background image

Steve Perry

OBCY: AZYL

umaczy

Waldemar Pietraszek

Wydawnictwo “ORION”

Kielce 1994

Tytu  orygina u

ALIENS

NIGHTMARE ASYLUM

All rights reserved.
Copyrights © 1993 by Twentieth Century Film Corporation.
Aliens TM © Twentieth Century Film Corporation.
Cover art copyrights © 1993 by Dave Dorman.

Redaktor techniczny
Artur Kmiecik

Wszystkie prawa zastrze one
For the Polish edition
Copyrights © by Wydawnictwo „ORION” Kielce

ISBN 83-86305-01-0

Dianie oczywi cie;

I Johnowi Lockowi, który pewnie

Napisa by to troszk  inaczej...

Sk adam podzi kowania: Mike’owi Richarsonowi za jego
Prac  i uwagi; Jannie Silverstein za uwagi i zielony o ówek;
Verze Katz i Samowi Adamsowi za ich bezinteresown
pomoc. Ludzie, bez was nie dokona bym tego.

„Takie jest Prawo D ungli –
prawdziwe i stare jak Niebo;

Wilk, który si  go trzyma prze yje,

Kto go z amie, musi umrze .”

                                                 Rudyard Kipling

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

1.

       

Na  zewn trz,  w  miertelnej  pustce,  nie  by o  d wi ków.  Lecz  w  rodku  statku

kierowanego przez roboty zawibrowa y silniki grawitacyjne. Rozleg  si  niski odg os jakby
ogromnego instrumentu muzycznego. Przenika  przez tkanki, ko ci a  do g bin duszy.
Powoli otworzy y si  pokrywy komór i uwolni y swych mieszka ców. Mechanizm, który ich
usypia , teraz, przywo

 ich z powrotem do  ycia.

       

Billie  siedzia a  w  kuchni  i wpatrywa a  si   w  co ,  co  mia o  by   kaw .  Kolor  by

prawid owy, ale to by o wszystko. Smaku nie by o prawie wcale - gor ca woda. Z jak
dziwn  zawiesin . Patrzy a jak p yn stygnie, cz ciowo jeszcze przebywaj c w letargu po

ugim  nie. Jej w asne ruchy by y mocno niepewne. Czu a si  jak w czasie grypy - nie

mo esz tego wyleczy  i musisz przeczeka . Kawa wibrowa a. Na jej powierzchni tworzy y
si  ma e pier cienie, które bieg y od  rodka i rozbija y si  o  cianki kubka.
       Za plecami Billie rozleg  si  g os Wilksa:
       - Smakuje jak gówno, co?
       - Nie mo na tego zmieni  - sm tnie zauwa

a dziewczyna. Nawet nie odwróci a si ,  by

spojrze  na Wilksa. Ten siad  obok niej i przygl da  si  jej badawczo przez kilka
sekund.Potem znowu przemówi .
       - Dobrze si  czujesz?
       - Ja? Tak, w porz dku. Dlaczego mia abym si

le czu . Siedz  na bezza ogowym statku,

który leci Bóg wie dok d, opu ci am Ziemi , któr  opanowa y potwory, przebywam w
towarzystwie po owy androida i komandosa, który prawdopodobnie nie jest do ko ca
normalny.
       - Ej e, co to znaczy „nie do ko ca”? -  achn  si  Wilks.  Billie zerkn a na niego. Nie
mog a powstrzyma  bolesnego grymasu, który skrzywi  jej twarz.
       - Jezus, Wilks.
       

- Hej, dzieciaku, we  si  w gar . Sprawy nie stoj  a  tak  le. Mamy siebie. Ty, ja i

Bueller.
       Na chwil  zapad o ci kie milczenie. Po minucie komandos  odezwa  si  ponownie.
       -Id  przejrze  komunikaty. Chcesz i  ze mn ?
       

Billie podnios a si  ze skrzyni,  która zast powa a jej krzes o.  Popatrzy a na  Wilksa.

Blizny na jego twarzy by y czym , czego dotychczas prawie nie zauwa

a. Teraz jednak, w

sk pym o wietleniu, wyda o jej si ,  e twarz komandosa, nacechowana jest wszelkimi
znamionami w ciek ego okrucie stwa. Jakby jaki  demon bawi  si  czarodziejskim lustrem:
       -Nie - powiedzia a w ko cu.
       - Twoja sprawa - odwróci  si .
       Poci gn a  yk obrzydliwego p ynu. Zmarszczy a nos z niesmakiem.

       -Poczekaj. Zmieni am zamiar. Id  z tob .

       Wygl da o na to,  e nie b dzie zbyt wiele zaj  na tym, statku. Odk d zostali obudzeni,
min  tydzie  i nic nie wskazywa o na to,  e maj  hamowa . Urz dzenia pok adowe by y
prymitywne, ale i tak potrafi yby wykry  obecno  ludzkich osiedli, gdyby takie znajdowa y
si  w pobli u. Nap d grawitacyjny by  o wiele wydajniejszy ni  stare silniki reakcyjne, lecz
nawet, je eli w pobli u znajdowa  si  jaki  system planetarny, to, Wilks nie potrafi  go
wykry . By y lepsze sposoby na umieranie ni  g odowa  mier  na statku p dz cym donik d.
       Billie powinna pój  i dowiedzie  si , czy Mitch nie chcia by i  z nimi. Mitch. Ci gle j
to dr czy o. Tak, kocha a go, ale czy kocha a t  puszk  z robakami, któr  si  okaza  by ? No,
mo e nie dok adnie z robakami, ale to, co androidy mia y zainstalowane wewn trz swych
cia , mocno przypomina o d ugie d

ownice. Kocha a go i jednocze nie nienawidzi a. Jak to

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

mo liwe,  e tak kra cowo ró ne uczucia mo na  ywi  do tej samej osoby? Mo e konowa y
w szpitalu, którzy po wi cili jej przypadkowi tyle lat, mieli racj ? Mo e jest ob kana?
       

Statek  by   ogromny,  a  wi kszo   jego  przestrzeni  przeznaczono  na  magazyny.  Tak

naprawd  to jeszcze nie zdo ali obej  wszystkich zakamarków. Billie przypuszcza a,  e
zostan  tu jeszcze d ugo. Mia a co do tego mocne podejrzenia, ale nie obchodzi o j  to. Nie
by a jeszcze wystarczaj co znudzona. Po co sobie zawraca  g ow ? Kto dba o jakie  gówno?
Kabina sterownicza by a male ka, ledwo wystarcza a na dwie osoby. Projektanci zostawili
miejsce dla technika, na wypadek jakiej  naprawy. Od pocz tku swego istnienia statek
sterowany by  przez komputer i kilka robotów. Ekran monitora przekazuj cego komunikaty
by  pusty, z wyj tkiem biegn cych z góry na dó  kolumn danych zapisanych w j zyku
maszynowym.
       -  Czas na pokazy - odezwa  si  Wilks. Nie u miecha  si  jednak.
       Cz owiek wygl daj cy jak Albert Einstein w wieku oko o sze dziesi ciu lat powiedzia :
       

- Mamy sygna ? Mamy po czenie. W porz dku. S uchajcie wszyscy, je eli gdzie  tam

jeste cie. Tu Herman Koch z Charlotte. Nie marny  ywno ci, prawie nie mamy te  wody.
Jeste my opanowani przez te przekl te potwory, które zabijaj  albo porywaj  wszystkich
woko o! Zosta a nas tylko dwudziestka!
       

M czyzna znikn   i nagle  pojawi o  si   inne  miejsce.  Na  zewn trz  panowa   jasny,

oneczny dzie . Wokó  kwit y wiosenne kwiaty, jasnozielone li cie okrywa y drzewa.

Jednak co  niesamowicie okropnego niszczy o t  sielankow  sceneri :
       

Jeden z obcych taszczy  w swych  apach kobiet . Niós   j   jak  cz owiek  d wigaj cy

ma ego psiaka. Potwór by  wysoki na oko o trzy metry.  wiat o migota o na jego czarnym
zewn trznym szkielecie. G ow  mia  w kszta cie jakiego  dziwnie zmutowanego banana, a
ca a posta  przypomina a groteskow  krzy ówk  insekta z jaszczurk . Z pleców stercza y mu
ko ciste wyrostki, jak zewn trzne  ebra - po trzy pary z ka dej strony. Szed  wyprostowany
na dwóch nogach, co wydawa o si  prawie niemo liwe przy jego budowie. Z ty u wi  si

ugi, umi niony ogon.

       

Pocisk odbi   si   od  g owy potwora, nie  czyni c  mu  wi cej krzywdy  ni   uderzenie

gumowej kulki o ulic  z plastekretu. Obcy odwróci  si  i popatrzy  w stron  niewidocznych
strzelców.
       - Celuj w kobi

 ! - kto  krzykn . - Zastrzel Jann ! Zanim bestia zdo

a uciec ze sw

zdobycz , zabrzmia y jeszcze trzy strza y. Pierwszy chybi , drugi trafi  w pier  potwora i
rozp aszczy  si  na naturalnej zbroi. Trzecia kula trafi a kobiet  tu  nad lewym okiem.
      - Dzi ki Bogu! - rozleg  si  g os niewidocznej osoby. Obcy wyczu ,  e wydarzy o si  co
niedobrego. Podniós  kobiet  i trzyma  j  w wyci gni tych przed siebie  apach. Kr ci  g ow
na wszystkie strony, jakby bada  sw  ofiar . Potem popatrzy  na strzelców. Cisn  na ziemi
martw  lub umieraj

 kobiet , jakby by a niepotrzebnym ju

mieciem. Zacz  biec w

kierunku zabójców jego zdobyczy. Wydawa  przy tym g

ny syk...

       Teraz by a to szkolna klasa. Rz dy ciemnych ekranów komputerowych terminali. Jedyne

wiat o pada o od strony rozbitego okna. Na pod odze le

o cz ciowo zjedzone ludzkie

cia o. Reszta przypomina a krwaw  miazg . Rozk adaj ce si  tkanki przyci gn y mrówki i
innych ma ych padlino erców. Resztki by y zbyt ma e, by okre li  p

 ofiary. Nad nimi, na

cianie, pó metrowe litery g osi y: DARWIN ESTIS KORECTO.

   Darwin mia  racj .

       

Czy to le ca na pod odze osoba napisa a te s owa jako ostatnie przes anie? Lub mo e

kto  by  tu pó niej, zobaczy , co si  wydarzy o, i poszuka  wyja nienia, zanim nie przysz y
stworzenia stoj ce teraz na szczycie 

cucha pokarmowego? S owa jak te, mia y sw

wymow , ale w d ungli miecz, z by i pazury by y pot

niejsze ni  pióro. Zawsze...

ody m czyzna, mo e dwudziestopi cioletni, siedzia  w ko ciele we frontowej  awce.

Religia nie by a popularna w ci gu ostatnich dwudziestu lat, ale ci gle by y jeszcze miejsca

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

do modlitwy. Delikatny blask spod krzy a zawieszonego nad o tarzem pada  na m odego
cz owieka. Ten siedzia  w pierwszym rz dzie  awek, w pustym ko ciele. Oczy mia
przymkni te i modli  si  g

no.

             

-  ...i  nie  wód   nas  na  pokuszenie,  ale  nas  zbaw  ode  z ego   mówi   -  Bo  Twoje   jest

królestwo, pot ga i chwa a na wieki. Amen.
       Prawie bez chwili wytchnienia m odzieniec ponownie zacz  monotonnym g osem:
       -Ojcze nasz, który  jest w niebie...
       Mroczny cie  pad  nagle na  cian  przy ko cu rz du  awek.

       - ...Przyjd  królestwo Twoje, b

 wola Twoja... Cie  rós .

       - ..jako w niebie, tak i na Ziemi...
       

Rozleg o si  g

ne szuranie po posadzce. Lecz m czyzna nie poruszy  si , jakby nie

ysza .

       

- ...Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpu  nam nasze winy, jako i my

odpuszczamy naszym winowajcom...
       

Obcy stan  nad  modl cym si  cz owiekiem. Przejrzysta  lina  cieka a  z  rozwartych

szcz k. Wargi ods oni y ostre z by. Paszcza otworzy a si  powoli i ukaza a drugi komplet
mniejszych z bów, które przypomina y cienkie, ostre gwo dzie.
       - ...i nie wód  nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode z ego... Wewn trzne z by zawieszone
by y jakby na o liz ej, postrz pionej tyczce. Wystrzeli y nagle z paszczy z osza amiaj
szybko ci  i si . Wyrwa y dziur  w szczycie g owy m czyzny, jakby jego czaszka nie by a
grubsza i twardsza ni  mokry papier. Mózg i krew trysn y w gór . Oczy modl cego si
otworzy y si  w ostatnim zdumieniu, a usta zdo

y jeszcze wyszepta :

       - Bo e!
       Potwór wyci gn  szponiaste  apy i wyrwa  sw  ofiar  z  awki. Pazury rozerwa y tkanki i
dotar y do serca, które nie wiedzia o,  e ju  jest martwe.
Obcy i jego zdobycz znikn li z ekranu, na którym pozosta o tylko troch  krwi i strz pki
szarej substancji na  awce. Wn trze ko cio a sta o puste i ciche.
  Bóg, jak si  wydawa o, nie zbawi  nas ode z ego.

  Wilks odchyli  si  do ty u w fotelu i patrzy  ponuro na pusty ko ció .

       

-  Automatyczna  kamera  -  odezwa   si .  -  Prawdopodobnie  zainstalowana  z  powodu

odziei. Ciekawe,  e jej sygna  dotar  tak daleko.

  Z oczu.stoj cej obok Billie ciek y  zy. - Wilks! - j kn a.

       

-  Zadziwiaj ce,  jak  daleko  ludzie  potrafi   przesy

  wiadomo ci.  Rzeczywi cie

potrzebuj  pomocy. A mo e jest to ju  tylko nagrobek? No wiesz, sygna y mog  kr

 w

przestrzeni przez wieczno . S  nie miertelne. Mo e pomy leli,  e kto  o milion lat

wietlnych od Ziemi, przechwyci je i zwróci przez chwil  uwag . Rozumiesz, chrupi c

pra on  kukurydz  przygl dasz si  zag adzie ludzko ci.
       Billie wsta a.

       

- Zamierzam zobaczy  si  z Mitchem - powiedzia a. . - Uca uj go ode mnie - rzuci

Wilks.
       

Billie  zesztywnia a.  Spostrzeg   jej reakcj   i pomy la   o  przeprosinach,  ale  nic  nie

powiedzia . Pieprzy  to. Niewa ne. Dalej przeszukiwa  komunikaty, oczekuj c czego
innego, ale wszystko wygl da o podobnie.  mier . Zniszczenia. Cia a porzucone na ulicach.
Zwierz ta  ywi ce si  trupami. Zgraja psów walcz cych o ludzkie rami . Nie by o d wi ku.
Obraz pochodzi  pewnie z kamery nagrywaj cej uliczny ruch, ale  atwo by o si  domy le ,  e
warcz  i szczekaj  na siebie. Rami  by o napuchni te i sinobia e. Pewnie le

o d ugo na

cu. Ktokolwiek by  jego w

cicielem, nie musi si  ju  o nic martwi . Z pewno ci  ju

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

nie dba o to,  e psy si  o nie bij . Teraz by o tylko padlin . Wy czy  w ko cu obrazy z
Ziemi. To ju  tylko historia, Wszystko, na co patrzy , ju  si  wydarzy o, sko czy o si .
Ponownie zacz  bawi  si  przegl daniem. Szuka  informacji, dok d zmierza ich statek
Sytuacja by a nie za ciekawa - transportowiec zosta  zaprojektowany tak,  e nie móg
przewozi  pasa erów. W ko cu uda o mu si  uruchomi  kilka programów i dowiedzie  si  z
ekranu paru rzeczy. Statek zosta  wys any z powodu obcych na Ziemi. By  to stary trup
po atany drutem i modlitw  o utrzymacie si  przez jaki  czas w ca

ci. Po tym, jak Wilks

zobaczy  tego faceta w ko ciele, nie czu  szacunku do modlitw. Nie znaczy o to wcale,  e od-
czuwa  go kiedykolwiek.
       

Statek  wiedzia ,  dok d  leci,  ale  to  niewiele pomog o  komandosowi.  Musia a  to  by

planeta lub stacja kosmiczna gdzie  tam w przestrzeni. Oko o dwustu milionów kilometrów
przed nimi znajdowa o si  jakie  s

ce klasy G, ale nie potrafi  dostrzec  adnych jego

satelitów. Musia y tam by   bo w przeciwnym razie komory hipersnu nie uwolni yby ich.
„Mog o by  jakie  uszkodzenie, dupku - zabrz cza  cichy g os w jego g owie. - Mo ecie
wszyscy umrze .”
       

„Pieprzy   to  -  odpowiedzia   Wilks  g osowi.  -  Mam  interesy  do  za atwienia  przed

mierci .”

  „My lisz,  e Wszech wiat zwróci uwag  na twoje interesy?”
  „Odpieprz si , kolego. Ty i ja jedziemy na tym samym wózku.”
  Odpowiedzia  mu szyderczy  miech.

                                                                           2.

       

Mitch  spoczywa   na  wózku,  który  zmajstrowali  dla  niego,  i  wygl da o  to;  jakby

normalnie siedzia . Bior c pod uwag ,  e poni ej talii nie pozosta o nic, prawdziwe siedzenie
nie by o mo liwe. Ko czy  si  po rodku. Niemal dok adnie pó  cz owieka, - pó  androida
zaklajstrowanego medyczn  piank . Sam naprawi  uszkodzenia uk adu kr enia. Utworzy
nowe po czenia i jego krwiobieg znów by  zamkni tym systemem. Druga jego po owa
zosta a na planecie obcych oderwana przez rozw cieczonego potwora broni cego swego
gniazda. Ten jeden obcy zosta  zabity, a pozosta e prawdopodobnie wyparowa y w
atomowych eksplozjach, które przygotowa  im Wilks jako po egnalny podarunek. Cz owiek
rozerwany jak Mitch zmar by na tej diabelskiej planecie od szoku i utraty krwi. Androidy
by y lepiej skonstruowane.
       

Siedzia  w  kabince  stworzonej dla  napraw  komputera.  By a  mniejsza  ni   pokój,  w

którym siedzia  Wilks. Us ysza  Billie, gdy wchodzi a, i mia  nadziej ,  e to nie ona.
       - Mitch? Potrz sn  g ow .
       

-  Nie  mog   wej   do  systemu  komputera  -  powiedzia .  Kod  dost pu  do  obszaru

nawigacyjnego jest sze dziesi ciocyfrowy i na dodatek jeszcze zakodowany przy u yciu
kolejnych czterdziestu cyfr.  eby si  tam wedrze , trzeba wieczno ci. Ale, ale. Gdzie s  inne
statki? Opuszczali my Ziemi  wraz z ca  armad . Powinni tu gdzie  by , a nie ma ich.
Jeste my sami. W tym nie ma  adnego sensu.
       Stan a obok jego wózka. Z trudem powstrzyma a si  od pog adzenia go po czuprynie.
       - Wszystko w porz dku...
       - Nie, nie wszystko w porz dku! Nie wiemy, gdzie jeste my, dok d lecimy, czy w ogóle
prze yjemy! Musz , taka jest moja rola jako... - Odjecha  w ty .
       Ponownie potrz sn  g ow .

        Billie chcia o si  krzycze . To, co zrobi a w ostatnim tygodniu znaczy o wi cej ni  ca e

ycie. Zakocha a si  w androidzie. Co gorsze, on zakocha  si  w niej i mia  z tym wi cej

problemów ni  ona. Kiedy wchodzili do komór hipersnu, zaakceptowa a to, co si  wydarzy o.
Wierzy a,  e jako  to b dzie. Lecz kiedy si  obudzili, co  si  zmieni o. Co  w nim. I co  w

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

niej samej. Nie uwa

a,  e jest jedn  z tych osób, które obnosz  sw  nienawi  jak w óczni

i d gaj  ka dego, kto si  z nimi nie zgadza. Zawsze by a tolerancyjna. Cz owiek jest
cz owiekiem, niewa ne, czy urodzi a go kobieta, czy wyszed  ze sztucznej macicy, czy te
zrobiono go w fabryce androidów. Niewa ne by o, sk d pochodzisz, ale dok d zmierzasz.
Po wi canie czasu na spogl danie wstecz nie mia o dla niej sensu. Ci gle to powtarza a.
   A androidy by y lud mi.

       

Oczywi cie, ale czy chcia aby,  eby jej siostra po lubi a którego ? Albo  eby kto  taki

zosta  jej m em? Jezus!
       Nie powiedzia  jej, kim jest, i to by o jego zbrodni . Dowiedzia a si  tego, gdy ju  zostali
kochankami i gdy ju  zapad  jej g boko w serce. To bola o. Nigdy nie spodziewa a si ,  e
mo e j  spotka  co  takiego. Zadziwiaj ce, ale tak by o. A. teraz? Chocia  z drugiej strony
nadal znaczy  dla niej bardzo du o. W sprzyjaj cych warunkach Mitch móg by znowu by
ca y. Móg  by  jak nowy. Mie  perfekcyjnie zaprojektowane mi nie, delikatn  skór  i
wszystko  inne  na  swoim  miejscu...  Dosy !  Co   jeszcze  tkwi o  w  tym  wszystkim.  Sama  nie
by a pewna co. M czyzna - sztuczny czy nie - by  czym  nowym w jej  yciu. M czyzna,
którego pokocha a zmieni  j . Co  zmieni o si  w jej wn trzu. Chcia a to zrozumie , chcia a
da  mu wszystko, czego b dzie od niej potrzebowa , ale nagle sta  si  dla niej kim  innym -
zimnym, przestraszonym cz owiekiem, który nie pozwala jej si  zbli

. Kim , kto nie chce

ucha  o jej uczuciu, o gniewie i potrzebach. Kim , kto ukry  si  za murem i zakry  r kami

uszy. Ci gle jednak próbowa a.
       - Mitch, pos uchaj. Ja... - wyci gn a r

 i tym razem dotkn a jego w osów. By y tak

naturalne jak jej w asne, takie, jakby wyros y ze skóry cz owieka. Tylko pod mikroskopem
mo na by o zauwa

 ró nic .

       - Nic nie mów, Billie.
       

Poczu a, jakby od tych s ów nadlecia  mro ny podmuch. Tak zimny,  e a  zapar o jej

dech w piersi. Jak móg  to zrobi ? Nie chce z ni  nawet rozmawia ?
       

- Billie, prosz ... Spróbuj zrozumie . Nie... nie chcia em ci  zrani . To... ja nie... nie

mog em. Przykro mi...
       - Jestem zm czona - powiedzia a Billie. - Zamierzam troch  odpocz .
       

Wysz a tak szybko, jak tylko pozwala a na to sztuczna grawitacja. Problem polega  na

tym,  e nikt nie uwa

 za konieczne w czania ci enia w statku kierowanym przez roboty.

Jednak Wilks uruchomi  ten system, jak wiele innych, gdy tylko weszli na pok ad. Teraz
mog o si  zdarzy ,  e statek rozleci si  od silniejszego, kichni cia.
       

Magazynek,  którego  u ywa a  jako  sypialni,  by   niewielkim  pomieszczeniem  o

rozmiarach dwa na trzy metry. By o tu gor cej ni  gdziekolwiek na statku, gdy  w

siedztwie znajdowa y si  urz dzenia zasilaj ce system grzewczy transportowca. Rozebra a

si  prawie do naga, pozostaj c jedynie w majteczkach i staniku. Po

a si . Pot  cieka  po

jej nagim ciele i po chwili resztka ubrania, któr  zostawi a na sobie, by a kompletnie
przemoczona. Czu a,  e ca a si  lepi. Drzema a, gdy w drzwiach pojawi  si  Wilks. Nie
zd

a zaci gn  zas ony. Jego nag e wtargni cie wr cz j  zamurowa o.

       - Rób troch  ha asu, kiedy wchodzisz, Wilks. Przestraszy

 mnie.

       

Wszed   do  komórki.  Jego  stopy prawie  dotkn y  le cej  na  pod odze  dziewczyny.

Usiad a i podwin a nogi pod siebie. Widzia  j  nag  i nie obchodzi o j  to. Lecz sposób, w
jaki si  jej przygl da  by  denerwuj cy
       - Wszystkiego si  boisz, Billie - odezwa  si . Zamruga a oczami.
       - O czym ty mówisz?
       Podszed  bli ej. Wyci gn  r ce i chwyci  j  za ramiona. - Kiedy by

 dzieckiem, ba

si

mierci, pó niej ba

 si

ycia.

       - Jezus, Wilks! Wyno  si ...
       Zanim zd

a zareagowa , jego d onie zacisn y si  na jej piersiach.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

       - I zawsze ba

 si  mnie - doko czy .

       Szarpn a si  ze z

ci . Potem chwyci a jego r ce i odepchn a od siebie.

       - Do diab a! Co ty sobie wyobra asz!
       

Z apa  j  za nadgarstki i pochyli  si  nad ni . Jego twarz znalaz a si  teraz o kilka

zaledwie centymetrów od jej ust. Poczu a zapach jego potu i... pi ma.
       

-Naprawd   wolisz  t   rzecz  z  pokoju  komputerów?  Jedyny,  który  jest  odpowiednio

wyekwipowany, co?
       Poczu a co  twardego na brzuchu. Chryste, czy by chcia  j  zgwa ci ?
       -Wilks! Przesta ! Dlaczego to robisz?
       Odsun  si  nieco do ty u, jego twarz na moment zamar a, oczy by y przymkni te. Potem
powieki uchyli y si  i dwa strumienie wewn trznego  wiat a wytrysn y jej prosto w twarz.
Komandos wyszczerzy  z by w szerokim u miechu.
       - Dlaczego? Bo chc ,  eby  popatrzy a na siebie. Na to, czego si  obawiasz. Na mi

.

Na nami tno . Na ludzi. Billie popatrzy a w dó  i dostrzeg a,  e jej brzuch uciska nie to, o
czym my la a. To jego brzuch... -Aaaaghhh!
       

Wraz z tym krzykiem wytrysn a  fontanna krwi i szcz tków  wn trzno ci.  Po  chwili

pojawi  si  doros y okaz obcego. Niemo liwe! To by o fizycznie niemo liwe! Potwór

miechn  si  do niej , ukazuj c ostre z by drapie cy. Kapa a z nich  lina i krew. Ruszy  ku

niej...
       - Wilks!
       Billie usiad a. By a sama w swej pakamerze. Ca a by a zlana potem, a w osy zlepi y jej
si  od wilgoci. Do licha, to by  sen. Tylko sen! Jednak nie by  to wy cznie koszmar.
Wiedzia a o tym, to by a wizja... komunikat. Wszystko widzia a zbyt wyra nie i odczuwa a
zbyt g boko. Byli tutaj. Na statku. Dziewczyna chwyci a swe ubranie i wybieg a.
       Wilks ci gle walczy  z programem, który uruchamia  zewn trzne kamery. Mia  nadziej ,

e zdo a powi kszy  obraz, kiedy zobaczy  Billie. W

a swój kombinezon do po owy.

Ca a ocieka a potem. Na statku nie by o zbyt wiele wody i wszyscy prawdopodobnie ju
cuchn li. Nawet Bueller, który mia  tylko imitacj  ludzkich gruczo ów potowych.
       - Wilks, oni s  tutaj. Na statku. Z apa a go za koszul .
       

- Spokojnie, spokojnie - zawo

. - Widzia

 jakiego ? -  ni a o  nich - odezwa  si

Bueller.
       Billie odwróci a si  i popatrzy a na niego, jakby zdradzi  jak  ich wspóln  tajemnic .
       

- To  nie  by   zwyczajny  koszmar,  Wilks.  Czu am  ich.  Pami tasz  tego  s oniowatego

podró nika, który nas uratowa ? Czu am wtedy,  e nas nienawidzi.
       - Tak, kolekcjoner gatunków.
             

-  Co   w  tym  rodzaju.  I  teraz  by o  tak  samo.  Ci gle  je  czuj .  To  tak,  jakby   wietlny

promie  wpada  do mojego mózgu. Nie potrafi  tego dotkn , ale to jest we mnie!
       

Wilks pokr ci  g ow . Ten dzieciak zosta  zbyt mocno okaleczony. Wszyscy zostali w

jakim  stopniu zranieni: Stres atakowa  ich ze wszystkich stron. Ale b dzie próbowa  na
wszelkie sposoby wydosta  ich z tego lataj cego grobu.
       -S uchaj, Billie, to nie ma sensu...
       - Gdzie jest karabin? Je eli nie chcesz mi pomóc ich znale

, zrobi  to sama!

       

Wilks spojrza  na Buellera. Android odwróci  wzrok. Sprzeczanie si  ze zdesperowan

kobiet  nie by o nigdy jego najmocniejsz  stron . Wilks wiedzia  o tym. Chryste, kobiety
czasami zachowuj  si , jakby nale

y do innego gatunku. Nie rozumia  ich.

       - Wi c?
       

- Dobra. Chcesz bawi  si  w komandosa? To si  pobawimy. Ale to ja wezm  karabin.

Mamy tylko jeden i to niepe ny magazynek. Wsta  i podszed  do szatki, gdzie trzymali kara-
bin. Wyj  go, a potem wyci gn  jeszcze pistolet, który nosi , zanim nie u

yli si  do

hipersnu. Powinien zabra  wi cej amunicji, a mo e nawet kilka karabinów M-41 E. Dobry

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

komandos zawsze gromadzi tyle broni, ile tylko zdo a, ale tym razem nie starczy o czasu.
Kiedy  pieszysz si  na statek, który ma uratowa  ci  przed wybuchem j drowym albo spotka-
niem z g odnym potworem, nie rozgl dasz si  za amunicj .
       

Mia   jeszcze  kilka  granatów  do  wyrzutnika,  ale  by y  one  bezu yteczne  na  statku

dz cym przez kosmiczn  pustk . Dziura w pow oce oznacza a wtargni cie pró ni do

wn trza. Zosta yby po nich tylko ma e  liczne kryszta ki. Tylko szaleniec chcia by tak
sko czy . Nawet pociski przeciwpancerne o kalibrze 10 mm by y problemem, chocia
dziury, jakie mog y zrobi , by y niewielkie. Wstrzelenie specjalnego kleju w strumie
uciekaj cego powietrza powinno zalepi  takie uszkodzenie pow oki. Sprawdzi  baterie, a
potem stan magazynka na ciek okrystalicznym wy wietlaczu. Pozosta o pi

adunków.

Cholernie ma o.
       

„Chwileczk .  Wygl da  na  to,  e  nie  b

  potrzebne.  Dzieciak  jest  po  prostu

wystraszony. Obejdziemy statek i przekona si ,  e jeste my tu sami.”
Odwróci  si  do Billie.

       - Chcesz wzi  pistolet? Nie przebije pancerza, ale gdyby tak obcy otworzy  paszcz , to
mo e...
       - Daj mi go - przerwa a mu.
       Poda  jej bro  - standardow  wersj  wojskowego pistoletu automatycznego typu Smith.
Zabra  go genera owi na Ziemi, gdy tamten zastrzeli  Blake. Genera  wystrzeli  trzy pociski,
potem Wilks jeszcze pi . Razem osiem. Ten model nie mia  do adowywacza. By a to tania
wojskowa bro  z magazynkiem na pi tna cie naboi. Zosta o, wi c siedem, mo e osiem, je eli
genera  zwyk  trzyma  nabój w komorze.
       -Masz siedem strza ów - powiedzia  do Billie. Sprawdzi a bro .
       -Potrzebuj  tylko dwóch - powiedzia a. Spojrza a na Buellera i poprawi a si : - Trzech.
       

-No, idziemy znale

 te potwory - powiedzia  Wilks.  Bueller,  idziesz  pobawi  si  z

nami?
       -Naprawd  my lisz,  e istnieje jakie  niebezpiecze stwo?
       Wilks zerkn  w stron  dziewczyny, potem z powrotem na Buellera.
       -Szczerze? Nie.
       

- Wi c zostan  tutaj i b

 dalej pracowa  z komputerem. Sier ant widzia , jak gniew

wr cz kipi wewn trz Billie. Gdyby jednak powiedzia ,  e wierzy w obecno  obcych na
statku, to Mitch musia by pój  z nimi, gdy  jest androidem. Próbowa by chroni  dwójk
prawdziwych ludzi.
       -Ruszajmy Billie. Zacisn a z by i rzuci a st umionym g osem:
       -W porz dku. Idziemy.
       

„Do diab a! - my la  Wilks. - trzeba by o to zrobi . Jak dot d jest dok adnie tak, jak

przewidywa em. Zero:’ Obszukali prawie ca y ogromny statek. By  wystarczaj co du y, by
przegapi  ma ego psa czy kup  insektów. Czasem mo na przemyci  co  na statek pomimo
pól zabezpieczaj cych. Niektórzy maj  na pok adzie swych ma ych ulubie ców.
       - No i w

nie, Billie. Koniec. Nikogo nie ma.

       - Co z magazynami na rufie? Wilks opar  karabin o  cian  i podrapa  si  w rami .
       

- Nie wejdziemy tam. Zamek kodowy. Skoro my tam nie wejdziemy, nic stamt d nie

wyjdzie.
       - Ej e, Wilks. Widzia am, co one potrafi . Ty te  przy tym by

.

       - Mo emy zerkn  na drzwi. Skoro to ci  uszcz liwi.
       

- To nie mo e mnie uszcz liwi . Po prostu musz  sprawdzi . - Wzruszy  ramionami.

Móg by w tym momencie da  jej klapsa. To prawda, nie mia a lekkiego  ycia. Oboje rodzice
zgin li, zabici przez obcych. Mo e nawet spotka o ich najgorsze i zostali zamienieni na
pokarm dla poczwarek. Lata, które dziewczyna sp dzi a w szpitalu psychiatrycznym na
Ziemi, te  pozostawi y  lady. I ca e to gówno ci gle w niej siedzia o.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

       

Korytarz prowadz cy do  rufowych magazynów by   w ski  i s abo  o wietlony.  Wilks

dostrzeg  jednak,  e w az prowadz cy do wn trza by  zamkni ty, a czerwone  wiate ko
zamka informowa o,  e wszystko dzia a. Jak wszystkie inne wewn trzne drzwi w az by
hermetyczny i zabezpieczony na wypadek nag ej dekompresji - standardowa duralowa p yta,
sze cio lub siedmiocentymetrowej grubo ci. Nawet obcy mia by k opoty z przedarciem si
przez ni .
       - Puk, puk - odezwa  si  Wilks. - Czy jest kto  w domu? Zatrzymali si  na chwil  przed
wej ciem do magazynu.
       - Przykro mi, Billie, ale polowanie sko czone. - Co to za zapach? - spyta a nagle.
Wilks poci gn  nosem. Co  si  pali o.  mierdzia o jakby... jak topi ca si  izolacja
przewodu. Krótkie spi cie?  atwo mog o powsta , bior c pod uwag  sposób, w jaki
zbudowano ten statek.
       

- Zapach jest tutaj silniejszy - odezwa a si  Billie i wskaza a w stron , z której przed

chwil  przyszli. - Lepiej sprawdzi ... Leniwa smuga dymu pe

a wzd

 korytarza jak gruby

 sun cy nad pod og .

       - Lepiej  ap za ga nic  - poradzi  Wilks. Billie zdj a jedn  z nich ze  ciany.
       Nagle doszed  ich d wi k metalicznego zgrzytu, a potem ryk alarmu. Piana z sufitowych
przeciwpo arowych spryskiwaczy pojawi a si  tu  przed nimi. Szybko zbli

a si  w ich

kierunku.
       - Cholera! - wykrzykn  komandos.
       

Bueller zobaczy  na monitorze b ysk alarmu i napis: PO AR. Na pok adzie nie by o

komunikatorów. Nie móg  porozumie  si  z Wilksem i Billie. Przy pomocy r k wyczo ga  si
ze swego wózka i zacz  „i ” tak szybko, jak tylko potrafi . Zadziwiaj ce, do czego jest
zdolny cz owiek, kiedy  pieszy si  na umówione spotkanie i jednocze nie wie,  e ju  jest
spó niony.
       

Piana przesta a p yn , a w sekund  pó niej umilk  d wi k alarmu.  Wilks odetchn .

Oznacza o to,  e ogie  zosta  ugaszony. Mo e by  to fa szywy alarm, bo w korytarzu nie czu
by o podwy szonej temperatury.
       -Zosta  tutaj. Sprawdz  to.
       - Odpieprz si . B

 os ania  twoj  dup . Musia  si  u miechn .

       - Dobra. Uwa aj, pod oga jest  liska.
       Szli obok siebie w stron  rufy. Ju  po kilku metrach odnale li  ród o dymu. Nadtopiony
kabel, który jeszcze troch  dymi , chocia  by  prawie ca kowicie pokryty pian .
       - Wilks.
       

Odwróci   si   i  zobaczy   to,  co  chcia a  mu  pokaza   Billie.  W  cianie  pomi dzy

korytarzem a magazynem zia a dziura. Mia a stopione, postrz pione brzegi i by a
wystarczaj co du a by móg  przez ni  przej  cz owiek. Otwór by  wypalony kwasem.
      - O, kurwa - j kn  Wilks.
      - No w

nie - Billie skin a g ow .

                                                                          3.

       

Billie rzuci a na ziemi  ga nic  i wyci gn a z kieszeni pistolet. Zacisn a r koje  w

obu d oniach, które nagle sta y si  mokre i spocone. Strach zamieni  jej wn trzno ci w lodo-
wat  bry . Chcia a uciec i ukry  si  gdzie , ale nie by o gdzie.
       

- Mia

 racj  - odezwa  si  Wilks. - To ja si  myli em. Mi kko  jak kot podszed  do

dziury i zbada  j , staraj c si  nie dotyka  brzegów.
       - Ostro nie - powiedzia  do dziewczyny.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

       Przeszli przez otwór w  cianie. Pomieszczenie by o ciemne, a lekka po wiata padaj ca z
korytarza by a jedynym  ród em  wiat a. Nie, by y jeszcze male kie punkciki  wiec cych
diod...
 Sier ant odnalaz  tablic  kontroln  i popatrzy  na cyfry, które wy wietla a.

      Jezusie!
Billie pokiwa a tylko g ow . Usta mia a zbyt wyschni te,  eby przemówi .
Na pod odze le

 obcy. Pod oga wokó  niego by a cz ciowo prze arta jego krwi  - kwasem

tak mocnym,  e trudno w to by o uwierzy . Jedna z teorii, któr  us ysza a Billie z nagranych
komunikatów, g osi a,  e w

nie z powodu swej krwi mi so potworów ma tak nieprzyjemny

smak. To brzmia o naprawd  okropnie. Jakie stworzenie mog o zjada  takie monstra?
Obok obcego sta y urz dzenia, które zdawa y si  by  g ównym  adunkiem w tym magazynie:
cztery komory do hipersnu. Ka da kry a jeszcze niedawno jednego cz owieka.
Z tych resztek, które pozosta y, nie z

oby si  nawet pojedynczej osoby. Pokrywy komór

by y potrzaskane i zbryzgane krwi , bez w tpienia ludzk  krwi , która ju  dawno zasch a.
Billie chcia o si  wymiotowa . Z trudem zdo

a zapanowa  nad sob .

Wilks bada  pulpit sterowniczy jednej z komór. Po chwili odwróci  si  do dziewczyny, która
bez przerwy rozgl da a si  woko o, oczekuj c nag ego ataku bestii.
Ta czwórka tu podró owa a - powiedzia . - Byli g boko zamro eni, ale  ywi.
Prawdopodobnie wiedziano,  e s  zainfekowani, i kto  pomy la ,  e w ten sposób mo na
powstrzyma  wzrost poczwarek. Wygl da na to,  e si  pomyli .
Dlaczego? Dlaczego kto  to zrobi ? Komandos pokr ci  g ow .
Nie mam poj cia - rozejrza  si  uwa nie dooko a. - Polityku. Mo e jaki  zysk. Pó niej

dziemy prowadzi  takie akademickie dyskusje. Prawdopodobnie by a tu czwórka obcych.

jeden zosta  zabity, a jego krew u yta do wytopienia dziury,  eby pozostali mogli st d wyj .
Ta trójka najwyra niej sko czy a  niadanie i teraz posz a szuka  obiadu.
      Wilks wskaza  luf  karabinu na prawie ca kowicie zjedzone zw oki.

       - Mitch!
       - Nie bój si  o Buellera. One nie znosz  nawet zapachu androidów. Przekonali my si  o
tym na ich planecie.
       - Ale gdy go znajd , zabij  go.
       

Pewnie tak. I nas tak e. Musia y st d wyj  krótko przed tym, jak nadeszli my. Kwas

uruchomi  system przeciwpo arowy. Idziemy. Musimy wróci  do przedniej cz ci statku i
zabarykadowa  si  tam.
       Co  zaskroba o za ich plecami.
       - Wilks...
       - S ysza em.
       Odwróci  si  i podniós  karabin. Uruchomi  laser celownika. Male ka czerwona plamka
zata czy a w odleg ym k cie. Co  sykn o.
       - Biblie...
       Obcy pojawi  si  w kr gu md ego  wiat a. By  wysoki na trzy metry i b yszcz co czarny.
Je eli monstrum mia o oczy, to by y one ukryte. Jakichkolwiek jednak u ywa o zmys ów,
wiedzia o,  e s  tutaj ludzie. Zewn trzne szcz ki potwora rozwar y si  i g sta ma  zacz a

czy  si  z ostrych jak ig y z bów o grubo ci palca. Spiczasto zako czony ogon porusza  si

na boki jak u kota na chwil  przed skokiem.
       - Wilks!

       - Mam go.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

       Komandos podniós  powoli karabin do ramienia. Billie zobaczy a, jak czerwona plamka
laserowego promienia przesuwa si  z piersi bestii w gór . Czerwona zorza zamigota a na
wyszczerzonych z bach.
  Obcy jeszcze szerzej otworzy  paszcz . Czerwone  wiate ko znikn o.

       -  egnaj, skurwysynu - powiedzia  Wilks.
       

Wystrza  karabinu w pustej przestrzeni magazynu zabrzmia  jak grzmot. D wi k odbi

si  od twardych  cian i na chwil  og uszy  dziewczyn . Bestia upad a. Mo na by o dojrze ,

e czubek jej g owy, jakie  dziesi  centymetrów powy ej górnej szcz ki, jest otwarty jak

puszka. Ma e kawa ki pancerza posypa y si  na boki. Cienki strumie

tawego p ynu s czy

si  na pod og .
       - Trafi

 go! - wykrzykn a.

       

W az zacz  dymi , gdy dotar a do  niego  krew potwora. Coraz wi cej 

cego  p ynu

wydostawa o si  z roz upanej czaszki obcego.
       

-Wychodzimy,  Billie,  pr dko! To  jest  ci nieniowy w az,  który prowadzi do  komory

pomi dzy magazynem a pow ok  zewn trzn ! Gdy to gówno prze re si  przez zewn trzny...
       

Nie musia  mówi  wi cej. Billie skoczy a ku dziurze w  cianie i wypad a na zewn trz.

Wilks dos ownie depta  jej po pi tach.
       - Szybciej, szybciej!
       Alarm przeciwpo arowy ponownie wype ni  ostrym d wi kiem korytarz. Piana zacz a
lecie  z sufitu tu  za ich plecami. Biegli,  lizgaj c si  na resztkach pozosta ych z
poprzedniego alarmu.
       

Ruszajmy si . Musimy dotrze  do tamtego w azu! Billie wyprzedza a Wilksa o  jakie

dwa metry, kiedy w czy  si  nast pny alarm. By o to ostrze enie przed dekompresj . Pi
metrów przed nimi zacz y zamyka  si  awaryjne drzwi si gaj ce od sufitu do pod ogi.
Czerwone  wiat o miga o w szale czym tempie. Je eli co  nie zatka dziury w pow oce statku,
ca e powietrze po tej stronie drzwi zostanie wyssane przez pró ni . Nikt, kto tu pozostanie
nie zdo a prze

. Udusi si .

       

Billie dopad a zamykaj cych si  drzwi i po

a si   na pod odze.  Czo ga a si  pod

drzwiami, czuj c, jak kaleczy sobie d onie i kolana. Ale przesz a! Odtoczy a si  na bok. Zro-
zumia a,  e Wilks nie zdo a zrobi  tego co ona.
       

Jednak  spróbowa .  Rozci gn   si   na  pod odze  i wcisn   pod  drzwi,  które  opada y

nieub aganie. Dziewczyna ujrza a,  e wciskaj  si  w jego cia o.
       - Aaach! - zawy  z bólu.
       - Cholera! - rykn a i podbieg a na czworakach do drzwi. Musia a co  pod nie wetkn .
Wsadzi  co  pod t  przekl

 p yt ! Mo e ga nic , cokolwiek! Nie by o czasu si  zastana-

wia . Za sekund  Wilks b dzie mia  z amany kr gos up...
       

Bro . Ci gle mia a pistolet.  Wyci gn a go  i spróbowa a wcisn  pod drzwi.  Prawie

pasowa .
       - Wypu  powietrze! - krzykn a.
       Wilks nie widzia , co ona robi, ale zrobi  to, co mu kaza a. Wpycha a bro  z ca ych si  i
w ko cu lufa wesz a pod doln  kraw

 p yty. Kiedy Wilks wypu ci  powietrze, da o jej to

pó  centymetra. Ty  r koje ci opar  si  o pod og  i nagle twardy metal broni zacz
trzeszcze . Zaraz p knie!
   Billie z apa a Wilksa za nadgarstki i poci gn a. - Dalej, Wilks, pchaj.

       Cienki materia  jego spodni rozdar  si . Brzeg p yty zdziera  cia o z po ladków, kaleczy
mi nie, ale komandos powoli si  przesuwa .
       

Pistolet wyda  d wi k jak gwó

 wbijany w mokre drewno. W tym momencie Wilks

przesuwa  pod drzwiami uda. Billie zapar a si  pi tami o pod og , odchyli a do ty u, a
sier ant czo ga  si  w jej stron  i przepycha  swe cia o w szale czym po piechu. Jego stopy

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

wy lizn y si  ze zmniejszaj cej si  szpary dok adnie w momencie, gdy pistolet p

 jak drut

z krystalicznej stali, a on sam pad  wprost na Billie. Co  ostrego uderzy o dziewczyn  tu  pod
okiem. Wilks ci gle le

 na niej, kiedy drzwi zamkn y si  ca kowicie.

       

Billie czu a, jak napi te mi nie pleców le cego na niej m czyzny odpr aj  si  pod

dotkni ciem jej d oni. Le eli tak przez nast pne kilka sekund. Potem Wilks wzi  g boki
oddech i stoczy  si  z dziewczyny. Po

 si  na plecach obok niej.

       - Dzi kuj  - odezwa  si  po chwili. Billie próbowa a uspokoi  oddech.
       - Nie ma sprawy. Zwykle nie posuwam si  tak daleko na pierwszej randce.
       

Wilks pokr ci  g ow . Na ustach pojawi  mu si  ni to u miech, ni to bolesny grymas.

Kiedy rozleg  si  alarm, Bueller by  w po owie drogi na ruf . Nie porusza  si  zbyt szybko
przy pomocy r k, ale d wi k syren wyzwoli  w nim dodatkowe si y. Billie i Wilks byli w
niebezpiecze stwie! Musi ich uratowa . Szczególnie Billie.
       

Wilks dostrzeg  Mitcha wlek cego  si  w  ich kierunku.  Bueller by  wr cz karykatur

cz owieka uci tego w pasie. Z tego szczególnego k ta widzenia wygl da , jakby wynurza  si
z pod ogi.
       - Billie! Wilks!
       - Wszystko w porz dku - odezwa  si  Wilks. - Po prostu kolejny dzie  wakacji na statku
kosmicznym.
       Wyci gn  r

.

       

Bueller przechyli  si  na jedn  stron . Ca y swój ci ar opiera  teraz na palcach lewej

oni. Praw  r

 wyci gn  w gór  i dwójka m czyzn z czy a si  w mocnym u cisku. Po

chwili sier ant wywindowa  Mitcha na plecy.
       - Billie...?
       - Mieli my towarzystwo - powiedzia a dziewczyna. - Mo e nast pnym razem b dziecie
mnie s ucha .
       

Po  powrocie  do  pokoju  komputerów  Wilks  uruchomi   wewn trzne  kamery  i zacz

przeszukiwa  statek. Sprz t nie by  zbyt wyrafinowany, po prostu tanie urz dzenia
produkowane w Kambod y. Ziemskie przepisy wymaga y instalowania kamer na wszystkich
statkach, nawet tych kierowanych przez roboty, i w tym momencie Wilks by  zadowolony z
tych zarz dze . Kamery nie posiada y wykrywaczy ruchu ani czujników podczerwieni, ale
zawsze lepsze to ni  nic.
       To Bueller siedzia  przymocowany do fotela operatora. Jego reakcje by y szybsze i lepiej
zna  system komputerowy.

       

- S dzimy,  e pozosta a jeszcze dwójka obcych - powiedzia a Billie. Opiera a si  o ty

fotela, na którym siedzia  Wilks, i wpatrywa a w monitory. Sier ant uparcie przeszukiwa
wszystkie pomieszczenia statku.
  Niczego nie zobaczyli w g ównym korytarzu. - Jak dostali si  na pok ad?

       - Kto  za adowa  czwórk  ludzi do komór hipersnu. Wszyscy byli nosicielami poczwarek
- odpowiedzia  Wilks.-  rodkowe  adownie równie  by y czyste.
       - Dlaczego to zrobiono?
       - Niez e pytanie. Zabij mnie, je eli wiem. - O, do diab a - zawo

 nagle.

       - Dobrze si  czujesz? - spyta a Billie.
       

- Skurcz mi ni na karku.  Nie zamierzam w  ci gu  najbli szych dni  bra   udzia u  w

adnych biegach - popatrzy  na Buellera. - Gdyby Billie mi nie pomog a, sta bym si  twoim

bli niaczym bratem. W az przeci by mnie na pó .
  Nadal nie by o wida

adnych potworów.

       Wilks przywo

 na ekran kolejny obraz. Tym razem by a to kuchnia. Nikogo.

       - No w

nie - rozz

ci  si  Wilks. - Te oszcz dne skurwysyny zainstalowa y tylko tyle

kamer, ile wymagaj  przepisy. Poza nimi jeste my  lepi.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

       Nikt nie odzywa  si  przez kilka sekund.

       - Mog  wam zapewni  dodatkowe oczy - nagle odezwa  si  Bueller.
       Sier ant odwróci  si  raptownie. Ból wkr ci  mu si  w kr gos up i przenikn  a  do stóp.
Wilks zagryz  wargi.
       - O czym ty gadasz? Nigdzie nie pójdziesz.
       - Nie, w mojej sytuacji nie by oby to mo liwe. Ale jest tu kilka samobie nych robotów
na baterie. Je eli przymocujemy kamer  na jednym z nich, mo emy przeprowadzi  dodat-
kowe poszukiwania.
  Wilks zdoby  si  na u miech.

       - Wspaniale, Bueller. A ja my la em,  e macie mózgi w dupach. No, to zabierajmy si  do
roboty.
       

Przygotowanie urz dzenia zaj o Mitchowi kilka godzin, ale kiedy sko czy ,  mieli do

dyspozycji ruchom  kamer . Billie nie bardzo wiedzia a, co zrobi , gdy odnajd  obcych, ale
wyobra

a sobie,  e lepiej wiedzie , gdzie tamci s . Ci gle jeszcze mieli cztery naboje w

karabinie.
       Robot razem   kamer  by  tak du y jak  redniej wielko ci pies. Ca

 porusza a si  na

sze ciu silikonowych kó kach i potrafi a wej  wsz dzie tam, gdzie móg  wej  cz owiek.
       - Dobra, smyku - powiedzia  Wilks - biegnij i odszukaj nam te brzydkie potwory.
       

Min y prawie dwie godziny, zanim wytropili obcych. Byli na suficie w korytarzu, w

rodkowej cz ci statku. Gdyby Wilks nie wiedzia ,  e potrafi  to zrobi , nie zauwa

by ich.

Jednak by  jednym z tych, którzy widzieli, jak bestie chodz  po  cianach we wn trzu swych
kopców. Potwory nie porusza y si  i dla niewprawnego oka mog y uchodzi  za dziwn
rze

 stworzon  przez nowoczesnego artyst .

       - S  tam - odezwa  si  sier ant.
       Billie pochyli a si  do przodu, by lepiej widzie .

       - Co teraz? - spyta a.

       - Oczekuj  propozycji.
       - Mog  wzi  karabin - zacz  Mitch. - Je eli tylko zdo am zbli

 si  do... .

       - Nie - przerwa a Billie. - Potrafisz tak zrobi ,  eby robot ha asowa ?
       Wilks i Mitch popatrzyli uwa nie na ni .

       - Zwabimy ich do luku - t umaczy a dziewczyna - a gdy si  tam znajd ...
       - Tak - Wilks zrozumia , co mia a na my li. - Mo emy wyrzuci  je w pró ni . Mo e si
uda.
       - Macie lepszy pomys ?
       Mitch i Wilks spojrzeli po sobie. Pokr cili g owami. - Wi c zróbmy to.

       Bueller by  dobry w kierowaniu robotem. Przesun  go przez wewn trzny w az do luku
wyj ciowego i zacz  uderza  robotem o  cian . Nie s yszeli d wi ku, ale musia o by  to ca -
kiem niez e dudnienie.
       - Przesu  go w pobli e zewn trznego w azu - zaproponowa a Billie.
       Bueller zrobi  tak, jak powiedzia a. Skierowa  kamer  w stron  otwartej klapy wiod cej
do wn trza statku. Po nieca ej minucie dwójka obcych pojawi a si  w polu widzenia.
       - Zach  je do ataku - powiedzia  Wilk .
       Robot zacz  porusza  si  w przód i w ty  tu  przed klap  wiod

 w pustk  kosmosu.

       - Prawdopodobnie wiedz ,  e to jest niejadalne. - S  wewn trz - zauwa

a Billie.

       - Zamknij ten pieprzony w az - powiedzia  Wilks.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

       

Mitch przerwa  zabaw  z robotem i przycisn   guzik  zamykaj cy wewn trzny w az.

Zanim obcy zd

yli zareagowa , ponownie uruchomi  robota i pchn  go wprost na dwójk

potworów. Ma a maszyna wbi a si  w nog  jednego z nich.
  Obraz zata czy  dziko, gdy obcy kopn  robota.

       - Chwytajcie si  czegokolwiek. Wy czam grawitacj !
       Wilks poczu  znajomy ucisk w 

dku. Mózg powiedzia  cia u,  e spada w dó  i mo e

si  roztrzaska .
        - Wysadzaj zewn trzn  klap !
        Bueller nacisn  guzik. Statek zako ysa  si . - Mamy tam jak  kamer ? - zapyta a Billie.

   D

 Mitcha kontynuowa a swój taniec po klawiaturze, palce przebiega y klawisze jak

szalone. Pojawi  si  obraz.
       - To kamera na zewn trz statku - oznajmi . - Przekr cam... Tam, tam jest jeden!
       

Zatrzyma   obraz.  Jeden  z  obcych  odlatywa   w  przestrze .  Odlatywa   ze  swego

sanktuarium i b dzie podró owa  w pustce przez miliony, mo e miliardy kilometrów. Tak to
sobie wyobra

 Wilks.

       - Gdzie jest drugi?
       - Nie widz  go - odpowiedzia  Bueller - ale mam podgl d do wn trza luku.
       Nacisn  kilka klawiszy. Luk by  pusty.

       - Wspaniale! - powiedzia  Wilks. - Hasta la vista, skurwysyny! - odwróci  si  do Billie. -
Jeszcze jeden punkt dla dobrych ch opców, dzieciaku.
       

W  zerowej  grawitacji  w osy  dziewczyny  p ywa y  w  powietrzu  we  wszystkich

kierunkach. Zamkn a oczy i kiwn a g ow .
       Bueller w czy  grawitacj  i w osy opad y... Nagle co  zacz o wali  w pow ok  statku.

                                                                          4.

       

Dudnienie wywo uj ce wibracj  statku zmieni o si  w odg os skrobania. Jakby pazury

giganta drapa y o metal.
       - Brzmi to, jakby jaki  kot chcia  wej  do  rodka - powiedzia  Wilks. - Dopadn  go.
       

Spróbowa  wsta . Niewidzialny mistrz karate wbi  stalow  pi

 w krzy  komandosa.

Skurcz i przenikliwy ból zmusi y go do pozostania w bezruchu. Ka da zmiana po

enia by a

niewskazana. Po chwili opad  ci ko na fotel. Ten ruch równie  wiele go kosztowa .
       - A mo e i nie - wydusi  przez zaci ni te z by. - Tamten pewnie zapomnia  si  wysika  i
teraz chce wróci .
       - Ja pójd  - odezwa  si  Bueller.
       

- Chwileczk  - wtr ci a si  Billie. - Dlaczego ktokolwiek ma co  robi ? Obcy jest na

zewn trz. Nie ma powietrza, zamarznie i zginie!
       Wilks pokr ci  g ow . Zabola o go.

       

- To nie jest  cz owiek, Billie.  Nie wiemy, w jaki sposób magazynuje tlen i energi .

Jednak mo e prze

 w tamtych warunkach przez d ugi czas. Ka de z nas by oby ju  tylko

wspomnieniem.
       - Wi c co? Zostawmy go. Niech tam zdycha powoli. Bueller podniós  g ow .
       

- Billie, to nie jest statek wojskowy. Nie ma opancerzenia. Na zewn trz znajduj  si

elementy, które mog  zosta  uszkodzone. Przewody grzewcze albo hydrauliczne s  zabezpie-
czone przeciwko tarciu atmosfery i py u kosmicznego, a nie przeciw temu co, robi ta bestia.

