background image
background image

Niniejszy ebook to darmowa wersja promocyjna,

nie przeznaczona do sprzedaży, dołączana do drukowanej 

książki o tym samym tytule.

Nr zamówienia:

 288506

Nr Klienta:

 214125

Data realizacji zamówienia:

 2008-10-23 18:29:57

Niniejsza publikacja, ani żadna jej część, nie może być kopiowana, 

ani   w   jakikolwiek   inny   sposób   reprodukowana,   powielana,   ani 
odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody 

wydawcy. Zabrania się jej publicznego udostępniania w Internecie, 
oraz odsprzedaży zgodnie 

regulaminem Wydawnictwa Złote Myśli

.

© Copyright for Polish edition by 

ZloteMysli.pl

Data: 11.05.2008

Tytuł: 365 dni do sukcesu
Autor: Waldemar Mielczarek

Wydanie II
ISBN: 978-83-7582-458-2

Projekt okładki: Marzena Osuchowicz

Korekta: Anna Popis-Witkowska
Skład: Anna Popis-Witkowska

Internetowe Wydawnictwo Złote Myśli Sp. z  o. o.

ul. Daszyńskiego 5
44-100 Gliwice

WWW: 

www.ZloteMysli.pl

EMAIL: 

kontakt@zlotemysli.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.

All rights reserved.

background image

SPIS TREŚCI

OD AUTORA

......................................................................................4

WSTĘP

.............................................................................................10

PRAWDZIWE PRZYKŁADY

.............................................................12

ROLA POZYTYWNEGO NASTAWIENIA

..........................................23

NAJWAŻNIEJSZA JEST RODZINA

..................................................25

NAWIĄZYWANIE I PODTRZYMYWANIE 

KONTAKTU Z KLIENTEM

...............................................................34

PODNOSZENIE SWOICH KWALIFIKACJI JEST

 

    BARDZO WAŻNE

 

 

.44

MIEJ OCZY ZAWSZE SZEROKO OTWARTE!

...................................47

ZDOBYWANIE POLECEŃ –

 

    WARTO

 

    DOTRZYMYWAĆ SŁOWA

 

 

......56

ZAKOŃCZENIE

................................................................................62

SPOTKANIA I PODRÓŻE – ZDJĘCIA

...............................................65

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Od autora

str. 4

Od autora

Od autora

Dlaczego zdecydowałem się napisać tę książkę?

Otóż mając prawie czterdzieści lat zastanawiałem się nad sobą, nad 
swoim życiem, nad życiem swojej rodziny. Co zmienić w swoim ży-
ciu, żeby uczynić je szczęśliwszym, bogatszym, pełniejszym?

Żebym   nie  musiał   budzić  się  każdego  dnia  ze strachem  w oczach 
i pytaniami: jak przeżyć następny dzień, jak wyżywić rodzinę, zadbać 
o jej przyszłość i czerpać zadowolenie z pracy?

Napisałem   tę   książkę   po   to,   żeby   wszyscy   ludzie   chcący   dokonać 
zmiany  dotychczasowego  życia  mogli  uwierzyć,  że jest  to możliwe 
w każdym wieku, bez względu na kolor skóry, płeć, przekonania reli-
gijne czy dotychczasowe wykształcenie.

W swoim życiu dotychczas wykonywałem wszystkie zawody świata, 
a przynajmniej tak mi się wydaje.

Przez okres czterdziestu lat byłem stolarzem, parkieciarzem, dzielni-
cowym, sprzedawcą szaszłyków na granicy z Niemcami, sprzedawcą 
aloesu, handlowałem też odzieżą. Prowadziłem własną agencję de-
tektywistyczną, lecz ciągle nie mogłem natrafić na zawód, który da-
wałby mi zadowolenie, pozwalał kochać ludzi, pomagać im w rozwią-
zywaniu ich problemów, a zarazem być niezależnym finansowo.

Chcę wszystkim pokazać – a przynajmniej mam nadzieję, że tak się 
stanie – że książka ta odmieni wasze życie, zmieni wasz stosunek do 
świata, do ludzi, do otaczającej nas rzeczywistości.

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Od autora

str. 5

Jest ona przesłaniem do wszystkich osób, które jeszcze wątpią, że 
sukces w każdej dziedzinie życia jest gwarantowany  – pod warun-
kiem, że uwierzymy w to, co robimy, że w pracę będziemy wkładać 
tyle entuzjazmu, ile tylko potrafimy z siebie wydobyć, że będziemy 
nim zarażać inne osoby, że będziemy życzliwi w stosunku do ludzi, że 
pokażemy im, jak dzięki temu, co im dajemy, będzie żyło im się le-
piej, pewniej stąpać będą po ziemi, nie lękając się o przyszłość swoją 
i swoich rodzin.

Tę książkę napisałem w zasadzie dla przyszłych i obecnych koleżanek 
i kolegów doradców ubezpieczeniowych – z nadzieją, że książka ta 
pomoże im w sprzedaży ubezpieczeń w naszej rzeczywistości.

Piszę tę książkę równo rok po zakończeniu szkolenia doradcy ubez-
pieczeniowego.

W ciągu tego roku moja sytuacja finansowa się ustabilizowała, awan-
sowałem na trzydzieste miejsce w kraju, ubezpieczyłem sto siedem-
dziesiąt osób w ciągu roku.

Każdy z was może tego dokonać, ba! jestem pewien, że tego dokona-
cie. Każdy człowiek potrzebuje jakiegoś natchnienia. Codziennie ra-
no  powtarzałem  sobie  takie   oto   słowa:  „Człowiek  sukcesu  odniósł 
sukces dlatego, że mocno wierzył w to, co robi. Ta wiara w sukces 
wyniosła go na szczyt tego, co osiągnął”.

Powtarzałem   te   słowa   codziennie.   Było   to   moje   motto   dnia,   gdy 
wstawałem codziennie o godzinie 6.30 rano.

Lecz chcę was jednocześnie przestrzec, że można mieć wykształcenie, 
być inteligentnym, mieć dobre kontakty z ludźmi, mieć bardzo duży 
krąg znajomych – i nie odnieść sukcesu.

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Od autora

str. 6

Każdy sukces poprzedza porażka, a czym więcej porażek, tym jeste-
śmy bliżej sukcesu. Nie wszyscy to rozumieją i po pierwszych dniach 
wielkiej euforii jako świeżo upieczony doradca spalają się, gdy słyszą 
trzydzieści odmów na trzydzieści wykonanych telefonów. A przecież 
mogli wykonać ten trzydziesty pierwszy telefon, który otworzyłby im 
drzwi szczęścia i odmienił ich życie, tak jak odmieniło się moje.

Może powinni byli czerpać nazwiska z końca listy lub z jej środka – 
tego nigdy nie wiemy.

Wcale nie jestem innym człowiekiem od innych. Po prostu narzuci-
łem   sobie   pewien   styl   pracy,   szkoliłem   się,   byłem   systematyczny, 
obowiązkowy, nieustępliwy, miałem ściśle określony cel, który stale 
malował się w mojej wyobraźni. Żeby nie zagubić tego obrazu, wypi-
sałem sobie na kartce papieru: do czego zdążam i co chcę osiągnąć.

Czytałem ją codziennie, tak że z czasem ta wizja pozostała na zawsze 
w moim umyśle. Po prostu  zaprogramowałem swój umysł na sukces, 
wyrzuciłem z niego wszystkie negatywne myśli i dodawałem mu stale 
pożywienia, czytając nowe książki ukazujące się w sprzedaży, a doty-
czące pozytywnego myślenia, naszego pozytywnego ja, profesjonal-
nej sprzedaży. Sukces nie jest dziełem przypadku. Jest to ciężka, sys-
tematyczna praca, która z czasem staje się coraz łatwiejsza. Gdy czło-
wiek bardzo czegoś pragnie, jest w stanie przenosić góry, tak jak mó-
wi stare przysłowie.

Na   mnie   osobiście   niesamowite   wrażenie   zrobiła   pewna   historia, 
którą kiedyś usłyszałem, nie pamiętam od kogo. 

W Stanach Zjednoczonych jest zwyczaj, że na zakończenie roku aka-
demickiego   najlepsi   studenci   roku   wypowiadają   kilka   słów   do 
wszystkich zgromadzonych.

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Od autora

str. 7

Jako   pierwszy   przemawiał   absolwent   prawa,   który   wszem   wobec 
oznajmił, że cała Ameryka, ba! cały świat o nim usłyszy, że będzie 
najlepszym prawnikiem, jakiego Ziemia nosiła, zgromadzeni nagro-
dzili go gromkimi brawami.

Jako   drugi   wyszedł   absolwent   medycyny,   który   wszem   wobec 
oświadczył, że będzie najlepszym chirurgiem w całej historii Stanów 
Zjednoczonych i że także cały świat będzie o nim słyszał. Tak samo 
jak   w   pierwszym   przypadku,   zebrani   podziękowali   mu   gromkimi 
brawami.

Jako trzeci wyszedł student wychowania fizycznego i powiedział, że 
będzie   najlepszym   sportowcem   w   historii   całej   Ameryki   i   całego 
świata.

Wśród publiczności zapadło milczenie i długo nie było słychać okla-
sków.   Spytacie:   dlaczego?   Ano   dlatego,   że   słowa   te   wypowiedział 
chłopak, który pozbawiony był jednej ręki.

Po latach, gdy sprawdzono losy całej trójki, okazało się, że ten, który 
miał być pierwszym prawnikiem Stanów Zjednoczonych, miał prze-
ciętne osiągnięcia, ten, który miał być najlepszym chirurgiem w hi-
storii Stanów Zjednoczonych i całego świata, był dobrym specjalistą, 
lecz nie osiągnął takiej sławy, jak przewidywał.

Natomiast ten niepozorny jednoręki student zrobił zawrotną karierę 
i cały świat o nim usłyszał.

Ponieważ miał tylko jedną rękę, znalazł sobie taki sport, który dawał 
mu szansę na odniesienie – mimo kalectwa – niesamowitego sukce-
su.

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Od autora

str. 8

Tym sportowcem był Betty Deywis i – o ile dobrze pamiętam – grał 
w baseball, na pozycji łapacza.

Możemy zadać sobie pytanie, jak to się stało, że ten człowiek, które-
mu nie chciano bić brawa, odniósł tak spektakularny sukces?

On po prostu chciał to zrobić. Postawił sobie ściśle określony cel oraz 
był niesamowicie entuzjastycznie nastawiony do życia i do swojej ka-
riery.

Rockefeller natomiast doszedł do pieniędzy, ponieważ miał wspania-
ły produkt, działał w odpowiednim miejscu, czasie i z odpowiednimi 
ludźmi. Każdy z was może być Rockefellerem.

Mamy przecież wspaniałe produkty, wspaniałe miejsce (Polska) czas 
i to, na czym nam najbardziej zależy: ludzi.

Wybór zależy od was samych. Każdy ma tylko swoje pięć minut na 
swojej drodze życia, która go doprowadzi – lub nie – do sukcesu. 
Jedni je wykorzystują, a drudzy wracają do naszej codzienności ży-
cia, zamykają się w swoich domach i mówią: „Znowu szczęście mnie 
opuściło”.

Nie rozumieją jednak, że szczęście musimy sobie sami wypracować. 
Sprzedawcy w większości nie odnoszą sukcesu lub ten sukces osiąga-
ją później, gdyż stale skupiają swoją uwagę na tej samej grupie osób, 
usiłując sprzedać im swój towar lub usługę. Wykonują stale te same 
telefony i słyszą znowu odmowę. Ja zrozumiałem od razu to, że wy-
szukiwanie nowych klientów jest ważniejszą rzeczą niż dokonanie sa-
mej sprzedaży.

Trzy czwarte osób na mojej liście to zawsze nowe osoby. Większość 
ludzi lubi się na kimś wzorować, zobaczyć namacalny dowód osią-

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Od autora

str. 9

gnięcia sukcesu.  Napisałem tę książkę przede wszystkim  dla osób, 
które   potrzebują   wsparcia   słownego,   żeby   w   chwilach   zwątpienia 
mogli zajrzeć do tej książki, tak jak ja sięgałem przecież i nadal się-
gam do książki Franka Bettgera, powtarzając stale: „Przecież jemu 
się udało, to mnie się również uda”.

Jestem o tym przekonany.

Waldemar Mielczarek

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Wstęp

str. 10

Wstęp

Wstęp

Opowieść o drodze do sukcesu w ciągu dwunastu miesięcy rozpoczy-
nam   od   momentu,   kiedy   prowadziłem   własną   agencję   detektywi-
styczną i coraz częściej zastanawiałem się, co zrobić z własnym ży-
ciem, życiem mojej rodziny, co w nim zmienić, żeby uzyskać nieza-
leżność finansową i dać swojej rodzinie szczęście oraz pewność jutra.

Byłem praktycznie bez grosza,  interesy  szły coraz  gorzej.  Pewnego 
dnia jesienią 1994 roku jeden z moich klientów w bardzo tajemniczy 
sposób zaproponował mi udział w pewnym spotkaniu. Wyznaczył go-
dzinę i miejsce spotkania, wszystko było bardzo tajemnicze. Na miej-
scu zorientowałem się, że było tam bardzo dużo osób wprowadzo-
nych w ten sam sposób przez inne osoby.

Po czterech godzinach wiedziałem już, o co chodzi.

Był to network finansowy. Zauroczony wizją zarobienia szybkich pie-
niędzy – postanowiłem zaryzykować. Pożyczyłem pieniądze i w nie-
długim czasie byłem członkiem tego networku. Niestety, czas zara-
biania   szybkich   pieniędzy   szybko   minął.   Jednak   gdy   teraz   patrzę 
z perspektywy  czasu – był to przełomowy  moment w moim życiu. 
Poznałem   tam   dziewczynę,   która   zaproponowała   mi   wykupienie 
u niej ubezpieczenia na życie.

Blisko sześć miesięcy robiłem uniki. W końcu zgodziłem się na spo-
tkanie i umówiłem się z nią w agencji, gdzie sporządziliśmy umowę. 
W ten oto sposób wykupiłem pierwszą polisę na życie i cały czas za-
stanawiałem się, czy nie spróbować pracy w akwizycji ubezpieczeń. 
Na wiosnę 1995 roku przebywałem w Niemczech, w Bawarii, gdzie 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Wstęp

str. 11

spotkałem Bawarczyka śląskiego pochodzenia, który opowiedział mi, 
że w ciągu swojego życia wykupił sześć polis na życie z funduszem 
emerytalnym.   Mężczyzna  ten  oświadczył  mi,  że teraz  sukcesywnie 
korzysta z pieniędzy odkładanych przez lata w funduszach ubezpie-
czeniowych.   Byłem   pod   wrażeniem   tego   systemu.   Już   gdy   byłem 
w networku finansowym Polsce,  w ręce wpadła mi książka Franka 
Bettgera „Jak przetrwać i odnieść  sukces w biznesie”. Dotyczyła ona 
ubezpieczeń, ale pomogła mi w tamtym biznesie. Gdy tak bardziej się 
nad tym zastanawiam, to widzę, że książka ta wyzwoliła we mnie ja-
kąś tajemniczą siłę i dodała mi skrzydeł. Postanowiłem zapisać się na 
kurs doradców ubezpieczeniowych. Zlikwidowałem agencję, wycofa-
łem się z networku i postanowiłem zaangażować się w ubezpieczenia. 
Pamiętam, że było to 17 października 1995 roku. 

Wiedziałem z lektury książki Bettgera, że żeby odnieść sukces w tym 
biznesie, trzeba wszelkie inne zajęcia odłożyć na bok. 

Po tygodniowym kursie zastanawiałem się, czy dam sobie radę. Ba! 
Byłem przekonany, że nie uda mi się to. Z drugiej jednak strony – 
wracałem myślami do książki Franka Bettgera. Coś tajemniczego mi 
podpowiadało:   „On   sobie   poradził,   a   chciał   przecież   zrezygnować. 
Czy tobie czegoś brakuje? Czym się od niego różnisz? Przecież w Pol-
sce masz pusty rynek, będziesz miał łatwiej niż on. Jesteś wewnętrz-
nie przekonany i odczuwasz niesamowitą potrzebę odniesienia suk-
cesu”.

Przecież on tę książkę musiał napisać, a ty masz ją tylko studiować. 
Widziałem po tej lekturze, że najważniejszą rzeczą, jaką człowiek po-
winien stale rozwijać, żeby odnieść sukces, jest entuzjazm.

Powiedziałem sobie, że muszę działać z entuzjazmem, że muszę być 
systematyczny w tym, co robię. Zrobiłem listę moich znajomych,  na 
której znalazło się sto pięćdziesiąt osób.

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Prawdziwe przykłady

str. 12

Prawdziwe przykłady

Prawdziwe przykłady

Na początku całej mojej działalności doznałem pierwszego zimnego 
prysznica, gdy firma odrzuciła mojego pierwszego klienta, wspólnika 
mojego brata, z uwagi na zły stan zdrowia. Nie załamałem się jednak 
i   po   pierwszym   miesiącu   pracy   ubezpieczyłem   dwadzieścia   jeden 
osób. Dlaczego? Ponieważ byłem bardzo entuzjastycznie nastawiony, 
wierzyłem  w produkt,  który  sprzedaję,  ufałem,  że daję  więcej,  niż 
biorę.   Postanowiłem,   że   stanę   się   profesjonalistą   i   że   będę   czytał 
wszystkie możliwe książki – od „Magii myślenia kategoriami sukce-
su” po „Obudź w sobie olbrzyma” oraz wiele, wiele innych. Postano-
wiłem, że za pierwsze zarobione pieniądze kupię sobie więcej garni-
turów.

