background image

 

 

KRONIKI WAMPIRÓW 

ROZDZIAŁ 30 

 

Tłumaczenie: mixti 

 

background image

 

Matt obserwował, jak Pani Flowers bada odznakę szeryfa Mossberga, 

trzymając ją delikatnie w jednej dłoni, a drugą przebiegając po niej palcami. 

Odznakę  otrzymali  od  Rebecci,  siostrzenicy  szeryfa.  Wyglądało 

to na zupełny zbieg okoliczności, gdy Matt niemal wbiegł na nią wcześniej tego 
dnia.  Potem  zauważył, że  miała  na sobie  męską koszulę  ubraną jako sukienkę. 
Znał skądś tę koszulę – był podobna do koszuli szeryfa Ridgemonta. 

A  potem  spostrzegł,  że  odznaka  była  wciąż  do  niej  przypięta.  Można 

powiedzieć  wiele  rzeczy  o  szeryfie  Mossbergu,  ale  nie  można  wyobrazić  go 
sobie tracącego swoją odznakę. Matt zapomniał o całej swojej ogładzie i złapał 
mały kawałek metalu, zanim Rebecca mogła go powstrzymać. Poczuł potem coś 
dziwnego w żołądku  i stało się to jeszcze gorsze, ponieważ wyraz twarzy  Pani 
Flowers nie wróżył nic dobrego. 

-  Nie  stykała  się  bezpośrednio  z  jego  skórą,  –  powiedziała  miękko  –  więc 

obrazy, które mogę uzyskać, są mgliste. Ale, och, mój drogi Matcie, - opuściła 
na niego ciemne oczy – boję się. 

Zadrżała siadając przy swym stole kuchennym,  gdzie stały  nietknięte dwa 

kubki gorącego mleka. 

Matt musiał przepłukać swoje gardło i przytknął parzące mleko do swoich 

ust. 

- Myśli pani, że powinniśmy wyjść i to sprawdzić? 
-  Musimy.  –  powiedziała  Pani  Flowers.  Potrząsnęła  smutno  swoją  głową, 

z jej  miękkimi,  drobnymi,  białymi  skrętami  –  Droga  Mama  jest  bardzo 
niecierpliwa i ja też to czuje; wielkie zakłócenie bijące od tego artefaktu. 

Matt  poczuł  najsłabszy  cień  dumy  zabarwiającej  jego  strach,  z  tego 

powodu,  że  zabezpieczył  „artefakt”  –  a  potem  pomyślał:  „O  tak,  rabunek 
odznaki z koszuli dwunastoletniej dziewczynki to naprawdę powód do dumy.” 

Z kuchni dobiegł go głos Pani Flowers: 
- Lepiej, żebyś ubrał kilka par koszul i swetrów, jak również kilka par tego. 

–  pojawiła  się  od  strony  kuchennych  drzwi  trzymając  kilka  długich  płaszczy, 
najwidoczniej  z  szafki  stojącej  naprzeciw  drzwi,  a  także  kilka  par  rękawic 
ogrodowych. 

Matt  wyskoczył,  by  pomóc  jej  z  naręczem  płaszczy,  a  potem  zaczął 

kaszleć,  gdy  zapach  kulek  naftaliny  i  –  czegoś  jeszcze,  czegoś  pikantnego  – 
otoczył go. 

-  Dlaczego  ja  –  czuję  się  –  jak  w  święta?  –  powiedział  zmuszony  by 

zakaszleć pomiędzy każdymi dwoma słowami. 

background image

 

-  Och,  to  może  być  jedna  z  goździkowych  receptur  zabezpieczających 

Praciotki  Morwen.  –  odpowiedziała  Pani  Flowers  –  Niektóre  z  tych  płaszczy 
pochodzą jeszcze z czasów mojej Matki. 

Matt uwierzył jej. 
-  Ale  wciąż  jest  ciepło  na  zewnątrz.  Dlaczego  w  ogóle  powinniśmy  nosić 

płaszcze? 

-  Dla  ochrony,  drogi  Matcie,  dla  ochrony!  Te  płaszcze  posiadają  zaklęcia 

wplecione w tkaninę, by chronić nas przed złem. 

- Nawet rękawice ogrodowe? – spytał Matt z powątpiewaniem. 
-  Nawet  rękawice.  –  powiedziała  zdecydowanie  Pani  Flowers.  Zrobiła 

pauzę,  a  potem  rzekła  przyciszonym  głosem  –  I  lepiej  zgromadźmy  kilka 
latarek, bo to, co musimy zrobić, będzie robione w ciemnościach. 

- Żartuje pani! 
-  Nie,  niestety,  nie  żartuję.  I  powinniśmy  załatwić  jakąś  linę  przy 

przywiązać  się  razem  do  siebie.  Pod  żadnym  pozorem  nie  wolno  nam  dziś 
wieczorem przekroczyć gęstwiny Starego Lasu. 

