background image

«

 Mój Piętaszek 

»

 

Autor: Enahma    Tłumacz: Mirriel    Wersja PDF: Phoe 

 

W  toalecie  było  zimno,  tak  bardzo  zimno.  Opłukawszy  twarz  wodą,  Harry  przycisnął  rozgrzane  czoło  do 

chłodnej ściany. Nawet po zwymiotowaniu wszystkiego, co dzisiaj zjadł (a było tego sporo, Dumbledore wezwał go 
zaraz  po  lunchu),  wciąż  czuł  się  okropnie.  Miał  uczucie,  jakby  w  jego  brzuchu  wszystko  się  burzyło  i  wirowało 
boleśnie, dobywały się z niego dziwne odgłosy. Krew płynąca w jego żyłach była jak lód.   

Panika. Czysta, lodowata panika płynęła w jego żyłach zamiast ciepłej, życiodajnej krwi. Oddech uwiązł mu w 

gardle.   

Został  zdradzony.  Znowu.  A  tym  razem  zdrada  była  gorsza  niż  kiedykolwiek  wcześniej.  Zaatakowali  go  w 

jedynym  miejscu,  gdzie  czuł  się  bezpieczny:  w  Hogwarcie.  Obdarli  go  z  wszystkich  dobrych  uczuć,  jakie  żywił 
względem  szkoły.  Pozbawili  go  każdego  wrażenia  bezpieczeństwa  czy  ochrony.  Ostatnich  strzępów  niewinności. 
Jego dzieciństwa.   

Chcieli...  chcieli  zmusić  go  do  poślubienia  Snape'a.  Severusa  Snape'a,  jego  znienawidzonego  i  pogardzanego 

Mistrza  Eliksirów,  okrutnego,  zimnego,  brzydkiego  i  odrażającego  gnojka,  człowieka,  który  nienawidził  go  z 
niezachwianą żarliwością – a nawet gorzej, chcieli, by ten ślub odbył się jak najprędzej. Dzisiaj, mówiąc konkretnie. 
I, oczywiście, aby wszystko było "jak trzeba", chcą, żeby sypiał z tym draniem!   

Oni – to nieprawda. Nie było żadnych "ich". Był tylko "on”: Albus Dumbledore. I może jeszcze inni członkowie 

Zakonu. Może nawet sam Snape.   

  –  Ale,  panie  dyrektorze,  ja  nawet  nie  jestem  gejem!  –  Harry  pamiętał  swoje  zdenerwowanie,  gdy  usilnie 

próbował odwieść starszego czarodzieja od tego błyskotliwego pomysłu.  – I my się nienawidzimy! – To był drugi, 
bardzo silny i bardzo prawdziwy argument (zdaniem Harry'ego nawet ważniejszy niż pierwszy), ale Dumbledore nie 
słuchał, patrzył tylko na niego z powagą.   

  – Wiem o tym, Harry. Ale nie ma innego sposobu, przykro mi.   

Harry  nie  potrafił  stłumić  szlochu.  Czuł  się  złapany  w  pułapkę.  I  BYŁ  w  pułapce.  A  tym  razem  nie  było 

ucieczki. Oczywiście, poprzednie zastawiał na niego Voldemort. Jednak stary potwór nie był nawet w połowie tak 
efektywny jak dyrektor. Bo teraz Dumbledore czekał na niego za drzwiami, gotowy by zaciągnąć go z powrotem do 
swojego gabinetu, gdzie Snape będzie czekał  w pełnej krasie: tłuste  włosy, haczykowaty nos, żółte zęby, ziemista 
skóra – i nie zapominajmy o ostrym języku, czarnym sercu i mściwym umyśle. Musiał poślubić Snape'a, człowieka, 
który nienawidził go tak samo zawzięcie jak Voldemort, mimo że w obu przypadkach Harry w niczym nie zawinił.   

Może  to  rzeczywiście  prawda,  że  Bóg  przenosił  winy  ojców  na  ich  dzieci,  i  teraz  Harry  odpokutowywał  za 

grzechy Jamesa Pottera.   

Idealna zemsta. Smarkerus będzie tym, który poślubi Harry'ego Pottera, który będzie brał go w łóżku i...   

Chłopiec drapał paznokciami o ścianę w udręce.   

Kolejna fala łez napłynęła mu do oczu. Weźmie ślub już za godzinę – coś, o czym nawet nie śnił, wstając rano z 

łóżka – zostanie poślubiony mężczyźnie, Snape'owi ze wszystkich mężczyzn, i nic nie może na to poradzić. Harry 
nie był głupi. Nawet gdyby protestował ze wszystkich sił, Dumbledore się z nim nie zgodzi.   

  – Tak musi być, Harry. By zachować cię przy życiu...   

background image

  –  Już  wolałbym  nie  żyć!  –  Własne  słowa  wciąż  dźwięczały  mu  w  uszach  i  wiedział,  że  powiedział  prawdę. 

Wolał  raczej  umrzeć  niż  poślubić  Snape'a.  Albo  jakiegoś  innego  mężczyznę.  Nie  był  gejem.  Lubił  dziewczyny. 
Fantazjował o dziewczynach.   

  – Spróbuj to zaakceptować, Harry. Nie walcz z tym. To uczyni wszystko łatwiejszym...   

  – Wszystko? – Pamiętał swoje zmieszanie i narastające przerażenie.   

  – Wasze kontakty seksualne.   

Tak, to był moment, gdy zrozumiał każdy aspekt tego narzuconego "związku". Związek! Śmieszne.   

Sama myśl o byciu dotykanym przez innego mężczyznę była nie do zniesienia. Harry zwymiotował na środku 

dyrektorskiego gabinetu.    – NIE! – To było pierwsze słowo, jakie wypowiedział, gdy znów mógł oddychać. – NIE! 
Nie poślubię go i nie będę z nim sypiał, NIGDY!   

  – Nie rozumiesz niebezpieczeństwa, Harry...   

  – Żyłem z tym niebezpieczeństwem od urodzenia!   

  –  Musisz  wziąć  ślub,  Harry.  Jeśli  Voldemort  by  cię  złapał,  mógłby  wypełnić  klątwę,  którą  rzucił  na  ciebie  w 

zeszłym tygodniu!   

Zeszły  tydzień...  Weekend  w  Hogsmeade  i  atak  Śmierciożerców...  Gdy  Snape  ujawnił  się  jako  szpieg,  aby 

uratować życie Harry'ego i innych uczniów... Mimo tego, Voldemort zdołał rzucić zaklęcie na Harry'ego, który dużo 
później wracał do przytomności w skrzydle szpitalnym, częściowo związany z Voldemortem.   

  – Jeśli on wykorzysta tę więź, każda uncja twojej magicznej energii będzie pod jego kontrolą. I jeżeli wyssie ją z 

ciebie, a podejrzewam, że  taki właśnie  jest jego plan, umrzesz. Harry, to musi zostać  zrobione. Musisz wziąć ślub 
zanim on cię dopadnie!   

  – Ale dlaczego Snape? –“Dlaczego, dlaczego, dlaczego?” łkał, a jego żołądek znowu zaczął się skręcać.   

  – Ponieważ posiada cząstkę Voldemorta w swoim ciele. To może znieść klątwę...   

W tym stanie  Harry czuł,  że  woli raczej być  przyobiecany Voldemortowi,  przynajmniej nie  musiałby "znosić 

klątwy".  Voldemort  był  dla  niego  okrutny,  ale  to  Snape  zawsze  był  sadystycznym  draniem,  czerpiącym  radość  z 
męczenia  i  poniżania  Harry'ego,  a  od  piątego  roku  sadyzm  ten  osiągnął  niebywałe  natężenie  w  zadawaniu  bólu  i 
upokarzaniu.  W  jakiś  sposób  działania  Voldemorta  były  mniej  wstrętne,  nędzne  i  przebiegłe.  To  było  coś 
konkretnego: byli wrogami i Voldemort chciał jego śmierci.   

Natomiast Snape... Snape to już zupełnie inna historia.   

  – Skąd ma pan pewność, że Snape nie będzie próbował manipulować moją magiczną energią?   

  – Ufam Severusowi Snape'owi...   

  – Och, wiem o tym! – wykrzyknął Harry gorzko. – Ale ja mu nie ufam!   

Przypomniał sobie lekcję Eliksirów w październiku, gdy został zmuszony do wypicia mikstury uwarzonej przez 

Malfoya, która sprawiła, że jego ubrania stały się niewidzialne (w zamierzeniu to on sam miał zniknąć). Stał potem 
kompletnie  nagi  przed  całym  szóstym  rokiem  Zaawansowanych  Eliksirów.  Doskonale  pamiętał  te  pogardliwe 
uśmieszki,  twarz  Malfoya,  wesołość  Bullstrode  i  jawny  chichot  Snape'a.  Nawet  Hermiona  nie  mogła  się 
powstrzymać  od  parsknięcia.  A  następnego  dnia  w  “Proroku”  pojawił  się  artykuł  o  jego  ekshibicjonistycznych 
skłonnościach (autorstwa  Rity Skeeter, z krótkim, "zatroskanym" komentarzem Knota, oczywiście: "Martwię się o 
tego  chłopca.  Z  pewnością  stres  ma  na  niego  większy  wpływ,  niż  ktokolwiek  z  nas  przypuszczał..."
),  a  tygodnik 
“Czarownica”  zamieścił  raczej  szczegółowy  opis  "wyposażenia"  Chłopca-Który-Przeżył.  Widząc  satysfakcję  na 

background image

twarzy Snape'a, okrutną radość, gdy odbierał Slytherinowi jeden punkt za "drobny błąd" Malfoya  – Harry wiedział, 
że  to  było  zaplanowane...  Snape  trafił  w  cel,  a  przy  tym  upiekł  dwie  pieczenie  przy  jednym  ogniu:  Harry  został 
upokorzony bardziej niż kiedykolwiek wcześniej i zrezygnował z Zaawansowanych Eliksirów raz na zawsze.   

Dumbledore nie był zachwycony zachowaniem Snape'a i próbował zmusić go, by przyjął chłopaka z powrotem, 

ale Harry odmówił. I to by było na tyle, jeśli chodzi o konsekwencje tego "wypadku". Snape'owi wszystko uszło na 
sucho, jak zawsze.   

Odejście  Harry'ego  nie  powstrzymało  Mistrza  Eliksirów  od  dalszego  znęcania  się  nad  nim.  Och,  nie. 

Upokarzające  uwagi,  odbieranie  punktów,  gnojenie  go  i,  w  końcu,  niecałe  dwa  tygodnie  temu,  ostatnia  kropla  do 
czary  goryczy,  gdy  sprowokował  Harry'ego,  aż  ten  go  uderzył,  zaraz  po  meczu  quidditcha.  Natychmiast  odebrano 
chłopakowi  prawo  do  gry  w  quidditcha  i  zawieszono  go  w  obowiązkach  ucznia.  W  rzeczywistości  Dumbledore 
musiał użyć wszystkich swoich wpływów, by Harry'ego nie wyrzucono z Hogwartu. Większość Gryfonów wciąż się 
do  niego  nie  odzywała,  ponieważ  stracił  wtedy  wszystkie  punkty  swego  domu.  A  później  jeszcze  ten  artykuł... 
(Chłopiec-Który-Przeżył – niezrównoważony umysłowo?

Harry pamiętał drwiące słowa na boisku, zaraz po tym, jak Gryffindor wygrał ze Slytherinem. Czuł się wtedy 

taki  szczęśliwy,  po  raz  pierwszy  od  tamtej  lekcji  Eliksirów  –  i  nadszedł  Snape,  a  jego  słowa  były  jak  kwas  dla 
zranionej duszy chłopaka: o "tym debilu ojcu chrzestnym" (Syriuszu, dlaczego mnie opuściłeś?) i, oczywiście, o jego 
"ojcu, aroganckim kutasie", oraz o samym Harrym, który, zdaniem Snape'a, był dokładnie taki, jak oni – arogancki i 
głupi.  Chłopak  nie  mógł  się  powstrzymać.  Śmierć  Syriusza  wciąż  była  dla  niego  zbyt  wielkim  ciężarem.  Uderzył 
swojego nauczyciela.   

A teraz musi poślubić tego gnojka. Poślubić!   

  – Nie, panie dyrektorze.   

  – To nie będzie trwało wiecznie! Dostaniesz rozwód, gdy tylko Voldemort zginie!   

  – NIE!   

  –  Harry,  by  to  małżeństwo  było  ważne  wystarczy  podpis  Severusa  na  dokumentach,  ponieważ  zostanie  to 

uznane po prostu za związek zaaranżowany. Ale ja chciałbym, abyś wyraził zgodę. Nie zachowuj się jak dziecko!   

  – Nie. Może mnie pan zmusić, a później Snape może mnie gwałcić, ale nie podpiszę na siebie wyroku śmierci.   

  – Dobrze więc. Zostaniesz mu oddany jak w aranżowanym małżeństwie. Warunki są następujące: małżeństwo 

to trwać  będzie do chwili śmierci Voldemorta. Będziecie odbywać  stosunki okresowo, najlepiej raz w tygodniu. W 
celu chronienia więzi nie może być mowy o żadnych pozamałżeńskich kontaktach seksualnych. Severus będzie twoim 
strażnikiem dopóki nie skończysz siedemnastu lat. Co oznacza, że już nie wrócisz do Dursleyów. Informacja o tym 
związku zostanie podana do wiadomości publicznej i aby uniknąć raczej niesmacznych artykułów, sam zawiadomię o 
tym prasę.  
 

I to był drugi moment, kiedy jego żołądek się zbuntował, i Dumbledore zaprowadził go do toalety.   

W  końcu  Harry  wstał  i  potykając  się,  podszedł  do  umywalki.  Umył  sobie  twarz  trzęsącymi  się  rękoma, 

ochlapując  energicznie  rozgrzane  policzki  (jakim  cudem  jego  policzki  były  tak  ciepłe,  skoro  krew  w  jego  żyłach 
zamieniła się w lód?). Starał się zapanować nad oddechem, nie zapowietrzyć się, nie panikować, ale niezupełnie mu 
się to udawało. Jego serce było jak przerażony ptak w klatce, trzepotało mu w piersi, chcąc się uwolnić i nigdy już 
nie wrócić. Pocił się, jego włosy były wilgotne i czuł krople, ściekające mu po plecach.   

Czuł się chory. Bardzo chory. Właściwie to czuł, że ma gorączkę.   

Podniósł głowę i spojrzał na swoje odbicie w lustrze.   

background image

Blada, przerażona  twarz  z  ciemnymi  kręgami  wokół oczu. Źrenice  miał tak rozszerzone, że prawie  nie  widać 

było zieleni w jego oczach. Widział to doskonale nawet bez okularów: nosił teraz szkła kontaktowe, było to prawie 
podświadome  postanowienie,  by  odróżniać  się  od  swojego  ojca.  Smugi  potu  były  wyraźnie  widoczne  na  jego 
skroniach, krople spływały powoli w dół jedna za drugą, po szczęce, i spadały na podłogę. Nigdy by nie pomyślał, że 
dzień jego ślubu będzie właśnie taki. Brudny, pełen nienawiści i strachu.   

  – NIE! – wykrzyczał z desperacją i uderzył pięścią w lustro, które rozpadło się na tysiące kawałków, kalecząc 

jego dłoń, na co nawet nie zwrócił uwagi. – NIE, nigdy!   

W następnej chwili znowu zaczął zwracać do umywalki, ale że w żołądku nie miał już nic stałego, wymiotował 

śliną i kwasem. Paliło go w gardle i przełyku, nawet gdy po raz nie wiadomo już który przepłukał usta, wciąż czuł 
ten gorzki smak.   

  – Harry!   

Tak,  Dumbledore  był  zaniepokojony,  skoro  czekał  już  tak  długo  i  słyszał  krzyki,  ale  Harry  nie  był  gotów. 

Jeszcze nie. Prawdopodobnie nigdy.   

  –  Dlaczego  ja?  Dlaczego  to  zawsze  muszę  być  ja?  –  wyszeptał  do  strzaskanego  lustra,  ale  to  nie  dało  mu 

odpowiedzi.   

  Chłopak pocierał przez chwilę skronie, po czym wytarł zakrwawione palce o fałdę swojej szaty i wyprostował 

się.  Nie  mógł  siedzieć  tu  wiecznie.  Przełykając  ciężko  i  przywołując  na  twarz  maskę  spokoju,  otworzył  drzwi. 
Dumbledore spojrzał na niego z troską.   

  – Przykro mi, Harry.   

  – Nie – odparł zimno. – Wcale nie jest panu przykro.   

Ale poszedł za nim posłusznie. 

Korytarz był długi, ale nie wystarczająco długi, i wkrótce byli znów w gabinecie Dumbledore'a.   

Snape  już  tam  był,  razem  z  Moodym,  Lupinem  i  McGonagall.  Patrzyli  na  wchodzących.  Harry  pomyślał,  że 

musi  stanowić  niezły  widok  w  swojej poplamionej  (wymiocinami  i  krwią)  szacie,  z  bladą  twarzą  i  trzęsącymi  się 
rękoma, zapewne  jak każdy  pan  młody  w dniu  ślubu, czyż  nie? Przynajmniej jego przyszły... (przyszły co? Mąż? 
Partner? Małżonek? Wspólnik? Żona?) nie wyglądał wcale lepiej. Snape zdawał się być zdenerwowany, żyła na jego 
tłustej skroni drgała  tak gwałtownie, że Harry był pewien, iż  mężczyzna  wybuchnie  w  trakcie  ceremonii.  Miał  na 
sobie  swoją  zwykłą  czarną  szatę  i  oceniając  po  odcieniu,  Harry  mógłby  przysiąc,  że  też  jest  zatłuszczona.  A  on 
będzie musiał dotykać tego człowieka... Ledwo udało mu się powstrzymać nerwowy szloch.   

Na szczęście Lupin podszedł do niego i go przytulił, i nawet jeśli Harry czuł się zdradzony również przez niego, 

pozwolił mu na to, ponieważ tego potrzebował. Potrzebował pełnego uczucia kontaktu z drugim człowiekiem, zanim 
rozpocznie  się  ta  nowa  część  jego  wypełnionego  cierpieniem  życia,  zanim  dokumenty,  które  zapewnią  mu 
nieszczęśliwą  przyszłość,  zostaną  podpisane  i  zapieczętowane.  Po  prostu  potrzebował  dłoni  Remusa,  jego 
dodającego otuchy szeptu, ciepła...   

  – Nie zapominaj, że ja zawsze tu będę, Harry...   

  – Ale ja nie jestem gejem, Remusie – jęknął; usłyszał sarkastyczne prychnięcie Snape'a. – I ja go nienawidzę...   

  – To nie jest kwestia bycia gejem, ani seksualności czy miłości. Tu chodzi o pośpiech i konieczność. Gdy tylko 

pokonasz Voldemorta, dostaniesz rozwód – wyszeptał Lupin, próbując go wesprzeć.   

  – Nie mogę tego zrobić, Remusie...   

background image

  – Możesz. Jesteś silny.   

  – Nie, nie jestem... – odszepnął, czując, że kolana się pod nim uginają, ale nie płakał.   

Ktoś cicho zakaszlał, a dyrektor chrząknął dyskretnie.   

  – Remus? Harry?   

  –  Daj  spokój,  Albusie!  Przecież  wiesz,  że  Potter  musi  odstawić  swoje  małe  show,  zanim  zrobi  cokolwiek!  – 

Głos Snape'a był drażniący i brzmiał jak zwykle, i Harry nienawidził go za to jeszcze bardziej.   

  – Severusie! – Dumbledore warknął gniewnie, ale Snape wszedł mu w słowo.   

  –  Albusie,  ja  również  nie  mam  najmniejszej  ochoty  poślubić  tego  imbecyla.  Jestem  zdegustowany  tym 

pomysłem co najmniej tak samo, jak on, ale mimo to nie skamlę.   

Harry uwolnił się z objęć Lupina i stanął twarzą do dyrektora.   

  – Nie zrobię tego.   

Dumbledore westchnął ciężko i spojrzał na Remusa, którego policzki pokryły się czerwienią.   

  – Harry – zaczął ostrożnie – mamy już zgodę Dursleyów. Jesteś nieletni...   

  – Już  niedługo  –  odpowiedział  chłopak  złowrogo.  –  Za  trzy  miesiące  skończę  siedemnaście  lat  i  natychmiast 

wystąpię o rozwód...   

  – POTTER! – Głos Snape'a przerwał zawziętą odpowiedź Harry'ego. – Spróbuj dorosnąć! Tu nie chodzi o moje 

życzenia  czy  przyjemności!  Jest  wojna  i  musimy  podejmować  właściwe  decyzje,  by  w  niej  zwyciężyć!  Musimy 
pozostać małżeństwem, dopóki Czarny Pan żyje...   

  –  Czarny  Pan!  –  Harry  zakrzyknął  z  frustracją,  zwracając  się  do  Dumbledore'a.  –  Nie  dostrzega  pan  tego, 

dyrektorze? Oddaje mnie pan w ręce Śmierciożercy!   

  –  Harry!  –  zganili  go  zgodnie  wszyscy  zgromadzeni,  poza  Snape'em,  który  po  prostu  stał  z  nienawiścią 

wypisaną na twarzy.   

  – Jesteś idiotą, Potter – wysyczał i odwrócił głowę.   

  – Idiotą? – Głos Harry'ego wznosił się, gdy ruszył w stronę Snape'a; w jego krokach czaiła się groźba. Mistrz 

Eliksirów już nie górował nad nim – byli prawie tego samego wzrostu.   

  –  Idiotą?  –  powtórzył,  teraz  już  prawie  sycząc.  –  To  ty  znienawidziłeś  mnie  od  pierwszej  chwili,  gdy  mnie 

ujrzałeś!  To  ty  próbowałeś  wyrzucić  mnie  każdego  roku!  To  ty  zawsze  obrzucałeś  obelgami  mojego  nieżyjącego 
ojca, przy mnie, który nigdy go nie znałem! To ty, zamiast uczyć mnie Oklumencji, gwałciłeś mój umysł przy każdej 
okazji,  aż w końcu  wykopałeś  mnie  z  lekcji! To ty posłałeś Syriusza, jedyną  prawdziwą rodzinę, jaką  miałem,  na 
pewną  śmierć  swoimi ciągłymi szyderstwami! To ty zmusiłeś  mnie  do  wypicia  tego eliksiru  w klasie, by poniżyć 
mnie przed kolegami i całym światem czarodziejów! A raz, jeden jedyny raz, gdy śmiałeś powiedzieć, że mój ojciec 
był  kutasem  –  nie  zaprzeczaj,  tego  właśnie  słowa  użyłeś  –  a  ja  cię  uderzyłem,  to  wszyscy  obwiniali  MNIE! 
Nienawidzę cię! – Harry potoczył pałającym wzrokiem po reszcie towarzystwa – przestępowali nerwowo z nogi na 
nogę, ewidentnie nie czując się zbyt komfortowo w tej sytuacji.   

  – Jeśli już skończyłeś... – zaczął Moody, ale Harry mu przerwał.   

  – Nie poślubię go, a przynajmniej nie z własnej woli!   

  – Potter, musisz...   

  –  Alastorze  –  Dumbledore  podniósł  autorytatywnie  głos  i  wszyscy  spojrzeli  na  niego.  –  Severusie,  czy  ta 

background image

ostatnia część wypowiedzi Harry'ego to prawda?   

  – Nie, ja... – zaczął Snape, ale Harry wykrzyknął z wściekłością.   

  –  Oczywiście,  że  nie,  nie  powiedziałeś,  że  mój  ojciec  był  kutasem,  tylko  że  ja  jestem  kutasem,  tak  jak  mój 

ojciec! – prychnął wściekle i spojrzał na Dumbledore'a. – I mogę wypić Veritaserum, jeśli jest to konieczne...   

  – Nie jest, Potter. Przytoczyłeś moje słowa poprawnie – powiedział Snape zimno.   

Cienkie usta McGonagall zacisnęły się w wąską kreskę, Moody zmarszczył brwi, a Lupin zbladł z wściekłości, 

ruszając w stronę Snape'a z groźną miną, lecz spojrzenie dyrektora zatrzymało go w miejscu.   

–  W  takim  razie,  Severusie,  jesteś  winien  Harry'emu  przeprosiny.  Sugeruję  również,  abyś  w  przyszłości 

powstrzymał się od tego typu słów i zachowań – chłód w głosie Dumbledore'a dorównywał temu w głosie Snape'a, 
patrzył nieustępliwie. Moody i McGonagall przytaknęli zgodnie.   

Snape przestąpił niespokojnie z nogi na nogę i powiedział pospiesznie.   

  – Przepraszam za moje słowa, Potter. Nie znajduję dla nich usprawiedliwienia.   

  – A co z resztą? Z poniżaniem? A lekcje Oklumencji? – Harry krzyczał wściekle.   

  – Zaglądałeś do mojej Myślodsiewni! – Snape prawie wypluł te słowa i okręcił się w stronę Harry'ego.   

  –  Ty  wdzierałeś  się  do  mojego  umysłu  za  każdym  razem,  nie  dając  mi  najmniejszej  wskazówki,  jak  się 

obronić!   

  –  Potter,  zaglądanie  do  czyjejś  Myślodsiewni  jest  poważnym  wykroczeniem  –  burknął  Moody,  ale  Harry  już 

miał gotową odpowiedź.   

  –  Tak  jak  używanie  Legilimencji  na  osobie,  która  nie  wyraziła  na  to  zgody!  –  Harry  rzadko  czuł  się  aż  tak 

sfrustrowany w swoim życiu, mimo że ostatnie lata pełne były bólu i rozczarowań.   

  – Harry, nie mamy na to czasu – Dumbledore w końcu zamknął temat. – Teraz musisz wziąć ślub. Mam przy 

tym nadzieję, że wy dwaj znajdziecie jakąś drogę porozumienia. Czy wyrażam się jasno?   

  –  Widmo  Voldemorta  jest  zawsze  wystarczającym  powodem  dla  pana,  żeby  wydać  mnie  na  pastwę  Snape'a. 

Nie wezmę ślubu! – Harry skrzyżował ramiona na piersi. – To moje ostatnie słowo.   

Moody tracił już nad sobą panowanie.   

  – Potter! Nie rozumiesz powagi sytuacji! Voldemort może cię zabić...   

  – Nie jestem idiotą. Rozumiem was i  wasze motywy, ale wy nawet nie próbujecie zrozumieć mnie! Nie chcę 

związać się z człowiekiem, który mnie nienawidzi!   

  – Tak musi być, Potter – warknął Moody. – To nie jest prawdziwe małżeństwo.   

  – Ja muszę... uprawiać z nim seks! Co to więc jest, jeśli nie prawdziwe małżeństwo?   

  –  To  zaaranżowane  małżeństwo,  Potter.  Seks  jest  konieczny,  ale  nie  musisz  robić  z  tego  wielkiej  sprawy. 

Wielu ludzi uprawia seks z osobami, których nie lubią. Ty będziesz robił to samo. Poza tym, możecie się nauczyć 
miłości. To nie jest szczególnie rzadkie w przypadku aranżowanych małżeństw.   

  – TY... – Harry otworzył usta, rozwścieczony.   

  – Silencio! – Moody w końcu wziął się na sposób i uciszył chłopaka zaklęciem.  – Albusie, proszę, zacznijmy 

wreszcie. Nie mam całego dnia...   

  – Dzięki – wymamrotał Snape, a Harry aż zawrzał z gniewu, lecz żaden dźwięk nie wydostał się z jego ust.   

background image

Następne wydarzenia zdały się być zasnute mgłą. Harry słyszał jakby z oddali, jak Snape składa przysięgę.   

  –  Ja,  Severus  Snape,  biorę  ciebie,  Harry'ego  Pottera,  za  prawowitego  małżonka.  Biorę  ciebie  z  wszystkimi 

twoimi  wadami  i  zaletami,  tak  jak  daję  siebie  wraz  z  moimi  wadami  i  zaletami.  Będę  służył  ci  pomocą,  gdy 
znajdziesz  się  w  potrzebie,  i  zwracał  się  do  ciebie,  gdy  sam  będę  potrzebował  pomocy.  W  obecności  tych  oto 
świadków uroczyście przyrzekam, że będę się tobą opiekował, dopóki kontrakt ten nie wygaśnie.   

Harry się skrzywił. Tyle kłamstw w prostej, krótkiej przysiędze!  "Będę służył ci pomocą, gdy znajdziesz się w 

potrzebie" – to było takie w stylu Snape'a, prawda? Pomocna dłoń...   

  –  W  imieniu  drugiej  strony,  proszę,  Remusie.  –  Dumbledore  na  moment  spojrzał  na  Harry'ego  z 

rozczarowaniem.   

  – Ja, Remus Lupin, w zastępstwie Vernona Dursleya, prawnego opiekuna Harry'ego Pottera, powierzam ciebie, 

Harry'ego  Pottera,  jako  prawowitego  małżonka  Severusowi  Snape'owi.  Severusie,  przyjmij  go  wraz  ze  wszystkimi 
jego wadami i zaletami, i opiekuj się nim dopóty, dopóki kontrakt ten będzie ważny.   

  Harry zacisnął usta i powstrzymał łzy bezsilności, które cisnęły mu się do oczu.   

  –  Od  tej  chwili  nie  będziecie  odczuwać  deszczu,  gdyż  jeden  dla  drugiego  będzie  osłoną.  Nie  będziecie  czuli 

zimna,  bo  jeden  drugiego  będzie  ogrzewał  swym  ciepłem.  Nie  będziecie  samotni,  ponieważ  jeden  dla  drugiego 
będzie towarzyszem. Jesteście dwiema osobami, ale przed wami tylko jedno życie. Niech piękno otacza was obu w 
tej  podróży  i  prowadzi  przez  lata,  niech  szczęście  wam  towarzyszy  i  niech  wasze  wspólne  życie  będzie  długie  i 
dobre,  w  imię  tej  ziemi  –  Dumbledore  pobłogosławił  ich  i  płynnym  ruchem  różdżki  scementował  związek.  – 
Jesteście teraz związani, Severusie, i znasz warunki.   

  – Oczywiście, dyrektorze – odparł Snape kwaśno. – A czy Potter je zna?   

  – Poinformowałem go już wcześniej.   

Ale  Harry  nie  mógł  skupić  się  na  ich  rozmowie.  Gdyby  nie  uciszono  go  zaklęciem,  parsknąłby  teraz.  "Nie 

będziecie  czuli  zimna,  bo  jeden  drugiego  będzie  ogrzewał  swym  ciepłem".  Ciepło,  doprawdy!  Osłona!  Piękno! 
Szczęście! Harry opadł ciężko na krzesło, nie zawracając sobie głowy spojrzeniami pozostałych. Był wykończony, 
czuł  się  zdradzony  i  wykorzystany,  ale  nie  chciało  mu  się  płakać,  miał  raczej  ochotę  wybuchnąć  obłąkańczym 
śmiechem na cały ten bałagan, którym było (od zawsze) jego życie. Ale to z pewnością było najgorsze: nim zdążył 
powiedzieć choć słowo – został wmanewrowany w ten ślub, i od dziś nic już nie będzie takie samo.   

Wyobrażał sobie mroczną satysfakcję Snape'a – cóż za znakomita okazja by w końcu zemścić się za jego ojca i 

Syriusza! Nie wspominając o tym, że zrobił to z pomocą Remusa! To pewnie najlepszy dzień w życiu tego gnojka. 
Nawet  jeżeli  w  dalszej  przyszłości  miały  się  ukazać  i  negatywne  strony  –  zemsta  to  jedno,  zostawała  jeszcze 
perspektywa trwającego nie wiadomo jak długo małżeństwa.   

Harry  nie  był  głupi.  Widział,  że  Snape  nie  wyglądał  na  zadowolonego  ani  szczęśliwego.  Raczej  wręcz 

przeciwnie.  Och,  on  również  się  pocił.  Harry  skrzywił  się  z  obrzydzeniem.  Już  niedługo  znajdą  się  w  sypialni 
Snape'a  i  będą...  Jego  żołądek  znowu  skręcił  się  nieprzyjemnie.  Snape  i  on  będą...  będą  co?  Czuł  prawdziwe 
obrzydzenie na myśl, że będzie dotykał tego pocącego się, tłustego drania (ciekawe, czy wciąż nosi te szarawe gatki? 
– Harry zamyślił się na moment). Snape pewnie śmierdzi wyziewami eliksirów i potem, jego oddech cuchnie, a jeśli 
te tłuste włosy dotkną jego skóry, to on... Harry przełknął ślinę, usiłując się nie dławić.   

Wcześniej  niż  by  chłopak  sobie  życzył,  ceremonia  dobiegła  końca,  a  dokumenty  zostały  podpisane  i 

zapieczętowane. Otrzymał jeszcze kilka pospiesznych uścisków, po czym ciężka dłoń Snape'a opadła na jego ramię i 
został prawie zaciągnięty do lochów. Przerażenie rosło w nim z każdym krokiem. 

Gdy  tylko  drzwi  zatrzasnęły  się  za  nimi,  Snape  machnął  różdżką  w  stronę  Harry'ego,  mrucząc  "Finite 

background image

Incantatem" i znosząc tym zaklęcie uciszające Moody'ego.   

Harry czuł, że jego wcześniejsza wściekłość minęła – nie mógł już parskać. Nie potrafił nawet myśleć, więc nie 

otwierał ust, mimo że widział jak Snape czeka na jego tyradę. Ale tylko siedział w ciszy. Powiedział już swoją część 
w gabinecie.   

Po  kilku  sekundach  mężczyzna  wzruszył  ramionami  i  podszedł  do  półki  w  rogu  pomieszczenia.  Zza  książek 

wyciągnął  butelkę  Ognistej  Whisky.  Nalał  bursztynowego  płynu  do  dwóch  szklanek  i  skinąwszy  zapraszająco, 
postawił jedną na stole, a zawartość drugiej wychylił jednym łykiem.   

Harry nigdy jeszcze nie pił alkoholu i zdecydował, że to nie jest odpowiednia okazja, by zacząć. Mógłby stać się 

alkoholikiem, biorąc pod uwagę  pod jaką  presją  właśnie  się  znajdował,  ponieważ na  całej kuli ziemskiej nie  było 
wystarczającej  ilości  alkoholu,  która  mogłaby  sprawić,  że  wizja  spania  ze  Snape'em  stałaby  się  choć  odrobinę 
bardziej  atrakcyjna.  Więc  tylko  siedział,  zdrętwiały  i  pełen  obrzydzenia,  gdy  Snape  spojrzał  na  niego  spod 
zmarszczonych brwi.   

  – To może pomóc – wymamrotał i skinął na szklankę.   

Harry wzruszył ramionami. Snape odstawił swoje naczynie na stół. W powietrzu wręcz czuło się napięcie, które 

z niego emanowało.   

  – Musimy wziąć prysznic przed... przed tym – powiedział w końcu mężczyzna. – Idź pierwszy.   

Harry zdziwił się i poczuł dziwną ulgę na myśl o prysznicu. To znaczyło, że Snape nie będzie narzucał się ze 

swoją  brudną,  spoconą  osobą  Harry'emu,  ale  spróbuje  choć  trochę  doprowadzić  się  do  porządku.  Podążył  za 
mężczyzną,  który  zaprowadził  go  swojej  sypialni  i  pokazał  drzwi  do  łazienki.  Krótko  skinąwszy  głową,  chłopak 
wśliznął się do środka, usuwając się sprzed oczu Snape'a. Gdy tylko drzwi się zamknęły, oparł się o nie, oddychając 
ciężko. Poczuł ponowny przypływ paniki.   

To mogłoby być nawet zabawne, gdyby to nie było jego życie.   

Stał  w  czyjejś  łazience,  przygotowując  się  do  swojej  nocy  poślubnej.  Zacisnął  pięści  w  poczuciu  całkowitej 

bezsilności. Stracił ostatnie złudzenie, że ma jakąkolwiek kontrolę nad własnym życiem, i to tuż przed ukończeniem 
siedemnastu  lat.  Jego  urodziny  wypadały  za  niecałe  trzy  miesiące.  A  teraz  nie  miał  rodziny,  ojca  chrzestnego  ani 
jakiegokolwiek prawdziwego wsparcia, i był poślubiony Snape'owi. Zastanawiał się, czy jego przyjaciele wiedzą o 
tym całym zamieszaniu.   

Powoli  osunął  się  na  podłogę,  plecami  wciąż  oparty  o  drzwi,  i  otoczył  kolana  ramionami,  przyciskając  je  do 

piersi.  Życie  jawiło  mu  się  jako  wielka,  zimna  połać  śniegu  gdzieś  na  Antarktydzie:  puste,  bez  przyszłości,  bez 
perspektyw. Był przemarznięty do kości.   

Odetchnąwszy głęboko kilka razy odzyskał panowanie nad sobą na tyle, by przygotować się do mycia. Na półce 

znalazł  czysty  ręcznik,  ale  nigdzie  nie  widać  było  żelu  pod  prysznic  ani  szamponu,  jedynie  lanolinowe  mydło, 
zapewne służące do obu tych celów (to by tłumaczyło, dlaczego włosy Snape'a są takie tłuste: całkowita obojętność 
w sprawach higieny osobistej). Przynajmniej prysznic był czysty (dzięki domowym skrzatom), a woda kojąco ciepła. 
Harry  nie  spieszył  się;  stał  pod  strumieniem  wody  bardzo  długo.  Gdy  skończył  i  wytarł  się  do  sucha,  zdał  sobie 
sprawę, że nie wziął ze sobą nic do przebrania się, więc włożył z powrotem swoją wierzchnią szatę a resztę rzeczy 
wziął w rękę i wyszedł.   

Snape siedział na łóżku z twarzą ukrytą w dłoniach, palcami wplątanymi we włosy. Wyglądał na dokładnie tak 

zrozpaczonego,  jak  Harry  się  czuł.  To  dało  chłopcu  odrobinę  satysfakcji,  ale  gdy  pomyślał,  co  wciąż  jeszcze  go 
czekało, nie potrafił delektować się tym uczuciem. Chrząknął. Snape podniósł głowę.   

  –  Ach,  jesteś  gotowy  –  powiedział  beznamiętnie  i  wstał.  Przez  chwilę  patrzyli  na  siebie  ze  źle  ukrywaną 

background image

nienawiścią i przerażeniem.   

Harry  cofnął  się  o  krok,  by  zrobić  przejście  mężczyźnie  i  Snape  pospieszył  do  łazienki,  starannie  unikając 

kontaktu  fizycznego.  Harry  dostrzegł  fotel  obok  łóżka  i  położył  na  nim  swoje  ubranie,  po  czym,  dla  ukojenia 
nerwów, zaczął je starannie układać.   

To było okropne, stać w butach bez skarpetek, mając na sobie tylko wierzchnią szatę, bez niczego pod spodem. 

Chłód lochów powoli ogarniał jego uprzednio rozgrzane ciało.   

Zaczął drżeć.   

Zastanawiał  się,  czy  nie  usiąść  na  łóżku,  ale  zdecydował,  że  to  nie  jest dobry  pomysł.  I  tak  będzie  miał  aż  za 

dużo czasu spędzić w tym łóżku. Dla zabicia czasu zaczął rozglądać się po pokoju. Dostrzegł kilka magicznych zdjęć 
na  kominku,  byli  to  zapewne  członkowie  rodziny  Snape'a.  Kobieta  i  mężczyzna,  których  pamiętał  z  lekcji 
Oklumencji,  patrzyli  na  niego  z  jawną  wrogością.  Na  innym  zdjęciu  zobaczył  Snape'a  i  jakiegoś  czarnowłosego 
mężczyznę, trzymających się za ręce. Byli młodzi i beztroscy. Żołądek Harry'ego ścisnął się w przerażeniu.   

Snape był gejem.   