Pewnego dnia zadzwoniłem do sklepu odzieżowego i umówiłem się 
z kierowniczką   na  spotkanie.   Oczywiście   pierwszym  i   nadrzędnym 
celem było ubezpieczenie jej. Był to duży sklep odzieżowy. Po dwóch 
godzinach wyszedłem ze sklepu z dwoma wnioskami, gdyż kierow-
niczka miała wspólniczkę. Zakupiłem także dwa garnitury.

Coraz rzadziej sięgałem jednak do listy osób znajomych.

Postanowiłem działać na obcym gruncie. Od kierowniczek dostałem 
polecenia  do następnych  osób.  Zdawałem sobie dobrze sprawę, że 
muszę sam nauczyć się szperania i wyszukiwania klientów. Wiedzia-
łem przecież  z lektury  Franka Bettgera,  że wynajdywanie klientów 
jest tak samo ważne jak sama sprzedaż, a może nawet ważniejsze.

Zacząłem sobie zdawać sprawę, że muszę opanować rzemiosło sprze-
daży do perfekcji. Warunki ogólne w pierwszym miesiącu działalno-

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Prawdziwe przykłady

str. 13

ści czytałem codziennie. Rozmowy z klientami trenowałem, mówiąc 
do swojej żony oraz do dzieci. Nigdy nie pozwoliłem sobie na telefon 
do klienta, nie będąc ubranym w garniturze. Miałbym inaczej wraże-
nie, że klient mnie zobaczy. Początkowo telefonując kładłem przed 
sobą lustro,  tak żebym mógł  siebie obserwować  podczas  rozmowy 
i kontrolować swój uśmiech. W mieszkaniu i w samochodzie rozwie-
siłem sobie kartki: „Jesteś nr 1”. 

W drugim miesiącu działalności zadzwoniłem z reklamy  do jednej 
firmy. Telefon odebrała kobieta, zaproponowałem rozmowę na oko-
liczność zabezpieczenia finansowego jej przyszłości. Jakie było moje 
zdziwienie, gdy powiedziała, że mogę przyjechać – i to natychmiast. 
Po  pół   godzinie  byłem   pod   jej  domem.   Szedłem   z   uśmiechem   na 
ustach. Nie miałem wtedy dużego doświadczenia. Kobieta okazała się 
prawnikiem z wykształcenia.

Poprosiła o warunki ogólne i przeglądała je cztery godziny, co jakiś 
czas prosząc o ich interpretację. Jakże wtedy było mi przydatne stu-
diowanie w pierwszym miesiącu tych warunków. Po czterech godzi-
nach   wyszedłem   z   wnioskiem   z   sumą   ubezpieczenia   na   wypadek 
śmierci w wysokości stu tysięcy złotych. Jak się dowiedziałem z roz-
mowy, jednym z głównych powodów,  aczkolwiek  nie jedynym,  była 
chęć zabezpieczenia syna, który był ciężko chory na nerki. Mąż przez 
cały czas obserwował mnie i mówił, że jego to nie interesuje. „Pana 
może nie” – odpowiedziałem – „ale pańskiego syna i pańską rodzinę 
na pewno”. Wiedziałem, że w tym dniu by mnie nie zaakceptował, więc 
nie rozwinąłem z nim tego tematu. Na pierwszy rzut oka widziałem 
u niego znaczną nadwagę, blisko czterdzieści kilogramów,  powiedzia-
łem mu więc tylko: „Polisę kupujemy zdrowiem, a nie pieniędzmi, i nie 
wiem,   czy   firma   zdecydowałaby   się   podjąć   ryzyko   ubezpieczenia 
pana”. Po tych słowach zaczął mnie sam wciągać w rozmowę, ale to 
jest już inny temat.

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Prawdziwe przykłady

str. 14

Dzwoniąc do klientów, stosowałem różne techniki, starałem się od-
działywać na podświadomość – np. dzwoniąc, mówiłem: „Proszę pa-
na, chciałbym przedstawić panu coś, co będzie dla pana korzystne 
obecnie i w przyszłości. Chciałbym się z panem spotkać, bez żadnych 
zobowiązań z pana strony, żeby panu przedstawić nową koncepcję 
planowania finansowego”.

Starałem się wciągać klienta w rozmowę. Gdy negował i nie przeja-
wiał chęci na spotkanie, mówiłem tak: „Proszę pana, gdybym zapro-
ponował panu, że pójdzie pan do Torunia na piechotę, a jak już tam 
pan dojdzie, to odbierze pan u mojego znajomego w domu sto dola-
rów, które będą pana, to poszedłby pan tak daleko czy też nie?”. „Ja-
sne, że nie!” – odpowiedział klient. „A gdybym panu powiedział, że 
ma pan tam do odbioru jeden milion dolarów, to podejrzewam, że 
chciałby pan dojść tam jak najprędzej – czy nie mam racji?” – pytam 
klienta. „Chyba tak...” – odpowiedział klient.

„Widzi pan... Nie kupując u mnie ubezpieczenia, odrzuca pan więcej 
niż ten milion dolarów, ponieważ pańskie życie jest bezcenne, a że 
tak jest, to zaraz  panu udowodnię. Gdyby  przyszła do pana  osoba 
niewidoma i powiedziała, że da panu jeden milion dolarów, ale ma 
pan się z nią zamienić, ona będzie widzieć, a pan nie, czy zgodziłby 
się na na to? Podejrzewam, że nie, więc jest pan więcej wart niż ten 
milion dolarów. Czy zatem nie warto się spotkać i porozmawiać na 
ten temat? Rozwiążemy pana problem”. 

Stosuję również taką metodę:

„Proszę pana, my teraz rozmawiamy przez telefon i w pewnym mo-
mencie widzi pan u siebie na podłodze czy dywanie banknot tysiąc-
dolarowy. Czy pan by go nie podniósł i by się z tego nie ucieszył? Na 
pewno stwierdziłby pan, że mu się ten banknot przyda.

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Prawdziwe przykłady

str. 15

Odrzucając zgodę na nasze spotkanie, nie podnosi pan dużo, dużo 
więcej niż tysiąc dolarów, czy pan to rozumie? Gdy się spotkamy, po-
staram się to panu udowodnić”.

Gdy klient mi mówi: „Wpadnij pan po 15 września”, a rozmawiamy 
w maju, to mówię mu tak: „Proszę pana, gdybym był pańskim prze-
łożonym i wezwałbym teraz pana do swojego gabinetu, i zapropono-
wałbym panu podwyżkę pensji – proszę mi powiedzieć, czy nie przy-
jąłby pan jej? Myślę, że pan by ją przyjął”. „Tak, oczywiście” –  odpo-
wiada klient. „Widzi pan, odrzucając propozycję spotkania ze mną, 
odrzuca pan tę podwyżkę. Żaden rozsądny człowiek by tego nie zro-
bił”.

Zatelefonowałem kiedyś na początku mojej działalności do jednego 
z dyrektorów  firmy  transportowej  i powiedziałem  mu  tak:  „Proszę 
pana, jestem przedstawicielem firmy ubezpieczeniowej, nazywam się 
Waldemar Mielczarek i chciałbym zaproponować panu coś, co będzie 
dla pana korzystne.

Nie dzwonię z żadnego polecenia, ale ostatnio przeglądałem wszyst-
kie posiadane przeze mnie wizytówki. Między innymi była tam rów-
nież pańska. Z tego wysnułem prosty wniosek, że musieliśmy kiedyś 
ze sobą rozmawiać, a jak już kiedyś rozmawialiśmy, to musimy się 
znać. Czy nie mam racji, proszę pana?”. „Chyba ma pan rację” – od-
powiedział dyrektor.

Niedługo po tej rozmowie ubezpieczyłem go i dostałem od niego po-
lecenia do innych osób. Między innymi dostałem polecenie do wła-
ściciela  firmy  transportowej  – nie  zapomnę  nigdy  tego  spotkania. 
Wielkim sukcesem w ogóle było umówienie się na spotkanie z tym 
człowiekiem przez telefon, bo o osobistym spotkaniu można było tyl-
ko pomarzyć.

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Prawdziwe przykłady

str. 16

Zadzwoniłem do niego i po przedstawieniu się zaproponowałem spo-
tkanie, a to, co usłyszałem, od razu mnie zdołowało.

Człowiek ten powiedział między innymi, że ma już dość telefonów od 
akwizytorów, że go to nie interesuje i nie życzy sobie, żebym kiedy-
kolwiek jeszcze dzwonił.

Nie przerywałem mu, pozwoliłem mu się wypowiedzieć, a właściwie 
wykrzyczeć. Gdy skończył, zadałem mu pytanie: „Proszę pana, z tego, 
co od pana usłyszałem, mogę wnioskować, że jest pan człowiekiem 
wybuchowym i energicznym. Lecz z zebranych na pański temat in-
formacji wiem już, że zna się pan na robieniu interesów i niejedna 
osoba panu zazdrości. Czy może się mylę?”. Odpowiedział, że chyba 
nie.  Przełamałem  pierwsze  lody  i zadałem  mu pytanie:  „Czy  pana 
zdaniem pana znajomy, który mnie do pana przysyła, ma jakieś po-
wody, żeby panu źle życzyć, czy też nie?”. „No... nie” –  odpowiedział.

„Czy pana znajomy jest człowiekiem, który odniósł sukces zawodowy 
i czy zna się na robieniu interesów tak jak pan?”. „No... tak” – odpo-
wiedział.

„Widzi pan” – odpowiedziałem – „on mnie zaakceptował, a pan mnie 
obraża, wykrzykując, że jestem kolejnym akwizytorem.

„Ja, proszę pana, jestem doradcą ubezpieczeniowym pańskiego do-
brego znajomego i chciałbym, żeby pan mnie oceniał takimi katego-
riami.

Chcę mieć w panu przyjaciela, a nie wroga. Jeżeli wyrazi pan zgodę 
na spotkanie, które nic nie będzie pana kosztowało, chyba że kilka 
minut pańskiego drogocennego czasu, udowodnię panu na tym spo-
tkaniu,   że   potrzebuje   pan   tego   ubezpieczenia   jak   ryba   wody.   Czy 
wówczas, gdy będziemy kierować się tylko logiką, będę miał zaszczyt 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Prawdziwe przykłady

str. 17

być   pańskim   doradcą?   Jeżeli   nie   przekonam   pana,   to   podziękuję 
panu za mile spędzony czas i powiem: »Do widzenia«”. Zgodził się 
spotkać.  Po  tej  rozmowie  czułem  straszne  podniecenie  i dostałem 
gęsiej   skórki   na   całym   ciele.   Powiedziałem   sobie,   że   ten   człowiek 
musi zobaczyć najlepszego fachowca w branży ubezpieczeń, jakiego 
kiedykolwiek widział. Wiedziałem, jak mam się przygotować do tego 
spotkania,   ponieważ   korzystałem   na   okrągło   ze   wskazówek 
zawartych w książce Franka Bettgera.

Spotkanie odbyło się we wczesnych godzinach rannych. Gdy przysze-
dłem, powitała mnie sekretarka i wprowadziła mnie do pokoju szefa. 
Był to wysportowany mężczyzna w wieku pięćdziesięciu dwóch lat, 
siedział w swoim dużym, czarnym fotelu. Po przywitaniu się wskazał 
miejsce, gdzie mam usiąść, więc tam też usiadłem. Nie odzywałem 
się ani słowem, czekałem na bieg wydarzeń. Patrzyliśmy sobie w oczy 
chyba z dwie minuty, były to najdłuższe minuty w moim życiu. Po-
stanowiłem jednak nie odzywać się pierwszy. Po dwóch minutach za-
proponował   wypicie   kawy,   którą   podano   w   maleńkich   filiżankach 
z chińskiej porcelany.

Pijąc kawę, także milczeliśmy. W końcu nie wytrzymał tego milcze-
nia i wypowiedział te słowa: „Proszę pana, chyba po coś pan tu przy-
szedł, czyż nie tak?”.

„Oczywiście” – odrzekłem i pierwszy raz zastosowałem to, co wyczy-
tałem w książce Franka Bettgera. Cytuję to dosłownie: „Czy zgodzi 
się pan ze mną, że niewiele mogę powiedzieć o panu, o pańskiej sytu-
acji, na podstawie koloru pańskich włosów i oczu, tak jak niewiele 
wiedziałby   dentysta,   gdybym   usiadł   u   niego   na   fotelu   i   odmówił 
otwarcia ust? Czy on by mógł mi pomóc, nie stawiając diagnozy? Jak 
pan myśli?”. „Myślę, że nie” – odpowiedział.

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Prawdziwe przykłady

str. 18

„Widzi pan, ja startuję właśnie w takiej roli jak ten dentysta – i nic 
się nie zmieni, dopóki mi pan nie zechce odpowiedzieć. Może pan nie 
odpowiedzieć, chcę pana jednak zapewnić, że jeżeli ktoś się o tej roz-
mowie dowie, to dowie się od pana, a nie ode mnie. Chcę panu za-
proponować coś, co będzie dla pana korzystne, lecz mogę to uczynić 
dopiero gdy usłyszę odpowiedź. Czy pan akceptuje mój tok rozumo-
wania?”. Odpowiedział, że tak.

Zanim opowiem, jak potoczyła się dalsza rozmowa, chcę wam zwró-
cić uwagę, że technika stosowana przez Franka Bettgera, mimo że 
była stosowana wiele lat temu w kraju odległym o kilka tysięcy kilo-
metrów, może być z powodzeniem stosowana w naszym kraju.

Dotyczy innych pokoleń ludzi, żyjących w innej kulturze, ale chcę za-
znaczyć, że gdybym nie studiował i nie analizował tej książki, to nie 
zachowałbym się tak, jak się zachowałem u tego przedsiębiorcy. Chcę 
w tym miejscu każdemu z was uświadomić, jak ważne jest kształce-
nie się i podnoszenie swoich umiejętności sprzedawcy.  Pomimo,że 
miałem tremę, byłem zarazem pewny siebie, wiedziałem bowiem, że 
logika jest po mojej stronie. Ale wróćmy do rozmowy z tym przedsię-
biorcą. Zadałem mu proste pytanie: „Proszę pana, zakładając, że jest 
pan   wspaniałym   organizatorem   pracy,   od   podstaw   zbudował   pan 
swoją firmę, swoje imperium – czy dzisiaj, gdyby panu coś się stało, 
pana żona i pańska córka prowadziłyby ten interes tak dobrze, jak 
pan go prowadzi?”.

„Na pewno nie” – odpowiedział klient.

„Proszę pana, powiedział pan mi, że posiada pan kredyt w takiej a ta-
kiej wysokości. Proszę mi powiedzieć, skąd żona by wzięła pieniądze 
na spłatę kredytu, jeżeli pana by zabrakło? Czy nie byłoby przypad-
kiem tak, że bardzo szybko by musiała się pozbyć części majątku, że-
by spłacić  kredyt,  bo w przeciwnym  wypadku  komornik  w bardzo 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Prawdziwe przykłady

str. 19

krótkim czasie zlicytowałby sprzęt zastawiony pod kredyt? Czy po to 
pan   buduje   swoje   imperium,   żeby   przez   jeden   nierozsądny   ruch 
w przypadku pańskiej śmierci firma podupadła lub w ogóle przestała 
istnieć? Chyba nie o to panu chodzi.

Ja uważam, że logika wskazuje na konieczność wykupienia ubezpie-
czenia. Nie wiem tylko, czy firma nasza będzie chciała przejąć ryzy-
ko, ponieważ nie znam pańskiego stanu zdrowia. Ale jeżeli pan tak 
dobrze wygląda w środku, jak na zewnątrz, to nie powinno z tym być 
kłopotu.

Proszę mi powiedzieć, czy druga pańska córka, trzynastoletnia, jest 
przez pana już zabezpieczona finansowo i ma odłożone pieniądze na 
dalszą   edukację,   czy   też   nie?”.  „Nie”   –   odpowiedział.   „Widzi   pan, 
a najlepszym   zabezpieczeniem   dzieci   jest   ubezpieczenie   rodziców. 
Nie chciałbym być w tej chwili w pańskiej skórze, uważam, że skórę 
tę musimy natychmiast zmienić. Czy pan również tak uważa?”. „Tak 
właśnie   uważam”   –   odpowiedział   klient   –   „przekonał   mnie   pan”. 
„Pozwoli pan, że poproszę o pański dowód osobisty” – powiedziałem. 
Nie muszę dodawać, jakim wtedy byłem szczęśliwym człowiekiem. 
Nabrałem przez tę rozmowę jeszcze więcej entuzjazmu, więcej pew-
ności siebie. Powiem więcej – ten człowiek sam zaczął mnie polecać 
swoim innym znajomym z tak dużym entuzjazmem, jakby sam był 
doradcą ubezpieczeniowym. Pamiętam, jak spalił się mój samochód, 
bo przecież nieszczęścia chodzą po ludziach. Miałem dla tego pana 
gotową polisę, którą miałem mu zawieźć, ale gdy usłyszał o moim 
nieszczęściu, to oświadczył, że sam po nią przyjedzie do agencji.

Gdy podszedł do sekretarki, to wypowiedział te słowa: „Gdzie jest ten 
wasz najlepszy doradca ubezpieczeniowy?”.

Wiem o tym, że tak powiedział, gdyż siedziałem obok, a w pierwszej 
chwili mnie nie zauważył. „Który?” – odpowiedziała sekretarka. „Jak 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Prawdziwe przykłady

str. 20

to, który? Waldemar Mielczarek!”. Piszę o tym po to, żeby wszyscy 
wiedzieli, jak ważną sprawą jest zarażenie entuzjazmem klienta.

