background image

COURTNEY BROWN 

KOSMICZNA PODRÓŻ 

(Cosmic Voyage / wyd. orygin. 1996) 

 

 

"Chociaż nie zawsze zdawaliśmy sobie sprawę  
z  ich  obecności,  to  istoty  pozaziemskie 
niejednokrotnie  w  historii  pomagały  nam. 
Prawdziwym testem naszej dojrzałości będzie to, 
czy potrafimy spojrzeć poza siebie i okazać 
współczucie  innym  istotom  potrzebującym 
pomocy. 
Czy jesteśmy w stanie wziąć udział w wielkim 
spotkaniu międzygwiezdnym, które zdarza się 
raz na tysiąclecia, w tym wielkim akcie pomocy 
innym gatunkom zmagającym się z ewolucyjnymi 
trudnościami?" 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 
 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

O AUTORZE 

Wykorzystując  “naukową  teleobserwację"  (SRV), 

stanowiącą współczesną wersję techniki opracowanej przez 
armię amerykańską do odbierania oddalonych w czasie i 
przestrzeni  danych,  Courtney  Brown  znalazł dowody 
istnienia inteligentnego życia pozaziemskiego. 

Ta rewolucyjna książka odpowiada na zasadnicze 

pytania dotyczące ET i zjawiska “porwań". Dowiadujemy się 
na przykład, że starożytną cywilizację na Marsie zniszczyła 
katastrofa planetarna. Wysoko rozwinięte istoty zwane 
“Szarymi" (często wzmiankowane w literaturze na temat 
porwań) uratowały Marsjan i przesiedliły ich na dzisiejszą 
Ziemię. Wspólnym wysiłkiem, marsjańscy uchodźcy i Szarzy 
pomogą nam przygotować się do pozytywnej współpracy z 
innymi sąsiadami galaktycznymi – będzie to ogromny krok w naszej ewolucji. 

Teleobserwacja dostarcza również wstrząsającego wglądu w ludzką egzystencję. SRV działa na 

zasadzie bezpośredniej, kontrolowanej łączności z najgłębszą częścią umysłu. To ogniwo z 
“niefizyczną" jaźnią stanowi pierwszy, dający się uchwycić dowód istnienia ludzkiej duszy. 

Poszerzająca horyzonty i inspirująca w swoim przesłaniu Kosmiczna podróż stanowi doskonałą 

lekturę dla wszystkich zainteresowanych literaturą UFO i New Agę'u. Jednocześnie szeroki wachlarz 
poruszonych w niej zagadnień sprawia, że książka ta wykracza poza ramy obydwu gatunków. 

Czytelnicy mogą skontaktować się z autorem wysyłając listy pod podanym niżej adresem. Jeżeli 

ktoś pragnie dowiedzieć się czegoś więcej na temat profesjonalnego szkolenia w zakresie SRV, 
powinien zwrócić się bezpośrednio do Instytutu Telepatii, który mieści się pod tym samym adresem. 

COURTNEY BROWN 

The Farsight Institute 

P.O. Box 49243 

Atlanta, GA 30359  

 
 
 
 

 

PODZIĘKOWANIA 

Książka taka jak ta nie mogłaby powstać bez pomocy wielu ludzi. Bez wsparcia i porady moich 

nauczycieli, którzy poprowadzili mnie po zupełnie nieznanych mi ścieżkach świadomości, w ogóle nie 
zacząłbym swoich badań. Pokierowali oni moim rozwojem, ukazując wiele ważnych aspektów 
istnienia, na które przedtem pozostawałem całkiem ślepy. Moja świadomość, kim jestem i kim 
wszyscy jesteśmy, bardzo dojrzała od tamtego okresu kompletnej niewiedzy. 

Specjalne podziękowania należą się mojej agentce i przyjaciółce, Sandrze Martin. Zaofiarowała się 

wylansować moją książkę, kiedy ta pozostawała jeszcze w sferze zamysłów, i wspierała moje wysiłki 
w niepewnym, trudnym okresie przed jej ukończeniem. Wierzyła we mnie, a jej wiara dodawała mi 
odwagi, by skończyć przedsięwzięcie, które, jak mogłem się spodziewać, wywoła lawinę krytyki ze 
strony mych akademickich kolegów. 

Jestem wdzięczny mojemu wydawcy z Penguin USA, Edwardowi Stacklerowi za to, że 

zaryzykował publikację książki, kiedy inni wydawcy nie chcieli o niej słyszeć. Doceniam też jego cenne 
wskazówki, by porzucić akademicki styl na rzecz prostoty i jasności. Robert Durant, Jo Lenore Jordan 
i Dale Stevens również udzielili mi wielu cennych rad. 

Moja żona i syn pomogli mi na swój własny sposób. Od kiedy zaczęło się to wszystko, 

prowadzenie prostego, “normalnego" życia okazało się niemożliwe. Mimo to moja żona wspierała 
mnie dzielnie przez cały ten czas. Co do syna, to pomógł mi dostrzec prawdziwy sens życiowych 
wysiłków, co pozwoliło mi osadzić moje badania w szerszym kontekście. Podziękowanie jestem winien 
również istotom pozaziemskim. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Nie zebrałbym danych ani nie 
napisał książki, gdyby ET nie współpracowali ze mną i na swój sposób nie popierali moich wysiłków 

background image

badawczych. Właściwie, książka ta jest w równym stopniu ich dziełem, co moim. Przynajmniej w tym 
sensie, że opowiada ich prawdziwą historię. 

Na koniec pragnę z góry podziękować wszystkim Czytelnikom, którzy zrozumieją i docenią to, co 

zrobiłem. Zawsze będą osoby gotowe do krytyki nowatorskich badań – postaram się jakoś znieść ich 
krytykę. Jest dla mnie wielką niewiadomą, jak wielu ludzi przyjmie tę książkę ciepło i uzna ją za 
użyteczną. Możecie być jednak pewni, że bez względu na to, ilu Was będzie, pozostanę Warn głęboko 
wdzięczny. Jeżeli Wasze życie w jakikolwiek sposób wzbogaci się dzięki temu, co tu napisałem, mój 
wysiłek warty był zachodu. 

 
 

PROLOG 

Kosmiczna podróż to książka opisująca dwa społeczeństwa znanego inteligentnego życia 

pozaziemskiego. Praca ta jest wynikiem całych lat obserwacji obcych kultur, które w wyraźny sposób 
zaznaczyły na Ziemi swoją działalność. Przedstawia historię dwóch innych światów, które przeżyły 
katastrofę i zdołały ocalić swą cywilizację po przybyciu na Ziemię. Pozostali przy życiu mają ogromne 
potrzeby i wymagają pomocy. Ale okazuje się, że wymagamy jej również my – ludzie, a nasze trzy 
rasy dzielą wspólne przeznaczenie. Łączy nas wspólnota doświadczeń – podobnie jak istoty 
pozaziemskie, my również doznamy wkrótce ekologicznej katastrofy na skalę planetarną. To od ET 
nauczymy się, jak przetrwać na zniszczonej planecie kurzu. 

Badania przedstawione w tej książce prowadzone były przy użyciu rygorystycznych, precyzyjnych 

protokołów teleobserwacji, opracowanych dla celów wywiadu armii Stanów Zjednoczonych. Dane 
uzyskane tą metodą dokładnie odzwierciedlają rzeczywistość, a nie, jak niektórzy mogą sądzić, 
wyobrażenia czy obrazy alegoryczne. Obrane przeze mnie metody są nowymi, ale wyjątkowo 
wiarygodnymi narzędziami badawczymi, niezależnie od tego, czy inni naukowcy uznają je czy nie. 

W niniejszej pracy opisuję to, czego dowiedziałem się o istotach pozaziemskich w trakcie mojego 

szkolenia i w miesiącach, które nastąpiły potem. W części I książki przedstawiam zagadnienie i 
historię teleobserwacji. Opisuję również własne przeżycia, związane z rozległym programem 
szkoleniowym w zakresie teleobserwacji i innych zaawansowanych technik poszerzania świadomości. 
Sedno książki zawarte jest w części II, gdzie podaję szczegóły wszystkich zebranych przez siebie 
danych i analiz dotyczących istot pozaziemskich. Postanowiłem ująć materiał chronologicznie, żeby 
Czytelnik mógł przynajmniej częściowo dzielić ze mną dreszczyk emocji związany z odkrywaniem 
nowych rzeczy. W części III książki dokonuję analizy sytuacji rodzaju ludzkiego na tle szerszej 
społeczności galaktycznej. Przedstawiam pewne propozycje odnośnie naszego uczestnictwa w 
międzygatunkowej dyplomacji, w tym kurs dla dyplomatów, którzy będą reprezentować ludzi w 
Federacji – kolektywnej organizacji galaktycznej. Życie pozaziemskie istnieje, i to w dużej 
różnorodności. Książka ta udostępnia szerokim kręgom naszą obecną wiedzę na temat dwóch 
cywilizacji pozaziemskich, które odwiedzają Ziemię. Nie są to spekulacje, lecz jak najbardziej 
miarodajne fakty. Przedstawiam tu wyniki badań w tej dziedzinie, opatrzone moją interpretacją. 

Jest rzeczą naturalną, że nowatorskie badania nie trafiają do przekonania skostniałych umysłów. 

Szerokie uznanie przychodzi z czasem; co do tego nie mam wątpliwości. Wkrótce wyrośnie nowe 
pokolenie uczonych, którzy będą w stanie świeżym spojrzeniem ogarnąć poruszane tu zagadnienia. W 
tak zwanym międzyczasie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby stosować nowo odkryte metody, o ile 
tylko korzysta się z nich zgodnie z rygorami naukowych norm. 

Metody używane do zbierania danych w tej książce były kontrolowane tak samo rygorystycznie, jak 

w przypadku każdego innego badania naukowego. Nie chcę przez to powiedzieć, że ściśle 
przestrzegano tych samych zasad naukowych w procedurach zbierania danych. Jak później wyjaśnię, 
odnosi się to zwłaszcza do zasady odtwarzalności wyników. 

Ludzie odznaczają się zadziwiającą zdolnością odrzucania informacji, które nie pasują do ich 

wcześniej wyrobionych pojęć na temat rzeczywistości. Ponieważ naukowcy są ludźmi, cierpią z 
powodu tej samej sztywności umysłu, co każdy inny. W niektórych kręgach owe z góry powzięte 
poglądy na temat świata znane są jako obowiązujące paradygmaty. Są to wzorce informacyjne, coś w 
rodzaju szablonów, według których ocenia się wszelkie informacje z zewnątrz. Informacje te mogą 
pochodzić z gazety, od przyjaciela, wykładowcy na uniwersytecie, z książki, czy z jakiegoś innego 
źródła. Jeśli nie pasują one do przyjętego wzorca informacyjnego, ludzie po prostu nie dają im wiary. 

background image

Można nawet odnieść wrażenie, że dobra jest każda wymówka, o ile tylko spełnia swój cel: utrzymanie 
w mocy raz przyjętego paradygmatu. 

Z powodu tego zjawiska w społeczeństwie ludzkim mnożą się sprzeczności. Znajdziecie na 

przykład bardzo wielu fizyków, twierdzących, że nie ma żadnych dowodów na poparcie tezy, iż 
telepatia jest możliwa. Z drugiej strony, równie łatwo ustalić, że ci sami fizycy regularnie, przynajmniej 
raz na tydzień, uczęszczają ze swoimi rodzinami do miejsc kultu, właśnie po to, by nawiązać 
telepatyczną  łączność z istotami niefizycznymi. W rzeczywistości, a stanie się to dla Was jasne po 
przeczytaniu tej książki, ogromna większość naukowców, którzy nie uznają takich zjawisk jak telepatia 
czy teleobserwacja za realne, w najlepszym wypadku jest po prostu źle poinformowana lub, co 
bardziej prawdopodobne, zbyt uprzedzona, żeby spojrzeć na zagadnienie w sposób obiektywny. 

Ale żeby nie było żadnych nieporozumień w tym względzie: przedstawiciele konserwatywnej 

społeczności naukowej są w pełni świadomi istnienia przynajmniej niektórych zjawisk telepatycznych. 
Można podać wiele przykładów ich naukowej weryfikacji. W 1994 roku, w styczniowym wydaniu 
Biuletynu Psychologicznego ukazał się szczególnie godny uwagi raport dwóch psychologów, Daryla J. 
Berna i Charlesa Honortona, na temat komunikacji telepatycznej, jaką zaobserwowano między ludźmi 
w serii ściśle kontrolowanych eksperymentów. Oczywiście wielu naukowców pozostaje sceptycznych. 
Jednak nie ma wątpliwości co do ostatecznego wyniku debaty. Wraz z upływem czasu coraz więcej 
uczonych zacznie “odkrywać" szeroki zakres zjawisk telepatycznych. 

Wielki fizyk, Max Pianek zauważył kiedyś, że największy postęp w nauce ma miejsce nie dlatego, 

że ktoś dokonuje ważnego odkrycia, a wszyscy pozostali ochoczo przyjmują nowe koncepcje. To 
raczej zmiana w myśleniu całego pokolenia przyczynia się do postępu nauki. 

Starsi naukowcy na ogół trzymają się intelektualnych paradygmatów, które obowiązywały w czasie, 

gdy oni sami prowadzili badania i robili kariery. Społeczeństwo czeka więc, aż tych starych uczonych 
zastąpi nowa generacja badaczy, którym przełamanie schematów myślowych przyjdzie znacznie 
łatwiej, bowiem od początku swojej naukowej drogi są zaznajomieni z pewnymi nowymi koncepcjami. 

W ciągu ostatnich piętnastu lat, naukowe rozumienie teleobserwacji – zdolności dokładnego 

odbioru informacji z dużych odległości, zarówno w przestrzeni, jak i w czasie – zrobiło ogromny 
postęp, chociaż szerokie rzesze naukowców nie wyraziły jeszcze swojej pozytywnej oceny. W historii 
ludzkości raz po raz zdarzały się jednostki obdarzone specyficznym darem widzenia na odległość. 
Osoba taka potrafiła na przykład “oczami umysłu" zobaczyć dom znajdujący się po drugiej stronie 
globu. Zjawiska tego typu kwestionowane są tylko dlatego, że nauka nie potrafi wyjaśnić, dlaczego 
przytrafiają się jedynie niektórym “utalentowanym" osobom. Obecnie jednak wszystko uległo zmianie. 
Okazało się, że nie musimy już polegać na uzdolnionych jednostkach. Najbardziej znaczącym 
odkryciem ostatnich piętnastu lat jest to, że telepatii można się nauczyć, a następnie z powodzeniem 
zastosować ją w różnych badaniach, uzyskując określone wyniki. Co więcej, wiarygodność 
wyszkolonych osób jest na ogół dużo większa niż wiarygodność najlepszego telepaty naturalnego. 
Kompetentnie przeprowadzone badania mogą dać odtwarzalne wyniki, gwarantujące niemal 
stuprocentową dokładność. 

Tej formy teleobserwacji nauczyli się oficerowie wywiadu i członkowie prestiżowej jednostki do 

zadań specjalnych w armii amerykańskiej. Pierwotnym celem szkolenia tych “telepatycznych 
wojowników" było szpiegowanie domniemanych wrogów Stanów Zjednoczonych. Jednakże po 
zakończeniu szkolenia, teleobserwatorzy zaczęli badać cele, które na ogół były bardziej interesujące 
niż, powiedzmy, silosy z pociskami czy spotkania w murach Kremla. Członkowie grupy poddawali 
teleobserwacji niezidentyfikowane obiekty latające, próbując rozwiązać zagadkę istot pozaziemskich. 

Moja współpraca z nimi zaczęła się, kiedy już odeszli z wojska, w nadziei szerszego wykorzystania 

nowo nabytych umiejętności badawczych. W trakcie ich badań nad UFO uderzyło mnie, jak bardzo 
koncentrowali się oni na istotach pilotujących statki. Moim zdaniem powinni byli raczej skierować 
wysiłki na zrozumienie społeczeństw, które te statki wysyłały. Zaoferowałem im swoje usługi jako 
socjolog, w nadziei, że będę w stanie przyczynić się do uzyskania odpowiedzi na szerszy zestaw 
pytań związanych ze strukturą życia w naszej galaktyce. Taka była geneza tej książki. 

Aż do teraz, niewielu ludzi znało historię tego, co na temat zjawiska UFO odkryto dzięki 

teleobserwacji. Książka ta stanowi próbę złożenia układanki na podstawie dostępnej obecnie wiedzy. 
Nie jest to książka tylko i wyłącznie o UFO czy istotach pozaziemskich (ET). Jest to raczej próba 
podjęcia badań przy użyciu nowego zestawu narzędzi do zbierania danych. Można się spodziewać, że 
inni badacze, wykorzystujący te same narzędzia, dokonają dalszych odkryć, oraz że nasze rozumienie 
życia ET będzie coraz lepsze i pełniejsze. 

background image

Wybór gatunków 

Książka ta bada społeczeństwa i światy dwóch cywilizacji pozaziemskich. Jedna z nich – 

starożytna cywilizacja, która kwitła na Marsie w czasie, gdy po Ziemi chodziły dinozaury, obecnie jest 
populacją mocno zdziesiątkowaną; druga to grupa istot nazywanych Szarymi. Ich wybór do prezentacji 
w niniejszej książce nie został podyktowany tym, że teleobserwatorzy nie znaleźli żadnych innych form 
życia. Owszem, znaleźliśmy. Skupiam się na tych dwóch cywilizacjach dlatego, bo odgrywają one 
szczególnie doniosłą rolę w ewolucji naszego gatunku na Ziemi. 

Również pewne kwestie praktyczne przemawiają za tym, że Marsjanie oraz cywilizacja Szarych 

stanowią obecnie odpowiednie cele do badania. Mars fizycznie znajduje się niedaleko nas i ludzie w 
naturalny sposób interesują się historią tej planety. W najbliższej przyszłości będziemy mogli 
odwiedzić Marsa. Pozwoli nam to dokładnie zbadać archeologiczne ruiny tej cywilizacji, co dostarczy 
fizycznych dowodów potwierdzających przedstawione tu dane z teleobserwacji. Jeśli chodzi o 
Szarych, to od dłuższego czasu są oni ściśle związani zarówno z Marsjanami, jak i z ludźmi. 

Ta książka oparta jest na faktach, nie na fikcji. Wielokrotnie sprawdzałem dokładność swoich 

obserwacji w różnorodnych warunkach zbierania danych, a w połowie 1995 roku inni wyszkoleni 
teleobserwatorzy niezależnie potwierdzili wiele, być może nawet większość moich podstawowych 
odkryć. Tak więc, odtwarzalność stanowi ważny element poczynionych przeze mnie twierdzeń. Nadal 
pracuję z teleobserwatorami, żeby uzyskać dalsze potwierdzenie danych. 

Każda zdrowa na umyśle osoba może obecnie odbyć szkolenie, konieczne do niezależnego 

odtworzenia moich wyników (szczegółowo opisuję ten program szkoleniowy w Rozdziale 35). 
Odtwarzalność stanowi podstawowe kryterium wszelkiej nauki. Naukowiec dokonujący odkrycia musi 
jasno wytłumaczyć procedury, jakich użył podczas badania, po czym inni badacze powinni dokładnie 
powtórzyć te procedury w celu zweryfikowania osiągniętych rezultatów. Żadna krytyka uzyskanych 
wyników nie ma racji bytu, o ile nie została podjęta próba powielenia pierwotnych doświadczeń. 
Odnosi się to do moich badań w równym stopniu, co do badań fizyka, który twierdzi, że odkrył nową 
subatomową cząstkę przy użyciu akceleratora cząstek. 

To, co odkryłem w trakcie sesji teleobserwacji, okazało się bardziej niezwykłe niż fabuła 

jakiejkolwiek powieści science fiction. Nigdy nie wymyśliłbym równie niesamowitej historii, jak to, co 
dane mi było zobaczyć. Ta nowa wiedza postawiła pod znakiem zapytania wszystkie moje 
wcześniejsze zapatrywania. Musiałem zmienić wiele swoich poglądów na temat tego, co mnie otacza, 
a proces ten wcale nie był łatwy. 

Publikując te materiały nie jestem naiwny. Doskonale zdaję sobie sprawę z ostrzału krytyki, jaki z 

pewnością dosięgnie mnie po opublikowaniu tych odkryć. Co więcej, moja pozycja na uniwersytecie 
może zostać przez to mocno nadszarpnięta. Cieszę się godną pozazdroszczenia, zasłużoną reputacją 
z racji twórczych badań, w których stosuję skomplikowane nielinearne matematyczne modele zjawisk 
społecznych. Bynajmniej nie chcę stracić tej reputacji, ale osoba prawdziwie oddana nauce musi 
przyjąć odpowiedzialność, która się z nią wiąże. Praca badacza nie polega na głoszeniu tego, co 
popularne czy, jak to teraz modnie ujmują, “politycznie poprawne". Naukowiec musi zdawać relację z 
prawdy, jakakolwiek by ona nie była, a potencjalna reakcja innych na tę prawdę nie powinna wpływać 
na jego decyzję o opublikowaniu bądź nie opublikowaniu w pełni weryfikowalnych wyników 
kompetentnie przeprowadzonych badań. 

Gatunek ludzki znajduje się na rozdrożu swej historii. Niedługo mamy wejść do sfery życia 

galaktycznego jako pełnoprawni członkowie społeczności światów. Wobec tak wielkiej sprawy, 
osobista kariera jakiegokolwiek naukowca nie ma większego znaczenia. 

Wierzę, że badania będą trwać nadal. Inni uczeni dorzucą swoje cegiełki do moich odkryć i 

poprawią popełnione przeze mnie błędy. Jestem jednak pewien, że zasadnicze aspekty mojej analizy 
zostaną podtrzymane, a ci, co ośmielą się posłać swe umysły tam gdzie ja, odnajdą prawdę, która 
broni się sama. 
 

 
 
 
 
 
 

background image

ROZDZIAŁ 1:  

Krótka Historia Programu Militarnego Stanów Zjednoczonych, 

Dotyczącego Wojny Psychologicznej 

 
Książka ta opowiada o dwóch cywilizacjach pozaziemskich, które wkrótce wywrą ogromny wpływ 

na życie ludzi na Ziemi. Nie jest to praca na temat naukowej teleobserwacji, ale ponieważ 
przedstawione tu dane uzyskano właśnie tą metodą, wydaje mi się właściwym, aby pokrótce 
naszkicować historię zagadnienia. W ten sposób Czytelnicy będą mogli lepiej zrozumieć techniki 
zastosowane w tych badaniach (Pełniejszy opis wydarzeń zarysowanych w tym rozdziale można 
znaleźć w książce Jima Marrsa pod tytułem 'Tajemne akta: prawdziwa historia amerykańskiego 
programu psychicznych działań wojennych' Harmony 1995). 

Zainteresowanie rządu Stanów Zjednoczonych parapsychologią wynikło z potrzeby zbierania 

informacji na temat wrogów państwa. Pierwotne zainteresowanie tematem zrodziło się w CIA w latach 
siedemdziesiątych, ale ogromną część badań przeprowadzał wywiad armii amerykańskiej, poczynając 
od ściśle tajnego projektu, którego celem było wyszkolenie najlepszych oficerów. 

Poważny problem, wynikający ze zbierania danych przez wywiad wojskowy stanowiło ryzyko, jakie 

ponosili jego agenci w związku z trudnościami przekazywania informacji do kwatery głównej. 
Urządzenia techniczne, nawet najlepszej jakości, mogły być w każdej chwili odkryte, a życie agenta 
jak i sama informacja narażone na niebezpieczeństwo. Potrzebny był nowy sposób komunikacji z 
Waszyngtonem – funkcjonujący bez pomocy urządzeń fizycznych. 

Zrodził się zatem pomysł opracowania jakiegoś telepatycznego nadajnika, który mógłby 

przekazywać informacje do Pentagonu z dużej odległości, powiedzmy z Moskwy. Agentowi 
powierzano by zadanie zdobycia podstawowej informacji, którą można by wyrazić odpowiedzią tak lub 
nie. Załóżmy, że wojsko amerykańskie chce wiedzieć, czy Sowieci mają nowy typ broni. Szpieg 
dysponujący takim telepatycznym nadajnikiem ma wszelkie szansę, by doskonale wywiązać się z 
zadania, gdyż nawet w przypadku śledzenia go przez KGB trudno zdobyć dowód, że przekazuje on 
informacje. 

Kolejnym bodźcem do badań w tym kierunku była obawa wojska amerykańskiego, że Sowieci 

dysponują już psychiczną bronią militarną. Amerykanie nie chcieli pozostawać w tyle i w ten sposób 
narodziła się zimna wojna psychologiczna. 

Ciekawe jest to, że Rosjanie faktycznie dysponowali już programem psychicznych działań 

wojennych. Obrali jednak inną metodę działania – zrezygnowali z tworzenia odpowiedniego programu 
szkoleniowego w tym względzie, a zaczęli testować ludność w celu wyłowienia jednostek o 
największym potencjale zdolności telepatycznych. Kiedy jednak udało im się zebrać odpowiednią 
drużynę, natrafili na te same problemy, które trapiły armię amerykańską – mianowicie na opór 
najwyższych rangą urzędników. Po obydwu stronach starano się nie dopuścić do badania pewnych 
szczególnych celów, takich jak UFO. Z drugiej strony problem miał również szerszy charakter – 
sprzeciwiano się samej metodzie zbierania danych. 

Wielu dowódców, tak po stronie amerykańskiej jak i rosyjskiej, reprezentuje konserwatywny system 

wartości, często natury religijnej. Nawet niereligijne sprzeciwy nie pozostawiały wątpliwości, że wielu 
ludzi uznaje wykorzystanie takich możliwości technicznych za niedopuszczalne. Opór wyszedł poza 
dziedzinę wojskowości i objął szerokie kręgi. Sam słyszałem o pewnym wysoko postawionym polityku 
cywilnym, podlegającym bezpośrednio ministerstwu obrony, który zawzięcie protestował podczas 
poufnej odprawy na temat UFO, gdzie podnoszono kwestie techniki pozaziemskiej i informacji 
uzyskiwanych na drodze telepatii. Urzędnik ten twierdził, iż wiedzę taką posiądziemy po śmierci w 
chwili dostania się do nieba, a do tego czasu nie należy zgłębiać tego typu zagadnień. Najwyraźniej u 
Rosjan sytuacja wyglądała podobnie. Urzędnicy bali się tematu niczym zjawy i projekt nie zyskał 
odpowiedniego poparcia. 

Początkowe zaangażowanie CIA w sprawy przekazu na drodze telepatycznej zaczęło się od pracy 

z naturalnymi telepatami. Z chwilą, gdy tajne zaminowanie portów nikaraguańskich przez CIA zwróciło 
uwagę amerykańskiego Kongresu, agencja dokonała czystki we wszystkich jednostkach i projektach, 
mogących prowadzić do dalszych skandali politycznych. Na tym skończyło się zainteresowanie CIA 
wojną psychologiczną. 

background image

Chociaż program opracowania telepatycznego nadajnika nigdy się nie powiódł, wysiłki do niego 

zmierzające zaowocowały badaniem zastosowań technik parapsychologicznych w pracy wywiadu. 
Szczególnie godne uwagi są tutaj dwa przedsięwzięcia. Pierwsze z nich to praca profesora Roberta 
Jahna z laboratorium Uniwersytetu w Princeton (PEAR), która, choć niedotowana przez wojsko czy 
wywiad, wzbudziła spore zainteresowanie w kręgach tego ostatniego. Jednakże największą uwagę 
armii zwróciły badania w Laboratorium Teleobserwacji w Międzynarodowym Instytucie Badawczym 
Stanforda pod kierownictwem drą Harolda Puthoffa. 

Armii amerykańskiej nie nękały takie troski jak CIA. Dla wojska liczy się jedynie wykonanie 

zadania. Podczas gdy CIA uwikłała się w problemy parapsychologiczne, wojsko zaczęło tworzyć 
ukryte, czyli “czarne" jednostki, które miały pomóc w rozwiązaniu niektórych trudnych problemów 
wywiadowczych. 

Jedna z tych jednostek specjalnych nosiła kryptonim Oddział G (od nazwy “Płomień Grilla") i nie 

figurowała na żadnym schemacie organizacyjnym wojska. Pierwotnym zadaniem Oddziału G było 
badanie zastosowań technik telepatycznych w celu penetracji najbardziej tajnych planów wrogów 
Stanów Zjednoczonych. 

Ze względu na niezwykły charakter owej jednostki, zebrane przez nią informacje docierały jedynie 

do najwyższych rangą oficerów i polityków. Wkrótce stało się jasne, że przedsięwzięcie dostarcza 
potrzebnych informacji. Żeby dojrzeć, projekt musiałby jednak wyjść poza ustalone granice. Problem z 
rozszerzeniem projektu polegał na tym, że zjawisko teleobserwacji nie zostało uznane przez naukę. 
Wojsko musiało znaleźć jakiś sposób nadania mu większej wiarygodności naukowej, dzięki której 
wzrosłyby fundusze na ten cel. Zaczęto więc sponsorować doświadczenia naukowe, zmierzające do 
uwiarygodnienia zjawiska. 

Owe wczesne badania naukowe nie obejmowały teleobserwacji w jej dzisiejszej postaci. Polegały 

one zwykle na tym, że telepata leżał na łóżku z przyłożonymi do głowy i stóp elektrodami. Używano 
sprzętu elektronicznego w celu wykazania, że biegunowość napięcia ciała badanego przesunęła się o 
180 stopni, co zwykle wskazywało na osiągnięcie przezeń odmiennego stanu świadomości. Inna 
osoba w pokoju, zwana “monitorem", miała za zadanie nakierować telepatę na cel i notować jego 
spostrzeżenia. 

Jakkolwiek eksperymenty te dostarczały cennych informacji, dane zbierane w ten sposób nie 

zawsze pokrywały się z innymi sesjami czy informacjami dostarczanymi przez innych badaczy. Żeby 
nabrać przekonania do wartości materiałów, wojsko potrzebowało większego stopnia wiarygodności. 

W 1982 roku naturalny telepata Ingo Swann dokonał wielkiego przełomu w teleobserwacji poprzez 

opracowanie protokołów potwierdzających zbieranie wiarygodnego wywiadu. Swann dokonywał 
swoich odkryć przez wiele lat, kiedy uczestniczył w szerokich eksperymentach przeprowadzanych w 
różnych instytutach naukowych, w tym w Badawczym Instytucie Stanforda (Swann 1991, str. 92-94). 
Opracował on formę teleobserwacji, opartą na zastosowaniu współrzędnych geograficznych. Forma ta 
znana jest pod nazwą “teleobserwacji współrzędnej" (Innym naturalnym telepatą, który pracował z SRI 
Intemational jest Joseph McMoneagle. Pan McMoneagle opublikował ostatnio bardzo poczytną 
książkę na temat teleobserwacji. Praca ta, pt. 'Wędrujący umysł' zawiera rozdział opisujący jego 
własne obserwacje przeszłe) cywilizacji na Marsie. Moje własne badania prowadzone w 
kontrolowanych warunkach potwierdzają wiele spostrzeżeń McMoneagle'a dotyczących starożytnej 
cywilizacji marsjańskiej). 

Potem Swann dostał kontrakt na przeszkolenie w tych technikach ponad tuzina ludzi – niektórzy z 

nich byli wojskowymi, inni – cywilami. Pierwotne szkolenie trwało rok. Aby wprowadzić kursantów w 
temat zmienionej świadomości, wysyłano ich do Instytutu Monroe'a w Wirginii, gdzie szkolili się w 
osiąganiu stanów wychodzenia z ciała. 

Waszyngton nie byłby Waszyngtonem, gdyby raz na jakiś czas nie wybuchł w nim skandal 

przyciągający uwagę prawników i prasy. Za każdym razem po większym skandalu czynniki decyzyjne 
podejmują działania by uniknąć takich incydentów w przyszłości. W czasie fiaska operacji Iran-
Nikaragua-Oliver North, minister obrony wszczął wśród podległych sobie wojsk poszukiwania wtyczki 
lub organizacji, które ze względu na brak właściwej kontroli mogłyby okazać się politycznie 
kompromitujące dla prezydenta. Znalazł oddział teleobserwacji i nakazał inspektorowi generalnemu 
przeprowadzić  śledztwo. Ponieważ zespół teleobserwacyjny miał być jednostką badawczą, cywilni 
inspektorzy uznali jego działalność za “normalną". 

Od tego momentu sprawy operacyjne przybierały coraz gorszy obrót dla najlepiej wyszkolonych 

teleobserwatorów. Ich wpływy w Waszyngtonie, które nigdy nie były zbyt silne, malały coraz bardziej. 

background image

Jednak wszyscy członkowie zespołu wiedzieli już wtedy, że są obdarzeni niezwykłym darem – darem 
widzenia, który pociągał za sobą odpowiedzialność wykraczającą poza kwestie narodowe. 
Świadomość tego faktu i potrzeba służenia większej sprawie sprawiły, iż ludzie ci zwrócili swe 
wewnętrzne wejrzenie ku górze, w kierunku gwiazd. Kiedy cała ta historia zaczęła się w latach 
osiemdziesiątych, nikt z nich nie przypuszczał, że jest to droga do misji, która może zmienić 
ewolucyjny bieg samej ludzkości. 
 

 

ROZDZIAŁ 2:  

TELEOBSERWACJA 

 

HISTORIA  

Najlepszym źródłem informacji na temat historycznych początków teleobserwacji (tzn. samych 

protokołów, a nie wojskowego programu ich użycia) wydaje się być książka napisana przez Ingo 
Swanna, człowieka, który opracował pierwszą wersję aktualnych protokołów teleobserwacji, 
używanych przez armię amerykańską. W książce tej, pt. Ponad umysł i zmysły, Swann opisuje 
teoretyczne podstawy działania teleobserwacji. Należy zaznaczyć, że poglądy Swanna to jedynie 
hipoteza czy też teoria teleobserwacji. Swann jest artystą (malarzem) i niezwykle utalentowanym 
naturalnym telepatą, ale nie jest naukowcem. Nie umniejsza to jednak wartości jego poglądów, 
stanowiących zbiór intuicyjnie zebranych pomysłów w tej materii. 

Czytelnicy powinni zrozumieć na wstępie, że teleobserwacja (w takim znaczeniu, w jakim używa 

się jej tutaj) nie przypomina w niczym komercyjnych pokazów medialnych. Jest to wymagająca 
dyscyplina, która obejmuje ściśle określony zbiór protokołów; wykorzystywać ją do celów zbierania 
danych może jedynie osoba przeszkolona przez kompetentnego nauczyciela. Czytelnikom radzę by, 
przynajmniej chwilowo, powstrzymali się od opinii (za lub przeciw), opartych na swojej wcześniejszej 
wiedzy czy doświadczeniach z naturalnymi telepatami. Książka niniejsza, zarówno pod względem 
metodologii jak i treści, zawiera informacje, które dla przytłaczającej większości Czytelników, stanowić 
będą całkowitą nowość. 

 

NAUKOWA TELEOBSERWACJA  

W wyniku postępu i udoskonaleń teleobserwacja ewoluowała od sztuki do nauki; i na odwrót – 

rozwój teleobserwacji przyczynił się do usprawnień w technice i do wyjaśnienia pewnych zjawisk.  

W latach osiemdziesiątych do procedur teleobserwacyjnych wprowadzono innowację, która 

polegała na wyeliminowaniu potrzeby użycia współrzędnych geograficznych. Stosując nowoczesną 
wojskową wersję teleobserwacji, można zebrać więcej danych, które jakościowo przewyższają dane 
zbierane metodą wyznaczania współrzędnych. 

Interesujące jest to, że prywatne firmy stosują procedury opracowane w wojsku. Co więcej, 

procedury te są różnie nazywane, w zależności od tego, kto je wykorzystuje. Nawet mój nauczyciel 
zmienił nazwę. Jednak z tego, co wiem, owe różnie nazywane procedury są identyczne bądź prawie 
identyczne z tymi, które zostały opracowane i do dziś pozostają w użyciu armii amerykańskiej. 

Formę teleobserwacji, jaką wykorzystałem do przeprowadzenia badań dla celów tej książki, 

nazwałem “naukową teleobserwacją". Naukowa teleobserwacja (SRV) to również technika 
wywodząca się z procedur opracowanych w wojsku. Różnią się one jednak sposobem i celem, do 
jakiego są używane. SRV pokrywa się z nowoczesnymi technikami wojskowymi pod względem 
struktury, jednakże sięga znacznie dalej, umożliwiając dwustronną komunikację pomiędzy 
teleobserwatorem a istotami zdolnymi do odbioru telepatycznego. Wojskowa wersja teleobserwacji 
polegała zawsze na technice biernego pozyskiwania danych – nigdy nie wykorzystano jej do 
porozumiewania się. Tym niemniej, w poniższym omówieniu będę opisywał strukturę teleobserwacji, 
nie zaś jej użycie. Tak więc, odwołując się do struktur SRV, będę zarazem robił bardziej ogólne 
odniesienia do nowoczesnych technik, opracowanych w wojsku. 

SRV stanowi zbiór protokołów czy też procedur pozwalających “nieświadomemu umysłowi", jak go 

się często określa, na komunikację z umysłem świadomym, dzięki czemu następuje przekaz cennych 

background image

informacji z jednego poziomu świadomości do drugiego. Informacje pochodzące z umysłu 
nieświadomego uważa się na ogół za intuicję, czyli odczucie w stosunku do spraw, na których temat 
nie mamy żadnej określonej wiedzy. Typowy przykład stanowi matka, która po prostu wie, że jej dzieci 
znajdują się w poważnych kłopotach. Czuje to niejako w kościach, nawet jeżeli nie ma żadnych 
konkretnych podstaw, żeby tak sądzić. Intuicja działa w czasie i przestrzeni bez pomocy 
jakiegokolwiek fizycznego środka przekazu informacji. SRV systematyzuje odczytywanie intuicji i 
pozwala na jej dokładne przełożenie na papier, w celu późniejszej analizy. 

SRV pozwala na rejestrację informacji pochodzących z nieświadomości, zanim zostaną one 

zakłócone przez normalne procesy intelektualne stanu czuwania, takie jak racjonalizacja czy 
wyobraźnia. Niektóre z tych protokołów przypominają obrazy odległych przedmiotów, opisanych w 
ocalałych źródłach historycznych (zobacz Swann, str. 73-114). Istotnie, obrazy rysunkowe stanowią 
podstawowy komponent pierwszej i trzeciej fazy SRV, a teleobserwatorzy szkoleni są w kierunku ich 
odszyfrowywania, co pozwala na zdobycie podstawowych informacji na dany temat (tzn. na temat 
obiektu poddanego teleobserwacji). 

Zasadniczo informacje na temat obiektu napływają do wyszkolonych jednostek poprzez ich 

nieświadome umysły. W trakcie sesji teleobserwatorzy szybko je zapisują, trzymając się cały czas 
ścisłej procedury protokołów. Zasady SRV umożliwiają teleobserwatorowi oderwanie się od 
intelektualnych procesów świadomego umysłu do czasu zakończenia sesji. Nawet nieznaczne 
odstępstwo od protokołów może spowodować ingerencję  świadomego umysłu. Postępowanie takie 
mogłoby okazać się fatalne w skutkach, jako że świadomy umysł próbowałby od razu interpretować 
dane, pobudzając w ten sposób wyobraźnię umysłu. Z doświadczeń wynika, iż tego rodzaju praktyki 
mają duży wpływ na dokładność danych – to właśnie dlatego niewyszkoleni telepaci na ogół nie są 
wiarygodni jako jasnowidze. 

Naczelna zasada SRV to nie analizowanie danych przed ich zebraniem. W przypadku jej 

nieprzestrzegania teleobserwacja niewiele różni się od fantazji na jawie (Dodatkowe informacje na 
temat roli nieświadomości w przekazie informacji Czytelnicy znajdą w pracy Targa i Puthoffa z 1977 
roku, Wilbcra z 1977 i Mavromatisa z 1987 roku). 

Kolejny punkt, który chcę poruszyć, jest bardzo ważny. Nie proszę nikogo, aby wierzył w to, co 

opisuję w niniejszej książce, tak jak wierzy się w zbiór prawd religijnych. Książka ta stanowi relację z 
moich badań. Jak każde inne badanie naukowe, moje również podlega odtworzeniu i sprawdzeniu 
przez każdego, kto przeszedł przeszkolenie w zakresie protokołów SRV. Zatem inni naukowcy mogą 
potwierdzić wszystko, co zostało tu napisane. Poza tym, zadałem sobie dużo trudu zbierając i 
potwierdzając wszystkie przytoczone tu informacje. Sposób, w jaki to robiłem, przedstawię w dalszej 
części rozdziału, natomiast w tym miejscu pragnę mocno podkreślić, że w badaniu naukowym nie ma 
miejsca dla wiary. Jedyne, co się tutaj liczy, to dane oraz ich inteligentna interpretacja. W swej książce 
przedstawiam i interpretuję duży zasób danych, które z łatwością mogą potwierdzić inni naukowcy, o 
ile tylko znane im są protokoły SRV. 

 

WSPÓŁRZĘDNE CELU  

Naukowa teleobserwacja zawsze obiera sobie jakiś cel. Cel ten stanowić może jakakolwiek rzecz 

bądź osoba, o której chcemy się czegoś dowiedzieć. Na ogół są to miejsca, wydarzenia i ludzie, ale 
można się również pokusić o trudniejsze cele, takie jak ludzkie sny czy nawet Bóg. Nieświadomość 
dostarcza potrzebnych informacji w taki sposób, aby zrozumiał je umysł świadomy. 

Sesja SRV zaczyna się od przeprowadzenia kilku procedur przy użyciu współrzędnych celu. Na 

ogół są to dwie wybrane na chybił trafił czterocyfrowe liczby przydzielone celowi, przy czym 
teleobserwator nie musi wiedzieć, jaki cel one reprezentują. Do współrzędnych wygodnie jest używać 
liczb, ale mogą być również litery. Oczywiście współrzędne te nie wskazują geograficznego położenia 
celu. Same liczby nie mają żadnego znaczenia dla świadomego umysłu teleobserwatora. 

Użycie liczb zamiast nazwy celu pomaga świadomemu umysłowi i wyobraźni oderwać się od 

procesu zbierania danych, dzięki czemu utrudnione jest zgadywanie, czy inne formy zaśmiecania 
danych. Co więcej, jak się okazało, nieświadomy umysł natychmiast rozpoznaje cel, nawet gdy zna 
tylko jego liczby współrzędne. Niepotrzebne są  żadne dodatkowe informacje. Na podstawie tych 
danych teleobserwator stosuje następnie protokoły SRV w celu uzyskania informacji na temat celu, 
przy czym tożsamość tego ostatniego pozostaje dla niego nieznana aż do czasu zakończenia sesji. 

Stosując współrzędne celu, teleobserwator przez cały czas trwania sesji przestrzega protokołów 

SRV. Umysłowa łączność z celem tworzy coś w rodzaju sygnału. Teleobserwator informacje 

background image

pochodzące od celu jest w stanie odróżnić od szumów (takich jak wyobraźnia) na zasadzie 
rozpoznania mentalnego “tonu" informacji. 

Pod koniec każdej sesji przedstawia się teleobserwatorowi faktyczny opis obserwowanego obiektu 

w celu porównania go z danymi uzyskanymi na drodze teleobserwacji. W ten sposób kontroluje się 
proces zbierania danych. 

 

PROTOKOŁY SRV  

Protokoły SRV mają siedem charakterystycznych etapów. W każdym stadium uzyskuje się różne 

rodzaje informacji na temat celu. Poszczególne fazy wprowadzane są do sesji SRV w kolejności od 1 
do 7, aczkolwiek często sesja kończy się na wcześniejszym etapie, o ile tylko zostały zebrane 
potrzebne informacje. 

Siedem faz protokołów SRV przedstawia się następująco: 
• Faza 1: Fazy 1 i 2 noszą nazwę “wstępnych", a celem ich jest ustanowienie wstępnego kontaktu 

z miejscem. Dane o celu uzyskane w Fazie 1 – na przykład czy z miejscem celu wiąże się jakaś 
struktura ludzka – są niekompletne. 

 
•  Faza 2: Faza ta zwiększa kontakt z miejscem. Informacje z tej fazy obejmują kolory, fakturę 

powierzchni, temperaturę, smaki, zapachy i dźwięki związane z celem. 

 
• Faza 3: Faza ta dostarcza wstępnego szkicu celu. 
 
• Faza 4: Na tym etapie kontakt z celem jest całkiem bliski. W Fazie 4 nieświadomość cieszy się 

pełną władzą w “rozwiązywaniu problemu". Pozwala się jej kierować przepływem informacji do 
świadomego umysłu. 

 
•  Faza 5: Tutaj uzyskuje się szczegóły dotyczące poszczególnych struktur, takie jak na przykład 

meble w pokoju. Fazę tę zwykle pomija się w sesjach SRV, chyba, że potrzebne są szczegółowe 
informacje na temat celu. 

 
• Faza 6: Na tym etapie teleobserwator może dokonywać kontrolowanego badania miejsca. Może 

on sobie pozwolić na pewną, ograniczoną aktywność intelektualną w celu pokierowania 
nieświadomością w wypełnianiu określonych zadań. To tutaj dokonuje się analizy wykresu czasu i 
położenia geograficznego. W fazie tej rysowane są również zaawansowane szkice. 

 
•  Faza 7: Ten etap dostarcza informacji słuchowych związanych z miejscem, takich jak np. jego 

nazwa. 

 

Kategorie danych teleobserwacji  

Nie wszystkie dane z teleobserwacji są tego samego rodzaju. Faktycznie istnieją różne typy 

danych, uzyskiwanych w bardzo różnych warunkach. Teleobserwacja w żadnych warunkach nie jest 
łatwym zadaniem. Nie polega ona na tym, że zamyka się oczy i nagle “widzi się" cel. Sesja trwa około 
godziny, a żeby dobrze określić obiekty, istoty, poglądy i inne dane dotyczące celu, trzeba na ogół 
przeprowadzić wiele sesji. 

Występuje sześć różnych typów danych teleobserwacyjnych. Cechą wyróżniającą różne typy jest 

ilość informacji, jaką teleobserwator ma na temat celu przed rozpoczęciem sesji. Inną podstawową 
cechę charakterystyczną stanowi to, czy teleobserwator pracuje z osobą zwaną monitorem, co za 
chwilę bliżej wyjaśnię. 

W zależności od celu sesji, może być, powiedzmy, sześćset rzeczy do zrobienia – jedna po drugiej 

– obejmujących do siedmiu faz protokołów. Podstawowym założeniem, kryjącym się za tymi 
wszystkimi zadaniami jest możliwie jak najszybsze zarejestrowanie (na papierze) informacji o celu, 
zanim analityczna część umysłu zdąży je zniekształcić, zinterpretować czy w inny sposób 

background image

zanieczyścić. Pod koniec sesji teleobserwator ma około dwudziestu kartek papieru z różnymi formami 
danych, które następnie są odszyfrowywane, interpretowane i streszczane. Kontakt z celem podczas 
SRV ma czasami charakter intymny. Często zdarza się, że mniej więcej w połowie sesji 
teleobserwator zaczyna doświadczać bilokacji, tzn. czuje, że znajduje się w dwóch miejscach na raz. 
W tym punkcie dane otrzymywane na drodze sygnału telepatycznego napływają bardzo szybko i 
teleobserwator musi zanotować możliwie jak najwięcej w stosunkowo krótkim przedziale czasu. 

 

Dane Typu 1 

Kiedy teleobserwator sam przeprowadza sesję, warunki zbierania danych określa się mianem 50/0. 

Natomiast dane otrzymane podczas sesji solo, w której teleobserwator wybiera cel (dysponując w ten 
sposób wcześniejszą wiedzą) nazywane są danymi Typu 1. 

Posiadanie uprzedniej wiedzy na temat celu określa się mianem wstępnego naładowania. Wstępne 

wprowadzanie danych jest często konieczne; niekiedy teleobserwator po prostu musi wiedzieć coś na 
temat celu. Problem związany z tego typu sesją (dotykający głównie nowicjuszy) polega na tym, że 
wyobraźnia teleobserwatora może łatwo zniekształcić dane o celu, na którego temat ma on już być 
może z góry wyrobiony pogląd. Dlatego niezwykle ważne jest dokładne przestrzeganie procedury 
protokołów teleobserwacji, co pozwala na ograniczenie tego typu zniekształceń. Ryzyko 
zanieczyszczenia danych zmniejsza się znacznie w miarę nabywania doświadczenia i ścisłego 
trzymania się protokołów. 

 

Dane Typu 2 

W przypadku początkującego teleobserwatora, ryzyko zniekształceń ogranicza Drugi Typ danych. 

Na sesji tego typu teleobserwator pracuje solo, ale nie wybiera konkretnego celu. Cel wybierany jest 
przez komputer na chybił trafił z wcześniej ustalonej listy celów; komputer podaje teleobserwatorowi 
same współrzędne. Teleobserwator może być zaznajomiony z listą celów (a nawet uczestniczyć w ich 
wyborze), ale tylko komputer wie, jakie współrzędne ma dany cel. Ponieważ  świadomy umysł 
teleobserwatora nie posiada tej wiedzy, w celu zdobycia wszelkich informacji o badanym obiekcie 
musi on wykorzystywać swą nieświadomość. Mówi się wtedy, że teleobserwator przeprowadza sesję 
w ciemno, co oznacza, iż nie ma on żadnej wiedzy na temat celu. 

 

Dane Typu 3 

W przypadku danych Typu 3 mamy do czynienia z jeszcze innym rodzajem solowej sesji w ciemno. 

Tutaj nie teleobserwator określa cel, lecz ktoś z zewnątrz. Na przykład agencja teleobserwacyjna 
może ze swej kwatery głównej rozesłać wiadomość dotyczącą współrzędnych celu do grupy 
wyszkolonych teleobserwatorów, mieszkających w różnych częściach Stanów Zjednoczonych. 
Kierownictwo zna cel, ale poszczególni teleobserwatorzy nie mają o nim pojęcia. Nie utrzymują oni ze 
sobą  żadnego kontaktu. Mogą otrzymać tylko pewne skąpe informacje na temat celu – na przykład 
czy jest to miejsce, czy wydarzenie. Teleobserwatorzy ci przeprowadzają sesje wykorzystując jedynie 
współrzędne, a wyniki przesyłają następnie faksem do kwatery głównej. Doświadczenie uczy, że 
informacje potwierdzone przez wielu teleobserwatorów wykazują zwykle sto procent dokładności. Co 
więcej, ponieważ teleobserwatorzy mogą “wpadać na cel" w różnych punktach czasu czy przestrzeni, 
różne sesje mogą odsłonić komplementarne aspekty celu, co pozwala na uzyskanie poszerzonego 
obrazu. 

Jednak przeprowadzanie sesji solo ma swoje wady. Kiedy teleobserwatorzy sami przeprowadzają 

sesje, protokoły uniemożliwiają im pełne wykorzystanie analitycznej części umysłu. W ten sposób 
mogą oni widzieć cel i nie wiedzieć, co robić dalej. Sesje solo dostarczają cennych informacji na temat 
celu, lecz informacje bardziej szczegółowe i dogłębne można uzyskać, kiedy ktoś inny prowadzi 
nawigację. Drugą osobę nazywa się wtedy pomocnikiem, czyli monitorem, zaś sesja monitorowana 
może stanowić niezwykle interesujące wydarzenie. 

 

Dane Typu 4 

Istnieją trzy typy monitorowanych sesji SRV. Kiedy monitor zna cel, ale teleobserwatorowi podaje 

jedynie jego współrzędne, mamy do czynienia z danymi Typu 4. Sesje tego typu są wykorzystywane w 
dużym stopniu podczas szkolenia. Dane Typu 4 mogą być bardzo pomocne z perspektywy badań, 
jako że monitor posiada maksymalną ilość informacji, za pomocą których kieruje teleobserwatorem. 

background image

Na sesjach tych monitor mówi teleobserwatorowi, co ma robić, gdzie patrzeć, dokąd iść, a nawet o co 
pytać, w przypadku nawiązania kontaktu z istotą posługującą się telepatią. Pozwala to 
teleobserwatorowi na prawie całkowite nieangażowanie zdolności umysłowych, podczas gdy monitor 
przeprowadza całą analizę. 

Monitor i teleobserwator nie muszą znajdować się w tym samym pokoju podczas sesji. W celu 

umożliwienia komunikacji słownej często używa się słuchawek. Dzięki temu monitorowana sesja może 
się odbyć nawet wtedy, gdy monitor i teleobserwator znajdują się w całkiem różnych miejscach, 
oddalonych od siebie o tysiące mil. Niekiedy podczas takich sesji można teleobserwatorowi przesłać 
faksem dane diagramowe w celu zapewnienia kontroli nad przepływem informacji. Sytuacje takie 
określa się mianem sesji monitorowanych na odległość. Wiele zamieszczonych w tej książce 
informacji pochodzi z takiego właśnie źródła. 

 

Dane Typu 5 

W sytuacjach szczególnie krytycznych badacze mogą życzyć sobie danych zebranych bez pomocy 

monitora. 

W przypadkach tych zarówno teleobserwator jak i monitor działają po omacku, a współrzędne celu 

są im dane z zewnątrz przez agencję bądź wybiera je program komputerowy z listy celów (Nie ma 
znaczenia czy monitor i teleobserwator znają zawartość listy, o ile jest ona długa. Doświadczenie 
uczy, że jeżeli lista jest odpowiednio długa, świadomy umysł porzuca wszelkie próby zgadywania 
tożsamości celu). Dane zebrane w ten sposób określa się mianem danych Typu 5. Sesje 
przeprowadzane w tych warunkach cechuje wysoki stopień wiarygodności. Natomiast ich wada polega 
na tym, że pochłaniają więcej czasu niż inne typy teleobserwacji i nie pozwalają monitorowi na 
wybranie najbardziej użytecznych informacji podczas sesji. To tak jakby prosić nawigatora lotu o 
rozpoczęcie pracy po wystartowaniu samolotu. Lot będzie prawdopodobnie przebiegał mniej burzliwie, 
jeżeli jego ogólny plan ustali się przed startem. Tym niemniej, dane Typu 5 są niezwykle użyteczne w 
niektórych sytuacjach i mogą przydać wiarygodności ogólnym wynikom. 

 

Dane Typu 6 

Ostatni rodzaj danych – dane Typu 6 pochodzą z sesji, na których zarówno monitor jak i 

teleobserwator są wstępnie “naładowani informacjami" na temat celu. Ten typ sesji przeprowadza się, 
jeśli teleobserwator musi zebrać więcej informacji na temat konkretnego celu, ale nie odpowiadają mu 
sesje solo. W takim przypadku monitor przejmuje kontrolę nawigacyjną, jednak wcześniej 
porozumiewa się z teleobserwatorem co do celów sesji. 

 

STRESZCZENIE TYPÓW DANYCH  

W skrócie kategorie teleobserwacji przedstawiają się następująco: 
• Typ 1: Solo, wstępne podanie danych, cel wybierany przez teleobserwatora. 
• Typ 2: Solo, w ciemno, cel wybierany przez komputer na chybił trafił z listy celów ustalonej z góry. 
• Typ 3: Solo, w ciemno, cel określany przez kogoś z zewnątrz. 
• Typ 4: Sesja monitorowana, teleobserwator nie zna danych, monitor ma podane dane wstępne. 
• Typ 5: Sesja monitorowana, ani teleobserwator, ani monitor nie znają danych, cel wybierany 

przez komputer na chybił trafił z listy celów ustalonej z góry. 

• Typ 6: Sesja monitorowana, zarówno monitor jak i teleobserwator mają wstępnie podane dane. 
Żaden typ danych nie jest lepszy od innych, a każdy z nich ma swoje zalety i wady. 

 

LISTA CELÓW  

Ogromna większość sesji SRV, które dostarczyły danych do tej książki, została przeprowadzona w 

warunkach Typu 4. Oznacza to, że ja – teleobserwator, działałem w ciemno, podczas gdy mój monitor 
znał cel. Większość celów została wybrana na chybił trafił z listy czterdziestu pozycji, które 
opracowaliśmy wspólnie z monitorem. W trakcie badań poprosiłem monitora o dodanie piętnastu 
innych pozycji i nieinformowanie mnie na ich temat. Monitor mój nie udzielił mi żadnej wskazówki co 

background image

do tego, czy cel, z jakim miałem nawiązać łączność telepatyczną pochodził z listy pierwotnej, czy tej 
uzupełnionej o nowe, nie znane mi pozycje. 

Po rozpoczęciu sesji, celowo nie chciałem zaglądać na listę czterdziestu celów; pragnąłem uniknąć 

śledzenia listy. A zatem zbieranie danych w ciemno nie oznacza, że nigdy nie widziałem listy celów. 
Oznacza jedynie, że nie miałem pojęcia, z jakim celem będę miał do czynienia w trakcie danej sesji. 

Z punktu widzenia protokołów SRV chodzi o to, by z góry przekonać  świadomy umysł, że próby 

odgadywania informacji na temat celu są pozbawione sensu. W ten sposób zmusza się go do tego, by 
całkowicie polegał na danych dostarczanych przez umysł nieświadomy. Kroki te nie są konieczne w 
przypadku doświadczonych teleobserwatorów, biegłych w przekazywaniu tylko tych informacji, których 
dostarcza nieświadomość, niezależnie od typu danych. Zważywszy jednak na kontrowersyjną naturę 
przedmiotu tej książki, w celu uzyskania jak największej wiarygodności, postanowiłem we wstępnym 
etapie badań w miarę możliwości oprzeć się na danych Typu 4. 

 

KRYTYCYZM ZRODZONY Z NIEWIEDZY  

Krytycy teleobserwacji skupiają się zwykle na monitorowanych danych, twierdząc, że dane takie 

(typy od 4 do 6) mogą być zniekształcane przez uprzedzenia i interpretacje samego monitora. W 
szczególności wysuwają oni zastrzeżenia co do sytuacji, w której monitor prowadzi teleobserwatora w 
sposób bardzo zbliżony do tego, w jaki ruchy ręki terapeuty, celowo bądź bezwiednie, prowadzą do 
porozumienia dzieci autystycznych. Krytyka tego rodzaju służy najczęściej do całkowitego 
zdyskredytowania danych zbieranych na drodze SRV. Oskarżenia te są jednak bardzo płytkie. 

Należy pamiętać, że większość danych SRV, wykorzystujących cele ziemskie, może zostać 

potwierdzona w sposób niezależny, co zresztą miało miejsce na szeroką skalę w trakcie 
opracowywania protokołów. Tak więc nie mamy tutaj do czynienia z kwestiami wiary bądź niewiary. 
Dane po prostu są dokładne albo niedokładne. Jeżeli informacji na temat celu nie sposób sprawdzić 
środkami fizycznymi, zawsze można poprosić kilku innych teleobserwatorów o przeprowadzenie 
niezależnych sesji solo i w ciemno (dane Typu 3), które potwierdzą lub nie prawdziwość zebranych 
danych. Prawdopodobieństwo uzyskania przez wielu teleobserwatorów tych samych informacji w 
warunkach danych Typu 3 jest nieskończenie małe i znacznie przewyższa statystyczne wymagania, 
przyjmowane zwyczajowo w naukowych badaniach empirycznych. 

Cóż, krytycyzm zawsze towarzyszy odkrywcom nowych zjawisk. Weźmy na przykład Jamesa 

Bruce'a - jednego z pierwszych europejskich badaczy, którzy wkroczyli na teren Afryki znany obecnie 
jako Etiopia. Jego odkrycia miały miejsce w drugiej połowie osiemnastego wieku i obejmowały 
doświadczenia, w które współcześni mu Brytyjczycy po prostu nie mogli uwierzyć. Ludzie nazywali go 
kłamcą twierdząc, że to niemożliwe, by istniało tak dziwne miejsce. Nie zmieniło to faktu, że Etiopia 
była Etiopią, a późniejsi badacze natrafili dokładnie na to samo, na co natknął się James Bruce (patrz 
Hibbert 1982, str. 21-52). Chociaż było to pozbawione sensu, ludzie jednak nadal nazywali Bruce'a 
kłamcą, nie mając żadnych ku temu podstaw prócz własnego przeświadczenia, nie opartego na 
żadnym doświadczeniu. Jedynym sensownym krokiem w tej sytuacji byłoby sprawdzenie tego, co 
mówił Bruce. 

Niewiara tych, którzy nigdy nie uczestniczyli w bezpośrednim badaniu jest powszechnym 

zjawiskiem, które towarzyszy nam od zawsze. Spieranie się, czy coś jest możliwe czy nie, 
argumentacja w obronie jakiegoś doświadczenia, co do którego są wątpliwości, nie ma większego 
sensu. Najlepsze, co można uczynić w takiej sytuacji to poddać owo doświadczenie sprawdzeniu. 

 

OGRANICZENIA SRV  

Naukowa teleobserwacja ma swoje ograniczenia. Niektóre z nich zdają się wynikać z natury 

samego celu. Na przykład, wyszkolony teleobserwator może oczami umysłu zobaczyć książkę i mieć 
pewne pojęcie na temat jej treści, ale czytanie jej może okazać się niemożliwe. Ja osobiście widziałem 
insygnia na mundurze ET. Udało mi się stwierdzić, że mundur jest biały, ale żeby zobaczyć dokładny 
zarys symbolu na emblemacie, musiałem poświęcić sporo czasu. Podobnie trudno jest odczytać znaki 
drogowe i nazwy ulic, chociaż teleobserwator o wysokim stopniu wyszkolenia jest w stanie tego 
dokonać. 

Kolejne ograniczenie teleobserwacji wiąże się z określeniem miejsca w stosunku do jakiegoś 

znanego punktu, Na przykład łatwo jest namierzyć drogę do ojczyzny cywilizacji istot pozaziemskich, 
ale trudno ją określić w stosunku do naszego systemu słonecznego. Teleobserwator może śledzić 

background image

statek ET z Ziemi do ojczyzny ET, nie znając dokładnej drogi, jaką ten się posuwa. Ograniczenia tego 
typu można pokonać, ale “cena" informacji (w kategoriach czasu, wysiłku i nakładów) jest ogromna. 
Podam jeszcze inny przykład. W trakcie naszych badań ustaliliśmy, że jedna grupa ET ma podziemną 
bazę na Ziemi, usytuowaną pod okrągłą górą. Dzięki wspólnemu wysiłkowi wielu teleobserwatorów, w 
końcu ustaliliśmy prawdopodobne miejsce bazy, ale było to zadanie niełatwe. 

Przy odpowiedniej ilości czasu, wysiłku i nakładów, można przezwyciężyć większość ograniczeń 

SRV. Ale do niedawna musieliśmy znosić ograniczenia całkiem odmiennej natury. Czasami 
teleobserwatorowi zabraniano z zewnątrz nawiązywania łączności telepatycznej z jakimś celem. Na 
przykład w literaturze na temat UFO niektóre istoty pozaziemskie określane są mianem “Szarych". 
Istoty te są niskie, szczupłe, mają poszarzałą cerę i według doniesień często przeprowadzają badania 
medyczne i dokonują operacji ginekologicznych na istotach ludzkich, zabieranych na pokład statku 
kosmicznego. U wyszkolonych teleobserwatorów, którzy próbowali przeniknąć do statków Szarych, 
następowała “blokada" widzenia, a dokładniej, podsuwana im była wizja zastępcza. 

Zwykle łatwo jest wykryć oszukańczy sygnał. Na przykład, kiedy Szarzy wytwarzają zastępczą 

wizję, wielu teleobserwatorów otrzyma, o ile w ogóle się to stanie, bardzo niewielkie potwierdzenie 
danych; nic nie będzie się pokrywać. (Ostatnio, co wyjaśnię w rozdziale 14, cofnięty został nawet 
zakaz telepatycznego wywiadu na temat porwań przez UFO). 

Ostatnie ograniczenie, o którym warto wspomnieć to problem rozumienia. Teleobserwatorzy 

przychodzą na sesję “tak jak są". Przypomina to bardzo sytuację kogoś, kto mając zawiązane oczy 
trafia do zupełnie obcego miasta. Ściąga opaskę i rozgląda się dokoła. Nie ma pojęcia, gdzie jest, ale 
zauważa budynki, ludzi, słyszy obce języki i doznaje wielu odczuć fizycznych. Może wszystko 
postrzegać, ale niczego nie rozumieć. 

Żeby było jasne, wszystkie dane uzyskane na podstawie teleobserwacji muszą się mieścić w 

zasięgu intelektualnego doświadczenia teleobserwatora. Podczas gdy nieświadomy umysł próbuje 
uczynić informację zrozumiałą dla umysłu świadomego, praca przebiega łatwiej, jeśli świadomy umysł 
rozumie już podstawowe pojęcia związane z tymi danymi. Na przykład, ja nie przydałbym się na wiele, 
próbując dotrzeć do szczegółów nowoczesnej techniki pozaziemskiej. Po prostu nie wiedziałbym na 
co patrzę. Przy największych wysiłkach, mój nieświadomy umysł prawdopodobnie nie byłby w stanie 
przekazać memu umysłowi świadomemu nic więcej ponad podstawowe informacje na temat techniki. 
Natomiast wyszkolony inżynier mógłby objąć myślą wszelkie ważne informacje, włącznie ze 
szczegółami technicznymi. Techniczne wykształcenie inżyniera pomogłoby mu w zrozumieniu 
postrzeganej rzeczywistości. Z drugiej strony, ponieważ jestem socjologiem, mogę być bardzo 
pomocny w badaniu pozaziemskich społeczeństw. Łatwiej będzie mi zrozumieć, w jaki sposób 
organizują się i sprawują rządy. To znaczy, mój świadomy umysł bez trudu zrozumie to, co ukaże mu 
umysł nieświadomy, a ja będę w stanie wytłumaczyć to innym. Podsumowując, nieświadomy umysł 
może postrzegać dosłownie wszystko, ale żeby zrozumieć to, co się postrzega, trzeba oprzeć się na 
umyśle świadomym. 

Ogółem biorąc, ograniczeń teleobserwacji jest stosunkowo niewiele, a ponieważ są one 

konsekwencją naszych umiejętności i wyszkolenia, prawdopodobnie nie będą stanowić problemu dla 
przyszłych pokoleń lepiej wyszkolonych teleobserwatorów. Jeśli chodzi o ograniczenia narzucane nam 
przez istoty pozaziemskie, należy stwierdzić, że występują one sporadycznie, a ich celem wydaje się 
być niedopuszczenie do ingerencji w ich życie, a także ochrona nas – Ziemian przed czymś, na co nie 
jesteśmy w pełni przygotowani. Myślę, że nawet te ograniczenia zostaną pokonane, gdyż rodzaj ludzki 
powoli dojrzewa do tego, by stanąć w obliczu czegoś, co według naszej dzisiejszej wiedzy stanowi 
dość silną społeczność galaktyczną. 

 

Uprzedzenia Występujące w Obszernej Literaturze na Temat UFO  

W porównaniu z obecnym stanem naszej wiedzy o działalności istot pozaziemskich na Ziemi bądź 

w jej pobliżu, rozległa literatura na temat UFO zawiera liczne nie poparte naukowo uprzedzenia. Wiele 
fałszywych wniosków, jakie można znaleźć w owej literaturze, nie wynika bynajmniej z niekompetencji. 
W trakcie prowadzenia badań przedstawionych w niniejszej pracy, czytałem książki i rozmawiałem z 
piszącymi je inteligentnymi ludźmi, którzy naprawdę próbują rozwiązać niezwykle zawikłany problem. 
Zagadkę UFO trudno zrozumieć, nawet, jeżeli dysponuje się danymi zebranymi na drodze SRV. 
Natomiast bez tych danych w ogóle nie sposób jej zgłębić. Jedyne dostępne publicznie źródła 
informacji opierają się na naocznych relacjach obserwacji UFO, raportach z porwań – uzyskiwanych 
zazwyczaj od osób zahipnotyzowanych – bądź na informacjach pochodzących z channelingu, w 

background image

którym przyjaźni kosmici rozmawiają z popierającymi ich istotami ludzkimi, przy czym te ostatnie 
znajdują się w stanie podobnym do transu. 

Jeżeli chodzi o naoczne zeznania z obserwacji UFO, raporty te po prostu nie zawierają 

odpowiedniej liczby informacji, żeby mogły być użyteczne z naukowego punktu widzenia. Co można 
bowiem powiedzieć o takim zeznaniu prócz tego, że zauważono niezwykły latający obiekt? Nadal nie 
mamy żadnych informacji na temat użytkowników statku; nie wiemy też nic o społeczeństwach, z 
których oni pochodzą. 

Problemy związane z relacjami porwań są znacznie bardziej skomplikowane i wymagają szerszego 

omówienia. Nie ma wątpliwości, że ludziom, którzy twierdzą, iż zostali porwani przez UFO i zabrani na 
pokład ich statku, przydarzyło się to naprawdę. Obecnie dysponujemy danymi SRV, potwierdzającymi 
wiele relacjonowanych wydarzeń. 

Głównym wątkiem przewijającym się w tych relacjach jest to, iż ludzie są porywani i wbrew swojej 

woli wykorzystywani jako inkubatory w czasie trzech pierwszych miesięcy ciąży genetycznie 
spreparowanego potomstwa, które w części jest ludzkie, w części zaś kosmiczne. Literatura sugeruje 
jakoby Szarzy, niezadowoleni ze swej obecnej postaci, poszukiwali dla siebie nowych ciał. W 
ogromnej większości przypadków porwań u porwanego występuje pewien stopień amnezji, którą 
dobry terapeuta może pokonać na drodze hipnozy. Usystematyzowane raporty na temat tego zjawiska 
można znaleźć w pracach dwóch naukowców: w Porwaniu napisanym przez harwardzkiego profesora 
Johna E. Macka (1994) oraz w pracy profesora z Tempie University – Davida Jacobsa pod tytułem 
Sekretne życie: udokumentowane relacje z pierwszej ręki na temat porwań przez UFO (1992). 

Dr Mack, profesor psychiatrii na Harwardzkiej Akademii Medycznej, zasugerował – opierając się na 

spisach ludności – że ponad milion Amerykanów mogło być porwanych co najmniej raz w życiu 
(Jacobs 1992, str. 9), a doświadczenia takie nie ograniczają się do mieszkańców Stanów 
Zjednoczonych. Niektóre osoby, usiłują poradzić sobie z emocjonalnym szokiem, szukając pomocy – 
zwykle w formie poradnictwa psychologicznego. Liczba tych ludzi jest stosunkowo niewielka, ale 
powiedziano mi, że według nieformalnych szacunków niektórych terapeutów sięga ona około 
czterdziestu pięciu tysięcy w samych Stanach Zjednoczonych. Nie wiem, na ile liczby te są dokładne. 

