background image

Chińczycy atakują w sieci. Cyberwojna z 
Zachodem

Ściśle tajna jednostka chińskiej armii to najgroźniejsi cyberterroryści świata - ujawnia w sensacyjnym raporcie 
amerykańska firma pilnująca bezpieczeństwa w internecie

To setki, może tysiące supersprawnych speców od komputerów posługujących się nienaganną angielszczyzną. Kradną 
strategie i plany biznesowe, e-maile, listy kontaktów, tajne dane firm i instytucji. Nie mamy wątpliwości - działają w 
Chinach, a chiński rząd dobrze o tym wie - zaczyna się raport opublikowany przez amerykańską firmę Mandiant.

Autorzy przez sześć lat tropili chińskich hakerów, którzy w tajnych amerykańskich dokumentach figurują jako Comment 
Group. Sensacyjne wnioski obwieścili we wtorek. - Wszystkie tropy prowadzą do Szanghaju, do dowództwa jednostki 
61398 armii chińskiej - przekonują. 

Lista ofiar jest imponująca: amerykańska armia, departamenty Stanu i Obrony, elektrownie, rurociągi gazu i ropy, banki, 
kancelarie prawnicze, kopalnie, korporacje telekomunikacyjne. Autorzy raportu przeanalizowali 141 ataków 
pochodzących wyraźnie z siedziby dowództwa jednostki w Szanghaju, ale przyznają, że mogą ich być tysiące. -
Prowadzenie tak długotrwałej i potężnej kampanii jest możliwe wyłącznie dzięki bezpośredniemu wsparciu chińskiego 
rządu - uważają. - Jeśli chiński rząd nic o tym nie wie, to znaczy, że tajna, świetnie wyposażona organizacja, pełna 
chińskich native speakerów, z dostępem do infrastruktury telekomunikacyjnej w Szanghaju od lat prowadzi imponującą 
operację szpiegowską tuż pod bramą jednostki 61398 - szydzą.

Hakerzy

z Comment Group po włamaniu pozostają w systemach miesiącami. Przyczajeni stopniowo wykradają dane. 

Rekordowo długa akcja trwała ponad cztery lata. Zdecydowana większość ofiar nie chce się ujawnić, jednak wiadomo, 
że są wśród nich tacy giganci jak Coca-Cola czy firma RSA dostarczająca zabezpieczenia komputerowe amerykańskim 
agencjom wywiadowczym.

Chińczycy nabrali wody w usta. - Chińskie prawo zabrania działalności hakerskiej, a chiński rząd nigdy się w nią nie 
angażował - oświadczyła ich ambasada w Waszyngtonie. 

Rewelacje Mandianta to dla amerykańskich służb żadna nowość. - Piszą o operacjach, które obserwujemy od dłuższego 
czasu - przyznaje w "New York Timesie" Mike Rogers, szef parlamentarnej komisji wywiadu. Waszyngton od lat tropi 
chińskich cyberprzestępców, jednak do tej pory nigdy nie oskarżył Pekinu wprost. - Zawsze przeważały względy 
dyplomatyczne - tłumaczy w "New York Timesie" anonimowy urzędnik Departamentu Stanu. 

Jednak w ostatnich latach cyberwojna wyraźnie się nasila. Jeden z bardziej znanych ataków ugodził w 2011 r. 

Google

'a. 

Hakerzy włamali się na konta 

Gmail

pracowników waszyngtońskiej administracji, a także wojskowych i urzędników z 

Azji, głównie z Korei Południowej. 

Amerykanie to też nie są niewiniątka. W 2010 r. razem z Izraelczykami wpuścili do systemów komputerowych w 
irańskich obiektach atomowych potężnego wirusa Stuxnet. Zniszczył wirówki, w których wzbogacany jest uran. Izrael i 
Zachód boją się, że Iran po cichu buduje bombę atomową.

Amerykanie wiedzą, jak groźny jest terroryzm w sieci. - Są państwa i firmy, które kradną nasze sekrety. Wrogowie 
próbują sabotować nasze elektrownie, instytucje finansowe, system kontroli lotów - mówił niedawno Barack Obama. 

Według cytowanego przez "New York Timesa" źródła w Departamencie Obrony Amerykanie zamierzają ostrzec 
Chińczyków, że przesadzili. - Liczba i nasilenie ataków zagraża stosunkom między obu państwami. W czasie zimnej 
wojny codziennie myśleliśmy o centrach zarządzania bronią nuklearną w Moskwie. Dzisiaj tak samo martwimy się o 
serwery w Szanghaju - przekonuje informator "NYT".

Cyberwojna z Zachodem

Chińczycy od lat na potęgę kradną poufne dane firm i instytucji, które wykorzystują w politycznej i gospodarczej 
rywalizacji z USA czy Europą. A wszystko za wiedzą i pełnym przyzwoleniem władz i armii.

Biurowiec jest niepozorny. Biały, 12-piętrowy, otoczony 

restauracjami

i budynkami mieszkalnymi, stoi w podupadłej 

dzielnicy Pudong na przedmieściach Szanghaju. Postronny obserwator nigdy by nie zgadł, że właśnie tu znajduje się 
baza dowództwa tajemniczej Jednostki 61398, która właśnie trafiła na czołówki światowych mediów. 

