background image

Lee Wilkinson 

 

Nowa sekretarka 

 

Stand–in Mistress 

Tłumaczył Krzysztof Bednarek 

background image

R

OZDZIAŁ PIERWSZY

 

 
— Czy instalacja się nie opóźni? 
— Oczywiście, Ŝe nie — odpowiedziała z pewnością w głosie Joanne. Wiedziała, Ŝe świetnie 

wygląda w popielatym kostiumie. ZałoŜyła nogę na nogę. 

Krępy prezes spółki Liam Peters zastanowił się chwilę. 
—  Jeśli  pani  firma  rzeczywiście  jest  w  stanie  wykonać  usługę  na  poziomie,  jaki  mi  pani 

opisała, myślę, Ŝe podpiszemy umowę — zdecydował. 

—  MoŜe  pan  na  nas  liczyć  —  zapewniła  Joanne.  Prezes  patrzył  na  nią  przyjaźnie.  Była 

elegancka, smukła, miała niebieskie oczy, pełne usta, prosty nos, zdecydowany wyraz twarzy. 

Nie klasyczna piękność, pomyślał, ale ma interesującą urodę. Kobieta z charakterem. 
— Skoro tak, oczekuję w poniedziałek z samego rana waszych techników — zakończył. 
— Przyjdą — odparła z uśmiechem Joanne. 
Jej uśmiech sprawił, Ŝe prezes uznał ją jednak za piękność. 
Wstał i odprowadził Joanne do sekretariatu. Uścisnęli sobie dłonie. 
Wyszła  ze  świeŜo  wykończonego  biurowca  spokojnym  krokiem,  choć  miała  ochotę 

podskakiwać i krzyczeć z radości. Fulham Road oświetlało złociste, wrześniowe, popołudniowe 
słońce. Ulice Londynu jak zwykle roiły się od warczących samochodów. 

Trwała  recesja  i  załoŜona  przez  brata  Joanne  firma  Optima  Business  Services  od  kilku 

miesięcy  miała  kłopoty.  Tego  dnia  Joanne  cieszyła  się,  poniewaŜ  wydawało  się,  Ŝe  sytuacja 
wraca do normy. 

Steve  załoŜył  firmę  przed  pięcioma  laty  i  od  tego  czasu  z  trudem  próbował  utrzymać  się  na 

rynku.  Klientów było z powodu recesji  niewielu. Przychody  były więc skromne, a młoda  firma 
nie miała duŜego zaplecza finansowego. 

Pierwsze  powaŜne  trudności  doprowadziły  do  zastawienia  domu  Winslowów.  Następna  fala 

kłopotów, która nadeszła wkrótce potem, zagroziła im ostatecznym bankructwem. 

Jednak,  właśnie  tego  ranka,  międzynarodowa  firma  inwestycyjna  MBL  Finance, 

specjalizująca  się  w  pomocy  małym  przedsiębiorstwom,  obiecała  Steve’owi  duŜy  zastrzyk 
gotówki.  A  przed  chwilą  Joanne  wynegocjowała  lukratywny  kontrakt  na  instalację  duŜej  sieci 
łączności. 

Szła do metra, ale spojrzała na zegarek i zatrzymała się. Była juŜ szesnasta czterdzieści. Nie 

było  po  co  wracać  do  siedziby  firmy,  mieszczącej  się  w  Kensington,  jednej  z  eleganckich 
dzielnic  miasta.  Joanne  znajdowała  się  w  pobliŜu  domu.  Wróci  więc  juŜ  z  pracy  i  przygotuje 
uroczystą kolację. Skręciła ku ulicy Carlisle. Mieszkali razem ze Steve’em, ich siostrą Milly i jej 
męŜem — Duncanem. 

Milly na pewno była w domu i pakowała się. Pobrali się z Duncanem niedawno. Był świeŜo 

upieczonym  lekarzem  i  dostał  właśnie  pracę  w  Edynburgu,  skąd  pochodził.  Miał  tam  odbywać 
staŜ.  Nad  przychodnią  znajdowało  się  umeblowane  mieszkanie,  do  którego  mieli  zamiar  się 
wprowadzić. Tego piątkowego wieczora wyjeŜdŜali nocnym pociągiem, aby urządzić się w ciągu 
soboty i niedzieli. 

Jedna  z  recepcjonistek  przychodni  zwolniła  się  ostatnio,  dzięki  czemu  takŜe  Milly  miała 

zapewnioną pracę na miejscu. Wcale się jednak nie cieszyła, Ŝe wyjeŜdŜa z Londynu tak daleko. 
Miała  teraz  ciągle  naburmuszoną  minę  i  denerwowała  się  z  byle  powodu.  Kłóciła  się  z 
Duncanem.  Mówiła,  Ŝe  podoba  jej  się  obecna  praca  —  była  sekretarką  —  i  Ŝe  nie  ma  ochoty 

background image

jechać.  Duncan  odpowiadał  na  to  spokojnie,  Ŝe  przecieŜ  przed  ślubem  mówił  jej  wyraźnie,  iŜ 
zamierza wrócić do Szkocji. 

Milly  nie  mogła  temu  zaprzeczyć,  płakała  więc,  a  kiedy  to  w  niczym  nie  pomagało  — 

wybuchała gniewem. Dobrze, Ŝe przynajmniej Duncan znosił wszystko ze stoickim spokojem. W 
przeciwieństwie  do  krewkiej  Ŝony  był  z  natury  bardzo  zrównowaŜonym,  trzeźwo  myślącym 
człowiekiem. 

WzdłuŜ ulicy Carlisle, cichej, spokojnej, ocienionej drzewami, stały stare, eleganckie domy o 

charakterystycznych  wejściach  ze  schodkami  i  kolumienkami.  Joanne  z  rodzeństwem  mieszkali 
pod  numerem  dwudziestym  trzecim.  Dom  naleŜał  wcześniej  do  ich  rodziców.  We  frontowym 
oknie  widniał  wówczas  szyld:  JOHN  I  JANE  WINSLOW.  BIURO  NOTARIALNE. 
Winslowowie  byli  szczęśliwą  rodziną.  Niestety,  przed  pięcioma  laty  rodzice  Joanne  zginęli  w 
wypadku samochodowym w Meksyku, podczas drugiej podróŜy poślubnej, w jaką się wybrali. 

Milly,  najmłodsza  z  rodzeństwa,  miała  wówczas  trzynaście  lat.  Joanne  przerwała  studia  i 

zatrudniła  się  w  firmie  załoŜonej  przez  Steve’a.  Dołączyła  do  niego  nie  tylko  po  to,  aby  mu 
pomóc  w  interesach,  ale  takŜe  dlatego,  Ŝeby  być  blisko  obojga  rodzeństwa,  opiekować  się 
Steve’em  i  Milly.  Steve  był  wówczas  dwudziestodwulatkiem  i  mówił,  Ŝe  jest  przecieŜ  dorosły, 
ale cieszył się, Ŝe zajmowanie się domem spoczęło na cudzych barkach. 

