydatne podczas realizacji misji Mars Direct, potrzeba

rozwiązania z silnikiem, przystosowanym do wykorzystania zarówno paliwa wodór/tlen, jak i 

metan/tlen. (Wystarczyłby też silnik pracujący wyłącznie na metanie i tlenie. Wiodący 

konstruktor SSTO, Max Hunter, uważa, że paliwo metan/tlen jest równie obiecujące jak 

wodór/tlen. Większa gęstość paliwa metanowego pozwala na konstrukcję mniejszych, a przez 

to lżejszych zbiorników, co kompensuje niższy impuls właściwy w porównaniu z paliwem 

wodorowym). Nie jest to wykluczone: silniki RL-10 firmy Pratt & Whitney, dostosowane do 

paliwa wodór/tlen, pomyślnie przeszły testy z wykorzystaniem metanu/tlenu. Co więcej, pewna 

technologia silników rakietowych, opracowana przez Rosjan, pozwala podobno na zamienne 

stosowanie

LOT NA MARSA •   157

w silnikach skonstruowanych z myślą o wodorze/tlenie mieszanki nafta/tlen, co daje znacznie 

większą swobodę wyboru paliwa, gdyż metan znacznie bardziej przypomina wodór niż nafta.

W porządku, powiedzmy, że mamy to, co chcemy. SSTO ma masę własną 60 ton, zabiera 600 

ton paliwa (86 ton wodoru i 514 ton tlenu) i może wynieść ładunek 10 ton na LEO. Wysyłamy 

więc na LEO rakietę SSTO z 10 tonami wyposażenia potrzebnego do odbycia misji na Marsa i 

zostawiamy ją na orbicie. Następnie transportujemy na orbitę - w serii dodatkowych ponad 20 

startów - 200 ton materiału napędowego i 30 ton ładunku. („Ładunek" ten obejmuje 20 ton 

ciekłego wodoru, który nie zostanie spalony podczas rejsu Ziemia-Mars, lecz będzie użyty do 

produkcji materiału napędowego na Marsie; wodór ów można jednak przechowywać w 

zbiornikach paliwowych statku). Mamy więc orbitującą SSTO z 40 tonami ładunku oraz 

wystarczającą ilością materiału napędowego, by wysłać statek na Marsa po trajektorii 

minimalnego zużycia paliwa. Nazwiemy ten statek ERY/SSTO 1. Po starcie leci on na Marsa z 

pełnym ładunkiem, takim samym, jak niesiony przez normalny ERY, wchodzi na orbitę 

okołomarsjańską i ląduje na powierzchni planety (SSTO, skonstruowana do przetrwania 

ponownego wejścia w ziemską atmosferę, z łatwością zniesie wejście w atmosferę Marsa, które 

stawia mniejsze wymagania systemowi ochrony termicznej). Podobnie jak w standardowym 

planie Mars Direct, rakieta ustawia reaktor i instalację chemiczną, która zacznie produkcję 332 

ton paliwa metan/tlen z 20 ton przywiezionego z Ziemi wodoru (320 ton na powrót na Ziemię, 

10 ton dla roverów) oraz 9 ton wody. (Konieczne jest wyprodukowanie znacznie większej ilości 

materiału napędowego, niż w standardowym planie Mars Direct, gdyż SSTO jest rakietą 

jednostopniową, a ERY - dwustopniową, która przenosi stosunkowo dużą masę wyposażenia i 

będzie wielokrotnie wykorzystywana. Oba czynniki odgrywają znaczącą rolę, jeśli chodzi o 

wielkość zapasu paliwa). W tym samym czasie inna rakieta SSTO wynosi na LEO 10 ton 

ładunku. 24 kolejne starty SSTO służą dostarczeniu dalszych

158 • CZAS MARSA

20 ton ładunku, 220 ton paliwa oraz - podczas ostatniego lotu - wyniesieniu na orbitę 

astronautów. Ten drugi statek, nazwijmy go Hab/SSTO l, zabiera załogę, 30 ton ładunku oraz 

wystarczający zapas paliwa, by umieścić statek na 180--dniowej trajektorii koniunkcyjnej 

Ziemia-Mars. Zakładam, że zestawienie ładunku drugiej rakiety SSTO odbywa się na krótko 

przed otwarciem się okna, umożliwiającego wysłanie statku na Marsa. W tej sytuacji załoga 

może wyruszyć w drogę, pod warunkiem że napełnienie paliwem pierwszej rakiety SSTO 

zakończyło się pomyślnie na powierzchni Czerwonej Planety. 180 dni później, gdy załoga 

dociera na Marsa, spotykają się na powierzchni z ERY/SSTO 1. Wkrótce po przybyciu 

astronautów z Ziemi wyrusza drugi bezzałogowy statek SSTO z ładunkiem, ERY/SSTO 2, i po 

osiągnięciu Czerwonej Planety przystępuje do produkcji paliwa na drogę powrotną załogi 

następnej misji (służąc jednocześnie za statek zapasowy dla załogi Hab/SSTO 1) - podobnie jak

Strona 69

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

w scenariuszu standardowej misji Mars Direct Astronauci spędzą 600 dni na powierzchni Marsa,

po czym wrócą na Ziemię na pokładzie ERY/SSTO l. Krótko po ich starcie z Marsa kolejna 

rakieta SSTO (Hab/SSTO 2) wyruszy z Ziemi, niosąc następną załogę, która podejmie zadanie 

zbadania Czerwonej Planety. Statkowi będzie towarzyszyć ERY/SSTO 3, bezzałogowy statek dla

trzeciej misji. Załoga Hab/SSTO 2 powróci na Ziemię w ERY/SSTO 2 i tak dalej -misje będą 

postępowały jedna za drugą, za każdym razem dodając kolejny moduł mieszkalny Hab/SSTO 

do infrastruktury marsjańskiej bazy. Wszystkie rakiety SSTO, które nie pozostaną na 

powierzchni Marsa, wrócą na Ziemię, zatem żaden statek się nie zmarnuje - w ten sposób plan 

staje się bardzo oszczędny.

Zauważmy, że każda misja na Marsa przeprowadzana według tego schematu wymaga w sumie 

49 lotów SSTO. Byłoby groteskowe, gdyby SSTO działały w sposób zbliżony do współczesnych 

rakiet, startujących z częstością jednej na miesiąc. Jeśli jednak wierzyć osobom opowiadającym

się za zastosowaniem SSTO, mogą one działać w sposób przypominający raczej współczesne 

samoloty, które wykonują parę

LOT NA MARSA •   159

lub więcej startów w tygodniu. Podejście to wiąże się z wykorzystaniem bardzo 

zaawansowanych technologii. Poza wymogiem, by rakiety SSTO osiągały nie znaną jeszcze dziś

skuteczność i operatywność, konieczne będzie przetaczanie z jednej SSTO do drugiej ciekłego 

tlenu i ciekłego wodoru na orbicie, w warunkach zerowej grawitacji. Zarówno ciekły tlen, jak i 

ciekły wodór są płynami kriogenicznymi (ultrazim-nymi), a nigdy dotąd nie przelewano płynu 

kriogenicznego z jednego zbiornika do drugiego w warunkach zerowej grawitacji. Operacja ta 

może spowodować wiele problemów. Płyny te zamroziłyby elastyczny zbiornik, gdybyśmy 

chcieli go użyć, a pompy nie pracują w warunkach zerowej grawitacji, ponieważ nie ma 

wówczas sposobu na doprowadzenie płynu do miejsca ssania (pompa po prostu wyrzuci część 

płynu, po czym będzie bezczynna). Możliwe byłoby jednak przyspieszenie pojazdu przez 

odpalenie silników sterujących bądź doprowadzenie do powolnego obrotu zbiorników na 

platformie; wtedy dałoby się użyć urządzenia włoskowate oraz inne, wykorzystujące napięcie 

powierzchniowe, do kontroli ruchów płynu. Ponadto, przynajmniej w przypadku tlenu, możliwa 

jest kontrola ruchu płynu za pomocą magnesów. (Ciekły tlen jest paramagnetykiem - 

przystawiając magnes, można unieść go do góry). Krótko mówiąc, wprawdzie sytuacja nie jest 

beznadziejna, trzeba jednak włożyć jeszcze sporo pracy, by uzyskać potrzebne rozwiązania.

Na razie więc stawiam na tradycyjną wersję planu Mars Direct, zakładającą wykorzystanie 

jednorazowych rakiet nośnych, paliwa chemicznego, roverów ciągniętych przez konie (no, może

nie dokładnie tak) i innych prymitywnych urządzeń Ciemnych Wieków ery kosmicznej. Być 

może są lepsze sposoby dostania się na Marsa; skorzystamy z nich, gdy tylko będą dostępne. 

Sądzę jednak, że najprawdopodobniej wcześniej dotrzemy na Marsa. Przypomnijmy sobie, co 

się mówiło kiedyś o zdobywcach siedmiu mórz - potrzebni byli żelazni ludzie i drewniane statki, 

a nie drewniani ludzie i żelazne statki. Podobnie będzie z Marsem. Możemy dostać się na Marsa,

dysponując wyłącznie dzisiejszym sprzętem.

160 • CZAS MARSA

RÓŻNICA PRĘDKOŚCI AV I PRĘDKOŚĆ HIPERBOLICZNA

W rozdziale tym dużo mówiłem o różnicach prędkości AV i prędkości hiperbolicznej. Choć ze 

sobą powiązane, AV i prędkość hiperbo-liczna to dwie różne wielkości.

Zmiana prędkości AV, mierzona w jednostkach prędkości, na przykład km/s, jest podstawową 

„walutą" w dziedzinie konstrukcji rakiet. Znając masę własną M statku kosmicznego (tj. masę 

statku bez materiału napędowego), ilość paliwa P i prędkość gazów odrzutowych C danego 

silnika rakietowego, możemy wyznaczyć wartość AV, jaką może osiągnąć rozważany układ, 

posługując się równaniem, nazywanym równaniem rakietowym:

P)/M= eAV/c.

(D

Z równania rakietowego wynika, że stosunek (M + P)/M, tzw. stosunek mas, rośnie 

wykładniczo wraz ze wzrostem AV/C. Dla AV/C = l stosunek mas wynosi e1 = 2,72, dla AV/C = 

2 wynosi e2 = 7,4, dla AV/C = 3 stosunek mas równy jest 20, l, a dla AV/C = 4 - 54,6. 

Zależność wykładnicza jest bardzo silna: niewielka zmiana AV/C może pociągać za sobą wielki 

skok stosunku mas. W rzeczywistości sytuacja przedstawia się jeszcze gorzej, gdyż masa 

własna obejmuje nie tylko ładunek, który staramy się wysłać, ale także masę zbiorników 

Strona 70

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

paliwowych i silników rakietowych, napędzających statek, a oba te dodatkowe obciążenia zależą

jeszcze od P. Stąd przy wzroście AV/C masa statku kosmicznego rośnie w tempie szybszym niż 

wykładnicze; przyrost ten jest tak gwałtowny, że - w zależności od ciężaru właściwego 

materiałów konstrukcyjnych i gęstości materiału napędowego - masa jednostopniowej rakiety 

zmierza do nieskończoności już między AV/C = 2 a AV/C = 3! Z tego powodu konstruktorzy 

rakiet dają z siebie wszystko, byle tylko zmniejszyć AV i zwiększyć C.

Przy okazji zainteresuje, być może, Czytelnika, że wartość prędkości gazów odrzutowych 

rakiety, wyrażoną w m/s, otrzymujemy, mnożąc impuls właściwy rakiety Isp przez 9,8. Aby 

otrzymać prędkość gazów odrzutowych w km/s, trzeba pomnożyć Isp przez 0,0098.

C [m/s] = (9,8) x (Isp), C [km/s] = (0,0098) x (Isp).

(2)

Różnica prędkości AV, jaką silniki rakietowe statku kosmicznego muszą wytworzyć, nie pokrywa

się z prędkością hiperboliczną, będącą względną prędkością rakiety w momencie opuszczania 

planety

LOT NA MARSA •   161

lub przybywania na nią. Następująca zależność wiąże prędkość hi-perboliczną Vh, różnicę 

prędkości osiągniętą przez silniki rakietowe statku kosmicznego AV oraz maksymalną prędkość 

przylotu zbliżającego się statku Vr:

(V0 + AV)2 = Ve2

V2 = Vr2,

(3)

gdzie V0 jest prędkością statku kosmicznego w najniższym punkcie orbity wylotu, a Ve - 

prędkością ucieczki z danej planety (dla Ziemi Ve wynosi 1 1 km/s, a dla Marsa 5 km/s). 

Rysunki 4.3 i 4.4 ilustrują zależność między czasem trwania lotu, prędkością hiperboliczną, AV i

masą misji, przyjmując, że w rejs międzyplanetarny z niskiej orbity okołoziemskiej bądź orbity 

okołomarsjańskiej startuje statek kosmiczny o masie 20 ton.

12-r

10

E S

0_ E

6-

4 -

całkowita masa wyprawy

Av z LEO

prędkość hiperboliczną

120

160

200

czas trwania rejsu (dni)

240

280

Rys. 4.3. Współzależność średniego czasu lotu międzyplanetarnego, prędkości hiperbolicznej, 

AV i masy statku kosmicznego dla lecącego na Marsa 20-tonowego statku, opuszczającego 

Ziemię z niskiej orbity okołoziemskiej (LEO), wykorzystującego paliwo chemiczne (mieszanina 

wodór/tlen, zapewniająca impuls właściwy Isp = 450 s). Zwróćmy uwagę, że dla okresu poniżej

170 dni masa misji zaczyna stromo piąć się w górę.

162  •  CZAS MARSA

całkowita masa wyprawy prędkość hiperboliczna Av z LMO

.*  n)

73   (S Q.  E

140

160

180                   200 czas trwania rejsu (dni)

220

240

Rys. 4.4. Współzależność czasu lotu międzyplanetarnego, prędkości hi-perbolicznej, AV i masy 

statku kosmicznego dla lecącego na Ziemię 20-tonowego statku, opuszczającego Marsa z 

niskiej orbity okołomars-jańskiej (LMO), wykorzystującego paliwo chemiczne (mieszanina 

Strona 71

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

metan/tlen, zapewniająca impuls właściwy Isp = 380 s). Zwróćmy uwagę, że masa misji nie 

rośnie gwałtownie, dopóki nie staramy się skrócić czasu lotu poniżej 170 dni.

ROZDZIAŁ 5

JAK POKONAĆ SMOKI I OMINĄĆ SYRENY

W dawnych czasach, zanim Ziemia została zbadana, kartografowie zwykli ozdabiać mapy, 

rysując w miejscu nie poznanych jeszcze obszarów wyimaginowane stwory, między innymi 

groźne smoki, gotowe połknąć statek w całości, oraz piękne, lecz równie niebezpieczne syreny, 

śpiewem nęcące żeglarzy ku przybrzeżnym skałom. Choć smoki żyły tylko w wyobraźni, zdołały 

odstraszyć niejednego potencjalnego podróżnika i przez to opóźnić poznawanie Ziemi o całe 

wieki. Podobnie z syrenami - nie musiały istnieć naprawdę, by żeglarze, słysząc ich śpiew, 

zbaczali z kursu, przez co wiele obiecujących wypraw kończyło się tragicznie.

I dziś jest podobnie. Śmiałkowie, którzy chętnie wyruszyliby na Marsa, oglądają mapy wciąż 

wypełnione smokami. Podczas planowania misji przeszkadzają takie potwory, jak 

promieniowanie, zerowa grawitacja, czynnik ludzki, burze pyłowe i groźba zatrucia Ziemi; 

starają się one zniechęcić potencjalnych astronautów (bezskutecznie), planistów misji (do 

pewnego stopnia skutecznie) i sponsorów (bardzo skutecznie). Istnieje też syrena o imieniu 

Diana, bogini Księżyca, której śpiew wzywa marsjańskich żeglarzy ku jałowym obszarom. Jeśli 

chcemy dotrzeć na Marsa, musimy wyczyścić mapy. Trzeba zabić smoki, cyklopy i inne 

wyimaginowane potwory oraz zdemaskować oszukańczą naturę syren.

164  •  CZAS MARSA

Niebezpieczeństwa związane z promieniowaniem

Jednym z potworów zagradzających drogę na Marsa jest promieniowanie. Twierdzi się, że 

bezpieczną podróż może nam zagwarantować jedynie nie istniejący jeszcze, superszybki statek 

kosmiczny, zdolny błyskawicznie przewieźć załogę przez skażone promieniowaniem obszary 

przestrzeni kosmicznej. Lub też, inaczej, tylko ogromny statek o masie porównywalnej z masą 

planetoid jest w stanie zapewnić astronautom skuteczną ochronę przed promieniowaniem. 

Mówi się ponadto, że promieniowanie kosmiczne jest zjawiskiem zupełnie nieznanym, więc 

zaryzykować podróż na Marsa będzie można dopiero po kilkudziesięciu latach badań wpływu 

promieniowania na człowieka w przestrzeni międzyplanetarnej.

Prawie wszystkie przytoczone opinie to kompletne bzdury. Prawdą jest tylko to, że 

promieniowanie jest śmiertelne - ale jedynie w nadmiernie wysokich dawkach.

Człowiek wyewoluował w środowisku o znaczącym naturalnym tle promieniowania. W Stanach 

Zjednoczonych ludzie żyjący blisko morza otrzymują roczną dawkę w wysokości około 150 

miliremów. (Milirem to tysięczna część rema, który jest w USA podstawową jednostką 

stosowaną do pomiaru dawki promieniowania. Europejczycy używają siwertów. l siwert to 100 

remów). Z drugiej zaś strony ci, którzy mogą sobie pozwolić na mieszkanie w Vail lub Aspen, 

otrzymują roczną dawkę promieniowania w wysokości ponad 300 miliremów, gdyż zrzekają się 

znacznej części naturalnej osłony przed promieniowaniem kosmicznym, zapewnianej przez 

ziemską atmosferę. Potrzebujemy pewnej ilości promieniowania, gdyż człowiek wyewoluował w 

obecności promieniowania. Choć wydaje się to stać w sprzeczności z panującą powszechnie 

opinią, na rzecz której działają rozmaite rządowe agencje, liczne badania wykazały, że stan 

zdrowia ludzi, przebywających w nienaturalnym, zupełnie pozbawionym promieniowania 

środowisku, znacznie się pogarsza w porównaniu ze stanem zdrowia osób, wystawionych na 

działanie naturalnego promieniowania jonizującego.

JAK POKONAĆ SMOKI I OMiNĄĆ SYRENY •   165

Zjawisko to, zwane hermezą radiacyjną1, wynika z tego, że ludzki organizm potrzebuje 

bombardowania ze strony naturalnego promieniowania, aby utrzymywać w gotowości 

mechanizmy regeneracyjne. Nie wiemy, ile dokładnie wynosi dla człowieka optymalna dawka 

promieniowania, lecz z pewnością nie jest to zero.

Oczywiście, pamiętać musimy, że bardzo wysokie dawki promieniowania, otrzymane w bardzo 

Strona 72

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

krótkim czasie, mogą okazać się śmiertelne; na przykład w przypadku ogromnych dawek 

promieniowania, pochodzących z rozbłysku promieni y w wyniku wybuchu bomby atomowej, 

wystarczą sekundy, a minuty, gdy mamy do czynienia z promieniowaniem spowodowanym 

substancjami, które wyciekły z uszkodzonego reaktora jądrowego. Efekty wystawienia na tak 

znaczne dawki promieniowania w krótkim czasie są dobrze znane dzięki badaniom ofiar bomb 

atomowych w Hirosimie i Nagasaki. Badania te wykazały, że krótkotrwałe dawki 

promieniowania w wysokości nie przekraczającej 75 remów nie powodują żadnego widocznego 

uszczerbku na zdrowiu. W przypadku dawek promieniowania od 75 do 200 remów, 

otrzymanych w bardzo krótkim okresie, na chorobę popromienną (której symptomy obejmują 

wymiotowanie, zmęczenie i utratę apetytu) będzie cierpieć od 5% do 50% ludzi, przy czym 

liczba zachorowań zwiększa się w miarę jak dawka rośnie. Przy dawce sięgającej 200 remów 

znakomita większość chorych wróci do zdrowia po upływie paru tygodni. Przy dawce 300 

remów wszyscy zapadną na chorobę popromienną, pojawią się też pierwsze ofiary śmiertelne, 

których liczba wzrasta z 50% przy dawce 450 remów do 80% przy 600 remach. Prawie nikt nie

przeżyje dawki 1000 remów lub więcej.

Efekty te są powodowane przez promieniowanie przyjmowane w skali czasowej znacznie 

krótszej od skali właściwej dla procesów odtwarzania komórek i regeneracji organizmu, liczonej

w tygodniach czy miesiącach. Podobnie jest w przypadku

1 M. Goldman: Cancer Risk of Low Level Exposure, „Science", 29 marca 1996. S. Kondo: 

Health Effects of Low Level Radiation. Kinki University Press, Osaka 1993.

166 •  CZAS MARSA

picia alkoholu lub przyjmowania innych toksycznych substancji chemicznych. Człowiek może 

przez wiele lat wypijać codziennie lampkę martini bez żadnych niekorzystnych efektów dla 

zdrowia, gdyż za każdym razem wątroba ma dość czasu na oczyszczenie organizmu. Wypicie 

stu martini w jedną noc byłoby zabójcze. Podobnie w przypadku promieniowania: jest 

szkodliwe, gdyż powoduje, że w komórkach żywych organizmów zachodzą reakcje chemiczne, 

wytwarzające toksyny, które mogą zabić lub rozregulować komórki. Poniżej pewnej dawki 

promieniowania komórka dzięki swym zdolnościom regeneracyjnym jest w stanie pozbyć się 

toksyn. Przy znacznie wyższych dawkach promieniowania tkanki ludzkiego organizmu mogą 

wytworzyć komórki zastępcze na miejsce komórek zniszczonych przez promieniowanie, pod 

warunkiem że utrata zniszczonych komórek nie zagraża organizmowi. Poważne szkody 

zdrowotne powodowane są przez promieniowanie w dawkach przewyższających zdolności 

samoregeneracji organizmu.

Choroba popromienna i śmierć mogą być wynikiem nie tylko wysokich krótkotrwałych dawek 

promieniowania; mniejsze, lecz aplikowane przez dłuższy czas dawki zwiększają statystyczne 

prawdopodobieństwo zachorowania na raka zarówno

Tab. 5.1. Ryzyko zachorowania na raka z powodu długotrwałego wystawienia na dawki 

promieniowania w łącznej wysokości 100 remów.

RODZAJ RAKA

PRAWDOPODOBIEŃSTWO ZACHOROWANIA

NA ŚMIERTELNĄ ODMIANĘ RAKA

W CIĄGU 30 LAT

białaczka

rak piersi

rak płuc

rak przewodu pokarmowego,

w tym rak żołądka rak kości pozostałe Łącznie

0,30% 0,45% 0,40%

0,30% 0,06% 0,30% 1,81%

JAK POKONAĆ SMOKI l OMINĄĆ SYRENY •   167

u człowieka, jak i u zwierząt. Dzieje się tak, ponieważ toksyny wytworzone w komórkach pod 

wpływem promieniowania mogą być substancjami rakotwórczymi. Nie do końca wiadomo, jaki 

jest związek między długotrwałymi dawkami promieniowania a późniejszymi zachorowaniami 

na raka, lecz był on badany znacznie dokładniej niż wpływ wszystkich pozostałych czynników 

rakotwórczych, obecnych w środowisku człowieka. Na przykład, w Wielkiej Brytanii przed 

rokiem 1960 leczono zapalenia stawów kręgosłupa, poddając szpik kostny pacjentów 

Strona 73

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

promieniowaniu. U pacjentów leczonych tą metodą zaobserwowano większą od średniej liczbę 

przypadków białaczki. Największe z badań objęło 14 554 dorosłych pacjentów, pozostających 

pod obserwacją przez okres 25 lat po leczeniu, w trakcie którego otrzymali indywidualne dawki 

promieniowania w wysokości od 375 do 2750 remów.2 Z badanej grupy na białaczkę zmarło 60

osób, podczas gdy średnia umieralność na białaczkę w losowo wybranej próbce współczesnej 

brytyjskiej populacji wynosiła 6. Mimo ogromnych dawek, śmiertelność wśród 

napromieniowanych pacjentów wyniosła jednak poniżej 0,5%. Na podstawie tego oraz setek 

podobnych badań amerykańska Narodowa Akademia Nauk i Narodowa Rada Badań Naukowych 

opublikowała miarodajny raport na temat biologicznych skutków promieniowania jonizującego 

(BEIR), podający przybliżone wartości statystycznego prawdopodobieństwa zachorowania na 

śmiertelną odmianę raka w ciągu 30 lat od wystawienia na działanie długotrwałych dawek 

promieniowania w łącznej wysokości 100 remów u osób powyżej dziesiątego roku życia (tab. 

5.1).

Zgodnie z oceną BEIR prawdopodobieństwo zachorowania na śmiertelną odmianę raka wynosi 

około 1,8% w ciągu 30 lat na każde 100 remów napromieniowania. Jeśli zatem 

astronau-ta-kobieta będzie wystawiona na dawkę promieniowania w wysokości 50 remów 

podczas trwającej dwa i pół roku misji mars-

2 C. Comar i in.: The Effects on Population of Exposure to Low Levels of lonizing Radiation: 

Report of the Advisory Committee on the Biological Effects of lonizing Radiation (BEIR). Division

of Medical Sciences, National Academy of Sciences and National Research Council, Washington,

DC 1972.

168 • CZAS MARSA

jańskiej i po powrocie będzie jeszcze żyła co najmniej 30 lat, aż umrze ze starości, 

prawdopodobieństwo zachorowania na śmiertelną odmianę raka z powodu promieniowania, 

otrzymanego podczas wyprawy, wyniesie 50/100 x 1,81% = 0,905%. (Prawdopodobieństwo 

zachorowania na śmiertelną odmianę raka w ciągu jednego roku będzie równe 1/30 x 0,905% 

= 0,03%. Ryzyko zachorowania na raka spowodowanego promieniowaniem podczas samej 

wyprawy jest zaniedbywalnie małe). W przypadku astronauty-mężczyzny ryzyko zachorowania 

na raka, spowodowanego promieniowaniem, jest nieco niższe (można pominąć raka piersi) i 

wynosi 0,68%. Jeśli założymy, że astronauci nie palą, ryzyko zachorowania na raka wynosi 

około 20% bez uwzględniania podróży na Marsa i poniżej 21% przy uwzględnieniu podróży na 

Marsa.

W obliczeniach wziąłem pod uwagę długotrwałą (a nie otrzymaną w krótkim czasie) dawkę 

promieniowania w wysokości 50 remów podczas trwającej dwa i pół roku misji marsjańskiej. 

Zastanówmy się teraz nad następującą kwestią: w jaki sposób rozważane warianty załogowej 

wyprawy na Marsa wpływają na wysokość dawki promieniowania, otrzymanej przez załogę 

podczas misji?

Astronauci wystawieni są na dwa rodzaje promieniowania: promieniowanie spowodowane 

rozbłyskami słonecznymi oraz promieniowanie kosmiczne.

Rozbłysk słoneczny jest źródłem strumieni protonów, emitowanych ze Słońca w nieregularnych 

i nieprzewidywalnych odstępach czasu, średnio raz do roku. W przypadku rozbłysku 

słonecznego astronauta, który nie korzysta z żadnej osłony, jest narażony na dawkę kilkuset 

remów w ciągu paru godzin, czyli dawkę powodującą chorobę popromienną lub nawet śmierć. 

Energia pojedynczych cząsteczek, wyrzucanych w trakcie rozbłysku słonecznego, wynosi jednak

około miliona elektronowoltów, mogą je więc z łatwością powstrzymać stosunkowo 

nieskomplikowane osłony. Analizując trzy największe zaobserwowane do tej pory rozbłyski 

słoneczne -z lutego 1956, listopada 1960 i sierpnia 1972 roku - zauważamy, że dawki 

promieniowania, na które narażeni byliby

JAK POKONAĆ SMOKI l OMINĄĆ SYRENY •   169

astronauci, chronieni jedynie przez kadłub statku międzyplanetarnego, takiego samego typu, 

jak niosący moduł mieszkalny misji marsjańskiej (moduł wraz z kadłubem, meblami, 

rozmaitymi układami technicznymi, osprzętem i innymi przedmiotami stanowi osłonę o 

rozkładzie masy równym około 5 g/cm2 na obrzeżu), wyniosłyby średnio w przybliżeniu 38 

remów; gdyby jednak astronauci udali się do pokładowego schronu, mieszczącego się w 

spiżarni (tam moduł mieszkalny Mars Direct stanowi osłonę równą około 35 g/cm2; patrz: rys. 

5.1), byliby chronieni przez zgromadzone zapasy i otrzymana dawka promieniowania spadłaby 

Strona 74

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

do jakichś 8 remów.3 Jeśli podczas rozbłysku słonecznego, o natężeniu równym średniej dla 

trzech wspomnianych rozbłysków, astronauci znajdowaliby się wewnątrz modułu mieszkalnego 

na Marsie, byliby wystawieni na dawkę promieniowania około 10 remów poza schronem lub 3 

remów wewnątrz schronu. (Na powierzchni Marsa dawki promieniowania są znacznie niższe z 

powodu osłony, zapewnianej przez atmosferę i powierzchnię Czerwonej Planety).

Sytuacja wygląda inaczej w przypadku promieniowania kosmicznego. Składa się ono z 

cząsteczek o energii sięgającej miliardów elektronowpltów, zatem do zabezpieczenia się przed 

nim potrzebne są osłony grubości wielu metrów, o co trudno podczas lotu międzyplanetarnego. 

Na samej powierzchni Marsa ochrona przed promieniowaniem kosmicznym nie nastręcza 

jednak poważniejszych trudności: planeta chroni przed promieniowaniem nadchodzącym od 

dołu, a worki z piaskiem zapewnią osłonę przed częścią promieni kosmicznych, które uderzają 

w moduł mieszkalny z góry.

Podobnie jak w przypadku rozbłysków słonecznych, promieniowanie kosmiczne zwykle nie 

występuje w dużych dawkach.

3 B. Clark, L. Mason: The Radiation Show Stopper to Mars Missions: A Solution, wykład podczas

konferencji AAIA Space Programs and Technologies Conferen-ce, Huntsville, Alabama, wrzesień

1990. L. Simonson, J. Nealy, L. Townsend, J. Wilson: „Radiation Exposure for Manned Mars 

Surface Missions", NASA Technical Publication-2979, Waszyngton, DC 1990. J. Letaw, R. 

Silverberg, C. Tsao: Radiation Hazards of Space Missions, „Naturę", 330, nr 24 (1987): 709-10.

170 • CZAS MARSA

łazienka

pokój astronautyj

śluza powietrzna j

laboratorium

Rys 5 l Schemat modułu mieszkalnego w misji Mars Direct W razie rozbłysku słonecznego 

dodatkową ochronę zapewnia śluza powietrzna

Zazwyczaj jest obecne w postaci względnie stałego, słabego tła. Astronauta znajdujący się w 

module mieszkalnym podczas lotu przez przestrzeń międzyplanetarną otrzyma dawkę 

promieniowania kosmicznego wynoszącą 20-50 remów, w zależności od fazy jedenastoletniego 

cyklu aktywności plam słonecznych. Największe dawki promieniowania kosmicznego zdarzają 

się w trakcie minimum aktywności słonecznej, ponieważ podczas okresu największej 

aktywności pole magnetyczne Słońca rozszerza się i może do pewnego stopnia ochronić przed 

promieniami kosmicznymi, przybywającymi z przestrzeni międzygwiezdnej, cały Układ 

Słoneczny. Przyjmuje się, że średnia roczna dawka promieniowania kosmicznego podczas lotu 

międzyplanetarnego wyniesie 35 remów. Na powierzchni Marsa średnia roczna dawka sięga 9 

remów bez żadnego zabezpieczenia, a 6 remów z zastosowaniem osłony w postaci worków z 

piaskiem na dachu modułu mieszkalnego. Ponieważ na Marsie załoga będzie spędzać większość 

czasu wewnątrz modułu mieszkalnego, szacuje się, że podczas pobytu na powierzchni planety 

średnia roczna dawka promieniowania kosmicznego wyniesie 7 remów.

JAK POKONAĆ SMOKI l OMINĄĆ SYRENY •   171

Zbierając powyższe dane i uwzględniając możliwe warianty misji (koniunkcyjna i opozycyjna) 

oraz zakładając, że podczas trwania wyprawy raz do roku dochodzi do rozbłysku słonecznego o 

intensywności równej średniej z trzech największych zaobserwowanych rozbłysków 

słonecznych, otrzymujemy przewidywane wartości dawek promieniowania, podane w tabeli 5.2.

Zgodnie z rozważaniami z poprzedniego rozdziału wyprawa na Marsa odbędzie się po trajektorii

koniunkcyjnej, a całkowita dawka promieniowania, otrzymana podczas drogi w obie strony oraz

pobytu na powierzchni, wyniesie 41-62 remy, w zależności od fazy cyklu aktywności Słońca. 

Zatem wartość 50 remów wydaje się realistyczną oceną dawki promieniowania podczas 

podróży w obie strony oraz pobytu na Marsie, uśrednioną w stosunku do okresów największej i 

najmniejszej aktywności słonecznej. Widzimy także, że projekt Mars Direct przewiduje, iż 

największa możliwa dawka promieniowania, spowodowana rozbłyskami słonecznymi, wynosi 

około 5 remów, a zatem znacznie poniżej progu 75 remów, po którego przekroczeniu pojawiają

się symptomy choroby popromiennej, związanej z napromieniowaniem w krótkim okresie.

Przyglądając się wartościom podanym w tabeli 5.2, widzimy, jak bardzo nietrafione są 

argumenty za misjami opozycyjnymi,

Tab. 5.2. Dawki promieniowania podczas misji marsjańskiej.

Strona 75

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

MISJA KONIUNKCYJNA

MISJA OPOZYCYJNA

Promieniowanie kosmiczne

podczas lotu

31,8rema

Rozbłyski słoneczne

podczas lotu

5,5 rema

Promieniowanie kosmiczne

na Marsie10,6 rema

Rozbłyski słoneczne

na Marsie4, l rema

Średnia całkowita dawka

52,0 rema

47,7 rema 9,6 rema 0,8 rema

0,3 rema 58,4 rema

172  •  CZAS MARSA

powołujące się na ograniczenie dawki otrzymanego promieniowania. Mimo znacznie większej 

masy statku i kosztów wyprawy oraz ograniczonej użyteczności misji (spowodowanej krótkim 

pobytem na powierzchni planety), całkowita dawka promieniowania podczas misji opozycyjnej 

jest wyższa niż w trakcie misji koniunkcyjnej, a krótkotrwała dawka promieniowania, 

spowodowanego rozbłyskami słonecznymi, jest większa o 75%. Zasadniczo jednak można 

oszacować długotrwałe dawki promieniowania podczas obu wariantów, a ryzyko związane z 

nimi jest zaniedbywalnie małe w porównaniu z innymi czynnikami, nieuniknionymi podczas 

załogowych lotów kosmicznych. Jedyny poważniejszy element ryzyka wiąże się z 

niebezpieczeństwem wystąpienia podczas wyprawy wyjątkowo silnego, nie spotykanego w 

ciągu ostatnich 50 lat rozbłysku słonecznego, emitującego znacznie więcej promieniowania. 

Ryzyko takie jest wyższe w przypadku wyboru trajektorii opozycyjnych, dopuszczających 

przejście w pobliżu Słońca. Nie ma zatem powodu, związanego z ochroną przed 

promieniowaniem, by przekładać misję opozycyjną nad koniunkcyjną (za którą opowiada się 

projekt Mars Direct) lub nawet nad trajektorie o minimalnych wymaganiach energetycznych. 

Biorąc pod uwagę zagrożenie promieniowaniem, trajektoria opozycyjna jest najgorsza z 

możliwych.

Przy okazji: choć pewne osoby, pragnące uzyskać spore fundusze na badania w tej dziedzinie, 

starają się zasiać panikę, nic niesamowitego nie różni promieniowania kosmicznego od innych 

rodzajów promieniowania. Promienie kosmiczne odpowiedzialne są, w przybliżeniu, za połowę 

dawki promieniowania otrzymywanej w ciągu całego życia przez ludzi na powierzchni Ziemi, 

przy czym osoby, które mieszkają lub pracują na dużych wysokościach, otrzymują całkiem 

spore dawki. Na przykład pilot samolotu transatlantyckiego, odbywający jedną podróż dziennie 

przez pięć dni w tygodniu, otrzymałby roczną dawkę promieniowania kosmicznego w wysokości 

około jednego rema. W ciągu 25 lat pracy w takich warunkach pilot narażony byłby na dawkę 

promieniowania kosmicznego, która wynosiłaby połowę całkowitej dawki promieniowania 

kosmicz-

JAK POKONAĆ SMOKI l OMINĄĆ SYRENY •   173

nego, otrzymanej przez członka wyprawy na Marsa, trwającej dwa i pół roku.

Wykorzystując tylko chemiczny napęd rakietowy, możemy wysłać ludzi na Marsa, zapewniając 

im pobyt na powierzchni planety i lot powrotny tak, by dawka promieniowania nie przekroczyła 

mniej więcej 50 remów. Choć, oczywiście, dawki tej wielkości nie są ogólnie zalecane, stanowią

jedynie niewielki ułamek ryzyka, związanego nie tylko z podróżami kosmicznymi, lecz również z

takimi formami aktywnego odpoczynku, jak wspinaczka górska czy pływanie na żaglówce. 

Niebezpieczeństwa związane z promieniowaniem nie są przeszkodą dla załogowych lotów na 

Marsa.

Stan nieważkości

Następny smok, który zagradza nam drogę na Marsa, to nieważkość. Słyszymy, że długotrwałe 

przebywanie w stanie nieważkości wprowadza ryzyko pogorszenia stanu ludzkich tkanek 

mięśniowych i kostnych, i z tego powodu, zanim zdecydujemy się wysłać astronautów na 

Marsa, będziemy musieli przeprowadzić długie i szczegółowe badania, polegające na poddaniu 

ludzi długotrwałemu oddziaływaniu zerowej grawitacji na pokładzie orbitalnej stacji kosmicznej.

Program taki trwałby kilkadziesiąt lat i kosztował wiele miliardów dolarów, przeznaczonych na 

Strona 76

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

badania naukowe dotyczące wpływu stanu nieważkości na żywe organizmy; wymagałby także 

poświęcenia ze strony kilkudziesięciu osób, gotowych utracić zdrowie „dla dobra nauki".

Moim zdaniem argument ten jest bardzo dziwaczny. Bez wątpienia długotrwałe przebywanie w 

warunkach zerowej grawitacji powoduje pogorszenie stanu naczyń sercowych, odwapnienie i 

demineralizację kości oraz ogólne pogorszenie sprawności mięśni, spowodowane brakiem 

ćwiczeń fizycznych. Stan nieważkości wpływa niekorzystnie również na układ odpornościowy 

człowieka. Wspomniane efekty są dobrze udokumentowane dzięki doświadczeniom 

amerykańskich astronautów na

174 • CZAS MARSA

stacji Skylab, którzy przebywali na orbicie do trzech miesięcy, oraz dzięki badaniom radzieckich

kosmonautów, pozostających w orbitalnej stacji kosmicznej Mir w warunkach zerowej grawitacji

przez okresy ponadpólroczne. Warto przy tym zdać sobie sprawę z tego, że niektórzy 

kosmonauci znajdowali się na orbicie przez prawie osiemnaście miesięcy, a więc prawie trzy 

razy dłużej niż, zgodnie z projektem Mars Direct, trwać będzie podróż z Ziemi na Marsa lub lot 

powrotny. We wszystkich znanych przypadkach po powrocie do środowiska ziemskiego i 

ponownym przystosowaniu do warunków grawitacji następowała niemal całkowita regeneracja 

mięśni i układu odpornościowego. Proces demineralizacji kości zatrzymuje się po powrocie na 

Ziemię, choć wydaje się, że przywrócenie kościom pierwotnego stanu trwa bardzo długo. 

Rosjanie eksperymentowali z rozmaitymi metodami przeciwdziałania skutkom zerowej 

grawitacji, takimi jak intensywne ćwiczenia fizyczne, specyficzne lekarstwa oraz elastyczne 

„pingwinie kombinezony", zmuszające ciało do znacznego wysiłku fizycznego podczas 

wykonywania zwykłych ruchów. Zgodnie z oczekiwaniami, program intensywnych ćwiczeń 

fizycznych (trzy godziny dziennie) okazał się skuteczny w zwalczaniu ogólnego pogorszenia 

stanu mięśni oraz, do pewnego stopnia, pogorszenia stanu naczyń sercowych. Nie znamy 

jednak na razie skutecznych metod spowolnienia procesu demineralizacji kości. Powinniśmy 

rozumieć, że choć opisywane skutki są bez wątpienia niepożądane, w żadnym przypadku 

przebywanie w stanie nieważkości nie przeszkodziło astronautom lub kosmonautom 

zadowalająco wywiązywać się ze swych obowiązków, a nawet po najdłuższych lotach 

członkowie załogi w ciągu 48 godzin po lądowaniu niemal całkowicie odzyskiwali sprawność. Na 

przykład, 48 godzin po wylądowaniu astronauci, którzy spędzili na stacji Sky-lab 84 dni, 

potrafili rozgrywać wyczerpujące partie tenisa. Powrót do sprawności po dotarciu na Marsa po 

sześciomiesięcznej podróży w stanie nieważkości powinien być łagodniejszy, gdyż po 

wylądowaniu astronauci będą musieli przyzwyczaić się do marsjańskiej grawitacji, wynoszącej 

zaledwie 0,38 g; będzie to znacznie mniej dotkliwe niż w przypadku po-

JAK POKONAĆ SMOKI l OMINĄĆ SYRENY •   175

wrotu na Ziemię, gdzie grawitacja równa się l g. Chodzi jednak o to, że przeprowadzono bardzo

wiele badań na ten temat i dobrze wiemy, jakie są skutki. Gdy weźmiemy to pod uwagę, 

nasuwa się pytanie, czy jest konieczne, a nawet - czy jest etyczne - poddawać następne załogi 

astronautów kolejnym eksperymentom wyłącznie w celu przeprowadzenia dalszych badań nad 

pogarszaniem się zdrowia w stanie nieważkości. Moim zdaniem - nie. Byłbym nawet skłonny 

określić proponowany program tego rodzaju badań jako nieetyczny i bezwartościowy. Znam 

wielu astronautów, którzy są tego samego zdania. Po prostu nie ma sensu narażać dziesiątków 

astronautów na większe dawki zerowej grawitacji niż wiążące się z wyprawą na Marsa, by 

„zapewnić bezpieczeństwo" znacznie mniej licznej załodze lecącej na Czerwoną Planetę. To tak, 

jakby szkolić pilotów bombowców, każąc im latać w ogniu prawdziwej artylerii przeciwlotniczej. 

Jeśli jesteśmy gotowi zaakceptować zdrowotne konsekwencje długotrwałego przebywania w 

warunkach zerowej grawitacji, tym bardziej powinniśmy zdecydować się na podróż na Marsa.

W rzeczywistości podczas lotu na Marsa nie trzeba wcale przebywać w stanie nieważkości. 

Wywołując ruch obrotowy statku międzyplanetarnego, powodujemy powstanie „sztucznej 

grawitacji". Zjawisko wynika z praw fizyki, opisujących siłę odśrodkową, tych samych, które 

sprawiają, że woda nie wylewa się z wiaderka, gdy obracamy się, trzymając je za pałąk. 

Równanie opisujące ten efekt ma następującą postać:

F=0,OOim2R,

gdzie F jest siłą odśrodkową, mierzoną w jednostkach ziemskiej grawitacji (g), Q tempem 

obrotu, wyrażonym liczbą obrotów na minutę, a R długością ramienia obrotu w metrach. 

Przytaczam to równanie, gdyż pozwala ono zrozumieć, że aby osiągnąć założoną wartość siły 

Strona 77

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

odśrodkowej, można wykorzystać następującą zależność: im większa wartość Q, tym mniejsza 

może być wartość R. Jeśli na przykład chcemy wytworzyć sztuczną grawitację o wartości równej

sile ciążenia na Marsie

176 • CZAS MARSA

(F = 0,38), powinniśmy przyjąć Q = l, R = 345 m. Ale jeśli Q = 2, to wystarczy R = 86 m; jeśli 

Q = 4, to R = 22 m, a dla Q = 6, wystarczy R = 10 m. Są zatem dwa sposoby wytworzenia 

sztucznej grawitacji: albo szybki obrót i krótkie ramię, albo powolny obrót i długie ramię. Przez 

„ramię obrotu" rozumiem odległość między położeniem załogi a środkiem ciężkości, dookoła 

którego obraca się statek. Jeśli statek kosmiczny jest pojedynczą, sztywną konstrukcją, można 

bez trudu spowodować jego obrót, umieszczając na dwóch końcach niewielkie rakietowe silniki, 

działające w przeciwnych kierunkach. Gdybyśmy jednak chcieli wytworzyć znacznie silniejsze 

sztuczne pole grawitacyjne, musielibyśmy zastosować metodę szybkiego obrotu z krótkim 

ramieniem. W latach sześćdziesiątych przeprowadzano w NASA doświadczenia z ludźmi 

umieszczonymi na obracających się konstrukcjach, i stwierdzono, że w urządzeniach wirujących

w tempie 6 obrotów na minutę początkowa dezorientacja mija i organizm przystosowuje się do 

zmienionych warunków życia, poruszania się i działania.4

Układy sztucznej grawitacji, wykorzystujące szybki obrót przy krótkim ramieniu, są łatwe w 

budowie i zastosowaniu, lecz mają także pewne wady. Jeśli na przykład R = 10 m, osoba o 

wzroście 2 m będzie miała głowę na wysokości R = 8 m, a zatem w polu grawitacyjnym 

równym 80% wartości siły ciążenia przy stopach. Tak znaczna różnica jest odczuwalna i nieco 

kłopotliwa. Jeśli zaś ramię obrotu wynosiłoby 100 m, dwumetrowy człowiek odczuwałby przy 

głowie 98% wartości siły grawitacji przy stopach; różnica byłaby niezauważalna. Ponad-•to, 

jeśli astronauta chodziłby szybko po pokładzie statku kosmicznego, odczuwałby działanie siły 

Coriolisa, powstającej na skutek wykonywanych przez człowieka prób poruszania się po linii 

prostej na statku, który nie tylko leci ruchem postępowym, lecz dodatkowo gwałtownie zmienia 

kierunek ruchu, wirując. Znowu powtarza się identyczna sytuacja: przy sześciu obrotach na 

minutę efekty te są zauważalne, lecz przy 2 obro-

4 A. Thompson: Artificial Gravity for Long Duration Space Missions, wykład na forum zespołu do

opracowywania scenariuszy w firmie Martin Marietta.

JAK POKONAĆ SMOKI l OMINĄĆ SYRENY •   177

tach na minutę - zaniedbywalnie małe. Najlepszą metodą wytworzenia sztucznego pola 

grawitacyjnego, dającego znane z Ziemi poczucie stałego lądu pod stopami, jest zastosowanie 

układu, który obraca się powoli, mając bardzo długie ramię obrotu. (Uważam, że choć 

pożądany, nie jest to wymóg konieczny; na przykład marynarze na statkach kołyszących się na 

powierzchni morza bez trudu przystosowują się do środowiska z bardzo chwiejną grawitacją i 

siłami Coriolisa). Bardzo długie ramię obrotu (setki lub tysiące metrów) można uzyskać, dzieląc 

statek kosmiczny na parę części, połączonych ze sobą długimi linami, czyli „uwięziami".

Chociaż takie rozwiązanie jest doskonałe, w przeszłości patrzono na nie krzywym okiem, 

ponieważ w tradycyjnych projektach statków kosmicznych typu Battlestar Galactica jedyną 

rzeczą o wystarczająco dużej masie, mogącą posłużyć za przeciwwagę, która pozostawałaby na

uwięzi w dużej odległości od funkcjonalnej części statku, była inna, również funkcjonalna część 

statku. Innymi słowy, chcąc zapewnić sztuczną grawitację, musielibyśmy podzielić statek na 

dwie części: jedną, w której przebywa załoga i drugą, zawierającą dużą część zapasów i paliwa 

rakietowego. Być może konfiguracja taka prezentuje się nieźle na rysunku, lecz w praktyce 

byłoby to kuszenie losu. Jeśli uwięź zapętliłaby się podczas wciągania, tracimy bezpowrotnie 

poważną część sprzętu i zapasów o kluczowym znaczeniu dla powodzenia misji, na przykład 

paliwo potrzebne do powrotu na Ziemię, w wyniku czego wyprawę czeka katastrofa. W planie 

Mars Direct nie napotykamy takich problemów, gdyż załoga nie podróżuje w wielkim 

międzyplanetarnym statku Battlestar Galactica, lecz w stosunkowo lekkim module 

mieszkalnym, który może zostać zrównoważony znajdującym się na przeciwnym końcu uwięzi 

wypalonym górnym stopniem rakiety nośnej, która skierowała statek w kierunku Marsa (rys. 

5.2). Dzięki temu przedmiot na uwięzi nie ma fundamentalnego znaczenia dla misji - to po 

prostu odpad, którego po dotarciu do celu podróży nie ma po co wciągać z powrotem. Podczas 

lotu powrotnego podobnie: konstrukcja z uwięzionym górnym, zużytym stopniem napędowym 

statku

178  •  CZAS MARSA

Strona 78

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

powrotnego (ERY) służy za przeciwwagę dla kabiny załogi w ERY. W ten sposób załoga misji 

marsjańskiej nie musi przebywać w warunkach zerowej grawitacji poza paroma krótkimi 

okresami: tuż przed wejściem na trajektorię rejsową Ziemia--Mars oraz Mars-Ziemia, tuż przed

wejściem w atmosferę Marsa i w atmosferę Ziemi oraz tuż po wejściu na orbitę wokół Marsa.

ramię obrotu

środek ciężkości

Rys. 5.2. Układ sztucznej grawitacji z uwięzia wymaga użycia dwóch przedmiotów, 

obracających się wokół wspólnego środka ciężkości. W planie Mars Direct przeciwwagę dla 

modułu mieszkalnego (po prawej stronie rysunku) stanowi zużyty górny stopień rakiety nośnej 

(po lewej stronie).

Uwięź trzeba wykonać z bardzo wytrzymałego kabla wielożyłowego z siecią równoległych, 

wewnętrznych połączeń. Kabel ten musi pozostać nienaruszony nawet wówczas, gdy niektóre 

żyły w wielu miejscach zostaną przecięte przez mikrometeoryty lub inne kosmiczne szczątki. 

Takie „bezawaryjne" uwięzi zostały zaprojektowane i zademonstrowane przez Roberta 

For-warda i Boba Hoyta, inżynierów kosmicznych. Nie należy przy tym wykorzystywać uwięzi 

jako kabla do przesyłania większych ilości energii elektrycznej. Misja promu kosmicznego z 

satelitą na uwięzi w lutym 1996 roku się nie powiodła, gdyż przepięcie w układzie 

energetycznym, wykorzystującym uwięź do przesyłania wielu kilowatów, spowodowało 

stopienie się i zerwanie uwięzi.

Pytano mnie, w jaki sposób obracający się statek kosmiczny może wykonywać konieczne 

manewry, na przykład śród-kursowe korekty AV sięgające 20 m/s, typowe podczas podróży 

międzyplanetarnych. Wcale nie będzie to trudne, gdyż obracające się statki kosmiczne 

wykonywały już podobne manewry. Sondy międzyplanetarne Pioneer Yenus Orbiter i Pioneer 

Yenus Próbę Carrier obracały się podczas lotu na Wenus

JAK POKONAĆ SMOKI l OMINĄĆ SYRENY •   179

po dokładnie zaplanowanych torach. W trakcie rejsu parokrotnie precyzyjnie uruchamiano 

rakietowe silniki sterujące, by skorygować AV w pożądanym kierunku.

Zestaw uwięzi, stosowany podczas lotu według projektu Mars Direct, umożliwiałby podobne 

manewry. Jeśli chcemy na przykład uzyskać AV w dowolnym kierunku w płaszczyźnie obrotu 

statku, trzeba kilkakrotnie odpalić silniki sterujące wzdłuż linii uwięzi w momencie, gdy 

wskazuje ona w pożądanym kierunku. Ponieważ uwięź jest napięta, odpalenie silników 

sterujących, popychające moduł mieszkalny ku przeciwwadze - wypalonemu górnemu 

stopniowi rakiety nośnej -zmniejsza naprężenie uwięzi. Uwięź pozostanie naprężona dopóki 

pchnięcie, spowodowane odpaleniem silnika sterującego, nie przewyższy siły odśrodkowej; 

spełnienie tego warunku nie nastręcza trudności. Statek wraz z uwięzia obraca się w stałej 

płaszczyźnie, więc manewry w tej płaszczyźnie sprowadzają się do dokładnego wyznaczenia 

momentu uruchomienia rakietowych silników sterujących. Z kolei manewry w innych 

płaszczyznach są realizowane przez ciągłe, lecz bardzo słabe działanie silników sterujących 

prostopadle do płaszczyzny obrotu.

Statek wiozący ludzi na Marsa będzie miał tyle energii elektrycznej (co najmniej kilkanaście 

kilowatów), że można wykorzystywać antenę bezkierunkową do komunikacji z Ziemią, 

przesyłania głosu oraz najważniejszych danych telemetrycznych dotyczących lotu. Z tego 

powodu antena kierunkowa, śledząca Ziemię w trakcie rotacji statku, a używana do szybkiej 

transmisji obrazów i danych, nie ma kluczowego znaczenia dla powodzenia misji. Jeśli 

płaszczyzna obrotu statku jest zawsze skierowana prostopadle do Słońca, to produkujące 

energię baterie słoneczne nie wymagają aktywnej kontroli położenia. Dysponujemy optycznymi 

czujnikami nawigacyjnymi, które doskonale się sprawdzają przy tempie wirowania statku 

znacznie przewyższającym 6 obrotów na minutę; można je więc zamontować na module 

mieszkalnym. Innymi słowy, na statku kosmicznym z uwięzia żadne z tych urządzeń nie 

wymaga - by poprawnie działać - niezależnej platformy kompensującej rotację statku.

180 •  CZAS MARSA

Na statku misji Mars Direct wykorzystanie sztucznej siły ciążenia jest rozwiązaniem 

pragmatycznym i korzystnym, gdyż pozwala zabić smoka zerowej grawitacji. Parę lat temu 

zadałem przedstawicielowi NASA (zwolennikowi zaplanowanych na kilkadziesiąt lat badań 

wpływu stanu nieważkości na ludzkie zdrowie przed rozpoczęciem realizacji załogowych wypraw

na Czerwoną Planetę) następujące pytanie: dlaczego po prostu nie zastosować sztucznej 

Strona 79

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

grawitacji? W odpowiedzi usłyszałem: nie możemy tego zrobić, bo wtedy wszystkie dane będą 

przemawiać za stosowaniem sztucznej grawitacji. Ciekawa odpowiedź.

Czynnik ludzki

Jeden z najdziwaczniejszych smoków, wyobrażonych przez kartografów podróży na Czerwoną 

Planetę to „czynnik ludzki". Niektórzy przekonują, że problemy psychologiczne, wiążące się z 

załogową wyprawą z Ziemi na Marsa i z powrotem, są jedyne w swoim rodzaju i stanowią 

poważną przeszkodę w realizacji zamierzeń. Dlatego, ich zdaniem, trzeba by wykorzystać albo 

bardzo szybkie statki kosmiczne, skracając czas podróży w obie strony do paru tygodni, albo 

bardzo duże i luksusowe wehikuły kosmiczne, mieszczące liczniejszą załogę w większej 

przestrzeni życiowej; jeśli natomiast nie poczyniono by ustępstw na rzecz współczesnego 

amerykańskiego podmiejskiego stylu życia, załoga „zwariowałaby". Niestety, na razie nie 

dysponujemy ani ekspresowymi statkami kosmicznymi, ani też międzyplanetarnymi rakietami 

klasy wycieczkowej, a więc osoby zatroskane o los astronautów radzą odłożyć misję, dopóki nie

zostaną przeprowadzone kosztowne badania psychologiczne nad problemem czynnika 

ludzkiego. (Znów słyszymy znaną kwestię chóru: „och, nie możecie polecieć na Marsa, dopóki 

nie dostaniemy forsy...")

Zastanówmy się nad tym problemem. W proponowanej przez nas wyprawie na Marsa 

czteroosobowa załoga spędzi w trakcie rejsu Ziemia-Mars sześć miesięcy w przestrzeni 

dwupoziomowego modułu mieszkalnego, obejmującego prywatny

JAK POKONAĆ SMOKI l OMINĄĆ SYRENY •   181

pokój każdego astronauty oraz pewne pomieszczenia wspólne. (Możliwe są spacery w 

przestrzeni kosmicznej, szczególnie podczas rejsu w warunkach zerowej grawitacji, ale odłóżmy

to na razie na bok). Całkowita powierzchnia modułu mieszkalnego wynosi około 101 m2, raczej 

niewiele jak na czteroosobowe mieszkanie według amerykańskich standardów, lecz zarazem 

więcej niż przypada na średnio zamożnego mieszkańca Tokio. Po zakończeniu trwającej sześć 

miesięcy podróży z Ziemi na Marsa załoga w module mieszkalnym ląduje na Czerwonej Planecie

i przebywa tam przez półtora roku, mając do dyspozycji dodatkową przestrzeń mieszkalną w 

postaci kabiny statku powrotnego i kabiny ciśnieniowego rovera. W dodatku podczas pobytu na 

powierzchni Marsa załoga będzie zmuszona spędzać sporo czasu poza modułem mieszkalnym, 

prowadząc liczne badania. Podczas ostatnich sześciu miesięcy wyprawy - powrotu na Ziemię - 

załoga zajmie kabinę statku powrotnego, która ma powierzchnię równą w przybliżeniu połowie 

powierzchni modułu mieszkalnego. Z powodu opóźnienia w przekazywaniu sygnałów radiowych 

w trakcie całej wyprawy nie będzie można prowadzić normalnych rozmów telefonicznych z 

Ziemią, natomiast przesyłane będą wiadomości z zapisem głosu, tekstu i nieruchomymi 

obrazami wideo. Na odpowiedź trzeba będzie czekać od paru sekund (na początku wyprawy) do

kilkudziesięciu minut (na Marsie).

Oczywiście, opisywane plany nakładają na członków załogi rygor psychiczny, nie znany na co 

dzień większości ludzi, zwłaszcza cywilom. Porównajmy go jednak ze stresami, które wielu 

zwykłych ludzi zdołało pokonać.

Kosmiczni psychiatrzy dużo mówią o urazach, jakich mogą doznać członkowie załogi misji 

marsjańskiej, zmuszeni do „przebywania poza domem przez trzy lata". Podczas drugiej wojny 

światowej mój ojciec, wujowie oraz parę milionów innych żołnierzy musiało „przebywać poza 

domem przez trzy lata" w warunkach znacznie cięższych niż marsjańskie (ziemianka na plaży 

Anzio była miejscem o wiele bardziej stresującym niż moduł mieszkalny na powierzchni 

Czerwonej Planety). Żołnierze frontowi nie tylko byli stale narażeni na śmierć,

182 • CZAS MARSA

lecz musieli też wykonywać ciężką pracę za marny żołd, znosić chłody, upały, robactwo, 

choroby, inwazję wszy, wstrętne racje żywnościowe, spanie na zimnej, wilgotnej ziemi, w 

śniegu i w deszczu, czasami przez całe miesiące. Na dodatek, znaczną większość stanowili 

żołnierze z poboru, narażeni na bezustanną, brutalną i obraźliwą agresję ze strony egzekutorów

wojskowej dyscypliny, traktowani jak śmieci przez oficerów, żyjących w przeświadczeniu o 

własnej wyższości. W przeciwieństwie do warunków wojennych, na Marsie załoga może być 

narażona na niebezpieczeństwa, ale nie ze strony wojska i całej morderczej machiny wojennej.

Astronauci na Marsie nie będą zmuszeni do ciężkiej pracy fizycznej. Program nie przewiduje 

insektów, wszy i chorób. Pożywienie będzie dobre, załoga zostanie wyposażona w suche 

ubrania i ciepłe, wygodne łóżka. Podczas międzyplanetarnego rejsu członkowie załogi zaznają 

Strona 80

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

być może nudy, znanej i żołnierzom, ale pomoże się z nią uporać duży pokładowy zapas 

książek, gier, przedmiotów pomocnych w rozmaitych rozrywkach i rozwijaniu zainteresowań; 

pomoże także świadomość, że po powrocie na Ziemię czekają na nich fortuny. Porównując los 

astronautów z życiem żołnierzy na froncie dochodzimy do wniosku, że nie sposób przecenić 

znaczenia pozytywnego efektu - towarzyszącej astronautom świadomości, że na Ziemi czeka 

ich wspaniała przyszłość i że dla milionów ludzi staną się bohaterami. Podczas wojny 

standardowym sposobem komunikacji żołnierzy z rodzinami była poczta, a czas oczekiwania na 

odpowiedź sięgał wielu tygodni. Dlatego nie sądzę, by u członków załogi perspektywa 

czterdziestominutowego oczekiwania na odpowiedź od swoich bliskich wywoływała łzy.

Twierdzę, że abstrahując od współczesnego amerykańskiego wygodnego stylu życia i odwołując

się do historii, wszędzie widzimy ludzi - takich jak żołnierze na linii frontu, ukrywający się 

uchodźcy, więźniowie, członkowie załóg łodzi podwodnych, badacze, traperzy lub dawni kupcy, 

podróżujący po morzach -którzy, znalazłszy się w tych sytuacjach często przypadkiem, znosili 

długotrwałe przebywanie w warunkach odosobnienia, deprywacji i stresu psychicznego 

wielokroć gorszych od tego,

JAK POKONAĆ SMOKI l OMINĄĆ SYRENY •  183

co czeka starannie dobraną załogę wyprawy na Marsa. Ludzie muszą być twardzi, ponieważ nie 

mają wyboru. Przetrwaliśmy tygrysy szablozębne, epokę lodowcową, despotyczne imperia i 

najazdy barbarzyńców, straszne okresy głodu oraz wiele innych klęsk żywiołowych. Nasi 

przodkowie musieli stawić czoło tym sytuacjom i przetrwać. Z pewnością starannie dobrani i 

dokładnie wyszkoleni członkowie załogi misji marsjańskiej także dadzą sobie radę.

To nie ludzka psychika będzie najsłabszym ogniwem załogowej wyprawy na Marsa. Wręcz 

przeciwnie, może się ona okazać ogniwem najsilniejszym.

Burze pyłowe

Czwarty smok, marsjańskie burze pyłowe, jest najstarszy i dlatego zdążył już stracić część 

zębów, przede wszystkim z tego powodu, że osobom mogącym odnieść największe korzyści z 

jego istnienia, czyli naukowcom, zajmującym się badaniem atmosfery Marsa, brakuje zdrowego

instynktu handlowego, spotykanego u innych krytyków. Burze pyłowe są jednak niepokojące. 

Na dodatek akurat ten smok powstał raczej w wyniku wyolbrzymienia niż zmyślenia. 

Przyjrzyjmy mu się przez chwilę.

Już w XIX wieku na podstawie obserwacji teleskopowych powzięto podejrzenie, że na 

Czerwonej Planecie występują silne burze pyłowe. Hipotezę potwierdziły amerykańskie i 

rosyjskie sondy kosmiczne, prowadzące badania Marsa od lat sześćdziesiątych. Orbita Marsa 

jest eliptyczna, więc gdy na jego południowej półkuli jest lato, znajduje się on o 9% bliżej 

Słońca niż wynosi średnia odległość, natomiast gdy panuje tam zima, znajduje się on o 9% 

dalej od Słońca niż przeciętnie. Połączenie zwyczajnego letniego ocieplenia oraz dodatkowego 

ciepła, uzyskanego dzięki przebywaniu bliżej Słońca, powoduje, że na południowej półkuli 

dochodzi do skrajnych wahań temperatury (podczas gdy półkula północna ma łagodne pory 

roku). Podczas szczególnie chłodnych zim na półkuli południc-

184  • CZAS MARSA

wej duże ilości dwutlenku węgla wytrącają się z atmosfery na lodowej czapie bieguna 

południowego (składającej się z suchego lodu) i adsorbują w antarktyczny regolit (rumosz 

skalny). Dodatkowa warstwa zamrożonego ł adsorbowanego dwutlenku węgla jest następnie z 

powrotem uwalniana do atmosfery, gdy silne ocieplenie, związane z nadejściem lata na półkuli 

południowej, dociera do okolic bieguna południowego. Nagłe wprowadzenie gazu do atmosfery 

Marsa jest na tyle znaczące, że powoduje wzrost ciśnienia atmosferycznego o około 12% w 

ciągu paru miesięcy (pełna różnica wartości ciśnienia atmosferycznego pomiędzy zimą a latem 

wynosi prawie dwa razy tyle), co skutkuje powstawaniem potężnych wiatrów, unoszących duże 

ilości pyłu. Burze pyłowe tego typu rozpoczynają się z nadejściem lata na południowej półkuli, 

następnie przesuwają się na północ, a czasem się zdarza, że pokrywają całą planetę. Zgodnie z 

pomiarami prędkość wiatru podczas burz pyłowych wynosi 50-100 km/h. Burze, które czasami 

powtarzają się latem na półkuli południowej, stopniowo cichną wraz z nadejściem jesieni. 

Podobnie jak na Ziemi, marsjańska pogoda również zawiera element przypadkowości - w 

niektórych latach burze niemal nie występują, kiedy indziej zaś obejmują Czerwoną Planetę bez

wyjątku przez całe lato. Z reguły na półkuli północnej można spodziewać się przejrzystego 

nieba podczas wiosny, lata i jesieni. Zapoznajmy się teraz z dość nieprzyjemną historią. Gdy w 

Strona 81

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

listopadzie 1971 roku amerykański ładownik Mariner 9 oraz rosyjskie sondy Mars 2 i Mars 3 

docierały na Marsa, nadchodziła właśnie globalna burza pyłowa. Przez cztery miesiące 

powierzchnia planety była całkowicie przesłonięta pyłem i Mariner 9 nie mógł nic zobaczyć. 

Sytuacja nie zakłóciła zbytnio programu lotu: sonda spokojnie czekała na orbicie, aż pogoda się

poprawi. Gdy to się stało, Mariner zaczai przekazywać dokładne obrazy całego globu. Inaczej 

potoczyły się losy radzieckich sond, które zostały z góry zaprogramowane - bez możliwości 

wprowadzenia modyfikacji - na lądowanie niedaleko równoleżnika 45° południowej szerokości 

geograficznej. Sondy, posłuszne rozkazom, spuściły się na spadochronach w sam środek 

szalejącej burzy. Obie uległy zniszczeniu.

JAK POKONAĆ SMOKI l OMINĄĆ SYRENY •   185

Lądowanie na spadochronie podczas marsjańskiej burzy pyłowej z pewnością nie jest dobrym 

pomysłem. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, gdy już się jest na powierzchni planety. Gęstość 

atmosfery na Marsie wynosi zaledwie 1% gęstości atmosfery ziemskiej, a więc ciśnienie 

dynamiczne, wytwarzane przez marsjański wiatr, który wieje z prędkością 100 km/h, 

odpowiada ziemskiemu lekkiemu wiatrowi o prędkości 10 km/h. Ładowniki Yiking l i Yiking 2, 

choć zaprojektowane na 90 dni funkcjonowania, działały przez, odpowiednio, 6 i 4 lata. W tym 

czasie przetrwały wiele burz pyłowych, a mimo to nie wykryto żadnych uszkodzeń przyrządów 

pomiarowych. Okazało się, że choć podczas burzy planeta nie jest widoczna z orbity, 

widoczność na powierzchni nie zostaje poważnie ograniczona. Pył zmniejsza ilość światła, 

docierającego do powierzchni, podobnie jak podczas zachmurzonego dnia na Ziemi, lecz 

obserwator na powierzchni widzi otoczenie. Jeśli marsjańskie instalacje powierzchniowe 

korzystałyby z baterii słonecznych, zmniejszenie natężenia światła stanowi pewien problem. 

Baterie fotowoltaiczne mogą jednak przekształcać światło w energię elektryczną nawet wtedy, 

gdy światło jest rozproszone przez pył (tarcza Słońca nie musi być wyraźnie widoczna), więc 

spadek mocy nie byłby całkowity. Podczas typowej burzy pyłowej można oczekiwać spadku 

mocy, uzyskiwanej z baterii słonecznych, o około 50%. Wszystko powinno poprawnie 

funkcjonować, jeśli moduł energetyczny zostanie tak zaprojektowany, by podczas burz 

pyłowych dostarczać ilość energii, zapewniającą podtrzymywanie życia. Gdyby zaś w bazie 

znajdował się reaktor jądrowy, produkujący duże ilości energii, czy termoelektryczny generator 

izotopowy, lub gdyby była dostępna energia zmagazynowana w inny sposób (na przykład w 

postaci lokalnie wytworzonego paliwa chemicznego, które można spalać w silniku i dzięki temu 

napędzać generator), problem okazałby się czysto akademicki.

Wyrażano obawę, że pył osadzający się w wyniku burz może przykryć baterie słoneczne lub 

inne powierzchnie optyczne, na przykład okna i przyrządy. Problem ten nie wystąpił podczas

186 • CZAS MARSA

misji Yiking. Wydaje się, że po przejściu burzy pozostaje niewiele pyłu, a w przypadku 

załogowej wyprawy na Marsa nie stanowi to w ogóle problemu: jeśli baterie słoneczne są 

przykryte pyłem, wystarczy wysłać kogoś ze szczotką!

Podsumowując, burze pyłowe mogą być niebezpieczne jedynie dla obiektów poddanych 

dominującemu wpływowi sił aerodynamicznych (mających duże, w porównaniu do wagi, 

powierzchnie), takich jak balony lub ładowniki, podwieszone na spadochronach. Jeśli ładownik 

nie korzysta ze spadochronu, a nie przewiduje tego plan Mars Direct, nie powinno być żadnych 

problemów z przedarciem się przez burzę pyłową, podobnie jak samolot bez trudu przelatuje 

poprzez chmury. Oczywiście, większość pilotów zdecydowanie woli lądować przy pełnej 

widoczności, dlatego plan Mars Direct przewiduje wejście statku na orbitę okołomarsjańską 

przed lądowaniem w celu wyhamowania oraz oceny sytuacji. Jeśli pogoda będzie zła, załoga, 

wzorem Marinera 9, poczeka na orbicie na przejaśnienie. Co ciekawe, w dziesięcioleciu 

2001-2010 w przypadku każdego startu możliwy jest taki wybór trajektorii z Ziemi na Marsa, 

by statki przybywały na Czerwoną Planetę podczas pór roku, charakteryzujących się 

przejrzystym niebem.

Burze pyłowe na pewno nie staną nam na drodze na Marsa.

Groźba zakażenia Ziemi

Ostatniego spośród pięciu smoków, srożących się na mapach Marsa, trudno nawet nazwać 

iluzorycznym; to po prostu zwykła halucynacja. A imię jego: „groźba zakażenia Ziemi".

Problem jest następujący: żaden ziemski organizm nie został, jak dotąd, wystawiony na 

działanie marsjańskich organizmów, a zatem człowiek nie dysponowałby żadną odpornością 

Strona 82

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

wobec chorób, powodowanych przez marsjańskie patogeny. Dopóki się nie upewnimy, że na 

Marsie nie można nabawić się chorób, nie należy narażać członków załogi na ryzyko zarażenia 

się jakimś groźnym zarazkiem, który z łatwością mógłby ich zabić, a gdyby nie zabił, to pewno 

powróciłby z załogą na

JAK POKONAĆ SMOKI l OMINĄĆ SYRENY •   187

Ziemię, siejąc zniszczenie i unicestwiając gatunek ludzki, a może nawet całą ziemską biosferę.

Delikatnie mówiąc, argument ten to kompletna bzdura. Po pierwsze, jeśli są - lub kiedykolwiek 

były - na Marsie oraz w pobliżu jego powierzchni organizmy, to już w przeszłości mogliśmy się z

nimi zetknąć. W ciągu ostatnich paru miliardów lat miliony ton materiału, pochodzącego z 

marsjańskiej powierzchni, odrywało się od Czerwonej Planety w wyniku uderzeń meteorów, a 

znaczna część marsjańskich skał, wyrzuconych w przestrzeń, trafiła na Ziemię. Naukowcy 

dysponują niepodważalnymi dowodami: zebrali prawie 100 kg meteorytów pewnego typu, 

zwanych meteorytami SNC5, i porównali zawartości procentowe izotopów pierwiastków w 

meteorytach z danymi na temat zawartości procentowej izotopów tych pierwiastków na 

powierzchni Marsa, zebranymi przez ładowniki Yiking. Zestawienie zawartości procentowych 

izotopów (m.in. stosunek zawartości izotopu węgla 12C do 13C, stosunek zawartości izotopu 

tlenu 16O do 17O itd.) stanowi, podobnie jak odciski palców w przypadku ludzi, niepodważalną 

cechę identyfikacyjną, dowodzącą marsjańskiego pochodzenia materiału. Pomimo że każdy z 

meteorytów SNC musiał krążyć w przestrzeni kosmicznej przez wiele milionów lat, zanim dotarł 

na Ziemię, to - zdaniem ekspertów - ani długi czas podróży, ani gwałtowne okoliczności 

oderwania skały od powierzchni Marsa oraz wejścia w atmosferę Ziemi i uderzenia o jej 

powierzchnię nie wystarczą, by wyste-rylizować tego typu obiekty, jeśli zawierałyby 

przetrwalniki bakterii.6 Bezustannie spada na powierzchnię Ziemi swoisty deszcz marsjańskich 

skał: na podstawie ilości odnalezionych meteorytów szacuje się, że rocznie około 500 kg 

marsjańskiego materia-

5 M. Carr: Water on Mars. Oxford University Press, Nowy Jork 1996, str. 24-29. [Polskiemu 

czytelnikowi można polecić lekturę rozdziału 7 książki H. Y. McSweena, Jr.: Od gwiezdnego pyłu

do planet. Prószyński i S-ka, Warszawa 1996 (przyp. red.)].

