background image

 

Ro

zd

zi

 V

: M

er

ed

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 by

 m

o

n

al

is

a0

0

 

77

 

 

 

 

**Meredith**    

          

Przeciągnęłam się leniwie na łóżku zauważając, że nie ma w nim 

Damona. Nie przypominałam sobie, aby mówił mi o jakiś swoich planach 
względem dzisiejszego poranka. Niechętnie podniosłam się szukając 
budzika. Na zegarku dobiegała godzina dziewiąta. Tak naprawdę z wielką 
przyjemnością zarzuciłabym kołdrę na głowę, by w ciszy i spokoju pospać 
jeszcze kilka minut. Niestety nie było czasu do stracenia. Plan był prosty,  
a w zasadzie był to mój jedyny pomysł dzięki, któremu mogłam zyskać 
kilka godzin z Tatią sam na sam. Musiałam tylko przekonać Damona          
oraz Stefana, że samotne bieganie to bardzo dobry pomysł abym mogła 
nabrać dystansu do wszystkiego co dzieje się wokoło. Z drugiej strony 
łatwiej powiedzieć niż zrobić.   

Wstałam pospiesznie z łóżka, kierując się w stronę przestronnej szafy,            
w której Damon zrobił dla mnie miejsce. Wyciągnęłam czarne legginsy, 

background image

 

Ro

zd

zi

 V

: M

er

ed

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 by

 m

o

n

al

is

a0

0

 

78

 

 

szary top na ramiączkach, sportową bluzę idealnie dopasowaną do mojej 
sylwetki oraz czarną czapkę z daszkiem.  

Skończywszy poranną toaletę, związałam swoje blond włosy w koński 
ogon. Ostatni raz przejrzałam się w lustrze, wzięłam duży wdech 
powietrza, a następnie pewna siebie wyszłam z pokoju, schodząc              
po schodach w kierunku głównego salonu.   

- No proszę, ktoś nareszcie postanowił wstać. Dzień dobry słońce - 
mówiąc to Damon popatrzył na mnie z uśmiechem na twarzy - Tylko      
nie mów, że znowu gdzieś się wybierasz? - zlustrował mnie wzrokiem 

- Nie jestem niczyim więźniem - odparłam, podchodząc kilka kroków        
w jego stronę - a poza tym chroni mnie magiczny wisiorek, zapomniałeś? - 
usiadłam na oparciu kanapy 

- O takim czymś trudno zapomnieć, a tym bardziej od kogo go masz - 
powiedział z niezadowoleniem w głosie 

- Nie przesadzaj - odparłam zrezygnowana - Jestem bezpieczna, czy nie to 
powinno się teraz dla ciebie liczyć? - zapytałam z powątpiewaniem              

W tym momencie Damon w wampirzym tempie przyciągnął mnie                   
do siebie tak, że teraz siedziałam na jego kolanach. Trzymając swoje 
dłonie na moich plecach od razu złożył na moich ustach długi pocałunek. 
Mimowolnie odpowiedziałam tym samym przywierając do niego całą 
sobą. Zarzuciłam ręce na jego szyję. Wszystko działo się całkowicie poza 
moją kontrolą. Namiętność, pożądanie, podniecenie. Emocje wzięły górę, 
ale rozum nie pozwalał zapomnieć o tym co miałam dzisiaj zrobić.          
Na szczęście w porę udało mi się oprzytomnieć. Dopiero teraz zdałam 
siebie sprawę, że leżę na kanapie.   

- Myślę, że znajdę ci znacznie lepsze zajęcie, abyś mogła stracić trochę 
kalorii - powiedział dotykając delikatnie mojego policzka 

- Zapewne - odpowiedziałam pomiędzy kolejnymi pocałunkami - ale jeśli 
myślisz, że w ten sposób odciągniesz mnie od tego co chcę w tej chwili 

background image

 

Ro

zd

zi

 V

: M

er

ed

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 by

 m

o

n

al

is

a0

0

 

79

 

 

zrobić to się grubo mylisz, choć prawie ci się udało - skwitowałam 
przekomarzając się z nim, po czym wyswobodziłam z jego objęć 

Rozejrzałam się dookoła, widząc leżąc na podłodze moją czapkę                    
z daszkiem. Poprawiłam kucyk, zakładając ją na głowę.  

- Jestem ciekawy, kto w twojej rodzinie był taki uparty, a może to cecha 
nabyta? - zażartował, podkładając sobie poduszkę pod głowę dla wygody 

- Myślę, że tego nauczyłam się od ciebie - wyjaśniłam zalotnie,                      
nie pozostając dłużna  

Mimowolnie spojrzałam na zegarek zauważając, że już jestem spóźniona. 
Przykucnęłam przy leżącym na kanapie Damonie, całując go na 
pożegnanie.  

- Jedna sprawa - powiedział przytrzymując mnie przy sobie - Jeśli 
zobaczysz jakieś wilkołaki, wampiry, a nie daj boże hybrydy to masz        
od razu do mnie zadzwonić - dodał znacznie poważniej 

- Obiecuję - przytaknęła, ruszając po chwili w kierunku wyjścia                  
z rezydencji   

Zanim zdążyłam chwycić za klamkę, drzwi przede mną nagle się otworzył. 