Joanne  otworzyła  drzwi  i  weszła  do  mieszkania.  Spodziewała  się  usłyszeć  głośną  muzykę, 

jednak w domu panowała cisza. Widocznie Milly nie było. Joanne przebrała się w letnią bluzkę i 
spodnie,  i  weszła  do  kuchni.  Włączyła  czajnik  elektryczny  i  zaczęła  szykować  uroczystą, 
poŜegnalną kolację. Tego wieczora miała przyjść takŜe Lisa — narzeczona i sekretarka Steve’a.! 

Joanne  włoŜyła  do  lodówki  dwie  butelki  szampana  i  zaczęła  robić  zapiekankę  z  sera  i 

brokułów.  W  pewnej  chwili  w  drzwiach  kuchni  pojawiła  się  Milly.  Miała  ładną  twarz,  drobną 
postać,  złociście  rude  włosy,  jasne;  niebieskie  oczy  i  apetyczną  kobiecą  figurę.  Zazwyczaj 
ubierała się tak, by podkreślić swoje ponętne kształty. Była Ŝywą, tryskającą energią osóbką. 

Teraz  miała  jednak  na  sobie  stare,  wytarte  dŜinsy  i  zwykłą  koszulkę,  która  kiedyś  skurczyła 

się w praniu. Usiadła cięŜko na krześle, z chmurną miną. 

— Nie wiedziałam, Ŝe jesteś w domu — zdziwiła się Joanne. — Nie włączyłaś muzyki! 
— Nie jestem w nastroju — odparła Milly. 
— Smutno ci z powodu wyjazdu? — zagadnęła Joanne. Odpowiedziało jej milczenie. — Nie 

martw  się  —  próbowała  pocieszyć  siostrę.  —  Kiedy  juŜ  się  tam  zadomowisz,  poznasz  nowych 
przyjaciół i będzie ci dobrze. 

— A moja praca? Wiesz, jak bardzo mi się podoba… 
Milly  nie  poszła  na  studia,  postanowiła  skończyć  zamiast  tego  kurs  sekretarek.  Bystra, 

inteligentna,  choć  nie  przykładała  się  zbytnio  do  nauki,  bez  kłopotów  ukończyła  kurs,  a  potem 
znalazła  pracę  w  firmie  Lancing  International,  zastępując  jedną  z  sekretarek,  która  poszła  na 
urlop macierzyński. Milly okazała się tak dobra w pracy, Ŝe podpisano z nią stałą umowę, kiedy 
okazało się, Ŝe młoda matka nie zamierza wrócić na dawne stanowisko. 

— Nowa praca na pewno teŜ ci się spodoba — powiedziała Joanne. 
— Coś ty?! Kto chciałby siedzieć całe dnie w recepcji przychodni? 
Joanne nalała herbaty. 
— Skończyłaś się juŜ pakować? 
— Nawet nie zaczęłam. 
— MoŜe chciałabyś, Ŝeby ci pomóc? 
— Nie jestem pewna, czy pojadę — oświadczyła Milly. 
— Nie masz chyba wielkiego wyboru — odpowiedziała Joanne, usiłując zachować spokój. — 

Wszystko zostało juŜ ustalone; a przede wszystkim, Duncan jest twoim męŜem. 

background image

— Nie musisz mi o tym przypominać! Szkoda, Ŝe cię nie posłuchałam, kiedy mi mówiłaś, Ŝe 

jestem za młoda na małŜeństwo. 

Joanne  ogarnął  smutek.  Sprawa  była  bardzo  powaŜna.  Faktycznie,  Joanne  uwaŜała,  Ŝe  Milly 

jest  zbyt  niedojrzała,  aby  wyjść  za  mąŜ.  Jednak  wyglądało  na  to,  Ŝe  bardzo  kochają  się  z 
Duncanem, a on wydawał się rozsądnym i zrównowaŜonym człowiekiem. 

—  Tyle  się  ostatnio  z  Duncanem  kłócimy,  Ŝe  zaczynam  się  zastanawiać,  czy  wychodząc  za 

niego nie popełniłam wielkiego błędu!… — dodała Ŝałosnym tonem Milly. 

Ukrywając przeraŜenie, Joanne odpowiedziała spokojnym głosem: 
— Wiesz, Ŝe czujesz się tak tylko z powodu przeprowadzki. 
Milly pokręciła głową. 
— Nie tylko. Chyba się zakochałam. 
— Mam nadzieję. 
—  Nie  mówię  o  Duncanie.  Nadal  mi  na  nim  zaleŜy,  oczywiście  —  ale  zdaje  się,  Ŝe 

zakochałam się w kimś innym. 

— Jeśli w Trevorze, uzna to za wielki komplement! — próbowała Ŝartować Joanne. 
Milly skrzywiła się, zniecierpliwiona. 
— Co ty widzisz w tym nadętym typie? — rzuciła. — MoŜe nie jesteś Miss Świata, ale stać 

cię na kogoś lepszego niŜ Trevor. 

— Dzięki!… — burknęła Joanne. 
— Duncan teŜ go specjalnie nie ceni. Trevor to przeciętniak. Nie ma w nim nic interesującego. 
— Nie przesadzaj. 
—  MoŜe  faktycznie  przesadzam  —  nie  jest  zwykłym  przeciętniakiem,  bo  lubi  się  rządzić  i 

zadzierać nosa. W kółko mówiłby ci, co masz robić. 

— Zapamiętam to — zapewniła Joanne. — Nie chcę wyjść za nieodpowiedniego męŜczyznę. 
— Jak zrobiłam ja. 
—  Nie  wygłupiaj  się!  —  zawołała  Joanne,  nie  będąc  w  stanie  dłuŜej  skrywać  niepokoju.  — 

PrzecieŜ nie wyszłaś za nieodpowiedniego męŜczyznę.  Potrzebujesz właśnie takiego  człowieka, 
jak Duncan. 

— Być moŜe. Ale mówię ci: zakochałam się w kimś innym. 
Joanne wzięła głęboki oddech. 
— MoŜe zechcesz mi powiedzieć, w kim? — zapytała. 
— W Bradzie Lancingu, moim szefie. To dopiero męŜczyzna z charyzmą! 
— W Bradzie Lancingu?! 
—  Jest  wspaniały!  Przystojny,  inteligentny,  niebywale  czarujący!…  Ma  cudowne  oczy  i 

usta… 

Nic dziwnego, Ŝe Milly ma ostatnio humory i nie chce rezygnować z obecnej pracy, pomyślała 

Joanne. 

— UwaŜasz, Ŝe jestem głupia, prawda? — spytała wprost Milly. 
—  Z  tego,  co  mówił  mi  Steve,  Lancing  ma  Ŝonę  i  dzieci  —  zauwaŜyła  Joanne.  —  Dlatego 

odpowiem ci, Ŝe tak, jesteś niemądra. 

—  AleŜ  skąd!  —  zaprotestowała  Milly.  —  Brad  jest  kawalerem  i  nie  ma  Ŝadnych  dzieci! 

Wiem o tym. Ma trzydzieści cztery lata, ale jeszcze się nie oŜenił. 

— W kaŜdym razie ty jesteś męŜatką! Osiemnastoletnią. 
— Wiek nie ma znaczenia; a kiedy przebywam z Bradem, nie czuję się męŜatką. Czuję się… 

wspaniale! 