- O czym ty mówisz?
- Wsadzi palec w nieodpowiednie miejsce, walnie w co  wa nego, albo rozerwie jak

instalacje i zniszczy statek – doda  Wilks.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Nie wierz .
- Zaufaj moim s owom, dziecko. Cz owiek w pró niowym ubraniu z pó kilogramowym

otkiem w r ce móg by to zrobi . I nawet by si  nie spoci , wysy aj c nas do wieczno ci.

Billie z zaambarasowaniem pokr ci a g ow .

      - Cudownie. Po prostu wspaniale.
      - Mamy par  skafandrów pró niowych – odezwa  si  Buller. – Z p powin . Zobacz , czy
uda mi si  który  za

.

Billie patrzy a na niego uwa nie, gdy mówi . Potem wzi a g boki wdech.
Wilks wiedzia  na co si  zanosi.
-

Nie - powiedzia a dziewczyna. – Ja pójd .

-

Billie... – zacz  Mitch.

-

Skafander jest wyposa ony w buty magnetyczne – mówi a patrz c Bullerowi prosto w

oczy. – Nie myl  si , prawda?

-

No tak, ale...

-

Wi c jak zamierzasz porusza  si  i jednocze nie nie  karabin, Mitch? B dziesz

trzyma  go w z bach, a buty za

ysz na r ce? Wilkis nie zdo a wyj  na zewn trz, ty w

aden sposób nie zdo asz tego zrobi . Pozostaj  ja.

Wilks i Buller wymienili spojrzenia.
-

Sam siebie nienawidz  – powiedzia  komandos – ale ona ma racj .

Billie rozebra a si  do krótkiej koszulki i majtek. Luk wyj ciowy by  wych odzony,

skafander za  zakurzony i cuchn cy. Wesz a do dolnej jego cz ci i podci gn a nogawki.
Mro ne dotkni cie skafandra wywo

o dreszcze. Czu a si , jakby co  usi owa o zamieni  j

w sopel lodu. Wilks t umaczy  jej z tuzin razy, jak ma ubiera  ten strój, jak sprawdzi
szczelno  i upewni  si ,  e wszystko jest w porz dku. Gdyby móg  si  porusza , z
pewno ci  sam by wszystko sprawdzi . Z drugiej strony, gdyby móg  chodzi , to w

nie on

wyszed by na zewn trz.

Skafander mia  komunikator i g os Wilksa rozleg  si  natychmiast, gdy tylko za

a

he m.

-

uchaj, dzieciaku. Nie b dziemy ci mogli zbyt wiele pomóc tam, na zewn trz.

Wewn trzne kamery zamarz yby, a to gówno z tamtej strony nie nadaje si  do niczego. Mo e
uda si  uruchomi  sensory dalekiego zasi gu i skierowa  je na ciebie, ale nawet wtedy
musisz polega  na sobie.

-

Chcesz zobaczy , jak mnie zjada ten potwór?

-

Billie... – w komunikatorze odezwa  si  g os Mitcha.

-

To tylko  art, Mitch. Nie obawiaj si . Znajd  t  besti  i zastrzel  j . Mam jeszcze

cztery  adunki. Powinny wystarczy .

Chcia aby czu  si  tak odwa

, jak usi owa a im wmówi . Przewaga by a po jej stronie.

Wiedzia a, co ma robi , mia a karabin, który potrafi  zniszczy  potwora. By a te
inteligentniejsza, sprytniejsza ni  on. Obcy byli jak wielkie mrówki czy pszczo y. Okrutne,

miertelnie niebezpieczne, ale g upie. Wszyscy to potwierdzali. Niezmordowane – tak,

sprytne – nie. Sztuczna grawitacja istnia a tylko wewn trz statku. Po tamtej stronie luku jej
nie by o. Trzeba by  bardzo ostro nym,  eby nie odlecie  w pustk  kosmosu. Billie b dzie
mog a chodzi  po powierzchni statku, u ywaj c swych magnetycznych butów; obcy musi
trzyma  si  czego . No i nie spodziewa si  jej.

-

W porz dku, jestem ubrana. Powietrze jest dostarczane prawid owo, ciep o i inne

zabezpieczenia dzia aj , je li wierzy  zielonym  wiate kom obok mojego policzka.
Zamierzam zamkn  wewn trzny w az i usun  powietrze z luku.

-

Jeste  pewna,  e chcesz wyj ? – spyta  Wilks.

-

Tak, Mamusiu.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

-

Billie. Uwa aj na siebie – to by  g os Mitcha.

W jego g osie us ysza a mi

. Zastanowi o j  to. Pokiwa a g ow , chocia  wiedzia a,  e

jej nie widzi.

-

Nie obawiaj si . Mam zamiar by  naprawd  ostro na.

Pompy zacz y pracowa . Ci ki skafander nad  si  od wewn trznego ci nienia, gdy

tylko luk zosta  opró niony z powietrza. Na Boga! Billie czu a si , jak gdyby siedzia a we
wn trzu grubego balonu. Mog a porusza  r kami i nogami, ale nie by o to  atwe. Karabin
mia  specjalny uchwyt, dzi ki któremu mog a swobodnie naciska  spust mimo grubych

kawic. Upewni a si

e prze cznik ognia jest ustawiony na pojedyncze strza y.

Wy wietlacz stanu magazynka pokazywa  cyfr  4, która jarzy a si  czerwonym, jaskrawym

wiat em. Cztery strza y powinny wystarczy .

Inne czerwone  wiat o zwróci o jej uwag . Oznacza o,  e ci nienie wewn trz luku jest

praktycznie równe zeru. Billie prze kn a  lin . Gard o mia a wyschni te na wiór.

-

Jestem gotowa do otwarcia zewn trznej klapy – powiedzia a.

-

Przyj em. Ruszaj.

az si  otworzy . Gwiazdy by y jaskrawymi punkcikami na  miertelnie czarnej kurtynie

przestrzeni. Lokalne s

ce  wieci o po przeciwnej stronie statku. Billie ruszy a ku wyj ciu.

Wychyli a si  na zewn trz i rozejrza a si  na wszystkie strony.  wiat a zewn trzne  wieci y
si  i w ich nik ym blasku natychmiast zobaczy a,  e najbli sze otoczenie wyj cia jest puste.
Powietrze, które uciek o ze statku, zamarz o i unosi o si  teraz cieniutk  mgie

 niedaleko

od w azu.

-

Nikogo w polu widzenia. Wychodz ...

-

Nie zapomnij,  e prze czniki butów masz na prawym biodrze. Podnie  jedn  nog  i

cz magnesy najpierw po tej samej stronie.

-

Pami tam.

Billie wysun a na zewn trz praw  nog , zdj a ochraniacz z guzika na biodrze i

nacisn a go. But bezd wi cznie przylgn  do powierzchni statku.

-

Magnesy s  silniejsze pod  ródstopiem, a s absze na pi tach i palcach – us ysza a g os

Wilksa. – Id  normalnie, tak jak chodzisz, a buty ci  utrzymaj . B dziesz si  czu a, jakby
sz a po zwyk ym, twardym pod

u. Stale trzymaj jeden but na pow oce statku.

-

Wilkis, ju  to mówi

 i to ca kiem niedawno. Mój mózg jeszcze  yje.

Billie wysun a na zewn trz drug  nog  i nacisn a przycisk lewego buta. Poczu a nag e

chybotanie cia a, gdy stawa a „pionowo”.

-

Poczujesz si  prawdopodobnie jakby  mia a upa  – znów w czy  si  Wilks. – To

nic, nie martw si . Szybko si  przystosujesz.

Billie rozejrza a si . Bo e, jakie to wielkie! Pomimo strachu, jaki ci gle czu a, zda a sobie

spraw  z pi kna scenerii, w której si  znalaz a. By  to rodzaj przenikliwego poczucia
doskona

ci Wszech wiata. Ogrzewanie skafandra w czy o si  i czu a si  ca kiem dobrze

we wn trzu ci kiego ubioru. Jednak zimno pustki kosmicznej by o tak wielkie,  e prawie

ysza a jego d wi k. Niezwykle si  czu a stoj c tak po rodku nico ci, o miliony kilometrów

od czegokolwiek. Zda a sobie spraw , jak naprawd  jest ma a w porównaniu do bezkresu
kosmosu.

-

To jest naprawd  niezwyk e.

-

My

,  e tak – us ysza a Wilksa. – Nigdy nie zapomnisz swojego pierwszego wyj cia

w przestrze .

-

Je eli tylko je prze yj  – stwierdzi a.

Chodzenie, tak jak powiedzia  sier ant, nie sprawia o jej trudno ci. Ma a niewygoda, do

której mo na by o si  szybko przyzwyczai . Na czubku he mu mia a ma  lamp  i teraz

nie j  w czy a. Znowu poczu a si , jakby by a jedyn  osob  w otaczaj cej j

niesko czono ci.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

„Zbud  si , Billie – powiedzia a do siebie. – Nie zapominaj po co tutaj jeste .”
-

Przechodz  obok wielkiej tarczy – powiedzia a na g os.

-

ówna antena – odezwa  si  Wilks. – Widzisz co ?

-

Nic. Id  w kierunku rufy. Pozostan  na brzegu,  eby widzie , co dzieje si  pode mn .

-

Przyj em.

Billie ruszy a dalej. Karabin trzyma a gotowy do strza u, palec na spu cie. Nie powinno

si  tego robi , ale nie chcia a ryzykowa  maj c r ce w tych cholernych r kawicach, w
których w ogóle nie mia a czucia. S ysza a,  e naukowcy pracowali nad skafandrem, który
potrafi by przewodzi  impulsy w czasie rz du nanosekund. Mia y by  te  cienkie jak papier i
mocniejsze ni  paj czy jedwab. Inwazja Obcych z pewno ci  przerwa a te badania.

Min a paraboliczn  anten  i obejrza a j  od ty u,  eby upewni  si ,  e nic nie skry o si

w jej cieniu. P powina, która  czy a j  ze statkiem, p yn a za ni  bez d wi ku. Sprawdzi a
ty y anteny i zacz a si  odwraca , gdy nagle k tem oka dostrzeg a jaki  ruch.

Obróci a si  w miejscu. Jej lewy but oderwa  si  od pow oki statku.
Obcy szybowa  ku niej jak prehistoryczny gad lataj cy. Wyci gn  ramiona, a szponiaste

apy usi owa y j  schwyta .

„Musia  rozp aszczy  si  na talerzu anteny” – pomy la a. Wiedzia a,  e powinna by a

popatrze  w gór . Fatalny b d...

Wrzasn a g

no pierwotnym krzykiem rozpaczy i unios a karabin. Skupi a uwag  na

celu, my

c jednocze nie,  e jej okrzyk wywo

 reakcj  Wilksa, który co  mówi  do niej

przez komunikator. Po sekundzie znikn  nawet jego g os. Teraz ca a uwaga dziewczyny
zogniskowa a si  na czarnej  mierci, która bezg

nie zbli

a si  do niej. Odleg e s

ce

rzuca o refleksy  wiat a na pancerz potwora, którego cie  dosi gn  ju  Billie. Nic dla niej
nie istnia o w tym momencie oprócz bestii i jej naje onej z bami paszczy. Nie by o czasu na
dok adne celowanie. Musia a po prostu wystrzeli ...!

Odrzut karabinu oderwa  od metalu drugi but dziewczyny. Nie potrafi a stwierdzi , czy

trafi a obcego. Drugi strza  odrzuci  j  w ty , a nogi zas oni y jej widok na potwora. P powina
utrzyma a j  przy statku, ale zamiast powstrzyma  jej ruch rzuci a j  z powrotem w kierunku
pow oki.

Obcy  przelecia   obok  niej  mo e  o  metr.  Jeden  z  jej  strza ów  musia   trafi ,  bo  strumie

ynu wydobywa  si  z czubka czaszki monstrum. Ciecz szybko zamarza a, tworz c

fantastyczne kryszta y. Kula najwyra niej tylko lekko zrani a obcego, ale wewn trzne
ci nienie wypycha o krew z ogromn  si . W jej kierunku...

Billie naciska a spust raz za razem. Nie s ysza a strza ów, ale poczu a przez r kawice

elektroniczny sygna  oznaczaj cy,  e magazynek jest pusty. Wszystko odbywa o si  w
przera liwie  miertelnej ciszy.

Obydwa strza y chybi y, ale odrzuci y j  z drogi nadlatuj cego monstrum. Tym razem

bestia przelecia a znacznie bli ej. Niespe na o pó  metra. Nie by o jej  atwo zawróci .
Skr ci a si  ca a, ogon zatrzepota , a wewn trzne szcz ki wysun y si  i k apn y jakby ze

ci. Potwór obraca  si  powoli i ci gle lecia  w stron  czarnej pustki.

Billie zdo

a podci gn  si  na p powinie i utrzymywa a si  twarz  w kierunku obcego.

Kiedy zmniejszy  si  do wielko ci mrówki, prawdziwej mrówki, spostrzeg a,  e  wiate ko
komunikatora b yska bez przerwy.

-

Billie, do diab a, odezwij si !

-

W porz dku. U mnie wszystko jak najlepiej.

-

Co si  sta o?

-

Znalaz am naszego kotka. Nie dawa  si  przegoni . Widocznie polubi  nasze

towarzystwo.

-

Na Budd  i Jezusa razem!

-

nie do nich leci.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

-

Z tob  wszystko dobrze?

-

Tak.

-

Wracaj do  rodka.

-

Id .

Poci gn a za p powin  i stan a na nogi. Buty przylgn y do pow oki statku. Nareszcie.

Gdy sz a w kierunku w azu, spostrzeg a,  e co  po yskuje w s

cu. K t widzenia by

chyba w

ciwy i dlatego mog a to zauwa

.

-

Hej, Wilks?

-

Billie?

-

Co  fruwa obok statku.

-

Obcy?

-

Nie, on odlecia  ju  daleko. Wygl da to jak smuga. Biegnie prosto ku ty owi statku,

ale pod k tem.

-

Zamarzni ta para – powiedzia  Wilks. – Z powietrza, które wypchn o potwory. Albo

lad twojego wyj cia.

-

My

,  e to co  innego. Widywa am ju

lady zamro onego powietrza. To wygl da

raczej jak  lad odrzutowca na niebie. Jest cieniusie kie i wygl da jakby zatacza o p tl . Nie
widz  dok adnie z tego miejsca.

-

Jaka  anomalia. Zapomnij o tym. Wchod  do  rodka.

-

Skoro ju  tu jestem to musz  to sprawdzi .

-

Powiedzia em, daj sobie z tym spokój.

-

Tak, wiem. Mówisz wiele rzeczy, Wilks.

-

Billie, mo e to obcy si  wysika . Albo pu ci  b ka. To niewa ne.

-

Mo e. A mo e obcy sikn  tak mocno,  eby zawróci  do statku.

-

Przesta . One nie s  takie sprytne.

-

A s ysza

 o jakim  stworzeniu, które mo e 

 w pró ni bez skafandra? Albo o

takim, które stuka w pow ok  statku nie maj c zapasu powietrza ani zabezpieczenia
przeciwko temperaturze zera bezwzgl dnego? Mo e nie s  zbyt b yskotliwe, ale maj  twarde

ycie, Wilks.

Komunikator milcza .
-

Pójd  zobaczy . Pewnie to nic takiego.

-

Ile strza ów ci zosta o? – w czy  si  Bueller.

-

Hmm, faktycznie to  aden.

-

Cholera, Billie...

-

Bez znaczenia – powiedzia a. – Nie ma tu ju  nic do zastrzelenia.

Nie mia a ju  nawet karabinu. Nie pami ta a te , jak go straci a.
-

Co zrobisz, je eli oka e si ,  e to nast pny obcy? – spyta  Wilks. – Pójdziesz na

skarg  do jego mamy?

-

Tylko popatrz . Jeden potwór naraz wystarczy.

Buller zacz  gramoli  si  ze swego fotela.
-

Dok d si  wybierasz?

-

Na zewn trz.

-

Porzu  te marzenia kolego. Nic takiego si  nie wydarzy.

-

Sier ancie, je eli tam jest jeszcze jedna bestia, to Billie nie ma  adnych szans. Jest

nieuzbrojona.

-

A ty? Ostatnim razem, jak star

 si  z obcym, straci

 dup , Bueller. A by

wietnie wyszkolonym komandosem i mia

 bro .

-

Wilks...

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

-

Cywilizacji mo e zapada  si  w nico , ale ty ci gle jeste  komandosem pod moimi

rozkazami. Mam racje, Bueller?

-

Dobrze wiesz,  e masz.

-

Wi c zosta  tam, gdzie jeste . Nie wiemy, co si  tam na zewn trz dzieje, a Billie nie

jest na razie w prawdziwym niebezpiecze stwie.

Bueller zdusi  w sobie w ciek

. Wilks widzia , jak walczy z sob  i w asn

niesubordynacj . Zaprogramowane pos usze stwo zwyci

o.

-

W porz dku – powiedzia  Mitch g uchym g osem.

-

Dobry ch opiec. Zobaczymy, co mo emy zrobi , gdyby Bnillie potrzebowa a

pomocy.

Billie posz a w kierunku rufy statku. Dotar a a  do urz dze  cumowniczych. Silniki

grawitacyjne nie potrzebowa y ich; wytwarza y fale, przenikaj ce ca y statek, o ile to dobrze
zrozumia a. Ale zarz dzenia by y wyra ne i statek posiada  równie  rakiety steruj ce. W
czasie pracy g ównego nap du silniki rakietowe nie pracowa y. Tak jej powiedzia  Wilks.

ówny silnik hamuj cy by  rur  o  rednicy oko o trzech metrów. Jego dalszy kraniec

skry  si  w ca kowitej ciemno ci. Jedynym sposobem na jego zbadanie by o przechylenie si
przez kraw

 i w czenie  wiat a na he mie. Oznacza o to,  e je eli w  rodku siedzi

cokolwiek, dojrzy j  natychmiast.

Powiedzia a Wilksowi i Mitchowi, co zamierza zrobi .
Dysza a g

no. Wizjer he mu wykonany ze specjalnego plastiku pokry y kropelki wody

o perfekcyjnie sferycznym kszta cie. W nieobecno ci grawitacji wyra ny by  efekt dzia ania
napi cia powierzchniowego.

-

Dobra. Id .

Billie przylgn a p asko do pow oki statku. Dotyka a powierzchni tylko czubkami butów.

Pochyli a si  i wyjrza a nad brzegiem dyszy silnika. Jej kraw

 powleka  g adki ceramiczny

materia . Trudno by o utrzyma  go w d oniach. Wreszcie uda o jej si  w lizgn  do  rodka.

Niczego nie dostrzeg a. Przynajmniej z tego kata widzenia. Wychyli a si  dalej,  eby

zobaczy  ca e wn trze rury.

Male ka plama  wiat a wy owi a z mroku mniejsz  dysz , która s

a do kontrolowania

kierunku strumienia g ównego. Nic. Odetchn a swobodniej.

Nagle zobaczy a obcego. Przykucn  za ma  dysz , gotowy do skoku. Jakby wiedzia ,  e

dziewczyna przyjdzie do niego.

-

Do cholery! Jest w dyszy silnika!

Billie drapa a si  jak szalona po  cianie. D onie w r kawicach ze lizgiwa y si  z

adkiego brzegu. Prawy but odczepi  si  od statku.

-

Obró  si ! – wrzasn a na siebie. – Skieruj te pieprzone buty w dó !

Monstrum podnios o g ow  i zdawa o si  u miecha  do niej. Zamierza o skoczy . Je eli

nie wyjdzie st d,  atwo zostanie schwytana.

-

Billie, uciekaj z dyszy! – krzykn  Mitch. – Odpal  silnik!

-

Próbuj !

Czas zwolni  swój bieg. Sekundy zamieni y si  w dni, miesi ce, eony. Billie skr ca a si ,

usi uj c skierowa  w dó  buty, ale ci gle jej si  nie udawa o. Bez pomocy nie poradzi sobie.

-

Billie!

Obcy skoczy . Zdawa  si  by  zbudowany wy cznie z z bów i szponów.
-

Billie!.

Nagle dziewczyna zrozumia a,  e w desperacji próbowa a robi  rzecz zupe nie

niepotrzebn . Na zewn trz nie by o przecie  grawitacji. Nie musia a wraca  na pow ok
statku. Wystarczy o usun  si  z drogi lec cej bestii. Jej my lenie by o dwuwymiarowe, a
przecie  tutaj i ona mia a skrzyd a. Mog a odlecie .

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

-

Jestem poza dysz !

Zahucza  ogie . 

topomara czowy blask uderzy  w wizjer he mu i polaryzatory

natychmiast przyciemni y plastik.

Wyda o jej si ,  e s yszy wrzask obcego, gdy odlatywa  od statku spowity w p on cy gaz,

który spala  go  ywcem. Cieszy a si  na widok tej pieczeni. Stwierdzi a nagle,  e u miecha
si  z dzik , wilcz  satysfakcj .

-

Usma  si , ty sukinsynu – mrukn a pod nosem.

-

Billie?

-

Fajny strza , Match. Nast pny punkt dla dobrych ch opców. A teraz ju  naprawd

wracam.

                                                                     5.

Dwa dni po tym, jak Billie pos

a ostatniego obcego w pustk  kosmosu, Bueller

przechwyci  sygna y radiowe. By y na wojskowej d ugo ci fal i na dodatek kodowane, wi c
nie wiedzia , co zawiera transmisja. Jednak z mocy sygna ów wywnioskowa ,  e ich  ród o
musi by  blisko. Niestety, statek nie mia  aparatury nadawczej. Mia  tylko odbiornik.

Wilksowi nie zaj o zbyt wiele czasu ustalenie sk d zosta y wys ane dobiegaj ce ich

sygna y.

 -   Hej – odezwa  si . – Popatrzcie tutaj.
Billie przechyli a si  nad jego ramieniem i patrzy a jak sier ant pracuje z komputerem.
-

Mamy tu planetoid . Jest niewiele wi ksza ni  Ksi yc, ale okr a lokalne s

ce po

asnej orbicie. By a po przeciwnej stronie swojej gwiazdy ni  my, gdy wyszli my z komór,

wi c nic dziwnego,  e jej nie widzieli my.

Po ekranie monitora przesuwa y si  kolejne liczby. Wilks co  nacisn  i pojawi  si  z

grubsza sferyczny kszta t spowity w siatk  linii.

-

Baza Komandosów Kolonialnych? – zdziwi  si  Bueller.

-

Tak. Mo na si  by o domy le . Po cz kilka hermetycznych budynków, napompuj je

powietrzem, wstaw kilka generatorów grawitacji i otrzymasz komfortowy dom. Zak adaj c ,

e wychowa

 si  w slumsach. Wojsko ma setki takich baz w galaktyce, albo przynajmniej

mia o.

-

To tam lecimy? – spyta a Billie.

-

Nie widz  w okolicy innego celu wycieczki, dziecko. Je eli ten cholerny czujnik nie

amie, to b dziemy na miejscu za kilka dni.

Ca a trójka wpatrzy a si  w monitor komputera. Billie zaciekawi o, czy Wilks i Mitch

my

 o tej samej rzeczy co ona. Czy jest to przysta  dla uciekinierów takich jak oni, czy te

prosto z patelni wpadn  w p omienie?

Wygl da o na to,  e szybko si  o tym przekonaj .

Nap d grawitacyjny by  czym , co Wilks zawsze podziwia . Podró owali z szybko ci

nawet w cz ci nieosi galn  przez dawne silniki. Kiedy zbli yli si  do planetoidy – by a
niemal dok adnie wielko ci ziemskiego ksi yca – bezustanny pomruk generatorów umilk .
Statek obróci  si  i zacz  hamowa  w odleg

ci stu pi dziesi ciu milionów kilometrów od

celu. Pojawi a si  niewielka wibracja pochodz ca z silników rakietowych, ale w porównaniu
z poprzednim stanem statek by  w

ciwie nieruchomy.

-

Mo emy zu

 ca  pozosta  wod  na umycie si  – powiedzia  Wilks. – Chcemy

przecie  wygl da  porz dnie na przyj ciu, prawda?

-

Pewnie. Szczególnie,  e nie spodziewaj  si  go ci – stwierdzi a ironicznie Billie.

Wzruszy  ramionami.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Pomimo pozornego spokoju sier ant by  zdenerwowany. Znale li si  daleko od miejsc,

które mogli nazywa  domem. Za  go cinno  mieszka ców bazy mog a okaza  si
dyskusyjna.

Statek opada  ku ma ej planecie. Grawitacja wzros a, gdy tylko dosta  si  w zasi g

dzia ania generatorów grawitacyjnych wojskowej bazy. Bueller wy czy  wewn trzn
grawitacj  i od razu zrobi o si  przyjemniej.

dowanie by o fatalne – statek osiad  wprost na ogonie, na ogniu silników hamuj cych.

Ca y statek dr

, gdy kompresory wt acza y powietrze do doku cumowniczego. Gdyby by o

go wystarczaj co du o, s yszeliby pracuj ce maszyny.

Plecy Wilksa w dalszym ci gu by y obola e, ale przynajmniej móg  ju  chodzi . Bueller

siedzia  w wózku, który znalaz a Billie. Wreszcie rufowy luk wykaza  wystarczaj

 do

oddychania ilo  powietrza i trójka pasa erów zesz a po rampie roz adunkowej, która
opu ci a si  na zewn trz. Hydrauliczne teleskopy zasycza y i pochylnia zatrzyma a si . Poza
statkiem by o zimno, ale powietrze okaza o si  znacznie  wie sze ni  to, którym przywykli
oddycha .

Oddzia ek komandosów w pe nym oporz dzeniu sta  obok statku. Karabiny trzymali w

pogotowiu. Na widok wychodz cych, czterech najbli szych 

nierzy przystawi o bro  do

ramienia. Za ich plecami, w elektrycznym poje dzie siedzia  oficer. Grube cygaro zwisa o
mu z ust. Nosi  sfatygowany mundur polowy, a z ote naszywki i czapka informowa y,  e jest

odszym genera em, brygadierem.

-

Spokojnie! – wrzasn  genera .

Wyszed  z ma ego samochodu. By

redniego wzrostu, lecz pot nie zbudowany. Mia

cia o mistrza w podnoszeniu ci arów. Oprócz czapki nosi  na g owie komunikator ze

uchawkami i ma ym mikrofonem. Na biodrze dynda  mu starodawny pistolet kalibru 10

mm. Bro  by a wykonana z nierdzewnej stali, a r koje  mia a wy

on  autentycznym

santoprenem. R kawy munduru mia  podwini te. Na przedramionach mo na by o dostrzec
tatua e: na lewym krzycz cego or a rozrywaj cego 

cuchy, na prawym god o

Komandosów Kolonialnych i flag  skrzy owan  ze sztyletem. T czowy hologram  wiec cy
na lewej piersi mówi ,  e oficer nazywa si  T. Spears.

Genera  podszed  bli ej i zatrzyma  si  o krok przed trójk  przybyszów.
-

Nie spodziewa em si  tu zobaczy  ca ego ambulatorium – burkn .

Wilks zamruga  oczami. Nikt nie wiedzia ,  e s  na pok adzie. Skoro ten cz owiek

spodziewa  si  zobaczy  kogo  innego ni  oni, to oznacza o,  e wiedzia  o tamtej czwórce.

-

Je eli mówi pan, generale, o czterech ludziach w komorach, to nie my.

Spears uniós  jedn  krzaczast  brew.
-

Co powiedzia

, komandosie? Wyja nij to.

-

Po prostu, lecieli my razem z nimi.

-

W porz dku – genera  kiwn  g ow  i powiedzia  do 

nierzy stoj cych z ty u: -

Maxwell, Dowling, sprawd cie  adunek.

-

Skoro mowa o tej czwórce w komorach hipersnu, to tracicie czas – powiedzia a Billie.

– Byli zainfekowani przez obcych.

Billei by a bystra. Wilks tak e zrozumia , o co chodzi o oficerowi.
-

Byli?

-

Bestie wyjad y sobie drog  na zewn trz. Ludzie nie  yj .

Sier ant zrozumia ,  e genera  ma w dupie ludzi.
-

Co z obcymi? – spyta  Spears.

Zanim Wilks zd

 zareagowa , Billie powiedzia a:

-

Zabili my ich.

Genera  zacisn  z by. Jeszcze chwila i przegryz by cygaro.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

-

Co takiego? Zabili cie moje ziemskie okazy.

Teraz Billie zamruga a zak opotana
-

Pa skie ziemskie okazy?

-

Sytuacja by a jasna – odezwa  si  Bueller. – Albo oni, albo my.

Genera  spojrza  na Mitcha.
-

uchaj no, sztuczniaku. Mam baz  pe

 ludzi i nie potrzeba mi wi cej. Chc  mie

wyklute na ziemi potwory! Chc ,  eby moi naukowcy zbadali wszelkie mo liwe mutacje!
Jest wojna. Mo e nawet o niej nie s yszeli cie. Ale mówi  wam,  e w

nie pogrzebali cie

misj  o najwy szym priorytecie. Móg bym was za to rozstrzela .

Wilks przyjrza  si  uwa niej genera owi.
Ten wyci gn  cygaro spomi dzy warg i strz sn  popió .
-

Wsadzi  t  trójk  do izolatek i prze wietli  – rozkaza . – Mo e sami s  nosicielami i

próbuj  to ukry . Dobrze by oby uratowa  cokolwiek.

czy  komunikator

-

Powell! Natychmiast do mnie. Mamy problem.

Lufa karabinu stukn a Wilksa w plecy. Sier ant poczu  przera liwy ból i uderzy

nierza, który to zrobi . Potem zdo

 zapanowa  nad sob . Nie by o sensu zadziera  z tymi

ch opakami. Ruszy  do przodu. Mo e pó niej zdo aj  si  dowiedzie , o co tu, do diab a,
chodzi.

Jeden z 

nierzy popycha  wózek z Buellerem, drugi trzyma  pod broni  Wilksa i Billie.

Dziewczyna nie rozumia a zupe nie, co si  dzieje. Weszli w d ugi korytarz, a kiedy dotarli do
jego ko ca, znale li si  w progu wielkiej sali.

Billie j kn a.
Przy przeciwleg ej  cianie sta  rz d b yszcz cych cylindrów. Sze  rur d ugich wysokich

na cztery metry i o  rednicy oko o dwóch i pó  metra. W  rodku znajdowa  si
bladoniebieski, pó prze roczysty p yn. W ka dym z pojemników siedzia  doros y obcy.

Billie stwierdzi a nagle,  e wbija paznokcie w rami  Wilksa.
-

o, Jezu – wykrztusi  sier ant.

Komandos z karabinem wskaza   luf  na zbiorniki i powiedzia :
-

Nie obawiaj si , sier ancie. Te dzieci tka s  u pione. To fluoro polimer.  yj , ale

nigdzie st d nie odejd .

Billie spostrzeg a mniejsze cylindry pouk adane na d ugim stole. Ka dy z nich zawiera

podobn  do kraba poczwark . Kilku techników w sterylnych, osmotycznych ubraniach sta o
lub siedzia o obok. Dziewczyna, która sp dzi a pó

ycia w szpitalu, natychmiast rozpozna a

mikroskopy, lasery chirurgiczne, autoklawy i inny sprz t medyczny.

Poczu a,  e za chwil  zwymiotuje. Prowadzono tu badania nad obcymi. Po co?  eby

dowiedzie  si , jak je zabija ?

Tak w

nie musia o by . Po có  innego mieliby to robi ?

                                                                     6.

Wózek wid owy toczy  si  bezg

nie po pod odze na swych grubych oponach z w ókna

szklanego. Pot ny elektryczny silnik zabucza  g

no, gdy kierowca zamkn  specjalne

uchwyty wokó  jednego z kontenerów i podniós  zbiornik z obcym w  rodku. Bardzo
ostro nie – operator wiedzia  doskonale, czym grozi o zniszczenie pojemnika – ruszy  w sw
drog  do komory królowej.

Spears przygl da  si  i kiwa  z zadowoleniem g ow . Kierowca by  dobrym fachowcem.

Starannie unika  najechania na przewody pod czone do pozosta ych zbiorników. Genera

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

mia  w bazie wi cej ni  setk  obcych. Ka dy z nich znajdowa  si  pod dzia aniem specjalnie
dobranych  rodków chemicznych. Naukowcy twierdzili,  e podawane im chemikalia czyni y
je bardziej podatnymi na sugesti .

miechn  si  do siebie, prze uwaj c koniec cygara. By o to prawdziwe tytoniowe

cygaro, nielegalne jak cholera. Nie mia o to dla niego najmniejszego znaczenia. Prawo
pozosta o poza jego planet . Tyto  nie by  tak dobry jak ten wyhodowany w promieniach
ziemskiego s

ca, ale tutaj móg  mie  wy cznie taki. No i mia  jeszcze sze  bezcennych

cygar Jamaican Lonsdale. Prawdziwych maduros, czarnych i aromatycznych,
zapiecz towanych w szklanych rurkach z gazem szlachetnym.  Za ka de z nich móg by  atwo
dosta  z dziesi  tysi cy kredytek, gdyby tylko chcia  sprzeda .

Chrz kn . Gdyby  pieni dze znaczy y cokolwiek. Dla niego by y niczym. Potrzebowa

ich jedynie na zaopatrzenie bazy w sprz t,  ywno  i wszystko inne. Tu, w Trzeciej Bazie,
nikt nie u ywa  pieni dzy. 

nierze dostawali to, czego im by o potrzeba i musia o im to

wystarczy . Jego drogocenne cygara pochodzi y z Kuby i stanowi y dar od bogacza, którego
dup  kiedy  genera  uratowa . Dosta  wtedy osiem sztuk. Pierwsze wypali  w dniu, kiedy
dosta  swe generalskie gwiazdki jednocze nie dowództwo Trzeciej Bazy. Drugie, kiedy jego
medycy przywie li tu królow  obcych i umie cili j  w sztucznym, kontrolowanym mrowisku.
Planowa  wypali  trzecie po pierwszej zwyci skiej bitwie przeciwko dzikim obcym na Ziemi.

Thomas S.M.Spears mia  swoje plany, wielkie plany i mia y si  one wype ni  poprzez

odbicie kolebki ludzko ci przy u yciu najbardziej  mierciono nych 

nierzy, jakimi

kiedykolwiek dowodzi  cz owiek.

Odwróci  si  i poszed  w kierunku biura. Id c, pali  bez przerwy cygaro. 

nierz rodzi

si  do walki, a w jego przypadku by o to stwierdzenie prawdziwsze ni  zwykle. Znalaz  si

ród pierwszych przedstawicieli ludzkiego gatunku, którzy przyszli na  wiat za pomoc

sztucznej macicy. Do dzi  z dum  u ywa

rodkowych inicja ów, które w

nie to oznacza y.

Zdarzy o si  to w bazie wojskowej, gdzie zjawi y si  pierwsze dzieci wyhodowane w ten
sposób. Wychowywa  si  w ochronce jak i inne dzieci wtedy urodzone. By o ich
dziewi cioro i wszystkie, oprócz jednego, zosta y 

nierzami. Ten jeden te  by pewnie

zosta , gdyby nie zgin  w wypadku jeszcze jako ma y ch opiec. Pewnie, mózgowcy
wymy lili pó niej androidy, ale on nie by

adnym sztuczniakiem. By  prawdziwym

cz owiekiem z wszystkimi chromosomami na swoim miejscu. Cz owiekiem, który wiedzia ,
czego chce. Co mo e zrobi  i co musi zrobi .

Genera  przystan  przy jednym z kontenerów. Po

 d onie na grubej pow oce z

pleksiglasu. Powierzchnia sztucznego tworzywa by a zimna. Obcy siedz cy w  rodku nie
porusza  si , ale oficer wyobra

 sobie,  e potwór wyczuwa go i boi si  nawet b

c

pionym.

„Poznaj mnie – my la  Spears. – Jestem twoim panem. Twoje  ycie jest w moich r kach.

 pos uszny i b dziesz 

, nie b dziesz s ucha  i umrzesz”.

Odszed  kilka kroków od zbiornika, odwróci  si  i raz jeszcze spojrza  na t  okrutn

maszyn  do zabijania, jak p ywa a u piona w  rodku. To by

nierz doskona y. Zniszcz

wroga albo umrzyj za królow . Skin  g ow  obcemu i wyszed .

Na ko cu korytarza skr ci  i poszed  do ma ego biura, z którego kierowa  ca  baz .

Cholerne w adze cywilne na Ziemi robi  to co zwykle. Próbuj  ugasi  po ar lasu konewk . A
jedynym sposobem,  eby zniszczy  wielki ogie  jest rozpalenie jeszcze wi kszego. Trzeba
zniszczy  paliwo – pokarm dla ognia – odci  dop yw tlenu, zje  to, co móg by zje  po ar.
Oczywi cie, mo na strzela  do obcych z pocisków przeciwpancernych, mo na rzuca  na nich
bomby, ale to strata czasu. Czy  nie lepiej zwalczy  besti  przy u yciu innej bestii o równej
zaci to ci w walce? Nie lepiej wykorzysta  co , co mo e polowa  na wroga, bo zna jego
sposób my lenia, bo jest takie samo jak on? Tak jak u ywa si  królewskiej kobry do
polowania na jadowite w e czy psów my liwskich do  cigania dzikiej zwierzyny, tak i w

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

tym przypadku rozwi zanie jest bole nie oczywiste. Genera  sam nie móg  w to z pocz tku
uwierzy . Nie wierzy , dopóki nie zobaczy  jak dzia aj  obcy. Teraz by  ich gorliwym
wyznawc . W tpliwo ci zosta y wyeliminowane. Samotnie podejmie ten wysi ek.

Dotar  do biura, otworzy  staromodne drzwi i wszed  do  rodka.
Major Powell, jego pierwszy oficer, sta  obok sto u z terminalem komputerowym.

Przygl da  si  holograficznemu obrazowi, który unosi  si  nad pod og . Spears móg  odczy-
ta  s owa obrazu, a nawet obejrze  obraz od ty u, gdyby zechcia , ale poczu  tylko
zaskoczenie i z

.

- Powell, s dzi em,  e wyra nie poleci em ci posprz ta  ten bajzel.

- Tak jest. Wszystko ju  uporz dkowane. - Do mojej  wi tyni - rozkaza  genera .
Major skin  g ow  i pod

 za swym zwierzchnikiem do wewn trznego pokoju.

Urz dzenie wn trza by o skromne: biurko, fotel, terminal komputerowy i kilka

pami tkowych zdj  na plastikowych  cianach. Spears okr

 burko, ale nie usiad  w fotelu.

       - Wi c?

- Có ... lu... po... kontenery na obcych zosta y... zniszczone, panie generale.  wiadczy to,

e najg bsze mo liwe zamro enie nie zahamowa o rozwoju poczwarek. Lu... eee...

kontenery... eee... nie 

y. Sposób wyj cia obcych normalny, s dz c po rozpryskach krwi.

Cia a by y w znacznej cz ci zjedzone. Doros e osobniki zabi y bez w tpienia jednego ze
swoich i u

y jego krwi do wydostania si  z zamkni tej przestrzeni magazynu.

       - Niezwykle pomys owe - powiedzia  Spears.

Wyj  spomi dzy warg cygaro i przyjrza  si  zimnemu s upkowi popio u, który utrzyma

si  na czubku. W

 ca e cygaro do popielniczki na biurku.

       - Mów dalej.

- Nigdzie nie by o  ladu po pozosta ych. - S dzimy,  e pozosta a trójka by a  ywa.  lady

kwasu w kilku miejscach statku wskazuj  na walk  pomi dzy tymi gapowiczami i obcymi.
Wst pnie przepyta em sier anta. Z jego raportu wynika,  e jeden zosta  zastrzelony na
pok adzie, a dwa pozosta e wyrzucone w przestrze .

- Cholera!

- Prawdopodobnie ta kobieta wysz a na zewn trz i zniszczy a pozosta e dwa osobniki,

które prze

y wiele minut w pró ni bez wyra nego uszczerbku.

- Kobieta to zrobi a? Dlaczego nie ten komandos? - Odniós  do  bolesne obra enia

podczas walki.

- Hmm.  ycie w pró ni. Wiedzieli my ju  o tym. Komora w g owie i jeszcze... jak si  to

nazywa?

- Regulator pseudohipotalmiczny - odpowiedzia  Powell. - W

nie. Podgrzewaj  ten

swój kwas i dzi ki temu nie zamarzaj .

- Cia a dwóch zabitych na statku zosta y wyrzucone. - Niedobrze. Mogli my uzyska ,

chocia  DNA

Spears popatrzy  na wygaszone cygaro i pomy la , czy warto zapali  je ponownie.
- Dwoje ludzi i pó  androida przeciwko czterem obcym w bezpo rednim starciu. Nigdy

nie pomy la bym,  e to si  mo e tak sko czy . Ich taktyka mo e by  interesuj ca.

- Ci pasa erowie na gap  mieli wcze niejsze do wiadczenia z obcymi.

- Tak?

- Nie mamy  adnych informacji o kobiecie, ale wojskowe archiwa zawieraj  dossier

komandosa i androida. Ten ostatni, swoj  drog , jest z oddzia ów bojowych.

- Jeden z naszych? - To pewne.
- Interesuj ce. Czy które  z nich jest zainfekowane? - Prze wietlenie nic nie wykaza o.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Niedobrze. Poka  mi wyci g z archiwum. S

bowy dostarczy wci gu osiemnastu minut. -

To wszystko, Powell.

- Tak jest, panie generale.

Spears usiad , gdy tylko major znikn  za drzwiami. Odchyli  si  do ty u i po

 nogi

na biurku. Podniós  cygaro i zapali  je ponownie. Zaci gn  si  g boko i po chwili wy-
dmucha  wielk , b kitnoszar  chmur  dymu. Wentylatory wessa y szybko ob ok w swe
przepastne g bie. Genera  pomy la ,  e mo e uda si  jednak wycisn  co  warto ciowego z
tej beznadziejnej sytuacji. Czasem najgorszy podmuch wiatru mo e przynie  co
po ytecznego. Dobry 

nierz powinien to dostrzec i wykorzysta . Trzeba obejrze  dok adnie

dane na temat sier anta i androida. A je eli nie b

 mieli nic ciekawego do zaoferowania, to

technicy dostan  par  cia  dla wyl garni...

- W porz dku? - spyta  Wilks Billie. - Tak, ca kiem nie le.

- Powinna  depta  tym ch opakom po odciskach. Oni tylko wykonuj  rozkazy.

- Tak? Jak te niewini tka, co zrówna y z ziemi  Ca berr  podczas Wielkiego Buntu w

82.

- Co z tob , Bueller? . -  adnych nowych uszkodze .

Wilks rozejrza  si . Pokój by  wi kszy ni  niektóre z cel, jakie zwiedzi  w swoim  yciu.

Pi  na pi  metrów, okno zabezpieczone plastikow  szyb , podwójne drzwi z prostym
zamkiem. W jednym z k tów znajdowa a si  chemiczna toaleta, obok której wystawa  ze

ciany zwyk y pojedynczy kran. Mi e miejsce. Sprytny facet z kawa kiem drutu móg

atwo

otworzy  tak prymitywny zamek. Inna rzecz,  e w

ciwie nie by oby gdzie ucieka  po

sforsowaniu tych drzwi. Musieliby znowu ukra  statek, ale bez podstawowej chocia by
wiedzy na temat nawigacji i znajomo ci rozmieszczenia siedzib ludzkich nie zaatakowanych
przez obcych, nie wiedzieliby, dok d odlecie .

- Widzia

 monitory, które mijali my? - spyta a Billie. - Tak. Ci gle maj  na orbicie

satelity szpiegowskie. Wy cznie do u ytku wojska. Ten major, który nas wypytywa ?
Powiedzia  mi,  e mog  si  przyda  w czasie wojny. On sam wygl da na porz dnego faceta.
Jest taki... apologetyczny. Prawdopodobnie spotkamy go jeszcze.

- Nie mam zbyt wielkiego do wiadczenia z wojskowym sposobem my lenia. Co si  tutaj

dzieje, Wilks?

- Nie wiem, do diab a. Genera  wygl da mi na ZK - to jest zawodowego komandosa -

znam takich. Je, oddycha i sra nawet na chwa  Korpusu. Prawdopodobnie rz dzi baz  jak
despota. Pewnie wcale go nie obchodzi, co si  dzieje na Ziemi. Ma swoje rozkazy i je
wykonuje.  yje tym. A mo e my li,  e jest tu czym  w rodzaju bóstwa - wielu genera ów tak
my li - uwa a,  e mo e zrobi  wszystko. Trudno powiedzie , jak jest tutaj.

- Jak my lisz, co stanie si  z nami? Wilks potrz sn  g owa.

- Nie wiem. Pewne jest,  e prowadz  tutaj jaki  eksperyment z obcymi. Mog  si

za

,  e jest to - albo by o - co  bardzo dziwnego.  ci le tajne. Jeste my ziarnkami piasku

w dobrze nasmarowanej maszynie tego faceta.

- Zawsze zabierasz mnie do niezwykle przyjemnych miejsc, Wilks.

Roze mia  si .

- Nie mo na powiedzie ,  e to jest takie z e.

- No, nie - Billie zmusi a si  do u miechu. - Te s owa po prostu przysz y mi do g owy.

Dobrze, a co teraz?

- Kolej na ich ruch. My czekamy i patrzymy, co zrobi . I chyba musimy z apa  troch

snu.

Z tymi s owami Wilks rzuci  si  na jedno z 

ek. Bueller zrobi  to samo. Po chwili

zastanowienia Billie zaj a trzecie pos anie.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Wilks mia  za sob  wystarczaj co d ugi trening jako komandos i zasypia  na zawo anie.

Cokolwiek ma si  sta , to si  stanie. B dzie si  tym zajmowa , gdy przyjdzie na to czas.
Teraz w ci gu kilku sekund zapad  w g boki sen.

Trójka 

nierzy znajdowa a si  na trzecim poziomie inodoros, st oczona w przestrzeni

przeznaczonej na jednoosobow  kabin  toalety.  ciany mia y uszy w ca ej Trzeciej Bazie, ale
oni wyobra ali sobie,  e ubikacja jest tym jedynym bezpiecznym miejscem. Ma e
pomieszczenie wykonano z bia ego, twardego plastiku. Na  cianie widnia y litery SUOL-C -
system utylizacji odpadków ludzkich- chemiczny.

- Ile mamy czasu? - spyta  jeden z komandosów. By  to Renus, Wolfgang R., Szeregowy

Pierwszej Kategorii.

- Trzy dni - odpowiedzia  drugi z 

nierzy. Peterson, Sean J., kapral.

- Do dupy - rzuci  trzeci. - Do cywilnej kolonii jest cztery dni, a potrzebujemy pi ciu, by

dotrze  do kanionów. - Trzecim m czyzn  by  Magruder, Jason S., równie  SPK. - Wi c

dziemy g odni, kiedy ju  dotrzemy na miejsce - Powiedzia  Peterson. - S uchajcie, mam ju

do  tego jedzenia, tych wi ziennych porcji. Spears ma wszystko w tej pieprzonej bazie. Z
luksusowym papierem do dupy w cznie. Poza tym pe zacz ma skafandry pró niowe na
wyposa eniu. Ma te  dodatkowe zapasy jedzenia.

- Wspania e, je eli lubisz te  ytnie trociny- odezwa  si  Magruder.

- Ej e, czy by  wola  zosta  tutaj?
- Uwa asz,  e cywile nas przyjm  i ukryj ? - spyta  Renus. Peterson wzruszy  ramionami.

- Kontaktuj  si  ze Spearsem. Wiedz ,  e balansuje na kraw dzi. Mog  si  obawia  nas

przyj , ale zrobi  to. Jemu powiedz ,  e nigdy o nas nie s yszeli.

- Jednak to ryzykowne - Magruder nie by  przekonany.

- Tak jak powiedzia em, mo esz tutaj zosta . Wcze niej czy pó niej, przekroczysz punkt

regulaminu, o którym nawet nie s ysza

 i... wiesz co to oznacza.

Komandos kiwn  g ow .
- Wiem. Na papu dla obcych.

- Jak du o czasu nam zosta o? - zada  pytanie Renus.

- Par ... mo e trzy godziny. Spears i Powell zabawiaj  si  w szalonego doktora z

gapowiczami - powiedzia  Peterson. - Nasz genera  lubi ogl da  implantacj . My

,  e

podnieca si  patrz c, jak te bestie wpychaj  si  komu  do gard a. Je eli zdo amy dotrze  do
Kanionu Tysi ca i wy czymy ogrzewanie, nie b dzie móg  nas znale  na podczerwieni.
Os ona pe zacza pozwoli nam znikn  z pola widzenia.

Trzej m czy ni popatrzyli po sobie.
- Mamy przynajmniej szans  - zako czy  Peterson. Wyszli chy kiem na korytarz..

Przy  Po udniowym Luku  sta   na warcie  Patin,  Robert T.,  SPK. Opar   si   o   cian .  Jego

karabin sta  obok. Popatrzy  przed siebie i zobaczy ;  e kto  nadchodzi. U miechn  si , ale
nie zmieni  niedba ej pozycji. Nudna prac : I bez w tpienia mia  ten sam pogl d na
pilnowanie luku, co wi kszo  komandosów: Nie dostaniesz si  z zewn trz, je eli nie znasz
kodu, który musi by  dodatkowo potwierdzony. Skoro go znasz, jeste  swój. Móg by  wyj
na, zewn trz, ale kto chcia by to zrobi ? Planetoida nie by a zbyt przyjaznym dla cz owieka
miejscem, wi c, po co?

- Hej, Renus. Przyszed

 dotrzyma  mi towarzystwa?

Renus podszed  bli ej.

- My lisz,  e móg by  wygra  troch  forsy ode mnie? Nic z tego. Decker przys

 mnie,

ebym ci  zmieni . Pompy na Czwartym wskazuj  czerwony alarm w komorze zwrotnej.

Ciekawe, kto jest jedynym wykwalifikowanym pompierzem mi dzy nami?

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Pieprzysz - rzuci  Patin. - Czerwony oznacza automatyczne wy czenie. Nie by o tam

nikogo, kto zadzwoni by po mnie przy 

tym?

- Nie pytaj mnie, Bobby. Ja nic nie wiem.

Patin odlepi  si  od  ciany i przeszed  przez hal v~ stron  wbudowanej w  cian  p ytki.
- Po cz  si  tylko z nadzorem i b

 ca y twój, kole . W dzisiejszych czasach nigdy nie

za du o przezorno ci. Wartownik nie móg  zobaczy ,  e Renus wyci gn  co , co wygl da o
na skarpetk  wype nion  czym  ci kim. - Przepraszam, Bobby - powiedzia .

- Co...?

Renus spu ci  skarpet  na g ow  Patina. Rozleg  si  d wi k przypominaj cy uderzenie

grubej liny w plastikow  beczk  pe

 p ynnego myd a. Cienki strumyk szaro ci wytrysn  ze

skarpety. O owiany  rut rozprysn  si  dooko a, uderzaj c w lampy na suficie i obsypuj c
nieprzytomnego ju  wartownika.

- Idziemy! - krzykn  Renus.

Peterson i Magruder podbiegli do niego. Ka dy z nich trzyma  w r ce karabin. Renus

zabra  bro  Patina. Poniewa  znali wewn trzny kod zamka, w az szybko stan  otworem.

Kod zewn trznego w azu stanowi  problem. Kiedy Peterson zacz  próbowa  swych si  z

komputerem, Magruder wyci ga  pró niowe skafandry. Razem z Renusem zacz li si  szybko
ubiera .

- Nic z tego -oznajmi  Peterson. - Nie mog  z ama  zabezpieczenia. Musimy stopi

zamek. W

nie uruchomi em alarm.

Magruder, który mia  ju  na g owie he m, skin  g ow  i podszed  do drzwi. Wzi

plazmowy przecinak skradziony z magazynu. - Ustawi  go na pe

 moc.

- Uwaga na oczy - ostrzeg  kolegów.

ysn  o lepiaj cy strumie  plazmy, zamieniaj c mroczne wn trze luku w s oneczne

po udnie na rozpalonej pustyni. Peterson zas ania  oczy dopóki nie za

 skafandra i he mu

z filtrem polaryzacyjnym.

Z zamkiem uwin li si  szybko. Zabezpieczenia mia y chroni  przed wej ciem z

zewn trz. Od  rodka nie by y  adn  przeszkod . Plazmowy p omie  zjada  je prawie z tak
szybko ci , z jak  Magruder przesuwa  przecinak. Durastal sta a si  najpierw pomara czowa,
potem stopi a si  i zacz a kapa  grubymi kroplami na pod og .

- Jeszcze tylko kawa ek!

- Wychodzimy! Szybko! Szybko!

az zacz  si  otwiera , lecz nagle zatrzyma  si . Cz ciowo stopiony metal zakrzep  w

strumieniu uciekaj cego powietrza i unieruchomi  klap . Jednak szpara, która zd

a si

utworzy , by a wystarczaj co szeroka, by móg  przez ni  przecisn  si  cz owiek. Trójka

czyzn wygramoli a si  w lodowat  ciemno  i pobieg a w stron  zaparkowanych opodal

pojazdów. Generatory grawitacyjne rozci ga y swe pole na kilkaset metrów poza baz , wi c
nie musieli obawia  si  ulecenia w przestrze .

Dezerterzy za adowali si  do pierwszego pe zacza, który napotkali. Po chwili

wieloko owa maszyna potoczy a si  w mrok i znikn a.

Spears odchyli  si  w ty  w swoim fotelu i przygl da  si  migocz cemu przed nim

obrazowi holograficznemu. - Powtórzy  obraz z kamery 77, z godziny 6.30. Powietrze nad
jego biurkiem zamigota o i pojawi a si  trójka komandosów, siedz cych w ubikacji..

- Powi kszy  obraz do jednej ósmej. Kontynuowa  . Ponownie przygl da  si , jak trzech

czyzn zawi zuje spisek. Kiedy wyszli z kabiny, inna ukryta kamera przej a  ledzenie,

nie trac c ich z oczu nawet na sekund .

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Scen  z wartownikiem genera  zaplanowa  sam. Postawiony tam 

nierz nigdy nie

cieszy  si  jego sympati . Gdyby ten sukinsyn wykonywa  swoje obowi zki jak nale y, nigdy
nie wypu ci by tej trójki. Jest jednak w

ciwe miejsce dla takich gnojków jak ten wartownik.

W wyl garni.

Spears z zainteresowaniem przygl da  si , jak uciekinierzy topi  zamek zewn trznego

azu. Dzia ali jak zgrana grupa. Jak doskonale znaj cy si  zespó . Niedobrze,  e swoje zdol-

no ci wykorzystuj  w ten sposób.

- Generale?
Spears spojrza  w stron  drzwi. - Wej .
Wszed  Powell. Genera  ruszy  d oni  i projekcja znikn a.

- S ucham.
- Wyci g z archiwum jest ju  w komputerze. - Numer wej cia?
Powell powiedzia .
Genera  wystuka  kilka znaków na klawiaturze. - Jak si  nazywa ten komandos?
- Wilks.

- Nazwisko zosta o wpisane.

Powietrze zadrga o i zbudzi y si  do  ycia zarówno obrazy jak i informacje. Z

szybko ci  wytrawnego profesjonalisty Spears przegl da  dane.

- No, no. To pewne,  e nasz komandos jest tym samym Wilksem?

- Identyfikacja zosta a potwierdzona przy u yciu magnetycznego wszczepu. To on.
- Ten sier ant ma wi cej do wiadczenia z dzikimi obcymi ni  ktokolwiek z wyj tkiem

tej cywilnej baby, jak jej tam?

- Ripley, panie generale.

- W

nie. Nikt nie wie, gdzie ona jest, ale za to mamy w naszej bazie sier anta Wilksa:

Co za szcz liwy traf? Los si  do nas u miechn , co, Powell?

- Tak jest. .le eli przejrzy pan dane androida, szybko zauwa y pan kolejn  zbie no .

- Powiedz mi o tym.

- By

nierzem Grupy Specjalnej przygotowanej do akcji na rodzinnej planecie obcych.

Dowodzi  nimi pu kownik Stephens. Dzia o si  to przed opanowaniem Ziemi przez obcych.

- Stephens. Pami tam go z Kwatery G ównej. Papierkowicz. Nie potrafi  znale  nawet

swojego kutasa.

Pierwotna misja zdobycia przedstawiciela gatunku spe

a na niczym. Dane o podró y s

mocno niekompletne. Do czasu zanim ci, co prze yli akcj , wrócili na Ziemi , ta by a ju
podbita.

- A kobieta?

-  adnych danych. Nie jest i nie by a w Armii. Nie mo emy prze ledzi  jej historii -

Powell wzruszy  ramionami. Wie pan doskonale, jak ci cywile nie dbali o przechowywanie
danych. Nawet w czasie pokoju.

Spears skin  w zamy leniu g ow .

- Wi c nasz sier ant i ten sztuczniak maj  za sob  walki z dzikimi obcymi. S  zbyt cenni,

eby przeznaczy  ich na przek sk  dla naszych pupilów. Przynajmniej do czasu, kiedy ju

wszystko z nich wyci gniemy.

- Tak w

nie my la em, panie generale. - Utnijmy sobie z nimi ma  pogaw dk . – Tak

jest.

Billie poczu a zimny uchwyt na nogach. Metalowe obr czki zacisn y si  na jej kostkach

i rozszerzy y si  kolana. Spojrza a w dó  i zobaczy a,  e ca a jest naga.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Co  wilgotnego i  liskiego upad o na jej go y brzuch. Czysty, p aski i z g adk  skór .

