background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

1

 

 

 

 

Translated by 

Phoenix_ams

 

 

 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

2

 

 

Rozdzial 1: Bebella ……………………….…………………………………………………….. s. 3 

Rozdzial 2: Edward ………………………………………………………………..………….. s. 43 

Rozdzial 3: Bella …………………..………………………………………………….……….. s. 73 

 

 

 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

3

 

 

Rozdzial 1 

Bebella 

Beta: MonRon 

Ze  ściągniętymi  ustami  kontynuowałam  uderzanie  pierścionkiem  o  lampę  stojącą 

obok  miejsca,  w  którym  siedziałam.  Ten  wieczór  okazał  się  klapą.  Moja  kuzynka  –  Alice  – 

poprosiła, bym wpadła i poznała kilku kumpli jej chłopaka.  

Cóż,  odmówiłam  przyjścia  samej,  więc  wkręciłam  swoją  szwagierkę  Rose.  Nie  ma  z 

nią zabawy – jest najbardziej gównianą z gównianych kobiet  – w każdym razie jeżeli chodzi 

o bycie skrzydłową. Wiedziałam, że nie będzie pić. Nie może odkąd jest w ciąży, ale  faceci 

mieli  się  tu  zjawić,  a  ja  nie  mam  na  tym  obszarze  żadnego  doświadczenia.  Myślałam,  że 

będzie dobrym odbiciem. Ale jest do kitu. 

Więc  tutaj  właśnie  siedzę  –  popijając  mój  wysoko  procentowy  trunek  –  obok 

chłopaka.  Tak,  to  dziewiętnastoletni  chłopiec.  Jest  uroczy,  ale  ma  tylko  dziewiętnaście  lat. 

Jego  przyjaciel,  który  ciągle  wpatruje  się  w  Rose  jakby  była  szklanką  wody  na  pustyni,  jest 

fajniejszy i prawdopodobnie starszy. 

Dlaczego zawsze trafiają mi się ci piedcy? 

Haha. 

Piedcy – łapiecie? Pieprzenie brzydcy. 

Nie, jest uroczy. 

Ale ma tylko dziewiętnastkę. 

- Ten skurwysyn nie wiedział co go zdzieliło. Mówię ci kuzynku – Pan piedki zaśmiał 

się,  mówiąc  do  swojego  kumpla.  Czy  też  kuzyna?  Myślę,  że  jego  prawdziwe  imię  brzmi 

Jacob. Alice wspomniała, że jest znany jako Dizzy. 

- Słyszałeś? – Dizzy zwrócił się do swojego kuzyna. 

Jego  kuzyn,  który  ma  na  imię  Paul  o  czym  powiedziała  mi  Alice,  ale  został  nam 

przedstawiony  jako  …  cholera.  Nawet  nie  pamiętam.  Cóż,  jakkolwiek  przytaknął  dając 

Dizzy’emu znak, że go usłyszał. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

4

 

 

To  są  właśnie  przyjaciele  Jaspera.  Chłopak  mojej  kuzynki  sprzedaje  crack,  a  ci  mali 

chłopcy  wypełniają  jego  polecenia.  I  na  jego  prośbę  stoją  na  ulicach,  dostarczają  towar  i 

zaspokajają potrzeby dosłownie wszystkich.  

Obecnie  będąc  profesjonalną  kelnerką  w  wieku  dwudziestu  trzech  lat  nie  jestem  pod 

wrażeniem,  zresztą  tak  samo  jak  Rose,  która  jest  niepracującą  striptizerką.  Zwróćcie  uwagę, 

ż

e jest w ciąży, a to wybrzuszenie stanowi ogromne przypomnienie, jak to seks może czasami 

pójść źle. Jest na emeryturze i wątpię, by mój brat Emmett, który jest hydraulikiem pozwolił 

jej bądź, co bądź wrócić do tej pracy. 

Gdyż nie uważa, by matki powinny tańczyć na rurach. 

Spotkali  się  na  wieczorze  kawalerskim  jednego  ze  współpracowników  Emmetta.  Od 

razu w nich uderzyło. A czemu miałoby nie? Potrząsnęła biustem przed jego twarzą, a reszta 

to już historia. 

Paula  w  każdym  razie  nie  odstraszyło  wypuklenie  na  brzuchu

 

Rose.  Podziwiał  je 

wcześniej i szeptał Dizzy’emu, że ta laska w pieprzonej ciąży jest w porządku. 

Proste, ponieważ „nie może podwójnie zaciążyć”. 

Hola! 

Nie. 

Miałam  ostatnio  rozległy  okres  posuchy  –  naprawdę  długi  okres  bez  seksu.  Moja 

wagina nie widziała, ani nie czuła penisa już od długiego czasu.  

Dziesięciu miesięcy … jeśli być dokładnym. 

Więc kiedy kuzynka zapytała czy bym wpadła, ponieważ ma kilku przyjaciół, których 

chce bym poznała, zgodziłam się. 

Cytując Alice nie jestem tu dla miłości. Jestem tu, by zaliczyć. 

Alice także wyszła poza tę doniosłą chwilę. Wymieniła trochę kuponów na żywność z 

Rose  na  gotówkę,  dzięki  czemu  mogła  kupić  kilka  butelek.  Przepraszam,  raczej  pozwoliła 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

5

 

 

Rose użyć jej karty EBT

1

 w zamian za gotówkę. Więc mamy Absoluta, Captaina Morgana i 

Jacka Danielsa. 

W  swoim  kubku  miałam  po  trochę  wszystkiego.  Potrzebowałam  płynnej  odwagi. 

Ponieważ  nawet  jeżeli  tych  dwóch  nie  połaskotało  mojej  chętki  –  czy  czegokolwiek  –  mam 

nadzieję na lekkie wychylenie się ze swojej skorupy. Możliwe, że jeśli wypiję jeszcze trochę 

to majteczki same spadną, ale wysoce w to wątpię. 

Nie dla tych dwojga. 

Alice jest całkowicie zaabsorbowana Jasperem, ponieważ ma dzisiaj wolną noc. Tatuś 

dziecka  numer  jeden  wpadł  wcześniej  i  zabrał  małego  Ricky’ego  na  film,  a  później  ma  on 

nocować u dziadków. Tatuś dziecka numer dwa jest zamknięty, ale Annie ma tylko roczek i 

podczas gdy ona śpi, wszyscy okupujemy salon Alice.  

Właśnie w tym momencie wykonuje dla Jaspera taniec na kolanach, a Tweedle Dee i 

Dweedle Dumb

2

 przyglądają się przedstawieniu. 

-  Robisz  to  całkowicie  źle!  –  krzyczy  do  Alice  Rose  –  Kołysz  biodrami,  zdziro… 

musisz poczuć muzykę. 

Prycham. Poczucie rytmu przez Alice zawsze było dla niej wyzwaniem. 

- Odpieprz się, dziwko! – Odkrzykuje Alice. 

- Kogo nazywasz dziwką? – Rose wybucha śmiechem. 

Dizzy szturcha mnie w bok. Odwracam się do niego z małym uśmiechem. Jest uroczy. 

Ma  oliwkowe  nuty  w  swojej  skórze.  A  także  płową,  dziecięcą  twarz  i  wyróżniające  się 

mięśnie. Jego ramiona są bardzo miłym widokiem. 

Okej, może alkohol w końcu rozszedł się po moim organizmie. 

- Co jest? – pytam. 

Wskazuje swoją brodą na mój kubek. – Jak drink, prze pani? 

                                                            

1

 EBT - Electronic Benefit Transfer – jest systemem elektronicznym w USA, który pozwala rządom stanowym 

zapewnić wsparcie finansowe i materialne za pośrednictwem karty debetowe. Wspólne świadczeń przez EBT są 
zazwyczaj podzielone na dwie główne kategorie: żywność i świadczenia pieniężne. 

2

 Niektóre zwroty, wyrażenia i nazwy miejsc i osób postanowiłam zostawić w oryginale, gdyż uważam, że tak 

po prostu brzmią lepiej. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

6

 

 

Marszczę na to brwi. Czy on właśnie nazwał mnie „panią”? Jakbym była jego matką? 

Jezu … nie jestem tak stara. 

- Jest dobrze – mówię spoglądając na Rose. 

Ta się do mnie szczerzy i odwraca do dzieciaka siedzącego przy niej.  

- Więc czym się zajmujesz? 

- Zajmuję? – pyta. 

Macham próbując zwrócić jego uwagę, tego fajniejszego.   

- Jak masz na imię? – pytam. 

Mruga do mnie. – Wołają na mnie N-U-T. 

- Nut? – pytam. 

- Potrząsa głową – Nie, N-U-T

3

- Jest DJ’em – wyjaśnia Dizzy. 

Przytakuję  i  z  powrotem  się  rozsiadam  –  A  ty?  –  pytam.  Wiem,  że  jest  zatrudniony 

przez  Jaspera,  ale  przyjmowani  przez  Jaspera  ludzie  zazwyczaj  mają  oddzielne  i  legalne 

fuchy. Widuję ich w całym mieście. Wygląda na to, że jedynym w  grupie bez prawdziwego 

zatrudnienia jest Jasper. 

Uśmiecha  się  i  pochyla  w  moją  stronę  –  Pracuję  w  Dollar  General.  To  sklep  ze 

wszystkim za 99 centów na Main. 

Unoszę brwi zaintrygowana. 

- Ale planuję wrócić do szkoły – kończy. 

-  Na  co?  –  popijam  swój  napój  z  nadzieją  na  szybkie  zalanie  się.  Muszę  być  spita  – 

potrzebuję tego – szczególnie jeżeli mam przelecieć tego kolesia. 

- Wydział karny – odpowiada. 

                                                            

3

 Wiem, że nic z tego nie wynika, ale w żaden sensowny sposób nie dało się tego przetłumaczyć „nut” może tu 

oznaczać łeb, orzech, pałę, jajo – także jak kto woli 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

7

 

 

Wzdrygam  się  na  myśl  o  wykrzykiwaniu  Dizzy  czy  N-U-T  podczas  seksu.  Nie  ma 

mowy. To nie zadziała. 

Przytakuję, by wydać się tym zainteresowana, podczas gdy dopijam mojego drinka. 

- Cholera, dziewczyno… - śmieje się Dizzy – Jesteś spragniona? 

Otwieram usta, by odpowiedzieć.  

- Na więcej sposobów niż jeden! – Alice wykrzykuje. 

Pokazuję  jej  palec  i  dochodzę  do  wniosku,  że  potrzebny  mi  papieros.  Desperacko 

potrzebuję zapalić… bardziej niż zaliczyć. 

Tak myślę. 

- Jazz – wołam. 

Spogląda na mnie, a potem na Alice, która na sucho pieprzy jego kolana. 

Obrzydliwość. 

- Mogę dostać papierosa? – pytam. 

Sięga jedną ręką do kieszeni, a drugą przytrzymuje tyłek Alice. 

-  Nie  możesz  tu  palić    -  przypomina  mi  Alice  i  nadal  wszystko  inne  jest  spoko. 

Dwadzieścia minut temu palili tu skręty. 

-  Wyjdę  na  zewnątrz…  -  wstając  poczułam,  że  coś  dotknęło  mojego  tyłka. 

Odwróciłam się patrząc na Dizzy’ego. 

-  Taka  seksowna  –  oblizał  usta  –  Kiedy  wrócisz…  -  klepnął  swoje  kolano.  – 

Usiądziesz tutaj. 

Uśmiecham się do niego – Dotknij mnie jeszcze raz, bez mojego pozwolenia, a…. 

- Spokojnie! – zachichotał – To był komplement. 

- Diz, uważaj na te pieprzone ręce. Słyszałeś? – zawołał Jasper. 

- Prze-Przepraszam – wyjąkał Dizzy. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

8

 

 

Z  uśmiechem  podeszłam  do  Jaspera,  który  podał  mi  swoją  paczkę  Newportów. 

Wzięłam jednego oddając resztę. 

Odwróciłam się do Rose – Idziesz? 

Przytaknęła  wycofując  się  ze  swojego  siedzenia.  Umieściłam  fajkę  w  ustach 

nakładając płaszcz i odniosłam do kuchni swój pusty kubek. Przygotowałam sobie kolejnego 

drinka, mimo iż czułam się całkiem nieźle i nie potrzebowałam go. Ale ten był mocniejszy i 

uderzał w głowę. 

Zadowolona i uśmiechnięta podążyłam za Rose do drzwi wyjściowych. Ta zaczęła się 

ś

miać jak tylko drzwi się za nami zamknęły. 

-  Wiem,  prawda?  –  żadne  słowa  nie  musiały  zostać  wymówione  na  głos.  Obie 

myślałyśmy dokładnie to samo. Więc chichotałam razem z nią starając się podpalić papierosa. 

Rose  przyłożyła  do  niego  dłonie  starając  się  uchronić  go  przed  wiatrem  –  Dzięki  – 

zaciągnęłam  się  i  otuliłam  szczelniej  płaszczem,  zasysając  zęby.  Było  lodowato  –  nawet  z 

ogromną ilością gorzałki płynącej w moich żyłach – jak na październikową noc.  

- Możesz uwierzyć w tych dwóch? – zapytałam. 

Rose  stłoczyła  się  razem  ze  mną  –  Nie…  Nie  mogę…  co  sobie  myślała  twoja 

kuzynka? 

Potrząsnęłam  głową  –  Nie  mam  pojęcia,  ale  cholera.  Jesteś  ciężarna…  jak 

wylądowałaś z tym fajniejszym? – szturchnęłam ją ramieniem. 

Uśmiechnęła  się  –  Nikt  ci  nie  odmówi.  Po  prostu  wybierz  któregoś  i  idź  do  pokoju 

Ricky’ego. Alice nie będzie miała nic przeciwko.  

Prychnęłam  –  To  gówno  się  NIE  wydarzy.  Obiecuję  ci  to.  Szanse  na  to,  bym  dzisiaj 

zaliczyła są nikłe i to się kurwa nie wydarzy – gderam dalej – Nie z nimi dwoma. Dlaczego 

nie mogę znaleźć miłego faceta z przyzwoitą pracą? – pytam – Tych dwóch ma nadzieję na 

bzykanko i na to, że się nimi zaopiekuję. 

- Mają tylko dziewiętnastkę. Czego oczekiwałaś? 

- Czegoś – mamroczę do siebie. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

9

 

 

- Spójrz… - Rose położyła swoje dłonie na moich ramionach – Jeżeli chcesz umawiać 

się  z  doktorem,  jadaj  lunche  w  szpitalu.  A  jeżeli  chcesz  mieć  okropny  seks  z  dealerem, 

trzymaj  się  z  Jasperem  i  Alice  –  śmieje  się  Rose  –  Ja  zgarnęłam  całą  pulę,  gdy  spotkałam 

twojego brata. 

Przytakuję  zgadzając  się  tylko  po  to,  by  się  od  niej  odwrócić.  Usłyszałam  głośną 

muzykę, gdy piękny czarny Expedition

4

 zatrzymał się przy krawężniku. Podczas gdy chodził 

na  jałowym  biegu,  mogłam  usłyszeć  piosenkę  i  się  uśmiechnęłam.  Uwielbiałam  ją.  Mobb 

Deep, Quiet Storm

5

Odwróciłam się do Rose podrygując głową razem z bitem. 

- Kto to? – zapytała. 

Wzruszyłam ramionami – Nie mam pojęcia – Obie zamilkłyśmy, a ja kontynuowałam 

podrygiwanie  w  rytm  muzyki.  Sporadycznie  zaciągałam  się  papierosem,  podczas  gdy  Rose 

tylko tak stała. Ale przynajmniej było spokojnie. 

-  Bells  –  wyszeptała  Rose  szturchając  mnie  w  ramię.  Spojrzałam  na  nią. Ale  ona  nie 

patrzyła na mnie, tylko gdzieś za moją osobę. 

Odwróciłam się i muzyka ucichła. 

Wtedy  musiałam  zamrugać  i  przysięgam,  że  chór  niebiańskich  aniołów  zaczął 

wyśpiewywać  swoje  chorały.  Mężczyzna  –  prawdziwy  mężczyzna  –  wyłonił  się  z 

Expeditiona.  Ale  on  nie  był  zwyczajnym  facetem.  O  nie.  Był  niesamowitym  mężczyzną. 

Ubranym w skórzany płaszcz obszyty owczą wełną, luźne ale pasujące dżinsy i parę mocnych 

butów. 

Jego twarz zostawiłam na koniec. Bo to zwyczajnie było za wiele. Nie był sam. Inny 

facet  –  który  również  był  gorący  –  wyskoczył  od  strony  pasażera.  Nosił…  a  kogo  to 

obchodzi?  Jego  chłopak  –  ten  pierwszy  –  był  zdecydowanie  tym  gorętszym.  Ten  koleś 

wyglądał nudno i miał takie jakieś brunatne włosy. 

- Zamknij usta – wyszeptała Rose. 

                                                            

4

 http://favoritespeedcar.com/wp-content/uploads/2011-ford-expedition-1-4e308ed07e392.jpg 

 

5

 http://www.youtube.com/watch?v=bvCp-N-9JEw 

 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

10

 

 

Zrobiłam  jak  powiedziała,  przełknęłam  ślinę  obserwując  jak  to  cudowne  stworzenie 

zbliżało się do nas. Gdy podchodził, dostrzegłam u niego dziwny kolor włosów. Nie były one 

czerwone  czy  też  brązowe.  Może  był  to  jakiś  ciemny  brąz?  Koleś  miał  wysoko  wyciosane 

kości  policzkowe  i  parę  –  którą  mogę  tylko  opisać  jako  jedzącą  cipki  –  warg  oraz  zielone 

oczy. 

Spojrzał na mnie, a ja spanikowałam. 

- Cholera… - wysyczałam odwracając się od niego. 

-  Je Jazz?  – zapytał.  Miał  głęboki  głos  –  seksowny  głos  –  głos  o  nucie  seksualności, 

jeżeli coś takiego istnieje. 

Zacisnęłam ciasno uda. 

- Co? – zapytała Rose. 

- Jaspuh… czy jest? – zapytał ją, nadal patrząc na mnie. 

Jasna cholera

Przytaknęłam wskazując na drzwi. 

- Dzięki – mrugnął. 

Odwróciłam  się  nerwowo  do  Rose,  która  otworzyła  na  mnie  szeroko  oczy,  gdy  Mr. 

FuckHot-PussyLips

6

  i  jego  towarzysz  weszli  do  domu.  Odczekałam  minutę  –  aż 

prawdopodobnie byli daleko od drzwi – nim złapałam Rose za rękę. Zaczęłam nią kołysać w 

przód i w tył, podczas gdy przeżywałam swój moment. 

- Kto… to… jest… do… cholery? – potrząsnęłam nią. 

Skrzywiła się odpychając mnie – Nie wiem. 

Zapiszczałam, podskakując w górę – Normalnie totalnie bym go przeleciała. 

Rose zaśmiała się ze mnie – Mogę się założyć, że byś tak zrobiła. 

Potrząsnęłam głową na nie, ponieważ najwyraźniej nie zrozumiała – Nie… Ja totalnie 

bym go przeleciała. Cholera Rose. Cholera! Kim on jest? – wykrzyknęłam. 

                                                            

6

 Pieprzenie gorący o cipkowatych ustach – cóż, tłumaczenie szału nie robi 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

11

 

 

- Nie wiem. Wyrzuć fajkę i pójdziemy… 

-  Nie!  –  zaskrzeczałam  –  Nie  mogę  tam  wejść.  Co  powiem?  –  zaczęłam  drobić  w 

miejscu.  –  Co  jeśli…  O  boże…  on  jest…  Rose…  -  zaczęłam  dyszeć  –  Nigdy  wcześniej  nie 

widziałam tak cudownego faceta – przełknęłam. 

Rose sięgnęła do mnie chwytając drinka – Myślę, że już ci wystarczy. 

Wyszarpnęłam  go  jej  z  powrotem  rozlewając  trochę,  co  było  totalnie  alkoholową 

obelgą  –  Potrzebuję  tego…  -  przełknęłam  resztę  mikstury.  Po  opróżnieniu  kubka 

uśmiechnęłam się oblizując usta i próbując złapać oddech. 

- Teraz dobrze? 

Przytaknęłam  wyrzucając  kubek  przez  ramię  –  Prawie…  -  sięgnęłam  pod  płaszcz 

łapiąc się za biust i podnosząc go – Jak wyglądam? 

Rose zachichotała – Na pijaną i zdesperowaną. 

-  Ale…  czy  wyglądam  seksownie?  –  stanęłam  prosto  wypychając  tyłek  i  klatkę 

piersiową. 

Jęknęła – Tak. Nosisz moje ciuchy… oczywiście że wyglądasz seksownie. 

To prawda. Byłam tak zdesperowana, że pożyczyłam cały strój od Rose. Dzisiejszego 

wieczoru wyglądałam jak cholerna striptizerka. Pozwoliła mi wziąć miniówkę, długie kozaki i 

obcisły top. Nie sądziłam, bym później była w stanie to zdjąć, ale po kilku buchach skręta – 

które zapomniałam, że miały miejsce – poczułam się całkiem wygodnie i pewnie. 

Odwróciła się ode mnie, kładąc dłoń na klamce. 

Szybko odepchnęłam ją od drzwi – Czekaj – szepnęłam. 

Odwróciła się do mnie – Co znowu? 

- Ja… ja myślę, że muszę pierdnąć… - odeszłam od niej o kolejny krok. 

- Bella! – krzyknęła. 

- Co? Jadłam wcześniej hot doga i czuję się wzdęta – pomasowałam brzuch w nadziei, 

ż

e coś nadejdzie. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

12

 

 

Rose  zacieśniła  wokół  siebie  płaszcz  czekając  na  mnie,  tak  jak  powinna  zrobić 

prawdziwa  skrzydłowa.  Po  jakiejś  chwili,  mój  tyłek  pozostał  w  ciszy.  To  chyba  fałszywy 

alarm – Myślę, że teraz jest ok, ale co ja powiem? – zapytałam. 

Zwęziła na mnie oczy – Zrób sobie przysługę i nic nie mów. 

Spojrzałam  na  ziemię  czując  się  trochę  chwiejnie.  Podniosłam  wzrok  i  złapałam  się 

Rose. 

-  Chodź  –  wycedziła,  ponownie  kładąc  dłoń  na  klamce.  Nim  ją  nacisnęła,  drzwi 

otworzyły  się  z  rozmachem.  Mr.  FuckHot  –  zostawię  sobie  pełne  brzmienie  jego  imienia  na 

specjalne okazje – otworzył drzwi i zatrzymał się na krótko. Miał Dizzy’ego na ramieniu. 

- Wybaczcie mi… - uśmiechnął się. 

Rose i ja rozstąpiłyśmy się przed nim, gdy wypchnął Dizzy’ego z domu. Ten upadł na 

kolana i spojrzał na Mr.FuckHota. 

Wymieniłyśmy z Rose spojrzenia. 

-  Wejdźcie  do  środka!  –  Posłał  mi  znaczące  spojrzenie  i  mogę  przysiąc,  że 

doświadczyłam w tej chwili orgazmu. 

Rose mnie popchnęła – Po prostu wejdź do środka… 

Potknęłam  się  o  próg,  ale  jakoś  znalazłam  równowagę.  Weszłyśmy  do  salonu,  gdzie 

Jasper właśnie skręcał kolejnego jointa, a N-U-T i ten inny facet rozmawiali. Rozejrzałam się 

za Alice. 

- Gdzie jest Ali? – zapytałam. 

- Kuchnia – wskazał Jasper. 

- Co je? – ten nowy koleś kiwnął mi głową. 

Pomachałam mu. 

-  C,  to  jest  Bella  i  Rose…  kuzynki  Ali  –  Jasper  przedstawił  nas  nie  przestając  lizać 

bibułki na skręta. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

13

 

 

C wstał wyciągając swoją dłoń – Właściwie to nazywam się Carlisle, ale ludzie mówią 

mi po  prostu C. 

Uśmiechnęłam  się  szeroko,  potrząsając  jego  dłonią.  On  też  jest  bardzo  przystojny  i 

jeśli  ośmielę  się  powiedzieć,  zbliżony  do  mojego  wieku  –  Ja  jestem  zwyczajnie  Bella  – 

zachichotałam – A to zwyczajnie Rose. 

Uśmiechnął się do Rose – Miło mi poznać was obie – powrócił spojrzeniem do mnie – 

Myślę, że jesteś czymś więcej niż tylko Bellą. 

Ponownie zachichotałam i Rose uszczypnęła mnie w pośladek. 

- Ałł… przestań – fuknęłam i trzepnęłam Rose w rękę. 

Westchnęła  łapiąc  mnie  za  ramię  i  odciągając  od  C.  Pomachałam  mu,  gdy  byłam 

wciągana do kuchni. 

Prawie wpadłyśmy na Alice, która miała zajęte ręce przez trzy Colty 45

7

.  

- Uważajcie – wysyczała wycofując się z powrotem do kuchni, gdy zbliżałyśmy się do 

niej. 

- Co to za faceci? – wyszeptałam. 

Zaśmiała się ze mnie – Boże, jesteś mizerotą… 

Rozłożyłam szeroko ręce – Jestem towarzysko nieporadna i potrzebuję się napić. 

Rose  stanęła  obok  Alice  kładąc  dłoń  na  jej  ramieniu  –  Kim  jest  ten  drugi…  ten  na 

zewnątrz? – spytała. 

Przytaknęłam pochylając się ku Alice. Byłam spragniona informacji o tym facecie. 

- To kuzyn Jazza. 

- Jego co? – moje oczy w tym momencie musiały być naprawdę ogromne. 

- Jego kuzyn… Carlisle jest przyrodnim bratem Edwarda. Wszyscy razem dorastali na 

Brooklynie – powiedziała Alice. 

                                                            

7

 http://2media.nowpublic.net/images//5c/ec/5cec4a1e8111ac6d75ee34264884bd65.jpg 

 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

14

 

 

Zapiszczałam – On jest z miasta? 

Rose znowu uszczypnęła mnie w tyłek. Odwróciłam się do niej, uderzając w jej dłoń. 

– Chcesz mnie przelecieć, czy co? – zapytałam. 

- Powinnaś być szczęśliwa. Ale nie, ja zwyczajnie chcę, żebyś się trochę uspokoiła… 

proszę – spojrzała na Alice. 

Zagryzłam usta spoglądając na podłogę, nagle zdenerwowana. 

Zrobię z siebie całkowitą pierdołę. 

Cholera. 

- Co z tym… Edwardem, tak? – Rose zapytała Alice – Co on robi temu dzieciakowi na 

zewnątrz? 

Wzdrygnęłam  się.  –  Mam  nadzieję,  że  skopuje  jego  dupę.  Obliżę  jego  zakrwawione 

knykcie… i… i ja… - znowu zaczęłam dyszeć. 

- Bella! – powiedziała Rose. 

- Jesteś do kitu! – pokazałam jej język. 

Alice owinęła wokół mnie ramiona – Kocham cię. 

Pocałowałam ją w policzek. – Ja też cię kocham. 

Alice  zachichotała  odwracając  się  do  Rose  –  Diz  dostał  dużej  buzi…  wisi  mu  kasę. 

Nie mam pojęcia. 

- I Jazz po prostu pozwolił tak traktować swojego chłopaka? – zapytała Rose. 

-  Dizzy  i  N-U-T  nie  są  jego  chłopcami  –  zaśmiała  się  Alice  –  Oni  są  jego…  yyy 

sługusami? Czy jakkolwiek chcecie ich określać.  

Stuknęłam Alice w ramię – Chciałaś, żebym przeleciała sługusa? Nie wierzę. 

Alice  wyszczerzyła  się  do  mnie  –  Moja  droga  kuzynko…  tych  dwóch,  którzy  się 

właśnie pojawili. To są faceci, których chciałam, żebyś poznała. Tamci dwaj zwyczajnie tu są 

– westchnęła. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

15

 

 

Spojrzałam na nią pusto. 

- O co chodzi z tymi kolesiami? – zapytała Rose. 

Alice spojrzała wokół i pochyliła się bliżej nas. – To nie mój interes i nie powtarzajcie 

tego…  ale  Jasper  jest  sprzedawcą.  Wiecie  o  czym  mówię?  –  powiedziała  wolno,  jakbyśmy 

były głupie. 

Rose się zaśmiała, a ja uniosłam brew – Już to wiedziałyśmy – powiedziałam. 

Alice chwyciła powietrze – Jak? 

Rose  roześmiała  się  głośno  –  Cała  rodzina  wie…  tak  przypuszczam.  Myślisz,  że 

dlaczego Jasper ma zakaz wstępu do domu Charlie’go i Renee? 

- Myślałam, że wuj i ciotka po prostu go nie lubią – Alice wyszeptała. 

Potrząsnęłam  głową  na  nie.  Rose  miała  rację.  Mój  ojciec  jest  gliną.  Nigdy  by  nie 

aresztował Jaspera, ponieważ tylko rozprowadza… ale ojciec ma pojęcie kim jest i czym się 

zajmuje Jasper. 

- A jak ci dwaj się w to wpasowują? – zapytała Rose. 

-  Edward  zaopatruje  Jaspera,  a  Carlisle…  jest  bezpośrednio  z  tym  związany  – 

Zwróciła się do mnie – To z nim chcę, żebyś porozmawiała. Jest tak bogaty, jak jeden z tych 

skurczybyków z Jacoby & Meyer

8

Przerwałam  Alice  piszcząc  –  Chcę  przelecieć  tego  gorącego  kolesia  co  jest  na 

zewnątrz – powiedziałam. 

- Jest trochę poraniony, ale jestem pewna, że nadal jest gorący… 

Zamknęłam oczy, nie chcąc się odwracać. 

-  Cześć  Ed…  -  Alice  zgrabnie  zamachała  zza  mnie  –  To  moja  kuzynka.  Ta,  o  której 

opowiadałam tobie i twojemu bratu – Alice złapała mnie odwracając w jego stronę. 

-  Ja…  ja…  oh  cholera  –  spojrzałam  w  dół.  Nie  mogłam  patrzeć  na  to  piękno.  To  za 

bardzo bolało. Zupełnie jak patrzenie na zaćmienie, tylko że ten facet był jeszcze gorętszy. 

                                                            

8

  Amerykańska  słynna  grupa  prawnicza.  Którą  amerykańscy  obywatele  utożsamiają  z  ludźmi  niezwykle 

zamożnymi, nawet jak na prawników. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

16

 

 

- Jest opóźniona? – zapytał. 

Spojrzałam na niego z wyraźnym przerażeniem na twarzy. 

- Nie! – Alice zaskrzeczała. 

Zaśmiał się wyciągając dłoń – Miło cię poznać. Jestem Edward, ale ludzie mówią na 

mnie po prostu E. 

Miałam  szeroko  otwarte  oczy,  gdy  wolno  podawałam  mu  rękę.  Kiedy  jego  dłoń 

spotkała  się  z  moją…  przysięgam,  że  miałam  kolejny  orgazm…  dreszcz  przebiegł  po  moim 

kręgosłupie w wyniku tego kontaktu. Jego dłoń była miękka, kłykcie zaczerwienione, ale nie 

zakrwawione i nadal miałam ochotę je polizać. Patrzyłam na tę piękną dłoń wodząc palcami 

po jej kostkach. I wtedy ponownie zadrżałam. 

Przeczyścił gardło – A ty jesteś? – zapytał. 

Przełknęłam – Be.. Bella – uśmiechnęłam się używając seksownego uśmiechu. Tego, 

którego używam tylko wtedy, gdy wspaniały facet był w pobliżu. 

-  Miło  cię  poznać  Be-Bella  –  Uśmiechnął  się  do  mnie  szeroko,  uśmiechem 

obejmującym jego oczy. 

- Po prostu Bella – powiedziała Rose. 

Odwróciłam się do niej – Lubię BeBella – powiedziałam przez zaciśnięte zęby. 

Rose  znowu  uszczypnęła  mnie  w  tyłek.  Skrzywiłam  się,  ale  nie  dałam  poznać  po 

sobie, co się naprawdę stało. 

-  Uh…  mój  błąd  –  wolno  wycofał  swoją  dłoń  z  mojej.  –  Zamierzałem…  yyy  tak  – 

Wskazał głową w stronę salonu i tam się skierował. 

Gdy  już  był  poza  zasięgiem  naszego  wzroku,  zakryłam  dłońmi  twarz.  Nienawidzę 

siebie. 

- To było okropne – powiedziała Rose. 

- Wiem – niemalże zapłakałam. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

17

 

 

- Bells… - spojrzałam na Alice – Jest dobrze – mówiła do mnie, ale patrzyła na Rose – 

Ty sprawiasz, że Bella staje się nerwowa. 

- Ja? – Rose wskazała na siebie – Do diabła… ona sprawia, że ja się denerwuję. 

- Wiem – skrzywiłam się – Powinnam po prostu iść do domu – spojrzałam na Rose – 

Możesz mnie podwieźć? 

-  Nie  możesz  wyjść  –  powiedziała  Alice  –  Zrobiłaś  z  siebie  kretynkę  przed 

Edwardem… no i co z tego? A Carlisle? To on tak naprawdę chciał ciebie poznać. Przejechał 

całą tą drogę tylko po to, by spotkać się z tobą. 

- Naprawdę? – zapytała Rose. 

Alice  posłała  Rose  spojrzenie,  mówiące  że  to  tylko  dla  mojej  korzyści.  W  każdym 

razie to poskutkowało. – Jest w porządku – powiedziałam – Przystojny. 

- Dokładnie. Szukamy kogoś do zaliczenia, nie do małżeństwa. I zdejmij ten płaszcz – 

Alice rozpięła w nim zamek – Wyglądasz dzisiaj gorąco. Poczekaj, niech cię tylko zobaczą. 

Założę  się…  -  no  i  w  końcu  pierdnęłam  –  że  to  ty  sprawisz,  że  oni  się  zdenerwują  –  Alice 

zachichotała. 

- Co do cholery tak śmierdzi? – zapytała Rose. 

Delikatnie się do niej uśmiechnęłam. 

- Jezu – wysyczała Alice wachlując się przed nosem. 

Wskazałam kciukiem na Rose – Ciężarozaurus to zrobił… 

- Nieprawda – kłóciła się Rose. 

- W każdym razie… - zdjęłam płaszcz – Czy nadal wyglądam dobrze? – zapytałam. 

Alice przytaknęła, nadal mając zmarszczone brwi – Wyjdźmy z tej kuchni. 

Rzuciłam  okrycie  na  krzesło,  biorąc  od  Alice  piwo  i  wchodząc  do  salonu.  Słyszałam 

jak Rose i Alice szepczą idąc za mną. Ale zignorowałam je.  

Na  kanapie  obok  Carlisla  zauważyłam  wole  miejsce,  które  zajęłam.  Skrzyżowałam 

nogi i położyłam na jego udzie piwo. – Piwa? – zapytałam. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

18

 

 

Uśmiechnął się biorąc je ode mnie. – Dziękuję. 

Westchnęłam, rozsiadając się wygodnie. 

Okej,  może  tylko  bycie  w  pobliżu  Mr.FuckHot-PussyLips  sprawia,  że  jestem 

nerwowa, ale Carlisle też jest fajny. Nie sprawia, że jestem zdenerwowana. 

I także jest do wypieprzenia, co jest plusem w mojej książce. 

Carlisle sięgnął palcami, by pobawić się brzegiem mojego długiego buta. – Fajne są – 

powiedział. 

Uśmiechnęłam się – Dzięki. 

- Nie ma za co – odpowiedział. 

Kątem  oka  zobaczyłam,  że  Edward  odchylił  do  tyłu  głowę  przełykając  swoje  piwo. 

