background image

Bre~twiodla zycie 
stracencze, tula ue, 
az znany reporter 
wYPQtrzyl ja w tlumie, podal reke i 
wprowadzil do krainy sztuki. Poznala 
pieklilo i cZ!u~osc,lecz jej zmysly spaly. Teraz 
wybuchly jak wulkan, bo pelen pmsji m,lody 
muzyk zaczal grac dla niej piesn milosci. 
W poblizu czai sie jednak n,ieprzrjaciel! 
Smierc zawisla nad glowami kochanków ... 

 
 

James BJ - Dłoń Anioła 

 
 
 
PROLOG 

 
W progu przystanal na chwile. Po to tylko, by jego ciemne, blyszczace oczy odnalazly Madame Zare. Ale tachwila 
wystarczyla, by inni go dostrzegli, i wokól rozleglsie szmer zaskoczenia. 
Slawa i bogactwo nie byly niczym nowym dla mieszkańców Atlanty, którzy ucztowali az.do póznych godzin 
nocnych w tym pieknym tropikalnym ogrodzie. Ale to był Jamie. Geste czatne wlosy opadaly mu na czolo, pod 
doskonale skrojonym ubraniem rysowaly sie szerokie, mocne ramiona. Tak, to byl Jamie, który dal swiatu swoja 
muzyke. 
Niestety, po dzisiejszym wieczorze. miala ona ucichnac.

 

Na twarzy Jamie' ego mlalowal sie smutek, którego nie potrafil ukryc. Usmiechnal sie lekko i ująl slabe, 
powykręcane dlonie, które Zara wyciagnela do niego. 
- Madame. 
- Mój slodki lobuziaku - mówila staruszka, na próżno szukajac sladu radosci na jego twarzy. - Nielatwo jest 
Zostawiać cos, co sie kocha., nawet jesli tak trzeba. 
- Ma pani racje. Trudno jest odchodzic – westchnął ciezko - nawet jesli tak trzeba. 
- Bedziesz tesknic. 
- Na pewno. 
Skinela glowa, korona siwych wlosów zalsnila w swietle. 
- To dobrze, ze twój ostatni koncert odbyl sie tu, gdzie po raz pierwszy rzuciles swiat na kolana. 
- Nigdy nie pragnalem miec go u swoich stóp. 
- Wiem. Ale jestesmy ci wdzieczni za to, ze obdarzyłeś nas swoja muzyka. 
- Dziekuje - Jamie uniósl do ust jej dlon. – Nigdy tego nie zapomne. Warto bylo to przezyc. 
- Nie watpie. 
Tym razem usmiech pojawil sie i w jego oczach. Madame Zara umilkla. Temat byl wyczerpany. Nie potrzeba 
zadnych slów, by wiedziec, jak trudno jest kochac, a jeszcze trudniej zostawic swa milosc. Wysunęła dlon z jego 
uscisku i dotknela lekko policzka Jamie'ego, jakby chciala zlagqdzic jego ból. 
- Alez z ciebie przystojny chlopak, Jamie.Gdybym miala piecdziesiat lat mniej ... 
- Pani jest zawsze tak samo mloda. Pani jest wieczna, Madame - rozesmial sie Jamie. 
- Czyli moge byc starsza od Pana Boga? – uniosła lekko brwi. 
- Nie, chcialem tylko powiedziec, ze pragnalbym być mezczyzna liczacym sie w pani zyciu. 
- Ty posród moich szesciu mezów? - tym razem Madame Zara sie rozesmiala. 
- Mówila pani o pieciu. 
- Czyzby? - znowu uniosla brwi. - Z szóstym zylam 
bez slubu. - 
- Szczesciarz. 
- Wiem, ze ta kobieta, która bedzie miala Jamie'ego 
McLachlana za meza, tez bedzie bardzo szczesliwa. 
- Nie wiem, czy taka kobieta istnieje. 
- Istnieje. Kiedy ja spotkasz, bed2;iesz wiedzial. A ona 
'na pewno ci sie nie oprze. 

background image

ROZDZIAL PIERWSZY 

- Nieoh cie diabli, Simon! -' Jamie uderzyl' dlonia 
w stól, az zadzwieczalo szklo. - Przeciez wiedziales, ze 
skonczylem juz z Organizacja, kiedy to planowales. 
Simon McKinzie skinal glowa, nie silac sie na wyj asnienia~ 
Podniósl szklanKe,' poruszyl nia tak, ze bursztynowy 
plyn zawirowal, i podniósija do ust. Jeden ruch 
'i szklanka byla pusta. Czysta,'indcna whisky splynela mu 
do gardla; polknal ja jak wode: ." 
Jatnie patrzyl, jak dlbrzymia dlon przechylila ponownie 
karafke i nastepna porcja plynu pojawila sie w szklance. 

Marynarka Simona miala swoje lata, jak i jej wlasciciel, 
ale w dalszym ciagu wygladala porzadnie. Ktos 
inny moze wygladalby smiesznie w blyszczacym ubraniu, 
które wyszlo z mody trzydziesci piec lat temu, kiedy 
urodzil sie Jamie, ale nie Simon. 

f - 

Dobrze dzis grales. - W ustach Simomi byla to 

najwyzsza pochwala. 
- Dzieki. - Jamie skrzyzowal rece. - Staralem sie. 
- Spogladal przez caly ,czas na mezczyzne, który byl jego 
przyjacielem i mistrzem. , 
- Chwilami balem sie, ze rozbijesz fortepian. 
- Jak do'tad, nigdy tego nie zrobilem. A teraz, kiedy 
sko6czylerri z koncertami, nie bede mial ku temu okazji. 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

- Ze dwa razy musialem wyjac chusteczke. 
Jamie rozesmial sie. Smutek zniknal z jego. twarzy. 
Siman latwa sie wzruszal. Jego.wrazliwosc dorównywala 
pasiadanej sile. 
- Juz ci przeszlo? - Simon popatrzyl badawcza na 
Jamie'ega. Lubil go. najbardziej ze wszystkich McLachlan<; 
lw.- Czy mazesz mnie teraz wysluchac? 
- Chcesz sie wytlumaczyc? Dobrze. Slucham: 
- Raczej wyjasnic ci przyczyny. --Sinión byl dakladny. 

- Dabrze. Wyjasnij. - Zly, ze wciagriietogo w te 
aperacje" Jamie wiedzial, ze Siman zawsze, postepawal 
razsadnie.Ten pateznie zbudawany weteran sluzb specjalnych 
nie utwarzylby, najlepszego. adzialu, gdyby nie 
ki'erowal sie mzsadkiem. Jamie dzialal razem z nim. 
SIman zwerbawal go. wiele' lat temu. 
, '- Mendaza przyjezdza jutra, a szóstej. - Widzac 
pytanie w 'aczach Jamie'ega; dodal: - Tak, ten'"sam, 

którym miales da czynienia trzy lata temu. 

- Ujawnil sie? 
~ Tak Ma liste i teczke pelna dawadów wystarczajacych, 
by uniemozliwic dzialanie szczególnie 

nieL 

bezpiecznej grupie kartelu narkatykawego.Podabna lista 
zawiera znane nazwiska. Ale nie wiemy, czyje i'jakie 
stimawiskia piastuja ci ludzie. Mendaza jest bardzo 
wystraszany. Patrzebujemy na latniskuznajamej twarzy. 
Kagas, kamu ufa, , 
Jamie westchnal. Byl wykanczany. Zawsze tak sie 
czul pa kancertach, a teraz jeszcze ta spatkanie. 
~ Razamiem. 

background image

-'--Wystarczy, aby cie dastrzegl na latnisku. Kiedy 
upewnisz sie, ze cie widzi,' umailiwisz mu zamiane 
teczki, stawiajac swoja w jak naj.clagadJ1li€jszymmiejscu. 
Potem zabierzesz teczke' iMendazy i 'apuscisz: teren 
latniska. ' 

- Czy Mendaza bedzie bezpieczny? " 
, . - Ta' problem kagas innego.. Ty sie ta sprawa nie 
zajmujesz. Jak tylko dastarczysz nam teczke, przechadzisz 
na zasluzana emeryture. . 
- A ja myslalem, ze nastapila ta juz tydzien-temu. 
- Czyzby? Chyba sie pamyliles. 
- Niech ci bedzie. - Jamie stuknal lampka a szklanke 
Simana, - Za tydzien, w którym Jamie McLachlan, 

pianista i tajny agent, przechadzi na emeryture. 

-:I

za wszystkie jego. dzieci, które zacznie produkawac, 

jak:tylka znajdzieadpowiednia, asabe· 
~ Produkcja dzieci -'--rozesmial sie Jamie. ,~ Na cóz, 
wymy~liles dla mnie zupelnie przyjemne zajecie. 
- Prawda? - Simon usmiechnal sie i druga szklanka 
whisky zniknela padobnie jak pierwsza. 
Brett Sumner przesunela wyzej pasek aparatu fatagraficznego. 
i przycisnela lakcie da ciala. Przy kazdym 
kraku teczka abijala sie jej a kalana. Wadruchu wscieklasci 
zapragnela nagle uderzyc nia mezczyzne, ,który 
przepychal sie przez tlum tuz za nia. Co.z tego.,ze mu sie 
spieszy. Wszystkim sie spieszy. Trzeba wykazac troche 
cierpliwasci. Zwalnila kraku i powali pasuwala sie wraz 
z tlumem. Kiedy znalazla sie w paczekalni, adetchnela 
z ulga. Nareszcie mazna byla przelazyc aparat na drugie 
ramie i uchwycic teczke tak, by nie przeszkadzala przy 
kazdym ruchu. Paruszala sie z wdziekiem. Pasma kruczaczarnych 
wlosów wysuwaly sie spad zniszczanegokapelusza, 
czerwana apaszka byla niedbale wsupieta w wycie10 

Dl.ON ANIOLA DLON ANIOLA 

11 

cie bluzki. Mocne wysokie buty, w które wpuszczone 
byly nogawki szerokich spodni, podkreslaly plynny krok. 
Jej zgrabna sylwetka przyciagala wzrok wszystkiCh. 
Gonily ja spojrzenia pelne podziwu. Piekna twarz, doskonalafigura, 

pewnosC siebie 

i

poczucie wlasnej godnosci 

podkreslaly jej zmyslowosc. 
Brett nie zdawala sobie zupelnie sprawy z podziwu, jaki 
budzi. Myslala tylko o tym, by jak najszybciej dotrzec do 
domu. Myslami byla juz w ciemni, gdzie powolywala do 
zycia nadzieje, marzenia, ból i' zal, które uchwycila na 
zdjeciach. Idac wsród tlumu, przypatrywala sie twarzom 
napotykanych ludzi, szukajac; ciekawych obiektów. 
W oczy rzucila jej sie twarz szczuplego, atrakcyjnego 
mezczyzny. Widziala ja w ostrych, kontrastujacych ze 
soba kolorach; które nie tylko odzwierciedlaly przepelniajaca 
go energie, ale i podstep. ZWGlnilakroku, zaciekawiona. 
A moze to pozory? Twarze wielu osób przypominaly 
maski, by nikt nie mógl ich zranic lub odkryc ich 
prawdziwej natury. Pracujac, starala sie zawsze ujawnic 
to, co krylo sie pod taka maska. 

background image

Nie rozumiala, dlaczego ten stojacy samotnie mezczyzna 
przyciagnal jej uwage. Dlaczego kojarzyl sie jej 
z podstepem. Chyba to podpówiadal jej instynkt. Zapragnela 
utrwalic napiecie, które malowalo sie na jego twarzy, 
i siegnela po aparat. W jakis sposób odgadl jej intencje 
i wpil sie w nia ciemnymi oczami. Brett zadrzala. 
Zaskoczona stwierdzila, ze oczy mezczyzny byly niebieskie 
i bardzo rozgniewane, jakby mówily: wynos sie stad; 
to nie twoja sprawa .. 
Te nie wypowiedziane slowa dotarly do niej z taka 
moca, ze az sie cofuela, a reka zsunela sie z aparatu. 
Mezczyzna wpatrywal sie w nia intensywnie, dopóki nie 
rozdzielil ich wózek z bagazami. Kiedy przejechal, 
mezczyzny juz nie bylo. 
. Brett wpatrywala sie w opustoszale miejsce zupelnie 
wytracona z równowagi. Miala wrazenie, ze wszystko to 
dzialo sie 

jej wyobrazni, ze jej umysl nie uwolnil sie 

jeszcze od nastrojów panujacych w kraju, z którego 
wlasnie wrócila. 
Jeszcze raz rozejrzala sie po szerokim korytarzu, 
szukajac nieznajomego, ale go nie znalazla. Zorientowala 
sie, ze stoi posród przechodzacych ludzi, i przylaczyla sie 
do nich. Idac 

tlumem zmeczonych podróznych, odtwarzala 

w myslach obraz ujrzanej twarzy. 
Kazdy szczegól utkwil jej w pamieci. Proste brazowe. 
wlosy odrzucone na bok byly tak ciemne, ze az ·czarne. 
Wyraznie zarysowane brwi mialy ten sam kolor. Geste, 
zawiniete rzesy byly jeszcze ciemniejsze. Wystajace 
kosci policzkowe i podbródek swiadczyly o bezkompromisowosci 
tego mezczyzny. Pieknie wykrojone usta 
stworzone byly do ~smiech,u; zlosc, która sciagnela je 
w prosta, waska linie, nie pasowala do nich. I te cudowne 
oczy jak plomien blyskajacy moca. 
Piekna twarz. Twarz, której nie mozna zapomniec. 
Znowu zwolnila kroku. Jedynie tlum ludzi powstrzymywal 
ja od zawrócenia i ponownego przeszukania 
poczekalni. Byla pod tak silnym wrazeniem tego mezczyzny, 
ze postanowila znalezc jakies logiczne wytlumaczenie 
tego faktu. W koncu doszla do wniosku, ze 
rysy wydaja sie jej znajome. Tylko skad je znala? Dala 
upust swojej fantazji, próbujac sobie wyobrazic mezczyzne 
w innym otoczeniu. Przedjej oczami pojawialy sie 
obrazy i znikaly. Meczylo.ja uczucie, ze rozwiazanie 
zagadki jest w zasiegu reki, ale nie mogla nic na lo 
12 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

13 

poradzic, Byla juz prawie u wyjscia, gdy przypomniala 
sobie o bagazach. 
'- ,Cholera! - zaklela poirytowana i zawrócila. Nie 
uszla'nawet kroku, gdy mocneudetzenie powalilo 

ja 

na 

ZIemIe· 
- Dziwka! - padlo przeklenstwo.' 
Czula, ze uderza glowa o podloge, a jakies -cialo 
przygniata 

ja 

swym ciezarem, ale jedyna rzecz, o której 

byla w stanie myslec, to aparat fotograficzny. 
- Nie mógl pan uwazac? Co za niedolega - syczala 
przez zeby. _ 

background image

Powoli gramolil sie na nogi, caly czas rozgladajac sie 
w panice na wszystkie strony. Po chwili znowu rzucil sie 
na nia, próbujac wyrwac jej z reki teczke.' Brett zorientowala 
sie, ze napastnikiem jest rnrukiiwy facet o ciemnych, 
przerazonych oczach, który"lecial.z nia samolotem. 
Wyszarpnal jej teczke i teraz sciskal 

ja 

tak mocno, jakby 

zawierala wszystkie skarby jego zycia. 
Zlodziej! Wstretny typ, który chce po prostu 

ja 

okrasc. 

- O nie! Nic z tego! - Zapominajac o bólu, próbowala 
stanac na nogi. 
--Nie! 
Byla tak zajeta walka z napastnikiem, ze nie zwracala 
na nic uwagi. Próbowala chwycic zlodzieja za reke, ale 
zlapala go tylko za pole koszuli, gdy nagle na jego 
brzuchu pojawila sie plama czerwieni. Mezczyzna potknal 
sie i .oslaniajac glowe jedna reka, a 

drugiej 

sciskajac teczke Brett, biegl w strone taksówki. 

Znowu próbowala sie podniesc. 

- Nie ruszaj sie! ~ Szum glosów i dzwiek rozbijanego 
szkla zagluszyly to polecenie .. 
Zdenerwowana tak bezczelna kradzieza dokonana na 
oczach wszystkich, nie dostrzegala niczego wokól. 'Myslala 
tylko o filmie, który' stracila, o tych wszystkich 
wspanialych twarzach, które udalo jej sie utrwalic. Nie 
magla tego darowac zlodziejowi,. wiec rzucila sie w pogon 
za nim. 
- Do diabla! Kobieto! 
Kolejny' raz znalazla sie na podlodze, przygnieciona 
zelaznym usciskiem. 
- Czy pani jest glucha? 

-c 

Patrzyly na nia rozgniewane" 

ciemnoniebieskie oczy. 
Jamie McLachlan byl wsciekly na siebie. Spóznil sie. 
Nie przypuszczal jednak, ze' ktos taki jak' Mendoza 
wpadnie w panike. Nie spodziewal sie, ze ten glupiec 
zacznie uciekac przed ludzmi, którzx mieli go chronic. 
Biegl na oslep, az zderzyl sie z piekna kobieta o lagodnych 
szarych oczach. 
-Czy pani oszalala? - krzyknal. - Czy tez ma pani 
zbyt duzo odwagi, a za malo rozumu? 
_. Bal sie· o nia nawet teraz, gdy chronil ja' wlasnym 
cialem.'\ 
Brett próbowala cos powiedziec, ale jej slowa zostaly 
zagluszone gniewnymi pomrukami, jakie wydawal mezczyzna, 
przyciskajac ja mocniej do podlogi. Czula na 
wlosach jego cieply oddech, rece na swoich plecach. 
Dwukrotnie powietrze rozdarly dwa grozne, krótkie 
dzwieki. Dwukrotnie przyciagnal jej cialo jeszcze blizej 
do. siebie, tak, ze byla wokól niej tylko ciemnosc 
wypelniona zapachem slonca, mydla i lisci. 
Ktos przebiegl obok. Trzasnely drzwi. Zabrzeczalo 
rozbi1ane szklo. Brett nic nie ,rozumiala. Wszystko to 
dzialo sie zbyt szybko. Starala sie uwolnic spod przygniatajacego 
ja ciezaru, ale bylo to ponad jej sily. 

14 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

15 

Rusz sie, do pioruna! 

Nie zauwazyla, ze uniósl glowe i badawczo rozejrzal 

background image

sie 

dookola. 

- Wybacz, moja piekna - wyszeptal. - Balem sie, ze 
jakis glupiec zastrzeli cie, zanim uda nam sie pocalowac. 
- Co takiego? - Brett przestala 

sie 

szarpac. 

Jamie rozesmial sie i z zadowoleniem zauwazyl, ze 
gniew, jakim zareagowala ha glupia odzywke, przywrócil 
rumience jej policzkom. 
Jednym ruchem podniósl 

sie 

z podlogi, potem chwycil 

ja za reke i pomógl wstac. 
- Mój aparat! - zawolala Brett, odpychajac go. 
-- Nie ruszaj sie! - Ujal ja za ramiej nie puszczal, choc 
starala sie uwolnic. Patrzyl jej prosto w oczy. - Powie~ 
zialem: nie ruszaj sie. Znajde twój cenny aparat. 
Nie sluchala go. Juz dawhonikt jej nie rozkazywal. 
Jesli temu czlowiekowi wydawalo sie, ze moze nia 
rzadzi'c, to mylil sie bardzo. ' 
- To mój aparat - warknela - i ja po niego 

pójde. 

-Przytrzymal ja mocniej. Sytuacja ulegla zmianie. 
Mendozazniknal, ludzie Simona' pobiegli za nim. Ten, 
kto strzelal; gdzies sie ukryl. A on byl tutaj, aby chronic te 
kobiete. I mial zamiar wykonac swoje zadanie do konca. 
. - Nigdzie nie 'pójdziesz. Mówie ci, ze zostaniesz tutaj. 
O maly wlos nie zostalas zastrzelona. 
- Zastrzelona? - Dopiero teraz zaczela sluchac tego, co 
mówi nieznajomy. Zauwazyla potluczone szklo ze sladami 
krwi. - Kto? - zapytala i przerazona patrzyla na niego, 
szukajac ran. Zaskoczyl go wyraz ulgi na jej twarzy, gdy 
zobaczyla, ze nic mu sie nie stalo. - Do kogo strzelali? 
- Do faceta, który cie przewrócil. 
- Ale widzialam go, jak wsiadal do taksówki. 
- Jest ranny, ale uciekl. Ty znalazlas sie dokla~ie na 
linii strzalu. Jeszcze sekunda i byloby po tobie. 
Pi-zypornniala sobie plame czerwieni na koszuli tegiego 
mezczyzny. Jego niepewny chód. Brett zadrzala. 
A przeciez dobrze wiedziala, co to przemoc. Widziala 
smierc i zniszczenie. Ale nie tu, nie 

rodzinnym kraju. 

Nie w Atlancie. Tu byl jej dom, spokój, do którego 
wracala, pozostawiajac za soba niebezpieczenstwo; z jakim 
stykala sie w czasie wyjazdów. Co prawda, tutaj tez 
zdarzaly sie gwah i przemoc, ale nie'zbyt czesto. Czula sie 
tu bezpieczna. Teraz odebrano-jej to poczucie, co bylo 
gorsze od bezposredniego zagrozenia. 
- Nie ruszaj sie stad, prosze- Jamie powtórzyl polecenie. 
Skinela glowa. Nie byla zdolna do zadnych reakcji. 
Nie chcial od niej odchodzic, ale wiedzial, ze nic jej juz 
nie grozi. Slaniala sie na nogach ze zmeczenia i bólu, ale 
byla bezpieczna. 
Ruszyl w strone aparatu i teczki lezacych na podlodze. 
Brett stala bez ruchu. Próbowala zebrac mysli i uporzadkowac 
to; co sie zdarzylo. 

- Prosze. 

Jamie podal jej oba przedmioty. 

Co prawda, byla przekonana, ze teczka zostala skradziona, 
ale widocznie sie pomylila, bo teraz miala ja 
przed soba wcale nie uszkodzona. Wydawalo sie, ze 
i aparat nie ulegl zniszczeniu, ale musiala to sprawdzic. 
- Chodzmy stad w jakies spokojne miejsce. - Jamie 

background image

wzial ja pod reke i zaprowadzil do malej wneki, gdzie nie 
bylo slychac gwaru lotniska. Tam przyciagnal ja do siebie 
, tak mocno, ze zachwiala sie i oparla o niego. Ten krótki 
dotyk przypomnial mu, jak bardzo jej pragnal wtedy, gdy 
ja oslanial. Zastanawial sie, czy mozna czuc pozadanie 
w obliczu niebezpieczenstwa. Ale kiedy popatrzyl na jej 
16 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

17 

p0targane wlosy. piekna twarz iwspaniale cialo- stwierdzil, 
ze jest to mozliwe. Scisnal jej reke az do bólu i wtedy 
zauwazyl na twarzy dziewczyny strach.. Nie mial do niej 
preteNsji, ze sie boi. Sam' nie mógl zrozumiec tego, co 
czul, wiec jak ona mogla to pojac? Miala za soba ciezkie 
chwile, a on dzialal zby,t szybko. Dokad go to zaprowadzi? 
Wpatrywal sie w nia z zachwytem; marzyl o tym, by ja 
pocalowac. Zapomnial ,zupelnie, ze jest dla niej obcym 
czlowiekiem. Powstrzymywala go od pocalunku tylko 
swiadomosc, ze :nie poprzestalby na jednym. Delikatnie 
odsunal wlosyz jej twarzy, by upewnic sie, ze nie jest ranna. 
~ Smialem sie - powiedzial - a nie powinienem. 
Przep~aszam . 
.- Wiem, dlaczego sie smiales. 
- Naprawde? :- Popatrzyl. 'na nia z powaga, a potem 
potrzasnal· glowa. - Nie jestem ,pewien, dlaczego to 
zrobilem. Jeszcze razprz;epraszam. To nie bylo zabawne 
dla zaclnego z nas. . 
Ktos pojawil sie za nim: Byl to Jeb Tanner, jeden 
z najlepszych agentów Simona. Jamie wiedz(al, ze jego 
.przejscie na emeryture znowu odsuwa sie w czasie. Byl 
potrzebny Simonowi. Skinal glowaw s~rone Jeba i ponownie 
zwrócil sie do stojacej przy nim dziewczyny. 
;:- Jakzebym chcial, zebys Nie byla w to wsZystko 
wplatana. 
- Nie bylo to mile powitanie. 

- PrzepFaszam ~ powiedzial 

zorientowal, sie, ze 

w kólko powtarza to slowo. - Plote bzduFy. 
~- Alez skad, - zaprzeczyla Brett. - Jestes. bardzo 
zdenerwowany. 
Podobalamu sie coraz bardziej, ale potrzebowal czasu, 
by jej to wszystko wyjasnic. Niestety? Jeb Tanner uniemozliwial 
mu to. 
- Musze juz isc - westchnal. 
- Poczekaj! - Brett chwycila go za ramie. - Co tu sie 
stalo? 
- To nie.powinno cie obchodzic. Najwazniejsze, ze 
jestes juz bezpieczna. . 
- To nie byl zwykly napad i kradziez, prawda? 
Jeb - wysoki, spokojny mezczyzna, byl juz na granicy 
wytrzymalosci. 
- Cholera! - Jamie popatrzyl ze zloscia na wyslannika 
Simona, ale nie mógl zbagatelizowac jego obecnosci. . 
Musial spelniac polecenia, dopóki nie wypelni swego 
zadania i dopóki sprawa Mendozy nie zostanie rozwiazana. 
Brett spojrzala na nieznajomego. Widywala podobnych 
ludzi w róznych krajach w czasie swych podrózy. 
Niebezpieczenstwo nie bylo dla nich niczym nowym. 

background image

W ich spokoju krylo sie cos szczególnego. Zrozumiala, ze 
mezczyzna o ciemnoniebieskich oczach, który uratowal 
jej zycie, tez do nich nalezal. 
- Kim jestes? - spytala. - Czym sie zajmujesz?' 
Jej spojrzenie trzymalo go mocniej niz uscisk reki. Nie 
chcial klamac, a nil to, zeby jej opowiedziec o sobie, nie 
mial teraz czasu. 
- Pózniej. - Przykryl j ej dlon swoja reka. - Chcialbym 
ci wiele powiedziec, ale nie teraz. 
. - Ale .... 
- Przykro mi. Muszejuz isc. Obiecuje, ze wszystko ci 
pózniej wyjasnie. 
Odszedl, omijajac potluczone szklo i plamy krwi; Brett 
zostala sama. 

DLON ANIOLA 

19 

ROZDZIAL DRUGI 

- Nikt nie zna jej nazwiska?! - Simon popatrzyl na 
swoich ludzi. - Mówicie, ze nikt z was nie spytal jej 
o nazwisko? I wyszla sobie z lotniska tak po prostu 
i zniknela? 
Wszyscy milczeli. Nikt nie odwazyl sie odezwac. Jeb 
Tanner zainteresowal sie nagle swoim zlamanym paznokciem. 
Dwaj inni, Matthew. Sky i Mitch Ryan, wpatrywali 
sie uparcie w podloge. 
Jamie stal z boku, zmeczony, w ubraniu poplamionym 
krwia, i nie odrywal spojrzenia od Simona. 
- Co za balagan! - stwierdzil ten ostatni, westchnal 
ciezko i potrzasnal glowa na mysl o pomylkach i pechu, 
jakie zwiazane byly z ta akcja. - Od poczatk.u do konca 
totalny balagan. 
Cisze przerywalo jedynie pelne poczucia winy szura:nie 
butami. 
- Taka prosta akcja, a mysmy ja schrzanili. - Nikt nie 
. podniósl na niego oczu, nikt nie zaprzeczyl. Wszyscy 
zauwazyli, ze uzyl zaimka "my", ze wzial wine równiez 
na siebie. Nikttez nie mial watpliwosci, ze nie skonczyl 
jeszcze swej przemowy. Teraz mialo nastapic najgorsze. 
Wyliczenie bledów, które popelnili. 
- Zgubilismy czlowieka. Stracilismy dowody. Lotnisko 
zamienilismy w cyrk. Zwrócilismy na siebie uwage. 
Ale najgorsze - zacisnal piesci - najgorsze jest to, ze 
pozwolilismy swiadkowi, moze jednemu ze spiskowców, 
wymknac sie niepostrzezenie. 
- Nikt nie spodziewal sie, ze Mendoza bedzie na tyle 
glupi i zacznie uciekac. A ona byla przypadkowym 
swiadkiem, Simonie, nikim wiecej - Jamie zwrócil sie do 
szefa. - Znalazla sie przypadkiem w nieodpowiednim 
miejscu i czasie, na pewno nie brala udzialu w zadnym 
spisku. 
- Jestes tego pewien? - zapytal Simon ze zlowrogim 
usmiechem. 
- Czuje to. - Jamie usilowal zostawic sobie droge 
odwrotu. 

- Moze ta pewnosc byla powodem tego, ze nie 
wykonales rozkazów i dzialales na wlasna reke? 
,Jamie nie odpowiedzial. Wiedzial, ze Simon musi tak 

background image

postepowac. Jego gwahowna reakcja byla wynikiem 
obawy o swoich ludzi. 
- Miales wyrazny rozkaz: zamienic teczki i opuscic 
teren lotniska. Zamiast tego wlaczyles sie w cale to 
przedstawienie. Oslaniales kobiete, która wczesniej przewróciles 
na ziemie, potem podniosles ja; otrzepales 
z kurzu i odeslales do domu, nawet nie pytajac o nazwisko 
- westchnal, mówiac to wszystko z patosem. - A mimo to 
wiesz, ze byla przypadkowym, niewinnym swiadkiem. 
- Nie odeslalem jej do domu - odpowiedzial spokojnie 
Jamie, na którym slowa Simona nie zrobily wiekszego 
wrazenia. - Nie zrobil tez tego Jeb ani nikt inny. Mendoza 
byl dla nas najwazniejszy. I chyba jednak pomylilismy 
sie, traktujac te kobiete jako zwyklego swiadka. Wiekszosc 
ludzi, która znalazlaby sie w podobnej sytuacj i, 
potrzebowalaby pomocy i ochrony ze' strony wladz. 

20 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

21 

- Powinna zostac przesluchana - upieral sie Simon, 
choc wiedzial, ze nie ma racji. 
- Tak, to prawda - zgodzil sie Jamie. - Ale tylko dla 
jej wlasnego bezpieczenstwa. 
- Mam nadzieje, ze gdy ja odnajdziemy, rozpoznasz 
ja. 
- Na pewno. 
- Mend<;>zazostal ranny - podjal nastepny temat 
Simon. - Sadzac po ilosci krwi, rana jest powazna. 
Policjanci przeszukuja ulice w okolicy, w której, wedlug 
taksówkarza, wysiadl. Nasi ludzie sprawdzaja okoliczne 
szpitale. 
Zadzwonil telefon. Simon podniósl sluchawke. Odpowiadal 
lakonicznie. Kiedy skonczyl, zwrócil sie do 
czekajacych w napieciu mezczyzn. 
- Jakis przechodzien znalazl Mendoze w zaulku. 
- Popatrzyl na Matthew. - W tej czesci miasta, która 
poleciles przeszukac. Niestety, bylo juz za pózno. Na 
szczescie ella nas mial przy sobie teczke. 
- Gdzie ona jest? 
- Jedzie winda wraz z policjantem, który ja znalazl. 
N?strój zmienil sie calkowicie. Nic nie mozna juz bylo 
zrobic dla Mendozy, ale mieli jeszcze jedna szanse, by 
zapobiec rozprowadzeniu kolejnej partii narkotyków. 
Jamie nie mógl sie doczekac, kiedy zobaczy odnaleziona 
teczke. Cos go niepokoilo. Czul to juz wczesniej. 
Teraz, gdy zdobyto najwazniejszy dowód, nie mógl 
ukryc niecierpliwosci. 
Stanal przy oknie. Patrzyl na swiatla miasta. Na pewno 
któres rozswietla jej mieszkanie. Zastanawial sie, które. 
okna naleza do niej: A moze sa ciemne, bo pracuje nad 
wywolaniem zdjec, dla których ryzykowala zycie? 
- Ona jest zawodowym fotografem - wypowiedzial 
na glos slowa, które pojawily sie w jego myslach. 
Simon odwrócil sie do Jamie'ego, ale nie odzywal sie. 
Nie chcial mu przeszkadzac, bo czul, ze ten cos sobie 
przyporruna. 
- Miala aparat fotograficzny, wygladal na sprzet 
profesjonalny. Bardzo sie o niego troszczyla. Moze 

background image

jest fotoreporterem, a moze dziennikarka, sam nie 

WIem. 

Czul, ze ma racje. Przesunal dlonia po wlosach. 

W niczym .nie przypominal mezczyzny, który nie dalej 
jak wczoraj gral swój ostatni koncert nagradzany burzliwymi 
oklaskami. Nie myslal teraz o tym. Myslal 
o szarookiej kobiecie. 
- Chyba leciala tym samym samolotem co Mendoza. 
Pewnie robila reportaz z wydarzen rozgrywajacych sie 
w jego kraju. - Jamie odwrócil sie do kolegów. - Ciekawe, 
gdzie pracuje? Pytacie, jak wyglada? Jest wysoka, 
mloda, ma ciemne wlosy. I zbyt piekna, by o niej 
zapomniec. Którys z was musial ja gdzies widziec. 
~ Ten opis pasuje do wielu kobiet. - Jeb myslal 
intensywnie, przesuwajac palcami po jasnej brodzie. 
- Ale ... 
- Co? - Jamie zblizyl sie do niego. 
- Sumner! - Jeb usmiechnal sie radosnie. - Tak, to 
zona Carsona Sumnera! 
- Zona? - Glos Jamie'ego zabrzmial ochryple. 
- Tak. Na imie jej Brett. Ten kapelusz mnie zmylil. 
Dopiero teraz zdalem sobie sprawe, kim jest ta kobieta. 
- Jeb spojrzal na Jamie'ego. - Masz racje. Brett jest 
dziennikarka i fotoreporterka. Wolny strzelec, nie pracuje 
dla zadnej okreslonej gazety. 
22 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

23 

Jest mezatka. Tego Jamie sie me spodziewal. Nie 
pasowalo to do niej. 
- Sumner ... - Simon wyjal z szuflady ksiazke telefoniczna 
i zaczal przerzucac kartki w poszukiwaniu wlasciwego 
nazwiska.- Mam! 
- Jaki adres? - Jamie odczul ulge, ale jednoczesnie 
dziwny lek. 
- Mieszka na Callaway Drive. - Simon odczytal 
numer. 
- Nie najlepsza dzielnica. Nie przypuszczalem, ze 
zona Sumnera moze tam mieszkac - wtracil sie Jeb. 
Ktos zapukal. Drzwi otworzyly sie i podobny do Jeba 
mezczyzna wprowadzil do pokoju policjanta w mundurze. 
- To jest sierzant MahoneY'. Rozpoznal Mendoze 
i znalazl teczke. 
Podziekowali policjantowi i poczekali, az wyjdzie. 
- Popatrzmy, co zdobylismy za cene zycia czlowieka 
powiedzial Simon, stawiajac na biurku zniszczona 
teczke. Zamek nie stanowil dla niego zadnego problemu, 
. ale zawartosc ... 
- Co to jest, do diabla! - Simon oniemial. 
- No, no! Cóz my tu mamy? Czyzby nasz znajomy 
gustowal w babskich rzeczach? Chyba nie znalismy go za 
dobrze. O, a tu jest jakis film. Jak myslicie, czy lubil tez 
niepfZyzwoite zdjecia? 
- Przestan, Ryan - Simon jednym slowem potrafil 
kazdego przywolac do porzadku. 
Jamie przyjrzal sie uwaznie teczce. Zapach, który 
poczul, natychmiast naprowadzil go na slad. Teczka 
Mendozy byla taka sama jak teczka Brett. I wlasnie jego 

background image

teczke dziewczyna miala przy sobie, gdy opuszczala 
. lotnisko. 
- Oni tez o tym wiedza - zawolal. - Ci, którzy 
obserWowali Mendoze, byli lepiej poinformowani, niz 
my. Zorientuja sie, co sie stalo z teczkami. 