Popatrzy a w gór ,  eby wiedzie , sk d ta wilgo . Nic nie dostrzeg a. Wokó  niej rozci ga
si  obszar czego  w rodzaju mg y. Ko czy  si  zaledwie kilka centymetrów od jej twarzy.
Zas ona by a szara i nieprzejrzysta.

" Pragn  ci " - dobieg  j  cichy g os.

Nie,  to  nie  by   g os.  S owa  nie  zosta y  wypowiedziane.  Po  prostu  pojawi y  si   w  jej

my lach. To by y s owa kochanka, lecz nie mia y nic wspólnego z cz owiekiem.

Mg a nagle odp yn a na bok i przed jej twarz  b ysn y z by. Bia e, grube ig y w

masywnych czarnych szcz kach, które stercza y z d ugiej, niemo liwie d ugiej g owy.

Billie j kn a. Przepe nia  j  strach. Ka da komórka cia a zawiera a ziarenko

przera enia.

" Przechyl si  do ty u."

- Niezdolna do sprzeciwienia si  rozkazowi Billie wygi a w  uk szyj  i zobaczy a tu  za

sob  wielkie, kr

e jajo 0 rozmiarach kosza na  mieci. Wierzcho ek jaja otworzy  si , w dó

pobieg a paj cza siateczka p kni . Wygl da o to jak obsceniczny w swym wygl dzie kwiat,
który rozkwita na przyspieszonym filmie.

Podobne do odnó y kraba ko czyny wysun y si  ze  rodka, d ugie ko ciste palce z

ostrymi pazurami bada y zewn trzny  wiat. Szuka y czego .

Billie domy li a si ,  e to jej poszukuj .

- Otworzy a usta do krzyku i w tym momencie strumie

liny z paszczy stoj cej nad ni

bestii pociek  jej na policzek. Wp yn  pomi dzy wargi i do oczu. Billie próbowa a prze kn ,
ale by o tego zbyt du o.

"Pragn  ci  - monstrum przekazywa o jej swe my li. - Nie obawiaj si . B dzie nam

dobrze:'

- Nieeee!
Billie zbudzi a si , krzycz c przeci gle.
- Spokojnie, Uspokój si - mówi  do niej Wilks.

Siedzia  obok i trzyma  j  za ramiona. Na pod odze obok, balansuj c na jednej r ce

spoczywa  Mitch. Drug  d

 opar  o nog  dziewczyny.

Billie wypu ci a ze  wistem powietrze. Potrz sn a g ow . Nie by o potrzeby niczego

mówi . Wilks i tak wiedzia . On tak e mia  koszmary.

Popatrzy a na Buellera. Czy androidy maj  sny?

- Hej, wy tam - rozleg o si  od drzwi. - Wstawa . Dwójka uzbrojonych komandosów

sta a wej ciu do ich celi. - Genera  chce was widzie  - poinformowa  jeden z nich. - Powiedz
mu,  e nasz terminarz na dzi  jest ju  pe ny odpowiedzia  Wilks.

nierz wyszczerzy  z by.

- Nie do mnie taka gadka, komandosie - powiedzia  - sam mu to powiedz. Ruszajcie.

Machn  karabinem.
Wilks popatrzy  na Billie i Mitcha i wzruszy  ramionami. - Skoro tak nalega.

Ca a trójka opu ci a pokój. Billie pcha a wózek, na którym jecha  Mitch.

                                                                    8.

Stó  by  z czarnego szk a, o ile Wilks dobrze zauwa

. Zbyt kosztowny jak na oficersk

mess  gdzie  w odleg ej bazie na nieznanej planetoidzie. Oczywi cie, móg  by  wykonany z
miejscowego minera u, a nie przywieziony na statku z Ziemi. Jednak nawet w takim
przypadku nie by  czym , czego mo na si  by o spodziewa  na tym ko cu  wiata. Krzes a
wydawa y si  by  bardzo proste, lecz kto  do

 wielu stara  i umiej tno ci,  eby je

wy cieli  i ozdobi  snycerskim ornamentem.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Po lewej stronie sier anta siedzia a Billie, po prawej Bueller. Ich trójka zajmowa a jeden

koniec stelu. Wzd

 d

szych jego boków mog oby zasi

 dwunastu ludzi, ale wszystkie

krzes a by y puste. Po drugiej stronie siedzia  samotnie Spears. Taca z czym , co wygl da o
jak pieczone mi so, sta a przed nim, a w powietrzu unosi  si  aromatyczny zapach. D ugi nó
i widelec o dwóch ostrzach wbite by y w piecze .

- To nie jest, oczywi cie, prawdziwe mi so -przerwa  cisz  genera .

Wyci gn  z mi sa sztu ce i przesun  ostrze no a wzd

 brzegu widelca.

- Mocno upakowane proteiny i soja. Nasz kucharz potrafi to jeszcze odpowiednio

spreparowa . Ca kiem niez e.

Spears siad  do sto u bez czapki. G ow  mia ys  jak jajo. Nie mia  na niej ani jednego

oska z wyj tkiem brwi i bokobrodów. Przynajmniej tyle dostrzeg  Wilks.

Genera  wbi  widelec w piecze  i zacz  j  kroi  na plastry.
Za jego plecami pojawi  si  ubrany w kuchenn  biel s

cy. Gdy tylko genera  sko czy

oddziela  pierwsz  porcj , m czyzna podstawi  talerz. Ruch by  perfekcyjnie wyliczony.
Gdyby spó ni  si  o pó  sekundy, mi so upad oby na szklany blat sto u. Spears nawet nie
spojrza , czy talerz jest podstawiony.

Zacz  odcina  kolejny p at. Drugi s

cy pojawi  si  w drzwiach i zd

 akurat na

czas, by chwyci  spadaj

 porcj  na talerz.

Trzeci plaster i trzeci s

cy.

Wydawa o si ,  e wszyscy tworz  doskonale wy wiczony zespó , jak oddzia

nierzy

podnosz cy na komend  karabiny. Spears wiedzia  o tym.

Kiedy talerze dotar y do Wilksa, Billie i Buellera wraz ze szklaneczkami czerwonego

ynu - czy by wino? - genera  ukroi  wreszcie kawa ek dla siebie.

Czwarty s

cy by  o u amek sekundy zbyt powolny. Zdo

 chwyci  na talerz jedynie

po ow  plastra pieczeni. Przez chwil  wygl da o na to,  e porcja zsunie si  z talerza i pla nie
o stó , ale m czyzna w bia ym kitlu zdo

 gwa townym ruchem powstrzyma  katastrof .

Piecze  pozostawi a brudny  lad na brzegu bia ego plastiku, ale zosta a na talerzu.

Genera owi drgn y mi nie  uchwy, potem u

 twarz w nieszczery u miech.

- Spocznij, 

nierze.

Czwórka s

cych znikn a za drzwiami, zanim sko czy  mówi .

Wilks nie chcia by znale  si  w skórze ostatniego z nich tego, który o ma y w os nie

upu ci  porcji genera a i spowodowa ,  e oficer musia  spojrze  na niego ze z

ci . W bazie

wojskowej uwa ane to by o za niebezpieczn  zbrodni . Genera  podniós  szklank .

- Za Korpus - powiedzia .
"Co, u diab a" - pomy la  sier ant.

Podniós  w asne szklane naczynie. K tem oka zauwa

,  e Billie i Bueller zrobili to

samo, lecz bez zbytniego entuzjazmu.

Wino nie by o z e. Wilks nieraz pija  du o gorsze. - Jedzcie - zach ci  genera .

Kucharz musia  by  tutaj doskona y. Sier ant musia  to przyzna . Doskonale wypieczona

wo owina by a najlepszym daniem, jakie jad  kiedykolwiek. W

ciwa mi kko , wspania y

smak. Gdyby Spears o tym nie powiedzia , pomy la by,  e to prawdziwe mi so. Nie
zauwa

by ró nicy. Nie znaczy o to,  e by

wietnym znawc . Z jego zarobkami nie by o

mo liwe objadanie si  prawdziwym mi sem. Ot, tu i ówdzie jaki  królik, rybka albo przy
specjalnych okazjach kurczak. To by o wszystko. Ostatnim razem podejrzewa ,  e je pra-
wdziw  wo owin  na przyj ciu ze starymi kumplami par  lat temu. Bior c pod uwag
dylatacj  czasu podczas jego ostatnich podró y, by o to jeszcze dawniej.

Cokolwiek dzia o si  w g owie Billie, nie przeszkadza o to temu,  e dziewczyna

wyra nie delektowa a si  spo ywanym daniem. A Bueller? Kto to móg  wiedzie ? Ten model

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

androida móg  je , nawet taki przeci ty na pó  osobnik jak Mitch móg  to robi . Zupe nie
inn  spraw  by a kwestia smaku. Nie wiadomo by o, czy androidy odczuwaj  go w ten sam
sposób, co ludzie.

- Dobre jedzenie? - spyta  genera  maj c wype nione usta. Wilks skin  g ow .

       - Bardzo dobre.

Billie i Bueller tak e kiwn li potwierdzaj co i co  zamruczeli. Znale li si  w dziwnym

otoczeniu i postanowili uwa

 przy konwersacji, czegokolwiek by dotyczy a. Ze swej strony

Wilks by  przekonany,  e facet siedz cy po drugiej stronie sto u jest szale cem, który dorwa
si  do w adzy. Nie by o jednak sensu sprzeciwia  si  mu, zanim nie dowiedz  si , o co w tym
wszystkim chodzi.

- Musicie wybaczy  mi sposób, w jaki was tu powita em odezwa  si  Spears. - Jest wojna

i ostro no ci nigdy za wiele. "O, Jezu - pomy la  Wilks. - Ten dupek czego  od nas chce. To
jasne. Tylko czego b dzie oczekiwa ?"

- Zwróci o moj  uwag ,  e posiadacie niebagatelne do wiadczenie z dzikimi obcymi,

sier ancie Wilks.

Sier ant prze uwa  chwil  w milczeniu. - Tak jest - powiedzia  w ko cu.

Genera  wepchn  wielki kawa  pieczeni do ust i 

 go w zamy leniu.

- Brali cie udzia  w walkach w kilku ró nych miejscach, prawda?

- To prawda, generale.

Oficer pokiwa  g ow . Oczy jakby mu nagle zaja nia y. - Dobrze. Wspaniale.
Popatrzy  na Buellera.

- A ty komandosie? Swoje rany otrzyma

 w walce, czy  nie?

- Tak jest.

- Ci ch opcy s

nierzami, komandosami. Wiem o nich wszystko. A ty, m oda damo?

Wilks zauwa

,  e Billie nie mo e wydoby  ani s owa.

- Panie generale - wtr ci  si  - Billie by a na Rim, kiedy po raz pierwszy spotkali my si

z obcymi. Tylko ona prze

a. Genera  uniós  swe grube brwi.

- Czy to prawda?
Billie z wysi kiem skin a g ow .

- Prze

a samotnie ca y miesi c, ukrywaj c si  - doda  Wilks.

Brwi Spearsa ponownie pow drowa y w gór .
- Naprawd ? Niesamowite. Ile lat wtedy mia

, dziecko? - Dziesi  - wykrztusi a Billie.

Twarz genera a skrzywi  fa szywy u miech.

- Cudownie - prze kn  nast pny k s. - Podziwiam was wszystkich troje. Walczyli cie

przeciwko najpot

niejszemu przeciwnikowi, przeciwko najdoskonalszym 

nierzom, jakich

kiedykolwiek spotka  cz owiek. S  doskonali. Nieustraszeni, pot

ni, niemal nie do

powstrzymania. To,  e prze yli cie jest czym  niezwyk ym. Szcz liwym trafem, co nie
zaprzecza waszemu bohaterstwu.

Odsun  talerz z prawie w po owie zjedzon  porcj . S

cy wypad  z drzwi, zabra

talerz i nape ni  winem pust  szklank  genera a. Potem znikn  tak cicho i szybko, jak si
pojawi . Spears odchyli  si  w ty  w fotelu i powoli s czy  trunek.

- Jedynym sposobem, by pokona  wroga tak pot

nego jak ten, jest u ycie równie

pot

nych sprzymierze ców. Takich, którzy przeciwstawi  dok adnie identyczn  zaciek

 i

umiej tno  walki.

Billie nagle dozna a ol nienia.
- Próbuje pan wyhodowa  tutaj oddzia y obcych?

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Pod odpowiednim dowódc  moi 

nierze odzyskaj  Ziemi  dla ludzko ci - powiedzia

Spears. - Pomy lcie o tym. Czy  istnieje lepszy sposób? Dzikie potwory zachowuj  si  jak
mrówki. Z oddzia ami o równej sile, ale zu yciem odpowiedniej strategii i taktyki nie damy
tamtym najmniejszej szansy.

Billie zamierza a co  powiedzie , lecz Wilks kopn  j  pod sto em. Nie otworzy a ust.

- Wspania y pomys , panie generale - pochwali  sier ant.

Genera  kiwn  g ow  wyra nie, zadowolony.
- Wiedzia em,  e to zrozumiecie, sier ancie. Ca a wasza trójka walczy a z obcymi.

Wiecie, jak niewielkie szanse ma cz owiek, a nawet specjalnie szkolony android przeciwko
nim. Tu machn  szklank  w kierunku Buellera.

- W czym mo emy panu pomóc? - spyta  Wilks.
Billie popatrzy a na niego, jakby nagle utraci  w jej oczach wszystko. Ponownie kopn

 pod sto em, nie zmieniaj c wyrazu twarzy. '

Je eli Spears zauwa

 spojrzenie dziewczyny, to nic nie da  pozna  po sobie.

- Wasze do wiadczenie jest bezcenne, sier ancie. Mam stworzone w komputerach

scenariusze walk oraz nagrania star  z Ziemi. W

ciwie sama teoria. Wasza trójka tam by a,

znacie realia. Potrzebuj  waszej rady, waszej wiedzy. Moje od= dzia y musz  by
przygotowane najlepiej jak to tylko mo liwe. Wtedy stworz  w

ciw  strategi .

- Z pewno ci , panie generale - Wilks u

 sw  pokryt  bliznami twarz w rodzaj

miechu. - Bueller i ja jeste my mimo wszystko komandosami. Billie równie  chce. pomóc.

Prawda, Billie?

- Prawda - skin a g ow .
Spears wprost promienia . Podniós  szklank  z winem. - Wznie my, wi c toast...

Zanim jednak zd

 cokolwiek wi cej powiedzie , wszed  major. Pojawi  si  w tych

samych drzwiach, których wcze niej u ywali s

cy.

Genera  zastyg  w bezruchu. - Co jest, Powell?

- Przepraszam, generale,  e przeszkadzam. Sprawa bezpiecze stwa. Wartownik przy

Po udniowym Luku zosta  pobity, a zamek zewn trznego w azu stopiony. Znikn  jeden z
terenowych pa zaczy. Genera  machn  r

.

- Ach; to.

- Panie generale?

- To moja baza, majorze. Zrozum to wreszcie - popatrzy  na Wilksa. - Musisz wiedzie  o

wszystkim, skoro jeste  na szczycie. Ko czcie, pa stwo, spokojnie posi ek. Mo ecie chodzi
po ca ej Trzeciej Bazie, macie moje zezwolenie. Gdyby cie mieli jakie  pytania, major
Powell b dzie czu  si  szcz liwy mog c wam pomóc. Musz  niestety teraz i  i zobaczy , co
z tymi malkontentami, którzy niszcz  w asno  armii.

Z tymi s owami Spears wsta , sk oni  si  po wojskowemu Billie i wyszed  z majorem

Powellem.

Wilks patrzy  w plecy genera a. W tym momencie chcia by mie  w r kach karabin.

W korytarzu Spears odezwa  si  do majora:

- Pilnuj ich. Androida skieruj do dzia u napraw i dopilnuj,  eby dali mu, co tylko mog .
- Tak jest. - Jeszcze ten wartownik z Po udniowego Luku. Wsad  go do komory z jajami.

Wszystko spieprzy .

Spears poczu  satysfakcj , widz c, jak Powell prze yka z wysi kiem  lin , s ysz c

rozkaz. Wszech wiat sta  si  miejscem, gdzie tylko silny i okrutny mo e prze

.

Sentymenty nale

y do innych czasów. Do przesz

ci i do dni po jego zwyci stwie. Do

niedalekiej ju  przysz

ci. W mi dzyczasie trzeba podejmowa  ci kie niejednokrotnie

decyzje. A on, Spears, nadawa  si  do tego.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Billie stwierdzi a,  e ca a si  trz sie. Nie by a pewna, czy ma dreszcze ze strachu, czy ze

ci. Wsta a, ale Wilks by  obok. Przygarn  j  i zanim zdo

a cokolwiek zrobi , wy-

szepta :

- Gramy razem, Billie. Uwa aj. Maj  tu pewnie kamer  i poza tym nagrywaj  ka de

owo.

Rozlu ni a si  nieco. - Co ty mówisz?

- Je eli nie zrobimy, czego od nas oczekuj , nakarmi  nami potwory. Udawaj, graj.

Dotar o wreszcie do niej, o czym mówi  Wilks, i nag a my l zamieni a j  w sopel lodu.

Przez chwil  nie mog a nawet oddycha .

Do jadalni wszed  szeregowiec i zacz  wyje

 z Mitchem. Billie b yskawicznie

wróci a do  ycia.

- Co robisz?

- Rozkaz majora, psze pani. Zabieram go do Rebabu. Po co? - Prosz  mnie nie pyta .

Robi  tylko to, co mi kazano. - W porz dku, Billie - odezwa  si  Mitch. - To tak jakby
pos

a swojego latacza do warsztatu.

Billie popatrzy a z wyrzutem na niego. Komandos wyjecha  z Buellerem: Szybko

znikn li w korytarzu.

- Odpr  si  - powiedzia  Wilks normalnym g osem. - Genera  po prostu chce si

przekona , czy jego oddzia y maj  w

ciw  opiek . Nie widzia em urz dze , jakie tu

zgromadzili, ale my

,  e potrafi  co  zrobi  z doln  cz ci  Mitcha. On sam te  potrafi

zadba  o siebie.

Billie nie potraci a skupi  my li. To wszystko przypomina o jej jaki  pieprzony,

nierealny ob d.

- Chod my, rozejrzymy si  troch . Mo emy przecie  zapozna  si  z nowym domem,

nie?

Billie kiwn a g ow . Im wi cej b

 wiedzieli o tym ponurym miejscu, tym lepiej.

- Tak - powiedzia a. - To dobry pomys .

                                                                    9.

Min o wiele dni. Wilks i Billie ci gle badali baz . Przypomina a tuzin innych, w

których sier ant przebywa  w przesz

ci i by a standardowo wyposa ona w sprz t najni szej

jako ci, tak tani, jak to tylko mo liwe. Jedyn  rzecz , która go tutaj uderzy a, byli ludzie, a

ciwie ich liczba. Wydawa o si ,  e jest zbyt ma a jak na baz  tej wielko ci. Zwykle

wojsko mia o za du o 

nierzy do pracy. Oficerowie lubili mie  pod swoj  komend  jak

najwi ksze oddzia y. Ciep e cia a znaczy y wi cej ni  zimna ska a. Bior c pod uwag
wielko  miejsca, w którym przebywali, powinno by  tutaj, co najmniej kilkuset ludzi wi cej.

Jak na razie Wilks i Billie ci gle m czyli si  nad sposobem dotarcia do miejsc nie tak

atwych do znalezienia.

- Co tam jest? - spyta  sier ant wartowników stoj cych przy wielkich podwójnych

drzwiach.

Dwójka 

nierzy, m czyzna i kobieta, mia a bro  w kaburach przy boku, ale wydawa o

si ,  e nie my

 nawet o jej u yciu. Prawie dwumetrowego wzrostu m czyzna u miechn

si  do Wilksa i Billie.

- Genera  da  nam pozwolenie poruszania si  po ca ej bazie - powiedzia  sier ant. -

Zechcecie otworzy  te drzwi?

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Teraz kobieta wyszczerzy a z by w szerokim u miechu. - Nie b dziecie chcieli tam

wej . Poka  im, Atkins. Wysoki wartownik dotkn  przycisku w  cianie.

Hillie sapn a.

- O, kurwa pieprzona - powiedzia  Wilks:

- Do diab a, ona nawet nie musi tego robi  - odezwa a si  kobieta. - Zap adnia siebie

sama.

Obraz pulsowa  na  cianie. Królowa obcych siedzia a w centrum ogromnej sali, jej

monstrualny odw ok wyrasta  z ty u jej cia a jak jakie  nieprzyzwoite, pó przezroczyste jelito.
Opleciony zabezpieczeniami umocowanymi do  cian i sufitu by  pe en jaj. W czasie, gdy
patrzyli na ni , królowa z

a nast pne do kolekcji innych za cielaj cych pod og . Para ro-

botnic sta a obok i natychmiast delikatnie przenios a nowe jajo na bok, a królowa zacz a
sk ada  nast pne.

- Ci gle chcecie,  eby my otworzyli drzwi? - Po co tu stoicie na warcie? - zapyta  Wilks. -

Taki obowi zek - odpowiedzia a kobieta.

Wartownik przycisn  guzik i holograficzna projekcja znikn a. Na jej miejsce pojawi a

si  nowa.

Przy  cianie naprzeciw jaj sta o dziesi cioro ludzi spowitych w mocne sieci. Bawe niany

materia  skrywa  ich prawie ca kowicie, pozostawiaj c jedynie go e twarze. Niektórzy z nich
byli przytomni, oczy mieli szeroko rozwarte. Nie wiadomo, czy byli ju  zainfekowani, czy
jeszcze czekali na horror, który mia  nadej ?

- Wy czcie to - warkn a dziewczyna.

Kiedy Wilks i Billie odchodzili, wysoki wartownik rzuci  za nimi z rozbawieniem:

- Mi ego dnia, ludkowie.

Jasne by o,  e zarówno on, jak i jego kole anka, nie stoj  tam, by przeszkodzi  komu  w

wej ciu do  rodka.

Stali tam,  eby nikt nie wydosta  si  na zewn trz.

Spears przygl da  si  sier antowi i kobiecie, gdy odchodzili od projekcji pokazuj cej

komor  z jajami. Byli s abi. Wi kszo  ludzi jest taka. Ale mimo to mo e ich u

. To by o

wa ne dla niego

Popatrzy  na zegarek.

- No, myszy prawie gotowe. Pora na kota,  eby si  obudzi .

Dotkn  przycisku na klawiaturze.

- Tu Spears. Potrzebuj  Pierwszego Plutonu z Kompanii A. Maj  by  gotowi do akcji.

Pe ne wyposa enie bojowe, polowe racje  ywno ci. B

 przy Luku Po udniowym za dzie-

si  minut. Lepiej dla was,  ebym nie czeka , 

nierze.

Wilks wszed  pod prysznic. Przynajmniej wody w bazie nie brakowa o. Pompowana by a

z jakich  podziemnych grot.

Samotna Billie w óczy a si  po mrocznych, w skich korytarzach. Czu a si , jakby bez

przerwy kto  j  obserwowa . My la a,  e oszaleje. Maj c za sob  lata w szpitalu
psychiatrycznym, gdzie wszyscy s dzili,  e ma halucynacje, posiad a pewn  wiedz  o
szale stwie. Tak w

nie dzia o si  tutaj. Spears powinien si  znale  w silikonowym pokoju

bez klamek, zwi zany po czubek g owy i skazany na pe

 psychiczn  renowacj . Co to byli

za ludzie w komorze królowej? Co zrobili,  e taki los ich spotka ?  adna zbrodnia nie mo e
by  tak okropna,  eby skazywa  cz owieka na tak  kar . Spears jest kopni ty i powinien by
usuni ty. Zamiast tego dowodzi 

nierzami i ma prywatn  wyl garni  pe

 najbardziej

mierciono nych potworów, z jakimi zetkn  si  cz owiek. Co za Bóg pozwoli  na taki rodzaj

oszo omienia? A mo e to bóstwo samo by o kopni te.

Podesz a do drzwi z napisem "

czno ". Otworzy y si , kiedy si  do nich zbli

a.

Techniczka siedzia a przed rz dem monitorów. Obejrza a si , dostrzeg a Billie.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- S ysza am o was - powiedzia a. - Wchod . Wiem,  e masz pozwolenie tu przebywa .

Billie zamy lona popatrzy a na kobiet . Dlaczegó  by nie? Drzwi zamkn y si  za ni

cicho.

Wilks sp uka  z cia a  el i rozkoszowa  si  sp ywaj

 mu po skórze gor

 wod .

Siedzieli tu po uszy w gównie, nie by o co do tego w tpliwo ci. Musi si  z tym pogodzi .
Spodziewa  si ,  e na planecie obcych b dzie w cha  kwiatki od spodu. Do licha, 

 na

kredyt od pierwszego spotkania z tymi potworami na Rim. To ju  tyle lat. Powinien by
wtedy zgin  z ca ym swoim oddzia em. To,  e prze

, graniczy o z cudem. Lata, które

up yn y od tamtych wydarze , by y wype nione nocnymi zmorami i wcale nie by y
przyjemne. Przez ca y czas by  przygotowany na Wielki Skok i niech go diabli wezm , je eli
dba  o to. Przeciwnie, równo to olewa . Wysadzi  w powietrze planet  obcych i nie
wystarczy o. On sam by , z niewiadomych przyczyn, ci gle  ywy. Nie mia o to  adnego
sensu. Nigdy nie by  religijnym cz owiekiem, lecz wygl da o na to,  e zosta  stworzony do
wype nienia jakiej  wielkiej misji. Gdyby popatrze  z boku, to nie by  przecie
szcz ciarzem. Poza tym by  zm czony, chcia by rzuci  to wszystko, ale nie potrafi . Czu  si
tak, jakby by  odpowiedzialny za ten b ahy problem: za rozprzestrzenianie si  obcych, za
potwory, które prawie ca kowicie zniszczy y ludzk  ras .

To nie by o w porz dku. Nikt nie mo e wymaga  od jednej biednej g owy komandosa,

eby podo

a takiemu zadaniu. Lecz kiedy przybi  swe w tpliwo ci do  ciany logiki, poczu ,

e istnieje tylko jedna droga: musi uratowa  ludzko .

Do cholery! Nawet nie potrafi  zbyt dobrze p ywa , a co tu mówi  o chodzeniu po

wodzie...

Stary cz owiek mia  siw  brod , a jego lewe rami  spowija y niechlujnie zawini te

banda e. Ciemn , lepi

 si  od brudu baseballow  czapk  zsun  w ty  g owy. Mia  ze sob

antyczn  strzelb , która le

a obok. Ten kawa ek oksydowanej stali i drewna wygl da  na

my liwsk  bro  sprzed setek lat, z czasów, kiedy ludzie polowali dla sportu, a nie by prze

.

czyzna siedzia  ze skrzy owanymi nogami oparty plecami o stos po amanych mebli i

potrzaskanych resztek jakiej  budowli. Przed nim p on o ma e ognisko, a blask jego

omieni tworzy  na twarzy starca ruchome malowid o o ró nych odcieniach czerwieni.

Sze cioletnia z wygl du dziewczynka opiera a si  o bok starego m czyzny. Twarzyczk

mia a brudn , w osy t uste. - Nadlatuj  - powiedzia  starzec.

Wyj  z kieszeni buteleczk  i sypn  w ognisko jakiego  proszku. Ogie  buchn  silniej

zielononiebieskim p omieniem. - Mam nadziej ,  e te skurwysyny maj  w czone os aniacze.

Nad ich g owami, w ciemno ciach nocy pojawi y si  ruchome  wiate ka wojskowych

my liwców - czerwone i zielone punkciki na tle smogu, który w wi kszo ci by  dymem.
Siedz cych przy ognisku doszed  huk silników.

- Zobacz  nas, Wujku? - spyta a dziewczynka.

- Mam nadziej , kochanie. Powinni - pokaza  znacz co na niebieski w tym momencie

ogie .

Smuk a sylwetka rakiety oderwa a si  od jednego z my liwców, potem inne przeci y

powietrze. Jak meteory przemkn y i znikn y b yskawicznie, tylko jasne b yski wybuchów i
sztuczne gromy  wiadczy y o ich niedawnym istnieniu.

- Pieprzone pó

ówki - mrukn  starzec.

Dziecko zakry o r czkami uszy, gdy rozleg y si  pierwsze eksplozje. Fala uderzeniowa

przyt umi a ogie  z tak

atwo ci , jak cz owiek zdmuchuje  wiec .

W kr gu  wiat a pojawi a si  kobieta. Wygl da a na jakie  pi dziesi t lat. Jej ubranie

by o brudne i pobrudzone popio em. Na ramieniu nios a pneumatyczny karabin.

Podesz a szybkim krokiem do dziewczynki. - Hej, Amy. Co u ciebie?
Dziewczynka podnios a w gór  oczy.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- W porz dku, mamusiu. Znalaz

 co  do jedzenia?

- Tym razem nie, male ka. Mo e Leroy znalaz . Powinien by  tu niebawem. O, do

diab a!

Te ostatnie s owa odnosi y si  do g

nego wybuchu i b ysku jasnego  wiat a. Py  i ma e

kawa ki okruchów skalnych przelecia y nad g owami trójki przy ognisku. Ogie  ponownie
zachwia  si  od podmuchu.

- Co oni sobie my

? - spyta a kobieta. - W taki sposób nie trafi  z pewno ci

adnego

potwora.

- Pieprzone pó

ówki - powtórzy  stary cz owiek i rozejrza  si  dooko a. - Lepiej

chod my st d, Mona. Obcy pewnie zaczn  porz dki, kiedy tamci st d odlec .

- Co z Leroyem? - spyta a dziewczynka.

- Nie martw si  o niego, dziecko. Spotka si  z nami przy zbiorniku. Wie,  e nie mo emy

tu zosta .

Starzec popatrzy  poprzez ogie , jakby zwraca  si  do niewidzialnego obserwatora.
- To by by o na dzisiaj tyle. Spotkamy si  jutro, o tej samej porze, na tym samym kanale

w kolejnym odcinku serialu " ycie na gruzach Ziemi". Pojawimy si  o 19.00, chyba  e
zjedz  nas bestie. Lato si  ko czy i wcze niej robi si  ciemno. Do zobaczenia...

Wyci gn  przed siebie starodawnego pilota na podczerwie  i ca a trójka znikn a...
Billie zacisn a d

 na plastikowym oparciu fotela. Raptem stwierdzi a,  e mimowolnie

wstrzyma a te  oddech, gdy obraz znikn  z ekranu monitora. Z trudem dosz a po chwili do
siebie. Westchn a g boko.

- Zjawiaj  si  regularnie - odezwa a si  techniczka. -Amy, Mona, Wujaszek Burt.

Czasem Leroy - ten jest Chi czykiem. Tak nam si  przynajmniej wydaje. Dzieciak wygl da
na sze  lat. Uwa amy,  e jej matka dobiega trzydziestki, jak  wiadcz  niektóre ich
rozmowy. Stary ma gdzie  ko o siedemdziesi tki i prawdopodobnie nie jest z rodziny,
chocia  dziecko mówi do niego Wujku.

- Bo e! - westchn a Billie.

    - Nie mam poj cia, dlaczego nadaj . Raczej nie po to,  eby kto  tam polecia  i uratowa
ich.

Billie pokr ci a g ow  w zadumie.

- Mo e to wszystko, co im pozosta o. Wa ne,  e próbuj . Tacy s  ludzie.

Techniczka wzruszy a ramionami i przywo

a kolejny obraz.

- Albo robili. Lokalizacja tej bazy jest utajniona, ale mog  ci powiedzie ,  e to, co przed

chwil  widzia

my, to historia. Nawet bior c pod uwag  podró  w u pieniu po hiperci ciu,

jeste my bardzo daleko od Ziemi. Ma a dziewczynka by aby teraz ca e lata starsza. Jest
starsza albo dawno zjedzona. To by  taki list w butelce wy owiony z oceanu pró ni.

Billie skurczy a si  w sobie. Wiedzia a, co musia a czu  ta ma a dziewczynka.
Istnieje co  takiego jak dobre samopoczucie po k pieli. Kiedy ocierasz si  o  mier  tak

cz sto, jak sier ant Wilks zwyk  czyni , drobiazg w postaci szalonego genera a nie ma dla
ciebie znaczenia. Wilks mia  do  mierci stosunek podobny jak mistrzowie  miertelnej sztuki
walki Zen - nie przera

a go.  yjesz albo umierasz, kiedy nadejdzie twoja kolej. Wiele razy

ju  my la ,  e to jego karta jest na wierzchu talii, ale kostucha ci gle ci gn a od spodu.
Pieprzy  to. Gor cy prysznic i czyste ubranie by y teraz najwa niejsze. Nic nie da o si  z
nimi porówna . Za sekund  ziemia mog a si  rozst pi  i po kn  ci  albo kometa mog a
spa  na t  cholern  baz , jeden z obcych móg  te  zrobi  hop zza w

a i wyje  ci twarz,

lecz to wszystko wisia o gdzie  w niepewnej, zasnutej mg  przysz

ci. W tera niejszo ci

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

natomiast, Wilks czu  si

wietnie. Cholernie dobrze. W tej jednej sekundzie wybranej z rzeki

czasu.

Statek, którym tu przylecia , nie wzbudza  w nim szczególnego uwielbienia, lecz

ócz c si  bezmy lnie po bazie, Wilks stwierdzi ,  e idzie w jego kierunku. Pojazd zosta

ju  roz adowany; a teraz potrzebowa  jeszcze paliwa i by  mo e jakich  napraw, by by
ponownie gotowym do startu. Umieszczono go w jednym z ogromnych magazynów, w
ciemnej, zimnej hali, której o wietlenie i ogrzanie by oby czystym marnotrawstwem energii.

Kroki sier anta rozleg y si  g

nym echem, kiedy szed  przez pusty magazyn w

kierunku Amerykanina. Klapa luku towarowego ci gle by a otwarta, a  wiat a wewn trz
statku zosta y wy czone. Wilks wszed  po pochylni i nacisn  przycisk w czaj cy

wietlenie. W  rodku by o odrobin  cieplej.. To system grzewczy i silniki ci gle oddawa y

resztki ciep a. Wszed  g biej i znalaz  pust  skrzyni . Usiad . Otoczenie by o tu niezwykle
spokojne, a jedynym d wi kiem by  cichy szum obwodów zasilania. Po kilku sekundach
sier ant us ysza  d wi k, którego oczekiwa : kroki na zewn trz statku.

Zbli

 si  kto , kto go  ledzi .

Wilks napr

 mi nie i pochyli  ramiona w oczekiwaniu.

By  gotowy do ruchu, je eli zajdzie jego potrzeba. Kroki zbli

y si .

Billie posz a w stron  dzia u medycznego. Chcia a zobaczy , co robi  z Mitchem. Mo e

jej na to pozwol .

Po drugiej stronie drzwi, które wygl da y na skrzy owanie drzwi do poczekalni z lukiem

statku kosmicznego, siedzia  niski t usty m czyzna w laboratoryjnym kitlu, wygl daj cy na
malowid o. Dziewczyna dotkn a plastikowej  ciany. Okaza a si  bardzo zimna. Dobieg  j
zniekszta cony elektronik  g os m czyzny:

- Ten obszar jest Czysty - powiedzia . - Je eli chcesz wej , musisz by  najpierw

odwszona.

- Odwszona?

- Chemicznie i elektrycznie oczyszczona z wszelkiej zewn trznej i wewn trznej flory i

fauny - wskaza  na poziomy cylinder o rozmiarach trumny. - Nie mog  si  tu przedosta

adne bakterie. Potem twoje ubranie zostanie jeszcze spryskane.

Wyci gn  jedn  grub  nog  i dotkn  materia u spodni.

- Osmotyczne. Pozwalaj  skórze oddycha , ale wszystko inne nie potraci przez to

przej . 

cznie z potem.

To wyja nia o, dlaczego w pokoju jest tak zimno. - Troch  to wszystko k opotliwe -

powiedzia a.

- Przepisy. Nie mo e tu si  dosta

aden dziki lokator. Nawet mimo u ywania promieni

UV nigdy nie jeste my pewni. Je eli chcesz tylko zaspokoi  swoj  nieposkromion  cieka-
wo , lepiej obejrzyj sobie projekcj  holograficzn . Zaoszcz dzisz sobie troch  czasu B.

- Czasu B? - zdziwi a si .

- Jak bidet. Gdy wszystkie twoje wewn trzne bakterie si  usma , ciekawe rzeczy zaczn

si  dzia  z twoimi kiszkami.

Po pierwszym odwszeniu b dziesz mia a po prostu tygodniow  sraczk . Nie b dziesz si

mog a nigdzie ruszy , b dziesz ca y czas siedzie  na klozecie.

-Aha. Szukam tu Sztucznej Osoby, która przyby a do bazy razem z nami.

- A, tego droida? Jest w laboratorium mechanicznym. Dopasowuj  mu urz dzenia do

chodzenia. To nie potrwa ju  zbyt d ugo. Mog  po czy  ci  przez komunikator.

Billie zastanowi a si  przez chwil .
- Nie. W porz dku. Porozmawiam z nim pó niej.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Nie ma sprawy. B dziesz czego  potrzebowa , popro . Jestem tu po to,  eby ci pomóc.

adnej pomy ki nie b dzie. Billie odwróci a si  i odesz a. My la a o ostatnich s owach

ciocha.

To by  dla niej kolejny d ugi dzie . Czu a si  zm czona. Wszystko, czego teraz pragn a,

to po

 si  i zasn . Nie, tylko nie sen. Nie koszmar, w którym obcy wdzieraj

si  w jej u piony umys  i wywo uj  w nim przera aj ce obrazy.
My la a kiedy ,  e szpital jest okropnym miejscem. Przera

a j  planowana operacja na

jej mózgu - chemiczna lobotomia, na któr  zdecydowali si  lekarze.

Bior c pod uwag  to, co wydarzy o si  od dnia ucieczki ze szpitala, pozbawienie jej

cz ci mózgu nie wydawa o si  ju  takie z e.

                                                                  10.

Wilks dostrzeg  m czyzn  wchodz cego do luku towarowego, ale nie rozpozna  go -

wiat a hangaru by y s abe, a lampy statku równie  nie  wieci y ja niej. Przybysz rozejrza

si  woko o.

- Tutaj - odezwa  si  sier ant.

czyzna zastyg  w bezruchu, potem si gn  d oni  do biodra, opar  j  na kaburze i

ponownie znieruchomia .

- Tak my la em,  e to mo esz by  ty - powiedzia  Wilks. Przed nim sta  Powell.

- Co tu...? - zacz .
Major zamacha  gwa townie r

, uciszaj c go w ten sposób. Komandos zamilk .

Przygl da  si , jak oficer wyci ga jaki  elektroniczny przyrz d i wciska guzik. Zielone
znaczki pojawi y si  na wy wietlaczu instrumentu.

- W porz dku. Czysto.
-  ciany maj  uszy? - spyta  Wilks.
- A sufit oczy. Tak jest wsz dzie w bazie. To miejsce jest wyj tkiem. Za par  dni i ten

statek b dzie zapluskwiony.

- Spears. - To paranoik. Jest tak szalony, jak paj k na gor cej p ycie. - Wyobra am to

sobie.

-  yje swoim pomys em odzyskania Ziemi i pragnie zosta  bohaterem tysi clecia. My li,

e ka dy musi mu s

. Podejrzewa,  e kto  dodaje mu trucizny do jedzenia i ka e

próbowa  wszystkie potrawy s

cym. Wsz dzie w szy spiski przeciw sobie. W

normalnych czasach badacze pokr tno ci ludzkiego umys u pisaliby o nim ksi ki.

- Normalne czasy - sarkastycznie zauwa

 Wilks - b

 musia y chwil  poczeka .

Powell skin  g ow . - To prawda.

Major westchn . Wydawa o si ,  e toczy jak  wewn trzn  walk .
-Mo e istnienie cz owieka jako gatunku nie ma sensu. Mo e ludzko ci potrzebny jest

psychopatyczny morderca,  eby pokona  obcych.

Kolejny raz potrz sn  g ow .

-  Sam  w  to  nie  wierzysz,  majorze  -  powiedzia   sier ant.  -  Nie.  To  by by  krok  wstecz,

powrót do jaski . Jeste my... jeste my ponad to. Mamy rozwini

 cywilizacj , jeste my...

yjemy w ród gwiazd. Nie mo emy zawróci .

- Nie broni  Spearsa, ale s dz ,  e rozmowy nie maj  wi kszego wp ywu na potwory.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Rozumiem to. Lecz królowe s  inteligentne. Mo na si  z nimi porozumiewa . Robimy

to tutaj !. Nasza królowa wspó pracuje, b

, co b

. Obcy chc , w gruncie rzeczy tego, co

my - prze

.

- Je eli oczekujesz na co  w rodzaju Braterstwa  ycia, to tracisz swój cenny czas.

Widzia em moich przyjació  zaszlachtowanych przez te bestie. By em na Ziemi tu  przed
tym, jak ludzie woleli zgin  od wybuchu j drowego, ni  by  zjedzonym przez potwory.

- Wiem, wiem. Nie powiedzia em,  e powinni my wzi  w obj cia obcych i oczekiwa ,

e b

 si  do nas u miecha .  ycie w jednym  wiecie z nimi jest ma o prawdopodobne:

Zbyt przypominaj  gatunek ludzki sprzed milionów lat. S  za bardzo egocentryczni,  eby
my le  o innych gatunkach jako podobnych sobie. Nie, nie sugeruj  niczego. Ale jeste my
przecie  inteligentni, cywilizowani. Wojna jest g upot , zniszczenie, anihilacja innego
gatunku, barbarzy stwem.

- Zabawnie s ysze  takie s owa wychodz ce z ust Koman
Bosa Kolonialnego.
- Nie wszyscy 

nierze s  zabójcami. I nie ka dy oficer jest automatycznie infantylnym

upkiem.

- Nie oszukasz mnie.
Wyszczerzy  z by. Powell by  kim  posiadaj cym sumienie i niew tpliwie chcia  czego

dokona . Wilks nie by  pewien czego, ale czu ,  e szybko si  to wyja ni.

- Nie wysadzili si  ca kowicie. Wiesz o tym, prawda? . - Co?
- Na Ziemi. Nic takiego si  nie sta o.  adnego totalnego atomowego zniszczenia. Nic

wi cej tylko taktyczne, niewielkie eksplozje, je li wierzy  przekazom stamt d.

- Prawdopodobnie sta o si  tak tylko, dlatego,  e twoi przyjacielsko nastawieni obcy

zjedli tego, który mia  nacisn  guzik.

Wzruszenie ramion.
- No dobra, o co chodzi, majorze? Dlaczego mi mówisz o tym wszystkim i nara asz

asn  dup ?

Powell kiwn  g ow  i g boko wci gn  powietrze.
Ro liny nie mog y wyprodukowa  na tyle grubej warstwy azotowo-tlenowej atmosfery,

która pozwala aby ludziom oddycha  swobodnie, je eli tylko poruszaliby si  gdzie indziej
ni  po dnie g bokich kraterów. To prawda,  e planetoida by a wystarczaj co du a by
utrzyma  niektóre gazy przy powierzchni, ale termin, „ziemiopodobna" by  grubo
przesadzony. Chyba,  e kto  uwa

by ludzi za krety albo pieski preriowe.

Sta o si  jednak inaczej. Cywiln  koloni  za

ono z powodu du ej liczby podziemnych

jaski , które mog y zosta  hermetycznie zamkni te i wype nione powietrzem. U ywano ich
jako schronów oraz do produkcji  ywno ci. Natychmiast, gdy ma y  wiatek sta  si
samowystarczalny, pojawi y si  mo liwo ci jego wykorzystania: baza wojskowa, kopalnie,
wi zienie bez mo liwo ci ucieczki. To by  koniec podobie stwa do ziemskich warunków.
To, co wyprodukowa y ro liny, by o zabezpieczane pod powierzchni  gruntu.

Skradziony pe zacz zbli ywszy si  do fabryki, zwolni . Potem zatrzyma  si . Wewn trz,

w ma ej kabinie siedzia a trójka dezerterów. Od czterech dni si  nie myli i sko czy a im si

ywno .

- Uda o si  - powiedzia  Renus.

- Taka Jak na razie - doda  Magruder.
Kieruj cy w tym momencie pe zaczem Peterson poruszy  wargami, ale nie odezwa  si .

- Radio ci gle milczy za wyj tkiem sygna ów naprowadzaj cych z Trzeciej Bazy -

odezwa  si  Renus.

- Spears móg  nakaza  cisz  radiow . Nie b dzie s ycha  nawet pierdni cia.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- W

nie - tym razem Peterson otworzy  usta - ale powinni my z apa  cho by Dopplera

albo co  w tym rodzaju. - To nie jest miejsce, gdzie ludzie przychodz  na piknik, no nie,
kurzy mó

ku? Wszystko tu jest pod ziemi .

Peterson popatrzy  na Renusa. Wygl da  tak, jakby mia  zamiar wsta  i waln  koleg  w

szcz

..

- Sko czcie to - powiedzia  Magruder. - Zrobili my to. Uda o si  i to jest najwa niejsze.

Spears nawet nie spojrza  w t  stron . Nie widzieli my  adnych patrolowców. Jeste my
wolni.

- Poczuj  si  lepiej, gdy ju  znajd  si  w  rodku. - Peterson by  wyra nie niespokojny.
- Wi c na co czekamy? - spyta  Renus. - Ruszajmy. Pe zacz powoli ruszy .
W luku Amerykanina rozleg  si  g os Powella:

- Faszeruje badane obiekty wszelkimi rodzajami chemikaliów, a naukowcy sprawdzaj

ich wp yw na obcych. Nikt nie wie, co i jak na nie dzia a. Wewn trzny metabolizm potworów
jest zaskakuj cy.

Wilks odruchowo dotkn  blizn na swej twarzy. Spostrzeg , co robi, i opu ci  r

.

- Tak. Zauwa

em. Krew w postaci kwasu prawdopodobnie jest ich podstawowym

rozpuszczalnikiem.

- Zrobili my kilka podstawowych testów z królow . Nie przejmuje si  zbytnio losem

swoich podw adnych. Zabili my kilka, a ona nie okaza a najmniejszego zdenerwowania czy
wrogo ci. Ale kiedy chcieli my uszkodzi  lub zniszczy  jakie  jajo, by a bardzo poruszona.

- Ta cz, jak ci zagramy, albo zg adzimy twoje dziecko?

- Co  w tym rodzaju. Wydaje si ,  e to dzia a. A królowa kontroluje reszt . Nie ca kiem

wiemy, w jaki sposób jaki  rodzaj transmisji telepatycznej albo radiowej na ekstremalnie
niskich cz stotliwo ciach. Wsadzili my... eee... wprowadzili my pojedynczego cz owieka do
komory pe nej obcych i dali my mu jajo oraz miotacz ognia. Królowa patrzy a na to i  aden
potwór nie dotkn  cz owieka.

- Rany,. ale z was zimnokrwiste skurwysyny!

-To nie mój pomys , Wilks. Ca  zabaw  kieruje tu Spears. - Czemu kto  nie wpakuje mu

kuli w czaszk ? A mo e lepiej by oby wrzuci  mu granat do bidetu?

- Ma swoich zaufanych ludzi. I tak, jak powiedzia em, jest cholernie ostro ny.
Wilks pokr ci  g ow  z niedowierzaniem.
- Ufa ci?
- Nie ca kiem.
- Ale móg by  go usun . Wtedy by  tu dowodzi . - Nie jestem zabójc , mówi em ci.
- Tak. Mów dalej. Powell zacz  opowiada .
Billie siedzia a w pokoju, który dla niej przygotowano w klitce wielko ci ubikacji.

Miejsca starczy o jedynie na 

ko, krzes o, prysznic i toalet . W

nie sko czy a sprz tanie.

Nie chcia a spa , ale czu a si  tak zm czona,  e z pewno ci  szybko u nie. Jeden z lekarzy, z
którym rozmawia a, da  jej tabletk  i powiedzia ,  e powinna j  za

. Mia a uwolni  j  od

koszmarów. W ca ej bazie tylko ona je mia a.

Patrzy a na swe odbicie w lustrze, dziwi c si , kim jest ta chuda, z podkr onymi oczami

kobieta.

- Billie? Odwróci a si . Mitch.

Zreperowali go, ale, w jaki sposób. Górna cz

 cia a utrzymywa a si  na podwójnej

ramie metalowych nóg przypi tych do korpusu uprz

 pasków biegn cych przez ramiona i

wokó  talii. Platforma zaczyna a si  tam, gdzie ko czy o cia o, i dalej przechodzi a w par
hydraulicznych teleskopów z nierdzewnej stali i twardego plastiku. Zako czone by y

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

owalnymi podstawami w niczym nie przypominaj cymi ludzkich stóp. Nie postarano si
tak e o proporcje - Bueller by  osiemna cie lub dwadzie cia centymetrów ni szy ni  wtedy,
gdy mi  swe cia o w ca

ci. Wskutek tego d onie si ga y metalowych kolan. Pierwszym

wra eniem Billie by a my l,  e widzi cz owieka, którego doln  cz

 odarto z cia a i pozosta

tylko metalowy szkielet.

- Có  - powiedzia  Mitch. - Jak my lisz, czy to ja?

art wypad  p asko i z ama  jej serce. Lecz to by o w

nie to, co prawdopodobnie chcia

zrobi . Przyj a wymian  ciosów.

- My

,  e sprzedali ci wersj  demonstracyjn . Powiniene  poczeka  do przysz ego roku

na nowy model.

Zapad a cisza.

W ko cu Bueller przerwa  milczenie.
- Nie maj  tutaj odpowiednich urz dze . Zrobili i tak najlepiej, jak tylko mogli.
Znowu up yn a d uga chwila.
- U ciebie wszystko w porz dku?

- Skoro o to pytasz, to nie. Mój  wiat jest w ruinie, moja mi

 jest gówno warta, ja

sama jestem uwi ziona w wojskowej bazie z facetem, który uwa a,  e potrafi hodowa  ob-
cych jak domowe byd o. Galaktyka zmierza ku zag adzie. A mo e ty nic nie zauwa

,

Mitch?

Odwróci a si :
- Billie. Przykro mi.

- Dlaczego. Nic tu nie zawini

 z wyj tkiem tego, co dotyczy mi

ci. W porównaniu z

kosmicznym wymiarem innych wydarze  nie mato najmniejszego znaczenia. Zapomnij o
tym.

- Billie...

- Co, Mitch? - odwróci a si  gwa townie i spojrza a mu w oczy. - Co zamierzasz z tym

zrobi ? Czy technicy schowali w swoim metalowym urz dzeniu jakiego  ma ego, milutkiego
kutasika? Napompuj go, a b dzie ci stercza  ca  noc, co?

Bueller zamruga  oczami. Podniós  r

 jak w obronnym ge cie, ale szybko j  opu ci .

Potrz sn  g ow . Potem odwróci  si  i wyszed . Cichy szum jego nowego nap du  cich  i

ycha  by o tylko odg osy kroków. Szybko umilk y i one.

Billie westchn a ci ko. O, ludzie. St pa a po cienkiej linie. Chcia a go zrani  i uda o jej

si . nauczono go, jak walczy  z uczuciami, i teraz prawdopodobnie czuje si  z amany.
Walczy a nieuczciwie, skacz c mu do gard a. Jak mog a to zrobi ?

"Jak? - dobieg  j  cichy g os z g bi duszy. - Jak móg  kocha  si  z tob , pozwoli  ci na

uczucie do siebie i nie powiedzie  ci,  e jest androidem?"

Czy mog y by  jakie  w tpliwo ci, czyj grzech jest wi kszy?

Billie  ykn a na sucho tabletk , któr  da  jej lekarz, i pad a na 

ko. Pod

a ma

tward  poduszk  pod g ow .  ycie jest tak nieuczciwe.

Có  to by a za oryginalna my l.
Gdy pe zacz zatrzyma  si , trójka komandosów wysz a do wn trza przedsionka wytwórni

powietrza. Zamki by y tu kodowane, ale jeden z cywilów zapisa  im w

ciwe cyfry..

- Na Boga, jaki p czek kluczy - odezwa  si  Renus.

- Nie wygl da na to,  eby my mieli tutaj jakie  towarzystwo, nie? - rzuci  pytanie

Magruder. Pracowicie wprowadza  kod.

Wewn trzny zamek otworzy  si  i weszli do  rodka. Drzwi natychmiast zamkn y si  za

nimi. Zdj li he my.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Mog  nie przyj  zbyt dobrze go ci wymachuj cych karabinami - zauwa

 Peterson.

- To prawda. Ale b

 si  czu  pewniej trzymaj c swój przy sobie.

Machn  karabinem. Uzbrojony komandos wart by  tyle, co trzydziestu nieuzbrojonych

cywilów.

- Je eli dadz  nam jakie  dzia ko, przechodzimy do planu B - do promu kosmicznego.

- Czy on naprawd  mo e nas zabra , dok d b dziemy chcieli?
- Przywióz  tu farmerów, nie?

- No tak, ale kto z nas umie tym kierowa ? Chyba nie ty? Renus by  sceptyczny.
- Kto , kto nim przylecia  - wtr ci  Magruder. - Zaproponujemy mu co  rozs dnego - tu

podniós  znacz co karabin. Korytarz by  szeroki i ciemny. Sklepienie gin o w mroku,
wysoko nad g owami. O wietlenie by o kiepskie.

- Zaduch - odezwa  si  Peterson. - I gor cej ni  w dupie u diab a.
. - Jakie  efekty uboczne dzia ania generatorów gazu - stara  si  wyja ni  Magruder.

- Nagle sta

 si  ekspertem od tego gówna? - spyta  Renus.

W ciemno ciach ich kroki odzywa y si  g

nym echem. - Gdzie jest ktokolwiek? -

zdenerwowa  si  Peterson.

- Mo e maj  przyj cie - powiedzia  Renus. - Albo orgi . Te  móg bym si  troch  teraz

zabawi  z jak  malutk  cipk . - Ma e s  najlepsze - mrukn  Magruder. - Ej, móg by
przesta  pierdzie .

- Pieprz  ci .
- Jak to mówi ? Z czym do ludzi. S ysza em,  e u ywasz mikroskopu, kiedy chcesz si

wysika .

Peterson roze mia  si , a Magruder chichota  z w asnego dowcipu. Poczuli si  nagle

lepiej. S  bezpieczni, genera  ich nie wypatrzy  i nie zatrzyma . Gdyby cywile nie chcieli
wspó pracowa , to... pieprzy  ich. Mog  ukra  im transportowiec i ruszy , dok d b
chcieli.

- Co to jest na  cianie? - spyta  nagle Peterson. - Co? Gdzie?
Renus stukn  karabinem w rami  Magrudera. - W górze, po lewej.
Ca a trójka podesz a bli ej.
- Dlaczego tu, do diab a, nie ma  wiat a? Czuj  si  jak w grobowcu.
Magruder w czy  latark  i skierowa  na  cian  strumie

wiat a.

Jasno  halogenowego reflektora wy owi a z mroku co  przylepionego do  ciany.

Wygl da o to jak szarawa p tla wykonana ze skamienia ych wn trzno ci.

- Jaka  rze ba? - spyta  Renus. - O, kurwa, kurwa!
Magruder i Renus spojrzeli zdziwieni na Petersona. - Co...?
- Ja... ja widzia em wcze niej to... to gówno! - No i?
- Jak sta em na warcie przy komorze królowej.
- O czym ty mówisz, do cholery? - krzykn  Renus.
- Komora pieprzonej królowej ! Takie  ajno by o tam wsz dzie na  cianach!
Magruder skierowa

wiat o na dalsz  cz

ciany. Dziwne "rze by" ci gn y si  w g b

korytarza. Nieco dalej pokrywa y ju

cian  od pod ogi do sufitu.

- Aaa!
Renus i Magruder skamienieli i skierowali karabiny na swego koleg .

- Co...?
Peterson  ciera  co  z twarzy. Czyst , ci gn

 si  ciecz. - Có  to jest, do diab a?

Peterson spojrza  w sufit.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Renus i Magruder poszli za jego wzrokiem.

                                                                  11.

Cudo nowoczesnej chemii nie pogr

o Billie we  nie. Doda a lek do specjalnej

techniki relaksacyjnej, której nauczy a si  w szpitalu, lecz ci gle nie spa a. Mitch odszed  i
nie wiedzia a dok d. I, co gorsza, nie dba a o to.

nie. Pieprzy  to.

Wsta a. By a wyczerpana, ale pozostawi a ju  za sob  najgorsze chwile. Umy a twarz i

spojrza a w ma e lustro nad umywalk . Jej twarz ci gle by a zm czona, oczy mia a
podkr one, mi nie  ci gni te grymasem zm czenia. Kiedy Wilks wydosta  j  ze szpitala -
jak e dawno temu to by o - mia a szare w osy, d ugie prawie do ramion. Kolor pozosta , ale

ci a je gdzie  w trakcie podró y. Nawet nie pami ta a kiedy. Zapewne w czasie jednego z

letargów po hiper nie. Je eli istnia  jaki  wszechpot

ny Bóg, który zwraca  uwag  na to, co

robi  ludzie, musia  mie  perfidne poczucie humoru.

Osuszy a twarz, kilka razy wci gn a g boko powietrze i wysz a z male kiego pokoju.
Sz a noga za nog , jakby siedzia a na swych w asnych ramionach. Zupe nie nie

kontrolowa a, gdzie i po co idzie. Po pewnym czasie spostrzeg a,  e nogi zaprowadzi y j
ponownie do pokoju  czno ci. Mo e patrzenie na innych, którzy zajmowali si  potworami,
przyniesie jej ulg . Poczu a,  e boi si  o ma  dziewczynk , któr  widzia a ostatnio.
Dziewczynk  oddalon  o biliony kilometrów. Jak jej by o na imi ? Amy?

