background image

12869

Agata Tuszyńska

Wiersze

i znowu list

i znowu list ci piszę na skrzypcowym stole smutku ogarkiem 
ze słowa łódkę albo kamień 
1981 
dzieciństwo 
wraca na biegunach w muzyce kołysania przedziwna jasność krasnoludkowa 
leŜakowanie bajek wesela bucików mleczny smutek czas w kształcie laurki złotej 
do pierwszego listu pisanego czerwoną kredką 
1977 

mój dom 
tu po kątach w pajęczynach śpią gwiazdy nuty mruczą we włochatych dywanach u 
sufitu drzemią anioły świtem bo we dnie grają w berka łyŜeczki srebrne kłębki 
włóczki plotą głupstwa kolorowe w rondelkach gotują się wiersze tylko nocą kiedy 
stosy snów układane mój dom jest bezsenny prośbą 
o drugą parę rąk 
1977 
+++ 
posiwiała twoja ślubna suknia mamo skurczyła się i drŜy srebrną koronką posiniał 
welon 
uschły kropki z kołnierzyka i obie pończochy oślepły posiwiała 
a ciągle w walcu się garbi z kusą falbanką w bucikach z chorym nosem na 
potłuczonym lustrze na czarnej pajęczynie 
październik 1978 

mała siostra 
mała siostra nad trzyliniowym zeszytem sylabizuje świat 
kaŜdego dnia świeci słońce wilki mieszkają tylko w lasach tatuś zawsze będzie 
kochał mamusię 
mała siostra prawd z tornistra na pamięć się uczy i warkocz od nowa zaplata 
nocą lalki spowiada przy świecy rozgrzesza je we śnie rano znowu smakują 
cukierki 
mała siostra buduje domy z klocków a kiedy rozpacz zakrywa ręką oczy 
1979 

bajka 
złoty pantofelek pasował jak ulał na brzydką pasierbicę została księŜniczką 
a Kopciuszek jak dotąd pielił cudze sny jakby nigdy nie przekroczył progu Ŝadnej 
bajki 
styczeń 1989 
+++ 
siostra dotknęła nieba nie czułam bólu mówi zmieniając białą sukienkę z której 
ptaki odeszły 
luty 1982 

masz gorączkę 
matka bosa zejdzie z chmury słyszysz skrzyp furtki nienaoliwionej utoczyła 
konfitur czerwonych słoik spieszy się zza łąki zamglonej 
czujesz zapach jej fartucha święty widzisz oczy jej spod przymruŜonych gwiazd 

Strona 1

background image

12869

ślad jej kroków tak cichy jak dzień bez nadziei jak światła dogasająca łza 
czujesz chłód gdy mozolną troską kompres czołu szykuje z niewidzialnych dłoni na 
próŜno matko ucieczkę radzisz przed tym poŜarem mnie nie ochronisz 
1986 
+++ 
na górze o cudzie śpiewała ze studnią na klęczkach gadała z wiatrami czuwała ze 
słońcem wstawała układała z pokorą łzy 
gołębie słowem ostatnim karmiła cieniom stopy pobieliła bramy z głogu otworzyła 
szeptu nauczyła las 
mgłę z pól w kłębki zwijała łąki trawą wyszywała skrawek nieba uprawiała między 
snami 
ramiona ku ziemi wznosiła z wiatrakiem modliła się za świat 
Kazimierz, kwiecień 1979 
+++ 
w kubku juŜ długo codzienne mleko stygnie w lustrze juŜ dawno schną powszednie 
łzy cisza jak niegdyś gra swoją melodię na jedną nutę ty 
nikt juŜ nie mieszka w łupinie orzecha w której od nowa ścierasz kurze została 
srebrna została pusta po podróŜy jak przed podróŜą 
lecz nadal niebo na koperty tniesz i uczysz zaklęć rozmodlone płoty farbujesz 
mgły rozdajesz sny na które nie masz juŜ ochoty 
marzec 1980 
II