-=: 

To nie jest takie proste. - Simon zaczal przegladac 

maly notes. - Nawet jesli obserwowali zamiane, to 
przeciez nie wiedza, kim jest dziewczyna. 
- Wiedza o zamianie i z latwoscia moga zidentyfikowac 
Brett. Moze juz ja znalezli? 
, Jamie w ciagu sekundy byl przy drzwiach. 
- Jamie! Dokad, do cholery, idziesz? - krzyknal. 
Simon. 
- Na Callaway Drive. Módlcie sie, zeby nie bylo za 
pózno. 
Brett od kwadransa odpoczywala w wannie. Goraca 
woda koila zmeczenie. Próbowala uspokoic nerwy p'O 
tych wszystkich wydarzeniach na lotnisku, sluchajac 
muzyki dobiegajacej z glebi mieszkania. 
Muzyka polaczona z medytacja stanowily rytual po 
kazdej podrózy. Pomagalo jej. to uporac sie ze wstrzasajacymi 
obrazami i przezyciami. W ten sposób mogla nabrac 
dystansu do tragedii, rozczarowan i klesk, bedacych 
udzialem innych, i wrócic do klopotów dnia codziennego. 
Te krótkie chwile izolacji nie zmienialy nic, ale 
dodawaly jej sily. 
Dzis muzyka tylko ja draznila. "Sonata Ksiezycowa" 
irytowala ja, a co gorsza nie dawala ukojenia. Zdawala 
sobie sprawe, ze nie jest to wina muzyki. Kiedy indziej na 
pewno spelnilaby swoje zadanie. Ale nie dzisiaj, gQY 
spotkala tego czlowieka. Mezczyzne, którego nie. potrafila 
wyrzucic z pamieci . 
Brett nie nalezala do kobiet, które mezczyzni latwo 

24 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

25 

mogli wytracic z równowagi. W kazdym razie nie 
zdarzalo jej sie to do tej pory. Tym razem jednak nie 
potrafila przestac myslec o nieznajomym z lotniska. 
Rozgniewana, wyszla z wanny z postanowieniem zajecia 
sie zwyklymi sprawami. 
Nalala sobie troche wina i usiadla w fotelu. Przytu- 
. lila zimna, oszroniona szklanke do skaleczonego policzka. 
Poczula, ze ból mija, i zapadla w jakis dziwny 
pólsen. Widziala kalejdoskop zmieniajacych sie obrazów, 
slyszala kakofonie dzwieków. Zapach prochu 
i krwi. Strach. 
Znalajuz to wszystko z obserwacji. Pisala o przemocy, 
ale nigdy nie doswiadczyla jej bezposrednio. Dzisiaj na 
lotnisku przestala byc widzem. ·Rzeczy, o których dotad 
tylko pisala, staly sie jej udzialem. Jej spokojny swiat 
w Atlancie rozpadl sie. . 
"Idz! To nie twóf interes!" To wlasnie chcial jej 
powiedziec tajemniczy mezczyzna. 
Telepatia. 
Nic porozumienia miedzy dwojgiem nieznajómych. 
Przeciez poslusznie spelnila ten niemy rozkaz. Odeszla 
pewna, ze juz go wiecej nie zobaczy, ale nie mogla 

background image

przestac o nim myslec. 
Na skutek roztargnienia znalazla sie w niebezpieczenstwie 
i znowu ich drogi sie spotkaly. Byl zly na nia, 
krzyczal, ale uratowal jej zycie. A gdy dotknal jej 
obolalego policzka, zrobil to z ogromna delikatnoscia. 
Brett zadrzala na wspomnienie tego dotyku. Pamietala 
swoja reakcje - uczucie rozkoszy, którego nie 
potrafila stlumic. Nikt poza mezem nie dotykal jej 
w taki sposób. Tylko Carson Sumner tak na nia dzia-, 
lal. 
Nie! 'Nie wolno jej o tym myslec. Nie wolno jej robic 
zadnych porównan. Absolutnie nie wolno. 

~ No 

i

dobrze. Nigdy wiecej go nie zobacze. - Jej glos 

zabrzmial glucho w pustym mieszkaniu. Przez chwile 
czula sie bardzo samotna. Rozesmiala sie, próbujac 
zmienic nastrój. - Brett Sumner! Znowu mówisz do 
siebie! - Teraz smiech zabrzmial juz radosniej. - Moze 
dobrze, ze juz go wiecej nie spotkasz. Móglby pomyslec, 
ze zwariowalas. 
Postanowila zabrac sie do pracy. Jesli wszystkie 
zdjecia sie udaly, bedzie to najlepszy reportaz, jaki 
dotad zrobila. Znowu pomyslala o zdjeciu, które mogla 
zrobic. Taka fascynujaca twarz! Starala sie przekonac 
sama siebie, ze wycofala sie, bo chciala uszanowac 
jego prywatnosc. Zawsze traktowala z szacunkiem 
tych, których fotografowala. Ale jakiz bylby to wspanialy 
portret. Zrobic takie zdjecie - to byloby arcydzielo. 
.• 
I znowu myslala o tym mezczyznie. Przeciez Carson 
byl jedynym, którego pragnela. Byl najwazniejsza 
osoba w jej zyciu - nauczycielem, mistrzem, kochankiem. 
Jak. wiec wytlumaczyc to, ze zupelnie przypadkiem 
spotkana osoba byla w stanie poruszyc uspione od lat 
uczucia, poddac w watpliwosc obietnice zlozona samej 
sobie, ze zaden mezczyzna nie przyciagnie jej uwagi .. 
- Praca! Tego wlasnie pani potrzebuje, pani Sumner. 
Nie wolno myslec o glupotach. - Podniosla sie z fotela 
i podeszla do drzwi, kolo których stal bagaz. Wziela 
teczke i zaniosla ja do pokoju. Ucierpiala bardziej, niz 
Brett sie spodziewala. Skóra miala liczne zadrapania, 
oderwane okucie i zepsuty zamek. Ale zdziwila sie 
26 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

27 

dopiero wtedy, gdy ja otworzyla. Byla przygotowana 
zobaczyc ubranie na zmiane, notatki i filmy, tymczasem 
ujrzala bezlaanie powrzucane doklilllenty i paczki uzywanych 
banknotów.' 
Wziela do reki kilka kartek i zaczela je przegladac. 
Byly tam jakies kolumny cyfr i mapy z oznaczeniami. 
Niektóre teksty .pisane byly po angielsku, inne po hiszpansku. 
Odlozyla wszystko z· powrotem. Czula sie jak 
intruz. Zaczela sie zastanawiac, czyje to rzeczy. Po chwili 
przypomniala sobie grubasa, który przepychal sie przy 
wyjsciu z samolotu, a potem w poczekalni przewrócil ja 

'i 

'wyrwal jej. z rak teczke, krzyczac przy tym glos~o 

i przeklinajac. Pewnie myslal, ze specjalnie stanela mu ha 

background image

drodz€, i ze zabrala jego teczk;e. Po prostu nie zauwazyl, 
ze jej byla taka sama. 
Brett miala wrazenie, ze za tym kryje sie cos wiecej niz 
zwyczajna kradziez. Maly grubas chcial odebrac od niej 
swoja wlasnosc. Sadzac po ilosci krwi najego koszuli, byl 
ciezko ranny. Nie wiedziala, co ma w tej sytuacji zrobic. 
Komu zwrócic teczke? 
Nie zastanawiala sie dotad, jaka wartosc przedstawiaja 
rzeczy, które znalazly sie w jej rekach. Instynkt 
. mówil jej, ze chodzi tu o cos wiecej niz o skra~ione 
pieniadze. Zdawala sobie sprawe, ze atrakcyjny nieznajomy 
jest w jal$.is sposób zaangazowany w te sprawe. 
Z przerazeniem zadala sobie pytimie, kto strzelal 
i dlaczeg0? . 
Zdenerwowana, postanowila dokladnie wszystko 
przejrzec i dopiero wtedy zdecydowac, jak postapic. 
Po chwili zorientowala sie, ze grubas przewozil material 
o sile dynamitu. Liste' nazwisk. Brett znala 
niektóre. Co prawda, miala temat na wspanialy' artykul, 
ale grozilo jt:j niebezpieczenstwo. Zastanawiala sie, czy 
file zadzwonic dó'PBHub na policje. Nagle wzrok jej padl 
na jedno z nazwisk. Czy byly tam inne; które'pominela? 
Niebaczny telefon mógl spowodowac, ze papiery trafily

by 

do kogos 

nich wymienionego. Wszystko to bylo 

bardzo skomplikowane. Zupelriie nie wiedziala, co robic. 
Nagle przyszlo jej do glowY rozwiazanie. Elise Cheney 
'spedzala lato w Paryfu, a Brett miala· klucz do jej 
mieszkania, wiec postanowila zawiezc tam teczke. Dajej 
to czas 'na dalsze decyzje,' a teczka bedzie bezpieczna .. 
Przypomriialasobie, ze nieznajomy, który uratowal jej 
zycie, obiecal wyjasnienia. Bardzo ich potrzebowala. 
Kimbyl? Dlaczego zajmowal sie ta sprawa? Mógl okazac 
sie niebezpieczny. Nie' ille>glanikomu ufac. Jeszcze nie 
teraz. 
Zamknela teczke. Polozyla ja ostroznie na stole 
,i poszla sie .ubrac.' 
Jamie zatrzymal samochód przy krawezniku, przecznice 
od domu Brett. Jazda przez miasto pozwolila mu 
wszystko ptzemyslee. Na lotnisku dzialal zbyt powoli. 
PoWinien' byc bardziej zdecydowany. Ale to z Kolei 
moglo byc równie niebezpieczne .. 
. Zgasil swiatla, ale. zostal w samochodzie, obserwujac 
ulice. Wokól bylo cicho. Brett mieszkala w.spokojnej 
dzielnicy, typowej dla Atlanty. Na ulicy nie bylo zywego 
ducha. Wszystko wydawalo sie byc w porzadku, a mimo 
to Jamie czul,niepokój. 
Nagle drzwi budynku' otworzyly'sie i stanela w nich 
Brett:' Zastanawial sie przez' chwile, dokad dziewczyna 
'idzie o tak póznej porze. 
Na dodatek miala przy sobie teczke. Myslal, ze bedzie 

28 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

29 

szla chodnikiem, ale przeszla przez jezdnie, kierujac sie 
w strone zapilrkowanego. samochodu. -Zatrzymala sie na 
chwile, przycisnela teczke mocniej do ramienia i zaczela 
szukac kluczyków w kieszeni dzinsów. 
Jamie ezul, ze zaraz cos sie stanie. Gdzies w oddali 

background image

rozlegl sie szum srlnika 

i

z parkingu wyjechal samochód. 

Wtedy juzwiedzial, co sie zdarzy, nawet zanim reflektory 
samochodu oswietlily Brett. 
Wyskoczyl z samochodu, zaczal biec i wolac, ale bylo 
za pózno. . 
Widzial jej przerazona twarz w ostrym swietle reflek~ 
torów. Widzial, ze dopiero teraz odgadla zamiary kierowcy 
i odrzuciwszy teczke, próbowala uciekac. Uslyszal 
dzwiel.\, którego mial juz nigdy nie zapomniec - odglos 
ciala uderzajacego o karoserie. Samochód odrzucil Brett 
na bok jak szmaciana lalke. Uslyszal pisk hamulców 
i ujrzal jakas postac wyskakujaca z samochodu. 
Jamie nie mial broni. Rzadko nosil ja przy sobie. Na 
,ogól nie potrze~owal jej, wykonujac zadania dla Organizacji. 
Mógl wiec tylko krzyczec, by zaalarmowac 
ludzi. 
Biegl w strone Brett. Lezala w zakrwawionej bluzce 
i dzinsach. Jego krzyk byl pelen bólu. 
W domu, w którym, mieszkala, zapalily sie swiatla. 
W okllach pojawitY sie twarze. Lajdak, który ja potracil, 
na moment zatrzymal sie, chwycil teczke i rzucil sie do 
ucieczki. Samochód bez numerów rejestracyjnych zniknal 
za rogiem; gdy Jamie zakonczyl naj szybszy bieg 
w swoim zyciu. 
- Brett! Boze! Brett! - Ukleknal przy niej i staral sie 
wyczuc puls. Ucieszyl sie, czujac slabe ,oznaki zycia. 
Ostroznie zbadal dziewczyne, ale nie znalazl zadnych 
powazniejszych obrazen. Nie miala zlaman, nie bylo 
sladów, które wskazywalyby na uszkodzenie czaszki lub 
wewnetrzny krwotok. Oddychala wolno, lecz bez wysilku. 
Instynktownie starala sie ukryc za zaparkowanym 
samochodem i prawie sie jej to udalo. Zderza~, który 
potracil Brett, uderzyl równiez w jej samochód. 
Otworzyla oczy, gdy odsuwal jej wlosy z twarzy. Gdy 
to zobaczyl, ogarnela go 'ogromlla radosc. 
- To ty?! - Wjej oczach pojawil sie strach i próbowa-. 
la odsunac sie od niego. 
Jamie zamarl. Czul chlód jej spojrzenia. 
- Nie skrzywdze cie, Brett. 
Próbowala sie pódniesc,ale zabraklo jej sily, wiec 
tylko zaslonila sie rekoma. Jamie czul sje jak ostatni 
lajdak. Chcial ja objac i zlagodzic jej strach, ale nie 
osmielil. sie. 
- Przyszedlem ci pomóc. Nie bój sie mnie. 
- Kim jestes? - oparla sie na lokciu i popatrzyla na 
mego. 
- Nazywam sie Jamie.' 
- Jamie? - Slys:zala juz to imie. Widziala te twarz. 
Lotnisko? Tak. Nie. Jeszcze gdzies ja widziala, w jakims 
innym miejscu. - DlaGzego tu jestes? 
- Zeby ci pomóc. - Osmielil sie jej dotknac. Przesunal 
palcami po jej policzku, tak samo jak to zrobil na 
lotnisku. 
- Masz delikatne dlonie. - Tym razem nie odsunela 
sie, ale opadly jej powieki. - Jak aniol - wyszeptala. 

background image

Nie widzial zadnego sensu w tym, co mówila. Musiala 
tracic przytomnosc. Jeknela cicho i gdyby hie Jamie, 
upadlaby znowu na chodnik, ale ja podtrzymal. Czul, ze 
30 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

31 

ma dreszcze, wiec przytulil ja do siebie. Oddech miala 
plytki. Dotknal jej szyi i wyczul, ze slabnie akcja serca. 
Szok. Reakcja ciala na uraz: spadek cisnienia i oslabieme. 
Jamie mial juz do czynienia z podobnymi przypadkami. 
Zachowywal przy tym zawsze spokój, ale teraz 
ogarnela go panika. Brett potrzebowala pomocy. Nie 
mógl jej zostawic pod opieka jakiegos wystraszonego 
sasiada. Przeciez nie wiedzial, kto kryje sie za krzakami 
czy w najblizszym zaulku. 
Brett zadrzala. Chlód ogarnial cale jej cialo. Jamie 
przytulil ja jeszcze mocniej, aby ja ogrzac. 
Siedzial w blasku latarni, trzymal ja w objeciach 
i czekal na swych kolegów. 
- Simon zaraz tu przyjedzie. Wtedy bedziesz bez. 
pieczna - szeptal cicho, sam nie wiedzac: do niej, czy do 
siebie. Byla taka delikatna i slaba. Oddychala z trudem. 
- Zaraz tu bedzie. I pomoze ci. Obiecuje. 
Przesunal dlonia po jej wlosach i przytulil policzek do 
jej czola. 
- Jak tylko Simon przyjedzie i upewnimy sie, ze to 
tylko szok, odnajde twój ego meza. Naprawde! I dowiem 
sie, dlaczego nie ma go z toba. 
- Nie - wyszeptala. 
-- Cicho. - Jamie byl zaskoczony. Nie przypuszczal, 
ze Brett go slyszy. 
- Zadnego meza. 
- Dobrze. - Wydawalo mu sie, ze jest zdenerwowana, 
i chcial ja uspokoic. - Nie zawiadomimy go,jesli tego nie 
chcesz. 
Z daleka zauwazyl swiatla reflektorów; doslyszal 
warkot silników. Samochody zatrzymaly sie. Przyjechal 
Simon w towarzystwie Jeba, Mitcha i Matthew, który 
uwaznie przeczesywal wzrokiem ulice i jej zakamarki. 
Potem. nadjechal ambulans wezwany prze~ któregos 
z sasiadów. 
- Mój maz odszedl - wyszeptala Brett, kiedy Jamie 
pomagal ulozyc ja na noszach. - Umarl. - I dokonczyla 
slabszym glosem, zamykajac oczy: - Osiem lat temu. 

DLON ANIOLA 

33 

ROZDZIAL TRZECI 

Slyszal tylko szmer. Szeptów, kroków i glosów. 

I

równego oddechu Brett. 

Gdy noca Jamie siedzial przy lózku Brett, w myslach 
przeklinal siebie i Organizacje za to, co sie wydarzylo. 
Na razie Brett byla bezpieczna. Ale co bedzie.jutro? 
Mendoza. nie zyje. Zginal od kuli. Teczke zabrali ci, 
którzy znali jej zawartosc. Ale Brett Sumner mogla ja 
obejrzec. Co tam znalazla? Co wie? Kto czekal i obserwowal 
ja? 
Kimkolwiek byli i gdziekolwiek sie znajdowali, tylko 
Brett mogla ich zdemaskowac. Stala im na drodze do 
wladzy i bogactwa. Zrobia wszystko, by sie jej poznac. 

background image

Grozilo jej niebezpieczenstwo, a on ponosil za to wine. 
A zaczelo sie to w chwili, gdy wreczyl jej teczke 

Mendozy. Teraz mógl jej tylko ·pilnowac. 

I

robil tO.przez 

cala noc. Nie odchodzil od niej nawet na krok. Nie spal. 
Nawet tu, 

szpitalu, gdzie pracowali ludzie godni 

zaufania, nie mógl sie uspokoic. Bedzie czuwal, dopóki 
niebezpieczenstwo nie minie. 
Jamie poruszyl ~ie, bo zdretwiala mu noga. Spojrzal na 
Brett, by upewnic sie, ze spi. W ciemnosci byla tylko 
ksztahem okrytym sztywnym przescieradlem. Nie potrzebowal 
swiatla, by widziec jej czarne wlosy rozsypane 
na poduszce i dlon stulona pod skaleczonym policzkiem. 
Podniósl sie i odszedl od lózka. Oparl sie o sciane, ale" 
caly czas patrzyl na drzwi. Dwukrotnie w ciagu godziny 
Brett jeknela i zmienila pozycje. Kiedy zrobila to po raz 
trzeci, Jamie podszedl do lózka i wzial ja za reke. 
- To ty - wyszeptala, marszczac brwi z wysilku. 
Glos miala slaby i Jamie nie byl pewien, czy nie mówi 
przez sen, wiec tylko pochylil sie nad nia i mocniej scisnal 
jej reke. 
- Jamie. 
Na dzwiek swojego ImIenia poczul zaskoczenie, 
i radosc. Po chwili szepnal: 
- Tak. To ja, Jamie. 
Skinela glowa i odetchnela gleboko. Przymknela oczy, 
a reka scisnela jego dlon. 
Gdy usnela, przysunal krzeslo blizej lózka, usiadl przy 
niej, nie wypuszczajac ani na chwile jej reki. 
Powoli blask wypelnial pokój. Jamie obserwowal, jak 
rozwiewa sie "mrok. Dochodzilo poludnie, gdy Brett 
znowu otworzyla oczy. 
Poczul jej dotyk, zanim jeszcze zdazy~ na nia spojrzec. 
Lsniace wlosy, oswietlone promieniami slonca, jeszcze 
bardziej podkreslaly bladosc jej twarzy. Usta mialy barwe 
marmuru, a cera kosci sloniowej. Oczy miala podkrazone, 
a wlosy potargane. Mimo zmeczenia wygladala wspaniale. 
Jej usta byly stworzone do pocalunków, a cialo do pieszczot. 
Zal mu bylo, ze ktos tak piekny jak on~ zostal wplatany 
w taka historie. Delikatnie dotknal jej wlosów. 
- Wybacz mi, Brett - powiedzial szeptem, nie zdajac 
sobie sprawy z tego, co robi. " 
Nie bylo zadnej reakcji z jej strony. 
- Ale teraz jestes juz bezpieczna. 

34 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

35 

Bezpieczna? - Jej glos brzmial ochryple, ale wyczuwalo 
sie w nim pytanie. 
- Daje ci na to moje slowo. 
Bezwiednym gestem potarla czolo, zmarszczyla brwi, 
-ale nawet nie jeknela, gdy palce dotknely -rany na 
policzku. Cofnela reke i popatrzyla na slad krwi blyszczacy 
na czubku palca. 
- Co sie stalo? - Scisnela go tak mocno za reke, ze az 
poczuljej paznokcie. Potrzasnela glowa. - Gdzie jestem? 
- W prywatnej klinice Grayson House. 
- W klinice? - Powiodla przerazonymi oczami po 

background image

pokoju. Wygladal jak zwykla sypialnia. Lagodny kolor 
scian, brazowe meble, mila atmosfera. Tylko lózko 
i urzadzenia przy nim nie pasowaly do wnetrza. Otwarta 
dlonia jak ostrzem, przeciela powietrze. - To jest szpital! 
- Tak. 
- Dlaczego jestem w szpitalu? 
- Nie pamietasz? - Jamie ciagle mówil cichym, 
spokojnym glosem. 
Uwolnila jego reke i uniosla sie nieco na lózku .. 
- Co powinnam pamietac? - Zrobilo jej sie slabo 
i opadla na poslanie. Po chwili mówila juz niemal 
normalnym glosem. - Pamietam lotnisko. I moje mieszkanie. 
A potem swiatlo, oslepiajace swiatlo. 
Jamie czekal. Widzial tylko czesc jej twarzy zakrytej 
wlosami. Chcial je odsunac i uniesc te twarz ku swojej. 
Chcial jej powiedziec, ze niewazne jest, co pamieta, ale to 
byloby klamstwem. 
Klamstwa nie byly mu obce. Jego dzialalnosc opierala 
sie na oszustwie; prowadzil podwójne zycie - jedno 
publiczne, drugie sekretne. Teraz -postanowil skonczyc 
z klamstwami. Istnialy sprawy, o których Brert nie mogla 
wiedziec ze wzgledu na swoje bezpieczenstwo, ale czesc 
jego zycia zwiazana z nia musiala byc wolna od 
klamstwa. 
Nie chcial jej przeszkadzac, wiec milczal. Sam przed 
soba przyznawal, ze nie wie, czy jego troska o Brert 
wynika z 'wyrzutów sumienia, czy z porywów serca. 
- Ciemnosc ... - Przesunela palcami ku skroni. ~ Pamietam 
tylko ciemnosc. - Podniosla glowe i popatrzyla 
na niego. - Ciemnosc i ciebie. 
Jamie nie odzywal sie. Pozwolil, by przyjrzala mu sie 
dokladnie. Próbowala poukladac mysli i odgadnac, jaka 
role pelnil w tym, o czypl nie pamietala. 
- Nazywasz sie Jamie. To wszystko, co wiem. Powiedziales 
to, gdy ... '- przeblysk pamieci pojawil sie 
i zniknal. 
- Kiedy ci to mówilem, Brert? Pamietasz? - Jamie 
wiedzial, ze przypomnienie tylko jednej rzeczy pociagnie 
za soba nastepne. 
- Pamietam lotnisko i swoje mieszkanie. Reszta to 
mieszanina swiatla i ciemnosci. Oczywiscie, poza toba. 
- Brert z niechecia potrzasnela glowa. 
- Swiatlo. - Pochylil sie w jej strone. Nie wiedzial, 
czy tak naprawde chce, zeby sobie przypomniala swiatla, 
które ja scigaly. - Czy wiesz, co ono znaczy? 
Brert podlozyla rece pod glowe i patrzyla na biala 
posciel. Na jej twarzy malowal sie wyraz zaskoczenia. 
Pod powloka spokoju kryla sie rozpacz. Próbowala sobie 
cos przypomniec, ale nie potrafila. Na krawedzi swiadomosci 
pojawialy sie jakies obrazy, przeblyski, które po 
-chwili stawaly sie nicoscia. Nie pamietala tamtej nocy, 
a przeciez to wtedy ucierpiala. 
Co sie jej przytrafilo? Co z nia zrobiono? Czula tylko 

36 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

37 

zelazny ucisk, który .miazdzyl jej czaszke, i tepy ból 
w calym ciele. 

background image

- Nie pamietam! ~ W jej glQsie pQjawil sie strach. 
- BQze!Ja nic nie pamietam! PQmózmi, prosze! - pQdniQsla 
przerazQne QCZYna Jamie'egQ~ ~ Stracilam pamiec. 
Jamie caly czas myslal Qtym, ze strach i ból kQjarza sie 
dla .niej z jego. QSQba.Tak sie dzialo., Qdkad p@.jawilsie 
w jej zyciu. PQdszedl do.' niej i przytulil ja mQcnQ do. 
siebie. Bardzo. chcial,' zeby sie wreszcie uspQkQila. 
- Cicho.. Nie mysl' juz 

tym. To. .wszystkQ minie. 

Teraz QdpQcznij. 
_ .- Nie! - Brett Qdepchnela go..- Musze to.zrozumiec! 
- Nagly ruch WYWQlalból. Nie doceniala sily zelaznej 
obreczy Qtaczajacej jej glQwe. Przygryzla warge. Wiedziala, 
ze musi jakQs wytrzymac. - Musze wszystko. 
wiedziec. 
,Jamie znQWUpróbQwal ja przytulic. 
- Brett.. 
- Nie! - Odsunela go..-·Nie dQtykaj mnie i nie próbuj 
sie wykrecic. PQwiedz mi; co.sie stalo! PQwiedz! - USPQkQila 
sie po. chwili. Ale nagle zdala sQbie sprawe, ze jest 
ranek. ZnQwu pQwrócil strach. - PQwiedz mi, jaki dzisiaj 
jest dzien? 
,- ~iedziela :- QdpQwiedzial spQkQjnie. - DQpierQ 
niedziela. 
, - Niedziela - pQwtórzyla Brett, Qpadajac na pQduszki. 
Westchnela i przymknela QCzy. _ 
Chwala BQgu, ze tQdQpierQ niedziela. Bala sie, ze 
trwalo. to' dluzej, a przeciez szkoda jej bylo. kazdej ,chwili 
zycia. 
, - WcZQrajbyla sQbQta- mówila do.siebie jak dziecko., 
.które rozwiazuje trudne zadanie. - Pamietam SQbQte. 

l?amietam, ze przylecialam da Atlanty. LQtniska 

i

przerazonego 

mezczyzne, który gdzies biegl i mnie przewrócil 
-przerwala i sPQjrzala na Jamie'ega.- Ty mnie pódniasles 
i pQdales teczke. To. nie byla mQja teczka. 
Ostatnie slawa byly na pól pytaniem, na pól stwierdzeniem; 
ba abraz, datad wyrazny, znawu zaczal sie zacierac. 
- Dastalas cudza teczke. - Chcial ja przeprosic 
i wyjasnic wszystfa, ale nie mógl tego.zrobic. Mógl tylko. 
przyznac sie da jednego.. - Ja' ci ja dalem. 
- Wygladala tak sama jak mQja. Zarientawalam sie 
dapiera wtedy, gdy ja atwarzylam. - Brett westchnela. 
- Nie wiem, dlaczego. akurat to. pamietam, kiedy inne 
rzeczy wciaz pazQstaja za mgla. 

- Co.

w niej byla? - Jamie musial 

a ta 

spytac, ale staral 

sie zrabic ta jak najlag0dniej. 
- Nie wiem. Wszystka datad widzialam wyraznie, 
a teraz niczego. nie pamietam. - Na jej twarzy malawala 
sie bezradnasc. - 

Co. 

sie ze mna stala? 

Jamie 

znawu 

pragnal chwycic ja w ramiQna, ale 

przysUl)al sie tylko. blizej, akrywajac ja kaldra, która ich 
rozdzielala. 
- M;ialaswypadek. Daznalas wstrzasu. Bardzo czesto. 
ludzie w takiej sytuacji traca pamiec. 
- Wypadek? Na latnisku? Czyzbym zapQmniala 

czyms waznym? 

background image

- Nie. - Niemal czytal w jej myslach. i czul, jak 
wzbiera w niej strach. - Nie na lQtnisku. Przed twQim 

damem. 

Brett padniasla sie pQwali i usiadla. Przygladala mu 
sie badawczo.. 
- Co. to. bylQ? 
Jamie zawahal sie. Jak moze jej pawiedziec, ze ktas 

38 

DLON ANIOLA DLON AN!bLA 

39

próbowal ja zabic i ze moze jeszcze raz spróbowac? Jak 
wytlumaczyc jej swój w tYmudzial, by go nie znienawidzila? 
Obserwowala, jak na jego twarzy pojawilo sie poczucie 
winy i watpliwosci, a jednoczesnie czula, ze 
wierzy mu bez zastrzezen. 

chwili gdy otworzyla oczy 

i ujrzala go przy swoim lózku, poczula sie bezpieczna. 
A moze nie powinna? _• _ 
- Do diabla! Powiedz mi, Jamie, co mi sie przytrafilo 
i co ty masz z tym wspólnego? - Byla zdenerwowana. 
Ktos odebral jej mozliwosc panowania nad wlasnym 
zyciem. Chci'ala wiedziec -dlaczego. 
Jamie rozumial to. -Brett miala prawo zloscic sie 
i powinna ZNacodpowiedz. Ale ile mógl jej powiedziec, 
nie zwiekszajac zagrozenia i nie wspominajac o Organizacji? 
- Nie wiem, co ci powiedziec. 
- Nie mów nic, Jamie - uslyszal znajomy glos. - Ja 
Wyjasnie pani wszystko. - . 
Brett ujrzala w drzwiach poteznego mezczyzne. 
- Kim pan jest? 
- Nazywam sie Simon McKinzie. - Mial twarz jak 
wykuta z granitu. Podszedl do lózka i wskazal na dwóch 
mezczyzn, którzy mu towarzyszyli. - To jest-doktor 
- Erlinger, a to doktor Cohen. Opiekowali sie pania przez 
cala noc. 
- Dlaczego? - Brett przelotnie popatrzyla na lekarzy. 
Podziekuje im, gdy bedzie wszystko wiedziala. Teraz 
zwrócila' sie do tego, który wydawal sie byc szefem: 
- Oczekuje wyjasnien. Natychmiast. . 
- Otrzyma je pani. - Simon popatrzyl na lekarzy. 
- Panowie, wszyscy widzimy, ze pani Sumner odzyskala 
sily. Czy mozemy odlozyc badanie az do chwili, gdy 
odpowiem na wszystkie jej pytania? 
Doktor Cbhen próbowal protestowac, ale Simon uciszyl 
go ruchem reki. 
- Obiecuje, ze nie potrwa to dluzej niz pietnascie 
minut i wiecej nie bede juz chorej przeszkadzal. 
- Dobrze - powiedzial jeden z nich. - Ale daje panu 
tylko pietnascie minut. - Zrobil to z wyrazna niechecia, ( 
gdyz w ten sposób nastapilo zaklócenie ustaloneg9 
porzadku. 
Simon zamknal za nimi drzwi tak szybko, ze prawie 

• 

przycial nimi fartuch doktora Erlingera. 
- Teraz ... - zwrócil sie do Brett. - Chce pani wiedziec, 
co sie stalo i dlaczego. - Skinal glowa w strone Jamie'ego. 
- I chce pani wiedziec, kim, u-licha, jestesmy. - 
- Moze w odwrotnej kolejnosci. - Brett wyprostowala 
sie na lózku. Uspokoil ja widok lekarzy. Byla teraz 
pewna, ze jest w prawdziwym szpitalu. Jamie i ten drugi 

background image

mezczyzna wciaz ja niepokoili. 
Simon podszedl blizej do lózka. Popatrzyl na zmeczona 
twarz Jamie'egoi domyslil sie, ze nie spal tej nocy. 
- Dodatkowe zajecia? 
- Czasami. 
- Masz kompleks meczennika? 
- Nie, szefie - w glosie Jamie' ego brzmial szacunek. 
- Splacam dlugi. 
Simon popatrzyl na mlodego czlowieka, którego kochal 
jak syna. Sumienie wprawdzie nie przeszkadzalo 

pracy agenta, ale stanowilo dodatkowy ciezar. Szybko 

przeniósl wzrok z Jamie'ego na Brett. Zadal jej pytanie 
i odetchnal z ulga, gdy potwierdzily sie informacje 
lekarzy, -ze nie pamieta, dlaczego jest 

Grayson. 

40 

DLON ANIOLA 

DLON ANIOLA 

41 

- Powiedzialem juz, ze nazywam' sie Simon McKinzie. 

Nie mówilemjeszcze, ze pracuje dla rzadu. 

I

mimo ze 

Jamie gotów jest wszystko wziac na siebie, ja jestem 
odpowiedzialny za pani pobyt tutaj. 
Co robimy i dla kogo w rzadzie, nie jest teraz wazne. 
Najwazniejsze, by pani uwierzyla, ze tak jest naprawde. 
Brett sluchala w milczeniu. 
- Mysle, ze zna pani gubernatora. - Bylo to raczej 
stwierdzenie niz pytanie. 
Jamie wiedzial, ze od chwili gdy odkryto, kim jest 
Brett, Simon postaral sie dowiedziec o niej wszystkiego. 
Poczawszy od tego, w czym sypia, po posilek, jaki jadla 
w samolocie. Jesli zapYtalja o znajomosc z gubernatorem 
Georgii, to na pewno sprawdzil, ze go znala. 
Brett byla zaskoczona, ze ktos o tym wie. 
- Poznalismy sie kilka lat temu - powiedziala, obawiajac 
sie, ·ze ktos zechce ingerowac w jej prywatne 
zycie. 
- Czy zna pani jego glos? - Simon podal jej aparat 
telefoniczny. 
- Tak. 
- 'Przez telefon potrafi go pani rozpoznac? 
- Tak. Rozmawialismy przez telefon wiele razy. 
Rozpoznam go. 
- Czyli bedzie pani wiedziala, ze nie jest to oszustwo. 
Mozecie rozmawiac o rzeczach, o których my nie mamy 
pOJecIa. 
Brett przyznala mu racje, ale nie rozumiala, jakiemu 

celowi ma sluzyc to dziwne przesluchanie. 

- I

ufa mu pani? - zapytal Sim()n. 

- Byl przyjacielem mojego meza. - Zorientowala sie, 
ze nie odpowiedziala na pytanie. - Tak. Ufam m? 
- To dobrze. - Simon wykrecil numer. 
Brett, zaskoczona sposobem bycia Simona, popatrzyla 
na Jamie'ego, jakby szukajac wyjasnien. Jego szef byl 
spokojny i pewny siebie. Wygladalo na to, ze wie, co robi. 
. Patrzac na niego, mialo sie wrazenie, ze nic wlasciwie sie 
nie stalo. 
Ale wystarczylo, ze poruszyla sie na poslaniu, by ból 
przypomnial jej, ze jednak cos sie wydarzylo. 

background image

Nie mogac sobie z tym wszystkim poradzic, pragnela 
znalezc kogos, kto stanowilby dla niej oparcie w tym, co 
przezywala. W ciagu ostatnich ponurych godzin tylko 
Jamie byl kims, na kogo mogla liczyc. 
Czujac na sobie jej spojrzenie, Jamie odwrócil sie 
i usmiechnal 'sie do niej. Byl zaskoczony, choc nie 
okazywal tego, bo Simon, który zawsze strzegl tajemnicy 
Organizacji, mówil Brett wiecej niz komukolwiek dotychczas. 