Wydaje się całkiem możliwe, a nawet prawdopodobne, że ludzie szukający porady to przede 

wszystkim ci, którzy w szczególny sposób zostali poruszeni spotkaniem z istotami pozaziemskim 

5

(Kwestia ta została podniesiona również przez Whitleya Striebera (1995) w książce zatytułowanej 

Przełom: następny krok). Mogło się tak zdarzyć, gdyż niektóre ze spotkań istot ludzkich z 
pozaziemskimi z niewiadomych przyczyn nie przebiegają gładko, choć zdecydowana ich większość 
nie ma charakteru traumatycznego. Jeżeli tak jest, literatura na temat porwań nie może być 
nastawiona życzliwie do mieszkańców kosmosu. To pierwsze z pięciu głównych uprzedzeń, jakie 
znajduję w opracowaniach na temat UFO. Literatura ta, wykorzystując niereprezentatywne przypadki 
porwań, nagina wyniki badań w kierunku interpretacji pełnych strachu urazów. Jak można przewidzieć, 
lwią część takich dzieł (wyłączając pracę Macka) wypełniają ostrzeżenia przed złymi kosmitami, którzy 
porywają dorosłych i, niczym naziści, wyrywają płody w celu przeprowadzania genetycznych 
eksperymentów. Nie chodzi o to, czy tak jest czy nie, ale o to, że nie da się określić prawdziwego 
charakteru istot pozaziemskich, opierając się jedynie na relacjach tendencyjnie wybranych jednostek, 
które doznały szoku. Bardziej wyważony wybór przypadków obejmowałby te z nich, w których 
wzajemne relacje między ludźmi a przybyszami przebiegały gładko. Jednakże podobne przypadki nie 
są znane terapeutom, gdyż osoby takie nie szukają porad specjalisty. 

Kolejne uprzedzenia w literaturze dotyczącej porwań nagromadziły się wokół kwestii 

wykorzystywania hipnozy. Nie mam wątpliwości, że hipnoza jest bardzo pomocna porwanym w 
ożywianiu wspomnień. Jeżeli jednak Szarzy posiadają zdolność wywierania tak głębokiego wpływu na 
wywoływanie wspomnień, co sugeruje się w tego typu literaturze, istnieje duże prawdopodobieństwo, 
iż owe wspomnienia również są niereprezentatywne. Co więcej, na wierzch wypływają 
najprawdopodobniej wspomnienia, które zawierały największy ładunek emocjonalny, czyli te związane 
z momentem szoku. 

Tak więc mamy sytuację, w której niereprezentatywną próbkę wspomnień ożywia się w umysłach 

niereprezentatywnej grupy porwanych. Na podstawie takich danych, nawet jeżeli są one dokładne, nie 
sposób wyciągnąć ogólnych wniosków w stosunku do intencji istot pozaziemskich. To tak jakby 
przybysze z kosmosu próbowali dowiedzieć się czegoś na temat ludzi jedynie na podstawie wywiadów 
z ofiarami wypadków samochodowych. Wyniki takiego badania wskazywałyby, że ludzie to istoty 
nieuważne, często pijane, sadystyczne, zły gatunek, któremu sprawia radość przysparzanie sobie 

background image

cierpień. Sytuacje takie mogą się zdarzyć, jednak uznanie cierpienia jako reprezentatywnego dla całej 
kultury ludzkiej byłoby w najwyższym stopniu mylące. 

Trzecie uprzedzenie w literaturze na temat porwań ma związek z punktem widzenia samych 

naukowców. Łatwo jest sympatyzować z osobami, które uważają się za ofiary porwania i nadużycia. 
Jesteśmy gatunkiem wysoce uczuciowym, który identyfikuje się z ofiarami traumatycznych wydarzeń. 
Nienawidzimy łajdaków i szukamy zemsty. Badacze, kiedy prowadzą sesję hipnozy i przywołują ukryte 
wspomnienia, znajdują się jak gdyby w emocjonalnej zupie wraz z ofiarami, a niewielu z nich ma 
odpowiednie przygotowanie (wyłączywszy oczywiście Macka), by utrzymać uczuciowy dystans w 
stosunku do relacji swoich pacjentów. Jedynie dobrze wyszkoleni fachowcy w dziedzinie poradnictwa 
psychologicznego potrafią w sposób kompetentny pracować z tego typu stłumionymi wspomnieniami, 
zachowując przy tym postawę obiektywną. Emocje są prawdziwe i należy się z nimi obchodzić w 
sposób jak najbardziej kontrolowany i profesjonalny. Jest to wskazane nie tylko ze względu na zdrowie 
pacjentów, ale i z punktu widzenia interpretacji ich przeżyć. Wyciąganie wniosków na podstawie 
danych zebranych przez osoby nieposiadające odpowiednich kwalifikacji terapeutycznych stanowi 
jedynie zaproszenie dla licznych nieporozumień. 

Kolejne uprzedzenie ma związek z klimatem kulturowym, w którym rodzą się wzmiankowane 

relacje. Jesteśmy społeczeństwem uwielbiającym przemoc. Widać to wyraźnie w naszych 
codziennych programach informacyjnych. Rzadko można tam usłyszeć o spokojnych, emocjonalnie 
zdrowych wydarzeniach. W wiadomościach dominują doniesienia o gwałtach, morderstwach i 
wszelkiego rodzaju zbrodniach. Ofiary przedstawiane są zwykle w sposób patetyczny, natomiast 
prawie nigdy nie wzmiankuje się o okolicznościach usprawiedliwiających sprawcę przestępstwa. Na 
przykład o tym, że dana osoba stała się psychicznie niestabilna po przeżytym w dzieciństwie 
wykorzystaniu seksualnym, czy też po tym, jak została ofiarą zbiorowego gwałtu, dokonanego przez 
gang pośród slumsów. Rzadko pytamy, dlaczego wydarzyła się zbrodnia. Zadajemy raczej pytanie, jak 
karać tych, którzy ją popełnili, w niedojrzały sposób odmawiając sobie wyrobienia bardziej 
wyważonego punktu widzenia na temat zawiłych ścieżek życia. 

W dodatku, kultura nasza znajduje przyjemność w rozwodzeniu się nad szczegółami zbrodni, 

zarówno prawdziwej jak i wyimaginowanej. Przemoc to jeden z najbardziej kasowych produktów 
przemysłu filmowego w Hollywood. Przenika do ogromnej ilości ekranowych hitów. Jeżeli kiedykolwiek 
dojrzejemy jako społeczeństwo, umiłowanie przemocy będzie jedną z pierwszych rzeczy, jakim 
będziemy musieli stawić czoło. Nie chcę przez to powiedzieć, że porwani nie doświadczyli tego, co 
postrzegają jako nadużycie dokonane na swej osobie. Być może jednak istnieje druga strona tej 
historii, którą przeoczyliśmy, skupiając się tylko na relacjach o nadużyciu i rozdmuchując je do 
najwyższych granic, podczas gdy nigdy nie zadajemy pytania, czy może istniał jakiś powód, dla 
którego stało się tak a nie inaczej. Pozwolę sobie użyć porównania. Podobnie jak dzieci nieuchronnie 
czują, te naruszona została ich nietykalność osobista, kiedy są zabierane do lekarza na szczepienia, 
tak my – istoty ludzkie możemy się czuć wykorzystani przez istoty pozaziemskie, jeżeli nie rozumiemy 
szerszego tła, na jakim dokonują się pewne czynności. Powtórzę raz jeszcze – nie jest moim 
zamiarem pomniejszanie doświadczeń porwanych osób. Nawołuję jedynie do przerwania nawałnicy 
strachu i nienawiści w celu wypracowania bardziej wyważonego poglądu, który uchroni nas od 
wyciągania pochopnych wniosków, co do rzekomych ataków kosmitów. 

Ostatnie uprzedzenie, o jakim chcę wspomnieć jest prawdopodobnie najbardziej kontrowersyjne i 

wielu ludzi może emocjonalnie zareagować na moje poglądy. Uprzedzenie to dotyczy stereotypów 
rasowych. Chciałbym być dobrze zrozumiany. Nie twierdzę, że porwane osoby są rasistami. Problem 
stanowi to, jak społeczeństwo widzi istoty, które są inne od nas samych. 

Według pokaźnej części literatury na temat porwań, istoty pozaziemskie zamieszane w tę 

działalność są dosłownie całkiem szare. Są małe, chude, mają duże zaokrąglone oczy, skórę twardą 
jak podeszwa i na dodatek brakuje im uczuciowej głębi. Nie są wysokimi blondynami o niebieskich 
oczach. Moim zdaniem, te zauważalne różnice wyzwoliły w naszych umysłach automatyczny proces 
stereotypizacji w stosunku do istot pozaziemskich. Nie podnosiłbym tej kwestii, gdyby nasze 
społeczeństwo było wyzbyte rasizmu. Jeżeli jednak mamy być uczciwi w stosunku do samych siebie, 
musimy przyznać, że ludzkie społeczeństwo dręczy nieustanny problem niesprawiedliwych zasad 
traktowania, opartych na rasizmie. Jeżeli prawdą jest, że traktujemy źle innych przedstawicieli 
naszego gatunku, jakiej reakcji możemy spodziewać się w stosunku do istot niebędących ludźmi? 

Porwane osoby przynależą do naszej kultury, która zwykle nie postrzega innych istot w 

pozytywnym świetle. Trudno się więc dziwić, że istoty te przedstawiane są jako uosobienie zła. Z tej 
perspektywy istnieje duże prawdopodobieństwo, że my, ludzie, zabarwiamy otrzymywane dane 
swoimi kulturowymi uprzedzeniami. Jeżeli mamy odgrywać poważną rolę w społeczeństwie 

background image

galaktycznym, będziemy prawdopodobnie musieli uczciwie rozprawić się z własnymi problemami 
psychologicznymi oraz nauczyć się patrzeć na inne kultury przez pryzmat większego obiektywizmu. 

Pozwólcie, że podam typowy przykład rodzajów stereotypizacji, jakie nieustannie pojawiają się w 

literaturze, a które świadczą o tym, że rasizm stanowi poważny problem w naszym postrzeganiu 
wszechświata. Przykładem tym nie chcę wyróżniać negatywnie jednego konkretnego pisarza. Nie 
stanowi on wyjątku, a jego nazwisko przytaczam jedynie w celu nakreślenia bardziej ogólnego 
problemu. Przykład pochodzi z niedawno opublikowanej książki C. Andrewsa. Autor przedstawia 
relację porwanego pisząc, że inni porwani potwierdzają wiele jego spostrzeżeń. Twierdzi on, że 
Szarzy kontaktowali się z Hitlerem, że produkują pożywienie z wydzielin gruczołów okaleczonych 
zwierząt, pracowali z CIA i nazistami w celu wyodrębnienia wirusa HIV i robili wiele innych złych 
rzeczy. Natomiast ich wrogowie (to jest dobrzy przedstawiciele istot pozaziemskich) mają szwedzką 
urodę “wysokich blondynów". Istoty te są na ogół piękne i przystojne, niczym bohaterowie westernów. 
Blondyni denerwują się na ludzi, ponieważ nasze rządy współpracują z Szarymi, ich złymi, 
śmiertelnymi wrogami (Andrews, 1993, str. 41-64). 

Tego typu uprzedzenia rasowe i stereotypowe uogólnienia są szczególnie nieprzydatne, jeżeli 

chcemy dobrze zrozumieć zjawisko istot pozaziemskich. Jeszcze raz powtórzę: jedyne, co się liczy to 
uzyskanie dokładnych danych i ich inteligentne odczytanie. Do tej pory otrzymywaliśmy na ogół dane 
pełne uprzedzeń, których interpretacja została poważnie zniekształcona przez praktyki badawcze i 
nasze własne problemy kulturowe. Żeby rozwiązać zagadkę istot pozaziemskich, musimy porzucić 
uprzedzenia i wypracować bardziej kompletny obraz zjawiska. 

Ostatnią metodą zbierania danych, o której wspomniałem, jest channeling, przez niektórych 

uznawany za alternatywę w stosunku do teleobserwacji. Postaram się wytłumaczyć, dlaczego tak nie 
jest. Channeling ma miejsce wtedy, gdy osoba popada w stan podobny do transu, w czasie którego 
porozumiewa się telepatycznie z obcą istotą. Czasami twierdzi się, że aby osiągnąć porozumienie, 
istota ta chwilowo “przejmuje kontrolę" nad ciałem i umysłem osoby w transie. 
Poza paroma wyjątkami, nie stwierdziłem, aby channeling dorównywał dokładnością danym 
uzyskanym na drodze SRV. Na ogół, telepaci channelingowi przedstawiają ludzi ich pozaziemskim 
siostrom i braciom, którzy mieniąc się dobrymi, ostrzegają przed złymi przedstawicielami swego 
gatunku. Istoty, z którymi nawiązano łączność, udzielają następnie różnorodnych informacji 
dotyczących przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, opatrzonych ostrzeżeniami i napomnieniami. 
Jednakże materiał taki na ogół nie zgadza się ani z informacjami uzyskanymi przez innych telepatów 
channelingowych, ani z wynikami otrzymanymi przez teleobserwatorów. Za pomocą teleobserwacji, 
badacze mogą kontrolować zarówno obiekt obserwacji jak i wyszkolenie obserwatora oraz warunki, w 
jakich uzyskuje się dane. Za pomocą precyzyjnego ekranowania i procedur sprawdzających można 
wyizolować i odrzucić niedokładne dane. Channeling nie pozwala na żadną z tych rzeczy. Po prostu 
wierzy się telepacie lub nie, a wierzenia nie są zadowalającym substytutem obiektywnej obserwacji, 
która podlega niezależnej weryfikacji.

 

 
 
 

ROZDZIAŁ 3:  

Podróż  przez Akaszę 

Moja praca w zakresie teleobserwacji istot pozaziemskich właściwie zaczęła się w styczniu 1992 

roku, aczkolwiek wtedy nie zdawałem sobie z tego sprawy. Od tamtego czasu doświadczyłem wielu 
spotkań z całym szeregiem istot pozaziemskich. Na ogół nawiązywałem kontakt na drodze 
teleobserwacji. Nie sądzę jednak, bym zbliżył się do istot pozaziemskich w sposób niezależny, bez ich 
wiedzy. Tak naprawdę żywię silne podejrzenie (chociaż nie mam na to dowodu), że pewne sugestie 
zostały mi podsunięte, a ja początkowo nie zdawałem sobie sprawy, że moje zainteresowanie 
sprawami świadomości ostatecznie doprowadzi mnie do ET. Nie jestem pewien, kto mógł to zrobić, 
ale intuicja wyraźnie podpowiada mi (a przemawia za tym sporo dowodów pośrednich), że byłem 
kierowany czy też popychany w tym kierunku. 

Moje badanie ludzkiej świadomości obejmowało trzy fazy szkolenia. Zacząłem od nauczenia się 

zaawansowanej wersji Medytacji Transcendentalnej zwanej Sidhis. Drugi etap szkolenia stanowił 
tygodniowy kurs w Instytucie Monroe'a w Faber, w Wirginii. Kolejnym krokiem było szkolenie w 

background image

zakresie teleobserwacji. Każdy etap miał bezpośredni związek z moimi badaniami dotyczącymi istot 
pozaziemskich, co wyjaśniam poniżej. 

 

SIDHIS  

W 1991 roku zacząłem szkolenie w Programie Medytacji Transcendentalnej (MT) Sidhis. Podobnie 

jak Medytacji Transcendentalnej, Sidhis nauczają nauczyciele wyszkoleni przez Maharashiego 
Mahesh Yogi. Omawiam tu swoje doświadczenia medytacyjne z dwóch powodów. Po pierwsze, w 
trakcie badania istot pozaziemskich, natknąłem się na grupy kosmitów, które najwyraźniej praktykują 
coś w rodzaju medytacji Sidhis. Po drugie, w trakcie sesji teleobserwacji raz po raz doświadczałem 
świadomości pewnej grupy istot pozaziemskich, która posiada zbiorową umysłowość. Owa grupowa 
świadomość kosmitów – można by ją nazwać “zbiorowym umysłem" – przeżywa subiektywne 
doświadczenie zbliżone do tego, jakiego ludzie doznają w czasie ćwiczeń Programu Medytacji 
Transcendentalnej Sidhis. 

Moje początkowe zainteresowanie tym programem korespondowało z publikacją niezwykłego 

raportu w prestiżowym czasopiśmie naukowym. W 1988 roku, w grudniowym numerze Dziennika 
Rozwiązywania Konfliktów ukazał się artykuł, w którym twierdzono, że grupy praktykujące Medytację 
Transcendentalną, a zwłaszcza program Sidhis, mogą mieć wpływ na poziom konfliktów w 
otaczającym ich terenie (Orme-Johnson i inni, 1988). Zjawisko to nazwano “efektem Maharashiego" 
na cześć Maharashiego Mahesha. W chwili jego opublikowania, artykuł uważano za kontrowersyjny. Z 
reakcji ludzi wynika, że nadal wzbudza on dużo emocji. 

Po ukazaniu się artykułu na temat Efektu Maharashiego, z całą otwartością swego umysłu 

zdecydowałem się zbadać, czy medytacja rzeczywiście może przyczynić się do zmniejszenia 
konfliktów w świecie. W tym celu zwróciłem się do Uniwersytetu Emory o dotację na badania. Poprzez 
nauczenie się programu Sidhis chciałem zbadać efekt Maharashiego. Przyznano mi dotację i wkrótce 
potem zostałem Sidhą (zaawansowanym medytującym). 

Na samym początku pragnę wyraźnie podkreślić, że z ruchem Medytacji Transcendentalnej nie 

łączy mnie żadna formalna więź. W żaden sposób go nie reprezentuję. Nigdy nie otrzymałem od ruchu 
żadnych pieniędzy czy innych dóbr materialnych. W niniejszej książce prezentuję wyniki jako 
niezależny socjolog, prowadzący badania na własną rękę. Wszystkie moje komentarze odnośnie 
medytacji stanowią odzwierciedlenie moich własnych myśli i doświadczeń, jako że dotyczą one moich 
badań nad cywilizacjami pozaziemskimi. Żeby zrozumieć, o co tutaj chodzi, opierałem się jedynie na 
własnych umiejętnościach naukowca i wyszkolonego obserwatora. 

 

SUBIEKTYWNE DOŚWIADCZENIA Z PROGRAMEM MT-SIDHIS  

W normalnej świadomości czuwania, umysł zalewany jest przez dane wejściowe pochodzące z 

pięciu zmysłów fizycznych: wzroku, słuchu, zapachu, smaku i dotyku. Nasza aktywność umysłowa w 
większości wykorzystuje informacje z tych zmysłów. Surowe dane wejściowe uzyskiwane przez 
zmysły, karmią aktywność intelektualną podobnie jak logika czy wyobraźnia. Jednak w trakcie 
medytacji, natężenie owych doznań zmysłowych stopniowo zmniejsza się w umyśle, aż do 
całkowitego ich wyciszenia. W tym punkcie ustają również logika i wyobraźnia. To, co zostaje, nie jest 
pustym umysłem. Naprawdę jest to połączenie umysłu z czymś, co medytujący nazywają “polem 
świadomości", które może pulsować aktywnością. Z subiektywnego punktu widzenia wydaje się, że 
pole to zarówno zawiera jak i odzwierciedla wewnętrzną  świadomość wszystkich ludzi. W stanie 
głębokiej medytacji ludzie w sposób bezpośredni doświadczają tego pola. Empiryczny kontakt z nim 
przesłaniają zwykle sygnały pochodzące zarówno z pięciu fizycznych zmysłów, jak i z myśli, 
wspomnień i emocji. Trzeba więc “przekroczyć" świadome przetwarzanie wrażeń zmysłowych przez 
odwrócenie uwagi świadomości od zmysłów i skierowanie jej w stronę tego, co niefizyczne. To, co 
niefizyczne jest oczywiście z definicji pozbawione cech fizycznych, tym niemniej posiada pewną 
obiektywną rzeczywistość, którą można dokładnie zobaczyć, o ile tylko ma się odpowiednio wrażliwy 
system nerwowy. Spostrzeżenia takie nie są wytworem wyobraźni osoby uprawiającej medytację. 

Ostatecznym celem medytacji jest ćwiczenie umiejętności odczuwania pola świadomości, aż do 

osiągnięcia zwiększonej percepcji tego, co niefizyczne. Po ukończeniu tego procesu, nie ma potrzeby 
dalszej medytacji. Osoba taka ma wysoce rozwiniętą świadomość i doznała samorealizacji. Oznacza 
to, iż nie prowadzi ona już podwójnego życia, w którym normalna świadomość ograniczona jest do 
postrzegania zewnętrznych zmysłów fizycznych, a nie sięga jaźni wewnętrznej. Człowiek, który 
osiągnął samorealizację ma tylko jedną połączoną (to jest wzajemnie połączoną) świadomość. 

background image

Ponieważ pole świadomości łączy wszystkie aspekty życia, postrzeganie pięciu fizycznych zmysłów 
jest zabarwione tym, co człowiek widzi z szerszego poziomu. Bez tego rozumienie wszelkiego życia 
jest upośledzone. Medytacja wtapia poczucie wewnętrznego istnienia w codzienną, normalną 
świadomość. W trakcie swoich badań odkryłem ważną rzecz, mianowicie, że podstawową cechą, 
która odróżnia typowe istoty ludzkie od wysoko rozwiniętych istot pozaziemskich jest to, iż kosmici w 
większej swej części osiągnęli samorealizację, podczas gdy u ludzi zdarza się to nader rzadko. 

W pełni zrealizowana osoba szybko uświadamia sobie różnorodność współistniejącego z naszym 

życia niefizycznego. Wszelkie życie, zarówno fizyczne jak i niefizyczne, zamieszkuje pewną 
przestrzeń. Niestety, angielskie określenie “space" – przestrzeń (tak jak “outer space" – w przestrzeni 
zewnętrznej) ogranicza się do tego, co fizyczne. Szerszy termin definiujący przestrzeń, obejmujący 
swym znaczeniem tak życie fizyczne jak i niefizyczne, znajdujemy w sanskrycie – to słowo skoszą. 
Wszyscy istniejemy w akasha i wszystkie nasze podróże zawierają się w akasha, niezależnie od tego 
czy podróżujemy statkiem kosmicznym czy przy pomocy wyszkolonej świadomości. Tak naprawdę, 
starożytni jasnowidze byli pierwszymi wielkimi astronautami, ponieważ przy pomocy swoich umysłów 
nieomal dosłownie wędrowali po niebiosach. Na ogół osoby zaawansowane w medytacji, podobnie jak 
istoty pozaziemskie, patrzą na naszą egzystencję z szerszej perspektywy życia w akaszy. 

Moje pierwsze doświadczenia z Programem MT-Sidhis w dużej grupie nastąpiły podczas medytacji 

na Międzynarodowym Uniwersytecie Maharashiego w pierwszym tygodniu 1992 roku. Zebrało się tam 
wtedy ponad dwa tysiące medytujących osób. Wszyscy ćwiczyliśmy program MT-Sidhis. 

Obecny program MT-Sidhis jest dość zagmatwany i nie ma potrzeby, żeby w tym miejscu wdawać 

się w dokładny opis poszczególnych jego procedur. Powszechnie wiadomo, że część programu 
obejmuje tak zwane “latanie jogina". Odbyło się wiele publicznych pokazów tego zjawiska, a niektóre z 
nich były nawet transmitowane w telewizji. Na poziomie powierzchniowym, latający jogini wyglądają 
jak gdyby podskakiwali po całym pokoju w pozycji kwiatu lotosu, niejako przypominając żabę. Jednak 
nie chodzi tutaj o uprawianie gimnastyki, a o to, by uprawiając specjalny typ aktywności pozostawać w 
stanie medytacji ściśle związanym z polem świadomości. 

W trakcie “nielatających" części tych medytacyjnych eksperymentów doznawałem szczególnych 

odczuć, takich jak uspokojenie, zatapianie się, przemieszczanie świadomości. Moja własna 
świadomość zdawała się gdzieś wędrować, bez jakiegokolwiek wysiłku z mej strony. Rzeczywiście, 
jednym z najważniejszych aspektów właściwej medytacji jest to, że nie może się ona odbywać w 
atmosferze wysiłku. Wysiłek bowiem uaktywnia związane ze stanem czuwania czynności 
przetwarzania informacji, które z kolei przytłumiają postrzeganie jakiegokolwiek sygnału z pola 
świadomości. Po osiągnięciu tego nowego stanu, następowało charakterystyczne postrzeganie 
różnicy między stanem świadomości medytacyjnej a normalnym stanem czuwania świadomości. 
Opisywanie wszystkich aspektów tej różnicy wykraczałoby poza potrzeby niniejszej pracy, ale kilka 
uwag na pewno się przyda. 

W stanie świadomości medytacyjnej miałem wyraźne poczucie mojej własnej jaźni, która była 

czymś różnym od moich myśli. Pojawiały się w tym stanie myśli, ale było ich niewiele. Co więcej, myśli 
jawiły się jako coś obcego mojej zasadniczej jaźni. W rzeczywistości, dominującym aspektem 
percepcji było poczucie rozszerzonej świadomości. Z perspektywy osoby trzeciej, moja świadomość 
nie tyle myślała myślami, ile po prostu była świadoma siebie. 

Jednakże ten stan poszerzonej świadomości nie pozostawał bezczynny. Wyraźnie doświadczałem 

jakiegoś miejsca, a moja własna świadomość nie była jedyną, która dzieliła owo doznanie. 
Doświadczenie to nie było też chwilowe. W rzeczywistości, trwało dobrych parę minut zanim program 
przeszedł do następnego punktu, to jest do “latania jogina". 

Panuje opinia, że z punktu widzenia stanu normalnego czuwania świadomości, stan świadomości, 

którego doświadcza się w trakcie medytacji, jest bardzo subtelny. Moje osobiste doświadczenia 
wydają się to potwierdzać. Jednak z perspektywy stanu poszerzonej świadomości czynności w polu 
świadomości nie zawsze są subtelne. Właśnie podczas “latania" pierwszy raz dostrzegłem coś, co 
można by nazwać “falą świadomości" i muszę przyznać, że uderzyło mnie to niczym tona cegieł. 

Fala świadomości powstaje, kiedy osoby medytujące w jednym miejscu manipulują polem 

świadomości w taki sposób, że wszyscy medytujący postrzegają falę wpływu w tym samym czasie. 
Doświadczenie to trudno ująć w słowa. Mogę jedynie stwierdzić, że przypomina ono wielki przypływ 
energii. 

Oczywiście niewyszkolony uczestnik eksperymentu może odrzucić takie subiektywne obserwacje. 

Ja jednak jestem wykształcony w zakresie obserwacji ludzkich zachowań i pozostaję w wysokim 

background image

stopniu uwrażliwiony na potrzebę odróżniania rzeczy zmyślonych od rzeczywistych. Jestem głęboko 
przekonany, że w budynkach Uniwersytetu Maharashiego działo się coś obiektywnego. Nie będę 
utrzymywał, że rozumiem fizykę owego eksperymentu, ale był on dla mnie tak realny, jak gdybym 
dostał pięścią w twarz (przy czym oczywiście, o wiele przyjemniejszy). 

Dokładnie pamiętam swą początkową reakcję po pierwszym doświadczeniu medytacji w dużej 

grupie. Żałowałem, że w budynkach tych nie byli obecni naukowcy z całego świata wraz z całym 
możliwym zestawem narzędzi laboratoryjnych. Uważałem, że nauka powinna zainteresować się 
zjawiskiem, które mnie tak poruszyło. Nie było ono fizyczne, ale jak najbardziej prawdziwe i miało 
wpływ na obiekty fizyczne (na przykład na mnie). Wówczas byłem przekonany, że coś tak silnego nie 
może umknąć naukowemu badaniu. Jednak nie potrafiłem znaleźć żadnej odpowiedzi na pytanie: co 
się właściwie stało? Mój umysł zdawał się przemieszczać na subtelny poziom świadomości, z którego 
czułem wielką aktywność i potężne fale energii. 

 

INSTYTUT MONROE'A  

W dwadzieścia jeden miesięcy po tym, jak ukończyłem kurs programu MT-Sidhis, tuż przed 

rozpoczęciem szkolenia w zakresie SRV, uczęszczałem na tygodniowy kurs programu “Wędrówki 
przez Bramę" w Instytucie Monroe'a w Faber, w Wirginii. Program ten uczy osiągania odmiennych 
stanów świadomości poprzez technikę  ładowania fal mózgowych. Zanim zapisałem się na ten kurs, 
spotkałem osobę, która miała uczyć mnie teleobserwacji i zostać moim monitorem w trakcie 
relacjonowanych tu badań. Otóż osoba ta powiedziała mi, że kurs w Instytucie Monroe'a stanowi 
warunek wstępny szkolenia w teleobserwacji dla celów wojskowych. Chcąc powielić znaną drogę 
wojskowego programu szkoleniowego, zapisałem się też na kurs programu “Wędrówki przez Bramę". 
Przedstawię ten kurs pokrótce. Ludzie w Instytucie Monroe'a wynaleźli nieinwazyjny sposób 
wytwarzania fizycznych zmian w mózgowych sygnałach elektrochemicznych. Ich technika oparta jest 
na wykorzystaniu dźwięków w celu spowodowania różnych częstotliwości rezonansu między prawą a 
lewą półkulą mózgową. Robert Monroe nazwał swą opatentowaną technikę “Hemi-Sync". Polega ona 
na tym, że umieszcza się jeden ton w jednym uchu (na przykład ton 100-hercowy) i drugi ton o 
częstotliwości tylko nieznacznie różnej od tonu pierwszego w drugim uchu (powiedzmy, ton 104 
hercowy). W wyniku tego powstaje wibracja o bardzo niskiej częstotliwości, którą nazywa się 
częstotliwością uderzenia (w tym przypadku 4 herce). Częstotliwości uderzeń właściwie nie słyszy się 
w uszach, ale umysł może je rozpoznać. Sam mózg tworzy je na drodze mieszania osobnych 
częstotliwości audio. W ten sposób używa się dźwięku do wywołania elektrochemicznych zmian w 
mózgu, który rezonuje przy częstotliwości niewykrywalnej dla ludzkiego ucha (z racji swej niskiej 
częstotliwości). 

Naukowcy z Instytutu Monroe'a opracowali szereg wymyślnych mieszanek dźwięków Hemi-Sync, 

które są niezwykle użyteczne w osiąganiu odmiennych stanów świadomości przez słuchające ich 
osoby. Sporządzili oni “mapy" elektrochemicznej aktywności fal mózgowych wielu osób, zdolnych do 
osiągania odmiennych stanów świadomości. Dopasowując mapy do zmian, jakie zachodzą w technice 
Hemi-Sync, mogą oni, dosłownie za pomocą naciśnięcia guzika, spowodować taki mechaniczny 
rezonans umysłu, jaki występuje u wielkiego jasnowidza czy mistyka, który badaniu granic 
świadomości poświęcił całe swoje życie. Najbardziej interesujące osiągnięcie Instytutu Monroe'a 
stanowi odkrycie zestawu częstotliwości, pozwalającego postrzegać pełną bujnego życia sferę 
egzystencji niefizycznej. 

Używam słowa, które być może słyszeliście w telewizyjnym serialu Star Trek oraz w innych filmach 

opisujących to miejsce: “subprzestrzeń". Jakaś część każdego z nas, podobnie jak w przypadku 
innych istot, istnieje w subprzestrzeni. Ludzie, którzy nie zamieszkują już naszej przestrzeni fizycznej 
“żyją" w subprzestrzeni. Określanie więc zmarłych mianem “martwych" czy “nieżyjących" jest z gruntu 
niewłaściwe. 

Na kursie “Bramy" w Instytucie Monroe'a podstawowy stan świadomości, pozwalający na wejście 

do subprzestrzeni, nazywany jest stanem skupienia Focus 21. W tym stanie świadomości można 
głęboko wniknąć w subprzestrzeń i porozumieć się z przebywającymi tam istotami. W trakcie mojego 
drugiego doświadczenia ze stanem skupienia Focus 21, wydarzyła się niezwykła rzecz, która zmieniła 
moje poglądy na temat istot pozaziemskich. 

Leżałem na plecach w małym pokoju z łóżkiem i niezbędnym sprzętem elektronicznym, słuchając 

przez słuchawki dźwięków Focus 21. Doznałem subiektywnego doświadczenia umysłowego 
przeniesienia w jakieś miejsce. Wykorzystywana technika nie wymaga ze strony słuchacza żadnego 
wysiłku wyobraźni. Umysł automatycznie dostraja się do częstotliwości generowanej przez tony i 

background image

przenosi się “tam". Po kilku minutach wydawało mi się, że przybyłem w jakieś miejsce, które miało 
wejście, coś w rodzaju drzwi. Rozkład obrazów nie był doskonały, ale mogłem odczuć, co się działo. 
Znajdowałem się u jakichś bram. 

Przeszedłem przez wejście i znalazłem się w pokoju, który sprawiał wrażenie, jakby brakowało w 

nim jednej ściany. Wszędzie było światło, jasne światło. Rozejrzałem się dookoła i po swojej lewej 
stronie zobaczyłem jakąś istotę. Jej ciało sprawiało wrażenie fluoryzującego i lekko przezroczystego. 
Wydawało się, że osobnik ten mnie obserwuje, tak jakby nadzorował moją wizytę. Wszedłem do 
pokoju i, ku swojemu niezmiernemu zdziwieniu, spotkałem trzech innych znanych mi ludzi. Byli tam 
mój dziadek, babcia i babcia stryjeczna (siostra babci). 

Na poziomie emocjonalnym, nie posiadałem się z radości. Wszyscy okazywali zadowolenie, że 

mnie widzą. Mojego szczęścia nie da się wyrazić słowami. Miałem niejasne poczucie, iż z mojego 
ciała fizycznego wydobywają się łzy, ale świadomość pozostawała z krewnymi. Niedawno zmarła moja 
inna ciotka (druga siostra babci), więc rozejrzałem się wokół siebie, pytając gdzie jest. Dokładnie 
pamiętam swoje pełne troski pytanie: “Ale gdzie jest Elsie?" 

W tym momencie poczułem, jak jakaś inna – najwidoczniej potężna – subprzestrzeń pokrywa mnie 

ciemną osłoną. Następnie zostałem podniesiony i przeniesiony w inne miejsce. W trakcie tej wycieczki 
zapytałem, dlaczego nie mogę zobaczyć tego, co jest na zewnątrz. (Zadałem to pytanie po prostu 
przez pomyślenie). W momencie, w którym je zadałem, podniósł się róg osłony i ujrzałem 
najjaśniejsze światło, jakie kiedykolwiek dane mi było widzieć. To przypominało patrzenie prosto w 
słońce. Co więcej, czułem przemożne pragnienie rozpłynięcia się w tym świetle. Wtedy ponownie 
opadła zasłona i zrozumiałem. Chroniono mnie przed światłem. Odniosłem wrażenie, że wystawienie 
na bezpośrednie działanie światła mogłoby być dla mnie szkodliwe, ponieważ nadal prowadziłem 
życie fizyczne. 

Wkrótce potem, podróż w subprzestrzeni skończyła się i zasłona została podniesiona. Moim oczom 

ukazało się coś, co przypominało setki tysięcy Szarych. Były to istoty pozaziemskie, a żyły w 
subprzestrzeni tak jak ludzie. Przybliżyłem się i wyciągnąłem rękę w ich kierunku. (W jakiś sposób 
wydawało mi się, że jest to właściwe w tym momencie). To, czego doznałem, przyprawiło mnie o 
zawrót głowy. Odczułem intensywny ból, psychiczny i uczuciowy – nie fizyczny. Cofnąłem się szybko z 
powrotem do na wpół otwartej zasłony. Jednak nie chciałem przepuścić takiej okazji, więc 
spróbowałem ponownie. Tym razem, zamiast odbierać nowe wrażenia swymi ludzkimi zmysłami 
zrobiłem wysiłek, żeby odczuć  świadomość Szarych, tak jak odczuwali ją oni. Ku mojej uldze, 
doznanie było teraz inne. 

Poczułem spokój, bezruch, milczenie. Czułem też, że moją świadomość w tym momencie można 

by przyrównać jedynie do umysłowości dr Spocka ze Star Trek. To było tak, jakby nie istniały żadne 
powierzchowne emocje, a tylko sama głębia. Wtedy zdałem sobie sprawę, że moje pierwsze wrażenie 
bólu ukazywało, jak czułby się mój umysł, gdyby był zmuszony żyć w świadomości Szarych. Proces 
przejściowy był zbyt ostry. Nadal czułem głęboki ból, ale jeszcze nie wiedziałem, czy pochodził on od 
Szarych, czy ode mnie samego. Odnosiłem niejasne wrażenie, że zarówno od jednego jak i od 
drugiego, ale wtedy nie byłem w stanie tego określić. 

Wówczas usłyszałem głos i już wiedziałem, kto przyprowadził mnie do Szarych. Głos powiedział: 

“Tam są stworzenia, którym chcesz pomóc". Był to głos cioci Elsie. 

Jeden z Szarych zbliżył się do mnie i zapytał, czy przyszedłem, aby im pomóc. Nie wiedziałem, co 

powiedzieć. Czułem, że mają problemy, ale początkowo odnosiłem wrażenie, iż problemy te leżą 
daleko poza granicami moich możliwości pomocy. 

Odpowiedziałem, że nie wiem. Zacząłem coś mamrotać. Wspomniałem, że może spróbuję. Może 

będę mógł wrócić. Nie wiedziałem, jakie zadanie mam do wykonania. Cokolwiek jednak to było, 
czułem się przytłoczony. Kurczyłem się i odczuwałem smutek, głęboki smutek. Ale czułem też, że nie 
jest to czas na niesienie pomocy i że muszę opuścić Szarych. 

Znowu okryła mnie zasłona i zostałem odstawiony do drzwi wejściowych, gdzie czekali na mnie 

krewni. Właściwie w ogóle nie zobaczyłem ciotki, ale już tego nie potrzebowałem. Pożegnałem się i 
udałem do wejścia, gdzie nadal stała samotna istota subprzestrzenna, którą widziałem na samym 
początku. Potem, ku swojemu zdziwieniu, ujrzałem około dwudziestu ludzi trzymających się za ręce; 
ludzie ci minęli mnie i weszli przez drzwi do czegoś na kształt tunelu prowadzącego w dół. Uznałem to 
za dziwne, ale nie rozmyślałem wtedy na ten temat. 

W moim umyśle zaczęły się zmieniać sygnały dźwiękowe. Opuszczałem Focus 21. Po powrocie, 

którego nie zakłóciły już żadne wypadki, usłyszałem przyjemny głos z budki kontrolnej. 

background image

“Witamy z powrotem! Jesteś teraz całkowicie rozbudzony i czujny. Prosimy, dołącz do nas w sali 

odpraw". 

Wkrótce potem grupa biorąca udział w kursie “Bramy" spotkała się w dużej sali instytutu, w celu 

omówienia swych doświadczeń. Pierwszą rzeczą, która pojawiła się w dyskusji było to, że wielu 
uczestników zdecydowało się przejść przez doświadczenie jako grupa, niejako trzymając się za ręce. 
Opowiadali o swych podróżach i powrocie przez bramę i już wiedziałem, kogo ujrzałem przy wejściu 
do tunelu. 

Jeśli chodzi o mnie, byłem zbyt odrętwiały żeby cokolwiek mówić. Po prostu słuchałem, 

zastanawiając się, co się jeszcze wydarzy. 

 

MOJE SZKOLENIE W ZAKRESIE TELEOBSERWACJI  

Z racji kontrowersyjnego charakteru moich badań i natury szczegółów dotyczących wojskowych 

operacji teleobserwacyjnych, zdecydowałem się utrzymać w sekrecie tożsamość mojego nauczyciela. 
Być może w pewnym momencie człowiek ten sam zechce ogłosić, że był moim nauczycielem i 
monitorem w trakcie tych badań, ale będzie to jego decyzja. Póki co, będę nazywał go “moim 
nauczycielem" lub “monitorem". W przypadkach, gdy formy językowe zmuszą mnie do użycia zaimka 
osobowego, będę używał określenia “jego" czy “jemu" jedynie dla wygody, nie należy więc wyciągać z 
tego żadnych wniosków co do płci mego nauczyciela. 

Człowieka, który miał zostać moim nauczycielem teleobserwacji (były członek wojskowej jednostki 

teleobserwacyjnej) spotkałem po raz pierwszy na konferencji. Długo z nim rozmawiałem, dałem mu 
swą wizytówkę i błagałem, aby wziął mnie na przeszkolenie w teleobserwacji. Powiedział mi, że w 
obecnej chwili jest to niemożliwe. Nie miał też większej nadziei na rozpoczęcie nowego programu 
szkolenia. Szkolenie organizowano nadal według początkowych wzorów, opracowanych przez Ingo 
Swanna dla kursantów wojskowych. Mówiąc krótko, kosztowało to za dużo pieniędzy, czasu i 
potencjału ludzkiego. Brakowało nauczycieli. 

Mimo wszystko zachowałem numer telefonu tego człowieka, chociaż wiedziałem, że wkrótce się 

zmieni ze względu na jego przeprowadzkę. Ale powiedział mi, dokąd zamierza się przenieść. Nie 
licząc literatury, jaką przysłał mi parę tygodni po konferencji, nie miałem od niego wiadomości przez 
ponad rok. 

Uczestniczyłem w tamtej konferencji tylko przez jeden pełny dzień, aż do lunchu dnia następnego. 

Moja żona była w tym czasie w ciąży i żeby jej nie niepokoić, zdecydowałem się nie mówić, że idę na 
spotkanie fachowców zainteresowanych istotami pozaziemskimi i UFO. Nie pamiętam dokładnie, co 
jej w końcu powiedziałem, ale było to coś o konferencji związanej z moimi badaniami. 

Kiedy po konferencyjnym lunchu wróciłem do domu, zastałem swoją  żonę bardzo czymś 

poruszoną. Chciała koniecznie wiedzieć, co robiłem. Powiedziała mi, że podczas mojej nieobecności 
miała gościa. Intuicyjnie czuła, że jego wizyta związana była z moją działalnością, cokolwiek by to 
było. Opowiedziała mi jak siedziała sobie na ławce na dworze, gdy nagle poczuła za swoimi plecami 
czyjąś obecność. Moja żona jest Sidhą i nauczycielką Medytacji Transcendentalnej, więc wiedziałem, 
że posiada wysoce rozwinięte zdolności dokładnego postrzegania. Stałem zatem spokojnie i 
słuchałem jej relacji. 

Powiedziała mi następnie, że istota ta próbowała ją uśpić, żeby móc na nią popatrzeć. Czuła, że to 

zainteresowanie wzbudziła jej ciąża, co jej się bardzo nie spodobało. Oparła się przemożnej chęci 
spania i zamiast tego zaczęła obracać się w kierunku owej istoty. W tym momencie istota ta pojawiła 
się przed moją  żoną, tak że zdążyła ją zobaczyć. Po chwili pomknęła szybko za pobliskie drzewo i 
najwyraźniej zniknęła. Opis istoty, jaki podała moja żona, pasował do obrazu typowego Szarego. 
Należy zaznaczyć, że nigdy wcześniej nie rozmawiałem z nią na te tematy. 

Pierwszą myślą, jaka przyszła mi do głowy było, że niektóre istoty pozaziemskie są w stanie 

kontrolować rozmowy między ludźmi. Mogłem się jedynie domyślać, że ktoś słuchał mojej rozmowy na 
konferencji, w której wspominałem, że chciałbym się dowiedzieć czegoś więcej o istotach 
pozaziemskich, a dokładniej, pragnę napisać książkę o nich i ich cywilizacji. Podsłuchawszy rozmowę, 
istota pozaziemska przyszła dowiedzieć się czegoś więcej na mój temat. Powiedziałem żonie 
wszystko o spotkaniach, na które chodziłem. 

W jakieś piętnaście miesięcy po konferencji, medytowałem w swoim nowym mieszkaniu w Ann 

Arbor, w Michigan. Zazwyczaj każdego lata jeżdżę na Uniwersytet w Michigan, żeby prowadzić kurs 
matematyki nielinearnej dla socjologów, którzy przyjeżdżają tam z różnych krajów. W trakcie mojego 

background image

porannego programu medytacyjnego miałem wyraźne odczucie, jakby ktoś kazał mi posłuchać jednej 
z taśm Instytutu Monroe'a zaraz po zakończeniu medytacji. Miałem wrażenie, że powinna to być 
taśma wykorzystująca stan skupienia Focus 12. Uznawałem ją za szczególnie użyteczną w ułatwianiu 
łączności telepatycznej, bowiem pozwalała ona na jednoczesne utrzymanie ścisłego kontaktu z 
rzeczywistością, w przeciwieństwie do Focus 21, gdzie świadomość nieomal całkowicie przemieszcza 
się do sfery niefizycznej. Zaraz po skończeniu medytacji, poszedłem do sypialni i cicho (żeby nie 
przeszkadzać  śpiącej żonie) wyjąłem taśmę i wróciłem do pokoju gościnnego. Nastawiłem taśmę w 
przenośnym magnetofonie, założyłem słuchawki, nacisnąłem guzik i oparłem się, żeby posłuchać i 
wypocząć. 

Zaraz po tym, jak skończył się wstęp, zacząłem dostrzegać mentalny obraz świetlanej istoty. Był to 

osobnik płci męskiej, ubrany w białą szatę. Miał dla mnie wiadomość. Powiedział mi, że teraz nadszedł 
odpowiedni czas na skontaktowanie się z moim znajomym teleobserwatorem wojskowym i na odbycie 
przeszkolenia w zakresie SRV. Podkreślił, że powinienem zrobić to teraz. Taśma się skończyła, a ja 
zastanawiałem się, co począć. 

Po zajęciach porannych, poszedłem do swego biura, żeby skontaktować się z teleobserwatorem, 

którego tak dawno nie widziałem. Poprzednio, ile razy dzwoniłem, nigdy nie udawało mi się z nim 
porozmawiać, gdyż zawsze natrafiałem na automatyczną sekretarkę. Zresztą nic dziwnego – uprzedził 
mnie, że często nie ma go w biurze. Nie miałem jego nowego adresu w mieście, pod który miał się 
przeprowadzić i nawet nie wiedziałem, czy faktycznie się tam przeniósł. Nie mając innego wyboru, 
zdecydowałem się zadzwonić do informacji telefonicznej. Ku mojemu zdumieniu, mieli na liście jego 
numer. Zadzwoniłem więc, usłyszałem jego glos na sekretarce, zostawiłem swój numer i zacząłem 
przygotowywać wykład na następne zajęcia. 

Wkrótce zadzwonił. Powiedziałem mu, jak bardzo jestem szczęśliwy, że mogę z nim rozmawiać i 

spytałem, czy jest jakaś szansa, żeby teraz uczył mnie teleobserwacji. Wspomniałem o swym 
pragnieniu napisania książki na temat zjawiska istot pozaziemskich oraz o tym, że potrzebuję 
teleobserwacji jako narzędzia zbierania danych. Ku mojemu niezmiernemu zdziwieniu oznajmił, że 
właśnie skończył aktualizować program szkolenia w teleobserwacji, dzięki czemu będzie mógł 
nauczyć mnie podstaw w trakcie siedmiodniowego intensywnego kursu, po sześć godzin dziennie. 
Mogłem być drugim uczniem na jego nowym kursie, który miał się zacząć za około siedem tygodni. 
Podał cenę i oznajmił, że będzie mnie uczył. Fakt, że to on będzie moim nauczycielem, miał dla mnie 
duże znaczenie, bo w jego towarzystwie dobrze się czułem. Powiedziałem, żeby mnie zapisał i ustalił 
kwestie finansowe. Po odwieszeniu słuchawki pomyślałem o świetlistej istocie, która telepatycznie 
zbliżyła się do mnie podczas mej porannej sesji z taśmą Monroe'a. Odnosiłem wrażenie, że to jeszcze 
nie koniec niespodzianek i powiedziałem sobie, że lepiej się do tego przyzwyczaić. 

Czas na szkolenie w teleobserwacji był doskonały. W czasie tygodni przed szkoleniem mogłem 

uczęszczać na jednotygodniowy intensywny program “Wędrówki przez Bramę" w Instytucie Monroe'a. 
Tamtego lata udało mi się również zrobić oferowany przez instytut domowy kurs o nazwie “Doznanie 
Otwarcia Wrót". Jest to kurs wykorzystujący niektóre z taśm używanych w trakcie tygodniowego kursu 
stacjonarnego. Tamtego lata spędziłem więc dużo czasu słuchając taśm Focus 12. Domowy kurs 
bardzo wzbogacił moje doznania w okresie jednotygodniowego programu stacjonarnego. Całe 
doświadczenie, jakie zdobyłem w Instytucie Monroe'a pomogło mi przygotować się na to, co miałem 
zobaczyć podczas kursu teleobserwacji. 

Moje szkolenie odbywało się w skromnym otoczeniu. Pokój szkoleniowy był zasadniczo szary, 

podobnie jak budynek, w którym się mieścił. W zasięgu wzroku kursanta nie było żadnych jasnych 
kolorów. Nauczyciel nosił ubrania w naturalnych, stonowanych barwach, żeby uniknąć pobudzania 
wyobraźni wizualnej swego ucznia, co prowadziłoby do zniekształcania danych. 

Ode mnie wymagano, abym w trakcie szkolenia był wypoczęty i nie głodny. Jest to bardzo ważne, 

ponieważ teleobserwacja wykorzystuje niektóre aspekty autonomicznego systemu nerwowego. 
Wszystko, co wpływa negatywnie na ten system (na przykład głód) może pogorszyć ogólną jakość 
danych. 

Mój nauczyciel był niezwykle cierpliwą osobą. Ważne jest, aby budować u ucznia pewność siebie, 

pozwalającą mu nabrać na tyle zaufania do zbieranych danych, aby przed przeniesieniem ich na 
papier nie uległy zmianie bądź nie zostały odrzucone przez jego wątpiący, świadomy umysł. Byłem 
więc szczególnie wdzięczny za troskę, z jaką instruktor mój prowadził szkolenie podczas tych 
pierwszych trudnych dni. 

Stwierdziłem, że to, co dzieje się w trakcie teleobserwacji jest ściśle związane z doznaniami w 

trakcie Medytacji Transcendentalnej, a nawet z wrażeniami uzyskiwanymi pod wpływem procesów 

background image

dźwiękowych Hemi-Sync w Instytucie Monroe'a. W świadomości umysłowej przebija się i uzyskuje 
przewagę ta część umysłu, która podczas normalnego stanu czuwania nie jest wykorzystywana. W 
rzeczywistości, dla medytującego Sidhy SRV to tylko sposób dokładnego zapisu informacji – protokół 
zapisu. 

 

ORGANIZACJA CZĘŚCI DRUGIEJ  

W tym miejscu należy skreślić parę stów na temat sposobu, jaki wybrałem, aby przedstawić 

materiał w niniejszej książce. W drugiej części relacjonuję wyniki wielu sesji SRV przeprowadzonych w 
okresie dwóch lat. Aby ułatwić prezentację materiału, wyniki te przedstawione są w formie 
przypominającej zapisy. Nie zamieszczam opisów licznych procedur (stosowanych zarówno przy 
pomocy umysłu jak i pióra i papieru), które wykonywałem w czasie sesji zgodnie z protokołami SRV. 
Procedury te byłyby niejasne dla niewyszkolonych osób, a omawianie ich w tym miejscu utrudniałoby 
zrozumienie sesji. 

Ponieważ niewyszkolone osoby mogą nie rozumieć, w jaki sposób jakieś procedury miałyby 

wpływać na dostęp do informacji, niektóre z nich być może uznają je za czysty wymysł i same zechcą 
sprawdzić dokładność moich relacji. Proszę zrozumcie, że jedynym powodem, dla którego inni ludzie 
nie mogą ujrzeć tych rzeczy jest fakt, iż nie przeszli odpowiedniego przeszkolenia. Należy pamiętać, 
że szkolenie SRV, chociaż publicznie dostępne, nie jest ani łatwe ani tanie. Ja zainwestowałem sporo 
czasu, wysiłku i pieniędzy, żeby nauczyć się jak dokonywać tego, co tu prezentuję. Nikt nie powinien 
oczekiwać, że moje doświadczenia staną się jego udziałem, o ile nie osiągnął podobnego do mojego 
stopnia wyszkolenia. 

Druga część tej książki przedstawia ogrom danych i zaproponowanych przeze mnie ich 

interpretacji. Miałem do wyboru, ułożyć książkę tematycznie według kategorii istot pozaziemskich, albo 
w sposób chronologiczny, uwzględniający mój proces odkrywania. Wybrałem podejście 
chronologiczne, jako że daje ono Czytelnikowi pewną namiastkę dreszczyku emocji, jaki sam 
odczuwałem. 

Kosztem tego podejścia rozdziały są cokolwiek chaotyczne z tematycznego punktu widzenia. Z 

perspektywy czasu jednak wydaje mi się to łatwe do zaakceptowania; może denerwować jedynie tych, 
którzy posiedli już dokładną wiedzę w kwestii istot pozaziemskich i ich związku z naszą planetą. 
Tematyczna organizacja książki tego typu będzie miała sens dopiero za kilka lat, kiedy ludzie 
zrozumieją podstawowe dane. 
Zanim Czytelnik przystąpi do dalszego czytania, proponuję by przejrzał krótką listę terminów SRV i 
innych słów, pomieszczonych w słowniczku na końcu książki. Terminy te pojawiają się w opisach i 
analizach sesji SRV przedstawionych w drugiej części mojej pracy. 
 
 

ROZDZIAŁ 4:  

Moja Pierwsza Wizyta na Marsie 

Znajduję się w biurze, które mój nauczyciel wykorzystuje do szkolenia w teleobserwacji. Jest tu 

bardzo niewiele rzeczy, które mogłyby odciągnąć moją uwagę. Dominującym kolorem jest szary. Na 
stoliku przede mną leży tylko pióro i ryza papieru. Pogoda jest wyśmienita. Kurs przebiega dobrze. 
Mój ostatni cel stanowił most nad rzeką w Wietnamie podczas wojny. Wybór celów jest urozmaicany 
po to, by mój umysł uniknął zgadywania. Za każdym razem aż do zakończenia sesji nie wiem, co i 
gdzie będę obserwował. 

Mój nauczyciel rozpoczyna dzisiejszą sesję, podobnie jak inne. Siedzi naprzeciwko mnie przy 

stoliku szkoleniowym. Pyta mnie czy jest mi wygodnie i czeka na moment, kiedy trzymane przeze 
mnie pióro znajdzie się na kartce papieru. Mówię mu, że jestem gotowy, a on podaje mi współrzędne 
celu. 

Data: 29 września 1993 

Miejsce: Sala szkoleniowa 

Dane: Typ 4 

Współrzędne celu: 5987/9221  

background image

Zapisuję współrzędne na papierze, po czym przesuwam pióro na prawo od numerów. W tym 

punkcie, mój autonomiczny system nerwowy zaczyna poruszać moją ręką i natychmiast zaczynam 
szkicować rysunek. Rysunek ten jest następnie analizowany. Wszystko to wchodzi w skład Pierwszej 
Fazy protokołów SRV. 

Przechodząc do Fazy Drugiej protokołów, zaczynam zbierać informacje dotyczące kolorów, faktury 

powierzchni, dźwięków, temperatury, smaków i zapachów związanych z celem. Procedury Pierwszej i 
Drugiej Fazy pomagają mi ustalić umysłowy “klucz" do sygnału celu. Na razie jestem nowicjuszem, 
więc wydzielenie sygnału pochłania mi trochę czasu. W końcu, po jedenastu stronach danych 
wstępnych zaczynam doznawać bilokacji. 

COURTNEY BROWN: “Wydaje się, że jest tu coś w rodzaju góry. Otaczający ląd stanowi płaski, 

piaszczysty obszar. W miejscu tym wyczuwa się pewne poczucie wielkości. W tej chwili nie widzę 
żadnych ludzi. Wygląda na to, że na płaskim obszarze znajduje się budowla wzniesiona przez 
człowieka". 

MONITOR: “W porządku. Zrób szkic Trzeciej Fazy. Zapisz to wszystko i przejdź do Fazy 4". 
C.B.: “W porządku. Jestem w matrycy... Wszystko tu jest brązowe i piaszczyste. Widzę dom. Co tu 

robi piramida? Pozwól, że wpiszę piramidę do kolumny AOL. To na pewno moja wyobraźnia". 

MONITOR: “Niczego nie oceniaj. Po prostu zapisz AOL". 
C.B.: “Dom jest długi i wąski. Chyba jest zrobiony z drewna. Przykro mi, ale znowu widzę tę 

piramidę. Jest naprawdę ogromna". 

MONITOR: “Notuj dalej dane. Zapisz to wszystko w wyraźnych kolumnach. Co jeszcze widzisz? 

Nadal trzymaj się matrycy". 

C.B.: “Oho, teraz są ludzie. Mnóstwo ludzi. I zwierząt. Ludzie i zwierzęta... zapisuję wszystko na 

matrycy. Ta piramida związana jest z jakimś rodzajem kultu. To chyba nieuchwytne, co?" 

MONITOR: “Tak. Kontynuuj". 
C.B.: “Piramida jest wysoka, kamienna, twarda. Wokoło jest piasek i wieje wiatr. Piramida sprawia 

wrażenie solidnej, ale jest spróchniała. O rany, ależ ona jest wysoka". 

MONITOR: “OK. Wykonamy operację przeniesienia. Przygotuj pióro. W środku piramidy powinno 

coś być". 

C.B.: “Widzę odcienie brązu. Powierzchnie są nierówne, piaszczyste, kamienne. Jest chłodno, ale 

nie zimno. Znajduję się w środku pokoju. Co my tu mamy? Podłoga, kamienne ściany. Jakiś stolik, a 
na nim szklany kształt". 

MONITOR: “Zapisz to wszystko we właściwych kolumnach". 
C.B.: “Cel tego miejsca ma jakiś ponury charakter. Daje się odczuć determinację, wynikłą z 

konieczności. Hmm. Widzę tunele. Przede mną znajduje się tunel". 

MONITOR: “Idź wzdłuż tunelu". 
C.B.: “Wszędzie na podłodze jest brud. Tunel jest ciemny. Prowadzi na zewnątrz. Jestem teraz na 

zewnątrz, na powierzchni budowli. Widzę drogę otoczoną piaskiem. Znowu odnoszę wrażenie, że cel 
tej konstrukcji jest jakiś mroczny". 

“Widzę teraz dużo ludzi. Wyraźnie czuję, że budowla ta albo coś w jej pobliżu miało związek z 

wielkim budowlanym przedsięwzięciem, wymagającym pomocy i wielu nakładów. W trakcie budowy 
musiało zginąć wielu ludzi." 

“W pobliżu jest miasto. O Boże. Widzę też górę, z której wylewa się lawa. Co się tam dzieje? Nic 

mi nie wiadomo o wulkanach w pobliżu piramidy. Wygląda to jak Pompeje, ale koło Pompei nie ma 
przecież piramid." 

MONITOR: “Nie analizuj. Po prostu notuj, co widzisz. Idź dalej". 
C.B.: “Dużo ludzi umarło i nadal umiera. Panuje zamieszanie. Ludzie biegają chaotycznie w 

różnych kierunkach. Dominuje poczucie beznadziejności. To jest okropne!" 

Zaczynam rysować szkic sceny. Wulkan znajduje się chyba na wschód od miasta, a większość 

ludzi biegnie na północ. 

“Przemieściłem się trochę w czasie. Ci, którzy przeżyli budują w pobliżu miasteczko. Nie otrzymali 

znikąd pomocy. Panuje przeraźliwa nędza. Są tu chaty i namioty. To naprawdę okropne." 

background image

“Hmm. Teraz widzę jakichś nowych ludzi odbudowujących miasto. Nie wyglądają na tubylców. 

Chyba odbudowują miasto dla nowej grupy ludzi. Nadchodzą inni. Ci nowi ludzie przybyli z bardzo 
daleka i sprawiają wrażenie, jakby za wszelką cenę chcieli pomóc poprzednim mieszkańcom miasta. Z 
punktu widzenia tubylców ta akcja przybyszy przypomina kandydowanie na posła w nieznanym 
okręgu wyborczym." 

MONITOR: “W porządku. Na razie wystarczy. Zapisz godzinę i zakończymy sesję". 
C.B.: “Gdzie to mogło być?" Mój nauczyciel podsuwa mi folder. Otwieram go i wyciągam zrobione 

przez satelitę zdjęcie Cydonii na Marsie. Jak na dłoni, widnieje tam piramida. Na prawo (wschód) od 
piramidy widoczne są oznaki aktywności wulkanicznej. “Chyba żartujesz. Wysłałeś mnie poza Ziemię? 
Na Marsa?" 

MONITOR: “Czemu by nie? Lubię tam wysyłać uczniów. To utrzymuje ich w czujności". 

Komentarz 

Wtedy po raz pierwszy dopuściłem myśl, że Mars rzeczywiście mógł kiedyś być zamieszkany. 
Przedtem był to temat, który zaliczałem do science fiction. Przez resztę dnia i cały wieczór 
próbowałem przyzwyczaić się do tego, że byłem świadkiem prawdziwego fragmentu historii Marsjan. 
 
 

ROZDZIAŁ 5:  

Teleobserwacja Porwań Przez  UFO 

Nauczyciel mój wspominał przy wielu okazjach, że teleobserwatorom na ogół nie udawało się 

zobaczyć przypadków porwań ludzi przez UFO. Z nielicznymi wyjątkami, za każdym razem, kiedy tego 
próbowali, zamiast danych o porwaniu otrzymywali sygnały zastępcze. Często dane te można było 
odczytać jedynie w sposób symboliczny. Teleobserwator widział coś, ale nie był to cel. 

Na dobrą sprawę zebrane informacje mogły w ogóle nie przypominać celu. Gdy inni 

teleobserwatorzy próbowali zobaczyć ten sam cel, w wynikach występowały rażące rozbieżności. W 
paru przypadkach nie uzyskano żadnych danych. 

Rozdział ten przedstawia relację z sesji, w której obiektem teleobserwacji było porwanie ludzi przez 

istoty pozaziemskie. Incydent stanowiący cel zaczerpnięty został z książki Jacobsa pod tytułem 
Tajemne życie. 

Chociaż mój nauczyciel nigdy nie dawał teleobserwatorom takiego celu, był przekonany, że 

zamiast porwania zostanę uraczony fałszywym sygnałem. Tymczasem otrzymałem sygnał, dający 
symbolicznie do zrozumienia, że istoty pozaziemskie pragną, abym je zrozumiał. Być może myślały, 
że samo porwanie zostałoby źle odebrane, przekazały więc symbole wskazujące na cel i znaczenie 
kryjące się za porwaniem. 

Oczywiście nie zostałem poinformowany co do charakteru faktycznego celu aż do czasu 

zakończenia sesji. 

Data: 30 września 1993 

Miejsce: Sala szkoleń 

Dane: Typ 4 

Współrzędne celu: 2864/0576 

Dane wstępne wskazywały, że cel znajduje się na suchym lądzie.  

 

C.B.: “Występują tutaj kolory ziemskie. Brązy, biele, kolor dębu. Jest ciepło. Jak na pustyni". 
MONITOR: “Przejdź do szkicu w Fazie 3". 
C.B.: “Widzę budynek, płot i coś w rodzaju linii kolejowej". 
Zrobiłem rysunek. Mój nauczyciel kazał mi następnie wykonać trzy operacje przemieszczenia, 

żebym zobaczył miejsce z różnych perspektyw. 

“To sprawia wrażenie obiektu, w którym się coś przechowuje. Jest tu płot". Narysowałem nieco 

zakrzywiony plot. 

background image

MONITOR: “W porządku. Przejdź do matrycy w punkcie 4". 
C.B.: “Tak, z całą pewnością jest tutaj płot. To płaski, brudny obszar. Jakieś miejsce pracy. Za 

ogrodzeniem znajdują się zwierzęta i kilkoro ludzi. To biali ludzie. Sprawiają wrażenie zajętych robotą. 
Jeśli chodzi o zwierzęta, to widzę konie". 

“To na pewno jest środowisko pracy, a ci ludzie wykonują powierzone im zadania. Są przekonani, 

że muszą wykonać tę pracę. Daje się odczuć silną determinację. Przychodzi mi na myśl walka 
byków." 

MONITOR: “Zapisz to jako AOL linii sygnału: 'jak walka byków'. Nie interpretuj. Po prostu zapisz 

dane". 

C.B.: “Na zagrodzonym terenie są też ludzie. Odnoszę wrażenie, jakby popełniono jakieś 

nadużycie. Ale są tu również rzędy ławek i widzowie. Ludzie patrzą na okrągły plac otoczony płotem. 
Bardzo mi się to nie podoba". 

MONITOR: “OK, Courtney. Zrób sobie przerwę". 
Po przerwie. 
C.B.: “W porządku. Jestem z powrotem w tym miejscu. Słychać wrzaski, krzyki, ale też śmiechy. 

Ludzie na widowni to nowocześni, zwykli ludzie. Otacza ich aura rozrywki. Dla nich to jakby rozgrywki 
sportowe w sobotni wieczór". 

Nauczyciel każe mi wykonać operację przemieszczenia na wysokości pięciu tysięcy stóp nad tym 

miejscem. 

“Nie do wiary, tutaj jest inaczej. Srebrne i metalowe przedmioty. Szybki ruch. Odbieram silne AOL 

statków kosmicznych ET. Co mam robić dalej? Zdaje się, że tam są pojazdy." 

Mój nauczyciel poleca mi wykonać technikę śledzenia miejsca. Wykorzystując ją, mogę podążyć za 

pojazdami aż do punktu, z którego wyruszyły. 

“Statki przypominają samoloty, błyszczące, metalowe samoloty. Wygląda na to, że ich załoga ma 

jakąś misję do spełnienia. W porządku, namierzyłem dwóch ludzi na pokładzie. Sprawiają wrażenie 
nieprzystępnych. Punktem startowym jest miasto." 

“W mieście jest dużo ludzi. Najwyraźniej ludzie z samolotu w jakiś sposób krzywdzą ludzi z miasta. 

Tubylcy stanowią cel i wcale im się to nie podoba. Jest tu również dużo budynków. Mokro i chłodno. 
Widzę lotnisko, z którego startują samoloty." 

“Wróciłem do pierwszego miejsca. Zwierzęta wyraźnie czują się zagrożone. Wygląda na to, że 

ludzie bawią się zwierzętami, które sprawiają wrażenie spanikowanych. Teraz czuję wyraźnie, że 
ludzie za ogrodzeniem nie chcą skrzywdzić zwierząt. Są one dla nich źródłem pewnego rodzaju 
rozrywki." 

MONITOR: “Skup się na celu, jaki przyświeca tym ludziom". 
C.B.: “Oni próbują sprawować nad zwierzętami kontrolę, tak jakby je wypasali. To obóz 

szkoleniowy. Trenują zwierzęta do jakichś celów". 

MONITOR: “Przenieś się trochę w czasie". 
C.B.: “Zwierzęta już nie panikują. Trenerzy je karmią i kochają". 
MONITOR: “OK. Zakończmy sesję. Oto twój cel". 

Komentarz 

Najlepsze, co mogę uczynić, to przedstawić moją własną interpretację tej sesji SRV. Być może 

Czytelnicy zechcą inaczej odczytać moje doświadczenie. Tego typu sesja odbyła się tylko w dwóch 
znanych mi sytuacjach. Pierwsza dotyczyła porwań przez UFO. Druga miała miejsce wtedy, gdy 
teleobserwatorzy wojskowi usiłowali zaobserwować urządzenie z niebezpieczną energią. W obydwu 
przypadkach ktoś podstawił fałszywy sygnał, najwidoczniej nie chcąc, by ludzie uzyskali dostęp do 
pewnych informacji. 

Wydaje się, że w tej sesji zwierzęta symbolizowały ludzi. Osoby za ogrodzeniem to istoty 

pozaziemskie, które pracują z ludźmi, żeby przeszkolić ich do jakiegoś celu. Natomiast ludzie w 
ławkach na widowni to być może widzowie z galaktyki. Samoloty przedstawiają statki kosmitów, które 

background image

prawdopodobnie mają związek z działalnością trenerów za ogrodzeniem. Możliwe, że załoga statków 
wspiera tych, którzy działają na lądzie. 

Jest to jedyny cel tego typu, jaki przedstawiam w niniejszej książce. Wszystkie inne cele stanowią 

faktyczne obserwacje, które można poddać bezpośredniej analizie, bez uciekania się do symboli. 
Wiem teraz, że niektóre istoty pozaziemskie mogą tworzyć sygnał zastępczy, dostosowując go do 
umysłu danego teleobserwatora w taki sposób, że przekaz staje się dlań bardziej zrozumiały. Jednak 
przypadki takie są bardzo rzadkie. 
 
 

ROZDZIAŁ 6:  

Ocaleni Marsjanie 

W dalszym ciągu przechodzę szkolenie. Siadam na krześle. Mój nauczyciel trzyma zamknięty plik, 

zawierający nowy cel. Nadal kusi mnie, żeby zgadywać, co stanowi cel, ale powstrzymuję się. 
Nauczyciel wyjaśnia, że wkrótce, w miarę jak mój umysł przyzwyczai się do tego, że otrzymuje 
bezpośrednie informacje, moja chęć zgadywania zaniknie w sposób naturalny. Przypuszczam, że 
cierpliwość to cnota wyuczona. Wczoraj rano kazał mi obserwować dziwaczną wystawę w muzeum, 
gdzie ze ściany wystawał widelec. Żartuję sobie, zastanawiając się czy zamierza mnie wysłać do 
oczyszczalni ścieków w Fort Meade, w Maryland, o której niekiedy wspomina. Siada po przeciwnej 
stronie stolika i pyta mnie, czy jestem gotowy. “Jestem gotowy. Mów." 

Data: 1 października 1993 

Miejsce: Sala szkoleń 

Dane: Typ 4 

Współrzędne celu: 5664/1821 

Dane wstępne wskazywały, że cel związany jest z górą.  

 

C.B.: “Widzę brązy i zielenie. Wieje wiatr i jest zimno. Słyszę jakieś  świsty i furczenie. Czuję 

zapach drzew. Hmm. Coś się tam dzieje". 

MONITOR: “W porządku, Courtney, przejdź do szkicu Fazy 3". 
Na czystej kartce papieru rysuję okrągłą górę. Wierzchołek góry jest łysy, ale trochę niżej widać 

drzewa. Szczyt góry smaga wiatr. Przechodzę do Fazy 4. 