Jego  jabłko  Adama  podskakiwało  po  każdym  przełknięciu,  gdy  się  we  mnie  wpatrywał 

poprzez butelkę. 

Starałam się to zignorować, ale musiałam coś zrobić. Nie jest tu jedynym seksownym 

okazem.  Uśmiechnęłam  się  oszałamiająco  do  Carlisla  gdy  zmieniałam  pozycję,  w  której 

siedziałam.  Najpierw  rozkrzyżowałam  nogi,  by  ponownie  je  skrzyżować  -  tak  tylko  dla 

Edwarda.  Cholera.  Mam  nadzieję,  że  nie  błysnęłam  mu  bielizną.  Obciągnęłam  miniówkę  i 

potarłam  trochę  uda.  Nie  miałam  nic  do  powiedzenia,  a  mimo  to  starałam  się  zwrócić  na 

siebie uwagę. 

Zerknęłam ponownie na Edwarda i zobaczyłam, że nadal na mnie patrzy. Miło

- Bella… - powiedział Carlisle. 

Spojrzałam na niego – Co jest? – starałam się zachowywać zwyczajnie. 

- Jeżeli nie masz nic przeciwko, zapytam… yyy… ile masz lat? – Założył mi włosy za 

ucho  i  przeciągnął  kciukiem  po  policzku,  który  zatrzymał  się  na  mojej  dolnej  wardze. 

Delikatnie nim po niej przejechał i pociągnął. Był tak delikatny, że to wyglądało jakby mnie 

wcale do siebie nie przyciągał. 

Zatrzepotałam  rzęsami,  gdy  chichot  uciekł  z  moich  ust  –  Dwadzieścia  trzy  – 

przygryzłam dolną wargę, więc ją uwolnił. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

19

 

 

Zabrał swoją dłoń – Dobrze – zaśmiał się. 

- Dobrze? – zapytałam. 

Machnął  ręką  –  Zostałem  złapany  kilka  miesięcy  temu.  Mała  powiedziała,  że  ma 

osiemnastkę, a potem dowiedziałem się, że miała tylko szesnastkę – wzruszył ramionami. 

Ułożyłam usta w zdziwione „O” i odchyliłam się od niego. 

- Ja mam dwadzieścia siedem – przyłożył dłoń do swojej piersi. 

- Dobrze wiedzieć – uśmiechnęłam się. 

- Chcesz drinka? Myślę, że mają coś w kuchni – powiedział Carlisle. 

Pokręciłam głową – Myślę, że mi wystarczy – wstałam. 

Nie  potrzebowałam  kolejnego  drinka.  Właściwie  to  zaczynałam  się  czuć  trochę 

niepewnie i zdecydowanie przydałaby mi się szklanka wody. 

Szkoda, że się potknęłam i zgadnijcie gdzie wylądowałam? Bingo! Prosto na kolanach 

Carlisle’a. – Sorry – wyszeptałam. 

Zaśmiał się przyciągając mnie bliżej – Wszystko w porządku?- zapytał gdy zaczęłam 

się  skręcać.  Pomógł  mi  wstać,  a  w  zasadzie  to  podniósł  się  razem  ze  mną  –  Pozwól,  że  ci 

pomogę… 

Uśmiechnęłam  się  i  odeszłam  z  nim.  Przełożył  swoją  rękę  przez  moje  ramiona  i 

skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie pomagał mi tym stać poprawnie. 

- C, chcę zebrać zabawę razem. Piki. Wchodzisz? – zapytał Jasper. 

Carlisle skinął – Za minutę… - wskazał na mnie. 

-  Uh…  -  Poczułam,  że  muszę  się  wysikać  –  Śmiało.  Ja…  -  tylko  wskazałam  i 

skierowałam  się  prosto  do  łazienki.  Moje  kroki  nie  były  chwiejne,  za  co  byłam  wdzięczna. 

Wysikałam się szybko, umyłam ręce i spojrzałam na siebie w lustrze. 

Jak  na  razie  to  wszystko  czego  chcę,  to  iść  do  domu,  masturbować  się  myśląc  o 

Edwardzie i odpłynąć. To wszystko czego chcę. Może odciągnę Rose na bok i wybłagam ją, 

by odwiozła mnie do domu. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

20

 

 

Nie chcę tak „zwyczajnie” zabawić się z kimkolwiek. Jeżeli to zrobię – potraktuję się 

tanio – powinno to być z kimś, kogo naprawdę chcę. Z kimś takim jak Edward. 

Opuściłam łazienkę, tylko by zatrzymać się przy kuchni. Usłyszałam moje imię, „Bebella” i 

będąc ciekawą postanowiłam trochę podsłuchać. 

- Zostaw ją w spokoju – powiedział najsłodszy głos na świecie. 

-  Do  diabła  nie.  Jesteś  do  cholery  ślepy?  I  Jazz  powiedział,  że  chce  się  pieprzyć  – 

zaśmiał się Carlisle. 

Zakryłam  twarz  dłonią  chcąc  zabić  Jaspera.  Nawet  jeżeli  to  powód,  dla  którego  tu 

jestem, to nie mówisz takich rzeczy facetom. 

- Wydaje się słodka… niewinna… nie wiem. Po prostu zostaw ją w spokoju. Bądź tym 

miłym facetem, o który wiem, że gdzieś tam jest. – Mr.FuckHot – mam na myśli, że Edward 

to powiedział. Praktycznie w ogóle nie wymawiał R, co też było niesamowicie seksowne. 

W połączeniu z tym głosem… 

-  Nie  bądź  takim  cock  blockiem

9

.  Będę  delikatny,  obiecuję  –  usłyszałam  jak 

powiedział Carlisle. 

-  Jestem  poważny  C.  Mam  na  myśli…  co  jeśli  skłamała  odnośnie  swojego  wieku?  – 

zaśmiał się Edward – Wygląda całkiem młodo. 

Kuchnia na chwilę pogrążyła się w ciszy. 

- Nie… Jazz powiedział, że jest pełnoletnia. Przestań się ze mną pieprzyć. 

- Co jeśli powiem… że zobaczyłem ją pierwszy? – zapytał Edward. 

Moje serce zaczęło galopować. Co on miał na myśli? Czy ma coś do mnie? Cholera. 

Nie  oczekiwałam  takiej  odpowiedzi  w  najmniejszym  stopniu,  ale  co  do  cholery  jest  z 

Carlislem? Będzie delikatny? Nagle stałam się taka zmieszana. 

Zmieszanie i upicie się nie miksuje się ze mną dobrze. 

                                                            

9

 Nie wiem jak to ładnie przełożyć na polski, ale chyba wszyscy  wiedzą o co chodzi. Cock Block - to ktoś kto 

uniemożliwia innej osobie odbycie stosunku seksualnego 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

21

 

 

-  O  to  chodzi?  –  Carlisle  nie  dostał  odpowiedzi  –  Cóż,  pieprz  się  –  zaśmiał  się  – 

Okazała  zainteresowanie  mną.  Jest  pijana  i…  jak  powiedziałem…  Jazz  powiedział,  że  chce 

się pieprzyć – głos Carlisle’a zrobił się głośniejszy, więc zamierzałam odejść. Ale poszłam w 

złym kierunku i wpadłam prosto na niego. 

- Przepraszam – powiedziałam. 

Zatrzymał ręce na moich ramionach uśmiechając się do mnie – Hej, nie ma krzywdy. 

-  Pewnie…  -  strząsnęłam  jego  ręce  –  Wybaczcie  mi  –  obeszłam  go  nie  patrząc  na 

Edwarda. 

- Nie tak szybko – przytrzymał moją rękę – Głośno tam. Chodźmy na górę – wskazał 

na schody za mną. 

Potrząsnęłam  głową  –  Właściwie  to  myślałam  o  tym,  by  już  iść.  Miło  było  was  obu 

poznać – Powiedziałam do podłogi. I poszłam prosto do salonu, by usiąść obok Rose. 

Wszyscy teraz grali w karty – Chcę iść – wyszeptałam do Rose. 

- Nie ma mowy – powiedziała przez ramię – Wygrywam. Myślałam, że mam trójkę i 

jakieś prawdopodobieństwo i patrz, piątka już zabukowana – zaśmiała się. 

Spojrzałam  w  dół  i  zastanowiłam  się  czy  mam  wystarczająco  gotówki,  by  wziąć 

taksówkę. Szczerze wątpię. Zarobek z ostatniej nocy wydałam na nowe stringi i stanik push-

up. A moje pieniądze z ostatniego tygodnia się rozeszły. Będę jadła kiełbasę i hot dogi przez 

resztę  tygodnia.  Leah,  moja  współlokatorka  musiała  pokryć  za  mnie  ostatni  czynsz.  Ale  do 

diabła, jest przecież pielęgniarką i może sobie na to pozwolić. 

- Zadzwonię do Emmetta – powiedziałam. 

- Jak chcesz – zaśmiała się Rose. 

Kanapa się zapadła, a ja zostałam porażona – Kim jest Emmett? 

Przełknęłam.  Gdybym  nie  odgadła  po  głosie,  w  zasięgu  mojego  wzroku 

zobaczyłabym, że to Edward – Moim bratem – powiedziałam. 

- Potrzebna ci podwózka, czy coś? – zapytał. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

22

 

 

Mój żołądek zacisnął się w zabałaganiony supeł. Chciałam powiedzieć tak, ale po co? 

Podwózka  do  domu  przez  najbardziej  niesamowite  stworzenie,  jakie  widziały  moje  oczy.  Z 

moim  szczęściem  pierdnę  w  jego  Expeditionie.  Nie  byłoby  tak  źle.  Mogłabym  zbić  szybę  i 

wykorzystać pasek do stłumienia dźwięku, ale… 

- Tak, ale nie musisz… - powiedziałam. 

Wyszczerzył się – W porządku. Nie mam nic przeciwko temu. 

Spojrzałam nerwowo na podłogę – Okej – zgodziłam się. 

Wstał  podając  mi  swoją  dłoń.  Od  razu  ją  chwyciłam  w  nadziei,  że  ucieknie  ze  mną. 

Nie jakoś szczególnie daleko, tylko do najbliższego łóżka. 

- Gdzie się wybieracie? – zapytał Carlisle. 

- Zamierzam odwieźć Bebellę do domu – powiedział Edward. 

- To jest Bella! – krzyknęła Rose. 

Obaj  odwrócili  się  patrząc  na  nią,  potem  krótko  na  mnie  i  z  powrotem  spojrzeli  na 

siebie. 

Carlisle uderzył Edwarda w ramię – Ja mogę ją zabrać. 

- To mój samochód – kłócił się Edward. 

- No i? – zapytał Carlisle. 

- No i nie będziesz prowadził mojego pieprzonego samochodu – zaśmiał się Edward. 

-  To  bzdura.  Jestem  świetnym  kierowcą  –  argumentował  Carlisle  ze  wzrokiem 

utkwionym  we  mnie  –  Nie  chcesz  spędzić  jeszcze  trochę  czasu  –  dotknął  mojej  szyi  –  ze 

mną? 

Spojrzałam na podłogę postanawiając choć raz posłuchać Rose. Nic nie powiedziałam. 

Edward zarechotał – Zgaduję, że masz swoją odpowiedź. 

- Pozwól, że wezmę płaszcz. Też idę… 

Edward potrząsnął głową. – Nie ma kurwa mowy. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

23

 

 

- Jaki do cholery masz problem? – zapytał Carlisle. 

Coś zmieniło się w oczach Edwarda, gdy tak patrzył na Carlisle’a. Wtedy pochylił się 

i wyszeptał coś do jego ucha. Mówił tak cicho, że nie mogłam nic usłyszeć. Carlisle spojrzał 

na mnie z małym uśmieszkiem i odsunął się od Edwarda.  

Tym  razem  Rose  postukała  mnie  w  tyłek.  Odwróciłam  się  do  niej,  by  zobaczyć  jak 

pokazuje  mi  dwa  uniesione  kciuki.  Spojrzałam  na  Alice,  która  zakręcała  włosy  Jaspera  na 

palec wymawiając bezgłośnie „dobrej zabawy” i puszczając mi oko, mimo iż cały czas miała 

zmarszczone brwi. 

Nie  wiedziałam  o  co  w  tym  wszystkim  chodziło,  więc  odwróciłam  się  do  gorącego  i 

gorętszego. 

- Gotowa? – zapytał Edward. 

Przytaknęłam – Widzimy się później – pomachałam wszystkim. 

Ale  wtedy  Carlisle  podszedł  do  mnie  wręczając  mi  karteczkę  –  Zadzwoń  do  mnie 

czasami – powiedział. 

Spojrzałam na papier, ale został wyrwany z mojej ręki. Edward chwycił go i odrzucił z 

powrotem Carlisle’owi. 

Spojrzałam na Edwarda – Co… - zaczęłam. 

- Nie potrzebujesz tego gówna – wyszczerzył się. 

Podskoczyłam czując jak umiejscawia rękę na dole moich pleców. Wydawał się tego 

nie  zauważyć.  Poprowadził  mnie  w  stronę  drzwi.  Zatrzymałam  się  w  kuchni  zgarniając 

płaszcz i torebkę. 

Wyszliśmy  na  zewnątrz  w  kierunku  jego  Expeditiona  –  tak,  używam  dużej  litery  E, 

ponieważ ten samochód jest tak cholernie niesamowity.  

Otworzył  drzwi  pasażera  i  nagle  poczułam  się  onieśmielona.  Jestem  taka  niska,  za 

niska i pewnie będę musiała się wspiąć. Trzymając moją dłoń, Edward pomógł mi dostać się 

do samochodu. Ale mimo jego pomocy i tak musiałam podskoczyć, a mój but zaklinował się 

niefortunnie  w  stopniu.  Więc  wylądowałam  twarzą  w  dół  na  siedzeniu  pasażera  z  głośnym 

„och”. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

24

 

 

-  Cholera  –  wysyczał  Edward  kładąc  dłoń  na  mojej  talii  –  Wszystko  z  tobą  w 

porządku? 

W  odruchu,  położyłam  rękę  na  tyłku  strącając  jego  dłoń.  Moja  twarz  zrobiła  się 

gorąca, gdy poczułam bryzę wkradającą się pod miniówkę. Znowu chciało mi się płakać, ale 

nie  zamierzałam  tego  robić.  Był  dżentelmenem.  Zignorował  fakt,  że  właśnie  pokazałam  mu 

co nieco i że mogę być trochę opóźniona. 

Odwróciłam się do niego z uśmiechem, gdy w końcu poprawiłam się na siedzeniu. 

Wyszczerzył się – Ładne stringi – zatrzasnął drzwi, a ja znowu zakryłam  twarz. 

- Jaki dżentelmen – wyburczałam do siebie. 

Obszedł maskę, by z gracją wskoczyć na siedzenie kierowcy. Odwrócił się do mnie z 

uśmiecham odpalając samochód – Gdzie mieszkasz? 

- Dojedź do znaku stopu i skręć w prawo – powiedziałam. 

Przytaknął odjeżdżając z krawężnika. Włączył jakąś muzykę – płytę Mobb Deep – ale 

utrzymał ją na cichym poziomie. – Teraz na drugich światłach, daj w lewo – powiedziałam. 

Każde światła do których dojeżdżaliśmy zmieniały się na czerwone. Było zdecydowanie zbyt 

cicho i to sprawiało, że stawałam się jeszcze bardziej nerwowa niż byłam dotychczas. Czułam 

się jakbym brała udział w pozacielesnym doświadczeniu lub była na skraju ataku paniki. 

Nie wiedziałam co powiedzieć, więc nawet nie ważyłam się otworzyć ust, oczywiście 

poza dawaniem mu wskazówek odnośnie dalszej drogi. Pewnie bym wypaliła z tym, że chcę 

go przelecieć i tylko jeszcze bardziej zawstydziłabym siebie. 

- Czemu jesteś taka cicha? – zapytał. 

Wzruszyłam ramionami i wyjrzałam przez okno. 

- Przepraszam za twojego chłopaka, Dizzy’ego. Skurwiel zwyczajnie nie wie kiedy się 

zamknąć – zaśmiał się. 

Spojrzałam  na  niego  –  Nie  obchodzi  mnie  ten  dzieciak  –  wysyczałam  słowo 

„dzieciak”. 

- Mówiłaś o jakimś gorącym facecie na zewnątrz. Pomyślałem, że… 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

25

 

 

-  Mówiłam  o  tobie…  -  westchnęłam  –  Okej,  teraz  następna  w  prawą  i  zatrzymaj  się 

przy takim niebieskim domu – powiedziałam szybko, zagłębiając się w siedzeniu. 

- O mnie? – wyszczerzył się. 

- Możesz zatrzymać się na mnie… miałam na myśli na moim podjeździe – wskazałam, 

nienawidząc się jeszcze bardziej. 

Zaśmiał się słodkim, szczerym śmiechem – Czy ja cię denerwuję?– zapytał. 

- Tylko trochę – przyznałam. 

Wtedy  musiałam  odpłynąć,  ponieważ  mogłam  przysiąc,  że  śniłam.  Edward  położył 

dłoń  na  moim  udzie.  Wydałam  słyszalny  skrzek.  Coś  co  brzmiało  jak  „skłiii”,  ale  nie 

przejęłam się tym szczególnie.  

- To był interesujący dźwięk – spojrzał krótko prowadząc swoją dłoń wyżej. I wtedy – 

zupełnie  jak  napaleniec,  którym  byłam…  rozchyliłam  trochę  nogi  –  Jesteś  urocza  – 

powiedział. 

Tym razem powstrzymałam skrzek – Tak samo jak ty – wyszeptałam. 

- Co to było kochanie? – potarł kciukiem wnętrze mojego uda. Zadrżałam odchylając 

się, instynktownie jeszcze bardziej rozszerzając nogi – Hmmm? – zapytał chichocząc. 

- Umgh… - było wszystkim co byłam zdolna powiedzieć. 

- Okej – westchnął wjeżdżając na podjazd. 

Zmarszczyłam brwi rozglądając się wokół. Byłam w domu, a on zamierzał odjechać. 

To oznaczało brak penisa dla mnie. Żadnego Mr.FuckHot-PussyLips dla mnie. Nic dla mnie. 

Dostanę to czego chciałam wcześniej. Będę się masturbować do tego kciuka, tych warg, niego 

samego i Colta 45. 

Ciekawe jakby wyglądał zasysając. Chciałabym, by wyssał mnie na wylot. 

- Mieszkasz z rodzicami? – zapytał. 

Szybko potrząsnęłam głową na nie – Mam współlokatorkę – wyszeptałam. 

Odwrócił się do mnie z uniesionymi brwiami – Naprawdę? 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

26

 

 

Skinęłam – Pracuje nocami. 

Złap ten haczyk. No złap go. Spytaj czy możesz wejść. 

To  jest  to  co  robią  na  filmach,  prawda?  Mówią  na  to  kieliszek  przed  snem.  Będę  go 

miała na swojej kanapie. Nadal będę się masturbować, a on może popatrzeć. 

A ja będę patrzyła na niego. 

O  mój  Boże.  To  taki  wspaniały  obrazek:  Edward  stojący  nade  mną  i  posuwający 

swojego koguta. Nawet jeżeliby doszedł w moim oku i tak bym się uśmiechała. 

A on byłby Dżentelmenem, podałby mi chusteczkę i przeprosił za ten ból. 

Nie  będzie  już  takiego  momentu  jak  ten  teraz.  Jeżeli  pozwolę  mu  odjechać,  nigdy 

sobie  tego  nie  wybaczę  i  ulegnę  mojemu  niskiemu  statusowi.  Nie  mogę  pozwolić  temu 

facetowi tak po prostu odjechać. 

W końcu jaki facet mówi cipce nie? Szczególnie mojej, takiej „specjalnego” rodzaju, 

w wyjątkowych stringach. 

Samotnej cipce. 

Nie jestem też gotowa błagać o niego - Chcesz może… - zaczęłam. 

- Tak – powiedział. 

Byłam zmieszana – Tak co? 

- Oh – powiedział wycofując dłonie. 

Złapałam  je  i  przyciągnęłam  z  powrotem  do  siebie.  Uśmiechnięty  spojrzał  w  dół  na 

swoje dłonie i podniósł na mnie wzrok uśmiechając się jeszcze szerzej – Myślałem, że chcesz 

bym wszedł do środka – powiedział. 

Przytaknęłam – Chcę! – krzyknęłam. 

Skulił się – Okej – zachichotał pochylając się do mnie. 

Złapałam oddech i zamknęłam oczy. Pomyślałam, że może chce mnie pocałować, ale 

po kilku sekundach bez jakiegokolwiek odzewu otworzyłam oczy. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

27

 

 

- Wszystko z tobą w porządku? – zapytał. 

Opuściłam ramiona – Tak, jest ok. 

Nie pochylał się do mnie. Wycofywał się do pozycji skulonej. 

Jak ja w ogóle wcześniej zaliczałam kogokolwiek? Niech to cholera. 

Złapałam za torebkę otwierając drzwi i wyskoczyłam z samochodu. 

- Poczekaj… - powiedział. Zamknęłam za sobą drzwi. Wysiadł z samochodu, czekając 

aż  pójdę  w  stronę  domu.  Wszedł  za  mną  po  schodach  na  ganek.  Przez  ten  cały  czas  byłam 

silnie świadoma jego obecności. 

Nim otworzyłam drzwi, szybko się do niego odwróciłam. Jego oczy były  skierowane 

w dół, a usta namaszczone szczerym i wykrzywionym uśmiechem. 

Moje stringi zaczęły żyć własnym życiem powoli zsuwając się z moich bioder. Nawet 

bielizna była podekscytowana. Ale musiałam trochę oczyścić powietrze – Zazwyczaj tego nie 

robię – powiedziałam. 

Zaśmiał się, a jego oczy zaświeciły się, gdy z góry wpatrywał się we mnie. 

Wystawiłam  przed  siebie  dłoń  –  Ty…  ty  nie  jesteś  jakimś  seryjnym  mordercą,  prawda?  – 

wybełkotałam. 

Potrząsnął głową na nie i podszedł bliżej – Nie, nie seryjnym mordercą. Jesteś ze mną 

idealnie bezpieczna. 

Zachichotałam, znowu robiąc się podniecona. 

-  Ty  nie  jesteś  jakimś  mordercą  na  zlecenie,  nie?  –  podszedł  jeszcze  bliżej  –  To  był 

twój plan? Grać taką uroczą i nieśmiałą, by zabrać mnie do domu robiąc słodkie oczka i zabić 

mnie na końcu? 

- Pieprzyć cię – poprawiłam go. 

- Przepraszam? – Podniósł brew wycofując się. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

28

 

 

-  Ja…  przepraszam.  To  wyszło  całkowicie  źle  –  skrzywiłam  się.  –  Nie  jestem 

seryjnym mordercą. Jestem tylko zwariowana – wyszeptałam – Ale ja… ja nie mam zamiaru 

cię skrzywdzić – postanowiłam po prostu przestać mówić. 

- Racja… - przytaknął. 

Uśmiechnęłam  się  i  odwróciłam  znowu  do  drzwi,  by  włożyć  klucz  do  zamka. 

Odwróciłam  się  z  powrotem  do  niego  –  Jest  trochę  zabałaganione  –  chciałam  go  ostrzec. 

Jesteśmy z Leah totalnymi niechlujami. Nie piorę bielizny. Zwyczajnie kupuję nową. 

- Wszystko jedno

 

– powiedział. 

- Wszystko jedno – naśladowałam go. Zachichotał robiąc krok w moją stronę, podczas 

gdy odwracałam się do drzwi. Otworzyłam je szeroko, zupełnie jak w wielkim odkryciu. Było 

ciemno, gdy weszłam do środka i potknęłam się o kilka porozrzucanych na podłodze rzeczy. 

Edward czekał w progu, aż nie włączyłam lampy znajdującej się przy kanapie. Nawet wtedy 

zrobił tylko jeden krok do środka. – Możesz wejść – powiedziałam. 

Wszedł dalej i rozejrzał się ciekawie wokół nim zamknął za sobą drzwi. – Cholera, nie 

kłamałaś…  -  zagwizdał  odwracając  się  do  mnie.  Przygryzłam  wargę,  spoglądając  na  to 

wszystko  co  zalegało  w  moim  zagraconym  salonie  –  Przepraszam  Be-Bella  to  było 

niegrzeczne. 

Wzruszyłam  ramionami.  Po  pierwsze,  może  na  mnie  mówić  „jakkolwiek”  chce.  Po 

drugie, planuję się niedługo rozebrać i odwrócić jego uwagę od bałaganu. I po trzecie… nie, 

nie ma po trzecie, jeszcze. Po tym jak już będę naga, miejmy nadzieję, że on także. I w końcu 

będę  mogła  przestać  myśleć.  „Oh  yeah”  wyszeptałam,  wykonując  mały  taniec  shimmy

10

 

swoim głosem Quagmire’a

11

- Co to było? – spytał zdejmując płaszcz. 

-  Co  było  czym?  –  spytałam,  robiąc  to  samo.  Rzuciłam  swój  płaszcz  na  oparcie  – 

Pozwól, że wezmę to od ciebie – wyciągnęłam dłoń. Podał mi płaszcz, a ja się zatrzymałam 

myśląc. Szafa była wypełniona śmieciami, które wypadną gdy tylko ją otworzę. Westchnęłam 

i rzuciłam jego płaszcz na oparcie. 

                                                            

10

 Shimmy – to coś jak bardziej erotyczny taniec brzucha 

11

  Glenn  Quagmire  -  postać  z  serialu  Family  Guy.  Jest  to  sąsiad  Petera  Griffina,  notoryczny  podrywacz  i 

seksoholik  (również  podofil)  pracujący  jako  pilot  dorabiający  poprzez  udzielanie  kursu  na  szybki  podryw 
dziewczyn 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

29

 

 

- Chcesz się czegoś napić? – zapytałam jako zawsze miła gospodyni. 

Hey,  Mr.FuckHot-Pussy  Lips,  chcesz  trochę  cipki?  W  casa  de  Bebella  jesteśmy  dla 

przyjemności – zachichotałam do siebie. 

- Coś śmiesznego? – zapytał. 

Potrząsnęłam głową – Drinka? – zapytałam. 

-  Jest  dobrze  –  powiedział  nadal  stojąc  w  miejscu  i  wyglądając  jakby  źle  się  czuł  w 

tym otoczeniu. Spojrzałam na kozetkę zawaloną jakimś totalnym gównem. Podeszłam do niej 

zrzucając  książki,  stanik  Leah,  kilka  poduszek  i  jej  kota,  Pana  Nakrapianego.  Nienawidzę 

tego  zwierzaka.  Leah  nazwała  go  Pan  Nakrapiany,  ponieważ  jest  biały  w  brązowe,  czarne  i 

pomarańczowe plamki. Ale jak dla mnie wygląda raczej jak idealna mała kula futra, w którą 

ktoś rzucił gównem. 

Ten  mały  popierdoleniec  nie  lubi  być  popychanym,  więc  mnie  drasnął  w  rękę  –  Ty 

pieprzony dupku – zrugałam go. Pan Nakrapiany zasyczał tylko na mnie – Cholernie cię nie 

znoszę  –  zawrzało  we  mnie  i  tupnęłam  przed  nim  stopą.  Ten  mały  kociak  uciekł  ode  mnie 

robiąc „Scooby – Doo biegnący w miejscu” nim nie odbiegł. Odwróciłam się do Edwarda ze 

słodkim uśmiechem. – Przepraszam cię za to – powiedziałam siadając. Rozchylił usta nic nie 

mówiąc – Chodź, usiądź – poklepałam miejsce obok mnie. 

Podszedł siadając przy mnie. 

Po  raz  pierwszy  tej  nocy  znajdowaliśmy  się  chyba  na  tej  samej  stronie.  A  teraz  niby 

co? Nie wydawał się tak zdenerwowany jak ja, ale jego zachowanie uległo zmianie. Nie był 

tak odprężony jak wcześniej. 

- Więc jesteś kuzynką Alice? – zapytał. 

Przytaknęłam. 

- Masz jakieś dzieci? 

Zaprzeczyłam – A ty? 

- Nie, jeszcze nie. Masz pracę? Jesteś striptizerką, tak? – wyszczerzył się. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

30

 

 

Ponownie  zaprzeczyłam  –  Jestem  kelnerką  na  Ground  Round  i  uczęszczam  do 

miejscowego  College’u.  Nie  mam  w  zasadzie  pojęcia  co  chcę  tak  naprawdę  robić  – 

przeskakiwałam z tematu na temat – Obecnie jestem profesjonalną studentką. 

Zaśmiał się – Obsługiwałem stoliki w College’u. 

-  Naprawdę?  College?    -  poczułam  jakbym  wygrała  na  loterii  –  A  czym  się  teraz 

zajmujesz? 

- Studiowałem prawo… a teraz – westchnął – Robię trochę tego i trochę tamtego. Nic 

specjalnego. 

- Oh – powiedziałam. 

- Jestem prawnikiem na papierze. 

Patrzyłam  na  niego.  FuckHot-PussyLips  wielmożny  pan.  –  Wow…  to  niezłe 

osiągnięcie. 

- To nic – usiadł głębiej – Całkiem wygodne to siedzenie – odchylił głowę i zamknął 

oczy. 

Zamarłam zamykając oczy i starałam się znaleźć w sobie ukryte jaja, by usiąść na nim 

okrakiem.  Mam  na  myśli  to,  że  jeśli  go  obrażę  i  mnie  odepchnie,  to  prawdopodobnie  i  tak 

nigdy więcej go nie zobaczę. Co mam do stracenia? Nie mam już żadnej godności, dzisiejsza 

noc  tego  dowiodła.  Wolno  odwróciłam  się  w  jego  stronę,  ustawiając  się  na  kolanach.  Nie 

poruszył się. Niesamowite. Przerzuciłam nogę przez niego umiejscawiając kolana po każdej z 

jego stron. Nadal miał zamknięte oczy, ale jego silne ręce spoczęły na moich biodrach. 

Zamknęłam  oczy  i  złożyłam  miękki  pocałunek  na  jego  ustach,  by  dać  mu  małą 

wskazówkę. Kiedy się odsunęłam miał otwarte oczy. 

- Cześć – wyszeptałam. 

Podniósł rękę, by sięgnąć do mojego policzka – Cześć… - przyciągnął moją twarz do 

swojej. Jego nos dotknął mojego, a język szybko trafił w moją dolną wargę. Otworzyłam usta 

przyciskając je do jego ust. Jęknął, splątując swój język z moim. Dłonie przesunął niżej łapiąc 

mnie za biodra i popychając nimi w dół. Poczułam jego twardość i zaskomlałam. Wydawała 

się ogromna i twarda jak skała. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

31

 

 

Zwolniłam tylko trochę, by następnie przyśpieszyć pocieranie o niego. Pociągnął mnie 

za włosy całując wzdłuż szyi. 

- Wow – westchnęłam słabo, pocierając cipką o stalowego penisa. 

Klepnął  mnie  lekko  w  tyłek  odchylając  się  ode  mnie  –  Wstrzymaj  się  na  minutę  – 

wyglądał jakby coś mu doskwierało. 

Zmarszczyłam brwi robiąc to, co powiedział. Sięgnął do swoich spodni, a moje oczy 

rozszerzyły się momentalnie. Chciał mi pokazać swojego przyjaciela.  

- Pozwól mi to zobaczyć dziecinko – zajęczałam jak potrzebująca zdzira, którą byłam. 

Uśmiechnął się wyciągając… spluwę – Widzisz? 

Krzyknęłam spadając z jego kolan i lądując w stercie śmieci walających się po moim 

salonie. 

- Cholera. Jesteś cała? – spojrzał w dół na mnie. 

Przytaknęłam próbując złapać oddech – Co… co… uh – wyjąkałam. 

- Myślałem, że chcesz to zobaczyć …  

- Twojego uhh… penisa! – zakryłam usta. 

- Czym jestem? – zachichotał. 

- Nie – jęczałam – Myślałam… chciałam zobaczyć… zapomnij. 

Poklepał miejsce obok siebie – Chodź tutaj. 

Obciągnęłam  miniówkę  i  wstałam.  Wziął  swoją  broń  i  umiejscowił  ją  na  końcu 

stolika. 

- To 9 milimetrów, prawda? – zapytałam. 

Spojrzał  na  nią  potakując,  a  ja  poczułam  się  strasznie  głupio.  Jezu,  myślałam  że  to 

mniejszy  Edward,  a  to  tylko  jego  broń.  Cóż,  nie  jest  jedynym,  który  może  wyciągnąć  dużą 

broń. Cholera. Rozbiorę się… by pokazać mu moją broń masowego rażenia. 

Zachichotałam na to sama do siebie. Załamałam się normalnie. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

32

 

 

Nadal  tu  siedział  patrząc  na  mnie  zmieszany,  jakbym  była  tą  seksowną  i  łatwą 

dziewczyną, tylko że z lekko uszkodzonym mózgiem. 

Ta, zdecydowanie jest na właściwym tropie. 

Sięgnęłam do brzegu bluzki i ściągnęłam sukę. 

Przeczyścił  gardło  rozsiadając  się  ponownie  i  pocierając  dłońmi  o  swoje  uda  –  Be-

Bella, co ty… 

Nie odpowiedziałam. 

Rozpięłam  miniówkę  i  pozwoliłam  jej  upaść  na ziemię.  Wyjęłam  z  niej  jedną  nogę  i 

kopnęłam ją w jego stronę. Uderzyła go w twarz, ale szybko ją strącił. 

Musiałam  spojrzeć  w  dół  na  siebie.  Miałam  na  sobie  czarny  stanik  i  czarne  stringi, 

długie kozaki i uśmiech. Wyglądałam jak Mrs. FuckHot-DickLicker

12

Hola! 

Całkowicie. 

Patrzył na mnie. Dosłownie gapił się oniemiały. 

Albo naprawdę uważał, że jestem nienormalna. 

W każdym razie mam nadzieję, że mnie wypieprzy. 

Powoli  zbliżyłam  się  do  niego.  Kręcąc  biodrami  sięgnęłam  do  głowy,  by  wzburzyć 

włosy jak modelki Victoria Secret na wybiegu. 

Zezując, by go zobaczyć i wzdymając usta, posłałam temu słodkiemu draniowi całusa. 

Wykorzystałam do tego  moje najlepsze namiętno-sypialniane spojrzenie. Kiedy się do niego 

zbliżyłam,  odchylił  się  jeszcze  bardziej  zapraszając  mnie  na  swoje  kolana.  Oblizał  usta 

masując dłońmi moje pośladki, gdy jego oczy zatrzymały się na moich cyckach. 

- Lubisz to co widzisz? – powiedziałam na bezdechu. 

Pokiwał  głową  –  Cholera  tak  -    Lekko  podniósł  biodra  trzymając  mnie  na  sobie. 

Wypuścił oddech z powrotem się relaksując i nadal patrząc. 

                                                            

12

 Mrs.FuckHot-DickLicker – Pani pieprzenie gorąca liżąca chuje ( żeński odpowiednik Edwarda) 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

33

 

 

- Jesteś gorąca – wyszeptał. 

Zdusiłam  w  sobie  skrzek  uderzając  ustami  w  jego  wargi.  Splotłam  palce  w  jego 

miękkich włosach trzymając jego głowę blisko mojej i pochłaniając go. Trzymał moje biodra 

tak,  by  móc  poruszać  nimi  razem  z  jego  i  pocierając  mną  o  swoją  twardość.  Ponownie  ją 

czułam i tym razem wiedziałam, że to wyłącznie on. 

To uczucie było tak dobre jak te wcześniejsze, może nawet lepsze. 

Znowu  zjechał  niżej  swoimi  ustami  całując  moją szyję,  a  następnie  klatkę  piersiową. 