- Stefan, całkowicie mnie przestraszyłeś - powiedziałam starając się 
uspokoić, mimowolnie kładąc rękę na sercu 

- Wychodzisz gdzieś? - zapytał zdziwiony, gdy minęłam go w progu 

- Tak, idę pobiegać - wyjaśniłam nie chcąc wdawać się w szczegóły -        
Do zobaczenia później - jak najszybciej wyszłam, zamykając za sobą drzwi 

 

 

 

background image

 

Ro

zd

zi

 V

: M

er

ed

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 by

 m

o

n

al

is

a0

0

 

80

 

 

**Damon**    

 

- Wszystko w porządku? - zapytał z zakłopotaniem Stefan, analizując 
wcześniejszą sytuację 

- Postanowiłem pójść za twoim pomysłem i dać Meredith więcej 
przestrzeni - odparłem obojętnie, cały czas leżąc na kanapie - A ty zrobiłeś 
sobie wagary, czy Rick niedomóg? - dopytałem podążając wzrokiem                
za moim bratem 

Jeżeli mój świętobliwy brat był o tej porze dnia w domu to chyba 
faktycznie musiało się coś wydarzyć. Sam nie wiedziałem czy chcę poznać 
odpowiedź na to pytanie, ale z drugiej strony po prostu zżerała mnie 
ciekawość. 

- Jak Meredith? - zapytał zmieniając temat, po czym usiadł na kanapie 
naprzeciwko mnie  

- Pytasz czy dalej zachowuje się niczym Doktor Jekyll i pan Hyde? 
zapytałem sarkastycznie - zapytaj mnie wieczorem to ci odpowiem - 
wstałem z kanapy, zakładając leżącą obok skórzaną kurtę  

- Wychodzisz? - spojrzał na mnie ze zdziwieniem   

- A widzisz jakiś sens siedzenia w domu?. Zważywszy, że ty jesteś tutaj,  
to nasza mała czarownica, też musi być już u siebie. Nawet słyszę jak 
przekręca klucze w drzwiach - zażartowałem - W takim razie złożę jej 
niezapowiedzianą wizytę, co ty na to? - uśmiechnąłem się - Może udało jej 
się dowiedzieć jeszcze kilka istotnych szczegółów z księgi albo ... - 
niestety nie dane mi było dokończyć 

- Bonnie jest w szkole - odpowiedział z pełną powagą Stefan, przerywając 
mi w pół zdania - Zajęcia odbywają się dzisiaj normalnie - dodał, przez co 
jego odpowiedź jeszcze bardziej mnie zaintrygowała 

background image

 

Ro

zd

zi

 V

: M

er

ed

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 by

 m

o

n

al

is

a0

0

 

81

 

 

- Więc to ty w takim razie tutaj robisz? - nie pojmowałem jego motywów 
działania 

- W dawnych czasach miałem dobry kontakt z Meredith, pomyślałem,      
że może będę jej w stanie jakoś pomóc - odpowiedział pocierając czoło,     
a następnie spojrzał na mnie 

- Co to ma niby znaczyć?, że ja jej niby nie pomagam? - wyrzuciłem          
ze zdenerwowaniem    

- Chciałem z nią porozmawiać jako przyjaciel, kiedyś mieliśmy ze sobą 
dobry kontakt - wytłumaczył, mówiąc dalej - Pomyśl o tym, Meredith 
próbowała wrócić do Mystic Falls przez tyle stuleci. Wszystko to co działo 
się przez te 150 lat musiało odbić się w jakiś sposób na jej psychice.             
Po powrocie tutaj też nie czekało ją nic dobrego - wrócił myślami do tego 
okresu, spoglądając w moim kierunku - Sam dobrze wiesz, że jest uparta        
i nie przyzna się jeżeli będzie mieć z czymś kłopot. Może jest coś czego   
ci nie mówi, bo nie chce cię po prostu martwić - powiedział i w to byłem  
w stanie uwierzyć     

- Może masz rację - odparłem zamyślony - Idę w takim razie do Mystic 
Grill jakbyś mnie szukał. Meredith powinna być do godziny czasu, 
będziecie mogli wtedy spokojnie porozmawiać - dodałem wychodząc                 
z domu 

Przyznaję się, wcale nie byłem dobry w tego typu rozmowach. Od tego 
zawsze był Stefan. Nie mniej miał w tym trochę racji. Meredith w życiu, 
by się nie przyznała do jakiegokolwiek problemu.  

 

**Meredith**    

  

Spojrzałam na zegarek, dobiegała godzina jedenasta. Zaczęłam 

wątpić czy mój plan był, aż tak dobry jak początkowo zakładałam. Czułam 

background image

 

Ro

zd

zi

 V

: M

er

ed

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 by

 m

o

n

al

is

a0

0

 

82

 

 

się zmęczona. Dobrze, że po drodze udało mi się kupić do picia wodę,           
bo inaczej bym tutaj nie dotarła. Wyszłam na polanę dostrzegając Tatię 
siedzącą na wygodnym fotelu.  

- Co tak długo?! - zawołała znudzona, kiedy zbliżyłam się do niej 

- Skąd to się tutaj wzięło? - zapytałam ze zdziwieniem w głosie 

- Chyba nie myślałaś, że będę siedzieć na podłodze - rzuciła - Ta ziemia 
naznaczona jest Magią Meredith, zarówno twoją jaki i moją. Wystarczyło 
tylko z niej skorzystać - wytłumaczyła widząc moją zdziwioną minę - 
Wyjaśnisz mi wreszcie co zajęło ci tyle czasu, byś nie mogła dotrzeć tutaj 
znacznie szybciej? - zadała kolejne pytanie, jakby nie dostrzegała 
zasadniczego problemu  

- Przypominam ci, że jestem człowiekiem, nie jestem wampirem                 
i nie umiem zmaterializować się w danym miejscu w przeciągu kilku 
minut, chyba, że znasz jakieś zaklęcie na teleportację - odpowiedziałam 
żartując sobie z niej 

- Na początku, gdy przybyłaś do Mystic Falls też byłaś człowiekiem,         
a korzystałaś ze swoich mocy w znacznie większym stopniu niż robisz to 
teraz - spojrzała na mnie z rozczarowaniem i jednocześnie reprymendą          
w głosie - Chociaż tak jak na ciebie patrzę to chyba będę musiała zacząć 
cały wykład od samego początku - wyjaśniła   

Wiedziałam, że tak to będzie wyglądać. Wiedziałam, że Petrova będzie     
za każdym razem przypominać o mojej nieudolności. Mogłam jedynie 
zacisnąć mocniej zęby i słuchać tego co ma mi do powiedzenia.  