Musia a nast pi  zmiana, gdy  w pokoju siedzia  tym razem m czyzna. Mia  jednak te

same polecenia co jej poprzedniczka.

-Annie mówi a,  e by

 tutaj wcze niej - odezwa  si  technik.-Wchod  do  rodka.

Billie kiwn a mu g ow  i usiad a obok jego fotela.
Obrazy migota y na ró nych monitorach. Czasem by y to testy urz dze , czasem

zakodowane informacje przebiegaj ce po ekranach komputerów tak szybko,  e nie mo na
by o ich odczyta . Ludzko  wysy

a swe komunikaty zamienione w niewidoczne fale

przemierzaj ce galaktyk  we wszystkich kierunkach Czy kto  s yszy? Czy kto  jest tam, w
pustce?

Na ekranie po lewej stronie pojawi a si  kobieta. Mia a atrakcyjn  sylwetk , ciemne,

krótko obci te w osy, w skie wargi i lekko wystaj ce ko ci policzkowe. Mówi a co  szybko,
ale obraz nie wydawa

adnego d wi ku. Pot pojawi  si  na jej czole i zacz  sp ywa  po

twarzy.

-Kto to jest?
Technik spojrza  na obraz. U miechn  si .

       - To Ripley.
       - Ripley?

czyzna spojrza  na ni  jakby by a niezbyt rozgarni tym dzieckiem.

       -Ellen Ripley. Ta Ripley. By a na Nostromo i Sulaco. By a tam od samego pocz tku, na
LV - 426, co oznacza pierwszy kontakt z obcymi. 

 przez ostatnie lata w jaskini, czy co?

       - Mo naby tak powiedzie . Co si  z ni  sta o ?

Technik nacisn  kilka klawiszy.
-Przykro mi, ale nie b dzie d wi ku. To naprawd  stare nagranie. Od czasu do czasu

przechwytujmy jakie . Pr dko

wiat a jest tak ma a. Je eli chcesz, mog  to pod czy  do

komputera czytaj cego z ruchu warg.

- Co si  sta o z Ripley? - powtórzy a Billie.
- Nie wiadomo -technik wzruszy  ramionami. - Ze wszystkich, którzy lecieli Nostromo,

prze

a tylko ona. Wszystko sta o si  z powodu jakiego  debilnego pilota transportowca,

który usiad  nie tam gdzie trzeba w nieodpowiednim czasie i zosta  zainfekowany. Ona

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

wróci a pó niej do tamtej koloni jako doradca za ogi z

onej z Komandosów Kolonialnych.

Kolonie zniszczy a eksplozja  adunku nuklearnego Prawdopodobnie wszyscy zgin li. By y
pog oski...

Billie, psychicznie wyczerpana, wpatrywa a si  w technika. Czeka a.

       

-  Mia em kumpla,  zwykle pracowa   w  cywilnym  Dziale  Biotechnologii w  jednej z

ziemskich spó ek. Twierdzi ,  e Ripley uda o si  opu ci  baz  przed wybuchem. Jest
uwi ziona gdzie  w Jakim  odci tym  wiecie. Wys ano kogo  na poszukiwania i na tym
ko czy si  ta historia. Wiele wydarzy o si  po inwazji. Zreszt  kto wie?
       -Wydaje mi si ,  e wiesz du o na ten temat.
       

- Nie ca kiem. Spears...eee. genera  Spears bada wszystko, co dotyczy obcych.  Jakie

szcz tki jego wiadomo ci przedostaj  si  do nas. Popytaj za og .

Billie patrzy a na kobiet  na ekranie. Poczu a co  w rodzaju wspólnoty dusz. Jak

zachowa a si  w obliczu grozy obcych? Czy gdzie

yje? A mo e istnieje tylko w postaci

atomowego py u, po  mierci w nuklearnym piekle podobnym do tego, jakie przygotowa
Wilks na planecie potworów? Mo e mia a pecha i sko czy a jako ludzki  ywy inkubator do
wyl gu poczwarki obcych?

Obraz znikn . Billie przechyli a si  w ty  i pozwoli a, by nowe piksele przelatywa y

przed jej oczami. Ich dzia anie by o podobne do hipnozy, dzia

y jak  wiat o stroboskopu, a

niski d wi k dodatkowo wprowadza  jej umys  w stan odr twienia, powodowa  senno .

Zanim si  spostrzeg a, zapad a w ci ki sen.

lina, która kapn a na Petersona,  wiadczy a,  e on b dzie pierwszym celem.

Komandos podniós  karabin i otworzy  ogie , wodz c luf  we wszystkie strony. Rozsiewa
we wszystkich kierunkach Rozsiewa  we wszystkich kierunkach 10-milimetrowe o owiane
pociski ze stalowymi koszulkami Przeciwpancerne kule j cza y i wizgota y, rozbijaj c si  o
sufit, a odg os wybuchaj cych  adunków uderza  w uszy wszystkich trzech 

nierzy, niemal

ich og uszaj c.

Renus i Magruder podnie li równie  bro , ale nie zd yli wystrzeli . Potwory posypa y

si  ze sklepienia. Póki si  nie porusza y, pozostawa y niewidoczne, teraz ca y korytarz zaroi
si  nimi.

Pierwsza bestia spad a na Petersona i rozp aszczy a go na pod odze. Bro  brz kn a o

cian .

nierz krzycza  krzykiem bez s ów.

Potwór uniós  g ow  jak jaki  monstrualny prze uwacz. Ze  szponów zwisa  mu

cz owiek wygl daj cy w tym momencie jak lalka.

- Kurwa! Zastrzel go! - wrzasn  Magruder.
- Nie mog , Peterson jest na linii strza u...!

       - Uciekajmy, wiejmy st d. Pr dko!
       - Na pomoc! - wrzeszcza  Peterson. Wreszcie zdo

 wyartyku owa  s owa.

Obcy trzymaj cy cz owieka zbli

 si  do  ciany i wyci gn

apy. Inni obcy - dwójka,

nie trójka - wy oni a si  z mroku tu  przed komandosami i chwyci a Petersona. Podawa y go
sobie z  ap do  ap.

- O, Jezu! - Renus Wystrzeli  i najbli szy obcy pad  rozpryskuj c we wszystkie

kierunkach 

ty p yn jak wod  z p kni tego balonu.

- Aach! - krzykn

nierz, gdy kwas spryska  mu kombinezon wypalaj c natychmiast

ma e dziury. Odwróci  si  i uciek .

Renus nie widzia  jego ucieczki, Strzela  bez przerwy z karabinu rozsiewaj c w ca ym

korytarzu ha as i  mier . Upad  kolejny potwór, przeci ty na pó  na wysoko ci bioder. Jednak
Peterson by  ju  zgubiony. Znikn  z pola widzenia.

Coraz wi cej bestii skaka o z sufitu i otacza o Renusa.
- Gi cie skurwysyny!

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Ci

y ogie  karabinu M.-41E wyrzuca  teoretycznie siedemset pocisków na minut ,

czyli nieco wi cej ni  jedena cie na sekund . Z broni  nastawion  na ogie  automatyczny
magazynek zawieraj cy sto pocisków opró nia  si  w ci gu oko o dziewi ciu sekund.

By o to dziewi  najd

szych sekund w  yciu Renusa.

W chwil  potem - serce komandosa zd

o uderzy  trzy razy, jeden z obcych skoczy

na niego. Z paszczy potwora wystrzeli a szczerz ca z by wewn trzna szcz ka i zamkn a si
na krzycz cym z przera enia gardle 

nierza. Wrzask  cich  natychmiast do g uchego

charkotu. Obcy zachowali Petersona do implantacji, ale Renus by  dla nich tylko  wie ym
mi sem. Ostatni  rzecz , któr  uda o mu si  zrobi  przed  mierci , by o naci ni cie spustu
wyrzutnika granatów 30-milimerowy  adunek uderzy  w  cian  pod k tem, odbi  si  w gór  i
eksplodowa  gdzie  pod sufitem. Wybuch zasypa  korytarz  mierciono nymi od amkami i
deszczem ognia.

Magruder ucieka , ponaglany strachem i adrenalin . Kwas wypala  coraz g bsze dziury i

wydziela  gryz cy dym. Fala uderzeniowa prawie go przewróci a, ledwo utrzyma  si  na
nogach.

Przed nim znajdowa o si  wyj cie oznakowane jako Wewn trzna Ochrona  ycia.

Komandos dotar  do drzwi i uderzy  kilka razy jak oszala y w p ytk  zamka, Drzwi stan y
otworem. Wskoczy  do  rodka i przycisn  kolejny guzik. Trzyma  go tak d ugo, a  wej cie
nie zamkn o si  ca kowicie.

- O, Jezu, Jezu!
By  bezpieczny, bezpieczny. Przynajmniej chwilowo. Musi teraz jak najszybciej znale

drog  na zewn trz! Rozejrza  si  wokó .

Co  zazgrzyta o. Twarde pazury na metalowej kracie.
Magruder spojrza  w gór . Dojrza  obcego siedz cego mu nad g ow  na aluminiowej

perforowanej p ycie sufitu.

- O, do diab a!
Podniós  karabin i wypali . Pó  tuzina pocisków uderzy o w krat . Jeden z nich musia

trafi  potwora, który upad  jak marionetka z przeci tymi sznurkami. Kwas zacz  wylewa
si  z rany. Przepala  metal, kapa  na pod og  poni ej. Szybko zacz  unosi  si  dym.

Komandos cofn  si  przed 

cym deszczem i rozp aszczy  na  cianie.

Co  waln o w drzwi. Cienki metal wybrzuszy  si  do  rodka jakby to by a folia.
-O, ludzie!
Szpon przeszed  prze  cian  i chwyci  Magrunera tu  nad nerk . Ten szarpn  si  z bólu i

poczu , jak co  ostrego wyrywa mu kawa  cia a na plecach. Wrzasn  z bólu. Dziura na

wiach 

nierza wype ni a si  natychmiast krwi . Zrobi  krok do przodu i wdepn  w

ka

 kwasu rozlanego na pod odze. Natychmiast zacz y dymi  byty i poczu , jak ogie

ogarnia mu stopy.

Rzuci  bro ,  ci gn  buty parz c sobie r ce. Potem rzuci  si  do drzwi po przeciwnej

stronie tych, przez które usi owa  si  wedrze  obcy. Opar  si  o nie, a te otworzy y si  pod
jego ci arem. Upad .

Jaki  ruch nad nim! Obcy! Nie, to nie by  potwór, to cz owiek! Dzi ki Bogu!
Wtedy spostrzeg ,  e stoi nad nim Spears.
- Kar  za zdrad  jest  mier  - powiedzia  genera .

miechn  si .

Spears obserwowa  wszystko. Pocz tek dezercji, szale czy rajd przez kaniony, wej cie

do wytwórni powietrza. Ci g upcy my leli,  e mog  bezkarnie ukra  pe zacz i uciec. Nawet
nie poszukali ukrytych kamer na pok adzie. Genera  bawi  si  widokiem ka dej najmniejszej
chwili tej podró y. Zna  ka dy szczegó , ka de s owo, jakie pad o w czasie tej ucieczki. Tak
samo jak ostatni atak obcych, który zarejestrowa y urz dzenia do inwigilacji. Wprawdzie
niektóre przewody zosta y uszkodzone przez robotnice podczas budowy mrowiska wewn trz

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

opustosza ej    fabryki,  ale  i  tak  wiele  fotoczu ych  oczu    pozosta o  na  swoich  miejscach.
Wszystko by o nagrywane i kierowane do komputera w Trzeciej Bazie, gdzie obrazy by y
analizowane, by poszerzy  wiedz  na temat potworów.

Trojka dezerterów wpad a w panik  i to nape ni o Spearsa niesmakiem. Prawdziwi

komandosi powinni kontrolowa  swoje zachowanie, panowa  ca kowicie nad polem ostrza u
u przej  przez gromad  obcych do bezpiecznego miejsca. Lecz ludzie s  s abi, przepe nieni
strachem i trac  panowanie nad sob . Gubi  ich w asne cholerne uczucia. Gdyby na miejscu
dezerterów znalaz a si  trójka uzbrojonych potworów, ca e stado dzikich obcych nie
zdo

oby  ich pokona . S  takie, jacy powinni by  prawdziwi 

nierze - bez uczucia

strachu, bez  adnego emocjonalnego gówna, które bierze si  z tego z tego,  e cz owieka rodzi
kobieta. NA swój sposób Spears uto samia  si  z obcymi. On sam pochodzi  od jaja i
plemnika, ale nie by  uzale niony w  adnym momencie od  yj cej matki.

Komandos u jego stóp wyj cza :

       - Ge... genera ! Dzie... ki Bogu...
       

- Spieprzy

 to, synu. Zesra

 si  ze strachu. Bo jeste  s aby. Ale przydasz si . Twój

przypadek b dzie d ugo jeszcze ogl dany i analizowany. Twoja  mierdz ca ucieczka b dzie
nauczk , b dzie lekcj , jak nie nale y post powa , b dzie klasycznym przyk adem z ej
taktyki zbudowanej na jeszcze gorszej strategii.

Odwróci  si . Para 

nierzy w pe nym rynsztunku bojowym sta a obok. Byli

zdenerwowani. Wokó  nich unosi  si  zapach strachu. Nie byli wiele lepsi ni  ten le cy na
pod odze kundel, ale przynajmniej wykonywali rozkazy.
       

- Sko czy em z tym gównem - Spears wskaza  na Magrunera. - Robotnice musz  by

odne. Dajcie im kolacj .

       - Nie!- krzykn  dezerter. - Nie mo e pan! Prosz !

Usi owa  si  podnie .
Jeden z 

nierzy otworzy  drzwi. Obcy i tak byli o w os od wtargni cia przez s siedni

pokój.  ciana zacz a ju  p ka  pod ich uderzeniami.
       - Prosz ! Proosz

!

Dwóch komandosów poci gn o Magrudera w kierunku drzwi. Wierzga  nogami i pr

ce, by powstrzyma  to, co nadchodzi o. Chwyci  jedn  d oni  za futryn . Strach dodawa

mu si . Uda o mu si  powstrzyma  na chwil  wlecz

 go dwójk .

Spears podniós  nog  i kopn  Magrudera w r

. Strzaska  mu palce. 

nierz wrzasn ,

pu ci  drzwi i natychmiast zosta  wypchni ty z pokoju. Drzwi zamkn y si  cicho.

Genera  patrzy  przez plastikow  p yt , jak obcy wdzieraj  si  do pomieszczenia, w

którym znalaz  si  nieszcz sny komandos. G os skazanego na  mier  przenikn  przez  cian .
Wida  by o, jak kopn  pierwszego potwora który si  do niego zbli

, lecz by  to ostatni,

rozpaczliwy wysi ek walcz cego o  ycie strace ca.

Spears odwróci  si .
- Chod my - powiedzia . -  Sko czone.
Dwaj komandosi rzucili si  do wyj cia. Ten widok wywo

 u miech na twarzy Spearsa.

Mia  przyk ad, jak mo na utrzyma

nierza w ryzach. Tak jest panie generale! Tak w

nie

powinno by .

                                                                   12.

Powell chodzi a tam i z powrotem nerwowym, szybkim krokiem.

       - By o tu stu sze dziesi ciu o miu cywilów - powiedzia .
       - M czy ni, kobiety, dzieci. Spears da  ich obcym. Wytwórnia powietrza sjest w pe ni
zautomatyzowana, wi c ludzie s ... byli zb dni.

Wilks stwierdzi  nagle,  e stoi i zaciska z ca ych si  pi ci.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Major przesta  kr

, odwróci  si  i popatrzy  na sier anta.

- Pozwoli

 mu na to.

       - Nie jestem morderc  - broni  si  Powell. - Nie potrafi  zabi  nawet Spearsa.

- Widzia em,  e si gn

 po pistolet, kiedy wszed

 tutaj.

- Ale go nie wyci gn em Móg bym, my

,  e móg bym to zrobi , gdybym naprawd

uwa

,  e moje  ycie jest w niebezpiecze stwie.

- A nie pomy la

,  e tak w

nie jest? Czego ty w

ciwie oczekujesz? Formalnego

wypowiedzenia wojny?

Powell przez chwil  przetrawia  ostatnie zdanie Wilksa.

- S uchaj - powiedzia  w ko cu. Przyby em tu, by s

 mojej planecie. Studiowa em, by em

w swoim  czasie by zosta  ksi dzem. Planowa em po zako czeniu nauki,  e b

 kap anem.

Nie wysz o i trafi em tutaj. To, co robi Spears, napawa mnie odraz , ale droga do  wiat

ci

nie wiedzie przez tworzenie mroku.

Wilks przygl da  si  swemu rozmówcy. Mia  ju  wcze niej do czynienia z takimi

facetami. Wojsko musi mie  w swych szeregach pewn  liczb  lekarzy i typków od religii. Ich
mentalno , ze wzgl du na ich pochodzenie, jest z regu y pacyfistyczna. Je eli zostajesz
ranny w bitwie, to potrzebujesz kogo , kto ci  poskleja, i od tego jest chirurg. Skoro jeste
emocjonalnie rozbity musisz mie  kogo  w rodzaju powiernika - Wilks nigdy tego nie
potrzebowa  -  i s  psycholodzy czy ojczulkowie. S  potrzebni, ale nikt nie chce mie  ich u
boku, kiedy wszystko wokó  p onie, a przeciwnik zaczyna strzela . Tym bardziej nikt nie
chce mie  takiego dowódcy, kiedy siedzi na pierwszej linii. Nie znaczy to,  e wszyscy s  tacy
sami. Wilks widzia  lekarzy, którzy potrafili z u miechem wyrwa  serce, i wyznawców
ró nych bogów, którzy bez namys u spaliliby stadion wype niony ma ymi dzie mi, gdyby
tylko tego od nich za da . Lecz Powell nie by  jednym z nich.

Bior c pod uwag  sytuacj , by a to z a wiadomo .
Czego w

ciwie ten cz owiek chce? Dlaczego mówi Wilksowi o tym wszystkim?

Nagle za wita o mu dlaczego. Powell by  jednym z tych, którzy kupuj  na targu mi so w

opakowaniu, i z my

,  e to sojowy substytut zjadaj  go ze smakiem. Nie by

owc  i by

ponad uciechami gry, jak  jest my listwo Lecz kiedy ju  mi so by o zapakowane... Przecie
zwierz  zosta o zabite i skrwawione. Móg  je  mi so, byle nie polowa  i zabija .

Potrafi  jednak rozpozna  my liwego od jednego rzutu oka.
Wilks pokiwa  g ow . Fajnie, prze yje to. Przyzwyczajony by  do wykonywania za

kogo  brudnej roboty.

Królowa by a gigantyczna, wi ksza ni  inne w adczynie.
By a si a natury, nie do powstrzymania i niewiarygodna jak co  ze staro ytnych mitów.

By a Niszczycielem  wiata, po eraczem dusz i g upot  by o przeciwstawia  si  jej.
Szale stwem by o nawet my lenie o tym.

Królowa szeroko ziewn a, jej cztery wewn trzne czaszki otworzy y si  i zamkn y jak

chi ska uk adanka. Wygl da o,  e mo e poch on  wszystko, od myszy do s onia. Nie by a
jednak zainteresowana ani myszami, ani s oniami. Pragn a zdobyczy. Pragn a...

Billie odwróci a si , by uciec, ale nogi wros y jej w ziemi . Potrafi a si  jedynie

przesuwa  powolnym,  limaczym ruchem jak p yn cy lodowiec. Czu a si , jakby mia a na
nogach o owiane buty albo sz a po dnie basenu wype nionego g stym syropem.

Krzykn a, ci gle usi uj c uciec, ale jej wysi ki by y daremne. Poczu a zapach królowej,

gdy podesz a bli ej. By  ostry, gorzki, jak pal cy si  plastik. Stosy cia  sk adane od lat
otoczy y Billie oceanem, w którym nie by o ryb. Naje ony krwaw  pian  grzywacz za chwil
za amie si  nad jej g ow ...
- Nie obawiaj si  - powiedzia a królowa.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

os mia a  agodny, melodyjny jak g os matki uspokajaj cy przestraszone dziecko.

- Kocham ci . Pragn . Potrzebuj .

- Nie! - krzykn a dziewczyna. Ju  s ysza a to wcze niej. Wiedzia a,  e to k amstwo.
Szarpn a si  w swoim osobistym p ynnym bursztynie jak prehistoryczna mucha czekaj ca
na dotkni cie  mierci, jak uwi ziony owad czekaj cy na Wieczno , która ma go poch on .

- Kocham ci . Chod . Pozwól mi dotkn  ci ...

Zimny szpon chwyci  j  za rami .

- Nie!

- Spokojnie! - powiedzia  technik. Sta  obok i trzyma  r

 na jej ramieniu.

- Wszystko w porz dku. Po prostu  ni o ci si .

Billie zamruga a i spróbowa a przej  z otch ani koszmaru do rzeczywisto ci.

- Wiem jak to jest - Mówi  dalej technik. - Jak tak e o niej  ni .

Billie popatrzy a na niego niezdolna do wydania z siebie najmniejszego d wi ku.

- Powied  lekarzom. Maj  tam ró no ci, które powinny pomóc.

- Nie pomagaj  - zdo

a wreszcie powiedzie  kilka s ów. - mam z tym do czynienia od

dziesi tego roku  ycia. To tylko kwestia czasu,  eby sny zmieni y si  w rzeczywisto .

Na zewn trz rozleg y si  odg osy, jakby, kto  szed  korytarzem w metalowych butach.

Billie dok adnie wiedzia a, kto mo e wydawa  takie d wi ki.

Do licha. Co ma zrobi  z Mitchem? Nawet kiedy tak go ola a ostatnio, czu a w sobie t

dziwn  energi , to ci nienie, ten napór. Do diab a, trzeba to wreszcie nazwa  po imieniu.

Czu a mi

.

Cholera.

Gdy tylko opu cili t  cz

 wytwórni, gdzie spotkali Magrudera, Spears z

 krótk

wizyt   w  najnowszej  komorze  z  jajami.  Z  grubsza  by o  ich  tam  tuzin.  Le

y  na  zrobionej

przez obcych pod odze, wszystkie  wie utkie, najwy ej kilkudniowe. Wsz dzie mo na by o
dostrzec sprz t do podgl dania i pods uchiwania. Genera  wiedzia ,  e ma mo liwo ci
szybkiego wy czenia albo zniszczenia tego systemu. Drzwi do tej komory pozostawa y ca y
czas otwarte, tak  e robotnice mog y pracowa  bez przeszkód. Jednak wchodz c do komory
Spears zakr ci  korb  i zamkn  je, by mu przez chwil  nie przeszkadzano.

Lubi  odwiedza  jaja. Skórzaste, b yszcz ce muszle zamkni te mocno, chroni y swoj

cenn  zawarto . Zawsze ich widok dziwnie porusza  genera a. Nie by  cz owiekiem
zdolnym do g bokich prze

 duchowych,  adnym myd kiem rozmy laj cym o niemo liwej

do zmiany przesz

ci, albo o nieprzewidywalnej przysz

ci. By  cz owiekiem czynu, nie

my licielem, jednak w tym pomieszczeniu ci gle odnajdywa  jakie  bezlitosne pi kno. Le eli
przed nim nie narodzeni wojownicy zrodzeni z najwi kszych i najokrutniejszych 

nierzy,

jakich spotka  cz owiek. A genera  by  cz owiekiem wojny.

Wraz z dwoma  miertelnie przera onymi 

nierzami u boku Spears podszed  do

najbli szego jaja i po

 d

 na szorstkim pojemniku kryj cym w swym wn trzu tajemnic

ycia. Mo na by o zrzuci  t  ma  beczu

 z wysokiego budynku w ziemskim polu

grawitacyjnym, a odbi aby si  jak plastikowa pi eczka nie powoduj c najmniejszego
uszkodzenia swej zawarto ci. Genera  wiedzia  o tym, bo kiedy  ju  tak zrobi . W sali o
zmiennej wielko ci przyspieszenia grawitacyjnego, któr  zbudowali uczeni, zrobiono
dotychczas kilka takich eksperymentów. Jaja mia y ogromn  wytrzyma

. Nawet przy 3g

zachowywa y spoisto . Mo na je by o przeci  - istnia y narz dzia wystarczaj co ostre -
lecz lepiej,  eby robi cy to cz owiek mia  b yskawiczny refleks. W przeciwnym wypadku

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

móg  straci  twarz, gdy  kwas który tryska  ze  rodka, by  bardziej 

cy ni  krew doros ego

obcego. Natura dobrze zabezpieczy a  ycie nie narodzonych potworów. Za  ma e poczwarki
by y istnymi diab ami.

Speras u miechn  si  szeroko i pog aska  jajo, jakby to by a g owa ulubionego psa.

Królowe obcych rozmna

y si  na drodze partenogenezy, a robotnice by y ca kowicie

bezp ciowe Istnia y te  samce- laboratoria bazy znalaz y kilku, które jak si  okaza o,
stanowi y obiekt czego  w rodzaju seksualnej nagonki ze strony samic. Samce, kiedy ich
liczba przekroczy a pewn  granic , walczy y ze sob  zajadle, a  pozostawa  przy  yciu tylko
jeden osobnik. To on spó kowa  potem z królow . Je eli to prze

, a by  to okrutniejsza

zabawa ni  bitwa z innymi samicami, nied ugo pozostawa  przy  yciu. Jego tryumf by
krótkotrwa y. W ci gu kilku sekund po wyczerpuj cym stosunku by  zjadany przez okrutn
kochank .

Naukowcy be kotali co  o genetyce, ale nie by o to wa ne. W ogóle si  nie liczy o.

Przecie  nawet gdy nie by o samców, królowa mog a si  rozmna

 bez przeszkód. A gdyby

zabrak o królowej, u jednej z robotnic nast powa o to, co badacze nazwali burz  hormonaln ,
po której robotnica stawa a si  królow .

Genera  potrz sn  g ow  w zachwycie. Co za niesamowite skurwysyny! Obcy byli tacy,

i jakich marzy  ka dy dowódca. Mo na by o odbudowa  swoje oddzia y w ci gu kilku
miesi cy pod warunkiem,  e prze

 przynajmniej jeden 

nierz.

Jego komandosi kr

yli woko o, a Spears czu  ich strach. Ponownie wytrzeszczy  z by w

miechu, cz ciowo dlatego,  e doskonale wiedzia  i ich przera eniu, cz ciowo z powodu

widoku w asnej erekcji, która napina a mu spodnie. Dot d nigdy mu si  to nie zdarzy o
podczas g askania jaj obcych. Widocznie on równie  prze ywa  burz  hormonaln . W jego

yciu by o to rzadkie zjawisko, dotychczas wy adowywa  si  w wa niejszych dziedzinach
ycia. Nie dlatego,  e uwa

 seks za co  niemi ego, nie, to nie o to chodzi o. Po prostu jego

praca poch ania a zbyt wiele czasu i energii. Na nic wi cej nie zostawa o. Oczywi cie, kiedy
by  m odszy, my la ,  e b dzie 

 wiecznie i wiecznie b dzie móg  pieprzy  ka

 dziur .

Kiedy zrobi  to pierwszy raz, nauczy  si  jednak czego  wa nego, bardzo wa nego.

Za   mia   si   g

no  do  swoich  wspomnie .  Ech,  sier ant  Instruktor  Strzelania

Brandywine. Co si  z ni  teraz dzieje?

Kadet Komandosów Kolonialnych Spears by  w wieku pi tnastu lat ci gle o dwa lata

przed sw  pierwsz  walk , chocia  nosi  ju  trzy tatua e. „Strzelba” Brandywine mia a
prawdopodobnie dwa razy tyle co on, by a pot nie zbudowana i potrafi a trafi  z dwudziestu
kroków w szczurze oko zarówno z karabinu, jak i z pistoletu Mog

 sobie za yczy , które to

ma by  oko. Swe czarne w osy nosi a krótko obci te, mia a tward , zaci

 twarz i  adnych

widocznych oznak kobiecych piersi. Spears da by si  zabi , byle j  zdoby . „Strzelba” by a

mierciono

 maszyn  do zabijania i to podnieca o m odego kadeta. Kilka razy podgl da  j

pi

 si  pod prysznicem, starannie ukrywaj c przed jej wzrokiem salut swego

najkrótszego ramienia. By o w takich momentach diabelnie twarde i stercza o niemal
pionowo w gór .

Zawsze my la ,  e Brandywine niczego nie widzi, ale pewnego popo udnia po

wiczeniach w sali gimnastycznej znalaz  si  z ni  pod prysznicem sam na sam. Jak zwykle,

jego fiut usi owa  wystartowa  w powietrze. Spears bez przerwy kr ci  kurkami, by
„Btrzelba” nie zauwa

a, co si  z nim dzieje.

Po chwili zakr ci a wod  w swoim natrysku i zacz a wychodzi . Bardzo dobrze.
Lecz odg os kroków po mokrym plastiku wydawa  si  dochodzi  z przeciwnego

kierunku. Dojrza  j  k tem oka, kiedy stan a tu  za nim i klepn a go w rami .

-Chod , kadecie. Musisz si  nauczy , jak tego u ywa .

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Spears my la  dotychczas o sobie jak o prawdziwym komandosie. Pot

nym,

nieustraszonym, zimo oceniaj cym ka

 sytuacj . Teraz poczu ,  e si  czerwieni.

- S ucham?

- Chcesz mnie nadzia  na swoj  dzid  ju  od kilku tygodni, dzieciaku. W mojej kwaterze, za
pi  minut. B dziesz móg  troch  postrzela .

Odwróci a si  i wysz a. Patrzy  na ej muskularne po ladki i nie móg  z apa  tchu. By

przera ony.

Jednak by o ca kiem fajnie. „Strzelba” mia a do wiadczenie, z ca  pewno ci

rozprawiczy a wielu kadetów i by a cierpliwa.

Pierwsza runda trwa a nie d

ej jak trzy sekundy. Potem Spears wypró ni  magazynek

swej broni. Pi  strza ów, nie wi cej. To by o wspania e, ale natychmiast zorientowa  si ,  e
nie zrobi  w

ciwe nic dla Brandywine. Zacz  przeprasza .

- O, rany. Przykro mi, ja...

- Zapomnij o tym, kadecie - przerwa a mu. - Znam was doskonale, m odzików. Poza tym
nawet nie zacz li my. Daj no tu ten twój instrumencik.

Nast pne trzy godziny by y dla kadeta Spearsa jedn  cudown  chwil . Owszem,

zazna  w  yciu wiele przyjemno ci, ale nic nie dawa o si  porówna  z tym, czego go
nauczy a tego popo udnia. „Strzelba” Brandywine. Zadziwiaj ca rzecz. Najwa niejsz
spraw  by a cierpliwo . On by  napalonym kadetem,  yj cym w ci

ym po piechu, w

biegu, w wy cigu, w którym musia  by  pierwszy. Nie móg , nie umia  czeka .

Brandywine nauczy a go tego.
Byli w jej 

ku, z czeni po raz pi ty. Ona le

a na plecach, jedn  nog  zgi a i

odsun a na bok, a stop  wsadzi a pod po ladek. Spears, ci ko dysz c. Le

 na niej i

zawzi cie porusza  si  w przód i w ty .
- Zwolnij troch , ch opczyku.

- Co?
Si gn a r

 i chwyciwszy go za biodro zwolni a jego ruchy.

- Kiedy jeste  na strzelnicy i cel pokazuje si  tu  przed tob , co robisz?

- Strza  na punkt, trzy kule, nie? Jedna w g ow , w serce dwie - odpowiedzia  znanym
wierszykiem, jakby by  w klasie. Potem, du o potem, doszed  do tego,  e naprawd  w niej
by .

- Prawid owo. Namys  mo e ci  zgubi  w bezpo redniej walce. Ale kiedy znajdujesz si
pi dziesi t metrów od celu, czy post pisz tak samo?

Kadet kontynuowa  swe ruchy w tempie, jakie mu narzuci a „Strzelba”.

- Nie, prosz  pani. Staranni wyceluj  i wpakuj  dwie kule w korpus.

- Brzmi nie le - wyszczerzy a z by.

Podnios a nog  tak,  e palce stóp celowa y w sufit.

- Teraz wyja nij, dlaczego tak post pisz.

- Strza  na punkt jest niedok adny na dalszy dystans. W takiej sytuacji dok adno  jest
wa niejsza ni  szybko . Strzeli  za szybko i chybi ? To oznacza,  e wróg zd

y wycelowa

i trafi . Lepiej by  wolniejszym, ale pewnym.

- Poruszaj si  teraz troch  mocniej i odrobin  szybciej - unios a kolana prawie do twarzy. -
Dobrze. Teraz w

 tu palec. Potrzyj troch .

By  ju  znów bardzo blisko. Zmusi  si  jednak do utrzymywania tempa, jakiego chcia a.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

-  ycie jest jak odleg

, kadeciku. Czasem trzeba si

pieszy , czasem zwolni . Nauczenie

si  robienia wszystkiego we w

ciwym czasie i tempie jest tak samo wa ne jak wszystko

inne. Rozumiesz mnie?

Skin  g ow . Zbli aj c si  do szczytu, zgodzi by si  ze wszystkim, co by mu

powiedzia a. Jednak zrozumia  lekcj . Metoda nauczania by a unikalna.
- Teraz szybko. Ruszaj si , kadecie, ruszaj si .

Wykona  rozkaz. To by a naprawd  diabelnie dobra metoda nauczania.

Spears wróci  do rzeczywisto ci. Poklepa  jajo i wsta . Jego seksualne podniecenie

min o. Cz owiek mniej cierpliwy ni  on straci by szans  stworzenia niezwyci onej armii.
Je eli „Strzelba” Brandywine jeszcze  yje, jest staruszk  dobiegaj

 osiemdziesi tki.

Ciekawe by oby spotka  si  z ni ,  eby pokaza , jakie jej lekcja wyda a owoce. A mo e, do
diab a, i wypieprzy  j  w imi  dawnych czasów.
- Wychodzimy, 

nierze.

Tego rozkazu nie musia  powtarza  dwa razy.

                                                                   13.

- Królowa nauczy a si  wykonywa  rozkazy genera a - powiedzia  Powell. G ow  mia
spuszczon  i patrzy  pod nogi.

- S ucha go? - spyta  Wilks.

Przebywali ju  d ugo we wn trzu statku i Wilks czu  si  zm czony, ale chcia  us ysze

wszystko, co tylko mia  do powiedzenia major.
- Tak. Spears tresowa  j  jak psa. U ywa  do tego swej zapalniczki do cygar. 

nierz trzyma

miotacz p omieni wycelowany w jajo, a królowa musia a na to patrze . Potem wpuszcza  do
jej komory cz owieka, a kiedy si ga a po zdobycz, zapala  zapalniczk . Bestia szybko poj a,
o co chodzi. Mog

 zostawi  kogo  razem z ni  i tuzinem robotnic na ca e godziny, z  adne

z nich nawet go nie dotkn o. Ta królowa nie jest g upia.

-  Dziwnie  to  brzmi  -  kontynuowa   Powell  -  ale  ona  potrafi  po wi ci   robotnice  bez  chwili
zastanowienia, ale s ucha Spearsa, by ochroni  jaja.

- Jest obca - Wilks wzruszy  ramionami. - To, co dziwne dla nas, nie musi by  takie dla niej.
Mo e jej odpowiedzialno  ko czy si , kiedy te cholerne potwory si  ju  wykluj .

- Tak w

nie uwa a genera . Ale królowa kontroluje robotnice. Telepatycznie,

empatycznie, czy jeszcze w inny sposób. Nie mamy tak czu ych przyrz dów,  eby by  do
ko ca pewni. Na pewno nie jest to zwi zane z d wi kami ani  adnym przekazem wizualnym.
Wszystko to potrafimy  wykry  i zarejestrowa . Robili my testy z zamkni tymi w szczelnych
komorach robotnicami. W  aden sposób nie mog y widzie  ani s ysze  królowej, a robi y to,
czego oczekiwa  od nich Spears.

- Macie wi cej ni  jedn  królow  - stwierdzi  nagle sier ant.

- Sk d wiesz - Powell a  zamruga  oczami ze zdziwienia.

- Sk

 bior  si  jaja w wytwórni powietrza. Chyba  e wozicie królow  tam i z powrotem.

- Nie. W

yli my tam jedno jajo z tutejszej hodowli. Spears zrobi  to w asnor cznie. Teraz

 tam dziesi tki robotnic, które opiekuj  si  m od  królow .

Wilks z niesmakiem potrz sn  g ow .

- Spears nie zdaje sobie sprawy, do czego w rezultacie dojdzie.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Uwa a,  e wie. Pracowa  nad tym wi cej ni  ktokolwiek. Miesi c temu zabra

dwudziestk  robotnic i kaza  maszerowa  w szyku. Kilka z nich nauczy  trzyma
zmodyfikowany M. - 69 i pozwoli  im strzela .

- Jezu!
-  Tak,  w

nie  tak.  Co  do  celno ci,  to  s   jak  klown  w  cyrku.  Nie  trafi yby  w  wie e

ko cieln  z dziesi ciu kroków, ale zawsze...

Wilks kiwn  g ow  ze rozumieniem. Monstrum z karabinem maszynowym. Jedyn

przewag  cz owieka w spotkaniu z tymi potworami by a bro . Gdy zostan  uzbrojone jak
ludzkie oddzia y, b

 nie do powstrzymania.

- Robotnice s  g upie - mówi  Powell - ale nawet najg upszy czubek potrafi w miar

prosto wystrzeli . My limy te ,  e zdolno ci królowej pozwalaj  widzie  jej to, co widz  jej
podw adni. A ona jest sprytna co najmniej ta, jak my. Gdyby wierzy  zapewnieniom
psychologów.

- Na Budd  i Chrystusa.
- Okrutne, ale prawdziwe.
Wilks wsta  i zacz  przemierza  pusty luk.
- Lecz co za sens? - zastanowi  si  g

no. - Ziemia to historia. Kiedy wyruszali my

tutaj, prawie ca a by a ju  opanowana. Jeszcze kilka lat i nie b dzie tam nikogo  ywego. Par
bomb neutronowych mo e wysterylizowa  ca a planet . Wszyscy ci kowboje to g upcy.

- To nie chodzi o uratowanie Ziemi i ludzi, którzy tam s  - powiedzia  major. - Chodzi tu

o  Spearsa  i  jego  w asn   chwa   lub  co   w  tym  rodzaju.  Tak  do  ko ca  to  nie  wiem,  o  co  tu
chodzi.

Wilks skin  g ow .
- W porz dku. Doszli my do sedna sprawy, majorze.
Powell westchn .
- Wystarczaj co du o ludzi nie  yje, sier ancie. To si  musi sko czy . Spears jest teraz

w wytwórni powietrza. Na zewn trz szleje burza magnetyczna spowodowana wzrostem
aktywno ci s onecznej. B dzie odci ty przez kilka godzin, mo e nawet przez ca y dzie  lub
dwa. Nie b dzie móg  w tym czasie wróci . Powinni my rozpocz  nasze przygotowania
natychmiast.

- Dobrze - zgodzi  si  Wilks.

- Mitch?
Drzwi do jego pokoju by y otwarte. By  teraz na wpó  maszyn , ale druga po owa by a

zaprogramowana na sen. Le

 na wznak, a prze cierad o okrywa o go do po owy piersi.

- Wejd , Billie.

wiat o wewn trz by o przy mione i z trudno ci  mo na by o cokolwiek dostrzec.

Zbli

a si  do palety zast puj cej Buellerowi 

ko. Zatrzyma a si  ze dwa metry przed ni .

- Przepraszam - powiedzia a. - Nie powinnam tego powiedzie .
Ci gle le

 na plecach, tylko r ce za

 za g ow . Patrzy  ci gle prosto w sufit.

- Rozumiem,  e by o ci smutno.
- Nikt nie da  mi prawa mówi  do ciebie w ten sposób. To jest jak... - przerwa a.
- Jak co?
Odwróci a si  troch . Patrzy a teraz na  cian , a nie na niego.
- To  enuj ce - powiedzia a. - My la am,  e to min o,  e przesta am ci  uwa

 za

sztuczn  osob ,  e to si  nie liczy.

- Ale ci gle ma to znaczenie, prawda?
Jej westchnienie by o prawie szlochem.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Kiedy opu cili my komory hipersnu, wyda

 mi si  taki zimny, nieprzyst pny. Taki

odleg y. Nie rozumia am tego. Ci gle nie rozumiem. Co si  sta o, Mitch? Zmieni

 si . Czy

to ja si  zmieni am?

Usiad , a prze cierad o zsun o si  w dó  a  do bioder. Ci gle okrywa o metalowy

szkielet przypi ty do dolnej cz ci jego cia a. W tym o wietleniu Bueller wygl da  dla niej
jak cz owiek.

„Jest cz owiekiem - upomnia a si  w my lach - mo e nie takim samym jak ja, ale

cz owiekiem.”

- Zrobiono nas tak podobnymi do ludzi, jak to tylko by o mo liwe. Odeszli my tak

daleko od pierwszej generacji androidów, jak oni odeszli od robotów. Jeste my prawie
ludzkimi istotami.

Zabawne, ale chodzi y wie ci w wytwórni,  e nast pne pokolenie syntetyków b dzie

mog o powsta  w macicy i od urodzenia uwa

 siebie za ludzi. Mieliby zaprogramowane

wspomnienia dzieci stwa, rodziny, a poza tym mieliby mie  zaprojektowane cia o, ca e cia o,
równie  wn trze, dok adnie jak u cz owieka. Nie do odró nienia dla nieuzbrojonego oka.

Mieliby nie tylko wygl da  tak samo, ale te  my le ,  e s  lud mi. Mieliby mie

wbudowane Zasady Funkcjonowania, ale my leliby,  e s  to ich osobiste normy etyczne.
Posiadaliby te same wymagania energetyczne, mo liwo ci przetwarzania  ywno ci, tlenu, te
same naturalne cykle biologiczne. We wszystkich normalnych zastosowaniach byliby lud mi.
Nie mogli si  jednak rozmna

, ale byliby silniejsi, szybsi i bardziej trwali.

- Mitch...
- Oczywi cie - Bueller mówi  dalej, ignoruj c, ignoruj c j  zupe nie - pojawia si

pytanie: Co za sens? Skoro potrzebujesz zwyk ych ludzi, czemu nie produkowa  ich
metodami znanymi od pradziejów? Normalna para rodziców albo ostatecznie sztuczna
macica. Odpowiedzi  s  ograniczone mo liwo ci cz owieka. Nie mo e lub nie potrafi on
wykonywa  wielu brudnych lub niebezpiecznych prac. Promieniowanie, eksploracja obcych,
wrogich  wiatów, ratownictwo w pró ni, ró ne samobójcze misje.

Nowe androidy by yby perfekcyjne. Akceptowane w spo eczno ci, ale mo liwe do

usuni cia bez odrobiny  alu, bez podra nienia delikatnych uczu  cz owieka. Permanentni
obywatele trzeciej kategorii. Nie, nawet nie obywatele, ale niewolnicy, prywatna w asno ,
lojalni jak psy, gotowi s

 ca ym sob  na rozkaz.

- Jezus, Mitch...
- Jeszcze nie sko czy em.  eby uzyska  tak doskona y model, trzeba eksperymentowa .

Model przechodni musi  mia  si  we w

ciwych momentach i p aka , kiedy wypada, a

nawet zakochiwa  si , je eli to potrzebne. I w tym punkcie si  znale li my, ty i ja. To dzia a.
Moje hormony zachowuj  si , tak jak zaplanowano, i zakocha em si  w tobie. Jedyna
przeszkoda w tym,  e rozumiem moje uczucia i potrafi  je dok adnie rozdzieli .

Billie popatrzy a na niego.
- I obrazi

 si  na mnie?

- Nie. Nie na ciebie. S uchaj, ja naprawd  ci  kocham. Ale nienawidz  ludzi za to,  e

mnie takim uczynili. Nie dali mi  adnej wskazówki,  adnego sposobu na to,  eby poradzi
sobie z uczuciem w sposób racjonalny.

Billie u miechn a si  nik ym, smutnym u miechem. Jego oczy by y lepsze ni  jej.

Dojrza  wyraz twarzy dziewczyny.

- Powiedzia em co  zabawnego?
Us ysza a z

 w jego g osie.

- W pewien sposób, tak. Mnie te  nikt nie da  najmniejszej wskazówki, jak mam

post powa  z „tymi rzeczami”, Mitch.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Mi

 i logika nie id  w parze. Szukasz czystej, prostej drogi. Mi dzy nami,

„naturalnymi”, równie  nie zdarza si  to cz sto. Mi

 jest zwykle szale stwem,

oszo omieniem, czasem jest bolesna, a czasem wr cz okropna.

- Ty masz co najmniej mo liwo  wyboru.
- I co mi to daje, jak my lisz? Nie mo esz wybiera , zanim nie zrobisz pewnych rzeczy.
- Mo esz odej . Nie musisz mnie kocha .
- Mog  odej  od ciebie, ale nie uciekn  przed w asnym uczuciem. Dlatego nie mog

poradzi  sobie ze sob . Mog abym odej , ale to, co czuj  ka e mi zosta  z tob .

- Jest to poza moimi mo liwo ciami zrozumienia.
- Witamy w klubie.
Zapad a cisza. Gdyby  powiedzieli to sobie, zanim zacz  si  ich romans. Gdyby  Billie

wiedzia a. Nie by a bigoteryjna, mog aby to pewnie zaakceptowa .

„Naprawd ? Jeste  tego pewna, Billie? Jeste  pewna?” To by o jej cholerne drugie „ja”.

Teraz nie by a ju  pewna.

Przynajmniej do ko ca.

Spears siedzia  w statku i czeka ,  eby przesz a ta pieprzona burza. G upiec. Powinien

wiedzie ,  e wzrasta aktywno  magnetyczna s

ca. Powinien zniszczy  zdrajców i

natychmiast zbiera  dup  z powrotem do bazy. Mogliby zd

, gdyby si  po pieszyli.

Dobra. Co jest, to jest. Nie warto p aka  nad rozlanym mlekiem. Trzeba wykorzysta

czas jak najlepiej. Mia  zaplanowanych kilka scenariuszy walk, a symulator zosta  ju
zaprogramowany do pola bitwy z oddzia ami obcych w roli g ównej. Jeszcze tego nie
wypróbowali, ale to tylko kwestia czasu. Kiedy b

 gotowi, nic w ca ym wszech wiecie nie

dzie w stanie ich powstrzyma . S owo za  Spearsa b dzie znaczy o wi cej ni  s owo Boga,

kiedy jego oddzia y zostan  ju  sforsowane. Naprawd  tak b dzie.

To tylko kwestia czasu.

                                                                  14.

czyzna d wigaj cy stra acki topór z durastali przebieg  przez otwart  przestrze .

- Tutaj, szybko - zawo

.

Po sekundzie drugi m czyzna pojawi  si  w polu widzenia. Tenniós  ma

opat  z

czk  z zielonego plastiku. Obaj byli brudni, a ich ubrania by y znoszone i w wielu

miejscach podarte. Pierwszy mia  na sobie skórzan  marynark , która kiedy  pewnie by a
czarna, a teraz rzuca a si  w oczy wyblak a szaro ci . Drugi nosi  wiatrówk  z kapturem z
ciemnoniebieskiego nylonu czy sylonu.

- Jeste  pewny? -spyta  Nylon.
- Nie, nie ca kiem - odpar  Skóra. - Ale je eli to prawd , b dziemy si  p awi  w t uszczu.

Dalej kopmy.

czy ni stali obok zawalonego budynku. Tu  za nimi znajdowa o si

ukowate

wej cie wygl daj ce na wykonane ze stali - widnia y na nim pomara czowo br zowe placki
rdzy. Z boku stercza o kilka powykr canych metalowych pr tów.

- Cz owieku, dokopanie si  tam zajmie par  godzin.
- Pewnie, ale tam jest sk ad wojskowej  ywno ci. Mówi si  o zapuszkowanych tonach i

ca ych  cysternach  czystej  wody.  Mo emy  zabra   to  do  ukrytego  podziemia  i  ju   nigdy  nie
obawia  si  tych wstr tnych potworów.

Nylon podniós opat  wype nion  gruzami odrzuci  zawarto  za siebie.
- Ukryte Podziemie. Wierzysz w te bzdury? - zapyta .

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Wierz ,  e mo na kupi  najpi kniejsz  kobiet  za pi  puszek, a dziesi ciu

uzbrojonych drabów za sto. Z ci arówk  pe

 wojskowych protein jestem pewny,  e mo na

znale  Ukryte Podziemie. Teraz zamknij si  i kom.

Skóra u ywa  topora, jakby to by  oskard, odrzucaj c na boki ceg y i kawa ki betonu.
- Dobra, dobra. Gdzie Petey?
- Na  wiecy, g upku. Na wie y.
Nylon popatrzy  w gór  na wynios y budynek po drugiej stronie ulicy. Cz

 konstrukcji

wyrasta a o trzy, mo e cztery kondygnacje ponad wszystkie budowle w otoczeniu i stercza a
jak dziwna ska a uformowana nie przez wiatr i deszcz, ale przez bomby i ogie .

- Nie widz  go.
- Nie powiniene  go widzie . On ma widzie  ciebie i ka dego, kto b dzie si  tutaj

zbli

. Chyba nie my lisz,  e w óczy bym si  po otwartym terenie i nie pomy la  o ochronie

dla mojej cennej dupy?

Nylon wzruszy  ramionami, nic nie powiedzia  i wróci  do kopania. Obaj m czy ni

zaj li si  prac  i s ycha  by o tylko odg osy.

- Amy, co robisz? Spyta  szeptem niewidoczny g os.
- Nagrywam, Wujaszku Burt. Mo na us ysze  wszystko, co mówi . Wygl da na to,  e s

blisko kamery.

- Nie powinna  wychodzi , Amy. Wiesz o tym. Mama by aby... Hej, daj mi kamer .
Obraz drga , pojawi  si  obraz gruntu i kawa ek nogi dziewczynki. Potem znieruchomia

ponownie na dwóch sylwetkach kopi cych zawzi cie m czyzn. Tylko k t widzenia zmieni
si  nieco.

- Nie rusza  si  - dobieg  g os niewidocznego cz owieka.
Sekund  pó niej pojawi  si  wysoki m czyzna z trzymanym przy biodrze karabinem na

mi kkie, przeciwludzkie  adunki. 

nierz mia  bro  wycelowan  w dwójk  kopaczy.

- O, kurwa - rzuci  Nylon. -Gdzie, do diab a, by  Petey?
- S uchaj - odezwa  si  Skóra - Tu jest tego du o. Nie jeste my zach anni, podzielimy si .
Przybysz roze mia  si  g

no.

- Nic tam nie ma, moje kotki. Rozpu cili my plotk ,  eby wy apywa  takich frajerów jak

wy.

- Skurwysyny - powiedzia  cicho Skóra.
- O, rany! - krzykn  nagle Nylon. - Jeste  jednym z tych pieprzonych dokarmiaczy

potworów!

nierz zrobi  krok do przodu i uderzy  m czyzn  luf  karabinu w twarz. Uderzenie

by o  wystarczaj co  silne,  by  powali   Nylona  na  kolana,  ale  nie  na  tyle  pot ne,  by  go
og uszy .

- Przesta  warcze , kundlu. Nigdy tak do mnie nie mów. S

ymy królowej. To zaszczyt.

Zaszczyt, s yszysz? Ty tego i tak nie zrozumiesz. Nie jeste  jednym z Wybra ców - odwróci
si  w lewo - Simmons, King, do mnie.

Dwójka 

nierzy uzbrojona w karabiny pojawi a si  w polu widzenia kamery. Przed

nimi szed  trzeci m czyzna z r kami zwi zanymi z ty u.

- Petey!
- Nie nakarmicie mn  tych pieprzonych potworów! - krzykn  Skóra.
Rzuci  toporem w pierwszego 

nierza, odwróci  si  i zacz  ucieka .

Simmons i King podnie li bro .
- Mam go! - krzykn  który  z nich. - Pilnujcie reszt !

Pad  strza  i kula trafi a biegn cego m czyzn  w kostk . Zdo

 jeszcze tylko jeden krok

i zwali  si  na ziemie. Zacz  rozpaczliwie krzycze .

Topór nie zrobi

adnej widocznej krzywdy pierwszemu z 

nierzy.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Id cie i we cie go - powiedzia  wysoki. - Przypilnuj  tych dwóch.
Dwójka 

nierzy posz a po wrzeszcz cego Skór .

- Królowa b dzie zadowolona z tej trójki - odezwa  si  pierwszy 

nierz. - Obdarzy nas

miechem.

Powiód  wzrokiem po pustce wokó , pustce, która kiedy  by a ruchliw  ulic  du ego

miasta.

Obraz zacz  dr

.

- Idziemy, Amy - w g osie niewidocznego Wujaszka Burta zabrzmia o zniecierpliwienia.

- Szybko!

Obraz znikn . Skaner zacz  wyszukiwanie kolejnego przekazu.
Billie siedzia a przed pustym teraz ekranem, a serce wali o jak oszala e.
- Wielu sta o si  takimi - Powiedzia a techniczka Annie. - Nie tylko chroni  poluj ce na

ludzi robotnice, ale sami dla nich pracuj . Ci ko sobie wyobrazi , jak cz owiek mo e to
robi .

Billie westchn a ci ko. Tak. Niezwykle trudno by o to sobie wyobrazi , ale tak by o.

Jak cz owiek móg  upa  tak nisko? Jezu!

Znajomy ci ar karabinu ucieszy  Wilksa. Sier ant nie mia  os ony pancerze, ale za to

cztery zapasowe magazynki dyndaj ce mu przy pasie. Pi  setek  adunków to du o.

Powell poszed  do centrum komputerowego,  eby zrobi  to, na czym si  zna . Mia

przej  kontrol . Wilks by  przyzwyczajony do niebezpiecze stwa i walka by a jedyn
rzecz , któr  komandosi nauczyli go dobrze wykonywa

Drzwi do pokoju  czno ci nie by y nawet zamkni te. Oczywi cie , nie by o  adnego

powodu,  eby obawia  si  czegokolwiek. W

ciwie to nie by o dot d takiego powodu.

Kiedy sier ant wszed  do ma ego pomieszczenia, ujrza   Billie siedz

 w jednym z

foteli. Wpatrywa a si  w pusty  ekran. Obok niej siedzia a techniczka.

- Odejd  od konsoli - rozkaza .  Billie podnios a g ow .
- Wilks. Co tu...?
Kobieta z  czno ci chcia a wcisn  jaki  guzik.
- Hej, nie chcesz tego zrobi , prawda? - skierowa  karabin  w jej stron . - Odjed  w ty  z

fotelem i wsta  powoli.

. Zrobi a, co jej kaza .  - Wilks!
- Sta  obok, Billie.
Dziewczyna potrz sn a g ow  ze zdziwienia, ale zrobi a,  co jej kaza .
Otworzy  najpierw konsol , a potem wycelowa  w monitory. Nosi  w uszach specjalne

umiki, wi c strza y nie by y  dla niego czym  nieprzyjemnym, lecz obie kobiety zakry y

uszy r kami. Techniczka krzykn a. Trzydzie ci pocisków  wystarczy o. Twardy plastik
rozprysn  si , niebieskawe, delikatne ogniki krótkich spi  przebieg y po powierzchni znisz-
czonych obwodów. Obrazy znikn y i pozosta a tylko p aska  szaro  martwych ekranów.

czno  dalekiego zasi gu by a ju  histori , przynajmniej  na razie. By o jeszcze radio i

Doppler w pe zaczach i statkach. Niektóre z nich mog y osi gn  pojazdy Spearsa poni ej
horyzontu, ale przy  ucie szcz cia nikt nie zd y tego zrobi .  Trzeba si  po pieszy . Gdyby
sta o si  inaczej, to te  nie ma  to wi kszego znaczenia.

- Wilks, co ty, do cholery, robisz?
- Zamach stanu. Albo rewolucj , jak wolisz. Kiedy Spears  wróci, zostanie pozbawiony

dowodzenia. Powell je w

nie  przejmuje.

- Cholera, ten mi czak? - odezwa a si  techniczka. - Spears  po re go  ywcem.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Gdyby to by  tylko on, to z pewno ci . Ale jest paru 

nierzy, którzy nie chc  sta  si

karm  dla bestii genera a  i b

 po stronie nowego dowódcy. No i jeszcze jestem ja.  W

której dru ynie chcesz zagra , siostrzyczko?

Kobieta obliza a wargi. Westchn a.
-  Jestem  z  tob .  Wcze niej  czy  pó niej  ka dy  co   spieprzy.    A  wtedy  idzie  si   do

mrowiska. Wol  raczej po kn  kul  ni   jajo.

Wilks kiwn  g ow .
- Wi c chod my. Opowiedz mi wszystko o systemie  czno ci bazy.
- Co z burz , 

nierzu?

czyzna potrz sn  g ow . Wyra nie by  zdenerwowany.

- Ci gle szaleje, panie generale. Nie ma nadziei na start  przez co najmniej trzy godziny -

nierz prze kn  g

no   lin  - panie generale.

Spears skin  g ow . Nie by o mo liwo ci wp yn  na warunki atmosferyczne. Na

niektórych planetach prowadzono  pomiary, które pomaga y przewidywa  pogod  na
powierzchni.   wiat z kontrolowanym klimatem nie wepchn by 

nierzy  w b oto albo nie

zamrozi  w  niegu w nieodpowiednim momencie. Dobry dowódca musi przewidzie
wszystko, tak e  pogod . Wiele bitew przegrano nie z powodu przewagi wroga,  ale z
powodu zmiany pogody. Kamikadze - Boski Wiatr uratowa  kiedy  stare ziemskie imperium
Nihonese od inwazji z morza. Lepsza pogoda na pocz tku konfliktu pozwoli a  na marsz na
po udnie w czasie Wojny Secesyjnej. Australijskie  Wojny, Akturia ska Akcja Policyjna,
Konflikt Berringetti. We  wszystkich przypadkach kaprysy natury mia y decyduj ce
znaczenie. Jak denerwuj ce musi by  dla dowódcy uczucie  przegranej w wyniku,
powiedzmy, monsunu. Wie,  e jest doskona ym strategiem, ma najlepsze wyposa enie i
doborowe  wojsko. I co z tego? W takim przypadku nawet zagorza y ateista mo e zacz
wierzy  w bogów.

