background image

ROZDZIAŁ 25 
O Chryste. 
Naprawdę byłam w nim zakochana, a jeśli miałam być ze sobą 
szczera, prawdopodobnie nigdy nie 

przestałam go kochać. Nie 

całkiem. Właśnie dlatego, po dwóch miesiącach powrotu do mojego 
życia, mógł przedrzeć się do mojego serca, mocno umacniając się 
tam. 
Zdając sobie sprawę, jak mocno czułam się źle - cholera, ale nie 
chciałam się nad tym zastanawiać. Nie chciałam, żeby moje obawy i 
gówno 

powstrzymywały mnie w tym momencie. Chciałam zrobić coś 

niesamowicie niegrzecznego, biorąc pod uwagę, gdzie jesteśmy. 
Nie wiem, co dało mi pomysł. Może wiedział, jak ciężko było, kiedy 
weszłam. To mogło być to, co powiedział o pomaganiu mi wyjść i żyć. 
A może to był fakt, że obiecał zabranie mnie na festiwal, który skupiał 
się na niezwykle dużej butelce ketchupu. 
To mogły być wszystkie te rzeczy, ponieważ to, co chciałam zrobić, 
nie było takie jak ja. Wcale nie, ale nie chciałam o tym myśleć to, co 
było „jak ja”, nie miało teraz znaczenia. 
Poruszyłam się, zanim racjonalna myśl mogła mnie powstrzymać, 
albo strach

, że ktoś, ktokolwiek mógłby przejść przez drzwi. 

Przeniosłam się, zanim pozwoliłam sobie na prawdziwy proces 
otwierania 

się na cały świat bólu, przyznając, że jestem zakochana w 

Brocku. 
Upadłam na kolana przed nim, położyłam ręce na obu jego kolanach 
rozsuwając je. Jego poszarpany wdech był jak strzała grzmotu, kiedy 
wsunęłam ręce wzdłuż jego ud i wzięłam głęboki oddech. Dotknęłam 
go przez spodnie. Był gorący i twardy, napinając cienki materiał. 
- Kurwa - 

jęknął. Jego dłonie opadły na ramiona fotela, a kiedy 

zerknęłam w górę zobaczyłam, że był blady. Odetchnął ciężko, gdy 
przytrzymałam jego wzrok, zastanawiając się czy mnie powstrzyma. - 
Jestem cały twój - wymamrotał. 

background image

Oświadczenie ośmieliło mnie do działania. Zacisną szczękę w jedną 
linii i sprawił, że jego klatka piersiowa podniosła się i opadła. Widok 
co mój dotyk robi mocno mnie 

pobudzał.  

Opuszczając wzrok, przesunęłam po nim przez spodnie, rozkoszując 
się, gdy wydał kolejny szorstki dźwięk. Dziwna i cudowna ciepła mgła 
zaatakowała mnie, gdy sięgnęłam do góry. Moja ręka trzęsła się, gdy 
szarpałam jego spodnie. 
Brock wstał, pomagając mi, gdy spuszczałam spodnie i ciasne, czarne 
bokserki

, odsłaniając dość imponującą długość. 

Święte wow. . . 
Był twardy, długi i doskonały, a ja. . . Chciałam go skosztować. 
 

Jak będziesz ciągle tak na mnie patrzeć, to skończę zanim zaczniemy. 

Prawa strona moich ust wygięła się. -My. . . nie chcielibyśmy tego, 
prawda?- 

Owinęłam dłoń wokół podstawy jego penisa. Drgną w 

mojej 

dłoni, gorący i gładki jak jedwab na stali. 

Jego głowa opadła do tyłu, a biodra pchnęły w uścisk. Poruszyłam 
ręką, powoli przeciągając ją w górę i w dół. Obudzona i 
zafascynowana 

poczułam go od podstawy do lśniącej końcówki. 

Oddychał ciężko i wyrył moje imię – Jillian.- Małe włosy na całym ciele 
podniosły się. Jakaś odległa część mnie nigdy tego nie przewidziała, 
nigdy nie mogłam sobie wyobrazić, że będę na kolanach w biurze, 
szyku

jąc się do tego. 

Rozciągając się o kilka centymetrów, opuściłam usta, zamykając je 
wokół czubka. Jego słony smak drażnił mój język. Mając nadzieję, że 
robię to dobrze, poruszyłam ręką, gdy wciągnęłam go głębiej w usta. 
-Kurwa - 

warknął, biodra wyginając się, gdy obracałam językiem 

wzdłuż szerokiej główki jego penisa. - Jillian, ja...  
Wydawało się, że stracił to co chciał powiedzieć, znowu przeklą, a 
jego duże, potężne ciało napięło się. 
Przeciągnęłam dłoń i język do końca, a potem podniosłam usta. - 
Jestem

. . . czy robię to dobrze? 

Jego oczy o odcieniu 

północy płonęły. -Nie możesz tego zrobić źle, 

Jillian. Nie ma sposobu, żebyś mogła to zrobić w sposób, który bym 

background image

nie kochał.- Moje usta wygięły się w uśmiechu, a on pulsował w mojej 
ręce. - Chryste. Trzymasz mojego kutasa, siedzisz tam i uśmiechasz się 
do mnie bez obawy, że mnie zabijesz. 
Z sercem 

bijącym, pozwoliłam instynktowi przejąć kontrolę. Jego 

biodra ponownie drgnęły, gdy moje usta zamknęły się nad nim 
jeszcze raz. 
Ogarnęło mnie ciepło i bolało mnie, jakby to mi robił, a podniecenie 
wzrosło, gdy poczułam, jak jego dłoń zaciska się wokół mojej głowy, a 
jego palce zawijają się w moich włosach. 
Jego uścisk zacisnął się i gorący kutas dotknął mojego gardła, 
wyciągając ze mnie jęk, który rozbrzmiał również przez niego. Jego 
ręka była nieruchoma. - To ci się podobało? 
-Mmm,- 

mruknęłam, zdając sobie sprawę, że podobał mi się ten mały 

kęs bólu. 

Muszę . . . muszę o tym pamiętać - powiedział. 

Nielegalna obietnica pobudziła mnie gdy biodra zostały zaciśnięte. 
  

Brock trząsł się, gdy chwycił mnie za kark, próbując mnie odciągnąć 

lub przytrzymać, nie byłam pewna, ale nigdzie się nie wybierałam. 
Całe jego ciało napięło się wokół mnie, a ja usłyszałam ostry cios 
powietrza wydobywający się z niego na kilka sekund, zanim zaczął 
pulsować w moich ustach. Kiedy skończył, bolała mnie trochę 
szczęka, ale było warto. Pocałowałam końcówkę i ostrożnie go 
opuściłam. Chwyciwszy spodnie i bokserki, podciągałam je z 
powrotem, aż został przykryty. 
Podniosłam na niego wzrok. 
Jego oczy były na wpół przymknięte, a jego uderzające cechy 
całkowicie rozluźnione. Minęła długa chwila i zdałam sobie sprawę, że 
po raz pierwszy 

przyglądałam mu się tak długo, a on wyglądał tak 

p

ięknie w spoczynku. 

T

e oczy się otworzyły i Brock szybko się poruszył. W jednej chwili stał, 

następnej wznosił się nade mną, z ręką na mojej głowie i ustami na 

mnie. 

background image

Brock pocałował mnie głęboko, tatuował moje usta i palił moje 
zmysły. Po czym przyciągnął mnie do swojej piersi, obejmując mnie 
silnymi ramionami. - 

Tak właśnie chcę zakończyć każdy dzień pracy. 

-

Każdy? 

-

Każdy. 

 

 

 
Trzy godziny i dwadzieścia dwie minuty po tym, jak opuściłam biuro 
Brocka, w pewnym sensie 

zatopiłam się w tym, że dałam coś 

Brockowi, który był naprawdę moim szefem, byłam przed nim na 
kolanach, w jego biurze. . . 

To

, co technicznie było interesem mojego ojca. 

Cholera jasna. 

poszłam - Boże, jak długo? Z wyjątkiem piątkowej nocy, trzy lata z 

tylko mechaniczną akcją, dosłownie przeszłam od zera do statusu 
gwiazdy porno w jakieś czterdzieści osiem godzin. To było szalone. 
I imponujące. 
Maleńka, ukryta część mnie była dumna. Wiedząc, co tam zrobiłam, 
poczułam się silniejsza - sexy. Nie czułam się sexy, cóż zawsze to 
poczułam teraz. 
Ale to był wpływ Brocka. Po prostu miał taki magnetyzm, który 
sprawił, że dziesiątki naprawdę inteligentnych kobiet chętnie robiły 
naprawdę złe rzeczy. Co jeśli ktoś wszedł do jego biura? A co jeśli to 
był Paul? Miał już mnie w małym palcu. 
Miałam winić Brocka za moje zachowanie. 
Kiedy 

pakowałam się we wtorek wieczorem do domu, byłam trochę 

zdenerwowana. 

Podróż nie trwała jednak długo. Trochę ponad trzy 

godziny. S

zanse, że Rhage zrobi coś strasznego w Porsche Brocka, 

były niewielkie. Przynajmniej miałam taką nadzieję, ale bardziej 
martwiłam się co będzie jak moja rodzina dostrzeże, co dzieje się 

background image

między mną a Brockiem. Nasza wspólna jazda już powodowała że 
plotkowali

, jak cała grupa starych kobiet. 