+++

czy uratuję ćmę tłumacząc co to jest światło 
1979 
+++ 
zbladł mój cień tak za tobą włóczy się 
bezwstydnie 
październik 1981 r 
+++ 
w kolebkach twego imienia Ŝyją piaskowe ziarenka najciszej tęsknią kobiety 
przesypując milczenie z wczoraj odgadując milczenie jutra 
lipiec 1977 
+++ 
tylko dłoni twojej ścieŜki przeszłam wszystkie tych rozdroŜy dusze znam zadumę 
korzeni bezradność krzyŜy gadatliwość stubarwnych szczelin zastygł wielki świat 
po horyzont ostatniej wyspy pieszczotą uśpiony 
zima 1981 
+++ 
jadę do ciebie z wianuszkiem pokory którą winien mi jesteś 
jadę z zielnikiem pełnym gwiazd które powypalały białe strony spokojnego świata 
jadę z cierpkim plasterkiem snu który nie dany nam obojgu 
jadę złoŜyć broń 

chwila lata 
słońcu pozwalam na wszystko pieją zgorszone koguty 
1981 
+++ 
kiedy tak leŜę bardzo blisko ziemi oddychającej rumiankiem kiedy tak leŜę 
wysycha atrament 
1982 
+++

Strona 2

background image

12869

przecieŜ sam umeblowałeś tę klatkę 
zawiesiłeś tekturowe słonce uregulowałeś strumienie modlitwy 
przecieŜ sam splotłeś mi włosy w węzeł 
lato 1981 
+++

niosę w rękach przegrany los i upieram się Ŝenie z tej loterii 
wrzesień 1981 
+++ 
nie pozwól dojrzewać łzom w nagle opustoszałym gnieździe zbyt szybko dorosną 
1986 
+++ 
tylko nieba nie będziemy dzielić nie szarp 
jest twoje 
jesień 1981 

niedziela 
niezmiennie martwa naturę niedzielna ze stołem ubranym w najlepszy obrus 
płochliwą galaretką z winogron kawą gorzką jak milczenie 
cierpliwy pejzaŜ pustynny z otwartym kraterem szampana piaszczystą łachą ciasta 
odłamkiem księŜyca 
taka trudna uczta czekania wśród śmiertelnych nieśmiertelników i chudnących 
świec 
wreszcie ktoś zapuka kiedy wszystko wystygło ach to znowu pomyłka litościwego 
snu 
1987 
+++

a. 
choćby to był sen tylko sen aŜ sen 
jesień 1987 
dorosły męŜczyzna portret zapamiętany 
a. 
jesteś taki blady jakbyś pisał wiersze a nie referat o bycie na uczony kongres 
zmęczony jakbyś chodził po Ŝywym lesie innym niŜ ze słów 
powaŜny jak po rozmowie z Kantem kiedy zabrakło koniaku 
milczący jak wtedy gdy spóźniam się na ostatni tramwaj 
czyŜbyś bał się burzy ? 
masz kolorowe pastylki więc po co ci gwiazdy masz kanarka więc po co ci czułość 
albo ja sypiasz więc marzenia jak w automatycznej pralce 
tak elegancko nosisz swój dobrze skrojony los 
czasem podróŜ lecz nigdy do kresu 
koncert tylko wtedy gdy grasz pierwsze skrzypce zaproszenie jedynie z powrotnym 
biletem 
wiesz wszystko a nie potrafisz stracić głowy 
zbudowałeś dom a nie masz miejsca na tęsknotę 
jesteś duŜy a nie umiesz dorosnąć do tego chudego chłopca z fotografii 
czyŜbyś bał się burzy ? 
sierpień 1987 
+++ 
to tylko ziemia nieba chodźmy dalej 
listopad 1987 

Strona 3

background image

12869

dialog 

 jestem głodna 


 jesteś łakoma grudzień 1987 

odpowiedź 
„Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu” mówisz mi jak poeta który dostał Nobla 
gdybym mogła być filiŜanką w codziennej niełasce twoich rąk... 
październik 1987 
+++ 

 gdzie mieszkasz ? 


