background image

Laurell K. Hamilton 

 

A LICK OF FROST 

Tłumaczenie: Rissaya 

Beta: Averil 

www. chomikuj.pl/Rissaya 

background image

Jestem  Meredith  Gentry,  księżniczka  i  następczyni  tronu  w  królestwie  faerie, 

a równocześnie  prywatny  detektyw  w  świecie  śmiertelników.  Żeby  zostać  ukoronowaną 

na  królową,  muszę  najpierw  przedłużyć  królewską  linię  krwi,  dać  życie  swojemu 

własnemu następcy tronu. Jeżeli mi się to nie uda, moja ciotka, Królowa Andais, będzie 

mogła  zrobić  to,  czego  pragnie  najbardziej:  umieścić  swojego  pokrętnego  syna,  Cela, 

jako panującego… i zabić mnie. 

Otaczają  mnie  moi  królewscy  strażnicy,  a  ci,  których  ukochałam  najbardziej- 

moja  Ciemność  i Zabójczy  Mróz,  są  zawsze  obok  mnie.  Przysięgli  bronić  mnie  i  kochać. 

Ale groźba nadal rośnie. Wbrew wszystkim moim wysiłkom, nadal nie oczekuję dziecka. 

Złowroga,  sadystyczna  Królowa  i  jej  sprzymierzeńcy  pozostają  niestrudzeni  w  knuciu 

swoich intryg. Moi strażnicy i ja powróciliśmy do Los Angeles, mając nadzieję wyprzedzić 

cienie dworskich intryg. Ale nawet wygnanie nie jest wystarczającą ucieczką przed tymi, 

którzy mają ciemne zamiary. 

Teraz  Król  Taranis,  potężny  i  chełpliwy  władca  Dworu  Seelie,  rzucił  na  moich 

strażników oskarżenie o ohydną zbrodnię. Poszedł tak daleko, że wniósł oskarżenie przed 

ludzkimi władzami. Jeżeli uda mu się, moi mężczyźni zostaną wygnani do faerie i czeka 

ich  tam  przerażająca  kara.  Ale  wiem,  że  oskarżenia  Taranisa  są  bezpodstawne  i 

przeczuwam,  że  to  ja  jestem  jego  prawdziwym  celem.  Próbował  zabić  mnie,  kiedy 

byłam dzieckiem. Obawiam się, że teraz jego intencje są dużo bardziej przerażające.

 

background image

Rozdział 1 

Siedziałam w eleganckiej sali konferencyjnej, na szczycie jednej z tych błyszczących wież, które 

zostały  wybudowane  w  dolnej  części  Los  Angeles.  Odległe  ściany  pokoju  były  prawie  całe  zrobione 
ze szkła,  więc  widok  niemalże  przyprawiał  o  lęk  przestrzeni.  Pomyślałam,  że  jeżeli  wielkie  trzęsienie 
ziemi,  naprawdę  wielkie,  uderzy  kiedykolwiek  w  tą  część  L.A.  zostaniemy  pokryci  szkłem

 

na  jakieś 

osiem  do  piętnastu  stóp.  Cokolwiek  będzie  na  ulicy  pode

 

mną,  zostanie  pocięte  na  kawałki, 

zmiażdżone,  lub  uwięzione  pod  lawiną  szkła.  Nie  za  wesołe  myśli,  ale  to  był  odpowiedni  dzień  na 
pesymizm. 

Mój wujek, Taranis, Król Światła i Iluzji, oskarżył moich trzech królewskich strażników. Poszedł 

do ludzkich władz z oskarżeniem, że Rhys, Galen i Abe zgwałcili jedną z jego dworek. 

W  długiej  historii  jego  rządów  na  Dworze  Seelie  nigdy  nie  zwrócił  się  do  ludzkiego  wymiaru 

sprawiedliwości.  Rządy  faerie  oznaczają

 

prawo  faerie.  Czy,  prawdę  mówiąc,  rządy  sidhe  oznaczają 

prawa sidhe. Sidhe rządzili faerie dłużej, niż ktokolwiek mógł zapamiętać. A skoro pamięć niektórych 
sięgała o tysiące lat w przeszłość, to może sidhe zawsze byli u władzy, chociaż to wygląda na kłamstwo. 
Sidhe nie kłamią, za kłamstwo można zostać wyrzuconym z faerie, wygnanym.  

Skoro  wiedziałam,  że  moi  trzej  strażnicy  są  niewinni,  przeniosłam  swoje  zainteresowanie  na 

problemy z zeznaniem Lady Caitrin. Dzisiaj byliśmy tylko złożyć oświadczenie, reszta zależała od tego, 
jakie  stanowisko  zajmą  przedstawiciele  Króla  Taranisa.  To  był  powód,  dla  którego  Simon  Biggs 
i Thomas Farmer, obaj z Biggs, Biggs, Farmer & Farmer, siedzieli obok mnie. 

- Dziękuję za wyrażenie zgody na dzisiejsze spotkanie, Księżniczko Meredith – powiedział jeden 

z  garniturów  siedzący  przy  stole.  Przy  szerokim,  lśniącym  stole  siedziało  siedem  garniturów,  za  ich 
plecami rozpościerał się uroczy  widok. 

Ambasador  Stevens,  oficjalny  ambasador  przy  dworach  faerie,  siedział  po  naszej  stronie 

długiego stołu, ale po przeciwnej stronie blatu, niż przedstawiciele Biggs&Farmer. 

-  Odnośnie  etykiety  faerie  –  odezwał  się  Stevens  -  proszę  nigdy  nie  mówić  dziękuję  do  ludzi 

faerie,  panie  Shelby.  Księżniczka  Meredith  jest  jedną  z  najmłodszych  z  rodziny  królewskiej,  więc 
prawdopodobnie nie obrazi się, ale będziecie rozmawiać z niektórymi arystokratami, którzy są znacznie 
starsi. Niektórzy z nich uznają podziękowanie za obrazę. – Stevens uśmiechał się, kiedy to mówił, jego 
przystojna twarz była szczera, od brązowych oczu do idealnie obciętych włosów. Powinien być naszym 
głosem na świecie, ale prawdę mówiąc spędzał cały swój czas na Dworze Seelie podlizując się mojemu 
wujkowi. Dwór Unseelie, gdzie rządziła moja ciotka, Królowa Powietrza i Ciemności, i gdzie może ja 
będę rządzić pewnego dnia, był za bardzo przerażający dla Stevensa. Nie, nie lubiłam go. 

-  Przepraszam,  Księżniczko  Meredith  -  powiedział  Michael  Shelby,  pełnomocnik  rządu 

amerykańskiego w L.A. – Nie zdawałem sobie sprawy. 

Uśmiechnęłam się. 

- W porządku. Ambasador ma rację, podziękowania nie obrażą mnie. 

- Ale mogą urazić pani ludzi? – Zapytał Shelby. 

- Tak, niektórych z nich – powiedziałam. Spojrzałam za siebie, na Doyle’a i Mroza. Stali za mną, 

jak uosobienie ciemności i śniegu, co, prawdę mówiąc, nie było dalekie od prawdy. Doyle miał czarne 
włosy, czarną skórę, czarny szyty na miarę garnitur, nawet jego krawat był czarny. Tylko koszula była 

background image

w kolorze  królewskiego  błękitu,  na  prośbę  naszego  prawnika.  Powiedział,  że  czerń  wywiera  złe 
wrażenie,  sprawia,  że  wydaje  się  być  przerażający.  Doyle,  którego  nazywano  też  Ciemnością,  odrzekł 
„Jestem  kapitanem  straży  księżniczki.  Powinienem  być  przerażający”.  Prawnik  nie  wiedział,  co  na  to 
powiedzieć,  ale  Doyle  włożył  jednak  niebieską  koszulę.  Jej  kolor  prawie  lśnił  przy  głębokiej,  idealnej 
czerni jego skóry, która była tak czarna, że odbijała się purpurą i błękitem przy mocnym świetle. Jego 
oczy były ukryte za czarnymi okularami słonecznymi. 

Skóra Mroza była tak biała, jak Doyle’a czarna. Tak biała, jak moja własna. Ale jego włosy były 

unikalne, srebrne, jakby metal przekuto na włosy. Błyszczały w gustownym świetle sali konferencyjnej. 
Lśniły jak coś, co mogłoby stopić się i stać się biżuterią. Na krawacie miał srebrną spinkę, która była 
starsza  od  samego  miasta  Los  Angeles.  Gołębioszary  garnitur  był od  Ferragamo,  a  jego  koszula  była 
w bieli  niewiele  ciemniejszej  od  jego  skóry.  Krawat  miał  ciemniejszy  niż  garnitur,  ale  niewiele. 
Delikatne, szare oczy były wpatrzone w odległą część pokoju, przyglądał się badawczo oknom. Doyle 
robił to również,  ukryty

 

za  swoimi  okularami.  To, że  miałam  strażników,  było  uzasadnione,  niektóre 

istoty,  które  chciały  mnie  zabić,  mogły  latać.  Nie  wydawało  mi  się,  żeby  Taranis  był  jednym  z  tych, 
którzy pragnęli mnie zabić, ale dlaczego poszedł na policję? Dlaczego przedstawił te fałszywe zarzuty? 
Nigdy nie robił nic bez planu. Po prostu nie wiedzieliśmy, jaki jest jego plan, więc na wszelki wypadek 
obserwowali okna, wypatrując rzeczy, których ludzcy prawnicy nie mogli sobie nawet wyobrazić. 

Spojrzenie  Shelbiego  powędrowało  za  mnie,  do  strażników.  Nie  był  jedynym,  który  musiał 

zmuszać  się,  by  nie  spoglądać  nerwowo  na  moich  ludzi.  Asystentka  pełnomocnika  rządu,  Pamela 
Nelson, miała największe problemy z utrzymaniem spojrzenia, umysłu i obowiązków. Mężczyźni przy 
stole  spoglądali  na  strażników  takim  spojrzeniem,  które  mężczyźni  wymieniają,  kiedy  widzą  innego 
mężczyznę,  o  którym  są  pewni,  że  może  ich  pokonać  fizycznie  i  nawet  się  nie  spocić.  Pełnomocnik 
rządu,  Michael  Shelby,  był  wysoki,  atletyczny  i  przystojny,  z  lśniącymi  białymi  zębami.  Wyglądał  na 
kogoś,  kto ma  większe  plany  niż  tylko  być pełnomocnikiem  rządu  U.S.  na  terenie  Los  Angeles.  Miał 
sześć  stóp

1

  wzrostu,  jego  garnitur  nie  mógł  ukryć  faktu,  że  poważnie  pracował  nad  sobą. 