Lub nawet gorzej: on, całkowicie heteroseksualny Harry Potter, został właśnie poślubiony gejowi, który z niego 

też  zrobi  geja.  Nie  potrzebował  wielkiej  wyobraźni,  by  przewidzieć  jutrzejsze  nagłówki  w  gazetach.  Dumbledore 
jasno powiedział, że nie ma zamiaru utrzymywać ich małżeństwa w sekrecie. Chciał, by dotarło to do Voldemorta – 
mając nadzieję, że to zmniejszy prawdopodobieństwo przyszłego ataku. Harry'ego przeszedł dreszcz i poczuł, że robi 
mu się słabo.   

Nienawidził swojego życia. Chciał umrzeć.   

Rodzice  Snape'a  byli  teraz  jego  teściami,  tak  jak  James  Potter  stał  się  teściem  Severusa  Snape'a.  Po  prostu 

pięknie. Zakręciło mu się w głowie.   

"Smarkerus", prawie słyszał w umyśle głos swojego ojca i było to dla niego torturą. Co, jeśli Snape zechce się 

dziś  zemścić  za  te  wszystkie  wcześniejsze  wydarzenia?  Mógłby,  miałby  do  tego  prawo. Ten  mężczyzna  był  teraz 
jego krewnym. Jego mężem. Czy to znaczyło, że on, Harry, ma być żoną?   

I  co  się  wydarzy  w  ciągu  najbliższych  godzin?  Harry  miał  całkiem  niezłe  pojęcie  o  tym,  jak  wygląda 

"normalny" seks. Ale pomysł bycia w ten sposób z mężczyzną – z jakimkolwiek mężczyzną, nie tylko ze Snape'em – 
był bardzo odległy i kompletnie obcy. Czy to znaczy, że... Och. Osunął się na fotel,  na swoje złożone ubrania. Co 
najgorsze, już niedługo zostanie całkiem dobrze poinformowany. Od dzisiaj już nie będzie dziewiczy, i to wcale nie 
w tym sensie, o jakim zawsze myślał, że przestanie być prawiczkiem.   

Przynajmniej  nie  durzył  się  w  jakiejś  dziewczynie,  próbował  dodać  sobie  otuchy.  To  mogłoby  uczynić  tę 

sytuacje  jeszcze  trudniejszą  do  zniesienia.  Musi  być  teraz  bardzo  ostrożny  i  nie  zakochać  się  w  nikim,  dopóki  to 
małżeństwo będzie trwać. Z powodu klątwy, jak mu powiedziano, mógł uprawiać seks tylko z Voldemortem – albo, 
na szczęście, ze Snape'em (to "na szczęście" było słowami Dumbledore'a, nie jego własnymi) – i z nikim więcej.   

Masował  sobie  skronie,  gdy  nagle  naszło  go  uczucie,  że  wolałby,  aby  Snape  już  wyszedł  i  żeby  już  było  po 

wszystkim. Ale mężczyzna najwyraźniej wykorzystywał swój czas, tak jak Harry wcześniej.   

Gdy  w  końcu  się  pojawił,  jego  widok  w  pewien  sposób  uspokoił  chłopca.  Włosy  Mistrza  Eliksirów  były 

wilgotne. Czyżby  wykąpał się porządnie? Miał na sobie długą szarą  koszulę  nocną i  kapcie (w takim stroju Harry 
widział go wcześniej tylko raz, w trakcie nocnej przechadzki na czwartym roku), jego twarz była dziwnie zamknięta. 
Opadł bezceremonialnie na łóżko i po raz pierwszy chyba spojrzał na siedzącego w fotelu naprzeciwko chłopaka bez 
swej zwykłej nienawiści.   

  – Robiłeś to już kiedyś?   

background image

Harry potrząsnął głową i zaczerwienił się.   

  – Nie – wyszeptał, czując wzrastające przerażenie i bezradność.   

  – Ale chyba masz... o tym jakieś pojęcie, prawda? – nutka nadziei zabrzmiała w glosie Snape'a.   

Tym razem odpowiedź Harry'ego była nieco dłuższa.   

  – Nie bardzo. – I dodał pospiesznie: – A przynajmniej nie o tej homoseksualnej części.   

Gdy Snape uniósł głowę, aby spojrzeć w oczy chłopca, zamiast w jego podbródek, ten jakoś zdołał zebrać siły, 

by wypowiedzieć następne zdanie.   

  – Ale wcale nie chcę się tego dowiedzieć. Możesz mnie... pieprzyć, ale to wszystko.   

Snape skrzywił się.   

  – Potter, to niekoniecznie ja muszę być tym, który dokona... penetracji.   

Obrzydzenie Harry'ego było doskonale widoczne na jego twarzy.   

  – Tak jak powiedziałem, nie chcę nauczyć się niczego na ten temat. Możesz tylko... dokonać penetracji i er... 

ejakulacji, bez zbędnego dotykania.   

Snape potrząsnął głową.   

  – To nie jest najlepszy sposób, szczególnie nie w przypadku pierwszego razu...   

  – Nie przeszkadza mi to – odparł Harry ze złością.   

  – Pewna fizyczna bliskość mogłaby ci pomóc przygotować się...   

Harry  był  pewny,  że  zrobił  się  zielony  na  twarzy,  słysząc  wzmiankę  o  "fizycznej  bliskości".  Przebywanie  ze 

Snape'em w jednym pokoju było już dla niego "zbyt blisko".   

  – Nie – powiedział i aż się wzdrygnął z obrzydzenia. – Czemu się tym przejmujesz? Nienawidzisz mnie!   

  – Ale... – Snape był wyraźnie nieswój. – Nie chcę zrobić ci krzywdy.   

  – Już skrzywdziłeś mnie znacznie bardziej, niż można prostym... aktem zbliżenia. Po prostu to zrób.   

  – Pozwól mi zrobić to właściwie.   

  –  Nie  –  odparł  Harry  zdecydowanie.  –  Żadnych  pieszczot,  pocałunków,  wszystkich  tych  bzdur.  Nienawidzę 

ciebie  i  tego  wszystkiego.  Nie  chcę,  by  trwało  to  dłużej  niż  to  absolutnie  konieczne.  Zrób,  co  najważniejsze  i  tak 
szybko, jak to możliwe. Nie zrobisz ze mnie geja!   

Snape skoczył na równe nogi.   

  – Jesteś idiotą!   

Harry odchylił się do tyłu.   

  – Nie waż się mówić tak do mnie! Nie masz prawa...! Po prostu to zrób, a gdy Voldemort zginie, rozwiedziemy 

się  i  będę  mógł  żyć  normalnym  życiem  –  jeśli  oczywiście  znajdzie  się  dziewczyna,  która  będzie  chciała  poślubić 
mnie po tobie.   

  – Świetnie. – Głos Snape'a stał się nagle lodowaty. – Rozbieraj się i kładź na brzuchu.   

  – Nie rozbiorę się. Nie mam na sobie bielizny. Możesz po prostu zadrzeć moją szatę do góry.   

Spojrzenie Snape'a było ostre, ale nie zaprotestował.   

background image

  – Dobrze, Potter. W takim razie połóż się.   

Harry był tak przerażony (nigdy by się  do tego nie  przyznał, a  już  na  pewno nie  Snape'owi), że potknął  się  i 

prawie  wpadł  na  łóżko.  Po  chwili  poczuł  poruszenie  obok  siebie  i  rękę  Snape'a,  niepewnie  i  bardzo  ostrożnie 
dotykającą jego pleców.   

  – Potter, pozwól mi zrobić to odpowiednio.   

  –  Nie!  –  warknął  chłopak  i  zacisnął  powieki.  –  Nawet  nie  próbuj...  majstrować  koło  mojego  tyłka.  Rób,  co 

trzeba, ale nic więcej. I zgaś światło.   

  – Jeśli przygotuję twój... kanał palcami...   

  – NIE! – wrzasnął. – Nie waż się mnie dotykać! – Wiedział, że brzmi to cokolwiek niedorzecznie, ale nie mógł 

nic na to poradzić. Był przerażony.   

Ręka zniknęła z jego pleców, Harry usłyszał wymamrotane "nox" i poczuł, że jego szata jest podciągana do pasa 

powoli, prawie delikatnie. Materac nieco się ugiął i Snape dotknął jednego z ud chłopca. Harry zaskrzeczał.   

  – Mówiłem ci...!   

  – Rozszerz nogi, Potter – polecił Snape zrezygnowanym głosem.   

Harry zrobił to, choć czuł się teraz bardziej bezbronny i zdany na czyjąś łaskę niż kiedykolwiek w życiu. Snape 

poruszył się i Harry wiedział, że klęka między jego nogami. Drżąc, schował głowę w poduszkę. Snape zatrzymał się.   

Po chwili Harry warknął niecierpliwie.   

  – No dalej!   

Westchnienie,  potem  pstryknięcie,  gdy  Snape  coś  odkręcał.  Następnie  kilka  mlaskających  dźwięków,  ale  nic 

więcej.   

  – Co? – spytał Harry wreszcie, niezdolny by sklecić jakieś pełne zdanie.   

  –  Nie  myśl  sobie,  Potter,  że podniecająca jest  dla  mnie  myśl  o  tobie  w  moim  łóżku,  grającym  męczennika  – 

odwarknął Snape, i Harry nagle zrozumiał. Snape musiał... doprowadzić się do wzwodu, by móc dokonać penetracji.   

Sprawiło mu dziwną ulgę, że Snape nie rzuci się na niego tak od razu. Że nie jest specjalnie zachwycony myślą 

przygwożdżenia syna Jamesa Pottera do materaca.   

I znowu kilka ciężkich sapnięć.   

  – Potter, uklęknij, ale trzymaj głowę na poduszce. To uczyni... tę sprawę łatwiejszą dla ciebie.   

Harry oblał się czerwienią z zażenowania, ale nie zaprotestował. Ciemność panująca w pokoju trochę pomagała.   

Po chwili Snape dodał.   

  – Dotknę twojej talii, by cię przytrzymać...   

  – Dobrze.   

Ale Snape nie poruszył się.   

  – Potter, proszę, pozwól mi cię przygotować, przynajmniej trochę...   

  – Nie! Po prostu zrób to! Niech to się już skończy! – chłopak prawie wrzeszczał z przerażenia i frustracji.   

Snape  nic  na  to  nie  powiedział,  ale  w  następnej  chwili  Harry  poczuł,  jak  coś  napiera  na  jego  wejście,  i 

instynktownie napiął mięśnie.   

background image

  – Spróbuj się rozluźnić, a przynajmniej pchnij w tył. Jeśli będziesz napinał mięśnie, rozedrę cię...   

  – Dobrze. – Jakoś udało mu się bardziej wypiąć, ale i tak całe jego ciało było napięte niczym cięciwa łuku.   

  – Oddychaj – wyszeptał Snape łagodnie.   

Nacisk na jego otwór nie wzrastał i Harry zaczął się odrobinę odprężać. Lekki dotyk na lewym biodrze sprawił, 

że  się  wzdrygnął,  ale  trwał  w  swoim  postanowieniu,  by  się  nie  ruszać.  Sapiąc,  Snape  przycisnął  się  bardziej  do 
chłopaka i w następnej chwili czubek jego penisa był wewnątrz Harry'ego. Ten na chwilę przestał oddychać, czując 
nagły ból, ale Snape nie spieszył się, a gdy chłopak instynktownie  próbował wypchnąć z siebie intruza, wsunął się 
nieco głębiej.   

Harry był zdecydowany nie krzywić się więcej. Zacisnął zęby na poduszce i powstrzymał jęk bólu. Druga ręka 

Snape'a dotykała jego prawego biodra i po kilku długich sekundach poczuł, że mężczyzna  wchodzi  w niego aż po 
sam trzon.   

To  bolało!  Czerwone  kręgi  tańczyły  Harry'emu  przed  oczami,  krew  dudniła  mu  w  uszach,  ale  postanowił  to 

przetrwać. Poczuł gorące łzy spływające po policzkach i moczące poduszkę pod jego głową.   

„Niech to się skończy!”, modlił się w duchu. „Och, Merlinie, niech to się wreszcie skończy!”   

Snape  pozostał  w  tej  samej  pozycji  i  nie  poruszał  się  przez  długie  minuty,  jedynie  gładząc  jego  biodra 

niezdarnie, co irytowało Harry'ego, ale nie był pewien swego głosu na tyle, by się odezwać. Ból nieco zelżał i Harry 
wziął  oddech.  Wtedy  się  zaczęło.  Najpierw  drobne  ruchy,  które  stawały  się  coraz  dłuższymi  pchnięciami,  aż  w 
końcu Harry pomyślał, że faktycznie został wzięty i jest gwałcony – coś, o czym nigdy nie myślał ani nie chciał tego 
przeżyć.   

I  to  bolało,  nieznośnie  bolało.  Członek  Snape'a  w  nim  był  za  duży,  nie  pasował,  rozrywał  go  i  rozszczepiał. 

Więc  Harry  zagryzł  zęby  na  poduszce  i  kontynuował  modlitwy,  by  to  się  już  skończyło.  W  końcu,  i  to  całkiem 
szybko, było po wszystkim. Snape zadrżał i doszedł. Wycofał się tak samo powoli, jak wszedł, i położył się obok 
Harry'ego.   

  – Zrobione – powiedział. Jego głos brzmiał głucho, jakby dochodził ze studni.   

Harry  opuścił  biodra  na  łóżko  i  skrzywił  się.  Jego  tyłek  płonął  i  pulsował  z  każdym  uderzeniem  serca,  ale 

chłopak nie pozwolił sobie leżeć długo. Sturlał się z łóżka i ubrał szybko.   

Snape nie podniósł głowy, miał zamknięte oczy.   

Stojąc  w  drzwiach  Harry  odwrócił  się  na  chwilę  i  spojrzał.  Snape  wyglądał  tak  delikatnie  i  krucho  w  swojej 

koszuli nocnej, zupełnie inaczej niż mężczyzna, którego znał od lat.   

  – Do zobaczenia w następny piątek, Potter – odezwał się, i Harry uciekł.   

Gdy w końcu dotarł do pokoju wspólnego Gryffindoru, zrezygnował z rozmowy z przyjaciółmi i pospieszył do 

łóżka. 

 

*** 

 

Następnego  dnia  czuł  się  okropnie.  Tyłek  bolał  go  tak,  że  miał  trudności  z  siadaniem,  ciężko  było  się  nie 

krzywić (ale udało się, nie miał zamiaru poniżać się jeszcze bardziej), a sama myśl, że te cotygodniowe "wizyty" są 
konieczne, aby ich małżeństwo działało, sprawiała, że czuł się chory. Przez cały dzień był milczący i trzymał się na 
uboczu. Podczas lunchu Hermiona powiedziała mu, że Snape również był jakiś roztargniony przez całą lekcję, ale 

background image

Harry jej nie uwierzył. Snape był dupkiem – koniec, kropka. 

Artykuły  w  gazetach  były  absolutnie  obrzydliwe,  mimo  stanowiska  Dumbledore'a  wobec  tych  wydarzeń, 

dokładnie tak, jak Harry sobie wyobrażał. Nieźle sobie poużywali i chociaż chłopak robił, co mógł, by to ignorować, 
słyszał czytane półgłosem w jego obecności tytuły artykułów. 

 

"Harry Potter poślubiony byłemu Śmierciożercy!" 

 

"Symbol Świata Czarodziejów jest gejem!" 

 

"Harry Potter – związany z Tym-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać?" 

 

"Harry Potter i Mroczna Więź!" 

 

"Małżeństwo czy Czarna Magia?" 

 

I tak dalej, bez końca. Rezultat był podobny do wydarzeń z zeszłego roku, kiedy to “Prorok Codzienny” uznał 

go  za  niezrównoważonego  umysłowo,  obłąkanego  i  spragnionego  uwagi  za  wszelką  cenę.  Większość  Gryfonów 
spoglądała na niego z rezerwą; Ślizgoni unikali go jak zarazy (zresztą zachowywali się dziwnie od czasu, gdy Snape 
odrzucił swą przykrywkę w Hogsmeade); Puchoni wydawali się nie mieć o niczym pojęcia, podczas gdy w oczach 
Krukonów  pojawiały  się  przebłyski  zrozumienia.  Ale  najgorsze  ze  wszystkiego  były  złośliwe  komentarze,  które 
podążały za nim wszędzie, gdziekolwiek się udał. 

 

"Ja myślę, że pieprzyli się ze sobą już od miesięcy..." 

"Kto by pomyślał, że Potter buja się w tym tłustym draniu?" 

"Związki między nauczycielami a uczniami są zakazane, ale Potter zawsze był uprzywilejowany..." 

 

Uprzywilejowany?! Jak  gdyby KIEDYKOLWIEK  pragnął TEGO  przywileju! Pod koniec dnia  Harry czuł się 

jak wulkan tuż przed erupcją. 

  – Cóż, to musiało zostać zrobione, Harry – Luna skomentowała to na swój zwykły sposób, przyłączając się do 

nich  przy  stole  Gryffindoru.  –  I  Snape  to  nie  jest  taki  najgorszy  wybór  –  spojrzała  w  kierunku  stołu 

nauczycielskiego. 

  – Wyobraźcie sobie Flitwicka... – wymamrotał na to Ron. 

Hermiona  nie  mogła  powstrzymać  chichotu,  Dean,  który  siedział  w  pobliżu  i  słyszał  luźną  uwagę  Luny, 

roześmiał się. Z kolei Neville się skrzywił. 

  – Ron, to było obrzydliwe. 

Luna uniosła brew i spojrzała na niego, potem na Hermionę. 

background image

  – Obrzydliwe? – zapytała. – Czy to nie jest dyskryminujące względem profesora? 

Hermiona wzruszyła ramionami, wciąż walcząc ze śmiechem, ale Luna była całkowicie poważna, jak zawsze. 

Harry nie mógł się powstrzymać od gorzkiej uwagi, gdy tak na nich patrzył. 

  – To  moje  życie.  Cieszę  się,  że  przynajmniej  wy  macie  z  tego  zabawę!  –  Po  czym  skoczył  na  nogi  i  opuścił 

Wielką Salę. 

Hermiona wybiegła za nim i usiłowała przeprosić, ale Harry czuł się zbyt zraniony by jej wybaczyć. Poszedł do 

łóżka i zwinął się na nim, naciągając koc na głowę, i leżał tak, aż w końcu zmorzył go sen.   

Następnego dnia robił wszystko, by uniknąć rozmowy z kimkolwiek, siadając samotnie na samym końcu stołu 

Gryffindoru.  Prawie  uderzył  Rona,  gdy  ten  próbował  się  do  niego  przyłączyć,  a  kiedy  ten  w  końcu  usiadł  obok, 
Harry uciekł z Wielkiej Sali. 

  –  Harry,  nie  chcieliśmy  cię  zranić  –  mówił  ze  skruchą  jego  przyjaciel,  gdy  w  końcu  dopadł  chłopaka  przy 

wejściu do holu. – To był tylko żart... 

  – To jest moje życie, Ron – odparł zimno i odwrócił się od przyjaciela. – Dla ciebie to tylko dobra okazja, by 

się pośmiać. Ale Snape JEST moim... moim mężem czy kimkolwiek, JESTEŚMY małżeństwem, a przecież wiesz, 
jak bardzo go nienawidzę! 

Ron złapał go za ramię by go zatrzymać. 

  – Ale to tylko dokument żeby cię chronić! 

Harry okręcił się i zbliżył usta do ucha Rona. 

  – Tak uważasz? – wysyczał. – Więc jesteś w błędzie. Żeby to małżeństwo magicznie działało musimy uprawiać 

seks! 

Ron zachwiał się. 

  – Ale ty jesteś nieletni! I jesteś hetero! – zmarszczył brwi. – Czy... 

Harry zaśmiał się gorzko. 

  – A czy to ma jakieś znaczenie? 

Ron przełknął głośno. 

  – Oczywiście, że ma! Proszę, powiedz mi, że jesteś choć trochę... pedałowaty... 

  – Dlaczego? – głos Harry'ego trzasnął jak bicz. 

  – Bo... bo... – Ramiona Rona opadły bezsilnie. – To takie niesprawiedliwe, że musiałeś poślubić Snape'a, skoro 

nawet nie masz szansy, by... wynieść coś dobrego z tej sytuacji... 

Ron był tak niezwyczajnie poważny – i tak dziwnie dojrzały. Harry westchnął ciężko i wszelka złość nagle go 

opuściła. 

  – Tak jakby Snape był marzeniem każdego geja na Wyspach Brytyjskich... – Harry potrząsnął głową. – Nawet 

gdybym był "choć trochę pedałowaty", jak to ująłeś, Snape byłby ostatni na mojej liście. 

Ron westchnął ciężko. 

  – Rozumiem cię, kumplu.   

Zaskakujące,  ale  Harry  poczuł  się  trochę  lepiej.  Zrozumienie  Rona  pomogło  mu  bardziej,  niż  mogłoby  to 

uczynić całe mnóstwo kojących słów. 

background image

 

*** 

 

Jego drugi raz ze Snape'em był nawet gorszy niż pierwszy. Wtargnięcie było bardziej bolesne, prawdopodobnie 

z  powodu  strachu  po  pierwszym  razie,  i  Snape  potrzebował  znacznie  więcej  czasu  by  dojść.  I  choć  Harry  zdawał 
sobie sprawę, że Snape stara  się być ostrożny (nie był aż tak głupi, żeby tego nie  wyczuć), jego pchnięcia prawie 
rozdzierały chłopaka na dwoje. 

Ta "schadzka" złamała coś w Harry'm. Coś, co jak Harry był pewien, Snape zawsze chciał w nim złamać. Nie, 

nie  chodziło  o  fizyczny  ból,  jaki  odczuwał  w  trakcie  albo  po  stosunku,  ale  o  jego  tożsamość,  jego  najbardziej 
wewnętrzne  "ja".  Coś  się  rozpadło. To  było  tak,  jakby  stracił  ostatnią  nić  łączącą  go  ze  światem,  wolę  życia:  nie 
bywał głodny i nie mógł spać – czego konsekwencją był brak koncentracji na lekcjach. Tylko dzięki nieprzerwanym 
zrzędzeniem  Hermiony  udawało  mu  się  odrabiać  prace  domowe.  Pomagała  mu  i  jakoś  przetrwał  –  ale  tylko  do 
następnego piątku, kiedy to umył się i zrezygnowany udał do komnat Snape'a. 

Gdy  pukał  do  drzwi  nie  czuł  nawet  tego  strachu,  co  za  pierwszym  i  drugim  razem:  był  pusty,  tak  jakby 

obserwował siebie z boku, stojącego w tych okropnych szatach i okularach, czekającego, aż drzwi się otworzą... 

Twarz  Mistrza  Eliksirów  była  wymizerowana  i  bledsza  niż  zwykle,  gdy  wpuszczał  Harry'ego  do  środka.  Po 

zamknięciu za nim drzwi wskazał fotel naprzeciwko kominka. 

  – Usiądź, Potter. 

Harry  usiadł,  nieco  zirytowany  tym  nagłym  graniem  na  zwłokę.  Więc  prawie  –  ale  tylko  prawie  –  przegapił 

nerwowy  ruch  swego  nauczyciela,  gdy  Snape  przeczesał  dłonią  włosy,  drżąc  lekko,  a  jego  oczy  zamknęły  się  na 
dłuższą chwilę w widocznej obawie. Prawie zasłabł w swoim krześle na przeciwko Harry'ego. 

  –  Nie  mogę  tego  zrobić  –  wyrzucił  z  siebie,  wprowadzając  Harry'ego  w  zaniepokojenie.  –  Nie  mogę  tego 

więcej  robić  –  powtórzył  nieco  silniejszym  głosem.  Gdy  kontynuował,  jego  głos  stawał  się  coraz  bardziej 
opanowany.  –  Nie  pozwolę  ci  zrobić  ze  mnie  gwałciciela,  Potter.  Nie  sądzę,  żebym  zdołał  doprowadzić  się  do 
erekcji, nawet gdyby moje życie zależało od zerżnięcia cię! – wykrzyczał, ale Harry uznał, że w jego głosie brzmi po 
prostu frustracja i rezygnacja, a nie, jak zazwyczaj, złośliwość, więc spojrzał mężczyźnie w oczy. Snape wydawał się 
być na skraju załamania nerwowego i Harry  nagle zdał  sobie  sprawę, że  w  ciągu poprzednich dwóch tygodni  nie 
widział go nigdzie poza jego kwaterami. 

  –  Nigdy  nie  chciałem  cię  poślubić,  Potter  –  mówił  dalej  cicho,  z  każdego  słowa  przebijała  gorycz.  –  A  teraz 

wszyscy  moi  koledzy  oskarżają  mnie  o  maltretowanie  cię  albo  gwałcenie!  –  rozpaczliwy  śmiech.  –  I  nawet  nie 
wiedzą,  że  mają  rację,  ponieważ  ten  potężny  Harry  Potter  chce  się  bawić  w  męczennika,  w  ogóle  nie  myśląc  o 
innych ludziach wokół niego, a już na pewno nie o mnie... – krótka przerwa. – Wiesz co, Potter? Osobiście oddam 
cię  w  ręce  Czarnego  Pana.  Przynajmniej  odzyskam  jego  zaufanie  –  i  nie  będę  musiał  czuć  się  tak  brudny  każdej 
sekundy każdego dnia, widząc cię... gwałconego... przeze mnie... 

Harry początkowo nie zareagował, tylko przycisnął kolana do piersi i oplótł je ramionami. 

  – To nie moja wina – wyrzucił w końcu z siebie. 

Snape westchnął ciężko. 

  – Wiem. I moja też nie – przerwał. – Proszę, Potter... – głos mu się załamywał. – Nie rób mi tego. 

  – Cokolwiek zrobisz, to nigdy nie będzie za moim przyzwoleniem. 

  – Za moim również nie. 

background image

Harry pomyślał chwilę. 

  – Więc mówisz, że ja także jestem gwałcicielem. 

  –  Nie,  albo  też  nie  bardziej  niż  ja...  –  Snape  przykucnął  przy  jego  fotelu  i  położył  mu  rękę  na  ramieniu.  – 

Potter,  wiem,  że  uczyniłem  wiele...  okrutnych  rzeczy  w  przeszłości...  ale...  dlaczego  nie  możesz  zrozumieć?  To 
wszystko nie jest skierowane przeciwko tobie, znacznie bardziej przeciwko mnie, a ty... ty... – Zerwał się na nogi. – 

Nienawidzę cię! – I odwrócił się. 

Harry poczuł, że jest mu dziwnie trudno złapać oddech, gdy te pełne goryczy słowa dotarły do jego umysłu. A 

gdy mężczyzna wciąż stał nieruchomo, wyczuł w jego postawie zdecydowanie. 

  – Nienawidzę tego... – wymamrotał. 

Snape nadal stał w bezruchu. 

  – Nie chciałem tego...   

Ale Snape też tego nie chciał... Harry spróbował wyobrazić sobie tę sytuację z jego punktu widzenia... 

Snape, upokarzany przez Jamesa Pottera – a teraz on, syn Jamesa, jeszcze pogłębia jego wcześniejsze poczucie 

poniżenia  i odarcia  z  człowieczeństwa...  Ale  czuł takie  obrzydzenie  i był przerażony...  A teraz byli  w takiej a  nie 
innej  sytuacji  i  jeśli  unieważniliby  to  małżeństwo,  wyszłoby  na  to,  że  oddał  swoje  dziewictwo  i  stracił  duszę  na 
darmo... ale mógłby oddać więcej niż dziewictwo, by to zakończyć! 

To nie było takie proste. I jak się nad tym poważnie zastanowić, bycie rżniętym przez Snape'a raz na tydzień i 

posiadanie wciąż swojej magii było niezaprzeczalnie lepsze niż bycie zgwałconym przez Voldemorta raz, i śmierć z 
powodu utraty energii magicznej. A Snape nie próbował majstrować z jego magią, wiedział o tym. 

  –  Więc  dobrze  –  Wstał.  –  Ja  to  zrobię  –  Przełknął  ciężko.  Tak  naprawdę  wciąż  nie  wiedział,  czym  jest  owo 

"to". 

Snape  odwrócił  się  w  jego  stronę.  Patrzyli  na  siebie  przez  chwilę  z  obrzydzeniem  i  z  nieufnością,  ale  też  i  z 

rezygnacją. 

  – Jestem taki szczęśliwy – głos Snape'a ociekał sarkazmem, ale mężczyzna powstrzymał się od złośliwości.  – 

Przygotowałem kilka rodzajów nawilżaczy; są na półce w łazience. Zrobiłem także maść na wypadek zranień. Też 
na półce. Nie  wahaj się  ich użyć. Będziemy eh... robić to na zmianę, oczywiście  nie będziesz na dole, póki twoje 
rany się nie zagoją. Będziesz mnie informował, kiedy będziesz gotów. Ten, który będzie bierny, będzie się wcześniej 
przygotowywał w łazience. Dzisiaj pokażę ci, jak się to robi. 

Harry wzdrygnął się. 

  – Dobrze. 

W  ciągu  następnej  godziny  otrzymał  drobiazgową  lekcję  na  temat  seksualnej  higieny,  różnych  typów 

nawilżaczy  i  ich  nakładania,  i  wreszcie  o  zastosowaniu  maści.  Na  koniec  Snape  dał  mu  koszulę  nocną  "tylko  na 
piątki”
 i odesłał go, by samemu się przygotować. 

Akt był niezdarny i niepewny, gdyż Harry w ogóle nie miał wprawy. Był tak zdenerwowany, że miał trudności z 

doprowadzeniem  się  do  wzwodu przy użyciu  nawilżacza,  a  gdy  w  końcu  mu się to udało i odwrócił  się  w  stronę 
Snape'a, zrobiło mu się słabo. Czy naprawdę musi... pieprzyć swojego nauczyciela? 

Snape uklęknął i zadarł swoją koszulę nocną do pasa, by dać Harry'emu dostęp, ale chłopak trząsł się tak bardzo, 

że zwykłe uklęknięcie stawało się niemożliwością. W końcu Snape odwrócił się do niego i lekkim pchnięciem ułożył 
go  na  łóżku,  po  czym  usiadł  na  nim  okrakiem.  W  następnej  chwili  Harry  poczuł,  że  jest  pochłaniany  przez  coś 

background image

bardzo ciepłego i ciasnego, jego uprzednio zamknięte oczy (kiedy je zamknął?) otworzyły się szeroko i w panującym 
półmroku ujrzał Snape'a, jak porusza się w górę i w dół na jego członku. 

To  było  dobre,  takie  dobre... i  Harry  nienawidził  siebie  za  to,  ale  pochłaniało  go  to  niezwykłe  uczucie  bycia 

wewnątrz  Snape'a...  Jego  oddech  przyspieszył,  coś  w  jego  lędźwiach  zaczęło  eksplodować  i  doszedł,  oddychając 
ciężko, ale Snape kołysał się jeszcze na nim delikatnie do czasu, aż ostatnie dreszcze ustały i Harry opadł bezwładnie 
na łóżko. Wtedy mężczyzna wstał z niego ostrożnie i niepewnie dotknął jego ramienia. 

  – Idź. Możesz zająć łazienkę pierwszy. 

 

*** 

 

Ponury nastrój nie opuszczał  Harry'ego. Wciąż był zagubiony, może nawet bardziej zagubiony, niż  wydawało 

mu się to możliwe, a egzaminy zbliżały się nieubłaganie. Zdawał sobie sprawę, że jeśli nie skoncentruje się trochę 
bardziej,  nie  zda,  ale  nie  mógł  zebrać  się  w  sobie.  Przynajmniej  nauczyciele  go  nie  dręczyli  i  nawet  Hermiona 
zostawiła go w spokoju, kiedy już  napisał  wszystkie  wymagane eseje i przeczytał obowiązkowe  materiały. Jednak 
sytuacja ta nie umknęła uwadze Snape'a, więc następnego piątkowego wieczoru mężczyzna nie pozwolił mu wrócić 
do pokoju wspólnego Gryffindoru, tylko zatrzymał go w salonie. 

  – Potter, tak nie może być dłużej. Weź się w garść! Te egzaminy są bardzo ważne dla twojej przyszłości! To 

tylko dwa tygodnie, potem będzie koniec! 

Harry podniósł wzrok na swojego męża i pomyślał, że to chyba ich pierwsza uprzejma rozmowa. Jednak w jego 

wnętrzu  wciąż  jeszcze  panował  zbyt  wielki  chaos,  by  odpowiednio  się  skupić,  więc  patrzył  na  Snape'a  pustym 
wzrokiem. 

  – Nie mogę – wychrypiał. 

  – Musisz, idioto! Niszczysz sobie życie! 

Ten zarzut poruszył coś w Harrym, który zerwał się na nogi. 

  – Nie masz prawa mieszać się w moje życie. Nie masz prawa prawić mi kazań na temat mojej przyszłości. To 

ty w pierwszej kolejności przyczyniłeś się do tego, by ją zrujnować. 

  – To był pomysł Dumbledore'a. 

  – Co? Poniżanie mnie przed całą klasą? – Zrozumienie wypłynęło na twarz Snape'a, zbladł. – Chciałem zostać 

Aurorem, ale udało ci się wywalić mnie z Zaawansowanych Eliksirów! Wykopałeś mnie z lekcji Oklumencji! Tylko 
dlatego, że byłeś zbyt głupi, by zauważyć, że jestem sobą, nie moim ojcem ani ojcem chrzestnym, ale sobą! – Harry 
już krzyczał. – A teraz to! – machnął dłonią wokół. – Powiedziałem wam obu, tobie i Dumbledore'owi, że nie byłem 
i nie jestem gejem, ale nie słuchaliście i zmusiliście mnie do tego, doprowadziliście do tej sytuacji, a teraz to zżera 
mnie żywcem! Brzydzę się tobą i samym sobą! Gdy coś zjem, zaraz to zwracam! Kiedy próbuję zasnąć, czuję twoje 
ręce  wszędzie  na  swoim  ciele  i  to  jest  obrzydliwe,  budzę  się  i  rzygam  na  własne  łóżko!  NIENAWIDZĘ  CIĘ!  – 
wrzasnął resztą powietrza w płucach, po czym odwrócił się na pięcie i opuścił kwatery Snape'a. 

Co dziwne, następnego dnia czuł się znacznie lepiej. Na tyle dobrze, że mógł się pouczyć, więc wziął książki i 

poszedł  na  dwór.  Dzień  był  piękny,  słoneczny  i  ciepły,  więc  starając  się  nie  myśleć  o  poprzedniej  nocy  w  łóżku 
Snape'a, przyłączył się do Rona i Hermiony siedzących nad jeziorem. 

Nie trwało to jednak zbyt długo. W niedzielę rano, obudziwszy się po koszmarze, Harry znów musiał spędzić 

trochę czasu w łazience, drżąc i wymiotując, aż jego żołądek stał się całkiem pusty. Koszmar, rzecz jasna, dotyczył 

background image

jego i Snape'a  w sypialni, tego, jak w poprzedni piątek, na kolanach, pieprzyli się jak zwierzęta, a raczej, mówiąc 
dokładnie, on pieprzył Snape'a i miał wtedy orgazm... 

Jakim obrzydliwym stworzeniem się stał... By odczuwać przyjemność z robienia tego z nim

Nienawidził swojego zdradliwego ciała, swojego przeklętego penisa i Snape'a, i Voldemorta, i Dumbledore'a... 

Ale siebie samego nienawidził najbardziej. 

Nie poszedł na  śniadanie. Zamiast tego po prostu wyszedł, szukając zacisznego miejsca, i  spędził w nim cały 

dzień, rozmyślając. Gdy Hermiona go znalazła i zaczęła zrzędzić o pracy domowej i nauce, nie potrafił nawet zebrać 
w sobie tyle złości, żeby ją odesłać. W oszołomieniu pozwolił zaciągnąć się do Wielkiej Sali na obiad (przegapił i 
śniadanie i lunch), gdzie pilnowała, by jadł, a później, w pokoju wspólnym, nie zostawiła go dopóki nie skończył 
swojej pracy domowej. 

Nadszedł ostatni tydzień wolny od egzaminów, a Harry wciąż trwał w oszołomieniu, nie wiedząc, co się wokół 

niego  dzieje.  Gdy  McGonagall  zatrzymała  go  po  Transmutacji  na  chwilę  rozmowy,  nie  potrafił  nawet  zrozumieć 
pytania, dopóki nie powtórzyła go po raz trzeci. 

  – Czy... czy profesor Snape zrobił ci coś... niewłaściwego? – spytała, a Harry zaśmiał się gorzko. 

  –  Nie  –  odpowiedział  po  chwili.  –  Profesor  Dumbledore  mi  to  zrobił,  z  pani,  Lupina  i  Moody'ego  pomocą. 

Miłego dnia – dodał i odszedł, nie zważając na zmartwione i pełne bólu spojrzenie Opiekunki swojego domu. 

Tydzień  minął  i nadszedł kolejny piątek, z  następną  kopulacją. Tym  razem to Snape  był na  górze, co było  w 

pewien sposób łatwiejsze do zniesienia. Maść wygoiła zranienia Harry'ego, a lekcja o skutecznym przygotowaniu się 
też zrobiła swoje, więc teraz nie było to dla Harry'ego tak bolesne, chociaż czuł się niezręcznie i nie na miejscu. Nie 
doszedł  (tak  jak  Snape  nie  doświadczył  tego  poprzednio;  widocznie  obaj  uznali  za  wysoce  żenujące  bycie 
posuwanym  i  spuszczanie  się  w  tym  samym  czasie),  co  sprawiło,  że  następny  dzień  był  jakiś  łatwiejszy,  więc 
pierwsze egzaminy poszły mu lepiej, niż przypuszczał. 

I egzaminy minęły, jak i ostatnie dni roku szkolnego. Dwa dni przed końcem semestru Harry został wezwany do 

gabinetu Dumbledore'a. 

  – Zostaniesz  tego lata z Severusem  – poinformował  go starzec i Harry przyjął to bez protestów. I tak byłyby 

bezcelowe, a chciał opuścić gabinet tak szybko, jak to możliwe. 

Nadszedł  ostatni  dzień  roku  szkolnego,  jego  przyjaciele  wyjechali,  a  on  został  w  Hogwarcie  sam;  sam  ze 

Snape'em,  Dumbledore'em  i  Filchem.  Nigdy  w  życiu  nie  czuł  się  bardziej  samotny.  No,  może  nie  nigdy  w  życiu, 
ale... 

Jednak Snape zaskoczył go. Mężczyzna przyjął wieści o ich wspólnym zamieszkaniu zdumiewająco spokojnie. 

Nie wściekał się, nie szalał i właściwie zostawił chłopaka samemu sobie. Nawet kiedy wydawał się być zirytowany 
jego zachowaniem, powstrzymywał się od docinków i zamiast tego po prostu wychodził. 

Przez pierwsze dwa tygodnie Harry prawie nie opuszczał swojego pokoju, wychodząc jedynie do łazienki albo 

żeby coś zjeść, oczywiście starannie unikając Snape'a. Ale gdy już odrobił letnią pracę domową i wypełnił wszystkie 
szkolne  obowiązki,  okazało  się,  że  nie  ma  nic  do  roboty.  Zaczął  więc  pogrążać  się  w  depresji,  powoli,  lecz 
nieubłaganie. Piątek stał się czymś prawie upragnionym... 

Ale nie był taki, pomyślał później, z powrotem w swoim łóżku. To było krótkie i zimne, i Harry czuł się po tym 

nawet bardziej samotny niż wcześniej. 

Czwartego dnia trzeciego tygodnia wakacji Snape odwiedził go w jego pokoju. 

  – Wybieram się do Hogsmeade. Jeśli chcesz, możesz pójść ze mną. 

background image

Właściwie to nie miał ochoty, ale to było lepsze niż leżenie na łóżku i gapienie się w sufit, więc kiwnął głową, 

po  czym  ubrał  się  i  dołączył  do  Snape'a  w  salonie.  Mężczyzna  uniósł  brew  na  widok  jego  łachów,  ale  nie 
skomentował  ich,  za  co  Harry  był  prawdziwie  wdzięczny.  Dzień  był  przyjemny  i  ciepły,  co  wkrótce  poprawiło 
chłopakowi humor na tyle, że nawet zaczął rozmowę ze swym nauczycielem. 