 w wynajętym spokoju 

+++ 
tak duŜo pracujesz tyle liter tyle słów sadzisz siejesz zbierasz rosną twoje 
łąki ogrody lasy a ja nie poznałabym śladu twojej ręki na papierowej ziemi nie 
wiem jakbyś napisał – kochanie 
zima 1987 

zmierzch 
dogasają ćmy śmiertelne kuzynki motyli bohaterki nierymowanych wierszy i 
wzruszenia ramion 
listopad 1987 
III

równina 
chleb smutnieje z szarości na szarość 
słowa odchodzą rdzewieją liście 
ptak w celi zegara odzywa się coraz ciszej 
anioł twardnieje w posąg muszla w historię 
sny jak grzechy pospiesznie dopisywane do rachunku obcą ręką 
wiersz ciągle otwarty na pustej stronie 

co dalej ? 
co dalej kiedy lizaki juŜ połamane a obrączki wciąŜ zbyt duŜe setki łąk 
pościelone ale Ŝadne do końca łóŜko co dalej kiedy ubrania seryjne nie pasują a 
na krawca ciągle jeszcze nie starcza ksiąŜki juŜ przeczytane a zapisany jeden 
16-kartkowy zeszyt co dalej kiedy setki słów wyszeptane a nie wykrzyczano 
Ŝadnego 
gwiazdy juŜ z nieba zebrane w pęczki powiązane w piwnicach ukryte a ciągle 
jeszcze patrzy się w niebo co dalej kiedy na patykach nie trzymają się sztandary 
sierpień 1987 

brulion 

Strona 4

background image

12869

to tylko tak na brudno Panie BoŜe daruj kleksy na powitanie niezręczne litery 
dziecinne Ŝale głową tłukące o ścianę dwóje za bunt i maniery 
wybacz pomyłki w rachunkach sumienia niedorzeczne tęsknoty nadgodziny lenistwa 
oblany egzamin z wiary krótki wzrok krótką pamięć brak cnoty 
juŜ będę pilna w radości staranna w czułości uwaŜna nawet we śnie będę trenować 
dobroć na długie dystanse i jazdę figurową po niebie 
zwolnij mnie z kąta juŜ się nie będę dziwić nie w porę nie wyrwę się z głupim 
pytaniem przy świątecznym stole 
zgódź się na wagary z rozpaczy zgódź się na poprawkę z miłości zgódź się na 
zastępstwo w grzechach weź mnie znowu do szkoły pozwól przepisać Ŝycie z 
brulionu pozwól powtórzyć chociaŜ jeden błąd 
sierpień 1987 

inaczej 
i jest jak było place sprzątnięto psy uciszono bramy zamknięto za oknami rynnami 
w przeszłość spływa świat 
i jest jak było słowa uśpiono drzewa podcięto wody spiętrzono między łzami 
drogami w przeszłość spływa świat 
i jest jak było pod sztandarami pod pomnikami i nad dołami za gwiazdami nocami 
w przeszłość spływa świat 
1981 

wieczór autorski 
pani Marii Kuncewiczowej 
stara pani krucha figurka w sennej aureoli wysłuŜonego czasu częstuje sobą 
jest juŜ daleko dalej niŜ słowa którymi cierpliwie dzielić się pozwala 
zmęczona stanem łaski usiadła na chwilę na rozstajach dróg nieme ślady losu 
waŜąc 
jeszcze się waha 
ostatni obraz ze smugą zmęczenia łagodnym słońcem struŜką autografu 
zamazuje się niknie 
ona juŜ nie słyszy juŜ nie pamięta 
juŜ wie 
lipiec 1986            Kazimierz 

aniele stróŜu mój... 
jesteś zmęczony aniele stróŜu zaśnij zejdźmy z tej karuzeli patrz roztkliwiły 
się nawet osty tą okruszyną nadziei 
odpocznij przecieŜ to musi boleć dźwigać skrzydła tak długo zamknij oczy teraz 
ja będę aniołem twoim i sługą 
juŜ dosyć dni osłaniałeś swoją cierpliwą troską wytęskniłeś się ze mną po uszy 
zasłuchaną w orkiestrę boską 
juŜ dosyć się nanosiłeś moich smutków rozpaczy lęków chroniłeś leczyłeś czuwałeś 
dalej mogę juŜ iść po ciemku 
teraz tobie trzeba opieki ciepłych kapci lipowej herbaty dobrej wróŜby sytego 
postoju zanim ruszysz w dalekie zaświaty 
przecieŜ serce mamy wspólnie chore ziemska bajka nieuchronnie mija nie opuszczę 
cię mój cieniu święty tak nieprzyzwoicie niczyja 
sierpień 1987

urodziny Julii 
babuniu, Ŝyj nam sto lat to tyle nie Ŝyję ? martwi się wygniatając piernikowe 
ciasto poprawia czepek patrząc długo w pajęczynę kropi gors waleriana jak na bal 