Godzinę później Matt wciąż rozmyślał. Nie miał w ogóle apetytu na obfity 

obiad  Pani  Flowers  z  opiekanych  bakłażanów  au  fromage

1

,  a  trybiki  w  jego 

głowie po prostu nie mogły się zatrzymać. 

„Zastanawiam  się  czy  właśnie  tak  Elena  się  czuje,”  –  pomyślał  –  „kiedy 

składa razem do kupy Plan A, B i C. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek  czuła 
taką pustkę robiąc to.” 

Poczuł  ucisk  wokół  serca  i  po  raz  trzystutysięczny,  odkąd  opuścił  ją 

i Damona, zastanawiał się, czy postąpił słusznie. 

„Musiało to być słuszne.” – powiedział sobie. – „To bolało najbardziej i to 

jest właśnie tego dowód. Decyzje, które bardzo, bardzo bolą są najsłuszniejsze.” 

„Ale chciałem po prostu się z nią pożegnać…” 
„Ale jeśli byś się pożegnał, to nigdy nie mógłbyś odejść. Pogódź się z tym, 

idioto,  że  tak  długo,  jak  Elena  istnieje,  jesteś  największym  przegranym 
na świecie.  Odkąd  znalazła  sobie  chłopaka,  którego  lubi  bardziej  od  ciebie, 
pracowałeś, jakbyś był Bonnie lub Meredith, by pomóc jej ocalić jego i trzymać 
z  daleka  Tego  Złego  Faceta.  Może  powinieneś  załatwić  sobie  mały,  pasujący 
T-shirt z napisem: Jestem psem. Służę księżniczce Ele-„ 

PLASK! 
Mat  podskoczył  jak  oparzony  i  wylądował  kuląc  się,  co  było  bardziej 

bolesne, niż to wygląda na filmach. 

                                                

1

 Z fr.: w serze. 

background image

 

Stuk-stuk! 
To  była  tylko  dyndająca  okiennica  po  drugiej  stronie  pokoju.  Jednak 

to pierwsze  uderzenie  było  naprawdę  okropne.  Zewnętrzna  strona  pensjonatu 
była  w  dość  opłakanym  stanie,  a  okiennice  często  wyskakiwały  ze  swoich 
zimowych zawiasów. 

„Ale czy to rzeczywiście był tylko przypadek?” – pomyślał Matt, jak tylko 

jego serce przestało galopować – „W tym pensjonacie, gdzie Stefan spędził tak 
wiele czasu? Może jakimś sposobem wciąż tkwiły tu dookoła pozostałości jego 
ducha  wyłapujące  w  tych  pomieszczeniach  ludzkie  myśli.”  Jeśli  tak,  to  Matt 
wykonał właśnie potężny cios  w jego splot słoneczny, przez sposób w jaki się 
czuł. 

„Przepraszam,  stary.”  –  pomyślał  niemal  mówiąc  to  na  głos.  –  „Nie 

chciałem obrzucić błotem twojej dziewczyny. Jest teraz pod takim naciskiem.” 

Obrzucić błotem jego dziewczynę? 
Obrzucić błotem Elenę? 
Do  cholery,  byłby  pierwszą  osobą,  która  skopałaby  kogoś,  kto  obrzuca 

błotem  Elenę.  Dopóki  Stefan  nie  użyje  swoich  wampirzych  sztuczek,  żeby 
stanąć z nim twarzą w twarz. 

I  co  Elena  zawsze  powtarzała?  Nie  można  być  zbyt  przygotowanym. 

Nie można  mieć zbyt wiele planów awaryjnych, ponieważ  tak samo, jak pewne 
jest,  że  Bóg  tworzy  nieznośną  łupinę  wokół  orzecha,  tak  samo  pewne  jest, 
że twój główny plan będzie miał kilka niedociągnięć. 

To dlatego właśnie Elena współpracowała zawsze z tak wieloma osobami, 

jak  to było  tylko  możliwe.  A  co  jeśli  współpracownicy  C  i  D  nigdy  nie  będą 
musieli uczestniczyć w planie? Byli po prostu na miejscu, na wszelki wypadek. 

Myśląc o tym, z umysłem o wiele bardziej rozjaśnionym, niż w momencie, 

gdy  sprzedał  Priusa  i  dawał  pieniądze  Stefana  Bonnie  i Meredith,  aby  mógłby 
zakupić bilet lotniczy, Matt wziął się do roboty. 

 
 
-  A  potem  poszliśmy  na  spacer  dookoła  posiadłości  i  zobaczyliśmy 

jabłkowy sad i sad pomarańczowy, i wiśniowy sad. – Bonnie opowiadała Elenie, 
która  leżała  płasko,  wyglądając  na  małą  i  bezbronną,  w  jej  łóżku  z  czterema 
kolumnami,  które  było  obwieszone  pasami  przezroczystej  tkaniny  w  kolorze 
brudnego  złota,  teraz  przytrzymanymi  ciężkimi  pomponami  w  różnych 
odcieniach złotego. 

background image

 

Bonnie  siedziała  wygodnie  w  złotym,  wyściełanym  fotelu,  który  został 

przyciągnięty do łóżka. Swoje małe stópki trzymała na prześcieradłach. 