C.B.: “Idę teraz według matrycy. Hmm. Są tu ludzie. Biali ludzie. Mam jakieś przeczucie. Widzę 

ubrania tych ludzi. Znowu ta góra, i wiatr. O rany! Wyczuwam silny strach, podniecenie i ulgę. 
Wygląda na to, że kłębią się tu różne emocje, różni ludzie doznają różnych uczuć. Dostrzegam coś w 
rodzaju pojazdów przewiezionych drogą lotniczą. Jakąś szaleńczą działalność". 

MONITOR: “Wykonasz teraz operację przemieszczenia. Przygotuj się. Z wysokości tysiąca stóp 

nad górą powinno być coś widać". 

Wykonuję polecenie. 
C.B.: “Odbywa się tu jakaś działalność, bardzo aktywna działalność. Trudno wyczuć, o co chodzi". 
MONITOR: “W porządku. Wracaj do ludzi. Co widzisz?" 
C.B.: “Znowu jakieś zamieszanie, ale tym razem to ludzie się ruszają. Są bardzo podnieceni. 

Hmm. Zaangażowani są w jakąś działalność, możliwe, że nie oni ją zaplanowali. Znowu widzę górę. Ci 
ludzie naprawdę realizują jakiś plan, chociaż nadal nie wiem czy plan ten jest ich własnym wymysłem. 
Są tam pojazdy. Widzę około dziesięciu ludzi". 

MONITOR: “Przemieść się jeszcze raz". Instruuje mnie, jak dostać się na szczyt góry. 
C.B.: “Dostrzegam ruch pętlowy, bardzo szybki. Schodzi na szczyt góry. To rodzaj ruchu 

spiralnego. Przypomina liść opadający na wietrze albo ptaki krążące w porywistym wietrze w trakcie 
obniżania lotu. O rany! Lepiej zapiszę to jako AOL. Natrafiłem na statek kosmitów. Metalowy, 
błyszczący i ciepły". 

MONITOR: “Zapisz to i przejdź do szkicu w Fazie 6". 

background image

C.B.: “Widzę teraz dużo gór. Wiele z nich jest okrągłych. Otaczają szczyt, na którym się teraz 

znajduję. Po jednej stronie widać płaski obszar, dolinę oddzielającą mój szczyt od innych gór. Na 
wschód rozciągają się płaskowyże, a wokół mnie, zwłaszcza na północ i południe, wszędzie widzę 
góry". 

MONITOR: “Kolejna operacja przemieszczenia. Wewnątrz obiektu powinieneś coś zobaczyć". 
C.B.: “W porządku. To przypomina lustro. Jest błyszczące i wypolerowane. Jest tu dużo świateł. 

Ciepło. Czuję jakiś słodki, mdły zapach. Znowu pojawia się dźwięk furczenia. No nie, to się rusza!" 

MONITOR: “Szkic Fazy 6". 
C.B.: “To coś idzie wprost na górę! Przelatuje na wylot! Co to jest?!" 
MONITOR: “Trzymaj się procedury. Po prostu notuj dane. Zapisz wszystko. Przejdź do matrycy 

Fazy 6". 

C.B.: “W porządku. Widzę istoty na statku. Nie wszystkie są tego samego rodzaju. Są tu ściany. 

Urządzenia. Odbieram coś z umysłów tych stworzeń. To wyprawa po zapasy. Nic wielkiego. Wykonują 
rutynową misję. Istoty te przypominają laborantów. Wygląda na to, że każda z nich nosi uniform". 

“Jestem teraz w środku jakiejś jaskini czy dziury wewnątrz góry. Statek wylądował na środku. To 

chyba hangar lub coś w tym rodzaju. Nie wiedzą, że tu jestem. Zdaje się, że niosą jakiś cenny płyn. 
Wygląda obrzydliwie, jak szlam. Ten płyn ma jakieś znaczenie biologiczne. Jest dla nich bardzo 
ważny. Konsystencją przypomina olej silnikowy." 

“Rozglądam się dokoła. Pracuje tu dużo istot. Czuję, że mężczyźni wykonują ważną pracę, która 

ma związek z przeprowadzaniem tych operacji. Istoty płci żeńskiej nie wykonują prac technicznych. 
Spełniają chyba jakąś inną, mniej ważną funkcję. Są otoczone opieką przez istoty męskie." 

“Nadal się przemieszczam. Widzę dzieci. Są chore, bardzo chore. Kobiety panikują. Siedzą cicho, 

ale są strasznie zdenerwowane. Bardzo przestraszone. Znowu widzę mężczyzn. Wiesz, to chyba 
jakaś kultura naznaczona seksizmem." 

MONITOR: “Zróbmy sobie przerwę, Courtney. Zapisz godzinę". 
Dalszy ciąg sesji po lunchu. 
C.B.: “Wróciłem do kobiet w żłobku. Dzieci nic nie mówią. Są przygnębione, senne albo 

nieszczęśliwe. Coś tu nie gra. Widzę grupę młodych chłopców i dziewcząt. Wydaje się, że z młodzieżą 
wszystko jest w porządku. Ale nie jest jej dużo. O wiele więcej jest dzieci, chorych dzieci. Młodzi ludzie 
są nieświadomi problemu. Ale matki chyba wiedzą, co się dzieje". 

“Istoty te sprawiają wrażenie, jakby musiały uciekać od swojej kultury czy więzi społecznych; jakby 

zostały zamknięte w więzieniu. Sytuacja wymaga jakiegoś nowego elementu czy składnika. Odnoszę 
wrażenie, że pomóc mógłby tu czynnik ludzki." 

Nauczyciel mój koncentruje się następnie na rozwiązywaniu problemu. 
“To problem genetyczny. Zdaje się, że nadal dokonywane są zmiany genetyczne w ich ciałach. 

Wydaje mi się, że istoty te to Marsjanie – ci, którzy przeżyli. Nie mogą ustalić swojego genetycznego 
wzorca. To stanowi ich wielki problem. Panuje ogólna desperacja." 

“Ich zasoby i sprzęt nie są wystarczająco nowoczesne, żeby rozwiązać ten problem bez pomocy z 

zewnątrz. Jeżeli chodzi o kobiety, to wydaje się, że utraciły już nadzieję. Po prostu siedzą czekając, aż 
rozwiązanie znajdą mężczyźni. Mężczyźni natomiast ograniczają się do swych prac. Są rozzłoszczeni 
i zawzięci. Chodzi o przetrwanie. Boże, te istoty są zrozpaczone!" 

MONITOR: “Courtney, dowiedz się czegoś więcej na temat płynu". 
C.B.: “Płyn pochodzi z Marsa. Może powinienem to zapisać jako AOL. Nie wiadomo, kim ci ludzie 

naprawdę są. Po prostu kojarzę ich z Marsem". 

MONITOR: “Trzymaj się procedury. Po prostu zapisz. Nie analizuj". 
C.B.: “Płyn jest brzydki. Brzydko pachnie i jest tłusty. Ale dla tych ludzi ma taką wartość jak dla nas 

nasza krew. Płyn znajduje się w dużych cysternach. Pilnują go specjalne oddziały". 

MONITOR: “Zobacz gdzie produkują ten płyn". 
C.B.: “O rany! Gdzie ja jestem? Katapultowałem się dokądś. To było jak trzaśniecie z bicza, jak 

gdyby ktoś wystrzelił mnie niczym pocisk". 

background image

“To miejsce jest czerwone, piaszczyste. Znajduje się tu jakaś budowla. Chyba widzę 

zaplombowane drzwi. Czy mam wejść do środka?" 

MONITOR: “Najpierw powiedz mi coś więcej o otoczeniu budynku". 
C.B.: “To pustynia. Nic tu nie rośnie. Goło i zimno. Budynek sprawia wrażenie domu z cegły. W 

środku znajdują się metalowe i plastikowe powierzchnie. Wszystko się błyszczy. To zakład 
produkcyjny". 

MONITOR: “Teraz się przemieścisz". Pauza. “Pięć kilometrów na wschód od budynku 

produkcyjnego powinno być coś widać." 

C.B.: “Hej, znowu jeden z tych statków. Przy obniżaniu lotu wykonuje jakieś szalone ruchy – 

spirale i pętle. Wylądował dokładnie na szczycie budynku. Przeleciał przez dach!" 

MONITOR: “Wróć do budynku i śledź pojazd. Dokąd on zmierza?" 
C.B.: “Jestem już w budynku. Hmm. Statek wylądował. Pod budynkiem jest dużo podziemnych 

pomieszczeń. Istoty na statku nie lubią wychodzić na zewnątrz budowli. Tam na pewno jest dużo 
czerwieni i brązu. Nadal mam wrażenie, że to Mars". 

MONITOR: “Wejdź do podziemnych pomieszczeń". 
C.B.: “Miejsce jest nowoczesne, ale nie supernowoczesne. Widzę mężczyzn, jednak żadnych 

kobiet. To pracownicy. Nie panują tu najlepsze warunki pracy. Ludzie ci są tutaj po godzinach. 
Schodzę jeszcze niżej". 

“Oni tu mieszkają. To jakby miasto. Widać dużo jaskiń i tuneli. Tutaj jest wygodniej niż w jaskiniach 

pracy powyżej. Można tu żyć w spokoju. Wyczuwam jednak strach związany z opuszczeniem tego 
miejsca." 

MONITOR: “Dokąd oni wyjeżdżają?" 
C.B.: “Nie ma tu dla nich przyszłości. To miejsce jest wymarłe". 
MONITOR: “Opisz jak wyglądają ludzie". 
C.B.: “Widzę teraz mężczyzn. Mają twarze podobne do ludzkich, ale są pozbawieni włosów. Nie 

wyglądają jak zwykli ludzie. Sprawiają wrażenie innej rasy. Wydaje mi się też, że posiadają coś w 
rodzaju urządzeń, które w jakiś sposób są podłączone do ich świadomości. Nad tymi urządzeniami 
sprawują kontrolę za pomocą swoich umysłów. Same istoty mają jasną skórę; w porównaniu z ludźmi 
wydają się dość kruche". 

MONITOR: “OK. Kończymy sesję. Na razie wystarczy". 
C.B.: “Ph! Długo to trwało. Dobra, powiedz mi teraz gdzie byłem?" 
MONITOR: “W oczyszczalni ścieków w Fort Meade, w Maryland". 
C.B.: “Co?" 
MONITOR: “Żartowałem. Oto teczka. Rzuć okiem". Otwieram teczkę i wyciągam kartkę papieru z 

takimi słowami: ..Ocaleni Marsjanie" Następuje długa pauza. 

MONITOR: “Dobrze się czujesz?" 

Komentarz 

Trochę później tego samego dnia omawialiśmy szczegółowo kwestię Marsjan. Mój nauczyciel 

wyjawił mi, że ma pewną koncepcję co do położenia góry, opartą na opisach jakich dostarczyłem mu 
ja i inni teleobserwatorzy. Zasugerował, żebym przyjrzał się zdjęciom pewnych gór niedaleko Santa 
Fe, w Nowym Meksyku. Kiedy to uczyniłem, doznałem wewnętrznego olśnienia. Kolejne sesje SRV, 
przeprowadzone przez innych teleobserwatorów zdawały się potwierdzać to przypuszczenie. Materiały 
SRV wskazują mianowicie, że góra, o którą chodzi, to Santa Fe Baldy, położona wewnątrz parku 
narodowego, niedaleko Santa Fe w Nowym Meksyku. 
Marsjanie są na Ziemi, ale zanim naciśniemy guzik alarmowy, należy pomyśleć o implikacjach takiego 
czynu. Marsjanie ci są zrozpaczeni. Najwidoczniej na Marsie panują bardzo surowe warunki życia. Nie 
mogą żyć na powierzchni. Ich dzieci nie mają żadnej przyszłości na Czerwonej Planecie. Ich dom jest 
zrujnowany; to planeta kurzu. W ostatnim rozdziale tej książki przedstawiam swoje poglądy na temat 
pomocy, jakiej my - ludzie moglibyśmy udzielić Marsjanom w momencie, kiedy jej tak potrzebują. 
 

background image

ROZDZIAŁ 7:  

Szczyt Cywilizacji Marsjan 

Szkolenie przebiegało znakomicie. Wczorajszego popołudnia mój nauczyciel kazał mi obserwować 

Zatokę Monterey w Kalifornii, co zakończyło się podglądaniem żaglówki. Jednak tego ranka sesja ma 
inny charakter. Mamy przeprowadzić sesję w warunkach Typu 6, w której zarówno monitor jak i 
teleobserwator dysponują pewnymi wstępnymi informacjami na temat celu. 

Ponieważ miałem znać cel z góry, wybrałem czas i miejsce, które pragnąłem zobaczyć: cywilizację 

Marsjan u szczytu jej rozkwitu. Chciałem się dowiedzieć, jakiego rodzaju było to społeczeństwo, zanim 
się rozpadło. (W jednym z kolejnych rozdziałów opisuję katastrofę, która spowodowała ten upadek.) 

To, co nastąpiło w trakcie sesji, przeszło moje wszelkie oczekiwania. Jedną z wielu nauk, jaką 

miałem wynieść z owej sesji było to, jak ważną osobą jest doświadczony monitor, kiedy przytrafiają się 
takie niespodzianki! 

Data: 2 września 1993 

Miejsce: Sala szkoleniowa 

Dane: Typ 6 

Współrzędne celu: 8567/7258 

Dane wstępne wskazywały, że cel związany jest z suchym lądem i sztucznymi budowlami.  

 
C.B.:
 “Widzę brązy i czerwienie. Jest tu piasek i wieje wiatr. Występują wahania temperatury: od 

ciepła do chłodu. Słyszę głosy, muzykę, rozmowy. Słychać też gwar i jakieś bębnienie. Atmosferą 
miejsce to przypomina nieco Stare Miasto Mombassy, starożytne miasto portowe Swahili na 
wschodnim wybrzeżu Kenii". 

MONITOR: “Przejdź do szkicu Fazy 3". 
C.B.: “Mamy tu drogę, z budynkami po jednej stronie. Jakaś osoba stoi koło okrągłej budowli, która 

sprawia wrażenie małego amfiteatru". 

MONITOR: “W porządku. Zapisz to na razie jako AOL: 'jak amfiteatr'. Przejdź do Fazy 4". 
C.B.: “Natrafiłem teraz na ludzi, sporą grupę ludzi. Na razie widzę samych mężczyzn. Skupiam się 

na ich twarzach. Nie mają włosów, a ich oczy są większe od naszych. Ich skóra jest jasna. 
Dostrzegam domy. Wydają się być zrobione z gliny lub wypalonej cegły. Ludzie ci są biedni według 
naszych ziemskich norm, ale sprawiają wrażenie szczęśliwych. Ogólnie, jest to chyba ciężkie miejsce 
do życia". 

“Wszędzie tu pełno wody. Ci ludzie chyba lubią wodę. Dysponują podstawowymi narzędziami. Ich 

sposób porozumiewania się wydaje się być dosyć prosty. Przypomina mi to Afrykę". 

MONITOR: “Zapisz w kolumnie AOL: 'jak Afryka'". 
C.B.: “Skupiam się teraz na ich umysłach. Ci ludzie mają pewne zdolności telepatyczne. 

Zlokalizowałem kobiety i dzieci. Większość kobiet przebywa w domach. Nie wychodzą zbyt często z 
dziećmi". 

MONITOR: “Możesz powiedzieć coś na temat ich kultury?" 
C.B.: “Chyba organizują jakieś spotkania, coś w rodzaju wiejskich zebrań. Przyjrzę się jeszcze 

mężczyznom". 

MONITOR: “Zróbmy przerwę". Dalszy ciąg sesji pól godziny później. 
C.B.: “Widzę teraz domy. Wchodzę do jednego z nich. Są tu trzy pokoje. Toaleta. Tutejsi ludzie 

uważają to za wygodne życie. Widać naczynia, filiżanki. Mieszka tu rodzina. W porządku, mam czworo 
ludzi, mężczyzn i kobiety. Odnoszę wrażenie, że panuje tu poligamia". 

MONITOR: “Sprawdź, czy nie ma jakichś symboli". 
C.B.: “Co się stało? Przeniosłem się w czasie. Zostałem przerzucony do innego okresu. To było jak 

trzaśniecie z bicza. Co się dzieje?" 

MONITOR: “Nie analizuj. Zapisuj dane. Co widzisz?" 

background image

C.B.: “Patrzę na insygnia. Wokoło są błyszczące białe powierzchnie, metal, oraz w powietrzu 

czarny i szary dym. W porównaniu z miejscem, w którym byłem wcześniej, nastąpił tu niezwykle 
szybki postęp techniczny". 

“Teraz widzę inne istoty. Są mniejsze, niższe. Sprawiają wrażenie pracowników wypełniających 

jakąś misję. O rany, ależ oni mają motywację. Z jakiegoś powodu odczuwają przemożną potrzebę 
szybkiego działania." 

“Te inne istoty dysponują statkami, statkami kosmicznymi. Noszą mundury z insygniami. Niektóre z 

nich są pilotami. Nie widzę teraz żadnych Marsjan." 

MONITOR: “Spróbuj się dowiedzieć, gdzie są Marsjanie". 
C.B.: “Otóż to. Marsjanie zniknęli. Ich domy opustoszały. Nadal jestem na Marsie, ale nie licząc 

tych niskich, rozwiniętych istot, to wymarłe miasto". 

“Niskie istoty zbudowały swoje domy. Są nowoczesne, przypominają pudełka. W ich wnętrzach 

znajdują się jakieś urządzenia techniczne. Widzę pokoje, też nowoczesne." 

MONITOR: “Skup się na celu, jaki przyświeca niskim istotom". 
C.B.: “Ich pobyt tutaj związany jest z pierwszą fazą większego przedsięwzięcia". 
MONITOR: “W porządku. Przejdźmy do wykresu czasu w Fazie 6. Zaznacz na linii szczyt ery". 

Pauza. “Teraz zaznacz punkt przybycia innych." 

Okres szczytowy umieszczam po lewej stronie linii, a czas przybycia innych w połowie strony na 

prawo. Na polecenie mojego nauczyciela spędzam sporo czasu na rysowaniu insygniów widniejących 
na mundurach niskich istot. Mają one kształt serca walentynkowego ze zwiniętym w środku wężem. 
Obramowanie serca jest złote, wewnętrzne tło – białe, a głowa węża – czerwona. 

MONITOR: “Dobrze. Teraz przejdź do matrycy Fazy 6". 
C.B.: “Wyczuwam dwa różne typy istot. Sami Marsjanie uważali tych ludzi za inne marsjańskie 

plemię, a nie przybyszów z kosmosu". 

“Kiedy przybyły małe istoty, zapanowała panika i rozpacz. Marsjanie postrzegali je jako bogów. 

Widzę czerwony płyn. Małe istoty wykorzystują go w jakiś sposób. Tak czy inaczej Marsjanie pakują 
się, przygotowując na jakąś zmianę. To dziwne. Wygląda na to, że małe istoty planują dokonać jakichś 
fizycznych zmian w ciałach Marsjan i w tym celu na pewien czas umieszczają ich w zimnej 
przechowalni." 

“Te małe, niskie istoty wyglądają jak Szarzy." 
MONITOR: “W porządku, Courtney. Kończymy sesję. Zapisz czas zakończenia". 

Komentarz 

Wskazówka, jakiej udzielił mi mój nauczyciel, abym poszukał symbolu, zaprowadziła mnie – 

poprzez czas – w zupełnie niespodziewanym kierunku, do insygniów na mundurach Szarych. Od 
tamtej pory miałem wiele takich doznań. Uczucie to przypomina gwałtowny ruch fizyczny, ale w istocie 
jest to całkiem co innego. Czuje się nagłe przyspieszenie, po którym następuje spokój i chwilowe 
poczucie dezorientacji. 

U szczytu swego rozwoju społeczeństwo Marsjan dorównywało pod względem technicznym 

starożytnemu Egiptowi. Byli to ludzie, którzy egzystowali w ciężkich warunkach. Ale potrafili wyżywić 
swoje rodziny, żyli w miastach, tworzyli społeczności. Kobiety i mężczyźni pełnili odmienne funkcje w 
społeczeństwie. Nie było ono egalitarne. Kobiety na ogół pozostawały w domach z dziećmi. Co 
ciekawe, wydaje się, że ten aspekt ich kultury pozostał nie zmieniony do dnia dzisiejszego. 

Społeczeństwo Marsjan doświadczyło jakiejś wielkiej katastrofy. Wielu Marsjan umarło, a 

niektórych uratowano, chociaż nie jestem pewny, czy warunki owego ocalenia przypadły im do gustu. 

Wybawcami były istoty, które znamy jako Szarych. Przybyli oni w ostatnich chwilach upadku 

cywilizacji Marsjan. W jakiś sposób udało im się zachować genetyczną strukturę ginącego gatunku. 

Wszystko to wydarzyło się miliony lat temu. Po tej sesji, zastanawialiśmy się z moim nauczycielem, 

w jaki sposób Marsjanie przybyli na Ziemię. Bowiem wszystkie dane z teleobserwacji wskazują, że 
Marsjan poddano genetycznej “przebudowie" właśnie w celu umożliwienia im życia w cięższej 
grawitacji i innych warunkach na naszej planecie. 

background image

Rozważaliśmy też postęp techniczny Marsjan. Dzisiejsi Marsjanie dysponują nowoczesną techniką, 

ale nie dorównuje ona technice Szarych. Obecnie wiemy, że Szarzy posiadają technikę, umożliwiającą 
ich statkom przekraczanie czasu i ogromnych odległości, to znaczy, odległości na skalę galaktyczną. 
Marsjanie nie mają takich statków – gdyby tak było, wróciliby na swoją planetę, cofając się do czasu 
przed katastrofą. Ich statki wykorzystują nowoczesną technikę napędową, która umożliwia im 
przenikanie przez materię stałą. 

Z tamtej sesji wyciągnęliśmy parę wstępnych wniosków: 
(1) Marsjanie zostali uratowani przed całkowitym wyginięciem przez Szarych. 
(2) Marsjanie zostali odtransportowani do czasów współczesnych po dokonaniu w ich organizmach 

zmian genetycznych, okazały się one jednak niedoskonałe, powodując śmierć wielu ich dzieci. 

(3) Marsjanie zostali wyposażeni w technikę, która wyprzedza naszą o jakieś 150 lat. 
(4) Obecnie, Marsjanie poza Ziemią nie mają innego miejsca schronienia. 
W tym punkcie moich badań zacząłem się zastanawiać, czy istnieje powód, dla którego Marsjanie 

mają nad nami pewną przewagę techniczną. Można odnieść wrażenie, że ktoś celowo tak 
zaaranżował sytuację, aby pomiędzy ludźmi a Marsjanami nastąpiła współpraca. Bowiem wzajemnie 
siebie potrzebujemy. 
Przypomnijmy, że Szarzy przyszli Marsjanom na ratunek dopiero w ostatniej chwili. Jeżeli mielibyśmy 
przepowiadać przyszłość, opierając się na danych z przeszłości, można by przewidzieć katastroficzny 
kryzys na Ziemi. Kryzys taki zmusiłby ludzi do wyciągnięcia ręki po pomoc, skądkolwiek by miała 
nadejść. W takiej sytuacji technika Marsjan mogłaby stać się naszym ratunkiem. 
 
 

ROZDZIAŁ 8:  

Pomocnicy z Subprzestrzeni 

Tego samego dnia, 1.30 po południu. Właśnie wróciliśmy z moim nauczycielem z lunchu. 

Odwiedziliśmy wyśmienitą, niedrogą restaurację chińską ze zdrowym jedzeniem wegetariańskim. Był 
to dobry sposób na oderwanie myśli od intensywnej sesji z Marsjanami, jaką odbyliśmy rano. 
Zacząłem sobie zdawać sprawę, że sytuacja istot pozaziemskich była dużo bardziej skomplikowana 
niż początkowo sądziłem. Nie była to już tylko kwestia kosmitów, krążących wokół Ziemi. Wiedziałem, 
że przynajmniej niektórzy Marsjanie doświadczali niemałych trudności. 

Zastanawialiśmy się jak im pomóc. Przez długi czas mieszkali pod ziemią, uciekając od ciężkich 

warunków swojego nowego naturalnego środowiska i ludzkiej wrogości. Marsjanie nie mieli środków 
na poprawę swojej sytuacji, ale żaden z nas nie potrafił określić, czego dokładnie potrzebowali – 
wiedzieliśmy tylko, że potrzebowali szybkiej pomocy. 

Ten rozdział przedstawia sesję SRV, w której mój nauczyciel wybierał cel, a ja działałem na ślepo. 

Data: 2 września 1993 

Miejsce: Sala szkoleniowa 

Dane: Typ 4 

Współrzędne celu: 8976 / 6643 

Dane wstępne wskazywały, że cel związany jest ze złożonymi budowlami, wzniesionymi przez 

człowieka.  

 
 
C.B.:
 “W porządku. Widzę dużo kolorów. Niebieski, czerwony; podstawowe kolory, przeważnie 

odcienie czarnego i zielonego. Powierzchnie fakturą przypominają farbę. Są gładkie, wypolerowane, 
błyszczące. Słyszę przemieszczające się powietrze. Jest tu ciepło, wygodnie. Hmm. To miejsce 
sprawia wrażenie cywilizowanego. Jest dla mnie całkiem nowe i czuję się trochę niezręcznie, tak 
jakbym tu miał i zarazem nie miał być". 

MONITOR: “Przejdź do szkicu Fazy 3". 
C.B.: “W porządku. Rozejrzyjmy się. Widzę coś czarnego i prostokątnego. Ruch na górze. Dużo 

prostokątnych przedmiotów. Kurczę, tu jest jak w mieście". 

background image

MONITOR: “Zapisz to w kolumnie AOL 'jak miasto'. Przejdź do Fazy 4". 
C.B.: “Widzę rozliczne budowle. Wszędzie są budynki. Dominuje tu jakby poczucie celu. 

Wyczuwam też podniecenie pochodzące od czegoś lub od kogoś. I... to jest dziwne". 

MONITOR: “Nie analizuj, tylko wypełnij matrycę. Zapisz swoje dane". 
C.B.: “Ale właśnie odbieram sygnały, że cel ma dla mnie jakieś szczególne znaczenie. Nigdy 

przedtem tego nie było. Wyczuwam czyjąś obecność, jakiejś istoty bezcielesnej". 

MONITOR: “OK, zróbmy teraz krótką przerwę. Zapisz godzinę". 
Po pięciu minutach. 
C.B.: “Jestem znowu w pobliżu budynków. Są tu inne istoty. Wyczuwam u nich determinację w 

dążeniu do jakiegoś celu". 

MONITOR: “Jak sądzisz, gdzie powinieneś być?" 
C.B.: “Czuję, że najpierw powinienem skierować się w stronę budynków". 
MONITOR: “W porządku. Zacznij od budynków. Trzymaj się matrycy". 
C.B.: “Jestem przy budynkach. Czuję, że miejsce to ma coś wspólnego z ratowaniem. To jakby 

stacja ratownicza. Chyba powinienem wejść do środka". 

MONITOR: “W takim razie wejdź do środka. Nadal trzymaj się matrycy. Wszystko zapisuj". 
C.B.: “No nie! Tu naprawdę są jakieś istoty. To nie są istoty ludzkie. Można widzieć przez nie na 

wylot. Co to za miejsce?" 

MONITOR: “Zostań w matrycy. Nie analizuj. Szybko przeleć wzrokiem kolumny danych. Idź dalej". 
C.B.: “No cóż, jestem w pokoju. Są tu ściany, a przez ściany przedostaje się światło. Białe światło. 

Teraz wydaje mi się, że już tu byłem, ale nie wiem kiedy". 

“Oho. Robią mi powitanie. Te istoty wiedzą, że tu jestem. Patrzą prosto na mnie. Bardzo się tym 

denerwuję." 

MONITOR: “Zostań w strukturze. Trzymaj się matrycy". 
C.B.: “Widzę drzwi. Oni tu mieszkają. Pracują. W pokoju znajduje się stół". 
MONITOR: “A co jest na zewnątrz budynku? Co widzisz?" 
C.B.: “Miasto. Są tu ulice, dużo ulic. Na zewnątrz jest głośno". 
MONITOR: “Wróć do pokoju. Czym zajmują się te istoty?" 
C.B.: “Promieniuje od nich jakieś podniecenie, być może z powodu mojego przybycia. Tak, jakby 

spodziewali się, że przyjdę. Jeden z nich ma wielką ochotę odpowiedzieć na moje pytanie. Wydaje 
się, że pracują z ludźmi. Ojej! Mówią mi, że pracują z duszami. To istoty o wysokim stopniu rozwoju. 
Daje się odczuć duże podniecenie. Spotkanie z takimi istotami to chyba nie lada gratka dla 
teleobserwatora". 

MONITOR: “Trzymaj się struktury. Co to za praca?" 
C.B.: Pełno tu światła. Oni nie używają narzędzi fizycznych. Mówią mi, że ich celem jest iść 

naprzód, rozwijać się w sensie ewolucyjnym". 

MONITOR: “W porządku. Zróbmy na chwilę przerwę. Wstań i rozprostuj kości. Możemy wyjść na 

powietrze". 

Po dwudziestu minutach. 
MONITOR: “Dowiedz się czegoś więcej na temat ich przedsięwzięć". 
C.B.: “Wygląda na to, że w przeszłości nazywano ich aniołami, ale to nie są anioły. Jestem 

kierowany do korytarza i innych pomieszczeń. Znajdują się tu inne istoty. Ale są też ludzkie ciała 
eteryczne czy też ciała subprzestrzenne". 

MONITOR: “Dowiedz się, co zamierzają robić w przyszłości?" 
C.B.: “Wygląda na to, że są tutaj nie z własnej woli. Hmm. Mówią mi, że nadchodzą złe czasy, 

okres wielkiej walki. W tym czasie technika będzie się rozwijać powoli. Ludzie wrócą do rzeczy 
podstawowych, ale nie prymitywnych". 

background image

MONITOR: “Zapytaj o Marsjan". 
C.B.: “Mówią mi, że ludzie spotkają się z Marsjanami niedaleko siedziby tych ostatnich – w pobliżu 

jaskiń Nowego Meksyku. Marsjanie odczuwają wielki strach. My, ludzie, musimy pomóc im wyjść z 
jaskiń". 

“Istoty te mówią mi, że uwalniając Marsjan musimy być asertywni, a jednocześnie bierni. Należy 

postępować bardzo ostrożnie. To trudne zadanie. Marsjanie nie chcą wyjść. Obawiają się agresji. 
Najwyraźniej z ich punktu widzenia nie jesteśmy całkiem cywilizowani. Jednak musimy z nimi 
rozmawiać, negocjować." 

“W porządku, rozmawiają ze mną bardzo bezpośrednio. Konieczne będą oficjalne rozmowy z 

Marsjanami." 

MONITOR: “Gdzie odbędą się te rozmowy?" 
C.B.: “W domu, w domu należącym do ludzi. Ludzie wejdą do jaskiń dopiero wtedy, kiedy 

Marsjanie będą gotowi do wyjścia, nie wcześniej. Mówią mi, że sami musimy tworzyć asertywne 
kontakty. Musimy próbować je zbudować. Nie wolno nam ustawać w wysiłkach. Jednak należy 
poruszać się małymi krokami. Wyraźnie dają mi do zrozumienia, że Marsjanie w żaden sposób nam 
nie zagrażają. To my mamy do nich przyjść, a nie oczekiwać, że oni przyjdą do nas". 

MONITOR: “Jak mamy postępować?" 
C.B.: “Mamy zacząć od szkolenia większej liczby ludzi. Wygląda na to, że szkolenie jest bardzo 

ważne. Teleobserwacja stanowi jego część, ale to nie wszystko". 

MONITOR: “Na razie wystarczy. Podziękuj im. Zakończmy tę sesję. Możesz teraz popatrzeć na 

cel". Przysuwa mi kopertę. Otwieram ją i wyciągam kartkę papieru. “Midwayerowie" – czytam ze 
zdumieniem. 

C.B.: “Kim u diabła są 'Midwayerowie'?" 
MONITOR: “To długa historia. Może zaczniemy od początku? 

Komentarz 

Przy obiedzie mój nauczyciel powiedział mi o początkach swoich kontaktów z Midwayerami. W 

pierwszych latach wojskowych badań nad teleobserwacją, niektórzy członkowie grupy 
teleobserwacyjnej chcieli zbadać pewne niefizyczne cele, z których jeden pochodził z Księgi Urantii, 
książki na temat odkryć w dziedzinie duchowości. Grupa ta obrała sobie za cel istoty z subprzestrzeni, 
zwane “Midwayerami". Chociaż według Księgi Urantii gęstość tych istot zbliżona jest do gęstości ludzi, 
nigdy nie przybierają one formy fizycznej, a ich ciała znajdują się poza zasięgiem naszego 
postrzegania. Owi “Midwayerowie" przypisani są Ziemi, żeby towarzyszyć ludziom w sprawach 
dotyczących ludzkiej ewolucji duchowej. 

Odkrycie, że Midwayerowie istnieją naprawdę stanowiło szok, który odbijał się na świadomości 

wojskowej grupy SRV przez kilka lat. Z jednej strony, informacje na temat ich istnienia były 
niewiarygodnie ważkie. Z drugiej jednak strony, nie było wiadomo, jak wytłumaczyć to wszystko 
generałom, których bardziej obchodziło obliczanie ostrych naboi w silosach pociskowych. 

Samych Midwayerów nie można zaliczyć do istot pozaziemskich, jako że ich stałą siedzibę stanowi 

Ziemia. Ale nie są też ludźmi, ani nie przyjmują ludzkiej postaci w sensie fizycznym. Są to istoty 
subprzestrzenne, które żyją i pracują w ludzkim środowisku. 

Midwayerowie pracują na Ziemi, ale ich dowództwo nie pochodzi z tej planety. Jak się wydaje, 

stanowią oni jedną z wielu grup subprzestrzennych, które mają wiele zadań do wypełnienia. 
Midwayerowie pracują razem jako jednostka na wzór drużyny wojskowej. Nie są jednak militarystami. 
Współpracują z subprzestrzennymi postaciami ludzi, żeby pobudzać ich potencjalny rozwój 
ewolucyjny. W bardzo realnym sensie wydają się spełniać “dobre uczynki", a ja w żadnej mierze nie 
mogę pojąć, jaką mają motywację, aby nam pomagać. Wygląda na to, że pracują dla wspólnego celu, 
ważnego tak dla nich samych jak i dla innych, włącznie z ludźmi. 

Upłynęło trochę czasu, zanim udało nam się wymyśleć, w jaki sposób moglibyśmy pomóc 

Marsjanom wyjść z jaskiń. Skłonienie ich do oficjalnych rozmów z ludźmi wydaje się wielką sztuką. 
Midwayerowie wyraźnie dali do zrozumienia, że w sprawie Marsjan powinniśmy działać w sposób 
asertywny, a zarazem im niezagrażający, co zakrawa na sprzeczność samą w sobie. Po kilku 
tygodniach mojego szkolenia w SRV, przyszło mi na myśl, że jednym ze sposobów zdopingowania 
Marsjan do bezpośredniej współpracy z ludźmi byłoby rozpowszechnienie wiedzy na temat ich 

background image

działalności, m.in. ujawnienie geograficznego położenia ich domów w jaskiniach, w których chowają 
się przed ludźmi. Rozumowałem następująco: jeżeli ludzie mieliby dowiedzieć się czegokolwiek na 
temat Marsjan i gdyby za każdym razem mogli ich zlokalizować oraz śledzić ich ruchy, Marsjanie nie 
mieliby już powodu dłużej się ukrywać. Rzeczywiście, w takich okolicznościach jedynym rozsądnym 
wyborem działania byłoby rozpoczęcie negocjacji z ludźmi. 
Jedną rzeczą jest jednak nakłonić Marsjan do rozmów z ludźmi, a całkiem inną namówić ludzi do tego, 
by współpracowali z Marsjanami. Obydwaj z moim nauczycielem obawialiśmy się, że ten ostatni 
problem będzie o wiele trudniejszy. Czuliśmy, że potrzebujemy pomocy w rozwiązywaniu “ludzkiej 
strony" tego równania. Ale głęboko na poziomie intuicyjnym byliśmy spokojni i przekonani, że wyjście 
się znajdzie. W jakiś sposób odnosiliśmy wrażenie, że istnieje ktoś, kto obserwuje nasze poczynania i 
kiedy nadejdzie właściwy czas, udostępni nam odpowiednie środki. Na razie, mogliśmy jedynie 
posuwać się naprzód, a posuwanie się do przodu oznaczało wówczas zbieranie danych i układanie 
planu książki na ten temat. 
 
 

ROZDZIAŁ 9:  

Strzał z Nieba 

21 sierpnia 1993 roku wystrzelona przez NASA sonda kosmiczna zbliżała się do Marsa, gdy nagle 

między nią a kontrolą naziemną zanikł kontakt (New York Times, 24 sierpnia 1993). Sonda o nazwie 
Obserwator Marsa przeznaczona była do robienia szczegółowych zdjęć dużej, niemal całej 
powierzchni Marsa, w tym również obszarów, gdzie poprzednie zdjęcia satelitarne ukazywały twory na 
powierzchni, w których można się było dopatrzyć budowli w kształcie piramid i geologicznych rzeźb, 
przypominających twarze. Naukowcy i inżynierowie z NASA nie potrafili wytłumaczyć 
niespodziewanego zerwania łączności z satelitą, który do tej pory funkcjonował bez zarzutu. 

Parę dni po tym wydarzeniu, New York Times donosił, że niektórzy ludzie z NASA zastanawiali się 

wręcz, dlaczego Mars przynosi pecha. Pośród innych tajemniczych wypadków dotyczących Marsa, 
można by wspomnieć radzieckiego satelitę, który zamilkł w podobnych okolicznościach, w czasie 
zbliżania się do jednego z księżyców planety. Niektórzy ludzie w agencji snuli podejrzenia – i nie był to 
do końca żart – że za serią niezwykłych awarii technicznych w związku z Marsem kryją się istoty 
pozaziemskie. Po miesiącach badań agencja ogłosiła, że sonda prawdopodobnie eksplodowała na 
skutek jakiejś awarii w związku z paliwem. Badacze jednak nie byli pewni swej diagnozy i nie mieli 
żadnych danych na poparcie postawionej tezy. Sprawa pozostała w sferze domysłów, ale w tamtym 
czasie nie można było zrobić nic więcej. 

Niniejszy rozdział wyjaśnia, co naprawdę stało się z Obserwatorem Marsa. Pragnę przypomnieć 

Czytelnikom, że nie otrzymałem z góry żadnej informacji na temat natury celu, ani przed sesją ani w 
jej trakcie. Co więcej, dane zostały zebrane podczas sesji monitorowanej na odległość. Znaczy to, że 
sesja była monitorowana przez mojego nauczyciela, który przebywał u siebie w domu, podczas gdy ja 
siedziałem w swoim biurze na Uniwersytecie Emory w Atlancie, w Georgii. Monitorowanie takie wiąże 
się zarówno ze słowem, jak i z obrazem. Po obydwu stronach używa się słuchawek, żeby utrzymać 
stały kontakt między monitorem a teleobserwatorem. Ponadto, w trakcie sesji przesyła się faksem 
wyniki pośrednie (włącznie ze szkicami i surowymi danymi), natomiast po jej zakończeniu wyniki 
końcowe. Tak jak w przypadku wszystkich danych Typu 4, informacje na temat celu zostają 
udostępnione teleobserwatorowi dopiero po skończonej sesji. 

Data: 7 lutego 1994 

Miejsce: Atlanta, Georgia 

Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość 

Współrzędne celu: 6421/9054 

Moje dane z Fazy 1 wskazywały na zbudowaną przez człowieka konstrukcję, z którą wiązał się jakiś 

ruch.  

 
C.B.:
 “Panuje tutaj duży ruch. Coś pędzi z ogromną prędkością. Hmm. Chyba widzę dwa obiekty 

naraz. Jeden jest mały, twardy, solidny. Porusza się bardzo szybko. Drugi to duży, bardziej złożony 
obiekt o nieregularnym kształcie". 

“To dziwne. Zdaje się, że pod żadnym z nich nie ma ziemi. Nie wiem dlaczego nie widać ziemi." 

background image

MONITOR: “Przejdź do matrycy Fazy 6 i zrób szkic. Zaznacz położenie obiektów za pomocą X. 

Prześledź ruchy obiektów". 

C.B.: “Mały obiekt wyłonił się z boku. Podążam teraz za nim do punktu wyjścia". 
MONITOR: “Co masz? Trzymaj się struktury. Wejdź do matrycy". 
C.B.: “To statek. Mały obiekt pochodzi ze statku pozaziemskiego. Najwyraźniej został wystrzelony 

ze statku jak pocisk i uderzył w inny, większy cel, ten o nieregularnym kształcie. Po co oni mieliby to 
robić?" 

MONITOR: “Nie analizuj, tylko zbieraj dane. Co widzisz?" 
C.B.: “Wchodzę teraz do środka statku. Hmm. Widzę jakieś istoty. Są  łyse, chyba wszystkie są 

łyse. Mają oczy. Szkicuję teraz ich twarze". 

“Cały statek wygląda jak wielka metalowa budowla. Znajduję się w pokoju. Są tu jakieś przedmioty, 

dużo przedmiotów, to akcesoria techniczne. Oprócz tego krzesła, stoły, terminale komputerowe, i kilka 
istot." 

MONITOR: “W  porządku. Teraz zrobimy przerwę. Zapisz godzinę, prześlij mi faksem 

dotychczasowe wyniki i zadzwoń do mnie. Na razie". 

C.B.: “Dobra. Daj mi kilka minut". Po przerwie. 
MONITOR: “Courtney, wróć do swojego szkicu w Fazie 6. Chcę, żebyś prześledził ruch statku z 

powrotem do jego punktu wyjścia". 

C.B.: “OK. Mam punkt wyjścia. To dziura w ziemi, jaskinia. W jaskini znajduje się metalowy pojazd. 

Te istoty wsiadają i wysiadają z pojazdu". 

MONITOR: “Wyjdź na powierzchnię. Co widzisz?" 
C.B.: “Wychodzę. Są tu czerwone piaszczyste powierzchnie, nierówny teren. Wygląda, że to 

Mars". 

MONITOR: “Zapisz to jako AOL. Przejdź przez matrycę. Notuj same dane. Wróć do jaskini". 
C.B.: “W tej jaskini są istoty, dużo istot. Wyglądają na Szarych. Pracują". 
MONITOR: “Courtney, chcę, żebyś wybrał którąś z tych istot i wniknął do jej umysłu. Masz coś?" 
C.B.: “W porządku. Mam jednego z nich. O rany!" 
MONITOR: “Zapisz to jako wrażenie estetyczne – AI. Kontynuuj. Dowiedz się czegoś na ich temat. 

Dowiedz się, czy oni śpią". 

C.B.: “A niech to. Teraz widzę wyraźnie. Szary wie, że tutaj jestem. Chyba nie ma nic przeciwko 

temu. Możliwe, że nie śpi w taki sposób jak my. Dzieje się coś innego. Można by to porównać do 
bardzo głębokiego cofania się świadomości. Nie jestem pewien, co to oznacza. Czy mam śledzić jego 
świadomość?" 

MONITOR: “Tak. Trzymaj się matrycy". 
C.B.: “Uuuu. To bardzo, bardzo daleko. To próżnia – pustka, przestrzeń. Nie jest źle, ale nie wiem, 

co tu robić. Co mi radzisz?" 

MONITOR: “Cofaj się w czasie razem z nim aż do punktu narodzin. Skąd on pochodzi?" 
C.B.: “Teraz go mam. W pojemniku przypominającym kanister leży niemowlę. Znajduję się teraz w 

nowym miejscu. Nie wiem gdzie to jest, ale wygląda jak laboratorium". 

MONITOR: “Wyjdź na zewnątrz. Co widzisz?" 
C.B. “To świat bez atmosfery. Widzę gwiazdy, kratery, skały. Lepiej zapiszę to jako AOL – to 

wygląda jak Księżyc. Światło jest nieprawdopodobnie jaskrawe. Dużo gwiazd – bardzo jasnych! 
Wszystko jest tu niesamowicie wyraźne. Rozglądam się. Na niebie jest jakaś planeta. Wygląda, że to 
Ziemia. Widzę nawet chmury i wodę. Planeta jest niebieska. Dobra, zapiszę w kolumnie AOL 'jak 
Ziemia'". 

MONITOR: “Wróć do niemowlęcia w pojemniku. Co dokładnie znajduje się w pojemniku?" 
C.B.: “Po prostu niemowlę, wyglądające na duży płód i gęsty płyn. Płyn jest zielony". 
MONITOR: “Spróbuj tego płynu. Jak on smakuje?" 

background image

C.B.: “Fuj. Okropny, jak ropa". 
MONITOR: “W porządku. Wróć z powrotem do istoty w jaskini, tam gdzie był statek. Dowiedz się 

czegoś więcej na temat pracy i osobowości tej istoty". 

C.B.: “Ten Szary – będę go nazywał Szarym, bo na takiego wygląda – według naszych norm nie 

jest szczęśliwy. Pracuje". 

“Wnikam teraz do jego umysłu. Wydaje się beznamiętny. Odnoszę wrażenie, jakby ktoś skrzywdził 

go psychicznie." 

“Nie mam dobrego odczucia w stosunku do tej istoty. Coś tu nie gra." 
MONITOR: “Naszkicuj go". 
C.B.: “OK. Skórę ma białą i twardą. Pomimo chudości, wydaje się całkiem silny. Odczuwam dla 

niego dziwne współczucie. Znalazł się w przykrej sytuacji. Czuję to". 

MONITOR: “W porządku. Musimy teraz zakończyć sesję. Zaczynasz wczuwać się w tę istotę, a to 

może zniekształcić nam dane. Ale do tej pory było bardzo dobrze. Zapisz godzinę zakończenia". 

C.B.: “No cóż, ta sesja jest dla mnie prawdziwą zagadką. Nie mam pojęcia, jaki mógł być cel". 
MONITOR: “To był Obserwator Marsa, zaginiony w 1993 roku". 
C.B.: “Żartujesz?" 
MONITOR: “Nie. To był Obserwator". 
C.B.: “A więc to był ten obiekt o nieregularnym kształcie. Został trafiony przez pocisk. Ale po co, u 

diabła, mieliby to robić?" 

MONITOR: “Dobre pytanie. Najwyraźniej nie chcieli, żeby satelita krążył i robił zdjęcia. Nie wiem 

czego. Użycie urządzenia podobnego do armaty może wydawać się dziwne w dobie laserów itd... Ale 
nie zapominaj, że radziecka sonda również zamilkła w tajemniczych okolicznościach, a ostatni 
telemetryczną informacją przesłaną przez nią był obraz zbliżającego się obiektu, czy też  źródła 
energii. Wydaje mi się, że istoty pozaziemskie nie chciały dopuścić do przecieku danych, więc 
fizycznie usunęły intruza. Zrobiono to tak, by ludzie mogli podejrzewać uderzenie meteoru". 

C.B.: “Wciąż jestem trochę odrętwiały. Trudno w to uwierzyć, ale wszystko pasuje". 
MONITOR: “Dobra sesja". 
C.B.: “Tak. Pozwól, że teraz chwilę odpocznę. Pogadamy później. Po prostu wciąż nie mogę 

przejść nad tym do porządku dziennego". 

MONITOR: “OK. Czekam na twój faks. Do usłyszenia wieczorem. Trzymaj się". 

Komentarz 

Ta sesja przyniosła mnóstwo informacji. Obserwator Marsa został zniszczony przez pocisk 

wystrzelony z urządzenia znajdującego się w pobliżu statku ET. Statek powrócił do podziemnego 
hangaru, najprawdopodobniej na Marsie. W hangarze były jakieś istoty, zajmowały się czymś 
aktywnie. Niektóre z nich (choć nie wszystkie) przypominały typ małych Szarych. “Śledziłem" jednego 
z nich do czasu jego narodzin i przekonałem się, że “urodził się" w laboratorium. Być może stworzono 
go po to, by pracował. Trudno powiedzieć, czy on sam czuje się wykorzystywany i zniewolony. 
Podczas okresów pozornego snu (w takim znaczeniu, jak rozumieją to Szarzy) ich świadomość 
przebywa w jakimś pustym miejscu, próżni przypominającej kosmos. Wydaje się, że istota, którą 
obserwowałem, nie doznawała żadnych marzeń sennych. Laboratorium, gdzie się urodziła, znajduje 
się chyba na naszym Księżycu w podziemnej budowli stanowiącej bazę. Przypominające płód 
niemowlę jest odżywiane składnikami zanurzonymi w zielonej cieczy o konsystencji oleju. 
Ta sesja postawiła tyle samo pytań, co dała odpowiedzi. Wiemy już, co stało się z sondą, którą NASA 
wysłała na Marsa. Wciąż jednak nie wiemy, dlaczego ET nie chcieli, żeby satelita coś odkrył czy 
sfotografował. Nie jest jasne, czy Szarzy z bazy na Marsie współpracowali w innym miejscu z innymi 
Szarymi. Z obserwacji zdawało się wynikać, że Szarzy są pracownikami, a inne humanoidalne istoty 
sprawują nad nimi kontrolę. Niestety, nie udało mi się stwierdzić, co to za stworzenia. 
 
 
 
 

background image

ROZDZIAŁ 10:  

Federacja Galaktyczna 

Rozległa literatura na temat UFO, oparta na relacjach porwań, nawiązuje często do pozaziemskiej 

organizacji, nazywanej “Federacją Galaktyczną". Uważa się, że jest to organizacja przypominająca 
ONZ, tyle, że swym zasięgiem obejmuje całą galaktykę. Ta sesja teleobserwacji miała nam dostarczyć 
więcej danych na ten temat. Jej wyniki były dla nas takim zaskoczeniem, że przedstawiam je tutaj bez 
wstępnych komentarzy. Sesja opierała się o dane Typu 4, co oznacza, że aż do jej zakończenia nie 
wiedziałem, że badam Federację. 

Dane: 9 lutego 1994 

Miejsce: Atlanta, Georgia 

Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość 

Współrzędne celu: 3114/0029 

Dane wstępne sugerowały, że cel związany jest ze sztuczną konstrukcją, ruchem i dużym natężeniem 

energii.  

 
 
C.B.:
 “Wyczuwam tu dużo energii. Sygnał ten wydaje się szczególnie silny. Widać bardzo dużo 

jasnych świateł – żółtych, białych, niebieskich. Miejsce robi wrażenie gładkiego, a nawet puszystego. 
Panują zarówno wysokie jak i niskie temperatury; daje się odczuć ekspansywną, promieniującą 
energię". 

MONITOR: “W porządku. Przejdź do szkicu Fazy 3". 
C.B.: “Rysuję coś twardego i okrągłego w środku, otoczonego przez jasne światło – żółte, 

niebieskie i białe. Wokół  światła unosi się coś puszystego, jakby chmury. Ta rzecz w środku jest 
metalowa albo ma w sobie, bądź na sobie, coś metalowego. Cały ten obiekt przywodzi mi na myśl 
tornado, bo wokół twardego jądra wyczuwam jakieś zawirowania. To chyba wir energetyczny. 
Niesamowita energia". 

MONITOR: “W porządku. Zapisz 'tornado' w kolumnie AOL i przejdź do Fazy 4". 
C.B.: “Znowu widzę dużo światła. Coś okrągłego. Odbieram też  świadomość. Jakąś istność 

duchową". 

MONITOR: “Zapisz to wszystko w matrycy, a potem zrobimy przerwę. Prześlij mi faksem 

dotychczasowe dane i zadzwoń". 

C.B.: “W porządku. Pogadamy za kilka minut". 
Po przerwie. 
MONITOR: “Courtney, przenieś się na powierzchnię twardego obiektu, a potem kontynuuj matrycę 

Fazy 4". 

C.B.: Wykonuję... O rany! Muszę zapisać to wszystko na AOL. Bardzo silna energia". 
MONITOR: “Dobrze. Poczekaj aż minie to wrażenie i kontynuuj". 
C.B.: “Znowu widzę ulotne światło, niebieskie i białe. Znowu dużo energii. Znajduję się teraz na 

powierzchni. W jakimś miejscu. Być może tamten okrągły obiekt był planetą. Wszystko spowija mgła. 
Światło znajduje się powyżej. Na powierzchni panuje chłód. Wyczuwam w powietrzu gorzki smak 
amoniaku". 

“Widzę rzeczy, które unoszą się do góry. Niech no przyjrzę się bliżej... Jestem teraz koło czegoś, 

co jest twarde i metalowe. To budynek albo jakaś inna konstrukcja. Spełnia szczególny cel. Widzę 
wejście, może to drzwi. Czy mam tam wejść?" 

MONITOR: “Zanim to zrobisz, cofnij się trochę żebyś mógł ogarnąć wzrokiem całą konstrukcję". 
C.B.: “Już to robię... Ta budowla naprawdę jest bardzo duża, powiedziałbym niebotyczna. 

Wykonano ją chyba z metalu. Nie widzę w pobliżu innych budynków". 

MONITOR: “W porządku. Teraz wejdź do budowli". 

background image

C.B.: “Jestem z powrotem przy wejściu. Wchodzę do środka... OK, są tu jakieś istoty, dużo istot. 

To dziwne miejsce. Oni wszyscy są łysi". 

MONITOR: “Trzymaj się struktury. Uważaj z AOL. Wypełnij matrycę". 
C.B.: “Wszystkie te istoty noszą białe szaty przypominające szlafroki. Mają bardzo gładką skórę, a 

cerę białą lub kremową. Mam wrażenie, że to ważne miejsce" 

MONITOR: “Naszkicuj twarz jednego z nich". 
C.B.: “Dobra... Te istoty są podobne do ludzi, a miejsce przypomina mi klasztor Zen". 
MONITOR: “Zapisz to w odpowiedniej rubryce: 'jak klasztor Zen'. Idź dalej". 
C.B.: “Oni porozumiewają się telepatycznie i słownie. Czuję wyraźnie, że to jakiś rodzaj rady, która 

ma scentralizowaną strukturę. Wydają się nie wiedzieć, że ich obserwuję. Są chyba zaprzątnięci 
sprawami państwa czy rządu". 

“Skupiam się teraz bardziej na członkach rady. Ci ludzie dobrowolnie wykonują swoją pracę. To 

bardzo prestiżowa praca, którą niełatwo otrzymać." 

“Teraz odkryłem, że jest tu przewodniczący, który kieruje całą radą. Inni go popierają. Można by go 

nazwać prezydentem, przewodniczącym lub premierem". 

MONITOR: “Co się dzieje?" 
C.B.: “Wygląda na to, że myliłem się, sądząc, że oni nie zdają sobie sprawy z mojej obecności. 

Witają mnie. Cieszą się, że przybyliśmy. Mówią mi, że od tej chwili stajemy się pełnoprawnymi 
członkami rady". 

“Prowadzą mnie do przewodniczącego. Patrzy mi prosto w twarz. Siedzi na krześle i ma na sobie 

biały czy może niebieskawo-biały szlafrok. Sprawia wrażenie trochę ociężałego." 

MONITOR: “Jesteś teraz sam, Courtney. Po prostu trzymaj się struktury. Notuj wszystko". 
C.B.: “Ten gość jest poważny, ale gdzieś w środku wyczuwam u niego poczucie humoru. Nie 

zagraża mi w najmniejszym stopniu. Wiesz, to tak jakbyś miał spotkanie z mistrzem duchowym, takim 
jak Budda". 

MONITOR: “Zapisz to w kolumnie AOL. Słuchaj jego wskazówek". 
C.B.: “On mnie wita w swoim umyśle. Chce, żebym wniknął do jego umysłu, ponieważ jest to 

najłatwiejszy sposób porozumiewania się. Co mam robić?" 

MONITOR: “Wejdź do jego umysłu. Skup się na pojęciu 'przewodnictwa' i zobacz, co on zrobi". 
C.B.: “Jak tylko wniknąłem do jego umysłu, ponownie znalazłem się w przestrzeni. Znajduję się 

poza Mleczną Drogą i spoglądam na nią z zewnątrz. Nad obrazem narysowane są kropkowane linie, 
które dzielą galaktykę." 

“Dowiaduję się, że potrzebują pomocy. Potrzebują nas. Odnoszę wrażenie, że potrzebują nas w 

jakimś galaktycznym sensie, ale chyba to do mnie nie trafia. Oni są o wiele potężniejsi od ludzi; nie 
mam pojęcia, dlaczego mieliby nas potrzebować." 

“Przywódca wyczuwa mój opór i kieruje mnie z powrotem na Ziemię. Mówi mi, że w przyszłości 

ludzie opuszczą swoją planetę. Teraz tłumaczę gestalty na słowa. Wynika z nich jasno, że ludzie na 
Ziemi są obecnie zbyt niepohamowani i przykrzy. Wymagają 'obróbki'. Nie ulega wątpliwości, że zanim 
opuścimy Ziemię musimy się zmienić." 

MONITOR: “Zapytaj, czy mają jakieś praktyczne sugestie co do tego, jak możemy im pomóc". 
C.B.: “Mówią mi, że mam bezwzględnie ukończyć książkę. Inni zrobią resztę. Zaangażowanych w 

ten plan jest wielu ludzi. Wiele gatunków, przedstawicieli, grup". 

MONITOR: “Zapytaj, z kim jeszcze powinniśmy się spotkać przy pomocy teleobserwacji lub innej 

techniki?" 

C.B.: “Tylko z Marsjanami. Mówią mi, że nasz kontakt z istotami pozaziemskimi ograniczy się na 

razie tylko do Marsjan, przynajmniej w najbliższej przyszłości". 

MONITOR: “Zapytaj, czy są jakieś nowe informacje, coś, o czym powinniśmy wiedzieć, a czego 

jeszcze nie wiemy?" 

C.B.: “Ten gość jest bardzo cierpliwy. Wie, że to dla mnie trudne. Mówi, iż czeka nas wiele 

problemów. Z całą pewnością wydarzy się katastrofa planetarna, a może powinienem powiedzieć 

background image

katastrofy. Nastąpi chaos, niepokoje, koniec obecnego porządku politycznego. Będąc takimi, jakimi 
jesteśmy obecnie, nie poradzimy sobie z tą nową rzeczywistością. Mówi wręcz, że jeżeli chcemy 
posunąć się naprzód, w centrum naszego zainteresowania winna znaleźć się świadomość". 

“On teraz podsłuchuje twoje (mojego monitora) myśli. To tak jakby cię namierzał, czy coś w tym 

rodzaju. Twierdzi, że ty spełniasz w tym wszystkim bardzo ważną rolę. Musimy tu wrócić – do ich 
świata – w późniejszym terminie. Będziemy przedstawicielami ludzi, wybranymi z racji naszej 
świadomości. To świadomość zdecydowała o naszym przybyciu do nich w tym punkcie. I jeszcze coś. 
Nie jesteśmy zbawcami, a tylko wstępnymi reprezentantami. Chce, żeby co do tego nie było 
wątpliwości." 

“Zależy mu na tym, abyśmy zrozumieli, że ponosimy odpowiedzialność za godne reprezentowanie 

naszego gatunku. Nie należy zwlekać. To nasze zadanie na teraz. Każdy z nas ma jakąś rolę do 
spełnienia. Do mnie na przykład należy zapisywanie wszystkiego, co tu doświadczam." 

“Podoba mu się twoje poczucie humoru. Mówi, że w przyszłości będzie okazja do podobnych 

spotkań. Na razie jednak musimy skupić się na książce. Książka jest ważna, bo oni ją wykorzystają." 

MONITOR: “Podziękuj mu. Musimy teraz kończyć". 
C.B.: “Podziękowałem. On już zresztą wiedział, że czas na mnie". 
MONITOR: “Zapisz godzinę zakończenia, Courtney". 
Długa pauza. 
C.B.: “Mógłbyś mi już powiedzieć, jaki był cel". 
MONITOR: Śmieje się nerwowo. “Federacja". 
C.B.: “Rozumiem". 

Komentarz 

Implikacje tej sesji sięgają sfery praktycznej, lecz także wzniośle filozoficznej. Czytelnicy sami 

zdecydują, jak ocenić moją interpretację. 

Istnieje galaktyczna organizacja rządowa. Nie wiem, jak zhierarchizowana czy scentralizowana jest 

jej władza, ani ile gatunków czy kultur planetarnych ją reprezentuje. Nie wiem też, czy jakieś grupy lub 
kultury zdecydowały się nie wstąpić do organizacji ani czy komuś odmówiono członkostwa. Czuję 
jednak wyraźnie, że ludzie z Ziemi przygotowywani są do dołączenia do niej. Wygląda na to, że moje 
pierwsze wystąpienie w radzie zostało odczytane jako pozytywne. Być może jedną z dróg 
prowadzących do członkostwa jest świadome poszukiwanie tej organizacji przy pomocy odpowiednich 
środków. Rzeczywiście, na podstawie tego, co powiedziałem, ludzie mogą już w jakimś sensie uważać 
się za przedstawicieli Federacji, chociaż wątpię, żebyśmy – mój monitor czy ja – czuli się szczególnie 
dobrze, reprezentując kogoś więcej niż samych siebie. 

Członkowie Federacji odznaczają się bardzo wysokim poziomem świadomości. Znaczy to, że 

całkowicie rozumieją  świadomość – zarówno w jej aspekcie fizycznym jak i subprzestrzennym. 
Uważają oni, iż ogólne podniesienie ludzkiego rozumienia świadomości jest niezbędnym warunkiem 
naszego uczestnictwa w życiu galaktyki. Jeszcze raz pragnę podkreślić, jak ważne było w czasie 
obecnej sesji poczucie rozwiniętego rozumienia świadomości. Niewykluczone, że to właśnie mój 
wzrost świadomości pozwolił mi dotrzeć do rady, ale nie dysponuję żadnym obiektywnym miernikiem, 
aby ocenić, na ile jest to prawdą. Nie ulega jednak wątpliwości, że według członków Federacji, rozwój 
świadomości stanowi cel, do którego wszyscy powinniśmy dążyć. To najpilniejsza potrzeba i wymóg, 
jakiemu musimy sprostać. Co więcej, wygląda na to, że ludzie powinni zacząć badać świadomość z 
bardziej praktycznej i naukowej perspektywy, a nie patrzeć na nią przez zniekształcające 
dwuogniskowe soczewki intelektu, które oddzielają nasze rozumienie rzeczywistości fizycznej od 
niefizycznej. Moim zdaniem, dopóki nie wyrośniemy z krótkowzroczności w tej kwestii, pozostaniemy 
najprawdopodobniej dość prymitywnym społeczeństwem, a z punktu widzenia planetarno-kulturalnego 
– “galaktycznym wstecznikiem". 

Literatura dotycząca porwań przez UFO pełna jest relacji spotkań ET i ludzi, w których przedmiot 

rozmowy stanowią przyszłe katastrofy planetarne na Ziemi. Przyczyny katastrof są zwykle natury 
ekologicznej lub nuklearnej, a częstotliwość, z jaką te ostrzeżenia się pojawiają, budzi wątpliwości. Ta 
sesja dostarczyła mi z bezpośredniego źródła wskazówki, że takie problemy istotnie mogą wystąpić. 
Jednak w tym punkcie moich badań nie byłem w stanie określić, w jaki sposób łączyły się one z 
ewentualnym opuszczeniem Ziemi przez ludzi. 

background image

Pod koniec sesji, pierwszą rzeczą, co do której zgodziliśmy się z moim monitorem było to, że aby 
zrozumieć tę coraz bardziej komplikującą się sytuację, potrzebujemy więcej danych. Dziwiliśmy się, 
jak mogliśmy być tak naiwni, gdy zaczynaliśmy nasze badania. Pomysł zidentyfikowania latających w 
spodkach ET wydawał się teraz bardzo płytki. 
 
 

ROZDZIAŁ 11:  

Umysłowość Szarych 

Żeby poznać sposób myślenia Szarych, zdecydowaliśmy się dokonać teleobserwacji ich 

świadomości, co wymagało z mojej strony wniknięcia do umysłu przynajmniej jednego z nich. 
Przygotowując się do monitorowanej sesji (Typ 4), postanowiłem najpierw sam zbadać pojęcie 
zbiorowej świadomości Szarych. Proszę pamiętać, że przy danych Typu 4, monitor nie informuje 
teleobserwatora na temat celu aż do czasu zakończenia sesji. Może to być cel wybrany na chybił trafił 
z opracowanej wcześniej listy, bądź całkiem inny, wybrany przez monitora cel, o którym 
teleobserwator nie ma najmniejszego pojęcia. 

Jednak przy danych Typu 1, pracuję sam i z góry wiem, jaki jest cel. W czasie takiej sesji solo, 

kiedy podane są wstępne warunki związane z Typem 1, bardzo ważne jest, aby ściśle trzymać się 
procedury protokołów SRV. Narzuca to pewne ograniczenia na to, co mogę robić po zlokalizowaniu 
celu. 

W tym rozdziale przytaczam wyniki dwóch sesji – w trakcie jednej z nich sam obserwowałem cel – 

“zbiorowy umysł Szarych", druga sesja była monitorowana, a cel niemal identyczny. Materiał z sesji 
solo przedstawiam w formie dialogu wewnętrznego. 

Data: 27 listopada 1993 

Miejsce: Atlanta, Georgia 

Dane: Typ 1 

Współrzędne celu: 7119/5108 

Piętnaście minut danych wstępnych wskazywało na duży ruch i energię.  

 
Dostrzegam kolory szary i biały. Powierzchnie są błyszczące, przypominają stal. Odczuwa się tutaj 

intensywne ciepło. Słyszę dziwny ćwierkający dźwięk. 

Co do wymiarów, wyczuwam coś bardzo szerokiego i/lub otwartego. Wydaje się to nieskończone, 

czy może ekspansywne, uniwersalne albo po prostu ogromne. Odnoszę nieodparte wrażenie, że to 
coś, cokolwiek to jest, trwa i trwa. To coś nieskończonego, nieograniczonego. 

Dostrzegam ruch. Wygląda to tak, jakby przedmioty i/lub energia wchodziła i wychodziła z 

centralnego miejsca. 

Teraz odbieram coś, co trudno przełożyć na słowa. Można by użyć określeń miłość i troska, ale 

pojęcia te, tak jak je na ogół rozumiemy, w żaden sposób nie oddają tego szczególnego, niepomiernie 
bardziej wszechogarniającego doznania. Wyczuwa się obecność opiekuna, matki lub właściciela 
czegoś cennego. Jest to swego rodzaju dom, dom przekraczający wymiary, w którym panuje poczucie 
nieskończonej wolności. 

Posuwając się dalej, odkrywam również troskę o bezpieczeństwo. Coś jest nie w porządku. Panuje 

tu strach, i to dosyć silny. Coś się dusi. Dostrzegam ruch statków, bardzo nowoczesnych statków. I 
znowu czuję strach i troskę o bezpieczeństwo innych. 

Odnoszę wrażenie, że Szarzy ugrzęźli. Przypomina to narodziny, podczas których dziecko utknęło 

w kanale rodnym. Strach związany jest z tym stanem uwięzienia. Poczucie strachu otacza jednak 
płaszcz spokoju. 

Komentarz 

Zbiorowa świadomość Szarych ochrania ich i odżywia. Jednocześnie, od wewnątrz paraliżuje ich 

głęboki strach, który wiąże się z poczuciem uwięzienia. To tak jakby Szarzy bezskutecznie usiłowali 
wyłonić się z jakiegoś stanu. Cisza otaczająca strach w jakiś sposób stabilizuje zbiorowy intelekt 
(umożliwiając przetrwanie fizyczne) i pozwala na mniej straszną codzienną egzystencję. Poczucie 

background image

miłości i ochrony dobywające się z ich umysłu jest nieomal przytłaczające z ludzkiego punktu 
widzenia. Ja osobiście zareagowałem na nie smutkiem i chyba współczuciem. 

W dwa i pół miesiąca po tej sesji mój monitor postanowił, że będę pracował nad celem w ciemno. 

Jak Czytelnicy będą mieli okazję zaobserwować, pod koniec tej sesji zmienił on pewien szczegół 
dotyczący celu, zachęcając mnie w ten sposób do nieco innego podejścia do sprawy. Po podłączeniu 
się do słuchawek, gawędziliśmy sobie jak zwykle (to znaczy gadaliśmy o wszystkim, poczynając od 
nowego kawału, który usłyszał mój monitor, do perspektyw znalezienia wydawcy dla mojej książki), a 
potem zaczęliśmy sesję. 

Data: 11 lutego 1994 

Miejsce: Atlanta, Georgia 

Dane: Typ 4 sesja monitorowana na odległość 

Współrzędne celu: 4384/8296 

Dane wstępne wskazywały na poczucie płynności i ruch.  

 
 
C.B.:
 “OK. Widzę kolory w rodzaju turkusu i niebieskiego. Dużo płynu. Powierzchnie skaliste i 

gładkie. Odczuwam zarówno ciepło, jak i chłód. Czuję smak czegoś słonego i jakby zapach ryb. 
Cokolwiek to jest, robi wrażenie szerokiego i ogromnego, bardzo głębokiego. Wyczuwam też energię". 

MONITOR: “Faza 3". 
C.B.: “Robię rysunek... Naszkicowałem linię poziomą w poprzek kartki. W rubryce AOL zapisuję 

'ryba i ocean". 

MONITOR: “W porządku. Zapisz AOL. Faza Czwarta". 
C.B.: “Widzę płyn. Dużo płynu. Ten płyn to żywe środowisko. Odnoszę wrażenie, że jest to miejsce 

narodzin. Tutaj jest życie. Organizmy. To miejsce podlega ochronie". 

“Poniżej płynu widzę jakiś pokój. To chyba laboratorium. Zapiszę to jako AOL." 
“W porządku. W pokoju jest Szary. Wpatruje się we mnie. Szkicuję teraz jego twarz. Wygląda na 

osobnika męskiego. Czuję, że powinienem wejść do jego umysłu. Co mam robić?" 

MONITOR: “Pozwól, żeby ten problem rozwiązała twoja nieświadomość". 
C.B.: “W porządku. Wchodzę... O rany!" 
MONITOR: “Trzymaj się struktury. Zostań w matrycy. Co widzisz? Zapisz to". 
C.B.: “Panuje tutaj pustka. Głęboka pustka. Ale jednocześnie umysł przepełnia wielka 

świadomość, powiedziałbym nawet uczucie totalnej świadomości, czymkolwiek ona jest. Ten gość ma 
do wykonania zadanie. Jest pochłonięty pracą. Nie odczuwam tu obecności żadnych 
powierzchownych uczuć charakterystycznych dla ludzi. Kiedy myślę o jakimś porównaniu, przychodzi 
mi na myśl Stan Skupienia Focus 15 w Instytucie Monroe'a". 

