background image

- 1 -

Piotr Jaroszy ski

O C A L I

  P O L S K O

Wydawnictwo Instytut Edukacji Narodowej

Lublin 2OO1

Spis tre ci:

Wprowadzenie.......................................................................................................... 2

Ocali  polsko ! ....................................................................................................... 4

Nauka w kulturze chrze cija skiej ............................................................................ 9

Kultura chrze cija ska schy ku II tysi clecia -dziedzictwo czy deformacja? ............. 15

Od imperializmu do globalizmu .............................................................................. 20

Skarb kultury polskiej.............................................................................................. 30

Skarb Niepodleg

ci.............................................................................................. 38

Czy w liberalistycznej koncepcji wolno ci jest miejsce na odpowiedzialno ? ......... 41

Edukacja dla socjalizmu ......................................................................................... 47

Rola edukacji dla bezpiecze stwa pa stwa polskiego .............................................. 55

Encyklika Fides et ratio w polskich mediach: interpretacje – nadinterpretacje - deformacje

............................................................................................................................... 59

Globalizm a reforma edukacji w Polsce

1

................................................................. 69

Globalizm now  religi ?......................................................................................... 76

zyki klasyczne a wychowanie Polaka .................................................................. 83

Kultura - zagro enia ze strony ideologii.................................................................. 86

Pytanie o przysz

 polskich Ziem Odzyskanych .................................................... 90

Senior w rodzinie wielopokoleniowej ..................................................................... 94

background image

- 2 -

WPROWADZENIE

W dzisiejszych czasach dominuje kulturowo nad Europ  pragnienie budowy jednolitego spo ecze stwa

globalnego. Mo liwo  b yskawicznej komunikacji pomi dzy lud mi, gdzie znikaj  praktycznie

bariery odleg

ci, dost pno ci komputerów i internetu, powszechno ci mediów - prowadzi do

dominacji obrazu i ruchu nad my leniem i kontemplacj . Wci  powtarzane, zwielokrotnione te same

wzorce, sprzyjaj   upadkowi i negacji zasad moralnych, a przez sw  powszechno  stwarzaj  pozorne

wra enie poprawno ci i normalno ci, co usypia sumienie i gasi przenikliwo  my li. To wszystko

wywo uje nowe nieznane dot d problemy cywilizacyjne. Jednak pokusy totalitarne rodz  si  te

same co niegdy , lecz obecnie zyskuj  wi kszy rozmach, opieraj  si  bowiem na du ych

mo liwo ciach nowoczesnej techniki. Taka sytuacja powoduje, i  zarówno sterowanie psycholo-

giczne, jak i manipulacje wielkimi grupami ludzi poprzez  rodki masowego przekazu s

wygodnym narz dziem w adzy.

U progu trzeciego tysi clecia mogli my pozna  i do wiadczy  trzech najwi kszych ideologii XX

wieku: nazizmu, komunizmu i liberalizmu. Ostatnia z nich na naszych oczach przeobra a si  w

nie

w globalizm, który ogarnia swym wp ywem wszystkie dziedziny kultury, powoduj c rozbicie

narodowej to samo ci. A czyni to w taki sposób,  e wielu ludzi wcale nie dostrzega nadchodz cego

zagro enia. Globalizm, opieraj c si  na ideale powszechnej równo ci, prowadzi do jednego

zasadniczego wniosku,  e suwerenno  pa stw i narodów nie mo e ju  by  odniesieniem dzia

politycznych. Celem g ównym jest jedno wszech wiatowe spo ecze stwo obywatelskie.

Prezentowany  zbiór  esejów  profesora  Piotra  Jaroszy skiego,  który  stanowi  kontynuacj   pracy  sprzed

dwóch lat Polska i Europa, pokazuje dalsze etapy przemian spo ecznych i kulturowych na tle  wia-

towej tendencji do wymazania z ludzkiej  wiadomo ci fundamentów narodowych. Dlatego ju  w

samym tytule ksi ki zawarte jest szczególnego rodzaju wezwanie, maj ce stanowi  na dzi  motyw

naszego dzia ania na rzecz budowania dobra wspólnego w Ojczy nie. Ocali  polsko  - to rozszerza  i

niejako rze bi  w asnym wysi kiem oblicze narodowej kultury. Tym bardziej nagl ce to zadanie dzisiaj

- bowiem jak wskazuje Autor - dziej cy si  na naszych oczach zamach na kultur  Polski,

obejmuje wszelkie dziedziny  ycia spo ecznego. Rozwa aj c, na tle suwerenno ci naszego narodu, tak

fundamentalne dla kultury zagadnienia, jak: nauka, edukacja czy religia, musimy pami ta ,  e to od

nas zale y ich powodzenie. Nie wolno poddawa  si  zewsz d ogarniaj cej bezsilno ci, ta bowiem

rozbija cz owieka, a za nim ca y naród.

Ze szczególn  uwag  podkre la Autor rol  nauki i edukacji jako tych obszarów, które s  podstaw

kszta towania si  w cz owieku rozumienia  wiata. Upada dzi  idea  wiedzy d

cej do prawdy, piel g-

nowany przez ponad 2500 lat, pocz wszy od staro ytnej Grecji. Dzisiejsze rozumienie nauki to produkt

background image

- 3 -

nieskr powanych bada , których wyniki s  jedynie prowizoryczne. W konsekwencji prowadzi to do

anarchii w badaniach naukowych i postulatu wolno ci bez granic, co wida  tak e w  yciu

spo ecznym. Ujawnia si  to z ca  moc  w systemie edukacji, w którym nie liczy si  kszta cenie i

wychowanie, rozumiane jako doskonalenie osoby poprzez wysi ek nabywania cnót, lecz socjalizacja,

czyli takie urabianie ucznia, by w przysz

ci by  przydatny do celów politycznych, gospodarczych, a

wi c uleg y, dyspozycyjny, nie przywi zany do tradycyjnej katolickiej moralno ci. Socjalizacja

przywo uje uniwersalny system warto ci i post powanie zgodnie z przyj tymi normami, lecz milczy o

tym,  e  ród a tego systemu i tych norm nie s  obiektywne, lecz opieraj  si  na dora nych celach i

decyzjach.

Warto zauwa

, i  „polsko " - nasza Ojczyzna i jej kultura - od tysi ca lat przekazywana, rozwijana

i broniona z pokolenia na pokolenie, domaga si  dzi  od ka dego Polaka z osobna pe nej pieczo-

owito ci i ofiarno ci postawy. Ka dy z nas uwik any w ró norodne relacje spo eczne mo e

skierowa  do samego siebie pytanie, w jaki sposób próbuje ocali  i zachowa  na rzecz nast pnych

pokole  przekazane mu dziedzictwo przesz

ci. Nasze dzia anie, nawet to najbardziej b ahe, jest

nierozerwalnie zwi zane z odpowiedzialno ci  za jego skutek i nic nie zwolni nas od tej

odpowiedzialno ci. Dlatego ocalenie polsko ci nie jest zadaniem skierowanym do jakiej  w skiej

grupy osób, ale stawia nas wszystkich w obliczu spe nienia tego obowi zku.

background image

- 4 -

OCALI  POLSKO

!

(Kultura narodowa wobec globalizmu)

Globalizm to trend cywilizacyjny, którego celem jest utworzenie na naszym globie jednego

spo ecze stwa sterowanego przez jeden rz d. Wprawdzie w ka dej wielkiej cywilizacji w adcy

aspirowali do panowania nad  wiatem, niemniej jednak dopiero w XX wieku projekty te sta y si

realne.

W  redniowieczu i w czasach nowo ytnych podstawowymi strukturami politycznymi by y monarchie.

Rozpocz ty pod koniec XVIII wieku ich demonta  utorowa  drog  do budowania suwerennych pa stw

narodowych, jako pa stw obywatelskich. Mi dzy pa stwami tymi toczy a si  w wielu dziedzinach

rywalizacja, nie zawsze te  udawa o si  utrzyma  równowag  si , co prowadzi o do licznych wojen,

których kulminacj  by y dwie wojny  wiatowe w wieku XX. Kolejna, ale ju  tzw. zimna wojna, oparta

by a na konfrontacji dwóch supermocarstw, USA i ZSRS, przy wspó udziale mniej lub bardziej

podleg ych im pa stw. Upadek komunizmu pozostawi  na arenie politycznej jedno supermocarstwo.

Wówczas ostro ruszy a kampania proglobalistyczna.

Przy istotnym wp ywie i zaanga owaniu Stanów Zjednoczonych globalizm nie jest w sposób

formalny zwi zany z jakim  okre lonym pa stwem czy narodem, jawi si  raczej jako twór

ponadpa stwowy i ponadnarodowy. Pewne jest natomiast,  e globalizm w sposób zasadniczy wp ywa na

polityk , ekonomi , media, edukacj  etc., wkraczaj c w sposób mniej lub bardziej jawny w

dziedziny, które warunkuj  i kszta tuj  niepodleg y byt pa stwowy. Ostatnim aktem suwerennych

pa stw jest zgoda na ograniczenie lub wr cz rezygnacj  z w asnej niezawis

ci; przypomina to do

udzenia legalizacj  rozbiorów przez polski sejm. W „oczach  wiata" wszystko dzieje si  zgodnie z

prawem, w oczach narodu nic nie budzi podejrze , legalizacja dokonuje si  za spraw  demokratycznie

wybranych parlamentarzystów. S  to jednak tylko pozory.

ród wielu dziedzin dotkni tych wp ywem globalizmu znalaz y si  tak e kultury narodowe. Wp yw

ten nie jest odczuwany zbyt bole nie, trudno si  zatem dziwi ,  e tak naprawd  tylko nieliczni zdaj

sobie spraw  z zachodzenia tego procesu. Masy przyzwyczajone do uznawania za rzeczy wa ne (a

wr cz istniej ce!) tylko tego, co jest odpowiednio spreparowane i nag

nione przez media, nie

dostrzegaj  problemu utraty w asnej kultury narodowej; o tym masowe media nie mówi , a wi c tego

jakoby nie ma. Aby dostrzega  ten proces, trzeba mie  jak  skal  porównawcz . Brak jest

rozpoznawalny przez porównanie z ca

ci  bez braków, zatem obcuj c wy cznie z rzeczami

wybrakowanymi mo emy s dzi ,  e taka jest ich natura, a wi c  e braków nie posiadaj . Kto

widzi tylko psy bez ogonów, ten b dzie przekonany,  e zwierz  to z natury nie ma ogona,  e pies z

ogonem to jakie  dziwad o; kto zna klasyk  polsk  tylko z wersji filmowej, ten ma zdeformowany

background image

- 5 -

obraz polskiej kultury (niestety, jeste my obecnie  wiadkami mocno niepokoj cego zjawiska w skali

masowej,  bowiem  to  w

nie  ten  zdeformowany  obraz  jest  uznawany  za  „normalny").  Trzeba

zaznaczy ,  e kultura narodowa nigdy nie by a w pe ni zasymilowana przez ca y naród czy wszystkich

obywateli danego pa stwa. Kultura narodowa jest raczej kultur  elitarn , cho by z tego tytu u,  e

wymaga zdobycia odpowiedniego poziomu wykszta cenia - i to w wielu ró nych dziedzinach - aby

mo na by o z ni  obcowa  i ni

. St d te  stosunkowo niewielki procent narodu zdaje sobie w pe ni

spraw  z tego, co naród jako ca

 traci. A poniewa  wielu s dzi,  e i na polityce, na medycynie i na

kulturze zna si  ka dy, wi c publiczna dyskusja nad potrzeb  i wag  kultury narodowej z regu y pr dko

staje si  ja owa.

Dlaczego globalizm z ca  premedytacj  niweluje wp yw kultur narodowych na poszczególne

spo ecze stwa? W wymiarze spo eczno - politycznym kultura narodowa umacnia dane

spo ecze stwo wewn trznie, czyni je bardziej zwartym, silnym, a wi c i odpornym na zakusy

obcych. Parafrazuj c znan  klasyczn  sentencj  mo emy powiedzie ,  e miastem bez murów jest

spo ecze stwo bez w asnej kultury. Je eli wi c globali ci d

 do utworzenia jednego  wiatowego

spo ecze stwa, to musz  zdruzgota  mury kultur narodowych. W wymiarze politycznym skruszenie

murów kultury narodowej otwiera swobodn  drog  do realizowania wizji nowego spo ecze stwa,

które ju  nie b dzie narodem, a kto wie, czy jednostki wchodz ce w jego sk ad zdo aj   wówczas

ocali  swe cz owiecze stwo.

Poniewa  przekaz kultury narodowej przez wieki opiera  si  na tradycji, obejmuj cej kr g domu,

szko y, pa stwa i Ko cio a, wi c niszczenie kultur narodowych musi polega  na opanowywaniu tych

nie newralgicznych punktów. Najpierw wi c podwa a si  warto  samej tradycji jako no nika

kultury, tradycj  ukazuje si  w najgorszym  wietle -jako co  zacofanego, anachronicznego, pozbawionego

warto ci. Liczy si  tylko przysz

 i post p. Nast pnie trzeba wkroczy  do domów. Dzi  jest to nad

wyraz  atwe. Globali ci nie musz  kolbami wywa

 drzwi ani wkrada  si  przez okno. Praktycznie w

ka dym domu stoi jeden lub kilka telewizorów, który niczym czo g otoczony piechot  kolorowych

pism dyktuje rytm dnia, opinie, nastroje, oceny. Dom dzi ki masowym mediom jest ju  zdobyty. A co ze

szko ?

Programy szkolne opracowywane s  i finansowane przez zachodnich „specjalistów" i zachodnie

instytucje, takie jak OECD czy Unia Europejska. W zwi zku z tym bardzo precyzyjnie usuwa si  z

tre ci nauczania, cho  stopniowo, materia , który rozbudza poczucie narodowe. Eliminuje si  klasyk

literatury (wieszczów narodowych) b

 w ca

ci, b

 przez pozostawienie jak najmniejszej ilo ci

narodowych utworów, b

 poprzez rekomendacj  surogatu, namiastki dzie a literackiego, czyli

obejrzenia wersji filmowej (czyt.: zast pczej). M odzie  angielska nie czyta Szekspira, m odzie

grecka nie czyta Platona, m odzie  polska... ogl da Trylogi , Pana Tadeusza i Przedwio nie w kinie

background image

- 6 -

lub w telewizji. Bo jak tu obcowa  z tekstem, którego... nawet poprawnie i pi knie si  nie przeczyta,

po owy s ów ju  si  nie rozumie? Szko a ukierunkowuje uczniów na zdobycie umiej tno ci

praktycznych, bez rozwijania zdolno ci do refleksji i m dro ci. Wzorem jest umys cis y, czyli w ski

(skoro  ci ni ty), ale za to zarozumia y, bo wierz cy w pot

 techniki. Kultura narodowa za  jako

dobro niewymierne traktowana jest jak sprawa pozbawiona warto ci (bo niemierzalna).

Instytucje pa stwowe zachowuj  z kultur  narodow  zwi zek symboliczny, zewn trzny.

Gdzieniegdzie flaga, skromny orze , rzadko hymn narodowy, i to co najwy ej jego pierwsza zwrotka.

Instytucje pa stwowe s  urz dami, które urz duj , ale nie reprezentuj   majestatu sukcesji w adzy ponad

1000-letniego pa stwa i nie zabiegaj c jego dobro. Kultura urz du nie jest kultur  narodow , jest

wyrazem kultury biurokratycznej ró nicowanej poziomem techniki i mentalno ci (socjalistyczna,

sowiecka, azjatycka, zachodnia). Jak e cz sto wchodz c do urz du nie czujemy, aby to by  urz d

naszego kraju, urz d, który nam s

y, który chce nam pomóc, który broni naszych praw. W polskich

urz dach Polacy czuj  si  petentami odgrodzonymi od w adzy labiryntem korytarzy, pokoi,

nie yczliwych urz dników, sztucznych sekretarek... Przepa  ta powi ksza si  za granic , gdzie w

wielu wypadkach nasze placówki dyplomatyczne postrzegane s  nie jako instytucje nakierowane na

udzielanie pomocy Polakom, co raczej zorientowane na penetrowanie polonijnych  rodowisk dla bli ej

nie okre lonych celów.

Kurczy si  te  mecenat pa stwa nad dziedzictwem narodowym, które - z ma ymi wyj tkami - albo

przechodzi w r ce obce, albo te  ulega likwidacji. Pa stwo w sensie instytucjonalnym przestaje

by  depozytariuszem zainteresowanym kultywowaniem wielowiekowego dziedzictwa narodowego. W

gr  wchodzi brak równomiernego rozlokowania placówek kulturalnych na terenie ca ego kraju, tak aby

mog y  by

ywym  odniesieniem  ca

ci  narodu  i  pa stwa  dla  dzieci,  m odzie y  i  tych,  którzy  z

kultur  polsk  chc  obcowa . Jak e nieliczne i jak rzadko rozsiane s  muzea, teatry, sale

koncertowe, biblioteki. Instytucji tych by o nieco wi cej w okresie PRL-u ze wzgl du na rol

propagandow , której nie mog y jeszcze spe nia  masowe media; propaganda jednak nie zas ania a

wszystkiego co narodowe, st d mo na by o odnale

lady kultury polskiej. Ale przy dzisiejszej

socjotechnice przekaz masowy mo na w ca

ci wyja owi  z tre ci narodowych, nic wi c

dziwnego,  e globali ci z Banku  wiatowego nakazali Polsce ju  w 1989 roku likwidacj  30 tysi cy

placówek kulturalnych, w tym g ównie bibliotek. Cz owiek globalny ma ogl da  obrazy i s ucha  s ów

podawanych przez media, a nie czyta  ksi ki, które sam sobie wybierze.

Pa stwo wreszcie przesta o by  zainteresowane ukazywaniem wzorcowej kultury polskiej.

Instytucje, których nazwy wskazuj  na wyj tkow  rol  w przekazywaniu pokoleniom bogatego

kanonu polskiej kultury (Teatr Wielki, Teatr Narodowy, Teatr Polski, Galeria Narodowa), coraz cz ciej

staj  si  polem prywatnych eksperymentów nie najwy szych lotów, a cz sto o charakterze wr cz

background image

- 7 -

antynarodowym, demoralizuj cym i szyderczym (vide: g

ny ostatnio casus warszawskiej „Zach ty").

Nic wi c dziwnego,  e wskutek takich dzia

 wygaszony zostaje duchowy i materialny zwi zek

obywateli z w asnym pa stwem jako g ówn  form  spo ecznego organizowania si  ludzi. Nie dzieje

si  to samoczynnie, lecz jest promowane przez instytucje globalistyczne, które w ten sposób

zmieniaj  ukierunkowanie dzia

 instytucji tradycyjnie pa stwowych. Administracja pa stwowa jest

nie tylko polem dla za atwiania prywatnych interesów, ale nade wszystko jest coraz cz ciej firm  do

wynaj cia, jest przed

eniem firm mi dzynarodowych czy ponadnarodowych. Ma to swoje

konsekwencje w kulturze, poniewa  przedsi wzi cia ukazuj ce bogactwo i g bi  wielu dzie

wymagaj  przepot nego wsparcia instytucjonalnego, na które prywatnie nikogo nie sta . Nie

wystarczy wynaj  sal  i zap aci  za pr d, trzeba jeszcze wykszta ci  ludzi zdolnych do tworzenia i

przekazywania arcydzie  w ich najg bszym wymiarze. Je li w asne pa stwo nie jest zainteresowane

promowaniem kultury ojczystej, to trudno si  spodziewa , aby by y tym zainteresowane pa stwa lub

organizacje obce. Jest im raczej na r

,  e dane spo ecze stwo staje si  coraz bardziej bezmy lnym

konsumentem i nie jest suwerennym narodem. Kto  zapyta, a po co by  „suwerennym narodem"? W

odpowiedzi nasuwaj  si  na my l s owa, które wypowiedzia  pono  Arystoteles, gdy zapytano go, po

co cz owiek tyle obcuje z pi knem? Trzeba by

lepym,  eby zadawa  takie pytanie - odpowiedzia

filozof. Trzeba by  pozbawionym, przynajmniej od czasu do czasu, rozumu, aby pyta , po co

cz owiekowi rozum. Trzeba by  nie w pe ni dojrza ym psychicznie, aby pyta , po co kultura

narodowa. Je eli bowiem przychodz  na  wiat „go y i bosy", nie umiem my le , nie umiem pisa ,

nie umiem mówi , nie umiem rozumnie s ucha  i patrze  - to mój rozwój osobowy, a wi c rozwój

wra liwo ci, umys u, woli, charakteru, pozwalaj cy mi na osi gni cie w

ciwej sylwetki fizycznej i

duchowej, na zdrowy kontakt z innymi lud mi, na odczytywanie rzeczywisto ci - dokonuje si  przez

najbli szy i najpe niejszy kr g  wiata, którym jest moja rodzina, moi rodacy, moja ojczyzna. Jak nie

istnieje j zyk w ogólno ci, lecz s  j zyki narodowe, tak nie ma kultury w ogóle, lecz s  kultury

narodowe. Ucz c si  j zyka, który pozwoli mi na kontakt z innymi lud mi, na wyra anie siebie, na

si ganie do dzie  pisanych przed wiekami, ucz  si  w pierwszym rz dzie j zyka ojczystego, jako dla

mnie najbli szego i naj atwiejszego. Po co mam w Polsce, gdzie mieszka 40 milionów Polaków, uczy

si  najpierw chi skiego lub angielskiego? Je eli za  to j zyk polski wprowadza mnie do mojej

spo eczno ci i do mojego dziedzictwa, to jest jasne,  e musz  ten j zyk opanowa  nie byle jak, ale w

stopniu doskona ym. Potrzebuj  tego nie tylko jako Polak, ale jako cz owiek, poniewa  swoje

cz owiecze stwo realizuj  po polsku. Dlatego troska o opanowanie ojczystego j zyka jest

podstawowym zadaniem domu i szko y. Je eli natomiast ju  w latach 60. wprowadzono reform

edukacji, w której ramach zredukowano b

 wyeliminowano przedmioty humanistyczne ze

szkolnictwa zawodowego (przymusowo obj to ni  ponad po ow  m odych Polaków), to jest jasne,  e

background image

- 8 -

chodzi o o „wyhodowanie" ludzi, którymi  atwo mo na sterowa . W dobie globalizacji proces

dehumanizowania kszta cenia poszed  jeszcze dalej, poniewa  dzi  g ówna umiej tno  „literacka"

odych ludzi polega na poprawnym pisaniu poda  i stawianiu krzy yka w odpowiedniej kratce. A có

mówi  o g ganiu, jakie wydobywa si  z garde  niektórych polityków i dziennikarzy, które dopiero

po g bokim namy le mo na nazwa  d wi kami artyku owanymi i zakwalifikowa  jako

przynale ce do j zyka polskiego?

Globalizm w pe ni podbije  wiat dopiero po ca kowitej likwidacji kultur narodowych. Albowiem

kultura narodowa jest tym najg bszym fundamentem, który chroni suwerenno  poszczególnych osób w

wymiarze  wewn trznym.  Jest  ona  równie   swoistym  kodem,  nieczytelnym  dla  obcych,  który  spaja

naród, nawet pozostaj cy w niewoli. Dlatego liczy  si  musimy z tym,  e proces pozbawiania nas

naszej kultury ojczystej b dzie trwa  a  do czasu ca kowitego zniszczenia w nas polsko ci. Stosowane

 i b

 ró ne metody. Kultura narodowa b dzie puszczana w niepami , b dzie zaw aszczana i

deformowana, b dzie wyszydzana... To dzieje si  dzi .

Poniewa  kultura narodowa stoi na stra y naszego cz owiecze stwa, dlatego ka dy Polak musi

powa nie zastanowi  si  nad stanem obecnym i nad tym, co mo e zrobi  w skali osobistej, rodzinnej,

spo ecznej, aby si  nie da  wyzu  z w asnej tradycji i to samo ci, aby czerpi c soki z ojczystego

dziedzictwa, obroni  w sobie cz owieka, w spo ecze stwie - naród, a w pa stwie - ojczyzn .

background image

- 9 -

NAUKA W KULTURZE CHRZE CIJA SKIEJ

Zastanawiaj c si  nad rol  nauki w kulturze chrze cija skiej musimy najpierw wzi  pod uwag

samego cz owieka. Je li bowiem nauka jest dzie em cz owieka, to rodzi si  pytanie: czy i jakiej

nauki potrzebuje cz owiek?

Chrze cija ska koncepcja cz owieka ma swój wymiar teologiczny i filozoficzny. Z punktu widzenia

teologicznego cz owiek zosta  stworzony na obraz i podobie stwo Boga. S owo „obraz" nosi po

grecku  miano  PRÓSOPON,  a  po   acinie  -  PERSONA.  Cz owiek  nie  jest  ani  zwierz ciem,  ani

maszyn , ale person , cz owiek jest OSOB . Posiadamy wprawdzie cia o — a szereg funkcji, jakie

spe niamy, to funkcje, które znajdujemy w  wiecie przyrody, zw aszcza na poziomie fizjologicznym i

zmys owym: cz owiek oddycha i pies oddycha, cz owiek patrzy i pies patrzy - ale cz owiek

oddycha i patrzy jak cz owiek, a nie jak pies.

Jest co , co sprawia,  e cz owiek nawet w ni szych czynno ciach wyrasta ponad  wiat przyrody.

A s  przecie  czynno ci wy sze, w ogóle nie spotykane w  wiecie zwierz cym. Powstaje wobec

tego pytanie: co jest takiego w cz owieku,  e mówimy nie tylko o jego podobie stwie do Boga, ale

równie  o tym,  e jest on stworzony „na obraz Boga" (ad imaginem Dei)?

w. Tomasz z Akwinu precyzyjnie odpowiada: — „... cz owiek zosta  stworzony na obraz Boga nie

wedle cia a, lecz wedle tego, dzi ki czemu góruje nad zwierz tami. Dlatego w Ksi dze Rodzaju

napisane jest: Uczy my cz owieka na obraz i na podobie stwo nasze; a niech panuje nad rybami

morskimi, etc. Góruje za  cz owiek nad wszystkimi zwierz tami ze wzgl du na rozum i intelekt;

dlatego w

nie: ze wzgl du na intelekt i rozum, które s  niematerialne, cz owiek zosta  stworzony

na obraz Boga"

1

.

Je eli wi c mówimy o wyj tkowej pozycji cz owieka w ród stworze , je li mówimy,  e jest osob , to nie

ze wzgl du na cia o i zmys y, ale z uwagi na umys . To jest ten szczególny atrybut cz owieka-osoby.

Powstaje jednak w tpliwo : w jakim stanie jest nasz umys ? Czy przychodz c na  wiat wszystko

wiemy i rozumiemy, bo posiadamy wiedz  wrodzon , czy te  droga do rozumienia jest d uga i

mudna? Sw. Tomasz wyja nia: „... primus homo sic institutus est a Deo, ut haberet omnium

scientiam, in  uibus homo natus est instrui -... pierwszy cz owiek, przed grzechem pierworodnym

tak zosta  ustanowiony przez Boga,  e posiada  wszelk  wiedz , jak  natury mo e posi

. Ale

wskutek grzechu pierworodnego cz owiek t  wiedz  straci "

2

.

Nie oznacza to,  e cz owiek utraci  cz owiecze stwo. Nie, nadal jeste my lud mi-osobami. Ale w

naszym poznaniu powsta y szkody spowodowane przez grzech pierworodny, przychodzimy na  wiat i

nic nie rozumiemy. Te szkody trzeba naprawi . I to jest w

nie zadanie kultury, której jedn  z

podstawowych dziedzin jest nauka. Zadaniem nauki jest „naprawa" i uformowanie intelektu w taki

background image

- 10 -

sposób, aby by  sprawnym narz dziem poznania i rozumienia. Przedsi wzi cie to ma wymiar ludzki,

bo rozumiej c, stajemy si  coraz bardziej lud mi i coraz bardziej jeste my „na obraz Bo y". Bycie na

obraz Bo y to zadanie cz owieka w wymiarze ludzkim i nadprzyrodzonym.

Chrze cija ski obraz cz owieka to obraz cz owieka rozumnego, zdolnego do odczytywania

rzeczywisto ci. Tu powstaje kolejne pytanie: jak  drog  pod

 ma ludzki rozum,  eby poznawa

i rozumie ?

Chrze cija stwo pojawi o si  w kr gu wysoko rozwini tej kultury grecko-rzymskiej. By o to

zastane dziedzictwo, w którego ramach od kilku ju  wieków uprawiano nauk . Celem nauki by o

poznanie prawdy dla samej prawdy. Taki idea  przy wieca  zw aszcza Grekom i dlatego mieli w tej

materii wielkie osi gni cia. S  twórcami wielu nauk, jak filozofia, fizyka, biologia czy matematyka.

Czy ten dorobek chrze cijanin powinien zlekcewa

 i odrzuci ? By y takie zakusy. Niektórzy, jak

Tacjan czy Tertulian, mówili: po co nam wiedza Greków i pogan, skoro mamy Pismo  w.?

Po  co  mamy  szuka   prawdy,  skoro  Najwy sza  Prawda,  sam  Bóg,  nam  si   objawi ?  Po  co  nam

rozum, skoro mamy wiar ? Sytuacja by a dramatyczna, ale dziedzictwo Greków nie zosta o

odrzucone. Ci natomiast, którzy zach cali do pot pienia rozumu i nauki, zmarli poza

Ko cio em.

Na czym polega problem? Nauka, której zadaniem jest odkrywanie prawdy, jest dzie em ludzkiego

rozumu. Ale sam rozum nie jest dzie em cz owieka. Rozum ludzki pochodzi od Boga; zosta

stworzony przez Boga, i to niezale nie od tego, czy jest to rozum cz owieka wierz cego, poganina

czy ateisty. Pot piaj c rozum pot piliby my dzie o Bo e. Pot piliby my to, co najbardziej jest w

cz owieku „na obraz Bo y". Rozumu jako takiego nie wolno pot pia , bo to równa oby si  z pot -

pieniem naszego cz owiecze stwa. Zwraca na to uwag

w. Augustyn: „Niech dalek  b dzie od nas

my l,  e Bóg gani w nas to, dzi ki czemu uczyni  nas wy szymi od innych stworze . Niech dalekie

dzie od nas przypuszczenie,  e musimy wierzy  w ten sposób, aby wykluczy  konieczno

uznania czy potrzeby rozumu; nie mogliby my przecie  nawet wierzy , gdyby my nie posiadali

rozumnych dusz"

3

. Poprzez rozum Bóg nas wywy szy , wiara spe nia si  za pomoc  rozumu, bez rozumu

nie b dzie wiary. Nie mo na wierzy , nie maj c rozumu. Kto pot pia rozum, ten odrzuca wiar . Kult

wiary za cen  bezrozumno ci jest nieporozumieniem.

Staj c wobec faktu Objawienia mo na jednak zapyta , czy potrzebna jest nauka, czy cz owiekowi nie

wystarczy samo Objawienie? Zwró my uwag  na te dwa problemy. Objawienie obejmuje przede

wszystkim sprawy dotycz ce religii i moralno ci w wymiarze nadprzyrodzonym. Jest szereg dziedzin

nie obj tych Objawieniem, w których sam ludzki rozum wystarczy, aby wyrobi  sobie w

ciwy s d.

Nie potrzebujemy Objawienia, aby uzna  prawd  zdania: 2+3=5. Nie potrzebujemy Objawienia, aby

zobaczy  s

ce, ksi yc i drzewa.

background image

- 11 -

Potrzebujemy oczu i rozumu, które pochodz  od Boga. I w

nie nauka jest usprawnieniem,

wychowaniem, uszlachetnieniem rozumu, aby umia  poznawa  prawd  tam, gdzie mo e j  pozna .

Nauka jest kultur , czyli upraw  rozumu (s owo „kultura" pochodzi od  ac. colo, colere - uprawiam),

przysposobieniem go do poznawania prawdy. Dlatego cz owiek potrzebuje nauki, aby prawid owo

rozwin  w sobie dar rozumu.

Rozumu potrzebujemy nie tylko dla poznania  wiata, ale równie  dla poznania samego Objawienia.

Tre ci wiary trzeba rozpozna  i prawid owo zrozumie . Bóg przemawia do cz owieka za pomoc  proro-

ków, którzy pos uguj  si  j zykiem ludzkim.

Tre  tego j zyka dotyczy spraw Bo ych, ale przez odniesienie do spraw ludzkich, zawartych w

ludzkim  wiecie. Jak w nauce mylne poznanie prowadzi do b du, tak mylne odczytanie tre ci

Objawienia prowadzi do herezji. Uszlachetnione poznanie, którego celem jest prawid owe odczytanie

tre ci wiary ma charakter naukowy i nosi miano teologii. Tym ró ni si  teologia od mitologii,  e w

odczytanie tre ci nadprzyrodzonych zaanga owany jest wykszta cony przez nauk  rozum.

A zatem potrzebujemy nauki po to, aby pozna  prawd  o  wiecie, jak i po to, by pozna

przekazan  nam w sposób nadprzyrodzony prawd  o Bogu.

Nauka jest poznaniem racjonalnym, metodycznym, uzasadnionym i intersubiektywnie

komunikowalnym. Chodzi o to, aby w poznaniu by o jak najmniej pomy ek i b dów.

Przyczynia si  do tego dobrze wyselekcjonowany aspekt, opracowana metoda i wspólny

wysi ek spo eczny. Nauka jest bowiem efektem pracy osobistej, ale w porozumieniu i kontakcie z

lud mi.

nie ta wspó praca pozwala odkrywa  prawd , jak i rozpoznawa  b dy.

Rozpoznanie roli nauki w kulturze, ju  w pierwszych wiekach chrze cija stwa, pozwoli o na to,

aby chrze cijanie weszli w kr g kultury zachodniej, czerpi c z jej dziedzictwa. Z kolei samo

chrze cija stwo wobec upadku  wiata grecko-rzymskiego mog o wkrótce sta  si  spadkobierc  tej

wielkiej kultury. U jej fundamentów le

o poszanowanie nauki, do której droga biegnie od

najm odszych lat poprzez szko . Obok nauki edukacja zaj a w chrze cija stwie poczesne miejsce.

Najpierw klasztory, potem szko y przyparafialne, a nast pnie szko y katedralne otworzy y drog  do

coraz szerszego przekazywania i piel gnowania ró nych nauk. Jest przyk adem jak e perfidnej

propagandy, która do dzi  ple nieje w umys ach wielu ludzi, obwinianie chrze cija stwa za to,  e

redniowiecze by o ciemne. By o „ciemne" w pewnych okresach

4

 i w pewnych miejscach, tam,

gdzie nie dotar o jeszcze  wiat o chrze cija stwa, gdzie panowa o jeszcze poga stwo nie obj te

ani wcze niejszym wp ywem Rzymu, ani wiary Chrystusowej. Gdzie za  pojawi  si  klasztor

albo ko ció , tam powstawa a szko a, aby o wieca  umys y ludów nie znaj cych szko y, tam

przepisywano staro ytne ksi gi, aby przekaza  je potomno ci. A  wreszcie w XI wieku powstaj

background image

- 12 -

pierwsze uniwersytety.

To w wiekach  rednich, za spraw  chrze cija stwa, powstaje taka instytucjonalna forma

kszta cenia i prowadzenia bada , bez której trudno sobie wyobrazi  dzisiejszy, nie tylko

zachodni, ale ca y  wiat. Uniwersytety to wiekopomne cywilizacyjne dzie o chrze cija stwa.

Chrze cija stwo skupi o w sobie model kszta cenia zapocz tkowany przez greck  Akademi  i

Lykeion, przez Islam i Bizancjum, ale dla Europy i pó niej dla  wiata szko  wy sz  z nale nym

jej miejscem w spo ecze stwie sta  si

redniowieczny uniwersytet. To by a najbardziej znacz ca

odpowied  chrze cija stwa na pytanie o miejsce nauki w samym chrze cija stwie i w ca ej

kulturze.

12 maja roku 1364 Kazimierz Wielki - za zgod  papie a Urbana V — wystawia dyplom za

enia

Uniwersytetu w Krakowie. 26 lipca 1400 roku król W adys aw Jagie o wydaje dokument dotycz cy

zreformowanego  Uniwersytetu,  w  którym  król  powtarza  za  swoim  poprzednikiem,  Kazimierzem

Wielkim: „Niech wi c tam b dzie nauk przemo nych per a, aby wydawa a m e dojrza

ci

rady znakomite, ozdob  cnót  wietne i w ró nych umiej tno ciach bieg e. Niechaj otworzy si  orze -

wiaj ce  ród o nauk, z którego pe no ci niech czerpi  wszyscy, naukami napoi  si  pragn cy". Tekst

ten to jest znak kultury, chrze cija skiej i zarazem polskiej. Kult nieuctwa nie nale y zatem do naszej

tradycji. Sk d zatem mimo wszystko bierze si  nieufno  do rozumu i do nauki? Powodów jest

wiele: rozum mo e przecie  pob dzi , mo e wbi  si  w pych , mo e tak e wyst pi  przeciwko

samemu sobie, a nawet przeciwko Bogu.

Obserwuj c dzieje nauki na przestrzeni ostatnich wieków widzimy, jak nauka stawa a si ,

zw aszcza od czasów reformacji, narz dziem najpierw walki religijnej, a pó niej walki

przeciwko religii. Po raz pierwszy u yto nauki przeciwko religii w okresie o wiecenia.

Przej ciowo by a to walka ideologiczna, ale wkrótce przerodzi a si  w krwawy czyn za spraw

rewolucji francuskiej, której g ównym celem by o zniszczenie chrze cija stwa. Posypa y si  g owy

cinane przy pomocy naukowo skonstruowanej gilotyny.

Jak e trafnie pisze o u yciu nauki przeciwko Bogu nasz wieszcz, Adam Mickiewicz:

„Kiedy nad naukami bezbo nik pracuje, Strze  si  go: jest to zbójca, który bro

kupuje".

(Nauka bezbo nych)

W XX wieku, w  wiecie opanowanym przez komunizm rozpocz a si  walka z religi  na wszystkich

frontach. Lew Trocki, i dzi  jeden z idoli socjalistycznej pseudointeligencji w Polsce, wyznawa  z ca

szczero ci : „Nienawidz  Boga". W tej walce z Bogiem wielk  rol  odgrywa a nauka. W uchwale KC

KPZR z roku 1923 sformu owano tezy dotycz ce antyreligijnej propagandy. Mia a by  prowadzona w

imi

wiatopogl du naukowego. Rozpowszechnianie osi gni  naukowo-przyrodniczych w szko ach,

background image

- 13 -

klubach i bibliotekach mia o cele nie poznawcze, ale antyreligijne. Anga owano do niej najlepszych

partyjnych i komsomolskich propagandystów, inteligencj  i uczonych. Trwa o to przez dziesi ciolecia.

Nawet po  mierci Stalina do naukowego wsparcia ateizmu anga owano wszystkie wy sze uczelnie, a kurs

ateizmu musia a obowi zkowo przechodzi  m odzie  szkó rednich.

Tzw. dowody naukowe mia y obali  wiar  i zamieni  ca e spo ecze stwo w gorliwych ateistów. Nic

wi c dziwnego,  e dzi  wiele terenów po by ym Zwi zku Sowieckim to nie tylko zrujnowane  wi -

tynie, ale nade wszystko wypalona z wiary ziemia, ateizm gorszy od poga stwa.

Zastanówmy si  zatem: czy rzeczywi cie nauka obala wiar ? Co robi ,  eby wiar  przywróci ? Czy

nale y od nauki si  odci ? Aby na te pytania odpowiedzie , nie mo na by  nieukiem, trzeba rozumie ,

co to jest nauka. I ju  dla chrze cijanina wy ania si  zasadniczy obowi zek, aby nie ucieka  od nauki,

lecz przeciwnie — poznawa  j  i wykorzystywa  w celu szerzenia prawdy, dobra i pi kna, a tak e

(je eli zajdzie taka potrzeba) obrony w asnej wiary.

Okazuje si ,  e tzw. naukowy  wiatopogl d to by o intelektualne fa szerstwo, a nauka do której si

odwo ywano, to nie by a nauka, lecz ideologia, która pos ugiwa a si  fragmentami nauki nie dla

prawdy, lecz dla propagandy. Tzw. nauka komunistyczna by a zwyk  blag , przy pomocy której

tumaniono miliony ludzi. Znale li si  nawet „profesorowie", którzy j  propagowali. A jak czuj  si  dzi ?