Elena  nie  była  dobrym  pacjentem.  Nalegała,  żeby  wstać.  Chciała  móc  się 

przespacerować. To by zrobiło jej o wiele lepiej niż wszystkie te płatki owsiane, 
steki i mleko, i wizyty – pięć razy na dzień – doktora Meggara, który zamieszkał 
w posiadłości. 

Jakkolwiek wiedziała, o co wszyscy najbardziej się bali. Bonnie wyrzuciła 

to wszystko z siebie w jednym, płaczliwym, przeszywającym  lamencie pewnej 
nocy, gdy akurat ta mała ruda miała  wartę przy jej łóżku. 

-  T-ty  krzyknęłaś  i  wszystkie  w-wampiry  usłyszały  to,  i  Sage  po  prostu 

podniósł mnie i Meredith jak dwa kociaki, każde pod pachę, i pobiegł tam skąd 
dochodziły krzyki. Ale d-do tego czasu tyle ludzi dotarło do ciebie jako pierwsi
Byłaś  nieprzytomna,  ale  Damon  też  był  i  ktoś  powiedział:  „O-oni  zostali 
zaatakowani  i  myślę,  że  są  martwi!”  I  ka-ż-żdy  po-powtarzał:  „Wezwijcie 
S-strażniczki!” I troszeczkę zemdlałam. 

-  Ciii.  –  powiedziała  Elena  dobrotliwie  –  i  ostrożnie  –  Napij  się  trochę 

Czarnej Magii to poczujesz się lepiej. 

Bonnie  napiła  się  trochę.  A  potem  jeszcze  więcej.  A  następnie  zaczęła 

kontynuować opowieść: 

-  Ale  Sage  musiał  coś  przeczuwać,  ponieważ  powiedział:  „Proszę,  ja 

jestem lekarzem i zaraz ich zbadam.” A powiedział to tak, że naprawdę byś mu 
uwierzyła! 

-  A  potem  popatrzył  na  was  obydwoje  i  domyślam  się,  że  od  razu 

zrozumiał, co się stało, ponieważ rzekł: „Sprowadźcie powóz! Muszę zabrać ich 
d-do  doktora  Meggara,  mojego  kolegi.”  I  przybyła  Lady  Fazina  we  własnej 
osobie i powiedziała, że mogą sobie wziąć jeden z jej powozów i po prostu go 
odesłać  kie-kiedykolwiek.  Jest  taaaaaaaka  bogata!  A  potem  wynieśliśmy  was 
dwójkę  tylnym  wejściem  ponieważ  byli-byli  tutaj  jacyś  dranie,  którzy 
powiedzieli, żeby pozwolić wam umrzeć. To były prawdziwe demony, białe jak 
śnieg,  nazywali  je  Śnieżnymi  Kobietami.  A  potem,  potem,  byliśmy  już 
w powozie  i,  o  mój  Boże!  Elena!  Elena,  ty  umarłaś!  Dwa  razy  przestałaś 
oddychać! A Sage z Meredith po prostu zrobili ci sztuczne oddychanie. A ja-ja 
modliłam się tak b-b-bardzo. 

Elena,  jak  dotąd  kompletnie  pochłonięta  opowieścią,  przytuliła  ją,  ale 

u Bonnie z powrotem pojawiły się łzy. 

-  I  pukaliśmy  do  doktora  Meggara,  jakbyśmy  chcieli  wpaść  tam  razem 

z drzwiami  i-i  ktoś  mu  opowiedział  –  i  zbadał  cię  i  rzekł:  „Potrzebuje 

background image

 