Do dnia dzisiejszego ubezpieczyłem całą jego rodzinę oraz księgową. 
Ten człowiek jest po prostu już mój. 

Bardzo   często   go   odwiedzam   i   podgrzewam   jego   entuzjazm.   Gdy 
przebywałem u niego w biurze, zadzwonił do niego jeden znajomy. 
Pan ten zapytał tego znajomego, czy jest ubezpieczony, telefon prze-
stawił  na tryb głośnomówiący,  tak że słyszałem rozmowę.  Tamten 
odpowiedział, że już jest ubezpieczony, a mój klient na to, że opowia-
da   bzdury,   że  jakby   porozmawiał   ze   mną,   to  dowiedziałby   się,   że 
wszyscy ludzie na świecie są niedoubezpieczeni.

Od niego otrzymałem bardzo dużo pleceń. Miedzy innymi do burmi-
strza małego miasteczka w województwie wielkopolskim. Piszę o tym 
po to, żeby każdy sobie uświadomił, że otrzymanie polecenia od oso-
by zarażonej  entuzjazmem  jest praktycznie  dokonaniem  następnej 
sprzedaży. Jechałem do burmistrza, wiedząc, że jadę wypisać wnio-
ski. Zawsze jest gdzieś nitka i kłębek, ja to szybko zrozumiałem. Od 
burmistrza otrzymałem następne polecenia. Cała ta książka ukaże ci, 
czytelniku, że entuzjazm stawiam na pierwszym miejscu w zawodzie 
doradcy  ubezpieczeniowego.   Jak  już  wspomniałem,  od  burmistrza 
udałem się między innymi do jednego z właścicieli firmy budowlanej, 
który na pierwszym spotkaniu wykupił ode mnie ubezpieczenie na 
życie – i to w dość znacznej wysokości.

Zrobiłem mu wykład na temat ubezpieczeń, powoli zarażając go ideą 
ubezpieczeń. Przez cały czas naszej rozmowy mówiłem mu, jak dzięki 
tej polisie będzie mu się lepiej żyło, lepiej stąpało po ziemi, że będzie 
bardziej zadowolony z życia, wiedząc, że gdyby mu się coś stało, jego 
żona i syn będą mieli zapewniony dach nad głową. Tego człowieka 
nie interesował sam produkt. Jego po prostu interesowały korzyści 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Prawdziwe przykłady

str. 21

płynące z posiadania polisy, czyli bezpieczeństwo dla niego i jego ro-
dziny. 

Większość ludzi zrozumie – jeżeli im to odpowiednio przedstawimy 
– że ubezpieczenie ma być ubezpieczeniem, a nie emeryturą. Prze-
cież ludzie kupują samochody nierzadko za pięćdziesiąt tysięcy  zło-
tych i je ubezpieczają, płacąc krocie, nie myśląc o zwrocie tej inwe-
stycji. Dlaczego? Przecież ktoś może im ten samochód skraść. A czy 
życia też nie możemy stracić? Nawet trudno jest to porównać do war-
tości samochodu. Przecież każdy rozsądny człowiek wie o tym, że ży-
cie   jest   bezcenne.   Już   poprzednio   o   tym   pisałem.   Ten   człowiek, 
przedsiębiorca budowlany, nastawił się tak pozytywnie do takiej for-
my zabezpieczenia, że sam zaproponował mi ubezpieczenie kilku je-
go pracowników, zanim sam zdążyłem mu to zaproponować. Każdy 
rozsądny człowiek kochający swoich bliskich będzie chciał ich zabez-
pieczyć. To od nas, doradców, w dużej mierze zależy, czy tak się sta-
nie, czy też nie. Dlatego jest tu potrzebny doradca dobrze wyszkolo-
ny, potrafiący wykazać klientowi korzyści płynące z takiej formy za-
bezpieczenia, jaką jest polisa na życie. Nigdy nie pytam klienta, ile 
zarabia. W ten sposób postępując, możemy już na samym początku 
rozmowy przesądzić, czy klient nas zaakceptuje, czy też nie.

Do tego jest potrzebna rzetelna analiza potrzeb klienta. Dla każdej 
rodziny będzie ona inna. Musimy mu wykazać, że to on ma problem, 
a nie my. My tylko pośrednio służymy mu w rozwiązaniu jego pro-
blemu. Przecież przeciętny Kowalski jest zajęty pracą i ma tuzin róż-
nych powodów, żeby na ten temat nie myśleć. Ale każdy przecież ko-
cha   swoje   dzieci,   żony,   a  przynajmniej  tak   powinno   być.  Przecież 
edukacja, tzn. wykształcenie dzieci, kosztuje i będzie kosztowało co-
raz   więcej.   Koszty   utrzymania   rodziny   stale   rosną.   Społeczeństwo 
jest coraz bardziej świadome, że jeżeli samo nie zadba o swoją przy-
szłość, o przyszłość swoich bliskich, to żadne państwo za nie tego nie 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Prawdziwe przykłady

str. 22

uczyni. Tym ważniejsza jest rola dobrego doradcy, który ma tylko za-
pukać do czyjegoś mieszkania, ukazać ten problem, pokazać kliento-
wi, że problem faktycznie istnieje,  zaproponować  rozwiązanie.  Po-
każmy klientom, że jesteśmy zawodowcami w danej branży, że na-
prawdę zależy nam na rozwiązywaniu ich problemów, pokochajmy 
ich i ich rodziny, a w niedługim czasie oni sami obdarzą nas miłością, 
z korzyścią dla obu stron. 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Rola pozytywnego nastawienia

str. 23

Rola pozytywnego nastawienia

Rola pozytywnego nastawienia

Chcę na chwilę wrócić do początku swojej działalności. Od początku 
postanowiłem, że aby utrzymywać się na fali i mieć wiatr w plecy, 
muszę mieć ciągły kontakt z agencją, co z kolei pomoże mi ładować 
swoje akumulatory. Tak, ja tego potrzebowałem.

W agencji spotykałem przecież tylko osoby pozytywnie nastawione 
do życia, do otaczającej nas rzeczywistości.

W agencji przeprowadzałem różne rozmowy z różnymi doradcami, 
mniej  lub  bardziej  doświadczonymi,  szlifując  formę.  Bałem  się  po 
prostu   stracić   entuzjazm.   Postanowiłem,   że   będę   jeździł   na   każde 
szkolenie, jakie zostanie zorganizowane – i do dnia dzisiejszego nie 
opuściłem  żadnego.  Zdaję  sobie  bowiem  sprawę,  że tylko  doradca 
dobrze wyszkolony będzie miał w niedługiej przyszłości szansę prze-
trwania, słabi po prostu będą musieli odejść. Każdy człowiek musi 
mieć jakieś wzorce. Ja je również posiadam. Zawsze sobie zadawa-
łem pytanie, czym się ode mnie różni Karol Mąka, czołowy sprze-
dawca polis w kraju. Na pewno różni się zdobytym doświadczeniem, 
ilością przeprowadzonych rozmów, myślą, że tak samo ja, jak i on 
traktujemy doradztwo jako wielką pasję życia. Uważamy, że dajemy 
coś więcej, niż bierzemy – i tu tkwi chyba podstawa naszego skrom-
nego sukcesu. Tak, trzeba traktować swoje zadanie z pasją i kochać 
ludzi. Należy wokół siebie skupiać osoby pozytywnie nastawione do 
świata. 

Cofnę się do początku mojej działalności, kiedy jako świeżo upieczo-
ny doradca, ledwo, ledwo stawiający pierwsze kroki, spotkałem swo-
jego   kolegę,   który   spytał   mnie,   co   porabiam.   Odpowiedziałem,   że 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Rola pozytywnego nastawienia

str. 24

ubezpieczam   ludzi.   Na   to   kolega   odpowiedział:   „Człowieku,   kto 
w dzisiejszych czasach kupi u ciebie ubezpieczenie na życie, skoro lu-
dzie nie mają  pieniędzy  na wsad  do garnka?!”.  Nie  dałem mu się 
wciągnąć w dyskusję. Powiedziałem, że nie mam czasu i jak najprę-
dzej od niego odszedłem. Spytacie, dlaczego? A dlatego, że przeczyta-
łem   kiedyś   w   książce   Franka   Bettgera,   że   gdy   jeden   z doradców 
oświadczył mu, że w kraju jest depresja, to Bettger praktycznie  za-
przestał sprzedaży polis, gdyż tak się nią przejął. Jak już wspomnia-
łem, postanowiłem skupić wokół siebie tylko osoby pozytywnie my-
ślące,   a   nie   wiecznie   niezadowolone   z   życia.   W   myśl   przysłowia: 
„Z kim przestajesz, takim się stajesz”.

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Najważniejsza jest rodzina

str. 25

Najważniejsza jest rodzina

Najważniejsza jest rodzina

Bardzo ważną rzeczą jest, żeby człowiek chcący odnieść sukces miał 
bardzo   dobrze   ułożone   stosunki   w   domu,   ze   współmałżonkiem 
i dziećmi. Przecież to oni płacą największą cenę tego sukcesu. Jeżeli 
nie będzie zrozumienia i tolerancji, to człowiek nie będzie mógł się 
skupić na swojej pasji, jaką są dla dobrego doradcy ubezpieczenia na 
życie. Ja należę do tych szczęśliwców, u których stosunki te układają 
się wspaniale. Żona zajmuje się naszym domem, ja zajmuję się do-
mami innych ludzi.

Przecież sprzedawanie polis na życie można porównać do misji, jaką 
człowiek ma do spełnienia na Ziemi. Nikt przecież nie ustawi się w ko-
lejce do doradcy ubezpieczeniowego i nie powie: „Poproszę trzy wnio-
ski”. Trzeba do tych ludzi dotrzeć, uświadomić im, że to oni mają pro-
blem, a ja mogę pomóc go rozwiązać. Przecież jak się dogłębniej zasta-
nowić, to łatwo dojść do wniosku, że polisa jest wybawieniem w przy-
szłości ukochanych osób od trosk materialnych.

A jeżeli jest dobrze sprzedana – jest zapewnieniem nam w okresie 
emerytalnym poziomu życia zbliżonego do tego, do jakiego przyzwy-
czailiśmy się w okresie naszej największej aktywności życiowej i za-
wodowej.

Nie   ma   innej   alternatywy.   Możemy,   owszem,   żyć   z   ryzykiem,   ale 
przecież nie musimy, prawda?

Rozmawiając z potencjalnym klientem, stosuję technikę zadawania 
pytań. Kluczowym pytaniem,  które stosuję, jest: „Co jest dla pana 
najważniejsze w życiu, kto jest dla pana najważniejszy w życiu? Bo 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Najważniejsza jest rodzina

str. 26

dla mnie moja żona i dzieci, a dla pana? Chyba też, prawda?”. Nie 
zdarzyło   mi   się   usłyszeć:   „Nie,   nie   oni”.   Przeczytałem   kiedyś,   że 
sprzedawanie   obojętnie   jakiego   produktu   czy   usługi   jest   malowa-
niem   obrazu   w   naszej   wyobraźni.   Czyli   musimy   oddziaływać   na 
klienta,   na   jego   podświadomość.   Jako   przykładu   zawsze   używam 
swojej własnej rodziny.

„Proszę pana, zanim podjąłem pracę w ubezpieczeniach, ja, moja żo-
na oraz dzieci też siedzieliśmy, tak jak pan teraz, na czterdziestym 
drugim piętrze wieżowca, na balustradzie, i w każdej chwili mogli-
śmy z niej spaść. W tej chwili jesteśmy gdzieś na czwartym piętrze, 
gdyż wyznaję technikę naszego wspaniałego dyrektora, który twier-
dzi,  że wszyscy  ludzie  na całym  świecie  są  niedoubezpieczeni.  Ale 
proszę mi powiedzieć, czy upadek z czwartego piętra musi się skoń-
czyć tragicznie? Chyba nie”. Zawsze gdy jestem u klienta, wczuwam 
się w jego sytuację i wyobrażam sobie siebie samego w jego ciele. 
Przecież musimy sobie zdawać sprawę, że ten klient nie jest w stanie 
zrozumieć tego, co mu tłumaczymy w tak krótkim czasie. Owszem, 
zrozumie,  ale   tylko   ogólne   założenia.   W  pierwszej  fazie  sprzedaży 
klient nie kupuje ubezpieczenia, on kupuje po prostu nas. Dlatego 
tak ważne jest pierwsze pięć minut naszej wizyty. W tym czasie wła-
ściwie klient podejmuje decyzję na tak lub nie. Dlatego gdy już jest 
wystawiana polisa, staram się w ciągu pierwszych dwóch miesięcy po 
jej wystawieniu odwiedzić klienta dwu–trzykrotnie, utwierdzając go 
w bardzo dobrym wyborze firmy i tłumacząc mu jeszcze raz, co kupił.

Wielokrotnie  mi  się potwierdziło, że po takim  podejściu  do klient 
chętnie daje polecenia. Od samego początku bardzo dużą wagę przy-
wiązywałem do ubioru. Nigdy nie odważyłem się iść do klienta, nie 
będąc w garniturze i pod krawatem oraz w czysto błyszczących bu-
tach. Ponieważ mam mocny zarost, zmuszony byłem golić się dwu-
krotnie  w ciągu dnia.  Każde  spotkanie  z klientem  miało  być maj-

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Najważniejsza jest rodzina

str. 27

stersztykiem. Przeważnie ubezpieczam ludzi z poleceń, co nie ozna-
cza, że nie szukam innych dróg. 

Pewnego   razu   przedzwoniłem   do   prezesa   pewnej   spółdzielni   rze-
mieślniczej i zaproponowałem mu ubezpieczenie. Szybko się okazało, 
że ma on już sześćdziesiąt lat i nie bardzo go to już interesuje. Popro-
siłem jednak o rozmowę, ponieważ wyznaję zasadę, że nieważne, ile 
klient ma lat, bo przecież czym starszy, tym ma więcej znajomych, 
a jak ma więcej znajomych, to może mi dać więcej poleceń. Wielo-
krotnie nie wahałem się jechać do takiej osoby. Piszę o tym po to, że-
by wszyscy to zrozumieli, a ja postaram się wam udowodnić, że taki 
tok rozumowania daje efekty. Wyznaczył mi termin spotkania. Roz-
mawialiśmy o problemach spółdzielni, o jej rozwoju i o jej przyszło-
ści, rozmawialiśmy także o ubezpieczeniach. Akceptował mój punkt 
widzenia, a ja akceptowałem jego. Poprosiłem go o listę osób zrze-
szonych w spółdzielni, przychylił się do mojej prośby. Otrzymałem 
wydruk z komputera. Było na nim dużo nazwisk. Oświadczyłem pre-
zesowi, że postaram się przedzwonić do każdej z tych osób, i spyta-
łem, czy mogę się na niego powołać. Powiedział, że nie widzi proble-
mu.

Piszę o tym, żeby udowodnić, że nie ma straconych rozmów. Są tylko 
dobre sytuacje, które sami marnujemy. Nie potrafimy ich wykorzy-
stać. Nie będą opisywać wszystkich tych rozmów z ludźmi z mojej li-
sty. Większość osób była już ubezpieczona lub nie pałała chęcią spo-
tkania. Niemniej dość znaczą liczbę osób z tej listy ubezpieczyłem. 
Chcę po prostu wam pokazać, że w tym biznesie wszystko idzie od 
nitki do kłębka, jak już wcześniej powiedziałem. Dzięki tej liście po-
znałem  dużo  wspaniałych  osób.  Między  innymi   pewnego   dnia  za-
dzwoniłem do kolejnej osoby z tej listy i zaproponowałem spotkanie. 
Oświadczyłem,   że   „dzwonię   z   polecenia   pana   prezesa   spółdzielni, 
który prosił mnie, żebym z panem porozmawiał”. Powiedziałem, że 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Najważniejsza jest rodzina

str. 28

„chcę zaproponować panu coś, co będzie dla pana i pańskiej rodziny 
korzystne. Czy uważa pan, że prezes spółdzielni źle by panu życzył? 
Chyba nie”. Z rozmowy wynikało, że nie jest za bardzo zainteresowa-
ny. Podziękowałem za rozmowę i oświadczyłem, że zadzwonię w in-
nym terminie. Wiedziałem, że rozmawiając z nim dłużej, nie osiągnę 
zamierzonego celu, a sobie wręcz zrażę potencjalnego klienta. Posta-
nowiłem   nazajutrz   porozmawiać   w   godzinach   przedpołudniowych 
z jego żoną. Wykręciłem numer telefonu i po przedstawieniu się za-
cząłem z nią rozmawiać. Zorientowałem się z pierwszych zdań, że ma 
podobny pogląd jak jej mąż. Żadne argumenty do niej nie przema-
wiały. Krew mi się burzyła w żyłach, gdyż wiedziałem, że ich małe 
dziecko wymaga jeszcze zabezpieczenia. W pewnej chwili postanowi-
łem zaryzykować i powiedziałem jej co następuje:

„Proszę pani, na podstawie doświadczenia zebranego w branży ubez-
pieczeniowej  z pełnym przekonaniem mogę pani  oznajmić, że żony 
mogą nie wierzyć w ubezpieczenia na życie, ale wdowy zawsze wierzą, 
nie sądzi pani?”. Po tych słowach w słuchawce zapadło milczenie. Jak 
się później okazało, to milczenie oznaczało zgodę. Umówiłem się na 
spotkanie na drugi dzień i ułożyłem sobie plan spotkania. Po przyjściu 
i po przywitaniu się zastosowałem coś, czego nigdy przedtem nie sto-
sowałem,   ale   –   jak   się   później   okazało   –   bardzo   mi   to   pomogło 
w sprzedawaniu ubezpieczeń w przyszłości. Cytuję to dosłownie: „Pro-
szę  państwa,  zanim  przejdziemy  do  omawiania  państwa  problemu, 
chciałbym państwu oznajmić, że podczas moich spotkań z klientami 
dzielę klientów na trzy kategorie osób:

Pierwszą kategorią są osoby nastawione do życia negatywnie. Osoby, 
które wszystko wiedzą najlepiej, nie kochają swoich żon i dzieci, oso-
by, które wyznają filozofię życia, że przecież ich rodzice nic im nie 
dali, to dlaczego oni mają robić inaczej. Są to osoby wyznające po-
gląd, że przyszłością nie warto się interesować, bo przecież w każdej 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Najważniejsza jest rodzina

str. 29

chwili grozi nam konflikt światowy. Są to osoby żyjące tylko dla sie-
bie. Przeciętnego Kowalskiego uważają za złodzieja i w każdym widzą 
wroga. Te osoby nigdy nie kupią żadnego ubezpieczenia, żyją po pro-
stu z dnia na dzień.