6 J. Gooding: 2005 Sample Return: Martial Meteorites and Curatorial Plans, wykład na forum 

grupy roboczej opracowującej długofalowe strategie badań Marsa w Centrum Kosmicznym im. 

Johnsona, Houston, Teksas, 20 września 1995 roku.

188 • CZAS MARSA

łu skalnego trafia na Ziemię. Jeśli więc ktoś boi się zarazków z Marsa, powinien opuścić Ziemię, 

ponieważ leży ona na drodze wyrzutni marsjańskich głowic z bronią biologiczną. Panika jest 

zbędna, bo nie są one niebezpieczne. Jedyną dotychczas ofiarą marsjańskiej nawałnicy jest 

pies, zabity przez spadającą z Czerwonej Planety skałę w 1911 roku w El Nakhla el Baharia, w 

Egipcie. Statystycznie rzecz biorąc, przechodnie powinni się znacznie bardziej obawiać 

ugodzenia meblami, wyrzucanymi wprost na ulicę z wysokich pięter budynków.

Rzecz w tym, że obecnie na powierzchni Marsa życie niemal na pewno nie występuje. Nie ma 

tam (bo nie może być) wody w postaci ciekłej, ponieważ nie pozwalają na to średnie 

temperatury powierzchniowe i wartości ciśnienia atmosferycznego. Na dodatek, powierzchnia 

planety jest pokryta pyłem o właściwościach utleniających i skąpana w promieniowaniu 

ultrafioletowym. Właśnie nadtlenki i światło ultrafioletowe są powszechnie stosowanymi na 

Ziemi metodami sterylizacji. O nie, jeśli nawet na Marsie istnieje życie, z pewnością egzystuje 

ukryte w wyjątkowych warunkach, na przykład w podpo-wierzchniowym zbiorniku, 

podgrzewanym geotermicznie.

Czy takie formy życia - jeśli astronautom udałoby się je odnaleźć - mogłyby stanowić 

zagrożenie? Absolutnie nie. ponieważ organizmy chorobotwórcze są specyficznie dopasowane 

do swoich żywicieli. Są, jak wszystkie organizmy, rezultatem adaptacji do życia w konkretnym 

środowisku. Dla organizmów wywołujących choroby u ludzi środowiskiem jest wnętrze 

organizmu człowieka lub blisko spokrewnionego gatunku, na przykład innego ssaka. 

Nieprzerwana wojna między ludzkimi pato-genami, stale uciekającymi się do nowych broni, a 

układem immunologicznym, wykształconym przez naszych przodków, trwa od milionów lat. 

Atak organizmu, który nie wyewoluował specjalnie po to, by przełamać nasze linie obronne i 

przeżyć w mikrokosmosie ludzkiego organizmu, strefie bezpardonowej walki, nie ma szans. Z 

tego powodu ludzie nie zapadają na choroby wiązów holenderskich, a drzewa z kolei się nie 

Strona 83

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

prze-ziębiają. Każdy marsjański organizm byłby przypuszczalnie znacznie dalej spokrewniony z 

człowiekiem niż na przykład

JAK POKONAĆ SMOKI l OMINĄĆ SYRENY •   189

wiąz. Nie ma żadnych dowodów na występowanie na Marsie makroskopowej fauny i flory, 

wydaje się to zresztą niemożliwe, a bez lokalnych żywicieli nie mogą istnieć marsjańskie 

patoge-ny. Gdyby nawet istnieli na Marsie żywiciele, ogromne różnice genetyczne, dzielące ich 

od organizmów ziemskich, wykluczałyby przypadek występowania wspólnych chorób. Równie 

absurdalny jest pomysł, że marsjańskie drobnoustroje przybywają na Ziemię i w otwartym 

środowisku zaczynają konkurować z ziemskimi mikroorganizmami. Utrzymywać, że marsjańskie

organizmy mogłyby lepiej sobie radzić w środowisku naszej planety niż ziemskie (lub że 

ziemskie gatunki drobnoustrojów mogłyby na Czerwonej Planecie pokonać marsjańskie) jest 

równie niemądrze, jak przypuszczać, że rekiny, przewiezione na afrykańskie równiny, 

odebrałyby lwom pozycję najgroźniejszych drapieżników w lokalnym ekosystemie.

Jak widać, sporo uwagi - być może zbyt wiele - poświęcam odparciu idei zatrucia Ziemi przez 

marsjańskie organizmy. Wynika to stąd, że podczas niedawnego spotkania w NASA, 

poświęconego planowaniu najbliższej (automatycznej) misji, która miałaby się zakończyć 

przywiezieniem na Ziemię próbek z Marsa, ktoś poważnie zaproponował, by, w celu 

uspokojenia obaw społeczeństwa, wysterylizować w bardzo wysokiej temperaturze wszelkie 

próbki przywiezione z Marsa przed dostarczeniem ich na Ziemię. Najbardziej wartościowym, 

choć bardzo mało prawdopodobnym, skarbem odnalezionym na Marsie, który mógłby trafić na 

naszą planetę, byłyby marsjańskie formy życia. A osoby uczestniczące we wspomnianym 

spotkaniu od razu by je zniszczyły (wraz z innymi ważnymi mineralogicznymi informacjami, 

zapisanymi w próbce). Propozycja była tak groteskowa, że odpierając ją, zapytałem 

zgromadzonych naukowców: czy, gdyby znaleźli zdolne do rozwoju jajo dinozaura, ugotowaliby

je? Pytanie nie było pozbawione sensu, ponieważ dinozaury, dość blisko spokrewnione z ludźmi,

cierpiały na różne choroby. Podczas kopania każda łopata ziemi i mułu zawiera zarazki wielu 

dawnych chorób, szkodliwych dla ziemskiej biosfery, a mimo to paleontolodzy nie odkażają 

swoich znalezisk.

190 • CZAS MARSA

Podobnie jak zdolne do rozwoju jajo dinozaura byłoby dla biologii wartościowym eksponatem, a

nie zagrożeniem, próbka zawierająca marsjańskie organizmy stanowiłaby bezcenne znalezisko, 

naprawdę zupełnie niegroźne. Badając przedstawicieli marsjańskiego życia, mielibyśmy szansę 

zrozumieć, które cechy życia są indywidualne, specyficzne dla niektórych tylko gatunków, a 

które są cechami ogólnymi, obecnymi u wszystkich form. Moglibyśmy dowiedzieć się czegoś na 

temat podstaw zjawiska zwanego życiem. Wiedza taka pozwoliłaby dokonać niesamowitych 

postępów w dziedzinie inżynierii genetycznej, rolnictwa i medycyny. Z pewnością nikt nigdy nie 

umrze na jakąkolwiek chorobę przywłeczoną z Czerwonej Planety, niewykluczone jednak, iż 

dziś tysiące ludzi umierają z powodu ziemskich dolegliwości, na które lek znalazłby się, być 

może, dzięki możliwości zbadania marsjańskich form życia.

Księżycowa syrena: dlaczego do lotu na Marsa nie są potrzebne bazy na Księżycu

Zajmijmy się teraz całkowicie odmiennym, również mitycznym stworem, utrudniającym lot na 

Marsa. To nie potwór, groźny i budzący lęk smok, lecz piękna, powabna kobieta. Diana jest 

księżycową syreną, której uwodzicielski śpiew wyrządził planowanej wyprawie na Marsa tyle 

szkód, co pięć pozostałych smoków razem wziętych.

Wyznawcy Diany z prawdziwie religijną wiarą twierdzą, że nie wolno ludziom wyruszyć na 

Marsa, dopóki nie obłaskawimy bogini, budując na powierzchni Księżyca wiele świątyń, zwanych

bazami. Całkiem chwalebny motyw, jak na pogańską religię, ukazujący, jak daleko zaszliśmy 

od czasów Cesarstwa Rzymskiego, lecz - co najważniejsze - pozbawiony rozumnego 

wytłumaczenia.

Z powodu słabej grawitacji i braku atmosfery z powierzchni Księżyca istotnie łatwiej jest niż z 

Ziemi wysłać rakietę na Marsa. Co więcej, księżycowe skały w prawie 50% (wagowo) składają 

się z tlenu, więc dzięki opracowaniu technologii, pozwala-

JAK POKONAĆ SMOKI l OMINĄĆ SYRENY •   191

jących rozbić na pierwiastki tlenki żelaza i krzemu, które stanowią większość księżycowego 

materiału powierzchniowego, moglibyśmy uzyskać nieprzebrane zapasy ciekłego tlenu, 

nadającego się do wykorzystania podczas napełniania na powierzchni Księżyca zbiorników 

Strona 84

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

statków kosmicznych. Niestety, na Księżycu brak paliwa, na przykład wodoru lub metanu, które

można by w tym tlenie spalać. Niemniej, przynajmniej teoretycznie, Księżyc mógłby stać się 

bazą, wspomagającą podróże kosmiczne od strony logistycznej, gdyż zawartość tlenu w 

rozmaitych rakietowych mieszaninach napędowych jest wysoka: wynosi 72-86% (wagowo).

Analiza ta nie uwzględnia faktów o podstawowym znaczeniu dla transportu wewnątrz Układu 

Słonecznego. Zanim statek zatankuje na Księżycu, musi tam dolecieć. Aby z niskiej orbity 

okołoziemskiej (LEO) dostać się na powierzchnię Księżyca, potrzeba prędkości AV równej 6 

km/s (3,2 km/s, by umieścić statek na trajektorii rejsowej na Księżyc; 0,9 km/s, by wskoczyć 

na niską orbitę wokół Księżyca; 1,9 km/s, by wylądować na pozbawionym powietrza satelicie). 

Natomiast AV konieczna do startu z LEO na powierzchnię Czerwonej Planety wynosi tylko 4,5 

km/s (4 km/s, by umieścić statek na trajektorii rejsowej Ziemia-Mars; 0,1 km/s, by dokonać 

korekty po wejściu na orbitę; 0,4 km/s na lądowanie po zastosowaniu do hamowania 

aerodynamicznego osłony aerodynamicznej zamiast spadochronów). Krótko mówiąc, z 

technicznego punktu widzenia łatwiej jest polecieć z LEO bezpośrednio na Marsa, niż z LEO na 

powierzchnię Księżyca. A zatem, nawet gdyby na Księżycu czekały w zbiornikach gotowe do 

użycia nieskończone ilości paliwa rakietowego i tlenu (a tak wcale nie jest), nie miałoby sensu 

wysyłanie rakiety na Srebrny Glob, by zatankować przed podróżą na Marsa. Byłoby to równie 

wygodne i sensowne, jak skierowanie samolotu, lecącego z Houston do San Francisco, do 

Saskatoon w Kanadzie, by tam zatankował paliwo. Założenie na Księżycu węzłowego punktu 

uzupełniania zapasów paliwa niewiele zmieni: aby z LEO wejść na orbitę księżycową, musimy 

zapewnić prawie tak dużą AV, jak w przypadku startu z LEO na Marsa. Gdy weźmiemy pod 

uwagę po-

192  •  CZAS MARSA

trzebę przewozu materiałów oraz wyposażenia do produkcji tlenu na Księżycu i konieczność 

przetransportowania na księżycową orbitę dużych ilości paliwa (na powierzchnię Księżyca 

trzeba by dostarczać wodór lub metan), prędko spostrzeżemy, że proponowany schemat byłby 

koszmarem logistycznym i spowodowałby spory wzrost kosztów, stopnia złożoności i ryzyka, 

związanego z załogową wyprawą na Marsa.

Księżyc nie będzie więc wygodną bazą na drodze prowadzącej ku Marsowi. Wyznawcy bogini 

Diany odpowiadają na to, że mimo wszystko Księżyc trzeba wykorzystać do przeprowadzania 

prób oraz jako punkt szkoleniowy w ramach programu marsj ańskiego.

Otóż warunki panujące na Księżycu są tak odmienne od warunków marsjańskich, że jako 

miejsce ćwiczeń załogi równie dobrze - a kosztowałoby to znacznie mniej - nadawałaby się 

Antarktyda. Mars ma atmosferę, doba trwa mniej więcej 24 godziny, a dzienne temperatury na 

powierzchni wahają się pomiędzy -50°C a +10°C. Księżyc nie ma atmosfery, doba trwa 672 

godziny, a przeciętna temperatura na powierzchni wynosi w ciągu dnia +100°C. Grawitacja 

ziemska jest 2,6 rażą silniejsza od marsjańskiej, która z kolei jest 2,4 rażą większa od 

grawitacji na Księżycu. Planowana eksploatacja lokalnych zasobów na Marsie (wykorzystanie 

dwutlenku węgla z atmosfery w gazowych reaktorach chemicznych oraz wydobywanie wiecznej 

zmarzliny z gleby) ma zupełnie inny charakter niż eksploatacja Księżyca, polegająca na 

stapianiu skał w wysokich temperaturach. Na podstawie skomplikowanej hydrologicznej i 

wulkanicznej historii Czerwonej Planety wnosimy, że geologiczne dzieje Marsa bardziej 

przypominają geologię ziemską niż księżycową.

Srebrny Glob może oczywiście być przydatny, przede wszystkim jako doskonałe miejsce 

prowadzenia obserwacji astronomicznych z wykorzystaniem skoordynowanej sieci teleskopów 

optycznych, przekazujących panoramiczne obrazy Wszechświata o bardzo wysokiej 

rozdzielczości (interferometr optyczny). Rozsądek każe zadbać, by sprzęt misji marsjańskiej 

został zaprojektowany również z myślą o transporcie ludzi

JAK POKONAĆ SMOKI l OMINĄĆ SYRENY •   193

i sprzętu na Księżyc. Plan Mars Direct uwzględnia ten wymóg. Księżycowe wyposażenie, 

związane z misją Apollo, zaprojektowano tak, że później było użyteczne przy budowie stacji 

kosmicznej Skylab', podobnie możliwość swobodnego zakładania na Księżycu obserwatoriów 

astronomicznych jest dodatkową korzyścią, osiągniętą dzięki realizacji planu Mars Direct.

Przede wszystkim jednak warto i należy pamiętać o tym, że bazy księżycowe nie są ani 

konieczne, ani wskazane jako etap realizacji programu załogowej wyprawy na Marsa. Z całym 

szacunkiem dla Księżyca, podróż na Marsa przez Księżyc okazałaby się równie fatalna jak 

Strona 85

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

podążanie za śpiewem syren. Świętej pamięci Thomas O. Palne, dyrektor NASA, zdawał sobie 

doskonale sprawę z tej pułapki. W jednym z ostatnich wygłoszonych przemówień powiedział: 

„Rzecz się ma tak, jak ze zwycięską strategią Napoleona. Tłumacząc swą strategię podczas 

wojny z Austrią, rzekł: »Jeśli chcesz zdobyć Wiedeń, idź na Wiedeń!« Cóż, jeśli chcemy dostać 

się na Marsa, trzeba wyruszyć na Marsa!"

Dobrze powiedziane, Tom. W drogę!

ROZDZIAŁ 6

ODKRYWANIE MARSA

Celem misji na Marsa nie jest ustanowienie kolejnego rekordu wysokości na potrzeby 

Almanachu Lotniczego, lecz zbadanie planety, wyjaśnienie, czy kiedykolwiek istniało na niej 

życie i czy może stać się ona domem przyszłych ludzkich pokoleń. Zadania tego nigdy nie 

wykonają sondy automatyczne, niezależnie od stopnia ich złożoności. Nie wystarczy też wysłać 

na Marsa załogę na krótki okres, ograniczając zarazem swobodę jej poruszania po powierzchni 

planety do okolicy bazy. Aby dowiedzieć się czegoś o planecie, trzeba poznać wiele miejsc, 

ruszyć w podróż na całego.

Powierzchnia Czerwonej Planety liczy 144 miliony km2, czyli dużo więcej niż wszystkie lądy na 

Ziemi (łącznie z wyspami). Powierzchnia Marsa jest bardzo urozmaicona: występują tam m.in. 

kaniony, rozpadliny, góry, wyschłe koryta rzek i jezior, równiny wylewowe, kratery, wulkany, 

pola lodowe, pola suchego lodu oraz chaotycznie ukształtowane tereny. U.S. Geologi-cal Survey

(Amerykański Urząd Geologiczny) wyróżnia obecnie 31 geologicznie odmiennych typów 

ukształtowania powierzchni na opracowanej „uproszczonej mapie geologicznej" Marsa, a 

przecież dopiero teraz zaczynamy uzyskiwać obrazy Czerwonej Planety o wysokiej 

rozdzielczości. Niektóre marsjańskie utwory powierzchniowe mają rozmiary kontynentów, jak 

na

196 • CZAS MARSA

przykład Yalles Marineris długości 3000 km, więc dadzą się wszechstronnie poznać jedynie po 

pokonaniu ogromnych odległości.

Suche koryta rzeczne, odkryte na Marsie przez Marinera 9, dowodzą, że niegdyś panował na 

planecie ciepły, wilgotny klimat, umożliwiający powstanie życia. Marsjańska atmosfera, 

składająca się z dwutlenku węgla, była dawniej znacznie grubsza i szczelnie otulała planetę, 

powodując bardzo silny efekt cieplarniany. Wenus jeszcze dziś ma grubą atmosferę z dwutlenku

węgla, lecz zamieniła ona planetę w piekło. Na Marsie jednak, bardziej oddalonym od Słońca niż

Wenus, efekt cieplarniany, powodowany przez grubą atmosferę, zawierającą dużo dwutlenku 

węgla, jest potrzebny, by zapewnić temperaturę odpowiednią dla rozwoju życia. Większość 

naukowców zajmujących się Marsem uważa, że warunki sprzyjające powstaniu życia 

utrzymywały się na Marsie przez okres znacznie dłuższy niż czas, w jakim życie narodziło się na

Ziemi. Współczesne teorie powstania życia traktują pojawienie się życia jako naturalną 

konsekwencję postępującej samoorganizacji materii, konsekwencję nieuniknioną we właściwych

warunkach fizycznych i chemicznych. Zgodnie z tymi teoriami na Czerwonym Globie powinno 

było powstać życie, ponieważ w przeszłości na Ziemi i na Marsie przez okres wystarczający, by 

na naszej planecie pojawiło się życie, panowały zbliżone warunki. Wraz z upływem czasu Mars 

tracił charakter cieplarni: stał się lodowatym, jałowym światem, takim jaki znamy dziś. 

Pogorszenie marsjańskie-go klimatu niewątpliwie spowodowało zniknięcie życia z powierzchni 

planety, a być może nawet jego zupełne wymarcie. Organizmy mikroskopowe czasem 

pozostawiają jednak makroskopowe skamieniałości. Na Ziemi odnaleziono skamieniałości, 

zwane stromatolitami, mające 3,7 miliarda lat; w tak zamierzchłej przeszłości na Marsie 

panował klimat tropikalny. Gdyby nawet życie na Marsie wymarło zupełnie, wciąż powinny 

znajdować się tam skamieniałości. Dziś wiemy tylko tyle, że życiu udało się wyewoluować na 

jednej planecie - na Ziemi. Nie umiemy powiedzieć, czy zdarza się to niesamowicie rzadko, na 

przykład raz na bilion przypadków, czy też stanowi nieuniknio-

Strona 86

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

ODKRYWANIE MARSA •   197

na konsekwencję zaistnienia pewnych warunków. Czasem może się zdarzyć, że właśnie jedyna 

dostępna próbka przypadkowo zawiera coś, co na pewno nie wystąpi w dwóch kolejnych 

próbkach. Gdyby na Marsie odnaleziono żywe organizmy bądź ich skamieniałości, 

przekonalibyśmy się, że życie występuje we Wszechświecie powszechnie.

Z tych powodów dla badaczy Marsa priorytetem będzie poszukiwanie życia - wciąż istniejącego 

lub skamieniałości żywych niegdyś organizmów. Rezultat będzie miał decydujące znaczenie dla 

rozstrzygnięcia kwestii, czy życie jest czymś wyjątkowym we Wszechświecie, czy występuje 

powszechnie. Wyniki misji sond Yiking dowiodły, że życie na Marsie - jeśli w ogóle występuje 

-jest zjawiskiem rzadkim i trudnym do odnalezienia. Ziemscy paleontolodzy wiedzą doskonale, 

że polowanie na skamieniałości jest czasochłonne. Wynika to stąd, że powstanie skamieniałości 

to zdarzenie bardzo mało prawdopodobne. Wyobraźmy sobie ciąg zdarzeń, prowadzący do 

utworzenia się skamieniałości. Przede wszystkim organizm musi natychmiast po śmierci zostać 

odizolowany od otoczenia; w przeciwnym razie uległby szybko rozpadowi lub został zmieciony 

przez kolegów, mających nań apetyt. Następnie nietknięty organizm musi leżeć w ukryciu przez

miliony albo miliardy lat, po czym trafić na powierzchnię wtedy, gdy prowadzone są 

poszukiwania. (Jeśli skamieniałość znajdzie się na powierzchni znacznie wcześniej, ulegnie 

zniszczeniu przed odkryciem). Kilkadziesiąt milionów lat temu po równinach Ameryki Północnej 

wędrowały triceratopy, trochę później -ryczące bizony, a mimo to dzisiejsi turyści mają 

znikomą szansę napotkania na tych terenach skamieniałych szkieletów. Jeśli chcemy odnaleźć 

skamieniałego dinozaura albo marsjańskie stromatolity, musimy przygotować się na dalsze 

podróże. Gdybyśmy zaś chcieli wykazać, że skamieniałości nie występują, czekałyby nas 

jeszcze dłuższe podróże, ponieważ przekonywający dowód nieistnienia wymaga zbadania 

prawie całej powierzchni planety. Wypływa z tego prosty wniosek, dotyczący wymogu 

mobilności załogi na Marsie: aby zbadać Czerwoną Planetę, konieczna jest swoboda poruszania 

w skali planetarnej. Często zapomina się o tej prostej i ważnej kwestii.

198  •  CZAS MARSA

W jaki sposób pierwsi astronauci będą poruszać się po Marsie? Zasilany z baterii księżycowy 

rover, wykorzystany podczas programu Apollo, miał całkowity zasięg około 20 km, więc 

pozwalał na wycieczki w promieniu 10 km od miejsca lądowania. Dysponując równorzędnym 

środkiem transportu, załoga wyprawy na Marsa zdołałaby zbadać obszar zaledwie około 300 

km2, niezależnie od ilości czasu spędzonego na powierzchni planety, więc poznanie całej 

planety wymagałoby prawie pół miliona podobnych misji. Nawet gdyby uznano, że wystarczy 

zbadać jedynie pewną liczbę wybranych, godnych zainteresowania miejsc, ograniczenie 

swobody ruchu pojazdu stanowiłoby poważne utrudnienie i doprowadziło do istotnego wzrostu 

kosztów realizacji programu załogowych badań Marsa. Tabela 6.1 zawiera listę interesujących 

miejsc w trójkątnym obszarze Coprates, rozciągającym się wokół miejsca lądowania na 0° 

szerokości i 65° zachodniej długości areograficznej. Teren ten jest jednym z najpoważniejszych 

kandydatów na miejsce lądowania pierwszej załogowej misji na Marsa, gdyż leży blisko równika

(dlatego przez cały rok utrzymuje się stosunkowo ciepła i słoneczna pogoda), na obszarze 

obfitującym w obiekty, nadające się na cel interesującej wycieczki.

Gdyby załoga dysponowała swobodą ruchu ograniczoną do 100 km (zasięg dziesięciokrotnie 

większy niż rovera misji Apollo), odwiedzenie wszystkich wymienionych interesujących miejsc 

wymagałoby przynajmniej 12 wypraw. Rover oddalający się od bazy o 500 km umożliwiłby 

dotarcie do tych 14 miejsc podczas czterech misji, przy czym obszar dostępny owym czterem 

misjom byłby osiem razy większy od obszaru, który pozostawałby w zasięgu 12 wypraw, 

dysponujących roverem o promieniu działania 100 km.

Każda misja na Marsa będzie kosztować parę miliardów dolarów. Zastosowanie takich 

technologii, jak termiczny napęd jądrowy lub tańsze rakiety nośne, obniżyłoby koszty wyprawy.

Trzeba gorąco zachęcać do prowadzenia badań w tych kierunkach, nie wolno jednak 

zapominać, że na opracowanie i wprowadzenie każdej takiej technologii również trzeba będzie 

wydać parę miliardów dolarów, a doprowadzi to do obniżenia kosztów

ODKRYWANIE MARSA •  199

TAB. 6.1. Interesujące obiekty na powierzchni Marsa.

OBIEKT                                                    ODLEGŁOŚĆ OD BAZY (W KM)

KIERUNEK

Strona 87

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Ophir Chasma

<300

południowo-zachodni

Juventae Chasma zbocza i podłoże skalne

<300 <300

południowo-zachodni 

południowy

płaskowyż zryty kraterami

<300

wschodni

teren chaotycznie ukształtowany

<300

wschodni

zdegradowany materiał kraterowy

<300

południowy

Hebes Chasma

600

zachodni

środek Lunae Planum

650

północny

północne równiny 1 200

północno-zachodni

Kasei Yallis

1 300

północny

miejsce lądowania Yikinga 1 1 400

północno-wschodni

niecka

prehistorycznego jeziora

1 500

północno-wschodni

wypływy wulkaniczne

2000

zachodni

Pavonis Mons

2 500

zachodni

wypraw na Marsa tylko o mniej więcej połowę. Natomiast zwiększenie swobody poruszania po 

powierzchni planety może potencjalnie spowodować aż stukrotny, lub jeszcze większy, wzrost 

skuteczności i efektywności misji.

Zaczynamy rozumieć, że podczas oceny stopnia efektywności i oszczędności projektu 

załogowych badań Marsa największe znaczenie należy przypisać możliwości swobodnego 

podróżowania załogi po powierzchni planety.

Marsjańskie pojazdy

Marsjański pojazd można zbudować, wykorzystując koła, gąsienice, półgąsienice, a nawet 

zmotoryzowane nogi; wszystkie

200 •  CZAS MARSA

te rozwiązania umożliwiają jazdę po powierzchni planety. Najważniejsza kwestia to sposób 

zasilania.

Dotychczas jedynym pojazdem samochodowym w przestrzeni kosmicznej był księżycowy rover 

misji Apollo - elektryczny pojazd otwarty napędzany przez baterie. Najnowsze baterie 

lito-wo-jonowe (wykorzystywane w nowoczesnych kamerach wideo), wystarczająco 

naładowane, by zapewniać roverowi moc przez dziesięć godzin, umożliwiają produkcję około 10

W na każdy kilogram swej masy. Zastosowanie zamiast baterii ogniw paliwowych 

wodorowo-tlenowych, takich jak w promie kosmicznym, pozwala zwiększyć stosunek moc/masa

do około 50 W/kg. Poprawa jest niewątpliwa, jednak blednie w porównaniu z technologią 

znacznie lepiej znaną z zastosowań domowych.

Dla silników wewnętrznego spalania stosunek moc/masa może wynieść 1000 W/kg, czyli prawie

20 razy więcej niż dla ogniw paliwowych wodór/tlen oraz 100 razy więcej niż zestaw baterii. 

Silniki spalinowe wytwarzają znacznie więcej mocy niż jakiekolwiek inne układy, mając znacznie

mniejszą masę (z tego właśnie powodu są stosowane w większości ziemskich pojazdów); 

wynikają stąd ważne implikacje dla konstrukcji marsjańskiego pojazdu. Przy określonej masie 

systemu podtrzymywania funkcji życiowych zasięg pojazdu będzie wprost proporcjonalny do 

prędkości, która również wprost proporcjonalnie zależy od mocy silnika. Próba zastosowania 

innego systemu napędu o mocy podobnej do mocy silnika spalinowego nieodmiennie prowadzi 

do nadmiernego wzrostu masy układu. Wyobraźmy sobie rovera wyposażonego w generator 

mocy 50 kW (w przybliżeniu 65 koni mechanicznych). Silnik spalinowy musiałby mieć masę 

tylko 50 kg, podczas gdy zestaw ogniw paliwowych, dający tę samą moc, ważyłby mniej więcej 

1000 kg. W porównaniu z pojazdem napędzanym przez ogniwa paliwowe identycznej mocy 

pojazd z silnikiem spalinowym może zabrać dodatkowo 950 kg wyposażenia do badań 

naukowych i potrzebnych materiałów, zapewniając znacznie większą trwałość, możliwości i 

zasięg. Pojazd z silnikiem spalinowym ma w zasadzie nieograniczoną moc, umożliwiając 

przeprowadzanie w oddalonych od bazy punktach eksperymentów

.

ODKRYWANIE MARSA • 201

naukowych, które wymagają sporych ilości energii. Na przykład członek załogi może wybrać się 

roverem do odległego miejsca i wygenerować 50 kW na pracę urządzenia wiertniczego, 

próbując dostać się do podpowierzchniowej warstwy wody na Marsie. Prędkość transmisji 

Strona 88

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

danych z rovera również jest proporcjonalna do mocy i może być znacznie większa, co poprawi 

bezpieczeństwo załogi i zwiększy ilość transmitowanych danych naukowych. Silniki spalinowe 

mogą także zapewnić dużą moc dla potrzeb bazy głównej lub odległego miejsca budowy (gdzie 

pracują buldożery itp.). Po podsumowaniu dochodzimy do wniosku, że większa wydajność 

silników spalinowych umożliwia większą mobilność przy mniejszych rozmiarach i wadze oraz 

znacznie większych możliwościach pojazdów. Fakt ten przekłada się bezpośrednio na koszty 

marsjańskich misji. Pojazdy z silnikami spalinowymi będą niezbędne przy podejmowaniu 

jakiejkolwiek poważnej działalności na Marsie.

Jest jednak pewien szkopuł. Silniki spalinowe potrzebują bardzo dużo paliwa. Ważący tonę 

ciśnieniowy rover terenowy zużyje na przejechanie l km mniej więcej 0,5 kg dwuskładnikowej 

mieszaniny napędowej metan/tlen. Potrzeba więc 400 kg paliwa, by przedsięwziąć liczącą 800 

km wyprawę - ośmiodniową wycieczkę przy średniej prędkości około 100 km dziennie. Aby 

dobrze wykorzystać trwający 600 dni pobyt na powierzchni Marsa, należy odbyć wiele 

podobnych wypraw. Podróżowanie roverem przez 300 z 600 dni na Marsie wymaga 15 ton 

paliwa. Przywożenie z Ziemi tak ogromnego ładunku pozbawione byłoby sensu. Okazuje się, że 

korzystanie na powierzchni Marsa z pojazdów z silnikami spalinowymi zmusza do wytwarzania 

potrzebnego paliwa na Czerwonej Planecie.

Silnik spalinowy marsjańskiego pojazdu może być dowolnym współcześnie stosowanym na 

Ziemi silnikiem cyklicznym: silnikiem na wewnętrzne spalanie, silnikiem Diesla lub turbiną 

gazową. Próba spalania w silniku spalinowym czystego paliwa rakietowego, na przykład 

mieszaniny metan/tlen, skończy się rozgrzaniem do tak wysokiej temperatury, że pojazd nie 

będzie gwarantował niezawodności i długiego czasu pracy. Problem zniknie, jeśli rozcieńczymy 

mieszaninę napędową atmosferycz-

202 • CZAS MARSA

nym dwutlenkiem węgla, wciąganym przez wiatraczek. Dwutlenek węgla zachowuje się jak 

wewnętrzny bufor, obniżając temperaturę płomienia podobnie jak na Ziemi azot w powietrzu.

Stosunek energia/masa użytego paliwa ma kluczowe znaczenie dla zasięgu rovera terenowego 

napędzanego chemicznym silnikiem spalinowym. Teoretycznie nadaje się do tego każda 

dwuskładnikowa mieszanina napędowa, lecz względy logistyki transportowej każą produkować 

na Marsie z lokalnych zasobów przynajmniej większość zużywanego paliwa. Tabela 6.2 podaje 

listę potencjalnych mieszanin napędowych.

Marsjańska atmosfera w 95% składa się z dwutlenku węgla i dlatego połączenia 

wodór/dwutlenek węgla (H2/CO2) i hydra-zyna/dwutlenek węgla (N2H4/CO2) z tabeli 6.2 

działają jak silniki zasysające powietrze, podobnie jak silniki wewnętrznego spalania i silniki 

odrzutowe na Ziemi. W obu przypadkach podana wartość stosunku energia/masa równa się 

wytworzonej energii na jednostkową masę paliwa z wyłączeniem zawartego w nim dwutlenku 

węgla, który jest na Marsie dostępny bez ograniczeń i nie trzeba go wozić w pojeździe. Nie 

ulega wątpliwości, że z punktu widzenia stosunku energia/masa silnik wykorzystujący 

mieszaninę wodoru i dwutlenku węgla przewyższa wszystkie inne rozważane warianty. 

Niestety, przechowywanie wodoru stwarza poważne trudności i zastosowanie w roverze 

terenowym układu na wodór wydaje się niepraktycznym rozwiązaniem. Biorąc to pod uwagę, 

dochodzimy do wnio-

Tab. 6.2. Dwuskładnikowe materiały napędowe, nadające się do spalania w silnikach 

marsjańskich pojazdów terenowych.

DWUSKŁADNIKOWE MATERIAŁY NAPĘDOWE

GĘSTOŚĆ ENEGRII W  h/kg W  h/litr

wodór /dwu tlenek węgla

25,833

416

hydrazyna/ dwu tlenek węgla1,329

1,111

wodór/tlen

3,750

1,312

tlenek węgla/ tlen 1,816

2,144

metanol/tlen

2,129

2,093

metan/tlen

2,800

2,380

ODKRYWANIE MARSA • 203

sku, że najkorzystniejszy okazuje się wysoce wydajny dwuskładnikowy materiał napędowy 

metan/tlen. Dobrze się składa, ponieważ właśnie mieszanina metan/tlen byłaby najłatwiejsza w

produkcji na Marsie. Jednocześnie najlepiej nadaje się do wykorzystania jako materiał 

Strona 89

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

napędowy dla rakiet startujących z powierzchni Marsa. Projekt Mars Direct przewiduje użycie 

mieszaniny metan/tlen jako paliwa dla statku powrotnego (ERV), dzięki czemu instalacja 

chemiczna do lokalnej produkcji rakietowego materiału napędowego (ISPP) może jednocześnie 

wytwarzać paliwo dla roverów.

Rover będzie zatem spalać mieszaninę metan/tlen, rozcieńczoną dwutlenkiem węgla. W wyniku 

pracy silnika powstaną odpady: dwutlenek węgla i woda. Bezwartościowy dwutlenek węgla 

(który w atmosferze zawsze występuje w nadmiernych ilościach) można wydalać poprzez rurę 

wydechową. Inaczej z wodą: wyposażenie poprawnie skonstruowanego marsjań-skiego rovera 

musi zawierać układ kondensatorów, odzyskujących wodę, która powstała jako produkt 

uboczny spalania. (Nie powinno to nastręczać trudności. W latach dwudziestych naszego wieku 

postępowano w ten sposób na sterowcach amerykańskiej marynarki wojennej, wykorzystując 

wodę jako balast). Po powrocie z wycieczki roverem skondensowana woda będzie dostarczana 

do bazowej jednostki chemicznej, by po dodaniu do dwutlenku węgla posłużyć do 

zsyntetyzowania paliwa metan/tlen. Odzyskanie 90% wody pozwoli użyć tej samej partii paliwa

do rovera co najmniej dziesięciokrotnie.

A jak w roverze wygląda system podtrzymywania funkcji życiowych? Jednostka ISPP, 

wytwarzająca paliwo, może bez trudu i w nieograniczonych ilościach produkować na 

powierzchni Marsa tlen z dwutlenku węgla, stanowiącego 95% atmosfery planety. Niestety, 

łączna zawartość argonu i azotu w marsjań-skiej atmosferze wynosi zaledwie 4,3%, więc 

bardzo brakuje gazu buforowego, potrzebnego do oddychania. (Dwutlenek węgla nadaje się na 

gaz buforowy dla silnika, ale nie do oddychania; w stężeniu powyżej 1% jest dla człowieka 

trujący). W takiej sytuacji niezbędne staje się utrzymywanie w miejscach zamieszkania załogi 

atmosfery o najniższej dopuszczalnej

204 • CZAS MARSA

zawartości gazu buforowego. W przypadku modułu mieszkalnego na powierzchni Marsa 

polecam atmosferę 5 psi1 (7 części tlenu, 3 części azotu), wykorzystywaną przez astronautów 

NASA podczas długich pobytów na stacji Skylab w latach siedemdziesiątych .

Załogi Apollo funkcjonowały w odmiennej atmosferze, składającej się z tlenu 5 psi, bez żadnego

gazu buforowego. Maksymalny czas trwania wypraw roverem jest zbliżony do czasu misji 

Apollo, dlatego, moim zdaniem, w roverach hermetycznych należy używać takiej właśnie 

atmosfery. Byłoby to rozwiązanie bardzo korzystne, ponieważ niskociśnieniowy rover nie 

wymaga śluzy powietrznej, może zatem być znacznie lżejszy. Aby opuścić rover (by podjąć 

działalność poza wehikułem, czyli EVA), astro-nauci muszą przywdziać skafandry kosmiczne, 

usunąć czysto tlenową atmosferę z kabiny rovera, otworzyć właz i wyjść. Brak azotu w 

mieszaninie powietrznej pozwala rozhermetyzować ro-ver, ponadto nieobecność azotu we krwi 

astronautów chroni przed chorobą kesonową. Przy objętości rovera wynoszącej 10 m3 każde 

rozhermetyzowanie oznacza utratę 3,3 kg tlenu. Wypompowanie, przed otwarciem zaworu, 

części atmosfery do sprężonych cylindrów na tlen pozwoli jeszcze bardziej zredukować straty 

tlenu. W każdym razie straty tlenu z łatwością będą pokrywane dzięki produkcji w jednostce 

chemicznej w bazie. Niskociśnieniowy rover umożliwiłby stosowanie niskociśnienio-wych 

kombinezonów (tlen 3,8 psi, bez gazu buforowego, podobnie jak w misji Apollo) do celów EVA; 

nie jest wtedy potrzebny okres kesonowania przed opuszczeniem pojazdu i podjęciem EVA. 

Kombinezon taki byłby najlżejszy i najbardziej elastyczny, a zatem najwygodniejszy podczas 

przeprowadzania doświadczeń naukowych. (Współczesne kombinezony, używane na promie 

kosmicznym, to w istocie malutkie statki kosmiczne; są zbyt ciężkie, by wykorzystać je na 

Marsie). Tlen można uzupełnić, dlatego odpowiedni byłby kombinezon z prostym układem 

wentylacyjnym, usuwającym wydychane powietrze do środowiska zewnętrznego (podobnie jak 

akwalung). Przy okazji udałoby

1 14,7 psi = l bar; l psi = 0,07 atm = 6,9 x 103 N/m2 (przyp. red.)-

ODKRYWANIE MARSA • 205

się bardzo uprościć konstrukcję kombinezonów kosmicznych, zmniejszyć ich wagę, zwiększyć 

niezawodność, a ponadto przyczynić się do poprawy skuteczności wypraw na Marsa, gdyż 

stałoby się możliwe przeprowadzenie na powierzchni Marsa nie dziesiątek, lecz tysięcy 

spacerów powierzchniowych.

Przy prędkości oddychania mniej więcej 20 000 cm3 na minutę astronauta w niskociśnieniowym

tlenowym kombinezonie typu akwalung zużyje 1,3 kg tlenu podczas EVA trwającej 4 godziny. 

Strona 90

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Dwie EVA dwóch astronautów w ciągu jednego dnia wycieczki wymagają (wraz z dwukrotnym 

otwarciem rovera) 12 kg tlenu. W przypadku wykorzystywania rovera codziennie podczas 600 

dni pobytu na powierzchni Marsa zużycie tlenu wyniesie 7 ton. Przywiezienie tak dużej ilości 

tlenu z Ziemi byłoby nie lada obciążeniem. Produkcja 7 ton tlenu na Marsie zajmie tylko 24 dni 

w jednostce ISPP zasilanej reaktorem 60 kW.

Produkcja paliwa na Marsie

W tym miejscu rozważań powinno być już oczywiste, że nasze możliwości dotarcia na Marsa i 

zrobienia tam czegoś pożytecznego są uzależnione od technologii produkcji materiału 

napędowego z marsjańskiej atmosfery. Czy rzeczywiście jest to możliwe? Z całą pewnością tak.

Wszystkie procesy chemiczne potrzebne podczas produkcji paliwa są z powodzeniem stosowane

na dużą skalę na Ziemi od ponad 100 lat.

Pierwszy etap produkcji materiału napędowego polega na zdobyciu potrzebnych surowców. 

Wodór, stanowiący zaledwie 5% masy mieszaniny napędowej, może być przywożony z Ziemi. 

Mocna, wielowarstwowa izolacja zbiorników z wodorem podczas trwającego 6-8 miesięcy rejsu 

z Ziemi na Marsa pozwala zmniejszyć do 1% miesięczne straty, spowodowane parowaniem 

ciekłego wodoru, bez konieczności intensywnego mrożenia. Ponieważ na Marsie wodór nie 

będzie bezpośrednio wprowadzany do silnika, w zbiorniku statku można go przechowywać w 

postaci żelu (roztworu koloidalnego) z niewielką ilością metanu, co przeciwdziała przeciekom. 

Ponadto żelowanie ładunku

206 • CZAS MARSA

wodoru ogranicza konwekcję w zbiorniku, zmniejszając jeszcze bardziej straty związane z 

parowaniem (nawet o 40%).

Z surowców na Marsie trzeba jedynie uzyskać węgiel i tlen. Nie ma z tym problemu, gdyż 

właśnie te dwa pierwiastki stanowią większość marsjańskiej atmosfery - składającej się w 95% 

z dwutlenku węgla - są więc w każdym miejscu planety dostępne „za darmo". Zgodnie z 

pomiarami przeprowadzonymi w miejscu lądowania dwóch Yikingów ciśnienie atmosferyczne na

Marsie w ciągu roku waha się od 7 do 10 mbar (ciśnienie atmosferyczne na powierzchni Ziemi 

na wysokości O m n.p.m. wynosi l bar; 10 mbar, czyli milibarów, to 1% ciśnienia 

atmosferycznego na powierzchni Ziemi na wysokości O m n.p.m.). W wyżej położonym miejscu 

lądowania Yikinga l na Chryse Planitia średnie roczne ciśnienie atmosferyczne wynosi 8 mbar. 

W 1709 roku angielski fizyk, Francis Hawksbee, zademonstrował pompę zdolną pobierać gaz o 

takim ciśnieniu i sprężać do nadającego się do wykorzystania ciśnienia l bar. Współcześnie 

dostępne są znacznie lepsze pompy tego rodzaju, nie ma jednak wcale potrzeby sprężania 

dwutlenku węgla. Można użyć podłoża sorbentowego, które jak gąbka nasiąka dwutlenkiem 

węgla. Wystarczy wypełnić słój aktywnym węglem lub zeolitem i wystawić przez noc na 

działanie marsjańskiej atmosfery. Podłoże materiałowe nasiąknie dwutlenkiem węgla do 20% 

swej wagi podczas niskich nocnych temperatur (-90°C). Po nadejściu dnia ogrzanie podłoża do 

temperatury około +10°C spowoduje wydzielanie się dwutlenku węgla. Można w ten sposób 

uzyskać bardzo wysokie ciśnienia gazowego dwutlenku węgla przy niskim zużyciu energii, w 

układzie nie wykorzystującym żadnych ruchomych części. By spowodować wydzielanie się gazu,

można też wykorzystać energię cieplną odpadów, powstających w jednostce chemicznej 

podczas produkcji materiału napędowego. Wraz ze współpracownikami z Martin Marietta w 

moim firmowym laboratorium skonstruowaliśmy układ działający w ten sposób. Funkcjonował 

zupełnie dobrze.

Kontrola jakości procesu wytwarzania paliwa wymaga, by do reaktorów chemicznych nie 

dostawały się substancje o nie zna-

ODKRYWANIE MARSA • 207

nym składzie, czyli marsjański pył. Osiągamy to, zakładając na otworze wlotowym do podłoża 

filtr antypyłowy, powstrzymujący większość pyłu, a następnie sprężając marsjańskie powietrze 

do ciśnienia około 7 barów. Gazowy dwutlenek węgla sprężony do takiego ciśnienia skrapla się, 

osiągając równowagę w normalnej marsjańskiej temperaturze. (Na Ziemi ciśnienie jest zbyt 

niskie, by występował płynny dwutlenek węgla). Cząstki marsjańskiego pyłu, które zdołają 

przejść przez filtry pompy, znajdą się w powstałym po sprężaniu roztworze lub wytrącą się na 

dnie zbiornika CO2. Natomiast azot i argon, wchodzące w skład powietrza, pozostaną w stanie 

gazowym i mogą być łatwo usunięte do atmosfery albo -jeszcze lepiej - zachowywane do 

wykorzystania w systemie podtrzymywania funkcji życiowych jako gazy buforowe. Odparowanie

Strona 91

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

z pojemnika i destylacja da stuprocentowo czysty dwutlenek węgla, podczas gdy marsjański pył

pozostanie w roztworze. Od połowy XVIII wieku, gdy Benjamin Franklin wprowadził urządzenie 

do destylacji do użytku w angielskiej marynarce wojennej, procesy oczyszczenia i destylacji 

wykorzystujące wspomniane zasady były stosowane powszechnie.

Po uzyskaniu czystego dwutlenku węgla mamy pewność, że żadne nie znane marsjańskie 

substancje nie mogły dostać się do środka; proces staje się całkowicie kontrolowany i 

przewidywalny. Najważniejsze będzie odpowiednie zaprojektowanie układu kontroli jakości 

uzyskiwanego dwutlenku węgla, bo pozostałe procesy chemiczne są znane i łatwe do 

przeprowadzenia na Ziemi w warunkach naśladujących warunki marsjańskie. Niezawodność 

procesu potwierdzą testy doświadczalne. Niewiele pozostałych kluczowych elementów 

załogowej wyprawy na Marsa (silniki, hamowanie atmosferyczne, spadochrony, systemy 

podtrzymywania funkcji życiowych, techniki spotkania oraz montażu orbitalnego itd.) będzie 

można sprawdzić na Ziemi równie dokładnie. Lokalna produkcja materiałów napędowych na 

Marsie nie będzie więc słabym ogniwem marsjańskiej misji; wręcz przeciwnie, będzie jednym z 

jej największych atutów.

Czysty dwutlenek węgla można poddać gwałtownej reakcji metanizacji, zwanej też reakcją 

Sabatiera, od nazwiska chemika, który zbadał ją dokładnie w drugiej połowie XIX wieku.

208 • CZAS MARSA

Podana poniżej reakcja Sabatiera polega na uzyskaniu metanu i wody z dwutlenku węgla i 

wodoru:

CO   + 4H

CH

2H2O.

(D

Jest to reakcja egzotermiczna, tzn. prowadzi do wydzielania ciepła i zachodzi spontanicznie w 

obecności katalizatorów - niklu lub rutenu (nikiel jest tańszy, a ruten lepszy). Wartość stałej 

równowagi reakcji powoduje, że już po pierwszym cyklu bardzo często wydajność procesu sięga

99%. Reakcja Sabatiera, stosowana powszechnie od ponad 200 lat, była badana przez NASA, 

amerykańskie lotnictwo i firmy zainteresowane możliwościami jej wykorzystania w systemach 

podtrzymywania funkcji życiowych stacji kosmicznej i orbitującego laboratorium. Dla przykładu 

firma Hamilton Standard skonstruowała jednostkę, nadającą się do zastosowania na stacji 

kosmicznej i poddała ją testom, które trwały 4200 godzin.

Egzotermiczność reakcji Sabatiera oznacza, że nie trzeba dostarczać energii, by ją 

przeprowadzić. Konstrukcja reaktorów jest bardzo prosta: stalowe rury, lite i zwarte, 

zawierające złoże katalizatora. Na podstawie doświadczalnych prób, wykonanych w 

laboratorium Martin Marietta, uważam, że zestaw trzech reaktorów - każdy długości l m i z 

przekrojem o średnicy 12 cm -wystarczyłby do wyprodukowania metodą reakcji Sabatiera 

całego zapasu metanu na potrzeby projektu Mars Direct.

Uzyskiwany podczas reakcji (1) metan jest skraplany poprzez kontakt z ultrazimnym 

strumieniem wdmuchiwanego wodoru lub też (po wyczerpaniu zapasu ciekłego wodoru) w 

mechanicznej zamrażarce. (Metan przechodzi w stan ciekły w „łagodnie kriogenicznych" 

temperaturach, zbliżonych do temperatury ciekłego tlenu). Wytworzona podczas reakcji woda 

jest kondensowana i wprowadzana do pojemnika, następnie wpompowywana do ogniwa 

elektrolitycznego i poddawana dobrze znanej reakcji elektrolizy, w wyniku której rozkłada się 

na wodór i tlen:

2H2O

2H   + O

2.

(2)

ODKRYWANIE MARSA •  209

Uzyskany tlen zostaje zamrożony i można go w tej postaci przechowywać, natomiast wodór 

nadaje się do ponownego wykorzystania w reakcji (1).

Elektroliza kojarzy nam się zazwyczaj z ulubionym szkolnym doświadczeniem chemicznym. 

Mamy przed oczyma obraz ogniwa elektrolitycznego, składającego się z pyreksowych zlewek i 

szklanych probówek. W rzeczywistości nowoczesne jednostki ogniw elektrolitycznych są 

obiektami bardzo gęsto upakowanymi i mocnymi - zawierają układane kolejno na sobie 

Strona 92

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

warstwy plastiku impregnowanego elektrolitem, oddzielone metalowymi siatkami, przy czym 

warstwy są ściskane na każdym końcu przez nasadki o metalowych końcówkach, 

przyśrubowane do prętów metalowych, które biegną wzdłuż całej długości stosu. Tego typu 

elektrolizery, wykorzystujące stałe polimeryczne elektrolity (SPE, ang. 

SolidPolymerElectrolyzer), zostały nadzwyczaj starannie opracowane, z zastosowaniem 

najnowocześniejszej techniki, do użytku na łodziach podwodnych z napędem jądrowym; 

dotychczas przepracowały ponad siedem milionów ogni-wogodzin. Przeprowadzone próby 

obejmowały narażanie elektro-lizerów na działanie bomb głębinowych i przeciążeń rzędu 200 g.

Prototypy lekkich jednostek elektrolitycznych do użycia na stacji kosmicznej powstały w firmach

Hamilton Standard oraz Life Sciences. Obie instalacje są wystarczające dla potrzeb misji 

przywiezienia na Ziemię próbek z Marsa z zastosowaniem ISPP. Jednostki dostarczone 

brytyjskiej marynarce wojennej przez Hamilton Standard mają odpowiednią wydajność, by 

produkować na Czerwonej Planecie paliwo potrzebne do powrotu na Ziemię załogowej misji 

marsjańskiej. Instalacje pracowały bez wykonywania żadnych zabiegów konserwacyjnych przez

blisko 28 000 godzin, a więc okres czterokrotnie dłuższy od czasu eksploatacji, wymaganego 

przez projekt Mars Direct. Wanny elektrolityczne SPE na łodziach podwodnych są specjalnie 

bardzo ciężkie, gdyż spełniają jednocześnie rolę balastu. Dla potrzeb wypraw kosmicznych 

można bez trudu skonstruować znacznie lżejsze elektrolizery SPE.

Cykliczne wykorzystanie w reakcjach (1) i (2) całości ładunku ziemskiego wodoru do produkcji 

paliwa oznaczałoby prze-

210 • CZAS MARSA

kształcenie l kg wodoru przywiezionego na Marsa w 12 kg dwuskładnikowej mieszaniny 

napędowej metan/tlen o stosunku mas tlenu do metanu wynoszącym 2:1. Spalana w tej 

proporcji mieszanina dałaby impuls właściwy (Isp) sięgający 340 s. Rezultat zupełnie 

zadowalający, gdyby nie to, że optymalny stosunek mas tlenu do metanu w mieszaninie, 

zapewniający najkorzystniejsze spalanie, wynosi 3,5:1 i daje Isp równy 380 s oraz proporcję 

masy ziemskiego wodoru do masy dwuskładnikowego materiału napędowego w pobliżu 18:1. 

Projekt załogowej wyprawy według planu Mars Direct wymaga zapewnienia tych parametrów.

Konieczne staje się znalezienie dodatkowej ilości tlenu ponad uzyskaną dzięki reakcjom (1) i 

(2). Jedna z możliwości to bezpośrednia redukcja dwutlenku węgla:

2CO2 -» 2CO + O2.

(3)

Reakcja ta będzie zachodzić po podgrzaniu dwutlenku węgla do temperatury około 1100°C, w 

której gaz częściowo się rozkłada, uwalniając tlen. Powstający swobodny tlen można oddzielić 

od pozostałych gazów, stosując elektromechaniczne pompowanie poprzez ceramiczną, 

wykonaną z tlenku cyrkonu membranę pod napięciem. W latach siedemdziesiątych dr Robert 

Ash z JPL wysunął propozycję wykorzystania tej reakcji do produkcji tlenu na Marsie. Od 

tamtego czasu pomysł jest sprawdzany przez Asha (obecnie pracującego w Old Dominium 

University) oraz Kumara Ramohalliego i K. R. Sridhara (z Uniwersytetu Stanu Arizona). Zalety 

reakcji to zupełne uniezależnienie od innych procesów chemicznych oraz perspektywa produkcji

nieograniczonych zapasów tlenu bez żadnych dodatkowych materiałów. Minusem jest łamliwość

oraz niska wydajność rurek wykonanych z tlenku cyrkonu; z tych względów dla potrzeb 

załogowej wyprawy Mars Direct konieczne byłoby zastosowanie bardzo dużej ich ilości. 

Ponadto, w porównaniu z elektrolizą wody reakcja wymagałaby pięciokrotnie więcej energii na 

jednostkę masy wyprodukowanego tlenu. Naukowcy z Uniwersytetu Stanu Arizona donosili 

niedawno

ODKRYWANIE MARSA • 211

o uzyskaniu wyższej wydajności; słowem, proces wydaje się obiecujący, lecz wciąż pozostaje 

na etapie eksperymentalnym. Dobrze znana (inżynierom chemikom) reakcja przemiany 

woda-gaz2, przeprowadzona w odwrotnym kierunku, byłaby alternatywą zapożyczoną z 

przemysłowych technologii chemicznych ery oświetlenia gazowego. Proces polegałby na 

wprowadzeniu do trzeciej komory części wodoru, wytwarzanego w jednostce elektrolitycznej, 

by ponownie go użyć - poprzez reakcję wodoru z dwutlenkiem węgla w obecności katalizatora 

żelazowo-chromowego - do produkcji tlenku węgla i wody:

CO   + H

CO + H2O.

Strona 93

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

(4)

Reakcja ta jest w niewielkim stopniu endotermiczna, będzie jednak bez problemów zachodzić w

temperaturach reakcji Sa-batiera, czyli powyżej 400°C. Cykliczne prowadzenie reakcji (4) wraz 

z reakcjami (1) i (2) pozwoli otrzymać pożądany stosunek zawartości tlenu i metanu w 

mieszaninie, przy wykorzystaniu do reakcji (4) wyłącznie energii cieplnej, wydzielającej się 

podczas reakcji Sabatiera. Reakcję (4) można przeprowadzać w pojedynczej stalowej rurze, 

więc konstrukcja reaktora będzie dość wytrzymała. Niekorzystnym aspektem reakcji (4) jest to,

że w tym zakresie temperatur stała równowagi wynosi zaledwie 0,1, co oznacza, iż by zapewnić

jej przebieg, musi nieprzerwanie pracować (w ciągu reakcji) kondensator usuwający wodę. 

(Woda jest jednym z produktów reakcji (4), więc dopóki będzie stale odprowadzana, reakcja, 

która zmierza do osiągnięcia odpowiedniego, równowagowego stężenia wody w reaktorze, 

będzie nadal zachodziła). Wymóg ten można spełnić i z punktu widzenia inżynierii chemicznej 

nie wiąże się to z żadnym poważniejszym problemem. Opracowano jednak również kilka innych

schematów, co najmniej równie obiecujących. Jedna

2 Mowa tu o procesie tworzenia tzw. gazu wodnego, na który składają się

produkty następujących reakcji:

C + H2O   "°°^ CO + H2

CO + H2O -ka^ CO2 + H2    (przyp. red.).

212  •  CZAS MARSA

z najelegantszych propozycji polega na prowadzeniu obu reakcji (1) i (4) w jednym reaktorze:

3CO   + 6H

CH   + 2CO

4H2O.

(5)

Reakcja ta jest w niewielkim stopniu endotermiczna; przeprowadzana w cyklu wraz z reakcją 

(2) doprowadzi do osiągnięcia proporcji tlenu do metanu równej 4:1, a także optymalnej, 

wynoszącej 18:1, proporcji masy wodoru do masy paliwa. Ponadto, produkuje sporą dodatkową

ilość tlenu - niezłe zabezpieczenie działania systemu podtrzymywania funkcji życiowych - a 

także pozwala uratować pewną ilość tlenku węgla, nadającego się do stosowania w rozmaitych 

urządzeniach z silnikami spalinowymi i w ogniwach paliwowych. Uwzględnienie całego 

wytworzonego tlenku węgla i tlenu daje ogólny uzysk materiału napędowego w wysokości 34: l!

Kolejna metoda uzyskania dodatkowych ilości tlenu polega po prostu na wzięciu części metanu, 

powstałego w reakcji (1), i poddaniu pirolizie do węgla i wodoru:

CH

C + 2H2.

(6)

Wytworzony w ten sposób wodór zostanie ponownie wykorzystany w reakcji (1) do ataku na 

kolejne partie marsjańskie-go dwutlenku węgla. W komorze służącej do prowadzenia reakcji (6)

powstałby dość szybko grafitowy osad. (Reakcja ta jest najpowszechniej stosowaną 

przemysłową metodą otrzymywania pirolitycznego grafitu). Dopływ metanu do reaktora 

zostanie w tym momencie odcięty, a reaktor będzie wypełniony gorącym gazowym 

dwutlenkiem węgla, wchodzącym z grafitem w reakcję, która prowadzi do powstania CO 

(komora jest następnie oczyszczana z tlenku węgla przez wentylację):

CO2 + C -> 2CO.

(7)

Pomysł zastosowania dwóch komór - jednej służącej do pirolizy, podczas gdy oczyszczana jest 

druga komora jako naj-

ODKRYWANIE MARSA • 213

prostszej metody uzyskania dodatkowych ilości tlenu przedstawił mi Jim McElroy, pracujący z 

zespołem naukowców w Hamilton Standard.

Często się zdarza, że pomimo niezmiernej prostoty napisanego na kartce papieru ciągu 

chemicznych równań, wyrażających proces syntezy, trudne w praktyce okazuje się zbudowanie 

odpowiedniej, działającej instalacji. Jednak nie w tym przypadku. Wiem, bo kierowałem 

programem budowy od podstaw marsjań-skiej jednostki ISPP. Jesienią 1993 roku David Kapłan

i David Weaver, reprezentujący Centrum Kosmiczne im. Johnsona (JSC), przyszli do mnie i 

zapytali, czy firma Martin Marietta mogłaby zaprezentować działający model systemu ISPP, 

Strona 94

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

który wielokrotnie propagowałem w artykułach i podczas wykładów. Haczyk polegał na tym, że 

na wsparcie finansowe projektu NASA była skłonna przeznaczyć zaledwie 47 000 dolarów, 

kwotę bardzo skromną jak na przygotowanie nowej technologii kosmicznej, zwłaszcza że prace 

miałyby się zakończyć w styczniu 1994 roku. W sumie całkiem poważne wyzwanie, gdyż za 47 

000 dolarów w Martin Marietta można kupić raport zawierający parę tuzinów diagramów. Byłem

mimo to przekonany, że, skoro wykorzystywana technologia jest bardzo prosta, uda się 

wykonać prototyp instalacji bez względu na ograniczenia budżetowe i naglący termin. Po serii 

dyskusji z zarządem Martin Marietta wyzwanie zostało podjęte. W październiku 1993 roku firma

zawarła kontrakt na wykonanie prac; David Kapłan był menedżerem projektu z ramienia JSC, 

Steve Price - menedżerem projektu z ramienia Martin Marietta, natomiast ja zostałem 

kierownikiem naukowym i głównym inżynierem w zespole projektowym.

Układ zaprojektowaliśmy w październiku, większość listopada czekaliśmy, aż zamówione części 

nadejdą pocztą. Pod koniec listopada dysponowaliśmy wszystkimi potrzebnymi częściami, więc 

pełną parą przystąpiliśmy do budowy instalacji, spełniającej wymogi misji przywiezienia próbek 

gruntu z Marsa.

Startując od zera zbudowaliśmy reaktor Sabatiera - metalową rurę długości 36 cm i o średnicy 

5 cm, którą wypełniliśmy katalizatorem rutenowym, dostarczonym przez firmę sprzedającą 

odczynniki chemiczne. (Później okazało się, że objętość reaktora

214  • CZAS MARSA

przerasta nasze potrzeby, ale naglący termin nie pozwalał na zmianę projektu). Z instalacji 

dostarczającej wodór w laboratorium Packard Instrument wydarliśmy elektrolizer o wysokości 

25 cm i ważący tylko 3 kg. Wokół reaktora Sabatiera umieściliśmy grzejniki chromonikielinowe, 

służące do uzyskania wymaganej temperatury (gdy to już nastąpi, ciepło wydzielające się 

podczas reakcji utrzymuje wystarczająco wysoką temperaturę bez konieczności używania 

energii elektrycznej). Zbudowaliśmy układ kondensacyjny, zapewniający separację 

wytworzonego metanu i wody. Wszystkie podzespoły zostały połączone w jeden sysytem; w 

strategicznych punktach umieściliśmy czujniki ciśnienia i temperatury oraz liczniki 

przepływającego gazu i podłączyliśmy do komputera w celu obserwacji i kontroli pracy układu. 

Pod koniec drugiego tygodnia grudnia urządzenie było złożone i gotowe do pracy (wkładka, 

plansza 16).

Po raz pierwszy uruchomiliśmy układ 15 grudnia, ograniczając się jedynie do reakcji Sabatiera. 

Pod koniec drugiej godziny pracy poziom wody w naczyniu kondensatora wyraźnie wzrósł, 

dowodząc poprawnego funkcjonowania układu. Późniejsza analiza laboratoryjna gazu 

wyciekającego z reaktora Sabatiera pozwoliła stwierdzić, że wydajność reakcji zamiany wodoru 

i dwutlenku węgla na metan i wodę wynosiła 68%. W ciągu kolejnych dni wprowadzaliśmy 

modyfikacje, mające poprawić sprawność układu. 22 grudnia osiągnęliśmy wydajność 85%, z 

wodorem pochodzącym z elektrolizera. 5 stycznia po raz pierwszy uruchomiliśmy wszystkie 

zintegrowane funkcje układu i uzyskaliśmy wydajność 92%. W końcu 6 stycznia 1994 roku 

kompletny układ pracował w trybie zintegrowanym przez cały dzień, osiągając wydajność 

procesu konwersji wynoszącą 94%.

Pomyślnie przeprowadzona próba układu z 6 stycznia oznaczała osiągnięcie wszystkich 

stawianych celów, przy czym pozostało jeszcze dość pieniędzy, by napisać sprawozdanie3.

3 R. Zubrin, S. Price, L. Mason i L. Clark: Report on the Constructton and Opera-tion of a Mars 

In-Situ Propellant Productwn Plant, AAIA-94-2844, 30th AAIA Jo-int Propulsion Conference, 

Indianapolis, Indiana, czerwiec 1994. Sprawozdanie przedrukowano w „Journal of the British 

Interplanetary Society", sierpień 1995.

ODKRYWANIE MARSA • 215

Od tamtego czasu niewielkie sumy pochodzące z JSC oraz, w drugiej kolejności, z JPL pozwoliły 

na dopracowywanie i ulepszanie układu. Dodaliśmy podłoża sorbentowe, umożliwiające 

czerpanie dwutlenku węgla z atmosferycznych zasobów Marsa przy lokalnej marsjańskiej 

wartości ciśnienia. Wydajność reaktora Sabatiera podnieśliśmy do 96%, zmniejszając 

jednocześnie dziesięciokrotnie jego rozmiary. Wprowadziliśmy ważącą 2 kg zamrażarkę 

Stirlinga do skraplania całego wytworzonego tlenu i przechowywania w kriogenicznym termosie,

a także automatyczne systemy kontrolne, pozwalające na pracę układu przez 10 dni bez 

interwencji ze strony operatora. Instalacja, zaprojektowana do wyprodukowania 400 kg paliwa 

dla potrzeb misji przywiezienia próbek z Marsa, waży w przybliżeniu 20 kg, a zużycie energii 

Strona 95

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

wynosi poniżej 300 watów.4 Prowadzone badania świadczą o tym, że instalacja o większych 

rozmiarach, odpowiadających potrzebom projektu Mars Direct, osiągnie większą wydajność na 

jednostkę masy własnej, gdyż masa elementów obciążających, na przykład liczników 

przepływającego gazu i czujników ciśnieniowych, będzie wówczas odgrywać znikomą rolę.

Potrafimy na Marsie produkować paliwo rakietowe i tlen.

Kontakt z bazą

Marsjańskie pojazdy terenowe z silnikami spalinowymi pozwolą odkrywcom Czerwonej Planety 

podróżować do jej odległych zakątków. W jaki sposób będą wtedy utrzymywać kontakt z bazą? 

Średnica Marsa wynosi niewiele więcej niż połowa średnicy Ziemi, zatem horyzont znajduje się 

odpowiednio bliżej. Gdyby na Marsie występowały obszary tak płaskie jak amerykański stan 

Kansas, horyzont znajdowałby się już w odległości 4 km - a przecież Mars zdecydowanie nie 

przypomina

4 R. Zubrin, S. Price, L. Mason i L. Clark: Ań End to End Demonstration of Mars In-Situ 

Propellant Production, AAIA-95-2798, 31th AAIA Joint Propulsion Confe-rence, San Diego, 

Kalifornia, 10-12 lipca 1995.

216 • CZAS MARSA

Kansas. Wybierając się dokądkolwiek, wycieczka znajdzie się poza horyzontem bazy. 

Okoliczność ta wyklucza transmisje radiowe po torze optycznym. W jaki sposób astronauci będą

łączyć się z bazą?

Można umieścić na orbicie okołomarsjańskiej, na wysokości 17 065 km nad równikiem planety, 

stacjonarnego satelitę komunikacyjnego. Na tej wysokości satelita będzie poruszać się z 

prędkością 1,45 km/s, a okrążenie Marsa zajmie mu 24,6 godziny. Tyle wynosi marsjańska 

doba, więc taki satelita, obserwowany z powierzchni Czerwonej Planety, będzie się wydawać 

nieruchomy. Satelita „areostacjonarny" jest dokładnym odpowiednikiem satelitów 

geostacjonarnych, które obecnie są wykorzystywane do budowy ziemskiego systemu 

komunikacji. Gdyby załogowa wyprawa wylądowała na równiku Marsa, satelita wisiałby dzień i 

noc dokładnie nad głowami astronautów i umożliwiał komunikowanie się z bazy z kimkolwiek i 

czymkolwiek w promieniu 5000 km, a więc na połowie obszaru planety.

Niestety, satelity komunikacyjne są kosztowne oraz, co ważniejsze, zawodne. Co by się stało, 

gdyby satelita zamilkł w czasie wycieczki na obszary oddalone od bazy o 400 km?

Opcja awaryjna przewiduje użycie amatorskich radiostacji nadawczo-odbiorczych. Mars ma 

jonosferę - odległą, zewnętrzną warstwę atmosfery, składającą się z naładowanych cząstek. 

Jonosfera odbija fale radiowe, a więc umożliwia na Marsie globalną komunikację radiową w 

zakresie krótkich fal radiowych, podobnie jak na Ziemi. Pomiary, wykonane przez Marinera 9 

oraz ładowniki i orbitery Yikingów, dostarczyły wielu danych na temat marsjańskiej jonosfery. 

Rozciąga się w górę począwszy od wysokości około 120 km; w 90% składa się z jonów O2+, a 

w 10% z jonów CO2+ oraz identycznej liczby swobodnych elektronów, powstałych wskutek 

fotojonizacji. Podczas dnia maksymalna gęstość elektronów, wynosząca 200 000/cm3, 

utrzymuje się na wysokości mniej więcej 135 km. Nocą gęstość elektronów spada do 

minimalnej wartości 5000/cm3, osiąganej na wysokości około 120 km. Podane wartości są 

mniej więcej 25 razy mniejsze od gęstości elektronów w ziemskiej jono-

ODKRYWANIE MARSA • 217

sferze. Ponieważ jednak najwyższa częstość fal radiowych, nadających się do komunikacji, 

maleje proporcjonalnie do pierwiastka kwadratowego gęstości elektronów, na Marsie jest tylko 

5 razy niższa od częstości fal radiowych dostępnej na Ziemi. Radioamatorzy mogą 

porozumiewać się na Ziemi na częstości aż 20 'MHz, natomiast na Marsie astronauci będą 

zmuszeni ograniczyć się do częstości 4 MHz w ciągu dnia i 700 kHz nocą. Nocna częstość jest 

za niska do przekazywania obrazów lub innych danych, wymagających wysokich prędkości 

transmisji, lecz nadaje się do celów telemetrii technicznej oraz przekazywania głosu. Na Ziemi 

ta właśnie częstość radiowa (zakres fal długich z modulacją amplitudową) cieszy się 

szczególnym upodobaniem komercyjnych stacji, nadających muzykę pop i rozmowy na antenie.

Wprawdzie używanie niższych częstości wiąże się z pewnymi niewygodami (wyższe częstości 

pozwalają na szybszą transmisję danych), z nawiązką równoważy to sprzyjająca okoliczność: 

marsjańska jonosfera jest znacznie mniej zanieczyszczona szumem radiowym. Na Ziemi 

nadawanie na krótkich falach radiowych wymaga większej mocy z powodu obecności w eterze 

szumu radiowego, powodowanego przez odległe wyładowania atmosferyczne i radioamatorów, 

Strona 96

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

nadajniki wojskowe i popularne stacje muzyczne. Na Marsie te wszystkie problemy znikają.

Amatorskie urządzenia radiowe kojarzą się z ciężkim, nieporęcznym sprzętem, który nie nadaje

się do pełnienia roli przenośnego środka komunikacji. W ziemskich warunkach zostały jednak 

opracowane - dla celów wojskowych - zaawansowane technologicznie systemy przenośnej 

komunikacji radiowej na falach krótkich; z pewnością można je wykorzystać podczas 

odkrywania Marsa. Do takich rozwiązań należy zaawansowany miniaturowy system pracujący 

na wysokich częstościach (AMHFS, ang. Aduanced Miniaturę High Freąuency System), produkt 

firmy Defense Systems Inc.; jest to system nadawczo--odbiorczy, wyposażony w jednostki o 

objętości 0,7 dm3 i masie 0,8 kg - a więc wystarczająco małe, by można było się nimi posłużyć 

nie tylko w roverach, lecz także poza pojazdem. Doświadczenie zdobyte w ziemskich 

warunkach pozwala stwier-

218 • CZAS MARSA

dzić, że na oświetlonej Słońcem półkuli Marsa system mógłby przekazywać dane z szybkością 

2,4 kb/s, będąc zasilanym energią słoneczną o mocy IOW lub energią elektryczną o mocy 30 

W. Szybkość 2,4 kb/s pozwala na transmisję technicznych danych telemetrycznych, poczty 

elektronicznej, przekazywanie głosu w czasie realnym (niska jakość) oraz pakietową transmisję

głosu z wysoką jakością. Transmisja głosu w czasie rzeczywistym i z wysoką jakością (znana 

nam z ziemskich telefonów) wymagałaby dwudziestokrotnie szybszej transmisji danych i 

zasilania mocą 600 W - z łatwością generowaną przez rovera. Zapotrzebowanie na moc może 

okazać się znacznie mniejsze, jeśli marsjańska atmosfera jest naprawdę tak spokojna, jak 

przewiduje teoria.

System AMHFS wykorzystuje technikę adaptacyjnego sondowania, polegającą na 

automatycznym przeszukiwaniu widma częstości i odnajdowaniu najwyższej częstości nadającej

się do użytku w czasie rzeczywistym; następnie jednostki wymieniają „uścisk dłoni" - 

potwierdzenie nawiązania łączności i poprawnego przesłania danych. Nawet jeśli podczas 

transmisji warunki jonosferyczne są nieprzewidywalne lub zmienne, system AMHFS potrafi się 

przystosować, znajdując i wykorzystując najlepszy dostępny kanał radiowy. Elektroniczne 

układy AMHFS kompensują niedostatki rozmiarów anteny dla długości fali wybranej do 

nawiązania łączności. Dzięki temu ta sama sześciometrowa antena prętowa nadaje się do 

przesyłania danych z częstością 0,5 MHz i 5 MHz. Stosowane anteny są bardzo lekkie, mają 

kształt sprężyny śrubowej, łatwo się składającej.