transfuzji.”  A  ja  powiedziałam:  „Weź  moją  krew.”  Ponieważ  pamiętam 
ze szkoły,  jak  oddawałyśmy  razem  krew  dla  Jody  Wright  i  byłyśmy  właściwie 
jedynymi, które mogły to zrobić ze względu na tę samą grupę? A potem doktor 
Meggar  przygotował  dwa  stoły  od  tak  –  Bonnie  strzeliła  palcami  –  a  ja  byłam 
tak przerażona, że ledwo  mogłam pozostać nieruchomo przy wbijaniu igły, ale 
udało  mi  się.  Udało  mi  się,  jakimś  sposobem!  A  potem  przekazali  ci  trochę 
mojej krwi. A w międzyczasie wiesz co Meredith zrobiła? Pozwoliła Damonowi 
się  ugryźć.  Naprawdę  to  zrobiła.  A  doktor  Meggar  posłał  z  powrotem  wóz 
do domu po jakieś sługi, którzy chcieliby  „dostać bonus”, ponieważ t-tak to się 
tutaj nazywa – no i powóz powrócił pełny. I nie wiem ilu z nich Damon ugryzł, 
ale  było  ich  tak  wielu!  Doktor  Meggar  powiedział,  że  to  było  najlepsze 
lekarstwo.  I  Meredith  i  Damon,  i  my  wszyscy  przedyskutowaliśmy  sprawę 
i przekonaliśmy  doktora  Meggara,  a  by  tutaj  przybył,  to  znaczy, 
aby tu zamieszkał,  a  Lady  Ulma  zamierza  przemienić  cały  ten  budynek, 
w którym  miał swój  gabinet  i  mieszkanie  w szpital dla  biednych  ludzi.  I  nawet 
po  tym  wszystkim  próbowaliśmy  wszyscy  przywrócić  cię  do  zdrowia.  Damon 
wydobrzał  następnego  ranka.  I  Lady  Ulma  i  Lucen,  i  on  –  mam  na  myśli, 
że to był  ich  pomysł,  ale  on  go  wykonał,  wysłał  tą  perłę  do  Lady  Faziny  – 
to była  ta,  dla  której  ojciec  Lady  Ulmy  nie  mógł  nigdy  znaleźć  dość  bogatego 
kupca,  ponieważ  była  tak  duża,  niczym  pięść,  ale  nieregularna  w  kształcie, 
to znaczy  ze  spiralami  i  zaokrągleniami,  i  błyszcząca  jak  srebro.  Nawlekli  ją 
na cienki łańcuch i wysłali do niej. 

Oczy Bonnie znów wypełniły się łzami. 
- Ponieważ ocaliła was obydwoje, ciebie i Damona. Jej powóz  ocalił wam 

życie.  –  Bonnie  pochyliła  się,  by  wyszeptać  –  A  Meredith  powiedziała  mi  – 
to jest  tajemnica,  ale  nie  przed  tobą  –  że  bycie  ugryzioną  nie  jest  aż  takie  złe. 
Niech  tam!  –  i  Bonnie  niczym  kociak  przeciągnęła  się  i  ziewnęła  –  Byłabym 
kolejną  ugryzioną,  –  powiedziała  niemal  z  tęsknotą  i  szybko  dodała  –  ale 
potrzebowałaś  mojej  krwi.  Ludzkiej  krwi,  ale  mojej  zwłaszcza.  Myślę,  że  oni 
tutaj  wiedzą  wszystko  o  grupach  krwi,  ponieważ  mogą  posmakować  i  poczuć 
różnicę. 

Potem podskoczyła lekko i rzekła: 
-  Chcesz  obejrzeć  połówkę  lisiego  klucza?  Byliśmy  wszyscy  tak  pewni, 

że już  jest  po  wszystkim  i  że  nigdy,  przenigdy  już  jej  nie  znajdziemy, 
ale gdy Meredith  weszła  do  sypialni,  by  zostać  ugryzioną  –  i  przysięgam, 
że to było  wszystko,  co  robili  –  Damon  dał  jej  to  i  poprosił,  żeby  się  tym 
opiekowała. Tak też uczyniła i naprawdę miała na nią oko, a teraz znajduje się 

background image

 

w maleńkiej  szkatułce,  którą  wykonał  Lucen  z  czegoś,  co  wygląda  jak  plastik, 
ale wcale nim nie jest. 

Elena podziwiała już przedtem  maleńki półksiężyc, ale poza tym  nie było 

nic  do  roboty  w  łóżku,  oprócz  czytania  klasycznej  literatury  i  encyklopedii 
pochodzących z Ziemi. Nie pozwalali jej i Damonowi nawet odpoczywać w tym 
samym pokoju. 

Elena  wiedziała  dlaczego.  Obawiali  się,  że  nie  będzie  jedynie  rozmawiać 

z Damonem.  Obawiali  się,  że  mogłaby  zbliżyć  się  do  niego  i  wchłonąć  jego 
egzotyczny,  znajomy  zapach  włoskiej  bergamotki,  mandarynki  i  kardamonu, 
spojrzeć w górę w jego czarne oczy, które mogłyby pomieścić cały wszechświat 
w samych źrenicach, i że jej kolana staną się miękkie i obudzi się jako wampir. 

Jak  oni  nic  nie  wiedzieli!  Ona  i  Damon  bezpiecznie  wymieniali  krew 

tygodniami,  zanim  nastąpił  kryzys.  Gdyby  nie  pojawiło  się  nic,  co  odebrałoby 
mu  zdrowe  zmysły,  tak  jak  to  uczynił  przedtem  ból,  zachowywałby  się  jak 
przykładny dżentelmen. 

-  Hmmm.  –  powiedziała  Bonnie  na  temat  protestu,  który  usłyszała, 

popychając  małą,  ozdobną  poduszkę  paznokciami  u  stóp  pomalowanymi 
na srebrno  –  Może  lepiej  nie  będę  im  mówić,  że  wymieniałaś  krew  tak  często 
już  od samego  początku.  Pewnie  powiedzą  „Aha!”  lub  coś  w  tym  stylu. 
No wiesz, dopiszą sobie coś do tego. 