Jamie bal sie. Kazda ujawniona tajemnica 

zwiekszala zagrazajace dziewczynie niebezpieczenstwo. 
. Gdy spojrzal na Brett, wjego oczach pojawil sie niepokój. 
Simon mówil cos, ale oni go nie sluchali. Powrócil 
nastrój, który zapanowal miedzy nimi na lotnisku, gdy 
dzielaca ich przestrzen naladowana byla tysiacem nie 
wypowiedzianych sló\y i uczuc. 
Jamie pierwszy ochlonal. Musial wiedziec, co zamierza 
Simon. 
Brett wciagnela gleboko powietrze i zorientowala sie, 
ze w mysli powtarza tylko jedno slowo: Jamie. Zdawala 
sobie sprawe, ze w tym mezczyznie dostrzega znajomego, 
ze na pewno juz go kiedys widziala. Miala nawet 
wrazenie, ze cos sobie przypomina. Musiala juz slyszec to 
imie, wielokrotnie powtarzane wsród burzy oklasków. 
Ubrany wieczorowo Jamie stal w blasku swiatla, usmie42 

oLON ANIOl,A oLON ANIOLA 

43 

chajac sie radosnie:. Wydawalo jej sie, ze slyszy smiech 
Carsona. 
- Gubernator-chce z pania rozmawiac. 
Brett nie mogla oderwac oczu od Jamie'ego, nie 
chciala slyszec glosu Simona, bo intensywnie szukala 
w pamieci te

g? 

miejsca i chwili, gdy Carson byl z nia. 

- Prosze pani. 
Brett drgnela i popatrzyla na Simona. 
- Gubernator - powtórzyl Simon z niezwykla dla 
siebie cierpliwoscia. 
- Tak. Rzeczywiscie. - Wziela sluchawke do reki. 
I wlasnie wtedy przypomniala sobie, gdzie i kiedy 
widziala Jamie'ego McLachlana. 
To nie dzieje sie naprawde, pomyslala Brett. Przypomniala 
sobie, ze odmówila przyjecia srodków przeciwbólowych, 
wiec ostroznie wyprostowala nogi,. by ulzyc 
nieco pokaleczonej skórze. Jakze chciala wydostac sie 
z lózka i pospacerowac po pokoju. Jedynie skromnosc 
powstrzymyWala ja od tego, bo szpitalna koszula nie 
zakrywala nawet posladków. Zacisnela zeby, by nie 
krzywic sie z bólu, i popatrzyla najpierw na Simona, 
a potem na Jamie'ego~ 
Rozmowa, która miala trwac pietnascie minut, ciagnela 
sie przez godzine. W tym czasie lekarze zostali 
dopuszczeni do niej i zbadali ja·  bardzo' dokladnie. 
Stwierdzili, ze Brett czuje sie dobrze, a ona zdecydowala, 
ze nie wezmie srodka przeciwbólowego. Miala po prostu 
szczescie, nie liczac stluczen, siniaków i Cilrobnychskaleczen 
.. 
Co prawda, nie czula sie zbyt szczesliwa ani spokojna. 
Rozmowa z gubernatorem potwierdzila jej podejrzenia, 

background image

ale zaskoczylo ja to, ze Organizacja, która kierowal 
Simon, nalezala do najbardziej tajnych i elitarnych. 
- Takie rzeczy nie przytrafiaja sie zwyklym ludziom 
- powtarzala z uporem. 
- Ma pani racje. - Simon nie mial watpliwosci, ze 
Brett nalezy do grona niezwyklych osób, .ale nie wspomnial 
o tym. Wyprostowal sie na krzesle, które zaskrzypialo 
pod j ego ciezarem. - Ale to nie zmienia faktu, 
ze jednak pania to spotkalo .. 
- Zajmuje sie swoimi sprawami. Robie zdjecia, pisze 
reportaze. StaraIll sie byc bezstronnym obserwatorem 
i kronikarzem naszych czasów. Wracam do domu na 
krótki odpoczynek. Oczekuje spokoju i odprezenia. Po 
wielu dniach spedZonych w kraju, gdzie rzadzi wojsko,. 
tesknie do swobody poruszania sie. I co? Jakas przypadkowa 
afera. A potem wy obaj proponujecie mi ... Za-, 
braniacie mi wracac do domu. 
. - Brett - Jamie przerwal ten monolog. - Widzialem 
twoje prace. Jestes dobra. Twoje zdjecia i reportaze nie sa 
robione przez zimnego obserwatora i widac w nich 
wyraznie, jak bardzo sie w to wszystko. angazujesz. 
Przykro nam, ze musimy cie o to prosic. 
- Prosic! - Moze w innej sytuacji Brett zwrócilaby 
uwage na komplementy, które jej powiedzial. Ale nie 
dzisiaj. Nie. teraz, gdy jej zycie potoczylo sie zupelnie 
inaczej, niz sobie tego zyczyla. 
- No, dobrze - powiedzial'Jamie. - Przykro, nam, ale 
musimy.nalegac. Wiem, ze trudno nagle odlozyc wszystko 
nabok. Aleporajestraczej sprzyjajaca. Nie masz w tej ~hwili 
zadnej pilnej roboty, nie masz równiez bliskiej rodziny. I,jak 
sama powiedzialas, dzieci Carsona Sumnera nie beda sie 
zamartwiac, jesli nie zobacza cie przez jakis czas. 

44 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

45 

- To prawda. 
- Zgodzisz sie wiec zostac w Graysoh? Pozwolisz 
lekarzom zajac sie twoimi obrazeniami? - Jamie natychmiast 
wykorzystal jej slowa. 
Brett patrzyla to na Jamie'ego, to na Simona, który 
zamilkl i tylko przysluchiwal sie, jak Jamie próbuje 
przekonac dziewczyne. 
- Nie mam zadnych powaznych obrazen - oswiadczyla 
Brett - to tylko drobne skaleczenia i stluczenia. 
- Glebokie stluczenia, które moga ulec zwapnieniu 
i uszkodzic tkanke miesniowa. - Jamie wpatrywal sie 
w nia z niewinnym wyrazem twarzy. - Nie widzialem, 
w jakim stanie sa twoje nogi, ale nietrudno sobie 
wyobrazic, jaka bylaby szkoda, gdyby ich wspaniala 
linia zostala zaklócona na skutek zaniku miesni, a ich 
wlascicielka kulalaby, zamiast poruszac sie z wdziekiem. 
- Kalectwo ·na skutek stluczen? Czy ty przypadkiem 
nie przesadzasz? - Brett popatrzyla na niego spod 
opuszczonych rzes. 
- Alez nie martw sie, lekarze cie wylecza· 
- Wcale sie nie martwie, a przynajmniej nie o to, ze 
zostane kaleka· 
- A o co? 

background image

- Chce znac prawde. To znaczy prawdziwy powód, 
dla którego powinnam tu zostac. 
Jamie popatrzyl na Simona, który wzruszyl ramionami, 
nie chcac sie wtracac. Zauwazyl nic porozumienia 
laczaca tych dwoje. Jamie musi ja przekonac, zeby 
zostala w szpitalu. 
- A co jest prawda? Jak uwazasz? 
- Ja mam o tym wiedziec? Zartujesz chyba. 
- Nie, Brett. Gdy chodzi o moje sumienie, nigdy nie 
zartuje. Wytlumacz mi, prosze. 
Poruszyl glowa i promienie slonca oswietlily jego 
twarz. Oczyma wyobrazni zobaczyla Jamie'ego McLachlana 
klaniajacego sie na scenie, gdy wokól grzmiala 
burza oklasków. Otaczaly ja ramiona Carsona, slyszala 
jego slowa wychwalajace mlodego wirtuoza. Tak sie 
zamyslila, ze niemal zapomniala o przyczynie swojego 
gnIewu. 
- Prawda, Brett - nalegal Jamie. - Jaka jest, wedlug 
ciebie, prawda? - Nie mógl jej wiele powiedzie'c, ale 
chcial IJslyszec, co mysli, i powiedziec jej, czy ma racje, 

czy me. 

Jamie wpatrywal sie w nia z zachwytem. Mial ochote 
wziac ja w ramiona i calowac az do utraty tchu. Jak, 
u licha, moze przekonac ja, by pozwolila mu sie ochraniac, 

jesli tak bardzo jej pragnie? 

- I

wlasnie taka jest prawda. Nie sadze, zeby byl to 

mój pomysl... . . 
Brett cos mówila, a on nie sluchal. 
- Przepraszam, ale o czym ty mówisz? 
- Pani Sumner wyjasnila nam; co, jej zdaniem, jest 
prawda - powiedzial spokojnie Simon, rozbawiony, ale 
i zniecierpliwiony roztargnieniem Jamie'ego. - Bardzo 
dobrze to zrobila, prawda? Czy moglaby to pani powtórzyc? 
W kilku slowach? . 
Brett nie wiedziala, kiedy Jamie przestal sluchac, i nie 
znala przyczyny jego zachowania, ale starala sie nie 
okazywac rozdraznienia. Grzecznie spelnila prosbe Simona 
i powtórzyla to, co, wedlug niej, bylo najwazniejsze. 
- Zostane w Grayson z dwóch powodów: ze wzgledu 

46 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

47 

na leczenie i bezpieczenstwo, do czasu az znajdziecie 
skradziona teczke, lub przypomne sobie, co w niej bylo. 
W ciagu ostatniej godziny przypomnieli jej wiele 
faktów. Poznala nazwisko Mendozy, wiedzialajuz teraz, 
ze w teczce byly wazne dokumenty. Znajac siebie, nie 
miala watpliwosci, ze je przeczytala. Nie pamietala 
jednak nic, zadnych nazwisk. Nie pamietala tez samochodu, 
który ja uderzyl, ani dokad wtedy jechala z papierami 
Mendozy. 
- Moze sie zdarzyc - mówil Jamie - ze przypomnisz 
cos sobie nagle. 
- Albo nigdy. A jesli sobie nie przypomne, to bede 
musiala siejuz zawsze ukrywac? 
- Tego nie mówiljsmy. - Jamie podszedl blizej do 
lózka. Przygladal sie Brett uwaznie. Na jej twarzy 
malowalo sie zmeczenie. Pewnie bolala ja glowa. Ujal ja 

background image

za reke i ucieszyl sie, ze jej nie cofnela. - Prosimy tylko 
o pomoc. 
- My! Przeciez ty jestes pianista. Dlaczego angazujesz 
sie w takie sprawy? 
- To dluga historia. Posluchaj mnie, prosze. Nie 
mozemy pozwolic, zebys znowu znalazla sie w niebezpieczenstwie. 
Ci ludzie nie sa pewni, co widzialas i co 
wiesz. Ale uwierz mi, nie beda sie nad tym zastanawiac. 
Po prostu usuna cie. A ja nie moge na to pozwolic. 
- A o co wam w koncu chodzi? - spytal Simon. - Nie 
ma zadnego problemu. Jamie wypelnil swoje zadanie. Ty, 
Brett, musisz wywolac zdjecia i napisac artykul. Zostalas 
poturbowana i potrzebujesz odpoczynku. Po paru dniach 
pobytu tutaj, w klinice, pojedziecie na cicha wyspe 
u wybrzezy Poludniowej Karoliny. 
- Wyspa? - Brett gwaltownie odwrócila ku niemu 
glowe. - Nie ma mowy o zadnej wyspie. 
- To piekne i bezpieczne miejsce. - Simon udal, ze nie 
slyszy jej slów. - Dobre miejsce na wypoczynek i na prace. 
Bedziecie tam czuli sie swobodnie. Dom ocieniony 
drzewami. W powietrzu zapach morza, a nie szpitala. 
I bedziecie tam naprawde bezpieczni. Czego wiecej mozna 
chciec? 
- Pobytu w domu. 
Jamie zaklal po cichu i odsunal sie. 
- Brett, posluchaj, nie masz wyboru. 
- Nie mam? - Brett czula, ze w jej glosie brzmi 
zawód. Przygryzla mocno warge. Powoli odzyskiwala 
~pokój i równowage. - Jesli nie mam wyboru, to po co ta 
rozmowa? 
- Chcielismy, zebys poznala nasze plany i zgodzila 
sie wyjechac dobrowolnie - wyjasnil jej Jamie. 
- Ajesli sie nie zgodze, to co wtedy zrobicie? - Gniew 
znowu zaczal w niej narastac. - Porwiecie mnie? 
- To sie oficjalnie nazywa: byc pod ochrona - Jamie 
przesunal dlonia po wlosach, a Brett w tym ruchu 
dostrzegla i zmeczenie, i rozpacz. 
Jej gniew zlagodnial. Pomyslala o tych dlugich godzinach, 
jakie spedzil przy jej lózku, pilnujac jej i martwiac 
sie o nia, a nie o siebie, o dowody, czy o cala sprawe . 
. O nia, obca kobiete, która znalazla sie przypadkiem 
w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie. 
Teraz proponowali jej schronienie i opieke. Szczerze 
powiedzieli, co jej zagraza. Czy powinna z nimi walczyc, 
sprzeciwiac sie im tylko dlatego, aby postawic na swoim? 
To nie bylo w jej stylu. I nie mialo sensu. 
- Dobrze - powiedziala, patrzac na Jamie' ego i Simo

48 

DLON ANIOLA 

na. - Do tej pory mówilam glupstwa, nie zwracajac uwagi 
na to, cojest wazne. Wiem, ze zabrzmi to niewiarygodnie, 
ale jestem rozsadna i nie dzialam pochopnie. - Jej wzrok 
przesunal sie od Jamie'ego do Simona. - Mam juz dosc 
tego szpitala. Kiedy jedziemy? 
Simon rozesmial sie. Wyraz ulgi, jaki pojawil sie na 
twarzy Jamie'ego,byl dla Brett nagroda. 

ROZDZIAL CZWARTY 

Plyneli jachtem. Jako malzenstwo, które zaprosilo 

background image

swoich wspólników na poklad. Ktos, kogo to interesowalo, 
mógl sprawdzic, ze nazywali sie Roger i Joan 
Hamiltonowie, a ich jacht byl zarejestrowany pod nazwa 
"Ksiezycowy Tancerz". 
Pochodzili ze wschodniego wybrzeza Pólnocnej Karoliny. 
Nie ukrywali sie. Nie mieli do tego zadnych powodów. 
Jedynie przelot na wybrzeZe zostal zakamuflowany. Taki 
byl plan Simona. _ 
Po tygodniu spedzonym w Grayson Brett spodziewala 
sie, ze podróz jachtem da jej troche radosci. Pogoda byla 
wspaniala, a slonce mialo lepszy wplyw na jej skóre niz 
jakiekolwiek leki przepisywane przez doktorów Erlingera 
i Cohena. 
Byla to bajkowa podróz na piekna wyspe pod opieka 
sympatycznych i, nie narzucajacych sie strazników. 
Kiedy stala przy relingu, sluchajac plusku wody 
uderzajacej o burte jachtu, zastanawiala sie, dlaczego jest 
jej tak smutno. 
- Juz niedlugo ... 

o - 

Slucham? - Popatrzyla na mezczyzne, który do niej 

podszedl. 
- Juz niedlugo bedziemy na wyspie. - Jeb Tanner 

50 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

51 

oparl sie o reling. Na czas podrózy przybral nazwisko 
Rogera Hamiltona. Jak kameleon upodabniajacy sie do 
otoczenia, Jeb stal sie zupelnie innym czlowiekiem. Mial 
wasy. Rozjasnione, jakby pod wplywem slonca, wlosy. 
Wygladal wspaniale - opalony, szarooki, dobrze zbudowany, 
uroczy mezczyzna; po prostu czlowiek sukcesu 
w kazdym calu. Taki, który co prawda ciezko pracuje, ale 
umie tez wypoczywac. 
Nawet Brett stwierdzila, ze w niczym nie przypominal 
tego chlodnego zawodowca, który pilnowal jej w Grayson. 
Ciekawe, ile twarzy mial Jamie McLachlan? 
Ktos otoczyl ja ramieniem i Brett wrócila do rzeczywistosci. 
Wszystko to przypominalo jej teatr. Czlonkowie 
Organizacji odgrywali swoje role po mistrzowsku. Jeb byl 
wzorowym mezem, a Matthew Sky i Mitch Ryan biznesmenami 
i zapalonymi wedkarzami. Jednoczesnie kazdy 
z nich byl pelen szacunku i galanterii w stosunku do niej. 
Stopniowo zaprzyjazniali sie. . 
- Hej! A co to jest? - Jeb dotknal kacika jej zacisnietych 
usL - A gdzie usmiech, który zawsze powinien 
goscic na tej pieknej twarzy? 
- Czy myslisz, ze potrzebuje pocieszenia? - spytala 
Brett. 
- Wygladasz na kogos, kto nie umie sobie poradzic 
z niewesolymi myslami. - Jeb cofnal ramie i oparl sie 
plecami o reling. - Nielatwo jest oddac swoje zycie 
i przyszlosc w rece obcych, nie znanych ci blizej ludzi. 
Rozumiem, ze drecza cie watpliwosci. 
- Nie tyle watpliwosci, co fakt, ze o wielu rzeczach 

me Wiem. 

Nie rozumiala, kim naprawde byli ci mezczyzni ijakie 
zadanie pelnila ich Organizacja. Nie wiedziala, co staló 

background image

sie z Jamie'em. Przez tydzien byl czescia jej zycia. Kiedy 
starala sie przypomniec sobie, co sie z nia dzialo, byl dla 
niej oparciem. Az pewnego dnia zniknal. 
Brett nie mogla zrozumiec, czemu ji! to tak bardzo 
obchodzi. 
- Powiedz mi, o co chodzi - poprosil ja Je9. - Moze 
bede mógl ci pomóc. 
W ostatnim momencie powstrzymala sie. Nie chciala 
mu mówic o chaosie, jaki panowal w jej myslach. 
- Nie rozumiem, po co to wszystko. Czy to jest 
naprawde potrzebne? 
- Mocna strona Simona - zachichotal Jeb - jest to, ze 
postepuje wbrew oczekiwaniom. Nikt nie potrafi go 
przechytrzyc. To, co sie dzieje, jest wlasnie tego typowym 
przykladem. Kiedy sie zastanowisz, zro~umiesz, ze 
to aobry pomysl. Na wyspe mozna sie· dostac tylko lodzia 
lub helikopterem. Ten ostatni przyciagnalby uwage wszystkich, 
tak jak i lódz, która nagle pojawilaby sie znikad. 
- A czy "Ksiezycowy Tancerz" nie wzbudzi podejrzen? 
Wlasciwie to wszystko jest takie skomplikowane. 
- Brett patrzyla w strone ladu. Wybrzeze stawalo sie 
coraz bardziej plaskie. Na miejscu czerwonej gliny 
pojawil sie ciemny piasek. Mech porastal drzewa, nadajac 
im niesamowity wyglad. 
- Moze i skomplikowane, ale Simon ma swoje powody. 
- Jak dlugo go znasz? - Miala nadzieje, ze w ten 
sposób dowie sie czegos wiecej o ludziach, którzy 
calki.em zmienili jej zycie. Wiedziala, ze Organizacja 
zostala zalozona przez Simona i ze sam wybieral swoich 
wspólpracowników. 
52 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

53 

. Na pokladzie "Tancerza" czesto o niej slyszala. 
Czasami w zartach jej czlonkowie nazywali siebie aniolkami 
Simona. 
- Jak dlugo znam Simona? - Jeb westchnal. - Wlasciwie 
to nikt tak naprawde go nie zna. Wiemy o nim tylko 
tyle ile, sam chce nam ujawnic. Ale chcialbym odpowiedziec 
na twoje pytanie. Simon jest moim przyjacielem 
i kims naprawde bardzo waznym w moim zyciu od 
prawie pietnastu lat. 
- Jestescie tak niepodobni do siebie. Co was zblizylo? 
Kim byles, zanim go poznales? 
- To zadna tajemnica, przynajmniej jesli -chodzi 
o mnie. - Jeb wzruszyl ramionami. - Kim bylem? 
Kalifornijczykiem, który najbardziej na swiecie kocha 
wode, lodzie, surfing. Bylem chlopcem z plazy, który 
spedzal caly swój czas na zabawie, nawet podczas 
studiów. Zdarzyla -sie afera z narkotykami. Organizacja 

byla w to zaangazowana. Ja, cywil, zostalem przypadkowo 
wplatany w te sprawe poprzez nieodpowiednie 
znajomosci. Dzieki Simonowi zostalem uwolniony od 
podejrzen. Nie wiem, co we mnie dostrzegl, ale zaproponowal 
mi wspólprace. 
- Jest Szkotem - stwierdzila Brett. 
- Przede wszystkim jest Amerykaninem, ale jego 
przodkowie byli Szkotami. Matka przyjechala do Pólnocnej 

background image

Karoliny wprost ze Szkocji. Mieszkali w. odosobnieniu, 
w górach, i dlatego nabral szkockiego akcentu. 
Brett od razu rozpoznala to charakterystyczne wibrujace 
"r"i sposób bycia wlasciwy ludziom ze Starego Kraju: 
- Nazwales sie cywilem. 
- Tak, bo nie nalezalem do Organizacji. 
- No, oczywiscie - westchnela. Zdazyla juz sie 
zorientowac, ze czlonkowie Organizacji nazywali wszystkich, 
którzy do niej nie nalezeli, cywilami. - Nie 
powiedziales mi, co takiego Simon dostrzegl w tobie. 
Jaka miales wartosc dla Organizacji? 
- Tylko Simon to wie. - Jeb zdjal z lezaka koszule 

i zarzucil jej na ramiona. 

-Za 

duzo slonca - zwrócil jej 

uwage. - Szef upiecze mnie na wolnym ogniu, jesli nie 
dostarcze cie-na wyspe w doskonalej kondycji. 
- Znowu Simon - zamruczala Brett, czujac dotyk 
materialu na ramionach. - Zawsze jest taki troskliwy? 
- Tak - potwierdzil Jeb. 
- Nietuzinkowy czlowiek, który w innych odkrywa 
rzadkie cechy. 
- Chyba masz 

racje. 

Jeb domyslal sie, do czego 

zmierza Brett. Domyslal sie równiez, kto stanowi obiekt jej 
zainteresowania, ale poniewaz nic nie mówila na ten temat, 
nie chcial jej ponaglac. - Wszyscy mamy jakies specjalne 
zdolnosci. W moim przypadku sa one zwiazane z woda. 
Brett byla pewna, ze Jeb nie powiedzial jej wszystkiego 
():sobie, ale postanowila uszanowac jego decyzje. 
- Mattjest tropicielem sladów - Jeb skierowal teraz jej 
uwage na wyjatkowo przystojnego Matthew Skya, w którego 
zylach plynela mieszanina krwi indianskiej i francuskiej. 
- Pochodzi z plemienia Apaczów. Wybuchowa 
mieszanina dwóch kultur i bardzo tajemnicza postac. 
- Tropiciel sladów? Co za dziwny zawód? 
Jacht gwaltowni,e uniósl sie na fali i Jeb natychmiast 
chwycil Brett za ramie i przytrzymal mocno, zeby nie 
zrobila sobie krzywdy. 
.- Matt odczyta kazdy slad, nawet na betonie. 
Brett popatrzyla na niego z niedowierzaniem. 
- Nie przesadzam - usmiechnal sie Jeb. - Jest 

54 

DLON ANIOLA DLON. ANIOLA 

55 

fenomenalny, ma talent, wyjatkowa zdolnosc obserwacji 
i intuicje. 
Brett czula, ze nie dowie sie niczego wiecej ani o Jebie, 
ani o Matcie, wiec zainteresowala sie najmlods?ym z nich 
- Mitehem. 
- Jest on bardzo skomplikowana postacia. Byl mlododanym 
przestepca, klopotliwym dzieckiem nie rokujacym 
zadnej popraWy. Nikt nie rozumie go tak dobrze jak 
Simon. Jest szczery i lagodny ... 

o _ 

Szczery' i lagodny, ale tylko do okreslonej chwili? 

- przerwala mu,. 
. - Tak. Do chwili kiedy ktos niewinny zostanie skrzywdzony, 
a szczególnie dziecko. Wtedy wolalbym nie byc 
w skórze tego drania, który to zrobil. 
. - ,l to jest to, czego potrzebuje Organizacja? 
- Tak, Mitch majeszcze nieprawdopodobny talent do 

background image

urzadzen mechanicznych. Jesli gdzies istnieje jakas maszyna, 
której nie potrafi uruchomic, to znaczy, ze o niej 
nigdy nie slyszal. Jesli jest to samochód, wiadomo, ze 
dotychczas jeszcze takiego nie ukradl. - Rozesmial sie, 
widzac zdumione spojrzenie Brett. - Teraz jest juz 
porzadnym czlowiekiem, ale kiedys byl ulicznikiem. 
Popatrzyl na Mitcha rozmawiajacego z Matthew. 

- Teraz sie smieje - dodal - ale tylko ol).

i

Bóg, a moze 

takze Simon, wiedza; przez co przeszedl, zanim t~afil do' 
Organizacji. 
Brett zaczela sie zastanawiac, jak i dlaczego trafil do 
Organizacji 'Jamie. Siedzial przy lózku i pilnowal jej. 
Przynosil kwiaty i rózne drobiazgi, by urozmaicic nudne 
dni w Grayson House. Spacerowal z nia po szpitalnym 
parku. Rozmawiali, smiali· sie, ale Zawsze staral sie 
unikac rozmów o sobie. Poczula, ze za nim teskni. 
- 9n jest zupelnie inny - powiedzial Jeb, obserwujac 
ja spod oka. 
- Mówisz o McLachlanie. 
- Tak. O nim. 
- Czy to az tak rzuca sie w oczy? 
- To raczej ja jestem po prostu fachowcem. - Jeb 
przypomnial sobie, dlaczego Brett jest z nimi, i sprostowal. 
- Przyn~jmniej dobrym obserwatorem. 
- Obserwator i straznik. -W glosie dziewczyny 
pojawila sie gorycz. Nie powinna jej czuc. Przeciez 
wszyscy byli dla niej tacy dobrzy. Nawet jesli ponosili 
odpowiedzialnosc za to, co sie stalo, to przeciez zawdziecza 
im zycie. - Wszyscy jestescie wtymgobrzy, ale 
jest to po prostu czesc waszej pracy, prawda? 
Jeb wiedzial, ze ta ostatnia uwaga odnosi sie wylacznie 
do Jamie'ego.· 
- On cie nie porzucil, Brett. Wprost ;przeciwnie. 
Z.aangazow~l- sie w te sprawe bardziej niz trzepa. Mial 
tylko spotkac sie z Mendoza. Nie posluchal polecen 

Simona 

i

pojechal do twego mieszkap.ia. 

.- Gdyby tego nie zrobil. ... - Nie chciala nawet myslec 
o tyin, co moglo sie wówczas stac. 
- .Wszyscy o tym dobrze wierny., 
- Jesli jego zadanie bylo skonczone, to dlaczego byl 
ze mna w klinice? 
- Niepokój, troska. - Jeb wzruszyl ramionami. - I poczucie 
winy. 
- Jamie czul sie odpowiedzialny 'la to, ze zostalam 
zamieszana w cala te sprawe..::.zgQdzila sie z nim Brett. 
- Tak. Nasz Jamie rniew~ wyrzuty sumienia. To ta 
jego szkocka krew.- Jeb staral sie nasladowac akcent 
Jamie'ego i Brett usmiechnela sie. - Nie tylko nosi 

56 

Dl;ON 

ANIOLA 

DLON ANIOLA 

5'7 

s2';kockienaz.wisko.JJeSli chodzi o upór, to moze w tym 
wspólzawodniczyc jedynie z Simonem. 
- Ziemia na horyzoncie! - zawolal Mitch, usmiechajac 
sie szeroko. - Zawsze chcialem to powiedziec, odkad 
obejrz~lem pierwszy film o.piratach. 

background image

Matthew przygotowal sie do zmiany kursu. Za nimi, 
otoczona piana rozbryzgujacych sie o jasny piasek fal, 
lezala wyspa, zielona jak szmaragd na tle blekitnego 
morza. 
- Oto wyspa Patricka McCallvtna, prosze pani- powiedzial 
Mitch. 
- Przepiekna - wyszeptala Brett. - Ale wyglada na 
opustoszala· 
. - Bo jest pusta - potwier~il Jeb. - Niemal pusta 
- dodal po chwili. 
Napedzanewi~tremchmury zgromadzily sie na horyzoncie 
i zakryly wschodzacy,ksiezyc. Morze bylo spokojne, 
pograzone w niezwyklej ciszy, a noc zupelnie ciemna. 
Wmroku lsnily jedynie grzbiety fal. W ciemnosciach Brett 
nie mogla dostrzec ladu i zupelnie stracila orientacje. 
Gdy zapytala, dlaczego tak kiucza, Matthew powiedzial, 
ze chodzi o bezpieczenstwo. 
- Nie mozemy pozwolic, by ktos dostrzegl "Tancerza" 
plynacego w kierunku wyspy. 
-'- Kto móglby nas obserwowac? Kto móglby laczyc 
nas z tym, co wydarzylo sie w Atlancie? 
- Oni widza wszystko, prosze pani. - W ustach 
Mitcha ten. oficjalny ton brzmial nieco teatralnie. - Ale 
my równiez. 
Brett.umilkla, uspokojona jego slowami. Kiedy Mitch 
odszedl, zaczela znowu spacerowac po pokladzie. Ich 
jacht byl jedyna jednostka plywajaca w'tej czesci morza. 
Zadna lódz nie pojawila sie w poblizu, a Matthew wciaz 
uwaznie obserwowal okolice. 
Dzieki rozmowom z Jamie'em znala zasady dzialania 
Organizacji. Nigdy nie opierac sie na przypuszczeniach. 
Nigdy nie zdawac sie na los szczescia. Wierzyc tylko 
w to, co· sie samemu sprawdzilo. I dlatego Jeb, Mitch 
i Matthew zawsze mieli sie na bacznosci. 
Godziny mijaly. Teraz plyneli bezglosnie z wylaczonym 
silnikiem, niemal na oslep, bez swiatel. 
Po jakims czasie sciagnieto zagle. Kotwica opadla' 
z przytlumionym pluskiem. Nic nie zaklócalo czerni 
morza: wokól nich: ani swiatla odleglych statków, ani 
swiatla atolu, który lezal przed nimi jak spiacy olbrzym. 
Gdyby ktos ich obserwowal, zobaczylby tylko uspiony 
jacht, na którym Mitch pelnil wachte. 
Podczas rzucania kotwicy spuszczono na wode mala 
tratwe. Jeb podszedl do Matthew i polozyl mu reke na 
ramiemu. 
- Juz czas ---'- powiedzial szeptem. 
Brett westchnela cicho i podniosla sie. Siegnela po 
torbe; ale Jeb byl szybszy. ' 
- Sama sobie poradze - nalegala. 
~ Nie! - Dlon Jeba zacisnela sie na raczce torby. 
Mówil ciagle szeptem, ale wyraz jego twarzy byl stanowczy. 
- Poczekaj tutaj i nie ruszaj sie z miejsca; dopóki cie 
nie zawolam. 
Slowa sprzeciwu zamarly jej na ustach; Czlonkowie 
Organizacji byli tak przyzwyczajeni do rozkazywania, ze 
nie mieli pojecia o tym, jak arogancko sie' zachowywali. 

background image

Od czasu do czasu rzucali tylko jakies grzeczne slówko. 
- Smiesznie sie zachowuje, prawda? 

58 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

59 

- Nie, po prostu tak samo jak kazdy z was. Jamie 
zwracal sie do mnie równie rozkazujacym tonem. 
- Tesknisz za nim? 
- Za kim? 
- Za Jamie'em - odpowiedzial Jeb spokojnie. - Tesknisz 
za nim od chwili, gdy cie pozegnal w Grayson. 
- Mylisz sie. Dlaczego mialabym tesknic za kims, 
kogo prawie nie znam? 
- Masz racje. Dlaczego? - Jeb byl rozbawiony, ale 
z powazna mina poprowadzil ja do sznurow.ej drabinki 
wiszacej na burcie jachtu. - Zadam ci to samo pytanie za 
kilka tygodni. 
Podniosla glowe, usilujac zobaczyc jego twarz, ale 
zanim zdazyla cos powiedziec, polozyl jej palec na 
ustach. 
- Od tej chwili zadnych rozmów - ostrzegl. - Glos sie 
niesie po wodzie. - Poczekal, az Brett zacznie schodzic, 
a gdy zawahala sie na moment, ponaglil ja lagodnie. 
- Musimy sie spieszyc. Za pietnascie minut mamy 
umówione spotkanie na wyspie, a Matthew mówi, ze 
wiatr zaczyna rozpedzac chmury. 
Brett przylgnela do drabinki. Morze ujej stóp bylo tak 
czarne jak luka w jej pamieci. Znowu wrócil gniew, ze 
musi robic to, co kaza, ze nie pamieta wszystkiego i nie 
moze decydowac o swoim losie. Ale jednoczesnie rozumiala, 
ze ten kunsztowny plan mial na celu tylko jedno 
- jej bezpieczenstwo. Bedzie gosciem na tej wyspie. Nic 
nie mogla na to poradzic. Poddala sie wiec losowi 
i zeskoczyla na tratwe prosto w opiekuncze ramiona 
Matthew. Jeb zszedl za nia i natychmiast odbili od burty 
jachtu. Przyplyw im sprzyjal. 
Po chwili tratwa dotknela ziemi. Matthew zlozyl 
wiosla ..Gestem nakazal jej, by zostala na miejscu, a s~m 
zsunal sie do wody. 
Siegala mu do pasa. W tym samym momencie na 
brzegu pojawila sie jakas sylwetka, dotychczas kryjaca 
sie,w .cieniu lasu. 
- A ty myslalas, ze to Simon bedzie mial do mnie 
pretensje, jesli nie dostarcze cie bezpiecznie na wyspe 
- w glosie Jeba brzmialo rozbawienie. Zanim zdazyla cos 
powiedziec, Jeb równiez zsunal sie do wody, by pomóc 
koledze. Rzucili line w strone sylwetki stojacej na brzegu 
i wspólnie wyciagnel~ tratwe na plycizne. 
Po powitaniu jeden z mezczyzn ruszyl w strone tratwy. 
Brett nie zdazyla nawet zaprotestowac, gdy znalazla sie 
w czyichs silnych ramionach. 
- Witaj w Raju, Brett - uslyszala gleboki, znajomy glos. 
- Slucham? - powiedziala. 
- Powiedzialem: witaj, Brett. - Jamie McLachlan 
usmiechnal sie do niej. - Myslalem, ze juz tu nigdy nie 
dotrzesz. 
- Jamie?! -Slyszalajego glos, widzialajegotwarz, byla 
wjego ramionach, a nadal trudno jej bylo uwierzyc, ze tujest. 

background image

- A któz by inny? - Przytulil ja mocniej. - Trzymaj 
sie, a za chwile bedziemy w domu. 
NIe sluchajac jej protestów, wyniósl Brett na brzeg, 
a potem dalej przez las do drogi, która prowadzila do 
domu, gdzie mieli· zamieszkac. 
Dom zostal przeszukany, jej pokój równiez i Jeb 
z Matthewodeszli, zegnajac sie z nia serdecznie, chociaz 
Jeb nie mógl sie powstrzymac, by jej nie dokuczyc. 
- Kiedy sie znów spotkamy, zapytam cie, dlaczego 
powinnas tesknic za tym panem. . 