Jak patrz  na swoje dzie a, podpisane ich imieniem? W jaki sposób naprawi  intelektualne krzywdy

wyrz dzone bezbronnej m odzie y? Chodzi o profesorów nie tylko w Zwi zku Sowieckim, równie  o

tych w naszym kraju. Odeszli od oficjalnego komunizmu, ale czy zaprzestali pos ugiwania si  nauk

dla bezbo nych celów?

Te pytania, to nie s  pytania retoryczne, to s  pytania wr cz dramatyczne, gdy ateistycznych

profesorów przyjmuj  dzi  z wszelkimi honorami i splendorami uczelnie katolickie.

Nie ka dy cz owiek i nie ka dy chrze cijanin musi by  naukowcem, ale jest ludzkim naturalnym

pragnieniem zna  prawd . Drog  do poznania toruje nauka, je li jej celem jest autentycznie prawda. Na

tej drodze pojawi  si  pomy ki, ale wierno  prawdzie i wspólny wysi ek pozwalaj  na dostrze enie i

poprawienie b du. To ten sam rozum, który rozumie  wiat, zaczyna rozumie ,  e s  tajemnice wiary,

których sam przy pomocy w asnych si  nie jest w stanie zrozumie . Rozum w sposób naturalny i

racjonalny pragnie prawdziwej wiary, która przybli y go do ostatecznej i pe nej Prawdy.

W  encyklice  Fides  et  ratio  Jan  Pawe   II  pisze:  „...  Tomasz  z  Akwi-nu  uznaje,   e  natura  -  w

ciwy

przedmiot bada  filozofii - mo e przyczyni  si  do zrozumienia Bo ego Objawienia. Wiara zatem nie l ka

si  rozumu, ale szuka jego pomocy i pok ada w nim ufno . Jak  aska opiera si  na naturze i pozwala jej

osi gn  pe ni , tak wiara opiera si  na rozumie i go doskonali. Rozum o wiecony przez wiar

zostaje uwolniony od u omno ci i ogranicze , których  ród em jest niepos usze stwo grzechu, i

zyskuje potrzebn  moc, by wznie  si  ku poznaniu tajemnicy Boga w Trójcy Jedynego" (43).

background image

- 14 -

Potrzebujemy wykszta conego przez nauk  rozumu, aby by  bardziej lud mi, aby poznaj c prawd ,

odró nia  j  od fa szu i od pseudonauki. Potrzebujemy wiary, która udoskonalaj c rozum, pozwala

nam zbli

 si  do tajemnicy Boga. Rozum i wiara dope niaj  si , za  nauka, która szuka prawdy, nie

mo e by  zagro eniem dla wiary. Natomiast wiara bez rozumu traci ludzkie oblicze.

Dlatego b

c lud mi wiary, nie bójmy si  by  lud mi rozumnymi, by pozna  prawd  i by jej

broni .

background image

- 15 -

KULTURA CHRZE CIJA SKA SCHY KU II TYSI CLECIA -DZIEDZICTWO

CZY DEFORMACJA?

Prze om tysi cleci to okazja do zrobienia pewnego bilansu. Chrze cija stwo trwa od dwóch tysi cy lat, w

Polsce od ponad tysi ca. Co faktycznie zawiera kultura chrze cija ska? Jakim podlega dzi  ogranicze-

niom? W jaki sposób jej obraz jest deformowany?

Patrz c na chrze cija stwo w perspektywie dwóch tysi cleci mo emy zaobserwowa  nast puj ce po

sobie do  zró nicowane fazy, i trzeba mie

wiadomo  zachodz cych mi dzy nimi relacji oraz po-

wi za , aby zrozumie  to, co dzieje si  dzi . Chrze cija stwo jest religi , która przychodzi niejako ze

Wschodu (pojawia si  w  rodowisku judaistycznym), ale inkubacja chrze cija stwa dokonuje si  w

onie kultury Basenu Morza  ródziemnego, zwanej kultur  zachodni . Wraz ze zmierzchem  wiata

grecko-rzymskiego chrze cija stwo umacnia si  najpierw w Cesarstwie Wschodnim (Bizancjum),

potem na terenach obejmuj cych Cesarstwo Zachodnie, by sta  si  wreszcie dziedzicem kultury

antycznej. Na Zachodzie politycznym zwornikiem  wiata chrze cija skiego jest najpierw imperium

Karola Wielkiego, a nast pnie dominium cesarzy germa skich. Okres chrystianizacji Europy trwa do XV

w., by ju  w XVI w. nawrócona Pomoc sta a si  powodem rozpadu jedno ci zachodniego

chrze cija stwa (reformacja). W wieku XVII rozpoczyna si  proces sekularyzacji Europy,  ycie

spo eczno-polityczne urz dzane jest niezale nie od religii. Z ko cem wieku XVIII wraz z

rewolucj  francusk  sekularyzacja przybiera ostrzejsz  posta  zorganizowanego antyklerykalizmu

i ateizmu, pa stwo ma by  urz dzane nie tylko bez Boga, ale przeciwko Bogu i przeciwko Ko -

cio owi. W tek ten podejmie „twórczo" rewolucja bolszewicka, niszcz c ko cio y i cerkwie,

morduj c duchownych, indoktrynuj c spo ecze stwo.

W XX w. ateistyczny komunizm w Zwi zku Sowieckim i liberalistyczny socjalizm w Europie

Zachodniej na ró ne sposoby sekularyzuj  nasz kontynent. Zwraca  na to uwag  Ojciec  w. w

Or dziu do uczestników Europejskiego Forum Laikatu (l 980): „Europa, tak  ci le zwi zana z

wiar  i kultur  chrze cija sk , sta a si  tak e kolebk  ateizmu i nie jest obecnie w stanie odnale

swej duchowej to samo ci". Ateizm ideologiczny stanowi cy podstaw  dzia alno ci pa stw i insty-

tucji mi dzynarodowych konsekwentnie realizuje wizj  spo ecze stwa zsekularyzowanego. Jest to

nie tyle powrót do poga stwa, poniewa  poganie wyznawali rozmaite, cho  nieprawdziwe

religie; w Europie pojawi a si  nowa jako  w wymiarze cywilizacyjnym - spo ecze stwo bez

religii lub wprost antyreligijne.

Pod koniec II tysi clecia z uwagi na systematyczn  walk  antyreligijn  dziedzictwo chrze cija skie

skurczy o si  niepomiernie; równie  jego obraz zosta  w mi dzyczasie w wieloraki sposób

zniekszta cony.

background image

- 16 -

Zastanawiamy si  czasem nad Polsk  i Polakami. W ponad 90% jeste my katolikami i... nie za

wiele z tego wynika. Dlaczego? Poniewa  pos uguj c si  (a nierzadko egzaltuj c) t  statystyk ,

bierzemy jedynie pod uwag  procentow  liczb  ludzi ochrzczonych, zapominaj c przy tym,  e

ci ochrzczeni  yli przez pó  wieku w systemie spo eczno-politycznym antychrze cija skim, bo

takim by  komunizm. Chrzest nie niweluje wp ywów cywilizacji antychrze cija skiej. Dzisiejszy

postkomunistyczny liberalizm utrzyma  swe antychrze cija skie oblicze, cho  zmieni  metody.

Warto wobec tego zobaczy , jakim ograniczeniom i jakim deformacjom ulega  i ulega obraz

chrze cija stwa.

Przeci tny cz owiek ma niewielkie poj cie o chrze cija stwie nie tyle jako o religii, ile jako typie

kultury. A przecie  to w

nie chrze cija stwo by o spadkobierc  kultury zachodniej (grecko-

rzymskiej), która zosta a dope niona przez Objawienie. Dla Polski przyj cie chrze cija stwa by o nie

tylko zmian  religii, z poga skiej na chrze cija sk , by a to zmiana ca ej cywilizacji we wszystkich

jej dziedzinach: w edukacji i nauce (których przed chrze cija stwem w ogóle w Polsce nie by o), w

moralno ci i obyczajach, w  yciu rodzinnym, w prawie i powstaniu miast. Ale dzi  nasze poj cie o

pe ni blasku kultury chrze cija skiej jest niewielkie. Wyp ywa to nie tylko ze zwyk ego lenistwa,

ale nade wszystko z kierunku, jaki wyznaczony zosta  przez ogólno wiatowy (globalistyczny) trend

cywilizacyjny lub po prostu: wspó czesn  cywilizacj .

W nauce paradygmat, czyli wzorzec poznania naukowego, zostaje zaw ony do takiego typu

poznania, w którym nie ma miejsca na Boga ani na cz owieka jako osob  (pozytywizm). Miejsce

teologii, filozofii i humanistyki zajmuje technologia i kult nauk przyrodniczych. Nauka nie pyta ju

DLACZEGO i PO CO, ale podporz dkowana jest wy cznie praktycznym korzy ciom i szukaniu

odpowiedzi na pytanie JAK czego  u

. Edukacja upowszechniaj c ten wzorzec jest syste-

matycznie odcinana od dziedzictwa klasycznego, czego najdotkliwszym wyrazem jest eliminacja

greki i  aciny z kszta cenia. Odcina to mo liwo

ród owego kontaktu z licz cym prawie 3 tysi ce

lat dziedzictwem zachodnim.

W moralno ci odchodzi si  od etyki wychowawczej (cnoty) na rzecz swobody obyczajów;

ycie rodzinne traci najg bszy sens rodzinno ci, jakim jest ci

 i wi  mi dzypokoleniowa

w ramach kultury narodowej; z polityki eliminowane s  zasady chrze cija skie, a tym samym i

moralne.

Sztuka oderwana zostaje od jej nadprzyrodzonego wymiaru i zamienia si  w p ytki estetyzm, a

nawet tandetn  dewocjonalno . A wreszcie religia zaw ana jest coraz bardziej do sfery prywatnej,

pozbawionej instytucjonalnego i spo ecznego wsparcia, o niewielkim wachlarzu propozycji wyboru

modelu  ycia.

background image

- 17 -

Chrze cija stwo postrzegane przez pryzmat takich zmian kulturowych przestaje by  atrakcyjn

spo ecznie propozycj . W starciu z agresywn  pop-kultur  i wzorami lansowanymi przez media,

chrze cijanin zaczyna uchodzi  za cz owieka niemodnego, a nawet zacofanego, albo po prostu nudnego.

Do tych ogranicze  dochodz  deformacje ideologiczne, których ostrze ma wymiar zdecydowanie

antychrze cija ski. Paradygmat nauki jest tak sformu owany, aby mo na by o dowie ,  e Boga nie ma

(materializm dialektyczny), a cz owiek od Boga nie pochodzi, lecz jest „kuzynem" ma py (ewolucjonizm).

W edukacji promuje si  albo styl  ycia nastawiony na tzw. konsumpcjonizm, czyli zaszczepia si

pragnienie posiadania bez granic, albo pod p aszczykiem duchowo ci do szkó  wkraczaj   metody i

programy sekciarskie (np. R. Steiner, Montessori).

W moralno ci nast puje gro na w skutkach zamiana chrze cija skiego mi osierdzia na tolerancj .

Prowadzi to do etyki akceptacji z a. Mi osierdzie jest pochyleniem si  nad cz owiekiem os abionym

przez z o, ale który z a nie chce, natomiast tolerancja jest przyzwoleniem na z o. Ró nica jak e

istotna! W  yciu rodzinnym przyst piono do konfliktowania pokole  i p ci w imi  indywidualnej

wolno ci. Rodzina przestaje by  gniazdem i schronieniem dla jej cz onków, a tak e oaz  przed

natarczywo ci

wiata. Dom staje si  hotelem lub  wietlic , w której g ówne zaj cie mieszka ców

polega na wspólnym ogl daniu telewizji. W polityce chrze cijanie okre lani s  mianem funda-

mentalistów; wskutek tego znajduj  coraz mniejsze poparcie w ród tzw. elektoratu (katolickiego!), a

c u w adzy maj  w skie pole dzia ania; ich  rodowisko jest nieliczne i z uwagi na osaczenie -

ma o skuteczne. Tymczasem fundamentalizm bli szy jest islamowi czy judaizmowi, gdzie rz dz  lub

bezpo redni wp yw na rz dy maj  duchowni, w katolicyzmie duchowni nie zajmuj  stanowisk

pa stwowych, za  Ewangelia nie jest traktatem o ustroju politycznym chrze cija skiego pa stwa.

Przy tak pot nych ograniczeniach i deformacjach w skali cywilizacyjnej trudno jest dzi

 po

chrze cija sku, pracowa , wychowywa  dzieci, kszta ci  je, tworzy

rodowiska. Z e lub

zniekszta cone wzory, brak  wiadomo ci i wiedzy, przerwany ci g tradycji - to wszystko sprawia,  e

ycie chrze cija skie w pe ni blasku chrze cija skiej kultury jest rzadko spotykane i jest raczej do

rachityczne.  atwo przerodzi  si  mo e w sekciarstwo albo w towarzystwa wzajemnej adoracji. A

przecie  to w  redniowieczu powstaj  uniwersytety, bez których dzi  trudno jest wyobrazi  sobie  ycie

cywilizowane, to w  redniowieczu opracowany jest program zak adania miast w skali europejskiej, to

redniowiecze zostawia po sobie jedn  z najszlachetniejszych i najczystszych odmian muzyki, jak  jest

piew gregoria ski, to w  redniowieczu powstaj  zakony, które wype niaj  luki  ycia spo ecznego

pozostawione przez pa stwo, a wreszcie, to dzi ki  redniowieczu uratowane zosta y dla Europy i

wiata skarby kultury grecko-rzymskiej. Architektura renesansowa, tak dzi  podziwiana, wybucha

dzi ki odkryciu Traktatu o architekturze Witruwiusza, w jednym ze...  redniowiecznych klasztorów.

Sztuka Micha a Anio a, Jana Sebastiana Bacha i niezliczonej plejady mistrzów - to sztuka

background image

- 18 -

chrze cija ska, przyk ad najwy szych wzlotów ludzkiego geniuszu.

Parafrazuj c s owa Jana Karola Chodkiewicza, wielkiego hetmana litewskiego, skierowane do jego syna,

chcia oby si  doprawdy powiedzie : „Dla chrze cijanina nieukiem by , to rzecz spro na". Chrze cijanin,

nie znaj c pe ni w asnego przepot nego dziedzictwa, zaczyna 

 dziwacznie, nie mówi c ju  o

tym,  e  atwo go wodzi  za nos. Potrzebujemy wielkiej pracy, aby ponownie si  odnale  na swoim

miejscu, w Polsce i w Ko ciele.

„Pracy wszelkiej, fizycznej czy umys owej, trzeba si  uczy ... pracuj c. P ywa  mo na si  nauczy  tylko

w wodzie. Tylko w niepodleg ym pa stwie mo e ogó  nabiera  zmys u politycznego i spo ecznego.

Jeste my nowicjuszami pod wieloma wzgl dami. Jeste my terminatorami w terminie

pa stwowym, tote  napsujemy troch  materia u i narobimy sporo galimatiasu, zanim si  czego

nauczymy. Skróci by si  wielce czas terminowania, gdyby my mieli nauczycieli nie tylko w

zbieranych do wiadczeniach! Spod czerwonego znaku p dzi ca a rzesza nauczycieli, ca e hordy

instruktorów  ycia publicznego - a jak

 nie mia o jeszcze st paj  obok nich katoliccy nasi

nauczyciele!"

5

Tak pisa  przed ponad 70. laty Feliks Koneczny. Brak nam do wiadczenia

politycznego, bo naród nasz ledwie uczy si  niepodleg

ci. Ale uwaga! - uczy si  pod

kierunkiem czerwonych nauczycieli.

„Je eli Ko ció  polski trafi w te wy obione tradycj  narodowe koleje, nie na opok  trafi zaiste.

Je eli nie trafi, utrudni sobie wielce sytuacj . Wiemy na przyk ad wszyscy,  e nie za atwi si

kwestii spo ecznej poza Ko cio em, i przekonanie o tym staje si  coraz powszechniejsze; ale i to

pewne,  e nie za atwi si  jej w Polsce bez t a patriotycznego, poza Ojczyzn . Lecz czy

duchowie stwo polskie potrzebuje,  eby mu przypomina  mi

 Ojczyzny? Doprawdy, by oby

to samo, co nosi  sowy do Aten!"

6

A jednak za ma o ju  sów w naszych Atenach lub mo e ukry y si  gdzie  na poddaszach. Warto,

aby da y o sobie zna .

„Jest w naturze polskiej sporo czynników tego rodzaju, i  otwieraj  si  Ko cio owi w Polsce

prawdziwie wspania e mo liwo ci. Ku szczytom prowadzi  trzeba i  mia o i !"

7

Pomni wielkiego dziedzictwa id my  mia o, byle roztropnie. Dobre intencje nie zaopatrzone w

przenikliwy rozum wi cej przynie  mog  szkody ni  po ytku. I  jednak trzeba. „Precz z

potulno ci !"

1

 „... homo dicitur esse ad imaginem Dei, non secundum corpus, sed secundum id, quo homo excellit

alia animalia... Unde sequitur Genes. 1. postquam dictum est: Faciamus hominem ad imaginem, et

similitudinem nostram, Ut praesit piscibus maris, etc.: excellit autem homo omnia animalia,

uantum ad rationem, et intellec-tum; unde secundum intellectum, et rationem, quae sunt

incorporea, homo est ad imaginem Dei." (Sw. Tomasz z Akwinu, Suma teologiczna I, q. 3, a. l, ad

background image

- 19 -

2).

2

 w. Tomasz z Akwinu, Suma teologiczna I, 94, 3.

3

 Ep. 120, 3; zob. Ch. N. Cochrane, Chrze cija stwo i kultura antyczna, t um. G. Pianko, Warszawa

1960, s. 391.

4

 ang. okre lenie the Dark Ages - dos . ciemne wieki - oznacza okres wczesnego  redniowiecza,

natomiast  termin  Middle  Ages  -   rednie  wieki  (st d  „ redniowiecze")  -  odnosi  si   zazwyczaj  do

przedzia u czasowego mi dzy 1100 a 1500 r.

5

 F. Koneczny, Ko ció  w Polsce wobec cywilizacji, „Ateneum Kap

skie" 1914,

t. 22, s. 424.       .

.                            .      ,   ,-

6

 ibid., s. 426.

7

 ibid., s. 426.

background image

- 20 -

OD IMPERIALIZMU DO GLOBALIZMU

W dziejach ludzko ci zaobserwowa  mo na ró ne formy politycznej ekspansji. Na du  skal  tendencja

taka jest widoczna w wi kszo ci pa stw b

cych no nikami wielkich historycznie cywilizacji. Nad

czterema stronami  wiata pierwszy mia  panowa  Egipt. Pó niej prawo do panowania przypisane

zosta o Asyrii i Babilonii

1

. W adcami  wiata chcieli by  Persowie,  ydzi, Macedo czycy,

Rzymianie, nast pnie Arabowie, Mongo owie i Chi czycy, potem Normanowie, Rosjanie, Anglicy,

Niemcy.

Obserwuj c to d enie do ekspansji i dominacji zauwa

 mo emy,  e przybiera o ono ró ne formy.

Mog o by  oparte na w adcy, na pa stwie, na narodzie (rasie), na religii, na cywilizacji, na ideologii.

Zaborczo  mia a charakter imperialny — gdy pa stwo systematycznie powi ksza o swoje granice o

tereny s siednie, mia a za  charakter kolonialny - gdy nowe tereny nie graniczy y z nim bezpo rednio,

lecz znajdowa y si  gdzie indziej, dzieli o je morze (kolonie fenickie czy greckie) albo morze i l d,

gdy dla pozyskania nowych terenów wp ywano rzek  w g b l du (Waregowie).

Ka dej ekspansji towarzyszy ch  zysku czy w adania, i w takim  wietle najcz ciej zjawisko to jest

interpretowane, niemniej jednak - na co rzadko zwraca si  uwag  — g bszy powód uzasadniaj cy, a

wr cz usprawiedliwiaj cy podbój opiera si  na bazie ideowej. Mo na wyodr bni  dwie g ówne linie

sankcjonuj ce ekspansj : religia i ideologia. Linie te czasem si  pokrywaj , czasem krzy uj , ale czasem

wykluczaj . Nie ma tu jakiego  jednego prawa, przy którego pomocy mo na by oby wyczerpuj co

okre li  relacj  mi dzy religi  i ideologi  jako racjami uzasadniaj cymi (usprawiedliwiaj cymi)

dokonywanie podbojów.

Dawne cywilizacje orientalne opiera y swój ekspansjonizm przede wszystkim na religii: w adca danego

pa stwa uznawany by  za boga albo przynajmniej za kogo  stoj cego bli ej boga ni  wszyscy poddani.

Jego prawo do panowania nad lud mi, nad ich dobytkiem i nad ziemiami mia o uzasadnienie religijne.

Równie  religijny wymiar imperializmu i kolonializmu sprawia ,  e ch  podbojów przekracza a zwyk e

ludzkie potrzeby, a wr cz wydawa  by si  mog o i mo liwo ci. Gdy patrzymy na map  i widzimy zakres

kszta towania si  poszczególnych imperiów, to uderza nas niesamowity rozmach podejmowanych dzia

tylko przy u yciu pieszych i konnicy, jeszcze bez czo gów i bez samolotów. Ten rozmach inspirowany

by  religi , która, niezale nie od mo liwo ci „technicznych" dokonania podboju (co zale

o od stopnia

rozwoju cywilizacyjnego), od razu wyznacza a perspektyw  ca

ciow : opanowanie ziemi, oczywi cie

wedle posiadanego obrazu  wiata.

W przypadku Macedonii i Rzymu d enie do ekspansji oparte by o na przekonaniu o wyj tkowej misji

cywilizacyjnej tych pa stw. Misji tej nadawano wymiar sakralny poprzez ubóstwiania wybitniejszych

adców. Aleksandra Wielkiego wyrocznia uzna a za syna Jowisza

2

.  Jak e  znamienne  dla  retoryki

background image

- 21 -

imperialnej w tki zawiera przemówienie Aleksandra pod Issem przed zwyci sk  bitw  z Persami, gdy

zwracaj c si  do Macedo czyków, wedle Kwintusa Rufusa (I w. przed Chr.), „przypomina  o ich

znanym z dawien dawna m stwie. Odnie li przecie  tyle zwyci stw w tak wielu wojnach w Europie, a

wyruszyli z nim na podbój Azji i odleg ych krajów Wschodu raczej nie z jego rozkazu, lecz z w asnej

woli; mówi ,  e s  wyzwolicielami ca ego  wiata, a gdy przemierz  ziemie, do których dotar  Herkules i

Ojciec Liber, ujarzmi  nie tylko Persów, lecz tak e wszystkie inne narody. Zapewnia ,  e Baktria i

Indie stan  si  prowincjami macedo skimi. To wszystko, na co teraz patrz , to niewiele, lecz

zwyci stwo otwiera drog  do wszystkiego"

3

. A zatem Macedo czycy panowa  maj   wsz dzie (nad

ca ym  wiatem) i nad wszystkimi narodami, ich panowanie b dzie dla podbitych ludów wyzwoleniem

4

.

Oczywi cie, przekonanie o donios ej roli cywilizacyjnej Macedonii oparte jest ostatecznie na poczuciu

wy szo ci kultury nie tyle macedo skiej, co greckiej nad kulturami Wschodu i wszelkimi

barbarzy cami

5

.

Rzymianie mieli poczucie wielkiej misji religijno-cywilizacyjnej. Mowa Anchizesa w Eneidzie

Wergiliusza mia a na celu utwierdzi  Rzymian w ich greckim dziedzictwie i roztacza  równocze nie

przed nimi bezmierne horyzonty panowania:

„Niech inni  yciem tchn ce zr czniej kuj  spi e -Nie bronim! Niech w marmurze  ywo

rze bi  lica, Niech mowy g osz  lepiej, przemiany ksi yca Mierz  i wschody gwiazdy,

co w przestworze p ynie -Ty w ada  nad ludami pomnij, Rzymianinie! To twe sztuki: -

Nie  pokój, jak twa wola sama  Naka e, szcz dzi  kornych, a wynios ych  ama ."

(IV, 847-854)

„ Tu regere imperia populos, Romane, memento! — Pami taj, Rzymianinie,  e nad ludami ty masz

panowa !" Historia Rzymu, jak zauwa a Barrow, to  wiadomy (zaplanowany) rozwój od miasta na sied-

miu wzgórzach a  po Pani

wiata. Ta Pani  wiata potrafi a z wrogów uczyni  przyjació , a nawet ich

zromanizowa .  róde  pot gi rzymskiej dopatrywano si  w woli bogów (Polibiusz, Cyceron, Horacy,

Symmachus). Z tym przekonaniem walczy w. Augustyn, twierdz c,  e moc ustanawiania pa stwa i

adzy posiada tylko jedyny Bóg prawdziwy, i  e to On da  pa stwo Asyryjczykom, Persom i

Rzymianom

6

.

Islamski ekspansjonizm najwyra niej oddaje idea  wi tej wojny (d ihad). Zawiera ona w sobie szereg

aspektów: religijne, militarne, ekonomiczne, polityczne. Z punktu widzenia religijnego Koran wzywa do

bezwzgl dnej walki z tymi, którzy nie uznaj jednego Boga. „Kiedy wi c spotkacie tych, którzy nie

wierz , to uderzcie ich mieczem po szyi; a kiedy ich ca kiem rozbijecie, to mocno zaci nijcie na nich

ta (XLVII,4)"

7

. Walczy  nale y równie  z przeciwnikami Koranu

8

. Gdy muzu manin poniesie w walce

mier , to tak naprawd  nie umar , lecz  yje zjednoczony w Bogu

9

. Ekspansja religijna dokonuje si  przy

pomocy miecza, ma wi c charakter wybitnie militarny. Z biegiem czasu  ydzi i chrze cijanie

background image

- 22 -

uzyskuj  status protegowanych ho downików, którzy zobowi zani s  do p acenia daniny, ale mog

zosta  przy swoim kulcie; system ten rozwin  si  w okresie kalifatów

10

.

Poszerzenie obszaru wp ywu religijnego wi e si  z poszerzeniem dominacji politycznej i

ekonomicznej. Zdobycze terytorialne wcielane s  do pa stwa arabskiego, otwarta jest droga dla handlu

i coraz wy szej zamo no ci. Nieprzyjació  Boga nale y zniszczy  albo sobie podporz dkowa

11

.

Proces podporz dkowywania podbitych ludów rozwija si  od momentu utrwalenia politycznej

dominacji arabskiej na okre lonym terytorium.

Cesarstwo bizanty skie powsta o jako Cesarstwo Wschodnie ze stolic  w Bizancjum (330), zwanym

Konstantynopolem lub Nowym Rzymem (Nea Romd). Ju  od samego pocz tku wywi za a si  walka

z Persj  o prymat nad znanym wówczas  wiatem

12

.

Cesarze bizanty scy przej li od Persów wzór z otej korony, symbolizuj cej boga-S

ce (od VII w.).

Persowie uwa ali,  e bóg-S

ce koronuje ich w adc ; S

ce i Ksi yc, widoczne na obrazach w ad-

ców, by y symbolami panowania króla perskiego nad  wiatem. Bizan-ty czycy, u których cesarze byli

pocz tkowo wynoszeni do w adzy przez armi , pó niej rol  tak  przypisali samemu Chrystusowi.

Cesarz bizanty ski, podobnie jak król perski, mia  prawo do symbolu S

ca i Ksi yca, co oznacza o

jego prawo do panowania nad  wiatem

13

. Okre lano cesarza, id c  ladem zorientalizowanych w adców

hellenistycznych, mianem w adcy-zbawiciela (basileus soter) i na ladowcy Boga (mimetes theou).

Symbolem panowania nad  wiatem by  te  cesarski orze , przej ty z symboliki rzymskiej (orze  by

atrybutem Jowisza)

14

.

W odró nieniu od cesarzy bizanty skich Karol Wielki uznawa  siebie za rz dz cego tylko Imperium

Rzymskim, a nie wszystkimi Rzymianami; tym bardziej wi c Karol Wielki nie uzurpowa  sobie prawa

do rz dzenia  wiatem

15

. Sytuacja uleg a zmianie, gdy Otton II o eni  si  z ksi niczk  bizanty sk ,

Teofano. Przej to wówczas bizanty sk  symbolik  w adzy, a wraz z ni  i aspiracje do panowania nad

wiatem. Fryderyk Barbarossa w jednym ze swych postanowie  o wiadcza ,  e dzier y rz dy nad

wiatem z boskiego zrz dzenia

16

. Jednak w odró nieniu od cesarza bizanty skiego, który pe ni  na równi

funkcje  wieckie (polityczne) i duchowne (cezaropapizm), cesarz zachodni by  tylko w adc

wieckim, poniewa  w adza duchowna pozostawa a w r kach papie a. S ynna walka cesarstwa z

papiestwem w  redniowieczu p yn a z ch ci zdobycia przez cesarzy takiej w adzy, jak  posiada  cesarz

bizanty ski. ,

Pa stwo Bu garów równie  posiada o swojego cesarza, który uznawa  si  nie tylko za chrze cija skiego

adc  wszystkich S owian, ale równie  pragn  zast pi  cesarza bizanty skiego. Cesarze bizanty scy

traktowali jednak innych cesarzy jako podleg ych sobie synów, uznaj c niekiedy za braci tylko kalifów

arabskich (wcze niej tak traktowali królów perskich)

17

.

W pocz tkach drugiego tysi clecia zaczyna niepomiernie wzrasta  pot ga Mongo ów. Ich w adcy

background image

- 23 -

równie  posiadaj  aspiracje globalistyczne. Jak e charakterystyczna jest tre  piecz ci jednego z chanów

(Gujuka, XIII w.): „Moc  Wiecznego Nieba. Rozkaz panuj cego nad  wiatem w adcy wielkiego pa stwa

mongolskiego. Kiedy dotrze do ludzi poddanych i ludzi nie poddanych, niechaj go s uchaj  i boj

si "

18

. W tek cie tym warto wyeksponowa  trzy rzeczy: moc w adcy nie pochodzi ani od ludzi, ani od

niego samego (nie jest on tyranem, samozwa cem), ale pochodzi od bogów („Moc  Wiecznego Nieba");

adza panuj cego rozci ga si  nie tylko nad jego w asnymi poddanymi, ale nad wszystkimi lud mi,

czyli nad ca  ludzko ci  („kiedy dotrze do ludzi poddanych i nie poddanych"); a wreszcie stosunek ludzi

do w adcy opiera  si  musi na bezgranicznym pos usze stwie („niechaj go s uchaj  i boj  si "). Ani

wzgl dy militarne, ani ekonomiczne, ani nawet polityczne nie mog y wystarczaj co uzasadni  tak

nies ychanego roszczenia do panowania nad  wiatem. Takim powodem mog a by  tylko religia,

poniewa  religia pos uguje si  kategoriami, w ramach których Ziemia jest tylko jednym z elementów

uk adu kosmicznego. Z tego tytu u wielko  Ziemi (nawet w ramach obrazu  wiata) nie odgrywa

specjalnej roli, poniewa , wi ksza, mniejsza, i tak pozostaje we w adaniu bogów. Je li za  w adca uznany

zostaje za wybra ca bogów, to jemu przypada w udziale panowanie nad  wiatem. Faraonowie w

Egipcie, w adcy Asyrii i Babilonii, królowie perscy przypisywali sobie boskie prawo panowania nad

ziemi  i lud mi, to w

nie sankcjonowa o nie tylko ich w adz  we w asnym pa stwie, ale równie  by o

powodem ekspansjonizmu. Z tym wi za o si  charakterystyczne odwrócenie toku my lenia: co napadni ci

odbierali jako gwa t i przemoc, boski w adca uznawa  za nale ne mu prawo, wi cej, jako obowi zek

odzyskania tego, co jest jego w asno ci . On nie napada , on odzyskiwa ! Z punktu widzenia

boskiego w adcy poszerzanie granic imperium nie by o wi c napa ci , ale przywracaniem stanu

posiadania, cho by okre lone tereny nigdy wcze niej do  (lub danego pa stwa) nie nale

y. Ten stan

posiadania mia  wynika  z praw religijnych: religia panuj ca nad  wiatem ma mie  swój odpowiednik

polityczny — w adc  panuj cego nad  wiatem. Wyrazistym przyk adem takiego usankcjonowania

imperializmu jest historiozoficzne podniesienie Moskwy do rangi trzeciego Rzymu, po którym

nowego Rzymu nie b dzie, a Moskwa definitywnie zapanuje nad  wiatem

19

.

Równie  d enie Izraelitów, w ramach niektórych nurtów, do panowania nad  wiatem ma

oparcie religijne: s  narodem wybranym, uprzywilejowanym, pozosta e narody (goini), maj

im s

20

.

Obok religijnych powodów ekspansjonizmu lub imperializmu pojawia si  w czasach

nowo ytnych i wspó czesnych nowy czynnik. Jest nim ideologia. Ideologia jest tworem

rewolucji francuskiej (Destutt de Tr cy), która wstrz sn a podstawami  wiata zachodniego i

sta a si  modelem dla kolejnych rewolucji ju  na ca ym  wiecie. Jej „idea y" patronuj , po

zdobyciu w adzy przez rewolucjonistów, przemianom „demokratycznym", zwanym „rewolucj

parlamentarn ".

background image

- 24 -

Ideologia jest owocem splotu przeró nych czynników. Kszta tuje si  w opozycji do religii, a

zw aszcza do chrze cija stwa. St d ideologia programowo jest antychrze cija ska albo

antyreligijna, natomiast sama zaw aszcza pewne cechy religii. Ideologia jest nie tylko progra-

mem politycznym czy spo ecznym, ale ma wymiar cywilizacyjny. Oznacza to,  e zakres jej

dzia

 obejmuje ca e  ycie prywatne, rodzinne, spo eczne, ekonomiczne i polityczne. Tak

rozumiana ideologia staje si  fundamentalizmem a rebours, jak w cywilizacji arabskiej lub

ydowskiej wszystko jest religijne, tak w spo eczno ciach zdominowanych przez jak

ideologi , wszystko jest polityczne (czyli w

nie ideologiczne). Najbardziej wyrazistym

elementem ideologizacji  ycia spo ecznego jest przepot na sekularyzacja, a wi c skrupulatna

eliminacja religii z ka dej sfery  ycia publicznego. Ideologia stanowi ramy dla budowania  wiatowej

cywilizacji antychrze cija skiej. Jej g ównym nurtem jest SOCJALIZM. Posiada on wiele twarzy,

nawet takie, które wzajemnie si  zwalczaj . Socjalizm komunistyczny na wschodzie, narodowy

socjalizm w Niemczech i socjalizm liberalistyczny na zachodzie.

W 1920 roku (19.07-17.08) przyj to podczas II Kongresu Mi dzynarodówki Komunistycznej manifest

zredagowany przez Leona Troc-kiego (podpisany równie  przez Lenina, Zinowiewa i Bucharina). Znaj-

duj  si  tam nast puj ce sformu owania, które uwidaczniaj  docelowe plany rewolucji bolszewickiej:

„Mi dzynarodówka Komunistyczna o wiadcza,  e problem Rosji Sowieckiej jest jej spraw .

Mi dzynarodowy proletariat nie schowa mieczy do pochew do czasu, kiedy Rosja Sowiecka nie stanie

si  ogniwem  cz cym nas z sowieck  federacj  republik ca ego  wiata"

21

.  A  zatem  docelowo

komunistom chodzi o o utworzenie  wiatowej Republiki Sowieckiej, sama Rosja by a natomiast

dogodnym, bo wówczas naj atwiejszym do opanowania pa stwem, od którego mia  si  rozpocz  marsz

ku w adzy nad  wiatem. Wst pem do tego  wiatowego imperium mia y by  Stany Zjednoczone Europy

22

.

Tragicznym epizodem w dziejach XX-wiecznej Europy by  narodowy socjalizm w wydaniu

niemieckim. Oparty by  na apoteozie rasy germa skiej poj tej jako rasa nadludzi, której jedne narody

maj  s

, inne maj  by  w ogóle eksterminowane (sukcesywnie:  ydzi, S owianie, Cyganie). Rasa

germa ska jako rasa panów mia a zdoby  nale

 sobie w adz  nad  wiatem. Albert Speer, naczelny

architekt III Rzeszy, wspomina: „Pewnego dnia, na pocz tku lata 1939 roku, [Hitler] wskaza  na or a

Rzeszy, trzymaj cego w szponach insygnia w adzy, który mia  wznosi  si  nad kopulast  budowl  na

wysoko ci 290 metrów: „To tutaj zostanie zmienione. Tutaj orze  nie powinien ju  sta  nad swastyka,

dzie panowa  nad kul  ziemsk ! Ukoronowaniem tej najwi kszej budowli  wiata musi by  orze  nad

kul  ziemsk "

23

. Te aspiracje Hitlera potwierdza Goebels, który w swoim dzienniku pod dat  8 maja

1943 pisa : „Fuhrer daje wyraz swej niewzruszonej pewno ci,  e Rzesza opanuje kiedy  ca  Europ .

dziemy musieli w rym celu stoczy  jeszcze bardzo wiele walk, ale doprowadz  one niew tpliwie do

najwspanialszych sukcesów. Od tego momentu wytyczona jest praktycznie droga do zdobycia panowania

background image

- 25 -

nad  wiatem. Kto posiada Europ , ten zdob dzie przewodnictwo nad  wiatem"

24

.

Upad  narodowy socjalizm, za ama  si  te  socjalizm w wydaniu sowiecko-komunistycznym, ale nie

sko czy  si  liberalistyczny socjalizm. Socjaldemokraci w Europie i demokraci w Stanach Zjednoczo-

nych Ameryki posiadaj  istotny wp yw na kierunek prowadzonej polityki, kszta tuj c równie

zachodni  cywilizacj . Aby wprowadzi  masy w b d zastosowano w Ameryce do  przebieg e metody.

Mówi  o tym w roku 1948 Norman Thomas: „Naród ameryka ski nigdy nie przyjmie  wiadomie

socjalizmu, ale pod nazw  liberalizmu przyjmie ka dy fragment programu socjalistycznego, a  pewnego

dnia Ameryka stanie si  narodem socjalistycznym, nie zdaj c sobie sprawy, jak to si  sta o"

25

. Elity

globalistyczne realizuj  plan syntetyzowania zachodniego kapitalizmu ze wschodnim komunizmem. Za

eksperymentalny model s

y Hongkong, który przeszed  w r ce komunistów, zachowuj c

kapitalistyczny status ekonomiczny

26

. W Ameryce Pó nocnej nast puje proces nacjonalizacji wielu

sektorów  ycia gospodarczego, natomiast o rodki naukowe od wielu dziesi tków lat przenikni te s

wp ywami lewicowych profesorów

27

.

Sk d bierze si  „ wiatowy rozmach" ideologii? W przypadku religii zwi zane to by o z perspektyw

teologiczno-kosmiczn , która w ramach religii jest zrozumia a, albowiem religia wykracza „ponad"

ziemi . Nie ma jednak transcendentnego Boga ideologii; co w takim razie umo liwia, a ponadto

sankcjonuje dzia ania ogólno wiatowe?

Mo liwo ci dzia

 w skali  wiatowej p yn  z rozwoju techniki. Coraz sprawniejsze  rodki

komunikacji u atwiaj ce szybkie przemieszczanie si , jak te  rozwój mediów umo liwiaj  my lenie,

projektowanie a nast pnie dzia anie w skali globalnej. I w

nie ideologia rodzi si  na gruncie

nowo ytnego obrazu  wiata po czonego z rozwojem nowo ytnej techniki posiadaj cej wymiar

globalny. To opanowywanie Ziemi i spo eczno ci ludzkich Ziemi  zamieszkuj cych jest oczywi cie

pewnym procesem, nie dokonuje si  od razu, ale sukcesywnie. Rozwój techniki zdecydowanie

wp yn  na przyspieszenie tego procesu.

Powstaje szereg kwestii: z jakiej racji? kto? komu daje w adz ,  eby on w

nie panowa  nad

Ziemi ? Problem ten w cywilizacjach sakralnych by  rozwi zywany przez domniemane

wybra stwo lub emanacjonizm (w adca jest po rednikiem mi dzy Bogiem i lud mi). A jak jest w

dzisiejszym zsekularyzowanym  wiecie? Dzi  funkcj  sankcjonowania w adzy posiada DEMOS —

LUD. Demos jest tym nowym bogiem, który daje w adz .