Druga kategoria osób to osoby, które dokonają takiego zabezpiecze-
nia siebie i swojej rodziny w momencie, gdy dokona tego brat, sio-
stra, znajomy, Kowalski za ścianą. To są tak zwani podglądacze, oso-
by   wzorujące   się   na   innych   osobach,   niemające   swojego   zdania. 
W tym miejscu pytam takiego klienta, czy jak się coś wydarzy w ta-
kiej   rodzinie,  to  czy  ten  Kowalski  będzie  łożył  na  jej   utrzymanie? 
Chyba nie, prawda?

Trzecia kategoria osób to osoby rzeczowe. Osoby, które są świadome 
zagrożeń, jakie może nam przynieść życie. Osoby, które kochają swo-
ją rodzinę i nie zniosłyby myśli, że rodzina miałaby cierpieć w przy-
padkach losowych.  Są to osoby bardzo dobrze uświadomione  i lo-
gicznie rozumujące.

Teraz, gdy już państwu wymieniłem te trzy kategorie osób, chciał-
bym od państwa usłyszeć, do której kategorii mam państwa zaliczyć. 
Pytam dlatego, że jeżeli musiałbym zaliczyć państwa do pierwszej ka-
tegorii,   to   musiałbym   przesunąć   następne   spotkanie   z   klientem 
i skorzystać z telefonu, gdyż z wiadomych przyczyn spotkanie musia-
łoby się przedłużyć”. 

Nigdy nie zdarzyło mi się usłyszeć, że klienci są w pierwszej katego-
rii. Stosowanie tej techniki pozwoliło mi większość spotkań z klien-
tem zakończyć sprzedażą podczas pierwszego spotkania. Tak też się 
stało i tym razem. Z człowieka  negatywnie  nastawionego  zrobiłem 
człowieka pozytywnie nastawionego. Kilka miesięcy później ubezpie-
czyłem jego żonę.

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Najważniejsza jest rodzina

str. 30

Ciekawym   człowiekiem   z   listy   prezesa   był   pewien   przedsiębiorca 
z branży metalowej, z którym to umówiłem się na spotkanie o godz. 
21.00, gdyż, jak twierdził, jest człowiekiem zapracowanym.  Oświad-
czyłem mu wówczas, że dla mnie to tak, jakbyśmy spotkali się o 18.00, 
bo miałem już spotkania o 24.00. „Klient nasz pan” –  oznajmiłem. To 
go rozbawiło. Po przyjściu do jego pięknego domu i po wymienieniu 
pierwszych zdań czułem wewnętrznie, byłem przekonany, że wykupi 
ubezpieczenie. Za każdym razem, gdy jestem nastawiony pozytywnie, 
wiem, że muszę dokonać sprzedaży. Coś w tym musi być. Przekonałem 
się o tym wielokrotnie. Mimo to tego wieczoru nie dokonałem sprze-
daży ubezpieczenia, gdyż byłem już bardzo zmęczony. Nie zmęczony 
mijającym   dniem,   tylko   zmęczony   wysłuchiwaniem   historii   z   życia 
klienta. Zadałem bowiem temu człowiekowi w pierwszych minutach 
rozmowy takie samo pytanie, jak zadawał Frank Bettger.

Brzmiało ono tak: „Proszę pana, osiągnął pan poważny sukces zawo-
dowy   i   osobisty.   Proszę   mi   powiedzieć,   jak   pan   to   osiągnął,   jak 
w ogóle zaczął pan pracę w tej branży, czy było to dzieło przypadku, 
czy też ściśle określony cel, który pan sobie zamierzył?”. W odpowie-
dzi usłyszałem historię jego życia i nie wiem, jak to się stało, że na ze-
garku była już godzina 2.00 w nocy...

Tego wieczora w ogóle nie rozmawialiśmy o ubezpieczeniach. Byłem 
jednak  wiernym jego słuchaczem i wątpię, czy komuś przede mną 
zwierzył się tak jak mnie.

Ustaliliśmy   następny   termin   spotkania,   na   którym   to   dokonałem 
sprzedaży dla całej jego rodziny oraz znajomej jego żony, która aku-
rat przebywała u nich w mieszkaniu.

Gdy dostarczyłem mu już wystawione polisy, to spytałem go, czy wie 
co kupił. Odpowiedział, że ubezpieczenie na życie. Spytałem go, czy 
wie dokładnie, o co w tym wszystkim chodzi, czy to rozumie. Odpo-

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Najważniejsza jest rodzina

str. 31

wiedział szczerze, że nie. Wtedy uświadomiłem sobie, że on nie kupił 
ubezpieczenia,   on   kupił   mnie.   Powiedziałem   mu,   że   moi   klienci 
muszą wiedzieć, co kupują, i czy zgodzi się, że jeszcze raz omówimy 
cały produkt. Zgodził się, nawet bardzo chętnie. Przebywałem znów 
kilka godzin w jego domu. Piszę o tym celowo, żeby wszystkim poka-
zać, że sama sprzedaż nie wystarczy, jeżeli myślimy o kliencie na la-
ta.

Jest jeszcze drugi etap, tzn. zaprogramowanie klienta – jak już po-
przednio pisałem, zarażenie go entuzjazmem. Tak, z tego człowieka 
tego wieczoru zrobiłem entuzjastę ubezpieczeń. Dopiero gdy był we-
wnętrznie do tego przekonany, bardzo chętnie wyjął swój notes i ka-
zał notować nazwiska osób, z którymi mam się skontaktować.

To było wspaniałe. W niedługim czasie ubezpieczył swoich pracowni-
ków, którzy przecież też mają swoje rodziny. Wystarczy tylko do nich 
dotrzeć i porozmawiać. I czy znowu nie wychodzi nam tu droga od 
nitki do kłębka? Znowu miałem co robić, miałem bardzo dużo na-
zwisk osób, z którymi się umawiałem na spotkania.

W tym miejscu chcę dodać, że w dzisiejszej Polsce każdy doradca ma 
jeszcze ten komfort, że może stać się specjalistą w różnych katego-
riach osób. 

Dziś jest jeszcze pusty rynek i od was samych zależy, czy każdy z was 
będzie się obracał w kręgach ludzi bardzo bogatych, czy średnich rze-
mieślników,   lekarzy,   nauczycieli   itp.   Ja   przeważnie   obracam   się 
w branży rzemieślniczej, kupców i sprzedawców. Jakiś czas później 
z otrzymanej listy wykonałem telefon do pewnej przedsiębiorczej pa-
ni, która prowadziła bardzo dużą hurtownię, i zaproponowałem jej 
spotkanie. Oświadczyła, że obecnie wyjeżdża i prosi o telefon w in-
nym terminie, lecz raczej jest negatywnie nastawiona do ubezpieczeń 
na życie. Po około trzech tygodniach udało mi się z nią skontaktować 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Najważniejsza jest rodzina

str. 32

i z wielkim  trudem  umówić  na spotkanie  u niej  w hurtowni.  Gdy 
przyszedłem,   miałem  przed   sobą  kobietę,   która   odniosła   poważny 
sukces finansowy. Z zebranego wywiadu wiedziałem, że to ona gra 
pierwsze skrzypce w tej firmie, pomimo że pracują z nią dzieci oraz 
mąż. Powiedziałem sobie, że włożę w tę rozmowę tyle entuzjazmu, 
żeby dokonać sprzedaży na pierwszym spotkaniu. Na początku była 
bardzo sceptycznie nastawiona, czego się spodziewałem. Postanowi-
łem zastosować metodę zadawania pytań i słuchania odpowiedzi. By-
łem  bardzo  dobrze  przygotowany  do  tej   rozmowy,  gdyż  –  jak  już 
przedtem wspomniałem – zebrałem niezbędne informacje. Każdemu 
polecam stosowanie tej metody przed rozmową z klientem.

Nie wystarczy samo polecenie, musimy wiedzieć dużo, dużo więcej, 
zanim   przystąpimy   do   rozmowy.   Na   samym   początku   rozmowy 
oświadczyłem,  że towarzystwo  ubezpieczeń   to  nie  PKO  i  jeśli  ona 
myśli o szybkim zysku, to niech tam ulokuje pieniądze. Podpisanie 
umowy z towarzystwem jest umową długoterminową i czym dłużej 
trwa, tym większe przyniesie w przyszłości wymierne efekty finanso-
we. Dzięki wykupionej polisie będzie jej się żyło lepiej – w myśl przy-
słowia, że ubezpieczeni żyją dłużej. Wszystko, co mówiłem, mówiłem 
z takim entuzjazmem, że w końcu mi oświadczyła, że chyba jestem 
maniakiem ubezpieczeń. Zawsze staram się klientowi dać przykład 
na sobie samym.

„Czy nie uważa pani, że wykupienie ubezpieczenia na życie w moim 
przypadku, gdy żona nie pracuje i mam na utrzymaniu dwoje dzieci, 
jest rzeczą bezsensowną? Zawsze słyszę odpowiedź, że nie, że tak na-
leży. Widzi pani, natomiast w pani przypadku zbudowała sobie pani 
dużą   firmę   (własne  imperium)  i   większość   pieniędzy   wkłada   pani 
w towar. Pieniądz zawsze jest w obrocie i to jest zrozumiałe. Proszę 
pani” – powiedziałem – „dzisiaj w pobliżu nie ma innych takich hur-
towni, pani jest sama, ale za pięć lat mogą wyrosnąć jak grzyby po 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Najważniejsza jest rodzina

str. 33

deszczu   nowe   firmy   i   dobra   passa   pani   się   skończy,   gdyż   będzie 
większa konkurencja. Czy nie zależy zatem zabezpieczyć się na dalsze 
lata i być niezależnym finansowo i nieskazanym na łaskę pani dzieci, 
które w pani przypadku przejmą firmę? Nie chciałaby pani prosić ich 
o kieszonkowe, czy nie mam racji?”. „Myślę, że pan ma” – odpowie-
działa. „Do spisania wniosku potrzebny będzie dowód osobisty”. „Za-
raz go przyniosę”  – odpowiedziała  kobieta.  Sprzedałem jej bardzo 
dużą polisę  na życie,  z funduszem  inwestycyjnym.  Wiedziałem,  że 
jest bardzo zadowolona z podjętej decyzji. Po trzech dniach zawio-
złem ją osobiście do lekarza. Była bardzo zadowolona z obsługi. Chcę 
w tym miejscu podkreślić, że od początku woziłem wszystkich moich 
klientów do lekarza osobiście.

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Nawiązywanie i podtrzymywanie kontaktu z klientem

str. 34

Nawiązywanie i podtrzymywanie

Nawiązywanie i podtrzymywanie

 

 

kontaktu z klientem

kontaktu z klientem

W przypadkach, gdy klient oświadczał mi, że sam dotrze do lekarza, 
oświadczałem: „Dobrze, ale będę na pana czekał pod gabinetem, by 
wszedł pan bez kolejki”.

To dawało mi dodatkowy kontakt z klientem i często na takim dru-
gim spotkaniu dostawałem następne polecenia, gdyż już nie byłem 
taki obcy. Zawsze było to już drugie spotkanie lub trzecie, gdzie lu-
dzie nabierali już do mnie większego zaufania.

Pamiętam,  jak kiedyś  pojechałem pod Poznań  do pewnego  rolnika, 
którego wyszukałem z jakiejś reklamy. Poprzedniego dnia rozmawia-
łem z jego żoną na temat ubezpieczenia jej męża. Na miejscu miło 
mnie przyjęto, poczęstowano kawą. Szybko zorientowałem się, że dzie-
ci mają już dorosłe, więc wchodziło w grę zabezpieczenie jego żony, 
gdyż ona nie pracowała. Spytałem go o stan jego zdrowia i oświadczy-
łem, że polisę kupujemy zdrowiem, a nie pieniędzmi.

Oświadczył, że stan jego zdrowia nie budzi obaw. Byli już prawie zde-
cydowani na kupienie ubezpieczenia, lecz ciągle nie mogłem posta-
wić   kropki   nad   „i”   i   dokonać   zamknięcia   sprzedaży.   Coś   ich   po-
wstrzymywało.  Postanowiłem po raz pierwszy  zastosować  technikę 
sprzedaży, o której dowiedziałem się od jednego z dyrektorów prze-
prowadzających szkolenia.

Zanim przedstawię ją wam w całości, chcę powiedzieć, że nie uczy-
łem się jej na pamięć, tylko codziennie rano przez miesiąc czytałem 
ją. W końcu  ją zapamiętałem.  Gdy  klient  mówił,  że się  zastanowi 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Nawiązywanie i podtrzymywanie kontaktu z klientem

str. 35

i mnie powiadomi o swojej decyzji, odpowiadałem mu:„W porządku, 
oczywiście, nie planowałby pan zastanawiać się nad tym, gdyby nie 
był pan poważnie zainteresowany. Skoro jest pan poważnie zaintere-
sowany, to mogę przypuszczać, mogę mieć taką nadzieję, że bardzo 
uważnie się pan nad tym zastanowi, że poświęci pan temu dużo cza-
su. Tak?” – pytałem klienta. Klient odpowiadał: „Tak, oczywiście”. Ja 
mu na to: „Chyba nie mówi pan tego po to, żeby się mnie pozbyć?”. 
„Nie, oczywiście, że nie” – odpowiadał klient. Na to znowu ja: „Pro-
szę pana, proszę mi powiedzieć, czy to, nad czym chce się pan zasta-
nawiać, to jest wiarygodność mojej firmy, wiarygodność mojej osoby, 
wysokość składki, częstotliwość płacenia?” – „Też nie” – „To co jesz-
cze? Proszę pana, chcę panu uświadomić, że na świecie jest bardzo 
dużo doradców z różnych firm i każdy z nich chciałby, żeby pan u 
nich kupił polisę, i każdemu z nich może pan powiedzieć »nie«, ale 
moje   doświadczenie   jako   profesjonalnego   doradcy   nauczyło   mnie 
podstawowej  prawdy, że   nikt nie mówi »nie« mnie, doradcy, lecz 
odmawia zabezpieczenia sobie i swojej rodzinie. Czy pan sobie wy-
obraża, że ja się na to zgodzę?

Przecież gdyby pan był na moim miejscu i poszedł do Malinowskie-
go, i wiedziałby pan, że Malinowski oraz jego rodzina potrzebują ta-
kiego zabezpieczenia, to czy poszedłby pan do domu, odmawiając mu 
tego, co jest dla jego rodziny najważniejsze, to jest bezpieczeństwa 
dzieci, pewności jutra, przyszłości całej rodziny?

Przecież niech pan pomyśli, że jeżeli poświęci pan czas na przemyśle-
nia, to nasuną się panu pytania. Gdy nasuną się panu pytania, to bę-
dzie pan chciał usłyszeć odpowiedź, a kto panu odpowie, jeśli mnie 
przy panu nie będzie? Czy nie lepiej poświęcić jeszcze parę minut, 
a ja odpowiem na te pytania?

Natomiast jeżeli już dzisiaj zdecyduje się pan zainwestować w dobro-
dziejstwo, jakim jest polisa, to w krótkim czasie obejmie pana ochro-

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Nawiązywanie i podtrzymywanie kontaktu z klientem

str. 36

na tymczasowa, a najdalej za dwa miesiące będzie pan miał pełną 
ochronę. To znaczy, że będzie pan miał natychmiastową korzyść”.

Po kilku  dodatkowych  pytaniach ze strony  klienta  wypisałem tego 
dnia wniosek – i to na dość znaczną sumę ubezpieczenia. Zauważy-
łem, że gdy oświadczę klientowi, że od chwili otrzymania polisy ma 
trzydzieści dni, w których to dniach może zwrócić mi polisę, klient 
chętniej kupuje.

Występuje tu fundamentalne prawo zwrotu.

Pojechałem  kiedyś  do małżeństwa  czterdziestolatków,  którzy  mieli 
jeszcze  na  utrzymaniu  trzyletnie  dziecko.  Przed  przyjściem  do ich 
mieszkania jak zwykle zebrałem trochę informacji na ich temat. Po 
wejściu do mieszkania i przedstawieniu się zrobiłem im wykład na 
temat ubezpieczeń: czemu to ma służyć, jak lepiej jest z tym żyć. Po-
wiedziałem im, że ludzie wydają pieniądze na różnego rodzaju dobra 
– i to nieraz ogromne pieniądze – a nie pomyślą o zabezpieczeniu 
swojej rodziny, a zarazem swojej przyszłości.