Sięgnął za mnie i w ciągu sekundy mój stanik zwisał z moich ramion. Wyjęłam z niego ręce. 

Znowu się patrzył. Patrzył tylko na mnie. 

- Miło… - mruknął. 

-  Huh  –  powiedziałam  łapiąc  go  za  głowę  i  przyciągając  do  mojej  klatki.  Masował 

dłońmi  moje  piersi  ściskając  je  razem,  by  móc  językiem  smagać  po  obydwu  sutkach. 

Wydałam  głośne  jęknięcie.  Jego  oczy  pozostały  zamknięte  na  moich,  a  wizja  tego  jak  lizał 

moje  sutki…  to  było  zwyczajnie…  tak  cholernie  erotyczne.  Zanurkował  nosem  pomiędzy 

moimi  piersiami  przyciskając  do  nich  twarz.  Jego  dłonie  opuściły  moje  piersi  wędrując  z 

powrotem do bioder. Ścisnął mój tyłek i wtedy usłyszałam jak coś zostaje rozerwane. Zerwał 

ze mnie stringi. 

Teraz byłam zupełnie naga. 

Poza butami. Przynajmniej…. zachowałam…. pewien poziom przyzwoitości. 

Podniósł  mnie  chwytając  za  tyłek  i  posadził  obok  siebie  –  Połóż  się  –  zrobiłam  jak 

powiedział. 

- Rozszerz nogi – znowu zrobiłam jak powiedział. 

- Dotknij siebie – zapiszczałam w odpowiedzi. 

Moje  oczy  nigdy  nie  opuściły  jego,  gdy  wolno  zbliżyłam  dłoń  do  mojej  cipki. 

Jęknęłam kręcąc palcami wokół mojej łechtaczki. 

- Tak dziecinko – jęknął. 

Zaczęłam szybciej i mocniej poruszać palcami – Pozwól mi spróbować – wyszeptał. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

34

 

 

Moja  klatka  falowała,  gdy  wyciągnęłam  do  niego  palec.  Jego  usta  zassały  go,  a  on 

jęczał i zamknął przy tym oczy. Wyciągnęłam palec. Oblizał usta i zaczął rozpinać pasek. Jeju 

–  jeju – jeny – uprawiajmy seks! 

Zdecydowałam  się  odchylić  i  pozwolić  systemowi  karnemu  dać  mi  lekcję.  Łapiecie? 

System karny? Wyciągnął swojego penisa pozwalając opaść spodniom do kolan. Przeciągnął 

po nim kilka razy dłonią. 

- Dotknij się – wyszeptał ponownie. 

Głośno  przełknęłam  obserwując  jak  pociera  swój  wzwód,  gdy  sięgnęłam,  by  dalej 

kręcić palami wokół mojej cipki. 

Ale  nie  miałam  pojęcia  o  co  mu  chodzi.  To  pewnie  najbardziej  perwersyjne  gówno 

jakie  kiedykolwiek  zrobiłam,  ale  liczyłam  na  trochę  dobrego  staromodnego  pieprzenia. 

Chciałam tylko dziesięciu minut, to wszystko. Trochę jego ciała na górze i to wszystko czego 

chcę. Chcę go we mnie. 

Wolną  ręką  sięgnęłam  do  jego  penisa.  Potrząsnął  głową  i  wstał.  Oparłam  się  na 

łokciach patrząc na niego jak podchodził do mojej głowy. 

Oblizałam usta sięgając po jego penisa, a on tym razem pozwolił mi go wziąć. 

Zadrżał i jęknął – Psiakrew – wysyczał. 

Uśmiechnęłam  się  do  niego  szybko  biorąc  go  w  usta.  Zassałam  go  w  siebie,  tak 

głęboko, jak tylko potrafiłam bez zakrztuszenia się. Wycofałam się pozwalając zębom ocierać 

się o główkę jego pięknego i wielkiego penisa. Jezu, miał niezły obwód. 

I do tego smakował niesamowicie, jak mydło i prawdopodobnie po prostu jak Edward. 

Poczułam  jak  wkłada  ręce  w  moje  włosy,  by  popchnąć  moją  głowę  na  jego  twardość. 

Jęknęłam  podniecona.  Kontynuowałam  robienie  tego  co  robiłam,  gdy  on  zgiął  się  i  wygiął 

plecy  w  łuk.  Poczułam  jak  przesuwa  palcami  po  moich  udach,  aż  do  mojej  cipki.  Zaczął  ją 

masować. Jęknęłam ponownie w jego penisa. 

- Cholera… Bel… 

Przytaknęłam  zgadzając  się  z  nim.  Gdy  zaczął  szybciej  poruszać  palcami,  moje  usta 

dostosowały się do jego rąk, poruszając się tak samo szybko. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

35

 

 

I wkrótce odsunął mnie od siebie. Moja pierś falowała, gdy spojrzałam na niego. 

- O co chodzi? – spytałam. 

Skopał  buty,  za  którymi  podążyły  spodnie.  Następnie  sięgnął,  by  zdjąć  koszulę.  – 

Wow… - Był nieźle wyrzeźbiony. Jego penis nie był jedyną krzepką częścią jego osoby. Miał 

wspaniałe  mięśnie,  prawdziwy  ośmiopak,  i  bardzo  szerokie  ramiona.  Jego  uda  były  mocne, 

wręcz atletyczne. 

A jego ogromny penis nadal stał na baczność. 

Potrzebowałam go. 

Teraz. 

Odwróciłam się w jego stronę i usiadłam prosto. Opierając się o sofę zgięłam nogi w 

kolanach  i  umiejscowiłam  stopy  przy  tyłku,  po  obu  jego  stronach.  Chciałam  by  miał  na 

wszystko dobry widok. 

Gapił  się  przygryzając  usta  i  nadal  pocierając  swojego  penisa  –  To  jest…  to  jest 

zwyczajnie piękne – powiedział. 

Masowałam  swój  biust  jedną  ręką,  a  drugą  znowu  zaczęłam  bawić  się  sama  ze  sobą. 

Tylko  tym  razem,  robiłam  sobie  również  palcówkę.  Użyłam  jednego  palca  sprawdzając 

wilgotność i wracając do łechtaczki. 

Jęknęłam sama się nakręcając. To gówno było takie gorące. 

Opadł na kolana, tuż przede mną. 

-  Lubisz  tak,  Tatuśku?  –  włożyłam  swój  palec  do  moich  ust,  głęboko  go  zasysając  i 

pozwalając sobie na kolejny jęk. 

- Jezu – powiedział ciężko oddychając. 

Z  powrotem  umiejscowiłam  w  sobie  palec.  Znowu  to  robiłam  i  byłam  taka  mokra, 

słychać było wszystkie efekty dźwiękowe. Przyśpieszyłam podkręcając głośność. 

-  Widzisz  co  robisz…  sprawiasz,  że  jestem  taka  mokra…  taka…  oh,  napalona  – 

jęknęłam i nie mogłam uwierzyć, że to powiedziałam. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

36

 

 

Zamrugał,  szybciej  się  pocierając  nim  nie  zanurkował  głową  prosto  do  mojej  cipki. 

Rozsunął  szerzej  moje  nogi…  najdalej  jak  tylko  mógł…  przykładając  swoją  twarz  do 

ciepłego miejsca i liżąc go w dół i w górę, i miękko zasysając moją łechtaczkę. 

- Mr.FuckHot – wyjęczałam – Właśnie tak kotku, ohh… 

- Be-Bella – powiedział brzmiąc niewyraźnie przez moją cipkę. Moje oczy uciekły w 

tył  głowy,  gdy  orgazm  zaczynał  się  we  mnie  budować.  To  było  zbyt  dużo  jak  na  mój 

perwersyjny umysł. 

Moje palce ponownie powędrowały do jego włosów, trzymając go blisko mojej cipki i 

mając  nadzieję,  że  go  nie  przyduszę.  Zaczął  lizać  szybciej  wkładając  we  mnie  palec  i 

zgubiłam to. 

Całe moje ciało się zatrzęsło i czułam jak ścianki mojej pochwy zaciskają się na jego 

palcu. Odchylił się patrząc w  górę na mnie,  gdy  próbowałam złapać oddech. Posłał mi swój 

skrzywiony  uśmiech  i  ponownie  pochylił  swoją  głowę  okrążając  moje  wejście  językiem. 

Dosłownie wyssał ze mnie mój orgazm. 

- Fuck– powiedziałam patrząc na niego. 

Złapał  mnie  za  stopę  –  To  było  piękne  –  powiedział  zdziwionym  tonem.  Umieścił 

moją  stopę  na  swojej  piersi.  Trzymał  ją  tam  odwracając  się  ode  mnie.  Sięgnął  do  swoich 

spodni wyjmując z nich kondoma. 

-  Oh  Leah

 

–  powiedziałam  ja…  Quagmire  robiąc  się  znowu  podekscytowana.  Moje 

dni  posuchy  oficjalnie  się  skończyły.  Ale  nadal  byłam  onieśmielona  przez  tego  wielkiego 

penisa… pieprzyć to… prawdopodobnie wślizgnie się we mnie. Pozostawiłam stopę na jego 

klacie, gdy zakładał kondoma. 

Pomyślałam o lepszej opcji i usiadłam prosto. 

- Co jest? – zachichotał wstając – O Boże… nie chcesz… 

Musiał  w  tym  momencie  stracić  swój  pieprzony  umysł  –  Ja  chcę  –  przesunęłam 

palcem po jego klacie – Do diabła, tak… ja… tego chcę – zagryzłam palec. 

Wyszczerzył się do mnie. Wstałam kładąc ręce na jego piersi. Odwróciłam nas i popchnęłam 

go z powrotem na kozetkę. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

37

 

 

-  Zdejmij  swoje  buty  –  powiedział  zagłębiając  się  i  pozwalając  swoim  dłoniom 

pozostać po jego bokach. Złapałam za pilota, by włączyć jakąś muzykę. 

- Jest dobrze – powiedziałam, myśląc że chyba lubię te buty bardziej niż on. Czuję się 

w nich seksownie, pewnie i powoli zaczynam kręcić biodrami. 

Chcę  mu  zafundować  taniec…  jak  wcześniej  Alice  Jasperowi,  tylko  że  ja  mam 

genialne poczucie rytmu. Wiedziałam jaka płyta była w odtwarzaczu. Funk Master Flex. Jest 

nowa i zajebiście cudowna, przeznaczona do celów tanecznych. 

Dźwięki Ludacrisa

13

 i jego chórków wypełniły powietrze. A ja wędrowałam dłońmi w 

dół  mojego  ciała,  kręcąc  biodrami  i  schodząc  coraz  niżej  razem  z  melodią.  Rozszerzyłam 

zgięte  nogi  utrzymując  je  tak  szeroko,  jak  mogłam  i  opuszczając  się  tak  nisko,  jak  tylko  się 

ośmieliłam. Utrzymywałam ręce na kolanach dla lepszego efektu. 

Moje  oczy  wpatrywały  się  w  jego,  gdy  mnie  obserwował.  Oblizywał  usta,  skręcając 

się na siedzeniu. 

Puściłam  mu  oczko,  a  on  w  zamian  podarował  mi  ten  pyszny,  zakrzywiony  uśmiech 

przywołując  mnie  do  siebie  palcem  wskazującym.  Potrząsnęłam  głową  na  nie  tańcząc  dalej. 

Podobało mu się. 

A ja chciałam doprowadzić go do szaleństwa. 

Zaczęłam iść w górę, okręciłam się i klepnęłam dla niego w tyłek. 

"Go low, le-le-lower than you know…

14

Znowu zaczęłam się obniżać odwrócona do niego plecami. Kręciłam biodrami razem z 

bitem,  sprawiając  że  mój  tyłek  prawie  dotknął  podłogi.  Pan  Nakrapiany  zdecydował,  że 

jednak jemu też jest potrzebna uwaga, więc zaczął się ocierać o mój tyłek. 

Jego  futerko  łaskotało.  Chichot  wykradł  mi  się  spomiędzy  ust,  by  zamienić  się  we 

wrzask, gdy Pan Nakrapiany zadrapał mnie łapą w pośladek. 

Chciałam go odepchnąć  i wtedy straciłam równowagę. Upadłam na tyłek i kopnęłam 

tę kulę futra jak najdalej ode mnie. To był najprawdziwszy wypadek. – Głupi pieprzony kot. 

Cholernie cię nie znoszę! – krzyknęłam tracąc opanowanie. 

                                                            

13

 Ludacris – amerykański raper oraz aktor 

14

 Kawałek tekstu piosenki „ schodź nisko, niżej niż myślisz …” 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

38

 

 

- Bebella! – krzyknął Edward. 

Przełknęłam  ślinę  zwracając  ku  niemu  twarz.  Bałam  się,  że  może  być  członkiem 

PETA

15

 i nasza noc niefortunnie dobiegnie końca. 

- Chodź tutaj do cholery. 

Podniosłam się szybko. Potarłam dłonią tyłek i przejechałam palcem po podrażnionej 

skórze od zadrapania. 

Edward  pochylił  się  do  mnie  łapiąc  za  moją  rękę  i  przyciągając  do  siebie.  Odwrócił 

mnie  delikatnie  dotykając  zadrapania.  Wstrzymałam  oddech  czując  jak  składa  lekki 

pocałunek na ranie. 

- Lepiej? – zagruchał. 

Nie dał mi szansy na odpowiedź. Położył ręce na moich biodrach, sadzając mnie tym 

na swoich kolanach Moje plecy  były  przyciśnięte do jego klatki piersiowej. Odsunął na bok 

moje  włosy,  składając  pocałunek  na  ramieniu.  Całował  mnie  wzdłuż  pleców.  Złapałam  za 

włosy, trzymając je z dala od niego i rozkoszując się uczuciem jego warg. 

Zaczęłam się poruszać na jego kolanach trzymając stopy na podłodze. Sięgnął wokół 

mnie, by móc ponownie masować moją łechtaczkę. 

Normalnie topiłam się na nim, jęcząc i czując się cholernie cudownie. 

- Usiądź na sekundę – poprosił. 

Odsunęłam się od niego. Pokręciłam się trochę, a on mnie ustabilizował – Zostań tak. 

Przytaknęłam. Musi lubić na odwróconą kowbojkę. 

- Teraz usiądź – Powoli powróciłam na swoje miejsce i poczułam jak jego penis drażni 

moje  wejście.  Złapałam  go  i  ustawiłam  na  wprost  mojej  dziurki.  Główka  weszła,  ale  ja 

chciałam  więcej.  Przyjęłam  go  w  siebie  przez  powolne  siadanie  na  jego  kolanach. 

Równocześnie jęknęliśmy, gdy mnie wypełnił. 

I wypełnił, naprawdę. Był taki duży. 

- Hmmm, jesteś taka ciasna – wycharczał Edward. 

                                                            

15

 PETA – organizacja broniąca praw zwierząt 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

39

 

 

Pisnęłam zginając kolana, by móc podskakiwać w górę i w dół. 

- Cholera… - dyszał. 

Uśmiechnęłam  się  szeroko,  ponieważ  podobało  mu  się.  Więc  przyśpieszyłam  i 

skakałam w górę i w dół na jego wzwodzie jak na jakimś pieprzonym pogo stick

16

Widzicie… nigdy nie miałam takiego urządzenia jako dziecko. 

Zaczęłam  ponownie  krzyczeć  dla  niego  z  szybko  unoszącą  się  piersią.  Unieruchomił 

mnie, przytulając mocno do siebie. Czułam jego gorący oddech w zakrzywieniu szyi i palec 

wędrujący z powrotem do mojej łechtaczki. 

- Oh, fuck tak… - wysyczałam. 

Kontynuowałam kołysanie się na nim, a jego wolna dłoń wspinała się w górę. Chwycił 

moją szyję i trzymał ją ciasno, by kręcić swoimi biodrami na spotkanie z moimi. 

- Chcę na ciebie patrzeć… - warknął mi do ucha. 

Potrząsnęłam głową w zaprzeczeniu, podskakując na nim szybciej. Znowu czułam, że 

jestem blisko i jak zachłanna suka, którą jestem chciałam podążać dalej. 

- Nie waż się dojść – wstrzymał nas – Ja… ja chcę widzieć twoją twarz, gdy… 

Pokręciłam  głową  zajeżdżając  jego  penisa.  Wydałam  głośny  jęk  chcąc  płakać  z 

radości. Złapał mnie z powrotem za włosy – Powiedziałem jeszcze nie – Wgryzł się w moją 

szyję. 

Zapłakałam  z  ekstazy  i  w  końcu  zrozumiałam,  dlaczego  wołają  na  niego  tylko  „E”. 

Jest jak imprezowy narkotyk wprawiający w euforię. 

I jak w samobójczej niedzieli, chciałam więcej. 

Impreza odbywała się teraz w mojej pochwie i wszyscy przyszli… zatem nie czas. 

- Bella! – powiedział dobitnie. 

Przestałam się poruszać. 

- Nie dochodź. 

                                                            

16

 Pogo stick – wygląda to tak - http://www.fisher-price.com/img/product_shots/73386_b_1.jpg 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

40

 

 

Przytaknęłam wypuszczając kolejny pisk. 

- Teraz wstań i połóż się na plecach – ścisnął moje biodra. 

Moje  nogi  zadrżały  dziko.  Wstałam  i  on  zrobił  to  samo  delikatnie  kładąc  dłoń  na 

mojej szyi, przyciągając moje usta do swoich. Pocałował mnie delikatnie, powoli i popchnął 

na kanapę. Nigdy nie przerwał pocałunku, a ja opadłam ciągnąc go za sobą. Zawisł nade mną 

na  tej  małej  kanapie  ze  swobodnym  dostępem  między  moje  nogi.  Wszedł  z  powrotem  we 

mnie nadal całując mnie szalenie. 

Moje  paznokcie  drapały  jego  plecy  aż  do  jego  tyłka,  łapiąc  za  oba  pośladki.  Zaczął 

pompować  szybciej,  mocniej,  pewnymi  ruchami,  zahaczył  swoje  ramiona  pod  moimi 

kolanami, by wejść jeszcze głębiej. Przerwał pocałunek, by całować moje udo, a ja starałam 

się jak tylko mogłam, by wyjść mu na spotkanie. 

Dźwięki  wydobywające  się  z  jego  ust  były  bardzo  seksowne,  podczas  gdy  ja  jestem 

pewna,  że  brzmiałam  jak  ktoś  torturowany.  Krzyczałam,  jęczałam  i  prawie  cholernie 

płakałam. Wszystko robił tak dobrze i… mój Boże… to doznanie było wspaniałe! 

Okres  posuchy,  oficjalnie  zamknięty.  Mr.FuckHot-PussyLips  był  we  mnie.  Mnie. 

Bebelli. 

Moje oczy uciekły w głąb czaszki, wypuściłam powietrze, a moje ciało zesztywniało. 

- Be… Be… Bella… - wydukał, a kropelki potu zaczęły pojawiać się na jego czole. 

- Tak! – krzyknęłam wyzwalając mój orgazm – Oh… - słowa zatrzymały się w moim 

gardle i ponownie zapłakałam. 

Wyszczerzył się i zaczął uderzać szybciej, jak jakiś pieprzony młot pneumatyczny. 

- Beat the pussy up… beat the pussy up…

17

 - muzyka dźwięczała ze stereo. 

Ironicznie. 

Nagle  wszedł  głęboko…  bardzo  pieprzenie  głęboko…  i  ponownie  odetchnęłam.  To 

było  zajebiste,  ale  prawie  na  granicy  bólu.  Wtedy  zatrzymał  się  wypuszczając  swój  własny 

okrzyk. 

                                                            

17

 Kolejny wycinek tekstu piosenki „ podbij cipkę … podbij cipkę …” 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

41

 

 

Starałam się złapać oddech, tak jak i on. Opadł na mnie, opierając się na łokciach. 

- Cholera – powiedział dysząc. 

Przytaknęłam. 

Przez  chwilę  pozostaliśmy  w  ciszy.  Nie  miałam  pojęcia  co  powiedzieć,  a  on  nadal 

próbował wyrównać oddech. Trzepnął mnie w udo, więc je przesunęłam, by mógł wpasować 

się obok mnie. 

Ku  mojemu  zaskoczeniu,  zgarnął  mnie  w  swoje  ramiona  układając  głowę  w 

zakrzywieniu mojej szyi. Westchnęłam zadowolona mrucząc… jak mały kociak… i wtulając 

się  w  niego.  Jak  prawdziwy  kociak,  nie  jak  ten  zły  potwór,  połykacz  dusz,  którego  Leah 

nazywa jej dzieciątkiem. 

- Bella? – wyszeptał. 

- Hmm? – ponownie westchnęłam. 

- Jakie jest twoje nazwisko? 

Zachichotałam – Dlaczego pytasz? – zapytałam – To nie jest ważne. 

- Dla mnie jest… - złożył na moim policzku delikatny pocałunek. 

Zmarszczyłam brwi – Swan. 

-  Swan  –  Pochylił  się,  by  na  mnie  spojrzeć  –  Miło  cię  poznać.  Ja  jestem  Edward 

Cullen – skubnął moje usta. 

Uśmiechnęłam się do niego skubiąc jego usta – Ciebie również miło poznać. Ja jestem 

Bella Swan – I setny raz tego wieczoru poczułam się jak pierdoła. 

- Jesteś taka urocza – przycisnął mnie do siebie jeszcze bliżej. 

Potrząsnęłam głową ponownie się w niego wtulając. 

- Mogę cię ponownie zobaczyć? – zapytał. 

- Może… - drażniłam się. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

42

 

 

Zaśmiał się i ponownie pogrążyliśmy się w ciszy. Podobało mi się bycie owiniętą jego 

ramionami,  dopóki  jego  telefon  nie  zadzwonił.  Robiło  się  późno  i  Edward  musiał  podwieźć 

Carlisle’a. Dał mi swój  numer telefonu. A ja w  zamian dałam mu mój. Obiecał zadzwonić i 

szybko  zarzucił  na  siebie  ciuchy.  Chwyciłam  pozostawiony  na  podłodze  T-shirt,  by  go 

nałożyć. 

No co? Nie śmierdział. 

Obdarzył mnie kolejnym, porywającym pocałunkiem nim wyszedł. 

Zapiszczałam biegnąc do swojej sypialni tylko po to, by krzyczeć głośno w poduszkę. 

Zasnęłam  tej  nocy  z  ogromnym  uśmiecham  na  ustach.  Gdy  się  obudziłam,  instynktownie 

sięgnęłam  w  dół.  Moje  krocze  bolało  od  wspomnień  ostatniej  nocy.  Nie,  dosłownie  bolało. 

Minęło tyle czasu od porządnego pieprzenia. I wtedy uświadomiłam sobie, że to wcale nie był 

sen. 

 

 

 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

43

 

 

Rozdzial 2 

Edward 

Beta: MonRon 

Bella  wyglądała  cudownie  stojąc  w  progu  i  odprowadzając  mnie  wzrokiem.  W  za 

dużej  koszulce,  z  totalnym  bałaganem  na  głowie  i  z  makijażem  rozmazanym  wokół  oczu, 

nadal  wyglądała  nadzwyczajnie.  Włosy  były  moją  sprawką,  odkąd  nie  mogłem  się 

powstrzymać od ciągnięcia za nie. 

Przyglądałem  się  jej,  gdy  telefon  ponownie  zawibrował  w  mojej  kieszeni. 

Zignorowałem go, żałując że nie zrobiłem tego jakieś dwadzieścia minut temu. Wiedziałem, 

ż

e  to  znowu  Carlisle.  Wymyślał  mi  za  tak  długie  zwlekanie,  ale  wiedziałem  jaki  był  jego 

prawdziwy problem. 

Teraz miał pełne prawo, by także mnie nienawidzić. 

Uśmiechnąłem się pod nosem, wędrując wzrokiem po jej ciele, podczas gdy moje było 

gotowe na drugą rundę. 

Jest taka wspaniała i to ciało – Madonna Mia – zagryzłem knykcie powstrzymując się 

od warknięcia. 

- Więc teraz masz mój numer. Możesz go… użyć jeśli będziesz chciał… kiedykolwiek 

– Bella wzruszyła ramionami wpatrując się w podłogę, nadal mając na sobie te buty. 

Kiwnąłem krótko zabierając dłoń od ust. Chciałem znowu ją wypieprzyć, usłyszeć jak 

wykrzykuje moje imię i  wszystkie te rzeczy, których nie potrafiłem zrozumieć.  Zatraciła się 

ze mną, wyrzucając z siebie jakieś bzdury i to było naprawdę niesamowite. 

-  Ale  nie  czuj  się  zobowiązany  do  odezwania  się  do  mnie…  ja…  ja  wiem,  czym  to 

było – skrzyżowała ze mną swój wzrok krzywiąc się. 

Zrobiłem  krok  w  jej  stronę  biorąc  jej  dłoń  w  swoją,  by  móc  na  niej  złożyć  delikatny 

pocałunek – I czym to było? – zapytałem składając kolejny pocałunek na jej nadgarstku. 

Kontynuowała wpatrywanie się we mnie z westchnieniem. 

- Hmm? – zapytałem wypuszczając jej dłoń. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

44

 

 

Otworzyła  usta,  by  coś  powiedzieć  i  znowu  wyglądała  szalenie  uroczo.  Zniżyłem 

głowę, by złapać jej usta moimi – posiąść je, całować głęboko i z powrotem wepchnąć ją do 

domu. Jęknęła w moje wargi, wczepiając się w moje ramiona i próbując wspiąć się na moje 

ciało.  Złapałem  ją  za  tyłek,  podnosząc  do  góry  i  trzaskając  naszymi  połączonymi  ciałami  o 

drzwi jej domu. 

- Edward – westchnęła prosto w moje usta. 

Chrząknąłem dalej całując jej szyję. Czułem jak jej pierś unosi się szybko przy mojej i 

jak coraz mocniej ściska moje ramiona. 

Odsunąłem się od niej – Czym to było? – wyszeptałem i pocałowałem ją w nos. 

Pociągnęła  za  moje  włosy,  przyciągając  tym  do  siebie  moją  twarz

 

–  Nie  zwracaj  na 

mnie uwagi. 

Wyszczerzyłem się składając głośny pocałunek na jej szyi. 

- Wróćmy do środka – wydyszała. 

Przytaknąłem,  zgadzając  się  z  nią.  Zanurzyłem  głowę  w  jej  szyi,  ssąc  i  mocno  ją 

przygryzając.  Chciałem  ją  naznaczyć  –  kolejne  żądanie  –  by  posiadać  jej  osobę.  Zawyła,  co 

brzmiało prawie jak skomlenie. I wtedy się opamiętałem. 

Myśląc  że  może  ją  skrzywdziłem,  odsunąłem  się  przeciągając  kciukiem  po  śladzie 

moich zębów. 

- Przepraszam – wyszeptałem. 

Nie odpowiedziała na to… i to wcale… co uznałem za co najmniej dziwne, biorąc pod 

uwagę, że tej nocy odpowiadała dosłownie na wszystko. 

Spojrzałem jej w twarz, która była jakaś pusta – Przepraszam – powiedziałem znowu. 

Uśmiechnęła się przez zaciśnięte usta – Nie idź jeszcze – powiedziała. 

-  Muszę  –  opuściłem  ją  delikatnie  na  ziemię,  rozkoszując  się  uczuciem  jej 

przesuwającego się po moim ciała – Dobrze się dzisiaj bawiłem

 

– powiedziałem. 

Uśmiechnęła się szeroko do podłogi, obciągając swoją koszulkę – Ja też – zapiszczała. 

Położyłem dłoń na jej policzku, by spojrzała mi w oczy. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

45

 

 

- Zadzwonię do ciebie -  powiedziałem czując jak w mojej kieszeni ponownie wibruje 

telefon. 

Stając  na  palcach  chwyciła  się  mojej  kurtki,  by  złożyć  kolejny  pocałunek  na  moich 

ustach. 

Uśmiechałem się całując ją. W jakiś sposób nasze położenie uległo zmianie, teraz ona 

stała na zewnątrz, a ja w progu zwrócony plecami do jej salonu. 

Odsunęła  się  ode  mnie,  ponownie  na  mnie  patrząc.  Doszedłem  do  wniosku,  że  to 

chyba  najdłuższe  pożegnanie  jakiego  kiedykolwiek  doświadczyłem.  Zazwyczaj  wszystko 

kończyło się szybkim pożegnalnym pocałunkiem, obietnicą ponownego zatelefonowania i już 

byłem w drodze. 

Byłem zaskoczony tym, że ja także chciałem zostać. 

Będąc  szczerym,  ona  doprowadziła  mnie  do  śmiechu.  Nawet  jeżeli  nie  robiłem  tego 

fizycznie…  to  śmiałem  się  wewnętrznie  przez  całą  noc.  Bella  zachowywała  się 

prześmiesznie.  Ta  dziewczyna  jest  cudowna  i  była  szczera  we  wszystkim  co  powiedziała, 

bądź zrobiła tej nocy. Odkryłem, że to było niezwykle podniecające. Chciałem więcej. 

Jest też świetna w te klocki. 

Jak  już  powiedziałem,  ta  noc  była  powiewem  świeżości.  Bella  nie  miała 

pomarańczowego  odcienia  skóry…  sztucznej  i  zjaranej  opalenizny…  ani  akrylowych 

pazurów, czy sztucznych cycków. Wszystko w niej wydawało się całkiem naturalne… od jej 

dużych  brązowych  oczu,  bladej  cery,  po  długie  brązowe  włosy.  Zwyczajnie  brązowe,  w 

pięknym  odcieniu  brązu  z  czerwonymi  refleksami,  które  były  widoczne  w  świetlne 

padającym na ganku. 

I  nie  robiła  jakiś  niepotrzebnych  rzeczy,  jak  dmuchanie  balonów  z  gumy,  pstrykanie 

palcami czy zasysanie zębów. 

I nie miała najmniejszego pojęcia kim jestem. 

Nie była z sąsiedztwa, więc tego nie wiedziała. Nie mieszkała w mieście, więc nigdy o 

mnie nie słyszała. 

Dla niej byłem po prostu Edwardem. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

46

 

 

Zasadniczo mogłem być kimkolwiek tylko chciałem. Nie zadawała wielu pytań. Kim 

jestem ani skąd jestem, najwyraźniej nie miało dla niej znaczenia. 

I to… to było wspaniałe. 

Telefon  zawibrował  po  raz  czwarty  w  mojej  kieszeni,  gdy  patrząc  przez  nią  w  dal 

widziałem jak samochody śmigały w świetle księżyca na końcu ulicy. 

Zignorowałem  go  spoglądając  na  nią  –  Naprawdę  muszę  iść  –  Obszedłem  ją,  by 

znaleźć  się  na  podwórku  i  kładąc  dłonie  na  jej  ramionach  delikatnie  wprowadzić  ją  do  jej 

domu. Pozwoliła mi na to bez jakichkolwiek oporów. Nie byłem do końca pewny czy nadal 

była  pijana.  W  końcu  stała  na  zewnątrz  ubrana  tylko  w  koszulkę  i  buty.  Więc 

prawdopodobnie  nadal  była  i  dla  jej  własnego  dobra  nie  chciałem,  by  sąsiedzi  oglądali  jej 

tyłek. 

Jestem po prostu miłym gościem. 

Zachichotała – Przepraszam, że tak cię zatrzymałam. Ja… 

-  W  porządku  –  zaśmiałem  się  –  Ale  Carlisle…  -  wskazałem  kciukiem  w  stronę 

samochodu. 

Przytaknęła – Rozumiem – dotknęła klamki – Dobranoc Mr. Yyy… Edwardzie. 

-  Zadzwonię  –  obiecałem  i  po  raz  pierwszy  w  życiu  naprawdę  miałem  to  na  myśli. 

Odczuwałem też jakąś potrzebę wysłania jej kwiatów. 

Spojrzałem  w  bok.  Czterdzieści  –  dwa.  Wyciągnąłem  telefon  ignorując  wszelakie 

bzdury, które migały na moim ekranie. I wpisałem do notatnika Czterdzieści Dwa, Laurel St

Nawet  jeśli  jej  mieszkanie  było  śmietniskiem…  i  to zabałaganionym  śmietniskiem… 

to  nie  było  w  nim  brudno.  To  gówno  co  prawda  było  ryzykownie  rozlokowane  dosłownie 

wszędzie,  wszystko  było  porozkładane  na  podłodze  i  meblach.  Książki,  ubrania,  ręczniki  i 

mnóstwo  papierów…  niektóre  z  nich  zdecydowanie  zaklasyfikowałbym  jako  śmieci… 

zasłaniało  to  całe  lokum.  Ale  znowu,  nie  było  tam  brudno.  Kurz  nie  pokrywał  wszystkich 

powierzchni, tak samo jak brudne talerze, czy pojemniki po napojach. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

47

 

 

Może  powinienem  wysłać  jej  jedną  z  tych  ‘Jednorazowych  gosposi’

18

?  Może  taka 

osoba  potrafiłaby  ogarnąć  tę  melinę?  To  lepsze  niż  kwiaty,  nie?  Wyświadczenie  przysługi 

dziewczynie? 

Mieszkanko  Belli  było  małe.  Dwie  małe  sypialnie,  mała…  i  to  nawet  niepełna… 

łazienka  oraz  wąziutka  kuchnia.  Największym  pomieszczeniem  w  domu  był  ten 

zabałaganiony  salon.  A  co  najciekawsze,  apartament  był  również  drogi  i  nie  mogłem 

uwierzyć  jak  taki  składzik  mógł  tyle  kosztować.  Jedyną  rzeczą  poza  formalnościami… 

okrojonymi formalnościami… którymi się podzieliliśmy, był fakt że współlokatorka Belli ma 

zamiar  w  niedługim  czasie  się  stąd  wyprowadzić  i  Bella  zostanie  z  czynszem  sama. 

Dziewczyna  wychodzi  za  mąż,  czy  inne  gówno.  A  Bella  ma  zamiar  spróbować  zatrzymać 

mieszkanie lub wyprowadzić się do piwnicy brata. 

Odlewając  się,  słuchałem  tego  tylko  połowicznie,  podczas  gdy  Bella  cały  czas 

nadawała.  Opuszczając  łazienkę  minąłem  sypialnię.  Był  to  bardzo  mały…  niemal  pusty 

pokój… z dmuchanym materacem. 

Ciekawość  wzięła  nade  mną  górę  i  postanowiłem  zapytać  czyj  to  pokój.  Bella 

podbiegła do jego drzwi i trzasnęła nimi o futrynę, przyznając że to jej sypialnia. Wyglądała 

na raczej zawstydzoną, a ja poczułem się jak gówno za wywołanie tego uczucia. 

Nie skomentowałem tego. 

- Nie będę wstrzymywać oddechu – westchnęła. 

Szybko schowałem telefon do kieszeni – Przepraszam? – spojrzałem w jej oczy. 

Machnęła ręką. Nie zwracaj uwagi. 

- Jasne – ściągnąłem usta zastanawiając się, co mógłbym jeszcze powiedzieć – Branoc 

BeBella  -    uśmiechnąłem  się  z  zastanowieniem  czy  mnie  poprawi.  Odwróciłem  się  od  niej 

szybko idąc w stronę mojego samochodu, uśmiechając się i chichocząc bezgłośnie. 

- Hej, Edwardzie – zawołała za mną. 

Odwróciłem się do niej – Ta? – zapytałem. 

                                                            

18

 Jednorazowa gosposia (mój przekład)  – chodzi o osobę z firmy sprzątającej, która przychodzi i jednorazowo 

sprząta mieszkanie. Często trwa to cały dzień, jeżeli mieszkanie jest tak 

bardzo 

zabałaganione. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

48

 

 

Bella uniosła dłoń układając ją na kształt pistoletu i strzelając z niej – Po prostu Bella 

– puściła mi oczko wyglądając na szalenie szczęśliwą. Pieprzcie mnie. Nadal była pijana. 