Jaki lud mo e da  w adz  globaln ? Gdy w staro ytnej Grecji w Attyce prawa obywatelskie mia o ok.

40 ty . osób g osowanie (a raczej losowanie) by o stosunkowo  atwe do przeprowadzenia, je li natomiast

„lud" liczy kilka miliardów to bez wysoko rozwini tej elektroniki g osowanie jest niemo liwe. Tylko

elektronika mo e ludzko  w skali globalnej po czy . Nie ma innej fizycznej ani technicznej mo liwo ci

zorganizowania milionów czy wr cz miliardów ludzi tak, aby zachowana zosta a procedura wyborcza

background image

- 26 -

posiadaj ca przynajmniej znamiona demokracji. Dlatego przysz

 globalizmu zale y od rozwoju

elektroniki, która za pomoc  komputerów po czonych ogólno wiatow  sieci  Internetu pozwoli na

wyra anie „woli ludu".

Elektroniczny g os oddany b dzie na kandydata wirtualnego. Jak nie mo na bowiem g osowa  w tak

wielkiej skali bez po rednictwa Internetu, tak te  nie mo na pozna  kandydatów inaczej ni  poprzez j

media, w ród których najszybciej i najszerzej dost pnym jest w

nie Internet. Elektroniczny elektorat

dzie sankcjonowa  w adz  elektronicznych kandydatów. Kto nie we mie udzia u w „wyborach",

ten rezygnuje z wp ywu na wynik wyborczy. A wynik jest „legalny".

Obowi zkowe szkolenie m odzie y w obs udze komputera, w tym Interentu, ma na celu coraz szersze

czenie spo ecze stwa w jedn  i  wiatow  spo eczno  przysz

ci. Eksperymentalne g osowania

internetowe przeprowadza UNICEF w Kanadzie. M odzi ludzie w wieku od 6 do 17 lat przekazuj

drog  internetow  swoje zdanie na temat najwa niejszych praw m odzie y (Rights of Youth); to z

kolei s

 b dzie za podstaw  dla legalizacji takich praw jako demokratycznie zaproponowanych

(wola ludu-m odzie y). Prawa takie przypuszczalnie narusz  podstawowe prawa rodziców do

wychowywania w asnych dzieci. Legaln  furtk  do sukcesywnego pozbawiania rodziców ich praw

rodzicielskich otwiera art. 14 traktatu ONZ, w którym stwierdza si ,  e m odzie  ma „prawo wolno ci

my li, sumienia i religii"; nast pnie art. 17, który stwierdza,  e m odzie  mo e otrzymywa

jakiekolwiek informacje, a tak e  e ma prawo do odpoczynku wedle w asnego zdania (art. 31). Rodzice

nie b

 wi c mogli kszta towa  my li, sumienia i wiary swoich dzieci, poniewa  zosta o to uznane za

prywatn  spraw  m odych ludzi. Wzniosie brzmi ce artyku y umo liwiaj  demoralizowanie dzieci i

odzie y, a rodziców czyni  bezbronnymi, tzn. pozbawionymi praw rodzicielskich

28

. Co wi cej,

poszerzanie przywilejów dzieci i m odzie y uzbraja m ode pokolenie w prawo do denuncjowania

asnych rodziców. M odzi ludzie otrzymaj   prawa, które dodatkowo potwierdz  swoj  wol , nie

zdaj c sobie sprawy ze skali zagro enia i ostatecznych konsekwencji, jakie wynikaj  z demoralizacji czy

uwik ania w sekt .  atwy dost p do Internetu powoduje,  e rodzice nie s  w stanie zapanowa  nad

tym, z czym styka si  ich dziecko, jakiej podlega manipulacji i jakim ulegnie moralnym zwy-

rodnieniom. Internet jako po rednik dla przep ywu niekontrolowanych informacji i obrazów jest poza

jak kolwiek odpowiedzialno ci , natomiast jako droga do wyra ania „woli ludu" czyni spo ecze stwo

wyborców pozbawionym ludzkiego oblicza.

A przecie  kto  rzeczywi cie rz dzi i kto  rzeczywi cie jest rz dzony (wykorzystywany, sterowany,

opodatkowany). Jednak nawarstwione obrazy (image) pozornej (wirtualnej) rzeczywisto ci zas aniaj

prawdziw  rzeczywisto  w skali globalnej w stopniu praktycznie niemo liwym do rozkodowania dla

masowego odbiorcy i wyborcy. Globalny DEMOS - ho ubiony przez polityków, dziennikarzy i

finansistów - okazuje si  najs abszym, najbardziej bezbronnym i najbardziej zmanipulowanym ze

background image

- 27 -

wszystkich bogów. Jest po prostu - ba wanem.

Nie  znamy  dok adnie  grup  interesów,  które  na  ró ne  sposoby  przecinaj   w  poprzek  granice  pa stw,

tworz c dla siebie przeolbrzymie fortuny. Nie wiemy, jakie maj  prze

enia na sfery w adzy,

mediów, przedsi biorców, prawników. Jako  cicho o tym, ile zarabia np. Rotschild, jakie p aci podatki,

jakie filie banków mu podlegaj  i czy czasem nie s  one g ównymi udzia owcami w

najpoczytniejszej prasie, radio i telewizji, które z kolei pod pozorem pluralizmu (mediów) lansuj  tego,

a nie innego kandydata na prezydenta i t , a nie inn  parti  do parlamentu. A ten kandydat i ta partia

ma swoje mi dzynarodowe powi zania realizuj ce cele ponadpa stwowe (np. Mi dzynarodówka

Socjalistyczna).

Globalizm w sposób nieomal niesko czony oddala wp yw jednostki na w adz , tworz c równocze nie

niezwykle sugestywn  iluzj  wspó udzia u we w adzy. Globalizm sprzyja tworzeniu si

wiatowej oligar-

chii, która w coraz wi kszym stopniu uniezale nia si  od pa stw, narodów i prawa; raczej

podporz dkowuje sobie pa stwa, rozbija narody i dyktuje prawo. Poprzez wp yw na media i edukacj

globali ci zniewalaj  ludzi od wewn trz, odbieraj c na du  skal  umiej tno  obiektywnego my lenia i

mi dzyludzkiej komunikacji. W porównaniu z dawnymi imperiami i uzurpatorami w adzy nad  wiatem

globalizm jawi si  jako pierwsze imperium, które nie tylko formalnie czy tytularnie, ale realnie posiada

dzie w adz  nad  wiatem, nad narodami i nad  wiadomo ci  poszczególnych ludzi. Dopiero globalizm

da to, do czego tak t skni zwyrodnia a w adza: rz d dusz.

Globalizm le y na antypodach personalizmu i cywilizacji  aci skiej, do których musimy wraca . Zadanie

to jest jednak niewyobra alnie trudne. Globali ci opanowuj  na coraz wi ksz  skal  o rodki wp ywu

gospodarczego, medialnego, edukacyjnego w poprzek pa stw, ponad narodami, sami staj  si

przezroczy ci, niewidzialni. Trzeba jednak ogarnia  skal  zagro

 i rozumie  mechanizmy ich

dzia ania, broni c si  oddolnie, jak tylko jest to mo liwe. Globalizm to ultratotalitaryzm ukryty za fasad

demokracji pozbawionej zasad moralnych i opacznie poj tych praw cz owieka.

1

 F. Koneczny, Pa stwo i prawo w cywilizacji  aci skiej, Komorów 1997, s. 48-49.

2

 „Pielgrzymowanie Aleksandra do wieszczbiarni Jowisza Ammona w Libii nadarzy o mu dot d

nieznane  synostwa  Jowiszowego  dostoje stwo.  Tam,  gdy  bada   si   o  zabójców  ojca  swego,  takow

uczynny bo ek da  odpowied : „Nie blu nij Aleksandrze; synem cz owieka nie jeste ." Jak si  wi c

domy la  mo na, hojnie i wieszczbiarni  i wieszczbiarzów udarowawszy, wróci  bo kiem do

domu." (Plutarch z Cheronei,  ywoty stawnych m ów, t um. F. N. Gola ski, Kraków, b.d., s. 315).

3

 Kwintus Kurcjusz Rufiis, Historia Aleksandra Wielkiego, Warszawa 1976, s. 70n.

4

 Ta „retoryka" jest wykorzystywana przez wi kszo  imperializmów.

5

 Jak e symboliczn  wymow  ma gest, który opisuje Plutarch: „Jak szacowa  uczone dzie a, st d zna ,

 gdy mu przyniesiono niesko czonego szacunku skrzynk , która si  by a znalaz a w skarbach

background image

- 28 -

Dariusza, pyta  si  obecnych, co by s dzili by  godnym, aby w ni  w

? Ró ne ró nych by y

zdania, on rzek : „W

 w ni  Iliad  Homera." Jako  tak uczyni  i w tym j  zamkni ciu mia

zawsze przy sobie.",  ywoty..., dz. cyt., s. 314n.

6

w. Augustyn, O pa stwie Bo ym, t um. W. Kornatowski, Warszawa 1977, t. l, s. 295n.

7

 Charakterystyczne jest wezwanie skierowane do uczestników pielgrzymki z r. 632: „Kiedy miesi ce

wi te si  sko cz , zabijajcie zwolenników wielobóstwa wsz dzie, gdzie ich znajdziecie; chwytajcie

ich; otaczajcie; zastawiajcie na nich wszelkie sid a." Cyt. za: Narodziny islamu, M. Gaudefroy-

Demombynes, t um. H. Ol dzka, Warszawa 1988, s. 406n.

8

 „Zwalczajcie na drodze Boga tych, którzy was zwalczaj ... I zabijajcie ich, gdziekolwiek ich

spotkacie, i wyp dzajcie ich, sk d oni was wyp dzili..." (II, 189); ibid., s. 405.

9

 „Je eli zostaniecie zabici na drodze Boga, czy umrzecie... zostaniecie zjednoczeni w Bogu", „I nie

mówcie na tych, którzy zostali zabici na drodze Boga: <Umarli!> Przeciwnie, oni s

yj cy! Lecz

wy nie jeste cie  wiadomi." (II, 154); ibid., s. 406.

10

 Chocia

ydzi i chrze cijanie cieszyli si  prawnym zabezpieczeniem, to jednak nie by o to

równouprawnienie; w „domie islamu" muzu manie mieli by  zwyci zcami. Z innego wyznania mo na

by o przej  na islam, ale za odej cie od islamu grozi a kara  mierci. Zob. A. Mez, Renesans islamu,

um. J. Danecki, Warszawa 1980, s. 58n.

11

 „Cz owiek walczy dla  upu; cz owiek walczy dla chwa y; cz owiek walczy, aby pokaza

wy szo  swojego m stwa; kim jest ten, który walczy na drodze Boga? Ten, który walczy, aby

wychwalano s owo Boga, jest na drodze Boga." Narodziny..., dz. cyt, s. 405.

12

 H.-W. Haussig, Historia kultury bizanty skiej, t um. T. Zab udowski, Warszawa 1980,s.39.

13

 ibid., s. 193.

14

 ibid., s. 205.

15

 Formu a królewska Karola Wielkiego brzmia a: „ Carolus Magnus Paciflcus Imperator, Romanorum

Gubernans Imperium", ibid., s. 210.

16

 „Quia divina prwidente clementia urbis et orbis gubernacula tenemus", ibid., s. 211.

17

ibid., s. 210-212.

18

 S. Ka

ski, Dawni Mongo owie, Warszawa 1983, s. 211.

19

 Po upadku Konstantynopola najpierw metropolita Moskwy Zozimus, a pó niej mnich z Pskowa,

Filoteusz ukazali carom religijno-polityczn  wizj  Moskwy jako trzeciego Rzymu, który ma panowa

nad ca ym  wiatem. Zob. M. Reeves, W. Gould, Joachim of Fiore and the Myth ofthe Eternal

Evangel in the Nimteenth Century, Oxford 1987.

20

 Zob. F. Koneczny, Cywilizacja  ydowska, Londyn 1974, t. 1-3. 40

21

 D. Wo kogonow, Trocki, t um. S. G bi ski, Warszawa 1996, s. 219-220.

background image

- 29 -

22

 Artyku  napisany dla „Prawdy" nosi  jak e znamienny tytu : O aktualno ci has a Stanów

Zjednoczonych Europy, ibid., s. 227.

23

 A. Speer, Wspomnienia, t um. zbiór., Warszawa 1973, s. 224.

24

 ibid., s. 226n.

25

 D. L. Cuddy, The Road to Socialism and the New World Order, Highland City, Florida 1998,

26

 ibid., s. ii.

27

 ibid., s. 5.

28

  K.  Toth,  UNICEF's  latest  ploy,  [w:]  „Catholic  Insight",  9,  VII,  November  1999,  s.  11.  Warto

przypomnie ,  e UNICEF powsta  w roku 1947, aby pomóc dzieciom -ofiarom wojny. W ostatnich

latach organizacja ta tak mocno w czy a si  do dzia

 przeciwko rodzinie i dzieciom,  e spotka a si  z

oficjaln  krytyk  ze strony Watykanu. W roku 1990 podczas spotkania zarz du UNICEF'u w Nowym

Jorku przedstawiciele niektórych pa stw europejskich  dali, aby UNICEF by  propagatorem aborcji w

krajach, w których prawo na aborcj  nie zezwala.

background image

- 30 -

SKARB KULTURY POLSKIEJ

Polska le y w Europie  rodkowej. Jest pa stwem, które powsta o ponad 1000 lat temu (966 r.). Polacy

nale  do plemion s owia skich. W ci gu owego tysi ca lat spo ecze stwo zamieszkuj ce Polsk

wytworzy o swoisty typ kultury, który zawiera zarówno elementy lokalne i narodowe, jak równie

uniwersalne, ogólnoeuropejskie, a nawet  wiatowe.

Interesowa  si  (lub okazywa  brak zainteresowania) mo na kultur  danego narodu z ró nych powodów.

Jedni zamkni ci s  we w asnej kulturze i dlatego pozosta e narody ich nie interesuj . Drudzy wr cz

nimi pogardzaj . Innym wystarcza w miejsce kultury narodowej kultura masowa. Jeszcze inni, znaj c

asn  kultur , specjalizuj  si  w poznawaniu niektórych kultur obcych. S  wreszcie tacy, którzy znaj c

kultur  w asn , ciekawi s  bogactwa innych kultur w tym, na ile wzbogaci  mog  ich kultur . S dz

osobi cie,  e ka dy cz owiek inteligentny, reprezentuj cy pewien poziom wykszta cenia i wychowania,

powinien dzieli  ten ostatni pogl d: wiem, kim jestem, ale ch tnie dowiem si  i skorzystam z tego, co

dobre u innych.

Mo e najpierw kilka s ów o tym, co to jest kultura i co to jest naród. S owo „kultura" pochodzi z  aciny i

oznacza upraw . Pocz tkowo by a to uprawa ziemi (agri culturd), pó niej zacz to mówi  metaforycznie

o kulturze duszy (animi cultura, Cyceron). Kultura to by o odpowiednie wychowanie cz owieka (gr.

paideid). S owo „naród" (natio) pochodzi etymologicznie od s owa „rodzi " (nascere), niemniej znaczenie

bsze opiera si  przede wszystkim na przynale no ci do jednej kultury. Naród to pewna wspólnota

dziedzicz ca i rozwijaj ca w ci gu pokole  t  sam  kultur . Kultura narodowa jest to wi c materialny i

duchowy dorobek (dziedzictwo) pewnej wspólnoty.

Gdy mówimy o skarbie kultury polskiej, to chodzi nam w

nie o to bogate dziedzictwo

wypracowywane w ci gu pokole .

Na kultur  sk adaj  si  4 dziedziny: THEORIA, PRAXIS, POIESIS i RELIGIO.

THEORIA obejmuje nauk  i edukacj , PRAXIS zawiera etyk , ekonomik  i polityk , POIESIS

dotyczy rzemios a, sztuk pi knych i techniki, RELIGIO obejmuje wiar . Stopie  i kierunek rozwoju

tych dziedzin kultury pozwala danej spo eczno ci na szerszy i wy szy rozwój cywilizacyjny. Nie chodzi

tu o ocen  ró nych cywilizacji, która lepsza, a która gorsza, ale o to, co ma do zaoferowania

cz owiekowi w niej  yj cemu: czy pozwala mu na bogaty rozwój, czy te  skazuje na wegetacj  albo

prowadzi do niebezpiecznych schorze . Przecie  od spo eczno ci i cywilizacji w jakiej cz owiek  yje,

bardzo wiele zale y, przede wszystkim to, kim b dzie.

Skarb kultury polskiej, b

cej efektem wysi ku wielu pokole  i geniuszu wybra ców, jest skarbem

dla Polaków, dla których ta kultura by a najbli sza; ale by  to równie  skarb dla pokrewnych narodów

owia skich, które nie posiada y jeszcze tak wysokiej kultury; a wreszcie by  to skarb dla pozosta ych

background image

- 31 -

narodów europejskich, a zw aszcza ich elit, które otwarte by y na ró norodne przejawy kultury

wy szej. By  to skarb, który poprzez niektóre dzie a nadawa  ton i kierunek rozwoju cywilizacji.

Polska jako pa stwo i naród pojawia si  na arenie dziejowej w drugiej po owie X wieku. Decyduj cym

momentem jest tu chrzest Mieszka, pierwszego w adcy Polski, dzi ki czemu powsta e pa stwo uzyskuje

uznany status polityczny w Europie, z drugiej za  strony plemiona zamieszkuj ce Polsk  zostaj

czone do dziedzictwa kultury grecko-rzymsko-chrze cija skiej. Chrzest posiada znaczenie nie tylko

religijne (wiara), ale cywilizacyjne - w czenie Polski w krwioobieg starszej cywilizacji zachodniej.

Obejmowa o ono takie sfery, jak: o wiat , nauk , prawo, moralno , sztuk , obyczajowo .

Ukonstytuowanie si  z ró nych plemion s owia skich jednego narodu polskiego dokonuje si  poprzez

asymilacj  cywilizacji  aci skiej. W tej cywilizacji poprzez twórcze jej przetrawienie w ci gu

wieków przez mieszka ców ziem Polski, rodzi si  swoista kultura polska.

Niektóre aspekty kultury polskiej

Cho  nie zawsze ka dy naród posiada odr bny j zyk, bo s  narody mówi ce tym samym j zykiem (np.

zykiem angielskim lub hiszpa skim), albo z kolei jest jeden naród mówi cy wieloma j zykami (Szwaj-

carzy) to w wi kszo ci wypadków, przynajmniej genetycznie, j zyk jest swoisty dla okre lonego narodu.

Wielo  j zyków w jednym narodzie mog a powsta  poprzez polityczne zjednoczenie ró nych narodów

(Szwajcarzy), albo z kolei wielo  narodów mówi jednym j zykiem wskutek ekspansji (kolonialnej)

jednego narodu (Hiszpanie, Anglicy). Polacy posiadaj  w asny j zyk, jest to j zyk polski. Odnotowa

to z dum  jeden z pierwszych wielkich polskich poetów XVI w., pisz c: „A niechaj narodowie w dy

postronni znaj ,/ I  Polacy nie g si, i  swój j zyk maj ." Znaczy to,  e Polacy mówi  nie w j zyku g sim,

nie g gaj , ale mówi  po ludzku w asnym j zykiem. Literacki j zyk polski kszta towa  si  przez kilka

wieków w  onie  aciny. Wiadomo,  e  redniowieczna kulturalna Europa mówi a i pisa a po  acinie. W

ró nych pisanych dokumentach  aci skich pojawiaj  si  sporadycznie s owa zapisane po polsku

(najcz ciej imiona i nazwy miejscowo ci), a  w XIII wieku, a mo e na prze omie wieku XII i XIII

wybucha przepi kna pie  Bogurodzica, któr  dawniej  piewa o rycerstwo, a dzi  wykonywana jest przy

bardzo szczególnych uroczysto ciach. W wieku XIV i XV pojawiaj  si  rozliczne wiersze i pie ni,

religijne i  wieckie. A  wreszcie w wieku XVI ja nieje blask dwóch wielkich poetów polskich, Miko aja

Reja i Jana Kochanowskiego. Ten drugi, gruntownie wykszta cony (po-

biera  nauki tak e na uniwersytetach zachodniej Europy), posiadaj cy bieg  znajomo

aciny i greki

oraz zapewne kilku j zyków nowo ytnych, t umaczy dzie a obce na polski, pisze poezj

aci sk , a

wreszcie odkrywa w sobie warto  pisania po polsku dla Polaków. Daje temu wyraz w przepi knej

elegii do Piotra Myszkowskiego napisanej... jeszcze po acinie:

Muzo, porzu my brzegi Anienu  liczne...

Dawno mi  zw  Karpatów szczyty niebotyczne...

background image

- 32 -

Dawno ju  zw  mi  góry rodzinnej krainy

w swoje rozkoszne groty i wdzi czne doliny

i ka  abym  piewa  cudnej polskiej ziemi

przy lutni z otostrunnej rytmy ojczystemi

Za piewam, je li Polszcze pie ni  zrobi  s aw .

Niech e  aski, druh mój, toczy boje krwawe,

Niech on Ojczyzn  stroi w suty  up dobyty

z którymi nie masz zgody bij c wra e Scyty.

W piórze i w Muz dobroci jest nadzieja moja.

To mój  up, to mój rydwan i or , i zbroja.

(III, 13, t um. Julian Ejsmond)

zyk Kochanowskiego w odró nieniu od j zyka Reja by  j zykiem bardziej wykszta conym, stoj cym na

ol niewaj co wysokim poziomie, gdy chodzi o zakres s ownictwa i poj . J zyk ten wyznaczy  kierunek

rozwoju j zyka polskiego. W ówczesnej Europie Kochanowski zaliczany by  do plejady najwybitniejszych

poetów.

Mówi c o j zyku polskim zwróci  musimy uwag  na wielkie dzie o dokonanych t umacze  z j zyków

obcych. Przek ady pe ni  wielk  i wielorak  rol  w  yciu ka dego narodu. Pozwalaj  zapozna  si  z

dorobkiem innych narodów w wi kszej skali, dzie a obce dost pne w j zyku ojczystym s  asymilowane

w szerszym zakresie ni  orygina . Dla j zyka, który dopiero si  formuje, t umaczenia pe ni  rol  kszta -

tuj

 i twórcz . Trzeba nie lada wysi ku, aby s abiej rozwini ty j zyk odda  tre ci zawarte w j zyku

wy ej rozwini tym, zachowuj c wzgl dn  autonomi . J zyk polski dzi ki pracy t umaczeniowej

rozwija  si  pod wzgl dem zarówno syntaktycznym, jak i konceptualnym. Sta  si

rodkiem

otwieraj cym szeroki dost p do wielkiej kultury klasycznej. Pod tym wzgl dem wyprzedzili my wiele

innych narodów s owia skich, które si ga y do t umacze  polskich, jako bli szych i  atwiejszych do

zrozumienia, ni  orygina y. Tak rozwini ty j zyk polski mia  istotny wp yw na urabianie kultury i smaku

narodów o ciennych. Jeden z wybitnych znawców kultury polskiej pisa : „Tak wi c nie ustawa a

kultura polska, europejska, w pochodzie zwyci skim. Ju  w XV wieku zaczyna  Rusin zaspokaja  swój

ód duchowy u  róde  polskich; nie zwa aj c na ró nice wyznaniowe, na dogmaty przeciwne, t umaczy

sobie pisma buduj ce polskie, a za nimi w ko cu i wcale niebuduj ce, na j zyk w asny. Zachowuj c

zyk i pismo ruskie, pstrzy  je przymieszkami polskimi; wcze nie i rych o spotykamy si  z coraz

liczniejszymi polonizmami w j zyku urz dowym bia oruskim („litewskim") ju  w wieku XV; pó niej

przybiera to zjawisko rozmiary wr cz potworne; tekst bywa ruski, bo formy i litery ruskie, ale my l i

wys owienie s  polskie; polszczyzna to pod zewn trzn , narzucon  szat  rusk , co do ducha, tre ci,

stylu, formy"

1

.I dalej: „Materyalna [kultura do Moskwy] sz a drog  inn : wprost z Anglii i z Holandyi, z

background image

- 33 -

Francyi, a szczególniej z Niemiec trafia a do s obody moskiewskiej, lecz umys owa z Polski na Litw  i

Ma  Ru  do samej Moskwy, na dwór carski i patryjarszy dociera a. Tak powsta a np. liczna, ró norodna

literatura XVII w. moskiewska z t umacze  polskich"

2

.

Upadek niepodleg

ci Polski z ko cem XVIII w., gdy na oczach  wiata dokonano dziejowej zbrodni

pozbawiaj c suwerenne pa stwo politycznego bytu, nie przerwa  ci

ci kulturowej. Co wi cej, jak

zwróci  na to uwag  w ONZ papie  Jan Pawe  II, to kultura pozwoli a zachowa  nam suwerenno

duchow . Ojciec  w. mówi : Jestem synem narodu, który przetrwa  najstraszliwsze do wiadczenia

dziejów, którego wielokrotnie s siedzi skazywali na  mier  - a pozosta  przy  yciu i pozosta  sob .

Zachowa  w asn  to samo  i zachowa  po ród rozbiorów i okupacji w asn  suwerenno  jako naród -

nie bior c za podstaw  przetrwania jakichkolwiek innych  rodków fizycznej pot gi jak tylko w asna

kultura, która si  okaza a w tym przypadku pot

 wi ksz  od tamtych pot g"

3

. Dzi ki tej suwerenno ci

Polska po 123 latach niewoli odzyska a niepodleg

 polityczn . Otó  w nie w okresie zaborów, w

wieku XIX,  za wiecili swym  geniuszem literackim  najwi ksi  po  Kochanowskim  poeci  polscy:  Adam

Mickiewicz, Juliusz S owacki, Zygmunt Krasi ski i Cyprian Kamil Norwid. Okre lono ich mianem

narodowych wieszczów. Po nich przyszli wielcy prozaicy: Henryk Sienkiewicz, Boles aw Prus,

adys aw  Reymont,  Stefan   eromski.  S owo  polskie  skupi o  w  sobie  wszystkie  w tki   ycia  naro-

dowego  i  pa stwowego.  Znalaz o  uznanie  w  Europie  i  w   wiecie.  Dowodem  na  to,  niezliczone

umaczenia i na ladownictwa, a wreszcie nagrody. W sumie zdobyli my za literatur  w j zyku polskim

kilka Nagród Nobla (Henryk Sienkiewicz, W adys aw Reymont i in.).

zyk polski osi gn  taki pu ap rozwoju, który pozwala na wyra anie ducha narodu w sprawach

wielkich i ma ych, w tym j zyku posiadamy w asn  literatur  we wszystkich gatunkach, na ten

zyk przet umaczony jest zasadniczy dorobek literatury  wiatowej. Henryk Sienkiewicz nie waha  si

nawet powiedzie ,  e mowa polska to wyj tkowy dar Boga, dar, z którym tylko j zyk grecki mo e si

porówna .  To  jest  ten  wielki  skarb  Polaków,  z  którego  w  dalszym  ci gu  korzystaj   bratnie  narody

owia skie, rozumiej c i czytaj c po polsku.

Skarbem narodu jest m dro  i wiedza oraz jej upowszechnianie. Nauka i edukacja.

Polska dzi ki przyj ciu chrze cija stwa otwiera si  na szkolnictwo. Polska poga ska nie zna a szkó .

Stosunkowo szybko powstaj  szko y parafialne. A  wreszcie w roku 1364, a wi c prawie sze  i pó

wieku temu powstaje szko a wy sza, Akademia Krakowska, wcze niej ni  uniwersytety w Wiedniu,

Lipsku, 300 lat (!) przed powo aniem uniwersytetu w Berlinie, a 400 lat przed uniwersytetem w

Petersburgu. Ten polski uniwersytet  ci ga  ju  w XV w. rzesze studentów z ca ej Europy, w tym

równie  z Italii. Zas yn  te  wielkimi uczonymi tej miary co Kopernik i Pawe  W odkowic. Królowie,

Kazimierz Wielki, a pó niej W adys aw Jagie o w akcie erekcyjnym tak pisali: „Niech wi c tam

dzie nauk przemo nych per a, aby wydawa a m e dojrza

ci  rady znakomite, ozdob  cnót  wietne i

background image

- 34 -

w ró nych umiej tno ciach bieg e. Niechaj otworzy si  orze wiaj ce  ród o nauk, z którego pe no ci

niech czerpi  wszyscy, naukami napoi  si  pragn cy".

Polska mo e te  poszczyci  si  wspania  Komisj  Edukacji Narodowej (1773). By o to pierwsze w

Europie ministerstwo o wiaty. Komisja ta, po rozwi zaniu w tym e samym roku przez papie a zakonu

jezuitów zajmuj cego si  edukacj , nie dopu ci a do upadku o wiaty i zmarnotrawienia dorobku

Ko cio a. Ale w odró nieniu od Francji upa stwowiona edukacja nie zosta a wykorzystana do walki z

Ko cio em i tradycj , nie sta a si  narz dziem ideologizacji m odzie y. Przeciwnie, wobec zagro

zaborczych, a pó niej pod zaborami, szko y Komisji Edukacji Narodowej, umacnia y  wiadomo

narodow  i kulturow  Polaków. Pose  (a pó niej i znany pisarz) Julian Ursyn Niemcewicz tak zwraca  si

do króla: „Lud wolny, Najja niejszy Panie, o wieconym by  powinien, inaczej wolno ci niewart. W

samow adztwie, gdzie nie masz prawa, ale tylko rozkazy, gdzie nie ma innego podzia u, tylko pan i

niewolnicy, rz dz cy na ciemnotach gruntuje zasady nieograniczonej swej w adzy, poni a zatem

asne cz owieka jestestwo,  cie nia okr g jego wiadomo ci, przyt umia  wiat o, cz owieka tylko do

boja ni i pos usze stwa sposobi, ani chce,  eby umia  rozwa

, bo gdyby rozwa

, poprzesta by

lepo s ucha . Cz owiek na wolnej zrodzony ziemi depcze kajdany, dusza jego, wolna wi zów,  mia o

si  wznosi, bo zna sw  godno , zna sw  szlachetno ; cz owiek wolny, przeznaczony do wszystkiego,

mog cy si ga  po najpierwsze w kraju dostoje stwa, mog cy wp ywa  we wszystkie cz ci rz du,

powinien przez wychowanie sta  si  godnym tych tak wysokich zaszczytów, bo losy Ojczyzny od niego

zawis y; prawu tylko podleg y - powinien by  o wieconym,  eby stanowi  zbawienne prawa, powinien by

cnotliwym,  eby stanowione szanowa  i pe ni "

4

. Czy ten tekst nie jest aktualny i dzi ? Przecie  kult

demokracji, pozbawiony oparcia w rzetelnej edukacji, jest ukryt  form  zniewolenia. Równocze nie,

cz owiek nie mo e by  odpowiedzialny za sprawy publiczne, je li nie jest odpowiednio wykszta cony

(kompetencja) i wychowany (odpowiedzialno ).

Moralno  obejmuje  ycie osobiste, rodzinne i polityczne. Etyka osobista zaowocowa a u Polaków

pewnymi bardzo charakterystycznymi cechami czy w

ciwie cnotami. Nale  do nich: honor, ofiarno  i

szlachetno , go cinno  oraz... grzeczno . O grzeczno ci nasz wielki poeta, Adam Mickiewicz, tak

pisa :

„Grzeczno  nie jest nauk atw  ani ma . Nie atw , bo nie na tym ko czy si , jak nog  Zr cznie

wierzgn , z u miechem wita  lada kogo; Bo taka grzeczno  modna, zda mi si  kupiecka, Ale

nie staropolska, ani te  szlachecka. Grzeczno  wszystkim nale y, lecz ka demu inna; Bo nie jest

bez grzeczno ci i mi

 dziecinna, I wzgl d m a dla  ony przy ludziach, i pana Dla s ug swoich,

a w ka dej jest pewna odmiana.

Trzeba d ugo si  uczy , a eby nie zb dzi  I ka demu powinna uczciwo  wyrz dzi ." (Pan

Tadeusz, I, 361 -371)

background image

- 35 -

ycie rodzinne by o specjalno ci  polsk , która w czasie zaborów skupi a w sobie  ycie narodowe.

Rodzina by a gniazdem wychowywania nast pnych pokole , ale równie  miejscem tworzenia si

narodu poprzez kultur  ojczyst  i odpowiedzialno  za pa stwo.  yj cy pod zaborami autor pisze:

„Mawiano,  e Polska sta a jednostkami. Rzec by raczej mo na,  e sta a rodzin . [...] Najsurowszy

nawet s dzia przesz

ci przyzna  musi,  e rodzina polska spe nia a ten wielki obowi zek,  e by a

najsilniejszym fundamentem obywatelskim i narodowym i  e w najgorszych nawet czasach by

nim nie przesta a. Kiedy wszystko posz o w gruzy, na niej budowa o si  nowe  ycie, przechowa a

w sobie wiernie wszystko, co by o warunkiem i r kojmi  odrodzenia"

5

. Jaka szkoda,  e dzi  to

ycie domowe zamiera, rodzina si  kurczy, a wszechpanuj cym intruzem sta  si  telewizor.

W  yciu politycznym warto podkre li  kilka punktów. Polska by a obok Anglii najstarszym

pa stwem demokratycznym. Rozwój demokracji szlacheckiej rozpocz  si  od po owy XV w.,

natomiast Konstytucja 3 Maja (1791) poszerza prawa na pozosta e stany, lud i mieszcza stwo. W

tej e Konstytucji mo emy przeczyta : „Zawarowawszy tym sposobem Dziedziców przy wszelkich

po ytkach od W

cian im nale cych, a chc c jak najskuteczniej zach ci  pomno enie ludno ci

krajowej, og aszamy wolno  zupe

 dla wszystkich ludzi, tak nowo przybywaj cych, jako i tych,

którzy by, pierwej z Kraju oddaliwszy si , teraz do Ojczyzny powróci  chcieli, tak dalece: i  ka dy

Cz owiek do Pa stw Rzeczypospolitej nowo z którejkolwiek strony przyby y, lub powracaj cy,

jak tylko stanie nog  na ziemi polskiej, wolnym jest zupe nie u

 przemys u swego, jak i gdzie

chce, wolny jest czyni  umowy na osiad

, robocizn  lub czynsze, jak i do póki si  umówi, wolny

jest osiada  w mie cie lub na wsiach, wolny jest mieszka  w Polszcze, lub do Kraju, do którego

zechce, powróci , uczyniwszy zado  obowi zkom, które dobrowolnie na siebie przyj ". Polska

by a pa stwem wielonarodowym (nie by o nacjonalizmu). Rzeczpospolit  zamieszkiwali: Polacy,

Litwini, Bia orusini, Rusini,  ydzi, Niemcy,  otysze, Tatarzy, Ormianie, Cyganie. Równoprawnych

politycznie by o kilka j zyków. Unikatowy jak na owe i dzisiejsze czasy by  typ unii politycznej z

Litw , unii, która przetrwa a ponad 300 lat, a któr  zniszczyli obcy zaborcy. Gdy dzi  ró nego

rodzaju traktaty i organizacje mi dzynarodowe zdominowane s  przez j zyk interesów i polityki, to na

tym tle widzimy wyra nie,  e Unia Polski z Litw  mia a g bszy wymiar cywilizacyjny. W traktacie

piecz tuj cym Uni  w Horodle z r. 1413 tak czytamy: „Mi

 jedna nie dzia a marnie: promienna

sama w sobie, gasi zawi ci, os abia urazy, daje wszystkim pokój,  czy rozdzielonych, podnosi

upad ych, g adzi nierówno ci, prostuje krzywizny, wspiera ka dego, nie obra a nikogo, i ktokolwiek

si  schroni pod jej skrzyd a, znajdzie si  bezpiecznym i nie ul knie si  niczyjej gro by, mi

 tworzy

prawa,  rz dzi  królestwami,  zak ada  pa stwa,  prowadzi  do  dobrego  stanu  Rzeczpospolitej,  a  kto  ni

wzgardzi, ten wszystko utraci..."

6

.

Polska w czasach swej wielko ci broni a Europ  przed nawa nic  tureck , by a tzw. przedmurzem

background image

- 36 -

chrze cija stwa, co oznacza o obron

wiata cywilizowanego. Król W adys aw III, licz c zaledwie 20 lat,

na pro

 cesarza bizanty skiego, Jana Paleologa, wyruszy , aby go broni  przed Turkami, ale zgin

pod Warn  w 1444 roku. Jan III Sobieski ocali  w roku 1684 Wiede . Podczas zaborów i wojen

Polacy walczyli na wielu frontach  wiata, a przy wieca o im has o: „Za wolno  nasz  i wasz ". Za

wolno  Ameryki walczy  Ko ciuszko i Pu aski, Anglii w czasie II wojny  wiatowej bronili polscy

lotnicy.

A wreszcie jako pierwszy, Pawe  W odkowic (XV w.), Polak, na Soborze w Konstancji uzasadnia ,  e

ka dy naród ma prawo do suwerenno ci, do jej  amania nie uprawnia  aden, nawet najwznio lejszy

cel (cho by religijny).

Sztuka polska, poza wspomnian  ju  literatur , zaja nia a równie  w architekturze, malarstwie, teatrze i

muzyce. Muzyka Chopina zawieraj ca tyle elementów narodowych, a wi c ludowych i szlacheckich,

budzi podziw i jest komunikatywna nie tylko dla ludzi Zachodu, ale równie  nale cych do innych

cywilizacji; zafascynowani s  ni  Japo czycy i Chi czycy. Do  wiatowego kanonu wesz y polskie

rytmy muzyczne, takie jak: polonez, mazur, krakowiak i oberek. W sztuce polskiej odbija a si  polska

dusza. Ignacy Jan Paderewski tak mówi : „ aden z narodów na  wiecie nie mo e si  poszczyci  takim

jak nasz, bogactwem uczu  i nastrojów. Na harf  narodu naci gn a r ka Bo a strun bezmiar cichych

i rzewnych, pot nych i g

nych. Mamy i mi kko  kochania i dzielno  czynu i liryzm szerok

yn cy fal  i si  rycersk , waleczn ; mamy i t sknot  dziewicz  i m sk  rozwag  i smutek tragiczny

starca i lekkomy ln  m odzie ca weso

. Mo e w tym tkwi czar nasz ujmuj cy, a mo e te  to i wada

wielka"

7

. Mamy wielkiej s awy malarzy, jak: Che mo ski, Matejko, Brandt, Kossakowie, których

obrazy zdobi  galerie  wiata, równie  Ameryki, a których tematyka jest zwi zana z Polsk , jej

przyrod , lud mi, dziejami.

Religi  dominuj

 w Polsce by o chrze cija stwo, ale rozkwita y te  na jej ziemiach praktyki innych

wyzna . Zwi zane to by o z tyrn,  e Rzeczpospolita by a pa stwem wielu narodów i wielu cywilizacji.

W Polsce nie by o prze ladowa  religijnych, zw aszcza za  w tak krwawym okresie jak reformacja

w Zachodniej Europie. Wspomniany ju  Pawe  W odkowic mówi : „Fides ex necessitate esse non

debet -wiara nie mo e by  z przymusu". S yn li my z tolerancji, dlatego tak wielu przedstawicieli

ró nych wyzna  ucieka o przed prze ladowaniami do Polski. Nasz król, Zygmunt August (XVI w.),

potrafi  powiedzie : Nie jestem królem ludzkich sumie . Ju  w XI wieku przybyli do Polski

prze ladowani w Niemczech  ydzi, którzy z biegiem czasu tworzyli w Polsce najliczniejsz

spo eczno

ydowsk  w  wiecie, rz dz

 si  swoimi prawami, zachowuj

 swoje zwyczaje,

swoj  religi  i swoje szko y, w tym wy sze. Polsk  okre lano nawet mianem paradisus ludaeorum (raj

ydowski). W czasie II wojny tylko w Polsce obowi zywa y przepisy,  e za ukrywanie  yda  mier

ponosi ca a rodzina polska. Z tego tytu u zgin o ok. 3000 Polaków. W tym kontek cie

background image

- 37 -

rozpowszechniane dzi  opinie o Polakach jako antysemitach s  dalece nieprawdziwe i wysoce

niesprawiedliwe.

Kultury narodowe s  skarbem dla tych spo eczno ci, w których ramach powsta y. Równocze nie

kultury narodowe zawiera  mog  w tki szczególnie pi kne i uniwersalne. Wówczas wzbogaca

mog  inne narody, poniewa

adna z kultur nie jest sama w sobie doskona a i w pe ni wystarczaj ca.