60 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

61 

Po ciasnej kajucie "Ksiezyc<:)wego Tancerza", bez 
kojacej obecnosci towarzyszy podrózy, dom Patricka 
wydawal sie zbyt duzy i niewygodny. Brett zdala sobie 
sprawe, ze znalazla sie w obcym domu z mezczyzna, 
którego prawie nie·znala. Próbowala sobie tlumaczyc, ze 
nieraz bywala w podobnej sytuacji podczas wyjazdów 
zwiazanych z jej praca zawodowa, i postanowila, ze 
zachowa spokój. ' 
- Zaczela rozgladac sie wokól. Pokój, w którym sie 
znajdowala, byl, jak i reszta domu, obszerny, ale urzadzony 
z prostota. . 
Ciemne i jasne drewno, trzcina, wiklina, kwiaty, 
bawelna, jedwab i brokat. Prawdziwa uczta dla wrazliwych 
estetów. 

Przesunela palcami po muszelkach zdobiacych krzeslo 

i

spojrzala na portret wiszacy nad kominkiem. Byl bardzo 

romantyczny. Rozmarzona kobieta otoczona oblokiem 
oswietlonej sloncem mgly. Lsniacejasne wlosy, pogodny 
usmiech, przejrzyste oczy. Brett ni~dy jeszcze nie widziala 
tak pieknej kobiety. " 
- To Jordana. 
Ten glos spowodowal, ze wrócila do rzeczywistosci. 
Popatrzyla na Jamie'ego, który siedzial naprzeciwko. 
Obserwowal ja od pewnego czasu. 
- Jordana - powtórzyla. - Piekne imie ma ta kobieta. 
Musi byc kims wyjatkowym. 

- Jest tak niezwykla jak jej ImIe 

rzeczywiscie 

wyjatkowa. 
- Ten dom nalezy do niej? 
- Patrick kupil te wyspe i zbudowal dom zaraz po 
slubie. 
Brett slyszala o tym znanym szkockim finansiscie. Byl 
bardzo bogaty. Ale dom jest swiadectwem jego milosci 
do zony, a nie bogactwa. 
- Pewnie bardzo ja kocha. 
Jamie milczal, zastanawiajac. sie, jak opisac Brett 
milosc, która Patrick darzy Jordane. 
- Tak - powiedzial w koncu. - Kocha ja nad zycie. 
- Musi byc bardzo szczesliwa, szczególnie kiedy 
patrzy na ten dom. - Brett podziwiala piekno, jakim 
Patrick otoczyl swoja zone. 
- Jordana nigdy go nie widziala. 
- Nigdy? - Brwi Brett uniosly sie w zdumieniu. 
- Ona jest niewidoma. 
Brett popatrzyla ponownie na portret. NiedOWIerzanie 

background image

zmienilo sie w zdumienie, potem w zal i wspólczucie. 
Zalowala mezczyzny, który stworzyl taki piekny dom 
w imie milosci i wspólczucia dla kobiety, która wie ojego 
milosci, ale nie jest w stanie zobaczyc jej dowodów. 
- Ma takie piekne oczy - powiedziala ze smutkiem. 
- Tak. Takie oczy nie powinny byc slepe, ale nie zmienia 
to faktu, ze Jordana nie widzi. Nie widzi od dziecka i nic na to 
nie mozna poradzic. Patrick poruszyl niebo i ziemie, zeby jej 
pomóc. - Jamie przesunal palcami po pokryciu krzesla. 
- Jordana lubi dotykac tych rzeczy. Lubi drewno, sukno, 
wiatr, który owiewa jej twarz, i promienie slonca na skórze. 
Po prostu wyobraza sobie rzeczy, których dotyka. Ani 
milosc, ani bogactwo Patricka nie mogly przywrócic 
Jordanie wzroku, wiec ofiarowaljej ten dom i samego siebie. 
Slyszac zal w jego, glosie Brett zastanawiala sie, czy 
Jamie tez nie jest zakochany w Jordanie. Poczula nagly 
skurcz serca i zapragnela, by temu zaprzeczyl. Czy moze 
byc zazdrosna o to, co Jamie czuje do innej kobiety? 
Przeciez pragnela tylko jego przyjazni. 

62 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

63 

. - Muzyka - uslyszala swoje slowa. - Jesli Jordana 
odbiera swiat innymi zmyslami niz wzrok, to z pewnoscia 
kocha twoja muzyke. 
- To prawda - zgodzil sie z nia Jamie. - Kocha kazda 
muzyke. 
Brett nie mogla oderwac wzroku od fortepianu, który 
stal na honorowym miejscu. W pokoju wypelnionym 
róznymi cudami przyciagal wzrok wszystkich. 
Jamie podszeol do fortepianu. Z oszklonej szafy obok 
wyjal gitare i uderzyl w rozstrojone struny. Usmiechnal 
sie ze smutkiem. 
- Jordana jest artystka. Kocha muzyke. Kazda muzyke. 
Gra na' gitarze. 
- I na fortepianie? 
- Ni€! - Jamie odlozyl instrument na miejsce. - Pewnie 
jestes zmeczona. Chyba nie masz ochoty rozmawiac 
teraz o muzyce. 
Dopiero w tym momencie Brett poczula, jak bardzo 
jest wyczerpana. Pobyt w Grayson, podróz, spotkanie 
z Jamie'em na wyspie, wszystko to zupelnie pozbawilo ja 
sil. 
- Masz racje. Jestem miprawde bardzo zmeczona: 
- Masz za soba trudne dni. - W jego glosie brzmiala 
troska. Troska o nia. 
Zaczela masowac sobie skronie czubkami palcóW. Po 
wydarzeniach na lotnisku i przed jej domem, a potem, 
podczas pobytu w Grayson, Jamie byl dla niej bardzo 
uprzejmy. Ale to byly tylko chwile. Brett nie byla 
przyzwyczajona do tego, by ktos onia dbal. Od tak wielu 
lat musiala sama sobie dawac rade z wszystkim, wiec nie 
bardzo wiedziala, jak sie ma teraz zachowac . 
. W jej oczach pojawily sie lzy .. Starala sie je powstrzymac. 
Wmawiala sobie, ze to ze'zmeczenia. Jednoczesnie 
byla zla na siebie, ze sie tak rozkleja. 
Jamie widzial smutek na jej bladej twarzy, blysk lez, 
które starala sie ukryc. 

background image

. - Wiem,Brett, ze zawsze dawalas sobie ze wszystkim 
rade. Ijestem pewny, ze poradzisz sobie i tym razem. Ale 
nie musisz robic tego sama. - Patrzyl na nia spokojnym ' 
wzrokiem, ale gdzies w glebi oczu pojawila sie czulosc. 
- Nie wtedy, gdy ja jestem z toba. 
Brett nie mogla nie zauwazyc jego troski. 
- Dlaczego tujestes, Jamie? Przeciez nie pracujeszjuz 
dla Organizacji. Powinienes rozpoczac nowe zycie. - Siedziala 
spieta na brzegu krzesla. - Nie musisz kierowac sie 
poczuciem winy i narazac na n~ebezpieczenstwo. 
Jamie podniósl sie z krzesla i ruszyl wjej kierunku. 
W czarnych obcislych dzinsach i koszuli podkreslajacej . 
szerokie ramiona zupelnie nie przypominal znanego 
, pianisty. Nie wygladal tez na aniola Btróza. 
Brett patrzyla na niego, zastanawiajac sie, co Jamie 
zamierza zrobic i co tez ona robi na bezludnej wyspie na 
Atlantyku z mezczyzna, którego prawie nie zna. 
Stanal obok niej. Górowal nad nia wzrostem, Brett 
zadrzala. Nie ze strachu. Byla to niezwykla reakcja, która 
spowodowala, ze serce jej zaczelo tluc sie w piersi jak, 
oszalale, a w ustach zrobilo sie sucho. Jamie byl bardzo 
przystojny. 
Nie byl piekny ani dystyngowany, lecz szorstki i gwaltowny, 
mial swój styl, który fascynowal wszystkich: ' 
i widzów, i przyjaciól. Przypominal .zarówno urzednika, 
jak i robotnika czy arty.$te. 
Ale, myslala pospiesznie, przeciez jest odporna na 
metczyzn, niezaleznie od tego, jak atrakcyjni mogli, sie 
64 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

65 

okazac. Zdobyla te pewnosc w ciagu ostatnich osmiu lat, 
osiagajac sukces w zawodzie okreslanym jako meski. Ta 
odpornosc byla w nim niezbedna. Przeniosla ja równiez 
na zycie prywatne. ~ 
Carson Sumner, o wiele starszy od niej, byl nie tylko jej 
mezem i nauczycielem. Byl takze inspiratorem i sedzia. 
Gdy umieral w jej ramionach, tracila jedyna milosc swej 
mlodosci. Jedyna milosc, jakiej kiedykolwiek pragnela. 
Potem strzegla swego serca. Nie mogla Wytlumaczyc, 
dlaczego czula, ze Jamie stanowi dla niej zagrozenie. 
Scisnela dlonmi porecze fotela i uwaznie przygladala 
sie jego twarzy. Ciemne oczy patrzyly na nia spokojnie. 

Widziala w nich wspólczucie i lagodnosc, za która kryla 
sie meska sila. Zaczela sie obawiac o to, co stanie sie z jej 
zyciem, które tak starannie zaplanowala. 
- Dlaczego, Jamie? - spytala ochryplym z napiecia 
glosem. - Dlaczego tu jestes? 
Usmiechnal sie do niej. Przez otwarte drzwi dochodzil 
szum fal. Jamie pochylil sie nad nia, ujal ja za rece 
i podniósl. Jej twarz znajdowala sie teraz na wprost 
twarzy wpatrujacego sie w nia mezczyzny. 
Widzial, jak jej szare oczy ciemnieja, dostrzegl szalejaca 
w nich walke uczuc. Chcial przytulic Brett i trzymac 
tak, dopóki dziewczyna sie nie uspokoi. Tyle chcial jej 
powiedziec i pokazac, ale choc byla dzielna, nie mógl 
dluzej jej meczyc. 
Zycie juz jej dostatecznie dokuczylo, nie chcial zbyt 

background image

pospiesznym dzialaniem przysporzyc jej klopotów. 
Zadowolil sie tym, ze trzyma ja za rece. Potem powoli 
poprowadzil dziewczyne na góre. W drzwiach jej pokoju 
osmielil sie pocalowac ja w reke ze staroswiecka galanteria 
·  
Brett wstrzymala oddech. Utonela spojrzeniem w jego 
oczach. - 
- Nie powiedziales mi, dlaczego tu jestes - spytala 
drzacym glosem. 
~ Bo ty tu jestes - wyszeptal, jakby nie chcial, by ktos 
poznal jego tajemnice. Usmiechnal sie i Brett zamarla 
znowu. - Dobranoc, Brett. Spij dobrze. 
Drzwi do jego pokoju zamknely sie, zanim zdazyla 
wejsc do siebie. 

DLON ANIOLA 

6.7 

ROZDZIAL PIATY 

Jamie przedzieral sie wsród krzewów porastajacych 
sciezke wiodaca z plazy. Na tarasie stala Brett. Twarz 
miala uniesiona ku sloncu, wiatr rozwiewal jej wlosy. 
Jamie zauwazyl ja i zatrzymal sie w cieniu palm. Na 
'ramieniu mial wedke, z rak wypadla mu torba ze 
zlowionymi rybami. Brett wsunela rece we wlosy i smiala 
sie, gdy kosmyki wymykaly sie jej spod palców. Wy- 
. gladalabardzo ponetnie w koszuli nocnej, która dla niej 
wybral. Batyst i koronki podkreslaly linie jej nóg. Byla 
oszalamiajaca. 
Oddal sie calkowicie przyjemnosci patrzenia na nia od 
chwili, gdy znalazla sie w nowym swiecie, gdzie nie 
grozilo jej niebezpieczenstwo. Zacz~la powoli pokonywal 
narzucone sobie bariery. Zmiana nie bedzie szybka, 
ale dobrze wiedzial, jak dziala na ludzi Raj. Obserwowanie 
zachowania sie Brett bedzie na pewno fascynujacym 
zajeciem. Patrzyl na nia w zachwycie. Byla 
niewinna, kuszaca dziewczyna z jego marzen. 
Jego wlasne mysli zaskoczyly go. Podobala mu, sie 
od poczatku. Piekna kobieta pociaga kazdego ,mezczyzne. 
Ale nie' oddzielal wtedy pozadania od poczucia 
winy. A teraz nie chcial sie przed soba przyznac, 
ze pragnie tylko jej, i to uczucie bedzie trwac 
Wleczme. 
Pograzony w myslach, zrobil krok do przodu. 
- Jamie! - Brett przechylila sie przez barierke. Wlosy 
opadly jej na ramiona. 
- Dzien dobry. - Usmiechnal sie do niej. Biale zeby 
blysnely w opalonej twarzy. - Dobrze spalas? 
- Tak. - I powtórzyla ze zdziwieniem: - Naprawde 
dobrze spalam. 
- To dzieki wyspie. Tu nikt nie mysli o. swoich 
klopotach. 
Moze to wyspa, a moze slonce i szum fal; Brett 
uwierzyla Jamie'emu. Wspanialy poranek wymazal zjej 
pamieci klopoty, które napawaly ja lekiem jeszcze wczoraj. 
Popatrzyla na ogród, w którym rosly stokrotki, kaktusy 
i oleandry ciezkie od kwiatów. Starannie wypielegnowane 
sciezki wiodly wsród palm i krzewów ku morzu . 
Dowód milosci Patricka do Jordany. 
Teraz ona podziwiala to miejsce, bedac z Jamie'em. 

background image

- Raj - szeptala. - Tutaj swiat jest zupelnie inny. 
Trafna nazwe wybral Patrick. , 
Jamie mial chec wspiac sie po scianie tarasu, wziac 
Brett w ramiona i sprawic, by poczula sie jak w prawdziwym 
raju. Wkrótce to zrobi. Ale teraz musi ja 
ochraniac i uzbroic sie w cierpliwosc. 
- Nawet w raju ma sie' pragnienia, jesli jest sie 
zwyklym smiertelnikiem. 
Brett od osmiu lat zyla w celibacie. Ale pracujac wsród 
mezczyzn, nauczyla sie rozpoznawac pozadanie. Zauwazyla 
je w oczach Jamie'ego, ale nie spodziewala sie, ze 
powie o tym, co czuje. Spojrzala na niego zaskoczona. 
- Smiertelnikiem, kotku - Jamie zrobil smieszna 
mine, próbujac wybrnac z tej niezrecznej sytuacji - nie 
mezczyzna. Moze zjemy sniadanko? 

68. 

DLON ANIOLA DLÓN' ANIOLA 

69 

- Ryby?~. Udala, ze ~ic siellle stalo. 
- No cóz, jestem zapalonym wedkarzem: - Rozesmial 
sie. -No moze nie tak bardzo zapalonym. Faktycz~ie 
myslalem 

jakims bardziej konwencjonalnym posilku. 

- To dobrze, Kto podaje? ~ spytala ·rozbawiona. 
- .Ja, jak tylko· bedziesz gotowa . 
..,. Dobrze. - Brett odwródla sie. Dól koszuli zawirowal 
wokól jej dlugich nóg.- Ostrzegam cie! Umi€ram 
z glodu! 
Jamie odrzucil serwetke i oparl sie wygodnie. Siedzieli 
na tarasie przy kuchni. On mial na sobie wyplowiale 
dzinsy, w których lowil ryby. Zmienil tylk0 koszule. Brett 
wlozyla lilowe.luzn€ spodnie i bawelniana bluzke. 
Slonce rzucalo jasne plamy na· stól, a szelest lisci 
palmowych laczyl sie ,zszumem morza. W czasie 
sniadania Jamie zabawial, Brett opowiesciami o historii 
, wyspy, o piratach, skarbach i wielkich galeonach kraza~ 
cych wokól niej. Zasluchana, nie myslala o sytuacji, 

\II 

jakiej sie znalazla. , . 

- Czy wszystko jest tak, jak bys sobie tego zyczyla? 
'Pokój wygodny? Masz wszystko, czego potrzebujesz? 
- zapytal Jamie .. 
, Brett najedzona, odprezona jego opowiesciami i odswiezona 
spokojnym snem nie miala zadnych zastrzezen. 
- Gdybym,juz przedtem nie stwierdzila, ze to raj, to 
powiedzialabym. to teraz. Wczoraj nie moglam przestac 
myslec o tym, ile klopotów wam sprawiam. Nie przypuszczalam, 
ze zatroszczycie sie teZ o ubrani~ i... ..,.zabraklo 
jej slów i uniosla dlonie w bezradnym gescie - ;..

wszystko. ' 
- Oficjalnie zginelas w wypadku. Nie moglismy 
zabrac niczego z tWojego mieszkania. Nie moglismy 
ryzykowac, ze ktos zacznie cos podejrzewac. 
- Ale kto? Nie mam rodziny. A dzi@ci Carsona nie 

troszcza- sie o mnie. - Nagle przerwala 

i

uniosla dlon do 

ust 

gescie przerazenia. - Kartel!' Myslisz,ze moga 

przeszukac mieszkanie, by 'znalezi jakas wskazówke? 
Miala calkowita racje. Dzieci Sumnera nie zareagowaly, 
gdy opublikowanowiadomósc ojej smierci. Przyjaciele 

background image

dowiedzieli sie, ze dalecy krewni postanówili urzadzic 
pogrzeb w jakiejs odleglej miejscowosci. Mieszkanie 
pozostawiono nietkniete. Nie chcial niczego przed nia 
ukrywac. 
'- Tak przypuszozamy. 
-. Chcecie, by przyszli do mojegómieszkphia?ZastawilisCie 
tam pulapke? - Btett byla zas:l0kOwalla. 
·  - Musza uwierzyc, ze juz im nie zagrazasz. 
- Chodzi o to, ze inartwinie p0trzebu9'a juz swoich 
rzeczy? ...• 
· - Tak - potwierdzil Jamie. ' 
Brett pomyslala o swoim nowym pokoju i kupionych 
przez Organizacje ubraniach. 
Byly doskonale 'w gatunku i idealnie dopasowane. 
Bielizna, kosmetyki, jej ulubione perfumy. Wszystko 
nowe. Ktos musial dobrze poznac jej zwyczaje. Nie ktos., 
Jamie. 
- Ty to zrobiles. Ty to wszystko wybrales': kosmetyki, 
IJbrania, nawet lekarstwo na uczu'lenie, ktor€ czasami 
biore. - Beztroski nastrój minal. Byla spieta. Wydawalo 
sie, ze sloiice zniknelo za chmurami. - Co jeszcze o mnie 
wiesz? Czy taie pozostawiono mi Ilawet czastki prywatnego 
zycia? 
· - Przepraszamcie, Brett. To nie moja wiNa,ze zostalas 
70 

DLON ANIOl,A DLON ANIOLA 

71 

w to wciagnieta. Przykro mi t€Z, ze takzle oceniasz moje 
starania. - Siegnal przez siól, chcac ujac jej reke· Kiedy ja 
cofnela, poczul zal. - Naprawde wiem, co czujesz. 
Brett rzucila serwetke na stól i zaczela chodzic po 
pokoju. , 
- Wiesz? Rzeczywiscie wiesz? - zapytala. 
-' Przez jakis czas zylem jak pod mikroskopem, 
a prasa tylko czekala na plotki lub skandale. Kazdy mój 
ruch byl sledzony. 
- Ty swiadomie wybrales taki styl zycia, ale ja nie. 
- To prawda. - Stanal przy niej blisko, ale staral sie jej 
nie dotykac. ~Mimo wszystko rozumiem cie i przepraszam. 
Brett skrzyzowala ramiona. Instynktownie bronila sie 
przed tym mezczyzna. 
- Co jeszcze wiesz? Powiedz mi wszystko! 
- Obawiam sie, ze wiem o tobie dosc duzo. Dowiedzialem 
sie, ze jestes ,.llieslubnym dzieckiem, opusz" 
czonym najpierw przez ojca, potem przez matke. Opiekowala 
sie toba babcia, ale umarla. Kiedy przyjechalas do 
Atlanty, mialas osiemnascie lat i zadnego zawodu. Bylo 
ci bardzo ciezko, zanim Carson Sumner cie zauwazyl. 
Robil ci zdjecia; zakochal sie 

tobie i wzieliscie slub. 

Mial wtedy piecdziesiat dziewiec lat, a ty niespelna 
dziewietnascie. 
Brett byla tak zazenowana, ze usilowala najpierw nie 
patrzec w jego strone, ale w miare jak mówil, powoli 
odwracala sie ku niemu, kompletnie zaskoczona. 
- To bylo udane malzenstwo - mówil dalej Jamie. 
- Bylas jego utracona mlodoscia. Stal sie twoim mistrzem, 
nauczyl cie wszystkiego o fotografii. Okazalas sie 
pojetna uczennica. Byliscie razem przez szesc lat. Jego 

background image

dzieciom to sie niezbyt podobalo, ale nie stwarzaly wam 

problemów. 

'w 

wieku szescdziesieciu pieciu lat Carson 

zmarl na wylew. 
Brett milczala, nie próbujac ukrywac lez. 
- W jednej chwili z ukochanej zony i uczennicy 
utalentowanego, bogatego czlowieka stalas sie nikim. 
Jego dzieci mówily o. tobie,: smarkata, spryciara, która 
upolowala zgrzybialego starca. 
- Carson nie byl zadnym starcem - zaprotestowala 
Brett. - Byl madry, dowcipny i mlodszy duchem od 
wielu mezczyzn majacych o polowe lat mniej od niego. 
- Z. tego, co sie dowiedzialem, tak wlasnie bylo'. 
Wszyscy tez mówia, ze go kochalas. Ale gdy w gre 
wchodzi majat k, uczuc nikt nie dostrzega. Nie chcialas, 
by zhart'biono wasze malzenstwo i osmieszono 
Carsona, wiec wycofalas sie. Odrzucilas spadek i wykorzystujac 
wiedze, która ci przekazal, zaczelas powoli 
piac sie po szczeblach kariery. Jestes znana fotoreporterka. 
Osiagnelas bardzo duzo. Zaden mezczyzna nie 
pojawil sie u twego boku od smierci Carsona. Teraz, 
z powodu wypadków na lotnisku, twoja kariera wisi· na 
wlosku, a rózni mezczyzni wtracaja sie w twoje sprawy. 

- Widze, ze swietnie znasz historie mojego zycia, ale 
to jeszcze nie wszystko: Moze powiesz mi, na przyklad, 
co jadlam wtedy w samolocie? 
- Albo jaki numer butów nosisz? - wtracil sie Jamie, 
ignorujac gniew, który pojawil sie wjej glosie, - I ze masz 
naturalny kolor wlosów, uzywasz perfum; które Carson 
kazal zrobic specjalnie dla ciebie. - Jamie ujal jej reke 
i uniósl troche do góry, - Chociaz nie prowadzisz zycia 
72 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

73 

seksualnego, masz ... - osmielony tym, ze nie cofnela Feki, 
powiedzial: - Chirurgicznie wszczepiony srodek antykoncepcyjny. 
Swiadczy to o roztropnosci kobiety, która 
bywa narazona na gwalt, wykonujac swoja prace~ 
Brett wyrwala ramie 

'? 

jego uscisku. W oczach jej 

pojawily sie lzy gniewu. . . 
- Nie oszczedziliscie mi niczego. Czy moje zycie jest 
odkryta karta dla calej Organizacji? 
- Tylko Simon i ja wiemy wszystko. Nikt wiecej. 
- Powinnam ci za to podziekowac. 
- Nie musisz mi za nic dziekowac. 
- Przynajmniej' w tym sie' zgadzamy. Przepraszam 
cie, ale jesli pozwolisz, chcialabym pospacerowac troche 
po plazy. 
Nie czekala na zgode. 
, - Spaceruj po plazy lub po sCiezkach. Bagno Jest 
niebezpieczne. Jesli na morzu'cós sie . pojawi, wracaj 
natychmiast - zawolal za nia; 
Skinela glowa . 
. 'Jamie czekal mi cos wiecej, 

potem ciezko westchnal. 

Cml, ze chciala ·od niego uciec. 
- Uwazaj na sieoie, prosze. 
- Troche, juz nato za pózno, pFawda? - Brett 'nie 
czekala na ódpowiedz. Ruszyla przed siebie i po ohwili 

background image

zniknela w lesie. 
Jamie wrócil do stolu i zaczal sprz~tac po sniadaniu, 
zastanawiajac sie, czy jej gniew minie. . ' 
Spedzil Feszte dnia, sprawdzajac system zabezpieczenia. 
Nie 'byl zdziwiony, ze Brett nie wrócila na lunch. 
Zjedli pózno sniadanie, a apetyt im dopisywal.' Byl to 
pierwszy obfity posilek Brett od wypadku. Lekarze 
z Grayson zapewniali go, ze bardzo ,czesto z utrata 
pamieci laczy sie utrata apetytu. 
. Widzac, ze je z ochota, w czasie posilku· snul rózne 
opowiesci. Zanim skonczyl, Brett zjadla wszystko, co jej 
podal, ·i jeszcze ,ciastko na dodatek: Jamie smial sie, 
widzac jej mine, gdy je skosztowala. N~e klamal, ze 
bedzie; sam przygotowywal posilki; ale powinien sie 
przyznac, ze ciastka byly specjalnoscia. Hattie Boone, 
gospodyni w posiadlosci Patricka. Twierdzila ONa,ze jej 
natura sklada sie wjednej trzeciej z Murzynki, w jednej 
trzeciej z bialej kobiety, w jednej trzeciej ptaka i wjednej 
trzeciej z ryby. Gdy ktos zwracal jej uwage, ze jest to 
{)jedna trzecia za duzo, Hattie ze smiechem.wskazywala 
na swa olbrzymia postac. 
Jamie rozesmial sie na samo wspomnienie tej rbzmowy, 
ale zaraz spowaznial. Odlozyl latarke, która 
wlasnie sprawdzal, i popatrzyl, na zegarek. Czwarta 
godzina. Brett nie wracala: Wiatr wzmógl sie i na 
horyzonoie pojawily sie ciemne chmury. 
Skonczyl prace i teraz pozostal mujuz tylko niepokój. 
Zabladzila? A moze cos jej sie stalo? Chcial dac jej troche 
swobody, by jakos poradzila sobie z tym, cOOrganizacja 
zrobila zjej zyciem. Ale niemajejjuz zbyt dlugo. Pogoda. 
zdecydowani,e sie pogorszyla. Zblizal sie sztorm. 
Byla to pora huraganów. Wprawdzie nie slyszal 
zadnego ostrzezenia, ale latem pojawialy sie one znienacka 

i bywaly bardzo silne 

niebezpieczne. 

Jamie wyszedl na taras. Wszedzie bylo widac oznaki 
zblizajacej sie nawalnicy. Gdziez ona jest, 

'li, 

licha? 

. Wypadl z domu. Nie zamknal za soba drzwi. Nie.myslal 
o szkodach, jakie mogla wyrzadzic burza. Myslal tylko 
o Brett, przerazony, ze znowunarazilja na niebezpieczens74 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

75 

tWo. J{uszyl sciezka na plaze.' Wiatr nagle ucichl: Palmy 
zamarly. Bylo dl1szno. Pot splywal mu po tWarzy, ubranie 
zwilgotnialo. Stopy uderzaly' glosno o ziemie. Jamie 
rozejrzal sie wokól siebie, ale brzeg' byl pusty. 
- Brett, do cholery, gdzie jestes? - mówil szeptem, 
jakby to moglo pomóc mu ja odnalezc. Byl zly na siebie, 
ze zwlekal tak dlugo, i zly na Brett za ... za co? Za to, ze 
denerwowalo 

ja 

to; co sie stalo,' i ingerencja w jej zycie? 

, Nie wiedzial, .gdzie jej szukac. 

wtedy zobaczyl ja 

idaca od strony malej altanki. Zatrzymala sie tuz nad 
woda. Pochylila glowe i ramiona, rece wsunela gleboko 
do kiesz"eni spodni. Z trudem powstrzymal sie, zeby nie 
pobiec. Kiedy podszedl calkiem blisko, zatrzymal sie 
i czekal, az Brett odwróci sie dó niego. 

background image

" - Przepraszam'cie. - Te slowa padly z obu stron. Dwa 
zdania, dwa:glosy; dwa usmiechy - niesmiale, przebaczajace 
i proszace o wybac'zenie. 
Jamie wyrósl w rodzinie, w której nigdy nie wstydzono 
sie okazywania uczuc. Nie mógl'sie powstrzymac i wzial 
Brett w ramiona. Cheial tylko przytulic ja i pocieszyc. Ale 
kiedy uniosla ku niemu twarz, zadna sila: ani zblizajacy 
sie sztorm, ani fale zalewajace' im stopy, nie mogly 
powstrzymac go Od pocalunku: 
Miala delikatne wargi, jej oddeeh piescIl. jego policzek. 
Stali tak blisko siebie, ze czul dotyk jej ciala. 
Wsunal dlonie w jej piekne wlosy. Calowal czolo, 
powi"eki, dotykal wargami trzepoczacych rzes. Potem 
pocalowal delikatne miejsce za uchem, gdzie zapach jej 
ciala byl taki mocny. Powoli przesuwal wargami po 

policzku, az natrafil na 'Illsta.'

juz nic dla niego nie 

'istnialo. Zapragnal jej calej. Chcial poznac jej smak. 
Chcial jakochac. 
- Brett - szeptal, odchylajac glowe, aby jej sie 
przyjrzec. Widzial jej rozmarzone oczy, zaczerwienione 
od slQnca policzki. Wygladala,jakby~las~ie obudzila, sie 
z dlugiego snu. Nigdy dotad nie pragnal tak zadnej 
kobiety. 
"~ Nie odtracaj mnie, prosze.,~ PQtrzasnalnia delikatnie. 
- Nie zrobie ci krzyw~y. Nigdy. Obiecuje. . 
- ~iem. Nawet wtedy, gdy krzycza,lam na ciebie, tez 
o tym wiedzialam. Spacerowalam po plazyi.p~óbowalam 
jakos poukladac to... -, zatrzymala sie, usilujac znalezc 
odpowiednie okreslenie - '" to wszystko. 
. Byla wyraznie zla na siebie, na swoja naiwnosc. 
- Jaka ja bylam glupia: Wierzylam, ~e moge zwalczyc 
cale zlo na swiecie, ukazujac je .na swoich zdjeciach, 
a potem spokojnie schowac sie przed wszystkim w~woim 
domu. Nic nie moglo sie przedostacp~p~zez s~orupe,jaka 
wytworzylam wokól siebie. Bylam zadowolona z siebi,e 
.egoistka - mówila z gorycza. - Los surowo mnie za to 
ukaral. Chcial mnie .nauczyc wspólczuc~a i pokory, 
stawiajac na mojej drodze Meridoze. 
- Brett, przestan! - Jamie pól9zyl reke n~jej rami~, 
niu. Pozadanie zniknelo, gdy_patrzyl na jej ból. 
- Mam przestac? - odsunela sie. - Nie widziec siebi.~ 
taka, jaka jestem naprawde? _ 
,Poczucie winy brzmialowjej slowach i powodowalo, 
ze widziala spaczony obraz swiata. Jamie wiedzial, ze nie 
jest, jak to okreslala, zadowolona z siebie egoistka. 
Wlasnie te jej ,,~ume zdjecia" byly tego dowodem. 
- Brett, prosze cie... 
Uciszyla go gwahownymgestem. 
- Wysluchaj mnie. Dlugo o tym myslalam. Po raz 
pierwszy jestem w stanie dostrzec rzeczy, które dzieja sie 

76 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

77 

poza mna. Nie zdawalam sobie sprawy, ile zla wyrzadzic 
moze kartel, jesli nikt tych zbrodniarzy nie powstrzyma .. 
Nie myslalam, na jakie niebezpieczenstwo narazaja sie 
Jeb, Mitch, Matthew, no i oczywiscie ty, bo klucz do 

background image

sprawy,tkwi w mojej pamieci. 
Przez caly ten Gzas próbowalam cos sobie przypomniec. 
Naprawde staralam sie, ale niczego nie pamietam. 
- Wjej oczach bylo przerazenie. - Jamie, na litosc boska, 
ja naprawde mam amnezje. 
McLachlanowie zawsze byli wrazliwi na kobiece lzy. 
Ale byly one niczym wobec autentycznego bólu, który 
zdawal sie rozrywac serce Brett. 
Objal ja i ponownie przytulil do siebie. Czul jej 
slabosc i rozpacz. Chcial jej pomóc, ale nie wiedzial, 
jak. Pancerz, który dotychczas chronil ja przed swiatem, 
rozpadl sie. 
Przywarla do niego, nieswiadoma tego, co robi. Jamie 
wzial ja na rece i zaniósl do altanki na plazy. Zbtidowana 
z pali pokrytych trzcina, miala byCschronieniem dla tych, 
którym slonce nadmiernie dokuczylo. Nie dawala natomiast 
ochrony przed wiatrem, ale Jamie usiadl na lawGe, 
trzymajac Brett w ramionach i szepczac jej do ucha slowa 
pociechy. 
- To nie twoja wina, kochanie. Nie mozesz winic 
siebie za to, co ci zrobiono. Nie wolno tak postepowac. 
- Kolysal ja. w ramionach w rytm tych slów 
i calowal. 
- Powinnam, nie... musze sobie wszystko przypomniec 
- mówila z ustami wtulonymi w jego szyje. 
Uspokajala sie powoli. Jamie byl taki dobry. Zawsze, 
niezaleznie od tego, jak niesprawiedliwie go. traktowala. 
Juz tak dawno nikt sie o nia nie troszczyl, nie tulil 
w ramionach. - Przypomne sobie - powtarzala szeptem, 
poddajac sie kojacemu kolysaniu. - Musze. 
- Uspokój sie. - Poglaskaljapo wlosach i ucalowal jej· 
powieki. -Westchnela i przytulila sie mocniej, szukajac 
wygodniejszej pozycji. Jamie czul, ze Brett nie spi, ale 
spokój byl potrzebny jej równie jak sen. 
Tak latwo mozna bylo ja zranic: nie zaznala wiele 
radosci i mogla szybko ulec jego czarowi. Gdyby 
szedl za glosem swego ciala, kochalby sie z nia. Nie 
odepchnelaby go. Ale nie mógl. Nie teraz. Pragnal 
jej az do bólu. Posluchal jednak glosu serca, choc 
bylo to bardzo trudne. Nie mógl przeciez wykorzystac 
jej bólu, zagubienia i tego, ze szukala u niego pociechy. 
Poczeka, az Brett odzyska równowage psychiczna 
·  
Sztorm wzmagal sie coraz bardziej. Na razie nic im nie 
zagrazalo. Jamie siedzial spokojnie,' chroniac Brett od 
wiatru, i obserwowal uwaznie chmury. Kiedy ujrzal 
pierwsza blyskawice, wiedzial, ze trzeba wracac. Zaczelo 
padac. 
Brett oddychala spokojnie i równo. Wydawalo sie, ze 
spi. 
- Brett - szepnal jej do ucha. - Musimy isc. 
Ocknela sie bardzo szybko i spojrzala na morze. 
- Musimy poszukac lepszego schronienia. Burza jest 
juz bardzo blisko, czuc ja zreszta w powietrzu. Trzeba tez 
pozamykac okna i drzwi w domu. Inaczej wiatr moze 
zniszczyc cos w pokojach. Chodz. 

background image

Brett zaczela biec przez plaze. Jamie podazal za nia. 
Gdy wchodzili na taras, rozpetala sie ulewa. Uslyszeli 
stukot targanych wiatrem drzwi z drugiej strony domu. 
Jamie pobiegl, by je pozamykac i sprawdzic pozostale, 
78 

DLON ANlOLA DLON ANIOLA 

79 

a Brett poszla na góre. Byly tam tylko cztery sypialnie, 
dwie z nich otwarte. 
Weszla najpierw do swojego pokoju, pozamykala 
i zabezpieczyla drzwi na taras. Wahala sie, czy wejsc 
do pokoju Jamie'ego. Czula sie jak intruz. Co prawda, 
on wiedzial o niej wszystko, ale nie ulatwialo jej 
to wcale decyzji. Na szczescie przypomniala sobie, 
ze ani Patrick, ani Jordana nie byliby zadowoleni, 
gdyby przez jej watpliwosci, wicher uszkodzil cos 
w domu. 