Głównie dlatego, że nie oznaczyliśmy tego, kim dla siebie jesteśmy, 
mimo że Brock miał oczywiście plany na przyszłość - plany, które 
obejmowały festiwale butelek ketchupu. 
Pomyślałam sobie, że zagramy to świetnie. Jakbyśmy byli przyjaciółmi 
i nic więcej w tym momencie. Może powiedziałabym mamie, że się 
spotykamy

. To nie brzmiało zbyt poważnie. Po prostu nie chciałam, 

żeby myśleli, że jesteśmy razem, na wypadek, gdyby wszystko 
spektakularnie wybuchło na naszych twarzach. 
 Nie 

mogłam nic z tym zrobić że tego się spodziewałam. 

Nienawidziłam tej części mnie, ale to nie zmieniło faktu, że ta część 
istniała, ani nie wymazała cienia niepokoju, który ostrzegał mnie, że 
to, co dzieje się między nami, nie jest prawdziwe. 
 

 
Brock przyjechał wcześnie rano w środę, nisko ściągnięta czapka z 
daszkiem 

osłaniała jego twarz, gdy wszedł do mojego mieszkania, 

niosąc torbę świeżych pączków i kawę. 

Jesteś niesamowity - powiedziałam mu, wciąż na wpół śpiąca, kiedy 

wyrwałam mu torbę z ręki. 
-To wiem. 
Otworzyłam karton i praktycznie jęknęłam na słodką dobroć, która na 
mnie czekała. 
-Skoro jestem niesamowity, 

powinnaś mnie pocałować.- Wyciągnął 

rękę, odwracając daszek tak, że był teraz z tyłu. - Nie sądzisz? 
Myślałam, że może nie potrzebował powodu do pocałunku. 
Podnosząc głowę, czekałam, ale zatrzymał się. Otworzyłam oczy. 
-

Uśmiechnij się dla mnie. 

Zagryzłam wargę. – Brock. 

background image

-

Chodź,- powiedział, uśmiechając się. - Przyniosłem ci kawę i pączki. 

Chce 

uśmiech i pocałunek. -  Kiedy się nie ruszałam, położył ręce na 

moich ramionach i delikatnie ścisnął. - Uśmiechnij się, Jilly. 
Przewracając oczami, nie wiedziałam, dlaczego to dla mnie taka 
wielka sprawa. W

iedziałam, że widział mój uśmiech w ciągu ostatnich 

kilku dni. Jednak nie 

myślałam tak naprawdę w tych chwilach. 

Mogłabym to zrobić. 
Mogłam się do niego uśmiechnąć. 
Mam na myśli to, że facet widział moją pochwę z bliska i osobiście, 
więc naprawdę nie mogłam się wstydzić z powodu mojego 
krzepkiego uśmiechu. Ale nie mogłam nic zrobić że pamiętam 
dziewczynę, która siedziała obok mnie w historii świata po powrocie 
do szko

ły. Zapytała, miałam udar. Pytanie nie było złośliwe. Nie 

wypaliła tego. Wyglądało na to, że budowało się w niej od tygodni, by 
zapytać. Podążyła nawet za tym, odnosząc się do tego, jak jej dziadek 
uśmiechnął się po udarze. Nie mogłam też nic zrobić że pamiętam, jak 
Ben nigdy nie prosił mnie o uśmiech. 
Ale Brock nie był dziewczyną z mojej historii i na pewno nie był 
Benem, więc to zrobiłam. 
Prawa strona moich ust 

wygięła się, podczas gdy lewa strona po 

prostu drgnęła i nic nie zrobiła. 
Wzrok Brocka omiótł moją twarz i usiadł na moich ustach, gdy 
przesuwał jedną rękę do góry, wokół mojej szyi. Jego kciuk masował 
przestrzeń tuż pod moim pulsem. 
-

Myślę, że jest coś, co musisz zrozumieć - powiedział, patrząc mi w 

oczy. - 

Twój uśmiech był wcześniej piękny. Mógł zapalić pieprzony 

pokój i mógł wywołać uśmiech na mojej twarzy kilka sekund przed 
moim wejściem na ring w Octagonie. Twój uśmiech jest teraz inny, 
ale teraz jeszcze piękniejszy.  

Chodź - powiedziałam kwaśno, zaczynając się wyciągać od niego. 

Mój uśmiech nie uczynił mnie ogrem, ale nie był piękny. 
-To prawda.- Przyt

rzymał mnie w miejscu, tylko trzymając rękę na 

mojej szyi. - Wiesz dlaczego? Dowodzi tego, przez co 

przeszłaś i co 

background image

przeżyłaś. Ten uśmiech to pieprzony cud. Tak jak każdy oddech, który 
bierzesz. Tego 

uśmiechu nie musisz się wstydzić. To uśmiech, z 

którego jestem cholernie dumny.  

Oh wow. 
To było więcej niż słodkie. To była dla niego piękna rzecz. 
- Rozumiesz mnie?- 

Zapytał. 

- Rozumiem 

cię - wyszeptałam. 

-Dobrze. 
Obniżając wzrok, nie zatrzymałam uśmiechu, który teraz szarpał mnie 
za wargi. 

Pozwoliłam, by tak się stało, gdy zechciałam, żeby węzeł w 

moim gardle zniknął.  
Odchrząknęłam. - Najpierw pączki, a teraz cały piękny uśmiech? 
Próbujesz 

mnie zdobyć?  

Jego oczy błyszczały rozbawieniem i czymś więcej, czymś hojnym i 
obiecującym. - Działa? 
Uciekł mi śmiech i potrząsnęłam głową. Unosząc się na czubkach 
palców, 

pocałowałam go. Jego ramię owinęło się wokół mojej talii, 

trzymając mnie w miejscu, gdy pocałunek pogłębił się i pochłonął 
mnie. Cudowne, ciep

łe ciepło ześlizgnęło się po moim gardle do 

mojej piersi. 
Brock uniósł głowę, oddalając nas od siebie. - Tak, będziemy musieli 
przestać. 
-Dlaczego?- 

Zapytałam bez tchu. 

-

Bo jeśli nie, nigdy nie wyjdziemy stąd. 

Chciałam zapytać, czy to takie złe, ale uśmiechnęłam się i 
wymknęłam. Po wrzuceniu do ust dwóch pączków poszłam i 
znalazłam Rhage ukrywającego się pod łóżkiem. Aby go wydostać, 
trzeba było czymś skusić. W końcu musiałam poruszać swoją 
zabawkową myszką przy jego głowie. W końcu gdy pojawiła się jego 
górna część ciała złapałam. 
Nie był szczęśliwym obozowiczem, walczył w moich ramionach, kiedy 
wychodziłam do salonu. Trzymałam jego nogi przyciśnięte. 

background image

Brock uniósł brew, kiedy mnie zobaczył. Wyjął już super słodką torbę 
z podpisem 

„na weekend”. 

 - 

Dobrze się tam czujesz? 

-Tak,- 

westchnęłam, podchodząc do miejsca, gdzie była jego klatka. -

On jest tylko dupkiem. 
Zachichotał. - Potrzebujesz pomocy? 

Mam cię- Mając mnóstwo doświadczenia w wpychaniu kota w 

nosidełko, wiedziałam, że muszę powstrzymać go przed złapaniem za 
boki. Kiedy już go wsadziłam, wrzuciłam jego zabawkową mysz do 
środka i zatrzasnąłam drzwi. Sekundę później niezadowolona twarz 
Rhage'a została przyciśnięta do krat. 
-

To jak więzienie dla kotów - skomentował Brock. 

Ten kot musi iść do więzienia.- Rhage syknął, gdy podniosłam jego 

klatkę. - Gotowy? 
Uśmiech Brocka był mały, ale skręcił moje wnętrze. - Byłem gotowy 

 
Normalnie bycie pasażerem podczas podróży dłuższej niż godzinę 
spowodowałoby, że miałam prawo spać, ale bardziej interesowało 
mnie rozmawianie z Brockiem niż drzemanie. Rozmawialiśmy o tym, 
jak zamierzamy poruszyć temat dotyczący przekształcenia części 
przestrzeni w studio tańca. Avery i Teresa dostarczyły mi wstępny 
kosztorys i po zapoznaniu 

z nim byłam wystarczająco pewna, że 

byliśmy gotowi porozmawiać z tatą. 
Wówczas nasze tematy 

zwróciły się w stronę mniej poważnych 

rzeczy. 
Napełnił mnie pytaniami, począwszy od pracy w firmie 
ubezpieczeniowej, a skończywszy na ostatniej książce, którą 
czytałam. Mniej więcej w połowie podróży dostałam wiadomość 
tekstową od Abby. 
Mój żołądek opadł, gdy przeczytałam i spojrzałam na Brocka.  

Wygląda na to, że grupa ludzi idzie dziś wieczorem do Mony. Abby 

wie, że będę w mieście, więc mnie zaprosiła.  

background image

Połowę twarzy Brocka ukryła czapka, którą nosił. - Chcesz iść? 
Nie 

byłam pewna. Nie byłam w Mona od czasu strzelania. Nie miałam 

pojęcia, jak to będzie tam wrócić, ale chciałam zobaczyć Abby i 
wszystkich innych. W każdym razie planowałam to zrobić, ale pod 
tym 

niepokojem kryła się strużka podniecenia. - A ty? 

-

Zależy co ty chcesz- odpowiedział. 

- Nie pomagasz mi. 
Jedna strona jego ust podniosła się. - Kochanie,- powiedział, a 
tajemniczej 

części mnie podobała się, gdy mnie tak nazywał, bo to 

było coś, czego nigdy wcześniej nie robił. - Jeśli chcesz iść, możemy 
iść. Jeśli chcesz zostać w domu i odpocząć z rodziną, możemy to 
zrobić. Jeśli chcesz iść sama... 
-

Nie chcę iść sama,- wtrąciłam się. 