Pochwa a, a nawet zachwyt nad kultur  danego narodu, nie ma nic wspólnego ani z szowinizmem, ani z

nacjonalizmem. Szowinizm jest nienawi ci  do innych narodów. Otó  mi

 do pewnej kultury naro-

dowej nie wyklucza podziwu dla innej kultury, tak jak zafascynowanie Mozartem nie przeszkadza lubi

Beethovena i Vivaldiego. S uchaj c z przej ciem Chopina, lubi  znale  ukojenie w muzyce Sibeliusa.

Nacjonalizm jest ubóstwieniem jednego tylko narodu. Z kolei brak identyfikacji z jak kolwiek

kultur  narodow  prowadzi  mo e do sp ycenia  ycia psychicznego i duchowego, grozi

roztopieniem si  w masie. Kultura masowa nie pog bia i nie uszlachetnia ludzkiego ducha.

Podziw i mi

 dla kultury polskiej, jakie  ywi , nie s  idealizacj  tej kultury, a tym bardziej narodu.

Zawsze mo na bowiem doszuka  si  gdzie  braków i s abo ci. Chodzi natomiast o pewne idea y,

pewne wzory, pewne ukierunkowanie  ycia ludzkiego, które wydaj  si  by  interesuj ce i pi kne.

Uczestnicz c g biej w kulturze polskiej, cz owiek mo e si adnie i po ludzku rozwija . A przecie  o to

nie chodzi, aby my dzi ki kulturze mogli stawa  si  coraz bardziej lud mi.

Powy szy  tekst  zosta   wyg oszony  do  nauczycieli  ameryka skich  w  Chicago,  w  pa dzierniku  2000

roku.

1

 Aleksander Bruckner, Wp ywy polskie na Litwie i w S owia szczyzn  wschodniej, [w:] Polska w

kulturze powszechnej, red. F. Koneczny, Kraków 1918, t. l, s. 162.

2

 ibid., s. 164.

3

 UNESCO, 2.06.1980. (14). 52

4

 Komisja Edukacji Narodowej, Wroc aw 1954, s. 426n. 54

5

 W adys aw  ozi ski,  ycie polskie w dawnych wiekach, Kraków 1958, s. 153.

6

 M. Pawlikowski, Dwa  wiaty, Londyn 1952, s. 188.

7

I. J. Paderewski, My li o Polsce i Polonii, Pary  1992, s. 65.

background image

- 38 -

SKARB NIEPODLEG

CI

Pami  rocznicy odzyskania niepodleg

ci wynika z obowi zku oddania ho du tym wszystkim,

którzy  przez  pokolenia  krwi ,  ofiar   i  duchem  bili  si   o  woln   Polsk .  Byli  w ród  nich  

nierze,

powsta cy, ksi a i arty ci, by a szlachta i lud. Wielkiej odwagi, ale i wytrwa

ci potrzeba, aby nie

zw tpi ,  e dzie  wolno ci nadejdzie, cho  mija  b

 dni, miesi ce, lata, a nawet pokolenia.

Jak e wzruszaj ce jest pierwsze oficjalne wyst pienia Ignacego Jana Paderewskiego na ziemi

ameryka skiej. Mija a w

nie setna rocznica drugiego rozbioru Polski, a trzydziesta wybuchu

powstania styczniowego. By  8 kwiecie  1893 roku. Mistrz na obiedzie wydanym na jego cze  przez

Lotus Club mówi : „Pokocha em Wasz kraj, zanim go jeszcze pozna em, a to z tej prostej przyczyny,

pozwólcie mi powiedzie ,  e ten kraj jest jedynym, w którym  yj  swobodnie tysi ce Polaków i ciesz

si  wolno ci , a ka dy mój rodak mo e powiedzie  to, co chce o przesz

ci i przysz

ci swego kraju bez

obawy,  e zostanie aresztowany. Niedawno, gdy toczyli cie wspania  walk  przeciw niewolnictwu,

nasz biedny naród uczyni  ostatni  prób  odzyskania wolno ci. Nasze losy s  odmienne — Warn si

powiod o, nam nie, ale dali cie nam du o szcz cia: uwierzyli my,  e nie jeste my sami"

1

. Polakom, mimo

rozbiorów i mimo powsta czych kl sk, potrzebna by a wiara,  e nie s  sami. Ta wiara dodawa a im

nadziei, a za nadziej  sz a si a, tak potrzebna do kolejnych zrywów. Polonia w Ameryce dowiod a

wówczas,  e pami ta o Ojczy nie, o swoich bliskich i rodakach, którzy zostali w kraju. Paderewski

inicjowa  szereg akcji, których efektem by o zebranie olbrzymich funduszy, a gdy nadszed

decyduj cy moment, tysi ce ochotników czynem zbrojnym udowodni o swój gor cy patriotyzm.

Nie  ud my si , Polska nie odzyska aby niepodleg

ci, gdyby nie jedno  ca ego Narodu, jedno

wy sza ponad wa nie i podzia y polityczne, jedno , której nie oddziela y ani góry, ani oceany, by a

to jedno  Polaków na ca ym  wiecie.

Oddaj c im ho d, tym znanym, jak Paderewski, Sienkiewicz, Modrzejewska, Pi sudski, Dmowski,

Korfanty, Witos, i tym nieznanym, cho  równie  w swej ofiarno ci wielkim, patrzymy na nich

jako na wzór, który nas dzi  zobowi zuje, aby my nie zaprzepa cili tego wielkiego dziedzictwa,

jakiemu na imi  Polska.

Obchodz c rocznic  odzyskania niepodleg

ci, musimy wyra nie rozumie , co to znaczy

niepodleg

, zw aszcza w naszej polskiej tradycji. Niepodleg

 to suwerenno , a suwerenno

to samostanowienie w wymiarze politycznym i narodowym. Jako Polacy wolno  mierzymy nie

anarchi , jak  fa szywie zarzuca a nam propaganda zaborcza, zw aszcza rosyjska, ani te  w adz

absolutn  i despotyczn , jakiej nie brak by o w Prusach - ale mo liwo ci  decydowania przez nas

samych o sobie. Polski idea , którego wyrazem by a Konstytucja 3 Maja, a któr  jednym

poci gni ciem przekre lili zaborcy, polega  na upodmiotowieniu, czyli uszlachetnieniu ca ego

background image

- 39 -

narodu. Wolno  to samostanowienie narodu, decydowanie o sobie za po rednictwem wybranych

adz. Ale w adze te maj  liczy  si  z wol  narodu i s

 mu w granicach niepodleg ego

pa stwa.

Patrz c dzi  na kierunek przemian, jakim poddawana jest Polska, zarówno ten bli szy pod

postaci  Unii Europejskiej, jak i ten dalszy w wymiarze globalistycznym, z niepokojem

obserwujemy, jak niepodleg

 traci swoje realne kszta ty: nie ma niepodleg

ci bez ziemi -

wyprzedawana jest polska ziemia; nie ma niepodleg

ci bez w asnego przemyski -

wyprzedawane s  (i to za bezcen) polskie zak ady; nie ma niepodleg

ci bez w asnego prawa -

sejm ustanawia tysi ce praw, które maj  udowodni ,  e nie mamy ju  w asnych praw; o kierunku

polityki polskiej nie decyduje naród, ale politycy pos uszni wytycznym przychodz cym z instytucji

mi dzynarodowych. Niepodleg

 bez w asnej ziemi, bez w asnego przemys u, bez w asnego prawa i

bez rodzimej w adzy jest fikcj . Nie takie aspiracje ma polski Naród, nie o to walczy y pokolenia.

Trzeba otworzy  szeroko oczy, trzeba patrze  i rozumie .

Powstaje pytanie: dlaczego publicznie nie wolno o tym g

no mówi ? Dlaczego nie wolno mówi  o

zagro onej niepodleg

ci? Powsta a jaka  publiczna zmowa milczenia.

Joseph Conrad, Polak, ale pisarz angielski, gdy zastanawia  si  nad okoliczno ciami, w jakich Polska

odzyska a niepodleg

 - a by o to w pierwsz  rocznic  tego wielkiego wydarzenia — zauwa

: „Na

tym  wiecie, gdzie wszystko przemija, nawet najbardziej uparte upiory znikaj  wreszcie ze starych

domostw, z ludzkich sumie . Czy to post p o wiecenia, czy upadek wiary? W latach poprzedzaj cych

wojn  upiór Polski tak ju  si  stawa  niewidoczny,  e niemo liwe by o uzyskanie najmniejszej o nim

wzmianki w gazetach. M ody Polak, przybywaj cy z Pary a, by  tym ogromnie oburzony; ja

wszak e - pisze dalej Conrad - pozwalaj c sobie na to poczucie dystansu, które jest wytworem

starszego wieku, d

szego do wiadczenia i sk onno ci do medytacji, odmawia em podzielania jego

uczu . Chodzi ,  ebrz c o jakie  s owo na temat Polski, do wielu wp ywowych ludzi - i wszyscy co do

jednego odpowiadali mu,  e to wykluczone"

2

. Tak, by a wówczas  wiatowa zmowa milczenia. Dzi

coraz mocniej ta zmowa milczenia dotycz ca realnej niepodleg

ci Polski znów zaczyna nas

osacza . Kto  chce nas uczyni  obcymi na w asnej ziemi, wrogimi wobec samych siebie. Do tego za

adne skarby nie wolno dopu ci .

Ró ne s  koleje losów poszczególnych narodów i pa stw; ile  narodów zanik o, ile imperiów si

rozpad o, ale Polska... Jaki los nas czeka?

Rok przed  mierci  i rok po wybuchu II wojny  wiatowej, Igancy Jan Paderewski, ten sterany  yciem

80-letni starzec z pe

 werw  i si  wypowiedzia  w Pary u i w Szwajcarii do swoich rodaków te

owa: „... wszyscy wierzymy w jedno i wiary tej nic nam nie jest w stanie wydrze :

zwyci ymy!... Polska jest nie miertelna!".

background image

- 40 -

I my powtórzmy, oddaj c ho d bohaterom i przejmuj c na siebie odpowiedzialno  za Polsk :

zwyci ymy! Polska jest nie miertelna!

Powy szy tekst zosta  wyg oszony w Chicago i we Wroc awiu w 82. rocznic  odzyskania

niepodleg

ci przez Polsk .

1

 I. J. Paderewski, My li o Polsce..., dz. cyt, s. 51.

2

 J. Conrad, The Crime of Partition (Zbrodnia rozbiorów), w: Dzie a, t. XXVIII [A], Londyn 1975.

Tekst zosta  pomini ty w wydaniu polskiej edycji dziel J. Conrada.

background image

- 41 -

CZY W LIBERALISTYCZNEJ KONCEPCJI WOLNO CI JEST MIEJSCE NA

ODPOWIEDZIALNO

?

Liberalizm, podobnie jak nominalizm, nie jest kierunkiem filozoficznym na wzór platonizmu,

arystotelizmu czy tomizmu, jest to raczej pewien rozga ziony nurt, który przecina w poprzek ró ne

kierunki filozoficzne. Z tego tytu u trudno o jednolite okre lenie, czym jest liberalizm. Tak e

analiza liberalizmu zorientowana by  musi na poszczególnych my licieli. Temat: czy w liberalistycznej

koncepcji wolno ci jest miejsce na odpowiedzialno , dotyka jednej z kluczowych spraw

mieszcz cych si  w kr gu problematyki zwi zanej z wolno ci . Bez odpowiedzialno ci sama wolno

stoi pod znakiem zapytania, a przecie  liberalizm wolno  uznaje za swe sztandarowe has o

1

.

W niniejszym referacie spróbuj  pokaza , jakim deformacjom ulega lub do jakich deformacji w

rozumieniu odpowiedzialno ci mo e prowadzi  koncepcja wolno ci u sztandarowych postaci

liberalizmu, do jakich bez w tpienia nale

 John Locke i J. J. Rousseau. W obu wypadkach zanika

poj cie odpowiedzialno ci indywidualnej, pozostaje miejsce dla odpowiedzialno ci zbiorowej albo

zanik jakiejkolwiek realnej odpowiedzialno ci.

Filozoficzni ojcowie liberalizmu uwa ali,  e wolno  jest najbardziej podstawowym atrybutem cz owieka

znajduj cego  si   w  stanie  natury.  John  Locke  pisa :  „By  w

ciwie  zrozumie   w adz   polityczn   i

wyprowadzi  ja z jej  ród a, musimy rozwa

 stan, w jakim wszyscy ludzie znajduj  si  naturalnie, a wi c

stan zupe nej wolno ci w dzia aniu oraz rozporz dzaniu swymi maj tkami i osobami, tak jak oni uznaj  za

ciwe, w granicach prawa natury nie pytaj c nikogo o zezwolenie, bez zale no ci od woli innego

cz owieka"

2

. Dopiero po wolno ci mowa jest o równo ci i o w asno ci.

A wi c wolno  w stanie natury jest to stan zupe nej, czyli doskona ej wolno ci (a perfect freedom).

Doskona a wolno  obejmuje dzia anie i rozporz dzanie w asnym maj tkiem i osobami. Dzia anie

to mie ci si  w granicach praw natury, które obowi zuj  wszystkich ludzi. Dzia anie zale ne jest od

dzia aj cego wedle jego poj cia o tym, co jest w

ciwe. Niezale ne jest natomiast od woli i zezwolenia

innego cz owieka.

Wolno  w stanie natury nie jest - mówi c j zykiem dzisiejszym - permisywizmem, czyli zgod  na

robienie czegokolwiek, co si  komu podoba. Locke wyja nia: „Cz owiek posiada w tym stanie

niemo liw  do kontrolowania wolno  dysponowania sw  osob  i maj tkiem, nie posiada jednak

wolno ci unicestwienia samego siebie ani  adnej istoty znajduj cej si  w jego posiadaniu, je eli nie

wymagaj  tego szlachetniejsze cele ni  tylko jego samozachowanie. W stanie natury ma rz dzi

obowi zuj ce ka dego prawo natury. Rozum, który jest tym prawem, uczy ca y rodzaj ludzki, je li tylko

ten chce si  go poradzi ,  e skoro wszyscy s  równi i niezale ni, nikt nie powinien wyrz dza

drugiemu szkód na  yciu, zdrowiu, wolno ci czy maj tku"

3

. Prawa natury obejmuj  wi c prawo do

background image

- 42 -

ycia, zdrowia, wolno ci i w asno ci. Z takim prawem wi e si  te  prawo do s dzenia i karania

ami cych te prawa,  cznie z mo liwo ci  pozbawienia ich  ycia

4

.

Pojawia si  pytanie, czy i kto jest w stanie natury? Bo przecie  cz owiek przychodzi na  wiat w

zorganizowanej ju  spo eczno ci. Na to pytanie Locke odpowiada: „...obecnie wszyscy ksi

ta i w ad-

cy niezale nych rz dów na ca ym  wiecie znajduj  si  w stanie natury. Jasne jest,  e na  wiecie nigdy nie

brakowa o ani nie b dzie brakowa  du ej liczby osób znajduj cych si  w tym stanie"

5

. Stan natury

obejmuje wi c w adców, którzy nie podlegaj c spo ecze stwu, podlegaj  tylko prawom natury. Ale

w stanie takim znajduj  si  wszyscy ci, którzy moc  w asnej zgody nie staj  si  cz onkami jakiego

spo ecze stwa. Gdy natomiast kto  zgodzi si  na wspólnot , to dobrowolnie przyjmuje na siebie szereg

ogranicze  (praw) ustanowionych przez t  wspólnot . „St d te  ustaj  wszystkie prywatne s dy, a

wspólnota na mocy sta ych i niezmiennych praw jest bezstronnym i jedynym rozjemc  dla

wszystkich"

6

.

Wolno  cz owieka w spo ecze stwie polega na podleganiu tylko w adzy powo anej na mocy zgody

przez dan  wspólnot , a niepodleganiu jakiejkolwiek obcej woli i obcemu prawu. Jak wolno  w stanie

natury podlega tylko prawom natury, tak wolno  polityczna podlega prawom natury i prawom danej

wspólnoty

7

.

Wspólnot  polityczn  opart  na w

ciwych zasadach jest wedle Locke'a, nie monarchia absolutna, w

której w adca stawia si  ponad spo ecze stwem (i jest ci gle w stanie natury), ale spo eczno  obywa-

telska. „I tak ka dy cz owiek, zgadzaj c si  z innymi na utworzenie jednego cia a politycznego pod

adz jednego rz du, zaci ga wobec ka dego cz owieka w tym spo ecze stwie zobowi zanie do

podlegania postanowieniom wi kszo ci. Ta pierwotna umowa, na mocy której po czy  on si  z

innymi w jedno spo ecze stwo, nie posiada aby  adnego znaczenia, nie by aby  adn  umow , gdyby

pozosta  on nadal wolny i nie zaci ga

adnych innych zobowi za  ni  te, którym podlega  w

stanie natury"

8

. Dobrowolne w czenie si  do wspólnoty (umowa spo eczna) poci ga za sob

dobrowoln  zgod  na poddanie si  g osom wi kszo ci wyra onym pod postaci  uchwalonych praw.

Ta zgoda wi kszo ci ma znaczenie zgody wszystkich, poniewa  gdyby opiera  spo ecze stwo tylko na

zgodzie wszystkich, to twór taki by by bardzo krótkotrwa y. A zatem cz owiek w stanie spo ecznym

ogranicza sw  wolno , poddaj c si  prawu stanowionemu. Nast puje dobrowolne samoograniczenie

asnej wolno ci.

Jak w tym  wietle wygl da problem odpowiedzialno ci? Oddanie siebie pod w adz  ogó u oraz

traktowanie g osów wi kszo ci jako wi

cych mniejszo  i poszczególne jednostki prowadzi do

przekazania realnej odpowiedzialno ci osobistej na odpowiedzialno  wi kszo ci. W konsekwencji

jedynym podmiotem odpowiedzialnym staje si  w adza, g ównie w adza polityczna. To nast pnie

prowadzi  mo e nawet do totalitaryzmu, a tak e do dominacji legalizmu. Totalitaryzm ten ró ni  si

background image

- 43 -

dzie od tyranii lub rewolucji sposobem doj cia do w adzy. Totalitaryzm liberalny polega na

dobrowolnym zrzeczeniu si  wolno ci na rzecz w adzy, podczas gdy tyran lub rewolucjonista do

adzy dochodzi podst pem i przemoc . W zakresie sprawowania w adzy w adza liberalna i

tyra ska traktuje spo ecze stwo w sposób odpodmiotowiony, poniewa  tylko w adza jest wolna i

tylko w adza ma w adz . Wolno  spo ecze stwa albo jest zawieszona (liberalizm), albo podeptana

(tyrania), ale aktualnie spo ecze stwu i jednostkom nie przys uguje. Dlatego w obu wypadkach, cho

na ró ne sposoby, nie ma miejsca na aktualn  odpowiedzialno  indywidualn  poszczególnych

cz onków spo ecze stwa. Niemniej jednak w adza wy oniona demokratycznie jest odpowiedzialna

wzgl dem spo ecze stwa, poniewa  jest aktualnie wolna, natomiast w adza tyra ska jest samowolna, a

wi c przed nikim nie jest odpowiedzialna. W adza tyra ska jest wolna i nieodpowiedzialna,

spo ecze stwo  yj ce pod w adz  tyra ska jest zniewolone i nieodpowiedzialne. W adza liberalna

jest wolna i odpowiedzialna; spo ecze stwo znajduj ce si  pod w adz  przez siebie wy onion  jest

aktualnie niewolne i nieodpowiedzialne, natomiast jest wolne i odpowiedzialne przy wybieraniu

adzy.

O ile w sprawowania w adzy w tyranii decyduj ce znaczenie ma wola w adcy jakkolwiek wyra ona,

to w przypadku liberalnej demokracji, decyduje wola wi kszo ci wyra ona przy pomocy prawa

(wówczas prawa stanowionego). Oderwanie prawa stanowionego od prawa natury, przy zachowaniu

procedur demokratycznych, prowadzi nast pnie do legalizmu, czyli dyktatu prawa stanowionego, które

mo e by  przeciwne prawu naturalnemu i wówczas prawo staje si  zalegalizowanym bezprawiem.

Procedura (demokratyczna) rugowa  mo e obiektywne podstawy (prawo naturalne) i cel (dobro)

stanowionego prawa.

Locke jednak mówi: „Spo ecze stwo polityczne istnieje tam i tylko tam, gdzie ka dy z jego cz onków

zrezygnowa  ze swej naturalnej w adzy i z

 j  w r ce wspólnoty nie  wy czaj c je d na k  t ym  sa-

mym  mo liwo c i  o dwo ania   si   do  ust ano wio nyc h  przezn ie   praw"

9

 (podkr. P. J.). Takie

odwo ywanie si  mo e mie  charakter albo pobo nego i bezsilnego  yczenia, albo te  przybierze po-

sta  zamachu stanu, poniewa  legalna w adza posiada aktualnie ca  wolno  spo ecze stwa i  rodki

sprawowania w adzy w skali ca ego pa stwa. W adza po wyborze jest ju  poza zasi giem

spo ecznego oddzia ywania.

I takie w

nie mog  by  konsekwencje liberalistycznej w sensie Locke'a koncepcji wolno ci.

Prowadz  do statolatrii (kult pa stwa-w adzy) i legalizmu (kult prawa stanowionego). Ze wzgl du

jednak na procedur  wy aniania w adzy (dobrowolno ) pa stwo liberalne zazwyczaj przeciwstawiane

jest w ca

ci pa stwu totalitarnemu. Tymczasem pa stwo liberalne mo e by  totalitarne w zakresie

sprawowania w adzy. Spo ecze stwo liberalne jest wolne i odpowiedzialne w zakresie wyboru

adzy, ale przestaje by  odpowiedzialne po wyborze w adzy, bo wówczas tylko w adza jest wolna,

background image

- 44 -

a tym samym odpowiedzialna.

Jednak odpowiedzialno  w adzy liberalnej zale y od tego, czy uznaje ona co , co le y poza

zasi giem jej wolno ci. Tym jest prawo naturalne. Je eli w adza liberalna uznaje prawo naturalne, to w

swoich postanowieniach wolno  jej jest przez owo prawo zwi zana, a tym samym pojawia si

odpowiedzialno  za zgodno  postanowie  z prawem naturalnym. Je eli jednak w adza liberalna

przestaje si  liczy  z prawem naturalnym, to wówczas znika obiektywna podstawa odpowiedzialno ci.

adza „uwolniona" od obiektywnych podstaw prawa sta  si  mo e w adz  totalitarn , kreuj

 prawo

niezale nie od dobra i podmiotowo ci spo ecze stwa. Jest to wówczas w adza wolna (bo nie kr puje

jej ani spo ecze stwo, ani prawo naturalne) i nieodpowiedzialna (nie odpowiada za dobro

spo ecze stwa, które nie jest dla niej podmiotem). Spo ecze stwo i poszczególne osoby s  wolne do

wybierania w adzy, ale nie s  wolne  yj c pod okre lon  w adz , gdy  ich wolno  przej a w adza.

Spo ecze stwo pozbawione aktualnej wolno ci przestaje by  odpowiedzialne, tak jak zanika

odpowiedzialno  osobista.

Pogl dy J. J. Rousseau s  jeszcze bardziej radykalne ni  Johna Locke'a. Rousseau uwa

,  e

cz owiek z natury jest doskona y. Z o bierze si  ze spo ecze stwa i cywilizacji, które popsu y

doskona ego cz owieka. Idea em jest takie zorganizowanie spo ecze stwa, które pozwoli oby na

odzyskanie pierwotnej doskona

ci i wolno ci ludzkiej.

W pogl dach Rousseau na temat wolno ci nale y wyodr bni  dwa aspekty, jeden polityczny, drugi

religijny. W aspekcie politycznym Rousseau staje przed dylematem: jaka forma zrzeszenia broni

dzie dobra poszczególnych osób tak, aby jednostka nale c do zrzeszenia pozostawa a nadal

wolna? Rozwi zanie jakie proponuje Rousseau bliskie jest w pierwszej fazie pogl dom Locke'a,

ka dy dobrowolnie oddaje siebie ogó owi, ale w odró nieniu od Locke'a Rousseau nie ceduje

wolno ci jednostek na wybran  w adz  polityczn . W adza ustawodawcza jest wyrazem woli

wszystkich i dotyczy wszystkich. Oznacza to,  e poszczególne osoby ceduj  sw  wolno  nie na

jak  w adz  reprezentacyjn , ale na wol  powszechn , w której wspó uczestnicz . Tworzenie

ustaw musi przebiega  poprzez referenda. W adza wykonawcza wydaje tylko przepisy szczegó owe i

jest zale na od w adzy wszystkich obywateli (ludu). Tak poj ta demokracja ma, zdaniem Rousseau,

zabezpiecza  równo  i wolno  wszystkich

10

.

Projekt Rousseau by  projektem utopijnym, st d próba jego urzeczywistnienia nie mog a si  zi ci ,

natomiast droga do jego realizacji musia a by  krwawa (rewolucja francuska). Na czym polega

d? Na tym,  e osi gni cie jednomy lno ci we wszystkich sprawach jest w wi kszo ci wypadków

niemo liwe, mniejszo  ulec wi c musi wi kszo ci. W ten sposób zanika wolno . Równo  staje

si  fikcj  ze wzgl du na zró nicowanie kompetencji. Ludzie, maj c równe prawo g osu, nie s  w równy

sposób odpowiedzialni, poniewa  nierówne s  ich kompetencje. Odpowiedzialno  obejmuje nie

background image

- 45 -

tylko zakres wolno ci, ale równie  tre  wolno ci, która wkracza na teren wiedzy i umiej tno ci

11

.

Ale tu dotykamy g bszego problemu. O jakim „cz owieku" mówi Rousseau? Jest to cz owiek

znajduj cy si  w stanie natury, którego odpowiednikiem nie tyle jest kto  „dziki",  yj cy poza

spo ecze stwem, ale biblijny Adam. Rousseau, mówi c o cz owieku w stanie natury, ma na my li

Adama przed grzechem pierworodnym. Ma to swoje wa kie konsekwencje. Z o w ludzkim

dzia aniu jest skutkiem grzechu pierworodnego, je li jednak paradygmatem staje si  Adam przed

grzechem, stan do którego mo na doj  dzi ki odpowiedniemu ustrojowi politycznemu, to pojawia si

wówczas wizja nowego cz owieka, który jest ponad dobrem i z em

12

. Do wizji takiej dojdzie pó niej

Nietzsche, ale jej zal ki s  u Rousseau, a powsta y na tle spekulacji nie tyle filozoficznych, co

teologicznych. Je eli cz owiek w stanie natury jest poza grzechem, to pozostaj c w stanie wolno ci jest

poza odpowiedzialno ci , gdy  wr cz nie mo e uczyni  nic z ego. Apoteoza wolno ci cz owieka w

stanie natury prowadzi w konsekwencji do kultu nieodpowiedzialno ci, jako nieod cznej towarzyszki

wolno ci. Jest to uproszczona wersja pogl dów Rousseau, ale takie staje si  jej praktyczne oblicze. Ten

liberalizm bardzo  atwo prowadzi do libertynizmu i permisywizmu. U jego  róde  le y b d

teologiczny, neguj cy obecno  w ludzkim dzia aniu, z racji wewn trznych (grzech), a nie

zewn trznych (spo ecze stwo), skutków grzechu pierworodnego. Liberalistyczna koncepcja wolno ci,

cho  stawia w punkcie wyj cia ludzk  wolno  jako najwa niejsz  cech  cz owiecze stwa, prowadzi

do totalitaryzmu, libertynizmu i permisywizmu. S  to ró ne formy zniewolenia, czy to politycznego

(totalitaryzm), czy moralnego (permisywizm, libertynizm). Tak poj ta wolno  pozostawia bardzo

ma e pole dla odpowiedzialno ci zarówno indywidualnej, jak i spo ecznej oraz politycznej. Istnieje

bowiem silna tendencja i pokusa, aby wola (indywidualna lub zbiorowa) kreowa a dobro, wskutek

czego owo dobro wykreowane samo si  t umaczy przez odniesienie do woli, a nie do obiektywnego,

zastanego i odczytanego uk adu rzeczy. Liberalistyczna koncepcja wolno ci stanowi zagro enie dla

prawdziwej i odpowiedzialnej wolno ci ludzkiej tak w wymiarze osobistym, jak i spo ecznym.

1

 Samo s owo „liberalizm" wskazuje na istotny zwi zek tego nurtu z wolno ci : liber - wolny. Je eli

jednak liberalizm zwi za  z najbli szym mu  aci skim liberalis, to niewielkie b dzie tu

pokrewie stwo, bo liberalis oznacza pi kn  cnot  szlachetno ci i wielkoduszno ci. Cnota ta

charakteryzuje cz owieka wolnego (w odró nieniu od niewolnika), który potrafi wykorzysta  sw

wolno  dla najszczytniejszych celów.

2

  J.  Locke,  Dwa  traktaty  o  rz dzie,  t um.  Z.  Rau,  Warszawa  1992,  s.  165  (II,  2,4).

3

ibid., s. 166(11,2,6).

4

 Por. ibid., s. 222 (II, 7, 87).

5

ibid., s. 172(11,2, 14).

6

 ibid., s. 223 (II, 7, 87).

7

 ibid., s. 258n (II, 11,135).

background image

- 46 -

8

 ibid., s. 232 (II, 97).

9

 ibid., s. 222 (II, 7, 87).

10

 A. Peretiatkowicz, Filozofia prawa J. J. Rousseau, Kraków 1913; M. A. Kr piec, Cz owiek i prawo

naturalne, Lublin 1993, s. 75n.

11

 Totalitarny aspekt demokracji w sensie Rousseau omawia J. L. Talmon, The Origins of Totalitarian

Democracy, London, I, 3.

12

 Zob. H. Gouhier, Les meditations metaphysigites de Jean-Jacques Rousseau, Paris 1984., s. 11-34.

background image

- 47 -

EDUKACJA DLA SOCJALIZMU

Od ponad dziesi ciu lat kraj nasz podlega tzw. restrukturyzacji praktycznie we wszystkich

dziedzinach. Jedn  z nich jest edukacja. W jakim kierunku id  te zmiany? Co one przynios ? Kto za

nimi stoi? Jakie b

 nast pne pokolenia Polaków? Zanim odpowiemy na te pytania, warto

najpierw przypomnie , jak kszta towa y si  ró ne koncepcje edukacji na przestrzeni dziejów, w tym

równie  w Polsce.

W tradycji klasycznej, stanowi cej ci g kultury greckiej, rzymskiej i chrze cija skiej, edukacja

podporz dkowana by a nade wszystko rozwojowi osobowemu cz owieka. St d na poziomie edukacji

redniej akcent po

ony by  na tzw. sztuki wyzwolone, natomiast na poziomie edukacji wy szej - na

filozofi  i teologi . W czasach nowo ytnych, po reformacji, pojawia si  nowa koncepcja edukacji,

zwi zana z prze omem cywilizacyjnym - na plan pierwszy wysuwa si  teraz homo faber, in ynier,

który znaj c tajniki przyrody, pozwala cz owiekowi zapanowa  nad przyrod , a dzi ki wynalazkom i

przemys owi - czyni  ycie wygodnym i bezpiecznym; miejsce uniwersytetu zaczyna zajmowa

politechnika. Po rewolucji francuskiej pojawi a si  nowa jeszcze funkcja szko y: szko a ma

wychowa  obywateli pa stwa, zgodnie z obowi zuj

 ideologi , cel szko y jest wi c polityczny. I

nie przez te dwa ostatnie trendy zdominowana by a koncepcja edukacji XIX i XX wieku: przez

trend POLITECHNICZNY i POLITYCZNY. Realizowanie takiego modelu kszta cenia by o u atwione z

tego wzgl du,  e od rewolucji francuskiej rozpocz  si  proces masowego upa stwawiania szkó  w

krajach zachodnich. Pa stwa wi c odgórnie, drog  administracyjn  mog y realizowa  swoje programy

nauczania, nie pytaj c nikogo o zgod .

W niniejszym wyk adzie interesowa  nas b dzie przede wszystkim aspekt polityczny edukacji. Polityka

XIX i XX wieku rozwija a si  w dwóch kierunkach: pierwszy by  do rodkowy i przybra  posta  NA-

CJONALIZMU. Niektóre narody europejskie przyj y w spu ci nie doktryn  „narodu wybranego",

uwa aj c siebie za taki w

nie naród. Rozwojowi militarnemu i gospodarczemu towarzyszy o

przekonanie o wy szo ci cywilizacyjnej, które znajdowa o swoje odzwierciedlenie w apoteozie w asnej

kultury. Edukacja by a narz dziem budowania nacjonalistycznej mentalno ci w najm odszych

pokoleniach. Drugi kierunek by  od rodkowy i mia  charakter internacjonalistyczny, zwi za  si  przede

wszystkim z ideologi  SOCJALIZMU. Socjalizm mia  by  drog  prowadz

 do  wiatowego

KOMUNIZMU.  Wariant  po czenia  tych  dwóch  przeciwstawnych  sobie  tendencji  w  postaci  NA-

RODOWEGO  SOCJALIZMU  wypali   si   podczas  II  wojny   wiatowej,  po  pora ce  Niemiec,

podobnie jak trwaj cy d

ej sowiecki socjalizm oparty nie na narodzie, ale instytucjonalnie na

Zwi zku Sowieckim, sko czy  si  wraz z formalnym rozpadem tego pa stwa. Przetrwa  natomiast

socjalizm mi dzynarodowy, instytucjonalnie nie zwi zany z  adnym pa stwem, ale przymocowany do

background image

- 48 -

wielu organizacji mi dzynarodowych maj cych wp yw na poszczególne pa stwa. Do  powiedzie ,  e

na 15 krajów Unii Europejskiej w 13 rz dz  socjali ci. Komunistyczne resp. socjalistyczne partie

rozsiane s  po ca ym  wiecie. A w kwietniu 2000 r. w Brukseli mia o miejsce kolejne spotkanie

Mi dzynarodówki Socjalistycznej. Narodowy socjalizm nie przetrwa , bolszewizm nie przetrwa , ale

socjalizm — przetrwa ! Jest dzi  przewodni  si

wiata zachodniego.

By oby naiwno ci  s dzi

e socjalizm, posiadaj c dominuj

 pozycj  polityczn , nie przenika do innych

dziedzin, w tym do edukacji. Dalekosi ne plany opanowania  wiata, jakie od przynajmniej 200 lat

towarzysz  socjalizmowi, za jeden z podstawowych elementów uznaj  w

nie edukacj .

W krajach Unii Europejskiej edukacja w dalszym ci gu idzie jeszcze drog  sprzed Traktatu z

Maastricht (1993). Przypomnijmy,  e w powojennej historii Wspólnoty Europejskiej (EWG, Traktat

rzymski 1957) wspó praca mia a charakter g ównie ekonomiczny. W zwi zku z tym edukacja

pozostawa a w gestii poszczególnych pa stw, realizuj cych w znacznej mierze kierunek obywatelski:

ugruntowywanie  wiadomo ci narodowo-pa stwowej. Równie  Traktat z Maastricht (1993) nie wa y si

jeszcze na odebranie poszczególnym pa stwom wp ywu i odpowiedzialno ci za edukacj  swoich

obywateli. Niemniej jednak art. 126 otwiera furtk  dla du ych wp ywów Unii, która za po rednictwem

ró nych funduszy programowych ukierunkowuje zmiany w edukacji

1

. W sposób bardziej

zdecydowany wp yw ten zagwarantowany jest przez art. 130 f-p, dotycz cy bada  i rozwoju

technicznego

2

. Unia Europejska przyj a strategi  wej cia w edukacj  poszczególnych pa stw od

góry, czyli poprzez stworzenie takich programów, warunków formalno-prawnych i finansowych, które

umo liwi  posiadanie silnego wp ywu na wy sze uczelnie i  rodowiska akademickie. Nast pna faza

obejmuje zmian  programów edukacji na poziomie podstawowym i  rednim. Praktycznie wygl da to w

ten sposób,  e podr czniki z jakich korzysta m odzie  szkó  podstawowych i  rednich (w krajach

Europy Zachodniej), s  tradycyjne, czyli takie, jakie obowi zywa y przed Traktatem z Maastricht. W

Niemczech w 9 klasie gimnazjalnej nie ma jeszcze  adnej lekcji na temat Unii Europejskiej. Ale ju  w

mediach tocz  si  dyskusje wybitnych „specjalistów", którzy proponuj  odej  od niepotrzebnego

balastu historii i dziedzictwa kulturowego.

Dyskusje te wzmacniane s  przez mod  m odzie ow  na tzw. anti-kulturel, w których o miesza si , a

wr cz zohydza wielkie postacie, jak cho by Szekspir czy Goethe. Po Traktacie amsterdamskim

(1998/9), który w wi kszym stopniu ni  Traktat z Maastricht czyni z Unii scentralizowane pa stwo

ponadnarodowe, nie ulega w tpliwo ci,  e Unia po

y sw  ciep  d

 na ca ej edukacji we wszystkich

pa stwach Unii i na ka dym szczeblu. Inaczej nie utworzy si  bowiem nowej  wiadomo ci europejskiej i

nie utworzy nowego europejskiego obywatela. Jest to jednak proces d ugofalowy, który po drodze b dzie

musia  pokonywa  szereg barier wynikaj cych z lokalnej tradycji.

Po odzyskaniu niepodleg

ci przez Polsk  w 1918 roku, po 123 latach zaborów, uwaga rodziców,

background image

- 49 -

nauczycieli, pedagogów, polityków skupi a si  na problemie w

ciwego ukierunkowania edukacji.

Chodzi o przecie  o scalenie narodu rozbitego pomi dzy ró ne obce wp ywy. Takie zadanie wzi

musia a na swoje barki szko a. W jednym z przedwojennych periodyków pedagogicznych mo emy

przeczyta  wypowied  dr J. Dobrzy skiego, oddaj cego dobrze nastawienie ówczesnego pokolenia:

„Trzeba pomy le  o pa stwie, jego przysz

ci   ideowo ci: Polska to bariera, której s siednie narody

albo musz  si  op aci , albo j  rozwali . Zadaniem Polski - osi gn  stanowisko mocarstwowe,

uczyni , aby si  wszystkim w niej dobrze dzia o. Naród, który chce 

, a nie wegetowa , musi czego

pragn ; dalecy od zakusów zaborczych, je eli jednak nie b dziemy niczego pragn , do niczego

, to zapragn  inni - zagarn  Polsk "

3

. M ode pokolenie wychowywane by o w tym w

nie

duchu, mi

ci do Polski wielkiej i niepodleg ej.

Po II wojnie  wiatowej kraj nasz utraci  niepodleg

 i sta  si  cz ci  tzw. bloku sowieckiego.

Obowi zuj

 ideologi  tego bloku by  komunizm, który stanowi  zasad  organizacji  ycia

politycznego, ekonomicznego i kulturalnego. Presji tej ideologii zosta a poddana równie  edukacja.

Rzecz jednak interesuj ca! Edukacja ta z jakich  nie do ko ca jasnych powodów zachowa a

stosunkowo wysoki poziom zarówno gdy chodzi o program nauczania, jak i o wymagania wobec

uczniów. Natomiast wtr ty ideologiczne by y stosunkowo  atwe do identyfikacji. Wprawdzie

obowi zywa a zasada: „patriotyczny w formie - socjalistyczny w tre ci", to jednak elementy

patriotyczne w edukacji by y obecne. O poziomie nauczania mogli przekona  si  emigranci z czasów

PRL-u, których dzieci zazwyczaj nie mia y k opotu w szko ach zagranicznych, a raczej uderza  niski

poziom szkó  zachodnich, zw aszcza publicznych w porównaniu z poziomem szkó  polskich.