Strona 5

background image

12869

lub w miasto 
wychodzi uroczysta chociaŜ drobnym ściegiem forsuje drogę stromą codzienną 
przywykła tam Romeo wciąŜ czeka pod liśćmi pod śniegiem zakopali jak dawno 
zapomniała zniknął lata mrowią się w głowie dni jak kromki chleba jednakowo 
kraszone deszczem albo łzami 
postrzępione bo w kufrze bezładnie ściśnięte poplamione jasnymi niesytymi snami 
to nie serce go zmogło duŜo pił wie pani tęsknił ciągle za Julią jakąś młodą 
panną wciąŜ jej szukał majaczył zwiedził wiele krajów zawsze wracał do domu zły 
na zupę ranną 
często zrzędził był przykry czasami mnie bijał mówił ONA tylko jest moją królową 
Czy Weronę pamiętam ? nie – to ja tam byłam ? – balkon ? na balkonie fasolę mam 
i miętę zdrową 
sierpień 1987 
+++ 
dziadek nie ma sił odejść nie umie przejść za próg zbyt cięŜko pokonać górę 
nie słyszy i nie przestaje słuchać nie widzi i nie przestaje patrzeć nie rozumie 
za trudny jest los zbyt obfita ostatnia wieczerza 
zmęczony umieraniem gubi się w łamigłówkach wspomnień 
skrzypce leŜą przy nim jak wierny pies 
milczą 
jednakowo bezradni 
1986 
+++ 
Mon mai vient de plus loin Racine 
gniecie złote spódnice w wagonach kolejowych drugiej klasy Fedra ucieka w 
kuferku z rzeźbioną klamrą unosi róŜaniec zmęczony słowa rozsypuje po drogach 
albo sprzedaje w tanich hotelikach na przedmieściu gdzie noce krwawią i sny 
przypadkowe powiedz kocham k o c h a m i nowy dworzec podwiązki i piwo za górami 
porzucona korona najdalej 
październik 1977 

jesienny kredens 
nie kwitnie wygwieŜdŜony ostem schron myszy 
rdzewieje złotem drobniutkich pajęczyn 
marszczy nos suchych śliwek i grzybów 
kurczy się jak czoła liści policzki kasztanów 
maŜe się ostatnią łzą malinowego soku 
pełen kwaśnych jabłek i wakacyjnych tęsknot czeka na szron naftaliny 
i sen staroświecki 
o miłości wiernej dla najpłochliwszej wiewiórki 
jesień 1987 

listopad 
w zimnych piąstkach Ŝółtych liści ziarenka głogu 
nitką deszczu do ziemi przyszyte w drogę 
w zapomnianych skrzydłach gniazda plotą opuszczeni 
z suchych drzew snu opadają listy 
1981 

spotkanie 
Zbyszkowi 
w bardzo znajomym a nieznanym domu pod siwym stropem sennego pejzaŜu u stóp 
zegara którego czas przeŜył spotkałam ciebie jakbyś odszedł wczoraj jakby anioły 
nie niosły cię długo na pola z których nie wracają listy 

Strona 6

background image

12869

ktoś lustra dotknął nieuwaŜnym słowem pokruszył portret tkany z niepamięci z 
cukru litanię rozsypał po stole spotkałam ciebie jakbyś nie odchodził śladem 
Ŝłobionym bezbarwnym lamentem jakbym nie słała ci nieba 
jakby trwał świat opuszczony wpół skrzydła 
kredens kwitł ciągle bukietem zapachów piszczał ściśnięty przemocą koperek rósł 
biszkopt słońca 
jakby oswojone świerszcze nie chudły bajki nie czerniały po kątach tęsknota nie 
słaniała się ze zmęczenia spotkałam ciebie poŜegnanego Ŝeby cię nie poŜegnać 
lato 1986 