Spojrzał na mnie. - Jeśli tak, to też jest fajne. 
Kiwając głową, spojrzałam na telefon. - Abby powiedziała, że Colton 
tam będzie. Roxy ma zmianę, więc Reece też tam będzie. Oczywiście 
Jax i Calla tam będą. 
-Super. 
Moje palce unosiły się nad telefonem. - Myślę, że Steph i Nick byli z 
mamą w Martinsburgu, ale wszyscy tam będą. Nawet Katie. – Miałam 
wrażenie że nie widziałam Katie  wieczność. - Byłoby fajnie zobaczyć 
ich wszystkie. 

- To c

ałkowicie do ciebie pasuje. 

Skubiąc moją dolną wargę, zastanawiając się jeszcze przez chwilę ale 
ostatecznie postanowiłam dać się ponieść podnieceniu zamiast 
strachu. - 

Myślę, że powinniśmy iść. Na trochę? To znaczy, jeśli 

naprawdę chcesz iść ze mną. 
- N

aprawdę musisz się zastanawiać, czy chcę iść z tobą? 

Zerknęłam na niego. - Jeśli pojawimy się razem, ludzie mogą 
pomyśleć. . . rzeczy.  
- W

yglądam, jakbym dbał o to, co ludzie myślą? 

Nie, nie 

robił tego, ale nie miałam pojęcia, co miał na myśli mówiąc o 

tym, że jesteśmy razem. - W porządku, 

background image

Mruknęłam, wysyłając Abby szybki tekst, mówiąc, że mogę tam być. 
Nie 

wspomniałam, że Brock będzie ze mną, w tej chwili nie chciałam 

otwierać tego pudełka Pandory. - Chyba mamy plany na później. 
-Chyba tak jest. 
Schowałam mój telefon z powrotem w torebce, odkręciłam się na 
swoim miejscu i sprawd

ziłam co u Rhage. - Zastanawiałam się nad 

czymś - powiedziałam, chcąc zmienić temat. - Dlaczego odszedłeś na 
emeryturę? Zostało Ci jeszcze kilka lat. 
Zachichotał. - Sposób, w jaki mówisz, że brzmi to tak, gdy osiągnę 
czterdzieści lat, będę bezużyteczny i powinienem to odłożyć. Wiesz, 
to już mi dłużo nie zostało. 

No cóż - wymamrotałam słowo, drażniąc go. 

Z j

edną ręką na kierownicy wzruszył ramionami. - Byłem . . . 

zmęczyłem się tym. 
Wsunęłam palce w małe dziury w klatce Rhage'a, dotykając jego łapy. 
Natychmiast się wycofał. 
-Fizycznie czy. . . ? 

-Fizycznie i psychicznie - 

odpowiedział, gdy przyglądałam się kotu 

następnie  zwróciłam się do niego gdy kontynuował. - Wiesz, jak to 
jest, s

tałe szkolenie, które zasysa cały dzień. Podróże nie były złe, ale 

martwienie się, czy stracisz swoje poparcie w następnych wielkiej 
sprawach lub czy 

będziesz ponownie zraniony, może naprawdę na 

ciebie 

wpłynąć.  

Wszystko to było całkowicie zrozumiałe. Nie byłam pewna, czy fani 
wiedzieli, ile razy w 

życiu zawodnicy zrezygnowali z walki nawet od 

dwóch do cztery razy w roku. 

- I 

nawet jeśli nie martwisz się poważnymi obrażeniami, zmęczenie 

nosem, który przynajmniej 

raz w roku ulega złamaniu. - Uśmiechnął 

się, gdy sięgnął w górę wzdłuż tylnej części lewego ucha. - Lub 
kalafiorowe ucho. 

-Twoje nie jest 

złe. 

-

Mam szczęście.- Jego ręka opadła. - Ale tak wiesz w moim ostatniej 

walce  

poczułem to - poczułem to tutaj.- Położył prawą rękę na 

background image

środku piersi. - To było tylko ostre, przeszywające uczucie. Nie 
rozerwałem mięśnia, ale do cholery, była sekunda, kiedy strach 
uderzył we mnie. Nie chciałem przez to przechodzić i wiedziałem, że 
ta 

odrobina strachu oznacza, że nadszedł czas na zmianę. Nie możesz 

tam wejść z niczym, co cię powstrzyma. W momencie, w którym się 
wahasz, czas się wycofać.  
Przeraził mnie pomysł, że rozdziera mięsień. To może się jeszcze 
wydarzyć. Zwłaszcza, że nadal lubił wchodzić na maty z nowymi 
rekrutami. - 

Tęsknisz za tym? 

-

Czasami, ale byłem gotowy, aby przejść dalej. I myślę, że byłem 

gotowym 

odejść więc jest wszystko w porządku.  

Coś mi przyszło do głowy, kiedy go słuchałam. Powiedział, że około 
roku temu zerwał zaręczyny z Kristen. Jego ostatni mecz był 
prawdopodobnie sze

ść miesięcy do roku wcześniej. 

Pytanie o Kristen było dziwne, ale ciekawość była zbyt duża.  
-Jak Kristen 

przyjęła cię na emeryturze? 

Jeśli moje pytanie przypadło go do muru, lub jeśli czuł się z tym 
niekomfortowo, jego wyraz twarzy nie pokazywał tego. - Wydaje mi 
się, że podobała jej się myśl, że jestem w pobliżu i że możemy robić 
rzeczy razem. Kiedy aktywnie walczyłem, to było tak, jakbym miał 
dziesięć do dwunastu godzin pracy dziennie. Zawsze trenowałem, 
więc nie było dużo czasu, żeby iść i robić różne rzeczy. 
-

Więc . . . wy dwoje się nie dogadaliście?  

Jedno ramię podniosło się. - Nie sądzę, żebyśmy to zrobili. Nie 
całkiem. Nie widziała tego w ten sposób.  
Chciałam zapytać go, co takiego było w Kristen, że zaproponował jej 
małżeństwo, gdyby nie sądził, że ją znał, ale nie było sposobu, by 
zadać to pytanie, gdyby nie brzmiało to niezwykle gorzko. 
-

A co z tobą i tym facetem, z którym się umawiałaś?- Zapytał. 

-Nie ma wiele do opowiedzenia.- 

Odsunęłam włosy, patrząc przez 

okno na niekończący się beton autostrady. - Spotkaliśmy się u 
Shepherda. Zapytał mnie, a ja. . .  
-Co?- 

Zapytał po chwili. 

background image

Powód, dla którego  

chodziłam z Benem i wytrzymywałam z nim, był 

żenujący, kiedy to do mnie dotarło, ale chciałam troski i dzielenia się 
czasem, 

więc wyparłam prawdę. - Byłam po prostu. . . Byłam po 

prostu samotna. 

Chciałam być z kimś, a on się mną interesował.  

Brock milczał tak długo, że musiałam na niego spojrzeć. Jego profil był 
stoicki, wykonany z marmuru i lodu. - D

obrze cię traktował? 

Wiłam się. - To dziwne pytanie. 
-Nigdy nie 

przyprowadziłaś go do domu do rodziców. 

-To nie wskazuje o tym 

jak mnie traktował - zauważyłam. 

-C

hciał poznać twoich rodziców? 

Odwróciłam wzrok. - Nie całkiem. 
- T

raktował cię tak, jak na to zasługujesz? 

 

Zniesmaczona złożyłam ramiona. - Przez większość czasu nie było źle 

ani dobrze. To było tylko . . . gdzieś po środku. Nie żałuję tego 
związku. Wiele się z tego nauczyłam.  
-

Na przykład czego? 

- N

igdy więcej się nie osiedlić. 

 
Było blisko jedenastej, kiedy zatrzymaliśmy się przed domem moich 
rodziców. Mój żołądek był pełen węzłów, ale z ulgą zobaczyłam, że na 
okrągłym podjeździe nie było pięciuset samochodów. Przynajmniej 
nie musielibyśmy zajmować się wszystkimi moimi wujami, ich żonami 
i stadem dzieci. 
Wpatrywałam się w podwójne drzwi, podekscytowana widokiem 
mojej rodziny, ale także niespokojna. Oni mogą być...przytłaczający 
czasami. 

Brock 

zgasił silnik, a sekundę później poczułam, jak jego palce 

zawijają się wokół mojego podbródka. Przywołując moje spojrzenie 
do jego. Pochylając się do mnie, zamknął dystans i pocałował mnie 
delikatnie. To był delikatny i słodki pocałunek, który miał 
nieskończoną cierpliwość. 
-

Jesteś gotowa tam wejść? 

background image

Zdając sobie sprawę, że wyczuł wahanie, cofnęłam się i spojrzałam na 
niego. 

Chciałam mu podziękować. Chciałam go znów pocałować. 

Rhage miauknął żałośnie z tylnego siedzenia. 
Śmiejąc się, usiadłam wygodnie i odpięłam pasy. - Wiem, kto jest 
gotowy. 
Wysiedliśmy i zanim zdążyłam złapać przewoźnika, Brock już miał go 
w ręku. Rhage prawdopodobnie go kochał. Weszliśmy na podjazd, 
zostawiając nasze torby, żeby je wyładować później. 
Drzwi się otworzyły, zanim do nich dotarliśmy i wyszła moja mama, z 
falą długich brązowych włosów i wielkimi oczami. 
W jednej sekundzie 

stałam na ganku, z uniesioną ręką, a następnej 

mama obejmowała mnie ramionami, wyciskając ze mnie żywe światła 
dnia. 

- Mamo - 

sapnęłam, tuląc ją do siebie. - Ledwo mogę oddychać. 

- Poradzisz sobie z tym. - 

Przytuliła mnie mocniej. 