Po roku 1989 nadzieje milionów Polaków na budowanie suwerennego pa stwa obj y równie

edukacj . Chodzi o przede wszystkim o odzyskanie pi knych polskich wzorów, obyczajów,

ocenzurowanej i zubo onej literatury, chodzi o o przywrócenie w pe ni polskiej szko y z jej najlepszymi

tradycjami. Tymczasem dzia ania posz y w innym kierunku. Rozpocz  si  proces kosmopolityzacji

polskiej szko y w stron  socjalistycznego europejskiego internacjonalizmu, i to niezale nie od tego,

czy u w adzy by a lewica czy prawica. Wynika o to z polityki podporz dkowywania Polski

strukturom europejskim. Proces integracji Polski z Uni  Europejsk  od pocz tku lat 90. obj  w

ramach fazy dostosowawczej równie  edukacj . Realizowano programy dostosowywania polskiego

szkolnictwa zawodowego i technicznego do standardów funkcjonuj cych w pa stwach Unii Europej-

skiej, co mia o u atwi  integracj  systemu i struktury polskiego szkolnictwa ze strukturami szkolnictwa

w pa stwach Unii. Realizowano te zmiany w ramach ró nych programów, jak: TEMPUS, TESSA,

TERM, SOCRATES etc. Programy te obj y ca  reform  edukacji w Polsce zarówno co do tre ci,

jak i kadr, a tak e metod. Reforma by a realizowana za pieni dze Unii Europejskiej i pod jej

dyktando

4

.

background image

- 50 -

W ten sposób w adze pa stwowe, niezale nie od tego czy rz dzi a lewica czy prawica, realizowa y i

realizuj  program Unii Europejskiej. Jest w tym jaka  nies ychana nadgorliwo  i zupe ny brak ambicji.

Oddano edukacj  w r ce obce, to znaczy oddano dusz  polskiego narodu obcym, bo edukacja

kszta tuje przecie  dusz , a kszta tuj c dusz  tworzy albo nie tworzy narodu. Ju  nie w asne

pa stwo, ale mi dzynarodowa struktura przygotowuje nam edukacj  zarówno pod wzgl dem

programu, jak i metod, kadry i mechanizmów administracyjnych. Rzecz paradoksalna, w krajach Unii

Europejskiej wcale nie ma jednolitego systemu edukacji. Okazuje si  bowiem,  e „systemy

wiatowe pa stw europejskich maj  silnie zró nicowane struktury organizacyjne uzale nione od

warunków ekonomicznych, historycznych, politycznych i spo ecznych". Co wi cej, przewa a

tendencja decentralizacyjna

5

. Nie ma wi c w krajach cz onkowskich Unii Europejskiej jednolitego,

ponadpa stowego systemu edukacji, kraje te, jak dotychczas, maj  w asne systemy edukacyjne. Czy

w takim razie Polska wyprzedzi a „Europ " i dobrowolnie podda a si  nowemu, ponadpa stwowemu

modelowi jako królik do wiadczalny? Mo e brukselscy projektanci chc  na Polsce wypróbowa  takie

rozwi zania, które wciela  b

 w innych krajach europejskich posiadaj cych swoj  w asn , siln

tradycj ?

Unia Europejska budowana jest w oparciu o metody zaczerpni te z cywilizacji bizanty skiej. Na

czo o wysuwa si  tu przerost prawa i administracji. Jednak tre , która wype nia te ramy nie jest

bizanty ska, cho by ze wzgl du na gwa townie post puj cy sekularyzm (ze wiecczenie); Bizancjum

natomiast by o pa stwem religijnym. Jaka jest wobec tego tre  ideowa promowana w Unii

Europejskiej? T  tre ci  jest - socjalizm.

Na czym polega istota socjalizmu? Przede wszystkim na zabsolutyzowaniu spo ecze stwa. Jest ono

czym  wy szym od poszczególnego cz owieka, cz owiek jest tylko cz ci  spo ecze stwa, ale tak

cz ci , któr  spo ecze stwo po prostu tworzy. St d nazwa „socjalizm" od socius (spo eczny). Gdy

komunizm k adzie nacisk na wspóln  (communis) w asno , tak socjalizm k adzie nacisk na spo ecze -

stwo. Spo ecze stwo, zdaniem socjalistów, tworzy cz owieka we wszystkim, a wi c równie

niszczy wszystko, co dominacji spo ecze stwa si  przeciwstawia. Oczywi cie przez spo ecze stwo

praktycznie nale y rozumie  w adz . W adza spo eczna staje si  absolutem, nad którym nie mo e by

nic wy szego.

Czy mo na si  dziwi ,  e w socjalizmie najbardziej znienawidzony jest Bóg jako ten, od którego

pochodzi ka dy cz owiek? Bóg jako konkurent w adzy spo ecznej musi by  wyeliminowany, czy to

fizycznie i wprost (socjalizm sowiecki), czy po rednio i w sposób wyrafinowany (zachodni

liberalizm). Po Bogu znienawidzone jest to, co cz owiek posiada wprost od Boga: sumienie, wedle

którego cz owiek odró nia realne dobro od z a, i prawo naturalne, które sk ania cz owieka ku

realizowaniu siebie poprzez rodzin  i naród. Socjalizm odrzuca Boga, sumienie, rodzin  i naród.

background image

- 51 -

Realizuj c ten sam program, cho  przy pomocy ró nych metod, socjalizm wschodni po czy  si  z

zachodnim. Warto wobec tego zobaczy , jak w wybranych punktach, edukacja zachodnia zara ona jest

socjalizmem.

W szkole tradycyjnej by y ró ne przedmioty, takie jak: chemia, fizyka, matematyka, j zyk polski,

geografia, historia, filozofia, religia etc. Reforma wprowadza nowy podzia . Odchodzimy od

przedmiotów, a stopniowo wprowadzane jest tzw. kszta cenie blokowe oraz tzw.  cie ki

edukacyjne. Poniewa  oba wyra enia maj  posta  metafory (blok,  cie ka), a komentarz wyja niaj cy

jest zbyt ubogi – przez pewien czas trudno by o zrozumie , o co tu chodzi. A  wreszcie uda o si

odnale  pewien interesuj cy  lad. Ju  to by o, ju  by o przerabiane! W „Przyjacielu szkolnym",

rocznik 1928, znajduje si  bardzo ciekawy artyku  dotycz cy reformy szkolnictwa w pewnym

siednim kraju. Reforma ta mia a miejsce w roku 1923, w jej ramach zlikwidowano tradycyjne

przedmioty, a w ich miejsce wprowadzono tzw. kolumny (praca, natura, spo ecze stwo). Metod

okre lono mianem z

onej, a jej celem by o aktywizowanie ucznia tak, aby sam u

 sobie obraz

wiata w pewien logiczny system. Skutkiem tej reformy by a eliminacja wielu przedmiotów,

poszatkowanie pozosta ych, gwa towne obni enie poziomu edukacji. Reforma da a tak fatalne efekty,

e wkrótce z niej zrezygnowano i przywrócono dawne przedmioty. Otó  krajem, w którym

dokonano tej reformy by  oczywi cie ZSRS. Ale reforma nie by a oryginalnym tworem sowieckim.

Zosta a importowana z Zachodu. Sta a za ni  my l Ferriere'a, Cosineta, Decrolyego i Deweya. W

Zwi zku Sowieckim ju  w roku 1918 wprowadzono takie eksperymentalne rozwi zania, jak eliminacja

egzaminów i odej cie od zada  domowych. W roku 1928 John Dewey by  w ZSRS i stwierdzi ,  e

sowiecka o wiata jest modelem dla Zachodu. W roku 1919 Artur Calhoun propagowa  ide ,  e rodzina

jest przestarza  form  pierwotn , która musi by  zast piona przez pa stwo, dlatego to pa stwowa edu-

kacja powinna zast pi  rodzin . W roku 1930 Charles Potter zauwa

,  e edukacja pa stwowa oparta na

ideach humanizmu zwyci y religijn , dzi ki temu  e szko a publiczna (pozostaj ca w gestii pa stwa)

ma do dyspozycji wi cej dni ni  niedzielna szko a parafialna. W roku 1934 pojawi o si  has o critical

thinking, my lenia krytycznego. Chodzi o o to,  eby kokietuj c dzieci i m odzie  mo liwo ci

przeprowadzania samodzielnej krytyki zastanych pogl dów podwa

 to, co stanowi stabilno  kultury

klasycznej (w tym chrze cija skiej). Krytycyzm pozbawiony g bszej wiedzy i poczucia

odpowiedzialno ci ma niewielki po znawczy wymiar, pozwala natomiast na odrzucenie wszelkich,

jak e wa nych dla wychowania i rozwoju dziecka, autorytetów: rodziców, nauczycieli, mistrzów, a

nawet religii (Objawienie). Szczególn  rol  w stosowaniu ideologii socjalistycznej w edukacji odegra

ynny matematyk i filozof Bertrand Russel. Pisa  on w roku 1951: „... psycholog spo eczny przysz

ci

dzie dysponowa  wieloma klasami, w których na dzieciach b dzie wypróbowywa  ró ne metody

tworzenia niewzruszonych przekona , np.  e  nieg jest czarny. Wkrótce osi gni te zostan  ró ne rezultaty,

background image

- 52 -

najpierw oka e si ,  e wp ywy domu s  zawad ... Gdy ta technika zostanie udoskonalona, ka dy rz d,

który b dzie mia  wp yw na edukacj  d

ej ni  przez jedno pokolenie, b dzie móg  kontrolowa

spo ecze stwo

 bez

 wojska

 i

 bez

 policji."

 (The

 Impact

 of

 Science

 upon

Society).

Natomiast William Glasser propagowa  niezwykle gro

 z punktu widzenia moralnego,

wychowawczego i spo ecznego metod  cognitive dissonance (dysonans poznawczy). Jej istota polega na

stawianiu dziecka w sytuacji imaginatywnego wyboru, którego efektem ma by  preferencja do z a,

nast pnie relatywizm moralny, a pó niej ca kowity subiektywizm. Metoda ta czyni potworne

spustoszenie zarówno w psychice dzieci, jak i w ca ym spo ecze stwie, które traci wspóln

orientacj , co dobre, a co z e. Bez takiej za  wspólnej orientacji nie mo na ju  mówi  o

spo ecze stwie, które powi zane jest dobrowolnymi i duchowymi relacjami. Metoda „dysonansu

poznawczego" polega na postawieniu cz owieka wobec zmy lonego wyboru, który rozszarpuje

sumienie. Np. kogo z rodziny wyrzucisz z 3-osobowej  ódki, je li w  ódce przebywa 6 osób? Czy

ukradniesz co , co ocali ludzko ? itp.

Rozbite masy spo eczne staj  si

atwym narz dziem manipulacji, zw aszcza dla mi dzynarodowych

gigantów z dziedziny mediów, biznesu i polityki (globalizm). Masami tymi daje si  sterowa  przy pomo-

cy najnowszych osi gni  nauki. Pisze o tym Zbigniew Brzezi ski: „W spo ecze stwie

technetronicznym g ówny trend b dzie bieg  w kierunku skutecznego wykorzystania najnowszych

technik komunikacji w celu manipulowania emocjami i kontrolowania rozumu... Ludzkie istoty b

coraz bardziej plastyczne i podatne na manipulacj ... coraz bardziej dost pne s  biochemiczne  rodki

umo liwiaj ce kontrolowanie cz owieka... a tak e chemiczna kontrola umys u... rozwijana jest te

sie  elektronicznej informacji pa stwowej. Projektowany model sieci informacyjnej najlepiej pasuje

dla Japonii, Zachodniej Europy i Stanów Zjednoczonych, ale móg by stanowi  podstaw  dla powszech-

nego programu edukacji, przyj cia powszechnych standardów akademickich". (Between Two Ages).

Czasem niektórzy politycy zdobywaj  si  na szczero , mówi c,  e chodzi tu ostatecznie o walk  mi dzy

socjalizmem i chrze cija stwem. W oficjalnych dokumentach UNESCO mo emy przeczyta ,  e chodzi o

zast pienie Boga i religii, pluralizmem warto ci i dialogiem. Jeden z „humanistów" (P. Brandwein

pisze,   e  ka de  dziecko,  które  wierzy  w  Boga  jest  chore  umys owo  (1981).  Inny  „humanista"  (J.

Dunphy) twierdzi,  e walka o przysz

 ludzko ci musi by  wygrana w szkole, jest to walka pomi dzy

gnij cym chrze cija stwem, a now  wiar  humanizmu, humanizm zwyci y (1983)

6

.

Ten mi dzynarodowy, ponadpa stwowy i ponadeuropejski socjalizm jest tre ci  wype niaj

 programy

i metody edukacji w Ameryce Pó nocnej, wkracza do krajów Unii Europejskiej, jest w coraz wi k-

szym stopniu obecny w Polsce

7

.

Co robi ? Jak si  broni ? S  ró ne drogi. Najpierw nale y zacz  od w asnego podwórka, czyli od

background image

- 53 -

asnej rodziny. Trzeba rozmawia  z dzie mi, czego i jak ucz  si  w szkole. Trzeba przegl da

zawarto  podr czników, zw aszcza z zakresu nauk humanistycznych (polski, historia, nauki

spo eczne etc.). Nale y zmieni  nauczycieli lub szko , je li demoralizuje i nie kszta ci dzieci. W

miar  mo liwo ci nale y porozumie  si  ze  rodowiskiem i zak ada  w asne szko y, których celem

jest wychowanie i solidna nauka. Nale y równie  w cza  si  w prace spo ecznych gremiów maj cych

wp yw na szko  (rady rodzicielskie itp.). A wreszcie nale y by  aktywnym spo ecznie i politycznie.

Wybory do samorz du czy do parlamentu to okazja do zdobycia szerszego wp ywu na edukacj  w

Polsce, czy to na poziomie lokalnym, czy te  krajowym. Mo liwo ci dzia ania jest wiele, a sprawa jest

pierwszej wagi. Je eli bowiem nast pnego pokolenia Polaków nie wychowamy i nie wykszta cimy,

jak na Polaków przysta o, to nie b dzie kto mia  broni  Polski i naszego Narodu. Nasi wrogowie dawno

ju  zorientowali si ,  e kto ma m odzie , ten ma przysz

. I nie  artuj . Dlatego do

my

wszelkich stara , aby im naszej m odzie y nie odda , aby nast pne pokolenie Polaków... by o

Polakami.

1

 „Wspólnota przyczynia si  do podnoszenia poziomu o wiaty zach caj c pa stwa cz onkowskie do

wspó pracy i, je li jest to konieczne, wspieraj c i uzupe niaj c ich dzia alno , jednocze nie ca kowicie

respektuj c odpowiedzialno  pa stw cz onkowskich za tre ci nauczania, organizacj  systemów

wiatowych i ich ró norodno  kulturow  i j zykow ", art. 126.

2

 „...Wspólnota podejmuje nast puj ce dzia ania uzupe niaj ce dzia alno  pa stw cz onkowskich: a)

realizowanie programu bada , programów rozwoju technicznego i programów do wiadczalnych

poprzez wspieranie programów wspó pracy z i pomi dzy przedsi biorstwami, o rodkami badawczymi

i szko ami wy szymi.", art. 130g.

3

 „Przyjaciel szko y", 5 marca 1928, VII, nr 5, s. 151. 76

4

 W „Monitorze Integracji Europejskiej" wydawanym przez Biuro Pe nomocnika Rz du ds.

Integracji Europejskiej oraz Pomocy Zagranicznej mo emy zapozna  si  ze sposobem korzystania z

funduszy unijnych w sferze edukacji: „Tempus 1993 - wsparcie dla projektów dotycz cych

modernizacji programów nauczania i programów studiów, oraz podnoszenia kwalifikacji nauczycieli

akademickich w dziedzinach o priorytetowym znaczeniu dla powodzenia rz dowego programu

reform gospodarczych (m.in. ekonomia i zarz dzanie, nowe technologie, ochrona  rodowiska) oraz

integracja Polski z krajami Unii Europejskiej (studia europejskie, nauczanie j zyków obcych). [...]

wsparcie unowocze nienia programów edukacyjnych, wzbogacenia programów studiów w ramach

wy szych uczelni oraz podwy szanie kwalifikacji nauczycieli akademickich w priorytetowych

obszarach strategicznie wa nych dla reform spo eczno-ekonomicznych". „[Program TERM] -

wsparcie dla przygotowania kadr i wzmocnienie instytucjonalne (program umo liwia pracownikom

wiaty zdobycie odpowiednich umiej tno ci, wiedzy, do wiadcze  oraz korzystanie z doradztwa

background image

- 54 -

mi dzynarodowego i sprz tu technicznego); wzmocnienie instytucji zarz dzaj cych o wiat -

Ministerstwa Edukacji Narodowej i kuratoriów; zdefiniowanie standardów i stworzenie systemu

egzaminów pa stwowych w oparciu o normy europejskie", s. 183-4.

5

 J. Osiecka, Mechanizmy funkcjonowania o wiaty oraz nak ady rz dowe na edukacj  w wybranych

krajach europejskich, Warszawa 1995, s. In.

6

 Zob. D. L. Cuddy, A Chronology of Education with Quotable Quotes, w: „The Florida Forum",

May 1993.

7

 Warto przypomnie ,  e reforma edukacji by a „konsultowana" z OECD.

Dla naszej to samo ci opartej na g bokim patriotyzmie i wierze najnowsza, globalna wersja

socjalizmu dzia

 b dzie niezwykle wyniszczaj ce. Bo w

nie destrukcji ulec maj  te dwa

podstawowe cywilizacyjne filary, które nam pozwalaj   by  nie tylko Polakami, ale po prostu lud mi.

background image

- 55 -

ROLA EDUKACJI DLA BEZPIECZE STWA PA STWA POLSKIEGO

Edukacja posiada wymiar uniwersalny we wszystkich dziedzinach kultury. W ka dej dziedzinie, je li

naprawd  chce si  co  osi gn , trzeba by  odpowiednio wyedukowanym. Dotyczy to zarówno nauki,

jak i etyki, ekonomii, polityki, sztuki, rzemios a czy religii. Niezale nie bowiem od predyspozycji,

zdolno ci, talentu, a wr cz geniuszu, je li zabraknie edukacji, to ca y ten potencja , jakim cz owiek

zosta  obdarowany, nie rozwinie si  w pe ni i stosunkowo szybko wyga nie.

Obok edukacji, której celem jest umo liwienie rozwoju ró nych predyspozycji czy talentów, jest te

zestaw umiej tno ci, które cz owiek powinien posi

 jako cz owiek, np. umiej tno  liczenia czy

higiena osobista. Ale s  te  kwestie natury spo ecznej, cz owiek  yje i rozwija si  dzi ki temu,  e nie

jest sam, ale  e jest w rodzinie, w mie cie, w narodzie, w pa stwie. St d jawi si  potrzeba edukacji

cz owieka do  ycia spo ecznego. Szczególn  rol  odgrywa tu edukacja dla bezpiecze stwa pa stwa.

Jakie aspekty wchodz  tutaj w gr ? S owo „edukacja" posiada podwójny kontekst, a mianowicie jeden

dotyczy wychowania, a drugi -nauki. Je li wi c mówimy o edukacji dla bezpiecze stwa pa stwa, to

trzeba mie  na wzgl dzie z jednej strony wychowanie, z drugiej - nauk .

Wychowanie dla bezpiecze stwa pa stwa

Wychowanie to oparte by  musi na uwypukleniu roli pa stwa niepodleg ego dla dobra  yj cych w nim

obywateli. W gr  wchodzi tutaj wyrobienie szerszego spojrzenia ni  w asne interesy czy interesy lo-

kalne. Polak musi umie  patrze  na Polsk  jako ca

. Tylko bowiem Rzeczpospolita zintegrowana i

niepodleg a gwarantuje zabezpieczenie praw mieszkaj cych w niej obywateli. Rozbicie dzielnicowe,

zabory, komunizm wi za y si  z prze ladowaniami Polaków w postaci pozbawiania ich w asno ci,

zamykania w wi zieniu, torturowania, zsy ania na Syberi , szafowania wyrokami  mierci, zakazami

pos ugiwania si  mow  ojczyst , prze ladowaniem polskiej kultury. Polak nie obroni swych praw

ludzkich i narodowych, je li b dzie my la  w kategoriach prywatnych czy lokalnych, jako kto

miejscowy albo tutejszy, a nie jako Polak. Tego ucz  nas 1000-letnie dzieje. I w

nie wychowanie

Polaków do traktowania niepodleg ego pa stwa jako najcenniejszego klejnotu jest podstawowym

zadaniem rodziny i szko y.

W sposób szczególny idee takie promowa  musi elita polska, ludzie utalentowani i wybijaj cy si  czy

to w nauce, czy w polityce, czy w sztuce. Wzorem powinni tu by  wielcy Polacy  yj cy w wieku XIX i

w pierwszej po owie wieku XX. Ich osi gni cia, cz sto na miar

wiatow , by y okazj  do

zaznaczania swej polsko ci i przypominania  wiatu o prawie polskiego narodu do w asnego pa stwa.

Dzi ki temu m ode pokolenia nie tylko mog y by  odpowiednio wychowywane w domu (gdy

szko a by a w r kach obcych), ale równie  mog y czerpa  pi kne wzory z osi gni  i postaw ludzi

wybitnych.

background image

- 56 -

Jak dzi  wygl da wychowanie? Zmiana modelu rodziny - z wielopokoleniowej na dwupokoleniow ,

zatrudnienie obojga rodziców - sprawia,  e rodzina nie ma dla siebie czasu, a w zwi zku z tym wy-

chowanie dzieci w wi kszo ci wypadków schodzi na dalszy plan, przestaje by  rozumiane i

cenione. Szko a w ci gu ostatnich lat wydosta a si  z indoktrynacji komunistycznej - dla której

odpowiednio spreparowany patriotyzm by  tylko stacj  w drodze do internacjonalizmu - i wesz a na

drog  permisywizmu i kosmopolityzmu, a wi c postawy amoralnej i anarodowej. Zatwierdzony

obecnie nowy program edukacji nie jest dzie em rdzennie polskim, ale zosta  przygotowany na

zlecenie i wedle wytycznych Unii Europejskiej i OECD. Rola niepodleg ego pa stwa polskiego nie

odgrywa tu ju  znacz cej roli, nacisk po

ony jest na regionalizm (tzw. ma a ojczyzna) oraz na

obywatelsko  (przewrotnie uto samian  z patriotyzmem). Ideowo Polak ma si  identyfikowa  z

lokalnym  rodowiskiem i regionem, prawnie - poddany ma by  mi dzynarodowemu prawu

stanowionemu poza Polsk  lub w uzgodnieniu z centrami obcymi.

Takiemu systemowi edukacji wtóruj  media, które coraz bardziej przechodz  w r ce zagraniczne.

Nie ma w nich miejsca dla kultury polskiej, natomiast obrazu Polaka kreowanego przez media nie

powstydziliby si  nasi zaborcy: Polak to cz owiek ograniczony, ksenofob, faszysta.

Równocze nie w zastraszaj cym tempie skurczy y si  elity polskie. Wi kszo  lansowanych autorytetów

szczyci si  ilo ci  i rozmaito ci  obelg rzucanych pod adresem Polaków. W efekcie m ode pokolenie

osaczone  przez  szko ,  media  i  te  tzw.  autorytety  musi  ba   si   i  wstydzi   w asnej  polsko ci,  przestaje

rozumie  i ceni  ten klejnot niepodleg ego pa stwa. Bo po co m odemu cz owiekowi niepodleg e pa stwo

polskie, je li by  Polakiem to wstyd, a u Niemców czy w Stanach jest lepiej. Najbardziej przera aj ce

jest to,  e antypolonizm sta  si  nieomal oficjaln  doktryn  ca ej struktury pa stwa polskiego,

antypolonizm nabra  mocy instytucjonalnej.  wiadomo  ludzi wyzbytych polsko ci i dumy z tego,  e

 Polakami, czyni nasze pa stwo bezbronnym, stawia je otworem przed zakusami obcych, którzy

dobrze pilnuj  interesów, ale w asnych. Je eli szko a nie b dzie wychowywa  do mi

ci Ojczyzny,

je eli media — i to w tej chwili — nie przestan  sia  nienawi ci do Polaków, to dni nasze s  policzone.

Na nic zdadz  si  granice i karabiny, je li nie b dziemy Polakami.

Nauka dla bezpiecze stwa pa stwa

Obok wychowania, kluczow  rol  w zabezpieczaniu pa stwa, odgrywa nauka. Mo na tu mówi  z

jednej strony o naukach humanistycznych, dzi ki którym w sposób odpowiedzialny wzrasta  mo e

wiadomo  spo eczna budowana na prawdzie.

Rola tych nauk polega na coraz precyzyjniejszym ukazywaniu tego, kim jest cz owiek, jaki jest cel

jego  ycia, jak  rol  odgrywa w jego  yciu rodzina i przynale no  narodowa, dlaczego tak wa na

jest moralno ; nauki humanistyczne dotycz  wi c podstawowych zasad i celów ludzkiego  ycia. Z

drugiej strony s  tzw. nauki  cis e albo szczegó owe, których szczególnym odga zieniem jest

background image

- 57 -

technologia. Nauki te ukazuj  i pozwalaj  na wzbogacenie tego wszystkiego, co nazywamy  rodkami do

ycia. Szczególn  rol  odgrywa dzi  wyp ywaj ca z technologii - technika. Bezpieczne pa stwo to

pa stwo stoj ce na wysokim poziomie cywilizacyjnym. Na ten poziom sk ada si  w

ciwe odczytanie

zasad i celów (nauki humanistyczne) oraz dostarczenie i  porz dkowanie  rodków (nauki  cis e). Jak

problem ten wygl da w pa stwie polskim?

Humanistyk  odziedziczyli my po komunizmie zrujnowan , poniewa  kadra naukowa nie kierowa a

si  prawd , lecz ideologi . Na wielk  skal  rozwijana by a pseudonauka dla celów ideologicznych i

w oparciu o autorytet Marksa i Lenina. W zwi zku z tym wi kszo ci prac z dziedziny humanistyki nie

da si  dzi  czyta , budz  na przemian zgroz  i  miech.

Na do  wysokim poziomie natomiast sta y nauki  cis e ze wzgl du na mniejsze mo liwo ci

ideologizacji. W pierwszej po owie lat 80. Polska zajmowa a 15 miejsce w „Science Citation Index"

1

.

Równocze nie jednak rozpocz  si  wówczas bardzo silny zewn trzny „drena  mózgów", czyli

emigracja osób z wy szym wykszta ceniem.

Proces ten by  szczególnie niebezpieczny zwa ywszy na fakt,  e w Polsce tylko ok. 7% spo ecze stwa

posiada wy sze wykszta cenie, gdy przeci tna w Europie Zachodniej wynosi ponad 20%. Wydawa o

si ,  e po roku 1989 dzia ania b

 sz y w kierunku uzdrowienia sytuacji, a wi c umocnienia tego, w

czym byli my silni, a zmiany tego, w czym byli my chorzy. Sta o si  odwrotnie. Podczas gdy Niemcy

po zjednoczeniu zwolnili z pracy ok. 5 ty . profesorów politruków, to w Polsce nic takiego si  nie

sta o, politrucy si  przepoczwarzyli w post-modernistów i libera ów. Uciekli do przodu przed

odpowiedzialno ci  za ok amywanie kilku pokole  Polaków. A dzi  kieruj  katedrami i zasiadaj  w

gremiach decyduj cych o rozdziale funduszy. Czy w takich warunkach odrodzi  si  mo e naprawd

polska humanistyka, której konsekwencj  by oby powstanie polskich elit? Raczej jest to ma o

prawdopodobne.

Od roku 1989 rozpocz to systematycznie obni anie nak adów na nauk . Gdy w roku 1981 nak ady te

wynosi y 1,8%, to w roku 1992 ju  tylko 0,8%, a obecnie wynosz  ok. 0,5% PKB. W Niemczech wy-

datki te wynosz  prawie 3%, przy czym jest wiele dodatkowych pozarz dowych  róde  finansowania.

Wedle opinii specjalistów zarówno polskich, jak i zagranicznych, taka polityka finansowa jest

faktycznie eutanazj  nauki polskiej. Przy obecnym tempie bada  i rywalizacji technologicznej

stopie  finansowania nauki w Polsce praktycznie eliminuje Polsk  z dalszych rozgrywek.

Objawia si  to z jednej strony w pog biaj cym si  zacofaniu, z drugiej za  strony obok

zewn trznego drena u mózgów pojawi o si  zjawisko drena u wewn trznego. Polega on na odp ywie

najzdolniejszych m odych ludzi z wy szych uczelni do bardziej intratnych miejsc pracy. Na skutek tego

powstanie tzw. luka pokoleniowa, zjawisko dla uczelni bardzo gro ne

2

. W normalnych warunkach

uczelnia opiera si  na trzech pokoleniach naukowców: asystenci, adiunkci, profesorowie.

background image

- 58 -

W momencie gdy zabraknie m odszego pokolenia (asystenci, adiunkci) dojdzie do sytuacji,  e

profesorowie odejd  na emerytur  i nie b dzie mia  ich kto zast pi , nie b dzie mia  kto uczy  i kto

prowadzi  bada  naukowych.

Takiej polityki w stosunku do nauki polskiej nie mo na nazwa  ani europejsk  ( rednia norma

europejska wynosi ponad 2% PKB), ani polsk , gdy  w naszej tradycji nauka cieszy a si  zawsze

wielkim szacunkiem. Jest to natomiast polityka zbrodnicza.

odzie  bez wychowania i g bszych ambicji, naród pozbawiony w asnych elit, pa stwo bez zaplecza

rodzimej my li humanistycznej i technicznej - to ju  nie b dzie bezpieczna i niepodleg a Rzeczpo-

spolita, to b dzie, mówi c j zykiem dobrze nam znanym z okresu zaborów - Hinterland (kraina na

zapleczu). Tak traktowali wówczas Galicj  Austriacy, jako  ród o surowca, taniej si y roboczej i

przymusowej  (a  przy  tym  dochodowy)  rynek  zbytu

3

. Dzi  Polska ma by  Hinterlandem Europy

Zachodniej.  Jak  w  takich  warunkach  mo na  mówi   o  bezpiecze stwie  pa stwa?  Kto  i  kiedy  za  to

odpowie?

1

 „Przegl d narodowej polityki naukowej i technicznej. Polska", OECD 1996, KBN 1997,s.21.

2

 „Bia a ksi ga. Polska — Unia Europejska. Nauka i Technologia", Warszawa 1996, s. 16.

3

 F. Koneczny, Warunki pracy kulturalnej w Polsce porozbiorawej, [w:] Polska w kulturze powszechnej,

Kraków 1918, t. l, s. 405.

background image

- 59 -

ENCYKLIKA FIDES ET RATIO W POLSKICH MEDIACH: INTERPRETACJE –

NADINTERPRETACJE - DEFORMACJE

Og oszenie na jesieni 1998 roku encykliki Fides et ratio spotka o si  w Polsce z pewnym odzewem w

mass mediach. W ró nych dziennikach, a tak e w niektórych tygodnikach pojawi y si  na ten temat

krótsze informacje oraz szersze artyku y. Ze wzgl du na wag  encykliki nie bez znaczenia jest, czy i

jak fakt ten zostaje odnotowany przez media. Wiadomo przecie ,  e jedynym  rodkiem, który

dotrze  mo e równocze nie do wielkich rzeszy, s  tylko masowe media. I tylko media mog

spe ni  masow  funkcj  opiniotwórcz . Problem reakcji medialnej na encyklik  jest wi c interesuj cy

z dwu punktów widzenia: tego kto mówi i co mówi. Kto mówi, jest wa ne nie ze wzgl du na

kompetencj , a co mówi, nie ze wzgl du na prawd  czy s uszno , ale ze wzgl du na to,  e kto  i

co  zostaje nag

nione. W ten bowiem sposób kszta towana jest masowa opinia publiczna. Opinia

ta reaguje przede wszystkim na tzw. fakty prasowe.

Do  rodków masowego przekazu nale y zaliczy  nie tylko wysoko-nak adowe dzienniki, ale równie

presti owe, cho  o ni szych nak adach, tygodniki, poniewa  tygodniki te urabiaj   opini  tzw. elit, które

za po rednictwem dzienników, radia i telewizji formuj  opini  masow .

Analiza zawarto ci przekazów medialnych ma inny charakter ni  analiza tekstu naukowego. W gr

wchodzi bowiem szereg dodatkowych, ale istotnych aspektów. Zatem stanowisko w sprawie encykliki

z punktu widzenia nie tyle filozoficznego, co medialnego: jak i jakie tre ci filozoficzno-teologiczne

rezonowa y w mediach?

Przegl daj c ró ne dzienniki i tygodniki, obejmuj ce okres od og oszenia encykliki a  po dzi  dzie ,

mo na stwierdzi ,  e w stosunku dowagi zawartych tam tre ci encyklika odbi a si  bardzo s abym

echem. W wa niejszych, ogólnopolskich tytu ach pojawi y si  artyku y jeden, dwa a najwy ej trzy razy.

Oznacza to,  e encyklika nie wywo a medialnej dyskusji. Artyku y ukazywa y si  w pa dzierniku,

listopadzie i grudniu 1999 roku. W 2000 roku przesta a by  ju  faktem medialnym, przestano na jej temat

cokolwiek pisa . A poniewa  jednym z praw mediów jest: powtarza , powtarza  a  do ludzi dotrze,

to encyklika mia a bardzo s abe prze

enie spo eczne, nie sta a si  takim faktem w  wiadomo ci

masowej, jakim jest w rzeczywisto ci.

Spróbujmy przyjrze  si  teraz samym artyku om po wi conym encyklice. W wi kszo ci wypadków

zosta a ona potraktowana z nale nym szacunkiem zarówno ze wzgl du na osob  jej autora, jak i rang

samego dokumentu. Jednak na  amach postkomunistycznego dziennika przebija ton kpiarski i

lekcewa cy, nie wolny od ró nych dygresji

1

. W innym dzienniku silono si  na dowcip i anegdoty,

tyle  e nie na temat (pój cie biskupów do opery mia o by  rzekom  odpowiedzi  na encyklik )

2

.

Artyku y mo na podzieli  na czysto informuj ce, referuj ce oraz analityczno-dyskusyjne.

background image

- 60 -

W artyku ach czysto informuj cych podane s  podstawowe dane oraz g ówne w tki encykliki,

najcz ciej zaczerpni te z oficjalnych skrótów watyka skich. W artyku ach referuj cych zawarto

encykliki mamy do czynienia z nagromadzeniem stosunkowo du ej ilo ci cytatów, bez próby ich

parafrazowania i komentowania, podawane s  tak e krótkie opinie tzw. autorytetów. Natomiast w

artyku ach analityczno-dyskusyjnych rozwa ane s  niektóre w tki encykliki w dobranym przez autora

artyku u kontek cie. Niew tpliwie, najciekawsze s  te ostatnie, gdy  to one wywo uj  szereg

problemów, nad którymi mo na si  zatrzyma . Z drugiej jednak strony tego typu artyku ów jest

bardzo ma o. A to ponownie  wiadczy o tym,  e encyklika tak naprawd  nie poruszy a nie tylko

mediów, ale równie  tzw. elit. To zastanawiaj ce, mamy tylu teologów, tylu filozofów, a dyskusja w

mediach by a  ladowa. By  mo e na usprawiedliwienie mo na powiedzie ,  e same media

ci gni ciem tego tematu nie by y specjalnie zainteresowane, i st d tak ma o g osów na temat encykliki.

Pozostaje nam wobec tego przyjrze  si  temu materia owi, jaki jest i jaki uda o si  pisz cemu te s owa

zebra .

 jakie  naczelne pytania podniesione przez encyklik . Pytania te zogniskowane s  wokó  g ównych

rozdzia ów: „Objawienie M dro ci Bo ej", „Credo ut intelligam", ,Intelligo ut credam", „Relacja mi dzy

wiar  i rozumem", „Wypowiedzi Magisterium Ko cio a w dziedzinie filozofii", „Wzajemne

oddzia ywanie teologii i filozofii", „Potrzeby i zadania chwili obecnej". Jak do tych pyta

ustosunkowuj  si  ró ni autorzy w swoich wypowiedziach i komentarzach? Oczywi cie, encyklika liczy

150 stron, w kilkustronicowych komentarzach i refleksjach musz  znale  si  skróty. Warto wi c

zobaczy  nie tylko co jest poruszane, ale i co nie jest poruszane.

W „Go ciu Niedzielnym" (1.11.98) wydrukowany zosta  tekst wyg oszony oficjalnie podczas prezentacji

encykliki w Rzymie, 15 pa dziernika 1998

3

. W tek cie tym, po krótkiej charakterystyce sytuacji

umys owego i ideowego rozdarcia  wiata ko ca XX wieku, autor podkre la rang  encykliki, która jest

wezwaniem do wielkiej solidarno ci intelektualnej filozofów, teologów, przedstawicieli nauk

przyrodniczych i twórców kultury, co pozwoli „wnie  w trzecie tysi clecie wielkie dziedzictwo

kulturowe, decyduj ce o specyfice gatunku ludzkiego"

4

. Nast pnie autor ukazuje, jak dzi  krytyka idei

wieceniowych biegnie z pozycji gloryfikowania literatury, co poci ga za sob  odrzucenie w ogóle

prawdy, jako ideologicznego reliktu. Taka postawa, zdaniem autora, jest nieupowa niona, gdy  prawda

posiada ci gle aktualn  warto .

Autor prezentacji podkre la,  e encyklika Fides et ratio zawiera mocne akcenty nadziei i optymizmu,

poniewa  uwypuklone zostaj  ludzkie zdolno ci poznawcze, którymi Bóg nas obdarzy , za  wiele

tajemnic poznajemy dzi ki misji Jezusa Chrystusa

5

. Autor pisze: „W encyklice dominuje przes anie

nadziei i optymizmu. Jest ono szczególnie cenne we wspó czesnym do wiadczeniu rozpaczy, beznadziei,

pustki aksjologicznej. Wymaga jednak wyj cia poza wcze niejsze granice systemów filozoficznych"

6

.

background image

- 61 -

Nast pnie autor stara si  uzasadni , dlaczego Ko ció  broni racjonalnej refleksji, która wychodzi daleko

poza granice naszego do wiadczenia. Odpowiadaj c, wskazuje, jak cennym dziedzictwem by o

poszukiwanie arche przez staro ytnych Greków i jak t  tradycj  przej o i rozwin o chrze cija stwo,

czaj c w ni  równie  rozwój nauk szczegó owych. Nauka nowo ytna i wielkie systemy

filozoficzne powsta y, zauwa a autor, w kr gu wp ywów my li chrze cija skiej

7

. Odej cie od

wielkich pyta  ludzkich jest okaleczeniem natury i kultury cz owieka, jest sprowadzeniem cz owieka

tylko do roli konsumenta lub producenta. Encyklika natomiast wzywa do solidarno ci ducha, aby

przezwyci

 pesymizm i „aby strzec tych warto ci, które odegra y decyduj

 rol  w kulturowym

rozwoju istot opatrzonych dumnym mianem animal rationale"

8

.

W wywiadzie udzielonym KAI pewne w tki zawarte w rzymskiej prezentacji zosta y rozszerzone

9

.

Wraca problem o wiecenia. Autor stara si  ukaza  nie tylko negatywne, ale i pozytywne strony

wiecenia (nie by o nihilistyczne, kierowa o si  wiar  w cz owieka, w jego rozum, w rozwój

spo ecze stwa). W zwi zku z tym nie waha si  powiedzie : „Ja osobi cie dostrzegam wspólnot

warto ci mi dzy krytycznie poj tym dziedzictwem O wiecenia a broni

 warto ci aksjolo-gi

chrze cija sk "

10

. Z tego dalej p ynie wniosek,  e wrogiem chrze cija stwa nie jest o wiecenie, lecz

jedno i drugie maj  wspólnego wroga, a mianowicie g ównym wrogiem krytycznie poj tego dzie-

dzictwa o wiecenia i chrze cija stwa jest dzisiaj postmodernizm. To z kolei otwiera mo liwo ci

sojuszu mi dzy przedstawicielami nauk przyrodniczych i my li chrze cija skiej".

W innym miejscu autor przybli a pole spotkania umys ów solidarnie szukaj cych prawdy. Pisze:

„Papie , z racji swojej funkcji nie rozdaje etykietek, nie wymienia nikogo po imieniu - co by oby

pretensjonalne - ale ukazuje bardzo szeroki nurt, gdzie jest miejsce na wielk  solidarno

umys ów, jako alternatyw  zagro enia nihilizmem i pustki aksjologicznej"

12

. A zatem Ojciec

w. wskazuj c na pozytywn  drog  szukania prawdy nie okre la bli ej ani nurtu filozoficznego,

ani nie wymienia filozofów po imieniu, by oby to bowiem, jak okre la autor, „pretensjonalne".

Papie , zdaniem autora, chce stworzy  ,jak  now  Rzeczpospolit  ludzi „strzeg cych sensu".