  – Proszę pana, co będziemy robić w Hogsmeade? 

Snape skrzywił się z niezadowoleniem, ale odpowiedział mu. 

  –  Pójdziemy  do  księgarni  i  kupimy  pewne  składniki  do  eliksirów...  Może  też  inne  rzeczy,  jeśli  chcesz... 

Możemy też zjeść lunch w Trzech Miotłach. I nie mów do mnie "proszę pana", mów mi Snape. 

  –  Dobrze  –  wymamrotał  Harry  i  nie  powiedział  już  ani  słowa  do  lunchu,  kiedy  to  musiał  zamówić  sobie 

posiłek, ale potem znów pogrążając się w milczeniu. W drodze powrotnej jego depresja wróciła z nową siłą i poszedł 
odrętwiały do swojego pokoju. 

To otępienie towarzyszyło mu również następnego dnia, a tu znowu nadszedł piątkowy wieczór, ze Snape'em na 

górze. Harry przygotował się w zimnej łazience, założył koszulę nocną i poszedł do łóżka, gdzie Snape już na niego 
czekał.  Klęczenie  w  ciemnościach  i  czekanie  na  zwyczajową  penetrację  sprawiało,  że  był  bardziej  zimny  i 
pozbawiony  godności  niż  kiedykolwiek.  Snape  zapewne  to  wyczuł,  ponieważ  tym  razem  próbował  dotknąć 
obojętnego członka chłopaka w trakcie stosunku, ale Harry, przerażony, wyszarpnął się gwałtownie i spadł z łóżka. 
Złamał  sobie  przy  tym  nadgarstek,  czemu  towarzyszyło  okropne  chrupnięcie.  Kiedy  Snape  zapalił  pochodnię, 
chłopak klęczał na podłodze trzymając się za złamaną rękę i przełykając łzy. 

Mężczyzna sięgnął po różdżkę i nim Harry zdążył powiedzieć słowo, uzdrowił bolący nadgarstek. Zaczekał, aż 

chłopak uspokoi oddech, po czym zaprowadził go do łazienki, gdzie Harry – sam – umył się i przygotował jeszcze 
raz, a następnie wrócił do łóżka. 

  – Musimy to zrobić. I proszę, nie dotykaj mnie w trakcie... w trakcie tego, dobrze? – powiedział cicho, a Snape 

kiwnął głową. 

Ale gdy już było po wszystkim, nie pozwolił chłopakowi odejść, tylko przywołał wilgotny ręcznik i delikatnie 

wytarł nim ich obu. 

  – Zostań tu na noc – zaproponował łagodnym głosem, przyciągając Harry'ego bliżej i przykrywając go kołdrą. 

Chłopak  chciał  się  wyrwać,  ale  mężczyzna  był  ciepły,  a  on  sam  był  przemarznięty  od  tak  dawna...  Ramiona 

przycisnęły go do kościstej piersi, tak, że Harry mógł słyszeć regularne bicie serca, a ręka Snape'a zaczęła zataczać 
na  jego  plecach  uspokajające  koła.  Nie  będąc  w  stanie  się  powstrzymać,  chłopak  wciągnął  w  nozdrza  zapach 
mężczyzny, przygotowany na uczucie obrzydzenia z powodu woni eliksirów i jakichś gnijących i oślizgłych rzeczy, 
ale Snape pachniał lanoliną i ledwo wyczuwalnym potem, i co dziwne, nie było to odpychające, a raczej ludzkie i 
dodające otuchy, więc Harry przytulił się mocniej. Mężczyzna nie przestawał gładzić jego pleców, a nawet założył 
nogę na jego uda i przygarnął go bliżej. 

Harry  spiął  się  na  chwilę,  spodziewając  się  dotyku  twardego  członka  mężczyzny  na  swoim  brzuchu,  ale  nic 

takiego się nie stało. Snape był rozluźniony, a jego gest był po prostu okazaniem życzliwości. Więc chłopak również 
się zrelaksował i, zanim zdążył to powstrzymać, łzy zaczęły wypływać mu spod powiek. Chwycił w garści materiał 
koszuli  Snape'a,  czując,  że  jest  coraz  bardziej  mokra,  a  mężczyzna  po  prostu  trzymał  go  i  głaskał  uspokajająco, 
dopóki Harry nie wylał wszystkich łez i z pół westchnieniem, pół szlochem, nie zasnął w jego objęciach. 

Następnego ranka Snape obudził go znacznie wcześniej, niż chłopiec zwykle wstawał sam. 

  –  Śniadanie  na  stole.  Nie  wahaj  się  do  mnie  dołączyć  –  powiedział  po  prostu,  ale  bez  tego  zwyczajowego 

chłodu,  co  złagodziło  zdenerwowanie  Harry'ego.  W  drodze  do  swojego  pokoju  musiał  przejść  przez  salon  i 

background image

zaczerwienił się, skrępowany. Wciąż miał na sobie tę wstrętną koszulę nocną, podczas gdy Snape był już ubrany i 
najwyraźniej na niego czekał, czytając coś, co wyglądało jak jakieś czasopismo. Nie podniósł wzroku dopóki Harry 
nie wrócił ze swojego pokoju, już ubrany. 

  – Jakie masz plany na dziś, Potter? 

Harry zauważył, że tym razem własne nazwisko nie zabrzmiało mu w uszach tak boleśnie. “To pewnie ten ton, 

który sprawiał, że brzmiało jak obelga”, zadumał się. 

  – Nie mam żadnych planów na dziś – odpowiedział uprzejmie, po czym przysunął sobie miseczkę z owsianką. 

  – A co z twoją pracą domową? – Snape smarował masłem tost. 

  – Już odrobiłem. – Owsianka była trochę słodka, ale nie za bardzo. 

Cienka warstwa dżemu pomarańczowego została rozsmarowana na pokrytym masłem toście. 

  – Mogę dać ci listę przyszłorocznych lektur obowiązkowych. Jeśli się nie mylę, większość z nich znajdziesz na 

moich  półkach.  –  Machnięciem  dłoni  wskazał  na  regały,  zapełnione  bezładnie  książkami,  zwojami  pergaminu, 
czasopismami,  oprawionymi  lub  nieoprawionymi  obrazami  i  ilustracjami.  –  To  znaczy,  jeśli  będziesz  szukał 
wystarczająco wytrwale... 

Harry zdobył się na niepewny półuśmiech. 

  – Dzięki. 

  – I możesz latać na boisku, ale musisz mnie o tym wcześniej poinformować. 

Harry kiwnął głową. 

  – A mogę popływać czasem w jeziorze? 

  – Tak, ale o tym również uprzedzaj mnie wcześniej. 

Chłopak wyszczerzył się. 

  – Um... Snape? Chciałbym popływać dzisiaj po południu... 

Mężczyzna zmarszczył brwi w zamyśleniu. 

  – Dobrze, lunch o drugiej. Pójdziemy zaraz potem. 

My? Harry spojrzał na niego pytająco, ale Snape patrzył na ostatni kęs swojego tostu. 

Po śniadaniu Harry otrzymał listę książek i znalazł trzy z obowiązkowych w chaosie na półkach, a wraz z nimi 

pięć nieobowiązkowych, ale o intrygujących tytułach, po czym spędził czas do lunchu na czytaniu. 

  – Jesteś gotowy? – zapytał Snape, gdy skończyli jeść. Harry chwycił ręcznik. 

Snape był nudnym towarzyszem, tylko siedział w cieniu, czytając i robiąc notatki, od czasu do czasu zerkając na 

Harry'ego, który założył swoje  bokserki (po Dudleyu  oczywiście,  więc stale groziły zsunięciem się  ze  szczupłych 
bioder chłopca). Parsknął, gdy woda  wymyła soczewkę kontaktową z jego oka. Nieco zdenerwowany podszedł do 
Snape'a i uśmiechnął niepewnie. 

  – Proszę pana... um, Snape, wypadła mi soczewka... Czy mógłbyś mi pomóc? 

Przewracając  oczami,  mężczyzna  przywołał  ją,  oczyścił  zaklęciem  i  polecił  chłopcu  uklęknąć.  Gdy  ten 

posłuchał, ostrożnie włożył ją na miejsce. 

  – Widzę, że ty również nie uniknąłeś próżności, Potter... 

background image

Harry zarumienił się, ale nie odpowiedział. Noszenie kontaktów było znacznie wygodniejsze niż okularów, choć 

wciąż jeszcze miał swoją parę i zakładał je od czasu do czasu. 

  – Dlaczego przyszedłeś tu ze mną? – zapytał zamiast tego. 

  – Jesteś pod moją ochroną. Jeśli utopisz się w jeziorze albo skręcisz sobie kark latając, Dumbledore mnie zabije 

– odpowiedział Snape, jakby wyjaśniał rzecz oczywistą. – Chcesz już wracać, czy wolisz jeszcze...? – wskazał dłonią 
jezioro. 

Harry wstał. 

  – Nie chcę jeszcze wracać... – I zobaczył, że Snape już na powrót schował się w swojej książce. 

Kilka  następnych  dni  Harry  spędził  głównie  w  towarzystwie  Snape'a,  czytając  lub  ucząc  się.  Mężczyzna 

pozwalał  mu latać lub pływać  kiedy tylko zechciał;  widać było, że bardzo stara  się  dostosować. W zamian Harry 
zaoferował  mu swoją  pomoc  i,  ku jego ogromnemu zdumieniu, Snape  przyjął  ją,  więc  od czasu do czasu chłopak 
pojawiał się w jego laboratorium i robił, co mu polecono. 

Ich  wzajemna  niechęć  wciąż  istniała,  ale  była  już  dużo  słabsza.  Rozmawiali  ze  sobą  uprzejmie,  starannie 

unikając wszelkich "kłopotliwych" tematów, wszystkiego, co było zbyt osobiste albo dotyczyło ich małżeństwa

Harry zwykle spędzał noce we własnym łóżku, poza piątkowymi, kiedy Snape zawsze zatrzymywał go po ich 

zwyczajowych... kopulacjach, które także stały się łatwiejsze do zniesienia. Te noce były takie dziwne... Po seksie 
leżeli pod ciężkimi przykryciami, Snape trzymał Harry'ego w objęciach, czekając, aż chłopak się uspokoi i zaśnie, 
plecami  wtulony  w  pierś  mężczyzny,  z  długą  nogą  oplatającą  jego  uda...  Z  upływem  czasu  uczucie  ustawicznych 
mdłości, spowodowanych nienawiścią do samego siebie, zaczęło znikać, pozostawiając za sobą cień poczucia winy, 
który  Harry  starał  się  ignorować.  To  nie  była  jego  wina,  że  musiał  trwać  w  tym  homoseksualnym  małżeństwie  z 
mężczyzną, którego nienawidził. Nie było jego winą również to, iż jego własne ciało wyraźnie czerpało przyjemność 
z obecności Snape'a, wystarczająco, by osiągnąć orgazm; wyrzuty sumienia tylko wszystko utrudniały. 

Pewnej  nocy  Harry  znowu  się  załamał,  owładnęło  nim  poczucie  winy.  Snape  trzymał  go,  dopóki  łzy  nie 

przestały płynąć i nie rozluźnił się w jego uścisku, wtedy zapytał cicho: 

  – Co się dzieje? 

  – To – odpowiedział chłopak, czując tors mężczyzny przyciśnięty do jego pleców, długą nogę obejmującą jego 

uda, ramię pod głową i rękę, zataczającą małe uspokajające koła na jego piersi. Dłoń zatrzymała się. 

  – Przepraszam. Sądziłem, że to może pomóc... 

Gdy Harry poczuł, że mężczyzna wycofuje się powoli, potrząsnął głową i złapał jego rękę, by go powstrzymać. 

  –  Nie,  nie  to.  To  znaczy  nie...  nie  ta  część.  To  naprawdę  miłe  i...  to  pomaga.  Ale...  to  wszystko.  Seks.  Nie 

jestem gejem i nie lubię cię, więc to nie powinno być... 

  – Jakie? 

  – Takie dobre – wyszeptał. 

  – Czy to jest dobre? – niedowierzanie zabrzmiało w głosie Snape'a. 

  –  Mam  orgazm  za  każdym  razem  gdy...  gdy  jestem  na  górze.  –  Harry  zaczerwienił  się  i  przełknął  ciężko, 

ściskając mocniej dłoń Snape'a. 

  –  Osiąganie  orgazmu  w  czasie  stosunku  seksualnego  nie  ma  nic  wspólnego  z  "czymś  dobrym".  To  tylko 

fizyczna  reakcja  twojego  ciała  –  odpowiedział  mężczyzna  ze  spokojem.  –  Tak  jak  twój  głód  znika  po  napełnieniu 
żołądka. Nawet jeśli jedzenie ci nie smakowało. 

background image

  – Ale seks to co innego... Musimy jeść, aby przeżyć. A seks nie jest niezbędny do życia. 

  – W twoim przypadku jest – przypomniał mu Snape, na co Harry skinął głową. 

  –  Ale  wciąż  czuję  się...  sam  nie  wiem.  Jakby  nie  na  miejscu.  To  jest  takie  intymne.  I  powinno  być  czymś 

więcej. Jak dar jednej osoby dla drugiej. A nie obowiązek. Nie obrzydliwe jedzenie, które musisz pochłonąć tylko po 
to, by przeżyć. 

Harry  odwrócił  się  i  teraz  leżeli  twarzą  w  twarz.  Mógł  widzieć  połyskujące  w  półmroku  oczy  Snape'a  i 

niepewnie dotknął jego piersi. 

  – Przepraszam. 

  – Nie masz za co przepraszać. – Snape przytulił go mocniej. 

  – Gdyby to nie było dla mnie, mógłbyś być teraz z kimś innym... 

  – Życie pełne jest rzeczy, które robić musimy, nawet jeśli nam się one nie podobają. To małżeństwo jest jedną 

z nich. To nie moja ani twoja wina. Tak się po prostu stało: zostałeś przeklęty, a ja byłem jedyną osobą w pobliżu, 
która mogła ci pomóc. 

  – Ale nienawidziłeś mnie... 

  – Nie zrobiłem tego dla ciebie. Zrobiłem to dla dyrektora. 

  – Wiem o tym, nie jestem aż tak głupi. Chciałem tylko powiedzieć, że... dziękuję ci. Za to, że poślubiłeś mnie, 

mimo wszystko. 

  – Byłem mu to winien. 

  – Ale nie mógłby nic zrobić, gdybyś odmówił. 

  – Nie rób tego, Potter – warknął Snape z irytacją, zaskakując tym chłopaka. 

  – Czego? – Harry spojrzał na niego zmieszany. 

  – Ty... sprawiasz, że zaczynam żałować wszystkiego, co kiedykolwiek ci powiedziałem albo zrobiłem... 

Zmieszanie chłopca wzrosło. 

  – Ale ja tylko chciałem przeprosić... 

Silne ramiona mężczyzny ścisnęły go mocniej. 

  – Och, zamknij się, Potter. 

Harry wtulił się bardziej i położył głowę na ramieniu Snape'a, czołem dotykając jego obojczyka. 

  – Nie nienawidzę cię, wiesz – wymamrotał. 

  –  Ja  ciebie  też  nie  nienawidzę  –  mężczyzna  dmuchnął  w  jego  włosy  i  zaśmiał  się  cicho.  Po  chwili  Harry 

również się uśmiechał. 

  – To prawie romantyczne, prawda? 

  – Śpij. 

 

*** 

 

background image

Jego  urodziny  spędzili  na  Ulicy  Pokątnej,  gdzie  Snape  zaciągnął  go  do  sklepu  Madame  Malkin  i  zmusił  do 

skompletowania  nowej  garderoby.  Harry  nie  był  tym  specjalnie  zaskoczony;  już  dawno  zauważył  sposób,  w  jaki 
Snape patrzył na jego za duże i znoszone ubrania. 

  –  Mój  mąż  nie  będzie  chodził  w  łachmanach  –  zawyrokował,  jak  gdyby  ucinając  jakąś  długą  dyskusję,  choć 

Harry nigdy mu się nie sprzeciwił w tej kwestii. 

Więc chłopak nie oponował, ale na końcu to on zapłacił rachunek, co rozzłościło Snape'a tak bardzo, że wyszli 

ze  sklepu  głośno  się  kłócąc  i  nadal  sprzeczali  się  na  środku  ulicy.  W  końcu,  jako  rozwiązanie  kompromisowe, 
mężczyzna kupił Harry'emu podręczniki, których potrzebował, oraz zaprosił go na lody do Fortescue. 

W sumie to był całkiem miły dzień. 

Lecz nic, co dobre, nie trwa wiecznie. Harry miał przerażającą wizję tej nocy, tak silną, że prawie go zabiła, i 

obudził się potrząsany przez Snape'a, zlany potem i drżący. 

  –  Musimy  wznowić  lekcje Oklumencji  –  powiedział  mężczyzna  cicho,  ale  Harry  był  wciąż  zbyt  roztrzęsiony 

pod  wpływem  wizji,  by  zareagować.  Snape  obserwował  go  przez  chwilę,  po  czym,  powziąwszy  nagłą  decyzję, 
zwinął się obok niego, nie chcąc zostawić swego niewątpliwie cierpiącego "ciężaru" samego. 

Ten gest zaskoczył Harry'ego, ale nie protestował i tłumiąc poczucie winy, schował twarz na piersi mężczyzny, 

pozwalając  mu  się  obejmować.  "W  końcu  jest  moim  mężem”,  przekonywał  się  w  myślach.  “I  może  nawet  ja 
zasługuję na odrobinę ludzkiego ciepła..."
 To było takie wspaniałe, że ktoś go trzyma, pociesza, i od tej chwili Harry 
już wiedział, że Snape może i będzie wciąż jego przeciwnikiem, ale już na pewno nie wrogiem. 

  – Jeśli ci to przeszkadza, mogę sobie pójść – wyszeptał mu do ucha mężczyzna, a Harry zdał sobie sprawę, że 

znowu płacze. 

  – Nie, tak jest dobrze – chłopak przytulił się mocniej. – Nie wiem, co jest ze mną nie tak... Ta... bliskość jest 

tak dobra i jednocześnie niewłaściwa w tym samym czasie... 

  – Musisz w końcu przestać obarczać się winą za rzeczy, za które nie jesteś odpowiedzialny. To nie grzech czuć 

się  dobrze  w  czyichś  objęciach.  To  jest  ludzkie.  Cierpisz.  Potrzebujesz  pocieszenia.  Ja  je  oferuję.  To  nie  ma  nic 
wspólnego z seksem czy byciem gejem... 

  – Więc z czym? 

  – To kwestia dodawania otuchy. Troski, być może. 

Harry nie  pytał o  nic  więcej, ale  odpowiedź  Snape'a  zaskoczyła go.  Czy  mężczyzna rzeczywiście  się  o  niego 

troszczył? 

 

*** 

 

W sierpniu samopoczucie Harry'ego znacznie się poprawiło, powoli uczył się jak żyć w sytuacji, o którą nigdy 

nie prosił. Nie liczyło się, co myślał na ten temat wcześniej; Snape miał rację: życie zawsze pełne było rzeczy, które 
mu  się  nie  podobały  i  których  robić  nie  chciał,  ale  musiał  jakoś  przez  nie  przejść,  w  ten  czy  inny  sposób.  Bycie 
poślubionym Snape'owi było tylko jedną spośród wielu innych. 

Ron  i  Hermiona  ucieszyli  się,  widząc  go  uśmiechającego  się  i  jedzącego  znów  normalnie,  po  tym  ostatnim 

tygodniu poprzedniego roku. I choć otrzymywali  wiadomości od Harry'ego, w których pisał, że  naprawdę jest już 
wszystko w porządku, nie przestawali się denerwować, dopóki nie zobaczyli go zdrowego i opalonego. 

background image

  – Tak się cieszę, że znowu wszystko z tobą w porządku – powiedziała mu Hermiona, a Harry tylko uśmiechnął 

się krzywo. 

  – Snape nie traktował mnie aż tak źle. 

  –  Jak  wam  się  układa...  razem?  –  Ron  spojrzał  na  niego  i  Harry  ujrzał  niewypowiedziane  pytanie  w  jego 

oczach. 

  – Dużo lepiej – odpowiedział poważnie. – W każdym sensie. 

  –  Och  –  Ron  odchylił  się  na  swoim  krześle.  –  Rozumiem  –  dodał  z  zakłopotaniem.  –  A...  gdzie  będziesz 

mieszkał w trakcie roku szkolnego? 

  – W dormitorium, oczywiście – odparł Harry, uśmiechając się na widok miny przyjaciela. I dodał: – Wciąż nie 

jesteśmy um... romantycznie zaangażowani, Ron. 

Hermiona nie mogła powstrzymać chichotu, a rudowłosy chłopak zaczerwienił się. 

  – Rozumiem. 

 

*** 

 

– Słyszałem, że idzie ci znacznie lepiej na zajęciach – powiedział Snape w piątek w nocy. Odkąd nie mieszkali 

już razem, spotykali się tylko w piątki i Harry zaskoczył ich obu spędzaniem tych nocy ze swoim mężem, jak zwykł 
to robić latem. 

  – To dzięki tobie – ziewnął. 

  – Dzięki mnie? – w głosie Snape'a brzmiało szczere zdziwienie. 

  – Oczywiście. Bardzo mi pomogłeś. Powiedziałeś, które książki powinienem przeczytać, poprawiłeś moje eseje 

i udzieliłeś kilku ważnych wskazówek, jak powinienem je pisać; nawet nauczyłeś mnie paru rzeczy, których jeszcze 
nie przerabialiśmy... i, co najważniejsze, pomogłeś mi wyjść z tej głupiej depresji... 

  – ...Którą właściwie sam spowodowałem – dokończył Snape. 

  –  Nie  –  zaprotestował  chłopak.  –  To  Voldemort  ją  spowodował,  a  później  Dumbledore.  Ty  byłeś  –  jesteś  – 

jedynie kolejną ofiarą tej pułapki. A mimo wszystko mi pomogłeś. Więc jestem ci winien ogromne podziękowania. 

  – Nonsens. Nie jesteś mi nic winien – Snape próbował powiedzieć to z lekceważeniem, ale zabrzmiało raczej 

jak zakłopotanie i może... wzruszenie? 

  – Nie bądź idiotą, Snape. Obaj wiemy, jak było naprawdę. I obaj wiemy, jak dobry byłeś dla mnie, gdy... och, 

daj  spokój!  –  zakrzyknął.  –  Byłem  kompletnym  wrakiem,  a  ty  to  zauważyłeś  i  ofiarowałeś  mi  ludzki  kontakt... 
przecież wiesz, o czym mówię... 

  – Każdy inny na moim miejscu zrobiłby to samo – Snape uparcie bagatelizował swoją rolę. 

  – Ale to byłeś ty – powiedział Harry poważnie. – Dziękuję. 

  – Potter, ja... 

  – Nie próbuj się wymigać. Jestem wdzięczny. Naprawdę. I dla twojej informacji: moi właśni krewni nigdy nie 

przejmowali się moim samopoczuciem. Ty byłeś pierwszy. Byłeś pierwszą osobą, która trzymała mnie w objęciach i 
pozwoliła się wypłakać. I pierwszą osobą, która pocieszała mnie po koszmarze. Dziękuję. Ci. Naprawdę. 

background image

Snape potrząsnął głową i chrząknął. 

  – I co ja mam powiedzieć? 

  –  Poślubiłem  kretyna  –  wymamrotał  Harry  w  udawanym  rozdrażnieniu,  a  mężczyzna  zachichotał.  Chłopak 

szturchnął go łokciem. – To ciągle ty, Snape? 

  – Potter, zachowuj się – warknął na to mężczyzna, ale w jego głosie słychać było nutki rozbawienia. 

Harry westchnął. 

  – Ciągle ty, z tego co słyszę. 

  – Jak? 

  – Nikt inny nie potrafi wymówić mojego nazwiska jak obelgi, tylko ty, Snape. 

Mężczyzna znowu zachichotał. 

  – Jesteś bystrzejszy niż przypuszczałem. 

  – To nie takie trudne, skoro zawsze uważałeś mnie za kompletnego idiotę – Harry udawał urażonego. 

Snape nie odpowiedział, jedynie westchnął z zadowoleniem, dmuchając w kark Harry'ego. Chłopak zadrżał na 

to uczucie i zachichotał. Czuł się zaskakująco dobrze. Gdy zasypiał, na jego ustach wciąż błąkał się uśmiech. 

 

*** 

 

Harry chciał zacząć pracę nad esejem z Transmutacji, ale hałas w pokoju wspólnym za bardzo go rozpraszał, i 

zauważył,  że  czyta  ten  sam  akapit  (czy  też  raczej  się  w  niego  wpatruje)  już  od  dłuższej  chwili.  A  był  to  dopiero 
pierwszy rozdział pierwszej książki (McGonagall zadała trzy) i nie zaczął jeszcze eseju z Obrony, nie wspominając 
już o tym z Zaklęć, który profesor Flitwick kazał im przygotować na poniedziałek. I te dwie prace mają być oddane 
tego  samego  dnia,  a  był  już  piątek...  Harry  nienawidził  być  na  siódmym  roku.  Nawet  bez  Quidditcha  i 
Zaawansowanych Eliksirów (teraz był nawet wdzięczny, że nie musi uczęszczać na te zajęcia, nie był pewien, jak by 
zareagował  na  obecność  Snape'a  i jego złośliwe  komentarze  w tej... sytuacji), a  z  opieką  Snape  w czasie  wakacji, 
wiele razy czuł się przytłoczony i opóźniony z  nauką. Hałas w pokoju wspólnym był naprawdę przeszkadzający i 
denerwujący,  a  biblioteka  była  już  zamknięta,  i  w  niedzielę  też  będzie.  Co  znaczyło,  że  będzie  miał  tylko  jeden 
dzień, by móc uczyć się w spokoju – a to było zdecydowanie za mało.   
       – Harry!   

     Podniósł wzrok i zobaczył Hermionę, patrzącą na niego pytająco.   

       – Już prawie dziesiąta. Nie jesteś już spóźniony?   

       – Och. – Chłopak spojrzał na ścienny zegar. – Masz rację.   

     Zebrał swoje książki i pergaminy, i wepchnął je do torby.   

     Hermiona przysunęła się bliżej.   

       – Czy on nie będzie... um, zły na ciebie?   

     Harry nie mógł powstrzymać uśmiechu.   

       –  To  nie  lekcja,  Hermiona,  żeby  pojawiać  się  o  konkretnej  godzinie.  Choć  rzeczywiście  jest  trochę  późno... 
Pewnie już tam jest.   
     Hermiona zarumieniła się i spojrzała na Harry'ego, który chwycił swoją torbę i skierował się do portretu Grubej 

Damy.   

       – Możesz zostawić torbę tutaj, Harry. Ron zabierze ją do dormitorium.   

background image

       –  Nie  trzeba.  –  Chłopak  odwrócił  się  do  niej.  –  Wydaje  mi  się,  że  wymyśliłem,  gdzie  mogę  się  uczyć  w  ten 

weekend – powiedział i przeszedł przez portret. Poprawił sobie torbę na ramieniu i pospieszył w stronę lochów. Był 
później niż zwykle i miał nadzieję, że Snape nie będzie się złościł. Po prostu stracił poczucie czasu, męcząc się nad 
tym esejem z Transmutacji.   

     Snape był już w łóżku, czytał.   

       – Już myślałem, że zapomniałeś o naszej... randce – powiedział z przekąsem.   

     Harry nie odpowiedział, potrząsnął tylko głową i wśliznął się do łazienki.   

       – Uczyłem  się  – powiedział później, wpełzając pod przykrycie i rumieniąc się  nieco. Koszula nocna nie leżała 
tam, gdzie zwykle, więc był nagi, a światło było wciąż włączone, ale na szczęście Snape nie patrzył w jego stronę. – 
Nie zauważyłem, że zrobiło się tak późno.   
     Mężczyzna  odłożył  książkę  na  stolik,  zgasił  światło,  wyjął  nawilżacz  i  odwrócił  się  w  stronę  Harry'ego 
posłusznie.   
       – Góra czy dół?   

       – Ty na górze. Jestem zmęczony, a poza tym ja ostatnio "górowałem" – odpowiedział chłopak i ziewnął.   

       – Spróbuj nie zasnąć – wymamrotał Snape kwaśno. – Nox.   

     Harry skrzywił się ironicznie w ciemnościach.   

       – Och, jestem pewien, że mnie obudzisz.   

     Po czym odwrócił się na brzuch i uniósł na kolanach.   

     Snape  wymamrotał  coś  mało  zrozumiałego  i  zaczął  powoli  nakładać  na  siebie  lubrykant.  Harry  w  tym  czasie 
próbował  opróżnić  umysł.  Poddawanie  się  penetracji  było  wciąż  niepokojące  i  czasami  także  bolesne,  ale  Harry 
wiedział, że to jego wewnętrzny opór tak wszystko utrudnia, więc próbował nie myśleć o tej sytuacji i odprężyć się, 
nawet jeśli nie bardzo mu to wychodziło. Nienawidził tego. Bardziej nienawidził jedynie bycia na górze, ponieważ 
za każdym razem miał orgazm, przez co czuł się jeszcze bardziej brudny i odrażający.   
     Ręka  Snape'a  ześliznęła  się  na  udo  chłopaka  w  poszukiwaniu  koszuli,  by  zadrzeć  ją  do  góry.  Gdy  mężczyzna 
spostrzegł, że Harry jest nagi, zamarł.   
       – Koszuli nocnej nie było w zwykłym miejscu w łazience. Przepraszam – wymamrotał chłopak, policzki pokryła 
mu purpura. Co zresztą nie miało znaczenia, i tak było ciemno.   
     Dłoń Snape'a przesunęła się po jego plecach prawie instynktownie. Harry spiął się.   

       – Proszę, nie – wybąkał.   

     Mężczyzna zabrał szybko rękę, jak gdyby skóra Harry'ego zaczęła parzyć.   

       – Przepraszam – mruknął i przesunął się za jego plecami niespokojnie.   

       – Nie przerywaj, Snape. Jestem gotowy. Tylko... bez dotykania, proszę.   

     Później, gdy tulili się do siebie i Harry wzdychał z zadowoleniem, podczas gdy Snape gładził jego plecy, chłopak 
w końcu wymamrotał:   
       – Nie rozumiem sam siebie...   

       – Hmm? – mruknął pytająco Snape i otworzył oczy.   

       – Podoba mi się, gdy dotykasz mnie i głaszczesz po. Albo jak mnie po prostu trzymasz. Ale kiedy próbujesz coś 
robić w trakcie seksu, to mnie przeraża.   
     Snape zachichotał cicho.   

       –  Byłem  ciekaw,  kiedy  to  zauważysz  –  powiedział  i  przesunął  się  trochę  bardziej  w  tył,  by  móc  patrzeć 
Harry'emu w oczy, mimo że w pokoju było prawie całkiem ciemno. – Ludzki umysł to bardzo dziwna rzecz i czasem 
wydaje  się  działać  w  dziwny  sposób,  choć  zwykle  jest  tego  wytłumaczenie  –  tak  jak  w  twoim  przypadku.  Nie 
potrafisz zaakceptować tej sytuacji – mam na myśli małżeństwo i seks z innym mężczyzną – nie tylko świadomie, 
ale  również  na  poziomie  podświadomości.  I  z  tego  powodu  seks  staje  się  źródłem  stresu,  czymś  wzbudzającym 
sprzeciw i niechcianym, więc starasz się robić z tego coś tak bezosobowego, jak to tylko możliwe  – by się od tego 
odgrodzić. To mechanizm obronny ludzkiego umysłu. Ale przy tym wciąż jesteś człowiekiem i potrzebujesz dotyku, 
przytulenia  i  poczucia  bezpieczeństwa,  zwłaszcza,  gdy  jesteś  smutny  i  zestresowany,  czyli  w  twoim  przypadku  po 

background image

koszmarze – albo po seksie.   

       – Czuję się tak głupio...   

       – Nie masz powodu. To naturalne.   

       – Nie zgadzam się. Mam siedemnaście lat. Inni chłopcy są... zawsze tacy napaleni, a ja...   

       –  Potter.  Ludzie  są  różni.  Przede  wszystkim  nie  wszyscy  chłopcy  są  tak  seksualnie  nienasyceni.  Zdarzają  się 
również  cichsze,  spokojniejsze  osoby,  które  pragną  raczej  głębokiej  emocjonalnej  więzi  niż  powierzchownego 
seksualnego kontaktu. Może ty jesteś właśnie kimś takim. Albo może gdybyś był z dziewczyną z twoich marzeń też 
byłbyś zawsze tak... napalony. Ale niestety, teraz jesteś z  nieatrakcyjnym, dorosłym  mężczyzną, przy czym  nasza 
wcześniejsza  relacja  była  bardzo  er...  specjalna,  oparta  na  nienawiści  i  niechęci.  Nie  jesteśmy  emocjonalnie 
zaangażowani na żadnym poziomie, po prostu tolerujemy się nawzajem. I uwierz mi, to również nie pomaga.   
       – Więc to nie jest... coś nienormalnego.   

     Snape jęknął w udawanej frustracji.   

       – Nie. To jest całkowicie naturalne.   

     Ale Harry nie był przekonany.   

       – Mówisz poważnie? – zapytał i zobaczył, że Snape podnosi głowę i wpatruje się w niego badawczo.   

       – Oczywiście. Czemu miałbym z tego żartować?   

       – Nie wiem... – wymamrotał Harry niepewnie. – Tylko...   

       – Tak?   

       –  Zawsze  chciałem  być  normalny.  Ale  nigdy  nie  byłem.  Zawsze  inny.  W  domu,  w  mugolskiej  podstawówce  i 
później,  w  świecie  czarodziejów...  –  głos  mu  się  załamał,  ale  Snape  cierpliwie  czekał  na  ciąg  dalszy.  –  Czasem 
myślę, że naprawdę jestem dziwolągiem...   
       – Co masz na myśli, mówiąc naprawdę?   

     Chłopak wzruszył ramionami.   

       –  Chyba  mój  wuj  miał  rację.  On  nazywał  mnie  dziwolągiem.  Z  powodu  magii.  I  zastanawiam  się,  co  sobie 
pomyślał, gdy dowiedział się o moim obecnym stanie cywilnym... – Potrząsnął głową rozpaczliwie.   
       – Ale to tylko Mugole. Dlaczego obchodzi cię, co mówią?   

       – Bo wiem, że większość ludzi myśli tak, jak oni. A ja nie chcę należeć do mniejszości. Nie chcę być inny!   

     Snape odwrócił się na plecy i przyciągnął do siebie Harry'ego, tak, że głowa chłopaka leżała na jego ramieniu, i 
przytulił go mocniej.   
     – Jesteś inny, Potter, nic na to nie poradzisz. I prawdopodobnie zawsze będziesz. Ale to niekoniecznie musi być 
coś  złego.  A  bycie  innym  to  nie  to  samo,  ani  nic  gorszego,  niż  bycie  dziwnym.  To  tylko  pokazuje,  że  jesteś 
wyjątkowy.   
     – Więc moje zachowanie jest normalne?   

       – Absolutnie.   

     Harry odetchnął z ulgą.   

     – Wierzę ci. Hmm... mogę spędzić tu weekend?   

     Snape parsknął.   

     – W tym łóżku?   

     – Nie. – Harry poczuł gorąco na twarzy. – W twoich kwaterach.   

     – Chcesz spędzić tu weekend bez nakazu ani z mojej, ani z Dumbledore'a strony?   

     – Potrzebuję cichego miejsca, by się pouczyć – odpowiedział Harry już z nieco większą stanowczością. – I to są 
również moje komnaty – przynajmniej z prawnego punktu widzenia.   
     – Święta prawda – ziewnął Snape, ale nie zaprotestował. – Możemy w końcu iść spać?   

     Harry przysunął się bliżej i otoczył ramieniem pierś mężczyzny.   

     – Oczywiście.   

     Po raz pierwszy od śmierci Syriusza czuł się spokojniejszy, bezpieczny i w zgodzie z samym sobą. 

background image

 

*** 

 

Te dwa dni okazały się na tyle owocne, że Harry zdecydował się na spędzanie również następnych weekendów 

w  komnatach  Snape'a, zamiast  w pokoju  wspólnym  Gryffindoru, nie przejmując się, co inni  na  ten temat  mówili. 
Jego  małżeństwo  ze  Snape'em  i  tak  nie  było  dla  nikogo  tajemnicą  od  pierwszego  dnia  i  teraz  już  wszyscy 
zaakceptowali  ten  –  aczkolwiek  niezaprzeczalnie  dziwny  –  fakt,  że  Harry  Potter  został  poślubiony  Severusowi 
Snape'owi. Ku zaskoczeniu chłopaka, przedstawicielki płci pięknej w Gryffindorze wydawały się witać jego decyzję 
z prawdziwym zadowoleniem. Gdy zapytał o to Hermionę, tylko się uśmiechnęła. 

  – To kwestia bycia kobietą i romantyczką. Chciałybyśmy widzieć was albo w tragicznym, albo nieprzytomnie 

szczęśliwym związku – i nie jest szczególnie istotne, która to będzie wersja. Ale taka zupełnie zwyczajna relacja... 
nie jest wystarczająco romantyczna. 

  – Hermiona, poślubiłem Snape'a, na miłość boską! Czy to się nie liczy jako niezwyczajna relacja?! 

  – Och, to za mało dla naszych romantycznych kobiecych duszyczek. Wy dwaj jesteście dla siebie tacy uprzejmi 

i grzeczni. Nie kochacie się ani nie nienawidzicie. Nie walczycie. Nie całujecie się. To jest nudne. 

Harry już się śmiał. 

  – Więc wy wszystkie teraz myślicie, że się w nim zakochałem, bo spędzam weekendy w jego komnatach? 

Gdy Hermiona kiwnęła głową, jego dobry humor tylko się zwiększył. 

  –  W  takim  razie  wyjawię  ci  tajemnicę,  Hermiona.  Chodzę  do  lochów,  żeby  się  uczyć.  Nie  robię  z  nim  nic 

więcej. Żadnego seksu, poza tym wymaganym. Nawet się nie całujemy. 

  – Ty naprawdę wiesz, jak zepsuć komuś dobry nastrój, Harry – dziewczyna udawała rozdrażnienie. 

  – Dziwne... Snape jakoś nie narzeka... 

Oboje się roześmieli. 

  –  Tak  naprawdę,  Harry,  to  ci  zazdroszczę.  Nie  musisz  się  męczyć  w  zatłoczonym  pokoju  wspólnym  ani 

gimnastykować, by wpasować się w plan biblioteki pani Pince. 

  – Cóż, wolałbym już męczyć się w pokoju wspólnym, jeśli miało by to oznaczać, że nie jestem jego mężem. 

Ale gdy pomyślał o tym ostatnim zdaniu, nie był juz tak całkowicie pewny czy jest to nadal prawda. 

 

*** 

 

Z początkiem listopada wyraźnie poprawił się w Oklumencji. To, że Snape był bardziej cierpliwy w udzielaniu 

instrukcji, bardzo pomogło. Od czasu do czasu nawet Dumbledore przyłączał się do nich, by sprawdzić jego świeżo 
rozwinięte umiejętności, lecz najważniejszym "miernikiem" okazały się być zanikające wizje. Snape był zadowolony 
z jego postępów i pewnego dnia nie wypuścił Harry'ego po ćwiczeniach, ale zaprosił na herbatę. 

  – Dumbledore uważa, że możemy zacząć z kolejną częścią twoich studiów nad Sztukami Umysłu – powiedział, 

popijając herbatę. 