Wzdrygnąłem się potakując i pocierając dłonią kark. 

To nie był mój normalny styl. 

Przespałem się z nią, wiedząc że jest pijana. Przyjechałem z nią do jej domu z intencją 

wypieprzenia jej, podczas gdy była pijana. Była tym wszystkim o czym mówiłem… pięknym 

i odświeżającym balastem… dodatkowo była gorąca. 

Czułem od niej wibracje. Chciała mnie. Nie chciała Carlisle’a, więc poszedłem z tym 

dalej…  poszedłem  z  nią.  Całą  noc  nazywałem  ją  Bellą  i  BeBellą,  co  chwila  zmieniałem  jej 

imię, by w końcu mnie poprawiła. 

Uważałem, że jej szeroko otwarte oczy za każdym razem, gdy nazywałem ją BeBellą 

były urocze. 

Znałem  oczywiście  jej  prawdziwe  imię.  Słyszałem  je  od  tygodnia,  gdyż  co  chwilę 

pojawiało się na ustach Carlisle’a. W kółko mówił o jakiejś lasce z Facebooka, którą zna Jazz, 

a nie ma ustawionego konta jako prywatne. Lasce, która potrzebuje fiuta i chce się pieprzyć. 

Która  na  pewno  jest  jakaś  uszkodzona,  ponieważ  kto  jest  taki  gorący  i  nie  może  nikogo 

zaliczyć? 

Pewna atrakcyjna cizia z publiczną stroną na Facebooku o imieniu Bella, która zabrała 

mnie do domu. 

Ta, jeszcze o tym usłyszę. 

Bella  była  kolejnym  powodem,  dla  którego  tłukliśmy  się  do  ‘Bożego  kraju’. 

Zazwyczaj to Jazz co tydzień odbywa włóczęgę na Brooklyn. 

- Branoc Edward – westchnęła nim zamknęła drzwi. 

Carlisle  przysięgał,  że  ma  zarośniętą  cipkę  i  możliwe,  że  trzeci  sutek…  czy  inne 

szalone  gówno.  W  każdym  razie  i  tak  był  bardzo  zainteresowany…  na  granicy  obsesji… 

myślą o wypieprzeniu jej. Poczekajcie aż mu powiem, że jest idealna i nic nie jest z nią nie w 

porządku.  Że  zanurzyłem  swoją  twarz  w  tej  bezwłosej,  ciasnej  cipce  i  lizałem  dwa 

najpiękniejsze sutki jakie kiedykolwiek widziałem. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

49

 

 

Patrząc  na  jej  drzwi  też  westchnąłem  tęsknie.  Musiałem  tylko  odebrać  telefon,  tylko 

się odlać. Było mi z nią całkowicie wygodnie, na tej niewielkiej kanapie rozmawiając o jakiś 

pierdołach. 

Potrząsnąłem  głową  odpędzając  od  siebie  tego  typu  myśli  i  odwróciłem  się  przed 

wskoczeniem do samochodu. Odpaliłem zapłon poprawiając się w siedzeniu i włączając jakąś 

muzykę. Sprawdziłem także telefon. Musiał stracić na jakiś czas sieć, ponieważ miałem osiem 

nieodebranych połączeń od Carlisle’a. 

Szybko  napisałem  mu  wiadomość  „Odczep  się  od  mojego  fiuta.  Ty  nienawidzący 

innych skurwysynie!” 

Gdy wycofywałem się z podjazdu, mój telefon znowu dał o sobie znać. „Ty niedający 

zaliczyć  chuju!  Nienawidzę  cię.”  Zachichotałem  na  to  i  odrzuciłem  komórkę  na  siedzenie 

pasażera. Czułem się szczęśliwy… odurzony… dzięki jakiejś cipce. 

Pozwolę, by złośliwość Carlisle’a po mnie spłynęła. 

Ostatnio facet jest trochę sfrustrowany. Szczególnie od momentu, w którym jego pani 

Esme  powiedziała  stop  jakiejkolwiek  aktywności  seksualnej.  W  następnym  tygodniu  biorą 

ś

lub i kobieta doszła do wniosku, że jeśli przez jakiś czas nie będą uprawiać seksu i poczekają 

do miesiąca miodowego, to będzie on bardziej romantyczny, ekscytujący i nowy jakby robili 

to po raz pierwszy. 

Ta, Carlisle też tego nie łapie. 

To nie tak, że to postanowienie robi jakąś szczególną różnicę. Carlisle i tak pieprzy się 

na prawo i lewo. Nadal robi co mu się tylko podoba i posuwa wszystko co ma puls. Myślę, że 

mój brat jest trochę zboczony seksualnie i ma obsesję na punkcie cipek, w większym stopniu 

niż większość męskiej populacji. Kiedyś powiedział, że da sobie z tym spokój, gdy będą już 

małżeństwem z Esme. Chciał założyć rodzinę w tym ogromnym domu, który kupił na Staten 

Island, przestać babrać się ze mną… w sprawach biznesowych… i poświęcić swój wolny czas 

naszemu ojcu i ich firmie prawniczej. 

Ta, jasne. Te same bzdury słyszałem od dupka w zeszłym roku w Sylwestra. 

To się nigdy nie wydarzy. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

50

 

 

Nawet  po  ślubie  będzie  pędził  za  zdobyczą.  A  żonate  popaprańce  jak  on,  zazwyczaj 

znajdują  sobie  kogoś  stałego  na  boku.  Mam  nadzieję,  że  on  tego  nie  zrobi.  Ah…  zapomnij

Chcę tylko, by mój brat był szczęśliwy. Cokolwiek zrobi, będzie mi z tym dobrze. 

Mój brat nie jest takim zwyczajnym charakterkiem. Jest prawnikiem tak samo jak ja… 

tak  jakby  jak  ja.  Nie,  Carlisle  jest  praktykującym  prawnikiem.  Podobni  do  siebie  jesteśmy 

tylko  wtedy,  gdy  przebywamy  w  swoim  towarzystwie.  Kiedykolwiek  przebywamy  ze  sobą 

dłużej niż przez pięć minut, w interesujący sposób z bubka mówiącego w stylu Ivy League

19

którym zresztą Carlisle jest, przeistacza się on w kogoś prosto z ulicy, kogoś takiego jak ja. 

Carlisle może chcieć przestać skakać po różnych kwiatkach, ale nigdy tego nie zrobi. 

To  prawda,  że  zdradza  Esme.  Prawdą  jest  także  to,  że  ją  rozpuszcza.  Esme  nie  potrzebuje 

milionowego domu w jednej z najdroższych dzielnic Nowego Jorku. Tak samo jak nie jest jej 

potrzebne  Porsche,  które  kupił  jej  mój  brat  na  ostatnią  gwiazdkę.  Ale  Esme  nie  pyta  skąd 

pochodzą  na  to  pieniądze,  czy  też  w  jaki  sposób  dzieciak,  który  dopiero  co  rozpoczął  swoją 

karierę ma tyle forsy do szastania. 

Esme wie, że nie należy się o to pytać. Proste, ponieważ przed Carlislem był tatuś. 

Marcus  Misone…  ojciec  Esme,  najlepszy  przyjaciel  mojego  ojca,  klient  i  mój  ojciec 

chrzestny,  a  także  łącznik  biznesowy.  Marcus  jest  moim  szefem  i  właścicielem  popularnej 

restauracji w Little Italy

20

… miejsca na Manhattanie. 

Marcus  i  jego  żona  Didyme  rozpuścili  Esme  i  wychowali  na  idealną  włoską 

księżniczkę. 

Prawdziwy bachor to określenie, które bardziej by  tu pasowało, ale kim jestem by to 

osądzać? Esme jest wspaniała i zawsze dostaje to czego akurat zapragnie, ponieważ nigdy nie 

godzi się na nic gorszego. 

A  niby  czemu  powinna?  Przecież  Carlisle  jest  bardziej  niż  chętny  do  bankructwa, 

łamania prawa i krzywdzenia ludzi, by Esme dostała wszystko czego zapragnie. Więc posuwa 

wszystkich  wokół,  lubi  różne  cipki,  wielka  sprawa.  Myślę,  że  wszystkie  te  przymioty 

wzajemnie się znoszą. 

                                                            

19

 Ivy League (Liga Bluszczowa) – określenie charakteryzujące uczelnie z północno-wschodnich stanów USA

;

 

uniwersytety z ligi bluszczowej to jedne z najlepszych szkół w USA, zalicza się do nich Harvard, Yale, 
Dartmouth, Brown, Columbia, Cornell, Princeton i University of Pennsylvania. Łącznie osiem. 

20

 Little Italy – jest to obszar położony w dolnym Manhattanie

kiedyś zamieszkiwali go głównie Włosi. Obecnie 

sąsiedztwo Little Italy to głównie włoskie sklepy i restauracje. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

51

 

 

Jest tak samo owinięty wokół jej palca, jak ona wokół jego. 

I  dzięki  wychowaniu  Esme  poprzez…  Nie  pytaj.  Nie  mów…  to  nawet  jeżeli  Carlisle 

kiedykolwiek zostanie złapany na gorącym uczynku, ona odwróci głowę w drugą stronę. 

Nasza  trójka  była  wychowywana  jak  rodzeństwo,  a  połączenie  tej  dwójki  było 

planowane  odkąd  tylko  pamiętam.  Marcus  uwielbiał  Carlisle’a,  wynosił  jego  tyłek  na 

piedestały i uważał, że jest on najlepszą rzeczą od momentu wynalezienia tłumika. 

To  samo  myślał  o  mnie.  Po  prostu  nie  chciał,  żebym  poślubił  jego  córkę,  co  jest 

całkowicie  dobrą  rzeczą.  Nie  jestem  jakimś  korporacyjnym  dziwakiem,  a  Marcus  nie  ma 

pojęcia jak bardzo Carlisle jest zaangażowany w aspekty mojego biznesu. 

Wątpię czy kiedykolwiek się ożenię. Lubię swoją wolność. Podoba mi się to, że robię 

cokolwiek chcę i kiedy  mam na to ochotę. Prowadzę bardzo aktywne życie, a ślub i dzieci i 

cały związany z tym bałagan, tylko by mnie ograniczał. 

Niektórzy  mówią,  że  moje  poglądy  odnośnie  małżeństwa  sprawiają,  że  moja  matka 

przewraca się w grobie. Ja argumentuję to tym, że „wypełniłem jej ostatnie życzenie”. 

To  nie  było  jej  ostatnim  życzeniem.  Gdy  miałem  jedenaście  lat,  mama  zginęła  w 

wypadku  samochodowym.  Tata  przeżył  i  od  tamtego  momentu  mówił  mi  i  Carlisle’owi,  że 

wszystko czego chciała dla swoich synów, to by zostali prawnikami, jak on. 

Zrobiliśmy to. 

To  zwyczajnie  nie  pasowało  do  mnie.  Jestem  zadowolony,  że  poszedłem  do  szkoły 

prawniczej.  Miałem  dzięki  temu  szansę  nauczyć  się  jak  pracuje  system…  jak  chronić  swój 

tyłek.  W  każdym  razie,  w  księgach  u  ojca  i  Carlisle’a  figuruję  jako  badacz  naukowy,  a 

tymczasem pojawiłem się w ich biurze… w moim własnym biurze, dość sporo razy. 

Dzięki  Carlisle’owi  i  mojemu  ojcu…  który  nie  chciał,  bym  skończył  w  więzieniu… 

mam pełne ubezpieczenie zdrowotne, czek z wypłatą i mogę odpisać od podatków rachunek 

za  telefon.  Odnotowuję  kolacje  jako  „spotkania  służbowe”  i  płacę  podatki  z  pensji.    Jestem 

kryty. 

Ale  wszystko  ma  swoją  cenę.  Czasami  pracuję  dla  „Cullen  &  Cullen  pełnomocnicy 

prawa”. Tylko że ze swoich obowiązków nie wywiązuję się na środkowym Manhattanie. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

52

 

 

Grywam  też  na  giełdzie.  Jestem  współwłaścicielem  kilku  mniejszych  przedsięwzięć 

położonych  na  granicach  Brooklynu.  Posiadam  kopalnię  złota  o  nazwie  „Eclipse”…  czyli 

klub.  I  mieszkam  na  drugim  piętrze  nowoczesnego  budynku,  którego  sam  jestem 

właścicielem. 

Sąsiedztwo,  w  którym  dorastałem  i  z  którego  nadal  nie  mam  serca  się  wynieść, 

zamieniło  się  w  jakieś  gówno.  Mieszkam  w  Bay  Ridge

21

  na  Brooklynie…  miejscu,  które 

kiedyś  należało  do  tubylców  i  Irlandczyków…  dzisiaj  zajmują  je  zagraniczniaki/imigranci. 

Bay  Ridge  to  teraz  Bay  Root

22

,  albo  lepiej  Beirut.  Jeżeli  nie  mówisz  w  ich  języku,  nie 

zajdziesz zbyt daleko. Ale wszyscy wiedzą kim jestem i mnie szanują. 

Trochę  rozszerzając  działalność  doprowadziłem  do  tego,  że  obecnie  prawie  każda 

korporacja  na  Brooklynie  jest  w  jakiejś  części  moja.  Ludzie  dookoła  pracują  dla  mnie,  ale 

ciągle chcę się rozwijać… zawsze szukam czegoś do rozwoju… i posiadania tego miasta. 

Według  plotek  pochodzę  z  zamożnej  włoskiej  rodziny.  Oddziedziczyłem  akcje, 

interesy i rodzinne udziały, ale wszyscy się mylą. Mimo iż mój ojciec jest bogaty, to gówno 

go obchodzi nasza sytuacja. Musieliśmy do wszystkiego dojść sami. 

Kiedy  miałem  siedemnaście  lat  a  Carlisle  osiemnaście,  wmówiono  nam,  że 

powinniśmy iść do szkoły i zrobić coś dla siebie, ale nie dostaliśmy na to funduszy. 

Od  Marcusa,  który  jest  moim  ojcem  chrzestnym,  dostałem  wielkie  możliwości. 

Natomiast  Carlisle  otrzymał  stypendium,  bo  przez  całe  liceum  zakuwał  i  to  nawet  jeszcze 

przed przemową Taty. 

A ja? Nie za bardzo. Spędzałem czas z tym dzieciakiem Laurentem z Livonia Avenue. 

Był kolesiem z Haiti, który sprzedawał mi trawę za dobrą cenę, a ja rozprowadzałem ją dalej. 

Więc  niekoniecznie  siedziałem  z  głową  w  książkach.  Mój  umysł  już  nawet  wtedy  był 

nastawiony  na  pieniądze…  zawsze  na  pieniądze.  Nie  potrzebowałem  forsy  Tatusia.  Miałem 

własną. Nadal widujemy się z Laurentem, okazjonalnie robiąc jakieś wspólne interesy. 

Marcus  uzgodnił  z  Edwardem  Sr.,  że  nie  powinniśmy  niczego  dostać.  Poza  swoim 

małym biznesem, od siedemnastego roku życia i przez cały college pracowałem w restauracji 

Marcusa, mimo iż nie zajmowałem się stolikami. Totalna bzdura. Musiałem tylko figurować 

w dokumentach, by ukazać legalne źródło swoich dochodów… tak na wszelki wypadek. 

                                                            

21

 Bay Ridge – jedna z dzielnic Nowego Jorku wchodząca w skład Brooklynu 

22

 Ridge – grzbiet, Root - korzeń 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

53

 

 

W tym czasie pieniądze  szybko wpadały w moje ręce,  a ja je w  czymś lokowałem… 

zawsze chcąc posiadać więcej. 

W  wieku  siedemnastu  lat  byłem  cwanym  małym  skurwysynem.  Kwestią  czasu  było 

rozgryzienie tego, iż restauracja istniała tylko na pokaz. Ludzie wpadali do „La Bella Italia” 

po coś więcej niż dobre jedzenie. 

Zajmowałem  się  też  wieloma  innymi  rzeczami,  gromadząc  przy  tym  ogromne  ilości 

gotówki, ale nie będę się w to bardziej zagłębiał. 

Przez  cały  ten  czas  przez  restauracje  przeszło  naprawdę  sporo  rzeczy,  a  ja  byłem 

oczarowany i pochłonięty całym tym nielegalnym biznesem. Byłem dzieciakiem, technicznie 

nadal nim jestem, a już posiadam tak wiele. Rok temu, jak tylko zdałem egzamin adwokacki, 

tak jakby odszedłem z „restauracji”, by „pracować” dla Carlisle’a i ojca. 

To  jest  „dane”  w  tak  cholernie  łatwy  sposób.  Chodzenie  każdego  dnia  do  pracy, 

odbijanie  się  przy  wejściu  i  wyjściu,  chodzenie  w  garniturku  i  jeżdżenie  metrem  do  biura, 

które praktycznie mnie posiada, jakoś nigdy do mnie nie przemawiało. Takie gówno jest dla 

ojca i Carlisle’a, którzy zarabiają na życie kłamiąc, co w sumie nam Cullenom jest „dane”. 

Mój ojciec to samolubny kutas. Który troszczy się tylko o siebie i swoją żonę Victorię 

i  może  jeszcze  o  mojego  brata.  Carlisle  tak  naprawdę  nie  jest  jego  synem.  Moja  matka 

Elizabeth miała go ze swoim pierwszym mężem, który tak jakby zniknął? Nie mam pojęcia. 

Carlisle nie zadaje pytań, a ojciec nieszczególnie

 

lubi o tym rozmawiać. To nie jego interes i 

Boże, niech dusza mojej matki spoczywa w spokoju. 

Przeżegnałem się na końcu całując medalion w kształcie głowy Jezusa i skręciłem w 

lewo w Maple Avenue. 

Po śmierci matki, ojciec wychowywał Carlisle’a jak swojego, tak samo jak było za jej 

ż

ycia. 

Podobnie Jasper postępuje z dziećmi Alice. Są parą od lat. Jej starszy syn Ricky miał 

tylko  miesiąc,  gdy  się  spotkali.  A  w  zeszłym  roku,  gdy  Jasper  odsiadywał  swój 

osiemnastomiesięczny

 

wyrok  za  posiadanie,  Alice  przespała  się  z  jakimś  nieudacznikiem. 

Zaszła  w  ciążę  i  wydała  na  świat  córkę  Anne.  Myślę,  że  koleś  jest  teraz  zamknięty,  ale  nie 

jestem tego pewien. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

54

 

 

Jasper kocha Alice i ostatecznie puścił to w niepamięć. Ja? Ja zacisnąłbym suce ręce 

na  karku,  co  zapewne  miało  miejsce  nim  Jasper  nie  odpuścił.  Czego  ja  nie  byłbym  zdolny 

zrobić. Ale znowu, Jasper jest lepszym człowiekiem niż ja. 

Jazda powrotna do nieoficjalnego miejsca zamieszkania Jaspera była znacznie szybsza 

niż  do  domu  Belli.  Mój  kuzyn  oficjalnie  nie  mieszka  ze  swoją  dziewczyną.  Mieszka,  ale 

używa innej skrytki pocztowej i trzyma wszystkie swoje rzeczy w kilku torbach. Ich związek 

jest bardzo niekonwencjonalny. 

Po tym jak Jasper wyszedł, urządziliśmy go z Carlislem w jego własnym mieszkaniu, 

ale  on  spędzał  tyle  czasu  z  Alice,  że  wprowadził  się  do  niej.  Co  więcej,  nikt  nie  może 

wiedzieć, że Jasper pomieszkuje u Alice. Dziewczyna otrzymuje rządowe zapomogi i gdyby 

ktoś się o nim dowiedział, straciłaby je. 

Przeprowadziłem  z Jazzem  wiele  rozmów  na  temat  jego  związku.  Zarabia  dość  dużo 

kasy, by przeprowadzić się z nimi do domu oraz zejść z zapomogi i opieki społecznej, ale nie. 

Im pasuje takie życie na koszt systemu, branie co się tylko da i wieczne kombinowanie. 

To  gówno  to  nie  mój  interes.  Jedyną  rzeczą,  co  do  której  przymuszam  Jaspera  jest 

znalezienie jakiejś pracy. To może wyglądać trochę podejrzanie, że rozbija się Hummerem

23

często wychodzi i wraca, nie ma stałego zameldowania i mieszka w tej okolicy. Mieszka niby 

w tym samym mieście co ja, ale to jest pieprzone getto. 

Drobnomieszczańskie przedmieście pełne dziwek, ćpunów i złodziei. 

Ale  to  otoczenie  pracuje  dla  Jaspera.  Nawet  nie  musi  opuszczać  przecznicy  i  spinać 

tych niedorzecznie wielkich kół, by sprzedać towar. 

To kolejna sprawa. Jasper nie posiada własnej restauracji czy innego małego interesu, 

gdzie  mógłby  obracać  swoim  badziewiem.  Robi  to  z  domu  Alice,  zatrudniając  małych 

chłopców…  którzy  sprzedaliby  jego  dupę  nawet  się  nad  tym  dłużej  nie  zastanawiając…  i 

poprzestając  na  jednym  produkcie.  W  który  ja  go  głupio  zaopatruję.  Pieprzyć  to.  Jeżeli  ma 

pieniądze, ja mam to czego potrzebuje. 

Nie doszedłem tak daleko, opierając się na wysokich standardach moralnych

                                                            

23

 

http://www.best-cars.pl/wp-content/uploads/HUMMER.jpg

 

 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

55

 

 

Jasper ogólnie aż sam się prosi o powrót do więzienia. Pieprzy się grupowo jak jakiś 

nastolatek i ma gdzieś, czy ktokolwiek dowie się o jego interesach. Oczywiście za wyjątkiem 

jego poczynań mieszkaniowych, ponieważ Jazz i Ali nie mogą stracić zapomogi. 

Ojciec  uważa,  że  Alice  to  biały  śmieć,  a  Jasper  jest  ujmą  dla  pamięci  jego  zmarłego 

brata. Nawet nie chciał ich na ślubie Carlisle’a i Esme. Są przecież żenujący. 

Myślę,  że  to  był  pierwszy  raz  kiedy  Carlisle  sprzeciwił  się  naszemu  ojcu.  Jasper  jest 

zaproszony na przyjęcie, a Alice ma mu towarzyszyć. Staruszek nie jest tym zachwycony, ale 

syn  marnotrawny  dostaje  wszystko  czego  tylko  chce.  Jedyną  rzeczą,  wobec  której  obaj  byli 

zgodni to nieobecność na ślubie dzieci Alice. 

Wyłączyłem  stereo  zatrzymując  się  pod  domem  Jaspera.  Carlisle  przemierzał 

podwórko  paląc  papierosa.  Spojrzał  na  mnie  w  momencie,  gdy  wyjmowałem  kluczyki  ze 

stacyjki. 

Nasze oczy skrzyżowały się w szybie. Carlisle miał grymas na twarzy, podczas gdy ja 

starałem się ukryć swój szeroki uśmiech. 

Carlisle odrzucił niedopałek i zaczął zmierzać w moją stronę. 

Wyskoczyłem z auta zatrzaskując za sobą drzwi – Co? – zapytałem. 

Popchnął mnie w ramię – Pieprzyłeś się z nią, prawda? – wrzeszczał. 

Ogarnąłem się patrząc mu prosto w oczy – Możesz zniżyć swój głos? – zapytałem. 

Ponownie mnie popchnął – Nie! – popchnął mnie po raz trzeci. 

Zacisnąłem zęby starając się utrzymać swój szczęśliwy… oszołomiony…  pocipkowy 

humor. 

- Jesteś moim bratem! Wiedziałeś, że się na nią nastawiłem. 

Zachichotałem ostro – Nawet jej nie znałeś. 

- Ty też nie! – wskazał na mnie. 

Wzruszyłem ramionami. 

- Jesteś popieprzony bracie. I do tego masz dziewczynę – potrząsnął głową. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

56

 

 

- Ha! – wykrzyknąłem popychając go – A ty się żenisz. Ty kupo gówna. Powiedz jak 

to jest, kasujesz całą historię w wyszukiwarce nim Esme wejdzie na neta? Czy po prostu masz 

nadzieję, że zostaniesz złapany. – znowu go popchnąłem – Była szczera… To nie moja wina, 

ż

e nie wpadłeś jej w oko – popchnąłem go po raz trzeci. 

Przełknął odsuwając się ode mnie. 

- Więc zamknij się, nim cię nie walnę spluwą ty… pizdo – zaśmiałem się. 

- Jezu! – syknął na mnie – Jaki do cholery jest twój problem? 

- Mój problem? – zapytałem kładąc dłoń na piersi – Co do kurwy sprawia, że myślisz, 

ż

e to ja mam problem? To ty jesteś tym mającym problem. – machnąłem ręką – A Tanya nie 

jest moją dziewczyną. 

Carlisle  zaśmiał  się  głośno  –  Jak  nazwiesz  cipkę,  która  zostawia  u  ciebie  tampony, 

robi ci pranie i pieprzy się z tobą? Swoją dziewczyną – skończył. 

-  To  układ  czysto  biznesowy  –  pokręciłem  głową  na  jego  zuchwałość  –  Co  do 

cholery? Dlaczego wyciągasz całe moje gówno od tak, na ulicy? 

Wzruszył ramionami – Bo to prawda. 

Zassałem  zęby  sięgając  do  jego  kieszeni  i  częstując  się  papierosem  –  Masz  ognia?  – 

zapytałem. 

Wyciągnął swoje zippo

24

 - Czy też chcesz, żebym go za ciebie wypalił? – wyszczerzył 

się. 

Pochyliłem się zaciągając się głęboko, by podpalić papierosa – Pieprz się – wyplułem 

wypuszczając dym. 

Zaśmiał się klepiąc mnie w plecy – Więc, było dobrze? – zapytał. 

Zaciągnąłem się, lekko warcząc i kiwając głową na tak. Oczywiście, że miałem zamiar 

mu  powiedzieć.  Odsunąć  wrogie  usposobienie  na  bok,  w  końcu  Carlisle  jest  moim  bratem, 

moim partnerem w zbrodni i jednym z moich prawników. Wie o wszystkim. 

- Cholera – westchnął. 

                                                            

24

 

http://www.priceleap.com/dm_pics1/741/7413254.L.jpg

 

 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

57

 

 

Wyszczerzyłem się do podłogi. 

- Co jej powiedziałeś? – zapytał – Jaką historię? Alice nie skiepściła ci sprawy? 

Spojrzałem na niego – Nic. 

Złączył razem brwi i klepnął mnie w biceps – Co masz na myśli mówiąc „nic”? 

Znowu  wzruszyłem  ramionami  –  Nic  jej  nie  powiedziałem.  Czy  miałem  jej  coś 

powiedzieć? – uśmiechnąłem się – Na przykład jak śledziłeś ją za pośrednictwem Internetu? 

Podniósł  dłonie,  by  mnie  zatrzymać  –  Nic  jej  nie  powiedziałeś?  –  wyszczerzył  się  – 

Nie  rzucałeś  tym,  jak  to  prowadzisz  niezliczoną  ilość  dużych  spraw,  czy  interesów  w 

mieście… nic? – jego uśmiech zamienił się w grymas. 

Wywaliłem  oczy  –  Brzmisz  jak  zdarta  płyta.  Co  do  cholery?  –  strząsnąłem  jego 

wywody. 

- A ona oddała ci swoją cipkę, od tak? – pstryknął palcami. 

- Nic jej nie powiedziałem. Wie jaki mam numer telefonu i że nazywam się Edward – 

zaciągnąłem się ponownie – Odpowiadałem jej tak samo… kłamałem, więc dobrze, że nie… 

wymienialiśmy się pewnymi szczegółami. 

Zaśmiał się – Więc mogłeś ją przelecieć, a ona o nic cię nie pytała? 

Zaprzeczyłem głową i miałem ogromną ochotę przyłożyć mu w twarz. 

Uderzył w moje ramię – Pieprzony szczęśliwy bękart. Ja zazwyczaj muszę zabłysnąć 

służbową kartą i czasami nawet pieprzoną zdolnością kredytową, by dostać się do jakiejś cizi 

– zaśmiał się. 

-  Mam  niezłą  zdolność  –  zachichotałem.  Carlisle  nie  ma  aż  tak  źle  –  Dobrze  sobie 

radzisz – powiedziałem. 

Wzruszył  ramionami  –  Zawsze  mogłoby  być  lepiej.  Candace  odrzuciła  moje 

podchody. 

Skinąłem i obaj pogrążyliśmy się w ciszy. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

58

 

 

Candace  jest  hostessą  w  „La  Bella  Italia”,  a  raczej  nią  była.  Nie  mogła  obsługiwać 

stolików,  ponieważ  nie  miała  skończonych  osiemnastu  lat,  co  wykluczało  podawanie 

alkoholu.  A  Carlisle  po  prostu  pomyślał,  że  taka  siedząca  robota  jej  odpowiada.  Nie  żeby 

mógł o nią wokół wypytywać. 

Mógł mnie o to spytać, ale czasami cipki przysłaniają zdrowy rozsądek Carlisle’a. 

Kilka miesięcy temu Esme wyjechała na  weekend za miasto, tak jak zrobiła to teraz. 

Wybrała się z matką do spa, w zasadzie to niezbyt daleko. Sobotniej nocy znudzony Carlisle 

spędzał  czas  pijąc  w  barze.  Bez  Esme  u  boku,  był  jak  zagubiony  znudzony  szczeniak,  tak 

samo jak dzisiejszego wieczoru. Co jest kolejnym powodem, dla którego chciał się spotkać z 

Bellą. 

Pod  koniec  wieczoru  „odwiózł”  Candace  do  domu,  tyle  że  pojechali  do  niego. 

Następnego  dnia  po  przebudzeniu  Candace  zaczęła  panikować,  że  babcia  będzie  jej  szukać. 

Wtedy Carlisle dowiedział się prawdy. 

Oczywiście  zająłem  się  sprawą  i  wyjaśniłem  młodej  Candace,  że  jeśli  wyjawi 

komukolwiek  co  zaszło  w  weekend,  to  również  i  ona  wpakuje  się  w  kłopoty.  „Czy  to  nie 

byłoby straszne, gdyby rodzice dowiedzieli się, że spałaś ze znacznie starszym mężczyzną czy 

kimkolwiek innym w tak młodym wieku?” 

Zgodziła  się  dość  szybko,  a  ja  zaoferowałem  jej  w  zamian  pracę  w  kręgielni,  której 

jestem współwłaścicielem. Dziewczyna nic nikomu nie powiedziała i otrzymała dzięki temu 

dodatkowy bonus przy wypłacie. Nie jest taka głupia, a ja jestem całkiem pewny, że słyszała 

historię lub dwie o tym, jak ktoś złamał zawarty ze mną układ biznesowy, bądź nie dotrzymał 

danego mi słowa… a to dokładnie tym było. 

Ale dzisiejszy wieczór był inny. Nic nie poszło po myśli Carlisle’a. 

- Hej? – zapytałem go – Dlaczego Ali tak bardzo chciała powierzyć ci swoją kuzynkę? 

Byłem  nieźle  zaskoczony  tym,  że  chciała  posadzić  świetny  tyłek  Belli  prosto  na 

kolanach  mojego  brata.  Znamy  się  z  Alice  już  jakiś  czas.  Może  być  na  rządowych 

zapomogach,  ale  gdy  Jasper  był  daleko,  zajmowałem  się  nią.  Też  jestem  singlem.  Dlaczego 

nie  zrobić  mi  przysługi?  Dlaczego  popychasz  swoją  kuzynkę  w  ręce  kogoś,  kto  jest  już 

zaręczony? Dla mnie nie ma to żadnego sensu. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

59

 

 

Pomyślałem  o  tym  jak  tylko  ją  zobaczyłem.  Wydawała  się  taka  niewinna  i  byłem 

pewny,  że  Carlisle  z  Jazzem  zwyczajnie  kłamią.  Miała  taki  niewinny,  oniemiały  i  cholernie 

uroczy  wyraz  twarzy…  na  pewno  nie  była  jakąś  łatwą  laską,  bądź  kimś  kto  po  prostu  chce 

kogoś zaliczyć. 

Wiedziałem,  że  nie  była  osobą,  którą  chciałbym  by  Carlisle  zaliczył.  On  może  być 

szorstki?  Cóż,  zgaduję  że  każdy  z  nas  może  taki  być…  ale  z  jakiegoś  powodu…  chciałem 

ż

eby tą jedną zostawił w spokoju. Powiedziałem sobie, że tylko troszczę się o jego interesy. 

Ż

e  nie  chcę  kolejnego  dramatu,  czy  płacenia  komuś  za  jego  gwałtowność  w  takich 

zbliżeniach. 

Niezależnie od tego… okazało się… że chcę ją zaliczyć i że ona też tego pragnie. 

Dodatkowo była pijana. 

Skrzywiłem  się  wyrzucając  niedopałek  na  ziemię.  Spojrzałem  na  Carlisle’a 

przydeptując  peta.  Ten  za  to  patrzył  w  niebo  z  pustym  wyrazem  twarzy.  –  Carlisle?  – 

ponownie zapytałem. 

Zachichotał  klepiąc  mnie  znowu  w  rękę  –  Nie  martw  się  o  to.  –  odwrócił  się  idąc  w 

stronę domu. 

Zatrzymałem  go  ciągnąc  za  rękaw  jego  płaszcza  –  Rozbaw  mnie.  Jestem  ciekawy  – 

wzruszyłem ramionami. 

Wyglądał na wytrąconego z równowagi, gdy wypuszczał oddech – Bella – powiedział 

nie  nawiązując  ze  mną  kontaktu  wzrokowego.  –  Alice  powiedziała,  że  jest  studentką… 

pracuje na część etatu… i ma pewne problemy finansowe. – urwał. 

Przytaknąłem – Więc, ekonomia jest do kitu… i co z tego? – zapytałem. 

- Alice wie, że mógłbym się nią zająć. 

Roześmiałem  się  –  Zająć  się  nią?  Jest  dwudziestotrzyletnią

 

kobietą,  nie  jakimś 

wychudzonym afrykańskim bobasem. Kim niby jesteś,  Angeliną Jolie? – dalej się śmiałem. 

-  Czy  ty  właśnie  powiedziałeś  wychudzonym?  –  uśmiechnął  się  –  Żenię  się… 

szukam… no wiesz. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

60

 

 

Goomah

25

.  Pomyślałem  wewnętrznie.  I  nagle  stało  się  całkowicie  jasne,  jakie  były 

jego zamiary wobec Belli. 

Planował  się  nią  opiekować.  Osiąść  z  jedną  z  takich  dziwek…  nałożnicą…  goomah. 

Ulokowałby  gdzieś  Bellę,  płacił  za  nią  rachunki,  a  ona  musiałaby  tylko  siedzieć  cicho, 

pieprzyć się z nim i akceptować wszystko co chciałby jej dać. 

Dziewczyna  wpada  w  jego  pułapkę  i  są  z  Carlislem  w  stałym  związku.  Mógłby  być 

nawet pełnoprawnym ojcem jej dzieci. Faceci cały czas tak robią. Tak jest łatwiej niż łazić po 

ulicy, umawiać się na randki, ryzykując że zostanie się złapanym. 

Mój  ojciec  tak  robi,  tak  samo  jak  i  Marcus.  Obaj  mają  stałe  panienki  na  boku.  Żona 

ojca, Victoria jest tylko siedem lat starsza od Carlisle’a. Edward Sr. zaczął ją prawdopodobnie 

posuwać, gdy miała zaledwie siedemnaście lat… czyli jakiś rok przed śmiercią mojej matki. 

Teraz  jest  jej  mężem  i  posuwa  jakąś  cizię  o  zagranicznym  imieniu…  oh  pieprzyć  to. 