Prawdopodobnie nie spotkał jeszcze mężczyzny, który by sprawił, że poczuł się fizycznie słaby. Jego 
asystent,  Ernesto  Bertram,  był  smukłym  mężczyzną,  który  wyglądał  na  zbyt  młodego  jak  na  swoją 
pracę,  wyglądał  też  za  poważnie  ze  swoimi  krótkimi,  ciemnymi  włosami  i  okularami.  To  nie  okulary 
sprawiały, że wyglądał za poważnie, raczej wyraz jego twarzy, jakby skosztował czegoś gorzkiego.  

Był tutaj również pełnomocnik rządu amerykańskiego na terenie St. Louis, Albert Veducci. Nie 

był  tak  opalony  jak  Shelby.  W  rzeczywistości  był  trochę  otyły  i  wyglądał  na  zmęczonego.  Jego 
asystentem był Grover. Przedstawił się tylko jako Grover i nie wiedziałam, czy to było jego imię, czy 
nazwisko. Uśmiechał się więcej niż pozostali, był atrakcyjny w ten przyjacielski sposób. Przypominał mi 
kolegów z college’u, którzy byli równocześnie mili i na takich wyglądali, lub zupełnych gnojków, którzy 
chcieli  tylko  seksu,  pomocy  w  zaliczeniu  zajęć,  lub,  jeżeli  chodzi  o  mnie,  zbliżenia  się  do  prawdziwej 
księżniczki  faerie.  Nie  wiedziałam  w  tej  chwili,  którym  rodzajem  „miłego  faceta”  jest  Grover.  Jeżeli 
wszystko pójdzie dobrze, nigdy się nie dowiem, bo najpewniej nigdy w życiu już go nie zobaczę. Jeżeli 
coś pójdzie źle, to pewnie będę widywać Grovera aż za często. 

Nelson  była  asystentką  okręgowego  pełnomocnika  prawnego  dla  Hrabstwa  Los  Angeles.  Jej 

szef, Miguel Cortez, był niski, ciemny i przystojny. Wyglądał dobrze przed kamerami. Widywałam go 
wystarczająco  często  w  wiadomościach.  Problemem  było,  że  on,  podobnie  jak  Shelby,  był  ambitny. 
Lubił być w wiadomościach i chciał w nich bywać częściej. Oskarżenie o gwałt, jakie ciążyło na moich 
mężczyznach,  było  tym  rodzajem  sprawy,  które  może  pomóc  twojej  karierze,  lub  ją  złamać.  Cortez 

                                                

1

 Ok. 183 cm 

background image

i Shelby  byli  ambitni,  a  to  znaczyło,  że  będą  równocześnie  bardzo  ostrożni,  jak  i  bardzo  nieostrożni. 
Nie byłam pewna, które z tych nastrojów bardziej mi pomoże. Jeszcze nie byłam pewna. 

Nelson była wyższa niż  jej szef, miała prawie sześć stóp

2

 w swoich nie za wysokich szpilkach. 

Miała włosy w kolorze jaskrawej czerwieni, opadające falami na ramiona. To był bardzo rzadki odcień, 
głęboki i bogaty, zbliżający się tak bardzo do prawdziwej czerwieni, jak tylko mogą się zbliżyć ludzkie 
włosy.  Miała  garnitur  bardzo  dobrze  uszyty,  ale  konserwatywnie  czarny,  białą  koszulę  i  gustowny 
makijaż. Tylko błysk włosów niszczył prawie męski wizerunek, jaki starała się stworzyć. Wyglądało to, 
jakby  równocześnie  ukrywała  swoją  kobiecość  i  przyciągała  do  niej  uwagę  w  tym  samym  czasie. 
Ponieważ  była  piękna.  Rozproszone  piegi  widoczne  pod  jasnym  makijażem  nie  umniejszały  jej 
nieskazitelnej  cery,  ale  ją  podkreślały.  Miała  oczy  zielononiebieskie,  zmieniające  się  w  zależności  od 
tego, jak padło na nie światło. Te niezdecydowane oczy nie mogły przestać patrzeć na Mroza i Doyle’a. 
Starała się skoncentrować na swoim prawniczym notesie, w którym przypuszczalnie coś notowała, ale 
jej spojrzenie ciągle błądziło i spoczywało na nich, nic na to nie mogła poradzić. 

To  sprawiło,  że  zastanowiłam  się,  czy  tutaj  chodziło  tylko  o  przystojnych  mężczyzn 

i roztargnioną kobietę. 

Shelby odchrząknął. 

Podskoczyłam i spojrzałam na niego. 

- Przepraszam, panie Shelby, czy pan mówił coś do mnie? 

-  Nie,  ale  powinienem  –  spojrzał  w  dół  na  stół  po  swojej  stronie.  –  Przyszedłem  tutaj  jako 

najbardziej neutralny głos, ale proszę pozwolić mi zapytać moich współpracowników, czy mają kłopoty 
z sformułowaniem pytań do księżniczki. 

Kilku prawników odezwało się równocześnie. Veducci podniósł po prostu ołówek w powietrzu. 

Skinął głową. 

-  Moje  biuro  miało  więcej  kontaktów  z  księżniczką  i  jej  ludźmi  niż  reszta  z  was.  To  dlatego 

posiadam niezawodne środki przeciwko magii. 

- Jaki rodzaj środków? – Zapytał Shelby. 

-  Nie  powiem  wam,  co  dokładnie  przywiozłem,  ale  wiem,  że  działają:  hartowana  stal,  żelazo, 

czterolistna koniczyna, dziurawiec, jesion - zarówno drzewo, jak i jagody. Niektórzy mówią, że dzwony 
mogą przerwać urok, ale nie wydaje mi się, żeby arystokraci sidhe przejmowali się dzwonami. 

- Czy pan mówi, że Księżniczka używa przeciwko nas magii? – Zapytał Shelby, jego przystojna 

twarz nie była już dłużej przyjemna. 

-  Mówię  tylko,  że  czasami,  kiedy  rozmawiam  z  Królem  Taranisem  czy  Królową  Andais,  ich 

powierzchowność  przytłacza  ludzi  –  odpowiedział  Veducci.  –  Księżniczka  Meredith  jest  po  części 
człowiekiem, chociaż jest wyjątkowo piękna… – skinął głową w moją stronę. 

Skinęłam głową w podziękowaniu za komplement. 

-  …  nigdy  nie  oddziaływała  na  nikogo tak  mocno,  ale  wiele  zdarzyło  się  na  Dworze  Unseelie 

w ciągu  kilku  ostatnich  dni.  Ambasador  Stevens  poinformował  mnie  o  tym,  jak  i  inne  źródła. 
Księżniczka Meredith i niektórzy jej strażnicy zyskali dodatkową moc, dlatego o tym wspominam. 

                                                

2

 Ok. 183 cm 

background image

Veducci nadal wyglądał na zmęczonego, ale teraz jego oczy pokazywały, że za nadwagą krył się 

bystry umysł, a otyłość służyła mu za kamuflaż. Zorientowałam się, że są tutaj inne niebezpieczeństwa, 
poza nadmierną ambicją. Veducci był mądry i rzucił aluzję, że wie coś o tym, co stało się na Dworze 
Unseelie. Wiedział, czy blefował? Czy o coś nas podejrzewał? 

- Używanie magii przeciwko nam jest nielegalne – powiedział Shelby rozzłoszczony. Spojrzał na 

mnie  teraz,  tym  razem  już  nie  przyjacielsko.  Odwzajemniłam  spojrzenie.  Użyłam  całej  siły  moich 
trójkolorowych  oczu:  płynnego  złota  na  zewnętrznym  okręgu,  jadeitowej  zieleni  i  szmaragdu  na 
wewnętrznym  okręgu,  który  owijał  się  dookoła  źrenic.  Shelby  pierwszy  odwrócił  spojrzenie, 
opuszczając wzrok na swój notes. Jego głos był gęsty od kontrolowanego gniewu. 

- Moglibyśmy aresztować panią i deportować do faerie za wykorzystywanie magii na wpłynięcie 

na to dochodzenie, Księżniczko. 

- Nic panu nie robię, panie Shelby, nie celowo – spojrzałam na Veducciego. – Panie Veducci, 

czy  pan  twierdzi,  że  to,  że  kontakty  z  moją  ciotką  i  wujkiem  są  ciężkie,  oznacza,  że  ja  będę  teraz 
kłopotliwa? 

- Sądząc po reakcjach moich współpracowników, wierzę, że tak jest. 

- Czy

 

reakcje te są takie, jak przy wpływie, jaki Król Taranis i Królowa Andais ma na ludzi? 

- Podobne – powiedział Veducci. 

Musiałam się uśmiechnąć. 

- To nie jest zabawne, Księżniczko – powiedział Cortez, jego słowa były pełne gniewu, ale kiedy 

spojrzałam w jego brązowe oczy, odwrócił wzrok ode mnie. 

Spojrzałam na Nelson, ale to nie ja ją rozpraszałam, jej problem był za mną. 

- Który z nich bardziej przyciąga pani wzrok? – Zapytałam. – Mróz czy Doyle, jasny czy ciemny? 

Zaczerwieniła się w bardzo ludzki sposób. 

- Ja nie… 

- Ej, pani Nelson, proszę się przyznać, który? 

Przełknęła tak mocno, że mogłam to usłyszeć. 

- Obaj – wyszeptała. 

-  Oskarżamy  panią  i  tych  dwóch  strażników  za  bezprawne magiczne  oddziaływanie  na  legalne 

dochodzenie, Księżniczko Meredith – powiedział Cortez. 

- Zgadzam się – dodał Shelby. 

- Ani ja, ani Mróz i Doyle nie robimy nic celowo. 

- Nie jesteśmy głupi – powiedział Shelby. – Urok jest magią aktywną, a nie pasywną. 

-  W  większości  tak,  ale  nie  zawsze  –  powiedziałam.  Spojrzałam  w  dół  stołu  na  Veducciego. 

Odsunął się jak najdalej od środka stołu, podobnie jak jego współpracownicy.  A może to ja stałam się 
zbyt wrażliwa po powrocie do domu. 

-  Czy  wiecie  -  odezwał  się  Veducci  -  że  kiedy  ktoś  spotyka  się  z  Królową  Anglii,  nazywają  to 

przebywaniem  w  obecności  majestatu?  Nigdy  nie  spotkałem  Królowej  Elżbiety,  ani  nawet  bym  nie 
chciał,  więc  nie  wiem,  jak  to  u  niej  wygląda.  Ale  stwierdzenie  „przebywać  w  obecności  majestatu”, 

background image

spotkać  się  z  królową,  oznacza  więcej,  kiedy  jest  to  królowa  Dworu  Unseelie.  Spotkać  się  z  królem 
Dworu Seelie jest również rozkoszą. 

- Co to oznacza? – zapytał Cortez. – Że jest rozkoszą? 