- Słuchasz mnie w ogóle? - zapytała skupiając tym samym moją uwagę    
na sobie - O tym właśnie mówię Meredith, musisz się bardziej 
skoncentrować, inaczej możesz wrócić do domu z podkulonym ogonem - 
dodała, a następnie zaczęła mi się uważnie przyglądać, myśląc nad czymś -
Zważywszy na naszą trudną przeszłość to dziwi mnie faty, że to właśnie 
mnie wybrałaś. Dlaczego nie poprosiłaś o pomoc swojej koleżanki 
czarownicy? - rzuciła insynuując pewne fakty, choć ja nie miałam jeszcze 
pewności do czego dąży  

background image

 

Ro

zd

zi

 V

: M

er

ed

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 by

 m

o

n

al

is

a0

0

 

83

 

 

- Bonnie próbowała, ale jak mówi potrzebuje czasu, a ja tego czasu 
niestety nie mam - wytłumaczyłam, przywołując po części wyjaśnienia 
dziewczyny  

- Dałaś się nabrać jak dziecko - skarciła mnie - Nasze księgi zostały 
napisane przez wiedźmy. To, że ty Meredith czegoś z nich nie rozumiesz, 
nie znaczy, że taka sprytna czarownica za jaką ma się twoja przyjaciółka 
sobie nie poradzi - powiedziała ze zdenerwowaniem - Czy w przeszłości 
mało miałaś do czynienia z czarownicami, by nauczyć się, że nie można im 
ufać? - odniosłam wrażenie, że Petrova miała do nich tak samo negatywny 
stosunek jak ja 

- Zaraz - starałam się uspokoić samą siebie - chcesz powiedzieć, że Bonnie 
nie chce nauczyć mnie korzystać z Mocy jaką posiadam, ale dlaczego? - 
nie widziałam w tym żadnego sensu 

- Powiem ci, dlaczego - przyjęła kamienny wyraz twarzy - Może to 
prawda, że cię kochają i może im na tobie zależy, ale równie dobrze się 
ciebie boją - powiedziała dosadnie - Prawda jest taka Meredith, że ludzie, 
którzy czegoś nie rozumieją zaczynają się tego bać, a na końcu widzą już 
w tobie wyłącznie potwora - kiedy wypowiedziała ostatnie słowa 
poczułam jakbym straciła stabilny grunt pod nogami 

- To nie prawda - powiedziałam przez zęby z całym przekonaniem               
o swojej racji - Oni nigdy by mi czegoś takiego nie zrobili - zacisnęłam 
dłonie w pięści   

- Jeżeli to nie prawda, to idź zatem do domu i zapytaj się Bonnie, a może 
nawet Damona, bo przecież twoja koleżanka nie mogła wymyśleć tego 
sama, czy nie mają z tym nic wspólnego - dorzuciła do ognia, gdy nagle 
usłyszałam dźwięk mojego telefonu 

Spojrzałam na wyświetlacz, widząc, że dzwoni Stefan. Musiałam się 
uspokoić, mój głos musiał zabrzmieć naturalnie. 

- Stefan to ty, cześć - rzuciłam z przesadnym entuzjazmem w głosie,        
co zabrzmiało nader dziwnie 

background image

 

Ro

zd

zi

 V

: M

er

ed

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 by

 m

o

n

al

is

a0

0

 

84

 

 

- Chciałabym z tobą porozmawiać, gdzie jesteś? - zapytał spokojnie 

- Biegam tu po okolicy, za niedługo będę - skłamałam 

- To dobrze, Caroline nie lubi, gdy ktoś się spóźnia na organizowaną przez 
nią imprezę - jego odpowiedź całkowicie mnie zaskoczyła 

- Gdzie?. Na co? - zapytałam ze zdziwieniem 

- Impreza z okazji pozbycia się Klausa z miasta oraz twojego powrotu. 
Jakoś nie było jeszcze okazji świętować - wytłumaczył - Dlatego liczyłem, 
że wcześniej uda mi się z tobą jeszcze porozmawiać. Taki powrót do 
starych dobrych czasów - dodał na końcu   

- Sądzę, że do godziny czasu powinnam być z powrotem - spojrzałam            
na zegarek 

- W takim razie do zobaczenia - odezwał się trochę niepewnie Stefan 

- Tak do zobaczenia, cześć - odpowiedziałam znowu z tym swoim 
udawanym entuzjazmem, po czym się rozłączyłam 

- I ty mówisz, że nie jesteśmy do siebie podobne. Kłamiesz nader 
przekonująco jak na kogoś tak świętoszkowatego jak ty - rzuciła kpiąco 
Tatia, podsłuchując moją rozmowę z młodszym z braci Salvatore -           
Na twoim miejscu bym nie poszła - wtrąciła prędko  

- A to niby dlaczego? - zapytałam zdziwiona  

- Wyobraź to sobie. Wszyscy będę się cieszyć, że pozbyli się Klausa            
z miasta raz na zawsze, że nareszcie mają swój upragniony spokój,               
ale nie ty Meredith - popatrzyła na mnie przenikliwie - Ty za to, w tym 
czasie będziesz ogrywać swoją idealnie przygotowaną rolę udając,           
że równie cudownie się bawisz. Niestety to nie potrwa zbyt długo,            
bo twoje małe wewnętrzne więzienie za niedługo zacznie się kurczyć - 
dodała z uśmiechem widząc moje przerażenie - Wiesz, że najmniej 
mówimy o rzeczach, o których najwięcej myślimy - przymrużyła oczy 
jakby była wstanie patrzeć wprost przez moje serce 

background image

 