MONITOR: “Czy wyczuwasz jakąś wyższą istotę?" 
C.B.: “Sam umysł jest zwierzchnikiem. To zbiorowa umysłowość. Zbiorowa umysłowość pełni 

funkcję kontrolującą. Żaden umysł nie jest ważniejszy od innych. Wszyscy Szarzy mają ten sam 
umysł. Są jednym i wszystkim". 

MONITOR: “Czy mają jakiś cel?" 
C.B.: “Podstawowy cel to przetrwanie i ewolucja. To jeden zbiorowy organizm, więc przetrwanie 

stanowi dla niego wartość nadrzędną, tak jak w przypadku każdego organizmu. Nie istnieją  żadne 
różnice między poszczególnymi osobnikami". 

MONITOR: “Przejdź do Fazy 6. Zrób wykres. .Zaznacz linię czasu w miejscu, w którym teraz jesteś 

z tą istotą. Potem zaznacz punkt rozpoczęcia tej sesji. Umieść na linii czasu ważne punkty, a 
następnie przejdź do matrycy Fazy 6". 

C.B.: “W porządku..." Pauza. “Jestem teraz w matrycy. Odnoszę wrażenie, że znajduje się tu 

zbiorowość wielu Szarych. Teraz czuję bardzo silne oddziaływanie. Tak jakby chcieli uwolnić się od 
swoich fizycznych ciał. To desperackie dążenie, które oznacza dla nich życie lub śmierć. Sprawa 
absolutnie najwyższej wagi dla przetrwania ich umysłu ...organizmu. Umysł jest teraz zamknięty. 

background image

Bezwzględnie musi uciekać. Gdzieś bardzo głęboko zbiorowość ta odczuwa panikę, ale nie jest to 
panika w naszym rozumieniu tego słowa". 

“Szarzy pracują z ludźmi i innymi na rzecz ucieczki. To przypomina wydostawanie się z tonącego 

statku. Z całą pewnością towarzyszy temu panika." 

MONITOR: “Jakie środowisko spełniałoby ich potrzeby?" 
C.B.: “Będą mieć swoją planetę. Nie Ziemię. Oni mają zdolność tworzenia planet i podróżowania w 

każde miejsce. Nie wyrzucą ludzi z Ziemi. Wszechświat jest na to za duży". 

MONITOR: “A co z ich współpracą z Federacją?" 
C.B.: “Szarzy są cieszącymi się dużym poważaniem członkami Federacji. Uczestniczą w wielu 

przedsięwzięciach. Na swój sposób są dumni ze swej umiejętności współpracy z wieloma gatunkami 
Federacji". 

MONITOR: “Czy ludzie mogą pomóc w ewolucji Szarych?" 
C.B.: “Nie technicznie. Konieczna pomoc leży w zakresie genetyki. Widzę również, że istnieją inne 

sposoby pomocy, ale Szarzy nie są ich świadomi". 

MONITOR: “Czy Szarzy znają pojęcie wolnego czasu?" 
C.B.: “Nie rozumieją oni pojęcia wolnego czasu tak jak my. Dla Szarych czas stanowi kontinuum. 

Czas wolny nawiązuje do potrzeby odpoczynku. W tym względzie dysponują oni czymś innym". 

MONITOR: “Jaka jest długość ich życia według naszych norm?" 
C.B.: “Szarzy mają pełną  świadomość tego, że nie umierają. Ich ciała fizyczne są przez nich 

postrzegane jak ubranie albo skorupa. Śmierć nie jest dla nich tak znaczącym pojęciem, jak dla nas". 

MONITOR: “Jak długo żyje zatem ciało typowego Szarego?" 
C.B.: “To zależy. Za średnią można jednak uznać dwieście lat życia na Ziemi". 
MONITOR: “Skup się raz jeszcze na idealnym środowisku dla Szarych". 
C.B.: “Cóż, nie jest to fizyczna planeta – taką mogliby mieć w każdej chwili. Idealne środowisko to 

ewolucyjnie nowy zestaw indywidualnych ciał. Szarzy przechodzą proces powtórnych narodzin. 
Przygotowują się do wyjścia ze zbiorowej tożsamości, którą zastąpią połączone ze sobą, lecz 
indywidualne istoty". 

“Wchodzę teraz głębiej... To interesujące. Oni odczuwają strach i zdziwienie w związku z tym, że 

ludzie istnieją i prosperują jako indywidualne jednostki. Wiedzą coś na ten temat i potrzebują tego, ale 
jednocześnie są przerażeni." 

MONITOR: “Spróbuj się dowiedzieć czegoś na temat fizycznych spotkań Szarych z ludźmi". 
C.B.: “Odbywa się obecnie wiele takich spotkań, ale na ogół ludzie nie uczestniczą w nich 

świadomie". 

MONITOR: “Jakie są warunki takiego spotkania, dotyczące miejsca i wymagań?" 
C.B.: “Nawet Szarzy nie mają jasności w tej sprawie. Wiedzą, że spotkanie jest konieczne, ale nie 

wiedzą, co zrobić, żeby do niego doszło. Na swój sposób obawiają się obcowania z ludźmi-
barbarzyńcami. Nie chcą zrezygnować z poczucia kontroli czy też władzy. Zdają sobie jednak sprawę, 
że potrzebują pomocy, bo utknęli w martwym punkcie". 

“Właśnie mnie zapytali, czy nie wiem, jak taka pomoc powinna wyglądać. Co im odpowiedzieć?" 
MONITOR: “Powiedz, że nad tym popracujemy". 
C.B.: “W porządku. Powiedziałem. Na swój sposób to doceniają". 
MONITOR: “Zapytaj, czy w tę pomoc powinni też zaangażować się Marsjanie?" 
C.B.: “Z ich strony nie może nadejść żadna pomoc, gdyż Marsjanie muszą uporać się z własnymi 

problemami. Są chorzy i mają za mało czasu i środków, aby pomóc w tak skomplikowanym 
przedsięwzięciu". 

“Właśnie zaproponowałem Szarym spotkanie na neutralnym gruncie, ale moja propozycja została 

odrzucona". 

MONITOR: “Zapytaj, czy wobec tego nie zechcieliby spotkać się z nami na warunkach, które sami 

by określili". 

background image

C.B.: “Przystali na ten pomysł. Z entuzjazmem. Powiedzieli, że od razu zabiorą się za 

opracowywanie planu". 

MONITOR: “Dobra, Courtney. Czas uciekać. Zapisz końcowy czas". 
C.B.: “Fiu! To było coś. Będę potrzebował chwili wytchnienia po tej sesji. Dobra, możesz mi teraz 

powiedzieć, jaki był cel?" 

MONITOR: “Świadomość Szarych". 
C.B.: “Nie jestem zaskoczony". 
MONITOR: “Tak. Musimy to przemyśleć". 
C.B.: “Pozwól, że zrobię sobie przerwę i zadzwonię później. Zaraz prześlę ci dane faksem. 

Wkrótce pogadamy". 

Komentarz 

Chociaż nie rozumiem dlaczego, wydaje się, że planeta, na której wylądowałem na początku sesji, 

ma duże znaczenie dla Szarych. Faktycznie, pod wieloma względami przypomina ona świat Szarych, 
zwłaszcza, jeśli chodzi o oceny. Nie wiem jednak, czy to naprawdę to samo miejsce. Odnoszę również 
wrażenie, że planeta ta jest w jakiś sposób połączona ze świadomością tych istot, ale nie wiem na 
jakiej zasadzie. 

W oparciu o własne badania teleobserwacyjne, jak również na podstawie licznych relacji porwań 

przez UFO twierdzę, że Szarzy porozumiewają się telepatycznie. Z grupami Szarych często 
utożsamia się poczucie zbiorowego umysłu czy zbiorowej świadomości. O ile kiedykolwiek mamy 
współpracować z Szarymi, musimy postarać się zrozumieć ich mentalność. Jeżeli Szarzy naprawdę 
są zaangażowani w program inżynierii genetycznej, obejmujący zarówno ludzi jak i inne gatunki, być 
może potrzebują ludzkiej pomocy podczas tego szczególnie trudnego okresu swej ewolucji. Dlatego 
musimy mieć otwarte umysły i pozbyć się w tym względzie wszelkich uprzedzeń. 

Tak jak z całą pewnością twierdzę, że świadomość Szarych ma charakter mentalności zbiorowej, 

widzę też wyraźnie, że muszą oni ewoluować i przejść do nowego etapu. Zbiorowy intelekt Szarych 
ma wiele aspektów pozytywnych. Najwyraźniej poszczególni członkowie ich społeczności nie 
rywalizują ze sobą w ewolucyjnej, darwinowskiej batalii o przewagę. Po prostu toną albo płyną razem. 
Ludzie mogliby się tego od nich nauczyć. 

Biorąc pod uwagę sposób, w jaki literatura (patrz Jacobs 1992 i Mack 1994) opisuje spotkania ludzi 

z Szarymi, trudno się dziwić, że działalność tych ostatnich z punktu widzenia Ziemian może być 
odbierana jako wroga. Równie dobrze może się jednak okazać, że Szarzy bardziej przypominają 
uciekającą kawalerię niż nacierającą armię. Być może robią rzeczy, których nie rozumiemy bądź nam 
się nie podobają, ale nie są  źli – tego jestem pewien. Po prostu, jak na razie nie rozumiemy tego 
gatunku. 

Moje doświadczenia w zakresie teleobserwacji w żaden sposób nie wskazują na to, jakoby Szarzy 

byli do nas wrogo usposobieni. Być może obawiają się ludzi i tego, co reprezentujemy, ale tak samo 
nas potrzebują, zarówno w sensie duchowym, jak i fizycznym. Jeśli nie osądzimy ich zbyt pochopnie, 
być może pomogą nam w naszym ewolucyjnym przetrwaniu. 
Krótko mówiąc, musimy dowiedzieć się znacznie więcej o nich, o sobie i o roli, jaką mamy do 
odegrania w tym interesującym dramacie. Myślę, że postąpimy mądrze nie osądzając innych ras 
przynajmniej do czasu, gdy zapoznamy się z całą galaktyczną społecznością istot rozumnych. 
 
 

ROZDZIAŁ 12:  

Przechowalnia Ludzi 

Zarówno ja, jak i mój monitor słyszeliśmy wiele relacji porwanych osób, które utrzymywały, że 

przynajmniej część istot pozaziemskich pochodzi z gwiazdozbioru Plejad. Nie wiedzieliśmy, skąd 
wzięła się ta informacja, o ile w ogóle była to informacja, nie zaś nie poparta niczym pogłoska. W 
ramach testu, zdecydowaliśmy się więc dokonać teleobserwacji gwiazdozbioru Plejad w poszukiwaniu 
zdolnego do odczuwania życia. Jak się okazało, był to wysiłek warty zachodu. 

background image

Data: 10 marca 1994 

Miejsce: Atlanta, Georgia 

Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość 

Współrzędne celu: 2805/2070 

Dane wstępne wskazywały na silną energię i solidne, sztuczne konstrukcje.  

 
 
C.B.:
 “Widzę bardzo jasne światło. Ostrą biel i żółć. Panują wysokie temperatury. Czuję smak 

spalenizny i zapach dymu. Słyszę też jakiś płacz. Gdziekolwiek jestem, miejsce to wydaje się 
olbrzymie, przestronne, obdarzone dużą energią, promienne i okrągłe. W jakiś sposób jest ważne i... 
dziwne". 

MONITOR: “Faza 3" 
C.B.: “Szkicuję horyzont; coś pali się na ziemi, a niebo jaśnieje dziwnym blaskiem". 
MONITOR: “Przejdź do Fazy 4". 
C.B.: “W porządku. Jestem w matrycy. Nadal odbieram światło, spaleniznę i wysokie temperatury. 

To coś na niebie jest okrągłe i ogniste. Jestem teraz na ziemi. Wypatrzyłem dwa typy istot. Jeden typ 
znajduje się na ziemi, a drugi w powietrzu, prawdopodobnie w jakimś pojeździe". 

“Teraz odbywa się tu jakaś intensywna praca. Istoty w powietrzu, blisko światła, są bardziej 

rozwinięte niż te na ziemi. Ależ to światło jest jasne! Nie mogę wykoncypować, co oni tam robią. Być 
może są w jakimś pojeździe, ale za każdym razem, gdy spoglądam w górę, poraża mnie światło." 

“Skupiam się teraz na ziemi; jest tu kurz, trawa i ludzie noszący zwykłe amerykańskie ubrania. 

Pozwól, że to sprawdzę. Tak. Spodnie, skarpety, buty... Ludzie są dość wzburzeni. Wyczuwa się 
strach i słychać płacz. Ludzie sprawiają wrażenie oślepionych i przerażonych świecącym na niebie 
obiektem." 

“Nadal jestem z ludźmi na ziemi. Wygląda na to, że tworzą rodzinę – kobieta, mężczyzna i dziecko. 

Dziecko płacze." 

“Patrzę teraz w górę i śledzę inne istoty... Znajdują się w obiekcie, nie w tym świecącym czymś. 

Wchodzę teraz do środka. Obiekt ma okrągłe wnętrze. Widzę istoty i przybliżam się, żeby im się 
przyjrzeć. Przypominają Szarych." 

MONITOR: “Courtney, przejdź do Fazy 6. Zrób wykres czasu. Zaznacz czas celu na linii, a potem 

nanieś czas bieżący". Pauza. “Teraz zaznacz rok 2000." Zaznaczam rok 2000 nieco później niż czas 
celu. “Wejdź do matrycy. Teraz skoncentruj się na jakichś ważnych wydarzeniach dotyczących ludzi." 

C.B.: “Wygląda na to, że ludzie tu wyemigrowali". 
MONITOR: “A co z tym płaczem?" 
C.B.: “Płacz mogło wywołać pojawienie się obiektu świetlnego. W każdym razie, kiedy ludzie 

patrzą w górę, są zdenerwowani. Chociaż niewykluczone, że denerwuje ich pojazd Szarych. 
Cokolwiek by to nie było, jest związane z czymś na niebie". 

MONITOR: “Opisz ludzi". 
C.B.: “Mają białą skórę. Wyglądają na farmerów, ale nie są prymitywni. Jest im wygodnie, być 

może mieszkają tu lub odwiedzają pobliskie miasto czy wioskę. Naprawdę przypominają przeciętnych 
Amerykanów". 

MONITOR: “Wróć do tego, co jest na niebie". 
C.B.: “Jest to albo jeden bardzo jasny pojazd, chociaż to mało prawdopodobne, albo dwa 

oddzielne obiekty, z których jeden jest pojazdem, a drugi czymś bardzo jasnym. Trudno stwierdzić, 
ponieważ to coś góruje nad wszystkim. Cokolwiek to jest, pojazd jest zawieszony ponad ludźmi na 
lądzie, a istoty nim kierujące nie zamierzają nikogo krzywdzić". 

MONITOR: “Spróbuj poznać zamiary istot w pojeździe". 
C.B.: “One spełniają tu jakąś misję. To dla nich rutynowa praca. Czy mam wrócić do wnętrza 

pojazdu?" 

MONITOR: “Zamiast tego skup się na zadaniu 'odwiedzanie innych miejsc i czasów'". 

background image

C.B.: “W porządku... O rany! Odrzuciło mnie na dużą odległość. Tak jakby ktoś pociągnął mnie za 

sznurek. Jestem teraz tysiące mil od powierzchni planety typu Ziemia. Są tu chmury, woda, oceany i 
ląd. Nie do wiary! Pierwszy i drugi cel wydają się być oddzielone od siebie czasem, przestrzenią, 
wszystkim". 

MONITOR: “Na diagramie Fazy 6 za pomocą małego kółka zaznacz położenie tej planety. Potem 

postaw kółko na papierze w miejscu, gdzie, jak ci się wydaje, znajduje się cel pierwotny". Przerywa, 
podczas gdy ja rysuję. “Teraz zbadaj piórem, w którym miejscu na kole znajduje się nowa planeta i 
powiedz mi, ile ma słońc." 

C.B.: “Tylko jedno". 
MONITOR: “W porządku. Teraz zbadaj, gdzie znajduje się pierwotny cel i powiedz, ile on ma 

słońc". 

C.B.: “Do licha. Ma dwa słońca, jedno duże, żółte, i mniejsze, białe, karłowate. Jak to możliwe?" 
MONITOR: “Nie analizuj. Trzymaj się struktury. Courtney, wróć do swojego diagramu z Fazy 3, na 

którym miałeś jasny obiekt na niebie. Zbadaj ten obiekt i wrzuć dane do matrycy Fazy 6". 

C.B.: “Poczekaj... Kiedy spoglądam w górę, wygląda to jak meteor. Emituje dużo energii. To jest 

jasne, jaśniejsze od naszego słońca". 

MONITOR: “Zróbmy sobie przerwę. Prześlij mi faksem dotychczasowe dane, a potem zadzwoń". 
C.B.: “W porządku. Zadzwonię za parę minut". 
Po przerwie. 
MONITOR: “Courtney, chcę żebyś zdobył więcej informacji na temat ludzi na lądzie". 
C.B.: “W porządku... Znów jestem z ludźmi. Oni nie dostrzegają mojej obecności. To rodzina: 

mężczyzna, kobieta i dziecko. Dziecko znowu płacze. Wyglądają i odczuwają tak samo jak ludzie, a 
nawet Amerykanie. Mężczyzna ma brodę, długą, kędzierzawą brodę. Kobieta ma blond włosy. Noszą 
kolorowe ubrania. Panuje tu przyjemna temperatura, jest ciepło. Mężczyzna jest teraz 
zdezorientowany. Naprawdę nie rozumie, co się dzieje". 

MONITOR: “Dobrze. Teraz skup się na istotach w obiekcie". 
C.B.: “To są Szarzy. Oczywiście wiedzą o ludziach. Hmmm. To dziwne. Szarzy wiedzą, że tutaj 

jestem. Właśnie zwrócili na mnie uwagę. Próbują przekazać mi jakieś informacje. Jak dla mnie, trochę 
za szybko". 

“Szarzy są odrobinę zdezorientowani. Tak jakby coś innego zajęło ich uwagę. Wygląda na to, że 

się w czymś nie zgadzają. Być może usiłują wymyśleć jakiś sposób przekazania mi informacji." 

“Wszystko się wyjaśniło. Ci ludzie pochodzą z Ziemi. Przesiedlili ich tutaj Szarzy. Ludzie nie wiedzą 

wszystkiego. Nie wiedzą nawet, gdzie się znajdują." 

MONITOR: “Jaki jest powód przesiedlenia?" 
C.B.: “Stawką jest przetrwanie gatunku. Po katastrofach klimatycznych potrzebne będzie nowe 

miejsce do życia". 

MONITOR: “Badaj dalej. Dowiedz się czegoś więcej". 
C.B.: “W punkcie czasowym celu nadal odbywa się przesiedlanie, ale w naszym czasie bieżącym 

jeszcze do niego nie doszło. Obecnie trwają tylko przygotowania. Czekając, aż ludzie sami się 
zniszczą. Szarzy przygotowują planetę klasy M". 

MONITOR: “Co jeszcze jest przesiedlane?" 
C.B.: “Dominuje materiał genetyczny. Potrzebują zróżnicowanego materiału genetycznego, żeby 

zapewnić przetrwanie bardziej rozwiniętego banku genów". 

MONITOR: “Idź za wskazówką 'konieczne zmiany genetyczne'". 
C.B.: “Musi nastąpić silniejsza łączność pomiędzy duchem a ciałem. Obecnie istniejące geny 

pomniejszają tę więź. Taka struktura genów była konieczna do przetrwania w przeszłości, ale na 
obecnym etapie wzrostu i przetrwania potrzebne będą nowe lub zmodyfikowane geny". 

MONITOR: “W porządku, Courtney, zakończymy w tym miejscu. Zapisz czas zakończenia". 
C.B.: “Zrobione. No dobra, co to było?" 

background image

MONITOR: “To był gwiazdozbiór i kultury Plejad". 
Tu nastąpiła długa przerwa w naszej rozmowie. 
C.B.: “Nie żartujesz?" 
MONITOR: “Słowo. To były Plejady". 
C.B.: “Czy zdajesz sobie sprawę, co to oznacza?" 
MONITOR: “Courtney, jestem w tym biznesie na tyle długo, że nic mnie już nie dziwi. Ale to jest 

naprawdę coś". 

Komentarz 

Cel tej sesji doprowadził nas do planety klasy M, okrążającej podwójne słońce około roku 2000. 

Przed tą sesją miałem wątpliwości, czy w zasięgu podwójnej gwiazdy może istnieć  życie. 
Niewykluczone, że Szarzy umieścili jakiś rodzaj ochrony środowiskowej na planecie lub w jej pobliżu, 
tak, aby można ją było zamieszkiwać. 

W bliskiej przyszłości na planecie tej znajdą się ludzie, przesiedleni tam z Ziemi przez Szarych. Nie 

wiem, czy inni mieszkańcy Ziemi będą tego świadomi w trakcie lub po tym wydarzeniu. Może się to 
odbyć po cichu, a wtedy jedynym źródłem informacji na temat tego nowego świata może okazać się 
teleobserwacja. W badanym przez nas punkcie czasowym ludzie byli przestraszeni, zdezorientowani i 
nie wiedzieli gdzie się znajdują. 

Celem przesiedlenia jest zachowanie banku genów ludzi, to znaczy utrzymanie możliwie 

największego zasobu genetycznego. W późniejszym okresie konieczna będzie pewna manipulacja 
genetyczna, by u przyszłej rasy ludzkiej nastąpiło wzmocnienie łączności pomiędzy ciałem a umysłem. 
Ten brak łączności jest prawdopodobnie skutkiem naszych obecnych tendencji destrukcyjnych, 
tendencji, które prowadzą całą ludzkość do ekologicznych i klimatycznych katastrof na skalę całej 
planety. Wygląda więc na to, że niektórzy wybrani znajdą bezpieczne schronienie w kosmosie, 
podczas gdy reszta ludzkości dopełni żywota w bratobójczych walkach na Ziemi. 

To był pierwszy raz, gdy od jednego z Szarych otrzymałem informacje na temat naszych 

przyszłych problemów, niestety nadal nie znam dat zagrażających ludzkości katastrof. Mój monitor 
zapoznał mnie z innymi danymi teleobserwacyjnymi, potwierdzającymi, że Szarzy zaopatrują się także 
w próbki ziemskich roślin i zwierząt. Jeżeli to prawda, należy sądzić, iż dokonują biologicznej adaptacji 
planety w systemie Plejad. 
Zachodzę w głowę, ile gatunków w naszej galaktyce skorzysta z takich międzygwiezdnych akuszerek 
jak Szarzy. I co stanie się z ludźmi, którzy pozostaną na Ziemi? Czy zginą, czy będą ewoluować w 
inny sposób niż przesiedleni na Plejady ich bracia i siostry? 
 
 
 

ROZDZIAŁ 13:  

Sprawdzian Wiarygodności  #1 

Dotychczas opisałem wyniki dziesięciu sesji SRV. (Dwie sesje zostały zaprezentowane w rozdziale 

na temat umysłowości Szarych). Przedstawiłem tak wiele nowych koncepcji i odkryć, że Czytelnicy 
zapewne zastanawiają się, czy to wszystko nie jest przypadkiem wytworem mojej fantazji. Również 
teleobserwatorzy są zaskoczeni. W odpowiedzi na ewentualne zarzuty tego typu obraliśmy cel, który 
nazywamy “skalowaniem celu". To coś, co można z łatwością sprawdzić i służy przede wszystkim jako 
miernik wiarygodności protokołów SRV. 

Postanowiliśmy z moim monitorem poddać analizie kilka celów skalujących. Obecna sesja zawiera 

dane Typu 4, co oznacza, że nie miałem żadnej informacji na temat celu, ani przed, ani w trakcie sesji. 
Sesja była monitorowania na odległość, a trwała około dwudziestu pięciu minut. 

Data: 1 maja 1994 

Miejsce: Atlanta, Georgia 

Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość 

Współrzędne celu: 4933/4876 

Dane wstępne wskazywały na złożoną budowlę, wzniesioną przez człowieka.  

background image

 
C.B.:
 “Widzę odcienie brązu. Powierzchnie są nierówne, jak cement. Jest ciepło. Dostrzegam coś 

masywnego, ciężkiego, nawet ogromnego. Domyślam się, że to miasto, więc pozwól, że zapiszę to 
jako AOL". 

MONITOR: “Faza 3". 
C.B.: “W porządku. Mam diagram, który wygląda jak plan miasta. W środku znajduje się główna 

budowla, a dwie inne po bokach". 

MONITOR: “Dobra. Znajdź budowlę celu i wykonaj operację przemieszczenia". 
Długa pauza. 
C.B.: “Dostrzegam teraz kolory – szary i biały. Powierzchnie są gładkie i błyszczące. Panuje 

przyjemne ciepło. Słyszę jakieś dźwięki – furkotania albo bzyczenia. Figury są różne: niskie, szerokie, 
wąskie, a nawet pękate". 

MONITOR: “Faza 3". 
C.B.: “Właśnie zrobiłem szkic kwadratu. To może być wszystko, poczynając od pokoju, na pudełku 

kończąc". 

MONITOR: “Faza 4". 
C.B.: “Wypełniam teraz matrycę. Widzę rzeczy przypominające papier. Jest tu coś płaskiego i 

poziomego. Wygląda na biuro". 

MONITOR: “Idź za wskazówką 'działalność'". 
C.B.: “W porządku. W pobliżu chodzą ludzie. Mają na sobie ubrania biznesmenów. Tak mężczyźni 

jak i kobiety noszą marynarki i spodnie. W pokoju znajduje się biuro. Zdaje się, że na nim leży jakaś 
księga". 

“Przy biurku siedzi mężczyzna. O rany! To ważny gość". 
MONITOR: “Wpisz to 'o rany' do kolumny AOL i idź dalej". 
C.B.: “Tak, lepiej zapiszę to jako AOL. Gapię się na prezydenta Clintona. Patrzę mu prosto w 

twarz, kiedy tak siedzi przy swoim biurku". 

MONITOR: “Przerywamy sesję. Celem był 'Gabinet Owalny / Biały Dom, Waszyngton'". 
Chichot po obu stronach słuchawki. 
C.B.: “To by było na tyle, jeśli chodzi o utrzymanie tajemnic państwowych". 
MONITOR: “Mogłem kazać ci wniknąć do umysłu prezydenta, ale byłoby to naruszenie 

prywatności. Poza tym, wypełniliśmy właściwy cel tej sesji". 

C.B.: “Materiał zaraz prześlę ci faksem". 
MONITOR: “Świetnie. Doskonała sesja, Courtney. Trzymaj się". 

Komentarz 

Implikacje tej sesji w sprawach dotyczących utrzymania tajemnic państwowych są oczywiste. Ale 

jest i inna kwestia. Teraz powinno być jasne, skąd ET wiedzą o nas tak dużo, a my na ich temat tak 
niewiele. 
Trudno o coś bardziej zakłócającego spokój agencji rządowych niż fakt, że cały nasz obecny tajny 
aparat jest przestarzały. Podejrzewam, że istoty pozaziemskie chcą, byśmy doznali niepokoju w tym 
względzie. Niepokojąc nas, zwracają naszą uwagę na coś, co jest bardzo ważne dla naszego rozwoju. 
Jeżeli rzeczywiście mają taki plan, mogę tylko stwierdzić, że wydaje się on w najwyższym stopniu 
sprytny w swoim zamyśle. Zastanawiam się, nie bez nadziei, jakie są szansę jego powodzenia.

 

 
 
 
 
 
 

background image

ROZDZIAŁ 14:  

Przełom Dyplomatyczny 

Pewnego dnia mój monitor doniósł mi, że w trakcie sesji SRV pewnej kobiecie udało się dotrzeć do 

własnego porwania. (Najwidoczniej została porwana przez UFO, wiele lat wcześniej, w klasyczny 
sposób. Sesja, do której nawiązywał mój monitor, została przeprowadzona w ściśle kontrolowanych 
warunkach danych Typu 4 (teleobserwator nic nie wie, monitor zna wstępne dane). Niezwykłe w tej 
sesji było to, że w ogóle udało się zaobserwować porwanie przez UFO. (Poprzednio nie było to 
możliwe, gdyż za każdym razem otrzymywano fałszywy sygnał.) Wówczas nie wyciągaliśmy jeszcze 
żadnych wniosków z tego wydarzenia. Kilka dni po naszej rozmowie, dowiedzieliśmy się, dlaczego 
stało się to możliwe. 

Data: 31 maja 1994 

Miejsce: Atlanta, Georgia 

Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość 

Współrzędne celu: 3701/5475 

Dane wstępne wskazywały na cel związany z suchym lodem i budowlą wzniesioną przez człowieka.  

 
 
C.B.:
 “Widzę odcienie brązu, nierówne, drewniane powierzchnie. Przyjemnie ciepło. Czuję zapach 

jakby terpentyny, dochodzący z zewnątrz, od strony lasu. Zapiszę to na AOL jako 'las'". 

MONITOR: “Przejdź do Fazy 3, a potem do Czwartej". 
C.B.: “Widzę drewnianą budowlę, coś jakby dom. Wchodzę do środka. Jest tu drewniany stół, nie 

pierwszej młodości. Wewnątrz miejsce to przypomina kwadrat, no, może prostokąt. To bardzo proste 
mieszkanie". 

MONITOR: “Przejdź do Fazy 6. Wykonaj operację przemieszczenia". Przenoszę się na wysokość 

500 metrów nad budynkiem. 

C.B.: “Niedaleko budowli znajduje się góra i droga. W pobliżu jest również rzeka i wodospad. 

Chcesz, żebym to zbadał?" Monitor nakazuje mi wykonać różne procedury, mające na celu określenie 
położenia budowli względem pobliskich punktów orientacyjnych. 

MONITOR: “Courtney, wróć do Fazy 4 i wejdź do budowli. Pozwól rozwiązać ten problem 

nieświadomości". 

C.B.: “Daj mi sekundę. Dobra, wewnątrz domu czuję silny strach. Jest noc; doznałem małego 

przemieszczenia w czasie. Wyczuwam działalność ET – chodzi o porwanie. Zapisuję to jako AOL, ale 
z linii sygnału". 

MONITOR: “Trzymaj się struktury. Kontynuuj". 
C.B.: “Nadal widzę stół i drewnianą podłogę. Ale teraz pełno tu Szarych. Niektórzy z nich wydają 

się unosić w powietrzu. Noszą uniformy i przemieszczają się szybko, tak jakby mieli do wykonania 
jakiś plan, który wypełniają w wielkim pośpiechu". 

“Dostrzegłem teraz kobietę. Wygląda na to, że znajduje się w centrum ich zainteresowania. 

Lewitują ją przez okno. Nie wydaje mi się  żeby okno było otwarte. Ona przez nie przeniknęła! 
Wychodzę na zewnątrz za nią i za Szarymi." 

“Świeci tu bardzo jasne światło. Rozglądam się. Szarzy zabierają kobietę na duży statek ET. 

Szkicuję teraz statek. Rysuję też scenę, jaka rozegrała się wewnątrz domu." 

MONITOR: “Przeniknij do umysłu jednego z Szarych. Dowiedz się, co zamierzają". 
C.B.: “Poczekaj. To projekt przetrwania, to ich praca. Oni z tego żyją". 
MONITOR: “Teraz wejdź do umysłu kobiety. Zostań w matrycy Fazy 4". 
C.B.: “Ona przeżywa tę sytuację na kilku poziomach. Na zewnątrz wydaje się spokojna. W głębi 

jest przerażona. Dalej w głąb, na poziomie podświadomości, jest szczęśliwa, można nawet 
powiedzieć, że nie posiada się z radości". 

MONITOR: “Jakie są kryteria selekcji?" 

background image

C.B.: “Ona sama siebie wybrała. Zgłosiła się na ochotnika". 
MONITOR: “Wejdź na pokład statku. Zostań w Fazie 4". 
C.B.: “Wchodzę. O rany!" 
MONITOR: “Wrzuć wrażenia estetyczne do matrycy i idź dalej". 
C.B.: “Pełno tu Szarych. Widzę dużo stołów operacyjnych. To rozległe miejsce, o dużej 

aktywności. Wszyscy Szarzy są bardzo zajęci. Na pokładzie znajdują się inni ludzie, najwyraźniej 
wszyscy zostali przywiezieni przez Szarych". 

MONITOR: “Czy na pokładzie są jakieś inne rodzaje istot pozaziemskich?" 
C.B.: “Na tym statku są tylko ludzie i Szarzy. Kobieta z drewnianego domu leży teraz na stole. 

Krzyczy. Wysoki Szary zagląda jej między nogi. Badają ją i coś robią". 

“Wygląda na to, że zostałem zauważony. Ktoś chce żebym zobaczył pewne rzeczy. Czuję się tak, 

jakby mnie przepychano przez przejście lub przez drzwi. Mam wrażenie, że ktoś usilnie chce, żebym 
coś zobaczył." 

“Znajduję się teraz w macicy kobiety. Jest tu płód. Wyczuwam światło, być może sztuczne, które 

oświetla to miejsce. Płód znajduje się u wylotu. Przyglądam się usuwaniu płodu. Płód jest już poza 
ciałem kobiety. Ona jest bardzo spokojna, wyczerpana, być może bezradna. Możliwe, że zemdlała. 
Płód zostaje szybko umieszczony w czystym zbiorniku z płynem". 

MONITOR: “Jak długo płód przebywa w zbiorniku?" 
C.B.: “W tym konkretnym przypadku krótko. Informuje mnie o tym Szary, który wciąż stoi obok 

mnie. Spełnia chyba funkcję pielęgniarki albo akuszerki – swego rodzaju stróża. Szary mówi mi, że 
dzieci są wyciągane, kiedy dojrzeją. Potem idą do wielkiego zbiornika i pozostają tam aż do chwili, gdy 
są całkowicie gotowe. Ostatecznie, wyjęcie przypomina normalny poród". 

MONITOR: “Od jak dawna to trwa?" 
C.B.: “Dowiaduję się, że ostatnio nastąpił wielki przełom w stosunkach z ludźmi. Podjęto decyzję, 

żeby wyjaśnić ludziom (to znaczy nam) całe przedsięwzięcie. Szarzy nie będą już przeszkadzać w 
naszych próbach teleobserwacji. Możemy teraz do woli oglądać tak zwane porwania. Oni mają 
nadzieję na zmianę stosunków między ludźmi a Szarymi i ze swojej strony robią to wielkie ustępstwo 
(chociaż może nie jest to najlepsze słowo). Chcą współpracować z Ziemianami". 

“Ich obecna wzmożona działalność wiąże się z nową operacją. Przedsięwzięcie przyjęło nowy 

kierunek, który pozwoli Szarym i ludziom na samostanowienie." 

“Najwidoczniej zmiana ta została podyktowana nowymi decyzjami Federacji. Od Szarych wymaga 

się niesienia pomocy ludziom. Panuje absolutne poczucie wdzięczności za to, co ludzie – dobrowolnie 
– zrobili dla Szarych." 

MONITOR: “W porządku, na razie wystarczy. Kończ sesję". 
C.B.: “Trochę to trwało. Jestem wyczerpany. Dobra, powiedz mi, jaki był cel". 
MONITOR: “Federacja / obecnie operacja na Ziemi". 
C.B.: “Hmm. Zdaje się, że wszystko od tej pory będzie wyglądało inaczej". 

Komentarz 

Należy zauważyć, że sesja ta odbyła się zaledwie w parę tygodni po wypuszczeniu na rynek 

książki Johna Macka na temat zjawiska porwań przez ET. W obszernej literaturze tego typu podejście 
Macka wyróżnia się przychylnym nastawieniem do Szarych. Być może Szarzy zdecydowali się na 
zmianę taktyki w stosunku do teleobserwacji, ponieważ doszli do wniosku, że jesteśmy już w stanie 
zrozumieć zjawisko porwań bez strachu, tak typowego dla naszych poprzednich reakcji na ich 
działalność. Może też stwierdzili, że nie da się ukryć ich działalności przed teleobserwatorami 
wziąwszy pod uwagę fakt, że tak dużo informacji zostało już odkrytych przy pomocy podstawowego 
narzędzia badawczego, jakim jest hipnoza. Pozostaje jednak możliwość, że Szarzy pozwolą nam 
śledzić swoje poczynania dzięki pozytywnemu wydźwiękowi książki Macka, w przekonaniu, że mogą 
teraz liczyć na uczciwą ocenę swoich działań. 

Po tej sesji mój monitor współpracował z wieloma teleobserwatorami, którzy badali porwania przez 

ET w ściśle kontrolowanych warunkach Typu 4. Wynika z nich, że w maju 1994 roku Szarzy zmienili 

background image

swoje podejście do współpracy z ludźmi, co stanowi bardzo ważny akt, świadczący o ewolucyjnej 
zmianie w ich sposobie myślenia o ludziach. Teraz w większym stopniu uważają nas za równych 
sobie, przynajmniej w tym sensie, że możemy dowolnie obserwować ich działalność. Podejrzewam, że 
jest to zwiastun dużo bardziej rozbudowanej współpracy w przyszłości. 

Być może najważniejsze w tej całej sesji było to, że przynajmniej jedna porwana osoba poddała się 

porwaniu dobrowolnie. W skomplikowanej strukturze świadomości tej kobiety można było wyróżnić 
kilka warstw. Na głębokim poziomie zdawała sobie sprawę z porwania i chciała w nim uczestniczyć. 
Jednak jej świadomy umysł nie pamiętał żadnej uprzedniej zgody na takie uczestnictwo, ani nie chciał 
brać udziału w dalszym ciągu tego, co wydawało się jej okropne. 

Biorąc pod uwagę wielowarstwową strukturę ludzkiej świadomości, jestem w stanie zrozumieć 

pewną dezorientację Szarych i to, że ich sposób dokonywania porwań może nam się wydawać 
bezduszny. Możliwe, że Szarzy nie przejmują się ludzką paniką, ponieważ pozostają  świadomi 
pierwotnej zgody danej osoby na uczestnictwo (która mogła mieć miejsce jeszcze przed narodzinami 
fizycznymi). Prawdopodobnie zakładają, że zostanie im to wybaczone, jak tylko umrze fizyczne ciało 
porwanego, a jego osobowość uwolni się od poplątanego wpływu świadomości fizycznej. 
Wygląda na to, że ostatnie działania ludzi zachęciły Szarych do zmiany w zachowaniu. Jeżeli Szarzy 
naprawdę starają się pomóc ludziom tak samo jak sobie, mogą dużo zyskać, traktując nas jak 
aktywnych partnerów w swoim przedsięwzięciu. 
 
 

ROZDZIAŁ 15:  

JEZUS 

W miarę jak nasze badania posuwały się naprzód, coraz bardziej stawało się dla mnie jasne, że ich 

implikacje będą fundamentalne dosłownie dla całej ludzkości. Postanowiłem więc dodać do naszej 
listy parę nowych celów. Cele te stanowiły osoby, które prowadziły ludzkość w krytycznych 
momentach naszej historii – nauczyciele, do których wielu zwracało się o radę. Jedną z takich osób 
był bez wątpienia Jezus. 

Na początku mój monitor wahał się, czy należy to uczynić. Myślę, że miał ku temu kilka powodów. 

Podchodziłbym do celu w ciemno, w tym sensie, że znałbym jedynie numery współrzędne sesji, 
mogłoby się więc wydawać, że nie jest to najwłaściwszy sposób zwracania się do Jezusa. Najbardziej 
jednak obawialiśmy się tego, że Jezus mógłby nie zechcieć wziąć udziału w naszych badaniach i że 
zignorowałby naszą prośbę o rozmowę. Szczerze mówiąc, nie wiedzieliśmy, co może się wydarzyć. 

Problem jeszcze bardziej komplikował fakt, że rozszerzyliśmy cel SRV w stosunku do jego 

pierwotnej struktury. Pierwotnym celem SRV było uzyskanie opisowej informacji na temat miejsca 
fizycznego poprzez bierny akt obserwacji. Z chwilą, gdy zaczęliśmy poddawać teleobserwacji istoty 
myślące, świadomie staraliśmy się z nimi porozumieć. Nie było powodu, żeby przypuszczać, że nie da 
się tego dokonać, ponieważ byliśmy w stanie nawiązać kontakt z istotami niefizycznymi, na które 
przypadkowo natknęliśmy się podczas teleobserwacji. Jednak nigdy przedtem dialog nie stanowił celu 
sesji. Zatem sesja ta pomogła dokonać znaczącego postępu w rozwoju SRV. Obecnie wiemy z całą 
pewnością, że naukowej teleobserwacji można z powodzeniem użyć jako wiarygodnego środka 
komunikacji. 

Rozdział ten obejmuje dane z dwóch sesji, w których naszym celem był Jezus. Prawdę mówiąc, 

druga sesja okazała się konieczna, ponieważ mój monitor pod koniec sesji stracił głowę. Zanim 
zdążyłem zadać Jezusowi choćby jedno pytanie – przerwaliśmy doświadczenie. Gdy potem podał mi 
identyfikację celu, ja również byłem zaskoczony. Nie mogliśmy się nadziwić, że Jezus nie ma nic 
przeciwko temu, że zwracamy się do niego o radę w ściśle kontrolowanych warunkach Typu 4. 
Zainteresowało nas również to, że chętnie przystał na rolę nauczyciela w ramach protokołów SRV, w 
tym sensie, że zanim spotkaliśmy się z nim twarzą w twarz, urządził dla nas swego rodzaju pokaz. 

Data: 2 czerwca 1994 

Miejsce: Atlanta, Georgia 

Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość 

Współrzędne celu: 8863/8473 

Dane wstępne początkowo wskazywały, że cel związany jest z mocną budowlą, wzniesioną przez 

człowieka.  

background image

C.B.: “Słyszę jakąś maszynerię. Jest ciepło, czuć gorzki smak i zapach dymu. Wyczuwam tutaj 

dużo energii i aktywności, skupionych w jednym miejscu. Zapisuję to na AOL jako 'miejsce budowy'". 

Przechodzę do szkicu Fazy 3. Rysuję scenerię z budowlami, dymem, pojazdami i czymś w rodzaju 

szybu". 

MONITOR: “Zapisz to jako własne wnioski i przejdź do Fazy 4". 
C.B.: “W porządku. Czuję dym, spaleniznę, smród. Miejsce wydaje się zatłoczone. Odbywa się tu 

jakaś działalność. Jeśli chodzi o atmosferę emocjonalną, odczuwam gorączkowy niepokój". 

“Widzę teraz co najmniej jeden pojazd. W środku są jakieś istoty. Noszą ubrania – robocze rzeczy, 

dżinsy. Na głowach mają kapelusze. Co do emocji, to znowu odbieram panikę związaną z tym 
miejscem. Nadal wydaje mi się, że jest to miejsce budowy. Zapiszę to jako AOL linii sygnału." 

MONITOR: “Skup się na budowli". 
C.B.: “Poczekaj... Ci ludzie coś robią. Budowlani się spieszą. Przenoszę się teraz w czasie do 

przodu... Widzę duży, błyszczący budynek. Odbieram silne AOL linii sygnału. To wygląda jak ta nowa 
przychodnia, którą budują tutaj w Uniwersytecie Emory". 

MONITOR: “Wejdź do budynku i przeniknij do umysłów ludzi, których tam spotkasz". 
C.B.: “Mają tu ważki problem zdrowotny, zmartwienie na skalę planety. Wydaje się, że istnieje 

jakieś połączenie między umysłami tych ludzi a Centrum Kontroli Chorób. Doznaję bardzo silnego 
AOL. Znam ten budynek. To nowy szpital, który jest w budowie w Emory, zaraz obok CDC". 

MONITOR: “Możesz to zapisać jako AOL. Potem zajmij się problemem zdrowia". 
C.B.: “Jest wiele problemów w wielu miejscach świata. To połączenie głodu z chorobą. Rozwinęły 

się nowe choroby, nowe formy bakterii, nowe wirusy, nawet mutacje popromienne. Ludzie w szpitalu 
usiłują wymyśleć jakieś sposoby opanowania sytuacji, która wymyka im się spod kontroli". 

MONITOR: “Skup się na motywie przewodnictwa / pomocy". 
C.B.: “OK. Poczekaj. Ludzie muszą wrócić do podstaw życia. Wychodzi na to, że doraźna pomoc 

techniczna na nic się nie przyda". 

“Poczekaj, coś się dzieje. Teraz widzę, że informacje z całej sesji pochodzą od jakiejś istoty. 

Podchodzę do niej. Hmm. Jest półprzeźroczysta. Ma na sobie szatę, a jej włosy sprawiają wrażenie 
utkanych ze światła. Czuję potężną obecność duchową. Ten człowiek to chyba Jezus. Zapiszę to jako 
AOL linii sygnału. Odczuwam teraz wielką miłość, promieniującą od tej postaci." 

“Mówi mi, że sytuacja została tak zaaranżowana, by nie istniało żadne rozwiązanie problemu. 

Chodzi o to, żeby wyrwać ludzi z ich fizycznej matni i w ten sposób ocalić rasę." 

Komentarz 

W tym punkcie sesji dało się zauważyć zmianę w głosie mojego monitora. Wydawał się 

zdenerwowany i szybko zdecydował o zakończeniu sesji. Zapytałem go, jaki był cel, a on po chwili 
odpowiedział: “Jezus". 

Wciąż jeszcze będąc w stanie bilokacji, odparłem: 
“Jezus? Nie żartujesz? Tym celem naprawdę był Jezus? Co on tam robił?" 
Mój monitor powiedział mi tylko, że to wielka chwila w jego życiu i w rozwoju teleobserwacji, oraz 

że musi przerwać rozmowę telefoniczną i przemyśleć następstwa tego wydarzenia. 

Zanim odłożył słuchawkę, wypaliłem: “Ale ten człowiek wydawał się raczej przyjazny i wyczułem u 

niego poczucie humoru. Miałem też wrażenie, że chciałby się ze mną spotkać ponownie. Przecież nie 
zdążyłem Go zapytać ani o Marsjan, ani o Szarych!" 

Mój monitor chciał się wyłączyć i przemyśleć to wszystko, więc się wycofałem. Kiedy powróciłem 

ze stanu bilokacji, zacząłem sobie zdawać sprawę z doniosłości tej sesji. Po pierwsze pokazała, że 
można z powodzeniem obrać za cel osobę, która kiedyś istniała fizycznie i umarła. Po drugie okazało 
się, że SRV to świetny sposób porozumiewania się między dwoma istotami (to znaczy między 
teleobserwatorami i kimś innym). Po trzecie stało się oczywiste, że obierana za cel osoba może 
czasami kontrolować przepływ informacji jakie docierają do teleobserwatora. W tym konkretnym 
przypadku, Jezus, zanim się ujawnił, zabrał mnie w podróż ukazującą zdrowotne problemy planety. 
Chciał nauczyć nas czegoś przy pomocy doświadczenia, a nie wykładu, zaaranżował więc pouczającą 

background image

sytuację. Zdawałem sobie sprawę, że również inne osobistości, które dodaliśmy do listy mogą 
zdecydować się na zastosowanie podobnych technik porozumiewania się. Nie miałem pojęcia, kiedy 
mój monitor zaskoczy mnie nowymi celami, ale byłem pewny, że mogę oczekiwać kolejnej 
niespodzianki. 

Zaprezentowana nam lekcja sama w sobie ma ogromne znaczenie. Najwyraźniej istnieje jakiś 

związek pomiędzy problemami zdrowotnymi, jakim ludziom przyjdzie stawić czoło, a działalnością na 
Ziemi ET. Wydawało się, że ktoś rozpisał już role w tym skomplikowanym przedstawieniu 
obejmującym wiele postaci i grup. A chodzi o to, by zmusić ludzi do zmiany zachowania i podejścia do 
pewnych spraw, aby potem wprowadzić ich do szerszej społeczności galaktycznej i wdrożyć do 
obowiązków obywateli galaktyki. Ale wówczas były to jedynie spekulacje. Żeby wyciągnąć ostateczne 
wnioski, musiałem dowiedzieć się czegoś więcej. 

W około dwa tygodnie po pierwszej, monitorowanej sesji, której celem był Jezus, zdecydowałem 

się ją powtórzyć, tym razem w warunkach danych Typu 1 (solo i w oparciu o dane wstępne). W tym 
czasie już dość biegle posługiwałem się protokołami SRV, a moje umiejętności uzyskania dokładnych 
danych Typu 1 nie pozostawiały wątpliwości. Tak jak podczas innych sesji wykorzystujących dane 
Typu 1, przedstawiam informacje w formie narracji. 

Data: 14 czerwca 1994 

Miejsce: Atlanta, Georgia 

Dane: Typ 1  

 
Moje początkowe wrażenia wiązały się z kolorami: niebieskim, białym i żółtym. Miejsce było 

przestronne. Wyczułem coś rozległego i łukowatego. W późniejszych etapach sesji odbierałem 
ogromną energię, której towarzyszyło niezwykłe poczucie spokoju. Początkowy obraz stanowiło duże 
okrągłe ciało, tworzące świetlną i promieniującą energią poświatę. Podążyłem za sygnałem do światła. 

Niedługo potem, zacząłem dostrzegać istoty i wyraźnie zrozumiałem, że na mnie czekają. Znowu 

owładnęło mną panujące wokół poczucie spokoju. Czułem się, jakbym przebywał w jakiejś strefie 
chronionej, miejscu zdrowienia (z czego, nie wiem). 

Idąc dalej za sygnałem, zbliżyłem się do twarzy przypominającej ludzką. Było tam pięć innych istot. 

Wszystkie nosiły białe, prześwitujące szaty, przez które wszystko można było zobaczyć. Namierzyłem 
centralną postać i zadałem pytanie, czego ode mnie chcą. Dali mi do zrozumienia, że chcą mnie 
gdzieś zabrać i żebym poszedł za nimi. 

Udaliśmy się do dużego pomieszczenia o półprzeźroczystych ścianach. Było tam wiele innych istot. 

W tym momencie doznałem silnego AOL, że była to kwatera główna Federacji, którą odwiedziłem 
wcześniej. Zdałem sobie sprawę, że obraz, jaki pojawił się na początku sesji w formie dużego, 
okrągłego, promieniującego energią ciała przypominał ciało, które dostrzegłem, zbliżając się do 
kwatery głównej w poprzedniej sesji. Wszyscy w pokoju nosili takie same półprzeźroczyste szaty jak 
owe pięć istot, które spotkałem wcześniej. 

W tym momencie doznałem dwóch silnych impulsów typu AOL. Po pierwsze, wydawało mi się, że 

była to jakaś główna sala dowodzenia. Po drugie, odniosłem nieodparte wrażenie, że była to kwatera 
główna typu wojskowego, w której wydawano rozkazy i sprawowano kontrolę nad różnymi działaniami. 
W sali były też stoły i krzesła. 

Stanąłem twarzą w twarz z tym samym ociężałym człowiekiem, przypominającym Buddę, z którym 

miałem do czynienia w czasie mojej poprzedniej wizyty w kwaterze głównej Federacji. Odniosłem 
wrażenie, że w jakiś sposób zarządzał tym miejscem. Kazał mi przeniknąć do swego umysłu, co zaraz 
uczyniłem. 

Po wejściu do jego umysłu, znalazłem się jednocześnie w innym wymiarze czy innej sferze. To 

było tak, jakby jeden wymiar znajdował się za drugim. W tym innym miejscu skupiłem się na pojęciu 
przewodnictwa, gdyż to właśnie ono doprowadziło moją nieświadomość do Jezusa w trakcie 
poprzedniej sesji. Wtedy ujrzałem jego twarz. Czułem wyraźnie, że był zadowolony, iż sam wróciłem, 
żeby się z nim spotkać (to znaczy w sesji solo). 

Żeby uzyskać informacje od Jezusa w ramach struktury protokołów SRV, skupiłem się na 

stosunkach ludzi z Szarymi. Odpowiedź, jaką otrzymałem, była bardzo wyraźna, a nawet 
autorytatywna. Powiedział, że wszelkie spotkania ludzi z innymi istotami leżą w jego planie. Następnie 
stwierdził, że mamy pomóc jego dzieciom, kiedy do nas przyjdą. 

background image

Nie rozumiałem, co Jezus miał na myśli, mówiąc o “swoim planie" czy “swoich dzieciach". Być 

może użył słów zrozumiałych dla szerszego grona, z którego część uważa go za postać religijną. 
Podejrzewam, że znaczenie jego słów nie było takie proste czy dosłowne. Czytelnicy mogą je różnie 
interpretować. 

Jezus powiedział następnie, że my – ludzie jesteśmy obdarzeni wolną wolą i umiejętnością wyboru, 

która sprawi, że będziemy wiedzieć, jak postąpić z Szarymi. Odniosłem jednak wyraźne wrażenie, że 
wybory, jakich dokonamy, w dużym stopniu określą naszą przyszłość. Skoncentrowałem się następnie 
na naszych relacjach z Marsjanami i uzyskałem podobną odpowiedź, jak w przypadku Szarych. 

Potem skupiłem uwagę na pojęciu umysł i Sidhis. Jezus dał na to bardzo jasną odpowiedź. 

Powiedział, że istnieją niezliczone sposoby doprowadzania ducha do źródła. Przypomina to rzekę i jej 
dopływy. Nie ma jednej drogi, a praktykowanie Sidhis nie stanowi jedynego sposobu duchowej 
ewolucji człowieka. Dodał jednak, że medytacja jest korzystna dla ludzkiego umysłu, aczkolwiek 
niektóre jego typy widzą niefizyczną rzeczywistość bez uciekania się do ćwiczeń typu Sidhis. Metoda 
Sidhis jest zdecydowanie pożyteczna dla ludzi, natomiast nie dowiedziałem się, czy ma ona 
zastosowanie w układach pozaludzkich. 

Skierowałem teraz nieświadomość na niebezpieczeństwa i otrzymałem odpowiedź, że chciwość 

jest śmiercią dla człowieka. Nie idzie w parze z pozostałymi sferami życia. Miłość i chciwość są jak olej 
i woda – nigdy się ze sobą nie zmieszają. Nie odniosłem wrażenia, jakoby Jezus moralizował. To było 
zwykłe stwierdzenie życiowej prawdy. 

Jeżeli chodzi o ekologię, Jezus powiedział, że Bóg może tworzyć i odtwarzać życie. Celem życia 

jest ewolucja. Podążając tym tropem, zapytałem o Federację Galaktyczną. Jezus odrzekł, że istoty 
zaangażowane w Federację stoją na wyższym poziomie ewolucyjnym niż ludzie. Pracują one nad 
podniesieniem własnej ewolucji, a działalność ich jest tak samo ważna jak nasza. Co więcej, 
podkreślił, że nie pracują one specjalnie dla niego. Pracują dla siebie, dla swojego wzrostu. Jednak w 
większym stopniu niż ludzie postrzegają swój postęp jako drogę prowadzącą do przeznaczenia 
boskiego. 

Zapytałem następnie Jezusa, dlaczego znalazłem do niego drogę poprzez istoty z Federacji. 

Odparł, że stało się tak z powodu książki, którą piszę. Chciał mi w tym pomóc, ponieważ stanowi ona 
mój wkład w ewolucję. Poczułem, że jest to mały czyn, który może pomóc wielu innym. Nikt nie może 
posunąć się do przodu, o ile nie pomoże innym, którzy chwilowo pozostają w tyle. To prawo ewolucji; 
egoizm i chciwość są jego przeciwieństwem. 

Zapytałem następnie, czy ludzie powinni współczuć Szarym i Marsjanom. Odpowiedź brzmiała: 

tak. To idea pomocy innym. Chęć niesienia pomocy nie powinna znać  żadnych granic. To jedno z 
najbardziej podstawowych przykazań. Uprzedzenia – rasowe, gatunkowe czy jakiekolwiek inne – po 
prostu nie mają prawa bytu u bardziej rozwiniętych form. Oto wyzwanie dla ludzi: wyrosnąć ponad 
własne intelektualne ograniczenia i nawyki przeszłości, które w ostatecznym rozrachunku okaleczają 
naszą wolność. 

W tym momencie podziękowałem Jezusowi i zakończyłem sesję. W moich notatkach z sesji 

podkreśliłem, że ogólny jej wydźwięk miał przełożenie praktyczne. 

Komentarz 

Jezus jest mocno zatroskany ewolucyjnym wzrostem ludzi. Co więcej, gotów jest bezpośrednio 

uczestniczyć przynajmniej w niektórych ludzkich przedsięwzięciach, mających na celu ustanowienie 
kontaktu. 

Z racji tego, że jest on ważną postacią historyczną, posługując się SRV, zasięgnąłem jego opinii co 

do doniosłych wydarzeń naszych czasów. Z odpowiedzi, jakiej mi udzielił, wynikało, że nic wielkiego 
się nie dokonało, a wyniki, które uzyskałem, w żaden sposób nie stanowią wyzwania dla istniejących 
koncepcji religijnych. Na przykład, nie trzeba koniecznie wierzyć, że Jezus stanowi chrześcijańską 
koncepcję Boga, żeby uznać jego poglądy za interesujące. Wiara taka niczego tu nie zmienia. Jezus 
istniał kiedyś na Ziemi jako istota fizyczna, a jego postać subprzestrzenna nadal żyje i ma się dobrze. 
Zjawisko to dotyczy zresztą każdego z nas – nasze subprzestrzenne postacie przeżyją swoje fizyczne 
ciała. 

Następne rozdziały przedstawiają dane dotyczące spotkań z takimi postaciami, jak Budda i Guru 

Dev. Mój stosunek do nich wynika częściowo z szacunku dla roli, jaką odegrali w rozwoju ludzkiej 
kultury na przestrzeni wieków. Przede wszystkim jednak uważam, że mądrze jest pytać o radę 
światłych ludzi. 

background image

W dalszych rozdziałach kontynuuję wątek rad, jakich udzielił nam Jezus odnośnie ET i sposobu, w jaki 
możemy wpływać na własną ewolucję. Na razie niech wystarczy, jeśli powiem, że nie milczy w tej 
sprawie. Pragnie, abyśmy współpracowali z Szarymi i Marsjanami, przy czym nie powiedział mi, że to 
jest po prostu dobry pomysł. Otrzymałem bardzo wyraźne przesłanie, którego nie sposób porównać do 
żadnych przekazów, jakie do tej pory udało mi się uzyskać w trakcie teleobserwacji. Rzecz nie w tym, 
że powinniśmy współpracować z ET. My musimy to robić. 
 
 

ROZDZIAŁ 16:  

Przyczyna Upadku Wczesnej Cywilizacji Szarych 

Jednym z podstawowych celów moich badań jest zrozumienie wczesnej cywilizacji Szarych. 

Chciałem dowiedzieć się czegoś o ich świecie, najważniejszych wydarzeniach w ich historii i 
największych wyzwaniach, jakie stanęły przed nimi jako kulturą. 

Rozdział ten prezentuje dane z trzech oddzielnych sesji. Pierwsza z nich była monitorowaną sesją 

w ciemno (dane Typu 4), w której hasło brzmiało “Szarzy / wczesna cywilizacja". Dwie pozostałe sesje 
zostały przeprowadzone solo w ramach danych Typu 1. Druga sesja, którą relacjonuję, była w 
zasadzie pierwsza w kolejności – miała miejsce około sześć miesięcy przed sesją w ciemno, którą 
odbyłem z monitorem. 

Data: 16 czerwca 1994 

Miejsce: Atlanta, Georgia 

Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość 

Współrzędne celu: 4923/8216 

Dane wstępne wskazywały na złożony cel, na który składał się suchy ląd, ciało płynne i sztuczne 

budowle.  

 
C.B.:
 “Widzę kolory niebieski i czarny. Powierzchnie są mokre i błotniste. Chłodno. Czuję smak 

soli. Unosi się zapach ryb i słychać odgłosy rozbryzgującej się wody". 

“Na płaskiej powierzchni znajduje się jakaś budowla. Rysuję ją w szkicu Fazy 3. Powierzchnia 

wydaje się mokra; to chyba zbiornik wody. Budowla jest mocna." 

Monitor każe mi się przemieścić na szczyt budowli. 
“Pod budowlą wyczuwam silną spiralną energię. Jakby przewód wentylacyjny." 
Rysuję kolejny szkic Fazy 3, przedstawiający konstrukcję na powierzchni wody. Pod konstrukcją 

widać duży wir spiralnej wody, przypominający wir wodny. Woda wokół konstrukcji (na zewnątrz wiru) 
jest bardzo wzburzona. 

MONITOR: “Courtney, przejdź do Fazy 4". 
C.B.: “W porządku. Jestem teraz w matrycy. Nie ma wątpliwości. To jest wir. Pełno tu wody i dużo 

mocy. Są tu również jakieś istoty. Odnoszę wrażenie, że wykonują określoną robotę związaną z 
przystosowaniem środowiska". 

“Posuwam się w kierunku wiru. Uwalnia się tu ogromna energia spowodowana olbrzymią 

objętością wody. Wir zasysa w dół." 

“Te istoty przypominają ludzi. Wchodzę teraz na konstrukcję. To jakiś obiekt ET, może statek, ale 

niekoniecznie kosmiczny. Wracam do istot. Ich praca związana jest z oceanami. Dotyczy 
zróżnicowania ryb w zależności od środowiska oceanicznego. Chodzi o uratowanie lub przechowanie 
czegoś, albo przygotowanie się do jakiejś zmiany. Wyczuwam pewien niepokój związany z 
niszczeniem środowiska biologicznego." 

“Jestem teraz w budowli, przyglądam się jej od wewnątrz. Znajduje się tu komputer czy tablice 

kontrolne, ale nie tak skomplikowane jak na innych statkach ET. Wygląda na to, że wnętrze statku jest 
gościnne i sterylne. Pachnie czystością." 

“Przyglądam się teraz istotom. To z całą pewnością humanoidzi. Przybliżam się. Przypominają 

Szarych, chociaż w ich wyglądzie jest jakaś różnica. Nie mają takich dużych oczu, ale to na pewno 
Szarzy. Ich oczy są zapadnięte." 

background image

“Chyba mnie zauważyli. Wydają się zaskoczeni moją obecnością. To niezwykle. Nigdy przedtem 

nie dziwiłem żadnego Szarego." 

“Mam wrażenie, że odnoszą się do mojej wizyty z szacunkiem i że zostali pouczeni przez 

zwierzchników, żeby ze mną współpracować." 

MONITOR: “Co możesz powiedzieć na temat ich ubrania? Co oni noszą?" 
C.B.: “Mają na sobie uniformy, a nawet insygnia. Szkicuję je teraz. Hmm. Takie same insygnia 

widziałem na mundurach Szarych, którzy uratowali Marsjan na Marsie. Coś o kształcie serca z wężem 
w środku. Insygnia te są symbolem ich jednostki albo korpusu". 

“Wnikam teraz do ich umysłów. Czuję jakąś pustkę, tak jakby moje rozumienie nie pasowało do ich 

mentalności. Ale to poczucie pustki nie jest tak silne jak w przypadku Szarych, z którymi miałem do 
czynienia wcześniej." 

MONITOR: “Spróbuj wydobyć od nich informację, gdzie przebywają". 
C.B.: “W porządku... Są trochę zaniepokojeni. Obawiają się, że taka informacja mogłaby 

spowodować jakieś zamieszanie i być może przysporzyłaby im kłopotów. Nie naciskam, ale czuję, że 
mógłbym to zrobić. W każdym razie nie jest to Ziemia". 

Monitor każe mi się przemieścić do macierzystego portu statku. 
“Mam coś na kształt miasta, o dużych przestrzeniach, które widać z mojej obecnej perspektywy. Są 

tu budynki, gładkie i błyszczące. Wiele budynków kończy się szpicem, jak wieże. Unosi się cierpki 
zapach sadzy. Odbieram silne AOL, że to jest dom Szarych." 

MONITOR: “Courtney, zbadaj znaczenie insygniów na mundurach". 
C.B.: “Insygnia stanowią symbol korpusu ratowniczego. Wydarzyła się jakaś katastrofa/klęska i ta 

jednostka próbuje coś uratować. Wyczuwam wyraźnie, że ta konkretna jednostka lub korpus ma swoje 
początki w okresie upadku wczesnej cywilizacji Szarych". 

MONITOR: “Zbadaj ten upadek". 
C.B.: “Poczekaj. Czuję zapach spalenizny, ostry i śmierdzący. Tu następuje jakieś ogromne 

zanieczyszczenie środowiska". 

MONITOR: “A co z ich przewodnictwem?" 
C.B.: “To społeczeństwo Szarych ma orientację bardzo egoistyczną. Zinstytucjonalizowało pogoń 

za zyskiem. Panuje przekonanie, że to normalne brać, czego się pragnie, nie zważając w ogóle na 
dobro ogółu. Odbieram dziwne AOL. Wydaje mi się, że w subprzestrzeni nastąpił jakiś bunt. Zapiszę 
to jako AOL linii sygnału, 'coś podobnego do Buntu Lucyfera'"(Niektórzy teleobserwatorzy uzyskali 
dane, z których wynika, że Lucyfer i Szatan są (a może byli) dwiema prawdziwymi, oddzielnymi 
istotami zamieszanymi w wojnę w subprzestrzeni, co nie wyszło im na dobre. Wcześni mistycy 
najwyraźniej widzieli niektóre z tych wydarzeń i odnotowali je w swoich pismach. Później włączono je 
do wierzeń religijnych). 

MONITOR: “Po prostu to zapisz. Nie próbuj niczego interpretować. Idź dalej. Zbadaj pojęcie klęski 

/ ratunku / wyzdrowienia". 

C.B.: “Społeczeństwo same zmobilizowało korpus ratowniczy. To ci, którzy nosili insygnia. 

Poczekaj, coś się zmienia... Złapałem teraz bezpośredni kontakt z Szarym, który ma za zadanie 
pomóc mi zrozumieć, co się dzieje. Spostrzegł, że jestem trochę zdezorientowany w tej sesji i uważa, 
że Szarzy powinni wyjaśnić mi najważniejsze sprawy. Znowu widzę budynki. Robię teraz lepszy szkic 
tego miejsca". 

“Podążając za sygnałem, skupiam się na upadku środowiska. Ma tu miejsce totalne 

zanieczyszczenie. Te istoty dosłownie pływają w swoich odchodach. Cała ich świadomość skierowana 
jest na samozadowolenie." 

“Badam teraz kwestię seksu. Wygląda na to, że ma on dla nich znaczenie podstawowe." 
“Teraz jedzenie. Jedzenie produkuje się masowo. Dużo istot trzeba wyżywić, dosłownie biliony. Z 

czasem jedzenie na skutek stosowania nowoczesnych technologii zaczęło odbiegać od pożywienia 
naturalnego. Pierwotnie źródłem pożywienia były oceany. Wydaje mi się, że oni jedzą ryby." 

“Znowu podążam za sygnałem. Czuję, że te istoty uległy demoralizacji z powodu jakiejś 

subprzestrzennej wojny. Tak jakby uwiódł je jakiś arogancki, buntowniczy i bardzo potężny przywódca. 

background image

Potem poczuli się zdradzeni, ale zniszczenie posunęło się już za daleko. Sami musieli leczyć się z 
ran." 

MONITOR: “W porządku, Courtney. Zakończmy sesję". 
C.B.: “A celem było...?" 
MONITOR: “Szarzy / wczesna cywilizacja". 
Przedstawione powyżej dane zostały potwierdzone w sesji solo (dane Typu 1), którą 

przeprowadziłem, nagrałem sześć miesięcy później, 3 grudnia 1993 roku. Podczas poprzedniej sesji 
widziałem bardzo przeludnione i zanieczyszczone miasto. Panująca w świecie Szarych atmosfera 
wydawała się przykra, według norm ziemskich nawet zgryźliwa i to było nienaturalne. 

Jeśli chodzi o samych Szarych, to w ich wczesnym społeczeństwie odnotowałem pewne wyrażenia 

dźwiękowe. Z ich ust wydobywały się ciekawe, szczebiocące dźwięki. Odniosłem też wrażenie, że 
psychika Szarych tamtej ery była bardziej zbliżona do psychiki ludzkiej. 

Wcześniejsi Szarzy mieli oczy mniejsze niż Szarzy działający obecnie na Ziemi. Ich skóra była 

jasna i gładka, i marszczyła się pod wpływem dotyku. Nie zauważyłem u nich żadnych włosów. Co do 
seksualności, wcześni Szarzy odznaczali się bardzo silnym temperamentem, co zawężało ich 
wrażliwość na inne sfery życia. 

W trakcie poprzedniej sesji zobaczyłem też, że dzieci Szarych mają kłopoty zdrowotne w wyniku 

zanieczyszczeń środowiska. Szarzy zaczęli odczuwać problemy związane z prokreacją. Rodzili, lecz z 
wielką trudnością. Poza tym, nie zdawali sobie dokładnie sprawy z sytuacji, w jakiej się znaleźli, 
ponieważ stanowili społeczeństwo dość naiwne, jeśli idzie o świadomość własnych problemów 
(podobnie jak ludzie dzisiaj). 

Po monitorowanej sesji, zdecydowałem się już po raz trzeci obrać ten sam cel, aby uzupełnić parę 

istotnych szczegółów, które umknęły mi wcześniej. Tak więc, w warunkach Typu 1, 20 czerwca 1994 
roku ponownie namierzyłem cel “Szarzy / wczesna cywilizacja". 

Na początku sesji ponownie zlokalizowałem wir w oceanie, który widziałem w czasie sesji 

monitorowanej. Bardziej szczegółowe badanie ujawniło, że było to urządzenie do produkcji 
pożywienia. Skupiając się na Szarych w budowli, stwierdziłem, że według ziemskich norm, mają dość 
małe genitalia. Zarówno mężczyźni jak i kobiety pracowali razem, na, jak się wydawało, partnerskich 
układach. Prowadzili co najmniej ożywione życie seksualne. Rzeczywiście, aktywność seksualna ludzi 
zdecydowanie blednie wobec seksu Szarych, tak pod względem częstotliwości współżycia, jak i ilości 
partnerów. Szarzy mieli znakomicie rozwiniętą telepatię, co znacznie wzbogacało akt seksualny. 

Co do samego świata, w którym żyli, zauważyłem, że została skażona atmosfera. Zdrowie Szarych 

było wystawione na duże niebezpieczeństwo, nie tylko z powodu zanieczyszczenia, lecz również 
wskutek promieniowania. 

W tym punkcie sesji solo, zacząłem badać przyczynę problemów Szarych ze środowiskiem. Było 

jasne, że zaszła jakaś pomyłka ewolucyjna. Skupienie się na jaźni w celu osiągnięcia 
samozadowolenia doprowadziło do dysfunkcji w zachowaniu ogromnej większości Szarych. Wydaje 
się, że nie istniało nic, co mogłoby zrównoważyć pęd w kierunku fizycznej przyjemności, jaki 
dominował w ich psychice. 