dziecinne pytania 
księdzu Janowi Twardowskiemu 
dlaczego róŜa z pretensjami 
cała w pąsach bezwstydna jak odpustowe cacko a ostrozęba pokrzywa łysa 
dlaczego jemioła w koronie a poczciwa kapusta wzdęta 
dlaczego zawsze blednie femme fatale lilia co się dopiero urwała z secesji a 
niezapominajka uparcie zapomina 
dlaczego oset krewnym jeŜa a wielbłąd inwalida 
dlaczego foki wiecznie na diecie a mrówki ciągle na obie zmiany 
spocone pszczoły a wyfraczone pingwiny 
dlaczego świerszcze grają w fiharmonii a słoń tylko w amatorskiej kapeli 
dlaczego Ŝyrafa z kompleksami u psychoanalityka a biedronka w chmurach 
dlaczego wiadra deszczu a tylko kropla szczęścia 
dlaczego uroczyście umiera tylko jesień dlaczego strach ma największe oczy 
dlaczego burza zawsze niewychowana a tęcza jak lizak na pocieszenie dlaczego 
ptaki bosonogie choć skrzydlate dlaczego zamiast bram raju 
schody kuchenne do nieba i gdzie fanfary zwiastujące prawdę dlaczego czułość 
kuzynką litości dlaczego siwieją takŜe psy i drzewa dlaczego w kaŜdym oknie 
widmo krzyŜa dlaczego ten los sierpień 1987 
IV

piosenki

piosenka dla pana, który juŜ był 
nie szalej mała to nic nie da wiesz ? ten pan juŜ nie pamięta podniebnych 
podróŜy 
on juŜ był jest zmęczony chcesz brać się za coś co źle ci wróŜy ? 
ten pan jest rozsądny regularnie je nie zarywa nocy on zawsze wie 
nosi parasol szalik pod brodę czasem strzyŜe Ŝywopłot opiekuje się... samochodem 
a tobie się marzy sen omotany tęczą świat kwitnące świty i zmierzchy na litry 
wspólnych lat 
a tobie się marzy oswojona cisza łakomstwo pod księŜyca łupiną słowa słodkie jak 
akacjowy śnieg 
przyrzeczenia Ŝe nigdy nie miną 
ten pan jest szlachetny pilnuje kipiącego mleka sumiennie ziółka parzy i tylko 
na nic nie czeka czasem pisze liryczną piosenkę pali cygaro grog pije a potem 
kładzie się syty pod sosną i wie Ŝe Ŝyje 
a ty mu chcesz jakieś nuty rozigranych skowronków podsunąć spoić go rosą 
światłem oślepić jak burza w bezruch runąć 
a ty mu chcesz czas ustroić w kolorowe dziwne pejzaŜe ciepłe dłonie siłą 
rozbroić i czekać co los pokaŜe 
nie szalej mała to nic nie da wiesz ? wytrzyj z pamięci jego postać złudną 

Strona 7

background image

12869

albo 
tęsknotę ubierz w cień i zostań przy nim – gdy chcesz niewidzialna na wieczne 
trudno 
lato 1986 

cicha wielbicielka 
czego ona ode mnie chce taka śliczna nieśmiała spłoniona czego ona ode mnie chce 
tak odmieniona ? 
czy nie widzi Ŝe jestem stary Ŝe wymagam opieki nie domyśla się Ŝe jestem chory 
Ŝe wydatki waleriana termofory pastylki zza rzeki czy zna moje zwyczaje Ŝe się 
lenię czy wie Ŝe przesypiam całe dnie udaję kłamie palę rozrzucam ubrania Ŝe w 
ogóle blagier bałaganiarz czy wie więc czego chce ? 
czego ona ode mnie chce taka śliczna nieśmiała spłoniona czego ona ode mnie chce 
tak odmieniona ? chce moje sny poić i stołować pelerynę do deszczu sposobić 
rondo nieba prasować duszę światła holować opatrywać przyrzekać pielęgnować 
czyścić sprzątać gotować i całować całować całować tego chce choć niczego nie 
Ŝąda 
o nic nie prosi głowę spuszcza odchodzi tylko serce wysoko jak chorągiew nosi 
czy wie Ŝe mógłbym być jej ojcem powinna się wstydzić powinna się ukrywać bo 
ludzie będą szydzić czy wie Ŝe miałem inne przed nią i przed nimi inne śmielsze 
weselsze bardziej winne Ŝe kilkaset nocy przepiłem kilkaset dni zamęczyłem 
zgładziłem znudziłem zwiedziłem niejeden szlak 
czego ona ode mnie chce taka śliczna nieśmiała spłoniona czego ona ode mnie chce 
tak odmieniona ? 
1986 