Nawet  go  nie  pamiętam.  Dość  często  te  laski  się  zmieniają.  Ojciec  jest  taką  samą  męską 

dziwką  jak  Carlisle.  Ze  wszystkich  ludzi,  których  znam  najlepiej  tajemnice  utrzymuje 

Marcus.  Nie  mam  pojęcia  gdzie  Irina  może  mieszkać.  Wiem  tylko  tyle,  że  Marcus  znika 

czasami w tygodniu i w niektóre weekendy. 

A  Irina  pojawia  się  na  widoku  tylko  wtedy,  kiedy  wie  że  w  pobliżu  nie  ma  Esme  i 

Didyme. 

Ale to ich sprawa. 

- Naprawdę? – pytam – Alice nie miała nic przeciwko twoim planom? 

Wzruszył ramionami – Martwi się o kuzynkę, chce dla niej tego co najlepsze. 

- Przez to co najlepsze dla Belli, Alice rozumie bycie twoją stałą dziwką? – zapytałem. 

Zaśmiał  się  –  Mogła  trafić  gorzej…  o  nie,  przecież  trafiła.  Przeleciała  ciebie.  Niech 

zgadnę, wyślesz jej kilka róż? Może zabierzesz ją gdzieś… by znowu ją wypieprzyć, a potem 

ruszysz dalej? 

Cholera. Tak dobrze mnie znał. 

                                                            

25

 Goomah – nałożnica, kobieta na boku, w mafijnej kulturze często spotykane, mężczyzna żonaty posiada taką 

kochankę na wyłączność, utrzymując ją poza zasięgiem żony, bądź kilka kochanek 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

61

 

 

-  Przynajmniej  ze  mną  coś  by  dostała  –  położył  rękę  na  moim  ramieniu  –  Kiedy 

zrozumiesz, że kobiety nie są takie głupie? – zapytał. 

- Ja nigdy… - zacząłem. 

- Jesteś zbyt zajęty… zbyt zaangażowany – mówił dalej. 

Strząsnąłem jego dłonie – Radzę sobie całkiem nieźle. Nie zaczynaj ze mną gadki typu 

„Nie mam pojęcia jak funkcjonuje prawdziwy świat”, dobra? – położyłem ręce na jego piersi. 

–  Wiem  do  cholery  znacznie  więcej  niż  ty.  To  ty  jesteś  pijawką!  –  potrząsnąłem  głową 

gotowy do odejścia. 

Sam radzę sobie całkiem nieźle. Nie potrzebuję, by tatuś widział mnie poprzez sprawy 

sądowe,  czy  coś  co  wkrótce  będzie  nieszczęśliwym  małżeństwem.  Edward  troszczy  się  o 

Edwarda. 

I Edward wie, że czasami cipka może zaćmić męski rozsądek.  Nie jest pijawką. Wie, 

ż

e  zawsze  jest  szansa,  by  zaliczyć,  zarobić  więcej  kasy  czy  wejść  w  nowe  przedsięwzięcie. 

Wszystko rozchodzi się o papiery. 

Tak czy siak, wiem czego chcą kobiety, ale dla mnie jest to zwyczajnie nieistotne. Tak 

samo jak za nieistotne uważam same kobiety. 

Interesuje mnie w nich tylko jedna rzecz, którą mają między nogami. 

Dostaję to, czego chcę i idę dalej, a one nie proszą o nic w zamian. Jestem jaki jestem. 

Takiego mogą mnie mieć lub nie mieć mnie wcale. 

Nic mnie to nie obchodzi. 

- Wszystko co chcę powiedzieć to… - znowu zaczął – Że kobiety wiedzą czego chcą. 

Nigdy  nie  obiecałbym  im  czegoś,  czego  nie  mógłbym  im  dać.  Bella  dostałaby  to  czego  by 

chciała, ewentualnie to co byłoby jej potrzebne. 

Wywróciłem no to oczami. Brzmiał zupełnie jak mój ojciec. 

-  I  ja  też  dostanę  to  czego  chcę.  Alice  dała  mi  jej  numer…  cholera  jest  naprawdę 

niezła. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

62

 

 

-  Alice  co?  –  krzyknąłem  zaskoczony  nie  tylko  zachowaniem  Alice,  ale  zszokowany 

zachowaniem  brata  –  Będziesz  uderzał…  nawet  po  tym  jak  ja…  -  spojrzałem  na  niego  z 

obrzydzeniem. Przecież nie byliśmy już dziećmi. 

Podrapał  się  kciukiem  po  nosie  patrząc  na  ziemię  –  Może  –  podniósł  wzrok  –  Nie 

masz pojęcia jak długo… fantazjowałem o jej ustach na moim fiucie. 

Skrzywiłem się na niego – Co jest z tobą? W życiu jest coś więcej niż… 

- Cipka? – wyszczerzył się – Ta, wiem.  Zwyczajnie przyjmij do wiadomości fakt, że 

pieniądze  odsunęły  cię  na  bok,  a  ja  mam  słabość  do  brunetek  –  widziałem  ten  wzrok  już 

wcześniej. To było to samo rywalizujące spojrzenie, które się u niego pojawiało, gdy się mi 

przeciwstawiał. 

Wcześniej  chciał  tylko  zaliczyć  i  osiąść  w  spokoju.  Ale  teraz  miał  coś  do 

udowodnienia i miał zamiar pokonać każdą przeszkodę, by tylko zdobyć to, czego chce. 

- Poza tym, ona może na to pójść… wydaje się trochę nieprzytomna – zaśmiał się. 

Tym  razem  naprawdę  go  popchnąłem  –  Nie  mów  takich  gówien…  -  prawie 

krzyknąłem – Ona nie jest głupia. Była pijana… zdenerwowana… nie wiem do cholery. 

- Wow! – podniósł ręce – Nie miałeś nic przeciwko, gdy wchodziliśmy na Tanyę… a 

ta okropna suka jest autentycznie głupia… twoja dziewczyna – zaśmiał się. 

-  Nie  jest  moją  dziewczyną  –  potrząsnąłem  głową  w  odmowie  kontynuowania  tego 

tematu.  To  jest  właśnie  powód,  dla  którego  Tanya  nie  jest  i  nigdy  nie  będzie  moją 

dziewczyną. Jest dokładnie taka jaką określił ją Carlisle. 

Tej nocy,  gdy poznaliśmy  ją z bratem… kilka lat temu… obaj ją przelecieliśmy. Ale 

ona  nie  opuszcza  mojego  boku,  ciągle  wracając  po  więcej.  Dla  mnie  nigdy  nie  była  czymś 

więcej  jak  tylko  kimś  do  przelecenia.  Robi  mi  pranie,  wyprowadza  psa  i  zajmuje  się 

mieszkaniem, gdy jestem poza miastem. 

Zostawia  swoje  rzeczy  tylko  dlatego,  że  krwawi  przez  tydzień  każdego  miesiąca  i 

zwyczajnie  tak  jest  dla  niej  wygodnie.  Do  diabła,  dla  mnie  też  to  było  wygodne,  gdy  kilka 

tygodni temu pewna laska, z którą spałem dostała okresu następnego ranka. 

A później Tanya wyprała tę pościel, jeszcze tego samego dnia. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

63

 

 

I jest kolejną, która nie zadaje pytań. Płacę jej za to, że przechowuje dla mnie niektóre 

rzeczy,  a  ona  nigdy  się  nie  skarży.  Sypiam  z  nią  okazjonalnie,  ale  tylko  z  niewyobrażalną 

ilością alkoholu w organizmie. Jest dla mnie niczym i dobrze o tym wie. 

To biznes. 

Obróciliśmy się obaj, gdy Jasper otworzył drzwi i zatrzasnął je za sobą – Czy wy cipki 

macie zamiar wejść do środka? Czy chcecie obudzić całe sąsiedztwo? – zapytał. 

Wymieniliśmy z Carlislem spojrzenia. 

- Słyszeliście? – zapytał Jazz. 

Carlisle zassał zęby – Ta, słyszeliśmy – zaczął iść w kierunku Jaspera. 

Zaśmiałem  się  idąc  za  Carlislem.  Weszliśmy  do  domu  i  Jasper  zarobił  ode  mnie 

trzepnięcie w tył głowy – Nazwij mnie jeszcze raz cipką, a… 

- Co? – uniósł brew – Przelecisz mnie jak jedną z nich? 

Zaśmiałem się uderzając go dla zabawy. 

Prychnął potrząsając głową i odwrócił się. Stłumiłem w sobie chęć podcięcia mu nóg. 

Szliśmy dalej za Jasperem aż do salonu, gdzie Alice oglądała telewizję. 

Ten dzieciak, którego nie znałem i ta gruba laska Rose zniknęli. Usiadłem na kanapie 

obok Alice i szturchnąłem ją ramieniem. Jest jedyną laską, z którą spędzam czas, a nigdy jej 

nie przeleciałem. 

Zachichotała oddając mi – Gdzie moja kuzynka? – zapytała. 

- W domu – powiedziałem. 

- Czy ty… - przerwała. 

Wiedziałem  co  takiego  insynuuje…  pytając…  ale  ja  nie  miałem  zamiaru 

odpowiedzieć.  Skrzyżowałem  spojrzenia  z  Jasperem,  który  usiadł  z  jej  drugiej  strony  i 

położył dłoń na jej udach. – Dlaczego zawsze wypytujesz o cudze sprawy? – zapytał. 

- To moja kuzynka – broniła się. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

64

 

 

- Alice – Jasper posłał jej spojrzenie. 

Alice zmarszczyła brwi zapadając się w kanapie – Ja tylko chciałam… - jęknęła. 

- Alice – ostrzegł ją ponownie Jasper. 

Wymieniliśmy  z  Carlislem  spojrzenia.  Wiedziałem  co  mówiło  moje.  Dokładnie  to 

samo co jego. Zostaliśmy już wystarczająco długo i pora wracać. 

- Ed – zwróciła się do mnie Alice. 

- Jezu, Alice! – warknął Jasper. 

- Jazz! – krzyknąłem szybko – Jest dobrze – powiedziałem mu patrząc na Alice – Jest 

w porządku, ale czemu teraz się martwisz? – zapytałem. 

Spojrzała na mnie zmieszana – Czemu ty… 

Zachichotałem  –  Nie  wyglądałaś  na  tak  zmartwioną,  kiedy  kilka  godzin  wcześniej 

zabawiając się w jakiegoś alfonsa, byłaś gotowa oddać jej tyłek temu pojebowi. – wskazałem 

podbródkiem na Carlisle’a. 

-  Wow!  Ed  –  krzyknął  Jazz  wyciągając  dłoń  –  Nie  mów  w  taki  sposób  do  mojej 

dziewczyny… przekraczasz granice stary. 

- Ja? – zaśmiałem się wstając – Ja przekraczam granice? – spojrzałem na Alice – Na 

co miałaś nadzieję? – odwróciłem się do Carlisle’a, gdy poczułem że coś mnie szarpie w tył. 

- Co jest z tobą? – zapytał. 

Strząsnąłem  jego  ręce  –  Nic  –  poprawiłem  płaszcz,  czując  się  jak  jakiś  gówniarz 

broniąc  kogoś,  kogo  nawet  nie  znałem.  A  tak  w  ogóle,  co  do  chuja  mnie  to  obchodzi?  Od 

kiedy Carlisle tak na mnie oddziałuje… czy nawet Alice? – Wynośmy się stąd do cholery. 

Carlisle odrzucił głowę do tyłu zaśmiewając się głośno, gdy Alice pośpiesznie wstała 

z kanapy. 

- Co insynuujesz? – dźgnęła mnie w pierś. 

- To musiała być niezła cipka – krzyknął Carlisle. 

- Mówiłem – śmiał się i Jasper. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

65

 

 

Wszyscy spojrzeli na mnie. 

- Oddaj mi moje pieprzone pieniądze Jazz, bym mógł się w końcu stąd wynieść. 

Nadal zaśmiewał się wstając ze swojego miejsca i wychodząc z pokoju. Kiedy był już 

poza zasięgiem wzroku, spojrzałem na Alice. 

Ta odpowiedziała spojrzeniem – Nie pieprz się ze mną Cullen. 

Carlisle  zaśmiał  się  jeszcze  głośniej  –  Oh,  to  jest  po  prostu…  -  złapał  powietrze 

pochylając się. Znowu zwróciłem swoją uwagę na Alice. 

Ta ponownie dźgnęła mnie w pierś swoim małym palcem wskazującym. – Myślisz, że 

chcę widzieć swoją kuzynkę w twoim towarzystwie? Pewnie że umiesz być miły, ale później 

zwyczajnie  ruszasz  dalej…  a  wiem,  że  jego  nigdy  by  nie  pokochała  –  wskazała  palcem  na 

Carlisle’a. 

- Hej… -  Carlisle przestał się śmiać. 

-  Ale  ty…  -  znowu  chciała  mnie  dźgnąć,  więc  trzepnąłem  ją  w  rękę  –  Teraz  pewnie 

szczęśliwa  buja  w  obłokach  przepełniona  ekstazą  –  Alice  zaśmiała  się  kwaśno  –  Moja 

kuzynka nie jest jakąś puszczalską panienką i ma naprawdę dobre serce. Jest też młoda jak na 

swój  wiek,  a  ty  ją  tylko  skrzywdzisz.  Mogła  mieć  coś  dobrego  z  tym,  tam  –  spojrzała  na 

Carlisle’a – Mogła mieć ustawione w życiu, ale ty musiałeś to zniszczyć – Uśmiechnąłem się, 

pozwalając  jej  drążyć  dalej  temat,  ponieważ  Alice  była  z  natury  niesamowicie  uparta,  a  nie 

zadzierasz ze Swan kiedy jest po kilku drinkach. 

Alice  spojrzała  na  podłogę  uśmiechając  się  lekko,  ale  potem  spojrzała  na  mnie  ze 

zmarszczonymi brwiami – Nie chciałam, żebyś dzisiaj przychodził. Wiedziałam, że ona… i to 

nie tak… że mogę jej powiedzieć prawdę o tobie… i… - wyrzuciła ręce w górę we frustracji – 

Jesteś  straszny,  pozbawiony  serca,  gwałtowny  i  zdecydowanie  nie  jesteś  kimś  dla  niej  – 

przeszyła mnie wzrokiem od palców aż po czubek głowy. 

- Posłuchaj – zacząłem, gotowy się bronić – Bella jest dużą dziewczynką i wie, że jest 

spora szansa, że nigdy nie zadzwonię. Była pijana, ale nie totalnie zalana. 

Cholera, nawet się nie potknęła podskakując na moim fiucie. 

- Tu nie chodzi o seks! – krzyknęła Alice skręcając się w miejscu. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

66

 

 

- Alice! – Jasper krzyknął zza nas. 

Odwróciłem się w jego stroną dając mu znak ręką, by przestał. Podszedłem bliżej do 

Alice  –  Proponuję,  żebyś  posłuchała  się  swojego  mężczyzny.  Trzymaj  się  z  daleka  od 

interesów innych ludzi – szepnąłem. 

Alice  opuściła  ramiona,  gotowa  by  się  wycofać  –  Ja  tylko  nie  chcę,  żeby  została 

zraniona. Z nim przynajmniej coś by dostała. 

Mój  wzrok  złagodniał.  Miała  rację,  przy  mnie  Bella  nic  nie  zyska,  poza  tym  co  już 

dostała, a jest taka… 

Odsunąłem od siebie tę myśl, myśląc o czymś lepszym – Ona potrzebuje pieniędzy. O 

to w tym wszystkim chodzi, nie? – zmarszczyłem brwi myśląc o mieszkaniu, które zajmuje. 

Myślałem,  że  ta  biedna  dziewczyna  potrzebuje  tylko  kogoś  zaliczyć,  a  nie  pieprzonego 

sponsora. To na to Bella ma ze mną nadzieję? Czy ona wie? 

Cholernie tego nienawidzę. Kobiety nie mają pojęcia jaką posiadają władzę i jak mogą 

być użyteczne przy pewnych przedsięwzięciach biznesowych. 

Alice spojrzała zmieszana – Co… 

Przerwałem  jej  –  A  co  jeśli  zaoferuję  jej  pracę?  Powiedziała,  że  pracuje  w 

restauracji… 

-  Bella  nie  ma  samochodu.  Jak  dotrze  do  tego  modnego  lokalu?  Chodzi  także  do 

szkoły, która jest bardzo dla niej ważna. Jest pierwszą osobą w naszej rodzinie, która poszła 

do college’u. A ci jej cholerni rodzice nie robią dla niej nic. Sama się utrzymuje od momentu, 

gdy  skończyła  szkołę  średnią…  wielki  rodzinny  dramat…  cokolwiek.  Emmett  będzie  miał 

dziecko i nie może… - gderała potrząsając głową – Ale nie o to chodzi. Ona potrzebuje… no 

wiesz, a on mógłby… no wiesz – spojrzała na Carlisle’a. 

-    Nie,  nie  wiem.  Czemu  mi  nie  opowiesz?  Całej  historii  –  spytałem  patrząc 

zaciekawiony na Carlisle’a, który odwrócił się ode mnie. Powróciłem wzrokiem do Alice – A 

co ty będziesz z tego miała? 

- Nic. Nie jestem pieprzonym alfonsem. Spójrz… ona jest bez grosza. Pomyślałam, że 

jeżeli  dostanie  to  czego  potrzebuje…  -  fuknęła  –  Może  twój  brat  zabrałby  ją  gdzieś,  kupił 

pieprzony  płaszcz  zimowy,  którego  nie  ma…  może  dostałaby  samochód.  Mogłaby  dostać 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

67

 

 

wszystko i za co? Tylko za to, że on mógłby sobie od czasu do czasu postukać? Czasami seks 

to  tylko  seks,  a  posiadanie  ładnych  rzeczy…  niezbędnych  rzeczy…  jest  cholernie  fajne.  To 

wszystko.  Dziewczyny  jak  my,  może  nie  Bella,  ale  ja…  patrzę  na  kolesi  takich  jak  wasza 

dwójka i wszystko o czym myślę, to co mogłabym dostać – ponownie dźgnęła mnie w pierś. 

Spojrzałem na Carlisle’a, który przytaknął – Widzisz co miałem na myśli? – zapytał. 

-  Ale  ty  musiałeś  to  wszystko  zniszczyć  –  mówiła  dalej  Alice  –  Jest  okej,  na  razie. 

Mam na myśli to, że Bella jest dość niedojrzała. Założę się, że dla niej przespanie się z tobą 

było  dobrym  pomysłem.  Cały  czas  przypominałam  jej,  że  w  tym  wszystkim  nie  chodzi  o 

miłość… biedna dziewczyna musi być teraz pochłonięta twoim kogutem – zachichotała Alice 

– Jesteś do kitu Cullen, ale Jazz i ja zajmiemy się nią. Tak jak robimy to zawsze. 

Uśmiechnąłem się krzywo do Alice. Jest małą uroczą artystką jeśli chodzi o wciskanie 

kitu. Jasper i Alice ledwo mogą zająć się sami sobą. 

Jasper obszedł mnie, by objąć Alice – Pilnuj swoich pieprzonych spraw i idź na górę – 

popchnął ją w kierunku schodów. 

- Wow! Hej – Carlisle wyrwał ją z objęć Jazza – Uspokój się do cholery – powiedział 

Jazzowi owijając ramię wokół Alice. 

- Odsuń się zboku… - Alice odepchnęła od siebie Carlisle’a i poprawiła swoją bluzkę 

– Sama mogę się sobą zająć – krzyknęła do niego. 

- Po prostu się zamknij! – krzyknął do niej Jazz. 

Machnąłem  ręką  –  Wszyscy  się  do  kurwy  uspokójcie.  Jezu!  –  przeczesałem  włosy 

dłonią – C… - spojrzałem na Carlisle’a – chodźmy. 

Przytaknął,  a  ja  odwróciłem  się  do  Jaspera.  Ten  podał  mi  małą  kopertę,  którą 

odrzuciłem do Carlisle’a – Przelicz – powiedziałem. 

- Ed, to ja – zaśmiał się Jazz. 

Ś

ciągnąłem usta patrząc przelotnie na Alice, która z tego co wiem czasami uszczknie 

sobie coś z wierzchu – Wiem. 

Alice skrzyżowała ręce na piersi odwracając się ode mnie. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

68

 

 

- Jest mniej, ponieważ wcześniej dostałeś działkę Dizza – powiedział Jasper. 

Przytaknąłem.  Wiedziałem  o  tym.  –  Prawda  –  powiedziałem  patrząc  na  Carlisle’a  – 

Powinno być siedem – ściągnąłem wargi w stronę koperty. 

Carlisle zmarszczył brwi patrząc na pieniądze – Brakuje G

26

- Co? – zapytał Jazz i wszyscy spojrzeliśmy na Alice. 

Jej  twarz  opadła  –  Potrzebuję  sukienki  i  jakiś  butów  na  wesele  –  znowu  odwróciła 

wzrok – Będzie tam tak wiele osób, a ja chcę wyglądać ładnie. 

-  Ty  zdziro!  –  Jazz  sięgnął  do  niej.  Ale  Alice  zrobiła  unik  i  schowała  się  za  mną. 

Rozłożyłem ręce blokując mu drogę i zacząłem się śmiać. 

- Uspokój się do cholery – powiedziałem. 

Warknął wycofując się. 

Wyciągnąłem dłoń bawiąc się zwisającym z szyi Jaspera „J”. Jednym pociągnięciem 

zerwałem go z jego szyi. Jazz chwycił się za kark zaciskając zęby. Wiem jak bardzo kochał tę 

pieprzoną  rzecz,  dokładnie  tak  samo  jak  ja  moje  pieniądze.  Nie  igrasz  z  czymś  co  facet 

obdarza takim uczuciem. 

- Dostaniesz to z powrotem, gdy ja dostanę pieniądze – uśmiechnąłem się. 

-  Jezu,  ja  oddam  ci  te  pieprzone  pieniądze  –  zaśmiał  się  Carlisle  –  To  tylko  G.  A  to 

„J” jest warte z pięć! 

Przestałem  się  uśmiechać  nie  przestając  patrzeć  na  Jaspera  –  Nie  chcę  twoich 

pieniędzy – powiedziałem Carlisle’owi. 

Jasper przytaknął patrząc na Alice. Pstryknąłem mu przed twarzą palcami, by zwrócić 

jego  uwagę  na  siebie.  –  Nie  patrz  tak  na  nią.  Dziewczyna  potrzebuje  sukienki  na  ten  ślub  i 

jestem pewien, że będzie wyglądać oszałamiająco – powiedziałem. 

- Aaaww… dzięki Ed – podniosłem dłoń. 

- Daj Ali kolejne G – powiedziałem Carlisle’owi. 

                                                            

26

 G – 1000 $ 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

69

 

 

Spojrzał  na  mnie  zmieszany,  ale  odliczył  pieniądze.  Podał  je  Alice,  a  ja  zgaszony 

schowałem „J” Jaspera do kieszeni – Daj te pieniądze Belli – powiedziałem Alice. 

- Ona nie jest jakąś dziwką! – krzyknęła Alice. 

-  Co?  –  spojrzałem  na  nią  –  Wiem  o  tym  –  zachichotałem  –  To  nie  ty  dopiero  co 

powiedziałaś, że chcesz by Bella sypiała z moim bratem za płaszcz zimowy? To gówno jest 

jakieś chore… 

- Cóż, dla mnie to miało sens… - przerwała. 

- Nieważne

 

– wzruszyłem ramionami – Potrzebuję pary na ten ślub i jestem pewien, że 

w takim razie będzie jej potrzebna sukienka. 

- Edward! – krzyknął na mnie Carlisle. 

Ignorując go odwróciłem się do Alice. 

- Ona nie może przyjść na mój ślub – mówił dalej Carlisle. 

- Jest moim gościem – powiedziałem mu patrząc na Alice – Upewnij się, że przyjdzie 

– tym razem to ja ją dźgnąłem, ale w nos. 

- A co jeśli ona… - zaczęła Alice. 

Potrząsnąłem głową – Będę z nią w kontakcie, ale to ty upewnisz się, że pojawi się na 

ś

lubie – odszedłem od Jaspera. 

- Um… okej, ale co jeśli nie będzie chciała przyjść? – zapytała Alice. 

Uniosłem brwi – To twoje zadanie, masz zrobić tak by przyszła. 

- Ale co jeśli… 

Znowu  potrząsnąłem  głową  na  nie  –  Czego  nie  rozumiesz?  –  zaśmiałem  się  –  Bella 

będzie na tym ślubie, tak? Nie zmuszaj mnie, bym to powtórzył. 

Przytaknęła – Masz zamiar do niej zadzwonić? – zapytała Alice. 

- Alice – warknął Jasper przez zaciśnięte zęby. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

70

 

 

Wzruszyłem  ramionami  –  Przed  ślubem?  Nie  wiem…  przecież  będę  na  tym  ślubie, 

więc możemy wtedy porozmawiać – kiwnąłem do siebie. 

Jeżeli  shorty  musi  zdobyć  pieniądze…  mówiąc  shorty  mam  na  myśli  Bellę,  nie  to 

wysokościowe  osiągnięcie  będące  kobietą  mojego  kuzyna,  które  toleruję…  mogę  jej  w  tym 

pomóc.  Nie  mogę  obiecać  jej  całego  świata,  ale  mogę  pomóc  jej  w  zdobyciu  jakiejś 

gotówki… by mogła sama o siebie zadbać. 

Sięgnąłem  do  kieszeni  wyciągając  kolejne  dwie  setki  –  Upewnij  się,  że  dostanie  też 

płaszcz – skończyłem… podając te pieniądze Alice… ponieważ jestem takim miłym facetem. 

Sięgnąłem  także  do  mojego  kuzyna,  by  strząsnąć  jakiś  paproch  z  jego  ramienia  – 

Uderz Alice… - wyszeptałem – a będziemy mieli problem. 

Kiwnął delikatnie nie mówiąc ani słowa. 

Skrzyżowaliśmy  z  bratem  spojrzenia  i  w  ciszy  opuściliśmy  ich  dom.  Weszliśmy  do 

samochodu.  Włączyłem  muzykę,  podczas  gdy  Carlisle  usadawiał  się  na  swoim  miejscu, 

wszystko  przebiegło  we  względnej  ciszy.  Gdy  tylko  dojechaliśmy  do  autostrady,  Carlisle 

zabrał głos. 

-  Co  do  cholery  jest  z  tobą,  trzymasz  coś  w  rękawie?  –  zapytał  –  Masz  zamiar 

zatrudnić ją w klubie? 

- Nie, do cholery – powiedziałem patrząc we wsteczne lusterko. 

- Na pewno ma do tego ciało. 

Potrząsnąłem głową – Nie ma mowy. 

Zaśmiał się ze mnie – Słyszałeś Alice… ona nie jest dziwką – uderzył się w kolano – 

Zapłacisz jej, by była twoją partnerką na uroczystości? Będziesz ją oprowadzał przed ojcem, 

by wiedział, że nie jesteś gejem? Cóż, mam dla ciebie wiadomość bracie, ojciec wolałby byś 

pojawił się z jakimś kolesiem niż z kuzynką Alice. 

- Pieprz się – wyrzuciłem z siebie. Decydując, że o tak późnej nocnej porze nie jestem 

w stanie wykrzesać z siebie więcej niż dwa słowa – Pilnuj swoich spraw – No może trzy. 

- O bracie, zapominasz chyba, że mimowolnie twoje interesy są też moimi. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

71

 

 

Zaśmiałem się z niego – Właściwie to działa w przeciwną stronę – odwróciłem się do 

niego z małym uśmieszkiem – Ten dom… - spojrzałem na drogę - …te pieprzone samochody, 

którymi jeździcie z Esme? Masz to dzięki mnie – wskazałem na siebie patrząc pobieżnie na 

niego. Cały czas kręcił swoją głową na nie z uśmiechem przyklejonym do twarzy. 

Wyłączyłem szybko stereo, by słyszał mnie lepiej – Zaharowywałem się i sprawiłem, 

ż

e całe to gówno wokół nas było możliwe. Te pieniążki, którymi obdarował cię tatuś za bycie 

jego pieskiem salonowym… mogły doprowadzić cię tylko do tego momentu, w którym jesteś 

–  mój  głos  zaczął  rosnąć  o  kilka  oktaw.  Wziąłem  głęboki  wdech,  by  zwalczyć  pokusę 

zatrzymania się na poboczu i zostawienia go na tej drodze. 

Klepnął mnie lekko w ramię – Ed, spójrz na mnie… 

- Prowadzę – powiedziałem ze wzrokiem utkwionym w drodze i zaciśniętą szczęką. 

Robię  się  powoli  chory  od  tego  gówna.  Jest  ze  mną,  nie  jest  ze  mną…  jest  tylko  w 

pobliżu,  jest tylko w pobliżu by zarobić trochę kasy… zawsze z ręką w słoju… jest w pobliżu 

z wyciągniętymi dłońmi, kiedy jest to dla niego wygodne. 

Warknął – Wszystko co chcę powiedzieć to tylko to, że siedzimy w tym razem. 

Zaśmiałem  się  w  złości,  chciałem  po  prostu  porzucić  ten  temat  –  Dlaczego  nie 

będziesz  martwił  się  o  Carlisle’a,  a  ja  będę  się  martwił  o  Edwarda?  Pogadaj  z  Marcusem, 

może on… 

- Stop! – krzyknął Carlisle – Jesteś tak cholernie wrażliwy. Rób sobie z Bellą co tylko 

chcesz. Wygrałeś, okej? 

Uśmiechnąłem się spoglądając na niego – To nigdy nie były zawody. 

Odwrócił  się  patrząc  za  okno  –  Tak,  były.  Widziałem  jak  też  spoglądasz  na  jej 

Facebooka. 

-  Co?  –  zaskrzeczałem  –  Zostawiłeś  to  otwarte  na  moim  MacBooku

27

,  więc 

spojrzałem…  nawet  nie  mam  konta  na  Facebooku  –  powiedziałem  szybko  nadal  patrząc  na 

drogę  i  mocniej  zaciskając  dłonie  na  kierownicy  –  Nawet  nie  mam  konta  na  Facebooku  – 

wyszeptałem. Totalnie mnie nakrył. 

                                                            

27

 MacBook – laptop firmy Apple. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

72

 

 

-  Wmawiaj  sobie  cokolwiek  tam  chcesz,  ale  shorty  biorąca  udział  w  twoich 

interesach… przepraszam… pracująca dla ciebie? To nigdy się nie sprawdzi. Ty nie łączysz 

interesów  z  przyjemnościami.  Chcesz,  żeby  poszła  z  tobą  na  mój  ślub?  Była  na  nim  twoją 

parą? W porządku. Ale nie igraj sam ze… to musiała być dopiero cipka – zakończył szeptem. 

Nigdy  nie  odpowiedziałem  na  to,  co  powiedział.  Sam  się  zastanawiałem  co  mam 

zamiar zrobić z Bellą. Zdecydowanie znowu mi się to przytrafiło, ale kurwa… musiałem się 

odezwać.  Nie  umiem  pozwolić  gównu  zwyczajnie  istnieć.  Alice  była  rezolutna  i  na  swój 

sposób  urocza  i  czułem  potrzebę  jej  ratunku  przed  moim  kuzynem.  Tak  samo  jak  odczułem 

potrzebę uchronienia Belli przed moim bratem. 

Nie  miałem  najmniejszego  pojęcia,  co  ja  w  ogóle  wyprawiam.  Poza  zaliczeniem  i 

ucieczką  i  zerwaniem  łańcuszka  Jaspera,  wszystko  inne  było  tak  niepodobne

 

do  mojego 

zwyczajowego zachowania. 

Ale w jednym mogę się zgodzić z Carlislem. To była dopiero cipka. 

Włączyłem  z  powrotem  stereo  podkręcając  głośność  do  osiemdziesiątki.  Przez 

pozostałą drogę uśmiech nie schodził z mojej twarzy. 

 

 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

73

 

 

Rozdzial 3 

Bella 

Beta: Treselle 

 

C

zy  do  cholery,  możesz  przestać  wpatrywać  się  w  tą  rzecz  –  powiedziała  Leah, 

rzucając  we  mnie  poduszką  z  kanapy.  Uchyliłam  się  cichaczem  z  jej  drogi  i  nieszczęśliwie 

upuściłam  telefon.  Potknęłam  się  próbując  go  złapać  i  prawie  spadłam  z  siedzenia.  Ale 

przynajmniej go złapałam. 

 

- Zostaw mnie w spokoju. – Wskoczyłam z powrotem na kanapę i spojrzałam na swój 

telefon. 

 

Usiadła obok mnie. – To już kilka dni. 

 

Westchnęłam  wpatrując  się  w  wyświetlacz.  Tą  noc,  którą  spędziliśmy  z  Edwardem 

razem,  mogłam  mu  zrobić  pewne  zdjęcie.  Nie  wiem  czemu  tak  postąpił, ale  gdy  poszedł  do 

łazienki  nie  zamknął  za  sobą  drzwi.  Tak  więc,  mam  zdjęcie  jego  tyłka  zrobione  z  ukrycia, 

przy w połowie otwartych drzwiach do łazienki. To jedyne wspomnienie po tamtej nocy, jakie 

posiadam  wspomnienie  na,  które  ciągle  zerkam.  Nie  odstępuje  od  tego  telefonu  na  krok  w 

nadziei, że zadzwoni. 

 

-  Minęły  tylko  trzy  dni.  –  Przypomniałam  Leah.  Następnego  dnia  dostałam  od  niego 

dwa  tuziny  długich  róż.  Były  piękne,  a  ja  byłam  w  szoku.  Nigdy  wcześniej  nie  dostałam 

kwiatów. No i róże? 

 

Do  kwiatów  był  dołączony  prosty  liścik  „Dobrze  się  bawiłem  –  EC”.  To  wszystko. 

Nie  wiem,  czemu  oczekiwałam  czegoś  więcej,  ale  po  prostu  tak  było.  Oboje  dobrze  się 

bawiliśmy i przyłapałam się na nadziei, że dla niego nie była to tylko jednorazowa przygoda. 

 

W każdym razie zachowywałam się jak dziwka, więc pewnie powinnam być traktowana 

jak jedna z nich. 

 

Wysłał kwiaty … 

 

To takie mylące. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

74

 

 

 

Ignorując  mnie,  Leah  wpatrywała  się  w  Pana  Nakrapianego,  tego  diabolicznego 

małego  popierdoleńca,  który  rozłożył  się  dokładnie  przed  nami.  –  Gdzie  jest  moja 

dziecinka… oh… to show koteczka. – Leah machała przed nim rękami, mrucząc do niego. 

 

Syknęłam  na  niego  tupiąc  stopą,  za  co  zarobiłam  od  Leah  pacnięciem  w  rękę,  gdy 

odbiegł od nas. – Czemu jesteś dla niego taka nieprzyjemna? – zapytała. 

 

Od razu jej oddałam… dwukrotnie… a wtedy ona znowu mnie uderzyła. Przestałyśmy 

dopiero,  gdy  obie  jednocześnie  wybuchłyśmy  chichotem.  –  Będę  za  tobą  tęsknić.  – 

przyznałam. – Ale jego nie znoszę. – Wskazałam w kierunku, w którym uciekł ten głupi kot. 

 

Leah cały czas się śmiała. 

 

- Wolę psy. – Przyłożyłam dłoń do piersi. 

 

Westchnęła siadając z powrotem na miejscu. – Co zamierzasz zrobić? – zapytała. 