  – Sztukami Umysłu? – Harry uniósł brwi. 

background image

  – To wspólna  nazwa dla Oklumencji, Legilimencji, Artymencji, i tak naprawdę również Zaklęcia Pamięci do 

nich  należą.  W  zależności  od  natury  czaru  wyróżniamy  zapisujące  lub  wymazujące  z  umysłu  techniki.  Chociaż 
Obliviate...  –  Snape  potrząsnął  głową  i  powstrzymał  tok  myśli.  –  To  nieważne.  Zaczniesz  z  Legilimencją  i 
Artymencją,  ta  ostatnia  to  sztuka  przenoszenia  uczuć,  wspomnień  lub  innych  myślowych  obrazów  do  innego 
umysłu... 

  – Coś takiego zrobił Voldemort, gdy oszukał mnie, że Syriusz... – filiżanka zatrzymała się w połowie drogi do 

ust  Harry'ego,  gdy  mówił.  Nie  był  w  stanie  odeprzeć  wciąż  żywych  oszukańczych  obrazów  torturowanego  ojca 
chrzestnego – albo tego prawdziwego widoku, wspomnienia mężczyzny wpadającego prosto w zasłonę, powoli, jak 

na filmie... 

Snape taktownie odchrząknął i gdy Harry mógł już na niego spojrzeć, kontynuował: 

  –  Znaczy  ona  dokładnie  to,  na  co  wskazuje  nazwa.  A  nazwa  Artymencja  pochodzi  z  łacińskiego  słowa  ars, 

artis, co oznacza  nie tylko sztukę, ale i taktykę,  teorię, albo  – sztuczkę, oszustwo. W pewien  sposób jest to sztuka 
podstępu... 

Harry pokiwał głową w otępieniu. 

  – A ja byłem idiotą, że dałem się na to nabrać – wymamrotał prawie niezrozumiale. Był tak nieobecny, że nie 

zauważył, jak Snape kręci się niespokojnie. 

  – Powinienem był cię ostrzec, gdy pierwszy raz zobaczyłem te drzwi w twoim umyśle... Że to może być coś w 

rodzaju... projekcji obrazu z wytworzonymi emocjami... Powinienem był ci powiedzieć, że nie wszystko, co widzisz 
w swoich wizjach, jest prawdziwe... 

  –  ALE  NIC  NIE  POWIEDZIAŁEŚ!  –  Wybuch  Harry'ego  zaskoczył  mężczyznę  swą  siłą  i  ładunkiem 

rozgoryczenia. – NIE POWIEDZIAŁEŚ NAWET JEDNEGO CHOLERNEGO SŁOWA! – Chłopak skoczył na nogi 
i pochylił się nad stolikiem, z twarzą niebezpiecznie blisko twarzy Snape'a. – I gdyby nie to, że Dumbledore rozkazał 
ci uczyć  mnie tej... Artymencji, nie powiedziałbyś mi ani słowa.  – Wyprostował  się i wzruszył ramionami.  – Nie, 
żebym sam na to nie wpadł... ale wtedy było już za późno i Syriusz nie żył... 

  – Powinieneś był skontaktować się ze mną w sprawie tej wizji podczas SUMa z Historii, a nie zakradać się do 

gabinetu Umbridge... – zaczął Snape ze złością, ale Harry przerwał mu swoim okrzykiem frustracji. 

  – Powiedz mi szczerze, Snape, gdybyś był na moim miejscu, czy skontaktowałbyś się z jedynym profesorem w 

szkole, który... który... – Nie potrafił dokończyć, więc machnął ręką z irytacją. Mężczyzna nie odpowiedział, a Harry 
przywołał na twarz sztuczny uśmiech. – Przynajmniej nie kłamiesz – dodał, ale jego głos był raczej pełen smutku niż 
złości, po czym skierował się do drzwi i nie oglądając się, wyszedł z pokoju. 

Po tym konflikcie ich życie toczyło się, jak gdyby nic się nie stało i obaj unikali tego tematu. Nie, nie chodziło 

śmierć Syriusza, problemem była ich wcześniejsza

 

relacja. Harry nie wiedział, jak Snape do tego podchodzi, ale dla 

niego  ten  mężczyzna,  jego  mąż,  nie  był  Snape'em  –  byłym  profesorem  Eliksirów,  ale  innym  Snape'em  – 
człowiekiem,  nie  ucieleśnieniem  Slytherinu,  jak  postrzegał  go  wcześniej.  W  miejscu  nieznanego  właściwie, 
irytującego nauczyciela był teraz człowiek, obarczony przynajmniej tyloma obawami i problemami, co Harry. 

Gdy było już po tym spięciu, Harry zdał sobie sprawę, że wbrew wszystkiemu jest zadowolony z tej sytuacji. 

Jego życie znowu wydawało się być normalne, choć oczywiście był to jego własny rodzaj normalności, ze Snape'em 
jako mężem i ciągłym wyrzucaniem Czarnego Lorda z umysłu. Jednak temat praktykowania kolejnego typu Sztuk 
Umysłu nie powrócił więcej. Ich wspólne lekcje były nastawione na Oklumencję, jedyną różnicą było to, że Snape 
kazał mu dużo czytać o Legilimencji i Artymencji. 

Perspektywa nadchodzącej Gwiazdki tylko poprawiała mu humor, nawet jeśli miał spędzić Wigilię ze Snape'em: 

Ron  pojechał  do  domu,  aby  przedstawić  rodzicom  swoją  dziewczynę  (i  prawdopodobnie  przyszłą  żonę),  Hannę 

background image

Abbot, zaś Hermiona  wzięła ze sobą Terry'ego Boota, choć oni nie planowali małżeństwa zaraz po szkole  – oboje 
chcieli dalej się uczyć. 

Tak więc w wigilijne popołudnie Harry stanął przed drzwiami do ich wspólnych kwater i zobaczył przed sobą 

kompletnie zaskoczonego Severusa Snape'a. 

  – Potter? Co ty tu robisz? Dziś jest wtorek, o ile się nie mylę. – Mężczyzna uniósł brew. 

Harry westchnął i potrząsnął głową z politowaniem. 

  –  Boże  Narodzenie  to  rodzinne  święto  –  wyjaśnił  jak  małemu  dziecku.  –  A  skoro  jesteś  teraz  moją  rodziną, 

spędzę je z tobą. 

Po raz pierwszy w swoim życiu Harry ujrzał Snape'a tak absolutnie zaskoczonego, wręcz ogłuszonego. Ciemne 

oczy były szeroko otwarte, usta poruszały się, jakby mężczyzna chciał coś powiedzieć, ale nie był w stanie wydać z 
siebie właściwego dźwięku. 

  – Ze mną? – jakoś udało mu się w końcu wykrztusić i przywdziać z powrotem swą maskę obojętności. 

  – Oczywiście – odpowiedział Harry stanowczo i wyszczerzył się w uśmiechu. 

  – W takim razie – Snape wskazał ręką – zapraszam. Czuj się jak u siebie w domu. 

Te uprzejme słowa wywarły dziwny wpływ na Harry'ego. 

Dom. 

Och. 

Rozejrzał się, jakby był tu pierwszy raz. Mieszkał w tych komnatach przez całe wakacje, ale nigdy nie myślał o 

nich jako o swoim domu. To było tylko miejsce do życia, nic więcej. Jednak te pokoje były rzeczywiście przytulne, 
zapełnione  regałami  na  książki  (nawet  sypialnia;  właściwie  to  pokój  Harry'ego  wydawał  się  prawie  pusty  z  jedną 
tylko  półką)  i  z  mnóstwem  starych,  ale  wygodnych  i  pięknie  rzeźbionych  mebli,  i  było  tu  tylko  kilka  słojów  na 
półkach,  i  nie  zawierały  one  niczego  zbyt  obrzydliwego.  Na  regałach,  biurkach  i  stołach  panował  niezły  bałagan; 
wszędzie  porozrzucane  zwinięte  i  rozwinięte  pergaminy,  poupychane  na  szczytach  książek  i  między  następnymi 
rzędami,  biurka  pełne  papierów,  zwojów,  kałamarzy,  piór,  składników  do  eliksirów,  słojów  (częściowo 
zapełnionych, pustych lub pełnych), czasopism o eliksirach, a także o czarnych sztukach (Harry wiedział, że Snape 
znów ubiegał się o stanowisko nauczyciela OPCM w te wakacje). W salonie było tylko jedno zdjęcie, to, które Harry 
dostał od Hermiony: była to fotografia z “Proroka”, przedstawiająca ich obu, kłócących się na środku ulicy Pokątnej. 
Została zrobiona w jego urodziny, gdy sprzeczali się o zakup ubrań dla niego, przypomniał sobie Harry z pewnym 
rozrzewnieniem. Inne zdjęcie, przedstawiające Snape'a i ciemnowłosego chłopca (Evana Rosiera, innego Ślizgona, 
który zginął jeszcze przed pierwszym upadkiem Voldemorta), zniknęło już wcześniej ze swego miejsca na kominku 
w sypialni.  Znajdowało się teraz prawdopodobnie  w gabinecie Snape'a albo w jakiejś szufladzie. Fotografia  nigdy 
Harry'emu nie przeszkadzała, ale gdy zauważył jej zniknięcie (jakoś w listopadzie), zapytał o nią Snape'a. 

 

 

– Nie sądzę, aby jakakolwiek normalna osoba, zachowująca choćby elementarne zasady dobrego wychowania i 

taktu, trzymała zdjęcie swego dawnego ukochanego na kominku, gdy żyje w małżeństwie z kimś innym. 

  –  Ale  przecież  to  nie  jest  prawdziwe  małżeństwo!  –  Harry  patrzył  na  Snape'a  zaskoczony.  –  To  tylko... 

tymczasowa niedogodność. 

  – Nie prawdziwe? – mina mężczyzny nie miała w sobie tej co zwykle obojętności, wykrzywił usta w uśmiechu, a 

iskierki rozbawienia zajaśniały w jego oczach.  – Jak dla mnie sprawia  wrażenie absolutnie prawdziwego, a nawet 
więcej  –  zupełnie  zwyczajnego  małżeństwa:  uprzejme  konwersacje,  obowiązkowe  kopulacje,  odpowiednie 

background image

dokumenty... co jeszcze czyni małżeństwo? 

  – Miłość? – Harry udawał, że zgaduje. 

  – Gdyby twoje zdanie było obowiązujące, byłbym bękartem, panie Potter. 

Z  wyrazu  twarzy  mężczyzny  Harry  nie  potrafił  odczytać  żadnych  uczuć,  więc  zmusił  się  tylko  do  bladego 

uśmiechu. 

  –  Więc  rzeczywiście  jesteśmy  małżeństwem.  –  Jednak  cienki  głosik na dnie  jego  umysłu  dodał: "najwyraźniej 

miłość jest bardzo potrzebnym elementem w małżeństwie". 

 

W  sumie  Harry  nawet  lubił  kwatery  Snape'a.  Skinąwszy  z  roztargnieniem  głową  w  stronę  mężczyzny,  który 

obserwował go, pogrążonego w myślach, usiadł na pustym krześle, po czym obaj oddali się czytaniu w zgodnej ciszy 
aż do tradycyjnej wieczerzy w Wielkiej Sali. W tym roku tylko troje uczniów pozostało w Hogwarcie na czas ferii 
świątecznych,  więc  i  nauczyciele,  i  uczniowie  siedzieli  przy  jednym  stole,  jak  na  trzecim  roku  Harry'ego.  Snape 
wybrał mu miejsce obok siebie, więc znajdował się pomiędzy nim a McGonagall, i wkrótce ta dwójka wciągnęła się 
w  rozmowę  o  ostatnich  wydarzeniach  politycznych  i  niekompetencji  Knota.  Harry  poczuł  się  wyróżniony  i 
odchyliwszy się do tyłu, przysłuchiwał się ich argumentom, popijając ogromne ilości gorącej czekolady. 

McGonagall była taka jak zawsze: jej kok trząsł się nieco, gdy stawała się coraz bardziej ożywiona, ale Snape 

wydawał  się  być  zwyczajnie  rozbawiony.  Obserwując  ich  tak,  Harry  zauważył,  że  zazwyczaj  wszechobecna 
nienawiść  i  irytacja  zniknęły  z  głosu  i  ogólnego  zachowania  mężczyzny.  Czy  to  dlatego,  że  rozmawiał  ze  swoją 
koleżanką?  Czy  może  naprawdę  się  zmienił?  A  może  po  prostu  zmysły  wprowadzały  go  w  błąd  i  była  to  tylko 
konsekwencja  jego  zmiany  punktu  widzenia?  Harry  nie  potrafił  odpowiedzieć  sobie  na  te  pytania,  ale  ostatnie 
wydało mu się całkiem intrygujące – szczególnie ta część o zmianie punktu widzenia. Czy naprawdę zmienił zdanie 
o Snape'ie albo chociaż spojrzał na niego z innej perspektywy? 

Tak, zmienił, rozmyślał sobie Harry w ciszy. To nie było nagłe, następowało bardzo powoli i stopniowo, ale już 

nie czuł do niego niechęci. I nawet więcej: mężczyzna już go nawet nie irytował. Nie oznaczało to jednak wcale, że 
stali  się  sobie  bliscy.  Wciąż  wzajemnie  nie  wiedzieli  o  sobie  zbyt  dużo,  ale  osiągnęli  rodzaj  delikatnego 
porozumienia,  i  Harry'emu  bardzo  to  odpowiadało.  Na  przykład  w  ostatni  piątek,  przygotowując  się  w  łazience, 
chłopak zauważył, że Snape kupił nawet szampon. Było to zapewne efektem jego rzuconej zupełnie mimochodem 
uwagi. Nigdy nie próbował zmieniać metod Snape'a w nauczaniu, czytaniu, jedzeniu czy utrzymywaniu higieny, nie 
czuł się do tego uprawniony, ale któregoś piątkowego wieczoru, kiedy zapomniał wziąć ze sobą przybory toaletowe, 
wymamrotał  coś  o  braku  jakiegokolwiek  szamponu  w  jego  łazience.  To  było  prawie  niewiarygodne,  ale  tydzień 
później  szampon  się  pojawił,  i  w  dodatku  Snape  najwyraźniej  zaczął  go  używać.  Jego  włosy,  choć  nadal  niezbyt 
piękne, nie zwisały już jak tłusta kurtyna wokół twarzy. 

Wracając  do  tematu  zmiany  punktu  widzenia,  Harry  poczuł  się  lekko  oszołomiony  odkryciem,  że  są  już 

małżeństwem od ośmiu miesięcy, a jego małżonek (czy jak go nazwać) wciąż jest dla niego kimś kompletnie obcym. 
To nie było właściwe. Uprawiali co tydzień seks, a nie znali się nawzajem. 

Cóż, planowali, rzecz jasna, rozwieść się, gdy tylko Harry pokona Voldemorta. 

Ale co, jeśli to zabierze wieki? Będzie musiał żyć lata albo nawet dekady z kimś tak odległym, prawie obcym? 

Oczywiście  była  taka  możliwość.  Nie  wspominając  już  o  tym,  że  Harry  prawdopodobnie  nie  przeżyje  klęski 
Voldemorta  (przy  założeniu,  że  to  ten  potwór  zostanie  pokonany).  Kto  wie,  jak  wiele  czasu  mu  pozostało?  Czy 
naprawdę chce przeżyć go tak, jak do tej pory? W pół zaprzeczeniu, wiecznej ucieczce od rzeczywistości? Żyjąc z 
kimś w ogóle sobie nieznanym? 

Nieznajomy – Harry zawsze rozumiał to określenie jako coś niezwiązanego z rodziną*. A Snape był w pewien 

background image

sposób bardzo znajomy, jak któreś z rodziców lub rodzeństwa. Nie wybrali się ani nie chcieli jeden drugiego, a teraz 
musieli żyć razem i zaakceptować fakt, że są małżeństwem. To było jak z rodziną  – nie wybierasz jej, po prostu ją 
masz. 

  Prawdą  było,  że  nie  był  gejem,  ale  miał  męża  i  to  było  jak  posiadanie  rodziny,  prawdziwej  rodziny.  Harry 

wzdrygnął się; jego umysł działał w bardzo zabawny sposób. To prawie jak schizofrenia. Jakim cudem coś może być 
tak bardzo złe i jednocześnie właściwe? Bez względu na to, co powiedział Snape, jednak był dziwolągiem. 

  – O czym myślisz, Potter? – Głos Snape'a wyrwał go z zamyślenia. 

  – O nas – odparł szczerze. Ta odpowiedź najwyraźniej zaskoczyła mężczyznę, gdyż przysunął się bliżej. 

  – Czy coś jest nie tak? 

Harry zmarszczył brwi i spojrzał na niego. Czyżby usłyszał zaniepokojenie w jego głosie? 

  – Nie. – Potrząsnął głową z lekkim zakłopotaniem. – Po prostu rozmyślałem o rodzinie i o nas. 

  – Co konkretnie masz na myśli? – głos Snape'a był dziwnie napięty. 

  –  Rodzina  jest  czymś...  danym.  Nie  wybierasz  jej,  po  prostu  ją  masz.  To  jak  nasze...  małżeństwo  –  Chłopak 

zerknął na Snape'a niepewnie. Nie był pewien, czy udało mu się to dobrze wyrazić. Ale po chwili mężczyzna skinął 
głową. 

  – Może i nasze małżeństwo nie jest dobrym przykładem miłości do grobowej deski i gorących wyznań, ale to 

wciąż działający związek... – powiedział w zamyśleniu. 

  – Tak – Harry przytaknął. – Dokładnie. 

W tym momencie Dumbledore ogłosił wreszcie zakończenie wieczerzy i życzył wszystkim dobrej nocy. Snape i 

Harry powrócili do lochów w ciszy, obaj pogrążeni w myślach. 

Później,  tego  wieczora,  po  wzięciu  prysznica,  zamiast  iść  do  swojego  pokoju,  Harry  usiadł  zdecydowanie  na 

łóżku Snape'a. Mężczyzna akurat coś czytał i ugięcie materaca kompletnie go zaskoczyło. 

  – Co... Potter? 

Harry wziął głęboki oddech. 

  – Zastanawiałem się, czy miałbyś coś przeciwko temu, żebym spędził tę noc w twoim łóżku. 

Książka wyśliznęła się z dłoni Snape'a i spadła z hukiem na podłogę. 

  –  Potter,  o  co  ci  chodzi?  –  zapytał,  a  dawna  nieufność,  której  Harry  nie  widział  już  od  miesięcy,  znowu 

pojawiła się w jego czarnych oczach. 

  – Są Święta, Snape – Harry podniósł książkę z podłogi i odłożył ją na nocny stolik. – I skoro jesteśmy rodziną 

i... –zarumienił się lekko i odchrząknął, – seks z tobą nie jest już dla mnie tak straszny, pomyślałem, że zapytam... 

Mężczyzna potrząsnął głową, zdezorientowany. 

  –  Potter,  naprawdę  nie  chciałbym  obrażać  twoich...  ehm...  umiejętności  łóżkowych,  ale  nie  jesteś  idealnym 

partnerem do tego rodzaju um... zajęć. 

  – Chodzi ci o to, że jestem zbyt oziębły, prawda? – zapytał Harry ze szczerym zaciekawieniem. 

  – To bardzo delikatnie powiedziane, panie Potter – Snape wyglądał teraz naprawdę poważnie. 

Cisza. Harry zupełnie nie wiedział, co odpowiedzieć, gdyż świetnie zdawał sobie sprawę z  prawdziwości słów 

mężczyzny, i zasmucało go to. Nie był pewien, czy jest w stanie coś zrobić, by poprawić tę sytuację. Był tym, kim 

background image

był,  i nie  potrafił dokonywać cudów. Ale  wciąż chciał  coś zrobić. Wlepił wzrok  w podłogę  i po chwili zaczął  się 
lekko trząść, gdy chłód lochów przeniknął przez jego piżamę. Snape, widząc to, przesunął się bardziej w głąb łóżka, 
rozprostował prześcieradła i uniósł przykrycie. 

  – Wchodź. Nie chcę, żebyś się przeziębił na święta. 

Harry podniósł wzrok, westchnął i wgramolił się do łóżka obok mężczyzny. 

  – Wiem, że nie jestem idealnym partnerem do łóżka, Snape. Ale jestem jedynym dostępnym i możliwym. 

  – Możliwym. – Mężczyzna skrzywił się. – Ja bym raczej powiedział: straszliwym. 

Harry przewrócił oczami. 

    – Przecież wiesz, że nie może być nikogo trzeciego, żeby to małżeństwo... magicznie działało. 

    – Tak, wiem o tym, i oznacza to, że jestem skazany na raczej niechętnego partnera w łóżku i dyrektora, który 

stoi  na  straży  mojej  wierności  –  rozbawienie  w  głosie  mężczyzny  było  wyraźnie  słyszalne  i  Harry  musiał  się 
uśmiechnąć. 

  – Więc widzisz, że możliwości masz raczej ograniczone. Co w takim razie myślisz o mojej propozycji? 

  – Widzę, że jesteś dzisiaj w dobroczynnym nastroju, Potter. Ale mnie te nasze kopulacje naprawdę nie dają ani 

trochę więcej przyjemności niż tobie. 

Harry zmarszczył czoło w zamyśleniu. 

  – Wiem, że jestem daleki od ideału na tym polu, ale zawsze myślałem, że skoro ty jesteś gejem a ja mężczyzną 

to... 

Snape nagle wybuchnął śmiechem. 

  – Potter, nie bądź głupi! Wyobraź sobie, że musisz sypiać co tydzień z panną Bullstrode. 

  –  Hej!  –  zaskrzeczał  Harry  z  oburzeniem.  –  Może  i  nie  jestem  marzeniem  każdej  dziewczyny  czy  każdego 

mężczyzny, ale nie jestem aż tak odrażający! 

  – Panna Bullstrode naprawdę jest tak odrażająca? 

Harry przewrócił oczami. 

  – Daj spokój, Snape! Patrzyłeś chociaż na nią kiedyś? 

  – Dla mnie, Potter, panna Chang jest równie er... odrażająca, jak ona. 

  –  Ach,  rozumiem  –  zadumał  się  Harry.  –  Czyli  dla  ciebie  jestem...  odrażający.  To  zdecydowanie  nie  ułatwia 

sprawy. 

Snape przyjrzał mu się uważnie i w końcu potrząsnął głową. 

  – Nie, odrażający to zbyt mocne i surowe określenie. Ale nie jesteś za bardzo w moim typie, Potter. 

  – Więc wygląd zewnętrzny jest aż tak ważny w seksie? 

Snape zaczął masować sobie skronie w rozdrażnieniu. 

  – Co to ma być? Czy muszę ci opowiadać o ptaszkach i pszczółkach? Po ośmiu miesiącach małżeństwa? 

  – Nie – Harry potrząsnął głową z powagą. – Ja po prostu chciałbym zrozumieć, jak mógłbym... ulepszyć nasz 

związek. 

background image

  – Co? – Snape był kompletnie zaskoczony. – Co się z tobą dzieje, Potter? 

  – Och, przestań już, Snape. Myślałem... 

  – Ty – myślący. Nie mogę uwierzyć...   

  – I dotarło do mnie, że co, jeśli będziemy zmuszeni żyć razem przez lata? 

  – Mam nadzieję, że pokonasz Czarnego Lorda trochę wcześniej – wtrącił się Snape. Harry zignorował go. 

  –  Mówię  poważnie.  Nie  potrafię  poprawić  swojego  wyglądu,  ale  może...  jest  coś,  co  mogę  zmienić.  Co  chcę 

zmienić. 

Snape nadal masował sobie skronie, a w końcu chwycił palcami nos u nasady. 

  – Posłuchaj, Potter. Ja naprawdę doceniam twoją propozycję, ale to nie jest konieczne. Powiedziałeś kiedyś, że 

nie chcesz, abym zrobił z ciebie geja i... 

  – To już nieważne, Snape. Jesteśmy małżeństwem, cokolwiek mówię czy myślę. I obaj jesteśmy mężczyznami. 

Może powinienem był dostrzec to wcześniej, ale trochę to trwało. Byłem wystraszony. Przerażony. Budziło to we 
mnie odrazę. I to nie z twojego powodu – choć to też nie pomagało – ale przez sam pomysł bycia tak blisko z innym 
facetem, ale wiesz o tym, już na ten temat rozmawialiśmy. Wciąż nie bardzo wiem, co myśleć o tym całym pomyśle, 
ale  sądzę,  że  w  naszym  przypadku  może  nie  być  tak  źle.  Już  jest  lepiej.  Nie  jestem  gejem,  ale  jesteśmy 
małżeństwem,  więc  to  jest  w  porządku  –  Potrząsnął  głową  z  frustracją.  –  Nie  wyraziłem  się  tak  jasno,  jak  bym 
chciał. 

  –  Masz  bardzo  pokręcony  umysł,  Potter  –  Snape  zdjął  dłoń  z  twarzy  i  zaczął  masować  sobie  przedramię, 

najwyraźniej wciąż czując się niepewnie. 

  – Proszę, Snape. Chcę, żeby to działało – Chłopak przełknął ślinę. – Normalnie. 

  –  Ale  dlaczego?  –  Snape  wyglądał  na  tak  kompletnie  bezbronnego  i  cierpiącego,  że  Harry  poczuł  w  sercu 

iskierkę  sympatii.  Snape  milczał  przez  dłuższy  czas.  Harry  nie  chciał  go  ponaglać,  więc  oparł  się  o  poduszkę, 
rozmyślając nad tym, co powiedział.  To dobrze, że w  końcu to zrobił, teraz widział, że to wszystko było prawdą. 
Snape był jego rodziną i nie miał już nic przeciwko większej z nim bliskości. Cóż, zabrało mu osiem miesięcy, by do 
tego dojść, i być może ktoś inny wpadłby na to wcześniej, ale znowu, był tym, kim był, i nie potrafił się zmienić. 

  –  Potter,  zrozum.  Nie  musimy  niczego  zmieniać.  Naprawdę.  Ten  związek  działa,  nawet  lepiej  niż  się 

spodziewałem i miałem nadzieję... 

  – Ale seks ze mną nie sprawia ci przyjemności. 

  – Oczywiście, że nie! – parsknął mężczyzna z irytacją. – To, co robimy, to nic więcej ponad seks. Absolutnie 

bezosobowy, jak pieprzenie  się  z  robotem! Pozwalasz  mi się  zerżnąć albo ty robisz  to mnie, to nie  ma  znaczenia, 
jesteś kompletnie niezaangażowany, raczej jak obserwator niż uczestnik, a gdy chciałem – to nieważne. – Uspokoił 
się  nieco.  –  Przynajmniej  nie  oczekujesz  więcej,  że  będę  cię  co  tydzień  gwałcił.  Powinienem  być  bardziej 
wdzięczny. 

  – Nie! – Harry odwrócił się w jego stronę, chwycił jego dłoń i ścisnął ją.  – Cieszę się, że mi to powiedziałeś. 

Ale chciałbym jeszcze, abyś powiedział mi, co powinienem robić inaczej. Ale – nagle się zaczerwienił – nie sądzę, 
żebym mógł cię całować... 

  –  Co  za  ulga.  Już  myślałem,  że  masz  zamiar  wyznać  mi  swą  wielką  nieskończoną  miłość  –  ironizował 

mężczyzna. 

  – Snape! Ja mówiłem poważnie. 

background image

Mężczyzna posłał mu długie, uważne spojrzenie. 

  – Poważnie? 

  – Absolutnie – odparł Harry, czując, że ma serce w gardle. 

  – Więc chodź tu – mężczyzna wykrzywił się w uśmieszku, sięgnął po chłopaka i przyciągnął go bliżej. Harry 

spiął się odruchowo, ale Snape nie wypuścił go. Leżeli tak, ciasno w siebie wtuleni, głowa chłopca pod podbródkiem 
Snape'a. – Po prostu mnie przytul, tak jak to robisz po... po tym. Nie zrobię nic, by cię skrzywdzić. 

Harry zdobył się na słaby uśmiech i zmusił się, by otoczyć swego partnera ramionami. 

  – W ten sposób? 

  – Doskonale. 

Ręka gładziła jego plecy, delikatny oddech wichrzył włosy i po chwili napięcie opuściło chłopaka. Snape, nie 

przestając go głaskać, zaczął mówić. 

  – Jeśli rzeczywiście chcesz coś zmienić między nami, musisz postarać się być tak szczerym, jak tylko potrafisz. 

–  Harry  przytaknął,  czekając  na  ciąg  dalszy.  –  Czy  podoba  ci  się  ten

 

rodzaj  bliskości  między  nami?  –  zapytał, 

ściskając lekko Harry'ego, gdy mówił ten. Chłopak znowu kiwnął głową. – Nie masz z tym problemów? Poczucie 
winy? Mdłości? 

  – Nie – odparł Harry. – Czuję się dobrze. Bezpiecznie. 

Snape powoli wypuścił go z objęć tak, że obaj mogli się swobodnie poruszać.   

  – Zdejmij piżamę. 

Harry wzdrygnął się, ale posłusznie zdjął górę. 

  – Nie zgasisz światła? 

  –  Nie  –  odpowiedział  Snape,  po  czym  wstał  i  zdjął  swoją  koszulę  nocną.  Nagle  stał  przed  Harrym  zupełnie 

nagi.  Chłopak  zaczerwienił  się  z  zakłopotania  i  trochę  ze  strachu,  i  odwrócił  głowę.  Nieśmiało  zdjął  spodnie  od 
piżamy, uważając, by pozostać pod przykryciem. 

  – Jestem idiotą – wymamrotał, na co Snape zachichotał cicho. Materac ugiął się i mężczyzna był z powrotem 

pod kołdrą, nagi. Harry był tak zdenerwowany, że cały się trząsł, ale Snape przyciągnął go do poprzedniej pozycji i 
przytulił mocno. 

Ciepło i życzliwość stopniowo na powrót uspokoiły Harry'ego. 

  –  Teraz  znowu  mnie  przytul.  Nic  więcej,  tylko  uścisk  –  wymruczał  Snape  uspokajająco  i  Harry  otoczył 

ramieniem swego partnera, i zaczął głaskać jego plecy między łopatkami, jak zwykł to robić zawsze, gdy znajdowali 
się w tej pozycji. – Jak się teraz czujesz? – padło następne pytanie. 

  – Tak samo. Dobrze. Bezpiecznie. Choć jestem trochę zdenerwowany... – odpowiedział szczerze chłopak. 

  – Poczucie winy? Mdłości? Żal? 

  – Nie – Harry przytulił się mocniej. – Jest przyjemnie. Ciepło – dodał po chwili. 

Snape zacieśnił uścisk na moment. 

  –  Gdy  dwoje  ludzi  uprawia  miłość,  nie  jest  to  tak  zupełnie  różne  od  naszej  sytuacji.  Ogólnie  mówiąc, 

większość  ludzi  uważa,  że  w  seksie  chodzi  wyłącznie  o  pożądanie,  namiętność  i  orgazm,  albo  może,  że  jest  to 
użyteczny  środek  do  osiągnięcia  pewnych  celów,  i  nic  więcej.  Lecz  mylą  się.  Seks  może  być  również  sposobem 

background image

okazywania  łagodności  i  otuchy.  Sprawianiem,  że  twój  partner  czuje  się  lepiej,  bezpieczniej.  Drogą  do  wyrażania 
uczucia, miłości, albo, jak w naszym przypadku, troski. 

  – Zależy ci na mnie – Harry pół-stwierdził, pół-zapytał. 

  –  Oczywiście,  że  tak  –  wymruczał  Snape  i  zaczął  głaskać  jego  plecy  bardziej  powolnymi  i  zmysłowymi 

ruchami.  Nie  próbował  jednak  dotykać  żadnych  “nieodpowiednich”  miejsc  na  jego  ciele,  więc  Harry  zaczął  go 
naśladować,  pozwalając  swym  dłoniom  błądzić  po  plecach,  boku  Snape'a,  i  w  górę,  po  szyi,  twarzy,  a  wtedy 
mężczyzna  westchnął  z  zadowoleniem  i  zamknął  oczy.  To  zachęciło  Harry'ego,  aby  kontynuować  tę  delikatna 
wędrówkę  dłońmi,  więc  odsunął  się  trochę,  żeby  mieć  większą  możliwość  manewru.  Ramię  Snape'a,  na  którym 
leżała do tej pory głowa chłopca, przesunęło się powoli, aż policzek Harry'ego spoczął na dłoni mężczyzny, a długie 
palce  wplotły się  w potargane  włosy, podczas gdy druga  ręka  zsunęła  się  na  biodro chłopaka  i zaczęła je  gładzić. 
Harry zadrżał, ale nie powstrzymał jej. 

Nagle  ręka  Snape'a  zsunęła  się  na  jego  pośladki,  a  nawet  niżej,  dotknęła  tylnej  części  uda,  a  Harry  zadrżał 

znowu,  lecz  tym  razem  nie  ze  zdenerwowania.  Zrobiło  mu  się  sucho  w  ustach.  Jego  własna  dłoń  zaczęła  badać 
brzuch mężczyzny (jest tak chudy, pomyślał z odrobiną zmartwienia) i nagle natrafił na coś, a jego twarz oblała się 
czerwienią. Ale Snape tylko się uśmiechnął. 

  – No, dalej. 

Gdy Harry nie reagował, mężczyzna chwycił jego rękę i położył ją na swoim wpół wzwiedzionym członku. 

  –  To  ciągle  ja  –  powiedział  po  prostu.  –  To  część  mnie,  jak  moje  plecy,  szyja  czy  twarz.  I  nie  zapominaj: 

robimy to z powodu życzliwości. Nie pożądania, nie wykorzystujemy jako broni, po prostu otucha. Troska. 

Dłoń Harry'ego głaskała jego erekcję niepewnie i Snape znowu westchnął. Chłopak obserwował jego twarz  w 

zdumieniu.  Głębokie  linie  zniknęły,  pozostawiając  miejsce  na  inne,  subtelniejsze  emocje:  spokój,  zadowolenie... 
radość? Zachęcony tym Harry znowu zaczął gładzić jego penisa i uda, delikatnie i z uczuciem. 

Nagle  mężczyzna  odwrócił  się  na  plecy,  przyciągnął  go  bliżej  i  przycisnął  do  siebie,  aż  Harry  ledwo  mógł 

oddychać. Pojedyncza łza wydostała się spod zamkniętej powieki Snape'a, spłynęła po skroni i zniknęła we włosach, 
i w tym samym czasie szczupłe ciało zadrżało. Czyżby mężczyzna płakał? 

Harry  przesunął  rękę  na  jego  ramiona  i  dotknął  lekko  barku.  Objęcia  zacieśniły  się  i  chłopak  poczuł  erekcję, 

wbijającą się w jego brzuch. Przełknął ślinę i podjąwszy nagłą decyzję, wyszeptał: 

  – Możesz mnie mieć, jeśli chcesz... 

Ale Snape potrząsnął głową, jego oczy były wciąż zamknięte. 

  – Wolałbym, żebyś... to ty mnie... – odszepnął. – Jeśli... możesz... 

Harry  przejechał  palcem  po  ścieżce,  którą  pozostawiła  łza  i  skinął  głową,  nawet  jeśli  Snape  nie  mógł  tego 

widzieć. Przeturlał się na brzeg łóżka i wydobył lubrykant z szuflady w szafce nocnej, po czym wrócił do swojego 
partnera. Snape leżał nieruchomo, ale jasny ślad na skroni go zdradzał, i Harry ostrożnie położył się na nim, prawie 
zakrywając go swoim ciałem. 

  – Wszystko w porządku? – zapytał miękko, a szczupłe ciało pod nim znowu zadrżało. 

  – Tak... –    Snape splótł razem ich nogi, otoczył ramionami pierś Harry'ego i schował twarz w jego szyi. Przez 

chwilę  obaj  leżeli  nieruchomo,  delektując  się  tą  bliskością.  Potem  Snape  rozluźnił  uścisk,  a  Harry  pogładził  jego 
boki, zsunął ręce między jego nogi, pieszcząc po drodze biodra i uda, i po krótkim wahaniu penis. Wtedy wpadł na 
pewien pomysł i wylał trochę olejku na rękę, rozgrzał go, po czym objął dłonią członek mężczyzny. 

Nigdy wcześniej tego nie robił, ale nie pozwolił, by nieznajomość rzeczy go powstrzymała. Poruszał dłonią w 

background image

górę i w dół, starając się przypomnieć sobie, jak  on sam

 

to lubił i robić to w ten sposób, podczas gdy drugą ręką 

głaskał  wszystkie  inne  miejsca  na  ciele  mężczyzny,  których  mógł  dosięgnąć.  Snape  westchnął  znowu,  ale  nie 
poruszył się ani nie starł błyszczących śladów ze swoich skroni. W końcu Harry, nieco zdenerwowany, zabrał rękę z 
tej gładkiej twardości i lekko drżącym palcem wskazującym dotknął miejsca pod jego jądrami, blisko wejścia. 

  – Ja... – zaczął, ale Snape nie czekał na dokończenie zdania. 

  – No, dalej. Nie zrobisz mi krzywdy. 

Więc  wszedł.  Gdy  jego  palec  był  już  w  nim,  w  jego  mężu,  było  to  prawie  tak  przyjemne,  jak  gdyby  to  jego 

członek był w tym ciasnym tunelu: palec był przytrzymywany i otaczany, jak  w objęciach... i pieścił  Snape'a tym 
palcem, potem drugim... 

  – Jestem gotowy – Harry usłyszał szept i spojrzał w górę. 

Nigdy  wcześniej  nie  robili  tego  w  ten  sposób,  twarzą  w  twarz,  i  Harry  nie  był  pewien,  co  Snape  chce,  żeby 

zrobił. Ale zanim zdążył zapytać, mężczyzna przyciągnął swoje kolana prawie do samych ramion i utrzymał je w tej 
pozycji, więc sytuacja stała się nagle oczywista. Harry z nową świadomością pogładził jego uda i pośladki, po czym, 
pomagając sobie ręką, wszedł w niego ostrożnie. 

To nie był ich pierwszy raz, ale teraz było zupełnie inaczej, i chociaż zawsze było mu dobrze wewnątrz Snape'a, 

to teraz było to kompletnie inne uczucie, bardziej całościowe. Znowu został wciągnięty w ciasne objęcia, długie nogi 
owinęły się wokół jego talii i Harry, nie do końca pewny, jak poruszać się w takiej pozycji, obniżył się na łokciach i 
pchnął ostrożnie. Wydawało się to właściwe, więc zaczął się powoli poruszać, wyobrażając sobie, że pieści wnętrze 
mężczyzny swym członkiem długimi, powolnymi pchnięciami, podczas gdy ręką gładził, co tylko mógł dosięgnąć: 
ramię,  bark,  bok,  biodro,  udo.  Mężczyzna  przylgnął  do  niego  kurczowo,  jakby  w  obawie  o  swoje  życie,  i  łkał 
cichutko w jego szyję: Harry czuł na skórze szczypiącą wilgoć jego łez. Trwało to i trwało, prawie bez końca, przez 
długie  minuty,  i  było  tak  ciepło,  dobrze  i  bezpiecznie,  coś  cennego  i  umiłowanego,  i  Harry  nie  chciał,  by 
kiedykolwiek się skończyło. Ale w tym momencie nogi wokół jego talii ścisnęły go mocniej i poczuł, jak z członka 
uwięzionego  między  ich  ciałami  wytryskuje  wilgoć,  a  mięśnie  na  jego  własnym  penisie  zaciskają  się  prawie 
boleśnie.  Takie  podwójne  wrażenie, emocjonalne  i fizyczne, to było nagle  zbyt  wiele  dla  Harry'ego i przyciskając 
policzek do włosów mężczyzny, doszedł, a było to tak przyjemne, że aż bolało, i było tak  ciepło, ciepło, ciepło, aż 
ich wcześniejsza rozmowa nagle nabrała sensu. Otoczył ciało Snape'a i przytulił go, i leżeli tak przez długie minuty, 
wtuleni w siebie. 

Nieco później, gdy ostrożnie wyplątali się ze swoich objęć, Harry pocałował mężczyznę w czoło i poszedł po 

ręcznik. Zwilżył go ciepłą wodą, po czym wytarł najpierw wciąż leżącego z zamkniętymi oczami  Snape'a, a potem 
siebie.  Gdy  skończył,  położył  się  obok  swojego  męża,  naciągnął  na  nich  obu  przykrycie  i  przysunął  się  do  niego 
bliżej. 