Powiedziałem, że wydają po sześćdziesiąt milionów rocznie na auto-
casco, różnego rodzaju sprzęt itp., a jak przyjdzie do przeznaczenia 
pieniędzy na tak szczytny cel, to się zastanawiają. Gdy wypowiada-
łem te słowa, zadzwonił dzwonek do drzwi i do mieszkania weszła 
kobieta   z   jakimś   dużym   kartonem.   Po   chwili   rozpakowała   karton 
i okazało   się,   że   w   środku   jest   odkurzacz  Rainbow.  Właściciele 
mieszkania   umówili   się   z   tą   kobietą,   zapominając   o   spotkaniu   ze 
mną. Miałem okazję oglądać prezentację innego produktu. Była to 
dla   mnie   kolejna   lekcja   sztuki   sprzedaży.   Kobieta   zachwalała 
klientowi   towar   z   takim   entuzjazmem,   że   byłem   pod   dużym 
wrażeniem.   Pokazała   klientowi,   do   czego   to   służy   i   jakie   korzyści 
będzie z tego miał. Nie mówiła nic o wnętrzu odkurzacza, bo to by 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Nawiązywanie i podtrzymywanie kontaktu z klientem

str. 37

klienta nie interesowało. Ona mu pokazała lepsze życie, jakie będzie 
wiódł,  zamieniając tradycyjny odkurzacz na nowy.

Można  w tym miejscu  porównać  tradycyjne  ubezpieczenie  z prze-
szłości z obecnym ubezpieczeniem z funduszem inwestycyjnym. Wy-
chodziłem tego dnia z dwoma wnioskami na wcale nie małą kwotę 
ubezpieczenia.   Sprzedawczyni   odkurzacza   była   już   ubezpieczona, 
gdyby nie – może byłyby trzy wnioski.

Kiedyś,   gdy   szedłem   przez   miasto,   jakiś   mężczyzna   prosił   mnie 
o wskazanie, jak trafić na jakąś ulicę. Odpowiedziałem mu, ale przez 
cały czas patrzyłem na niego jak na potencjalnego klienta. Spytałem 
go, czy zaplanował już swoją przyszłość i sprowokowałem rozmowę, 
w wyniku której trzy dni później spotkaliśmy się w agencji. Okazało 
się, że jest on marynarzem i na sześć miesięcy w roku pozostawia 
w domu swoją matkę, którą bardzo kocha, i nie mógłby znieść, gdyby 
mu się coś stało, a matka miałaby pozostać bez środków do życia. 
Przyznał się, że już wcześniej myślał o takiej formie zabezpieczenia, 
że teraz kamień spadł mu z serca. Można sobie w tym miejscu zadać 
pytanie:  kto  chciał,  żebyśmy  obaj  się  spotkali  w tak  przypadkowy 
sposób?  Piszę o tym dlatego,  że chcę zwrócić uwagę doradców,  że 
klienci sami do nas nie przyjdą, jeśli będziemy siedzieć w domach. 
Musimy wyjść na ulicę. Sprzedawanie polis to jest tylko rozmawianie 
z ludźmi i wskazywanie im rozwiązania ich problemu. To ludzie mają 
problem, nie doradca. My jesteśmy tylko po to, żeby im wskazać dro-
gę, a oni muszą to zaakceptować albo odrzucić. Wybór jednak zawsze 
zależy od klienta. 

Zawsze się zastanawiałem, jak to jest, że przede mną taki klient roz-
mawiał z tyloma sprzedawcami polis i żadnemu z nich nie udało się 
go ubezpieczyć. Doszedłem do wniosku, że najważniejszą rzeczą jest 
kształcenie się w danej branży, pewność siebie, wiara w proponowa-
ny produkt, świadomość, że dajemy więcej   niż bierzemy, wieczny, 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Nawiązywanie i podtrzymywanie kontaktu z klientem

str. 38

niekończący się entuzjazm. A przede wszystkim – umiejętność do-
strzegania problemów klientów, wyłożenia ich na stół, tak żeby mogli 
je zobaczyć gołym okiem. Pewnego dnia pojechałem siedemdziesiąt 
kilometrów za Poznań do pewnej  firmy zajmującej  się branżą me-
dyczną. Jest to firma z dobrymi perspektywami  rozwoju. Wiedzia-
łem, że na czele tej firmy w charakterze prezesa stoi młoda kobieta, 
zamężna, która ma dwoje małych dzieci. Praktycznie jest to typowa 
biznes rodzinny, gdzie zatrudnieni są także jej mąż, matka oraz dal-
sza rodzina. Po przybyciu na miejsce nie zastałem jednak pani pre-
zes. Zastałem natomiast jej matkę. Przedstawiłem się, wyjaśniłem cel 
wizyty, prosząc o rozmowę. Zgodziła się, bardzo miło nam się rozma-
wiało.  Była  dobrym   słuchaczem.  Sprzedałem  jej  ideę  ubezpieczeń. 
Kobieta ta miała jednak inny pogląd na temat zabezpieczenia rodzi-
ny i oświadczyła, że jej nie przekonam, gdyż w jej rodzinie nie ma 
tradycji  ubezpieczeń, od pokoleń  zabezpieczają  się w inny sposób. 
Pomimo że dostarczyłem jej bardzo dużo powodów przemawiających 
za   wykupieniem   ubezpieczenia,   nie   zmieniłem   jej   zapatrywań.   Po 
prostu tak sobie zakodowała i żadne wysiłki z mojej strony nie przy-
niosły zmiany jej postępowania.

Mimo  wszystko  swój  cel,  którym było zjednanie  sobie tej  kobiety, 
sprzedanie siebie, osiągnąłem. Wiedziałem, że była zachwycona mo-
im entuzjazmem i wiedzą. Oświadczyła mi, że przede mną próbowało 
z nią przeprowadzić rozmowę bardzo wielu doradców, lecz żadnemu 
nie   udało   się   porozmawiać   z   nią,   a   ze   mną   rozmawiała   prawie 
półtorej   godziny.   Spytałem   ją,   czy   przekaże   swojej   córce,   że   będę 
prosił ją o spotkanie. Oznajmiła mi, że nie będzie mi przeszkadzać 
i wpływać na córkę, że decyzję pozostawi jej.

Jakiś czas potem zatelefonowałem do jej córki, lecz nie udało mi się 
umówić z nią na spotkanie. Spróbowałem po upływie tygodnia. Też 
nie chciała ze mną rozmawiać. Oświadczając tak jak matka, że za-

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Nawiązywanie i podtrzymywanie kontaktu z klientem

str. 39

wsze sami sobie radzą, zabezpieczając się w inny sposób. „Świetnie” 
– odpowiedziałem – „to tym bardziej muszę do pani przyjechać, żeby 
w rozmowie dowiedzieć się, co to jest za sposób. Jeżeli będzie tak do-
bry, jak pani go zachwala, może sam go zastosuję. Pani Basiu” – po-
wiedziałem – „rozmawiałem przedtem z pani matką, czy pani uważa, 
że   ona   mnie   zaakceptowała   jako   człowieka   rzeczowego,   znającego 
swój fach, mówiącego na temat?”. „Tak” – odpowiedziała. „Wydaje 
mi się, że pana zaakceptowała.

Dokonał pan nie lada sztuki”.

„Widzi pani, pani Basiu” – powiedziałem – „pani mama to jest inne 
pokolenie ludzi. Ona mnie zaakceptowała, ale trudno jej jest przesta-
wić się na inny tor myślenia i zburzyć w sobie to, co zakorzeniło się 
latami.

Pani jest natomiast młodą kobietą, która stoi na czele prężnie rozwi-
jającej się firmy, i – chcąc czy nie chcąc – musi pani zmienić swoje 
postępowanie, tym bardziej że ma pani małe dzieci, które potrzebują 
od pani zabezpieczenia, ochrony”. W końcu zgodziła się na spotka-
nie, lecz bez żadnych zobowiązań. Gdy jakiś czas potem pojechałem 
na spotkanie i wszedłem do jej gabinetu, w pierwszych słowach po 
przedstawieniu się oznajmiłem jej, że: „Pani jeszcze o tym nie wie, 
lecz jestem przekonany,  że spotykając się ze mną, robi pani jeden 
z najlepszych ruchów w swoim życiu. Cieszę się, że podjęła pani tak 
mądrą  decyzję, że w końcu jako głowa rodziny  skończy  z tradycją 
swojej   rodziny.   Ja   z   mojej   strony   w   ciągu   dwóch   godzin   jestem 
w stanie, przytaczając rzeczowe argumenty, spowodować, że to nie ja 
będę sprzedawać pani polisę, tylko że to pani będzie bardzo chciała 
ją ode mnie kupić”. Roześmiała się. 

Podczas spotkania zadawałem jej bardzo dużo pytań i wciągałem ją 
w rozmowę.  Po dwóch godzinach  była praktycznie przekonana,  że 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Nawiązywanie i podtrzymywanie kontaktu z klientem

str. 40

chce zabezpieczenia dla swoich dzieci. Tego dnia jednak nie dokona-
łem sprzedaży. Nie chciałem zbytnio nalegać. Powiedziała, że chce 
dwa dni do namysłu. Po dwóch dniach skontaktowałem się z nią. De-
cyzja była pozytywna. Towarzystwo wystawiło bardzo wysoką polisę. 
Nie  osiągnąłem jednak  pełnego  sukcesu.  Nie  mogę  skłonić,  nawet 
przy pomocy pani Basi, jej męża do wykupienia ubezpieczenia.

Jestem jednak jednego pewien. On też wie o tym, że nigdy mu nie 
odpuszczę. W końcu mi ulegnie – jeszcze o tym nie wie, ale ja już 
wiem. Przecież kocha swoje dzieci i kocha swoją żonę. On po prostu 
musi do tego dojrzeć lub coś się musi zdarzyć, żeby zmienił swoje po-
glądy. Ale to pokaże życie. Przecież on nie odmawia mnie, tylko sobie 
i swojej rodzinie. Ja mu tę szansę zabezpieczenia już pokazałem. Nie 
mogę skupiać się cały czas na nim. Co nie znaczy, że od czasu do cza-
su się mu nie przypomnę. Chcę wam uświadomić, że w polskich do-
mach czekają na nas tysiące klientów chcących zabezpieczyć siebie 
i swoje rodziny. 

Kiedyś  siedziałem  w swoim fotelu w mieszkaniu  i pomyślałem,  że 
muszę przedzwonić do jednego miasteczka w województwie wielko-
polskim i spróbować umówić się na spotkanie z właścicielem małej 
firmy. Dostałem kiedyś ten adres od swojego klienta – z zastrzeże-
niem, że mam się na niego nie powoływać. Gdy skontaktowałem się 
telefonicznie, przedstawiłem się i określiłem cel mojego telefonu. Ja-
kie było moje zdziwienie, gdy klient oznajmił, że ściągnął mnie my-
ślami  do swojego  domu,  gdyż  siedział  właśnie  w swoim  fotelu  po 
obiedzie i rozmyślał, że właściwie trzeba by się zabezpieczyć na przy-
szłość. I właśnie w tym momencie zadzwonił telefon. Pomyślcie tyl-
ko, w ilu domach czeka tylu takich samych klientów, którzy oglądają 
reklamę firmy, zastanawiając się, gdzie są ci doradcy i kiedy się do 
nich zgłoszą.

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Nawiązywanie i podtrzymywanie kontaktu z klientem

str. 41

A ty, doradco, tak samo siedzisz w domu i boisz się wykręcić ten czy 
inny   numer   telefonu,   bojąc   się   usłyszeć   odmowę.   Przeczytałem 
w książce Franka Bettgera takie zdanie: „Rób to, czego się boisz, i rób 
to tak długo, aż uzbierasz całą rzeszę osiągnięć”. Jeżeli boisz się pod-
nieść słuchawkę, musisz to robić jak najczęściej. Bez wykonania tele-
fonu nie umówisz się z klientem. Jeżeli nie umówisz się z klientem, 
to się z nim nie spotkasz, jeżeli się z nim nie spotkasz, to nie będziesz 
mógł dokonać sprzedaży. Jeżeli nie dokonasz sprzedaży, to nie otrzy-
masz zapłaty. Jest to przecież logiczne. Chcesz przecież, żeby twoje 
problemy  finansowe  się  skończyły,  chcesz  przecież  odnieść  sukces 
i cieszyć się życiem. Możesz to osiągnąć jako bardzo dobry doradca, 
ale możesz nic nie osiągnąć jako zły lub przeciętny. Jest to chyba je-
dyny   zawód   na   świecie,   który   może   dawać   ogromne   zadowolenie 
z wykonywanej pracy, a zarazem dać nam ustabilizowaną sytuację fi-
nansową. Pomyślcie tylko. Wszędzie może grozić bezrobocie, ale nie 
w   doradztwie   ubezpieczeniowym.   Ludzie   zawsze   będą   się   rodzić 
i umierać.

Czy zdarzyło wam się kiedyś, że klient odmówił przyjęcia wystawio-
nej polisy? Mnie się to zdarzyło dwukrotnie, ale dzięki temu, że by-
łem przygotowany  na taką ewentualność, szybko temu zaradziłem. 
Powiedziałem klientowi, że żeby zrezygnować z wystawionej polisy, 
należy napisać oświadczenie, które mu zaraz podyktuję. W obydwu 
przypadkach poprosiłem klienta o kartkę papieru. Gdy ją położył na 
stole, zacząłem mu dyktować, co następuje. Brzmiało to mniej więcej 
tak:   „Oświadczam,   że   ja,   Iksiński,   moja   żona   i   moje   dzieci   nie 
potrzebujemy takiej formy zabezpieczenia, jaką jest wystawiona już 
polisa  na życie.  W związku  z powyższym    nie przewiduję  jakiegoś 
nieszczęścia w mojej rodzinie i zwracam wystawioną polisę, prosząc 
o jej anulowanie”.

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Nawiązywanie i podtrzymywanie kontaktu z klientem

str. 42

Ani za pierwszym, ani za drugim razem nie musiałem do końca dyk-
tować tego tekstu. Klienci polisy przyjęli. Pewnego pięknego dnia po-
jechałem   na   spotkanie   do   młodego   małżeństwa   z   rocznym   dziec-
kiem. Mieszkali już w swoim własnym mieszkaniu. Przeprowadziłem 
z nimi szczerą rozmowę, wyjaśniając czym dla nich i ich dziecka jest 
tego typu zabezpieczenie w formie polisy na życie. Byli pod wraże-
niem. Pani domu dostała wypieków na twarzy. Gdy poprosiłem o do-
wód osobisty, potrzebny do wypisania wniosku, pan domu oświad-
czył, że jeszcze się musi zastanowić. A tak właściwie, to nie mają pie-
niędzy. Powiedziałem im, że to kosztuje w ich przypadku faktycznie 
grosze, gdyż są młodymi ludźmi. Nie znałem jeszcze wtedy techniki 
zamknięcia sprzedaży cytowanej w poprzedniej części książki. Wy-
myśliłem natomiast coś innego, cytuję to w całości.

„Czy mają państwo samochód?”. „Tak, małego fiata”. „Czy opłacają 
państwo   za   niego   autocasco?”.   Nie   odpowiedzieli.   Powiedziałem: 
„Dobrze. A gdyby tak z urzędu wprowadzono opłatę obowiązkową, 
sto złotych miesięcznie, to wówczas na pewno zmuszeni byliby pań-
stwo sprzedać ten samochód?”. „Nie, nie możemy go sprzedać, jest 
nam on niezbędny”. „Ach, tak” – odpowiedziałem. „Czyli znaleźliby-
ście pieniądze?”. „No, tak” – odpowiedzieli. „Zatem problem finan-
sowy  jest rozwiązany”  – oświadczyłem.  „Właściwie  ma pan rację”. 
Otrzymałem dowód i sporządziłem wniosek. Nie zawsze jednak tak 
się szczęśliwie kończy.

Przebywałem kiedyś u młodego małżeństwa, które miało sześciolet-
nie dziecko. Przebywałem u nich prawie trzy godziny i ciągle nie mo-
głem   zamknąć   sprzedaży.   Kobieta   była   przekonana,   pan   domu 
natomiast zakodował sobie i stale powtarzał, że owszem, dokona te-
go, ale w styczniu 1997 roku. Mówiłem im bardzo dużo o miłości, o 
stabilności rodziny, o tym, że jakby pan przebywał w domu, a żona 
by pana utrzymywała, to czy nie chciałby pan od niej zabezpieczenia 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Nawiązywanie i podtrzymywanie kontaktu z klientem

str. 43

chociażby   w   formie   polisy   na   wypadek   nieszczęścia.   Dwoiłem   się 
i troiłem, wychodziłem do toalety, dając im szansę na rozmowę na 
osobności. Gdy wracałem, kobieta miała łzy w oczach.

Powiedziałem,   że   przecież   polisa   jest   wielkim   dowodem   miłości 
w stosunku do osoby, którą się kocha. Rozpętałem istne piekło. Ko-
bieta sama zaczęła skłaniać męża do podpisania wniosku. Gdy to nie 
dało   żadnego   rezultatu,   oświadczyła   mi:   „On   najprawdopodobniej 
mnie nie kocha”. Musiałem załagodzić sytuację. Powiedziałem: „Ależ 
skąd,  pani  mąż  po prostu  lubi  wszystko  planować  i ubezpieczenie 
swoje   zaplanował   na   styczeń   1997   roku”.   Spojrzałem   mu   w   oczy 
i spytałem, czy nie tak. „Oczywiście”, odpowiedział. Zobaczymy, co 
powie w styczniu. 