Zakaszlałam śmiechem gdy odsunęła się, wygładzając dłońmi moje 
włosy, odpychając je z mojej twarzy. Gdy się uśmiechnęła, jej oczy 
były wodniste.  Spojrzała na Brocka, a ja skrzywiłam się ze 
współczucia, gdy otoczyła go równie dusznym uściskiem. Jakoś udało 
mu się utrzymać przewoźnika Rhage'a. Brock roześmiał się z jej 
entuzjazmu i objął uścisk jedną ręką. 
-

Hon, niech wejdą do domu.- Z wnętrza domu rozległ się głos taty. - 

Byli w samochodzie wiele godzin. 

-Uspokój 

się.- Mama puściła Brocka, zaplątała się w moje ramię, gdy 

zaczęliśmy iść do środka. -Pomyślałabyś, że on przypuszczał, jak 
bardzo podekscytowana 

będę.  

-

Pomyślałabym - argumentowałam sucho. 

Mama się roześmiała. 
Ciepłe powietrze przywitało nas, gdy weszliśmy do holu, i 
zobaczyłam, jak tata kroczy przez porysowane drewniane podłogi. 
Jego włosy były bardziej siwe niż poprzednio, kiedy widziałam go po 
raz ostatni, a linie wokół jego oczu zwiększyły się, ale mężczyzna 
wciąż był sprawny jak skrzypce. 

background image

-Hej, tato.- 

Wśliznąwszy się od mamy, spotkałam go w połowie drogi. 

Uścisk taty był równie intensywny, ale nie miałam wrażenia, że 
później będę miała pęknięte żebra, więc było świetnie. 
-

Mieliście jakieś problemy z wjazdem tutaj? 

-Nie.- 

Cofnęłam się. 

-

Kiedy byliśmy blisko, ruch był niewielki,- powiedział Brock, kładąc 

przewoźnik na podłodze. - Ale nie było źle. 
Mama patrzyła na Rhage'a. - Po prostu musiałaś zabrać ze sobą 
Szatana, prawda? 

-Nie 

mogłam go zostawić w domu samego. 

-Zostaje w twoim pokoju - 

ostrzegła. 

-

Oczywiście. 

- N

aprawdę jestem jedyną osobą, którą ten kot lubi? - zapytał Brock, 

schodząc w dół, dzielnie wbijając palec w otwory. 
Sprytne spojrzenie mamy odbijało się od nas i byłam pewna, że 
zastanawia się, jak często Brock był wokół kota. – Tak-
odpowied

ziałam. - Jesteś prawie jedyną osobą. 

Tata trzymał mnie za ramiona, gdy patrzył na Brocka. - Dobrze, znów 
was 

widzieć razem. 

Cieszę się, że to słyszę - odparł Brock, podnosząc wzrok, a jego 

spojrzenie skierowało się w moją stronę. - Jillian i ja jesteśmy razem. 
 

 
ROZDZIAŁ 26 
Cóż, przynajmniej teraz wiedziałam, na czym stoimy -  Brock i ja; 
jednak 

wolałabym, żeby nie opuścił bomby w ten sposób. 

Chciałabym, żeby był mój na własność, więc mogłabym zrobić teraz 
szczęśliwy taniec. Ale chciałabym, żeby nie było to przed moimi 
rodzicami, ponieważ wszystko stało się trochę dziwne. 
Tata wyglądał na zadowolonego z siebie i poklepał Brocka, jakby 
bycie ze mną było równoznaczne z wygraną w ciężkiej  walce. Potem 
tata skrzyżował ramiona i skinął głową, jakby zawsze wiedział, że tak 
się to stanie. I mama. . . Dobry Boże, mama wyglądała na gotową 

background image

płakać ale nie tylko kilka łez – o nie, wyglądała jakby miała zamiar 
szlochać zwyczajnie. Brock odkrył fontannę młodości i miał zamiar 
podać jej wskazówki dotyczące lokalizacji. 
Prawdę mówiąc . . . Cieszyłam się, że byli szczęśliwi i naprawdę byli. 
Musiałam odwrócić wzrok, skupić się na nowym obrazie nad 
kominkiem: 

piaszczystej złocistej plaży i niebie o zmierzchu, 

tętniącym życiem niebieskim i różowym odcieniem, więc nikt nie 
widział, jak błyszczą moje oczy. 
Zwłaszcza, gdy Brock zasłonił mi ramiona i wciągnął w swoją stronę, 
podczas gdy mama nadal tryskała radością pokazując jak bardzo jest 
szczęśliwa. To była dla niej wielka sprawa. Byliśmy tu na Święto 
Dziękczynienia, a jutro będzie pierwszym prawdziwym rodzinnym 
obiadem od dłuższego czasu. 
I to . . . naprawdę to było coś. 
Brock pochylił się i szepnął mi do lewego ucha. - Wszystko w 
porządku? 
Kiwnęłam głową i spojrzałam na klatkę kota. Rhage syczał i drapał 
jego przewoźnik, podczas gdy moja mama wpatrywała się w Brocka z 
przymrużonymi oczami, prawdopodobnie już planując zaproszenia 
ślubne, podczas gdy dziecięce botki tańczyły w jej głowie. 
Rhage 

wycofał się od mojego palca i  westchnęłam. - Zamierzam 

zabrać Rhage'a na górę. On dostaje… 
Drzwi frontowe otworzyły się i wpadł rój małych ludzi, dosłowne 
morze maleńkich ludzi. Zamrugałam, tracąc rachubę, gdy zobaczyłam 
sz

óstkę ciemnowłosych dzieci, i wiedziałam, że to wujek Julio, tylko 

on 

mógł wypełnić cały drużynę baseballową własnymi dziećmi. 

Wyprostowałam się, zanim zostałam przewrócona przez falę dzieci. 
Brock przysunął się bliżej, a jego ramię znów mnie otoczyło. 
Przy

szła również żona Julio, niosąc najmłodszą na biodrze i cudownie 

nie wyglądała na ciężarną. 

Mówiłam ci, że Brock jest tutaj - wrzasnęła przez ramię Heather. - To 

był jego samochód z przodu. 
-

Wiem, że to jego samochód - krzyknął wujek. 

background image

-A Jilly jest z nim!- Heather 

poprawiła się, jej spojrzenie przesuwa się 

od mojej twarzy do jego, a następnie do ramienia wokół mojego 
ramienia -

A Brock obejmuje ją ramieniem! 

Moje brwi uniosły się. 
Brock zachichotał pod nosem. 
Obok mnie mama praktycznie brzęczała z chęci wyjaśnienia.  
-

Oh Heather kochanie, Brock i moja córeczka są razem. 

-Co?- 

Wrzasnął Julio. - Kobieto, oni nie. . - Jego głos ucichł i 

usłyszałam dziecinny, dziewczęcy pisk. 
-Razem?- 

Heather przechyliła głowę na bok, a małe dziecko, chłopiec 

lub dziewczynka, nie 

miałam pojęcia, szarpało jej długie, blond włosy. 

-Spotykamy 

się - wyjaśnił Brock, gdy stałam tam jak idiotka. 

Mama wydała z siebie pisk, który brzmiał jak Beaker z Muppet Babies, 
następna krzyknęła Heather: - Brock i Jilly się spotykają.  
-

O mój Boże - mruknęłam. 

Brock ścisnął moje ramiona. 
Sekundę później, domyśliłam się, że ostatnie z ich dzieci biegło przez 
otwarte drzwi. To Hannah -  tak 

myślę - i ruszyła w kierunku nosiciela 

Rhage'a, gruchając, gdy upadła na podłogę, wbijając małe palce w 
klatkę. 
-Nie 

robiłabym tego…-sięgnęłam po dziecko. 

Nie wypuszczaj tego przeklętego kota - wtrącił Julio, a mój wzrok 

poleciał w stronę otwartych drzwi. - Pamiętasz, co się stało ostatnio, 
Hannah-Banana? 

Prawie zdjął palec i uciekł. Złapanie go zajęło nam 

pół dnia. 
- To przesada - 

powiedziałam sucho. 

Julio wyglądał tak samo gdy widziałam go po raz ostatni - młodsza 
wersja taty. Wciąż nie ma siwych włosów ani zmarszczek w rogach. 
Był trochę wyższy, kilka centymetrów ode mnie, i był ubrany jak 
zawsze, w czarne spodnie i koszulę Limy. To było wszystko. Mogło być 
czterdzieści stopni na zewnątrz gorąco jak w piekle lub wietrznie, i to 
było wszystko, co miał na sobie. 

background image

- Spójrz na siebie. - 

Mój wujek uśmiechnął się, gdy szedł przez hol, 

udając się do dzieci, które wyglądały, jakby miały zamiar wspiąć się na 
wszystko - 

meble, mama, tata, ściany. Julio zatrzymał się przed 

Brockiem i poklepał go po ramieniu. - Nazwij swoje pierwsze dziecko 
po mnie. 

-

O mój Boże - powtórzyłam. 

-

Jestem pewien, że pierwsze dziecko nazwą moim imieniem - wtrącił 

tata, uśmiechając się, gdy jego ciemne oczy błyszczały. 
-

Ale co, jeśli to będzie dziewczyna?- Zapytała mama poważnie, gdy 

Heather przesunęła się do przodu, dając Brockowi i mnie jednoręki 
uścisk. Dziecko na jej biodrze znalazło się w moich włosach, a 
rozplątanie biednego dziecka zajęło cztery sekundy. 
- M

ożemy nie mówić o posiadaniu dzieci?- Zapytałam, spierając się o 

ostatnie pasmo włosów wolne od uścisku śmierci małego dziecka. - 
Naprawdę nie jesteśmy na tym etapie. 