—  Milly!  —  jęknęła  bezradnie  Joanne.  —  Nie  wiesz,  ile  kobiet  zakochuje  się  we  własnych 

szefach? Za to ci szefowie ledwie zauwaŜają swoje sekretarki. 

background image

—  Brad  mnie  zauwaŜa!  —  zapewniła  triumfalnie  Milly.  —  W  te  dwa  wieczory,  kiedy 

mówiłam ci, Ŝe pracowałam do późna, jedliśmy razem kolację w restauracji. 

Joanne zaniemówiła na chwilę. 
— Nie posunęłaś się chyba jeszcze dalej?… — wybąkała. 
— Nie. Ale z tego, co mówił i w jaki sposób na mnie patrzy, wiem, Ŝe tego chciałby. 
Joanne  zacisnęła  zęby.  Kiedy  Milly  podjęła  pracę,  Steve  wspomniał  o  tym,  Ŝe  Lancing  ma 

reputację  kobieciarza.  Nie  niepokoiło  to  jednak  zbytnio  Joanne,  poniewaŜ  nie  przyszło  jej  do 
głowy,  Ŝe  tak  inteligentny  i  wykształcony  człowiek,  jakim  musiał  być  Lancing,  moŜe  choćby 
odrobinę  zainteresować  się  osiemnastolatką.  I  to  do  tego  —  świeŜo  upieczoną  męŜatką.  Ten 
Lancing musi być pozbawioną skrupułów świnią, pomyślała. 

— Zdajesz sobie sprawę, Ŝe taki męŜczyzna chce tylko zdobyć to, co zdoła? — zapytała. — A 

kiedy juŜ zdobędzie… 

— Nie musisz mi mówić. Wiem, o co ci chodzi. 0 to, Ŝe potem nie będzie mnie szanował — 

odpowiedziała  Milly.  —  Ale  nie  martw  się.  Mam  juŜ  dość  tego,  Ŝe  jestem  traktowana  z 
szacunkiem.  Chcę,  Ŝeby  w  moim  Ŝyciu  coś  się  działo,  coś  ekscytującego.  Jeśli  wyjdzie  nam  ta 
podróŜ do Norwegii… — Urwała nagle. 

— Jaka podróŜ do Norwegii? 
—  Jeśli  okaŜe  się  to  potrzebne,  Brad  wyjedzie  w  sprawach  zawodowych  do  Norwegii,  na 

około półtora miesiąca. Poprosił mnie, Ŝebym z nim pojechała. 

— Jako kto? — zapytała wymownie Joanne, zacisnąwszy usta. 
— Oczywiście, Ŝe jako jego sekretarka. 
— Ale przecieŜ juŜ u niego nie pracujesz! ZłoŜyłaś wymówienie. 
Milly pokręciła głową. 
—  Nie,  nie  wspominałam  mu  o  tym,  Ŝe  przeprowadzam  się  do  Szkocji.  Jeszcze  się  w  tej 

sprawie nie namyśliłam. 

Joanne odstawiła filiŜankę. 
—  Chyba  nie  mówisz  powaŜnie?  Czy  zamierzasz  postawić  swoje  małŜeństwo  w  sytuacji 

bliskiej rozpadu, z powodu zwykłego zauroczenia? 

— Ale ja… 
—  Nie  przyszło  ci  do  głowy,  Ŝe  Brad  Lancing  prawdopodobnie  myśli  tylko  o  przelotnym 

romansie?  —  perorowała  Joanne.  —  Nawet  jeśli  mylę  się  w  sprawie  tego,  Ŝe  jest  Ŝonaty,  ma 
reputację kobieciarza. A poza tym, niedawno złoŜyłaś przysięgę małŜeńską! 

— Jestem za młoda, Ŝeby wiązać się na całe Ŝycie. 
— Przed ślubem zapewniałaś mnie, Ŝe jesteś gotowa wziąć na siebie tę odpowiedzialność. 
— Tak mi się zdawało. 
—  Źle  ci  się  zdawało,  jeŜeli  jesteś  na  tyle  niedojrzała,  Ŝe  zamierzasz  wskoczyć  do  łóŜka 

pierwszemu poznanemu  męŜczyźnie, którego uwaŜasz za zachwycającego!  — zakomunikowała 
Joanne. 

Milly zaczerwieniła się. 
—  Oj,  bo  ty  zawsze  byłaś  taka  porządna!  —  odparła  z  przekąsem.  —  JeŜeli  nadal  będziesz 

zachowywać się w ten sposób, zostaniesz starą panną albo wyjdziesz za kogoś tak nieciekawego, 
jak Trevor. 

—  MoŜe  wyłączmy z całej sprawy  mnie… Rozmawiamy  o twojej  przyszłości — zauwaŜyła 

Joanne. — A takŜe przyszłości  Duncana. Uwielbia cię ponad wszystko.  Czy pomyślałaś o tym, 
jak straszną krzywdę byś mu wyrządziła? 

background image

— Nie mam najmniejszej ochoty go zranić… — odpowiedziała smutno Milly. — Ale chyba 

nie zdołam się powstrzymać. Ciągle myślę o fantastycznej podróŜy do Norwegii i o wszystkim, 
co stracę, jeśli tam nie pojadę. 

— Spróbuj zastanowić się nad tym, co stracisz, jeŜeli tam pojedziesz! — poradziła Joanne. — 

Pozbawisz się kochającego cię męŜa, dobrego człowieka, który nigdy cię nie opuści, przyszłego 
Ŝ

ycia rodzinnego… 

Na twarzy Milly wymalowała się niepewność. Joanne mówiła więc dalej: 
—  Nie  moŜesz  oczekiwać  od  Duncana,  Ŝeby  spokojnie  czekał  na  twoją  decyzję,  czy 

wyjeŜdŜasz z nim do Szkocji, jako jego Ŝona, czy teŜ wybierasz się z innym męŜczyzną w podróŜ 
do Skandynawii. 

— Dzisiaj wieczorem okaŜe się, czy ta podróŜ jest aktualna — odparła krótko Milly. — Brad 

wyjechał na tydzień. Ma wrócić dziś wieczorem. Będzie juŜ wiedział, czy jego pobyt w Norwegii 
jest potrzebny. Jeśli tak, zadzwoni. 

— Tutaj? 
— Tak. Wyjechalibyśmy jutro rano. 
— śartujesz! A jeŜeli nie zadzwoni? Milly obracała nerwowo obrączkę na palcu. 
— Nie wiem — przyznała. — MoŜe wyjadę do Szkocji… Nie jestem pewna. 
Rozległ się chrobot klucza w zamku. 
— Milly? Jestem, kochanie! — zabrzmiał radośnie głos Duncana. 
Milly wstała z krzesła i szepnęła do Joanne: 
— Nie mów mu nic, dopóki nie podejmę decyzji, dobrze? 
—  Nie  powiem  ani  słowa.  Ale  jeŜeli  nie  chcesz,  Ŝeby  sam  zaczął  zadawać  ci  niewygodne 

pytania, lepiej zacznij się pakować. Ja w tym czasie dokończę szykować kolację. 