Pokiwa  g ow  w zamy leniu.
- Co z  czno ci ? Mamy po czenie z baz ?
- Niestety, panie generale. Nawet transmitery LOS nie mog   si  przedrze  przez to

diabelstwo. Przykro mi.

- Nie twoja wina, 

nierzu. Próbuj dalej.

Genera  odwróci  si  od  czno ciowca. Ci gle tkwili przy  po udniowym wej ciu do

wytwórni powietrza w umocnionym terenie, gdzie robotnice nie mog y wej , nawet gdyby
pozwoli a im na to królowa. Pod oga wydawa a metaliczne  d wi ki pod grawitacyjnymi
butami Spearsa, gdy szed  w kierunku interkomu. W czy  go i popatrzy  na swoich ludzi.
Siedzieli skupieni razem i rozmawiali przyciszonymi g osami.  Tak dzia

o na nich

przera aj ce s siedztwo obcych.

- Komputer, pokaza  obraz z komory królowej.
Projekcja holograficzna pojawi a si  tu  przed genera em.  Cztery kamery dawa y obraz

odej królowej nap cznia ej  od jaj. Znajdowa a si  w komorze po

onej cztery poziomy

pod miejscem, gdzie sta  Spears.

- Dobra dziewczynka - odezwa  si  z u miechem. - Dbaj  o moich przysz ych 

nierzy.

Komputer, uruchom miotacz  pod ogowy w komorze.

- Wylot miotacza jest zablokowany - odezwa  si  komputer.

miech genera a nieco przygas . Wystarczy tylko na to  pozwoli , a królowa nie

przestanie próbowa . Jej robotnice  pokry y pewnie uj cie metrow  warstw  przetworzonej
ska y,  by nie mo na by o uruchomi  g ównego przyrz du do tresury  ich królowej. .

- Oczy ci  wylot.
Po chwili jasno pomara czowy p omie  pojawi  si  w jednym z k tów komory. Szybko

ja nia , by w ko cu sta  si   o lepiaj co bia ym. B ysn a cieniutka niebieska linia.  W
ciemnym pomieszczeniu wygl da a jak promie  lasera.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Wylot czysty - zakomunikowa  komputer.
Królowa zauwa

a to równie , a Spears móg by postawi   milion kredytek przeciw

mysim bobkom,  e wiedzia a, co nadchodzi.

- Zapali  miotacz. P omie  przez pó  sekundy.

ysk p on cego gazu wystrzeli  pod sufit w pojedynczym  wytrysku gor ca i zgas  tak

nagle, jak si  pojawi .

Królowa patrzy a, jak ogie  znika, potem przesun a g ow  i spojrza a wprost w

obiektyw kamery.

Spears zachichota . Wiedzia a,  e si  jej przygl da.
- Komputer, obraz pulsuj cego pokoju do komory, a moj   twarz na ekran. Niech mnie

widzi.

W komorze zadrga o powietrze i pojawi a si  projekcja. Kamery nie przekazywa y zbyt

dobrze jej obrazu, ale genera   wiedzia ,  e królowa widzi go dok adnie. Potwór popatrzy   na
to, co dzia o si  przed ni , potem ponownie wprost w kamer . Otworzy  paszcz  i sykiem
potwierdzi ,  e widzi obraz  genera a wewn trz komory.

- Bardzo m drze, mamusiu. - Spears z aprobat  kiwn   g ow . Popatrzy  na swych

ludzkich 

nierzy.

- Gizhamme, Ceman, Kohm za mn . Idziemy do pomieszczenia znakowania.
Trójka m czyzn wymieni a spojrzenia, ale wykona a rozkaz.
Bardzo dobrze, kiedy ci  s uchaj . I kiedy id  za tob  bez  szemrania.
Billie sz a razem z Wilksem.
- Damy ci karabin, Billie - powiedzia  sier ant. - Dostaniesz go, gdy tylko opanujemy

sytuacj  na tym poziomie.

- Co my w

ciwie robimy?

- Szukamy sprzymierze ców. Powell da  mi list  m czyzn  i kobiet, na których mo emy

polega . Dosta em te  namiary  tych, którzy z ca  pewno ci  pozostan  po stronie Spearsa.
Zamierzamy ich unieszkodliwi . Kiedy genera  wróci do  domu, nie b dziemy musieli si  go
zbytnio obawia . Schwytamy go, rozpieprzymy ca y jego gówniany interes i b dziemy   yli

ugo i szcz liwie.

- Ju  to kiedy  mówi

.

- Ci gle nad tym pracuj , dziecko. Daj mi troch  czasu.  Ziemia te  nie zosta a

zbudowana w ci gu jednego dnia. Wiesz  o tym, co?- wyszczerzy  z by.

Billie te  si  u miechn a. By a zm czona i mia a wiele  problemów na g owie, lecz nie

mia a k opotów z zaakceptowaniem tego planu. Je eli nie zrobi  czego  z tym szale cem
dowodz cym baz , wcze niej czy pó niej ich zabije. Wygra   albo zgin , to by o najlepsze
wyj cie.

- Wiesz, gdzie jest Mitch?
- Je eli jest tam, gdzie w tej chwili powinien by , to tak.  Ma przej  kontrol  nad

systemem ochrony  ycia.

- Dlaczego tam?
- Baza jest wojskowa, wi c s  tu modularne systemy zabezpieczaj ce powietrze,

ci enie, ciep o i  wiat o, ale je eli  g ówny system zostanie wy czony, zamkn  si  klapy

bezpiecze stwa. My b dziemy mie  nowe kody, nasi przeciwnicy nie. Zostan

zakorkowani, dopóki im nie pozwolimy  wyj .

- Fajna sztuczka.
- Tak my

. To pomys  Powella. Nie jest to dobry 

nierz  liniowy, ale nie jest

najgorszy za konsol .

Wilks wyci gn  ma y instrument z pokrowca przy pasie  i popatrzy  na niego.
-Aha, jeste my tutaj. Przed nami pi tka z ych ch opców w  poczekalni przed komor

królowej. Stój za mn  i nie wchod   w pole ostrza u.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Zrozumia am.
- Dobrze znowu by  w akcji, prawda?
- Tak. Ci ko mi to mówi , ale masz racj .
- To nic trudnego. Powinna  tylko cz ciej powtarza  i b dzie ci to przychodzi o z

atwo ci .

- Najpierw musisz mie  racj  raz na zawsze, Wilks.  - Lubi  ci , dzieciaku. Chod my.
Spears trzyma  pulsacyjny pistolet do malowania pi  centymetrów od czaszki robotnicy.

Potwór mia  zamkni

 paszcz , ale mo na by o wyczu  jego  mierdz cy oddech. Bestia

mog aby go zabi  w mgnieniu oka, lecz nie robi a tego. Królowa rozumia a, co by si  sta o z
ni  i jej bezcennymi jajami,  gdyby która  z jej robotnic cho by dotkn a genera a pazurem.
Wszystko by o pod kontrol . On mia  tu w adz . Zaj o troch   czasu znalezienie pi ty
Achillesa obcych, ale gdy tylko zosta a znaleziona, genera  ci gle trzyma  strza
wycelowan   prosto w to s abe miejsce. By o tylko jedno, a on wiedzia , jak  je wykorzysta .

Genera  porusza  miarowo pistoletem do znakowania. Farba  by a wzbogacona

kapsu kami z trytem. Pistolet zosta  zaprogramowany i umieszcza  po naci ni ciu spustu

ciwe numery na dowolnej powierzchni. Równie  kolory zosta y zaprogramowane.

Nieruchomy obcy mia  sta  si  za chwil   cz onkiem oddzia u Zielonych. Nowi Komandosi
Kolonialni  genera a byli zgrupowani w siedmiu korpusach, po jednym  dla ka dego koloru

czy. Dotychczas mia  w ka dym z oddzia ów po dwadzie cia robotnic. Nie by o to wiele,

ale od  czego  trzeba zacz .

Numer 19 wgryz  si  w zewn trzny szkielet obcego wystarczaj co g boko, by zosta

tam na sta e, wystarczaj co  p ytko, by nie uszkodzi  wewn trznych organów potwora.  W
nocy radioaktywny tryt by  widoczny z du ej odleg

ci,  natomiast w  wietle dnia du y,

kolorowy numer odcina  si   wyra nie od ciemnoszarej czaszki. W specjalnym o wietleniu
identyfikator pulsowa

wiat em przypominaj cym laserowe  i dowódca móg  w ten sposób

kontrolowa  swych 

nierzy z  odleg

ci wi kszej. ni  zasi g wzroku.

Spears umie ci  numer na czaszce obcego, potem przechyli   si  w ty  i popatrzy  na

swoje dzie o.

- Witaj w oddziale Komandosów Kolonialnych, synu.  Potwór nie zareagowa , ale

genera  wyobrazi  sobie,  e s yszy g boki pomruk zrozumienia.

Poklepa  robotnic  po czaszce. By a zimna, g adka, troch   lepka w dotyku.
-Teraz nie ruszaj si  z miejsca, 

nierzu, dopóki nie wyjd   st d.

Spears dojrza  trójk  komandosów obserwuj cych go, jak  porusza si  po platformie.
- Jezu Chryste - wyszepta  jeden z nich.
Musia  przypuszcza ,  e Spears go nie us yszy. Ale us ysza .  Zanotowa  to sobie w

pami ci. Nielojalno  jest wsz dzie.  Nawet w ród tak zwanych najlepszych.

Wyci gn  r

 i dotkn  czaszki kolejnego obcego, by uspokoi  si , zanim ponownie

podniesie pistolet do znakowania. Z tymi 

nierzami nie b dzie problemów. B

 robi  to,

co im rozka e królowa, a on potrafi kontrolowa  królow .

yszcz ca ziele  wtopi a si  w g ow  nowego rekruta. Semper fidelis. Ju  nigdy nie

dzie to prawd  - ten komandos zawsze b dzie pos uszny. B dzie perfekcyjnym 

nierzem.

Doskona ym.

ROZDZIA  15
Jeden ze sprzymierze ców Powella przyszed  tu  za Wilksem i Billie. Tak e by

uzbrojony w karabin. We dwójk  nie mieli problemów ze schwytaniem czterech m czyzn i
jednej kobiety - zdeklarowanych zwolenników Spearsa. Tak przynajmniej my la  o nich
Powell. Wilks nie do ko ca ufa  majorowi, ale w tym przypadku wybór by  prosty. Powell
nie by  m ciwym zabójc .

- Co to za idiotyzm, sier ancie? - spyta  jeden z pojmanych 

nierzy.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Zmiana warty - pad a odpowied . - Najpro ciej mówi c: Spears poszed  w odstawk .

Na jego sto ku jest teraz Powell. Co  si  nie podoba?

Pi tka komandosów spojrza a po sobie. Potem wszyscy popatrzyli na bro , któr  Wilks

trzyma  gotow  do strza u.

- Z ama

 kilka przepisów naraz, sier ancie - odezwa a si  kobieta - Spears wytnie ci w

dupie now  dziur .

- Tak? Jak d ugo zamierzasz nie przekroczy  jednego z przepisów genera a i nie

sko czy  jako przek ska dla jego pupilów? - spyta  Wilks. - Zna

 tych ludzi, którzy teraz

wisz  tam, u potworów?

Machn  r

 w stron

ciany po lewej stronie. Za ni  znajdowa a si  komora królowej.

Wida  by o,  e to ich poruszy o. Gdyby Spears wróci  i odzyska  kontrol  nad baz ,

siedzieliby g boko w gównie. By  niezwykle pami tliwym cz owiekiem. Z drugiej strony,
je eli Powell jest nowym honczo, to nie odda ich na po arcie

obcym. Sprytny komandos siedzia by cicho i czeka  na rozwój sytuacji.
Ale sprytny komandos pomy la by te ,  e droga do komory  królowej w charakterze

zapasu protein dla nowego wojska  Spearsa to tylko kwestia czasu. Szybko mo na si  o tym
przekona , jak trójka dezerterów. Tylko podpadniesz i ci  nie ma.

Ten naprzeciwko ma karabin. Nawet g upi komandos wie,   e  mier  w nieokre lonej

przysz

ci jest lepsza od natychmiastowej.

- Wygl da na to,  e to twoje przedstawienie, sier ancie odezwa  si  jeden z 

nierzy.

- No w

nie. Chod my ju  na ma y spacer, co?

wiat a zamruga y i rozleg  si  d wi k hermetycznych klap  opadaj cych w swoje le a.

To z pewno ci  dzia anie Buellera. O wietlenie awaryjne za wieci o si  prawie natychmiast.
W ci gu pó  sekundy, mo e nawet szybciej. Niestety ta krótka chwila wystarczy a
najwi kszemu z je ców, by spróbowa   wykorzysta  ciemno ci. Skoczy  na Wilksa.

W pierwszym odruchu sier ant chcia  zastrzeli  frajera. By   to m czyzna pot

ny, ale

powolny i Wilks mia  du o czasu,  by go trafi . Lecz zabicie 

nierza tylko za to,  e  le

pojmowa  swe obowi zki, nie trafia o do przekonania komu , kto  ca e prawie  ycie sp dzi
w korpusie. Robi  to ju  wcze niej  i nienawidzi  tego.

Zrobi  ma y krok w lewo i wyrzuci  w gór  nog  w pot

nym kopni ciu, które trafi o

atakuj cego w 

dek. Uderzenie pozbawi o 

nierza tchu i pozwoli o sier antowi na wy-

prowadzenie drugiego ciosu, tym razem w prawe kolano.  Chrupn a ko  i wielki komandos
zwali  si  na pod og , przeklinaj c z bólu.

Lojalny Powellowi 

nierz podniós  do oka karabin i wycelowa  w pozosta  czwórk .

- Nie strzela ! - krzykn  Wilks. - Nie potrzeba nam trupów.
Uzbrojony m czyzna zerkn  w stron  sier anta.
- Mój cz owiek jest w kontroli  ycia - powiedzia  Wilks. Je eli cokolwiek stanie si  ze

mn , stracicie ciep o i powietrze.  Jeste cie tu zakorkowani bez kodów wyj cia. Kto chce si
udusi , mo e mnie zabi .

eby pokaza ,  e nie obawia si  tego, opu ci  bro .  Czworo komandosów popatrzy o na

siebie niepewnie. Co  innego zgin  szybko w walce, a co innego le

 na pod odze  i

wci ga  powietrze coraz bardziej przesycone dwutlenkiem  w gla. Niezbyt przyjemny
sposób na umieranie.

Nikt wi cej nic nie zrobi, sier ancie. Mo esz by  pewny.  - To dobrze. Pomó cie temu

pajacowi i idziemy.  Wspaniale. Jak dot d sz o dobrze. Wilks mia  nadziej ,  e  dalej pójdzie
równie  atwo.

Billie zauwa

a,  e Wilks zdaje si  panowa  nad sytuacj .  Przechodzili przez kolejne

drzwi. Sier ant wyjmowa  magnetyczn  kart  i wk ada  do czytnika. Za jedn  z klap czeka a
trójka m czyzn, ale Wilks wys

 naprzód jednego ze schwytanych komandosów z r kami

podniesionymi w gór ,  eby  wyja ni  tamtym sytuacj . Wybór by  prosty: oddanie broni

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

albo zamarzni cie w ciemno ciach pozbawionych na dodatek  powietrza. W zapale akcji
musia  zapomnie ,  e obieca  Billie  da  karabin, bo jak dot d nie dosta a  adnej broni. Nie
by o tu  jej zbyt wiele, par  karabinów i kilka pistoletów. Z pewno ci   Spears nie lubi , kiedy
jego ludzie w óczyli si  po bazie z na adowan  broni . Mog a przecie  naj  kogo  pokusa
strzelenia  do niego zza w

a.

Dotychczas uda o im si  zgromadzi  oko o trzydziestu ludzi, z czego po owa by a lojalna

genera owi. Tak twierdzi

Wilks. Wydawa o si ,  e odró nia ich za pomoc  tajemniczegq  instrumentu, który nosi

ze sob . Interesujace.

- Dok d idziemy? - spyta a go Billie.
- Do Centralnej Montowni - odpowiedzia . - Trzeba rozdzieli  to bractwo na swoich i

przeciwników. Powell mówi,   e w bazie jest stu siedemdziesi ciu pi ciu komandosów,
czterdziestu o miu naukowców, par  androidów    i pi tna cie  robotów pomocniczych.
Spears ma ze sob  pluton - dwudziestu pi ciu ludzi. Nie mo emy zostawi  nikogo
biegaj cego  tu na wolno ci. Móg by narobi  k opotów.

- Du o ludzi do odszukania - stwierdzi a zas piona. - Par  setek.
- By o wi cej. Powell mówi ,  e by o tu prawie pi ciuset  komandosów. Domy lasz si ,

gdzie jest ponad po owa z nich?  Billie nagle poczu a sucho  w gardle. Prze kn a  lin .

- Razem z kolonistami Spears da  obcym na po arcie ponad czterystu ludzi.
- Bo e!
- Powiedzia bym,  e jest gorszy od diab a, gdybym w niego  wierzy .
Billie zamruga a i pomy la a o cz owieku, który pos

 tylu  przedstawicieli swojego

gatunku na t  okropn

mier . Musi  by  szalony.

- Z pewno ci  jest - odezwa  si  Wilks.
Stwierdzi a ze zdumieniem,  e od d

szej chwili g

no  my la a.

-Ale nie martw si . Zamierzamy to sko czy . Powell twierdzi,  e medycy, którzy s  po

naszej stronie wiedz , jak szybko  za atwi  si  z obcymi. Mo emy ich zgasi  jak  wiat o -
strzeli   palcami - o tak szybko. Gdy tylko zamkniemy wszystkich  lojalistów, zamienimy t
baz  w cmentarzysko potworów.  Nieco gorzej wygl da sprawa wytwórni powietrza, ale co
wy

my limy. W najgorszym wypadku zrobimy ma e nuklearne  bum!
Jedna ze schwytanych kobiet odwróci a si  i krzykn a:
- Nie mo ecie tego zrobi ! Ta wytwórnia jest warta miliardy! I potrzebujemy tlenu!
- Siostro, ta planetoida jest stracona. Nawet gdyby my j   ca  upiekli, to i tak jaki  obcy

móg by zakopa  si  gdzie   g boko. One mog  bardzo d ugo 

 bez po ywienia, wody,

nawet bez powietrza. Mog  trwa  ca e lata, czekaj c na g upca, który tu wyl duje. Najlepsze,
co mo emy zrobi , to zabi   je wszystkie, wystartowa  na sterylnym statku i zniszczy  pla-
net .

- I pozwoli , by Ziemia zosta a opanowana i zniszczona  przez potwory? Straci  jedyn

szans  na jej odzyskanie?  Wilks popatrzy  na kobiet .

- Kupi

 to gówno, co? My lisz,  e Spears zamierza  oczy ci  nasz  Ziemi  z pomoc

setki potworów?

- On wie, co robi.  Sier ant pokr ci  g ow .
- Ruszaj, siostro. Skoro w to wierzysz, jeste  tak samo stukni ta jak on.
Spears nauczy  si ,  e sytuacja, w której si  znalaz

, cz sto  pozostaje poza ludzk

kontrol . Kiedy schwyta a ich burza  magnetyczna, nie by o mo liwo ci dostania si  do bazy.
Genera  pogodzi  si  z tym i nie marnotrawi  czasu. Opracowywa   komputerowe scenariusze
walk, znaczy  nowych 

nierzy,  a teraz sta  w nie u ywanym korytarzu. Na jego ko cu

znajdowa a si  mi kka p yta przeznaczona na kulochwyt. Nie by a  to nowoczesn ,

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

holograficzna strzelnica, ale ci gle spe nia a  swe zadanie. 

nierz sta  w ukryciu o dziesi

metrów od  genera a i ciska  w powietrze metalowe puszki.

Genera  trzyma  d

 zaci ni

 na r koje ci pistoletu  tkwi cego w pochwie.

- Rzut! - krzykn  i wyci gn  bro .
Puszka pojawi a si  na wysoko ci oczu i leniwie pow drowa a  ukiem w stron  sufitu.

By a jaskrawo czerwona i du a  jak niewielki kosz na  mieci. Porusza a si  powoli w ma ej
grawitacji planetoidy. Mo na by o stworzy  tu sztuczne ci enie, ale wymaga o to dobrego
programisty do obs ugi generatora i wiele czasu.

Genera  strzeli . Pocisk trafi  w puszk , kiedy osi gn a  swoje najwy sze po

enie.

Przy niskiej grawitacji uderzenie  pocisku powinno zmie  puszk  z pola widzenia Spearsa.
Genera  strzeli  jeszcze dwa razy, kiedy opada a w dó . Doszed   go s odki zapach, kiedy
syrop i miazga owocowa wyla y si   z podziurawionego naczynia. Grzmot wystrza ów
wype ni   korytarz, lecz Spears mia  w uszach specjalne t umiki, które  przepuszcza y
normalne d wi ki, a powstrzymywa y wszelkie  odg osy o nat

eniu wi kszym od

osiemdziesi ciu decybeli.

- Dobry strza , panie generale - us ysza  g os niewidocznego komandosa.
Genera  zachichota . Gówno prawda. Na pó

lepy 

nierz  trafi by z tej odleg

ci w cel

tak du y jak ta puszka.  Nast pnym razem we  mniejsz

nierzu. Gotowy... rzucaj!

Strza y zadudni y w pustej przestrzeni. Wszystkie trafi y w  kolejn  puszk , tym razem

, wielko ci g owy cz owieka.  No, teraz by y to rzeczywi cie dobre strza y.

Powell do czy  do Wilksa i Billie w G ównej Montowni.  - Majorze?
- Mamy wszystkich ludzi Spearsa z wyj tkiem tych, których zabra  ze sob  - oznajmi

Powell.

- Jeste cie trupami, majorze - odezwa  si  najwy szy rang
jeniec. - Genera  zgniecie was jak pluskwy, kiedy wróci.
- Mo e, ale zaryzykujemy. Mam zamiar da  wam szans .  Ci, którzy zostaj  wierni

genera owi Spearsowi i jego chorym  marzeniom, przej  na lewo. Ci, którzy zgadzaj  si

ucha   moich rozkazów, zanim nie skontaktujemy si  z Dowództwem  Sektora, zebra  si

po prawej, przy  cianie od strony rufy.

Doki i miejsca, gdzie cumowa y statki, by y wi ksze, ale to  pomieszczenie stanowi o

normalne miejsce spotka . Dwie setki ludzi zaszemra o, potem utworzy o k bi cy si  t um
rozprawiaj cy i gestykuluj cy gwa townie. Musieli wymieni   mi dzy sob  dr cz ce ich
niepewno ci:

- Powell postrada  zmys y i...
. - Nie chc  wisie  jako  arcie dla potworów...  - Co jest zgodne z prawem, sier ancie...?
- Tak czy owak jeste my straceni...  - Ech, pieprzy  to. Id  z majorem...
Wilks przygl da  si  m czyznom, kobietom i androidom.  Roboty si  nie liczy y, nie

mia y statusu Sztucznych Osób.  Androidy nie mia y równie  wyboru bo zosta y zaprogramo-
wane do wykonywania rozkazów tego, kto dowodzi. Spears  odszed , Powell by  teraz
najwy szy rang . Ludzie z wolna  podzielili si  na dwie grupy z grubsza o tej samej
liczebno ci.  Stan li po przeciwnych stronach pomieszczenia. Na stron   Powella przesz a
wi kszo  naukowców. Mo e ich cz ste kontakty z obcymi nauczy y ich czego . Równie
wi kszo   zwyk ych 

nierzy stan a przy  cianie od strony rufy, podczas gdy oficerowie -

paru kapitanów i poruczników - a tak e  wi kszo  podoficerów, pozosta a przy Spearsie. To
by o  typowe. Sier anci  yli zwykle od akcji do akcji i bardziej wierzyli w wojskow
dyscyplin  ni  w jakiekolwiek mrzonki. Oficerowie zwykle trzymali si  razem, bo... byli
oficerami.

- Nie przypuszcza em,  e tak wielu b dzie przy nim
obstawa  - stwierdzi  cicho Powell.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Do diab a, ja nie wierz  w asnym oczom,  e tak wielu  jest z nami - powiedzia  Wilks. -

Co zrobimy z tamtymi?

- Wsadzimy ich pod klucz. B dzie im troch  ciasno, ale  musieli si  tego spodziewa .
- Co z niepewnymi?
- B dziemy ich pilnowa  - zdecydowa  Powell. - Z wyj tkiem ciebie i jeszcze kilku, nie

wierz

adnemu na tyle,   eby da  im bro .

Wilks skin  g ow .  - Zgadzam si .
- W porz dku. Wszyscy przy tamtej  cianie, macie wróci   do swych normalnych zaj .

Wkrótce zostaniecie zatwierdzeni.  Wasze komunikatory maj  by  w czone bez przerwy.
Dostaniecie przez komputer wiadomo , gdzie macie si  zg osi .  B dzie troch  zamieszania,
ale postaramy si  utrzymywa   wszystko w ruchu.

- Co z genera em? - odezwa a si  Billie.
- Hmm - mrukn  Wilks - czy macie tu jak  bro  przeciwlotnicz ?
- Nic z tego - odpowiedzia  major. - Nie spodziewali my  si  nigdy ataku z powietrza.

Niektóre pe zacze i skoczki maj   zamontowane lekkie karabiny maszynowe kalibru 20 mm.

- Wystarczy, by  ci gn  na ziemi  ma y transportowiec zauwa

 sier ant. - Lepiej

po lij kogo  zaufanego, kto potrafi  strzela . Najlepszym sposobem zatrzymania Spearsa

dzie  zestrzelenie go, zanim dowie si ,  e ma k opoty.

- Wola bym go schwyta

ywcem - stwierdzi  Powell.

- Z ca ym szacunkiem, majorze. Spears b dzie niebezpieczny tak d ugo, jak d ugo

pozostanie przy  yciu. Je eli znajdzie si  tu ponownie, b dzie mia  armi  zwolenników
równie  liczn  jak nasza. Doda  do tego trzeba jego umiej tno  kontrolowania obcych,
prawda? Sam powiedzia

,  e królowa  jest mu pos uszna.

Powell westchn  g

no.  - To prawda.

- Nie lubi  gubi  dobrych komandosów. Musia em ju  to  kiedy  robi  i wola bym nie

powtarza . Lecz do takich celów  mnie wynaj

, majorze. Do brudnej roboty. Mam racj ?

Major przymkn  na chwil  oczy i pokiwa  z rezygnacj   g ow .
- Tak.
- No i dobrze. Ty rz dzisz baz , majorze, a ja zajm  si   Spearsem.
Powell znowu kiwn  g ow  i Wilks odwróci  si , by odej .  Major wola by nikomu nie

wydawa  rozkazu zastrzelenia genera a, ale móg  sta  z boku i pozwoli  to zrobi  Wilksowi.

- Idziemy, Billie. B

 si  lepiej czu , gdy b dziesz ze mn .  - Co z Buellerem?

- W porz dku. B dzie siedzia  tam, gdzie dotychczas, dopóki nie b dziemy wiedzieli, co

jest co.

- Dok d idziemy?
- Przygotowa  powitanie dla Spearsa. Kiedy go tu nie ma,  mo emy u pi  wszystkie jego

zwierzaki.

Billie pokr ci a g ow .  - Dzi ki Bogu.
- Niewa ne dzi ki komu. Idziemy.
ROZDZIA  16
- Burza min a, panie generale. Mo emy startowa , kiedy pan zechce.
Spears kiwn  g ow  na potwierdzenie i podniós  w gór  palec w czym  w rodzaju

salutu.

-  adowa  si .
Ludzie pobiegli do skoczka. Spieszno im by o opu ci  to przekl te miejsce. Wytwórnia

powietrza nale

a teraz do obcych, a ludzie po prostu si  ich bali. A przecie  dopóki byli

potrzebni genera owi, nie mieli si  czego obawia . Niebawem mog o si  to zmieni , ale nie w
tej chwili. Dobry dowódca nie marnuje niczego co mo e by  jeszcze potrzebne.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Spears wdrapa  si  na pok ad transportowca i przeszed  do kabiny sterowniczej. Pilot

czy  ju  wszystkie systemy, albo mo e trzyma  je ca y czas w gotowo ci. Spears

miechn  si .

- Startujemy - rozkaza .
Pojazd zadr

 z wysi ku i uniós  si  w gór . Podmuch wyczy ci  l dowisko z

najmniejszego py ku. Ruszyli powoli do przodu. Kiedy wydostali si  ju  z hangaru, ma y
statek powietrzny pomkn  jak strza a do dalekiego celu.

- Nie s ysz  naprowadzania - odezwa  si  genera :
- Prawdopodobnie jakie  pola resztkowe. Zawirowania mog  powodowa  zak ócenia.

Nie jest to niczym niezwyk ym po takiej burzy.

- Nasz komunikator dzia a?
- Wszystkie systemy  wiec  na zielono, wi c tak, panie
generale. - Wezwij Trzeci  Baz . Sygna  kodowany. - Tak jest.
Pilot przesun  palec po wra liwej na ruch poprzeczce kontaktu, a potem dotkn  guzika

obok.

Genera  przygl da  si  tym czynno ciom. Czeka .
- Jest odpowied , panie generale - odezwa  si  pilot. Przyj te, potwierdzone, zielony i

zielony.

Spears potar  kciukiem policzek. Natrafi  na punkt, gdzie wyrwa  ostatnio kilka

osków. To by  tylko ma y pieprzyk, ale nawet takie ma e znami  mo e przynie  ci  mier .

-Wywo aj ich ponownie. Podaj kod 096-9011-D jak delta. - Panie generale? Nie

rozpoznaj  tego kodu...

- To by o do przewidzenia, synu. Zrób po prostu, co ci kaza em.
- Tak jest.
Pilot wystuka  cyfry.
Skoczek mia  wiele holoprojektorów. W chwil  po przes aniu kodu powietrze nad

konsol  zawirowa o przez chwil , potem pojawi  si  kolor bladego b kitu. Czysty sygna .

- Patrzcie, patrzcie - powiedzia  genera . - Mamy w domu jakie  k opoty.
- Panie generale, tam nic nie ma. - Dok adnie tak.
Pilot wygl da  na zak opotanego.
- Nie znasz, synu, historii o psie, który nie szczeka ? Pilot pokr ci  g ow .
- Dawno temu, na Ziemi, 

 sobie znany badacz zbrodni. W czasie rozpatrywania

jednego z przypadków powiedzia : "Jest to sprawa psa szczekaj cego w nocy:' Jego asystent,
który zbiera  wszelkie dane, zauwa

: "Ale pies przecie  nie szczeka :' Detektyw

odpowiedzia : "No w

nie."

Pilot wygl da , jak kto  zbudzony po pi dziesi cioletnim   nie. Spears potrz sn  z

niezadowoleniem g ow .

- Sygna  nie powinien by  czysty. Taki jak ten oznacza k opoty.
- Aha. Rozumiem.
To, czy zrozumia  rzeczywi cie, nie mia o najmniejszego  znaczenia. Genera  nie by  tak

upi, by zostawia  baz  bez  odpowiednich zabezpiecze . Czas sprawdzi  nast pne. Zawsze

istnia o prawdopodobie stwo,  e burza uszkodzi a co  w  skomplikowanej elektronice
urz dze ,

- Posad  tu gdzie  nasz transportowiec - powiedzia  do  pilota.
- Panie generale?
- Ma y trik. Nie obawiaj si .
Wilks na

 he m ubrania pró niowego. Ogrzewacze pe zacza dzia

y tak s abo,  e

mo na by o odmrozi  sobie uszy.  Billie siedzia a w fotelu drugiego operatora i czeka a na
polecenia.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- W porz dku. Musimy przyj ,  e ich pojazd ma tak  sam  si  ognia co nasz. W takim

przypadku musimy strzeli   pierwsi. Bro  jak  mamy jest podobna do tej, jaka by a na

downiku, kiedy byli my na ojczystej planecie obcych: dzia ka kierowane przez roboty, 20-

milimetrowe uranowe  adunki  przeciwpancerne. Wszystko, co musimy zrobi , to wprowa-
dzi  opis celu, jako... - Wilks przycisn  kilka klawiszy podaj c specyfikacj  lekkiego
skoczka wojskowego - w czy   system, o tutaj... - podniós  zabezpieczenie i przycisn  gu-
zik. Za wieci a si  lampka kontroli ognia

- Jeszcze kod bezpiecze stwa...
Za wieci  si  ekran monitora. B ysn y na nim jaskrawe  litery: UZBROJENIE.

SYSTEM W GOTOWO CI BOJO

WEJ.  - To jest to. Odt d wszystko b dzie przebiega  automatycznie. Kiedy statek

pojawi si  w zasi gu wykrywaczy, nasz  system zestrzeli go.

- Razem z nim jest dwudziestu pi ciu 

nierzy - przypomnia a Billie. - Czy s ysza

kiedy  wyra enie: "spali   co  razem ze szczurami"?

- To zale y o jaki rodzaj szczurów chodzi, dziecko. Ci faceci s  po jego stronie. Nie my l

o nich czy o ich rodzinach.  Nie my l o niczym takim.

- To zimne, wyrachowane okrucie stwo.
- Wojna jest okrutna, Billie. Ludzie umieraj . Czasem trzeba  dokona  wyboru: ty czy

oni. Je eli Spears zdo a si  tutaj dosta  i uwolni  lojalnych sobie ludzi, reszta zostanie
pos ana w  charakterze papu dla mamusi i ma ych dzieci tek. W doskona ym  wiecie nie
by oby miejsca dla 

nierzy i komandosów.  W tym realnym s  potrzebni.

Pomimo tego, co czu a, Billie potakuj co skin a g ow .  Mia  racj . Czu a to. Sama

wcze niej zabija a zarówno androidy, jak i ludzi. Pami ta a napastnika, który zaatakowa  ich
statek. Nie do ko ca si  zgadza a z Wilksem, ale mia  cholern  racj .

- Skoro dzia ka s  automatyczne, to po co tu siedzimy?  Wzruszy  ramionami.
- To tak jak z pilotem na transportowym statku kosmicznym. Na wypadek, gdyby co

posz o  le. Mo e spa  napi cie pr du, co  mo e przesta  dzia

, mo e dzia a trafi   w

skoczka, ale kto  z niego ucieknie i przedostanie si  tutaj.  Musimy by  w pogotowiu.

Billie zdusi a westchnienie. Ludzie czuwaj cy nad dzia aniem maszyny nios cej  mier .

Czasem zastanawia a si , czy  ludzie s  lepsi od obcych. Tamci byli zabójcami, ale raczej na
sposób mrówek czy pszczó . Potwory szuka y zdobyczy, po ywienia, nie rozrywki. W tpi a,
czy potrafi  planowa  pu apki na przedstawicieli swojego gatunku.

Jednak nie chcia a zosta  obiadem dla jakiej  bestii. Kilka razy by a ju  tego bliska.

Ludzie, jak Spears i tamci na Ziemi, którzy  apali innych dla królowej, byli ob kani. Trzeba
zrobi  wszystko,  eby ich powstrzyma . Chcia aby, tylko  eby nie musia a tego robi  ona.

- Generale, przyn ta jest ju  dziesi  kilometrów od nas. Spears spojrza  na ekran

komputera i odwróci  si  od pilota.

- Dzia aj jak zwykle.
- Tak jest.
Pojazd, w którym teraz si  znajdowali, mia  przyt ch y zapach starego, zepsutego

powietrza, ale wszystko pracowa o jak nale y. Genera  wiedzia , sk d pochodzi ten odór.
Zapasowy pojazd sta  w wytwórni powietrza przez d

ej ni  rok, zaparkowany i

zabezpieczony, czekaj cy na tak  okazj  jak ta. Skoczek, którym przylecieli z bazy,
znajdowa  si  teraz daleko przed nimi. By  pusty i zdalnie kierowany przez cz owieka, który
zwykle go prowadzi . Drugi pilot sterowa  pojazdem, w którym si  znajdowali, i utrzymywa
takie same parametry ruchu jak pierwszy. Nie by o to w

ciwie konieczne - ten statek mia

przewag  nad przyn

 lec

 przed nimi. Mia  zamontowane specjalne os ony, które czyni y

go niewidzialnym dla radaru i Dopplera, a czrno oksydowana pow oka ukrywa a go prawie
ca kowicie tak e przed ludzkim okiem i przyrz dami optycznymi. Gdyby jednak czapka

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

niewidka mia a  le funkcjonowa , to i tak leniwy operator radaru zobaczy by dwa echa
zamiast jednego. Pomy la by,  e to normalne zjawisko podwójnego odbicia.

- Pi  kilometrów, panie generale.
- Teraz spokojnie, synu.
To mog a by  przesada, ale genera  nauczy  si ,  e lepiej by  ostro nym ni  martwym.

By o jeszcze tyle rzeczy do zrobienia.  wiat czeka , by go podbi , chwa a by j  zdoby ,
wojna, by j  wygra .

miechn  si  do siebie. A zwyci stwo zaczyna si  w domu, czy  nie?

- Nadlatuj  - powiedzia  nagle Wilks. - Tu na samym dole. Ma y zielony punkcik pe

 po

ekranie radaru w kierunku jego  rodka. Po chwili zacz  pulsowa , zmieniaj c kolory od
zieleni do bursztynu.

CEL WST PNIE ROZPOZNANY - zab ys o na dole ekranu.
- Zaczyna si  gra - szepn  sier ant.
Punkt rozpali  si  jaskraw  czerwieni .
CEL POTWIERDZONY. WPROWAD  KOD ZAPRZESTANIA OGNIA, JE ELI

CHCESZ PRZERWA  AKCJ .

Wilks zerkn  na Billie. Potrz sn a g ow .
- Wszyscy s  twoi - mrukn  sier ant, chocia  wiedzia ,  e komputer i tak go nie

zrozumie.

Pulsuj cy punkt rozszerzy  si  i przybra  kszta t oczka. B kitna siatka pojawi a si  w

rogu ekranu i wkrótce pokry a sylwetk  pojazdu. Pier cie  w  rodku siatki zlewa  si  z
obrysem celu.

SZE DZIESI T SEKUND DO OPTYMALNEGO DYSTANSU.
Zacz o si  odliczanie od sze dziesi ciu w dó .
Wilks obserwowa  dziewczyn . Wzrok mia a wlepiony w ekran i mruga a gwa townie.

Dysza a ci ko. Kiedy do otwarcia ognia zosta o jeszcze trzydzie ci sekund, odezwa a si :

- Jezu, czuj  si , jakbym patrzy a na egzekucj .
- Bo tak w

nie jest.

PI TNA CIE SEKUND DO OPTYMALNEGO DYSTANSU.
Wilks przycisn  jaki  guzik i wy czy  monitor zewn trznej kamery.
Zobaczyli naje on  gwiazdami ciemno .
- Jest tam - zamrucza  Wilks bardziej do siebie ni  do Billie.
Male ki punkcik przesuwa  si  powoli na granicy widoczno ci.
PI

 SEKUND DO OPTYMALNEGO DYSTANSU.

Hydraulika dzia ek cicho szumia a, gdy lufy wodzi y powoli za celem.
OPTYMALNY DYSTANS. ROZPOCZ CIE OGNIA.
Dzia ka by y bezodrzutowe, wi c siedz cy w  rodku pe zacza ludzie nie poczuli mocnych

wstrz sów. Jednak bro  wibrowa a i oboje czuli si , jakby dostali drgawek. Pró nia na
zewn trz nie przenosi a d wi ków, ale powietrze wewn trz robi o to nienajgorzej. Odg os by
taki jak przy rozdzieraniu grubego betonu. Co dziesi ty pocisk by  smugowy, a dzia ka
strzela y tak szybko,  e wida  by o jedn

wietln  smug  kolorowego ognia biegn

 ku

nadlatuj cemu skoczkowi. Komputer przelicza  b yskawicznie wszystko: pr dko  celu,
ci enie, pr dko  ci kich uranowych pocisków. Nie by o mowy, by spud owa .

aden pocisk nie chybi .

Opancerzenie pojazdu nie by o wystarczaj cym zabezpieczeniem. Nawet ogie  zwyk ego

karabinu maszynowego móg  je przebi . Wilks widzia  iskry, które powstawa y przy
uderzeniu pocisków o pow ok  i inne, tworz ce si , kiedy pojawi y si  pierwsze p omienie.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Smugi trafi y w skoczka, niektóre dotar y do silnika i zniszczy y go. Pojazd straci  moc i

stabilno . Opada  powoli w polu niewielkiego ci enia jak zepsuta zabawka, któr  rzuci o
znudzone dziecko.

- Bo e! - wykrztusi a Billie.
Wilks patrzy . Nie pojawi  si

aden uciekinier. To wygl da o zbyt prosto. Do zobaczenia

w piekle, Spears.

- Panie generale, przyn ta dosta a si  pod ogie .
Spears pokiwa  z zadowoleniem g ow .
- Ustaw parametry ognia na nasz  bateri .
- B dziemy musieli pozby  si  os ony.
- To nie ma ju  znaczenia. Niebawem b dziemy ich mieli.
Obaj piloci rzucili si  wykona  rozkaz.
"Musi si  za tym kry  Powell - pomy la  Spears. - Powinienem si  domy le ,  e jednak

masz jaja, chocia  nie masz kutasa, ty skurwysynu. Ale je eli zdecydowa

 si  gra  z

najlepszymi, musisz by  lepszy ni  oni, majorze. Mam zamiar w asnymi r kami nakarmi
królow  twoim  cierwem."

Skoczek schodzi  w dó , rozsiewaj c podsycane tlenem p omienie, które gas y jednak

szybko w prawie ca kowitej pró ni. Statek uderzy  o grunt, podskoczy , uderzy  raz jeszcze,
wysy aj c w gór  strz py rozerwanego metalu. Ma a grawitacja pozwoli a polecie
niektórym z nich na ca kiem spor  odleg

. Ci cwaniacy od sztucznej grawitacji powinni

jednak przy

 si  do roboty. Zewn trzna kamera przybli

a obraz. Wilks nie dostrzeg

adnych cia , ale przypuszcza ,  e wszyscy pasa erowie zostali w  rodku przypi ci do swych

foteli. Widok martwych cia  porozrzucanych na powierzchni planetoidy nie by  czym , co
sier ant chcia by ogl da .

Adios, generale.
POJAWI  SI  NAST PNY CEL - b ysn  napis na monitorze - OPTYMALNY

DYSTANS: MINUS TYSI C METRÓW. ROZPOCZ CIE OGNIA.

Wilks podskoczy . Wpatrzy  si  w monitor i w ci gu sekundy odnalaz  radarowy obraz

zbli aj cego si  celu. Musieli mie  drugi pojazd.

- Cholera! Zak daj he m! Ruszaj si ! Uciekamy st d, ju !
Opu ci  swoj  os on  twarzy, chwyci  Billie za r

 i poci gn  j  za sob . Wspieli si  do

wyj cia. Sier ant przycisn  guzik, zamek otworzy  si .

Byli ju  na zewn trz, kiedy pierwszy pocisk wyrwa  dziur  w pow oce pe zacza.

                                                                   17.

Spears obserwowa , jak twarde z by pocisków z jego karabinów rozrywaj  pe zacz na

strz py. Czu  swoist  satysfakcj  z powodu wyprowadzenia przeciwnika w pole. Nie da  si
schwyta  w pu apk , nie da  si  oszuka .

Ostrzeliwany pojazd trz

 si  od uderze , dr

 i podskakiwa . Odleg

 by a na tyle

ma a,  e kamery dostrzeg y dwie sylwetki 

nierzy opuszczaj cych statek i uciekaj cych jak

najdalej od niego.

- Zabi  ich - rozkaza  genera .
Gdyby troch  si  zastanowi , mo e wyda by inny rozkaz. Przecie  nowe wojsko stale

potrzebuje po ywienia i pojemników na swoje poczwarki. Ale komenda pad a, a on nie by
cz owiekiem, który cofa swe rozkazy bez wa nego powodu. Uniewa nienie rozkazu zawsze

le  wiadczy o dowódcy, czyni go niezdecydowanym w oczach innych. Nie ma znaczenia,  e

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

jego ludzie i tak szybko zapomnieliby o tym - Spears sam nie chcia  si  czu  cz owiekiem
niepewnym.

Pe zacz kontynuowa  swój konwulsyjny taniec pod kulami, a dwójka uciekinierów ci gle

bieg a.

- Czy nie wyrazi em si  jasno? - powiedzia  genera  zimnym spokojnym g osem.
- N... nie, pa.. panie generale. Ale komputer jest ustawiony na pe zacz. Musz  go

przestawi  na cz owieka.

- Wi c zrób to.
- Tak jest.
Palce pilota pobieg y po klawiaturze.
Karabiny maszynowe zaszumia y i zacz y celowa  w biegn ce sylwetki.
Za pó no. Para ludzi dotar a bezpiecznie do bazy i znikn a z pola widzenia.
- Przykro mi, panie generale.
- Niewa ne. Pe zacz jest zniszczony i to by o najwa niejsze. Zniszczy  inne statki na

dowisku.

- Panie...
- Ostrzelaj je. Nie chc  dosta  ognia w plecy i nie chc  zostawi  przeciwnikowi  adnego

sprawnego pojazdu.

Pilot skin  g ow .
- Tak jest.
Podstawow  zasad  walki jest zniszczenie przeciwnikowi takiej ilo ci sprz tu, by nie

móg  go na czas naprawi  lub odbudowa . Spears kontrolowa  przestrze  i zamierza
utrzyma  swoj  przewag . Na razie Powell uwa

,  e jest bezpieczny w bazie. Nie wiedzia

o drogach wiod cych do wn trza. M dry oficer nie pozwoli sobie na zablokowanie
wszystkich wej  czy wyj . Powell nie by  m dry. Spears by .

Billie dysza a ci ko. Ubranie pró niowe nie by o przeznaczone do biegania i tak

szybkiego zu ycia tlenu. Lecz wreszcie byli w  rodku. Bezpieczni.

Wilks zd

 ju  do po owy rozebra  si  ze skafandra. Po chwili podszed  do

komunikatora wisz cego na  cianie luku. Uruchomi  go.

- Tu Wilks. Mamy niespodziank . Spears wys

 pustego skoczka. Sam przylecia

drugim. Nasz pe zacz zniszczony. Jeste my w luku po udniowym. Billie, co si  dzieje na
zewn trz?

Dziewczyna podesz a do klapy i uruchomi a kamer  obserwacyjn . Za wieci a si

niewielka holoprojekcja. Kurz unosi  si  wokó  pojazdów na l dowisku. B ysn a pojedyncza
iskra na pow oce jednego z pe zaczy, a stoj cy obok skoczek run  nagle na bok.

Billie odwróci a si  od sier anta.
- W

nie rozwalili nam wszystkie pe zacze i skoczki.

- S ysza

? - rzuci  Wilks do komunikatora.

os Powella rozlegaj cy si  przez g

nik by  wyra nie zdenerwowany:

- Bo e. Co teraz mamy robi ? On mo e ob upi  baz  jak skórk  z banana!
- Nie zrobi tego - nie zgodzi  si  sier ant. - Nie b dzie chcia  ryzykowa  strat w ród

obcych. Jednak z pewno ci  ma jaki  plan ataku.  le go ocenili my. Skoro, zdecydowa  si
wys

 przyn

, musi du o wiedzie  i zna sposób dostania si  do bazy. My nie wiemy co

planuje. Uzbrój wszystkich, którym ufasz. Szybko. Zabezpiecz wszystkie w azy. Wszystkich,
którzy mogliby pomóc Spearsowi pod klucz.

- To nie b dzie  atwe, nie jeste my pewni...
- S uchaj, majorze. Jeste my pewni czego innego. Je eli jaki  cholerny cwaniak otworzy

drzwi i wpu ci Spearsa, wpadniemy w gówno po uszy. Nie mo emy da  mu najmniejszej

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

szamsy. Gdy istnieje jakakolwiek w tpliwo  co do lojalno ci 

nierza, zamykaj go za

grubymi drzwiami..

- W porz dku. Zrozumia em.
Spotkam si  z tob  za pi  minut w Centrum Dowodzenia.
Wilks odwróci  si  do Billie.
- Genera  niszczy nasze mo liwo ci walki w przestrzeni i ucieczki st d na powierzchni .

To zajmie mu nieco czasu. Chod my.

- Dok d?
- Powell mo e wydawa  rozkazy, ale nie jest liniowym oficerem. Potrzebuje kogo , kto

potrafi powiedzie  mu, co ma robi . Kogo , komu ufa. Jedn  rzecz ju  spieprzy em, nie chc
tego zrobi  po raz drugi.

- Sytuacja jest taka z a?
- Mo e by  gorsza. Spears mo e zgromadzi  wszystkich swoich 

nierzy w jednym

miejscu, a my musimy pilnowa  ka dego wej cia, wi c b dziemy rozproszeni. Musi jednak
przedrze  si  przez luk. Tak d ugo, jak  dziemy mieli 

nierzy przy wej ciach, potrafimy go

powstrzyma . Powell ustawi  nowe kody i postawi  ca  baz  w stan alarmu, gdy tylko
genera  wyl dowa  ze swoimi lud mi. Przewaga jest ci gle po naszej stronie. My

,  e

mo emy j  utrzyma , ale nigdy nie wiadomo. Spears jest niezwykle przebieg y. Dlatego jest
genera em, a ja sier antem. Chod my.

Ruszyli biegiem.

- Post py w akcji? - spyta  Spears.
Krew w nim wrza a, czu  si  jak my liwy tropi cy niebezpiecznego zwierza. Istnia o

pewne ryzyko, ale by  pewny,  e to on wygra.

- Panie generale, wszystkie pojazdy l dowe i przestrzenne s  unieruchomione. Wszystkie

silniki zniszczone, a systemy zasilania nie dzia aj .

- Bardzo dobrze.
Wewn trz bazy by y jeszcze statki kosmiczne, ale nikt nie mo e ich u

 nie pojawiaj c

si  na powierzchnie planetoidy. Je eli Powell planuje uciec kosmicznym transportowcem,

dzie mia  ma  niespodziank . Genera  nie dba  nigdy o kody na pe zaczach czy skoczkach

- nie by o gdzie na nich ucieka . Jednak statki kosmiczne nie mog y si  unie  nawet na
centymetr bez jego zezwolenia. Ani Powell, anie jego ma a grupka buntowników nigdzie nie
uciekn . Byli unieruchomieni w bazie i zapewne my leli,  e maj  nad nim przewag . Jak e
si  mylili.

- Wyl duj na tych wspó rz dnych - powiedzia  do pilota.
Wyrecytowa   kilka  cyfr.  

nierz  wykona   rozkaz  bez  zb dnych  pyta .  By   to   lepy

zau ek opodal Pó nocnego Luku, sk d nie szerszy ni  dwudziestometrowy korytarz wiód  do
pomieszcze  reaktora bazy. Ogromne aluminiowe i ceramiczne p yty mog y by  u yte jako
radiatory usuwaj ce z bazy nadmiar ciep a w przypadku awarii. Pluton móg  przej  t dy do
dalszych cz ci zupe nie niezauwa ony. Nie by o tu kamer. Nikt nie móg  ich zobaczy , jak
zbli aj  si  do luku, nikt nie b dzie si ich spodziewa , dopóki nie zastukaj  w drzwi. Powell
wprawdzie zmieni  kody, je eli by  tylko wystarczaj co przewiduj cy, ale genera  i na to mia
odpowied .

Kolejn  wielk  niespodziank  dla niepos usznych. Nie ma w tpliwo ci, do kogo b dzie

nale

o zwyci stwo. G ównym problemem jest dokonanie tego jak najczy ciej, przy jak

najmniejszych stratach. Za setki lat b

 uczy  taktyki na sytuacjach, które przygotowa

Spears.

Powell wygl da , jakby próbowa  chodzi  po  cianach. R ce mu si  trz

y, by  blady, pot

pojawi  si  mu na skroniach i górnej wardze. Z tuzin karabinów le

o na stole, a skrzynki z

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

amunicj  sta y obok na pod odze. Kiedy Wilks podszed  do majora, Billie ruszy a do broni.
Cokolwiek si  wydarzy, nie b dzie bezbronna.

nierz stoj cy przy stole machn  karabinem, jakby chcia  j  odp dzi .

- Wilks - Zawo

a dziewczyna.

Sier ant odwróci  si .
- Pozwóle jej wzi  jeden - powiedzia  do 

nierza.

Komandos nawet nie spojrza  na Powella, by ten potwierdzi  rozkaz. Wiedzia , kto tak

naprawd  dowodzi niezale nie od stopnia. Kiwn  g ow  na znak,  e zrozumia . Billie wzi a
karabin, sprawdzi a go. Komora nabojowa by a pusta. Wyj a ze skrzyni magazynek i
wcisn a go na w

ciwe miejsce. Potem zabra a jeszcze trzy, ka dy po sto  adunków

przeciwpancernych, i w

a po jednym do ka dej kieszeni. Trzeci wsadzi a za pas. Maj c

czterysta strza ów mog a teoretycznie zabi  wiele potworów pod warunkiem,  e one nie

api  jej wcze niej. Zarzuci a bro  na rami . Poczu a si  troch  lepiej. By a uzbrojona.

Wilks i Powell chodzili tam i spowrotem.  atwo by o dostrzec,  e z majora zrobi  si

ma y, przera ony gówniarz. Ten cz owiek by  stworzony do pokoju. Wilks powiedzia  kiedy
Billie,  e powinien by  kap anem albo lekarzem, nie 

nierzem. Cywilizowani osobnicy

nigdy nie b

 dobrymi wojownikami.

Billie podesz a do komunikatora. Poprosi a o po czenie z Mitchem.
- Tu Bueller.
Nie by o wizji, Billie nie wiedzia a, jak j  w czy , ale on z pewno ci  j  widzia .
- Mitch.
- Billie. Co u ciebie?
- Jestem z Wilksem w Centrum Dowodzenia - powiedzia a.
- U mnie w porz dku.
- Widzia em, jak uciekali cie z pe zacza. Ba em si  o ciebie.
- To ju  przesz

. Powiedz mi co ty tam robisz?

- Zamierzam zosta  tutaj, a  sytuacja si  nie wyja ni. Je eli Spears albo jego ludzie

dostan  si  do  rodka, b

 móg  zrobi  par  po ytecznych rzeczy. Zamkn  dop yw

powietrza, albo ciep a, wy czy

wiat a. To spowolni ich ruchy. Mog  zrobi  du o dobrego.

Billie kiwn a g ow , kiedy dotar o do niej, o czym mówi.
- Rozumiem.
Wilks dawno temu poinformowa  j ,  e androidy zaprojektowane do akcji na planecie

obcych nie mog y w warunkach bojowych strzela  do ludzi. Problem z Mitchem polega  na
tym,  e Zmodyfikowane Prawo Asimova nie pozwala o mu tego robi . Je eli nie mia
pewno ci,  e tylko zrani cz owieka i nie spowoduje to jego  mierci, nie wystrzeli, chocia
potrafi umie ci kul  tam, gdzie zechce. Cz owiek móg by si  przecie  wykrwawi  nawet ze
zranionej stopy, a androidowi nie wolno tak ryzykowa . Oczywi cie, z wyj tkiem tych
androidów, które nie s  zaprogramowane zgodnie z prawem. A to jest prawie niemo liwe,
chocia  Billie wiedzia a,  e to nieprawda. Wi kszo  napastników, którzy zaatakowali ich
podczas poprzedniej misji, by a sztuczna. I zabija a ludzi.

- S uchaj, Mitch. Kiedy to wszystko si  sko czy, musimy usi

 i spokojnie

porozmawia . Nie potraktowa am ci zbyt dobrze, sama nie rozumiem dlaczego, ale chc  si
poprawi .

- Dzi kuj , Billie. Nawet nie wiesz, jak si  ciesz ,  e to powiedzia

.

-  adnych gwarancji. My

,  e sama dok adnie nie wiem co z tym zrobi .

- Cokolwiek jest zawsze lepsze ni  nic.
Poczu a niezadowolenie. Ci gle traktowa a go tak samo. Jednak my l o swojej albo jego

mierci by a okropna.

- Dobra. Pos uchaj. Musz  ju  i . Porozmawiamy pó niej.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- B

 ostro na - us ysza a jeszcze. - Nie chc ,  eby co  ci si  przytrafi o. Ja...ja...

- Nie mów tego, Mitch. Nie teraz.
Wy czy a si .
Za jej plecami Wilks i Powell zacz li krzycze  na siebie.
-  S uchaj  -  wrzasn   sier ant  ostrym  tonem.  -  Trzymaj  te  pieprzone  w azy  pod  ci

stra ! Zaspawaj je, szczególnie te do roz adunku towarów! Nie wiesz przecie , jakie
przyrz dy ma ten pieprzony genera . Mo e mie  dost p do g ównego komputera, nawet

c na zewn trz.

- Niemo liwe. System jest zabezpieczony, wewn trzne modemy zablokowane...
- Do cholery, Powell. Ten cz owiek jest 

nierzem, zjad  na tym z by i ju  raz nas

oszuka . Je eli wedrze si  do  rodka i zacznie dzia

, umrze wielu ludzi. Nie wiedzia

 o

drugim skoczku, prawda?