Chcę dzieci - oznajmił Brock, spoglądając na mnie, a powietrze 

utknęło mi w płucach. - Może nie cała drużyna piłkarska ale kilkoro.  
-

Ale będziesz się dobrze bawić, tworząc tę drużynę piłkarską.- Julio 

uśmiechnął się. 
Heather odwróciła do mnie głowę. - Ale nie będziesz się dobrze bawić 
rodząc drużynę piłkarską. 
- Okej - 

powiedziałam, odchodząc od Brocka. Moja twarz płonęła. - 

Muszę… 
Dziecko 

koło przewoźnika upadło, a Rhage wyleciał z klatki w efekcie 

brązowo-białego futra. 
Pazury wystrzeliły z drewnianej podłogi, gdy biegł do salonu. Mama 
krzyknęła. Dzieci piszczały i uciekały. 
- Cholera - 

wymamrotałam, wydychając mocno, gdy coś gdzieś w 

salonie spadło na podłogę. 
-Nie znowu. 
Tata zaśmiał się, gdy podszedł do mnie i pocałował mój policzek. - 
Witaj w domu, Jilly. 

background image

Brock złapał cholernego kota ukrywającego się w krzaczaste paproci 
w słonecznym pokoju i przyniósł go do mojej sypialni.  
U

siadłam na rogu mojego starego łóżka i czekałam na Brock. Był w 

swoim 

starym pokoju, szykując się na wieczór. 

Wszyscy mieliśmy wczesny obiad, a potem Julio i Heather zabrali 
dzieci. Wrócą jutro ze wszystkimi innymi i byłam pewna, że to będzie 
interesujące albo przytłaczające. Brock i ja planowaliśmy omówić 
opcję zamiany przestrzeni w czwartek wieczorem lub w piątek. 
Wzięłam prysznic i zwinęłam włosy, żeby opadły luźnymi falami na 
środek pleców. Nie prostowałam je tak jak zwykle; zamiast tego 
pozwoliłam, żeby się rozdzieliło naturalnie, prosto w dół. 
Wiedziałam, że będzie ciepło w Monie. Założyłam cienki sweter w 
serek w spokojnej czerwieni i 

parę ciemnych dżinsów schowanych w 

tych samych butach, które 

nosiłam w nocy, kiedy po raz pierwszy 

zobaczyłam Brocka w Martinsburgu. 
Przygotowywanie się przypomniało mi tę noc tak dawno temu, ale 
kiedy 

usiadłam na tym wąskim łóżku, które ledwo pasowało do 

dwóch osób i 

rozejrzałam się po moim pokoju, nie mogłam się 

powstrzymać od zastanowienia, jak wiele się zmieniło od tamtej nocy 
- jak bardzo 

się zmieniłam. Czasami wydawało mi się, że wciąż jestem 

tą samą dziewczyną, która ubrała się pewnej sobotniej nocy, pełna 
dziewczęcej nadziei, a innym razem nawet jej nie rozpoznałam. 
Choć moje spojrzenie wędrowało po setkach książek na mojej 
biblioteczce

, nie czułam się tak, jakbym chciała być daleko od tego 

pokoju. Nie było bólu w brzuchu ani nacisku w klatce piersiowej. Były 
wspomnienia, ale mnie nie prześladowały. 
Jedna strona moich ust uniosła się w górę, gdy myślałam o tej nocy. 
Trzepotanie za

częło się w moim brzuchu i rozprzestrzeniło się w górę. 

Byłam zdenerwowana, ale w. . . dobrą stronę. Wychodziłam dziś 
wieczorem. 
Wybierałam się do Mony. 
Chciałam zobaczyć się z przyjaciółmi. 
To było podniecenie. 

background image

Pukanie do drzwi wyrwało mnie z mych myśli. - Wejdź. 
Drzwi otworzyły się ze skrzypnięciem i Brock wsunął głowę do środka. 
-  T

o bezpieczne, czy Rhage zamierza uciekać? 

Spojrzałam na otwarte drzwi szafy. - Ukrywa się w szafie. Po prostu 
zamknij drzwi na wypadek, gdyby zdecydował się na kolejny wyścik.  
Brock wślizgnął się, szybko zamykając drzwi. Gdy dobrze mu się 
przyjrzałam, trzepotanie w moim brzuchu wzrosło jak by tam było rój 
kolibrów. 
Broda zniknęła. 
Jego szczęka była goła, a twarda, rzeźbiona linia była na pierwszym 
planie

. Tak jak słaba blizna na jego wardze. Chciałam go dotknąć - 

pocałować. Miał na sobie czarną Henley i dżinsy. Wyglądał, jakby 
wybierał się do swojego osobistego odrzutowca. Nosił te ubrania - 
Nie 

nosił ich i tak wyglądał niesamowicie. 

Naprawdę kocham tą górę - powiedział, a ja zamrugałam, wracając 

wzrokiem do jego. Sprawdzał mnie, gdy robiłam to samo. Podszedł do 
mnie. Jego palec prześlizgnął się po kołnierzu mojego swetra, po 
falach moich piersi. - 

Naprawdę kocham ten sweterek. 

- Zboczeniec - 

mruknęłam, gdy wyciągnęłam rękę i położyłam dłoń na 

jego policzku. - 

Ogoliłeś się. 

-

Tak, pomyślałem, że nadszedł czas. Podoba ci się? 

-Tak i inaczej 

też.- Przygryzając moją wargę, przeciągnąłam dłoń po 

jego szczęce. Skóra była niemożliwie gładka. 
Brock 

pochylił głowę, a moja dłoń zsunęła się z powrotem na jego 

kark. Pocałunek był słodki i czuło się go inaczej, odkąd zniknęła broda. 

Jesteś pewna tego wieczoru? 

Słaby uśmiech szarpnął moje wargi, gdy opuściłam policzek na jego 
ramię i głęboko wciągnęłam powietrze. 

To znaczy, możemy zostać w środku.- Ręka przesunęła się po mojej 

dolnej części pleców i po łuku do mojego tyłka. - Poczekać, aż twoi 
rodzice pójdą do łóżka, wtedy mogę wkradać się do twojej sypialni, 
tak 

jakbyśmy oboje byli nastolatkami. Ciągnących się do siebie.  

 

background image

Śmiałam się. - Jestem pewna. Chcę iść. - Spojrzałam w górę, szukając 
jego twarzy, gdy rozkwitło ziarno wątpliwości. 
Może nie chciał iść. . . iść ze mną. - Chcesz iść ze… 
-Kochanie.- 

Uścisk na moim tyłku zacisnął się. - Jeśli masz zamiar 

zapytać, czy chcę iść z tobą, przełożę cię przez kolano. 
Podniosłam brew. - Naprawdę chciałabym, żebyś spróbował. 
-

Założę się, że naprawdę by ci się spodobało. 

Może, ale nie o to chodziło. Wciągnęłam głęboko powietrze. - Jeśli 
chcesz iść i ja też, to na co czekamy? 
Jego uśmiech był powolny. - Więc zaczynajmy. 

 
Mój żołądek podskoczył, gdy wychodziłam z samochodu, a śliczna 
bransoletka Coacha 

zwisała z mojego nadgarstka. Parking był pełny. 

Nie dziwi mnie to, była noc przed Świętem Dziękczynienia i wielu 
będzie miało następny dzień wolny, co oznaczało, że wiele osób 
poświeci Święto Dziękczynienia na dojście do siebie. Ale nie myślałam 
o piciu i spędzaniu następnego dnia z ogromnym bólem głowy. Biorąc 
głęboki wdech, zrobiłam krok do przodu i nie chcąc, nawet nie 
próbując, wpatrywać się w boczny parking, gdzie stały Dumpsters i 
gdzie personel zwykle parkował. Tam nie było tak dobrze oświetlone. 
To tutaj zaparkowałam ostatni raz, kiedy tu byłam. 
Zimny wiatr przeleciał przez parking, podnosząc kosmyki moich 
włosów i rzucając je wokół mojej twarzy. Lód osiadł w moich żyłach, a 
w moim żołądku poruszało się z gniazdo węży. Chciałam odwrócić 
wzrok. Chciałam iść prosto do baru, nie dotknięta byciem tutaj, ale 
nie mogłam.  
-Jillian?- 

Szarpnęłam się w lewo, nie zdając sobie sprawy, że Brock 

dołączył do mnie przed swoim samochodem.  
- Przepraszam.  

-Wszystko w 

porządku.- Żółte światło z górnej lampy padło na jego 

twarz. Troska wypełniła jego stałe spojrzenie, gdy wziął moją rękę w 
swoją. -O czym myślisz? 

background image

Moje usta wyschły. Drzwi do Mony otwierają się i śmiech wylewa się 
na parking. 

-

Zastanawiam się nad tamtą nocą.- Brock ścisnął moją dłoń, gdy 

przycisną ją do piersi. - Myślę, że to ma sens. W porządku, jeżeli 
jesteś. 
Zwilżyłam dolną wargę i powoli pokiwałam głową. - Ja nigdy . . . Nigdy 
więcej tu nie przyjechałam. Nie zbliżyłam się tutaj, nie byłam nawet w 
pobliżu . Ja tylko . . .  
Brock okrążył drugie ramię wokół mojego karku, przyciągając mnie 
bliżej. Przez kilka chwil staliśmy w milczeniu aż powiedział: - Wiesz, 
nie po

szedłem tam, gdzie dorastałem, odkąd byłem. . . do diabła, we 

wczesnych latach dwudziestych 

mojego życia?  