Wykorzystanie krótkich fal radiowych do utrzymywania łączności przyniesie dodatkową korzyść.

Identyczny system będzie stosowany do głębokiej, radarowej penetracji gruntu. Sygnał radiowy

o częstości 3 MHz ma długość fali równą 100 m. W suchym środowisku takie skierowane w dół 

sygnały mogą spenetrować marsjański grunt na głębokości około 10 długości fali, czyli l km. 

Wielu wybitnych geologów, zajmujących się Marsem, uważa, że na planecie mogą występować 

zwierciadła ciekłej wody na głębokości 500-1000 m pod powierzchnią pla-

ODKRYWANIE MARSA • 219

nety. Nawet jeśli nie wszędzie, to niemal na pewno w niektórych miejscach energia 

geotermiczna powoduje topnienie kieszonek podpowierzchniowego lodu i powstawanie 

gorących zbiorników podpowierzchniowych. (Geologicznie Mars jest wciąż żywy. Ocenia się, że 

ogromne wulkany na kontynencie Tharsis mają niespełna 200 milionów lat. Z punktu widzenia 

4,5 miliarda lat historii Czerwonej Planety to tak jakby wybuchały jeszcze wczoraj). Astronauci 

podróżujący roverem i korzystający z krótkofalówek będą mogli wysyłać impulsy radarowe w 

głąb ziemi. Podpowierzchniowe zwierciadło wodne ma znacznie wyższą przewodność właściwą 

niż otaczająca je sucha gleba czy lód, dlatego jeśli znajduje się na głębokości do l km, 

spowoduje silne odbicie sygnału radiowego z powrotem do odbiornika w roverze, natomiast 

czas od wysłania sygnału do powrotu pozwoli załodze określić głębokość poziomu ciekłej wody. 

Po odkryciu geotermicznie podgrzewanego basenu wodnego płytko pod powierzchnią planety 

astronauci będą mogli przystąpić do wierceń. W końcu woda jest konieczna do życia.

Nawigacja na Marsie

Badacze Marsa muszą też opanować marsjańską nawigację. Dla poruszających się w terenie 

astronautów - choć zostaną wyposażeni w dobre mapy Czerwonego Globu, opracowane na 

podstawie obrazów powierzchni planety, przekazanych z orbity okołomarsjańskiej przez sondy -

najpoważniejszym problemem będzie określenie położenia rovera. Umiejętność ta, przydatna 

do dokumentacji i lokalizacji punktów, interesujących z naukowego punktu widzenia, ma przede

Strona 97

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

wszystkim kluczowe znaczenie w kwestii przeżycia. Zgubienie się na marsjańskich pustkowiach 

- podobnie jak na północnoafrykańskiej pustyni podczas II wojny światowej - może dla załogi 

rovera oznaczać śmierć. Radiolatarnia w bazie będzie wskazywała drogę powrotną 

podróżującym astronautom, lecz, niestety, jej zasięg ograniczy horyzont bazy (o promieniu 40 

km). Astronauci, wy-

220  • CZAS MARSA

ruszający na dalszą wyprawę, mogliby wprawdzie ustawić drugą radiolatarnię na szczycie 

wzgórza w pobliżu horyzontu bazy, następną po przebyciu kolejnych 40 km i tak dalej. Opisana

technika oznakowania drogi powrotnej do bazy wprowadza jednak istotne ograniczenia, a 

ponadto - podobnie jak w opowieści o szlaku znaczonym okruchami chleba, które zostały 

zjedzone przez ptaki - awaria którejkolwiek radiolatarni może mieć katastrofalne skutki. Z 

jakich innych metod nawigacji skorzystają załogi roverów?

Pierwsza rzecz, jaka przychodzi do głowy inżynierowi pracującemu w przemyśle lotniczym i 

kosmicznym, to wykorzystanie satelitów nawigacyjnych. W każdej chwili znana jest szerokość 

areograficzna satelity, który krąży po niskiej orbicie biegunowej5. Umieszczenie radiolatarni na 

satelicie (wystrzelona w 1996 roku sonda Mars Global Surueyor jest wyposażona w 

radiolatarnię) pozwoli załodze rovera usłyszeć sygnał z satelity i określić własną szerokość 

areograficzna przez porównanie momentu najmniejszego oddalenia radiolatarni z tabelami 

ruchu satelity, przechowywanymi w pamięci systemu komputerowego rovera. Ponadto tempo 

zbliżania się satelity do rovera będzie znacznie szybsze, gdy pojazd będzie znajdował się w 

miejscu, nad którym przebiega orbita satelity, a wolniejsze -gdy znajdzie się daleko od takiego 

miejsca. Pomiar przesunięcia dopplerowskiego, spowodowanego zbliżaniem się i oddalaniem 

radiolatarni, dostarczy danych potrzebnych do obliczenia odległości na wschód lub zachód od 

linii rzutu orbity satelity na powierzchnię Marsa, dokładnie wskazującej kierunek 

pół-noc-południe. Długość areograficzna astronauci wyznaczą, porównując obliczenia z 

komputerowym zapisem wartości długości areograficznej satelity w funkcji czasu.

Te nowoczesne techniki są wystarczająco dokładne. W warunkach ziemskich identyczną metodę

zastosowano w systemie łączności satelitarnej Argos, śledzącym ruchy jastrzębi i łosi z 

dokładnością do l km (tyle że to łosie i jastrzębie nosiły radiolatarnię, a satelita był odbiorcą i 

przeprowadzał potrzeb-

5 Orbita przebiegająca nad biegunami planety (przyp. red.).

ODKRYWANIE MARSA • 221

ne obliczenia). Mimo to trzeba rozwiązać pewne problemy. Satelita krąży po mniej więcej 

dwugodzinnej orbicie, podczas gdy w dole obraca się Mars. Obserwator na powierzchni planety 

natknie się na satelitę tylko dwukrotnie w ciągu doby: raz w ciągu dnia i drugi raz nocą, co 

oznacza, że jeden satelita pozwala wprowadzić korekty położenia zaledwie raz na 12 godzin. 

Sytuacja ulegnie poprawie po umieszczeniu na około-marsjańskich orbitach biegunowych 

kolejnych sztucznych satelitów, ale będzie się to wiązało z naprawdę dużymi wydatkami. A co 

się stanie w przypadku awarii radiolatarni satelitarnej, roverowego odbiornika lub systemu 

komputerowego? Czy istnieją zastępcze, nieskomplikowane technicznie metody określania 

położenia?

Na Ziemi podstawowym przyrządem nawigacyjnym, wykorzystywanym przez marynarzy, był 

przez długi czas kompas magnetyczny. Urządzenie to jest, niestety, bezużyteczne na Marsie, 

gdyż nie ma on prawie w ogóle pola magnetycznego. A jednak na Czerwonej Planecie można 

stosować pewne starożytne ziemskie metody astronawigacji, i to^ z lepszym skutkiem niż na 

Ziemi.

Każdy, kto kiedykolwiek starał się określić położenie na naszej planecie wie, że ustalenie 

szerokości geograficznej jest proste, natomiast trudności sprawia wyznaczenie długości 

geograficznej. Do określenia szerokości geograficznej wystarczy sekstans, którym mierzy się 

kąt między biegunem niebieskim a horyzontem: ów kąt jest szukaną szerokością geograficzną. 

Pomiar jest szczególnie łatwy na półkuli północnej, ponieważ biegun niebieski z dokładnością do

1° pokrywa się z położeniem Gwiazdy Polarnej. Wskazuje ona również kierunek północny 

dokładniej niż jakikolwiek kompas. Czy na Marsie znajdzie się jakaś dobrze widoczna gwiazda, 

odpowiednik ziemskiej Gwiazdy Polarnej? Nie, lecz północny biegun niebieski Marsa - o 

rektascensji 21,28h i deklinacji północnej 52,89° - wyjątkowo łatwo odnaleźć, gdyż leży prawie 

dokładnie w połowie pomiędzy dwoma jasnymi gwiazdami: Denebem i a Cephei (Cefeusza). 

Strona 98

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Dysponując sekstansem, będzie można podczas pogodnych nocy (które na pustynnym Marsie 

zdarzają

222  • CZAS MARSA

się znacznie częściej niż na Ziemi) z łatwością wyznaczyć szerokość areograficzną.

A co z długością areograficzną? Mając dokładny zegarek, ustawiony na standardowy czas, na 

przykład średni czas Greenwich (GMT), możemy wyznaczyć ziemską długość geograficzną, 

określając godzinę wschodu Słońca i porównując ją z tabelami, które podają godzinę wschodu 

Słońca dla danego dnia i południka (w przypadku Greenwich - południka zerowego, czyli dla 0° 

długości geograficznej) na określonej szerokości geograficznej. Jeśli na przykład wiemy, że 21 

marca na naszej szerokości geograficznej Słońce wzejdzie o szóstej rano na południku 

zerowym, a obserwujemy wschód Słońca o siódmej rano (na zegarku wskazującym czas GMT), 

stwierdzamy, iż znajdujemy się na 15° zachodniej długości geograficznej (ponieważ Ziemia 

obraca się z prędkością 360° na dobę, czyli 15° na godzinę).

Opisana metoda zupełnie dobrze sprawdza się na Ziemi, a na Marsie będzie działać jeszcze 

lepiej, gdyż na marsjańskim nieboskłonie poza Słońcem znajdują się dwa inne ciała niebieskie, 

które mogą pomóc określić długość areograficzną: Fobos i Dejmos, szybko poruszające się, 

niewielkie księżyce, przypominające planetoidy. Fobos krąży bliżej Marsa niż Dejmos; 

obserwowany z powierzchni planety ma jasność -10m (-10 wielkości gwiazdowych), czyli świeci

mniej więcej 300 razy silniej niż Wenus na ziemskim nieboskłonie w okresie najlepszej 

widoczności; natomiast jasność Dejmosa wynosi -7m, co odpowiada blaskowi około 20 razy 

silniejszemu niż jasność Wenus, oglądanej z Ziemi. Oba księżyce powinny być widoczne z 

powierzchni Marsa zarówno nocą, jak i w dzień, chyba że akurat trwa burza pyłowa. I Fobos, i 

Dejmos krążą po prawie dokładnie równikowych orbitach, zatem by wyznaczyć szerokość 

areograficzną, wystarczy zmierzyć kątową odległość księżyców od zenitu, gdy znajdują się 

najwyżej na niebie; metodę tę można stosować nawet w środku dnia. Okres obiegu Fobosa 

dookoła Marsa wynosi 7 godzin i 39 minut, Dejmosa zaś - 30 godzin i 18 minut. Obecność na 

niebie Słońca, Fobosa i Dejmosa pozwoli marsjańskiemu nawigatorowi obserwować liczne

ODKRYWANIE MARSA • 223

wschody i zachody ciał niebieskich, pomiędzy którymi można wybrać zjawiska szczególnie 

nadające się do określania długości areograficznej metodą pomiaru czasu wschodu i 

porównania z tabelami. Wykorzystując wiedzę matematyczną (zupełnie elementarną dla 

wyszkolonego nawigatora), obserwator na powierzchni Marsa - wyposażony w sekstans, 

zegarek i tabele wschodów ciał niebieskich - będzie mógł jednocześnie wyznaczyć zajmowaną 

długość i szerokość areograficzną, gdy tylko na nieboskłonie będą widoczne dowolne dwa 

spośród trzech ciał niebieskich: Słońca, Fobosa i Dejmosa.

Wspomnijmy przy okazji, że na Ziemi milę morską (czyli 1,82 km) definiujemy jako odległość 

równą l minucie (tzn. 1/60 stopnia) długości geograficznej. Identyczna definicja mili morskiej 

na Marsie (l minuta długości areograficznej) daje wartość prawie równą l km (dokładnie: 983 

m), a zatem na Czerwonej Planecie w końcu będą się mogli pogodzić przywykli do mil 

nawigatorzy i zagorzali zwolennicy układu metrycznego.

Metody pomiaru czasu na Marsie

Literatura marsjańska obfituje w dyskusje dotyczące systemów pomiaru czasu na Marsie. Po 

rozważeniu kwestii określania położenia na powierzchni planety nadeszła pora zająć się sprawą 

czasu.

Wiemy już, że marsjańska doba liczy 24 godziny i 39,6 minuty (czasu ziemskiego). 

Proponowane dotychczas metody pomiaru czasu zwykle utrzymywały ziemski rozkład dnia i 

ziemską długość godziny, dodając zaraz po północy dodatkową niepełną godzinę.6 

Alternatywne podejście sugeruje wprowadzenie całkowicie nowatorskich zegarów, mierzących 

czas w zupełnie nowych jednostkach dziesiętnych.7

6 B. Clark: A Day in the Life of Mars Base l, „Journal of British Interplanetary Society", listopad 

1990.

7 B. Mackenzie: Metric Time for Mars, AAS 87-269. [W:] C. Stoker (red.): The Ca-se for Mars 

III, t. 75, Science and Technology Series of the American Astronauti-cal Society, Univelt, San 

Diego, Kalifornia 1989.

224 • CZAS MARSA

Wcześniejsze rozważania na temat nawigacji na powierzchni Marsa pozwalają się domyślać, że 

Strona 99

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

piekielnie niewygodne byłoby stosowanie godzin nierównej długości do obliczeń nawigacyjnych 

bądź astronomicznych. Z drugiej strony, zegar dziesiętny (lub inny podobnie nowatorski zegar) 

powodowałby dezorientację i bez wątpienia zmusiłby do całkowitej modernizacji obecnie 

stosowanych układów współrzędnych areogra-ficznych (wykorzystujących ziemski 

sześćdziesiętny system stopni, minut i sekund).

Pomysł prostego i praktycznego rozwiązania jest następujący: trzeba podzielić marsjańską 

dobę na 24 marsjańskie godziny, z których każda liczy 60 marsjańskich minut, mających po 60 

marsjańskich sekund. Współczynnik pozwalający przeliczać marsjańskie dni, godziny, minuty i 

sekundy na ziemskie odpowiedniki wynosi 1,0275. Na przykład godzina 6 rano na Marsie 

miałaby identyczne znaczenie fizyczne (usytuowanie planety względem Słońca) co na Ziemi. 

Wszystkie przeliczenia stosowane w ziemskiej nawigacji zachowają sens: i na Ziemi, i na Marsie

godzina zegarowa równa się 15 stopniom długości, podobnie minuta zegarowa równa się 15 

minutom długości, a sekunda zegarowa - 15 sekundom długości.

Proponowany zegar rozwiąże wszystkie codzienne kwestie, dotyczące pomiaru czasu na Marsie.

Planiści misji marsjańskich w JPL już teraz używają tej rachuby czasu, gdy na przykład orbitę 

przyszłego marsjańskiego satelity określają, podając zakres czasowy „6 rano - 6 wieczorem"; 

mają wówczas na myśli satelitę podążającego w ślad za terminatorem, linią oddzielającą 

oświetloną strefę planety od nie oświetlonej. Stosują marsjański czas lokalny, więc „6 rano" 

odnosi się do czasu marsjańskiego, a 12 godzin dzielących ją od „6 wieczorem" to godziny 

marsjańskie. Marsjański zegar, niestety, czasem drażni fizyków, przyzwyczajonych traktować 

ziemską sekundę jako świętą jednostkę czasu w fizyce. Nie powinni się jednak tym martwić, 

gdyż marsjańscy krystalografowie i inni badacze, starający się osiągnąć jak najwyższy stopień 

precyzji pomiarów częstości, będą mogli podawać wyniki w ziemskich jednostkach czasu. 

Międzynarodowy Układ Jednostek Miar (SI) pozo-

ODKRYWANIE MARSA • 225

stanie nietknięty. Natomiast dla funkcjonowania na Marsie ziemskie sekundy czy dni są mniej 

przydatne od swych mars-jańskich odpowiedników, dlatego będą musiały ustąpić im miejsca.

Telerobotyka: rozszerzenie zasięgu załogi

Względy bezpieczeństwa nakazują, by gdy dwaj astronauci (naukowiec i inżynier mechanik) 

podróżują roverem po oddalonych rejonach powierzchni Marsa, dwaj pozostali członkowie 

załogi pozostawali w module mieszkalnym w bazie. Gdyby załoga rovera wpadła w tarapaty, 

pozostała w bazie dwójka astronautów może ruszyć na pomoc pojazdem awaryjnym (na 

przykład jednym z otwartych roverów). W bazie właściwie zawsze powinny być obecne 

przynajmniej dwie osoby, natomiast w okresach pomiędzy wyprawami roverowymi (trwającymi

1-10 dni) obecni będą wszyscy członkowie załogi. Oczywiście, w bazie na załogę czeka wiele 

pożytecznych zajęć - analiza zebranych próbek, przeprowadzanie rozmaitych doświadczeń 

naukowych i technicznych, budowa oraz konserwacja potrzebnego sprzętu. Skoro jednak 

najważniejszym celem misji jest poznanie Marsa, dobrze byłoby wykorzystać część czasu 

spędzanego przez personel w bazie na podróże odkrywcze. Stanie się to możliwe, gdy wyprawa

na Marsa zabierze ze sobą oddział telerobotów.

Marsjańskie teleroboty będą niewielkimi kołowymi lub gąsienicowymi pojazdami terenowymi, 

wyposażonymi w kamery telewizyjne, mikroskopy i inne przyrządy naukowe, wysięgniki oraz 

radio. Telerobot będzie kierowany z bazy na Marsie za pomocą krótkich fal radiowych lub 

aerosynchronicznego satelity komunikacyjnego. Zdalnie sterowany telerobot może poruszać się

błyskawicznie, ponieważ opóźnienie w komunikacji radiowej na Marsie będzie znikome 

(sięgające 40 minut opóźnienie transmisji radiowych na drodze Mars-Ziemia-Mars wyklucza 

prowadzenie skutecznych operacji z użyciem telerobotów sterowanych z naszej planety). 

Podczas podróży roverem załoga

226 • CZAS MARSA

może rozmieszczać teleroboty w interesujących miejscach, na których zbadanie zabrakło 

astronautom czasu. Teleroboty nadają się również do badania miejsc dla człowieka zbyt małych

lub zbyt niebezpiecznych, na przykład pieczar i wąskich szczelin.

Astronauci w bazie także mogą rozmieszczać teleroboty, wysyłając je na balonach w miejsca 

oddalone o tysiące kilometrów. (Spodziewamy się, że na Marsie balon może przelecieć 2000 km

w ciągu jednej doby). Wprawdzie nie potrafimy kontrolować toru lecącego balonu, lecz mapy 

marsjańskich wiatrów, opracowane wcześniej dzięki takim misjom, jako MAP, pozwolą 

Strona 100

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

przewidzieć trasę gnanego wiatrem balonu z telerobo-tem. Podczas lotu pracują „oczy" 

telerobota - kamery telewizyjne, przekazujące obrazy atmosfery i powierzchni. Na ich 

podstawie personel w bazie postara się wybrać najlepszy moment i najciekawsze miejsce do 

lądowania telerobota. Po wylądowaniu może on albo uwolnić balon i na zawsze zostać w tym 

rejonie, albo - pod warunkiem że wiatr jest słaby - spróbować liną z kotwicą przymocować 

balon do okolicznych formacji skalnych. W takim przypadku telerobot opuści balon, a po 

parogodzinnym poznawaniu terenu na powrót połączy się z balonem, zwolni kotwicę i odleci 

zbadać jeszcze odleglejsze miejsce.

Latające teleroboty mogą pokonywać urwiste klify, kaniony czy mniejsze góry. Sterowane z 

bazy pierwszej marsjańskiej misji, przybliżą i uczynią dostępnymi badaniom naukowym rozległe

obszary planety.

Choć umieszczenie telerobota w odległym punkcie planety jest najlepszym rozwiązaniem, gdy 

nie możemy wysłać tam ludzi, teleroboty są znacznie mniej skuteczne. Prawdziwe poznanie 

Marsa wymaga ludzkiej obecności na całej powierzchni planety. W jaki sposób to osiągnąć? 

Każdą nową misję Mars Direct można wysyłać na nowe lądowisko. Na krótką metę rozwiązanie 

to pozwoli zbadać różne obszary planety, lecz w dłuższej perspektywie jest nieefektywne z 

uwagi na pozbawienie dalszych wypraw szansy wykorzystania sprzętu i wyposażenia, 

pozostawionego w poprzedniej bazie. Po wysłaniu w różne miejsca paru pierwszych ekspedycji 

badawczych kolejne misje

ODKRYWANIE MARSA • 227

powinny lądować w jednym miejscu, wybranym na zbudowanie głównej bazy. Duża baza 

pomieści zapasy dla znacznie liczniejszej grupy astronautów, będzie też zapleczem dla rejsów 

pilotowanych marsjańskich statków o napędzie rakietowym. Dopiero one dadzą odkrywcom 

Czerwonej Planety prawdziwie globalne możliwości transportu. Do kwestii założenia i budowy 

bazy na Marsie powrócimy w kolejnym rozdziale.

Marsjański kalendarz

Kolonizatorom Marsa przyda się kalendarz, który odzwierciedla warunki fizyczne i pogodowe, 

panujące na Czerwonej Planecie. Wiemy, że na Ziemi l lutego w Minneapolis trzyma mróz, 

podczas gdy w Sydney jest środek lata, ale nic nam to nie mówi o warunkach na Marsie. 

Planowanie bezzałogowych misji na Marsa stawia nas przed problemem opracowania 

odpowiedniego marsjańskiego kalendarza i marsjańskiej rachuby czasu, dlatego warto już teraz

zastanowić się nad jego rozwiązaniem.

Problem jest następujący: marsjański rok składa się z 669 marsjańskich dni (marsjański dzień 

nosi nazwę „soi"). Mar-sjańska doba ma 24 godziny, które w stosunku do godzin ziemskich są 

1,0275 rażą dłuższe. Nie można podzielić roku na równe 12 miesięcy, gdyż orbita Czerwonej 

Planety jest eliptyczna, co powoduje znaczne zróżnicowanie długości marsjańskich pór roku.

W przeciwieństwie do kalendarza ziemskiego, wykorzystującego podział orbity Ziemi wokół 

Słońca na odcinki o równej długości, odpowiadające dniom, marsjański kalendarz poprawnie 

odzwierciedlający następstwo pór roku musi dzielić orbitę Marsa na odcinki, których końce 

tworzą ze Słońcem równe kąty, a nie na równe dni. Chęć zachowania użytecznego charakteru 

miesięcznej rachuby czasu oraz przyjęcie ziemskiej definicji miesiąca jako 1/12 części roku 

podsuwa pomysł zdefiniowania miesiąca na Marsie jako okresu, w którym planeta zakreśla 

wokół Słońca kąt 30°. Stosowanie

228 • CZAS MARSA

zarówno ziemskich, jak i nowych, zupełnie dowolnych nazw miesięcy wprowadziłoby sporo 

zamieszania. Istnieje jednak pewien zestaw nazw powszechnie znanych już od starożytności, 

nazw mających sens fizyczny nie tylko na Ziemi, lecz również na wszystkich planetach Układu 

Słonecznego - znaki zodiaku. Gwiazdozbiory zodiaku leżą w płaszczyźnie orbit niemal 

wszystkich planet. Geocentrycznie nastawieni starożytni astrolodzy nazwali miesiące zodiakalne

od gwiazdozbiorów, w których przebywało Słońce widziane z Ziemi. Społeczność 

międzyplanetarna musi jednak przyjąć heliocentryczny punkt widzenia, dlatego wymyśliłem, by 

marsjańskie miesiące nazwać od gwiazdozbiorów zodiaku, w których Mars byłby widziany ze 

Słońca. Dzięki temu miesięczny znak zodiaku byłby widoczny wysoko na niebie w środku nocy 

w miesiącu noszącym jego nazwę. Naukowcy badający planety zwykli za początek planetarnego

roku przyjmować wiosenną równonoc (na północnej półkuli na Ziemi równonoc przypada 21 

marca, czyli pierwszego dnia astronomicznej wiosny). Zastoso-

Strona 101

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Tab. 6.3. Rok marsjański.

MIESIĄC                                     DŁUGOŚĆ W SOLACH

POCZĄ-         

INTERESUJĄCE ZJAWISKA TEK MIESIĄCA SOLĄ...

Bliźnięta (Gemtnij 61

1

1 Bliźniąt, równonoc wiosenna

Rak (Cancer)

65

62

Lew (Leo)

66

127

24 Lwa, Mars w aphelium

Panna (Yirgo)

65

193

1 Panny, przesilenie letnie

Waga (Libra)

60

258

Skorpion (Scorpius)

54

318

Strzelec (Sagittarius)

50

372

1 Strzelca, równonoc jesienna

Koziorożec (Capricomus)

47

422

Początek pory burz pyłowych

Wodnik (Aguarius) 46

469

16 Wodnika,

Mars w peryhelium

Ryby (Pisces)

48

515

1 Ryb, przesilenie zimowe

Baran (Aries)

51

563

Koniec pory burz pyłowych

Byk (Taurus)

56

614

56 Byka, marsjański Sylwester

ODKRYWANIE MARSA • 229

Rys. 6.1. Marsjański areogator.

wanie się do tego zwyczaju sprawi, że marsjański rok rozpocznie się miesiącem Bliźniąt, 

natomiast ostatni będzie miesiąc Byka. Tabela 6.3 podaje pełną listę miesięcy w mar-sjańskim 

roku.

Rysunek 6.1 przedstawia areogator - wymyślony przeze mnie przyrząd, który pozwoli 

zamieniać daty ziemskie na mars-jańskie i na odwrót. Dla dowolnego momentu dziś, w 

przeszłości i przyszłości areogator podaje: marsjański miesiąc (co określa również porę roku), 

trwający podczas wybranego miesiąca ziemskiego (i vice uersa); wzajemne położenie i kąt 

tworzone przez obie planety względem Słońca; określa miejsce Marsa na ziemskim nieboskłonie

(i vice uersa).

230 •  CZAS MARSA

Powiedzmy, że interesuje nas położenie Marsa na przykład w roku 1997. Połóżmy 

jednogroszową monetę, przedstawiającą Marsa, na okręgu, który symbolizuje orbitę planety na

punkcie oznaczonym „97", natomiast monetę pięciogroszową, przedstawiającą Ziemię, w 

miejscu oznaczonym jako początek stycznia - i już mamy przybliżone wzajemne położenie obu 

planet l stycznia 1997 roku. Na północnej półkuli Marsa wypada pierwsza połowa Lwa, czyli 

koniec wiosny. Aby udać się w przyszłość, przesuwamy do przodu o jeden punkt obie monety, 

jedno-groszówkę-Marsa i pięciogroszówkę-Ziemię. Skacząc z 4 stycznia 1997 roku o cztery 

punkty, dochodzimy do 4 lipca 1997 roku - tego dnia sonda Mars Pathfinder dotrze do Marsa. 

Na północnej półkuli Czerwonej Planety będzie wtedy początek Skorpiona, czyli schyłek lata. 

Przeskakując o trzy kolejne punkty - do listopada 1997 roku - trafiamy na początek Koziorożca,

gdy rozpoczynają się burze pyłowe. Zatem zanim się zachmurzy, Mars Pathfinder ma szansę na

cztery ziemskie miesiące dobrej pogody.

Na areogatorze zaznaczyłem punkty odpowiadające wszystkim latom pomiędzy 1993 a 2007. 

By poznać wzajemne położenie Marsa i Ziemi wcześniej lub później, wystarczy wpisać na 

diagram nowe daty, dodając lub odejmując odpowiednią wielokrotność 15 lat. Innymi słowy, 

rok 1975 nie różni się od 1990 roku, a także od lat 2005, 2020, 2035 itd. Dzieje się tak 

dlatego, że układ wzajemnych położeń obu planet i Słońca powtarza się w synodycznym cyklu 

15 lat.

Aby dowiedzieć się, w którym gwiazdozbiorze należy szukać Marsa, trzeba połączyć Marsa i 

Ziemię prostą linią i wyobrazić sobie linię do niej równoległą, biegnącą od Słońca w tym samym

kierunku. Na przykład w lutym 1993 roku, podczas marsjań-skiego Raka, linia przechodząca 

przez Słońce i równoległa do linii łączącej Marsa i Ziemię prowadziła ku gwiazdozbiorowi 

Bliźniąt. Ponieważ w porównaniu z rozmiarami Układu Słonecznego gwiazdy znajdują się 

praktycznie w nieskończonej odległości, więc Mars był wówczas z Ziemi widziany właśnie w 

gwiazdozbiorze Bliźniąt, natomiast obserwator na Marsie w tym samym czasie dostrzegłby 

Ziemię w gwiazdozbiorze Strzelca.

ODKRYWANIE MARSA • 231

Nietrudno spostrzec, że na orbicie Marsa oznaczenia nie są rozłożone równomiernie. Czerwona 

Strona 102

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Planeta okrąża Słońce po orbicie eliptycznej, miejscami zwalniając lub przyspieszając. Dla 

zainteresowanych wykonaniem dokładniejszego areogato-ra podaję, że punkty na orbicie Marsa

powinny znajdować się pod kątami: 0°; ±28,8°; ±56,5°; ±82,4°; ±106,2°; ±129,0°; ±149,6°

i ±170,2°, licząc od peryhelium (peryhelium to punkt orbity Marsa położony najbliżej Słońca). 

Marsjańskie peryhelium wypada w środku Wodnika, znajduje się na linii łączącej Słońce i 

Ziemię l września.

Marsjański kalendarz nie będzie zupełny, jeśli nie opracujemy sposobu liczenia marsjańskich 

lat. Zauważmy, że początek Bliźniąt odpowiada zarazem położeniu Marsa mniej więcej l 

stycznia wszystkich (ziemskich) lat, różniących się od 2006 roku o całkowite wielokrotności 15 

lat (1946, 1961, 1976, 1991, 2006, 2021...). Rok 1961 to najwcześniejszy taki rok, 

poprzedzający wysłanie pierwszych sond na Marsa, nadaje się więc na początek marsjańskiego 

kalendarza. Tabela 6.4 przedstawia parę ważniejszych dat w historii badań Marsa.

Podaję równanie, pozwalające dokładnie przeliczyć daty ziemskie na marsjańskie:

Tab. 6.4. Wielkie wydarzenia w historii Marsa.

WYDARZENIE

DATA ZIEMSKA

DATA MARSJAŃSKA

Początek kalendarza

1 stycznia 1961

1 Bliźniąt I

Przelot Marinera 4 15 lipca 1965

25 Wagi III

Przelot Marinera 6 31 lipca 1969

16 Strzelca V

Przelot Marinera 7 5 sierpnia 1969

20 Strzelca V

Wejście Marinera 9 na orbitę 14 listopada 1971 20 Ryb VI

Lądowanie Marsa 2 i Marsa 3 2 grudnia 1971

38 Ryb VI

Wejście Yikinga 1 na orbitę

19 czerwca 1976

41 Lwa IX

Lądowanie ViJcinga I

20 lipca 1976

6 Panny IX

Lądowanie Viktnga 2

3 września 1976

49 Panny IX

Zniknięcie sondy

Mars Obseruer

21 sierpnia 1993

16 Wagi XVII

232  • CZAS MARSA

rok marsjański = l +8/15 (rok ziemski - 1961).

Przed skorzystaniem z równania trzeba wyrazić ziemską datę w postaci dziesiętnej (na przykład

l lipca 1973 to 1973,5), a otrzymana data marsjańska będzie również w postaci dziesiętnej. Dla

l lipca 1973 roku otrzymamy 7,667, co oznacza marsjański rok VII, natomiast pozostała część 

ułamkowa 0.667 mówi o miesiącu i solu: 0,667 pomnożone przez 669 (liczba dni w 

marsjańskim roku) daje soi 446; z tabeli 6.3 wynika, że jest to 25 soi Koziorożca.

Jestem głęboko przekonany, że dysponujemy obecnie technologiami, umożliwiającymi wysłanie

ludzi na Marsa w ciągu 10 lat od momentu podjęcia decyzji o realizacji programu. Gdy piszę te 

słowa, jest rok 1996. Gdybyśmy zdołali wyekspediować załogową wyprawę na Marsa w 

październiku 2007 roku, dotarłaby na Czerwoną Planetę 9 kwietnia 2008 roku. W marsjańskim 

kalendarzu byłby to 15 soi Lwa XXVI, środek wiosny na północnej półkuli. Lądowanie wypadłoby

podczas najlepszej możliwej pogody, przy słabym wietrze i przejrzystym niebie.

ROZDZIAŁ 7

BUDOWA BAZY NA MARSIE

Celem pierwszych załogowych wypraw na Marsa będzie zbadanie planety oraz uzyskanie 

odpowiedzi na pytanie, czy kiedykolwiek istniało na niej życie. Z czasem Mars zostanie 

dokładnie zbadany, poznamy też odpowiedź na pytanie dotyczące marsjańskiego życia 

(pozytywną lub negatywną). Wtedy na pierwszy plan wysunie się kwestia, czy na Czerwonej 

Planecie kiedyś pojawi się życie. Mars wyróżnia się spośród innych planet Układu Słonecznego: 

z tego oraz następnego rozdziału dowiemy się, że jako jedyna planeta w Układzie Słonecznym 

-poza Ziemią - ma pełną gamę materiałów i źródeł energii, umożliwiających ludziom życie na 

Strona 103

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

swej powierzchni oraz rozwój nowej cywilizacji.

Mars nie stanowi wyłącznie obiektu badań naukowych czy celu wypraw odkrywczych; jest 

światem, w porównaniu z którym wszystkie inne znane ciała niebieskie Układu Słonecznego 

wydają się jedynie posępnymi i nędznymi pustyniami. Mars ma zasoby naturalne, które 

pozwolą osadnikom uprawiać rośliny, produkować metale i tworzywa sztuczne oraz wytwarzać 

duże ilości energii. Wszystkie pierwiastki wykorzystywane na Ziemi występują również na 

Marsie. Warunki marsjańskiego środowiska - promieniowanie, natężenie światła słonecznego, 

różnica temperatur między dniem a nocą - nie wykluczają

234 • CZAS MARSA

osadnictwa na powierzchni Czerwonej Planety. Lokalne bogactwa naturalne pozwolą zadomowić

się na Marsie nie tylko garstce astronautów, lecz wielomilionowemu i dynamicznemu 

społeczeństwu kolonizatorów, którzy w nowym świecie stworzą nowy styl życia.

Dopóki nie dysponujemy odpowiednimi technologiami eksploatacyjnymi, obecność zasobów 

naturalnych nie jest równoznaczna z posiadaniem przydatnych materiałów. Do realizacji planów

ludzkiego osadnictwa, lub choćby planu zbudowania jakiejkolwiek stałej placówki naukowej, 

konieczne będzie opracowanie na Marsie całego zestawu nowych technologii utylizacji bogactw 

naturalnych. Nie obejdzie się więc bez solidnej bazy służącej do prowadzenia intensywnych prac

badawczych z zakresu inżynierii lądowej, chemicznej i przemysłowej. Z bazy operowałyby 

marsjańskie statki z napędem rakietowym o globalnym zasięgu, niezwykle przydatne do 

poszukiwań zasobów mineralnych i obszarów interesujących z naukowego punktu widzenia.

Po początkowych wyprawach badawczych trzeba będzie wybrać miejsce optymalne do 

rozpoczęcia budowy; zakończy się pierwsza, eksploratorska faza programu marsjańskiego i 

zacznie faza druga - budowa bazy. Pierwsze misje Mars Direct będą wytwarzać paliwo i tlen z 

marsjańskiego powietrza. Podczas budowy bazy ten elementarny zakres wykorzystania 

lokalnych zasobów nie wystarczy, więc załoga stałej bazy będzie musiała opanować różne 

techniki przekształcania marsjań-skich surowców w użyteczne materiały. Założenie większej 

bazy na Czerwonej Planecie będzie wymagać znajomości metod otrzymywania wody i uprawy 

roślin w szklarniach, produkcji materiałów ceramicznych, szkła, metalu i tworzyw sztucznych, 

budowy modułów mieszkalnych i konstrukcji nadmuchiwanych oraz metod wytwarzania 

wszelkich potrzebnych materiałów, narzędzi i konstrukcji. Wprawdzie w początkowej fazie 

poznawania Marsa wystarczą załogi czteroosobowe, zamieszkujące małe obozy i podróżujące 

po rozległych marsjańskich przestrzeniach, budowa bazy nie obejdzie się jednak bez 

wprowadzenia podziału pracy w mniej więcej pięćdziesięcio-

BUDOWA BAZY NA MARSIE  • 235

osobowej ekipie, dysponującej różnorodnym sprzętem i źródłami energii. Krótko mówiąc, celem

etapu budowy bazy jest opracowanie i opanowanie marsjańskich technik produkcji pożywienia, 

ubrań, schronień i wszelkich pozostałych rzeczy, niezbędnych podczas kolonizacji Czerwonej 

Planety.

Założenie bazy

Plan Mars Direct przewiduje, że kolejne załogi, co dwa lata docierające na Marsa, będą 

mieszkać w placówkach, które znajdują się w różnych miejscach, co umożliwi poznanie planety 

oraz, być może, kolonizację tych obszarów. Pierwsza stała baza marsjańska stanie w miejscu 

jednej z takich misji. Po dokonaniu wyboru najkorzystniejszej lokalizacji będą tam lądować 

wszystkie następne statki kosmiczne. Zgodnie z planem Mars Direct załoga leci z Ziemi na 

Marsa w module mieszkalnym, zostawianym na powierzchni planety. W rezultacie każda 

kolejna misja pozostawi na Marsie moduł mieszkalny, element wzbogacający infrastrukturę 

przyszłej marsjańskiej bazy. Moduł mieszkalny, umieszczony na lądującym w pobliżu stałej 

bazy statku, może zostać wyposażony w koła przymocowane do nóg podwozia i za pomocą lin i 

kołowrotu przetoczony oraz połączony z bazą bezpośrednio lub poprzez nadmuchiwane tunele. 

Alternatywnym rozwiązaniem byłoby skonstruowanie modułu mieszkalnego drugiej generacji, 

wyposażonego w nogi, pozwalające wykonywać ruchy przegubowe nie tylko w kierunku w górę 

i w dół (co potrafią wszystkie statki kosmiczne), lecz także na boki - w ten sposób po 

powierzchni planety chodziłyby sześcionożne moduły mieszkalne, niczym Marsjanie w Wojnie 

światów H. G. Wellsa! W każdym razie, dzięki takim technologiom może szybko powstać 

większa baza marsjańska jako sieć wzajemnie połączonych modułów mieszkalnych statków 

Mars Direct, przypominających puszki z tuńczykiem.

Strona 104

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Astronauci pierwszych wypraw odkrywczych muszą się zadowolić mieszkaniem w „puszkach 

tuńczyka". Stała baza na Marsie, do której przybędą grupy naukowców oraz przyszłych

236 • CZAS MARSA

kolonizatorów, powinna jednak wyglądać inaczej. Wybudowanie większych konstrukcji 

mieszkalnych będzie jednym z pierwszych zadań, którego realizacja przyczyni się do rozwoju 

samej bazy i umożliwi wysłanie na Marsa następnych grup ludzi. Zgodnie z zasadą 

wykorzystywania lokalnych zasobów, dzięki której wysłanie ludzi na Marsa stanie się w ogóle 

możliwe, do budowy dużych konstrukcji powinny zostać użyte mars-jańskie materiały.

Krypty z cegły

W serii prac opublikowanych pod koniec lat osiemdziesiątych inżynier Bruce MacKenzie 

szczegółowo przeanalizował ów problem i doszedł do wniosku, że optymalnym lokalnym 

materiałem do budowy na Marsie pierwszych większych konstrukcji jest cegła.l

Na pierwszy rzut oka propozycja wykorzystania równie starej i nieskomplikowanej technologii 

wydaje się dość zaskakująca, lecz w istocie ma solidne uzasadnienie. Wytwarzanie cegieł jest 

stosunkowo proste, dlatego z nich właśnie zbudowano część najstarszych ziemskich miast. Być 

może z cegieł powstaną też pierwsze ludzkie osady na Marsie. Do produkcji cegieł 

potrzebujemy drobno zmielonej ziemi, którą moczymy i, lekko ściskając, umieszczamy w formie

odlewniczej, następnie suszymy i wypalamy. Temperatura wypalania nie musi koniecznie być 

bardzo wysoka - na Ziemi wciąż jeszcze stosowane są cegły osuszane na słońcu. Zupełnie 

przyzwoite cegły powstają w piecu o temperaturze 300°C, zwłaszcza jeśli do błota dodamy 

resztki materiału poprawiającego spoistość mieszaniny, na przykład skrawki tkaniny 

spadochronowej. (Przywodzi to na myśl biblijny opis Egipcjan, wytwarzających cegły z 

mieszaniny słomy i błota. Znana, od czasów starożytnych metoda sta-

1 B. MacKenzie: Building Mars Habitats Using Local Materials, AAS 87-216. [W:] C. Stoker 

(red.): The Case for Mars III, tom 74, Science and Technology Series of the American 

Astronautical Society, Univelt, San Diego, Kalifornia 1989.

BUDOWA BAZY NA MARSIE  • 237

nowi jeden z najwcześniejszych przykładów produkcji kompozytów). Na Marsie bez trudu 

można rozgrzać piec do 900°C (temperatury stosowanej współcześnie do produkcji cegieł 

najwyższej jakości), wykorzystując palenisko ze zwierciadłem słonecznym lub ciepło odpadowe 

z reaktora jądrowego bazy. Co prawda proces produkcyjny wymaga obecności wody, lecz w 

poprawnie skonstruowanym piecu prawie całą potrzebną wodę będzie można odzyskać z pary 

wodnej, która powstanie podczas osuszania cegieł w temperaturze 200°C przed rozpoczęciem 

wypalania. Prawie wszędzie na Marsie występuje pod dostatkiem doskonały materiał do 

produkcji cegieł: drobno zmielony, bogaty w żelazo, gliniasty pył, pokrywający powierzchnię 

planety warstwą grubości co najmniej kilkudziesięciu centymetrów. Poza tym po zmieszaniu z 

wodą rumiany marsjański pył świetnie nadaje się na zaprawę murarską, służącą do zlepiania 

cegieł. Na podstawie prowadzonych pod koniec lat osiemdziesiątych w firmie Martin Marietta 

doświadczeń z wykorzystaniem substancji imitującej glebę z Marsa inżynier Robert Boyd 

stwierdził, że w wyniku bardzo nieskomplikowanego procesu, wymagającego jedynie zmoczenia

i osuszenia marsjańskiej ziemi, powstaje materiał, zwany duri-kretem, o wytrzymałości 

wynoszącej ponad 50% wytrzymałości ziemskiego betonu.2

Zgodnie z wynikami pomiarów, wykonanych przez sondę Yiking, zawartość w marsjańskiej 

glebie wapnia (około 5%) i siarki (2,9%) jest bardzo wysoka, natomiast analiza pochodzących z

Marsa meteorytów SNC prowadzi do wniosku, że na Czerwonej Planecie pierwiastki te 

występują w postaci gipsu (CaSO4 • 2H2O). Na Ziemi gips stosowany jest do robienia tynku 

oraz, po wypaleniu, wapna. Po dodaniu wapna do zaprawy murarskiej powstaje standardowy 

cement portlandzki o dużo większej wytrzymałości na rozciąganie.

2 R. Boyd, P. Thompson i B. Clark: Duncrete and Composites Construction on Mars. AAS 

87-213. [W:] C. Stoker (red ): The Case for Mars III, tom 74, Science and Technology Series of

the American Astronautical Society, Univelt, San Die-go, Kalifornia 1989.

238 • CZAS MARSA

Każdy materiał konstrukcyjny charakteryzują dwa rodzaje wytrzymałości: wytrzymałość na 

rozciąganie i wytrzymałość na ściskanie. Na przykład liny i przewody mają zwykle dużą 

wytrzymałość na rozciąganie, a brak im wytrzymałości na ściskanie; natomiast stalowy dźwigar 

jest zarazem bardzo wytrzymały na rozciąganie i na ściskanie. Z kolei wykonane z cegieł ściany

Strona 105

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

i kolumny charakteryzują się bardzo dużą wytrzymałością na ściskanie oraz niewielką 

odpornością na rozciąganie: cegły bardzo trudno zgnieść, lecz prawie zupełnie się nie nadają do

łączenia elementów. A jednak konstrukcje z cegieł i zaprawy zbudowane trzy tysiące lat temu w

starożytnym Egipcie wciąż stoją niewzruszone. Na Marsie budowle z cegieł będą równie trwałe, 

jeśli marsjańscy architekci zastosują się do głównej i uniwersalnej zasady starożytnej 

architektury: konstrukcje z cegieł muszą być ściśnięte.

Budowę hermetycznej konstrukcji na Marsie zaczynamy od wykopania rowu, wewnątrz którego 

stawiamy kryptę w stylu rzymskim, czy, jeszcze lepiej, szereg krypt lub może nawet atrium w 

stylu rzymskim (rys. 7.1). Krypty przykrywamy warstwą ziemi, powodującą znaczne obciążenie

skierowane w dół, i dopiero wtedy wprowadzamy pod wyższym ciśnieniem powietrze do 

oddychania (wytworzone albo w instalacjach chemicznych do produkcji tlenu, znanych z 

rozdziału 6, albo w cieplarniach, opisanych w dalszej części niniejszego rozdziału). Grubość 

warstwy gleby zależy od tego, jaką wartość ciśnienia powietrza założono dla wnętrza krypty. 

Przy wartości 5 psi (3,5 psi tlenu i 1,5 psi azotu, jak na stacji Skylob), która odpowiada 

standardowemu marsjańskiemu powietrzu, zaproponowanemu przeze mnie, na krypty z dołu 

będzie wywierana siła, zmierzająca do wyrzucenia ich w górę, o przybliżonej wartości 3,5 tony 

na m2. Gdy przyjmiemy, że średnia gęstość marsjań-skiej gleby jest cztery razy większa od 

gęstości wody, warstwa mułu o grubości 2,5 m nad kryptami wystarczy, by zapewnić 

hermetyczność konstrukcji. (Nie zapominajmy, że marsjańska grawitacja wynosi zaledwie 0,38 

siły ciążenia na Ziemi. W warunkach ziemskiej grawitacji wystarczyłaby warstwa gleby grubości

tylko l m). Dla osób żyjących w podobnej podpo-

BUDOWA BAZY NA MARSIE  • 239

iii

//

Rys. 7.1. Pojedyncze lub szeregowe (a) krypty w stylu rzymskim, a nawet przestrzenne 

konstrukcje atrialne (b), mogą pełnić rolę dużych podpo-wierzchniowych hermetycznych 

modułów mieszkalnych na Marsie. (Projekt: B. MacKenzie, 1987).

240  • CZAS MARSA

wierzchniowej konstrukcji tak gruba warstwa ziemi stanowi zarazem potężną osłonę przed 

promieniowaniem: obniży otrzymywane dawki promieniowania kosmicznego do mniej więcej 

ziemskiego poziomu. Ponadto pokrywa gleby zapewni doskonałą izolację termiczną, dzięki 

której mieszkańcy podpo-wierzchniowej budowli właściwie nie odczują dużych dobowych wahań

temperatury, jak również spowoduje znaczne zmniejszenie zużycia energii na ogrzewanie 

modułu mieszkalnego. Z przykrytych warstwą gleby konstrukcji z cegieł będzie się zapewne 

ulatniać powietrze (choć bardzo powoli). Rozwiązaniem problemu jest cienka warstwa 

szczeliwa, wykonanego ze sztucznego tworzywa, rozpylona na ścianach bądź przyczepiona jak 

tapeta. Powolne ulatnianie powietrza z czasem samo powinno ustać, ponieważ stosunkowo 

wilgotne powietrze wydostające się z konstrukcji powoduje powstawanie w okolicznej glebie, na

drodze dyfuzji, zmarzliny lub lodu. Przy zastosowaniu opisanych technik, stosunkowo prostych i

znanych od czasów starożytnych, budowa na Marsie hermetycznych konstrukcji o rozmiarach 

podmiejskich centrów handlowych staje się możliwa (rys. 7.1).

Dom pod kopułą

Choć w porównaniu z modułami mieszkalnymi Mars Direct, mającymi kształt puszek z 

tuńczykiem, podpowierzchniowe budowle, przypominające centra handlowe, są niewątpliwie 

sporym osiągnięciem (moja nastoletnia córka pewno skakałaby z radości, mogąc mieszkać w 

centrum handlowym), życie na Marsie nie musi się do nich ograniczać. Nie musimy 

za-grzebywać się w ziemi ze strachu przed promieniowaniem (jak na Księżycu), ponieważ 

marsjańska atmosfera jest wystarczająco gęsta, by zabezpieczyć ludzi żyjących na powierzchni 

przed konsekwencjami rozbłysków słonecznych. Będziemy mogli przebywać na powierzchni 

planety; nawet podczas budowy bazy można wykorzystać duże, nadmuchiwane konstrukcje, 

wykonane z przezroczystego tworzywa sztucznego

BUDOWA BAZY NA MARSIE  •  241

i osłaniane przez cienkie kopuły z mocnego tworzywa sztucznego, odpornego na ścieranie i nie 

przepuszczającego promieniowania nadfioletowego. Powstałyby w ten sposób duże 

przestrzenie, nadające się do zamieszkania oraz uprawy roślin. Należy zwrócić uwagę, że na 

Księżycu - pomijając nawet kwestię rozbłysków słonecznych i cyklu dobowego, trwającego 

Strona 106

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

ziemski miesiąc3 - proste, przezroczyste konstrukcje powierzchniowe byłyby niewskazane, gdyż

powodowałyby powstawanie wewnątrz zbyt wysokich temperatur. Natomiast na Marsie silny 

efekt cieplarniany w tego rodzaju konstrukcjach prowadzi do wytworzenia się pod kopułami 

klimatu umiarkowanego.

W trakcie budowy bazy można używać kopuł o średnicy do 50 m, z wewnętrzną atmosferą 5 

psi, odpowiednią dla ludzi. Kopuła wykonana z mocnego tworzywa sztucznego, takiego jak 

kevlar (granica plastyczności tego tworzywa wynosi 200 000 psi -jest ono zatem dwukrotnie 

wytrzymalsze od stali), mimo grubości zaledwie l mm trzykrotnie przekraczałaby wymaganą 

wytrzymałość na rozerwanie i ważyłaby tylko 8 ton (łącznie z częścią podpowierzchniową), przy

czym dalsze 4 tony przypadałyby na niehermetyczną osłonę z pleksiglasu. 

(Prawdopodobieństwo, że kopuła modułu mieszkalnego wykonana z wytrzymałego kevlaru 

spadnie, powodując katastrofę, jest bardzo małe. Po przestrzeleniu kopuły o średnicy 50 m kulą

o dużym kalibrze upłynęłyby dwa tygodnie, zanim z wnętrza ulotniłoby się całe powietrze - 

starczyłoby więc czasu na naprawę). W początkowym okresie osadnictwa gotowe kopuły 

przywożono by z Ziemi. Z czasem na Marsie rozpocznie się produkcja kopuł, i to coraz 

większych (masa hermetycznej kopuły rośnie proporcjonalnie do sześcianu promienia, 

natomiast masa nieherme-tycznej osłony rośnie proporcjonalnie do kwadratu promienia, a 

zatem kopuła o średnicy 100 m ważyłaby 64 tony i wymagałaby 16-tonowej osłony z 

pleksiglasu).

3 Ponieważ Księżyc krąży dokoła Ziemi w ten sposób, że zawsze jest zwrócony ku niej tą samą 

półkulą, księżycowa doba trwa tyle, ile wynosi czas obiegu Księżyca wokół naszej planety 

(przyp. red.).

242  •  CZAS MARSA

Głównym problemem, wiążącym się z użyciem kopuł, jest kwestia fundamentów. Elastyczny 

pojemnik z gazem pod ciśnieniem przybiera w sposób naturalny kształt kuli, by równomiernie 

rozmieścić zawartość w całej objętości. Kształt kuli jest prosty i sensowny, stwarza jednak 

bardzo poważne problemy, gdyż budowa sferycznej kopuły wymaga wykonania wielkich prac 

ziemnych. Wyobraźmy sobie, że chcemy zakopać piłkę w piasku na plaży tak, by jej dolna 

połowa była zagrzebana w ziemi, a górna - wystawała. Trzeba w tym celu wykopać dziurę o 

objętości dolnej połowy piłki. Schowanie w piasku połowy piłki jest trywialnie proste, ale w 

przypadku wznoszenia na Marsie kopuły o średnicy 50 m zadanie wymagałoby wielkiego 

wysiłku. Tym bardziej że po wykopaniu odpowiednio dużej jamy i złożeniu w niej sferycznej 

kopuły konieczne byłoby dodatkowo umieszczenie wykopanej ziemi z powrotem w pierwotnym 

miejscu, w dolnej półkuli wnętrza kopuły. Chociaż otrzymalibyśmy w ten sposób ogromną 

przestrzeń, o średnicy 50 m i wysokości 25 m (rys. 7.2a) -niestety, wymagałoby to wydobycia, 

a potem umieszczenia z powrotem około 260 000 ton ziemi. Niewykluczone, że, szczęśliwym 

trafem, uda się znaleźć naturalny krater o potrzebnych rozmiarach; jest to jednak bardzo mało 

prawdopodobne, zwłaszcza że krater ów musiałby się znajdować w miejscu wybranym na stałą 

bazę, a poza tym jeden taki krater to za mało.

Pewnym rozwiązaniem problemu jest konstrukcja o różnym promieniu krzywizny górnej i dolnej

półkuli. Umieśćmy dzie-sięciogroszówkę na pięćdziesięciogroszówce, a przekonamy się, że 

moneta pięćdziesięciogroszowa ma większy promień od dziesięciogroszowej, a co za tym idzie -

również większy promień krzywizny. Łuk zakreślany przez dolną połowę 

pięćdzie-sięciogroszówki jest znacznie bardziej spłaszczony niż łuk zakreślany przez dolną 

połowę dziesięciogroszówki. A zatem pod-powierzchniowa część kopuły może być fragmentem 

sfery o promieniu większym od półkuli górnej (rys. 7.2b), co pozwoli ograniczyć prace ziemne. 

Gdyby na przykład półkula górna miała średnicę 50 m (promień krzywizny wynosi wówczas 25 

m),

BUDOWA BAZY NA MARSIE  • 243

Rys. 7.2. Metody budowy kopuł na powierzchni Marsa: (a) zakopanie dolnej półkuli kopuły 

sferycznej; (b) zakopanie dolnej półkuli o promieniu krzywizny dwukrotnie większym od 

promienia krzywizny górnej półkuli kopuły; (c) zakotwiczenie kopuły typu „namiot"; (d) 

sferyczny kompleks mieszkalny, który znajduje się całkowicie nad powierzchnią planety, 

zawierający pokłady, zawieszone na kablach z kevlaru {rys. Michael Carroll).

promień krzywizny podpowierzchniowej części tej kopuły mógłby wynosić 50 m; w ten sposób 

zamiast dziury w ziemi w kształcie półkuli o promieniu 25 m, wystarczyłby płytki basen o 

Strona 107

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

głębokości 3,35 m, a ilość wykopanej marsjańskiej gleby zmniejszyłaby się z 260 000 do 6500 

ton. Wersja ta jest bez wątpienia bardziej praktyczna - gdybyśmy dysponowali sprzętem, który 

w godzinę może usunąć ziemię, wypełniającą typową wywrotkę (20 m3), na wykonanie całej 

pracy wystarczyłoby 10 ośmiogodzinnych zmian.

244  • CZAS MARSA

Kolejne rozwiązanie to kopuła w postaci półkolistego namiotu - wystarczy zakopać jego brzeg w

kształcie koła (rys. 7.2c). I tu nie obeszłoby się bez konieczności usunięcia dużej ilości ziemi - 

kopuła o średnicy 50 m, zawierająca powietrze o ciśnieniu 5 psi, byłaby poddana działaniu 

skierowanej ku górze siły 6926 ton, zmierzającej do oderwania kopuły od marsjańskiej 

powierzchni; czyli 44 tony na metr obwodu. Przymocowanie brzegu kopuły-namiotu do pasa 

ziemi szerokości 3 m, rozciągającego się wokół całego obwodu namiotu, oznacza - przy 

założeniu, że marsjańska gleba ma czterokrotnie większą gęstość od wody - konieczność 

wykonania wykopu głębokości 10 m, gdyż dopiero wtedy namiot będzie zabezpieczony przed 

oderwaniem od ziemi. Osadzenie namiotu wymaga wykopania rowu szerokości 3 m, głębokości 

10 m i o obwodzie 157 m, zakopania brzegu namiotu i wypełnienia na powrót ziemią rowu nad 

zakotwiczeniem. Wykopanie takiego rowu wiąże się z koniecznością usunięcia 18 800 ton 

marsjańskiej ziemi. Ten sam efekt można jednak osiągnąć przy mniejszym nakładzie pracy: 

wykopując stosunkowo wąski, płytki rów w kształcie okręgu (powiedzmy, szerokości l m i 

głębokości 3 m - co oznacza konieczność usunięcia 1900 ton gleby), mocując brzeg namiotu do 

ziemi długimi, głęboko wbitymi palami owiniętymi drutem kolczastym. W środku pali biegłyby 

rury do przesyłania w dół pary wodnej, która po zamarznięciu pod powierzchnią utworzyłaby 

bardzo mocny pierścień zmarzliny - doskonały fundament kopuły.

Czwarta możliwość polega wprawdzie na wykorzystaniu sferycznej kopuły, lecz nie zakopanej w

ziemi (rys. 7.2d). Mogłaby ona zawierać pokłady podwieszone do kabli z kevlaru, które 

opasywałyby kopułę na różnych równoleżnikach. W sferycznej kopule o średnicy 50 m pierwszy 

pokład byłby zawieszony 4 m nad dołem sfery, następny 7 m, potem 10 m, 13 m itd.; w sumie 

15 pokładów co 3 m, czyli ostatni znajdowałby się 14 m nad powierzchnią planety. Taka kopuła 

zawierałaby bardzo dużą powierzchnię mieszkalną - w przybliżeniu 21 000 m2. Względy 

konstrukcyjne nakazują nie obciążać zbytnio budowli; lekkie materiały, takie jak wytłumiające 

dźwięk pianki z tworzyw sztucznych, nadawałyby się do podziału dostępnej

BUDOWA BAZY NA MARSIE  • 245

przestrzeni na mieszkania, laboratoria, bary, sale gimnastyczne i konferencyjne oraz inne 

pomieszczenia. Wejście do kopuły z powierzchni planety prowadziłoby przez tunel i śluzę 

powietrzną, znajdującą się w „południowym biegunie" sfery. Zwały ziemi wokół podstawy 

kopuły pomogłyby rozłożyć odpowiednio ciężar kopuły. Ustawienie kolumny z cegieł, biegnącej 

przez środek sfery, poprawi udźwig pokładów oraz ułatwi zastosowanie wind. Wolno stojąca 

sfera, sięgająca tak wysoko nad powierzchnię Marsa, musiałaby być osłaniana przez 

ni-skociśnieniową sferę z pleksiglasu, znacznie większą niż w innych rozwiązaniach, choć 

ważącą zaledwie 16 ton.

Jak widać, umieszczenie na powierzchni Marsa dużych kopuł mieszkalnych wymaga 

mistrzowskiego opanowania nowatorskich, nietrywialnych technik inżynierii lądowej w zupełnie 

nowym otoczeniu. Dlatego spodziewam się, że początkowo mar-sjańska architektura zostanie 

zdominowana przez proste, podziemne krypty z cegieł w rzymskim stylu. Gdy już jednak 

opanujemy odpowiednie technologie, będziemy mogli postawić konstrukcje mieszkalne w 

kształcie kopuł o średnicach 50-100 m; uzyskamy w ten sposób dużą powierzchnię mieszkalną 

(wewnątrz kopuł będzie można chodzić w koszulach z krótkim rękawem) i gospodarczą (uprawa

roślin). W przypadku kopuł częściowo zagrzebanych pod powierzchnię planety (rys. 7.2 a, b, c) 

ludzie będą żyli w konwencjonalnych (choć pozbawionych dachów) domach, wykonanych z 

cegły. Lżejsze konstrukcje kopuł posłużą jako tereny rolnicze, ponieważ roślinom wystarczy 

atmosfera o ciśnieniu 0,7 psi. Wydaje się, że właśnie z uwagi na mniejsze wymagania co do 

ciśnienia i bezpieczeństwa, pierwsze marsjańskie kopuły zostaną przeznaczone pod szklarniową

uprawę roślin; dopiero później przekształcą się w przestrzenie dostępne marsjańskim 

osadnikom.

Produkcja tworzyw sztucznych

Pamiętamy, jak w Absolwencie przyjaciel rodziny wyjawił Du-stinowi Hoffmanowi, że we 

współczesnym świecie najważniej-

Strona 108

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

246 • CZAS MARSA

sze materiały są wykonane z plastiku, więc powinien zająć się czym prędzej tworzywami 

sztucznymi, a wówczas będzie mógł spokojnie patrzeć w przyszłość. Na Marsie nie brakuje 

węgla oraz wodoru i tak jak na Ziemi można tam rozpocząć produkcję tworzyw sztucznych.

Kluczem do produkcji tworzyw sztucznych na Marsie jest synteza etylenu, którą można 

przeprowadzić jako rozszerzenie odwróconej reakcji przemiany woda-gaz (RWGS), omówionej 

w rozdziale 6 podczas przedstawiania metody otrzymywania tlenu. Oto reakcja RWGS:

H   + CO

H2O

CO.

(D

Dzięki niej otrzymamy potrzebne ilości tlenu, doprowadzając do reakcji marsjańskiego 

atmosferycznego dwutlenku węgla z wodorem, pozbywając się tlenku węgla i wykonując 

elektrolizę powstałej wody; następnie tak uzyskany tlen należy przechować, a wodór ponownie 

wykorzystać do produkcji większych ilości wody i tlenu itd. Rozważmy nieco inny sposób 

przeprowadzenia tych reakcji - dostarczmy wodór i dwutlenek węgla w stosunku ilościowym 3:l 

zamiast 1:l, jak w równaniu (1), czyli następującą reakcję:

6H2 + 2CO2 -> 2H2O + 2CO + 4H2.

(2)

(Zdaję sobie sprawę, że obie strony tego równania można podzielić przez dwa; pozwólcie mi 

jednak zachować taką jego postać). Wodę powstałą w wyniku reakcji (2) usuwamy z reaktora i 

skraplamy. Przeprowadzamy elektrolizę lub nie, zależnie od tego, czy bardziej potrzebujemy 

wody, czy osobno wodoru i tlenu. Główna różnica polega jednak na wykorzystaniu pozostałych 

produktów, już po usunięciu wody. Mieszaninę tlenku węgla i wodoru możemy przenieść do 

innego reaktora, by w obecności katalizatorów zawierających żelazo poddać ją następującej 

reakcji:

2CO + 4H

C2H4

2H2O.

(3)

BUDOWA BAZY NA MARSIE  • 247

Bingo! C2H4 to właśnie etylen, wspaniałe paliwo, a zarazem klucz do rozwoju przemysłu 

petrochemicznego i produkcji tworzyw sztucznych. Reakcja (3) jest silnie egzotermiczna i 

-podobnie jak omawiana w rozdziale 6 reakcja Sabatiera, prowadząca do wytworzenia metanu -

może służyć jako źródło energii cieplnej, potrzebnej do zainicjowania i podtrzymywania 

endotermicznej reakcji RWGS. Ponadto reakcja (3) charakteryzuje się wysoką stałą równowagi,

nadaje się więc jako efektywna metoda otrzymywania etylenu. Układ wykorzystujący tę 

reakcję, choć bardziej złożony niż w przypadku reakcji Sabatiera, ma sporo zalet.

Po pierwsze, cząsteczka etylenu zawiera tylko dwa atomy wodoru na jeden atom węgla, 

podczas gdy metan składa się z czterech atomów wodoru i jednego atomu węgla. Stosowanie 

jako paliwa etylenu zamiast metanu oznacza zmniejszenie o połowę zapotrzebowania na wodór 

przywożony z Ziemi lub wydobywany pod postacią wody spod powierzchni Marsa.

Po drugie, przy ciśnieniu l atmosfery temperatura wrzenia etylenu wynosi -104°C, czyli jest 

znacznie wyższa od -183°C, temperatury wrzenia metanu. Przy ciśnieniu paru atmosfer etylen 

można bez konieczności zamrażania przechowywać w średnich marsjańskich temperaturach; 

natomiast temperatura krytyczna dla metanu jest dużo niższa od temperatury marsjańskich 

nocy. W przeciwieństwie do metanu etylen nadaje się do przechowywania na Marsie bez 

stosowania zamrażarki kriogenicznej. Zmniejsza to mniej więcej o połowę zapotrzebowanie na 

energię ze strony instalacji wytwarzającej paliwo etylen/tlen zamiast metan/tlen oraz ogranicza

grubość izolacji zbiorników z paliwem etylenowym (a także ułatwia obchodzenie się z nim).

Po trzecie, gęstość ciekłego etylenu jest większa o 50% w stosunku do ciekłego metanu, co 

pozwoli na stosowanie mniejszych i lżejszych zbiorników paliwowych w marsjańskich pojazdach

startujących (MAY) i roverach terenowych przystosowanych do spalania etylenu. Po czwarte, 

etylen służy nie tylko jako źródło energii dla rakiet, roverów czy prac spawalniczych; ma także 

inne zastosowania: jako środek znieczulający,

248 • CZAS MARSA

Strona 109

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

czynnik przyspieszający dojrzewanie owoców oraz czynnik skracający czas biologicznego 

spoczynku nasion. Etylen we wszystkich zastosowaniach będzie przydatny podczas budowy 

marsjańskiej bazy.

Wszystkie te możliwości wykorzystania etylenu bledną jednak zupełnie w porównaniu z 

fundamentalną rolą, jaką odgrywa on w wielu procesach produkcji polietylenu, polipropylenu i 

innych tworzyw sztucznych. Można je wytwarzać w postaci folii lub włókien i używać do budowy

sporych nadmuchiwanych konstrukcji (m.in. kopuł mieszkalnych), jak również wyrobu ubrań, 

toreb, materiałów izolacyjnych, opon i rozmaitych innych rzeczy. Takie tworzywa sztuczne 

mogą mieć formę sztywnej substancji o dużej gęstości, służącej do produkcji butelek i lekkich 

pojemników (zarówno małych, jak i ogromnych), zastawy stołowej, narzędzi, aparatury 

medycznej oraz niezliczonych małych, lecz potrzebnych rzeczy, takich jak pudełka, sztywne 

konstrukcje różnej wielkości i o różnym przeznaczeniu, w postaci przezroczystej i 

nieprzezroczystej. Opracowanie produkcji tworzyw sztucznych na bazie etylenu sprawi, że lista 

dostępnych materiałów nie ma końca - smary, szczeliwa, kleje, taśmy i wiele innych. 

Opanowanie marsjańskich technologii produkcji tworzyw sztucznych z etylenu będzie miało 

bardzo poważne konsekwencje, gdyż otworzy przed osadnikami na Czerwonej Planecie nowe 

możliwości.

Tworzywa sztuczne są najważniejszymi materiałami we współczesnym świecie. 

Wszechobecność węgla i wodoru pozwoli rozwinąć ich produkcję na Marsie. To jeszcze jeden 

argument przeciwko tezie, że bardziej od Marsa do kolonizacji nadaje się Księżyc. Na Księżycu 

węgiel i wodór występują w ilościach śladowych, rzędu jeden atom na milion, czyli mniej więcej 

równie często jak złoto w wodzie morskiej. Z tego względu na Księżycu nigdy nie będzie 

warunków do taniej produkcji tworzyw sztucznych - przez długi okres po przybyciu człowieka 

na Srebrny Glob tworzywa sztuczne byłyby tam dosłownie na wagę złota.

BUDOWA BAZY NA MARSIE  •  249

Wytwarzanie szklą i materiałów ceramicznych

Powierzchniowa warstwa marsjańskiej gleby zawiera też minerały ilaste, których niczym nie 

ograniczona dostępność uczyni wytwarzanie materiałów ceramicznych na naczynia i podobne 

cele zadaniem bardzo prostym. Z pomiarów wykonanych przez ładowniki Yiking l i Yiking 2 

wynika, że najpo-wszechniej występującym składnikiem marsjańskiej gleby jest dwutlenek 

krzemu, SiO2, którego zawartość w próbkach wyniosła wagowo aż około 40%. Dwutlenek 

krzemu jest podstawowym składnikiem szkła, a więc możliwa byłaby na Marsie produkcja szkła 

z zastosowaniem metod topienia piasku, zbliżonych do technologii znanych na Ziemi od tysięcy 

lat. Niestety, marsjańskiemu hutnictwu szkła przeszkadzać będzie to, że po dwutlenku krzemu 

kolejnym związkiem (pod względem obfitości występowania w glebie) jest tlenek żelaza, 

Fe2O3, stanowiący mniej więcej 17% zawartości próbek, zbadanych przez Yikingi. Do 

wytwarzania szkła dobrej jakości potrzeba piasku nie zawierającego właściwie wcale żelaza, a 

taki piasek trudno pewnie będzie na Marsie znaleźć. Produkcja szkła optycznego na miejscu 

wymagałaby usunięcia z piasku tlenku żelaza, na przykład poprzez reakcję tlenku węgla, który 

powstaje jako „odpad" w reaktorze RWGS, z tlenkiem żelaza, prowadzącą do redukcji tlenku 

żelaza do dwutlenku węgla i żelaza metalicznego, usuwanego następnie za pomocą magnesu. 

Muszę przyznać, że jest to nieco kłopotliwa metoda, choć uzyskane żelazo można by później 

wykorzystać, na przykład do wyrobu stali (wspomnę o tym pokrótce nieco dalej). W 

rzeczywistości baza prawie na pewno będzie potrzebować znacznie więcej stali niż szkła 

optycznego, dlatego już po wstępnym okresie funkcjonowania bazowej odlewni wytwórcom 

szkła nie powinno zabraknąć materiału pozbawionego żelaza. Podkreślmy jednak, że do 

produkcji wielu materiałów, na przykład włókien szklanych, szkło optyczne nie jest potrzebne.

250 • CZAS MARSA

Czerpanie wody

Dla marsjańskiego umysłu kwestią o kluczowym znaczeniu, ważniejszą niż wszelkie sprawy 

pracownicze, zagadnienie wyborczych praw kobiet i tajemnice Wschodu razem wzięte, byłby 

problem wody: w jaki sposób zdobyć dość wody, by życie mogło przetrwać?

Percival Lowell, Mars (1895)

Niewątpliwie Percival Lowell mylił się co do wielu spraw, lecz jego wypowiedź dotycząca wody 

na Marsie świadczy o niezłej zdolności przewidywania. Wszystkie omawiane metody badania i 

kolonizacji Marsa przez ludzi są uzależnione od wody: wytwarzanie paliwa do rakiet i roverów, 

Strona 110

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

uzyskiwanie tlenu, produkcja tworzyw sztucznych, wytwarzanie cegieł, zaprawy murarskiej i 

ceramiki, uprawa roślin, uszczelnianie wycieków, utwardzanie gleby sztuczną zmarzliną. Z 

logistycznego punktu widzenia przywożenie wody z Ziemi jest fatalnym pomysłem. Jedynie 

podczas pierwszych paru wypraw możemy sobie pozwolić na produkcję wody z przywiezionego 

z Ziemi wodoru, stanowiącego 11% wody, i tlenu z marsjańskiej atmosfery, obfitującej w 

dwutlenek węgla. Przystępując do budowy marsjańskiej bazy, musimy dysponować większymi 

możliwościami uzyskiwania wody. Ogromny wzrost zużycia paliwa i energii spowodowany 

rozwojem różnorodnej ludzkiej działalności, prace z zakresu inżynierii lądowej i chemicznej, a 

przede wszystkim rozwój rolnictwa spowodują, że zapotrzebowanie na wodę znacznie 

przekroczy ilości produkowane z wodoru dostarczonego z Ziemi. Zasiedlenie Marsa nie będzie 

możliwe bez znalezienia na nim źródeł wody.

Rozważnie założona baza powinna znajdować się niedaleko od przypuszczalnych miejsc 

występowania wody. Na Marsie oznacza to półkulę północną. Spoglądając obecnie na Czerwoną

Planetę, ujrzymy na terenie marsjańskiej Arktyki spory, nisko położony obszar o bardzo 

niewielkiej liczbie kraterów. Uważa się, że w ciągu pierwszego miliarda lat marsjańskiej historii 

niecka ta była wypełniona wodą, chroniącą dno przed uderzeniami meteorytów. Ostatnią 

pozostałością po tym starożytnym oceanie jest czapa biegunowa składają-

BUDOWA BAZY NA MARSIE  • 251

ca się z lodu wodnego (o objętości ocenianej na mniej więcej 2 min km3).4

Na zdjęciach wykonanych z okołomarsjańskiej orbity widać, że na półkuli północnej jest 

znacznie więcej koryt rzecznych i kanałów odpływowych niż na półkuli południowej. 

Przypuszczalnie w ujściach rzek i kanałów zgromadził się lód lub wieczna zmarzlina. Przykryte 

warstwą pyłu pokłady zamarzniętej wody mogą tam wciąż występować. Przeprowadzone z 

orbity pomiary wilgotności marsjańskiej atmosfery udowodniły ponad wszelką wątpliwość, że 

półkula północna planety jest wilgot-niejsza od południowej, a porą o najwyższej wilgotności 

jest wiosna na półkuli północnej. Kwestia występowania w przeszłości dużych ilości wody na 

półkuli północnej ma też dla przyszłych kolonizatorów Marsa dodatkowe znaczenie, gdyż 

aktywność hydrologiczna jest najważniejszym czynnikiem przesądzającym o tworzeniu się 

rozmaitych rud mineralnych. Gdyby Horace Greeley5 żył na Marsie, radziłby młodym 

Marsjanom, marzącym o zdobyciu fortuny - wyruszajcie na północ.