Podążając dalej za sygnałem, skupiłem się na duchowości. W tym momencie sesja uległa zmianie. 

Zacząłem dostrzegać  świetlaną istotę z subprzestrzeni. Czułem, że ta bezpostaciowa istota była 
bardzo potężna w jakiś nie znany mi sposób. Początkowo dostrzegałem w niej zarówno ciemne jak i 
jasne miejsca, przy czym sama istota nie wydawała się życzliwa. 

Następnie skoncentrowałem się na czynnikach zewnętrznych, odpowiedzialnych za problemy 

Szarych i doznałem przemieszczenia. Znalazłem się w miejscu, które potrafię opisać jedynie jako 
warstwę  życia subprzestrzeni, w którym przebywały tłumy istot niefizycznych. W tej warstwie życia 
panował ogromny ruch, przypominający scenę z Grand Central Station na Manhattanie w godzinie 
szczytu. Ogrom tej aktywności i chaos, jaki panował w tej warstwie życia, był przytłaczający. Badając 
związek między tymi subprzestrzennymi istotami a Szarymi, doszedłem do wniosku, że istoty owe były 
Szarymi przed ich narodzinami w ciałach fizycznych. 

Odkryłem strukturę organizacyjną wśród istot zamieszkujących subprzestrzeń i podążając w tym 

kierunku, odkryłem, że panuje u nich sztywny i hierarchiczny porządek społeczny. Kontrola ich życia w 
ramach tej hierarchii miała nieomal charakter wojskowy. Otrzymywali rozkazy i wypełniali je. Co 

background image

dziwne, nakazywano im pobłażanie samym sobie i unicestwienie (zarówno w subprzestrzeni jak i po 
narodzinach fizycznych). 

Idąc dalej za sygnałem, natrafiłem na przywództwo organizacji. Znalazłem się w centrum, 

dowodzenia i kontroli subprzestrzeni. W tym czasie było tam około dziesięciu istot. Wydawało się, że 
cztery lub pięć z nich sprawuje większą władzę niż pozostałe. Wewnętrzny układ budynku 
zorganizowany był na podobieństwo biura i stało się jeszcze bardziej oczywiste, że dominuje tu 
sztywny wojskowy dryg. Podążałem dalej za sygnałem, aż dotarłem do przywódcy organizacji. Była to 
ta sama bezpostaciowa istota o jasnych i ciemnych cechach, którą widziałem wcześniej. 

Wniknąłem do jej umysłu i stwierdziłem, że jest on niewiarygodnie mroczny. Coś tu nie grało. Tak 

jakby istota ta była psychicznie chora. 

Zacznę od tego, że patologicznie bała się śmierci. W swoim sposobie myślenia uważała, że walka 

militarna i podbój są koniecznymi elementami przetrwania. Wiedziała, że zostały popełnione błędy i 
bała się kary. Przywódca ten zdawał się być niezdolny do obmyślenia planu pojednania, bowiem na 
przeszkodzie stał jego strach. Potem stało się dla mnie jasne, że był on terrorystą. 

Badając dalej umysł subprzestrzennego terrorysty dowiedziałem się, że miał zamiar zniszczyć 

świat Szarych. Jego celem było zaszczepienie strachu w innych częściach królestwa, co osłabiłoby 
siły opozycji. Strach był jego kluczową bronią. Intencje przywódcy można by wyrazić, porównując 
dusze Szarych do zakładników, przetrzymywanych w czasie kryzysu. Ów ciemny umysł chciał 
wynegocjować układ, dający mu prawo do zachowania osobowości, a jednocześnie dokonywania w 
niej dowolnych zmian. Sprawowałby kontrolę nad swą własną dominacją. Chciał uczynić się władcą – 
absolutnym dyktatorem. 

Naprawdę przywódca pragnął uwielbienia swojej osoby. Potrzeba ta wiązała się ze słabością w 

strukturze jego osobowości. Potrzebował uwielbienia, żeby dopomóc swej rozdartej osobowości. Miał 
problemy z niską samooceną. 

Gdy dokonywałem obserwacji, poczułem, jak istota ta zwraca na mnie swą uwagę. Żeby mnie 

odnaleźć, musiała przenieść się w czasie i przestrzeni. Potem poczułem jak “zstępuje" do mojego 
biura, niczym ciemna plama i otacza mnie siedzącego przy biurku. 

Ku swojemu zaskoczeniu, nie czułem żadnego strachu. Po prostu ją badałem, a ona badała mnie. 

Po paru sekundach obserwacji (może po trzydziestu) odeszła. Byłem dla niej byle kim, istotką bez 
znaczenia, która nie zagraża jej działalności czy rządom. Krótko mówiąc byłem dla niej chwastem. 

Komentarz 

Upadek cywilizacji Szarych ma najwyraźniej związek z subprzestrzenią. Chociaż nie rozumiem 

wszystkich wydarzeń, które doprowadziły do upadku, nie mam wątpliwości, że to Szarzy “zabili" swoją 
planetę. Potem musieli obmyśleć strategię przetrwania. Ponieważ ich obecny wygląd fizyczny różni się 
od tego we wcześniejszym okresie, należy przypuszczać, że za tę metamorfozę są odpowiedzialne 
późniejsze doświadczenia. Wzrost wielkości ich oczu sugeruje, że zaczęli żyć w ciemniejszym 
środowisku, np. pod ziemią, co wydaje się logiczne, zważywszy, że środowisko na powierzchni ich 
świata znajdowało się w stanie rozkładu. 

Obecny brak aktywności seksualnej Szarych sugeruje, iż pozbyli się oni tego fizjologicznego 

procesu. Rzeczywiście, sprawiają wrażenie genetycznie wykastrowanych. Być może powodem tego 
była konieczność kontrolowania populacji. Jednakże oznacza to również, że rozwinęli inne sposoby 
prokreacji, wykorzystując najróżniejsze środki podtrzymywania płodu. Koncepcja ta koresponduje z 
relacjami o dzieciach z probówek i płodach w inkubatorach, które pojawiają się ciągle w literaturze na 
temat porwań przez UFO (patrz Mack 1993 i Jacobs 1992). 

Być może jednak skreślili oni seksualność z innego powodu. Bo nie tylko przestali rozmnażać się 

seksualnie, ale także wykorzenili psychiczny popęd, który kazałby im angażować się w działalność 
seksualną. Według mnie, doświadczenia Szarych w czasie upadku ich wczesnej cywilizacji zmusiły ich 
do przemyślenia, co kryło się za tą dysfunkcyjnością. Prawdopodobnie uznali, że był to nadmierny 
popęd seksualny, że to on doprowadził do tych kłopotów. Projekt manipulacji genami – początkowo 
mający na celu szybką adaptację do nowego, trudniejszego środowiska – mógł zostać rozszerzony na 
seksualne funkcjonowanie ich umysłów. 

Na koniec pragnę zauważyć, że niektóre z moich obserwacji i analiz korespondują z koncepcjami 

Royala i Priesta (1992), którzy oparli swe badania na danych z channelingu. 

background image

Pozostaje wiele pytań związanych z upadkiem wczesnej cywilizacji Szarych. Mało wiemy na temat 

przywódcy buntu, który, jak się wydaje, układał scenariusz upadku. Wygląda na to, że sam upadek był 
aktem terroru. Ale przeciwko komu walczył przywódca buntu? Jakie popełniono błędy, że szukał on 
sposobu przetrwania właśnie w buncie? Pozostaje również niejasne, w jaki sposób aktywność 
subprzestrzeni uległa przełożeniu na świat fizyczny. Możliwe, że fizjologia wczesnych Szarych 
pozwalała na bardziej swobodne przenikanie z jednego wymiaru do drugiego. 

Trudno również stwierdzić, kim były istoty, które wykonywały rozkazy terrorysty? Formą 

przypominały nieco ludzi, ale nie da się tego powiedzieć o samym przywódcy buntu. Czy 
bezpostaciowa forma w większym stopniu umożliwiała przywódcy szerzenie terroru? 
Po prostu nie znam odpowiedzi na te pytania. Ale jedna rzecz jest pewna. Upadek wczesnej 
cywilizacji Szarych nie był procesem prostym. Złożyły się nań zarówno aspekty fizyczne jak i 
subprzestrzenne. A my postąpilibyśmy mądrze, gdybyśmy przez wzgląd na własne przetrwanie, 
wyciągnęli lekcje z wszystkich ich błędów. W obydwu wymiarach.

 

 
 

ROZDZIAŁ 17:  

Star Trek a Transformacja Ludzkiej Kultury 

Podczas ostatnich dwóch lat, w czasie których prowadziłem badania do tej książki, często uderzały 

mnie podobieństwa między wieloma koncepcjami, prezentowanymi w telewizyjnym serialu Star Trek: 
następne pokolenie a danymi o działalności prawdziwych ET, uzyskanymi na drodze teleobserwacji. 
Po telewizyjnej transmisji ostatniego odcinka wiosną 1994 roku, poprosiłem mojego monitora o 
wpisanie na naszą listę nowego celu, który pomógłby rozwiązać kwestię wpływu ET na serial Star 
Trek. 

Moim pierwotnym zamiarem było dowiedzieć się, czy ET w jakiś sposób manipulują umysłami 

pisarzy, podsuwając im pomysły. Przypuszczałem, że istoty pozaziemskie pragną, by ludzka kultura 
stała się bardziej otwarta na zawiłości życia galaktyki, a popularny telewizyjny hit był jednym ze 
sposobów, w jaki mogły one pośrednio kształtować zbiorową mentalność szerszej publiczności w tym 
względzie. Oglądany przez tak wielu młodych ludzi Star Trek był filmem, który świetnie się do tego 
nadawał. Pojawiające się w nim koncepcje trafiały do przekonania i w jakiś sposób kształtowały 
świadomość ludzi. Jak się okazało, mój monitor podejrzewał tego typu manipulację ET na 
hollywoodzkich produkcjach już od dłuższego czasu, a niektórzy członkowie wojskowej grupy 
teleobserwatorów podzielali jego zdanie. 

Rozdział niniejszy przedstawia wyniki dwóch sesji teleobserwacji. Pierwsza z nich to monitorowana 

sesja w ciemno, w której w warunkach Typu 4 wyznaczono mi cel związany ze Star Trek. Druga to 
sesja solo, przeprowadzona w układzie Typu 1. Przeprowadziłem ją, żeby uzyskać odpowiedzi na 
parę ważnych pytań, które wynikły podczas pierwszej sesji. 

 
 

Data: 1 lipca 1994 

Miejsce: Atlanta, Georgia 

Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość 

Współrzędne celu: 8074/7435 

Dane wstępne (tym razem aż do początku Fazy 4) wskazywały, że są dwa miejsca bezpośrednio 

związane z celem. Jednym z nich był świat Szarych. Monitor polecił mi najpierw skierować uwagę na 

drugie miejsce.  

 
 
C.B.:
 “Widzę kolory: czarny, szary i brązowy. Powierzchnie są nierówne i gładkie, niektóre płaskie, 

inne o bogatym ulistnieniu. Jest ciepło, a w niektórych miejscach chłodno. Czuję lekki smak soli i 
zapach kurzu". 

Szkicuję scenę z konstrukcją przypominającą budynek oraz jakieś ulistnienie, a następnie 

przechodzę do Fazy 4, żeby uzyskać bardziej szczegółowe dane. 

background image

“W porządku. Mamy tu drzewa. Jakiś lasek, nieduży. Jest tu również woda, przypominająca rzekę 

lub strumień. Nurt jest dość silny." 

“Widzę też jakąś budowlę. Wchodzę do niej. Widzę jakieś istoty. Dużo istot. To ludzie. Wszyscy 

noszą modne garnitury biznesmenów. Hmm. Rozszerzam teraz świadomość, gdyż zauważyłem, że w 
pokoju znajduje się też wiele istot niefizycznych. O rany, ile tu aktywności subprzestrzennej. Czuję, że 
niefizyczne istoty wiedzą, że się tu znajduję, ale nie jestem w centrum ich zainteresowania. Są zajęte 
pracą z ludźmi." 

“Wygląda na to, że istoty subprzestrzenne interesują się nie tyle znajdującymi się w budowli 

ludźmi, co czynnościami, które oni wykonują. W jakiś sposób działalność ta wiąże się ze zmianami na 
Ziemi, zarówno na lepsze jak i na gorsze." 

MONITOR: “Ile jest istot subprzestrzennych?" 
C.B.: “Dużo. Może dziesięć lub więcej. Wyglądem przypominają ludzi. Noszą białe, świecące 

szaty". 

Monitor nakazuje mi przenieść się do drugiego miejsca, wskazanego we wstępnych procedurach 

sesji. To miejsce również znajduje się w świecie Szarych. Docierając tam, doznaję przemieszczenia w 
czasie. Czytelnikom pragnę przypomnieć, że w subprzestrzeni czas jest symultaniczny i wydarzenia z 
przeszłości lub przyszłości w jednym miejscu mogą bez trudu oddziaływać na teraźniejszość w 
miejscu zupełnie innym. 

W Fazie 6, zaczynam badać, co łączyło świat Szarych z istotami niefizycznymi i ludźmi w budowli 

na Ziemi. 

“Istoty niefizyczne znajdujące się w budowli były kiedyś ludźmi. Widzę, że ściśle współpracują z 

Szarymi w przedsięwzięciu dotyczącym fizycznych ludzi na Ziemi." 

“Ze świata Szarych widzę ogromną ilość subprzestrzennej energii, jaką wyzwala się w celu 

wsparcia przedsięwzięcia. Wiąże się z tym dużo białego światła. Nie mam pojęcia, co to wszystko 
znaczy." 

“Poczekaj, te subprzestrzenne istoty w pomieszczeniu zwróciły teraz uwagę na mnie. Wszystko się 

zmienia. Ktoś kazał im poinformować mnie, co się tutaj dzieje. Są naprawdę zajęci i odnoszę 
wrażenie, że zmagają się z trudnym zadaniem. Nie mają ochoty porzucić tego co robią, ale 
przekazano im, że najpierw muszą mnie oświecić. Reszta może poczekać." 

“Dobra, wiem już co się dzieje. Mówią mi, że w najbliższej przyszłości Ziemia nie będzie dobrym 

miejscem do ewolucji, jeżeli nie zostanie naprawione środowisko biologiczne – w szerokim znaczeniu 
tego słowa. Musimy pilnie współpracować z Szarymi, aby skierować ludzką  świadomość na stojące 
przed nami problemy planety i naszego społeczeństwa." 

MONITOR: “Skup się na sprawie ludzkiej świadomości". 
C.B.: “Najważniejszym elementem w tej przyspieszonej transformacji ludzkiej kultury jest 

rozbudzenie świadomości życia niefizycznego. Właśnie się dowiedziałem, że strona fizyczna istnieje 
po to, by pomóc w ewolucji subprzestrzeni, a nie na odwrót". 

“Teraz zajmę się kwestią energii w świecie Szarych. Wydaje się, że maszyneria potrzebna do 

obsługi takiej ilości energii dostępna jest jedynie w świecie Szarych. Statki ET nie są wykorzystywane 
do generowania energii o takiej mocy." 

“Do przenoszenia energii ze świata Szarych na Ziemię wykorzystuje się skomplikowaną technikę; 

po to, by mogli jej użyć ludzie niefizyczni. Energia przekazywana jest swego rodzaju rurociągiem czy 
kanałem do sfery subprzestrzeni ludzi. Między dwoma grupami zachodzi aktywna współpraca. Szarzy 
w krótkim czasie potrafią wyprodukować energię potrzebną do transformacji całej planety." 

“Energia wykorzystywana jest dosłownie do kąpania całej Ziemi w subprzestrzennej poświacie. 

Można powiedzieć, że nasza planeta jest napromieniowywana energią subprzestrzenną, co ma na 
celu zwiększenie intuicji u ludzi fizycznych, aby mogli odbierać więcej informacji ze swych 
niefizycznych jaźni." 

“Chodzi o to, że ludzie fizyczni nie są w stanie rozpoznawać własnych subprzestrzennych jaźni, a 

udzielana im energia wzmacnia ich bardzo słabą łączność pomiędzy ciałem a umysłem." 

“Poczekaj, właśnie dostałem dziwną informację. Wygląda na to, że ludzie w jakiś sposób zostali 

zdeprawowani przez tę słabość. To brzmi dziwnie, ale czuję, że w subprzestrzeni były jakieś 

background image

zakłócenia i ludzie zeszli ze swojej ścieżki ewolucji. Odbieram coś w rodzaju buntu albo Incydentu z 
Lucyferem jako AOL linii sygnału." 

MONITOR: “Wróć do ludzi w budowli". 
C.B.: “Ci ludzie to prawdziwe szychy. Są do szpiku zepsuci. Żyją w fałszywym świecie 

samozadowolenia. Wygląda na to, że przysparzają innym sporo problemów. Istoty w subprzestrzeni 
niepokoją się ich przyszłością, ale nie ma to teraz pierwszoplanowego znaczenia. Oni (fizyczni ludzie 
w budowli) mogą się zabić, jeśli chcą, ale nie wolno im niszczyć innych". 

“To wszystko jest konsekwencją czegoś, co można by określić Buntem Lucyfera. Nie proś mnie o 

wyjaśnienie; po prostu to czuję. Ci ludzie są bardzo podobni do Szarych sprzed upadku ich wczesnej 
cywilizacji, kiedy na skutek chaosu w subprzestrzeni ich świat się zawalił." 

MONITOR: “Courtney, skup się na wpływie, jaki istoty z subprzestrzeni wywierają na fizycznych 

ludzi przebywających w budowli". 

C.B.: “Chodzi o to, by uzyskać zmianę paru ich decyzji. Istoty z subprzestrzeni wprowadzają 

pewne myśli w podstępne, chytre i złe umysły ludzi fizycznych". 

“Zaszczepione idee będą  żyły bardzo krótko, tylko w czasie tego spotkania. Wkrótce znów 

zatriumfuje egoizm, ale przynajmniej ludzie podejmą kilka ważnych i słusznych decyzji, nie wiedząc 
nawet, czemu tak zrobili." 

“Istoty z subprzestrzeni wykonują wiele różnych zadań. Nasycenie planety subprzestrzennym 

światłem to również ich działalność. Całe przedsięwzięcie polega na tym, by poprzez zwiększanie 
środowiska subprzestrzeni oddziaływać pozytywnie na jak największą liczbę ludzi, a jednocześnie 
uniemożliwiać złym jednostkom podejmowanie decyzji, które mogłyby zniewalać i niszczyć innych." 

MONITOR: “Dobra, Courtney. Zakończmy sesję. Oto twój cel 'Star Trek /geneza pomysłu'". 

Komentarz 

Zaraz po sesji zrobiłem streszczenie z interpretacji otrzymanych danych. Zrobiłem to od razu, kiedy 

sesję miałem jeszcze świeżo w pamięci. W streszczeniu tym i komentarzach interpretacyjnych 
zanotowałem, że nasycanie Ziemi pochodzącym ze świata Szarych światłem subprzestrzennym 
zmierza do tego, by ludność (a zatem i widownia) w większym stopniu umiała odbierać idee Star 
Treku i im podobne. O tym, jaki zafundować show, decydują grube ryby. Mój monitor zauważył po 
sesji, że ludzie mający głos w branży rozrywkowej często spotykają się na osobności i w 
miejscowościach turystycznych, gdzie podejmują decyzje. Bez widoków na zysk, żaden show nie 
dostanie funduszy na produkcję. Decydenci nie mają żadnego powodu, by wspierać programy takie 
jak Star Trek, jeżeli nie wyjdą na tym dobrze i nie nabiją kasy. 

Opisaną wyżej sesję należy interpretować ściśle w kategoriach konkretnego celu. Chodzi tu raczej 

o oddziaływanie całego serialu, a nie pojedynczych jego odcinków. Wydaje mi się, że istoty 
pozaziemskie wymyśliły serial Star Trek po to, by w jakiś sposób wpłynąć na zmianę mentalności 
rodzaju ludzkiego. Jednocześnie zadbały o to, by swoim pomysłom nadać ciekawą, trafiającą do 
przekonania formę, która zapewniłaby pozytywny oddźwięk u szerokiej widowni. 

Być może niektórzy Czytelnicy sprzeciwią się mojej analizie, twierdząc, że serial Star Trek nie był 

oglądany przez cala planetę, a więc nie mógł mieć znaczącego wpływu na transformację i rozwój 
kultury ludzkiej. Moim zdaniem, założenie, że Star Trek stanowi jedyny przejaw wpływu ET, czy innych 
istot subprzestrzeni, jest błędne. Wyniki tej sesji należy potraktować jako analizę zaledwie jednego z 
prawdopodobnie wielu sposobów manipulowania naszą kulturą. 

Moja sesja nie wyjaśniła, czy i jak istoty pozaziemskie bezpośrednio wpływają na konkretne treści 

programów telewizyjnych takich jak Star Trek, które ukazują się regularnie w formie odcinków. 
Postanowiłem uzyskać dokładniejsze dane i przeprowadziłem dodatkową sesję solo. Tak więc obrany 
przeze mnie cel brzmiał “Star Trek: następne pokolenie/ geneza pomysłu". 

 

 
 
 
 
 

background image

Data: 11 września 1994 

Miejsce: Atlanta, Georgia 

Dane: Typ 1 

Współrzędne celu: 3850/3054  

 
Kierując się danymi wstępnymi SRV, zacząłem dostrzegać odcienie brązu. Powierzchnie były z 

drewna i z cementu. Było ciepło i unosił się jakiś cierpki zapach. Odniosłem wrażenie, że znalazłem 
się w płaskim i rozległym miejscu. Mój szkic z Fazy 3 przypominał rozbudowane miasto. 

W Fazie 4 ujrzałem przeludnione miasto i doznałem silnego AOL, że to Los Angeles, a konkretnie 

Hollywood. Wykonałem operację przemieszczenia do miejsca znajdującego się trzy stopy za celem i 
znalazłem się w sypialni obok śpiącego białego mężczyzny. Wykonałem jego szkic. 

Kiedy wniknąłem do umysłu tego człowieka, przekonałem się, że śni. W jego mózgu odkryłem 

wszczepiony obiekt i zacząłem go badać uważniej. Próbowałem określić, w jaki sposób obiekt ten 
znalazł się w mózgu mężczyzny. Kiedy cofnąłem się w czasie udało mi się stwierdzić, że został on tam 
umieszczony przez Szarego, przy użyciu długiej igły chirurgicznej w trakcie porwania przez UFO. 

Powróciwszy do śpiącego mężczyzny, ponownie wniknąłem do jego umysłu i obserwowałem stan 

jego snu. Był kontrolowany, w tym sensie, że dominowały w nim informacje pochodzące od 
wszczepionego obiektu. Urządzenie to regularnie emitowało różne myśli, przy czym większa część 
jego aktywności przypadała na czas snu. Człowiek ów nie wiedział, skąd bierze się u niego 
natchnienie, nie miał też najmniejszego pojęcia o urządzeniu w swoim mózgu. 

Po przebudzeniu mężczyzna ten czuł zawsze ożywienie w związku z nowymi pomysłami. Zasługi 

przypisywał oczywiście własnym zdolnościom twórczym. 

Przemieściłem się następnie do miejsca, które znajdowało się tysiąc stóp od punktu wyjścia 

transmisji, przekazywanych do umysłu człowieka. Znalazłem się blisko jakiegoś jasnego, okrągłego 
światła. Na początku myślałem, że jest to światło na statku ET, jako że miało wyraźną linię sygnalną 
nowoczesnego urządzenia pozaziemskiego. Jednak po dokładniejszym zbadaniu zobaczyłem, że jest 
to raczej małe (jak na statek ET) urządzenie mechaniczne, nie do zobaczenia w normalnym sensie 
fizycznym. Urządzenie było zbudowane z materii o gęstości niezauważalnej dla ludzkiego oka. 
Odznaczało się zdolnością szybkiego poruszania i miało dostęp do imponującej ilości energii. 

Kiedy wniknąłem w nie swoim umysłem, wyczułem wyraźnie obecną tam świadomość. W 

urządzeniu nie było żadnych istot, ale ono samo działało na zasadzie korytarza transmitującego 
świadomość (czy też może myśli). Był to swego rodzaju aparat przekaźnikowy. 

Przechodząc do Fazy 6, śledziłem transmisje nadawane z okrągłego, świecącego jasno 

urządzenia do śniącego umysłu śpiącego mężczyzny. Prześledziłem drogę powrotną do urządzenia, a 
następnie podążyłem za przepływem transmisji do punktu wyjścia. 

Na tym etapie znalazłem się w budowli na jakiejś planecie. Były tam istoty, zarówno Szarzy jak i 

inni humanoidzi, przy czym niektórzy z nich całkiem przypominali ludzi z Ziemi. Podczas gdy Szarzy 
wyglądali na zbudowanych z materii, większość tych innych stanowiły różne świetlne istoty, co 
oznaczało, iż generalnie pochodziły one z subprzestrzeni. Niebędący Szarymi humanoidzi mieli na 
sobie białe szaty. Odniosłem wrażenie, że odbywa się tu jakaś operacja Federacji. Udało mi się 
ustalić, że operacja ta była wspólnym przedsięwzięciem wielu gatunków. 

Badając dalej, ustaliłem, że samo miejsce było formalnie związane z władzami Federacji. 

Rzeczywiście, istoty zaangażowane w przedsięwzięcie zdawały relację bezpośrednio do kwatery 
głównej Federacji. Czułem wyraźnie, że faktycznie znajduję się w kwaterze głównej, tyle, że w innym 
pokoju, niż kiedyś w przeszłości. 

Skierowałem uwagę na treść samej transmisji i ustaliłem, że przekaz zawiera ogromną liczbę 

szczegółów. Transmisja obejmowała pomysły na fabułę, postaci, konkretne sceny, wyobrażenia 
planet, statków i istot. Zawartość stanowiły dane, które później trafiały do pisanego przez ludzi 
scenariusza konkretnego odcinka Star Trek: następne pokolenie. Nie chodziło o to, by ukazać ET w 
postaci, w której faktycznie występują, ale by po prostu przyzwyczaić ludzi do różnorodności 
kosmicznych form i kultur. 

Komentarz 

background image

Pragnę wyraźnie podkreślić, że nie mam pojęcia, kim była obserwowana przeze mnie osoba z 

implantem w mózgu. Nie wiem, czy człowiek ten jest scenarzystą czy kimś innym, związanym z 
procesem produkcyjnym serialu Star Trek: następne pokolenie. Mógł on być nawet przyjacielem lub 
małżonkiem kogoś związanego z tworzeniem fabuły. To też pozwalałoby sugerować fabułę i inne 
pomysły ludziom bezpośrednio tworzącym serial. Nie wiem, do którego odcinka odnosiła się ta sesja 
SRV. Mogła dotyczyć jednego lub wielu odcinków. Nie badałem dokładniej tej kwestii. 

ET z całą pewnością są zaangażowani w kształtowanie opinii publicznej na Ziemi w taki sposób, 

który ułatwi uznanie przez nas życia pozaziemskiego i skłoni do współpracy. Żywię silne przekonanie, 
że serial Star Trek to jeden z wielu przekazów, zaaranżowanych przez ET. Pragną oni pomóc ludziom 
przyzwyczaić się do myśli, iż nie jesteśmy sami we wszechświecie i zrozumieć, że wraz z innymi 
tworzymy wielkie społeczeństwo galaktyczne. 

Czytelnicy powinni wiedzieć, że w związku z tym przedsięwzięciem nie zauważyłem żadnych 

drastycznych prób kontroli umysłu. ET wsłuchiwali się raczej w koncepcje rodzące się w umyśle 
pisarza i podczas snu niejako karmili go nowymi pomysłami. Autor nie był w żaden sposób zmuszany 
do akceptowania owych pomysłów. Mając wolną wolę, mógł je przyjąć bądź odrzucić, ale dobrowolnie 
decydował się je wykorzystać ze względu na zainteresowanie widowni. W rzeczywistości nie posiadał 
się z radości, gdy po przebudzeniu miał gotową koncepcję scenariusza. Nie podejrzewał nawet, że 
pomysły zostały mu podsunięte. 
Trudno mi określić, w jakim stopniu ET ingerują w ludzką kulturę. Na podstawie własnych obserwacji 
mogę stwierdzić, że prawdopodobnie istnieje znacznie więcej przypadków angażowania się istot 
pozaziemskich w sprawy telewizji czy produkcji filmów science fiction. Zbadanie tej kwestii mogłoby 
stanowić wyzwanie dla następnego pokolenia uczonych – teleobserwatorów. 
 
 

ROZDZIAŁ 18:  

Powrót do Jezusa 

Na tym etapie moich badań, Szarzy wprowadzili mnie w dezorientację. Mogłem zrozumieć, że ich 

program genetyczny służy różnorodnym ważnym celom. Ale wszystkie moje wysiłki zbadania sprawy 
na 

drodze  teleobserwacji  wskazywały,  że  uzyskanie  różnych 

elektrycznych/chemicznych/mechanicznych form związane było z czymś więcej niż tylko z dobrą 
zabawą. Tak naprawdę, kiedy obserwowałem umysłowość Szarych, przekonałem się, że jest 
dotknięta paniką. Jakby chodziło o sprawę życia lub śmierci. 

Pragnąłem teraz bezpośredniej rozmowy na temat tego, co przygotowywali Szarzy. 

Potrzebowałem pomocy w interpretacji niektórych danych z moich poprzednich sesji. Chciałem 
otrzymać jakąś mądrą radę. Dowiedzieć się, na czym tak naprawdę zależy Szarym? Przygotowując 
się do tej sesji, opracowałem listę pytań, które pomogłyby mi zrozumieć sens rozwijania partnerskich 
układów pomiędzy ludźmi a Szarymi. Zasadniczo chciałem wiedzieć, czy ludzie powinni pomagać 
Szarym. Mówiąc bez ogródek, jaki ludzkość ma w tym interes? 

Żeby uzyskać odpowiedzi na te pytania, postanowiłem raz jeszcze zwrócić się do Jezusa. 

Ponieważ już wcześniej miałem kontakt z celem, zdecydowałem, że będzie to sesja solo, w 
warunkach Typu 1. Kiedy ostatnio rozmawiałem z Jezusem, nie zadałem pytań, na które teraz 
potrzebowałem odpowiedzi. Czułem, że jest to istotny moment w moich badaniach. Potrzebowałem 
porady, która z ostatnio uzyskanych informacji na temat Szarych, pomogłaby mi złożyć jakąś całość. 

Czytelnicy powinni wiedzieć, że musiałem sformułować pytania przed sesją, ponieważ w trakcie 

sesji SRV nie można angażować  świadomego umysłu w takim stopniu, jaki byłby wymagany do 
natychmiastowego ułożenia pytań, bez narażania jakości danych. Tak więc rozpocząłem sesję 
poszukując odpowiedzi na pytania z listy. Nie miałem żadnych oczekiwań co do wyniku sesji. Jak 
przystało na prawdziwą sesję SRV, byłem gotowy przyjąć dane każdego rodzaju, analizę odkładając 
na potem. 

 
 
 
 
 

background image

Data: 11 lipca 1994 

Miejsce: Atlanta, Georgia 

Dane: Typ 1 

Współrzędne celu: 8863/8473 

Tym razem dane wstępne wskazywały, że spotkam Jezusa w odległej przeszłości. W Fazie 4 

zobaczyłem go jako świetlaną istotę, ale wydawał się być otoczony ludźmi fizycznymi. Jak się okazało, 

prowadził czy też obserwował w tym czasie jakieś spotkanie. Wyszedł ze spotkania i spojrzał prosto w 

moją subprzestrzenną twarz. Czułem wyraźnie, że wiedział o moich pytaniach i gotów był na nie 

odpowiedzieć. 

 
 
Zacząłem od pytania, czy Jezus chce, abyśmy [my – ludzie] brali udział w genetycznym 

przedsięwzięciu Szarych. Jego odpowiedź zabrzmiała jak rozkaz. Kategorycznie stwierdził, że musimy 
z nimi współpracować. Oni są dziećmi Boga tak samo jak my, ludzie. 

Zapytałem go, czy przedsięwzięcie Szarych ma coś wspólnego z większym celem ewolucyjnym, 

jak połączenie się z Bogiem. Odpowiedział twierdząco. Program ma umożliwić im odzyskanie 
fizyczno-umysłowej równowagi, niezbędnej do indywidualnego rozwoju osobowości. Rozwój taki jest 
konieczny, by osiągnąć świadomość Boga, aczkolwiek, na swój sposób, Szarzy są już blisko Jezusa i 
Boga. 

Czując, że za tą odpowiedzią coś się kryje, zapytałem, czy osiągnięcie pełni indywidualnego 

rozwoju osobowości jest warunkiem ewolucji Szarych w kierunku Boga. Odpowiedź na to brzmiała: tak 
i nie. Bóg ich kocha i będzie się o nich troszczył. Dokonali wyboru ewolucji, żeby być blisko Niego. 
Bóg nie pozwoli im zginąć. Ale wybrali drogę indywidualizacji osobowości. Zaimponowało im życie 
indywidualności, z którymi mieli do czynienia i dla siebie pragną takiej samej drogi spełnienia. 
Koniecznie chciałem zrozumieć, co dokładnie oznacza “połączenie się z Bogiem". Zadałem Jezusowi 
pytanie, jak to jest połączyć się z Bogiem. Odparł mi, że nie wiąże się to z żadną natychmiastową 
zmianą osobowości. Podstawowa różnica tkwi w stopniu rozszerzenia percepcji człowieka. 

Zapytałem, czy stopienie się z Bogiem to to samo, co osiągnięcie boskiej świadomości czy też 

świadomości Boga jako siły odczuwającej życie we wszystkich jego przejawach. Jezus powiedział na 
to, że świadomość Boga jest jedna, nieważne, w jaki sposób osiągnięta. Albo się Boga postrzega, 
albo nie. Nie można postrzegać Boga, nie będąc połączonym z Bogiem. 

Zapytałem, czy medytacja może prowadzić do stopienia się z Bogiem. Odparł, że medytacja 

prowadzi do celu, ale nie stanowi jedynego, a nawet pierwszego sposobu, w jaki go można osiągnąć. 
Normalna droga obejmuje wiele doświadczeń  życiowych i wymaga długiego czasu. Medytacja jest 
wartościowa tylko w tym sensie, że skraca ów proces. Dotyczy to zarówno ludzi, jak i innych istot. 

Powracając do tematu Szarych, zapytałem, czy oni w pełni połączyli się z Bogiem. Jezus odparł, że 

jeszcze nie. Nie osiągnęli odpowiedniego stopnia rozwoju osobowości, by w pełni dzielić 
doświadczenie Boga. Muszą odmienić swoją sytuację, żeby w pełni złączyć się z Bogiem. 

Powiedziałem następnie Jezusowi, że tak do końca nie rozumiem czym jest chrześcijaństwo. Czy 

nie-chrześcijanie muszą wierzyć w Jezusa, aby w pełni się rozwinąć? Jego odpowiedź wskazywała na 
rozdrażnienie, a był to jedyny raz, gdy widziałem go tak zdenerwowanego. Dość gwałtownie stwierdził, 
że nazwa nic nie znaczy. Wszystko zależy od rozwoju osobowości, na który składa się zdolność 
głębokiego postrzegania i miłości. Pod tym względem Sidhis są wartościowi, a przecież nie mają nic 
wspólnego z chrześcijaństwem. Liczy się rozumienie i miłość Boga. To one są motorem ewolucji. 

W tym momencie czuję, że powinienem dodać, iż Jezus nie powiedział mi dokładnie, jak dochodzi 

się do miłości Boga, ani nawet kim lub czym Bóg jest. Czułem jednak wyraźny przekaz od Niego, że 
twierdzenie, iż jest On cudowny, nie ma nic wspólnego z tym, o czym Jezus mówi. Niestety, przed 
rozpoczęciem sesji nie przyszło mi do głowy zapytać o te rzeczy, w związku z czym nie byłem w 
stanie wymyśleć ich na poczekaniu, w trakcie sesji (z powodu strukturalnych ograniczeń SRV). 
Zapytałem potem, czy Bóg chce połączenia z Szarymi, a Jezus stwierdził, że to Szarzy go pragną. 
Jest to największy akt ich wolnej woli. Bóg oferuje możliwość pojednania, ale Szarzy dobrowolnie 
dokonali takiego wyboru. Następnie Jezus stwierdził z naciskiem, że przeznaczenie Szarych jest 
jasne: oni połączą się z Bogiem (Używane przeze mnie określenia, takie jak “połączenie" czy 
“stopienie się" (z Bogiem) nie są  ścisłe i wynikają przede wszystkim z ograniczeń językowych. Gdy 
robię takie odniesienia, mam na myśli zdolność postrzegania i produktywnego obcowania z wszystkimi 

background image

poziomami życia, nawet z tymi, które nie mieszczą się w sferze istnienia fizycznego i 
subprzestrzennego). 
 
 

ROZDZIAŁ 19:  

Nie Wszyscy Szarzy są Równi 

Kolejna sesja była nie planowana, w tym sensie, że cel nie znajdował się na liście celów. Mój 

monitor postanowił, że będzie to sesja w ciemno, monitorowana, przeprowadzana w warunkach Typu 
4, gdyż intuicja podpowiadała mu, że powinniśmy dowiedzieć się czegoś więcej na temat porwań. 
Ciekawa rzecz, kiedy stało się jasne, że możemy już bez przeszkód przeprowadzać teleobserwację 
porwań przez UFO, zainteresowanie tego typu celem znacznie spadło tak u niego, jak i u mnie. Być 
może działo się tak dlatego, że mój monitor pragnął zrozumieć głębsze pobudki kryjące się za 
porwaniami. Moja własna nieświadomość podeszła do celu w sposób, który odsłonił nam nowy, 
nieznany wcześniej aspekt społeczności Szarych. Sesja ta dała coś więcej niż tylko zrozumienie 
zjawiska porwań. Pomogła pełniej zrozumieć niektóre zawiłości społeczeństwa Szarych i odkryć, 
dlaczego istnieje tak szerokie spektrum doświadczeń związanych z porwaniami. 

 
 

Data: 13 lipca 1994 

Miejsce: Atlanta, Georgia 

Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość 

Współrzędne celu: 7646/1231 

Dane wstępne wskazywały wyraźnie, że znajduję się na planecie z dużym oceanem słonej wody. 

Moim początkowym miejscem była powierzchnia wody. W zasięgu wzroku nie było żadnego lądu. 
Postępując zgodnie ze wstępnymi procedurami sesji, odkryłem istoty pracujące pod powierzchnią 

wody. Potem natknąłem się na podwodną budowlę.  

 
C.B.:
 “To jakaś budowla. Jest metalowa i wygląda jak komora. Wewnątrz są rury i podłoga. Na 

widok tego miejsca przechodzą mnie ciarki. Jest naprawdę dziwne. Lepiej zapiszę to jako wrażenie 
estetyczne (A i L). Cała konstrukcja przypomina łódź podwodną. Właściwie jest to całkiem silne AOL 
linii sygnału". 

“Mam teraz więcej szczegółów... Powierzchnie w środku są głównie metalowe, ale występuje też 

jakiś materiał skórzany." 

“Wewnątrz budowli przebywają cztery istoty. To chyba ludzie. Badam teraz ich ubrania. Mają 

ubrania robocze; podkoszulki bez rękawów, zwykłe spodnie itp.... Z całą pewnością wykonują jakąś 
ciężką pracę; pocą się." 

MONITOR: “Skup się na ich działalności. Na czym polega ich zajęcie?" 
C.B.: “Poczekaj... Ryby. To ma coś wspólnego z rybami. Wszyscy pracownicy są mężczyznami. 

Właściwie tak naprawdę nie rozumieją nic z tego, co robią, czy w co są zaangażowani. To bardzo 
skomplikowane. Oni pracują jak roboty. Nie są nawet świadomi swego otoczenia". 

Monitor nakazuje mi przejść do Fazy 6, gdzie badam czas, w którym się to dzieje. Wcześniej na 

linii czasu napotykam na jednostki o normalnym stanie umysłu. Potem cofam się w czasie i 
namierzam je przed narodzinami w ciałach fizycznych. Następnie wnikam do umysłów ludzi w budowli, 
żeby uzyskać bardziej wyraźny obraz ich stanu umysłowego. 

“Ryby znajdują się na zewnątrz budowli, a ludzie się nimi zajmują. Ale wyczuwa się w tym jakiś 

fałsz. Oni myślą, że opiekują się rybami, lecz prawdziwy cel ich działalności jest inny. Nie ma 
bezpośredniego związku pomiędzy rybami a ludźmi." 

“Ludzie ci mogą być jeńcami. Ich własne umysły nie kontrolują ciał. Nie sprawują kontroli ani nad 

sobą, ani nad swym otoczeniem." 

“Ich umysły sprawiają wrażenie pogrążonych w transie. Pracują gorączkowo, ale ich świadomość o 

tym nie wie. Są wykorzystywani. Przypominają niewolników, chociaż może lepszym określeniem 
byłyby świnki morskie." 

background image

“W porządku, poszerzam teraz widzenie. Wyczuwam obecność istot pozaziemskich. Jest tu bardzo 

duży statek ET, mający związek z tymi ludźmi. Istoty pozaziemskie to Szarzy. Statek jest bardzo 
nowoczesny i ma wiele technicznych gadżetów. Właściwie technika jest nieco dziwna, w tym sensie, 
że nie jest aż tak nowoczesna, by ludzie mieli problemy ze zrozumieniem oprzyrządowania. Nie 
zawsze odnosiłem takie wrażenie w przypadku statków Szarych. Tak czy owak, kontrola znajduje się 
na statku." 

MONITOR: “Courtney, skup się na pierwszych kontaktach między Szarymi a ludźmi". 
C.B.: “Było to porwanie, przynajmniej w przypadku jednego z tych ludzi. Był on wtedy bardzo 

młody. Tak samo mogło to wyglądać w przypadku innych, ale teraz skupiam uwagę na tym jednym". 

“Wygląda na to, że Szarzy mieli do czynienia z tym człowiekiem, kiedy był on jeszcze w fazie 

prenatalnej. Idąc za sygnałem, znalazłem jego matkę. Jestem teraz w miejscu, które prawdopodobnie 
znajduje się na Ziemi, niedaleko wybrzeża. Szarzy umieszczają płód w łonie. Hmm. To stosunkowo 
prymitywni Szarzy. Fizycznie włożyli płód do łona. Do jego wszczepienia nie użyli żadnych 
skomplikowanych narzędzi. Była to raczej prymitywna operacja ginekologiczna, jaką ludzie mogli 
przeprowadzać w odległej przeszłości." 

“Ci Szarzy wydają się stać na niższym szczeblu ewolucji. Mają tendencję do popełniania błędów w 

stosunkach z ludźmi, bezwiednie ich raniąc. Oni po prostu nie rozumieją. W jakiś sposób są 
pozbawieni ludzkiego współczucia." 

MONITOR: “Skieruj nieświadomość na koncepcję DNA". 
C.B.: “Hmm. Wygląda na to, że eksperymentują z ludzkim genotypem. Ich DNA jest prawie w stu 

procentach pochodzenia ludzkiego, ale część jest inna, prawdopodobnie pochodzi od Szarych". 

“Poczekaj. Szarzy uświadomili sobie teraz moją obecność. Dziwne, jak długo to trwało." 
“Badam dalej Szarych... Pracują nad niewielkimi zmianami w strukturze genetycznej ludzi. Nowe 

geny niekoniecznie pochodzą od Szarych. Równie dobrze mogą być skądkolwiek. Ale zmiany są 
naprawdę małe i wybiórcze. To ten sam program genetyczny, który widzieliśmy już wcześniej, ale 
przeprowadzany na bardziej prymitywnym poziomie. Być może są to ich próby wstępne." 

MONITOR: “Chcesz powiedzieć, że są różne grupy Szarych?" 
C.B.: “Nie do końca chodzi o frakcje, ale są różni. Ta grupa jest najbardziej prymitywna spośród 

wszystkich grup pracujących z ludźmi. Wykorzystują ludzi jak świnki morskie, żeby obserwować, jak 
przebiegają owe małe zmiany genetyczne. Te zmiany są bezpośrednio zorientowane na kontrolę 
umysłu i/lub porozumiewanie telepatyczne". 

MONITOR: “Po co oni to robią?" 
C.B.: “Żeby zmodyfikować ludzki genotyp tak, by na dłuższą metę pomógł im wyprodukować nowy 

nośnik Szarych. Właściwie, słowo nośnik ma większy sens niż słowo ciało. Wygląda na to, że Szarych 
przede wszystkim interesuje rozwijanie świadomości grupowej w ludzkich genach, tak jakby zakładali 
olbrzymi ludzki telefon towarzyski. To wydaje się stanowić bezwzględny priorytet". 

MONITOR: “W porządku, zakończmy sesję. Cel brzmi 'natalna / prenatalna łączność między 

ludźmi a Szarymi'". 

C.B.: “Huh. Skąd się wziął taki cel?" 
MONITOR: “To była jedna z moich niespodzianek, żebyś pozostawał czujny". 

Komentarz 

Dane z tej sesji wskazały na dwa fascynujące elementy w zjawisku porwań. Po pierwsze, niektóre 

porwania nie są tak łagodne jak inne. Nie mam żadnych danych dowodzących złośliwości ze strony 
Szarych. Łatwo pomylić niekompetencję ze złośliwością; osoby porwane mogą czuć, że ich spotkanie 
z Szarymi jest po prostu złe, dla tych ostatnich zaś może to być bez znaczenia. Wydaje się, że 
niekompetencja niektórych Szarych stanowi powód nie najlepszych stosunków, jakie mają oni z 
ludźmi. Oni nie robią krzywdy świadomie; rzecz w tym, że przynajmniej niektórzy Szarzy nie umieją 
obcować z emocjonalnie złożonymi istotami, jakimi są ludzie. Prawdopodobnie nie widzą niczego 
złego w swoich działaniach, które nam kojarzą się z łapaniem do niewoli i eksperymentowaniem na 
świnkach morskich. Biorąc pod uwagę, że Szarzy, jakich obserwowałem, odznaczają się pewnym 
brakiem emocjonalnej elastyczności, należy przyjąć, iż traktują oni ludzi mniej więcej tak samo jak 

background image

traktują samych siebie. Czytelnicy zechcą sobie przypomnieć, że pojęcie jednostkowego 
samookreślenia jest im zupełnie obce. 

Drugi fascynujący element, jaki wyłonił się z tej sesji to fakt, że najwidoczniej istnieją różne 

kategorie Szarych obcujących z ludźmi. Moglibyśmy wymienić kategorię (1) prymitywną, (2) rozwiniętą 
i (3) superrozwiniętą. (Do czasu tej sesji nie zaobserwowałem jeszcze żadnych superrozwiniętych 
Szarych, ale natknąłem się na nich w sesji późniejszej). Szarzy w tej sesji sprawiali wrażenie 
prymitywnych, ale nie należy ich mylić z bardzo wczesną odmianą Szarych, którzy żyli we własnym, 
pierwotnym świecie przed upadkiem swej cywilizacji. Z tego, co wiem, ci bardzo wcześni Szarzy w 
ogóle nie mieli do czynienia z ludźmi. 

Czy wszystkie trzy podstawowe typy Szarych obcują ze sobą? Jak się organizują? Kiedy się ma do 

czynienia z istotami, które bez najmniejszych trudności technicznych podróżują w czasie, aż korci, aby 
wyobrazić sobie ich wszystkich w jednym miejscu. Mogę tylko zgadywać, że ET, którzy osiągnęli 
wysoki poziom techniczny, są przyzwyczajeni do takich sytuacji i w końcu ustalą robocze protokoły 
wzajemnego porozumienia. 
Zakończyłem tę sesję w głębokim przekonaniu, jak wiele, my – ludzie, musimy się jeszcze dowiedzieć 
na temat złożoności życia galaktycznego. Nie chodzi tylko o to, by poznać inne społeczeństwa, 
rozsiane po całej galaktyce. Musimy również zrozumieć, w jaki sposób różne gatunki i kultury 
oddziaływają na siebie na przestrzeni czasu. 
 
 

ROZDZIAŁ 20:  

Adam i Ewa 

We wcześniejszym rozdziale relacjonowałem monitorowaną sesję, w której celem byli 

Midwayerowie. W czasach wojskowej teleobserwacji, pomysł namierzenia Midwayerów brzmiał jak 
dobry żart. Ktoś przeczytał Księgę Urantii, zapis domniemanych rewelacji na temat organizacji życia w 
subprzestrzeni, i postanowił przeprowadzić test. W Księdze Urantii Midwayerowie stanowią grupę istot 
subprzestrzennych, które żyją i pracują na Ziemi. Nikt w wojsku nie wiedział, czy pomysł ten traktować 
poważnie. Ale ku zaskoczeniu wszystkich, wielokrotne próby przeprowadzone w warunkach danych 
Typu 4 potwierdziły te informacje. Okazało się, że subprzestrzenne istoty naprawdę istnieją. Odkrycie 
tych stworzeń wśród wyższego rangą personelu wojskowego doprowadziło do szeregu problemów 
związanych z wiarygodnością. Ludziom pokroju generałów i admirałów było już wystarczająco ciężko 
wytłumaczyć, że wyszkoleni w SRV telepaci potrafią policzyć pociski w silosie. Ale przekonać ich, że 
istnieje grupa niewidzialnych, acz przyjacielskich ludzików, które chcą pomagać ludziom w ich ewolucji 
– to przekraczało możliwości perswazyjne teleobserwatorów. 

Pragnę wyraźnie zaznaczyć, że w żaden sposób nie podpisuję się pod Księgą Urantii. Nie wiem, 

na ile jest ona prawdziwa. Moje własne badania w tej kwestii wskazują, że duża część zawartych w 
niej informacji się potwierdza, choć nie wszystkie. Książka wydaje się zawierać informacje fałszywe 
poprzetykane prawdziwymi, a jedne od drugich trudno oddzielić bez rozległych badań 
teleobserwacyjnych. Przykładowo, autor rozpisuje się, zaprzeczając możliwości przeszłego życia, co 
według danych SRV (niezamieszczonych tutaj) absolutnie nie jest prawdą. 

Tym niemniej, ponieważ dyskusja nad Adamem i Ewą w Księdze Urantii wyraźnie wskazuje na 

działalność ET, postanowiliśmy z moim monitorem wciągnąć tę słynną parę na naszą listę celów. 
Jeżeli książka nie myliła się w swoich sądach na temat Adama i Ewy, wyjaśniłoby to długofalową 
interwencję ET w sprawy ewolucji na Ziemi, a namierzenie takiego celu okazałoby się co najmniej 
warte zachodu. Był to ryzykowny strzał w ciemno, w tym sensie, że dysponowaliśmy ograniczonym 
czasem i zmarnowanie sesji na jakąś oszukańczą historię byłoby nieodżałowane. Jak się jednak 
okazało, historia Adama i Ewy w Księdze Urantii ukazana jest zgodnie z prawdą. Przytaczam tutaj 
dwie sesje, w których cel stanowili Adam i Ewa. Jedna z nich została przeprowadzona w warunkach 
danych Typu 4, a druga w warunkach Typu 1. Drugą sesję przeprowadziliśmy po to, by znaleźć 
odpowiedzi na kilka pytań, jakie nasunęły wcześniejsze dane. 

Niektórzy Czytelnicy mogą się zastanawiać, czemuż to religijne postaci Adama i Ewy stanowią 

przedmiot badań w książce na temat cywilizacji pozaziemskich. Główny powód mojego 
zainteresowania tym tematem zasadza się na hipotezie, że wiele ludzkich mitów może mieć podstawy 
w historii. Nie chodzi o to, że mity ściśle odpowiadają faktycznemu biegowi wydarzeń, ale że zawierają 
pewne dane na temat ludzi i wydarzeń, o których wczesne cywilizacje miały nikłe pojęcie. Badanie 

background image

mitów przy użyciu teleobserwacji może czasami wyjaśnić subtelne zależności pomiędzy faktyczną 
przeszłością a historiami na jej temat, które przekazywano na przestrzeni wieków. Księga Urantii 
potwierdza to na przykładzie Adama i Ewy. Było moim pragnieniem znaleźć taką analogię pomiędzy 
mitem a rzeczywistością, która mogłaby pomóc wyjaśnić niektóre kwestie podniesione w literaturze 
naukowej na temat nagłych zmian w ewolucyjnej ścieżce ludzkości. 

Nie zakładam, że Czytelnikom znana jest historia Adama i Ewy z Księgi Urantii. Nie uważam też, 

aby było to konieczne. Wspominam o książce tylko w celu określenia źródła mojego pierwotnego 
pytania. 

 
 

Data: 14 lipca 1994 

Miejsce: Atlanta, Georgia 

Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość 

Współrzędne celu: 5328/6080 

Dane wstępne aż do szkicu w Fazie 3 wskazywały, że początkowo cel wiązał się z zalesionym 

obszarem w pobliżu góry. Nad górą znajdowała się szybko poruszająca się konstrukcja.  

 
C.B.:
 “Dostrzegam jakiś obiekt, który ma związek z energią. Jest szybki i okrągły. Porusza się po 

zakrzywionym torze z góry na dół, zmierzając do czegoś, co wygląda jak częściowo zalesiona góra. 
Widzę jodłę. Odbieram AOL linii sygnału, że może to być miejsce koło Santa Fe Baldy w Nowym 
Meksyku". 

“Sam obiekt jest sztuczną konstrukcją. Mocną i estetyczną. Są tu okna i tarasy widokowe. Widzę 

teraz pilotów w środku." 

“To nie są Szarzy. Poczekaj. Nie są to również Marsjanie. Przypominają ludzi, ale nie 

współczesnych." 

MONITOR: “Skup się na płci". 
C.B.: “To są zarówno kobiety jak i mężczyźni. Mają na sobie mundury. Zapiszę "rozwinięte istoty 

ludzkie" jako AOL linii sygnału. To chyba ludzie z przyszłości". 

MONITOR: “Skoncentruj się na celu". 
C.B.: “Ci ludzie są tu dla celów obserwacyjnych. W żaden sposób nie interweniują ani nie 

kontaktują się z ludźmi. Zdają raporty bezpośrednio przed Federacją. Nie są też świadomi tego, że ich 
obserwuję". 

MONITOR: “Co jeszcze widzisz w związku ze statkiem?" 
C.B.: “Statek wypełnia głównie aparatura umożliwiająca lot. Jedyny sprzęt medyczny, jaki się tu 

znajduje trzymają na wypadek, gdyby coś się stało". 

MONITOR: “Wróć do ludzi. Dowiedz się, dlaczego tam są i jak żyją". 
C.B.: “Ci ludzie znajdują się na wysokim stopniu rozwoju, ale nie różnią się aż tak bardzo od nas. 

Najwyraźniej są wegetarianami. Zaopatrzyli statek w jedzenie w swojej bazie. Żywność pochodzi z 
organicznych źródeł wegetatywnych, z ogrodów w przestrzeni kosmicznej i na planetach oraz ze 
znajdujących się tam magazynów. Zdobycie jedzenia na Ziemi przedstawia dużo problemów. Kłopoty 
wynikają z chorób". 

Monitor każe mi przejść do Fazy 6, gdzie na linii czasu umieszczam punkt czasowy celu. Obecny 

czas sesji jest bardzo bliski czasowi celu. Zaczynam badać pojęcie czasu w odniesieniu do tych istot. 

“Oni nie dysponują możliwością podróżowania w czasie. Nie są tacy jak Szarzy. Odbywają 

regularne wizyty obserwacyjne na Ziemi, jednak w porównaniu z Szarymi, nie zajmują się tym 
regularnie." 

MONITOR: “Zaznacz na linii czasu ich pierwszą wizytę". 
C.B.: “Poczekaj. O rany! To dopiero AI! Dostaję mocne AOL linii sygnału Adama i Ewy. Te istoty 

bywają na Ziemi i obserwują nas od dłuższego czasu". 

MONITOR: “Skup się na ich pierwotnym kontakcie z Ziemią". 
C.B.: “Początkowo ludzie ci byli bardzo naiwni, niewyszkoleni. Mieli niewielkie doświadczenie. 

Właściwie, ich poprzednie ludzkie ciała nie różnią się wiele od tych, które mają obecnie. Wydaje się, 

background image

że nastąpiły nieznaczne zmiany ewolucyjne. Naprawdę czuję, że to naukowi menadżerowie albo jacyś 
inżynierowie". 

“Mój umysł wędruje teraz w stronę konkretnej pary. Doznaję bardzo silnego AOL linii sygnalnej 

Adama i Ewy. Nie wiem, czy mogę kontynuować sesję przy tak silnym AOL." 

MONITOR: “W porządku. Możemy zakończyć sesję. Oto cel: 'Adam i Ewa'". 
Parę minut później wciąż czułem, że potrzebuję więcej informacji na temat Adama i Ewy. Chciałem 

wiedzieć, kim byli i co robili? Przeprowadziłem więc sesję solo w warunkach danych Typu 1, której 
celem był “Adam i Ewa / pierwotna działalność na Ziemi". 

 

Data: 16 września 1994 

Miejsce: Atlanta, Georgia 

Dane: Typ 1 

Współrzędne celu: 6957/4096 

Dane wstępne wskazywały, że z celem związane jest znaczne przemieszczenie w czasie, stały ląd i 

parę budowli, wzniesionych przez człowieka. Temperatury dość wysokie. Towarzyszył mi zapach 

ludzi. Słyszałem dźwięk głosów,  

 
Podążając za danymi wstępnymi, zauważyłem, że klimat był przyjemny i zasadniczo suchy. 

Miejsce przypominało Bliski Wschód, basen śródziemnomorski. Zauważyłem dwa typy ludzi, o jasnej i 
ciemnej skórze. 

Niedługo potem poczułem, że w pobliżu miejsca celu znajduje się potężne źródło ogromnej energii. 

AOL linii sygnału wskazywało na reaktor nuklearny. 

Wraz z myślą o skoncentrowanej energii, pojawiło się poczucie, że niektóre z istot koło tego 

miejsca być może nie są szczęśliwe. Otrzymałem AOL linii sygnału o obozie niewolników i represjach. 
Nie podążyłem za tą myślą, a AOL nie wróciło już do końca sesji. 

Wokół miejsca znajdowały się jakieś niewielkie maszyny, kamienie i budynki. Większość 

mieszkańców wydawała się wieść spokojne życie. Nie odczuwało się  żadnego kryzysu. Wszystko 
toczyło się spokojnie, ale w powietrzu wisiało jakieś napięcie. 

Skupiłem się na tym napięciu i zlokalizowałem świetlaną istotę związaną z tym miejscem. Ten ktoś 

wyglądał na przywódcę wojskowego. W pobliżu były też inne istoty subprzestrzenne. 

Z przywódcą wiązała się myśl, że ostatnio nastąpił rozłam. Z linii sygnału odebrałem AOL wojny. 

Wybuchł jakiś gorący spór i wielu ludzi opowiedziało się po jednej ze stron. 

Planeta znajdowała się bardzo daleko od cywilizacji, jaką znały owe istoty. Jedna strona uważała, 

że sami powinni o sobie stanowić, lekceważąc odległą władzę. Utworzyły się dwa obozy. Obóz 
mniejszościowy pozostawał lojalny w stosunku do dalekich władz i wykazał się znaczną dzielnością w 
stosunkach z drugą stroną konfliktu. Nastąpił długi okres rezerwy, jako że obie strony zerwały ze sobą 
kontakty. 

Wykonałem następnie operację przemieszczenia, która umieściła mnie trzy stopy od konkretnego 

celu. Znalazłem się na czymś, co przypominało plażę nad morzem. Byli tam kobieta i mężczyzna. 
Trochę dalej ujrzałem cały szereg innych rozwiniętych i, jak się wydawało, miłych istot. 

Skierowałem myśli na umysł mężczyzny. W jakiś sposób czuł się odizolowany. Był samotny, 

zakochany, ale nie na sposób szczenięcy. Cechowała go dojrzałość. Gdy skupiłem się na umyśle 
kobiety, dowiedziałem się, że spełniała funkcję jakby menedżera. Była bardzo dobrym pracownikiem, 
a zarazem oddaną  żoną. Z drugiej jednak strony, odczuwała silną potrzebę popychania męża do 
robienia większej kariery; uważała, że nie posuwa się naprzód wystarczająco szybko. 

Następnie skupiłem się na sytuacyjnym problemie w tym miejscu. Nastąpiło jakieś zakłócenie 

subprzestrzeni. Znajdowali się tam desperaci, którzy czuli potrzebę przerwania sprawnego przebiegu 
operacji. Kiedy zbadałem pojęcie przywództwa, wyczułem strukturę militarną, a AOL linii sygnału 
wskazywało na Bunt Lucyfera. Nie poszedłem za tą myślą, ale miałem wyraźne poczucie, iż miejsce to 
jest odległe od centrum władz, a bunt ma przede wszystkim charakter oportunistyczny. Kierując 
uwagę z powrotem na kobietę i mężczyznę na plaży, dostrzegłem, że obydwoje byli wyszkoleni i 
zorganizowani. Idąc za tym sygnałem, odkryłem, że pracują z miejscowymi humanoidami. Uczyli 
przedmiotów związanych z zachowaniem prokreacyjnym i dobieraniem się w pary. Nauczali też 

background image

praktycznych umiejętności, głównie po to, by wzbudzić zainteresowanie lekcjami na temat prokreacji. 
Mieli dobre intencje jako nauczyciele, w tym sensie, że nie przejawiali żadnej złośliwości, ale ich celem 
było wychowywanie w innym porządku niż naturalny. 

Skoncentrowałem się na celu ich działalności i odkryłem, że chcieli wykreować nową, unikalną 

rasę. Nie mogli po prostu złożyć w banku swoich własnych genów. Planowali raczej przyspieszenie 
procesów naturalnych bez wymuszania nadmiernej kontroli nad ewolucją; jednym pociągnięciem 
chcieli uzyskać wynik wielu naturalnych mutacji i selekcji. 

Problem polegał na tym, że program wymknął się spod kontroli. Przedsięwzięcie od początku 

zostało źle zaplanowane. Był to wysiłek o niewielkim nakładzie i bardzo małym lub żadnym nadzorze. 
Pokładano zbyt dużo zaufania w jednostkowej lojalności i zdrowym rozsądku. Ludzie zostali ulokowani 
na prowincji i stracili intelektualną orientację. 

Kiedy skupiłem się na celu programu, odniosłem wyraźne wrażenie, że istoty te bawiły się w Boga. 

Chciały w pośpiechu zmienić rzeczy według własnych upodobań. Ale głęboko w ich umysłach czaił się 
również strach. 

Bały się, że Bóg, pozostawiony sam sobie, może stworzyć istoty od nich większe. W projekcie ich 

przedsięwzięcia tkwiła pewna pompatyczność. Napięcie, które potem eksplodowało miało swoją 
przyczynę w rysie na pierwotnym planie. Motywacja, leżąca u podstaw przyspieszenia ewolucji była 
błędna. Spowodowało to kryzys w zbiorowej świadomości owych istot, tak że pewna ich część wpadła 
w prawdziwy nałóg produkowania rozwiniętych istot czujących. Istoty te uległy chorobie i zepsuciu, 
mijając się z pierwotnym celem ewolucji. W jakimś sensie chore jednostki chciały przekonać tak 
siebie, jak i innych o swojej wartości przez forsowanie ewolucji innych ras w podobnym kierunku. 
Uważały siebie za końcowy produkt ewolucji. 

Adam i Ewa byli po stronie mniejszości, która pozostała lojalna wobec odległej władzy. Bunt był 

krótkotrwały. 

Komentarz 

Adam i Ewa byli menadżerami przedsięwzięcia w programie genetycznej korekty ludzi na Ziemi. 

Nie byli nagimi, biegającymi po lesie prostaczkami. Mity, które ich otaczają zrodziły się z przeczuć 
jasnowidzów, którzy posiadali naturalne zdolności widzenia na odległość, lecz nie potrafili zrozumieć 
“działalności pierwszej pary". Świat poznał ich jako założycieli ludzkiej rasy. Myślę, że w pewnym 
sensie odpowiada to prawdzie, bowiem ostatecznie byli oni zaangażowani w przedsięwzięcie 
przebudowy ludzkiego zasobu genetycznego. 

Adam i Ewa nadal żyją, zarówno w subprzestrzeni jak i fizycznie. Prawdopodobnie nie ingerują w 

działalność Szarych z powodu zasad Federacji. Przejawiają jednak głębokie zainteresowanie 
wynikiem naszej obecnej drogi genetycznej. Oczywiście ich ciała nie wyglądają tak samo jak kiedyś. 
Ciekawe jednak, że nie odnotowałem znaczącego postępu ewolucyjnego ich fizycznych form. 

Wyraźnie czułem, że coś z nimi jest nie tak, chociaż nie jestem pewien, czy by się ze mną zgodzili. 

W każdym razie jedno jest pewne. Genetyczna manipulacja gatunkiem ludzkim nie stanowi novum. 
Trwa od bardzo dawna. Co więcej, być może jest jednym z najważniejszych powodów zjawiska, 
określanego przez biologów mianem ewolucji przerywanej, w której tor ewolucji dość niespodziewanie 
obiera nowy kierunek. Należy przeprowadzić znacznie więcej badań (wykorzystując zarówno 
teleobserwację, jak i tradycyjne metody naukowe) w celu potwierdzenia tej wstępnej hipotezy. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

ROZDZIAŁ 21:  

Guru Dev 

W trakcie naszych badań, obydwaj z moim monitorem zaczynaliśmy nabierać przekonania, że w 

przedsięwzięciu tym chodziło o coś więcej niż tylko o dochodzenie, kto lata w spodkach. Do lata 1994 
roku otrzymaliśmy metodą SRV potwierdzenie zjawiska porwań, i już dość dobrze poznaliśmy 
zasadnicze założenia programu genetycznego Szarych oraz problemy, wobec których stanęli 
Marsjanie. Po długich dyskusjach zgodziliśmy się dołączyć kolejne cele. Na naszej liście obok Jezusa 
znalazły się inne mądre osoby, mogące dopomóc nam w interpretacji danych. Rozdział ten jest 
wynikiem spotkania z jedną z takich postaci, w trakcie przeprowadzonej przeze mnie sesji solo w 
układzie Typu 1. 

Guru Dev był nauczycielem medytacji Maharashiego Mahesh Yogi. Podczas wielu miesięcy moich 

badań w zakresie SRV czułem wyraźnie, że muszę zadać Guru Devowi parę pytań. Inni 
teleobserwatorzy namierzyli grupę Marsjan, którą nazwali “duchowieństwem". Wydawało się, że 
Marsjanie ci praktykowali podróże poza ciało i posiadali zdolności telepatycznego porozumiewania się, 
a mój monitor uważał, że być może uprawiają oni Sidhis. Marsjańskie kapłaństwo znajdowało się na 
naszej długiej liście celów i wiedziałem, że wcześniej czy później dostanę ten cel do zbadania. Zanim 
to jednak nastąpi, chciałem zdobyć trochę informacji na ich temat. Jeżeli uprawiali Sidhis, musiałem o 
tym wiedzieć, i to szybko. Tak więc, pewnego ranka latem 1994 roku w Ann Arbor, w stanie Michigan, 
obrałem za cel Guru Deva. Jako że była to sesja solo, relacjonuję ją w formie narracji, omijając w ten 
sposób niemal cały żargon protokołów SRV. 

 

Data: 24 lipca 1994 

Miejsce: Ann Arbor, Michigan 

Dane: Typ 1 

Współrzędne celu: 3745/4021 

Dane wstępne wskazywały na energię, ląd i coś, co zostało wykonane przez człowieka. 

 
Najpierw zarejestrowałem kolory: niebieski, biały i brązowy. Powierzchnie były przestronne. I 

znowu, podobnie jak we wszystkich rodzajach sesji, niezależnie od typu danych, nie miałem pojęcia, 
jak dotrę do Guru Deva czy w jakim znajdę go otoczeniu. Protokoły SRV ustanowiono po to, by zmusić 
do podejmowania decyzji nieświadomość. Można powiedzieć, że mój świadomy umysł, biernie 
uczestniczył w tej przejażdżce. 

Panowała przyjemna temperatura. Zacząłem odczuwać słodki smak i słyszeć dźwięki muzyki 

hinduskiej, zwanej Gandarvą. W “powietrzu" subprzestrzeni unosił się delikatny zapach kadzidła. 
Zacząłem chichotać pod nosem: wyglądało na to, że Guru Dev przygotowuje scenę. 

W miarę jak posuwałem się z protokołami, znalazłem się w miejscu, które przypominało bardziej 

subprzestrzeń niż wymiar fizyczny. Topografia sprawiała wrażenie regularnie ukształtowanej, z 
pochyleniami i dziurami, niczym baseny odpływowe wzdłuż plaż Afryki Wschodniej. Ale nie było wody. 
Nad głową ujrzałem niebo. 

Nieco z boku mojego pola widzenia, patrzyła na mnie świetlana istota. Zobaczyłem, że jest to mój 

cel i przybliżyłem się. Czułem, że to naprawdę jest Guru Dev. Czekał na mnie. 

Zanim wdałem się z nim w rozmowę, rozejrzałem się dookoła. Uważnie obserwowałem otaczające 

mnie środowisko. Było dosyć kolorowe i złapałem się na tym, że to miejsce wydaje mi się dziwne. 
Ogólna atmosfera była bardzo przyjemna, ale nigdy przedtem nie wyobrażałem sobie miejsca, które 
byłoby tak fizyczne i subprzestrzenne zarazem. Z całą pewnością było to miejsce o specjalnym 
znaczeniu, chociaż do dzisiaj nie wiem, gdzie się znajdowało. 

Kiedy ponownie skierowałem swoją uwagę na Guru Deva, zauważyłem, że owinięty jest białym 

materiałem. Właściwie nie był to idealnie biały kolor. W rzeczywistości, szata mieniła się wieloma 
odcieniami świetlnych barw. Telepatycznie przekazałem mu, że mam parę pytań. Wydawał się o tym 
wiedzieć i dał mi do zrozumienia, że mogę zaczynać. 

Pozostając w granicach protokołów SRV, zapytałem Guru Deva, czy istnieje kapłaństwo Marsjan. 

Odpowiedź była jasna: tak, istnieje. Zapytałem następnie, czy ich kapłani uprawiają Sidhis. 
Najwyraźniej nie. Natychmiast zadałem pytanie, jaki kult uprawiają. Interesująca rzecz. Guru Dev 

background image

zasugerował, że powinienem dowiedzieć się tego od nich samych. Uważał, że powinienem 
doświadczyć tego bezpośrednio. 