Milly wybiegła z kuchni. Joanne rozmyślała ze złością o Lancingu. Mógł nie zapraszać Milly 

dwukrotnie do restauracji i nie nęcić perspektywą długiej podróŜy do Norwegii. Kiedy to zrobił, 
zaczęła powaŜnie myśleć o porzuceniu świeŜo poślubionego męŜa! 

W pewnej chwili zadzwonił telefon. Joanne ode brała juŜ pierwszym sygnale. 
— Czy panna Winslow? — spytał przyjemny męski głos. 
— Tak. 
—  Mówi  Brad  Lancing.  Wyjazd  do  Norwegii  aktualny.  Z  przyjemnością  zjadłbym  z  panią 

dziś wieczorem kolację, podczas której omówilibyśmy wszystkie szczegóły. 

Joanne juŜ otwierała usta, Ŝeby przedstawić się Lancingowi i powiedzieć mu, co o nim myśli, 

ale  nagle  przyszło  jej  do  głowy,  Ŝe  moŜe  to  być  nie  najlepszy  pomysł.  Pozbawiony  wstydu 
męŜczyzna  w  typie  Lancinga  zapewne  nie  da  od  razu  za  wygraną  i  ponownie  spróbuje 
skontaktować się z Milly. Joanne musiała zapobiec rozpadowi małŜeństwa siostry! 

—  Spotkajmy się w Somersby’s, o dziewiętnastej trzydzieści, jeśli to pani pasuje —  ciągnął 

męski głos Lancinga. 

Joanne  pomyślała,  Ŝe  najprościej  odpowiedzieć  chłodno,  iŜ  nie  da  rady  spotkać  się  z  nim  o 

dziewiętnastej trzydzieści, i rozłączyć się. Zawahała się jednak. Gdyby się zgodziła, Lancing bez 
protestów  zakończyłby  rozmowę  i  juŜ  by  więcej  nie  dzwonił.  Powiedziała  więc  szybko, 
naśladując sposób mówienia Milly: 

— Będę tam! 
— Restauracja znajduje się na Grant Street w Mayfair. Proszę wziąć taksówkę. 
Lancing  odłoŜył  słuchawkę.  Był  chyba  małomównym  człowiekiem.  Dobrze  się  złoŜyło. 

Gdyby miał ochotę porozmawiać dłuŜej, trudno by było Joanne wciąŜ udawać Milly. Jeśli Milly 
jednak  wyjedzie  do  Szkocji,  sądząc,  Ŝe  podróŜ  do  Norwegii  jest  nieaktualna,  jej  kłopotliwe 
zauroczenie moŜe zakończyć się w naturalny sposób. 

background image

Nagle naszła Joanne inna myśl — jeŜeli Milly nie pojawi się w restauracji o wpół do ósmej, 

Lancing  zapewne  zadzwoni,  Ŝeby  spytać,  co  się  stało.  Milly  będzie  jeszcze  wtedy  w  domu. 
Wszyscy  będą  siedzieć  przy  kolacji.  Usłyszą  więc  telefon  jednocześnie.  Milly  z  pewnością 
będzie chciała osobiście sprawdzić, czy to Lancing dzwoni. 

Pozostawała jedyna moŜliwość. Joanne mogła pojechać na spotkanie z nim i sprawić, Ŝeby nie 

zatelefonował ponownie. Będzie miała jednak okazję powiedzieć mu, co o nim myśli. 

Drzwi  wejściowe  otworzyły  się  i  po  chwili  do  przedpokoju  wkroczył  Steve  z  narzeczoną. 

Steve był szczupłym, ciemnowłosym męŜczyzną średniego wzrostu. Miał pociągłą, inteligentną, 
sympatyczną twarz, niebieskie oczy. Nie był brzydki ani teŜ przystojny. 

Przede wszystkim był jednak tak miłym człowiekiem, Ŝe Joanne niegdyś nie raz zastanawiała 

się,  dlaczego  jeszcze  nie  znalazł  sobie  Ŝyciowej  partnerki.  Chyba  dlatego,  Ŝe  zbyt  cięŜko 
pracował, Ŝeby mieć czas na Ŝycie towarzyskie. Ciągle pozostawał sam, aŜ do czasu, kiedy, przed 
kilkoma  miesiącami,  w  jego  firmie  zatrudniła  się  Lisa.  Była  niezwykle  sympatyczną,  drobną, 
ładną  blondynką.  Pokochali  się  od  pierwszego  wejrzenia.  Niespodziewanie  Lisa  zaszła  ze 
Steve’em w ciąŜę. Wprawdzie tego nie zaplanowali, jednak bardzo chcieli dziecka. Pospiesznie 
czynili więc przygotowania do ślubu, który miał się odbyć pod koniec października. 

— Jak ci poszło w Liam Peters? — spytał Steve. 
— W poniedziałek z samego rana oczekują tam naszych techników — odpowiedziała Joanne. 
Steve zakrzyknął z radości, przytulił Joanne, uniósł i wykonał z nią kilka obrotów. 
— Chyba zdarzyło się coś bardzo pomyślnego — odezwał się Duncan, który nadszedł razem z 

Milly z pokoju. 

— Zgadłeś! — odparł Steve. — Trzeba to uczcić. Powinny gdzieś być w domu dwie butelki 

szampana… 

—  JuŜ  się  chłodzą  —  poinformowała  Joanne.  Steve  ucieszył  się,  wyjął  butelkę  z  lodówki, 

odkorkował i nalał wszystkim musującego trunku. Wzniósł toast, mówiąc: 

— Za nas wszystkich, a zwłaszcza za Joanne, której udało się wynegocjować umowę z Liam 

Peters — a potem jeszcze przygotować nam wspaniale pachnącą kolację! 

Zebrani wznieśli kieliszki i napili się. 
— Mam nadzieję, Ŝe kolacja będzie smaczna, a wieczór miły. Przykro mi to powiedzieć, ale 

nie będę spędzać go dzisiaj z wami — zakomunikowała Joanne, wykorzystując chwilę wesołości. 
Widząc zdumienie na twarzach pozostałych, wyjaśniła: — Trevor zapomniał, Ŝe Milly i Duncan 
wyjeŜdŜają właśnie dzisiaj, i kupił bilety, bardzo drogie, na wyjątkowy koncert, na który bardzo 
chciałam pójść. 

Joanne powiedziała wyłącznie prawdę, choć nie wyjaśniła, Ŝe oddała Trevorowi pieniądze za 

swój  bilet  —  Trevor  był  oszczędnym  człowiekiem  —  i  zaproponowała  mu,  Ŝeby  poszedł  na 
koncert z matką. 

Milly nie kryła rozczarowania obrotem spraw. ZbliŜyła się do męŜa, a on objął ją. 
MoŜe  się  uda!  —  pomyślała  Joanne.  Z  boską  pomocą.  Milly  jest  za  młoda,  Ŝeby  w  pełni 

ś

wiadomie zniszczyć sobie Ŝycie. 