Istnieje parę sposobów uzyskania wody na Marsie. Pierwszy, najbardziej atrakcyjny, lecz 

zarazem najbardziej problematyczny, jest prosty - wystarczy wodę odnaleźć. Pisałem już w 

rozdziale 6, że na Marsie mogą występować ogrzewane geo-termicznie podpowierzchniowe 

zbiorniki wody. Za pomocą radaru astronauci podróżujący w roverze wykrywaliby baseny, 

znajdujące się na głębokości do l km pod powierzchnią planety. Załogi roverów nie będą 

musiały szukać na ślepo, ponieważ badania radarowe o niskiej zdolności rozdzielczej, 

prowadzone z orbity lub przez sondy niesione na balonach, pozwolą wcześniej określić 

najbardziej prawdopodobne obszary wodonośne. Po wywierceniu otworu z 

podpowierzchniowego zbiornika wodnego powinien wystrzelić gejzer gorącej wody pod wysokim

4 B. Jakowsky, A. Zent: The Physical and Chemical Properties and Resource Poten-tials of Mars 

Surface Soils. [W:] J. Lewis, M. Mathews i M. Guerreri (red.): Resources of Near-Earth Space, 

Uniyersity of Arizona Press, Tuscon 1993.

5 Amerykański dziennikarz (założyciel tygodnika „The New Yorker"), działacz społeczny i 

polityk, żyjący w latach 1811-1872 (przyp. red.).

252  • CZAS MARSA

ciśnieniem, przypominający wytrysk nafty na polu ropono-śnym w Teksasie. W marsjańskiej 

zimnej atmosferze o niskim ciśnieniu strumień wody nie utrzyma zbyt długo wysokiej 

temperatury - woda zamarznie prawdopodobnie w kryształki lodu, które spadną z powrotem na

powierzchnię planety przed osiągnięciem wysokości 100 m. Nie można też wykluczyć 

błyskawicznego powstania sporej wielkości wulkanu śnieżnego. Wydobywanie wody w równie 

widowiskowy sposób byłoby, niestety, marnotrawstwem, ponieważ taka studnia 

hydroter-miczna stanowi jednocześnie źródło energii. Rozwiązanie idealne to umiejscowienie 

bazy na podpowierzchniowym, gorącym źródle artezyjskim.

Oczywiście, sytuacja może okazać się mniej korzystna, gdy woda podpowierzchniowa nie 

wystąpi na maksymalnej głębokości odwiertów. Co wtedy? Jeśli nie ma wody, trzeba by się 

rozejrzeć za solankami. Nasycone roztwory soli pozostają w stanie płynnym w bardzo niskich 

Strona 111

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

temperaturach, sięgających -55°C, co oznacza, że nawet bez geotermicznych źródeł ciepła 

płynne solanki mogą obecnie istnieć płytko pod powierzchnią Marsa, chronione przed 

wyparowaniem przez cienkie warstwy lodu lub gleby. Solanki byłyby dobrym źródłem wody 

oraz bardzo obiecującym miejscem na odnalezienie ocalałych przejawów marsjańskiego życia. 

Dotychczas nie zidentyfikowano na Czerwonej Planecie żadnych solanek, jednak sól bez 

wątpienia tam występuje, a niektórzy uczeni sądzą, że pewne jasno zabarwione utwory 

powierzchniowe, otaczające dawne zbiorniki wodne, mogą być złożami soli, która się osadziła 

wzdłuż linii brzegowej wyschniętych marsjańskich mórz.

Kolejnym, po wodzie w stanie ciekłym i solankach, interesującym znaleziskiem byłby lód. Wokół

północnego bieguna Marsa znajdują się spore pokłady lodu, nie zamierzamy jednak budować 

bazy w Arktyce. Na południe od równoleżnika 75° północnej szerokości areograficznej nie widać

już większych stałych pokładów lodu. Teorie przewidują jednak, że powyżej szerokości 

areograficznej 40°N już na głębokości l m pod powierzchnią powinna występować stabilna 

warstwa lodu. Zdarzają się też przecież pogodowe anomalie - na przykład w Kolo-

BUDOWA BAZY NA MARSIE  • 253

rado, gdzie mieszkam, po północnej stronie domu może panować zima, lato zaś po 

południowej; czasami nawet w rozpalony, sierpniowy dzień można zetknąć się ze śniegiem 

ukrytym w zacienionym zagłębieniu na północnym stoku wzgórza. Z pewnością w jakichś 

zimnych szczelinach, zagłębieniach wydrążonych przez lawę lub pieczarach na północnej stronie

marsjańskich gór leży lód, i to na obszarach, których globalne teorie klimatyczne w ogóle nie 

biorą pod uwagę. Do zbierania lodu przyda się dynamit, gdyż w marsjańskich temperaturach 

lód może być naprawdę bardzo twardy. Wydaje się, że poza okolicami bieguna złoża czystego 

lodu występują rzadko, a odkrywcy Marsa będą mieli większe szansę znalezienia wiecznej 

zmarzliny, czyli zamarzniętego błota. Zmarzlina może być bardzo twarda, przez co jest w 

pewnym sensie idealnym marsjań-skim materiałem budowlanym. Cegła ze zmarzliny byłaby 

znacznie silniejsza od czerwonej cegły wypalanej z gliny; nie trzeba jej poddawać obróbce 

termicznej ani stosować zaprawy murarskiej - wystarczy dodać wody i natychmiast powstaje 

silna skała. Zatem należy zaopatrzyć się w duże ilości dynamitu.

To tyle, jeśli chodzi o perspektywy uzyskiwania wody metodami heroicznymi i górniczymi. 

Przyjrzyjmy się z kolei sposobom przyziemnym, czyli przemysłowym.

Jesteśmy pewni, że marsjańska gleba zawiera nieco wody. Gdy przypadkowe próbki gleby, 

zebrane w miejscach lądowania przez obie sondy Yiking z górnych 10 cm gleby, podgrzano do 

temperatury 500°C, wyemitowały one około 1% wagi w postaci pary wodnej. Nie najgorszy 

wynik, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę, że rezultaty eksperymentu nie są do końca 

miarodajne, gdyż warstwa powierzchniowa jest najbardziej sucha, próbki podgrzewano tylko 

przez 30 s, a wcześniej trzymano wiele dni w nieszczelnym pojemniku w temperaturze 15°C, 

znacznie wyższej od średniej marsjańskiej temperatury, co rodzi podejrzenie, że znaczna część 

wody zdołała ulotnić się przed badaniem. Pomiary wykonane przez Yikingi sugerują, że średnia 

zawartość wody w glebie marsjańskiej wynosi co najmniej 3%. Ponadto prawdopodobnie 

niektóre rodzaje marsjańskiej gleby są wilgotniejsze niż przeciętnie; na Czerwonej

254 • CZAS MARSA

Planecie występują na przykład pokłady soli, zawierające do 10% związanej chemicznie wody, 

którą można uwolnić przez ogrzanie do odpowiedniej temperatury. Często marsjańska glina ma

doskonałe właściwości adsorpcyjne: na przykład glina smektyczna, odnaleziona w meteorytach 

SNC, może zaabsorbować do kilkudziesięciu procent wagowych wody. Wiele meteorytów SNC 

zawierało także gips (CaSO4 • 2H2O). Nie można wykluczyć, że na Marsie gips występuje 

powszechnie, ponieważ stężenia siarki i wapnia, zmierzone przez oba Yikingi, były dużo większe

(odpowiednio, 40 i 3 razy) od średnich wartości dla ziemskiej gleby. Gips może zawierać ponad 

20% wagowych wody.

Do odzyskania wody z gleby (niezależnie od tego, czy zawiera ona 3%, czy 20% wody) 

konieczne jest ciepło. Są na to dwa sposoby - albo przenieść glebę do grzejnika, albo grzejnik 

do gleby. Pierwszy sposób został przedstawiony na rys. 7.3. Ciężarówka wypełniona 

stosunkowo wilgotną marsjańska glebą zrzuca ładunek na pas transmisyjny, prowadzący ku 

piecowi, w którym rozgrzana do temperatury mniej więcej 500°C ziemia uwalnia wodę. 

Strumień pary wodnej trafia do sprężarki, podczas gdy odwodniona gleba zostaje usunięta. 

Rosnąca hałda żużlu stanowi pewną niedogodność, ogólnie jednak proces ma korzystny bilans 

Strona 112

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

energetyczny. W przypadku gleby zawierającej 3% wody układ zużywa 3,5 kWh 

(kilowatogodzin) energii cieplnej na wyprodukowanie l kg wody.6

Zasilając piec energią elektryczną o mocy 100 kW, wyprodukujemy codziennie 700 kg wody; 

wykorzystując zaś do wypiekania ziemi odpadową energię cieplną, będącą produktem 

ubocznym pracy reaktora, otrzymamy 14 000 kg wody dziennie. (Generatory termoelektryczne,

stosowane współcześnie w kosmonautyce jądrowe źródła energii, przetwarzają produkowaną 

moc na energię elektryczną z wydajnością zaledwie 5%, pozostałe 95% ucieka jako „ciepło 

odpadowe").

6 C. Stoker i in.: The Physical and Chemical Properties and Resource Potentials of Martian 

Surface Soils. [W:] J. Lewis, M. Mathews i M. Guerreri (red.): Resources of Near-Earth Space, 

University of Arizona Press, Tuscon 1993.

BUDOWA BAZY NA MARSIE  • 255

Rys  7 3  Metoda pozyskiwania wody z marsjanskiej ziemi, wykorzystująca ciężarówkę i piec 

żużel wyrzucany jest na hałdę (rys Michael Carroll)

Pozostaje kwestia nieszczęsnej sterty żużlu: przy dziennej produkcji 14 000 kg wody hałda 

roslaby codziennie o 462 000 kg. Ilość jeszcze możliwa do przyjęcia - o objętości 120 m3 - 

mieszcząca się na sześciu ciężarówkach. Może ów żużel uda się do czegoś wykorzystać, a może

będzie wrzucany do jakiegoś pobliskiego krateru.

Inny sposób polega na dowiezieniu grzejnika do marsjanskiej gleby. Według jednego z 

pomysłów mobilny piec, umieszczony na pojeździe kołowym, pobierałby ziemię z powierzchni, 

wypiekał, sprężał parę wodną i wyrzucał wysuszony muł podczas jazdy.7

Do zasilania pojazdu zamiast reaktora jądrowego wolelibyśmy użyć radioizotopowego 

generatora termoelektrycznego (RTG, ang. Radioisotope Thermoelectric Generator), ogniwa 

izotopowego, podobnego do stosowanych na pokładach sond Yoyager, Yiking, Galileo i innych 

statkach podróżujących po zewnętrznych obszarach Układu Słonecznego. Standardowy 

generator RTG zapewnia 300 W energii elektrycznej (starczy na napęd wózka) oraz 6 kW 

odpadowej energii cieplnej: ilość wystarczająca do wytworzenia 42 kg wody dziennie z gleby,

7 B Clark A Day in the Life of Mars Base l, „Journal of British Interplanetary Society", listopad 

1990

256 •  CZAS MARSA

w której zawartość wody wynosi 3%. Tego rodzaju wyposażenie przydałoby się niewielkim 

grupom astronautów, podróżujących po odległych od bazy terenach. Mogłoby także pełnić rolę 

układu pomocniczego podczas pierwszych, odkrywczych wypraw (w ciągu 500 dni pobytu na 

Marsie, jak to zakłada projekt Mars Direct, produkcja 42 kg wody dziennie oznacza w sumie 21 

000 kg wody); wytwarzane ilości wody byłyby jednak małe w porównaniu z potrzebami dużej, 

rozwijającej się bazy marsjańskiej. Oczywiście, duża liczba pojazdów mogłaby wyprodukować 

więcej wody, lecz ogniwa RTG są kosztowne; poza tym metoda powoduje szybkie zużywanie się

sprzętu -konsekwencja przerzucania i poruszania dużej ilości piasku i kamyków.

Kolejny pomysł to zastosowanie urządzenia emitującego promieniowanie mikrofalowe, 

zamontowanego na wózku i ogrzewającego glebę, znajdującą się pod przejeżdżającym 

pojazdem. Obecna w glebie woda przechodziłaby w parę i unosiła się nad powierzchnią, wózek 

natomiast byłby wyposażony w rodzaj baldachimu z elastyczną spódniczką, zamiatającą wkoło 

ziemię. Spódniczka służyłaby za pomieszczenie utrzymujące wilgoć, dopóki woda nie zamarznie

na dachu baldachimu, skąd później zbierze się ją i przechowa. Zaletą tej propozycji jest 

wyeliminowanie konieczności prowadzenia wykopów, ponadto zastosowanie promieniowania 

mikrofalowego pozwala dostroić urządzenie tak, by najsilniej podgrzewało cząsteczki wody i nie

marnowało energii na ogrzanie piasku. Niestety, unosząca się para przekazuje ciepło glebie, 

więc część energii i tak się marnuje (choć nie tak dużo, jak w najprostszej, czysto termicznej 

metodzie). Kłopotliwy jest też wymóg zasilania grzejnika mikrofalowego energią elektryczną, a 

nie cieplną. Powstała jako produkt uboczny pracy RTG odpadowa energia cieplna o mocy 6000 

W nie nadaje się do użycia, trzeba wykorzystywać energię elektryczną o mocy 300 W. Zatem 

nawet gdyby l W energii elektrycznej, użytej do uzyskiwania wody, miał dwukrotnie większą 

skuteczność niż l W energii cieplnej, wykorzystanej do tego samego celu, zgromadzilibyśmy 

dziesięć razy mniej wody niż w wypadku metody termicznej, ponieważ energia cieplna jest

BUDOWA BAZY NA MARSIE  •  257

Rys   7 4  Metody wydobywania wody z marsjanskiej gleby za pomocą poru szających się 

Strona 113

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

urządzeń  ,pożeracz' gleby na kołach (ugory z lewej), mobilna aparatura mikrofalowa ze 

spódniczką (w środku), przenośna szklarnia pod kopułą wraz ze sprężarką (na dole) (rys 

Michael Carroll)

dostępna w dwadzieścia razy większych ilościach. W przypadku dużego stężenia wody w glebie i

bardzo twardego, trudno pękającego materiału (taka jest zmarzlina), metoda wykorzystująca 

promieniowanie mikrofalowe lepiej by się sprawdzała od koparki z piecem. Zebrane ilości wody 

wciąż byłyby jednak niewielkie. Załóżmy na przykład, że urządzenie stosujemy do pokładów 

zmarzliny, zawierającej 30% wody. Szacujemy, że wydobycie l kg wody wymagać będzie 

energii l kWh, zatem w ciągu mar-sjańskiego dnia (solą) trwającego 24,6 godziny, wózek 

wyposażony w aparaturę mikrofalową, napędzany ogniwem RTG o mocy 300 W, wydobyłby 

mniej więcej 7,4 kg wody. Pewnym

258  •  CZAS MARSA

sposobem na znaczne poprawienie tego wyniku byłoby dostarczenie urządzeniu dużo, dużo 

więcej energii, na przykład poprzez połączenie kablem wózka z reaktorem jądrowym, 

znajdującym się w bazie, i zapewnienie mocy 100 kW. Dzięki takiemu rozwiązaniu udałoby się 

wydobyć 2200 kg wody dziennie, ale, niestety, za cenę utraty mobilności.

Sądzę, że korzystniejsze byłoby rozpostarcie nad wybranym obszarem na powierzchni Marsa 

namiotu i ogrzanie jego wnętrza za pomocą naturalnie występującego efektu cieplarnianego. 

Wzrost temperatury, spowodowany efektem cieplarnianym, można zwielokrotnić, rozstawiając 

wokół namiotu mocne, lecz lekkie zwierciadła, obracające się za Słońcem po marsjanskim 

nieboskłonie w taki sposób, by zmaksymalizować ogrzewanie wnętrza namiotu przez światło 

słoneczne. Wewnątrz namiotu ziemia nie ogrzeje się oczywiście do 500°C, lecz z pewnością 

osiągnie temperaturę znacznie powyżej średniej powierzchniowej temperatury gleby na Marsie. 

To wystarczy, by wywołać parowanie części adsorbowanej wody zawartej w glebie; wilgoć w 

postaci szronu osadzającego się na zimnej płytce można magazynować w zamrażarce, stojącej 

w rogu namiotu (podobnie jak zamrażalnik w każdej lodówce). By ocenić skuteczność 

podobnego rozwiązania, bierzemy pod uwagę wartość energii promieni słonecznych, 

padających na powierzchnię Marsa, odpowiadającą mocy 500 W/m2. W przypadku namiotu w 

kształcie półkuli o średnicy 25 m, ogrzewanego światłem słonecznym i wspomaganego układem

zwierciadeł wewnątrz namiotu, uzyskamy dodatkowo równowartość 200 W/m2 energii cieplnej;

zatem całkowita moc efektywna systemu wynosiłaby 98 kW. Ilość ta wystarczy do otrzymania 

w ciągu ośmiogodzinnego dnia 224 kg wody z gleby o 3% zawartości wody. Woda ta 

pochodziłaby z leżącej pod samą powierzchnią warstwy grubości 0,5 cm. Wykonany z 

polietylenu grubości 0,1 mm namiot ważyłby zaledwie 100 kg (czyli 38 kg na Marsie), mógłby 

zatem być bez przeszkód wożony przez astronautów w roverze i rozstawiany codziennie w 

nowym miejscu. Po usunięciu namiotu procesy naturalnego nawadniania gleby sprawiłyby, że 

to samo miejsce będzie się nadawać do wielokrotnej „hodowli wody".

BUDOWA BAZY NA MARSIE • 259

Zupełnie odmienne rozwiązanie zakłada pozyskiwanie wody z marsjańskiej atmosfery. Problem 

polega na tym, że powietrze na Marsie jest bardzo suche - w normalnych warunkach trzeba 

przerobić milion metrów sześciennych powietrza, by otrzymać jeden kilogram wody. Klasyczna 

praca autorstwa Toma Meyera, inżyniera, i Chrisa McKaya, naukowca zajmującego się 

badaniem Marsa, zawiera projekt mechanicznego systemu sprężającego, wykonującego 

dokładnie takie zadanie.8

Wyliczyli oni, że produkcja l kg wody wymaga energii elektrycznej o wartości 103 kWh. Wynik 

wydaje się niezbyt atrakcyjny, gdy porównamy go z danymi na temat wydajności opisanych 

już, konkurencyjnych metod wydobywania wody z gleby (średnie zużycie energii na 

wytworzenie l kg wody wynosi około 3,5 kWh energii cieplnej). Należy jednak pamiętać, że 

układ sprężający będzie dodatkowo źródłem dużych ilości przydatnego argonu i azotu, 

wykorzystywanych w systemie podtrzymywania funkcji życiowych. Niedawno zaś Adam 

Bruckner, Ste-ven Coons i John Williams z Uniwersytetu Waszyngtońskiego przeprowadzili 

badania, w których, zamiast sprężać powietrze, użyli wentylatora, wydmuchującego je na 

zeolitowe złoże sorpcyjne.9

Zeolit to bardzo efektywny środek suszący, stosowany do obniżania zawartości pary wodnej w 

atmosferze do poziomu paru cząsteczek wody na miliard, czyli znacznie poniżej wilgotności 

marsjańskiego powietrza. W temperaturach występujących na powierzchni Czerwonej Planety 

Strona 114

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

zeolit będzie adsorbo-wać wodę do 20% swojej masy. Po nasyceniu zeolitu można poprzez 

ogrzewanie wydobyć z niego wodę, zużywając mniej więcej 2 kWh energii cieplnej na l kg 

wody; wysuszony zeolit nadaje się do ponownego wykorzystania. Ponieważ wystarczy

8 T. Meyer i C. McKay: The Atmosphere of Mars - Resources for the Exploration and Settlement

of Mars, AAS 81-244. [W:] P. Boston (red.): The Case for Mars, tom 57, Science and 

Technology Series of the American Astronautical Society, Univelt, San Diego, Kalifornia 1984.

9 J. Williams, S. Coons i A. Bruckner: Design of a Water Vapor Adsorption Reac-tor for Martian 

In Situ Resource Utilization, „Journal of British Interplanetary Society", sierpień 1995.

260 • CZAS MARSA

jedynie poruszać powietrze, a nie sprężać je, jak w przypadku pompy proponowanej przez 

Meyera i McKaya, mechaniczny układ wentylatora zużyje jeszcze dodatkowe 2 kWh energii 

elektrycznej na l kg wyprodukowanej wody. Pobór mocy układu jest więc zbliżony do wielkości 

charakteryzującej system wydobywania wody z ziemi. Najpoważniejszy problem wynika stąd, 

że każdy system pozyskiwania wody z atmosfery musi mieć duże rozmiary, by zapewnić 

pożądaną wydajność. Instalacja, składająca się z przewodu wlotowego o przekroju 10 m2 oraz 

wentylatora, pobierającego powietrze z prędkością 100 m/s (mniej więcej 3600 km/h), 

produkowałaby w przybliżeniu 90 kg wody dziennie. Skoro jednak urządzenie takie nie 

musiałoby się poruszać, zużywający 8 kWh wentylator może z powodzeniem być zasilany 

energią ze źródła w bazie. A zatem pozyskiwanie wody z powietrza w ten sposób może wydać 

się atrakcyjne, jeśli wziąć pod uwagę, że stosowanie systemu nie wymaga prowadzenia prac 

ziemnych ani poszukiwań, że system może działać całkowicie automatycznie oraz że potrzebny 

surowiec - marsjańskie powietrze - jest dostępny w nieograniczonych ilościach.

Wprawdzie nie ma na Marsie tyle wody, ile, zdaniem Lowel-la, płynęło w rowach 

nawadniających, które miały przecinać powierzchnię planety, z pewnością wystarczy jej jednak 

dla potrzeb najodleglejszej placówki badawczej. Bez wątpienia znaczną część wody, zdobytej 

na jałowej powierzchni Marsa, będzie można wykorzystać do zazielenienia Czerwonej Planety.

Szansę zazielenienia Czerwonej Planety

Aby zapewnić wzrost liczebności ludzkiej populacji na Marsie, trzeba będzie - z uwagi na wysoki

koszt transportu międzyplanetarnego - opracować sposób uprawy roślin i produkcji żywności. 

Pod tym względem Czerwona Planeta oferuje znacznie większe możliwości niż Księżyc i inne 

ciała niebieskie w Układzie Słonecznym. Wszystkie cztery pierwiastki o podstawowym znaczeniu

dla materii organicznej - wodór, węgiel, azot i tlen -

BUDOWA BAZY NA MARSIE  • 261

są na Marsie łatwo dostępne. Uważa się wprawdzie za prawdopodobne, że na planetoidach 

występują substancje zawierające węgiel; pewne dane uzyskane dzięki misji sondy Clementine 

wskazują na możliwość obecności na ziemskim Księżycu złóż lodu na stale zacienionych 

terenach wokół bieguna północnego. Argumenty te są jednak bezwartościowe, gdyż 

podstawowym problemem nękającym wszystkie pozbawione atmosfery ciała niebieskie oraz 

ewentualne kolonie w otwartej przestrzeni kosmicznej (proponowane przez Gerarda O'Neilla10)

jest brak światła słonecznego w postaci nadającej się do wykorzystania do uprawy roślin.

Kwestia ta ma ogromne znaczenie, a jednak nie jest właściwie rozumiana. Rośliny potrzebują 

gigantycznych ilości energii, czerpanej ze światła - na przykład l km2 powierzchni uprawnej 

oświetlony jest energią słoneczną o mocy w przybliżeniu 1000 MW; wielkość ta odpowiada 

poborowi mocy milionowego miasta amerykańskiego. Innymi słowy, energia zużywana do 

wytworzenia płodów rolnych tak maleńkiego państwa, jak Salwador, przekracza moc 

produkowaną przez wszystkie elektrownie na Ziemi. Rośliny przetrwają prawdopodobnie mniej 

więcej 20% spadek otrzymywanej energii słonecznej w porównaniu z ziemskimi standardami i 

będą nadal rosnąć, ale nie zmienia to fundamentalnego faktu: wymagania energetyczne 

związane ze wzrostem roślin wykluczają wszelkie większe uprawy, wykorzystujące sztucznie 

wytwarzane światło. Wiedząc to, rozumiemy, że problem uniemożliwiający wykorzystanie 

naturalnego światła słonecznego na Księżycu oraz w otwartej przestrzeni kosmicznej polega na 

braku osłony ze strony atmosfery. (Na Księżycu dodatkowo komplikuje sytuację dobowy cykl 

oświetlenia i ciemności, liczący 28 ziemskich dni; jest to zupełnie nie do przyjęcia dla roślin). 

Uprawy wewnątrz cienkościennych szklarni na powierzchni Księżyca lub planetoidy zostałyby 

zniszczone przez promieniowanie z rozbłysków słonecznych. Skuteczne zabezpieczenie 

zapewnia dopiero szklana ściana o grubości 10 cm, co sprawia, że większe

Strona 115

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

10 G. 0'Neill: TheHigh Frontier. William Morrow, Nowy Jork 1977.

262 •  CZAS MARSA

uprawy byłyby zupełnie nieopłacalne. Problemu nie rozwiążą zwierciadła ani inne urządzenia 

kierujące światło, gdyż powierzchnia zwierciadeł musiałaby być ogromna, porównywalna z 

powierzchnią upraw, co prowadziłoby do kolosalnych problemów technicznych, gdybyśmy 

planowali duże uprawy.

Marsjańska atmosfera ma wystarczającą gęstość, by osłonić rośliny na powierzchni Czerwonej 

Planety przed niekorzystnym wpływem rozbłysków słonecznych. Wiemy już, że na Marsie 

można bez trudu skonstruować nadmuchiwane, chronione dodatkowo kopułą szklarnie o dużych

rozmiarach, wewnątrz których panowałyby warunki, sprzyjające szybkiemu wzrostowi roślin. 

Powierzchnia Marsa otrzymuje o 57% mniej światła słonecznego od Ziemi, lecz ilość ta jest 

zupełnie wystarczająca, by zachodził proces fotosyntezy, który można dodatkowo przyspieszyć,

wypełniając kopuły dwutlenkiem węgla w wyższym stężeniu niż na Ziemi. Do ochrony 

konstrukcji mieszkalnej o średnicy 50 m i ciśnieniu wewnętrznym, wynoszącym 5 psi, 

konieczna jest kopuła z wzmocnionego kevlaru o grubości l mm. Rośliny zaś potrzebują 

atmosfery o ciśnieniu zaledwie 0,7 psi, czyli 50 mbar, w tym 20 mbar azotu, 20 mbar tlenu, 6 

mbar pary wodnej i poniżej l mbar dwutlenku węgla. Kopuła o średnicy 50 m, osłaniająca 

szklarnie, może być wykonana z włókna grubości tylko 0,2 mm; około 2000 m2 (pół akra) 

ziemi uprawnej zmieściłoby się pod kopułą, która ważyłaby w przybliżeniu tonę. Masa drugiej, 

pleksiglasowej kopuły ochronnej wciąż jednak wynosiłaby 4 tony. (Kopuła z pleksiglasu będzie 

mieć o połowę mniejszą masę, jeśli górnej jej połowie, zamiast rozważanej dotąd półkuli, 

nadamy kształt soczewki. Soczewkowaty kształt górnej półkuli ułatwiłby budowę kopuły 

ochronnej, gdyż zmniejszyłaby się wysokość konstrukcji; ponadto drastycznie skróciłby się 

czas, potrzebny roślinom do nasycenia tlenem atmosfery wewnątrz kopuły). Roślinom 

wystarczy atmosfera o ciśnieniu 0,7 psi, za to ludzie w takich niskociśnieniowych szklarniach 

musieliby nosić skafandry kosmiczne. Przestałyby one być konieczne po podwyższeniu ciśnienia

do 2,5 psi. Zasadniczo najkorzystniej będzie wykonać kopuły szklarni, zakładając

BUDOWA BAZY NA MARSIE • 263

ciśnienie wynoszące 5 psi (tyle sarno co w pomieszczeniach mieszkalnych), chyba że baza 

będzie odczuwać dotkliwy brak powierzchni uprawnych. Rozwiązanie takie pozwala połączyć 

szklarnie i konstrukcje mieszkalne tunelami, którymi ludzie będą mogli swobodnie poruszać się 

pomiędzy różnymi obiektami w lekkich ubraniach, bez skafandrów i konieczności 

przeprowadzania operacji sprężania/rozprężania. Dodatkowo za wariantem takim przemawia 

łatwość masowej produkcji ujednoliconych elementów konstrukcyjnych do obu typów kopuł 

oraz możliwość wprowadzenia się do szklarni w razie szybkiego przyrostu populacji. 

Podstawową różnicą dzielącą dwa typy kopuł jest wartość dopuszczalnego ciśnienia 

cząstkowego dwutlenku węgla. W kopułach mieszkalnych ciśnienie dwutlenku węgla nie może 

przekraczać ziemskiej średniej, czyli około 0,4 mbar. Za to w szklarniach występować będzie 

znacznie wyższe ciśnienie dwutlenku węgla, sięgające 7 mbar (wielkość odpowiadająca 

marsjańskiemu klimatowi), co w wielkim stopniu przyczyni się do zwiększenia zbiorów. (Na 

Ziemi rośliny cierpią z powodu niedostatku dwutlenku węgla). Znamy już rozmaite potencjalnie 

użyteczne technologie, pozwalające dostarczyć szklarniom dużych ilości wody. Na Marsie można

zatem zapewnić podstawowy warunek uprawy roślin - występowanie dobrze oświetlonych i 

nawadnianych terenów.

Jak żyzna jest marsjańska gleba? Trudno powiedzieć, lecz wykorzystując dzisiejszą wiedzę 

możemy stwierdzić, że marsjańska gleba powinna okazać się doskonałym środowiskiem dla 

uprawy roślin, znacznie lepszym od większości ziemskich terenów uprawnych. Tabela 7. l 

porównuje ziemską i marsjańska glebę pod względem zawartości pierwiastków posiadających 

odżywcze właściwości dla roślin. Dane odnoszące się do Marsa bazują na pomiarach Yikingów i 

badaniach meteorytów SNC.11

11 C. Stoker i in.: The Physical and Chemical Properties and Resource Potentials of Martian 

Surface Soils. [W:] J. Lewis, M. Mathews i M. Guerreri (red.): Resources of Near-Earth Space, 

University of Arizona Press, Tuscon 1993.

264  •  CZAS MARSA

Z Tabeli 7. l dowiadujemy się, że marsjańska gleba jest bogatsza w większość roślinnych 

składników odżywczych. Najważniejszą niewiadomą pozostaje zawartość azotu, której 

Strona 116

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

znajdujący się na Yikingu. przyrząd, analizujący skład pierwiastków w glebie, nie zdołał 

zmierzyć z powodu ograniczeń konstrukcyjnych. Wiemy jednak skądinąd, że azot obecny jest w

atmosferze Marsa, zatem gdyby gleba okazała się uboga w azotany, możliwa byłaby synteza 

amoniaku i innych nawozów azotowych. Prowadząca do wytworzenia metanu reakcja Sabatiera 

będzie dostarczać amoniaku, jeśli jako substratów użyjemy azotu i wodoru. Podstawowa 

metoda produkcji nawozów na Ziemi wykorzystuje instalacje do przeprowadzania podobnych 

reakcji. Współczesna wiedza na temat procesu kształtowania się planet każe jednak 

przypuszczać, że zawartość azotu na nowo powstałym Marsie była zbliżona do wartości 

ziemskiej. W takim wypadku azot nie mógł uciec i wciąż musi być obecny na Czerwonej 

Planecie,

Tab. 7.1. Porównanie zawartości roślinnych składników odżywczych w glebie na Ziemi i na 

Marsie. (Skrót ppm oznacza części na milion: l ppm równa się jednej dziesięciotysięcznej części 

procenta lub jednej tysięcznej części promila).

PIERWIASTEK

ŚREDNIA ZAWARTOŚĆ W ZIEMSKIEJ GLEBIE

ŚREDNIA ZAWARTOŚĆ W MARSJAŃSKIEJ GLEBIE

azot

0,14%

nieznana

fosfor

0,06%

0,30%

potas

0.83%

0,08%

wapń

1,37%

4,10%

magnez 0,50%

3,60%

siarka

0,07%

2,90%

żelazo

3,80%

15,00%

mangan 0,06%

0,40%

cynk

50 ppm 72 ppm

miedź

30 ppm 40 ppm

bór

10 ppm nieznana

molibden 2 ppm

0,4 ppm

BUDOWA BAZY NA MARSIE  • 265

prawdopodobnie w postaci azotanów w glebie. Spodziewam się odkrycia na Marsie pokładów 

naturalnych azotanów; baza zaopatrzyłaby się w wielkie zapasy nawozów, wydobywając 

azotany za pomocą materiałów wybuchowych. Kolejny rzadko występujący na Marsie roślinny 

składnik odżywczy to potas. Niewykluczone, że pierwiastek ten jest obecny w wysokich 

stężeniach w pokładach soli, które osadziły się na brzegach wyschniętych dzisiaj, dawnych 

marsjańskich zbiorników wodnych.

Wzrostowi roślin sprzyjają także fizyczne właściwości ziemi na Marsie, gdyż wiele wskazuje na 

to, że pokrywająca całą powierzchnię planety gleba jest rzadka, porowata i właściwie 

przygotowana mechanicznie do podtrzymywania uprawy. Mówiliśmy wcześniej, że marsjańskie 

gleby zawierają dużo glin smektycznych. Jest to dobra wiadomość dla przyszłych marsjańskich 

rolników, gdyż smektyty skutecznie stabilizują wartość parametru pH gleby na poziomie lekko 

kwasowym, a dzięki wysokiej zdolności do wymiany stanowią w glebie spory zapas wymiennych

jonów odżywczych.

Wspomnieliśmy już, że marsjańskie kopuły będą wypełnione atmosferą o ciśnieniu 5 psi (340 

mbar), odpowiadającym jednej trzeciej ziemskiego ciśnienia atmosferycznego na powierzchni 

morza. Ponieważ grawitacja na Marsie wynosi mniej więcej jedną trzecią ziemskiej wartości, 

taka gęstość powietrza pozwoli latać owadom. Możliwe stanie się zapylanie roślin przez 

pszczoły. Na początku kopuły będą zawierać powietrze z marsjańskiej atmosfery (95% to 

dwutlenek węgla) sprężone do wybranego ciśnienia, wzbogacone paroma mili-barami sztucznie 

wytworzonego tlenu, który umożliwi roślinom oddychanie. Rośliny wewnątrz szklarnianych 

kopuł będą rosnąć w środowisku zawierającym bardzo dużo dwutlenku węgla, co zapewni 

wysoką wydajność fotosyntezy. Na Ziemi, gdzie atmosfera jest uboga w dwutlenek węgla, 

rośliny przekształcają energię światła słonecznego w energię wiązań chemicznych z wydajnością

zaledwie 1%. (Wydajność netto takiego ekosystemu, jak las czy dzika preria, jest znacznie 

niższa, mniej więcej 0,1%, gdyż obumarłe rośliny ulegają roz-

266 • CZAS MARSA

kładowi. Same rośliny radzą sobie dużo lepiej, z czego korzystamy w naturalnym środowisku 

Strona 117

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

rolniczym, zbierając plony, zanim zostaną rozłożone przez bakterie). Wydajność fotosyntezy w 

środowisku o bardzo dużej zawartości dwutlenku węgla ocenia się na 3%. W sferycznej kopule 

o średnicy 50 m rośliny, fotosyntetyzujące z taką wydajnością, w ciągu 310 dni przekształciłyby

cały zawarty wewnątrz szklarni dwutlenek węgla w tlen. W przypadku kopuły o kształcie 

soczewki (o promieniu krzywizny 50 m zamiast 25 m) wystarczyłoby zaledwie osiem dni. 

Wykryty prawdopodobnie w marsjańskiej glebie przez Yikingi utleniacz nie będzie stanowić 

żadnego problemu, ponieważ przy kontakcie z wodą rozkłada się on na substancję 

zredukowaną i swobodny tlen. Wilgoć krążąca w ciepłym środowisku szklarni będzie 

powodowała wydzielanie tlenu przez glebę podłoża.

Wszyscy znamy argumenty wegetarian, przekonujących o konieczności całkowitego 

zrezygnowania ze spożywania mięsa, gdyż akr kukurydzy dostarcza znacznie więcej pożywienia

niż akr przeznaczony na hodowlę bydła. Na Ziemi argumenty takie są wątpliwe, skoro głód nie 

jest spowodowany globalnym niedostatkiem żywności, lecz brakiem pieniędzy u głodujących. W

stosunku do Marsa ta argumentacja ma sens, gdyż ziemię pod uprawy bądź hodowlę trzeba 

pod kopułami ochronnymi urządzić - nie wystarczy po prostu zająć obszar. Istotnie, 

wykorzystywanie bydła, owiec, kóz, królików, kurcząt i innych stałocieplnych roślinożerców jako

elementu łańcucha pokarmowego świadczy o wielkim marnotrawstwie. Zwierzęta zużywają 

większość energii roślinnej na utrzymanie stałej temperatury ciała, a spożywający mięso 

człowiek otrzymuje jedynie niewielką część tej energii. (Kiedyś pewien naukowiec w paru 

książkach przekonywał, że kozy stanowią klucz do rozwoju przyszłej gospodarki rolnej w 

przestrzeni kosmicznej, gdyż są nieduże, wszystkożerne, szybko rosną, dają mleko itp. Choć 

pochodzę z miasta, ostatnio większość czasu spędzam na terenach wiejskich i wiem, co potrafią

kozy. Nie wolno dopuszczać kóz do kopuł z kevlaru, bo je zjedzą!) Z drugiej zaś strony, nawet 

w przypadku wartościowej rośliny, co najmniej

BUDOWA BAZY NA MARSIE  • 267

jej połowa nie jest przez ludzi zjadana, nie jemy na przykład korzeni, łodyg czy liści kukurydzy, 

ryżu czy pszenicy. Niejadalne części roślin są zakopywane w ziemi, a my pocieszamy się, że 

służą jako nawóz. Tymczasem jest to marnowanie energii - przecież gdyby rzeczywiście 

chodziło nam o użyźnianie gleby, powinniśmy zakopać całą roślinę, by uzyskać jeszcze lepszy 

rezultat. Wymogi oszczędności nakazują poszukać sposobu użytecznego wykorzystania 

niejadalnych części roślin. A więc jednak kozy? Parę kóz przydałoby się do zabawy dzieciom i 

aby znaleźć zajęcie dla bazowych patroli (przy słabej marsjańskiej grawitacji kozy z łatwością 

pokonywałyby trzymetrowe ogrodzenia). Są jednak lepsze rozwiązania. Jedno z nich proponuje 

wykorzystanie grzybów. Ośrodek naukowy Uniwersytetu w Purdue, prowadzący finansowane 

przez NASA badania nad rolnictwem w przestrzeni kosmicznej, wyodrębnił gatunek grzybów 

przystosowany do hodowli, w której zużywane byłyby roślinne odpadki: grzyby mogą 

przekształcić 70% odpadków roślinnych w jadalne białko, równie wysokogatunkowe co soja. (Z 

pewnością grzyby są lepsze od kóz). Szybko rosnące grzyby nie potrzebują światła: do hodowli 

wystarczy troszkę tlenu, ciemne, ciepłe pomieszczenie i łodygi kukurydzy. Innymi słowy, na 

farmę tych grzybów nadaje się chociażby ciemna garderoba. Mamy tu przykład technologii 

opracowanej z myślą o ekstremalnych warunkach przestrzeni kosmicznej, znajdującej 

jednocześnie wiele użytecznych zastosowań na Ziemi. Osoby nie lubiące grzybów i fasoli nie 

powinny tracić nadziei. Pewne zmiennocieplne, wszystkożerne stworzenia - ryby z rodzaju tilapii

- mogą bardzo skutecznie przekształcać odpadki roślinne w wysokogatunkowe białko. 

Gospodarstwa rybne na Marsie? Czemu nie, w końcu tilapia nie wymaga bardzo dużego 

zbiornika z wodą, ponadto nie ucieknie i nie zje kopuły ochronnej.

W sadach rosnąć będą owoce, zatem do wykorzystania będzie również drewno. Nadaje się ono 

doskonale do wytwarzania mebli, ale może też trafiać - wraz z pozostałymi odpadami 

rolniczymi, zawierającymi celulozę - do przemysłu produkującego tworzywa sztuczne.

268 • CZAS MARSA

Hutnictwo na Marsie

Wszystkie cywilizacje techniczne bazują na umiejętności wytwarzania metali. Na Marsie 

surowce umożliwiające uzyskiwanie metali występują w dużych ilościach, większych niż na 

Ziemi.

Stal

Żelazo jest najobficiej występującym na Marsie metalem o zastosowaniach przemysłowych. 

Strona 118

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Najczęściej wykorzystywaną przemysłowo na Ziemi rudą żelaza jest hematyt (Fe2O3), który na

Marsie jest na tyle wszechobecny, że nadaje jego powierzchni charakterystyczny, czerwonawy 

kolor, a więc jest pośrednio odpowiedzialny za nazwę „Czerwona Planeta". Redukcja hematytu 

do żelaza jest prostym procesem, wykorzystywanym na Ziemi od mniej więcej trzech tysięcy 

lat, co wiemy ze wzmianek na ten temat, znajdujących się w Starym Testamencie i u Homera. 

Co najmniej dwa procesy można zastosować w marsjańskich warunkach. Pierwszy omawialiśmy

już wcześniej: mam na myśli reakcję (1), wykorzystującą tlenek węgla, który powstaje w 

bazowym reaktorze RWGS:

Fe2O3 + 3CO -» 2Fe + 3CO2.

(4)

Druga reakcja wykorzystuje wodór, wytwarzany w trakcie elektrolizy wody:

Fe2O3

3H

2Fe

3H2O.

(5)

Obie reakcje, (4) i (5), są egzotermiczne, zatem po rozgrzaniu reaktora do wymaganej 

temperatury zachodzą bez dostarczania energii. W przypadku reakcji (5) potrzebny wodór 

może pochodzić z elektrolizy wody odpadowej, więc wystarczy wprowadzić do reaktora 

hematyt. Na Marsie rozpowszechnione są wszystkie cztery podstawowe pierwiastki stopowe do 

produkcji stali: węgiel, mangan, fosfor i krzem, a ponadto w znacznych

BUDOWA BAZY NA MARSIE  • 269

ilościach obecne są dodatkowe pierwiastki stopowe: chrom, nikiel i wanad. Dodając do żelaza 

odpowiednie ilości tych pierwiastków, można otrzymać właściwie dowolny wybrany rodzaj stali 

węglowej bądź nierdzewnej.

Pewne interesujące i nowatorskie metody niskotemperaturowego odlewania metali na Marsie 

umożliwia obecność w bazie dużych ilości tlenku węgla, odpadu z reaktorów RWGS. Na przykład

tlenek węgla i żelazo, umieszczone razem w temperaturze 110°C, dadzą pięciokarbonylek 

żelaza, Fe(CO)5, występujący w temperaturze pokojowej w stanie ciekłym. Związek ten, wlany 

do formy odlewniczej i podgrzany do temperatury około 200°C, ulega rozkładowi. Czyste żelazo

pozostanie w formie, a powstały tlenek węgla może być ponownie wykorzystany. Rozkład pary 

karbonylowej spowoduje odkładanie się warstw żelaza, umożliwiając wyrób wydrążonych 

przedmiotów o dowolnie skomplikowanym kształcie. Analogiczne karbonylki powstają z 

połączenia tlenku węgla z niklem, chromem, osmem, rutenem, renem, kobaltem i wolframem. 

Karbonylki tych metali rozkładają się w nieco odmiennych warunkach, dzięki czemu ich 

mieszanina rozdzieli się na czyste składniki podczas prowadzenia stopniowego rozkładu (każdy 

metal po kolei).12

Aluminium

Drugim pod względem ważności metalem o najszerszym zastosowaniu w przemyśle na Ziemi 

jest aluminium. Na Marsie aluminium występuje w całkiem znacznych ilościach: stanowi około 

4% wagowych materiału powierzchniowego na planecie. Niestety, zarówno na Marsie, jak i na 

Ziemi aluminium występuje jedynie w postaci korundu (A12O3), bardzo mocno związanego 

tlenku glinu. Na Ziemi wytwarzanie aluminium polega na rozpuszczeniu korundu w stopionym 

kriolicie w temperaturze 1000°C i poddaniu elektrolizie w obecności elektrod węglowych, które 

się zużywają, podczas gdy kriolit pozostaje w nie

12 J. Lewis, R. Lewis: Space Resources: Breaking the Bonds of Earth, rozdz. 9, Columbia 

University Press, Nowy Jork 1987.

270 • CZAS MARSA

zmienionym stanie. Na Marsie elektrody węglowe można wytwarzać poprzez pirolizę metanu, 

powstałego w reaktorze Sa-batiera (rozdział 6). Reakcja ma następującą postać:

A12O3 + 3C -> 2A1 + 3CO.

(6)

Pomijając nawet złożoność reakcji (6), trudno byłoby ją wykorzystać z uwagi na wysoką 

endotermiczność. Do wytworzenia l kg aluminium potrzeba aż 20 kWh energii elektrycznej, 

dlatego na Ziemi zakłady produkcji aluminium są rozmieszczone w pobliżu źródeł taniej energii,

na przykład w USA w północnej części wybrzeża Pacyfiku. Jednak podczas budowy bazy na 

Strona 119

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Marsie energia nie będzie tania. Reaktor jądrowy o mocy 100 kW zdołałby wytworzyć zaledwie 

123 kg aluminium dziennie. Z tego powodu wytrzymałe konstrukcje budowlane będą przede 

wszystkim powstawać ze stali, a nie z aluminium (choć słaba marsjańska grawitacja sprawi, że 

stal ważyć będzie na Czerwonej Planecie tyle, co aluminium na Ziemi). Aluminium będzie 

stosowane w szczególnych przypadkach: m.in. w przewodach elektrycznych oraz częściach 

pojazdów latających, gdzie ważną rolę odgrywa wysokie przewodnictwo lub niska waga.

Krzem

W dzisiejszych czasach krzem - z uwagi na kluczową rolę w produkcji urządzeń elektronicznych 

- stał się trzecim (po stali i aluminium) najważniejszym metalem przemysłowym.13 Na Marsie 

krzem będzie jeszcze ważniejszy, gdyż umożliwi wytwarzanie baterii fotowoltaicznych, 

przyczyniających się do zwiększania ilości energii dostępnej w bazie. Materiał potrzebny do 

produkcji krzemu metalicznego, dwutlenek krzemu (SiO2), stanowi prawie 45% wagowych 

marsjańskiej skorupy. Wyrób krzemu polega na zmieszaniu dwutlenku krzemu z węglem i 

podgrzaniu mieszaniny w piecu elektrycznym. Zachodzi wtedy następująca reakcja:

13 Krzem, ściśle rzecz biorąc, jest tzw. półmetalem (przyp. red )

BUDOWA BAZY NA MARSIE  • 271

SiO2 + 2C -> Si + 2CO.

(7)

Pierwiastkiem potrzebnym do redukcji dwutlenku krzemu jest węgiel, produkt uboczny, 

powstający w układzie produkcji paliwa rakietowego. Wprawdzie reakcja (7) jest 

endotermiczna, jednak w stopniu bez porównania mniejszym niż redukcja korundu (6), więc 

zużycie energii jest także dużo niższe.

Krzem, powstający w wyniku reakcji (7), nadaje się do niektórych zastosowań: na przykład do 

produkcji węglika krzemu, materiału charakteryzującego się dużą odpornością na wysokie 

temperatury (używanego do wytwarzania płytek ceramicznych, które chronią kadłub promu 

kosmicznego przed nadmiernym rozgrzaniem podczas wchodzenia w atmosferę przed 

lądowaniem). W oczywisty jednak sposób wszelkie zanieczyszczenia hematytu, obecne w 

materiale dostarczanym do reaktora, również zostaną poddane redukcji, a zatem znajdą się w 

żelazie, używanym do produkcji krzemu. Ultraczysty krzem, konieczny do wytwarzania baterii 

słonecznych i elektronicznych „kości" do komputerów, można otrzymać dodając do procesu 

kolejny etap: kąpiel zanieczyszczonego krzemu w gorącym, gazowym wodorze, która powoduje

zamianę krzemu w krzemometan (SiH4). W temperaturze pokojowej (oraz w wyższych 

temperaturach) krzemometan pozostaje w stanie gazowym, dzięki czemu można go łatwo 

oddzielić od stałych wodorków innych metali. Aby otrzymać zupełnie czysty krzem, trzeba 

przesłać krzemometan rurą do innego reaktora, w którym rozkłada się on na czysty krzem i 

wodór, nadający się do ponownego wykorzystania do produkcji krzemometanu. Wtedy krzem 

może już być domieszkowany fosforem czy innymi pierwiastkami, tworząc półprzewodnik 

dokładnie odpowiadający wybranym zastosowaniom.

Inna metoda polega na skraplaniu krzemometanu poprzez oziębienie do temperatury -112°C 

(łatwo osiągalnej, gdyż jest to zaledwie 20°C poniżej przeciętnej temperatury marsjań-skich 

nocy). Powstałą ciecz można bez trudu przechowywać przez długi czas w izolowanych 

zbiornikach. W jaki celu? Ponieważ krzemometan spala się w dwutlenku węgla. Właściwie

272  • CZAS MARSA

wszystkie omawiane dotąd marsjańskie paliwa rakietowe (np. me tan/tlen) wymagały wożenia 

w zbiornikach pojazdu mieszaniny paliwa i utleniacza. Na Ziemi postępujemy inaczej: wystarczy

mieć paliwo - wszystko jedno, czy jest to benzyna w samochodzie, czy drewno do kominka - 

natomiast utleniacz (tlen) pochodzi z powietrza. Z reguły utleniacz stanowi 75% reagującej 

mieszaniny, zatem ziemska metoda jest nieporównywalnie wydajniejsza. W marsjańskiej 

atmosferze tlen występuje swobodnie w bardzo nieznacznej ilości. Prawie cała atmosfera Marsa 

to dwutlenek węgla, w którym spala się niewiele substancji. Jednak krzemometan spala się 

właśnie w dwutlenku węgla:

SiH   + 2CO   -> SiO   + 2C

2H2O.

(8)

Podczas reakcji (8) paliwo składa się w 73% z dwutlenku węgla, natomiast krzemometan 

stanowi tylko 27%. Reakcja ta nie nadaje się do zastosowania w silnikach wewnętrznego 

Strona 120

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

spalania, gdyż część jej produktów to substancje w stanie stałym. Reakcję (8) można za to 

stosować do ogrzania kotła w silniku parowym, a także w przelotowych silnikach odrzutowych 

oraz systemach o napędzie rakietowym. Silnik rakietowy, wykorzystujący reakcję z mieszaniną 

krzemometan/dwutlenek węgla, charakteryzowałby się impulsem właściwym około 280 s. Na 

pierwszy rzut oka rezultat ten może wydawać się niezbyt imponujący, pamiętajmy jednak, że 

pojazd musi wieźć zaledwie 23% materiału napędowego. Rozważmy rakietę podróżniczą 

(„skoczka") - nieduży pojazd rakietowy, wielokrotnie startujący i lądujący podczas podróży, 

który może służyć na przykład do dostarczania telerobotów w trudno dostępne miejsca. Pojazd 

taki nie musiałby wozić całego potrzebnego materiału napędowego: zapasy dwutlenku węgla 

byłyby uzupełniane przy każdym lądowaniu w bardzo prosty sposób - przez wpompowanie 

powietrza. Dzięki temu impuls właściwy takiej rakiety wyniósłby 280 s pomnożone przez 

stosunek całkowitej masy materiału napędowego do krzemometanu, równy 3,75. W ten sposób

efektywny impuls właściwy sięgałby 1050 s, co jest wynikiem

BUDOWA BAZY NA MARSIE  • 273

przewyższającym wszelkie znane środki transportu z rakietowym napędem chemicznym.

Boroetan (B2H6) również spala się w dwutlenku węgla, dając Isp w wysokości 300 s dla 

mieszaniny składającej się z trzech części dwutlenku węgla na jedną część boroetanu.14

Rakieta podróżnicza, wykorzystująca boroetan/dwutlenek węgla, osiągałaby efektywny impuls 

właściwy 1200 s, przewyższając pod tym względem mieszaninę krzemometan/dwu tlenek 

węgla. W przeciwieństwie jednak do wszechobecnego krzemu, na Marsie bór jest rzadki, a 

proces produkcji boroetanu jest stosunkowo skomplikowany. Aby umożliwić funkcjonowanie 

rakiet podróżniczych, na początku można by importować z Ziemi niewielkie ilości boroetanu. 

(Wykorzystanie boroetanu wydaje się optymalnym rozwiązaniem podczas misji przywiezienia 

próbek z Marsa przez roboty). Później, gdy w bazie powstaną instalacje do wytwarzania 

krzemometanu, z pewnością ten miejscowy produkt całkowicie zastąpi boroetan.

Wspomnijmy, że często pojawiały się propozycje produkcji krzemu na Księżycu, co pozwoliłoby 

wytwarzać tam dużą liczbę baterii słonecznych. Pomysł ten napotyka poważne problemy. 

Wprawdzie dwutlenek krzemu występuje na Księżycu w zupełnie wystarczających ilościach, 

brakuje jednak węgla i wodoru, również potrzebnych do uzyskania krzemu metalicznego. W 

trakcie produkcji krzemu odczynniki te są ponownie wykorzystywane, lecz na pewno nie z 

wydajnością 100%. Produkcja krzemu czy dowolnego innego metalu na Srebrnym Globie 

wymagać będzie importu węgla i wodoru, a na Marsie oba te pierwiastki występują.

Miedź

Rozważmy na koniec wytwarzanie w marsjańskiej bazie miedzi - kolejnego metalu o 

fundamentalnym znaczeniu dla

14 R. Zubrin: Diborane/CO2 Engines for Mars Ascent Yehides, AAIA 95-2540, 31st AAIA Jonit 

Propulsion Conference, San Diego, Kalifornia, 10 lipca 1995. Przedruk w: „Journal of the Bntish 

Interplanetary Society", wrzesień 1995.

274 • CZAS MARSA

działalności przemysłowej. Miedź (nieobecna na Księżycu) została wykryta w meteorytach SNC 

w ilościach mniej więcej odpowiadających ziemskim. Zawartość miedzi w ziemskiej glebie jest 

jednak dość niska: tylko około 50 cząsteczek na milion, zbyt mało, by wydobywanie jej 

bezpośrednio z gleby miało sens. Najbardziej przydatną postacią miedzi są rudy miedzi - 

pokłady o wysokiej naturalnej zawartości pierwiastka. Na Ziemi największą wartość handlową 

mają siarczki miedzi. Można przypuszczać, że na Marsie, gdzie siarka występuje znacznie 

powszechniej niż na naszej planecie, istnieją pokłady rud miedzi - siarczków - uformowane u 

podłoża wypływów lawy. Jeśli uda się odnaleźć rudy miedzi, otrzymanie tego metalu nie będzie 

sprawiać żadnych trudności dzięki metodom wytapiania oraz ługowania, stosowanym na Ziemi 

już w czasach starożytnych.

Przykład miedzi przekonuje nas, że jedynym właściwie sposobem uzyskania rzadkich 

pierwiastków jest wydobycie lokalnych wysokogatunkowych rud. Minerały te powstają w wyniku

złożonych procesów hydrologicznych i wulkanicznych, które prowadzą do odkładania się 

pierwiastków; a w Układzie Słonecznym tylko Ziemia i Mars mają za sobą okresy takiej 

aktywności. Właśnie z powodu dawnych procesów hydrologicznych i wulkanicznych powinniśmy 

odnaleźć na Marsie złoża prawie wszystkich metali, zarówno rzadkich, jak i powszechnie 

występujących, które są potrzebne do stworzenia nowoczesnej cywilizacji.

Strona 121

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Kwestia energii

W oczywisty sposób dostępność dużych ilości energii, cieplnej i elektrycznej, jest niezbędna, by 

prowadzić procesy produkcyjne podczas budowy większej bazy marsjańskiej. Mimo 

nie-popularności takiego rozwiązania, trzeba stwierdzić, że na wczesnych etapach rozwoju bazy

zdecydowanie najlepszym sposobem produkcji dużych ilości energii jest użycie reaktorów 

jądrowych sprowadzanych z Ziemi. Obecnie na Ziemi

BUDOWA BAZY NA MARSIE  • 275

energia jest produkowana w elektrowniach wodnych, podczas spalania paliw kopalnych i 

drewna oraz w elektrowniach jądrowych. Daleko w tyle (choć na czwartej pozycji) znajduje się 

energia geotermiczna, która z kolei bardzo wyprzedza energię słoneczną i energię wiatru - nie 

odgrywające istotnej roli. Na Marsie jednak nie wchodzi w grę ani budowa elektrowni wodnych, 

ani wykorzystywanie paliw kopalnych. W dalszej perspektywie doskonałe rezultaty będzie 

dawać energetyka wykorzystująca syntezę termojądrową, gdyż stosunek deuteru (cięższego 

izotopu wodoru, stanowiącego paliwo termojądrowe) do zwykłego wodoru jest na Marsie pięć 

razy wyższy niż na Ziemi. Niestety, dotychczas nie udało się zbudować wydajnego reaktora 

termojądrowego, co sprawia, że w początkowym okresie jedynym źródłem dużych ilości mocy 

będzie energetyka jądrowa. Reaktor jądrowy, wytwarzający przez dziesięć lat po 100 kW 

energii elektrycznej i 2000 kW energii cieplnej na dobę, waży zaledwie 4000 kg - czyli 4 tony - 

przez co jego transport z Ziemi nie będzie kłopotliwy. Dla porównania: baterie słoneczne, 

produkujące podobną ilość energii elektrycznej przez całą dobę (oraz 1/20 energii cieplnej 

reaktora jądrowego), charakteryzujące się zbliżonym czasem życia, ważyłyby około 27 ton i 

zajmowałyby powierzchnię 6600 m2 (mniej więcej trzy czwarte boiska do piłki nożnej). A 

gdybyśmy chcieli otrzymywać tyle samo energii cieplnej (potrzebnej do produkcji cegieł i 

wytwarzania wody), baterie słoneczne ważyłyby 540 ton i mieściły się na obszarze równym 

trzynastu boiskom do piłki nożnej. Oczywiście, transportowanie z Ziemi tak wielkich i ciężkich 

obiektów będzie niemożliwe. Zalety energii jądrowej przy zasiedlaniu Marsa są ogromne -z tego

powodu na zdecydowane potępienie zasługują wysiłki administracji prezydenta Clintona, 

zmierzające do porzucenia amerykańskiego programu budowy kosmicznych reaktorów 

jądrowych. Rezygnacja z kosmicznych reaktorów jądrowych oznacza rezygnację ze zdobycia 

nowego świata.

W początkowym okresie funkcjonowania bazy konieczne będzie użycie energii jądrowej, później

jednak bilans może ulec zmianie. W pewnym momencie znaczącą rolę zacznie,

276 •  CZAS MARSA

być może, odgrywać energia pochodząca z baterii słonecznych, budowanych z lokalnych, 

marsjańskich surowców. Ludziom żyjącym na Czerwonej Planecie łatwiej będzie rozmieścić 

wyprodukowane na niej urządzenia, ważące nawet setki ton, niż sprowadzać z Ziemi cztero 

tonowe reaktory jądrowe.

Zaprzęganie do pracy słońca i wiatru

Na Marsie rozwinąć się może produkcja dwóch typów słonecznych źródeł energii: dynamicznych

i fotowoltaicznych. Działanie systemu dynamicznego nie jest skomplikowane: paraboliczne 

lustra skupiają światło na kotle, ogrzewając znajdującą się wewnątrz ciecz, która następnie się 

rozpręża, powodując obrót turbiny prądnicy. Podobne układy, choć mają dość dużą wydajność 

(około 25%), dotychczas nie były stosowane w programach kosmicznych, ponieważ są 

uznawane za zawodne z uwagi na wykorzystanie w konstrukcji elementów ruchomych. Inaczej 

sytuacja będzie się przedstawiać w wypełnionej ludźmi marsjańskiej bazie, gdzie konserwacja i 

naprawa popsutych części nie powinna sprawiać trudności, przez co tracą na znaczeniu 

zastrzeżenia dotyczące dynamicznej konstrukcji układu. Ponadto właśnie nieskomplikowany pod

względem technicznym charakter układu - stanowiącego nagromadzenie luster, kotłowi 

podobnego typu urządzeń - sprawia, że łatwiej wyobrazić sobie produkcję takich baterii na 

Czerwonej Planecie. Lustra mogą być wytwarzane z nadmuchiwanych tworzyw sztucznych, 

pokrytych bardzo cienką warstwą aluminium, poprawiającą zdolność odbijania światła. Stal 

nadaje się do produkcji rur, kotłów oraz wałów i łopatek turbin. Choć uzyskanie wydajności 

25% wymaga dokładności nieosiągalnej w bazie marsjańskiej, nie powinno to jednak stanowić 

zasadniczej przeszkody. Można zaakceptować wydajność poniżej 15%. Dodatkową korzyścią, 

wynikającą ze stosowania tego rozwiązania, jest uzyskiwanie pokaźnych ilości energii cieplnej, 

mniej więcej sześciokrot-nie przewyższającej produkcję energii elektrycznej przez układ.

Strona 122

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

BUDOWA BAZY NA MARSIE  •  277

Dynamiczne elektrownie słoneczne wymagają jednak bezchmurnego nieba. Paraboliczne lustra 

potrafią skutecznie skupiać tylko światło pochodzące z jednego źródła, bezpośrednio od tarczy 

słonecznej. Nie nadaje się do tego światło rozproszone, dobiegające ze źródła rozmytego na 

obszarze całego marsjańskiego nieba. Na podstawie danych zebranych przez ładowniki Yiking 

spodziewamy się, że odpowiednio czyste niebo występuje tylko wiosną i latem na półkuli 

północnej. Przez drugą połowę roku układ produkowałby bardzo niewiele energii elektrycznej. 

Niektóre zastosowania dopuszczają podobne wahania dostarczanej mocy: na przykład 

wytwarzanie metali nie musi trwać przez cały rok na okrągło. Aby jednak traktować energię 

słoneczną jako podstawowe źródło mocy, konieczne są bardziej niezawodne technologie.

Niewykluczone, że będą to baterie fotowoltaiczne. Przekonaliśmy się już, że na Marsie uda się 

wytwarzać czysty krzem metaliczny, podstawowy materiał do produkcji baterii, a także 

aluminium lub miedź do przewodów oraz tworzywa sztuczne do ich izolacji. Dążąc do 

zmniejszenia kosztów, niedawno opracowano metodę wytwarzania baterii słonecznych w 

postaci pojedynczych arkuszy; prawdopodobnie również na Marsie będzie to użyteczny sposób 

produkcji ogniw. Gdy w marsjań-skim powietrzu unosi się dużo pyłu, wydajność baterii 

słonecznych spada, o dziwo, tylko nieznacznie.15-16

Z wyjątkiem okresów największych burz, pył unoszący się w powietrzu podczas jesieni i zimy 

na półkuli północnej wprawdzie rozprasza większość światła słonecznego, zatrzymuje jednak 

tylko niewielką jego część. Dla baterii fotowolta-icznych kierunek nachodzącego światła jest bez

znaczenia, przeciwnie niż w przypadku baterii dynamicznych. Okolicz-

15 S. Geels, J. Miller i B. Clark: Feasibility of Using Solar Power on Mars: Effects of Dust Storms

on Incident Solar Radiation, AAS 87-266. [W:] C. Stoker (red.): The Case for Mars III, tom 75, 

Science and Technology Series of the American Astro-nautical Society, Univelt, San Diego, 

Kalifornia 1989.

16 R. Haberle i in.: Atmospheric Effects on the Utility of Solar Power on Mars. [W:] J. Lewis, M. 

Mathews i M. Guerreri (red.): Resources of Near-Earth Space, Uni-yersity of Arizona Press, 

Tuscon 1993.

278 •  CZAS MARSA

ność ta sprawia, że na Marsie ogniwa fotowoltaiczne powinny pracować bez zarzutu przez cały 

rok. Ich wydajność jest dość niska, 12%, wcale nie wytwarzają energii cieplnej, ponadto nieco 

obniża się sprawność ogniw w wyniku osiadania pyłu -lecz działają. Poza tym pył łatwo usuną 

członkowie załogi ze szczotkami; można też przyczepić do baterii urządzenie z wycieraczką i 

osłoną przeciw wiatrowi.

Kolejny sposób na zwiększenie ilości energii dostępnej w bazie to wykorzystanie siły wiatru. Na 

Ziemi wiatraki były w użyciu od stuleci, a nieskomplikowana konstrukcja czyni je urządzeniami 

atrakcyjnymi pod względem możliwości budowy na Marsie. Podczas najsilniejszych burz 

pyłowych występują jednak przerwy w ich działaniu, co dyskwalifikuje je jako główne źródło 

mocy. Co więcej, grubość warstwy mars-jańskiego powietrza równa jest tylko 1% ziemskiej, a 

zmierzona przez Yikingi prędkość wiatrów powierzchniowych wynosi zaledwie 5 m/s (18 km/h), 

co świadczy o znikomej energii wiatru. W wyższych warstwach marsjańskiej atmosfery wiatry 

wieją jednak z prędkością mniej więcej 30 m/s (108 km/h): pozwoliłyby one wytworzyć za 

pomocą wiatraka tyle samo energii na jednostkę powierzchni, co powiew o prędkości 8 m/s (29

km/h) na Ziemi. Wielkość ta umożliwia już wykorzystanie wiatraków do zbierania energii 

wiatru. Podstawowym problemem byłoby skonstruowanie wiatraków sięgających wysoko nad 

powierzchniową, stosunkowo nieruchomą warstwę atmosfery planety. Obecnie nie znamy 

jeszcze rozwiązania, wiadomo tylko, że w każdym przypadku trzeba by uwzględnić lokalną 

specyfikę terenu. Pamiętajmy jednak, że na Czerwonej Planecie budowa wysokich konstrukcji 

byłaby łatwiejsza z uwagi na słabszą siłę ciążenia (38% ziemskiej) - zatem niewykluczone, że 

mimo wszystko warto będzie budować bardzo wysokie wiatraki, dziwaczne z punktu widzenia 

Ziemian.

BUDOWA BAZY NA MARSIE  • 279

Wykorzystanie energii geotermicznej

Na wiejskich obszarach Islandii, począwszy od mniej więcej 1930 roku, starano się w miarę 

możliwości sytuować szkoły z internatem, podstawowe i średnie, w miejscach występowania 

energii geotermicznej. Dzięki temu budynki szkolne i pomieszczenia mieszkalne dla uczniów 

Strona 123

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

oraz nauczycieli są ogrzewane energią geotermiczną. Zwykle szkoły takie mają basen pływacki,

ponadto są samowystarczalne pod względem zaopatrzenia w warzywa (pomidory, ogórki, 

kalafiory itd.), które rosną w szkolnych cieplarniach. Istnieje wiele takich szkół w różnych 

częściach wyspy, a większość z nich śluzy obecnie latem jako schroniska dla turystów. 

Nierzadko szkoły stają się lokalnymi centrami życia społecznego na wiejskich obszarach.

S. S. Einarson, GeothermalDistrict Heating(l973)

Wykorzystując energię słoneczną i energię wiatru, będzie można za pomocą marsjańskiego 

sprzętu uzyskiwać energię elektryczną wielkości kilkudziesięciu lub kilkuset kilowatów. 

Atrakcyjność tych rodzajów energii polega na swobodzie usytuowania baterii bądź wiatraków i 

decentralizacji procesu wytwarzania energii; umożliwi to zasilanie instalacji rozrzuconych po 

powierzchni planety, tym bardziej że przez długi czas ludzie nie będą dysponować na Marsie 

infrastrukturą, służącą do przesyłania energii do odległych miejsc. Z drugiej strony, stosunkowo

mała produkcja mocy ze światła słonecznego i wiatru każe szukać obfitszych źródeł energii. 

Martyn Fogg, brytyjski naukowiec, wskazał na możliwość używania mars-jańskiej energii 

geotermicznej.17

Energia geotermiczna powstaje dzięki wykorzystaniu wysokich temperatur, występujących na 

dużych głębokościach pod powierzchnią planety, poprzez doprowadzenie do wrzenia cieczy (na 

przykład wody), a następnie użycie powstałej pary do poruszania turbiny prądnicy. Na Ziemi 

energia geotermiczna zajmuje czwartą pozycję wśród źródeł energii wykorzystywanych przez 

ludzkość - po spalaniu paliw, energii wodnej i jądrowej; dostarcza około 0,1% całkowitej 

wytwarzanej energii. Dla Islandii ciepło geotermiczne jest najważniejszym źródłem energii, 

zapew-

17 M. Fogg: Geothermal Power on Mars, praca przyjęta do druku w „Journal of the British 

Interplanetary Society".

280 • CZAS MARSA

niającym ponad 500 MW (energii cieplnej). Na Ziemi jedna studnia geotermiczna zwykle 

dostarcza 1-10 MW (energii elektrycznej) - niewiele jak na ziemskie standardy, byłaby to 

jednak spora ilość w porównaniu z potrzebami marsjańskiej bazy. Ziemskie geotermiczne stacje

energetyczne takich rozmiarów można wybudować i uruchomić w sześć miesięcy od rozpoczęcia

wierceń; pracują typowo przez 97% czasu swego istnienia, ustępując jedynie elektrowniom 

wodnym. Na Marsie stacje geotermiczne mogą okazać się nie tylko źródłami sporych ilości 

energii, lecz także bogatymi zasobami ciekłej wody dla bazy. W przypadku Ziemi niedogodność 

wiążąca się z wykorzystaniem energii geotermicznej polega na tym, że stacje energetyczne 

muszą znajdować się w miejscach wyznaczonych kaprysem geologicznym, często nie 

pokrywających się z położeniem ziemskich miast. Za to na Marsie miasta jeszcze nie powstały, 

zatem można będzie usytuować bazy w pobliżu cennych, podpowierzch-niowych zasobów 

energii geotermicznej i ciekłej wody.

Krótko mówiąc, eksploatacja energii geotermicznej byłaby niezmiernie korzystna dla 

marsjańskich osadników. Pojawia się pytanie, czy źródła takie występują na Marsie. Odpowiedź 

brzmi: prawie na pewno tak, co może wydawać się nieco zaskakujące.

Czerwona Planeta ma duże utwory wulkaniczne, na przykład na obszarze Tharsis, których 

powstanie datowane jest na mniej niż 200 min lat. Geolodzy Marsa uznają około 4% 

powierzchni planety (w przybliżeniu 5 min km2, w tym głównie północne obszary Elysium, 

Arcadia i Amazonia, oraz równikowy obszar Tharsis) za „górną Amazonię", co oznacza, że 

obszary te zostały ukształtowane przez aktywność wulkaniczną lub powodzie w ciągu ostatnich 

500 min lat. Choć wydaje się, że 200-500 min lat temu to zamierzchła przeszłość, na tle 

liczącej 4 mld lat historii Marsa czasy te trzeba uznać za „teraźniejszość". Z geologicznego 

punktu widzenia 200 min lat temu to „dzisiaj". A jeśli wulkany były czynne 200 min lat temu, to

równie dobrze mogą wciąż wykazywać aktywność.

Wiemy ponadto, że na Marsie występują obfite zasoby wody, a miejscami lustro ciekłej wody 

znajduje się prawdopodobnie na głębokości do l km pod powierzchnią planety. Jeśli na da-

BUDOWA BAZY NA MARSIE  • 281

nym terenie zachodziły w bliskiej przeszłości procesy geotermiczne, to woda 

podpowierzchniowa może wciąż być wystarczająco gorąca, by stanowić użyteczne źródło 

energii.

Rozważmy tylko obszary tzw. górnej Amazonii, przypuszczalnie najbardziej odpowiednie, 

Strona 124

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

zakładając, że zostały ukształtowane równomiernie w ciągu ostatnich 500 min lat. Stąd 10% 

górnej Amazonii, czyli 0,5 min km2, liczy mniej niż 50 min lat; 1%, czyli 50 000 km2, można 

datować poniżej 5 min lat; a 0,1%, czyli 5000 km2, doświadczało aktywności w ciągu ostatnich 

500 tysięcy lat.

Energii geotermicznej nie trzeba wcale eksploatować na terenie wciąż czynnym wulkanicznie, 

ponieważ ziemia pozostaje gorąca przez długi okres po spadku aktywności. W swoim bardzo 

wpływowym studium, dotyczącym zasobów energii geotermicznej na Marsie, Fogg przedstawił 

wyniki obliczeń przekrojów temperaturowych marsjańskiej ziemi w funkcji czasu, jaki upłynął 

od zakończenia aktywności wulkanicznej na danym obszarze. Tabela 7.2 zawiera 

podsumowanie uzyskanych przez Fogga rezultatów.

Tab. 7.2. Charakterystyka marsjańskich pól geotermicznych.