Teren mojego działania staram się ograniczyć do stu kilometrów od 
granic   Poznania,   a   przynajmniej   tak   sobie   założyłem   na   początku 
mojej działalności. Praktycznie później staje się to niemożliwe, gdyż 
jeśli otrzymamy od kogoś dalsze polecenie, to musimy tam jechać. 
Nie możemy tego kogoś zawieść. Moi klienci, gdy dadzą mi polece-
nie, to zawsze są ciekawi, czy je zrealizowałem pozytywnie, czy nega-
tywnie. Zawsze ich o tym powiadamiam, dziękując za otrzymane po-
lecenie. Nigdy nie mogę o tym zapomnieć, ponieważ  oni zapomną 
wtedy  o mnie.  Jest  to złota  zasada,  której  musimy  rygorystycznie 
przestrzegać.

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Podnoszenie swoich kwalifikacji jest bardzo ważne

str. 44

Podnoszenie swoich kwalifikacji

Podnoszenie swoich kwalifikacji

 

 

jest

jest

 

 

bardzo ważne

bardzo ważne

Tego,  że warto się szkolić  i rozwijać  swoje kwalifikacje,  dowiedzie 
wam historia, którą chcę wam teraz opowiedzieć.

Przedzwoniłem kiedyś z reklamy w książce telefonicznej do zakładu 
fryzjerskiego w małej podpoznańskiej miejscowości, a właściwie wio-
sce, i umówiłem się na spotkanie z jego właścicielką.

Po przybyciu na miejsce i po wymianie zdań stanowczo oświadczyła, 
że aktualnie nie jest tym zainteresowana. Dała mi jednak adres i tele-
fon do swojego brata. Jakiś czas potem przedzwoniłem pod wskaza-
ny adres i umówiłem się na spotkanie. Będąc na miejscu, zoriento-
wałem się, że brat tej pani zamieszkuje wraz z żoną i dwojgiem dzieci 
w nowo wykończonej willi. Pani domu nie pracowała zawodowo, lecz 
zajmowała się domem i wychowywaniem dzieci. Jak zwykle zrobiłem 
im wykład na temat  ubezpieczeń, zarażając ich entuzjazmem.  Byli 
pod wielkim wrażeniem. Wiem o tym, bo to się po prostu wyczuwa. 
Opowiedziałem  im kilka  prawdziwych   historii.  Wiedziałem,  że już 
mnie zaakceptowali, więc poprosiłem o dowód osobisty i zacząłem 
spisywać wniosek. Z zebranych informacji wynikało, że pan domu od 
niedawna   prowadzi   zakład   murarski.   Gdy   skończyłem   wypisywać 
wniosek,  poprosiłem  o pierwszą  wpłatę  pieniężną.  Wtedy  usłysza-
łem, że myślał, że nie będzie musiał dzisiaj nic płacić, że w zasadzie 
ma pieniądze, ale z przeznaczeniem na zakup towaru. Gdy wypowia-
dał te słowa, do pokoju weszła dziesięcioletnia dziewczynka.

Jak   się   okazało,   była   to   ich   córka.   Postanowiłem   to   wykorzystać 
i opowiedzieć pewną historię. Powiedziałem tak: „Czy słyszeli pań-

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Podnoszenie swoich kwalifikacji jest bardzo ważne

str. 45

stwo   tę   historię,   jak  doradca   ubezpieczeniowy   w  Stanach  Zjedno-
czonych przebywał w domu u pewnych państwa i do pokoju, tak jak 
dzisiaj, weszła mała dziewczynka i zapytała mamusię: »Mamusiu, co 
ten pan sprzedaje?«. Na to matka odpowiedziała: »Ubezpieczenia na 
życie«. Na to dziewczynka: »A co to takiego?« Matka zaczęła tłuma-
czyć: »Widzisz, córeczko. Wyobraź sobie, że tatuś z mamusią weszli 
do malutkiej łódki i wypłynęli na środek ogromnego jeziora, i tatuś 
w pewnym  momencie  się wychylił  i wpadł  do wody. Wielka  rybka 
podpłynęła i tatusia połknęła. Biedna mamusia musiała sama wiosło-
wać i ledwo, ledwo, resztkami sił, dopłynęła do brzegu, ratując swoje 
życie. Ale widzisz, jest taki ogromny statek, którym płynie dużo ma-
muś i dużo tatusiów. I gdyby tatuś się wychylił i wypadł przez burtę, 
i wielka ryba by go połknęła, to mamusia przy pomocy innych ma-
muś i innych tatusiów bezpiecznie dotarłaby do brzegu. Ten pan do-
radca sprzedaje właśnie bilety na taki statek«. Na to dziewczynka od-
powiedziała: »Kup, mamusiu, te bilety jak najprędzej«”.

To opowiadanie zadecydowało o tym, że mężczyzna ten zapłacił za 
pierwszą składkę ubezpieczenia, nie wspominając już nic, że pienią-
dze ma na towar.

I czy nie warto się szkolić?

Osobiście uważam, że cel uświęca środki.

Pomyśl za każdym razem, gdy komuś odpuścisz za prędko i nie do-
konasz  sprzedaży,  o tych  biednych  dzieciach  w tej  rodzinie,  gdzie 
zdarzyło się nieszczęście, które mają płacić tak wysoką cenę i wegeto-
wać tylko dlatego, że tatuś do niedawna był nieśmiertelny, a być mo-
że ty, źle wyszkolony, źle się sprzedałeś. Zbyt mało było w tobie entu-
zjazmu, pewności i przekonania. Nie wiem jak ty, ale ja nie chcę żyć z 
poczuciem winy i nie móc spojrzeć później tym dzieciom w oczy. Po-
myśl, że czasem jedno źle wypowiedziane lub niewypowiedziane sło-

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Podnoszenie swoich kwalifikacji jest bardzo ważne

str. 46

wo z twojej strony może decydować o „być albo nie być” dla takiej ro-
dziny.  To ty przecież  jesteś  profesjonalistą.  Jeżeli  będziesz  dobrze 
wyszkolony, to klient zrobi to wszystko, co mu nakażesz. Nie możesz 
jednak klienta oszukać. Kłamstwo zawsze ma krótkie nogi i prędzej 
czy później wychodzi na jaw.

Dostałem kiedyś polecenie do pewnej osoby, która posiada sieć kilku 
sklepów, z zastrzeżeniem, że nie mogę się powoływać na tę osobę. 
Umówiłem się na spotkanie. Gdy przyszedłem do mieszkania tej oso-
by, której adres mi podano, oznajmiono mi, że nie będą ze mną roz-
mawiać dopóty, dopóki się nie dowiedzą, od kogo jest to polecenie. 
Odpowiedziałem, że nie zdradzę tego nazwiska, gdyż dałem tej oso-
bie słowo honoru. „Jeżeli pan tak stawia sprawę, to mogę iść do do-
mu, ale danego słowa nie złamię.

Pan wybaczy, ale także mam zasady. Jeżeli to jest dla pana ważniej-
sze niż rozwiązanie pańskiego problemu, to dziękuję za tę krótką roz-
mowę”. „Nie, proszę pozostać” – odpowiedział klient. Po dokładnej 
analizie potrzeb jego rodziny sporządziłem wniosek. Ubezpieczyłem 
także jego szwagra, który był również u niego w mieszkaniu. Gdy wy-
chodziłem, oznajmił mi, że może dać mi polecenia na tej samej zasa-
dzie. Zgodziłem się i po chwili wyszedłem z mieszkania z nowym pa-
kietem nazwisk. Gdy stałem w korytarzu, przygotowany do wyjścia, 
zadałem mu pytanie: „Czy teraz pan rozumie moje postępowanie?

Gdybym panu powiedział, od kogo tu przychodzę, straciłbym w pań-
skich oczach oraz w oczach pańskiego przyjaciela, który mnie do pa-
na przysłał. A tak wilk jest syty i owca cała”. Ostatnie słowa wypowie-
działem z uśmiechem na ustach. Życie nauczyło mnie, że danego sło-
wa nie można nigdy złamać.

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Miej oczy zawsze szeroko otwarte!

str. 47

Miej oczy zawsze szeroko otwarte!

Miej oczy zawsze szeroko otwarte!

Bardzo ważną rzeczą jest, żeby każdy doradca miał oczy i uszy otwar-
te, bez względu na to, gdzie się aktualnie znajduje, czy jadąc w samo-
chodzie,   czy   też   idąc   pieszo   po   ulicy.   Pewnego   październikowego 
dnia przejeżdżałem pewną ulicą na obrzeżach Poznania. W pewnym 
momencie zauważyłem, że potężny dźwig ściąga na ziemię z samo-
chodu coś, co przypominało dom w w częściach. Zapamiętałem to 
miejsce i po kilku dniach wróciłem tam jeszcze raz. Nie pomyliłem 
się. Był to dom z płyty obornickiej, tak zwana „kanadyjka”. Pomyśla-
łem sobie, że właściciel tego domu najprawdopodobniej musiał wziąć 
kredyt na jego zakup. Spisałem numer domu i pojechałem do agen-
cji, gdzie telefonicznie ustaliłem nazwisko i numer telefonu właści-
ciela. Zatelefonowałem do tego człowieka i zapytałem, czy w ostat-
nim czasie nabył taki piękny dom? Odpowiedział, że tak. Przedstawi-
łem się, wyjaśniając, że jestem przedstawicielem firmy ubezpiecze-
niowej, chciałbym się z nim spotkać, omówić kilka spraw, a przy oka-
zji dowiedzieć się czegoś więcej na temat możliwości zakupu takiego 
domu. Powiedziałem również, że przy okazji porozmawiamy o zabez-
pieczeniu rodziny  tego pana,  tzn. żony oraz dzieci, żeby nigdy  nie 
musieli się obawiać, że mogliby stracić dach nad głową. Powiedzia-
łem mu ponadto:  „Będzie pan bardzo zadowolony  ze spotkania ze 
mną, które nic nie będzie pana kosztowało. Będzie to darmowa pora-
da„. Zgodził się na spotkanie. Ustaliliśmy datę i w niedługim czasie 
doszło do spotkania. Gdy przyjechałem, rozmawialiśmy o wszystkim, 
tylko nie o ubezpieczeniu. Oświadczył mi, że w dużej części pieniądze 
na kupno tego domu otrzymał z kredytu. Wtedy wykorzystałem sytu-
ację i przystąpiłem do analizowania jego stanu majątkowego, w for-
mie zadawania pytań. Ten człowiek, z początku bardzo sceptycznie 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Miej oczy zawsze szeroko otwarte!

str. 48

nastawiony do takiego typu zabezpieczenia, jakim jest polisa, stawał 
się jego entuzjastą. 

Opowiedziałem mu kilka tragicznych historii z życia, informując go 
jednocześnie, że dowiedziałem się o nich od innych doradców pod-
czas różnego rodzaju zjazdów szkoleniowych, gdzie można usłyszeć 
nieraz   historie   ludzkich   tragedii,   mrożące   krew   w   żyłach.   Nigdy 
klienta nie straszę. Opowiadam to między wierszami, tak że wycho-
dzi to z samej rozmowy. Klienci uwielbiają tego słuchać. Wtedy im 
mówię: „Wydaje mi się, że pan by do takiej sytuacji nie dopuścił, wi-
dzę, że u pana wszystko w życiu jest poukładane jak należy. Jest pan 
wspaniałym organizatorem, odnosi pan wspaniały sukces zawodowy, 
kocha pan ponad własne życie, żonę i dzieci. Czy nie mam racji?”. 
„Tak, ma pan rację!” – odpowiedział klient. Wszystkiego, o czym roz-
mawialiśmy, nie byłbym w stanie zapamiętać, lecz cała rozmowa wy-
glądała mniej więcej tak, jak ją opisałem.

Ubezpieczyłem tego mężczyznę – i to na dość znaczną kwotę. Oczy-
wiście osobiście zawiozłem go do lekarza, gdzie miałem znowu moż-
liwość przebywania z nim. Później odwiedziłem go w domu dwa razy. 
Za każdym razem, gdy go odwiedzałem, cieszył się z tej wizyty. Roz-
mawiając z nim, zapewniam go, że jestem jego doradcą do końca ży-
cia.

„Tylko nie wiem, który z nas umrze pierwszy, pan czy ja? Ale tego 
nikt nie wie”. Zawsze mówiąc to – uśmiecham się. Te słowa nie są 
wtedy takie poważne.

Krótko potem sam poprosił mnie, żebym ubezpieczył jego żonę. Od-
powiedzialność przecież musi się rozkładać na oboje małżonków. Tej 
rodzinie żyje się teraz na pewno dużo lepiej. Są na pewno wszyscy 
spokojniejsi. Gdyby miało do ich domu zawitać jakieś nieszczęście, to 
będzie im łatwiej je przezwyciężyć. I znowu można sobie zadać pyta-

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Miej oczy zawsze szeroko otwarte!

str. 49

nie: czy to jest dzieło przypadku, czy też ktoś chciał, żeby ta rodzina 
była zabezpieczona, a mnie wybrał na osobę, która wskaże im drogę? 
Za   każdym   razem,   gdy   będziecie   przejeżdżać   jakąś   ulicą   lub 
przechodzić pieszo, i coś wam podpowie: „Wejdź do tego domu czy 
sklepu” – to tak zróbcie. Tam przecież ktoś na was może czekać.

I czy nie mam racji, twierdząc, że każdy człowiek ma do spełnienia 
jakąś misję, jakieś posłanie?

Większość dobrych doradców na pewno myśli tak samo jak ja. Prze-
dzwoniłem kiedyś do jednego sklepu z częściami metalowymi, który 
mieścił się w małym miasteczku koło Poznania. Telefon ten uzyska-
łem od jednego klienta, który oświadczył, że mam się na niego nie 
powoływać.   Wiedziałem   od   niego,   że   sklep   ten   prowadzi   dwóch 
wspólników ze swoimi żonami. Wiedziałem również, że mają jeszcze 
inne   sklepy   oraz   że   są   spółką   cywilną.   Telefon   odebrał   jeden   ze 
wspólników. Jak zwykle przedstawiłem się, określając cel mojego te-
lefonu. Mężczyzna ten oświadczył mi, że przede mną miał już bardzo 
dużo telefonów od innych doradców z tej i innej firmy.

Spytałem go, czy już się umówił  z kimś na spotkanie. „W zasadzie 
nie” – odpowiedział. „Jak długo chce pan jeszcze czekać z rozwiąza-
niem pańskiego problemu?” – zapytałem – „Czy tak długo, aż pan 
straci zdrowie i nie będzie już o czym z panem rozmawiać? Chcę pa-
nu uświadomić,  że polisę  przecież  kupujemy  zdrowiem,  a nie pie-
niędzmi. Proszę pana, chcę prosić tylko o pięć minut pańskiego dro-
gocennego czasu – o nic więcej”. 

Umówił się na spotkanie.

Zawsze, rozmawiając z klientem, staram się być rozluźniony, wesoły, 
dowcipny.  Zauważyłem,  że wówczas  klienci  chętniej  się umawiają. 
Gdy wypowiadam swoje nazwisko, robię to bardzo powoli, żeby do-

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Miej oczy zawsze szeroko otwarte!

str. 50

kładnie je zrozumieli – podkreślam „Miel-cza-rek” i dodaję: „Od cza-
rusia”. Zawsze się śmieją.

Mówię o tym, że przywiązuję do tego dużą wagę, gdyż gdy pracowa-
łem na posadzie, nie chciano mi wypłacić pensji, gdyż ktoś połknął li-
terkę „z”.

Ale   wróćmy   do   spotkania.   Gdy   przyjechałem   do   sklepu,   jeden   ze 
wspólników na samym początku rozmowy zapytał mnie, co sądzę o 
konkurencji.

Wymienił mi kilka firm i prosił mnie o ich ocenę. Oświadczyłem mu, 
że jestem przedstawicielem mojej firmy i mogę oceniać tylko jej osią-
gnięcia. Powiedziałem mu także, że nie usłyszy z mojej strony żadne-
go słowa krytyki i jeżeli na to liczył, to się zawiedzie. Mogę mu nato-
miast wykazać, jakie korzyści uzyska, ubezpieczając się w firmie, któ-
rą reprezentuję. „Czy mogę to zrobić?” – spytałem. „Tak, bardzo pro-
szę” – powiedział. „Proszę pana. Główną i najważniejszą korzyścią 
nie do podważenia jest w tej chwili to, że już ze sobą rozmawiamy.

Czyli występuje tu element czasu. Żaden inny doradca z innej firmy 
nie może zrobić dla pana tego, co ja mogę zrobić od razu, gdyż go tu-
taj po prostu nie ma.

Czyli mogę wypisać wniosek natychmiast. Po drugie – polisę kupuje-
my  zdrowiem,  a nie pieniędzmi.  W dniu  dzisiejszym  wygląda pan 
świetnie i nie wygląda na chorego, ale nie da się przewidzieć, czy tak 
samo będzie jutro lub pojutrze. Po trzecie – ma pan przed sobą czło-
wieka, który całe swoje serce wkłada w tę pracę, który dba o swoich 
klientów, nie zapomina o nich i jest na każde ich życzenie. Oczywi-
ście   musi   mnie   pan   zaakceptować   lub   nie.   Po   czwarte   –   gdybym 
rozłożył   na   pana   biurku   propozycje   wszystkich   innych   firm 
ubezpieczeniowych i zacząłby pan je czytać (studiować), to i tak by 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Miej oczy zawsze szeroko otwarte!

str. 51

pan nie wiedział, co wybrać, gdyż do tego potrzebne byłoby ukończe-
nie niejednego szkolenia. Dlatego, proszę pana, ważną rolę odgrywa 
tutaj   dobry   doradca   ubezpieczeniowy.   A   takiego   ma   pan   właśnie 
przed sobą”. W tym miejscu chcę zaznaczyć, że zawsze klienta upew-
niam, że jestem bardzo dobrym doradcą, profesjonalistą wykonują-
cym tylko tę pracę.