— Hm, skoro nie spędzisz z nami naszego poŜegnalnego wieczoru, mam nadzieję, Ŝe będziesz 

pierwszym gościem, jakiego powitamy w naszym nowym mieszkaniu! — powiedział Duncan. 

— Ustalone! — zakończyła Joanne. 
Zamówiła  taksówkę  i  od  razu  poszła  wziąć  prysznic  i  przebrać  się,  Ŝeby  nie  spóźnić  się  na 

spotkanie.  Jeśli  Brad  Lancing  jest  niecierpliwym  człowiekiem,  moŜe  zadzwonić  od  razu  po 
dziewiętnastej  trzydzieści.  Udawała,  Ŝe  wybiera  się  na  koncert,  włoŜyła  więc  swój  najlepszy 
jedwabny  kostium,  zrobiła  staranny  makijaŜ,  nałoŜyła  perłowe  kolczyki,  upięła  włosy  w  kok. 
Kiedy zeszła na dół, Duncan gwizdnął, a Milly pokiwała głową na znak aprobaty. 

background image

— Nieźle — pochwaliła. — ChociaŜ szkoda tak się szykować dla Trevora… Kiedy wrócisz, 

juŜ chyba nas nie będzie… — dodała odrobinę drŜącym głosem. 

Zdecydowała się jechać! — pomyślała Joanne. Podziękowała w myślach Bogu. 
Przytuliła siostrę i szwagra, i powiedziała pogodnie: 
— Miłej podróŜy. Kiedy będziecie juŜ gotowi na przyjmowanie gości, zawiadomcie mnie! 
— Nie omieszkamy — zapewnił Duncan. Przyjechała taksówka. Joanne uściskała pozostałych 

i wyszła. 

 

*

 

*

 

 
Somersby’s była stylową, drogą restauracją, ulokowaną nad  galerią sztuki. Joanne weszła na 

piętro  po  schodach  wyłoŜonych  czerwonym  dywanem.  Na  górze  były  cięŜkie  szklane  drzwi, 
które otworzył portier w uniformie. 

Joanne układała sobie w głowie to, co chciała powiedzieć Lancingowi. WyobraŜała sobie, Ŝe 

wprawi rozmówcę w zakłopotanie, po czym wyjdzie. 

To  zły  pomysł,  stwierdziła  jednak  w  duchu.  Milly  i  Duncan  mieli  wyjechać  na  dworzec 

dopiero mniej więcej za trzy godziny. Trzeba było jakimś sposobem zająć Lancinga przez aŜ tak 
długi  czas, Ŝeby  nie  zatelefonował do Milly, zanim pociąg  ruszy. Joanne  nie wiedziała jeszcze, 
jak to zrobić. 

Zastanawiała  się,  jak  moŜe  wyglądać  Lancing.  Na  pewno  jest  niezmiernie  przystojny,  ma 

ś

miałe spojrzenie i kształtne usta. A moŜe wąsy? 

Milly i Joanne gustowały w zdecydowanie innych męŜczyznach. Jedynie Duncan podobał się 

im obu — był blondynem o chłopięcej urodzie. Poza tym Milly ciągnęło ku osobnikom, którzy 
nosili się i patrzyli w sposób zdradzający zainteresowanie zmysłowością. 

Było dwadzieścia pięć po siódmej. Kiedy tylko Joanne weszła na salę, podszedł do niej szef 

obsługi kelnerskiej i powitał grzecznie. 

— Jestem umówiona z panem Lancingiem — oznajmiła. 
— Proszę tędy. — Kelner poprowadził ją do przytulnego stolika we wnęce. Siedział przy nim 

brunet o gęstych włosach. Wstał na widok zbliŜającej się kobiety. 

Był wysoki, miał szerokie ramiona, pociągłą twarz, ciemną cerę. Jego oblicze było szlachetne, 

moŜe tylko nazbyt surowe. Nie był ubrany z przesadą, nie miał starannie przystrzyŜonego zarostu 
ani bezczelnego spojrzenia. Przez chwilę Joanne zastanawiała się, czy kelner się nie pomylił. 

— Oto pani, której pan oczekuje. Pan Lancing — szepnął i wycofał się cicho. 
Wygląd  Lancinga  zaskoczył  Joanne  na  tyle,  Ŝe  zamiast  wyćwiczonych  słów  zająknęła  się  i 

powiedziała: 

—  Jestem…  Rzeczywiście  nazywam  się  Winslow,  ale  nie  jestem  tą  panną  Winslow,  której 

pan się spodziewał. 

Brad uniósł gęste, elegancko zarysowane brwi. 
—  Faktycznie, nie pani się spodziewałem, ale jest pani nie mniej czarująca niŜ  pani, z którą 

zamierzam się spotkać. 

Co za podrywacz! — pomyślała z oburzeniem Joanne. 
— Jestem siostrą Milly — wyjaśniła. 
— Zupełnie nie jest pani do niej podobna. 
— Nie przeczę. 
— MoŜe zechce pani usiąść? 
— Dziękuję. 
Lancing zaczekał, aŜ Joanne usiądzie, i dopiero potem zajął z powrotem miejsce. 

background image

Przynajmniej jest dobrze wychowany, pomyślała. 
— Obawiam się, Ŝe przynoszę panu złe wiadomości — zaczęła. 
Patrzył  niezwykłymi  oczami.  DuŜymi,  ciemnozielonymi,  inteligentnymi.  Nie  był  nieśmiały. 

Czując na twarzy jego wzrok, Joanne zaczęła oddychać odrobinę szybciej. 

— Chyba nic się nie stało? — upewnił się. 
— Milly nie moŜe przyjść — oznajmiła pospiesznie Joanne. 
— Rozumiem… — Nagle Brad doznał olśnienia. 
— To z panią, nie z Milly, rozmawiałem przez telefon! 
Joanne wystraszyła się nieco. 
— CóŜ… tak. 
—  W  takim  razie,  jest  pani  tą  panną  Winslow,  z  którą  się  umówiłem.  —  Uśmiechnął  się 

szeroko. Miał piękny uśmiech. Usta Lancinga były zmysłowe i szlachetne jednocześnie. Joanne 
nie  dziwiła  się,  dlaczego  urzekł  Milly  z  wyglądu.  Jej  takŜe  się  podobał.  Odwróciła  na  chwilę 
wzrok. 

— Proszę mi powiedzieć, dlaczego udawała pani siostrę? — zapytał. 
— Ja… nie udawałam… — zająknęła się Joanne. 
— AleŜ udawała pani. Naśladowała pani nawet jej sposób mówienia. 
— Rzeczywiście — plątała się Joanne. — Tylko dla Ŝartu. Milly nie było, więc… 
— Postanowiła pani odpowiedzieć mi za nią? 
— Tak. 
— Zawsze pani tak robi? Mówi za siostrę? 
— Oczywiście, Ŝe nie. Wiedziałam jednak, Ŝe będzie chciała przyjść na to spotkanie, zatem… 
— W takim razie, dlaczego nie przyszła? 
— Zdarzyły się nam nagłe kłopoty rodzinne. Milly właśnie miała wychodzić, kiedy odebrała 

telefon  od  naszej  cioci,  osoby  w  podeszłym  wieku.  Ciocia  przewróciła  się  i  mocno  potłukła,  a 
bała  się  pójść  do  szpitala,  zwróciła  się  więc  do  Milly.  Milly  uwielbiają,  łączą  je  bardzo  zaŜyłe 
stosunki, więc… 

Brad był lekko rozbawiony, ale odpowiedział: 
— Wiem, jak to bywa w rodzinie. Rozumiem… 
—  Zanim wyszłam, nie  byłyśmy pewne, w jakim stanie jest ciocia — zmyślała dalej Joanne 

— ale niewykluczone, Ŝe Milly będzie musiała zostać z nią na noc. 