Ro

zd

zi

 V

: M

er

ed

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 by

 m

o

n

al

is

a0

0

 

85

 

 

- Zamknij się! - zareagowałam ostro, czując coraz to szybsze uderzenia 
swojego serca - Nie mam zamiaru już dzisiaj więcej z tobą rozmawiać! - 
odparłam zmęczona, po czym ruszyłam zdenerwowana w stronę ścieżki 
prowadzącej na parking samochodowy    

- Wracając do naszej wcześniejszej rozmowy - dodała głośniej Petrova, 
zatrzymując mnie w pół kroku - Wiesz co takiego jest w księgach i czego 
dowie się twoja koleżanka przy kolejnej pełni? - zaintrygowała mnie swoją 
wypowiedzią 

- Co takiego? - zapytałam, obracając się w jej stronę 

- To, że jeśli nauczysz się w pełni kontrolować swoją Moc Meredith, 
będziesz niezniszczalna. Jedyną rzeczą mogącą cię unieszkodliwić był 
srebrny sztylet, którego jego już nie ma - stwierdziła, kontynuując swoją 
wypowiedź - Bonnie dowie się również tego, że żadna nadprzyrodzona 
istota nie będzie mogła się z tobą równać. Innymi słowy, stoisz teraz         
na samym początku łańcucha pokarmowego. Górujesz nad wszystkimi 
swoją siłą, szybkością, Mocą. Nic nie będzie cię w stanie zatrzymać.  
Żaden dom nie będzie dla ciebie zamknięty. Żadna żądza krwi nie będzie 
cię kontrolować, będziesz miała wreszcie to czego tak bardzo pragniesz. 
Wolności - moje oczy zabłysły, bo Tatia trafiła w sam punkt - Czarownice 
dbały wyłącznie o twoje bezpieczeństwo, bo znały prawdę. Wiedziały,      
że to ty jesteś ich największym zagrożeniem, a nie Klaus. Jeżeli staniesz 
przeciwko nim to żadne ich zaklęcie na ciebie nie zadziała. To jest właśnie 
to o czym powinnaś pamiętać Meredith, bo one o tym wiedziały od 
samego początku. Kłamały i oszukiwały wyłącznie dla swojego dobra - 
wyrzuciła z całą nienawiścią  

Byłam w szoku, gdy to usłyszałam. Jakaś część mnie była załamana,         
ale ta druga z każdym jej słowem stawał się coraz silniejsza. Miałam 
wrażenie, że tym razem Tatia powiedziała prawdę.  

- Do zobaczenia jutro - odpowiedziałam ze spokojem w głosie, wiedząc,  
że Petrova zrozumiała mój przekaz 

Jedyną możliwości pracy z Tatią było znalezienie wspólnego wroga. 

Miałam wrażenie, że dzisiaj tak się stało. Musiałam o tym pamiętać                  

background image

 

Ro

zd

zi

 V

: M

er

ed

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 by

 m

o

n

al

is

a0

0

 

86

 

 

i trzymać tego z całych sił. Ogień ponownie rozpalił się w moich żyłach. 
Czułam się pobudzona, gotowa do walki. Na prawie opustoszałym 
parkingu zamknęłam oczy, wyciszając wszystko co działo się dookoła, 
śpiew ptaków, przejeżdżające samochody, rozmowy ludzi, w tej chwili    
nie miało to żadnego znaczenia. Przejęłam kontrolę nad swoją Mocą, 
słyszałam wyłącznie szybkie uderzenia swojego własnego serca. 
Pozwoliłam, by Moc rozeszła się po moim całym ciele. Nikt w tym 
momencie nie mógł mnie powstrzymać. 

   

**Damon**    

  

Wszedłem do Mystic Grill przypominając sobie jak dawno mnie tutaj 

nie było. Rozejrzałem się dookoła widząc, że nic się tutaj nie zmieniło.     
W dalszym ciągu było to, to samo wnętrze ze stojącym w kącie stołem 
bilardowym, rzutkami zawieszonymi na ścianie oraz z przemykającymi 
pomiędzy stolikami kelnerami i kelnerkami w niebieskich koszulkach. 
Jeżeli dobrze pamiętałem to ostatnim razem byłem tutaj przed śmiercią 
Meredith. Na szczęście dziewczyna żyła i aktualnie cieszyła się słoneczną 
jesienną pogodą.                                                                                             
Z uśmiechem na twarzy czując, że wszystko jest aktualnie tak jak być 
powinno usiadłem na barowym stołku. Zamówiłem sobie drinka, sącząc  
po chwili bursztynową zawartość szklaneczki. Niestety mój spokój           
nie mógł trwać wiecznie. Chyba powinienem się już do tego przyzwyczaić. 

- Przeszkadzasz mi - rzuciłem, gdy Rebekah usiadła obok mnie przy barze 

- To chyba nie najlepiej o tobie świadczy skoro spędzasz swój wolny czas 
tutaj, a nie z Meredith - wtrąciła z zaciekawieniem   

- A ty co stałaś się jej fanką?. Gratuluję, załóż fanklub - dopowiedziałem 
złośliwie, starając się ją ignorować 

background image

 

Ro

zd

zi

 V

: M

er

ed

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 by

 m

o

n

al

is

a0

0

 

87

 

 

- Uważaj, bo jeszcze ktoś ci ją wykradnie - dodała niepozornie, sięgając  
do miseczki z solonymi orzeszkami   

Spojrzałem na nią, gdy uśmiechnęła się promiennie w moją stronę.              
Jej uśmiech podszyty był ironią. Wiedziała o czymś o czym ja nie miałem 
pojęcia. Dziwiło mnie jednak to, że tak bardzo interesowała ją sama 
Meredith. Postanowiłem kontynuować tą rozmowę, aby zobaczyć do czego 
mnie to doprowadzi.  