Klienci nieraz sami o to pytają. Nie boję się o tym mówić klientom 
w oczy i nie jest to z mojej strony wyraz samochwalstwa. Klient po 
prostu chce być utwierdzony  w tym, że jest obsługiwany  przez fa-
chowca najwyższej klasy. I tu znowu wychodzi, że klienci kupują nas 
w pierwszej fazie ubezpieczenia.

Ale wróćmy do rozmowy. Ten klient powiedział, że w nieprawdopo-
dobnie krótkim czasie i w krótkich słowach w sposób rzeczowy po-
trafiłem go przekonać co do wyboru firmy (a może do wyboru mnie), 
nie krytykując konkurencji. Konsekwencją tej rozmowy było sporzą-
dzenie wniosków na dość duże sumy, a w konsekwencji wystawianie 
dość wysokich polis dla wspólników oraz ich żon. W konsekwencji 
prawie nic nie musiałem mówić o samym produkcie, lecz powiedzia-
łem im, jak lepiej będzie im się żyło, gdy będą posiadali takie zabez-
pieczenie w formie polis.

Któregoś dnia umówiłem się na spotkanie z dyrektorem pewnej po-
znańskiej fabryki w jego własnej wilii.

Miało to być drugie spotkanie, gdzie miało nastąpić sfinalizowanie 
podpisania wniosku. Pierwsze spotkanie odbyło się u niego w fabry-
ce. Gdy przyjechałem na miejsce, drzwi otworzył mi młody  człowiek, 
oznajmiając mi, że jest synem dyrektora. Ojciec prosił go, żeby mi 
oświadczył, że jest chory i ma wysoką gorączkę, w związku z czym nie 
może mnie przyjąć. Oświadczył ponadto, że ojciec sam się ze mną 
skontaktuje.

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Miej oczy zawsze szeroko otwarte!

str. 52

Faktycznie oznaczało to, że nigdy już nie zadzwoni.

Widocznie   mnie   nie  zaakceptował   i  nie   śmiał   mi   tego  powiedzieć 
w oczy, wymyślając chorobę. Wiem o tym, gdyż na drugi dzień wi-
działem go w zdrowiu i rozkwicie na ulicy. Było to na samym począt-
ku mojej działalności. Powiedziałem sobie, stojąc na progu jego willi, 
że jestem doradcą  i że nie może mnie taki  dyrektor  wyprowadzać 
z równowagi. Uświadomiłem szybko sobie, że znajduję się niedaleko 
miejsca, gdzie się urodziłem i gdzie zamieszkiwałem do dwudzieste-
go roku życia, że mieszkają tam osoby, razem z którymi  dorastałem. 
Włączyłem swój komputer osobisty (własny mózg) i zacząłem inten-
sywnie  myśleć. Wybrałem  w myślach  pewną  koleżankę,  której  nie 
widziałem dwadzieścia lat. Wiedziałem tylko, że wyszła za mąż i ma 
dwie dorastające córki.

Piszę o tym, żeby wszystkim uświadomić, że nie ma straconych sytu-
acji. Udałem się do ich mieszkania bez zapowiadania się. Nacisnąłem 
dzwonek u drzwi, które po chwili otworzyła, jak się później zoriento-
wałem, jedna z córek. Powiedziała, że zaraz poprosi mamę, gdyż jest 
ona piętro wyżej, u znajomej. Gdy wbiegała po schodach, usłyszałem, 
jak woła do swojej matki:

„Mamo, mamo, chyba przyszedł jakiś doradca ubezpieczeniowy!”. 

Spojrzałem na siebie od góry do dołu i nie mogłem zrozumieć, skąd 
ta   dziewczynka   wiedziała,   że   jestem   doradcą,   przecież   jej   się   nie 
przedstawiłem.

Doszedłem później do wniosku,  że może dlatego, że mój schludny 
ubiór i teczka dyplomatka skłoniły ją do takiej sugestii.

Po chwili  zeszła  matka  ze swoim mężem.  Przedstawiłem  się, gdyż 
z trudem   chyba  mnie  poznawała.  Minęło  przecież  dwadzieścia   lat. 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Miej oczy zawsze szeroko otwarte!

str. 53

Siedziałem u niej w mieszkaniu około trzech godzin, a w konsekwen-
cji wypisałem wniosek na jej męża. Kilka miesięcy później wypisałem 
wniosek na żonę. Gdy wręczałem polisę mężowi, oświadczyli mi, że 
gdybym do nich nie przyszedł, to ani przez moment nie przyszłoby 
im do głowy, żeby się ubezpieczyć. Byłem wtedy bardzo zadowolony 
z siebie. Nabrałem jeszcze więcej pewności, więcej entuzjazmu. Po-
myślcie tylko – przecież mogłem pojechać do domu, gdy usłyszałem, 
że dyrektor się rozchorował, ale coś znowu mi podpowiedziało: „Nie 
rób tego!”. I to coś się nie pomyliło. 

Pewnego dnia przedzwoniłem do człowieka posiadającego prywatny 
transport ciężarowy – jednoosobowy – i umówiłem się z nim na spo-
tkanie. Przez telefon powiedziałem mu, że dzwonię z polecenia jego 
dobrego znajomego, który jednak zastrzega sobie anonimowość. Jak 
zwykle powiedziałem mu, że chcę mu przedstawić coś, co będzie dla 
niego i jego rodziny korzystne. Jest to nowoczesna koncepcja plano-
wania   finansowego,   dzięki   której   będzie   się   żyło  im   lepiej   dzisiaj, 
a zarazem będą mieć zabezpieczone jutro. Umówił się na spotkanie 
pewnego wieczora. Gdy przyjechałem na miejsce, zorientowałem się, 
że mężczyzna  ten  ma około  czterdziestu  lat  i jest  ojcem  pięciorga 
dzieci. Najmłodsze, Leon, trzyletnie. Żona natomiast nie pracowała 
zawodowo. Zrobiłem im szybką analizę finansową. Pokazałem, jaki 
sens w ich przypadku ma wykupienie ubezpieczenia.  Nie negowali 
potrzeby   ubezpieczenia,   ale   coś   ich   powstrzymywało   przed   podję-
ciem takiej decyzji. Zorientowałem się, że są to osoby, które w prze-
szłości zraziły się do firmy ubezpieczeniowej, gdyż wykupiły dla dzie-
ci polisy kapitałowe. Gdy odkryłem ten powód, rzekłem im: „Czy to 
oznacza, że jak idę do sklepu spożywczego i kupuję bochenek chleba, 
a później okazuje się, że ten chleb był niesmaczny, spalony i na doda-
tek się kruszył, to już nigdy więcej nie kupię chleba w żadnym w in-
nym sklepie? Chyba nie” – powiedziałem. Żadne argumenty jednak 
nie   skłoniły   ich   w   tym   dniu   do   podpisania   wniosku.   Pani   domu 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Miej oczy zawsze szeroko otwarte!

str. 54

oświadczyła,  że jak się coś wydarzy,  to pójdzie  do pracy.  Zdziwiło 
mnie   to,   że   ta   kobieta   była   najbardziej   przeciwna   takiej   formie 
zabezpieczenia, gdyż przeważnie kobiety były po mojej stronie. Gdy 
wychodziłem,   oświadczyłem   jej,   że   zaobserwowałem   w   jej 
mieszkaniu bardzo dużo ciekawych rzeczy i czy już zrobiła listę, co 
najpierw sprzeda, gdy się coś wydarzy. Gdy przyszedłem do swego 
domu,  długo myślałem tego wieczora,  czy nie popełniłem jakiegoś 
błędu.   Nazajutrz   z   samego   rana   postanowiłem   zadzwonić   do   ich 
mieszkania i przeprowadzić rozmowę z panią domu.

W  pierwszych  słowach  oznajmiłem   jej,  że przed  zaśnięciem   długo 
myślałem o jej rodzinie. Że nie znalazłem żadnego argumentu na ko-
rzyść niewykupienia takiego zabezpieczenia.

„Dzwonię po to, żeby się dowiedzieć, co pani miała na myśli, mówiąc 
mi, że jak się coś stanie mężowi, to pójdzie pani do pracy. Chcę panią 
spytać, jakie ma pani wykształcenie i jaki zawód”. „Technik-chemik” 
– odpowiedziała.  „A czy  zna  pani  jakiś  język  obcy?”  – zapytałem. 
„Nie, nie znam żadnego” – odpowiedziała.

„Proszę pani” – powiedziałem – „o ile się orientuję, technik-chemik 
nie jest za bardzo poszukiwanym zawodem. Wiem o tym, ponieważ 
mój brat ma takie wykształcenie. Po drugie – już widzę, jak firmy 
czekają na to, żeby mogły panią zatrudnić bez znajomości języka. Po 
trzecie   –   pozostałby   do   pokonania   pani   największy   problem   – 
a mianowicie pani pięcioro dzieci. Chcę pani oświadczyć, że chcę być 
dla waszego domu przyjacielem, a nie wrogiem. Wiem także, że za-
wsze kobieta cierpi najbardziej w razie jakiegoś nieszczęścia. Czy nie 
mam  racji?”  – zapytałem  „Chyba  ma pan  rację”  – odpowiedziała. 
„Proponuję, żeby jeszcze raz porozmawiała pani ze swoim mężem, 
a ja   wieczorem   zatelefonuję   i   spytam,   jaką   podjęliście   decyzję”. 
„Dobrze” – odpowiedziała. Wieczorem słuchawkę telefonu podniósł 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Miej oczy zawsze szeroko otwarte!

str. 55

pan domu. Z rozmowy wynikało, że owszem, chce się umówić, lecz 
wyznaczał bardziej odległy termin.

Zareagowałem natychmiast i zadałem mu następujące pytanie: „Pro-
szę pana, niech pan mi powie, jaki właściwie jest pana stan zdrowia? 
Zauważyłem bowiem, że ma pan trochę nadwagi. Niech mi pan po-
wie,  czy  choruje  pan  na nadciśnienie?”  – „Dlaczego  pan  pyta?”  – 
„Widzi   pan,   zapomniałem   od   razu   spytać   pana   o   stan   pańskiego 
zdrowia. Może my w ogóle niepotrzebnie rozmawiamy, ponieważ fir-
ma może uznać, że w chwili obecnej nie weźmie na siebie ryzyka i nie 
ubezpieczy pana” – „Leczyłem się kiedyś na lekkie nadciśnienie” – 
powiedział. „A to właściwie zmienia radykalnie sytuację” – powie-
działem.   „Możemy   jednak   zawsze   wypisać   wniosek,   ale   nie   mogę 
gwarantować, że otrzyma pan ubezpieczenie. Będzie musiał pan po-
nadto przejść badania lekarskie”. Wyczuwałem, że teraz to on chciał 
się ze mną umówić. I szybko wyznaczył termin spotkania na następ-
ny dzień. Spotkanie odbyło się o godzinie 20.00.

Będąc na miejscu, wyczuwałem, że teraz im zaczęło zależeć na ubez-
pieczeniu. Bez problemu sporządziłem dwa wnioski, gdyż żona także 
postanowiła się ubezpieczyć. Jakiś czas potem, po badaniach lekar-
skich, firma ubezpieczeniowa wystawiła polisy ubezpieczeniowe.

Widać z jego zdrowiem nie było jeszcze najgorzej. Teraz wam opo-
wiem, w jaki sposób otrzymałem od niego następne polecenia.

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Zdobywanie poleceń – warto dotrzymywać słowa

str. 56

Zdobywanie poleceń

Zdobywanie poleceń

 

 

 

 

warto

warto

 

 

dotrzymywać słowa

dotrzymywać słowa

Pan domu przy pierwszym i przy drugim spotkaniu bardzo był docie-
kliwy i koniecznie chciał usłyszeć z moich ust, kto mnie do jego do-
mu przysłał. Oświadczyłem mu, że dałem słowo honoru, że nie zdra-
dzę nazwiska osoby, która dała mi do niego polecenie. Mężczyzna ten 
jednak ciągle nie dawał za wygraną i w pewnym momencie kolejno 
zaczął   wymieniać   nazwiska   i   imiona   swoich   znajomych.   Gdy   je 
wymieniał,   ja   je   wpisywałem   do   swojego   zeszytu,   co   chwilę 
informując   go,   że   to   nie   ta   osoba.   Spisałem   chyba   dwadzieścia 
nazwisk i oświadczyłem mu, że nie jest to żadna z tych osób.

W końcu pogodził się z tym. Ja natomiast poprosiłem go o telefony 
do tych nazwisk, które mi wymienił. Zgodził się, lecz także kazał nie 
powoływać się na niego oficjalnie. Jakiś czas potem zawiozłem mu 
gotowe polisy. Oboje z żoną byli bardzo szczęśliwi. Sposób,  w jaki 
zdobyłem polecenia u tej rodziny, jest sposobem nietypowym, lecz co 
jakiś czas może się tak zdarzyć. Zazwyczaj gdy klienta proszę o pole-
cenie, a on mi odmawia podania nazwiska swoich znajomych, mówię 
mu   tak:   „Proszę   pana,   zdecydował   się   pan   na   zakup   polisy,   żeby 
chronić siebie i pańską rodzinę. Czy nie uważa pan, że to będzie bar-
dzo dobrze chroniło również pańskich przyjaciół i znajomych? Załóż-
my, że z różnych względów nie otrzymam od pana polecenia do pań-
skich znajomych. Pomyślmy również o tym, że jeżeli w tych domach 
wydarzy się jakieś nieszczęście, to jak pan wówczas będzie się czuł, 
wiedząc, że mógł pan ich do mnie skierować zawczasu, a jednak nie 
zrobił pan tego? Kto   będzie łożył na utrzymanie tych dzieci i tych 
niepracujących żon?. Jeżeli panu to by nie przeszkadzało i mógłby 
pan żyć z poczuciem pewnego rodzaju winy, to w porządku, ale mnie 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Zdobywanie poleceń – warto dotrzymywać słowa

str. 57

osobiście by to przeszkadzało. Powiem panu więcej. Jeżeli pan się 
zdecyduje   przekazać   mi   jakieś   nazwiska,   to   może   pan   zaznaczyć, 
gdzie mam się na pana powoływać”.

Zauważyłem, że większość klientów po takim wstępie przekazuje na-
zwiska  bez  oporów.  Jeżeli klient  się jeszcze  waha,  mówię  mu tak: 
„Proszę pana, przecież tu nie chodzi o garnki Zeptera czy odkurzacz 
Rainbow.   Chcę,   żeby   dobrze   pan   to   zrozumiał.   Tu   może   chodzić 
o być albo nie być jakiejś rodziny. Życie przecież jest bezcennym da-
rem”. Zazwyczaj dostaję polecenia bez żadnych oporów ze strony po-
lecających.

Pojechałem kiedyś do rolnika, do którego dostałem polecenie od mo-
jego klienta, opisanego już wcześniej w książce, który zakupił nowy 
dom. Rolnik ten mieszkał na obrzeżach miasta Poznania. Jadąc do 
niego,   pomyliłem   drogi   i   dość   długo   kluczyłem,   nie   mogąc   trafić. 
W końcu dojechałem na miejsce. Nadrobiłem chyba około dwudzie-
stu kilometrów.

Wjechałem na jego podwórko. Była to dość duża posiadłość, ogro-
dzona   betonowym   murem.   Rolnik   ten   jest   producentem   trzody 
chlewnej. Zawsze gdy przyjeżdżam do klienta, lubię go czymś zadzi-
wić.   Gdy   podjechałem,   właśnie   oporządzał   swoje   gospodarstwo. 
Przedstawiłem się mu, od razu więc oznajmił, że przeprasza, ale musi 
skończyć, i że mam chwilkę zaczekać, to zaraz mnie poprosi do bu-
dynku. Zacząłem się uśmiechać i oznajmiłem mu, że chyba nie jest 
nam pisane spotkać się dzisiaj, gdyż pomyliłem drogi i godzinę szu-
kałem jego miejsca zamieszkania. W pewnej chwili zobaczyłem, że 
po podwórku chodzi kot. Wykorzystałem sytuację i opowiedziałem 
mu historię, która mi się kiedyś przydarzyła. Powiedziałem mu tak: 
„Proszę pana, widzę, że po podwórku chodzi piękny kot. Czy to jest 
pana kot, czy sąsiada?”. „Mój” – odpowiedział. „Ach, tak” – odrze-
kłem – „Pytam dlatego, że kiedyś jechałem do klienta i potrąciłem 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Zdobywanie poleceń – warto dotrzymywać słowa

str. 58

kota. Zatrzymałem samochód i poszedłem sprawdzić, co się z nim 
stało.   Gdy   doszedłem,   zobaczyłem,   że   kot   leży   przy   krawężniku 
i z pyska cieknie mu krew, a przy tym trzęsie się jak galareta. Długo 
się nie zastanawiałem, wsadziłem kota na tylne siedzenie i zabrałem 
do lecznicy. Gdy dojechałem, wziąłem kota na ręce i wszedłem do 
lecznicy. W poczekalni było dużo osób. Oznajmiłem im, że przyjeż-
dżam z wypadku i wszedłem bez kolejki, nikt nie protestował. Lekarz 
dał kotu zastrzyk i oznajmił, że chyba   żadne kości nie są złamane, 
lecz zwierzak ma uszkodzony język.