— A pani przyjechała tu? 
—  CóŜ,  pomyślałam,  Ŝe  najlepiej  będzie,  kiedy  przyjadę  i  osobiście  wyjaśnię  panu  całą 

sytuację. 

—  To rzeczywiście znacznie sympatyczniejsze niŜ gdybym tylko odebrał  od pani telefon — 

skwitował oschle Brad. 

Joanne nie miała wątpliwości, Ŝe  Lancing  nie uwierzył. Nagle jednak przyszło jej do głowy, 

jak  rozegrać  całą  sprawę.  Gdyby  połechtała  jego  próŜność,  udała,  Ŝe  jest  nim  zainteresowana, 
wówczas moŜe zdoła sprawić, Ŝe zostanie z nim w restauracji. I zajmie go przez tak długi czas, 
Ŝ

e Milly zdąŜy  wsiąść do pociągu i wyjechać  z  Londynu. Wówczas Joanne powie  Lancingowi, 

co o nim myśli. 

—  Muszę  przyznać,  Ŝe  bardzo  chciałam  pana  poznać…  —  oznajmiła  z  udawanym 

zawstydzeniem. 

— Doprawdy? — W oczach Brada błysnęło zainteresowanie. 
— Mnóstwo o panu słyszałam od Milly. 
— CóŜ takiego mówiła? 
— Opowiadała ciągle, Ŝe jest pan błyskotliwy, czarujący, obdarzony charyzmą. 

background image

— Chciałbym taki być — odpowiedział skromnie Lancing. 
Nadszedł młody kelner i podał oprawione w skórę menu. 
— Och… — Joanne udała, Ŝe zamierza wstać. — Powinnam juŜ pójść i pozwolić panu zjeść 

w spokoju kolację. 

—  MoŜe  zechciałaby  pani  zostać  i  zjeść  ze  mną?  —  zaproponował  Brad,  spełniając  jej 

nadzieje. 

— Hmm… 
— Chyba Ŝe pani narzeczony będzie miał o to pretensje. — Obserwował uwaŜnie Joanne. 
— Nie, z pewnością nie będzie miał. 
— Proszę zatem zostać. Zapraszam panią. 
— Dziękuję. Z przyjemnością zostanę. 
—  MoŜe  na  początek  napije  się  pani  czegoś,  wybierając  potrawę.  Szampana?  — 

zaproponował Brad. 

Joanne uśmiechnęła się. Wypiła juŜ w domu kieliszek szampana, a do tego wieczór był pełen 

emocji, czuła więc lekki szum w głowie; jednak zgodziła się. 

— Cudowny pomysł! — odparła. 
Brad  dał  znak  kelnerowi  od  win  i  zamówił  najlepszy  trunek.  Kelner  powrócił  niemal 

natychmiast, wprawnie odkorkował butelkę i nalał szampana do dwóch wysokich kieliszków, po 
czym znikł. Lancing uniósł kieliszek i uśmiechając się lekko, wzniósł toast: 

— Za ekscytujący wieczór! 
Joanne  odpowiedziała  uśmiechem  i  wypiła  mały  łyczek.  Nie  spodziewa  się,  jakich  emocji 

dostarczę mu na zakończenie, pomyślała z ironią. 

background image

R

OZDZIAŁ DRUGI

 

 
Joanne  wpatrywała  się  w  menu  tak  długo,  jak  tylko  mogła,  sącząc  powolutku  szampana. 

Wybrała  w  końcu  przekąskę  z  melona,  a  potem  awokado  z  krewetkami,  jako  danie  główne. 
ZłoŜywszy zamówienie, Brad popatrzył jej znowu w oczy i spytał: 

— Skoro juŜ zastępuje pani dziś siostrę, proszę mi powiedzieć, czy sądzi pani, Ŝe Milly wciąŜ 

jest zdecydowana wyjechać ze mną do Norwegii? 

Zaskoczona pytaniem, Joanne zawahała się, po czym odparła szczerze: 
— CóŜ, sądzę, Ŝe chciałaby pojechać. 
—  Widzi  pani  —  wyjaśnił  Brad  —  czas  nagli.  Zarezerwowałem  dwa  miejsca  w  samolocie, 

który startuje z Heathrow jutro około trzynastej. JeŜeli pani siostra będzie musiała zostać do tego 
czasu… z ciocią, powinienem znaleźć sobie inną sekretarkę. 

— Jestem pewna, Ŝe Milly nie chciałaby pana zawieść — odpowiedziała Joanne, aby wprawić 

Lancinga  w  większe  zakłopotanie.  Niewiele  myśląc,  wypaliła:  —  Gdyby  przypadkiem  się  nie 
zjawiła, sama bym ją zastąpiła. 

—  Trzymam  panią  za  słowo!…  —  odpowiedział  z  błyskiem  w  oku  Brad,  napełniając 

powtórnie  szam  —  panem  kieliszek  Joanne.  —  Musiałaby  pani  odpowiednio  się  przygotować. 
Noce w Norwegii bywają bardzo zimne. 

— Bez wątpienia dałabym sobie radę. 
— Jakie ma pani doświadczenie? — spytał Brad. 
— Wystarczające. 
— Gdzie pani obecnie pracuje? — wypytywał. 
— W Optima Business Services. 
— W firmie waszego brata, Stevena Winslowa. 
—  Zgadza  się.  —  Skąd  Lancing  słyszał  o  Stevenie,  zastanawiała  się  Joanne.  MoŜe  Milly 

pochwaliła mu się, co robi jej brat? 

— Jak rozumiem, jest pani jego sekretarką? 
— Asystentką. Od ponad pięciu lat. 
— I uwaŜa pani, Ŝe jest pani dobra w tej pracy? — upewnił się Brad. 
— Gdybym była niedobra, nie pracowałabym jako asystentka Steve’a. śadne z nas nie uwaŜa, 

Ŝ

e wystarczy być czyimś krewnym, aby zajmować jakiekolwiek stanowisko. Ale… nie jestem aŜ 

tak interesującą osobą. Porozmawiajmy raczej o panu… 

— Proszę zwracać się do mnie po imieniu. Jestem Brad. 
— Bardzo chętnie. Mam na imię Joanne. 
Joanne uniosła do ust kieliszek z szampanem. Przypomniało jej się, co kiedyś powiedziała jej 

Milly. Powtórzyła to: 

—  Zawsze  podobali  mi  się  przystojni  męŜczyźni,  mający  władzę.  Tacy  jak  ty  —  dodała  od 

siebie. 