Tych, którzy zamiast wybiera

atw  ucieczk  w irracjonalizmy, solidarnie - mimo dziel cych

ich ró nic - b

 tworzy  i otacza  horyzont prawdy i sensu"

13

.

Spróbujmy zatrzyma  si  nad kilkoma w tkami przedstawionej tu wypowiedzi.

Autor eksponuje rol  o wiecenia zarówno od strony negatywnej, jak i pozytywnej. Od strony

negatywnej o wiecenie jawi si  jako przeciwnik wiary w imi  rozumu. Od strony pozytywnej ze

wzgl du na mimo wszystko optymizm i respekt dla cz stkowej cho by prawdy mo e zawrze

sojusz z chrze cija stwem przeciwko wspólnemu wrogowi, jakim jest postmodernizm z jego

ca kowit  negacj  prawdy. Jest rzecz  ciekaw ,  e Ojciec  w. w swojej encyklice mówi o

pozytywizmie i neopozytywizmie, ale nie mówi wprost o o wieceniu. A to jest zastanawiaj ce.

background image

- 62 -

Dlaczego? Dlatego  e po bli szej analizie mo emy si  przekona ,  e to nie o wiecenie rzuci o

wyzwanie wierze w imi  rozumu. Sta o si  to ju  wcze niej, jest charakterystyczne dla pó no red-

niowiecznego nominalizmu, a tak e dla reformacji. To nominalizm uderza w mo liwo

poznania istoty, substancji i przyczyn, a w ten sposób odcina rozum od mo liwo ci poznania

Absolutu. Znane s  te  inwektywy, jakimi Luter obrzuca  rozum, filozofi , Arystotelesa i  w.

Tomasza

14

. Nowo ytna geneza zwrócenia rozumu przeciwko wierze wi e si  z krystalizowaniem

nowo ytnej koncepcji nauki, co ma miejsce nie w o wieceniu, ale w pó nym  redniowieczu i u po-

cz tków nowo ytno ci. Rozum odci ty od poznania substancji i przyczyn czyni wiar  bazuj

 na

zasadzie przyczynowo ci czym  irracjonalnym. Gdy chodzi natomiast o pozytywn  propozycj

sojuszu, to warto zwróci  uwag ,  e ka dy sojusz tzw. „arabski" ( czy nas wspólne zagro enie) jest

ryzykowny, poniewa  w dalszym ci gu opozycja mi dzy o wieceniem i katolicyzmem, i to w

sprawach istotnych, pozostaje. Mamy bowiem do czynienia z inn  koncepcj  cz owieka: w

chrze cija stwie cz owiek jest osob , w o wieceniu cz owiek jest maszyn  (l'homme machine); w

chrze cija stwie Bóg jest Bogiem osobowym w Trójcy Jedynym, w o wieceniu pojawia si  kult

bezosobowego rozumu. To s  ró nice istotne, które w  rodowisku zwolenników kultu nauk

przyrodniczych nie zanik y. Decyduje o tym punkt wyj cia i stosowana metoda, która nie pozwala

przyrodnikom na doj cie do innej koncepcji cz owieka, a có  dopiero mówi  o koncepcji Boga?!

wieceniowa nadzieja i optymizm budowane s  wi c na ca kowicie odmiennych od

chrze cija stwa podstawach. Co wi cej, chrze cija stwo traktowane jest przez o wiecenie jako

ówny wróg post pu, którego nale y zniszczy  intelektualnie   fizycznie. Jak wiemy dzie o takie

podj a rewolucja francuska.

Jest te  druga kwestia, na któr  warto zwróci  uwag . Omawiany autor zdecydowanie podkre la,  e

Ojciec  w. zach caj c do filozofowania w poszukiwaniu prawdy i wskazuj c pozytywn  drog  nie wymie-

nia  adnego filozofa po imieniu. Co wi cej, autor nie wskazuje na istotny zwi zek mi dzy encyklik  Fides

et ratio a encyklik  podejmuj

 ten sam problem, tyle  e pod koniec wieku XIX. By a to encyklika

Leona XII Aeterni Patris, do której Jan Pawe  II w swojej encyklice si  odwo uje (57). Oba te w tki s  ze

sob  po czone. Wiemy bowiem, jak prze omow  rol  w rozwoju filozofii i teologii chrze cija skiej

XX wieku odegra a wspomniana encyklika Leona XIII. A w

nie Leon XIII przypomnia , jak wa ne

miejsce w kwestii relacji mi dzy wiar  i rozumem, teologi ! filozofi  zajmuje  w. Tomasz z Akwinu. I

nie jest rzecz  niezwykle donios ,  e w ponad 100 lat po tamtej encyklice, a pod koniec wieku XX

Jan Pawe  II imiennie podkre la „nieprzemijaj

 nowo  my li  w. Tomasza z Akwinu" (43-44); imi

w.

Tomasza wymienione jest a  23 razy! Powstaje wobec tego pytanie: dlaczego w oficjalnej prezentacji

w Rzymie, jak i w wywiadzie dla ogólnopolskiej agencji katolickiej KAI imi  Tomasza nie pojawi o si

ani razu? Nie zosta a wymieniona encyklika Leona XIII, nie zosta  wymieniony Tomasz i nie zosta a

background image

- 63 -

wymieniona podstawowa rola filozofii bytu w dociekaniu prawdy.

Inny autor w jednym z tygodników przedstawia swoje rozwa ania w artykule pt. Wiara i

rzeczywisto

15

. Poza przytoczeniem ogólnie znanych informacji formu uje szereg tez, nad którymi

mo na si  b dzie zatrzyma . Uwa a on,  e encyklika mimo elementów krytycznych nie jest krytyk

wspó czesnej filozofii. Jest to natomiast „dokument wewn trzko cielny, po wi cony g ównie

opisowi stanu umys ów ludzi wierz cych i odpowiedzialnych za kszta t kultury wiary"

16

.

Gdy chodzi o spraw  pierwsz , to warto przypomnie ,  e Ojciec  w. wprost mówi,  e rozdzia

mi dzy filozofi  a chrze cija stwem osi gn  w ubieg ym stuleciu swoje apogeum (46), natomiast

w wieku XX kryzys racjonalizmu doprowadzi  do nihilizmu. Wiek XIX i XX sk adaj  si  na tzw.

wspó czesno . Czy wobec tego nie mamy w encyklice do czynienia z bardzo ostr  krytyk

wspó czesnej filozofii?

Druga teza jest przeciwstawna pogl dowi g oszonemu przez wcze niej omawianego autora, który

twierdzi ,  e encyklika apeluje o „solidarno  umys ów szukaj cych prawdy i sensu", a nie tylko

do chrze cijan. Kiedy si gniemy do encykliki, to przekonamy si ,  e Ojciec  w. nie zwraca si  tylko

do biskupów Ko cio a katolickiego, ale równie  do filozofów i wyk adowców filozofii (103, 106),

do teologów (105), do odpowiedzialnych za formacj  kap anów (105), do naukowców (106), a

wreszcie - do wszystkich! (107). W takim razie ta encyklika z pewno ci  nie jest tylko dokumentem

wewn trzko cielnym, zakres jej adresatów, podejmowany problem i dramatyczny apel - wskazuj ,

e jest to co  znacznie wi kszego. Redukowanie encykliki do dokumentu we-wn trzko cielnego

grozi uczynieniem jej tekstem hermetycznym o zaw onym kr gu odbiorców.

Drugi problem, na który warto zwróci  uwag , dotyczy miejsca  w. Tomasza i tomizmu w

filozofii. W odró nieniu od poprzedniego autora, tym razem sporo jest na temat Tomasza i

tomizmu. Autor pisze: „Zarówno Sobór Watyka ski II, jak i obecna Encyklika, wskazuj c na

Tomasza jako na wzór, nie przes dzaj  kszta tu, jaki ma przybra  wci  przecie

ywy i

dynamiczny proces odczytywania jego my li. Nie przes dza, jaki tomizm jest dobry:

transcendentalny, lowa ski czy egzystencjalny. Jedno jest pewne, nie mo e to by  tomizm

«ideologiczny»"

17

. Na dwie kwestie warto zwróci  w tej wypowiedzi uwag . Po pierwsze, Ojciec

w. nie tylko wprost nie ustosunkowuje si  do ró nych tomizmów, ale w ogóle nie wymienia

owa „tomizm"! Mówi natomiast o nieprzemijaj cej nowo ci  w. Tomasza z Akwinu. Czy jest

wobec tego jakie  kryterium ustosunkowywania si  do ró nych tomizmów? Jest kryterium

po rednie, je eli bowiem Ojciec  w. powiada,  e to byt powinien stanowi  przedmiot bada

filozofii, a nie poznanie (5), to trzeba zobaczy , który tomizm ma za przedmiot byt, a który, pod

wp ywem ró nych nowo ytnych idealizmów, ma za przedmiot poznanie. I wówczas

otrzymamy odpowied .

background image

- 64 -

Tak  odpowied  mo emy znale  w wywiadzie udzielonym przez innego autora w jednym z

dzienników. Okazuje si ,  e w odpowiedzi na encyklik  Leona XIII Aeterni Patris najwi kszy

wp yw na tzw. tomizm mia  Józef Kleutgen. Reprezentowa  on suarezja ski rodzaj tomizmu, w

którym dominowa  esencjalizm i sylogistyka oparta na abstrakcyjnych predykatach. To w efekcie

doprowadzi o do werbalnych rozwi za , a sam  filozofi  neoscholastyczn  uczyni o ja ow . Ale

przecie  by  te  taki nurt interpretacyjny, w którego ramach wydobyto ca  oryginalno  my li

w. Tomasza, gdzie podkre la si  aspekt egzystencjalny i m dro ciowy. I taka w

nie filozofia,

zachowuj c swoj  autonomi , jest bezcennym skarbem dla teologii

18

.

W tym samym dzienniku inny filozof powiada: „Jan Pawe  II wskazuje na konieczno  uprawiania

egzystencjalnej, realistycznej metafizyki, i cho  explicite nie u ywa w tek cie encykliki terminu

„realizm", to jednak ca y ten dokument jest przenikni ty, je li tak mo na powiedzie , trosk  o

poczucie realizmu, któr  zagubi a wspó czesna filozofia"

19

.

Jest te  druga kwestia dotycz ca tzw. tomizmu ideologicznego. Autor artyku u we

wspomnianym tygodniku ostrzega nas przed to-mizmem ideologicznym, o którym w czasie II

Soboru Watyka skiego pisali i od którego si  odcinali profesorowie J. Kalinowski i S. Swie-

awski. Warto zajrze  do tej ksi eczki, w której wiele mówi si  o tom zmie i jego ró nych

odmianach. Mówi  wi c: „Nie chodzi tutaj o to, by by  tomist , czy o to, by by  nowoczesnym,

lecz o to, by by  filozofem i trwa  w prawdzie. Nawi zujemy do  wi tego Tomasza i

inspirujemy si  nim o tyle, o ile trwa on w prawdzie"

20

. A wi c podkre lona jest prawdziwo ciowa, a

nie personalna strona my li  w. Tomasza. Natomiast s owo „ideologia" pojawia si  tylko raz i to w

formie przymiotnikowej: „Jako  e tomi ci uwa ani byli, niezale nie od tego, czy ich tomizm mia

charakter autentyczny czy nieautentyczny, za autorów doktrynalnych i ideologicznych podstaw

pó nego  redniowiecza,  w. Tomasz jest niejako odpowiedzialny za inkwizycj  i jej wszystkie

ynne wyroki skazuj ce, za jej dobrze znane procesy, za t umienie prawdziwej wolno ci

my lenia"

21

. Wydaje si ,  e autor artyku u we wspomnianym tygodniku nie odró nia poj cia

ideologii od poj cia doktryny. Prof. Swie awski ostrzega przed ideologizacj  tomizmu, jaka mia a

miejsce w pó nym  redniowieczu, a nie przed tym, co dzia o si  z tomizmem po encyklice Aeterni

Patris. W XX wieku nie by o tendencji do uczynienia z jakiejkolwiek wersji tomizmu

ideologii. Ideologia jest bowiem programem przemian spo eczno-politycznych i stanowi cech

charakterystyczn  takich utopii, jak komunizm, nazizm czy liberalizm. Ale tomizm w XX wieku

nigdy nie mia  zakusów ideologicznych, poniewa  nie d

 do zdobycia w adzy. Ostrzeganie

dzi  przed tomizmem ideologicznym jest powa nym nadu yciem, poniewa  budzi natychmiast

skojarzenia z antyludzkimi, totalitarnymi ideologiami XIX i XX wieku. A przecie

aden tomizm w

naszym stuleciu takich ideologicznych aspiracji nie mia .

background image

- 65 -

Jest jeszcze jeden autor, o którym warto wspomnie , poniewa  przez d ugie lata by

sztandarowym marksist  wczesnych lat PRL-u. Dzi  jest ateist , ale pisze w pobo nych pismach.

W swoim artykule „Ma a uwaga do wielkiej encykliki" przedstawia g ówne zasady pogl dów  w.

Tomasza na temat relacji wiary do rozumu, stosunek Ko cio a do nauki i filozofii, problem relacji

mi dzy wiar  i rozumem w encyklice Fides et ratio w kontek cie sytuacji wspó czesnej

filozofii, a wreszcie wysuwa pewn  trudno  dotycz

 rozumienia wolno ci. Ca

sformu owana jest przy pomocy do  oryginalnej stylistyki o zabarwieniu archaicznym (szyk

zda ). Przyjrzyjmy si  pierwszemu zdaniu: „ e  wiecki rozum jest naturalnym wrogiem i

niszczycielem wiary, jest to doktryna spotykana wprawdzie w my li chrze cija skiej, lecz na

obrze ach jej nurtu g ównego, przynajmniej przed czasami Lutra..."

22

. Zdanie to, do

efektownie skonstruowane, zawiera tyle przekr ce ,  e nie wiadomo od czego zacz . Najpierw

wprowadzona zostaje jaka  nowa kategoria „ wieckiego rozumu", której ani w staro ytno ci, ani w

redniowieczu nie by o, pojawia o si  natomiast poj cie „rozumu naturalnego" (nie wzmocnionego

Objawieniem) lub „m dro ci poga skiej" (przedchrze cija skiej). Nast pnie zastrze enia wobec ro-

zumu wysuwali Tacjan (ur. 120), który uwa

,  e m dro  Greków doda a tylko oryginalne

dy do m dro ci zawartej w Pi mie  w., Tertulian (155-230), który mówi : credo quia

ineptum, credo aula impossibile. To nie by y wówczas obrze a my li chrze cija skiej, ale

powa ny problem, z którym nale

o si  upora . I tutaj wk ad czy to Justyna M czennika, czy  w.

Augustyna by  bezcenny. W tym wypadku odwo ywanie si  od razu do  w. Tomasza z Akwinu

nosi znamiona pewnej ironicznej z

liwo ci. I przed czasami Lutra problem relacji wiary do

rozumu by  problemem powa nym, do  przypomnie  list papie a Grzegorza IX skierowany do

teologów Uniwersytetu Paryskiego, aby nie wprowadza  ba wanów filozofii do  wi tyni Pana

23

.

Komicznie te  brzmi parafraza stanowiska Tomasza w sprawie relacji wiary i Objawienia do rozumu

i filozofii, ale nie b dziemy si  tym zajmowa . Przeczytajmy teraz kolejny fragment cytowanego

artyku u: „Zauwa

 trzeba,  e autor [czyli Ojciec  w.], gdy mówi o wierze, ma na my li wiar  w

sensie postawy umys owej, czyli przyzwolenia umys u na co , co mo na wyrazi  w formie asercji

zda . Cytuje wprawdzie w zako czeniu (par. 105)  wi tego Bonawentur , który ostrzega  nas

przed wiar , co nie jest skojarzona z mi

ci , pokor , pobo no ci , lecz spraw  w

ciw

encykliki jest konfrontacja rozumu i wiary jako w adz równoleg ych (jedno  wiary i mi

ci,

wypada zaznaczy , by a pot piona przez Ko ció  w bulli przeciw Quesnelowi z 1713 r.; przedtem

pot pi a t  doktryn  Sorbona; powód by  wyra ny: wiar  nale

o uzna  za cnot  samodzieln ,

osobn , w przeciwnym razie sama doktrynalna tre  Objawienia stawa aby si  ma o wyra na)"

24

.

W tym wywodzie uda o si  autorowi pomiesza  kilka spraw. Wiara nie jest kwesti  li tylko

postawy umys owej wyra onej w zdaniach asertywnych, poniewa  wiara nale y do porz dku

background image

- 66 -

aski. Rozum i wiara to nie s  dwie ró ne w adze poznawcze, w adz  jest tylko rozum, natomiast

wiara jest aktem intelektu, który sk ania si  do uznania za prawd  tre ci objawionych za

spraw  woli. Wiara suponuje udzia  i rozumu, i woli, ale jej podmiotem jest intelekt, poniewa  jej

przedmiotem jest prawda

25

. Nie jest natomiast w  adnym wypadku wiara jak  oddzieln  w adz

poznawcz , jak chce tego autor omawianego artyku u.

Ostatni problem, jaki nale

oby jeszcze podnie  w zwi zku z omawianym artyku em, dotyczy

kwestii wolno ci. Autor pisze tak: „Przyznaj ,  e jedna sprawa, obecna w encyklice, budzi mój opór. Czy-

tamy (par. 13),  e «wolno  nie wyra a si  w dokonywaniu wyborów przeciw Bogu. Czy  mo na

bowiem uzna ,  e autentycznym przejawem wolno ci jest odmowa przyj cia tego, co pozwala na

realizacj  samego siebie». Jest to, jak rozumiem, odwo anie si  do augusty skiej zasady, wedle której

wolno  nie polega na zdolno ci wyboru mi dzy dobrem a z em, lecz na faktycznym wyborze dobra.

Trudno mi pogodzi  t  doktryn  z samym elementarnym do wiadczeniem wolno ci i z uznaniem

odpowiedzialno ci naszej za z o, które czynimy. Nie wiem nawet, jak t  doktryn  pogodzi  z inn , w tej e

encyklice wyra on , i  z o moralne «jest ran  zadan  przez cz owieka wyra aj cego w sposób

nieuporz dkowany swoj  wolno » (par. 80). Wydaje si ,  e to ostatnie wyra enie zak ada, i  czyni c z o,

korzystamy, cho by w sposób niszczycielski, z wolno ci"

26

. To zestawienie cytatów z encykliki zwi zane

jest z wolno ci , ale dotyczy dwóch ró nych spraw. Pierwsza sprawa zwi zana jest nie tyle ze  w.

Augustynem, co z tym,  e akt wiary jest najwa niejszym wyborem cz owieka, „w nim bowiem wolno

dochodzi do pewno ci prawdy" (13). Tu chodzi o wybory w perspektywie ostatecznej racji wszelkiego

dobra, a tak  racj  jest tylko Bóg. Nie ma takiego dobra, w którego imi  mo na by odrzuci  Boga

cego racj  wszelkiego dobra. Natomiast w czenie w tok papieskiego rozumowania domniemanej

tezy Augustyna przeczy temu, co czytamy w Katechizmie: „Wolno , dopóki nie utwierdzi si  w pe ni w

swoim najwy szym dobru, jakim jest Bóg, zak ada mo liwo  wyboru mi dzy dobrem a z em, a wi c albo

wzrastania w doskona

ci, albo upadania i grzeszenia." (KKK 1732) Na poziomie dóbr

partykularnych pojawia si  wolno  wyboru mi dzy dobrem i z em, gdzie z em jest wybór dobra, które

nas nie doskonali, lecz niszczy. I w

nie tego dotyczy drugi cytat.

Wydaje si ,  e autor przypisuj c Ojcu  w. swoj  wersj  pogl du  w. Augustyna,  e nie ma

faktycznie wyboru mi dzy dobrem i z em, lecz jest tylko wybór dobra, wpad  w paradoks, którego,

niestety, sam jest twórc .

Media robi  du o szumu, a to, co zaszumi,  yje krótko. Taki los podzieli a encyklika Fides et ratio.

Niestety, bez dyskusji i wyja nie  posz y w  wiat, nawet do milionów, ró ne dziwne rzeczy. Ich prostowa-

nie dokonuje si  na kongresach, w których bierze udzia  kilkadziesi t albo kilkaset osób. Do milionów

zazwyczaj to ju  nie wraca. A szkoda.

Miejmy jednak nadziej ,  e niektóre problemy zostan  wyprostowane, a równie  dyskusja nad

background image

- 67 -

encyklik  na nowo si  zawi e. Nam, profesorom, nie wolno si  zra

, liczymy na odpowiedzialny

odzew dziennikarzy.

1

 „W 150-stronicowej rozprawie papie , zwracaj c si  do biskupów Ko cio a katolickiego, t umaczy im

relacj  mi dzy wiar  i rozumem oraz mi dzy filozofi  i teologi ." Albo: „o. Rydzykowi i ca ej Rodzinie

Radia Maryja, w tym licznym parlamentarzystom warto zadedykowa  s owa papie a: „Wiara,

pozbawiona oparcia w rozumie, skupi a si  bardziej na uczuciach i prze yciach, co stwarza zagro enie,

e przestanie by  propozycj  uniwersaln .", Aleksander Frydrychowicz, Wiara i rozum, „Trybuna",

16.10.98,8.5.

2

 „Ka dy wchodz cy na briefing w Episkopacie otrzymywa  pi knie wydan  - równolegle z wydaniem

watyka skim - encyklik . Prelegenci sypali anegdotami. O. Schulz nawi za  do encykliki, referuj c

program najbli szej konferencji Episkopatu. Poinformowa ,  e biskupi udaj  si  do opery. - Biskupi

zaszczyc  oper  swoj  obecno ci . A opera zaszczyci biskupów - doda  po chwili, stwierdzaj c,  e jest

to przyk ad postulowanej przez Papie a pog bionej wspó pracy wiary z filozofi  i sztuk  jako elemen-

tem  rodowiska kulturowego cz owieka." Sz. Ho ownia, Mi dzy wiar  filozofi  i sztuk , „Gazeta

Wyborcza", 16.10.98, s. 4.

Mo e to i dowcipne, ale nie na temat, poniewa  encyklika nie dotyczy ani opery, ani sztuki.

3

  Abp  J.   yci ski,  Solidarno   umys ów  szukaj cych  prawdy  i  sensu,  „Go   Niedzielny",

(Azymut), 1.11.98, s.

4

ibid.

5

ibid., s. 2.

6

ibid.

7

 

ibid.  .

8

 ibid.

9

 Wspólnota sensu. Rozmowa z arcybiskupem Józefem  yci skim, KAI, 27.10.98, s. 8-11.

10

 ibid., s. 9.

11

 ibid.

12

 ibid., s. 10.

13

ibid., s.ll.

14

 Luter pisa : „Rozum to jest najwi ksza k... diabelska; z natury swojej i sposobu bycia jest

szkodliw  k...; jest prostytutk , prawdziw  k..., diabelsk  k... ze art  przez  wierzb i tr d, któr

powinno si  zdepta  nogami i zniszczy  j  i jej m dro ... Rzu  w jej twarz plugastwo, aby j

oszpeci . Rozum jest utopiony i powinien by  utopiony w chrzcie... Zas ugiwa by na to, ohydny, aby

go wrzucono w najbrudniejszy k t domu, do wychodka." Wraz z pot pieniem rozumu sz o

pot pienie filozofii, zw aszcza Arystotelesowskiej. O Arystotelesie Luter mówi  tak: Jest to smarkacz,

którego nale y umie ci  w chlewie lub w stajni dla os ów, oszczerca bezwstydny, komediant,

background image

- 68 -

najsprytniejszy uwodziciel umys ów. Gdyby nie by  istnia  ciele nie, uwa

bym go bez

skrupu ów za prawdziwego diab a." A w innym miejscu pisa : „Arystoteles jest wiecznym

przedmurzem papistów. W stosunku do teologii jest tym, czym ciemno ci s  d a  wiat a. Etyka jego

jest najgorszym wrogiem  aski." Dosta o si  równie

w. Tomaszowi, który, zdaniem Lutra, nie

zrozumia  nawet jednego rozdzia u z Ewangelii, jak równie  z Arystotelesa. Dosta o si  te  filozofii:

„Nale y uczy  si  filozofii tak jak uczymy si  czarnoksi stwa, a wi c po to, aby to zniszczy ; jak kto

szuka b dów, aby je odrzuci ." Rozum przeciwstawia si  wierze, zatem cz owiek wierz cy

powinien go zabi  i spali . Tak  postaw , niezale nie od bogatego s ownictwa, okre la si  mianem

antyintelektualizmu. Zob. J. Maritain, Three Reformers. Luther - Descartes - Rousseau, London

1950, s. 30-34.

15

 J.A. K oczowski, Wiara i rzeczywisto , „Tygodnik Powszechny", 15.11.99, s. l, 11. 98

16

Ibid.,s,1.

17

ibid., s.11.

18

 Filozofia s

ebnic  teologii, rozmowa z O. prof. M.A. Kr pcem, „Nasz Dziennik", 24-25.10.1998, s.

11.

19

wiat potrzebuje Prawdy, wywiad z prof. V. Possenti, „Nasz Dziennik", 16.12.98, s. 9. 100

20

 J. Kalinowski, S. Swie awski, Filozofia w dobie Soboru, t um. M. C. Gawrysiowie, Warszawa 1995, s.

142.

2l

ibid., s. 149-150.

22

 L. Ko akowski, Ma a uwaga o -wielkiej encyklice, „Tygodnik Powszechny", 22.11.98,s. 1.

23

 Zob. E. Gilson, Etudes de la philosophie medieval, Strasbourg 1921, s. 44-46.

24

 „Ma a uwaga...", art. cyt. s. 5.

25

 „est actus intellectus, secundum quod movetur a voluntate ad assentiendum: procedit autem

hujusmodi actus a voluntate, et ab intellectu; et ideo oportet,  uod tam in voluntate sit ali uis habitus,

quam in intellectu, si debeat actus fidei esse perfectus [...] credere autem immediate est actus

intellectus; quia objectum hujus actus est ve-rum,  uod proprie pertinet ad intellectum; et ideo

necesse est, guodfides,  uae est proprium principium hujus actus, sit in intelectu sicut in subjecto. " S.

Th. II-II, 4, 2c. Por. Katechizm Ko cio a Katolickiego, Pozna  1994, s. 142-184.

26

 „Ma a uwaga...", art. cyt, s. 5. 104

background image

- 69 -

GLOBALIZM A REFORMA EDUKACJI W POLSCE

1

Jednym z najwa niejszych czynników determinuj cych kierunek zmian w najbardziej podstawowych

dziedzinach  ycia, takich jak ekonomia, polityka, media, i to nie tylko w Polsce, ale i w wielu innych

krajach -jest globalizm. Samo s owo global liczy sobie ponad 400 lat, ale takie neologizmy jak

„globalizacja" czy „globalizowanie" pojawi y si  dopiero w latach 60. naszego stulecia. Jednak

dopiero  w  latach  90.  „globalizm"  staje  si   s owem-kluczem,  który  pozwala  okre li   kierunek  zmian

cywilizacyjnych dokonuj cych si  w  wiecie u progu III tysi clecia

2

. Dziedzin , która w coraz

wi kszym stopniu ulega presji globalizmu jest równie  edukacja. Gdy wi c dzi  dyskutujemy nad

reform  edukacji w Polsce, to warto wzi  pod uwag  nie tylko ró ne spory mi dzypartyjne czy has a

propagandowe, ale w

nie coraz bardziej zarysowuj cy si  wp yw globalizmu.

owo „globalizm" pochodzi od  aci skiego s owa globo, -ar , które znaczy „zaokr gla ", „tworzy

kul ". St d „globus" to kula, a taki kszta t ma te  imitacja naszej planety, dlatego w szkole' na lekcji geografii

pos ugujemy si  globusami. Gdy mowa jest o globalizmie, to chodzi o ziemi  jako zamieszka  przez

cz owieka, a wi c o tzw.  wiat. Globalizm to by by taki „ wiatowizm", st d po francusku mówi si  o

„mon-dializmie" (le monde,  wiat). Globalizm oznacza bardzo siln  tendencj  do tego, aby na globie

ziemskim utworzy  jedn  spo eczno  ludzk , której nie dziel  granice geograficzne, ekonomiczne,

spo eczne, polityczne, kulturalne czy narodowe

3

.

Na pierwszy rzut oka mo na by s dzi ,  e idea taka posiada bardzo stare korzenie. Bo przecie  globalistami

do pewnego stopnia byli stoicy, a mo e nawet i chrze cijanie. A jednak mi dzy stoicyzmem i chrze ci-

ja stwem zachodzi ró nica istotna. Stanowisko stoików okre la si  mianem kosmopolityzmu. W idei

kosmopolityzmu podkre li  nale y aspekt spo eczny, stoicy uwa ali si  za obywateli  wiata nie

skr powanych  adn  ojczyzn  czy pa stwem. W tym sensie kosmopolityzm przeciwstawia si

patriotyzmowi (mi

ci ojczyzny). Chrze cija stwo jako religia uniwersalna (katholikos, powszechny) jest

ponadkosmopolityczne, bo cho  otwarte jest na wszystkich ludzi, to ze wzgl du na transcendentnego Boga

(b

cego jako Stwórca wszelkiego bytu „ponad" kosmosem), którego wszyscy ludzie s  dzie mi. Stoicy

natomiast uwa ali,  e bóg jest „wewn trz" kosmosu (panteizm).

Wspó czesny globalizm nie jest prostym przed

eniem stoicyzmu ani tym bardziej chrze cija stwa.

Albowiem opiera si  na nowych za

eniach wywodz cych si  z my lenia utopijnego. Celem utopii, któ-

ra jako swoisty gatunek literacki i filozoficzny rozprzestrzenia si  dopiero od pocz tku XVI w., by o

zaprojektowanie wizji szcz liwego spo ecze stwa, pocz tkowo w kategoriach czysto fikcyjnych, a z

biegiem czasu przybieraj cego coraz bardziej kszta t programu politycznego. Zagubiona na oceanie

wyspa stawa a si  pa stwem, kontynentem, a wreszcie ca ym  wiatem. Globalizm wyrasta z takiego

nie my lenia utopijnego, do którego istoty nale y ch  uczynienia  wiata i ludzko ci

background image

- 70 -

szcz liwymi. Droga do tego biegnie poprzez ulepszenie stosunków spo ecznych, poprzez rozwój

ekonomiczny, rozwój naukowy i techniczny oraz poprzez doskonalenie wspó pracy mi dzynarodowej,

która doprowadzi  ma do powstania jednego rz du, paneuropejskiego, a nawet —  wiatowego. Gdy

jeden z duchowych ojców rewolucji francuskiej Saint-Simon (1760-1825) na prze omie XVIII i XIX

w. nawo ywa  do powo ania paneuropejskiego rz du, to wcze niej, bo ju  w wieku XVII Jan Amos

Komensky (1592-1670) ideowy patron dzisiejszego UNESCO, wzywa  do powo ania  wiatowego

parlamentu. Cho  wi c s owo „globalizm" robi karier  dopiero w latach 90., to idee globalistyczne

kr

 nad Europ  i nad  wiatem od kilku ju  wieków.

Jaka jest rola szko y najpierw w my leniu utopijnym, a nast pnie w globalizmie? Utopie nowo ytne

przenikni te s  my

,  e jednym z g ównych sposobów na poprawienie  ycia cz owieka na ziemi

jest nauka poj ta u ytkowo, a nie teoretycznie. Franciszek Bacon (l 561-1626) w utopii zatytu owanej

„Nowa Atlantyda" przedstawia prototyp nowej uczelni, ró nej od  redniowiecznych uniwersytetów;

jest to „Dom Salomona", w którym dominuj  nauki  cis e, za  uczeni stanowi  korporacj

uzupe niaj cych si  specjalistów. Je li wi c dzi  przyk ada si  tak wielkie znaczenie dla post pu

techniki, to ma to swoj  genez  w

nie w filozofii Franciszka Bacona. Jednak obok wysoko

kwalifikowanych specjalistów s  te  szersze masy, które nale y obj  edukacj .

Wiadomo,  e w Europie po upadku Imperium Rzymskiego rol  o wiatow  przez d ugie wieki pe ni

Ko ció  katolicki. Pierwsze kroki w kierunku upa stwowienia szkolnictwa pojawi y si  wraz z reforma-

cj . Ro ne od amy protestanckie  da y od w adz pa stwowych dofinansowania w asnych, a zbyt

kosztownych szkó , bez których z kolei trudno by o zachowa  ci

 danego od amu (sekty)

4

. Istotny

jednak prze om nast pi  w czasach rewolucji francuskiej, gdy najpierw zamkni to wszystkie szko y a

nast pnie otworzono, ale ju  jako pa stwowe. Szko a nie tylko sta a si  pa stwowa, szko a sta a si

programowo  wiecka, a wr cz ateistyczna. Poprzez edukacj  rozpocz  si  proces budowania

spo ecze stwa zsekularyzowanego.

Ale w pocz tkach XIX w. droga do edukacyjnego globalizmu by a jeszcze odleg a. Pojawi a si  wr cz

tendencja przeciwna. Pa stwo przejmuj c kontrol  nad edukacj  przyst pi o do budowania narodu.

Ale uwaga! S owo „naród" by o rozumiane na dwa sposoby. Francuzi szli w kierunku spo ecze stwa

obywatelskiego, naród to obywatele, których ca e  ycie jest wype nione funkcjami publicznymi, do

których w

nie przysposabia szko a. Pa stwo urabia o ludzi na obywateli, którzy uzyskuj c status

suwerena mieli pe ne prawo wybierania w adzy pa stwowej. W adza i obywatele stanowili wewn trzn ,

dope nia j

 i wy aniaj

 si  z siebie jedno . Ich wewn trznym spoiwem by a obywatelsko

nabieraj ca cech religii cywilnej (Rousseau)

5

. Na rodowo  w tym uj ciu to pa stwowa obywatelsko ,

 narodowo  wytwarza pa stwo, jest to twór sztuczny. Drugie poj cie narodowo ci pojawia si  u

Niemców, którzy odwo uj  si  do j zyka, tradycji kulturowej oraz rasy (Fichte, Herder). Zadaniem

background image

- 71 -

szko y sta o si  nacjonalizowanie edukacji poprzez eksponowanie niemieckiej historii i niemieckiego

zyka (cesarz Wilhelm). Jest to nacjonalizm, w którym w procesie edukacji ukazuje si  wy szo

danego narodu nad innymi. Model niemiecki zarazi  Anglików, ale tak e i Francuzów. Sta  si  baz

dla imperialnej ideologii kolonializmu, a tak e powodem rywalizacji militarnej i ekonomicznej.

Doprowadzi o to do I wojny  wiatowej, która cho  zako czy a si  kl sk  Niemiec, nie postawi a jednak

tamy nacjonalizmowi, a nawet rasizmowi germa skiemu, który zaowocowa  wybuchem II wojny

wiatowej

5

.

Po wojnie powsta y dwa obozy, jeden tzw. komunistyczny, podporz dkowany ZSRS, a drugi

demokratyczny zwi zany z Europ  Zachodni  i USA. Rasizm i nacjonalizm uznano za g ówne

ród o z a i nieszcz

 w  wiecie. Pocz tek lat 90. to upadek komunizmu i rozpad ZSRS. Polska

przechodzi spod orbity wp ywów sowieckich i ideologii komunistycznej pod orbit  wp ywów

ameryka skich i zachodnioeuropejskich wyznaj cych ideologi  tzw. liberaln . A poniewa  w latach

90. ujawnia si  szczególny rozkwit globalizmu, to Polska, nale c ju  do  wiata zachodniego temu

wp ywowi musi by  poddawana. Dlatego w

nie warto zobaczy , jak globalizm coraz bardziej

wp ywa na zmian  systemów edukacji w krajach zachodnich, równie  w Polsce.

Globalizm ko ca XX wieku przybra  oblicze nade wszystko ekonomiczne i medialne. Globalizm to

globalny rynek, to swobodny przep yw kapita u, towarów i ludzi sprzedaj cych swoje umiej tno ci. Pole

narodowych ekonomii kontrolowanych przez rz dy pa stw coraz bardziej si  kurczy, na plan pierwszy

wysuwaj  si  mi dzynarodowe korporacje. Drugim wsparciem globalizmu s  mass media, które bez

problemu opl tuj  ziemski glob, nie zwa aj c na granice pa stw czy kontynentów (chodzi tu o

pras , radio, telewizj , a tak e Internet). Globalizm ekonomiczny i medialny coraz bardziej

uniezale nia si  od pa stw, a raczej uzale nia pa stwa od siebie. Same za  pa stwa wchodz  w sie

mi dzynarodowych organizacji o charakterze zarówno regionalnym, jak i  wiatowym, trac c w

coraz wi kszym stopniu suwerenno . O ile np. w roku 1909 by o 37 mi dzynarodowych organizacji

pa stwowych i 176 - pozarz dowych, to w roku 1984 tych pierwszych by o 365, a tych drugich -

4615

7

. Umowy mi dzynarodowe podpisywane na lata wi

 dane pa stwa i ich struktury niezale nie

od tego kto i jaka partia w danym momencie rz dzi, a raczej ró nica mi dzy partiami sprowadza si  li

tylko do retoryki przedwyborczej. Niektóre organizacje s  nie tylko mi dzynarodowe, ale nawet

aspiruj  do statusu superpa stwa, jak np. Unia Europejska.

W takim stanie rzeczy trudno przypuszcza , aby poszczególne pa stwa prowadzi y ca kiem

suwerenn  polityk  edukacyjn . Ingerencja organizacji mi dzynarodowych mo e mie  charakter nie

tylko bezpo redni, ale równie  po redni. Wida  to wyra nie na przyk adzie Unii Europejskiej, która

kwesti  edukacji przez d ugi czas wyra nie pozostawia a w gestii poszczególnych pa stw. W

Traktacie z Maas-tricht mo emy przeczyta ,  e „Wspólnota przyczynia si  do podnoszenia poziomu

background image

- 72 -

wiaty, zach caj c pa stwa cz onkowskie do wspó pracy i, je li to konieczne, wspieraj c i

uzupe niaj c ich dzia alno , jednocze nie ca kowicie respektuj c odpowiedzialno  pa stw cz on-

kowskich za tre ci nauczania, organizacj  systemów o wiatowych i ich ró norodno  kulturow  i

zykow " (art. 126). Dalszy ci g artyku u 126 i 127 wskazuje na szeroki zakres owego „wspierania i

uzupe niania", co ju  jest realizacj  polityki edukacyjnej Unii jako Unii i w interesie Unii. Na ten

cel kierowane s  olbrzymie strumienie finansowe w ramach ró nego rodzaju programów. Nie ulega

tpliwo ci,  e w programach tych zanikaj  elementy kultur narodowych.

Pa stwa narodowe trac c kontrol  nad ekonomi  i mediami, trac  te  kontrol  nad edukacj . Jest ona

poddawana albo lokalnej i ma o znacz cej inicjatywie, albo ulega na wielk  skal  wielorakiemu pod-

porz dkowaniu organizacjom mi dzynarodowym, które za po rednictwem finansów forsuj  takie a

nie inne programy. Szczup

 rodzimych  rodków sprawia,  e co aktywniejsi i zdolniejsi uczniowie

i naukowcy w czaj  si  w nurt programów mi dzynarodowych. W ten sposób spo ecze stwa

pozbawiane s  najbardziej narodowo-twórczej warstwy. Doprowadzi to na dalsz  met  do

wynarodowienia ca ych spo ecze stw.

Do ingerencji w sprawy edukacyjne w czaj  si  organizacje o charakterze gospodarczym i

ekonomicznym. Do nich nale y OECD (Organizacja Wspó pracy Gospodarczej i Rozwoju), która

powsta a z przekszta cenia OEEC, organizacji zajmuj cej si  administrowaniem pomocy udzielonej

Europie Zachodniej, g ównie Niemcom (ponad po owa funduszu) w ramach planu Marshalla. Ju  w

roku 1968 OECD powo o „Center for Educational Research and Innovation" („Centrum bada  nad

edukacj  i innowacj "). Nic wi c dziwnego,  e we wst pie do projektu reformy systemu edukacji

(tzw. pomara czowej ksi eczki) mo emy przeczyta : „Projekt reformy zosta  tak e omówiony przez

ekspertów Organizacji Wspó pracy Gospodarczej i Rozwoju na spotkaniu w Warszawie oraz w

trakcie 61 Sesji Komitetu Edukacji OECD w Pary u"

8

. Udzia  takich organizacji w opiniowaniu

narodowych programów edukacyjnych wynika z dwóch powodów: po pierwsze, edukacja

przyporz dkowana jest okre lonemu rynkowi pracy, który w

nie ma charakter ponadnarodowy i

zmierza w kierunku globalizmu, edukacja musi by  dostosowana do potrzeb rynku; po drugie, idee

narodowe sta  mog  na przeszkodzie otwarcia si  spo ecze stw na taki rynek, dlatego poprzez

system edukacji trzeba te idee stopniowo zaciera . Wynarodowienie edukacji narodowych jest wi c

istotnym elementem dzia

 zmierzaj cych do globalizmu lub jego form przej ciowych.