Zapytałem potem Guru Deva, czy członkowie rady Federacji uprawiają Sidhis. Wyczułem, że w tym 

momencie spoważniał i poinformował mnie, że robią coś podobnego, ale niezupełnie jest to Sidhis. 
Praktykują coś, co odpowiada ich poziomowi i doświadczeniu. 

Kontynuując, zapytałem Guru Deva, czy medytacja Sidhis przydałaby się w kursie dyplomacji dla 

ludzkich przedstawicieli rady Federacji. Na to pytanie otrzymałem jednoznaczną odpowiedź. Guru Dev 
z naciskiem odparł: tak. Rzeczywiście, ćwiczenie Sidhis bardzo pomoże ludziom w ich kontaktach z 
członkami rady Federacji. Otrzymałem coś w rodzaju ostrzeżenia, że nie powinniśmy zawracać głowy 
Federacji, przysyłając do kwatery głównej byle kogo. To tak jakby Stany Zjednoczone wysłały 
niewyszkoloną osobę, aby została ambasadorem w Moskwie. Nikt nie brałby takiego człowieka serio, 
a Rosjanie zaczęliby się w końcu zastanawiać, czy Amerykanie są poważnym narodem. Do izb 
Federacji ludzie muszą wysłać reprezentantów, aktywnie zaangażowanych w swój własny 
przyspieszony rozwój świadomości. Dojrzali i szybko ewoluujący przedstawiciele ludzkości będą w 
stanie godnie przemówić w imieniu obywateli Ziemi. 

Zapytałem następnie Guru Deva, czy widzi on jakieś problemy związane z wykorzystywaniem SRV 

jako sposobu porozumiewania między reprezentantami a radą Federacji. Odparł, że ta metoda 
komunikacji nie jest optymalna i zmieni się, w miarę dojrzewania ludzkiego społeczeństwa. Na razie 
jednak to jedyny możliwy sposób. 

W tym momencie zabrakło mi pytań. Po prostu spojrzałem na niego i zapytałem, czy ma dalsze 

uwagi. On również spojrzał na mnie, a właściwie we mnie. Był spokojny, bardzo, bardzo spokojny. 
Podziękowałem mu i zakończyłem sesję. 

Komentarz 

Po tej sesji nabrałem pewności, że jestem w stanie opracować ogólny kurs dla dyplomatów, którzy 
będą reprezentować w Federacji ludzkie interesy. Ludzie nie są jeszcze pełnymi członkami Federacji, 
ale mając dobrze wyszkolonych dyplomatów moglibyśmy pokusić się wkrótce o utworzeniu oficjalnego 
przedstawicielstwa. Opracowany przez siebie kurs dyplomacji galaktycznej nakreśliłem w ogólnych 
zarysach w jednym z kolejnych rozdziałów. 
 
 
 

ROZDZIAŁ 22:  

BÓG 

Muszę coś wyznać moim Czytelnikom: ani ja, ani mój monitor nie potrafiliśmy ominąć tego tematu. 

Przez długi czas staraliśmy się trzymać z dala od zagadnień religijnych. Ale gdzie byśmy nie spojrzeli, 
pojawiała się idea ewolucji w kierunku pewnego centralnego punktu. Co więcej, motywy religijne 
nakładały się na to co, jak myśleliśmy, stanowiło tylko zagadnienie ET. 

Wcześniej, monitor mój nie miał odwagi, by za cel sesji SRV obrać Boga. W końcu jednak nabrał 

śmiałości i w ciemno dał mi zestaw liczb współrzędnych i monitorował sesję, której cel stanowił Bóg. 

Okazało się jednak, że pojęcie Boga jest tak złożone i szerokie, że bezpośrednie informacje na 

Jego temat nieświadomość może przekazać naszemu świadomemu rozumieniu jedynie za pomocą 
metafor i przykładów. Najwyraźniej Bóg nie jest starcem z długą białą brodą siedzącym na tronie w 
pałacu. Zachęcam Czytelników, aby wykazali cierpliwość zapoznając się z wynikami jakie 
otrzymaliśmy. Inni teleobserwatorzy będą pracować nad tym celem w niedalekiej przyszłości i nasza 
wiedza o Nim zapewne wzrośnie. Na razie jednak wszystko co mamy to sesja, którą prezentuję 
poniżej. 

 

Data: 27 lipca 1994 

Miejsce: Ann Arbor, Michigan 

Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość 

Współrzędne celu: 3590/6110 

Dane wstępne wskazywały, że początkowo cel związany był ze sztucznymi konstrukcjami i płynem.  

background image

 
 
C.B.:
 “Widzę kolory: brązowy, niebieski i biały. Jest błotniście, brudno i miękko. Ciepło. Czuję smak 

soli. Unosi się zapach spalenizny, gryzący, podobny do dymu. Słyszę jakąś maszynerię". 
Naszkicowałem konstrukcję koło zbiornika wody. 

MONITOR: “Przejdź do Fazy 4". (Przez pozostałą część sesji mówił bardzo niewiele.) 
C.B.: “W porządku. Dostrzegam Szarego – a właściwie wielu Szarych. Tutaj dzieje się coś 

niezwykłego. Ci Szarzy to chyba wcześni Szarzy. Ich oczy są nieco mniejsze, a skóra na twarzy 
trochę dziobowata. Mają genitalia. Pracują". 

“O rany. Właśnie uchwyciłem wrażenie emocjonalne. Oni są w rozpaczy. Panuje ogromny strach i 

poczucie desperacji. Odbieram od nich mieszaninę emocji. Są przekonani, że “świat się wali". Czuję 
wyraźnie, że ten moment swej historii uważają za koniec swojego świata. Nie ma wątpliwości, że 
nastąpiła tu katastrofa." 

“O Boże, żal mi tych istot. Zapisuję to jako własne wrażenie estetyczne i idę dalej." 
“O rany, tutaj panuje prawdziwe piekło. Następuje gwałtowny rozpad ekosystemu ich planety, a oni 

nie potrafią sobie z tym poradzić. Toczy się powszechna walka. Tak, toczą się jakieś wojny. Nie takie 
jak u ludzi, ale jednak wojny." 

“Trwa wojna biologiczna. Odbieram poczucie pustki." 
“Właśnie doznałem nagiego przemieszczenia w czasie. Do przodu. Nie wiem dlaczego. 

Kontynuuję." 

“Jestem teraz w opuszczonym świecie. Wydaje się, że w pobliżu było trochę wody, ale wyschła. 

Znajduję się na lądzie. Szarzy odeszli z powierzchni planety. Są tu podziemne mieszkania. Szarzy 
przenieśli się do podziemi. Walki ustały, a wojujące strony ogłosiły rozejm. Teraz w gorączkowym 
tempie chcą ulepszyć technikę. Ostatecznie pragną przenieść całą planetę." 

“O rany. Na swoim poziomie cywilizacyjnym oni są pozbawieni możliwości rozwoju. Badają swą 

zasadniczą naturę. To właśnie wtedy zaczęli modyfikować strukturę swoich genów." 

“Poznali nowe sposoby generowania energii, zarówno fizycznej jak i subprzestrzennej. Są również 

bliscy wynalezienia subprzestrzennego transportu. Szukają jakiejś ucieczki z tej sytuacji i świata, w 
jakim się znajdują." 

“Szarzy żyją teraz pod ziemią i odczuwają ogromną chęć ujrzenia światła. Tu na dole nie ma 

żadnego naturalnego źródła światła, więc naukowcy badają 'światło wewnętrzne'. Odkrywają nowy 
wszechświat w subprzestrzeni, czysty i pierwotny, gdzie, jak się wydaje, cywilizacje są lepsze i 
bardziej zrównoważone niż ich własna. Są przekonani, że poprzez ucieczkę do tego innego wymiaru, 
uda im się pozbyć swych fizycznych bolączek. Że nie dotkną ich wcześniejsze kłopoty. Popełnili błąd, 
sądząc, iż ich podstawowy problem leży w ich fizycznym istnieniu i inne wymiary uwolnią ich od 
wszelkich trosk. Odnoszę wrażenie, że oni chcą uciec do subprzestrzennego nieba." 

“W porządku. Coś nowego. Obserwuje mnie teraz ten sam stary, mądry Szary, który pojawiał się w 

wielu moich sesjach. Ale nie uczestniczy czynnie w sesji. Po prostu patrzy." 

“Skupiani się teraz na planie ucieczki. OK. Początkowo panuje euforia. Widać tu wielki postęp 

duchowy. Ale oni zabrnęli w ślepą uliczkę. Przypominają kulturystę, który ćwiczy mięśnie tylko jednej 
nogi czy ręki, podczas gdy druga jest w atrofii." 

“Istoty te są teraz nieszczęśliwe. Widzą u innych rozwiniętych istot szczęście i spełnienie, którego 

im brakuje. Uważają, że nie ma dla nich innego wyboru jak ruszyć w długą i niebezpieczną (z ich 
punktu widzenia) podróż do własnej przeszłości. Ale zobowiązują się nie wracać do swego 
poprzedniego stanu. Boją się przeszłości . Nie dadzą się już złapać w ewolucyjną pułapkę." 

“Mam wrażenie, że genetyczne przedsięwzięcie tych istot stanowi nowy rodzaj bardzo długiego 

exodusu. Przypominają mi się Izraelici na pustyni podczas długoletniej ucieczki z Egiptu." 

“Skupiam się teraz na pojęciu rasy/przeznaczenia." Jednosekundowa przerwa. “Właśnie 

przeniosłem się w czasie do przodu. O rany! Co to jest?" 

“Poczekaj. Jakie piękne istoty! Nie do wiary! Całe to miejsce przepełnia mnie mnóstwem wrażeń 

estetycznych. To niesamowite! Ci Szarzy z przyszłości wyglądają prawie tak jak ludzie, a jednocześnie 
są inni od wszystkich ludzi, jakich kiedykolwiek spotkałem." 

background image

“Oni mają zdolności telepatyczne. Ale to nie wszystko. Nauczyli się kochać. To podstawowe 

uczucie, na jakie kładli nacisk w swoim genetycznym przedsięwzięciu. Istoty te wypełnia 
przytłaczająca miłość. Tę ich potrzebę spełnia teraz elektrochemiczna maszyneria." 

“Odbieram AOL Jezusa. Nie w takim sensie, że Jezus jest tu obecny, ale tak jakby cała planeta 

była pełna Jezusów. Główna różnica polega na tym, że kiedy dokonywałem teleobserwacji Jezusa, 
miał on poczucie panowania czy władzy, podczas gdy ci Szarzy po prostu emanują miłością, bez tego 
dodatkowego elementu." 

“Widzę tu mężczyzn i kobiety. Nie są pozbawieni płciowości. Są bardzo zdrowi, a kobiety rodzą 

same (to znaczy nie ma narodzin w zbiornikach). Ludzie ci stoją na wysokim szczeblu rozwoju 
ewolucyjnego i są duchowo zjednoczeni." 

MONITOR: “W porządku, Courtney, możesz teraz zakończyć sesję. Tak na marginesie, to jedna z 

najpiękniejszych sesji, jakie słyszałem w twoim wydaniu. Przeprowadzona z niesamowitą werwą. Co o 
tym myślisz?" 

C.B.: “Prawdę mówiąc było bardzo ciekawie. Ale nie mam pojęcia, co mogło być celem. Nie 

wyglądało to na żaden cel z naszej pierwotnej listy. Co to było?" 

MONITOR: “Oczyszczalnia ścieków w Fort Meade, w Maryland". 
C.B.: “Dobra, dobra. Co to było?" 
MONITOR: “Bóg". 
C.B.: “Co?" 
MONITOR: “Bóg. Taki był cel". 

Komentarz 

Moim zdaniem, Bóg może mieć wiele postaci, które, na swój sposób, możemy tylko częściowo 

poznać w danym czasie. Nasza zdolność rozumienia każdej postaci Boga zależy od poziomu ewolucji 
w kierunku tego, co niektórzy nazywają “świadomością Boga". 

Wydaje się, że Bóg jest istotą czującą i że dosłownie istnieje w każdej formie ewoluującego życia i 

w każdym innym miejscu. Tak jakby czerpał On radość z tworzenia materii i życia z własnej substancji, 
a potem przeżywania tego życia poprzez doświadczenia różnych gatunków. Sesja ta pozostawia 
otwartą kwestię, w jaki sposób Bóg stworzył sam siebie w pierwszej chwili kreacji. 

Jedną z charakterystycznych cech Boga wydaje się być objawiająca się na różne sposoby 

inteligencja. Inteligencja może być świadoma, w sensie myślenia, ale też, z naszego punktu widzenia 
jako obserwatorów, automatyczna, co przejawia się w automatycznej naturze naszego systemu 
odpornościowego czy w kosmicznym tańcu gwiazd. 

Inteligencja ta wyłania się w formie fragmentarycznej w postaci żywych i myślących istot. Kiedy już 

się to stanie, żywe stworzenia, po osiągnięciu pewnego progu samoświadomości, zaczynają 
odczuwać pragnienie połączenia się ze swoim źródłem. Dziwną rzeczą jest to, że owe żywe istoty 
początkowo wydają się być zupełnie nieświadome, że dosłownie powstały z substancji źródła. Tak 
więc mniej rozwinięte stworzenia wydają się nie rozumieć, że bać się Boga znaczy tyle samo, co bać 
się samego siebie. Jednak ewolucję istot czujących ostatecznie określa się w kategoriach ich 
zdolności do odkrywania związku między pierwotnym źródłem Boga a własną jaźnią. Kiedy to 
następuje, motywem przewodnim staje się miłość. Można kochać samego siebie i wszystkich 
pozostałych, ponieważ wszystko inne utkane jest z tego samego materiału. W jakiś sposób, miłość 
jest motywem Boga, klejem, który spaja wszechświat. Ale tylko wysoko rozwinięte istoty zdają sobie 
sprawę z pełnego zasięgu rzeczywistości. 

Nie twierdzę, że wiem, dlaczego miłość jest spoiwem wszechświata. O miłości jesteśmy skłonni 

myśleć jak o uczuciu bzdurnym. Z moich sesji SRV, dotyczących wysoko rozwiniętych istot, wynika, że 
ludzkie pojęcie miłości jest bardzo prymitywne, ale naprawdę nie znam żadnego innego słowa, które 
mogłoby oddać to, co odczuwam. Cokolwiek oznacza miłość dla tych rozwiniętych istot, nie jest ona 
bzdurna. Idzie w parze z jasnym myśleniem i efektywnymi czynami. Można im tylko pozazdrościć 
wspaniałego życia. 

Ponieważ miłość jest przyjemna, uważam, że mamy dużo szczęścia. Z moim ograniczonym 

rozumieniem egzystencji, nie widzę  żadnego logicznego powodu, dla którego Bóg nie miałby 
odczuwać innych emocji – nawet nienawiści – jako uniwersalnej stałej, poza tym, że mogłoby się to 

background image

skończyć samozagładą istnienia. Jestem pewien, że istnieje ważny powód dominacji miłości. Po 
prostu go nie znam. Ale mam pewną wskazówkę. 

Wydaje się, że Bóg doświadcza istnienia poprzez swoją kreację. Ponieważ wszystko powstaje z 

substancji Boga, nasze uczucia i doświadczenia są jego udziałem. W jakimś prymitywnym sensie, 
jesteśmy niczym komórki w nieskończenie wielkim ciele, a owo nieskończenie wielkie ciało 
doświadcza wszystkich aspektów istnienia każdej komórki. Miłość jest przewodnim motywem 
wszechświata, ponieważ dla Boga jest naturalną rzeczą kochać samego siebie (cokolwiek to znaczy), 
nie na zły, lecz zdrowy, konstruktywny i ekspansywny sposób. 

Proszę zauważyć, że w trakcie mojej sesji Szarzy okazali się wysoko rozwiniętymi istotami, 

przepełnionymi uczuciem miłości, co było dla mnie nieco przytłaczające. Ale zwróćcie, proszę, uwagę, 
że Szarzy nie rozpłynęli się na powrót w swoim źródle ani nie przestali istnieć, kiedy zdali sobie 
sprawę, iż stanowią część większej istoty. Stali się raczej podobni Bogu w jego najskrytszej naturze i 
nadal przejawiali się we wszechświecie jako oddzielne jego fragmenty. 

Wnioskuję z tego, że Bóg nie nosi się z zamiarem zniszczenia różnorodności, naturalnej przy jego 

rozległej jaźni. Wydaje się raczej, że plan Boga zakłada dalszą ekspansję wszechświata, pełnego 
małych oczyszczonych cząstek Boga. 

Co więcej, proces ewolucyjny może nie mieć końca. Dlaczego miałby się skończyć? Jeżeli 

wszystko stanowi cząstkową manifestację Boga, czemu Bóg miałby chcieć przerwać ekspansję 
własnego istnienia? Czyż nie ma większego sensu stwierdzenie, że będzie On chciał wzrastać w swej 
różnorodności przez całą wieczność? 

Są to jedynie spekulacje. Ale opierając się na wszystkich swoich obserwacjach SRV, nie 

dostrzegam we wszechświecie niczego, co miałoby wskazywać, iż Bóg planuje zakończyć swą 
działalność. Ostatecznie najbardziej rozwinięte istoty wiedziałyby coś na ten temat. Doprowadziłoby to 
do ogólnej frustracji i prób przeciwstawienia się planowi Boga. Byłoby to jak rak, prowadzący do 
ogólnych tendencji samobójczych. 

Nigdzie jednak nie widzę oznak takiego zjawiska. Gdziekolwiek nie spojrzę, widzę istoty usiłujące 

się doskonalić, znaleźć znaczenie istnienia. I zawsze napotykam rozwinięte istoty, których życie 
opromienia intuicyjne poczucie miłości, a nie panika, będąca nieuniknioną konsekwencją strachu 
przed śmiercią. 

Myślę, że Bóg ma zamiar zatrzymać nas na zawsze. Wniosek ten opieram na swych 

obserwacjach. Dostrzegam, że my sami stanowimy przejaw Boga w bardzo realnym sensie. Być może 
obecnie jesteśmy prymitywni w porównaniu z niektórymi bardziej rozwiniętymi istotami we 
wszechświecie, ale znajdujemy się na ścieżce prowadzącej w górę, a nasza walka na śmierć i życie w 
fizycznej egzystencji wytwarza w nas silne pragnienie zrozumienia istoty swej natury, kierując tym 
samym naszą uwagę w kierunku źródła, a ostatecznie w kierunku naszych jaźni w kosmicznym 
lustrze. 
Szczerze mówiąc, nie dowiedziałem się dużo więcej na temat Boga. Podejrzewam, że z radością 
będę podejmował próby zgłębienia tego problemu w najbliższej przyszłości. Żywię szczerą nadzieję, 
że tajemnice Boga są nieskończone, bo gdybym czuł, że wiem wszystko o Bogu, a zatem i o sobie, 
jaki sens miałoby dalsze życie? Teraz jednak przypominam sobie, że naprawdę nie mam pojęcia, jakie 
niespodzianki przyniesie dzień jutrzejszy. 
 
 

ROZDZIAŁ 23:  

Kapłaństwo Marsjan 

Dawno temu, kiedy wojskowi teleobserwatorzy zaczęli śledzić tor statków marsjańskich 

przylatujących z Czerwonej Planety na Ziemię, zauważyli grupę Marsjan, która odgrywała wyjątkową 
rolę w marsjańskim społeczeństwie. Wyglądali na lekarzy albo szamanów. Cieszyli się ogromnym 
szacunkiem i, co mogło wydać się dość złowrogie, zdawali się posiadać zdolność odrywania swej 
subprzestrzennej postaci od ciała fizycznego, pozwalającą im uczestniczyć w zebraniach podobnych 
im istot. Prawdę mówiąc, wystraszyło to armię amerykańską. 

background image

W końcu zbadałem te tajemnicze istoty, które w kręgach teleobserwatorów uzyskały przydomek 

marsjańskich kapłanów. (Guru Dev powiedział mi, że nie uprawiają oni Sidhis, ale poza tym nie 
wiedziałem nic na ich temat.) Sesja ta była monitorowana w normalnych warunkach Typu 4. 

 

Data: 27 lipca 1994 

Miejsce: Ann Arbor, Michigan 

Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość 

Współrzędne celu: 8711/3454 

Dane wstępne sugerowały, że cel znajduje się na suchym lądzie i w sztucznych budowlach.  

 
C.B.:
 “Widzę czerwienie i brązy. Teren wydaje się piaszczysty i kamienisty. Jest zimno, zimno, 

zimno. Wygląda to na Marsa. Pozwól, że zapiszę to jako AOL". 

“Jestem w szkicu Fazy 3. Widzę jakieś niskie pagórki, niewielkie obniżenie terenu z przodu i z 

mojej prawej strony oraz jakiś kanał przebiegający ukośnie przez środek. Może koryto rzeki lub coś w 
tym stylu. Czy mam sprawdzić wodę?" 

MONITOR: “Po prostu przejdź do Fazy 4". 
C.B.: “W porządku. Jestem teraz w matrycy. Widzę dużo skał, czerwonych skał. To zasadniczo 

płaski obszar, to znaczy nie ma stromych gór. Nie ma tu powietrza. Na ogołoconej powierzchni brak 
oznak jakiegokolwiek życia. To bardzo surowe środowisko. Właściwie czuję teraz trochę powietrza. 
Jest bardzo rzadkie i suche". 

“Muszę dodać, że miejsce to jest surowe i bardzo piękne, ale raczej dla wycieczkowicza." 
“Dostrzegam teraz jakieś istoty. To nie są Szarzy. Prędzej Marsjanie. Zapisuję to jako AOL linii 

sygnału. Widzę kobiety i mężczyzn. Są bardzo chudzi, drobni i mają trochę wiotkich włosów. Spróbuję 
teraz ustalić ich miejsce. Poczekaj." 

“Są w pomieszczeniach. Znajduję się teraz w jednym z nich. Miejsce to nie jest zbyt nowoczesne. 

Widać tu rzeczy niezbędne do przetrwania. Te mieszkania znajdują się pod ziemią. Co mam robić?" 

MONITOR: “Skup się na władzy". 
C.B.: “W porządku. Te istoty mają prymitywną strukturę organizacyjną. Nie uczestniczą na szeroką 

skalę w polityce. Panuje tu chyba hierarchia klanowa. Starsi cieszą się szacunkiem i sprawują władzę. 
Warunki przetrwania nie pozwalają na tworzenie mechanizmów demokracji. To hierarchiczna, 
apodyktyczna struktura. Szczebel sprawowanej władzy uzależniony jest od zdobytego doświadczenia 
oraz głosowania wśród starszej elity". 

MONITOR: “Spróbuj dowiedzieć się czegoś na temat ich religii". 
C.B.: “Odbywają się tu praktyki religijne. Cementują one społeczeństwo, zważywszy na trudne 

warunki fizycznej egzystencji. Dzieci potrzebują religii, podobnie matki. Jednak starszyzna nie jest do 
niej przekonana. Ale wypowiadają frazesy, żeby wspierać innych, a także w nadziej, że pomoże to 
podtrzymać tradycje. Tak więc religia w jakimś stopniu pomaga każdemu, tyle że na różnym 
poziomie". 

“Skupiam się teraz na kwestii przywództwa religijnego, gdyż czuję sygnał z tego kierunku. Oni 

przypominają księży lub zakonników. Stoją na szczycie społecznego słupa totemicznego. Czuję, że 
używają symboli i magii. Mają prymitywne, lecz prawdziwe rozumienie, że istnieje coś więcej niż sfera 
fizyczna. Odnoszę wrażenie, że pod pewnymi względami przypominają irańskich mułłów, zwłaszcza 
jeżeli chodzi o organizację wewnętrzną. Mają wpływ zarówno na rząd, jak i na społeczeństwo. 

Ale wydają się być bardziej szamanami aniżeli rozwiniętymi duchowo istotami." 
“Podążam za kwestią ich magii. Poczekaj. Są tu przedmioty, jak totemy czy fetysze. Tak, 

wyglądają jak totemy z Afryki Zachodniej. Praktykują również wychodzenie z ciała, co wydaje się 
wzmacniać ich wierzenia religijne. Wygląda na to, że jeden z takich księży właśnie zorientował się, że 
go obserwuję." 

MONITOR: “Zlokalizuj przywództwo religijne". 
C.B.: “Oni są wszędzie, lecz pozostają w ukryciu. Spełniają również rolę aparatu bezpieczeństwa. 

Przy użyciu własnego wywiadu szpiegują innych, by utrzymać kontrolę nad masami". 

background image

“To ciekawe. Pozwól, że sprawdzę granice kontroli tego przywództwa. Czekaj... Istnieją dwie 

warstwy społeczne. Przywódcy religijni sprawują kontrolę nad niższą z nich. Biurokratyczno-
techniczna hierarchia toleruje ich, gdyż nie ma obecnie żadnej innej zastępczej struktury wiary dla 
mas." 

“Jeżeli chodzi o ich miejsce pobytu, są również na Ziemi. Poczekaj... to interesujące. W czasie 

przeprowadzki z Marsa na Ziemię wywiązuje się walka. Na Ziemi Marsjanie mogą całkowicie opuścić 
swoich przywódców religijnych." 

“To autentyczna walka o utrzymanie marsjańskich tradycji. Oni obawiają się zniszczenia tradycji, 

która powoduje, że są tym, kim są, to znaczy Marsjanami." 

MONITOR: “Dowiedz się, co dla przeciętnego kapłana oznacza wyjście poza ciało". 
C.B.: “Dobra, daj mi chwilę... Podobnie jak ludzie, mają trudności z działaniem między dwoma 

poziomami, fizycznym i subprzestrzennym. Subprzestrzeń używana jest do porozumiewania się, 
chociaż kapłani porozumiewają się też fizycznie. Stan wyjścia poza ciało służy wzmacnianiu jedności 
stanu kapłańskiego oraz utrzymywaniu pospólstwa w bojaźni. Pomaga również wzmocnić poczucie 
odrębności w odniesieniu do tradycji ludzkich. Zdaje się nauczają, że stan ten jest specyficzną 
zdolnością ich gatunku. Wiedzą, że to nieprawda, ale pozwala im to kontrolować masy". 

MONITOR: “A co z symbolami przywództwa?" 
C.B.: “Widzę je teraz. Zrobię rysunek... Zabawne, to chyba ten sam symbol, co na mundurach 

Szarych, którzy dawno temu przyszli na ratunek Marsjanom. Ciekawe, skąd to mają?" 

MONITOR: “Skup się na spotkaniach ludzi i Marsjan". 
C.B.: “Kapłaństwo Marsjan jest raczej prymitywne. Chyba nie lubią nas – ludzi. Chcą odizolować 

swoją ludność na Ziemi. Hmm. Wygląda na to, że są zdenerwowani przebiegiem wydarzeń, nad 
którymi tracą kontrolę". 

“W porządku, mam coś. Spotkanie nastąpi wkrótce. Będzie to spotkanie z biurokratyczno-

techniczną hierarchią, a nie z duchowieństwem. Odnoszę wyraźne wrażenie, że ta hierarchia nie 
chce, abyśmy mieli do czynienia z kapłanami, gdyż nie sprzyjałoby to dobrym stosunkom między 
ludźmi a Marsjanami. Dla ludzi kontakt z duchowieństwem marsjańskim oznaczałby tyle, co spotkanie 
Marsjan z papieżem, zamiast z ONZ." 

MONITOR: “W porządku, Courtney, dobra robota. Zakończ sesję". 
C.B.: “A celem było...?" 
MONITOR: “Marsjańskie duchowieństwo". 

Komentarz 

Sesja ta dostarczyła odpowiedzi na szereg pytań, które od jakiegoś czasu nurtowały 

teleobserwatorów. Po pierwsze, duchowieństwo nie stanowi oficjalnego aparatu władzy w 
społeczeństwie Marsjan. Nie wiem, w jakim stopniu konkurencyjne w stosunku do siebie 
duchowieństwo i świecka biurokracja podzieliły społeczeństwo. Intuicyjnie czuję, że wpływy wśród 
mas przechylają się bardziej w kierunku przywódców świeckich, ale ci ostatni nadal nie mogą 
ignorować duchowieństwa. 
W tym punkcie moich badań, dysponuję jedynie tym szkicem podwójnej władzy w społeczeństwie 
Marsjan. Jednak wydaje się oczywiste, że istnieją dwa odrębne poziomy mas oraz że dominująca 
strefa wpływów duchowieństwa sięga warstwy niższej. Pozostaje dla mnie niejasne, co określa 
obydwie warstwy. Nie wygląda na to, by kryterium stanowiło bogactwo. Jest to jakiś inny czynnik. 
Mógłbym w tym miejscu spekulować, że o przynależności do danej warstwy decyduje wykształcenie, 
ale mogę się mylić, jako że nie ma powodu, by Marsjanie odmawiali równego prawa do wykształcenia 
wszystkim członkom swojego społeczeństwa, zważywszy na konieczność przygotowania wszystkich 
do ostatecznej (przynajmniej teoretycznie) migracji na Ziemię. 
 
 
 
 
 
 
 

background image

ROZDZIAŁ 24: 

 Incydent w Roswell 

Doniesienia w środkach masowego przekazu sugerowały, jakoby w okolicach Roswell, w Nowym 

Meksyku, doszło w 1947 roku do katastrofy latającego spodka, którego pasażerowie – kosmici zostali 
wzięci do niewoli przez armię amerykańską. Niektórzy twierdzili, że co najmniej jeden przybysz, zanim 
zmarł z niewyjaśnionych przyczyn, przez długi czas przetrzymywany był jako więzień w bazie 
wojskowej, oraz że przynajmniej jeden statek przewieziono do laboratoriów wojskowych w celu 
dokonania jego badań. 

Będąc w wojsku, mój monitor próbował kiedyś dowiedzieć się z wojskowych źródeł, czy Incydent w 

Roswell rzeczywiście miał miejsce. Największy problem polegał na tym, że nie można było znaleźć 
ciał kosmitów ani ich statku. Jednak bardzo wielu ludzi na terenie Nowego Meksyku, a także niektórzy 
wojskowi wydawali się całkiem szczerzy, przywołując na pamięć ów incydent. To go zaintrygowało. 

W końcu, wojskowym teleobserwatorom przydzielono zadanie zbadania Incydentu w Roswell. 

Początkowo nie wszystko szło dobrze. Kiedy teleobserwatorzy badali wydarzenie, zobaczyli nie statki, 
lecz świetlne kule, krążące nisko po niebie. Dało się jednak odczuć obecność istot pozaziemskich, co 
sugerowało, że w jakiś sposób były one w incydent zamieszane. 

Po przełomie, jaki nastąpił w przypadku porwań, postanowiliśmy z moim monitorem dodać do 

naszej długiej listy celów Incydent w Roswell. Logika podpowiadała, że skoro istoty pozaziemskie 
zmieniły zdanie, pozwalając nam zobaczyć, co działo się podczas porwań, zapewne zmieniły też 
zdanie co do innych rzeczy. 

 

Data: 28 lipca 1994 

Miejsce: Ann Arbor, Michigan 

Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość 

Współrzędne celu: 7633/4128 

Dane wstępne wskazywały, że cel związany jest z płaskim, suchym lądem i sztucznymi budowlami.  

 
C.B.:
 “Widzę głównie odcienie brązu. Powierzchnie są piaszczyste, zalesione. Wieje wiatr. Ciepło. 

Gdziekolwiek się znajduję, to miejsce jest piękne. Naszkicuję je teraz w Fazie 3". Mój monitor każe mi 
się przemieścić na pozycję pięciuset stóp nad celem. 

“W porządku, to miejsce jest piaszczyste i skaliste, całkiem suche, ciepłe i gorące. Narysuję 

jeszcze jeden rysunek w Fazie 3." 

Szkicuję rysunek konstrukcji w powietrzu oraz innej konstrukcji na ziemi. Szkicuję też niektóre 

ważniejsze cechy topograficzne. Monitor każe mi wykonać operację przemieszczenia, przenoszącą 
mnie do konstrukcji, która znajduje się w powietrzu. 

“Dominują kolory czarny i zielony oraz lśniące i czyste, wypolerowane, gładkie powierzchnie. 

Słyszę glosy. Toczy się rozmowa, ale nie wiem, o czym. Miejsce wydaje się bardzo ruchliwe. Bardzo 
gęsto zorganizowane na małej powierzchni, ciasno upakowane." 

Rysuję kolejny szkic wnętrza konstrukcji, potem monitor sugeruje, żebym przeszedł do Fazy 4 

protokołów SRV. “Hmm. Są tu jakieś pokoje. Z całą pewnością zamieszkują je istoty. Pracują i to 
gorączkowo, nie panikują, ale są tego bliscy. Odbieram silne AOL, że to Incydent w Roswell." 

MONITOR: “Trzymaj się struktury. Daj to na matrycę jako AOL i idź dalej". 
C.B.: “Widzę tu cztery istoty. Są naprawdę przerażone. Coś się stało. Zepsuły się maszyny. To 

Szarzy i mam nieodparte wrażenie, że chodzi o Incydent w Roswell". 

W tym momencie wydaje się, że moja nieświadomość nie pozwoli na dalszy przebieg sesji, o ile 

nie dostanie potwierdzenia, że celem jest rzeczywiście Incydent w Roswell. Ponieważ doświadczam 
już bilokacji, nie ma żadnej innej możliwości, jak potwierdzić rzecz oczywistą. 

MONITOR: “Tak, to Incydent w Roswell. Trzymaj się struktury. Przejdź szybko przez Fazę 4. 

Wrzuć szkic do matrycy wnętrza statku". 

C.B.: “W porządku". W słuchawkach na chwilę zalega cisza, podczas gdy ja szkicuję tak szybko, 

jak tylko potrafię. 

background image

“Spodek zachowuje się nieprawidłowo. Tracą kontrolę. Odczuwają strach. Wiedzą, że nie można 

ich uratować." 

MONITOR: “Wrzuć to do matrycy i przejdź do Fazy 6. W swoich notatkach z Fazy 6 narysuj na 

środku strony małe kółko o średnicy jednego cala. Zaznacz je jako punkt wyjścia misji. Następnie 
narysuj strzałkę w kierunku punktu przeznaczenia. Zbadaj to, a potem wrzuć to, co masz do matrycy". 

C.B.: “W porządku. Badam punkt wyjścia. To skaliste miejsce, kratery. Znowu mam silny sygnał 

potwierdzający AOL. To jest Księżyc. Jestem tam teraz i spoglądam w górę. Ziemia znajduje się na 
niebie. W porządku. Podążam teraz torem do punktu przeznaczenia. Wiem tylko, że była to misja na 
Ziemi". 

MONITOR: “Skup się na celu misji". 
C.B.: “Poczekaj. To dziwne. Wydaje się, jakby misją miała być katastrofa. Przeznaczeniem była 

Ziemia, a cel stanowiło rozbicie się statku i skłonienie ludzi do podjęcia badań nad istotami 
pozaziemskimi. Nie mogę wprost w to uwierzyć". 

MONITOR: “Nie analizuj. Wrzuć to do kolumny wrażeń estetycznych: 'Wprost trudno uwierzyć.' Idź 

dalej". 

C.B.: “Ideą misji było pokazać, że ET są po pierwsze: istotami fizycznymi, po drugie: podatne na 

zranienie, po trzecie: naprawdę nie różnią się od ludzi i po czwarte: mogą popełniać błędy. Znali 
przyszłość, a więc wiedzieli, że się rozbiją. Ale wiedza na temat przyszłości niekoniecznie zmienia 
bieg niepomyślnych wydarzeń. Maszyna zepsuła się naprawdę, a ET naprawdę panikowali, rozbili się i 
fizycznie umarli". 

MONITOR: “Przenieś się w czasie do przodu i zapisz, co widzisz". 
C.B.: “Teraz mam ludzi na ziemi. To wojskowi. Sprawiają wrażenie bliskich paniki. Jeden z nich 

dosłownie biega dookoła i zbiera każdy kawałek rozbitego statku. Wkładają te rzeczy do pudeł i toreb". 

“Panuje przekonanie, że jest to sprawa najwyższej wagi. Ludzie na stanowiskach robią wszystko, 

żeby utrzymać wydarzenie w sekrecie. Mam wrażenie, że opracowują plany zatuszowania całej 
sprawy. Sięga to najwyższych kręgów wojskowych. Wydaje mi się, że ustnie poinformowano też 
prezydenta." 

MONITOR: “W notatkach z Fazy 6 narysuj linię czasu z trzema punktami: A, B i C. Punkt A 

zaznacz tam, gdzie ET panikowali, punkt B to moment katastrofy, a punkt C nanieś w miejscu, kiedy 
na ziemi nie było już żadnych szczątków. Potem wykonasz operację przemieszczenia". Przenoszę się 
do punktu C na wykresie czasu, tysiąc stóp nad celem. 

C.B.: “Czuję palące się ciało. Słyszę silniki. Nad ziemią' błądzą pojazdy. Wojskowe pojazdy. 

Odkryłem również w powietrzu pojedynczy statek ET. Zapisuję to na szkicu Fazy 3". 

“Przenoszę się do statku. Wydaje się, że jego załoga nie potrafi bądź nie chce interweniować. 

Statek porusza się bez zakłóceń. Jego pasażerowie wpadli w panikę z powodu tego, co dzieje się na 
dole. Odnoszę wrażenie, że obserwują jak 'barbarzyńcy' zabierają ich kolegów." 

Komentarz 

Przez pozostałą część sesji monitor kazał mi badać koncepcję zakładającą, że ET być może 

manipulowali czasem wydarzenia. Po sesji wyjaśnił mi, że wojskowi nie mieli żadnych fizycznych 
dowodów katastrofy. Zasugerował jakoby ET znając przyszłość pozwolili, by wypadek obył się bez 
interwencji. Ale potem, kiedy to się stało, wrócili w czasie, by zapobiec katastrofie i wyeliminować 
wydarzenie. 

Ostro protestowałem przeciwko tej hipotezie, gdyż przeprowadziłem teleobserwację wydarzenia i 

widziałem to, co widziałem. Jednak nauczyciel mój nadal twierdził, że mogły istnieć dwa wymiary 
czasu, jeden, w którym wydarzenie miało miejsce i dzięki temu mogłem je zobaczyć, oraz drugi, w 
którym wydarzenie nie nastąpiło i w związku z tym nie było żadnych dowodów rzeczowych. 

Znowu zaprotestowałem, że nie mogło tak być, bo przecież ludzie wciąż żywo pamiętają incydent, 

tak jakby wydarzył się w ich własnym życiu. Na to mój monitor odparł, iż niefizyczne postaci tych ludzi 
mogły doświadczyć obydwu wymiarów czasowych, jeden po drugim, i w ten sposób zapamiętać 
wydarzenie. Byłoby to raczej zjawisko deja vu niż wyraźne wspomnienie. 

Nadal nie zgadzałem się z tą hipotezą, ale musiałem przyznać, że istoty pozaziemskie, ze swoją 

znajomością podróży w czasie, były w stanie tego dokonać. Pomyślałem, że jest bardziej 

background image

prawdopodobne, iż ET potajemnie odzyskali później resztki pozostałe po katastrofie, wraz z ciałami 
poległych kolegów. Jeżeli mogli potajemnie porywać ludzi w środku nocy, z całą pewnością mogli też 
odzyskać rozbity statek, gdziekolwiek nie byłby on przechowywany. 

Pozostało wiele pytań, ale ani ja, ani mój monitor nie planowaliśmy pracować nad tym problemem 

w celu włączenia go do książki. Chcieliśmy po prostu sprawdzić czy wydarzenie w ogóle miało 
miejsce. Miało. ET mogą popełniać błędy i się rozbić, a Incydent w Roswell był prawdziwy. 

Mój monitor poinformował mnie również, że ostatnio dwaj inni teleobserwatorzy dokładnie 

namierzyli Incydent w Roswell, potwierdzając uzyskany przeze mnie materiał. W jaki sposób 
“wymazano" wydarzenie i dlaczego nie ma po nim żadnego fizycznego śladu, pozostaje dla nas 
zagadką. Moglibyśmy iść tropem wydarzenia, ale szczerze mówiąc, wydaje się ono raczej mało 
istotne w porównaniu z innymi kwestiami, które próbujemy zbadać. Jestem pewien, że pewnego dnia 
historycy teleobserwacji odnotują wszystkie szczegóły wypadku w Roswell. Z biegiem czasu i wysiłku, 
teleobserwatorzy znajdą też odpowiedź na pytanie, czy ET manipulowali czasem w celu 
“zlikwidowania" wydarzenia, czy ukryli dowody katastrofy w jakiś mniej drastyczny sposób. 
Postscriptum do Incydentu w Roswell  

Na pierwszej stronie krajowego wydania New York Timesa z 18 września 1994 roku został opisany 

Incydent w Roswell. W artykule przytacza się źródła rządowe, które twierdzą, że teraz mogą ujawnić 
prawdę na temat tego tajemniczego wydarzenia. Utrzymują, iż pierwotna, oficjalna wersja wydarzenia, 
jakoby była to katastrofa balonu była oszustwem, ale prawdą jest, że kraksę spowodował inny rodzaj 
balonu, który wykorzystywano w tajnym planie obrony o nazwie Mogul. Dalej artykuł opisuje, jak to 
naukowcy zaangażowani w projekt, przez całe lata musieli milczeć na temat swej działalności, co 
spowodowało, iż zaczęły mnożyć się i rozkwitać historie o rzekomym latającym spodku. W końcu 
jednak nie można było dłużej ukrywać prawdy. 
Nie twierdzę, że projekt obrony Mogul nigdy nie istniał. Nie twierdzę też, że balon rządowy się nie 
rozbił. Istnieje jednak duża różnica pomiędzy nie wiem jak skomplikowanym balonem a obcym 
statkiem kosmicznym z żywymi czy martwymi istotami pozaziemskimi. Nie jest możliwe, aby ktoś 
pomylił przypominającego człowieka ET z fragmentem balonu.  
 
 

ROZDZIAŁ 25:  

Przyszłe Środowisko na Ziemi

 

 
Niemal w każdej poważnej dyskusji na temat istot pozaziemskich, pojawia się temat zniszczenia 

środowiska ziemskiego przez ludzi. Jest to główna cecha pochodzących od ET informacji w Porwaniu 
Johna Macka (1994). Jest to również jeden z powodów, dla których zdecydowałem się dokonać 
teleobserwacji. 

Kilka lat wstecz paru teleobserwatorów wzięło udział w prywatnie sponsorowanym przedsięwzięciu, 

które badało długofalowy wpływ na nasze życie powiększającej się dziury ozonowej. W trakcie 
przedsięwzięcia, teleobserwatorzy byli świadkami radykalnej przemiany życia na planecie oraz 
wydatnego zmniejszenia populacji ludzkiej. Donosili również o dużych kopułach, ulokowanych w 
środowiskach pustynnych, które chroniły pozostałych przy życiu przedstawicieli Homo sapiens. 
Szczegóły projektu nadal są utajnione, a jego fundatorzy nie udostępnili ich opinii publicznej. 
Wzmiankuję o tym, by Czytelnicy zrozumieli pobudki, jakie popychały nas do badania długofalowej 
przyszłości naszego środowiska; 

Jak zwykle w przypadku danych Typu 4, nie otrzymałem z góry żadnej wskazówki. Nie wiedziałem, 

że celem sesji jest przyszły ekosystem naszej planety. 

 

 
 
 
 
 
 

background image

Data: 28 lipca 1994 

Miejsce: Ann Arbor, Michigan 

Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość 

Współrzędne celu: 6121/6026 

Dane wstępne wskazywały, że cel związany jest z ruchem i sztucznymi budowlami.  

 
C.B.:
 “Widzę kolory czarny i biały. Powierzchnia przypomina chodnik. Wahania temperatur: od 

chłodu do mrozu. Czuję jakby smak smoły i zapach spalenizny. Słyszę też odgłosy ognia. Moje 
wstępne odczucia krążą wokół energii i szybkiego ruchu. Muszę to zapisać jako wrażenie estetyczne: 
nie podoba mi się atmosfera tego miejsca. Na AOL zapisuję 'atmosfera śmierci'". 

MONITOR: “Faza 3". 
C.B.: “Robię rysunek. Mam dwie ukośne strzałki biegnące ostro w dół do czegoś okrągłego lub w 

kształcie elipsy. Na AOL odbieram 'koniec Ziemi'". 

MONITOR: “Zapisz to jako AOL i przejdź do Fazy 4". 
C.B.: “W porządku. Na początek, badam strzałki z Fazy 3. Mam coś w matrycy Fazy 4. To coś jest 

szybkie, błyszczące, szare, jakby ze stali? W konstrukcji znajdują się jakieś istoty, pomieszczenia. 
Wygląda to na zbiornik. Gwałtownie uderza w powierzchnię. Zaraz po zderzeniu następuje pożar. 
Istoty przeżyły, ale cierpią". 

MONITOR: “Przejdź do Fazy 6 i zbuduj wykres czasu. Nanieś na nim bieżący czas, a potem 

zaznacz wydarzenie, które widzisz. Przy użyciu metody przyrostu oszacuj różnicę czasu". 

Długa przerwa. 
C.B.: “Wydarzenie nastąpi za około 290 lat od chwili obecnej". 
Monitor każe mi się przenieść do okresu, który stanowi jedną czwartą drogi między 

teraźniejszością a czasem wydarzenia. Zaznaczamy to jako punkt A na linii czasu. Potem daje mi 
kolejne polecenie przemieszczenia; tym razem do czasu wydarzenia, w miejsce znajdujące się nad 
celem, co pozwoli mi opisać wrażenia zmysłowe. 

“To miejsce śmierdzi. Teraz jest inaczej. Naprawdę odbieram silny sygnał AOL, że to Los Angeles. 

Jest bardzo zanieczyszczone, czuć smak spalenizny, słychać dźwięki silników, klaksonów, hałas 
miejski. To środowisko miejskie, które niczym pajęczyna cały czas się rozrasta. Mam odczucie 
wielkiego marnotrawstwa." 

MONITOR: “Przesuń się dalej na linii czasu, do połowy drogi między czasem tej sesji a czasem 

kryzysu. Zaznacz to jako punkt B. Wrażenia zmysłowe z tego punktu wrzuć do matrycy". 

C.B.: “Powierzchnia przypomina błoto, jest czarna. Temperatury dość wysokie: od ciepła do 

gorąca. Czuję smak spalenizny i amoniaku. Śmierdzi tu jak w piekle. Nie widzę oznak życia. To 
opuszczone, wymarłe miejsce". 

MONITOR: “Wróć do punktu A na linii czasu i skup się na pięciu głównych przyczynach zmiany, 

która nastąpi od czasu obecnego do punktu A. Wykonaj to tak szybko, jak tylko potrafisz. Utrzymaj 
tempo". 

C.B.: “W porządku. Skupiam się na pierwszej przyczynie. Wnioskuję, że to Los Angeles; w każdym 

razie jest to na pewno miejsce na Ziemi. Widzę dużo ludzi, ruch. To bardzo ruchliwe miasto. Teraz 
przyczyna numer dwa. Jest za dużo ludzi – system nie może temu podołać. Występują problemy 
zdrowotne, wysoki poziom zachorowań; choroby rozwinęły się wskutek zanieczyszczeń, ludzie cierpią 
na całkiem nowe schorzenia. Przyczyna numer trzy: problem z żywnością. Wygląda na to, że nie ma 
wystarczająco dużo surowców, żeby wyżywić ludzi i zapewnić im mieszkania. Przyczyna numer 
cztery: problem promieniowania. Rośliny i zwierzęta nie rozwijają się prawidłowo. Wiele miejsc 
zamienia się w pustynie. Szerzy się niszczenie drzew, glonów, planktonu, ryb, całego łańcucha 
pokarmowego. Przyczyna numer pięć: problemy z energią. Stwarza to sytuację przypominającą 
'paragraf 22'. Im gorsze są inne problemy, tym więcej potrzeba energii do ich rozwiązania, co z kolei 
stwarza dalsze problemy. Największy problem stanowi ludzka pogarda dla każdej innej formy życia, 
innej niż własna. Wszędzie załamuje się ekosystem, a ludzie nadal próbują podtrzymać wadliwy 
układ". 

MONITOR: “Spróbuj zlokalizować jakieś sanktuarium, które może istnieć w punkcie A na linii 

czasu". 

background image

Od razu czuję silny zryw w kierunku nowego sygnału. 
C.B.: “Widzę kolor beżowy, cementową powierzchnię. Temperatury są zróżnicowane: od chłodu do 

ciepła, słyszę odgłos furkotania. Co do wymiarów, to występują kształty kwadratowe, kanciaste i 
bardzo duże". 

Następnie monitor poleca mi przenieść się do miejsca położonego tysiąc stóp nad sanktuarium. Z 

tej perspektywy robię szkic jakiejś ogrodzonej murem budowli czy kompleksu. Wydaje się on 
rozciągać głęboko pod ziemią i łączyć z licznymi tunelami. Konstrukcja ta ma jakby pokrywę. 
Przechodzę następnie do wyszczególniającej fazy SRV i zaczynam wrzucać dane szczegółowe. 

“To bardzo złożona konstrukcja. Sprawia wrażenie świeżo zbudowanego podziemnego miasta. 

Jest otoczona murem. Mur służy do ochrony mieszkańców przed najeźdźcami. Na linii sygnału AOL 
mam scenariusz Szalonego Maksa. Zapisuję to. Miejsce to wybudowano w celu ochrony mieszkańców 
przed włóczącymi się gangami." 

“Zauważam u siebie dziwną reakcję. Czuję, że w jakiś sposób nie podoba mi się ten plan. Zapiszę 

to jako wrażenie estetyczne. Idę dalej... O tym, kto zamieszkał w budowli, zdecydowała elita. Wygląda 
na to, że Szarzy mieli swój udział w planie budowli i / lub wyborze mieszkańców. Rozważali kwestię z 
genetycznego punktu widzenia. Z kolei ludzie decydowali, kto ma żyć w sanktuarium. Inni, na 
zewnątrz, zdani na samych siebie musieli sobie jakoś radzić." 

W tym momencie mój monitor musiał zakończyć sesję, gdyż wzywały go jego własne sprawy. 

Powiedział mi, że celem był “Ekosystem Ziemi w bliskiej przyszłości". Ponieważ jednak osiągnąłem już 
stan bilokacji, postanowiłem kontynuować sesję solo. Pozostałe dane dotyczące celu zostały zebrane 
w warunkach sesji solo. 

Powróciłem do kompleksu, który znalazłem w punkcie A na linii czasu. Stwierdziłem, że 

wybudowano go niedawno. Został wzniesiony, by umożliwić długofalowe przetrwanie wybranej grupie 
ludzi. W związku z tym ogarnęło mnie przykre uczucie kontroli sprawowanej przez elitę. To, że 
jednych wybrano, a drugich nie, prawdopodobnie było związane z zamożnością i wpływami tych 
pierwszych. 

Wróciłem do swego początkowego szkicu strzałek i do elipsy, wskazującej na jakąś katastrofę. 

Musiałem się dowiedzieć, co działo się w tym punkcie czasu – sam fakt, że odkryła go moja 
nieświadomość, świadczył o tym, że był on ważny. 

Badając kształt elipsy, który pojawił się w szkicu Fazy 3, odkryłem pomieszczenia i salę 

dowodzenia. Niektórzy mieszkańcy nosili mundury, była tam też broń i jakieś bunkry. 

Badając dwie ukośne strzałki skierowane na elipsę, natknąłem się na pojazd, właściwie statek 

kosmiczny, znajdujący się na torze kolizyjnym z salą dowodzenia. Wewnątrz pojazdu panowała 
atmosfera desperacji. 

Przemieszczając się z powrotem do kompleksu w punkcie kryzysu, stwierdziłem, że urządzenie 

było stare, a ludność rozważała wyjście na powierzchnię planety. Strzałki w kierunku elipsy nie 
oznaczały ataku, lecz nieudaną próbę lądowania. Nie było żadnego poczucia wrogości. Katastrofa 
miała miejsce na górze lub w pobliżu kompleksu. Załoga statku pochodziła z grupy w kompleksie. 

Punkt katastrofy na wykresie czasu (za 290 lat od teraz, czyli 1994 roku) to moment wyjścia 

mieszkańców sanktuarium na powierzchnię planety. Skupiłem się na misji statku przed próbą 
lądowania i stwierdziłem, że członkowie załogi zajmowali się obserwacją stanu biosfery planety. Z 
orbitalnego statku dokonywali pomiarów warunków powierzchniowych, odczytów atmosferycznych, 
poziomu napromieniowania i czystości wód. Najwyraźniej kraksa nie zniszczyła kompleksu w 
poważnym stopniu. Przemieszczając się nieco w czasie do przodu, zauważyłem, że kompleks został 
niezmieniony, a mieszkańcy zajęci byli zwykłymi, codziennymi sprawami. 

Komentarz 

Sesja ta miała dla mnie ogromne znaczenie. Pół godziny później odpoczywałem na łóżku, będąc 

jeszcze w stanie lekkiej bilokacji. Miałem wrażenie, że Marsjanie i Szarzy nauczą nas jak przetrwać 
pod ziemią. Ale faktycznie żyć pod ziemią będziemy z Marsjanami. 

Implikacje tej sesji, jeśli chodzi o mój pogląd na ewolucję ludzkości, były ogromne. Wydaje się, że 

naprawdę zmierzamy ku ciężkim czasom. Wykorzystując metodę przyrostu w SRV, mogę oszacować, 
że punkt A na linii czasu nastąpi za około siedemdziesiąt dwa lata. Oznaczałoby to, że około roku 
2065 sytuacja pogorszy się do tego stopnia, że konieczne okaże się zbudowanie sanktuarium. W 

background image

kolejnym stuleciu nastąpi seria katastrof, jedna po drugiej. Do 2150 roku zapanuje chaos. Nie wiem, 
co ostatecznie zmniejszy liczbę ludności; najpewniej wojna, choroby i głód. Ale wydaje się jasne, że 
populacja ludzka nie utrzyma się na swoim obecnym wysokim poziomie. Za trzysta lat ludzie 
ponownie pojawią się na powierzchni Ziemi, żeby rozpocząć odbudowę biosfery. Niektórzy 
teleobserwatorzy widzieli Szarych, jak zbierali dużą i być może kompletną kolekcję próbek 
biologicznych z całej planety. Mogę się jedynie domyślać i mieć nadzieję, że materiał ten zostanie 
wykorzystany do wskrzeszenia życia na całym globie. 

Ciekawe czy długi okres życia pod ziemią przyzwyczai ludzi do tego typu środowiska 

mieszkalnego. Robert Monroe donosi, że podczas jednej ze swoich wędrówek poza ciało widział ludzi 
(a dotyczy to okresu za tysiąc lat) niemieszkających na powierzchni Ziemi (Monroe 1994 i 1985). 
Według relacji Monroe'a, mieszkali oni w podziemiu, odwiedzając regularnie powierzchnię, gdzie 
istniało pierwotne, naturalne środowisko życia. W tej chwili nie wiem, na ile okaże się to prawdą. Nie 
przeprowadzałem jeszcze teleobserwacji w tak odległym czasie. 

To smutne, że ludzie będą musieli zapłacić taką cenę, zanim nauczą się cenić inne formy życia. 

Nie zrozumcie mnie źle. Jestem w pełni świadomy faktu, że ludzie są mocno zaniepokojeni sposobem 
traktowania środowiska. Niektórzy próbują aktywnie wpływać na bieg naszych spraw, żeby uniknąć 
przyszłości, która, jak intuicyjnie czują, nieuchronnie się zbliża. Ale takich wrażliwych ludzi jest 
niewielu, a ich wysiłki nie są wystarczające, zważywszy na zasięg zjawiska. Naprawdę, nie widzę nic, 
co mogłoby zmienić nieszczęsną wizję naszej bliskiej przyszłości. Wydaje się, że ciężkie 
doświadczenia są przeznaczeniem naszej rasy, że jest ona skazana na zniszczenie swego świata po 
to, by zrozumieć jego wartość. 
Cudownie będzie doczekać dnia, kiedy ludzie zapomną o chciwości i walkach w imię egoizmu, a 
zaczną poszukiwać innego sensu życia, który połączy nas z resztą stworzenia. Moment ten 
zwiastować będzie jaśniejszą przyszłość naszego gatunku. Z pewnością nie ominie nas cierpienie, ale 
zmiana zbiorowej świadomości, jaka się dzięki temu dokona, doprowadzi nas do lepszej egzystencji, 
wypełnionej sensem istnienia wszelkiego życia. Przynajmniej taką mam nadzieję. 
 
 

ROZDZIAŁ 26:  

Organizacja Szarych w Ramach Federacji 

Jak ukaże to niniejszy rozdział, Szarzy mają złożoną strukturę organizacyjną. Jestem socjologiem i 

analiza jakiejkolwiek grupy jednostek z punktu widzenia ich zbiorowych działań nie jest mi obca. 
Typowe problemy socjologiczne dotyczą istot, które porozumiewają się za pomocą telefonu, gazet, 
telewizji i radia. Rządzenie w takich okolicznościach jest stosunkowo proste. Społeczeństwo tworzy 
pewną instytucję, taką jak parlament, która uznaje się za ciało rządzące, a socjolog pragnący badać 
takie społeczeństwo rozpoczyna swe zadanie od obserwacji rządu. Zbiera dane przez normalne 
kanały komunikacyjne, takie jak publikacje i wywiady z przywódcami rządu, a potem bada też analizy 
głosowania ludności. 

W przypadku Szarych sytuacja nie jest jednak tak prosta. Ponieważ nie wiedziałem za bardzo, od 

czego zacząć, postanowiłem dodać do naszej listy ogólny cel, mający pomóc w rozpoznaniu 
podstawowych aspektów organizacji społeczeństwa Szarych. Cel ten brzmiał “Szarzy - obecna 
organizacja rządów". Nie miałem żadnych oczekiwań i nie wiedziałem, jak zacząć analizę 
otrzymanych danych. Na szczęście, a jest to charakterystyczna cecha teleobserwacji, moja 
nieświadomość ułożyła materiał w taki sposób, że ostatecznie nabrał on sensu również w moim 
świadomym umyśle. 

Sesja ta była monitorowana i jak zwykle w tego typu przypadkach nie otrzymałem żadnych 

wstępnych informacji na temat celu. Przedstawione tu dane są na tyle złożone, że Czytelnicy z 
łatwością zrozumieją, jak użyteczne jest monitorowanie w przypadku takich ogólnych celów. Podczas 
sesji nieświadomość przeniosła mnie do właściwego miejsca, ale do zebrania wszystkich potrzebnych 
szczegółów, potrzebna okazała się pomoc monitora, który w prowadzenie mnie włożył sporo wysiłku. 

 
 
 
 

background image

Data: 30 lipca 1994 

Miejsce: Ann Arbor, Michigan 

Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość 

Współrzędne celu: 1443/7114 

Dane wstępne od razu wskazywały, że cel znajduje się w innym czasie lub wymiarze. Z celem 

związane było niebieskie i białe światło, a także pojęcie ekspansywności i nieskończoności.  

 
W szkicu Fazy 3 rysuję  światło. Wydaje mi się, że jestem w pobliżu kwatery głównej Federacji. 

Dostaję polecenie wykonania operacji przemieszczenia, która przenosi mnie do środka celu. 
Przechodzę do Fazy 4. 

C.B.: “Jestem w dużej budowli i wszystko wydaje się znajome. Odbieram silne AOL linii sygnału, 

że to kwatera główna Federacji. Jestem teraz wewnątrz budynku". 

“Stoję przed wyglądającym na Buddę Szarym, z którym miałem wcześniej do czynienia. On z całą 

pewnością wie, że tutaj jestem." 

MONITOR: “Skup się na związku między Federacją a Szarymi". 
C.B.: “Mówi mi, że nie powinienem tak bardzo wątpić w to, co mówią Szarzy. Wydaje się być 

szczęśliwy, ale również nieco rozdrażniony naszym powolnym postępem". W tym momencie wyrażam 
swoją irytację. Uważam, że posuwam się całkiem szybko, zważywszy na moje inne obowiązki. 
Wygląda na to, że "Budda" nie zwraca uwagi na mój wybuch. 

MONITOR: “Skup się na formacji władzy". 
C.B.: “W porządku. Szarzy są członkami Federacji. Faktycznie cieszą się dużym respektem. Cała 

Federacja zaangażowana jest obecnie w akcję pomocy Szarym. Z nawiązką spłacili swoje długi. 
Zasługują na szansę. Ogromnie pomogli ludziom, zarówno teraz, w niezmiernie ważnej kwestii 
ewolucji duchowej, jak i w przeszłości. To bardzo dobrze zachowujący się gatunek, który ewoluuje na 
pięknych i jeszcze bardziej wartościowych członków i przywódców Federacji". 

Przechodzę do Fazy 6 SRV. 
“Ten stary mądry Szary, z którym pracowałem wcześniej, właśnie włączył się do rozmowy." 
Stosuję zaawansowaną technikę SRV, w której badam strukturę organizacji Szarych względem 

Federacji (zobacz rysunek 1.). Na szkicu przedstawiam strukturę rządów trzech oddzielnych grup 
Szarych, wszystkie w relacji do Federacji. Górne szczeble owych trzech grup Szarych to władze, 
odpowiednio reprezentujące swoje populacje. Ogólnie, Szarych, którzy obecnie mają do czynienia z 
ludźmi, można sklasyfikować jako prymitywnych, nowoczesnych i rozwiniętych. Każda grupa 
współpracuje z Federacją niezależnie od dwóch pozostałych. 

 

 

 

 

Rysunek 1. 

 Struktura organizacji Szarych w ramach Federacji 

 
 

background image

“Odnoszę wrażenie, że jest jeszcze parę mniejszych grup renegatów, które w przeciwieństwie do 

trzech dużych grup Szarych, nie pracują z Federacją." 

“Wydaje mi się również, że te trzy podstawowe grupy Szarych oddzielają poziomy ewolucyjne. To 

znaczy są to ci sami Szarzy, ale pochodzą z różnych punktów w czasie. Jednak wszystkie trzy 
populacje działają symultanicznie tutaj, na Ziemi." 

MONITOR: “Courtney, zbadaj populację Szarych oznaczoną numerem jeden". 
C.B.: “O rany! To na pewno jest AI (wrażenie estetyczne)! Pozwól, że zapiszę to w matrycy. W tej 

kategorii mieści się największa liczba Szarych. Są stosunkowo prymitywni. Mają duże oczy i 
odczuwają bardzo powierzchowne emocje. Odznaczają się mentalnością mrówek. Obsługują bardzo 
duże statki i bardzo niewielu z nich pozostaje we własnym świecie". 

MONITOR: “Zbadaj rządy w tej populacji". 
C.B.: “Właściwie mają rządy hierarchiczne. Postrzegam tu wyższych i niższych rangą". 
MONITOR: “Zbadaj populację numer dwa". 
C.B.: “Tych też jest bardzo dużo. Różnią się fizycznie od pierwszej grupy. Ci Szarzy czasami 

pracują z ludźmi i innymi stworzeniami, czego nie można powiedzieć o grupie pierwszej". 

MONITOR: “Zbadaj ich sposób rządzenia". 
C.B.: “Rządy są 'pełniejsze' niż w przypadku pierwszej grupy. We wszystkich sprawach istnieje 

porozumienie telepatyczne. Osiąga się consensus. Nadal nie ma pojęcia indywidualnych opinii, 
wymagających głosowania. Jednak i tu występuje hierarchia, tak jak w grupie numer jeden". 

MONITOR: “Zbadaj populację Szarych numer trzy". 
C.B.: “Jest ich wielu, ale nie tak dużo jak w pierwszej czy drugiej grupie. Od innych grup różnią się 

także pod względem charakteru. Zdobyli bądź odzyskali pewną elastyczność emocjonalną. Nie są 
tacy jak ludzie, ale bardzo im bliscy". 

MONITOR: “Zbadaj rządy tej populacji". 
C.B.: “Ich indywidualność jest na tyle rozwinięta, iż mają zróżnicowane opinie i ciekawe 

osobowości. Głosują w pewien telepatyczny sposób, ale ogólne tendencje zmierzają do consensusu". 

MONITOR: “Zbadaj obowiązki i wymogi członkostwa Federacji w przypadku pierwszej populacji 

Szarych". 

C.B.: “Postarali się o członkostwo. Najpierw nadano im status tymczasowy. Pracowali przez 

bardzo długi czas, pomagając w wielu akcjach. Zwrócili się o pomoc w swoim własnym 
przedsięwzięciu. Zaczęli od obserwacji innych, bardziej rozwiniętych gatunków Federacji. Zobaczyli 
możliwość uzyskania zdolności, umiejętności i potencjalnego rozwoju, jakimi cieszą się inne istoty. Ale 
pragnęli czegoś wyjątkowego. Cenią się i czują, że pewna korekta genów pomoże im stworzyć 
biologiczną maszynę, która okaże się przydatna tak dla nich samych, jak i dla innych. Federacja 
zgodziła się na ich plan. Na główny bank genów wybrano Ziemię". 

W tym momencie mój monitor musiał zakończyć sesję i zająć się innymi sprawami. Ponieważ 

znajdowałem się już w stanie bilokacji, postanowiłem kontynuować sesję solo. 

Wróciłem przed oblicze gościa z Federacji, który przypominał Buddę i próbowałem uzyskać 

informacje dotyczące struktury rządów Federacji. Powiedział mi, że to skomplikowana organizacja. 
Odbywają się realne fizyczne spotkania. Nie takie jak w przypadku Narodów Zjednoczonych na Ziemi. 
Nie jest to silna władza centralna, lecz zorganizowana współpraca gatunków, światów, grup itd... 
Wpływy Federacji nie sięgają całej galaktyki. Istnieją inne organizacje galaktyczne, ale kontakt z nimi 
jest ograniczony. Sytuacja przypomina tę znaną ze Star Trek: następne pokolenie. 

Federacja powoli się rozwija. Członkowie Federacji pragną, by w jej szeregach znaleźli się 

Ziemianie. Taki jest cel. Żeby tak się jednak stało. Ziemia musi mieć  światowy rząd. Jest to 
najważniejsze kryterium członkostwa w Federacji. Federacja nie chce mieć do czynienia z 
planetarnymi odłamami. Jest to wbrew zasadom Federacji, chyba że owe odłamy – tak jak u Szarych 
– istnieją w różnym czasie. 

Chciałem teraz dowiedzieć się czegoś na temat przywództwa. Szary o wyglądzie Buddy powiedział 

mi, że sytuacja jest nagląca. Wykształceni ludzie muszą nauczać na temat Federacji. Już niedługo 
wydarzenia na Ziemi potoczą się w szybkim tempie. Podstawowe więzi z Federacją należy 
zadzierzgnąć teraz, tak by można było utrzymać kontakt w latach walki, śmierci i chaosu. Zostałem z 

background image

naciskiem poinformowany, że Federacja nie rozwiąże naszych problemów, ale udzieli nam rady, jeśli o 
nią poprosimy. 

Idąc dalej za sygnałem zrozumiałem wyraźnie, że musimy wkrótce ubiegać się o członkostwo w 

Federacji. Starania można zacząć na wiele sposobów. Światowy rząd musi po prostu podjąć w myśli 
decyzję, że chce członkostwa w Federacji, a Federacja zajmie się całą resztą. Federacja zacznie 
wtedy działać otwarcie. 

Podziękowałem podobnemu do Buddy Szaremu i zakończyłem sesję. 
Później tego dnia zadzwoniłem do mojego monitora i dowiedziałem się, że celem byli “Szarzy - 

obecna organizacja rządowa". 

Komentarz 

Kluczem do zrozumienia społecznej struktury Szarych jest uznanie faktu, że w subprzestrzeni nie 

ma czasu linearnego. Czas linearny stanowi jedną z wielu postaci naszej egzystencji we 
wszechświecie fizycznym. Ale ma on sens tylko w obrębie struktury fizycznej. Rozległa 
teleobserwacja, praktykowana na przestrzeni lat przez wielu teleobserwatorów pokazała, że czas 
linearny nie istnieje poza światem fizycznym. Wszystkie wydarzenia toczą się jednocześnie. 
Koncepcja taka jest dla większości z nas trudna do przyjęcia, bowiem na Ziemi czas ma charakter 
ciągły. 

Teleobserwatorzy mogą przenikać czas równie łatwo jak przestrzeń, a obserwowanie wydarzeń w 

różnych punktach czasowych daje odczucie faktycznego bycia w danym miejscu i w danym czasie. W 
rzeczywistości teleobserwator może się stać częścią wydarzenia, zaś inny teleobserwator oglądający 
to samo wydarzenie, może dostrzegać subprzestrzenną postać pierwszego teleobserwatora, bowiem 
on również ogląda to wydarzenie. 

Wiemy teraz, że Szarzy od dawna dysponują technicznymi możliwościami przemieszczania w 

czasie swych statków oraz ciał. Nie rozumiem jak się to odbywa, ale możliwe, że chodzi o 
tymczasowe przesunięcie obecności z przestrzeni fizycznej do subprzestrzeni, wykonanie ruchu 
zarówno w czasie jak i w przestrzeni, i ostateczne pojawienie się w nowym czasie i miejscu fizycznego 
wszechświata. Teleobserwatorzy nie dysponują  żadnymi danymi, które sugerowałyby, że ET mają 
zdolności pokonywania ograniczeń prędkością  światła w fizycznym wszechświecie bez uprzedniego 
opuszczenia tego ostatniego. Zatem, z czysto fizycznej perspektywy, napotykają na te same 
relatywistyczne prawa, co my. 

Ponieważ społeczeństwo Szarych, rozumiane w sposób linearny, ma techniczne możliwości 

poruszania się w czasie, nie jest pozbawiona sensu teoria, iż odwiedzają nas grupy Szarych z różnych 
przedziałów czasowych. Co jest jednak najbardziej interesujące to to, że ewolucja czy oddzielenie w 
czasie wydaje się działać na istoty fizyczne podobnie jak oddzielenie geograficzne. Wygląda na to, że 
stosunkowo prymitywni Szarzy nie są zachwyceni współpracą z Szarymi nowoczesnymi, a żadna z 
dwu wcześniejszych grup Szarych nie współpracuje z grupą rozwiniętą. Generalnie, trzy poziomy 
Szarych przypominają do złudzenia różne narodowości pośród ludzi. Często stwierdzamy, że nasze 
wspólne doświadczenia narodowe pozostają niezrozumiałe dla innych nacji. Występują różnice 
językowe i zwyczajowe, a czasami po prostu inaczej patrzymy na świat niż bliźni po drugiej stronie 
granicy. Podobnie Szarzy z jednego czasu nie rozumieją w pełni Szarych z innego okresu, a kiedy 
spotykają się w tym samym punkcie czasowym, tak jak obecnie na Ziemi, zachowują między sobą 
dystans. 