- Powiedz mi, czemu się stąd nie wyniesiesz? - podparłem głowę ręką, 
opierając łokieć o blat - Wszystkim, by nareszcie ulżyło - sięgnąłem do tej 
samej miski zabierając kilka orzeszków   

- Jeśli coś ci nie pasuje zawsze możesz wynieść się pierwszy - dodała     
nie pozostając dłużna - Nie chcę się kłóci Damon. Nie po to do ciebie 
podeszłam - wytłumaczyła spokojnie - Jestem po prostu ciekawa, czy 
Meredith spodobał się naszyjnik? - zapytała obserwując moją reakcję 

- Jakby nie fakt, że pozwala jej uniknąć kłopotów to już dawno 
wylądowałby w rzece. Wierz mi wiem, co mówię - odpowiedziałem           
z pełnym przekonaniem    

- Nie wątpię, że TY byś tak zrobił, ale Meredith nie jest tobą. Jakkolwiek 
na to patrząc to na razie mało co zrobiliście, aby zapewnić jej 
bezpieczeństwo. Mój brat przynajmniej znalazł naszyjnik w rzeczach tej 
wywłoki. Tak przy okazji, to był jedyny powód, dla którego Tatia została 
w rezydencji. Myślisz, że Meredith powinna o tym wiedzieć?, może wtedy 
nie czułaby się taka porzucona - zamyśliła się, coraz bardziej działając mi 
na nerwy  

- Powiedział ci ktoś kiedyś, że jesteś strasznie irytująca? - zapytałem 
zdegustowany, gdy usłyszałem dźwięk przychodzącego na mój telefon 
smsa  

Wyciągnąłem telefon z kieszeni odczytując treść wiadomości          

od Caroline. Zważywszy, że nie miałem jakiś zasadniczych planów           
na dzisiejszy wieczór to postanowiłem pójść na organizowaną przez blond 
wampirzycę imprezę. Miałem jedynie nadzieję, że dziewczyna nie pożałuje 

background image

 

Ro

zd

zi

 V

: M

er

ed

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 by

 m

o

n

al

is

a0

0

 

88

 

 

alkoholu, ciekawe co na to Liz?. Nie mniej sam powód imprezy bardzo   
mi się spodobał, postanowiłem wykorzystać go przeciwko Rebekah. 
Uśmiech momentalnie zawitał na mojej twarzy.  

- Już ci mówię co zrobiłaby Meredith, o tuż nic - odparłem 
usatysfakcjonowany - Aktualnie szykuje się na imprezę u nie jakiej 
Caroline Forbes z okazji pozbycia się Klausa z miasta. Ciekawe, czy jak ty 
się wyniesiesz to też będzie impreza? - rzuciłem pod rozwagę 
zastanawiając się nad tym faktem  

Wampirzyca zacisnęła mocniej zęby ze zdenerwowania. Zapewne 
wybiłaby we mnie jakiś ostry nóż czy widelec jakby miała, którąś z tych 
rzeczy pod ręką. Popatrzyła jedynie gniewnie w moją stronę.  

- Ciekawa jestem, czy byłbyś taki pewny siebie jakby rzeczywiście za 
namową Meredith mój brat został w mieście. Nie oszukujmy się, że tylko 
ty słyszałeś ich ostatnią rozmowę - stwierdziła, przesuwając tym samym 
szalę zwycięstwa na swoją stronę 

- Nie muszę się nad tym zastanawiać, Meredith jest tu i nigdzie się nie 
wybiera. Za to ty mogłabyś się wreszcie ulotnić, psujesz mi mój dobry 
nastrój - odparłem popijając drinka  

- Fakt, że wybrała ciebie o niczym jeszcze nie świadczy. Życie toczy się 
dalej, ale zapamiętaj moje słowa, jeśli kogoś tracisz to wcześniej czy 
później zaczynasz za nim tęsknić. Meredith jest człowiekiem, nie potrafi 
wyłączyć swoich emocji tak jak my, ale to nie oznacza, że jest słaba. 
Wszyscy o tym zapominacie - dodała z rezygnacją w głosie, choć             
nie miałem zielonego pojęcia o czym ona mówi 

Przekręciłem oczami raz jeszcze, spoglądając na swój telefon. Oni chyba 
wszyscy powariowali?!. W tym momencie zastanawiało mnie tylko jedno, 
czy ja naprawdę powinienem zastrzec ten numer?.   

 

 

background image

 

Ro

zd

zi

 V

: M

er

ed

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 by

 m

o

n

al

is

a0

0

 

89

 

 

**Stefan**    

 

Siedziałem na kanapie, gdy usłyszałem trzask drzwi, następnie 

szelest jakich toreb oraz czyjeś kroki. Zaintrygowany tym hałasem 
zamknąłem książkę zostawiając ją na sofie, po czym ruszyłem w kierunku 
wydawanych dźwięków. Doprowadziło mnie to do kuchni. Dopiero teraz, 
zauważyłem wypakowującą z papierowych toreb zakupy Meredith. 
Oczywiście dziewczyna była tak zajęta, że nawet mnie nie zauważyła. 
Oparłem się o ramę drzwi z uśmiechem na twarzy, obserwując jej 
poczynania. 