W  oczach  Lancinga  pojawił  się  chyba  wyraz  rozbawienia.  Być  moŜe  przesadziła.  Ale  ten 

egoista  musiał  ucieszyć  się  z  bezpośredniego  komplementu,  jaki  przed  chwilą  usłyszał.  Bez 
wątpienia  cieszył  się  z  rozpoczynającego  się  romantycznego  wieczoru  z  nowo  poznaną 
dziewczyną, która była nim zafascynowana. Jako kobieciarz, niewątpliwie zamierzał ją uwieść. 

Niech  się  łudzi!  —  pomyślała  Joanne.  Tym  większe  będzie  jego  rozczarowanie,  kiedy  mu 

dopiekę. 

background image

Kolacja  była  wyśmienita.  Joanne  flirtowała  śmiało  z  Lancingiem,  świetnie  się  przy  tym 

bawiąc.  Cały  czas  starała  się  unikać  pytań,  które  dotyczyły  jej,  starając  się  jak  najwięcej 
rozmawiać o nim. 

Nie  było  to  łatwe.  Większość  męŜczyzn,  nawet  ci  najmilsi,  bardzo  się  cieszy,  kiedy  moŜe 

opowiadać o sobie. Brad Lancing był jednak całkowicie otwarty tylko na kwestie zawodowe, nie 
chciał natomiast zdradzić niczego, co wiązało się z jego Ŝyciem osobistym. 

MoŜe jednak jest Ŝonaty, pomyślała Joanne. Jeśli tak, współczuję jego Ŝonie. 
—  Zapewne  bardzo  duŜo  podróŜujesz?  —  zadała  kolejne  pytanie,  podczas  gdy  kelner  podał 

kawę z likierem. 

—  Kiedyś  podróŜowałem  więcej  —  odpowiedział  Brad.  —  Teraz  wyjeŜdŜam  tylko  wtedy, 

kiedy uwaŜam to za naprawdę konieczne. 

— śona na pewno cieszy się, kiedy jesteś w domu… Lancing wbił w nią spojrzenie. 
— Nie jestem Ŝonaty — odpowiedział spokojnie. — Ani nie zamierzam się Ŝenić. 
— Coś podobnego! 
—  Kto  to  powiedział:  „Kochaj  wszystkie  kobiety,  ale  nie  Ŝeń  się  z  Ŝadną”?  —  zaŜartował 

Brad. 

— Nie wiem, ale zapewne postępujesz dokładnie według owej porady! — wypaliła Joanne. 
—  Do  tej  pory  tak  robiłem  —  przyznał  Lancing,  nie  zraŜony.  —  A  ty…  pewnie  tego  nie 

aprobujesz? 

— Kto to powiedział: „Zbieraj pąki róŜ, póki moŜesz?” — odpowiedziała innym cytatem. 
— Wiem. Tak napisał Herrick. 
Joanne  domyślała  się,  Ŝe  Brad  Lancing  jest  wykształcony,  ale  nie  przyszło  jej  do  głowy,  Ŝe 

moŜe interesować się poezją. 

— I cóŜ? Czy zgadzasz się z jego sentencją? — zapytał. 
—  Chyba  tak…  —  przyznała.  —  Choć  nie  miałam  w  Ŝyciu  zbyt  wiele  czasu  na  zrywanie 

kwiatków. 

— DlaczegóŜ to? 
—  Nasi  rodzice  zginęli  w  wypadku  samochodowym,  kiedy  byłam  jeszcze  na  początku 

studiów. Przerwałam je i stałam się głową domu. 

— Ile miałaś wtedy lat? 
— Dziewiętnaście. 
— Pewnie zatrudniłaś się wówczas w firmie brata? 
— Tak… 
— Czy macie jeszcze więcej rodzeństwa? — interesował się Brad. 
— Nie, jest nas trójka. Steve jest najstarszy, a Milly najmłodsza. Kiedy rodzice zginęli, była 

jeszcze w szkole podstawowej. 

— Matkujesz jej odtąd? 
—  MoŜna  tak  powiedzieć.  Z  tego,  co  mi  mówiła,  wyjeŜdŜasz  do  Norwegii  na  około  półtora 

miesiąca? — zmieniła temat Joanne. 

— Zgadza się. 
—  To  długo,  jak  na  podróŜ  w  interesach.  Czy  będziesz  dopilnowywał  rozwoju  nowego 

przedsięwzięcia? 

—  Nie.  Muszę  uporządkować  sprawy  związane  z  odziedziczoną  firmą,  istniejącą  juŜ  od  stu 

lat. 

— Odziedziczyłeś firmę w Norwegii? Nie masz norweskiego nazwiska. 
—  Moja  mama  urodziła  się  w  Norwegii.  Dziadek  był  Norwegiem,  a  babcia  —  Angielką. 

Mieszkali w Bergen. Tam mama poznała mojego tatę. Zamieszkali w Londynie, jeździliśmy do 

background image

Norwegii na wakacje. Mama umarła półtora roku temu. Odziedziczyłem po dziadku — który Ŝył 
do niedawna — morską linię przewozową, a takŜe niewielką sieć hoteli. Odkąd zabrakło dziadka, 
interesy norweskiej firmy  zaczęły iść źle. Oddelegowałem tam jednego  z najlepszych ludzi, ale 
nie  radzi  sobie  dostatecznie  dobrze.  Zwrócił  się  do  mnie  o  pomoc.  Wolałbym  pojechać  do 
Norwegii wiosną, ale nie mogę czekać tak długo. 

— Dlaczego wiosną? — spytała Joanne, której zaczynało się trochę kręcić w głowie. 
—  We  wrześniu  jest  wprawdzie  pięknie,  moŜna  chodzić  po  górach,  ale  norweski  krajobraz 

najwspanialej wygląda wiosną, kiedy zaczynają puszczać lody i rzekami płynie kra… Chciałbym 
wykorzystać  tę  podróŜ  takŜe  na  urlop.  Od  paru  lat  nie  miałem  na  to  czasu,  a  do  Norwegii 
jeździłem wyłącznie na krótko, jedynie słuŜbowo. Bardzo lubię kraj mojej matki. 

— Czy firma ma siedzibę w Bergen? — spytała Joanne. 
— Tak, właśnie tam się wybieram. 
— Nigdy nie byłam w Norwegii. 
— Nie podróŜujesz zbyt duŜo, prawda? 
—  Od  śmierci  rodziców  —  niewiele.  W  tym  roku  wyjechałam  tylko  na  długi  weekend. 

Chciałam pojechać do Rzymu,  ale Trevor uparł się na Amsterdam. — Joanne zmitygowała się. 
Zaraz, po co mu to powiedziałam?! 

Brad ujął jej dłoń i uniósł ją, przyglądając się zaręczynowemu pierścionkowi z brylantem. 
— Trevor to twój narzeczony? — spytał. 
— Tak — odpowiedziała, po chwili wahania. 
Brad przesunął palcem po jej palcach, aŜ przeszedł ją dreszcz. 
— Ale nie jest chyba zbyt zazdrosny? — upewnił się. 
— Nie. — Joanne cofnęła rękę i spojrzała na zegarek. Milly i Duncan powinni za kilka minut 

wyjść z domu. 