Weszla do pokoju 

pospiesznie zaczela zamykac 

drzwi. Katem oka, zauwazyla bron lezaca na nocnym 
stoliku i rozsypane zdjecia kobiet, mezczyzn i dzieci. 
Wytlumaczyla sobie, ze nie powinna interesowac sie 
kobietami, które znal Jamie, i zajela sie ponownie 
drzwiami. Walczyla z ostatnimi, 'gfiy opalone dlonie 
Jamie'ego odsunely ja delikatnie. 
- Dobrze! - powiedzial. - W sama pore! - Pochylil 
glowe i sluchal szumu ulewy. 
.Po zamknieciu drzwi znalezli sie w ciemnosciach. 
Sylwetka Jamie'ego zaledwie rysowala sie na tle zaluzji. 
Ale cialo Brett pamietalo jego dotyk, jej palce wciaz 
czuly szorstkosc jego wlosów, a usta zapamietaly miekkosc 
pocalunku. W ciemnym pokoju te wspomnienia 
staly sie nie do zniesienia. 
- Musze isc do siebie. - Brett zaczela cofac sie 
w strone holu. 
- Dlaczego? - W ciemnosci glos Jamie'egozabrzmial 
jak pieszczota. - Czemu chcesz uciekac? Bo to mój 
pokój? Boisz sie, ze jesli cie przytule tak jak na plazy 
i pocaluje, to... - wskazal na lózko - ...znajdziemy sie 
wlasnie tam? 
Brett zrobilajeszcze jeden krok do tylu. Nie wiedziala, 
co ma odpowiedziec. 
- Bo bedziemy sie kochac? - Jamie szedl za nia. 
- Tak - szepnela Brett, nie chcac juz dluzej udawac. 
- Wiec ty tez to czujesz? Od poczatku istnialo miedzy 
nami pozadanie. Matthew powiedzialby, ze to przeznaczenie 
i ze nadszedl odpowiedni czas. Nawet ,gdybysmy 
nie spotkali sie ponownie, nie móglbym ciebie \ 
zapomniec. 
Brett zaszokowana wlasnym wyznaniem, niepewna, 
czy nogi jej nie zawioda, zatrzymala sie. Jamie byl tak 
blisko, widziala krople deszczu na jego wlosach i slyszala 
jego przyspieszony oddech. Byl tak blisko, ze chciala go 
dotknac i przytulic sie do niego. 
- A ty, Brett? Moglabys o mnie zapomniec? 
- Tak. Nie! - Brakowalo jej powietrza. '--To znaczy ... 
- Wiem. - Dotknal jej policzka.- Musitny sie 
dobrze poznac. Nie uznajesz przypadkowych znajomosci, 

background image

a ja nie chce nalegac. Tak jak jest, jest 
dobrze. Moje cialo pragnie czegos innego, ale nie 
bede cie do niczego zmuszac. Nie jestem swiety, 
ale nie, musisz sie mnie obawiac. - Zapalil lampe. 
Gdy swiatlo zalalo pokój, uniósl jej' twarz, by patrzyla 
mu prosto w oczy. -' Daje ci slowo McLachlana. 
Przyjdziesz do mnie, gdy zapragniesz mnie tak mocno 
jak ja ciebie. . 
Zaskoczylo ja to. Wjasnym swietle wydawal sie byc 
kims innym: Nie 'agentem Organizacji, lecz swiatowej 
slawy pianista. Niezaleznie od tego, kim byl, ze swoim 
wygladem mógl zawrócic w glowie kazdej dziewczyme. 
W przyplywie zazdrosci Brett pomyslala o' róznych 

80 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

81 

kobietach towarzyszacych slawnym ludziom w ich podrózach. 
Wyksztalcone, swiatowe istoty podazajace za 
utalentowanymi mezczyznami. Ale Jamie przyrzekl jej, 
ze nie musi sie niczego obawiac. 
Wzialja za reke i podprowadzil do stolika, gdzie lezaly 
zdjecia. 
- Ja poznalem twoje zycie, wiec i ty powinnas cos 
o mnie wiedziec. To jest moja rodzina. Przedstawie ci 
wszystkich po kolei. Dare, naj starszy brat, zastepuje nam 
ojca. Filar naszej rodziny. Ross, pediatra, to jej serce. Mac 
- inzynier, mój brat blizniak, to dusza rodziny. Jestesmy 
bardzo uparci. Lubimy zartowac. Przez wiele lat Ross 
i Mac obserwowali moje klótnie z Dare'em. Ja chcialem 
zostac na farmie i pracowac w lesie, a Dare zmuszal mnie 
do grania. 
- Wiec prawda jest to, co pisano o tobie? - Brett 
slyszala, ze nazywano go drwalem. Myslala, ze to zart. 
- Bylem drwalem. W dalszym ciagu pracuje w lesie, 
gdy wracam do domu. 
- Ale Dare wygral bitwe. 

-= 

Dare prawie zawsze wygrywa - usmiechnal sie 

Jamie. 
Byli nietypowa rodzina. Zaskakujace tez bylo ich 
rodzinne podobienstwo. Brett zapragnela spotkac ich 
z aparatem w reku. Zatytulowalaby to zdjecie po prostu 
"Bracia". Pokazalaby ich wzajerqna milosc i szacunek, 
które slyszala w glosie Jamie'ego, kiedy mówil o rodzime. 
- A teraz piekniejsza polowa naszego klanu. Towarzyszka 
zycia Dare'a, Jacinda, artystka i nauczycielka. 
Zona Rossa, wspaniala Antonia - aktorka i pisarka. 
I ostatnia, Jennifer, zona Maca - to lekarz i psycholog. 
- Atrakcyjne i:wyksztalcone - szepnela Brett. 
- Najwazniejsze, ze kochaja swych mezów. 
-:-To widac. - Brett odlozyla zdjecia na miejsce 

i siegnela po nastepne. - 

to sa twoi bratankowie 

i bratanice? 
- Tak, plus to, na które czekaja Mac i Jennifer. Tyler byl 
pierwszy, bardzo kochany, mimo ze zostal adoptQwany 
przez mojego brata. Przystojny chlopak, dziedzic majatku 
swego prawdziwego ojca. Na tym zdjeciu sa blizniaki: 
Amy i Paul, zadziwiajaco podobne do Dare'a i Jacindy. A tu 
malutka, roczna Orelia, ukochane dziecko Rossa i Antonii, 

background image

które urodzilo sie z zespolem Downa. Zal mi, ze ja to 
spotkalo - powiedzial Jamie. -;-Jest przeciez taka sliczna~ 
Brett slyszala dume w jego glosie i choc nie mówil nic 
o sobie, dowiedziala sie o nim bardzo duzo. Jamiebyltaki 
jakjego rodzina i mówiac o nich, opowiadaljednoczesnie 
o sobie. 
- Kiedy bylismy jeszcze w szkole, Mac i ja nabralismy 
zwyczaju wozenia ze soba zdjec. Prowadzilismy 
zycie wedrowców i w ten sposób moglismy miec naszych 
bliskich przy sobie. Teraz juz nie bede musial wozic 
zdjec. Zanim dziecko przyjdzie na swiat, bede juz 

domu. No, dosc tych opowiesci - przerwal nagle. 

- Powinnismy zajac sie obiadem. 
- Ty gotujesz? 
- Jak zwykle. - Odprowadzil Brett do drzwi pokoju. 
- Spotkamy sie na 'dole za pól godziny. 
Pocalowal ja w czolo i pogwizdujac, ruszyl do kuchni. 
Obiad byl prawdziwa niespodzianka. Hot dogi z sosem 
chili, który kapal z puleczek. Byl tak pyszny, ze szkoda go 
bylo stracic. Talerz dekorowaly zlociste frytki, a wszyst82 

DLON ANIOLA 

ko to popijali mieszanka soków. Brett rzeczywiscie czula 
sie jak w raju. \ 
- Nie spodziewalam sie, ze slawny pianista potrafi 
przygotowac- taki posilek. 
- Pianista? Przeciez jestem drwalem. 
- Co to za sok? 

- Musze 

jednak cie przedstawic Hattie Boone. 

- Czy ona mieszka na tej wyspie? 
- Nie. 
- To kim jest Hattie Boone? ' 
- Rzadki okaz. - Jamie odsunal krzeslo i wstal. - Ale 
opowiem ci o niej jutro. Dzis w programie wieczoru 
mamy jeszcze to. - Pocalowal ja w usta. - I zmywanie. 
Dzisiaj twoja kolej. 
Zanim odzyskala glos, wyszedl z kuchni. 
Gdy konczyla prace, uslyszala muzyke. Jamie gral. 
Brett byla zachwycona ta muzyka, pelna pasji jak burza 
i tak delikatna jak pocalunek. 
Patrzyla, jak palce Jamie'ego przesuwaja sie po 
klawiaturze? i myslala, ze z równa biegloscia moga 
piescic cialo kobiety. Odwaznie i delikatnie. Za oknem 
szalala burza, a muzyka Jamie'ego otaczala ja' ze 
. wszystkich stron. Po raz pierwszy, odkad sie poznali, 
Brett zadala sobie pytanie, czy milosc z nim bylaby 
równie piekna. 

ROZDZIAL SZÓSTY 

Jesli dla Brett zaskoczeniem bylo zakonczenie tego 
burzliwego wieczoru .:...ojcowski pocalunek Jamie'ego, 
glaszczacego ja jak dziecko po glowie - to z pewnoscia 
nie qyla zupelnie przygotowana na poranne spotkanie 
z Hattie Boone. Ale nikt nie potrafilby jej do tego 
przygotowac. 
Brett obudzila sie ze swiadomoscia, ze nie jest sama. 
Lezala przykryta po brode, choc w nocy zrzucila koldre; 
a w powietrzu unosil sie zapach herbaty jasminowej. 
Z pewnoscia ktos musial byc w pokoju. 

background image

Otworzyla ostroznie oczy i zobaczyla swiatlo wpadajace 
przez otwarte drzwi na 'taras, które wieczorem tak 
starannie zamknela. Potem dostrzegla goscia. Siedzial 
w nogach lózka i wpatrywal 

sie 

w nia ciemnymi oczkami 

lsniacymi w pokrytej futrem mordce. ' 
- Ach! - krzyknela i 

usiadlp 

na lózku, przyciskajac 

koldre do piersi. Jej gosc przerazil sie jeszcze bardziej niz 
ona. Zeskoczyl z lózka i zawisl 'na tkaninie okrywajacej 
sciane, szczebiocac cos do niej. 
Malpka! Jej gosc byl malpka niewiele wieksza od kota. 
- Przestraszylas mnie - udalo jej sie w koncu wydobyc 
z siebie glos. Pr?:ygladala sie zwierzeciu. Bylo male, 
delikatne i zwinne. Ktos ubral je w czerwona koszulke 
i szorty. 
Skad sie tu wzielas? - spytala jeszcze raz; jednoczesnie 
przesuwajac sie na skraj lózka, co spowodowalo, 
ze malpka zaczela sie wspinac jeszcze wyzej. 
- Dobrze - zaczela ja uspokajac, bojac sie, ze cos 
uszkodzi. - Nie bede sie ruszac, jesli sie boisz. - Spojrzala 
w strone tarasu, ale nikogo tam nie bylo. Malpka musiala 
miec jakiegos wlase-kiela. Ktos przeciez otworzyl zaluzje 
i drzwi, no i okryl ja starannie koldra. 
Zwierze uspokoilo sie i Brett znowu spróbowala wstac 
z lózka, ale powstrzymal ja dziki okrzyk zwierzatka. 
Zdenerwowana, zaczela tlumaczyc malemu -intruzowi: 
- Posluchaj; stara. Juz sie nie ruszam. Przestan krzyczec. 
To nie jest zdrowe dla twojego gardla ani dla moich 
uszu. - Oparla sie o poduszki, mruczac do siebie: - Nie 
wierze! Jestem uwieziona w lózku i próbuje porozumiec 
sie z malpa. 
Krzyk ustal, malpka przestala kolysac sie na tkaninie. 
- Dzieki - Brett odetchnela z ulga. 
Nlaipka patrzyla na nia uwaznie. 
Brett zaczela sie zastanawiac, gdzie moze byc Jamie. 
Musial slyszec krzyki malpki. Czyzby to byl jego zart? 
Nie miala watpliwosci. Siedziala sztywno w lózku i zastanawiala 
sie, jak wyjsc z sypialni i porachowac sie 
z Jamie'em. ) 
- Zabije go ~przyrzekala sobie na glos. - Jak tylko go 
znajde, zabije go. . 
- A kogo to piekna pani chce zabic? 
Zaskakujaco urodziwa kobieta o olbrzymiej posturze 
stala w drzwiach pokoju. Wlosy zacze~ane do tylu 
odslanialy gladka twarz o lekko skosnych oczach w ciemnej 
oprawie. W uszach miala olbrzymie kolczyki z kosci, 
piór i krwistych rubinów. Szyje otaczala czarna (\)paska, 
z której zwisala metalowa kuleczka. Przy kazdym ruchu 
kobiety z kuleczki dobywalo sie delikatne dzwonienie. 
W duzych dloniach trzymala tace i wazon z g~lazka 
oleandra. Wygladala jak postac z filmu. Ószolomiona 
Brett usiadla na lózku; a nieznajoma zwrócila sie do 
malpki:. . 
- Lucyferze - odezwala sie królewskim tonem. - Co 
ty tam robisz? Nie szalej! - 
- Ja go wystraszylam. - Brett byla pewna, ze poznala 
Hattie Boone. 

background image

c:. 

Akurat! Przestraszyc Lucyfera! - Kobieta odstawila 

tace, by pomóc zwierzeciu zejsc. Chociaz pokrzykiwala 
na niego, byla bardzo delikatna. - On sie popisywal. 
Lucyfer nie boi sie nawet diabla ..Podejrzewam zreszta, ze 
sam jest diablem. Stad jego imie. 
Kiedy zdjela Lucyfera ze sciany, ten usiadl jej na 
ramieniu jak na grzedzie. Wydawala sie nie zwracac na 

mego uwagI. 
- Nazywam sie Hattie Boone, a to stworzenie ~ to 
prezent od moich wnuczat. Musi mi dotr;,>:ymywactowarzystwa 
w czasie ich nieobecnosci. 
- DzieNdobry, Hattie - Brett nie wiedziala, czy ma sie 
przedstawic. 
- Ty jestes Brett Sumner - powiedziala Hattie. - Wpadlas 
w tarapaty i Jamie przywiózl cie tutaj, zebys byla 
bezpieczna. 
- Wiesz wszystko? 
- Troche. - Hattie wygladzila koldre i podloiyla Brett 
jeszcze jedna poduszke. Dopiero wtedy postawila na 
lózku tace inalala herbaty do filizanki'. - Nie martw sie 
- powiedziala pocieszajacym tonem. - Wiem tyle, ile 
powmnam. 
85 

DLON AN!OLA DLON ANIOLA 

84 

86 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

87 

- Kim... - Brett próbowala wtracic choc slowo. 
- Kim jestem? - Hattie znowu jej przerwala. Oparla 
dlonie na biodrach i rozesmiala sie. - Jestem w jednej 
trzeciej czarna, w jednej trzeciej biala, w jednej trzeciej 
jestem ryba i w jednej trzeciej ptakiem, a we wszystkich 
czesciach kobieta. - Ukazala w usmiechu piekne, biale 
zeby. - Pilnuje Raju. Jedz, dziecko. - Przysunela sobie 
krzeslo i opadla na nie ciezko. - Musisz nabrac ciala i sil, 
jesli chcesz byc kobieta tego przystojniaczka, który cie 
pilnuje. 
- Kobieta! -. Brett o malo co nie rozlala herbaty. 
Hattie nawet tego nie zauwazyla. 
- Gdybym byla o trzydziesci lat mlodsza - westchnela 
i potrzasnela glowa. - No, moze o dwadziescia ... - poprawila 
sie. Nie zwracala uwagi na milczenie Brett. Byla 
przyzwyczajona do tego, ze to ona zawsze mówila, a inni 
sluchali. - Ale niestety nie jestem juz mloda i nie ma co 
plakac nad rozlanym mlekiem. Moge przynajmniej dopilnowac, 
by kobieta, która Jamie dostanie, dobrze wygladala. 
. ~ 
- Hattie - Brett odstawila herbate i próbowala zmienic 
temat - nie jestem przyzwyczajona do jed~enia 
sniadania w lózku. 
- Nie martw sie. Nauczysz sie.- Hattie nawet nie 
drgnela, gdy Lucyfer przeszedl przez jej piersi i llsiadl na 
drugim ramieniu. 
- Ja ... nie moge. Moze Jamie ... 
- Zjadlby sniadanie w lózku? - Hattie nie dala zbic sie 
z tropu~ - Bron Boze! Obilby mnie batem, gdybym mu to 
zaproponowala. Przeciez prawdziwy mezczyzna powinien 
zostawac w lózku tylko dla dwóch powodów: by 
spac i kochac sie. -Jej glos stawal sie coraz donosniejszy. 

background image

- Tylko to moze zatrzymac go w poscieli. A sen i tak 
powinien byc na drugim miejscu. 
B{ett ~ilczala. Hattje jeszcze nie skonczyla swojej 
.przemowy. . 
- Wiedzialam! - mówila dalej. - Gdy wysiadlam 
z motorówki i zobaczylam Jamie'ego lowiacego ryby, 
pomyslalam, ze cos ~st nie w porzadku. 
Tym razem Brett zareagowala. Drgnela gwahownie. 
Omal nie zrzucila tacy, ale Hattie zdazyla ja schwycic. 
- Czy mu sie cos stalo? - Brett 'byla przerazona. 
Wlosy opadly jej na twarz i zaslonily ja ciemna kaskada. 
Byla bardzo piekna w tej chwili. 
- Oczywiscie, ze dzieje sie cos zlego -'Hattie zauwaiylajej 
reakcje - bo powinien byc z toba, a nie na plazy. 
- Przysunela sie "do stolu i postawila na nim tace. 
U9awala, ze poprawia kwiat w wazonie, kryjac przy tym 
usmiech. Spodziewala sie takiej reakcji Brett. Kiedy 
odwrócila sie, twarz miala powazna. - Myslalam, ze 
wygladasz jak mops albo cos takiego. 
- Albo cos takiego - powtórzyla Brett slabym glosem. 
. - Ale nie musze sie martwic. Kiedy zobaczylam cie 
spiaca, piekna jak królewna, ucieszylam sie. Choc jestes 
troche za chuda. - Jej spojrzenie powedrowalo w strone 
piersi Brett przeswitujacych przez cienka tkanine. 
Brett podazyla za jej wzrokiem i poczula sie urazona 
paplanina Hattie. Na pewno nie byla w tym miejscu za 
chuda. Chyba, pomyslala z ironia, jedynie w porównaniu 
z Hattie. 
- Mimo tych braków nie jestes brzydka:- stwierdzila 
Hattie z aprobata. 
- Dziekuje.,...Brett udalo sie wydusic z siebie to slowo. 
- Chyba dziekuje - dodala niepewnie. 
88 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

89 

l' 

- ProSZe 

bardzo. 

Hattie slyszala tylko to, co chciala uslyszec. Ale czy 
mozna bylo gniewac sie na kogos tak pelnego ra90sci 
zycia? Brett popatrzyla na nia z sympatia· 
- Wiec dlatego, ze Jamie jest na plazy zamiast ze mna 
w lózku, postanowilas mnie podtuczyc? 
- Troche kilogramów uczyni cuda. Przyslalam Lucyfera, 
by dal mi znac, kiedy sie obudzisz, a sama poszlam 
do kuchni. 
- Mial dac ci znac? Przeciez on sie mnie przestraszyl. 
-Bo wszedl na to cenne obicie? Ha! Spodobalas mu 
sie, wiec chcial sie popisac. 
- Spodobalam mu sie? Skad wiesz? 
- Powiedzial mi o tym. 
- Oczywiscie. Jaka ja jestem niemadra. - Brett zaczela 
sie zastanawiac, czy przypadkiem nie znalazla sie 
w Krainie Czarów. 
- To diabel wcielony, ale jest dobrym strózem. 
To jest Kraina Czar6w! Z pewnoscia! A ona, Brett, jest 
Alicja· 
-:- Doceniam twoja troske, ale ... 
- Nie powiesz mi chyba, ze nie chcesz Jamie'ego! 

background image

Kazda madra kobieta pragnie go, a niektóre sa nawet 
bardzo zaborcze. 
- Tu nie chodzi o to, czy go chce, czy nie. Zbieg 
okolicznosci sprowadzil nas Oboje na te wyspe· 
- Zbieg okolicznosci - Hattie nasladowala jej t?n. 
- Jesli chcesz, bym ci uwierzyla, to powiedz mi, dlaczego 
tak nal~gal, zebys tu przyjechala, i dlaczego nie zrezygnowal 

z pracy? 

I

dlaczego poruszyl niebo i ziemie, zeby 

zapewnic ci wszystko, co bedzie ci tutaj potrzebne? No, 
dlaczego? 
Brett nie wiedziala, co ma odpowiedziec, ale Hattie na 
to nie czekala. 
- Znam Jamie'egood dziecka. Bardzo czesto przyjezdzal 
tu na wakacje. Potem odpoczywal miedzy koncertami, 
gdy brakowalo mu czasu, by pojechac do domu. 
Pochodzi? bardzo kochajacej sie rodziny. Wszyscy jego 
bracia sa zonaci. On tez chcialby znalezc odpowiednia 
kobiete, ale caly czas byl · sa~. Sam! Do chwili gdy 
spotkal ciebie! Wytlumacz mi to! 
Brett zapomniala na chwile o Lucyferze, ale malpka 
nagle przestala figlowac i tez patrzyla na nia. Dwie pary 
oczu wpatrywaly sie w nia oskarzycielsko. 
- To nie jest tak, jak myslisz. Uwierz mi i spróbuj 
zrozumiec. To tYlko poczuci'e winy i honoru. 
- Mam uwierzyc, ze nie spodobaliscie sie sobie? 
- zapytala Hattie. - 
- Nie jestem slepa i widze, ze Jamie jest przystojnym 
mezczyzna. A tu, jak mi powiedzialas, jest raj. Ale kiedy 
stad wyjedziemy, zapomnimy osobie. 
Po raz pierwszy Hattie nie wiedziala, co ma powiedziec. 
Nie wiedziala, jak ma zareagowac na smutek, który 
uslyszala w glosie Brett .. 
Brett zamilkla i zastanawiala sie nad dziwnymi rzeczami, 
które przytrafily sie jej tego ranka. Malpka, egzotyczna 
kobieta, roZIIiowa z nia na bardzo osobiste tematy. No, 
ale przeciez to jest raj. 
- Hattie - Brett popatrzyla w pelne zycia oczy - moje 
malzenstwo bylo wspaniale. Kiedy maz umarl, wiedzialam, 
ze nikogo juz nie pokocham. 
- Nigdzie nie jest powiedziane, ze kochamy tylko raz, 
moje dziecko. '. 
- Ja - tak. 

90 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

91 

Hattie potrzasnela glowa tak mocno, ze Lucyfer uciekl 
z pokoju. 
- Nie chce sie smiac z ciebie, bo widze, ze w to 
wierzysz. 

Brett byla juz zmeczona rozmowa. Chsialawyjsc na 
slonce i nie myslec o swojej, samotnosci. 
- Tak - powiedziala ze smutkiem. - Wierze w to. 
- Dzien dobry paniom. - W drzwiach wychodzacych 
na taras stal Jamie z Lucyferem uwieszonym u jego 
spodni. Usmiechnal sie serdecznie do Hattie, a potem do 
Brett. - Widze, ze sie juz poz1lalyscie. 
Brett popatrzyla na niego i pomyslala, ze moze ten 

background image

dzien nie bedzie najgorszy. 
Kiedy udalo mu sie wyrwac Brett z nadopiekunczych 
ramion Hattie, powiedzial, ze"ma dla niej niespodzianke. 
Zdazyla tylko umyc sie i przebrac, a teraz szli powoli 
przez ogród. 
Byla tak zatopiona w myslach, ze drgnela; gdy ujal ja 
za reke. 
- Przepraszam. - Cofnal sie. Twarz mu posmutniala. 
- Czy ty tez nie cierpisz tego ostroznego poznawania sie 
nawzajem? 
- Chyba tak - przyznala po chwili. 
~ Robimy krok do przodu i zaraz sie cofamy. Krazymy 
wokól siebie jak obcy ludzie i boimy sie prawdy. Tak 
dluzej nie mozna, Brett. 
Próbowala cos powiedziec, 'ale powstrzymal ja machnieciem 
reki. Wyczul, ze dziewczyna sie czegos boi, i byl 
zly na siebie. Staral sie byc cierpliwy, czekal, az Brett 
.bedzie gotowa przyznac, ze cos ich laczy: Wiedzial, ze 
, musi byc bardzo delikatny, bo inaczej ja utraci. A prze" 
caezpotrzebowala opieki. Potrzebowala tez trQche spokoju 
i schronienia, gdzie bedzie mogla przemyslec wszystko. 
Znal odpowiednie miejsce. 
- Chodz! - ujal ja za reke. 
- Mówiles cos o niespodziance. 
- To moze poczekac. Musze ci pokazac pewne miejsce. 
Chodz - powtórzyl i poprowadzil ja w glab ogrodu. 
Szli w strone morza. Z kazdym krokiem ogród 
stawal sie coraz bardziej dziki. Nagle otoczyly ich 
bardzo geste zarosla. Jamie zawahal sie chwile, a potem 
zielona sciana przesunela sie i Brett; zorientowala 
sie, ze Jamie po prostu otworzyl furtke w zywoplocie. 
Zanim zdazyla cos powiedziec" poprowadzil ja w strone 
niewielkiej polanki przypominajqcej zielona grote: 
z jednej strony zamykalo ja morze, a dachem bylo 
niebo. 
Podeszli do malej lawki. Brett rozgladala sie zachwycona. 
Panowal tu spokój. Wokól rosly paprocie, 
bl,uszcz i krzakI róz. Posród nich stal posag - mloda 
dziewczyna, niemal dziecko, wykuta w kamieniu, podawala 
chlopcu muszle. 
- To ulubione miejsce Jordany - odezwal sie w koncu 
szeptem Jamie. - Ta czesc ogrodujest bardzo stara. Nikt 
nie wie, kiedy powstala. Jeremiah Brody, potomek 
pierwszego wlasciciela wyspy, urzadzi! ogród, aby upamietnic 
swoje dzieci - chlopca i dziewczynke, którzy 
zgineli na morzu. Kiedy Patrick kupil wyspe i odkryli 
z Jordana to miejsce, postanowili zachowac je bez zmian. 

o _ 

Miejsce zaloby. 

~ Nie - zaprzeczyl Jamie. - Utrata dzieci na pewno 
byla tragedia, ale Jordana uwaza, ze Brody nie chcial ' 
stworzyc tu czegos w rodzaju cmentarza. Mówi, ze jesli 
92 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

93 

sie dobrze poslucha, mozna w szumie morza i wiatru 
uslyszec smiech d?;ieci. Mówi tez, ze tam, gdzie jest 
smiech, jest spokój i nikt nie moze sie martwic ani czegos 
obawiac. 

background image

Zamilkl na chwile, a potem ujal ja za reke. 
- Chcialbym, zeby ten ogród tak dzialal na ciebie. 
Zebys mogla odsunac od siebie tragedie i zal i zebys nie 
bala sie zycia. Nie obawiaj sie, Brett. Nie bój sie mnie ani 
moich pragnien'. 
Brett popatrzyla na ich zlaczone rece. Czasami wydawalo 
jej sie, ze wszystko rozumie, a po chwili nie potrafila 
pozbierac mysli. Widziala w jego oczach pozadanie. 
Tego byla pewna. Nie wiedziala, jak ma sobie z tym 
poradzic. Po smierci Carsona ta strona zycia przestala dla 
niej istniec i bylo jej z tym dobrze. Ale pojawil sie Jamie 
i wzbudzil w niej niespodziewane uczucia. 
- Jamie. 
- Nie mów nic. Nie psujmy tego cudownego dnia. Po 
prostu zamknij oczy, nie mysl o tym, co sprowadzilo nas 
na wyspe, o tym, co sie dzieje miedzy nami. Poslu~haj 
ciszy, która uspokaja. 
Brett przymknela oczy i pograzyla sie w marzeniach. 
- Dam grosik. 
- Za moje mysli? - Brett otworzyla oczy. 
. - Za marzenia. 
- Tylko grosik? 
- A moze róze? Albo pocalunek? - Zartowal, ale 
ostatnia propozycja wyraznie ujawnila jego pragnienia: 
Brett milczala. 
Jamie przygladal sie jej i nie mógl odgadnac mysli 
klebiacych sie w jej glowie. Czekal, ze cos powie, 
i zastanawial sie, na jak dlugo starczy mu cierpliwosci. 
- Ile chcesz za swoje marzenia? - powtórzyl. 
Zaslonila mu usta reka. Jej dotyk byl tak delikatny jak 
jej zapach. Podniecajacy. Czul, ze ogarnia go zar. 
- Pocalunek - szepnela cicho. - Pocalunek za moje 
marzenia. 
Szalenstwo. Cudowne szalenstwo, na które tak czekal. 
A potem czul tylko usta B!:ett. 
Drzala. Juz tak dawno nie calowala nikogo. Tak dawno 
tego nie pragnela. Swiadomosc tego oszolomila ja tak 
bardZo, ze gdyby nie siedziala, ,z pewnoscia upadlaby. 
Stracila poczucie czasu, wiedziala jedynie, ze Jamie jest 
z nia, ze ja obejmuje. 
Trzymal ja mocno. Delikatnie piescil wargami jej usta. 
Palcami gladzil policzki i szyje. Dobry Boze! Wreszcie ja 
piescil. 
Brett westchnela i zatopila dlonie w jego wlosach. 
Przyciagnela go do siebie blizej. Chciala, by zrozumial, 
ze pragnie nie tylko pocalullków. 
Jamie dotknal dlonia policzka Brett. W jej pociemnialych 
oczach czail sie ogien. Czul, .ze drzy z pozadania. 
Pragnaljej tak bardzo. Chcial sie zatracic w niej i zapomniec 
o niebezpieczenstwie. Chcial, by poza nim nie 
istnieli dla niej inni mezczyzni. . 
Juz niedlugo, pomyslal. Ale nie teraz. Nie w porywie. 
nierozwaznej zadzy, lecz z prawdziwego uczucia. Drzaca 
reka odsunal ja od siebie. Widzac jej zaskoczenie, 
usmiechnal sie ze smutkiem. Sam nie rozumial motywów 
swej decyzji. 

background image

- Nie mysl; ze nie chce tego samego co ty. Wiesz 
dobrze, jak. bardzo cie pragne. - Musial jej dotknac, 
zanurzyc rece w jej wlosach i pocalowac. - Bóg jeden 
wie, jak bardzo. Ale ogien, ktÓry rozpala sie zbyt szybko, 

94 

DLON ANIOLA 

równie szybko gasnie. Nie chce, zeby z nami bylo tak 
samo. A teraz przyszedl czas na niespodzianke. 
Kiedy doszli do furtki, Brert obejrzala sie za siebie. 
- Jak Jordana moze tu sama przychodzic? 
- Nigdy tego nie robi. Zawsze towarzyszy jej Patrick 
lubjeden z trzech synów. Jordana uwaza, ze jest to miejsce, 
w którym powinno sie przebywac zkims, kogo sie kocha. 
Jamie otworzyl furtke i wYszli z tajemniczego ogrodu. 
Brert stala na srodku niewielkiego pokoju, podziwiajac 
,zgromadzony tu sprzet.. 
- Cudownie!. Jest tu wszystko, czego potrzebuje 
- zwrócila sie do Jamie' ego, który usmiechnal ,sie n'a 
widok jej radosci. - To twoja zasluga. Czy wlasnie to 
miala Hattie na mysli~ gdy mówila, ze poruszyles niebo 
i ziemie, zeby zdobyc wszystko, co jest mi potrzebne? 
Doceni~la jego troskliwosc. Od poczatku robil wszystko 
tylko dla niej. 
- Jamie - powiedziala - dziekuje ci za to, ale przede 
wszystkim za urato}'lanie mi zycia. 

~

.. 

ROZDZIAL SIÓDMY 

Brett odsunela gwaltownie plik zdjec. Nie potrafila 
ocenic, czy sa dobre. Kiedys umiala patrzec na swoje 
prace z dystansem i oceniac je obiektywnie. Teraz nie 
byla w stanie tego zrobic. 
Starania Jamie'ego, zeby mogla pracowac, poszly na 
marne. Nie udawalo jej sie' skupic. 
Od trzech tygodni przebywala na wyspie. W tym 
czasie wywolala jedynie zdjecia ze swej podrózy do 
Ameryki Poludniowej. I nic wiecej. Tu, na wyspie, nie 
bylo zadnych dramatycznych wydarzen, jedynie wspaniale 
wschody i zachody slonca. Podczas spacerów 
odkryla urocze miejsca, które az sie prosily, by je 
uwienczyc na zdjeciach. Ciekawa byla równiez historia 
wyspy. Móglby powstac album zdjec z komentarzem. 
Ale nie mogla zmusic sie do pracy. Nie umiala sobie 
z tym wszystkim poradzic. 
Uznala, ze najlepiej zrobi jej spacer. Nie wolno jej 
bylo bez pozwolenia chodzic po plazy. Wiedziala, ze 
jakis jacht wraz z zaloga ustawicznie krazy w poblizu. 
A w czasie porannych wypraw na ryby Jamie nawiazuje 
z nim kontakt radiowy i dopóki nie otrzyma wiadomosci 
"wszystko w porzadku", Srert nie moze samotnie 
spacerowac. 
Nie widziala Jamie'ego od wczorajszego wieczoru. 