 

Przygryzłam  wargę,  kompletnie  zapominając  o  swoim  telefonie.  Odłożyłam  go  na 

stoliku do kawy. Nawet podczas naszego małego meczu na szturchnięcia, byłam w stanie go 

przy  sobie  trzymać.  –  Zamierzam  dzisiaj  wypełnić  podania  o  pracę.  –  Wzruszyłam 

ramionami. – Mogę zmniejszyć mój plan zajęć o kilka kursów… ja… ja nie mogę mieszkać z 

Emmett’em, a przecież wiesz o tym gównie z ojcem. 

 

Pokiwała w zrozumieniu. 

 

Nie  mogę  mieszkać  z  rodzicami…  od  czasów  zakończenia  liceum  nie  mieszkałam  z 

nimi.  Wtedy  nie  mieli  innego  wyjścia,  ale  teraz  wolę  zostać,  jak  najdalej  od  tego  domu. 

Myślę,  że  oni,  też  wolą  taki  stan  rzeczy.  Co  prawda  mama  mówi  co  innego,  kiedy  się 

pokazuje u nich w domu. Według niej jestem, jak najbardziej mile widziana i nie powinnam 

zwracać  uwagi  na  ojca.  Ale  nie  mogę  tego  zrobić.  Całkowicie  się  z  nim  nie  zgadzam.  Gdy 

tylko zazna takiej potrzeby dogryza mi i sprawia, że czuję się jak prawdziwe gówno. 

 

Emmett mówi dokładnie to samo co mama, że tata tylko sobie żartuję. Ale ja nigdy nie 

mogłam  zrozumieć,  jak  może  stroić  sobie  z  czegoś  takiego  żarty.  Nie  był  mną  i  nie  musiał 

podejmować  takiej  decyzji,  jak  ja.  Wyboru,  z  którym  się  nie  zgadzał.  Najgorszego  wyboru, 

jakiego musiałam dokonać.  

 

Gdy byłam w 3 klasie liceum straciłam dziewictwo z Eric’em, który był wtedy moim 

chłopakiem. Kilka miesięcy później zaszłam w ciążę. W tamtym okresie wszystko, co robiłam 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

75

 

 

to  popalałam  trawę  i  spędzałam  czas  z  Erick’em.  Nic,  nie  działało  wtedy  na  moją  korzyść. 

Wiedziałam,  że  dziecko  jeszcze  bardziej  mnie  obciąży.  I  wiedziałam,  co  jego  posiadanie  w 

tak młodym wieku, może zrobić.  

Wtedy  tak  wiele  dziewcząt  z  mojej  szkoły  wpadało,  że  można  to  było  uznać  za 

epidemię. 

Nie  chciałam  dla  siebie  takiej  przyszłości.  Nie  wiedziałabym  co  z  takim  dzieckiem 

zrobić.  I  mimo,  iż  paliłam  trawkę,  pieprzyłam  się  z  Eric’em  i  ogólnie  się  leniłam,  to 

planowałam iść do college, i zrobić coś dla siebie. Ale w tamtym okresie zawsze myślałam, 

ż

e mam jeszcze czas. Że teraz powinnam się bawić, a do nauki przyłożyć się później. 

Najpierw  powiedziałam  mamie,  że  moje  życie  jest  skończone.  Ale  ona  widziała  to 

zupełnie inaczej, nie zgodziła się ze mną wypłakując przy tym łzy radości. Jej dziecko, będzie 

miało własne dziecko. Potem powiedziałyśmy ojcu, który był mną rozczarowany, ale jakoś to 

zaakceptował. W ogóle przestał ze mną rozmawiać. Co muszę przyznać było o wiele lepsze, 

niż  gdyby  miał  na  mnie  krzyczeć…  mówiąc,  że  zachowałam  się,  jak  jakaś  zdzira  i  już  nie 

jestem jego małą dziewczynką. 

Wszystko zostało zaplanowane.  Oczywiście nie  przeze mnie. Miałam poślubić Erica, 

gdy  tylko  wydobrzeje.  Ponieważ  został  kilkakrotnie  pobity,  rzecz  jasna  przez  Emmetta. 

Znaleźć  pracę  i  opuścić  szkołę,  jak  tylko  brzuszek  zacznie  się  pokazywać.  No  i  uzyskać 

GED

28

Nic  z  tego  nie  przemawiało  do  mojej  osoby.  Dość  szybko  doszłam  do  wniosku,  że 

przebywanie  w  towarzystwie  Erica,  gdy  nie  jestem  upalona,  wcale  nie  jest  takie  fajne.  A 

ludzie zaczęli mówić o mnie jako o „tej Swan, która wpadła”. 

Wiadomość  o  sytuacji,  w  której  się  znalazłam,  rozeszła  się  po  mieście  niesamowicie 

szybko.  Nadal  nie  mam  pojęcia,  kto  im  wszystkim  o  tym  powiedział  albo  kto  powiedział 

jakiejś  plotkarze,  która  rozpowszechniła  nowiny.  Nie  miałam  zbyt  wielu  przyjaciół,  od 

których to mogło wyjść, a po tym jak ludzie się dowiedzieli, większość… jak nie wszyscy… 

moi znajomi, odcięli się ode mnie. Zupełnie, jakbym roznosiła jakąś chorobę, którą można się 

                                                            

28

 GED - General Educational Development - amerykański egzamin, powszechnie uznawany za odpowiednik 

dyplomu ukończenia szkoły średniej. Aby go zdać, należy uzyskać wynik lepszy niż 60% uczniów kończących 
szkołę średnią w całym kraju. (przyp. tłum.) 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

76

 

 

zarazić.  A  w  szkole  otrzymałam  etykietkę  dziwki,  z  którą  rozmawiały  tylko  inne  ciężarne 

laski. 

Wszystkie te ciężarne nastolatki… jak ja… mówiły tylko o ojcu ich dziecka, jakby to 

była jakaś bajka. 

 

Miałam szesnaście lat i chyba tylko ja wiedziałam, jak to wszystko naprawdę wygląda. 

Zdawałam sobie sprawę z tego, że Eric nie zostanie przy mnie, tak samo jak reszta kolesi nie 

ma zamiaru zostać przy tych wszystkich laskach. 

 

Myślałam, że moje życie dobiegło końca. Wszystko zostało zaplanowane i nikogo nie 

obchodziło, czego ja tak naprawdę chcę. 

 

Tak  było  dopóki  nie  odkryłam,  że  w  stanie  Nowy  Jork  nie  musisz  posiadać  zgody 

rodziców na przeprowadzenie aborcji. 

 

To  doprowadziło  mnie  wręcz  do  ekstazy…  pomyślałam,  że  to  prawo  zostało 

stworzone dla mnie. Albo nie dla mnie. Wszystko jedno. W końcu wiedziałam, czego chcę i 

co zrobię. 

 

Więc, będąc bezczelną małą gówniarą poszłam z tym do rodziców. 

 

Nie  zgodzili  się  na  tą  aborcję.  Moi  rodzice  to  ludzie  z  klasy  robotniczej,  ale  nie 

konserwatyści.  Nie  są,  też  szczególnie  religijni,  ale  co  bijące  serce  to  bijące  serce.  Życie 

przede wszystkim. Zgodzili się również z tym, że skoro rozłożyłam przed kimś nogi, to teraz 

powinnam  cierpieć  i  ponieść  tego  konsekwencje.  Cierpieć?  Konsekwencje?  Chcieli,  żebym 

cierpiała?  To  jest  kolejną  rzeczą,  której  nie  pojmuje.  Popełniłam  błąd,  ale  starałam  się 

spojrzeć na wszystko z szerszej perspektywy… zachować się, jak dorosły człowiek i wybrnąć 

z sytuacji. Cholera. Nie miałam pojęcia, co tak naprawdę zamierzam zrobić. Na miłość boską, 

miałam tylko szesnaście lat. 

 

O swoich planach opowiedziałam Eric’owi, ale on miał to gdzieś. Po tym, zasadniczo 

kazałam mu iść się pieprzyć. 

 

Tydzień  później  Emmett  zawiózł  mnie  do  kliniki,  w  której  byłam  umówiona  na 

spotkanie, by zająć się tą „Małą sytuacją”. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

77

 

 

 

Miałam  sześć  dni  na  zdecydowanie,  co  tak  naprawdę  chcę  zrobić.  Myślałam  o  tym 

naprawdę długo i intensywnie. Nie chciałam, tego tak po prostu zrobić i żałować następnego 

dnia. 

 

Drugiego  dnia  zdecydowałam,  że  nie  ważne  czy  ojciec  i  matka  będą  mnie  wspierać. 

Może nie skończę, jako kolejny niefortunny numer statystyczny. Może mimo wszystko nadal 

będę  mogła  zrealizować  swoje  plany,  tylko  trzeba  będzie  trochę  dłużej  na  to  poczekać… 

odłożyć je na bok na jakiś czas. 

 

Nienawidzę  tego  przyznawać,  ale  przez  tę  całą  sprawę  nadal  jestem  w  domu  poza 

nawiasem. W każdym razie okazało się, że to wszystko i tak dłużej nie miało znaczenia. 

 

Bo los miał inne plany… 

 

Trzeciego dnia jedząc w kuchni kanapkę z galaretką i masłem orzechowym, poczułam 

ogromny ból w podbrzuszu. Pobiegłam do łazienki będąc pewną, że krwawię. 

 

Zdenerwowana  zadzwoniłam  do  Emmetta  z  prośbą,  czy  mógłby  mnie  zabrać  na 

pogotowie. Zrobił to, a ja niemalże go błagałam by nie mówił o tym naszym rodzicom. Już i 

tak  doświadczyli,  przeze  mnie  niezłego  gówna.  Nie  chciałam  ich  jeszcze  wciągać  w  ten 

bałagan. 

 

Po rutynowym badaniu i sonografie powiedzieli mi, że poroniłam. 

 

Ironia losu. 

 

Dzięki  temu,  że  nie  była  to  daleko  posunięta  ciąża,  nie  musiałam  mieć 

przeprowadzonego zabiegu. Powiedziano mi, że wszystko minie tak, jak normalny okres. 

 

I tak było. 

 

I myślałam, że w niedługim czasie uporam się z tym psychicznie. 

 

To  nie  tak,  że  chciałam  tego  dziecka.  Wiedziałam  czego  naprawdę  chcę.  Byłam 

samolubną  osobą,  martwiącą  się  tylko  o  Bellę.  Nie,  nie  byłam.  Nie  byłam  samolubna. 

Chciałam,  żeby  moje  dziecko  miało  lepszą  matkę…  i  szansę  na  lepsze  życie.  Nie  mogłam 

dawniej tego zrobić i jestem pewna, że w cholerę dziś, też bym nie mogła. 

 

Prawdopodobnie przyjęłabym opcję otwartej adopcji jeśli rodzice by mi pozwolili, w 

co szczerze wątpię. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

78

 

 

 

Nawet teraz zastanawiam się, czy w końcu przeprowadziłabym tą aborcje. 

 

Albo jakby wyglądało moje dziecko. 

 

Dni które potem nadeszły sprawiły, że zapadłam w ciężką depresję, ale nie przez to co 

się stało… byłam rozczarowana tym, że rodzice mi nie uwierzyli. 

 

Stanowczo uważali, że aborcja jednak miała miejsce. 

 

Kurwa. Tata mamrocze „morderca dzieci” za każdym razem, gdy wchodzę do pokoju. 

Nawet teraz, tyle lat po tamtych wydarzeniach, nie może mi odpuścić. 

 

Byłam  całkowicie  zdezorientowana.  Najpierw  był  zdenerwowany  tym,  że  zaszłam  w 

ciążę. Potem strasznie się wkurzał, kiedy  chciałam przeprowadzić aborcję. A gdy poroniłam 

nie mógł mi nawet w to uwierzyć. Więc do znanego faktu, że jestem dziwką doszło jeszcze, 

ż

e jestem kłamcą i „mordercą dzieci”. 

 

Mama to zaakceptowała. Ale wiem, że tak naprawdę mi nie uwierzyła. 

 

Nikt  mnie  nie  pocieszał.  Miałam  przestać  płakać,  ponieważ  dostałam  to  czego 

chciałam. 

 

Emmett był jedyną osobą, która mnie wspierała. Wypłakiwałam się na jego ramieniu, 

a on zawsze był dla mnie wyrozumiały. Powiedział rodzicom, że samodzielnie zawiózł mnie 

na pogotowie, ale byli na to głusi. 

 

Jeżeli kiedykolwiek wygram na loterii, z pewnością dostanie kilka milionów. 

 

Cztery  lata  później,  gdy  Alice  była  w  ciąży  i  Ricky  miał  przyjść  na  świat,  mama  mi 

trochę  odpuściła.  Z  pierwszej  ręki  mieliśmy  widok  na  to,  jak  ciężko  walczy  Alice. 

Wprowadziła się do moich rodziców i szczerze mówiąc to nie mam pojęcia, gdzie mieszkała 

wcześniej.  Nigdy  nie  byłyśmy  ze  sobą  blisko  to  się  zmieniło  dopiero,  gdy  pojawiło  się 

dziecko. 

 

Wszystko  co  wiem  to,  że  uciekła  z  domu  w  wieku  szesnastu  lat.  Oczywiście  rodzice 

jej  szukali,  ale  wuj  i  ciotka  to  prawdziwe  kawały  gówna.  Moi  rodzice  nawet  im  nie 

dorównują, patrząc na to co robili Alice… cóż, głównie jej ojciec. 

 

Moi rodzice nawet się z nimi już nie widują. Wieżą Alice, tak samo jak ja. Brat, ojca 

zawsze był odrażającym facetem. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

79

 

 

 

Ten walnięty wuj na wszystkich zjazdach rodzinnych zawsze przytulał się i czaił wokół 

młodych dziewcząt… 

 

Alice początkowo zajęła mój pokój, a w niedługim czasie dostała własne mieszkanie. 

A krótko po tym spotkała Jaspera. Wtedy, wszystko zmieniło się dla Alice. 

 

Alice  jest  starsza  ode  mnie  o  dwa  lata,  a  Ricky  urodził  się  gdy  miała  skończone 

dziewiętnaście.  I  nigdy  nie  zrobiła  nic  dla  siebie.  Nie  skończyła  szkoły,  nigdy  nie 

pracowała… poza byciem zjaraną Alice nie robi nic. 

 

Przed tym jak zaszła w ciążę, Alice siedziała w czymś znacznie cięższym, niż trawa. 

Ale przestała na tym funkcjonować… nie dla siebie… zrobiła to dla Ricky’ego. 

 

Lubię sobie myśleć, że mimo iż dziecko by mnie przystopowało i zniszczyło mi życie, 

to w przypadku Alice, dziecko je uratowało. 

 

Obecnie  Alice  ma  dobry  system  wsparcia.  Ma  moją  rodzinę,  Jaspera  i  babkę 

Ricky’ego ze strony jego biologicznego ojca. 

 

- Hej! – Leah machała ręką przed moją twarzą. – Gdzie jesteś? 

 

Wyszczerzyłam się do niej. – Tylko sobie myślę… 

 

- Potrzebujesz drinka, a ja dzisiejszą noc mam wolną. – wstała z kanapy. 

 

Skrzywiłam się. – Leah ja naprawdę nie potrzebuję drinka. – westchnęłam – Powinnaś 

mnie  była  zobaczyć  tamtej  nocy.  –  Spojrzałam  krótko  na  kozetkę  i  przytuliłam  do  siebie 

poduszkę z kanapy. 

 

- Pozwól mi ponownie zobaczyć tamto zdjęcie – powiedziała łapiąc za mój telefon. A 

ja  pozwoliłam  jej,  go  wziąć.  –  Ma  niezły  tyłek.  –  przechyliła  głowę  –  I  czy  to  Hugo  Boss? 

Sam nosi Fruit of the loom

29

 

Wzruszyłam  ramionami.  –  Byłam  taka  pijana  –  zaśmiałam  się  myśląc  o  tamtym 

wieczorze.  Pamiętam  go  i  seks  z  nim…  tylko,  że  nie  pamiętam  połowy  z  tego  o  czym 

rozmawialiśmy.  Trochę  pamiętam.  Na  przykład  to,  że  sporo  się  śmialiśmy.  Musiał  być 

całkiem zabawnym kolesiem. 

                                                            

29

 Fruit of the Loom to amerykańska firma, która produkuje ubrania w szczególności bieliznę . Siedziba firmy 

mieści się w Bowling Green w Kentucky . ( bokserki kosztowałyby u nich z 5 zł) 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

80

 

 

 

I takim cholernie seksownym. 

 

To, też pamiętam. 

 

A seks był niesamowity. 

 

Jezu  ten  fiut  był…  znowu  westchnęłam,  uśmiechając  się  do  siebie.  W  swoim  życiu 

uprawiałam seks z jakimiś trzema osobami, co jest całkowicie cholernie smutne. Wliczając w 

to Edwarda, który zapisał w moim telefonie swój numer pod „EC”. 

 

Po  Ericu  trochę  wariowałam  odnośnie  seksu.  Kilka  lat  temu,  kiedy  pracowałam  w 

dyspozytorni  taksówek  poznałam  kolesia  imieniem  Alistair.  Moim  zadaniem  było  odbierać 

telefony i wysyłać w odpowiednie miejsca taksówkarzy.  Alistair nadal jest jednym z nich, a 

dokładniej  to  najmłodszym  z  nich  wszystkich.  Ubiera  się  w  obcisłe  dżinsy  i  nosi  długą 

grzywkę,  którą  zaczesuje  na  bok.  Nadal  jesteśmy  przyjaciółmi,  przyjaciółmi  którzy 

okazjonalnie się pieprzyli. Teraz Alistair ma stałą dziewczynę. Są już razem prawie rok, czy 

jakoś tak. Seks z nim był zawsze… eh, ale mój tyłek zaliczał, a on był jakby gorący… nadal 

jest gorący. 

 

Jest zajęty. 

 

Blee … 

 

Leah  wypuściła  głośny  skrzek,  nadal  wpatrując  się  w  mój  telefon  i  prawie  go 

upuszczając, gdy zaczął dzwonić w jej dłoni. 

 

- Co? – krzyknęłam w odpowiedzi. 

 

Bełkotała  jakieś  dziwactwa  jąkając  się  przy  tym  strasznie,  gdy  próbowała  podać  mi 

telefon. – Co? – odkrzyknęłam ponownie. 

 

- Weź go … to on! 

 

Umarłam. 

 

Myślałam,  że  umarłam.  Wpatrywałam  się  w  Leah,  która  gapiła  się  na  mój  telefon, 

machając nim przed moją twarzą. 

 

Nagle  zmarszczyła  brwi  co  spowodowało,  że  ja  także  je  zmarszczyłam.  Spojrzała  na 

telefon i przestała nim wymachiwać przed moją twarzą. – To wiadomość. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

81

 

 

 

Nadal żadnej odpowiedzi. 

 

- Bella… to jest wiadomość. – Ponownie usiadła obok mnie. – Jest napisane „Cześć”

To tyle… hmm? 

 

- Jest taki słodki – zachichotałam. 

 

- To jest słodkie? – śmiała się – Masz. – Próbowała mi go oddać – Odpisz coś. 

 

Potrząsnęłam głową na nie, odmawiając. – Co niby napiszę? 

 

Ponownie się zaśmiała. – Napiszesz cześć? 

 

Przytaknęłam, niezła jest. – Zrób to. – Zgodziłam się. 

 

Uśmiechała  się  wysyłając  wiadomość.  Kiedy  skończyła  oddała  mi  telefon. 

Czekałyśmy w ciszy przez jakieś dziesięć minut. Miałam przecież dostać swoją odpowiedź. 

 

- Więc? – zapytała Leah – Idziesz na zakupy z Alice? 

 

Wzruszyłam  obojętnie  ramionami.  Nie  mam  forsy  ani  karty  widniejącej  na  moje 

nazwisko,  założę  się,  że  Alice,  też  nie.  Nie  byłam  na  zakupach  już  od  jakiegoś  czasu,  z 

wyjątkiem nabycia sukienki na ślub Emmetta. Udałam się wtedy do Wal-Martu

30

 i wydałam 

całe $29.00 na jakąś małą czarną, którą wkładam gdy jest mi potrzebna przyzwoita sukienka. 

 

Może Alice ukradła jakąś kasę Jasper’owi. Zazwyczaj właśnie w taki sposób jej tyłek 

pochodzący prosto z getta wygląda fantastycznie. 

 

- Jeżeli chcesz pożyczyć trochę forsy… - Zaczęła, ale ja potrząsnęłam głową na nie. 

 

- Radzę sobie, dzięki. – Już i tak ustąpiłam, i pozwoliłam jej zapłacić za sukienkę na 

jej  własny  ślub.  W  końcu  to  jej  uroczystość.  Leah  chcę,  żebym  wystąpiła  jako  jej  główna 

druhna, a ja za żadne skarby nie będę w stanie zdobyć forsy na sukienkę, która kosztuje blisko 

$400. Dziewczyna ma drogi gust. 

 

Do diabła, zapłaciła cały miesięczny czynsz w zeszłym miesiącu. Jestem do kitu. Ale 

odkąd  nie  mam  samochodu,  wybranie  się  do  centrum  handlowego  z  Alice  będzie  bardzo 

pomocne.  Mogę  tam  wypełnić  kilka  aplikacji.  Cholera  jest  źle,  ale  mamy  już  październik, 

                                                            

30

 Wal-Mart Stores, Inc. - amerykańska sieć supermarketów założona w 1962 roku przez Sama Waltona, będąca 

obecnie największym na świecie sprzedawcą (licząc wg przychodów). Charakterystyczną cechą sieci Wal-Mart 
są bardzo niskie ceny produktów, co powoduje, że jest ona miejscem zaopatrzenia dla uboższych grup ludności. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

82

 

 

sezon  świąteczny  niedługo  będzie,  tuż  przed  nami.  Więc  mam  nadzieję  na  znalezienie 

kolejnej pracy na jakąś część etatu, może nawet na kilka dni w tygodniu. W restauracji jedyne 

prawdziwe pieniądze zarabia się w weekend. W taki sposób, w tygodniu mogłabym pracować 

za jakieś pewne pieniądze. 

Pokiwałam do siebie. 

- Co to było – zapytała Leah. 

- Nic – wychrypiałam patrząc na telefon – Myślisz, że powinnam napisać coś więcej? 

Leah  natychmiast  zaprzeczyła  –  Teraz  jego  kolej…  zgaduję,  że  trzy  dni  po…  to  coś 

nowego. Wiem, że nie oczekiwałaś telefonu od niego na następny dzień, prawda? 

Potrząsnęłam  głową  na  nie.  Mimo,  że  tak  naprawdę  miałam  nadzieję,  że  zadzwoni. 

Nie  wiem  czemu.  Zwyczajnie  miałam  nadzieję.  Już  wolałabym  usłyszeć  coś  od  niego,  niż 

dostać te kwiaty. Następnego ranka zadzwoniłam do Alice, mówiąc o wszystkim co zdołałam 

zapamiętać z poprzedniego wieczoru, a ona nic mi nie powiedziała. Stwierdziła, że ledwie zna 

Edwarda. A nie powie mi przez telefon tego, co wie. 

A to wprawiło mój umysł w ruch. 

Czy  on  jest  kimś  z  CIA?  Nie,  chyba  pytałam  go  czym  się  zajmuję  na  co  dzień.  Jest 

prawnikiem.  Pytałam  albo  sam  mi  powiedział.  Nadal  wszystko  jest  zamglone,  ale  nie…  nie 

jest prawnikiem. Albo pracuje dla Jaspera… albo Jasper pracuje dla niego? 

Zmarszczyłam  brwi.  Naprawdę  liczę  na  to,  że  jednak  jest  prawnikiem,  a  nie  jakimś 

pomniejszym zbirem. Czy  czymkolwiek tam Jasper się zajmuje poza sprzedażą narkotyków. 

Prychnęłam sama do siebie, na co Leah spojrzała się na mnie zaciekawiona.  

- Nic – powiedziałam – Może pójdziesz z nami? – zapytałam. 

- Nie – zaśmiała się – Skoro jesteś taką gównianą główną druhną. 

- Nawet nie zaczynaj. Jestem tu, gdy mnie potrzebujesz. – spojrzałam w dół, czując się 

naprawdę  wstrętnie.  Leah  jest  moją  najlepszą  przyjaciółką  od  czasu,  gdy  przeniosła  się  do 

mojego liceum w drugim semestrze ostatniego roku. Nie wiedziała o mnie dosłownie niczego, 

a  ja  ochoczo  powitałam  nową  nie  osądzającą  mnie  twarz.  Nie  paliła  trawki,  czytała  dużo 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

83

 

 

książek  i  tak  samo,  jak  ja  nie  znosiła  swoich  rodziców.  Tyle,  że  dla  niej  rodzice  byli 

zwyczajnie irytujący. 

Obiecałyśmy  sobie,  że  zamieszkamy  razem,  jak  tylko  skończymy  liceum. 

Zaharowywałyśmy się przez całe lato. Ale opłaciło się. Znalazłyśmy pracę i jeszcze bardziej 

gówniane  mieszkanie,  niż  to  w  którym  jesteśmy  teraz,  które  w  zasadzie  było  studiem 

fotograficznym. 

Rodzice  pozwolili  nam  się  wynieść,  ponieważ…  spójrzmy  prawdzie  w  oczy… 

myśleli, że w ciągu miesiąca będziemy z powrotem w domu. Wszyscy tak myśleli. 

Rodzice Leah w końcu zlitowali się nad nią. I mimo, iż nie mieszkała z nim to opłacali 

jej college, publiczny college, ale nadal… oni jej pomogli. 

Wszystko  co  ja  dostałam  od  Renee  i  Charlie’go  Swan’ów  to  stara  lampa,  i  stół  do 

kuchni w komplecie z 3 krzesłami. 

Czwarte  zostało  wyrzucone  kilka  lat  temu,  po  tym  jak  gruby  tyłek  Emmetta  siadając 

na nim w okresie, gdy był jeszcze bardzo gruby połamał je. 

Miałam  zamiar  zrobić  sobie  semestr  wolnego,  by  zarobić  trochę  kasy  i  być  w  stanie 

płacić  za  swoją  połowę  czynszu.  Ale  jeden  semestr  zamienił  się  w  dwa,  a  potem  w  trzy…  i 

wszystko  zaczęło  się  sypać.  Widzicie,  nadal  byłam  młoda,  uważana  za  osobę  będącą  pod 

opieką  rodziców,  a  oni  zarabiali  za  dużo  bym  mogła  ubiegać  się  o  jakąkolwiek  pomoc 

finansową. 

Nie ważne, ile razy starałam się to obejść… pisząc listy z wyjaśnieniami, że mieszkam 

i żyję na swój własny rachunek i, że mam już skończone osiemnaście lat. Ci durnie z góry, nie 

chcieli ustąpić. 

To było lata temu, teraz mając dwadzieścia trzy lata otrzymuje pomoc finansową, ale 

przy coraz gorszej i gorszej… ekonomi… nadal nie mogę wyjść na prostą. 

Co  miesiąc  walczę  o  to  by  opłacić  czynsz,  a  mój  rachunek  telefoniczny  ma  już  dwa 

miesiące  zaległości.  Dlatego  tak  bardzo  chcę  by  Edward  się  odezwał.  Mój  telefon  pewnie 

niedługo zostanie wyłączony. 

To takie smutne. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

84

 

 

Ale on jest najgorętszy facetem jakiego widziałam od czasów Justina Timberlake’a… 

okej on jest znacznie gorętszy, niż Timberlake… wiecie, o co mi chodzi? 

Głupio myślałam o tym idiotycznym planie. Zaplanowałam sobie podanie mu numeru 

komórki należącej do Leah. Dziewczyna pracuje nocami od jedenastej wieczorem do siódmej 

rano w lokalnym szpitalu. Więc, jeżeliby wtedy zadzwonił, Leah by nie odebrała. Mogłabym 

w ten sposób grać trudną do zdobycia, a Leah przekazałaby mi wiadomość. Wtedy, gdybym 

miała na to szanse mogłabym do niego oddzwonić. Ma sens, prawda? Dla mnie ma. 

-  Jesteś  –  powiedziała  –  Ale  jest  tyle  zabawy  przy  wypełnianiu  zaproszeń  – 

szturchnęła mnie w bok. 

Wywróciłam na nią oczami – To mogę zrobić. Możemy zająć się tym jutro? Alice… 

ona jest… cóż, Alice… - westchnęłam. 

Leah zaśmiała się. – Może, ale moja mama chce być w to naprawdę zaangażowana… 

Yeah,  teraz  już  układa  się  jej  z  rodzicami.  Kiedy  w  końcu  dali  jej  spokój,  nie  żeby 

wcześniej  ją  jakoś  szczególnie  dręczyli.  Leah  to  po  prostu  Leah.  Myślę,  że  zwyczajnie 

potrzebowała  wymówki,  żeby  wynieść  się  z  domu.  I  jakikolwiek  miała  ku  temu  powód, 

cieszę się, że to zrobiła i jest teraz ze mną. 

-  Ale  mama  może  się  tym  zająć  tylko  dzisiaj.  Jutro  ma  jakieś  gówno  w  kościele.  A 

może później? Możemy pójść na kilka drinków do Switch

31

… wiem, że jest wtorek, ale Sam 

ma tego kumpla. – Znowu mnie szturchnęła. 

Potrząsnęłam głową na nie. – Jest dobrze. Wpiszę twój numer na podaniach o pracę. 

Przytaknęła, wiedząc o co chodzi. 

-  Cholera  –  uderzyłam  się  w  kolano  –  Teraz  nie  mogę  cię  wpisać  jako  osobę 

polecającą. 

- Umm – Leah spojrzała na sufit – Zazwyczaj potrzebują trzech, nie? A może Rosalie, 

tylko  napisz  Hale  nie  Swan…  Alice  i  wpisz  Whitlock  nie  Swan…  i  umieść  jeszcze  Sama. 

Powinno być dobrze. – Przytaknęła sobie. 

Zgodziłam się z nią, też przytakując. 

                                                            

31

 Nazwa baru 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

85

 

 

-  A  co  z  dzisiejszym  wieczorem?  –  Znowu  zapytała.  – James  tak  samo, jak  Sam  jest 

początkującym policjantem. 

To w ogóle mnie nie zaintrygowało. Ona mówi glina, jak Sam, co także oznacza… jak 

tata. – Nie dzięki. 

-  Nie  możesz  czekać  na  tego  kolesia.  Zresztą  sama  powiedziałaś,  że to  było  tylko  na 

jedną  noc.  –  Nagle  włosy  na  karku  stanęły  mi  dęba.  Odwróciłam  się,  pewna,  że  ten 

diaboliczny kot jest gdzieś w pobliżu. Leah przestała mówić… też zauważając jego obecność 

i podnosząc go. – Kurwa… - Upuściła Pana Nakrapianego jakby ją poparzył. – Zadrapał mnie 

– zassała kciuk. 

- On jest zły – zwęziłam na niego oczy. 

Wydęła na niego wargi, wyjmując z ust kciuk – Nie jest. On tylko jest … 

-  Zły.  –  Skończyłam  za  nią.  Pan  Nakrapiany  i  ja  skrzyżowaliśmy  spojrzenia. 

Wpatrywałam się w niego ostro, chcąc by to on mrugnął pierwszy. 

-  Chciałam  powiedzieć  temperamentny.  –  Poprawiła  mnie.  Zignorowałam  ją,  nadal 

wpatrując  się  w  kota.  –  Bella.  –  Trąciła  mnie  w  rękę.  –  Przestań.  –  Wstała.  –  Sprawisz,  że 

znowu się podekscytuje. 

Zagłębiłam  się  w  kanapie  patrząc  na  przyjaciółkę.  Pan  Nakrapiany  nigdy  nie 

przegrywa  w  zawodach  na  spojrzenia…  nigdy,  a  patrzenie  na  mnie  sprawia,  że  jego 

adrenalina  zaczyna  się  burzyć.  Biega  w  kółko  jak  jakiś  maniak,  drapie  ściany,  a  na  koniec 

załatwia się do pudełka. 

- Pomyśl o Jamesie. Jest fajny… chcesz zobaczyć jego Facebooka? 

Potrząsnęłam głową. – Nie lubię gliniarzy… denerwuję się przez nich – powiedziałam. 

- James to nie twój ojciec – powiedziała Leah. 

Nie odpowiedziałam 

- Oh – sięgnęła do swojego laptopa – Widziałaś co umieściłam na twojej tablicy? 

- Nie – usiadłam, czekając, aż jej komputer ożyje. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

86

 

 

- Jest niezłe. – Obiecała. Podała mi laptopa, bym mogła zalogować się na swoje konto. 

Zrobiłam to, a ona wskazała na to co sama tam umieściła. Na tablicy było wiele rzeczy. Nie 

wchodziłam tam już od jakiegoś czasu. 

Do  jednego  z  moich  zdjęć  Emmett  dodał  komentarz.  Napisał  „Kaczo-twarzy-dupek” 

pod tym, które było dość gorące. Posyłałam na nim, do nikogo w szczególności… pocałunek. 

Odpisałam na to „Pieprz się wielka dupo” i przeszłam do tablicy. 

-  On  już  nie  jest  gruby…  jest  daleki  od  tego  –  zachichotała  Leah.  Yeah,  nawet  w 

czasach,  gdy  był  trochę  pucołowaty  i  nie  miał  mięśni  twardych  jak  skała,  Leah  była  w  nim 

strasznie zabujana. 

Wzruszyłam ramionami. – Nadal jest wrażliwy na tym punkcie. 

Przytaknęła – Wróć… ta Antoine Dodson jest śmieszna. – Oglądałyśmy, jak to coś co 

Leah  nazywa  nową  audycją  zamienia  się  w  wpadającą  w  ucho  melodie.  Przy  jej  końcu 

kiwałam się z bitem. 

- Schowaj dzieciaki… schowaj żonę… - śmiałam się głośno. 

- Kto to … - wskazała na kolumnę ludzi, których możesz znać. 

Gapiłam  się  na  tego  kogo  wskazywała.  Myślę,  że  to  dość  ironiczne.  To  był  Carlisle 

Cullen i z tego co pamiętam on jest bratem Edwarda. 

- Jest gorący … znasz go? – zapytała Leah. 

Kliknęłam na niego – Nie – powiedziałam – Cóż nie zupełnie. 

Leah  zabrała  mi  laptopa.  –  On  jest ze  Staten  Island…  -  Leah  zwróciła  się  do  mnie  – 

Jak  możesz  znać  kogoś  ze  Staten  Island…  -  Wróciła  do  komputera.  –  Oh,  moment 

pochodzenie… Brooklyn, Nowy Jork… ale mimo wszystko? – patrzyłam na mnie czekając na 

odpowiedź. 

Otworzyłam usta by odpowiedzieć. 

- On jest prawnikiem… - zaskrzeczała – I jest zaręczony. – uspokoiła się – Zapomnij, 

to znasz go? 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

87

 

 

-  Co?  –  zapytałam  wyrywając  jej  komputer  –  Jest  zaręczony?  Uderzał  do  mnie.  – 

powiedziałam. 

- Kiedy? – zapytała. 

- To brat Edwarda. – wytknęłam. 

- Ten oślizgły? – przytaknęłam – Jest zaręczony? 

- I jest oślizgły, pamiętasz? – przypomniałam jej – Myślę, że to całkiem ironiczne, ale 

oboje mamy Jaspera w przyjaciołach, więc. – Wzruszyłam ramionami. 

-  Albo  zaglądał  na  twoje  konto.  To  bardzo  możliwe.  I  to  prowadzi  nas  do 

odpowiedniej konkluzji. – powiedziała. 

Potrząsnęłam głową na nie – Wątpię … - Oddałam jej komputer. 

- Eeesmee Misonee – powiedziała – Dobrze to wymawiam? 