- Oznacza to, panowie i panie, że bycie królem i królową w faerie daje unikalną aurę mocy czy 

atrakcyjności.  Żyjecie  w  L.A.  Widzieliście  jak  to  działa,  w  mniejszym  stopniu,  przy  popularnych 
gwiazdach  czy  politykach.  Moc  zdaje  się  wywoływać  moc.  Prowadzenie  interesów  z  dworami  faerie 
sprawiło, że uwierzyłem, że dotyczy to także zwykłych ludzi. Skupianie się przy potężnych, bogatych, 
pięknych,  czy  utalentowanych  nie  jest  powodowane  wyłącznie  ludzkimi  słabostkami.  Myślę,  że  to 
rodzaj  magii.  Myślę,  że  sukces  jest  podobnym  zjawiskiem,  jakim  jest  magia,  jest  się  atrakcyjnym  dla 
ludzi. Chcą być przy tobie. Chcą więcej cię słuchać. Robią, co powiesz. Ludzie mają cień prawdziwej 
magii,  a teraz pomyślcie o kimś, kto jest najpotężniejszą istotą w  faerie. Pomyślcie o poziomie mocy, 
jaka go otacza. 

-  Ambasadorze  Stevens  –  odezwał  się  Shalby  -  czy  to  nie  pan  jest  osobą,  która  powinna  nas 

ostrzec o tym efekcie? 

Stevens wygładził swój krawat, bawiąc się Rolexem, który podarował mu Taranis. 

-  Król  Taranis  jest  potężną  postacią,  po  wiekach  rządów.  Ma  pewną  godność,  która  jest 

imponująca. Nie zauważyłem, żeby Królowa Andais była równie imponująca. 

- Ponieważ rozmawia pan z nią jedynie na odległość, przez lustra, z Królem Taranisem u boku – 

odezwał się Veducci. 

Byłam pod wrażeniem faktu, że Veducci o tym wiedział, ponieważ była to całkowita prawda. 

- Jest pan ambasadorem faerie – powiedział Shelby - a nie tylko Dworu Seelie. 

- Tak, jestem ambasadorem Stanów Zjednoczonych przy dworach faerie. 

- Ale nigdy nie postawił pan stopy na Dworze Unseelie? – Zapytał Shelby. 

- Och – powiedział Stevens przesuwając palcami dookoła paska od zegarka. – Zorientowałem 

się, że Królowa Andais jest mniej niż pomocna. 

- Co to ma znaczyć? – Zapytał Shelby. 

Patrzyłam na niego bawiącego się zegarkiem i trochę koncentracji pokazało mi, że na nim, lub 

w nim, była magia.  

-  Oznacza  to,  że  on  myśli,  że  Dwór  Unseelie  jest  pełen  zboczeńców  i  potworów  – 

odpowiedziałam za niego. 

Wszyscy  patrzyli  teraz  na  niego.  Gdybyśmy  z  naszej  strony  celowo  użyli  magii,  nie  byliby 

w stanie oderwać od nas wzroku. 

- Czy to jest prawda, Ambasadorze? – Zapytał Shelby. 

- Nigdy nic takiego nie powiedziałem. 

- Ale w to wierzy – powiedziałam miękko. 

-  Wszyscy  to  zanotujemy  i  upewnimy  się,  że  odpowiednie  władze  wiedzą  o  pana  rażącym 

zaniedbaniu obowiązków – stwierdził Shelby. 

background image

-  Jestem  lojalny  w  stosunku  do  Króla  Taranisa  i  jego  dworu.  To  nie  moja  wina,  że  Królowa 

Andais  jest  seksualną  sadystką  i  zupełnie  oszalała.  Ona  i  jej  ludzie  są  niebezpieczni.  Mówię  to od  lat 
i nikt mnie nie słucha. Teraz mamy zarzuty dowodzące to, o czym mówiłem. 

- Czy mówił pan swoim zwierzchnikom, że obawia się, że strażnicy królowej kogoś zgwałcą? – 

Zapytał Veducci. 

- No cóż, nie, niedokładnie. 

- A co im pan mówił? – Zapytał Shelby. 

- Mówiłem im prawdę, że obawiam się o moje bezpieczeństwo na Dworze Unseelie, oraz że nie 

czułbym się tam spokojnie bez zbrojnej eskorty – Stevens wstał, bardzo wysoki, bardzo pewny siebie. 
Wskazał  na  Mroza  i  Doyle’a.  –  Spojrzyjcie  na  nich,  są  przerażający.  Uwarunkowani  do  dokonywania 
rzezi. To z nich promieniuje. 

- Dotyka pan zegarka – powiedziałam. 

- Co? – Zamrugał, patrząc na mnie. 

- Pana zegarek. Król Taranis dał go panu, nieprawdaż? – Zapytałam. 

- Przyjął pan Rolexa od króla? – Cortez powiedział to jak pytanie. Był oburzony, ale nie na nas. 

Stevens przełknął i potrząsnął głową. 

- Oczywiście, że nie. To by było całkowicie niewłaściwe. 

- Widziałam, jak go panu dawał, Ambasadorze – powiedziałam. 

Jego palce przesunęły się po metalu. 

- To po prostu nie jest prawda. Ona kłamie. 

- Sidhe nie kłamią, Ambasadorze, pan to wie. To ludzki zwyczaj. 

Palce Stevensa niemalże wytarły dziurę w pasku zegarka. 

- Unseelie są zdolni do wszelkiego zła. Ich twarze pokazują to, czym są. 

- Ich twarze są piękne – odezwała się Nelson. 

- Jest pani oszukana przez ich magię – odezwał się Stevens. – Król dał mi moc, by przejrzeć ich 

oszustwa. 

- Zegarek – powiedziałam. 

- Czy to piękno – Shelby wskazał ruchem ręki na mnie - jest iluzją? 

- Tak – odrzekł Stevens. 

- Nie – powiedziałam. 

-  Kłamczucha  –  krzyknął  odwracając  swoje  krzesło  tak,  że  pojechało  na  kółkach.  Przeszedł 

obok Biggsa i Farmera idąc w moją stronę. 

Doyle i Mróz poruszyli się jak dwie połówki całości. Po prostu stanęli przed nim, blokując mu 

drogę. Nie było w tym magii, poza ich fizyczną siłą. Stevens odskoczył od nich, jakby został uderzony. 
Jego twarz wykrzywiła się z przerażenia. 

- Nie, nie! – Zapłakał. 

Niektórzy prawnicy wstali. 

background image

- Co oni mu robią? – Zapytał Cortez. 

Veducci starał się przekrzyczeć wrzaski Stevensa. 

- Nic nie widzę. 

- Nic mu nie robimy – odezwał się Doyle, jego głęboki głos przeciął wysokie tony ich głosów, 

jak woda rozbijająca się o urwisko klifu. 

- Niech mnie szlag, jeżeli nie robicie – krzyknął Shelby, dodając ten dźwięk do krzyków Stevensa 

i pozostałych. 

Starałam się przekrzyczeć ich. 

- Odwróćcie marynarki na drugą stronę! 

Ale wydawało się, że nikt mnie nie słyszy. 

- Zamknąć się! – Wrzasnął Veducci. 

Jego  głos  uderzył  w  hałas  jak  byk  w  osłonę.  W  pokoju  nagle  zapadła  cisza.  Nawet  Stevens 

przestał krzyczeć i patrzył na Veducciego. Veducci dodał spokojnym głosem. 

- Odwróćcie marynarki na wewnętrzną stronę. To sposób by przerwać zaklęcie – kiwnął głową 

w moją stronę, niemalże w ukłonie. – Zapomniałem o tym sposobie. 

Pozostali zawahali się na sekundę. Veducci zdjął swoją marynarkę i odwrócił ją na lewą stronę, 

potem  założył  z  powrotem.  To  wydawało  się  zelektryzować  pozostałych.  Większość  z  nich  zaczęła 
ściągać marynarki. 

Odezwała się Nelson, składając swoją marynarkę tak, że wyglądała widowiskowo. 

- Noszę krzyżyk. Myślałam, że chroni mnie przed urokiem. 

- Krzyż i biblijne wersety działałyby, gdybyśmy byli diabłami – odpowiedziałam jej. – Nie mamy 

żadnych powiązań z religią chrześcijańską, ani dobrych, ani złych. 

Spojrzała w dół, jakby zbyt zakłopotana, by spojrzeć mi w oczy. 

- Nie chciałam sugerować niczego. 

- Oczywiście, że nie – powiedziałam. Mój głos był zupełnie pusty. Słyszałam takie zarzuty zbyt 

często,  by  brać  je  do  serca.  -  Jedną

 

z  pierwszych  rzeczy,  które  zrobił  kościół,  na  początku  swojego 

istnienia, to przedstawił wszystko, czego nie mógł kontrolować, jako zło. Faerie było

 

czymś, czego nie 

mogli kontrolować. Kiedy Dwór Seelie stawał się coraz bardziej przyjacielski dla ludzi, część faerie nie 
mogła, lub nie chciała udawać ludzi. Stali się częścią Dworu Unseelie. Skoro istoty, które ludzie uważają 
za przerażające, należą do Dworu Unseelie, jesteśmy przedstawiani jako zło już od wieków. 

-  Jesteście  złem!  –  Wrzasnął  Stevens.  Wytrzeszczył  oczy,  puls  mu  przyspieszył,  a  jego  twarz 

zbladła i pokryła się kropelkami potu. 

- Czy on jest chory? – zapytała Nelson. 

- W pewien sposób – odrzekłam wystarczająco cicho, że nie byłam pewna, czy pozostali ludzie 

w pokoju mnie słyszą. Ktokolwiek rzucił zaklęcie na zegarek, wykonał dobrą robotę, czy raczej może 
biegle  wykonał  złą.  Zaklęcie  zmuszało  Stevensa  do  widzenia  potworów,  kiedy  patrzył  na  nas.  Jego 
umysł nie radził sobie za dobrze z tym, co widział i czuł. 

Odwróciłam się do Veducciego. 

background image

- Ambasador wydaje się być chory. Może powinien zobaczyć go doktor? 

- Nie – wrzasnął Stevens. – Nie! Beze mnie przejmą wasze umysły! – Chwycił Biggsa, który był 

bliżej. – Bez prezentu króla uwierzycie w ich kłamstwa! 

- Myślę, że księżniczka ma rację, Ambasadorze Stevens – powiedział Biggs. – Myślę, że jest pan 

chory. 

Ręce Stevensa wbiły się w szytą na miarę marynarkę, którą Biggs nosił teraz na lewą stronę. 

- Naprawdę nie widzicie, czym są teraz? 

-  Wyglądają  dla  mnie  jak  wszystkie  sidhe.  Poza  kolorem  skóry  Kapitana  Doyle’a  i  tym,  że 

księżniczka jest drobna, wyglądają jak arystokraci z dworu sidhe. 

Stevens potrząsnął większym mężczyzną. 