96 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

97 

W dni kiedy na wyspe przyjezdzala Hattie, Brett trudno 
bylo uniknac jej dociekliwosci. Próbowala chronic sie 
w ciemni, ale nie byla w stanie pracowac. 
Postanowila wiec pójsc do ogrodu Jordany. Przy furtce 

background image

zatrzymala sie. Nie byla tu od czasu, gdy Jamie pokazal 
jej to miejsce. Ogród byl równie piekny jak wówczas. 
Usiadla na lawce i zamknela oczy. Powietrze wypelnial 
zapach morza i kwiatów. Wsród szumu fal, powiewu 
wiatru slyszala muzyke. Muzyke Jamie'ego, która sprawiala 
ból. Wydawalo jej sie, ze na swiecie nie istnieje juz 
nic, tylko ta muzyka. Niewazne, gdzie byla i co robila, 
zawsze wracala myslami do Jamie'ego. Przekonywala 
sama siebie, ze to, co sie dzieje miedzy nimi, nie ma 
zadnego znaczenia. Ale przeciez bylo t<;>klamstwo. 
Gdzies w poblizu czuwal Jamie. Robil wszystko, by 
zapewnic jej bezpieczenstwo. Nie chcial jej ranic i trzymal 
sie od niej z daleka. Byl cierpliwy. Czekal, az Brett go 
zapragnie i przyjdzie do niego. Zdala sobie sprawe" ze 
chce tego samego co oli. Zerwala sie z lawki i ruszyla 
w strone domu. 
- H~ttie? - Brett zatrzymala sie gwaltownie. - Jeszcze 
tu jestes? 
- Oczywiscie. - Hattie ukladala bukiet z róz scietych 
w ogrodzie. 
, - Lódz sie spóznia? - Hattie opuszczala wyspe 
motorówka prowadzona przez La Mara, jej siostrzenca. 
Byl to wysoki, chudy mezczyzna o rozbieganych oczach, 
którego spojrzenie wprawialo Brett w zaklopotanie. 
Starala sie tlumic swa niechec do niego. Tlumaczyla 
sobie, ze jest on po prostu zbyt ciekawski. 
- Nie, po prostu ja odeslalam. Nie zdazylam ulozyc 
kwiatów na te specjalna okazje. Spedzicie dzis ze soba 
upojny wieczór, prawda? Podjelas wreszcie decyzje. 
- Skad ...? 
- Skad wiem? Wiatr sie zmienil. Zlagodnial. To 
znaczy, ze kochankowie powinni wreszcie zmadrzec. La 
Mar przyjechal. - Podeszla do krzesla i wziela na rece 
Lucyfera. - Wiem, ze go nie lubisz, ale to mój krewny. 
Dopóki Clyde nie wyleczy zlamanej nogi, tylko on moze 
mnie tu przywozic. 
- To La Mar nie robil tego wczesni~j? 
- Nie. Clyde przywozil mnie od wielu lat. Musze 
przyznac, ze ja tez nie lubie"La Mara, nie rozumiem tez, 
dlaczego wrócil na wyspy. Jakos wytrzymuje z nim te 
kilka godzin dwa razy w tygodniu. Poza tym dobrze sie 
stalo, ze wrócil tu po tym dziwnym wypadku Clyde'a. 
- Dziwnym? - Brett stala sie czujna. - Dlaczego? 
- Bo to zadziwiajace, ze Clyde przewrócil sie i potlukl 
tak mocno podczas naprawy motorówki - stwierdzila 
Hattie. 
- Kiedy to sie stalo? Teraz? 
- Nie! Trzy miesiace temu. La Mar przyjechal pózmej. 
Brett odetchnela z ulga. Byla przewrazliwiona. Zbyt 
bala sie o swoje bezpieczenstwo. Mimo wszystko postanowila 
opowiedziec o tym Jamie'emu. 
Jamie byl zmeczony. To byl trudny dzien. Nic mu sie 
nie udawalo. Jak zwykle, zaczal od patrolowania brzegu, 
odprawil rybaków, chcacych sprzedac mu swój polów. 
Potem, kiedy nawiazal kontakt z zaloga jachtu, dowiedzial 
sie, ze zepsul sie silnik i nawet Mitch nie potrafi go 

background image

zreperowac. Za godzine "Tancerz" mial odp'lynac do 

98 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

99 

portu i nie wiadomo bylo, jak dlugo potrwa naprawa. 
Mitch sadzil, ze okolo dwunastu godzin. Przekazano 
mu jeszcze wiadomosc, ze wybrzeze jest puste. Jamie 
zostal sam. Jedynym miejscem, z którego mógl obserwowac 
druga strone wyspy, bylo wzgórze wznoszace 
sie nad bagnem. Nie widac bylo jednak stamtad' 
plaskiego i latwo dostepnego brzegu, wiec Jamie 
spedzil caly dzien, biegajac od posterunku do posterunku. 
Z tego powodu nie widzial sie w ogóle' z Brett, 
wiec nawet wi~domosc, ze "Tancerz" juz wrócil, nie 
poprawila jego nastroju. 
Nie musial juz pelnic warty, ale z niechecia myslal 
o powrocie do domu. Byl zbyt zmeczony, by caly czas 
kontrolowac swoje zachowanie. 
Rozebral sie i zanurzyl w morzu. Plynal przed siebie.' 
Po jakims czasie pozwolil falom niesc sie w strone 
brzegu. Zostawil na plazy ubranie i pobiegl, by wziac 
prysznic przy basenie. Wlozyl jeden z plaszczy kapielowych, 
które byly przygotowane dla gosci. 
Kiedy wchodzil na taras, zorientowal sie, ze pora 
kolacji dawno juz minela. W salonie nie bylo nikogo. 
Westchnal, nalal sobie troche whisky i usiadl ~a lawce na 
tarasie. 
_ Ciezki dzien? - Z ciemnosci dobiegl go cichy glos. 
Odwrócil sie. Brett wygladala wspaniale. Suknia otaczala 
ja jak rózowy oblok. 
_ Jadles juz? Hattie przygotowala lekka kolacje i butelke 
wina. 

"7 

Nie, nie jadlem kolacji. - Jamie zupelnie nie mó,gl 

zebrac mysli. 
_ Nakrylam stól na górnym tarasie - powiedziala 
szeptem.' - Dzis chce byc blizej gwiazd. 
Byla pociagajaca i zmyslowa. Jamie'emuzakrecilo sie 
w glowie. Czul, ze ogarnia go zar, mocno bije mu serce, 
a cialo' staje sie nieposluszne. Poszedl do siebie, zeby 
przebrac sie do kolacji. 
Brett siedziala w milczeniu. Gdy uslyszala jego kroki, 
nie odwrócila sie. Gdy podszedl blizej, zadne z nich nie 
powiedzialo ani slowa. Nie musieli. 
Niedaleko brzegu blyskalo slabe swiatelko "Ksiezycowego 
Tancerza". Jacht zawsze byl w poblizu. Zapewnial 
im ochrone. Nikt nie wiedzial, jak skomplikowane urzadzenia 
kryly sie pod pokladem. . 
Ale dzis Brett nie chciala myslec ani o niebezpieczenstwie, 
ani o Organizacji. 
Popatrzyla na Jamie'ego. Widziala go takim tylko na 
scenie, kiedy zachwycal publicznosc swoja muzyka. 
Wygladal bardzo elegancko. Czarna marynarka, kremowa 
koszula, czarny krawat. Byl pianista, uwielbianym 
przez tlumy czlowiekiem, który wzbudzal szacunek 
krytyków. ' 
Czula zapach jego ciala. Widziala nieruchoma twarz 
i plonace, ciemne oczy. Wyczuwala jego pragnienie, 
chociaz nie staral sie jej zdobyc. 

background image

- Tu jest szampan - uslyszala swój glos.- Hattie 
wybrala go dla nas. 
Kiedy spelnili toast, zamknal oczy, by nie widziec 
Brett. Staral sie pamietac, ze po tym, co przezyla, mozna 
ja bylo latwo zranic. Bal sie, ze moze wszystko zniszczyc 
gwaltowna, nieokielznana namietnoscia. Postepowanie 
wbrew sobie wcale nie sprawialo mu przyjemnosci. 
- Moze spróbowalibysmy cos zjesc? - zaproponowal. 
W czasie posilku Brett obserwowala go ukradkiem. 
100 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

101 

Widziala walke, jaka ze soba toczyl. Myslal o niej i mimo 
ze bylo mu bardzo ciezko, potrafil nad soba panowac. Nie 
ulatwil jej niczego. 
Wszystko to bylo dla niej aowe. Carson, starszy 
i bardziej doswiadczony, byl tym, który zawsze robil 
pierwszy krok. Osiem samotnych lat nie przynioslo jej 
nowych doswiadczen. Pragnela Jamie'ego, ale nie byla 
pewna, czy moze oddac mu to, czego dotad tak; strzegla. 
Zadrzala. 
- Zimno ci? 
- Skadze! 
_ Przepraszam, Brett, ale nie byl to najlepszy dzien 

i jestem zmeczony. Zmeczony trzymaniem 

j~ 

z dala ~d 

ciebie, myslami o tobie, których ujawmeme pewme 
zmusiloby cie do ucieczki. Do cholery! Nie jest nam 
potrzebne ani jedzenie, ani wino. Ja mam naprawde tego 
dosc. - Stracil cierpliwosc. 
Brett patrzyla na niego. Byl u kresu wytrzymalosci. 
Wszystko zalezalo .odniej. Bala sie, ze serce wyskoczy jej 
z piersi, ale podjela juz decyzje i nie zmieni jej. Chciala 
tylko wierzyc, ze je,.,t to cos wiecej niz romantyczna 
przygoda w Raju. 
_ Chce ciebie - powiedzial nagle. - Chce, zebys 
znalazla sie w moich ramionach i w moim lózku. Pragne 
czuc pod soba twoje nagie cialo. Jesli zapomnialas, jak to 
jest, przypomne ci. Jesli czegos nie umiesz, naucze cie. 
I pragne, Brett, slyszec, jak wypowiadasz moje imie, 
blagajac mnie o wiecej. Chce, zebys sie przekonala, ze 
beze mnie nigdy ... - Jamie przerwal i uderzyl dlonia 
w stól. Próbowal sie uspokoic po tym naglym wybuchu. 
Popatrzyl na nia ze smutkiem.- Teraz juz wiesz. 
Przyrzeklem sobie, ze nigdy nie okaze, jak silne sa moje 
odczucia, ale nie moglem sie pohamowac. Nie chcialem 

cie przestraszyc. 

!

bez tego zbyt wiele przeszlas. 

Nie mogla w to uwierzyc. Wiec on myslal, ze przestraszy 
ja gwaltownosc jego uczucia. Chyba nie domyslal sie, ze 
jego wybuch byl odzwierciedleniem tego, co i ona czula. 
Przerazona? Swoim szalonym wyznaniem sprawil, ze 
przestala sie bac. . 
- Nie boje sie, Jamie - szepnela. - Juz sie nie boje. 
- I podeszla do niego. 
- Brett - wyszeptal szczesliwy, ze go zrozumiala. 
Przez chwile tylko trzymal ja w objeciach, zapamietujac 
dotykjej ciala, ale kiedy przylgnela do niego, zaczalja 

background image

powoli calowac. Piescil jej wargi ustami, draznil, uwodzil, 
az wydobyl z nich jek. Przytulila sie do niego jeszcze 
mocniej i czul, jak jej dlonie przesuwaja sie po jedwabiu 
koszuli. 
Ogarnelo go zdumienie, a potem tak slodkie i mocne 
pozadanie, ze az poczul ból. Przeciez Brett nalezalo czcic. 
Nie chcial jej utracic w krótkim akcie milosci. 
Cofnal sie, 

CQ 

wywolalo na jej twarzy zdumienie. 

Przywarla do niego z calych sil. 
- Poczekaj. Nie odejde. Czeka nas przeciez cos 
wiecej, ale nie tutaj; Wieczór dopiero sie zaczal. Obiecuje 
ci, ze nie zmarnujemy ani chwili - szeptal, obsypujac 
pocalunkami jej dlonie. 
Patrzyla na niego oczami pelnymi milosci. 
- Kocham cie, Brett - powiedzial po chwili. - Nie, nie 
mów nic. Jeszcze nie teraz. Chcialem tylko, zebys o tym 
wiedziala od poczatku. 
Brett drzala. Nie chciala, zeby Jamie ja kochal. Milosc 
to cierpienie, a ona nie chciala zadawac mu bólu. Instynkt 
mówil jej, ze powinna odejsc. Teraz. Kiedy jeszcze nie 

102 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

103 

jest za pózno. Ale kied)( Jamie wzial ja znowu w objecia, 
wiedziala, ze nie jest w stanie tego zrobic. 
Serce bilo jej mocno, cale cialo drzalo tak jak cialo 
Jamie'ego. Czegos takiego nie przezywala dotychczas. 
Carson byl doswiadczonym. i doskonalYm kochankiem, 
znal odpowiednie techniki, stosowal je we wlasciwym 
czasie i dawal swej zonie wiecej przyjemnosci, niz sam 
doswiadczal. Mimo to... 
Boze! Jeszcze nigdy nie bylo tak cudownie jak teraz. 
Tak plomiennie, tak mocno, tak gwaltownie i tak 
czule. 
Zycie, oddychanie, po prostu istnienie bylo teraz po 
prostu piekne. W ramionach Jamie'ego czula, jak wspaniale 
jest byc kobieta. 
Próbowala zachowac rozsadek, ale jednym spojrzeniem 
Jamie zniweczyl jej zamiary. Usilowala jeszcze sie 
bronic, ale topniala pod wplywem jego pocalunków. 
Zaprowadzil ja do swego pokoju, wpatrzona w niego, 
i trzymal ja wzrokiem na uwiezi. Rozebral sie, a kiedy 
otoczyl ja znowu ramionami i przycisnal mocno, jej 
dlonie przesuwajace sie po jego ciele trafialy na twarde, 
stalowe miesnie. 
Zanurzyl dlonie w jej bujnych wlosach. Calowal je 
i wyjmowal z nich spinki, az czarna kaskada opadly najej 
ramiona. Wtedy powedrowal ustami po policzku do 
skroni. Calowal mocno jej szyje. Wedrowal dlonmi po 
rozpalonym ciele. Piescil spragnionymi wargami jej 
kragle piersi. 
- Nie! - krzyknal, gdy cienki material zagrodzil mu 
droge. Z trudem odnalazl caly szereg malych guziczków, 
które przytrzymywaly stanik sukienki. Niezgrabnie próbowal 
je rozpiac. 
- Do licha! - wykrzyknal ochryplym glosem. - Kto ci 
kupil taka rzecz? 
- Obawiam sie, mój niecierpliwcze, ze ty - rozesmiala 

background image

sie Brett. \ 
- Co za glupiec ze mnie! - Jego twarz byla zroszona. 
PQtem, gdy zacisnal palce na brzegu stanika. Brett 
uslyszala szelest rozdzieranego materialu, guziczki odskakiwaly 
jeden po drugim, az cienki material opadl na 
podloge· 
Brett nie starala sie zakryc swego ciala i przez moment 
widziala w oczach Jamie'ego wyraz bezgranicznego 
zachwytu. 
Jak zahipnotyzowany dotknal jej piersi, przesunal 
czubkami palców po miekkich wypuklosciach, drazniac 
je delikatnie, a potem uspokajajac, wargami. 
- Jamie! - Czul, jak paznokcie Brett ~bijaja mu sie 
w skóre, a cialo wygina sie w luk, pon,;szajac sie w rytm 
jego pieszczot. Chwycil ja na rece i polozyl na lózku. 
I Wtedy nakryl ja swym cialem. Zaczal ja calowac mocno, 
niemal brutalnie. Uniosla sie ku niemu, odwzajemniajac 
pieszczoty. Kazdy pocalunek blagal o nastepne. Kiedy 
jedna pieszczota mijala, zaczynala sie nastepna. Poznawal 
jej cialo. Byl sila i moca. Byl nieskonczona 
cierpliwoscia, podczas gdy ona spalala sie w ogniu 
pragnienia. I wtedy zostal jej kochankiem. Stal sie jej 
milo~cia. 
Zaspokojony, lezal cicho w jej ramionach. Brett 
pomyslala, ze jesli mozna mówic o poddaniu sie milosci, 
to poddali sie jej oboje. 
- Chcialas byc blizej gwiazd - powiedzial Jamie. 
- Mysle, ze oboje ogladalismy je z bliska. 
- Masz racje - rozesmial sie i dotknaljej obrzmialych 
104 

DLON ANIOLA 

warg. - Któregos wieczoru pójdziemy wykapac sie 
w morzu. Nie ma nic piekniejszego niz plywanie w swietle 
ksiezyca. 
- Czyzby? - Przesunela palcami po jego ciele. 
- Nic piekniejszego od chwili, gdy kochasz sie na 
piasku, a potem lezysz w objeciach ukochanej osoby 
i patrzysz w gwiazdy. Wtedy wydaja sie one byc 
naprawde blisko. 
- Czyzby? - Poruszyla sie pod nim i usmiechnela, gdy 
zadrzal i wciagnal gwaltownie powietrze. 
- Nie ma nic piekniejszego od kochania sie z toba 
- wyszepnal jej prosto do ucha. 
- Teraz? 
Usmiechnal sie, skinawszy glowa·  
Brett wiedziala; ze postepuje nierozwaznie, wbrew 
swoim zasadom. Gdyby byla gdzie indziej, gdyby byla 
z _kims innym, mogloby to byc niebezpieczne. Ale nie 
z Jamie'em i nie 

Raju. 

ROZDZIAL ÓSMY 

Brett budzila sie wolno, zaplatana w przescieradla. 
Myslala o dloniach pianisty. Nigdy wczesniej nie zastanawiala 
sie na<;lnimi, tak jak nie myslala o rekach 
malarza czy fotografa. Wie<4iala, .ze powilll)Y byc wysmukle, 
delikatne, z dlugimi palcami i miekka wypielegnowana 
skóra. 
Natomiast rece, które jeszcze tak niedawno ja piescily, 

background image

byly kanciaste, niezbyt waskie, zgrubiale, opalone i pelne 
blizn. Byly to rece, które potrafily sciac drzewo, wyczarowac 
zachwycajaca muzyke, ale i chronic innych. 
Jamie spal, wiec wlozyla jego szlafrok i wyszla na 
taras. Patrzyla na wschódzace slonce wynurzajace sie 
z morza jak ognista kula. Przez moment byla tak 
szczesliwa, ze poczula wyrzuty sumienia. Naplynely 
smutne wspomnienia. Zamknela oczy, jakby chciala sie 
przed nimi bronic. Nagle poczula czyjes dotkniecie. 
- Zalujesz? - zapytal Jamie ze smutkiem. 
- Nie! - zaprzeczyla gwaltownie. - Naprawde nie 
zaluje tego, co zaszlo miedzy nami. 
-:- To dlaczego jest ci smutno? 
- Skad wiesz? 
- Przeciez to widac. Myslalas o Carsonie? 
- Tak - Brett nawet nie próbowala zaprzeczac. 
- Wydaje ci sie, ze go zdradzilas? 
106 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

107 

~ A nie? . 
- Carson nie zyje od osmiu lat, Brett. To ty uczynilas 
go niesmiertelnym. 
- Nie wiem, o co chodzi. 
- Doprawdy? - Jamie schwycil ja za ramiona. - Stalas 
sie taka, jaka chcial, zebys byla. Robisz to, czego cie 
nauczyl. 'Yypelniasz jego wole. 
- Co 

vi! 

tym zlego? Tyle mu zawdzieczam. 

- Nikt temu nie zaprzecza. Ja tez jestem jego dluznikiem. 
- Ty? 
- Tak. Dzieki 'niemu \ stalas sie taka, jaka jestes 
- rzadkie polac:?enie niewinnosci i zmyslowosci, I za to 
bede mu zawsze wdzieczny, 
- Nie rozumiem, o co ci chodzi. Zastanawialam sie' 
kiedys, czy rzeczywiscie wiesz, ile mu zawdzieczam? 
- Powinnas mio tym. powie~iec. 
Wiedzial o niej prawie wszystko. Informacje, które 
zebral Simon, byly bardzo dokladne, nie pozostawialy 
zadnych watpliwosci. Jarriie mial nadzieje, ze Brett nie 
dowie sie nigdy, jak duzo o niej wiedzial. 
- Bylam naiwna dziewczyna ze wsi. Kiedy przyjechalam 
qo Atlanty, zupelnie nie zdawalam sobie sprawy 
z tego, jaka jestem glupia i niedoswiadczona. Niewiele 
udalo mi sie osiagnac. Los mi nie sprzyjal. Bylam juz 
zdecydowana podjac sie róznych paskudnych zajec, gdy 
spotkalam Carsona. Na pewno nie przyjelabym niektórych 
z tych propozycji. 
- Nie przyjelabys! Brett! Czy myslisz, ze mialabys 
jakis wybór? Czy nie dlatego starasz sie byc lojalna 
wobec. Carsona, ze wyrwal cie z piekla? 
- Skad wiesz? - Brett zbladla. ~ Skad o tym wiesz? 
- Czesciowo z informacji, które przekazaly nam 
,dzieci Carsona, chcac. cie zdyskredytowac 

w, 

naszych 

oczach. Czesciowo domyslilem sie. Tego wymaga mój 
zawód. 

'T' 

Amalia, naj starsza z córek Carsona, starala sie 

udowodnic, ze bylam prostytutka. Cala trójka twierdzila, 
ze wykorzystalam temperament ich ojca., 

background image

- Wszystko to bylo 

dokumentach., Ale prawda tez 

_tam byla. I latwo mozna bylo ja odnalezc. 
- Nie wszyscy tego chcieli. Niektórzy wierzyli w to, 
bo ta wersja byla o wiele ciekawsza od prawdy. 
.~.W im gorszym swietle przedstawiano ciebie, tym 
,bardziej. szkalowano Carsona. Ale tU,chodzilo o pieniadze, 
wiec nikt sie tym nie przejmowal, oprócz ciebie, 
prawda? , . 
- To nie bylo tak, jak mówili. Poznalismy sie w parku 
na koncercie rockqwym. Carson chcial zro.bic, reportaz 

·0 

m~odych ludziach,·którzy nie maja pienied:?y, rodziny 

.ani perspektyw. 
Ja. do tego idealnie pasowalam. Poprosil mnie, 
bym pozowala mu. do portretu. Z poczatku troche 
.sie go obawialam, ale okazalo sie, ze naprawde 
specJalizowal sie w portretach. Nie wiem, co we 
.tpnie ..zobaczyl. Chyba z poczatku chcial grac role 
"Pigf!laliona - stworzyc mnie od poczatku.' Potem 
juz nie. zastapawialam sie nad przyczynami. Byl dla 
mnie. dobry i to mi wy~ta~c.zalo. Potem zakochalismy 
sie w sobie i poprosil mnie, bym za niego wyszla. 
Jego dzieci protestowaly,. ale ich nie sluchal. Przypomoia! 

im tylko" ze 

Qn ma, prawo do odrobiny 

szczescia. 
.' - I .to. 

j\lZ 

koniec bajki- powiedzial cicho Jamie. 

108 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

109 

- Mala, zagubiona dziewczynka stala sie zona znanego 
czlowieka. 
- Kiedy tak mówisz, zaczynam rozumiec dzieci 
Carsona. Ale pozory myla. Informacje, które uzyskales, 
nie byly pelne. Czy wiedziales, ze Carson 
kochal sie ze mna po raz pierwszy dopiero w tydzien 
po naszym slubie? Byl dla mnie bardzo dobry i bardzo 
cierpliwy. Czy wiesz, ze mnie wszystkiego nauczyl? 
Jak chodzic, co mówic, co czytac. Zapoznal mnie ze 
sztuka i nauczyl, jak robic dobre zdjecia. A przede 
wszystkim pokazal mi swiat, w którym bylo piekno 
i doskonalosc, a nie tylko walka o przetrwanie. Bylam 
Galatea, stworzyl mnie i uczynil bardzo szczesliwa. 
Którejs nocy' przyszedl do mojego pokoju. Kochal sie 
ze mna czule jak zawsze, a potem ... - Lzy zaczely jej 
splywac po policzkach. - Potem zamknal oczy i umarl 
w moich ramionach. Czy o tym tez napisali w raporcie? 
- Bylo tam. duzo informacji, ale najwiecej o wszystkim 
powiedzialas mi ty. 
- Ja? 
- Tak. Kazdego dnia po trochu. Czy nie zauwazylas, 
ze niepotrzebne sa nam slowa? - Zaczal delikatnie ja 
calowac. 
Brett westchnela. Zapomniala o zalu, o poczuciu winy. 
Zacisnela rece na jego ramionach i przywarla do niego . 
calym cialem. 
- Jestes piekna --:szepnal. - Jestes piekna, bo jestes . 
soba. Carson byl czescia twojego zycia, ale z tym, co sie 
dzieje teraz, nie ma nic wspólnego. On odszedl. Przez 

background image

osiem lat splacalas dlug i sadze, ze masz juz czyste konto. 
To nie zdrada, jesli bedziesz zyla, nie myslac o nim. 
- Pochylilsie nad nia. - Nie zdradzisz go,jeslibedziesz ze 
mna· 
- Ajesli w twoich ramionach zapomne, ze on istnial? 
Carson nie byl taki podniecajacy, taki ... - zadrzala 
i odwrócila twarz. - Nie wiem, jak to powiedziec. Brakuje 
mi slów. 
- Wiem. - Serce Jamie'ego zabilo mocno. Czul 
dziwny ból w gardle .. Wszystko zrozumial! Tu lezalo 
zródlo jej poczucia winy:. to, co przezywali, moglo 
zniszczyc wspomnienia. Zaakceptowanie nowej sytuacji 
zajmie jej duzo czasu. 
Brett drzala z pozadania,. jego cialo i spojrzenie 
mówily, czego pragnie. Pozadala go. KoclJ.alisie w blasku 
wschodzacego slonca. ' 

I ..~ ,I' , 

Jamie zarzucil siec tak, jak to juz robil.wiele razy,ale 
bez powodzenia: Nie przejmowal.sie tym. Cala jego 
uwaga skupila sie na dziewczynie, która szla plaza - byla 
to Brett ubrana w zlociste bikini. 
Sprzedawca zapewnial go, ze ten kostium bedzie 
niezwykle efektowny. Nie mylil sie. Zlocisty kolor 
pieknie wygladal na tle opalonej skóry, ale dzis Jamie nie 
zwracal na to uwagi. Brett zmienila sie, jakas bariera 
pojawila sie miedzy nimi. 
Od tygodnia byli kochankami. Brett przychodzila do . 
niego, kochala go i wykrzykiwala jego imie. Razem sie 
smiali, spacerowali po plazy, plywali. Kiedys przegadali 
niemal cala noc. Czasami siedziala milczac i sluchala, jak 
dla niej gral, a potem ich milosc objawiala sie jak cud i za 
kazdym razem bylo jeszcze piekniej. Nie wspominala juz 
o poczuciu winy i o Carsonie, 
Ten dzien zaczal sie jak inne. Hattie zajmowala sie 
110 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

111 

swoimi obowiazkami. Jej usmiech pelen zadowolenia 
z siebie zmienil sie w inny, typu "anie mówilam" ,kiedy 
Brett nie chciala za duzo jesc i powiedziala, ze juz chyba 
dostatecznie przytyla. Gdy Jamie chcial sie dowiedziec, 
o co chodzi, tylko sie rozesmialy. 
Ale przy lunchu Brett byla juz pochmurna i nieswoja. 
Zanim Hattie odjechala, musiala na sile odrywac Lucyfera, 
który przylgnal do Brett ..Jamie spelnil swój codzienny 
obowiazek kontaktowania sie z jachtem i myslal o wieczorze, 
,który spedza z Brett na plazy. 
Nie przypuszczal, ze bedzie to az tak spokojny 
wieczór: Brett stala nad woda, tak mocno zamyslona, 
ze' nie zwracala nawet uwagi na fale, które moczyly 
jej nogi: Jamie nie wiedzial, czy mysli znowu o Carsonie, 
ozy 'czuje wyrzuty sumienia, i jak dlugo jeszcze 
bedzie to ttwalo? Cala sila woli powstrzymywal sie, 
by do niej nie podejsc i nie wziac jej w ramiona. 
Moze potrzebowala chwili samotnosCi? Przykucnal 
na piasku i patrzyl na "Tancerza", kolyszacego sie 
na falach. Nie. wiedzial, co zdarzy sie tej 'nocy. 
Czy beda spacerowac i, rozmawiac, ,czy moze bedzie 
dla niej gral, a potem kazde pójdzie do swego pokoju? 

background image

- Nie miales szczescia? , 
Jamie podniósl sie gwaltownie. Brett byla przy nim 
i usmiechala sie.' 
- Szczescia? 
- Nic nie zlapales. - Wskazala na pusta sieGo 
Wydawala sie inna, choc nie az tak, jak przypuszczal. 
- Nie moglem sie skupic. 
- Wiem. Nie bylam dzisiaj zbyt sympatyczna. Martwiles 
sie? 
Staralem ci sie pomóc i dac troche czasu .. 
- Myslales, ze znowu czuje. wyrzuty sumienia. 
- Tak mi sie wydawalo. 
, Erett podeszla blizej i polozyla reke na jego piersi. 
Zaczela go delikatnie glaskac. Byla tak zamysl~ma, ze nie 
zauwazyla, jak jego cialo reaguje na jej pieszczoty. 
- Nie myslalam o Carsonie - powiedziala po chwili. 
- Mój nastrój nie ma z nim nic wspólnego. 
.Westchnal gleboko. Pragnienie stlumione -niepokojem' 
na nowo zawladnelo jego cialem. Chwycil ja mocno za 
rece. Bal sie, ze zupelnie straci panowanie nad so~a. 
- O czym myslalas? 
- Próbowalam sobie wszystko'przypomniec. Czasami 
pojawiaja sie jakies obrazy, ale,za chwile znikaja. Mam 
wrazenie, ze gdybym tylko'potrafila sie skupic, wrócilaby. 
mi pamiec. Wywolywalam zdjecia, które robilam w ogrodzie 
Jordany, i nagle poczulam sie dziwnie. Moja pamiec 
cO,s mi podpowiadala. Cos, co nie mialo absolutnie' 
zadnego zwiazku z tym, co robie. 
Co za bzdury. To nie ma zupelnie sensu. 
- ·Przez caly wieczór próbowalas to zrozumiec? 
- Tak. Jeszcze raz przypomnialam sobie wszystko, od 
lotUsamolotem, az do chwili gdy obudzilam sie w szpitalu 
i zobaczylam ciebie. Powtarzalam w myslach kazdy swój 
krok: otworzylam teczke, wyjelam z niej pieniadze, a'potem 
dokumenty. I koniec. Nie pamietam j~z niczego wiecej. 
- Widzialas liste? 
- Tak. 
- I uwazasz, ze strach przed przypomnieniem sobie 
umieszczonych na niej nazwisk ma z tym cos wspólnego? 
- Chyba tak. 
Jamie wiedzial, ze mogla sobie wmówic powracajaca 
pamiec. Doktorzy Erlinger i Cohen ostrzegali go, ze moze 

112 

DLON ANIOLA 

DLON ANIOLA 

113 

sobie nigdy nie przypomniec tego, co dzialo sie owego 
wieczoru. 
- Nie martw sie, kochanie. Jesli sobie nie przypomnisz, 
to przeciez nic sie nie stanie. Nie zmuszaj sie, nie 
mozna tego robic na sile. 
- Ale kazda chwila to coraz wiecej narkotyków i nowi 
lutlzie, których zycie ulegnie zniszczeniu. A ja nic nie 
moge zrobic - zawolala ze zloscia. 
- To nie twoja wina. 
Nie jej wina. No tak, przeciez to równiez nie jej wina, 
ze zdradzila Carsona bo... zakochala sie w Jamie'em. 
Przestraszyla sie. Czy tak jest naprawde? Czy rzeczywiscie 

background image

zakochala sie w nim? Te slodkie doznania ... 
Drzala, gdy szeptal ciche, pieszczotliwe slowa. Uwodzicielska 
moc jego pocalunków, rozkosz, jaka czula, gdy sie 
kochali ... Czy to bylo cos wiecej niz/pozadanie? . 
- Moze dlatego? - Nie zdawala sobie sprawy, ze 
mówi do siebie. - Moze zablokowalam swoja pamiec, bo 
gdybym sobie przypomniala, musielibysmy stad wyjechac 
i' wszystko by sie skonczylo? 
Jamie nie rozumial szeptanych przez nia slów, zagluszanych 
szumem fal, ale widzial obawe malujaca 
na jej twarzy. Mimo ze byla prawie jego wzrostu, 
wydawala sie mala i bezbronna, 

bardziej krucha niz 

wtedy, gdy lezala w, szpitalu. Objal ,ja i przytulil. 
Gladzil jej wlosy i szeptal jakies niezrozumiale slowa, 
które przychodzily mu do glowy. Nie zastanawial sie 
nad tym, co mówi, byl pelen sprzecznych uczuc; Brett 
zamartwiala sie swoja amnezja, ale on byl szczesliwy, 
ze mysli, które odsunely ja od niego, nie byly zwiazane 
z inna miloscia. 
Coraz bardziej zblizala sie do niego. Jamie chcial swa 
radosc wykrzyczec glosno i znowu mówic, jak bardzo ja 
kocha. Ale slowa beda musialy poczekac. Az Brett bedzie 
gotowa. Az uwierzy. 
Przyplyw sie nasilal. Woda siegala do kostek, wymywala 
piasek spod stóp. Byla miekka i ciepla. Czuli wokól 
zapach morza i szum wiatru. 
Brett'tulila sie do Jamie'ego. Jej cialo bylo jak plynny 
miód, jak slodka pieszczota. Ustepowalo pod jego naporem. 
- Jamie - szeptala cichutko. 
Pocal0'i"al ja. Pocalunek, z poczatku niewinny, ~ozkwitl 
w rzadki i slodki kwiat jak jasmin noca. Calowalja 
dlugo i mocno. 
Fala, ostrzezenie o zblizajacym sie przyplywie, uderzyla 
go silnie po nogach. Jamie uniósl glowe i rozesmial 

SIe· 

- Co robimy? Mozemy uciec albo sie wykapac. 
- Woda jest ciepla. 
- Obiecalem ci kapiel w swietle gwiazd. . 
- Rzeczywiscie - rozesmiala sie Brett. 
Kolejna fala nieomal ich przewrócila. 
- To co robimy? 
Wygladala przepieknie. Patrzyl na nia, wysoka, o królewskiej 
postawie, najpiekniejsza kobiete na swiecie 
i myslal, ze sni. Wiec dotknal jej - istniala naprawde. 
Zadrzala. Stal przed nia wspanialy mezczyzna, o szerokich 
ramionach i plaskim brzuchu, uosobienie sily, 
wrazliwos.ci i pozadania. Byl drwalem, ale i byl tym, 
który caly swiat rzucil na kolana. 
Tym razem Brett przysunela sie do niego woczekiwaniu 
pieszczoty. Wspiela sie na palce i calowala go, czujac 
smak jego ust i zapach morza. 
114 

'\ 

DLON ANIOLA 

DLON ANIOLA 

115 

;.,- Ki~dyzobaczylam cie po raz l?ierwszy, bylam 

background image

z Carsanem - powiedziala jednym tchem, j akby cl)ciala~o 
z siebie wyrzucic. 
Jamie byl zaskoczony, ze Brett chce o tym mówic 
wlasnie teraz"ale nie przerywal jej. " 
;' - BardzQ mu sie podobales. Podo!:>alymu sie, tez 
okreslenia, jakich uzywali krytycy - "Byk z lasu", 
"Wyrwidab", czy "Waligóra". Smial sie, gdy pisali, ze 
bardziej nadajesz sie do przenoszenia fortepianu niz 
grania na nim. A potem cieszyl sie, gdy bili ci brawo 

i mówili iz zawsze uwazali, ze J'estes wspanialy. 

Otaczaly ich fale, ale Brett nie zwracala na to uwagi. 
- Carson znal sie na ludziach - mówila jak w transie. 
- Wiesz, ze twój pierwszy koncert byl pierwszym, 
na jakim w ogóle bylam? Pamietam, jak zgasly swiatla, 
a ty pojawiles sie na scenie. Zapanowala cisza. Czar 
zaczal dzialac. Kiedy grales, cala widownia zamierala. 
Carson nigdy nie rozmawial ze mna podczas koncertu, 
ale wtedy powiedzial, zebym popatrzyla na twarze 
kobiet. Wszystkie ciebie pragnely. Kazda oddalaby 
dusze diablu, zebys tylko ja wybral. 
Jamie chcial cos powiedziec, ale Brett potrzasnela 
glowa. Ujela jego twarz w dlonie, odsunela mu wlosy 
z czola i usmiechnela sie ze smutkiem. . 
- Ciekawe, czy on wiedzial, ze i ja stane sie jedna 
z tych kobiet. 
- Brett... 
Zamknela mu usta pocalunkiem. Objela go mocno 
i przyciagnela do siebie. 
Byl rozzalony. On mówil o milosci, a ona o pozadaniu. 
Odsunal sie od niej. Jesli tego chce, to bedzie go znów 
miala. 
Chwycilja w ramiona, zly, urazony i zaniósl do altanki 
na plazy. Tam, na pokrytej matami podlodze, wzial ja 
gwaltownie i bez slów. Czul, jak Brett wbija mu paznokcie 
w plecy i unosi sie ku niemu w dzikim pragnieniu. 
Ale w kazdym namietnym pocalunku, w kazdym 
poruszeniu ciala i w ostatecznym spelnieniu byla milosc. 