Niespodzianka przeleciała przeze mnie. - Nie? 
Potrząsnął głową. - Od tamtej pory ani raz. 
Mogłam tylko patrzeć. Brock rzadko mówił o swojej przeszłości. 
Zawsze tak było. - Myślałam, że wróciłeś. 
-

Tylko raz. Zobaczyłem mojego ojca.- Wypuścił ciężki oddech. - Nadal 

pił, nadal nie chciał nic robić, tylko rozmawiać pięściami. 
-

Nigdy mi nie powiedziałeś, że widziałeś swojego ojca. 

Lekko wzruszył ramionami. - Nie było nic do powiedzenia. Mężczyzna 
ledwo 

zauważył że jestem tam, stojąc przed nim i żywy. Widział tylko, 

że mam na sobie ładne ubrania i jeżdżę ładnym samochodem. Widząc 
mnie - 

widział kolejną butelkę whisky.  

Smutek mnie na

pełnił. - I twoja mama? 

Kolejne powolne potrząsanie głową. - Nie było jej tam, ale to nie było 
nic nowego. Nigdy jej tam nie było.  
Jego rodzice naprawdę byli najgorsi. Jego ojciec był pijakiem, który 
nigdy nie był w stanie utrzymać pracy. 
Zwalniali go, wr

acał do domu i chociaż Brock rzadko to przyznawał, 

wiedziałam, że jego ojciec używał go jako worka treningowego. 
Tak jak Brocka ojciec 

traktował jego mamę. 

background image

I dlaczego jego mamy prawdopodobnie nigdy tam nie 

było, ale kto 

mógł odejść wiedząc, co dzieje się z ich dzieckiem? Nigdy nie 
zrozumiałam. Nigdy bym tak nie zrobiła. 
-

Nie jeżdżę tą ulicą. Nie idę do tej dzielnicy. - Ujął mój policzek, 

wygładzając kciuk wzdłuż uszkodzonej szczęki. - Rozumiem, dlaczego 
nigdy nie 

przejechałaś tutaj i rozumiem, dlaczego to dla ciebie wielka 

sprawa. 
Moje spojrzenie odsunęło się od jego, na boczny parking. - Jestem. . . 
Ze mną wszystko w porządku. Po prostu ... nie wiem. Prawie umarłam 
tutaj.- 

Oddychałam trzęsąc się, gdy sięgnęłam głęboko i próbowałam 

zobaczyć i próbowałam przywołać jak się czułam, tak naprawdę nic 
tam nie było. - Zgaduję . . . Nie wiem. Czułam, że wrócę tutaj, będzie 
to ten otwierający oczy, objawienie albo po prostu czułabym się 
odrętwiała. 
-

Niezależnie od tego, czy czujesz że to nic, złość czy smutek, wszystko 

w porządku. 
Kiwnęłam głową, gdy wracałam wzrokiem do jego. - Kiedykolwiek 
chciałbyś ich ponownie zobaczyć - twoich rodziców?- Zapytałam, gdy 
wybuch zimnego wiatru zmusił mnie do drżenia. 
-

Wiesz, nawet nie czuję się źle, mówiąc to, ale nie. Nie. - Przesunął się 

tak, że jego plecy wzięły ciężar wiatru. - Jedyną rzeczą, której nauczyli 
mnie ci ludzie to 

było przetrwanie, a oni nawet nie byli w tym bardzo 

dobrzy. 

-

Ale przeżyłeś - zauważyłam. 

Szczęście - powiedział, kąciki ust podkurczyły się. 

Potrząsnęłam głową. - Nie, to nie szczęście. Ty masz . . . masz w sobie 
ogień, Brock. Byłeś zdecydowany zrobić więcej niż przeżyć - zrobić coś 
ze swojego życia. Aby odnieść sukces i… 
-

I nie uważasz, że to masz?- Jego oczy przeszukiwały moje. - Po tym, 

co 

przeżyłaś i gdzie dziś stoisz? 

Spuściłam wzrok, niepewna jak odpowiedzieć na to pytanie. Nie 
byłam pewna, czy mam ten sam rodzaj ognia, który miał Brock. Tak 
wiele 

zrezygnowałam ale on tak bardzo walczył. 

background image

I naprawdę nie chciałam teraz o tym myśleć. - Chodźmy tam, zanim 
wszyscy pomyślą, że ich wystawiliśmy. 
Milczał przez chwilę. - Możemy odejść, kiedy tylko chcesz. Po prostu 
daj mi znać, a my znikniemy. 
-Okej.- 

Myśląc, że zasługiwał na pocałunek, wyciągnęłam się i 

przyłożyłam usta do jego. 
Mimo zimnego wiatru pocałunek rozgrzał mnie od środka. Moje usta 
się rozchyliły i pocałunek pogłębił się, stał się gorący. Brock całował, 
jakby pił każdą część mnie, biorąc długie i głębokie wdechy. 
Moje ciało wtopiło się w jego ciało i zostałam nagrodzona głębokim, 
gardłowym rykiem. 

Jesteś pewna, że musimy tam iść? - zapytał, przyciskając czoło do 

mojego. 
Roześmiałam się chwiejnie. - Tak. 

W takim razie lepiej to zróbmy, zanim zmienię zdanie i znajdę 

zupełnie inny sposób spędzania naszego wieczoru. - Przesunął biodra, 
a moje oczy rozszerzyły się, gdy poczułam go mocno na brzuchu. 
Rumieniąc się do cebulek moich włosów, cofnęłam się, ale trzymał 
mnie blisko, kiedy odwróciliśmy się do wejścia do baru. Trzymając 
mnie za rękę, po raz pierwszy weszliśmy razem do Mony, obok siebie. 
 
ROZDZIAŁ 27 
Mona naprawdę się zmieniła od tamtych lat. Dawne podłogi, które 
zawsze wyglądały na brudne i prawdopodobnie lepkie bez względu 
na to, ile razy były czyszczone już minęły. Zostały zastąpione przez 
coś, co wyglądało na jakąś fantazyjną płytkę, która wyglądała jak 
zrobiona z kamienia

. Bar był zupełnie nowy, nadal miał kształt 

podkowy z dwoma studniami, ale 

podświetlasz butelek był również 

nowy z 

jasnym białym światłem i oświetlonymi niebieskimi rurkami 

biegnącymi pod przezroczystymi półkami, prezentującymi droższe 
trunki. Telewizory były na ścianach i wisiały na sufitach w różnych 
miejscach. Okrągłe wysokie stoły były czarne a stołki miały świeżo 
odnowione siedzenia. 

background image

Przy bar

ze i przy stołach stało wielu ludzi. Nie widziałam tyłów, gdzie 

były stoły ale większe stoły były przy stołach bilardowych. 
Mona przeszła lifting, a miejsce nie wyglądało już jak bar zajazdowy 
przy 

ulicy. To musiało oznaczać, że interesy idą dobrze dla właścicieli 

Calli i Jaxa. 

Przez laty 

widziałam Callę kilka razy, ale tak naprawdę nigdy nie 

rozmawialiśmy o barze, więc byłam szczęśliwa, widząc wszystkie 
nowe zmiany. 
Brock zaprowadził mnie w kierunku starszej pary, a pierwsze znajome 
twarze, które widzieliśmy, to Reece i Colton Anders. Opierali się o 
bar, oglądając jeden z telewizorów zawieszonych na ścianie. 
Reece i jego starszy brat, Colton, byli policjantami i obaj, z 
ciemnobrązowymi włosami, klasycznie wyrzeźbionymi rysami i 
zaskakującymi niebieskimi oczami, mogli zagrać we własnych 
kalendarzach gorącego gliniarza. 
Mógłby być tylko ich, na zmianę co miesiąc, i nikt by nie narzekał. 
Nikt. 
Widziałam ich od czasu strzelania, zwłaszcza Coltona, ponieważ 
zawsze był z Abby. Nie miałam żadnych prawdziwych wspomnień z 
tego, co się stało po tym, jak zostałam postrzelona, tylko zrujnowane 
przebłyski, ale wiedziałam, że Colton i Reece byli tam. 
Żyłam dzięki ich szybkiemu myśleniu i doświadczeniu, a obaj zawsze 
zajmowali szczególne miejsce w moim sercu. 
Colton zauważył nas pierwszy i na jego twarzy pojawił się szeroki 
uśmiech. - Hej! Jesteście wreszcie tutaj.- Odepchnął się od baru, 
przekraczając odległość między nami. - Naprawdę dobrze cię widzieć. 
-

Dziękuję.  

Colton wy

szedł do środka i usłyszałam, jak Brock narzeka coś pod 

nosem, co sprawiło, że Reece się roześmiał. – Jesteś szczęśliwa? 
Zapytał Colton. - Abby powiedziała, że jesteś, ale wiesz, jaka ona jest, 
martwi się o wszystkich. 

background image

- Jestem

. Naprawdę - powiedziałam, cofając się, czując gorzki kęs 

wstydu. W czasie, gdy nie 

rozmawiałam z Abby, nie rozmawiałam z 

nikim, a naprawdę wiedziałam, że się martwi. - Gdzie jest Abby? 
Colton spojrzał przez ramię i uniósł brodę. - Dziewczyny mają oparcie 
siedzenia. . . tam są.  
Z ręką na moim ramieniu wskazał na jeden z dużych okrągłych stołów 
z tyłu. - Widzisz ich? 
Rozglądając się, pomyślałam, że zobaczyłam tył głowy Abby. 
Odwróciłam się do Brocka. - Pójdę i powiem„ cześć ”. 
-Dobrze,- 

odpowiedział, ale gdy zacząłam się oddalać, złapał mnie za 

ramię i odciągnął. Moja ręka wylądowała na jego piersi. - Ale 
najpierw. 
Otworzyłam usta, ale cokolwiek miałam powiedzieć, zostało odcięte 
jego pocałunkiem. Było szybkie ale głębokie i całował mnie, jakby nikt 
nie stał tuż przed nami. Kiedy puścił, zachwiałam się nieco, a jego 
uśmiech był zadowolony. 
-

Będę się tam trochę bujał - powiedział. 