CZAS OD ZAKOŃCZENIA

AKTYWNOŚCI

0,5           5           10           20         50        >150

(W MLN LAT)

głębokość występowania

temperatury 0°C (w km)

0,29    0,65     0,91     1,29     2,04     3,53

głębokość występowania

temperatury 60°C (w km)

0,62     1,38     1,95    2,76     4,35    7,53

głębokość występowania

temperatury 100°C (w km)        0,84     1,87     2,64    3.73     5,88     -10

głębokość występowania

temperatury 200°C (w km)        1,38    3,09     4,36    6,17     9,73     -17

głębokość występowania

temperatury 300°C (w km)        1,92    4,30     6,09    8,61      -13      -24

przybliżona powierzchnia

obszaru (w tysiącach km2)

5         50        100     200      500     dużo

282  • CZAS MARSA

Należy wziąć pod uwagę, że najnowocześniejsze ziemskie technologie wiertnicze pozwalają 

wiercić studnie do głębokości 10 km. Na Marsie łatwiej będzie wiercić głębsze studnie z powodu 

mniejszej grawitacji, która słabiej zbija glebę. Obszary, które doświadczyły aktywności 

geotermicznej w ciągu ostatnich 5 min lat, zajmują całkiem dużą powierzchnię; 

najprawdopodobniej wystarczy tam wywiercić studnię głębokości zaledwie paru kilometrów, by 

dostać się do pokładów bardzo gorącej wody. Po wydobyciu na powierzchnię woda zostanie 

błyskawicznie zamieniona w parę i użyta do poruszania turbiny, wytwarzającej energię 

elektryczną. Na Marsie proces będzie zachodzić z większą wydajnością niż na Ziemi, gdyż niskie

ciśnienie atmosferyczne pozwoli na pełniejsze rozprężenie pary przed skropleniem. Dowolnie 

duże ilości powstałej w ten sposób „odpadowej" wody będą zaopatrywać bazę. Reszta zostanie 

wysłana z powrotem na dół, aby uzupełnić podpowierzchniowe formacje wodonośne.

Eksploatacja energii geotermicznej nie jest możliwa ani na Księżycu, ani na planetoidach. 

Spośród wszystkich ciał naszego Układu Słonecznego jedynie Mars ma tak bogate zasoby 

energii, wystarczające dla potrzeb osadników.

Po początkowym okresie używania energii jądrowej wykorzystanie energii słonecznej i siły 

wiatru do zasilania oddalonych instalacji, uzupełnione energią geotermiczną jako podstawowym

źródłem mocy dla bazy, umożliwi - pod warunkiem opracowania odpowiednich technologii 

eksploatacji miejscowych zasobów - dalszy, samodzielny rozwój marsjańskiej energetyki. Im 

większą ilością energii dysponować będzie baza, tym szybciej będzie się rozwijać, a szybszy 

rozwój przyniesie więcej energii. Rezultatem opanowania technik wytwarzania energii 

słonecznej, energii wiatru i, przede wszystkim, energii geotermicznej będzie rozbudowa bazy w 

tempie wykładniczym.

Znaczenie bazy dla transportu na duże odległości

Czy rozwój bazy będzie wiązać się z zaprzestaniem badań Marsa? Absolutnie nie. Nawet 

idealnie zlokalizowana baza potrze-

BUDOWA BAZY NA MARSIE  •  283

bować będzie zasobów oddalonych o dziesiątki, setki bądź nawet tysiące kilometrów. Niezbędne

będą zakrojone na skalę całej planety poszukiwania i transport surowców. Rozwój bazy będzie 

nierozerwalnie związany z opracowaniem rozwiązań transportowych.

Strona 125

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Sytuacja przypomina nieco historię odkrywania Antarktydy. Przed 1957 rokiem, 

Międzynarodowym Rokiem Geologicznym, badania Antarktydy ograniczały się do krótkich 

wypadów, podczas których bazą ekipy badawczej był jej własny statek. Dopiero w 1957 roku 

zapadła decyzja o budowie bazy ze stałym personelem przy McMurdo Sound. Obecnie baza ma 

wyposażenie, które umożliwia poruszanie się po Antarktydzie pojazdami mechanicznymi, 

helikopterami i samolotami i dotarcie do niemal każdego zakątka kontynentu. Koncentracja 

środków w jednym miejscu stworzyła podstawy do znacznie dokładniejszego poznania 

Antarktydy, niż w wypadku odbywania krótkich wypraw na psich zaprzęgach i nartach, 

rozpoczynanych ze statków ekspedycyjnych.

Powierzchnię Marsa jest dużo trudniej zbadać niż Antarktydę. Efektywne poruszanie się po 

powierzchni Czerwonej Planety wymaga możliwości latania. Do przesyłania niedużych ładunków

z robotami wystarczą, być może, balony i samoloty o prędkościach poddźwiękowych. 

Niezawodny transport ludzi w każdych warunkach pogodowych musi jednak odbywać się za 

pomocą latających pojazdów o napędzie rakietowym. Mogą to być czysto balistyczne pojazdy 

rakietowe, opuszczające po starcie marsjańską atmosferę, by dolecieć na drugą półkulę, albo 

też samoloty rakietowe, lecące z prędkością naddźwięko-wą. Oba rakietowe środki transportu 

wiążą się z zużyciem wielkich ilości materiałów napędowych, które można zapewnić tylko 

poprzez produkcję paliwa na Marsie.

Rozważmy na przykład pilotowaną marsjańską rakietę balistyczną o masie 10 ton, napędzaną 

silnikami rakietowymi na metan/tlen o Isp 380 s. Powiedzmy, że chcemy odbyć lot na odległość

2600 km (45° szerokości lub długości geograficznej na Marsie), wylądować, a następnie 

powrócić bez ładunku. Wykonanie podobnego manewru wymaga stosunku mas, wynoszące-

284 •  CZAS MARSA

go około 7, zatem konieczne byłoby 60 ton materiału napędowego. Przy użyciu samolotu 

rakietowego o masie 15 ton (dodatkowe obciążenie stanowią skrzydła) o stosunku lotu 

ślizgowego do lotu z obciążeniem (L/D) równym 4, stosunek mas wyniósłby mniej więcej 5, 

czyli znów konieczne byłoby 60 ton paliwa. Nie ulega wątpliwości, że loty takich pojazdów 

rakietowych będą możliwe wyłącznie wtedy, gdy na Marsie paliwo będzie produkowane z 

lokalnych surowców, w tym - z wodoru.

Na Marsie wymóg zabrania ze sobą wystarczających ilości paliwa na odbycie drogi w obie 

strony ogranicza zasięg wypraw odkrywczych w pojazdach rakietowych o napędzie chemicznym

do 4000 km. Wyposażenie pojazdu w aparaturę, pozwalającą samodzielnie wytwarzać paliwo 

zaraz po lądowaniu, pozwoli pokonać granicę 4000 km. Niestety, produkcja dwuskładnikowych 

mieszanin napędowych uniemożliwia zastosowanie takiego rozwiązania, gdyż wiązałoby się to 

ze zużyciem zbyt dużych ilości energii (w przybliżeniu 5 kWh na kilogram materiału 

napędowego), a potrzebna do tego instalacja jest zbyt duża, by zmieścić się na poruszającym 

się pojeździe latającym. Parę lat temu wpadłem jednak na pomysł pojazdu - nazwałem go NIMF

(rakieta o napędzie jądrowym, wykorzystująca lokalne paliwo marsjańskie, ang. Nuclear Rocket

Using Indigenous Martian Fuel) - pozwalającego uporać się z tym problemem.18-19

NIMF wykorzystuje jako materiał napędowy atmosferyczny dwutlenek węgla w postaci surowej,

podgrzewany w termicznym silniku jądrowym (NTR) w celu wytworzenia gorących gazów 

odrzutowych. Silniki rakiet NTR nie przekształcają powstałej energii cieplnej w energię 

elektryczną, więc - eliminując potrzebne do tego mechanizmy, które stanowią większość masy 

reaktora - uzyskamy lekkie i nieduże urządzenie. Zużycie energii elektrycznej na pokładzie 

rakiety NIMF będzie niewielkie dzięki zastosowaniu atmosferycznego dwutlenku węgla

18 R. Zubrin: Nuclear Thermal Rockets Using Indigenous Martian Propellant, AIAA-89-2768, 

AIAA/ASME 25th Joint Propulsion Conference, Monterey, Kalifornia, lipiec 1989.

19 R. Zubrin: Long Rangę Mobility on Mars, „Journal of the British Interplane-tary Society", tom

45 (maj 1992), str. 203-210.

BUDOWA BAZY NA MARSIE  • 285

jako materiału napędowego, ze względu na niskie (poniżej 0,3 kWh na kilogram) wymagania 

energetyczne uzyskiwania dwutlenku węgla w drodze bezpośredniego sprężania powietrza; 

dodatkowo pozbywamy się całej aparatury chemicznej. Bez wątpienia gorący dwutlenek węgla 

z impulsem właściwym 260 s nie jest wysokogatunkowym paliwem rakietowym. Cóż, 

poszukiwacze złota i odkrywcy potrzebują mułów, żywiących się karłowatą górską roślinnością, 

a nie wrażliwych koni wyścigowych, przyzwyczajonych do przednich pasz, nie spotykanych w 

Strona 126

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

dzikich ostępach. NIMF idealnie nadaje się do podróży po Marsie właśnie z uwagi na zdolność 

konsumowania materiałów występujących ma miejscu. Dzięki pojazdom rakietowym o 

termicznym napędzie jądrowym na lokalne, marsjań-skie paliwo, odkrywcy Czerwonej Planety 

zyskają naprawdę globalną zdolność poruszania się: będą mogli „przeskakiwać" z miejsca na 

miejsce, tankując po każdym lądowaniu. Rakiety balistyczne i samoloty rakietowe 

przedstawione są na planszach 23 i 24 (wkładka).

Specyficzny tryb pracy NIMF zapewni różnorakie korzyści. Ominięcie wymogu wożenia na 

pokładzie paliwa na drogę powrotną daje tym rakietom prawdziwie globalny zasięg pomimo Isp 

mniejszego od rakiet o napędzie chemicznym, mających zasięg ograniczony nawet przy 

najwyższej klasy materiale napędowym. Wytworzenie 60 ton mieszaniny napędowej 

metan/tlen, potrzebnej do pojazdów o rakietowym napędzie chemicznym, wymagałoby całej 

energii produkowanej przez bazowy reaktor o mocy 100 kW przez 123 dni. Na wyprawy 

rakietami NIMF nie trzeba zabierać z bazy żadnego paliwa, ani wodoru, ani wody. Jedynym 

odczuwanym w bazie obciążeniem związanym z lotami rakiet NIMF byłaby konieczność 

obsadzenia ich załogami oraz przeprowadzanie konserwacji i napraw. Kolejna korzyść z 

posiadania NIMF to zdolność błyskawicznego przewożenia większych ładunków z jednego 

miejsca powierzchni planety w inne, dowolnie wybrane. W razie potrzeby NIMF o masie 40 ton 

będzie mógł szybko polecieć na drugi koniec planety i wrócić z 20 tonami rudy siarczkowej. 

Żaden inny środek transportu nie oferuje takich możliwości.

286 •  CZAS MARSA

W rozdziale 3 pisałem, że przed opracowaniem projektu misji Mars Direct opowiadałem się za 

wysłaniem ludzi na Mai są za pomocą jednej ciężkiej rakiety nośnej, wykorzystując następnie 

termiczny silnik jądrowy (NTR) do umieszczenia statku na trajektorii międzyplanetarnej, 

wiodącej w kierunku Czerwonej Planety. Natomiast do podróżowania po planecie posłużyłaby 

rakieta NIMF. Z czasem porzuciłem tę koncepcję na rzecz projektu Mars Direct, gdyż 

technologie napędu NTR i NIMF są zbyt zaawansowane, by je stosować podczas pierwszych, 

odkrywczych wypraw na Marsa. Wprawdzie misje wykorzystujące rakiety NTR i NIMF 

wyglądałyby bardzo atrakcyjnie, czas przeznaczony na ich opracowanie byłby jednak za długi i 

musielibyśmy zwlekać z pierwszymi lotami. Pomimo tego należy pamiętać, że technologia NIMF

daje wyjątkowo potężne i przydatne podczas rozwoju marsjańskiej bazy możliwości. Dlatego w 

perspektywie długofalowej obecności na Marsie warto przeznaczyć duże środki na opracowanie 

pojazdów rakietowych NIMF. Jeśli pojawią się w parę lat po rozpoczęciu budowy bazy, zyska 

ona dostęp do zasobów całej planety.

Początki kolonizacji

Pierwsi astronauci spędzą na Marsie osiemnaście miesięcy i wrócą przy pierwszej dogodnej 

okazji, gdy konfiguracja planet umożliwi start i lot po korzystnej trajektorii. Jednak w miarę 

rozwoju bazy i poprawy warunków życiowych na Marsie niektórzy zdecydują się wydłużyć okres

pobytu na Czerwonej Planecie ponad zasadnicze półtora roku „służby" i zostać tam przez 

cztery, sześć lub jeszcze więcej lat. Z pewnością kierownicy programu będą do podobnego 

zachowania zachęcać poważnymi korzyściami finansowymi, gdyż większość kosztów misji wiąże

się z transportowaniem ludzi w obie strony. Im dłużej będzie funkcjonować marsjańska baza, 

tym potrzebniejsze stanie się opracowanie technologii jak najtańszego transportu 

międzyplanetarnego. Może do tego dojść albo w wyniku działalności rządowej, albo wolnej 

konkurencji prywatnych

BUDOWA BAZY NA MARSIE  • 287

przewoźników na rynku transportu międzyplanetarnego. Gdy już na powierzchni Marsa 

przebywać będą ludzie, podróż i pobyt na planecie staną się jeszcze tańsze. Z czasem do bazy 

będzie przybywać coraz więcej ludzi; więcej osób będzie też przedłużać swój pobyt, dzięki 

czemu populacja marsjańskiej bazy zacznie przypominać ludność miasteczka - a w końcu stanie

się ona miastem.

Będzie to początek kolonizacji Marsa.

ROZDZIAŁ 8

KOLONIZACJA MARSA

Strona 127

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Propozycja została podana do wiadomości publicznej, do rozważenia wszystkim, i sprowokowała

rozmaite opinie, w tym wiele obaw i niepokojów. Niektórzy, kierowani własnymi motywami i 

nadziejami, starali się wzniecić zapał i zachęcić pozostałych, inni, przeciwnie, opierali się z 

powodu strachu, wynajdując wiele rzeczy, i to całkiem prawdopodobnych; ponieważ w grę 

wchodziło wielkie zadanie, podczas którego przytrafić się może wiele niebezpieczeństw i 

zagrożeń. [...] W odpowiedzi stwierdzono, iż wszystkim wielkim i chwalebnym dziełom 

towarzyszą wielkie trudności, które muszą być pokonane z odwagą i przedsiębiorczością.

GUBERNATOR WILLI AM BRADFORD, OfPlimoth Plantation (1621)

W poprzednich rozdziałach kwestię ludzkich możliwości osiedlania się na Marsie rozważaliśmy 

głównie z technicznego punktu widzenia. Uzmysłowiliśmy sobie, że używając współczesnych 

technologii można w ciągu 10 lat wysłać na Marsa załogową wyprawę za cenę do przyjęcia 

przez rząd USA. Przekonaliśmy się, że nieznacznie poszerzając plan w ciągu pierwszych 

kilkudziesięciu lat po pierwszym lądowaniu można na powierzchni Marsa zbudować bazę zdolną 

pomieścić i utrzymać dziesiątki lub nawet setki ludzi - którzy bezbłędnie opanują techniki 

eksploatacji miejscowych zasobów naturalnych i przygotują Czerwoną Planetę dla milionów 

ludzi.

Doszliśmy więc do kluczowej fazy procesu: osiedlania. Czy Mars naprawdę nadaje się do 

kolonizacji? Z technicznego punktu widzenia możemy robić na Marsie dowolne rzeczy, w tym 

również go terraformować - przekształcić planetę z wyziębłej i jałowej w ciepłą i wilgotną. Na ile

nas jednak stać? Prawdopodobnie odkrywanie, badanie Marsa i budowanie bazy będzie 

finansowane ze źródeł rządowych, w fazie osadnictwa jednak zaczynają odgrywać rolę czynniki 

ekonomiczne. Mars-jańska baza nawet dla kilkuset osób może być jeszcze finansowana przez 

rząd, lecz tworzenie marsjańskiego społeczeństwa, liczącego kilkaset tysięcy ludzi, już nie. Aby 

dobrze funkcjono-

CZAS MARSA • 289

wać, cywilizacja Czerwonej Planety musi być albo zupełnie samowystarczalna (co jest mało 

prawdopodobne w przewidywalnej przyszłości), albo produkować i eksportować pewne 

produkty, by pokryć koszty importu.

Przyszłość Marsa - całej planety, a nie tylko ludzkiej cywilizacji na Marsie - będzie od tego 

zależeć. Jeżeli założenie na Marsie ludzkiej cywilizacji jest możliwe, to populacja marsjań-skiej 

kolonii oraz zdolności przekształcania planety będą rosnąć. Mars miał kiedyś umiarkowany 

klimat i możliwe będzie przywrócenie tego stanu. Powinniśmy rozumieć, że powodzenie lub 

niepowodzenie terraformowania Marsa jest konsekwencją ekonomicznej opłacalności kolonizacji

Czerwonej Planety.

Dlatego główne zastrzeżenie zgłaszane w stosunku do planów kolonizacji i terraformowania 

Marsa brzmi następująco: Projekty te są wprawdzie wykonalne z technicznego punktu widzenia,

kto jednak za nie zapłaci? Na pierwszy rzut oka argument wydaje się przekonujący, gdyż Mars 

jest miejscem bardzo oddalonym, trudno osiągalnym, o nieprzyjaznym środowisku i bez 

zasobów o widocznej wartości ekonomicznej. Choć może się wydawać, że trudno te argumenty 

obalić, należy pamiętać, iż w przeszłości podobne zarzuty wysuwano po to, by udowodnić 

zupełny brak rozsądnych podstaw do zasiedlania przez Europejczyków Ameryki Północnej i 

Australii. Niewątpliwie problemy natury technologicznej i ekonomicznej, związane z kolonizacją 

Marsa, są zupełnie innego rodzaju niż problemy wiążące się z kolonizacją Nowego Świata. A 

jednak jestem przekonany, że argumenty takie charakteryzuje ta sama fałszywa logika, która 

przez 400 lat po odkryciach Kolumba wielokrotnie podsuwała rządom europejskim niepoprawne

oceny szans osadnictwa (w przeciwieństwie do perspektyw rozwoju placówek handlowych, 

plantacji oraz zakładów eksploatacyjnych).

Podczas okresu świetności swego światowego imperium Hiszpanie nie interesowali się wcale 

kontynentem północnoamerykańskim, uważali go za bezwartościowe, dzikie tereny. W 1781 

roku, gdy Cornwallisa zmuszono do poddania w York-

290 • CZAS MARSA

town, Anglicy rozmieścili flotę na Morzu Karaibskim, by bronić przed Francuzami paru wysepek,

przynoszących wysokie dochody z plantacji cukru. W 1803 roku Bonaparte sprzedał jedną 

Strona 128

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

trzecią obecnych Stanów Zjednoczonych za dwa miliony dolarów. W 1867 roku car Rosji 

sprzedał Alaskę za podobnie mizerną sumę. O istnieniu Australii Europejczycy wiedzieli 200 lat 

wcześniej, zanim przybyli założyć pierwsze kolonie, a jednak przed rokiem 1830 żadne 

europejskie państwo nie pofatygowało się, by objąć kontynent we władanie. Przytoczone 

przykłady krótkowzrocznej polityki są dziś symboliczne. Świadczą o uporczywej ślepocie 

panującej wśród rządzących i grup kształtujących politykę, a także o braku rozeznania 

prawdziwych źródeł bogactwa i władzy. Sądzę, że za 200 lat obojętność współczesnych rządów 

wobec wartości ciał niebieskich będzie przez przyszłych historyków oceniana podobnie.

Jest prawie niemożliwością przewidzieć, które przedsięwzięcia będą opłacalne za 200 lat; 

dotyczy to zresztą również perspektywy 50 lub 100 lat. Pomimo to postaram się w rozdziale 

tym pokazać, dlaczego i w jaki sposób kolonizacja Marsa może dobrze funkcjonować od strony 

gospodarczej oraz dlaczego sukces ekonomiczny kolonizacji Marsa w dłuższej perspektywie 

okaże się kamieniem milowym na drodze opanowywania przez człowieka ciał Układu 

Słonecznego. Choć od czasu do czasu będę przywoływał historyczne analogie, moje wywody nie

będą miały historycznego charakteru. W większym stopniu odwołują się do przypadku Marsa - z

jego wyjątkowymi cechami, zasobami naturalnymi, wymogami technologicznymi i powiązaniami

z innymi ciałami Układu Słonecznego.

Wyjątkowość Marsa

Proponując jakieś przedsięwzięcie, na przykład realizację biznesplanu, należy zebrać i 

przedstawić listę zalet i korzyści, wynikających z projektu. Trzeba powiedzieć, pod jakim 

względem przewyższamy konkurencję. A więc co takiego może nam dać Czerwona Planeta?

KOLONIZACJA MARSA • 291

Wśród ciał niebieskich Układu Słonecznego Mars jako jedyny (z wyjątkiem Ziemi) ma wszystkie 

surowce, potrzebne nie tylko do podtrzymywania życia, lecz wystarczające, aby być podstawą 

rozwoju nowej cywilizacji. Wyjątkowość Marsa staje się oczywista, gdy porównamy go z 

Księżycem - drugim najczęściej wymienianym miejscem podczas dyskusji o kolonizacji 

kosmosu.

W przeciwieństwie do Księżyca, Mars obfituje w węgiel, azot, wodór i tlen, występujące w 

biologicznie akceptowalnych i dość łatwo dostępnych formach, jak m.in. gazowy dwutlenek 

węgla, gazowy azot, lód wodny i zmarzlina. Na Księżycu węgiel, azot i wodór występują w 

śladowych ilościach - parę cząsteczek na milion. Na Księżycu można znaleźć obfitość tlenu, lecz 

w niewygodnej postaci tlenków, jak na przykład dwutlenek krzemu (SiO2), tlenek żelaza 

(Fe2O3), tlenek magnezu (MgO) i tlenek glinu (A12O3), których redukcja wymaga dostarczenia

ogromnych ilości energii. Według współczesnych ocen, gdyby na Marsie stopniały wszystkie 

lody i cała zmarzlina (a powierzchnia planety byłaby płaska), planeta zostałaby pokryta 

oceanem o głębokości 100 m. Sytuacja całkowicie odmienna niż na Księżycu, który jest tak 

suchy, że gdyby kolonizatorzy odnaleźli na jego powierzchni beton, zabraliby się do 

wydobywania z niego wody za pomocą materiałów wybuchowych. Gdyby więc na Księżycu rosły

w szklarniach rośliny (co jest mało prawdopodobne), większość ich biomasy pochodziłaby z 

importu.

Na Księżycu brakuje także około połowy metali, potrzebnych cywilizacji przemysłowej (np. 

miedzi), a także wielu innych ważnych pierwiastków, takich jak siarka i fosfor. Na Marsie 

wszystkie potrzebne pierwiastki występują w dużych ilościach. Ponadto na Marsie, podobnie jak

na Ziemi, miały miejsce procesy hydrologiczne i wulkaniczne, które doprowadziły do powstania 

złóż wysokogatunkowych rud mineralnych, zawierających w dużych stężeniach rozmaite 

pierwiastki. Nie bez powodu historię geologiczną Marsa porównywano do historii geologicznej 

Afryki1, wyciągając wielce optymistyczne wnio-

1 B. Cordell: A Prehminary Assessment of Martian Natural Resource Potential, AAS 84-185. 

[W:] C. McKay (red.): The Case for Mars, t. 62, Science and Technology Se-ries of the 

American Astronautical Society, Univelt, San Diego, Kalifornia 1985.

292  • CZAS MARSA

ski co do bogactwa obecnych na Czerwonej Planecie minerałów. Natomiast na Księżycu nie było

aktywności hydrologicznej ani wulkanicznej, w wyniku czego stanowi on mieszankę skalnych 

śmieci o znikomym zróżnicowaniu na rudy mineralne.

Wykorzystując baterie słoneczne, energię można wytwarzać równie dobrze na Księżycu, co i na 

Marsie. Korzyści wynikające z braku atmosfery na Księżycu i bliskości Słońca są równoważone 

Strona 129

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

przez duże trudności związane z przechowywaniem wyprodukowanej energii podczas 

księżycowej doby, liczącej 28 ziemskich dni. Gdybyśmy jednak chcieli produkować baterie 

słoneczne, rozbudowując w ten sposób bazę energetyczną, Mars ma nad Księżycem dużą 

przewagę, gdyż na Czerwonej Planecie występują duże zapasy węgla i wodoru, potrzebnych do 

produkcji czystego krzemu, niezbędnego do wytwarzania ogniw fotowoltaicznych i elektroniki. 

Poza tym Mars (w przeciwieństwie do Księżyca) stwarza szansę wykorzystania energii 

pochodzącej z wiatru. Zarówno energia słoneczna, jak i energia wiatru w niewielkim jednak 

stopniu zaspokoją potrzeby - dostarczą zaledwie dziesiątki lub w najlepszym razie setki 

kilowatów. Aby dać podstawy cywilizacji, należy zapewnić potężniejszą bazę energetyczną. 

Mars oferuje takie możliwości zarówno w krótkiej, jak i dłuższej perspektywie dzięki 

posiadanym zasobom energii geotermicznej, które pozwolą na założenie większej liczby 

lokalnych stacji generatorów elektrycznych o mocy 10 MW. W dłuższej perspektywie 

marsjańska gospodarka będzie dysponować bogatą bazą energetyczną w postaci dużych 

zasobów paliwa deuterowego do reaktorów termojądrowych. Na Czerwonej Planecie deuter 

występuje w ilościach pięć razy większych niż na Ziemi, a dziesiątki tysięcy razy większych niż 

na Księżycu.

Jak już wspomniałem w rozdziale 7, podstawowym problemem, wiążącym się z planami 

założenia kolonii na otwartej przestrzeni na pozbawionych atmosfery ciałach niebieskich Układu

Słonecznego, takich jak Księżyc, jest brak światła w postaci nadającej się do uprawy roślin. Na 

Ziemi jeden akr powierzchni uprawnej wymaga 4 MW energii słonecznej, jeden kilometr 

kwadratowy - 1000 MW. Cała energia wytwarzana

KOLONIZACJA MARSA • 293

przez człowieka na Ziemi nie wystarczyłaby do oświetlenia niewielkiego stanu Rhode Island - 

potentata rolniczego. Z ekonomicznego punktu widzenia uprawa roślin wykorzystująca światło 

elektryczne jest przedsięwzięciem beznadziejnym. Na Księżycu i innych pozbawionych 

atmosfery ciałach niebieskich naturalne światło słoneczne można wykorzystać dopiero po 

ustawieniu wokół szklarni ścian tak grubych, by chroniły przed promieniowaniem pochodzącym 

z rozbłysków słonecznych; wymóg ten prowadzi do istotnego wzrostu kosztów tworzenia upraw 

w kosmosie. Na Księżycu krok taki na nic by się zdał, ponieważ rośliny i tak nie będą rosły w 

cyklu dobowym, liczącym 28 dni.

Marsjańska atmosfera jest wystarczająco gruba, by osłonić przed rozbłyskami słonecznymi 

uprawy na powierzchni planety. Dlatego przestrzeń pod uprawy można znacznie powiększyć, 

stosując nadmuchiwane cieplarnie o cienkich, wykonanych z tworzyw sztucznych ściankach, 

chronione przed promieniowaniem przez bezciśnieniowe kopuły, wykonane z twardego 

tworzywa sztucznego, nie przepuszczającego promieniowania nadfioletowego. Na Księżycu 

uprawa roślin w tego rodzaju szklarniach nie byłaby możliwa, nawet gdyby nie zagrażało im 

promieniowanie rozbłysków słonecznych i długi, prawie miesięczny cykl dobowy, ponieważ 

wewnątrz szklarni powstawałyby zbyt wysokie temperatury. Inaczej sytuacja przedstawia się 

na Marsie, gdzie silny efekt cieplarniany jest potrzebny, by osiągnąć umiarkowany klimat. 

Kopuły do upraw rolniczych, o średnicach do 50 m, są na tyle lekkie, że w początkowym okresie

można je przywozić z Ziemi, natomiast później będą produkowane na Marsie z lokalnych 

zasobów. Ponieważ na Czerwonej Planecie występują wszystkie materiały potrzebne do 

produkcji tworzyw sztucznych, możliwe będzie błyskawiczne powiększenie powierzchni 

marsjańskich upraw dzięki wytwarzaniu i rozmieszczaniu sieci kopuł o średnicach 50-100 m. 

Kopuły nadają się również do tego, by osłaniać otwarte przestrzenie przeznaczone dla ludzi - z 

atmosferą i temperaturą pozwalającymi ubierać się w koszule z krótkim rękawem. Opisywane 

możliwości stanowią jedynie początek

294 • CZAS MARSA

drogi, ponieważ, jak się przekonamy w rozdziale 9, z czasem ludzie zdołają zwiększyć grubość i

ciśnienie marsjańskiej atmosfery, zmuszając skalny regolit planety do wydzielania gazów w 

ramach rozmyślnego programu sztucznie wywołanego globalnego ocieplenia klimatu na Marsie. 

Gdy to się już uda, kopuły będą mogły mieć dowolnie duże rozmiary, ponieważ zniknie wymóg 

równoważenia różnicy ciśnienia między wnętrzem kopuły a zewnętrzną atmosferą. Można wtedy

będzie również uprawiać gatunki roślin specjalnie przystosowane do hodowli na zewnątrz kopuł.

Warto zaznaczyć, że - w przeciwieństwie do pozostałych ciał niebieskich, potencjalnie 

nadających się do kolonizacji - na Marsie osadnicy nie będą żyć w zakrytych tunelach, lecz będą

Strona 130

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

mogli poruszać się swobodnie po powierzchni planety i uprawiać rośliny w świetle dnia. Mars 

jest środowiskiem, w którym ludzie mogą żyć i rozmnażać się, korzystając z rzeczy 

wytworzonych na Marsie z miejscowych surowców. Czerwona Planeta będzie czymś więcej niż 

tylko placówką naukową i górniczą; to miejsce, gdzie naprawdę może się rozwijać ludzka 

cywilizacja. Dla handlu międzyplanetarnego znaczenie będzie miało to, że Mars i Ziemia to 

jedyne ciała w Układzie Słonecznym, na których można produkować żywność na eksport.

Handel międzyplanetarny

Mars jest idealnym obiektem, by rozpocząć jego kolonizację, ponieważ łatwo może stać się 

samowystarczalny. Dopóki jednak populacja na Marsie nie będzie liczyć milionów osób, planeta 

nie stanie się samowystarczalna. Dlatego przez stulecia (a niewykluczone, że zawsze) będzie 

trwał import z Ziemi towarów, których produkcja wymaga wyspecjalizowanych technologii. 

Towary takie nie powinny mieć dużej masy, ponieważ tylko niewielka część (wagowo) 

najbardziej zaawansowanych technologicznie towarów jest rzeczywiście złożona. Niemniej za 

nowoczesne urządzenia, których cena dodatkowo znacznie wzrośnie z powodu wysokich 

kosztów transportu międzyplane-

KOLONIZACJA MARSA • 295

tarnego, trzeba będzie zapłacić. Czym Mars zapłaci za towary importowane z Ziemi?

W opinii wielu osób kwestia ta przesądza o niewykonalności kolonizacji Marsa, a przynajmniej 

mniejszej opłacalności tego przedsięwzięcia od kolonizacji Księżyca. Dużą wagę przywiązywano 

na przykład do tego, że na Księżycu są zasoby helu 3, izotopu nie występującego na Ziemi, 

stanowiącego paliwo, które będzie można wykorzystać w przyszłych reaktorach 

termojądrowych drugiej generacji. Na Marsie nie zidentyfikowano zasobów helu 3, ale, z drugiej

strony, z powodu złożonej historii geologicznej występują tam rudy metali oraz minerałów o 

znacznie wyższych stężeniach niż na Ziemi, ponieważ na naszej planecie ludzie wykorzystują 

rudy od pięciu tysięcy lat. W pracy napisanej przed paru laty z Davidem Bakerem wykazaliśmy, 

że jeśli na Marsie występują złoża metali o wartości równej lub wyższej od wartości srebra 

(czyli: srebro, german, hafn, lantan, cer, ren, samar, gal, gadolin, złoto, pallad, iryd, rubid, 

platyna, rod, europ i inne), to wydobywanie ich i transport na Ziemię przyniosłoby znaczny 

zysk.2 Nadające się do ponownego wykorzystania marsjańskie rakiety, które wynosiłyby 

pojedyncze stopnie na orbitę, takie jak NIMF (omawiane w rozdziale 7), mogłyby dowozić na 

orbitę okołomarsjańską ładunki, przeznaczone do transportu na Ziemię, wykorzystując albo 

tanie, jednorazowe, wyprodukowane na Marsie stopnie chemiczne, albo cykliczne statki 

międzyplanetarne wielokrotnego użytku, napędzane energią słoneczną lub energią pola 

magnetycznego. (Podrozdział „Zaawansowany transport międzyplanetarny", znajdujący się na 

końcu tego rozdziału, przedstawia te zaawansowane systemy napędu rakietowego). 

Pamiętajmy jednak, że występowanie na Marsie tak cennych rud metali wciąż pozostaje w 

sferze hipotez.

Pewien surowiec o wartości handlowej można jednak znaleźć na Marsie z całą pewnością, i to w

dużych ilościach - deu-

2 R. Zubrin i D. Baker: Mars Direct, Humans to the Red Planet by 1999, IAF 90-672, 41st 

Congress of the International Astronautical Federation, Drezno, październik 1990. Przedruk w 

„Acta Astronautica", tom 26, nr 12 (1992), str. 899-912.

296 • CZAS MARSA

ter. Deuter, cięższy izotop wodoru, na Ziemi występuje w liczbie 166 atomów na milion atomów

wodoru, na Marsie zaś -w liczbie 833 na milion atomów wodoru. Deuter jest nie tylko paliwem 

reaktorów termojądrowych pierwszej i drugiej generacji, lecz również kluczowym surowcem we 

współczesnym przemyśle energetycznym. Dysponując wystarczającą ilością deuteru, można 

spowalniać reakcję, która zachodzi w reaktorze jądrowym, za pomocą ciężkiej wody zamiast 

zwykłej, „lekkiej wody"; a reaktor, spowalniany ciężką wodą, wykorzystuje naturalny, nie 

wzbogacony uran. Obecnie kanadyjskie reaktory jądrowe CANDU, które pracują na naturalnym 

paliwie uranowym, są właśnie spowalniane ciężką wodą. Z procesem tym wiąże się, niestety, 

pewien problem: trzeba dokonać elektrolizy 30 ton zwykłej, lekkiej wody, by uzyskać kilogram 

deuteru - oznacza to, że jeśli nie dysponujemy źródłem bardzo taniej energii hydroelektrycznej,

proces będzie tak drogi, że aż nieopłacalny. (Z tego względu podczas drugiej wojny światowej 

Niemcy usytuowali placówki, produkujące w ramach programu budowy bomby atomowej ciężką

wodę, niedaleko norweskich tam i elektrowni hydroelektrycznej w Yemork. Gdy w 1943 roku, w

Strona 131

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

wyniku działań norweskiego ruchu oporu i nalotów amerykańskich bombowców B-17, tama i 

elektrownia zostały zniszczone, niemiecki program atomowy legł w gruzach). Nawet gdy się ma

tanią energię hydroelektryczną, deuter pozostaje bardzo drogi - obecnie na Ziemi kilogram 

deuteru kosztuje 10 tysięcy dolarów, czyli 70% ceny kilograma złota; jest więc 50 razy droższy

niż srebro. Tyle wynoszą ceny w czasach, gdy jeszcze nie wykorzystuje się energii 

termojądrowej. Kiedy uruchomione zostaną pierwsze elektrownie termojądrowe, ceny deuteru 

skoczą w górę. Jak już wspominałem w poprzednich rozdziałach, marsjańska baza będzie 

zużywać większość energii w procesach elektrolizy, służących do podtrzymywania rozmaitych 

procesów chemicznych oraz funkcji życiowych załogi. Dodanie podczas produkcji wodoru (w 

trakcie procesów elektrolizy, związanych z funkcjonowaniem marsjańskiej bazy), przed 

ponownym wprowadzeniem go do obiegu, jeszcze jednego etapu technologicznego, polegają-

KOLONIZACJA MARSA  • 297

cego na oddzieleniu wodoru od deuteru, sprawi, że na każde 6 ton wyprodukowanego wodoru 

będziemy otrzymywać, jako produkt uboczny, kilogram deuteru. W ciągu (ziemskiego) roku 

każdy mieszkaniec Marsa zużyje około 10 ton wody, uzyskanej w wyniku elektrolizy. Jeżeli 

przyjąć, że dwukrotnie większe zapotrzebowanie będzie wynikało z rozmaitych przemysłowych 

procesów obróbki materiałowej, okazuje się, iż dla zaspokojenia potrzeb 200-tysięcznej kolonii 

na Marsie trzeba przeprowadzić elektrolizę 6 min ton wody. W wyniku tego otrzymamy 1000 

ton deuteru rocznie - ilość wystarczającą do wyprodukowania 11 TW (terawatów) energii 

elektrycznej, co odpowiada mniej więcej ilości energii, zużywanej obecnie przez całą ziemską 

cywilizację. Przy dzisiejszych cenach deuteru oznacza to roczny dochód z eksportu na Ziemię w 

wysokości 10 mld dolarów - jest to suma odpowiadająca dochodom z eksportu znacznie 

liczebniejszego ziemskiego państwa. (Na przykład Nowa Zelandia wyeksportowała w 1994 roku 

11,2 mld dolarów brutto, chociaż ma tylko 3,4 min obywateli). Przy obecnych stawkach, 

wynoszących średnio 5 centów na kilowatogodzinę energii elektrycznej, wartość całkowitej 

energii elektrycznej, wytwarzanej dziś na naszej planecie, wynosi około 5 bilionów dolarów 

rocznie.

Kolejnym marsjańskim towarem eksportowym mogą być pomysły. Podobnie jak niedostatek 

siły roboczej w Ameryce w czasach kolonialnych oraz w XIX wieku przyczyniły się do powstania 

„jankeskiej zaradności", skrajny brak siły roboczej na Marsie oraz wysoka kultura techniczna 

będą bodźcami, kierującymi marsjańską zaradność ku kolejnym wynalazkom w takich 

dziedzinach, jak wytwarzanie energii, automatyka, robotyka, biotechnologia i inne. 

Opatentowane na Ziemi mars-jańskie wynalazki będą wspierać finansowo Czerwoną Planetę, 

doprowadzając do znacznego podniesienia ziemskich standardów życiowych; podobnie w XIX 

wieku amerykańskie wynalazki zmieniły życie w Europie, a w końcu - na całym świecie.

Wynalazki, bez których marsjańską cywilizacja się nie obejdzie, mogą uczynić Czerwoną 

Planetę bogatą. Wynalazki i bez-

298 • CZAS MARSA

pośredni eksport na Ziemię nie będą jednak jedynymi sposobami zdobycia na Marsie bogactwa.

Pozostanie jeszcze handel, wspomagający operacje górnicze w pasie planetoid, składającym się

z niedużych, bogatych w minerały ciał niebieskich, krążących między orbitami Marsa i Jowisza.

Musimy zdać sobie sprawę ze współzależności energetycznych między Ziemią, Księżycem, 

Marsem oraz pasem planetoid. Pas planetoid należy wziąć pod uwagę, ponieważ wiadomo, że 

występują tam rudy minerałów bardzo wysokiej klasy, w środowisku o słabej grawitacji, a 

zatem łatwo je stamtąd wysyłać na Ziemię3. John Lewis z Uniersytetu Stanu Arizona rozważał 

przypadek zwykłej planetoidy o średnicy około l km. Planetoida taka miałaby masę mniej więcej

2 mld ton, z czego 200 min ton to byłoby żelazo, 30 min ton - wysokiej jakości nikiel, 1,5 min 

tony - kobalt, metal o strategicznym znaczeniu, a 7500 ton - mieszanina metali z grupy 

platynowców o rynkowej wartości sięgającej 20 tysięcy dolarów za kilogram. Daje to 150 mld 

dolarów za same platynowce. Przeprowadzone obliczenia są uzasadnione, ponieważ skład 

chemiczny planetoid znamy dość dobrze dzięki analizie pochodzących z nich meteorytów. W 

meteorycie nikiel stanowi 6-30% metali, kobalt 0,5-1%, a platynowce występują w co najmniej

10 razy wyższych stężeniach niż w ziemskich rudach. Co więcej, ponieważ planetoidy zawierają

również sporo węgla oraz tlenu, wszystkie wspomniane metale można wydzielić za pomocą 

prostej chemicznej rafinacji metali, wykorzystującej tlenek węgla (rozdział 7).

Obecnie znamy około 5000 planetoid, z których 98% znajduje się w pasie głównym, 

Strona 132

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

rozciągającym się między Marsem a Jowiszem, w średniej odległości od Słońca wynoszącej 

około 2,7 jednostki astronomicznej. (Ziemia krąży wokół Słońca w odległości l j.a.). Pas główny 

obejmuje wszystkie znane planetoidy o średnicy powyżej 10 km, pozostające w obrębie orbity 

Jowisza. Średnice setek planetoid przewyższają 100 km,

3 J. Lewis, R. Lewis: Spocę Resources: Breaking the Bonds of Earth, rozdz. 9, Columbia 

University Press, Nowy Jork 1987.

KOLONIZACJA MARSA • 299

a jedna sięga 914 km. Z wyjątkiem małych planetoid, docierających do Słońca bliżej niż Ziemia 

oraz planetoid dostrzeżonych dalej niż Jowisz, stanowiących mniej więcej 2% ogólnej liczby 

tych ciał, planetoidy krążą między Marsem a Jowiszem. 2% planetoid bliskich Ziemi to liczba 

znacznie zawyżona w stosunku do planetoid pasa głównego, ponieważ planetoidy krążące w 

pobliżu Ziemi i Słońca znacznie łatwiej jest zaobserwować. Rozsądniej byłoby przyjąć, że 

planetoidy pasa głównego są przynajmniej tysiąc razy liczniejsze niż planetoidy przebywające w

sąsiedztwie Ziemi. A z grupy planetoid bliskich Ziemi 90% porusza się po orbitach leżących 

bliżej Marsa niż Ziemi.

Przykład podany przez Lewisa świadczy o tym, że w planeto-idach kryje się niesamowity 

potencjał gospodarczy. Ostatnio wiele mówiono o planetoidach bliskich Ziemi (przede 

wszystkim ze względu na obawy, że zderzenie z jedną z nich zmiecie kiedyś z powierzchni 

Ziemi naszą cywilizację); porównanie liczb, opisujących obie klasy, nie pozostawia jednak 

wątpliwości, że ważniejsze będą działania w pasie głównym.

Górnicy pracujący w pasie planetoid nie będą mogli wytworzyć na miejscu wszystkich 

potrzebnych zapasów, dlatego nie obejdzie się bez importu wielu towarów z Ziemi bądź Marsa. 

Jak wynika z tabeli 8. l, ze względów transportowych Mars ma znaczną przewagę nad Ziemią. 

Dla rakiet startujących z Marsa AV, potrzebna do dotarcia do pasa planetoid, jest znacznie 

mniejsza niż dla rakiet ziemskich; podobnie jak stosunek mas (stosunek całkowitej masy statku

wraz z całym paliwem do masy własnej statku) startującej rakiety.

Tabela 8. l przedstawia jako miejsce docelowe lotów z Ziemi i Marsa Ceres, największą 

planetoidę, jaka znajduje się wewnątrz pasa; w roli potencjalnego portu występuje również 

Księżyc. Choć Księżyc znajduje się znacznie bliżej naszej planety, dużo łatwiej jest dolecieć na 

niego z Marsa niż z Ziemi! Dla lotu z Marsa na Księżyc wymagany stosunek mas wynosi tylko 

12,5, podczas gdy z Ziemi na Księżyc aż 57,6. Podobnie wyglądałaby sytuacja w przypadku 

próby dotarcia z Ziemi czy z Marsa na którąś z planetoid bliskich Ziemi.

300 •  CZAS MARSA

Wszystkie dane z tabeli 8.1, z wyjątkiem dwóch ostatnich pozycji, odnoszą się do podróży 

statkiem o napędzie chemicznym, wykorzystującym jako paliwo mieszaninę metan/tlen 

(CH4/O2), o impulsie właściwym (Isp) wynoszącym 380 s i AV odpowiedniej dla systemów 

rakietowych o dużej sile ciągu. Uwzględniłem paliwo metan/tlen, ponieważ jest to najbardziej 

wydajna, nadająca się do przechowywania w przestrzeni kosmicznej mieszanina napędowa, 

którą można wytwarzać na Ziemi, na Marsie i na każdej planetoidzie, na której występuje

Tab. 8.1. Transport w wewnętrznej części Układu Słonecznego.

ZIEMIA

MARS

AV(KM/S) STOSUNEK AV (KM/S) STOSUNEK MAS

MAS

Z powierzchni planety na niską orbitę

Prędkość ucieczki z powierzchni planety

Z niskiej orbity

na powierzchnię Księżyca

Z powierzchni planety na powierzchnię Księżyca

Z niskiej orbity na Ceres Z powierzchni planety na Ceres

Z Ceres na planetę

Podróż w dwie strony niska orbita-Ceres statkiem o elektrycznym napędzie jądrowym (NEP)

Podróż na niską orbitę statkiem o napędzie chemicznym, następnie w dwie strony na Ceres 

statkiem o elektrycznym napędzie jądrowym (NEP)

9,0

11,40

4,0

2,90

12,0

25,60

5,5

4,40

6,0

5,10

5,4

4,30

Strona 133

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

15,0 9,6

18,6

40,0

57,60

13,40

152,50

3,70

2,30

9,4 4,9

8,9 2,7

15,0

12,50

3,80

11,10

2,10

1,35

9/40

26,0

4/15

3,90

KOLONIZACJA MARSA • 301

węgiel. Mieszanina napędowa wodór/tlen, choć charakteryzuje się najwyższym impulsem 

właściwym (około 450 s), nie jest dobrym paliwem, gdyż nie może być dłużej przechowywana. 

Ponadto paliwo to nie nadaje się do wielokrotnego stosowania w tanich systemach transportu, 

ponieważ kosztuje o rząd wielkości drożej niż metan/tlen i, z uwagi na dużą objętość, trudno je 

przenosić na orbitę za pomocą pojazdów wielokrotnego użytku SSTO (zatem wykluczone jest 

stosowanie go do taniego transportu z powierzchni planety na orbitę). Ostatnie dwie pozycje w 

tabeli zakładają wykorzystanie statków o elektrycznym napędzie jądrowym (NEP) na argon 

(dostępny zarówno na Marsie, jak i na Ziemi), o Isp sięgającym 5000 s dla podróży w 

przestrzeni kosmicznej; by dostać się z powierzchni planety na niską orbitę, statki te używałyby

paliwa chemicznego (metan/tlen). Pojazdy SSTO i rakiety NEP, choć obecnie wydają się sprawą

przyszłości, stanowią rozwiązania, na których będą bazować systemy transportu.

Widzimy, że w wypadku użycia wyłącznie napędu chemicznego, stosunek mas, potrzebny do 

dostarczenia masy własnej statku z Ziemi do pasa głównego planetoid, jest 14 razy większy niż

dla lotu z Marsa. Wynika z tego, ze stosunek masy ładunku do masy startowej rakiety jest 

jeszcze (dużo) większy dla lotu z Marsa na Ceres niż z Ziemi na Ceres. Wykorzystując dane, 

zawarte w tabeli 8. l, można spokojnie stwierdzić, że handel między Ziemią a Ceres (lub 

dowolnym innym ciałem niebieskim znajdującym się w pasie głównym planetoid) 

prawdopodobnie będzie możliwy, natomiast pomiędzy Marsem a Ceres będzie stosunkowo 

łatwy. Poza tym w przypadku dostarczania ładunków z Marsa na Księżyc stosunek mas jest 

prawie pięciokrotnie korzystniejszy niż dla lotu z Ziemi na Księżyc.

Sytuacja zmieni się tylko trochę po wprowadzeniu elektrycznego napędu jądrowego (NEP). 

Mars wciąż będzie siedmiokrotnie atrakcyjniejszym od Ziemi (pod względem stosunku mas) 

portem startowym dla rakiet lecących do pasa głównego planetoid, co oznacza, że stosunek 

masy ładunku do masy startowej rakiety będzie o dwa rzędy wielkości większy dla startu z 

Marsa niż z Ziemi.

302 • CZAS MARSA

Omawiane stosunki mas nie w pełni odzwierciedlają przewagę Marsa. Tabela 8.2 przestawia 

porównanie tras podróży na Ceres z Ziemi lub z Marsa, zarówno dla napędu chemicznego, jak i 

elektrycznego jądrowego. Obie misje mają dostarczyć 50 ton ładunku. Ponadto oba typy 

statków muszą być wyposażone w zbiorniki paliwowe, których masę oszacowałem na 7% 

wiezionego materiału napędowego. W przypadku lotu z powierzchni na orbitę wziąłem pod 

uwagę rakiety SSTO na metan/tlen. Założyłem, że masa własna statków (związana z ochroną 

termiczną, pracą silników, lądowaniem), bez zawartości zbiornika paliwa, jest równa masie 

transportowanego ładunku, czyli 50 tonom. Systemy transportu międzyplanetarnego, 

wykorzystujące napęd chemiczny, mogą być lżejsze, dlatego przypisałem im masę własną w 

wysokości 20% ładunku. Aby przewieźć ładunek z Marsa na Ceres, silniki NEP uwzględnione w 

Strona 134

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

tabeli 8.2 potrzebują energii elektrycznej o mocy 10 megawatów (MW), a dla lotu z Ziemi na 

Ceres - 30 MW; przy czym masa każdego systemu NEP wynosi 5 ton/MW. Różnice wydajności 

energetycznej elektrycznego napędu jądrowego i napędu chemicznego prowadzą do podobnego

stosunku mocy do masy własnej systemu. Statek wyruszający z Ziemi wciąż jednak będzie 

zmuszony korzystać z silnika działającego 2,4 rażą dłużej. Chcąc zwiększyć moc znamionową 

startujących z Ziemi statków o napędzie NEP, by dorównać statkom marsjańskim, 

musielibyśmy dysponować nieskończoną masą misji. Dane w tabeli 8.2 odnoszą się do całej 

misji. Oczywiście, łączne wymogi związane ze startem zostaną prawdopodobnie rozłożone na 

wiele mniejszych pojazdów startowych.

Widać, że masa startowa wiążąca się z wysłaniem ładunku na Ceres jest około 50 razy mniejsza

w przypadku startów z Marsa niż z Ziemi, niezależnie od tego, czy wykorzystany zostaje tylko 

napęd chemiczny, czy w połączeniu z elektrycznym napędem jądrowym do rejsów 

międzyplanetarnych. Gdyby użyty pojazd mógł wynieść na niską orbitę ładunek o masie około 

1000 ton, należałoby wykonać z Ziemi aż 107 startów pojazdów na metan/tlen, a tylko dwa 

starty z Marsa. Nawet gdyby koszty paliwa i inne koszty związane ze startem były na Marsie 10

razy

KOLONIZACJA MARSA • 303

wyższe niż na Ziemi, wciąż znacznie bardziej opłacalne okazuje się wysyłanie statków z 

Czerwonej Planety. W przeprowadzonej analizie zakładaliśmy, że statki będą wracać z pasa 

planetoid bez ładunku. Wprowadzenie wymogu, by statki zabierały paliwo na drogę powrotną i 

przywoziły na Ziemię ładunek metalu z planetoid, sprawia, że perspektywy misji z Ziemi bez 

tankowania na Marsie stają się zupełnie beznadziejne.

Z rozważań tych wynika prosty wniosek: wszystkie transportowane do pasa planetoid 

materiały, które można wyprodukować na Marsie, będą produkowane na Marsie.

Wyłaniają się zarysy przyszłego handlu międzyplanetarnego: powstanie „trójkąt handlowy". Na 

Ziemi będą produkowane

Tab. 8 2. Masy wypraw frachtowych do pasa głównego planetoid (w tonach).

START Z ZIEMI

START Z MARSA

CH4/O2           NAPĘD

CH4/02           NAPĘD

CHEMICZNY

CHEMICZNY

/NEP

/NEP

system napędowy

ładunek 50

50

50

50

statek międzyplanetc

imy               10

150

10

50

zawartość zbiornika

paliwowego

statku międzyplanetarnego

85

paliwo statku

międzyplanetarnego

1220

całkowita masa

na niskiej orbicie

1365

masa bezwładna

pojazdu startowego1365

zawartość zbiornika

paliwowego

pojazdu startowego6790

paliwo pojazdu startowego    97 000 całkowita masa startowa     106 520

19

15

3

268

205

37

487

280

140

337

280

90

1758

25 127

27559

88

Strona 135

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

1250

1898

28

401

609

304  • CZAS MARSA

i dostarczane na Marsa wyspecjalizowane towary, wymagające zaawansowanych technologii, 

na Marsie będą wytwarzane i dostarczane do pasa planetoid (oraz być może na Księżyc) towary

nie wymagające stosowania zaawansowanych technologii oraz zapasy żywności, natomiast z 

planetoid wędrować będą na Ziemię metale (być może także hel 3 z Księżyca). Schemat ten 

przypomina trójkąt z czasów kolonialnych, łączący Anglię, jej północnoamerykańskie kolonie i 

Indie Zachodnie. Angielskie towary wysyłano do Ameryki, gdzie produkowano żywność i mniej 

skomplikowane towary, kierowane następnie do Indii Zachodnich. Z Indii Zachodnich do Anglii 

wracały towary zamieniane na duże pieniądze, na przykład cukier. W XIX wieku brytyjski 

handel z Indiami Wschodnimi wspomagany był przez podobny trójkąt, łączący Anglię, Australię 

i wyspy należące obecnie do Indonezji.

Zaludnianie Marsa

Trudności wiążące się z transportem międzyplanetarnym skłaniają do traktowania perspektyw 

kolonizacji Marsa jako nieosiągalnych wizji. Kolonizacja oznacza jednak przede wszystkim ruch 

w jedną stronę, czyli wysyłanie do nowo powstałych na Marsie kolonii dużych ilości towarów i 

licznej grupy ludzi.

Rozważmy dwa modele ewentualnej emigracji na Marsa: emigrację wspieraną przez rząd oraz 

emigrację finansowaną z prywatnych źródeł.

W przypadku pomocy rządowej dysponujemy już obecnie technologiami umożliwiającymi 

emigrację na dużą skalę. Rysunek 8. l ilustruje jedno z rozwiązań pozwalających zawieźć na 

Marsa imigrantów. Przedstawia projekt rakiety nośnej, nawiązujący do konstrukcji promu 

kosmicznego, która może wynieść na niską orbitę okołoziemską ładunek o masie 145 ton 

(podobny udźwig miał Saturn 5). Następnie rakieta o termicznym napędzie jądrowym (NTR, 

podobna do zademonstrowanej w USA w latach sześćdziesiątych w ramach programu 

badawczego NERVA) o Isp równym 900 s w siedem miesięcy zawiezie

KOLONIZACJA MARSA • 305

6

34 m

Rys. 8.1. Ciężka rakieta nośna, z dodatkowym elektrycznym napędem jądrowym, zdolna 

przewieźć na Czerwoną Planetę 24 kolonizatorów.

na Marsa po trajektorii rejsowej „mieszkalny" statek kosmiczny o masie 70 ton. Po dotarciu w 

okolice Marsa statek wykorzysta stożkową osłonę aerodynamiczną do hamowania 

atmosferycznego, otworzy spadochrony i wyląduje na własnych silnikach metanowo-tlenowych.

Statek załogowy ma 8 m średnicy i mieści cztery pokłady o łącznej powierzchni mieszkalnej 200

m2, przeznaczonej dla 24 osób, zarówno podczas podróży międzyplanetarnej, jak i na 

powierzchni planety. Po rozładowaniu na Marsie przywiezionego ładunku dostępna będzie 

dodatkowo przestrzeń piątego (najwyższego) pokładu. Zatem dzięki jednemu startowi rakiety 

nośnej można wysłać w jedną stronę - z Ziemi na Marsa - 24 osoby wraz z potrzebnym 

mieszkaniem i narzędziami.

Przyjmijmy, że począwszy od 2010 roku każdego roku z Ziemi będą startować cztery rakiety 

nośne. Dokonując pewnych założeń demograficznych, można wyliczyć marsjańską krzywą 

demograficzną, przedstawioną na rysunku 8.2. Przyglądając się wykresowi widzimy, że 

wysyłanie grup kolonizatorów, liczących 24 osoby (oraz przyjmując poziom technologiczny XX 

wie-

306 •  CZAS MARSA

Ameryka     1630       1650 Mars

„2030       2050 106

1670

2070

1690

2090

1730

Strona 136

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

2130

Ameryka t=0 w 1610 Mars t=0 w 2010

10'

10

40

60

80          100         120 czas od założenia kolonii

140

160

Rys. 8.2. Porównanie kolonizacji Marsa z kolonizacją Ameryki Północnej. Dla celów analizy 

założono, że na Marsa będzie docierać 100 emigrantów rocznie poczynając od 2010 roku, 

przyrost 2% rocznie, 50% mężczyzn i 50% kobiet, wiek emigrantów 20-40 lat. Przyjęto średnio

3,5 dziecka w idealnej marsjań-skiej rodzinie, stopę śmiertelności 0,1% rocznie dla przedziału 

0-59 lat, 1% dla 60-79 lat i 10% powyżej 80 lat.

ku) doprowadzi do osiągnięcia na Marsie przyrostu naturalnego ludzkiej populacji w wysokości 

jednej piątej przyrostu naturalnego w kolonialnej Ameryce w XVI i XVII wieku.

Byłby to bardzo dobry rezultat. Przekonalibyśmy się, że duża odległość dzieląca nas od Marsa i 

związane z tym wyzwania natury komunikacyjnej nie stanowią poważnej przeszkody na drodze 

do kolonizacji Czerwonej Planety. Kluczowe problemy, jak wiemy z rozdziału 7, dotyczą 

eksploatacji marsjańskich zasobów, uprawy roślin, budowy domów i wytwarzania wszelkich 

potrzebnych towarów na powierzchni Marsa. Ponadto obliczona stopa przyrostu naturalnego, 

wynosząca jedną piątą przy-

KOLONIZACJA MARSA • 307

rostu naturalnego kolonialnej Ameryki, choć niezbyt wysoka, świadczy jednak o historycznej 

możliwości, dostępnej dla każdego większego państwa na Ziemi, zasiania ziaren przyszłej 

ludzkiej cywilizacji na Marsie kosztem około l miliarda dolarów wydanych na pojedynczy start, 

czyli w sumie kosztem około 4 miliardów rocznie.

Skoro jednak koszt jednego startu wyniósłby około l miliarda dolarów, wysłanie jednego 

emigranta kosztowałoby 40 milionów dolarów. Cena taka mogłaby zostać (na pewien czas) 

przyjęta przez rząd, natomiast wykluczałaby emigrację organizowaną indywidualnie lub 

prywatnie. Jeśli Mars miałby wykorzystać energię licznych, dynamicznych emigrantów, 

kierujących się motywami osobistymi i pragnących odcisnąć własne piętno na dziejach nowego 

świata, cena transportu musi spaść znacznie niżej. Zastanówmy się, w jaki sposób można do 

tego doprowadzić.

Rozważmy ponownie pojazdy SSTO na metan/tlen, mające służyć do wynoszenia ładunków na 

niską orbitę okołoziemską (LEO). Każdy kilogram ładunku dostarczonego na orbitę wymaga 

około 70 kg paliwa. Kilogram dwuskładnikowej mieszaniny napędowej metan/tlen kosztuje 

mniej więcej 20 centów, zatem wysłanie l kg ładunku na orbitę wiązałoby się z koniecznością 

wydania 14 dolarów na paliwo. Przyjmując, że całkowity koszt wysłania ładunku na LEO wynosi 

siedmio-krotność ceny paliwa (stosunek dwa razy wyższy niż stosunek paliwo/koszt dla linii 

lotniczych), otrzymujemy koszt wysłania l kg na LEO w wysokości 100 dolarów. Załóżmy 

następnie, że po cyklicznej orbicie stale kursuje pomiędzy Ziemią a Marsem statek kosmiczny 

zdolny do odzyskiwania i ponownego wykorzystywania 95% zużywanej wody i tlenu. Buzz 

Aldrin, pilot statku Apollo 11, zaproponował wprowadzenie takich „wahadłowców", stale 

obsługujących trasę Ziemia-Mars, które zapewnią licznym emigrantom obszerną przestrzeń 

mieszkalną. Niski koszt jest konsekwencją tego, że wahadłowiec taki startowałby tylko raz, a 

potem mógłby odbywać trwającą 2,2 roku podróż na Marsa i z powrotem w zasadzie dowolnie 

wiele razy przy bardzo niewielkim zużyciu paliwa. Na okres trwającego

308 • CZAS MARSA

200 dni rejsu międzyplanetarnego Ziemia-Mars jeden pasażer wahadłowca (ważący wraz z 

rzeczami osobistymi około 100 kg) będzie potrzebował 400 kg zapasów (woda, tlen i inne). 

Zatem przetransportowanie jednego pasażera z LEO na pokład wahadłowca oznacza 

konieczność przewiezienia 500 kg przy AV sięgającej 4,3 km/s. Kapsuła, która zabrałaby 

pasażerów z LEO na wahadłowiec oraz z wahadłowca na powierzchnię Marsa, miałaby masę 

około 500 kg na pasażera. Na jednego pasażera trzeba na orbitę wahadłowca dostarczyć 

ładunek około 1000 kg, co - przy wykorzystującym metan/tlen napędzie chemicznym o Isp 

równym 380 s - jest równoważne wyniesieniu 3200 kg na LEO. Przy kosztach umieszczenia l kg

Strona 137

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

na LEO, wynoszących 100 dolarów, oraz przy założeniu, że wahadłowiec zamortyzuje się po 

odbyciu bardzo dużej liczby rejsów, koszt dowiezienia jednej osoby na Marsa wyniesie 320 

tysięcy dolarów.

Oczywiście, obliczenia te zostały przeprowadzone przy wielu założeniach, które mogą ulec 

modyfikacji i istotnie zmienić podany koszt biletu. Na przykład nadanie znacznej części AV - w 

trakcie lotu z Ziemi na orbitę - za pomocą ponad-dźwiękowego układu odrzutowego z silnikiem 

przelotowym (tzw. scranyet) mogłoby trzykrotnie obniżyć koszt transportu na orbitę. Przed 

oddaleniem się od Ziemi prom o odrzutowym napędzie elektrycznym (jonowym) mógłby pchnąć

kapsułę tak, by - przy włączonym napędzie chemicznym, zapewniającym wysoką siłę ciągu - 

wykonała precyzyjny przelot blisko Ziemi. W wyniku takiego manewru kapsuła otrzymałaby 

energetycznego „kopniaka", pozwalającego na opuszczenie orbity okołoziemskiej i dotarcie do 

wahadłowca międzyplanetarnego przy AV zaledwie 1,3 km/s, osiąganej dzięki paliwu 

chemicznemu. W ten sposób koszt transportu zostałby dodatkowo obniżony. Gdyby, zamiast 

tradycyjnej podróży po orbicie międzyplanetarnej (ze wsparciem grawitacyjnym), wahadłowiec 

wykorzystywał żagiel magnetyczny (patrz: podrozdział „Zaawansowany transport 

międzyplanetarny"), prędkość hiperboliczna wymagana do opuszczenia Ziemi i zbliżenia się do 

wahadłowca wynosiłaby prawie zero, pozwalając na

KOLONIZACJA MARSA • 309

wyłączne stosowanie napędu elektrycznego (a nawet napędu magnetycznego bądź 

słonecznego) w celu dostarczenia kapsuły z LEO do wahadłowca. Dalsze obniżenie kosztów 

podróży można osiągnąć, zwiększając stopień szczelności systemu podtrzymywania funkcji 

życiowych z wartości podstawowej (95%) do zaawansowanej (99%), przez co ograniczona 

zostanie masa wody i tlenu, zużywanych przez pasażerów podczas lotu, a przez to i całkowita 

masa wiezionego ładunku. Tak więc ostatecznie koszt podróży w jedną stronę z Ziemi na Marsa

wyniósłby około 30 tysięcy dolarów na jednego pasażera. Tabela 8.3 pokazuje spadek kosztu 

podróży w wyniku stosowania kolejnych innowacji.

W każdym razie cena 320 tysięcy dolarów dla pierwszych emigrantów jest interesująca. Kwoty 

tego rzędu nie wydajemy lekką ręką, jest to jednak spora suma - odpowiada mniej wię-

Tab. 8.3. Możliwe obniżenie kosztów transportu z Ziemi na Marsa.

TECHNO- TECHNO- CZYN-            CENA

LO-

LOGIA

NIK         ZA PODRÓŻ

GIA

ZAAWAN-OBNIŻĘ-     NA MARSA

PODSTA- SOWANA NIĄ         (w dolarach

WOWA

KOSZTÓW   USA, 1996)

wyprawa

z wykorzystaniem

podstawowej technologii

z powierzchni Ziemi na orbitę

uszczelnienie systemu podtrzymywania funkcji życiowych

napęd stosowany do opuszczenia LEO

napęd wahadłowca

napęd rakietowy

95%

CH4/02 naturalny

napęd ponad-dźwiękowy przelotowy

99%

1.0

0,3

NEP

żagiel magnetyczny

0,7

0,6 0,7

320 000

96000

67000

40000

Strona 138

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

28000

310 • CZAS MARSA

cej cenie amerykańskiego domu na przedmieściach dla rodziny z zamożnej, wyższej klasy 

średniej, bądź oszczędnościom rodziny z klasy średniej - ale zarazem suma, którą wiele osób 

mogłoby (gdyby naprawdę chciało) zapłacić za podróż na Marsa. Dlaczego ktoś chciałby lecieć 

na Marsa? Z uwagi na niedostatek siły roboczej oraz drogi transport, koszty pracy niewątpliwie 

byłyby na Marsie znacznie wyższe niż na Ziemi, a w konsekwencji również wyższe byłyby płace.

Kwota 320 tysięcy dolarów, odpowiadająca mniej więcej sześcioletniej pensji inżyniera na 

Ziemi, stanowiłaby wynagrodzenie za rok lub dwa lata pracy na Marsie. Przez ostatnie kilkaset 

lat podobna różnica płac przyciągała emigrantów z Europy do Ameryki; na podobnej zasadzie 

znaleźliby się chętni do pracy na Marsie. Od XVII do XIX wieku wiele europejskich rodzin 

gromadziło środki, by wysłać do Ameryki jedną osobę, która, po paru latach, odkładała dość 

pieniędzy na ściągnięcie pozostałej części rodziny. Współcześnie identyczna praktyka 

funkcjonuje w przypadku krajów Trzeciego Świata: miejscowe zarobki są znikome w 

porównaniu z cenami biletów lotniczych, ale skoro w miejscu przeznaczenia czeka praca, dzięki 

której można zapłacić za podróż, częste jest zaciąganie kredytu na jej odbycie. Działo się tak 

niegdyś, dzieje się teraz i będzie się działo w przyszłości.

Jak już wspomniałem, występujący na Marsie niedostatek siły roboczej spowoduje, że 

marsjańskie społeczeństwo będzie zmierzać w stronę postępu technologicznego i społecznego. 

Jeśli płacimy komuś pięć razy więcej niż na Ziemi, nie chcemy obciążać pracownika żadną 

bezsensowną pracą ani wypełnianiem formularzy, nie będziemy też skłonni odmawiać pracy 

komuś, wykonującemu bardzo potrzebny zawód, tylko dlatego, że nie pofatygował się, by 

odbyć biurokratyczny bieg z przeszkodami. Krótko mówiąc, marsjańskie społeczeństwo będzie 

nastawione pragmatycznie, podobnie jak dziewiętnastowieczna Ameryka. Marsjański 

pragmatyzm, wymuszony przez środowisko, da kolonizatorom znaczną przewagę nad 

społeczeństwem ziemskim, bardziej tradycyjnym i żyjącym w warunkach niewielkiego stresu. 

Skoro ko-

KOLONIZACJA MARSA • 311

nieczność jest matką wynalazku, Mars będzie doskonałą kołyską. Społeczeństwo pogranicza, 

wykorzystujące zaawansowane technologie, zachowujące się pragmatycznie i składające się z 

osób przejawiających inicjatywę, będzie z konieczności dokonywać wynalazków, przydatnych 

nie tylko na Marsie, lecz i na Ziemi. Wynalazcy przyniosą Marsowi dodatkowe dochody (z praw 

patentowych zarejestrowanych na Ziemi), wywierając jednocześnie na ziemskie społeczeństwo,

dysponujące ogromną siłą roboczą, nacisk, który będzie przeciwdziałał naturalnej tendencji 

popadania w stagnację. W dalszej perspektywie największą korzyścią z kolonizacji Marsa będzie

swoiste odmłodzenie Ziemi. A najbardziej skorzystają te ziemskie społeczeństwa, które będą z 

marsjańską cywilizacją najbliżej powiązane społecznie, kulturowo, językowo i gospodarczo.

Handel marsjańskimi nieruchomościami

Marsjańskie nieruchomości można podzielić na dwie kategorie: nadające się do zamieszkania i 

otwarte. Przez nieruchomość nadającą się do zamieszkania rozumiem miejsce pod kopułą, 

umożliwiające ludziom wygodne życie w stosunkowo konwencjonalnym otoczeniu, które 

dopuszcza poruszanie się w letnich ubraniach. Otwarte nieruchomości to przestrzenie 

rozciągające się na zewnątrz kopuł. Oczywiście, nieruchomości nadające się do zamieszkania są

znacznie cenniejsze od nieruchomości otwartych. Niemniej oba rodzaje nieruchomości można 

będzie kupować i sprzedawać, a w miarę rozwoju transportu pomiędzy Ziemią a Marsem ich 

wartość będzie rosnąć.

Obecnie na Marsie występują jedynie otwarte przestrzenie. Choć jest ich niezmiernie dużo - 

144 min km2 - można odnieść mylne wrażenie, że są one zupełnie nieprzydatne ze względu na 

niemożność ich wykorzystania. Tak nie jest. Wielkie połacie ziemi w stanie Kentucky kupowano 

i sprzedawano za duże sumy na sto lat przed przybyciem pierwszych koloni-

312  • CZAS MARSA

zatorów. Z punktu widzenia zabudowy i wykorzystania obszary szesnastowiecznej Ameryki, 

położone na zachód od łańcucha Appalachów, niewiele różniły się od Marsa. Te odległe ziemie 

miały wartość z dwóch względów. Po pierwsze, przynajmniej niektórzy słusznie sądzili, że w 

przyszłości grunty na zachodzie Ameryki zostaną zamieszkane i wykorzystane. Po drugie, 

istniały ramy prawne - w postaci praw własności ziemi, wydawanych przez koronę brytyjską - 

Strona 139

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

pozwalające na prywatną własność ziemi na zachód od Appalachów. W rzeczy samej, gdyby 

istniały odpowiednie ramy prawne, już dziś można by handlować marsjańskimi 

nieruchomościami. Mechanizm nie wymagałby wysyłania na Marsa patroli policji, wystarczyłyby 

zupełnie prawa patentowe lub prawa własności, rejestrowane przez liczące się państwo na 

Ziemi, na przykład przez USA. Gdyby Stany Zjednoczone sprzedały prawa do wykonywania 

działalności górniczej spółce, która z zadowalającą dokładnością zbadała i zmierzyła marsjański 

teren, to możliwy stałby się obrót prawami, opierający się na spekulacjach co do ich przyszłej 

wartości (służyłoby to prawdopodobnie do finansowania budowy i wysyłania automatycznych 

sond, badających powierzchnię Marsa pod kątem możliwości wydobycia). Co więcej, prawa 

własności byłyby respektowane na Ziemi i w całym Układzie Słonecznym, gdyż w przeciwnym 

wypadku amerykański urząd celny mógłby obłożyć cłami karnymi towary importowane 

wykonane, pośrednio lub bezpośrednio, z materiałów wydobytych z pogwałceniem prawa 

własności. Podobny mechanizm nie przesądzałby o amerykańskiej władzy nad Marsem w 

większym stopniu niż współcześnie, gdy o władzy amerykańskiego rządu nad światem idei 

świadczą działania amerykańskiego urzędu patentowego i ochrony praw autorskich, 

zmierzające do zamiany idei na własność intelektualną. W każdym razie konieczny będzie 

certyfikat -wydany przez USA, NATO, ONZ lub rząd marsjański - nadający bezwartościowym, 

pustym terenom charakter cennych nieruchomości.

Gdy się to już stanie, nawet nie zabudowane marsjańskie obszary staną się ważnym źródłem 

kapitału, potrzebnego do

KOLONIZACJA MARSA •  313

finansowania budowy pierwszych osad na Marsie. Przy średniej cenie 10 dolarów za akr, Mars 

byłby wart 358 miliardów dolarów. Gdyby powiodła się próba terraformowania Czerwonej 

Planety, można spodziewać się, że ceny otwartych przestrzeni na Marsie wzrosną stukrotnie 

(wartość planety wyniosłaby wtedy astronomiczną sumę 36 bilionów dolarów). Przyjmując, że 

koszt opracowania metody i przeprowadzenia terraformowania będzie znacznie niższy niż 36 

bilionów dolarów, widzimy, że właściciele marsjańskich gruntów mogą mieć ważkie powody, by 

dążyć do przeobrażenia posiadanych ziem metodami inżynierii planetarnej.