- Wiesz, że nie musisz tego robić - odezwałem się po chwili 

- A ty musisz przestać mnie straszyć - stwierdziła patrząc z uśmiechem              
w moją stronę - Wiem, ale pomyślałam, że będzie miło. Niestety wasza 
kuchnia dalej jest opustoszała pod względem jakichkolwiek towarów, 
dlatego kupiłam wszystko po drodze - oparła ręce o blat kuchenny 

- Daj, pomogę ci - rzuciłem, robiąc kilka kroków w jej stronę  

- Do twojej wiadomości, umiem gotować, a tym bardziej piec - 
zakomunikowała z trochę urażoną dumą - Nie chcę się chwalić, ale w 1958 
roku mój placek wiśniowy zajął pierwsze miejsce w konkursie. Była nawet 
o tym informacja w gazecie, może czytałeś? - spojrzała na mnie                     
z lekko przymrużonymi oczami    

Przyznam się, że odkąd Meredith wróciła do Mystic Falls już dawno       
nie wiedziałem jej w tak dobrym nastroju. Wyglądała tak jakby nie mogła 
przestać się uśmiechać. Była właśnie taką dziewczyną jaką zapamiętałem     
w 1864 roku. 

- Na pewno - zażartowałem, przez co obydwoje zaczęliśmy się śmiać -  
Nie wątpię Meredith, że potrafisz gotować, ale musisz wiedzieć, że ja też 
jestem w tym niezły - nie dawałem za wygraną 

background image

 

Ro

zd

zi

 V

: M

er

ed

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 by

 m

o

n

al

is

a0

0

 

90

 

 

- W porządku - powiedziała, podając mi nóż - Planuje zrobić szarlotkę, 
możesz obrać jabłka. Za chwile wracam, pójdę się przebrać - dodała,            
po czym rzuciła mi jedno z leżących na blacie jabłek  

 

**Meredith**    

     

Wyszłam z kuchni idąc po schodach w kierunku pokoju. Moje myśli 

znowu pędziły przed siebie. Naprawdę miałam dobry humor. Nareszcie 
udało mi poczynić pewne kroki, aby nauczyć się korzystać z mojej Mocy. 
Wróciłam do momentu, kiedy wyszłam z polany po spotkaniu z Tatią. 
Pamiętam jak zamknęłam oczy i pozwoliłam mojej Mocy zawładnąć całą 
sobą. Skoncentrowałam się wtedy wyłącznie na tym, aby jak najszybciej 
być w domu i proszę udało się. Tatia faktycznie miała rację, byłam szybsza 
nawet od wampira. Normalnie drogę na polane pokonałam w jakąś 
godzinę, a po skorzystaniu z Mocy udało mi się wrócić w piętnaście minut. 

W pełni naładowana pozytywną energią nadal czułam tą adrenalinę, 

która przepływała przez moje żyły. Zapomniałam już jakie to cudowne 
uczucie robić coś tylko dla siebie. Niestety nie mogłam o tym nikomu 
powiedzieć. Obawiałam się, że Petrova może mieć rację co do Bonnie            
i Damona. Chyba nawet nie zdziwiłabym się jakby to była prawda. Damon 
dobrze wiedział, że chciałam nauczyć się kontrolować Moc oraz to,             
że za nic w świecie nie miałam zamiaru odpuścić. Chociaż czułam się           
w tym momencie zawiedziona, to postanowiłam nie wyprowadzać go              
z błędu. Wolałam, aby dalej myślał, że niczego się nie domyślam.       

Kiedy weszłam do pokoju, uśmiechnęłam się sama do siebie, a następnie 
skorzystałam z mojej super ponad wampirzej Mocy. Dzięki czemu udało 
mi się wziąć prysznic oraz przebrać w nowe rzeczy w mniej niż kilka 
minut. 

 

background image

 

Ro

zd

zi

 V

: M

er

ed

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 by

 m

o

n

al

is

a0

0

 

91

 

 

**Stefan**    

 

Miałem wrażenie, że minęła dopiero minuta, gdy Meredith ponownie 

pojawiła się w kuchni.  

- Masz dzisiaj dobry humor - zauważyłem 

- Rzeczywiście, chyba ta poranna przebieżka dobrze mi zrobiła. 
Postanowiłam biegać codziennie - odezwała się kradnąc z talerza kawałek 
obranego i pokrojonego na ćwiartki jabłka 

- Nie miałam jeszcze okazji zaznajomić się co gdzie leży w waszej kuchni, 
więc gdzie znajdę... - powiedziała ogarniając wzrokiem całe pomieszczenie 

- Na górze, po lewej - odpowiedziałem szybko wiedząc czego potrzebuje 

- Dzięki - uśmiechnęła się, po czym wyciągnęła z szafki dużą białą miskę  

Wyglądało na to, że Meredith jest naprawdę dobrą kucharką. Każdy jej 
ruch był tak naturalny. Od razu było widać, że gotowanie sprawa jej 
niesamowitą przyjemność. Wrzucała poszczególne składniki do miski 
mieszając za każdym razem. 

- Wiesz, że odkąd stałaś się ponownie człowiekiem, nie mieliśmy jeszcze 
okazji ze sobą porozmawiać - rzuciłem ni stąd ni z owąd starając się 
przenieść rozmowę na właściwe tory 

- Jak za dawnych dobrych czasów? - zapytała, spoglądając na mnie 
podejrzliwie     

- Jestem po prostu ciekaw, co się z tobą działo, jak sobie radziłaś przez te 
wszystkie stulecia?. Chcę żebyś również wiedziała, że zawsze możesz mi  
o wszystkim powiedzieć niezależnie od tego czy było to dobre czy złe ok.? 
- spojrzałem w jej oczy, które miałem wrażenie lekko się zaszkliły 

- W porządku. Dziękuję, ale chyba nie ma tu o czym zbytnio opowiadać - 
uśmiechnęła się smutno, opierając o blat 

background image

 

Ro

zd

zi

 V

: M

er

ed

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 by

 m

o

n

al

is

a0

0

 

92

 

 

- Znam cię Meredith - przymrużyłem lekko oczy nie dając się nabrać na jej 
historię - sądzę, że nawet pod czujnym okiem czarownic byłaś w stanie 
postawić na swoim - jej cichy uśmiech, który po chwili pojawił się                     
na twarzy symbolizował, że trafiłem w sedno  