- Ciemność ma kły. Zabójczy Mróz czaszki  wiszące mu u szyi. A ona jest zwiędła, umiera. Jej 

śmiertelna krew zanieczyszcza ją. 

- Ambasadorze… - zaczął Biggs. 

- Nie, musicie to zobaczyć, jak ja to widzę! 

-  Oni  wcale  się  nie  zmienili,  kiedy  włożyliśmy  odwrócone  marynarki  –  odezwała  się  Nelson. 

Zabrzmiało to trochę, jakby była rozczarowana. 

- Mówiłam wam, że nie stosujemy żadnej aktywnej magii przeciwko wam – wtrąciłam. 

-  Kłamcy!  Widzę,  jacy  jesteście  okropni  –  Stevens  ukrył  swoją  twarz  w  szerokich  ramionach 

Biggsa, jakby nie mógł znieść naszego widoku, może rzeczywiście nie mógł. 

- Chociaż może teraz już tak nie przyciągają spojrzenia – powiedział Shelby. 

- Mogę teraz łatwiej się skupić, ale wyglądają tak samo – dodał Cortez. 

- Piękni – wtrącił asystent Corteza. 

Cortez rzucił mu ostre spojrzenie i asystent przeprosił, jakby to jedno słowo było całkowicie nie 

na miejscu. 

Stevens zaczął szlochać w szyty na miarę garnitur Biggsa. 

- On musi odejść od nas – odezwał się Doyle. 

- Dlaczego? – Zapytał jeden z pozostałych. 

- Zaklęcie w zegarku sprawia, że widzi potwory, kiedy na nas patrzy. Obawiam się, że jego umysł 

załamie się z wysiłku, bez obecności Króla Taranisa, który łagodziłby efekty. 

- Nie możecie po prostu odczarować go? – Zapytał Veducci. 

- To nie jest nasze zaklęcie – powiedział po prostu Doyle. 

- Nie możecie mu pomóc? – Zapytała Nelson. 

- Myślę, że dla ambasadora najlepszy będzie mniejszy kontakt z nami. 

Stevens wydawał się próbować schować twarz w ramionach Biggsa. Ręce ambasadora skręcały 

szwy podszewki marynarki. 

- Przebywanie w naszym pobliżu rani go – odezwał się Mróz, przemawiając po raz pierwszy, od 

kiedy weszliśmy. Jego głos nie miał głębi Doyle’a, ale szerokość jego piersi dawała mu wagę. 

background image

-  Proszę  wezwać  ochronę  –  powiedział  Biggs  do  Farmera.  I  chociaż  Farmer  sam  był  bardzo 

wpływowym mężczyzną i pełnym partnerem, ruszył w kierunku drzwi. Zdaje się, że kiedy twój ojciec 
jest jednym z założycieli firmy, a ty jesteś jednym z kierujących, to nadal poszturchujesz innych, chociaż 
są partnerami. 

Staliśmy  w  ciszy,  język  ciała  ludzi  i  wyraz  ich  twarzy  wskazywał,  że  czują  się  niezręcznie  przy 

kimś, kto manifestuje tak oszalałe emocje. To był rodzaj szaleństwa, ale dla naszej trójki wyglądało to

 

na  coś  gorszego.  Widzieliśmy  szaleństwo  wywołane  przez  magię.  Ten  rodzaj  magii,  który  ukradnie  ci 
oddech dla zachcianki, rozrywki. 

Weszła  nieumundurowana  ochrona.  Rozpoznałam  jednego  ze  strażników,  który  siedział  przy 

recepcji. Był z nimi lekarz. Przypomniałam sobie, że przeczytałam kilka nazwisk lekarzy na tabliczkach 
przy  wejściu  do  budynku.  Widocznie  Farmer  zrobił  więcej  niż  mu  polecono,  ale  Biggs  wydawał  się 
bardzo zadowolony, że mógł przekazać szlochającego mężczyznę w ręce doktora. Nie dziwiłam się, że 
Farmer został partnerem. Nie tylko wykonywał polecenia, ale wiedział jak lepiej załatwić daną sytuację. 

Nikt nie odezwał się ani słowem, dopóki ambasador nie opuścił pokoju i drzwi nie zamknęły się 

za nim. Biggs wyrównał krawat, szarpnął pomiętą marynarkę. Czy na prawej, czy na lewej stronie była 
zniszczona, chociaż dobra pralnia mogła ją jeszcze uratować. Zaczął ją ściągać, potem spojrzał na nas 
i zatrzymał się. 

Złapałam jego spojrzenie, odwrócił wzrok bardzo zakłopotany. 

- Wszystko jest w porządku, panie Briggs, jeżeli obawia się pan ściągnąć marynarkę. 

- Umysł ambasadora Stevensa wydawał się całkiem zniszczony. 

-  Jeżeli  mogę  poradzić,  to  byłoby  lepiej,  żeby  lekarz  mający  licencję  na  praktykę  przy  urazach 

związanych z magią, najpierw obejrzał zegarek, zanim go po prostu ściągnie. 

- Dlaczego? 

- Stevens

 

nosił ten zegarek przez lata. Ten urok mógł stać się częścią jego psychiki, jego umysłu. 

Zwykłe ściągnięcie może go bardziej zranić. 

Biggs sięgnął po telefon. 

- Dlaczego nic nie mówiliście, zanim go nie wyprowadzili? – Zapytał Shelby. 

- Dopiero teraz o tym pomyślałam – odrzekłam. 

- Pomyślałem o tym, zanim go wyprowadzili – przyznał Doyle. 

- Więc dlaczego pan nic nie mówił? – Zapytał Cortez. 

- Ochrona ambasadora nie należy do moich obowiązków. 

-  Obowiązkiem  każdego  jest  pomóc  innemu  człowiekowi  w  takim  stanie  –  odrzekł  Shelby, 

potem spojrzał zaskoczony, jakby właśnie usłyszał to, co powiedział. 

Doyle uśmiechnął się lekkim skrzywieniem ust. 

-  Ale  ja  nie  jestem  człowiekiem  i  uważam,  że  ambasador  jest  słaby  i  bez  honoru.  Królowa 

Andais kilkakrotnie słała skargi do waszego rządu na ambasadora. Była ignorowana. Ale nawet ona nie 
była  w stanie przewidzieć takiej zdrady. 

- Zdrady rządu przeciwko wam? – Zapytał Veducci. 

background image

-  Nie,  zdrady  Króla  Taranisa  przeciwko  komuś,  kto  mu  ufał.  Ambasador  widział  ten  zegarek 

jako symbol królewskiej przychylności, kiedy w rzeczywistości była to pułapka i kłamstwo. 

- Potępia pan to – powiedziała Nelson. 

- A pani tego nie potępia? – Zapytał Doyle. 

Zaczęła  kiwać  głową,  a  potem  odwróciła  wzrok  i  zaczerwieniła  się.  Najwyraźniej  nawet  mając 

odwróconą marynarkę nie mogła nie reagować na niego. Był wart reakcji, ale nie podobało mi się, że 
ma z tym taki problem. Oskarżenie było wystarczającym problemem, bez prokuratorskich rumieńców. 

- Co zyskał król na zatruwaniu ambasadora na swoim dworze? – Zapytał Cortez. 

- A co zyskują na ciągłym oczernianiu imienia Unseelie? – Zapytałam. 

- Nie chwytam – odrzekł Shelby. – Co zyskują? 

- Strach – powiedziałam. – Chcą sprawić, żeby ich ludzie się nas bali. 

- A co na tym zyskują? – Zapytał Shelby. 

Odezwał się Mróz. 

- Największą karą dla nich wszystkich jest zostać wygnanym z dworu Seelie, ze złotego dworu. 

Ale  jest  to  karą,  ponieważ  Taranis  i  jego  arystokraci  przekonali  siebie,  że  kiedy  dołączasz  do  Dworu 
Unseelie, stajesz się potworem. Nie tylko z uczynków, ale na ciele. Powiedzieli swoim ludziom, że staną 
się zdeformowani, jeżeli dołączą do Unseelie. 

- Mówi pan o tym, jakby pan wiedział – odezwała się Nelson. 

-Byłem kiedyś częścią złotego tłumu, dawno, dawno temu – odrzekł Mróz. 

- Co pan zrobił, że zasłużył na wygnanie? – Zapytał Shelby. 

- Porucznik Mróz nie musi odpowiadać na to pytanie – powiedział Biggs. Przestał niepokoić się 

o garnitur i z powrotem stał się jednym z najlepszych prawników na Wschodnim Wybrzeżu. 

-  Czy  odpowiedź  może  mieć  jakikolwiek  wpływ  na  zarzuty  przedłożone  pozostałym 

strażnikom? – Zapytał Shelby.

  

-  Nie  –  odrzekł  Biggs  -  ale  skoro  porucznik  nie  jest  objęty  tymi  zarzutami,  pytanie  jest  poza 

zasięgiem tego dochodzenia. 

Biggs kłamał gładko, bez wysiłku, kłamał tak, jakby to była prawda. Właściwie nie wiedział, czy 

odpowiedź  Mroza  ma  jakikolwiek  wpływ,  ponieważ  nie  miał  pojęcia,  dlaczego  ktokolwiek,  nawet  ci 
trzej strażnicy, został wygnany z Dworu Seelie. (Chociaż w przypadku Galena nie można powiedzieć, 
że został wygnany, on urodził się i wychował na Dworze Unseelie, nie można być wygnanym z dworu, 
którego  częścią  nigdy  się  nie  było).  Biggs  po  prostu  rozważnie  nie  pozwalał  na  żadne  pytanie,  które 
mogłoby przeszkodzić w linii obrony jego klientów. 

- To jest bardzo nieformalne postępowanie – odezwał się Veducci z uśmiechem. Promieniował 

niewinnym  urokiem  dobrego  chłopca.  To  była  sztuczka  granicząca  z  kłamstwem.  Miał  do  czynienia 
z dworami  dużo  częściej  niż  jakikolwiek  z  prawników.  Mógł  stać  się  naszym  największym 
sprzymierzeńcem lub najtrudniejszym przeciwnikiem. 

Mówił dalej, nadal uśmiechnięty, pozwalając nam zobaczyć zmęczenie w swoich oczach. 

background image

-  Jesteśmy  tutaj  dzisiaj  by  zobaczyć,  czy  zarzuty,  które  Król  Taranis  przedstawił  w  imię  Lady 

Caitrin, powinny zostać dopuszczone do bardziej formalnego procesu. Współpraca mogłaby umocnić 
stanowisko strażników księżniczki. 

- Skoro strażnicy mają immunitet dyplomatyczny, jesteśmy tu tylko z grzeczności – powiedział 

Biggs. 

- Doceniamy to – odrzekł Veducci. 