  –  Wszystko  w  porządku?  –  zapytał  miękko,  ale  jedyną  odpowiedzią  było  to,  że  Snape  odwrócił  się  w  jego 

stronę i przycisnął go do siebie. 

  – Jak się czujesz? – spytał po chwili, łaskocząc oddechem ucho chłopaka, który zachichotał w odpowiedzi. 

  – Bezpiecznie. Ciepło. Dobrze. 

  – Poczucie winy? 

  – Nie. To było takie... inne od poprzednich. A ty? Było choć trochę lepiej? 

  – Było  doskonale.  –  Odpowiedź  była  zupełnie  nie-Snape'owa,  ale  Harry  nie  chciał  go  naciskać.  Mężczyzna  i 

tak  zawsze  zamknięty  w  sobie,  chłodny,  teraz  prawdopodobnie  był  wystarczająco  zażenowany  tym,  że  Harry 
widział, jak płacze, więc chłopak nawet nie próbował pytać o nic więcej. 

background image

– Wesołych Świąt – powiedział zamiast tego i odwrócił się tak, że plecami przyciskał się do klatki piersiowej 

mężczyzny. Snape swoim zwyczajem objął go ramieniem i otoczył nogą w talii.   

  – Dziękuję. – Cichutki szept był prawie niesłyszalny, ale Harry go usłyszał i chwyciwszy dłoń Snape'a, uścisnął 

ją. – I tobie również życzę Wesołych Świąt. 

 

*** 

 

To  uprawianie  miłości  (bo  było  to  zdecydowanie  coś  więcej,  niż  ich  zwyczajowe  kopulacje,  Harry  był  tego 

pewien)  zmieniło  ich  związek.  Tamto  rodzinne  uczucie  stało  się  silniejsze,  a  poczucie  winy  spowodowane  jego 
obecnym stanem cywilnym i tym, co robili w sypialni, w końcu ostatecznie zniknęło. Nie uprawiali seksu częściej, 
niż to konieczne i Harry wciąż czuł się niezręcznie w łóżku; były również rzeczy, do których po prostu nie potrafił 
się przemóc (jak na przykład całowanie mężczyzny w usta czy branie do ust jego członka), ale Snape nie narzekał, 
lecz akceptował i odwzajemniał wszystko to, co Harry był gotowy mu dać. 

Jednak  zmiany  nie  ograniczały  się  wyłącznie  do  sypialni:  ich  codzienne  życie  wkroczyło  w  nowy,  bardziej 

zrelaksowany etap, z poważnymi rozmowami (choć dotyczyły one przede wszystkim Voldemorta, planów Zakonu, 
nauki Harry'ego, czasem badań Snape'a nad eliksirami i bardzo rzadko tematów osobistych), zwyczajnym czytaniem 
i uczeniem się, lub lekcjami Sztuk Umysłu. 

Albo  też  może  to  ostatnie  było  najbardziej  zauważalną  zmianą.  Kilka  dni  po  Świętach,  po  obfitym  lunchu, 

Snape powstrzymał Harry'ego, który znowu pochylił się nad książką. 

  – Już wystarczająco długo studiowałeś teorię. Już czas, abyś zaczął praktyczną naukę Legilimencji, Potter. 

Harry posłał mu pytające spojrzenie. 

  –  Chodzi  ci  o  to,  że  mam  chodzić  dookoła  i  rzucać  Legilimens  na  moich  niczego  nie  podejrzewających 

rówieśników i nauczycieli? 

Snape uśmiechnął się szyderczo. Była to mina, której chłopak nie widział u niego już od jakiegoś czasu. 

  – Idiota. Ze mną. Masz ćwiczyć ze mną. 

Harry odwzajemnił uśmiech. 

  – Po pierwsze: jesteś wystarczająco silnym Oklumentą, by wyprzeć Voldemorta ze swojego umysłu. Jeśli będę 

ćwiczył  z  tobą,  nigdy  nie  dowiem  się,  jak  robić  to  poprawnie.  Po  drugie:  nie  chcę  szpiegować  wśród  twoich 
sekretów... 

  –  Wpuszczę  cię  do  mojego  umysłu  –  do  pewnej  granicy,  oczywiście.  To,  co  chcę  zachować  przed  tobą  w 

ukryciu, przeniosę do Myślodsiewni. Ale musimy to zrobić. – Wyraz twarzy mężczyzny złagodniał. Natomiast rysy 
Harry'ego stwardniały. 

  – Nie – powiedział stanowczo. – Nie obchodzi mnie, co Dumbledore na to powie, nie zrobię tego. 

  – Potter, to jest konieczne... 

  –  Nasze  małżeństwo  też  było  konieczne.  Byłeś  zmuszony  dzielić  się  ze  mną  swoją  intymnością.  NIE  będę 

naruszał twojej prywatności w żaden inny sposób. Żadnej Legilimencji. 

  – Dlaczego? Żyjesz w tym samym wymuszonym małżeństwie i ja używam na tobie Legilimens! 

  – I to też jest cholernie upokarzające! – wykrzyknął Harry, zirytowany. 

background image

  – Więc dlaczego nie? – spytał Snape z ciekawością. – To idealna okazja do odwetu. 

Harry był tak zaskoczony, że przez jakąś minutę nie był w stanie się odezwać. Potrząsnął głową z rozpaczą. 

  – Jesteś nienormalny! – wyrzucił w końcu z siebie. – Mieszkamy razem. Śpimy razem. Udało nam się osiągnąć 

pewien  poziom  porozumienia.  Dlaczego  miałbym  chcieć  to  wszystko  zaprzepaścić  dla  dziecinnego  i  absolutnie 

bezcelowego  odwetu? – Na widok zmieszania na twarzy  mężczyzny, jego desperacja jeszcze  wzrosła.  – Na miłość 
boską, Snape! Czy każdy Ślizgon ma tak pokręcony umysł, czy to tylko ty jesteś takim ewenementem? 

  – Potter, nie mów do mnie takim tonem! – warknął mężczyzna, a Harry rozrzucił ramiona. 

  –  Nie  potteruj  mi  teraz!  To  ty  jesteś  tym,  kto...  kto...  –  nagle  w  jego  umyśle  zaświtało  zrozumienie  i  opadł 

ciężko na  najbliższe krzesło.  –  Na  Merlina  –  przełknął.  –  Ty  mówiłeś poważnie.  –  Spojrzał w  górę  na  Snape'a.  – 
Mówiłeś poważnie, prawda? 

  – Oczywiście – odparł ten lakonicznie i odwrócił się do chłopaka plecami. 

"Ufam  Severusowi  Snape'owi",  Harry  prawie  słyszał  głos  Dumbledore'a.  "Ale  zapomniałem,  że  pewne  rany  są 

zbyt głębokie, by dało się je uleczyć. Myślałem, że profesorowi Snape'owi udało się przezwyciężyć pewne uczucia... 
Myliłem  się
."  Harry  nie  wiedział  zbyt  wiele  o  życiu  Snape'a,  ale  teraz  słowa  dyrektora  nabrały  wreszcie  sensu. 
Snape,  choć  ponad  dwa  razy  od  niego  starszy,  był  tak  samo  skrzywdzonym  i  dającym  się  prowadzić  emocjom 
człowiekiem, jak wszyscy inni, albo nawet bardziej. Całe jego życie polegało na otrzymywaniu i zadawaniu ran, bez 
możliwości przezwyciężenia cierpienia, a kontratak i zemsta były głównym ruchami w tej raczej bolesnej grze. Jakie 
to żałosne i jakie typowe dla niego! Ale Harry nie pragnął odwetu i z pewnością nie miał w sobie tyle nienawiści i 
złośliwości,  by  zrobić  coś  tak  paskudnego  mężczyźnie,  który  zgodził  się  go  poślubić  i  żyć  z  nim,  nie  patrząc  na 
własne  rany  i  uczucia.  Dopiero  teraz  Harry  potrafił  zrozumieć  pełnię  poświęcenia,  jakiego  dokonał  Snape 
poślubiając go, i poczuł się zagubiony. Nie mógł obwiniać się za swoje przeszłe reakcje czy gorzkie słowa, którymi 
ciskał w niego: wszystkie one były prawdą, ale z drugiej strony Snape miał swoje własne motywy, by zachowywać 
się tak, a nie inaczej. Obaj trwali w bezruchu, dopóki zegar na ścianie nie zadzwonił cicho, sygnalizując upływający 
czas. 

Harry  wstał  i  stanął  za  Snape'em.  Mężczyzna  zamarł  w  swojej  pozycji,  jakby  oczekiwał  na  cios  –  i  tak  było, 

pomyślał chłopak ze smutkiem. Delikatnie wtulił się w te napięte plecy, ostrożnie owijając ramiona wokół szczupłej, 
kościstej piersi, gdy chował twarz w lekko tłustawych włosach i przyciskał mężczyznę do siebie. Był to gest otuchy, 
którego nigdy wcześniej żaden z nich nie użył poza łóżkiem, ale teraz wydawał się on właściwy. Sięgnął do długich 
palce, splótł jego dłonie ze swoimi i uścisnął je. 

  – Nie chcę zemsty. Nie chcę cię ranić. Wiem, że nie jestem idealnym partnerem życiowym i prawdopodobnie 

nawet  gorszym  partnerem  łóżkowym.  Wiem  także,  że  nigdy  jeszcze  ci  tego  nie  mówiłem,  ale  myślę,  iż  wreszcie 
jestem w stanie zaakceptować to... nasze małżeństwo i ja... zależy mi na tobie, choć nie w romantycznym sensie... – 
Snape wypuścił powietrze z drżeniem i próbował uwolnić się z objęć, ale Harry był uparty i nie wypuścił go.  – Nie 
będę używał na tobie zaklęcia Legilimens. Tak, ty robiłeś to mnie, ponieważ musiałem nauczyć się, jak się bronić, 
ale... 

  –  Musisz  uczyć  się  Legilimencji,  jeśli  chcesz  pokonać  Czarnego  Lorda,  Potter  –  Snape  odezwał  się 

załamującym się szeptem. – To jedyny sposób... 

  – Wiem – odpowiedział Harry powoli. – Wiem – powtórzył po chwili. – Przepraszam. 

 

*** 

 

background image

– NIE ZROBIĘ TEGO WIĘCEJ!  – Harry krzyczał na Dumbledore'a. – Nie  mogę, ja... po prostu nie potrafię, 

proszę,  niech  mnie  pan  zrozumie...  On  jest  tak  zimny  po  każdej  takiej  sesji,  i  tak  zdruzgotany  psychicznie... 
Uspokojenie  go zabiera  mi za każdym razem  godziny; nie patrzy  mi  wtedy  w oczy, jakby oczekiwał, że zacznę  z 
niego drwić  albo coś takiego... Nasz... nasz  związek...  mamy swoje  problemy  nawet  bez tych lekcji,  a  ja nie  chcę 
poświęcać tego... zrozumienia, które udało nam się osiągnąć tylko dlatego, że jestem zmuszony gwałcić jego umysł. 
Pan jest znacznie silniejszym Oklumentą i nie jest pan tak emocjonalnie wyniszczony jak on! 

  – Harry, profesor Snape jest równie dobrym Oklumentą... 

  – Ale to nie o to teraz chodzi! Aby uczyć mnie Legilimencji musi pozostawić swój umysł odsłonięty; przecież 

wie pan, co mam na myśli! I nawet jeśli próbuję być bardzo ostrożny, nie mogę uniknąć oglądania jego wspomnień, i 
w zeszłym tygodniu przestał się do mnie odzywać, bo zupełnie przypadkowo, zobaczyłem coś bardzo osobistego... – 
Harry był na granicy płaczu. – Wiem, że mógłby mnie pan uczyć... 

Dumbledore  wstał  i  okrążywszy  swoje  biurko,  podszedł  do  roztrzęsionego  chłopaka  i  poprowadził  go  do 

najbliższego krzesła. 

  –  Nie  mogę,  Harry  –  zaczął,  gdy  obaj  już  siedzieli.  –  Znam  zbyt  wiele  tajemnic  i  zbyt  wiele  od  tej  wiedzy 

zależy. Nie mogę ryzykować, że ktoś się o nich dowie, mimo że ci ufam. Jest wojna i niestety, moja rola w niej jest 
zbyt ważna. 

  – Rozumiem, proszę pana, ale... 

  –  Musisz  zachowywać  się,  jakby  nic  się  nie  stało.  Profesor  Snape  ci  ufa  i  na  pewno  wróci  do  siebie,  tylko 

musisz dać mu trochę czasu i pozwolić odczuć, że jesteś przy nim. 

Chłopak schował twarz w dłoniach. 

  – Nie zdziwię się, kiedy w końcu kompletnie mnie znienawidzi... 

  – On cię wcale nie nienawidzi, Harry... 

  – A co pan może o tym wiedzieć?! – odwarknął chłopak ze złością. 

  – O czym? 

  – O mnie. O nim. O nas – Harry prawie wypluwał te słowa. 

  –  Nie  jestem  ślepy,  mimo  mego  wieku  i  okularów  na  nosie  –  uśmiechnął  się  Dumbledore.  –  Zależy  mu  na 

tobie, tak ja  tobie  na  nim. I to nie  jest tylko tymczasowe.  Już  udało ci  się odmienić  go bardziej niż  komukolwiek 
wcześniej. 

  – Niech pan nie gada bzdur! – Harry skrzyżował ramiona na piersi. – My się nawet nie kochamy! 

  – Wiem o tym, Harry. Ale jednak wasz związek go zmienił. Jest znacznie spokojniejszy, bardziej rozluźniony i 

łatwiej  się  z  nim  dogadać.  Ale  mam  również  prawdziwe  dowody  –  dodał  pospiesznie,  widząc  że  Harry  chce  coś 
wtrącić. – Mieliśmy mniej skarg na niego i liczba wypadków na Eliksirach drastycznie się zmniejszyła. 

  – Od kiedy? – zapytał Harry podejrzliwie. 

  – Od września. Ale to nie koniec zmian. Spędza więcej czasu z innymi nauczycielami i czasami bierze udział w 

nieobowiązkowych naradach. Widziałem uśmiech na jego twarzy, i to nie raz. Je więcej i ogólnie wygląda znacznie 
lepiej. 

Harry odchylił się na krześle i pogrążył w rozmyślaniach o rozmowie, którą usłyszał w pokoju wspólnym dwa 

dni wcześniej. 

 

background image

–  Nie  wiem,  co  Harry  z  nim  robi,  ale  to  przerażające  –  usłyszał  głos  Ginny,  kiedy  wchodził  do  dormitorium 

siódmego roku. – On DAŁ Colinowi dwa punkty za poprawną odpowiedź! 

  – Ginny, dwa punkty to żaden dowód, ani nic takiego – odparł Dean (jej chłopak od dwóch lat). 

Wtedy ktoś parsknął. 

  –  Dean,  czy  ty  naprawdę  już  zapomniałeś  jak  wyglądały  nasze  Eliksiry?  –  zapytał  Ron,  ziewając.  –  Snape  w 

ciągu  pięciu  lat  nigdy  nie  dał  nawet  jednego  punktu  żadnemu  nie-Ślizgonowi!  Mimo  że  Hermiona  zawsze  znała 
odpowiedzi na jego pytania i jej eliksiry zawsze były bez zarzutu! 

  –  I  to  nie  był  pierwszy  raz  –  kontynuowała  Ginny.  –  Co więcej,  w  tym  roku  cały  Gryffindor  stracił  mniej  niż 

pięćdziesiąt  punktów  na  Eliksirach,  a przecież  zazwyczaj  traciliśmy  taką  ilość  w  dwa  tygodnie,  i  to  jeśli  mieliśmy 
szczęście. 

  – Albo w jeden dzień, jeśli mieliśmy pecha – wymamrotał Ron i wszyscy się roześmiali. 

  – I myje włosy! – dodała Ginny, jak gdyby to był najważniejszy argument. 

  – Ginny! Obserwujesz Snape'a? – zapytał Dean z nutą zazdrości w głosie. 

Ron zachichotał złośliwie. 

  –  Oczywiście  –  odparła  dziewczyna  rzeczowo.  –  Skoro  Harry  trzyma  język  za  zębami,  Hermiona  i  ja 

obserwujemy ich obu, żeby się orientować, czy aby na pewno wszystko jest w porządku. 

  – Ty... – zaczął Ron groźnie, ale siostra nie pozwoliła mu na tyradę. 

  – Posłuchaj, Harry był w  strasznej depresji po tym ich... ślubie. Bałyśmy się, że może zrobić coś głupiego. A 

potem przyszło lato i ten artykuł o nich, jak się kłócą na środku ulicy... Więc postanowiłyśmy ich obserwować, ale że 
od września nic złego się nie wydarzyło, to... 

  – I myślisz, że to Harry tak na niego wpłynął? – dopytywał się Dean. 

  – A kto inny? 

Nerwowe pochrząkiwania. 

  – Myślicie, że oni... że oni... – Dean przełknął głośno – są w sobie zakochani? 

  –  Nie  –  odpowiedział  Ron.  –  Harry  jest  hetero,  choć  nie  znam  preferencji  Snape'a.  Ja  tam  myślę,  że  oni  po 

prostu są już mniej samotni. 

  – Harry jest hetero? – zdziwił się Dean. – Ale w takim razie... 

  – To nie nasza sprawa – uciął Ron, po czym zmienił temat. – Możesz mi pożyczyć swoje notatki z Astronomii 

 

  –  Harry?  –  W  głosie  Dumbledore'a  dźwięczało  zaniepokojenie.  Chłopak  spojrzał  w  górę.  –  Przepraszam,  ale 

przez moment byłeś tak daleko... 

  – Po prostu myślałem o czymś. – Harry wstał. – Muszę już iść, panie dyrektorze. – Westchnięcie. – Wciąż nie 

wiem, co zrobić. 

  – Bądź przy nim. 

  – Spróbuję. 

 

background image

*** 

 

Trzy dni później Harry zbliżał się do ich kwater z lękiem. Był

 

znowu piątek, dzień ich regularnych zbliżeń, ale 

po raz pierwszy od miesięcy Harry bał się tego, co miało nastąpić. Ostatnim razem było okropnie. W całkowitych 
ciemnościach  Snape  zerżnął  go  szybko,  po  czym  uciekł  do  salonu,  gdzie  spędził  noc  na  rozmyślaniach.  Harry 
pamiętał chłód w piersi, gdy klęczał w łazience i wymiotował... 

Ale roztrząsanie tego teraz nie miało sensu, musi to zrobić, bez względu na swój strach czy  niechęć. Otworzył 

drzwi. Salon był pusty, ale dostrzegł smugę światła pod drzwiami sypialni, więc wziąwszy głęboki oddech, wszedł 
do niej. 

Snape  coś  czytał  i  tylko  skinął  głową  w  odpowiedzi  na  przywitanie  Harry'ego,  nawet  nie  podnosząc  wzroku. 

Kompletnie go ignorował do chwili, gdy chłopak położył się przy nim, nagi i prosto spod prysznica. Jednak nawet 
wtedy  nie  patrzył  w  jego  kierunku,  a  jedynie  zgasił  pochodnie,  po  czym,  jak  Harry  wywnioskował  z  cichych 
szelestów, zdjął swoją koszulę nocną, więc również był nagi. 

  – Tym razem ty jesteś na górze – mężczyzna przełamał wreszcie ciszę, mówiąc beznamiętnie. – Lubrykant stoi 

na szafce nocnej. 

Harry odwrócił się w jego stronę i spostrzegł, że Snape już klęczy, przygotowany na szybką akcję, jak to zwykle 

robili do czasu wigilijnego “przełomu”. Ale chłopak nie chciał w ten sposób. Anonimowość. Wyobcowanie.  Chłód
Kucając  za  plecami  mężczyzny,  Harry  otoczył  go  rękoma  w  talii  i  siłując  się  przez  chwilę,  pchnął  go  i  odwrócił. 
Nagle Snape leżał pod nim, w objęciach chłopaka, pocierającego figlarnie czubkiem nosa płatek jego ucha. 

  – Zrobimy to właściwie albo możesz zerżnąć mnie, jak ostatnio  – powiedział Harry stanowczo. – Nie potrafię 

robić tego znowu w ten sposób, jak... wcześniej.   

  – Właściwie? – nuta sadyzmu zabrzmiała w głosie Snape'a. – W takim razie – chwycił dłońmi głowę chłopaka i 

przyciągnął ją do swojego krocza – możesz zacząć od obciągnięcia mi... – I przycisnął twarz Harry'ego do swojego 
na wpół wzwiedzionego członka. 

Atak był tak nagły, że chłopak nie zdążył go odeprzeć, jedynie zagryzł wargi, walcząc z rosnącą w gardle kulą. 

Wyrwał się i usiadł jak najdalej od Snape'a. Oddychał głęboko przez chwilę, starając się przezwyciężyć mdłości. 

  – Dobra – powiedział w końcu. – Więc wracamy do starych metod. Ale ja nie będę na górze.

 

W duszy modlił się, żeby było już po wszystkim, klękając posłusznie obok mężczyzny. Jednak nie przygotował 

się na to i miał nadzieję, że Snape nie...    nie weźmie go tak brutalnie. Zdawał sobie sprawę, że się trzęsie, ale nie 
potrafił nic na to poradzić. A w jego przypadku seks był niezbędny do życia, więc nie mógł po prostu uciec. 

Dotyk  dłoni  na  plecach  był  zdumiewająco  delikatny,  ręka  pociągnęła  go  w  dół,  do  Snape'a,  który  naciągnął 

przykrycie na nich obu i wtulił się w plecy chłopaka. Otoczył go ramionami, przyciskając do siebie. 

  – Harry? – dobiegł chłopca wystraszony głos. – Wszystko w porządku? 

  – N-nie

 

za bardzo – zająknął się w odpowiedzi, wciąż drżąc. 

  – Ja... Ja nie... Ja... – Uścisk mężczyzny zacieśnił się, a jego przerywany oddech połaskotał szyję Harry'ego. – 

Nie chciałem tego... Ja tylko... tylko... 

Harry miał ochotę krzyczeć, wrzasnąć na niego, ale tylko zacisnął usta jeszcze bardziej i potrząsnął głową. 

  – Harry, ja... 

  –  NIE  NAZYWAJ  MNIE  HARRY!  –  wykrzyknął  wreszcie,  zanim  zdążył  się  powstrzymać  i  wyrwał  się  z 

background image

objęć, by usiąść na  brzegu łóżka.  –  Nigdy tak do mnie  nie mówiłeś. To nie  ułatwia  tej całej  –  wskazał  dookoła

 

– 

sprawy.   

  – Potter, ja... – zaczął Snape, ale Harry, już rozwścieczony, nie pozwolił wejść sobie w słowo. 

  – Wiem,  co  chcesz  powiedzieć. Tak,  widziałem  to  wspomnienie  z  tobą,  Malfoyem  i  Rosierem.  Nie,  nigdy  w 

życiu bym o tym nikomu nie powiedział. Nie, nie czułem później do ciebie odrazy. Tak, wiem, że to było bardzo 
osobiste  i  tak,  zdaję  sobie  sprawę,  że  nienawidzisz  mnie,  bo...  bo  znalazłem  się  w  niewłaściwym  miejscu  o 
niewłaściwej porze. Nienawidzisz mnie, bo mój ojciec nienawidził ciebie, a ty musisz żyć ze mną, dzielić się ze mną 
swoimi wspomnieniami, nienawidzisz mnie dla samej nienawiści, nic nowego... –Odwrócił się i spojrzał mężczyźnie 
prosto  w  oczy.  –  Ale  wiesz  co?  To  koniec.

 

–  Wstał  i  zaczął  się  ubierać.  –  Jestem  już  dorosły  według  norm 

czarodziejskiego  świata.  Ani  ty,  ani  Dumbledore  nie  możecie  zmuszać  mnie  do  trwania  w  tym  małżeństwie.  Nie 
obchodzi mnie, co zrobi Voldemort. Tego już za wiele. 

  – Ale musisz zrozumieć... – głos Snape'a trzasnął jak bicz, ale to tylko dolało oliwy do ognia, który płonął w 

duszy Harry'ego. 

  – Muszę?! – wrzasnął. – Mam siedemnaście lat, na litość boską! Jestem cholernym nastolatkiem, którego przez 

lata  traktowałeś  jak  śmiecia  i...  i...  –  gestykulował  żywo  w  desperacji.  –  Ale  ty  masz  trzydzieści  osiem!  Jesteś 
dorosły! Ponad dwa razy starszy ode mnie! Dlaczego to ja mam rozumieć?! Starałem się! Próbowałem nawet dzisiaj, 
chociaż po ostatnim razie nie miałem nawet zamiaru zbliżać się do twojego pokoju! A ty... ty chciałeś mnie zmusić, 
tylko  z  powodu  głupiego  wspomnienia!  Poniżyć  mnie  za  coś,  za  co  ani  ja,  ani  mój  ojciec  nie  byliśmy 
odpowiedzialni! – Głos mu się załamał i Harry musiał uspokoić się wystarczająco, by móc dokończyć swą tyradę. – 
Ale nigdy więcej. Jutro rano zaczynam procedurę rozwodową. Dobranoc.  – Otworzył drzwi, chcąc wyjść, ale głos 
Snape'a go powstrzymał. 

  – Potter, Harry, zaczekaj, proszę

 

– mężczyzna nałożył koszulę nocną i kapcie. Jego głos był niski i zmęczony. 

Podszedł do chłopaka. – Masz rację. To, co zrobiłem... – przełknął ślinę i odwrócił wzrok – było nie do przyjęcia. 
Przepraszam. Naprawdę. I ja... nie nienawidzę cię. Nie zrobiłem tego z powodu nienawiści. – Harry spostrzegł, że 
mężczyzna znów przełyka ciężko, jego usta były suche. – Byłem po prostu... było mi wstyd i... bałem się. Twojego 
odrzucenia, odrazy... 

  – Aha, więc aby uniknąć mojej reakcji, ty odrzuciłeś mnie pierwszy! Genialne! – warknął Harry. Snape zwiesił 

głowę i nie odpowiedział. W końcu chłopak jęknął z irytacją. – No dobra. Nie wystąpię o rozwód. Ale nigdy więcej 
takiego pieprzenia w łóżku. Jeśli chcesz walczyć, możemy walczyć. Ale nie w łóżku. To jest dla mnie wystarczająco 

trudne nawet bez... – zamilkł, czując ręce Snape'a, zdejmujące z niego ubranie. Po chwili był już w łóżku, w samej 
bieliźnie i przykryty kołdrą, głowę opierając na ramieniu mężczyzny, który wciąż miał na sobie koszulę nocną. 

  – Zakochałem się w Lucjuszu Malfoyu, gdy  miałem piętnaście lat – ni stąd, ni zowąd zaczął Snape, z oczami 

skierowanymi na sufit. – Ale Lucjusz był bogaty, piękny i normalny, podczas gdy ja byłem tym biednym, brzydkim, 
oślizgłym  pedałkiem,  którego  widziałeś  w  Myślodsiewni.  Zdawałem  sobie  świetnie  sprawę,  że  nigdy  go  nie 
zdobędę,  więc  gdy  dowiedziałem  się,  że  Evan  dzieli  moje  preferencje  seksualne,  zacząłem  się  z  nim  spotykać  na 
szóstym roku. To, co widziałeś w moim wspomnieniu, zdarzyło się tylko raz, gdy Evan i Lucjusz starali się  mnie 
nakłonić do przyłączenia się do Czarnego Pana. To był jeden, jedyny raz, gdy dotknąłem Lucjusza... A jak widziałeś, 
Evan nie miał specjalnych oporów przed dzieleniem się mną... Ani on mnie nie kochał, ani ja jego; byłem zakochany 
w  Lucjuszu...  –  zaśmiał  się  gorzko.  –  To  wspomnienie  wydaje  mi  się  teraz  takie  brudne,  zwłaszcza  jak  pomyślę, 
jakie  to  kazania  ci  prawiłem  o  seksie  nie  opartym  na  żądzy,  że  powinien  on  polegać  na  okazywaniu  troski  i 
delikatności...  –  musiał  przerwać,  by  przełknąć  kulę,  która  urosła  mu  w  gardle.  –  Mój  pierwszy  raz  z  partnerem, 
któremu na mnie zależało, odbył się w tę Gwiazdkę... 

Harry poczuł, że oddech więźnie mu w gardle, gdy dotarł do niego sens słów mężczyzny. 

background image

  – Więc w Wigilię złapałeś się w swoją własną pułapkę – powiedział łagodnym tonem, gładząc rękę Snape'a. 

  –  Można  tak  powiedzieć

 

 

kącik ust mężczyzny uniósł się leciutko.  – Wcześniej nie miałem pojęcia, że seks 

może być tak... tak intymny. 

Harry uśmiechnął się szeroko. 

  – Cieszę się, że mogłem pomóc.

 

– Nagle pewna myśl zaświtała mu w głowie. – Nadal kochasz Malfoya? 

  – Nie – odpowiedział Snape z niezłomną pewnością. 

  – Acha... – napięcie w piersi chłopca zniknęło. Myśl, że Snape, uprawiając z nim seks, fantazjuje o Malfoyu, 

była trochę... chora. Westchnął z ulgą. 

Mężczyzna w końcu spojrzał na niego. 

  –  Już  od  dawna  chciałem  cię  zapytać,  czy  mogę  mówić  do  ciebie  Harry

 

 

odchrząknął  z  zakłopotaniem.  – 

Nazywanie cię Potter jest dość... denerwujące... 

  – Zakłóca intymność, jak przypuszczam –

 

Harry znów się uśmiechnął. – Dobrze. Nie mam nic przeciwko. 

  – Więc ty mów mi Severus. 

  –  Dobrze,  Severusie  –  odparł  Harry,  marszcząc  lekko  nos.  –  Dziwnie  brzmi.  Snape  jest  krótsze...  A  co  do 

twojego... wspomnienia... wiem, że ciężko było ci znieść to, że je widziałem. Ale obawiam się, iż coś takiego może 
wydarzyć się znowu, więc powinniśmy być przygotowani na taką ewentualność... i pomyślałem sobie, że możemy 
wymieniać  informacje.  Za  każdą  problematyczną  scenę,  jaką  zobaczę,  opowiem  ci  równie  okropną  historię  ze 
swojego życia, albo możesz rzucić na mnie Legilimens... 

  – Nie trzeba. Widziałem całkiem sporo tego typu scen z twojego życia – powiedział Snape. – Ale miło z twojej 

strony, że to proponujesz. 

  – Chciałbym, żebyś mi ufał – Harry zaskoczył tym sam siebie. 

  – Ufam ci

 

– to proste stwierdzenie było nawet bardziej zaskakujące. Ale nie wystarczające. 

  – W takim razie chciałbym, abyś nauczył się jak mi ufać – odparł na to Harry i spojrzał na Snape'a. 

  – Mogę cię dotknąć? – Mężczyzna patrzył na niego niepewnie. 

  – Musisz. Jest piątek. 

 

*** 

 

Śniadanie  było  znakomite,  jak  zawsze  zresztą  i  Harry  czekał  niecierpliwie  na  następną  lekcję:  Opiekę  Nad 

Magicznymi  Stworzeniami.  Nie  chodziło  o  Hagrida  ani  o  jego  najnowsze  urocze  monstra,  ale  o  pogodę.  W  nocy 
padał śnieg i teraz całą okolicę pokrywał biały puch. Wyglądało to tak zapraszająco, że chciało się wyjść na spacer 
albo  może  powalczyć  na  śnieżki?  Ani  on,  ani  Ron  nie  mieli  zajęć  tuż  po  lekcji  z  Hagridem,  więc  mogli  spędzić 
trochę czasu na zabawie, jeśli chcieli. 

  – Harry? – głos Snape'a zaskoczył go. Nie zdarzało się, by mężczyzna pierwszy nawiązywał rozmowę poza ich 

kwaterami.  Zazwyczaj  tylko  się  pozdrawiali  albo  rzadziej,  mężczyzna  mówił  mu,  że  pora  ich  zajęć  jest  z  jakichś 
powodów nieodpowiednia, i tak szybko, jak to  możliwe, zgadzali się  na  inną  datę, po czym każdy szedł  w swoją 
stronę. Właściwie to Harry  nie  rozumiał, dlaczego Snape  był tak  niechętny pokazywaniu publicznie, że  są  razem, 
przecież i tak wszyscy o tym wiedzieli. Ale nigdy nie pytał go o powody, lecz akceptował tę sytuację taką, jaką była. 

background image

  – Tak, Severusie? – spojrzał na swojego męża z oczekiwaniem. 

  – Chciałem tylko zapytać, czy masz dużo nauki w ten weekend, bo może moglibyśmy um... wziąć wolny dzień 

w sobotę. 

Harry szybko sprawdził w głowie plan lekcji. 

  – Nie, nic naglącego. A co masz na myśli? 

  – Pomyślałem, że moglibyśmy się razem wybrać na lunch do Hogsmeade... 

Harry'emu prawie opadła szczęka. 

  – Ale... ale tam będą inni ludzie i... zobaczą nas razem... 

Snape zacisnął usta w wąską kreskę. 

  – Mówiłeś, że nie masz nic przeciwko, żeby widywano cię... ze mną... 

  – Oczywiście, że nie mam. To zawsze ty chciałeś być dyskretny. A jeśli jutro pójdziemy razem, twoja taktyka 

ucierpi, będziemy wystawieni na widok publiczny. Czy na pewno tego chcesz? 

  – Moja propozycja jest wciąż aktualna, panie Potter. 

  – W takim razie przyjmuję ją, panie Snape. 

 

*** 

 

– Harry, bardzo cię przepraszam za ostatni piątek – brzmiało pierwsze zdanie Snape'a, gdy oddalili się od szkoły 

na tyle, aby nikt ich nie słyszał.   

  –  Już  przeprosiłeś.  A  ja  przyjąłem  twoje  przeprosiny.  Byłeś...  miły  później,  a  seks  był  w  porządku.  Nie  ma 

potrzeby znowu tego wałkować – odparł Harry uspokajająco. 

Snape potrząsnął głową z irytacją. 

  – Chodzi mi o to... musi być trudne dla ciebie być ze mną... widzieć, że ten przerażający, odpychający Mistrz 

Eliksirów jest w rzeczywistości żałosnym, dającym się ponosić emocjom łajdakiem... 

  –  Severusie  –  Harry  złapał  go  za  rękę.  Było  zimno  i  padał  śnieg,  ale  Snape  miał  gołe  ręce,  więc  chłopak 

odwrócił się w jego stronę i zdjąwszy rękawiczki, wziął jego obie dłonie w swoje własne. – Powinieneś był ubrać się 
porządnie. Na dworze jest zimno. 

Mężczyzna zarumienił się, zakłopotany, i wyrwał się z uścisku. 

  – Nie jestem dzieckiem. I nie potrzebuję twoich... rad... 

  – Przepraszam  – Harry uśmiechnął się smutno.  – Wiem, że to wygląda... ach, dajmy temu spokój. I nie mów 

mi, że jesteś żałosny... – Wzruszył ramionami i obaj zaczęli znowu iść. – Każdy z nas jest, bardziej lub mniej... 

  – Miałem nadzieję, że w wieku trzydziestu ośmiu lat będę dorosły, ale... ale... Harry, twoja życzliwość wprawia 

mnie w zakłopotanie – wyrzucił z siebie.   

To wyznanie uciszyło ich obu, więc dalej szli w milczeniu. Świat dookoła był na wpół ukryty wśród tańczących 

białych płatków. Harry miał na głowie kaptur, lecz włosy Snape'a wkrótce pokryła cienka warstwa śniegu. Chłopak, 
nie  zastanawiając  się,  strzepnął  ją,  muskając  przypadkowo  policzek  mężczyzny,  gdy  zabierał  rękę.  Snape  zbladł i 

background image

odwrócił wzrok. 

  – Najwyraźniej to nie mój dzień – wymamrotał Harry przepraszająco. 

Szli dalej w ciszy, aż dotarli do małej spokojnej wioski, która w padającym śniegu wyglądała jak z pocztówki. 

  –  Jak  w  Święta...  –  wyszeptał  Harry  i  zatrzymał  się,  by  nacieszyć  oczy  tym  widokiem.  Snape  również 

przystanął, nie chcąc zostawiać chłopca z tyłu. Harry spojrzał na niego, na swego męża – choć fakt ten stanowił dla 
niego coraz mniejszy problem – i zauważył, że Snape wygląda na poruszonego, może nawet smutnego, a zmarszczki 
tego dobrze znanego zgorzknienia i irytacji znów pojawiły się na jego twarzy. 

  – Severusie, czy coś jest nie tak? 

Wymuszony uśmiech pojawił się na wąskich wargach. 

  – Nie. 

  – Nie wierzę ci – powiedział Harry i podszedł bliżej. – Coś cię... gryzie. Widzę to po twojej twarzy. W twoich 

oczach... – powoli zdjął jedną z rękawiczek i musnął palcami głęboką, prawie wyrażającą wściekłość zmarszczkę w 
kąciku ust mężczyzny. – Nie przypominam sobie, abym napotkał na jakieś... nieprzyjemne wspomnienie we środę. – 
Środa była dniem zajęć z Legilimencji. 

Snape wstrzymał oddech na ten dotyk i niezdarnie próbował się odsunąć, lecz Harry zbliżył się jeszcze bardziej i 

objął go. 

  – Na pewno wszystko w porządku? – zapytał, niepokój ściskał mu gardło. – Możemy wrócić do szkoły, jeśli... 

  – Nie – przerwał mu Snape zduszonym, pełnym bólu głosem, ale nie próbował wywinąć się z objęć, a nawet 

wręcz przeciwnie, otoczył chłopca ramionami w talii i przytulił mocniej. – Nic mi nie jest. 

Jednak  Harry  nie  mógł  przestać  się  martwić.  Snape  zachowywał  się  na  tyle  dziwnie,  że  chłopak  postanowił 

przypomnieć  sobie,  co  widział  w  jego  umyśle.  Mężczyzna  był  tak  nieprzewidywalny,  gdy  w  grę  wchodziły 
wspomnienia i uczucia... 

 

Lekcja Eliksirów, Snape jako chłopiec, stojący dumnie przy swojej doskonale przygotowanej miksturze... 

 

Mecz Quidditcha, Snape grający jako Ścigający... 

 

Scena tortur, Snape stojący wśród innych Śmierciożerców jako obserwator... 

 

On i Snape w łóżku, on sam pogrążony we śnie w objęciach mężczyzny... 

 

Dumbledore częstujący dropsami cytrynowymi... 

 

Moody wrzeszczący na bardzo młodego Snape'a... 

 

Lucjusz prezentujący siedem nowiutkich mioteł... 

background image

 

I to wszystko. Nic niepokojącego ani niezwykłego. Może Snape odczuwał wstyd z powodu swojej przeszłości 

jako  Śmierciożerca?  Ale  przecież  Harry  wiele  razy  zapewniał  go,  że  mu  to  nie  przeszkadza.  Ale  zachowanie 
mężczyzny,  gdy  przychodziło  do  wspomnień...  Tak,  tak,  był  nieprzewidywalny.  Harry  zawsze  zachowywał  się 
bardzo  taktownie,  gdy  chodziło  o  Mroczny  Znak.  Właściwie  to  pierwszy  raz  tak  naprawdę  ujrzał  go  dopiero  w 
Święta  (poprzedniej  nocy  po  prostu  nie  był  w  stanie  skoncentrować  się  na  przedramieniu  mężczyzny),  rankiem, 
zbudziwszy się w jego ramionach. To było dziwne uczucie. Pierwszy raz, gdy nie obudził się sam po spędzeniu nocy 
w łóżku Snape'a. Przyjemnie  było trzymać głowę  na  jego lewym ramieniu, ale  gdy otworzył oczy, pierwszym, co 
ujrzał, był Mroczny Znak. 