W jaki sposób te tendencje mo na zaobserwowa  w reformie edukacji przeprowadzanej w Polsce? Warto

przypomnie ,  e po tzw. upadku komunizmu polska szko a czeka a przede wszystkim na odk amanie

tre ci nauczania, zw aszcza w naukach humanistycznych. Nic takiego nie nast powa o, zacz to

natomiast mówi  o zmianie metod i o wprowadzeniu minimum programowego. W efekcie wyborów

parlamentarnych w roku 1993 prace nad reform  zosta y spowolnione, przyspieszono je po kolejnych

background image

- 73 -

wyborach z roku 1997, by w roku 1998 zatwierdzi  reform  edukacji. Trudno powiedzie , aby

odpowiada a ona aspiracjom Polaków utrzymywanych przez pokolenia w stanie zak amania. Reforma

posz a w kierunku globalistycznym, do którego faz  wst pn  jest integracja europejska. A oto w jaki

sposób mo na wy apa  wp yw globalistycznych trendów w obecnym programie edukacji.

Przedmiotami buduj cymi  wiadomo  narodow  jest j zyk polski i historia. S ów „narodowy" albo

„patriotyczny" nie da si  jeszcze w ca

ci wyeliminowa . One musz  si  jeszcze pojawia , aby nie

budzi  protestu, ale odpowiednio rozcie czone. W celach kszta cenia j zyka polskiego czytamy:

„rozbudzanie motywacji czytania i rozwijanie umiej tno ci odbioru dzie  literackich i innych tekstów

kultury - tak e audiowizualnych, a poprzez nie przybli anie rozumienia cz owieka i  wiata;

wprowadzanie w tradycj  kultury europejskiej i narodowej" („Podstawa programowa kszta cenia

ogólnego dla szkó  podstawowych", cele edukacyjne). Kultura narodowa pojawia si  na ko cu, bez

specjalnego wyró nienia, po wielu innych s owach. W ród lektur powinny si  znale : „Utwory

prozatorskie i poetyckie wprowadzaj ce w polsk  tradycj  i wspó czesno  literack — stosownie

do mo liwo ci i potrzeb ucznia". Bogata i wyró niaj ca si  tradycja literatury narodowej zosta a

po czona z odnarodowion  literatur  wspó czesn . To s  tylko dwa fragmenty, w których pojawia

si  poj cie kultury narodowej.

W dziale „Historia i spo ecze stwo" zwróci  nale y uwag  najpierw na samo powi zanie historii

ze spo ecze stwem, w czym wida  nalecia

ci marksistowskie. W „Celach edukacyjnych" mo emy

przeczyta : „Rozwijanie poczucia przynale no ci do grupy rodzinnej, spo eczno ci lokalnej, grupy

etnicznej, narodu, pa stwa, spo eczno ci europejskiej i  wiatowej"

9

. A wi c przynale no

narodowa jest jedn  z siedmiu równorz dnych typów przynale no ci, jest wtopiona w te

przynale no ci jak gdyby nigdy nic. „ wiadoma postawa patriotyczna i obywatelska motywuj ca do

odpowiedzialnego uczestnictwa w  yciu spo ecznym i publicznym. Odrodzenie szacunku do

asnego pa stwa". S owo „patriotyczna" jest uto samione ze s owem „obywatelska", poniewa

dalsze specyfikacje dotycz

ycia spo ecznego i pa stwowego, a korelatem patriotyzmu jest nade

wszystko  „ojczyzna".  W ród  tre ci  na 14  punktów wyró nia  si   punkt  10  -  moja  ojczyzna  -  w

który wt oczono wa niejsze wydarzenia dla losów narodu pa stwa polskiego oraz najwa niejsze

elementy polskiego dziedzictwa kulturowego. W punkcie 14 symbole i  wi ta narodowe znalaz y

si  razem z symbolami mi dzynarodowymi. Gdy chodzi o sztuk , to w ród tre ci na 14 punktów

dwa tylko dotycz  kultury polskiej, ale te  wraz z obc : „Ró norodno  muzyki ojczystej, w tym

regionalnej i muzyki innych narodów i regionów  wiata" (7). „Warto  muzyki klasycznej,

rozrywkowej i ludowej" (8)

10

.

W gimnazjum w odniesieniu do j zyka polskiego tak samo ubogie cele edukacyjne jak w programie

podstawowym. Podobnie zadania nauczyciela i szko y. Historia Polski nie jest wyodr bniona. W

background image

- 74 -

wychowaniu  do   ycia  w  rodzinie  -  nie  ma  mowy  o  piel gnowaniu  w  rodzinie  polskiej  kultury;  w

ramach wychowania obywatelskiego zadaniem szko y jest kszta towanie w

ciwej postawy

uczniów wobec god a i hymnu pa stwowego

11

. W ród „Tre ci" narodowi i pa stwu po wi cono tylko

jeden punkt.

Program edukacji jest faz  przej ciow  do wynarodowienia Polaków na rzecz zachowa  w kierunku

globalizmu.

Literatura  ojczysta,  dzieje  ojczyste,  sztuka  ojczysta  wyrasta y  z  polskiej  gleby,   eby  karmi

Polaków, rozwijaj c i uszlachetniaj c w nich uczucia, wyobra ni , pragnienia, wol  i my l. Z tej

kultury w programie zostaje tyle, aby nie doprowadzi  do wychowania Polaków na Polaków. W

przysz

ci poci gnie to za sob  szereg konsekwencji, które rzutowa  b

 zarówno na  ycie spo eczne,

jak i na rozwój osobowy cz owieka. Do najwa niejszych nale

 b dzie poczucie alienacji (brak

identyfikacji z okre lon  i odpowiednio bogat  wspólnot  - poniewa  ludzko  nie jest wspólnot , a

regiony s  za ubogie) oraz podatno  na manipulacj  (in ynieria spo eczna w mediach i polityce).

Edukacja bazuj ca na globalizmie doprowadzi do poszerzenia p ytko wykszta conych mas i do

zaw enia grup specjalistów pozbawionych jednak kultury ogólnej. Specjali ci nie b

 prawdziw

elit  oddan  spo ecze stwu, raczej pe ni  b

 funkcje us ugowe dla w adz i mi dzynarodowych

korporacji. Natomiast spo ecze stwo pozbawione elit zamiast stawa  si  narodem, a wi c  wiadom

siebie i blisk  sobie wielopokoleniow  spo eczno ci , coraz bardziej stawa  si  b dzie bezkszta tn

mas .

Przeciwstawienie si  globalizmowi w edukacji jest dzi  wyzwaniem dla wszystkich, którym le y na

sercu troska o personalistyczny wymiar rozwoju cz owieka i prawdziwie ludzkie relacje w spo e-

cze stwie. Globalizm instrumentalizuje cz owieka, a spo eczno  przemienia w tzw. zasoby

ludzkie (human resources). Warto widzie  te zagro enia ju  dzi , trzeba si  im roztropnie i odwa nie

przeciwstawia . Antidotum dla globalizmu stanowi wykszta cenie oparte na uniwersalnej kulturze

klasycznej i mi

 do kultury ojczystej. Sapere auso! Nie bójmy si  by  m drymi!

1

 Artyku  ten jest przedrukiem z czasopisma „Cz owiek w Kulturze", nr 12/1999. Wyd. Fundacja

„Lubelska Szko a Filozofii Chrze cija skiej".

2

 Zob. M. Waters, Globalization, London and New York 1995, s. 1-3.

3

ibid., s. 3. 108

4

 F. Koneczny, Uwaga o szkolnictwie pa stwowym, [w:] Napór Orientu na Zachód, Lublin 1999, s.

88n.

5

 A. Green, Education, Globalization and the Nation State, London and New York 1997, s. 133.

6

ibid., s. 136n. 110

7

ibid.,s. 155.

background image

- 75 -

8

 Reforma systemu edukacji. Projekt, Warszawa 1998, s. 7.

9

ibid., s. 114. 114

10

 Ministerstwo Edukacji Narodowej o reformie programowej. II etap edukacyjny. Kszta cenie

blokowe, Warszawa 1989, s. 26.

11

Ministerstwo Edukacji Narodowej o reformie programowej. III etap edukacyjny. Kszta cenie

blokowe, Warszawa 1989, s. 26.

background image

- 76 -

GLOBALIZM NOW  RELIGI ?

Pocz tek trzeciego tysi clecia chrze cija stwa jest okazj  do refleksji nie tylko nad chrze cija stwem, ale

równie  nad najgro niejszym niebezpiecze stwem, jakie obecnie zawis o nad chrze cija stwem i nad

wiatem. Tym zagro eniem jest globalizm.

Poj cie globalizmu jest kolejnym z serii s ów posiadaj cych charakter wybitnie ideologiczny. Nale

do nich: komunizm, socjalizm, liberalizm, modernizm, postmodernizm. Ostatnim z serii jest w

nie:

GLOBALIZM

1

.

Zazwyczaj gdy mowa o globalizmie zwraca si  uwag  przede wszystkim na aspekt polityczny i

ekonomiczny. Mówi si  wi c,  e ustanowiony zostanie jeden  wiatowy rz d, który zabezpieczy

pokój na  wiecie i jeden  wiatowy rynek, który zapewni wszystkim dostatek i dobrobyt. Jednym

owem, globalizm to wielka szansa dla ludzko ci, nios ca pokój i dobrobyt.

Gdy jednak przygl damy si  bli ej temu zjawisku, to zaczynamy dostrzega  wiele nowych aspektów i

wiele nowych szczegó ów. Fasada ka dej ideologii brzmi optymistycznie i dobrodusznie, wiadomo

bowiem,  e malum numquam amatur nisi sub ratione boni ( w. Tomasz z Akwinu, S. Th.\ co w

lu nym przek adzie mo na odda  tak: z o zawsze uwodzi pod pozorami dobra. Taka humanitarna

tarcza toruje drog  globalizmowi, dzi ki czemu globalizm z coraz wi ksz  nieust pliwo ci  przenika

do wszystkich dziedzin  ycia spo ecznego: do mediów, do edukacji, do nauki, do obyczajowo ci, do

sztuki. Przenika g adko, ale i bezwzgl dnie.

Co sk ada si  na tak niezwyk y post p globalizmu? Wydaje si ,  e decyduje o tym kilka elementów.

Przede wszystkim utorowane zosta y drogi dzia ania. Do nich nale  media, które dzi ki technice

(komunikacja satelitarna, Internet) umo liwiaj  szybki kontakt i szybkie oddzia ywanie w skali globalnej.

Umo liwione to jest równie  przez funkcjonowanie organizacji i instytucji o charakterze ju  nie tylko

mi dzynarodowym,  ale  ponadnarodowym,  czyli  po  prostu   wiatowym.  W  gr   wchodz   tu  przede

wszystkim organizacje polityczne (np. ONZ zjej agendami: UNESCO, UNCTAD, UNICEF, UNRA,

WHO), organizacje ekonomiczne (WTO) lub finansowe (Bank  wiatowy) oraz szereg innych

organizacji ponadnarodowych o charakterze mniej lub bardziej oficjalnym (np. Klub Rzymski, Rada

Stosunków Zagranicznych, Bilderberg etc.)

2

. A wreszcie od strony politycznej koniec zimnej wojny i

upadek ZSRS i ca ego obozu komunistycznego, dzi ki czemu kraje te stan y otworem dla wp ywu

globalistów. Globali-styczne organizacje ponadnarodowe sytuuj  si  coraz bardziej ponad

suwerennymi pa stwami i ich demokratycznie wybranymi rz dami, oddzia uj c odgórnie na kierunek

ycia spo eczno-politycznego. Ludzie wybieraj   swoich przedstawicieli do parlamentu, parlament wy-

ania z siebie rz d, a rz d nie realizuje ani programu spo ecze stwa, ani parlamentu, ale wytyczne,

które przychodz  z organizacj i ponadnarodowych. Oblicza si ,  e rz dy poszczególnych pa stw

background image

- 77 -

utraci y na rzecz organizacji ponadnarodowych ok. 40% wp ywu na w asne pa stwo. Innym

niepokoj cym zjawiskiem jest fakt,  e w wielu krajach (np. w Polsce) konstytucja gwarantuje

nieponoszenie odpowiedzialno ci pos ów przed wyborcami, pose  szuka poparcia wyborców przed

wyborami, ale po wyborach ju  ich nie reprezentuje, lecz najcz ciej partyjne lub oligarchiczne

interesy. W ten sposób demokracja staje si  fikcj , jest fasad  potrzebn  do globalnej manipulacji

owami, bez których spo ecze stwa, jak na razie, nie mog  si  obej . Za t  fasad  natomiast kryje

si  pewna cywilizacyjna wizja, której nie mo na zbagatelizowa .

Powstaje pytanie: czy zwornikiem tej wizji jest tylko polityka lub tylko ekonomia? Czy mo e co

bszego, jak na przyk ad ideologia? A mo e religia? Mo e globalizm jest zwi zany z religi , która

wp ywa na now  koncepcj

wiata, cz owieka, rodziny, spo ecze stwa i Boga? A to z kolei rzutuje na

swoiste podej cie do polityki, ekonomii, edukacji, mediów etc. Spróbujmy wobec tego spojrze  na

globalizm z perspektywy religijnej.

Religi , która nadaje ca y rozp d globalizmowi, jest NEW AGE. Celem New Age jest zbudowanie

raju na ziemi. W New Age nie ma miejsca na transcendencj  osobow  cz owieka i na zwi zanie

sensu  ycia cz owieka z transcendentnym, osobowo poj tym Bogiem. Dla New Age globalizm jako

ideologia istotnie ukierunkowana na opanowanie ca ego  wiata (na co wskazuje cho by nazwa

„globalizm"), jest najlepszym polityczno-ideologicznym prze

eniem, które zaopatrzone w media,

edukacj  i ekonomi  —  rodki globalnego oddzia ywania - mo e realizowa  krok po kroku swoje cele.

Korzenie New Age si gaj  z jednej strony  redniowiecznych herezji, z drugiej za  g boko zanurzone

 w religiach i mitologiach orientalnych. Poj cie Nowej Ery, Nowej Epoki, Nowego Wieku zwi zane

jest z herezj  Joachima z Fiore (1135-1215), który podzieli  dzieje na 3 epoki: epoka Ojca, epoka

Syna (Chrystusa), epoka Ducha  wi tego. Pierwsza epoka zwi zana by a ze Starym Testamentem,

druga - z Nowym Testamentem, natomiast trzecia ma nadej  i b dzie to epoka postchrze cija ska.

Poczynaj c od reformacji a  po dzie  dzisiejszy kreowana jest przez ró nych „proroków" idea nowych

czasów jako zaprzeczenie chrze cija stwa, zw aszcza chrze cija stwa reprezentowanego przez

Rzym. Nowa epoka ma ogarn  zarówno religi , jak i polityk , sztuk , moralno , a wi c ma

prowadzi  do ca kowitej zmiany kultury i cywilizacji. Cho  herezja Joachima z Fiore zosta a

oficjalnie pot piona na IV Soborze Latera skim, to jednak jego my l by a szeroko propagowana

ju  od renesansu, a tym samym stawa a si  bardzo wp ywowa. Szczególnie zara liwy by

schemat trzycz ciowego podzia u dziejów oraz poj cie nowo ci. Joachim u ywa takich okre le ,

jak nova religio czy nova ecclesia. Joachimem inspirowali si  Paracelsus, Guillaume Postel,

Tommaso Campanella, Nostradamus, Jakub Boehme, a pó niej zwi zki maso skie i para-

maso skie (np. ró okrzy owcy), twórcy rewolucji francuskiej, a tak e XIX-wieczni socjali ci

3

.  Z

drugiej strony New Ag  osadzony jest bardzo mocno w orientalnym panteizmie, który przenika

background image

- 78 -

na Zachód za po rednictwem teozofii. Helena Blavatzky, jedna z g ównych twórczy  teozofii,

kszta tuje swoje pogl dy w oparciu o religi  Indii  i Egiptu, Annie Besant si ga po wiedz

tajemn  z Tybetu, Alice Ba-iley, za

ycielka Lucis Trust, propaguje ewolucjonizm po czony

z reinkarnacj

 astrologi . Medytacja ma u atwi  osi gni cie globalnej  wiadomo ci posiadaj cej

znamiona boskie. Rudolf Steiner, ucze  H. Blavatzky, przekszta ca teozofi  w antropozofi

4

.

Czym wobec tego jest New Age od strony teologiczno-metafizycz-nej? Jest to zdepersonalizowany

PANTEIZM:  wiat zostaje ubóstwiony, a bóstwo to nie jest osob . Z tego tytu u religia

globalizmu jest u swych podstaw ca kowitym zaprzeczeniem chrze cija stwa, albowiem

chrze cija stwo opiera si  na transcendencji Boga wzgl dem  wiata i wszelkiego bytu, a tak e

na tym,  e Bóg jest osobowy. Nie mo e by  donio lejszych ró nic ni  w

nie te dwie: negacja

transcendencji i personalizmu, których za  adn  cen  nie mo na zbagatelizowa , ulegaj c

podnios

ci s ów czy wielkich hase . Ró ne religie i ró ne ideologie maj  ca e zestawy

wznios ych sformu owa , a jednak dziedzinami, które maj  obiektywnie okre li  podstawy wiary,

 filozofia i teologia, dziedzin w  adnym wypadku tych nie zast pi tak popularna i nieomal

wszechw adna dzi  neomitologia. A poniewa  New Age jest panteizmem, to tym samym neguje

transcendencj  Boga, która oznacza,  e Bóg nie uto samia si  ze  wiatem ani nie jest cz ci

wiata.  Zaprzecza  temu,   e  Bóg  jest  Osob ,  twierdz c,   e  jest  wi zk   energii  psychicznej  czy

rozproszon

wiadomo ci , neguje tak e kreacjonizm — prawd ,  e  wiat powstaje z niczego,

moc  woli Bo ej.

Religia le ca u podstaw globalistycznej ideologii przenika do ró nych dziedzin  ycia

spo ecznego i nie zatrzymuje si  w prywatno ci, tak jak tego  da si  od chrze cija stwa (has o:

miejsce Ko cio a jest w zakrystii - pochodzi od Goebelsa). New Age jest bardzo ekspansywny i

bardzo wp ywowy, polityka, ekonomia, edukacja coraz bardziej poddawane s  presji i kontroli

rodowisk zwi zanych z tym neopoga skim ruchem. Jest to mo liwe dzi ki wykorzystaniu tzw. de-

mokratycznych procedur dochodzenia do w adzy. Zwolennicy New Age zajmuj   wysokie

stanowiska pa stwowe i mi dzynarodowe, by nast pnie, odgórnie i legalnie (!), narzuca

spo ecze stwu okre lony kierunek cywilizacyjny. Równocze nie kontekst religijny nie jest spe-

cjalnie nag

niany, natomiast propaguje si  szereg s ów, których korzeni tzw. opinia publiczna nie

jest zdolna zobaczy . Do takich s ów nale y w

nie „globalizm".

Jak ju  wspomniano, z ruchem New Age zwi zani s  wp ywowi pracownicy ONZ, dla których

zajmowanie urz du umo liwia legalne realizowanie wyznawanej przez nich doktryny.

Szczególnym przyk adem jest wysoki urz dnik ONZ (asystent sekretarza generalnego od 1948 do

1984), Robert Muller, który tak pisze: „W skali uniwersalnej, ludzko  szuka zjednoczenia z tym,

co „boskie", wkroczenia do wy szej formy  ycia. Hindusi nazywaj   nasz  Ziemi  Brahma lub Bóg,

background image

- 79 -

bo s usznie nie dostrzegaj  ró nicy mi dzy nasz  Ziemi , a tym, co boskie. Ta prosta staro ytna

prawda powoli znów jawi si  ludzko ci... gdy wkraczamy w nasz wiek kosmiczny i stajemy si  tym,

czym zawsze chcieli my by : planet  Boga"

5

.

Orientalne korzenie New Ag , jakie wida  wyra nie w ruchu teozo-ficznym z prze omu XIX i XX w. (M.

Blavatzky, A Besant, R. Steiner), zaowocowa y równie  na polu edukacji. Nowa edukacja ma istotne

znaczenie nie tylko w odrzuceniu zachodniego dziedzictwa klasycznego (Grecja, Rzym,

chrze cija stwo), ale równie  w promowaniu nowej wizji cz owieka,  wiata i Boga. Panteizm tej wizji

jest wszechdominu-j cy. Szczególnie wp ywowa okaza a si  szko a Waldorfowska, której pomys odawc

by  Rudolf Steiner, jeden z najwi kszych wspó czesnych teozofów i antropozofów

6

. Duchem New Age

przenikni ty jest te  program Marii Montessori, na któr  powo uje si  wspomniany ju  R. Muller.

Ten by y pracownik ONZ ju  jako rektor Uniwersytetu dla Pokoju, na konferencji, której temat brzmia :

„W poszukiwaniu prawdziwego rozumienia Pokoju" (1989) stwierdzi ,  e potrzebna jest nowa, globalna

edukacja dzieci ku naszemu globalnemu domowi i ludzkiej rodzinie. Nale y jednak i  dalej,

kontynuowa  Muller, w stron  edukacji kosmicznej (!), o której mówi  religie i teoretycy pedagogiki,

jak Maria Montessori; potrzebujemy nauczania holizmu, ukazuj cego zwi zek kosmosu z nasz  planet

7

.

Niezwykle gro nie brzmi  wypowiedzi innych wp ywowych osób, które powo uj c si  na prywatne

wizje o charakterze demonicznym, propaguj  ide  depopulacji ziemi. Nadmiar ludno ci traktowany

jest jak rosn cy rak w organizmie, którego trzeba bezwzgl dnie si  pozby , gdy  w innym

wypadku rozsadzi ca y organizm. Co wi cej, odpowiedzialno ci  za dzia ania depopulacyjne, które

obj  maj  po ow  ludzko ci, obarcza si  „boga", natomiast ludzie s  tylko pos usznymi

wykonawcami: ,He selects, we destroy - On [bóg] wybiera, my niszczymy"

8

. Patrz c na skal

propagowania w  wiecie aborcji, eutanazji, zwi zków homoseksualnych,  rodków

antykoncepcyjnych przez rz dy i organizacje mi dzynarodowe a tak e media trudno uzna  to za

wynik prywatnych inicjatyw poszczególnych osób czy instytucji. To s  dzia ania o charakterze

globalnym, zwi zane z najwa niejszymi instytucjami politycznymi  wiata.

Zwi zek New Ag  z biznesem wida  bardzo wyra nie w Ameryce. Organizowane s  seminaria dla

menad erów pracuj cych dla tak pot nych firm, jak: Ford, Procter & Gamble, TRW, Polaroid, Pacific

Telesis  Group  czy  Budget  Rent-a-Car.  Szkolenia  maj   za  zadanie  „podnie

wiadomo "  i

„zmieni  osobowo " dzi ki zastosowaniu odpowiedniej psychotechnologii. Organizatorem tych

spotka  s  przedstawiciele New Age

9

. Program szkolenia menad erów nosi miano Large group

awarness trainings (LGAT), czyli „trenowanie  wiadomo ci w du ych grupach", a informacje na ten

temat pojawiaj  si  oficjalnie w prasie

10

.

Jednym s owem, wielkie firmy posiadaj ce swoje przedstawicielstwo w ro nych krajach i na

ró nych kontynentach, d

ce do opanowania rynku w skali globalnej, posi kuj  si  metodami

background image

- 80 -

„psychologicznymi" zdobytymi dzi ki wspó pracy ze  rodowiskami New Ag . Te ostatnie

opracowuj   sposoby pozwalaj ce na opanowywanie  wiadomo ci, dzi ki czemu mentalno  New

Age przenika do ró nych warstw spo ecznych i do ró nych narodów. Biznes, media i tzw. muzyka

odzie owa maj  wymiar coraz bardziej globalny, s  wi c doskona ym pasem transmisyjnym

pozwalaj cym na upowszechnianie metod i tre ci zwi zanych z New Age. Równie  wielkie

akcje charytatywne organizowane s  bardzo cz sto pod znakiem New Age, zw aszcza za

koncerty Live aid. St d i tre ci piosenek, i promowana symbolika nawi zuj  w sposób

synkretyczny do ró nych kultów, w tym równie  kultów satanistycznych.

Organizacj , która ma sta  na czele Nowego Porz dku  wiata (New World Order), jest ONZ. O

misji tej organizacji wypowiada si  wspomniany ju  R. Muller, który w ksi ce o prowokacyjnym

tytule, nawi zuj cym do Starego Testamentu, The New Genezis - Shaping a Global Spirituality,

pisze,  e ONZ osi ga wymiar duchowy, a pokój, sprawiedliwo , pe nia i harmonia zale

 b

ostatecznie od rz du kosmicznego. Oznacza to — kontynuuje Miiller -  e ONZ musi kierowa  si

prawami o charakterze naturalnym, ewolucyjnym, boskim, uniwersalnym; wiele z tych praw

znajduje si  w wielkich religiach i przepowiedniach; ka dy zwolennik Teilharda de Chardin

odkryje,  e ta nowa duchowo  jest kolejnym krokiem w ewolucji

11

. Ezoteryczne pod

e instytucji

takiej jak ONZ budzi  musi najwy sze zdumienie, równocze nie trzeba by  realist  i bra  to pod

uwag , zw aszcza je eli jest si  zwi zanym z cywilizacj

aci sk , gdzie funkcjonowanie instytucji

publicznych ma inny wymiar. W cywilizacji  aci skiej organizacje polityczne nie mog  by

kryptoko cio em, a zasady funkcjonowania pseudoreligi .

Wydaje si ,  e tak intensywnie rozwijaj cy si  dzi  globalizm stanowi zagro enie dla narodów

wiata, ze wzgl du nie tylko na lokalne konsekwencje w sferze ekonomicznej czy politycznej, gdy

narusza si  suwerenno  poszczególnych, historycznie ukszta towanych wspólnot - ale nade

wszystko z racji duchowo-religijnych. Globalizm jest tylko fasad  dla najbardziej wp ywowej

dzi  herezji, jak  jest New Age. Panteizm i antypersonalizm, tak charakterystyczny dla tego nurtu,

jest tym wyró nikiem, który pomimo wznios ych hase  odwo uj cych si  do pseudoduchowo ci,

powinien by  ostrze eniem dla ludzi my

cych, a zw aszcza dla chrze cijan. Nowy Porz dek

wiata, Nowa Epoka, Matka Ziemia - to nowy powrót do starych b dów, to reorien-talizacja

Zachodu, który wskutek upadku filozofii klasycznej i post puj cej dechrystianizacji (równie  w

wymiarze teologicznym) jest coraz bardziej bezbronny zarówno w warstwie ideowej, jak i

spo ecznej. Potrzeba wi c pog bionej refleksji filozoficznej i teologicznej nad globalizmem,

aby dok adniej ukaza  jego niebezpieczne oblicza. Takie jest zadanie intelektualistów zachodnich,

a zw aszcza filozofów chrze cija skich.

Z drugiej strony globalizm stanowi wyzwanie dla osób duchownych, które z racji sakramentu

background image

- 81 -

kap

stwa, jak i pe nionych instytucjonalnie funkcji, s  odpowiedzialne przed wiernymi za

zachowanie nienaruszonego depozytu wiary i pomoc w kroczeniu w

ciw  drog

ycia, która

prowadzi do prawdziwego celu. Osoby duchowne s  odniesieniem dla szerokich rzesz wiernych, s

odniesieniem miarodajnym i potrzebnym szczególnie dzi , gdy wi kszo  publicznych, „maso-

wych" odniesie  i autorytetów okazuje si  zwyk  fikcj . O ile na intelektualistach (filozofach,

artystach, publicystach) spoczywa odpowiedzialno  bezpo rednio trafiaj ca do w szego grona

odbiorców, o tyle osoby duchowne musz  by  czytelnym i zrozumia ym znakiem ukazuj cym, w

kogo naprawd  nale y wierzy , kto jest Drog  i Zbawieniem. Globalizm, oparty na orientalnej

herezji panteistycznej, nawet z elementami satanistycznymi, stanowi zaprzeczenie chrze cija stwa.

To trzeba rozumie  i o tym trzeba  wiadczy . Kto wie, czy u progu III tysi clecia nie przechodzimy

jednego z najwi kszych przesile  w historii ludzko ci. Trzeba my le  i trzeba by  odwa nym, ale

równie  -ostro nym.

1

 Warto od razu wyja ni  genez  tego s owa. Globo, -ar , to po  acinie „zaokr gla ", st d „globus"

oznacza kul . S owo global" pojawi o si  w wieku XVI, ale powszechne u ycie s ów „globalizm"

czy „globalizowanie" to dopiero lata 60. XX wieku. Natomiast prze om lat 80./90. to gwa towne i jakby

oficjalne uruchomienie procesów globalizacyjnych na skal

wiatow . Zob. M. Waters, Globalization,

London and New York 1995, s. 1-2.

2

 Spis wa niejszy organizacji, ibid., s. xiii-xiv. 118

3

 M. Reeves, W. Gould, Joachim of Fiore and the Myth ofthe Eternal Evangel in the Nineteenth

Centuty, Oxford 1987.

4

 Zob. G. H. Kah, The Demonie Roots ofGlobalism, Lafayette, Louisiana 1995, s. 15n. 120

5

 Cyt. za: Ron Rhodes, The Culting of America, Oregon, 1994, s.156.

6

 O kulisach funkcjonowania takich szkól zob. M. Kayser, P.-A. Wagemann, Uczyli my w szkole

Waldorfowskiej. O historii i praktyce pewnej pedagogicznej utopii, t um. M. S. Szyma ski, Warszawa

1998.

7

 Cyt. za: Dennis L. Cuddy, The Florida Forum. Protecting and Preserving Flori-da's Families,

May 1993. Special Edition, s. 32.

8

 Barbara  Hubbard,  Manualfor Co-Creators of  the Quantum  Leap,  s.  60-61, cyt.  za:  G.  K.  Kah,  The

Demonie Roots..., dz. cyt. s. 124-125. Pani Hubbard wspó tworzy a „Komitet Przysz

ci" (Comittee for

the Future", 1970), nale y do zarz du „Stowarzyszenia Spo ecze stwo Przysz

ci" (World Future

Society), w roku 1984 by a nominowana na wiceprezydenta USA z ramienia Partii Demokratycznej; jest

te  za

ycielk  „Centrum Nowego  wiata" (New World Center) w Waszyngtonie, a tak e jest doradc  w

ameryka skim Senacie, ibid., s. 115n.

9

ibid., s. 157.

background image

- 82 -

10

 Cyt. za: J.J. LeBar, Cults, Sects, and the New Age, Huntington, Indiana 1989, s. 161.

11

 New Genesis — Shaping a Global Spirituality, New York 1970, s. 73.

background image

- 83 -

ZYKI KLASYCZNE A WYCHOWANIE POLAKA

Wspó czesny Polak rozumie,  e warto uczy  si  j zyków obcych, takich jak angielski, niemiecki czy

francuski.  Wiadomo,  jak  znajomo   przyda   si   mo e w  kontaktach  z  cudzoziemcami zarówno to-

warzyskich, jak i zawodowych. Ale po co uczy  si  staro ytnej greki lub  aciny, skoro tymi j zykami

nikt nie mówi? Owszem, mo e to by  jakie  hobby albo przedmiot specjalistycznych studiów, ale nie

przedmiot kszta cenia powszechnego.

A jednak jest chyba zastanawiaj ce,  e przez tyle wieków j zyki klasyczne, czyli greka i  acina,

stanowi y przedmiot kszta cenia ogólnego,  e jeszcze przed II wojn

wiatow  w polskich

gimnazjach klasycznych przez 8 lat uczono  aciny, nawet po l0 godzin tygodniowo (!). Dzi  wydaje si

to wprost niewyobra alne, jak równie  bezcelowe. Czy rzeczywi cie jednak by o pozbawione sensu?

Nauczanie obcego j zyka ma dzi  na wzgl dzie przede wszystkim komunikacj  mi dzyludzk , st d

metodyka nauczania ma charakter jak najbardziej praktyczny. Chodzi o to,  eby jak najszybciej

opanowa  podstawowe s ownictwo i najprostsze zwroty. „Cze . Cze . Jak leci? W porz dku." „Hi. Hi.

How are You? I'm fine." Otó , nauka j zyków klasycznych mia a nieco inne i g bsze cele. By y to

cele kulturowe i wychowawcze.

Poznanie staro ytnej greki i  aciny otwiera o przed uczniem niezmierzone skarby literatury, i to o

charakterze  ród owym. Czytaj c w oryginale Homera, Eurypidesa i  w. Augustyna ucze

poznawa

ród a kultury zachodniej i móg  si  po nich swobodnie porusza . Smaku orygina u

nie zast pi najlepsze nawet t umaczenie. A poniewa  kultura grecka i kultura rzymska leg y u

podstaw kultury zachodniej, wi c poprzez kontakt z dzie ami  ród owymi ucze  sam nabiera  cech

zachodnich, i to niezale nie od tego, do jakiego narodu nale

 i jaki by  jego j zyk macierzysty.

W efekcie wykszta cone spo ecze stwo europejskie, mimo dziel cych je z racji narodowych

ró nic, posiada o wspólne — klasyczne - zakorzenienie, i ono to sprawia o,  e kto  by  lub nie by

Europejczykiem. Decydowa y tu wzgl dy natury kulturowej, a nie etnicznej, za  kultury

narodowe rozwija y si  poprzez nieustanny i  ywy kontakt z kultur  klasyczn . A zatem nauka

greki i  aciny otwiera a dost p do  róde  kultury zachodniej, które wp ywa y na kszta towanie

psychiki, wra liwo ci, sposobu my lenia, jak i na budowanie jednego europejskiego ducha.

Narody europejskie kontaktowa y si  ze sob  poprzez odniesienie do wspólnych poj  greckich i

aci skich. Ka da cywilizacja musi mie  podstawowe odniesienia do takich kategorii, jak:

Prawda, Dobro i Pi kno. Otó , znaczenie tych kategorii w cywilizacji zachodniej by o analizowane

i dopracowane w j zyku greckim i  aci skim. St d mimo ró nic narodowych Europejczycy

bazuj cy na wykszta ceniu klasycznym potrafili si  rozumie . Mickiewicz urodzi  si  w Zaosiu,

kszta ci  w Wilnie, wyk ada  w Lozannie i Pary u; Polaka rozumieli Litwini, Szwajcarzy i

background image

- 84 -

Francuzi. Mieli my bowiem wspólne odniesienie do Prawdy, Dobra i Pi kna.

Obok budowania w nas europejsko ci, j zyki klasyczne pe ni  równie

mudn  rol  wychowawcz .

Je eli wychowanie polega na zaszczepieniu w cz owieku ró nych cnót, a zw aszcza czterech cnót

kardynalnych, jak: roztropno , sprawiedliwo , umiarkowanie i m stwo, to nauka greki i  aciny

jest tu niezwykle pomocna, a wr cz nieodzowna. Zadania tego nie spe ni poznawanie jedynie

zyka ojczystego.

Roztropno  jest usprawnieniem rozumu, polega na umiej tno ci wynalezienia skutecznego, ale i

godziwego  rodka, który doprowadzi nas do celu. Tym, co pomaga nam odró nia  rzeczy, s

nazwy. Otó  terminologia moralna albo pochodzi z j zyków klasycznych - i wówczas jest jasna,

albo jest rodzima i wówczas cz sto zdarza si ,  e jest m tna, a przynajmniej chwiejna lub

niekonsekwentna. J zyki klasyczne przywo uj  j zyki narodowe do porz dku. Gdy kto  jest

skuteczny, ale nie przebiera w  rodkach, to naprawd  nie jest m dry (sapiens), jak to dzi

mo emy cz sto us ysze , jest natomiast dora nie sprytny, a na dalsz  met  jest „g upi" (stultus).

drzec (sofos) wie,  e do prawdziwego celu nie dojdzie si  przez pod

,  e przyjdzie kiedy

zap aci  cen  za oszustwo i k amstwo, a cz owiek poniewczasie przekona si ,  e by  g upcem. Gdy

w j zyku polskim spryt zaczyna zlewa  si  z m dro ci , to znaczy,  e wypadamy z orbity

cywilizacji zachodniej i tracimy rozum, a wraz z nim morale. Wtedy ten, kto zna grek  lub  acin ,

mo e wróci  do  róde  i szybko naprawi  b d. Kto j zyków klasycznych nie zna, tego nie

uratuje polski, ani angielski, ani niemiecki. Bo wspó czesne j zyki europejskie s  coraz bardziej

chore. Sprawiedliwo  polega na... cuique suum (jak krótko i jak trafnie!), oddaniu tego, co

komu  si  nale y. Ju  w punkcie wyj cia kultura europejska odcina si  od tzw. mentalno ci

Kalego, a wi c uznawania za sprawiedliwe tylko tego, co mnie si  nale y. Nale y si

wdzi czno  tym, którym co  si  zawdzi cza. Je eli przebiegniemy kluczowe s ownictwo

abstrakcyjne j zyków europejskich, to oka e si ,  e wi kszo  terminów pochodzi albo z

greki, albo z  aciny: forma, matematyka, substancja, inercja, atom, geografia, muzyka etc., etc.

Kto nie zna j zyków klasycznych, ten nie tylko nie u wiadamia sobie, jak g boko zakorzeniony

jest poprzez j zyk w kulturze greckiej i rzymskiej, ale ponadto nie czuje do ko ca w asnego

zyka, w którego zasobie znajduje si  tyle s ów obcych! Ten brak wiedzy i brak

sprawiedliwo ci (wzgl dem antyku) m ci si  okrutnie, bo cz owiek nie znaj c greki i  aciny musi

mie  k opoty z p ynnym i pe nym pos ugiwaniem si  w asnym j zykiem. Tak! To nie  arty, to

prawda. Narodowe j zyki europejskie wyrasta y na grece i  acinie i w pe ni si  od swych  róde  nie

oderwa y. Nie tylko szereg s ów zosta o zapo yczonych z greki i  aciny, ale równie  ró nego

rodzaju konstrukcje stylistyczne (figury), które wzbogaca y i podnosi y poziom j zyków

narodowych. W momencie gdy edukacja narodowa pozbawiona jest  ywego (!) odniesienia do greki i

background image

- 85 -

aciny, upada kultura j zyka ojczystego. Widzimy to dzi , jak niski poziom reprezentuj  niedouczeni

politycy i dziennikarze, jak okropnym j zykiem si  pos uguj , a jak wielka spoczywa na nich

spo eczna odpowiedzialno . Jeden z najwybitniejszy filologów klasycznych prze omu XIX i XX w. -

profesor Kazimierz Morawski odnotowa : ju  po pierwszym zdaniu (polskim) poznam, czy autor uczy

si aciny. Albowiem brak  aciny wp ywa na ba agan zda  i pomieszanie sensów, kto zna  acin ,

temu  atwiej porz dkowa  polskie zdania, kto zna grek , ten nie boi si  trudniejszych s ów. W taki

oto sposób sprawiedliwo  przypomina: jeste my d

nikami, nieustannymi d

nikami greki i  aciny.

Kto o tym zapomni, ci gle p aci  b dzie wysok  cen .