-  Proszę  wziąć  pod  uwagę  –  stwierdził  Shelby  -  że  Król  Taranis  twierdzi,  że  wszyscy  byli 

strażnicy  królowej,  teraz  będący  strażnikami  księżniczki,  są  niebezpieczni  dla  każdego  dookoła  nich, 
a zwłaszcza  dla  kobiet.  Twierdzi,  że  ten  gwałt  go  nie  zaskoczył.  Wydaje  się  uważać,  że  był  to 
nieunikniony  rezultat  zezwolenia  Straży,  Królewskim  Krukom,  na  nieograniczony  dostęp  jeszcze 
w krainie  faerie.  Jednym  z powodów,  dla  których  wniósł  te  zarzuty  przed  ludzkie  sądy,  co  było 
działaniem  bezprecedensowym  w  całej  historii  Dworu  Seelie,  było  to,  że  obawia  się  o  nas.  Jeżeli 
arystokratka sidhe z mocą magiczną, jaką jest Lady Caitrin, została tak łatwo pokonana, to czego mogą 
spodziewać się zwykli ludzie skazani na ich…. żądzę? 

- Nienaturalną żądzę – dodałam. 

Shelby zwrócił swoje szare oczy na mnie. 

- Tego nie powiedziałem. 

- Nie, nie powiedział pan, ale założę się, że mój wujek Taranis tak. 

Shelby wzruszył lekko ramionami. 

- Wydaje się, że nie lubi za bardzo pani mężczyzn, taka jest prawda. 

- Lub mnie – dodałam. 

Twarz Shelbiego pokazała zdziwienie i chciałabym stwierdzić, czy to było autentyczne, czy też 

kłamał. 

- Król mówił o pani jedynie dobrze, Księżniczko. Wydaje się sądzić, że pani jest – wydawał się 

zmienić  w  ostatniej  chwili  to,  co  chciał  powiedzieć  –  sprowadzona  na  złą  drogę  przez  swoją  ciotkę, 
królową i jej strażników. 

- Sprowadzona na złą drogę? – Powiedziałam to jak pytanie. 

Skinął głową. 

- To nie tak powiedział, prawda? 

- Nie, nie w takich słowach. 

- To musiało być naprawdę obraźliwe, że pan to ubrał w tak piękne słowa – powiedziałam. 

Shelby wyglądał na zakłopotanego. 

-Zanim  zobaczyłem  Ambasadora  Stevensa  i  jego  reakcję  na  panią,  oraz  możliwe  zaklęcie 

w zegarku, chciałem po prostu powiedzieć to, co powiedział król – Shelby spojrzał na mnie szczerze. – 
Proszę  pozwolić  mi  powiedzieć,  że  Stevens  sprawił,  że  zaczyna  mnie  dziwić  gwałtowność  niechęci 
Króla Taranisa do całej pani straży.

 

 

- Do wszystkich strażników? – zapytałam. 

- Tak. 

Spojrzałam na Veducciego. 

background image

- Oskarża wszystkich

 

moich ludzi o zbrodnie? 

-  Nie,  tylko  trzech  wspomnianych,  ale  pan  Shelby  na  rację.  Król  Taranis  wspomniał,  że  pani 

strażnicy, Kruki, są niebezpieczni dla wszystkich kobiet. Uważa, że fakt, że podlegają celibatowi od tak 
dawna,  doprowadził  ich  do  szaleństwa  –  twarz  Veducciego  nie  zmieniła  się,  kiedy  wyjawiał  jeden 
z największych sekretów dworów faerie. 

Otwierałam  już  usta  by  powiedzieć:  „Taranis  nie  mógł  tego  powiedzieć”,  ale  ręka  Doyle’a  na 

moim  ramieniu  powstrzymała  mnie.  Spojrzałam  na  jego  ciemną  postać.  Nawet  przez  jego  czarne 
okulary  odczytałam  spojrzenie,  które mówiło:  „Ostrożnie”.  Miał  rację.  Veducci  określił  wcześniej,  że 
ma źródło na Dworze Unseelie. Taranis mógł wcale tego nie powiedzieć. 

- Po raz pierwszy słyszę, że król zarzuca Krukom, że są w celibacie – powiedział Biggs. Spojrzał 

na Doyle’a, ale teraz jego uwaga skierowała się z powrotem na Shelbiego i Veducciego. 

- Król uważa, że wymuszony na długo celibat był powodem do ataku. 

Biggs pochylił się do mnie i wyszeptał. 

- Czy to prawda? Byli zmuszeni do zachowania celibatu? 

Wyszeptałam prosto w jego biały kołnierzyk. 

- Tak. 

- Dlaczego? – Zapytał. 

- Moja królowa tak sobie życzyła – to była prawda, ale nie zdradzała sekretów, którymi Andais 

nie chciała się dzielić. Taranis może przetrwałby jej gniew, ja nie. 

Biggs odsunął się.  

-  Nie  przyznajemy,  że  ten  przypuszczalny  celibat  miał  miejsce,  ale  jeżeli  nawet  tak  było,  to 

mężczyźni, których sprawa dotyczy, nie są dłużej w celibacie. Są teraz  z księżniczką, a nie z  królową. 
Księżniczka  utrzymuje,  że  wszyscy  trzej  są  jej  kochankami.  Więc  nie  podlegają  żadnemu 
przypuszczalnemu  celibatowi,  który  mógłby  spowodować…  –  Biggs  wydawał  się  szukać  właściwego 
słowa  -  …szaleństwo - tonem  głosu  i  gestem  ręki sprawił,  że  zabrzmiało to  lekko.  To  był przebłysk 
tego,  kim  był  w  sądzie.  Może  po  prostu  był  wart  tych  wszystkich  pieniędzy,  jakie  płaciła  mu  moja 
ciotka. 

-  Oświadczenie  króla  i  sformułowanie  zarzutów  wystarczy,  żeby  rząd  Stanów  Zjednoczonych 

ograniczył pobyt strażników księżniczki do ziem faerie. 

- Wiem, do którego przepisu pan się odwołuje – powiedział Biggs. – Wielu w rządzie Jeffersona 

nie  zgadzało  się  z  nim,  że  pozwolił  na  osiedlenie  się  istot  magicznych  tu,  kiedy  zostały  wygnane 
z Europy.  Upierali  się  przy  prawie,  które  pozwoliłoby  im  na  całkowite  uwięzienie  w  faerie  każdego 
obywatela faerie, uważanego za zbyt niebezpiecznego, by pozwolić mu przebywać pomiędzy ludźmi. To 
bardzo ogólne prawo i nigdy się na nie powoływano. 

- Nigdy wcześniej nie było potrzebne – stwierdził Cortez. 

Doyle  stał  za  moimi  plecami,  z  ręką  spoczywającą  na  moich  ramionach.  Albo  wiedział,  że 

potrzebowałam  pocieszenia,  albo  sam  go  potrzebował.  Przykryłam  jego  rękę  moją,  więc  mogliśmy 
dotykać  się  nagą  skórą.  Jego  była  tak  ciepła,  tak  solidna.  Dotyk  sprawiał,  że  poczułam  się  bardziej 
pewna, że wszystko będzie w porządku. Z nami będzie w porządku. 

background image

- Teraz też nie jest potrzebne i wszyscy o tym wiecie – odrzekł Biggs. – Staracie się przestraszyć 

księżniczkę pogróżką, że odeślecie jej strażników z powrotem do faerie. Wstydźcie się. 

- Księżniczka nie wygląda na przestraszoną – powiedziała Nelson. 

Popatrzyłam  na  nią  pełną  mocą  moich  trójkolorowych  oczu,  ale  nie  utrzymała  mojego 

spojrzenia. 

- Straszycie mnie, że odbierzecie mi mężczyzn, których kocham – powiedziałam. – Czy to nie 

powinno mnie przerazić? 

- Powinno – odrzekła - ale na to nie wygląda. 

Farmer  dotknął  mnie  gestem,  który  mówił,  „proszę  pozwolić  mi  mówić”.  Odchyliłam  się  do 

Doyle’a za moimi plecami i pozwoliłam mówić prawnikom. 

-  To  sprowadza  nas  do  zastrzeżenia  prawnego  –  powiedział  Farmer,  -  członkowie  rodziny 

królewskiej z każdego dworu są wyjątkiem od prawa, na które powołuje się pan Shelby. 

- Nie zamierzamy wygnać Księżniczki Meredith do faerie – powiedział Shelby. 

- Wiecie, że pogróżka, by nałożyć na jej strażników coś w rodzaju legalnego uwięzienia w faerie, 

jest skandaliczna – stwierdził Farmer. 

Shelby skinął głową. 

- Dobrze, więc tylko ta trójka, która jest podejrzana o gwałt. Pan Cortez i ja, obaj wyznaczyliśmy 

oficerów, przedstawicieli rządu Stanów Zjednoczonych. Zgodnie z naszym obowiązkiem i prawami, po 
prostu zawiozą tych trzech strażników za ziemie faerie, aż zarzuty zostaną odrzucone. 

- Powtarzam, że to prawo nie może być stosowane do członków rodziny królewskiej z żadnego 

dworu faerie – powiedział Farmer. 

- A ja powtarzam, że nie grozimy niczym Księżniczce Meredith – powiedział Shelby. 

- Ale ja nie mówię o tym członku rodziny królewskiej – stwierdził Farmer. 

Shelby spojrzał na rząd prawników po swojej stronie. 

- Nie jestem pewien, czy rozumiem pana argumenty. 

- Strażnicy Księżniczki Meredith są obecnie członkami rodziny królewskiej. 

- Co to znaczy obecnie? – Zapytał Cortez. 

-  Oznacza  to,  że  na  Dworze  Unseelie  mają  tron  na  podium  królewskim,  na  którym  po  kolei 

siadają za księżniczką – powiedział Farmer. – Są jej królewskimi małżonkami. 

- Ale bycie jej kochankami nie robi z nich królewskich małżonków – powiedział Cortez. 

- Książę Philip jest nadal królewskim małżonkiem królowej Elżbiety – stwierdził Farmer. 

- Ale oni są małżeństwem – odrzekł Cortez. 

- Ale w faerie, na obu dworach, nie ma zgody na małżeństwo, zanim para nie oczekuje dziecka – 

powiedział Farmer. 

-  Panie  Farmer  –  wtrąciłam  się  dotykając  jego  ramienia  -  skoro  to  spotkanie  jest  nieformalne, 

może będzie szybciej, jeżeli ja wyjaśnię. 

background image

Farmer i Biggs poszeptali do siebie, ale w końcu skinęli mi głową. Otrzymałam pozwolenie by 

mówić. No dobrze. Uśmiechnęłam się do drugiej strony stołu i lekko pochyliłam się do przodu, ręce 
starannie układając na stole.  

- Moi strażnicy są moimi kochankami. To sprawia, że są równocześnie królewskimi małżonkami, 

aż jeden z nich nie sprawi, że zajdę w ciążę. Wtedy tylko jeden z nich będzie moim królem. Zanim ten 
wybór się nie dokona, oni są wszyscy członkami rodziny królewskiej na Dworze Unseelie. 