Formalna nazwa to Drugie Biuro Trzeciego Departamentu Sztabu Generalnego Ludowej Armii Wyzwoleńczej. Oficjalnie 
biuro nie istnieje w opisach wojskowych struktur. Według opublikowanego właśnie raportu amerykańskiej firmy 
Mandiant, zajmującej się bezpieczeństwem w sieci, znajduje się tu centralny punkt chińskiego wywiadu internetowego. 

- Chińscy 

hakerzy

, którzy dokonują największych ataków na amerykańskie firmy i instytucje, pochodzą z jednostki 

61398. No chyba, że szefowie jednej z najlepiej kontrolowanuch sieci wywiadowczych na świecie nie mają pojęcia o 
tysiącach ludzi dokonujących ataków tuż pod ich nosem - drwił w "New York Times'ie" Kevin Mandia, założyciel i szef 
firmy Mandiant.

Autorzy raportu przez sześć lat tropili działania najlepszych hakerów takich jak UglyGorilla czy DOTA, którzy ich 
zdaniem działają w tak charakterystyczny sposób, że nie sposób ich z nikim pomylić. - Ogrom dowodów wskazuje, że 90 
proc. ataków pochodzi z Jednostki 61398 - stwierdzają we wnioskach. 

Grupa miała już kilka nazw w tajnych amerykańskich depeszach teraz figuruje jako "Comment Crew" albo "Shanghai 
Group". 

Jej dziełem są operacje takie jak z lata 2012 r. Zatrudniony tymczasowo pracownik Digital Bond, firmy specjalizującej się 
w systemach zabezpieczeń komputerowych, dostał maila od szefa, Dale'a Petersona. Wiadomość wyglądała 
autentycznie, była napisana nieskazitelną angielszczyzną. Szef ostrzegał przed nowymi zagrożeniami firmowych 
systemów i prosił o otwarcie załączonego pliku. 

Pracownik okazał się czujny, jego koledzy zbadali plik. Okazało się, że gdyby na niego kliknął, hakerzy dostaliby dostęp 
do firmowych danych. Klientami Digital Bond są m. in. amerykańskie kopalnie, elektrownie i wodociągi.

Chociaż hakerzy wyciągnęli ogromne ilości danych od gigantów takich jak Coca-Cola, najbardziej interesuje ich 
strategiczna infrastruktura właśnie taka jak elektrownie. Zaatakowali też firmę RSA, zajmującą się bezpieczeństwem 

Strona 1 z 2

Chińczycy atakują w sieci. Cyberwojna z Zachodem

2013-02-20

http://wyborcza.pl/2029020,75248,13428829.html

background image

komputerów, której kody chronią tajne dane firmowe i rządowe - produkuje bowiem tokeny używane przez pracowników 
agencji wywiadowczych, wojska i dużych firm.

"To podstawowa jednostka skupiająca hakerów atakujących USA i Kanadę, skoncentrowana na politycznym, 
ekonomicznym i wojskowym wywiadzie" - pisali o chińskiej grupie w 2011 r. analitycy "Project 2049 Institute", 
prestiżowej organizacji pozarządowej badającej bezpieczeństwo w Azji.

Chińczycy od lat dwoją się i troją, by przy użyciu hakerów zdobyć informacje kluczowe w politycznej i gospodarczej 
rywalizacji. Hakerzy włamali się m.in. do skrzynki pocztowej szefa Rady Europejskiej Hermana Van Rompuya i jego 
współpracowników w momencie negocjowania w 2011 r. programu pomocowego dla Grecji.

Amerykańskie i brytyjskie służby od kilku lat mają specjalne centra obrony cybernetycznej. Brytyjski parlament w 2010 r. 
przyznał, że zdecydowana większość ataków pochodzi z Chin i Rosji. W ubiegłym roku specjalną jednostkę stworzyły 
też niemieckie służby - wg. tamtejszego MSW liczba ataków z Chin rośnie z roku na rok.

- Oskarżanie chińskiej armii o cyberataki, bez żadnych przekonujących dowodów, jest nieprofesjonalne i bezpodstawne 
- przekonywały jeszcze miesiąc temu chińskie władze, kiedy wyszły na jaw ataki na amerykańskie media, w tym "Wall 
Street Journal" i "New York Times". Ten ostatni napisał wcześniej o majątku, jaki zgromadził ustępujący premier Chin 
Wen Jiabao.

Tuż przed publikacją raportu Mandianta Waszyngton zapowiadał, że zamierza skuteczniej bronić się przez chińskimi 
hakerami. Zgodnie z podpisaną kilka dni temu przez Baracka Obamę dyrektywą rząd chce ujawnić operatorom internetu 
informacje na temat metod stosowanych przez chińskie grupy. "Cyberzagrożenie jest jednym z najpoważniejszych 
wyzwań stojących dzisiaj przed naszym narodem i naszą gospodarką" - pisał prezydent USA kilka miesięcy temu w 
"Wall Street Journal".

Czekamy na Wasze listy. Napisz: 

listydogazety@gazeta.pl

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.pl -

http://wyborcza.pl/0,0.html

© Agora SA

Strona 2 z 2

Chińczycy atakują w sieci. Cyberwojna z Zachodem

2013-02-20

http://wyborcza.pl/2029020,75248,13428829.html