-Okej- 

wyszeptałam, czując się oszołomiona. W tym momencie było 

duże prawdopodobieństwo, że zgodzę się na wszystko. 
Brock opuścił usta na moje lewe ucho i powiedział: - Pieprzone 
słodkie jak cholera. 
-Co?- 

I wtedy uświadomiłam sobie, że przyznaje, że wciąż tam stoję i 

patrzę na niego jak głupiec. Jak głupiec, który Brock nazwał 
„Pieprzone słodkie”, ale wciąż jest głupiec. - Pójdę już. 
Brock zachichotał. 
Odwróciwszy się, poruszyłam palcami do niesamowicie gorących 
duetu gliniarzy, 

przeglądałam tłum ludzi. Częściowe słyszenie 

sprawiło, że poczułam się nieco niezrównoważona, gdy 
przechodziłam przez tłum. 
Okrążyłam kilka wysokich stołów i zobaczyłam je. Abby siedziała przy 
stole, bawiąc się słomką w swoim drinku. Obok niej stała Roxy, 
barmanka Mony, która była żoną Reeca. Nie znałam Roxy zbyt 

background image

dobrze, ale była przezabawna, niezwykle bystra i bardzo 
utalentowana. Kobieta mogła malować wszystko. 
Roxy zaczęła się odwracać i zauważyła mnie. - Hej! O mój Boże, spójrz 
na siebie!- 

Pełna energii, podskoczyła do mnie i objęła mnie ciepłym 

uściskiem. - Ach, udało ci się przyjechać tutaj! 
-

Tak dobrze cię widzieć.- Kiedy się cofnęła, roześmiałam się. - Kocham 

okulary i 

włosy. 

Ja też. - Wyciągnęła rękę, dotykając zielonej smugi włosów 

pasujących do jej okularów. - Wiem, że to tylko Święto 
Dziękczynienia, ale już świętuję. Zielony kojarzy mi się z Bożym 
Narodzeniem

. Reece mówi, że powinnam była przyjść na czerwono, 

ale m

yślę że przypisze to do Walentynki. 

-

Na Boże Narodzenie mogłaś też przyjść na biało - powiedziałam. - 

Wiesz, na śnieg i brodę Świętego Mikołaja. 
Jej oczy rozszerzyły się w okularach. - Cholera. Nawet o tym nie 
myślałam. Nigdy wcześniej nie chodziłam w bieli.  
Właściwie nie mogłam uwierzyć, że był taki kolor, którego Roxy 
jeszcze nie wypróbowała. 
Abby wydała pisk i wyciągnęła ramiona, ale została zablokowana. - 
Jillian! Wreszcie!" 

-Przepraszam. Przysz

liśmy trochę późno.- Pomachałam jej. 

-

Och, część„ my ”jest bardzo ekscytująca.- Roxy uderzyła biodrem w 

moje. - 

Bardzo, bardzo ekscytujące. 

Steph wyciągnęła ramiona z miejsca, w którym siedziała. - Spójrz na 
siebie! Święte gówno, wyglądasz niesamowicie. Uwielbiam te cycki. 
Zaczerwieniłam się, gdy Nick opuścił głowę a jego ramiona trzęsły się 
ze śmiechu. 
- Co? - Steph 

odwróciła się i spojrzał na ciemnowłosego Nicka. - 

Wygląda gorąco. Kobiety muszą mówić innym kobietom, kiedy są 
gorące. To musi być reguła.  

Dziękuję - powiedziałam ze śmiechem. Steph była prawdopodobnie 

jedną z najwspanialszych kobiet, jakie widziałam w życiu. Była śmiała i 
pewna siebie, często i swobodnie mówiła, a także była jedną z 

background image

najbardziej lojalnych i najsłodszych osób, jakie znałam. Pochyliłam 
się, żeby ją przytulić. -Myślałam, że będziesz w Martinsburgu... o mój 
Boże, jesteś w ciąży!- Zamarłam w połowie, zdając sobie sprawę, że 
ma na sobie dość widoczny brzuch. 
Stepha roześmiała się. - Tak, jestem. Jestem w szósty miesiącu.  
-

Długo nie powiedziała nam o tym,- powiedziała Abby. - Do diabła, 

właśnie zaczęła nosić naprawdę luźne ubrania 
- P

owinny być samotną wyspą - dodała sucho Calla. 

Steph przewróciła oczami. 
- I 

przestała pić - kontynuowała Abby. - Zapytałam ją, twierdziła, że po 

prostu 

przybrała na wadze i jest na diecie.  

Przesu

wając ciemne włosy na ramieniu, Steph roześmiała się. - Po 

prostu nie chcieliśmy, żeby ktokolwiek wiedział, dopóki nie będziemy 
w stu procentach pewni, że tak będzie. . . że to przetrwa - 
powiedziała. - Chcieliśmy się upewnić, że nie jesteśmy w lesie. 
- Dl

atego zostaliśmy w domu w Święto Dziękczynienia - wyjaśnił Nick, 

kładąc ręce na jej ramionach, masując je. - Przyjechała jej mama i 
jemy tutaj kolację. 
-Jestem tak podekscytowana, za was,- 

powiedziałam, chcąc klaskać 

jak kaczka. - Gratulacje. 

-Gdzie jest Brock? - 

zapytał Nick, zwracając się do mnie, żeby upewnić 

się, że słyszę go w szumie rozmów i muzyki. 
Wskazałam na bar. - Jest z Coltonem i Reece. 
-

Nie widziałem go, minutę.- Pochylił się i pocałował czubek głowy 

Steph. - Dobrze? 
Skinęła głową. - Powiedz mu, że mówię „cześć".  
Nick pocałował ją w policzek i przeszedł obok mnie, potrząsając 
moimi włosami, jakbym była pięciolatkiem. Rzuciłam mu spojrzenie, 
ale wyraz jego twarzy mówił, że nie żałuje, kiedy odskoczył.  
Calla zerwała się z miejsca i wymieniliśmy szybki uścisk. - Tak dobrze 
cię widzieć- powiedziała, cofając się z miękkim uśmiechem. - Minęło 
trochę czasu. 

background image

-Tak, kilka lat.- 

Rozejrzałam się. - To miejsce naprawdę wygląda 

niesamowicie. 

-

Dziękuję.- Jej oczy wypełniło dumne spojrzenie. - To był długi proces, 

a Jax i ja chcemy jeszcze pracować. Zmodernizowaliśmy kuchnię, ale 
naprawdę chcemy zrobić jakąś ekspansję. 
Jest jeszcze miejsce na rozbudowę, ale musielibyśmy zamknąć to, co 
się dzieje, więc staramy się znaleźć odpowiedni czas, aby to zrobić. 
-Wow. To brzmi niesamowicie - 

powiedziałam. - Co zamierzasz zrobić 

na wolnej powierzchni? 
Calla spojrzała na Roxy z podnieceniem w oczach. - Zastanawiamy się 
nad dodaniem kolejnych stołów, miejsca na kilka dodatkowych 
stołów bilardowych, ale chcemy dodać scenę. 
-

To byłoby niesamowite - powiedziałam. 

Roxy 

skinęła głową. - Piekło to będzie. 

- Zajmij moje miejsce.- 

Calla odsunęła się na bok. - Muszę wrócić do 

baru, bo ktoś jest na przerwie. 
- To ja - 

zaśmiała się Roxy. 

Usiadłam obok Abby, by wreszcie ją przytulić. - Tak się cieszę, że tu 
jesteś – powiedziała, dodała w moje lewe ucho. - I będziesz musiała 
mnie później uświadomić, co się dzieje z tobą i Brockiem. 
-

Zrobię to - obiecałam. 

Uśmiechając się do mnie, Abby odchyliła się do tyłu i powiedziała: - 
Wiesz, nie tylko ona ma dziecko. 
Moje spojrzenie przemknęło między trzema pozostałymi kobietami. – 
Która...  

- Nie ja. - 

Calla uniosła ręce. - Jax i ja cieszymy się, że jesteśmy teraz 

fajnymi 

ciocią i wujkiem. 

Spojrzałam na Abby i jej brwi były w jednej. - Nie uważasz, że ci 
powiem? 

-

Mam taką nadzieję, że cię podpuszczę. . .  

Roxy roześmiała się, kręcąc głową. 
-

Więc kto?- Zapytałam. 

background image

Steph 

roześmiała się. -Twoja odpowiedź jest tuż przed tobą, a ona 

kłamie. 

W porządku, to ja.- Roxy wyprostowała okulary. - Jestem po drugim 

miesiącu. 
Moje usta otworzyły się. 
-Nadal sama 

w to nie wierzę - powiedziała, klepiąc dłoń po 

praktycznie 

nieistniejącym brzuchu. - Nie staraliśmy się naprawdę, 

wiesz? 

Innymi słowy, zapomniała wziąć pigułki zbyt wiele razy - wyjaśniła 

Calla, śmiejąc się gdy Roxy uderzyła ją w ramię. 
Abby pokręciła głową. - Naprawdę martwię się o picie wody tutaj. To 
tak, jakby wszyscy budzili się w ciąży. 
-

Słyszałam, że możesz to złapać na desce sedesowej tutaj - 

skomentowała Steph. 
Roześmiałam się, rozluźniając się na siedzeniu. - Uwaga do siebie. Nie 
korzystaj z toalety tutaj.  