DLON ANIOLA 

117 

ROZDZIAL DZIEWIATY 

- Och! Nie! 
Slyszac okrzyk Brett, Jamie zatrzymal sie i obrócil. 
- Cholera!' 
Za kazdym razem, gdy Brett uzyla mocniejszego 
slowa, Jamie usmiechal sie, chociaz wiedzial, ze byla 
w tym momencie rzeczywiscie wsciekla. 
- Nie smiej sie - rozkazala, stojac jedna noga w w?dzie. 
- Dobrze. - Jamie skrzyzowal rece na piersiach, oparl 
sie o drzewo i próbowal zachowac spokój. - Czy 
chlodzisz sobie noge, czy tez przeprawiasz sie przez 
strumien? 
- Powiem ci cos. - Brett patrzyla na niego, nie 
zmieniajac pozycji. Oparla rece na biodrach. Z ramienia 
zwisal jej aparat, którego Ciezar sprawil, ze czerwona 
koszulka mocniej przywarla do' ciala i uwidocznila 
piekne piersi z lekko nabrzmialymi sutkami. Przypominaly 
mu slodkie czeresnie pod jedwabna tkanina· 

background image

Napawal sie tym widokiem i niemal czul ich dotyk pod 
palcami. . 
_ Powiedz. - Glos brzmial powaznie, choc z trudem 
panowal nad soba, zeby sie nie rozesmiac. 
'- Chyba wolalam cie, kiedy nie zachowywales sie jak 
.typowy McLachlan. 
- Czyzby? - Uniósl pytajaco b~i. - Skad tyle wiesz 
o McLachlanach? 
- Ty mi powiedziales. - Próbowala wyciagnac noge, 
ale ta ugrzezla w piaszczystym dnie. 
Opowiadal jej o swojej rodzinie wiele razy, ale nie 
przypuszczal, ze zapamieta, ze b'edzie ja to az tak 
interesowalo'. 
- Ja ci o nich mówilem? - droczyl sie z rozbawionym 
wyrazem twarzy. - Kiedy? 
- Wiesz doskonale, kiedy i gdzie - powiedziala Brett, 
patrzac na niego ze zloscia. Zdmuchnela z twarzy kosmyk 
wlosów, który wymknal sie spod kapelusza. 
Jamie zastanawial sie, kiedy w koncu poprosi go 
o pomoc w uwolnieniu nogi, bo na razie poczucie 
niezaleznosci i chec poradzenia sobie ze wszystkim hraly 
w niej góre. 
- Jakos sobie nie przypominam. - Postanowil jeszcze 
bardziej ja zirytowac. 
Brett, przestala sie szarpac i zmierzyla go zimnym 
wzrokiem. 
- Juz' dobrze. - Usmiechnal sie i podszedl do niej. 
Strumien nie byl' w tym miejscu szeroki i mogla go 
przeskoczyc, .gdyby przyjela jego pomoc. - Moze ci 
jednak pomoge, bo inaczej zostaniemy tu do wieczora. 
Bardzo chciala zignorowac jego propozycje, ale czula, 
ze zapada sie coraz glebiej,- i wreszcie wyciagnela do 
niego reke. 
Jamie jednym ruchem wyciagnal ja na brzeg strumienia, 
a potem wzial Brett na rece. 
Nie protestowala, ale jej cialo zesztywnialo. 
- Umiem chodzic . 
. - Wiem - odrzekl, ale nie puscil jej. 

118 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

119 

- Nie zlamalam 'nogi, zmoczylam ja tylko. 
_ Ale uratowalas aparat. - Usmiechnal sie do niej i na 
jego policzkach pojawily sie dole~zki. Na ten widok jej 
gniew minal zupelnie. - Kiedy przeskakiwalas prz~z 
strumien i posliznelas sie, myslalas tylko o aparaCIe. 
Prawda? 
_ Tak - westchnela Brett i objela go za szyje·  
Posadzil ja pod drzewem i przykleknal, by zdjac 
mokry but i skarpetke. Potem podal jej sucha·  
- Zawsze nosisz ze soba moje rzeczy? 
_ Nie. Ale kiedy jezdzilismy autostopem, Ross nauczyl 
nas, zebysmy zawsze starali sie miec suche nogi. 
- Czy zawsze robisz to, co kaze Ross? - Brett znala 
z opowiadan braci Jamie'ego i ich charaktery. 
- Tak, jesli ma racje. 
. . - A jesli nie? 
- Cóz, wtedy powstaja ciekawe sytuacje rodzinne. 
Wlozylas skarpetke? Zaraz dam ci druga, bedziesz miala 
nowa pare na zmIane·  

background image

_ Dziekuje. Nie moge sie doczekac. 
_ Jesli mówimy o czekaniu, to moze poczekasz tu na 
mnie chwilke, aja pójde do punktu kontrolnego sam. 
W tym czasie but troche wyschnie. 
- Brzmi to sensownie - odpowiedziala Brett. - Tylko 
wracaj szybko. 
Rozkoszowala sie cisza i spokojem, obserwujac czaple 
na drugim brzegu strumienia. Nie chcialo jej sie wstac, 
zeby zrobic ptakowi zdjecie. 
To bylo cos nowego. Jej dawniej uporzadkowane 
i niezwykle pracowite zycie zmienilo sie zupelnie. Sprawila 
to noc spedzona w chatce na plazy. Noc plomiennej 
zadzy, która pozbawila ja resztek skrepowania i sprawila, 
ze szczescie, jakie jej dawal Jamie, stalo sie dla niej 
najwazniejsze. 
Ich ciala nosily jeszcze slady zadrapan - swiadectwo 
pozadania, któremu nie mogli sie oprzec. Bretl bala sie 
nastepnego dnia. Niepotrzebnie. Napiecie minelo. Czuli 
sie swobodnie i naturalnie. Zostali nie tylko kochankami, 
ale i przyjaciólmi. 
- Witaj, Spiaca Królewno-Jamie pochylil sie nad nia. 
- Nie spalam. 
- Mialas zamkniete oczy. 
- Naprawde? - Dopiero teraz zorientowala SIe, ze 
niemal zasnela. 
- Jestes zmeczona? 
- Nie, zamyslilam sie. - Usmiechnela sie do niego. 
- Nie slyszalam twoich kroków. Skradasz sie jak Indianin . 
- Nie. Jak Szkot. 
- Uparty Szkot. 
- Czasami bywamy uparci. Czy zrobilas zdjecie? 
- Jakie? 
- To, które chcialas zrobic, zanim wpadlas do strumyka! 
:- Dobrze mnie znasz - rozesmiala sie Brett. 
- Nie tak dobrze, jak bym chcial. 
- Mój Boze! Czy bardziej mozesz mnie poznac? 
- spytala i zaczerwienila sie. 
- Mysle, ze tak. 
..Brett byla zla, ze sie zaczerwienila, WIeC zmienila 
temat. 
- Czy nie powinnismy wracac do domu? 
- Jeszcze nie. Hattie nadal tam jest, a przeciez ty 
wybralas sie ze mna, aby uniknac jej nadmiernej dociekliwosci. 

120 

DLON ANIOLA 

DLON ANIOLA 

121 

_ Hattie to wspaniala k0bieta i ma dobre checi, a ja 
jestem tu z toba nie tylko dlatego, ze chcialam od niej 

UCIec. 

- Przede wszystkim 'chcialas byc ze mna·  
- No, no! Alez jestes zarozumialy. 
- Naprawde? 
- Tak, ale rozumiem, dlaczego. 
Na jego twarzy pojawil sie usmiech zadowolenia. 
Wyciagnal sie na ziemi i przymknal ?czy. 
Brett równiez zamyslila sie. Nie pamietala tego, co 
przezyla w przeszlosci, nie potrafila tez myslec o przyszlosci. 
Liczyl sie tylko dzien dzisiejszy. 
- Klamalam. 
- Czyzby? - Jamie otworzyl oczy. 
- Mimo wszystko lubie cie· 
Lubi. A nie kocha. Kropla wody dla umierajacego 

background image

z pragnienia. Ale lepsze to niz nic. Jamie przyjmowal to, 
co mu dawano, i cierpliwie czekal na wiecej. 
_ To dobrze - powiedzial. - Cala rodzina McLachlanów 
sie ucieszy. 
- Naprawde? - spytala. - Wszyscy? 
_ Pewnie. Pozwolisz, ze zdrzemne sie przez chwile· 
Mialem meczaca noc. Obudz mnie za piec minut. Do tej 
pory twój but powinien wyschnac. 
Brett nie wiedziala, co o tym sadzic. 
- Jamie? 
- Slucham? 
. - O czym myslisz? 
-{ O czeresniach. 
- O czym? 
- Przeciez mówie. O czeresniach. 

- Aha. 

Czekala na jakies wYJasmenie. Zdenerwowana, zerwala 
mu kapelusz z twarzy. 
- Przeciez nie rozmawialismy o zadnych czeresniach 
- powiedziala. - Dlaczego o nich myslisz? To nie ma 
zadnego sensu! 
- Dla mnie ma. - Przez chwile milczal. Potem odebral 
jej kapelusz. - Piec minut - powtórzyl i zakryl sobie 
twarz. 
Brett z trudem powstrzymywala sie, aby znów nie 
zrzucic mu z twarzy kapelusza. Przez chwile doszukiwala 
sie w jego slowach podtekstó~ ale 'bardzo szybko 
stwierdzila, ze sie myli. Miedzy himi znowu pojawil sie 

mUL 

Milosc. Tym razem ta mysl nie szokowala jej. Prawda, 
która starala sie ukryc, ujawnila sie w altance nad 
brzegiem morza. Gdyby starala sie jej zaprzeczyc, odrzucilaby 
jedna z najpiekniejszych chwil swego zycia. Od 
tamtej pory nosila swa tajemnice w sercu, ukrywajac ja 
nawet przed soba, az do dzis. 
Zaczela sie zastanawiac, jak bedzie wygladalo jej 
zycie po powrocie do Atlanty. 
Brett siedziala na lezaku na tarasie, próbujac wzbudzic 
w sobie poczucie winy. Zaraz po lunchu Hattie 
wyrzucila ja z kuchni, nie pozwalajac nawet pozmywac 
naczyn. Sluchala piosenki Hattie dobiegajacej z kuchni. 
Dzisiaj nie poszla z Jamie'em na codzienny obchód, bo 
czula, ze mu przeszkadza, poza tym chciala troche 
pobyc z Hattie. . 
- - Rozpaskudzilam sie ~ stwierdzila i widzac zdu~iona 
mine Lucyfera, rozesmiala sie. - Ty tez sie do tego 
przyczyniles. Nie lubie byc sama; 

122 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

123 

Malpka stala sie jej cieniem. Kiedy Hattie przyjezdzala 
na wyspe, 'ni,e odstepowala Brett na krok. A gdy 
dziewczyna zamykala sie w ciemni, byla bardzo smutna. 
Hattie stwierdzila, ze Brett powinna spedzic troche 
czasu na sloncu, bo znowu zaczyna wygladac jak chorowita 
dziewczyna z miasta. Co prawda, Brett próbowala jej 
wyjasnic, ze nadmierne opalanie sie jest niezdrowe, ale 
Hattie jak zwykle wiedziala swoje. 
Nie bylo sen!lu sie sprzeciwiac, wiec rozkoszowala sie 

background image

pieknym dniem. Kiedy slonce zeszlo nizej, postanowila 
wyjsc Jamie'emu na spotkanie. Nie widziala go od rana. 
Nie wrócil na lunch. Bywalo juz tak, ale rzadko. Najczesciej 
wtedy, gdy mu sie cos nie podobalo i wymagalo 
dokladnego sprawdzenia. Potem opowiadal jej o wszystkim 
ze szczególami. Ale ostatnio niepokój nie opuszczal 
go. Zauwazyla, ze bron, która przedtem trzymal w sypialni, 
mial teraz zawsze przy sobie. 
Tlumaczyl jej, ze to zwykla ostroznosc, ale wiadomosc, 
ze wyspa jest zamieszkana, juz sie rozeszla. 
Sasiedzi zaczeli coraz czesciej przywozic na sprzedaz 
warzywa i ryby. Jamie wital ich przyjaznie, ale bron mial 
zawsze w pogotowiu. Nadal zartowal. Byl ciagle cudownym 
kochankiem i wspanialym przyjacielem, ale kiedy 
wydawalo mu sie, ze Brett niczego nie widzi, stawal sie 
powazny i smutny. 
. Podniosla sie z lezaka i siegnela po suknie, ale doszla 
do wniosku; ze moze isc na spacer w samym kostiumie; 
bylo bardzo cieplo i nikt nie mógl jej zobaczyc. Podeszla 
do poreczy tarasu i popatrzyla w strone plazy. Przyslonila 
oczy dlonia i wypatrywala Jamie'ego. 
Lucyfer wskoczyl na balustrade i przytulil sie do niej. 
Wydawal sie byc bardzo zdenerwowany. Poglaskala go 
delikatnie. 
- Co z toba, malutki? Czy udzielil ci sie mój niepokój, 
czy tez czegos sie poisz? - Malpka nagle zadrzala, 
a potem zeskoczyla z balustrady i pobiegla do Hattie. 
Brett przypomniala sobie,' ze Lucyfer reagowal w ten 
sposób tylko na widok jednej osoby. Uslyszala na 
schodach ciezkie kroki i odwrócila sie w te strone. 
- La Mar! Co tu robisz? Jak dlugo tu jestes? 
Pytania padaly jednq po drugim. Wysoki, blady 
mezczyzna stal bez ruchu, a jego bezbarwne oczy 
przesuwaly sie po jej sylwetce. 
- Pytalam, co' tu robisz? .:..-spytala surowym tonem, 
próbujac sie opanowac. 
Sklonil sie z jawnym szyderstwem .. 
- Przepraszam, panienko. Nie chcialem pani przestraszyc 
- powiedzial ochryplym glosem, rozciagajac 
samogloski i polykajac koncówki slów. 
Moze i nie chcial, ale widac bylo, ze jej reakcja 
sprawia mu przyjemnosc. 
- Zaskoczyles mnie, ale nie przestraszyles - powiedziala 
Brett spokojnie. 
. - W<;>bectego przepraszam, ze pania zaskoczylem. 
- Na jego twarzy pojawil sie wyraz skruchy, chociaz 
wzrok temu zaprzeczal. 
- Chce wiedziec, co tu robisz. - Z trudem powstrzymywala 
sie, by nie uciec i nie schowac sie przed 
jego wzrokiem. 
- Alez panienko, przeciez pani wie, ze przyplywam tu 
z ciotka dwa razy w tygodniu. 
Udawal, ze nie rozumie jej obaw, a Brett czula, ze 
dretwieje ze strachu. 

124 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

125 

- Nigdy nie przyjezdzasz o tej porze, a poza tym nie 
wolno ci odchodzic od motorówki. 
- Tak sie zlozylo, panienko. 
- Nie nazywaj mnie panienka. - Nie chciala byc 
nieuprz'ejma, ale to, co mówil, bardzo ja draznilo. 
- Jak wiec mam pania nazywac ... panienko? - Wjego 

background image

glosie wyczula grozbe. 
- La Mar! - Na tarasie pojawila sie Hattie. - Co tu, 
u diabla, robisz? 
Zmiana byla,zaskakujaca. La Mar przestal byc arogancki, 
pobladl, a z jego oczu zniknal wyraz pozadania. 
- Przyjechalem po ciebie, ciociu. - Zachowywal sie 
jak skarcone dziecko. 
- Czy chodziles po wyspie? Spotkales pana McLachlana? 
- Nie. 
- Wracaj do motorówki, zaraz tam przyjde, ale nie 
waz sie ruszac z miejsca. 
Hattie nie patrzyla na La Mara, wiec nie widziala jego 
usmiechu, który na nowo przerazil Brett. Nie chciala 
patrzec na niego, ale byl jak. waz hipnoty~jacy swoja 
ofiare, a zarazem wstretny. 
- Przepraszam, ze La Mar cie przestraszyl, kochanie. 
Co on mówil? 
Brett potrzasnela glowa. Co jej mogla powiedziec? 
Jego slowa brzmialy niewinnie, ale wzrok. .. i to, co sie za 
nim krylo. 
- Niewazne, ja go 'tez nie lubie. Moze powinnam 
posluchac Lucyfera. On go nienawidzi. 
- Gdzie jest Jamie? Czy myslisz ...? 
- Ze La Mar zrobil mu cos zlego? - Hattie wrócila do 
dawnego zwyczaju konczenia za kogos wypowiedzi. - Alez 
skad. La Mar jest tchórzem. Umie tylko atakowac od tylu. 
Nie denerwuj sie. Jamie jest duzo madrzejszy od t~kich 
jak on. Zreszta dlaczego mialby napadac na Jamie'ego? 
Nie wie, kim jestes, ani dlaczego tu jestes. Nie mam tylko 
pojecia, czemu tu przyszedl? Moze chcial cos ukrasc? 
O, tak - odpowiedziala na pytajace spojrzenie Brett. 
- To zlodziej. Pewnie dlatego wrócil na wyspy. Ukrywa 
sie· Ale skrzywdzic Jamie'ego? Nie móglby tego zrobic, 
a poza tym nie mialby tyle odwagi. 
- No to gdzie jest Jamie? 
- Nie wiem, ale na pewno zaraz wróci. Chcesz, zebym 
z toba na niego poczekala? 
- Nie, nie trzeba. Czuje sie dobrze. Tylko La Mar 
mnie zaskoczyl i przestraszyl. 
- Jestes pewna? 
- Tak. Jamie na pewno zaraz wróci. 
Morze zagluszylo warkot silnika motorówki. Brett 
poszla do swego pokoju. Postanowila sie przebrac. 
Wlozyla dzinsy i wkladala wlasnie bluzke,' gdy wszedl 
Jamie. 
- Wróciles! - wykrzyknela z ulga. 
Nie odpowiedzial. Stal w otwartych drzwiach i przygladal 
sie jej uwaznie. 
- Nic ci niejest? Zabilbym go, gdyby cie tknal. - Kiedy 
nie odzywala sie w dalszym ciagu, zazadal rozkazujacym 
tonem: - Powiedz, ze wszystko w porzadku. 
- Tak! Tak! Ale co z toba? Czy jestes ranny? 
Jamie mial podarta koszule, wilgotne dzinsy ze sladami 
soli i zmeczona twarz. 
- Nie. Zaplatalem sie w pnacza. Nic zlego sie nie 
stalo? Czy móglbym cie przytulic? 

background image

126 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

127 

Brett objela go ramionami i poczula, ze drzy. 
- Mój Boze! Jestes strasznie wyczerpany. 
- .To byl ciezki dzien - przyznal i zallUrzyl twarz w jej 
wlosach. - Jesli pozwolisz mi przez chwile trzymac cie 
w ramionach, zaraz bede swi~zyi wypoczety. 
- Nie. - Brett przyjrzala mu sie uwaznie. - Lepiej 
bedzie, jesli wezmiesz goraca kapiel. 
- Wole prysznic - zaprotestowal Jamie. 
- Ale nie dzisiaj. - Zaczela pomagac mu sie rozbierac. 
Przesunela dlonmi po jego bokach, sprawdzajac,' czy nie 
ma zlamanych zeber. Jedynymi sladami upadku byly 
nowe zadrapania. Chcial ja pocalowac. 
- O, nie - powiedziala. - Mamy wazniejsze sprawy do 
zalatwienia. 
- Czyzby? 
- Jestes tak zmeczony, ze nie potrafisz logicznie 
myslec. Stanowisz zywy dowód, ze nikt nie moze byc co 
noc wspanialym kochaRkiem, a P9tem w clagu dnia 
zmieniac sie w czujnego straznika. 
. '- Nie moge? 
- .Moze popatrzysz na swoje odbicie. - Odczula ulge, 
gdy upewnila sie, ze to tylko zmeczenie. 
- Nie moge polaczyc sie z "Tancerzem". - Glos 
Jamie'ego byl spokojny, ale na jego twarzy malowal sie 
niepokój. - Rano polaczylem sie z nim bez trudu, a potem, 

bez ostrzezenia, nastapila cisza. _ . 
- Jak to tlumaczysz? 
- Nie wiem. Tam sa najlepsi ludzie Simona. Niczegonie 
przeocza, a teraz wydaje sie, jakby 'gdzies 
znikneli. 

'C"' 

I caly dzien wedrowales po wyspie, próbujac nawiazac 

z nimi lacznosc. - Nic dziwnego, ze byt' wyczerpany. 
Ale juz adpoczal. Brett wierjziala, ze potrafi dokonywac 
niezwyklych czynów i bardzo.szybkoodzyskuje sily. 
.-:-Byl~m na wzgórzu, gdy przyplynal La Mar. Nie 
.,spieszyl sie, wiec zdazylem wrócic do domu i uslyszec 
wasza rozmowe. A potem przy Hattie udawal niewiniat, 
ko. Patrzylem z ukrycia,jak o<;ljezdzali.Nie podoba mi sie, 
ze ten typ sie tu kreGi.Moze przesadzam, bo denerwuje sie 
brakiem kontaktu z "Tancerzem", a moze nie. 
. - To spotkanie o czyms mi przypomnialo. La Mar od 
,niedawna wozi Hattie. Przedtem, przez wiele lat ,robil to 
inny jej, siostrzeniec, ale zlamal noge i La Mar go 
zastepuje. 
-. Odkiedy?- Oczy Jamie'ego zwezily sie. 
- Pytalam o to Hattie. Mówila, ze wypadek zdarzyl sie 
na wiele miesiecy przed a.aszxm przyjazd,em tutaj. To 
znaczy, ze nie ma to zadnego zwiazku z nami,prawda? 
- Nie, wiem. - Dla czlonków Organizacji nie bylo 
,pewnych rzeczy, dopóki ich sami nie sprawdzili. - <::zasami 
cos zaczyna sie z innego powodu, a potem sy,tuacja 
zmienia sie calkowicie . 
,- Co teraz zrobimy? 
-' Musze znowu wyjsc. Moze klopoty "Tancerza" juz 
sie skonczyly, a moze nie. 

background image

Ta ostatnia mozliwo~c ozmiczala problemy. Jamie juz 
wczesniej wspominaljej; co sie moze zdarzyc, i Brett byla 
dobrze przygotowana na rózne okolicznosci. Sam sprawdzil 
Galy dom, pozamykal wszystko i uruchomil system 
ala,tmowy. . 
' .. :- Zamknij za mna 

I

dokladnie drzwi. To, naprawde 

moze nie byc nic waznego; tylko przypadkowy zbieg 
okolicznos<;i, ale przYPusCJ;ny,ze tak nie jest. Wiesz, co 
masz robic? 
128 

DLON ANIOLA 

Skinela glowa· 
_ Nie bedziesz mnie widzrala, ale bede w poblizu. 
Jesli oni przyjda ..:. - Nie dokonczyl. Nie wyjasnil, kim 
moga byc przybysze. - Bede tu przed nimi. Zaufaj mi. 
_ Dobrze. Prosze, uwazaj na siebie. 
- Obiecuje. 
Gdy zamknela za soba drzwi, znalazl sie w innym 
swiecie. Slyszal, jak przekreca klucz w zamku. Wiedzial, 
ze na razie jest bezpieczna. 
Brett siedziala bez ruchu przez wiele godzin, nasluchujac, 
wpatrujac sie w przesuwajace sie cienie. Bolaly ja 
ramiona, nogi, cale cialo. Ale nawet nie drgnela. Bala sie· 
Przyszli o pólnocy. A Jamie, tak jak obiecal, pojawil 
sie przed nimi. 

ROZDZIAL DZIESIATY 

Brett jeszcze nigdy nie widziala nikogo lezacego tak 
dlugo bez ruchu. Cala noc Jamie spedzil na krawedzi 
urwiska. Odczasu do czasu mówil cos do niej szeptem, 
ale nie odrywal wzroku od domu. Cala jego uwaga 
skupila sie na riieproszonych gosciach. Ludziach bez 
skrupulów, którzy ich szukali. 
Bylo ich szesciu. Ubranych na czarno. Tak jak Jamie 
i Brett. Doswiadczonych i dobrze wy"szkolonych. Pojawili 
sie cicho, ale znalezli jedynie pusty dom. Bezksiezycowa 
noc umozliwila ucieczke jego mieszkancom. 
W czasie gdy napastnicy przebywali jeszcze w zatoczce, 
Jamie poprowadzil Brett kreta sciezka przez geste 
zarosla. Urwisko tetnilo zyciem. Roilo sie tli od owadów. 
Male, polujace noca zwierzaki wyskakiwaly spod nóg 
idacym. Jamie wskazywal Brett droge, dodawal sil 
i przekonywal, ze urwisko bedzie najlepszym schronie

mem. 

U kresu wedrówki ujrzala efekt calodziennej pracy 
Jamie'ego. Z lisci palm i z paproci wybudowal niewielki 
szalas. Nie byl on ani piekny, ani wygodny, ale spelnial 
swoje zadanIe. Poza tym byl niewidoczny nawet z bliska. 
Mozna bylo przejsc tuz obok niego i w ogóle go nie 
zauwazyc. Chyba ze mialo sie psi wech. Ale na wyspie 
pojawili sie tylko ludzie. Wspanialy dom i ogród Jordany 
130 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

131 

zamienili w obóz wojskowy. Chcieli dzialac przez 

zaskoczenie, ale wlasciwie to ich zaskoczono. 

operacja, 

która mieli przeprowadzic, nie byla wcale taka 
latwa. 
Brett i Jamie byli scigana zwierzyna i dziewczyna 
drzala na sama mysl o tym. Okropne okreslenie, w którym 

background image

czulo sie i bezradnosc, i bezbronnosc ofiar. Przekonywala 
wiec sama siebie, ze Jamie nie jest przeciez bezradny, 
a ona znajduje sie pod jego opieka. 
Slonce grzalo bez litosci. Bylo poludnie i Jamie wypil 
kilka lyków wody, nie przerywajac obserwowania przeciwników. 
Brett pamietala, ile bólu sprawialo jej siedzenie bez 
ruchu, wiec podziwiala jego wytrzymalosc. 
- Brett... - .Jego szept zabrzmial jak szmer. -' Na 
horyzoncie jest jakis statek. Wez lornetke, podejdz do 
krawe~i i postaraj sie odczytac jego nazwe. Uwazaj, 
zeby slonce nie odbijalo sie 

vi 

szklach. Jesli to nie jest 

"Tancerz", wolalbym, by nikt na pokladzie nie zauwazyl, 
ze ich obserwujesz. 
Brett Wyjela lornetke z torby. Nie musial jej mówic, by 
byla ostrozna. Jeden falszywy ruch i caly wysilek Jamie'ego 
poszedlby na marne. 
Wiatr ucichl, bylo parno. Pot zalewal jej czolo, bluzka 
tez byla mokra i nieprzyjemnie oblepiala cialo. 
Przylozyla lornetke do piekacych oczu i przesuwala 
powoli wzrokiem po wodzie, az natrafila na niewielki 
statek. Musiala troche poczekac, zeby sie zblizyl, i dopiero 
wtedy mogla odczytac jego nazwe. Obserwowala 
go jeszcze przez kilka minut, chcac siJ zorientowac, 
ile osób jest na pokladzie. Potem wrócila do Jamie'ego. 
- To nie jest "Tancerz" - powiedziala, zanim zdazyl 
odezwac sie do niej. - To statek rybacki. 
- Wydaje mi sie, ze przeplywal tedy kilka dni temu. 
- Moze powinnismy dac im jakies znaki? Poprosic 
o pomoc? 
. - W ten sposób ujawnimy nasze schronienie. Napastnicy 
schwytaja nas, zanim nadejdzie pomoc. 
- To co zrobimy? Bedziemy tu czekac, az pojawi sie 
"Tancerz" lub ktos z Organizacji? 
- Ty poczekasz - powiedzial. - Ja zejde na dól. 
Nie wierzyla wlasnyIP uszom. Potem wpadla w panike. 
- Nie mozesz! Zabija cie! - "Oni "przestali nagle byc 
niewyraznym obrazem. Byli twardymi, niebezpiecznymi 
ludzmi. Moze elitarna grupa chroniaca tych, którzy 
zajmowali sie handlem narkotykami. Jamie'emu grozilo 
niebezpieczenstwo. - Prosz,e, nie rób tego. - Jej glos 
brzmial blagalnie. 
- Nie pójde tam, gdzie mnie moga zlapac. Nie 
powinni mnie nawet zauwazyc. Musze isc. 
- Dlaczego? - Starala sie zachowac spokój, ale 
ogarnal ja paniczny strach. - Dlaczego? 
- Brett, nie poszedlbym, gdybym nie musial. Jeb, 
Matthew i Mitch kiedys sie tu pojawia, ale nie mozemy 
dluzej czekac. Spedzilismy na urwisku juz cala dobe. 
- Co chcesz zrobic? 
- Uszkodzic im radio i lódz, zeby nie mogli nas 
schwytac, kiedy bedziemy uciekac. 
- Ale przeciez wszystkie lodzie Patricka sa zniszczone. 
- Roztrzaskali je - usilowal usmiechnac sie Jamie. 
Wiedzial, ze sytuacja jest powazna, ale po tylu godzinach 
bezczynnosci chcial cos robic. 

132 

Ot.ON ANIOLA DLON ANIOLA 

133 

background image

_. Wiec jak ....? - Glos Brett zalamal sie. Strach, który 
tlamsila tak dlugo gdzies w podswiadomosci, dal o sobie 
znac. Wiedziala, ze musi panowac nad soba. Jamie nie 
mógl sie jeszcze na dodatek zajmowac rozhisteryzowana 
kobieta. Zaczela gleboko oddychac. Byla bardzo blada, 
ale mogla znowu mówic . .....: Co chcesz zrobic? 
- Przy moczarach jest jeszcze jedna lódz, która kiedys 
morze wyrzucilo na brzeg. - Nie mówil jej, ze lódka jest 
mala i nadaje sie tylko do przybrzeznych polowów oraz ze 
znajduje sie w poblizu otwartego morza. - Mozna nia 
plywac. Na pewno nie utonie. 
Brettjuz nie oponowala. Poznala na tyle Jamie'ego, by 
wiedziec, ze dokonal wlasciwego wyboru. 
- Kiedy wyruszysz? 
- O pólnocy. 
- A co bedziemy robic do tego czasu? 
- Musze cie nieco przeszkolic, przygotowac do tej 
malej wycieczki. A potem ty bedziesz stac na warcie, aja 
sie troche przespie. 
- Dobrze - Brett nie mogla nic wiecej z siebie wydobyc. 
- Kiedy mnie nie bedzie, musisz miec oczy i uszy 
otwarte. Gdybym nie wrócil... - popatrzyl na nia badawczo. 
Brett zbladla jeszcze bardziej. Mimo upalu drzala 
z zImna. 
- Hej! - poglaskal ja po policzku. - Wróce na pewno. 
Nie bój sie. Ale .... 
- Na wszelki wypadek ... - dokonczyla. 
- Gdyby cos mi sie stalo, bedziesz musiala dzialac sama. 
Przez nastepna godzine tlumaczyl jej, co ma zrobic. 
Powtarzal to wiele razy, bo od tego zalezalo jej bezpieczenstwo. 
- No, dobrze - zakonczyl wreszcie. - Znasz droge? 
Nie pomylisz sie? 
- Nie. 
- Pamietasz, co masz zabrac i jak sie ubrac? 
- Tak, Jamie. 
- Ruszysz o swicie. Nie pózniej. 
Gdy Brett milczala, schwycilja za ramiona i zapominajac 
o ostroznosci, mocno nia potrzasnal. 
- Nie czekaj! Idz! Obiecaj mi to, prosze. 
- Dobrze, obiecuje. - Czula, jak jego palce wpijaja sie 
w jej ramiona. / 
- Grzeczna dziewczynka. - Jamie odetchnal z ulga 
i puscil ja. 
- Juz od dawna nie jestem dziewczynka. 
Usmiechnal sie, slyszac te slowa. 
- To prawda. Jestes wspaniala kobieta, Brett. Dowiodlas 
tego tu, na wyspie. 
Brett milczala. Czula ucisk w gardle i bala sie, ze 
wydobedzie z siebie tylko cichy jek. Weszla do szalasu, 
by przygotowac sie na to, co ja czekalo. 
Gdy po jakims czasie Jamie zawolal ja, byla zupelnie 
spokojna. Przejela warte. 
Jamie zasnal. Slyszala jego równy oddech. 
Napastnicy zebrali sie na tarasie przy kuchni. Dwaj z nich 
caly dzien przebywali w domu. Czterej przeszukiwali plaze 
i bagna, starajac sie natrafic na slad uciekinierów. Teraz 

background image

siedzieli na tarasie, pili, palili irozmawiali. Czuli sie zupelnie 
bezpieczni. Jutro zapewne planowali przeszukac urwisko. 
- Jutro - szepnela Brett. - Jutro juz nas tu nie bedzie. 
Popatrzyla na niebo oblane czerwienia. Slonce juz 
zachodzilo. Zanim pojawi sie znowu, Brett opusci wyspe. 
Z Jamie'em lub sama. 
134 

DLON ANIOLA 

135 

Jamie abudzil ~ie wczesniej, niz plaJ;lOwal. 
,- Cas sie dziej<:;? 
. - Nie. 
- Ta banda pewnych siebie durniów. Mysla, ze juz nas 
maja. Mazemy ta wykarzystac. - Byl gatawy do"drogi. 
Pistaletz~tknal zapas. Padsiedl da Erett i uniósljej twarz. 
- Wiesz, co. robic - stwierdzil. 
- Otrzymalam szczególawe instrukcje adpawiedziala. 

- l 

zrobisz, co. ci kazalem? 

- Tak jak abiecalam. 
- Wróce· 
-;- Wiem., - O Baze! Prosze cie! 