Szcz ki majora napi y si , wargi utworzy y cieniutk  kresk , ale potrz sn  przecz co

ow .

- Nie.
- Zapami taj sobie,  e ma co  wi cej ni  tylko naszywki. S uchaj, my jeste my

samowystarczalni, a oni maj  tylko polowe racje  ywno ci i sprz tu. Je eli wystarczaj co

ugo potrzymamy ich na zewn trz, wygramy.

Powell g

no wypu ci  powietrze.

- W porz dku. Wydam rozkazy.
Wilks kiwn  g ow  i popatrzy  na Billie. Dziewczyna nie wiedzia a zbyt wiele o

sprawach armii, ale wydawa o jej si ,  e nast pny ruch nale y do Spearsa. Nie podoba o jej
si  to. Ten facet by  wariatem. Nikt nie móg  przewidzie , co zrobi. Mo na by  tylko czeka .

Spears wiód  swój pluton w kierunku Luku Wschodniego. Zdrajcy pewnie stracili

skoczka z oczu, kiedy lecia  na pó noc, i teraz spodziewali si  ataku z tamtej strony. To
prawda,  e teraz my la  o czyms wi cej. Je eli dostanie si  do  rodka bez wi kszych strat,

dzie to wygl da o lepiej na historycznych ta mach. Kto  za sto lat powie :"Có  to za

znakomity dowódca. Jaki przewiduj cy."

Dotarli do ukrytego miejsca w pobli u luku. Nikt nie wiedzia ,  e s  tutaj. Genera  sam

za

 materia  wybuchowy na zamek. Uwa

 na wszystko. U ywa  tylko r cznej

sygnalizacji i  czno ci przy pomocy wzroku. Radio musia o zamilkn .

adunek za

ony, ludzie w pogotowiu. Spears wyci gn  specjalny transmiter i

popatrzy  na przykryty os on  guzik. Nie spodziewa  si ,  e b dzie kiedy  w takiej sytuacji,
ale teraz nikt nie mo e powiedzie ,  e genera  Thomas A. W. Spears zosta  schwytany ze
spodniami w gar ci, kiedy zacz a si  bitwa.

Zdj  os on  przycisku i przycisn  guzik jednym, stanowczym ruchem. U miechn  si

szeroko. Powell i jego banda bohaterów b dzie mia a si  czego ba .

Tak, panowie. Drzwi do komory królowej i krata zabezpieczaj ca pomieszczenie

dwudziestu pi ciu robotnic za chwil  stan  otworem, a przed nimi pojawi si  ma y
holograficzny obraz Spearsa trzymaj cego w r ce miotacz.

Genera  zachichota , wyobra aj c sobie zdziwienie królowej. Powell te  si  zdziwi.
- Czas na obiad - powiedzia . - Id cie i we cie go sobie.

                                                                    18.

- Skurwysyn! - wrzasn  jaki  cz owiek. Zagrzechota y strza y.
W Centrum Dowodzenia Wilks odezwa  si  cichym g osem:
- Powell...?
- To stra nik przy komorze królowej - poinformowa  major i nacisn  kilka klawiszy.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Pojawi  si  kolorowy obraz, holoprojekcja z kamery w korytarzu. Wida  by o stra nika

strzelaj cego do czego , co znajdowa o si  poza zasi giem obiektywu.

Powell znowu co  nacisn . Obraz przesun  si  nieco. Ukazywa  teraz otwarte drzwi.
- O, kurwa! - mrukn  Wilks.
Stra nik znów krzycza . By to ten sam m czyzna, który kiedy

artowa  sobie z Wilksa i

Billie, kiedy chcieli obejrze  komor .

Ostro zako czony ogon pojawi  si  nagle w polu widzenia. Trafi  wrzeszcz cego

nierza i przebi  mu klatk  piersiow  tak  atwo, jak ig a przebija cienk  tkanin . M czyzna

zwiotcza , bro  wypad a mu z r k i stukn a o pod og . Masywny ogon napr

 si  i

odrzuci  martwe cia o.

- S odki Jezu - powiedzia  cicho Powell.
- Wypu ci  królow  - odezwa  si  Wilks. - To Spears.
Zacz y nap ywa  kolejne raporty.
Królowa mia a u boku swoj  gwardi .
- Idziemy do statków kosmicznych - zadecydowa  sier ant.
- Baza jest ska ona. Wszyscy b dziemy trupami, je eli tu zostaniemy.
W ko cu jednak plan tego sukinsyna te  mo e spali  na panewce. B dzie mia

przynajmniej sporo zabawy zaganiaj c do komór potwory przy pomocy ludzi, którzy mu
zostan .

Pi c minut do wypuszczenia królowej i jej orszaku na wolno  i zach cenia ich do

zabijania wszystkiego na swej drodze Spears machn  r

 i jego ludzie wysadzili w az.

adunek wybuchowy rozerwa  si  bezg

nie w pozbawionej powietrza pustce, ale metal

zamka skr ci  si , a tlen z wn trza luku natychmiast zamarz  w krystaliczny py .

- Naprzód!
Stra nicy zacz li strzela , przynajmniej ci, których wybuch nie pozbawi  przytomno ci.

Ludzie genera a mieli przewag  zaskoczenia i tylko jeden z nich pad , zanim luk nie zosta
zdobyty. Byli wewn trz, wróg by  w rozsypce, a ich akcja przebieg a niespodziewanie

adko. Wszystkie szczegó y walki by y przekazywane do skoczka i nagrywane. B dzie je

mo na potem zmontowa ,  eby zapewni  ci

 wydarze  i zachowa  dla potomnych oraz

heroicznego genera a. W ko cu nie by  jakim  fotelowym dowódc  i nagranie poka e
prawd .

ciwie to jeszcze tego nie dokona . O, nie. Ten, kto stanie mu na drodze, gorzko

po

uje. Je eli tylko b dzie mia  do  czasu, by poczu  cokolwiek.

Machn  na swych 

nierzy, by podnie li swe os ony twarzy.

- Idziemy - powiedzia . - Nie zdejmowa  skafandrów. B

 chcieli prawdopodobnie

zniszczy  nas u ywaj c systemu podtrzymywania  ycia. Idziemy do szóstki. Cisza radiowa
nie obowi zuje. I tak wiedz ,  e tu jeste my - opu ci  os on  i doda  przez radio: - Spróbujcie
bra  ich  ywcem. Strzela  nisko.

Wilks bieg  z karabinem gotowym do strza u. Billie i Powell pod ali tu  za nim. W

powietrzu wibrowa  d wi k alarmu. Czerwone  wiat a b yska y na ka dym zakr cie.
Wsz dzie przebiegali spanikowani ludzie. Wykrzykiwali informacje, które i tak by y znane
wi kszo ci, ale nikt z nich nie spotka  si  jeszcze z najgorszym.

Wilks wiedzia ,  e ci, którzy napotkali obcych, nie mogli ju  biega . Spears wypu ci  te

cholerne bestie, a te szybko wpad y w sza  polowania i chwyta y ka dego cz owieka, który
znalaz  si  w zasi gu ich szponów.

Billie natkn a si  na przeno ny komunikator i zabra a go.
- Mitch! Mitch, odezwij si ! Uciekaj stamt d, spotkamy si  przy statku! Obcy s  na

wolno ci! Spears jest w bazie! Mitch!

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Je eli j  us ysza , to nie odpowiedzia . Sier ant nie mia  teraz czasu na zastanawianie si

dlaczego.

Obcy pojawi  si  w korytarzu i ruszy  ku biegn cej trójce. Rozwar  swe diabelskie

szcz ki. G sta, lepka  lina  cieka a d ugimi pasmami z ostrych z bów.

- Pieprz  ci  - rykn  Wilks.
Podrzuci  b yskawicznym ruchem karabin wycelowa  bez u ycia lasera - nie starczy oby

na to czasu - i wystrzeli  krótk  seri .

Przeciwpancerne pociski trafi y obcego w g ow  i rozerwa y na kawa ki tward

chitynow  pokryw  czaszki. Trysn  kwas. Potwór zatoczy  si , uderzy  o  cian  i osun  si
w ko cu na pod og .

Grom wybuchów wdar  si  do uszu sier anta i uderzy  w b benki jak ci ka  apa

olbrzyma. Poczu  ból, który szybko min . Pozosta o tylko uporczywe, g

ne dzwonienie.

Powinien za

 ochraniacze. Oczywi cie, je eli ci gle si  obawiasz,  e og uchniesz na

staro , to na pewno si  tak stanie.

yn na pod odze kipia  i wysy

 w powietrze chmury gryz cego dymu. Szybko w era

si  w g adk  pod og .

- Uwa ajcie na krew, nie wdepnijcie w ni !
Pobiegli dalej.

nirz wyszed  zza rogu z broni  gotow  do strza u. To Spears pierwszy go dostrzeg .

Podniós  pistolet i opar  go na palcach drugiej d oni. Przyj  klasyczn  pozycj  i wypali  trzy
razy. Technika nazwana potrójnym strza em z Mozambiku. Nazwa wzi a pocz tek od
pewnej akcji staro ytnej policji w jednym z afryka skich krajów. By a to standardowa
procedura w tamtych czasach: dwa szybkie strza y w serce i jeden w g ow . Zawsze w tej
kolejno ci. Spears podejrzewa ,  e takie post powanie spowodowane by o kamizelkami
kuloodpornymi noszonymi pod zwyk ym ubraniem. Technika mia a dawa  pewno ,  e cel
zostanie zlikwidowany. Ostatni strza  by  dodatkowym zabezpieczeniem.

Nieszcz sny komandos nie nosi

adnego pancerza i wszystkie trzy strza y by y

miertelne.

Kiedy upad , genera  poczu  co  w rodzaju triumfu, ten rodzaj uniesienia kiedy

wychodzisz zwyci sko z pojedynku jeden na jednego. Wróci o stare wspominanie z czasów,
kiedy by  ch opcem i pokona  swego pierwszego...

Tommy ukry  si  w komórce pomi dzy szczotkami i odkurzaczami. Proszki do

czyszczenia wywo ywa y kr cenie w nosie. Chcia o si  kicha , ale  ci ni cie nozdrzy
zapobiega o temu. Na zewn trz kr

 Jerico Axe. Szuka  Tommy'ego. By  blady  wit i

wszyscy powinni jeszcze spa . I doro li i kadeci byli jeszcze w 

kach nie Jerico.

Axe by  g upim dupkiem i Tommy wiedzia  o tym, ale znaczy o to tyle,  e tamten by

wielkim, g upim dupkiem. Tommy by  na jego czarnej li cie chocia  nie wiedzia  dlaczego.
Zawsze, kiedy w pobli u nie by o nikogo z doros ych Jerico kopa  Tommy'ego gdzie
popada o. Tommy  broni  si , ale tamten by  starszy, dziesi  kilo ci szy i o sze  miesi cy
bardziej zaawansowany w sztuce walki. Tommy zawsze zadawa  kilka ciosów, raz nawet

ama  nos temu kutasowi, ale zap aci  za to z aman  r

, wybitymi dwoma z bami i

pi tnastoma szwami nad lewym okiem.

Tommy  yczy  swemu dr czycielowi wycieczki przez pustyni  pod pal cym s

cem a

do wyczerpania si .  yczy  mu, by nikt nie znalaz  jego cia a, dopóki padlino ercy nie
za atwi  si  z jego cia em.

Móg by równie dobrze spodziewa  si ,  e Jerico stanie przed komisj , w której sk adzie

dzie Tommy Spears. Ten dupek nie by  a  tak g upi.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Tommy siedzia  w komórce i mia  nadziej ,  e jego prze ladowca nie zajrzy tutaj. By

zm czony i chcia  znale  si  w 

ku,  eby nie zosta  skopanym przez tegi wielkiego

ówka.

Bose  stopy  zaklaska y  o  pod og   tu   za  drzwiami  kryjówki.  Jerico  zdj   buty,  ale  i  tak

st pa  ci ko jak zepsuty robot i robi  du o ha asu. Tommy us ysza ,  e otwiera drzwi do

azienki,  eby zobaczy  czy nie ukrywa si  tam jego ofiara.

Cholera. Móg  zajrze  tutaj. W

ciwie nie by o tu miejsca, gdzie naprawd  mo na by si

schowa  z wyj tkiem ogromnego kosza na odpady. Pewnie, gdyby tak zakopa  si  w

mieciach i przykucn  na dnie pojemnika, Jerico nie zobaczy by go.

Tommy wsta  i zacz  przek ada  nog  przez kraw

 kosza, ale nagle zatrzyma  si .

Ogarn a go niepowstrzymana w ciek

, gor cy gniew zawrza  mu we krwi, sp yn  do

krocza, potem do nóg. Wype ni  mu pier  nieznanym dot d uczuciem, wreszcie zawirowa
pod czaszk .

Pieprzy  to!
To nie mog o by  tak. Nie powinienem si  ukrywa  przed tym fiutem Jerico Axem tylko

dlatego,  e tamten jest wi kszy i silniejszy oraz lepiej wyszkolony ni  on sam. To nie tak.

 W nik ym  wietle lampek kontrolnych stoj cego przy drzwiach robota zdo

 dojrze

skrobaczk  do pod ogi umocowan  do jego pojemnika na narz dzia. By  to po prostu
aluminiowy pr t, nieco d

szy ni  pó  metra i gruby prawie jag przegub Tommy'ego. Na

ko cu mia  do czony komplet ró nego rodzaju ostrzy. Maszyna u ywa a go do zdrapywania
ró nego rodzaju zanieczyszcze  przylepionych do pod ogi. Narz dzie przypomina o nieco
kos , któr  kto  wygi  pod dziwnym k tem.

Tommy wzi  skrobaczk . Zwa

 w r ce. By a przyjemne ci zka.

Kiedy Jerico otworzy  drzwi, Tommy by  ju  gotowy.
Wi kszy ch opiec zd

 tylko mrugn  i otworzy  szeroko oczy ze zdumienia gdy

Tommy skoczy  i wbi  ostrze w czaszk  znienawidzonego dr czyciela. Trafi  tu  nad prawym
okiem. Us ysza  chrupni cie!

Jerico wrzasn  - jak to wspaniale brzmia o - potem zatoczy  si  do ty u. Cofa  si , a

plecami opar  si  o przeciwleg

cian . Osun  si  w dó  i usiad . Wyci gn  skrobaczk  z

rany. Krew zala a mu ca kowicie oko. Popatrzy  w gór  na Tommy'ego i dopiero wtedy
zrozumia , co si  sta o.

Tommy ruszy  w jego kierunku.
- Dawaj to - powiedzia  cicho i si gn  po metalowe narz dzie. Chwyci  skrobaczk , a

Jerico pozwoli  mu na to. Tommy nie wiedzia , co tamten my li, ale czu  strach starszego
ch opca. Sam prze ywa  rodzaj przera enia zmieszany ze z

ci  i czym , czego nigdy

wcze niej nie odczuwa . By o to poczucie wielkiej si y, pot gi i zadowolenia z pokonania
wroga.

- Ja krwawi !
- Ju  nied ugo - powiedzia  Tommy. Podniós  skrobaczk  i ruszy  do przodu.
Tommy Spears mia  dziewi  lat, kiedy zabi  swego pierwszego wroga...
- Na  wi te gówno! - rykn  jeden z komandosów Spearsa. Genera  pozby  si

wspomnie  w mgnieniu oka i popatrzy  na zabitego 

nierza. Zadziwiaj ce. Jego wy czenie

si  trwa o mo e pi  sekund, a ilo  informacji by a olbrzymia. Pami  musia a dzia

 jak

modem.

Nad martwym cia em sta  jeden z obcych i gotowa  si  do ataku.
Genera  ruszy  do przodu.  wiat o z sufitu o wietli o dok adnie jego twarz.

- Wiesz, kim jestem - powiedzia  i wyci gn  zza pasa transmiter. - A królowa wie, co to
jest.

Machn  przyrz dem. Pod oga w komorze z jajami naszpikowana by a materia ami

wybuchowymi, a transmiter móg  spowodowa  ich wybuch. Oczywi cie, teraz królowa

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

mog a kaza  robotnicom poprzenosi  jaja w inne, bezpieczniejsze miejsce, ale nie mia a
czasu, by ewakuowa  wszystkie. Poza tym nie wiedzia a, czy Spears nie zaminowa  ca ej tej
pieprzonej bazy.

To, co widzia a robotnica, widzia a i królowa.
Potwór zasycza , potem odwróci  si  i pobieg  w przeciwnym kierunku.
- Na  wi te gówno - powtórzy

nierz. - On si  pana przestraszy !

- Mia  powody - stwierdzi  genera . - Idziemy. Pluton nie zawaha  si  nawet przez

moment.

- Powell?
- T dy - pokaza  major.
Wilks odwróci  si , by popatrze  na dziewczyn .
- W porz dku - sapn a Billie. Zaczyna o jej brakowa  tchu.
- Co z Mitchem...?
...kiepsko smakuje - odpar  sier ant. -Je eli si  nie b dzie rusza , przejd  obok i nie

zauwa  go.

- Ale nie Spears - odezwa  si  Powell.
- Dzi kuj , majorze - sarkn  Wilks, za  do Billie powiedzia :
- S uchaj, wie dok d idziemy i zrobi wszystko, co b dzie móg ,  eby nam si  uda o, a

potem do czy do nas.

- Nie chce go tu zostawi  - powiedzia a Billie. - No i dobrze. Poczekamy na niego.

Obiecuj .

Billie skin a g ow . Tak musia o by . Nie mia a wyboru. Musia a zaufa  Wilksowi.
Kto  krzykn  za nimi bulgocz cym. niesamowitym wrzaskiem.
- Czas nas goni!
Billie wydawa o si ,  e biegnie ju  od nie wiadomo jak dawna. Mo e ca e  ycie. Jednak

nie by o czasu na odpoczynek.

- Dalej - krzykn a na Wilksa i Powella. - Jestem tu  za
wami. Przyspieszyli biegu.

                                                                    19.

Wilks nie ba  si

mierci. Bieg  do miejsca, które wydawa o mu si  najbezpieczniejsze na

tej ma ej planecie, ale je eli si  to nie uda, to trudno. I tak 

 na kredyt, co powtarza  sobie

bez przerwy. Jak d ugo ju ? Dwana cie, czterna cie standardowych lat? Billie mia a dziesi ,
kiedy pierwszy raz spotka a si  z obcymi. Musi j  zapyta , ile ma teraz. On sam powinien
zgin  z reszt  swego oddzia u, ale tak si  nie sta o. Od tamtej pory du o czasu sp dza  nad
butelk  i faszerowa  si  chemikaliami, by zapomnie . Los tak chcia , mo e jaka
nadprzyrodzona si a wszech wiata, a mo e po prostu szcz cie Kolonialnego Komandosa.
Gdzie  na  cie ce jego  ycia pojawi  si  nowy cel: zniszczy  obcych do ostatniej robotnicy,
do ostatniego jaja. Gdyby pozwoli  si  tutaj zabi , zniweczy by nieodwo alnie mo liwo ci
wype nienia swej misji, a to przera

o go bardziej ni

mier . Tylko jeden raz w  yciu

naprawd  si  ba , ale to by o bardzo dawno temu.

Kilka lat wcze niej, podczas jednego a jego chemicznych ekscesów, Wilks zosta

znaleziony przez cywilów na ulicy. Zastali go nagiego, a jego wszczepione identyfikatory
przepad y. Ludzie, którzy go obrabowali i próbowali zabi  nie chcieliby kto  zidentyfikowa
cia o. Cywile nie wiedzieli,  e maj  do czynienia z 

nierzem i zabrali go do centrum

medycznego, gdzie zaopiekowano si  nim. W standardowym post powaniu terapeutycznym
by a równie  przewidziana sesja z psychiatr . Pech chcia ,  e trafi  do szpitala
akademickiego, gdzie wielu m odych lekarzy chcia o zaj  si  tym dziwnym pacjentem i jego
depresj . Bo czy  cz owiek z tak zniekszta con  twarz  mo e by  normalny?

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Nie zaj o im du o czasu wykrycie,  e maj  do czynienia z komandosem. Szybko te

postawili diagnoz . Czekaj c na zabranie swego podopiecznego przez  andarmeri
Wojskow , chcieli wydusi  z niego, ile si  da. Taka gratka mog a si  wi cej nie powtórzy .

W czasie jednej z takich sesji z atrakcyjn  m od  lekark , któr  w innych warunkach

ch tnie by sprawdzi  w 

ku, dowiedzia  si  o Syndromie Doca Hollidaya.

Holliday, jak si  dowiedzia , by  kim  w rodzaju felczera w dawnych czasach na Ziemi. A

mo e by  dentyst  czy kim  w tym rodzaju. zachorowa  na gro

 i w tamtych czasach

nieuleczaln  chorob .

- Wi c - powiedzia a mu m oda pani doktor - spakowa  manatki i wyjecha  w miejsce o

ciep ym i suchym klimacie, co mia o mu przynie  ulg  przy jego dolegliwo ciach. Zosta
tam zawodowym graczem w karty i szulerem. Uczestniczy  w wielu pojedynkach na
rewolwery, chocia  nie by  szczególnie dobrym strzelcem. I zawsze potrafi  pokona
przeciwnika. Na przyk ad móg  w publicznym miejscu strzeli  do cz owieka u ywaj c broni
nazywanej sze cio strza owcem i za ka dym razem chybi  z odleg

ci siedmiu metrów.

Bior c pod uwag ,  e taka bro  by a we wprawnych r kach skuteczna mniej wi cej na
pi dziesi t metrów, by  to 

osny wynik. Pó niej przerzuci  si  na co , co nazywano

"obrzynem", i na ile dobrze mnie poinformowano, by a to straszna bro  na krótki dystans.

- Interesuj ce - zgodzi  si  Wilks i pomy la ,  e chyba j  przeleci, je eli nie znajdzie

innego sposobu,  eby si  zamkn a. Zanim zd

 cokolwiek powiedzie , m oda kobieta

zacz a

opowiada  dalej, w sposób oczywisty zakochana w swoim w asnym g osie.
- Z tego, co nasi badacze historii medycyny potrafi  nam powiedzie , wynika,  e

wygrywa , bo nie dba  o przegran . Wilks zmarszczy  brwi.

- Co to oznacza? - zapyta  i od razu tego po

owa .

' - Pan Holliday przypuszcza ,  e szybko umrze. Faktycznie 

 poza przewidywanym

terminem  mierci. Mo e diagnoza by a niedok adna. Ale poniewa  my la ,  e jego dni s
policzone, a ich liczba jest niewielka, wierzy ,  e nie ma nic do stracenia. Kiedy stawa  do
pojedynku, nie czu  strachu przed  mierci . By  ju , w swoim przekonaniu, martwy. Pó niej
regularnie zacz  spo ywa  ogromne ilo ci alkoholu, a to dodatkowo go znieczula o. Kiedy
doda  to do czasu reakcji jego przeciwników i jako ci broni, mo emy wyt umaczy  sobie
przewag , jak  posiada . Wi kszo  ludzi staj cych do takiej rywalizacji nie chce umiera .
To powoduje moment zawahania albo nawet co  v rodzaju paniki. Cz owiek, który nie dba o
to, czy b dzie 

 czy umrze, ma jedyny cel: strzeli  i niech to diabli. I oczywi cie to

wszystko razem wzi te okazywa o si  fatalne w skutkach dla przeciwników Pana Hollidaya.

Wilks potrz sn  g ow .
- Cudownie. A teraz nie chcia aby  si  rozebra  i po wiczy  troch  z bohaterem

wojennym, zanim przyjd  mnie zabra ? U miechn a si , jakby jego rubaszna odzywka
wcale jej nie zaskoczy a.

- My

,  e nie, kapralu Wilks. To nie by oby nic profesjonalnego...

Biegn c korytarzem, w którym kr

y potwory poszukuj ce zdobyczy, Wilks

wyszczerzy   z by  w  szerokim  u miechu.  "Teraz  wiem,  co  czu

,  Doc  -  pomy la .  -  Kiedy

po yczasz sobie troch  czasu od kostuchy i nie dbasz o to, czy umrzesz, wszystko wydaje si
proste i mi e.

Billie dojrza a m czyzn  z karabinem, który usi owa  si  ukry . Kiedy zorientowa  si ,

e go zobaczy a, podniós  karabin i wycelowa  w jej stron .

- Wilks! - krzykn a.
Podnios a sw  bro  i skierowa a j  w stron  strzelca. - Nie rób tego, 

nierzu! - wrzasn

Powell. Jednak komandos nie us ucha .

- Genera  wróci ! Wszyscy jeste cie ju  padlin !

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Billie i Wilks strzelili niemal jednocze nie. 

nierz okr ci  si  wokó  w asnej osi i upad .

Z dwóch ran w klatce piersiowej bluzga a krew.

Billie poczu a md

ci. Zabijanie ludzi nigdy nie jest  atwe. Bieg a jednak dalej. Instynkt

samozachowawczy zwyci

.

Kto  wy czy

wiat o i wszystkie urz dzenia podtrzymania  ycia. Spears by  na to

przygotowany. Jego 

nierze byli ubrani w skafandry pró niowe i d wigali ze sob  wszelki

sprz t potrzebny w walce.

- W czy  duchy, 

nierze - powiedzia  genera .

Sam prze czy  filtr w os onie na podczerwie  i zobaczy  korytarz w zielonkawym,

upiornym o wietleniu. Pstrykn  prze cznikiem lampy na he mie i od razu  ciany zaja nia y
jaskraw  zieleni . Zrobi o si  jasno, prawie jak normalnie. Jednak dla kogo , kto sta  obok
lampy,  wieci y ledwo zauwa alnym, ciemnofioletowym  wiat em.

- Zatrzyma  si ! Cofn  si  z pola ostrza u!
Kto  pojawi  si  przy kra cu korytarza dwadzie cia metrów z przodu. Genera  ujrza

czyzn  wymachuj cego r kami i us ysza  wo anie:

- Generale! Czy to pan? Nie strzelajcie, jestem po waszej stronie!
Spears nie widzia  zbyt wiele, ale dostrzeg ,  e krzycz cy cz owiek nosi s

bowy

kombinezon i nie ma  adnej broni.

- Ognia - zakomenderowa .
Dwóch komandosów wystrzeli o. Rozleg  si  przyt umiony, ale wyra nie s yszalny

wi k. M czyzna upad , jakby nagle uciek y spod niego nogi. Z pewno ci  w bazie jest

wielu sprzymierze ców, lecz Spears nie mia  czasu sprawdza  ka dego. Jeden wróg z
granatem móg by wyrz dzi  ogromne szkody. Lepiej najpierw oczy ci  pole, a dopiero
potem zaj  si  sortowaniem je ców.

Niespodziewanie znikn a grawitacja. Nie by o  adnego ostrze enia, po prostu nagle jej

nie by o. Biegn cy komandosi wyskoczyli raptownie w gór , uderzaj c w  ciany i sufit albo
sun li niepowstrzymanym p dem po pod odze, niezdolni do kontroli swych ruchów.
Prze czenie z prawie pe nego ziemskiego ci enia do mo e jednej dziesi tej nigdy nie by o
przedmiotem treningu 

nierzy.

- W czy  buty! - rykn  Spears.
Pod pod og  znajdowa y si  magnetyczne paski umieszczone tam z my

 o takich

nie przypadkach. Buty komandosów pozwala y chodzi  niewiele wolniej ni  przy

normalnej grawitacji.

Kiedy wszyscy 

nierze och on li z zaskoczenia, okaza o si ,  e tylko jeden zosta  ranny

zbyt ci ko, by kontynuowa  marsz. Sanitariusz stwierdzi ,  e po ama  sobie szyj  i wymaga
natychmiastowego umieszczenia w sekcji medycznej.

 - Mo e chodzi ?
- Nie, panie generale. Jest sparali owany.
- Zostawcie go. Kto  pó niej po niego przyjdzie. "Tak naprawd  to jaki  obcy" - pomy la

Spears.

Ten cz owiek by  teraz bezu yteczny jako 

nierz, wi c mo e pos

 jako jedzenie dla

nowego wojska. Mo na na to pozwoli .

-  Panie  generale!  -  krzykn   ranny  cz owiek.  -  Prosz !  Nie  zostawiajcie  mnie  tutaj!  Nie

zostawiajcie mnie tym potworom!

- S

y tak e ten, kto le y i czeka - powiedzia  Spears. To wojna, synu. Spieprzy

spraw  i p acisz za to. 

nierze, idziemy.

Pluton przeszed  obok, buty dudni y o pod og . Krzyk rannego ucich , kiedy genera

czy  radio na trzeci kana .

Powell  s ucha   komunikatora,  który  niós   ze  sob .  Potrz sn   g ow .  On,  Wilks  i  Billie

zbli ali si  do korytarza ko cz cego si  hangarami statków kosmicznych. Ci gle mieli

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

wiat o i energi , chocia  prawie ca a baza ich nie mia a. W raportach, które mo na by o

us ysze  przez komunikator, s ycha  by o objawy paniki. G osy zdawa y si  krzycze  tym
samym, przera onym tonem:

- Podtrzymanie  ycia wy czone w D-2...
- Stracili my Maurego, potwory go porwa y i...
- Luki powietrzne zamkni te, powtarzam, zamkni te... - ...wpadli my pod ogie . Kto  tu

strzela...

- Potwory, potwory! Aaaa!
Odg osy wybuchów, karabinowe strza y, brz k metalu o metal i inne zwiastuny

gwa townej  mierci. Wszystko mo na by o us ysze  w g

niku.

Wilks poczu  si  przez chwil  ci szy, jakby kto  nagle usiad  mu na ramionach. Potem

to uczucie znikn o.

- Wilks?
- Kto  bawi si  grawitacj  - powiedzia . - My

,  e Bueller usi uje opó ni  marsz

Spearsa albo odrzuci  obcych.

Powell sam by  na granicy paniki i sier ant to widzia . Twarz majora poblad a, pot

wyp ywa  wszystkimi porami skóry. Ci gle wciska  coraz to nowe klawisze komunikatora,
jakby od tego zale

o jego  ycie.

- Baza jest zdobyta - powiedzia  w ko cu. - Spieprzyli my to. Powinienem to lepiej

przygotowa , zanim spróbowa em. On jest zabójc . Szale cem. Przegrali my.

- S uchaj - odezwa  si  Wilks tonem, jakim mówi si  do ma ego dziecka. - S uchaj,

mo emy st d odlecie . We miemy jeden ze statków.

Powell pokr ci  g ow .
- Nie mo emy. Zbyt du o czasu zajmie programowanie lotu. Dopadn  nas. Dopadn !
- Uruchomimy stary program - powiedzia  sier ant. - Zabierze nas tam, sk d przylecia .
- Niezbyt dobry pomys . Przylecia y z Ziemi. Wszystkie. - Zmienimy ten cholerny

program w czasie lotu! Ruszaj si , Powell!

Major popatrzy  na niego uwa nie. .
- W porz dku. Teraz ty dowodzisz, dobra?

osny frajer. Powinien zaj  si  inn  prac . Powiedzmy, popija  sobie herbatk  gdzie

na uniwersytecie, rozmawia  z profesorami o sztuce wspó czesnej albo historii staro ytnej.
Jest tylko jedna ma a przeszkoda. Bez zabójców takich jak Spears i -ech! – jak Wilks nie

dzie ju  takich miejsc. Mo e ju  nigdy.

Przed nimi wysz a z cienia dwójka obcych i zacz a sycze . Sier ant poczu ,  e si

miecha.

"Pieprz  was - pomy la . - Znacie mnie, co? Jeste cie zgubione w pojedynku z Doc

Holidayem, wy g upie skurwysyny. Stan  obok Billie, która równie  dostrzeg a potwory.
Stali rami  przy ramieniu i jednocze nie podnie li karabiny.

Korytarz wype ni  si  grzmotem wystrza ów. - Idziemy, Powell. Trzymaj si  nas.
Ca a trójka ruszy a ku wej ciu do hangaru.

                                                                   20.

Hangar by  jeszcze cichym, spokojnym miejscem. Obcy nie zdo ali do niego dotrze .

Dwójka stra ników wpu ci a ich do  rodka bez problemów. Rozkaz Powella jeszcze dzia

.

Ogromna przestrze  hangaru wydawa a si  prawie pusta. W chwili; gdy rozleg  si

pierwszy d wi k alarmu, pracowa  tu t um ludzi. Teraz nie by o nikogo.

- Na który ze statków naj atwiej si . dosta ? - spyta  Wilks - I który jest przygotowany do

drogi?

- Tamten - wskaza  Powell.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

W bazie mog o znajdowa  si  wi cej statków, ale ten hangar mie ci  cztery, w czaj c w

to kierowany komputerem transportowiec, na którym przylecieli Wilks, Billie i Bueller.
Sier ant by  zadowolony,  e to nie Amerykanina pokaza  Powell. Wola by mie  w podró y
bardziej ludzkie warunki ni  poprzednio. Z drugiej strony, w czasie burzy ka dy port jest
dobry. To miejsce ze Spearsem i gromad  obcych za plecami przypomina o nie tylko burz .
To by  prawdziwy huragan.

- Wszyscy na pok ad - machn  karabinem w kierunku statku.
Baza by a zniszczona. Spears i jego oddzia  poruszali si  w ród chaosu, strzelaj c do

wszystkiego, co pojawi o si  w polu widzenia. W wi kszo ci byli to ludzie, ale zastrzelili te
kilka robotnic, które by y zbyt opiesza e w wykonywaniu polece  genera a. Do diab a,
przecie  atakowanie go by o prawie samobójstwem.

Tylko kilka potworów uda o si  uratowa . B dzie musia  ograniczy  straty. Wprawdzie

zmierza  do zwyci stwa w bitwie i wojnie, ale baza by a stracona. Có , dobry dowódca wie,
kiedy zabra  swoje czo gi i wycofa  si . Trzecia Baza spe ni a ju  swoj  rol . Chcia by mie
troch  wi cej czasu, ale jaki dowódca ma go w wystarczaj cej ilo ci? Próbujesz osi gn
perfekcj , ale musisz pogodzi  si  z tym, co masz, i ruszasz dalej. Kiedy wchodzisz do walki,
musisz wykorzystywa  to, co masz a nie to, co chcia by  mie . W doskona ej galaktyce
móg by  zawsze mie

nierzy i sprz t, jaki by by ci potrzebny do realizacji planów. W

realnym  wiecie rzadko tak si  zdarza.

Oddzia  straci  jeszcze dwóch ludzi. Jeden zosta  zastrzelony, drugi zgin  na minie.

Wszystko jednak sz o dobrze. Miejsce, gdzie zgromadzi  swe najlepsze potwory, swego
rodzaju  mietank , by o dobrze zabezpieczone nawet przed wybuchem j drowym i tylko on
mia  klucz otwieraj cy drzwi. Te robotnice by y bezpieczne i stanowi y jedyn  cenn  rzecz
na tej go ej skale, z której trzeba wreszcie odlecie . To tak e dobrze zabezpieczy . Biedny
by by genera , który nie potrafi sobie zapewni  drogi odwrotu. A Spears nie chcia  by  takim
genera em.

Poprowadzi  swój oddzia  w kierunku hangarów.
Billie ju  si  nie ba a, jej poziom adrenaliny we krwi obni

 si , lecz ci gle by a w

pogotowiu. Dziwna by a my l,  e mo e czu  si  tak jak teraz, ale tak w

nie by o. A mo e w

ko cu postrada a zmys y. By a jednak zbyt zm czona,  eby si  nad tym zastanawia .

- I co? - odezwa  si  Wilks.
By o to skierowane do Powella, który marszczy  brwi nad kontroln  p ytk  przy w azie.

Wpisa  ju  ca  seri  liczb i popatrzy  na statek.

- Klipa nie otwiera si  - powiedzia  dr cym g osem. - Widz . Dlaczego?
Major pokr ci  g ow .
- Nie wiem. To jest Rozkaz Otwarcia i powinien otwiera  ka dy zamek w bazie,  cznie z

ch odziark  w kuchni. Spears dba  o to, kiedy tu by . Kod ustala ka dy, kto dowodzi baz . To
dzia

o. I powinno nadal dzia

.

- Jeste  pewny,  e poda

 w

ciwe cyfry? - spyta a Billie. - Oczywi cie. Jestem pewny.

Wilks westchn  g boko.
- Spears. Ten pieprzony czubek znowu nas okpi . Powinni my si  domy le . Taki

paranoik jak on nie ufa nikomu co do statków. Szczególnie, kiedy go tu nie ma. Musimy si

ama .

- To zajmie du o czasu - stwierdzi  major. - P ytka zamka
fiest opancerzona.
- Nie widz  innej mo liwo ci.
Spears ze swymi 

nierzami dotar  do zewn trznego hangaru przez tunel ewakuacyjny,

który dawno temu sam kaza  wybudowa . Dwa transportowce sta y cicho w ogromnej hali.
Genera  zostawi  pó  plutonu na zewn trz jako os on , ale okaza o si  to niepotrzebne. Byli tu

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

sami. Spears prawie poczu  lito  nad wrogiem. Byli bez klasy. Tak naprawd  Powell nigdy
nie mia  szansy.

- Dobra. Reszta za mn  do wewn trznego hangaru. Powoli zbli yli si  do przej cia.
- My

,  e gotowe - powiedzia  Wilks.

ytka zosta a stopiona, mieli jut dost p do elektroniki zamka. Teraz  atwo by o go

otworzy  . Wilks zamkn  dop yw zasilania do zamka i u

 r cznego podno nika,  eby

odsun  klap . Zrobi  ju  pi tnastocentymetrow  szpar , kiedy us ysza  g os za plecami:

- Nie rusza  si !
Odwróci  g ow  i zobaczy  pó  tuzina komandosów w skafandrach pró niowych z

wycelowan  w niego broni . Rzuci  szybkie spojrzenie Billie. Zrozumia a. Lepiej zgin  w
walce ni  zosta  oddanym potworom.

-  egnaj, Billie - szepn . - Przykro mi.
Schyli  si  po karabin oparty o pow ok  statku i k tem oka dostrzeg ,  e dziewczyna ju

trzyma bro  w pozycji strzeleckiej. Czeka  na uderzenia pocisków, które by go zabi y,
wiedz c,  e nie ma sposobu unikni cia  mierci. Pieprzy  to!

lepiaj ce bia e  wiat o sp yn o na Wilksa i zabra o mu  wiadomo . Dziwne, nigdy

nie przypuszcza ,  e to tak wygl da...

Kiedy Wilks odzyska  przytomno , le

 na plecach obok Powella, a Billie znajdowa a

si  po drugiej stronie majora. Zamruga  oczami. Nic z tego nie rozumia .

- Fajna sztuczka, sier ancie - powiedzia  Spears.
Wilks przetoczy  si  na bok i spotka  kpi cy wzrok genera a. Za oficerem stali

komandosi, a ka dy z nich trzyma  w r ce pr t naje ony drutami. Powodowa y przy
dotkniecie utrat  przytomno ci.

-  adunki og uszaj ce - odpowiedzia  genera  na nieme pytanie sier anta. -

zamontowa em je we w azach wszystkich statków. Gdyby  uniós  klap  jeszcze o jakie  pi ,
sze  centymetrów, nie musia bym u ywa  tego - pokaza  mu ma y przyrz d.

Wilks popatrzy  na Spearsa, w g owie ci gle mu szumia o. Co  mia  urobi , ale co?
- Nie ma sensu porywa  si  na jakie  bohaterskie gesty, sier ancie - ci gn  genera . - Po

prostu znowu zosta by  og uszony. Nie umrzesz. Jeszcze.

Genera  popatrzy  teraz na Powella, który ci gle by  nieprzytomny.
- Powinienem wiedzie ,  e ten kutas jednak nie ma jaj. Czy to wy byli cie w pe zaczu, z

którego zestrzelono mojego skoczka?

Wilks zmusi  si  do kiwni cia g ow .
Spears zrobi  to samo.
- Trak my la em. Masz punkt za próbowanie, ale wybra

 z  stron . Niedobrze.

Podziwiam facetów z ikr  nawet, je eli s  wrogami.

Billie zamrucza a przez sen.
- Kto  przegrywa, kto  traci - zako czy  genera . Odwróci  si  do swoich 

nierzy.

- Dobra, panowie. Znacie swoje zadania. Za adujcie statek, zbierzcie sprz t. Posortujcie

je ców i uwolnijcie tych lojalnych. Dam wam list .

- Co zamierza pan zrobi ? - spyta  Wilks.
W g owie mu szumia o i czu ,  e za chwil  mo e wymiotowa . Wci gn  powoli i

boko powietrze.

- Có , nie powinno ci  to zbytnio obchodzi  w twojej sytuacji. Ale poniewa  dostarczy

mi przyjemno ci prawdziwej walki, powiem ci. Wracam do domu, na Ziemi . Zabieram ma y
oddzia  obcych. Gdy tylko zademonstruj  warto  swojego wojska, dostaniemy wsparcie na
utworzenie pe nej armii z

onej z obcych. Zamierzamy skopa  dupy dzikim potworom,

synu. A kiedy poka  nagrania w jaki sposób si  to robi, dostaniemy wszystko co potrzebne
do wygrania tej wojny.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Na Boga! On naprawd  w to wierzy! Ten facet by  o kilka kilogramów l ejszy od masy

krytycznej, a g upi jak rozgnieciony karaluch.

- Co z nami? - to odezwa  si  Powell, który wróci  do przytomno ci i nawet zdo

 usi

.

- Pan i pa scy sprzymierze cy powinni cie stan  przed s dem. wojennym, majorze. Nie

mam za du o czasu na takie g upstwa, wi c zostaniecie tutaj, dopóki nie przy

 po was

oddzia u,  eby was zabra .

- Nie mo e nas pan tu zostawi ! W bazie s  obcy! Zostaniemy zabici, zjedzeni!
- Powinien pan o tym pomy le , zanim zacz li cie dzia

, majorze.

Spears odwróci  si  i wyszed .
Wilks zrobi  ruch, jakby chcia  wsta , ale dwóch 

nierzy zrobi o krok do przodu.

Znacz co podnie li osza amiacze. Sier ant po

 si  bez s owa. Próba ataku sko czy aby

si  tylko wi kszym bólem g owy po przebudzeniu. Gdyby w ogóle si  obudzi . Teraz nie
wolno mu by o spa . Cokolwiek mia o si  im przydarzy , chcia  widzie , jak nadchodzi.

                                                                  21.

Mitch le

 na Billie i porusza  si  powoli lecz z wielk  si . Wype nia  j  ca . Pot perli

si  na jego twarzy. Podpiera  si  na r kach, pr

c pot

ne musku y, z czony z ni  jedynie

przy j drach, w miejscu, gdzie styka  si  z jej  onem.

Nadzy i po czeni. Ta czyli.
Billie jeszcze nigdy nie czu a takiego spe nienia, tak ca kowitego spe nienia si  jako

kobieta, jako ludzka istota. Zawsze mia a nadziej ,  e to j  spotka, ale nie oczekiwa a tego.
Mia a kogo , kto ja kocha, kogo ona kocha. Oddawa a si  ca kowicie i czu a ca kowite
oddanie...

Byli czym  wi cej ni  dwojgiem kochanków, byli jedno ci . Zacz  porusza  si

szybciej, zbli aj c si  do szczytu, a ona porusza a si  razem z nim. Tak, tak. Tak, tak, tak!
Krzykn .

Billie patrzy a na jego otwarte usta i zobaczy a,  e szpon rozrywa mu wargi. Nie si ga

jednak w jej kierunku. Szponiasta d

 rozros a si  w rami  zbyt grube i d ugie by mog o

wysun  si  z ust Mitcha. Opu ci o si  w kierunku jego brzucha. Rozdziera o na swej drodze
skór  i mi nie, by w ko cu rozdzieli  cia o na dwie cz ci. Górna zosta a odrzucona i na niej
pozosta y tylko l

wie i nogi. Bia y p yn wytrysn  z rozerwanego cia a i spryska  j

obsceniczn  fontann - gor

, s on . W tym samym momencie poczu a w sobie wytrysk... -

Nie!

Billie ci gle czu a ucisk na nogach, szarpa a si  pod obezw adniaj cym j  ci arem...
- Billie! To ja, Wilks. Obud  si .
Zamruga a, wracaj c do przytomno ci. Bola a j  g owa, md

ci wype ni y jej prze yk

gor cym, gorzkim smakiem. 

nierze stali obok, obserwuj c wszystko uwa nie. W r kach

ca y czas trzymali pr ty osza amiaczy.

- Wilks?
- Spears. Zostali my og uszeni granatami.
Billie nie wiedzia a, o czym on mówi. Gdzie si  znajduj ? Ostatni  rzecz , któr

zapami ta a, by  ich szale czy bieg. Czu a si  jakby ci gle jeszcze bieg a.

- Billie. - Co?
- W porz dku?
Po kawa ku wraca a jej  wiadomo . Obcy w korytarzu. Drzwi statku nie chc  si

otworzy . M czy ni z karabinami wycelowanymi w nich. Niema decyzja jej i Wilksa. B
walczy . - Ju  wszystko wiem. Co teraz?

Powell siedzia  z plecami opartymi o  cian , kolana przyci gn  do piersi.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Spears zamierza za adowa  potwory na najwi kszy transportowiec i wystartowa .

Mówi ,  e leci na Ziemi . My zostaniemy tutaj razem z komandosami i naukowcami.

- Hej, sko czcie te gadki - jeden z 

nierzy stan  obok nich. - Zostaniecie tutaj ze

zdrajcami. Ci, którzy byli wierni genera owi, polec  z nim.

Powell za mia  si  histerycznie.
- Naprawd  jeste  tak g upi, 

nierzu? On ju  ci  nie potrzebuje, jeste  zb dnym

adunkiem. Zawadzasz tylko.

- Nie masz racji, majorze - odezwa  si  drugi z 

nierzy - genera  dba o swoj  w asno .

- Swoj  w asno ? Chryste, on, genera  my li,  e jest jakim  pieprzonym Bogiem, ty

imbecylu! Jeste cie dla niego nie wi cej warci ni  zu yty papier toaletowy. Wykorzysta  ju
was i teraz zostawi razem z nami.

Stra nicy popatrzyli po sobie. Dowódca, starszy sier ant, z którym Billie zamieni a

kiedy  kilka s ów, pokr ci  g ow . - Zapomnijcie o tym, ch opaki. Major usi uje nas podzieli
i rozbroi . Jak dot d genera  dba  o was, prawda? Nie dajcie si  oszuka  temu pajacowi. Nie

yszeli cie, jak genera  kaza  wam  adowa  sprz t, gdy tylko zdrajcy zostan  wy apani?

Pozosta a pi tka komandosów zamrucza a co  niewyra nie. Billie wyda o si ,  e

wyja nienie dowódcy nie zadowoli o ich do ko ca, ale nie mia o to znaczenia. I tak nie
pozwoliliby im wyj .

- Dobra - odezwa  si  znowu dowódca. - Teraz, kiedy  pi ca królewna si  obudzi a,

idziemy. Rusza  si .

Wilks wsta  i pomóg  Billie. Dwóch komandosów szturchn o Powella.
Billie poczu a, jak Wilks spr

 si  ca y. Zamierza  nadal walczy . Nie wiedzia a, jak

chce to zrobi ; ale pójdzie razem z nim.

Zgas y  wiat a.
- Co do cholery... - kto  krzykn :
Rozleg  si  trzask, jakby nast pi o krótkie spi cie, a potem rz enie.
- W czy  duchy - rozdar  si  dowódca komandosów. W czy  duchy, do cholery!
Przez d

sz  chwil  nic si  nie dzia o, czas jakby zawisn  w paj czej sieci...

- Wszyscy widz ? Meldowa ! Rozleg  si  chór g osów.
- Niech nikt si  nie rusza - rozkazywa  dalej dowodz cy 

nierz.

- Widzimy was tak dok adnie, jakby by o po udnie  na równiku.

wiat a zapali y si  ponownie, lecz trzy razy ja niejsze ni   wcze niej.

nierze wrzasn li, niemal jednym, g osem. R ce pow drowa y do opuszczonych na

twarze os on. Jeden z komandosów  podniós  plastik i pociera  pi ciami oczy.

- Co...?
- Bueller! - krzykn  Wilks.
Kopn  jednego z 

nierzy w 

dek, chwyci  osza amiacz,  zanim ten upad  na pod og

i dotkn  nim szyi drugiego stra nika. Nawet przez skafander musia o to by  niez e
uderzenie.  - Szybko! T dy!

Billie pobieg a za Wilksem. Powell by  tu  za nimi.  - Co si  sta o?
- S  o lepieni. Dostali w oczy nag y impuls par  milionów  razy silniejszy ni  normalne

wiat o hangaru. Zwyk e skafandry nie maj  w os onach filtrów t umi cych takie b yski.

Wojsko jest za biedne, by wydawa  pieni dze na g upoty. To  musia o by  jak spojrzenie w
centrum wybuchu j drowego.  Szybciej!

Wyd

yli krok.

Spears osobi cie dogl da  za adunku pojemników z obcymi na transportowy wózek,

kiedy w komunikatorze rozleg   si  oszala y z przera enia g os:

- Panie generale, Powell i tamtych dwoje uciekli!

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Spears poczu  w ciek

. Trzyma  ich przecie  w matni.  - To niewa ne. Zamkni ci, czy

na wolno ci i tak musz  tu  zosta . Uwa ajcie. Strzelajcie, gdy tylko si  poka , ale nie
szukajcie ich. Mog  si  chowa  gdzie chc .

Po wydaniu polece  dalej przygl da  si , jak kontener w druje w gór  i ostro nie jest

opuszczany na transporter. Tylko on zna  kody zamków statków. Dwa z nich by y
przygotowane do lotu w tandemie. Na jednym b dzie jego cenny  adunek,  drugi b dzie wióz
tylko jednego pasa era - genera a Spearsa.  Inne statki pozostan  tutaj. Straszne
marnotrawstwo sprz tu,  ale nie my la  o tym. Wojna wymaga po wi ce  zarówno w
sprz cie, jak i w ludziach. Cz owiek, który nie potrafi podejmowa  takich decyzji, nie
powinien dowodzi .

Silniki statków, które tu pozostan  , zostan   zniszczone w trzydzie ci sekund po jego

odlocie. Ktokolwiek tu zostanie, b dzie  musia  czeka , a  kto  przyleci i go st d zabierze. A
bior c  pod uwag  apetyty pozostaj cych potworów, nie b dzie kogo  zabiera .

Oczywi cie, zabiera ze sob  królow . Tego wymaga jego  plan. Kontroluj c j , mo e

kontrolowa  robotnice. Niektórzy  z techników s dzili,  e nowa królowa mo e powsta  z
robotnicy, je eli nie b dzie  adnej w pobli u, ale tutaj tak si  nie  stanie. Ilo  po ywienia na
tej prawie pozbawionej powietrza  planecie jest mocno ograniczona. Zapasy komandosów i
naukowców szybko si  sko cz , a wraz z nimi nadzieja na jedzenie. Chyba  e obcy maj
swoja wersj  cudownego rozmno enia  chleba i ryb, jakiego dokona  Jezus.

miechn  si  do swych my li. Pomys  mesjasza w ród  obcych by  zabawny.

ciwie, kontynuuj c my l, jego mogli  obwo

 zbawicielem. Jest to wystarczaj co

prawdziwe. Zamierza poprowadzi  ich do lepszego  wiata, do królestwa  pot gi i chwa y.
Dlaczego nie mieliby tak o nim my le ? Nie  znaczy to,  e w ogóle my

, ale tak samo jest

w przypadku  ludzkiego wojska.

- Ostro nie z tym  adunkiem - zawo

. - Nie otwiera   klapy przed czasem.

Niedobrze z pozosta ymi w wytwórni powietrza, ale czasem nie wszystko idzie jak po

ma le. Stare przys owie,  e najlepsze plany bitwy maj  krótkie  ycie, tu nie ma zastosowania.
Ci gle by a to niewielka strata. Nic, co mog oby powstrzyma  dobrego dowódc .

Spears ponownie u miechn  si  szeroko. Postanowi ,  e gdy tylko wystartuj , zapali
jedno ze specjalnych cygar. Przecie  w

nie wygra  pierwsz  bitw  w wojnie przeciwko

obcym. Ci gle móg  zapali  nast pne po pierwszej wygranej na Ziemi.

Tak zrobi, na Boga.

-

Co teraz? – spyta  Powell.

-

Wydaje mi si ,  e ju  tu byli my – powiedzia  Wilks.

Znajdowali si  w nieu ywanym magazynie. Wsz dzie sta y puste pud a pi trz ce si  w

nierównych stosach i wygl daj ce jakby zaraz mia y si  zwali  w dó .

-

Mo emy uciec, ale si  nie ukryjemy – mówi  dalej sier ant. – Musimy opu ci
planetoid  albo b dziemy trupami.

-

Ale jak?

-

Spears we mie najwi kszy statek. Tak przynajmniej my

. Mo e jeszcze jeden do

pary. Musimy znale

 sposób,  eby dosta  si  na który , zanim genera  nie przyci nie

guzika.

-

Ale jak? Ponownie spyta  major.

-

Wiesz, gdzie s  obcy, których ma zabra ?

-

W specjalnym magazynie. Wiem, gdzie to jest.

-

Idziemy tam.

-

Je eli nas kto  zobaczy...

-

.. to nas zastrzeli – nie da  mu sko czy  Wilks. – Pieprzy  to, majorze. Idziemy.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Spears poszed  za pierwszym za adowanym kontenerem, a jego ludzie zacz li wci ga
nast pny. Nic nie mog o pój

le, skoro osobi cie wszystkiego dogl da .  atwo schwyta

ponownie królow . Wszystko, co musia  zrobi , to odszuka  nowe miejsce znoszenia jaj i
machn  jej przed nosem miotaczem ognia. Gdy tylko to zrobi , wszystkie potwory
biegaj ce po bazie uspokoi y si  natychmiast.  ciany kontenera, w którym zamkn
królow , by y nieprzezroczyste tak,  e nie wiedzia a, dok d j  zabiera.

Wszystko by o pod kontrol .

Hala by a mocno strze ona, ludzie pracuj cy z transporterami równie  byli pilnowania,

lecz pusty pojazd sta  w

nie w korytarzu. Kierowca i dwóch 

nierzy nic nie robili.

Czekali.

-

To jest to – powiedzia  cicho Wilks.

-

Co? – Powell wyra nie nie rozumia .

-

Nasza szansa. Mo emy ukry  si  na transporterze, a ten zawiezie nas prosto do statku,
który zabiera Spears.

-

Oszala

. Nigdy nam si  to nie uda.

-

Oczekuj  innych propozycji.

Powell przygl da  mu si  przez chwil , potem spojrza  na Billie. Dziewczyna pokiwa a

ow .

-

Wilks jest naprawd  dobry  w te klocki – powiedzia a- Uratowa  nas ju

wcze niej. Cokolwiek ka e...

Wilks skin  g ow .
-

Dobra. Zrobimy tak...

Spears obserwowa  za adunek kolejnego kontenera. Wszystkie jego plany zaczyna y si
spe nia . Jest to historyczny dzie  dla Korpusu.

Billie wysz a naga zza rogu, przy którym sta a trójka m czyzn opartych o pusty
transportowiec.
-

Jezu Chryste – zawo

 jeden z nich. – Popatrzcie.

Billie u miechn a si  i przejecha a koniuszkiem j zyka po opuszce palca. Potem

dotkn a lekko swego lewego sutka, który natychmiast stwardnia  i powi kszy  si . Zrobi a
krok w ty  i znikn a z pola widzenia.

-

Hej – krzykn

nierz – poczekaj kochanie! – Zwariowa

 – odezwa  si  drugi -

Spears prze uje ci  na papk , jak si  st d ruszysz.

-

To tylko minuta – upiera  si  pierwszy.

-

Spears... – tym razem wtr ci  si  kierowca.

-

Pieprzy  Spearsa – rozz

ci  si  komandos.

-

Ech – zdecydowa  drugi – Id  z tob . Wol  raczej wypieprzy  t  ma . Chod my.

Dwójka komandosów ruszy a tam, gdzie przed chwil  znikn a Billie.
Kiedy skr cili za róg, zobaczyli, jak stoi z rozstawionymi nogami, ramionami

wyci gni tymi w ich kierunku i zach caj cym u miechem na twarzy.

„Jak m czy ni mog  by  tak g upi? – pomy la a – Czy naprawd  wierz ,  e kobieta,

której nigdy przedtem nie spotkali, mo e by  tak podniecona na ich widok,  e rozbiera si  do
naga i idzie do nich wilgotna i gotowa?”

Widocznie tak by o. Dwóch komandosów zbli

o si  do niej zostawiaj c po drodze

sprz t i rozpinaj c kombinezony.

Wilks stan  bezg

nie za nimi i waln  ich w g owy pr tem, który zabra  stra nikowi.

Obaj m czy ni upadli.

-

teraz mamy bro  i mundury – powiedzia  Wilks.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

-

Jezu, Wilks. Czy to s  ci, którzy mieli broni  cywilizowanego  wiata? Nic dziwnego,

e obcy nas pokonali.

Wilks wyszczerzy  z by i pokr ci  g ow .

-

Có  mog  powiedzie ? Jak znajdziesz przyjemniejsze miejsce ni  galaktyka,
powiedz. Przy cz  si . Teraz zak adaj te  achy.

-

Szybko wam posz o – zauwa

 kierowca, kiedy ujrza  dwójk

nierzy id c w

kierunku transportera. Min o zaledwie pi  minut odk d odeszli.

-

Jaka by a?

-

By am wspania a – powiedzia a Billie, podnosz c g ow  i pozwalaj c,  eby zobaczy
jej twarz.

Kierowca si gn  po pistolet, ale Wilks wycelowa

wie o zdobyty karabin w jego pier .