kiedy miałeś siedemnaście lat... 
kiedy miałeś siedemnaście lat czerwony krawat i młodzieńczą krzepę nie myślałam 
o przyjściu na świat nie wiedziałam Ŝe tak jest lepiej 
mogłeś znać moją mamę śliczną moŜe razem jeździliście piętnować kułaka zdrowi 
zwarci silni i gotowi pod sztandarami, i w krzakach 
ale nie mogłeś przypuścić Ŝe po latach jej córka zawróci ci w głowie nigdy nie 
chciałeś dopuścić myśli większych niŜ proste przysłowie 
kochałeś się zanim zobaczyłam słońce miałeś domy Ŝony sławę ale usta masz dziś 
bardziej gorące lubisz moją poranną kawę 
urodziłam się podczas burzy wiatr historii wzdymał firanki pierwszy szok zawsze 
jest duŜy potem łatwiej jest stawać w szranki 
nauczyliśmy się tego oboje ja w kołysce ty na swojej literackiej górze 
samokrytyki wypaczenia odnowy mierzyliśmy smutki o lata za duŜe kiedy w 
przedszkolu byłam wróŜką 
z mleka szyłam sny nie myślałam Ŝe pod moją poduszką mógłbyś kiedyś zamieszkać 
ty 
kochałeś się zanim zobaczyłam słońce miałeś Ŝony domy sławę ale usta masz dziś 
bardziej gorące lubisz moją poranną kawę 
pokazali mi cię na kiermaszu nie pamiętasz tego zdarzenia mała byłam z tarczą z 
warkoczami dałeś długi swój autograf od niechcenia 
potem były kolejne kroki twoje ksiąŜki moja matura jakieś skrypty jakieś obłoki 
wreszcie wielka zielona góra 
wiele paliłeś tego wieczora kiedy obojgu nam się zdało Ŝe oto nadeszła pora by 
nasze święto się stało 
kochałeś się zanim zobaczyłam słońce miałeś Ŝony domy sławę 
ale usta masz dziś bardziej gorące lubisz moją poranną kawę 
czasem zŜymasz się nad swoją talią lat siwiejące juŜ i zmęczone czas jak mały 
krasnoludek - kat ścina dni liście na stronie 

Strona 8

background image

12869

wtedy siadam ci na kolanach studiujemy cicho pokorę blady płomyk wokół się 
słania mruczą dłonie do ciszy nieskore kiedy miałeś siedemnaście lat czerwony 
krawat i młodzieńczą krzepę nie wiedziałeś Ŝe przyjdę na świat nie myślałeś Ŝe 
tak będzie lepiej 
lipiec 1986 

piosenka telefoniczna 
najpierw były kwiaty moŜe zbyt czerwone potem były noce moŜe zbyt szalone 
poŜegnanie i szept zadzwonię 
i zostaliśmy sami pod nieba prześcieradłami ja i mój wierny pies telefon z 
kompleksami przewrotne stworzenie na smyczy z mgły na rozpacz na pokuszenie 
odporne jak ty 
halo ! tak czekam nie nie znam go Ŝałuję nie proszę pana proszę pana całuję 
nie rób z siebie ofiary to zbyt proste idź w świat szukać pary palić mosty 
chwilowo jesteście sami pod nieba prześcieradłami ty i twój wierny pies telefon 
z kompleksami przewrotne stworzenie na smyczy z mgły na rozpacz na pokuszenie 
odporne 
halo to ty? nie nie wiem gdzie indziej się męczy z jakąś inną damą się bawi 
proszę proszę niech mnie pani zostawi poszukiwaczka pajęczyn ! 
topnieją letnie dni 
jak lody ćmy giną jak ja bez nagrody 
Halo ? pomyłka nie to nie telefon zaufania pan ją kocha ? odeszła ? tak mi 
przykro nie mam nic do gadania zaraz chwileczkę 
a moŜe by pan wpadł ? 
jesteśmy sami pod nieba prześcieradłami ja i mój wierny pies telefon z 
kompleksami 
i znów będą kwiaty czerwone ? i znów będą noce szalone ? poŜegnanie ? o nie ! ja 
zadzwonię 
lipiec 1986 