Jasne jest, że nie wszystkie otwarte nieruchomości na Marsie będą mieć równą wartość. 

Znacznie cenniejsze będą tereny, na których występują źródła energii geotermicznej, 

wartościowe minerały, woda lub inne bogactwa naturalne, jak również tereny położone 

niedaleko baz marsjańskich zamieszkanych przez ludzi. Z tych powodów, podobnie jak w 

przypadku spekulantów na Ziemi, właściciele otwartych nieruchomości na Marsie będą 

wywierać presję, by dokładanie zbadać Czerwoną Planetę i przyczynić się do osadnictwa na 

posiadanych przez nich ziemiach.

Znacznie większą wartość będą miały nieruchomości nadające się do zamieszkania, 

przestrzenie osłonięte kopułami. Każda konstrukcja z kopułą o średnicy około 100 m, ważąca 

80 ton, będzie ograniczać obszar równy akrowi lub dwóm. Przyjmując, że pod kopułą zmieszczą

się mieszkania dla dwudziestu rodzin, z których każda będzie gotowa zapłacić po 50 tysięcy 

dolarów za pomieszczenia mieszkalne (w postaci działki o wymiarach 20 m x 20 m), wartość 

całej konstrukcji wyniesie milion dolarów. Dlatego szybka i masowa budowa konstrukcji 

mieszkalnych dla kolejnych fal emigrantów będzie prawdopodobnie jednym z najlepszych 

interesów na Marsie i sporym źródłem dochodu dla rozwijającej się kolonii.

W XXI wieku przyrost ludzkiej populacji doprowadzi do wzrostu wartości nieruchomości na 

Ziemi, przez co trudniej będzie ludziom posiadać domy. Z drugiej strony, trwający rozrost 

biurokracji spowoduje, że na Ziemi indywidualistom

314 •  CZAS MARSA

i twórczym naturom coraz trudniej będzie znaleźć właściwy wyraz dla swej osobowości. 

Regulacje prawne, zmierzające do „ochrony" istniejącego stanu rzeczy, stają się coraz bardziej 

uciążliwe dla tych, którzy starają się ten stan zmienić. Ograniczenia wprowadzają bariery dla 

wszystkich ludzi i stanowią próbę narzucenia norm, które są dla wielu nie do przyjęcia. Gdy 

tarcia, co jest nieuniknione, przerodzą się w wojny i rewolucje, pojawią się przegrani. 

Spoglądając na mapę współczesnego świata, widzimy sporo małych narodów w Azji, Afryce, na 

Bliskim Wschodzie, w dawnym Związku Radzieckim i Europie, położonych koło większych 

państw, marzących o ich podbiciu. W wyniku wojen miliony uchodźców i emigrantów będą 

wolały podjąć wyzwanie życia na nowym pograniczu zamiast w niewoli. Być może Mars okaże 

Strona 140

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

się planetą otwartą dla uchodźców.

Analogie historyczne

Podstawowa analogia, którą pragnę naszkicować, to podobieństwo Marsa do Ameryki Północnej 

w czasach nowożytnych. Srebrny Glob, znajdujący się blisko ziemskiej metropolii, lecz mający 

nędzne zasoby naturalne, można porównać do Grenlandii. Inne interesujące miejsca, takie jak 

pas główny planetoid, mają dużo bogactw naturalnych, które można eksportować na Ziemię, 

lecz nie nadają się na siedziby rozwiniętego społeczeństwa kolonizatorów - można je więc 

porównać do Indii Zachodnich. Jedynie Mars dysponuje wszystkimi zasobami, potrzebnymi do 

stworzenia cywilizacji, może też być uznany za odpowiednie miejsce dla kolonizacji. Korzystne 

położenie Czerwonej Planety, podobnie jak w przeszłości położenie Ameryki Północnej w 

stosunku do Anglii i Indii Zachodnich, pozwoli wykonywać w imieniu Ziemi opłacalną 

eksploatację zasobów z pasa planetoid. Wbrew krótkowzrocznym kalkulacjom 

dziewiętnastowiecznych europejskich polityków i finansistów, rola Ameryki nie ograniczyła się 

jednak do bazy, wspierającej logistycznie import cukru i przypraw

KOLONIZACJA MARSA • 315

z Indii Zachodnich, bazy lądowego handlu futrami lub rynku zbytu dla wyprodukowanych 

towarów. Prawdziwa wartość Ameryki polega na tym, że rozwinęła się tam cywilizacja, łącząca 

wartości przywiezione przez emigrantów z warunkami obszaru pogranicza; połączenie to 

okazało się najsilniejszym jak dotąd na świecie motorem rozwoju społecznego i gospodarczego.

Bogactwo Ameryki wzięło się stąd, że mogła wyżywić przybyłych i że przyciągała odpowiednich 

ludzi. Warunki pogranicza ukształtowały kulturę ludzi wierzących, że wszystko można osiągnąć 

- a na Marsie mechanizm ten będzie stokroć silniejszy.

Na Marsie panują znacznie surowsze warunki niż na naszej planecie. A przecież najtrudniejsze 

szkoły należą do najlepszych, pod warunkiem że da się je przeżyć. Marsjanie z pewnością 

przeżyją.

ZAAWANSOWANY TRANSPORT MIĘDZYPLANETARNY

O wyborze środka transportu przesądza cel podróży. Udostępnienie Nowego Świata 

spowodowało w Europie rewolucję w budowie okrętów. Podobnie ustanowienie marsjańskiej 

bazy doprowadzi do stworzenia nowych systemów napędu rakietowego, które sprawią, że 

kolonizacja Czerwonej Planety stanie się możliwa z ekonomicznego punktu widzenia. Nowe 

układy, które stwarzają znacznie większe możliwości od dotychczasowych, już od jakiegoś 

czasu znajdują się na deskach kreślarskich projektantów, oczekując na swoją szansę. 

Przyjrzyjmy się możliwościom przyszłości.

Przelotowe odrzutowe systemy napędowe

Wydajność transportu ładunków przez współczesne systemy rakietowe wynosi jedynie 2% 

analogicznej wydajności samolotów odrzutowych. Różnica ta jest konsekwencją prostego fak-

316 • CZAS MARSA

tu: rakiety wiozą ze sobą utleniacz, podczas gdy samoloty odrzutowe pobierają go wprost z 

powietrza. Ma to ogromny wpływ na wydajność pojazdów rakietowych, ponieważ utleniacz 

stanowi około 75% całkowitej masy materiału napędowego. Startujące rakiety lecą na orbitę 

przez warstwy atmosfery, będące oceanem utleniacza. Dlaczego nie starają się go 

wykorzystać?

Niestety, trudności natury technicznej oraz brak woli pokrzyżowały plany rozwoju 

ponaddźwiękowego napędu przelotowego. Współczesne pociski z odrzutowymi silnikami 

strumieniowymi mogą osiągnąć prędkość 5,5 Macha4, lecz powyżej tej wartości niemożliwe 

staje się spowolnienie do prędkości pod-dźwiękowej powietrza, które wlatuje do silnika, bez 

jego nadmiernego rozgrzania. Oznacza to, że spalanie wewnątrz silnika musi odbywać się przy 

hipersonicznej prędkości strumienia powietrza. Silnik taki jest przykładem nowej generacji 

silników, zwanych scranyet - odrzutowych silników przelotowych, które w porównaniu z 

tradycyjnymi silnikami odrzutowymi stanowią podobny postęp, jak silniki odrzutowe w stosunku

do napędu śmigłowego. W ramach amerykańskiego programu badań nad samolotem 

aerokosmicznym (NASP) - jego realizację wstrzymano w 1993 roku z uwagi na rzekomy brak 

zastosowań - przeprowadzono wyczerpujące obliczenia komputerowe, które dowiodły, że 

przelotowy silnik odrzutowy działałby zgodnie z przewidywaniami. Inne rozwiązanie, mniej 

zaawansowane technicznie, lecz zachowujące sporo zalet silnika przelotowego, to rakieta 

wzbogacona o układ, który podczas lotu przez atmosferę częściowo wykorzystuje utleniacz z 

Strona 141

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

powietrza. Próbne wersje takich rakiet, mogące osiągnąć impuls właściwy ponad 1000 s, 

zademonstrowała w 1966 roku firma The Marąu-ardt Company. Niestety, kaprys rządowej 

biurokracji sprawił, że program skasowano, zanim pierwsza rakieta wystartowała.

Zastosowanie odrzutowych silników przelotowych czy rakiet wzbogaconych o układ 

wykorzystujący powietrze atmosfery cz-

4 Mach to jednostka prędkości, równa prędkości rozchodzenia się dźwięku w powietrzu; l Mach 

wynosi 340 m/s (przyp. red.).

KOLONIZACJA MARSA • 317

ne choćby podczas części lotu na orbitę, pozwoliłoby bardzo wydatnie zwiększyć masę 

wiezionego ładunku. Właśnie tego nam potrzeba, by wspomóc rozwijającą się kolonię na 

Marsie: taniego sposobu wynoszenia ładunków na orbitę i dalej. Opracowanie technologii 

taniego podróżowania w przestrzeni kosmicznej będzie odgrywać kluczową rolę podczas 

kolonizacji Czerwonej Planety.

Napęd elektryczny

Impuls właściwy, czyli-wyrażony w sekundach czas, przez jaki jeden kilogram materiału 

napędowego daje siłę ciągu l kG, stanowi fundamentalny miernik sprawności rakiety. Najlepsze 

systemy napędu chemicznego charakteryzują się Isp sięgającym 450 s, podczas gdy rakiety z 

termicznym napędem jądrowym mogą osiągać impuls równy około 900 s.

Istnieje jeszcze inna metoda osiągnięcia wysokiej wartości impulsu właściwego. Należy 

zjonizować gaz, czyli oderwać część elektronów od jąder atomowych, i przyspieszyć swobodne 

elektrony za pomocą przemiennych sił przyciągających i odpychających, wytwarzanych przez 

siatkę elektrostatyczną. Metoda ta nazywana jest elektrycznym napędem odrzutowym lub 

jonowym. Napęd elektryczny pozwala osiągnąć impuls właściwy wielu tysięcy sekund, nie 

powodując rozgrzania wyrzucanych gazów do bardzo wysokich temperatur. To nie teoria: 

napęd jonowy stosuje się obecnie na wielu satelitach do utrzymywania pozycji na właściwej 

orbicie. Aby uzyskać dużą siłę ciągu, konieczne są duże ilości energii elektrycznej. Statek 

kosmiczny o masie 120 ton potrzebuje mocy 5 megawatów (70 razy przewyższającej 

planowaną moc zasilającą międzynarodową stację kosmiczną), aby uzyskać siłę ciągu 

wynoszącą 280 N (niutonów) przy Isp równym 5000 s. Jeśli założymy, że statek dysponuje 

potrzebną energią elektryczną, okazuje się, że mógłby uzyskać różnicę prędkości AV wynoszącą

30 km/s, pozwalającą dotrzeć do Marsa z niskiej orbity okołoziemskiej po roku lotu z 

włączonym silnikiem. Podobny statek z elek-

318 • CZAS MARSA

trycznym napędem jądrowym (NEP) mógłby osiągnąć tak dużą różnicę prędkości przy stosunku

mas wynoszącym zaledwie 1,82. Trajektorie wewnątrz Układu Słonecznego, po których mogą 

poruszać się statki o napędzie elektrycznym, wymagają wyższych wartości AV niż w przypadku 

napędu chemicznego (mniej więcej dwukrotnie), lecz mimo to są one korzystne, ponieważ Isp 

jest mniej więcej dziesięciokrotnie większy.

Elektryczne jonowe silniki rakietowe o mocy mierzonej w kilowatach już istnieją, a 

rozbudowanie ich do rozmiaru mega-watowego, pozwalającego zastosować napęd NEP w 

statkach kosmicznych, nie stanowi poważniejszego problemu. Prawdziwą trudność, wiążącą się 

z systemem napędu NEP, stanowi uzyskanie funduszy na badania nad wielomegawatowymi 

jądrowymi reaktorami kosmicznymi.

Słoneczne żaglowce

Należy stworzyć statki i żaglowce poruszane niebieską bryzą.

JohannesKepler(1609)

Prawie cztery wieki temu Johannes Kepler zauważył, że warkocz komety odwrócony jest zawsze

od Słońca, niezależnie od kierunku, z którego kometa przybywa. Skłoniło to Keplera do 

wysunięcia przypuszczenia, że światło słoneczne wywiera na warkocz komety siłę odpychającą. 

Dopiero w 1901 roku udało się udowodnić, że istotnie tak jest.5

Skoro światło Słońca odpycha warkocz komety, dlaczego nie miałoby poruszać statków 

kosmicznych? Czy nie możemy po prostu umieścić ogromnych zwierciadeł (żagli słonecznych) 

na statku, by poruszał się dzięki sile wywieranej przez światło? Możemy tak zrobić, ale by 

uzyskać znaczną siłę napędową, potrzeba światła o ogromnym natężeniu. W okolicy Ziemi,

5 Potężny jonowy warkocz komety powstaje dzięki promieniowaniu korpusku-larnemu, czyli 

wiatrowi słonecznemu (patrz: następny podrozdział). Kepler miał jednak wspaniałą intuicję, 

Strona 142

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

gdyż światło słoneczne rzeczywiście kształtuje mniejsze (nie zawsze obecne) warkocze pyłowe 

(przyp. red.).

KOLONIZACJA MARSA • 319

w odległości l jednostki astronomicznej od Słońca, na żagiel słoneczny o powierzchni l km2 

byłaby wywierana całkowita siła odpychająca od Słońca w wysokości około 10 N. Aby więc 

wykorzystać żagiel słoneczny w roli użytecznego systemu napędu rakietowego, musiałby on 

mieć wielką powierzchnię i być wykonany z bardzo cienkiego materiału. Powiedzmy, że 

dysponujemy żaglem słonecznym o powierzchni l km2 i grubości 10 mikrometrów (czyli 0,01 

mm, co odpowiada jednej czwartej grubości plastikowej torby na śmieci). Żagiel ważyłby 10 ton

i w ciągu mniej więcej roku rozwinąłby prędkość 32 km/s. Gdyby kosmiczny żaglowiec wiózł 

ładunek o masie 10 ton, przyspieszenie byłoby dwa razy mniejsze. Mimo to słoneczne żagle o 

grubości 10 mikronów można wykorzystać jako skuteczny system, wspomagający transport na 

trasie Ziemia--Mars. A gdyby udało się wytworzyć żagiel o grubości l mikrometra, naprawdę 

moglibyśmy pomknąć na słonecznych żaglowcach...

Dotychczas nie wykorzystywano napędu słonecznego do podróży kosmicznych. W latach 

siedemdziesiątych w ośrodku JPL w Pasadenie poczyniono jednak pewne przymiarki - 

przeprowadzono bardzo poważne badania przygotowawcze do wysłania sondy napędzanej 

ciśnieniem światła słonecznego w pobliże komety Halleya podczas jej przelotu w 1986 roku. 

Niestety, plan nie został zrealizowany, ponieważ Kongres USA odmówił przyznania na ten cel 

funduszy. Żagle słoneczne zostały zbudowane przez grupy amatorów, na przykład World Space 

Foundation (Światowa Fundacja Kosmiczna) Roberta Staehle'a i francuska Union pour la 

Promotion de la Propul-sion Photoniąue (Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Napędu 

Słonecznego). W roku 1992, z okazji 500-lecia odkrycia Ameryki przez Kolumba, planowano 

urządzić regaty - wyścig słonecznych żaglówek na Księżyc -jednak jak dotąd uczestnikom nie 

udało się złapać okazji: startującej rakiety, która wyniosłaby ich pojazdy w przestrzeń 

kosmiczną.

Z wykorzystywaniem żaglowców słonecznych wiążą się pewne problemy natury technicznej: 

pakowanie, rozpakowywanie, bezpieczne rozwijanie i kontrola ogromnych struktur, wykona-

320 • CZAS MARSA

nych z bardzo cienkich materiałów. Trzeba jednak podkreślić, że główną barierą, 

przeszkadzającą w opracowaniu napędu słonecznego nie są problemy natury technicznej, lecz 

odmowa rządowych agencji badań kosmicznych finansowania badań nad tym obiecującym 

rozwiązaniem. Miejmy nadzieję, że Marsjanie spiszą się lepiej.

Żaglowce magnetyczne

Światło to nie jedyny silny powiew od strony Słońca. Istnieje także wiatr słoneczny.

Wiatr słoneczny to strumień plazmy, swobodnych elektronów i protonów, powstający na Słońcu

i poruszający się we wszystkich kierunkach z prędkością 300-400 km/s (w okolicy Ziemi). Na 

Ziemi nigdy nie mamy do czynienia z wiatrem słonecznym, ponieważ chroni nas przed nim 

ziemska magne-tosfera.

Skoro ziemska magnetosfera nie przepuszcza wiatru słonecznego, na ziemskie pole 

magnetyczne musi być wywierana pewna siła. Co stoi na przeszkodzie, by wokół statku 

kosmicznego stworzyć sztuczną magnetosferę i wykorzystać to samo zjawisko do celów 

napędowych? Wpadłem na ten pomysł w 1988 roku wraz z Daną Andrews, pracującą w firmie 

Boeing jako inżynier. Moment był odpowiedni, gdyż w tym samym roku odkryto nadprzewodniki

wysokotemperaturowe. Są one niezbędne do skonstruowania użytecznych systemów napędu 

magnetycznego, ponieważ zwykłe, niskotemperaturowe nadprzewodniki wymagają zbyt dużego

wyposażenia chłodzącego i mają zdecydowanie zbyt wysoki pobór mocy. Siła wywierana przez 

wiatr słoneczny na l km2 jest jeszcze niższa, niż wywierana przez światło słoneczne, jednak 

pole magnetyczne można rozciągnąć na dużo większy obszar przestrzeni. We współpracy z 

Daną uzyskaliśmy równania, opisujące oddziaływanie wiatru słonecznego z wytworzonym polem

magnetycznym, rozciągającym się na dużym obszarze wokół statku, i na tej podstawie 

przeprowadziliśmy symulacje kom-

KOLONIZACJA MARSA • 321

puterowe. Z obliczeń wypływa następujący wniosek: gdyby dostępne były nadprzewodniki 

wysokotemperaturowe, przewodzące prąd elektryczny o identycznej gęstości, co najlepsze 

nadprzewodniki niskotemperaturowe (takie jak stop tytanu i niobu, NbTi) - około l min 

Strona 143

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

amperów na cm2 - to można by zbudować żaglowce magnetyczne o stosunku siły ciągu do 

masy 100 razy wyższym od żaglowca słonecznego z żaglem wykonanym z materiału grubości 

10 mikrometrów.6 Co więcej , rozpostarcie żagla magnetycznego nie będzie sprawiać takich 

trudności, jak rozwinięcie żagla słonecznego. Żagiel magnetyczny nie byłby wykonany z bardzo 

cienkiej błonki, lecz z odpornego na uszkodzenia mechaniczne kabla, który po włączeniu prądu 

elektrycznego rozszerzałby się automatycznie pod działaniem sił magnetycznych i tworzył 

sztywną obręcz. Początkowe przepuszczenie prądu wymagałoby pewnej energii, lecz ponieważ 

nadprzewodniki przewodzą prąd bez oporu, raz włączony prąd krążyłby w kablach bez dalszych 

strat energii. Ponadto żagiel magnetyczny chroniłby całkowicie załogę statku przed 

promieniowaniem, pochodzącym z rozbłysków słonecznych.

Żagiel magnetyczny mógłby wywierać siłę całkowicie równoważącą słoneczną grawitację, a 

odpowiednie zmniejszenie natężenia płynącego w kablach prądu powodowałoby zniesienie 

dowolnej części siły ciążenia Słońca. Dodam, nie wdając się w szczegóły, że możliwości te 

pozwalają statkowi lecącemu po trajektorii wokół Słońca przesunąć się na orbitę prowadzącą ku

dowolnemu ciału w Układzie Słonecznym: wystarczy zmienić natężenie pola magnetycznego. 

Do wykonania takiego manewru nie byłby potrzebny nawet gram paliwa.

Obecnie niemożliwe byłoby zbudowanie żaglowców magnetycznych, ponieważ nie dysponujemy

jeszcze kablami z nad-przewodników wysokotemperaturowych. Trwają jednak inten-

6 R. Zubrin i D. Andrews: Magnetic Sails and Interplanetary Travel, AIAA-98--2441, 

AIAA/ASME, 25th Joint Propulsion Conference, Monterey, Kalifornia, lipiec 1989. Praca została 

opublikowana w „Journal of Spacecraft and Rockets", kwiecień 1991.

322  •  CZAS MARSA

sywne badania. Sądzę, że za 10 lub 20 lat będziemy już mieli odpowiedni rodzaj 

nadprzewodzącego kabla do produkcji doskonałych żaglowców magnetycznych.

Synteza termojądrowa

Reaktory termojądrowe wykorzystują pole magnetyczne, by uwięzić plazmę - zawierającą 

szczególne, bardzo gorące i silnie naładowane cząstki - w komorze próżniowej, gdzie mogą 

zderzać się i reagować. Ponieważ wysokoenergetyczne cząstki mają tendencję do stopniowego 

uwalniania się z pułapki magnetycznej, komora reaktora musi mieć pewien minimalny rozmiar, 

by zatrzymać cząstki przez okres wystarczający do zainicjowania reakcji termojądrowej. 

Wymóg zapewnienia minimalnej wielkości komory sprawia, że reaktory termojądrowe są mało 

atrakcyjne w przypadku zastosowań nie wymagających dużych ilości energii. W przyszłości, gdy

ludzkość potrzebować będzie dziesiątki lub setki razy więcej energii niż obecnie, reaktory 

termojądrowe z całą pewnością staną się najpotężniejszymi i najtańszymi źródłami mocy.

Reaktory termojądrowe przydadzą się nie tylko w przyszłej energetyce. Będzie można je 

również wykorzystać do konstrukcji zaawansowanych systemów napędu rakietowego, 

zwłaszcza że w przestrzeni kosmicznej panuje próżnia, potrzebna w komorze reaktora. 

Największą wydajność zapewnia reakcja wykorzystująca deuter i hel 3 (D/3He), gdyż paliwo to 

charakteryzuje się najwyższym stosunkiem energii do masy spośród wszystkich spotykanych w 

przyrodzie. Jednak wydajność znacznie tańszej reakcji, wykorzystującej paliwo deuterowe 

(D-D) wynosi 60% reakcji D/3He. Zasada pracy silnika rakietowego, działającego dzięki 

kontrolowanej syntezie termojądrowej, jest następująca: plazma wydobywa się z jednego 

końca pułapki magnetycznej, następnie dodawany jest do niej zwykły wodór, a powstała 

mieszanina wyrzucana jest ze statku poprzez magnetyczną dyszę wylotową. Im więcej dodamy 

wodoru, tym większa będzie siła ciągu, lecz zarazem niższa prędkość

KOLONIZACJA MARSA « 323

gazów odrzutowych. W przypadku podróży na Marsa mieszanina składałaby się w 99% z 

wodoru, a prędkość gazów odrzutowych wynosiłaby ponad 100 km/s (co odpowiada Isp 

równemu 10 000 s). Jeśli nie dodamy w ogóle wodoru, odpowiednio skonfigurowana reakcja 

syntezy termojądrowej pozwoliłaby teoretycznie osiągnąć niesamowicie duże prędkości gazów 

odrzutowych - 18 000 km/s (Isp =1,8 min s). Stosując czysty deuter można by osiągnąć 

prędkość wynoszącą 4% prędkości światła, a używając deuter/hel 3 - 6% prędkości światła! 

Choć siła ciągu rakiet osiągana dzięki syntezie czystych paliw D-D lub D/3He byłaby zbyt niska 

na potrzeby transportu w wewnętrznej części Układu Słonecznego, napęd termojądrowy 

umożliwiłby odbycie podróży do okolicznych gwiazd w czasie krótszym niż 100 lat. Statki 

kosmiczne z napędem termojądrowym potrzebowałyby paliwa jedynie do rozpoczęcia podróży, 

Strona 144

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

ponieważ do hamowania służyłby żagiel magnetyczny, wleczony przez plazmę ośrodka 

międzygwiazdowego.

Kiedyś rakiety z napędem wykorzystującym syntezę termojądrową sprawią, że podróż na Marsa

będzie trwać tygodnie, a nie miesiące, jak obecnie; na przebycie odległości do Jowisza lub 

Saturna wystarczą miesiące, a nie lata, a podróże do systemów planetarnych innych gwiazd 

zajmą kilkadziesiąt lat, a nie tysiąclecia. Może się zdarzyć, że technologia napędu rakietowego, 

wykorzystującego syntezę termojądrową, powstanie jako konsekwencja rozwoju technologii 

energetyki termojądrowej na Ziemi, lecz równie prawdopodobne jest, iż narodzi się na Marsie. 

Pamiętajmy, że pierwsze niezawodne silniki parowe powstały na potrzeby statków parowych, a 

pierwsze solidne reaktory jądrowe - dla atomowych łodzi podwodnych. Nie bez powodu. 

Systemy ruchome, w przeciwieństwie do nieruchomych, bezustannie stwarzają 

zapotrzebowanie na opracowanie jeszcze nowocześniejszych technologii. Z punktu widzenia 

konsumenta kilowat energii jest zawsze taki sam, niezależnie od tego, czy został 

wyprodukowany w wyniku syntezy termojądrowej, czy spalania węgla. Statki kosmiczne z 

napędem termojądrowym otworzą jednak przed ludźmi zupełnie nowe horyzonty, zdecydowanie

przewyższając inne technologie. Z tych

324 • CZAS MARSA

względów największa presja na opracowanie reaktorów termojądrowych będzie związana z 

potrzebami napędu kosmicznego: dla transportu międzyplanetarnego oraz biznesmanów, 

podróżujących na trasie Ziemia-Mars.

Obecnie prace badawcze nad kontrolowaną syntezą termojądrową ślimaczą się, głównie z 

powodu cięć budżetowych, dokonywanych przez krótkowzrocznych polityków, którzy ani nie 

chcą, ani nie potrafią zrozumieć potrzeb przyszłości.

Rozwój cywilizacji na Marsie może stworzyć podstawy rozwoju zaawansowanego społeczeństwa

technologicznego, wymuszając opanowanie kontrolowanej syntezy termojądrowej.

ROZDZIAŁ 9

TERRAFORMOWANIE MARSA

Bóg stworzył świat, ale Holandię stworzyli Holendrzy.

przysłowie holenderskie

Dotąd zajmowaliśmy się perspektywami badania i kolonizacji Marsa w bliskiej przyszłości. Pora 

zająć się najpoważniejszym wyzwaniem, jakie dla ludzkości stanowi Czerwona Planeta - 

terraformowaniem.1'2 Czy potrafimy przekształcić Marsa tak, by całkowicie nadawał się do 

zamieszkania?

Na pierwszy rzut oka pomysł wygląda zupełnie nierealnie, jak czysta fantastyka. Niedawno 

podróże ludzi na Księżyc pozostawały domeną literatury science fiction, a dziś są przedmiotem 

badań historyków, podczas gdy inżynierowie pracują nad załogowymi wyprawami na Marsa. 

Większość ludzi uważa, że radykalna zmiana temperatury i atmosfery Czerwonej Planety, tak 

by osiągnąć warunki bardziej przypominające środowisko ziemskie, czyli terraformowanie 

Marsa, jest albo fantazją, albo zadaniem, które będzie można wykonać, dysponując 

technologiami odległej przyszłości. W przeciwieństwie do niektórych ekstremalnych koncepcji - 

takich jak podróże z prędkością większą od prędkości światła lub nanotechnologie - 

terraformowanie ma już jednak pewną historię: około 4 miliardów lat.

1 A. Clarke: Śniegi Olimpu. Ogród na Marsie. Prószyński i S-ka, Warszawa 1996.

2 M. Fogg: Terraforming: Engineering Planetary Environments. Society of Auto-motive 

Engineers, Warrendale, Pensylwania 1995.

326 • CZAS MARSA

Historia rozwoju życia na Ziemi to zarazem historia terrafor-mowania - dlatego nasza Błękitna 

Planeta jest dziś tak piękna. Gdy Ziemia powstała, w jej atmosferze nie było tlenu, tylko 

dwutlenek węgla i azot, powierzchnię zaś stanowiły bezwartościowe odłamki skalne. Całe 

Strona 145

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

szczęście, że w tym czasie Słońce świeciło z jasnością równą 70% dzisiejszej: gdyby nad młodą

Ziemią świeciło dzisiejsze Słońce, gruba warstwa dwutlenku węgla w atmosferze 

spowodowałaby silny efekt cieplarniany, który zmieniłby środowisko planety w gorące, wrzące 

piekło, przypominające Wenus. Kolejna sprzyjająca okoliczność: na Ziemi wy ewoluowały 

organizmy przeprowadzające fotosyntezę i zaczęły przekształcać atmosferyczny dwutlenek 

węgla w tlen, a proces ten całkowicie zmienił warunki chemiczne, panujące na powierzchni 

planety. Dzięki temu nie doszło do galopującego efektu cieplarnianego i rozpoczęła się ewolucja

aerobów, czyli tlenowców - organizmów wykorzystujących do oddychania tlen. Rozwój roślin i 

zwierząt powodował dalsze zmiany na powierzchni Ziemi: powstanie warstwy gleby i radykalną 

zmianę klimatu planety. Formy żywe kierują się egoistycznymi pobudkami, dlatego nie jest 

niespodzianką, że wszystkie powodowane przez nie modyfikacje warunków ziemskich 

przyczyniały się do zwiększenia szans przetrwania życia, powiększenia biosfery i przyspieszenia 

tempa ewolucji.

Ludzkość jest najnowszym, kolejnym adeptem sztuki zmieniania warunków zgodnie z własnymi 

potrzebami. Najstarsze cywilizacje stosowały meliorację, wysiewały rośliny uprawne, udomowiły

zwierzęta i chroniły stada, by pełniej wykorzystać te obszary Ziemi, które najlepiej się 

nadawały do zamieszkania. W ten sposób poszerzyła się część biosfery dostępna ludzkości, 

zwiększyła się populacja, a przez to człowiek zyskał możliwość dalszego wpływania na 

środowisko i podtrzymywania wzrostu populacji w tempie wykładniczym. W wyniku tych działań

Ziemia została dosłownie przekształcona w miejsce zamieszkania miliardów ludzi. Spora część 

ludzkości została zwolniona z konieczności codziennej walki o przetrwanie -dzięki temu 

niektórzy mogą przyglądać się nocnemu niebu i poszukiwać nowych światów.

TERRAFORMOWANIE MARSA • 327

Spotkać się można z opinią, że pomysł terraformowania Marsa jest heretycki - ponieważ ludzie 

bawiliby się w Boga. Inni zaś uważają, że terraformowanie stanowiłoby dzieło najpełniej 

dowodzące boskiej natury ludzkiego ducha, o czym najwy-datniej świadczyłoby przekształcenie 

wymarłego świata w żywą planetę. Moje poglądy i sympatie zbliżają mnie do grupy 

zwolenników drugiego podejścia, a nawet gotów jestem posunąć się jeszcze dalej. Sądzę, że 

niepowodzenie terraformowania Marsa świadczyłoby o niezdolności spełnienia naszej ludzkiej 

natury i niewywiązaniu się ze zobowiązań, które na nas, jako przedstawicielach życia, ciążą. 

Dziś żywa biosfera może się rozrastać i objąć zupełnie nowy świat. Ludzkość ze swoją 

inteligencją i technologiami stanowi wyjątkowy efekt ewolucji biologicznej, pozwalający zdobyć 

dla życia nowy ląd - pierwszy z wielu nowych światów w kosmosie. Niezliczone istoty żyły i 

umierały podczas przekształcania Ziemi w miejsce umożliwiające ludzkie istnienie. Nadszedł 

czas, byśmy wykonali swoje zadanie.

Postawmy ponownie pytanie: Czy potrafimy przekształcić Marsa tak, by całkowicie nadawał się 

do zamieszkania?

Przeanalizujmy to zagadnienie. Mimo że obecnie Mars jest zimny, suchy i prawdopodobnie 

pozbawiony życia, ma wszystkie pierwiastki i związki niezbędne do podtrzymywania życia: 

wodę, węgiel, tlen (związany w dwutlenku węgla) i azot. Możliwe do przyjęcia i zbliżone do 

ziemskich są warunki fizyczne panujące na Marsie: wartość siły ciążenia, prędkość obrotu 

planety wokół własnej osi, nachylenie osi obrotu do płaszczyzny orbity oraz odległość od 

Słońca. Mars wykazuje braki pod jednym tylko względem: ma niewielką atmosferę.

Ciśnienie atmosferyczne na poziomie morza na Ziemi wynosi l bar, czyli 1000 milibarów. (Bar 

jest jednostką ciśnienia: l bar = 100 000 paskali = 1000 hektopaskali, a l Pa = l N/m2. Milibar 

to jedna tysięczna część bara: l b = 1000 mbar. Bary i milibary są używane w meteorologii i 

będziemy się nimi posługiwać w mniejszych rozważaniach na temat terraformowania). Obecnie 

ciśnienie atmosfery Marsa, składającej się głównie z dwutlenku węgla, wynosi 6-10 mbar, 

znacznie mniej niż

328 • CZAS MARSA

1% ziemskiego ciśnienia atmosferycznego na poziomie morza. Wiemy jednak, że niegdyś 

atmosfera Marsa była dużo grubsza. Koryta rzeczne, widoczne na Czerwonej Planecie, świadczą

o tym, że kiedyś po jej powierzchni płynęła woda, a woda w stanie ciekłym może występować 

jedynie w pewnym zakresie temperatur i ciśnienia. Pod ciśnieniem ziemskim, na powierzchni 

morza, ciekła woda może istnieć w temperaturach pomiędzy punktem zamarzania, 0°C, a 

punktem wrzenia, 100°C. Temperatury i ciśnienie na Marsie musiały być wyższe niż obecnie, 

Strona 146

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

skoro po powierzchni planety płynęła woda.

Mimo że dzisiejsza atmosfera Marsa jest cienka, naukowcy sądzą, iż na planecie istnieją zapasy

dwutlenku węgla wystarczające, by doprowadzić do jej istotnego pogrubienia. Pokrywająca 

biegun południowy czapa suchego lodu dostarczy części potrzebnego gazu. Kolejna partia 

zawarta jest wewnątrz regoli-tu - luźnego skalistego materiału, pokrywającego powierzchnię 

planety. („Regolit" to astrogeologiczny termin, określający powierzchniową warstwę ziemi, 

glebę lub muł; odnosi się do dowolnego planetarnego ciała. „Gleba" to ziemski regolit). 

Wydzielenie się dwutlenku węgla z całego regolitu bardzo znacząco zwiększyłoby ciśnienie 

atmosferyczne, być może do wartości 30% ciśnienia na Ziemi, czyli do wysokości 300 mbar 

(prawie 1/3 bara). Ogrzanie planety spowoduje uwolnienie ogromnych zasobów uwięzionego 

dwutlenku węgla. To nie tylko teoria: wiemy, że wartości temperatury i ciśnienia na Marsie 

zmieniają się wraz z cyklem zmian odległości, dzielącej planetę od Słońca w trakcie obiegu po 

orbicie. Z powodu zmiany odległości planety od Słońca podczas marsjańskiego roku zmienia się

ciśnienie atmosferyczne: o 20% więcej lub mniej od średniej rocznej.

Rzecz jasna, nie jesteśmy w stanie przesunąć Marsa na cieplejszą, bliższą Słońca orbitę. Znamy

za to inną metodę ocieplenia planety, stosowaną w sposób nie kontrolowany na Ziemi przez 

ostatnie stulecie: zwiększanie temperatury w wyniku uwalniania lub wytwarzania gazów, które 

potrafią „uwięzić" promieniowanie podczerwone, czyli energię cieplną Słońca. Zjawisko to, 

zwane na Ziemi efektem cieplarnianym, jest rezul-

TERRAFORMOWANIE MARSA • 329

tatem wprowadzenia do atmosfery dwutlenku węgla, pochodzącego ze spalania paliw kopalnych

i wytwarzania przez przemysł innych gazów cieplarnianych (czyli przyczyniających się do 

powstawania i nasilania efektu cieplarnianego). Identyczny proces może zajść również na 

Marsie, niezależnie od tego, czy go nazwiemy terraformowaniem, czy efektem cieplarnianym. 

Na Marsie atmosferyczna „cieplarnia" może powstać na przynajmniej trzy sposoby: poprzez 

ocieplanie wybranych obszarów powierzchni planety, by wydzielały duże ilości dwutlenku węgla,

naturalnego gazu cieplarnianego; po drugie, poprzez budowanie na Marsie fabryk 

produkujących silnie działające, sztuczne gazy cieplarniane, takie jak chlorowcowe pochodne 

węglowodorów (freony); lub - po trzecie - gdy już warunki panujące na Marsie poprawią się 

dostatecznie w wyniku zastosowania jednej z powyższych metod, możemy wprowadzić na 

planetę bakterie wytwarzające naturalne gazy cieplarniane silniejsze niż dwutlenek węgla (lecz 

słabsze od freonów), na przykład amoniak lub metan.

Choć koncepcja terraformowania Marsa brzmi fantastycznie, to składające się na nią pomysły 

opierają się na solidnych podstawach. Najważniejszy jest pomysł doprowadzenia do sprzężenia 

zwrotnego, sytuacji, w której rezultaty procesu wzmacniają czynniki wywołujące jego 

zachodzenie. W przypadku marsjańskiego efektu cieplarnianego sprzężenie zwrotne powstać 

może w skutek powiązania ciśnienia atmosferycznego (grubości atmosfery) z temperaturą 

atmosfery. Ogrzanie Marsa spowoduje wydzielanie się gazowego dwutlenku węgla z czap 

polarnych i regolitu. Masy uwolnionego dwutlenku węgla pogrubią atmosferę i poprawią jej 

zdolność do więzienia ciepła. Z kolei zgromadzone w atmosferze ciepło spowoduje dalszy 

wzrost temperatury na powierzchni planety, a przez to zwiększenie ilości dwutlenku węgla, 

uwalnianego z czap polarnych i marsjańskiego regolitu. To właśnie stanowi klucz do 

terraformowania Marsa - im cieplej, tym atmosfera staje się grubsza; a im grubsza atmosfera, 

tym cieplej.

W następnym podrozdziale wyjaśniam, w jaki sposób można modelować podobne układy; 

przedstawię też rezultaty obliczeń

330 • CZAS MARSA

wynikające z przyjętego modelu. Stanowią one poważny argument za tym, że w XXI wieku 

ludzkość będzie mogła wywołać skuteczne zmiany środowiska, zmierzające do poprawy 

warunków mieszkalnych na powierzchni Czerwonej Planety. Wygląda na to, że naprawdę 

potrafimy terraformować Marsa.

Etapy terraformowania

Na Marsie występuje bardzo dużo dwutlenku węgla, podstawowego gazu cieplarnianego, 

większa jego część jest jednak uwięziona w czapach polarnych lub w regolicie. Ocieplenie 

Czerwonej Planety będzie wymagać skorzystania z obu tych źródeł, lecz do zapoczątkowania 

procesu użyty zostanie dwutlenek węgla z biegunów.

Strona 147

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Prowadząc wraz z Chrisem McKayem obliczenia, wykorzystujące modele klimatu Marsa, 

wykazaliśmy, że niewielki, lecz trwały wzrost temperatury na południowym biegunie Marsa -o 

zaledwie 4°C - może zapoczątkować galopujący efekt cieplarniany prowadzący do wyparowania

czapy polarnej. (Dla czytelników pragnących poznać szczegóły równań umieściłem na końcu 

rozdziału bardziej specjalistyczny dodatek, który opisuje model przyjęty za podstawę obliczeń 

związanych z terraformo-waniem). W miarę parowania czapy polarnej rośnie temperatura i 

ciśnienie atmosfery planety i rozpoczyna się uwalnianie ogromnych ilości dwutlenku węgla z 

regolitu. Krótko mówiąc, nieznaczny wzrost temperatury na biegunie południowym, o 4°C, 

może doprowadzić do wzrostu temperatury na całej planecie o kilkadziesiąt stopni oraz wzrostu

ciśnienia z 6 mbar do kilkuset milibarów.

Mogłoby się wydawać, że podniesienie temperatury na południowym biegunie o 4°C nie 

wystarczy, by zapoczątkować podobną transformację planety. Sytuacja jednakże przypomina 

piramidę z jabłek ustawioną w sklepie warzywnym: wystarczy usunąć jedno jabłko z dołu, a 

cała konstrukcja runie. Nietrudno zburzyć piramidę, chociaż ktoś długo i cierpliwie ustawiał 

jabłka w pozycji delikatnej i nietrwałej równowagi.

TERRAFORMOWANIE MARSA • 331

Podobnie jest z czapą lodową na południowym biegunie Marsa. Składa się ona z suchego lodu, 

czyli zamarzniętego dwutlenku węgla. Dwutlenek węgla można scharakteryzować poprzez 

wielkość, zwaną prężnością pary, równą ciśnieniu pary nasyconej w stanie równowagi 

termodynamicznej z cieczą. Prężność pary stanowi miarę skłonności substancji do zmiany stanu

skupienia do stanu gazowego, czyli pary. Wartość prężności pary wynika z temperatury, więc 

gdy ogrzewamy substancję, zwiększamy prężność pary; substancja będzie wówczas szybciej 

zmieniać się w parę lub gaz. Prężność pary dwutlenku węgla w temperaturze 147 K wynosi 6 

mbar -obecną wartość na południowym biegunie Marsa. (Aby otrzymać wartość w stopniach 

Celsjusza, od temperatury podanej w kelwinach trzeba odjąć 273. Dlatego 273 K = 0°C, a 147 

K = -126°C). Warunki równowagi na południowym biegunie Marsa są właśnie takie: 

temperatura 147 K i ciśnienie 6 mbar. Dopóki temperatura bieguna wynosi mniej więcej 147 K,

trudno doprowadzić do zwiększenia ciśnienia dwutlenku węgla powyżej 6 mbar, ponieważ 

dodatkowy dwutlenek węgla wytrąci się z równowagi i powróci do postaci suchego lodu w 

czapie polarnej.

Co by się stało, gdybyśmy sztucznie zwiększyli temperaturę na biegunie? Później powrócimy do

kwestii realizacji tego celu za pomocą dużych, znajdujących się na orbicie luster służących do 

skupiania światła słonecznego na okolicach bieguna południowego; na razie przyjmijmy, że 

zaczęliśmy ogrzewać biegun. W konsekwencji wzrostu temperatury rośnie prężność pary 

dwutlenku węgla, co powoduje, że większe ilości tego związku mogą wyparować do atmosfery z

bieguna. Wprawdzie prężność pary - miara skłonności substancji do przechodzenia w stan 

gazowy, oraz ciśnienie atmosferyczne - miara rzeczywistego ciężaru warstwy atmosfery nad 

powierzchnią planety, to dwie zupełnie odmienne wielkości, można jednak stwierdzić, że wzrost

prężności pary dwutlenku węgla na biegunie wywołuje (poprzez wpompowywanie do atmosfery 

planety ogromnych ilości CO2 z parującego bieguna) wzrost globalnej wartości ciśnienia 

atmosferycznego. Znamy prężność pary na-

332 • CZAS MARSA

syconej dwutlenku węgla w dowolnej temperaturze - możemy ją odnaleźć w tabelach 

chemicznych - i wiemy, że dwutlenek węgla w takich samych warunkach zachowuje się 

identycznie na Ziemi i na Marsie. Znamy również, choć z mniejszą dokładnością, zdolność 

warstwy dwutlenku węgla w atmosferze planety do wywoływania efektu cieplarnianego; dlatego

możemy z sensowną dokładnością oszacować wielkość wzrostu temperatury w wyniku 

pogrubienia atmosfery. Rozumiemy sytuację panującą na biegunie, znaczenie prężności i jej 

powiązanie z temperaturą: czas przystąpić do obliczeń ukazujących, w jaki sposób można 

ruszyć z kopyta z terraformowaniem Marsa.

Na początek przyjrzyjmy się rysunkowi 9.1. Przedstawia wyniki zastosowania modelu mojego i 

McKaya do sytuacji na południowym biegunie Marsa, przy założeniu, że dwutlenek węgla 

występuje tam w ilości wystarczającej do utworzenia wokół planety atmosfery o ciśnieniu 

50-100 mbar. Wykres ukazuje temperaturę na biegunie w zależności od ciśnienia 

atmosferycznego, a prężność pary nasyconej - w zależności od temperatury na biegunie. 

Zwróćmy uwagę na dwa punkty, A i B, gdzie krzywe się przecinają. Te dwa punkty stanowią 

Strona 148

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

położenia równowagi atmosfery Marsa, w których średnie ciśnienie atmosferyczne (P - ciśnienie

atmosferyczne na średniej wysokości powierzchni Marsa, mierzone w milibarach) i temperatura 

na biegunie (T - w kelwinach), podawane przez obie krzywe, są ze sobą konsystentne. Punkt A 

określa położenie równowagi trwałej, a B - nietrwałej, co wynika ze zbadania zachowania 

układu w punktach innych niż położenia równowagi. Jeśli krzywa temperatury leży ponad 

krzywą prężności pary, na wykresie układ będzie przesuwać się w prawą stronę, ku większym 

wartościom ciśnienia i temperatury: sytuacja taka odpowiada galopującemu efektowi 

cieplarnianemu. Jeśli zaś krzywa temperatury leży poniżej krzywej prężności pary, układ będzie

się przesuwać w lewą stronę, ku mniejszym wartościom ciśnienia i temperatury; byłby to 

galopujący „efekt lodówkowy". Obecnie Mars znajduje się w punkcie równowagi A, o ciśnieniu 6

mbar i temperaturze około 147 K na biegunie.

TERRAFORMOWANIE MARSA • 333

EFEKT CIEPLARNIANY SPOWODOWANY UWOLNIENIEM CO2 UWIĘZIONEGO NA BIEGUNACH 

MARSA

220

200

180 -

160 -

140 -

120

ciśnienie pary temperatura bieguna

0,1

10 ciśnienie [mb]

100

1000

Rys. 9. l. Dynamika współzależności czapy polarnej i marsjańskiej atmosfery. Obecnie Mars jest

w położeniu równowagi A. Wzrost temperatury o 4°C spowoduje zlanie się punktów równowagi 

A i B, co doprowadzi do galopującego rozgrzewania atmosfery i, w końcu, do zniknięcia czapy 

lodowej.

Zastanówmy się teraz, co by się stało, gdyby w sposób sztuczny temperatura na marsjańskim 

biegunie została zwiększona o parę kelwinów. W miarę wzrostu temperatury cała krzywa 

temperatury przesunie się na wykresie w górę, a punkty A i B zbliżą się do siebie. Przy wzroście

temperatury wynoszącym 4 K krzywa temperatury przesunie się w górę na tyle, że znajdzie się 

ponad krzywą prężności we wszystkich punktach. W konsekwencji doszłoby do galopującego 

efektu cieplarnianego, pociągającego wyparowanie całych czap polarnych podczas niespełna 

dziesięciu lat. Gdy ciśnienie i temperatura przewyższą obecne wartości dla punktu B, 

galopujący efekt cieplarniany będzie zachodzić na Marsie nawet bez sztucznego ogrzewania, a 

więc atmosfera pozostanie w osiągniętym położeniu po zakończeniu ogrzewania biegunów.

334 • CZAS MARSA

Po wyparowaniu czap polarnych zacznie odgrywać rolę dynamika efektu cieplarnianego, 

związanego z zasobami dwutlenku węgla, uwięzionymi w marsjańskim regolicie. Zasoby, 

wystarczające do utworzenia na Marsie atmosfery o ciśnieniu 400 mbar, występują głównie na 

obszarach położonych na dużej szerokości geograficznej. Dwutlenku węgla nie da się w całości 

wydobyć z regolitu, gdyż, w wyniku ocieplenia, na powierzchni zachowuje się jak „sucha 

gąbka", na powrót nasiąkająca wydzielonymi gazami. W tym miejscu napotykamy, niestety, 

pewną niewiadomą - ile wynosi energia lub wzrost temperatury wymagane do wydzielenia się 

dwutlenku węgla z marsjańskiego regolitu. Nieznaną wielkość nazywamy temperaturą desorpcji

(Td). Szacujemy, że Td wynosi 20 K, lecz później przeanalizujemy zachowanie modelu przy 

zmienionych wartościach Td. Rysunek 9.2 prezentuje dynamikę współzależności atmosfery i 

regolitu. Wykres przedstawia wartość ciśnienia atmosferycznego na Marsie, wytworzonego w 

wyniku wydzielania się gazów z regolitu (na rysunku nazwanego ciśnieniem regolitu) w funkcji 

temperatury regolitu, T. (T to średnia ważona temperatur regolitu z różnych obszarów planety, 

uwzględniająca zdolność regolitu do przetrzymywania adsorbowanego gazu w konkretnej, 

miejscowej temperaturze. Ponieważ zimniejsze gleby zawierają więcej CO2, T zwykle 

odzwierciedla temperatury marsjańskich obszarów arktycz-nych, wokół bieguna północnego, i 

antarktycznych, leżących w okolicy bieguna południowego). Wykres na rysunku 9.2 pokazuje 

Strona 149

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

również zależność temperatury regolitu jako funkcji ciśnienia dwutlenku węgla w atmosferze. 

Wykresy powstały przy założeniu, że wydzielenie całych biegunowych zapasów dwutlenku 

węgla spowodowałoby zwiększenie ciśnienia atmosferycznego o 100 mbar, natomiast 

uwolnienie całych zapasów z regolitu - wzrost o 394 mbar. W efekcie, wziąwszy pod uwagę 

wielkość zasobów lotnego dwutlenku węgla, ciśnienie marsjań-skiej atmosfery wzrosłoby z 6 

mbar do 500 mbar.

Z rysunku 9.2 wynika, że dla wybranej temperatury desorpcji (Td = 20 K) układ 

atmosfera/regolit ma tylko jedno trwałe położenie równowagi (odpowiadające punktowi 

przecięcia

TERRAFORMOWANIE MARSA • 335

EFEKT CIEPLARNIANY SPOWODOWANY WYDZIELANIEM GAZÓW PRZEZ REGOLIT

280

260 -

rr      240

220 -

200 -

180 -

160

temperatura regolitu

ciśnienie regolitu

letnie temperatury zwrotnikowe

0,1

10 ciśnienie [mb]

100

1000

Rys. 9.2. Dynamika współzależności marsjańskiej atmosfery i regolitu w warunkach Td = 20 

przy zasobach substancji lotnych, odpowiadających atmosferze o ciśnieniu 500 mbar.

krzywych). Po wyparowaniu czap polarnych globalne marsjań-skie ciśnienie i temperatura będą

zmierzać do osiągnięcia tych wartości. W chwili wyczerpania się zasobów dwutlenku węgla na 

biegunach i w marsjańskim regolicie, czyli zatrzymania procesu wydzielania się gazów z obu 

źródeł, istnieć będzie atmosfera o ciśnieniu 300 mbar, czyli 300 hPa. Rysunek 9.2. ukazuje też 

średnie temperatury dobowe na obszarach podzwrotnikowych Marsa (Tmax) podczas lata, gdy 

atmosfera grubieje. Zwróćmy uwagę na to, że krzywa zbliża się do 273 K, temperatury 

zamarzania wody, czyli - biorąc pod uwagę terra-formowanie Marsa - punktu topnienia lodu z 

wody. Przy umiarkowanym zaangażowaniu w sztuczne nasilenie efektu cieplarnianego dojdzie 

do topnienia lodu i wiecznej zmarzliny. Gdyby się okazało, że założenie dotyczące wartości 

temperatury desorpcji (Td = 20 K) jest zbyt optymistyczne, położenie

336 • CZAS MARSA

260

240 -

220 -

200 -

180 H

160

KRZYWA RÓWNOWAGI POMIĘDZY ATMOSFERĄ A REGOLITEM DLA RÓŻNYCH T^

T, = 20

25

10

100

1000

ciśnienie [mb]

Rys. 9.3. Sztucznie wywołany wzrost temperatury regolitu o 10 K może zrównoważyć skutki, 

wywoływane innymi wartościami Td. Podane wielkości zakładają występowanie na planecie 

zasobów substancji lotnych, odpowiadających atmosferze CO,, o ciśnieniu 500 mbar.

równowagowego punktu zbiegania się krzywych (punkt C na rysunku 9.2) może bardzo istotnie

zależeć od przyjętej wartości Td. Rysunek 9.3 przedstawia krzywe temperatury potrzebnej do 

Strona 150

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

wydzielania się dwutlenku węgla z regolitu przy temperaturach desorpcji Td = 25 K i Td = 30 K.

W tych przypadkach ciśnienie w punkcie zbiegania się krzywych ulega radykalnej zmianie - z 

300 mbar przy Td = 20 K do 31 mbar przy Td = 25 K i 16 mbar przy Td = 30 K. Podobnie 

wyjątkowa, silna zależność ostatecznych wyników działań od nieznanej wartości Td może na 

pierwszy rzut oka dyskwalifikować całe przedsięwzięcie ter-raformowania. Rysunek 9.3 ukazuje

dodatkowo krzywą (zaznaczoną linią przerywaną), która opisuje rozwój sytuacji przy 

wykorzystaniu sztucznych metod wywoływania efektu cieplarnianego, powodujących 

utrzymywanie się temperatury regolitu

TERRAFORMOWANIE MARSA • 337

KRZYWA CIŚNIENIA RÓWNOWAGI CO2 NA PUSTYM MARSIE

ciśnienie, DT = 20 ciśnienie, DT = 10 ciśnienie, DT = 5 ciśnienie, DT = O

100 -

15

25

30                     35 energia uwalniania gazów z regolitu [T ]

Rys. 9.4. Ciśnienie równowagowe osiągnięte na Marsie przy wysokości zasobów substancji 

lotnych, odpowiadających atmosferze CO2 o ciśnieniu 500 mbar, nie licząc 50 mbar CO2 

uwolnionego z czap polarnych. DT (w tekście AT) oznacza trwały wzrost temperatury, 

spowodowany sztucznymi metodami wywoływania efektu cieplarnianego.

(Tre ) o 10 K wyższej w porównaniu z temperaturą osiągniętą wyłącznie w wyniku emisji do 

atmosfery naturalnego gazowego dwutlenku węgla. Jak już wspomnieliśmy, taki stan można 

uzyskać wpompowując do atmosfery freony z fabryk. Okazuje się, że proces ten bardzo istotnie

poprawia osiągane wyniki temperatury i ciśnienia, przy założeniu wartości temperatury 

desorpcji (Td) wynoszącej 25 K lub 30 K. Ponadto widzimy, że we wszystkich trzech 

przypadkach (Td = 20, 25, 30 K) ciśnienie ostatecznej atmosfery Czerwonej Planety sięga 

kilkuset milibarów.

Model zawiera jeszcze jedną niewiadomą, którą należy wziąć pod uwagę, choć wiemy na jej 

temat więcej niż na temat tem-

338 • CZAS MARSA

MAKSYMALNE TEMPERATURY ZWROTNIKOWE NA UBOGIM MARSIE

« c .     2

290

280-

270-i

?     260 -

250 -

240-

230

15

r

25

30                    35 energia uwalniania gazów z regolitu [T J

40

Rys. 9.5. Równowagowe maksymalne temperatury pór roku (średnie dobowe) przy wysokości 

zasobów substancji lotnych odpowiadających atmosferze CO2 o ciśnieniu 500 mbar, nie licząc 

50 mbar z CO2 uwolnionego z czap polarnych.

peratury desorpcji. Chodzi o rzeczywistą wielkość zasobów dwutlenku węgla, występujących na 

Marsie. Im więcej jest dwutlenku węgla, tym większe jego ilości będziemy mogli wydobyć z 

regolitu, dzięki czemu zdołamy stworzyć gęstszą atmosferę. Należy szukać odpowiedzi na dwa 

pytania. Czy Mars jest „bogaty", czy „ubogi" w zasoby dwutlenku węgla? Jakie znaczenie dla 

rozważanego modelu ma wielkość zasobów dwutlenku węgla na Marsie? Na obecnym etapie 

jedyne, co możemy zrobić, to wziąć pod uwagę obie możliwości i zobaczyć, jaki mają wpływ na 

rozwój modelowanej sytuacji.

Spójrzmy na rysunki 9.4, 9.5, 9.6 i 9.7, aby zrozumieć, w jaki sposób obfitość dwutlenku węgla

wpływa na terraformowa-nie oraz jak wartość Td zależy od ilości zasobów dwutlenku węgla. 

Rysunki przedstawiają krzywe osiągniętego ciśnienia i temperatury atmosfery oraz maksymalne

temperatury pór roku na podzwrotnikowych obszarach Marsa przy założeniu

TERRAFORMOWANIE MARSA • 339

Strona 151

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

KRZYWA CIŚNIENIA RÓWNOWAGI CO2 NA BOGATYM MARSIE

1000

ciśnienie, DT = 20 ciśnienie, DT = 10 ciśnienie, DT = 5 ciśnienie, DT = O

15

40

energia uwalniania gazów z regolitu [Tri]

Rys. 9.6. Ciśnienie równowagowe osiągnięte na Marsie przy wysokości zasobów substancji 

lotnych odpowiadających atmosferze CO2 o ciśnieniu 1000 mbar, nie licząc 100 mbar z CO2 

uwolnionego z czap polarnych.

Marsa „ubogiego" - w tej wersji całkowite zapasy dwutlenku węgla odpowiadające atmosferze o

ciśnieniu 500 mbar (50 mbar dwutlenku węgla w czapach polarnych i 444 mbar w re-golicie) - 

oraz Marsa „bogatego", mającego całkowite zapasy, które odpowiadają atmosferze o ciśnieniu 

1000 mbar dwutlenku węgla (100 mbar dwutlenku węgla w czapach polarnych i 894 mbar w 

regolicie). Pamiętajmy, że dla innych wartości temperatury desorpcji podwyższenie 

temperatury regolitu w wyniku stosowania sztucznych metod wywoływania efektu 

cieplarnianego miało istotne znaczenie dla ostatecznego stanu atmosfery. Zależność ta 

obowiązuje również teraz, gdy badamy sytuację przy założeniu niestosowania sztucznych 

metod wywoływania efektu cieplarnianego po początkowym uwolnieniu gazu z czap polarnych 

oraz ciągłego stosowania sztucznych metod wywoływania efektu cieplarnianego, 

zapewniających utrzymanie temperatury regolitu wyższej od osiągniętej w wy-

340 • CZAS MARSA

MAKSYMALNE TEMPERATURY ZWROTNIKOWE NA BOGATYM MARSIE

300

230

15

20

25                      30                      35 energia uwalniania gazów z regolitu [T.]

40

Rys. 9.7. Równowagowe maksymalne temperatury pór roku (średnie dobowe) przy wysokości 

zasobów substancji lotnych odpowiadających atmosferze CO2 o ciśnieniu 1000 mbar, nie licząc 

100 mbar dwutlenku węgla uwolnionego z czap polarnych.

niku naturalnego wydzielenia dwutlenku węgla o 5, 10 i 20 K. Z rysunku 9.5 wynika na 

przykład, że przy założeniu temperatury desorpcji w wysokości 40 K, sztuczne utrzymywanie 

temperatury atmosfery na poziomie 20 K powoduje całkowite podniesienie temperatury o 

ponad 40 K. Ponadto widzimy, że w przypadku długotrwałego stosowania sztucznych metod 

wywoływania efektu cieplarnianego, podnoszących średnią temperaturę o 20 K ponad poziom 

osiągnięty w wyniku naturalnych procesów wydzielania dwutlenku węgla, nawet przy 

pesymistycznym założeniu temperatury desorpcji (Td = 40 K) realne jest otrzymanie gęstej 

atmosfery i pożądanych wartości ciśnienia.

Z rozważań tych wypływa ważny wniosek: choć ostateczne warunki panujące na 

terraformowanym Marsie bardzo istotnie zależą od nieznanej wielkości energii potrzebnej do 

uwolnienia

TERRAFORMOWANIE MARSA • 341

dwutlenku węgla z regolitu (Td), to jeszcze bardziej zależą one od poziomu sztucznie 

wywołanego efektu cieplarnianego. Można po prostu powiedzieć, że osiągnięte ostatecznie 

warunki układu atmosfera/regolit są zależne od ludzkiego działania. Sztuczne utrzymywanie 

temperatury powyżej powstałej w wyniku naturalnego wydzielania dwutlenku węgla pozwala 

oswobodzić się z ograniczeń narzucanych przez nawet skrajnie niekorzystne wartości Td.

Jak szybko z regolitu wydobędzie się atmosfera?

Dotychczas analizowaliśmy ostateczne warunki, osiągnięte po wyparowaniu całego dwutlenku 

węgla z okolic biegunów oraz po uwolnieniu go z regolitu. Czapy polarne będą szybko wydzielać

dwutlenek węgla, natomiast proces wydobywania adsorbowanego dwutlenku węgla z regolitu, 

zwłaszcza z głębszych warstw, potrwa nieco dłużej. Dla sensowności terrafor-mowania 

kluczowe znaczenie ma więc tempo wydzielania dwutlenku węgla z regolitu. Gdyby uwolnienie 

potrzebnych ilości gazu miało trwać na przykład 100 milionów lat, nasze rozważania miałyby 

czysto akademicki charakter.

Tempo wydobywania się gazu z regolitu będzie bezpośrednio zależne od prędkości, z jaką 

Strona 152

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

rosnąca temperatura „wnika" w głąb marsjańskiej ziemi. Niezłe oszacowanie dostaniemy 

zakładając, że regolit w dużym stopniu przypomina suchą, ziemską glebę, być może 

zawierającą trochę wymieszanego lodu. Prędkość propagacji wzrostu temperatury określają 

prawa przewodnictwa cieplnego. Równania opisujące przewodnictwo cieplne mówią nam, że 

czas potrzebny na to, by w wybranym miejscu wewnątrz ośrodka temperatura wzrosła o 

odpowiednią wartość, jest proporcjonalny do kwadratu odległości. Wykorzystując dane dla 

suchych gleb na Ziemi, możemy stwierdzić, że w przypadku Marsa prędkość wnikania ciepła 

wynosić będzie około 16 m2 rocznie. Potrzebna nam jest również szacunkowa wartość ilości 

gazu zawartego w regolicie. Po schłodzeniu mineralnego zeolitu do marsjańskiej tempera-

342  • CZAS MARSA

tury i wystawieniu na kontakt z dwutlenkiem węgla okazuje się, że zeolit absorbuje tyle 

dwutlenku węgla, że stanowi on potem 20% wagi stałego zeolitu. Marsjański regolit nie składa 

się z zeolitu, najprawdopodobniej jednak zawiera sporo nie tak bardzo różniących się od zeolitu

minerałów ilastych. Przyjmijmy zatem następujące wartości charakteryzujące marsjański 

regolit: stopień nasycenia regolitu dwutlenkiem węgla wynosi 5%, a luźny materiał 

powierzchniowy ma średnią gęstość mniej więcej 2,5 tony na metr sześcienny. Gdyby wartości 

te odpowiadały rzeczywistym, aby uzyskać atmosferę o ciśnieniu 1000 mbar (czyli l bar lub 

1000 hPa, wartość ziemskiego ciśnienia atmosferycznego na poziomie morza), trzeba by 

doprowadzić do wydzielania gazu z warstw regolitu do głębokości 200 m. Powiedzmy, że 

sztucznie wywołaliśmy wzrost temperatury na powierzchni o 10 K, pozwalający na emisję 

większości gazów uwięzionych w regolicie. Ten wzrost temperatury będzie następnie wnikał w 

głąb gleby z prędkością podaną w tabeli 9. l.

Widzimy, że choć długo trzeba czekać na dotarcie ciepła na duże głębokości, stosunkowo 

szybko wyższa temperatura zapanuje na umiarkowanych głębokościach. Wprawdzie otrzymanie

atmosfery o zakładanym ciśnieniu 1000 mbar w wyniku wydzielania się gazów z warstwy 

regolitu grubości 100 m może potrwać tysiące lat, jednak tylko kilkadziesiąt lat potrzeba na 

uzyskanie z regolitu pierwszych 100 mbar.

Gdy już większe obszary Marsa osiągną temperaturę wyższą od temperatury zamarzania wody,

przynajmniej podczas cieplejszych pór roku, rozpocznie się proces topnienia wody wmarzniętej 

w regolit jako wieczna zmarzlina. Woda zacznie płynąć wyschniętymi korytami rzecznymi. Para 

wodna również stanowi gaz, wywołujący efekt cieplarniany, a na Marsie w zaistniałych 

warunkach prężność pary wodnej znacznie wzrośnie. Zatem powtórne pojawienie się ciekłej 

wody na powierzchni Marsa będzie jednym z wielu czynników przyspieszających globalne 

ocieplenie planety. Występowanie ciekłej wody, przynajmniej podczas cieplejszych pór roku, 

jest fundamentalnym wymogiem powstania pierwszych naturalnych ekosystemów na 

powierzchni Czerwonej Planety.

TERRAFORMOWANIE MARSA • 343

Dysponujemy niepełną wiedzą na temat dynamiki procesu emisji gazu z regolitu; ponadto 

wielkość całkowitych zasobów dwutlenku węgla poznamy dopiero wtedy, gdy pierwsi ludzie na 

Marsie przeprowadzą szczegółową ocenę sytuacji. Dlatego przedstawione wyniki należy uważać 

za przybliżone i tymczasowe. Mimo to sprzężenie zwrotne, wynikające z wywołania efektu 

cieplarnianego przez naturalne procesy wydzielania dwutlenku węgla, znacznie ogranicza 

zakres działań potrzebnych do terraformowania planety. Ponieważ ilość gazów cieplarnianych 

koniecznych do ogrzania planety jest z grubsza proporcjonalna do kwadratu zakładanego 

wzrostu temperatury, spowodowanie na Marsie galopującego efektu cieplarnianego przy 

sztucznym podwyższeniu temperatury o 10 K wymaga jedynie 4% działań kierowanych przez 

człowieka w porównaniu z koniecznością podniesienia temperatury o całe 50 K (do

Tab. 9.1. Tempo wydzielania atmosfery z marsjanskiego regolitu.

CZAS

GŁĘBOKOŚĆ                UZYSKANA ATMOSFERA (W ZIEMSKICH LATACH)     

WNIKNIĘCIA (W METRACH)          (W MILIBARACH)

1

4

20

4

8

40

9

12

60

16

16

80

25

20

100

36

24

120

Strona 153

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

49

28

140

64

32

160

81

36

180

100

40

200

144

48

240

196

56

280

256

64

320

324

72

360

400

80

400

900

120

600

1600

160

800

2500

200

1000

344 •  CZAS MARSA

osiągnięcia przez podzwrotnikowe obszary Marsa temperatury wyższej od temperatury 

zamarzania wody) sztucznymi, siłowymi metodami. Zajmiemy się teraz kwestią sztucznego 

wywołania wzrostu temperatury o 10 K.

Metody globalnego ocieplenia Czerwonej Planety

Najbardziej obiecujące wydają się następujące trzy metody wywołania wzrostu temperatury 

(potrzebnego do zapoczątkowania galopującego efektu cieplarnianego): umieszczenie na 

orbicie zwierciadeł zmieniających bilans cieplny bieguna południowego (co spowoduje 

parowanie zasobów dwutlenku węgla); masowa produkcja freonów w zakładach przemysłowych

na powierzchni Marsa i ich emisja do atmosfery; oraz, po trzecie, utworzenie na dużych 

obszarach Marsa ekosystemów bakterii, przyczyniających się do globalnego ocieplenia poprzez 

wytwarzanie silnych, naturalnych gazów cieplarnianych, m.in. amoniaku i metanu. Rozważymy 

wszystkie trzy możliwości, przekonamy się jednak, że stosując w tym samym czasie 

kombinację rozmaitych metod osiągniemy lepsze wyniki, niż gdybyśmy użyli wyłącznie jednej 

metody.3

Lustra na orbicie

Produkcja luster, przystosowanych do przebywania w przestrzeni kosmicznej i zdolnych 

wywołać ocieplenie całej powierzchni Czerwonej Planety do ziemskich temperatur, teoretycznie 

jest możliwa, choć stawia wyzwania technologiczne, wykraczające daleko poza zakres niniejszej

książki. Prościej będzie zbudować skromniejszą wersję: lustro zdolne ogrzać wybrany obszar 

Marsa o parę stopni. Wyniki przedstawione na rysunku 9.1. świadczą o tym, że ogrzanie okolic 

bieguna południowego o 4 K powinno wywołać parowanie tamtejszych zaso-

3 M. Fogg:  Terraforming: Engineering Planetary Environments, Society of Automotive 

Engineers, Warrendale, Pensylwania 1995.

TERRAFORMOWANIE MARSA • 345

bów zamarzniętego dwutlenku węgla. Biorąc pod uwagę wielkość energii słonecznej, potrzebną 

do podniesienia temperatury obszaru o określoną liczbę stopni ponad biegunową temperaturę 

150 K, wnioskujemy, że znajdujące się w przestrzeni kosmicznej lustro o promieniu 125 km 

odbijałoby dość światła słonecznego, by ogrzać cały obszar na południe od równoleżnika 70° 

południowej szerokości areograficznej o 5 K (więcej niż trzeba). Statek z lustrem, wykonanym z

aluminiowanego mylaru (podobnego typu, co materiał na żagle słoneczne) o gęstości 4 ton na 

km2, miałby masę 200 tysięcy ton. Po ziemskich oceanach pływa wiele równie masywnych 

statków. Jeśli jednak rozmiary konstrukcji przeszkodzą w bezpośrednim starcie z Ziemi, a będą 

opracowane technologie produkcyjne przystosowane do przestrzeni kosmicznej, należy 

poważnie wziąć pod uwagę możliwość wybudowania lustra w otwartej przestrzeni, z 

wykorzystaniem materiałów pochodzących z pla-netoidy bądź marsjańskiego księżyca. Na 

obróbkę materiałów podczas budowy podobnego zwierciadła potrzeba by około 120 

megawatolat energii elektrycznej, ilości bez trudu dostarczanej przez zestaw 5 MW reaktorów 

jądrowych, stosowanych na załogowych statkach kosmicznych z jądrowym napędem 

elektrycznym (NEP).

Ciekawe, że w pobliżu Marsa odpowiednio zbudowane lustro wcale nie będzie musiało krążyć po

orbicie, gdyż siłę grawitacji planety zrównoważy ciśnienie światła słonecznego. Urządzenie 

statycznie unosiłoby się nad Czerwoną Planetą, nieprzerwanie skupiając promienie słoneczne na

obszarze biegunowym.4 Zakładając podaną gęstość materiału, obliczamy, że lustro powinno 

Strona 154

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

znajdować się na wysokości 214 tysięcy km. Pomysł wykorzystania zwierciadła wiszącego 

statycznie nad powierzchnią Marsa jest zilustrowany na rysunku 9.8, natomiast rysunek 9.9 

przedstawia krzywą wielkości lustra potrzebnej do rozgrzania wybranych obszarów 

biegunowych planety.

4 R. Forward: The Statite: A Non-Orbiting Spacecraft, AAUA 89-2546, AIAA/ ASME, 25th Joint 

Propulsion Conference, Monterey, Kalifornia, lipiec 1989.

346 •  CZAS MARSA

Słońce

Rys. 9.8. Żagle, statycznie unoszące się na wysokości 214 tysięcy km nad powierzchnią Marsa, 

wykonane z materiału o gęstości 4 ton/km2, utrzymują lustro w miejscu dzięki ciśnieniu 

padającego światła słonecznego. Rezygnacja z niewielkiej części światła pozwala uniknąć 

rzucania cienia.

Jeśli temperatura desorpcji (Td) nie przekracza 20 K, to, być może, sam dwutlenek węgla 

wydzielony z czap polarnych wystarczy, by spowodować emisję dwutlenku węgla z regolitu i 

zapoczątkować galopujący efekt cieplarniany. Skoro jednak, jak przypuszczamy, Td przekracza 

20 K, zadanie stworzenia grubej atmosfery o odpowiednio wysokim ciśnieniu będzie wymagać 

wprowadzenia do atmosfery Marsa gazów silnie wywołujących efekt cieplarniany, które 

wymuszą globalne ocieplenie planety.

Produkcja freonów na Marsie

Najprostszy sposób na podniesienie marsjańskiej temperatury to zbudowanie i uruchomienie na

Czerwonej Planecie fabryk wytwarzających i wprowadzających do atmosfery najsilniejsze znane

człowiekowi gazy cieplarniane - chlorowcowe pochodne węglowodorów, zwane freonami, 

powszechnie obarczane winą za groźne narastanie efektu cieplarnianego na Ziemi oraz 

kurczenie się warstwy ozonowej. Jednak stosowanie odpowiednich, starannie wybranych i nie 

zawierających chloru freonów pozwoli wytworzyć w marsjańskiej atmosferze ozonową warstwę,

osłaniającą planetę przed promieniowaniem nadfioletowym. Dobrym kandydatem jest 

perfluorometan, CF4, który ponadto ma bardzo długi czas życia w górnych warstwach ziemskiej

atmosfery (w niezmienionej postaci pozostaje przez ponad 10 tysięcy lat). Tabela 9.2 podaje 

ilości freonów konieczne do wywołania określonego wzrostu temperatury na Marsie oraz 

wielkość energii, zużywanej do wytwa-

TERRAFORMOWANIE MARSA • 347

OGRZANIE MARSJANSKIEGO BIEGUNA ZA POMOCĄ ZWIERCIADEŁ

1000

800 -

600 -

promień zwierciadła [km] masa zwierciadła [kilotony]

400 -

200 -

wzrost temperatury na biegunie [K]

Rys. 9.9. Umieszczone na słonecznych żaglowcach lustra o promieniu rzędu 100 km i masie 

rzędu 200 tysięcy ton mogą podnieść temperaturę na biegunie o 5 K, co spowoduje wydzielanie

się gazowego dwutlenku węgla z południowej czapy polarnej. Niewykluczone, że tego rodzaju 

lustra będą budowane w przestrzeni kosmicznej.

rzania wybranych freonów przez okres 20 lat. W przypadku gazu, którego czas życia w 

atmosferze wynosi 100 lat, do podtrzymania gęstości powstałej warstwy freonów trzeba będzie 

dalej zużywać moc sięgającą jednej piątej wartości podanej w tabeli. Podobne zużycie energii 

wiąże się z prowadzeniem szeroko zakrojonej działalności przemysłowej, wymagającej pracy na

powierzchni Marsa paru tysięcy osób wytwarzających codziennnie cały pociąg wzbogaconego 

materiału. Konieczne byłoby dostarczanie 5000 MW energii elektrycznej, ilości odpowiadaj ącej 

współczesnemu zużyciu dużego amerykańskiego miasta wielkości Chicago. Program wymagałby

funduszy idących w setki miliardów dolarów, biorąc jednak pod uwagę wszystkie czynniki, 

widzimy, że w połowie XXI wieku podobna operacja powinna być zupełnie realna.