Wzruszyłam  ramionami  –  Dla  mnie  brzmi  w  porządku.  –  Oparłam  brodę  na  jej 

ramieniu. 

-  Kurcze,  konto  jest  prywatne  –  powiedziała,  gdy  patrzyłyśmy  na  zdjęcie  Carlisle  z 

narzeczoną. Która była wspaniała. Tak samo, jak ja miała brązowe włosy i oczy, tyle że w jej 

przypadku, były one piękne i wysokiej klasy. – Zobaczmy czy Edward ma stronę. – Wróciła 

do  konta  Carlisle  przeszukując  jego  listę  przyjaciół.  Nie  znalazłyśmy  go.  –  Powinnyśmy  go 

poszukać? 

- Nie – westchnęłam – Byłabyś w przyjaciołach brata, jeżeli posiadałabyś konto. 

Kliknęła  jeszcze  na  kilka  rzeczy,  przeszukała  parę  stron  i  odwróciła  się  do  mnie  z 

uśmiechem – To James. – powiedziała. 

Hmm…  James  Moore  był  do  przyjęcia  przystojny,  figurował  jako  singiel,  był 

blondynem  i  miał  bardzo  białe  zęby.  Do  jego  hobby  zaliczało  się  picie  piwa  i  oglądanie 

„Family Guy”. Ogólnie nie brzmiało to źle. 

Umawianie się w tym mieście jest trudną sprawą. Wszyscy faceci to nieudacznicy. 

W  zeszłym  roku  myślałam  nawet  o  randkowaniu  w  sieci,  oczywiście  na  prośbę 

Rosalie.  Powiedziała,  że  po  tym  jak  Alistair  znalazł  sobie  dziewczynę,  stałam  się  strasznie 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

88

 

 

dobijającym  singlem.  Spędzałam  dużo  czasu  w  domu.  Szłam  do  szkoły,  pracowałam  i 

wracałam do domu. To wszystko, co robiłam. Oh, no i jeszcze się uczyłam. Tym zajmowałam 

się w domu, jeżeli nie masturbowałam się do zdjęcia Timberlake, czy Johnny’ego Deppa. 

Nigdy  nie  próbowaliśmy  związku  z  Alistairem.  Byliśmy  dobrymi  przyjaciółmi  i  nie 

chcieliśmy psuć tego, co mamy. On to zniszczył. Poznał Pannę Wielkie Cycki i całkowicie o 

mnie  zapomniał.  To  nie  tak,  że  nadal  oczekuję,  że  będzie  mnie  posuwał,  ale  mógłby 

zadzwonić, co jakiś czas i się przywitać. 

W każdym razie, wszystkie te strony są tak, jakby drogie. 

Na  Facebooku  dostajesz  jakieś  przypadkowe  zaproszenia  do  przyjaciół,  od  ludzi 

których w ogóle nie znasz. Ja nigdy ich nie przyjmuję. 

Jakiś miesiąc temu Rose powiedziała mi o tej nowej stronie. Zostałam zarejestrowana 

na portalu o nazwie „Dużo rybek”, przynajmniej było to interesujące, ale nigdy się w to nie 

wciągnęłam.  Poznałam  tego  kolesia,  którego  naprawdę  polubiłam,  a  później  otwarcie  się 

przyznał, że jest żonaty. 

Nieudacznik…  tak  samo  jak  Carlisle.  Nie.  Byłam  tak  pijana,  że  jestem  zaskoczona 

tym,  że  się  z  nim  nie  przespałam.  Ale  znowu,  może  wcale  nie  byłam,  aż  tak  bardzo  pijana 

albo Edward jest tak gorący, że nawet zalana wybrałam jego. Nie, Alice powiedziała, że tak 

jakby walczyli o mnie. 

Zachichotałam do siebie. Edward miał coś do mnie, a dzisiaj napisał „Cześć”. Może 

nadal jest zainteresowany? 

- Tak bardzo chciałabym umówić waszą dwójkę … 

- Nie – powiedziałam, szybko siadając – Nie chichotałam dlatego… - zobaczyłam, że 

„James Moore” zaprasza mnie do przyjaciół. 

- Co? Wyjdź z Alice, a potem wróć do domu… nałóż tą czerwoną bluzkę i spotkamy 

się wszyscy, jako przyjaciele… żadnej presji. – Wstała patrząc na mnie z góry. – Co innego 

masz do roboty? – zapytała. 

Zagryzłam wargę myśląc o jakiś pomysłach. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

89

 

 

- Nie masz nic do zrobienia… - Odwróciła się ode mnie. – Polubisz Jamesa. – Poszła 

do łazienki. 

Skrzyżowałam  ręce  na  piersi,  zapadając  się  w  kanapie.  Nadąsałam  się  jak  dziecko, 

którym  zresztą  byłam.  Wtedy  mój  telefon  rozświetlił  się  i  zadzwonił.  Pośpiesznie  do  niego 

sięgnęłam, ale tylko by się rozczarować. To Alice. 

Będę za minutę – A 

Odrzuciłam telefon z powrotem patrząc na niego. Minuta dla Alice to jakieś dziesięć, 

dwadzieścia minut dla reszty normalnych ludzi. Zazwyczaj wysyła wiadomość przed tym jak 

zapakuje  dzieciaki  do  Hummera  Jaspera  i  wyciągnie  samego  Jaspera  z  domu.  On  nigdy  nie 

opuszcza tego cholernego miejsca, cóż w sumie to nawet nie musi tego robić. Wszystko samo 

przychodzi  do  Jaspera…  dosłownie.  Jeżeli  jego  chłopcy  nie  mogą  czegoś  zrobić,  Alice 

wkracza do akcji. 

Patrzyłam  na  telefon,  zastanawiając  się  również  czy  powinnam  ponownie  napisać  do 

Edwarda. Naprawdę chciałam to zrobić … 

Złapałam  za  telefon  pisząc,  „Co  tam  u  ciebie?”.  Wysłałam  to  od  razu,  nim  nie 

straciłam odwagi. 

Leah  wróciła  z  łazienki,  a  ja  odrzuciłam  na  bok  telefon…  z  obawy,  że  mogę  zostać 

nakryta na tym, co zrobiłam. – To było szybkie. – zastanawiałam się czy zdążyła umyć ręce. 

Czasami jestem taka dziwna. 

-  Tylko  sikałam.  –  złapała  za  torebkę,  a  ja  zmarszczyłam  na  to  brwi  –  Wychodzę  – 

pomachała. Odmachałam, gdy podchodziła do drzwi. Otworzyła je mówiąc – Jest Alice. 

-  Naprawdę?  –  zapytałam  z  nutą  zaskoczenia  w  głosie.  To  dosłownie  była  jakaś 

minuta. Wstałam wciągając trampki i łapiąc za telefon 

-  Yeah,  widzimy  się  później…  powiedzmy  o  ósmej?  Bądź  gotowa.  –  Znowu 

pomachała zamykając za sobą drzwi. 

Schowałam telefon do kieszeni, wzięłam kluczę i sweter. Ostatnie dni były naprawdę 

zimne,  więc  przewiesiłam  przez  ramię  kolejną  bluzę  z  kapturem,  tak  na  wszelki  wypadek, 

gdyby  później  zrobiło  się  jeszcze  zimniej.  Na  sobotnią  noc  Rose  pozwoliła  mi  pożyczyć  jej 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

90

 

 

płaszcz, który pasował do całego mojego ubioru. Jestem biednym nieudacznikiem, który nie 

posiada nawet zimowego płaszcza. W zeszłym roku go uprałam i niestety się rozpadł. 

Musiałam zwlekać z wyjściem zbyt długo, ponieważ Alice zaczęła trąbić. Wybiegłam 

z  domu  i  moje  oczy  zatrzymały  się  na  Hummere.  Zamknęłam  za  sobą  drzwi  i  dwukrotnie 

prześwietliłam samochód. 

Jasper  nie  siedział  za  kierownicą,  to  miejsce  zajmowała  Alice.  A  z  tyłu  nie  było 

ż

adnych dzieci. Rozłożyłam ręce – Gdzie są wszyscy? – zapytałam. 

Spojrzała na mnie – Pośpiesz się! Wsiadaj! – krzyknęła bez dalszych wyjaśnień. 

Przebiegłam resztę drogi do samochodu, otworzyłam drzwi i wspięłam się do środka. 

Alice wcisnęła gaz, jeszcze nim zdążyłam zapiąć swoje pasy, co wcisnęło mnie w siedzenie. 

-  Jestem  wolna!  –  krzyknęła  i  podkręciła  C.R.E.A.M.  śpiewaną  przez  Wu-Tang 

Clan

32

Skrzywiłam się w siedzeniu, starając się poprawić i zapiąć pasy. 

Zatrzymała  się  na  światłach  i  przyciszyła  muzykę  –  Jazz  powiedział,  że  przypilnuję 

dzieciaków…  tych  pieprzenie  złych  dzieciaków.  Wiesz,  że  Annie  zaczyna  brać  przykład  ze 

starszego brata. 

- Ma raptem rok – zaskrzeczałam, zapinając w końcu pas. 

Alice potrząsnęła głową – Ale wciąż. – Ponownie podkręciła muzykę. 

Spojrzałam na nią i wtedy zauważyłam, że siedzi na kilku książkach telefonicznych – 

Ali … - krzyknęłam ponad muzyką. 

- Co? – odkrzyknęła. Zamierzałam przyciszyć muzykę, ale trzepnęła mnie w rękę. 

- Co… uh książki telefoniczne? – zapytałam. 

-  Siedzenie  wyżej  już  się  nie  podnosi.  –  wtedy  zauważyłam  dwie  poduszki  za  jej 

plecami. 

- Czy chcesz żebym prowadziła? – zaproponowałam. Przynajmniej ja dosięgłabym do 

pedałów i widziała coś zza kierownicy. I to bez tych wszystkich rzeczy. 

                                                            

32

 Wu-Tang Clan – grupa wykonująca muzykę 

hip-hop

, wywodząca się ze Staten Island, Nowy Jork, USA 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

91

 

 

-  Nie,  nie  prowadzę  nawet  minuty  –  zaśmiała  się  –  Jestem  wolna!  –  ponownie 

krzyknęła skręcając w prawo, czyli w przeciwnym kierunku niż do centrum handlowego. 

- Gdzie jedziemy? – zapytałam. 

- Po Rose, a potem wybieramy się do David’s Bridal

33

, a potem do centrum…  

- Alice! – krzyknęłam – Czy Jasper … - uśmiechnęłam się szeroko – Czy on? 

Potrząsnęła  głową  na  nie  –  Ta,  jasne…  potrzebuję  sukienki  na  ślub,  my…  -  Tu 

machnęła ręką między nami. – …idziemy w ten weekend na ślub. 

- Poczekaj! – powiedziałam – Kto się hajta? 

- I znowu jestem w ciąży. – mówiła dalej. Spojrzałam na nią pusto. – Te jest Jaspera. – 

powiedziała. 

- Kurwa! – krzyknęłam – Mam taką nadzieję. 

- To będzie gówniany ślub… nie mogę pić, ale przynajmniej nic jeszcze po mnie nie 

widać.  W  następny  piątek  wybieram  się  do  lekarza.  Klinika  nie  mogła  mnie  zarejestrować 

szybciej. – powiedziała. 

- Czy Jasper się cieszy? – zapytałam. 

Przytaknęła. – Cieszy się, więc teraz jesteśmy jakby małżeństwem. Wczoraj w końcu 

zrobiłam test. Podejrzewałam już wcześniej, ale chciałam się napić w sobotę, więc czekałam z 

tym  trochę  dłużej.  Jeżeli  nie  wiem,  że  jestem  w  ciąży,  to  w  niej  nie  jestem  i  wszystko  jest 

dobrze. 

Nawet nie wiedziałam co na to odpowiedzieć. Nie, właśnie że wiedziałam. – Na czyj 

ś

lub idę? I dlaczego dowiaduję się o tym dopiero teraz? W ten weekend muszę pracować. 

-  Kuzyna  Jazza.  Żeni  się,  a  ty  musisz  tam  być.  Odpowiedź  odmowna,  nie  jest  nawet 

opcją – powiedziała, a ja zsunęłam się trochę z siedzenia. Jeżeli Carlisle jest zaręczony, to czy 

to oznacza, że Edward też może być? 

- Który … - zaczęłam. 

                                                            

33

 David’s Bridal – sklep z modą ślubną 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

92

 

 

-  Carlisle.  I  zanim  zaczniesz  zadawać  pytania.  –  Skręciła  w  prawo  w  blokowisko 

mojego brata. Skrzywiłam się, gdy prawie uderzyła w skrzynkę pocztową stojącą na rogu. – 

To był tylko sex, chciałaś kogoś zaliczyć, a ja nie chciałam, żebyś przespała się z Edwardem. 

– zatrzymała się pod domem Emmetta. 

- Dlaczego? – zapytałam. 

Odwróciła się do mnie – Spójrz, musisz przyjść na ten ślub. Nie obchodzi mnie co tam 

sobie zaplanowałaś. Masz przyjść. 

Potrząsnęłam głową – Czego mi nie mówisz? – zapytałam. 

Odwróciła się ode mnie patrząc przez okno – Edward jest straszny … 

-  Nie.  –  Kłóciłam  się,  śmiejąc  się  przy  tym  nerwowo.  –  Jest  słodki…  z  tego  co 

pamiętam. 

-  Każdy  jest,  kiedy  chce  ci  się  dobrać  do  majtek.  Ja  tylko  troszczę  się  o  ciebi  …  tak 

samo jak o siebie… i Jaspera. Musisz przyjść. 

Mrugnęłam,  nie  rozumiejąc,  ani  cholernej  rzeczy  z  tego  co  powiedziała.  –  Dlaczego 

mam  iść  na  ten  ślub?  Bym  mogła  przelecieć  Carlisla  nim  powie  „Tak”?  I  co  jest z  tobą  nie 

tak? Chciałaś mnie spiknąć z częściowo żonatym facetem… - wykrzyczałam. 

Krzyknęła  we  frustracji,  sztywniejąc  na  chwilę  –  Zapomnij  o  Carlislu…  zapomnij  o 

tamtej nocy. Edward potrzebuje partnerki na ślub. 

-  Dlaczego  tego  od  razu  nie  powiedziałaś?  –  zaśmiałam  się,  momentalnie 

podekscytowana – Ale… nie mam pieniędzy, by się odpowiednio ubrać… oh, mogę założyć 

tą czarną sukienkę, którą miałam na ślubie Emmetta – powiedziałam. 

Alice  spojrzała  przeze  mnie,  odwróciłam  się  obserwując,  jak  Rose  wytacza  się  ze 

swojego samochodu. Pokręciłam głową. Przecież muszę pracować w ten weekend. 

- Nie możesz jej nałożyć … 

-  Muszę  pracować…  -  mówiłyśmy  jedna  przez  drugą,  obie  ze  zmarszczonymi 

brwiami. – Naprawdę chciałabym pójść… ale dlaczego sam mnie o to nie zapytał? – wyjęłam 

telefon z kieszeni i zapiszczałam. Dostałam odpowiedź od Edwarda. Pisał „W porządku, a u 

ciebie?” 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

93

 

 

Szybko odpisałam „U mnie dobrze”. 

- Kto to? – zapytała Alice. 

- Kto jest kim? – zapytała gramoląca się do samochodu Rose. 

- Edward – uśmiechnęłam się. 

- On pisze do ciebie? – krzyknęła Alice. 

- Dobra robota dziewczyno. – Rose szturchnęła mnie w ramię. 

Zachichotałam  i  przytaknęłam  zgadzając  się  z  nią.  Alice  zmarszczyła  na  mnie  brwi  i 

odwróciła się, by marszczyć się na Rose. 

-  Po  prostu  jedźmy  …  -  fuknęła  i  ponownie  odjechałyśmy.  Kierowałyśmy  się  do 

David’s Bridal, które znajdowało się blisko centrum. Nie dostałam odpowiedzi od Edwarda. 

Nie  żeby  Alice,  czy  Rose  odzywały  się  podczas  drogi.  Wszystkie  byłyśmy  zadowolone 

słuchając muzyki. Szczerze, to wcale nie byłam z tego zadowolona. Miałam z milion pytań do 

zadania. Pytanie numer jeden: dlaczego to takie ważne, żebym się zjawiła na tym cholernym 

ś

lubie? 

Pomyślałam, czemu nie zapytać o to Edwarda? Więc tak też zrobiłam. Napisałam „O 

co  chodzi  z  ty  weekendem?  Twój  brat  się  żeni?”  –  tym  razem  odpowiedź  przyszła 

natychmiast. 

„Zobaczymy się na miejscu” Co dla mnie brzmiało trochę tajemniczo. 

Gdy  Alice  wjechała  na  miejsce  parkingowe,  zatrzymałam  ją  na  chwilę  nie  dając 

wysiąść z samochodu. – Muszę w ten weekend iść do pracy. Co się stanie jeżeli nie pójdę na 

ten ślub? – zapytałam patrząc na swój telefon. 

-  Po  prostu  powinnam  mu  powiedzieć,  że  w  ten  weekend  pracuję.  –  I  właśnie  to 

zaczęłam pisać na telefonie, gdy Alice wyrwała mi go z ręki. 

- Zadzwoń, że jesteś chora – powiedziała. 

- Nie mogę… potrzebuję tych pieniędzy i jak powiedziałaś, nie mogę nałożyć tej starej 

sukienki. Więc to oznacza, że nie idę… - Zabrałam jej z powrotem telefon i skończyłam to co 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

94

 

 

wcześniej  chciałam  napisać.  Wysłałam  wiadomość,  efektownie  mówiąc  Edward’owi,  że 

muszę pracować. 

Alice  warknęła  –  Ja  się  tym  zajmę  –  powiedziała  –  Jazz’owi  powiodło  się  w  tym 

tygodniu,  więc  mam  dodatkową  gotówkę.  Znajdziemy  ci  jakąś  przyzwoitą  przecenioną 

sukienkę i może nawet płaszcz… - wystawiła język uderzając w mój sweter. 

- Buty też. – Wtrąciła się Rose. 

Alice odwróciła się do niej – I buty też. I złapię cię tam, gdziekolwiek zamierzasz się 

wybrać w sobotę. 

Potrząsnęłam głową gotowa, by zaprotestować. 

- Jestem twoją kuzynką, nie musisz mi za nic oddawać – powiedziała Alice. 

Poczułam, że w momencie, gdy zabrzęczał mój telefon Rose położyła swoje dłonie na 

moich  ramionach.  –  Bella  weź  te  pieniądze…  nawet  jeżeli  nie  pójdziesz  na  ślub,  to  możesz 

zapłacić rachunek za telefon … odłożyć je. Ale musisz kupić sobie płaszcz, potrzebujesz go. 

- Nie – kłóciła się Alice – Pieniądze dostanie tylko wtedy, gdy pójdzie na ślub. 

Zaśmiałam się. – Zapłacisz mi za to, że pójdę? – spojrzałam na telefon. 

„Nie,  nie  pracujesz.  Zająłem  się  tym.  Masz  wolne  przez  cały  weekend”  Napisał  mi 

Edward. 

- Co do cholery? – Pytanie nie było skierowane w zasadzie do nikogo. – Spójrzcie na 

to. – Pokazałam dziewczynom telefon. 

- Jakim cudem … - zaczęła gapiąc się na niego Rose. 

- Mówiłam ci, straszny. – Alice wzdrygnęła się i szybko wysiadła z samochodu. 

Spojrzałam na Rose. 

Wzruszyła  ramionami.  –  Edward  jest  gorący,  ale  nie  mogę  sobie  wyobrazić,  by  ktoś 

kto tak wygląda nie mógł sobie znaleźć partnerki na wesele brata. – Nawijała. – I dlaczego tak 

długo z tym zwlekał? Uroczystość prawdopodobnie była zaplanowana od kilku miesięcy. 

Przytaknęłam zgadzając się z nią. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

95

 

 

- Nie wydawał się wcale taki straszny. Kiedy byłam osobą towarzyszącą… 

Alice zapukała w szybę, przerywając Rose. 

Zignorowałam ją. – Byłaś osobą towarzyszącą? – zapytałam Rose. 

Machnęła  ręką.  –  Dokładnie  to  osobą  towarzyszącą  mężczyznom  na  różnych 

wydarzeniach…  imprezach  firmowych,  ślubach,  na  wszystkich  rodzajach  tego  typu  przyjęć 

na które ci biedni kolesie nie potrafili sobie zorganizować partnerki – zachichotała – Biedni w 

sensie nieszczęśliwi, nie biedni … biedni, ci popierdoleńcy mieli kupę szmalu. 

Alice ponownie zapukała w okno. 

- Nie było żadnego seksu, pracowałam dla agencji. – Zakończyła. 

- Do czego zmierzasz? Nie jestem osobą do towarzystwa – powiedziałam. 

Złączyła  brwi.  –  Wiem  o  tym.  Tylko  mówię,  że  jeżeli  nie  ma  partnerki,  a  posiada 

pewne  rezerwy  finansowe,  a  zdecydowanie  je  posiada…  to  mógłby  zatrudnić  taką  właśnie 

osobę. 

Nadal  byłam  zdezorientowana.  –  Ale  skąd  wiedział,  że  będę  musiała  iść  do  pracy?  I 

czemu to, żebym poszła jest takie ważne? 

Alice zapukała jeszcze raz nim nie ruszyła sztormem w stronę sklepu. 

-  Może…  -  Wzruszyła  ramionami  –  Nie  miał  jaj  by  cię  o  to  zapytać?  A  może 

naprawdę cię lubi? – przytaknęła uśmiechając się. 

Też się uśmiechnęłam, ponieważ podobał mi się ten pomysł. Ale wtedy potrząsnęłam 

głową na nie. – Jego penis był we mnie. 

- Powinnyśmy umieścić to na koszulce – zaśmiała się – Albo możesz wydziergać to na 

poduszce, którą później położysz na kozetce. 

Też się zaśmiałam ubawiona tym śmiesznym pomysłem. – Nie. Nie o to mi chodziło. 

On nie powinien nie mieć jaj, by mnie zapytać, skoro spaliśmy ze sobą – powiedziałam. 

Rose  nie  zgodziła  się.  –  Spędziłam  z  nim  maksymalnie  dwadzieścia  minut  i  nie 

powiedział w tym czasie wiele… praktycznie to nic. Słyszałam tylko jak wyjąkuje twoje imię 

i proponuje ci podwózkę do domu – uśmiechnęła się do mnie znacząco, szturchając mnie w 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

96

 

 

bok. – Niektórzy faceci tak, jak Edward są gorący, ale też nieśmiali. Alice powiedziała, że jest 

prawnikiem.  Może  dużo  pracuje  i  nie  ma  czasu  na  umawianie  się  na  randki.  –  Otworzyła 

drzwi. 

Wyskoczyłam z samochodu. 

Rose  wycofywała  się  niezdarnie  z  samochodu.  Wyciągnęłam  rękę  by  jej  pomóc,  ale 

odtrąciła ją. 

- Ale to gówno z twoją pracą… tego właśnie nie łapię. Jak mógł ci załatwić weekend 

wolnego? Chyba, że zna Mikea – zmarszczyła brwi. 

Mike Newton to mój bezpośredni przełożony, który uderza do Rose za każdym razem, 

kiedy pokaże się z Emmett’em na horyzoncie. Nie przestał swoich zalotów, nawet gdy zaczął 

się pokazywać brzuszek ciążowy. Mężczyźni są dziwni i obleśni, nie mają żadnego szacunku 

dla obrączek, i ciąży. 

- Jak niby mógłby znać Mikea? – zapytałam. 

Westchnęła biorąc mnie za rękę. – Chodźmy, zobaczymy czy Alice jest wkurzona. 

Wchodząc do sklepu, zauważyłyśmy Alice będącą w swoim żywiole. Miała już dwie 

sukienki przewieszone przez ramię i szukała kolejnych. 

- Alice? – zapytała Rose. 

Alice  machnęła  ręką  nawet  na  nas  nie  spoglądając.  –  Wy  dwie  łajzy  możecie  sobie 

usiąść i ładnie wyglądać… już to wszystko ogarniam. 

Wymieniłyśmy z Rose spojrzenia. 

- Gdzieś tutaj jest jakaś ława. – Odeszła od nas. 

Rose  odwróciła  się  cicho  do  siedziska  i  poszła  w  jego  kierunku.  Poszłam  za  nią 

siadając  na  miejscu.  Telefon  zawibrował  mi  w  kieszeni.  Chciałam  go  odebrać  i  zapytać 

Edwarda co miał na myśli, albo jak załatwił mi wolne. 

- Powinnam zapytać Edwarda o tą sprawę z pracą? – zapytałam Rose, 

Przytaknęła. – Do diabła tak. – Przysunęła się do mnie. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

97

 

 

Wypuściłam oddech sięgając po telefon. – W jaki sposób ten weekend mam wolny? – 

zapytałam  pisząc  na  klawiaturze/  –  Jak  mi  to  załatwiłeś?  –  Zakończyłam  wysyłając 

wiadomość. 

- To zabrzmiało bardzo oficjalnie – powiedziała Rose – Wyślij mu buźkę. – Ściągnęła 

usta do telefonu. 

- To jest dziecinne – zaśmiałam się. 

- Jest urocze. – Nie zgodziła się. 

Myślałam  o  tym  przez  jedną  milisekundę  i  wysłałam  mu  „=P”.  Skrzywiłam  się, 

czując się jak dupa wołowa – To było głupie. – wymruczałam. 

-  Zamknij się. To było fajne. – Rose trąciła mnie nogą – Powinnam kupić ci książkę 

„Randkowanie  dla  głupków”,  nie  masz  o  niczym  pojęcia.  Tak  samo  zresztą,  jak  ten  twój 

Edward. 

- Mój Edward – prychnęłam, ale spodobała mi się ta myśl. 

Rose wyrwała mi z ręki telefon jak tylko zadzwonił. „Mike i ja znamy się od jakiegoś 

czasu”. Puściła mi oczko przykładając telefon do mojej twarzy. Edward też mi wysłał oczko. 

A  na  mojej  twarzy  pojawił  się  ogromny  uśmiech  –  Aww  ty  się  szczerzysz.  –  Rose 

uszczypnęła mnie w policzek. 

- Przestań – odwróciłam się od niej czując, jak moja twarz robi się gorąca. 

- Chcesz, żeby jego penis znowu się w tobie znalazł. – Śpiewała głośno Rose. 

- Przestań – powiedziałam chichocząc. 

- Oh Edward – skrzeczała. 

Odwróciłam  się  do  niej,  ciężarny  brzuch  to  przekleństwo…  uderzyłam  ją  w  rękę.  – 

Przestań. – Zrugałam ją. 

To  jej  nie  powstrzymało.  Zaczęła  dyszeć  –  Oh…  właśnie  tutaj…  właśnie  tak…  oh 

Edward! – zakończyła głośnym śmiechem. 

- Rose! – krzyknęłam. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

98

 

 

- Diabli z wami! Nigdzie zdziry nie można was zabrać! – krzyknęła Alice mknąc obok 

nas. 

-  Przepraszam!  –  Ktoś  krzyknął  i  wszystkie  odwróciłyśmy  się  do  kobiety  w  średnim 

wieku. Spojrzała na nas krzywo. – Byłabym bardzo wdzięczna drogie panie, gdybyście były 

trochę ciszej. 

Alice  podała  jej  sukienki.  –  Chcę  tą  w  rozmiarze  4…  nie  widziałam  takiej  na 

wieszaku, a tą… – spojrzała na mnie – Jaki rozmiar ostatnio nosisz? 

Potrząsnęłam głową, nadal niezdecydowana. 

- 6, straciła trochę na wadze – odpowiedziała Rose. 

Ignorując  oddalającą  się  kobietę,  Alice  przytaknęła  i  podała  mi  sukienkę.  –  Tak 

myślałam, trzymaj. 

- Alice. – Wyciągnęłam ręce starając się ją powstrzymać. 

- Dobra. – Opuściła ramiona. – Jazz przejeżdżał wczoraj obok Ground Round, a twój 

szef jest dość mocno uzależniony… czy teraz przymierzysz sukienkę? 

- Mike? – zapytałam. 

-  Po  prostu  przymierz.  –  Obruszyła  się  rzucając  we  mnie  sukienką  i  poszła  za 

ekspedientką. Ruszyłam za nią. 

- Czego mi nie mówisz? – zapytałam. Może jestem roztrzepana, ale z całą pewnością 

nie  jestem  głupia.  Coś  jest  na  rzeczy.  Coś  o  czym  Alice  nie  chce,  żebym  się  dowiedziała. 

Czuję to w kościach. 

- Boże kobieto! Wykańczasz mnie! – warknęła – Dlaczego zadajesz tyle pytań? – Nim 

zdążyłam odpowiedzieć, Alice mówiła dalej – Edward potrzebuje partnerki na ślub… a Jazz 

powiedział,  czemu  nie  weźmie  Belli? Przecież  dobrze  się  razem  bawili.  –  Skrzyżowała  ręce 

na piersi. 

-  Jest  bardzo  zajętym  człowiekiem.  Ja  uważam,  że  jest  straszny,  ty  uważasz  że  jest 

wyśnionym księciem z bajki, a Edward… mam na myśli Jazz załatwił ci wolne… już z nim 

nawet spałaś. – Zaczęła tupać stopą. – Nie wiedziałam, że to będzie takie trudne – potrząsnęła 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

99

 

 

głową  –  Wyjdziesz  na  całą  noc,  do  miasta,  dostaniesz  kolację…  darmową  kolację,  drinki  i 

może tańce… będziemy się dobrze bawić. Jesteś teraz zadowolona? 

Przygryzłam wargę przytakując. Wszystko wydawało się mieć sens. Mam wolną noc i 

chciałam ponownie zobaczyć Edwarda. – Może nałożę tę sukienkę, którą… 

-  Bella.  –  Alice  położyła  dłonie  na  moich  ramionach.  –  To  będzie  naprawdę  wielkie 

wesele,  co  wyjaśnia…  dlaczego  Edward  potrzebuje  partnerki.  Nie  wyglądałoby  to  dobrze, 

gdyby  pojawił  się  sam,  wśród  tych  wszystkich  ludzi.  Plus  to  włoskie  wesele,  co  także 

oznacza,  że  musisz  wyglądać  elegancko…  skreśl  to…  to  ślub  guido,  ale  mają  w  pip  kasy  i 

elegancki wygląd jest koniecznością. Rozumiesz? 

Przytaknęłam bawiąc się sukienką w dłoni. 

-  Nie  chcesz  się  chyba  pokazać…  jako  partnerka  wspaniałego  i  bogatego  faceta,  i 

wyglądać  jak  biały  śmieć,  prawda?  –  Kobieta,  która  wcześniej  się  do  nas  zwróciła  podała 

Alice sukienkę. Alice szybko na nią spojrzała i odwróciła się do mnie. – No i? 

Szybko potrząsnęłam głową na nie. 

-  Alice.  –  Prawie  krzyknęła  Rose.  –  Co  jest  do  cholery?  Ona  praktycznie  płacze.  – 

Otoczyła  mnie  ramieniem.  Nawet  nie  wiedziałam,  że  łzy  nabiegły  mi  do  oczu,  aż  nie 

poczułam spływającej mi po policzku wilgoci. Ale szybko ją starłam. 

-  Rose,  jesteśmy  białymi  śmieciami…  dziewczyna  może  zdobywać  sobie  tyle 

dyplomów ile tylko chce, ale jej żałosny tyłek nadal jest tylko białym śmieciem tak samo jak i 

mój. Tyle, że ja się nad tym nie roztkliwiam. – Zrzędziła Alice. 

Spojrzałam na swoje trampki. Jestem tylko o kilka kursów od zakwalifikowania się do 

programu  dla  pielęgniarek.  Moim  planem  jest  podążać  w  ślad  za  Leah.  Do  programu 

przyjmują,  gdy ma się średnią powyżej 3.5. Teraz stało się to warunkiem koniecznym, więc 

powstała lista oczekujących. Muszę chodzić na dodatkowe zajęcia by uzyskać lepszą średnią i 

się tam zakwalifikować. 

-  Jedyny  śmieć,  jaki  widzę  to  ty.  –  Rose  pstryknęła  palcami  przed  twarzą  Alice.  – 

Przestań z tym swoim gównem i idź przymierzyć swoją sukienkę. – Wycedziła Rose. 

Alice przytupnęła stopą. – Ona musi w końcu zdjąć te różowe okulary… 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

100

 

 

-  Nie  jestem  jakimś  śmieciem  –  powiedziałam  –  Mam  pewne  problemy  finansowe. 

Ale to nie czyni ze mnie kogoś gorszego. – Miałam wrażenie, że cały żołądek zamienia mi się 

w  jeden  ogromny  supeł.  Chciałam  przyłożyć  Alice  w  twarz.  Najpierw  pojawiają  się  łzy,  a 

potem do akcji wkraczają ręce. Taka jestem. 

- Pewne? – Alice zaśmiała się kwaśno. 

-  Wszyscy  je  mamy  skarbie  –  wyszeptała  mi  na  ucho  Rose  –  Nie  nazywają  tego 

depresją bez powodu. 

Alice zachichotała. – Czeka cię ostra pobudka. 

- Alice. – Ponownie ostrzegła Rose. 

-  Wszystko  co  robię,  ma  jej  pomóc  wyjść  z  dołka  okej?  –  spojrzała  na  mnie  – 

Przepraszam. 

Przytaknęłam – Okej. 

- Wszystko będzie super… obiecuje. – Postukała mnie w nos, na co się uśmiechnęłam. 

– Założę się, że będziesz wyglądać niesamowicie. – Położyła dłoń na mojej. Uśmiechnęła się, 

ś

ciskając moją rękę i odwróciła się w stronę przymierzalnie. Obróciłam się do Rose. 

- Wesele guido? –zapytałam. 

- Włoski ślub – zaśmiała się – Edward nie wygląda mi na Włocha. 

Wzruszyłam  ramionami.  –  Rozumiem,  ale  jaka  jest  różnica  pomiędzy  na  przykład 

twoim ślubem, a włoskim? – zapytałam. 

-  Cóż...  po  pierwsze,  jeżeli  ci  ludzie  mają  tyle  forsy,  ile  mówi  Alice,  zgaduje  że 

znajdzie się ze sto tysięcy dolarów różnicy. 

- Cholera – powiedziałam. 

Przytaknęła. – Cholerna prawda. Oglądałaś Moje Wielkie Greckie Wesele

- Tak – zaśmiałam się – Świetny film. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

101

 

 

-  Prawda.  –  Rose  westchnęła  popychają  mnie  w  stronę  przymierzalni  –  To  będzie 

mniej,  więcej  tak  wyglądać.  Tyle,  że  oni  nie  tłuką  talerzy,  ale  będzie  tak  samo  głośno  i 

przyjdzie dużo ludzi. – Weszłam do przymierzalni i odwróciłam się do niej. 

- Brzmi zabawnie – powiedziałam. 

Uśmiechnęła się – Zasługujesz na to by wyjść na jakiś czas i wyglądać przy tym, jak 

księżniczka,  nawet  jeżeli  to  będzie  tylko  jedna  noc.  –  Pochyliła  się  do  mnie  –  Nie  używaj 

perfum  i  zachowaj  metkę  –  wyszeptała.  –  Jeżeli  czujesz  się  źle  z  tym,  że  przyjmujesz 

pieniądze od Alice, to w poniedziałek będziemy mogły oddać sukienkę. 

Przytaknęłam, myśląc że Rose to chodzący geniusz. 

- Butów niestety nie możesz zwrócić, ale jeżeli pójdziemy do Payless to wydasz na nie 

jakieś dwadzieścia dolców. 

- To mogę przyjąć – zaśmiałam się. 