-  Ci  trzej  strażnicy,  na  których  ciążą  zarzuty  zgłoszone  przez  króla  powinni  być  odesłani 

z powrotem do faerie – powiedział Shelby. 

-  Król  Taranis  tak  się  obawiał,  że  ambasador  Stevens  mógłby  zobaczyć  piękno  na  Dworze 

Unseelie, że nałożył na niego zaklęcie. Zaklęcie zmuszające go do widzenia nas jako potworów. Osoba, 
który byłaby zdolna do tak desperackiego czynu, może zrobić inne desperackie rzeczy. 

- Co pani na ma myśli, Księżniczko? 

-  Za  kłamstwo  można  zostać  wygnanym  z  faerie,  ale  bycie  królem,  to  czasami  bycie  ponad 

prawem. 

- Czy pani mówi, że te zarzuty są sfałszowane? – zapytał Cortez. 

- Oczywiście, że są sfałszowane. 

- Mogłaby pani powiedzieć wszystko, by ocalić swoich kochanków – powiedział Shelby. 

- Jestem sidhe i nie jestem ponad prawem. Nie mogę kłamać. 

- Czy to prawda? – Shelby pochylił się i zapytał Veducciego. 

Skinął głową. 

- To powinna być prawda, ale albo księżniczka kłamie, albo Lady Caitrin kłamie. 

Shelby spojrzał z powrotem na mnie. 

- Nie może pani kłamać. 

- Mam taką zdolność, ale jeżeli to zrobię, zaryzykuję, że zostanę wygnana z faerie – ścisnęłam 

mocno dłoń Doyle’a. – Dopiero wróciłam. Nie chcę znów tego stracić. 

- Dlaczego opuściła pani faerie za pierwszym razem, Księżniczko? – Zapytał Shelby. 

Odpowiedział na to Biggs. 

- To pytanie nie dotyczy przedstawionych zarzutów – królowa najpewniej dała mu listę pytań, na 

które nie mogłam odpowiedzieć. 

Shelby uśmiechnął się. 

- Bardzo dobrze. Czy to prawda, że strażnicy, Kruki, byli zmuszeni przez wieki do zachowania 

celibatu? 

- Mogę zadać pytanie, zanim odpowiem na to? 

- Może pani pytać, o co chce, Księżniczko, ale ja nie muszę odpowiedzieć. 

Uśmiechnęłam się do niego, a on do mnie. Ręka Doyle’a zacisnęła się na moim ramieniu. Miał 

rację. Nie wolno flirtować, aż nie będziemy dokładnie wiedzieć, jak to będzie odebrane. Przestałam się 
uśmiechać i zapytałam. 

background image

- Czy Król Taranis osobiście powiedział, że Kruki zostały zmuszone przez wieki do zachowania 

celibatu? 

- Tak określiliśmy – odrzekł Shelby. 

- Nie, chodzi mi o prawdę, panie Shelby. Proszę wziąć pod uwagę, że nawet księżniczka może 

być torturowana za postąpienie wbrew rozkazom królowej. 

- Przyznaje pani, że na Dworze Unseelie mają miejsce tortury – powiedział Cortez. 

- Tortury mają miejsce na obu dworach, panie Cortez. Królowa Andais po prostu nie ukrywa, co 

robi, bo się tego nie wstydzi. 

- Potwierdzi to pani do protokołu…? – Zapytał Cortez. 

-  Wszystko  będzie  zaprotokołowane  –  powiedział  Biggs  -  o  ile  nie  będzie  przedstawione 

w sądzie. 

- Tak, tak – odrzekł Cortez, - ale czy stwierdzi pani do protokołu, że Król Taranis pozwala, aby 

tortury były karą stosowaną na Dworze Seelie? 

- Proszę odpowiedzieć zgodnie z prawdą na moje pytanie, a ja odpowiem na pańskie. 

Cortez spojrzał na Shelbiego. Wymienili spojrzenie dłuższe niż normalnie, potem odwrócili się 

do mnie. 

-  Tak  – powiedzieli  w  tym  samym  czasie.  Znów  spojrzeli  po  sobie,  w  końcu  Cortez  skinął na 

Shelbiego i ten dokończył. 

- Tak, Król Taranis stwierdził, że Straż, nazywana Krukami Królowej, jest od wieków zmuszona 

do zachowania celibatu i to jest powód, dla którego są oni niebezpieczni dla kobiet. Twierdził dalej, że 
wymuszony  celibat  uchylony  tylko  dla  jednej  małej  dziewczyny,  nawiązał  do  pani,  Księżniczko,  jest 
czymś potwornym. Że jedna kobieta nie powinna zaspokajać żądzy nagromadzonej przez wieki. 

- Tak więc celibat był motywem do gwałtu – stwierdziłam 

-  Takie  wydaje  się  być  królewskie  rozumowanie  – powiedział  Shelby.  – Nie  rozglądamy  się  za 

motywem przy zwyczajnym gwałcie. 

Zazwyczaj, jak myślę. 

- Odpowiedzieliśmy na twoje pytanie, Księżniczko. Teraz, czy stwierdzi pani do protokołu, że 

Dwór Seelie torturuje swoich więźniów? 

Mróz stanął obok Doyle’a. 

- Meredith, pomyśl, zanim odpowiesz. 

Spojrzałam  za  siebie,  napotkałam  spojrzenie  jego  zaniepokojonych  oczu,  w  szarym  kolorze 

zimowego nieba. Wyciągnęłam do niego swoją drugą rękę i on ją wziął. 

- To Taranis wypuścił naszego kota z worka, Mrozie. To będzie uczciwie, jeżeli my wypuścimy 

jednego z jego własnych kotów.  

Mróz wykrzywił się. 

- Nie rozumiem tej rozmowy o kotach, ale obawiam się jego gniewu. 

Uśmiechnęłam się do niego, zgadzając się z nim. 

- On to zaczął, Mrozie, ja tylko skończę. 

background image

Ścisnął mi rękę, a Doyle ścisnął drugą, więc obie moje ręce były skrzyżowane na piersi, trzymane 

przez nich. Trzymając nadal ich ręce odezwałam się. 

- Panie Cortez, panie Shelby, zapytaliście mnie, czy stwierdzę do protokołu, że złoty dwór króla 

Taranisa stosuje tortury jako karę? Tak, potwierdzę to. 

Protokół najpewniej będzie poufny, ale jeżeli coś z tych sekretów dostanie się do prasy… mała 

rodzinna waśń będzie bardzo paskudna i zacznie się bardzo szybko. 

background image

Rozdział 2 

Prawnicy  zadecydowali,  że  Doyle  i  Mróz  odpowiedzą  na  kilka  pytań na  temat tego,  jak  to  jest 

być  częścią  mojej  osobistej  straży,  aby  dać  im  jakieś  pojęcie  na  temat  atmosfery,  w  jakiej  żyją  Rhys, 
Galen i Abe. Nie byłam pewna, w czym to może być pomocne, ale nie byłam prawnikiem, więc po co 
miałam się sprzeczać? 

Doyle  usiadł  po  mojej  prawej,  Mróz  po  mojej  lewej  stronie.  Moi  prawnicy  Farmer  i  Biggs 

przesunęli się o kilka siedzeń, żeby dać im miejsce. 

Shelby zadał pierwsze pytanie. 

- Czyli teraz jest was szesnastu, macie dostęp tylko do Księżniczki Meredith, by zaspokoić swoje, 

hm, potrzeby? 

- Jeżeli ma pan na myśli seks, to tak – powiedział Doyle. 

Shelby zakrztusił się i skinął głową. 

- Tak, mam na myśli seks. 

- To proszę mówić, co pan ma na myśli – powiedział Doyle. 

- Tak zrobię – Shelby usiadł trochę bardziej wyprostowany. – Wyobrażam sobie, że to musi być 

trudne dzielić się księżniczką. 

- Nie jestem pewien, czy rozumiem pytanie. 

- No cóż, nie chcę być niedelikatny, ale czekanie na swoją  kolej musi być ciężkie po tak wielu 

latach odmowy. 

- Nie, nie jest ciężko czekać. 

- Oczywiście, że jest – powiedział Shelby. 

- Wkłada pan swoje słowa w usta świadka – powiedział Biggs. 

-  Przepraszam.  Chodzi  mi  o  to,  Kapitanie  Doyle,  że  po  tak  wielu  latach  nie  zaspokajania 

potrzeb, musi być ciężko mieć seks raz na dwa tygodnie, czy coś koło tego. 

Mróz zaśmiał się, potem spróbował obrócić to w kaszel. Doyle uśmiechnął się. To był pierwszy 

prawdziwy szeroki uśmiech na jego twarzy, odkąd zaczęły się pytania. Biały błysk jego zębów na jego 
ciemnej twarzy wyglądał zaskakująco. To tak, jakby posąg nagle się do ciebie uśmiechnął. 

-  Nie  wydaje  mi  się  zabawne,  być  zmuszonym  do  czekania  przez  tygodnie  na  seks,  Kapitanie 

Doyle, Poruczniku Mróz. 

-  Mnie  również  nie  wydawałoby  się  to  zabawne  –  odrzekł  Doyle  –  ale  kiedy  ilość  mężczyzn 

wzrosła, Księżniczka Meredith zmieniła parametry nas dotyczące. 

- Nie nadążam – stwierdziła Nelson. – Parametry? 

background image

Doyle spojrzał na mnie. 

- Może lepiej ty to wytłumaczysz, Księżniczko. 

- Kiedy miałam tylko pięciu kochanków, wydawało się to być uczciwe, że czekali na swoją kolej, 

ale  jak  zauważyliście,  czekanie  przez  dwa  tygodnie,  po  wiekach  celibatu  wydawało  się  być  innym 
rodzajem tortur. Dlatego kiedy ilość mężczyzn stała się dwucyfrową liczbą, zwiększyłam też liczbę razy, 
kiedy się kocham podczas ustalonego dnia. 

Nieczęsto można zobaczyć potężnych, wysoko wykształconych prawników tak zakłopotanych, 

ale teraz widziałam. Spoglądali na siebie. Dopiero Nelson podniosła rękę. 

- Ja zapytam, jeżeli nikt inny nie chce. 

Mężczyźni pozwolili jej zadać pytanie. 

- Ile razy dziennie kocha się pani? 

- Różnie, ale co najmniej trzy razy. 

- Trzy razy w ciągu dnia – powtórzyła. 

-  Tak  –  potwierdziłam  i  spojrzałam  na  nią  pustą,  uprzejmą  twarzą.  Zaczerwieniła  się  aż  po 

cebulki  swoich  czerwonych  włosów.  Byłam  wystarczająco  sidhe,  że  nie  rozumiałam  tego,  że  cechą 
Amerykanów jest całkowite zafascynowanie seksem i całkowite skrępowanie tym. 