zabierz mnie do Kazimierza 
patrz zakwitły tłumy motyli wystroiły się trawy i głóg chciałabym byśmy ruszyli 
w popiół niebieskich dróg 
zabierz mnie do Kazimierza na łąkę pod wiatrak na skraju zabierz mnie do 
Kazimierza stamtąd juŜ blisko do raju 
w domu z drewnianej koronki otworzę ci czas niepowszedni w ciepłym słonecznym 
pierzu minie nam sen poobiedni 
zabierz mnie do Kazimierza na koncert polny zabierz mnie do Kazimierza w cichy 
świt od smutku wolny 
dasz mi rękę w pelerynie z deszczu przepłyniemy zielone wąwozy wygładzimy karki 
wzgórz wiatrem uściśniemy tęczowym powrozem 
zabierz mnie do Kazimierza na winobranie czułości zabierz mnie do Kazimierza do 
ptasich włości 
zobacz juŜ jesień farbuje świat sypie liście kasztany Ŝołędzie tka jak dotąd 
rdzawą przędzę lat los mija minął i będzie 
zabierz mnie do Kazimierza gdzie wspomnień w bród zabierz mnie do Kazimierza 
gdzie miłość kroki odmierza zabierz mnie na cud 
1986 

ogłoszenia drobne 
czasem kiedy ze smutkiem jak kura się noszę kiedy świece we łzach toną czytam 
rubrykę drobnych ogłoszeń teŜ słoną 
oddam: nadmiar tęsknoty tiule iluzje bezdomne koty 
sprzedam: sny prześnione trochę zuŜyte mało zniszczone hurt tanio 

Strona 9

background image

12869

zamienię: dni bez ciebie na noce z tobą cena nie gra roli 
kupię: s e n s (jeŜeli Ŝona – mąŜ na to pozwoli) 
nauczę szaleć - dyplomowana czarownica 
kurs Ŝycia przyspieszony zapisy bez matury długie terminy czas nieograniczony 
naprawy: cerowanie duszy pod schodami 
co drugą niedzielę wieczór nie wchodzić ze zmartwieniami 
zgubiono: n a d z i e j ę w kawiarni na rozdroŜu nagroda uczciwego znalazcę 
skradzionego pocałunku proszę o wiadomość zgoda ? 
dawno stracone złudzenia do oddania w dobre ręce bez wynagrodzenia 
Odrobinę czułości bezterminowo oowierzę panu/pani na słowo 
wynajmę puste niebo dwojgu bez nałogów w zamian za opiekę nad wspomnieniem 
najchętniej bardzo młodym na skrzydłach konieczne referencje z poręczeniem 
przyjmę - do pielęgnacji siwego anioła który odsłuŜył milion prawd bez 
wychodnego wymagana umiejętność podlewania gwiazd 
wszystkie skarby tego świata fortepian małego fiata za wiadomość o nim 
1986 

Spis rzeczy 
I.
+++ / i znowu list ci piszędzieciństwomój dom+++ / posiwiała /mała 
siostrabajka+++ / siostra dotknęła nieba /
masz gorączkę+++ / -na górze o cudzie śpiewała /+++ / w kubku juŜ długo /
II.
+++ / czy uratuję ćmę /+++ / zbladł mój cień /+++ / w kolebkach twego imienia /
+++ / tylko dłoni twojej /

+++ / jadę do ciebie /chwila lata+++ / kiedy tak leŜę /+++ / przecieŜ sam /+++ / 
niosę w rękach /+++ / nie pozwól /+++ / tylko nieba /niedziela+++ / a choćby to 
był sen /dorosły męŜczyzna+++ / to tylko ziemia /dialog
odpowiedź+++ / gdzie mieszkasz /+++ / tak duŜo pracujesz /zmierzch
III. równina co dalej brulion inaczej wieczór autorski aniele stróŜu mój 
urodziny Julii +++ / dziadek / +++ / gniecie złote spódnice / 
jesienny kredens listopad spotkanie dziecinne pytania 
IV. piosenki piosenka dla pana, który juŜ był cicha wielbicielka kiedy miałeś 
siedemnaście lat 
piosenka telefoniczna 
zabierz mnie do Kazimierza ogłoszenia drobne 

Strona 10