Zanim zamknęła drzwi do przymierzalni zdążyła mi puścić oczko. 

Westchnęłam i spojrzałam na sukienkę. Tak naprawdę to dopiero teraz jej się uważnie 

przyjrzałam. Sukienka wyła wykonana z ciemno niebieskiej satyny, prawie czarnej i nie miała 

ramiączek.  Zapierała  dech  w  piersiach  i  była  taka  delikatna  w  moich  dłoniach,  jak  jedwab. 

Poczułam się znowu tym wszystkim podekscytowana i potarłam materiałem po policzku. 

Ktoś zapukał. – Pośpiesz się – powiedziała Alice. 

Zrzuciłam buty. – Daj mi minutę. – Zdarłam sweter – Dopiero co weszłam. 

- Okej – odpowiedziała. 

Zsunęłam dżinsy nie kłopocząc się nawet, by je podnieść z podłogi. I wślizgnęłam się 

w  sukienkę.  Była  naprawdę  przytulna  i  zauważyłam  że  z  prawej  strony  miała  gustowne 

rozcięcie. Które kończyło się gdzieś w połowie  uda, przez to wszystko czułam się cholernie 

seksownie. 

Odwróciłam się do lustra, by zobaczyć jak wyglądam i zauważyłam, że nadal mam na 

sobie  stanik.  Szybko  go  zrzuciłam  i  po  prostu  patrzyłam  na  siebie.  Sukienka  nie  miała 

zasuniętego  suwaka,  ale  ze  zrobionymi  włosami  i  może  jakimś  makijażem,  będę  wyglądała 

pięknie. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

102

 

 

Gdyby jeszcze nie było widać linii bielizny… 

Do diabła na sobotę założę jakieś niewidoczne stringi. 

Alice znowu zapukała. 

- Zostawisz ją w spokoju! – słyszałam jak krzyczy Rose. 

Przebiegłam dłońmi przez klatkę piersiową nadal na siebie patrząc. Kiedy moje dłonie 

wyczuły metkę z ceną, nie mogłam się powstrzymać i spojrzałam na nią. Nie była wcale tak 

droga  jak  myślałam,  że  będzie.  Kosztowała  tylko  $250,  czyli  nie  jakoś  strasznie  dużo. Jakiś 

czas  mi  zajmie  oddanie  takiej  kwoty  Alice,  ale  naprawdę  chcę  ją  zatrzymać.  Pokochałam  tą 

sukienkę i jej nie oddam. 

Odwróciłam  się  do  drzwi,  szeroko  je  otwierając  by  wyjść.  Rose  nagrodziła  mnie 

uśmiechem,  tak  samo  zrobiła  Alice.  Podniosłam  włosy  odwracając  się  do  Rose,  by  mogła 

zasunąć suwak. 

Spojrzałam  na  oszałamiająco  wyglądającą  Alice.  Miała  na  sobie  ciemno  brązową 

suknie, podobną do mojej, tyle że bez rozcięcia i jej miała topazowe kryształki wokół stanu. 

Sięgnęłam dłonią by przejechać po nich palcami. 

-  Wciągnij  brzuch.  –  Poinstruowała  Rose.  Przytrzymując  piersi  zrobiłam  tak  jak 

powiedziała.  –  Gotowe.  –  Kiedy  już  zasunęła  zamek  zrobiłam  mały  obrót  zatrzymując  się 

przed wysokim lustrem. Przyjrzałam się swojej postaci w tym nowym wydaniu. – Wyglądasz 

jak ktoś z klasą – powiedziała Rose. Spojrzałam w lustrze na Alice. 

Przytaknęła – I nawet nie potrzebujesz stanika. – Podbiła dłonią moją lewą pierś, na co 

zachichotałam. – Dziewczyno wyglądasz seksownie jak cholera. – zaśmiała się – Spójrz tylko 

na  te  krągłe  linie  –  zachichotałam.  Odwróciłam  się  by  spojrzeć  na  swój  tyłek.  Wyglądał 

niesamowicie w tej sukience, lekko odstając i kusząc. 

- Czuje się sexy. – uśmiechnęłam się - Ale jesteście pewne? – zapytałam je. 

-  Ja  jestem.  –  Klepnęła  mnie  w  tyłek  Alice  –  Wiedziałam,  że  ta  będzie  wyglądać 

ś

wietnie. 

-  Nie  powinniście  przymierzyć  kilku  innych  sukienek?  Nie  zrozumcie  mnie  źle…  te 

wyglądają wspaniale, ale coś innego może być jeszcze lepsze – powiedziała Rose. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

103

 

 

- Nie mamy tyle czasu, muszę być w domu z powrotem o szóstej. – Alice spojrzała na 

telefon.  –  A  musimy  jeszcze  wybrać  jakieś  buty  i  płaszcz  dla  tej  niezdary.  No  i  będziesz 

potrzebowała, też jakiejś torebki. 

Potrząsnęłam głową – To za dużo. 

- Nie kłóć się ze mną – powiedziała wracając do przymierzalni. 

Spojrzałam na Rose – Potrzebujesz tego płaszcza. Pamiętasz o czym rozmawiałyśmy 

wcześniej? – wyszeptała. 

Przytaknęła. – Dzisiaj wieczorem mam coś na kształt randki – powiedziałam. 

- Ty co? – krzyknęła Alice, słysząc mnie w jakiś sposób. 

Zaśmiałam  się.  –  Leah  chce  mnie  przedstawić…  -  Drzwi  od  jej  przymierzalni 

otworzyły  się  z  rozmachem  uderzając  o  ścianę.  Wyszła  w  dżinsach  z  sukienką  jeszcze  na 

górze. 

-  Jakiś  przyjaciel  policjant?  Yeah…  nie.  –  Potrząsnęła  głową.  –  Tolerujemy  twojego 

ojca, ponieważ musimy. Ale nie możesz umawiać się z gliną. 

- Może się umawiać z kimkolwiek ze chce – powiedziała Rose. 

- Posłuchaj siebie … - prychnęła Alice. 

-  Przestańcie  –  Wyciągnęłam  ręce  –  O  co  chodzi?  To  nawet  nie  jest  prawdziwa 

randka… to tylko kilka drinków. 

-  Po  pierwsze…  -  Popukała  mnie  w  szyję.  –  Nadal  jesteś  naznaczona  przez  innego 

mężczyznę.  –  Podniosłam  rękę,  by  zakryć  blednącą  malinkę.  –  Zostałaś  naznaczona.  I 

pamiętasz jak ci mówiłam, że Edward jest straszny? 

Spojrzałam  na  nią  zmieszana.  –  Yeah  pamiętam,  mimo  że  w  ogóle  tego  nie  łapię.  – 

Wyprostowałam się. – Możesz mi to wytłumaczyć? 

- On się dowie. – Wzruszyła ramionami. 

Rose stanęła przede mną. – I co z tego, że będzie o tym wiedział. Nie miał nawet jaj 

by  samemu  zaprosić  Belle,  a  pieprzyć  go  –  powiedziała  Rose  i  spojrzała  na  mnie.  - 

Całkowicie i zdecydowanie powinnaś wyjść na te spotkanie. Nie zmieniaj swoich planów. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

104

 

 

Przytaknęłam. 

- Do ślubu. – Dokończyła. 

Przytaknęłam  ponownie  i  spojrzałam  na  Alice.  Wyrzuciła  ręce  w  górę.  –  Rób  co 

chcesz, ale on i tak się dowie i… 

- A kim on jest? Bogiem? Jest kolesiem, który raz się w nią wślizgnął – zaśmiała się 

Rose. 

Też się roześmiałam. 

- Powinnaś iść. A co jeżeli Edward wcale nie jest tym, kim myślisz? – zapytała Rose – 

Byłaś taka wymęczona tego wieczoru, a prawnicy zarabiają na życie kłamstwami. Cokolwiek 

ci  powiedział  w  sobotę…  po  prostu  weź  na  to  dużą  poprawkę…  bo  to  wcale  może  nie  być 

prawda. 

Zmarszczyłam brwi. 

-  Ale  z  drugiej  strony,  to  nie  miał  powodu  by  ci  kłamać.  Przecież  i  tak  rozłożyłaś 

przed nim nogi. 

Zachichotałam. 

-  Myślisz  tam  w  środku?  –  Rose  popukała  mnie  w  skroń  –  Czemu  jesteś  taka  cicha? 

To twoje pieprzone życie, a ta tam w środku to jakiś konus. – Prychając wskazała palcem na 

przymierzalnie. 

-  Słyszałam  to!  –  krzyknęła  Alice  –  Właściwie  używany  termin  to  zabawnych 

rozmiarów. 

Wzruszyłam ramionami. – Nawet nie wiem co myśleć – powiedziałam – Patrząc na to 

wszystko…  sukienkę,  wiadomości  i  te  wszystkie  sekrety…  to  nawet  nie  powinnam  iść.  – 

Pomyślałam na głos. 

-  To  wyjście  na  wieczór  z  gorącym  facetem  i  możesz  dostać  wszystkie  odpowiedzi, 

których szukasz – powiedziała Rose. 

- Dokładnie. – Zgodziłam się z nią, szczęśliwa, że mój brat ożenił się z geniuszem. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

105

 

 

Przebrałam się z powrotem w swoje codzienne ciuchy, uważając by nie pomarszczyć 

tej niesamowitej sukienki. Trzymałam ją, jak jakąś cenną biżuterię mimo, że takiej oczywiście 

nie posiadam. Była po prostu taka śliczna. Rose wybrała do niej bezszwowe majtki, które nie 

powinny być widoczne pod ubraniem. Zdecydowała się na czarne dla mnie i dla Alice wzięła 

takie same. 

Alice  zapłaciła  za  sukienki  i  pasujące  do  nich  szale  dużym  plikiem  gotówki. 

Wybałuszyłam na to oczy, ale nic nie powiedziałam. 

Po  tym  już  nie  rozmawiałyśmy  za  dużo  o  nadchodzącym  weselu.  Jedyne  na  co  mnie 

namawiała  Alice  było  odłożenie  spotkania  z  James’em.  Powiedziała,  że  zawsze  mogę  się  z 

nim  zobaczyć  w  przyszłym  tygodniu  po  tym,  jak  już  będzie  wiedziała  co  takiego  Edward 

trzyma w rękawie. 

Zabawne, że ja zastanawiałam się dokładnie nad tym samym. 

Myślałam również nad tym, jak bardzo głupia byłam. Czy głupotą było zadawanie tylu 

pytań?  Albo  brnięcie  w  to  jeszcze  dalej,  podczas  gdy  nie  mam  tak  naprawdę  żadnych 

odpowiedzi.  Jedyne  co  wiedziałam  i  czego  byłam  pewna  to  fakt,  że  w  tą  sobotę  zobaczę 

Edwarda.  Za każdym  razem, gdy o tym pomyślałam mój żołądek wykonywał dzikie salto, a 

moje serce zaczynało bić szybciej. 

Chcę go ponownie zobaczyć.  I to bardzo.  I jeżeli to oznacza, że muszę pójść na ślub 

jego oślizgłego brata to… no cóż, tak właśnie zrobię. 

Alice nie chciała iść na dalsze zakupy do Payless. Więc udałyśmy się do centrum do 

DSW,  gdzie  obie  wybrałyśmy  po  jednej  parze  odpowiednich  butów.  Kupiłam  parę  czarnych 

szpilek,  wbrew  swoim  wcześniejszym  i  lepszym  osądom.  Rose  powiedziała,  że  wyglądają 

dobrze i pasują do sukienki, a ja mam kilka dni by nauczyć się w nich chodzić. Ale jeśli dzień 

przed  imprezą  nadal  nie  będę  umiała  się  w  nich  poruszać,  to  ona  ma  parę  przyzwoitych 

czarnych czółenek, które będą dla mnie w sam raz. 

Wybrałam, też wyszywany cekinami czarny pasek na nadgarstek. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

106

 

 

Jeden precel i lemoniadę dla Rose później znalazłyśmy się w Against All Odds, sklepie 

z ubraniami. Alice wybrała ładną czarną z fakturą w bąbelki North Face

34

, namawiając mnie 

do jej zakupu. Podczas, gdy sama wzięła identyczną tyle, że fioletową. 

Torebki  były  zbyt  drogie  i  niedorzeczne  szczególnie,  że  pewnie  w  Wal-Mart’cie 

mogłam dostać bardzo podobną i dużo tańszą imitacje. Kłóciłyśmy się z Alice do momentu, 

w  którym  się  zwyczajnie  nie  poddałam.  Ale,  tak  to  już  jest  z  Alice.  Mój  dług  na  jej  koncie 

tylko rósł i rósł. 

I to było kolejnym powodem sensacji w moim żołądku. 

Wisienka  na  torcie  została  ujawniona  dopiero,  jak  podrzuciłyśmy  Rose  do  domu. 

Alice odwiozła mnie do mieszkania i nim zdążyłam wysiąść z samochodu zatrzymała mnie na 

chwilę. 

- Weź to – powiedziała wręczając mi trochę gotówki. 

Zaśmiałam się z niej. – Co jest? Wygrałaś na jakiejś loterii? – zapytałam. 

- Nie ważne skąd pochodzą. To są tylko pieniądze… opłać swój rachunek za telefon, a 

resztę  zwyczajnie  zatrzymaj.  I  nie  musisz  mi  niczego  oddawać.  –  Wcisnęła  mi  pieniądze  w 

wolną dłoń. 

Patrzyłam  na  pieniądze  w  dłoni.  Tak  bardzo  chciałam  je  przyjąć.  Mogłabym  opłacić 

telefon. 

- To tylko 500 dolców. Nie obrobiłam banku. – Wywróciła oczami. 

Dalej się gapiłam – Że co? 

- Bella to tylko kasa… weź ją. – Wypchnęła mnie z auta. 

Wyciągnęłam dłoń z pieniędzmi. – Alice… 

- Bella. – Potrząsnęła głową – To pieniądze, a ty ich potrzebujesz. 

Zwiesiłam  ramiona.  Wszystko  pracowało  na  moją  niekorzyść,  ale  potrzebowałam  tej 

forsy,  a  po  sukience,  płaszczu,  torebce  i  butach…  czym  było  kolejne  $500?  Nie,  nie  jestem 

idiotką. 

                                                            

34

 North Face – amerykańska marka torebek, butów itd. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

107

 

 

- Czego chcesz? – zapytałam. 

Wyszczerzyła się do mnie. – Nic od ciebie nie chcę, ale może istnieć związany z tym 

pewien haczyk. 

- Zabawny dobór słów… więc jaki jest ten haczyk? – zapytałam. 

- Na pewno pojawisz się w ten weekend? 

Pokiwałam głową. 

- Więc w takim razie nie ma żadnego haczyka. – Odwróciła się do mnie całym ciałem 

– Nic nie jesteś mi winna… jeżeli dzisiejszego wieczoru zastaniesz w domu i spotkasz się z 

James’em w następnym tygodniu. Tak jak mówiłam wcześniej. 

-  Ale  o  co  chodzi?  Czemu  to  taka  wielka  sprawa?  – zapytałam  –  Nic  mnie  ten  koleś 

nie obchodzi… 

- Ale Edward cię obchodzi? – burknęła. 

- Nie – odpowiedziałam szybko. 

-  To  dobrze  –  powiedziała  dziwnie  mi  się  przyglądając  –  Weź  pieniądze… 

porozmawiamy jeszcze w tygodniu. – Poprawiła się na siedzeniu. 

Znowu spojrzałam na pieniądze. 

- Jezu Bella! 

Skrzywiłam się – Dobra! – odkrzyknęłam chowając pieniądze do kieszeni. 

- Jezu – wysyczała potrząsając głową – I zostań dzisiaj w domu. 

Przytaknęłam przygryzając wargę i czując, że mój zasupłany żołądek zamienia się w 

pełnowymiarowy ogromny ból brzucha. – Dobranoc – wyszeptałam wyskakując. 

Alice nie odpowiedziała mi odjeżdżając. 

Weszłam do mieszkania trzymając zakupy w ręku. Leah i Sam już siedzieli w środku 

czekając  na  mnie.  Machnęłam  do  nich  co  spowodowało,  że  Leah  zostawiając  na  kanapie 

Sama z Panem Nakrapianym poszła za mną do sypialni. Nic do niej nie powiedziałam. Jednak 

nie. Powiedziałam, że muszę skorzystać z łazienki. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

108

 

 

Po  dziesięciu  minutach  koczowania  w  łazience  spuściłam  wodę,  umyłam  ręce  i 

pomasowałam  brzuch.  Symulowałam  biegunkę,  bo  zwyczajnie  nie  chciałam  słyszeć  całego 

gówna,  które  wyrzuciłaby  z  siebie  Leah,  gdyby  wiedziała,  że  nigdzie  dzisiaj  z  nią  nie 

wychodzę. 

Nie skomentowała tego i wyszła z Samem. Nałożyłam swoje nowe zabójcze szpilki i 

zaczęłam  w  nich  chodzić  po  mieszkaniu.  Wcale  nie  było  tak  źle,  potknęłam  się  tylko 

niezliczoną ilość razy. Kiedy na stojąco jadłam w kuchni jogurt, mój telefon zaczął brzęczeć 

na stoliku do kawy w salonie. Pośpieszyłam do niego potykając się po drodze. 

Podniosłam telefon odbierając i nawet nie spojrzałam kto dzwoni. 

- Słucham – dyszałam z podłogi z koszulką zachlapaną jogurtem. 

Bella? – powiedział Edward. 

Umarłam. Znowu pomyślałam, że umarłam. 

Zepchnęłam te uczucie na bok, wracając do żywych. Usiadłam prosto przeczyszczając 

gardło – Tak, przy telefonie. – Prawie wyszeptałam. 

Dzwonię w złym momencie? – zapytał. 

Potrząsnęłam głową na nie, mimo iż nie mógł tego zobaczyć. 

Bella? – znowu zapytał – A może wolisz Bebella? – zachichotał. 

To  wywołało  mój  uśmiech.  Nie  miałam  pojęcia,  dlaczego  Alice  w  kółko  powtarzała, 

ż

e Edward jest taki straszny. Z tego co ja zapamiętałam, zresztą tak samo jak i Rose, to cichy i 

nieśmiały  facet,  ale  także  jakby  zabawny.  Sprawiał,  że  sporo  się  śmiałam  i  był  naprawdę 

słodki.  –  Bella  wystarczy  –  powiedziałam  wycierając  jogurt  z  koszulki.  Ale  to  tylko 

pogorszyło sprawę. 

Zamilkł. 

Zdjęłam buty nim wstałam z podłogi. – Ed…Edward? – zapytałam stając. 

Jestem – powiedział. 

Miał taki seksowny akcent. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

109

 

 

- Umm… co tam? – zapytałam szybko zmierzając do sypialni. 

-  Nie  wiele.  –  westchnął,  a  ja  czekałam  no  to  co  jeszcze  powie.  Schowałam  buty  z 

powrotem do pudełka i sięgnęłam z szafy kolejną koszulkę. 

-  To  tak  jak  i  tu.  –  wymamrotałam  starając  się  wydostać  z  koszulki  i  nie  upuścić 

telefonu. 

Co robisz? – zapytał – Uh … to brzmi … - urwał. 

Gdy pozbyłam się koszulki przeczesałam włosy wolną dłonią. – Zmieniam koszulkę – 

zachichotałam. 

Oh – i znowu był cicho. 

- Możesz sekundę poczekać? – zapytałam. 

-  Ahuh  –  westchnął  prawie  nie  dosłyszalnie.  Szybko  nałożyłam  drugą  koszulkę  i 

usiadłam  na  łóżku.  Ale  ono  zapadło  się  tak,  że  w  sumie  to  siedziałam  na  podłodze.  Chyba 

znowu muszę dopompować materac. Kiedy mieszkałyśmy w tamtym studiu fotograficznym, 

miałam dobre wysuwane ze ściany łóżko. Uwielbiałam je. Ale kiedy się przeprowadziłyśmy 

tutaj  to  nie  mając  ani  łóżka,  ani  kasy  na  nie  utknęłam  z  tym  materacem.  Jestem  taką 

niedorajdą. 

Warknęłam rozsiadając się. 

Co teraz robisz? – zapytał. 

- Samej siebie żałuje. – wypaliłam i zaśmiałam się – Przepraszam. 

W porządku. Myślałem, że może ty… - zaśmiał się. 

Wyszczerzyłam  się.  –  Co  właściwie  myślałeś,  że  robię?  –  Usiadłam  prosto 

zadowolona  z  kierunku  w  którym  zmierzała  rozmowa.  Czy  on  myślał,  że  się  masturbuje  do 

jego seksownego głosu? Nie. Ale chciałabym… 

Pomyślałem, że może z jakiś przyczyn odczuwasz ból. 

Opuściłam ramiona. – Nie – westchnęłam. – Tylko to co powiedziałam. 

Więc jakiego koloru jest twoja sukienka? 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

110

 

 

-  Czemu  dzwonisz?  –  powiedzieliśmy  w  tym  samym  czasie.  Zamilkłam  pierwsza 

czekając, by odpowiedział lub zapytał ponownie. 

-  Chciałem  wiedzieć  co  tam  u  ciebie  i  byłem  ciekawy,  czy  Alice  rzeczywiście…  uh 

zabrała cię na zakupy – powiedział. 

-  Racja  –  zgodziłam  się  –  Cóż  u  mnie  wszystko  okej.  Kupiłam  sukienkę.  Ciemno 

niebieską, praktycznie czarną. Ale Edward, dlaczego ja w ogóle idę? 

Nie chcesz ze mną iść? 

-  Nie  –  powiedziałam  szybko  –  Chcę…  tylko  nie  wiem  dlaczego  to,  żebym  się  tam 

pojawiła  jest  tak  niesamowicie  ważne.  Alice  cały  czas  powtarza,  że  jesteś  straszny.  I  niby 

czemu?  Albo  dlaczego  sam  mnie  nie  zaprosiłeś?  Takie  tam  normalne  rzeczy.  Każdy 

zwyczajny  człowiek  zastanawiałby  się  nad  tym  samym.  Dzisiejszy  dzień  był  bardzo 

dezorientujący  i  to  delikatnie  mówiąc.  Te  wysłane  przez  ciebie  kwiaty,  też  trochę  mnie 

zaskoczyły. – Wciągnęłam powietrze – Chcę z tobą pójść. Tylko mam milion różnych pytań 

dotyczących  tego,  dlaczego  właściwie  tam  idę.  Rozumiesz  mnie?  –  zapytałam  –  I  dlaczego 

twój brat… 

Bella, Bella, Bella … - zaśmiał się – Whoa! 

Skrzywiłam się – Bella! – usłyszałam jak Leah krzyczy. 

Kto to? – zapytał Edward. 

-  Moja  współlokatorka.  –  powiedziałam  –  Jestem  tutaj!  –  krzyknęłam  do  Leah  – 

Przepraszam za to. – powiedziałam do Edwarda. 

-  Tamtej  nocy  spędziłem  z  tobą  naprawdę  cudowny  czas  i  chciałbym  cię  ponownie 

zobaczyć.  Potrzebowałem  też  partnerki  na  to…  coś  –  warknął  wcale  nie  brzmiąc  na 

zadowolonego z nadchodzącego wydarzenia. 

- Więc… to nie jest spotkanie – randka? – Przetarłam dłonią twarz nienawidząc siebie. 

To będzie tym, czym będziesz chciała żeby było. – Zakaszlał i znowu pogrążył się w 

ciszy.  Przytaknęłam  słuchając,  jak  oddycha  w  słuchawkę  i  zastanawiałam  się  czy  może 

odpowie na którekolwiek z moich pytań. – Ali uważa, że jestem straszny? – zapytał – Cóż, ja 

uważam, że Alice jest straszna. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

111

 

 

I  znowu  doprowadził  mnie  do  śmiechu.  Wyrwało  mi  się  na  koniec  kilka  chichotów. 

Alice potrafi być straszna. 

- Bella co ty… - Leah zatrzymała się w progu do mojego pokoju patrząc na mnie – Z 

kim rozmawiasz? 

Cicho  powiedziałam  jej,  żeby  się  „odpieprzyła”  i  machnęłam  ręką  wskazując  na 

drzwi. Nie przejęła się tym zbytnio i weszła do mojego pokoju. 

- Czy to Alice? – wyszarpnęła mi telefon z dłoni, przykładając go do swojego ucha – 

Posłuchaj mnie, przestań z tym swoim gównem. Wiem, że wcześniej Bella była przygnębiona 

przez to co jej powiedziałaś… 

- Leah! – krzyknęłam. 

Posłała mi spojrzenie i wróciła do swojego monologu – Teraz, dobrze wiem co sprawi, 

ż

e Bella oszaleje. Mam tu bardzo przystojnego mężczyznę, który nie może się doczekać, aż ją 

pozna. Więc, jeżeli jej wybaczysz… - Leah upadła na podłogę po tym jak się na nią rzuciłam. 

Odepchnęła mnie, ale ja złapałam za pasmo jej włosów – Oww… 

- Dobrze – powiedziałam. 

Uszczypnęła mnie – Suka! 

Znowu  ją  uderzyłam  –  To  nie  Alice.  –  jęknęłam  łapiąc  za  telefon,  który  w  wyniku 

przepychanki wylądował na łóżku. 

- A kto? – zaczęła. 

- Edward – spojrzałam na nią spanikowana. Wzruszyła ramionami i zanim zwlokła się 

z łóżka powiedziała bezgłośnie „pieprz go”. Rzuciłam za nią poduszką. 

Wstała – Będziemy w salonie, gdy już skończysz. 

Wyłączyłam  ją  z  otaczającej  mnie  rzeczywistości  nim  jeszcze  wyszła  –  Halo?  – 

zapytałam Edwarda. 

-  Wciąż  tu  jestem  –  powiedział  apatycznie  i  monotonnie,  całe  wcześniejsze 

rozbawienie zniknęło z jego głosu. 

Przytaknęłam – Jesteś … - Przygryzłam wargę zastanawiając się co powiedzieć. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

112

 

 

Widzę, że masz gości. Pozwolę ci do nich iść … 

- Nie. – Zaprzeczyłam – Um… co chciałeś powiedzieć wcześniej? O ślubie. 

Prawda. Ślub. Przepraszam za informację w ostatniej chwili. Moja randka nawaliła 

w ostatnim momencie… jest też coś co chciałbym z tobą omówić – powiedział. 

- Masz dziewczynę? – prawie krzyknęłam. 

Po  drugiej  stronie  zapadła  cisza.  Czekałam,  aż  coś  powie,  z  każdą  minutą  stając  się 

coraz  bardziej  rozgniewana.  –  Powiedziałem,  że  moja  randka  nawaliła.  Nigdy  nie 

powiedziałem, że mam dziewczynę. 

Tym  razem  to  ja  zamilkłam  –  Ja  nie…  mam  dziewczyny,  jeżeli  nadal  się  nad  tym 

zastanawiasz. 

- Oh, przykro mi z powodu twojej partnerki. – Zrobiłam minę do telefonu wytykając 

język. – Co takiego chcesz omówić? Możemy porozmawiać o tym teraz. 

-  Nie,  naprawdę  nie  możemy.  Widzimy  się  w  sobotę…  właściwie  to  właśnie 

wychodziłem, ale źle się czułem kolejny dzień nie odzywając się do ciebie. 

- Jak miło z twojej strony – powiedziałam sarkastycznie. 

Zachichotał. – To była dość oświecająca rozmowa. Dobranoc Bello. 

Moje serce zabiło gwałtownie. Nie chciałam z nim jeszcze kończyć rozmowy. Ale też 

nie wiedziałam co takiego się zmieniło. 

Słyszał co powiedziała Leah. 

Czy może być zazdrosny? 

Zachichotałam  –  Założę  się,  że  była,  ale  czy  naprawdę  masz  zamiar  tak  mnie 

zostawić? Jeżeli to zrobisz będę zmuszona do dołączenia do dwójki najporządniejszych ludzi 

ze śródmieścia, a to jest całkowicie do kitu. – Okej może to nie zabrzmiało tak uwodzicielsko 

jak w mojej głowie. 

A niby dlaczego? – zapytał – Dlaczego jest do kitu? A przez najporządniejszych ludzi 

jak rozumiem, masz na myśli że chłoptaś jest gliną? – zaśmiał się. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

113

 

 

-  Ponieważ  wolałabym  zostać  z  tobą  na  telefonie  –  wyszeptałam  –  Wcześniej 

udawałam  chorą,  żeby  się  jakoś  wyplątać  z  tej  randki  w  ciemno.  –  Złapałam  za  parę  jakiś 

skarpetek  i  zaczęłam  je  wciągać  –  Leah  strasznie  na  mnie  naciska.  A  skoro  chowam  się  w 

pokoju to chciałabym mieć przy tym jakieś towarzystwo. 

-  Przykro  mi,  ale  nie  mam  ci  nic  więcej  do  powiedzenie,  nie  licząc  kwestii 

biznesowych, które chcę z tobą później omówić. 

- Co? – zapytałam. 

- Słyszałem, że szukasz pracy. 

Nie odpowiedziałam, zastanawiając się dokąd on z tym zmierza. 

-  Słyszałem  też,  że  masz  połowę  planu  zapełnioną  szkolnymi  mądrościami.  Ale  to  co 

mam na myśli, to praca na dzień. 

Uniosłam zaintrygowana brew – Nie mam samochodu – przypomniałam mu. 

- Pozwól, że to ja będę się martwił o szczegóły – powiedział. 

- Um… okej – westchnęłam – Co mam… 

Bella zrelaksuj się, to szybka i prosta robota, mógłby to robić nawet jaskiniowiec – 

zaśmiał się i ja też. 

- Jesteś taki zabawny. – Wciągnęłam drżąco powietrze. 

Hej? – zapytał – Znasz ten film? Um… z tym przerażającym dzieciakiem i kolesiem, 

który ma rozjebaną twarz? Ten film o karmie życiowej? – wysiliłam umysł w przeszukiwaniu 

filmowych tytułów – Pieprz mnie! – krzyknął.  

- Okej – zaśmiałam się. 

Podaj dalej

35

 – powiedział 

- Podaj dalej – powiedziałam ogarniając się w sobie. 

                                                            

35

 W oryginale „Pay it Formard” – K.Spacey, H.Hunt, H.J.Osment. Pewien chłopiec jako zadanie domowe 

tworzy projekt, którego celem jest niesienie pomocy. Rozpoczyna od trzech osób, z których każda pomaga trzem 
innym osobom, te pomagają następnym trzem, aż w końcu każdy dla każdego robi coś dobrego. 

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

114

 

 

Yeah, dawno temu ktoś dał mi pewną szansę, a teraz ja chciałbym zrobić to samo dla 

ciebie. Nie ma żadnego powodu, byś znajdowała się w tak okropnym położeniu. Czy właśnie 

powiedziałem okropnym? – Zakończył śmiechem. 

Mój żołądek znowu zawiązał się w supeł. Zanim Edward zaczął się śmiać użył takiego 

samego tonu jakim Alice posłużyła się wcześniej… jakbym była dzieciakiem z programu The 

Fresh Air Fund

36

-  Co…  co  masz  na  myśli?  –  Przełknęłam  suchość  w  ustach.  –  Ten  cały  ślub,  Alice 

powiedziała,  że  muszę  na  niego  iść…  kupiła  mi  tą  sukienkę,  a  ty  załatwiłeś  mi  wolne.  – 

Obruszyłam  się  czując,  że  coś  ohydnego  jest  w  powietrzu  i  na  pewno  nie  był  to  tyłek  Pana 

Nakrapianego, gdyż ten potwór miał zakaz wstępu do mojej sypialni. 

Nie mogę się doczekać, by zobaczyć cię w sobotę. – Jego głos ponownie się obniżył, 

aż miałam trudności, żeby go w ogóle usłyszeć. 

- Co to było? – zapytałam. 

Mogę być z tobą szczery? – westchnął ciężko do słuchawki. A ja swoją przycisnęłam 

jeszcze  mocniej  do  ucha,  o  ile  to  w  ogóle  było  możliwe  –  Naprawdę  chcę  cię  ponownie 

zobaczyć, dla własnej przyjemności i żeby dać ci pewne możliwości. A Alice wie, jak bardzo 

chcę, żebyś ze mną poszła. To dlatego kupiła ci tą sukienkę. – Zatrzymał się. 

-  To  dlatego  Jazz  załatwił  ci  weekend  wolnego,  żebyś  nie  miała  żadnej  wymówki… 

Jezu brzmię, jak jakiś gówniarz… 

Wyszeptał ostatnią część której znowu nie dosłyszałam. – Rodzina lubi mnie widzieć 

szczęśliwego. To jest takie proste. 

Przytaknęłam,  uśmiechając  się  szeroko,  ale  wtedy  przypomniało  mi  się,  co  Alice 

powiedziała  mi  wcześniej…  wszystkie  żarty  na  bok.  –  A  co  się  dzieje,  kiedy  nie  jesteś 

szczęśliwy? 

Zaskoczył  mnie  donośny  śmiech  po  drugiej  stronie  słuchawki.  –  Zadajesz  za  dużo 

pytań. 

                                                            

36

 Fresh Air Fund to organizacja non-profit, która organizuje letnie wakacje w kraju, w Nowym Jorku dla dzieci 

z ubogich społeczności.  

background image

Quiet Storm Translated by Phoenix_ams 

 

115

 

 

To  już  jakaś  wskazówka.  Byłam  połowicznie  usatysfakcjonowana  tym  co  mi 

powiedział.  Jakkolwiek,  nadal  miałam  kilka  pytań.  –  A  co  z  tą…  robotą,  o  której  mówiłeś 

wcześniej? – zapytałam. 

Powiedziałem, że dowiesz się w sobotę. 

- Okej. – Przytaknęłam patrząc na swoje stopy. 

-  I  weź  ze  sobą  dodatkowe  ciuchy.  Naprzeciwko  jest  hotel  w  którym  zatrzymują  się 

wszyscy goście z poza miasta. 

-  Nie  mogę  zostać…  um  muszę  wrócić  z  Alice  i  Jazz’em,  wiesz  mają  dzieciaki, 

więc…  –  Z  tego  co  wiem  to  moja  mama  ma  się  nimi  zająć.  I  wiem,  że  nigdy  w  życiu  nie 

zgodziłaby się, żeby zostały na noc. Alice mamrotała coś wcześniej o tym, że muszą wrócić 

najpóźniej o drugiej w nocy. 

-  Spokojnie,  będziesz  miała,  jak  wrócić  w  niedzielę,  a  poza  tym  możesz  być  zajęta  w 

niedzielę rano – powiedział. I z jakiegoś powodu podekscytowałam się tą wiadomością. Będę 

otoczona jego ramionami? Czy może będę odsypiać noc? 

- Yeah? – zapytałam – Jakie ciuchy? – Zastanawiałam się spoglądając do szafy. 

Um… dresy? Coś wygodnego? – prychnął – Yeah, będziesz zajęta. 

Dresy. Gorące. Nie. – Robiąc? – zapytałam. 

-  Porozmawiamy  o  tym  w  sobotę.  Uważaj  na  siebie  i  noś  rozpuszczone  włosy  – 

powiedział  –  Masz  piękne  włosy  –  wyszeptał  ponownie.  Ale  tym  razem  byłam  w  stanie  go 

usłyszeć i stopić się na jego słowa. 

- Yeah? – zapytałam. 

Tak, ale muszę już iść. Trzymaj się Bella. – zachichotał. 

- Hej. – Też się zaśmiałam – Dla ciebie Bebella. – Boże to było słabe. Ale sprawiło, że 

zachichotał. Usłyszałam jego szczery słodki śmiech po drugiej stronie linii i znowu poczułam 

się komfortowo. 

Branoc – powiedział śmiejąc się nim się nie rozłączył.