-

Nie rób tego – powiedzia . – Zrobimy sobie ma y spacer.

Trzy minuty pó niej kierowca i dwaj komandosi le eli zwi zani w dole korytarza, a

Powell uruchamia  transportowiec. Szef za adunku w

nie zamacha  na nich, by podje

ali.

Szef zna  Powella z widzenia, wi c major ukry  swoj  twarz. Wilks i Billie nie musieli

tego robi . Byli po prostu dwójk  komandosów.

Spears obserwowa  kontener z królow , jak powoli wsuwa  si  do wn trza statku. Je eli

nawet by a zdenerwowana, nie okazywa a tego. Siedzia a cicho, zamkni ta w pojemniku z
czystej stali.

Kiedy by a ju  w bezpiecznym miejscu, genera  poczu  ulg .

Kaza  jednemu z poruczników nadzorowa  dalszy za adunek robotnic:

-

Dobra, jak ostatni kontener b dzie na pok adzie, chc  by wszyscy 

nierze zebrali si

w hangarze Bydgoszcz wraz ze sprz tem i natychmiast zacz li  adowa  si  na Granta.
Chc  mie  na pok adzie ka dego wiernego mi komandosa do 16.00 Wykona .

Twarz porucznika rozja ni a si .
-

Tak jest, panie generale!

-

Staraj si , synu.

Genera  poszed  do swojej kwatery. Mia  par  rzeczy, które chcia  sam zapakowa .

Kiedy tylko to zrobi, wszystko b dzie zapi te na ostatni guzik. U miechn  si  na
wspomnienie przys owia, które pozna  w swej pierwszej podró y: „Kiedy wyje

asz, nie

ogl daj si  za siebie.” Co  w tym by o. Tutaj te  zostawia  wiele, ale nic, co mog oby go

ciga . Rusza  ku pe nej chwa y przysz

ci. Tutaj pozostawa a tylko  mier .

 

Victis honor. Zostawmy to strace com.

                                                                   22.

-

Co z Mitchem?

Wilks obserwowa  szeroki korytarz, przez który Powell prowadzi  transportowiec. Szuka

kogo , kto móg by ich rozpozna . Jak dot d, nie by o nikogo.

-

Nie wiem – odpowiedzia a Billie. – Po tym ostatnim numerze ze stra nikami
powinien opu ci  centrum kontrolne. Spears z pewno ci  wys

nierzy, by je

zabezpieczyli. Mieli my szcz cie,  e zosta  tam tak d ugo.

-

Obieca

,  e go nie zostawimy.

-

uchaj Billie. On jest inteligentniejszy ni  dziewi dziesi t komandosów w bazie,

czaj c w to mnie. Wie,  e musimy opu ci  planet . Nie potrafimy przewidzie , co

zrobi Spears, ale kiedy ju  st d odleci, wszyscy, co tu pozostan , szybko b

 tylko

wspomnieniem.

-

Nie spotkali my ostatnio  adnego obcego – powiedzia a Billie. – Mo e wszystkie
zgin y.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

-

Nie wierz w to.

Powell chrz kn  i przemówi :
-

Spears prawdopodobnie znowu je opanowa  przy pomocy królowej.

-

Ale Mitch...

-

Ma nowe metalowe nogi i wystarczaj

 ilo  rozumu, by znale  si  tam, gdzie

powinien – doko czy  Wilks. – Prawdopodobnie ju  schowa  si  w którym  z
hangarów.

Billie zamilk a. Nie by a pewna swych uczu , ale widzia a,  e nie chce zostawi  Mitcha.
-

Nie zamierzamy chyba wjecha  tak po prostu do statku, prawda? – odezwa a si  po
chwili.

-

Niby dlaczego. Schyl g ow  i nikt ci  nie rozpozna. Wszyscy si  spiesz, nikt nie
spodziewa si  nas na tym transporterze. Zaparkujemy, zrobimy hop i znikniemy
gdzie  w g binach statku.

-

To brzmi nieprawdopodobnie.

-

Nie znasz dobrze komandosów – za mia  si  Wilks.

-

On ma racj  – wtr ci  Powell. – Ka dy b dzie tak zdenerwowany, boj c si  zosta
tutaj,  e nikt niczego nie zauwa y.

Billie pokr ci a g ow  z niedowierzaniem. Nie wierzy a,  e im si  uda, ale nie mia a

adnego lepszego pomys u.

Spears szybko zapakowa  wszystkie rzeczy, które uwa

 za cenne, do pojedynczej

skrzyni z twardego plastiku. By a to para wykonanych z nierdzewnej stali rewolwerów Smith
&  Wesson  z  r koje ciami  wy

onymi  rzadkim  gatunkiem  drewna.  Nale

y  kiedy   do

po udniowoameryka skiego dyktatora, który sam siebie ustanowi  W adc  Drugiego
Lebanonu w Systemie Khadaji. Spears wyj  bro  zza jego pasa w chwil  potem, jak
przestrzeli  frajerowi g ow .

W skrzyni znalaz o si  te  miejsce na paczk  cygar, z których ka de skryte zosta o w

hermetycznym pojemniku, a te w

one w plastikowe pude eczko. Obok cygar spocz a ma a

kolekcja dysków informacyjnych, s owniki wojskowe i historyczne. By  tu tak e hologram z
codziennymi  wiczeniami.

Mia  jeszcze oczywi cie inne rzeczy, ale tych nie pozostawi by za  adna cen . Poza tym

nierz wtedy podró uje najlepiej, kiedy ma lekki baga .

Sko czy  pakowanie i opu ci  swoj  kwater . Ruszy  do statku. Nie odwróci  si  ani razu.
Pomimo tego, co powiedzia a Billie, Wilks by  zdenerwowany. Hangar by  ogromny i

wsz dzie by o mnóstwo zamieszania, ale co  mog o pój

le. Dobra, zrobi , co musz

zrobi , i pieprzy  reszt . Przynajmniej byli teraz uzbrojeni i je eli zgin , to zgina w walce.
By y gorsze sposoby umierania. A wyjedzenie od wewn trz przez poczwark  obcych by o
najgorsze z mo liwych do wyobra enia.

Dwójka 

nierzy zaj a si  za adunkiem obcych do  adowni. Nazw  statku wypisano

du ymi literami na pow oce: CMC MACARTHUR.

-

Zaje  za tamten transporter – powiedzia  Wilks – Zatrzymaj i wysi

 na przeciwn

stron . Tam jest w az konserwacyjny, prawda?

-

Tak.

-

Co zrobimy, gdy nas kto  rozpozna? – spyta a Billie.

-

Za atwimy go. Ten statek ma odlecie . Je eli b dzie trzeba, musimy wywalczy  sobie
drog  do  rodka. Mo emy te  wedrze  si  przez gór . Majorze? Poradzisz sobie z
tym?

Powell potrz sn  g owa i nic nie odpowiedzia .
Wilks nie by  pewny majora, ale w tym momencie nie mia  wyboru. Billie, ech, Billie.

Jeszcze Bueller, je eli si  zjawi. A Powell? Có , po yjemy, zobaczymy.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Transporter ze swym  mierciono nym  adunkiem potoczy  si  dalej na swych

silikonowych ko ach.

Spears zobaczy  ostatni wózek transportowy zbli aj cy si  do statku. W ci gu pi tnastu
minut za adunek b dzie zako czony. Pierwszy krok do ostatecznego celu, do odzyskania
Ziemi.

Porucznik, którego zostawi  odpowiedzialnym za za adunek, podszed  szybkim krokiem.
-

Panie generale, w

nie przyby  ostatni transportowiec.

-

Czas?

-

Dziesi  minut, panie generale.

-

Dobrze, bardzo dobrze. Gdy tylko sko czycie, zaczynacie  adowa  si  na Granta.
Potem polecicie za MacArthurem  i Jacksonem na orbit  i dokonacie skoku w
przestrze  E. Jakie  pytania?

-

Nie, panie generale.

-

W porz dku. Dzia ajcie.

Spears popatrzy  na ludzi pracuj cych przy statku. Skin  g owa na jednego z nich, który

nie spojrza  w jego stron . Potem odszed  w stron Jacksona.

Wilks i Billie byli ju  przy w azie konserwacyjnym, kiedy kto  za ich plecami krzykn :
-

Hej, wy trzej ! Co tam robicie? Przebywanie na tym terenie jest zabronione!

Wilks odwróci  si  gotowy nacisn  spust karabinu, lecz Powell wszed  mu na lini
ognia.
-

Spokojnie, 

nierzu – powiedzia .

-

Major Powell?

-

Masz racj .

Przez chwil  m ody komandos wygl da  na zak opotanego. Wbijano mu do g owy od

pierwszego dnia s

by w Korpusie: „ Kiedy oficer ka e ci skaka , skacz i b

 ju  w

powietrzu, zanim powie ci, jak wysoko powiniene  skoczy .” Mo e wody intelektu
komandosów by y muliste, ale jedno widzieli jasno: genera  by  wy szy rang  od majora, a to
genera  wyda  mu rozkazy.

-

Id  dalej, Billie – szepn  Wilks. Poniewa  Powell zas ania  go przed wzrokiem

nierza, powoli podniós  karabin i ostro nie wysun  luf .

-

Lepiej b dzie, jak pójdzie pan ze mn , majorze – odezwa  si

nierz

-

Nie mam na to czasu, 

nierzu – odpowiedzia  Powell. – Genera  Spears i ja

przedyskutowali my ró nice zda  i teraz mam sprawy, które nie mog  czeka .
Zadzwo  do niego, je eli chcesz, ale ja si  spiesz .

Wilks dostrzeg ,  e komandos si gn  do prze cznika przy prawym uchu. W ci gu

sekundy w czy si  na lini  i gra b dzie sko czona. Sier ant mia  ju  bro  wycelowan
prosto w wartownika, tylko Powell zas ania  mu widok. Teraz albo nigdy.

-

Powell, padnij !

Major by  bardzo szybki. Skoczy  w prawo i pad  p asko na ziemi , ods aniaj c Wilksowi

komandosa.

ody 

nierz zd bia . Nie wiedzia , czy ma nawi za

czno  czy strzela . Spróbowa

zrobi  obie rzeczy naraz.

Wilks wystrzeli  tylko raz i trafi

nierza w  rodek piersi. Czysty strza  prosto w serce.

Pocisk 10 mm zabija  natychmiast. G owa czy kr gos up by y lepszym celem dla serii, ale
pojedynczy strza  móg  zgin  w szumie ogromnego hangaru. Ci

y ogie  na pewno

zwróci by uwag .

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Komandos upad . Na jego twarzy ci gle malowa o si  zdumienie. Jego karabin stukn  o

pod og  i wypali . Krótka seria zagrzmia a w hali. Pociski z niekontrolowanej, rzucanej
odrzutem broni posypa y si  wokó .

Co najmniej jeden z nich trafi  tocz cego si  po pod odze Powella. Wilks dojrza , jak

eksplodowa a g owa majora.

Sier ant, kiedy by  ch opcem, w

 pewnego razu petard  do melona. Pocisk

wystrzelony z tej odleg

ci musia  wywo

 taki sam efekt jak wybuch niewielkiego

przecie

adunku w arbuzie.

-

O, kurwa!

-

Wilks?

-

aduj si  do statku, Billie . Pr dko!

Siedz cy ju  w kabinie sterowniczej Jacksona Spears otrzyma  nagle meldunek.
-

Panie generale, jaka  ma a strzelanina obok MacArthura.

Spears w czy  komputer.
-

Przyczyna? – zapyta .

-

Panie generale, znale li my cia o majora Powella obok jednego z  wej .

-

Rozumiem. Jakie  inne odznaki wrogiej dzia alno ci?

-

Nie, panie generale. MacArthur jest za adowany i zabezpieczony.

-

Dobrze. Niech zdrajcy pochowaj  Powella – powiedzia  Spears. – Startuj  w ci gu
trzech minut. Oczy ci  hangar i wy czy  grawitacj .

-

Tak jest, panie generale.

Spears po czy MacArthura z Jacksonem i sprawdzi  jeszcze raz kody,  eby upewni

si ,  e w komputerach wszystko jest w porz dku. Zielone  wiate ka pokazywa y mu
prawid owe funkcjonowanie wszystkich systemów. Nad g ow  powoli zacz  przesuwa
si  ostatni otwarty jeszcze w az. Genera  wyczuwa  prace wielkich pomp, które wysysa y
powietrze z hali hangaru do pojemników statku. Ci enie zacz o male . Teraz tylko
ma y ci g silników i statek podniesie si . Kiedy wysunie si  z hangaru, silniki wyniosa go
pe

 moc  na orbit .

-

Jedna minuta do startu – obwie ci  g os komputera kontrolnego.

Jackson mia  ju  woln  przestrze  nad sob , a w ci gu trzydziestu sze ciu sekund

równie  nad MacArthurem rozsunie si  pow oka hangaru...

Spears pokiwa  g ow . Doskonale.
Wewn trz statku Billie i Wilks przygl dali si  rz dom kontenerów kryj cych w swoich

wn trzach obcych .

-

Chryste – wyszepta a Billie.

-

Taaa... Chod my znale  kabin  sterownicz .

Zrobili mo e dziesi  kroków, gdy nagle zmala o ci enie.
-

Wilks, co to jest?

-

Nie wiem. Mo e jakie  zaburzenia w bazie, albo...

-

Albo co?

-

Nic.

-

No, Wilks. Nie zaczynaj dra ni  si  ze mn .

-

Mo e to przygotowania do startu. Wy cz   grawitacj  wewn trz hangaru,  eby

atwiej wysun  statek na zewn trz. W ten sposób nie usma  hali w czasie startu.

-

Nie mo emy odlecie . Mitch ...

-

Wiem, wiem. Zobaczymy, czy uda nam si  znale  sterowni  i co  zrobi .

Przy naturalnym ci eniu planetoidy, normalne chodzenie by o niemo liwe, skakaliby do

sufitu przy ka dym kroku. Wilks porusza  si  stosuj c co  w rodzaju p ywania pod wod .

apa  si  za co  i wypycha  ca e cia o do przodu. Billie szybko nauczy a si  tego samego.

Z ka dym ruchem byli bli ej kabiny sterowniczej.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

-

Pocz tek startu – powiedzia  komputer.

Spears poczu  lekki wstrz s, gdy silniki podnosi y statek. Po chwili wy czy y si  i

masywny pojazd zacz  dryfowa  jak balon wype niony gor cym powietrzem w zimny
poranek. Genera  dotkn  przycisku. Zewn trzne opancerzenie odsun o si  i polaryzacyjna

yta zabezpieczaj ca kabin  poja nia a. Czer  przestrzeni otacza a statek i ma  planet  jak

zas ona usiana punkcikami laserowego  wiat a.

Lubi  podró e kosmiczne.  wiadomo  pokonywania tak ogromnych przestrzeni

nape nia a go dum . Czu  pot

 cz owieka, wiedzia ,  e mo e ruszy  na podbój galaktyki

bezpieczny w swej cudownej maszynie, os oni ty przed zabójczym dzia aniem pró ni, która
potrafi a zestali  powietrze.

„Nie mo esz mnie nawet dotkn ” – pomy la . Za mia  si  z impotencji kosmicznej

pustki.

Nacisn  inny przycisk i w czy  zewn trzne kamery. Przywo

 na ekran obraz z ty u

statku. Zobaczy MacArthura wynurzaj cego si  z hangaru.

Kiedy drugi statek by  ju  na górze, Spears odnalaz  nast pny przycisk. Nie by o go tutaj,

kiedy budowano t  kabin . Du y guzik  wieci  jaskraw  czerwieni  z wierzcho ka du ego
transmitera. Genera  w asnor cznie go tu umie ci . Teraz wcisn  kciukiem przycisk.

Poni ej, w bazie, silniki pozosta ych statków zacz y zamienia  si  w p ynn ,

bezu yteczn  mas . W ci gu minuty to, co by o szczytowym osi gni ciem ludzkiej techniki,
sta o si  rozpalona do bia

ci zup  wrz cego metalu i plastiku. Tylko Bóg potrafi by to

odbudowa . I nawet on musia by by  diabelnie dobrym in ynierem.

Spears otworzy  z namaszczeniem plastikowe pude ko z cygarami. Wybra  jedno ze

rodka skrzyneczki, wyj  i odkr ci  zabezpieczenie hermetycznej rurki. Cichy syk

uciekaj cego gazu niós  ze sob  zapach  wie ego tytoniu. Stukn  w rurk  i wyj  ciemne
cygaro Jamaican Lonsdale. Przyjrza  mu si  z zachwytem. Bezcenna, warta fortun ,
wysmuk a pi kno . Za chwil  ja zapali. U miechn  si . Czy to nie normalna kolej rzeczy?
Nawet to wspania e cygaro b dzie tylko popio em po wypaleniu. Nic nie jest wieczne. Licz
si  tylko czyny. I  nikt nie dokona wi kszego ni  odbicie planety z r k wroga i przywrócenie
rodzajowi ludzkiemu jego domu rodzinnego.

Obci  koniec Lonsdala, zwil

 li cie pomi dzy wargami, potem przez chwil  lekko ssa

ko cówk . Si gn  po zapalniczk .

Pierwsze poci gni cie wype ni o mu nozdrza. Wydmuchiwa  powoli aromatyczny dym w

zimne powietrze kabiny i patrzy , jak znika w otch aniach wentylatorów.

„Niewiele jest rzeczy wspanialszych ni  to” – pomy la  zbawca ludzko ci.
Niewiele, panie generale.

                                                                    23.

-

Wilks! – krzykn a Billie. – Zatrzymaj statek!

Grawitacja znikn a, statek unosi  si  w gór  i Wilks wiedzia , ze z tego miejsca, gdzie

siedzia , nic nie potrafi zrobi . Konsola kontrolna statku by a zablokowana; nic nie czego
próbowa , nie odpowiada o. Jednak ci gle próbowa .

-

Wilks, do diab a, obieca

...!

-

Wi c wytocz mi proces! Nie mog  ugry  tego gówna! Statek leci na automatach

Billie gapi a si  na niego, jakby nagle wyros y mu rogi i ogon.
-

Jest pewnie pod czony do Spearsa – powiedzia  ju  spokojniej. – polecimy, gdzie on
poleci. Przykro mi.

Ci gle patrzy a na niego. Nie odezwa a si  ani s owem.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Wilks westchn , odchyli  si  w ty  i zaci gn  swój pas bezpiecze stwa. Pewnie z
Buellerem nie wysz o najlepiej, ale to nie jego wina. Móg by sprowadzi  statek na dó  dla
tego jednego androida, gdyby tylko potrafi . Ale tak nie by o. Nie lubi  zostawia
komandosów ze swego oddzia u na pewn

mier . W przesz

ci ju  mu si  to zdarza o.

Wielu jego kumpli zgin o w ten sposób. Do diab a, kiedy na ciebie kolej, to przepad o.
Billie powinna doj  do takiego wniosku ju  dawno. Je eli tego nie zrobi a, to  le.  ycie
jest twarde. Powinna to wiedzie .

Spears mia  w czony komunikator i zanim up yn o kilka minut, us ysza  to, czego si

spodziewa .

-

Generale Spears! Tu Pockler na Grancie! Mamy uszkodzone silniki. Statek nie daje
si  uruchomi ! Nie mo emy wystartowa  panie generale!

Komunikator nie przekazywa  obrazu, ale Spears móg  sobie z tonu g osu wyobrazi  jak

przera ony by  ten 

nierz, który tak rozpaczliwie krzycza  do mikrofonu.

-

Generale Spears? Mamy meldunki z innych statków. Kto  uszkodzi  wszystkie
silniki! Panie generale! Generale! Prosz , niech si  pan odezwie!

Spears poci gn  kolejn  porcj  dymu. Bo e, co to by  za wspania y tyto ! Musia

oczywi cie wypali  ca e, chocia  móg by po ow  schowa  na pó niej, nawet bez otoczki
szlachetnego gazu. Nie, nie zrobi tego.

-

Generale Spears! Jeste my tu w pu apce! Musi pan zawróci MacArthura!

Wentylatory wessa y dym. Pomy la ,  e móg by je wy czy  i spróbowa  wypu ci  kilka

kó ek. Powinny d ugo si  utrzymywa  przy tak ma ej grawitacji.

-

Panie generale! Robotnice oszala y. Dobijaj  si  do statku, s  wsz dzie. Zachowuj
si , jakby potraci y zmys y!

Spears obserwowa

arz cy si  koniuszek cygara. Trzyma  je pionowo. S upek popio u

by  ju  tak du y,  e najmniejszy ruch móg  go str ci . Nie trzeba za mieca  kabiny
odpadkami niezale nie od tego, czym by y wcze niej. Ciekawe,  e obcy ju  wiedz ,  e
królowa odlecia a. Naprawd  interesuj ce. Ciekawy by  zawsze, czy empatyczna  czno
dzia a na du e odleg

ci. Wygl da na to,  e tak. Mama odesz a i dzieci s  smutne. Bardzo

interesuj ce.

-

Generale...!

Co za wspania e cygaro, teraz tylko ono si  liczy.
Konsola statku by a zablokowana, ale dzia

 komunikator.

Wilks nie chcia  nadawa , nie chcia , by ktokolwiek odkry , gdzie si  znajduj . Uwa

,  e

nikt nie wie, gdzie s  i najlepiej, gdyby tak pozosta o.

Jednak kto  wiedzia , gdzie si  znajduj . I po czy  si  z nimi kompletnym przekazem
razem z wizj .

Bueller.
Cholera.
-

Mitch!

Nie wygl da  gorzej ni  w rzeczywisto ci. Billie nie potrafi a rozpozna , gdzie jest. By o

to jakie  pomieszczenie przypominaj ce biuro. Siedzia  przy biurku. Jego nowe nogi nie by y
widoczne i gdyby nie wiedzia a tego, mog aby my le ,  e ca y jak wtedy, gdy spotkali si  po
raz pierwszy. To by o tak dawno temu I tak daleko st d.

-

Cze  Billie. Ten kana  jest bezpieczny. Nikt nie przechwyci przekazu, je eli co
powiesz. Je eli nie chcesz, zrozumiem.

Billie popatrzy a na Wilksa. Wzruszy  ramionami.
-

Gadaj. Nikt nawet nie domy la si ,  e tu jeste my. W

nie stwierdzi em,  e ten statek

jest jak transportowiec, a my pilnujemy Spearsowi  adunku.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

-

Mitch. To ja.

-

Ciesz  si ,  e znowu ci  widz . Obawia em si ,  e ci  trafi , gdy zacz a si  ta
strzelanina.

-

Widzia

 to?

-

By em po drugiej stronie korytarza.

-

Mitch, tak mi przykro...

-

Nie twoja wina –przerwa  jej. – Spears tak zaprogramowa  wasz statek. Nie
zatrzymaliby cie go bez powa nego uszkodzenia.

-

Mo esz dosta  si  na inny?

miechn  si  nik ym smutnym u miechem.

-

Prawdopodobnie, ale to by nic nie da o. 

nierze zgromadzili si  w jednym i nie

wystartowa . Na mój rozum, to Spears uszkodzi  silniki. Nie chcia , by ktokolwiek
polecia  za nim.

Gdzie  w tyle rozleg a si  g ucha eksplozja.
-

Co to by o?

-

Chyba granaty. Robotnice wysz y st d i wpad y w amok.

Spears zabra  ich królow . Chyba to wyczu y.
-

O, Bo e...

-

Nic nie mo na na to poradzi , Billie. Ja jestem tutaj, a ty tam. Je eli istnieje Bóg, ma
nieco spaczone poczucie humoru. Po tym, co widzia em..

-

Mitch! Ja... ja...

-

Nie, Billie. Mia em troch  czasu na my lenie i doszed em do wniosku,  e masz racj .
Jeste my zbyt ró ni, by wytrwa  razem przez d

szy czas. Próbowali my i pewnie w

ko cu  zam czyliby my  si   na   mier .  To  nie  dlatego,   e  ja  pojmowa em  to  na  swój
sposób, a ty na swój. Po prostu jeste my inni.

-

Uda oby nam si , gdyby  si  tak cholernie nie ba  – powiedzia a Billie.

Potrz sn  g ow . Kolejny odg os wybuchu przep yn  kana ami telewizyjnymi i

rozleg  si  w kabinie statku.
-

Nie. Nowsze modele androidów, naprawd  doskona e, b

 mo e zdolne radzi  sobie

z problemami czysto ludzkimi. Zanim nie zosta em rozdarty przez obcego, potrafi em
oszuka  czyje  oko. To wszystko. Oszukiwa em równie  siebie przez krótki czas. W
ko cu nie jestem prawdziwym cz owiekiem. Nie w taki sposób jak ty.

Billie nie mog a wykrztusi  s owa.

czy  si  Wilks.

-

Jeste  lepszy ni  my oboje. I to jest twoim problemem, Bueller. Silniejszy,
sprytniejszy, szybszy i kiedy sprawy zaczynaj  i

le, bardziej ludzki, wi cej

wybaczaj cy. Gdybym to ja siedzia  w twoich butach – je eli ci gle je masz –
ola bym totalnie wszystko. Ty pozwoli

 nam odlecie  cz owieku. Mitch.

Billie zamruga a i popatrzy a na sier anta. Po raz pierwszy u

 imienia Buellera.

Mitch tak e to zauwa

.

-

Dzi ki, Wilks.

os mu dr

 tak,  e ledwo potrafi wymówi  te dwa s owa. O, Bo e!

-

Zaopiekuj si  Billie.

-

Zrobi  to.

-

Mitch.

-

Musz  i  Billie. Tam umieraj  ludzie. Chocia  nauczy em si ,  e nie ka dego warto
ratowa , ci gle nie potrafi  z ama  tego prawa etyki, które mi wbudowano. Uwa aj
na siebie, Billie. Kocham ci . Teraz wiem,  e zawsze ci  kocha em. I przez ca y czas,
jaki mi pozosta , b

 ci  kocha .  egnaj.

Obraz znikn , zanim zd

a cokolwiek powiedzie .

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

-

Mich!

-

Wy czy  si  – powiedzia  Wilks.

Patrzy  na puste miejsce, gzie przed chwil  migota a holoprojekcja. Nie móg  spojrze  na

Billie.

Gdyby by a na jego miejscu te  nie mog aby patrze  na nikogo. Czu a si  podle. Mitch

by  androidem, ale Wilks mia  racj . By  lepszy ni  ona. Du o lepszy.

aka  jeszcze przez d ugi czas.

-

Zeszli my z orbity i poruszamy si  ju  w kierunku celu – odezwa  si  Wilks.

Skin a g ow , ale nie odezwa a si .
-

Prawdopodobnie niebawem wejdziemy w przestrze  Einsteina. Jest tu z pó  tuzina
komór. Inne zosta y zdemontowane,  eby zrobi  miejsce na kontenery obcych. Te, co
zosta y, wydaj  si  sprawne.

Billie dalej nie odezwa a si  ani s owem.
-

Powinni my zej  na dó  i sprawdzi  je. Nie wiadomo, jak d ugo b dziemy lecie .
Mo e miesi ce, mo e lata.

Spojrza a na niego. Jej milczenie denerwowa o go.
-

uchaj, ju  sprawdzi em statek ratunkowy. Usuni to go,  eby zrobi  miejsce na

adunek. Gdyby zosta , mogliby my wróci . Jest tu kilka ci kich skafandrów

pró niowych, ale to nam nic nie da. Nawet, gdyby my prze yli lot w dó  – co jest
prawie niemo liwe – nie wydostaliby my si  st d. Obcy opanuj  baz , wiesz o tym.
Powrót bez mo liwo ci ucieczki by by samobójstwem. Nie mo emy w  aden sposób
im pomóc.

-

Rozumiem – powiedzia a p askim, wypranym z emocji, cichym g osem

-

Mo e kiedy dotrzemy do celu, uda nam si  zmusi  Spearsa do zap acenia za
wszystko.

-

Nigdy nie b dzie to wystarczaj

 rekompensat  – stwierdzi a tym samym tonem

Billie.

-

Mo e nie, ale poczuj  si  lepiej.

Po tych s owach nie rozmawiali ze sob  przez d

szy czas.

W swoim statku genera  Thomas S. M. Spears spa  spokojnym snem cz owieka, który nie

obawia si  niczego, nie poczuwa si  od  adnej winy i nie wstydzi si

adnego ze swoich

czynów. Odpoczynek uzupe nia  przyjemny, lekko seksualny sen o wojnie. Genera  jecha
wraz ze Stonewallem Jacksonem. W

nie rozpoczyna a si  Bitwa o Chancellorsville.

Jackson jeszcze nie odniós  swych ran.

-

Dzi  Pan da nam zwyci stwo – odezwa  si  do Spearsa.

Genera , który pogardza  ka

 religi , u miechn  si  i skin  g ow . Pan pomaga tym,

którzy maj

nierzy i najlepsz  strategi  oraz taktyk . Jednak ci gle „Zwyci stwo” jest

kluczowym s owem

I tak b dzie zawsze.

                                                                  24.

Wilks siedzia  w tym, co pozosta o z kabiny sterowniczej, i patrzy  na obraz z kamery

umieszczonej na dziobie statku. Drugi pojazd kosmiczny by  mo e o kilometr dalej i nieco z
boku. Oba statki mog yby by  jeszcze bli ej siebie, gdy  nap d grawitacyjny nie stwarza

adnego niebezpiecze stwa uszkodzenia s siada. Jednak silniki manewrowe by y starego

typu i mog y narobi  k opotów.

Na tle czarnej zas ony czerni i srebrzystych punktów gwiazd statek genera a wygl da

jak zamro ony pomnik. Nie by o  adnego wra enia ruchu. Wydawa  si  wisie  w pustce.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Jak we wszystkich wojskowych pojazdach zaprojektowanych dla cz owieka, Jackson

mia  na pok adzie zapasy pewnych artyku ów. Racje  ywno ciowe nie zadowoli yby nawet
do  przeci tnego podniebienia, ale mo na by o dzi ki nim prze

. Ich ilo  bi a

wystarczaj ca, by Wilks i Billie mogli przetrwa  nawet kilka lat w pe nym zdrowiu. Mieli tu
zapewnion  sta  dostaw  zarówno witamin, jak i soli mineralnych. Oczywi cie na wypadek,
gdyby ca y czas pozostawali w normalnej przestrzeni.

Billie nie odzywa a si  zbyt wiele i Wilks to rozumia . By a smutna i podziela  jej

uczucie. Próbowa  j  ostrzec dawno temu, przy pierwszych oznakach niebezpiecze stwa, ale
nie chcia a go s ucha . Problemem by o,  e by  starszy i m drzejszy, lepiej znaj cy ró ne
galaktyczne  cie ki. My lisz,  e masz co  do zaoferowania, ale nikt nie chce ci  s ucha .
Billie by a dzieciakiem, a on by  wystarczaj co stary, by by  jej ojcem. Nie, nie my la  o
sobie nigdy w ten sposób, ale dostrzeg   zwi zek pomi dzy Billie i Buellerem zaraz, kiedy si
rozpocz a ich znajomo . Próbowa  jej powiedzie , ostrzec j , ale  ona by a jak rekruci
Komandosów Kolonialnych, których ogl da  przez tyle lat. Zarozumiali, my leli,  e nikt nie
potraci  zrobi  nic lepiej ni  oni, wynajduj cy od nowa ko o na w asny  u ytek, wywa aj cy
otwarte drzwi. Cz sto ich wys uchiwa ,  tych napuszonych gadek i niewypowiedzianych
my li: "Stary  farciarz jak ty? Co ty wiesz, dziadku? Nigdy nie by

 m ody,  a je eli by

, to

tak dawno temu,  e ju  wszystko zapomnia

. Oszcz dzaj si , staruszku, stoisz nad grobem."

Pieprzone  dzieciaki.

Mieli racj  tylko co do jednego: prawie nie pami ta ,  e by   kiedy  równie g upi jak oni.

Potrafi  sobie to przypomnie ,  ale zawsze potrz sa  przy tym z niedowierzaniem g ow .
Gdyby móg  mie  znowu dziewi tna cie lat, za atwi by si  z  tymi ma ymi zarozumia ymi
skurwysynami w pi  minut.  Nawet w trzy minuty.

- Wilks?  - Hmm?
- Co zamierzamy zrobi ?
Wzruszy   ramionami.  Móg by  zrozumie   jej  pytanie  na  sto    sposobów,  ale  wiedzia ,   e

ciwy jest tylko jeden: Co maj   zrobi  ze Spearsem? Facetowi daleko by o do  wi tego.

Zostawi  na  mier  swoje oddzia y, wielu 

nierzy zabi , a teraz  by  na drodze do celu,

który móg  okaza  si  kresem ludzkiej  historii.

- Wilks?
- W tej chwili, nic. Nie mamy  adnego sprz tu,  adnej broni  z wyj tkiem r cznej.

Karabin nie zrobi krzywdy takiemu statkowi, nawet gdyby my zdo ali go dosi gn .
Oczywi cie,  mogliby my wyj  w pró ni , mamy kilka ubra , ale przy

pieszamy i nie ma szans na osi gni cie wi kszej pr dko ci  wzgl dnej. Pistolety

odrzutowe w skafandrach s  za s abe.

Nie mówi  nawet o tym, co by si  sta o, gdyby Spears wpad   w takim momencie na

pomys  przej cia do przestrzeni Einsteina.

Billie zamruga a. Nie wiedzia , czy jest rzeczywi cie zainteresowana tym, co mówi do

niej, ale takie sprawia a wra enie.

- S uchaj, pola nap dowe prawie w ca

ci pod aj  za statkiem, który je generuje.

Gdyby my podnie li klap  W azu,  mo e uda oby nam si  lecie  wraz z nimi. Ale cokolwiek
wysz oby poza nie, rami , noga albo g owa, zosta oby z ty u.

Billie znów zamruga a, ale nie powiedzia a ani s owa.
- Pole jest lepsze ni  najlepszy pancerz. No wiesz, nic nie  mo e si  dosta  do wewn trz,

wi c nie mieliby my szans na  powrót. Nawet gdyby my nie zostali rozci ci, a to mog oby
si  zdarzy , musieliby my pozosta  na zewn trz tak d ugo,  jak statek przebywa by wewn trz
pola. Miesi ce, mo e rok,  mo e d

ej.

- Mo e nie by oby to najgorsze - odezwa a si  Billie.
- Mo e, gdyby ci nie zale

o na tlenie i chcia aby  si   udusi  w swoim w asnym

dwutlenku w gla. Potem, gdy statek zrobi by skok w normaln  przestrze , nasze cia a

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

wytrysn yby do przodu i podró owa y sobie w pustce przez wieczno . Znam lepsze
sposoby na odej cie z tego  wiata.

-A ja gorsze.
- Zgoda. S  i gorsze.  - Co nam pozostaje?
- Czekanie. Mogliby my zniszczy  ten statek. Spears nie  chce tego, nie z jego armi  na

pok adzie. Mo e uda oby nam  si  go oszuka . Jako  wedrze  si  do komputera, przej  kon-
trol  i przygwo dzi  tego sukinsyna. Albo mo e kiedy wyjdziemy na zewn trz mogliby my
zacz  powoli spada  i mie   szans .

- Na...?
- Do diab a, nie wiem, Billie. Nie znam wszystkich odpowiedzi. Wdepn

 w to

wszystko wtedy co i ja. Mo e gdyby   tak siebie cholernie nie 

owa a, wymy li aby  co !

Przyjrza a mu si  uwa nie.

- Wiedzia

,  e Mitch jest androidem. Wiedzia

, zanim  go spotka am. Nie

powiedzia

 mi.

Wzrok Wilksa b dzi  gdzie  po suficie.
- No tak. Próbowa em ci wbi  do g owy,  eby  trzyma a  si  z daleka od niego, nie? W

ogóle ci  to nie obchodzi o. Nie  obwiniaj mnie o to, dziecko. Zrobi em wszystko z
wyj tkiem  zamkni cia ci  w kabinie na klucz. Nie s ucha

, co do ciebie  mówi em,

prawda? Stary lekoman od dwudziestu prawie lat  w odstawce. Co on si  na tym zna? Tak
my la

, mam racj ?  Billie spu ci a wzrok.

- Tak - szepn a. - To nie twoja wina. Przepraszam.  Czu , jak ulatnia si  gdzie  jego

. Jezu. Pot

ny, niezwyci ony komandos pobity przez ma  dziewczynk .

- W porz dku. Ja te  ci  przepraszam.
W tym momencie zosta o powiedziane chyba ju  wszystko.  Zanim na nowo zacz li

rozmawia , rozleg y si  dzwonki  alarmowe.

- Do licha. To sygna  oznaczaj cy,  e zosta o nam dziesi   minut. Do tego czasu

musimy znale  si  w komorach. Lepiej si  po pieszmy.

- Czemu mamy si

pieszy ?

- Przechodzenie w inn  przestrze  mo e sko czy  si  bardzo brzydko dla twojej

psychiki, je eli nie b dziesz spa a. By em w takim stanie przez pó  godziny. Rodzaj testu
kontrolnego. To by o trzydzie ci minut najokropniejszych koszmarów,

jakie kiedykolwiek widzia em.
Wzdrygn a si , a  Wilks wiedzia  dlaczego. Oboje  nili o  obcych zbyt wiele razy i

wiedzieli, co znacz  koszmarne sny.  Po pieszyli do komór hipersnu.

Spears mia  trzy komory do wyboru i wszystkie funkcjonowa y doskonale. Genera  by

cz owiekiem dba ym o swoje  bezpiecze stwo i dlatego wyznawa  zasad  potrójnego zabez-
pieczenia. Nic nie mog o zosta  pozostawione na pastw

lepego losu.

Wszed  do  rodkowej komory. Wszystkie trzy by y wyposa one w specjalny system

alarmowy. Je eli którykolwiek  z podzespo ów bioelektroniki zacz by  le funkcjonowa , ge-
nera  zosta by obudzony i przeniesiony do innej komory. Nawet w stanie pó snu da by sobie
rad  z zaprogramowaniem  swego drugiego 

a.

Nie s dzi ,  e co  mog o si  przydarzy , ale wola  by  przygotowany. We w

ciwym

czasie musi przyby  na Ziemi . We  w

ciwym czasie musi osi gn  punkt, z którego

rozpocznie  podbój planety. Spodziewa  si  stoczy  szereg bitew, które  przejd  do historii,
jak: Gettysburg, Alamo, Waterloo, mo e  jeszcze bitwa na Równinie Dzbanów i w ruinach El
Salvador.  By a jaka  tajemnicza symbolika  cz ca tych dawnych 

nierzy i jego now

armi . Stoj c na barkach jakiego  historycznego olbrzyma, móg  doda  tylko pomnik swojej
chwa y.  Na marginesie mówi c, na Ziemi by o jeszcze troch  terenów, które nigdy nie
zazna y wojny. Mo na by wybra  takie  miejsce jako kolebk  zwyci stw genera a Thomasa
S. M.  Spearsa.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Gdy pokrywa komory zasun a si  i medyczna maszyneria  pod czy a swe ko cówki do

jego cia a, Spears dokonywa   wyboru.

Bunker Hill, Rio del Morte, Pearl Harbor, Wzgórza Golam  Bagdad, 38 Równole nik,

Sparta, Rzym...

Tak wiele miejsc, spo ród których mo e wybiera .  Jakim cudownym zjawiskiem jest

wojna...

                                                                   25.

Sen:  My li trójki ludzi przetaczane chemicznie przez wilgotne
obwody ich mózgów p yn y pr dami przez neurony, kondensatory dendrytów, a

pod wiadomo

piewa a sw  hormonaln  pie .

Samotne w miliardach kilometrów pustki broni y siebie  ~i czuwa y nad innymi,

nieludzkimi istotami.  ni y.

Jedne bawi y si . Dwójka innych wi a si  schwytana w  szpony strachu. Z tej ostatniej

pary, jedna sz a na spotkanie   mierci, lecz walczy a nieustraszenie, chocia  wiedzia a,  e

mier  zwyci y. Druga odkry a,  e b dzie 

 wiecznie, ale  z potworem jako sta ym

towarzyszem jej dni.

Nie by o w tpliwo ci, który ze snów by  najbardziej przera aj cy.

                                                                  26

Billie przebudzi a si  i przez chwil  nie wiedzia a, gdzie jest i jak si  tu znalaz a. Bola a

 g owa, ramiona i nogi mia a zdr twia e, a usta wysuszone. W zadziwiaj cy sposób czu a,

e to najszcz liwsza chwila w jej  yciu: nie mia a baga u. Nagle przypomnia a sobie.

Pokrywa komory by a odsuni ta, pompy wy czone, a powiew przyt ch ego powietrza

statku owion  jej twarz. Us ysza a szcz k od strony komory Wilksa, odwróci a si  i zoba-
czy a,  e równie  si  obudzi .

Sier ant usiad , przetar  oczy i obliza  wargi. Spostrzeg  Billie i skin  jej g ow .
- Czas wstawa  i oczy ci  si  troch  - powiedzia . G os mia  mocno zachrypni ty. -

Nast pny dzie  ku chwale Korpusu.

Billie spojrza a pytaj co.
- Tak mówi  sier ant w moim starym plutonie, kiedy ko czyli my sesj  z którym  z tych

frajerów.

- Co si  z nim sta o?
- Jedno mi e stworzonko mia o inne zdanie ni  on i go zjad o.
Poszli oboje pod prysznic. Billie rozebra a si  i wesz a pod strumie  wody. Ta lecia a

niemrawo, ale by a gor ca i dziewczyna czu a, jak sp ywa z niej ca e odr twienie
kilkumiesi cznego snu.

Wilks patrzy  na ni , na jej nago , potem odwróci  si  i pozwoli  sp ywa  wodzie po

osach, twarzy i w dó  po ca ym

ciele. Billie ujrza a na jego skórze blizny, niektóre jeszcze gorsze ni  na twarzy.

Widoczne  lady jego 

nierskiego  ycia zarówno na polu walki, jak i w ró nych spelunkach.

Ciekawa by a, dlaczego nie kaza  sobie tych szram usun . Nawet tak pokancerowany, mia
ci gle spr

yste, muskularne cia o jak na cz owieka w wieku jej ojca. Jakie mia  kszta tne

po ladki.

Zabawne,  ale  nigdy  nie  my la a  w  ten  sposób  o  Wilksie,  z  wyj tkiem  koszmarnych

snów. Jej sny by y, swoj  drog , standardowe od dzieci stwa. Potwór wychodz cy z kogo ,
kogo zna a. Wszystkie najstraszniejsze rzeczy dzia y si  zawsze z bliskimi jej lud mi. Z
rodzicami, z bratem.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Wilks odwróci  si  i spostrzeg ,  e Billie mu si  przygl da. Jej wzrok b dzi  gdzie  w

okolicy l

wi sier anta. Gdyby my la  o niej jak o godnej po

dania kobiecie, by oby to

atwe do zauwa enia. M czy nie trudno ukry  tego rodzaju reakcj . Nie znaczy o to,  e

mia a du e do wiadczenie z m czyznami, zaledwie kilku mia a w  yciu, ale ka dy, kto wy-
chowa  si  w szpitalu, ma niez e poj cie o anatomii. Wiedzia a, co i gdzie powinno wchodzi
i jak to co  wygl da na moment przedtem. Wilksa cz onek nie zasalutowa  jej i wida  by o
wyra nie,  e nie okazuje najmniejszego zainteresowania Billie jako kobiet .

- Jak d ugo spali my?
Wilks sta  z zamkni tymi oczami i wystawia  twarz na dzia anie gor cej wody. Wzruszy

ramionami.

- Nie wiem. Nie sprawdzi em jeszcze zapisu. Ale skoro statek nas obudzi , musimy by

blisko celu.

- Co teraz?
- Sko czymy si  k pa  i co  zjemy. Potem pomy limy nad nast pnym posuni ciem.

Jedna r ecz naraz, to najlepsze wyj cie.

Billie skin a g ow  i pochyli a si  nieco tak,  eby woda
sp ywa a jej w dó  po kr gos upie. Mo e to jest naprawd  sposób na pokonywanie

cie ek  ycia bez ryzyka postradania  zmys ów. Robi  jedn  rzecz naraz, odgryza  ma e

kawa eczki i 

 bez nara ania si  na zad awienie.

Spears dokona  odkrycia w

ciwie przez przypadek.  Obudzi  si  sze  godzin

wcze niej, umy  si , zjad  pierwszy  posi ek. Potem w

 pok adowy kombinezon i poszed

sprawdzi  systemy swego królestwa. By a to czynno , która  bardziej mia a uspokoi  jego
umys , ni  wykry  cokolwiek.  Komputer pok adowy by  wystarczaj cym nadzorc  ca ej apa-
ratury, lecz genera  by  cz owiekiem ostro nym i stara  si   zawsze sprawdza , czy wszystko
przebiega jak nale y.

W tym przypadku tak nie by o. System wi

cy statek  transportowy, który lecia  kilka

kilometrów za Jacksonem, wykry ,  e dwie komory do hipersnu by y u ywane podczas po-
dró y przez hiperprzestrze . Woda zosta a pobrana ze  zbiorników, a potem zwrócona do
oczyszczenia. Pobór mocy  by  nieco wy szy, ni  wymagany do zapewnienia jego wojsku
odpowiednich warunków. Zu ycie tlenu równie  przekracza o  troch  oczekiwan  warto .

Mog y by  dwie tego przyczyny: pierwsza - z e funkcjonowanie albo komputera, albo

systemów MacArthura, lub  druga...

Kto  bez jego zezwolenia znalaz  si  na statku. Spa  w jego  komorach, a teraz oddycha

jego powietrzem, pije jego wod   i u ywa jego  wiate . B dzie tak e zjada  jego zapasy  yw-
no ci. Poza powi zaniem ze sob  nap dów, statki nie by y  po czone ze sob  winny sposób.
Genera  nie pomy la ,  e  b dzie to konieczne. Teraz nie mia  na transportowcu swych  uszu i
oczu ani  adnej mo liwo ci odci cia dop ywu powietrza  czy eaergii. Wprawdzie mia  na
pok adzie Jacksona wystarczaj

 ilo  broni, by zniszczy  swego towarzysza podró y,  ale

oznacza oby to strat  jego ukochanego, drogocennego  adunku.

Siedzia  rozparty w fotelu i ponuro przygl da  si  dostarczanym przez komputer

informacjom. W porz dku. Wi c ma  tam par  pasa erów na gap . Niewielki k opot. Nie
wiedz ,   e on wie o nich. Kiedy wyl duj  na Ziemi, zaopiekuje si   nimi troskliwie, zanim
zd

 cokolwiek zrobi . Dwójka dezerterów, przestraszonych ludzkich 

nierzy. Nie b dzie

z nimi najmniejszych problemów. Jeden granat og uszaj cy do  w azu i nikt stamt d nie
wyjdzie o w asnych si ach. Po swojej  stronie mia  przewag  szkolonej latami taktyki. Do

dowania ci gle pozostawa o kilka tygodni i b dzie mia  mnóstwo  czasu na przemy lenie

sposobu na wykurzenie tych szczurów.

W mi dzyczasie trzeba by o jeszcze zrobi  wiele rzeczy.  Musia  przygotowa  si  do

nadchodz cych bitew. Wojna by a  coraz bli ej. Ju  sta a za drzwiami.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Wilks  wiczy . U ywa  do tego cz ci statku wcale nie przeznaczonych na przyrz dy

gimnastyczne. Grubych rur u ywa   do podci gania si  na nich, sto ków do robienia pompek.
Czegokolwiek do zaczepienia stóp i robienia sk onów. Pracowa   ci ko, ci ej, ni  gdyby
przebywa  na statku sam. Epizod  pod prysznicem wywo

 u niego mieszane uczucia. Z

jednej  strony, pami ta  j  jako ma  dziesi cioletni  dziewczynk ,  któr  uratowa  od

mierci, gdy zgin li jej rodzice. Ale stoj c  obok nagiej Billie spostrzeg  nagle,  e

dziewczynka wyros a  na atrakcyjn  kobiet , a jemu nigdy nie zdarza o si  by  oboj tnym na
tak poci gaj ce wdzi ki. Billie kocha a si  z Buellerem i on o tym wiedzia .

Lecz... Jezu Chryste. Mia  tyle lat,  e móg by by  jej ojcem. Co wi cej, przez d

szy

czas w

nie tak  rol  odgrywa . Nie widzia  jej od dziesi tka lat, mo e d

ej, i tamto

dziecko oraz ta kobieta niewiele mia y ze sob  wspólnego.  Có , to nieuczciwe z jego strony
my le  w ten sposób. Przynajmniej w cz ci.

Sko czy  trzeci  parti  po pi dziesi t przysiadów. Brzuch  mu p on , mi nie dr

y,

jakby za chwil  mia y si  rozlecie .  Le

 na pod odze, a por sp ywa  mu z cia a. Ci ko

wiczy   przez ca  godzin . Teraz pod prysznicem pu ci zimn  wod .

Billie otworzy a pojemnik z jedzeniem. Prze

a zawarto  do plastikowego naczynia i

ogrza a porcj . Mia o to  zapach mi sa w sosie warzywnym. Pomy la a,  e musi to by   jaki
sojowy substytut.

Wszed  Wilks i skin  jej g ow . Otworzy a dla niego drugi  pojemnik.
Przez chwil  jedli w milczeniu. Min y ju  trzy dni, odk d  wrócili do normalnej

przestrzeni. Wi kszo  tego czasu Wilks .  sp dzi  na  wiczeniach.

- Unikasz mnie? - spyta a Billie.  Popatrzy  na ni  znad talerza.
- Nie. Dlaczego pytasz?
- Wydajesz si  by  ci gle zamy lony.
Patrzy  bez s owa na br zow  bryj  stoj

 przed nim.  -To prawda. Obmy lam plan, to

wszystko. My

.

- Tak?  - Tak.
- Powiesz mi o nim?
- Oczywi cie, chocia  nie jest jeszcze doskona y:  - Nigdzie si  nie  piesz .
- W porz dku. Jestem pewny,  e znajdujemy si  ju   w Uk adzie S onecznym: Nie mog

tego potwierdzi

adnym

gównianym instrumentem, wszystkie s  zablokowane, ale  czuj  to. Z nap dem

grawitacyjnym b dziemy nied ugo na  Ziemi. Najwy ej kilka tygodni. Musimy porusza  si  z
pr dko ci  blisk  pr dko ci  wiat a i kilka ostatnich dni podró y  b dzie po wi conych na
hamowanie przy u yciu silników hamuj cych.

- Dobra. To wszystko wiem.
- Gdy tylko Spears je w czy, wszystko zacznie zwalnia   w tym samym tempie. Statki,

on i my. Je eli ubierzemy si   i wyjdziemy na zewn trz, mo emy u

 odrzutu do przyspie-

szenia. B dziemy poruszali si .tak szybko jak kula karabinowa, ale to pr dko  wzgl dna.

- Wi c, ubieramy si , wyskakujemy i  apiemy Spearsa.  I co?
- Poniewa  nie wie,  e tu jeste my, mo e uda nam si  go  zaskoczy .
- Mo e?
- Hmm, có . Ma wykrywacze masy. Plus radar i Dopplera.  Gdyby si  nam przytrafi o

przesun  przed jego wykrywaczami, zobaczy nas. Prawdopodobnie jest tam te  zainstalo-
wany alarm, który go ostrze e przed niespodziewanymi  go mi.

- I rozstrzela nas na kawa eczki, prawda?
- Mo e nie. Mo e wy czy silniki i zostawi nas wisz cych  w pró ni. Zak adaj c,  e nasz

statek nas nie rozgniecie jak  robaki, kiedy przeleci obok.

- Powiedz mi, dlaczego twój pomys  wcale mi si  nie podoba?

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Mo emy jeszcze poczeka  i waln

 go w  eb, kiedy  otworzy w az do statku, by

wypu ci  swoje zwierz tka.

- To ju  b dzie na Ziemi, ale tam jest kilka milionów  obcych. Nie, dzi kuj .
- W porz dku. Jego detektory wychwytuj  ka

 mas   wielko ci statku albo wszystko,

co zbli a si  z du  pr dko ci .  Asteroidy, z om, tego typu rzeczy.

- No i?
Gdyby my zbli yli si  bardzo wolno, mo e wykrywacze  nie zobaczy yby nas, dopóki

nie byliby my w statku?

- To brzmi dziecinnie.
- Mog  jeszcze zej  do komory silników i porozrabia   troch  z m otkiem. Je eli

reaktory nie zamieni  nas w nadprzewodz

 kul , to mo e genera  przyleci do nas zobaczy ,

co si  dzieje. Z pewno ci  nie chce straci  swego  adunku.

- Ten plan te  mi si  wcale nie podoba.
- Mnie równie . Je eli nie wymy lisz niczego lepszego,  poczekajmy, a  wyl duje, i

wtedy zobaczymy.

Billie westchn a.
- Zawsze co  si  wydarzy, co, Wilks? Z tob  nigdy nie  mo na si  nudzi .
- W

nie. Przecie

ycie to zabawa.

Spears przygotowywa  swój galowy mundur. B dzie w nim  podczas pierwszej na Ziemi

bitwy. Wyci gn  czapk  ze  z oceniami na daszku, generalskie gwiazdki, regulaminowe
jedwabne baretki odznacze  i b yszcz ce buty z ortoplastu.  Wyj  te  pas z przypi tymi do
niego kaburami swych dwóch  antycznych rewolwerów i kordzik mundurowy. Prawd
mówi c, nie by o zwyczaju nosi  go, tak jak i odznacze , na  polu bitwy, ale najpierw
wyjdzie na scen , a dopiero potem  poprowadzi sw  now  armi  do boju. Nie, zostanie na
ty ach.  Jego osoba jest zbyt cenna, by ryzykowa . Niedobrze. Nigdy  nie nale

 do ETS -

eszelonu ty owych skurwysynów - nie  by  dowódc  zza biurka. Ale w tym przypadku musi
po wi ci   przyjemno  stania rami  w rami  ze swymi 

nierzami, kiedy zaczyna si

wymiana strza ów. B dzie przecie  najcenniejsz  postaci  na polu walki, nie tylko dlatego,

e b dzie  tam jedynym cz owiekiem, ale gdyby jemu co  si  przytrafi o  wojna b dzie

przegrana. Tylko on i królowa mog  dowodzi   

nierzami, a jej nie ufa . Nie b dzie

walczy , kiedy jego  zabraknie.

Nie, tym razem musi pozosta  na ty ach. Przynajmniej do  chwili, gdy b dzie mia

wi cej wojska i wi cej ludzi do pomocy. By  przecie  teraz, by o nie by o, genera em
dowodz cym Kolonialnymi Komandosami. Ba, g ównodowodz cym  wszystkich si
militarnych. Dlaczego nie? Kiedy przypomnia   sobie d ugie pasmo swych wojskowych
sukcesów, nie w tpi ,   e nadaje si  do takiej funkcji. Gdyby kto  zaprzeczy  jego  prawu to
tego, gdyby kto  okaza  si  tak g upi, jeden ruch  r ki, i usun by go. Zjedzcie go, ch opcy.

miechn  si . Wszystko sz o jak najlepiej. Z wyj tkiem  paru ciemnych plam

pozostawionych w Trzeciej Bazie. Oczywi cie nie by o to nic, co mog oby zainteresowa
przysz ych  historyków, czy spowodowa  zgrzyty w g adko tocz cej si   maszynerii. Teraz
licz  si  tylko nadchodz ce dni. Wszystkie  lata przygotowa  zaczynaj  owocowa . Odwiesi
mundur  i od

 na bok kordzik i buty.

Zdecydowa  si  na l dowanie w Po udniowej Afryce, w jej  pó nocnowschodniej cz ci,

któr  nazywano prowincj  Natal.  Tam w

nie, pod koniec dziewi tnastego stulecia, tubylec

o imieniu Keczwajo dowodzi  wielk  armi  wojowników znanych jako Zulusi. To byli
wspaniali 

nierze, ci Zulusi. By o  ich te  ca e mrowie, ale nie mieli szans w walce z

zaawansowan   technologicznie armi  brytyjsk . W jednej ze s ynnych bitew  ma y oddzia
brytyjskich 

nierzy stan  przeciwko ogromnej  armii Zulusów i normalnie wyci  j  w

pie . Po prostu, mieli  lepsz  bro , lepsz  taktyk  i byli lepiej wyszkoleni.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Spears znalaz  si  w podobnej sytuacji. Jego ma y oddzia , dobrze wyszkolony i

kierowany przez znakomitego dowódc , pokona tubylcz  armi . Wszyscy obcy byli sobie
równi, ale decyduj ce znaczenie maj  dowódcy, którzy decyduj  o bitwie. Obcy byli okrutni,
twardzi jak  elazo, ale walczyli jak mrówki. Nie znali sztuki wojennej jak ludzie, a w ród
ludzi niewielu zna o j  tak dobrze jak Spears.

"Dajcie mi d wigni  i punkt podparcia, a porusz  galaktyk " - pomy la  genera . Mia

ju  punkt podparcia. D wignia lecia a za nim drugim statkiem. By  w tym momencie tak po-
dniecony,  e ledwo móg  oddycha .

                                                                  27.

- Obudzi

 si ?

Billie le

a na brzuchu. Odwróci a si  na plecy i popatrzy a w gór . Mia a na sobie

tylko bielizn  i nie nakrywa a si  niczym, bo w statku by o gor co. Nad ni  sta  Wilks w
kombinezonie.

- Teraz ju  tak.
- Zaczynamy hamowa . - O, kurcz .
- W

nie. Czas ubiera  si  na przyj cie, dziecko.