Veducci opanował się pierwszy, spodziewałam się tego po nim. 

- Nawet trzy razy na dzień, Księżniczko Meredith, zostawia nam średnio dla mężczyzn pięć dni 

pomiędzy kochaniem się. Pięć dni to długi okres czasu po wiekach odmowy. Czy ci trzej strażnicy nie 
mogli poszukać jakiegoś zajęcia w czasie, kiedy oczekiwali? 

-  Pięć  dni  czekania  nasuwałoby  się,  gdybym  spała  z  jednym  mężczyzną  naraz,  panie  Veducci, 

a najczęściej tak nie jest. 

Veducci  uśmiechnął  się  do  mnie.  To  był  miły  uśmiech.  Doszedł  do  jego  oczu  i  uwypuklił 

zmarszczki,  które  mówiły,  że  był  człowiekiem,  który  cieszył  się  życiem.  To  spojrzenie  sprawiło,  że 
wyglądał na swoją młodszą, mniej zmęczoną wersję. 

Uśmiechnęłam się do niego odpowiadając na tę radość. 

- Czy te pytania nie wprawiają pani w zakłopotanie, Księżniczko Meredith? – Zapytał. 

-  Nie  wstydzę  się  tego,  co  robię,  panie  Veducci.  Istoty  magiczne,  może  poza  tymi  z  Dworu 

Seelie, nie widzą seksu jako czegoś wstydliwego, tak długo, jak odbywa się za zgodą zainteresowanych. 

- W porządku – odrzekł - więc zadam następne pytanie. Z iloma mężczyznami naraz rutynowo 

pani śpi? – Potrząsnął głową, jakby sam nie wierzył, że o to zapytał. 

- Nie wydaje mi się, żeby to pytanie było stosowne – wtrącił się Biggs. 

- Odpowiem na nie – odrzekłam. 

- Jest pani pewna…? 

background image

- To seks. Nie ma nic złego w seksie. – patrzyłam na Biggsa, aż odwrócił wzrok. Spojrzałam na 

Veducciego. 

-  Przeciętnie  najprawdopodobniej  z  dwoma.  Wydaje  mi  się,  że  maksymalnie  było  czterech  – 

spojrzałam na Doyle’a i Mroza. – Czterech? – Powiedziałam to jak pytanie. 

- Tak mi się wydaje – odrzekł Doyle. 

- Tak – skinął głową Mróz. 

Odwróciłam się do prawników.  

- Czterech, ale normą jest dwóch. 

Biggs opanował się troszkę. 

- Więc widzicie panowie, pani, dwa dni czekania pomiędzy seksem czy nawet mniej. Są żonaci 

mężczyźni, którzy muszą czekać dłużej, by ich potrzeby zostały zaspokojone. 

- Księżniczko Meredith – powiedział Cortez. 

- Tak, panie Cortez – spojrzałam w jego brązowe oczy. 

Odchrząknął i odezwał się. 

-  Czy  pani  mówi  nam  prawdę?  Uprawia  pani  seks  trzy  razy  dziennie  z  przeciętnie  dwoma 

mężczyznami naraz, czasami do czterech? To chce pani powiedzieć do protokołu? 

- To jest poufne – powiedział Farmer. 

- Jeżeli  zostanie przedstawione w sądzie, przestanie być poufne. Czy księżniczka chce, żeby te 

właśnie informacje na jej temat zostały ujawnione publicznie? 

Wykrzywiłam się. 

- To jest prawda, panie Cortez. Dlaczego prawda powinna mnie martwić? 

- Czy pani naprawdę nie rozumie, jak te informacje mogą wpłynąć na pani reputację w mediach? 

- Nie rozumiem pytania. 

Spojrzał na Biggsa i Farmera. 

- Nie mówię tego często, ale czy wasza klientka jest świadoma, do czego to nagranie i protokół 

mogą być użyte? 

-  Rozmawialiśmy  z  nią  o  tym,  ale…   panie  Cortez,  Dwór  Unseelie  nie  widzi  seksu  w  ten  sam 

sposób  jak  większość  świata.  Na  pewno  nie  widzą  tego  jak  przeciętny  Amerykanin.  Moi 
współpracownicy i ja nauczyliśmy się tego, kiedy przygotowywaliśmy się do tej rozmowy z księżniczką 
i jej  strażnikami.  Jeżeli  sugeruje  pan,  że  księżniczka  powinna  być  bardziej  ostrożna  z  tym,  do  czego 
przyznaje  się  w  kontaktach  ze  swoimi  ludźmi,  to  proszę  sobie  oszczędzić  wysiłku.  Ona  zupełnie  nie 
martwi się tym, co robi ze swoimi mężczyznami. 

background image

-  Nie  chciałem  poruszać  tego  bolesnego  tematu,  ale  księżniczka  nie  wydawała  się  szczęśliwa, 

kiedy jej były narzeczony

 

sprzedał brukowcom zdjęcia kilka miesięcy temu – powiedział Cortez. 

Skinęłam głową. 

- To mnie zraniło – odrzekłam - ale dlatego, że Gryffin zawiódł moje zaufanie, a nie dlatego, że 

wstydziłam się tego, co robiliśmy. Myślałam, że wtedy, kiedy były robione te zdjęcia, byliśmy zakochani. 
W miłości nie ma nic wstydliwego, panie Cortez. 

-  Jest  pani  albo  bardzo  odważna,  Księżniczko,  albo  bardzo  naiwna.  O  ile  można  użyć  słowa 

naiwna na określenie kobiety, która regularnie uprawia seks

 

z prawie dwudziestoma mężczyznami. 

- Nie jestem naiwna, panie Cortez. Ja po prostu nie myślę tak jak ludzka kobieta. 

-  Zarzuty  Króla  Taranisa  –  powiedział  Farmer  -  że  ci  trzej  strażnicy  oskarżeni  o  te  zbrodnie 

dokonali  ich  z  powodu  tego,  że  ich  potrzeby  seksualne  nie  są  zaspokajane,  są  oparte  na  błędnym 
założeniu. Opierają się na braku zrozumienia Króla Taranisa tego, czym jest Dwór Unseelie. 

- Czy Dwór Unseelie jest odmienny od Dworu Seelie, jeżeli idzie o sprawy związane z seksem? 

- Mogę odpowiedzieć na to pytanie, panie Farmer? – zapytałam. 

- Może pani. 

-Seelie  naśladują  zachowania  ludzkie.  Utknęli  gdzieś  pomiędzy  wiekiem  piętnastym, 

a osiemnastym, ale starają się udawać ludzi bardziej niż Unseelie. Wielu z tych wygnanych na nasz dwór, 
zostało  wygnanych  tylko  dlatego,  że  po  prostu  chcieli  być  wierni  swojej  prawdziwej  naturze,  a  nie 
chcieli zmieniać się na podobieństwo ludzi. 

- To brzmi, jakby pani udzielała wykładu – powiedziała Nelson. 

Uśmiechnęłam się. 

- W college’u napisałam pracę naukową o różnicach pomiędzy dwoma dworami. Pomyślałam, że 

może pomogę nauczycielom i innym studentom zrozumieć, że Dwór Unseelie to nie są ci źli faceci. 

- Była pani pierwszą istotą magiczną w tym wieku, która uczęszczała do college’u – powiedział 

Cortez.  Przesunął  część  papierów  leżących  przed  nim.  –  Ale  nie  ostatnią.  Niektóre  z  tak  zwanych 
mniejszych istot magicznych zdobywają tam właśnie stopnie naukowe. 

-  Mój  ojciec,  Książę  Essus  pomyślał,  że  jeżeli  na  studia  pójdzie  ktoś  z  rodziny  królewskiej, to 

może  inni  podążą  za  nim.  Uważał,  że  nauczenie  się  i  zrozumienie  kraju,  w  którym  żyjemy,  jest 
niezbędną częścią przystosowania się istot magicznych do nowoczesnego życia. 

- Ojciec nie widział, jak uczęszcza pani do college’u, prawda? – Zapytał Cortez. 

- Nie – powiedziałam. Wypowiedziałam tylko to jedno słowo. 

Doyle  i  Mróz  sięgnęli  do  mnie  w  tym  samym  czasie.  Ich  ręce  spotkały  się  na  moich  plecach. 

Ramię  Doyle’a  zostało  tam,  ręka  Mroza  przesunęła  się  i  nakryła  jedną  z  moich  rąk,  które  nadal 
trzymałam  nieruchomo  na  stole.  Zareagowali  na  napięcie  w  moim  ciele,  ale  to  pozwoliło  każdemu 
w pokoju zorientować się, jak zaniepokoiło ich to, że poruszmy ten temat. Nie zareagowali na rozmowę 
o moim byłym narzeczonym, Gryffinie. Wydaje mi się, że moi mężczyźni uważali, że wyczyścili ze mnie 

background image

pamięć  o  nim,  za  pomocą  swoich  ciał.  Czułam  tak  samo,  prawidłowo  mnie  rozszyfrowali.  Doyle 
zazwyczaj dobrze odgadywał moje nastroje. Mróz, który miał swoje własne humorki, również uczył się 
moich. 

- Wydaje mi się, że ten temat jest zamknięty – odezwał się Biggs. 

-  Jest  mi bardzo przykro,  jeżeli  zmartwiliśmy  księżniczkę –  powiedział  Cortez,  ale  nie brzmiał 

tak,  jakby  mu  było  przykro.  Zastanawiałam  się,  dlaczego  poruszyli  temat  zamachu  na  mojego  ojca. 
Cortez, podobnie jak Shelby i Veducci, wyglądał mi na człowieka, który nie robi niczego bez powodu. 
Nie była pewna co do Nelson i pozostałych. Liczyłam na wyrachowanie Biggsa i Farmera. Ale co miał 
nadzieję uzyskać Cortez, przypominając śmierć mojego ojca? 

- Przykro mi, że panią zasmucam, ale mam powód by poruszać ten temat – powiedział Cortez. 

- Nie widzę tu powiązania z tym postępowaniem – odezwał się Biggs. 

-  Mordercy  Księcia  Essusa  nigdy  nie  zatrzymano  –  stwierdził  Cortez.  –  W  rzeczywistości  nikt 

nie był nawet naprawdę podejrzany, czy to prawda? 

- Zawiedliśmy księcia i księżniczkę w każdy sposób – odezwał się Doyle. 

- Ale pan nie był jego strażnikiem, nieprawdaż? 

- Nie w tym czasie. 

-  Poruczniku  Mróz,  pan  również  był  częścią  Kruków  Królowej,  kiedy  zginął  Książę  Essus. 

Żaden  z  obecnych  strażników  księżniczki  nie  był  członkiem  Żurawi,  straży  Księcia  Essusa,  czy  to 
prawda? 