 

Snape  też  już  nie  spał,  usiłował  uwolnić  swoje  ramię,  by  ukryć  tę  obrzydliwą  pamiątkę  mało  chwalebnej 

przeszłości. 

–  Przepraszam  –  wybąkał  z  czymś  na  kształt  paniki  i  skoczył  na  nogi,  ciągnąc  róg  kołdry,  by  okryć  się  nią 

dokładnie. To spowodowało, że Harry leżał przed nim odkryty i kompletnie nagi. 

Chłopak oblał się purpurą i zwinął w kłębek, by się jakoś okryć, nie ośmielając się podnieść wzroku. Po chwili 

przykrycie do niego wróciło, a tym razem nagi Snape starał się go gorączkowo otulić. Widząc to, Harry nie mógł się 
powstrzymać, by nie zachichotać. Złapał mężczyznę za ramiona i pchnął na łóżko, jednak Snape nie dał się tak łatwo 
i wkrótce siłowali się, turlając po posłaniu. 

  – Potter, puść mnie – wysapał mężczyzna, pokonany; Harry siedział na nim okrakiem i przyciskał jego ręce do 

poduszki. Mroczny Znak był wyraźnie widoczny. 

  –  Nie  przeszkadza  mi  –  powiedział  Harry  i  rozluźniając  uścisk,  przesunął  dłoń  na  przedramię  mężczyzny, 

muskając  naznaczoną  skórę.  –  Wiem,  że  już  taki  nie  jesteś...  –  po  czym  dodał  pośpiesznie  –  i  przepraszam,  że 
nazwałem cię Śmierciożercą wtedy, w gabinecie Dumbledore'a

 

Snape, rzecz jasna, protestował. Ale Harry wciąż i wciąż powtarzał, że mu to nie przeszkadza, że nie budzi w 

nim obrzydzenia ani odrazy, że nie ma mu nic do zarzucenia. 

  – Możesz mi powiedzieć, wiesz o tym – zapewnił chłopak i odsunął się trochę, by móc na niego spojrzeć. 

  – Harry, ja... – zaczął ten, ale nie potrafił znaleźć słów, więc tylko potrząsnął głową. – Ja... 

  –  Severus?  –  nagle  rozległ  się  głos  McGonagall,  Snape  obrócił  się  szybko,  odsłaniając  chłopca.  –  Harry?  – 

Wyglądała na nieźle zaskoczoną. 

  – Witam – uśmiechnął się chłopak. 

Spojrzenie nauczycielki spoczęło na nim, po czym wróciło do Snape'a. 

  – Jesteście... razem? 

Harry parsknął, gdy dotarło do niego prawdziwe znaczenie jej pytania, ale Snape tylko uśmiechnął się drwiąco. 

  – Byłaś tam, Minerwo. Pan Potter i ja jesteśmy oficjalnie razem. 

  – Ale... – Zmarszczyła brwi. – Oczywiście, Severusie – kiwnęła głową. – Już prawie pora lunchu. Idziecie do 

Trzech Mioteł? 

  – Tak – odpowiedział jej Harry. – Severus zaprosił mnie na lunch – dodał. 

background image

Blade policzki Snape'a pokryły się szkarłatem. 

  –  Pomyślałem,  że  moglibyśmy  porozmawiać  gdzieś  w  luźniejszej  atmosferze,  poza  Hogwartem  –  zapewnił 

pospiesznie. – Mamy parę spraw do omówienia. 

Harry spojrzał na niego pytająco. 

  – Ale... przecież w weekend możemy porozmawiać w każdej chwili! 

Rumieniec na twarzy Snape'a jeszcze się pogłębił. 

  – Chciałem choć raz wyjść z tej przeklętej szkoły – wymamrotał. 

McGonagall roześmiała się. 

  – Więc chodźmy. 

Pub był zatłoczony, jedynym wolnym stolikiem był ten, przy którym siedział partner McGonagall. Przedstawił 

się jako Mat, wyglądał na poważnego, cichego człowieka. Wkrótce troje dorosłych zagłębiło się w gorącej dyskusji 
na  temat  jakichś  teorii  magicznych,  a  po  pewnym  czasie  postanowili  zamówić  coś  do  picia.  Mężczyźni  wybrali 
Ognistą Whisky, McGonagall poprosiła o to, co zwykle, czyli wodę goździkową, a Harry miał właśnie powiedzieć 
"piwo  kremowe",  lecz  zanim  zdążył  otworzyć  usta,  Mat  zamówił  już  trzy  szklanki  whisky  i  jedną  wody 
goździkowej, nie zwracając uwagi na znaczące spojrzenie McGonagall. 

    –  Nie  możesz  traktować  go  jak  dziecko.  Jest  dorosły,  Minerwo.  Ma  ponad  siedemnaście  lat  i  w 

przeciwieństwie do ciebie, ma nawet męża... – Mężczyzna popukał się palcem w podbródek w zamyśleniu. – Może 
powinienem poprosić Sama-Wiesz-Kogo, aby rzucił ten czar również na ciebie, może wtedy powiedziałabyś "tak" na 
moją wciąż ponawianą propozycję... 

McGonagall oblała się rumieńcem, Harry zachichotał i nawet Snape uniósł lekko kąciki ust. 

Od tej chwili Harry starał się uczestniczyć w rozmowie, zauważył też, że obaj mężczyźni coraz bardziej go do 

niej wciągają. Whisky bardzo pomogła i wkrótce chłopak się odprężył, a potem już wszystko poszło gładko. Wciąż 
tam siedzieli, pijąc i dyskutując, a alkohol oszołomił Harry'ego tak bardzo, że prawie zasypiał, wtulony w Severusa. 

  –  Myślę,  że  powinniśmy  już  iść  –  stwierdził  w  końcu  Snape.  –  Ty  możesz  zostać,  Minerwo  –  spojrzał  na 

koleżankę, która wyglądała na gotową, by iść z nimi. – Dam sobie radę z panem Potterem. 

Pożegnali się i Snape jakoś wyciągnął Harry'ego z pubu. 

  – Jesteś pijany, panie Potter – uśmiechnął się drwiąco, patrząc na półprzytomnego chłopca. 

  – To... twoja wina... – odparł Harry, nękany czkawką, zataczając się z lekka. – Spać mi się chce... 

Ale i tak podążał za stanowczymi krokami mężczyzny. Snape otoczył go ramieniem, by pomóc mu iść i Harry 

oparł się o niego ciężko. 

  – Jesteś... miły, Snape... – wymamrotał w jego włosy. – Podobało mi się... dzisiaj... było miło... 

  – Powinienem był być bardziej ostrożny – mruknął Snape, nieco zirytowany. – Za dużo wypiłeś. 

  – To nic... Jest miło... przecież i tak... zabierzesz mnie do domu...  – zaśmiał się i wtulił w szyję mężczyzny. – 

Miło pachniesz... 

  – Najwyraźniej twój zasób słów ograniczył się do tego jednego – warknął Snape, ale Harry się tym nie przejął. 

  –  Miło?  –  zachichotał.  –  Bo  jest...  ups  –  prawie  potknął  się  o  własną  nogę.  –  Miło,  miiiiiiiło...  –  mruczał  do 

siebie. 

background image

  – Potter, zamknij się. Zaraz będziemy w szkole. 

  – Uważam, że jesteś... miły... dla mnie i... lubię cię... bardziej niż Rona... chyba, chociaż... on też jest miły...  – 

Zachwiał się i mężczyzna ledwo zdążył go złapać. W końcu, zmęczony tym jego potykaniem się, wziął go na ręce. 

  – Niedługo będziemy w domu – zapewnił, a Harry z entuzjazmem objął go za szyję. 

  – Zabierzesz mnie do łóżka? – wymamrotał, na wpół śpiąc. – W twoim łóżku też jest miło... 

Następną  rzeczą,  jaką  pamiętał,  był  koszmarny  ból  głowy.  Nie  mógł  otworzyć  oczu  i  czuł,  jakby  się  właśnie 

kurował po jakimś wyjątkowo paskudnym wypadku na boisku. 

  – Ourgh...– jęknął, a własny głos prawie sprawił, że głowa pękła mu na pół. – Boże, co... 

Poczuł wślizgujące się pod kark ramię. 

  – Czyżby kac, panie Potter? 

Och... obrazy wydarzeń z poprzedniego dnia powoli wpełzały z powrotem do jego pulsującego mózgu. Schował 

twarz w poduszce. 

  – Moja głowa... Umieram... 

  – Już nie tak miło dzisiaj, prawda? – rozbawiony głos drwił z niego lekko, ale Harry nie miał sił na uśmiech. 

  – Czuję się paskudnie – wymamrotał. 

  – Prysznic może zdziałać cuda – zasugerował Snape i ściągnął z chłopaka przykrycie. 

  – Zimno mi! Oddawaj kołdrę – jęknął Harry, ale mężczyzna wypchnął go z łóżka i zaciągnął do łazienki. 

  – Jestem nagi – wymamrotał Harry, trochę zażenowany, patrząc przez ledwo otwarte powieki. 

  –  Ciężko  brać  prysznic  w  ubraniu  –  zaśmiał  się  cicho  mężczyzna  i  pomógł  Harry'emu  wejść  pod  strumień 

ciepłej wody. Jedyną niepokojącą rzeczą było to, że najwyraźniej nie miał zamiaru wyjść. 

  –  Ja...  Mogę  umyć  się  sam  –  wybąkał  chłopak,  kompletnie  zaszokowany  i  jego  oczy  nagle  otworzyły  się 

szerzej, by spojrzeć na mężczyznę przed nim. 

  – Wiem, Harry – wyszeptał Snape i dotknął jego dłoni. – Ale ja... chciałbym... chciałbym cię umyć... 

Harry poczuł, jak w jego żołądku coś się przewraca i zamarł. 

  – Ale... 

Ręka Snape'a opadła, a na jego twarzy pojawiła się niepewność wymieszana z poczuciem winy. 

  – Prze-przepraszam – próbował się uśmiechnąć, ale bez powodzenia. – Ja tylko... 

Przez  chwilę  obaj  stali  tak,  niezdolni  do  czegokolwiek.  W  końcu  Harry  wziął  głęboki  oddech  i  mimo 

straszliwego bólu głowy, zdobył się na uśmiech. 

  – Jestem głupi. Nie odchodź. – Gdy Snape się nie poruszył, chłopak dodał. – Po prostu... zaskoczyłeś mnie. Ale 

to chyba nie różni się tak bardzo od... od bycia razem w łóżku. I jestem... gotowy, by tego spróbować. – Przyciągnął 
swego partnera bliżej. – Ale chciałbym, żeby było powoli i abym mógł się... odwzajemnić... 

Cały czas patrząc chłopcu w oczy, Snape wziął mydło i zaczął myć jego ręce i ramiona, bez pośpiechu; powoli, 

jak  chciał  Harry,  i  skrupulatnie,  jak  gdyby  był  w  swoim  laboratorium:  palce,  dłonie,  przedramiona,  ramiona. 
Podniósł jego ręce do góry i ostrożnie umył pachy, kierując się w stronę brzucha, później plecy, szyję, uszy, twarz... 
Harry rozluźnił się pod tymi delikatnymi zabiegami i westchnął z zadowoleniem: było to rzeczywiście podobne do 

background image

kochania  się,  tak  samo  ostrożne,  delikatne  i...  intymne.  Ręce  Severusa  wśliznęły  się  w  jego  włosy  i  Harry  poczuł 
zapach szamponu mężczyzny, gdy dłonie o długich palcach zaczęły masować skórę jego głowy. Jęknął cicho, to było 
tak dobre, tak przyjemne... Oparł czoło na ramieniu Severusa i dreszcz przeszedł przez jego ciało. Po jakimś czasie 
ręce wycofały się niespiesznie, teraz była jego kolej na użycie szamponu. Mężczyzna podał mu buteleczkę. 

Harry  spojrzał  w  górę  i  kiwnął  głową.  Starał  się  być  tak  delikatny,  jak  Snape  był  dla  niego,  gdy  mył  długie 

włosy, masując skórę niewielkimi, kolistymi ruchami, szczególną uwagę poświęcając miejscom, których dotykanie 
jemu samemu sprawiało przyjemność, i robił to tak długo, aż z szamponu pozostała tylko piana. Wtedy wziął mydło 
i umył  górne  partie ciała, powyżej talii.  Tu się  zatrzymał. Wydawało  mu  się  po prostu  zbyt  intymne...  by  myć  go 
tam...  Rzecz  jasna  dotykał  go  tam,  ale  niezbyt  wiele  razy,  w  końcu  był  dopiero  luty,  upłynęły  dwa  miesiące  od 
Gwiazdki, co znaczyło, że byli razem w ten intymny sposób tylko osiem, może dziewięć razy, nie więcej, z czego 
Harry był stroną aktywną tylko cztery czy pięć razy... Ale zanim zdążył dojść do jakiegoś wniosku, Severus wyjął 
mydło  z  jego  dłoni  i  uklęknął  przed  nim.  Harry  przestał  oddychać  i  zatoczył  się  pod  ścianę.  Ale  partner  tylko 
pogładził bok jego uda, zanim odważył się znowu otworzyć oczy. 

  –  Proszę,  Harry  –  spojrzał  na  niego  z  dołu.  Po  chwili  wahania  chłopak  kiwnął  głową.  Ręce  znowu  zaczęły 

wędrówkę po jego ciele, pieszcząc każde miejsce, którego tylko mogły dosięgnąć: pośladki, uda, nogi, stopy, palce... 
i  w  końcu  Severus  wziął  w  dłoń  jego  członek,  gładząc  i  jednocześnie  myjąc.  Druga  ręka  skierowała  się  w  stronę 
jąder, dotykając i pieszcząc, aż Harry zadrżał z przyjemności i musiał oprzeć rękę na ramieniu mężczyzny. 

  –  Wszystko  w  porządku?  –  zapytał  Snape  z  niepokojem,  na  co  Harry  mógł  tylko  kiwnąć  głową,  niezdolny 

wykrztusić choć słowo. 

Po chwili delikatna ręka przemieściła się do tylnych partii, myjąc je znajomymi już ruchami: mężczyzna zawsze 

robił coś podobnego, przygotowując go. Wtedy Harry poczuł nagle, że coś gorącego i wilgotnego zamyka się wokół 
jego członka i szlochając, doszedł w... ustach Snape'a, z obiema rękami na jego ramionach i trzęsącymi się kolanami. 

Severus pomógł mu usiąść. Gdy Harry otworzył oczy, napotkał lekko wystraszone spojrzenie czarnych źrenic, a 

głos mężczyzny, głos jego męża, był cienki i ochrypły. 

  – Harry, ja... Proszę, nie złość się na mnie... – Otoczył go ramionami i trzymał tak do czasu, aż chłopak mógł 

znowu normalnie oddychać. 

Harry wiedział, dlaczego Snape go przeprasza. Już kiedyś próbował zrobić mu to ustami, ale Harry wystraszył 

się i prawie wpadł w histerię. Nie chodziło o to, że jest to zbyt intymne; wydawało mu się po prostu takie obce, zbyt 
gejowskie, zbyt związane z żądzą.... Ale teraz było aktem troski i akceptacji, pełnym ciepła i słusznym. 

  – Dziękuję – powiedział, gdy już mógł mówić, i wstał, a Snape wraz z nim, po czym sięgnął po mydło. – Teraz 

moja  kolej  –  oświadczył,  czując  ekscytację  wymieszaną  z  obawą,  ale  nie  zatrzymał  się.  Naśladując  ruchy  Snape'a 
najlepiej, jak potrafił, umył długie, kościste nogi ("Wciąż jest tak chudy..."), stopy i palce, następnie długi, sztywny 
członek, który zadrżał pod dotykiem. Umył pośladki, szczelinę między nim i jego wejście, bardzo, bardzo ostrożnie. 
Wstał, jego druga ręka wciąż gładziła erekcję mężczyzny, i wyszeptał mu do ucha. 

  – Odwróć się... 

  –  Harry,  nie  musisz  robić  nic...  –  zaczął  Severus,  ale  chłopak  odwrócił  go  do  ściany  i  przylgnął  do  niego, 

chowając  twarz  między  jego  łopatkami,  brzuchem  przyciśnięty  do  pleców  i  pośladków  mężczyzny.  Jedną  ręką 
pieścił  aksamitną  skórę  jego  członka,  drugą  jego  pierś  i  brzuch,  i  to  było  takie  przyjemne.  Ciało  pod  nim  lekko 
drżało, Harry złożył kilka uspokajających pocałunków wzdłuż jego kręgosłupa, po czym odsunął się trochę. Wycofał 
ręce,  ale  gdy  Severus  miał  się  właśnie  odwrócić  w  jego  stronę,  Harry  dotknął  go  tam  dwoma  palcami,  pieszcząc, 
penetrując, przygotowując, aż mężczyzna musiał oprzeć czoło o ścianę. 

Harry wyczuł początkowy niepokój Severusa ze sposobu, w jaki napinał on mięśnie pleców, ale widział też, że 

background image

stopniowo się rozluźnia, więc przygotowywał go ostrożnie, jednocześnie samemu doprowadzając się do erekcji. Gdy 
był już gotowy, wtulił się w niego znowu, przycisnął czoło do gorącej skóry pleców Severusa, swojego męża, i wziął 
go delikatnie, ostrożnie na początku, a później trochę mocniej, z powolnymi pchnięciami, gdyż wiedział, że on lubi 
w ten sposób, i tak aż do końca. 

Gdy obaj byli już wysuszeni i stali ubrani w sypialni, Snape spojrzał na Harry'ego z poczuciem winy. 

  – Harry, nie powinienem był cię naciskać... 

  – Wszystko w porządku, Severusie – odparł chłopak spokojnie. – Podobało mi się, naprawdę. 

  – Ale... 

  – Posłuchaj. Gdy postanowiłem spróbować zrobić  to normalnie wtedy w Święta, byłem świadomy, że ty... że 

potrzebujesz  czegoś  więcej  niż  naszych  regularnych,  prawie  jak  w  rozkładzie,  um...  kopulacji.  Po  prostu...  nie 
potrafiłem  zdobyć  się  na  to,  by...  Nie  wiedziałem,  jak  ci  powiedzieć,  że...  możemy  uprawiać  seks  kiedy  tylko 
zechcesz. I... nie byłem zupełnie pewien, czy chciałbyś... robić to ze mną częściej niż to konieczne. – Zarumienił się. 
– Powiedziałeś, że nie uważasz mnie za szczególnie... atrakcyjnego, więc... – wzruszył ramionami, zażenowany. 

Snape wskazał gestem, by usiadł na łóżku, a sam zajął fotel naprzeciwko. 

  –  Wiem,  że  uprawianie  ze  mną  seksu  wciąż  nie  jest  dla  ciebie  łatwe.  Czuję  to  i  Święta  były  niecałe  dwa 

miesiące temu, i na dodatek przed dwoma tygodniami prawie to na tobie... wymusiłem, i przecież uprawialiśmy seks 
ostatniej nocy... 

  – Do czego zmierzasz? – Harry zmarszczył brwi. 

  – Nie powinienem był tego robić. Znaczy się, dzisiaj pod prysznicem. 

  – Chciałeś tego, prawda? 

  – Tak, ale... 

  – I byłeś bardzo delikatny. Mógłbym cię powstrzymać, gdybym chciał. Ale nie chciałem. Ja... podejrzewałem, 

że potrzebujesz więcej... tego rodzaju intymności, ale nigdy wcześniej tego nie okazywałeś. Zrobiłeś to dziś rano, a 
ja  nie  mam  nic  przeciwko.  Severusie...  –  dotknął  jego  dłoni,  starając  się  w  tym  czasie  otworzyć  swój  umysł.  – 
Proszę.  Jestem  twoim...  Jesteśmy  małżeństwem.  Nie  wolno  ci  uprawiać  seksu  z  nikim  innym,  więc  możesz...  – 
poprawił  się  pospiesznie  –  możemy  spać  ze  sobą  częściej.  Wiem,  że  nie  jestem  w  tym  dobry.  Mam  zbyt  dużo 
zahamowań, po prostu drętwieję, gdy dzieje się coś nieoczekiwanego... Ale ja... – Potrząsnął głową i uśmiechnął się 
nieśmiało. 

  – Harry, małżeństwo nie oznacza, nie może oznaczać, że jedna osoba poddaje się drugiej. Musimy... Ja muszę 

szanować  również  twoje  potrzeby,  twoje  życzenia.  Nie  radzisz  sobie  za  dobrze  z  fizyczną  częścią  naszego 
małżeństwa, ale w każdej innej dziedzinie, a mam na myśli rzeczywiście każdą, jesteś najlepszym partnerem, jakiego 
mógłbym  pragnąć.  –  Harry  oblał  się  szkarłatem  i  próbował  protestować,  ale  tym  razem  Severus  nie  pozwolił  mu 
dojść do słowa. – Daj mi skończyć. Dzisiejszy poranek był dla mnie... wielkim darem od ciebie. Lecz nie chcę, by to 
się powtórzyło. 

  –  Więc  tak  bardzo  ci  się  nie  podobam?  –  wybąkał  Harry,  zmieszany,  nie  będąc  w  stanie  utrzymać  języka  za 

zębami. 

  –  Czy  rzeczywiście  rano  sprawiałem  wrażenie,  że  mi  się  nie  podobasz?  – odparł  Snape  z  uśmiechem.  –  Nie, 

Harry. Lubię seks z tobą. Ale pragnę uszanować twoje życie, to, co tobie się podoba lub nie... I nie chcę, żeby to się 
powtórzyło – ostatnie zdanie wypowiedział bardzo stanowczym tonem. 

Harry czuł się zagubiony. Życzliwość Snape'a głęboko go poruszyła, czuł dziwne ciepło w piersi, a jednocześnie 

background image

jakieś dziwne oszołomienie... 

  – Dziękuję ci – wymamrotał i naprawdę nie potrafił zidentyfikować uczucia, które rodziło się w jego wnętrzu...   

 

*** 

 

Szczęśliwe  dni,  które  nadeszły,  trwały  zdecydowanie  zbyt  krótko,  przynajmniej  w  mniemaniu  Harry'ego. 

Pojawiło się kilka problemów w jego studiach nad Legilimencją, z końcem marca stało się to aż nadto oczywiste dla 
nich obu. Harry stanął w miejscu i nie robił żadnych postępów w przebijaniu się przez mentalne tarcze Snape'a. 

  – Walcz! Oczywiście, że odpycham twoje ataki, ale musisz się bardziej starać! – krzyczał Snape na Harry'ego, 

rozdrażniony. – Nie możesz wycofywać się przy najmniejszym oporze! Musisz walczyć! Zmusić mnie, bym pokazał 
ci moje wspomnienia, moje słabości! 

  – Ale ja nie potrafię! – Harry potrząsnął głową, siedząc na podłodze, gdzie upadł, gdy Snape wypchnął go ze 

swojego umysłu. – Czuję się okropnie, gdy mam coś na tobie wymuszać! Nie chcę tego więcej robić! 

Snape pomógł mu wstać i skinął w kierunku krzeseł. 

  – Harry. Będziesz musiał przedrzeć się przez blokady Czarnego Pana. A jeśli nie potrafisz przełamać moich to 

z nim tym bardziej ci się nie uda. 

  – Nie obchodzi mnie  to.  – Harry  wzruszył ramionami z  zawziętą  miną.  – Nienawidzę śród. Później czuję się 

okropnie i nie mogę spać. I za każdym razem jest coraz gorzej. 

  – Tak. Miesiąc temu szło ci znacznie lepiej... 

  – Severusie. Nie  mogę tego  robić. Nie mogę  – powtórzył, dla podkreślenia  wagi swoich słów.  – Dużo o tym 

myślałem  i  doszedłem  do  wniosku,  że  ja  po  prostu  nie  jestem  taki.  Nie  jestem  silny  w  tym  sensie,  ponieważ  nie 
pragnę nikogo złamać – albo może chodzi tylko o ciebie, nie wiem. Ale nie jestem w stanie robić ci tego dłużej, a 
Dumbledore  się  nie  zgodził,  z  powodu  tych  jego  tajemnic...  –  spojrzał  na  mężczyznę  błagalnie.  –  Proszę.  Nie 
zmuszaj mnie do tego. 

Snape  pochylił  się  nad  biurkiem,  twarz  wykrzywiała  mu  obawa.  Masował  kciukiem  nasadę  nosa,  patrząc  w 

przestrzeń. 

  – To szaleństwo!  –  wykrzyknął  w  końcu.  – Straciliśmy cały  miesiąc tylko dlatego, że ty... że za bardzo mnie 

lubisz! 

  – Nic na to nie poradzę  –  wymamrotał Harry żałośnie.  – Co ty  myślałeś, że znowu będę cię nienawidził? Po 

tych miesiącach uprzejmości, rozmów, dzielenia łóżka! Nie jestem potworem! – wykrzyczał ostatnie zdanie. 

  –  Nie  potrzebuję,  żebyś  mnie  lubił,  głupcze!  Mam  serdecznie  dość  twojej  ckliwości!  –  wykrzyknął  Snape, 

sfrustrowany. – Wszystko, czego my, czego ja potrzebuję, to żebyś pokonał Czarnego Pana, a wtedy będziemy mogli 
żyć dalej normalnie! Czuję się w tym małżeństwie jak w pułapce, a to, że nie potrafisz wziąć się w garść, czyni całą 
tę sytuację jeszcze bardziej beznadziejną! 

Harry zbladł na te słowa i odezwał się, zanim zdążył się powstrzymać. 

  –  Nie  rozumiem,  co  się  z  tobą  dzieje.  Zachowujesz  się  jak  urażona  primabalerina.  Ranisz  mnie,  później 

przepraszasz  przez  kilka  dni,  robisz  sceny  i  obrzucasz  mnie  wyzwiskami,  wrzeszczysz,  a  później  przychodzisz  i 
mnie przytulasz, i kochasz się ze mną, jak byśmy byli... kochankami albo nie wiem co...  To wkurzające! Czuję się 
tak samo nieswojo w tym małżeństwie jak ty! Ja przynajmniej próbuję sprawić, byś ty, byśmy obaj poczuli się lepiej! 

background image

Ale wiesz co, Snape? Mam dosyć – zniżył głos. – Próbowałem być miły. Ale jeśli to jest twoja odpowiedź, to idź do 
diabła! 

  – Jeśli choć pomyślisz o rozwodzie... – zaczął Snape groźnie. 

  – Nie rozwiodę się z tobą, o to się nie martw  – odparł Harry zimno.  – Wiem, co mam robić. Miłego dnia  – i 

wyszedł. 

Naprawdę nie miał pojęcia, co się działo z tym mężczyzną ostatnio. A już było tak dobrze! Zanim... Zanim co? 

Harry zdecydował się nie iść do Wieży Gryffindoru, zamiast tego znalazł jakąś pustą klasę, by usiąść i pomyśleć na 
spokojnie. Ale ciężko było przypomnieć sobie dokładnie, kiedy wszystko między nimi zaczęło się zmieniać.   

Musiało  to  być  jeszcze  przed  tą  lekcją  w  lutym,  kiedy  zobaczył  to  wspomnienie.  A  może  chodzi  o  samo 

wspomnienie...? Ale... to nie miało sensu. Dlaczego Snape miałby się zmienić tylko z tego powodu, że Harry widział 
wspomnienie...  och.  Przecież  już  wcześniej  widział  pewne  wspomnienie  i  to  zmieniło  Snape'a!  Cóż,  może  nie  do 
końca  zmieniło,  bo  negatywne  uczucia  mężczyzny  nie  przeobraziły  się  od  razu  w  pozytywne,  raczej  nabrały 
intensywności. Wciąż pamiętał gniew Snape'a, gdy na piątym roku mężczyzna wyrzucał go ze swojego gabinetu. 

A teraz... Harry poczuł, jak coś w jego piersi zaciska się boleśnie. Jak on to ujął? “Czuję się w tym małżeństwie 

jak w pułapce, a to, że nie potrafisz wziąć się w garść, czyni całą tę sytuację jeszcze bardziej beznadziejną!”. Jak w 
pułapce.  Snape  powiedział,  że  czuje  się  jak  w  pułapce.  Co  znaczyło,  że  nie  był  zbyt  szczęśliwy.  Snape  czuł  się 
złapany w pułapkę i nieszczęśliwy, bo nie lubił  Harry'ego. I choć ta antypatia  uległa złagodzeniu na jakiś czas, to 
gdy  Harry  wpadł  na  nieodpowiednie  wspomnienie,  dawne  uczucia  wróciły,  niechęć  była  jeszcze  intensywniejsza, 
choć mężczyzna starał się z nią walczyć. A naprawdę się starał, Harry to dostrzegał, nie był aż tak głupi. Próbował 
być  bardzo  delikatny,  miły,  zaprosił  go  na  lunch,  mówił  do  niego  po  imieniu.  Ale  od  czasu  do  czasu  prawdziwe 
emocje wyślizgiwały się na zewnątrz, nim mężczyzna mógł je powstrzymać, a wtedy... 

Harry ukrył twarz w dłoniach. Był takim idiotą, myśląc, że uda mu się coś poprawić w ich małżeństwie! To była 

taka  bezsensowna  mrzonka!  On,  Harry  Potter,  zwalił  się  na  głowę  Severusowi  Snape'owi  z  tym  całym  ciężarem, 
który  już  wcześniej  dźwigał  i  choć  Snape  niesamowicie  się  starał,  próbując  z  nim  wytrzymać,  taki  wymuszony 
związek  nie  mógł  wyjść  im  na  dobre.  Snape  cierpiał  w  tym  małżeństwie.  Chciał  się  z  niego  uwolnić.  Pragnął 
wolności,  swojego  dawnego  życia.  Harry  nie  potrafił  go  za  to  winić.  Sam  chciał  tego  samego.  Możliwości 
decydowania o swoim życiu.     

Ale to i tak bolało. Bolało, ponieważ robił, co mógł, lecz nic z tego nie wyszło. Starał się poprawić coś, co było 

nie do poprawienia, co było przegniłe od samych korzeni. I nie mógł nic poradzić na to, że zaczął lubić Severusa, 
jego  niezdarne  pochwały,  specyficzne  poczucie  humoru,  bystrość  umysłu  i...  i  lubił  sposób,  w  jaki  się  uśmiechał, 
albo jak marszczył nos, pocierając go, lubił być w jego objęciach, i... podobała mu się jego cierpliwość i takt, jakie 
okazywał,  gdy  się  kochali,  te  zaniepokojone  spojrzenia,  gdy  zauważał,  że  Harry  czuje  się  nieswojo,  albo  te 
oszołomione, gdy widział, że chłopcu z nim dobrze. 

Harry wiedział, że to nie jest miłość, ponieważ nie pragnął mężczyzny fizycznie, a wszyscy dookoła twierdzili, 

że w miłości musi wystąpić ten “element pożądania”. Serce nie biło mu szybciej ani nie czuł motyli w brzuchu, i co 
najważniejsze, nie uważał, aby całowanie Snape'a było dobrym pomysłem. A w pokoju wspólnym ciągle słyszał, że 
pocałunki to praktycznie podstawa tego wszystkiego.   

Więc  wiedział,  że  nie  był  w  nim  zakochany.  Ale  lubił  go  i  fakt,  że  nie  układało  im  się  najlepiej,  bardzo  go 

zasmucał. A na dodatek jego głupia sympatia wobec mężczyzny zniszczyła miesiące ciężkiej pracy i postawiła pod 
znakiem  zapytania  ostateczny  wynik  całej  wojny.  Na  szali  leżało  nie  tylko  jego  małżeństwo,  ale  także  mnóstwo 
ludzkich  istnień,  życie  jego  przyjaciół,  całego  czarodziejskiego  świata,  jak  również  wielu  nie  mających  o  niczym 
pojęcia i zupełnie niewinnych Mugoli. Cena była po prostu zbyt wysoka. 

background image

Życie pełne jest rzeczy, które robić musimy, nawet jeśli się nam one nie podobają”. Tak powiedział Severus, 

jakoś na początku ich związku. Jeśli nie uda mu się zniszczyć Voldemorta, to poświęcenie jego i Severusa pójdzie na 
marne.   

Nie mógł mu tego zrobić.   

Wstał i powziąwszy decyzję, ruszył z powrotem do komnat Snape'a. 

  – Co ty tu robisz? – zapytał mężczyzna sztywno, gdy Harry wszedł do salonu.   

  – Miałeś rację  – odparł chłopak prosto.  – Przepraszam, że  wcześniej tego nie dostrzegłem... Byłem po prostu 

zbyt samolubny, jak sądzę. 

  – Samolubny? – brwi Snape'a podjechały prawie pod samą linię włosów.   

  – Za bardzo chciałem, by ten związek działał, a powinienem był skoncentrować się na moich... obowiązkach.   

Kompletne zmieszanie.   

  – Co? 

  – Muszę poświęcić więcej czasu na studia nad Sztukami Umysłu. Chciałem zapytać czy mógłbyś... uczyć mnie 

częściej niż raz w tygodniu.   

  – Oczywiście – Snape kiwnął głową. – Ale nie musisz przepraszać za swoje... starania.   

  – Moje starania tylko niepotrzebnie naraziły wszystko to, o co walczymy. Przepraszam, że wcześniej tego nie 

zrozumiałem. Byłem zbyt zajęty sobą. Szukałem po prostu... szukałem ciepła, czegoś dobrego również dla siebie... – 
Potrząsnął głową zdecydowanie. – Nie powinienem był. I przepraszam, że zmusiłem cię do tego... tego... 

Nie zauważył, jak mężczyzna się do niego zbliża, ale pozwolił objąć się silnym ramionom. 

  – Harry, ja... 

  –  Nie  –  chłopak  wyrwał  się  i  postąpił  krok  w  tył.  –  Ja  rozumiem.  Nie  musisz  udawać,  że  mnie  lubisz. 

Naprawdę. A przynajmniej nie musisz tego robić poza łóżkiem. Dobrze? Będę silny, Snape, obiecuję. 

  – Harry, wcale nie rozumiesz – mężczyzna przymknął oczy i odwrócił głowę. – Ale może tak będzie najlepiej... 

 

*** 

 

Harry i Ron wlekli się do szkoły, pokryci kurzem i potem, taszcząc za sobą miotły. Wesoło spędzili czas, grając 

razem z drużyną Gryfonów, bo choć Harry nie był już jej członkiem, grywał z nimi od czasu do czasu dla zabawy – 
a gdy grali na zakończenie treningu, prawie zawsze była to świetna zabawa, szczególnie z Ronem jako kapitanem.   

  –  Wciąż  jesteś  najlepszym  Szukającym,  jakiego  kiedykolwiek  widziałem,  kumplu.  –  Ron  zmarszczył  brwi, 

rozgoryczony. – Wielka szkoda, że już nie możesz grać. Gdyby Snape nie był takim dupkiem... – zreflektował się. – 
Sorry, wypsnęło mi się.   

Harry roześmiał się i trzepnął go żartobliwie miotłą po plecach.   

  – Możesz dokończyć: mógłbyś dalej grać. Wiem o tym, Ron. Ale był dupkiem i przez niego straciłem ostatnią 

szansę, by zostać profesjonalnym graczem w Quidditcha.   

Ron zatrzymał się.   

background image

  – Wszystko... między wami w porządku? – zapytał z niepokojem.   

  – To właściwie nie twoja sprawa, ale tak, w porządku. Mamy swoje problemy, lecz zdarzają się również miłe 

chwile. A czemu pytasz?   

Ron podrapał się po głowie i uśmiechnął nieśmiało.   

  – Nie wiem, może dorastam albo co, ale chciałbym poznać twoje zdanie w pewnej bardzo osobistej sprawie.   

  – Moje zdanie? Jasne, z radością podzielę się z tobą swoją mądrością,  w  końcu od czego  ma się przyjaciół  – 

uśmiechnął się z wyższością, lecz po chwili mrugnął porozumiewawczo.   

  – Ale to naprawdę drażliwy temat.   

  – Wal.   

Ron westchnął ciężko.   

  – Wiesz, że jestem zaręczony z Hanną. – Harry pokiwał głową. – Ona i moja mama chcą, żebyśmy pobrali się 

w sierpniu. – Harry znowu kiwnął głową. – Ale ja... nie jestem pewien, czy chcę brać ślub tak szybko. Mam dopiero 
osiemnaście  lat  i  chciałbym  trochę  skorzystać  z  życia  zanim...  zanim  się  ustatkuję.  Nie  chodzi  mi  o  to,  żeby... 
uprawiać seks z innymi dziewczynami, ale chciałbym się sprawdzić. Znaleźć pracę, pożyć trochę samemu, na własny 
rachunek, jak chcą zrobić Hermiona i Terry... – Spojrzał na przyjaciela z tęsknotą w oczach. – Ja... zazdroszczę im, 
wiesz. Z tym całym ślubem na karku czuję się... czuję się jak złapany w pułapkę. Jak gdyby moje życie się kończyło. 
– Uderzył się pięścią w udo w nagłym przypływie gniewu, a Harry nie mógł nie zwrócić uwagi na jego słowa. Czuję 
się jak złapany w pułapkę.
 To było aż za bardzo znajome. – Widzę swoją przyszłość, Harry, do cholery! Widzę moje 
dzieci,  jedno  po  drugim,  jak  się  rodzą,  dorastają,  idą  do  Hogwartu,  widzę  Hannę,  ciągle  siedzącą  w  domu  przy 
garach, siebie, pracującego w maleńkim biurze w Ministerstwie za jakąś śmieszną pensyjkę, po pracy tylko czytam 
“Proroka” i próbuję wtłoczyć dzieciakom do głów trochę rozumu... Nie chcę, żeby tak było. To mnie przeraża.   

  – Ale... dlaczego pytasz o moje zdanie? – Harry rozłożył ręce, zmieszany. – Widzę, czego się boisz i rozumiem 

twoje obawy, ale nie sądzę, bym mógł dać ci odpowiedź...   

  – Nie, Harry. – Ron zmarszczył brwi, piegi zatańczyły na jego nosie.  – Nie chcę, żebyś podejmował za mnie 

decyzję. Chciałem cię zapytać... jak wygląda... małżeństwo... od środka.   

Harry był tak zaskoczony, że upuścił miotłę.   

  – Ron, chyba zwariowałeś. To jest zaaranżowane małżeństwo...   

  – Dlatego właśnie ciebie pytam. Moje też takie będzie – stwierdził Ron z goryczą.   

Harry prychnął i nie mógł powstrzymać śmiechu.   

  – No ej, Ron! Nie dramatyzuj! Nawet jeśli poślubisz Hannę tego lata, twoje małżeństwo nigdy nie będzie takie, 

jak moje. Nas dzieli różnica wieku – ciebie i Hannę nie. My mieliśmy ciężkie przejścia, zanim się pobraliśmy – wy 
kochacie  się  od  miesięcy.  Ja  nie  jestem  w  nim  zakochany,  ani  on  we  mnie.  Obaj  jesteśmy  mężczyznami,  jeden 
hetero, drugi gejem – wy jesteście normalną heteroseksualną parą i sami się wybraliście. Zbierz to wszystko...   

  – Snape jest gejem? – Ron zrobił wielkie oczy.   

  – Och, ale ze mnie idiota – wymamrotał Harry. – Mam nadzieję, że rozumiesz, że to jest prywatna rozmowa i 

wszystko pozostaje między nami? – Spojrzał na przyjaciela z obawą.   

  – Nikomu nie powiem – obiecał rudowłosy. – Ale wciąż chciałbym usłyszeć twoją opinię.   

Harry przystanął, patrząc w przestrzeń, pogrążony w myślach.   

background image

  –  Nie  wiem,  jak  może  ci  to  pomóc,  ale...  spróbuję,  okej?  Tylko  nie  mów  później,  że  się  do  niczego  nie 

przydałem!   

  –  Nie,  nie,  Harry  –  Ron  wyglądał  na  zdesperowanego.  – Ale  ja  potrzebuję  prawdziwej  pomocy.  Głupie  żarty 

Deana czy Seamusa nic mi nie dadzą. Potrzebuję opinii kogoś doświadczonego. – Spojrzał na przyjaciela prosząco.   