Przed Spearsem widnia  obraz olbrzymiej cej z ka

 chwil  Ziemi. Jeszcze tylko

tydzie . Usi owa  czyta  histori  Powstania Gladiatorów, ale nie móg  si  skupi  nad
tekstem. Przez ca e lata uczy  si  cierpliwo ci, czekania na w

ciwy moment, ale teraz

trudno by o nie niecierpliwi  si , gdy cel by  tak blisko. To by o  wiat o w jego tunelu,
wst ga na mecie d ugiego i ci kiego biegu. Patrzy  na obraz planety przez wizjer. Nie
wystarcza o mu to, wi c podniós  opancerzenie i bezpo rednio spojrza  na odleg  kul  przez
grube, hartowane szk o.

Nie obawiaj si , staruszko: Genera  Spears leci ci  uratowa . Ju  si  zbli a. Jeszcze kilka

dni i rozpocznie si  twoje wyzwolenie.

Wilks wiedzia ,  e nie wolno mu my le  o pora ce. Nie wszystko mo e pój  dobrze, ale

gdyby kto  potrafi  prze

widywa  wszelkie potkni cia, nawet nie ruszy by si  z miejsca. Do licha, pieprzy  to.

Je eli b dziesz si  trz

 przez ca y  czas ze strachu, nigdy niczego nie dokonasz. Masz plan i

zrealizuj go, to najlepsza metoda.

Stali we dwoje w luku, prawie ca kowicie ubrani do wyj cia. Mieli ze sob  wszystko, co

mog oby im si  przyda . Zabrali dodatkowe butle z tlenem, karabiny i amunicj , zabrali
wszystko co tylko uda o im si  znale . Po czeni byli d ug   na trzy metry link
przywi zan  do pier cieni na biodrach,  jego na prawym, jej na lewym. Nie by o innego
sposobu na  utrzymanie takiej samej pr dko ci po wyj ciu na zewn trz.  Wilks spodziewa
si ,  e b

 porusza  si  oko o dwóch kilometrów na godzin  pr dko ci wzgl dnej. Na

pewno nie  szybciej. Powietrza mieli na oko o trzy godziny i w tym czasie musieli dosta  si
do statku Spearsa. Inaczej b dzie z nimi   le. Sier ant ca e skafandry obwiesi  granatami do
karabinowych wyrzutni. Je eli braknie im tlenu, to wysadz  si  w powietrze. To lepsza

mier  ni  powolne duszenie si . Usuwasz  tylko ochronn  pow oczk  i bum!, koniec  wiata.

- Billie?
,Mocowa a si  ze swoj  uprz

. Ci gle nie mog a zamkn   zatrzasku w kroczu.

- Nie mog  wcisn  tej cholernej wtyczki. Musz  tego u ywa ?
- Je eli nie chcesz,  eby fruwa y ci przed oczami 

te kuleczki za ka dym razem, kiedy

zrobisz si, to musisz.

- To nieuczciwe - stwierdzi a. - Musia o to by  wymy lone przez jakiego  m czyzn .
- Natura tak urz dzi a swoj  hydraulik , przykro mi. Pomóc  ci?
Na chwil  zapad o milczenie.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Raczej nie. Gdyby  to zrobi , mo e nie wyszliby my st d
tak szybko.

nie,  to  by o  to.  Wilks  kiwn   g ow   i  u miechn   si .    Wi c  równie   jej  chodzi y

takie my li po g owie. Poczu  si   nieco lepiej, chocia  nie bardzo wiedzia , z jakiego
powodu.

Billie odpowiedzia a u miechem i Wilks zrozumia ,  e  dziewczyna wie, o czym

pomy la .

- No, uda o si  - powiedzia a. - Jej, to jest zimny, ma y  diabe .
- Szybko si  ogrzeje. Gotowa?  - Je li chodzi o wyj cie, to tak.
- Dobra. Mo emy zaczyna  nasze przedstawienie.
Billie u miechn a si  do niego, kiedy otwiera  zewn trzne  drzwi. On tak e my li o

seksie. To s  chyba jedyne przyjemne  rozwa ania.

W jej przypadku marzenia zawsze by y przyjemniejsze ni   sam akt. Nie w czasie

robienia tego, ale potem. Pomys ,  e  mog aby obudzi  si  nast pnego ranka u boku Wilksa
wyda   jej si  dziwny. Mo e jej refleksje mia y zwi zek z tym,  e  znowu jej  ycie wisi na
cieniutkiej nitce. My lisz o spó kowaniu, kiedy mo esz za chwil  nie istnie . Nauczy a si
tego  w szpitalu. Powiedzieli jej tam,  e jest to normalna reakcja na  zagro enie  ycia,
szczególnie w nag ej i okrutnej konfrontacji z gwa cicielem. By o te  co  o zmniejszaniu
stresu.

Klapa otworzy a si  powoli. Powietrze wyp yn o na zewn trz i zaraz zmieni o si  w

mgie

 bia ych kryszta ków.  Wilks wyszed  na zewn trz i u ywaj c magnetycznych butów

stan  na pow oce. Wygl da  jak cier  wyrastaj cy z ga zi.  Billie wysz a za nim.

Kiedy ju  oboje stan li obok siebie, Wilks obróci  si  tak,  by stan  plecami do

odleg ego o kilometr drugiego statku.  - W porz dku? Nie odpowiadaj, tylko kiwnij g ow .
Billie zrobi a to. Powiedzia  jej,  e u yj  laserowych komunikatorów o zasi gu kilkuset
metrów. Rozmówcy musz  pozostawa  ze sob  w kontakcie wzrokowym. Spears nie mo e
us ysze  ich rozmów, jednak w pobli u jego statku nie nale

o w ogóle otwiera  ust. Gdyby

dowiedzia  si ,  e s  tak blisko, szybko wymy li by jaki

miertelny trik. Kiedy b dzie

chcia a mu co  przekaza , musi odwróci  si  plecami do Jacksona.

Wilks ruszy  wzd

 statku. Bez posiadania punktu odniesienia nie mo na ustali , gdzie

jest góra, gdzie dó . Billie szybko przywyk a do my li,  e idzie po wierzcho ku pow oki, nie
po jej spodzie.

Kilka minut zaj o im dotarcie do dziobu MacArthura. Kiedy ju  wisieli na czubku jak

muchy na bananie, Wilks odwróci  si  i popatrzy  na ni .

- Pami tasz wszystko? Billie skin a g ow .
- W porz dku. Wy cz zasilanie butów i n  trzy w cz odrzut. Raz... dwa... trzy!
Jednocze nie wykona a te dwie czynno ci, o których mówi  Wilks. Urz dzenie dzia

o

jak domowy spryskiwacz do kwiatów. By a to cienka dysza z d wigni  i ma y, p katy po-
jemnik ze spr onym gazem.

Po w czeniu usi owa o wyrwa  si  jej z d oni, ale  cisn a mocniej wyci gn a rami

przed siebie. Oderwa a si  od statku. Obróci a si  lekko i zobaczy a Wilksa, jak kieruje swój
odrzut we w

ciwym kierunku. Zrobi a to samo.

Gaz tworzy  migotliwe kryszta ki.
Wymaga o to troch  wysi ku, ale ju  po kilku minutach sier ant i Billie p yn li w pró ni

obok siebie. Cienka linka, która ich  czy a, nie by a w ogóle napi ta. Dziewczyna unios a
troch  g ow  i zobaczy a przed sob  statek. Ich w asny szybko zmniejszy  si  do rozmiarów
zabawki zawieszonej w czarnej

otch ani. Wilks ponownie wypu ci  kilka niewielkich porcji gazu i obróci  si  do Billie.
- Zrelaksuj si  i baw si  tym lotem.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Billie kiwn a g ow . Stwierdzi a,  e oddycha zbyt szybko i zmusi a si  do spowolnienia

oddechów. To rzeczywi cie by o czym  niezwyk ym tak lecie  po ród nico ci jak magiczny
ptak lec cy przez otch

 wieczno ci. Co by nie mówi , to by o co .

Spears wiedzia ,  e nie mo e sobie pozwoli  na zm czenie na tym etapie ekspedycji.

Poniewa  nie móg  usn , za

rodek nasenny. Lekarstwo przenikn o go ch odem i w

ci gu minuty poczu  senno . Postanowi  usn  patrz c na zbli aj

 si  Ziemi , wygl daj

teraz jak ma a pó kula o wietlona na "górze". Znaczy o to,  e s

ce  wieci ponad ni . Z tej

odleg

ci by o ju  tak jasne,  e polaryzatory przyciemni y szk o.

Lek zaw adn  nim i zabra  go w obj cia Morfeusza. Wilks móg  ju  dostrzec niektóre

szczegó y statku. Znaczy o to,  e s  w odleg

ci oko o sze ciuset, siedmiuset metrów od

niego. Zwolnili troch , ale wygl da o na to,  e ci gle poruszaj  si  zbyt szybko. Nie
zastanawia  si  ju  nad tym. Albo im si  uda, albo... pieprzy  to.

Przekaza  Billie,  e kieruj  si  do jednego z luków rufowych. Pomy la ,  e je eli Spears

jest w kabinie na dziobie statku, gdzie powinien by , to zajmie mu minut  lub dwie dostanie
si  na ty y. Nie by  to du y statek, ale nie by o powodu,  eby genera  przesiadywa  na jego
rufie, je eli nikt nie puka do kuchennych drzwi. Mo e to da im troch  czasu. Dziecinne
my lenie, ale co im pozosta o.

Kiedy tylko wejd  do statku, je eli wejd , zrzuc  ubrania,  chwyc  karabiny i powitaj

Spearsa.

W tym momencie ko czy  si  plan Wilksa. Przypuszcza ,   e genera  jest sam, Bueller

zdawa  si  to potwierdza , ale nie  by o to pewne. Mo e jest tam kto  jeszcze. Powinni
uwa

,  je eli dotr  ju  tak daleko.

Jednak ci gle by  optymist . Czy  nie przedostali si  a   tutaj? Mimo wszelkich

przeciwno ci i niech ci nieznanych  bóstw, ci gle  yli. Mo e maj  jakiego  patronuj cego im
Boga,  który nie robi nic innego, tylko opiekuje si  nimi. A mo e  w

nie wszystkie zapasy

szcz cia s  ju  na wyczerpaniu.  Nie da rady si  dowiedzie . Trzeba po prostu i  naprzód.

Billie zauwa

a, gdy zbli yli si  do statku,  e czuje strach.  Nigdy si  nie przyzwyczai a

do tego uczucia. Unikn a  mierci  ju  wielokrotnie w ci gu swego  ycia. Po raz pierwszy na
Rim. Oczekiwa a,  e przywyknie do tego, jak mo na przywykn  do zbyt gor cej k pieli.
Kiedy wejdziesz i nie poruszasz si , twoje cia o samo si  przystosuje.

Nic takiego si  nie zdarzy o. Skok adrenaliny we krwi,  gwa towne bicie serca i zbyt

szybki oddech by y takie same  za ka dym razem. Wn trzno ci skr ca y jej si  w jeden wiel-
ki supe , a usta wysycha y. I dobrze si  sta o,  e Wilks kaza   jej wcisn  t  moczow
wtyczk . Odczuwa a to tak, jakby  strach wyciska  z niej wszystkie p yny. Im bardziej si
zbli ali do statku genera a, tym bardziej chcia a zawróci  i uciec.  Jej  wiadomo  zdawa a
sobie spraw ,  e nie wolno jej tego  zrobi , ale jakie  g bokie pok ady pod wiadomo ci
chcia yby  znale  jak  g bok  dziur  i ukry  si  w niej.

- Uciekaj! - szepta o jej co  za uchem. - Odp

!  piesz  si , zanim b dzie za pó no!

Z jednej strony zawsze mia a fatalistyczne podej cie do  ycia, z drugiej, panicznie ba a

si  umrze . W

ciwie to nie

ba a si  samej  mierci, ale sposobu, w jaki przyjdzie j  spotka . Zapa  w wieczny sen w

wieku stu dziesi ciu czy dwudziestu lat, w otoczeniu rodziny i przyjació , którzy j  kochaj ,
patrze  na wnuki i prawnuki, to nie by o najgorsze. Ale  by  zjedzon  przez bezrozumne
obce potwory albo p yn  a   do  mierci przez pustk ? Nie, to nie by  dobry sposób na za-
ko czenie jej krótkiego  ycia.

Nic nie mo na by o jednak zrobi . Trzeba podj  ryzyko  i wybra  pomi dzy  mierci

mo liw  a pewn .

- Poczekaj ! - krzycza  jej wewn trzny g os. - Zawsze lepiej poczeka !

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Spears sta  w Laswari, obok nowej drogi zbudowanej przez  In ynierów Królewskich, a

ciemna ziemia dymi a jeszcze po  przejechaniu dzia  ci gni tych przez konie. SirArtur
odwróci  si  do niego i powiedzia :

- No, stary, co o tym my lisz? Zatrzymamy tych cholernych dziadów?
Spears skin  g ow . SirArtur nie by  jeszcze ksi ciem Wellington - co genera  wiedzia

dok adnie - ale sta  naprzeciw  rodzin Sindhia i Bhonsle z Maranty. Wiedzia  te ,  e Hindusi
przegraj  .

- Zatrzymamy ich.
- Wi c bierzmy si  za nich, co?
Sir Artur zamacha  do oficerów, którzy czujnie czekali na  jego sygna .
Rykn y dzia a, odezwa y si  muszkiety.
Bo e, jak Spears kocha  ten zapach spalonego czarnego  prochu.
Fale umieraj cych Hindusów zacz y p yn  nad terenem  bitwy. Krzyk jednej z

biednych dusz wzniós  si  ponad inne  w ca ej gamie rozpaczliwych okrzyków, jakby kto
przerywa

tylko dla zaczerpni cia oddechu i dalej ci gn  monotonny j k z regularno ci  maszyny.

Aaachhh! Aaachhh! Aaachhh!

Spears przebudzi  si  na d wi k alarmu. Jeszcze otoczony oparami swego chemicznego

snu, nie bardzo wiedzia , co oznacza ten ha as. Wyci gn  r

 i wy czy  d wi k. Przymkn

oczy. S dzi ,  e jeszcze  ni...

Prze ama  kleszcze narkotyku. Alarm oznaczaj cy zbli anie si  do statku jakiego

obiektu.

Nic nie by o wida  przez szyb . Pomimo posiadania czu ej aparatury elektronicznej,

pierwszym odruchem genera a by o spojrzenie przez okno. Dopiero po chwili zacz
pos ugiwa  si  przyciskami konsoli.

Radar nic nie pokazywa . Na ekranie Dopplera te  nie dostrzeg  niczego. Ale szybko

dowiedzia  si , o co chodzi. Dwa obiekty wielko ci cz owieka znajdowa y si  przy rucie
Jacksona. Szybkie skojarzenie faktów kaza o mu doj  do wniosku,  e musz  to by
gapowicze z MacArthura.

Tak jakby mogli przylecie  z innego miejsca.
Patrzcie, patrzcie. Oczywi cie. Ju  wiedzia , kim byli. To ten cholerny sier ant! A skoro

Powell nie  yje, drug  osob  musi by  ta kobieta. Zadziwiaj ce. Je eli to rzeczywi cie oni,
musz  mie

ycie twardsze ni  kot.

Spears cieszy  si ,  e si  tu znale li. W ten sposób jego  adunek nie jest w  aden sposób

zagro ony.

Wsta  szybko, chwyci  pasz pistoletem i ruszy  na ruf . Nie wiedzia , jak d ugo spa ,

zanim nie obudzi  go alarm, ale widocznie wystarczaj co d ugo, by zd yli przylecie  z dru-
giego statku. A zamki w azów nie zosta y zakodowane. Któ  spodziewa by si  go ci w

bokiej pustce? B

 mogli wej  na pok ad. B dzie musia  ich zabi , zanim co

uszkodz ...

Zwolni  kroku. Zatrzyma  si  na chwil . Przecie  mog  by  uzbrojeni. Doskonale wiedz

kto dowodzi tym statkiem. Gdy

by nie wzi  tego pod uwag  , móg by  atwo zosta  zastrzelony. Tak nie mo e si  sta .

Sta  ci gle w miejscu. Nie, bohaterszczyzna nie ma teraz sensu. Byli chwastami i tak musi ich
potraktowa .

Odwróci  si  i poszed  z powrotem do kabiny sterowniczej. Mia  tu wszelkie

wyposa enie do kontroli statku nie tak jak na MacArthurze. Powietrze, zasilanie, nawet
grawitacja. Szczury wejd  prosto w pu apk , o której jeszcze nie wiedz . Czas uruchomi
nagrywanie. Historia wojskowo ci b dzie mia a w przysz

ci niez y ubaw.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

                                                                 28.

- Co teraz? - spyta a Billie. - Mo emy zdj  te ubranka?  Otworzy a swoj  os on  twarzy,

a Wilks zrobi  to samo,

eby mogli rozmawia  swobodnie. Po sekundzie jednak sier ant gwa townie j  zamkn .

- Nie. Spears nie przyszed  po otwarciu w azu, co oznacza,   e wie o nas. Mo esz

zostawi  niepotrzebne rzeczy, ale bro   trzymaj w pogotowiu.

Wilks ju  zd

 sprawdzi  swój karabin. Suche cz ci broni  by y mniej wi cej odporne

na dzia anie niskich temperatur,  ale ruchome cz ci niekoniecznie. Strzeli  kilka razy prze-

czrikiem ognia i wyrzuci  na prób  kilka  adunków. Nie  chcia by mie  niczego

zaspawanego na mur przez lodowat   pró ni , kiedy Spears pojawi si  z karabinem w d oni.

- W porz dku. Mój jest sprawny.  - Dobrze.
- Co teraz?
- Teraz poczekamy troch  i zobaczymy, co si  stanie. Je eli  wie,  e tutaj jeste my, zrobi

co .

-Albo wrzuci nast pny granat og uszaj cy, jak to zrobi  w  bazie. Poczeka i naci nie

spust.

- To mo liwe. I to jest kolejny powód,  eby my zaczekali  tutaj. Gdy nic nie wydarzy si

w ci gu nast pnej godziny, wyjdziemy st d. Bardzo ostro nie.

Billie skin a g ow .  - Ty dowodzisz.
Wilks chcia by si  czu  tak wspaniale, jak usi owa  jej to  wmówi .
Spears sko czy  przygotowania. Musia  za

,  e ten sier ant - jak on si  nazywa?

Watts? Jenks? Jako  tam? - jest  wystarczaj co dobrym 

nierzem, by sprawdzi  wszystko

zanim zacznie dzia

. Je eli tak, to domy li si ,  e przeciwnik  wie o nim i jest

przygotowany na spotkanie. I jest to prawd .  Na jego miejscu Spears zakopa by si  w jakiej
kryjówce,  przygotowa  do obrony i czeka  na okazj ,  eby zdoby  przewag . Wystarczy by
jeden strza . Sier ant musi wierzy ,  e  genera  zrobi jeden g upi krok i da mu tak  szans .

- Przykro mi, 

nierzu, nie tym razem - mrukn  do siebie.

Niedobrze,  e zrezygnowa  z dowodzenia ludzkimi oddzia ami. Ten sier ant móg by by

wietnym oficerem. By  odwa ny, sprytny, zdolny do podj cia ryzyka. W innych czasach

Spears wywindowa by go w gór  i cieszy by si ,  e ma takiego zdolnego 

nierza pod

swoimi rozkazami. By  pewny,  e  jedn  z osób, które ukry y si  gdzie  na rufie, by ... Wilks.
O w

nie, tak si  nazywa : Wilks.

Spears zasalutowa  swemu niewidocznemu przeciwnikowi. Mo e w kolejnym wcieleniu

dziesz mia  wi cej szcz cia, synu.

Ruszy  do ataku.
Billie pochyli a si  i próbowa a wcisn  w kontener. Wygl da o na to,  e jest pusty i

dzie w nim wystarczaj co du o  miejsca. Nie by a przekonana, czy jej kryjówka nale y do

najlepszych. Skafander pró niowy te  nie by  projektowany do  takich wyczynów.

Znajdowali si  w miejscu sk d mogli obserwowa  w az  wiod cy do dalszych cz ci

statku. Innymi drogami, którymi  mo na si  tu by o dosta , by y w azy wychodz ce w
pró ni , ale w tpliwe by o,  e Spears skorzysta z tej mo liwo ci. Wilks jednak zabezpieczy
je tak,  e nie da o si  ich otworzy  z  adnej strony. Nikt nie móg  ich zaj  od ty u. Tak
przynajmniej twierdzi  sier ant. Lecz nikt nie móg  tak e wyj  nie wk adaj c w to du o
wysi ku.
       

Czekanie,  e co  si  wydarzy, denerwowa o Billie. Z

ci o  j  coraz bardziej z ka

minut . Nie mog a tego znie .
       

Nagle zapad a ciemno . Kiedy rozejrza a si , by znale  Wilksa, wystrzeli a nagle w

powietrze. Cholera...!

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

       - Billie, zamknij os on ! Natychmiast!
       

Wilks b yskawicznie zatrzasn  swoj   i w czy  dop yw tlenu.  Us ysza ,  e drzwi do

korytarza otwieraj  si  i próbowa  na wyczucie skierowa  karabin w tamtym kierunku. By o
to trudne zadanie przy braku ci enia. Spears odci

wiat o i grawitacj , prawdopodobnie te

powietrze. Wilks nie s dzi ,  e zaraz wysunie si  zza drzwi lufa jego broni. Móg by si  raczej
za

,  e zaleje wod  ca  ruf  albo wrzuci tu granat. Nie mog o to by  nic wielkiego, nic,

co wyrwa oby dziur  w pod odze statku.
       Bomba og uszaj ca?
       Skafander nie jest os ona przed czym  takim, nie mówi c ju  o pocisku 10 mm. Cholera,
jasna cholera!

       

Kiedy komputer wy czy  zasilanie, powietrze i grawitacj , genera  by  ju  na pozycji.

Nawet gdyby tamci unikn li skutków zaskoczenia, to i tak ich na chwil  oszo omi. Starczy
mu czasu, by wrzuci  granat do dziury. Kiedy strac  przytomno , za atwienie ich b dzie ju
dziecinnie proste.
       

Drzwi otworzy y si  cicho. Spears pochylony prawie do pod ogi wrzuci  granat, cofn

si  szybko i przylgn  do  ciany. Blask wybuchu móg  si  w cz ci wydosta  przez otwarty

az i nie chcia  si  znale  w jego zasi gu. Bez grawitacji granat móg  d ugo si  porusza ,

zanim uderzy w  cian . W tym czasie kto  móg by wyskoczy  zza drzwi, ale raczej si  tak
nie zdarzy – granat mia  ustawiony zapalnik na bardzo krótki czas. Oko o sekundy.
       

Grawitacja  wróci a.  Spears  by   na  to  przygotowany.  Odg os  upadku  poza  w azem

powiedzia  mu,  e przeciwnik nie by . U miechn  si ...

       wiat a oczywi cie by y wy czone, ale ma e lampki kontrolne przy drzwiach zasilane
by y z baterii. Czerwone i zielone punkciki nie dawa y zbyt wiele  wiat a, lecz wystarczy y
by Wilks dostrzeg  szybki ruch przy w azie.
       

Ci gle wisia  z pó  metra na d pod og  i strza  z karabinu wprawi by go  w ruch z

pr dko ci  rakiety. Lecz przecie  musia  co  zrobi .
       

Skierowa   luf   w  kierunku drzwi.  Nacisn   r koje ,  co  o ywi o  laserowy celownik.

Czerwona plamka ta czy a dziko w okolicy drzwi. Kiedy znikn a, wyobrazi  sobie,  e kto
chce wej . Wystrzeli .
       Odrzut wyrzuci  go w powietrze...

       

Billie zobaczy a b ysk wystrza u, czerwono pomara czow  g owni  p omieni.  wiat o,

jakie zab ys o, pozwoli o jej dostrzec, gdzie si  znajduj , ale natychmiast ca e pomieszczenie
uton o w nieprzeniknionych ciemno ciach. He m st umi  odg os strza u, ale us ysza a, jak
pocisk uderza w co  przy drzwiach. A mo e jej si  wydawa o? By o tak ciemno.
       O lepiaj cy b ysk odrzuci  j , kiedy co  uderzy o w ni , przewracaj c do ty u. Pofrun a
jak ptak z po amanymi skrzyd ami.
       Ci enie wróci o i upad a na pod og , przejecha a po niej kawa ek i zatrzyma a si .
       O, Jezu...!

       

Spears rozpozna  karabinowy wystrza  i us ysza , jak pocisk uderza w  cian  tu  ko o

niego. Strza  i wybuch granatu zla y si  prawie w jeden d wi k. Poczeka  sekund  i wszed
zobaczy  co si  sta o...

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

       

Wilks ci ko uderzy  o pod og , wyl dowa  na lewym barku,  przetoczy  si   i przyj

pozycj  strzeleck . Wysun  karabin i umie ci  czerwon  plamk  celownika na  cianie obok
drzwi. Na wypadek, gdyby Spears rozp aszczy  si  tam, pu ci  seri . Karabin mia
prze czony na ogie  pó automatyczny dla lepszej kontroli. Mia  nadziej ,  e Billie jest na
tyle przytomna, by le

 na pod odze...

       

Pociski zagrzechota y o  cian   pomi dzy  cia em  genera a  i  jego  ramieniem.  Kilka

centymetrów i by oby po nim. Do diab a! Granat nie trafi !
       Kule wyrwa y spore dziury, a  ciana wygl da a tak, jakby poku  j  ostrym narz dziem.
       

Czas na przegrupowanie. Jego pierwszy atak nie uda  si .  Spears  wiedzia  kiedy si

wycofa .
       Nacisn  guziki zamka przy drzwiach. Zamkn y si  bezg

nie. Odbieg  szybko w ty  ku

nast pnemu w azowi w korytarzu. Przeszed  na drug  stron  i zatrzyma  si . Zamkn  klap .
Ten w az by  przeznaczony do odci cia tylnej cz ci statku na wypadek uszkodzenia
pow oki. By  hermetyczny, zbudowany ze specjalnego stopu i odporny na strza y ze
zwyk ego karabinu.
       Genera  wyj  miniaturow  spawark  punktow  i zaspawa  drzwi u ich podstawy. Potem
doda  jeszcze pó  metra z prawej i lewej strony. Potem otworzy  p ytk  zamka i spali  ca
elektronik . W ko cu przyspawa  d wigni  r cznego otwierania w azu. To wej cie
pozostanie zamkni te, chyba,  e kto  u yje laserowego przecinaka do wyci cia dziury. Nie
przypuszcza  by Wilks by  na to przygotowany. Jednak na wszelki wypadek przymocowa  do

azu na wysoko ci oczu dwa granaty i przeci gn  cienki drucik. Gdyby jakim  cudem

uda o im si  wedrze  tutaj, nieostro ny krok i b dzie po nich. Potykacz umie ci  trzy metry
od drzwi. Mog  rozejrze  si  za pu apk  w samym wej ciu, ale nie zauwa  drutu, gdy ju

 mieli w az za sob .

       „Nie – pomy la -  przede wszystkim tu nie wejd .”
       

Nie móg  d ugo utrzymywa  ma ego ci enia na tak ma ym statku, ale móg  wy czy

ogrzewanie,  wiat o, powietrze. Nawet je eli maj  ze sob  zapasy tlenu, nie mog  go mie
wi cej ni  na dzie  czy dwa.
       Aha, lepiej wy czy  nagrywanie. Nie wszystko posz o tak g adko jak przewidywa . Nie
ma problemu. Zwyci stwo jest zwyci stwem. Mo e nie by  to osza amiaj cy wyczyn, ale s
przecie  zakorkowani w rufie, a to ich koniec. Da  im mo liwo  spróbowania si  z nim, ale
nie skorzystali.
       To nie by a, swoj  drog , wygrana godna cygara.
       Za mia  si  cicho z w asnego dowcipu i ruszy  na przód.

       

Wilks i Billie zapalili swe lampy na he mach i wreszcie mogli si  spokojnie rozejrze .

By o ciemno, a sier antowi wydawa o si ,  e robi si  równie  zimno. Powietrze tak e
stawa o si  coraz ci sze.
       

- Mo emy jeszcze troch  pooddycha  jego powietrzem – powiedzia  do dziewczyny. –

co si  mia o sta , ju  si  sta o. B dziemy musieli znowu wykorzysta  nasze butle. Cholera.
       - Wilks, jeste my odci ci?
             

-  Tak.  Zamkn   w az  hermetyczny  i  rozwali   zamek.  Musia   od  dawna  wiedzie ,   e  tu

jeste my. Mieli my i tak szcz cie,  e bomba og uszaj ca nas nie unieszkodliwi a. Có ,
jeste my zamkni ci. Teraz nigdzie si  nie mo emy wydosta .
       - Nie mo emy wyj  na zewn trz?

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

       

-  Mo e  by si   uda o.  Chyba  potrafi bym odblokowa   w az,  ale  Spears  natychmiast

strz sn  by nas, jak pies strz sa pch y. Nie uda nam si  znale  wyj cia.
       - Mo e wysadzi  statek w powietrze?
       

Popatrzy  na ni . Zrozumia  co mia a na my li. Je eli mieli tu umrze , mogli zabra  ze

sob  tego skurwysyna.
       - Nie s dz . To wojskowy statek. Mog  spróbowa  wybuch granatów, jakie mamy, ale to
zniszczy w najlepszym przypadku tylko ruf . Ten statek jest zbudowany z segmentów, z
hermetycznych cz ci. Mogliby my wysadzi

ciany dzia owe, ale segmenty s  mocno

opancerzone. Nap d znajduje si  w  rodkowej cz ci i jest poza zasi giem. Nawet gdyby my
dokonali powa nych uszkodze , zawsze zd y przenie  si  na MacArthura.
       - Co nam zosta o?
       

- Có , mo emy dosta  si  do magazynów tlenu i przej  nad nim kontrol . To da nam

mo liwo  oddychania jeszcze przez par  dni.
       - Ale nie do samej Ziemi?
       - Nie s dz .
       - Cholera!
       - Przykro mi dzieciaku. Próbowali my. Nie uda o si . Czasem co  nie wyjdzie.
       - Nic nie mo emy zrobi ?
       - Nic, dopóki nie przekonamy Spearsa,  eby da  nam klucz do statku ratunkowego.
       - Mo e gdyby my powiedzieli grzecznie „prosz ”?
       Wilks my la  o tym od sekundy
       - Hmm. Mam lepszy pomys . Mo e je eli dodamy do tego s ówko „albo”.

       - Halo, generale Spears – rozleg  si  g os z komunikatora. Pochodzi  z kana u, na jakim
znajdowa y si  komunikatory skafandrów pró niowych.
       Genera  siedzia  usadowiony wygodnie w fotelu. Pokiwa  g ow  z zadowoleniem.
       - Spodziewa em si  ciebie, synu. Fajnie,  e próbowa

, ale przegra

.

       - Mo e tak, mo e nie. Billie i ja przypuszczamy,  e wiedzia  pan co robi, odcinaj c nam
drog .
       - Co za ró nica 

nierzu? Do domu daleko. Wy nigdy tam nie dojdziecie.

       - Mogliby my, maj c jeden z ratowniczych statków.
       Spears roze mia  si .
       - Tak, wtedy zdo aliby cie tego dokona . Ale musia bym da  wam który  z w asnych, a
nie widz  takiej mo liwo ci. Nie macie nic do zaoferowania.
       - Ale mo e mamy co  na sprzeda .
       - Synu, co ty mi mo esz sprzeda ?
       - A co z tymi dziewi cioma granatami M-40, które wybuchn  wszystkie naraz?
       

- Wi c wysadzisz dup  statku i zabijesz siebie. To  nawet  nie zadra nie  ródokr cia.

Mo esz próbowa , ale powiniene  wiedzie ,  e to nic nie da.
       - Ech, generale. Przecie  nie mówi em ,  e granaty wybuchn  tutaj.
       Genera  gwa townie pochyli  si  do przodu.
       - O czym ty mówisz?
       - No có , Billie i ja pomy leli my,  e dobrze b dzie dosta  na pa ski statek. Bior c pod
uwag  nasze wcze niejsze do wiadczenia, musieli my zak ada ,  e nas pan pokona.
       - Dobre za

enie.

       

- Tak. Pan jest przecie  genera em, a ja sier antem. Ale pomy leli my,  e skoro mamy

umrze , to do diab a, warto po mia  si  na koniec.
       - Mów dalej.
       Spears wiedzia  o czym si  dowie za chwil , i przeszy  go zimny dreszcz.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

       

-  Zanim  opu cili my  statek,  nafaszerowa em MacArthura materia ami wybuchowymi.

Co  w rodzaju ma ej niespodzianki, zna to pan, generale, prawda? Z zapalnikiem czasowym.
Dali my sobie mnóstwo czasu,  eby móc dotrze  tutaj i pokona  pana. Pozosta o jeszcze
oko o godziny.
       - Blefujesz.
       - Przewidzia em,  e pan tak pomy li. Ale nie oszukuj . Poza tym, czy potrafi pan podj
takie ryzyko? Je eli rzeczywi cie uzbroili my  adunki, pa skie potwory dostan  bilet do
wieczno ci w ci gu pi dziesi ciu o miu minut. Decyzja nale y do pana, generale.
       Spears wpatrywa  si  w komunikator. Wilks blefowa , by  tego pewien. A je eli nie...
       Cholera, czy zaryzykowa ?
       

- Je eli decyduje si  pan na ten ma y handel, to warunki s  nast puj ce: odblokuje pan

jeden ze statków ratowniczych w ci gu dwóch minut. W ten sposób wystarczy panu czasu,

eby polecie  i rozbroi  zapalniki. Billie i ja wyjdziemy ze statku g ównego i przejdziemy na

ratowniczy. Przez radio podam panu, gdzie umie ci em bomby. Mo e pan zabrac drug
rakiet  i polecie  do swoich pupilów. Dwadzie cia minut powinno wystarczy .
       

- Zak adaj c,  e wierz  ci i zrobi  to, co mówisz  –  powiedzia   Spears  –  co  mnie

powstrzyma przed zamienieniem was w atomowy py  zaraz po tym, jak dowiem si , gdzie s

adunki?

       - Pa skie s owo mi wystarczy.
       Genera  u miechn  si .
       - Moje s owo?
       - Jest pan cz owiekiem honoru, prawda?
       - Oczywi cie, synu.
       

Spears 

 kciuk. Nie mo e zaryzykowa . Nie mo e narazi  swojej armii. Poza tym,

kiedy  tylko znajd  si  w ratowniczym statku, b

 dla niego  atwym celem, a gdyby

pozostali na rufie mogliby mu przygotowa  niejedn  niespodziank . Ten sukinsyn jest
diabelnie  ywotny.
       - W porz dku, komandosie. Uk ad stoi.

       Billie u miechn a si  do Wilks.
       - Kupi  to!
       

-  Jeszcze  nie  jeste my  wolni  –  ostrzeg   sier ant,  ale  równie   si   u miechn .  –

Prawdopodobnie planuje,  e zestrzeli nas z dzia ek, gdy tylko znajdziemy si  na pok adzie
rakiety.
       - Co z jego honorem?
       -  artujesz? To typowy socjopata. Ma tyle honoru co paj k.
       - Wi c jak powstrzymamy go od zniszczenia nas?
       

- Mam pomys . Je eli b dziemy szybcy i b dziemy mieli troch  szcz cia, to nam si

uda. Je eli nie, nie b dziemy w gorszej sytuacji ni  teraz.
       - Jestem z tob  – powiedzia a. – Chocia  nie znaczy to,  e mam inne wyj cie.

       

Kiedy tylko znale li si  w statku ratowniczym – ma a rakieta przygotowana by a do

kilkutygodniowej podró y – odezwa  si  komunikator.
       - Dobra. Teraz chc  wiedzie , gdzie s  bomby?
       

Wilks  zaj ty  by   uruchamianiem  nap du.  Odpali   ma e  silniki  i  w czy   systemy

podtrzymywania  ycia.
       - Zapnij pasy – poleci  Billie.
       - Zrobi a co kaza , ale jednocze nie zapyta a:

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

       - Dok d lecimy? Nie mo emy si  nigdzie ukry .
       - Mo emy patrz uwa nie.
       Nacisn  guzik i ma y stateczek ruszy  do przodu.
       - Wilks, chc  zna  natychmiast po

enie bomb albo uniewa niam nasz uk ad i posy am

ci  do diab a.
       - Za pó no – powiedzia  sier ant.
       - Co to znaczy...?
       

- Pa skie dzia a s  na górze, po bokach i na dziobie. Pole ostrza u pokrywa ca , pe

stref , ale nie ma  adnych dzia ek bezpo rednio pod miejscem kotwiczenia statków
ratunkowych. Nie mo e pan ostrzela  tego miejsca bez ryzyka,  e przypadkowo trafi w siebie
albo w nas.
       Ma a rakieta oddali a si  o kilka metrów od wi kszego statku.
       - Potrafimy si  utrzyma ?
       - Niezbyt d ugo. Zacznie kombinowa  z nap dem i szybko stracimy kontakt. A przecie
nie mo e czeka , czas nie stan  w miejscu. Trzymaj si .
       Wilks w czy  komunikator.
       

- Generale, pomieszczenia kontroli zasilania w  magazynach z Obcymi,  g ówny kabel

biegn cy do kabiny sterowniczej, nap d grawitacyjny obok kompleksu  yro.
       - Cholera! My la em,  e blefujesz.
       

- Nie, ale k ama em. Ma pan oko o dziesi ciu minut na unieszkodliwienie  adunków, a

nie dwadzie cia. Gdyby spróbowa  pan pobawi  si  z nami za pomoc  dzia ek Jacksona, nie
starczy panu czasu na uratowanie MacArthura.
       Na chwil  zapad a cisza, potem w komunikatorze zabrzmia y s owa genera a:
       

- Móg by   by  doskona ym oficerem liniowym,  synu. Masz wi cej ikry ni   w  ca ej

awicy ryb.

       - Dzi kuj  generale.
       

-  W porz dku.  Mo esz opowiada   swym wnukom,  e  stan

  ze  mn   do  walki i

prze

. A to co  znaczy.

       - Wy czy  si  – powiedzia  do Billie Wilks.
       

Wraz  z  tymi s owami obróci   stateczek  i szybko  znalaz   si   o  dwa  kilometry za

wi kszym towarzyszem. Wygl da o to tak, jakby ma a rybka ucieka a z paszczy rekinowi.
       Przyspieszenie wcisn o ich w fotele.
       

-  Nie s dz ,  e  b dzie  strzela   w tym  kierunku  –  zauwa

  Wilks.  –  Nie  b dzie

ryzykowa  ostrzelania MacArthura. Mam nadziej .
       - My

... S dz ...  e masz... racj .

       Tym razem okaza o si ,  e j  mia .
       

Ma y  stateczek  oderwa   si   od Jacksona i pe

 moc  silników pomkn  ku

MacArthurowi.

                                                                          29.

       Po wyj ciu z pomieszczenia silników Spears potrz sn  g ow . Nie by o  adnych bomb.
Nie by o ich te  w podanych przez Wilksa miejscach. Ten sukinsyn jednak blefowa . Przez
chwil  genera  czu  si  tak zirytowany,  e móg by udusi  w asnymi r kami cz owieka, który
go oszuka . Jednak po chwili oprzytomnia . Nic przecie  si  nie sta o. Po prostu jeden
komandos i jeden cywil uratowali swoje skóry. I co? Po tym, jak zademonstruje swój sposób
na zbawienie Ziemi, nikt nie uwierzy w ich opowie ci, nawet gdyby byli tak g upi,  eby je
rozpowszechni . Facet by  zbyt do wiadczonym komandosem i wiedzia  ile na d

sz  met

warte jest okpienie genera a. Nie, z pewno ci  zakopi  si  w jakiej  dziurze i b

 chcie

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

pozosta  niewidzialnymi. Gdy b

 cicho siedzie , maj  szans ,  e nikt ich nie odnajdzie.

Kiedy tylko otworz  g by, zostawia  lad.
       Nie. To si  nie mo e zdarzy .
       

Oczywi cie bomby mog y zosta  ukryte gdzie indziej, ale Spears nie wierzy  w to ani

sekund . Nie, po prostu zosta  wystrychni ty na dudka. Jeszcze raz podniós  dwa palce w
niemym ge cie salutowania.
       Wilks. Naprawd  dobry komandos.

       - Czy naprawd  nam si  uda o?
       W male kiej kabinie statku ratunkowego Wilks wypu ci  ze  wistem powietrze.
       - Tak. Zrobili my to. Jest poza zasi giem naszego radaru, ale musi na pewno polecie  na
transportowiec,  eby wszystko sprawdzi  na miejscu. Och jak chcia bym zobaczy  jego g

,

kiedy przekona si ,  e nie ma  adnych  adunków wybuchowych.
       - Nie chc  go wi cej ogl da , dzi kuj  za taka przyjemno .
       Wilks roze mia  si  g

no. Nagle zamilk  i zmarszczy  brwi.

       

- Uda o mu si  uciec. Pobi  nas i uciek . Chc  spotka  go jeszcze raz. Na odleg

strza u.
       - Powiniene  by  zadowolony,  e on nie ma nas na odleg

 strza u. Swoja drog , gdzie

jeste my i dok d lecimy?
       

-  Za  par   dni znajdziemy  si   wewn trz  orbity  ksi yca,  je eli  tylko  mo na  ufa

komputerowi. Odebra em kilka sygna ów z tego rejonu, ale zbyt s abe, by je zrozumie .
Mo e automatyczna stacja na Ziemi. Albo co  z kolonii na Ksi

ycu, je eli taka jeszcze

istnieje. Mo e stacja wej ciowa L-5? Ustawi em szperacz na najsilniejszy sygna . S uchaj,
mo esz ju  zdj  skafander, je li chcesz. Tam z ty u jest chemiczna toaleta, za tym
niebieskim przepierzeniem. Niestety, musimy spa  w fotelach, a nasza dieta b dzie troch
ograniczona. Powinni my jednak to wytrzyma .
       - Jeste  naprawd  dobry, Wilks. Du o sprytniejszy ni  na pierwszy rzut oka.
       - Tak my lisz?
       - Tak. I w ogóle jeste  inny, ni  wygl dasz.
       U miechn a si , a on odwzajemni  u miech. By  strasznie niezadowolony,  e Spearsowi
uda o si  wymkn , ale Billie mia a racj . Lepiej by

ywym i by  mo e podj  pewnego

dnia walk .

       

Spears rozbudzi  Królow  z g bokiego snu. Oczywi cie, ca y czas musia  pozostawa

zamkni ta, ale mog a przygl da  mu si  przez przezroczyste  ciany. Mog a patrze , jak raz za
razem zapala zapalniczk . Mog a widzie  migotanie ma ego p omienia na twardej pow oce
swojego wi zienia.
       - Tak, wiem,  e mnie pami tasz. Nadchodzi czas bitwy. Czas dla ciebie i twoich dzieci.
Mo esz z

 milion jaj, je eli b dziesz mnie s ucha , a moi 

nierze b

 wykonywa

rozkazy. Zrozumia

?

       Po

 d

 na plastikowej  cianie.

       Królowa lekko odwróci a g ow , ale poza tym nie wykona a  adnego ruchu.
       By  pewny,  e go zrozumia a. Mo e nie same s owa, ale by a wystarczaj co sprytna, by
wiedzie  o co mu chodzi. Robotnice nie by y zbyt b yskotliwe, ich umys y by y wr cz
ciemne, ale Królowa nie by a g upia. Zna a go i pami ta a. Spears by  pewien,  e jest dla niej
kim  w rodzaju Boga.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

             

-  Do  zbli aj cego   si   statku  –  rozleg   si   nagle   g os  w  komunikatorze.  –  Tu  Stacja

Wej ciowa. Podaj swój identyfikator.
       Wilks u miechn  si  szeroko.
       - Tu statek ratunkowy rakiety Komandosów Kolonialnych Jacksona  –  powiedzia .  – Na
pok adzie dwoje nieska onych, powtarzam nieska onych pasa erów.
       - Ratunkowy z Jacksona, otwórz modem kontrolny do przej cia komputera.
       Ci gle byli jeszcze daleko od stacji, tak,  e transmisja trwa a kilka sekund. Wilks odda
kontrol  nad nap dem komputerowi.
       -  Ratunkowy Jackson, jeste cie na automatach.  B dziemy was powoli  ci ga , dopóki
zespó  dekontaminacji nie spotka waszego statku. Przybli ony czas ich przybycia: dziewi
godzin.
       - Przyj em. B dziemy czeka .
       Billie unios a brew.
       

-  Musz   nas  sprawdzi ,  czy  nie  mamy  ze  sob ,  a  raczej  w  sobie,  z biastych

niespodzianek – powiedzia  sier ant. – To znaczy,  e stacja jest czysta. Wej cie L-5 jest
ca kiem du e, mniej wi cej jak po owa stacji Luna Jeden. Dwana cie, pi tna cie tysi cy ludzi
mieszka o tam zanim zacz y si  k opoty na Ziemi. Pewnie dobudowali kilka modu ów,  eby
zrobi  miejsce uciekinierom. B dziemy trzymani w kwarantannie, zanim nie upewni  si ,  e
nie jeste my zainfekowani. Poza tym przepuszcz  nas przez CAT skaner albo zafunduj  nam
fluoroprojekcj . Potem ju  b dziemy wolni.
       

- Nie mog  w to  uwierzy  – powiedzia a Billie. – Dotarli my wreszcie do  jakiego

bezpiecznego miejsca.
       „Mo e” – pomy la  Wilks.
       Popatrzy  na twarz dziewczyny i nie odezwa  si . Kiwn  tylko g ow .

       L dowanie transportowca wymaga o zu ycia wi kszo ci pozosta ego paliwa, ale Spears
mia  jeszcze w zapasie l downik. Powodem, dla którego przesiad  si  na MacArthura by a
obawa o mo liwe ofiary w ród 

nierzy podczas przechodzenia statku przez atmosfer .

       

Kiedy  statek opada   ku  le cemu  w  po udniowej  Afryce  obszarowi  wybranemu  na

dowanie, Spears wzi  prysznic, ogoli  si  i za

 mundur. Przypi  pas z rewolwerami,

kordzik, w

 buty. Przyjrza  si  swemu odbiciu w monitorze. Wspaniale. Tak powinien

wygl da  g ównodowodz cy genera . Sprawnie, bojowo, imperialnie.
       

Wzi  jedno z drogocennych cygar i w

 je za pas, by wyj  i zapali , kiedy statek

znajdzie si  na Ziemi. 

nierze zostali ju  uwolnieni, chocia  Królowa nadal pozostawa a

zamkni ta. Do czasu, kiedy wyl duj  wszystko musia o by  gotowe. Spodziewa  si  gdzie  w
pobli u znajdzie si  jakie  mrowisko Obcych. Kiedy tamte potwory przypuszcz  atak na
statek, spotkaj  si  z nieprzyjemn  niespodziank .
       Kamery by y w czone, automatyczny re yser b dzie nagrywa  najbardziej dramatyczne
uj cia zgodnie z programem wprowadzonym do komputera. Zbli enia dowódcy i wiele
plenerów. B dzie to mo na pó niej odpowiednio zmontowa .
       

W pe ni ubrany podszed   do  cz ci statku,  gdzie  byli  zgromadzeni  jego 

nierze.

Identyfikatory  wieci y blado na ich g owach. Stali spokojnie i czekali na rozkazy.  lina

cieka a im z paszcz k i s ycha  by o szelest chitynowych pancerzy.

       - B

cie teraz w pogotowiu – odezwa  si  g

no.

       

Pogodowy radar  doniós  o  burzy przesuwaj cej  si   wzd

  terenu,  na  którym  mieli

dowa . Cholera. A mia  nadziej  na s oneczne popo udnie. Có , kamery potrafi

dostosowa  si  do ka dego o wietlenia. Poza tym s abe  wiat o i deszcz mog y doda
dramaturgii. To w ko cu by o tylko t o. Kiedy wyl duj , musi zleci  komputerowi wys anie

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

przekazu na  ywo z pierwszej bitwy. Szcz liwcy, którzy przechwyc  transmisj , b

 mogli

widzie  to tak, jak si  naprawd  wydarzy.

       W Stacji Wej ciowej Billie i Wilk umyli si  i poszli z

 raport miejscowym w adzom.

Wiele wydarzy o si , odk d opu cili Ziemi . Prawie wszystkie wie ci by y z e. W skrócie
opowiedzia  im o tym lekarz, który si  nimi zajmowa .
       - Tak – ci gn  m czyzna – nikt nie wie, ilu ludzi  yje jeszcze tam na dole. Ci, którzy
pozostali, s  dobrze ukryci.
       

Billie pomy la a o ma ej dziewczynce, któr  widzia a na ekranie monitora w Trzeciej

Bazie. Czy jeszcze  yje?
       - Hej, Henry, popatrz na to.
       Lekarz zwolni , kiedy jaka  kobieta zamacha a do nich.
       - O co chodzi, Brucie?
       - Przekaz na  ywo, z Ziemi. Spójrzcie.
       Wilks i Billie poszli za swoim przewodnikiem.
       - Jezu! – krzykn a Billie. – To Spears!
       Henry i kobieta spojrzeli na ni .
       - Znasz tego czubka?
       Dziewczyna i sier ant popatrzyli po sobie.
       - Tak – odezwa  si  wreszcie Wilks. – Jeste my starymi przyjació mi.

       

Rampa opad a i Spears wyszed  w deszcz.  Daszek  jego  czapki dawa   wystarczaj

os on  i cygaro, które trzyma  w z bach nie gas o. Wci ga  dym raz za razem.
       

Przez  kurtyn   d

u  dojrza   zbli aj ce  si   sylwetki.  Wyci gn   kordzik  i

zakomenderowa :
       - Pierwszy oddzia  naprzód, wyrówna . Drugi oddzia , os ania  skrzyd a.
       Postanowi  wstrzyma  si  z rozdaniem broni, zanim nie przekona si , jak jego 

nierze

zachowuj  si  w polu.
       Numer 15 zbli

 si  do genera a. Przekrzywi  g ow  i zacz  mu si  przygl da .

       

-  Do cz  do  oddzia u 

nierzu  –  powiedzia   Spears.  Machn   b yszcz

  g owni

kordzika.
       

Numer 15  sta   w  bezruchu.  Nagle  otworzy   paszcz   i przezroczysta  lina  ciek a  z

rozwartych szcz k.
       - Wyda em ci rozkaz! – rykn  Spears.
       Z pomi dzy szcz k numeru 15 wysun y si  wewn trzne z by.
       - Nie b

 tolerowa  niesubordynacji!

       

Genera  machn  kordzikiem. Nie by a to tylko ozdobna zabawka.  By  wystarczaj co

ci ki, a ostrze wykonane z chirurgicznej stali by o ostre jak brzytwa. Dosi

o szyi potwora,

a cios by  perfekcyjnie wymierzony.
       Numer 15 straci  g ow  i pad  jak ra ony piorunem.
       

Kwas obla  ostrze kordzika i natychmiast uniós  si  gryz cy dym. Metal rozpu ci  si  i

ciek  razem z deszczówk .

       Spears popatrzy  na swój zniszczony kordzik.
       - Jasna cholera!
       Rzuci  na ziemi  ocala a r koje  i wyci gn  swoje rewolwery marki Smith & Wesson.
Wystrzeli  w cia o Numeru 15.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

       - Na Boga – szepn a Brucie.
       Wilks i Billie nic nie powiedzieli. Patrzyli na ekran bez s owa. Sier ant zerkn  w dó  i
spostrzeg ,  e dziewczyna kurczowo  ciska jego d

.

       

Pó  tuzina Obcych wysz o ze statku za plecami Spearsa. D wiga y królow  razem z jej

kontenerem. W adczyni gestem wskaza a zamek i jedna z robotnic szybko zacz a przy nim
manipulowa .
       - Nie dotykaj tego – wrzasn  genera .
       Wystrzeli  pozosta e pociski w robotnic  – 

nierza Numer 9. Nie zrobi o to na Obcym

adnego wra enia. Mi kkie o owiane kule rozp aszczy y si  o twardy pancerz.

       Drzwi kontenera stan y otworem.
       Spears wyci gn  zapalniczk . Trzyma  j  wysoko podniesion ,  eby mog a j  dostrzec
Królowa. Zapali  p omie . Pomimo deszczu i wiatru, ma y ogie  nie zgas  i ta czy  w
podmuchach burzy.
       

-  Ogie ,  widzisz!  Ogie !  Spal   wszystkie  twoje  pieprzone  jaja,  jakie  kiedykolwiek

zniesiesz! Ogie !

       - O, ludzie – j kn  kto  cicho.
       Billie nie by a pewna kto.  cisn a r

 Wilksa. Odpowiedzia  jej mocnym u ciskiem.

       Królowa stan a naprzeciw Spearsa i patrzy a w dó  ze swej czterometrowej wysoko ci.
       - Tak, to prawda suko! Jestem cz owiekiem z ogniem! Upiek  twoje male stwa! Zadrzyj
ze mn , a zrobi  z nich jajecznic , mo esz si  za

!

       

Tak, jak psy Obcy nie u miechali si . Ale w tym momencie wydawa o si , ze Królowa

nie to zrobi a. Wyci gn a jedno ze swych mniejszych ramion i jednym ruchem zgasi a

zapalniczk .
       - O kurwa...!
       

Nagle królowa chwyci a Spearsa i podnios a go, u ywaj c wi kszych ramion. Genera

szarpa  si , kl , wyci gn  z ust cygaro i usi owa  roz arzonym ko cem przypali  chitynowy
pancerz. Wszystko sz o  le! Nie tak mia o by ! On mia  kontrolowa  Królow !
       Królowa wyci gn a  ap  i chwyci a gard o Spearsa w swe pot

ne szpony.

       - Nie rób tego! – wrzasn  genera . – 

nierze, nie pozwólcie jej! To ja jestem waszym

dowódc ! Mnie macie s ucha ! Powstrzymajcie j ! powstrzymajcie!
       

To  by y jego  ostatnie  s owa.  Ostatni   my

  by o  stwierdzenie,  e  kto   musia   si

pomyli . Mia  jeszcze czas, by doj  do wniosku,  e to on zrobi  b d. Nie powinien
pozwoli ...

       Szybkim ruchem królowa oderwa a Spearsowi g ow . Zrobi a to z tak

atwo ci , z jak

cz owiek odrywa g ówk  kwiatu. Rzuci a cia o w bok u podnó a rampy. G ow  trzyma a
chwil  d

ej, potem tak e odrzuci a j  na bok.

       

Przez przypadek g owa potoczy a si  dok adnie przed obiektyw jednej z kamer. Wyraz

jej twarzy wyra

 jedno uczucie. Niewys owione przera enie.

       

- To by by o na tyle o  rewolucji – powiedzia  Wilks wpatruj c si  w martw  twarz

genera a.
       

Miejscowi Obcy zatrzymali si   i przygl dali  nowo  przyby ym.  Po  chwili  niedoszli

nierze odwrócili si  i odeszli w szalej

 burz .

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

       Królowa zabra a swe dzieci i powiod a je w dal.
       

B yszcz ce numery na ich g owach by y jeszcze przez jaki  czas widoczne, ale i one

szybko znikn y w potokach deszczu.
       - O, kurwa – powiedzia  Henry.

                                                                          30.

       Po z

eniu krótkiego raportu w adzom Billie i Wilks spotkali si  w sali konferencyjnej,

której chyba nikt nie u ywa. Na  cianach by o wiele ekranów, ale dziewczyna nie mia a
ochoty patrze  na cokolwiek.
       

- Dosta , na co zas

 – odezwa  si  Wilks. – Wola bym jednak, gdyby my to my

zrobili. A byli my ju  krok od tego. Lepiej samemu rozwi zywa  takie problemy, nie
uwa asz?
       - Chyba tak.
       - Wracaj c do rzeczy, Spears nie wiele pomóg  Ziemi.
       Billie pokr ci a g ow .
       - No wiesz, mo e jestem szalona, jak by  on, ale mia am nadziej ,  e mo e to zrobi. To
znaczy nienawidzi am go za to kim by , co robi , ale w jaki  dziwny sposób chcia am,  eby
mu si  uda o. Mo e naprawd  jestem tak kopni ta jak on.
       - Nie ca kiem.
       

- Wielkie dzi ki. Jeste my znów w tym samym punkcie. Potwory opanowa y Ziemi ,

miliardy ludzi zgin y, reszta czeka na swoja kolejk  i nie ma mo liwo ci  eby cokolwiek
zrobi .
       - To nie za dobre podej cie do sprawy – powiedzia  kto  od drzwi.
       

Billie odwróci a si  i spojrza a. Przy wej ciu sta a kobieta. Wysoka, szczup a, z krótko

ci tymi w osami. Nosi a kombinezon zwykle spotykany na statkach kosmicznych.

       - Czy my si  znamy? – spyta  Wilks.
       - Nie s dz ,  eby my spotkali si  wcze niej.
       

Billie pozna a t  twarz. W ci gu kilku sekund przypomnia a sobie, gdzie j  wcze niej

widzia a – w pokoju  czno ci Trzeciej Bazy. Ta kobieta by a w jednym ze starych nagra .
       - Ripley – odezwa a si  g

no – Ty jeste  Ripley.

       Po ustach kobiety przebieg  nik y u miech.
       - To prawda.
       - Przypuszczano,  e nie  yjesz...
       - Z tego co s ysza am, wy tak e. Wszech wiat jest pe en niespodzianek, prawda?
       Znowu si  u miechn a, tym razem nieco szerzej.
       - Cholera, je eli tak nie jest – mrukn  Wilks.
       

- My

,  e mamy ze sob  wiele wspólnego – powiedzia a Ripley. –Mo e powinni my

usi

 i porozmawia .

       Tym razem to Billie si  u miechn a.
       - My

,  e masz racj .

       W jednym ta Ripley z pewno ci  si  nie myli a:
       Wszech wiat jest pe en niespodzianek.

KONIEC

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m