- Nie  ma czego dopisywać. Jestem tutaj, by odzyskać  mojego  ukochanego 

Damona, a Stefan mi w tym po prostu pomaga. 

Bonnie  spojrzała  na  nią  ze  ściągniętymi  brwiami  i  zaciśniętymi  ustami, 

ale nie odważyła się pisnąć ani słówka. 

- Bonnie? 
- Mh-mm? 
- Czy właśnie powiedziałam to, co myślę, że powiedziałam? 
- Mh-mm
Elena  jednym  ruchem  zgarnęła  naręcze  poduszek  i  zasłoniła  sobie 

nimi twarz.  

-  Czy  mogłabyś  powiedzieć  kucharzowi,  że  życzę  sobie  kolejny  stek 

i wielką  szklankę  mleka?  –  odpowiedziała  przytłumionym  głosem  spod 
poduszek – Nie czuję się zbyt dobrze. 

 
 

background image

 

Matt  sprawił  sobie  nowy  samochód  rupiecia.  Zawsze  potrafiło położyć 

swoje  łapy  na  jednym  z  nich,  kiedy  naprawdę  tego  potrzebował.  A  teraz 
prowadził, zrywanym ruchem, podskakując, do domu Obaasan. 

„Do  domu  Pani  Saitou”  –  poprawił  się  pospiesznie.  Nie  chciał  podeptać 

nieznanych zwyczajów jej kultury, nie kiedy prosił o przysługę. 

Drzwi domostwa rodziny Saitou zostały otwarte przez kobietę, której Matt 

wcześniej nigdy nie widział. Była atrakcyjną kobietą, ubraną  bardzo wyraziście 
w  szkarłatną,  szeroką  spódnicę  –  a  może  to  były  bardzo  szerokie  szkarłatne 
pantalony  –  stała  ze  stopami  tak  szeroko  rozstawionymi,  że  trudno  było  to 
stwierdzić. Nosiła białą bluzkę. Jej twarz przyciągała uwagę: dwa pęki prostych, 
czarnych włosów i mniejszy, staranniejszy pęk grzywki, który schodził aż do jej 
brwi. 

Ale  najbardziej  uderzającą  w  niej  rzeczą  było  to,  że  trzymała  długi, 

zakrzywiony miecz, wycelowany prosto w Matta. 

-  Cz-cześć.  –  powiedział  Matt,  kiedy  drzwi  rozwarły  się,  by  ukazać  tą 

zjawę. 

-  To  jest  porządny  dom.  –  odpowiedziała  kobieta  –  To  nie  jest  dom  dla 

złych duchów. 

-  Nigdy  bym  tak  nie  pomyślał.  –  rzekł  Matt  wycofując  się,  gdy  kobieta 

posunęła się naprzód – Naprawdę. 

Kobieta  zamknęła  oczy  i  wydawało  się,  że  poszukuje  czegoś  w  jej 

własnym umyśle. A potem, gwałtownie, opuściła miecz. 

- Mówisz prawdę. Nie masz zamiaru nikogo skrzywdzić. Proszę, wejdź. 
-  Dziękuję.  –  powiedział  Matt.  Jeszcze  nigdy  nie  był  tak  szczęśliwy,  że 

starsza kobieta zaakceptowała go. 

- Orime, - z góry dobiegł ich cienki, słaby głos – czy to jedno z dzieci? 
-  Tak,  Hahawe.  –  nazwała  ja  kobieta,  o  której  Matt  nie  mógł  przestać 

myśleć, jako o „kobiecie z mieczem.” 

- Czemu by nie przysłać go na górę? 
- Oczywiście, Hahawe. 
-  Ha  ha – chciałem  powiedzieć „Hahawe”?  – powiedział Matt, zmieniając 

nerwowy  śmiech  w  zdesperowane  zdanie,  gdy  miecz  przesunął  się  znów 
w stronę jego brzucha – Nie Obaasan? 

Mieczowa kobieta uśmiechnęła się po raz pierwszy. 
-  Obaasan  to  znaczy  babcia.  Hahawe  jest  jednym  ze  sposobów,  żeby 

powiedzieć matka. Ale matka nie będzie miała nic przeciwko, jeśli nazwiesz ją 
Obaasan; to przyjazne powitanie dla kobiety w jej wieku. 

background image

 

-  Okej.  –  rzekł  Matt  starając  się  wyglądać  na  całkowicie  przyjaznego 

kolesia. 

Pani  Saitou  zaprosiła  go  gestem  dłoni  na  górę  i  zajrzał  do  kilku  pokoi, 

zanim znalazł jeden z wielkim futonem leżącym dokładnie pośrodku kompletnie 
gołej podłogi, a także kobietą tak drobną i podobną do lalki, że nie wydawała się 
prawdziwa. 