Spróbuję osadzić to zjawisko w szerszej perspektywie, która przyda naszej dyskusji nieco jasności. 

Teleobserwatorzy wiedzą obecnie, że Ziemię odwiedzają też inni goście. Są to prawdopodobnie ludzie 
z przyszłości, którzy również posiedli techniczne możliwości podróżowania w czasie. Zatem jest 
całkiem możliwe, że żyjący teraz ludzie mogą być  świadkami lotu statku, pilotowanego przez 
późniejszą wersję samych siebie. Gdyby taki statek miał wylądować na moim podwórku, a z jego luku 
miałaby się wyłonić moja przyszła jaźń, nie jestem pewien, czy wiedziałbym, co robić. W zależności od 
tego, z jak dalekiej przyszłości pochodziłaby moja przyszła jaźń, nie wiem, na ile dobrze bym się czuł, 
obcując z nim lub nią. 
Nie ulega wątpliwości, że należy przeprowadzić więcej badań na tym polu. Powoli zaczynamy sobie 
uświadamiać, jak złożone są nasze kontakty z Szarymi i z Federacją. Musimy teraz poszerzyć swą 
wiedzę na temat kultur oddzielonych od nas nie tylko przestrzenią, ale i czasem. Zrozumienie 
czasowej symultaniczności kontaktów galaktycznych może okazać się naszym największym 
wyzwaniem intelektualnym. 

background image

 

ROZDZIAŁ 27:  

BUDDA 

We wczesnym okresie naszych badań nad zagadką ET, w tym samym czasie, kiedy 

zaproponowałem mojemu monitorowi przeprowadzenie przy pomocy SRV wywiadu z Jezusem, 
postanowiliśmy dołączyć do listy celów Guru Deva i Buddę. Sam Budda był mi nieznany. Prawdę 
mówiąc, chciałem go wpisać na listę, ponieważ interesowały mnie rozmowy z największymi 
przywódcami duchowymi. Nie znaczy to jednak, że cokolwiek o nim wiedziałem. Chociaż 
przeczytałem kilka książek na temat Buddy i buddyzmu, nie oświeciły mnie one w kwestii roli, jaką 
odegrał on na Ziemi. Mówiąc krótko, był mi nieznany i chciałem mieć go na liście celów jedynie z 
uwagi na Jego reputację wybitnego przywódcy duchowego. (Czuję się nieco zażenowany tym, że 
moje pierwotne pobudki były tak płytkie.) 

Budda nie wydawał się jednak urażony moim brakiem wiedzy, co do jego osoby. Co więcej, z tego 

co wiem, wielu buddystów może uznać, iż mój kontakt z nim nie był przypadkowy. W moim rozumieniu 
zawsze stanowił on jakąś tajemniczą osobę. W trakcie sesji, którą przedstawiam w niniejszym 
rozdziale, pozostaje taką osobą, lecz jednocześnie uczy o znaczeniu istnienia więcej, niż mógłbym 
nauczyć się sam w ciągu całego swego życia. Słowem sesja SRV, na której oparty jest ten rozdział, 
była najpiękniejszym doświadczeniem, jakiego doznałem w czasie teleobserwacji. 

Była to sesja w ciemno. Jak Czytelnicy zauważą, mój monitor był na początku nieco zaskoczony. 

Budda to prawdziwy mistrz. Byliśmy kompletnie nie przygotowani na to, co wydarzyło się pewnej 
letniej nocy w Michigan. 

 

Data: 30 lipca 1994 

Miejsce: Ann Arbor, Michigan 

Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość 

Współrzędne celu: 1842/3355 

Dane wstępne wskazywały, że cel znajduje się w miejscu bardzo gorącym.  

 
C.B.:
 “Widzę kolory: czarny, biały i beżowy. Cokolwiek to jest, wydaje się płaskie, szerokie, okrągłe 

i bardzo rozległe". Rysuję prosty szkic w Fazie 3, na który składa się duży owal. “Przechodzę do Fazy 
Czwartej. Mam czerń i biel, gorąco i zimno, dużo kontrastu w świetle i temperaturze. To jest okrągłe, 
szybkie, energiczne, a teraz dostrzegam, że wiruje. Czuję jakąś spaleniznę, jakby dym. Ale ten dym 
jest w wirze. To może być coś innego niż dym, ale to jest w wirze. Przynajmniej tak to odbieram." 

MONITOR: “Skup się na wirze i na tym, co jest w środku". 
C.B.: “W porządku. O RANY! Jakie wrażenie estetyczne! Odbieram coś, o czym słyszałem dawno 

temu – rozszerzanie się świadomości Buddy do wielkich rozmiarów, a potem gwałtowne jej kurczenie 
się do rozmiarów molekuł. Czuję, że moja świadomość naprawdę się rozszerza, to znaczy jest 
rozciągnięta tak, jak świadomość Buddy. Odbieram też bardzo silną energię". 

“Mam wrażenie, że znajduję się na bardzo dużym obszarze, prawie tak dużym jak galaktyka, a 

dookoła wirują jakieś małe cząstki. Czuję się jakbym był rozciągnięty, ale nie jest to niewygodne. 
Odnoszę wrażenie, że ten obraz dany mi jest po to, żebym coś zrozumiał. Doznaję również czegoś na 
kształt alegorycznego AOL. Mam wstępny obraz Szarego z kwatery głównej Federacji, który 
przypominał Buddę. Obecna sytuacja przypomina mi, jak wniknąłem w jego umysł, a on pokazał mi 
obraz galaktyki." 

“Ale to obecne odczucie nie dotyczy galaktyki. To bardzo dziwne. Wiąże się raczej ze stwarzaniem. 

Nie ma jeszcze życia. Obecna jest istota życia, ale samo życie jeszcze się nie pojawiło. Nastąpi to 
wkrótce." “Co mam teraz robić?" 

MONITOR: “Sam nie wiem. Masz jakiś pomysł" 
C.B.: “Zapytam mojej nieświadomości. Skupię się na pojęciu sugestii w matrycy". 
MONITOR: “Idź za głosem intuicji. Nigdy wcześniej tego nie robiliśmy". 

background image

C.B.: “Chyba należałoby skupić się na Bogu. Tak zrobię. Poczekaj... Odnoszę teraz wrażenie, że 

idę do osobistości, którą znam, do Jezusa. Kieruję nieświadomość na Jezusa. W porządku. Mam 
Jezusa. Skupiam się na tym, gdzie się obecnie znajduje". 

“Sygnał jest wyraźny. Jestem w punkcie, w którym zaczęło się  życie. Spróbuję się dowiedzieć, 

dlaczego tu jestem." 

“Poinformowano mnie, że muszę poznać pierwotną przyczynę  życia. To bardzo silny sygnał. 

Skupiam się teraz na pytaniu, co powinienem robić." 

“Jezus mówi mi, że powinienem się wyzwolić. Powinienem wejść w wir. Dobrze, że cię poznałem, 

bracie. Wchodzę do środka." 

“O Boże. Co za wrażenie estetyczne! Jestem teraz w środku. Bóg spędził całą wieczność w 

samotności. Jego ewolucja sięgnęła takiego pułapu, w którym nie mógł już znieść odosobnienia. 
Ostatnią deską ratunku było stworzyć siebie na nowo, zapoczątkowując tym samym tworzenie nowych 
bogów, nowych własnych jaźni, istot, które by o Niego dbały i o które On by się troszczył. Kocha nas, 
ponieważ przerwaliśmy jego samotność, której wprost nie sposób opisać słowami." 

“Temu, co stworzył nigdy nie pozwoli zginąć, gdyż wróciłby tym samym do swojej przeszłości, a to 

oznacza więzienie. Przyszłość jest skazana na wieczną ekspansję." 

“O rany. To zwala z nóg! Właśnie doświadczyłem gwałtownego przemieszczenia. Są tu galaktyki, 

nieskończona różnorodność, wszystko się rozszerza. Panuje ogromna radość, radość w nowym 
istnieniu Boga. Wielka radość!" 

“Pytam teraz, czy jeszcze coś powinienem wiedzieć. Jestem wstrząśnięty. Nie wiem, czy 

powinienem kontynuować." 

“Jezus mówi mi, że to koniec. Mogę teraz odpocząć. Żegna się. Dokąd mnie posłałeś tym razem?" 
MONITOR: ,“Courtney, to nie ja cię posłałem. Celem był Budda". 
C.B.: “Budda?!" 
Zaraz po zakończeniu monitorowanej sesji, kontynuowałem krótką sesję solo. Skupiłem się na 

facecie z Federacji, który przypominał Buddę. Odczuwałem bijące od niego ciepło. 

Trzymając się protokołów SRV, zapytałem go czy jest Buddą. Pozostawił to bez odpowiedzi. 

Powiedział mi, że nie ma sensu udzielenie konkretnej odpowiedzi, bo każdy powinien odnaleźć go 
sam na swój własny sposób. Lecz mój świadomy umysł miał w tym względzie jasność. To był Budda, 
a ja obcowałem z nim od dawna, zupełnie o tym nie wiedząc. 

“Spytałem go, czy powinienem zamieścić o nim informację w swojej książce. Odparł, że sam 

powinienem zdecydować. Włączyłem więc ten wątek, chociaż nigdy nie będę w stanie oddać słowami 
błogości, jakiej doznałem w trakcie tamtej pamiętnej sesji. 

Komentarz 

Budda nie chciał powiedzieć mi wprost, kim Jest; chciał, bym doświadczył odpowiedzi na swoje 

pytanie. Chociaż może się to wydać nieprawdopodobne, Budda zasiada w radzie Federacji, która 
pomaga kontrolować sprawy ludzi na Ziemi. Do dnia dzisiejszego sprawuje nad nami pieczę. 

Budda chciał, żebym się sam wyzwolił, tak bym mógł się rozwijać i doświadczać esencji Boga, jaką 

jest tworzenie i moment tworzenia. To ta intymna wiedza oparta na doświadczeniu przekonała mnie, 
że Budda i mój nauczyciel/przyjaciel z Federacji to jedna i ta sama osoba. Dzięki niemu uświadomiłem 
sobie pewną ogólną zasadę: Objawienie się to infantylna droga do wiedzy. Drogą dojrzałą jest 
doświadczenie. 

Najwyraźniej Budda czuł, że muszę znać przyczynę samego życia. Przesłanie zawarte w tym 

rozdziale stanowi odpowiednik przesłania z rozdziału na temat Boga. Dowiedziałem się, że życie 
istnieje, ponieważ Bóg pragnął je stworzyć, by w ten sposób zakończyć swą samotność. Poczucie 
samotności, jakiego doświadczyłem w trakcie tej sesji, było niewypowiedzianie głębokie i przejmujące; 
było to doznanie, którego nigdy wcześniej nie potrafiłbym sobie wyobrazić. Natomiast radość, jaką 
odczuwał Bóg, gdy stwarzał czas, materię fizyczną i nas przypominała najczystszą, najbardziej 
cudowną radość, jaka może istnieć. 

Teraz rozumiem, co znaczą słowa, że jesteśmy stworzeni na podobieństwo Boga. Nie oznacza to, 

że Bóg ma ręce i stopy. Znaczy to, że odczuwa tak jak my odczuwamy, albo raczej my odczuwamy 
tak jak On. Uczucie, bogata krew doświadczenia, pochodzi od Boga. Teraz można zrozumieć, 

background image

dlaczego Szarzy tak bardzo chcą ewoluować, jeśli idzie o ich ciała fizyczne i mózgi – pragną 
doświadczać emocji, zwłaszcza miłości. Chcą posunąć się w kierunku swego ostatecznego 
przeznaczenia – zjednoczenia z Bogiem. 

Na podstawie wszystkich moich doświadczeń w teleobserwacji, mogę z całym przekonaniem 

stwierdzić, że Szarzy wiedzą dużo na temat faktycznej, “naukowej" struktury Boga. Ale wiedza to nie 
wszystko. Ci sami Szarzy pragną i potrzebują doświadczać Boga, a tego nie udało im się jeszcze 
dokonać. 

Jakże inaczej patrzę teraz na ewolucyjne wysiłki Szarych, zmierzające do rozwoju. Mają technikę, 

która jest cudem galaktyki, a jednak ich nie zadowala. Posiedli zdolność przemieszczania się w czasie 
i przestrzeni, ale podróże te ich nie cieszą. Potrafią doskonale porozumiewać się za pomocą telepatii, 
lecz od swoich umysłów oczekują czegoś więcej. Mają wszystko, co wprawia nas w pełne obawy 
zdumienie, a poruszyliby niebo i ziemię, aby posiąść pewną naszą cząstkę. Oni znowu pragną czuć. A 
Bóg znowu pragnie czuć poprzez nich. 

Teraz jest to dla mnie bardziej zrozumiałe niż kiedykolwiek przedtem. My i wszelkie życie 

zostaliśmy stworzeni jakby z ciała Boga. Ponieważ jesteśmy cząstkami Boga, doświadcza On życia 
poprzez nas, a my doświadczamy życia, bo taka jest natura Boga. Kiedyś bałem się, że pewnego dnia 
Bóg zechce cofnąć się do swego pierwotnego stanu i że wtedy moja egzystencja subprzestrzenna na 
zawsze się skończy. Mój strach oparty był na przekonaniu, że nieskończoność to wystarczająco długi 
czas, by mogło się wydarzyć dosłownie wszystko. 

Teraz już się tego nie boję. Bóg nie cofnie się do punktu wyjścia, ponieważ wróciłby wtedy do swej 

samotności, którą cierpiał całą wieczność. Ponieważ ja nie chciałem tracić swego istnienia. Bóg 
również tego nie chciał. Bóg nie wróciłby dobrowolnie do własnego piekła. 
Przyszłością Boga jest raczej wieczna ekspansja, ciągłe przejawianie swej złożoności poprzez 
nieskończoność. Bóg będzie rozwijał się w miarę jak my się rozwijamy i być może to stanowi 
odpowiedź na pytanie, dlaczego nas – ludzi pociąga bardziej rozwój niż stagnacja. Naturą Boga jest 
rosnąć i rozszerzać się w swej ewolucji. Ponieważ jesteśmy stworzeni z Jego ciała, jest to również 
udziałem naszej natury. Głęboko w naszej świadomości tkwi ten sam strach przed izolacją i 
samotnością, która jest przeciwieństwem wzrostu, kreacji i ekspansji. Jesteśmy, całkiem dosłownie, 
wykapanymi dziećmi Boga. Jesteśmy stworzeni na Jego obraz i podobieństwo. Postępujemy tak jak 
On postępuje. Poszukujemy jeszcze nieznanych możliwości istnienia. W rzeczywistości, nasza walka 
o przetrwanie jest walką Boga o to, by być. 
 
 

ROZDZIAŁ 28:  

Kultura Marsjan na Ziemi 

Jako socjolog interesuję się kulturą. Jedną z pierwszych rzeczy, o jakich wspomniałem mojemu 

monitorowi, kiedy się z nim poznałem, było to, że w moim przekonaniu teleobserwację mogliby 
wykorzystać socjolodzy do badania innych kultur. Odnosiłem wówczas wrażenie, że militarna 
orientacja mojego nauczyciela zawęziła nieco jego horyzonty. Wojskowi teleobserwatorzy wydawali 
się bardziej zainteresowani logistyką operacji ET – kto co pilotował, gdzie i jak – niż społeczeństwami, 
które te operacje przeprowadzały. 

Kierując się swymi naturalnymi zainteresowaniami socjologicznymi, jako jeden z pierwszych celów 

na naszej liście umieściłem współczesną kulturę Marsjan. Chciałem się dowiedzieć, jak obecnie 
wygląda społeczeństwo Marsjan. Wiedzieliśmy, że Marsjanie pilotują statki kosmiczne, czyli osiągnęli 
wysoki poziom rozwoju technicznego. Ale np. Stany Zjednoczone również dysponują rozwiniętą 
techniką, co jednak komuś z zewnątrz niewiele mówi na temat życia ludzi w miastach Ameryki. Tak 
więc potrzebowałem więcej informacji. Pragnąłem też dowiedzieć się czegoś więcej na temat 
zwykłych ludzi – kim są, gdzie mieszkają, co robią? 

Pod koniec lipca 1994 roku, mój monitor wyznaczył mi kulturę Marsjan jako cel. Oczywiście była to 

sesja w ciemno. Chodziło o to abym rozpoczął sesję bez przewodnika, nieświadomy tego, że cel miał 
cokolwiek wspólnego z kulturą Marsjan. 

Po zakończeniu tej sesji monitor powiedział mi, że inni pracujący z nim teleobserwatorzy 

potwierdzili uzyskane przeze mnie dane. Następnie podał mi wiele szczegółów dotyczących sposobu 

background image

wspierania obserwowanych przeze mnie Marsjan i zakończyliśmy sesję miłym stwierdzeniem jak to 
dobrze współpracuje się ekspertowi logistyki z socjologiem. 

 

Data: 31 lipca 1994 

Miejsce: Ann Arbor, Michigan 

Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość 

Współrzędne celu: 4731/8279 

Dane wstępne wskazywały, że z celem związany jest ruch i solidna sztuczna budowla.  

 
C.B.:
 “Kolory szary i stalowy. Błyszczące powierzchnie. Panuje bardzo wysoka temperatura. Widzę 

coś, co się szybko porusza; odbieram też pojęcie linearności – być może ruch – i silną energię". 

W szkicu Fazy 3 rysuję coś, co wygląda na szybko poruszający się statek ET. Przechodzę do Fazy 

4, gdzie zbieram niewielką, lecz wystarczającą liczbę danych potwierdzających, iż konstrukcja 
znajduje się na statku ET. 

Wykonuję operację przemieszczenia, w wyniku której trafiam pięćdziesiąt stóp powyżej punktu 

docelowego statku. 

“Pod sobą mam jakąś złożoną konstrukcję. Przeważają brązy i odcienie czerwieni. Powierzchnie 

są zarówno gładkie, jak i chropowate. Ciepło. Czuję, że coś się pali; dym. Panuje tu dość duży hałas. 
Jeśli chodzi o ogólne odczucia, to jest tu szeroko i płasko. Pode mną widać dużo krzywych linii." 

Robię nowy szkic Fazy 3. Wygląda to na kompleks jednopiętrowych domków, ulokowanych w 

sąsiedztwie pustego obszaru. 

“Przechodzę znowu do Fazy 4. Odnoszę wrażenie, że miejsce to jest jakieś surowe, a nawet 

prymitywne. Jest tu dużo istot, a z linii sygnału odbieram AOL wskazujące na starą wioskę z dawnych 
czasów. Nie twierdzę jednak, że dzieje się to w przeszłości. Po prostu takie sprawia wrażenie. 
Budowle to domy mieszkalne o drewnopodobnej fakturze. Przybliżam się. Tak, to stosunkowo 
prymitywne domy mieszkalne." 

“Z samymi istotami wszystko wydaje się w porządku, to znaczy są spokojne. Życie toczy się tu 

wolno i bez zakłóceń – nie ma żadnego bezpośredniego zagrożenia." 

“Z perspektywy, miejsce to wygląda na umiarkowanie duże miasto, zamieszkane przez 

przypominające ludzi istoty. Jednak, gdy przyjrzeć im się uważniej, widać, że nie są to zwykli ludzie. 
Jest coś dziwnego – poczekaj... Oni są jakby niżsi, ale to nie wszystko." 

Wykonuję kolejną operację przemieszczenia, dzięki której jestem teraz na wysokości dwustu stóp 

nad tym, co okazuje się być miastem. Znowu wracam do Fazy 4, gdzie wchodzę do środka jednej z 
budowli. Pozwalam, by nieświadomość sama zadecydowała, do którego budynku mam wejść. 

“Jestem teraz w dużym pokoju. Być może jest to budynek o jednym dużym pomieszczeniu. 

Przynajmniej ten pokój dominuje nad całą resztą. To jakiś magazyn. Przechowuje się tu drewniane 
pudła. Pudła mają skoble. Badam jedno z nich. Czy mam zajrzeć do środka?" 

MONITOR: “Spróbuj". 
C.B.: “Są tu lekarstwa, przybory medyczne, tego typu rzeczy. Ktoś je tu przywiózł w ramach akcji 

pomocy. Jest to coś w rodzaju amerykańskiego wsparcia dla Somalii". Monitor każe mi wrócić do 
szkicu Fazy 3 i zbadać, co znajduje się we wnętrzach kilku innych jednostek mieszkalnych. 

“W budynkach tych mieszkają ludzie, którzy wiodą bardzo proste życie. Mają rodziny, dzieci. 

Gotują. Środki medyczne w pierwszej budowli pochodzą prawdopodobnie od bardziej rozwiniętej 
kultury." 

Przechodzę do Fazy 6, gdzie rysuję schematyczne wyobrażenie lotu pierwotnego statku ET od 

jego startu do punktu przeznaczenia. Następnie podążam za statkiem z powrotem do punktu wyjścia. 

“To bardzo nowoczesne urządzenie. Są tu jakieś istoty, które noszą mundury. Urządzenia 

przypominają te, których używali ocaleni Marsjanie w jaskiniach Nowego Meksyku." 

Wracam do punktu docelowego statku, lokując się tysiąc stóp ponad obserwowanym terenem. 
“Jest tu dużo roślinności, prawie jak w dżungli. W pobliżu widać góry, być może stary wulkan. Jest 

też dużo polanek. Wygląda to na obszar w pobliżu lasu tropikalnego." 

background image

“Domy mieszkalne są niskie i proste. Położone są w zalesionym, odizolowanym od ludzi 

środowisku. Odbieram silne AOL linii sygnału, że jest to obóz marsjańskich uchodźców. Położony jest 
chyba gdzieś na południu, może w Ameryce Łacińskiej." 

MONITOR: “Umieść to wszystko w odpowiednim miejscu w matrycy i kontynuuj. Pamiętaj, że 

jesteś w Fazie 4. Niech twoja nieświadomość rozwiąże ten problem". 

C.B.: “Badam koncepcję obozu/wioski. Tak, to uchodźcy. Są trochę zaniepokojeni, ale wiedzą, że 

wszystko idzie jak najlepiej, przynajmniej na razie. Wiedzą kim są, ale chyba nie wiedzą wszystkiego. 
Możliwe, że celowo wymazano im część pamięci, aby mogli lepiej przystosować się do otoczenia". 

“Z rysów twarzy przypominają Indian południowoamerykańskich. Domy mieszkalne wzniesiono po 

to, by zamaskować przedsięwzięcie. W pewnym momencie w ich umysłach coś się wyzwoli i ich 
wspomnienia wrócą z całą siłą. To naprawdę fascynujące: noszą swą kulturę ukrytą głęboko w 
umysłach i nie znają jej." 

W tym punkcie, mój monitor był prawie gotów zakończyć sesję. Kazał mi przejść do notatek Fazy 

6, gdzie narysowałem flagę kraju, w którym znajduje się wioska. Potem zakończył sesję i powiedział 
mi, że celem byli “Marsjanie / obecna kultura". 

Komentarz 

Monitor powiedział mi, że sesje SRV przeprowadzone przez innych teleobserwatorów, zarówno 

monitorowane jak i solo, dostarczyły takich samych danych. Właściwie moja sesja potwierdziła to, co 
już wiedzieliśmy: jakie jest ogólne położenie wioski. 

Oczywiście nie chcę powiedzieć, że cała rasa ludzi zamieszkująca Amerykę Łacińską to Marsjanie. 

Jest to raczej mała grupka (może paręset istot) pozostająca w sprytnie przygotowanym ukryciu i 
zintegrowana z większą populacją ludzi. 

Moją pierwszą reakcją po sesji było iść do biura podróży, zakupić bilet i od razu tam lecieć. Ale 

przypomniano mi w czas, że trwały tam akurat polityczne zamieszki. Zagrożenie stanowili też dobrze 
zorganizowani i uzbrojeni handlarze narkotyków, którym trudno byłoby wytłumaczyć, że podróżujemy 
po ich terytorium w poszukiwaniu Marsjan. Przypomniałem sobie, że mam rodzinę i postanowiliśmy 
poczekać na inną okazję, kiedy będziemy mogli odwiedzić społeczność Marsjan bez narażania życia. 
Jedno było pewne. Marsjanie wybrali doskonałe miejsce. Nie zagrażali im turyści, nawet ci, którzy 
wiedzieli kim są i gdzie przebywają. Nie mogliśmy do nich dotrzeć, chociaż żyli na naszej planecie. 

Marsjanie, których obserwowałem w południowo-amerykańskiej wiosce nie są jedynymi żyjącymi 

przedstawicielami swej rasy. Wygląda na to, że są oni wspierani przez innych, bardziej technicznie 
zorientowanych rodaków. Moja własna analiza wskazuje, że Marsjanie z wioski są ochotnikami w akcji 
podjętej w celu ocalenia pierwotnej marsjańskiej kultury. Początki tej kultury prawdopodobnie sięgają 
zniszczenia ekosystemu Marsa i ratunku udzielonego im przez Szarych. Ich pełne dziedzictwo 
kulturowe zachowane jest w umysłach, a oni sami czekają na sygnał, który uwolni te wspomnienia. 

Plan jest zadziwiająco dobrze skonstruowany. Marsjanie muszą przetrwać. Ale co dokładnie 

wymaga ocalenia? Wydaje się, że nie ma powodu, dla którego subprzestrzenne postaci Marsjan nie 
mogłyby się ponownie narodzić jako ludzie. Ale wtedy byliby ludźmi, a wszystko, co pierwotnie 
marsjańskie, by przepadło. To, co wymaga ocalenia to wspomnienia Marsjan. Musi zostać zachowana 
pierwotna kultura Marsjan oraz niektóre aspekty ich genetyki. Niestety, ich ciała na Ziemi 
zaadaptowały się już do nowych warunków. Spowodowała to panująca tu większa grawitacja. Co do 
kultury, ta miała szansę przetrwać w mniej więcej nienaruszonym stanie w ukrytych wspomnieniach, 
do których nie miałoby dostępu silne środowisko ludzkie. 

Ulokowanie tych Marsjan, powiedzmy, w środku Nowego Jorku spowodowałoby prawdopodobnie 

taką lawinę nowych bodźców psychologicznych, że wszelki plan wskrzeszenia ich marsjańskiej 
tożsamości spaliłby z pewnością na panewce. Natomiast wioska rolnicza, w której kontakty z ludźmi 
są w naturalny sposób ograniczone, stanowiła świetne miejsce dla uchodźców. Osobiście uważam tę 
wioskę za skansen kultury Marsjan. 

Wygląda więc na to, że marsjański plan emigracji na Ziemię jest dość złożony. Z jednej strony, 

zainstalowano tu bank kultury, historii i tożsamości, mający służyć zachowaniu wiedzy o tym, kim byli 
Marsjanie i skąd się wywodzili. Z drugiej strony wiemy, że są inni Marsjanie, zaangażowani w inne 
rodzaje migracji. To ci, którzy latają supernowoczesnymi statkami i zajmują się rozwiązywaniem 
problemów genetycznych. 

background image

Należy przypomnieć, że według danych z innej sesji SRV, pewnego dnia duża flotylla statków 

marsjańskich wyląduje z uchodźcami z Marsa na Ziemi. Wielu z tych Marsjan przebywa obecnie w 
podziemnych schronach na Marsie i ochoczo wyczekuje sygnału podróży. Wielu z nich nie osiągnęło 
wysokiego poziomu technicznego. Ich ulubiony styl życia (włączając upragniony klimat) przypomina do 
złudzenia życie w wiosce marsjańskiej na Ziemi, które obserwowałem w trakcie tej sesji. 

Tak więc można chyba założyć, że przebudzenie kulturowe Marsjan z wioski nastąpi tuż przed 

przybyciem ich rodaków z Marsa. Osiadli na Ziemi Marsjanie będą świetnymi nauczycielami dla nowo 
przybyłych ziomków. Będą w stanie przekazać im, jak przetrwać na tej planecie. Będą stanowić 
kulturową oazę w obcym świecie. 

Postanowiłem nie podawać do publicznej wiadomości, gdzie znajduje się owa wioska. Sytuacja 

bowiem jest tam całkiem różna od sytuacji Marsjan, mających bazę w Nowym Meksyku, w 
podziemiach góry Santa Fe Baldy. W przypadku bazy, żywię nadzieję, że ujawnienie jej położenia 
zachęci Marsjan do poszukiwania otwartego dialogu z rządowymi przywódcami. Inaczej rzecz się ma 
w przypadku Marsjan z wioski. Nie chciałbym narażać na szwank ich działalności. Publiczne 
ujawnienie położenia wioski mogłoby poważnie zagrozić bezpieczeństwu jej mieszkańców. Poza tym, 
podstawową racją jej istnienia jest zachowanie kultury marsjańskiej. Gromada ludzi wkraczających w 
tę misternie przygotowaną przystań jest ostatnią rzeczą, jakiej potrzebują. Sytuacja taka mogłaby 
uniemożliwić technicznie wyszkolonym Marsjanom udzielenie wiosce koniecznej pomocy. 
Żywię nadzieję, iż pewnego dnia będę w stanie wyperswadować ważnym politykom ze Stanów 
Zjednoczonych lub z innych krajów, że dyskretna wizyta w marsjańskiej wiosce może okazać się 
pomocna w nawiązaniu dyplomatycznych kontaktów pomiędzy ludźmi a Marsjanami. Uzyskanie zgody 
na taką wizytę od technicznie rozwiniętych Marsjan z Santa Fe nie powinno przedstawiać większego 
problemu. 
 
 

ROZDZIAŁ 29:  

Sprawdzian Wiarygodności #2 

Rozdział ten opisuje drugą z dwu sesji SRV, w której wykorzystałem cel skalowania. Celem 

pierwszej takiej sesji był Gabinet Owalny w Białym Domu. Przypominam, że celów skalowania używa 
się po to, by sprawdzić dokładność protokołów SRV. Cele takie podlegają łatwej weryfikacji, a sesje 
SRV w tych warunkach spełniają funkcję dostrajania teleobserwacji. 

Był to jeden z ostatnich celów, nad którymi pracowałem w trakcie pobytu w Ann Arbor, w Michigan 

podczas lata 1994. W czasie dwóch tygodni poprzedzających tę sesję przeprowadziłem dużo sesji 
teleobserwacji, doświadczając wszystkiego – od radości ostatecznego przybycia Marsjan, gdy ich 
flotylla kierowała się ku Ziemi, do intensywnej miłości Boga, kiedy stwarzał wszechświat. Mój system 
nerwowy wchłonął ogromną ilość danych z nieświadomości. Teraz nadszedł czas odpoczynku. 

Mój monitor powiedział, że ma prosty cel. Jedyną informacją, jakiej mi udzielił było to, że rzecz 

dotyczy przeszłości. Nie powiedział mi, czy jest to miejsce, wydarzenie, osoba czy coś innego. 
Czekała mnie niespodzianka, a sama sesja powiedziała nam wiele na temat współpracy pomiędzy 
stanem czuwania świadomości a umysłem nieświadomym. 

 

Data: 31 lipca 1994 

Miejsce: Ann Arbor, Michigan 

Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość 

Współrzędne celu: 3102/2137 

Dane wstępne wskazywały, że cel znajduje się na suchym lądzie. Na lądzie były sztuczne obiekty, ale 

nie wyglądały na budynki.  

 
 
C.B.:
 “Widzę kolory beżowy i brązowy. Powierzchnie są brudne, suche, ale jest też coś mokrego. 

Ciepło". 

background image

W Fazie 3 rysuje szkic dużej, otwartej przestrzeni z przecinającym ją ruchem. Wykonuję operację 

przemieszczenia, żeby dostać się do środka miejsca celu. 

“Widzę te same kolory i powierzchnie, co przedtem, ale teraz słyszę też głosy." 
Na wysokości tysiąca stóp nad celem, robię podobny do poprzedniego szkic Fazy 3 i przechodzę 

do Fazy 4. 

“Dostrzegam ludzi. Odbieram jakieś AOL linii sygnału, ale nie może się przebić. Przypomina mi się 

gra w piłkę nożną, ale wiem, że nie o to chodzi, więc po prostu zapiszę to jako AOL. Jest tu coś 
dziwnego." 

“Schodzę na powierzchnię tego miejsca. Są tu ludzie. Noszą jakieś mundury. Widzę dużo kolorów. 

Uprawia się tu również jakąś działalność. Nie wyczuwam u tych ludzi żadnych emocji. Kompletna 
pustka. Tak jakby byli kompletnie wyprani z uczuć. Biegają w kółko, próbując zaradzić jakimś 
kłopotom." 

“Czuję teraz, że coś się pali. Czuję też smak potu i słyszę krzyki. Tu na dole panuje ogromne 

zamieszanie i dezorientacja. Nie ma jednego spójnego sygnału. Wielu ludzi wykonuje jakieś dziwne 
rzeczy, ale nie dzieje się nic konstruktywnego. Odbieram teraz silne AOL linii sygnału, że to jakaś 
bitwa." 

W tym punkcie mój monitor sugeruje, żebym zbadał coś innego. 
“No cóż, nadal widzę ludzi w jakichś kostiumach. Są tu wszystkie kolory. Nadal panuje ogólna 

dezorientacja i napięcie. Kłopot w tym, że ci ludzie nie wiedzą, co tu właściwie robią. Następuje jakiś 
konflikt i walka. Wszystko jest pomieszane. Trwa ogólny chaos." 

“Zbadam teraz cel tej aktywności. Odnoszę wrażenie, że nastąpił jakiś wybuch. Pomimo trudności 

ludzie usiłują coś zmienić. Czuję, że wielu z nich poniesie klęskę. Ale oni tego nie widzą. Przypomina 
mi to sytuację, kiedy oszukiwane jednostki wierzą, iż wydarzy się jakiś cud. Ale cud nie następuje." 

“Mój umysł opiera się, odmawia przyjęcia tych danych. Cokolwiek to jest, nie chce tego oglądać. 

Przesuwam się nieco do przodu w czasie, żeby wyrwać się z tego zamieszania. Poczekaj... To była 
bitwa. Ilu martwych! Są wszędzie. Ciała na polu, broń, mundury." 

“Odbieram silne AOL linii sygnału, że jest to związane z Konfederacją. To była najważniejsza bitwa 

wojny. Znam tę scenę. To największa bitwa Wojny Domowej, w której zginęło więcej ludzi niż w 
jakiejkolwiek innej bitwie. To Getysburg!" 

MONITOR: “W porządku, Courtney. Zakończ sesję. Cel brzmiał 'Bitwa pod Getysburgiem'. 

Komentarz 

Poza tym, że z powodzeniem zidentyfikowałem cel skalowania, w sesji tej mój nieświadomy umysł 

współpracował z umysłem świadomym, by ochronić mnie przed bezpośrednimi doznaniami z pola 
bitwy. Ciekawe, że nie potrafiłem dokładnie zidentyfikować sceny aż do czasu, gdy bitwa się 
zakończyła, a emocje opadły. Dopiero wtedy mój nieświadomy i świadomy umysł na tyle otwarły się 
na dialog, że mogłem zobaczyć i odczuć wszystko, co działo się na miejscu. Mówiąc krótko, nie byłem 
przygotowany na to, co zaistniało na początku sesji i musiałem poczekać, aż mój umysł znajdzie takie 
położenie w czasie i przestrzeni, które pozwoli przekazać potrzebne informacje, a jednocześnie nie 
przeciąży mojego systemu nerwowego. Należy podkreślić, że wszystko to działo się automatycznie, 
bez podejmowania jakichkolwiek świadomych decyzji z mojej strony. 
Ostatnia rzecz dla historyków. Rzeczywista bitwa pod Getysburgiem była dużo gorsza od wyobrażenia 
o niej. Była to naprawdę straszna rzeź, którą trudno wyrazić słowami. Szczerze mówiąc, żeby ją 
zrozumieć, należałoby tam być. Osobiście uważam, że historycy mogliby pokusić się o ponowne 
zbadanie tego strasznego wydarzenia przy pomocy SRV. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

ROZDZIAŁ 30:  

Santa fe Baldy 

Pod Santa Fe Baldy, górą w Nowym Meksyku, niedaleko Santa Fe znajduje się baza Marsjan, 

która służy za centrum ich operacji planetarnych. W poprzednich rozdziałach przedstawiłem dużo 
danych na poparcie tej tezy. Żeby to jednak udowodnić, postanowiłem zrobić coś specjalnego. 
Dodałem mianowicie do listy cel, który identyfikował samą górę, a nie tylko Marsjan. Miało to 
wyeliminować możliwość, że ja i inni patrzymy na coś, co wygląda bardzo podobnie, ale w 
rzeczywistości nie jest górą Santa Fe Baldy. 

Przeprowadziliśmy sesję w ciemno, w warunkach Typu 4. Oceniając te dane, należy pamiętać, że 

nieświadomość jest bardzo inteligentna. Nie wykonuje tylko poleceń dotyczących danych; wie dobrze, 
czego potrzebuje teleobserwator. Zawsze nakieruje go na właściwą odpowiedź, nawet, jeżeli 
świadomy umysł nie uważa jej za prawidłową. W tym konkretnym przypadku, chciałem wiedzieć, czy 
Santa Fe Baldy faktycznie jest górą, pod którą znajduje się baza. Tymczasem nieświadomość 
doprowadziła mnie do tej informacji na drodze fascynującego strumienia danych, który wyszedł poza 
wąskie ramy geograficznej precyzji i niespodziewanie odsłonił przed nami związaną z bazą, szeroko 
pojętą działalność ludzi i Marsjan. 

 

Data: 2 sierpnia 1994 

Miejsce: Ann Arbor, Michigan 

Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość 

Współrzędne celu: 4471/3621 

Dane wstępne wskazywały, że cel związany jest z suchym lądem i sztucznymi budowlami.  

 
C.B.:
 “Dostrzegam kolory: czerwony, brązowy i beżowy. Powierzchnie są chropowate, a niektóre 

gładkie. Jest chłodno. Nie czuję na razie żadnego zapachu". 

Mój szkic z Fazy 3 przedstawia obszar, który wydaje się być pokryty szeregiem budowli. 

Przemieszczam się następnie na wysokość stu stóp nad cel. 

“Znajduję się nad budynkiem o okrągłym kształcie." 
W kolejnym szkicu Fazy 3 rysuję zarys budynku, który wielu teleobserwatorów łączyło z 

Marsjanami. (Inne, nieprzytaczane tu sesje, wskazywały, iż w budynku tym odbędą się rozmowy na 
wysokim szczeblu pomiędzy ludźmi a Marsjanami.) 

Monitor każe mi następnie przejść bezpośrednio do Fazy 6, gdzie rysuję małą podobiznę budynku 

na środku kartki papieru. Następnie badam miejsce wokół budynku, żeby zorientować się w 
otaczającym środowisku. W pobliżu okrągłej budowli znajdują się inne, mniejsze budynki. Kilka mil na 
wschód od grupy budynków natrafiam na las i górę. Centrum mieszkalne leży na zachód. Góra wydaje 
się być ściśle związana z okrągłą budowlą. 

“Wchodzę teraz do dużego okrągłego budynku. Wewnątrz znajduję urządzone na wzór biura 

przestronne pomieszczenie. Ściany biura, tak jak cały budynek, są zakrzywione. W pokoju są drzwi, 
które prowadzą do korytarza, mieszczącego dużo małych biur. Po powrocie do dużej sali, zauważam, 
że znajduje się tu miejsce na prezentacje, tak jakby przód audytorium. Są też rzędy pochyłych 
krzeseł." 

“Skupiam teraz uwagę na ludziach w pokoju. Noszą zwykłe garnitury biznesmenów. Sam budynek 

wydaje się być związany z jakąś produkcją. Odnoszę wrażenie, że przynajmniej część prowadzonej tu 
działalności związana jest z oprogramowaniem komputerowym." 

Na linii czasu zaznaczam dzień dzisiejszy i cztery ważne punkty w przyszłości. Badając oddzielne 

punkty czasu, w drugim punkcie (około dwa lata od chwili obecnej) pod konstrukcją w pobliżu 
okrągłego budynku znajduję dużą, nowoczesną prostokątną budowlę. Niektóre mniejsze budynki 
zostały rozebrane, żeby zrobić miejsce dla tej nowej większej budowli. We wszystkich dalszych 
punktach na linii czasu, prostokątna budowla wyraźnie dominuje nad otoczeniem. 

Wracając do teraźniejszości, zauważam plan konstrukcji większego budynku. 
MONITOR: “Courtney, wróć jeszcze raz do dużej budowli w przyszłości i dowiedz się, co robią w 

niej ludzie". 

background image

C.B.: “Dobra. Poczekaj... Jestem teraz w dużym prostokątnym budynku. W środku znajdują się 

terminale komputerowe, stoły laboratoryjne, przewody i sprzęt laboratoryjny. To laboratorium 
naukowe. Mam wrażenie, że przedmiot badań obejmuje genetykę i biotechnologię". 

Monitor każe mi śledzić jednego z pracowników, gdy ten wychodzi z budynku pod koniec dniówki. 

Musi przejść przez frontową bramę dużego kompleksu, przy której stoi strażnik. Podążam za 
pracownikiem, kiedy jedzie do domu, położonego na zachodzie, w dużym centrum mieszkalnym. 
Krajobraz wzdłuż drogi daje mi silne AOL linii sygnału, że miejsce to znajduje się niedaleko Santa Fe. 

MONITOR: “Wróć jeszcze raz do dużej budowli i dowiedz się, co znajduje się na każdym z pięter". 
C.B.: “Moja nieświadomość ciągnie mnie do podziemia". 
MONITOR: “OK". 
C.B.: “O rany. Dużo tu martwych ciał, skąpo odzianych w kolorowe ubrania. To nie jest dobre 

miejsce. Śmierć tych ludzi ma pozostać w sekrecie. Zginęli, wypełniając swoje obowiązki. Inni musieli 
składować ciała, żeby szybko usunąć je z drogi. To oni ostatecznie zdecydują, co zrobić z ciałami. 
Problem stanowi tutaj kwestia bezpieczeństwa". 

MONITOR: “Co masz na myśli mówiąc 'zginęli wypełniając obowiązki'?" 
C.B.: “To byli naukowcy. Zabiła ich praca". 
MONITOR: “Co robili?" 
C.B.: “Zajmowali się jakimiś niebezpiecznymi eksperymentami naukowymi. Znali ryzyko, ale to ich 

nie powstrzymało. Nie byli nadzorowani przez nikogo z zewnątrz. Tę działalność prowadzono w 
zaciszu, nawet w sekrecie". 

MONITOR: “Co to była za działalność?" 
C.B.: “Badania obejmowały promieniowanie i genetyczne mutacje organizmów. Tych ludzi zabiły 

produkty lub produkty uboczne z ich własnych laboratoriów. Wygląda na to, że brakowało im 
właściwego BHP". “Mój umysł ciągnie mnie teraz na wschód, do góry." 

MONITOR: “A więc idź tam". 
C.B.: “Jestem teraz w górze. Są tu jaskinie, a w jaskiniach jakieś istoty. To baza Marsjan, ale widzę 

zmiany. Teraz w jaskiniach znajdują się pojazdy na kołach. Miejsce jest nowoczesne, ale nie 
supernowoczesne. W tej chwili nie ma tu statków ET. Widzę tunel. Prowadzi na zachód i łączy się z 
powierzchnią, a na zewnątrz jest zamaskowany. Na razie tunel wykorzystywany jest jako otwór 
odpowietrzający, ale jest bardzo duży. Bez problemu przejechałyby przez niego pojazdy". 

“Jest tu dużo pracowników. Wyglądają prawie tak jak ludzie. Właściwie oni są ludźmi! Mają na 

sobie jednoczęściowe białe uniformy." 

“O rany, to ciekawe. Zapiszę to jako AI. Wydaje się, że suterena ze zmarłymi połączona jest z 

pomieszczeniami na górze." 

“To miejsce jest bardziej aktywne, niż kiedykolwiek przedtem. Jest tu dużo budowli. Wygląda na to, 

że pracownicy je rozbudowują." 

“Przemieszczam się teraz w czasie do przodu. W bliskiej przyszłości budowa zostaje zakończona, 

lecz nikt tam nie mieszka, jeśli nie liczyć nadzorujących. Jeszcze dalej w przyszłość jest pełna Marsjan 
– uchodźców. Niektórzy z nich są brudni. Słychać dużo głosów, prawdziwa paplanina, tumult, coś się 
dzieje. Marsjanie zapełniają pomieszczenie dziećmi i dorosłymi, którymi targają silne emocje – strach, 
podniecenie, ale i nadzieja." 

“Marsjanie chcą wydostać się na powierzchnię. Są naprawdę szczęśliwi i podekscytowani!" 
MONITOR: “Courtney, wróć do obecnego czasu i zobacz, czy ludzie w okrągłej budowli wiedzą coś 

na temat tego, co ma się wydarzyć. Potem przenieś się do przyszłości i zbadaj, kiedy nastąpi 
świadomość zmiany". 

C.B.: “Obecnie ludzie w okrągłej budowli nie wiedzą nic. W drugim punkcie na linii czasu, rząd 

podjął decyzję umieszczenia osiedla niedaleko Santa Fe. W tym czasie napływają spore ilości 
pieniędzy. Rodzi się pomysł, by wykorzystać rozbudowaną podziemną bazę Marsjan jako ośrodek 
przyjmowania nowych Marsjan". 

MONITOR: “W porządku, Courtney. Wystarczy. Zakończmy sesję. Celem był ostatni wieczór 

kawalerski Hugh Hefhera..." 

background image

C.B.: “Daj spokój..." 
MONITOR: “Cel brzmiał 'Santa Fe Baldy (Ocaleni Marsjanie / jaskinie w Nowym Meksyku'". 

Komentarz 

Wtedy pierwszy raz zobaczyłem, gdzie przybędą uchodźcy marsjańscy i jak baza Marsjan pod Santa 
Fe Baldy zostanie przekształcona w imigracyjny ośrodek przyjęć. Wielu z tych Marsjan wyglądało na 
całkiem zwyczajnych. Ogólnie, nie były to typy stojące na wysokim szczeblu rozwoju technicznego – 
matki, dzieci, przeciętni dorośli Marsjanie i tak dalej. Właściwie odniosłem wrażenie, że ich imigracja 
do Stanów Zjednoczonych pod wieloma względami nie różni się wiele od imigracji innych grup 
etnicznych. Jestem pewien, że kiedy ludzie przywykną do sytuacji i przestanie być ona nowością, 
Marsjanie mają wszelkie szansę, by traktowano ich jak przyjaznych sąsiadów. 
 
 

ROZDZIAŁ 31:  

Oficjalne Spotkanie z Marsjanami 

W umyśle Czytelnika rodzi się zapewne pytanie, w jaki sposób zaczniemy porozumiewać się z 

Marsjanami. Jak już wspominałem, ludzie nawiążą oficjalne kontakty z Marsjanami wcześniej niż z 
Szarymi, chociaż nie jestem w stanie określić, ile czasu upłynie między jednym a drugim 
wydarzeniem. Otwarta propozycja Narodów Zjednoczonych, by spotkać się z Szarymi, mogłaby 
wszystko przyspieszyć. Jednak spotkanie z Marsjanami nastąpi jako pierwsze, a to znacznie przyczyni 
się do zwrócenia ludzkiej świadomości w kierunku gwiazd. 

Pierwotnym zamierzeniem sesji, na której opiera się niniejszy rozdział było dowiedzieć się, w jakim 

stopniu Marsjanom udało się zintegrować z kulturą ludzką. Nie tylko dostarcza ona odpowiedzi na to 
pytanie, ale, jak w przypadku wielu doświadczeń teleobserwacyjnych, odsłania całe bogactwo innych 
ważnych informacji. Te dodatkowe dane zawierają wskazówki, jak powinny (lub będą) wyglądać 
pierwsze kroki w oficjalnym spotkaniu Marsjan z ludźmi. 

Sesja prowadzona była w ciemno, w warunkach Typu 4, a miała miejsce po dłuższej przerwie w 

monitorowanej obserwacji, która była mi potrzebna, by odpocząć. Teraz, wracając do teleobserwacji, 
czułem się naładowany nową energią i byłem ciekaw, co też niezwykłego tym razem wyciągnie na 
światło dzienne moja nieświadomość. 

 

Data: 26 września 1994 

Miejsce: Atlanta, Georgia 

Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość 

Współrzędne celu: 6068/0004 

Dane wstępne wskazywały, że z celem związana jest wzniesiona przez człowieka budowla na suchym 

lądzie.  

 
C.B.:
 “Widzę odcienie brązu. Powierzchnie są z drewna i cementu. Ciepło, naprawdę bardzo 

ciepło. Czuję smak potu i słyszę ludzkie głosy. W miejscu celu dostrzegam coś okrągłego i płaskiego". 

Przechodzę do Fazy 3, żeby zrobić szybki szkic czegoś, co wygląda na okrągłą budowlę z płaskim 

dachem. 

MONITOR: “Przejdź do Fazy 4". 
C.B.: “Jestem teraz w matrycy. Dokładnie widzę budynek. Słyszę głosy w budynku, więc wchodzę. 

Toczy się tu rozmowa. Rozmawiają ludzie. Budynek jest okrągły i mam wrażenie, że już go kiedyś 
widziałem. Na chwilę przenoszę się na zewnątrz. Wokół budynku rosną drzewa. Już jestem z 
powrotem". 

“O rany! Jakie wrażenie estetyczne! Właśnie skupiłem uwagę na ludziach rozmawiających w 

budynku – to bardzo wpływowa grupa. Odbywa się tu spotkanie na najwyższym szczeblu. Pozwól, że 
przeniknę do ich umysłów. Poczekaj... Oni mówią o istotach pozaziemskich." 

background image

“Ci ludzie mają na sobie mundury wojskowe. Są to generałowie, admirałowie, elita wojskowa; jest 

również cywil. Wygląda jak prezydent Stanów Zjednoczonych. Pozwól, że znowu napiszę 'O RANY!' w 
kolumnie AL" 

MONITOR: “Dobra. Wrzuć to do kolumny AI i kontynuuj. Utrzymaj szybkie tempo. Dobrze ci idzie". 

Monitor każe mi przejść od razu do Fazy 6. Wydaje mi polecenie zastosowania techniki SRV, która 
oddziela pierwotne elementy tematu od obserwowanej rozmowy. 

C.B.: “Dyskusja toczy się na bardzo praktycznym poziomie. W centrum uwagi znajduje się kwestia, 

jak nawiązać kontakt z ET. Ludzie wiedzą, że można tego dokonać za pomocą świadomości, ale chcą 
czegoś bardziej fizycznego. Cała zabawa zaczęła się od kontaktu świadomości, ale teraz potrzebują 
czegoś innego. Pada między innymi propozycja użycia radia. Próbują wymyśleć, jak to zrobić". 

“Przedmiotem rozmowy nie są Szarzy. Ci ludzie mówią o Marsjanach. To prawdziwy problem 

komunikacji międzyplanetarnej. Teraz skupiają się na radiu." 

Konstruuję linię czasu Fazy 6, za pomocą której mogę zbadać naukowe punkty w przyszłości. 
“W porządku, znalazłem punkt, w którym ludzie zaczęli rozmawiać z Marsjanami. Nazwę go 

punktem komunikacji. Wydaje się, że używają radioteleskopów – nie jednego, lecz wielu. Są one na 
całym świecie." 

“Ludzie zaczynają od nastawienia radioteleskopów na Marsa i nasłuchiwania. Wygląda na to, że 

usłyszeli niewiele. Potem zmieniają taktykę i zaczynają nadawać. Istnieje wiele kwestii, które 
wymagają rozwiązania. Podstawowa kwestia to, w jakim języku się porozumiewać. Potem trzeba 
opracować protokoły komunikacji." 

“Szarzy obserwują to wszystko, ale nie uczestniczą aktywnie. Sprawiają wrażenie 

zainteresowanych, ale w sposób bierny." 

“Ludzie próbują również nadawać do baz ET na Księżycu. Jednak większość wysiłków kierują na 

Marsa. ET na Księżycu milczą." 

“Początkowo Marsjanie na Marsie też milczą. Czują, że zostali odkryci i zastanawiają się, co robić i 

jaka będzie reakcja ludzi. Zawsze wiedzieli, że w końcu nastąpi taki dzień. Czują się nieco zagubieni." 

“Przesuwając się w czasie do przodu, widzę, że Marsjanie postanawiają podjąć dialog. Przesyłają 

sygnał, głośny i wyraźny. Wykorzystują chyba te same protokoły radiowe, które zapoczątkowali 
ludzie." 

“Jestem trochę wstrząśnięty wyglądem tych Marsjan. Podążyłem za sygnałem radiowym na Marsa 

i teraz jestem tutaj. Marsjanie są humanoidami i w tej chwili bardzo przypominają ludzi. Mają nawet 
włosy. Ci konkretni Marsjanie to w przeważającej części osobnicy płci męskiej. Noszą jakieś mundury, 
ale nie stanowią  żadnej walczącej grupy militarnej. Agresja nie leży w ich naturze. Cała ich obrona 
wydaje się być zbudowana wokół ukrywania się, a nie walki. Ich skóra jest jasna." 

“W sensie subprzestrzennym Marsjanie ci nie różnią się chyba od swoich przodków, ale mają ciała 

porównywalne z ciałami ludzi na Ziemi." 

MONITOR: “Przesuń się w czasie do przodu. Gdzie są Marsjanie?" 
C.B.: “Poczekaj... Są na Ziemi. Pracują ze swoimi tubylczymi grupami, tymi, które migrowały 

wcześniej. Dostają wsparcie od rządu ludzi, po to by mogli kontynuować swą pracę. Pracują teraz na 
zewnątrz, na otwartym powietrzu. A niech to! Oni naprawdę wyglądają jak ludzie". 

MONITOR: “Gdzie są Szarzy?" 
C.B.: “Szarzy zajmują się własnymi sprawami. W tym punkcie czasu w przyszłości ich 

przedsięwzięcie genetyczne jest już wykonane lub bliskie końca. Zostały tylko drobne poprawki. 
Jeszcze nie komunikują się z ludźmi bezpośrednio". 

MONITOR: “OK, Courtney. Mamy to, czego potrzebowaliśmy. Celem byli 'Marsjanie / przyszła 

kultura'". 

Komentarz 

Marsjanie, z którymi przyjdzie nam obcować w przyszłości będą do nas bardzo podobni, być może 
nawet nie do odróżnienia. Prawdziwe różnice w porównaniu z ludźmi mieszkającymi na Ziemi ujawnią 
się w technice i kulturze. Jeżeli zależy nam na udanych kontaktach z Marsjanami, będziemy musieli 
zrozumieć ich potrzeby. Ale oni nie przyjdą do nas jako “małe zielone ludziki". Nie musimy obawiać się 

background image

pierwszego spotkania z kulturą pozaziemską, przynajmniej pod tym jednym fizycznym kątem. Istoty 
pozaziemskie będą wyglądać tak jak my. 
 
 

ROZDZIAŁ 32:  

Niższe Formy 

Ż

ycia na Ziemi 

 

Poniższą sesję przeprowadziłem bez żadnej wcześniejszej wiedzy na temat celu, który tym razem 

stanowiły “Formy elementarne". Był to jeden z kompletnie nieznanych mi celów spoza listy, które mój 
monitor wyznaczał mi dosyć często. Nigdy nawet nie omawiał ze mną ogólnego tematu. Powodem, 
dla którego tak robił było dodatkowe zabezpieczenie danych przez powstrzymywanie mnie od prób 
zgadywania cech celu, co mogłoby prowadzić do mylnego AOL. W praktyce jednak mój własny 
poziom dyscypliny umysłowej w trakcie teleobserwacji jest już na tyle wysoki, że mój monitor rzadko 
martwi się o jakość zdobytych przeze mnie danych. Tym niemniej woli się zabezpieczyć, a jego 
praktyka podrzucania mi niespodziewanych celów faktycznie utrzymuje mnie w stanie czujności 
podczas sesji. 

Monitor obrał dla mnie taki cel, ponieważ od dawna frapowało go, co dzieje się z pozostałą częścią 

życia subprzestrzennego, w czasie, gdy ludzie tak bardzo niszczą  środowisko fizyczne. Wszystkie 
nasze wysiłki w SRV skierowane były na istoty przypominające człowieka. Ale mojego monitora 
obchodził też los wielu innych, niehumanoidalnych subprzestrzennych stworzeń, które osobiście 
widział podczas własnych sesji teleobserwacji. Jemu jawiły się one jako “Formy elementarne". To 
określenie, jakiego używa w odniesieniu do większości stworzeń niehumanoidalnych. Większość tych 
istot jest mniejsza od ludzi, a ich zachowanie często odznacza się nieprzewidywalnością. Nie wiedział, 
czy stworzenia te mają odpowiedniki fizyczne ani czy same występowały kiedyś w postaci fizycznej 
(co może oznaczać jedno i to samo). Wiedział tylko, że żyją wokół nas i zastanawiał się, czy ludzka 
działalność w jakikolwiek sposób im szkodzi. Krótko mówiąc, czy ludzka destruktywność w stosunku 
do środowiska fizycznego wpływa negatywnie na większą społeczność życia w subprzestrzeni? Mój 
monitor martwił się, że jeżeli okazałoby się to prawdą, mógłby to być zaledwie czubek góry lodowej, 
kryjącej ogrom zniszczenia planety, dokonującego się tak obecnie, jak i w przyszłości. 

Oczywiście, sesja ta została przeprowadzona w warunkach Typu 4. Zaraz po danych wstępnych, 

zdałem sobie sprawę, że jest to cel całkowicie niespodziewany. Nie wiedziałem, że nie figuruje na 
liście celów. Po prostu zauważyłem, że nie miałem żadnych wcześniejszych oczekiwań co do tego, 
gdzie kieruje mnie nieświadomość. Cokolwiek to było, poczułem od razu, że zobaczę coś, czego nigdy 
wcześniej nie widziałem. 

 

Data: 28 września 1994 

Miejsce: Atlanta, Georgia 

Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość 

Współrzędne celu: 3660/1161 

Dane wstępne wskazywały, że cel obejmuje powierzchnię pomiędzy suchym lądem a cieczą.  

 
C.B.:
 “Widzę kolory niebieski i biały. Powierzchnie są błotniste i mokre. Dość zimno. Czuję jakby 

smak ryby i zapach wody morskiej. Gdziekolwiek jestem, to miejsce jest szerokie, rozległe, płaskie i 
bardzo głębokie". 

Rysuję następnie szkic Fazy 3, który wydaje się przedstawiać suchy kawałek lądu obok dużego 

zbiornika płynu. Zaczynam też dostrzegać i rysować coś, co wygląda na rodzaj sztucznej, podwodnej 
budowli. 

“Przechodzę do Fazy 4 i wciąż widzę dużo cieczy. To wygląda jak wielki ocean. No cóż, mogę 

przynajmniej powiedzieć, że znajduję się na jakiejś planecie. Ta planeta wydaje mi się znajoma, ale 
nie odwiedzałem jej wcześniej w tym punkcie czasowym. Ten płyn to chyba woda, bardzo głęboka." 

“W pobliżu znajduje się suchy kawałek lądu. Udaję się tam. Badam ...ziemia jest jałowa. Nic na niej 

nie rośnie. Jest naturalna, ale odnosi się wrażenie, że znajduje się pod silnym wpływem jakiejś 
cywilizacji. Miejsce jest jałowe niczym Mars, ale to nie Mars. Występują inne kolory i jest atmosfera." 

background image

“Wracam teraz do wody. W wodzie znajduje się chyba jakaś konstrukcja. Jest naprawdę wielka. 

Wchodzę do wody, żeby ją zbadać. Poczekaj..." 

“Konstrukcja jest dość nowoczesna, ale nie według norm ET. Zbudowana jest przede wszystkim z 

metalu i chyba ze stali nierdzewnej. Widać nowoczesną technikę, bardziej zaawansowaną niż obecnie 
na Ziemi, ale nie jest to poziom najwyższy." 

“W budowli znajdują się istoty. Wchodzę do środka, żeby im się lepiej przyjrzeć. Hmm. Oni mają na 

sobie zwykłe ludzkie ubrania. Skupiam teraz uwagę na samych istotach. Mają ludzkie twarze, zarówno 
mężczyźni jak i kobiety. Oczy są małe, jak u ludzi. Wygląda na to, że to są ludzie, ale nie rozumiem 
scenerii. Nie znam miejsca tego typu, w którym przebywaliby ludzie." 

“W budowli jest wiele pięter. Znajdują się tu podobne do wind kanały, do pionowego ruchu w 

budowli. Są też duże otwory, prowadzące na zewnątrz do wody." 

MONITOR: “Powstrzymaj się od analizy. Po prostu umieść dane w matrycy i idź dalej". 
C.B.: “Ludzie się martwią, odczuwają strach. Ta budowla przypomina wielką  łódź podwodną o 

śmiesznym kształcie. Skupiam się teraz na czynnościach ludzi. Wydaje się, że nie są szczęśliwi, 
robiąc to, co robią. To harówka, związana ze zdobywaniem i przetwarzaniem jedzenia, żeby 
przetrwać. Pracują, bo nie mają wyboru, a jeśli już, to jest on ograniczony. Ich praca z całą pewnością 
związana jest z przetrwaniem". 

“Wydaje się, że istnieje wyższy cel ich działalności. Kłopot polega na tym, że ludzie ci mogą nie 

dożyć czasów, gdy zostanie on osiągnięty. Ich sytuacja jest raczej beznadziejna. Pracują dla 
następnej generacji, swoich dzieci i dzieci ich dzieci." 

MONITOR: “Wróć na ląd. Co widzisz?" 
C.B.: “W porządku. Ziemia nie może podtrzymać życia. Jest to wynikiem zagłady. Jest jałowa, po 

prostu sam kurz i kamienie. Powierzchnia jest naturalna, ale nosi znamiona sztucznej ingerencji. Moja 
nieświadomość popycha mnie z powrotem ku budowli w wodzie". 

MONITOR: “Więc idź tam". 
C.B.: “Na zewnątrz konstrukcji nie widzę żadnego życia. Woda jest tak jałowa jak ląd. Nie ma tu 

nic, zupełnie nic. Czuję, że powinienem przenieść się w czasie do przodu". 

“Hmm. Teraz to miejsce roi się od życia, przynajmniej w wodzie. To ciekawe. Występuje tu 

zarówno subprzestrzeń, jak i życie fizyczne. Sprawdzam jeszcze raz w pierwotnym czasie. Nie było 
ani subprzestrzeni, ani życia fizycznego. Dziwne. Tam gdzie nie ma życia fizycznego, nie ma też 
subprzestrzeni. Tak jakby te dwa światy istniały równolegle, współpracowały ze sobą. Jeden nie 
istnieje bez drugiego, albo przynajmniej życie subprzestrzenne nie pojawia się, jeśli nie ma życia 
fizycznego." 

MONITOR: “Co masz na myśli mówiąc 'życie w subprzestrzeni'? Jakiego rodzaju życie?" 
C.B.: “Wszędzie są małe zwierzęta subprzestrzenne. Wyglądają jak duchy ryb. To duchy ryb czy 

też ich subprzestrzennych postaci. Między zwierzętami fizycznymi a ich subprzestrzennymi postaciami 
istnieje silny związek. To tak jakby należały do jednego stada albo trzody, w zależności od zwierzęcia. 
Kiedy zostało zniszczone środowisko fizyczne, ucierpiało zarówno życie fizyczne jak i 
subprzestrzenne. Gdy środowisko doszło do siebie, obydwa światy znów mają się dobrze. Wydaje się 
również, że działalność ludzi w budowli miała coś wspólnego z uzdrawianiem środowiska. Nie zdołali 
zrobić wszystkiego, ale mieli swój udział w szczęśliwym zakończeniu". 

MONITOR: “W porządku. Courtney, celem były 'Formy elementarne'". 
C.B.: “Co? Przecież tego nie ma na liście! Co to są formy elementarne? Wiesz, że nie mam już 

czasu na takie ciekawostki. Książka musi być wkrótce złożona u wydawcy i... Co to są formy 
elementarne?" 

MONITOR: “Wytłumaczę ci, Courtney. To bardzo ważne, byśmy rozumieli formy elementarne. Ja 

widzę je od lat. One występują wszędzie i nie można ich ignorować tylko dlatego, że nie są 
humanoidami". Mój monitor przechodzi do wyjaśnienia, czym są formy elementarne i dlaczego się 
nimi interesuje. Pochłania mi to pozostałą część dnia, ale w końcu uświadamiam sobie, że jego troska 
jest uzasadniona, oraz że muszę wspomnieć o tych formach życia w mojej książce. Uzyskałem 
również dane SRV, które sugerują, że wiele istot pozaziemskich w równym stopniu troszczy się o te 
inne formy życia, co o nas. 

Komentarz 

background image

Literatura na temat porwań przez UFO ciągle donosi, jakoby Szarzy mówili ludziom, że nie mogą 

bezczynnie przyglądać się, jak niszczymy życie fizyczne i toczące się obok, związane z nim życie “w 
innym wymiarze". Szczerze mówiąc, dotychczas nie rozumiałem, co to oznacza. Wydaje się, że ludzie 
są ogólnie nieświadomi tego szerokiego spektrum niższego poziomu życia niefizycznego i pozostają 
całkiem ślepi na subtelną więź, jaka istnieje między fizycznymi i niefizycznymi postaciami tego życia. 

Po części, ludzka niewiedza wynika z problemów, jakie sprawia nam postrzeganie 

subprzestrzennego (lub niefizycznego) życia w ogóle. W wielu kręgach kwestia, czy ludzie mają dusze 
czy nie, pozostaje kontrowersyjna. Większość ludzi, gdy ich o to zapytać, odpowiada, że dusza 
istnieje, ale naukowcy rzadko próbowali ją zbadać. Przy takim wysokim stopniu dezorientacji, jaki 
panuje wśród elity naukowej w kwestii naszych ludzkich postaci subprzestrzennych, nie należy się 
dziwić, że nawet nie zaczęliśmy zadawać pytania, czy inne formy życia mają niefizyczne odpowiedniki. 

Ludzie ogólnie nie postrzegają samych siebie jako strażników życia na tej planecie; skłonni są 

raczej uważać się za właścicieli ogrodu, który mają do dyspozycji. Nic dziwnego, że przy takich 
poglądach na inne życie, kwestia istnienia subprzestrzeni całego życia, tak ludzkiego jak i 
nieludzkiego, jest rzadko podnoszona. Ale teraz wiem, że pytanie to jest na tyle ważne, by je 
zadawać. Poznałem też na nie odpowiedź. 
Całe życie subprzestrzenne zależy od życia fizycznego. Nie znam wszystkich aspektów tej zależności, 
ale wiem, że ona istnieje. Gdy niszczymy nasze środowisko fizyczne, gdy niszczymy gatunki, 
utrudniamy życie lub zadajemy ból innym niż ludzka formom istnienia, hamujemy zdolność 
subprzestrzennego życia do ewoluowania. Życie fizyczne i niefizyczne przebiegają równolegle; jedno 
nie toczy się bez drugiego. Jeżeli my – ludzie mamy stać się prawdziwymi obywatelami galaktyki, 
będziemy musieli zmienić swoje poglądy na inne życie, na całe życie. A może się to okazać 
trudniejsze do zaakceptowania niż fakt, że istnieją istoty pozaziemskie. 
 
 

ROZDZIAŁ 33:  

Wydarzenie, Które Zniszczyło Marsa 

Jeżeli na Marsie istniał kiedyś ekosystem, to co go zniszczyło? Dane SRV z okresu 

poprzedzającego jego zagładę nie wskazują na to, że Marsjanie posiadali technikę zdolną zniszczyć 
całe swoje środowisko, nie mówiąc już o atmosferze planety. Opierając się na danych 
przedstawionych w poprzednich rozdziałach, wiemy już, że Szarzy zniszczyli swój świat przez 
nierozważne działania, oraz że ludzie najwyraźniej idą podobną drogą. Ale Mars to co innego. Jak 
wydaje się od samego początku naszych badań, upadek środowiska tej planety związany jest z jakąś 
katastrofą naturalną. Wielu różnych teleobserwatorów doszło do wniosku, że katastrofa nastąpiła po 
jakimś astronomicznym wydarzeniu, związanym być może z kometą lub asteroidem. 

Obraliśmy zatem cel, który miał zidentyfikować przyczynę upadku cywilizacji Marsjan. Jak się 

okazało, ta sesja SRV była jedną z dwu ostatnich, które przewidzieliśmy dla celów tej książki. 
Przypomnę Czytelnikom, że po opracowaniu wstępnej listy celów wiele miesięcy wcześniej, 
skrupulatnie unikałem zaglądania na listę, żeby nie pobudzać swego świadomego umysłu do 
formułowania opinii przed faktycznymi sesjami. Nasza skłonność do ciągłego powiększania listy przez 
dodawanie celów ad hoc była jednak na tyle silna, że nigdy nie kusiło mnie, by myśleć o celach, które 
nie zostały mi jeszcze przydzielone. Ale kiedy nadszedł czas przedostatniej sesji, pamiętałem, że 
jeszcze nie korzystałem z celu identyfikującego upadek cywilizacji Marsjan (sytuacja, która nie 
zdarzyła mi się przy żadnym innym celu). Kiedy sesja się zaczęła, wstępny sygnał od celu wskazywał, 
że celem sesji faktycznie byli Marsjanie. Tak więc, sesja ta, która zaczęła się w warunkach Typu 4, 
faktycznie przeprowadzona została w warunkach mieszanych Typu 4 i Typu 6. 

 

Data: 29 września 1994 

Miejsce: Atlanta, Georgia 

Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość 

Współrzędne celu: 5966/2695 

Dane wstępne wskazywały, że cel związany jest z ruchem i twardym, naturalnym lądem.  

 

background image

C.B.: “Dostrzegam kolory brązowy i beżowy. Powierzchnie są kamieniste, a temperatura bardzo 

niska. Słyszę niesamowite odgłosy wiatru, jakby huraganu. Dostrzegam też coś okrągłego i na AOL 
odbieram katastrofę na Marsie". 

MONITOR: “Po prostu trzymaj się struktury i przejdź do Fazy 3". 
Mój szkic Fazy 3 jest prostym wyobrażeniem dwu okrągłych obiektów. 
C.B.: “Przechodzę do Fazy 4. Wydaje się, że przynajmniej jeden z okrągłych obiektów jest planetą. 

Nadal widzę brązy, kamieniste powierzchnie i wyczuwam coś zimnego. Odczuwam też silne 
zaburzenia atmosferyczne, zwłaszcza ruch wirowy. Z planetą tą związani są ludzie, którzy obecnie 
znajdują się w stanie panicznego przerażenia. Tu na dole panuje niesamowite poruszenie. Odbieram 
na AOL dwie rzeczy, obydwie z linii sygnału. Jedna z nich przypomina księżyc lub asteroid, a druga to 
Mars". 