348 • CZAS MARSA Metody biologiczne

Wysiłek wiążący się terraformowaniem Marsa zostanie istotnie ograniczony, jeżeli skorzystamy 

ze wsparcia biologicznych pomocników. Twórcą biologicznego podejścia do terraformowa-nia 

jest Carl Sagan, zajmujący się tym problemem od lat sześćdziesiątych, gdy zasugerował, że 

Strona 155

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

planeta Wenus mogłaby nieco bardziej nadawać się do zamieszkania, gdyby udało się złagodzić 

tamtejszy, istnie piekielny efekt cieplarniany poprzez wprowadzenie do atmosfery gatunków 

glonów „pożerających" dwutlenek węgla.5 Pomysł ten najprawdopodobniej nigdy nie doczeka 

się realizacji. Późniejsze badania dotyczące terraformowania Marsa, prowadzone przez Carla 

Sagana i jego współpracownika Jamesa Pollacka, wykazały, że istnieją gatunki bakterii, których

metabolizm mógłby spowodować, że azot i woda przekształcałyby się w amoniak.6 Na Marsie 

azot, w niewielkich ilościach obecny w atmosferze, występuje również w postaci pokładów 

azotanów wewnątrz regolitu. Jeszcze inne bakterie potrafią wytwarzać metan z wody i 

dwutlenku węgla. Wprawdzie amoniak i metan nie dorównują freonom, wywołują jednak efekt 

cieplarniany z wy-

Tab. 9.2. Ogrzewanie Marsa za pomocą freonów.

SZTUCZNIE WYWOŁANY WZROST TEMPERATURY (W KELWINACH) CIŚNIENIE FREONÓW (W 

MIKROBARACH)

WIELKOŚĆ PRODUKCJI FREONÓW (W TONACH NA GODZINĘ)

ZUŻYCIE ENERGII ELEKTRYCZNEJ (W MW)

5

0,012

260

1 310

10

0,04

880

4490

20

0,11

2410

12070

30

0,22

4830

24 150

40

0,80

17570

87850

5 C. Sagan: The Planet Yenus, „Science", 133 (1961), s. 849-858.

6 J. Pollack, C. Sagan: Planetary Engineering. [W:] J. Lewis, M. Mathews, M. Gu-erreri (red.): 

Resources of Near-Earth Space, University of Arizona Press, Tuscon 1993.

TERRAFORMOWANIE MARSA • 349

dajnością tysiące razy wyższą (porównując ilość cząsteczek) niż dwutlenek węgla. Po 

zapoczątkowaniu - wskutek użycia luster ogrzewających czapy polarne lub produkcji freonów - 

efektu cieplarnianego, powodującego pojawienie się ciekłej wody, być może uda się stworzyć 

na powierzchni planety bakteryjne ekosystemy, które, wytwarzając duże ilości amoniaku i 

metanu, bardzo przyczyniłyby się do zwiększenia tempa procesu terrafor-mowania. 

Konsekwencją pokrycia 1% powierzchni Marsa odpowiednimi bakteriami (zakładając wydajność

przekształcania energii światła słonecznego w energię wiązań chemicznych na poziomie 0,1%) 

byłoby wprowadzanie do atmosfery około miliarda ton metanu i amoniaku rocznie. W ciągu 

trzydziestu lat gazy te ogrzałyby planetę o 10 K.

Przy okazji amoniak i metan będą chronić marsjańską powierzchnię przed słonecznym 

promieniowaniem nadfioletowym. Podczas tego procesu cząsteczki metanu i amoniaku - 

których średni czas życia w atmosferze wynosi kilkadziesiąt lat - będą stale niszczone, jednak 

nieprzerwanie trwać będzie także ich produkcja przez bakterie. Poza tym ocieplenie klimatu i 

wydzielanie się gazowego dwutlenku węgla z regolitu prowadzić będą do pogrubienia warstwy 

ozonowej, chroniącej przed promieniowaniem nadfioletowym powierzchnię planety, jak również

niższą warstwę gazów cieplarnianych, metanu i amoniaku. (Do powstawania ozonu przyczynia 

się dwutlenek węgla. Obecnie Mars ma warstwę ozonu grubości 1/60 ziemskiej warstwy, 

całkiem nieźle, wziąwszy pod uwagę, że grubość marsjańskiej atmosfery wynosi 1/120 grubości

atmosfery ziemskiej).

Przy stosowaniu łącznie przedstawionych metod, w ciągu kilkudziesięciu lat będzie możliwa 

zmiana suchej i mroźnej Czerwonej Planety w miejsce stosunkowo ciepłe i wilgotne, 

pozwalające na podtrzymywanie życia. Wprawdzie na terraformo-wanym Marsie ludzie nie 

mogliby oddychać atmosferą, odpadłaby jednak konieczność poruszania się w skafandrach 

kosmicznych. Podróże po powierzchni planety można by odbywać w normalnych ubraniach, 

zakładając jedynie prosty aparat do oddychania typu akwalung. Zewnętrzne ciśnienie 

atmosferyczne wzrośnie do poziomu tolerowanego przez ludzi, umożli-

350 • CZAS MARSA

wiając zorganizowanie ogromnych, osłoniętych wielkimi kopułami, przestrzeni mieszkalnych, 

wypełnionych powietrzem nadającym się do oddychania. (Kopuły będą mogły osiągać bardzo 

duże rozmiary, gdyż zniknie różnica ciśnień pomiędzy wnętrzem kopuły a środowiskiem 

zewnętrznym, która na etapie budowy bazy powodowała szereg ograniczeń konstrukcyjnych). 

W marsjańskim środowisku, obfitującym w dwutlenek węgla, zimnotrwałe gatunki roślin zaczną

stopniowo pokrywać kolejne obszary planety. Po kilkuset latach wyprodukowany przez nie tlen 

Strona 156

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

osiągnie w atmosferze stężenie pozwalające oddychać, udostępniając w ten sposób 

powierzchnię Marsa wyżej rozwiniętym roślinom i coraz liczniejszym zwierzętom. Jednocześnie 

spadnie zawartość dwutlenku węgla, co spowoduje ochłodzenie klimatu. Można temu zapobiec, 

wprowadzając do atmosfery gazy cieplarniane tak dobrane, by zatrzymywały promieniowanie 

podczerwone o częstościach dotąd blokowanych w atmosferze przez dwutlenek węgla. 

Należycie kontynuowany proces ocieplania marsjańskiego klimatu z pewnością doprowadzi do 

sytuacji, gdy na powierzchni Czerwonej Planety przestaną być potrzebne kopuły osłaniające 

konstrukcje mieszkalne.

Ożywienie hydrosfery

Początki terraformowania Marsa - ocieplenie planety i pogrubienie atmosfery - wiążą się z 

użyciem zaskakująco prostych metod: miejscowej produkcji chlorowcowych pochodnych 

węglowodorów (freonów), wspomaganej przez pożyteczne bakterie. Otrzymane w wyniku tych 

procesów atmosferyczne zawartości tlenu i azotu byłyby jednak zbyt niskie dla wielu gatunków 

roślin, a Czerwona Planeta pozostałaby miejscem stosunkowo suchym, gdyż topnienie 

marsjańskich lodów i zmarzliny z głębokich warstw gleby trwałoby setki lat. Podczas drugiego 

etapu terraformowania uaktywniona zostanie hydrosfera Marsa, skład atmosfery zacznie 

nadawać się do oddychania dla wyżej rozwiniętych roślin i prymitywnych zwierząt. Postępujący 

wzrost temperatury przyda znaczenia wytwa-

TERRAFORMOWANIE MARSA • 351

rzaniu w przestrzeni kosmicznej dużych zwierciadeł skupiających promienie słoneczne.

Niewykluczone, że w wyniku stosowania orbitalnych luster bardzo prędko dojdzie do ożywienia 

hydrosfery. Omawiane wcześniej zwierciadło o promieniu 125 km, przeznaczone pierwotnie do 

pobudzenia wydzielania się gazów z czap polarnych, można użyć na przykład do ogrzania 

znacznie mniejszych obszarów, uzyskując moc 27 TW (terawatów; jeden terawat jest równy 

milionowi megawatów). Dysponując taką mocą, ludzie będą mogli tworzyć jeziora zasilane 

topniejącym lodem: 27 TW wystarczy, by stopić 3 biliony ton lodu rocznie (ilość mieszcząca się 

wewnątrz jeziora o długości 200 km i głębokości 75 m). Pojedyncze zwierciadło pozwoli szybko 

wydobywać z gleby duże ilości uwięzionej w postaci wiecznej zmarzliny wody i kierować je do 

nowo powstałych marsjańskich ekosystemów. W miarę jak ciekła woda coraz szybciej i obficiej 

będzie krążyć w środowisku, nabiorą tempa procesy rozkładania pokładów azotanów w wyniku 

działania bakterii denitryfikacyjnych oraz rozprzestrzeniania się roślin po powierzchni planety. 

W konsekwencji wzrośnie atmosferyczna zawartość azotu i tlenu. Skutkiem aktywizacji 

hydrosfery będzie zniszczenie obecnych w marsjańskim regolicie związków o właściwościach 

utleniających (dzięki eksperymentom przeprowadzonym przez Yikingi wiemy, że w obecności 

wody są one nietrwałe) oraz wprowadzenie do atmosfery kolejnych partii tlenu. Choć 

technologia budowy kosmicznych luster będzie wymagać aż nazbyt majestatycznych metod, 

trudno przecenić korzyści dla procesu terraformowania, wynikające z władania mocą dziesiątek 

terawatów w postaci kontrolowanej wiązki promieni słonecznych.

Nasycanie planety tlenem

Wytworzenie atmosferycznego tlenu w ilościach wystarczających dla rozwoju życia zwierzęcego 

stanowić będzie najbardziej wymagający pod względem technologicznym aspekt 

terraformowania Marsa. Bakterie i proste organizmy roślinne prze-

352 • CZAS MARSA

trwają w atmosferze beztlenowej, ale wyżej rozwinięte rośliny potrzebują zawartości 

atmosferycznego tlenu na poziomie przynajmniej l mbar, ludzie zaś - 120 mbar. Wprawdzie w 

marsjańskim regolicie występują ponadtlenki i azotany, które po podgrzaniu, teoretycznie, 

wydzielą do atmosfery tlen i azot w postaci gazowej. Niestety, w tym celu konieczne byłoby 

dostarczenie niewyobrażalnych ilości energii, sięgających 2200 terawatolat na każdy uzyskany 

milibar. Podobnych ilości energii potrzebują rośliny, by wytwarzać tlen z dwutlenku węgla, 

jednak podstawową zaletą roślin jest ich samodzielne rozprzestrzenianie się na planecie. 

Produkcja tlenu na Marsie dzieli się zatem na dwa etapy. Najpierw trzeba będzie użyć metod 

siłowych, wspomaganych przez pierwsze cyjanobakterie i inne prymitywne organizmy roślinne, 

w celu uzyskania minimalnej zawartości tlenu w atmosferze (rzędu l mbar), umożliwiającej 

przyjęcie i rozprzestrzenienie się na powierzchni Marsa wyżej rozwiniętych gatunków roślin. 

Dysponując trzema znajdującymi się na orbicie lustrami o promieniach 125 km oraz zakładając 

występowanie na Marsie dostatecznych ilości odpowiednich substancji, pierwszy etap będzie 

Strona 157

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

można zrealizować w ciągu mniej więcej 25 lat. Alternatywne podejście zakłada wykorzystanie 

fotosyntetyzujących bakterii, które po stu latach wzbogaciłyby atmosferę o l mbar tlenu. W 

każdym razie, gdy już uda się zgromadzić początkową, minimalną ilość tlenu atmosferycznego, 

a pogrubiona warstwa dwutlenku węgla wywierać będzie wyższe ciśnienie i ograniczać padające

na powierzchnię promieniowanie kosmiczne, oraz gdy po powierzchni planety płynąć będą 

większe ilości wody, nadejdzie odpowiedni moment, by wprowadzić na Marsa genetycznie 

zmodyfikowane rośliny. Powinny być przystosowane do przetrwania w warunkach 

marsjańskiego regolitu oraz przeprowadzania fotosyntezy z wysoką wydajnością; towarzyszyć 

im będą pozostające z nimi w symbiozie bakterie. Przyjmując, że rośliny te w ciągu 

kilkudziesięciu lat pokryją całą powierzchnię planety, oraz że - w wyniku modyfikacji kodu 

genetycznego -będą dokonywać fotosyntezy z wydajnością 1% (jest to wysoka wydajność, lecz 

spotykana wśród ziemskich roślin), wytworzą

TERRAFORMOWANIE MARSA •  353

tlen w ilościach odpowiadających źródłu mocy 200 TW. Metody biologiczne - łącznie z 

wykorzystaniem 90 TW mocy kosmicznych zwierciadeł oraz systemem energetycznym, 

znajdującym się w ludzkich bazach na powierzchni Marsa, dostarczającym 10 TW (obecnie 

ludzkość wytwarza na Ziemi w przybliżeniu 13 TW) pozwolą w ciągu 900 lat uzyskać zasoby 

tlenu atmosferycznego o ciśnieniu 120 mbar, wystarczającym, by ludzie oraz wyżej rozwinięte 

zwierzęta mogły przetrwać w otwartej przestrzeni. Istotne skrócenie tego okresu może być 

konsekwencją budowy jeszcze potężniejszych elektrowni, uzyskania roślin wydajniej 

fotosyntetyzujących (lub nawet prawdziwych maszyn fotosyntetyzujących, zdolnych do 

samodzielnego namnażania). Sądzę, że perspektywa przyspieszenia procesu nasycania tlenem 

marsjańskiej atmosfery będzie stanowić czynnik wywierający bardzo silną presję na 

opracowanie potrzebnych technologii. Zaznaczam, że również wykorzystywana na większą 

skalę technologia kontrolowanej syntezy termojądrowej może przyspieszyć proces 

terraformowania, a jednocześnie ułatwić załogowy transport międzyplanetarny. Gdyby 

terraformowanie Marsa zaowocowało równie przydatnymi efektami ubocznymi, może się 

okazać, że realizacja programu przekształcania Czerwonej Planety otwiera przed ludzkością całe

miriady światów nadających się do zamieszkania.

Dar dla przyszłości

A świadczy o tym świat nowo stworzony, Drugie niebiosa, bliskie bram niebieskich, Na czystym 

morzu z kryształu wzniesione, Którego obszar jest niemal bezmierny, A gwiazdy liczne i każda 

być może Mieszkaniem czyimś; [ ... ]

John Milton, Raj utracony

(przekład Macieja Słomczyńskiego)

Wyniki teoretycznych wyliczeń nie pozostawiają wątpliwości co do wykonalności projektu 

terraformowania Marsa. Urze-

354 •  CZAS MARSA

czywistnienie marzeń o przekształceniu Czerwonej Planety wymaga jednak ludzkiej obecności, 

pozwalającej zbadać Marsa i poznać metody eksploatacji miejscowych zasobów. Z pewnością 

gra warta jest świeczki - zwłaszcza że stawką jest cały świat.

W pewnym sensie rozważania o terraformowaniu Marsa prowadzą nas do punktu wyjścia. Czy 

należymy do najwyższej klasy bytów zamieszkujących Wszechświat, czy też nasza pozycja jest 

niższa? Kepler dowiódł, że prawa rządzące kosmosem mogą zostać zrozumiane przez ludzki 

umysł. Wysłanie na Marsa pierwszych astronautów świadczyć będzie o osiągalno-ści 

pozaziemskich światów. Gdyby jednak udało się terrafor-mować Czerwoną Planetę, znaczyłoby 

to, że światy w kosmosie poddają się działaniu rozumnej ludzkiej woli.

Mars ma szansę stać się drugim domem nie tylko dla człowieka i „ryb morskich, ptactwa 

powietrznego, bydła i wszystkich zwierząt pełzających po ziemi"7, lecz także dla wielu wciąż nie

narodzonych gatunków. Nowy świat przyczynia się do powstawania nowych form życia, dlatego 

na zmienionych obszarach terraformowanego Marsa przywiezione z Ziemi życie zacznie 

ewoluować i rozmnażać się, tworząc nowe gatunki, nieznane i różnorodne.

Terraformowanie Marsa stanowi cudowne dziedzictwo dla przyszłych pokoleń - nie tylko nowy 

świat dla rozwoju życia i cywilizacji, lecz także przykład, co potrafią osiągnąć ludzie obdarzeni 

rozumem i odwagą, gdy kierują się porywającą wizją i wyznawanymi ideałami. Ludzie nigdy nie

staną się bogami. Jeżeli jednak gatunek ludzki potrafi terraformować Marsa, oznaczać to 

Strona 158

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

będzie, że ludzie przewyższają zwierzęta i że noszą w sobie wyjątkową, zasługującą na 

szacunek boską iskrę. Wszyscy będziemy dumni, przyglądając się przekształconemu Marsowi. 

Historia terraformowania zainspiruje do podejmowania podobnych wyzwań i realizacji kolejnych

zadań wiodących ludzkość ku gwiazdom.

7 Nawiązanie do cytatu z Księgi Rodzaju, Rdz 26 (przyp. red.)-

TERRAFORMOWANIE MARSA • 355

RÓWNANIA MODELU UKŁADU MARSA

Równanie (1) pozwala oszacować średnią temperaturę na Marsie jako funkcję ciśnienia 

atmosferycznego CO2 i stałej słonecznej:

sr = 213,5(S025) + 20(1+S)P°'5,

(D

gdzie Tśr jest średnią temperaturą na planecie, wyrażoną w kel-winach, S strumieniem 

promieniowania słonecznego, przy czym przyjmujemy, że obecnie S = l, natomiast P to 

ciśnienie atmosferyczne na Marsie na średniej wysokości powierzchni planety, wyrażone w 

barach. (Dla mieszkańców równin zwykłe ciśnienie atmosferyczne wynosi l bar, co odpowiada 

1000 hPa lub 14,7 funta na cal kwadratowy. Tak dziwna jednostka została przyjęta za normę z 

powodu wpływów, posiadanych przez ludzi, którzy żyli w pobliżu cuchnących bagien w okolicy 

najważniejszych stolic świata - Waszyngtonu, Londynu i Paryża).

Ponieważ atmosfera jest efektywnym środkiem transportu ciepła między biegunami a 

obszarami podzwrotnikowymi, przyjęliśmy z Chrisem McKayem następujące równanie:

(2)

Biorąc przybliżone wartości danych obserwacyjnych, można założyć, że

T        = T

= l   1T

max      *• równik        '      sr

(3)

oraz że globalny rozkład temperatury jest opisywany następującym równaniem:

- (Tmax - Tbiegun)

(4)

gdzie 0 jest szerokością areograficzną (północną lub południową).

356 • CZAS MARSA

Równania (l)-(4) przedstawiają temperaturę panującą na Marsie w funkcji ciśnienia dwutlenku 

węgla. Jak już jednak wspomnieliśmy, na Marsie ciśnienie dwutlenku węgla samo jest funkcją 

temperatury. Czerwona Planeta ma zasoby dwutlenku węgla trojakiego rodzaju: atmosferyczny

dwutlenek węgla, czapy polarne, zawierające zamarznięty dwutlenek węgla, oraz dwutlenek 

węgla adsorbowany przez regolit. Oddziaływanie atmosferycznego dwutlenku węgla z zasobami

w okolicach biegunowych jest należycie wyjaśnione: określone przez zależność prężności pary 

nasyconej dwutlenku węgla i temperatury na biegunach. Wartość tę otrzymujemy dzięki 

znajomości krzywej prężności pary dwutlenku węgla, która ma w przybliżeniu następującą 

postać:

P = 1,23 X 107 e-3170/Tbiegun.

(5)

Dopóki dwutlenek węgla jest obecny i w atmosferze, i w czapach polarnych, równanie (5) 

dokładnie określa, jak ciśnienie atmosferyczne dwutlenku węgla zależy od temperatury na 

biegunach. Gdy jednak wzrost temperatury na biegunach osiągnie punkt, w którym prężność 

pary znacznie przewyższa wartość uzyskaną dzięki masie zasobów w okolicy biegunów 

(pomiędzy 50 a 100 mbar), czapy polarne znikną, a atmosfera zacznie podlegać prawom 

rządzącym zasobami dwutlenku węgla w regolicie.

Szczegółowa postać zależności między zasobami wewnątrz re-golitu, atmosferą i temperaturą 

pozostaje nie znana. McKay8 zaproponował następującą funkcję:

= [CMaeT/Td]3-64,

(6)

gdzie Ma to ilość gazu adsorbowanego przez regolit w milibarach, C jest stałą o wartości 

dopasowanej tak, by równanie (6) opisy -

8 C. McKay, J. Kastings i O. Toon: Making Mars Habitable, „Naturę" 352 (1991), s. 489-496.

TERRAFORMOWANIE MARSA • 357

wało panujące na Marsie warunki, a Td - charakterystycznym przyrostem temperatury, 

Strona 159

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

koniecznym do rozpoczęcia wydzielania gazów z regolitu (temperaturą desorpcji). Zasadniczo 

równanie (6) stanowi wariant dobrze znanego prawa, opisującego zmianę położenia równowagi 

chemicznej w funkcji temperatury; dlatego możemy śmiało uważać, że ogólna postać równania 

jest poprawna. Z kolei wartość Td nie jest znana i z pewnością taką pozostanie do czasu 

pierwszych załogowych wypraw na Marsa. Skoro nie znamy wartości Td, przeanalizujemy 

zagadnienie, zmieniając Td w przedziale 15-40 K (im niższa wartość Td, tym łatwiejsze będzie 

terraformowanie). Następnie wykorzystujemy globalny rozkład temperatury, opisywany 

równaniem (4), do scałkowania równania (6) po całej powierzchni planety - w rezultacie 

uzyskujemy globalną wartość „ciśnienia regolitu". Otrzymujemy całkiem niezłe przybliżenie 

ąuasi-dwuwymiarowego problemu równowagi układu atmosfera/regolit, gdzie większość 

adsorbowanego dwutlenku węgla koncentruje się na zimniejszych obszarach planety. Z tego 

powodu w naszym modelu lokalne (w sensie szerokości areograficznej) zmiany temperatury, 

zwłaszcza na obszarach okołobiegunowych, mogą - jako zmiany średniej temperatury na 

planecie - istotnie zaważyć na oddziaływaniu układu atmosfera/regolit.

Wyniki otrzymane dzięki temu modelowi, przedstawione graficznie na rysunkach w niniejszym 

rozdziale, pozwalają sądzić, że terraformowanie Marsa jest wykonalne.

ROZDZIAŁ 10

WIDOK Z ZIEMI

Bez pieniędzy nie będzie występów

AUTOR NIEZNANY

Poprzednie rozdziały traktowały o możliwościach technologicznych oraz perspektywach 

otwierających się w wyniku załogowych lotów na Marsa. Czas jednak powrócić na Ziemię. 

Najpoważniejszą przeszkodą na drodze ku ludzkiemu poznaniu Marsa nie są techniczne 

szczegóły projektu misji ani ograniczenia związane z lotem i długimi dniami poświęconymi na 

odkrywanie planety. Największa przeszkoda nie ma nic wspólnego z Marsem. Podstawowa 

trudność wiąże się z naszą macierzystą planetą, kryje się pod płaszczykiem ziemskiej polityki. 

W jaki sposób zdobyć pieniądze na realizację programu?

Spotykamy się z przekonaniem o niewykonalności marsjań-skiej misji. Jego zwolennicy 

powołują się na przykład Inicjatywy Badań Kosmicznych (SEI), zgłoszonej przez prezydenta 

George'a Busha, i przedstawiają jako dowód, że amerykański system polityczny nie udzieli 

poparcia programowi wysłania ludzi na Marsa. Niemniej wyraźnie widać luki i błędy w 

rozumowaniu uzasadniającym ów „dowód": opiera się ono na założeniu, że skoro coś miało 

kiedyś miejsce, odtąd już zawsze musi się przydarzać. Ich zdaniem prezydent Bush starał się 

pójść w ślady J. F. Kennedy'ego, któremu udało się doprowadzić do sukcesu misji Apollo i 

lądowania na Księżycu, jednak na początku lat dziewięćdziesiątych sytuacja była odmienna

CZAS MARSA • 359

i nikt się nie poderwał na dźwięk rogu. Ponieważ Inicjatywa Badań Kosmicznych padła, oznacza 

to, że musiała paść, stąd i wszystkie przyszłe podobne inicjatywy są skazane na niepowodzenie.

Czego należało dowieść.

Cały powyższy wywód roi się od błędów. Nieprawda, że prezydent Bush działał na rzecz SEI tak

jak J. F. Kennedy działał na rzecz misji Apollo. Sytuacja bardziej przypomina postępowanie 

prezydenta Busha w stosunku do Kurdów, gdy ogłosił, że nadeszła godzina, uderzył w dzwon i 

opuścił pole bitwy. Dwayne Day z Instytutu Polityki Kosmicznej tak ocenia sytuację: „Bush był 

rzecznikiem badań kosmicznych w identycznym stopniu, jak »prezydentem środowiska 

naturalnego« lub »prezydentem dbającym o szkolnictwo« - czyli bez przekonania i wyłącznie 

dla pozorów". Oczywiście, dodatkowo zaszkodził sprawie Raport 90-dniowy, oceniający koszty 

SEI na 450 miliardów i przedstawiający harmonogram działania rozłożony na 30 lat. Problem 

leży jednak nie w samym Raporcie 90-dniowym; sednem sprawy są politycy, gotowi tolerować 

błędy w nim zawarte.

Strona 160

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Pragnę dokładnie wyjaśnić, co mam na myśli. W czerwcu 1990 roku, gdy Raport 90-dniowy 

znajdował się w początkowej fazie upadku, uczestniczyłem w dużej, sponsorowanej przez NASA

konferencji, poświęconej napędowi rakietowemu i inicjatywie SEI, która odbywała się na 

Uniwersytecie Stanu Pensylwania. Zwracając się do plenarnego posiedzenia uczestników 

konferencji, kongresman Robert Walker (z partii republikańskiej, reprezentujący Pensylwanię) 

otwarcie przedstawił obecnym przedstawicielom przemysłu lotniczego i kosmicznego powód, dla

którego inicjatywa SEI nie zyskała poparcia oraz funduszy w Kongresie: mianowicie grupa 

najwyższych szefów NASA - wówczas pod kierownictwem administratora Richarda Truly'ego - 

poinformowała Kongres, że jeśli NASA otrzyma odpowiednie fundusze na kontynuację 

programów promu kosmicznego i stacji kosmicznej, to nie będą przejmować się wynikiem 

głosowania w sprawie SEI. Innymi słowy, kierownictwo NASA nie raczyło próbować przekonać 

Kongres do programu, który przez prezydenta Busha został uznany za

360 • CZAS MARSA

priorytetowy. Często wyrażano opinię, że to prawdziwy sabotaż oraz że Richard Truły powinien 

wylecieć ze stanowiska. Mark Albrecht i Pete Worden, stojący wówczas na czele amerykańskiej 

Narodowej Rady Badań Kosmicznych, starali się zmienić powstałą sytuację, jednak z powodu 

prezydenckiej apatii upłynęły całe dwa lata, zanim Truły odszedł, a do tego czasu inicjatywa SEI

zdążyła upaść.

Brak zaangażowania ze strony prezydenta Busha oraz sprzeciw kierownictwa NASA sprawiły, że

Inicjatywa Badań Kosmicznych stała się sierotą, którą popierali jedynie pracownicy Narodowej 

Rady Badań Kosmicznych i paru sprzyjających jej kongresmanów. Pozbawieni siły przebicia, 

zmuszeni byli podstępnie uzyskiwać w Kongresie niewielkie dotacje na SEI. Gdy polityczni 

oponenci rządzącej administracji zauważyli tę słabość, rzucili się, by wykorzystać sytuację do 

upokorzenia prezydenta Busha i Dana Quayle'a, przewodniczącego Rady Badań Kosmicznych. 

Kevin Kelly, doradca senator Barbary Mikulski (z partii demokratycznej, reprezentującej 

Maryland). kierował masakrą, starając się systematycznie doprowadzić do zablokowania 

wszelkich dotacji dla NASA, nawet zupełnie nie związanych z inicjatywą SEI.

Gdy w 1992 roku dyrektorem NASA został Dań Goldin, jedynym sposobem na ocalenie 

programów badawczych dotyczących załogowej misji na Marsa było zerwanie ich powiązań z 

SEI, oraz - po roku prób ratowania inicjatywy - ostateczna rezygnacja.

Porównując Napoleona Bonaparte, genialnego stratega wojennego i politycznego, z jego 

ciotecznym wnukiem, Napoleonem III, Karol Marks skonstatował: „Wydarzenia historyczne 

zawsze powtarzają się dwa razy: najpierw jako tragedia, a później jako farsa". Uwaga ta 

stosuje się również w przypadku prezydentów Kennedy'ego i Busha. Podobno, gdy armia 

Napoleona III ginęła pod Sedanem, cesarz spędzał czas grając w bilard. W pewnym sensie 

prezydent Bush przegrał batalię o Marsa w Kennebunkport, gdzie pływał żaglówką. 

Niepowodzenie SEI potwierdza, że armię, której generałowie grają w bilard podczas bitew, 

czeka zawsze klęska.

WIDOK Z ZIEMI  • 361

W Ameryce istnieje duże, choć nie ujawnione poparcie dla programu załogowych misji na 

Marsa. Wiem to z pierwszej ręki, gdyż spotykałem zwolenników programu, przemawiając na 

spotkaniach najrozmaitszych organizacji społecznych nie posiadających żadnych interesów 

związanych z badaniami Marsa, od klubów rotariańskich po związki hydraulików. Najczęściej 

powracało następujące pytanie: „Co się stało, że nie realizujemy tego programu?" Wielekroć 

słyszałem od słuchaczy: „Pamiętam loty Apollo. Czy nie planowano następnie wysłania ludzi na 

Marsa? Dlaczego zarzucono kontynuację programu? Moim zdaniem Ameryka powinna rozwijać 

badania kosmiczne".

Bez przerwy spotykam się z podobnymi opiniami. Podstawowe zastrzeżenie pod adresem 

programu kosmicznego ze strony opinii publicznej nie dotyczy zbyt wysokich kosztów; przede 

wszystkim niepokój budzi brak wskazanego kierunku rozwoju. Ludzie czują się oszukani - nie 

przez NASA, lecz przez polityków. Zrezygnowano z przyszłościowych badań, rozpoczętych w 

latach sześćdziesiątych. Co się stało? Dlaczego zatrzymaliśmy się w miejscu? Moje 

bezpośrednie doświadczenie podważa podsuwane politykom opinie, że ludzie w sercu kraju nie 

przejmują się zdobywaniem kosmosu.

Moje zapewnienia mogą się wydawać mało przekonujące jako oparte na wyrywkowych 

kontaktach, ale jest wiele poważnych badań opinii publicznej. Sondaż, zamówiony przez 

Strona 161

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

„Newsweeka" w związku z publikacją artykułu o projekcie Mars Direct, wykazał, że ponad 

połowa ankietowanych popiera program załogowych misji na Marsa.

Podobne były wyniki sondażu przeprowadzonego przez CBS News w zbliżonym czasie (lato 

1994 roku): większość badanych opowiada się za wysłaniem ludzi na Marsa. Według ankiety 

ABC News i „Washington Post" z początków 1996 roku zdaniem większości Amerykanów 

korzyści osiągnięte dzięki programowi kosmicznemu uzasadniają poniesione koszty.

Dysponujemy także danymi statystycznymi innego rodzaju. Od wielu lat Jon D. Miller z 

Akademii Nauk w Chicago bada stopień zrozumienia nauki i techniki w społeczeństwie 

amerykan-

362  • CZAS MARSA

skim.1 Jego analizy obejmują część populacji, określaną jako „uważna" w stosunku do różnych 

kwestii naukowych i technicznych. Członkowie grupy „uważnych" interesują się pewnymi 

zagadnieniami, uważają się za dobrze poinformowanych i regularnie śledzą odpowiednie gazety

lub czasopisma. Orientują się w swojej dziedzinie na tyle dobrze, by podjąć dyskusję z 

politykiem. Inaczej mówiąc, grupa „uważna" w stosunku do danej kwestii to część 

społeczeństwa skłonna popierać lub kwestionować rozwiązania jej dotyczące. „Zainteresowana"

- zgodnie z klasyfikacją Millera - daną sprawą część populacji nie posiada wystarczających 

informacji, przynajmniej we własnej opinii. Dane zebrane przez Millera w 1992 roku świadczą, 

że w stosunku do badań kosmosu „uważne" jest 6% amerykańskiego społeczeństwa, a dalsze 

16% jest kwestią „zainteresowane". Z badań Millera wynika, że zdaniem większości spośród 

tych 22% osiągnięcia programu kosmicznego przewyższają jego koszty. Wprawdzie 22% to 

wciąż mniejszość, jednak Miller stwierdził, że grupa „uważnych" składa się z osób najlepiej 

wykształconych w zakresie nauk ścisłych, oraz - w porównaniu z wieloma badanymi grupami 

amerykańskiego społeczeństwa - należy do ścisłej czołówki pod względem ogólnego 

wykształcenia.

Opisana przez Millera „uważna" część populacji w dużym stopniu pokrywa się z grupą osób 

zajmujących się nauką oraz techniką, a w Ameryce nie jest to mała grupa. Stanowiąca 6% 

społeczeństwa grupa „uważnych" w stosunku do badań kosmicznych liczy prawie 11 milionów 

dorosłych obywateli, natomiast „zainteresowanych" jest prawie 30 milionów. Razem daje to 

ponad 40 milionów potencjalnych wyborców.

Uważam, że gdyby w Ameryce pojawił się prawdziwy przywódca (taki jak J. F. Kennedy), 

wzywający do wysłania ludzi na Marsa, gotów walczyć o realizację programu i zdobywać dla 

niego poparcie, szybko stanąłby na czele wpływowego ruchu politycznego, podobnie jak 

Kennedy w latach sześćdziesiątych. Proponowany program zdobycia Marsa musi być wykonalny

1 J. Miller: The Information Needs of the Public Concerning Space Exploratwn, raport specjalny 

dla NASA, 1994.

WIDOK Z ZIEMI  • 363

pod względem technicznym i politycznym. Szacunkowe koszty w wysokości 450 miliardów 

dolarów oraz trzydziestoletni harmonogram stawiają każdy program pod wielkim znakiem 

zapytania, lecz przyjęcie projektu Mars Direct oznacza obniżenie kosztów i krótszy czas 

realizacji.

Występują przynajmniej trzy drogi prowadzące do wysłania ludzi na Marsa. Nazwałem je 

odpowiednio modelami J. F. Ken-nedy'ego, Carla Sagana i Newta Gingricha. Każdy ma swoje 

plusy i minusy. Omówimy je teraz po kolei.

Model J.F.K.

Pierwsze podejście do programu wysłania ludzi na Marsa, najstarsze i najbardziej zrozumiałe, 

nazwałem modelem J.F.K. Model J.F.K. cieszy się powszechnym zrozumieniem, gdyż jako 

jedyny już się sprawdził - w ten sposób wysłaliśmy ludzi na Księżyc. W modelu J.F.K. 

amerykański prezydent zwraca się do narodu i wzywa do podjęcia wyzwania przyszłości. 

Czytając ponownie przemówienia Johna F. Kennedy'ego, dotyczące misji Apollo, odczuwam 

wielkość, której nie dorównuje żaden dwudziestowieczny mówca, z wyjątkiem może Winstona 

Churchilla.

„Zdecydowaliśmy się polecieć na Księżyc! - w głosie Kenne-dy'ego słychać przeznaczenie - 

Zdecydowaliśmy się w ciągu nadchodzących dziesięciu lat polecieć na Księżyc i dokonać innych 

rzeczy nie dlatego, że są łatwe, ale właśnie dlatego, że są trudne, a przez to zmuszą nas do 

lepszej organizacji i wykorzystania naszych umiejętności. Jesteśmy gotowi sprostać temu 

Strona 162

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

wyzwaniu, nie chcemy odkładać tego na później i zamierzamy odnieść zwycięstwo". Kennedy 

podkreśla wizjonerski charakter przedsięwzięcia wysłania wyprawy na Księżyc. Chociaż misja 

Apollo zaowocuje nowymi miejscami pracy i nowymi technologiami, prezydent oznajmia, że 

proponowany program to „[...] akt wiary, pewna wizja, gdyż na razie nie wiemy, jakie korzyści 

osiągniemy, realizując ów cel". Słysząc takie słowa, czujemy powiew historii.

364 •  CZAS MARSA

Program Apollo J. F. Kennedy'ego nie tylko doprowadził do lądowania ludzi na Księżycu - 

wyznaczył również paradygmat realizacji programów kosmicznych, pod względem zarówno 

politycznym, jak i technologicznym. Program może zostać uwieńczony sukcesem pod 

warunkiem silnego, wyraźnego i opierającego się na pewnej wizji poparcia ze strony 

prezydenta. Kennedy nie starał się podstępnie przepychać programu Apollo krętą drogą 

zdobywania sympatii u polityków. Ogłosił swoje plany podczas specjalnej sesji połączonych izb 

Kongresu. Ponadto program był bardzo amerykański: idealnie się nadawał, by w samym środku

zimnej wojny, na oczach całego świata, napiąć polityczne, społeczne i naukowe muskuły. Lot na

Księżyc, bezpieczne lądowanie i powrót astronautów dorównuje zdobyciu Olimpu i skosztowaniu

boskiego nektaru. Poza tym występowała kwestia pieniędzy. Kennedy wprost przedstawił 

koszty i wraz z Lyndonem Johnsonem, swą polityczną prawicą, zrobił wszystko, co trzeba, by 

zapewnić potrzebne fundusze - a nawet więcej.

Czy w stosunku do załogowych misji marsjańskich można powtórzyć podejście J.F.K.? Chociaż 

cele polityki zagranicznej związane z okresem zimnej wody straciły znaczenie, pomyślna 

realizacja programu zbadania Marsa przez ludzi wywarłaby ogromny wpływ na cały świat. 

Pierwszy naród, który wyśle ludzi na Marsa, niewątpliwie zapisze się na kartach historii i 

zapoczątkuje nowy etap w dziejach ludzkości. Cały świat, w tym wszyscy obywatele Stanów 

Zjednoczonych, przekonaliby się, że Ameryka wciąż „wie, o co chodzi" i nie uznaje żadnych 

ograniczeń. Czy warto w związku z tym wydać 50 miliardów dolarów? Z pewnością, nawet 

gdyby kosztowało to znacznie więcej.

Słuchając pewnych osób, odnosi się wrażenie, że kosztujący 50 miliardów dolarów program 

kosmiczny oznacza wysłanie na Słońce rakiety wiozącej 50 miliardów dolarów w banknotach o 

wysokich nominałach - krótko mówiąc, wyrzucenie dużych pieniędzy w błoto. W rzeczywistości 

fundusze przeznaczone na załogowe misje na Marsa nie opuszczają Ziemi: idą na pensje 

inżynierów, fundusze badawcze dla naukowców, zarób-

WIDOK Z ZIEMI  • 365

ki robotników, stypendia dla doktorantów; a także pokrywają koszty wynalazków i innowacji, 

które wejdą w skład amerykańskiego dziedzictwa intelektualnego i przyczynią się być może w 

przyszłości do powstania na Ziemi nowych gałęzi gospodarki lub nowych produktów; ponadto 

są wydawane na budowę całego sprzętu, potrzebnego podczas misji, od najprostszych nitów po

najbardziej zaawansowane technologicznie układy elektroniczne.

Dodatkową korzyścią będzie danie każdemu młodemu człowiekowi szansy uczestnictwa w 

wielkiej przygodzie odkrywania Marsa oraz pobudzenie rozwoju intelektualnego - a właśnie siła 

naszych umysłów stanowi podstawę przyszłego bogactwa narodu.

Ograniczenie wydatków na badania kosmiczne po zakończeniu misji Apollo poprzedziło ogólne 

spowolnienie amerykańskiej gospodarki, trwające w jakiejś mierze do dziś. W latach 

sześćdziesiątych wydatki NASA wynosiły średnio 2,5% budżetu federalnego Stanów 

Zjednoczonych, a w 1964 roku osiągnęły rekordowy poziom 4%. Towarzyszył temu wzrost 

produktu krajowego brutto USA (liczony w dolarach o stałej wartości) w wysokości średnio 

4,6% rocznie. Na początku lat siedemdziesiątych fundusze przekazywane NASA spadły poniżej 

1% budżetu federalnego i do tej pory pozostają na tym poziomie: jednocześnie roczne tempo 

wzrostu produktu krajowego brutto spadło poniżej 2%.

Model J.F.K. okazał się podwójnym sukcesem: po pierwsze, pozwolił spełnić ludzkie marzenia o 

dostaniu się na Księżyc oraz, po drugie, doprowadził do największego w powojennej historii 

USA wzrostu gospodarczego. Obecnie należałoby jednak postawić pytanie: czy podczas 

organizacji załogowych misji na Marsa należy akcentować narodowy charakter przedsięwzięcia, 

czy raczej postawić na współpracę międzynarodową? Nacjonalistyczne pragnienie udowodnienia

przewagi Ameryki nie odpowiada dzisiejszym czasom. Tak dochodzimy do drugiego modelu, 

który nazwałem modelem Sagana, gdyż Carl Sagan był jego najlepszym, najbardziej 

elokwentnym i najgłośniejszym rzecznikiem.

Strona 163

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

366 • CZAS MARSA

Model Sagana

Carl Sagan należał do grona najbardziej zdecydowanych i znanych zwolenników 

międzynarodowego podejścia do realizacji załogowych wypraw na Marsa; zabierał głos na ten 

temat od ponad dziesięciu lat. Z początku koncentrował się na znaczeniu współpracy USA i 

ZSRR przy organizacji misji marsjań-skich, widząc w połączonym, amerykańsko-radzieckim 

programie badań Marsa szansę na pogodzenie przeciwników. Zdolności najlepszych naukowców

i inżynierów z obu krajów wykorzystane zostałyby do wspólnej pracy nad opracowaniem 

technologii lotniczych, kosmicznych, elektronicznych i rakietowych, potrzebnych marsjańskiej 

misji. Ponadto energia naukowców w zwaśnionych państwach zostałaby skierowana w bardziej 

pożytecznym kierunku niż powiększanie arsenałów broni jądrowej. Mieszana załoga wyprawy 

na Marsa stanowiłaby swoisty mikrokosmos - odzwierciedlenie macierzystej planety oraz 

miejsce, w którym mocarstwa działają wspólnie.

Nie tylko Carl Sagan wzywał do międzynarodowej współpracy w dziedzinie badań kosmicznych. 

Partnerskie programy kosmiczne zalecały prawie wszystkie, liczne „honorowe" komitety, 

powołane w ciągu minionych dwudziestu lat. Choć ostatnio szybki bieg wydarzeń politycznych 

zdezaktualizował nieco podstawy tej koncepcji, niekwestionowane pozostają korzyści 

ekonomiczne, płynące ze współpracy: im więcej wspólników, tym więcej pieniędzy. Wspólnymi 

siłami kilka państw jest w stanie ponieść wysokie koszty przedsięwzięcia. Bazując na 

współpracy, Europejska Agencja Kosmiczna z powodzeniem realizuje poważny program badań 

kosmicznych, w ramach którego stworzyła serię współczesnych rakiet nośnych Ariane. Podział 

kosztów i wzajemne udostępnianie technologii przynosi wszystkim partnerom ogromne 

korzyści. USA nie dysponują dzisiaj rakietą nośną o mocy wystarczającej do wysłania wyprawy 

na Marsa w stylu Mars Direct. Odpowiednią rakietę nośną, zdolną wynieść na niską orbitę 

okołoziemską (LEO) ładunek 100 ton, ma za to Rosja. Jest to Energia, najpotężniejsza obecnie 

rakieta na Ziemi. Dotychczas wystartowała zaledwie

WIDOK Z ZIEMI  • 367

dwukrotnie, częściowo z powodu braku odpowiednich zadań do wykonania. Dobrze tu 

pasowałby program wysłania ludzi na Marsa. W bieżącym (podobno ostatecznym) projekcie 

międzynarodowej stacji kosmicznej wiele rosyjskich modułów wypełnia kluczowe funkcje 

orbitującego laboratorium.

Międzynarodowa obsada inicjatywy lotów na Marsa przynosi nie tylko korzyści; pojawiają się 

też pewne problemy. Z definicji uczestniczące w niej państwo traci wyłączną kontrolę nad 

przedsięwzięciem. Musi zadowolić się najwyżej częściową kontrolą, jednym z wielu głosów 

podczas podejmowania decyzji, i nie może po prostu narzucić innym własnej koncepcji. 

Partnerzy Stanów Zjednoczonych w programie budowy stacji kosmicznej , Europejczycy ł 

Japończycy, musieli wielokrotnie modyfikować projekt w wyniku postanowień amerykańskiego 

Kongresu, ustępując w związku z dążeniem Kongresu do ograniczenia programu. Podobna 

sytuacja spotyka teraz NASA, która dowiaduje się, że Rosja, główny partner w programie 

budowy stacji kosmicznej, ma trudności z wywiązywaniem się z przyjętych zobowiązań. Dwa 

lata temu Rosjanie wystąpili z propozycją wykorzystania elementów starej stacji Mir w związku 

z trudnościami w uzyskaniu funduszy na budowę nowych modułów. Niewątpliwie proces 

podejmowania decyzji jest spowolniony w projektach międzynarodowych, co powoduje wzrost 

kosztów.

Współpraca podczas realizacji zadań może rodzić rozmaite przeszkody, nie tylko polityczne, ale 

i techniczne, co na przykład zrobić, jeśli któryś partner nie zdoła opracować pewnej technologii,

pomimo podjęcia się takiego zadania? Jak postąpić, gdy główny partner zupełnie zrezygnuje z 

uczestnictwa? A co w przypadku zmiany stosunków międzynarodowych i konfliktu z państwem 

współuczestniczącym w projekcie? Podobne sytuacje mogą całkowicie zdestabilizować 

harmonogram prac, co przy programach równie złożonych, jak Apollo czy stacja kosmiczna, 

grozi nawarstwieniem problemów, a nawet katastrofalnym niepowodzeniem projektu.

Gdy w latach osiemdziesiątych usłyszałem po raz pierwszy propozycję Sagana wspólnej, 

amerykańsko-radzieckiej misji

368 •  CZAS MARSA

na Marsa, wydała mi się ona niezbyt rozsądna. Stany Zjednoczone tkwiły w środku programu 

„wojen gwiezdnych" i budowy pocisków rakietowych Pershing, Związek Radziecki toczył wojnę 

Strona 164

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

w Afganistanie, a ponadto mocarstwa prowadziły przez pośredników wojny w Salwadorze, 

Nikaragui i innych miejscach. W latach osiemdziesiątych USA i ZSRR nie potrafiły razem 

uczestniczyć w sportowych zawodach olimpijskich. Pomysł wspólnej realizacji programu 

marsjańskiego w nadchodzących latach był dziwaczny. W dodatku, z punktu widzenia doboru 

załogi, zgłoszona przez Sagana propozycja mieszanego składu była kompletnie chybiona. 

Zarówno amerykańscy astronauci, jak i radzieccy kosmonauci to grupy byłych pilotów 

wojskowych, mających za sobą długie lata nauki zabijania przeciwnika oraz uzasadniającej to 

indoktrynacji. Wprawdzie Carl Sagan utrzymywał, że właśnie wspólna realizacja projektu zbliży 

do siebie skłócone narody, niemniej moim zdaniem konflikty międzypaństwowe rozsadziłyby 

współpracę.

Dziś wspólny program kosmiczny miałby odmienne znaczenie - celem nie byłoby zawarcie 

pokoju z wrogiem, lecz stabilizująca pomoc dla narodu, który stara się być przyjacielem. 

Współczesna Rosja to przegrane mocarstwo z rozstrojoną gospodarką i niebezpiecznie 

przybierającym na sile ruchem rewizjonistycznym. W przypadku zdobycia władzy przez 

nacjonalistów lub ekstremistów arsenał 10 tysięcy głowic rakietowych trafi w nieodpowiednie 

ręce. Własne interesy USA nakazują pomóc w politycznej i gospodarczej stabilizacji Rosji. 

Ożywianie rosyjskiej gospodarki pieniędzmi przeznaczonymi na produkcję wyposażenia 

kosmicznego jest jedną z metod udzielania pomocy. Postępowanie takie wiąże się z 

odrzuceniem podstawowej zasady współpracy - podziału kosztów, lecz z punktu widzenia 

amerykańskiego podatnika wciąż jest to opłacalne, skoro wytworzony przez Rosjan sprzęt jest 

tańszy od materiałów na Zachodzie.

Spotykamy się czasem z opinią, że budowa wspólnej z Rosją infrastruktury kosmicznej okaże 

się błędem, jeśli udostępnione przez Amerykę technologie zostaną użyte przeciwko niej w razie 

ewentualnego upadku demokracji. Argument jest nie-

WIDOK Z ZIEMI  • 369

trafny, gdyż większość produkowanego w ramach wspólnego programu sprzętu kosmicznego - 

napęd rakietowy, wykorzystujący ciekłe paliwo, ciężkie rakiety nośne, systemy podtrzymywania

funkcji życiowych w przestrzeni kosmicznej - mają raczej niewielkie znaczenie militarne.

W dzisiejszych warunkach politycznych propozycja Sagana - wspólnej, amerykańsko-rosyjskiej 

realizacji programów kosmicznych - jest słuszna. Podstawowym problemem pojawiającym się w

związku ze współpracą jest uzależnienie losów załogowych misji marsjańskich od stabilności 

sytuacji w Rosji czy innym państwie, niemniej sądzę, że warto spróbować i postarać się utrwalić

pokój.

Metoda Gingricha

Trzecie podejście do realizacji programu lotów na Marsa nie było dotąd szerszej dyskutowane, 

gdyż jest zupełnie nowe. Podejście nazwałem metodą Gingricha, gdyż na pomysł ten wpadłem 

pod wpływem argumentów, wysuwanych przez lidera republikańskiej większości w Kongresie. 

Ponadto sposób ten jest zgodny z zasadami głoszonymi przez Gingricha.

Metoda ma następującą historię: latem 1994 roku zostałem zaproszony do uczestnictwa w 

kolacji z kongresmanem Newtem Gingrichem (z partii republikańskiej, przedstawiciel stanu 

Georgia) i paroma jego współpracownikami w celu przedstawienia moich koncepcji na temat 

badań Marsa. Opowiedziałem o propozycji Mars Direct, zakładającej tanie i szybkie wysłanie 

ludzi na Czerwoną Planetę. Gingrich był zachwycony, powiedział: „Chcę wesprzeć ten plan 

odpowiednimi rozwiązaniami legislacyjnymi, ale, zamiast zwiększać budżet NASA na badania 

Marsa, wolałbym metodę realizacji programu, wykorzystującą w jakiś sposób wolną 

konkurencję". Zostałem przez Gingricha zaproszony do uczestnictwa, wraz z nim, w programie 

telewizyjnym, podczas którego zaprezentowałem koncepcję Mars Direct. Następnie Gingrich 

wysłał mnie do Jeffa Eisenacha, swojego głównego waszyng-

370 • CZAS MARSA

tońskiego doradcy i zarazem prezesa Fundacji Postępu i Wolności.

W wyniku paru spotkań z Eisenachem narodził się pomysł ustawy o Nagrodzie Marsjańskiej, 

zgodnie z którą amerykański rząd ustanowiłby jednorazową nagrodę w wysokości 20 miliardów 

dolarów dla prywatnej instytucji, organizatora pierwszej uwieńczonej sukcesem załogowej misji

marsjańskiej (obejmującej lot na Marsa, pobyt astronautów na powierzchni planety oraz 

bezpieczny powrót na Ziemię), a także parę nagród po kilka miliardów dolarów dla autorów 

rozwiązań technologicznych stanowiących milowe kroki na drodze na Marsa.

Strona 165

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Niewątpliwie całkowicie nowatorska metoda prowadzenia badań kosmicznych zrywa z 

dotychczasowym sposobem finansowania z państwowego budżetu. Wiążą się z tym pewne 

bardzo istotne korzyści. Przede wszystkim metoda Gingricha wyklucza wzrost kosztów, gdyż 

kwota nagrody zostanie wypłacona dopiero po wykonaniu zadania, dokładnie w zadeklarowanej

wysokości, ani dolara więcej. Sukces lub klęska misji zależeć będzie wyłącznie od pomysłowości

Amerykanów pracujących w warunkach wolnej konkurencji, a nie od politycznych 

prze-pychanek. Z ekonomicznego punktu widzenia taktyka Gingricha gwarantuje niskie koszty 

oraz premiuje mądre projekty. Gdy gra toczyć się będzie o prywatne pieniądze, znalezienie 

praktycznych, sensownych rozwiązań technicznych okaże się dużo łatwiejsze niż w przypadku 

nie kończącego się, złożonego roztrząsania problemu przez rządową biurokrację. Być może 

Czytelnik przypomina sobie, że Charles Lindbergh przeleciał nad Atlantykiem nie w ramach 

rządowego programu, lecz by zdobyć nagrodę, ustanowioną przez prywatną osobę. We 

wczesnych latach rozwoju lotnictwa wyznaczono wiele prywatnych nagród za przełomowe 

osiągnięcia - właśnie te nagrody najbardziej przyczyniły się do postępu w sztuce latania: od 

niemowlęctwa aż do stworzenia globalnej sieci komunikacji lotniczej.

Metoda Gingricha ma także inne plusy. Nastąpi pobudzenie rozwoju gospodarczego, 

poprzedzające wydatki rządowe. Ustanowienie nagród w wysokości kilku miliardów dolarów za 

opracowanie technologii o przełomowym znaczeniu zapocząt-

l

WIDOK Z ZIEMI  • 371

kuje prywatny wyścig kosmiczny, a dodatkowo spowoduje powstanie nowego rodzaju firm 

przemysłu kosmicznego, koncentrujących się na maksymalnym obniżaniu kosztów produkcji. 

Dzisiejszy przemysł kosmiczny funkcjonuje na zupełnie innych zasadach: wielkie firmy lotnicze i

kosmiczne zawierają z administracją rządową umowy na wykonanie określonych zadań na 

zasadzie „koszt plus zysk", tzn. ustalają cenę w wysokości 10-15% wyższej od poniesionych 

wydatków, niezależnie od wielkości kosztów. W rezultacie z punktu widzenia firmy zysk rośnie 

wraz ze wzrostem kosztów realizacji wyznaczonego zadania. Kolejną konsekwencją 

stosowanych obecnie zasad jest w takich firmach duża armia osób na najwyższych 

stanowiskach kierowniczych: zarząd składa się z wielu warstw bezproduktywnych, lecz wysoko 

ceniących się „kierowników formalnych" (którzy niczym nie kierują), „kierowników marketingu" 

(którzy wcale nie zajmują się marketingiem) i „planistów" (tworzących bezużyteczne plany), 

których najwyraźniej jedyną funkcją jest podwyższanie kosztów ogólnych. Oczywiście, rząd 

musi mieć dowody na to, że przedstawione koszty zostały naprawdę poniesione, stąd przemysł 

lotniczy i kosmiczny zatrudnia licznych specjalistów od księgowości, by dokładnie rejestrowali 

czas pracy, poświęcony na wykonanie poszczególnych zamówień. Opisaną, fatalną sytuację 

ilustruje m.in. następujący fakt: w moim dawnym miejscu pracy, głównym zakładzie 

produkcyjnym firmy Lockheed Martin w Denver - gdzie powstają rakiety nośne Tytan i Atlas - w

samej fabryce pracuje zdecydowana mniejszość personelu. Lockheed Martin skutecznie 

konkuruje z innymi wielkimi firmami lotniczymi i kosmicznymi, wnoszę więc, że i one 

funkcjonują z ogromnym obciążeniem kosztami administracyjnymi.

System nagród wymusiłby radykalną zmianę panujących układów, gdyż zysk firmy równałby się

dokładnie kwocie nagrody minus poniesione koszty. Zysk malałby wraz ze wzrostem kosztów, a

nie na odwrót, a w konsekwencji firmom zależałoby na ograniczaniu wydatków. Dużo mniejsze 

obciążenie ze strony działów dokumentacji i księgowości doprowadziłoby do dalszego obniżenia 

prawdziwych kosztów podstawowych.

372 •  CZAS MARSA

Ustawa o Nagrodzie Marsjańskiej pozwoliłaby rządom i prywatnemu przemysłowi, 

wykorzystującemu satelity, kupować wyposażenie po dużo niższej cenie - dzięki powstaniu 

nowego typu firm lotniczych i kosmicznych lub wymuszeniu drastycznej zmiany zasad 

funkcjonowania dotychczasowych producentów. Tańsze rakiety i sprzęt kosmiczny oznaczają 

oszczędności idące w miliardy dolarów.

Dlaczego jednak Nagroda Marsjańska ma wynosić tylko 20 miliardów, skoro twierdzę, że 

realizacja programu Mars Direct kosztowałaby administrację rządową prawie 30 miliardów? Czy

nawet przy dodatkowych nagrodach, w sumie wynoszących jakieś 10-20 miliardów, prywatnym

instytucjom taka rywalizacja w ogóle będzie się opłacać?

Podana przeze mnie szacunkowa wysokość potrzebnych funduszy - 30 miliardów dolarów - 

Strona 166

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

zakłada finansowanie projektu zgodnie z modelem J.F.K., tj. z budżetu państwa i za 

pośrednictwem NASA, która zleca wykonanie zadań istniejącym firmom przemysłu 

kosmicznego, wliczającym w cenę koszty rozbudowanego zarządu, przy czym sama NASA 

dodatkowo wydaje sporo pieniędzy na „administrowanie projektem". Moim zdaniem 

zrealizowanie projektu Mars Direct lub Mars Semi-Di-rect w oparciu o prawdziwą prywatną 

konkurencję, czyli w sytuacji, gdy ludzie angażujący się w realizację mają wolną rękę. gdy 

podejmują decyzje, co i od kogo kupić, by zbudować sprzęt wybrany bez przymusu, wiązałoby 

się z kosztami 4-6 miliardów dolarów. W porównaniu z szacunkowym kosztem projektu Mars 

Direct w wysokości 30 miliardów brzmi to nieprawdopodobnie, nie wspominając o 450 

miliardach dolarów potrzebnych na realizację planu przedstawionego w Raporcie 90-dniowym. 

Jeśli jednak planując wyprawę na Marsa zastanowimy się, co jest naprawdę konieczne, oraz 

skorzystamy z takich udogodnień, jak tanie rosyjskie rakiety nośne itd., to okaże się, że w 

zasadzie koszt misji nie powinien przekroczyć jakichś 4 miliardów. Innymi słowy, bardzo dużo 

można kupić za 4 miliardy dolarów.

Rozważmy następujące okoliczności: koszt stworzenia doskonałego, nowoczesnego myśliwca 

odrzutowego inżynierowie

WIDOK Z ZIEMI  • 373

pracujący w przemyśle lotniczym i kosmicznym oceniają zwykle na 10 tysięcy dolarów za 

kilogram wagi sprzętu. Znaczy to, że koszt zbudowania jednej tony nowoczesnego samolotu 

wynosi mniej więcej 10 milionów dolarów - a stopień jego złożoności dorównuje konstrukcji 

sprzętu kosmicznego do wyprawy na Marsa: modułów mieszkalnych, marsjańskich rakiet 

nośnych, ładowników i pozostałych elementów sprzętu Mars Direct. (Doświadczalna 

jednostopniowa rakieta DC-X produkcji McDonnel Douglas kosztowała średnio 6 milionów 

dolarów w przeliczeniu na tonę). Nie uwzględniając rakiet nośnych, sprzęt do realizacji projektu

Mars Direct lub Mars Semi-Direct waży w sumie (bez ładunku) nie więcej niż 100 ton, zatem 

koszt produkcji sprzętu nie przekroczy l miliarda. Masa wszystkiego, co przyda się na 

Czerwonej Planecie, będzie wynosić w przybliżeniu 300 ton (z czego duża część to paliwo na lot

po trajektorii rejsowej na Marsa, które jest znacznie tańsze: tona kosztuje mniej niż tysiąc 

dolarów). Wyniesienie na niską orbitę okołoziemską ładunku około 300 ton wymagałoby trzech 

startów rosyjskiej rakiety nośnej Energia; zatem przy cenie pojedynczego startu sięgającej 300

milionów dolarów2 całkowite koszty startowe wyniosłyby w przybliżeniu 900 milionów. 

Niewykluczone, że trzeba by wydać kolejne 500 milionów dolarów na ponowne uruchomienie 

linii produkcyjnej rakiet Energia. Pełny koszt kompletu sprzętu oraz niezbędnych startów rakiet 

zamyka się kwotą 2,4 miliarda dolarów. Na koszty operacyjne, administrowanie programem, 

koszty prawne i inne dodatkowe wydatki trzeba będzie dorzucić 600 milionów. Okazuje się, że 

program załogowych lotów na Marsa powinien w sumie kosztować około 3 miliardów dolarów. 

Program marsjański pozostałby równie niedrogi nawet wtedy, gdyby nie udało się wykorzystać 

rakiety nośnej Energia czy innych rosyjskich rakiet (jak na przykład używana obecnie rakieta 

Proton, wynosząca na LEO tonę ładunku za mniej więcej

2 B. Lusignan i in.: The Stanford US-USSR Mars Exploration Initiative, Final Re-port, Stanford 

University School of Engineering, Stanford, Kalifornia, lipiec 1992.

374  •  CZAS MARSA

4 miliony dolarów). Koszt umieszczenia na LEO tony ładunku przez współczesne amerykańskie 

rakiety nośne - Tytan, Atlas i Delta - wynosi około 10 milionów dolarów, czyli 10 tysięcy od 

kilograma. Przy takich stawkach za starty za wyniesienie na niską orbitę okołoziemską ładunku 

mniej więcej 300 ton trzeba by zapłacić 3 miliardy dolarów. Nie zapominajmy przy tym, że 

wymienione ceny zostały podane na podstawie bardzo konserwatywnych zasad, a nowe ciężkie 

rakiety nośne, Prom C czy Ares, byłyby tańsze z uwagi na efekt skali, czyli spadek kosztów 

towarzyszący zwiększeniu produkcji. Wraz z budową sprzętu (około l miliarda) oraz kosztami 

obsługi (około 600 milionów) program w sumie kosztowałby poniżej 5 miliardów dolarów.

Skoro rzeczywiste koszty produkcji wynoszą mniej więcej 4-6 miliardów dolarów, nagroda w 

wysokości 20 miliardów dolarów powinna być wystarczająco atrakcyjna, by zmobilizować 

energię i kapitał sektora prywatnego. Bez wątpienia podniosłyby się głosy kwestionujące 

realność zorganizowania załogowych lotów na Marsa za 5 miliardów dolarów. Nie należy jednak 

przywiązywać do tego dużej wagi, gdyż po uchwaleniu ustawy o Nagrodzie Marsjańskiej ważne 

będzie jedynie, czy znajdą się inwestorzy wierzący w wykonalność projektu. Odpadnie 

Strona 167

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

konieczność przekonywania większości zasiadających w Kongresie o szansach na tanie wysłanie

ludzi na Czerwoną Planetę, za to wystarczy pozyskać takich ludzi, jak na przykład Bili Gates. 

Bardzo istotna różnica, biorąc pod uwagę znaną okoliczność, że sektor prywatny z reguły 

znacznie chętniej niż sektor państwowy przyjmuje rozwiązania innowacyjne, gdyż decyzja o 

podjęciu nowatorskich działań nie wymaga powszechnej zgody. Aby zacząć, wystarczy często 

jeden inwestor nie bojący się ryzyka.

Gdyby zaś nikt nie podjął wyzwania, cała akcja nie kosztowałaby amerykańskich podatników 

ani dolara.

Czy ustanowienie Nagrody Marsjańskiej wyrządzi szkody NASA? Moim zdaniem, nie. Wręcz 

przeciwnie, spowoduje napływ kapitału do najlepszych ośrodków badawczych NASA, gdyż 

prywatne konsorcja, dążąc do wygrania wyścigu, będą im

WIDOK Z ZIEMI  • 375

zlecać podwykonawstwo niektórych prac, wymagających doświadczenia. Spodziewam się 

ożywczego wpływu takiej sytuacji na inżynierów od nowych technologii w NASA - zmusi ich to 

do pracy nad rozwiązaniami naprawdę przydatnymi podczas misji marsjańskich i oderwie od 

badań nad nikomu niepotrzebnymi technologiami.

Poniżej przedstawiam listę nagród, przygotowaną przeze mnie na prośbę Newta Gingricha, 

przyznawanych za pierwsze pomyślne wykonanie wyznaczonych zadań; lista stanowi zachętę 

do realizacji programu wysłania ludzi na Marsa. Choć nagrody odpowiadają kolejnym etapom, 

prowadzącym do ostatecznego celu, prywatny przedsiębiorca nie musi angażować się we 

wszystkie zadania. Równie dobrze może poprzestać na wykonaniu jednego, wybranego zadania

albo spróbować zrealizować parę kolejnych; może też w ogóle pominąć łatwiejsze etapy i 

podjąć się najtrudniejszego zadania, zasługującego na główną nagrodę: pionierskiego 

załogowego lotu na Marsa.

ZADANIE l: Wysłanie misji polegającej na umieszczeniu orbitalnego systemu obrazowania na 

orbicie okołomarsjańskiej.

Nagroda: 500 milionów dolarów.

Warunki: Zbieranie i przekazywanie obrazów dobrej jakości z przynajmniej 10% powierzchni 

planety, o rozdzielczości co najmniej 20 cm na piksel. Udostępnienie wszystkich obrazów 

administracji rządowej USA w celu publikacji.

Premia: Dodatkowy milion dolarów za objęcie (co najmniej w 90%) systemem obrazowania 

każdego spośród 200 szczególnie interesujących miejsc na powierzchni Marsa, umieszczonych 

na liście przygotowanej przez grupę roboczą ds. badań Marsa w NASA.

ZADANIE 2: Wysłanie na Marsa automatycznego ładownika, który pobierze próbki marsjańskiej 

gleby i przyleci z nimi na Ziemię, wykorzystując w drodze powrotnej paliwo wyprodukowane z 

marsjańskich surowców.

Nagroda: l miliard dolarów.

376 • CZAS MARSA

Warunki: Próbka marsjańskiego gruntu musi ważyć co najmniej 3 kg. Wykorzystując lokalne 

surowce, wyprodukować trzeba na Marsie co najmniej 70% (wagowych) mieszaniny 

napędowej, która zostanie użyta podczas dwóch kluczowych etapów drogi powrotnej: startu z 

powierzchni Marsa oraz lotu po trajektorii rejsowej Mars-Ziemia.

Premia: 10 milionów dolarów za przywiezienie każdej dodatkowej próbki skały innego typu, 

jednak w sumie nie więcej niż 300 milionów dolarów.

ZADANIE 3: Zbudowanie systemu podtrzymywania funkcji życiowych w przestrzeni kosmicznej,

przystosowanego do długiego działania.

Nagroda: l miliard dolarów.

Warunki: Co najmniej trzyosobowa załoga musi przetrwać w przestrzeni kosmicznej przez 

minimum dwa lata bez uzupełniania zapasów z Ziemi.

ZADANIE 4: Umieszczenie na powierzchni Czerwonej Planety rovera o hermetycznej 

zabudowie.

Nagroda: l miliard dolarów.

Warunki: Pojazd musi zapewnić przeżycie na Marsie dwóch astronautów przez co najmniej 

tydzień, co powinno zostać potwierdzone tygodniowym testem na Ziemi, polegającym na 

przejechaniu 1000 km w dzikim, nie tkniętym ludzką stopą terenie. Na powierzchni Marsa rover

Strona 168

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

musi pokonać dystans co najmniej 100 km. Podczas jazdy na Marsie wewnątrz kabiny rovera 

ciśnienie powinno wynosić 3-15 psi, a temperatura 10-30°C.

ZADANIE 5: Zbudowanie pojazdu rakietowego, wykorzystującego paliwo marsjańskiego 

pochodzenia, zdolnego wynieść ładunek o masie 5 ton z powierzchni Marsa na niską orbitę 

okołomarsjańską.

Nagroda: l miliard dolarów.

Warunki: Wykorzystując lokalne surowce, trzeba wyprodukować na Marsie co najmniej 70% 

(wagowych) mieszaniny napędowej.

WIDOK Z ZIEMI  • 377

ZADANIE 6: Demonstracja funkcjonowania aparatury, zdolnej wytworzyć na powierzchni Marsa 

ponad 500 ton paliwa w ciągu 500 dni pobytu na Marsie.

Nagroda: l miliard dolarów.

Warunki: Wykorzystując lokalne surowce, trzeba wyprodukować na Marsie co najmniej 70% 

(wagowych) mieszaniny napędowej.

ZADANIE 7: Demonstracja funkcjonowania systemu przystosowanego do wytwarzania energii 

15 kW (średnia dobowa) przez 500 dni pobytu na Marsie.

Nagroda: l miliard dolarów.

Warunki: Produkcja energii elektrycznej podczas 500 dni nie może nigdy spaść poniżej 2 kW.

ZADANIE 8: Zbudowanie rakiety zdolnej wysłać na powierzchnię Marsa ładunek o masie 10 ton.

Nagroda: 2 miliardy dolarów.

Warunki: Wyposażenie w układ miękkiego lądowania, zapewniający, że podczas całego lotu 

ładunek nigdy nie doświadczy przeciążeń przekraczających 8 g.

ZADANIE 9: Zbudowanie rakiety zdolnej umieścić na niskiej orbicie okołoziemskiej ładunek o 

masie co najmniej 120 ton.

Nagroda: 2 miliardy dolarów.

Warunki: Rakieta nośna musi wystartować z terytorium USA. Rakieta Saturn 5 się nie 

kwalifikuje, natomiast jej nowa, udoskonalona wersja zostanie dopuszczona do udziału w 

konkursie.

ZADANIE 10: Demonstracja rakiety zdolnej umieścić ładunek o masie 50 ton na trajektorii 

rejsowej Ziemia-Mars.

Nagroda: 3 miliardy dolarów.

Warunki: Hiperboliczna prędkość przy opuszczaniu Ziemi musi wynosić co najmniej 4 km/s. 

Start musi odbywać się na rakiecie nośnej (lub rakietach nośnych) przystosowanej do 

jednorazowego wyniesienia na niską orbitę okołoziemską ładun-

378  • CZAS MARSA

ku minimum 120 ton. Rakieta nośna musi wystartować z terytorium USA.

ZADANIE 11: Zbudowanie rakiety zdolnej wysłać na powierzchnię Marsa ładunek o masie 30 

ton.

Nagroda: 5 miliardów dolarów.

Warunki: Wyposażenie w układ miękkiego lądowania, zapewniający, że podczas całego lotu 

ładunek nigdy nie doświadczy przeciążeń przekraczających 8 g.

ZADANIE 12: Wysłanie załogowej wyprawy na Marsa, pobyt na powierzchni planety i 

bezpieczny powrót na Ziemię.

Nagroda: 20 miliardów dolarów.

Warunki: Załoga w większości powinna składać się z Amerykanów. Przynajmniej trzech 

astronautów musi dolecieć na Marsa i spędzić na powierzchni planety minimum 100 dni. Jeden 

członek załogi musi odbyć co najmniej trzy wycieczki terenowe, oddalając się podczas każdej z 

nich od miejsca lądowania o ponad 50 km.

Premia: Członkowie załogi otrzymają po jednym milionie dolarów (na głowę) za każdy dzień 

spędzony na powierzchni Marsa, jednak w sumie nie więcej niż 5 miliardów dolarów.

Przyznanie każdej nagrody będzie ponadto uzależnione od przestrzegania pewnych ogólnych 

wymogów, ponieważ niektóre zadania zawierają się w innych: na przykład każdy statek zdolny 

zawieźć na powierzchnię Marsa ładunek o masie 30 ton tym bardziej potrafi dostarczyć 10 ton. 