Po chwili ciszy Harry w końcu się odezwał.   

  – Wiesz co, Ron? Ty pytaj, a ja będę się starał odpowiedzieć, ale naprawdę nie wiem, co chciałbyś ode mnie 

usłyszeć.   

  – Myślisz, że możemy być szczęśliwi, jeśli pobierzemy się tak szybko? – brzmiało pierwsze pytanie.   

  – Tak, ale tylko jeśli nie będziesz chciał się z tego wydostać. Jeśli zaakceptujesz to małżeństwo, będzie dla was 

jakaś  nadzieja.  Natomiast  jeśli  czujesz  się  jak  w  pułapce,  zawsze  będziesz  się  miotał  i  będzie  cię  to  zjadało  od 
środka.   

  – Ale ja kocham Hannę i ona kocha mnie!   

  – Nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie. Twoje próby uwolnienia się będą ją tylko raniły jeszcze bardziej. Nie 

jestem zakochany w Snape'ie, ale on też czuje się jak w pułapce, a to... to jest bardzo przykre. Starasz się jak możesz, 
a twój partner się miota, burzy wszystko, co próbujesz zbudować..,  – Harry nagle machnął ręką i odwrócił się. Nie 
chciał jednak zostawiać Rona samego, bez porządnej odpowiedzi, więc wziął się w garść i patrząc w ziemię, zaczął 
pośpiesznie mówić. – Posłuchaj, Ron, nie żeń się z nią, dopóki nie będziesz pewien, że robisz to z własnej woli. Lecz 
jeśli okaże się, iż jesteś na tyle słaby, że nie potrafisz oprzeć się swojej matce i poślubisz Hannę, nigdy, przenigdy 
nie próbuj jej za to obwiniać. Zaciśnij zęby i zaakceptuj sytuację. Pomaga, gdy zdajesz sobie sprawę, gdzie jesteś i że 
nie  masz  wyjścia. Jeśli będziesz z tym walczył, zniszczysz życie  wam obojgu.  – Odwrócił się, by odejść, ale Ron 
złapał go za łokieć.   

  –  Harry...  nie  wiem...  jak  mam  ci  dziękować  za  to,  że  mi  to  wszystko  powiedziałeś.  Wiem,  że  ciężko  ci 

rozmawiać o twoim związku ze Snape'em i ...   

  – To takie dziwne – wyrzucił z siebie Harry, zanim zdążył się powstrzymać.   

  – Co takiego? – Ron spojrzał na niego z troską.   

Harry  masował  palcami  nasadę  nosa,  lecz  po  chwili,  złapawszy  się  na  tym  ewidentnie  "Snape'owym"  geście, 

opuścił rękę i zacisnął ją nerwowo w pięść.   

  – To całe małżeństwo. Snape. Nasz związek... – Wpatrzył się w swoje trampki, zażenowany.   

  – Co się stało? – głos Rona był niewiele głośniejszy od szeptu.   

  –  Właściwie  nic  –  Harry  wzruszył  ramionami,  nie  wiedząc,  czemu  w  ogóle  odpowiada  na  jego  pytanie.  Ten 

temat był tabu nawet między Snape'em a nim, nigdy wcześniej z nikim o tym nie rozmawiał. Ale teraz poczuł nagłą 
potrzebę podzielenia się z Ronem tym, że... że co? Sam nawet nie wiedział, gdzie tkwi problem. – Snape zachowuje 
się strasznie. To znaczy, gorzej niż zwykle – westchnął ciężko. – Myślę, że ma mnie dość, mnie i całej tej sytuacji. A 
ja...  Ron.  –  Potrząsnął  głową.  –  To  szaleństwo,  ale  ja...  czuję  się  dobrze,  to  znaczy...  dobrze  mi  z  nim  i...  ja...  nie 
chcę, żeby to się skończyło.   

  – Żeby co się skończyło? – Ron patrzył na niego pytająco.   

  – To małżeństwo. – Harry zaczerwienił się i zadrżał. Nie miał pojęcia, jak jego przyjaciel na to zareaguje.   

  – Kochasz go, Harry?  –  Ron przełknął głośno  ślinę i na próżno próbował przywołać na twarz uśmiech.  – To 

jest ten problem, prawda, że ty go kochasz, a on ciebie nie.   

background image

  –  To...  ciężko  powiedzieć,  Ron.  Prawie  masz  rację,  ale  nie  całkiem.  Ja...  nie  jestem  w  nim  zakochany.  I...  – 

rumieniec na jego policzkach pogłębił się – nie pragnę go. Mam na myśli seks. Ale tak, myślę, że... że go kocham. 
Potrafi być tak delikatny i... troszczy się o mnie. I pomaga mi. Lubię z nim być.   

Ron zmarszczył brwi w zamyśleniu.   

  – Ale powiedziałeś, że nie chcesz, by to małżeństwo się skończyło. Myślisz, że twoja er... sympatia wystarczy?   

  – Na to wygląda – Harry uśmiechnął się ironicznie, lecz po chwili znowu spoważniał.  – Nie wiem, Ron... To 

nie jest tylko sympatia. To coś więcej. Szacunek i zrozumienie, i troska.   

  – I to wystarczy? – naciskał Ron.   

  –  Myślę,  że  tak.  –  Harry  zdobył  się  na  słaby  przepraszający  uśmiech.  –  Ale...  to,  że...  że  jestem  w  takiej 

sytuacji, nie czyni mnie od razu ekspertem od związków.   

  – No... – Ron machał swoją miotłą, zakłopotany. – Wiesz, ja myślę, że... że twoje er... uczucie do Snape'a jest 

tylko.... konsekwencją waszej sytuacji. Hermiona paplała coś kiedyś o jakimś syndromie, nie pamiętam nazwy, kiedy 
ofiara zaczyna czuć coś do porywacza, gdy są razem zamknięci...   

  – I myślisz... myślisz, że... że to właśnie jest coś takiego? – Harry spojrzał na przyjaciela. Szukał odpowiedzi na 

swoje  nie  zadane,  najbardziej  wewnętrzne  pytania  i  wątpliwości,  a  wyjaśnienia  Rona  były  pierwszymi 
prawdopodobnymi.   

  – No... i jeśli całe to gadanie o tym syndromie to prawda, nie byłbym zaskoczony, gdyby się okazało, że Snape 

również żywi wobec ciebie jakieś uczucia...   

  – Och, tak, Ron, żywi. Frustrację, irytację...   

  –  Ej,  kumplu...  To  o  Snape'ie  mówimy.  Nie  możesz  oczekiwać  od  niego,  że  wyzna  ci  wieczną  miłość  na 

kolanach!   

Harry  zarumienił  się,  słysząc  ostatnie  zdanie  i  poczuł  nagłą  wdzięczność,  że  Ron  nigdy  nie  chciał  uczyć  się 

Legilimencji, i że nie mógłby się teraz dowiedzieć, jak Harry zareagował na część "na kolanach"...   

         

*** 

 

Mimo że Harry był poważnie do tyłu z  nauką  i powinien  był nadrobić  zaległości, nie  potrafił przekonać  sam 

siebie,  by  spędzić  weekend  w  komnatach  Snape'a.  Wstał  wcześnie  w  sobotni  poranek  i  bez  prysznica,  który 
zazwyczaj  brał  rano,  pospieszył  do  Wieży  Gryffindoru.  Coraz  bardziej  nieprzewidywalne  zachowanie  Snape'a 
doprowadzało go do szału. Nie  wiedział już, co robić,  mężczyzna raz  wpadał  w  furię, a  po chwili  mówił do niego 
ciepłym  głosem.  Więc  uciekł,  zostawiając  śpiącego  Snape'a  samego  w  łóżku.  To,  co  mężczyzna  powiedział 
poprzedniego  wieczoru,  wstrząsnęło  Harrym  tak  bardzo,  że  przewracał  się  z  boku  na  bok  i  wiercił  całą  noc,  nie 
mogąc zasnąć. 

Był zmęczony i sfrustrowany. 

 

  – Żałuję, że cię poznałem... 

 

Tak  powiedział  Snape  ostatniej  nocy,  myśląc,  że  chłopak  śpi.  Harry  był  tak  zaskoczony,  że  nie  mógł 

background image

odpowiedzieć ani w ogóle się odezwać, a po chwili zabrzmiały następne słowa. 

   

– Nienawidzę tego, nienawidzę tego, co mi robisz, Harry Potterze... 

 

Jak  Snape  mógł  myśleć,  że  jego  żelazny  uścisk  na  nadgarstku  Harry'ego  go  nie  obudzi?  Że  Harry  go  nie 

usłyszy? Chyba że... chciał, żeby go usłyszał... 

   

– Nienawidzę cię, nienawidzę cię, nienawidzę cię... 

 

Snape powtarzał w kółko te słowa, przyciskając Harry'ego do siebie tak mocno, że chłopak był przerażony. 

   

  –  Nienawidzę  cię,  Albusie...  Nienawidzę  cię,  Potter...  –  kolejna,  trwająca  kilka  minut  mantra,  aż  w  końcu 

Snape,  co  Harry  mógł  jasno  wyczuć,  zmęczony  łkaniem,  zapadł  w  sen.  Harry  leżał  w  jego  ciasnych,  wręcz 
duszących objęciach, przerażony i zasmucony. 

Snape go nienawidził. 

Ta myśl była dławiąco bolesna. 

Dlaczego? 

Co zrobił, by zasłużyć na taką nienawiść ze strony Snape'a?   

Kręciło mu się w głowie i od czasu do czasu musiał się zatrzymywać, by oprzeć się o ścianę, idąc na górę. W 

szkole panowała cisza. Była dopiero szósta rano, sobota, i Harry był wdzięczny za tę samotność, za ciszę. Cały jego 
świat walił się w gruzy, a on nie chciał, by ktokolwiek widział jego rozpacz. 

Ron... Porozmawia z Ronem. Ron zrozumie. Ron pomoże. Albo przynajmniej wysłucha. 

Przekradł się obok Grubej Damy, na wpół śpiącej na portrecie i chwiejnie poszedł do dormitorium, do swojego 

łóżka, swojego sanktuarium. Jak to się stało, że jego życie przybrało tak bolesny bieg? Zwinął się pod przykryciem i 
naciągnął koc na głowę. 

 

  –  Po  prostu  usiądź  mi  na  kolanach  –  powiedział  Snape  i  pomógł  Harry'emu  usadowić  się  na  nim  okrakiem, 

odchylając  się  do  wezgłowia  łóżka  i  otwierając  zapraszająco  ramiona.  Gdy  Harry  już  siedział  na  jego  udach, 
mężczyzna przyciągnął go bliżej i objął.   

  – Teraz oprzyj głowę na moim ramieniu... 

Harry usłuchał. Był nieco wystraszony pomysłem Severusa, by wypróbować nową pozycję, ale nie protestował. 

Wiedział, że mężczyzna nie zrobi mu krzywdy. 

Ręce gładziły jego plecy, pośladki, ramiona, a delikatne pocałunki ślizgały się po jego szyi i obojczyku i wkrótce 

Harry rozluźnił się, i lekko pocałował ramię, na którym się opierał. Severus na moment przestał oddychać, lecz jego 
dłonie nie zaprzestały pieszczot. 

  – Obejmij mnie za szyję i unieś się trochę... – wyszeptał mężczyzna, a Harry usłyszał cichy odgłos otwieranego 

słoiczka w dłoni Severusa. 

background image

 

Był tak delikatny... tak kochający... jakby mu zależało... I było tak dobrze w ten sposób: Harry ukrył twarz we 

włosach Severusa, dłońmi gładził jego kark, ramiona, wplatał palce w jego włosy, podczas gdy obaj poruszali się we 
wspólnym tempie, odpowiadającym obydwu. 

Czuł się tak bezpiecznie. Tak dobrze. Czuł się kochany

Zwinął się w kłębek i zacisnął zęby na wrażliwej skórze kolana, by uciszyć płacz. 

Musi porozmawiać z Ronem. Potrzebował kogoś, by... by po prostu był przy nim. Nawet on zasługiwał, żeby 

choć jedna osoba się o niego troszczyła, prawda? I nawet jeśli tak naprawdę chciał, by tą osobą był Snape, będzie 
szczęśliwy, jeśli zostanie nią Ron. 

Po prostu... ktoś... ktokolwiek... komu zależy... 

Dlaczego to zawsze on  w  końcu zostawał  sam? Co robił źle, by zasłużyć  sobie  na  taką  samotność  i rozpacz? 

Wciąż  powracające  wspomnienie  zdradzieckich  objęć  Snape'a  sprawiało,  że  czuł  się  zimny  w  środku  i  załamany. 
Dlaczego Snape tak bardzo go nienawidził? 

Drżał pod przykryciem, przyciskając poduszkę do piersi. Przestał zagryzać  skórę  kolana i teraz wylewał  swój 

żal w poduszkę, aż w końcu zapadł w litościwy sen. 

Gdy się obudził, nikogo nie było w dormitorium i oceniając po wszechobecnej ciszy, cała wieża była pusta. 

Och... nie  powinien być  zaskoczony,  w końcu  to kolejny weekend  wycieczek do Hogsmeade... nie, Harry nie 

może myśleć o Hogsmeade, o Hogsmeade i  Snape'ie. On i Snape pod prysznicem tamtego ranka... NIE! Snape go 
nienawidził. To właśnie to. Wracamy do początków, do życia w małżeństwie z osobą, która go nienawidzi. 

Harry wziął kilka głębokich oddechów, żeby się uspokoić. Niestety sen nie pomógł. Jego myśli wciąż krążyły 

wokół tego samego tematu, wokół Snape'a. Wokół utraty Snape'a. 

Jego utrata była jak utrata kogoś bliskiego: przyjaciela, brata, rodzica. Albo w tym przypadku wszystkich trzech, 

ponieważ  Snape  był  dla  niego  i  przyjacielem,  i  bratem,  i  rodzicem,  a  także  kimś  więcej,  skoro  uprawiali  ze  sobą 
seks. To było jak utrata członka rodziny, jak utrata Syriusza, choć Syriusz i on nigdy nie byli ze sobą tak blisko, jak 
Harry  ze  Snape'em.  Ale...  czy  naprawdę  byli  ze  sobą  tak  blisko,  czy  to  tylko  głupota  chłopca  kazała  mu  w  to 
wierzyć? 

A  jeśli  chodzi  o  Syriusza,  jego  ojciec  chrzestny  byłby  zdegustowany  widząc,  jak  Harry  płacze  nad  utratą 

Snape'a,  ze  wszystkich  ludzi,  ale  chłopak  nie  mógł  nic  na  to  poradzić.  Wreszcie  znalazł  rodzinę,  stabilizację, 

zadowolenie  –  a  to  wszystko  okazało  się  ułudą,  wielką  fasadą  najlepszego  szpiega  Dumbledore'a.  Och,  jakże 
nienawidził Snape'a za jego zdolności aktorskie! 

Wciąż jak ogłuszony, Harry wstał, by się przebrać, bo te ubrania, które miał na sobie, były zbyt pogniecione i 

przesiąknięte potem.   

Zawsze  był  taki  silny...  taki  silny  po  śmierci  Cedrika,  po  śmierci  Syriusza,  po  tym,  jak  zmuszono  go  do 

poślubienia Snape'a... ale nie potrafił już dłużej. Jego palce drżały, gdy usiłował zapiąć koszulę. Nogi się pod nim 
chwiały. Pokonany i tylko częściowo ubrany, opadł z powrotem na łóżko. To był koniec wszystkich jego sił. 

Nie  miał  pojęcia,  jak  długo  tak  siedział,  ale  jakieś  stukoty,  ostre  głosy  i  wystraszone  krzyki  stopniowo 

wyciągnęły  go  z  zamroczenia.  Ale  tym,  co  sprowadziło  go  z  powrotem,  było  nagłe  pojawienie  się  Deana,  który 
wpadł do dormitorium z umorusaną twarzą i wielkimi oczyma, trzęsąc się i chwiejąc na nogach. 

  – Co się stało? – zapytał Harry, czując jak straszliwe podejrzenie ściska mu serce. 

background image

  – Ron – twarz Deana była blada pod warstwą błota i brudu. – Porwali Rona... 

Zanim Harry zdążył zareagować, Hermiona wbiegła z płaczem i prawie zmiażdżyła Harry'ego w objęciach. 

  – Harry, Harry, zabrali go, zabrali go...  – Otoczyła ramionami jego szyję i schowała twarz w jego ramieniu. – 

Voldemort go porwał... nikt inny, to musiał być on... – Jej uścisk wzmocnił się. – Harry, obiecaj mi, że nie pójdziesz 
za nim... – Ścisnęła go jeszcze mocniej. – Obiecaj mi, proszę... to pułapka, oni chcą ciebie... Harry, Harry... 

Przytulił  Hermionę  mocno,  nie  niepewnie  i  z  ociąganiem,  jak  to  zwykle  robili  jego  koledzy,  i  głaskał  ją  po 

plecach uspokajająco. 

  – Ćśsiii... uspokój się, Hermiona, spokojnie... 

  –  Ale...  obiecaj  mi,  że  nie...  –  jej  głos  był  ochrypły  od  płaczu.  –  Musimy  poczekać  na  Dumbledore'a.  On 

pomoże Ronowi. 

Słowa Hermiony obudziły w Harrym nowe myśli. To takie oczywiste... Oczywiście, że to pułapka. To jasne, że 

Voldemort  chce  go  złapać.  A  Harry  będzie  przeklęty,  jeśli  nie  odpowie  na  to  wyzwanie!  Ron  był  pierwszy.  Jeśli 
Harry nic nie zrobi, Hermiona będzie następna, albo Neville, albo Luna, czy Weasleyowie... nie. Nie pozwoli na to. 

Dumbledore i Snape myślą, że nie jest gotowy. Nie pozwolą mu iść. Znowu będą go traktować jak dziecko i nie 

będzie  miał nic do powiedzenia  w tym, co planują.  Ale  śmierć  Syriusza i teraz porwanie  Rona... to już  było zbyt 
osobiste. Harry wiedział, że to wiadomość dla niego i zdecydował się odpowiedzieć. 

Był zdesperowany. 

Sam. Zrobi to. Zrobi to sam. 

Więc  uspokoił  Hermionę  i  zaprowadził  ją  do  Skrzydła  Szpitalnego,  gdzie  zaaplikowano  jej  miksturę 

uspokajającą. Harry odmówił przyjęcia swojej dawki i  wrócił do swojego pokoju mówiąc, że chce zostać  sam. W 
sekrecie  rozpoczął  przygotowania  do  ostatniej  bitwy.  Potrzebował  tylko  kilku  rzeczy:  swojej  peleryny,  różdżki  i 
Błyskawicy. 

Tej nocy jego koledzy nie mogli zasnąć. Byli przerażeni i niespokojni. Zbliżał się świt, gdy wreszcie wszyscy 

zapadli w sen. Harry wstał cicho, wziął pelerynę, miotłę i otworzył okno. W następnej chwili był już na zewnątrz, 
odległość  między  nim a  zamkiem  wzrastała  z  każdą  chwilą. W Hogsmeade  zsiadł z  miotły, zdjął pelerynę  i ukrył 
obie rzeczy pod krzakiem. 

Jeżeli właściwie odczytał wiadomość, nie powinien czekać długo. Stał i wyglądał posłańców Voldemorta. 

Miał rację. Trzej Śmierciożercy, którzy go zabrali, pojawili się  prawie  od razu i szybko poczuł szarpnięcie  w 

okolicy  pępka,  gdy  Świstoklik  zadziałał.  Lądowanie  było  bolesne,  ale  przynajmniej  miał  w  ręce  swoją  różdżkę. 
Pierwszą osobą, którą zobaczył, był Ron 

Harry prawie zemdlał. Jego przyjaciel był ranny i posiniaczony, leżał bez przytomności na ziemi. Obok niego 

stał Voldemort. Harry wzdrygnął się mimowolnie, gdy dostrzegł gadzią twarz swojego wroga. 

  –  Proszę,  proszę,  Harry  Potter...  Widzę,  że  jesteś  bardziej  inteligentny,  niż  sądzi  ten  stary  głupiec  –  zaczął 

Czarny Pan konwersacyjnym tonem. – Albo mniej? 

Harry  zacisnął  szczęki  i  nie  odpowiedział.  Voldemort  otworzył  usta,  by  znowu  się  odezwać,  ale  w  tym 

momencie Ron poruszył się i otworzył oczy. 

  – Harry, och nie... – jęknął i zmarszczył brwi, krzywiąc się boleśnie. – Nie powinieneś był przychodzić... 

  – Pan Potter rozumie mnie lepiej niż ty, panie Weasley, czyż nie? 

Harry nie mógł oderwać wzroku od przyjaciela. 

background image

  –  Co  oni  ci  zrobili?  –  wyszeptał  łamiącym  się  głosem,  a  cichy  głosik  w  jego  głowie  zaczął  skandować:  ”To 

twoja wina, twoja wina, twoja wina...” 

  – Nie powinieneś był przychodzić... – jęknął Ron znowu. – Głupi... 

  – Jaka  mądrość, panie Weasley. Jestem pod  wrażeniem.  – Voldemort odwrócił się do  Harry'ego. – Wiesz, że 

obecność tutaj pana Weasleya zmienia zasady, prawda, panie Potter? 

  – Wypuść go. To sprawa między tobą a mną. 

  –  Nie,  panie  Potter.  Nigdy  więcej  pojedynkowania  się  z  twoją  różdżką.  –  Czarny  Pan  wykrzywił  usta  w 

przebiegłym uśmieszku. – I już nie będziemy grać fair. 

  – Wypuść go. Jestem tutaj, jak chciałeś – powtórzył Harry stanowczo. 

  – I  on  również  tutaj  jest. Pod  troskliwą  opieką  Lucjusza  i  Bellatrix.  Co  oznacza,  że  zginie  w  momencie,  gdy 

przestaniesz spełniać moje oczekiwania. Daj mi swoją różdżkę – warknął. 

Harry mimowolnie się odsunął, ale krzyk Rona zatrzymał  go w miejscu. Jego przyjaciel drżał w konwulsjach 

pod wpływem Cruciatusa. Krew w żyłach Harry'ego zmieniła się w lód z przerażenia. 

Popełnił największy błąd w swoim życiu. Myślał, że jego wróg będzie działał fair. Albo... w ogóle nie myślał. 

Dał się kierować swej rozpaczy, cierpieniu i rozczarowaniu. 

Powinien był wiedzieć. Nie będąc w stanie patrzeć na wijącego się z bólu przyjaciela, rzucił swoją różdżkę do 

stóp Voldemorta. 

  – Masz... ale zostaw go w spokoju... – wyszeptał i po raz pierwszy w swoim życiu poczuł absolutną pewność, 

że już wkrótce będzie martwy. 

 

***     

 

Zimno... Tak zimno...   

         

Martwe oczy Rona... 

         

Poczuł  nagły  ból  w  plecach,  gdy  próbował  złapać  haust  powietrza.  Otworzył  usta,  by  nimi  oddychać,  ale 

powietrze było tak zimne, tak zimne...   

         

Nie obwiniam cię, Harry... 

         

Jego kości, żebra paliły żywym ogniem. Czuł, jakby całe ręce miał pokryte drzazgami, a biodra...   

         

Nogi... kopali go... Ból... ból wszędzie... Trzask w biodrach, gdy Goyle miażdżył je swoimi ciężkimi butami... 

         

background image

I było tak zimno... Czuł płonący w nim ogień, ale i tak było mu zimno. A w powietrzu nie było w ogóle  tlenu, 

dusił się...   

         

  – Znowu wpadłeś w tę samą pułapkę, Potter. Jesteś jak otwarta księga. Twój ból, gdy dowiedziałeś się, że twój 

ukochany mężuś cię nienawidzi, twoje pragnienie, by porozmawiać ze swoim głupiutkim rudym przyjacielem. I oto 
jest, rozmawiaj z nim, powiedz mu, co ci leży na sercu. 

         

  –  Ron  –  załkał,  poczuł,  jak  zaciska  mu  się  tchawica,  obolałe  gardło  pulsowało.  Drżąc  w  straszliwym  bólu, 

krzyknął ochryple. – RON!   

         

  – Powiedz mu, że kochasz swojego męża, lecz on cię nienawidzi... Powiedz, jak pieprzył cię niczym kochanek, a 

później powiedział, że cię nienawidzi...   

         

Harry łkał, emocjonalne cierpienie wraz z bólem fizycznym było nie do zniesienia. Próbował przełknąć gorzką 

ślinę, która blokowała tył jego gardła, ale  mięśnie przełyku nie chciały go słuchać, ślina nie  spłynęła  w dół, za to 
zawartość żołądka przedostała się do góry...   

         

  – Przełykaj, chłopcze, przełknij każdą kroplę... To utrzyma twojego drogiego przyjaciela przy życiu... 

         

Obrzydzenie wzięło górę i zwymiotował po raz kolejny. Nagle jego usta były pełne i nie mógł oddychać.   

         

  – Oddychaj, chłopcze, wiem przecież, że to nie jest twój pierwszy raz... 

         

Odrobina wymiocin dostała się do tchawicy i Harry zakrztusił się.   

         

  – Właśnie tak... – jęknął Voldemort. 

         

Obrócił  głowę  w  prawo  i  poczuł,  jak  wymiociny  wypływają  powoli  z  jego  półotwartych  ust.  Nie  przestawał 

kaszleć, a jego żebra płonęły niczym gałęzie w ogniu pod skórą, wokół płuc.   

         

  – Harry, on kłamie... nie wierz mu... – głos Rona. 

         

Był sam, przemarznięty. Umrze, tak jak umarł Ron. To wszystko jego wina, bo nie potrafił zamknąć swojego 

umysłu, jego głupota, jego wina. Zabił Rona.   

         

background image

  – Nie obwiniam cię... 

         

Ron nie musiał go obwiniać. Sam siebie winił.   

         

  – Avada Kedavra – inny męski głos. Lucjusz? 

         

Zaszlochał znowu.   

  – Ron...   

         

  – A teraz ty, Harry Potterze... 

         

  – Ron...   

         

Poczuł  dotyk  czegoś  silnego  i  potężnego,  i  odwrócił  się  w  stronę  swojego  wroga,  swego  oprawcy,  swego 

niedoszłego zabójcy... Wciąż leżąc tam, gdzie go rzucili po... 

         

  – Severus...   

         

Nie miał różdżki, nie miał żadnej mocy, lecz wciąż patrzył na niego, a jedyne, co czuł, to żal. 

         

Chłodna ręka dotknęła jego rozognionej twarzy.   

         

Żal i rozpacz, i miłość do wszystkich, których stracił: rodziców, ojca chrzestnego, przyjaciela, Severusa... 

         

Wilgotna szmatka otarła jego twarz z wymiocin, delikatna dłoń oczyściła z pozostałości również jego usta.   

         

  –  Chcę,  żeby  to  się  skończyło  –  powiedział  i  stało  się  coś  nieoczekiwanego:  Voldemort  zaczął  wrzeszczeć. 

Wrzeszczał  i  wrzeszczał,  zalewając  umysł  Harry'ego  wspomnieniami  z  jego  życia.  Ich  oczy  były  unieruchomione, 
wpatrywali się w siebie, a Śmierciożercy stali dookoła w absolutnym szoku albo czymś innym, Harry nie wiedział. 
Czuł jedynie coś odległego i ciepłego, jak wtedy, gdy był w objęciach swego męża, czuł Severusa wewnątrz siebie, 
wokół siebie, wszędzie, i było mu ciepło, tak ciepło, patrzenie w zimne oczy Voldemorta nie miało na niego żadnego 
wpływu.  Lecz  Czarny  Pan  cierpiał  i  dusił  się  pod  spojrzeniem  Harry'ego;  płonął  od  środka  i  wrzeszczał  z 
przerażenia, aż padł bez życia na ziemię. Dziwny dym uniósł się z jego ciała i przybrał kształt Mrocznego Znaku. Był 
doskonale  widoczny  na  tle  nieba  –  lecz  oto  nadszedł  łagodny  wiatr  i  dym  zniknął,  podobnie  jak  ciało,  a 
Śmierciożercy leżeli dookoła, drżący w konwulsjach lub nieprzytomni. 

background image

         

  – Już po wszystkim – wyszeptał. – Tak zimno... tak zimno...   

         

Otoczyły go silne ramiona, ciepłe, znajome ramiona.   

  – Już po wszystkim... 

                 

              *** 

 

Chłopak,  który  za  zgodą  pani  Pomfrey  opuścił  Skrzydło  Szpitalne,  nie  był  tym  samym  Harrym  Potterem, 

którego wszyscy znali. Stał się cichy i chłodny, unikał wszelkiego fizycznego kontaktu. Jego spojrzenie było puste, 
lecz oczy przybrały wyraz stanowczości, gdy wszedł do gabinetu dyrektora. 

  – Odchodzę, profesorze Dumbledore – powiedział. – Nie mogę tu zostać. Nie ma tu dla mnie miejsca. 

Dyrektor patrzył na niego ze smutkiem i jednocześnie zrozumieniem. 

  – Jeszcze tylko dwa miesiące do egzaminów końcowych... – i tak próbował go przekonać. 

  – Nie mogę zostać. 

  – Harry, nikt cię nie obwinia za... 

  – Sam się obwiniam. Czuję tutaj tylko chłód... 

  – Porozmawiaj z Severusem. Tak dobrze wam się ostatnio układało... 

  –  Już  nie  jesteśmy  małżeństwem.  Otrzymałem  oficjalne  dokumenty  rozwodowe  jeszcze  w  Skrzydle 

Szpitalnym, pięć dni temu. Nie chcę z nim rozmawiać. 

  – Harry, te dokumenty nic nie znaczą. To nie jest... – nie mógł skończyć, gdyż chłopak wszedł mu w słowo. 

  – Nie, proszę pana. Odchodzę. Nic mnie tu już nie trzyma. 

  –  Severusowi  na  tobie  zależy,  Harry.  Idź,  porozmawiaj  z  nim.  –  Dumbledore  spojrzał  na  niego  prosząco.  – 

On... 

  –  Jest  lepszym  aktorem,  niż  pan  podejrzewał.  –  Chłopak  wstał,  dając  do  zrozumienia,  że  uważa  rozmowę  za 

skończoną. – Mam nadzieję, że tym razem pozwoli mi pan odejść. 

Stanął przed drzwiami. 

  – Są otwarte, Harry. I zawsze dla ciebie będą. 

 

*** 

 

Harry śnił o tych otwartych drzwiach wiele razy. Czasem nawet w tych snach próbował je otworzyć, ale własne 

nogi nie chciały go słuchać i nie mógł się do nich choćby zbliżyć. Śnił również o innych drzwiach. Drzwiach pokoju 
Rona w Norze albo drzwiach sypialni Snape'a... Ludzi, których stracił... 

Wykonywał  swoje  obowiązki  z  czystej  konieczności.  Przez  pierwszy  rok  wstawał  rano,  uczył  się,  pracował  i 

background image

szedł  spać.  W  drugim  już  się  nie  uczył,  natomiast  więcej  pracował,  na  pełny  etat  u  Gringotta.  Zaoferowano  mu 
posadę jednego z Głównych Czarodziejów bankowego Departamentu Bezpieczeństwa – a stało się to tego dnia, gdy 
poszedł do banku, by podjąć pieniądze i zniknąć z czarodziejskiego świata raz na zawsze. Przyjął wtedy propozycję 
prawie nieprzytomnie. Pracował w wielu częściach świata – ale nigdy w Wielkiej Brytanii. 

Od czasu do czasu otrzymywał listy od Hermiony, Remusa, Weasleyów i co najbardziej zaskakujące, od Hanny, 

i wszyscy oni pisali to samo: że nikt go nie wini, że go kochają, chcą, żeby wrócił. Odpowiadał zawsze uprzejmie, 
choć stanowczo. W końcu zrozumieli, że buduje nowe życie, z dala od wspomnień i win, i ponaglenia do powrotu 
przestały przychodzić.   

A  Harry  rzeczywiście  starał  się  zbudować  nowe  życie.  Zmienił  nazwisko  na  Harold  Evans,  przyjmując 

panieńskie  nazwisko  matki  i  kupił  dom  w  Cape  Town  (swoja  Kwaterę  Główną,  jak  go  nazwał).  Po  dwóch  latach 
próbował nawet umówić się z jedną z koleżanek z pracy, ale nic z tego nie wyszło. Nie wiedział, co przeszkadzało 
mu  w  pogłębianiu  znajomości;  nie  potrafił  nawet  z  nią  rozmawiać  bardziej  intymnie,  co  dopiero  mówić  o  seksie
Sam tego nie rozumiał. Była mądra, lecz nie arogancka, wręcz przeciwnie, trochę nieśmiała. I ładna, miła i uprzejma, 
ale... 

Ale wszystkim, czego pragnął, było zwinąć się w objęciach Snape'a i płakać do utraty łez, pozwolić mu się tulić, 

pozwolić mu się kochać. 

Może jednak nie był już tak całkiem hetero. 

Czasem, po wypiciu trzech czy czterech szklanek Ognistej Whisky, rozmawiał nocami z Ronem; pytał go, czy 

jego obsesja na punkcie Snape'a jest tylko efektem syndromu sztokholmskiego (tak, sprawdził to kiedyś, nie mając 
nic innego do roboty w długą, bezsenną noc), czy też naprawdę ten mężczyzna go pociąga... Ron, rzecz jasna, nigdy 
nie odpowiadał, wspomnienia nie dają odpowiedzi. A gdy Harry budził się rano z bolącą głową, zauważał z niemałą 
dozą nostalgii, ze prysznic w samotności nie jest w stanie wyleczyć go z kaca. 

Koledzy widzieli jego cierpienie i błagali, żeby zgłosił się do jakiejś poradni, ale nie zwracał na nich uwagi. 

Jego  nieostrożność  zabiła  Syriusza  i  Rona.  Zasługiwał  na  wyrzuty  sumienia.  Poczucie  winy  stało  się  teraz 

częścią  jego  istoty.  To  czyniło  z  niego  najlepszego  Czarodzieja  d/s  Bezpieczeństwa  w  całym  banku:  był  zawsze 
czujny  (stary,  dobry  Moody)  i  zawsze  dyspozycyjny.  Wykonywał  swoją  pracę  skrupulatnie  i  bez  szemrania, 
skupiając się bardziej niż pozostali na ochronie osobistej pracowników i klientów banku. 

Żył swoją winą i żalem, przyjmując je ze swego rodzaju przewrotną wdzięcznością, jako formę pokuty. 

Z  końcem  czwartego  roku  był  już  całkowicie  wyczerpany  i  zaczął  popełniać  błędy.  Nie  jakieś  znaczące,  ale 

zdawał sobie sprawę, że z upływem czasu będzie coraz gorzej. I wtedy jeden z kierowników banku zaprosił go na 
rozmowę. 

  –  Panie  Evans  –  zaczął  goblin  uprzejmie,  acz  stanowczo.  –  Przez  ostatnie  lata  słyszałem  wiele  pochwał  na 

temat  pańskiej  pracy,  zarówno  z  ust  pańskich  zwierzchników,  jak  i  współpracowników.  Jednakże  wspominali 
również, że pan się przeforsowuje i że w ciągu ostatnich kilku miesięcy oznaki wyczerpania zaczęły się pojawiać w 
pańskiej pracy. Proszę mnie źle nie zrozumieć, panie Evans; nie jest moim zamiarem ganienie pana w żaden sposób, 
ale sugerowałbym zmianę otoczenia na kilka miesięcy... dopóki nie wróci pan do zdrowia i nie odzyska sił na tyle, 
by powrócić do swojej skądinąd świetnie wykowywanej pracy. 

Harry  spuścił  głowę,  zawstydzony.  Był  więcej  niż  świadomy  błędów,  które  popełniał.  Stanowiły  dodatkowy 

wkład do i tak już olbrzymiego, wyczerpującego go coraz bardziej poczucia winy.   

  – Co mam zrobić? – wyszeptał, załamany. W odpowiedzi goblin skinął głową. 

  – Mam dla pana pracę – powiedział, podnosząc jakiś dokument. –Jest luty, a Hogwart stracił dotychczasowego 

background image

nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią w pewnych, ach.... wydarzeniach dwa tygodnie temu. Biorąc pod uwagę, 
ze jest środek roku szkolnego, a powiedzmy to sobie szczerze, nie ma wielu chętnych do tej pracy, szkoła potrzebuje 
zastępstwa do czerwca. Pomyślałem o panu. Praca tutaj zrobiła z pana eksperta w dziedzinie obrony. Bardzo dobrze 
radzi  pan  sobie  w  relacjach  z  ludźmi,  jak  wyczytałem  w  pańskich  aktach,  i  może  praca  w  innym  otoczeniu 
pozwoliłaby panu zrelaksować się t...   

  – Naprawdę doceniam pańską propozycję, ale nie mogę jej przyjąć. – Harry wstał, lecz zaraz prawie upadł, gdy 

ugięły się pod nim kolana. – Nie mogę tam wrócić... 

  –  Podpisał  pan  pięcioletni  kontrakt  z  bankiem.  Praca  w  Hogwarcie  to  nie  propozycja,  to  polecenie.  Już 

zawiadomiłem  Albusa  Dumbledore'a,  że  jest  pan  gotowy  przyjąć  tę  posadę  i  był  naprawdę  uszczęśliwiony,  że 
znalazłem kandydata, który dołączy do grona pedagogicznego na najbliższe pięć miesięcy. Oczywiście pensję będzie 
wypłacał panu nadal bank, jako jednemu z naszych przedstawicieli. 

  – Dlaczego pan to robi? – Harry spojrzał na niego, nie potrafiąc ukryć urazy w swoim głosie. 

  – Mam zobowiązania wobec Albusa Dumbledore'a – wyjaśnił goblin. – Lecz z drugiej strony, doceniam pańską 

pracę dla banku i nie chcę stracić tak utalentowanej osoby jak pan. Panie Evans, musi pan tam wrócić i rozliczyć się 
ze swoją przeszłością – inaczej ona pana zniszczy. 

  – Czy mam coś do powiedzenia w tej sprawie? – Harry podjął ostatnią próbę. 

  – Nie. Jest środa. W sobotę o dziewiątej rano zjawi się pan w gabinecie Albusa Dumbledore'a. Oczekuje pana. 

 

 

*** 

 

Ciężko było powracać do Hogwartu, nawet ciężej niż myślał. Każde miejsce przesiąknięte było wspomnieniami: 

o Syriuszu, Ronie, Severusie. Zaatakowały go od pierwszej chwili, gdy teleportował się przed bramą szkoły. 

Opatulił  się  ciaśniej  swoim  czerwono-czarnym  płaszczem  (tradycyjne  barwy  Gringotta).  Wiał  zimny  wiatr, 

plując  w  niego  agresywnie  kroplami  deszczu  i  śniegiem.  Wkrótce  włosy  ociekały  mu  wodą  a  uszy  wydawały  się 
zamarzać. Spuścił głowę i machnięciem różdżki sprawił, że kufer zaczął płynąć za nim w powietrzu. Zrugał się w 
myślach, że nie  pomyślał  wcześniej, by rzucić  na  siebie  antywodne  zaklęcie; teraz było już  na  to za późno. Szedł 
ostrożnie wyjątkowo śliską dróżką, pokrytą błotem, starając się nie upaść na twarz i nie upokorzyć się w ten sposób 
ostatecznie. Już niedługo zazna wystarczająco wiele poniżenia.   

Żołądek  skurczył  mu  się  na  myśl  o  spotkaniu  swoich  nowych  kolegów,  którzy  tak  niedawno  byli  jego 

nauczycielami. Snape'a, swojego byłego męża. Poczuł, że się poci, ale i tak nie było tego widać na jego mokrej już 
twarzy. Wnętrzności zamieniły mu się w kamień, kończyny zrobiły się ciężkie, dłonie i kolana zaczęły drżeć. Miał 
mdłości i był na granicy załamania nerwowego. 