Tak, ale dziecko Brocka i Jillian byłoby takie słodkie - powiedziała 

Abby. 

Zamknij się w tej chwili - powiedziałam, podnosząc ręce do góry, 

jakbym mog

ła w ten sposób zapobiec ciąży. W tym momencie nie 

miałam się czym martwić. Byłam na pigułce i jeszcze nie uprawialiśmy 
seksu. - Nie zapeszaj mnie. 

-Och, spójrz, kto tu jest - 

powiedziała Calla. - Powiedziałam jej, że 

przyjdziesz dziś wieczorem. 
Obracając się na swoim miejscu, spojrzałam przez bar i otworzyłam 
usta. Początkowo nie byłam pewna, czy moje oczy funkcjonują 
prawidłowo, ale mrugnęłam i nadal ją widziałam, i wiedziałam, że to 
nie był ktoś, kto wydostał się z lat siedemdziesiątych. 
-Katie!- 

Wrzasnęłam. 

Blondynka nie zmieniła się ani trochę od ostatniego razu, kiedy ją 
widziałam. Włosy miała ściągnięte w ciasny, wysoki kucyk. Miała na 
sobie błyszczące spodnie, które wyglądały jak dna dzwonów. Byłam 
c

ałkiem pewna, że nosi obcasy na platformie, a jasna fuksja, którą 

background image

miała na sobie, zsuwała się z ramienia. Musiała mieć co najmniej 
tuzin bransoletek ułożonych od nadgarstka do łokcia. 
-Hej, dziewczyno, hej!- 

Miała kieliszek w jednej ręce i szklankę 

ciemnego płynu w drugiej. - Dla Was. To Cola. Bo wiem, że dziś nie 
chcesz pić.  
Patrzyłam, jak kładzie przede mną świeżą colę, nieco zirytowana tym, 
że wiedziała, że nie piję. - Dziękuję Ci. 
Uśmiechnęła się, gdy schyliła się i przytuliła mnie mocno. - Mam ci 
coś do powiedzenia, Jilly - powiedziała i wszyscy przy naszym stole 
ucichli, ponieważ kiedy Katie miała coś do powiedzenia, słuchałeś. 
 - 

Mam nadzieję, że tym razem mnie posłuchasz. 

Każdy mięsień w moim ciele napinał się wiedziałam, o co chodzi, i 
powinnam była słuchać jej ostatnio. 
-

Czasami będzie ciężko, ale teraz jest tego wart - powiedziała, 

trzymając oczy oczami koloru oceanu. - Musiałaś tylko poczekać, żeby 
to odkryć. 
Um. 

Nie 

wiedziałam, co powiedzieć. 

Najwyraźniej mówiła o Brocku. Powiedziała mi kiedyś, że jeszcze nie 
był tego wart, i pomyślałam, że mówiła mi iż w ogóle nie był tego 
wart. 

Święte gówno - eksplodowała Steph, odchylając się do tyłu. - To 

obrączka na twoim palcu? - Jej dłoń odskoczyła i podniosła rękę Katie. 

To jest obrączka ślubna. 

-Co?- 

Zażądała Abby. - Kiedy wzięłaś ślub? 

-

Kto się ożenił?- Zapytała Roxy. 

Calla, która nie wróciła do pracy, potrząsnęła głową ze zdziwieniem. 
 - A my go znamy? 
Katie zachichotała. - Tak. Wyszłam za mąż w ostatni weekend. 
Uciekliśmy do Vegas. - Cofając się o krok, poruszyła palcem. - A ty go 
nie znasz - 

powiedziała - jeszcze nie. Ale poznasz. I będzie twoim 

ulubieńcem.  
Ani jedna z nas nie 

ruszyła rzęsą. 

background image

-A kiedy go spotkamy?- 

Zapytała Calla. 

-Wkrótce.- 

Poklepała Callę w nos. - Wkrótce. 

-Przepraszam

. Poczekaj chwilę - powiedziałam, potrząsając głową. - 

Jak 

poznałaś tego faceta? 

No cóż - powiedziała Katie, podnosząc kieliszek. - Powiedzmy, że był 

bardzo, bardzo zdeterminowanym klientem klubu. 
Mrugając, wzięła strzał i opuściła kieliszek. - I jesteśmy razem od 
ośmiu lat. Najwyższy czas, żeby skończyć zamiatać. 
Szczęka Stephani prawie uderzyła w stół. - Co? Od tego czasu byłaś z 
tym facetem?  
Wzruszyła ramionami. - Tak. 
-Dlaczego nam nie 

powiedziałaś?- Roxy wyglądała, jakby zaraz miała 

uderzyć Katie. 
-Kiedy 

miałam okazję porozmawiać z tobą o moim mężczyźnie? 

Wszyscy jesteście grupą dramatycznych suk, które ciągle potrzebują 
mojej mądrej rady mędrca. - Położyła dłoń na biodrze. - I to nie tak, 
że kiedykolwiek przychodzę do któregokolwiek z was po poradę w 
związku. Na potrzeby reklam. 
Z jakiegoś powodu uznałam to za zabawne. Może dlatego, że było 
dokładnie takie. Przechylając głowę do tyłu, zaśmiałam się - śmiałam 
się wystarczająco mocno, że myślę, że zraniłam mięśnie brzucha. 
Steph też się śmiała i wyglądała, jakby była sekundę przed sikaniem. 
Od te

go momentu Katie opowiedziała nam o swoim mężczyźnie, o 

którym najwyraźniej nikt z nas nie wiedział, a ja popijałam colę. Czas 
minął. Calla i Roxy wrócili do baru. Katie ukradła komuś krzesło i 
przyniosła je do naszego stolika. 
Widziałam, jak tłum się rozstaje, ustępując miejsca Brockowi, jakby 
był jakimś niezwykle gorącym Mojżeszem. 
Po kilku chwilach 

zobaczyłam oszklone twarze niemal każdego 

mężczyzny w barze, gdy zdali sobie sprawę, że są w obecności Brocka 
Mitchella. Gdybym 

miała pełny słuch wiedziałam, że usłyszałabym 

szmer i sapanie. 

background image

Brock skinął głową dziewczynom, gdy wziął mnie za rękę i pociągnął 
mnie na nogi. Szarpiąc mnie blisko, powiedział mi do ucha. - 
Tęskniłem za tobą. 
Położyłam ręce na jego talii i zaśmiałam się. - Nie minęło tak długo. 
-Wysta

rczająco długo.- Pocałował mnie w szyję pod szczęką. 

Wy dwaj jesteście przerażający - powiedziała Steph, gdy Nick 

podszedł za nią. 
- To my. - 

Brock objął mnie w talii i przyciągnął do siebie. Poszłam, 

kładąc ręce na jego piersi, gdy opuścił głowę. 
Jego usta przesunęły się po moich, przesunął głowę, przemawiając 
wprost do mojego ucha. - 

Wszystko w porządku? 

-Tak.- 

Przesunęłam dłoń po jego ramieniu. -Cieszę się, że 

zdecydowaliśmy się przyjść. 
-

Cieszę się, że zdecydowałaś się przyjść. 

Przechylając głowę, uśmiechnęłam się lekko, opierając policzek na 
jego piersi. Colton kładł nowy napój przed Abby, gdy pocałował ją w 
policzek

, zanim się wyprostował. Znalazłam Reece i Roxy. 

Była z tyłu za barem, ale miała ręce w górze, chwytając krawędź, gdy 
wyciągnęła się w stronę Reece. Spotkał ją w połowie, całując. 
Calla uśmiechała się do czegoś, co mówił Jax. Oni też byli za barem, 
stojąc w środku. Zaczęła się obracać, ale Jax złapał ją w pasie i 
przycisną się do niej. Chłopcy z baru warknęli, a kiedy puścił Callę, jej 
twarz była czerwona jak wiśnia. 
Nick wrócił do pocierania ramion Stepha, a ona miała ten senny, 
spokojny wyraz twarzy. Prawie nie mogłaś uwierzyć, że siedzi na 
środku baru. Wyciągnęła rękę, kładąc dłoń na jednym z jego i 
ściskając. Wszyscy mieli swoje własne zmagania i historie do 
opowiedzenia i wszyscy dotarli do tego punktu, szczęśliwi i zakochani. 
Spojrzałam w prawo i znalazłam jasne niebieskie oczy Katie, która się 
na mnie gapiła. Uniosła brew i skinęła głową. Nie musiała mówić. 
Wiedziałam, co oznacza to spojrzenie i ukłon, i usłyszałam jej słowa 
wcześniej w nocy. 
Wciąż będzie ciężko, ale teraz jest tego wart. 

background image

Obróciłam się do Brocka, obejmując go w pasie. Poczułam, że jego 
podbródek ociera się o czubek mojej głowy, a on trzymał mnie 
mocniej, gdy 

Colton krzyczał nad muzyką. 

Czasami, tak jak teraz, naprawdę wierzyłam, że Katie może być 
psychiczna. 
Westchnęłam z radością. 
Decyzja o przybyciu tutaj była ogromną decyzją, ale do tej chwili nie 
miałam pojęcia, jak bardzo muszę to zrobić - aby w jakiś sposób 
prześledzić moje kroki. Nie miałam pojęcia, jak to wpłynie na mnie. 
Moje ramiona były lżejsze. 
Moje myśli są trochę mniej ciężkie. 
Moje serce jest o wiele pełniejsze. 
Dwa palce wcisnęły się pod mój podbródek i uniosły głowę. Ciepłe 
brązowe oczy wpatrywały się w moje. 
-

Jesteś tu ze mną?- Zapytał. 

-

Jestem zawsze z tobą.