Jej  włosy  były  zwyczajnie  tak  cienkie  i  czarne,  jak  włosy  mieczowej 

kobiety na dole. Były upięte w górę, czy ułożone w jakiś sposób tak, że leżały 
wokół niej na łóżku niczym aureola. Ale ciemne rzęsy na jej bladych policzkach 
były  opuszczone  i  Matt  zastanawiał  się,  czy  nie  zapadła  w  jedną  z  nagłych, 
starczych drzemek. 

Ale  wtem  podobna  do  lalki  dama  dość  gwałtownie  otwarła  oczy 

i uśmiechnęła się. 

- Dlaczego to ty, Masato-chan! – powiedziała patrząc na Matta. 
Zły  początek.  Jeśli  nawet  nie  rozpoznała,  że  blond  chłopiec  nie  był  jej 

japońskim przyjacielem sprzed około sześćdziesięciu lat… 

Ale wtem zaczęła się śmiać, zakrywając usta swoimi małymi dłońmi. 
-  Wiem,  wiem.  –  rzekła  –  Ty  nie  jesteś  Masato.  On  został  bankowcem, 

bardzo bogatym. Bardzo twardym. Zwłaszcza w głowie i w żołądku. 

Znów się do niego uśmiechnęła. 
- Usiądź, proszę. Możesz nazywać mnie Obaasan, jeśli chcesz, albo Orime. 

Moja  córka  została  nazwana  po  mnie.  Ale  życie  było  ciężkie  dla  niej,  tak  jak 
i było  dla  mnie.  Być  świątynną  panną  i  samurajem…  to  wymaga  dyscypliny 
i mnóstwa  pracy.  A  moja  Orime  radziła  sobie  tak  dobrze…  dopóki  nie 
przybyliśmy  tutaj.  Szukaliśmy  miasta,  które  byłoby  ciche  i  spokojne.  Zamiast 
tego Isobel znalazła… Jima. A Jim okazał się… fałszywy. 

Gardło  Matta  ścisnęło  się  w  pragnieniu,  by  obronić  przyjaciółkę,  ale  jaki 

rodzaj  obrony  mógłby  teraz  pomóc?  Jim  spędził  jedną  noc  z  Caroline  – 
za natarczywym zaproszeniem Caroline.  I został opętany i opętanie to przeniósł 
na swoją dziewczynę Isobel, która pokłuła swoje ciało w groteskowy sposób – 
między innymi. 

- Musimy ich dorwać. – Matt zdał sobie sprawę, że wypowiada to gorliwie 

– Kitsune, którzy zaczęli to wszystko – którzy zaczęli to z Caroline. Shinichiego 
i jego siostrę Misao. 

- Kitsune. – Obaasan kiwała głową – Tak, powiedziałabym, że jeden z nich 

był  w  to  wszystko  zaangażowany  od  samego  początku.  Popatrzmy; 
pobłogosławiłam kilka talizmanów i amuletów dla twoich przyjaciół… 

background image

10 

 

-  I  kilka  pocisków.  Właśnie  tak  jakby  wypełniłem  nimi  kieszenie.  – 

powiedział Matt zawstydzony, gdy wysypywał stertę pocisków różnego kalibru 
na  skraj  jej  futonowego  okrycia.  –  Znalazłem  nawet  kilka  modlitw  w  Sieci 
na pozbycie się ich. 

- Tak, byłeś bardzo drobiazgowy. Dobrze. – Obaasan spojrzała na wydruki 

modlitw.  Matt  kręcił  się  nie  spokojnie,  wiedząc,  że  wykonał  jedynie  listę 
Rzeczy-Do-Zrobienia Meredith i że tak naprawdę całe uznanie należy się jej. 

-  Najpierw  pobłogosławię  pociski,  a  potem  wypiszę  więcej  amuletów.  – 

rzekła – Kładź amulety tam, gdzie potrzebujesz największej ochrony. I, no cóż, 
przypuszczam, że wiesz, co uczynić z pociskami. 

-  Tak,  psze  pani!  –  Matt  pogrzebał  w  kieszeni,  aby  wydobyć  ostatnich 

kilka, kładąc je na wyciągniętych dłoniach Obaasan. Potem zaintonowała długą, 
kwiecistą  modlitwę trzymając jej  małe  ręce rozłożone  nad pociskami. Matt  nie 
uważał,  by  magiczne  słowa  były  przerażające,  ale  wiedział,  że  jako 
paranormalny  umysł  był  do  niczego  i  że  Bonnie  prawdopodobnie  widziałaby 
i słyszała rzeczy, których on nie potrafił. 

-  Czy  powinienem  celować  w  jakąś  konkretną  ich  część?  –  spytał  Matt, 

obserwując  starą  kobietę  i  starając  się  nadążyć  ze  swoją  własną  imitacją 
modlitwy. 