 

**Meredith**    

   

- Niezależnie od tego ile pokoleń czarownic się mną zajmowało za każdym 
razem myślały, że mają nade mną kontrolę. Pozwalałam im myśleć, że tak 
właśnie jest. Dopiero, kiedy traciły swoją czujność stawiałam na swoim - 
odparłam z zadumą, wlewając ciasto do formy - Nie powiem, że było 
łatwo, kiedy pilnowało cię kilka par oczu, ale ostatecznie jakoś udawało mi 
się im uciec. Wtedy choć przez chwilę mogłam być szczęśliwa - dodałam  
z wymuszonym uśmiechem co nie uszło uwadze Stefana 

- Jakbym tylko wiedział, że żyjesz, nie pozwoliłbym na to co ci się 
przytrafiło - oświadczył z całym przekonaniem 

- Wiem Stefanie, ale sądzę, że nawet ty nie miałbyś wtedy nic do 
powiedzenia - odparłam jak najbardziej szczerze, przez co okłamywanie  
go odnośnie Tati stało się dla mnie jeszcze trudniejsze   

- Zatem powiedz, gdy udawało ci się przechytrzyć wiedźmy to co wtedy 
robiłaś, gdzie czułaś się szczęśliwa? - zapytał z zaciekawieniem, gdy 
wstawiłam ciasto do kuchenki   

Na mojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech. Z pośród 

wszystkich moich ucieczek tylko ta jedna kojarzyła mi się ze szczęściem. 
Nawet nie wiedziałam czemu podświadomie wybrałam właśnie to 
wspomnienie. Feralna ucieczka z moją koleżanką Tess do klubu 
Pennybaker. Wróciłam myślami do tego okresu. Był to również ten dzień, 

background image

 

Ro

zd

zi

 V

: M

er

ed

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 by

 m

o

n

al

is

a0

0

 

93

 

 

w którym po raz pierwszy spotkałam Klausa, choć wtedy tak naprawdę  
nie wiedziałam kim był.  

- To wydarzyło się w 1947 roku w Nowym Jorku. Ja i moja koleżanka 
Tess... - zaczęłam opowiadać idealnie sfabrykowaną historię, kiedy             
do kuchni wszedł Damon   

- Coś ładne pachnie? - powiedział ogarniając wzrokiem całą kuchnię, 
zatrzymując się tym samym na piekarniku - Wiesz, że nie musiałaś tego 
robić, nie żyjemy w czasach kolonialnych i teraz nie jest obowiązkowe 
przynoszenie kawałka ciasta, by wpuścili cię do domu - skitował patrząc       
z uśmiechem w moją stronę  

- Po raz kolejny odpowiem - spojrzałam karcąco na Damona i Stefana - 
potrafię gotować, może trochę wiary w to co robię - pokiwałam przecząco 
głową   

- Jak dobrze pamiętam, urodziłaś się... - Damon starał sobie przypomnieć 
odpowiednia datę - dawno temu, więc nie wątpię, że tak jest. Bardziej 
martwiłby się gdybyś urodziła się w obecnych czas, wtedy raczej 
odradzałbym próbowanie tego co to tam masz - spojrzał w kierunku 
kuchenki, siadając na stołku - Wiesz mi, gotowanie nie jest priorytetem 
dzisiejszych dziewczyn - puścił do mnie oczko, przez co bezwiednie 
uśmiechnęłam się - Tak przy okazji, kiedy gawędzimy tak tu sobie jak 
szczęśliwa rodzina to nastąpiła zmiana miejsca planowanej imprezy - 
chwycił za leżące nieopodal jabłko turlając nim po blacie 

- Jak to? - zapytał Stefan z zaciekawieniem, wyprzedzając moje pytanie 

- Nie było żadnego smsa od Caroline - odezwałam się  

- Bo nasza blond kontrolująca wampirzyca jeszcze o tym nie wiedziała,    
to był mój pomysł - rzucił mówiąc dalej - Impreza została przeniesiona    
do Eleny. Wdzieliście kiedyś dobrą imprezę w towarzystwie policji - 
przekręcił oczami - Aaaa... i nie musicie się o nic martwić, już wszyscy     
o tym wiedzą. Reasumując, to chyba wcześniej przerwałem wam w jakiejś 
ekscytującej rozmowie - spojrzał na nas wgryzając się w jabłko 

background image

 

Ro

zd

zi

 V

: M

er

ed

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 by

 m

o

n

al

is

a0

0

 

94

 

 

Gdy Damon pojawił się w domu byłam wdzięczna, że nie muszę 

opowiadać, a w zasadzie starać się wybrnąć z tego w co się sama się 
wpakowałam. Najwidoczniej nie miałam innego wyjścia i musiałam 
opowiedzieć tą historię. Zmieniając przy tym parę szczegółów.  

- Zanim przyszedłeś Meredith wspomniała o jakimś wydarzeniu                 
ze swojego życia, gdy wymknęła się czarownicom. Z jednej strony jest     
to zrozumiałe, ale z drugiej mogło cię to wpakować w niezłe tarapaty - 
spojrzał w moją stronę z zatroskaną miną   

- Ty jak zwykle swoje, możesz przestać wreszcie nudzić - odezwał się 
starszy Salvatore    

Myśląc o tym na przestrzeni czasu to wcale nie dziwiłam się Stefanowi. 
Miał rację, gdyby tak naprawdę wiedział do kogo doprowadziła mnie       
ta ucieczka, to zapewne zdziwiłby się, dlaczego pozostałam w jednym 
kawałku. Faktycznie to byłoby dobre pytanie.  