Osiągnięcie celu ambitniejszego, obejmującego trudniejsze zadanie, przed realizacją 

wcześniejszego, prostszego zadania, oznacza zdobycie obu nagród. „Amerykańskość" 

powstających systemów rakietowych zapewni wymóg produkcji przynajmniej 51% sprzętu (w 

Strona 169

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

stosunku do całkowitej wartości) w USA. Nie znaczy to, że każdy podsystem musi być w 51% 

amerykański: na przykład załogowy lot na Marsa z wykorzystaniem rosyjskich ciężkich rakiet 

nośnych w razie sukcesu zostanie uhonorowany główną nagrodą (20 miliardów dolarów), pod 

warunkiem wytworzenia

WIDOK Z ZIEMI  • 379

w USA nie mniej niż 51% całego sprzętu, natomiast misja ta nie będzie się kwalifikować do 

otrzymania nagrody za zbudowanie ciężkiej rakiety nośnej. Na koniec, zdobywca dowolnej 

nagrody musi zobowiązać się do odsprzedaży, na prośbę rządu USA, dodatkowych egzemplarzy

(jednak nie więcej niż trzech) zwycięskiego systemu rakietowego po cenie jednostkowej nie 

przekraczającej 20% wartości nagrody za każdy egzemplarz. Ze swej strony rząd USA 

zobowiąże się udostępnić, po cenie równej kosztom (bez zysku), wszystkim uczestnikom 

konkursu Deep Space Tracking Network, bazujący na antenach parabolicznych o średnicy 34 m.

Poza tym w przypadku wszystkich startów konkursowych lotów rząd USA zapewni wsparcie 

obsługi naziemnej i układów śledzących w Centrum Kosmicznym im. Kennedy'ego oraz innych 

ewentualnych miejscach startu, a także - w celu budowy wyrzutni rakietowej - udostępni 

uczestnikom konkursu po umiarkowanej cenie tereny pod budowę wyrzutni.

Przyjęcie ustawy o Nagrodzie Marsjańskiej sprawi, że o doborze koncepcji misji i najlepszych 

technologii będzie decydować sukces w działaniu, a nie komitety ekspertów. Nagrody za 

realizację kolejnych etapów marsjańskiego programu służą za zachętę do podejmowania prób, 

lecz także stanowią dla prywatnych firm możliwość „rozpędzenia się" pod względem 

finansowym oraz zgromadzenia kapitału, koniecznego do sfinansowania załogowej misji na 

Marsa. Na przykład firma może przystąpić do uczestnictwa w konkursie, starając się najpierw 

zdobyć nagrodę dziewiątą, przyznawaną za skonstruowanie ciężkiej rakiety nośnej. Wprawdzie 

w przypadku takiego zadania kwota 2 miliardów dolarów nie przyniesie zysków i ledwo pozwala

pokryć poniesione koszty, dziewiąta nagroda stanowi jednak dla firmy idealne przygotowanie 

do sięgnięcia po nagrodę dziesiątą - za umieszczenie ładunku o masie 50 ton na trajektorii 

rejsowej Ziemia-Mars - w wysokości 3 miliardów. Jej zdobycie przynosi już znaczny dochód i 

pozwala przymierzyć się do nagrody jedenastej: 5 miliardów dolarów za wysłanie ładunku o 

masie 30 ton na powierzchnię Marsa i przeprowadzenie miękkiego lądowania. Po wykonaniu 

jedenastego zadania

380 •  CZAS MARSA

uczestnik konkursu dysponuje już podstawowym środkiem transportu do odbycia załogowego 

lotu według projektu Mars Direct, a także wysokim kapitałem obrotowym pozwalającym podjąć 

próbę zdobycia głównej nagrody, czyli 20 miliardów dolarów, czekającej na organizatora 

pierwszej załogowej wyprawy na Marsa i powrotu na Ziemię. Z kolei wspólnicy, dysponujący na

początku niższym kapitałem założycielskim, zdobywając którąś ze wstępnych, niższych nagród 

pomnożą fundusze i wejdą do gry o wyższą stawkę bocznymi drzwiami, jeśli można się tak 

wyrazić. Uczestnictwo w konkursie można rozpocząć na wiele sposobów, zyskując zarazem 

doświadczenie i kapitał. Zdobycie wstępnych nagród wymaga opracowania, zbudowania i 

zademonstrowania działania technologii o fundamentalnym znaczeniu do wykonania głównego 

zadania programu. Mimo to nagrody nie narzucają koncepcji misji i dopuszczają zdobycie 

głównej nagrody w dowolny sposób lub z zupełnym pominięciem zadań wstępnych. Szansa 

„rozpędzenia się" ułatwia wielokrotne uczestnictwo w konkursie. Zawodnicy muszą wykorzystać

zdolności twórcze, decydując o wyborze najskuteczniejszej drogi na Marsa, w wyniku czego 

powstanie grupa niedrogich środków transportu, umożliwiających nie tylko zatknięcie flagi i 

pozostawienie śladów na Marsie, lecz przede wszystkim pozwalających na prowadzenie 

systematycznych badań oraz zapoczątkowanie ludzkiego osadnictwa na Czerwonej Planecie.

Odkąd Newt Gingrich został wybrany liderem republikańskiej większości w Kongresie, jest 

kompletnie zaabsorbowany żądaniami aktywistów podatkowych, działaczy antyaborcyjnych, 

wyborców domagających się likwidacji deficytu budżetowego i wielu innych grup nacisku. Choć 

prosił o przygotowanie projektu Nagrody Marsjańskiej i, według Eisenacha, był nim 

zachwycony, sądzę, że nic w tym kierunku nie zrobi, dopóki nie przekona się o politycznym 

poparciu programu przez wyborców. Tak samo Al Gore, który przed wyborami wielokrotnie 

dawał do zrozumienia, że popiera propozycję Sagana wspólnych, amerykańsko-rosyjskich 

załogowych lotów na Marsa. Od momentu objęcia stanowiska wiceprezydenta nigdy nie po-

WIDOK Z ZIEMI  • 381

Strona 170

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

ruszył tego tematu. Politycy nie zabiorą się do działania, dopóki nie zademonstrujemy naszej 

siły.

Co możesz zrobić

Jeśli popierasz program wysłania ludzi na Marsa, powinieneś stać się aktywistą kosmicznym.

Zgodnie z wynikami badań Millera w Ameryce prawie 40 milionów osób interesuje się 

badaniami kosmicznymi. Jednocześnie dwie najważniejsze krajowe organizacje, związane z 

programem kosmicznym - Narodowe Towarzystwo Kosmiczne i Planetary Society (Towarzystwo

Planetarne) - mają razem około 100 tysięcy członków. W Ameryce ogromna liczba ludzi popiera

badania kosmiczne, ale na płaszczyźnie politycznej zorganizowane poparcie wykazuje tylko 

znikoma ich część. Dość silny nacisk polityczny wymaga stworzenia trwałych organizacji, 

grupujących licznych zwolenników. Sytuacja w największym skrócie przedstawia się 

następująco: nie wystarczy dobrze życzyć programowi kosmicznemu, Mars potrzebuje Twojego 

poparcia. Osoby uważające, że przyszłość ludzkości nie musi zamykać się w ziemskim 

horyzoncie, powinny połączyć siły i przemówić. Sądzę, że najlepszym sposobem jest 

przyłączenie się do jednej z organizacji, aktywnie wspierających badania kosmiczne.

W USA działają trzy takie organizacje. Wybór odpowiedniej jest kwestią indywidualną, dlatego 

postaram się scharakteryzować je obiektywnie. Niewykluczone, że w jakiej ś mierze pozostanę 

stronniczy, gdyż sam jestem związany z Narodowym Towarzystwem Kosmicznym.

Towarzystwo Planetarne ma najwięcej członków - około 75 tysięcy. Towarzystwo założył Carl 

Sagan, który kierował nim wraz z Louisem Friedmanem i Bruce'em Murrayem, dawnym 

dyrektorem JPL NASA. Nietrudno się domyślić, że Towarzystwo Planetarne zdecydowanie 

propaguje proponowany przez Sagana model współpracy amerykańsko-rosyjskiej jako 

podstawę realizacji każdego planu wysłania ludzi na Marsa. Ponie-

382  • CZAS MARSA

waż programu załogowych lotów na Marsa na razie nie ma, Towarzystwo skupia się na rozwoju 

badań planet za pomocą sond kosmicznych i robotów, w miarę możliwości wspierając 

współpracę międzynarodową. Towarzystwo Planetarne prawdopodobnie najbardziej będzie 

odpowiadać osobom przekonanym o kluczowym znaczeniu międzyrządowej współpracy dla 

programu załogowych lotów na Marsa. Członkiem Towarzystwa Planetarnego można zostać, 

przesyłając czek na 35 dolarów pod adres: The Planetary Society, 65 North Catalina Ave-nue, 

Pasadena, CA 91106, USA. Członkowie Towarzystwa otrzymują ilustrowany dwumiesięcznik i 

liczne biuletyny, informujące o międzynarodowej współpracy kosmicznej i badaniach planet.

Narodowe Towarzystwo Kosmiczne, druga pod względem liczebności (25 tysięcy członków) 

organizacja wspierająca badania kosmiczne, została założona przez Wernhera von Brauna oraz 

profesora Uniwersytetu w Princeton, Gerarda O'Neilla, który zyskał sławę dzięki swym wizjom 

przyszłości ludzkości w kosmosie. Obecnie towarzystwem kieruje Buzz Aldrin, astro-nauta misji 

Apollo 11, Charles Walker, astronauta latający promem kosmicznym, Lori Garver oraz ja, 

dzierżąc funkcję przewodniczącego komitetu wykonawczego Towarzystwa. Podstawowym celem

Narodowego Towarzystwa Kosmicznego jest działalność, która ma prowadzić do 

zapoczątkowania ludzkiego osadnictwa w kosmosie: na Marsie oraz na Księżycu. Towarzystwo 

nie jest przeciwne współpracy międzynarodowej, jednak nie uważa jej za niezbędny etap 

rozwoju badań kosmicznych i równie chętnie wesprze program misji marsjań-skich, 

wykorzystujący model J.F.K, Sagana czy Gingricha. Program kolonizacji kosmosu wciąż nie 

może doczekać się realizacji, dlatego obecnie główny nurt działań towarzystwa wiąże się z 

technologiami o kluczowym znaczeniu dla przetrwania ludzi w kosmosie, dotyczącymi na 

przykład rakiet nośnych wielokrotnego użytku. Czytelnik popierający ideę jak najszybszego 

wysłania ludzi na Marsa i uznający wybór modelu politycznego za kwestię wtórną, 

prawdopodobnie powinien wybrać Narodowe Towarzystwo Kosmiczne. W Ameryce Towarzy-

WIDOK Z ZIEMI  • 383

stwo posiada około 100 oddziałów regionalnych, które organizują spotkania lokalne i 

regionalne; raz do roku odbywa się konferencja krajowa. Aby zostać członkiem Narodowego 

Towarzystwa Kosmicznego, należy przesłać czek na 35 dolarów pod adres: National Space 

Society, 922 Pennsylvania Avenue S.E., Washington, DC 20003, USA. Członkowie Towarzystwa 

otrzymują ilustrowany dwumiesięcznik i liczne biuletyny, dotyczące programów kosmicznych.

Fundacja Kosmicznego Pogranicza to znacznie mniejsza organizacja; ma około 500 członków. 

Kierowana przez Ricka Tumlinsona i Jima Muncy'ego, niewątpliwie najbardziej sprzyja 

Strona 171

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

bezpośrednim kontaktom członków. Fundacja Kosmicznego Pogranicza bardzo wyraźnie kieruje 

się ku rozwiązaniom bazującym na wolnej konkurencji, a spośród trzech omówionych w 

niniejszym rozdziale modeli gotowa byłaby poprzeć wyłącznie podejście Gingricha. Zwolennicy 

realizacji programu załogowych lotów na Marsa przy minimalnym zaangażowaniu administracji 

rządowej i jak największym udziale prywatnych przedsiębiorców najlepiej czuć się będą w 

Fundacji Kosmicznego Pogranicza. Raz do roku Fundacja organizuje krajową konferencję. 

Członkostwo w Fundacji Kosmicznego Pogranicza wymaga przesłania czeku na 25 dolarów pod 

adres: The Space Frontier Foundation, 16 First Avenue, Nyack, NY 10960, USA. Członkowie 

Fundacji otrzymują dwumiesięcznik informacyjny.

Wstępując do tych organizacji, warto zaznaczyć, że głównym motywem jest chęć poparcia 

planów wysłania ludzi na Marsa. Jeśli pragniesz, drogi Czytelniku, aktywniej przyczynić się do 

realizacji tego celu, proszę, poinformuj mnie o tym (podając adres oraz, w miarę możliwości, 

adres poczty elektronicznej) na kartce pocztowej, przesłanej pod adres: Box 273, Indian Hills, 

CO 80454, USA. W ten sposób znajdziesz się na mojej liście adresowej Mars Underground. 

Czytelnik dysponujący dostępem do Internetu może ponadto odwiedzić moją stronę WWW, 

poświęconą Marsowi. Jej adres: http://www.magick.net/mars; zawiera ona m.in. wiele moich 

specjalistycznych publikacji.

Historię tworzą ludzie aktywni, a nie widzowie. Czas włączyć się do tych działań.

384 •  CZAS MARSA

Historyczny moment

Założenie przez ludzi pierwszej placówki na Marsie będzie najważniejszym wydarzeniem 

historycznym naszych czasów. Ferdynand i Izabela są obecnie powszechnie znani przede 

wszystkim dzięki ich związkowi z wyprawami Kolumba. Niewiele osób potrafi wymienić 

poprzedników oraz następców Ferdynanda i Izabeli; dziś prawie nikt nie pamięta też o 

ówczesnych wojnach, okropnościach, przewrotach pałacowych, skandalach, fortunach i 

bankructwach, najważniejszych sprawach dla ludzi tamtej epoki. Za 500 lat ludzkość zupełnie 

zapomni o operacji Pustynna Burza czy skandalu Whitewater, o wojnach w Kuwejcie i 

Nikaragui, nikogo nie będzie obchodzić, czy jakiś amerykański prezydent zdołał zreformować 

system opieki zdrowotnej albo zrównoważyć budżet. Natomiast na zawsze trafią na karty 

historii pierwsi odkrywcy, którzy staną na Marsie, oraz naród, który ich wysłał.

W szkole dużo czytałem na temat historii starożytnej i wciąż nieźle pamiętam jedną z mów 

Peryklesa, wygłoszoną pod koniec drugiego roku desperackiej wojny ze Spartą na cześć 

obywateli poległych podczas walk. Ateński przywódca tak zwrócił się do krewnych ofiar:

Wasi synowie i mężowie nie żyją. Rozumiem Wasz smutek. Pamiętajcie jednak, czego dokonali.

Zginęli za Ateny, miasto obywateli, a nie poddanych; miasto wyjątkowe, w którym kwitnie 

filozofia, nauka i kultura umysłowa; miasto pozwalające swoim obywatelom wieść godne życie, 

wywiązywać się z obowiązków, lecz zarazem w pełni korzystać z ludzkich praw.

Po czym Perykles wyraził następującą opinię: „Ateny zadziwią przyszłe pokolenia, skoro nawet 

współcześni nie mogą wyjść ze zdumienia na nasz widok".

Niedługo potem Ateny utraciły potęgę, lecz słowa Peryklesa pozostają aktualne. Pomimo dwóch

tysiącleci, dzielących nas od tamtych czasów, oraz wszystkich późniejszych osiągnięć

WIDOK Z ZIEMI  • 385

technicznych i literackich, starożytne Ateny wciąż wprawiają w zdumienie. Gdyby udało się nam

otworzyć przed ludzkością pierwszy nowy świat na Czerwonej Planecie, za dwa tysiące lat 

człowiek będzie najprawdopodobniej zamieszkiwał nie tylko Marsa i Ziemię, lecz także i wiele 

innych planet w naszej części Galaktyki. Z pewnością umiejętności przyszłych cywilizacji 

wydałyby się dziś równie magiczne, jak nasze osiągnięcia widziane z perspektywy Aten 

Peryklesa. Niemniej miliardy mieszkańców rozlicznych układów planetarnych wokół odległych 

gwiazd z zadziwieniem spoglądałoby ku naszym czasom i początkom kolonizacji kosmosu.

EPILOG

ZNACZENIE MARSJAŃSKIEGO POGRANICZA

Strona 172

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Nieco ponad sto lat temu, podczas dorocznej konferencji Amerykańskiego Towarzystwa 

Historycznego, głos zabrał pewien młody profesor historii z niezbyt wówczas znanego 

Uniwersytetu Stanu Wisconsin. Choć wykład Fredericka Jack-sona Turnera wyznaczono pod 

sam koniec sesji wieczornej i choć poprzedzały go liczne nieistotne wystąpienia, czekała nań 

większość uczestników. Rozeszła się pogłoska, że usłyszą coś bardzo ważnego. Istotnie, Turner 

przedstawił błyskotliwą interpretację podstaw społeczeństwa amerykańskiego i charakteru 

narodowego jego członków. Postawił tezę, że źródłem amerykańskiego egalitaryzmu, 

demokracji, indywidualizmu i ducha innowacji nie są czynniki natury prawnej, dziedzictwo 

przeszłości, tradycja czy mieszanina narodów i ras. Amerykanów ukształtowało życie na 

pograniczu. Zdaniem Turnera:

Właśnie życiu na pograniczu amerykański umysł zawdzięcza swoje wyjątkowe umiejętności: 

nieokrzesaną siłę, połączoną z wnikliwością i dociekliwością rozumu; pragmatyzm, pozwalający 

szybko znajdować stosowne rozwiązania; mistrzowskie rozumienie rzeczy materialnych; brak 

zmysłu artystycznego, lecz zarazem niebywałą zdolność osiągania ambitnych celów; 

niezmożoną, pełną emocji energię; domi-

388 • CZAS MARSA

nujący indywidualizm, prowadzący zarówno do dobrych, jak i złych rezultatów; ponadto pogodę

ducha i zdrowie, będące konsekwencją wolności - oto cechy ludzi pogranicza, wszystkich ludów 

ukształtowanych przez pogranicze.

Turner ciągnął dalej:

Pogranicze sprawia, że więzy tradycji pękają na jakiś czas, a triumfy święci niepohamowanie i 

swoboda. Człowiek to nie tabula rasa. Nieustępliwe środowisko Ameryki siłą narzuca swoje 

warunki. Niezależnie od tradycji, na przekór środowisku i zwyczajom, pogranicze zawsze daje 

zupełnie nowe możliwości, podsuwa nową drogę ucieczki i zrywa więzy przeszłości. Pograniczu 

zawdzięczamy świeże spojrzenie, śmiałość, irytację i pogardę dla starego społeczeństwa -jego 

ograniczeń i idei - oraz zobojętnienie dla jego nauk. Dla Greków pograniczem było Morze 

Śródziemne - pozwalało zerwać więzy tradycji, zapewniało nowe doświadczenia, doprowadziło 

do utworzenia nowych instytucji i powstania nowych rodzajów ludzkiej działalności. Dla Stanów 

Zjednoczonych wiecznie oddalające się pogranicze znaczy jeszcze więcej...1

Teza Turnera wywołała intelektualną rewoltę, która po kilku latach doprowadziła do powstania 

nowej szkoły historycznej. Jej przedstawiciele wykazali, że nie tylko kultura amerykańska, lecz 

cała postępowa cywilizacja ludzka, której przykładem jest Ameryka, zawdzięcza swój kształt 

przede wszystkim globalnemu osadnictwu, zapoczątkowanemu w Europie przez epokę wielkich 

odkryć geograficznych.

Turner wygłosił swoje słynne przemówienie w 1893 roku, trzy lata po ogłoszeniu, że 

amerykańskie pogranicze przestało istnieć. Pogranicze bowiem wyznaczają najbardziej 

wysunięte osady ludzkie, a w 1890 roku spotkały się dwie linie osadnictwa: podstawowa, 

posuwająca się na zachód od wybrzeży

1 F. J. Turner: The Frontier in American History. H. Holt & Co., Nowy Jork 1920.

l

ZNACZENIE MARSJAŃSKIEGO POGRANICZA • 389

Atlantyku oraz druga, wędrująca na wschód od Kalifornii. Sto lat później znów stajemy wobec 

pytania: co się stanie, gdy pogranicze naprawdę się skończy? Co się stanie z Ameryką i jej 

wartościami? Czy społeczeństwo wolne, egalitarne i pełne inwencji może przetrwać, gdy 

zabraknie miejsca dla dalszego rozwoju?

W czasach Turnera tak sformułowane pytanie byłoby zapewne nieco przedwczesne, lecz dziś już

nie. Rozglądając się wokół siebie, dostrzegamy oznaki wyraźnego osłabienia sił życiowych 

naszego społeczeństwa: rozrost struktur władzy; nasilenie biurokratyzacji na wszystkich 

poziomach życia; niezdolność instytucji politycznych do realizacji ambitnych celów; omotywanie

wszystkich aspektów życia społecznego - prywatnego i gospodarczego - siecią przepisów 

prawnych; ekspansję irracjonalizmu; banalizację kultury masowej; u części społeczeństwa - 

zanik woli podejmowania ryzyka na własny rachunek, niezdolność zadbania o własne sprawy, a 

nawet samodzielnego myślenia; stagnację oraz upadek gospodarczy... Z wszystkich stron 

docierają sygnały o problemach wynikających z braku pogranicza.

Ginie duch postępowej, humanistycznej cywilizacji, panujący w Ameryce przez ostatnie 

Strona 173

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

dwieście lat - z braku pogranicza, niosącego tchnienie nowego życia. Kwestia dotyczy zresztą 

całej ziemskiej cywilizacji, a nie tylko Ameryki: ludzkość zawsze potrzebuje awangardy, a nie 

widać wokół żadnego nowego obszaru, pełniącego funkcję pogranicza.

Należy więc stworzyć nowe pogranicze - to najpilniejsza potrzeba społeczna Ameryki i całej 

ludzkości. Znalezienie nowych obszarów, które ludzkość mogłaby zagospodarować, jest rzeczą 

najważniejszą. Jeśli nie będzie nowego pogranicza, nie pomogą żadne środki uśmierzające: 

ziemską cywilizację, zbudowaną na wartościach humanizmu, nauki i postępu, czeka 

nieunikniona zagłada.

Jestem przekonany, że jedynie Mars nadaje się na nowe pogranicze.

Dlaczego nie kolonizować niedostępnych środowisk na Ziemi - Antarktydy albo dna 

oceanicznego? Założenie łudź-

390 •  CZAS MARSA

kich osad na powierzchni lub na dnie morza albo na Antarktydzie jest możliwe, w dodatku 

łatwiej do tych miejsc dotrzeć niż do kolonii na Czerwonej Planecie. Na obecnym etapie rozwoju

ludzkości takie miejsca nie spełniają już jednak podstawowego warunku, określającego 

pogranicze - leżą zbyt blisko, by nowe społeczeństwo mogło się swobodnie ukształtować. Dzięki

dzisiejszym sposobom komunikacji i środkom transportu policjanci mogą pojawić się w każdym 

miejscu na Ziemi, nawet najbardziej odległym czy niedostępnym. Budowa nowego świata 

wymaga uwolnienia ludzi spod władzy starego porządku.

Mars ma wszystko co trzeba. Leży wystarczająco daleko, by uwolnić kolonizatorów spod 

intelektualnej i kulturalnej dominacji Ziemi. W przeciwieństwie do Księżyca ma ogromne 

bogactwa naturalne, mogące posłużyć za podstawę rozwoju nowej gałęzi ludzkości. 

Przekonaliśmy się, że choć na pierwszy rzut oka Czerwona Planeta wygląda na lodowatą 

pustynię, to kryje wystarczająco obfite zasoby naturalne, by powstała na niej nowoczesna 

cywilizacja techniczna. Mars jest daleko i można się na nim osiedlić. Nowy świat - miejsce z 

definicji oddalone od starego i nadające się do kolonizacji - stworzy podstawy dla pomyślnego 

rozwoju ludzkiej cywilizacji w ciągu nadchodzących wieków.

Dlaczego ludzkość potrzebuje Marsa

Nowe prawa, nowy sposób życia, nowy układ społeczny

— to wszystko przydawało im sił i ożywiało; tak zyskali niezależność.

}. Hector Sr John de Crevecceur, Letters from an American Farmer (1782)

Istota społeczeństwa humanistycznego polega na nadaniu najwyższej wartości osobie ludzkiej -

życie i prawa człowieka są cenione ponad wszystko. Wartości humanistyczne od tysiącleci 

stanowiły rdzeń filozoficzny zachodniej cywilizacji, znajdując wyraz w greckich i 

judeochrześcijańskich koncepcjach boskiego pochodzenia ludzkiego ducha. Dopiero jednak 

wtedy, gdy wielkie odkrycia geograficzne otworzyły przed na-

ZNACZENIE MARSJAŃSKIEGO POGRANICZA • 391

mi Nowy Świat, idee te zostały wykorzystane jako praktyczny fundament organizacji 

społecznej; dopiero wtedy mogło zostać zasiane i wykiełkować uśpione ziarno humanizmu, 

trzymane w ukryciu w kościelnych państwach średniowiecznej Europy.

W chrześcijańskiej Europie porządek społeczny stanowił zamkniętą księgę - role zostały 

wyznaczone, podobnie jak główni aktorzy. Nie brakowało wcale zasobów i bogactw, szczególnie

w średniowieczu, gdy kontynent był słabo zaludniony i pokryty rozległymi puszczami. Problem 

polegał na tym, że wszystkie te bogactwa były czyjąś własnością. Dokonano wyboru klasy 

panującej oraz paru nadrzędnych instytucji, ustalono zwyczaje i nikt nie mógł ich zmienić. W 

dodatku oprócz głównych ról obsadzono też miejsca w chórze i statystów. Liczba klas była 

niewielka, więc dbano o swoje miejsce, by nie znaleźć się wśród ludzi bez wyznaczonej roli.

Nowy Świat - obszar bez narzuconej klasy rządzącej i instytucji władzy - wszystko to zmienił. W

zupełnie nowym otoczeniu uczestnicy gry nie mogli ograniczyć się do tradycyjnej roli aktora - 

musieli wziąć się za pisanie scenariuszy i reżyserowanie. Zdolności twórcze zaczęły się 

gwałtownie rozwijać, a widzowie zmienili swoje poglądy o umiejętnościach aktorów. Ludzie, 

którzy nie odgrywali istotnej roli w starym społeczeństwie, w nowym mieli szansę samemu ją 

określić, a ci, którzy „nie pasowali" do starego porządku, w nowym okazywali się nierzadko 

bezcenni.

Nowy Świat zniszczył podstawy rządów arystokracji i stworzył fundamenty pod demokrację. 

Rozwinęła się różnorodność, gdyż możliwa stała się ucieczka od instytucji, które narzucały 

Strona 174

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

jednorodność. Importując nie ocenzurowane informacje i nowe doświadczenie, Nowy Świat 

zniszczył zamknięty świat starych idei. Dopiero ucieczka przed utrwalającą stagnację władzą 

starych instytucji zainicjowała postęp, doprowadzając do sytuacji, w której niezwykle wysoko 

ceniono wynalazki, maksymalizujące zdolności niezbyt liczebnego społeczeństwa. Wzrost 

wartości siły roboczej spowodował, że zwiększyło się poczucie godności klasy pracującej. Cały 

świat zobaczył, że ludzie potrafią sami zbudo-

392 • CZAS MARSA

wać nowy świat. Począwszy od czasów kolonialnych po XIX wiek, Ameryka nie była zwykłym 

miejscem, lecz krajem w budowie. W Nowym Świecie ludzie nie mieszkali, lecz tworzyli i 

budowali.

Opowieść o dwóch światach

Zastanówmy się nad losami ludzkości w XXI wieku w dwóch sytuacjach: z marsjańskim 

pograniczem i bez niego.

Bez marsjariskiego pogranicza w XXI wieku niewątpliwie dojdzie do dalszego, poważnego 

ograniczenia różnorodności ludzkiej kultury. Już w końcu XX wieku jesteśmy świadkami zaniku 

zdrowej, naturalnej różnorodności ludzkich kultur, powodowanego rozwojem nowoczesnych 

technik komunikacji i transportu. W miarę jak rozwój techniki ułatwia komunikowanie się ludzi, 

stają się oni coraz bardziej do siebie podobni. Przestaliśmy się już dziwić na widok barów 

McDonalda w Pekinie, amazońskich tubylców, noszących koszulki z wizerunkiem Michaela 

Jordana, czy japońskich zespołów, grających muzykę country.

Do pewnego stopnia spotkanie różnych kultur jest zjawiskiem zdrowym, owocującym 

przejściowym rozkwitem sztuki i innych dziedzin. Towarzyszy mu często nasilenie konfliktów 

etnicznych. Choć na początku energia uwolniona na skutek połączenia kultur rośnie, w dalszej 

perspektywie maleje. Homogenizacja kultur przypomina nieco sytuację, gdy łączymy 

przeciwległe końce baterii drutem: przez pewien czas wyzwala się dużo ciepła, lecz potem 

potencjały się wyrównują, a bateria zużywa się bezpowrotnie i osiąga stan o najwyższej 

entropii. Cesarstwo Rzymskie stanowi klasyczny przykład takiego procesu.2

Złoty wiek, który nastał w wyniku unifikacji kulturowej, szybko się skończył, a rozpoczął okres 

zastoju i upadku.

W XXI wieku tendencje ujednolicenia ziemskich kultur będą się nasilać. Techniki błyskawicznej 

komunikacji i trans-

2 C. Quigley: The Evolution of Civilizations, Liberty Fund, Indianapolis, Indiana 1961.

ZNACZENIE MARSJANSKIEGO POGRANICZA • 393

portu likwidują bariery dzielące kultury, powodując, że coraz trudniej będzie znaleźć na Ziemi 

tereny wystarczająco odseparowane od reszty planety, by mogła się na nich ukształtować 

zupełnie nowa i odmienna kultura. Jeśli jednak otworzymy marsjańskie pogranicze, właśnie 

rozwój tych technologii umożliwi rozwój nowej, dynamicznej kultury na Marsie, a później i na 

innych światach. Drogocenna ludzka różnorodność może ocaleć jedynie na rozległej szych 

terenach. Jeden świat nie wystarczy, aby ludzkość wiodła interesujące życie i aby przetrwała.

Bez nowego pogranicza na Marsie zachodnia cywilizacja staje również wobec ryzyka 

technologicznej stagnacji. Może to niektórych zdziwić, gdyż dzisiejsze czasy są powszechnie 

uważane za złotą erę techniki. W rzeczywistości jednak w Ameryce tempo postępu alarmująco 

spada. Wystarczy porównać zmiany, jakie zaszły w życiu społeczeństwa w ostatnich trzydziestu 

latach (1966-96), ze zmianami z poprzednich dwóch okresów trzydziestoletnich: 1906-36 i 

1936-66. W latach 1906-36 świat został zrewolucjonizowany: zelektryfikowano miasta, 

pojawiły się telefony, radio, filmy ze ścieżką dźwiękową, praktyczne modele samochodów, 

rozwijało się lotnictwo - od Wright Flyer do DC-3 i Hurricane. W latach 1936-66 świat znów się 

zmienił: wprowadzono do użytku satelity komunikacyjne, statki kosmiczne, komputery, 

telewizję, antybiotyki, energetykę jądrową, rakiety Atlas, Tytan i Saturn, samoloty Boeing 727 i

SR-71. W porównaniu z osiągnięciami tych trzydziestoletnich okresów, innowacje 

technologiczne w latach 1966-96 prezentują się mizernie. Powinny były zajść w tym czasie 

ogromne zmiany, tak się jednak nie stało. Ekstrapolując krzywą rozwoju technicznego z lat 

1906-66 na ostatnie trzydzieści lat stwierdzimy, że powinniśmy dziś mieć wideotelefony, 

samochody o napędzie słonecznym, pociągi maglev (lewitujące w polu magnetycznym), 

reaktory termojądrowe, środki transportu między kontynentalnego, poruszające się z 

prędkością naddźwiękową, tanią i niezawodną komunikację na okołoziemską orbitę, miasta na 

Strona 175

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

dnie mórz, uprawy roślin na otwartym morzu i ludzkie osady

394 • CZAS MARSA

na Marsie i Księżycu. Zamiast tego widzimy blokowanie lub utrudnianie rozwoju ważnych 

technologii, na przykład energetyki jądrowej czy biotechnologii. Bez wątpienia ludzkość zwalnia 

tempo postępu.

Wyobraźmy sobie teraz młodą marsjańską cywilizację: jej postęp będzie zależeć od rozwoju 

nauki i techniki. W XIX wieku wynalazki powstałe na amerykańskim pograniczu stanowiły 

potężny motor rozwoju całej ludzkości. „Marsjańską zaradność", ukształtowana w kulturze 

przywiązującej najwyższą wagę do inteligencji, praktycznego wykształcenia i realnych 

osiągnięć, tym bardziej powinna doprowadzić do wynalezienia wielu przełomowych technologii i 

do ważnych odkryć naukowych. Dokonania marsjańskiej cywilizacji bardzo poprawią warunki 

życia ludzi w XXI wieku.

Dobrym przykładem wpływu marsjańskiego pogranicza na opracowanie nowych technologii są 

sposoby produkcji energii. Na Marsie, podobnie jak na Ziemi, fundamentalne znaczenie dla 

rozwoju osadnictwa będą miały bogate zasoby energii. Czerwona Planeta ma przynajmniej 

jedno potencjalne źródło wielkich ilości energii: deuter, który można wykorzystać do 

przeprowadzania syntezy termojądrowej, nie pozostawiającej właściwie żadnych odpadów. 

Choć również na Ziemi występuje deuter, to - z powodu zaangażowania ogromnego kapitału w 

inne, bardziej szkodliwe dla środowiska metody produkcji energii - dopuszczono do zastoju w 

badaniach nad budową reaktorów termojądrowych. Kolonizatorom Marsa z pewnością bardziej 

będzie zależeć na opanowaniu syntezy termojądrowej, a z ich sukcesu w tej dziedzinie 

skorzysta także Ziemia.

Porównanie marsjańskiego pogranicza i dziewiętnastowiecznej Ameryki można ciągnąć dalej. 

Postęp techniczny osiągnięty w XIX wieku w Ameryce wynikał z tego, że sięgające coraz dalej 

na zachód osadnictwo powodowało ciągły brak rąk do pracy na wschodzie kraju; sytuacja taka 

wymusiła skonstruowanie maszyn, zastępujących ludzką pracę, oraz poprawę poziomu 

wykształcenia, umożliwiającą optymalne wykorzystanie umiejętności nie dość licznej siły 

roboczej. Warunki w Ameryce uległy jednak zmianie i obecnie sytuacja przedstawia się zupeł-

ZNACZENIE MARSJAŃSKIEGO POGRANICZA • 395

nie inaczej. Nasiliły się postawy antyimigracyjne. Powstał wielki publiczny „sektor usługowy", 

składający się z biurokratów i przedstawicieli innych zawodów, stanowiących tę część populacji,

dla której nie ma zajęcia w produkcyjnej sferze gospodarki. Pod koniec XX i na początku XXI 

wieku każdy dodatkowy obywatel jest i będzie traktowany jako obciążenie.

Na Marsie w XXI wieku będzie występować ogromny niedostatek siły roboczej. Można śmiało 

stwierdzić, że w XXI wieku nic nie będzie na Marsie tak cenne, jak ludzka praca. Osoby 

pracujące na Marsie będą lepiej opłacane i traktowane niż ziemscy pracownicy, a poziom 

wykształcenia kolonizatorów znacznie przewyższy wszystkie ziemskie normy. W XIX wieku 

przykład Ameryki doprowadził do zmiany sposobu traktowania prostych ludzi w Europie. 

Podobnie na Ziemi odczuwalny będzie wpływ postępowych stosunków społecznych, panujących 

na Marsie. Ukształtuje się tam wyższa forma cywilizacji humanistycznej, a mieszkańcy Ziemi 

zaczną się jej przyglądać i domagać dla siebie podobnych warunków.

Pogranicze wyznaczało kierunek rozwoju amerykańskiej demokracji, powodując powstawanie 

samowystarczalnych społeczności, które domagały się dla siebie prawa samostanowienia. 

Przetrwanie demokracji jest bardzo wątpliwe bez tak myślących ludzi. W Ameryce można 

niewątpliwie dostrzec zewnętrzne atrybuty demokracji, brakuje jednak prawdziwego 

zaangażowania w sprawy publiczne. Od 1860 roku nie wybrano prezydenta spośród 

przedstawicieli innych partii. Zniknęły sąsiedzkie kluby polityczne i struktury wyborcze, 

pozwalające obywatelom uczestniczyć w podejmowaniu decyzji wewnątrz partii politycznych. 

Kongres USA, wybierany ponownie w około 95%, z pewnością nie jest dobrym barometrem 

nastrojów i woli społeczeństwa. Niezależnie zaś od woli Kongresu, rozliczne agencje rządowe, 

których przedstawiciele nawet nie starają się udawać, że pochodzą z wyboru, wprowadzają w 

życie coraz więcej przepisów, regulujących coraz większy obszar życia społecznego i 

gospodarczego.

Demokracja w Ameryce oraz w całej zachodniej cywilizacji potrzebuje terapii wstrząsowej. 

Ożywczy efekt da jedynie przy-

396 •  CZAS MARSA

Strona 176

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

kład nowego społeczeństwa pogranicza, które odwoła się do etosu i ducha amerykańskiej 

demokracji. W XIX wieku Ameryka wskazała Europie drogę odejścia od oligarchii i zastoju, w 

XXI wieku podobną rolę mogą spełnić Marsjanie.

W zamkniętym świecie społeczeństwo humanistyczne stoi w obliczu znacznie większych 

niebezpieczeństw niż tylko utrwalenia oligarchii. Brak pogranicza powoduje rozprzestrzenianie 

się rozmaitych ideologii antyludzkich i powstawanie instytucji politycznych, odwołujących się do

takich koncepcji. Przykładem takiej szkodliwej koncepcji jest teoria Malthusa. Głosi ona, że 

skoro ilość ziemskich zasobów pozostaje mniej więcej taka sama, należy powstrzymać przyrost 

populacji, gdyż inaczej wszystkich czeka straszna bieda.

Z naukowego punktu widzenia teoria Malthusa upadła -wszystkie przewidywania poczynione na 

jej podstawie okazały się błędne, gdyż ludzie nie są wyłącznie konsumentami zasobów. 

Człowiek wytwarza zasoby, opracowując nowe technologie, które następnie znajdują 

zastosowanie. Im więcej ludzi, tym więcej wynalazków. Dlatego, wbrew Malthusowi, wraz z 

przyrostem ludzkiej populacji coraz szybciej poprawiają się warunki życiowe. 

Niebezpieczeństwo bierze się stąd, że w społeczeństwie zamkniętym teoria Malthusa ma pozór 

oczywistej prawdy. Nie wystarczy uporać się z teorią Malthusa na płaszczyźnie abstrakcyjnej - 

sporów takich nie rozstrzygnie się w kręgach akademickich. Dopóki ludzie nie mają przed sobą 

perspektywy rozległych, nie zamieszkanych obszarów, uporczywie powraca głęboko 

zakorzenione przekonanie o stałej ilości zasobów. Przyjęcie tezy o niezmienności światowych 

zasobów sprawia, że człowiek staje się wrogiem drugiego człowieka, a wszystkie państwa 

odnoszą się do siebie wrogo. W skrajnym przypadku prowadzi to do tyranii, wojen i 

ludobójstwa. Tylko we wszechświecie o nieograniczonych zasobach wszyscy ludzie mogą być 

braćmi.

ZNACZENIE MARSJANSKIEGO POGRANICZA • 397

Mars wzywa

Przechwalamy się ostatnio ukształtowaniem globalne-/ gospodarki, choć me myślimy o 

konsekwencjach tego faktu, o fatalne] sytuacji, w jakiej się przez to znaleźliśmy. Dużo lepiej 

byłoby dowiedzieć się, ze z powodu jakiegoś wybryku Układu Słonecznego na orbicie wokół 

Ziemi pojawił się nagle nowy świat, najlepiej gdyby planeta znalazła się tuz koło Ziemi, tak by 

można zbudować most między planetami, po którym mogliby przejść ludzie, zasiedlić nowe, 

wolne kontynenty i odkryć nieznane morza Czy emigranci ci odegraliby powtórnie nieszczęsne 

dzieje, których doświadczyli na Ziemi, czy tez potrafiliby zapobiec przyszłym krzywdom i 

ustanowić nowe prawa? [...] W każdym razie istnienie nowej, dostępnej dla ludzkości planety 

przedłużyłoby żywot, jeśli nie zbawiło, dynamicznie rozwijającej się cywilizacji, pozwalając 

człowiekowi znów poczuć urok wolności [..] Watto się zastanowić, w jakim kierunku rozwijałaby

się ludzka wyobraźnia w świecie pozbawionym pogranicza, gdzie trzeba czerpać inspirację z 

jedno-, a me różnorodności, z identyczności, a nie z kontrastów, z bezpieczeństwa, a nie 

zagrożeń, z penetrowania szczegółów dobrze znanego świata, a me wielkich niewiadomych, 

kryjących się na me zbadanych kontynentach i morzach. Marzyciele, poeci i filozofowie 

wyrażają przecież nadzieje, dążenia i obawy ludzkości Nie sposób opisać, jak bardzo ludziom 

będzie brakować pogranicza Przez cztery wieki słyszeli wezwanie nieznanego, rozpoznawali 

możliwości pogranicza i tam budowali swoje życie i bogactwa A teraz nieznane już nie wzywa

Walter Prescott Webb, The Great Fwntier (1951)

Zachodnia cywilizacja humanistyczna w znanej nam i cenionej formie narodziła się podczas 

zdobywania nowych obszarów, jej dotychczasowy oraz przyszły dynamiczny rozwój wiąże się ze

zdobywaniem nowych terytoriów. Wprawdzie w stałym, nie poszerzającym swych granic świecie

mogą istnieć pewne społeczeństwa, nie będą jednak w stanie pielęgnować idei wolności, 

twórczego podejścia, indywidualizmu i postępu. Tak koszmarne widoki na przyszłość wydają się

przesadzone, dopóki nie uświadomimy sobie, że większość ludzkości przez prawie całą historię 

była zmuszona egzystować w niezmiennym układzie społecznym, co miało nieszczęśliwe skutki.

Wolne społeczeństwa stanowią wyjątki w historii ludzkości - pomijając pewne odosobnione 

miejsca, wolne społeczeństwa istnieją dopiero od czterech wieków, w okresie ciągłego 

przesuwania granic przez zachodnią cywilizację. Historia odkryć geograficznych już jest 

zamknięta. Zniknęło pogranicze, odkryte przez

398 • CZAS MARSA

Strona 177

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Krzysztofa Kolumba. Trzeba stworzyć nowe pogranicze, inaczej może dojść do tego, że przyszli 

historycy będą spoglądać na czasy zachodniej cywilizacji jak na przemijający złoty wiek, krótki 

przebłysk w mrocznych, wypełnionych cierpieniem dziejach ludzkości. Dlatego wzywa nas Mars.

A przecież Mars to tylko jedna z planet; jeśli ludzkie umiejętności wzrosną tak szybko, jak 

można się spodziewać, gdy tylko powstanie marsjańskie pogranicze, przekształcenie warunków 

panujących na planecie i jej zasiedlenie nie powinno ludzkości zająć więcej niż 300-400 lat. Czy

znaczy to, że Mars pozwoli przedłużyć żywot dynamicznie rozwijającej się cywilizacji tylko przez

krótki okres? Czy cywilizacja humanistyczna skazana jest na zagładę? Nie sądzę.

Wszechświat jest ogromny. Bogactwa kosmosu są naprawdę nieskończone, trzeba tylko umieć 

do nich dotrzeć. Podczas czterystu lat istnienia marsjańskiego pogranicza nauka i technika 

rozwijałyby się na Ziemi w oszałamiającym tempie. Dwudziestowieczne osiągnięcia techniczne 

przewyższyły wyobrażenia ludzi żyjących w XIX wieku, przeszły najśmielsze marzenia ludzi z 

XVIII wieku, a w XVII wieku musiałyby wydawać się zupełną magią. Najbliższe gwiazdy są 

bardzo oddalone od Ziemi, leżą mniej więcej 100 tysięcy razy dalej niż Mars. A Mars znajduje 

się około 100 tysięcy razy dalej od nas niż Europa od Ameryki. Skoro w ciągu ostatnich 

czterech wieków zasięg naszej cywilizacji wzrósł w takim stopniu, czy podczas nadchodzących 

czterech wieków nie uda się powiększyć obszaru dostępnego ludziom również 100 tysięcy razy?

Poważne przesłanki wskazują na to, że powinno się nam to udać.

Osadnictwo na Marsie spowoduje powstanie coraz szybszych środków transportu w przestrzeni 

kosmicznej, a potrzeby wiążące się z terraformowaniem Czerwonej Planety wymuszą 

opracowanie nowych, coraz efektywniejszych źródeł energii. Połączenie osiągnięć w obu tych 

dziedzinach przesunie pogranicze w zewnętrzne rejony Układu Słonecznego, a tamtejsze, 

jeszcze surowsze wymagania energetyczne i transportowe doprowadzą do powstania jeszcze 

doskonalszych technologii produkcji energii i napędu rakietowego. Najważ-

ZNACZENIE MARSJANSKIEGO POGRANICZA • 399

niejsze, by nie dopuścić do zahamowania rozwoju. Wystarczy na pewien czas spowolnić rozwój,

a społeczeństwo spocznie na laurach i zacznie wrogo odnosić się do postępu. Taka właśnie 

sytuacja tłumaczy dzisiejszy kryzys amerykańskiego społeczeństwa. Nasze stare pogranicze 

przestało już istnieć. Pojawiają się pierwsze widoczne objawy zastoju. Mimo to postęp, choć 

coraz wolniejszy, wciąż trwa. Społeczeństwo amerykańskie jeszcze weń wierzy, niestety, 

instytucje rządowe nie umieją zadbać o dalszy rozwój cywilizacji.

W spuściźnie po trwającym ostatnie 400 lat renesansie po-siedliśmy najważniejszą 

umiejętność: potrafimy uczynić z Marsa nowe pogranicze. Jeśli zdolności tej nie wykorzystamy, 

wkrótce ją utracimy. Mars jest surową planetą. Marsjańscy osadnicy będą potrzebowali nie 

tylko technologii, lecz wiedzy naukowej, zdolności twórczych i inwencji, by dokonać nowych 

odkryć. Mars nie pozwoli się skolonizować ludziom wyrosłym w społeczeństwie statycznym, 

gdyż nie będą oni dysponowali potrzebnymi umiejętnościami - które my wciąż posiadamy. Mars

czeka na dzieci dawnego pogranicza, ale nie będzie czekać wiecznie.

SŁOWNICZEK TERMINÓW

apogeum - Punkt orbity najbardziej oddalony od Ziemi.

BEIR - Biologiczne skutki promieniowania jonizującego (ang. Biological Effects oflonizing 

Radiation).

bezpośredni start - Start statku kosmicznego bezpośrednio z powierzchni jednej planety na 

inną, bez montażu statku na orbicie.

bezpośrednie wejście w atmosferę - Wtargnięcie statku kosmicznego w atmosferę w celu 

zmniejszenia prędkości i wylądowania bez wchodzenia na orbitę wokół planety.

ciśnienie atmosferyczne - Ciśnienie wywierane przez atmosferę. Na Ziemi na poziomie morza 

ciśnienie atmosferyczne wynosi jeden bar, czyli jedną atmosferę lub tysiąc milibarów. 1 bar = 

100 000 Pa (paskali) = 1000 hPa (hektopaskali), przy czym 1 Pa = l N/m2.

ciśnienie pary - Ciśnienie wywierane przez gaz emitowany przez substancję w danej 

temperaturze. Przy 100°C zaczyna się wrzenie wody, ponieważ ciśnienie pary wodnej w tej 

Strona 178

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

temperaturze jest równe ziemskiemu ciśnieniu atmosferycznemu.

Delta 2 - Rakieta nośna, wyprodukowana przez firmę McDonell Douglas, mogąca umieścić 

obiekt o masie 1000 kg na bezpośredniej trajektorii z Ziemi na Marsa.

AV - Różnica prędkości konieczna do przemieszczenia statku kosmicznego z jednej orbity na 

inną. Typowa wartość AV, wystarczająca do przejścia z niskiej orbity okołoziemskiej na 

trajektorię rejsową na Marsa, wynosi około 4 km/s.

dwuskładnikowy materiał napędowy - Rakietowy materiał napędowy, będący połączeniem 

paliwa i utleniacza, na przykład metan/tlen, wodór/tlen, nafta/nadtlenek wodoru itp.

egzotermiczność - Własność reakcji chemicznej, polegająca na wydzielaniu energii podczas jej 

zachodzenia.

elektroliza - Rozpad związku chemicznego, spowodowany przez prąd elektryczny. W rezultacie 

elektrolizy wody otrzymujemy wodór i tlen.

endotermiczność - Własność reakcji chemicznej, polegająca na konieczności dostarczenia 

energii do jej przeprowadzenia.

energia geotermiczna - Energia wytwarzana przez naturalne, podpowierzchniowe substancje o 

wysokiej temperaturze. Energia geotermiczna przetwarzana jest na energię elektryczną w 

wyniku przepuszczania przez turbogenerator gorącej cieczy.

EVA - Działania wykonywane na zewnątrz pojazdu, spacer kosmiczny (ang. Extra 

VehicularActivity).

gaz buforowy - Efektywnie obojętny chemicznie gaz, stosowany do rozcieńczania tlenu do 

postaci, która nadaje się do spalania lub oddychania. Na Ziemi rolę gazu buforowego pełni azot,

stanowiący 80% atmosfery.

GCMS - Spektrometr masowy z chromatografem gazowym (ang. Goś Chromatograph Mass 

Spectrometer).

gęstość elektronów - Ilość elektronów w jednostce objętości. Im wyższa jest gęstość 

elektronów w jonosferze, tym lepiej odbija ona fale radiowe.

hamowanie atmosferyczne - Manewr statku kosmicznego, wykorzystujący tarcie o atmosferę 

planety, wykonywany w celu zmniejszenia prędkości podczas przechodzenia z orbity 

międzyplanetarnej na orbitę wokół planety.

hydrazyna - Rakietowy materiał napędowy o wzorze chemicznym N2H4. Hydrazyna jest 

paliwem jednoskładnikowym, co oznacza, że energia wydzielana jest podczas spalania bez 

konieczności stosowania utleniaczy.

impuls właściwy - Popęd właściwy silnika rakietowego to wyrażony w sekundach czas, przez 

jaki jeden funt materiału napędowego daje siłę ciągu jednego funta. Mnożąc popęd właściwy 

silnika rakietowego wyrażony w sekundach przez 9,8, otrzymujemy wartość prędkości gazów 

odrzutowych silnika rakiety w metrach na sekundy. Popęd właściwy uważany jest za 

najważniejszą charakterystykę rakiety, przesądzającą o wydajności silnika. Często stosuje się 

skrót Isp.

Isp - Powszechnie stosowany skrót impulsu właściwego (patrz: impuls właściwy).

jonosfera - Górna warstwa atmosfery planety, składająca się w znacznej części z atomów gazu 

po rozpadzie na swobodne naładowane dodatnio jony i naładowane ujemnie elektrony. 

Obecność swobodnie poruszających się, naładowanych cząstek powoduje, iż jonosfera może 

odbijać fale radiowe.

koniunkcja - Położenie planety w kierunku zbliżonym do Słońca podczas obserwacji z innej 

planety. Gdy Ziemia i Mars

leżą w koniunkcji, znajdują się po przeciwnych stronach Słońca.

kriogeniczny - Skrajnie zimny. Płynami kriogenicznymi są na przykład ciekły tlen oraz ciekły 

wodór, wymagające przechowywania w temperaturze, odpowiednio, -180°C i-250°C.

LEO - Niska orbita okołoziemska (ang. Low-Earth Orbit).

LOR - Spotkanie na orbicie okołoksiężycowej (ang. Lunar Orbital Randezvous).

MAY - Marsjański pojazd startujący (ang. Mars Ascent Yehicle).

meteoryty SNC - Meteoryty SNC zawdzięczają swoją nazwę miejscom, w których zostały 

znalezione (skrót od nazw miejscowości: Shergotty w Indiach, El Nakhla el Baharia w Egipcie i 

Chassigny we Francji). Na podstawie bardzo przekonywających badań chemicznych, 

izotopowych i geologicznych są uważane za szczątki marsjańskich skał, wybitych z Marsa przez 

uderzenia innych meteorytów.

Strona 179

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

misja koniunkcyjna - Misja międzyplanetarna po trajektorii obejmującej odcinek mniej więcej 

połowy drogi wokół Słońca (kąt rozwarcia bliski 180°). Misje koniunkcyjne charakteryzują się 

najniższym zużyciem paliwa.

misja opozycyjna - Misja międzyplanetarna po trajektorii w pełni lub prawie okrążającej Słońce 

(kąt rozwarcia bliski 360°), z zastosowaniem manewru przyspieszającego, polegającego na 

wejściu do wewnętrznej części Układu Słonecznego. Wyprawy opozycyjne wymagają 

największych ilości paliwa rakietowego.

MOR - Spotkanie na orbicie okołomarsjańskiej (ang. Mars Orbital Rendezuous).

MSR - Misja przywiezienia na Ziemię próbek Marsa (ang. Mars Sample Retum).

MSR-ISPP - Przywiezienie próbek z Marsa z wykorzystaniem paliwa wyprodukowanego na 

Czerwonej Planecie.

NEP - Elektryczny jądrowy napęd rakietowy.

NIMF - Rakieta o napędzie jądrowym, wykorzystująca paliwo wyprodukowane na Marsie (ang. 

Nuclear Rocket Using Indige-nous Martian Fael).

NTR - Rakieta o termicznym napędzie jądrowym (ang. Nuclear Thermal Rocket).

operacje z wykorzystaniem telerobotów - Zdalne sterowanie pewnych urządzeń, na przykład 

niewielkich marsjańskich roverów, wyposażonych w kamery telewizyjne, przez ludzi, 

znajdujących się w dużej odległości od nich.

opozycja - Położenie planety w przeciwnym kierunku niż Słońce podczas obserwacji z innej 

planety. Podczas opozycji Ziemia i Mars znajdują się po tej samej stronie Słońca.

osłona aerodynamiczna - Osłona o opływowym kształcie, chroniąca ładunek umieszczony w 

najwyższej części startującej rakiety.

osłona atmosferyczna - Osłona termiczna, zapobiegająca przegrzaniu statku podczas 

hamowania atmosferycznego.

perygeum - Najniższy punkt orbity wokół Ziemi.

piroliza - Rozpad związku chemicznego spowodowany przez ciepło.

promienie kosmiczne - Cząstki, na przykład jądra atomowe, lecące z bardzo dużą prędkością w 

przestrzeni kosmicznej. Promienie kosmiczne powstają na zewnątrz Układu Słonecznego. 

Zwykle mają energię sięgającą miliardów elektronowoltów, a do ich powstrzymania konieczne 

są osłony betonowe grubości wielu metrów.

przejściowa orbita Hohmanna - Orbita eliptyczna o jednym z końców stycznym do orbity 

planety wyjściowej i drugim stycznym do orbity planety docelowej. Orbita Hohmanna stanowi 

najczystszy przykład orbity klasy koniunkcyjnej i wyznacza tor lotu z jednej planety na inną, 

wymagający najmniejszych ilości energii.

prędkość hiperboliczna - Prędkość statku kosmicznego względem planety przed wejściem w 

zasięg pola grawitacyjnego planety lub po efektywnym jego opuszczeniu; zwana również 

prędkością zbliżenia lub prędkością końcową.

prędkość hipersoniczna - Prędkość wielokrotnie przekraczająca prędkość dźwięku; za 

hipersoniczne uważa się zwykle prędkości większe niż 5 Machów.

prędkość gazów odrzutowych - Prędkość gazów wyrzucanych z dyszy rakietowej.

reakcja metanizacji - Chemiczna reakcja wytwarzania metanu. W projekcie Mars Direct planuje 

się wykorzystanie reakcji Saatiera (reakcji wodoru z dwutlenkiem węgla) prowadzącej do 

powstania metanu i wody.

reakcja Sabatiera - Reakcja wodoru z dwutlenkiem węgla, prowadząca do powstania metanu i 

wody. Reakcja Sabatiera jest reakcją egzotermiczną, o wysokiej wartości stałej równowagi.

regolit - Produkt wietrzenia skał.

rem - Amerykańska jednostka dawki promieniowania. 100 re-mów równa się l siwertowi, 

jednostce stosowanej w Europie

(l siwert = l J/kg). Panuje opinia, że dawka promieniowania 60-80 remów może u człowieka 

zwiększyć prawdopodobieństwo wystąpienia w dalszej części życia śmiertelnej formy raka o 

około 1%. Typowa wartość ziemskiego tła promieniowania wynosi około 0,2 rema rocznie.

rozbłysk słoneczny - Nagła erupcja na powierzchni Słońca, powodująca czasem emisję 

ogromnych ilości promieniowania elektromagnetycznego i cząstek naładowanych elektrycznie w

przestrzeń międzyplanetarną.

RTG - Radioizotopowy generator termoelektryczny (ang. Radio-isotope Thermoelectric 

Generator).

Strona 180

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

RWGS - Odwrócona reakcja przemiany woda-gaz (ang. Reuerse Water-Gas Shift Reactian).

równowaga nietrwała - Patrz: równowaga trwała.

równowaga trwała - Sytuacja równowagi, w której po wytrąceniu przez siłę zewnętrzną układ 

wraca do wcześniej zajmowanego położenia. Kula na szczycie wzgórza znajduje się w położeniu

równowagi nietrwałej, gdyż pchnięcie jej w dół powoduje oddalanie się od szczytu z rosnącą 

prędkością. Kula we wgłębieniu znajduje się w położeniu równowagi trwałej, ponieważ pchnięta 

wraca do zajmowanego położenia.

Saturn 5 - Ciężka rakieta nośna; została wykorzystana do wysłania na Księżyc astronautów na 

pokładzie statku Apollo. Saturn 5 był w stanie umieścić na LEO ładunek o masie około 140 ton.

SEI - Inicjatywa Badań Kosmicznych (ang. Spocę Exploration In-itiative).

siła ciągu - Siła wywierana przez silnik rakiety, przyspieszająca startujący statek kosmiczny.

soi - Marsjański dzień (1/24 marsjańskiej doby); liczy 24,6 godziny.

SRB - Rakietowy silnik wspomagający na paliwo stałe (ang. Solid Rocket Booster).

SSME - Silnik główny promu kosmicznego (ang. Space Shuttle Main Engine).

SSTO - Jednostopniowy statek kosmiczny wielokrotnego użytku (ang. Single-Stage-To-Orbit).

statek ERV - Statek służący do powrotu na Ziemię (ang. Earth Retum Yehicle).

stała równowagi - Wielkość charakteryzująca stopień, w jakim zaszła reakcja chemiczna do 

momentu uzyskania równowagi chemicznej. Bardzo wysoka wartość stałej równowagi świadczy 

o prawie całkowitym przeprowadzeniu reakcji.

skala Kelwina - Służąca do pomiaru temperatury, zwana także skalą bezwzględną, przyjmuje za

zerowy punkt tzw. zero bezwzględne, czyli temperaturę, przy której ciało w ogóle nie ma 

ciepła. Temperatura 273 kelwinów (273 K) odpowiada 0°C (w skali Celsjusza), temperaturze 

zamarzania wody. Różnica temperatur wynosząca l K odpowiada różnicy 1°C.

szybka misja koniunkcyjna - Misja typu koniunkcyjnego (patrz: misja koniunkcyjna) z 

wykorzystaniem dodatkowej ilości paliwa w celu skrócenia czasu lotu.

STR - Rakieta o termicznym napędzie słonecznym (ang. Solar Thermal Rocket).

TMI - Umieszczenie statku kosmicznego lub transportowego na międzyplanetarnej trajektorii 

rejsowej Ziemia-Mars (ang. Trans-Mars Injection).

trajektoria minimalnego zapotrzebowania na energię - Trajektoria łącząca dwie planety, 

wymagająca najmniejszej ilości paliwa rakietowego (patrz: przejściowa orbita Hoh-manna).

trajektoria swobodnego powrotu - Powrót na Ziemię po tej trajektorii nie wymaga po 

opuszczeniu Ziemi użycia żadnych materiałów napędowych.

Tytan 4 - Rakieta nośna z możliwością rozbudowy, skonstruowana przez Lockheed Martin 

Corporation, zdolna umieścić ładunek o masie 20 tysięcy kg na LEO lub 5000 kg na trajektorii 

minimalnego zapotrzebowania na energię z Ziemi na Marsa.

wsparcie grawitacyjne - Manewr polegający na wykorzystaniu pola grawitacyjnego planety, w 

pobliżu której przelatuje statek kosmiczny, do wytworzenia efektu katapulty, zwiększającego 

prędkość statku bez użycia materiałów napędowych.

LITERATURA UZUPEŁNIAJĄCA

Mars jako planeta

M. Carr: The Surface oj Mars, Yale University Press, New Ha-ven 1981. Najlepsze dotychczas 

wprowadzenie w tematykę marsjańską.

H. Kieffer, B. Jakowsky, C. Snyder i M. Mathews: Mars, Uni-versity of Arizona Press, Tuscon 

1992. Zbiór 114 prac autorstwa prawie całej czołówki naukowców zajmujących się badaniem 

Marsa. Wyczerpująca książka, lecz napisana dość specjalistycznym językiem.

M. Carr: Water on Mars, Oxford University Press, Nowy Jork 1996. Dobrze napisana książka, 

wykorzystująca najnowsze dane, skoncentrowana na temacie wody na Marsie - w przeszłości i 

obecnie.

Wyprawy na Marsa

P. Boston: The Casefor Mors, tom 57, Science and Technology Series of the American 

Astronautical Society, Univelt, San Die-go 1984.

Strona 181

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

C. McKay: The Casefor Mars II, tom 62, Science and Technology Series of the American 

Astronautical Society, Univelt, San Diego 1985.

C. Stoker: The Casefor Mars III, tomy 74 i 75, Science and Technology Series of the American 

Astronautical Society, Uni-velt, San Diego 1989.

Trzy powyższe pozycje stanowią materiały z trzech pierwszych konferencji Case For Mars. 

Materiały z kolejnych konferencji, Case For Mars IV i Case For Mars V, mają ukazać się, 

odpowiednio, latem 1996 i na przełomie 1996/97, pod redakcją T. Meyer i P. Boston. Ponadto 

Univelt planuje wydać wkrótce zbiór artykułów na temat nowych koncepcji badań Marsa, 

zaczerpniętych z „Journal of the British Interpla-netary Society", pod redakcją R. Zubrina. Inne 

użyteczne wiadomości można odnaleźć w: C. Stoker i C. Emmett: Stra-tegies for Mars: A Gnidę

to Human Exploration, tom 86, Science and Technology Series of the American Astronautical 

Society, Univelt, San Diego 1996; oraz D. Reiber: The NASA Mars Conference, tom 71, Science 

and Technology Series of the American Astronautical Society, Univelt, San Diego 1988.

Jeśli Czytelnik byłby zainteresowany sięgnięciem do wymienionych prac, powinien 

skontaktować się z wydawnictwem Univelt, Inc., zwracając się pod następujący adres: Uni-velt,

Inc., P.O. Box 28130, San Diego, CA 92198, USA.

Marsjański folklor

J. Wilford: Mars Beckons, Alfred Knopf, Nowy Jork 1990.

Literatura w języku polskim

A. C. Clarke: Śniegi Olimpu. Ogród na Marsie. Ilustrowana historia kolonizacji Marsa, Prószyński

i S-ka, Warszawa 1997.

R. H. Haynes: Ecce ecopoiesis, czyli zabawa w Pana Boga na Marsie, „Wiedza i Życie", nr 

11-12/1990.

J. Kargel, R. G. Strom: Globalna zmiana klimatu na Marsie, „Świat Nauki", nr 1/1997.

H. Y. McSween, Jr.: Od gwiezdnego pylu do planet Geologiczna podróż przez Układ Sloneczny, 

Prószyński i S-ka, Warszawa 1996.

C. Sagan: Błękitna kropka. Czlowiek i jego przyszłość w kosmosie, Prószyński i S-ka, Warszawa

1996.

INDEKS

Albrecht, Mark 360

Aldrin, Buzz 76, 307, 382

Amundsen, Roald 40-2, 128

Andrews, Dana 320

Apollo 11, statek 76

Apollo 13, statek 124

Apollo, misja 11-12, 78, 89, 93, 108, 117-8, 129-130, 146, 193, 198, 200, 204, 358-9, 361, 

363-5

Ares 24, 28-32, 36, 96-100, 104, 130, 374

Arione 366

Armstrong, Neil 76

Arystarch z Samos 46, 48

Arystoteles 47

Ash, Robert 73, 96, 210

Austin, Gene 101

Baker, David 86, 88-91, 96-102, 112, 130, 295

Ballhaus, Bili 103-4

Barth, Charles 109

Beagle, statek kosmiczny 28-32

Borowski, Stan 151-2

Boston, Penelope 109-110

Boyd, Robert 237

Strona 182

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Bradford, William 288

Brane, Tycho de 47, 69

Braun, Wernhervon 79, 103, 150, 382

Breton, Pierre 40

Bruckner, Adam 259

Bruno, Giordano 44-5, 47

Burroughs, Edgar Rice 52

Bush, George 76-7, 112, 358-360

Case for Mars, konferencje 110-3

Cassini, Giovanni 50

Ceres 300-2

Chandler, David 101

Chryse Planitia 43, 60, 206

Clark, Ben 84-7, 100, 110

Clark, W. 27

Clarke, Arthur C. 7-9, 53

Clementine 261

Collins, Mikę 76

Columbio, moduł załogowy 76

Coons, Steven 259

Coprates 55

Greeley, Horace 251

Griffin, Mikę 103-4

Darwin, Charles 28

David, Leonard 60, 110-111

Day, Dwayne 359

Dejmos 51, 222-3

Delta 2 67, 71, 73, 74

DC-X 155, 373

Duke, Mikę 105

Early, Sid 96

Ehricke, Krafft 153

Eisenach, Jeff 369-370, 380

Energia 130, 155, 366, 373

Energia-B 130

Fobos 51, 222-3

Fobos l i 2 64

Fogg, Martyn 279, 281

Fontana, Francesco 50

Forward, Robert 178

Franklin, Benjamin 207

Franklin, John 40-2

French, Jim 73, 92

Friedman, Louis381

Galileo 255

Galileusz 43, 45, 49, 69

Garver, Lori 382

Gates, Bili 374

Gaubatz, Bili 155

Gingrich, Newt 369-370, 375, 380

Goddard, Robert 53

Goldin, Dań 104, 360

Gore, Al 380

Hali, Asaph 51

hamowanie atmosferyczne 29, 86, 91-92, 98, 132-3

handel międzyplanetarny 294-304

Strona 183

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Hawksbee, Francis 206

Hegel, Georg Wilhelm Friedrich 90

hermeza radiacyjna 165

Herschel, William 50

Hohmann, Walter 115

Horowitz, Norman 59, 61

Hoyt, Bob 178

Huygens, Christiaan 50

Hudson, Gary 155

Hunter, Max 155-6

impuls właściwy (Isp) 95

Inicjatywa Badań Kosmicznych (SEI) 77-84, 101, 103, 358-360

Johnson, Lyndon B. 364

Jowisz 49, 298-9

kalendarz marsjański 227-232

kanały na Marsie 51-53

Kapłan, David213

Kelly, Kevin 360

Kennedy, John F. 89, 358-9, 363-4

Kepler, Johannes 43, 46-9, 52, 69, 318, 354

Kolumb, Krzysztof 149, 384, 398

Kopernik, Mikołaj 46, 48, 69

Levin, Gilbert61

Lewis, John 298-9

Lewis, Meriwether 27

Lindbergh, Charles 370

Lłnne, Dianę 73

Lowell, Percłval 51-3, 250

MacKenzie, Bruce 236, 239

Magellan 86, 142

Malthus, Thomas 396

Mandell, Humbolt „Hum" 105

Mariner, misja 53-56, 123, 129, 184, 186, 196, 216, 231

Marks, Karol 360

Mars

- atmosfera 26, 50, 53, 62, 92, 184-5, 325-9

- bazy 233-287, 288

- - utrzymywanie łączności 215-9

- burze pyłowe 183-6

- globalne ocieplenie 344-350

- - freony 346-7, 350

- - lustra na orbicie 344-6, 351

- - metody biologiczne 348-350

- hodowla roślin 260-7

- hutnictwo 268-274

- kolonizacja 286-7, 288-324

- księżyce, patrz: Dejmos, Fobos

- modele klimatu 330-1

-nawigacja 219-223

- orbita okołostoneczna 114-6

- pierwsze obserwacje 50-52

- powierzchnia 195

- produkcja

- - energii 274-282

--paliwa 205-215

- - szkła i materiałów ceramicznych 249

Strona 184

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

- - tworzyw sztucznych 245-8

- terraformowanie 325-357

- transport na powierzchni 199-205, 225-7, 282-6

- uzyskiwanie wody 250-260

- wczesny klimat 196

- zaludnianie 304-311

- źródła geotermiczne 282

Mars Global Surueyor 65-66, 220

Marsjańskie Podziemie, patrz: Mars

Underground Mars Observer 65, 231

Morsochod 66, 75

Mors Pathfinder 65, 133, 230

Mors Sample Retum Mission 70

Mors Semi-Direct, misja 104-7

Mors Surueyor '98 133

Mors Underground 108-113

Mors 21355, 184, 231

Mors 94, patrz: Mars 96

Mars 96 7, 66

Mors 98 66, 68

McElroy, Jim 213

McKay, Chris 108-110, 259-260, 330, 332, 335

Mercury, program 89

meteoryty SNC 187-8, 237, 254, 274

Meyer, Tom 109-110, 259-260

Mikulski, Barbara 360

Miller, Jon D. 361-2, 381

Milton, John 353

misja koniunkcyjna 115-6, 118-120, 123-6, 171

misja opozycyjna 116, 118-123, 171-2

Muncy, Jim 383

Murray, Bruce 381

Murray, Robert 99

Napoleon Bonaparte 290, 360

Napoleon III 360

NERYA, program 150-1, 304

Newton, Izaak 49

nieważkość 173-180

Nix Olympica, patrz: Olympus Mons

Nixon, Richard 89

Oberth, Herman 53

Olympus Mons 55-56

O'Neill, Gerard 261, 382

orbita przejściowa Hohmanna 115-6, 118-9

organizmy marsjańskie 58-64, 186-190

Prom Z 90-91, 93, 96, 98

Ptolemeusz, Klaudiusz 45-6

rakiety nośne 90. 91, 96-97, 130-2

- ciężkie 130, 304-5, patrz także: Energia, Saturn 5

- jednostopniowe wielokrotnego użytku 149, 155-9, 307

Ramohali, Kumar 73, 210

Raport 90-dniowy 77-85, 87-88, 102, 106, 120, 132, 138, 359, 372

Reagan, Ronald 111

regolit 328, 334-6. 339-343

rozbłysk słoneczny 168-9, 17

Rudolf II 47

Strona 185

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Paine, Thomas O. 111, 193

Perykles 384-5

Pioneer-Yenus H2 108

Pioneer Yenus Orbiter 178-9

Pioneer Yenus Próbę Carrier 178-9

planetoidy, patrz także: Ceres

- bliskie Ziemi 299

- pas 298-304

Pollack, James 348

prawa Keplera 48-49

prędkość hiperboliczna 117, 160-2

Price, Steve86, 213

Prom C 91,98, 155, 374

promieniowanie kosmiczne 168-170

prom kosmiczny 91, 108, 130, 142, 153, 178, 200, 271, 359

Sagan, Carl 112, 348, 363, 366-8, 380-1

Saturn 5 24,87,90-91, 101, 117, 130, 134, 148, 304

Schallenmuller, Al 85,

100, 103

Schiaparelli, Giovanni 51

Sojoumer 66, 75

soi 50, 227

Spencer, Bob 99

Sridhar, K. R. 210

stacja kosmiczna 101-2, 173, 359, 367

- FreedomSl

- Mir 174, 367

- Skylab 108, 130, 174, 193, 204, 238

Staehle, Robert 319

Stafford, Thomas 102

Stoker, Carol 109-110, 112

stromatolity 196

Syrtis Major 50

Quayle, Dań 360

termiczny napęd jądrowy (NTR) 88-89, 92, 121, 150-5, 317, 322-4

Tharsłs 56, 219, 280

Thompson, Al 86

transport międzyplanetarny 315-324

Truły, Richard 359-360

Truth, Sojoumer 66

Tumlinson, Rick 383

Turner, Frederick Jackson 387-9

Tytan 4 70-71, 74

Uran 50

Utopia Planitia 60

Yalles Marineris 56, 196

Yiking, misja 36-37, 43-44, 53, 57-62, 64, 66, 69, 70, 85, 109, 129, 146, 187, 197, 237, 253, 

264, 266

- poszukiwanie życia na Marsie 58-64, 187, 197

- Yiking l 43, 58, 60, 64, 185, 249

- Yiking 2 60, 64, 185, 249

Voyager, misja 108, 255

V-2 95, 153

Wagner, Richard 20

Walker, Charles 382

Walker, Robert 359

Strona 186

background image

R.Zubrin, R.Wagner - Czas Marsa

Weaver, David 104, 106, 213

Webb, Walter Prescott 397

Welch, Steve 109-110

Wells, Herbert George 9, 235

Wenus 108, 120, 122, 140, 142, 196, 222, 348

Wilcockson, Bili 86, 98

Williams, John 259

Wilson, Roger 110

Worden, Pete 155, 360

X-33 155-6

załogowy lot na Marsa

- model Gingricha 363, 369-380

- model J.F.K. 363-5

- model Sagana 363, 366-9

Strona 187