-  Nie,  wystarczy  jakakolwiek  części  ciała  lub  głowy.  Jeśli  dosięgniesz 

ogona,  to  je  osłabisz,  ale  możesz  je  także  tym  rozwścieczyć.  –  Obaasan 
przerwała i zakaszlała, krótkim, suchym, starczym kaszlem. Zanim Matt zdążył 
zaoferować, że pobiegnie na dół i przyniesie jej coś do picia, Pani Saitou weszła 
do pokoju z tacką i trzema filiżankami herbaty w małych pucharkach. 

-  Dziękuje,  że  zaczekałeś.  –  powiedziała  uprzejmie  i  uklękła  płynnie,  aby 

im  usłużyć. Matt poczuł już za pierwszym łykiem, że parująca zielona  herbata 
była  o  wiele  lepsza,  niż  tego  oczekiwał  po  swoich  kilku  doświadczeniach 
wyniesionych z restauracji. 

A potem zapadła cisza. Pani Saitou siedziała patrząc na filiżankę, Obaasan 

leżała  wyglądając  na  białą  i  skurczoną  pod  swoim  futonowym  przykryciem, 
a Matt czuł, że nawałnica słów formuje się w jego własnym gardle. 

Ostatecznie,  mimo  że  dobre  wychowanie  doradziło  mu  się  nie  odzywać, 

wybuchnął: 

-  Boże,  jak  mi  przykro  z  powodu  Isobel,  Pani  Saitou!  Nie  zasłużyła 

na to wszystko!  Chciałem  tylko,  żeby  Pani  wiedziała,  że  jest  m-mi  tak  przykro 
i zamierzam  dorwać  kitsune,  który  za  tym  wszystkim  stoi.  Obiecuje  Pani, 
że go dorwę. 

background image

11 

 

- Kitsune? – Pani Saitou powiedziała ostro, gapiąc się na niego, jak gdyby 

postradał  zmysły.  Obaasan  przyglądała  się  temu  żałośnie  ze  swojej  poduszki. 
A potem,  nie czekając, by zebrać przybory do herbaty Pani Saitou podskoczyła 
do góry i wybiegła z pokoju. 

Matt zaniemówił. 
- Ja – ja – 
Obaasan przemówiła ze swojej poduszki. 
-  Nie  bądź  taki  zrozpaczony,  młody  człowieku.  Moja  córka,  mimo  że  jest 

kapłanką,  jest  bardzo  nowoczesna  w  swoich  poglądach.  Prawdopodobnie 
powiedziałaby ci, że kitsune w ogóle nie istnieją. 

- Nawet po – to znaczy, ona myśli, że jak Isobel – ? 
-  Ona  sądzi,  że  w  tym  mieście  znajdują  się  złe  wpływy,  ale  „zwykłego, 

ludzkiego”  typu.  Uważa,  że  Isobel  zrobiła,  co  zrobiła  z  powodu  stresu,  jaki 
na niej  ciążył,  gdy  starała  się  być  dobrą  uczennicą,  dobra  kapłanką  i  dobrym 
samurajem. 

- Masz na myśli to, że Pani Saitou czuje się winna? 
-  Za  wiele  z  tego  obwinia  ojca  Isobel.  On  jest  „dorobkiewiczem 

powracającym  do  Japonii”.  –  Obaasan  przerwała  –  Nie  wiem,  dlaczego 
ci to wszystko opowiadam. 

- Przepraszam. – powiedział Matt pospiesznie – Nie chciałem szpiegować. 
-  Nie,  ale  troszczysz  się  o  innych  ludzi.  Chciałabym,  aby  Isobel  miała 

chłopca, takiego jak ty, zamiast swojej córki. 

Matt  pomyślał  o  żałosnej  postaci,  którą  zobaczył  w  szpitalu.  Większość 

blizn  Isobel  stanie  się  niewidoczna  pod  jej  ubraniami  –  zakładając,  że  odzyska 
głos. Powiedział odważnie: 

- Cóż, wciąż jestem do wzięcia. 
Obaasan  uśmiechnęła  się  słabo  do  niego,  potem  położyła  swoją  głowę 

z powrotem  w  dół  na  poduszkę  –  nie,  to  był  drewniany  zagłówek,  zdał  sobie 
sprawę Matt. Nie wyglądał na zbyt wygodny. 

-  To  wielka  szkoda,  gdy  muszą  być  jakieś  konflikty  pomiędzy  ludzką 

rodziną  a  kitsune.  –  powiedziała  –  Ponieważ  krążą  plotki,  że  jeden  z  naszych 
przodków wziął sobie za żonę kitsune. 