Przed  wejściem  do  zamku  rzucił  zaklęcie  oczyszczające  na  swoje  ubłocone  buty  (nie  chciał  zaczynać 

pierwszego dnia powrotu od walki z Filchem). Biorąc głęboki oddech, ruszył do gabinetu Dumbledore'a, wybierając 
drogę  pozwalającą  mu  ominąć  Wielką  Salę.  Chimera  była  paskudna  jak  zawsze  i  gdy  Harry  przed  nią  stanął, 
obudziła się do życia i odskoczyła, dając mu przejście na spiralne schody. 

Wszystko działo się tak szybko... stał już przed znajomymi drzwiami z polerowanego dębu i z mosiężną kołatką. 

Zbliżył się do nich, opuszczając ruchome schody i zawahał się, nadstawiając uszu. Usłyszał dobiegające z wnętrza 
głosy. 

background image

  – ... I ty chcesz dać tę posadę komuś całkowicie obcemu! 

Harry poczuł, jak jego serce przestaje bić. To był Snape. 

  – Jego referencje są dla mnie wystarczające, Severusie. Proszę, uspokój się. On zaraz przybędzie. Powiedziano 

mi, ze pojawi się o dziewiątej. Już czas. 

  – Dyrektorze, dobrze wiesz, ze jestem wystarczająco kompetentny, by uczyć tego przedmiotu... 

  – Nie mam zamiaru stracić cię w ciągu niecałego roku z powodu tej klątwy. 

  – Mógłbym ją złamać... 

  – Ja nie mogłem jej złamać! – warknął Dumbledore, kompletnie szokując Harry'ego. 

Dumbledore  –  nie  potrafiący  czegoś  zrobić?  Dumbledore  –  wściekły?  Nie  chciał  już  dłużej  podsłuchiwać. 

Podniósł rękę, by zastukać kołatką, lecz nim dotknął chłodnego mosiądzu, drzwi same się przed nim otworzyły. 

  –  Co,  do  cholery...  –  wymamrotał  Snape,  okręcając  się  szybko,  z  różdżką  wyciągniętą  i  wymierzoną  w 

Harry'ego, podobnie jak Dumbledore. 

Świat jakby się na moment zatrzymał i Harry zdał sobie sprawę z dwóch rzeczy. Po pierwsze, że Dumbledore 

nie został poinformowany o jego prawdziwej tożsamości i teraz był tak samo zaskoczony jak Snape. Po drugie, że 
starzec był dosłowny, mówiąc, iż jego drzwi będą zawsze dla Harry'ego otwarte.   

Przełknął głośno ślinę i poruszył się nerwowo pod wymierzonymi w niego dwiema różdżkami. Mistrz Eliksirów 

pierwszy odzyskał rezon. 

  – Harry? – Podszedł bliżej i opuścił różdżkę; na jego wychudłej twarzy pojawił się wyraz dziwnego respektu. – 

Jesteś... czy to naprawdę ty? 

  – Tak. – Harry znowu poruszył się niepewnie, niezdolny do odczytania emocji mężczyzny. – Tak, to ja. 

  – Ja... – Snape podszedł do niego, rozkładając niepewnie ramiona, jakby chciał go uściskać, lecz po chwili jego 

ręce  opadły  bezwładnie  jak  złamane  skrzydła.  Zachwiał  się  lekko  i  przystanął,  całym  sobą  emanując  cierpieniem. 
Harry nie mógł się powstrzymać i podszedł bliżej, złapał go za ramię, przytrzymując go i wpatrywali się w siebie, 
nieświadomi obecności Dumbledore'a ani mijającego czasu. 

Harry odchrząknął. 

  – To ja jestem nowym nauczycielem Obrony – powiedział słabym, przepraszającym tonem. 

Nagłym ruchem Snape wywinął się z jego uścisku i prawie pobiegł do drzwi. 

  –  Przepraszam  –  zdążył  wymamrotać,  zanim  opuścił  gabinet  i  zostawił  Harry'ego  w  stanie  kompletnego 

zmieszania. 

Dumbledore podszedł do niego. 

  – Harry, to było spore zaskoczenie. 

Młody mężczyzna odwrócił się do niego. 

  – Sądziłem, że poinformowali pana, kim jestem... – powiedział, wciąż się trzęsąc. – Ja... 

Dumbledore westchnął. 

  – Może byłoby lepiej, gdybyśmy wiedzieli. Nie wiem. Severus zapewne byłby teraz na drugim końcu świata. 

  – O co mu chodzi? – zapytał Harry z obawą. – Tak bardzo mnie nienawidzi? 

background image

  – Och nie, Harry – głos Dumbledore'a był twardy jak skała. – Ale to nie ja powinienem wypowiadać się na ten 

temat. Musisz iść i sam go zapytać. 

  – Nie mogę... – wyszeptał Harry z rozpaczą. – Nie mogę pozwolić mu zranić mnie znowu. 

Dumbledore wskazał na sofę i obaj usiedli. 

  – Co masz na myśli? Znowu? 

Twarz  Harry'ego  pociemniała,  lecz  po  chwili  stare  linie  poczucia  winy  i  cierpienia  pojawiły  się  w  miejsce 

gniewu. 

  – To nieważne. I tak na to zasługiwałem... 

  – Harry... – Dumbledore położył mu dłoń na ramieniu. – Ron umarł nie z twojej winy! 

  – Nie może pan tego wiedzieć... Znowu zawiodłem w Oklumencji. Voldemort użył go przeciwko mnie... 

  –  Przestań!  –  Gniew  pojawił  się  na  starczej  twarzy,  gniew  i  irytacja.  –  To  my,  dorośli,  zaniedbaliśmy  was! 

Ciebie, Harry, i Rona, i Syriusza, i inne ofiary wojny. To nie była twoja wina. Nie rozumiesz tego? Zawiedliśmy, nie 
potrafiliśmy ich ocalić, ale ich śmierć  nie była  naszą  winą! Voldemorta i jego Śmierciożerców, ale  nie  naszą. Nie 
moją, choć to na moich barkach spoczywała największa odpowiedzialność, i z całą pewnością nie twoją! Ty zrobiłeś 
więcej niż ktokolwiek inny, byśmy zwyciężyli! Dorastałeś w rodzinie bez miłości. Dawałeś sobie radę ze wszystkim, 
czego my, dorośli, od ciebie wymagaliśmy. Uczyłeś się Oklumencji, ale to ja cię zawiodłem i Syriusz umarł. Później 
poślubiłeś Severusa, poświęcając najbardziej intymny aspekt swojego życia, a w końcu zginął Ron. Ale żadne z tych 
wydarzeń  nie  było  twoją  winą,  Harry.  Wiem,  co  zrobił  ci  Voldemort.  Wiem,  jak  ciężko  ci  było  przetrawić  to 
wszystko... 

  – Nie! – wykrzyknął Harry i skoczył na równe nogi. – Nie ma pan o niczym pojęcia! – Odwrócił się do starca 

plecami i zapatrzył w okno. – Nie ma pan pojęcia, jak było mi ciężko... gdy leżąc w Skrzydle Szpitalnym, dwa dni 
później... po tym wszystkim... dostałem te... dokumenty... świadczące, że... że nikomu nie zależy... 

  – Jakie dokumenty? – zapytał Dumbledore niepewnie. 

  – Papiery rozwodowe – wyszeptał Harry. – Snape nie mógł nawet poczekać, aż odzyskam siły na tyle, by wstać 

z łóżka... 

Długa cisza. 

  –  Ale...  –  zaczął  Dumbledore  ostrożnie.  –  To  nie  był  on...  nie  on  zaczął  procedurę  rozwodową.  To  wszystko 

było  w  waszym  kontrakcie  małżeńskim.  To  nie  było  normalne  małżeństwo,  Harry.  Zostało  zaaranżowane,  bez 
obopólnej zgody i miało trwać tylko do śmierci Voldemorta. Gdy ten został pokonany, małżeństwo automatycznie 
uległo rozwiązaniu i Ministerstwo zarejestrowało rozwód. 

Harry poczuł kulę w gardle i świat zaczął wokół niego wirować. 

  – To nie był on... 

  – Nie, Harry. Choć obaj sądziliśmy, że będziesz szczęśliwy, gdy uwolnisz się od tej przymusowej więzi. 

  – Ja... – Harry potrząsnął głową, walcząc z napływającymi do oczu łzami.  – Ja nie chciałem rozwodu... – Nie 

potrafił rozpoznać własnego głosu, brzmiał tak cienko. 

Poczuł rękę Dumbledore'a na swoim ramieniu. 

  – Powinieneś porozmawiać z Severusem. 

Harry potrząsnął głową, pokonany. 

background image

  – On mnie nienawidzi. Cokolwiek ja... 

  – Wcale cię nie nienawidzi, Harry. 

  – Sam słyszałem, jak to mówił... 

  –  Nie  nienawidzi  cię.  Po  tym,  jak  odszedłeś,  był  kompletnie  zdruzgotany.  Nie  mógł  jeść,  nie  mógł  spać. 

Zamknął się w sobie jeszcze bardziej, niż przed waszym małżeństwem. Idź do niego. Porozmawiaj z nim. Powiedz 
mu, co czujesz. 

  – Nie mogę. 

  – Harry, każdy z nas ma tylko jedno życie. Idź i porozmawiaj z nim. Teraz. Nie ma na co czekać. 

  – Nie mogę. 

To, jaką może otrzymać odpowiedź, przerażało go jeszcze bardziej. Nie zasługiwał na niego. Nie zasługiwał na 

szczęście. 

  – Nie obwiniam cię... 

Nie. 

  –  Harry,  twoje  poczucie  winy  nie  wróci  ci  przyjaciela.  –  Dumbledore  ścisnął  go  za  ramię.  –  Nie  jesteś 

odpowiedzialny za jego śmierć. Sądziłem, że po tych wszystkich latach wreszcie to zrozumiesz i przezwyciężysz żal, 
ale  ty  wciąż  się  obwiniasz.  To  z  kolei  częściowo  moja  wina.  Nie  zdawałem  sobie  sprawy,  jak  głęboko  zostałeś 
zraniony – i jak głębokie uczucia żywiłeś do Severusa. I dlatego pozwoliłem ci odejść, nie zauważając, jak bardzo te 
dwie  sprawy  były  dla  ciebie  ważne.  –  Podniósł  się  i  pomógł  wstać  Harry'emu.  –  Nie  chcę  popełnić  tego  samego 
błędu po raz drugi. Jako twój zwierzchnik nakazuję ci iść i porozmawiać z Severusem. Masz czas do piątej, kiedy to 
odbędzie się rada pedagogiczna. Idź. 

I Harry poszedł. 

 

***   

 

Gdy dotarł do drzwi komnat Severusa, cały się trząsł. Nie był w stanie nawet zapukać. Skrobnął tylko palcami 

drzwi; usta miał suche, w oczach przerażenie. 

  – Co... – Snape szarpnął drzwi ze złością, lecz na widok Harry'ego zamarł i zachwiał się, opierając o framugę. – 

Co ty tu robisz? – zapytał słabo, twarz miał bladą, oczy zaczerwienione, bez śladu drwiny. 

Harry również musiał wesprzeć się o drzwi, otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, lecz nie wydobył się z nich 

żaden dźwięk. Nie potrafił tego zrobić, cokolwiek Dumbledore miał na myśli. Wszystko rozmazywało mu się przed 
oczami i siły zaczęły go opuszczać, poczuł, że się chwieje. Silne ramiona złapały go, zaniosły na krzesło i ostrożnie 
na  nim  posadziły.  Harry  usłyszał  dźwięk  zamykanych  drzwi  i  szuranie,  gdy  drugie  krzesło  zbliżyło  się  do  jego 
własnego.   

  – Harry? Dobrze się czujesz? 

Nie czuł się dobrze, nie, i już nigdy się tak nie poczuje... 

  – Dumbledore chciał, żebym z tobą porozmawiał – wyszeptał. 

  – O czym? – zapytał cicho Severus. 

background image

Długa cisza. Harry walczył ze sobą, by opowiedzieć mu o Ronie, Voldemorcie, o swoich uczuciach, ale słowa 

nie chciały opuścić jego ust, choćby nie wiadomo jak bardzo się starał. 

  – Nie chciałem rozwodu – wyrzucił w końcu z siebie i pochylił się, by ukryć swoją czerwoną ze wstydu twarz 

w  dłoniach.  Trząsł  się  tak  bardzo,  ze  ześliznął  się  i  opadł  na  kolana,  chcąc  spalić  się  ze  wstydu.  –  Nie  chciałem 
rozwodu – powtórzył. Nie miał pojęcia, dlaczego to robi. Snape poczuje do niego wstręt i go odrzuci, zasłużył sobie 

na to. 

Lecz silne ramiona powróciły, Severus podniósł go i przytulił, klęcząc przed nim, twarzą w twarz, obaj ze łzami 

w oczach, a Harry powtarzał w kółko: 

  – Nie chciałem tego, nie chciałem tego... 

  – Ja również nie – wyszeptał Severus. – Myślałem... 

  –  Nie,  myliłeś  się,  i  ty,  i  Dumbledore.  –  “Severus  wciąż  jest  za  chudy”,  pomyślał,  przylegając  do  niego 

kurczowo. 

  – Przepraszam, Harry, nie wiedziałem... 

  – Nie chciałem rozwodu – Harry wiedział, że jęczy, ale przerażała go myśl, że być może jest to ostatni raz, gdy 

znajduje się w tych objęciach. 

  –  Kocham  cię,  Harry  –  głos  Severusa  był  ledwie  słyszalny,  gdy  mamrotał  w  ciężkie  szaty  wierzchnie 

Harry'ego. – Kocham cię. Dam ci wszystko, czego zapragniesz, tylko już nigdy więcej ode mnie nie odchodź. 

To  było  jak  szaleństwo,  dwóch  dorosłych  mężczyzn  płaczących  w  swych  objęciach.  Harry  wciąż  się  trząsł. 

Severus pierwszy oprzytomniał i dotarło do niego, że Harry jest cały przemoczony. 

  –  Jesteś  przemarznięty  –  wymamrotał,  zdejmując  jego  szaty,  aż  chłopak  był  nagi  od  pasa  w  górę.  Wtedy 

podniósł go do pozycji stojącej i zdjął mu buty, rozpiął pasek i zsunął  spodnie. Po chwili Harry stał przed nim w 
samej bieliźnie. 

  –  Jesteś  piękny  –  powiedział  i  przyciągnął  go  bliżej.  –  Tak  zimny...  –  wymruczał,  po  czym  podniósł  go, 

okrywając swoją szatą, aż Harry otoczył ramionami jego szyję i wtulił się w niego jak dziecko, obejmując go nogami 
w pasie.   

Chwiejąc się lekko pod ciężarem, Severus zaniósł go do łazienki pod prysznic.   

  – Musisz się rozgrzać – rzekł, odkręcając kurek i wpychając chłopaka pod rozkosznie ciepły strumień wody. 

  – Ja... – Harry w końcu przestał się trząść na tyle, by móc mówić. – Chcę, żebyś... Ja... 

  – Nie będę ci przeszkadzał – Severus cofnął się o krok, lecz Harry sięgnął za nim. 

  – Ja... – nie kończąc, Harry przyciągnął w pełni ubranego Severusa do siebie pod prysznic. Zobaczył, ze czarne 

oczy otwierają się szerzej w zaskoczeniu. Zamykając za nimi drzwi kabiny, Harry pchnął Severusa na przeciwległą 
ścianę; byli już tego samego wzrostu. Wziął głęboki oddech i po raz pierwszy w życiu przykrył jego usta swoimi. 
Pocałunek był niezdarny i nieporadny, ale chciał pokazać Severusowi, że go kocha, że akceptuje wszelkie aspekty 
tego związku, że oddaje siebie w pełni i z własnej woli.   

Widział, jak ciemne oczy z wolna rozbłyskują zrozumieniem, potem radością. Po chwili stania pod prysznicem i 

całowania  się  jak  gówniarze,  Harry  w  końcu  odsunął  się,  by  zaczerpnąć  tchu.  Severus  roześmiał  się  i  na  powrót 
przyciągnął go bliżej, szepcząc: 

  – Jestem pod prysznicem, w ubraniu, przemoczony do suchej nitki, z byłym mężem, całującym mnie do utraty 

tchu... 

background image

  – Też cię kocham – wszedł mu w słowo Harry i zaczął gorączkowo manewrować przy jego szatach, by wsunąć 

rękę pod spód i dotknąć ciepłej skóry, zamiast mokrego materiału. Po chwili przy wtórze śmiechu obaj mocowali się, 
próbując  rozebrać  Severusa.  Gdy  udało  im  się  coś  zdjąć, wyrzucali  to  górą  poza  kabinę,  aż  w  końcu  obaj  stali  w 
samej bieliźnie, dysząc ciężko i próbując złapać oddech. 

Harry sięgnął po mydło z zamiarem umycia Severusa, ale ten wyjął mu je z ręki i zaczął namydlać i bezlitośnie 

łaskotać młodszego mężczyznę, który w odwecie całował go z nowo odkrytym entuzjazmem. Gdy Severus dotarł do 
jego pośladków, odłożył mydło i powoli wsunął rękę pod materiał jego slipów w milczącym pytaniu. 

  – Tak – mruknął Harry i zdjął je, by dać  mężczyźnie pełny dostęp. Gdy Severus pozostał  w bezruchu, Harry 

spojrzał na niego z przestrachem. – Co... 

  – Jesteś gotowy. – Jego palec ruszył niepewnie w kierunku erekcji chłopaka. 

  – Bo cię kocham... w ten sposób – wyznał Harry, czerwieniąc się lekko. Czas zatrzymał się wokół nich, tylko 

ciepła woda płynęła nieprzerwanie. 

  – Więc... to dla mnie? – zapytał Severus, wciąż nie wykonując żadnych ruchów. 

Zamiast potwierdzać to, co oczywiste, Harry sięgnął do jego bielizny i zsunął ją, po czym wziął w dłoń długą, 

aksamitną twardość jego członka i zaczął gładzić ją sugestywnie. 

  – Weź mnie, Severusie – wyszeptał i opierając się o ścianę, otoczył go nogą w pasie. 

Mężczyzna potrząsnął głową. 

  –  Byłoby  nam  zbyt  niewygodnie  w  ten  sposób  –  uśmiechnął  się  i  przyciągnął  Harry'ego  bliżej  do  siebie, 

wkładając swoją męskość między jego uda.    – Chcę, żebyś usiadł mi na kolanach... Jak ostatnim razem... 

Harry złożył delikatny pocałunek na nosie mężczyzny, gdy zniżali się na podłogę. Czuł, jak jego serce bije coraz 

szybciej i wiedział, że to nie ze strachu czy zażenowania, ale dlatego, że ostatni raz był tak dawno temu i że sam od 
tak dawna za tym tęsknił. Nabrał w dłoń trochę szamponu i zaczął zwilżać nim członek Severusa, a mężczyzna w 
tym  czasie  ostrożnie  go  przygotowywał.  Harry  czuł  tak  obezwładniające  pożądanie,  że  nie  mógł  dłużej  czekać  i 
odtrącając rękę mężczyzny, usadowił się i nabił na jego męskość. 

Zasyczał pod wpływem nagłego bólu, ale był już całkiem wypełniony, więc nie poruszał się przez chwilę, tylko 

pochylił do przodu, by pocałować Severusa: jego czoło, powieki, nos, skronie.   

  – Kocham cię... Och, mój Boże, tak bardzo cię kocham – prawie załkał, a Severus gładził jego plecy, pośladki, 

uda, biodra. 

  – Jesteś idealny. Zawsze byłeś – wyszeptał starszy mężczyzna z zachwytem. 

Wtedy Harry zaczął  się  poruszać, przyciskając swój członek do brzucha  kochanka,  którego dłonie  i usta  były 

wszędzie  na  nim,  całując  jego  tors,  jego  sutki,  mrucząc  pełne  uczucia  słowa,  aż  po  chwili  obaj  osiągnęli  szczyt. 
Harry przyciągnął głowę Severusa do swojej piersi i tulił go, póki nie przeszły ostatnie spazmy. 

Wstawanie okazało się trudnym zadaniem – przede wszystkim dlatego, że Harry uparł się, by całować starszego 

mężczyznę  w  każde  miejsce,  którego  tylko  mógł  dosięgnąć  –  lecz  po  chwili  się  udało  i  znowu  obaj  stali  pod 
strumieniem ciepłej wody, myjąc się nawzajem. 

  – Harry, ty krwawisz – zauważył Severus z zaniepokojeniem, ale chłopak tylko wzruszył ramionami. 

  –  Niedługo  przejdzie  –  wymamrotał  i  odwrócił  się,  by  figlarnie  ugryźć  mężczyznę  w  nos.  –  To  był  mój 

pierwszy raz od lat.   

  – Zraniłem cię... – Severus próbował być poważny, ale Harry zamknął mu usta pocałunkiem. 

background image

  – Trochę się pospieszyłem, ale nie martw się, za chwilę wszystko będzie w porządku – wymruczał w jego usta, 

po czym otoczył śliską od mydła dłonią jego członek i delikatnie gładząc, umył go do czysta. Gdy poczuł, ze penis 
zaczyna drgać i twardnieć, jego ruchy stały się bardziej zdecydowane. 

    – Harry, puść mnie – Severus zaśmiał się cicho w szyję kochanka.    – Sprawiasz, ze znowu jestem gotowy... 

  – Tęskniłem za tobą – odparł na to Harry i opadł na kolana.   

  – Harry, przestań – Severus wziął go pod pachy, by podnieść go do pionu. – Pragnę od ciebie czegoś więcej niż 

tylko... 

  – Ale ja chcę – przerwał mu Harry i strzasnął z siebie jego ręce. – Chcę ci pokazać, jak bardzo cię kocham – i 

polizał twardy członek, po czym ostrożnie wziął jego koniuszek do ust. Severus zadrżał i ucichł, podczas gdy Harry 
pieścił dłońmi jego uda, biodra, jądra i nasadę  penisa, aby na  koniec  otoczyć  go ręką.  Nie  wiedział  właściwie, co 
robić, wiec próbował wszystkiego: lizał, ssał i przygryzał bardzo, bardzo ostrożnie. Gdy członek w pełni stwardniał, 
a całe ciało mężczyzny stężało, Harry zaczął poruszać się i ssać bardziej rytmicznie, a jego palec ruszył w kierunku 
wejścia Severusa, by je delikatnie podrażnić. Widząc, że jego kochanek jest blisko, chłopak przygotował się i zaczął 
ssać jeszcze mocniej. 

  –  Ach...  –  Severus  starał  się  po  omacku  czegoś  złapać,  aby  nie  opaść  na  Harry'ego  bezwładnie  po  orgazmie. 

Harry prawie się zakrztusił, ale przełknął nasienie Severusa, swojego męża, mimo że smakowało dziwnie i gorzko, i 
ssał dopóki mężczyzna nie odzyskał zmysłów.   

Severus podniósł go do pozycji stojącej i pocałował. 

  – Teraz twoja kolej, by być na górze – wyszeptał mu do ucha. – W łóżku, jak wtedy... gdy kochaliśmy się po 

raz pierwszy... 

A Harry tylko kiwnął głową. 

 

*** 

 

– Dlaczego odszedłeś? – zapytał Severus, gdy leżeli przytuleni; jego pierś przyciśnięta do pleców Harry'ego, ich 

nogi splecione razem. 

  –  Myślałem,  że  mnie  nienawidzisz  –  odparł  Harry.  –  Gdybym  wiedział...  ale  byłem  przerażony  i  zraniony,  i 

myślałem, że to ty zacząłeś procedurę rozwodową... 

  – Przestałem cię nienawidzić dawno temu, Harry. 

  –  Skąd  mogłem  wiedzieć?  –  Harry  przysunął  się  jeszcze  bliżej.  –  Pamiętasz  naszą  ostatnią  wspólną  noc? 

Myślałeś, że śpię i powiedziałeś, że mnie nienawidzisz... 

  – Och, nie... – jęknął Severus. – Słyszałeś mnie... 

  – Słyszałem wszystko. Jak mówiłeś, że nienawidzisz Dumbledore'a i mnie... – Harry poczuł, jak coś zaciska się 

wokół jego serca na to wspomnienie.   

  –  Byłem  przerażony.  –  Severus  objął  Harry'ego  jeszcze  mocniej,  jakby  chciał  pokazać  w  ten  sposób  ogrom 

swojego strachu. – Moja miłość do ciebie rosła z każdym dniem, a byłem pewien, że to się skończy i odejdziesz. Ja... 
ja czułem cię, twoje ciało przy swoim i wiedziałem, że nigdy nie dostanę nic więcej poza tym ciałem. Byłem pewny, 
że  nigdy  mnie  nie  pokochasz  i  że  odejdziesz  ode  mnie,  gdy  tylko  będzie  to  możliwe.  I  nienawidziłem  tego, 
nienawidziłem Dumbledore'a za wepchnięcie mnie w tę sytuację. 

background image

  – Twoje słowa zabolały mnie tak bardzo, ze stałem się zbyt odsłonięty dla Voldemorta... 

  – Kochanie, ja... 

  – Byłem głupi. Powinienem był wiedzieć lepiej, ale moje złudzenia okazały się silniejsze niż rozsądek. To nie 

była twoja wina, nawet nie próbuj przepraszać. 

  – Harry, wiem, że byłem idiotą przez te ostatnie miesiące, ale... gdy zdałem sobie sprawę ze swoich uczuć do 

ciebie, że są coraz silniejsze i nie mogę ich powstrzymać... wiedząc, że jedyną rzeczą, która trzyma cię przy mnie 
jest dokument... 

  –  Ja  myślałem  tak  samo  –  wyszeptał  Harry.  –  Jeszcze  zanim  usłyszałem,  jak  mówisz,  że  mnie  nienawidzisz, 

czułem  się  okropnie.  Kiedyś  powiedziałeś,  że  czujesz  się  jak  w  pułapce  i  myślałem,  że  chodzi  ci  o  to,  żeby  to 
przerwać,  uwolnić  się  ode  mnie.  Nie  wiedziałem,  co  robić...  Wtedy  ostatni  raz  rozmawiałem  z  Ronem  –  wziął 
głęboki  oddech.  –  Który  w  jakiś  sposób  pomógł  mi  dojść  do  tego,  że  wcale  nie  chcę,  żeby  to  małżeństwo  się 
skończyło. Okazał wtedy takie zrozumienie... – Harry uśmiechnął się gorzko. – I właśnie to go zabiło. 

  – To Czarny... to Voldemort go zabił – Severus prawie się przejęzyczył.   

  – A ja nie potrafiłem go uratować. Ponieważ byłem głupcem!  – krzyknął i podniósł się ze złością do siadu. – 

Ponieważ byłem wystarczająco głupi, by uwierzyć, że Voldemort będzie grał uczciwie! Ponieważ nie poszedłem do 
ciebie!  Ponieważ  działałem,  zamiast  myśleć!  Znowu!  –  Spuścił  głowę,  pokonany.  –  Miałeś  rację  cały  ten  czas. 
Byłem tylko małym idiotą, który myślał, że zakazy i nakazy go nie dotyczą... 

Severus również usiadł i dotknął jego ramienia. 

  – Nie, Harry. To nie... 

Harry znowu strząsnął jego rękę. 

  – Moje zaślepienie go zabiło! Ja go zabiłem! 

  – Harry, przestań! – Severus złapał go za ramiona i potrząsnął nim silnie.  – Nie jesteś niczemu winien. Byłeś 

tylko dzieciakiem, emocjonalnie skrzywdzonym dzieciakiem, który myślał, że jest sam – i to częściowo moja wina. 
Byłem  tak  zrozpaczony,  że  nie  zastanowiłem  się,  jaki  efekt  mogą  wywrzeć  na  tobie  moje  słowa,  moje  czyny  – 
odwrócił chłopaka, by móc spojrzeć mu głęboko w oczy. – Wiedziałem, że uważasz mnie za rodzinę. Że jesteś ode 
mnie  w  pewien  sposób  zależny,  polegasz  na  mnie,  na  moich  osądach  i  decyzjach.  I  zamiast  przyjąć  tę 
odpowiedzialność  poważnie,  zachowywałem  się  jak  usychający  z  miłości  szczeniak.  Harry,  to  mój  brak  rozsądku 
zabił Rona, jeśli chcesz to tak nazwać... 

  – NIE! – krzyknął Harry ze złością. 

  – W takim razie, Potter, powiedz mi, poważnie, co byś zrobił, gdybym nie wypowiedział wszystkich tych słów 

i gdybyś wciąż traktował mnie jak rodzinę? – zapytał. Jego gniew zwyciężył nad złością Harry'ego. 

  – To nieważne. Ja... 

  – PO PROSTU POWIEDZ! CO BYŚ ZROBIŁ? 

Harry skrzywił się na ostry ton głosu mężczyzny, ale nie odwrócił wzroku. 

  – Zostałbym  w  twoim łóżku  –  wyszeptał z  szeroko otwartymi oczami.  –  A jeśli Ron i  tak zostałby porwany, 

myślę, że poszedłbym do ciebie... chyba. Zawsze byłem taki głupi... jak wtedy, gdy Syriusz... 

  – Nie mieszaj tych dwóch spraw. Wtedy się nienawidziliśmy. Ale kontynuuj. Przyszedłbyś do mnie i...? 

  – Powstrzymałbyś mnie... – wyszeptał Harry. 

background image

  – Och, tak – przytaknął Severus ponuro. – Z całą pewnością bym cię powstrzymał i nie poszedłbyś na ratunek 

swojemu przyjacielowi, który zostałby zabity, prawdopodobnie bardziej boleśnie i powoli, a Cz... Voldemort żyłby 
dłużej i zamordowałby  więcej ludzi...  –  Uniósł dłoń, by pogłaskać  Harry'ego  po policzku. Jego  głos złagodniał.  – 
Byłeś  bardzo  dzielny,  okazałeś  się  prawdziwym  przyjacielem  dla  Weasleya,  Harry.  I  poszedłeś  sam,  nie  chcąc 
ryzykować życia innych. Byłeś gotowy poświęcić się dla niego. I na końcu pokonałeś Voldemorta. 

  – Czułem, jakbyś był tam ze mną... – Harry przełknął głośno ślinę i wziął gładzącą go dłoń w swoją. – Czułem 

twoją obecność. 

  – Ponieważ byłem tam, Harry. 

I  nagle  Harry  poczuł  kogoś  jeszcze  w  swoim  umyśle,  ale  ta  obca  świadomość  nie  przeszukiwała  jego 

wspomnień, wręcz przeciwnie, pokazywała, i czuł, czuł... 

 

Severus  był  sfrustrowany  przez  cały  dzień.  Harry  wyszedł  w  nocy,  więc  mężczyzna  obudził  się  sam  w  swoim 

zimnym łóżku. Gdy nie  zobaczył chłopca na posiłkach, pomyślał, że udał się on z przyjaciółmi do Hogsmeade. Po 
lunchu wrócił do swoich kwater, żeby trochę popracować. 

Kiedy  Minerwa  przekazała  mu  złe  nowiny,  Severus  chciał  pójść  po  Harry'ego  i  zabrać  go  do  siebie,  bo 

podejrzewał, że chłopak będzie próbował zrobić coś głupiego. Nauczycielka Transmutacji zapewniła go, że otoczyła 
dormitorium  zaklęciem  i  zabroniła  Grubej  Damie  wypuszczać  kogokolwiek,  nieważne  czy  widzialnego,  czy  nie. 
Oboje byli pewni, że miotła Harry'ego jest w schowku – i to był ich największy błąd. 

Przed świtem McGonagall znowu się pojawiła i powiedziała, że Harry zniknął. 

Prawie oszalał ze zmartwienia. Był przerażony, że utraci  Harry'ego, że już nigdy go nie zobaczy, nie dotknie. 

Wtedy  przypomniał  sobie  o  magicznej  stronie  ich  więzi,  która  pozwalała  mu  kontrolować  magię  chłopca. 
Wykorzystał to połączenie, by przekazać Harry'emu wsparcie, własną magię. Czuł, że Harry żyje, nawet gdy Znak na 
jego ramieniu zniknął, i wiedział, że chłopcu się udało. 

 

  – Nie dokonałbym tego bez ciebie – podsumował Harry uroczyście. 

  – Zrobiłeś to. Śmierć przyjaciela nie była twoją winą. Voldemort chciał wykorzystać twoją miłość przeciwko 

tobie, ale w końcu go to zabiło. Nikt cię nie wini – Severus pogładził go po ramieniu. 

Harry spuścił głowę. 

  – Voldemort próbował przenieść to połączenie na siebie – wyznał głosem na granicy szeptu. 

Ręka Severusa zamarła w miejscu. 

  – On... on... – mężczyzna nie był w stanie dokończyć. 

Harry czuł, że drętwieje ze wstydu. 

  –  Wiem,  że  powinienem  był  powiedzieć  ci  wcześniej...  zanim  poszliśmy  do  łóżka  –  powiedział  drżącym 

głosem. – Ale... jestem egoistą... chciałem być z tobą jeszcze choć jeden, ostatni raz... 

  – Jeszcze choć jeden, ostatni raz? – powtórzył Severus głucho. 

  –  Teraz  z  pewnością  się  mną  brzydzisz...  –  ale  nie  mógł  powiedzieć  nic  więcej,  bo  Severus  złapał  go  za 

ramiona i przyciągnął do siebie, tuląc do swojej kościstej piersi w miażdżącym uścisku. 

  – Nie masz o mnie zbyt dobrego zdania. Ale nie dziwię ci się, skoro byłem takim głupcem. Harry, powinieneś 

background image

był mi powiedzieć. Odszedłeś całkiem sam, ze wspomnieniami mojej rzekomej nienawiści i jego gwałtu. 

  – Już jest wszystko w porządku – wymamrotał Harry. 

  – Nie mieliśmy pojęcia, że zostałeś zgwałcony. 

  –  Bo...  –  Harry  zaczerwienił  się.  –  Nie  krwawiłem.  On  nawet...  powiedział,  że...  ładnie  mnie  dla  niego 

przygotowałeś.... – jego głos ucichł ze wstydu. 

  – Bydlak –  warknął Severus, ale  wciąż tulił  Harry'ego, składając pocałunki  na jego szyi, ramionach, twarzy  i 

włosach. – Kocham cię, Harry. Nie brzydzę się tobą i nigdy nie będę – i znowu go całował, pocałunkami słonymi od 
łez. 

Pchnął chłopaka na łóżko i pocałował go, potem przygotował i wszedł w niego. Harry nie zamknął oczu ani na 

chwilę, patrzył na szczupłe ciało, długie do ramion czarne włosy, bezdenne ciemne oczy, krzywy nos, posępne usta, 
odznaczającą się na szyi grdykę, kościste ramiona i linie żeber na tle bladej skory. Patrzył z zachwytem, jakby ten 
mężczyzna był najpiękniejszą istotą na świecie, i dla niego taki właśnie był. 

Harry ścisnął mężczyznę nogami w pasie, pozwalając mu wejść głębiej, chciał czuć Severusa, czuć jego miłość, 

jego pożądanie, jego akceptację. 

  – Jesteś piękny – wyszeptał Severus i znów go całował, z nieznaną wcześniej łapczywością, jak gdyby chciał 

go pochłonąć. – I jesteś mój. 

Te  słowa  poruszyły  coś  we  wnętrzu  Harry'ego  i  osiągnął  spełnienie  bez  jednego  dotknięcia  jego  erekcji, 

szepcząc chrapliwie: 

  – Twój. 

I było po wszystkim. Severus leżał na nim, wspierając się na łokciach, by go nie przygnieść. Obaj pokryci byli 

potem. Ich twarze znajdowały się tak blisko siebie, że prawie dotykali się nosami. 

  –  Harry,  wyjdziesz  za  mnie?  –  zapytał  trochę  niepewnie  Severus,  przygotowany  na  najgorsze,  ale  Harry 

pocałował go w czubek nosa i uśmiechnął się. 

  – Jesteś moim mężem, z papierkiem czy bez. 

  –  Ale  ja  chcę  cię  poślubić,  z  własnej  nieprzymuszonej  woli.  Chcę  pokazać  światu,  że  cię  kocham  i...  – 

przerwał, radość zniknęła z jego twarzy. – Ale, rzecz jasna, jeśli ci to nie odpowiada, mogę się zgodzić na trzymanie 
naszego związku w tajemnicy... 

Harry uciszył go, przykładając mu palec do ust. 

  –  Severusie  Snape,  chcę  cię  poślubić,  z  własnej  woli  tym  razem.  Chcę  poślubić  cię  publicznie,  by  pokazać 

wszystkim, ze cię  ko...  –  Severus przerwał  mu pocałunkiem.  –  A tak nawiasem  mówiąc, od kiedy  jesteś  we  mnie 
zakochany? – zapytał, gdy znów mógł normalnie oddychać. 

  – Zakochałem się w tobie w tamtą Wigilię, gdy pierwszy raz się ze mną kochałeś. – Mężczyzna zarumienił się, 

a Harry zachichotał cicho. 

  – Brzmi romantycznie. 

  –  Bynajmniej.  Raczej  żałośnie.  Najwyraźniej  byłem  tak  spragniony  uczucia,  że  po  twoim  pierwszym  czułym 

geście byłem kompletnie stracony. – Zsunął się z chłopaka i ułożył na boku, wsparty na łokciu. – A ty? Kiedy zdałeś 
sobie sprawę, ze twoja miłość do mnie przestała być tylko platoniczna? 

Harry odwrócił się, by móc na niego patrzeć i czule musnął wargami jego policzek. 

background image

  – Moja historia jest znacznie mniej romantyczna. Zacząłem cię lubić w tamtą Wigilię. Zdałem sobie sprawę, że 

cię kocham później, gdy byliśmy na dość zaawansowanym etapie w Legilimencji, nie pamiętam dokładnej daty. Za 
to  wiem, kiedy po raz pierwszy uświadomiłem  sobie, że kocham cię  w  każdym  sensie  tego przeklętego słowa. To 
było wtedy, gdy śniłem, że kocham się z tobą i obudziłem się sam, odczuwając tęsknotę jak fizyczne cierpienie, aż 
wyłem z bólu. W maju, w naszą niedoszłą drugą rocznicę ślubu. 

  – Ale ja sądziłem, że jesteś hetero? 

  –  Też  tak  myślałem.  Wciąż  nie  podobają  mi  się  mężczyźni.  Nie,  żebym  gustował  w  kobietach.  Nie.  Moja 

seksualność jest skierowana wyłącznie na ciebie. – Lecz gdy Severus parsknął z niedowierzaniem, Harry dodał: – No 
dobra. Gdybym nie mógł mieć ciebie i musiałbym wybrać w przyszłości partnera, wybrałbym kobietę. 

  – Ha, więc mój kochanek jest hetero – uśmiechnął się krzywo Severus. 

  –  Miałeś  już  męża  hetero.  I  twój  drugi  też  taki  będzie.  Całkiem  nieźle  sobie  radzisz  z  przechowywaniem 

heteryków w swoim łóżku. 

  – Ale to wciąż dziwne... Pamiętasz, co powiedział Moody... 

Harry parsknął śmiechem. 

  –  Ta  przemowa  o  aranżowanych  małżeństwach  i  miłości?  Tak,  pamiętam.  Najwyraźniej  my  nauczyliśmy  się 

miłości aż za dobrze. Ja porzuciłem swoje preferencje seksualne, ty swoje uprzedzenia. 

Zagadkowy uśmieszek wykrzywił wargi Severusa. 

  – Mogę mieć tylko nadzieję, że damy radę funkcjonować w niezaaranżowanych warunkach. 

  –  Zawsze  możemy  coś  zaaranżować  –  mrugnął  Harry,  wstając  z  łóżka.  Była  prawie  piąta,  a  chciał  jeszcze 

wziąć prysznic przed spotkaniem rady pedagogicznej.   

Severus patrzył za nim, a jego oczy się śmiały. 

 

KONIEC 

 

 

familiar (ang.)– znajomy; family (ang.) – rodzina (– dop. tłum.)