Umiarkowanie i m stwo to cnoty, które maj  nam pomóc w panowaniu nad uczuciami. Nasza

owia ska emocjonalno  jest pi kna pod warunkiem,  e zostanie wysublimowana ( acina!), czyli

uszlachetniona dzi ki pracy rozumu. Emocjonalno  mo e by  powodem zaburzenia, a nawet chaosu

(greka!) wewn trznego, który rzutuje na sposób dzia ania, a równie  mówienia (b

 pisania). By o

takie przys owie greckie: s owo wylatuje wróblem, a wraca - wo em.  atwo pod wp ywem emocji co

powiedzie , ale wr cz niemo liwe jest to cofn , bo nawet gdy odwo amy to, co powiedzieli my, to i

tak  ju   posz o  w   wiat.  Równie   za  szybko  dzi   si   drukuje,  Horacy  radzi ,  aby  z  wydaniem  poezji

poczeka  9 lat, bo dopiero po takim czasie wida  wszystkie jej mankamenty. Greka i  acina osi gn y

pewien  racjonalny  spokój  w  my leniu  i  w  uczuciach.  Wida   to  po  doborze  s ów  i  po  u ytych

konstrukcjach zdaniowych,  cznie z najpe niejsz  form  wypowiedzi, jak  jest okres. Czytaj c

teksty greckie lub  aci skie cz owiek si  wycisza, zaczyna my le  i g biej prze ywa . Jaka  to

ró nica w porównaniu z gazetow  szarpanin , trajkotaniem wielu stacji radiowych czy

pstrokacizn  telewizyjnych obrazów. Uczucia to cenna rzecz, ale na w

ciwym miejscu, na

pewno za  nie mog  zdominowa  (znowu  acina) naszych wypowiedzi, bo potem ich ryku nikt

nie wyg uszy.

Znajomo  j zyków klasycznych nie tylko otwiera nam oczy na przebogate dziedzictwo kultury

greckiej i rzymskiej, ona nas kszta tuje, czyni bardziej Polakami i lud mi. Nie spotka em

nikogo, kto 

owa by,  e uczy  si  kiedy  greki lub  aciny, za  poznane i pokochane skarby z

Hezjoda, Ajschylosa, Cycerona czyni  i dzi  cz owieka bardziej dostojnym. Greka i  acina to nie

tylko j zyki, to budulec najszlachetniejszych pok adów naszej duszy.

Dlatego wielcy Polacy przypominali: „Disce puer latinam, ego te faciam Mo ci Panie - Ucz si ,

ch opcze,  aciny, a b dziesz kim ".

background image

- 86 -

KULTURA - ZAGRO ENIA ZE STRONY IDEOLOGII

Dostrzegaj c dzi  negatywne skutki panuj cej w Polsce po wojnie ideologii (czy to na polu

ekonomicznym, czy politycznym), nawet nie zdajemy sobie sprawy, do jakiego stopnia upad a

kultura polska. Co wi cej, nie wiemy,  e proces ten by  dok adnie zaplanowany. A pod noszenie

upad ej kultury nie dokonuje si  natychmiast, lecz trwa przez pokolenia, i to przy za

eniu,  e w

tym kierunku prowadzone s  dzia ania, a nie podtrzymywany jest zastój lub dalsza degradacja.

Najgorszy jest stan, w którym brak nam porównania, bo wówczas wydaje si  nam,  e tak jak jest, jest

ca kiem w porz dku.  atwo o porównanie w sprawach prozaicznych, przyziemnych,  atwo

stwierdzi , które buty s  lepsze, którym samochodem wygodniej si  jedzie, ale w dziedzinie

kultury nie jest to takie proste.

We my jedn  z najpi kniejszych i najszlachetniejszych sztuk, jak  jest teatr. Teatr rozpocz  si

przed mniej wi cej dwoma i pó  tysi cem lat w Grecji, jego esencj  jest tragedia. Na scenie stoi

cz owiek i do nas mówi, s owo dociera do nas bezpo rednio,  ywe i pe ne sensu. Ów cz owiek

mówi np. tak:

„Ojcze, najwy szym darem  aski bogów Jest niew tpliwie u cz owieka rozum. [...]

Bo kto jedynie sam sobie zawierzy, Na swojej mowie polega i duszy, Gdy go ods oni ,

pustym si  oka e.

Cho by by  m drym, przystoi m owi Ci gle si  uczy , a niezbyt upiera .

Widzisz przy rw cych strumieniach, jak drzewo, Które si  nagnie, zachowa konary, A zbyt

oporne z korzeniami runie.

Tak e i  eglarz, który zbyt naci gnie  agle i folgi nie daje, przewróci  ód , b dzie p yn

uczepiony deski.

Ust p ty przeto i zaniechaj gniewu, Bo je li wolno s dzi  mnie, m odszemu,

Mniemam,   e  taki  cz owiek  najprzedniejszy,  Który  op ywa  w  rozum  z

przyrodzenia;

Je li tak nie jest - a i to si  zdarzy, Niechaj rad dobrych zbyt lekko nie wa y."

Te s owa wypowiada Hajmon do swego ojca Kreona, w sztuce Eurypidesa, zatytu owanej

„Antygona" (683-723). Jak pami tamy, w

nie Hajmona gra  kiedy  w latach m odzie czych

Karol Wojty a.

Przez dwa i pó  tysi ca lat kultura zachodnia wzbogaca a si  o dzie a dramatyczne zarówno te

greckie, rzymskie, jak i  redniowieczne, a potem wi kszo  narodów europejskich doczeka a si

swoich mistrzów. Doczekali my si  i my: Mickiewicz, S owacki, Krasi ski, Wyspia ski — to s

loty najwy sze.

background image

- 87 -

W czasie rozbiorów, jak i w okresie mi dzywojennym teatry polskie t tni y  yciem, wystawiaj c

klasyk  obc  i polsk . Zdawano sobie bowiem spraw , jak wielk  rol  w utrzymaniu poziomu

ducha narodu odgrywa w

nie teatr. Przespacerujmy si  wobec tego dzi  po teatrach stolicy

Polski, przeczytajmy tytu y sztuk: Dom wariatów, Mr Love, Odchodzi m czyzna od kobiety,

Zwi zek otwarty, Alicja w krainie szachów, Janek W drowniczek Mi  Tymoteusz i Psiu cio,

Elvjs, Metro, Zgaga, Alpejskie Zorze, Pokojówki, Z r czki do r czki

1

. Oczywi cie jest i klasyka

zarówno obca, jak i polska, jeden z teatrów wystawia dzie a wszystkie Szekspira, jest to karykaturalny

zlepek  cytatów  z  ró nych  sztuk  tego  wielkiego  autora.  Inny  teatr  wystawia  arcydzie o  Juliusza

owackiego którego akcja osadzona jest w prehistorii Polski: aktorzy je

 na motocyklach,

widocznie chodzi o to,  eby zatru  nasze dzieje i zbezcze ci  pami  wieszcza; a obecnie w Teatrze

Polskim w zwi zku ze zbli aj cymi si

wi tami Bo ego Narodzenia przygotowywana jest sztuka, w

której szydzi si  z Matki Boskiej. Pytamy wi c: w jakich czasach  yjemy? w jakiej cywilizacji? w

jakim kraju? Azali to naprawd  Polska? •

Zazwyczaj ludzie doci ni ci bie cymi potrzebami i trudno ciami, pozbawieni dobrego wykszta cenia i

wyrobionego smaku - nie zdaj  sobie sprawy,  e najistotniejszym punktem walki cywilizacyjnej, eko-

nomicznej,  politycznej  jest  nie  co  innego,  jak  w

nie  KULTURA.  Kultura  jest  bowiem  tym

najczulszym i najbardziej ludzkim punktem, ku któremu wszystko prowadzi, jest tym soczystym

owocem pe nym ziaren, dla którego ro lina pobiera soki, przyobleka si  w li cie, wypuszcza kwiaty.

Z natury wszystko co jest w cz owieku, poczynaj c od najprostszych czynno ci fizjologicznych a

ko cz c na aktach duchowych, ukierunkowane jest na jeden cel -jest nim kultura. Jak zwierz ta roz-

wijaj  si  ku pe ni swoich sprawno ci, ku zdobyciu odpowiedniego umi nienia, skóry, sylwetki, tak

w przypadku cz owieka istnieje naturalna inklinacja do rozwoju w nim kultury. Bo to stanowi istot

cz owieka i po to cz owiek  yje. Jest du o zamieszania z okazji zdobywania pokarmu, ubierania si ,

mieszkania, ale celem -jest zawsze kultura.

ycie spo eczne mo na tak ustawi ,  e ludzie b

yli dla w

ciwego sobie celu, a wi c dla kultury,

albo mo na przechwyci  ten cel, zabra  go sprzed oczu ludzi, aby ludzie kr cili si  w kó ko i  yli

bez sensu. Istota ka dego totalitaryzmu i ka dej ideologii sprowadza si  w

nie do tego,  e

cz owiek pozbawiany jest realnego celu  ycia. My w dalszym ci gu od czasu wprowadzenia

komunizmu  w  Polsce  uczestniczymy  w  systemie,  który  spo ecznie  pozbawia  nas  celu   ycia,  bo

odbiera nam kultur .

Ci, którzy zdobyli w adz  polityczn  w Polsce po wojnie, doskonale zdawali sobie spraw  z

kluczowej roli kultury. Podbi  dane spo ecze stwo, to ostatecznie zniewoli  jego dusz , a wi c

zaw aszczy  jego kultur . Równocze nie opanowanie kultury danego narodu przez obcych

sprawia,  e naród ten przestaje postrzega  w asn  niewol .

background image

- 88 -

To przecie  kultura otwiera oczy cz owiekowi na  wiat, je li wi c naród traci w asn  kultur , to i

traci wzrok.

 posuni cia czysto administracyjne, ale s  i bardziej wyrafinowane. Pierwsze ministerstwo

kultury powo

 nie kto inny jak W odzimierz Lenin. Po co? Po to,  eby administracyjnie

podporz dkowa  nowej ideologii ca e  ycie kulturalne. To ministerstwo kultury dokonuje

nominacji na dyrektorów placówek kulturalnych, takich jak teatry, muzea czy biblioteki, to

ministerstwo kultury zarz dza finansami, jednym da, innym nie da. Niejaki Krasucki, sekretarz

generalny Komunistycznej Partii Francji, wprost przyznawa ,  e w walce klas kultura nie jest

terenem neutralnym, rodzajem Szwajcarii politycznej, ale jest elementem ogólnej walki, której

celem jest transformacja spo ecze stwa. Z kolei przedwojenny w oski komunista, Antonio

Gramsci, nawo ywa , aby ujarzmi  aktywno  kulturaln , uczyni  j  zale

 od polityki i

ministerstw. Ale nie tylko, twierdzi  jeszcze,  e nie wystarczy zaw adn  ministerstwami, nale y

jeszcze podbi  umys y,  ami c znaki i symbole, przy których pomocy ludzie si  porozumiewaj ,

by nast pnie zaszczepi  w nich nowe sposoby my lenia i dzia ania, zgodne z now  ideologi

2

.

W roku 1919 w Dusseldorfie og oszono szereg regu  pomocnych dla przeprowadzenia rewolucji.

Mo emy tam przeczyta ,  e nale y opanowa

rodowisko krytyków sztuki oraz kierownictwa

muzeów, spowodowa  upadek norm moralnych, wciskaj c pornografi  i obsceniczno  do gazet,

ilustrowanych tygodników i ksi ek.  ledz c dzi  po tylu latach zawarto  wi kszo ci mediów,

widzimy,  e tamta rewolucja jeszcze si  nie sko czy a,  e tamte dyrektywy nadal obowi zuj :

obsceniczono  i upadek norm moralnych. A dlaczego tak wa ni s  krytycy sztuki? A dlatego,  e oni

urabiaj  masow  opini  na temat dzie  sztuki i twórców, zarówno dawnych, jak i nowych. Dlaczego tak

wa ne s  muzea? — bo muzeum jest oknem w przesz

, mo na przesz

 ukaza  wspania  i

buduj

, a mo na kar owat  i obc . Dlaczego tak wa ne s  biblioteki? A dlatego,  e masowy

czytelnik korzysta z bezp atnej biblioteki, cho  nie wie,  e ksi gozbiór jest ideologicznie

selekcjonowany. W jednej z dzielnicowych, ale naukowych bibliotek Warszawy znale  mo na

wszystkie dzie a Marksa i Lenina, ale ani jednej ksi ki Ojca Profesora Kr pca.

Potrzebujemy kultury, która z jednej strony nas samych buduje do pe ni cz owiecze stwa, z drugiej za

- otwiera nam oczy. Jedno idzie w parze z drugim: kultura buduj c nas, otwiera nam oczy. To jest naj-

bszy wymiar bycia cz owiekiem. Arcydzie a kultury zachodniej buduj  i otwieraj   oczy, dlatego

ka de pokolenie ich potrzebuje, aby wyrasta  na ludzi. Ka de pokolenie musi przej  przez

Ajschylosa, Sofokiesa, Eurypidesa, Szekspira, Mickiewicza, S owackiego, Wyspia skiego, aby nie

skar owacie  i aby nie by

lepym. Je eli dzi  jeste my w dalszym ci gu tego pozbawieni, to znak,

e antyludzka ideologia, niezale nie od takich czy innych nazw, jeszcze si  nie sko czy a, to

znak,  e rozdawanie stanowisk i kreowanie autorytetów dokonuje si  nadal wedle dawnego klucza,

background image

- 89 -

obejmuj cego nawet koligacje stalinowskie.

A my jeste my Polakami, my rozumiemy,  e cz owiek potrzebuje kultury autentycznie ludzkiej, a nie

totalitarnej, nawet je li ta ostatnia stroi si  dzi  w piórka wolno ci i demokracji. I dlatego ca y nasz

wysi ek i ca e nasze serce wk adamy w to, aby t  kultur  ludzk  w naszym narodzie, i nie tylko,

bo korzystaj  z naszej pracy równie  inne narody, odbudowywa . To jest ten motyw przewodni

Lubelskiej Szko y Filozoficznej, i tego, jako kolejne pokolenia uczniów, nauczyli my si  od

naszego Mistrza, Ojca Profesora Kr pca.

Wierz ,  e w naszych sercach nadal mieszka kultura polska. Trzeba tylko, aby ten  ar buchn

omieniem, aby ogrza  i o wieci  tylu naszych ci gle jeszcze zagubionych rodaków, w kraju i

na  wiecie. A gdy odzyskamy nasz  kultur , odzyskamy wszystko. Bo taka jest pot ga kultury

polskiej,  e wznosi ku Bogu, buduje prawdziwie ludzk  solidarno , a gdy trzeba, zagrzewa do

boju. B

my wi c Polakami i nie pozwólmy odebra  sobie tego najcenniejszego skarbu.

1

 Zob. „Informator Kulturalny Stolicy", nr 11 (35), repertuar na listopad 1999.

2

 „Revue de la politique francaise",42, 499, 1998, s. 24n.

background image

- 90 -

PYTANIE O PRZYSZ

 POLSKICH ZIEM ODZYSKANYCH

Stosunek do ziemi w ró nych cywilizacjach

Rozpad Zwi zku Sowieckiego, a co za tym idzie i bloku komunistycznego, nast pnie zjednoczenie

Niemiec, a wi c i wzmocnienie ich pozycji w Europie, kierunek integracji Europy w ramach tzw. Unii

Europejskiej - istotnie rzutuj  na przysz

 Polski jako pa stwa i na przysz

 Narodu Polskiego. W

sposób szczególny zagro ona jest suwerenno  - ze wzgl du na podporz dkowywanie Polski

prawu i w adzy obcej (umo liwione przez now  Konstytucj  i zasady integracji z UE). W ród wielu

ró nych zagro

 na polu ekonomii, edukacji, kultury etc. — na jedno z czo owych miejsc wysuwa si

zagro enie realnej utraty tzw. Ziem Zachodnich (Odzyskanych).

Mówi c o Ziemiach Odzyskanych mo na bada  historyczne prawa Polaków do tych ziem, mo na pokaza

aktualny status prawny (jak broni  w asno ci ziemi), mo na analizowa

wiadomo  polskiego spo e-

cze stwa w tych sprawach (niestety, posiadaj cego s ab  orientacj ), a wreszcie mo na przyjrze  si

dalekosi nym planom niemieckim. Ale poza tymi problemami jest jeden, który stanowi swego rodzaju

aszczyzn  dla przeprowadzania bardziej szczegó owych analiz. Jest nim mianowicie problem stosunku

do ziemi jako ziemi.

Do ziemi podchodzi  mo na na wiele sposobów. Ziemia to  ywicielka, która dostarcza pokarmu

rodzinie. Ziemia to równie  ojcowizna, która zabezpiecza trwa

 rodziny lub rodu na wiele pokole .

Ziemia to fizyczne pod

e pa stwa. Ziemia to  ywicielka narodu.

Ziemia to obszar ekspansji. Ziemia to towar — przedmiot handlu i spekulacji. W zale no ci od tego,

jak traktuje si  ziemi , pojawia si  inne nastawienie zarówno osobiste, jak i instytucjonalne. Ale od

czego zale y to nastawienie? Czy jest to kwestia indywidualnych zró nicowa , mody, koniunktury,

polityki, ideologii, religii? Wydaje si ,  e w ród ró nych czynników najwa niejszy jest ten

najmniej dostrzegalny i traktowany jako nieomal co  naturalnego - cho  natur  nie jest. Stosunek do

ziemi zale y przede wszystkim od typu cywilizacji, do jakiej kto  nale y.

Mongo owie zas yn li w  redniowieczu jako bardzo sprawni wojownicy i administratorzy. W

pewnym okresie utworzone przez Czyngis-chana i jego nast pców pa stwo by o najwi kszym

pa stwem wszechczasów

1

. Feliks Koneczny Mongo om przypisuje wytworzenie jednej z

najbardziej znacz cych cywilizacji nazwanej przeze  cywilizacj  tu-ra sk . Do istoty tej cywilizacji

nale

 podbój ziem i poszerzanie granic imperium. Co przez ludy podbite odbierane by o jako

napad i rozbój, to w poj ciu Mongo ów by o usankcjonowane religijnie i zwyczajowo. Uwa ano

mianowicie,  e Niebo powierzy o rodowi Czyngis-chana misj  zjednoczenia ca ego  wiata, nad

którym ten ród ma panowa

2

. Wymowna by a te  tre  piecz ci, zachowana w li cie do papie a

Innocentego IV, a wykonana przez ruskiego rzemie lnika, Ku

: „Moc  Wiecznego Nieba.

background image

- 91 -

Rozkaz panuj cego nad  wiatem w adcy wielkiego pa stwa mongolskiego. Kiedy dotrze do

ludzi poddanych i ludzi nie poddanych, niechaj go s uchaj  i boj  si "

3

.  A  zatem  w  cywilizacji

tura skiej ca a ziemia jest w asno ci  panuj cego rodu mongolskiego na skutek wyroków si

boskich. Najazdy to nie napady, ale sprawiedliwe odzyskiwanie w asno ci rodowej. Ziemia i ludzie to

asno  panuj cego.

W cywilizacji bizanty skiej g ównym podmiotem  ycia spo ecznego jest scentralizowane pa stwo.

Pa stwo  yje z zaborów,  upów i administracyjnie  ci ganych danin. Oficerowie otrzymuj  ziemi  na

podbitych terenach, a tubylcy na niej pracuj .  upie cze podej cie do ziemi sprawia,  e potrzeba

coraz to nowych ziem z tubylcami, aby pa stwo mog o si  utrzyma

4

.

Inaczej rzecz wygl da w przypadku cywilizacji  ydowskiej. Ko-neczny zwraca uwag ,  e wyst puje tu

tendencja sprowadzania wszelkiego maj tku do statusu maj tku ruchomego. Pisze: „Niestety, spopula-

ryzowa a si  zasada cywilizacji  ydowskiej, jako wszelka w asno  nawet materialna nieruchoma,

ziemia i domy, winna by  prawnie i obyczajowo ruchoma i to jak najbardziej,  e tedy nale y protegowa

wszystko, co mo e prowadzi  do cz stej zmiany w

ciciela. Nazywa si  to „przyspieszeniem obrotu

asno ci " i zdo ano ju  wmówi  w ogó  naszej inteligencji, jako jest to znakomitym  rodkiem

podnoszenia dobrobytu (lecz czyjego?). W cywilizacji  aci skiej rzecz ma si  przeciwnie."

5

. A zatem

w cywilizacji  ydowskiej dominuje podej cie do wszystkiego jak do towaru, duch handlu wsz dzie

daje o sobie zna , równie  w przypadku ziemi. Handel ziemi  nabiera nawet charakteru spekulacyjnego.

A co to znaczy,  e „w cywilizacji  aci skiej rzecz ma si  przeciwnie?" Otó , w cywilizacji  aci skiej

ziemia jest w asno ci  prywatn  poszczególnych osób w obr bie danej rodziny. Rodzina monogamicz-

na potrzebuje oparcia we w asnym maj tku. Feliks Koneczny pisa : „Idea em ekonomicznym

cywilizacji  aci skiej jest w asno  nieruchoma; a ogólniej mówi c, jak najmniejsza ruchomo

mienia, czyli jak najwi ksza sta

 i trwa

 maj tku w r ku tej samej rodziny. Wszystko, co

atwia ci

e przechodzenie mienia z r k do r k, przeciwne jest naszej cywilizacji"

6

.  A  zatem  w

cywilizacji  aci skiej w asno  prywatna ziemi by a stabilizatorem i gwarantem realizowania praw

rodziny. W ten sposób w asno  prywatna ziemi nabiera wymiaru moralnego, a wr cz

personalistycznego. „... w asno  ziemska daje najwi cej niezawis

ci duchowej [...] nawet

najubo szy rolnik, gdy zap aci podatek, jest królem na swym gruncie; mo e si  zamkn  przed ca ym

wiatem; mo e by  zawsze sam sobaj nikomu nie musi podlega  i nikt do niego nic nie ma. Ten

sobiepan jest po prostu sam sob — póki trwa i panuje ko o niego cywilizacja  aci ska. [...] Cywilizacja,

oparta na personalizmie, musia a doj  do wywy szenia w asno ci ziemskiej, do oparcia na niej

wszelkich honorów w pa stwie i spo ecze stwie. Pod tym wzgl dem idziemy  ladem poprzedniczki

naszej, cywilizacji rzymskiej"

7

. A zatem w asno  ziemska chroniona przez cywilizacj

aci sk  w

najwy szym stopniu zabezpiecza tak charakterystyczn  dla cz owieka jako osoby - suwerenno , a

background image

- 92 -

równocze nie stanowi trwa e oparcie dla rodziny. W naszej polskiej tradycji zarówno szlacheckiej, jak i

ch opskiej, mi

 do w asnej ziemi by y niezwykle charakterystycznym rysem.

Maj c na wzgl dzie cztery odmienne podej cia do ziemi w ró nych cywilizacjach mo emy zastanowi

nad cywilizacyjnym statusem naszych Ziem Zachodnich. Zosta y one odzyskane wskutek dzia

wojennych mocarstwa kieruj cego si  zasadami cywilizacji tura sko-bizanty skiej. Wskutek ekspansji

wojskowej wschodnie ziemie Rzeczypospolitej przesz y na w asno  republik radzieckich, a dawne

ziemie polskie przy czono do kraju. Niemniej jednak — zgodnie z zasad  tura sko-bizanty sk - Polacy,

przesiedleni ze wschodu, na Ziemiach Zachodnich nie byli w

cicielami, lecz dzier awcami lub po

prostu pracownikami w PGR-ach. Ziemie te odzyskano nie dla Polaków, ale dla bloku

komunistycznego. Znakiem tego jest fakt,  e Polaków na tych terenach bardziej komunizowano ni

ziemie polonizowano. Upadek ZSRS i komunizmu sprawi ,  e zmieni  si  typ cywilizacji, w którego

ramach funkcjonuje  ycie polityczne w Polsce. Niestety, nie nast pi  powrót do w

ciwej nam

cywilizacji  aci skiej, lecz weszli my w now  mieszank  cywilizacji bizanty skiej z cywilizacj

ydowsk . Polega to na tym,  e zalegalizowane i propagowane przez pa stwo i instytucje

ponadpa stwowe (bizantynizm) jest traktowanie ziemi jako towaru (judaizm). W mediach coraz

cz ciej pojawiaj  si  ró nego rodzaju autorytety, pos uguj ce si  j zykiem polskim, które nawo uj

do zmiany mentalno ci: ziemi si  nie kocha, kocha si  pieni dze, które mo na uzyska  dzi ki jej

sprzeda y.

Niesie to za sob  szereg konsekwencji. W skali osobistej Polacy trac  grunt (w sensie dos ownym)

zabezpieczaj cy ich suwerenno  duchow . W skali rodzinnej polskie rodziny ze wzgl du na niski

status ekonomiczny nie mog  konkurowa  w zakupie ziemi z cudzoziemcami, a wi c w dalszej

perspektywie traci  b dziemy gniazda rodzinne. W skali narodowej, miliony Polaków nie b

posiada y ziemi, na której dalej b

 mieszka , a wi c przydzielony nam b dzie status parobków. W

skali pa stwowej grozi nam dezintegracja niepodleg ego pa stwa, ze wzgl du na gro

 utraty

olbrzymich obszarów (nie ma pa stwa bez ziemi).

Dla Polski i dla Polaków brak powrotu do zasad cywilizacji  aci skiej staje si

miertelnym

zagro eniem. To zagro enie wynika te  z faktu tysi cletniej tendencji naszych zachodnich s siadów do

ekspansji na wschód, a wyra aj cej si  w znanej formule Drang nach Osten. Nie bez znaczenia jest

równie  to,  e wiele z tych ziem by o przed wojn  w posiadaniu Niemców. Natomiast Polacy teraz

tam mieszkaj cy nie s  a  tak uczuciowo zwi zani z ziemi , poniewa  zostali przymusowo

przesiedleni z ziem wschodnich.

Trzeba pami ta ,  e je eli proces utraty ziemi przez Polaków b dzie bieg  w tym kierunku, w

jakim realizowane s  procesy integracyjne z UE, to utrata ziemi b dzie procesem

nieodwracalnym, przynajmniej na kilka wieków. I nawet je li ziemia zakupiona przez

background image

- 93 -

cudzoziemców b dzie dalej jednostk  spekulacyjn , to Polacy w znikomej cz ci b

 mogli

wzi  udzia  w tej grze, ze wzgl du cho by na post puj ce ubóstwo.

Ko ció  katolicki, tak bardzo odpowiedzialny za losy polskiego narodu i  wiadom znaczenia

niepodleg

ci pa stwa dla katolicyzmu, w czy  si  niezwykle energicznie w proces utrwalania

polsko ci na Ziemiach Odzyskanych. Prymas Tysi clecia nie raz na ten temat si  wypowiada  i

przypomina  naszemu narodowi, nie tylko kim jest, ale i co posiada, a co mo e straci . W roku

1957 we Wroc awiu Prymas mówi : „W jednym z wywiadów napisa em kiedy  dla prasy zagra-

nicznej,  e powrót Polski na Ziemie Zachodnie, do ojcowizny piastowskiej, jest wyrazem

sprawiedliwo ci Bo ej i ostrze eniem dla krwawych narodów. Polska przez wieki tutaj wsiewa a,

a niwa jej zosta a zniszczona przez nieprzyjació . Lecz dobry Bóg skruszy  ich dzie o i

ponownie nas tu sprowadzi , aby my mogli wsiewa  nowe ziarno w oddane nam ziemie."

8

.

Mija y lata, polsko  tych ziem wydawa a si  niezaprzeczalna, a jednak Prymas w roku 1970 we

Wroc awiu ostrzega : „Wo amy z ziemi po wiekach przywróconej macierzy! Mo e oswoili cie

si  z tym faktem, mo e jest to dla nas zbyt oczywiste, mo e to ju  nikogo nie dziwi. Czy jednak

jeszcze na to nie za wcze nie?"

9

 Có  za roztropne i dalekosi ne ostrze enie!

Warto, aby dzi  osoby odpowiedzialne za Ko ció  i pa stwo, wzi y sobie to przes anie i to pytanie

Prymasa Tysi clecia do serca. Bo gdy zagro ona jest ziemia, zagro ony jest Polak, jego rodzina i

Naród Polski.

1

 „W okresie najwi kszego zasi gu terytorialnego [imperium] obejmowa o, poczynaj c od wschodu:

Kore , Mand uri , Chiny, kraje Azji Po udniowo-Wschodniej, Mongoli , Syberi  Po udniow ,

Tybet, Turkiestan Wschodni i Zachodni, Afganistan, Iran, Irak, cz ciowo Kaukaz i Ma  Azj ,

stepy ukrai skie i nadwo

skie, nie licz c ziem zwasalizowanych, jak ksi stwa ruskie, królestwo

Armenii, Gruzji, su tanat seld ucki i wiele innych w ró nych cz ciach imperium." (S. Ka

ski,

Dawni Mongo owie, Warszawa 1983, s. 203).

2

 ibid., s. 209.

3

ibid., s. 211.

4

 Feliks Koneczny, Prawa dziejowe, Londyn 1982, t. 2, s. 194n.

5

 ibid., s. 200.

6

 F. Koneczny, Cywilizacjia  ydowska, Londyn 1974, t. 3, s. 269.

7

 F. Koneczny, Prawa dziejowe, dz. cyt., s. 199.

8

 Stefan kardyna  Wyszy ski, Nauczanie spo eczne 1946-1981, Warszawa 1990, s. 87.

9

 ibid., s. 408.

background image

- 94 -

SENIOR W RODZINIE WIELOPOKOLENIOWEJ

Pytanie o rol  seniora w rodzinie wielopokoleniowej nie jest pytaniem  atwym, g ównie ze wzgl du na

to,  e zmianie ulega sam model rodziny a wraz z nim tak e samo poj cie seniora. Jak zwykle, w przy-

padkach trudnych, trzeba dokona  pewnych rozró nie .

Na wsi mamy w dalszym ci gu przewag  rodzin wielopokoleniowych, trzy-, cztero-, a nawet

pi ciopokoleniowych. W mie cie natomiast rodziny s  najcz ciej dwupokoleniowe. W takim stanie

rzeczy kontakt dziadków z m odszym pokoleniem jest w mie cie do  sporadyczny, natomiast na wsi -

nieustanny. Inaczej wygl da rola kobiety (babci), a inaczej m czyzny (dziadka). Inna jest relacja

dziadków do w asnych dzieci, a inna do dzieci ich dzieci, czyli wnuków. Rola seniora w rodzinie

wielopokoleniowej zale y wi c od tego, czy mieszka razem z ca  rodzin , czy osobno, czy jest kobiet ,

czy m czyzn , czy ma na uwadze w asne dzieci, czy te  wnuczki. S  jednak pewne zadania wspólne

babci i dziadka, na wiosce i w mie cie; na nie w

nie, zw aszcza wobec ró norakich zagro

, trzeba

zwróci  uwag .

Dlaczego zmianie ulega model rodziny? Bierze si  to przede wszystkim z racji polityczno-

ideologicznych. Socjalizm, komunizm, liberalizm - ideologie, które od dwustu co najmniej lat dosz y

do  w adzy  nie  tylko  w  Europie,  ale  i  w  wi kszo ci  pa stw   wiata,  s   ideologiami  istotnie

antyrodzinnymi. W komunizmie rodzina traktowana jest jako anachronizm charakterystyczny dla

ustroju kapitalistycznego, dlatego walka z kapitalizmem jest nade wszystko walk  z rodzin .

Spo ecze stwo ma sta  si  jedn  wielk  rodzin , gdzie nie wiadomo, który m czyzna jest tatusiem, a

ka dy na pewno jest wujkiem. Wyrazem komunistycznego podej cia do rodziny by a architektura

blokowa. Mieszkania nie nadaj  si  do ulokowania w niej rodziny wielopokoleniowej, a nawet s

trudno ci, aby mog a w niej mieszka  rodzina dwupokoleniowa, tworz c w asne gospodarstwo. Do lat

70. budowano w Moskwie mieszkania bez kuchni! By a jedna sto ówka na ca y blok. A wiemy,  e

rodzin  spaja ognisko domowe, czyli kuchnia, w której przygotowywane s  posi ki i spo ywane

wspólnie przez wszystkich cz onków rodziny. Zlikwidowano kuchnie, a tak e normalne sto y, za

którymi mo na zasi

. W miejsce sto ów pojawi y si  tzw.  awy, a wi c niskie stoliki, przy których

nie zje si  obiadu, cho by dlatego,  e ma o na nich miejsca a pochylaj c si

ciskamy 

dek.

Fizycznie zacz to wymusza  mod  na posi ki poza domem.  niadanie i obiad w szkole lub w

zak adzie pracy, kolacja w barze mlecznym.

Liberalizm atomizuje spo ecze stwo, kreuje styl  ycia indywidualny. Dziadkowie mieszkaj  w domu

starców, rodzice maj  w asne mieszkania (i ewentualnie zmienili ju  partnerów), a m odzi ludzie

bardzo szybko opuszczaj  dom. W niektórych krajach zachodnich ju  liceali ci mog  otrzyma  kredyt

mieszkaniowy i wyprowadzi  si  z domu. Wi zi mi dzypokoleniowe, a nawet wewn trz pokoleniowe

background image

- 95 -

ulegaj  erozji. Ka dy  yje po swojemu, a przynajmniej tak mu si  wydaje. Albowiem ponad g owami

pojedynczych osób lansowany jest gromadny model  ycia przy u yciu mediów, edukacji i ca ej

socjotechniki. Wype niony stadion i supermarket obrazuj  efekt socjotechnicznego sterowania

indywiduami, które wpadaj  w masow  pu apk . Ostatecznie wi c i komunizm, i liberalizm, stanowi

odmian  socjalizmu, gdzie jednostka i rodzina roztapia si  w masie.

A przecie  tradycji polskiej obcy jest zarówno komunizm, jak i liberalizm, nasza tradycja to

rodzina wielodzietna i wielopokoleniowa, w której senior otaczany jest szacunkiem i w której ma on

do ko ca wiele zada  do spe nienia. Dlatego rozumiej c zagro enia rodziny p yn ce z ideologii,

musimy przypomnie  i na nowo odczyta  rol  seniora w polskiej rodzinie.

Senior jest  ywym  wiadkiem historii rodzinnej. W t  histori  nikt lepiej nie wprowadzi najm odszego

pokolenia ni  babcia lub dziadek. Senior nie tylko zna histori  rodziny, ale równie  b

c na emeryturze

mo e wi cej czasu po wi ci  wnukom ni  rodzice, którzy najcz ciej s  zapracowani. Dziecko trzeba

jednak od pierwszych miesi cy przyzwyczaja  do obecno ci dziadków, do szanowania ich i s uchania.

Je eli w pierwszych latach  ywych ludzi zast pi telewizor, to trudno liczy  na to,  e dziecko i

odzieniec b

 dziadków s ucha  i szanowa . Ale to od rodziców i od dziadków zale y, co i kto

pojawia si  przed oczami dziecka. M ody cz owieczek puszczony samopas wpada w sid a nowoczesnej

socjotechniki, której celem jest wyrwanie dzieci rodzinom. Zagro enie takie mo e by  w du ej mierze

zniwelowane poprzez skierowanie uwagi dziecka na najbli szych i tych, którzy  yj  (ciotka, wujek,

kuzynostwo), i tych, którzy odeszli (pradziadkowie). Cz onkom rodziny trzeba nada  swoist  rang  z

tytu u nale enia do rodziny, a nie posiadanego wykszta cenia, zamo no ci, czy wykonywanego

zawodu.

Rodzina jest cz ci  rodziny rodzin, czyli narodu. Senior musi patrze  szerzej na  ycie cz owieka

ni  tylko przez pryzmat w asnych losów czy losów swojej rodziny. Senior powinien rozumie ,  e prze-

sz

 ka dej rodziny ginie w pomrokach dziejów ca ego narodu. Któ  to wie, kto by  moim pra, pra,

pradziadkiem?  A  kto  pra,  pra,  prababk   w  XV  czy  w  XVI  w.?  A  przecie   kto   by ,  gdy   ja  sam

stanowi  kolejne ogniwo w ci gu pokole . Senior w sposób szczególny powinien wi c dba  o

narodowe wychowanie wnuczków. Powinien troszczy  si  o  adn  polszczyzn  domowników, o

dobre obyczaje, o poznanie ojczystych dziejów, narodowej kultury i pi kna polskiej ziemi. S

 temu

opowie ci i rozmowy, g

na lektura i muzykowanie, wspólne wyprawy do parku, do muzeum, do

teatru lub opery, a tak e wycieczki krajoznawcze podczas wakacji. Je eli natomiast dziadkowie wol

zajmowa  si  pieskiem, a dzieci wolny czas sp dzaj  przed telewizorem, to oczywi cie nie ma mowy o

wychowaniu do polsko ci i o przekazaniu dziedzictwa kultury ojczystej. Wówczas senior nie powinien

si  dziwi ,  e w asne wnuczki go unikaj  lub si  z nim nudz , albo wr cz nastawione s  wrogo. Przekaz

kultury ojczystej wymaga odpowiedniego klimatu, atmosfery, któr  wytworzy  mo e tylko dom.

background image

- 96 -

Istotn  cz ci

ycia cz owieka jest religia. Ostateczny sens naszego istnienia nie jest bowiem zwi zany

ani z rodzin , ani z narodem, ani z pa stwem, ani ze  wiatem, ale z Bogiem. Wspó czesne ideologie

jednak u swych podstaw ateistyczne. Ruguj  religi  z  ycia publicznego, staraj c si  nawet zaw adn

naszym sumieniem. W Zwi zku Sowieckim powszechna ateizacja stanowi a podstaw  dzia

 pa stwa

w ka dej dziedzinie  ycia, poczynaj c od polityki, poprzez media, szko , a ko cz c na rodzinie.

wi tynie równano z ziemi , zamieniano na magazyny lub lazarety, duchownych zamykano w

wi zieniach, mordowano lub zsy ano na Syberi . Dziadkowie byli tymi, którzy uczyli po kryjomu

ma e dzieci modli  si . Trudno by o ich zastraszy , poniewa  jako starsi niewiele mieli do stracenia,

nie bali si  o prac , bo byli ju  na emeryturach, byli m drzejsi od  redniego pokolenia poddanego

procesowi ideologicznego prania mózgów. Wielka by a rola dziadka lub babci pod zaborami i w

komunizmie, to oni troszczyli si  o religijne wychowanie dzieci.

W obecnej sytuacji rola ta nadal jest aktualna, cho  sposoby ateizo-wania dzieci i m odzie y uleg y

zmianie. M odzi ludzie odci gani s  od wiary poprzez styl  ycia lansowany w mediach, równie  szko a,

cho  s  w jej programie lekcje religii, nie troszczy si  zbytnio o w

ciwe wychowanie swoich

podopiecznych. Senior powinien wp ywa  swoim autorytetem i przyk adem na post powanie wnuków,

roztropnie ostrzegaj c przed konsekwencjami kierowania si  z ymi wzorami. Przypominanie o

codziennym pacierzu, o Mszy  w. o spowiedzi i Komunii  w., le y praktycznie bardziej w gestii

dziadków ni  zaj tych prac  rodziców. Dzieci i m odzie  pozostawione same sobie zostan  bardzo szybko

zdemoralizowane i ulegn  ateizacji.

ycie ludzi starszych zmierza ku naturalnemu ko cowi. Koniec ten dotyczy jednak biologicznej

strony naszego  ycia, a nie duchowej. Wiara ukazuje now  perspektyw

ycia. Dla ludzi starszych ich

asne dzieci oraz wnuki s  tymi, które pozostan , gdy oni ju  odejd . Nie mo na udawa ,  e jest si

odym, gdy ju jest si  osob  starsz .  yje si  tylko raz, to znaczy,  e kolejne etapy  ycia cz owieka ju

nie wróc , nie wróci dzieci stwo, które min o, nie wróci m odo . Ale zostaj  po nas m odsze

pokolenia. Nie mo na udawa  dzidziusia, gdy ma si  70 lat, nie mo na by  egoist , gdy trzeba si

dzieli . Cho  zbli a si  czas odej cia, trzeba by  m drym patrz c daleko w przysz

. Cyceron w

dialogu „O staro ci" pisa : „Rolnik cho by nie wiem, jak stary, zapytany, dla kogo sadzi te drzewa,

bez  wahania  odpowie [a wie,   e nim one  wyrosn , jego  ju  nie  b dzie]:  Dla  bogów  nie miertelnych,

których wol  jest, bym nie tylko dziedziczy , ale równie  przekaza  co  od siebie potomnym."

Takie jest zadanie seniora: przekaza  dziedzictwo rodu, narodu, kultury i wiary potomnym, tym

najbli szym i tym dalszym. Dopiero wówczas  ycie na ziemi osi gnie swój naturalny sens, dopiero

wówczas cz owiek nie 

uje,  e 

, a inni dzi kuj  mu za to,  e 

.