Co Pani powiedziała? 
Obaasan zaśmiała się, znów zakrywając się piąstką. 
-  Mukashi-mukashi,  lub,  jak  to  mówią,  dawno  temu  w  legendarnych 

czasach,  wielki  Shogun  zezłościł  się  na  wszystkie  kitsune  na  jego  posiadłości 
z powodu  szkód,  jakie  wyrządziły.  Przez  wiele  długich  lat  płatały  wszystkie 

background image

12 

 

możliwe rodzaje psikusów, ale gdy zaczął podejrzewać, że zniszczą całą uprawę 
na polach, przebrała się  miarka. Podburzył każdego  mężczyznę  i każdą kobietę 
w swoim  domostwie  i  kazał  im  wziąć  kije,  strzały,  kamienie,  motyki  i  miotły 
i wyciąć    pień  każdego  lisa  mającego  schronienie  na  jego  posiadłości,  nawet 
te między  strychem  a  dachem.  Zamierzał  doprowadzić  każdego,  najmniejszego 
lisa  do  śmierci  bez  żadnej  litości.  Ale  w  noc  zanim  to  uczynił,  miał  sen, 
w którym  piękna  kobieta  przybyła  i  powiedziała,  że  jest  odpowiedzialna 
za wszystkie lisy w posesji. „I” – rzekła – „może to i prawda, że wyrządziliśmy 
szkody,  ale odpłacamy  ci  się  zjadaniem  szczurów,  myszy  i  insektów,  które 
naprawdę  niszczą  uprawy.  Czy  zgodzisz  się  wyładować  swój  gniew  jedynie 
na mnie  i wykonać  na  mnie  samej  wyrok  zamiast  na  wszystkich  lisach? 
Przybędę o świcie usłyszeć odpowiedź.” 

-  I  dotrzymała  swojego  słowa,  ta  najpiękniejsza  z  kitsune,  przybywając 

o świcie 

dwunastoma 

pięknymi 

pannami 

jako 

towarzyszkami, 

ale przyćmiewała  je  wszystkie  tak,  jak  księżyc  przyćmiewa  gwiazdy.  Shogun 
nie  mógł  się  zdobyć  na  zabicie  jej  i  taka  jest  prawda,  że  poprosił  ją  o  rękę 
i wydał  również  dwanaście  towarzyszek  za  swoich  dwunastu  najwierniejszych 
wasali.  A powiada  się,  że  była  zawsze  wierną  żoną  i  urodziła  mu  wiele  dzieci, 
tak  dzikich,  jak  bogini  słońca  Amaterasu  i  tak  pięknych,  jak  księżyc,  a  trwało 
to do  dnia,  kiedy  Shogun  był  na  wyprawie  i  zdarzyło  mu  się  przez  przypadek 
zabić  lisa.  Pospieszył  do  domu  wyjaśnić  swojej  żonie,  że  nie  zrobił  tego 
umyślnie, ale kiedy przybył, zastał swoje domostwo w żałobie, gdyż jego żona 
właśnie go opuściła ze wszystkimi synami i córkami. 

-  Och,  jaka  szkoda.  –  wymamrotał  Matt  starając  się  być  uprzejmym, 

podczas  gdy  jego  mózg  naprowadził  go  na  trop  –  Zaraz,  ale  jeśli  oni  wszyscy 
odeszli… 

-  Widzę,  że  jesteś  uważnym,  młodym  człowiekiem  –  delikatna  stara 

kobieta  zaśmiała  się  –  Wszyscy  jego  synowie  i  córki  odeszli,  z  wyjątkiem 
najmłodszej,  dziewczynki  o  niezrównanej  urodzie,  mimo  że  była  jeszcze 
dzieckiem. Powiedziała: „Kocham cię zbyt mocno, by cię opuścić, ojcze, nawet 
jeśli  muszę  nosić  ludzką  formę  przez  całe  moje  życie.”  I  właśnie  dlatego 
jesteśmy uważani za potomków kitsune. 

-  Cóż,  te  kitsune  nie  wyrządzają  po  prostu  szkód,  czy  niszczą  uprawy. 

Są nastawione na zabijanie. A my musimy je zwalczyć. 

-  Oczywiście,  oczywiście.  Nie  chciałam  cię  zdenerwować  moją  krótką 

historią. – powiedziała Obaasan – A teraz wypisze dla ciebie te amulety. 

background image

13 

 

Wtedy, gdy Matt wychodził, Pani Saitou pojawiła się w drzwiach. Włożyła 

coś w jego dłoń. Spojrzał w dół i zobaczył to samo pismo, jakim obdarowała go 
Obaasan. Za wyjątkiem tego, że było o wiele mniejsze i wypisane na… 

- Kartka samoprzylepna? – zapytał Matt zdumiony. 
Pani Saitou skinęła. 
-  Bardzo  przydatne,  by  trzepnąć  nimi  w  twarz  jakiemuś  demonowi,  czy 

w konar drzewa, czy coś w tym stylu. 

I, gdy spojrzał na nią w całkowitym osłupieniu, dodała: 
- Moja matka nie wie wszystkiego, co można wiedzieć o tym. 
Wręczyła  mu  również  solidny  sztylet,  mniejszy  niż  miecz,  który  wciąż 

nosiła, ale bardzo przydatny – Matt od razu się nim zaciął. 

- Pokładaj swoją wiarę w przyjaciołach i swoim instynkcie. – powiedziała. 
Nieco oszołomiony, ale ośmielony, Matt pojechał do domu doktor Alpert.