Kot cały czas był w stanie śpiączki. Lekarz oznajmił mi, że koty są 
bardzo wytrzymałe i że jeżeli odzyska przytomność w ciągu dwóch–
trzech dni, to najprawdopodobniej będzie żył. Oświadczyłem mu, że 
to nie jest mój kot, ja go tylko przywiozłem. Nie chciał mi uwierzyć. 
Nie pobrał żadnej opłaty. Był zachwycony moim postępowaniem. Za-
brałem kota do samochodu, owinąłem w koc, położyłem na tylnym 
siedzeniu i pojechałem na spotkanie z klientem. Kot przez trzy dni 
leżał w bezruchu pod grzejnikiem w kuchni. Gdy wszedłem do kuch-
ni trzeciego dnia, kot siedział na zlewozmywaku i wyglądał na całko-
wicie zdrowego. Nie mogłem go jednak zostawić u siebie w mieszka-
niu, gdyż dzieci są alergikami. Wywiozłem go do znajomego do jego 
willi. Później się dowiedziałem, że kot ten po upływie roku zginął pod 
kołami samochodu. Widzi pan” – oświadczyłem – „chyba miał tak 
pisane.   Niesamowita   historia,   prawda?   Nigdy   nie   zostawię   kogoś 
w potrzebie. Tak już byłem wychowany”. Po chwili wszedłem z nim 
do   budynku.   Jak   się   szybko   zorientowałem,   miał   on   troje   dzieci, 
w wieku od dwunastu do osiemnastu lat. Usiedliśmy wszyscy – tzn. 
jego żona, troje dzieci oraz on i ja – w kuchni za stołem. Była to nie-
samowita sytuacja. Dzieci były wpatrzone we mnie i chłonęły wiedzę, 
którą przekazywałem ich rodzicom.

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Zdobywanie poleceń – warto dotrzymywać słowa

str. 59

Z zebranych informacji wynikało, że nie posiadają żadnego zabezpie-
czenia na wypadek nieszczęścia.

Jak  zwykle  bardzo  szczegółowo  omówiłem  ich  problem,  co chwilę 
mówiąc do dzieci  (wykorzystując ich obecność): „Chcielibyście być 
zabezpieczeni   na   wypadek   nieszczęścia?”.   Nic   nie   odpowiadały. 
Wiem jednak, że były mną zachwycone. Opowiedziałem jak zwykle 
kilka   prawdziwych   historii.   Bardzo   szybko   doszło   do   podpisania 
wniosku. Żegnając się, pogratulowałem mu dobrej decyzji: „Od razu 
widać, że kocha pan swoją żonę i swoje dzieci”. Opowiadam wam tę 
historię dlatego, że chcę wam udowodnić, że każda sprzedaż jest inną 
sprzedażą i że nie jest to nauka ścisła.

Każdy człowiek mimo  wszystko szanuje dobro. Ma to zakodowane. 
Po moich pierwszych słowach ten rolnik mógł tylko odebrać mnie ja-
ko człowieka kochającego zwierzęta, szerzącego dobro na Ziemi. Lu-
dzie taki tok rozumowania akceptują. Większość osób kocha zwierzę-
ta, a tym bardziej swoje dzieci. Przyjeżdżając do niego, nie myślałem 
przecież, że opowiem mu tę historię. Po prostu wyszła sama, wymu-
szona sytuacją. Historia ta była szczera, a ludzie kochają szczerość, 
nie zakłamanie. Jak widać, czasami są ważne szczegóły, które mogą 
doprowadzić do podpisania wniosku. W tym przypadku szczegółem 
była opowiedziana historia. Jestem prawie pewien, ba ! jestem prze-
konany, że to dzięki niej sporządziłem wniosek na pierwszym spo-
tkaniu i zdobyłem zaufanie tego człowieka. Sprzedaż obojętnie jakie-
go towaru czy usługi musi przede wszystkim opierać się na zaufaniu 
do człowieka, czyli do tego czy innego sprzedawcy, oraz odwrotnie – 
do tego czy innego klienta. Jeżeli nie zdobędziemy zaufania – śmiem 
stwierdzić, że nie dokonamy  sprzedaży. Musimy przede wszystkim 
wytworzyć odpowiednią atmosferę, odpowiedni klimat do rozmowy 
w domu klienta, który jest niezbędny do sfinalizowania umowy. Na-
sze image musi być bez zarzutu. Musimy być dobrze wyszkoleni, a to 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Zdobywanie poleceń – warto dotrzymywać słowa

str. 60

można osiągnąć tylko poprzez częste spotykanie się z klientem, gdy 
wielokrotnie   zadawane   są   nam   pytania,   na   które   musimy   zawsze 
znaleźć odpowiedzi. Jeżeli czegoś nie wiemy, to nie odpowiadajmy, 
tylko przyznajmy się klientowi, że jesteśmy początkującym doradcą i 
na następnym spotkaniu postaramy się odpowiedzieć. Klient to zro-
zumie i doceni. Przecież każdy musi kiedyś rozpocząć pracę i nie każ-
dy od razu jest wszystko w stanie pojąć. Jednak w miarę upływu cza-
su, gdy będziemy systematyczni, sami zaczniemy szukać materiałów, 
wiedza nasza będzie coraz większa, aż pewnego dnia odkryjemy, że 
nie   jesteśmy   już   tym   samym   człowiekiem,   co   przed   rokiem   czy 
dwoma   laty.   Gwarantuję   to   każdemu,   kto   zastosuje   wszystkie   te 
elementy, które ja zastosowałem.

A przecież niczym się od was nie różnię. Odkryjecie z czasem to, co ja 
odkryłem – że za każdym razem, gdy dokonuje się sprzedaży, czuje 
się podniecenie i ma się ogromną satysfakcję, że dobrze wykonało się 
swoją  pracę. Wielokrotnie dostałem na ciele gęsiej skórki.  Było to 
wspaniałe uczucie. Mógłbym jeszcze opowiedzieć niejedną historię, 
która przydarzyła mi się w różnych domach z różnymi  osobami  – 
i być może jeszcze kiedyś to uczynię. Myślę jednak, że to, co opisa-
łem, powinno wystarczyć, żeby stać się natchnieniem dla początkują-
cego   czy   starszego   doradcy.   Chcę   również   wam   uświadomić,   że 
i mnie przytrafiły się porażki, że zanim usłyszałem „tak”, musiałem 
również usłyszeć „nie”. Lecz z biegiem czasu słowo „nie” słyszałem 
coraz rzadziej. Było to możliwe dzięki coraz lepszemu wyszkoleniu 
i nabraniu  pewności siebie. Rozmawiając z klientem  przez  telefon, 
znałem odpowiedź na pytanie, zanim klient zdążył mi je zadać. To 
cała tajemnica. Dziwne, prawda? Ale prawdziwe. 

A teraz chcę wam powiedzieć coś bardzo ważnego. Przez cały czas 
mojej krótkiej działalności starałem się zawsze przytakiwać kliento-
wi, mówić, że on ma rację. Nie starałem się negować –  przynajmniej 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Zdobywanie poleceń – warto dotrzymywać słowa

str. 61

na początku rozmowy – jego punktu widzenia. Czekałem na odpo-
wiednią chwilę i kładłem go na łopatki. Następowało to zwykle wte-
dy, gdy skończyły się argumenty klienta.

Jest to żelazna zasada naszego prezesa, którą podsłuchałem, a która 
brzmi dosłownie: „De facto ma pan rację, aczkolwiek nie do końca” – 
zastosowałem to wielokrotnie i byłem zachwycony rezultatem.

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Zakończenie

str. 62

Zakończenie

Zakończenie

Książka ta powstała z moich zapisków i notatek, które robiłem po 
każdej zakończonej rozmowie z klientem w ciągu 365 dni mojej dzia-
łalności. Z początku nie myślałem o napisaniu książki. Materiał ten 
miał być mi pomocny przy analizowaniu błędów. Chciałem po prostu 
wyeliminować jak najwięcej błędów, które przecież każdy z nas po-
pełnia  i nadal  będzie  popełniał.  Chciałem  po  prostu  maksymalnie 
wykorzystywać swój czas i dokonywać sprzedaży już podczas pierw-
szego spotkania. Leżało to przecież tak samo w moim interesie, jak 
i (a może nawet bardziej) w interesie klienta. Przecież każde przesu-
nięcie terminu spotkania mogłoby oznaczać „być lub nie być” dla ja-
kiejś rodziny.  Powiedziałem  sobie,  że jako przewodnik  posłuży mi 
książka Franka Beftgera „Jak przetrwać i odnieść sukces w biznesie” 
oraz część druga „Jak umiejętnie sprzedawać i zwielokrotnić docho-
dy”. Większość doradców nie docenia tych książek.

Od początku byłem zafascynowany jego techniką sprzedaży i posta-
nowiłem sprawdzić to na polskim gruncie. Większość osób te książki 
czytała, ale to nie wystarcza. Żeby zastosować te zasady podczas spo-
tkań z klientem, nie należy uczyć się treści na pamięć. Wtedy wszyst-
ko by wyglądało sztucznie,  a ponadto łatwo byłoby o czymś  zapo-
mnieć. Najważniejsze kwestie zaznaczyłem zielonym kolorem i czę-
sto je powtarzałem. Z czasem zaobserwowałem, że wszystko mi się 
poukładało w głowie. Trenowałem niektóre kwestie przed lustrem – 
jak aktor, który za chwilę ma wyjść na scenę. Wszystko w jednym ce-
lu:   dokonać   sprzedaży   natychmiast.   Jak   widzicie,   na   pierwszym 
miejscu   stawiam   samokształcenie.       Powiedziałem   sobie,   że  entu-
zjazm jest najbardziej wartościową rzeczą, jaką człowiek może posia-
dać – bardzo szybko spostrzegłem, że to właśnie entuzjazm pozwala 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Zakończenie

str. 63

mi dokonywać sprzedaży już w czasie pierwszego spotkania z klien-
tem. Powiedziałem sobie również, że jeżeli jest tak cenny, to nigdy 
nie mogę go zatracić. Człowiek bez entuzjazmu jest tyle wart, co gle-
ba bez deszczu i słońca. Zacząłem czytać książki motywacyjne, tak że 
z czasem ten entuzjazm pozostał we mnie na zawsze. Oczywiście co 
jakiś czas doładowuję sobie trochę entuzjazmu. Jeżeli będziemy dzia-
łać entuzjastycznie, to będziemy entuzjazmem zarażać inne osoby.

Ludzie będą chcieli przebywać w naszym towarzystwie. Wielokrotnie 
słyszałem od moich klientów pytanie, czy zawsze jestem tak entuzja-
stycznie nastawiony do życia? I odpowiadałem, że zawsze. Byli tym 
zachwyceni. W tym miejscu muszę zaznaczyć, że zawsze miałem po-
godne usposobienie, lecz było ono tłumione we mnie, gdyż zawsze 
wykonywałem pracę, która nie dawała mi zadowolenia. Każdy z was, 
dwuetatowców, musi się określić, czy chce odmienić swoje życie, czy 
tłumić w sobie swój entuzjazm. Bardzo ważną sprawą jest to, żeby 
każdy doradca uwierzył, że daje klientowi więcej, niż od niego bierze. 
Jeżeli będzie inaczej – nie dojdzie do sprzedaży. Trzeba bezgranicz-
nie wierzyć w oferowany produkt czy usługę. Jak niektórzy doradcy 
mogą komuś oferować ubezpieczenie, jeżeli sami są słabo ubezpie-
czeni, a co gorsza – mogą w ogóle nie posiadać takiego zabezpiecze-
nia?

Wiara jest następnym niezbędnym elementem działalności ubezpie-
czeniowej.  Jak   już  wielokrotnie  pisałem   na  stronach   tej  książki  – 
klient w pierwszej fazie ubezpieczenia kupuje nas, a nie ubezpiecze-
nie, chociaż  może z tego sobie nie zdawać  sprawy.  Dlatego należy 
przywiązać   bardzo   dużą   wagę   do   swojego   ubioru,   do   zachowania 
i formy wypowiadanych słów.

Jeżeli miałem kontakt z klientem dwa razy w tygodniu, za każdym 
razem starałem się być w innym garniturze. Zawsze starałem się go 
czymś   zaskoczyć.   Sama   sprzedaż   to   nie   wszystko.   Bardzo   ważną 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Zakończenie

str. 64

sprawą jest zaprogramowanie klienta i utwierdzenie go, że dokonał 
bardzo dobrego wyboru firmy.

Jeżeli będziemy w nim rozgrzewać entuzjazm, to z entuzjazmem po-
leci nam inne osoby. W tym miejscu chcę zaznaczyć, że zawsze musi-
my klientowi podziękować za polecenie, pozytywnie czy negatywnie 
zrealizowane. Sprzedaż zawsze musi odbywać się w sposób natural-
ny. Musimy klientów przekonać do tego, że chcemy się stać ich przy-
jaciółmi, a nie wrogami, że życzymy dobrze im i ich rodzinom. Oso-
biście rozmawiając z klientem, bardzo dużo mówię o miłości, o sta-
bilności  rodziny.  Opowiadam  prawdziwe  tragiczne  historie  z życia 
niektórych   rodzin.   Wszystko   w   jednym   celu:   zabezpieczyć   klienta 
i jego rodzinę. Stosuję bowiem zasadę, że cel uświęca środki. Myślę, 
że to, co przedstawiłem w tej krótkiej książce, będzie służyło pomocą 
wszystkim osobom, które będą chciały odnaleźć sukces w takiej dzie-
dzinie, jaką są ubezpieczenia na życie. Jestem przekonany, że książka 
ta ułatwi wszystkim doradcom sprzedaż ubezpieczeń i posłuży im ja-
ko przewodnik. Każdy z was może znaleźć coś dla siebie i wykorzy-
stać to w spotkaniu z klientem.

Napisałem tę książkę w sposób prosty, nie zwracając zbytniej uwagi 
na styl. Napisałem ją tak prosto, żeby była zrozumiała dla każdego. 
Głównym moim celem było ukazanie wam, że jeżeli w coś uwierzymy 
i się zaangażujemy, to niemożliwe staje się możliwe. Możesz tego do-
konać tylko w jeden sposób: biorąc w tej chwili telefon do ręki i pró-
bując umówić się niezwłocznie z klientem na spotkanie. Albo możesz 
nie zrobić nic i pozostać w swoim życiu w tym miejscu, gdzie jesteś. 
Wiedz jednak, że sukces nie jest dziełem przypadku. Pamiętasz? Pi-
sałem o tym. Jest to ciężka, systematyczna praca. Wybór jednak za-
wsze należy do ciebie.

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Spotkania i podróże – zdjęcia

str. 65

Spotkania i podróże – zdjęcia

Spotkania i podróże – zdjęcia

Agent ubezpieczeniowy – zwłaszcza dobry, czyli skuteczny agent – 
ma okazję spotykać wielu interesujących i sławnych ludzi. Uczestni-
czenie w kongresach to okazja do nauki i nawiązywania nowych zna-
jomości. Zaś osiągnięcie sukcesu finansowego umożliwia spełnianie 
marzeń – także tych o dalekich podróżach.

Powyżej: Rzym – z Jerzym Urbanem na lotnisku
Poniżej: Na kongresie

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Spotkania i podróże – zdjęcia

str. 66

Powyżej: Spotkanie z prezesem Miziołkiem
Poniżej: W Senegalu

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

POLECAMY TAKŻE PORADNIKI:

POLECAMY TAKŻE PORADNIKI:

Skuteczne poszukiwanie klientów

 – Artur Wojciechowski

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Spotkania i podróże – zdjęcia

str. 68

Dlaczego tylko nieliczni wiedzą, jak 
zdobywać nowych klientów i odnosić  
sukcesy w sprzedaży bezpośredniej?

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Spotkania i podróże – zdjęcia

str. 69

Nieważne, czy pracujesz w ubezpieczeniach, MLM, czy robisz jeszcze coś innego 

związanego ze sprzedażą bezpośrednią. Tak czy inaczej – musisz poznać sposoby 
codziennego  zwiększania  bazy  swoich  klientów,  kwalifikowania  potencjalnych 

klientów do odpowiednich kategorii, utrzymywania z nimi relacji i pozyskiwania 
nowych kontkatów dzięki tym, którymi już dysponujesz.

Więcej o tym poradniku przeczytasz na stronie: 

http://poszukiwanie-klientow.zlotemysli.pl/

"Ta książka jest rewelacyjna.Teraz pod koniec każdego spotkania proszę o 

polecenia. O dziwo, klienci mi je dają. To naprawdę działa!"

- Luba Wądrzyk, prowadzi własną firmę

Umysł sprzedawcy

 - Artur Wojciechowski 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek

background image

365  DNI  DO  SUKCESU – Waldemar Mielczarek
Spotkania i podróże – zdjęcia

str. 70

Sekrety skutecznego sprzedawcy

Jeśli  sprzedaż   bezpośrednia  to   Twoje   pole   działania 
i pragniesz   dokonywać   satysfakcjonujących   sprzedaży 

i transakcji zakończonych sukcesem, zwielokrotniając swoje 
zyski,   możesz   się   tego   dowiedzieć   od   osoby,   która   dzięki 

zastosowaniu   pewnych   prostych   zasad  zwielokrotniła 
swoje zyski
, które generowała sprzedaż bezpośrednia. 

Więcej o tym poradniku przeczytasz na stronie: 

http://sprzedaz-bezposrednia.zlotemysli.pl

"W  sposób  jasny   i  klarowny   opisuje   najprostsze  metody   samomotywacji,  

przezwyciężenia   "sprzedażowego   lęku",   bo  w  tej   profesji   najpierw   trzeba 
pokonać lęk, który jest w nas, a potem motywować samego siebie. I do tego  

właśnie autor nas prowadzi i zachęca."

Arkadiusz Tylza 30 lat, dziennikarz, zajmuje się sprzedażą bezpośredni

Zobacz pełen katalog naszych praktycznych poradników 

na stronie

 

www.zlotemysli.pl 

Copyright by Wydawnictwo 

Złote Myśli

 

& Waldemar Mielczarek


Document Outline