MONITOR: “Courtney, przejdź od razu do Fazy 6. Masz właściwy cel. To katastrofa na Marsie. Po 

prostu zostań w strukturze i kontynuuj". 

Monitor każe mi naszkicować planetę i mniejszy z obiektów. Zaznaczam Ziemię w stosunku do 

tych dwóch obiektów i wykorzystuję technikę SRV, która pozwala mi zidentyfikować kierunek ruchu 
mniejszego obiektu względem Marsa. Rysuję również linię czasu tego wydarzenia. 

C.B.: “Mniejszy obiekt ma nieregularny kształt, jest przechylony. Ma niezmiernie rzadką 

atmosferę," mierzalną jedynie na poziomie molekularnym. Obiekt ten przeszedł przez krawędź 
atmosfery większego obiektu. Atmosfera planety była stosunkowo gęsta i obiekt przebił się dalej przez 
stratosferę. Obszar, gdzie obiekt przebił atmosferę będę nazywał obszarem przecięcia". 

“Badam teraz planetę. Początkowo nie było wielkiego zniszczenia atmosfery. Duże zaburzenia 

występowały w pobliżu obszaru przecięcia. Gdzie indziej prawie nic się nie działo, występowało 
jedynie drżenie atmosfery całej planety. W miarę zbliżania się do obszaru przecięcia, nasila się 
poziom zaburzeń." 

“Po początkowej turbulencji, obiekt spowodował falowanie atmosfery, podobnie jak wrzucony do 

wody kamień tworzy na niej rozbiegające się kręgi. Ta fala rozrosła się do atmosferycznej fali 
pływowej." 

“Zaburzenia atmosferyczne początkowo nie miały większego wpływu na zjawiska powierzchniowe. 

Nie przypominało to trzęsienia ziemi, w którym wszystko ulega zniszczeniu od razu." 

“Fala przeszła przez atmosferę i spotkała się z drugim swoim końcem. Odbiła się lub przeszła 

przez samą siebie, a następnie wróciła do obszaru przecięcia i powtórzyła zjawisko odbicia czy 
przejścia, wytwarzając wibrujące drganie. Wywołało to rezonans. Rezonans stał się podstawowym 
motorem zmiany warunków atmosferycznych. Zagłuszył wszystkie inne źródła wpływu, takie jak np. 
ciepło słoneczne. Najwyraźniej, grawitacja nie była na tyle silna, by szybko wytłumić drgania. Tak więc 
trwały one przez długi czas." 

“Istoty na planecie były atakowane stopniowo. Zmieniły się wszystkie wzorce pogodowe. Warunki 

na planecie zaczęły się powoli pogarszać. Wyżywienie stało się problemem, ponieważ nie rosły żadne 
zboża. Problem przedstawiał też deszcz. Początkowo były zarówno powodzie jak i susze." 

“Atmosfera przez długi czas była na tyle gęsta, że pozwalała na oddychanie, ale ciągłe falowanie 

stopniowo rozrzedzało atmosferę. Siła przyciągania planety nie była w stanie przeciwdziałać 
kinetycznej energii falowania." 

MONITOR: “W porządku, Courtney. Wystarczy. Cel brzmiał 'Marsjanie / upadek cywilizacji 

(wydarzenie)'. To fascynujące. Będzie to całkiem nowy obszar poszukiwań dla naukowców, 
badających turbulencję i dynamikę cieczy w atmosferach planet". 

Komentarz 

Proces, którego byłem świadkiem, był absolutnie fascynujący. To coś po prostu nie mogłoby wydarzyć 
się na Ziemi, ze względu na większą grawitację, jaka tutaj panuje. Grawitacja szybko wytłumiłaby fale 
atmosferyczne, powstałe w wyniku przejścia asteroidu czy komety. Na Marsie jednak, duże fale 
powstawały przez dłuższy czas, być może cale lata. Wystarczyło więc czasu, aby Marsjanie zdali 
sobie sprawę, że z ich planetą dzieje się coś poważnego, a Federacja wysłała złożoną z Szarych 
brygadę ratunkową. 
 
 

background image

ROZDZIAŁ 34:  

Przyszła Kultura na Ziemi 

Poniższy rozdział prezentuje dane z ostatniej sesji, którą wykorzystaliśmy do naszych badań. 

Chociaż cel znajdował się na pierwotnej liście celów, opracowanej przeze mnie i mojego monitora w 
trakcie tej sesji, w przeciwieństwie do poprzedniej, dotyczącej Marsa, zupełnie o nim zapomniałem. 
Wyniki sesji zaskoczyły mnie, jak się okazało, przyjemnie. Muszę przyznać, że do czasu jej 
zakończenia miałem dość pesymistyczną wizję przyszłości ludzi na Ziemi. Zastanawiałem się nawet, 
dlaczego istoty pozaziemskie wkładają tyle wysiłku w pomaganie nam, skoro jesteśmy gatunkiem 
zmierzającym do samobójstwa. Na szczęście, wiem teraz, że istnieje powód ich wysiłków. 

 

Data: 30 września 1994 

Miejsce: Atlanta, Georgia 

Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość 

Współrzędne celu: 4395/0241 

Dane wstępne do Fazy 2 wskazywały, że cel związany jest z suchym lądem, płynem i sztucznymi 

konstrukcjami. Od razu miałem też wrażenie przemieszczenia w czasie.  

 
Mój szkic w Fazie 3 przypomina wirującą kulę. Wykonuję operację przemieszczenia SRV, która 

przenosi mnie bezpośrednio na miejsce celu. Znajduję się w gęstym i skomplikowanym środowisku. 

C.B.: “Mam poczucie złożonego ekosystemu. Są tu istoty, jacyś humanoidzi. To miejsce 

przypomina dżunglę z obfitą roślinnością. Wszystko jest powiązane czy uzależnione od reszty, jak w 
naczyniach połączonych lub w środowisku biologicznym dżungli. Odbieram AOL Ogrodu w Edenie, ale 
nie jest to Ogród w Edenie. Po prostu sprawia takie wrażenie. Miejsce jest zadbane". 

Przechodzę do Fazy 6, gdzie konstruuję i badam linię czasu. Zaznaczam czas celu i trzy inne 

ważne punkty pomiędzy czasem celu a dniem sesji. 

“Wydaje się, jakby między chwilą obecną a czasem celu była różnica trzystu lat. W punkcie 

czasowym celu widzę, że humanoidzi to z całą pewnością ludzie. Noszą zwykłe ubrania i zdaje się, 
wykonują pracę związaną ze środowiskiem." 

“Pierwszy pośredni punkt w czasie wskazuje na poważną degenerację  środowiska na szeroką 

skalę. W punkcie trzecim następuje początek regeneracji środowiska. Poczekaj chwilę, sprawdzę inne 
punkty..." 

“W punkcie czasowym celu ekosystem zaczyna się umacniać, w tym sensie, że staje się 

samowystarczalny. Wrażenie złożoności, jakie odniosłem na początku sesji związane było z dosłowną 
złożonością roślinności w ekosystemie." 

“Nadal jestem w punkcie czasowym celu; nie wygląda na to, żeby ludzie mieli jakieś schrony na 

powierzchni. 

Poruszają się bez pomocy pojazdów o napędzie benzynowym. Już nie dewastują  środowiska. 

Doglądają go. Ich mentalność zorientowana jest na przetrwanie, a nie eksploatację. Mają głębokie 
poczucie, że przeszli przez najgorszy okres, a teraz mogą odbudować planetę. Wcześniej zawsze 
istniały jakieś wątpliwości." 

MONITOR: “Skup się na różnorodności biologicznej". 
C.B.: “Nie ma tyle gatunków, co obecnie, ale powiedzmy, tyle, ile było sto lat przed punktem 

czasowym celu. Ludzie kierują swoje wysiłki głównie na stworzenie złożonego, interaktywnego 
systemu planetarnego". 

MONITOR: “Skup się na kwestii Federacji / wzajemnego oddziaływania". 
C.B.: “Współdziałanie między tymi ludźmi a Federacją trwa przez cały okres od chwili obecnej do 

punktu czasowego celu. Wygląda na to, że Federacja obserwuje i ofiarowuje swe przewodnictwo, ale 
jeszcze nie pomaga ludziom wyjść z kłopotów. Ludzie muszą zrobić to sami". 

MONITOR: “Skup się na kwestii przedstawicielstwa". 
C.B.: “W punkcie czasowym celu, jak również wcześniej, istnieje subprzestrzenna reprezentacja 

ludzi. Ale wkrótce po naszej obecnej sesji, nastąpi dialog pomiędzy fizycznymi ludźmi a Federacją. W 

background image

miarę upływu czasu, fizyczni ludzie staną się działaczami, przedstawicielami, czy może ścisłymi 
współpracownikami Federacji. Mam wrażenie, że ludzie upodabniają się do pierwotnego Adama i 
Ewy, menedżerów gatunków we wczesnym projekcie genetycznej ewolucji na Ziemi. Tym razem 
jednak owi menedżerowie będą wywodzić się z naszej planety". 

“W punkcie czasowym celu, ludzie przestają być właścicielami Ziemi, a stają się jej strażnikami. 

Jeszcze nie nastąpiła całkowita regeneracja planety, ale widać już ogrody, połacie kwitnącego życia, 
które będą coraz większe." 

“Ekosystemy są na ogół otwarte, ale tworzy się też enklawy dla jeszcze niewprowadzonych 

gatunków." 

MONITOR: “Skup się na środowiskach ludzkich". 
C.B.: “Poczekaj... W czasie obecnej sesji nie ma żadnych szczególnych środowisk. W pierwszym 

punkcie pośrednim na linii czasu następują kłopoty, ale ludzie dopiero zaczynają myśleć o stworzeniu 
specjalnych sanktuariów. W punkcie następnym zaczyna się scenariusz Szalonego Maksa. Następuje 
krańcowe spustoszenie terenu. Nadal występuje życie, ale na ogół pustynne lub w najlepszym 
wypadku w środowisku zbliżonym do sawanny. W punkcie trzecim pełną parą działają specjalne 
ludzkie środowiska typu sanktuarium". 

MONITOR: “Skup się na ludzkich protokołach do dialogu z Federacją". 
C.B.: “W porządku. Kieruję nieświadomość na protokoły... Nic specjalnego. Federacja zna 

angielski, podobnie jak inne języki. Nie oczekują niczego nadzwyczajnego. Federacja przygotuje 
wszystkie ogniwa potrzebne do porozumienia. Ludzie muszą tylko zasygnalizować, że są gotowi". 

MONITOR: “Zbadaj bezpośrednio koncepcję pomocy ze strony Federacji". 
C.B.: “Oni udzielają jedynie nieformalnej pomocy. Ludzie sami muszą znaleźć wyjście z zaistniałej 

sytuacji. Wkład Federacji jest bierny, w tym sensie, że ona jedynie obserwuje; ale i czynny, bo 
jednocześnie ukazuje ludziom cel, do którego powinni dążyć. Nie uwolnią nas od problemów 
wpłacając kaucję. Musimy być gatunkiem dojrzałym i pomocnym, a nie zależnym od innych, dojrzałość 
zaś przychodzi wraz z doświadczeniem". 

MONITOR: “W porządku. Jeśli zechcemy poznać przeznaczenie będziemy chyba musieli 

poczekać do następnego projektu. Zakończmy sesję. Courtney, znowu jest nadzieja. Celem była 
'Ziemia / przyszła kultura'. 

C.B.: “Naprawdę? Całkiem o tym zapomniałem; upłynęło sporo czasu, od opracowywania listy 

'Ziemia / przyszła kultura'... Wygląda na to, że moja nieświadomość wiedziała, co jeszcze będzie mi 
potrzebne do książki. Ludzkość otrzyma drugą szansę. Dobra nasza!" 

Komentarz 

Ludzie się zmienią. Będziemy świadkami zniszczenia naszej własnej planety – naszego domu. Dla 

ludzkości nastąpi długi okres ciężkich doświadczeń. Jednak strata ta nie pójdzie na marne. Wspólnie 
nauczymy się czegoś. Niektórzy Czytelnicy mogą nie przyjmować do wiadomości, że Ziemia stanie się 
planetą kurzu, po czym, pod rządami ludzi mądrzejszych, odrodzi się niczym Feniks z popiołów. Nie 
zmienia to jednak faktu, że dane SRV wyraźnie wskazują, iż taka faza nastąpi, a gdyby rozpatrzyć 
sprawę z punktu widzenia logiki i wiedzy na temat ludzkiego umysłu, wniosek musiałby być taki sam. 
Problem nie polega na tym, że na Ziemi żyje za dużo ludzi w stosunku do jej ograniczonej 
powierzchni. Planeta mogłaby utrzymać o wiele większą populację niż obecnie. Kłopot w tym, że z 
natury swej ludzie pragną  życia co najmniej tak dobrego, jakim cieszą się zamożne elity. Będziemy 
bez opamiętania eksploatować surowce naturalne, żeby zaspokoić wyszukane pragnienia. Nikła 
łączność pomiędzy naszym umysłem świadomym a jego subprzestrzenną postacią nie pozostawia 
nam innego wyboru, jak gonić za szczęściem na drodze fizycznych zmysłów. Większa część ludzkości 
będzie nadal walczyć, by w nieskończoność polepszać swój fizyczny dobrobyt, aż w końcu nasza 
planeta odmówi nam posłuszeństwa, niszcząc dużą część ludzkości. Na szczęście nie całą. To w tym 
momencie zacznie się tak zwany scenariusz Szalonego Maksa, a ludzie zaczną rozważać swoje życie 
w kategoriach przetrwania. 

Federacja nas nie uratuje. Jeżeli nie powstrzymała Szarych od autodestrukcji, dlaczego miałaby 

robić to w przypadku ludzi? Ale spójrzmy na sprawę z innego punktu widzenia. Ile dobrego wynikło z 
obecnego kierunku ewolucji Szarych, dzięki ich przeszłym doświadczeniom? Z takich trudów rodzi się 
wielkość, która z całą pewnością jest też przeznaczeniem naszego gatunku. 

background image

Zdaję sobie sprawę, że większość Czytelników widzi czarno ten scenariusz najbliższej przyszłości. 

Ale prawda jest taka, że nasza przyszłość, jako gatunku, jest świetlana. Ciężar nadchodzących 
wyzwań nie powinien przesłonić wizji czekającej nas potem chwały. Niemal we wszystkich sesjach 
SRV, jakie przedstawiłem w niniejszej książce, skupiałem uwagę na problemach ściśle związanych z 
naszą obecną sytuacją. Problemy te obejmują kłopoty ze środowiskiem, słabość więzi pomiędzy 
umysłem a ciałem u naszego gatunku oraz wzajemne relacje między ludźmi. Federacją, Szarymi a 
Marsjanami. Rzeczywiście, wszystko, czego byłem świadkiem podczas sesji SRV, wiąże się z ogólną 
ideą wielu gatunków, próbujących rozwiązać wspólne problemy. Było to konieczne, acz chyba 
zrozumiałe, ograniczenie moich badań. 

Jednakże obecna sesja każe nam spojrzeć dalej w przyszłość. Gdzieś około roku 2000 my – ludzie 

w znacznym stopniu otrząśniemy się z problemów, jakie sobie sami stworzyliśmy. Jako grupa lepiej 
sobie z nimi poradzimy; staniemy się dojrzalszym gatunkiem. Skierujemy uwagę na otaczający nas 
wszechświat, i tak jak kiedyś, będziemy pomagać walczącemu życiu. Nauczymy się też kochać w 
szerzej pojętym sensie tego słowa. 

Ponieważ nie posłałem swego umysłu dalej niż trzysta lat od chwili obecnej, mogę tylko 

przypuszczać, że taki nowy i mądrzejszy gatunek ludzki nie będzie siedział z założonymi rękami. We 
wcześniejszych sesjach członkowie Federacji dali mi do zrozumienia, że pragną, by ludzie dołączyli do 
szeregów organizacji jako jej pełnoprawni członkowie i pomagali Federacji w zasiedlaniu galaktyki. U 
istot, które obserwowałem podczas ostatniej sesji, wyczułem świadomość, która nie pasowała do 
wojowniczego typu badaczy galaktyki. Byli to raczej “czciciele" życia. Kiedy przyszli ludzie staną się 
łagodnymi, ale nie biernymi istotami, a destruktywność nie będzie już ich wiodącą cechą, nasza 
dobrowolna więź z Federacją stanie się pełnowartościowa. 

Podejrzewam, że ludzie roku 2000 stanowią prototyp jeszcze bardziej rozwiniętych istot, które, jak 

ufam, do 3000 roku osiągną szczyty rozwoju. Trudno wyobrazić sobie rolę, jaką przyjdzie nam 
odgrywać w dramatach galaktycznych, które odsłonią się przed nami w miarę obcowania z innymi 
gatunkami. Czuję się mały, kiedy pomyślę, w jak niewielu miejscach i czasach był mój umysł. Nie mam 
pojęcia, w co my, ludzie, zaangażujemy się za dwa tysiące lat albo w jeszcze odleglejszej przyszłości. 
Czy zostaniemy w końcu przywódcami Federacji? Czy pomożemy Federacji w zasiedleniu pozostałej 
części Mlecznej Drogi? Czy ostatecznie sięgniemy po inne sfery naszego wszechświata, które leżą w 
odległych i obcych galaktykach? 

Wszystkie moje wysiłki w teleobserwacji przekonały mnie, nie pozostawiając co do tego cienia 

wątpliwości, że naprawdę jesteśmy czymś więcej niż tylko ciałami fizycznymi. Nasze połączone 
osobowości, fizyczna i subprzestrzenna, nigdy nie zakończą swego ewolucyjnego marszu. Odczuwam 
czystą radość, gdy pomyślę o całym szeregu nieznanych jeszcze możliwości istnienia. Gdy poradzimy 
sobie z wyzwaniami i trudami, czeka nas pełna cudów, bezkresna przyszłość. Doprawdy, Bóg był 
hojny, dając ludziom w podarunku życie. 
Za kilka lat nauczymy się żyć z Marsjanami. Potem zaczniemy otwarcie nawiązywać kontakty z innymi 
gatunkami, nie wyłączając Szarych. W końcu, przy pomocy własnych statków odważymy się opuścić 
Ziemię, przywróciwszy ją wcześniej do stanu kwitnącego zdrowia i pełni życia. Nie wiem, co jeszcze 
będziemy robić. Ale będę tam, podobnie jak każdy z was, a pewnego dnia wszyscy razem odkryjemy 
dalszą przyszłość. Na razie nadszedł czas, by uwolnić się od strachu i niechęci i spojrzeć w kierunku 
Marsa. To następny krok w ewolucji naszego gatunku (Być może dane z teleobserwacji mogłyby 
pomóc w określeniu natury przyszłych wydarzeń. Wówczas wystarczyłoby zmienić swoje zachowanie 
tak, by stworzyć nowy wymiar czasu, w którym wydarzenia te nie doszłyby do skutku. Biorąc jednak 
pod uwagę obecną genetyczną dysfunkcjonalność ludzi – zwłaszcza naszą słabą łączność pomiędzy 
ciałem a umysłem – wątpię, abyśmy byli w stanie odsunąć ponure widmo katastrofy ekologicznej). W 
ten sposób zbliżymy się do wielkiej galaktycznej rodziny... Jak najszybciej podjąć dialog z Marsjanami 
– to nasze najbliższe zadanie. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

ROZDZIAŁ 35: 

Szkolenie Dyplomatów 

Jeżeli ludzie kiedykolwiek mają wejść do sfery galaktycznej, kwestią o podstawowym znaczeniu 

jest uznanie, że istnieją (co najmniej) dwie formy życia – fizyczna i subprzestrzenna. Jesteśmy 
istotami mieszanymi. Nasze formy fizyczne zamieszkują formy życia subprzestrzeni. Fizyczne formy 
życia to tymczasowe stworzenia, w tym sensie, że ostatecznie umierają. Subprzestrzenne postaci tych 
form nie umierają nigdy. Nasze ludzkie “dusze" to po prostu subprzestrzenne jaźnie, które żyją nadal, 
kiedy nasze fizyczne ciało ulegnie rozkładowi. 

Zdolne do odczuwania, rozwinięte rasy rozumieją to wszystko i aktywnie porozumiewają się tak w 

sferze fizycznej, jak i niefizycznej. Mogą one postrzegać obydwa światy równocześnie, wykorzystując 
swe fizyczne i subprzestrzenne systemy nerwowe. Ludzie, być może na skutek unikalnej struktury 
genetycznej, normalnie nie dysponują takimi zdolnościami, ale mogą wyrobić je w sobie na drodze 
treningu. Kompetentne i profesjonalne szkolenie nie jest tanie, dlatego radzę podejmować je tylko tym, 
którym przyda się ono do komunikacji i zbierania danych. Dyplomaci galaktyczni są idealnymi 
kandydatami do takiego szkolenia. Naukowcy i historycy to kolejne grupy, które mogłyby z niego 
skorzystać. 

W rozdziale niniejszym przedstawiam zarys kursu wzajemnej komunikacji fizyczno-

subprzestrzennej. Kurs składa się z trzech oddzielnych części. Pierwsza z nich obejmuje naukę 
specyficznej techniki medytacji i polecam ją jako wstępny, minimalny poziom szkolenia dla każdego, 
kto pragnie sięgać dalej, poza zmysły fizyczne. W tym wstępnym szkoleniu nie są potrzebne żadne 
środki ostrożności. Wydaje mi się nawet, że na tym etapie byłoby dobrze zacząć szkolić dzieci. Być 
może doszłyby do wniosku, że jest to bardziej “klawe" niż pojedynkowanie się za pomocą “laserowych 
strzelawek". 

Drugi poziom nauki polega na wprowadzaniu uczniów w odmienne stany świadomości. Armia 

amerykańska uważała to za warunek wstępny szkolenia w teleobserwacji. W zakres tego drugiego 
etapu kursu wchodzi praca z opracowaną przez Instytut Monroe'a techniką Hemi-Sync. 

Trzeci poziom szkolenia to formalny instruktaż w SRV. 
Pragnę zwrócić uwagę Czytelników, że żadna z instytucji czy grup, które formalnie bądź 

nieformalnie tutaj wymieniam, nie podpisuje się pod proponowanym przeze mnie programem. Nie jest 
to również reklama ich produktów jako pomocnych w badaniu UFO i ET. Niniejszy program 
szkoleniowy zrodził się w wyniku moich własnych badań. Żadna z firm czy grup nie szkoli ludzi na 
galaktycznych dyplomatów. Mimo to doświadczenie wskazuje, że umiejętności, których uczą, można 
połączyć, osiągając dobry efekt końcowy. Podkreślam jednak, że to moje opinie w tej kwestii, a nie 
grup faktycznie prowadzących szkolenia. 

Poszczególne części kursu, które przedstawiam poniżej, świetnie się uzupełniają, ale należy 

praktykować je oddzielnie. Muszę też ostrzec Czytelników, że kompletny kurs może zawierać pewne 
ryzyko. W przypadku niektórych jednostek zachodzi bowiem możliwość niedobrego wpływu szkolenia, 
a nie wiem, na ile zjawisko to jest częste. Tak więc pełnemu kursowi powinny poddawać się tylko 
osoby, mające wsparcie instytucji, które dają właściwy wgląd psychologiczny we wszystkie sprawy 
związane z rozwojem ucznia. Szkolenie otwiera człowieka na takie rodzaje doznań, które całkowicie 
odbiegają od standardowych doświadczeń w naszym życiu. Na przykład, niektórzy studenci mogą 
przeżyć szok, gdy doświadczą telepatycznego odbioru myśli. Bez właściwego przewodnictwa, uczeń 
może popaść w paranoję, podejrzewając, że wszystkie jego myśli w rzeczywistości są manipulowane 
przez niewidzialne istoty. Ludzie muszą być na to przygotowani, a po zakończeniu szkolenia, 
pozostawać pod uważną obserwacją, aby w szczególnie trudnych chwilach mogli uzyskać właściwą 
poradę doświadczonych nauczycieli. 

Poniższy opis programu proszę potraktować jak wzór na przyrządzenie prochu strzelniczego. Wzór 

ten jest dostępny dla każdego, a wobec braku nadzoru, zawsze może trafić w ręce ludzi, którzy będą 
go mieszać we własnej piwnicy i niechcący wysadzą się w powietrze. Encyklopedia, w której wzór 
został podany, nie ponosi winy za ich nieszczęście, ponieważ w wolnym społeczeństwie samej wiedzy 
nie można i nie należy ukrywać przed opinią publiczną. Podobnie, każdy, kto odbywa przedstawiany 
tu przeze mnie kurs, powinien mieć zapewniony odpowiedzialny nadzór. Każda grupa, firma czy 
instytucja zachęcająca do tego kursu lub stawiająca go jako warunek zatrudnienia musi po prostu 
wliczyć koszt nadzoru w ogólne koszty całego programu. Grupy, które faktycznie przeprowadzają 
szkolenie, na ogół nie zapewniają nadzoru. Trenujący i pracodawcy muszą tego dopilnować. 

background image

Wszystkie osoby podejmujące kurs, robią to na własne ryzyko. Nie jestem wyszkolonym psychiatrą 

ani nie mam żadnego formalnego przeszkolenia w sprawach, które pozwoliłyby mi dostrzec u kogoś 
cechy wskazujące, że kurs stanowi zagrożenie dla jego lub jej stanu umysłowego. Tym niemniej, 
zaprojektowałem kurs w taki sposób, by był on jak najbardziej bezpieczny, a w obecnej chwili nie 
znam nikogo na Ziemi, kto zbadał te kwestie bardziej dogłębnie niż ja. 

Opracowałem ten kurs na własne ryzyko. Nie miałem żadnego psychiatry, który obserwowałby 

moje postępy. Z drugiej jednak strony, byłem bardzo ostrożny, mając na uwadze własną świadomość. 
Najpierw nauczyłem się Medytacji Transcendentalnej, która dała mi wgląd we własną złożoność 
subprzestrzenną. Następnie przeszedłem przeszkolenie w programie MT-Sidhis, a dopiero potem 
sięgnąłem po możliwości, jakie oferował Instytut Monroe'a. Na końcu opanowałem SRV. Jednak 
pomimo tego stopniowania doświadczenia te wstrząsnęły mną do szpiku kości. W przeciągu zaledwie 
dwóch lat, runęła cała fasada moich wyobrażeń na temat świata. Dotarło do mnie, że nie jesteśmy 
sami we wszechświecie i że tę wymiarową rzeczywistość dzielą ze mną niefizyczne istoty. 
Dowiedziałem się, że w niedalekim sąsiedztwie powstawały i upadały cywilizacje istot pozaziemskich, 
a niektóre z nich podróżują w czasie z taką  łatwością, jak ja przechodzę przez ulicę. Musiałem na 
nowo zdefiniować swoje rozumienie Boga i całej religii. Nie sposób zrelacjonować, jak bardzo 
musiałem się przystosować i rozwinąć, żeby stawić czoło otwierającej się przede mną rzeczywistości. 

Tak więc, mam konserwatywne podejście do rozwoju, a program pomyślany jest w taki sposób, by 

pozwolić na stopniowe doświadczanie osobistego wzrostu. Ta bezpieczna droga jest również drogą 
najbardziej efektywną. Kurs zaczyna się od bezpiecznego i bezpośredniego doświadczenia własnej 
egzystencji niefizycznej, dalej rozwija świadomość w kierunku telepatii i wychodzenia z ciała, a kończy 
się profesjonalnym programem SRV. Jeszcze ostatnia uwaga. Zaprojektowałem kurs w sposób ciągły, 
gdzie po każdej części następuje kolejna, ale nie wiem, czy jest to absolutnie konieczne. Jak sądzę, 
ważne jest, by studenci ukończyli wszystkie trzy części w rozsądnym okresie czasu, nawet gdyby 
szkolenie w SRV wypadło jako pierwsze. 

 

Kurs na Galaktycznych Dyplomatów 

 
Część I
  

Zachęcam studentów, by nauczyli się Medytacji Transcendentalnej i programu MT-Sidhis. Istnieje 

wiele form medytacji, ale tylko niektóre z nich faktycznie prowadzą do bezpośredniego doznania 
własnej niefizycznej jaźni. Pewne czynności, określane mianem medytacji to po prostu wyobrażenia 
mentalne lub, co gorsza, wywołujące stres praktyki, które mogą doprowadzić do nieszczęścia. MT i 
jego zaawansowana wersja w postaci programu MT-Sidhis służą do wprowadzania człowieka w stan 
bezpośredniej świadomości swojej własnej jaźni. Praktykowanie tej medytacji jest naprawdę 
pozbawione stresu i daje szereg naukowo udokumentowanych pozytywnych skutków ubocznych, 
takich jak poprawa równowagi umysłowej, większe zadowolenie z życia, poprawa fizjologii i lepsza 
intuicja. 

Nauczyciele MT są świetnie wyszkoleni, a kurs przebiega identycznie, bez względu na to, kto jest 

nauczycielem, czy gdzie odbywa się nauka. Standaryzacja instruktażu i dostępność kursu to elementy 
o podstawowym znaczeniu w każdym większym programie, w którym konsekwencja stanowi 
podstawowy czynnik. 

Organizacja MT może się nie podpisać pod moją propozycją wykorzystania MT do pomocy 

osobom w ich stawaniu się obywatelami galaktyki. To raczej moje osobiste obserwacje wskazują, że 
ludzie praktykujący MT osiągają  świadomość bardzo zbliżoną do świadomości rozwiniętych istot 
pozaziemskich i ludzi przyszłości. Na wykładach publicznych, wielu nauczycieli MT tradycyjnie skupia 
uwagę na fizjologicznych korzyściach, płynących z uprawiania Medytacji Transcendentalnej. Wynika 
to prawdopodobnie z ich doświadczeń, w których natrafiają na opór w stosunku do niefizycznych 
aspektów oddziaływania medytacji. W naszym społeczeństwie łatwiej jest powiedzieć ludziom, że 
uprawianie MT poprawi ich ciśnienie krwi niż oznajmić im, że wkrótce staną się  świadomi własnych 
dusz. 

Tym niemniej, prace Maharashiego Mahesh Yogi nie pozostawiają wątpliwości w tym względzie. 

Według Maharashiego, wszystkie istoty, fizyczne i niefizyczne, zamieszkują sferę  życia zwaną 
relatywną. W sferze tej istnieją różne poziomy. Przy takim założeniu, zarówno poziom fizyczny, jak i 
subprzestrzenny, mieszczą się w obrębie sfery względnej. Maharashi wyróżnia również pole, 
nazywane absolutem, z którego biorą początek wszystkie rzeczy na poziomach względnych. Co 

background image

więcej, konsekwentnie nawiązuje on do potrzeby połączenia dwóch oddzielnych postaci (postaci 
względnej i absolutu) istnienia każdego człowieka. Jeżeli nauczyciele MT nie kładą na to nacisku 
podczas instruktażu, nie jest to ich winą ani próbą ukrycia czegokolwiek. Każdy musi poznać swą 
całkowitą jaźń przez bezpośrednie doświadczenie. MT to praktyka empiryczna. Ponieważ zwykła 
percepcja większości z nas ogranicza się do fizycznych zmysłów, mówienie o własnej subprzestrzeni i 
postaciach absolutu jest dla większości ludzi nieznających doświadczenia medytacyjnego pozbawione 
sensu. 

W MT każdy dzień zaczyna się i kończy dwudziestominutową medytacją. Chociaż medytacja nie 

przedstawia większych trudności, bardzo ważne jest, aby nauczyć się jej od kompetentnego i 
wykwalifikowanego nauczyciela. Poza tym, kurs MT obejmuje sesje powtórkowe, które gwarantują, że 
wszystka odbywa się właściwie. 

Przydarzyło mi się kiedyś, że jakaś kobieta zapytała mnie, dlaczego ma płacić za kurs medytacji, 

skoro może to robić sama we własnym domu za darmo. Najpierw jej nie zrozumiałem. Myślałem, że 
pyta mnie, dlaczego w ogóle należy płacić za instruktaż. Powiedziałem jej, że nauczyciele MT 
zarabiają w ten sposób na życie i muszą się utrzymać, jak każdy inny. Ale potem zdałem sobie 
sprawę, że pytanie miało na celu zupełnie coś innego. Kobieta ta zakładała, że medytacja to coś, co 
można samemu wymyśleć przy pomocy swojej jaźni lub wyczytać w książce. Tak więc 
odpowiedziałem jej nieprawidłowo. 

Czytelnicy tej książki muszą zrozumieć, że właściwe uprawianie medytacji nie jest czymś, co 

można samemu wykoncypować, ani czymś, czego można nauczyć się z książki. Kurs MT wyłonił się z 
prób i błędów na przestrzeni całych stuleci. MT to prosta, lecz zarazem wysoce wyrafinowana i 
subtelna praktyka. Ci, którzy usiłują opracować swoją własną procedurę, próbują na nowo wymyśleć 
koło, kiedy dokoła jeżdżą sportowe samochody. 

Czytelnicy muszą zrozumieć, że uprawianie MT i programu MT-Sidhis bardzo różni się od 

teleobserwacji. W teleobserwacji uzyskuje się bezpośrednią wiedzę z innego miejsca i/lub czasu przez 
wykorzystanie połączenia mentalnego między subprzestrzenią a danym miejscem. Można tego 
dokonać jedynie dlatego, że jesteśmy również istotami niefizycznymi. Jednakże w MT i programie MT-
Sidhis nie wykorzystuje się tego połączenia. W trakcie medytacji, człowiek na bazie własnego 
doświadczenia uczy się być  świadomym swej całej jaźni, zarówno fizycznej jak i subprzestrzennej. 
Zatem regularna medytacja prowadzi do rozwoju osobowości kompletnej, w tym sensie, że staje się 
ona świadoma całego swojego zakresu. Ta empiryczna wiedza może dostarczyć w życiu dużo 
osobistego zadowolenia, ponieważ nie trzeba już gonić za fizycznymi przyjemnościami poprzez zmysł 
dotyku, wzroku, powonienia, słuchu czy smaku, by doświadczyć wewnętrznego poczucia szczęścia, 
spełnienia i satysfakcji. Do sfery subprzestrzennej nie można dotrzeć bezpośrednio przez zmysły, tak 
więc fizyczna pogoń ostatecznie ponosi klęskę. Bezpośrednie doświadczanie własnej drugiej połowy 
dwa razy na dzień jest niezwykle odprężającym uczuciem i może przyczynić się do tego, że następne 
doświadczenia fizyczne przyniosą więcej zadowolenia, ponieważ nie będą już podszyte ukrytym 
pragnieniem kontaktu z subprzestrzenią. 

Dla celów kursu dyplomacji galaktycznej, uczniowie powinni przeszkolić się zarówno w MT, jak i w 

programie MT-Sidhis. Kursy odbywają się w centrach MT (które ostatnio zostały rozszerzone i przyjęły 
nazwę Wedyjskich Uniwersytetów Maharashiego) w większości dużych miast w wielu stanach w całym 
kraju. Nauka odbywa się wieczorami lub w weekendy. Cały kurs trwa około tygodnia, natomiast 
program MT-Sidhis zajmuje trochę więcej czasu. 

Po nauce MT (nie trzeba czekać na ukończenie Sidhis) należy przeczytać dwie książki 

Maharishiego. Pierwsza z nich to Nauka bycia i sztuka życia, dostępna we wszystkich ośrodkach MT i 
w większości księgarń. Radzę czytać ją powoli, nie więcej niż dwadzieścia stron na dzień. Ważne 
punkty w tej książce na pierwszy rzut oka sprawiają wrażenie nieistotnych, a szybkie czytanie może 
przynieść tylko frustrację. Druga książka to tłumaczenie i komentarz Maharashiego do pierwszych 
sześciu rozdziałów Bhagawad-Gity. Obydwie pozycje zawierają dużo informacji na temat złożonej 
natury ludzkiej egzystencji. 
 
Część II
  

Ta część składa się z dwóch etapów. Pierwszy to wysłuchanie w domu trzydziestu sześciu taśm 

oferowanych przez Instytut Monroe'a, znajdujący się w Faber, w Wirginii. Taśmy noszą wspólną 
nazwę “Otwieranie Bram", a z mojego doświadczenia wynika, że stopniowo prowadzą one ucznia 
poprzez wstępne doświadczenia telepatii do technik komunikacji subprzestrzennej i manipulowania 
energią. Zalecam słuchanie każdej z taśm dwukrotnie, jeden raz rano, a drugi wieczorem. Pierwszą 

background image

naszą czynnością po przebudzeniu powinna być medytacja, ale słuchanie taśm w dogodnym czasie 
po medytacji to dobry pomysł. 

Przy założeniu, że przestrzegamy zasady codziennego słuchania dwa razy tej samej taśmy i mamy 

czas na odpoczynek i nieprzewidziane okoliczności, kurs domowy winien zamknąć się w okresie 
dwóch, trzech miesięcy. Potem proponuję wysłuchanie dwóch szczególnych taśm, każdą jeden raz w 
ciągu dnia przez kolejne trzy do czterech tygodni. Między słuchaniem jednej i drugiej taśmy powinna 
być przerwa kilku godzin, żeby umysł zdążył oczyścić się z jednego doświadczenia, zanim wejdzie w 
następne. Zatem idealny rozkład zakłada słuchanie jednej taśmy rano, a drugiej po południu (bądź 
wieczorem). Taśmy oznakowane są jako “Misja 12" i “Dalecy Wędrowcy", i obydwie znajdują się w 
zbiorze trzydziestu sześciu taśm domowego kursu “Otwierania Bram". Opierając się na własnym 
doświadczeniu mogę powiedzieć, że wielokrotne wysłuchanie taśmy “Misja 12" pomaga rozwinąć 
zdolności telepatycznego porozumiewania się, a regularne słuchanie “Dalekich Wędrowców" pomaga 
intuicyjnie zaznajomić się ze zmianą biegunowości, tak częstą w odmiennych stanach świadomości. 

Po miesiącu intensywnego poddawania się działaniu tych dwu taśm, radzę na stałe zaniechać ich 

używania, żeby uniknąć wytworzenia się uzależnienia od nich. Również w przypadku pojawienia się 
psychicznego stresu w trakcie ciągłego korzystania z taśm, należy natychmiast przerwać ich słuchanie 
i zasięgnąć porady przed powzięciem decyzji, czy kontynuować pozostałą część kursu. 

Druga faza szkolenia obejmuje faktyczne odwiedziny w Instytucie Monroe'a i odbycie kursu 

“Wędrówka przez Bramę". Wyższych poziomów świadomości, jakich naucza się na tym kursie, nie 
można osiągnąć przy pomocy taśm kursu domowego. Doświadczanie tych stanów wymaga nadzoru 
wyszkolonego personelu w instytucie. Całkowicie popieram tutaj zakaz sprzedaży tych taśm szerokim 
kręgom. Wyższe poziomy świadomości zamieszkuje cały szereg istot niefizycznych. Nie chodzi o to, 
że istoty te są niebezpieczne, ale że spotkanie z nimi może być dla niektórych prawdziwym szokiem. 
Ogólnie rzecz biorąc, wyższe poziomy świadomości obejmują stany, których normalnie doznaje się po 
śmierci fizycznej. Stacjonarny kurs w instytucie w bezpieczny sposób uczy, jak doświadczać tych 
stanów na długo przed ostateczną podróżą w zaświaty. 

Jeżeli chodzi o lekturę dodatkową, polecam trzy książki Roberta Monroe'a. Są to Podróże poza 

ciałem, Dalekie podróże i Najdalsza podróż (wydane również w Polsce). Wszystkie trzy książki można 
dostać w księgarniach lub zamówić w Instytucie Monroe'a. 
 
Część III
  

Trzecia część tego kursu składa się z dwóch etapów. Pierwszy etap obejmuje tygodniowy 

intensywny kurs SRV, prowadzony przez wykwalifikowanego nauczyciela. Wielu teleobserwatorów 
zatrudnionych wcześniej w wojsku, obecnie indywidualnie naucza wojskowej wersji teleobserwacji. 
Również Instytut Telepatii, szkoła SRV w Atlancie, może z dobrym skutkiem kształcić studentów. 
Instytut ten oferuje programy monitorowania i szkolenia nauczycieli. 

Następnie, wykwalifikowany monitor pracuje z uczniem nad przeprowadzeniem własnego projektu. 

Monitor pomaga uczniowi przejść przez co najmniej dziesięć do piętnastu monitorowanych sesji. Nie 
ma znaczenia, czy sesja jest monitorowana na miejscu czy na odległość. Doświadczenie pracy z 
monitorem przez większą liczbę sesji SRV pomaga osiągnąć poziom profesjonalizmu, potrzebny w 
przyszłej naukowej i dyplomatycznej pracy. 
 
Ostatni powód użycia całego programu
  

Przy namierzaniu łatwo rozpoznawalnych celów fizycznych (takich jak Gabinet Owalny w Białym 

Domu), teleobserwacja dostarcza strumienia danych z rzeczywistości. Zbieranie informacji o takich 
celach jest na ogół prostą sprawą. Nieświadomy umysł dociera na miejsce i widzi się, to, co się widzi. 
Jednak cele ET nie zawsze są równie łatwe. Dane SRV są prawdziwe, ale zdarza się, że cel 
przedstawia głębsze pojęcie, które tylko nieświadomość potrafi zrozumieć. W takich przypadkach 
nieświadomość często dostarcza danych, które stanowią odpowiedź na ukryty program, kryjący się za 
określonym celem. Teleobserwator musi umieć spojrzeć na dane z większej perspektywy. Ponieważ 
nieświadomość ma dostęp do wszystkich informacji, zarówno w świecie fizycznym jak i niefizycznym, 
uzyskane przez nią dane mogą wydać się tajemnicze, o ile teleobserwator nie osiągnął poszerzonej 
świadomości. Owa poszerzona świadomość stanowi strukturę, do której trafiają wszelkie informacje 
zdobyte na drodze teleobserwacji. Naiwnemu teleobserwatorowi dane takie mogłyby się jawić jako 
symboliczne czy alegoryczne, podczas gdy w rzeczywistości nieświadomość jest jak najbardziej 

background image

dosłowna. Zatem żeby zrozumieć dane, trzeba odznaczać się rozwiniętą  świadomością, i od tego 
wymogu naprawdę nie ma odwołania. 
 
 

ROZDZIAŁ 36:  

Zaangażowanie Ludzkiego Rządu 

Jedną z najczęstszych skarg, jakie padają z ust ludzi zainteresowanych UFO jest milczenie rządu 

w tej sprawie. Jedyną rzeczą, która wprawia ich w jeszcze większą wściekłość są próby rządu, 
zmierzające do ośmieszenia, stłumienia bądź odrzucenia relacji o UFO. Ja też przeszedłem przez 
etap, w którym uważałem, że rząd nie czyni swojej powinności, utrzymując informacje na ten temat w 
tajemnicy przed ludźmi, którzy, bądź co bądź, przyczynili się do jego wyboru. Zmieniłem jednak zdanie 
i może dobrze będzie, jeśli przedstawię swój punkt widzenia w tej materii. 

Na początku pragnę przypomnieć Czytelnikom, że jestem profesorem nauk społecznych. Jedną z 

moich specjalności w ramach tej dyscypliny stanowi opinia publiczna i zachowania mas, co 
bezpośrednio wiąże się z niepokojem rządu w kwestii ET i UFO. Rząd z całą pewnością jest 
świadomy działalności ET na Ziemi i w jej pobliżu. Zostało opublikowanych kilka książek, które podają 
informacje odtajnione przez rząd amerykański na mocy Aktu Wolności Informacji (patrz np. Good 
1987). Ale nie trzeba daleko sięgać, by uzyskać potwierdzenie, że władze zdają sobie sprawę z faktu, 
że ET działają na naszej planecie. 

Osobiście rozmawiałem z emerytowanymi wojskowymi, którzy bez ogródek twierdzili, że sami byli 

zamieszani w prowadzoną na wysokim szczeblu tajną działalność zbierania danych na temat UFO, 
oraz że rząd starał się jak mógł opanować cały ten bałagan – niestety bez powodzenia. Rozmawiałem 
ponadto z członkami personelu lotniczego, którzy opowiedzieli mi, jak to za odrzutowcami wielokrotnie 
pojawiało się UFO. W niektórych przypadkach, po wylądowaniu, pilotów nachodzili wysoko postawieni 
agenci służb bezpieczeństwa. Wówczas na odprawach piloci otrzymywali ścisłe wytyczne, by o tych 
sprawach z nikim nie rozmawiać. Niektórzy piloci nie zastosowali się do takich rozkazów, ale inni to 
robili. 

Rząd wie o istotach pozaziemskich, ale nie mówi o tym swoim obywatelom. Dlaczego miałby to 

robić? Weźmy na przykład rząd w moim kraju. Uważnie rozważcie sytuację, w jakiej znaleźlibyście się 
na miejscu prezydenta Stanów Zjednoczonych. Jesteście świadomi, że istoty pozaziemskie, nie 
prosząc o pozwolenie, dowolnie najeżdżają wasze terytorium. Co więcej, przynajmniej niektóre z nich 
robią waszym obywatelom coś, co nie bardzo im się podoba, a rząd – z całym swoim wojskiem i 
aparatem bezpieczeństwa – nie może na to nic poradzić. Absolutnie nic. Co byście zrobili? Czy 
wystąpilibyście w telewizji i ogłosili przybycie ET? Co jeszcze moglibyście dodać do stwierdzenia: “Oni 
tutaj są, a wy możecie panikować według własnego uznania?" 

Moglibyście ewentualnie ujawnić, jacy goście przybyli i powiedzieć, że rząd stara się nawiązać z 

nimi otwarte stosunki dyplomatyczne. Ale jak długo można by się tym wykręcać, gdyby istoty 
pozaziemskie nie podejmowały rozmów? 

Być może nie była to właściwa strategia, ale pozwalała uniknąć rozdmuchania problemu do czasu, 

gdy rząd będzie miał okazję uporać się z tą kwestią z większym powodzeniem. Żaden przywódca 
państwowy nie chce ogłaszać klęski, o ile nie ma najmniejszej nadziei na sukces. 

Nie wiem dokładnie, jak dużo wiedział rząd przez całe lata. Ale wiem, że przywódcy narodu nie 

posiadają pełnych informacji, które udało nam się zebrać na drodze teleobserwacji. Zatem informacje 
zawarte w tej książce mogą okazać się pomocne w ustanowieniu nowej fazy stosunków między ludźmi 
a istotami pozaziemskimi. Nie widzę jednak żadnej korzyści w atakowaniu obecnych i poprzednich 
urzędników państwowych z racji niegdysiejszej polityki w sprawie zjawiska ET. Możliwe, że popełniano 
błędy, ale biorąc pod uwagę okoliczności, trudno doszukać się tu jakiegoś idealnego wyjścia. 

Z drugiej strony, mocno wierzę, że nadszedł czas, by poważnie rozważyć zmianę poprzedniej 

polityki zaprzeczania. Historycznie rzecz biorąc, ludzie zawsze byli bierni w kontaktach z ET. 
Obserwowaliśmy, jak przelatują ich statki, a niektórzy z nas zostali nawet porwani. Ale to ET zawsze 
do nas przychodzili, a my tylko patrzyliśmy, co się dzieje. Teraz mamy możliwość przejść do etapu 
działania w badaniu życia międzygwiezdnego. Wraz z tą nową możliwością musi przyjść nowe 
pojmowanie naszej potrzeby odpowiedzialnego uczestnictwa w ramach większego społeczeństwa. 
Tak jak istoty pozaziemskie badały nasze społeczeństwo, teraz my możemy zacząć badać ich. 

background image

Informowanie szerokich kręgów na temat ET stanowi pierwszy krok w kierunku ustanowienia 
wzajemnych stosunków dyplomatycznych. 
 
Marsjanie
  

Kolejny krok w kierunku aktywnego uczestnictwa ludzi w kontaktach z istotami pozaziemskimi 

należeć musi do naszych przywódców rządowych. Wspomniałem już, że będzie to fizyczny kontakt z 
ocalonymi Marsjanami, a nie z Szarymi. Kiedyś w przyszłości przyjdzie nam bezpośrednio 
współpracować z Szarymi, na odpowiadających nam warunkach, ale dzień ten jeszcze nie nastał. 
Obecnie natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, żeby nawiązać porozumienie z Marsjanami. 

Po pierwsze należy zrozumieć, że jakikolwiek kontakt z Marsjanami musi być, przynajmniej 

częściowo, usankcjonowany przez przywódców naszego planetarnego rządu, jak słaby by on w danej 
chwili nie był. W sprawie tych kontaktów należy skonsultować się przynajmniej z ONZ. Co więcej, 
żadna próba spotkania z Marsjanami się nie uda, o ile naród czy organizacja w nie zaangażowana, 
nie będzie przekazywała relacji z porozumienia bezpośrednio do Rady Bezpieczeństwa Narodów 
Zjednoczonych. Skoro tylko spotkanie takie zostanie przedsięwzięte, muszą być poinformowane o tym 
wszystkie państwa członkowskie. 

Nie jest to moje widzimisię, lecz podstawowy warunek sukcesu. Marsjanie chcą przybyć na Ziemię, 

ale nie przyznają się do swego istnienia, dopóki nie uzyskają pewności, że pracują z 
przedstawicielami całej planety. Ich najlepszą obroną przed zmiennym i często gwałtownym 
gatunkiem, do którego należy człowiek, zawsze było milczenie i tajność. Utrzymają tę linię obrony, 
jeżeli nie będą widzieli szansy osiągnięcia swych celów poprzez akceptację większej części ludzkości. 
Nie zechcą narażać swego przyszłego bytu na Ziemi przez sprawianie wrażenia, że paktują tylko z 
jednym narodem lub z jedną frakcją. 

Jednak przy wszystkim, co tu powiedzieliśmy, jest tylko jeden naród na Ziemi, mający 

wystarczającą bazę polityczną i możliwości techniczne, aby nakłonić Marsjan do wyjścia z ukrycia. 
Moim zdaniem narodem tym są Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Dane z teleobserwacji 
sugerują, że wstępny oficjalny kontakt z Marsjanami odbędzie się za pośrednictwem radia. Stany 
Zjednoczone posiadają już potrzebny do takiego przedsięwzięcia sprzęt, a w razie potrzeby mogą 
uzyskać pomoc innych narodów. Próbując nawiązać otwarty dialog z Marsjanami, można skierować 
radioteleskopy zarówno na Marsa, jak i na Księżyc. Z moich danych wynika, że jeśli na Księżycu mają 
bazę jakieś istoty pozaziemskie, to będą one milczeć; mimo to należy włączyć je do obwodu 
transmisji, ponieważ Marsjanie na Marsie prawdopodobnie zechcą skontaktować się z nimi w sprawie 
jakiejkolwiek transmisji z Ziemi. 

Proponuję, by prezydent Stanów Zjednoczonych przygotował (przy aprobacie ONZ) apel do 

Marsjan uwzględniający zaproszenie ich do bezpośrednich rozmów z ludźmi na Ziemi. W apelu takim 
należy dać do zrozumienia, że ludzie ciepło przyjmą pomysł współdziałania z Marsjanami w sprawach 
interesujących obie strony. Przesłanie winno też sugerować, że szybka odpowiedź Marsjan 
potraktowana zostanie jako wyraz ich chęci podjęcia sąsiedzkiej współpracy z ludźmi, oraz że byłoby 
to bardzo pomocne w przyszłych stosunkach pomiędzy dwiema planetarnymi kulturami. Podejście 
takie można uznać za uprzejmy, dyplomatyczny sposób wykręcenia im rąk, ale nie mamy dużego 
wyboru. W naturze Marsjan leży postawa tajności i trzeba ich przekonać, by się przełamali i zaczęli 
współpracować z nami otwarcie. 

Pozostaje kwestia, który prezydent ma przygotować apel. Czuję wyraźnie, że powinno to się odbyć 

jak najprędzej, tak więc byłoby stosowne, by uczynił to aktualny prezydent Stanów Zjednoczonych. 
Jednak niezależnie od tego, kto będzie urzędował w Białym Domu w czasie transmisji apelu, jedno 
jest pewne. Przywódca, który zainicjuje udane porozumienie pomiędzy ludźmi a Marsjanami wywrze 
wielki wpływ na rozwój ludzkiej kultury, a wpływ ten będzie trwać przez tysiąclecia. 

Nie ma wydarzenia, które bardziej wpłynęłoby na przyszłość ewolucji ludzi niż kontakt z cywilizacją 

pozaziemską. Kto okaże się na tyle odważny, by zaryzykować tak niezwykłą rzecz jak nadawanie na 
Marsa prośby o rozpoczęcie planetarnego dialogu, będzie długo pamiętany zarówno na Ziemi, jak i w 
całej galaktyce. Akt ten ostatecznie da sygnał wyczekującej społeczności galaktyki, że ludzie są już 
wystarczająco dojrzali, by stać się pełnoprawnymi członkami galaktycznej społeczności. Członkostwa 
tego nie dostaje się w podarunku – trzeba na nie zapracować, to znaczy wykazać zbiorową dojrzałość 
i przyjąć do wiadomości fakt, kim jesteśmy bardzo złożonymi istotami we wszechświecie wypełnionym 
życiem. 

background image

Po transmisji i ewentualnej odpowiedzi Marsjan, trzeba będzie pomyśleć o przyjęciu Marsjan, 

których jeszcze na Ziemi nie ma. Proponuję, by zaoferować przekształcenie obecnej podziemnej bazy 
Marsjan w Nowym Meksyku na ośrodek przyjęć. Jestem pewien, że marsjańska technika medyczna 
stoi na wystarczająco wysokim poziomie, by zagwarantować, że w wyniku przyjazdu Marsjan na 
Ziemię nie rozniosą się nowe choroby. Gdyby faktycznie miały wystąpić jakiekolwiek problemy 
zdrowotne, już by to nastąpiło, jako że wielu Marsjan od dawna u nas mieszka. Nie oznacza to jednak, 
że mamy pozostawać bierni. Nasi lekarze powinni być w pełni świadomi zawiłości fizjologii i psychiki 
Marsjan. Zatem będziemy musieli przyjąć uchodźców marsjańskich tak samo, jak przyjmujemy 
uchodźców z innych kultur na Ziemi. 

Wystąpi kwestia obywatelstwa. Najpierw należy uznać, że wszystkie marsjańskie dzieci urodzone 

na Ziemi powinny automatycznie uzyskać obywatelstwo kraju, w którym się urodziły. Na przykład 
Marsjanie urodzeni w jaskiniach pod Santa Fe Baldy w Nowym Meksyku automatycznie staliby się 
obywatelami Stanów Zjednoczonych. Ponadto, ich bezpośredni krewni (tacy jak np. rodzice) mają 
prawo do przyspieszonego stałego zamieszkania w Stanach Zjednoczonych. Podobnie Narody 
Zjednoczone muszą wywierać nacisk na inne rządy, by przyznawały obywatelstwo Marsjanom 
urodzonym na ich terytorium i rozszerzały prawo stałego pobytu na członków rodzin tychże Marsjan. 
ONZ stanie wobec kwestii wielu Marsjan – imigrantów, którzy nie mają dzieci urodzonych na Ziemi, a 
nasze światowe rządy będą musiały wspólnie opracować plan stałego lokowania i przyjmowania tych 
podróżników, ożywionych nadzieją znalezienia nowego domu. 

Należy z całą mocą podkreślić, że zachowanie ludzi na tym nowym etapie naszego życia na Ziemi 

jest bardzo ważne. Dosłownie cała galaktyka będzie obserwować, jak my – ludzie zachowamy się w 
stosunku do naszych planetarnych sąsiadów będących w potrzebie. Chociaż nie zawsze zdawaliśmy 
sobie z tego sprawę, istoty pozaziemskie niejednokrotnie pomagały nam w naszej historii. 
Prawdziwym testem naszej dojrzałości będzie to, czy potrafimy spojrzeć poza siebie i okazać 
współczucie innym istotom potrzebującym pomocy. Czy jesteśmy w stanie wziąć udział w wielkim 
spotkaniu międzygwiezdnym, które zdarza się raz na tysiąclecia, w tym wielkim akcie pomocy innym 
gatunkom zmagającym się z ewolucyjnymi trudnościami? 

Z przeprowadzonej przeze mnie teleobserwacji wynika, że obecnie jesteśmy w stanie osiągnąć ten 

poziom altruistycznego zachowania. Z całego serca żywię nadzieję, że nie pomyliłem się w tej 
delikatnej kwestii. 
 
Szarzy
  

Moim zdaniem Szarzy nie są jeszcze gotowi, by fizycznie pracować z większą liczbą ludzi. Mają 

niezwykle rozwinięte zdolności telepatyczne i trudno byłoby im przywyknąć do intensywności naszych 
emocji. Poza tym, kiedy znajdujemy się w pobliżu Szarych, od razu jesteśmy skłonni reagować 
niepohamowaną paniką, trudno się więc dziwić, że telepatycznie wrażliwe istoty, jakimi są Szarzy, nie 
znajdują przyjemności w przebywaniu w naszym bliskim sąsiedztwie w nie kontrolowanym 
środowisku. 

Nie oznacza to jednak, że nie powinniśmy podejmować innych prób nawiązania kontaktu z 

Szarymi. W rzeczywistości jak najszybszy kontakt wyjdzie na korzyść tak nam samym, jak i Szarym. 
Jako sposób komunikacji z Szarymi polecam dyplomatom naukową teleobserwację. Uważam, że 
ludzie powinni nawiązać kontakt zarówno z subprzestrzennymi, jak i fizycznymi Szarymi spośród 
wszystkich ewolucyjnych typów, jakie działają dzisiaj w pobliżu Ziemi. 

Z prowadzonych doświadczeń wynika, że Szarzy całkiem dobrze znoszą również kontakt z 

subprzestrzennymi ludźmi. Oznacza to, że ludzie są w stanie “dogadać się" z Szarymi bezpośrednio 
na drodze tego niefizycznego kontaktu. Byłoby to szczególnie użyteczne, bo jeżeli Szarzy mają 
przerwać swój dawny zwyczaj potajemnej pracy z ludźmi, muszą się przekonać, że mają do czynienia 
z istotami w pełni świadomymi. Szarzy potrzebują naszej pomocy tak samo, jak my ich, przy czym oni 
w przeszłości wykazali już dobrą wolę i włożyli sporo wysiłku, by ulżyć naszym kłopotom. Na wypadek 
gdybyśmy nie pamiętali ich zasług, pozwolę sobie przypomnieć, że dysponujemy materiałami, 
zebranymi przez różnych teleobserwatorów, które świadczą o tym, iż Szarzy dbają o utrzymanie tak 
skutecznie niszczonego przez nas środowiska, skrzętnie przechowując próbki naszych roślin i 
zwierząt. W przyszłości, kiedy zaczniemy odbudowywać naszą planetę, będziemy im bardzo 
wdzięczni za te depozyty. Związek pomiędzy ludźmi a Szarymi jest bardzo złożony i wymaga dużo 
cierpliwości i wytrwałości z naszej strony, żeby doprowadzić do otwartego porozumienia. 

Być może najlepszym sposobem przyspieszenia komunikacji pomiędzy ludźmi a Szarymi jest 

użycie naukowej teleobserwacji i zapytanie Szarych wprost, jak moglibyśmy im pomóc w genetycznym 

background image

przedsięwzięciu, związanym z ewolucją ich własnego gatunku. W przeszłości nie było mowy o 
świadomej i dobrowolnej pomocy ze strony ludzi. Szarzy musieli pracować z ludźmi, którzy w ogóle 
lub tylko w niewielkim stopniu rozumieli złożoność życia subprzestrzennego. 

Podejrzewam, że takie próby porozumienia nie zaowocują natychmiastową odpowiedzią Szarych – 

ich statki nie wylądują koło budynku ONZ w momencie, gdy usłyszą pytanie dyplomaty, czy możemy 
im jakoś pomóc. Jednak wielokrotne próby mogą przynieść dobre efekty. W końcu Szarzy już od 
długiego czasu czekają byśmy dojrzeli na tyle, aby spokojnie się z nimi porozumieć. 
 
Federacja Galaktyczna
  

Tak jak w przypadku Szarych, będziemy musieli wykorzystać SRV do ustanowienia stałej ludzkiej 

reprezentacji w Federacji Galaktyki. Istnieją fizyczne sposoby, za pomocą których ludzie mogliby 
skontaktować się z władzami Federacji i jestem pewien, że środki te zostaną niedługo użyte. 
Jednakże SRV jest niezbędne w tej chwili z jednego ważnego powodu: Federacja Galaktyczna to 
przede wszystkim organizacja subprzestrzenna. 

Jest wprost niemożliwe, by galaktyką rządziły istoty fizyczne, ponieważ są one jedynie 

efemerycznymi stworzeniami, które uczestniczą w życiu fizycznego świata przez bardzo krótki okres. 
Ponadto, dużą część  życia tych fizycznych istot pochłania dzieciństwo i starość, i na dobrą sprawę 
zaledwie parę lat dorosłości można uznać za naprawdę produktywne, nawet w przypadku ludzi 
długowiecznych. Z drugiej strony, galaktyka ewoluuje w obrębie czasu, którego nie sposób ogarnąć z 
perspektywy pojedynczego ludzkiego życia. Żeby kontrolować i pomagać w ewolucji życia galaktyki, 
trzeba mieć aktywną pamięć, która obejmuje znacznie więcej niż, powiedzmy, siedemdziesiąt lat. 
Dramaty ewolucji jednego tylko gatunku trwają na przestrzeni tysiącleci i jeżeli Federacja angażuje się 
w pomoc gatunkom, to istoty biorące udział w tym przedsięwzięciu muszą być aktywne przez bardzo 
długi czas. Leży to poza zasięgiem możliwości istot fizycznych. 

Życie fizyczne to coś, w czym wszyscy bierzemy udział. Czasami nazywa się je szkołą, w której 

istoty niefizyczne uczą się, jak stać się lepszymi pod jakimś względem. W rzeczywistości jednak życie 
fizyczne to dużo więcej niż szkoła dla subprzestrzennych stworzeń. To bardzo realny wymiar istnienia. 
Podstawowa różnica między egzystencją fizyczną a niefizyczną polega po prostu na tym, że ta 
pierwsza jest jedynie chwilowa i każdy przeżywa ją w pośpiechu, by potem odejść z tego świata. Tym 
niemniej jest to autentyczny sposób życia, niezależnie od tego, jak tymczasowy jest w nim nasz udział. 

Umieszczenie Federacji Galaktycznej w ramach fizycznego wszechświata byłoby samobójstwem 

tak dla organizacji, jak i dla wielu gatunków. Zważywszy na kaprysy fizycznej ewolucji społecznej, kto 
może przewidzieć jak zmienią się fizyczne społeczeństwa? Istoty fizyczne mogą szybko zmienić 
zdanie, jeżeli, powiedzmy, któregoś roku ich gospodarka przestanie prawidłowo funkcjonować. 
Galaktyką nie mogą rządzić tak niestałe osobowości. Rządzenie galaktyką wymaga dłuższej 
perspektywy, a jedynymi istotami, które mogą to zapewnić dzięki swej długowieczności są formy 
niefizyczne. Zatem nie jest przypadkiem, że Federacja Galaktyczna to organizacja subprzestrzenna. 
Nie mogło być inaczej. 

Nadejdzie czas, kiedy ludzie osiągną technikę, która przerzuci most między sferą fizyczną a 

niefizyczną. Ale dopóki to nie nastąpi, do nawiązania kontaktu z władzami Federacji musi nam 
wystarczyć nasz własny system nerwowy, przeszkolony w postrzeganiu sfery niefizycznej. Właściwie 
można uznać, że nasza obecność w Federacji zaczęła się z chwilą, gdy do komunikacji z nią 
zaczęliśmy wykorzystywać naszą ludzką świadomość. Obydwaj z moim monitorem byliśmy jednymi z 
pierwszych uczestników w tym procesie. Teraz nadszedł czas, by fizyczne władze formalnie 
autoryzowały takie przedstawicielstwo. Nastała chwila, by kosmiczni wędrowcy i badacze, tacy jak ja i 
moi koledzy przeprowadzający teleobserwację, ustąpili miejsca wyszkolonym przedstawicielom 
ludzkiego rządu planetarnego. Nadszedł czas, by Narody Zjednoczone formalnie usankcjonowały 
oficjalne rozmowy pomiędzy ludźmi a Federacją. 
Żeby nie było tu żadnej niejasności. Marsjanie, Szarzy ani władze Federacji nie zrobią nic, żeby 
zmusić nas do dialogu. Czekają, aż wykonamy pierwszy krok. Nasza zdolność do uznania, kim 
jesteśmy i wśród kogo żyjemy będzie sygnałem dla całej galaktyki, że jesteśmy gatunkiem 
wystarczająco dojrzałym, by zasłużyć na formalny głos w społeczności światów. Nie jesteśmy już 
dziećmi. Jesteśmy gatunkiem, który ma przeznaczenie. Przekroczmy dumnie tę nową granicę 
naszego przeznaczenia. Porzućmy cynizm i strach. Przemówmy w końcu do tych, którzy tak długo i 
cierpliwie na nas czekają. 
 
 

background image

SŁOWNICZEK NIEKTÓRYCH WYRAŻEŃ 

AOL linii sygnału (AOL/S) – AOL, które obserwator postrzega jako pochodzące bezpośrednio ze 

strumienia danych, napływających w trakcie sesji teleobserwacji. Zwykle AOL tego typu niesie ze sobą 
znaczenie w szczególny sposób powiązane z interpretacją celu. Bardzo często wskazuje ono na cel 
właściwy. 

Atmosfera emocjonalna (El) – termin ten odnosi się do emocji związanych z miejscem, które 

mogą pochodzić od przebywających w nim istot. Zdarza się jednak, że atmosfera emocjonalna wiąże 
się z przeszłym wydarzeniem, bądź z wydarzeniami, które dopiero nastąpią. El zwykle nie odnosi się 
do emocji doświadczanych przez teleobserwatora. Te ostatnie określane są mianem wrażeń 
estetycznych (AI). 

Bilokacja – stan, osiągany w trakcie sesji SRV, w którym uwaga teleobserwatora jest tak mocno 

skupiona na celu, że jego świadomość doznaje rozdwojenia i przebywa w dwóch miejscach 
jednocześnie – w jego / jej miejscu fizycznym, oraz w miejscu celu. 

Cel – obiekt, na którego temat chcemy uzyskać informacje przy pomocy SRV. Typowe cele sesji 

SRV stanowią miejsca, wydarzenia i ludzie. Trudniejsze cele mogą obejmować fantazje jakiejś osoby, 
przyczynę wydarzenia czy nawet Boga. 

Energetyka – odczucie, że w miejscu celu wydzielana jest duża ilość energii. Może to być energia 

każdego typu, na przykład kinetyczna (tak jak w przypadku szybko poruszającego się statku 
kosmicznego), czy świetlna (pochodząca z jakiegoś źródła energii, na przykład słońca). 

Fazy 1 do 7 – oddzielne fazy protokołów SRV. Konkretne fazy przedstawiają się następująco: 
• Faza 1: Fazy 1 i 2 określane są w tej książce mianem “wstępnych", a ich zadaniem jest ustalić 

wstępny kontakt z celem. Dane uzyskane w Fazie 1 mają charakter ogólny: mówią na przykład, czy z 
celem związana jest budowla wzniesiona przez człowieka. 

• Faza 2: Ta faza zwiększa kontakt z celem. Informacje uzyskane w Fazie 2 obejmują kolory, 

fakturę powierzchni, temperaturę, smaki, zapachy i dźwięki. 

• Faza 3: W zakres tej fazy wchodzi rysowanie wstępnego szkicu celu. 
• Faza 4: W tej fazie kontakt z celem jest już dość bliski. Pełną władzą w “rozwiązywaniu problemu" 

cieszy się nieświadomość. Pozwala się jej kierować przepływem informacji do świadomego umysłu. 

• Faza 5: Faza ta dostarcza szczegółów dotyczących poszczególnych struktur, np. mebli w pokoju. 
• Faza 6: W tej fazie teleobserwator może dokonywać kontrolowanego badania celu. Może on 

pozwolić sobie na pewną ograniczoną aktywność intelektualną, kierując nieświadomością w celu 
wypełnienia pewnych określonych zadań. To tutaj dokonuje się analizy wykresów czasu oraz 
położenia geograficznego. W fazie tej rysowane są również bardziej złożone szkice. 

• Faza 7: W fazie tej uzyskuje się informacje słuchowe związane z miejscem celu, takie jak na 

przykład nazwa celu. 

Matryca – zbiór oznakowanych rubryk na kartce papieru. W trakcie sesji wprowadza się dane do 

odpowiednich kolumn. 

Operacja przemieszczenia – procedura SRV przenosząca teleobserwatora do nowego położenia 

względem współrzędnych celu. 

Potwierdzenie AOL – silne AOL, wskazujące, że dokonano właściwego rozpoznania obrazu 

mentalnego. Zdarza się to dosyć rzadko. 

SRV – naukowa teleobserwacja. 
Struktura – formalne procedury SRV. “Pozostawanie w strukturze" oznacza, że teleobserwator 

ściśle trzyma się tych procedur w trakcie sesji SRV. 

Sygnał / linia sygnału – strumień danych pochodzących z nieświadomego umysłu podczas sesji 

SRV. 

Warstwa analityczna (AOL) – wniosek, jaki nasuwa się w trakcie sesji SRV. Zazwyczaj wynika on 

z “logicznej" analizy, która niekoniecznie musi być poprawna. Protokoły SRV wymagają, żeby 
teleobserwator informował o wszystkich swoich wartwach analitycznych, co pozwala na oczyszczenie 
z nich umysłu. 

background image

Wskazówka – jedno lub więcej słów używanych w różnych fazach sesji SRV w celu takiego 

pokierowania nieświadomością, by uzyskała ona informacje dotyczące celu lub jakiegoś konkretnego 
jego aspektu. Początkowo wskazówki wiążą się z numerami współrzędnymi, których używa się w 
Fazie 1 protokołów SRV. Kolejne wskazówki wprowadza się do matrycy SRV w celu udoskonalenia 
strumienia danych. Stosuje się je dopiero po osiągnięciu przez teleobserwatora stanu bilokacji w 
miejscu celu. W niniejszym tłumaczeniu termin “iść za wskazówką" stosowany jest zamiennie ze 
słowem “skupiać się". 
Wydarzenie – wskazówka używana do kierowania nieświadomości na miejsce celu podczas 
zachodzenia jakiejś ważnej aktywności.