- UwazajD.a siehie. - Przyciagnal ja da siebie 

i

p,acalawal 

lelu<o

usta. ' , 

-' Bede czekala: 

i , 

~ Ale tylko. d_a~switu - przypamnial jej Jamie. 
- Tak. 
- Wróce wczesniej - pawied2:ial i ruszyl w kierunku 
ukrytejsciezki. Ppchwili zniknal w ciemnasciach . .I tak 
zaczely sie naj dluzsze gadziny w zycia Bre~. 
Przy damu nic sie nie dzialo .. Wartawnicy byli na 
s~aich miejscach. Za kazdym razem, kiedy, sie zatrzymywali, 
Brettl umierala ze strachu a Jamie'ega. Nie 
byla go.juz wiele gadzin. Nigdzie nie magla dQstrzecjego. 
abecnasci. Nie wiedziala, czy jego. zamiar. sie·pawiódl. 
Ale cieszyla sie, ze nie zauwazyla zadnych aznak alarmu . 

abazie przeciwnika. ., , , " 

Nieba byla, jeszcze ciemne, ale nad '.haryzoptem 
pajawil sie pierwszy czerwany adblask., Switala.' " 
- Nie, jeszcze paczekam - szeptala Brett., 
Bacznie rozgladala sie daakala. Nic sie nie zmienila. 
Czy zlapali Jamie'ega? Maze teraz czekaja na jej ruch. 
Wahala sie, czy datrzymac danego. Jamie'emu slawa . 
Cóz warte bedzie jej zycie, jesli utraci jedyna asabe, dla 
której warta byla zyc. 
. - Nie mage. - Padniasla sie i adsunela naga wezelek, 
z którym miala wyruszyc w droge. Odwrócila sie i zaczela 
isc w przeciwnym kierunku. ' 

- Dakad, da diabla, idziesz? - Brett adwrócila sie 
gwaltawnie,' tlumiac akrzyk. Jamie byl wsciekly. 
- Idziesz w zlym kierunku, chyba ze przeniaslas lódz 

w mne miejSce. 
- Wróciles! - Nie obchadzila ja, ze ta, co.mówi, brzmi 
glupia. Najwazniejsze, ze Jamie byl z nia. 
- Datrzymalem przyrzeczenia, ale ty zapomnialas 
a swaim. - Podszedl blizej. - Dakad sie wybieralas i pa ca? 
- Teraz ta juz niewazile. Nie maglabym uciec stad bez 

background image

ciebie. 
- Gluptas. - Padszedl blizej i chwycil ja w ramiana. 
- Niech cie diabli. - A patem pacalawalja i dodal: - Mój 
dzielny gluptasek. 
- Mazesz mnie nazywac, jak chcesz. Jestem taka 
szczesliwa, ze wróciles. 
- Musimy isc. 
- A radia? Lódz? 
- Zniszczane. 
- Nie widzialam cie. 
- Brett! Siman nie pa ta mnie szkalil, zebys mnie 
zauwazyla. Minie pare gadzin, zanim bedzie zupelnie 
widna. Odplyw nam sprzyja, wiec nie pawinni nas 
schwytac. Jestes gatawa? - Pachylil sie nad nia. 
- Tak. 
136 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

137 

Dosc szybko udalo im sie przebyc trase wzdluz 
krawedzi urwiska. Jamie znal wyspe bardzo dobrze. 
Mimo ciemnosci przeprowadzal Brett szlakiem, którego 
inni by nie pokonali. 
Stracila poczucie czasu. Myslala tylko o tym, by 
posuwac sie naprzód i nie' stracic z oczu Jamie'ego. 
Biegla za nim z pochylona glowa. Czula, ze juz 
dluzej nie wytrzyma. Nagle Jamie zatrzymal sie, 
kladac jej dlon na ramieniu. Uniosla glowe i zobaczyla, 
ze zeszli juz z urwiska i mineli wydmy. Lódz byla 
niedaleko. 
_ Poczekaj tu. Przyciagne lódz. - Najpierw dokladnie 
sprawdzil plaze. Bylo pusto. Widzial tylko nagie galezie 
wyrzucone przez morze i rozrzucone na piasku muszle, 
które lsnily w pierwszych promieniach slonca. 
Brett nie widziala Jamie'ego. Byla sama na plazy. 
Usiadla na pokrytym sola pniu i odpoczywala w ciszy. 
W tym miejscu 'mozna bylo zapomniec o niebezpieczenstwie 
i zmeczeniu. 
Dlon, która zakryla jej usta i twarde ramie, które ja 
scisnelo, zaskoczyly ja kompletnie. Szum 'fal zagluszyl 
kroki. 
- Kogoz my tu mamy? - Napastnik przycisnal ja 
brutalnie do siebie 

,i 

zakryl mocniej usta i nos, gdy 

próbowala sie uwolnic. Mówil ochryplym szeptem: - No, 
malutka! - Druga reka przesunal' po jej ciele, budzac 
w niej odruch obrzydzenia. 
_ Cudownie! A ten lobuz mówil, ze nie dostaniemy 
zadnej nagrody za cala noc czuwania. 
Próbowala sie wyrwac, by ostrzec Jamie'ego, ale nie 
mogla sobie dac rady z tym silnym mezczyzna· Ludzie, 
przed którymi chronila ja dotad Organizacja, dopadli ja. 
Olbrzym potrzasal nia jak szmaciana lalka, smiejac sie 
z jej przeraze_nia. 
- Lubimy takie. Im zacieklej walczysz, tym dluzej 
zyjesz. Moze wszyscy beda mogli zabawic sie z toba. \ 
Moze mnie, Webberowi, uda sie kilka razy ... Ale najpierw 
musimy rozprawic sie z twoim chlopakiem. A jak 
juz to zrobimy ... - Poczula jego reke na piersi i znowu 
ogarnela ja fala obrzydzenia. 

background image

Spróbowala otworzyc nieco usta. Udalo sie. Pod~ 
niesiona na duchu tym malym osiagnieciem i odrobina 
powietrza, jaka udalo jej sie chwycic, zaczela zachowywac 
sie jak rozwscieczone zwierze. Schwycila zeb~mi 
nasade kciuka napastnika i ugryzla go z calej sily. 
Webber wrzasnal z bólu. 
Do tej pory ich zmagania odbywaly sie w ciszy. Do tej 
pory Jamie o niczym nie wiedzial. 
Teraz uniósl glowe. Zamarl ze zgrozy. Odrzucil line, 
która przywiazywal lódz, i pobiegl do miejsca, gdzie 
zostawil Brett. 
,Obraz, który ujr:z;al, byl jak koszmarny sen. Jakis 
charczacy, przeklinajacy facet próbowal dusic Brett. 
Dlon Jamie'ego siegnela po pistolet. Nie wystrzelil 
jednak. Przez przypadek mógl zranic Brett. Poza tym 
halas mógl sciagnac pozostalych bandytów. Runal wiec 
na walczacych z wielka sila. Impet uderzenia pozwolil' 
uwolnic sie Brett. Zobaczyl, ze dziewczyna sie podnosi 
z ziemi, i poczul cios przeciwnika, który usilowal go 
pozbawic przytomnosci. Jamie wiedzial, ze ma do czynienia 
z bezlitosnym indywiduum. Mógl go albo zabic, 
albo zostac zabitym, ale wiedzial, co wtedy stanie sie 
z Brett. 
Ta mysl zmebilizowala go. Ruszyl do walki. Uderzyl 
138 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

139 

olb~zyma 

'calych sil. Napastnik zachwial sie, ale wciaz 

trzymal sie na nogach. Zrecznym ruchem rzucil sie po 
rewolwer Jamie'ego, który upadl na piasek w czasie 
pierwszego starcia. Ale Brett byla szybsza. Uderzyl wiec ja 
otwarta dlonia i zaklal ze zlosci, gdy mimo to nie wypuscila 
rewolweru z reki. Odwrócil sie w strone Jamie'ego. 
- Podejdz blizej. Walczmy. Zobaczymy, jak bedziesz 
wygladac, gdy Webber wezmie cie w obroty. A potem 
zabawi sie z twoja diiewq;yna· 
Jamie nie reagowal. Webber zaczal krazyc dookola 
mego. . 
Z glosnym okrzykiem rzucil sie do pr:?odu. Jamie 
odskoczyl iwymierzyl mu blyskawiczny cios. Webber byl 
szybki, ale Jamie, chyba pod wplywem strachu o Brett, byl 
nie do pokonania. Zadawal Webberowi cios za ciosem. 
W pewnej chwili poczul ból, uslyszal chrzest lamanych 
kosci i ze zdziwieniem spojrzal na swoja reke· Byla 
w oplakanym stanie. Ale ten ostatni cios byl skuteczny. 
Webber lezal nieprzytomny. Brett rzucila sie ku Jamie'emu, 
ale on zajal sie odciagnieciem ciala przeciwnika 
w jakies ustronne miejsce, Potem powoli, potykajac sie, 
poszedl w strone Brett. Z trudem wyjal z jej zacisnietej 
dloni rewolwer. Dotknal opuchnietego, pokrwawionego 
policzka dziewczyny i przyciagnal ja do siebie. 
- Musimy isc do lodzi - powiedzial. 
Brett wysunela sie z jego objec, starajac sie nie urazic 
jego zlamanej reki. Z trudem powstrzymywala lzy. Tak 
wiele chciala mu powiedziec, ale teraz Jamie nie bylby 
w stanie jej wysluchac. 
. Wziela bagaze. Jamie nie sprzeciwial sie temu. Reka 
bolala go niemilosiemie, ale pomógl Brett sciagnac lódz 

background image

na glebsza wode. 
Fale odplywu niosly ich ze soba. Kiedy slonce wzeszlo, 
byli juz daleko na blekitnym morzu. 
Ofiary wymknely sie mysliwym. 
- Juz wkrótce Simon nas znajdzie. - Jamie siedzial 
bez ruchu, dlon zlozyl na kolanach. Kazde pochylenie 
lodzi na fali wywolywalo w rece óstry ból, który docieral 
, az do ramienia. Ból nieco slabl, gdy przyciskal te 
przerazajaca rzecz, która kiedys byla jego reka, do ciala. 
Nie mieli zadnego leku, który móglby mu pomóc. / 
Slonce swiecilo bezlitosnie. 
Brett nie myslala o ratunku. Nie dokuczalo jej slonce, . 
nie czula, ze na dnie lodzi zebrala sie woda. Myslala tylko 
o Jamie'em. Nie musiala byc lekarzem, zeby wiedziec, ze 
palce, które kiedys wywolywaly najglebsze wzruszenia 
publicznosci, juz nigdy nie beda sie poruszac po klawiaturze. 
A wszystko to przez nia. Gdyby wtedy nie leciala 
samolotem, gdyby nie zatrzymala sie na lotnisku, gdyby 
nie pomylila teczek, gdyby mogla sobie cokolwiek 
przypomniec ... 
Gdyby! 
Teraz Jamie juz nie bedzie mógl byc pianista. 
- Hej! - powiedzial z usmiechem. - Dobrze SIe 
czujesz? Nic nie mówisz. 
- Rozmyslam. 
..:... Chcesz o tym porozmawiac? 
- Nie ma o czym. 
Chociaz byl ciekawy, o czym Brett rozmysla, nie nalegal. 
Gdy odplyw sie skonczyl, próbowali plynac w strone 
szlaku wodnego. Brett.wioslowala. 
Mijaly godziny, a oni milczeli. Byli spragnieni. Brett 
140 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

141 

zapadla 

odretwienie i w koncu zasnela. Jamie równiez, 

mimo bólu. 
Obudzil ich halas. Jamie próbowal cos dojrzec, ale 
jego wzrok macila goraczka. Z trudem rozpoznal ksztalt 
helikoptera. 
Jak zahipnotyzowani patrzyli na maszyne lecaca tak 
nisko, ze krople wody uderzaly o jej spód. a-elikopter 
zblizal sie coraz bardziej. 
- Módl sie, zeby to byl Simon. - Jamie przytulil Brett 
do siebie. 
Brett wiedziala, iz nigdy nie zapomni uczucia radosci, 
ze jej modlitwa zostala wysluchana. Pózniej stale miala 
przed oczyma twarz Simona, który patrzyl na nich 
najpierw z troska, a potem z usmiechem. Jeb nigdy jeszcze 
nie wydawal jej sie tak zachwycajacy jak wtedy, gdy 
wdrapywal sie do lódki po skoku z helikoptera do morza. 
- Najpierw Jamie, potem ty - rozkazal, przekrzykujac 
warkot silnika. 
Po chwili 

VI 

lódce pojawil sie Matthew i na wlasnych 

rekach wyniósl do helikoptera Jamie'ego. Jeb zabezpieczal 
Brett, gdy wciagali ja na góre. Simon pomógl jej 
wyplatac sie z pasÓw, a Matthew zajal sie nieprzytomnym 
Jamie'em. 
- Czy odniósl powazne obrazenia? - zapytal z troska 

background image

Simon. 
- Powazne, ale nie zagrazajace zyciu. Zemdlal z bólu. 
W kabinie slychac bylo tylko szum silnika. Nikt nie 
mówil o zlamanej rece Jamie'ego. 
-. Skad wiedzieliscie? - Brett przerwala cisze· 
- Hattie - odpowiedzial Simon. - Nabrala podejrzen 
w stosunku do La Mara. Zadzwonila do Patricka, a on do 
mme. 
- La Mar - powtórzyla Brett. - Lucyfer go nie lubil. 
- Madre zwierze - odrzekl Simon. - Kiedy przybylismy 
na wyspe, Webber wyspiewal wszystko. Wiedzial 
o waszej ucieczce. Reszte znasz;. 
Brett chciala jednak znac te reszte, ale mysli jej 
krazyly wokól Jamie'ego. 
- Zastrzyk dziala - powiedzial Matthew. - Teraz 
bedzie spal, ale jesli chcesz, mozesz p~zynim posiedziec. 
- Nie - odparla Brett szybko. - Ja go w to wplatalam, 
przeze mnie zlamal sobie reke. Teraz juz mu nie pomoge. 
On bardziej potizebl.lje ciebie, Matthew. 
Matthew byl na tyle madry, ze nie zaprzeczyl. Kiedy 
Brett odwrócila sie w strone okna, popatrzyl znaczaco na 
Simona. 
Wiele razy spotkali sie juz z tragedia i cierpieniem. 
Dobrze znali pieklo poczucia winy. I wiedzieli, ze Brett 
sama musi sobie z nim poradzic. 
W ciszy, która zapanowala, zaden z nich nie podsunal 
Jej rozwlazama. 

DLON ANIOLA 

143 

ROZDZIAL JEDENASTY 

- Mamy teczke. Mitch odzyskal ja przed godzina. 
- Wiec to juz koniec? - Brett wygladzila zmarszczke 
na rekawie szlafroka, sluchajac uwaznie slów Simona. 
- Okazalo sie, ze lista nie zostala zniszczona i niedlugo 
zapozna sie z nia kilka osób. 
Brett byla zaskoczona. Wszystko potoczylo sie tak 
szybko. Dwadziescia cztery godziny temu byla jeszcze na 
brzegu wyspy i grozilo jej smiertelne niebezpieczenstwo. 
Teraz znajdowala sie w Grayson House, gdzie po raz 
pierwszy spotkala Simona. Tam obudzila sie po wypadku 
i pierwsza osoba, która zobaczyla, byl Jamie. Od tamtej pory 
nie odstepówal jej praktycznie nawet na krok. Ryzykowal 
dla niej wszystko i stracil cos naprawde bezcennego. 
Nie. Nie mogla o tym myslec. Czula sie winna. 
Patrz)4a caly czas na Simona, chcac uniknac widoku 
Jamie'ego. Ale w pamieci ciagle miala jego obraz, obraz 
przyjaciela i kochanka. 
W rozmowie omijali temat okaleczen, oparzen slonecznych 
i braku wody. Udawali, ze wszystko jest w porzadku. 
Wszyscy czuja sie dobrze. Caly ten cholerny 
swiat czuje sie dobrze! 
l reka Jamie'ego nie jest tak strasznie okaleczona. 
Klamstwa! Wstretne klamstwa! Brett czula ?ie tym 
zmeczona i byla wdzieczna Simonowi, ze zmienil temat. 
- Mamy liste - powtórzyl z zadowoleniem. - Bedziesz 
wolna, jak tylko cie lekarze zbadaja. 

background image

Chciala sie wszystkiego dowiedziec. 
- La Mar was zdemaskowal. Nie nalezy do kartelu, 
ale jest zlodziejaszkiem, który zna cene waznych informacji. 
Twoja obecnosc na wyspie zaskoczyla go tak, ze 
uznal to za fakt, o którym nalezy kogos poinformowac. 
Szukal kogos takiego, gdy "Tancerz" zawinal do miasteczka, 
by dokonac kilku napraw. Niestety, nie udalo sie 
ukryc, ze ten jacht ma specjalne radio i bardzo skomplikowane 
urzadzenia pod pokladem. Polaczyl te infor~ 
macje ze soba, zeby uzyskac wyzsza cene - powiedzial 
Jamie.' 
Brett zadrzala na dzwiek jego glosu. Zobaczyl, ze 
&iewczyna sztywnieje i zaciska szczeki. Nie pojmowal 
zmiany, która w p.iej zaszla, nie rozumial sensu toc~bnej 
przed chwila rozmowy. Chcial nia potrzasnac, zmusic do 
wyjasnien, ale obawial sie, ze obróci sie to przeciwko 
. memu. 
- W jaki sposób ludzie z kartelu dowiedzieli sie 
o wyspie? - Brett zwrócila sie do Simona, jakby Jamie'ego 
nie bylo w pokoju. 
- To stara historia nienawisci i zemsty. I nic tu nie 
bylo przypadkowe. - Simon podszedl do niej. Byl równie 
zdumiony jej zachowaniem jak Jamie. Przeciez widzial, 
z jakim przerazeniem patrzyla na nieprzytomnego Jamie'ego, 
kiedy lezal na noszach w helikopterze. Ale 
dzisiaj w jej zachowaniu nie bylo sladu wdziecznosci czy 
poczucia winy. - Jest taki facet, nazywa sie Thomas Jeter. 
Kiedys bardzo chcial zniszczyc Organizacje, a wraz z nia 
i mnie. Byl wazna osoba w rzadzie, a jednoczesnie dzialal 
w ukryciu. Mial powiazania z mafia poludniowoamery144 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

145 

kanska. Przed wielu laty zlapali go, osadzili i poslali 
do wiezienia. Nie .bede opowiadal wam szczególowo 
o jego zbrodniach czy tez o przyczynach jego nienawisci 
do Organizacji. W kazdym razie mialy one tlo 
polityczne. Wiedzial o mnie wszystko. Zalozyl kartoteke 
'i umiescil w niej tych, których znalem, i tych, 
którzy mnie znali. 
- Jak cos, co wydarzylo sie tak dawno temu, moze 
miec taki wplyw na terazniejszosc? - zapytala Brett 
zainteresowana opowiescia. 
- Stara nienawisc nie rdzewieje - usmiechnal sie 
smutno Simon. - Kiedy ktos ogarniety jest jakas obsesja, 
pamieta wszystko lepiej i ciagle mysli o zemscie. 
- Czy myslisz, ze ktos z kartelu dotarl do Jetera 
w wiezieniu i uzyskal informacje o wyspie? 
- Nie mysle, Brett, ja wiem, ze tak sie stalo. Jamie 
przyczynil sie mimo woli do rozwiazania zagadki. Rozpoznali 
go na lotnisku. Wsrod przestepców musi byc. 
milosnik muzyki. - Simon usmiechnal sie do Jamie'ego, 
który stal przy nim, milczac. - Nigdy nie laczono 
Jamie'ego z Organizacja, az do ostatniego zadania. 
- On... Jamie ... zostal rozpoznany i co dalej? - Brett 
musiala dowiedziec sie wszystkiego. 
- Jeter powiazal moniez McLachlanami, odnalazl tez 
naszych wspólnych znajomych, miedzy innymi Patricka. 

background image

- To az nieprawdopodobne - zawolala Brett. 
- To potwierdza tylko fakt, jak bardzo zdesperowani 
byli czlonkowie kartelu i jak daleko siegaja ich macki. 
Przeszukali inne posiadlosci Patricka, a do odkrycia 
waszej kryjówki przyczynil sie La Mar. 
Brett z niedowierzaniem sluchala tego, jak dziala 
kartel. Teraz byla juz przekonana, ze istnienie Organizacji' 
i dzialalnosc takich ludzi jak Simon, Jeb, Mitch, 
Matthew i Jamie ma swoje glebokie uzasadnienie. 
- Co sie stalo z "Tancerzem"? 
Jamie chcial odpowiedziec, ale przypomnial sobie jej 
wrogosc i niechec, wiec milczal. 
- Znowu La Mar - odezwal sie zamiast niego Simon. 
Coraz trudniej bylo to wszystko zrozumiec. Poza tym 
cala uwaga Brett byla skupiona na Jamie'em. Byl taki 
spokojny. Taki cichy. Nic nie uszlo jej uwagi, mimo ze 
starala sie nie patrzec na niego. 
Gips i bandaze. Nie mógla pogodzic sie z tym, ze stala 
sie przyczyna jego kalectwa. Nie wolno jej o tym myslec. 
Musi skoncentrowac sie na Simonie. Chyba mówi o La 
Marze. 
- Jak La Mar mógl uszkodzic jacht? 
. - Wydaje sie to niemozliwe, ale udalo mu sie tego 
dokonac. Musisz wiedziec, ze nikt tilk nie dba o ochrone 
srodowiska jak rybacy. La Mar rozpuscil plotke, ze 
"Tancerz" zatruwa wode, i napuscil na nas rybaków. 
- W okreslonym czasie zajego namowa zjawili sie na 
pokladzie .- odwazyl sie odezwac Jamie . .:..-Zaloga nie 
podejrzewala o nic ludzi, którzy do tejpory zachowywali 
sie przyjaznie. W rezultacie zabrali z jachtu radio i silnik, 
a La Mar wzial za to pieniadze od kartelu. 
. - Mitcha, Jeba i Matthew widzialam, ale na pokladzie 
byla jeszcze Alexis Charles. Co sie z nia stalo? 
- Jest u Hattie. Czuje sie swietnie. - Jamie pragnal 
dowiedziec sie, co trapi Brett, ale mówil dalej. - "Tancerz" 
zostal unieruchomiony na jakis czas. W koncu 
Mitchowi udalo sie go naprawic i po kilku godzinach 
zawineli do najblizszego portu. Ale wtedy Hattie zdazyla 
juz zatelefonowac do Patricka. 

146 

DLON ANioLA DLON ANIOLA 

147 

- I Patrick skontaktowal sie z Simonem - domyslila 
sie Brett. 
Simon obserwowal Brett i Jamie'ego z ogromna 
ciekawoscia, ale teraz musial wtracic sie do rozmowy. 
- Tak, masz racje, a tuz potem otrZymalem wiadomosc 
od Jeba, który juz dostal sie na brzeg. . 
- Wiec caly nasz plan byl na nic. Nikt w niego nie 
uwierzyl. 
- Uwierzyli, bo po twoim wypadku nie szukali ciebie, 
tylko Jamie'ego. Widzieli go z toba na lotnisku i w poblizu 
twego mieszkania. Nie byli pewni, czy spotkaliscie 
sie przed wypadkiem. Przyjeli, ze tak i ze Jamie widzial 
liste. Mysleli, ze pracujecie razem i ze Jamie przekazal ci 
teczke. Zadne z was nie bylo bezpieczne od chwili, gdy 
Mendoza zabral twój bagaz. 
- A czy,jestes pewien, ze teraz nam nic nie grozi? 

background image

- Przeciez ci mówilem, ze Webber wszystko wyspiewal. 
Jeter równiez sie przyznal. Najwazniejsza byla 
lista, a my ja mamy. 
- Czyli wszystko skonczone - wyszeptala Brett. 
- Tak - potwierdzil Simon. - Teraz zostawie was 
samych. Pewnie macie sobie wiele do powiedzenia 
- stwierdzil i wyszedl, zanim któres z nich sie odezwalo. 
Brett milczala. Jamie byl wstrzasniety. Nie wiedzial, 
co sie kryje za tak dziwnym zachowaniem dziewczyny. 
Ydawala, ze sie nie znaja, ze sa dla siebie obcy. Nie 
potrafil sie z tym pogodzic. Widok jego zabandazowanej 
reki znowu przypomnial jej o koszmarze, który przezywala. 
Czula sie winna. Lekarze stwierdzili, ze uda im sie 
czesciowo przywrócic sprawnosc zlamanej dloni. 
Simon nie ma racji, prawda, Brett? Przeciez my nie 
mamy o czym ze soba rozmawiac! - Jamie byl rozzalony. 
Brett na wyspie zachowywala sie zupelnie inaczej. 
.Widocznie urok Raju przestal dzialac. 
- A o czym mielibysmy rozmawiac? - odprawila go 
z kwitkiem. 
Myslal tylko o jednym, aby stad wyjsc. 
- - Jamie! 
- Slucham? 
- Ja ... chc(alam ci podziekowac za wszystko. 
- Nie bede udawal, ze sprawilo mi to przyjemnosc, ale 
poniewaz cie w to wciagnalem, nie mialem zadnego 
wyboru - stwierdzil uprzejmym tonem. Brett milczala. 
Jamie McLachlan ze swoim poczuciem honor'u nie mial 
innego wyjscia. - Mialas szczescie, ze spotkalas Carsona, 
Brett. l on tez mial szqescie. Kochaliscie sie, ale on juz 
lezy w grobie. Wróc do swiata zywych, posluchaj mojej 
rady. Zycze ci szczescia. 
Zobaczyla juz tylko zamkniete drzwi. Dopiero gdy 
Jamie wyszedl, uprzytomnila sobie, ze ostatnio wcale nie 
myslala o Carsonie. 
Jamie sadzil, ze to przywiazanie do Carsona bylo 
:powodem jej zachowania. Moze to dobrze, ze tak mysli? 
Powinna dla dobra ich obojga jak najszybciej opuscic 
Grayson. 
Mówil, ze ja kocha. Pamietala te slowa. Nigdy ich nie 
zapomni. Teraz, kiedy sie rozstali, nie bedzie musiala 
patrzec, jak milosc Jamie' ~goumiera po trochu za kazdym 
.razem, g9Yon uswiadamia sobie, ze kosztowala go kalectwo. 
Brett przesunela wyzej pasek aparatu fotograficznego 
i przeciskala sie przez zatloczony hol. Po roku przerwy 
przyjela pierwsze' zamówienie i wlasnie wracala do 

148 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

149 

domu. Byla zmeczona jak nigdy dotad. Tlumaczyla to 
sobie brakiem kondycji. 
Nagle zastapil jej droge przysto~ny mezczyzna. 
Usmiechal sie do niej radosnie, ale ona po prostu go nie 
zauwazyla. Swoim zwyczajem przygladala sie otaczajacym 
ja twarzom tylko i wylacznie okiem fotoreportera. 
Myslala o odpowiednim tle, kiedy ponownie go zobaczyla. 
To byl Simon. Ugiely sie pod nia kolana. Czyzby 
znowu planowal jakas akcje? Rozejrzala sie dookola, 

background image

szukajac znajomych twarzy. Ale Simon byl sam. 
. - Witaj, Brett - powiedzial i objal ja po przyjacielsku. 
- Mialas dobra podróz? - 
Skinela glowa i nerwowo przelknela sline. Wzial ja 
pod reke i poprosil o kwit bagazowy, który natychmiast 
przekazal Jebowi. , 
- Simon - odezwala sie w koncu. - Dokad mnie 
prowadzisz? Czy cos sie stalo? - Nagle ogarnal ja strach. 
- Jamie? Jest ranny? 
- Zabiera'm cie do domu, a Jamie czuje sie dobrze.. 
Brett zdjela kapelusz i siedziala pijac sok, podczas gdy 
Simon chodzil po pokoju.' , 
- No i co? - zaczal w,koncu. - Jakos sobie radzisz? 
W dalszym ciagu, nie pamietasz, jak doszlo do wypadku? 
- Nie. Lekarze mówia, ze sobie tego nie przypomne, 
ale przeciez to teraz juz nie ma znaczenia. 
- Nie opisalas tego, co zdarzylo sie na wyspie? 
- Mówil o albumie, który ostatnio wydala. 
- Nie lubie opisywac swoich przezyc. 
- Znilm go niemal @durodzenia. 
- Kogo? .' 
- Jamie-'ego. A o kim myslimy oboje? Kiedy go do nas 
zwerbowalem, wlasnie skonczyl szkole. Stal sie jednym . 
z moich najlepszych ludzi. Zasluguje na cos lepszego niz 
uszkodzona reke i serce. Rekajuzjest w porzadku, a teraz 
musze mu pomóc uleczyc serce.' 
- Mówisz, ze jego reka jest w porzadku! To wspaniale! 
Moze grac? 
- Nie tak dobrze jak kiedys, ale lepiej od wielu'ludzi. 
- Dzieki Bogu - odetchnela z ulga. 
- Powiedzialem, ze moze grac, ale nie gra . 
- Jak to? 
- Nawet nie zbliza siedp fortepianu. Ale nie udawaj; 
ze 'cie to obchodzi. 
- Nawet bardzo - oburzyla sie. 
- Okazujesz to w dosc niezwykly sposób. Odeszlas 
bez slowa. Nawet sie z nim nie pozegnalas. Widocznie 
twoja kariera i lojalnosc w- stósunku do Carsona byly 
tak wazne, ze nie moglas poswiecic Jamie'emu ani 
chwili. 
- Nie odeszlam z powodu kariery czy Carsona. 
- Wiec dlaczego to zrobilas? 
- Odeszlam, bo musialam. Bo nie moglam patrzec' na 
to, co mu sie stalo. To wszystko moja wina. 
- A w czym ty zawinilas? - zapytal Simon. 
- W czym? Jest tego cala lista. Nie ostrzeglam go 
przed La Marem. - Lzy plynely jej po policzkach. - Nie 
umialam odbezpieczyc tego cholernego pistoletu idlatego 
zostal kaleka. Jamie kochal mnie i nie moglam czekac, 
az jego milosc zamieni sie w nienawisc. Dlatego odeszlam. 
- Kochasz go? -ni to stwierdzil, ni to zapytal Simon. 
- Tak. ' 
150 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

151 

- Pragniesz go? 

\" Tak. 
- To teraz ci powiem, co zrobimy - usmiechnal sie 

background image

radosnie. 
Brett wspinala sie po zboczu. Szla w kierunku, gdzie 
wsród drzew pracowalo trzech mezczyzn. Przerwali 
prace, jak tylko ja dostrzegli. Najstarszy z nich usmiechnal 
sie na powitanie, drugi sklonil w milczeniu, a trzeci, 
brat blizniak Jamie'ego, poma~hal do niej reka i wskazal 
na miejsce, skad dochodzily odglosy uderzen topora. 
Bylo to dziwne przywitanie, ale Brett czula, ze bracia 
Jamie'ego witaja ja ~ radoscia· 
Pomachala im reka- w odpowiedzi i szla w strone 
wzgórza. W gestym lesie prowadzil ja rytm równych 
uderzen. 'Glosny trzask, a potem silne uderzenie oglosily 
swiatu, ze kolejne drzewo p"adlo.Gdy wyszla na niewielka 
polane, Jamie przygladal sie swojemu dzielu. 
- Ty naprawde jestes Wyrwidebem. 
Jamie odwrócil sie, ale nie okazal zadnych uczuc na 
widok Brett. 
_ Simon powiedzial, ze zyjesz jak od~udek. Pracujesz 
w lesie jak szalony i juz nie grasz. Mówil tez, ze nie jestes 
na mnie zly i ze nie winisz mnie za swoja reke· 
_ To ryzyko zawodowe. Moglem zostac ranny w glowe 
czy noge·  
- Ocaliles mi zycie. 
- Ratowalem równiez siebie. 
- Pozwól mi byc ci za to wdzieczna· 
- Nie chce twojej wdziecznosci. Chce.·· - urwal 
i zacisnal zeby. - Mniejsza o to. 
~ Simon mówi, ze mnie pragniesz. 

Jamie me odpowiedzial 

przez chwile panowala 

cisza. 
~ Simon za duzo mówi. 
- Czy on klamie? 
Jamie odwrócil sie do niej plecami. Milczal. 
- Czy to klamstwo, ze mnie pragniesz i nie przestales 
kochac? - powtórzyla. Jamie nie obrócil sie. -'Do diabla, 
McLachlan! - Chwycila go za ramie, zmuszajac, by na 
nia spojrzal. - Odpowiedz! Przeciez chciale( zebym 
przestala myslec o zmarlym i przylaczyla sie do zywych. 
Oto jestem. I co teraz zrobisz? 
Podszedl do niej, objal ja w talii i przyciagnal do 
siebie. Jego usta byly twarde i spragnione, jakby chcial 
znalezc zadoscuczynienie za ten dlugi, samotny rok. 
- Nie odejdziesz? 
- Nigdy. Chyba ze mnie wyrzucisz - odpowiedziala 
i zrzucila z siebie ubranie. Jamie zrobil to samo. 
- Nigdy cie nie opuszcze - wyszeptal i ulozyl ja na 
poslaniu z mchu. - Nigdy. 
Brett siedziala w ciemnosci, zasluchana. Palce Jamie' 
ego biegaly po' klawiaturze. W-nocnym powietrzu 
rozlegaly sie slodkie tony "Sonaty Ksiezycowej". Muzyka 
Jamie'ego byla w dalszym ciagu porywajaca. ' 
- Czy twoja reka jest naprawde w porzadku? - zapytala 
Brett, kiedy skonczyl grac. 
- Operowal, mnie dobry chirurg! - ze zniecierpliwieniem 
wykrzyknal Jamie. - Nawet jesli gram nieco 
wolniej, to i tak juz przeciez nie wystepuje. 

background image

~ Balam sie, ze sie zalamiesz. 
- Te pare polamanych kosci to cena zycia nas obojga. 
Czym mam sie tym przejmowac? 

152 

DLON ANIOLA DLON ANIOLA 

153 

- Gdybys nie musial sie mna opiekowac, to wszystko 
by sie nie wydarzylo. 
- Przestan!.- Czul, jak drza mu rece. - Przestan natychmiast! 
Nie chce nigdy wiecej o tym slyszec. Nigdy. Nie 
mozesz sie o nic oskarzac. Gdyby nie ty, stracilbym wiecej. 
Slyszalas od Simona, ze kartel szukal mnie, a nie ciebie. I bez 
ciebie bylbym ich celem. Czy rzeczywiscie musimy rozmawiac 
o wdziecznosci? Nie znamy ciekawszych tematów? 
- Simon .mówil, ze nie grales. . 
- Nie sprawialo mi to rad0sci. 
Radosc. To byla przyczyna, dla której nie gral. 
- A teraz? - Cos wjego oczach zmusjlo ja do zadania 
tego pytania. 
- Ty jestes moja radoscia. - Slyszala czulosc w jego 
glosie. - Dopóki nie odeszlas, nie zdawalem sobie z tego 
sprawy. 
Serce Brett wypelnilo sie szczesciem. 
- Kocham cie, Jamie - wyszeptala. Widziala radosc 
na jego twarzy, gdy bral ja w ramiona. Tak dlugo czekal 
na te slowa: 
- Polubisz moja rodzine - stwierdzil. 
- Juz ich lubie. To dzieki nim jestes taki, jaki jestes. 
Mezczyzna, którego zawsze bede kochac. 
Zawsze. To przyrzeczenie. 
Nagle rozesmial sie glosno. 
- Jestem taka zabawna? 
- Alez nie. Pomyslalem tylko o dwóch kobietach, 
które musza przyjsc na nasz slub. 
- Slub? 
- Chyba nie zamierzasz zyc w grzechu? - Usmiechnal 
sie i pocalowal ja. - Co by powiedzialy na to nasze 
dzieci? I zaraz dodal: - Czwórka chyba nam wystarczy. 
- Pewnie sie zgodze, zeby uniknac- skandalu. 
- I dlatego, ze cie kocham. 
~ To jest przeciez najwazniejsze. A teraz opowiedz mi 
o tych kobietach. ' 
- To Hattie, kochanie, i Madame Zara. Musisz ja 
poznac. Sa do siebie podobne. Zanim slub sie skonczy, 
obie powiedza nam, ile bedziemy miec dzieci ijakiej plci. 
Zaczal ja rozbierac, szepczac slowa, których sam nie 
slyszal. 
Kiedy po kilku godzinach Jamie wiedzial juz, ze 
Carson jest tylko wspomnieniem Brett, ze przestala miec 
wyrzuty sumienia juz na wyspie, kiedy zrozumial, ze to 
obawa przed utrata jego milosci zmusila ja do odejscia, 
kiedy uwierzyl, ze nale.zec bedzie do niego na zawsze, 
zasnal spokojnie. 
Brett patrzyla na jego dlon poznaczona bliznami 
i usmiechala sie przez lzy. Jezeli aniolowie sa odwazni, 
prawi i uparci, jesli sa grzeszni i czuli, i jesli kochaja 
z calego serca, to miala przed soba dlon aniola.