- Nie, to nie jest prawda – powiedział Mróz. 

Cortez popatrzył na niego. 

- Słucham? 

Mróz spojrzał na Doyle’a, który lekko skinął głową. Ręka Mroza zacisnęła się na mojej, nie lubił 

przemawiać publicznie, to była jego fobia. 

- Około pół tuzina strażników tutaj, w Los Angeles, było kiedyś częścią Żurawi Księcia Essusa. 

-  Król  wydawał  się  być  bardzo  pewien,  że  nikt  z  książęcej  straży  nie  pilnuje  księżniczki  – 

stwierdził Cartez. 

- Ta zmiana nastąpiła niedawno – powiedział Mróz.  

Zacisnął swoją rękę na mojej tak mocno, że wolną ręką zaczęłam pieścić wierzch jego dłoni. Po 

pierwsze,  by  go  pocieszyć,  po  drugie,  by  powstrzymać  go  przez  zapomnieniem  jak  silny  był 
i zranieniem mnie w rękę. Przesuwałam palcami po jego gładkiej, białej skórze i zorientowałam się, że 
to pociesza nie tylko jego. 

Doyle przesunął się bliżej mnie, więc w bardziej wyraźny sposób przytulał mnie. Pochyliłam się 

do krzywizny jego ramion pozwalając, by moje ciało ułożyło się przy nim, równocześnie nie przestając 
pieścić wierzchu ręki Mroza. 

background image

- Nadal nie widzę powodu tych pytań – wtrącił Biggs. 

- Zgadzam się – dodał Farmer. – Jeżeli macie więcej pytań dotyczących aktualnych zarzutów, to 

może przejdziemy do nich. 

Cortez spojrzał na mnie bardzo uważnie swoimi brązowymi oczami.  

- Król uważa, że powodem, dla którego morderca twojego ojca nie został nigdy ujęty, jest to, że 

zamordowali go ci, którzy prowadzili dochodzenie. 

Doyle, Mróz i ja znieruchomieliśmy. W rzeczy samej, przyciągnął teraz naszą uwagę. 

- Proszę mówić jasno, panie Cortez – powiedziałam. 

- Król Taranis oskarża Kruki o zamordowanie Księcia Essusa. 

-  Widział  pan,  co  król  zrobił  ambasadorowi.  Wydaje  mi  się,  że  poziom  strachu  i  manipulacji 

jasno mówi o stanie umysłu mojego wujka. 

-  Będziemy  obserwować…  stan  Ambasadora  Stevensa  –  odrzekł  Shelby  -  ale  to  wydaje  się 

sensowne, że brak wskazówek był spowodowany tym, że zostały ukryte przez szukających ich ludzi. 

- Nasza przysięga złożona królowej nie pozwala nam na

 

skrzywdzenie jej rodziny – powiedział 

Doyle. 

- Chodzi o przysięgę, że będziecie chronić królową, zgadza się? – zapytał Cortez. 

-Tak, teraz należymy do księżniczki, ale przysięga jest ta sama. 

-  Król  Taranis  twierdzi,  że  zabiliście  Księcia  Essusa,  by  powstrzymać  go  od  zabicia  Królowej 

Andais i osadzenia się na tronie Dworu Unseelie. 

Cała  nasza  trójka  wpatrywała  się  w  Corteza  i  Shelbiego.  Te  brudy  były  tak  obrzydliwe,  że 

królowa torturowała tych, którzy ledwie zasugerowali coś takiego. Nie pytałam, czy to sam Taranis coś 
takiego powiedział, ponieważ wiedziałam, że nikt inny na jego dworze nie śmiałby ryzykować gniewu 
Królowej  Andais.  Nikt  poza  samym  królem,  a  ona  mogła  wyzwać  go  za  osobisty  pojedynek  za 
rozgłaszanie takich plotek. 

Andais miała wiele wad, wiedziałam o tym, ale kochała swojego brata. On również ją

 

kochał. To 

dlatego nie zabił jej by objąć tron, nawet kiedy czuł, że mógłby być lepszym władcą. Gdyby żył, a mój 
kuzyn Książę Cel próbowałby objąć tron, pewnie by go zabił, żeby utrzymać go z dala od tronu. 

Cel był obłąkany, dosłownie. Był przy tym seksualnym sadystą, przy którym Andais wyglądała 

milutko. Mój ojciec bał się, że Dwór Unseelie dostanie się w ręce Cela. Teraz ja się tego bałam. Tylko 
dlatego starałam się nadal zostać królową, by ocalić swoje życie i życie tych których kochałam, oraz by 
powstrzymać Cela od wstąpienia na tron. 

Ale nie byłam w ciąży, a ktokolwiek sprawi, że będę oczekiwać dziecka stanie się moim królem. 

Zaledwie poprzedniego dnia zorientowałam się, że oddałabym wszystko by być z Mrozem i Doylem, 
włączając  to  bycie  królową.  Z  tego  jednego  powodu,  by  utrzymać  tych  dwóch  mężczyzn  przy  mnie, 
oddałabym to, czego mogłabym domagać się zgodnie z moim pochodzeniem. Byłam za bardzo córką 
mojego ojca, by wydać ludzi Celowi. Ale żal we mnie narastał. 

background image

- Odpowiesz na te zarzuty, Księżniczko Meredith? 

-  Moja  ciotka  nie  jest  idealna,  ale  kochała  swojego  brata.  Wierzę  w  to  całym  moim  sercem. 

Gdyby  odkryła,  kto  go  zabił,  jej  odzew  byłby  koszmarem.  Żaden  ze  strażników  nie  śmiałby  zrobić 
czegoś takiego. 

- Czy jesteś tego pewna, Księżniczko? 

- Wydaje mi się, że to wy powinniście zadać sobie pytanie, panie Cortez, panie Shelby, co Król 

Taranis  ma  nadzieję  zyskać  przez  te  oskarżenia.  W  rzeczywistości  powinniście  zastanowić  się,  co 
zyskałby na śmierci mojego ojca. 

- Czy oskarżasz króla o zamordowanie twojego ojca? – Zapytał Shelby. 

- Nie, po prostu mówię, że Dwór Seelie nigdy nie był przyjacielem rodziny mojego ojca. Gdyby 

jeden  ze  strażników  królowej  zabił  mojego  ojca,  zasłużyłby  sobie  na  śmierć  w  torturach.  Myślę,  że 
mimo, że Król Taranis obłudnie temu zaprzecza, wynagrodziłby za taki uczynek swojego strażnika. 

- Dlaczego miałby zabić Księcia Essusa? 

- Nie wiem. 

-  Czy  wierzy  pani,  że  to  on  stał  za  zamachem?  –  Zapytał  Veducci.  Ta  myśl  była  widoczna 

we wszystkich trzech parach oczu. 

- Nie wierzyłam aż do tej pory. 

- Co ma pani na myśli, Księżniczko? – Zapytał. 

- Oznacza to, że nie widzę, co król miał nadzieję zyskać, wysuwając oskarżenie przeciwko moim 

strażnikom. To nie ma sensu. Sprawia, że zastanawiam się, jakie są jego prawdziwe motywy. 

- Chce cię od nas odsunąć – odezwał się Mróz. 

Spojrzałam  na  niego,  wpatrując  się  w  jego  piękną,  arogancką  twarz.  Wiedziałam  teraz,  że  ta 

zimna arogancja była maską, którą przybierał, kiedy się denerwował. 

- Odsunąć mnie od was, w jaki sposób? 

- Gdyby zasadził taką okropną wątpliwość w twoim umyśle, czy mogłabyś nam znów zaufać? 

Spojrzałam na stół, na jego bladą dłoń na mojej, na moje palce na jego skórze. 

- Nie, nie mogłabym. 

-  Jeżeli  pomyślisz  o  tym  -  dodał  Mróz  -  to  oskarżenie  o  gwałt  również  miało  sprawić,  żebyś 

w nas zwątpiła. 

Skinęłam głową. 

- Może, ale do czego to zmierza? 

- Nie wiem. 

background image

- Nawet jeśli nie  widzimy w tym sensu – odezwał  się Doyle – on ma w tym jakiś  zamiar. Ale 

muszę się przyznać, że nie widzę, co mógłby na tym zyskać. Nie podoba mi się, że nie widzimy całych 
jego machinacji i nie wiem, w co on pogrywa. 

Doyle przestał mówić i spojrzał na siedzących przy stole prawników. 

- Proszę nam wybaczyć. Zapomnieliśmy na chwilę, gdzie jesteśmy. 

-  Wierzycie,  że  to  wszystko  jest  częścią  jakieś  wewnętrznej  rozgrywki  politycznej  pomiędzy 

dworami? – Zapytał Veducci. 

- Tak – powiedział Doyle. 

Veducci spojrzał na Mroza. 

- Poruczniku Mróz? 

- Zgadzam się ze swoim kapitanem. 

W końcu spojrzał na mnie. 

- Księżniczko Meredith? 

- O tak, panie Veducci, cokolwiek robimy, to najczęściej dotyczy polityki między dworami. 

- Sposób, w jaki potraktował ambasadora Stevensa sprawia, że zaczynam się zastanawiać, czy my

 

też nie jesteśmy przez niego w jakiś sposób wykorzystywani – odezwał się Veducci. 

-  Czy  pan  mówi,  panie  Veducci  –  wtrącił  Biggs  -  że  zaczyna  pan  wątpić  w  prawdziwość 

zarzutów obciążających moich klientów. 

- Jeżeli dowiem się, że pana klienci zrobili to, o co są oskarżeni, zrobię co tylko będę w stanie, by 

ich ukarać jak najsurowiej, jak tylko pozwala prawo. Ale jeżeli te zarzuty okażą się być fałszywe, jeżeli 
król  stara  się  użyć  prawa  by  skrzywdzić  niewinnych,  zrobię,  co  tylko  będę  mógł,  by  przypomnieć 
królowi, że w tym kraju nikt nie powinien spodziewać się, że jest ponad prawem – Veducci znów się 
uśmiechnął, ale to nie był szczęśliwy uśmiech. Był bardziej drapieżny. Ten uśmiech wystarczył, żebym 
upewniła  się,  kogo  powinnam  obawiać  się  najbardziej,  z  tych  wszystkich  zgromadzonych  przy  stole. 
Veducci nie był tak ambitny, jak Shelby i Cortez, ale dużo bardziej. On nadal wierzył w prawo. Nadal 
wierzył,  że  niewinni  powinni  być  oszczędzeni,  a  winni  ukarani.  Nie  często  widuje  się  taką  wiarę 
u prawników, którzy spędzają więcej niż dwadzieścia lat na ławie oskarżycieli. Najczęściej oddają swoją 
wiarę w prawo, by przetrwać jako prawnicy, ale w jakiś sposób, Veducci nadal ją miał. Wierzył i może, 
tylko może, zaczynał wierzyć nam.