- Tak jak już wspomniałam za namową mojej koleżanki Tess, która była 
córką czarownic wybrałyśmy się do nowo otwartego klubu Pennybaker. 
Tess naprawdę był moją koleżanką pomagała mi, gdy... - spojrzałam         
w kierunku Damona, po czym spuściłam wzrok maskując swój smutek 
sztucznym uśmiechem - gdy było mi naprawdę trudno - podeszłam do 
okna, po czym obróciłam się w kierunku braci, opierając równocześnie       
o kuchenny blat - Nigdy nie zapomnę tego widoku, kiedy tam dotarłyśmy - 
miałam wrażenie, że znowu wchodzę przez oświetlone drzwi do klubu - 
wszystko było takie inne, prawdziwe, a ta muzyka - zamyśliłam się, 
tęskniąc za tą chwilą 

- Żałuję, że nie było mnie gdzieś w pobliżu - odezwał się w końcu Damon, 
skupiając tym samy mój wzrok na sobie - oczywiście każdy facet, który 
próbowałby z tobą zatańczyć skończyłby martwy - zagroził, gdy dostrzegł 
w moich oczach to co starałam się ukryć - a więc ktoś był - przymrużył 
oczy - imię, nazwisko adres - skwitował jakby mówił jak najbardziej 
poważnie 

background image

 

Ro

zd

zi

 V

: M

er

ed

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 by

 m

o

n

al

is

a0

0

 

95

 

 

Nie wiem czemu, ale było to odrobinę zabawne, bo faktycznie byłam          
w stanie odpowiedzieć na to pytanie.  

- Teraz zabiłbyś co najwyżej jakiegoś staruszka, o ile w ogóle żyje - 
skłamałam patrząc w jego stronę - Pamiętam, że gdy rozmawialiśmy 
spodobał mu się mój pierścień - spojrzałam na pierścionek na moim palcu - 
Powiedział również bardzo ważną rzecz, że nie powinieneś spuszczać ze 
mnie swojego wzroku - uśmiechnęłam się, przywołując pamiętną rozmowę 

Tego już nie powiedziałam na głos, ale w moich uszach dalej 
pobrzmiewała piosenka Louisa Armstronga.    

- Od nie pamiętnych czasów tak świetnie się bawiłam, gdy nagle na sali 
był jakiś wybuch. Wszyscy rzucili się do ucieczki, przewracając stoły, 
krzesła. Wiedziałam, że musze uciekać, ale nie chciałam - moje myśli 
znowu zawędrowały do momentu gdy, Klaus powiedział - To tylko kwestia 
czasu, aż spotkamy się ponownie -
 jakie to wtedy było prawdziwe - 
dodałam, nie zdradzając do końca swoich wewnętrznych przemyśleń 

- Musisz pamiętać, że wszystko co wydarzyło się w przeszłości w jakiś 
sposób dało ci siłę do powrotu do Mystic Falls. Jesteś ponad wszystkimi 
Meredith. Nie dałaś się pokonać czarownicom i na przekór wszystkiemu 
osiągnęłaś sukces, dzięki temu jesteś tutaj - dodał po chwili Stefan   

Nigdy nie patrzyłam na to w tę stronę. Zawsze wracając do swojej 
przeszłości czułam się słaba, ale Stefan zauważył to co za każdym razem 
mi umykało. Byłam silna, nikt i nic nie powstrzymało mnie przed 
zdobyciem tego czego chciałam. Postanowiłam o tym od dzisiaj pamiętać. 

- Chyba już czas - powiedziałam wyciągając po trzydziestu pięciu 
minutach ciasto z piekarnika, którego aromat zaczął roznosić się po całej 
kuchni 

- Autentycznie masz do tego talent - Damon zjawił się przy mnie                  
w wampirzym tempie - Przynajmniej już znamy przyszłorocznego 
zwycięzcę konkursu z okazji Dnia Założyciela - pocałował mnie               
w policzek 

background image

 

Ro

zd

zi

 V

: M

er

ed

ith

 Pi

er

ce

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a pr

ze

ze

 m

n

ie

 by

 m

o

n

al

is

a0

0

 

96

 

 

- W takim razie lecę się przygotować - odparłam z uśmiechem 

- Jest dopiero szesnasta, u Eleny mamy być o osiemnastej. Przypominam 
jakby ktoś o tym nie pamiętał - Damon popatrzył na mnie, a później 
przeniósł wzrok na swojego brata 

- Dobrze wiem, która jest godzina, ale chyba nie pójdę do Eleny w tym 
stroju - wyjaśniłam, na co Damon nie chcąc się wdawać w kolejną 
wymianę zdań uniósł jedynie ręce w geście poddania się - Tak myślałam - 
odniosłam w tym momencie swoje małe zwycięstwo 

Wychodząc z kuchni spojrzałam raz jeszcze w stronę Stefana - Dziękuję -
powiedziałam bezgłośnie 

Młodszy Salvatore spojrzał jedynie na mnie z uśmiechem na twarzy, 
również bezdźwięcznie odpowiadając - Nie ma za co 

 

muzyka

 

 

Stefan faktycznie miał rację twierdząc, że potrzebowałam takiej 

rozmowy. Żałowałam tylko, że nie mogę być z nim do końca szczera, 
niektóre rzeczy takie jak np. moje spotkanie z Klausem w klubie 
Pennybaker, czy uczenie się z Tatią kontrolowania mojej Mocy musiało 
pozostać w tajemnicy. Chyba sama do końca nie rozumiałam swojej 
przeszłości. Pozostawało tam tak dużo pytań, na które chciałam poznać 
odpowiedzi, ale nie byłam pewna czy jestem na nie w tej chwili gotowa. 
Tym razem chciałam choć na moment zapomnieć o wszystkich 
problemach i skupić się wyłącznie na wybraniu odpowiedniej sukienki       
na planowaną imprezę. 

 

 

Ciąg dalszy nastąpi…