— Spieszysz się? — spytał Lancing. 
Joanne nie miała po co przedłuŜać spotkania, kiedy tylko Milly wyjedzie. 
— CóŜ, skoro jutro około południa lecisz w długą podróŜ… — zaczęła. 
— Masz rację — przerwał jej Brad i skinął na kelnera. — Czas wstać od stolika. 
Joanne  wzięła  głęboki  oddech.  Zamierzała  powiedzieć  Lancingowi,  co  o  nim  myśli. 

Rozejrzała  się,  pod  —  f  czas  gdy  Brad  płacił.  NajbliŜsze  stoliki  były  zajęte.  Nie  chciała 
dyskutować głośno przy ludziach o prywatnym Ŝyciu swojej siostry. Zrobi to więc na zewnątrz. 

Alkohol  uderzył  jej  do  głowy  do  tego  stopnia,  Ŝe  wstając,  zachwiała  się  lekko.  Brad 

podtrzymał ją za ramię i nie puszczając, sprowadził ze schodów aŜ na dół. Na jednym ze stopni 
zachwiała się po raz drugi. 

Nadjechała  lśniąca  szara  limuzyna,  prowadzona  przez  kierowcę  w  liberii,  który  otworzył 

szeroko tylne drzwi. Zanim Joanne zdąŜyła zebrać myśli, siedziała juŜ w samochodzie. 

— Miałam zamiar wezwać taksówkę — oznajmiła, kiedy ruszyli. 
— Och!… 
— Czy jedziemy prosto do domu, proszę pana? — spytał szofer, nie odwracając się. 
—  Tak,  Gregory,  bardzo  proszę.  —  Brad  wcisnął  przycisk  i  przed  fotelami  wysunęła  się 

szyba,  która  oddzieliła  jego  i  Joanne  od  kierowcy.  Chwilę  później  rolety  zasłoniły  wszystkie 
szyby wokół tylnej kanapy limuzyny. 

Korzystając z chwili, Brad natychmiast ujął Joanne za kolano. PoŜałowała, Ŝe wsiadła do jego 

samochodu. 

— Mieszkam w Fulham i… — odezwała się. 
— Wiem — przerwał jej Brad, po czym nachylił się, objął ją i zaczął całować. 

background image

Zaskoczona, nie opierała się z początku. W końcu zdała sobie sprawę z tego, co robi, i cofnęła 

głowę. 

— Daj mi spokój — powiedziała. — Nie chcę, Ŝebyś mnie dotykał. 
— Z twojego zachowania sądziłem, Ŝe tego właśnie pragniesz. 
— Myliłeś się. Chcę pojechać do domu. 
— Właśnie tam jedziemy. 
— Do mojego domu! Natychmiast kaŜ szoferowi zatrzymać samochód i wypuścić mnie. 
Brad był szczerze zdumiony. 
— Jeśli wolno spytać, po co cały czas dawałaś mi do zrozumienia, Ŝe tej nocy chcesz być ze 

mną? 

— Musiałam cię czymś zająć, Ŝebyś nie zatelefonował do Milly! — przyznała Joanne. 
Brad uśmiechnął się smutno. 
— A zatem jest w domu? Ta historia o chorej cioci od początku wydawała mi się podejrzana. 

Czy  moŜesz  mi  wyjaśnić,  dlaczego  posunęłaś  się  aŜ  tak  daleko,  po  to,  Ŝeby  nie  udało  mi  się 
skontaktować z sekretarką? 

— Dlatego, Ŝe gdyby odebrała twój telefon, natychmiast rzuciłaby wszystko i przyjechała na 

spotkanie. 

— Rozumiem. Czy obawiałaś się, Ŝe chciałaby spędzić ze mną noc? 
— Wiem, Ŝe by do tego doszło. 
— Skąd moŜesz wiedzieć cokolwiek na ten temat?! 
— Milly wyznała mi, Ŝe ją zauroczyłeś. 
— Czy winisz mnie za to? — spytał Brad. 
—  Oczywiście.  Milly  opowiadała,  jak  na  nią  patrzysz,  i  to,  Ŝe  dwukrotnie  zapraszałeś  ją  do 

restauracji.  Steve  mówił,  Ŝe  jesteś  kobieciarzem,  ale  przez  myśl  mi  nie  przeszło,  Ŝe  moŜesz 
próbować uwieść osiemnastoletnią męŜatkę! 

— MęŜatkę?!… — zdumiał się Brad. 
— Nie udawaj, Ŝe nie wiesz! Kusiłeś ją perspektywą ekscytującej podróŜy do Norwegii, przez 

co  Milly  omal  nie  doprowadziła  do  rozpadu  swojego  świeŜo  zawartego  małŜeństwa!  Miała 
ochotę jechać z tobą, zamiast wyprowadzić się z męŜem do Szkocji. 

— Do Szkocji? — dziwił się Brad. — Nic nie rozumiem. Jej mąŜ mieszka w Szkocji? 
—  Chwilowo  oboje mieszkali  z nami,  ale  w tej chwili właśnie  wyjeŜdŜają do Edynburga — 

wyjaśniła Joanne. — Mam nadzieję, Ŝe tam Milly będzie poza twoim zasięgiem! 

— Chyba zaczynam pojmować — oznajmił Brad. — Chciałaś zająć mnie, dopóki nie wyjadą. 
— Właśnie. A teraz chcę wysiąść. 
— Na pewno? 
— Tak! — krzyknęła Joanne. — Zamierzasz mnie porwać?! 
— Nie. Odwiozę cię do domu. Gdzie dokładnie mieszkasz? 
Podała mu adres. 
Lancing wcisnął guzik i polecił kierowcy: 
—  Gregory,  skręć,  proszę,  do  Fulham.  Wysadzimy  panią  na  ulicy  Carlisle,  pod  numerem 

dwadzieścia trzy. 

— Dziękuję — burknęła Joanne. 
Brad popatrzył powaŜnie i powiedział: 
—  Twoje  przypuszczenia  na  temat  moich  zamiarów  względem  Milly  są  całkowicie  błędne. 

UwaŜam ją po prostu za miłą dziewczynę, a przede wszystkim, sprawną sekretarkę. 

Joanne przypomniało się, jak Brad złapał ją za kolano i zaczął całować. 

background image

—  Nie  wierzę  ci  —  odparła.  —  Słyszałam,  jakim  jesteś  człowiekiem,  i  sama  widzę.  — 

Cofnęła  się  w  kąt  kanapy.  Milczeli  chwilę.  Kiedy  limuzyna  zatrzymała  się  pod  domem 
Winslowów, Brad rzucił Joanne gniewne spojrzenie. Kiedy jednak kierowca otworzył jej drzwi, 
Lancing natychmiast wyskoczył i odprowadził ją po schodkach do aŜ do progu mieszkania. 

—  Dziękuję ci — powiedziała, otworzywszy sobie, po czym weszła do domu i zamknęła za 

sobą  drzwi.  Była  wściekła.  „Co  za  okropny  człowiek!”  —  myślała  sobie.  Uspokoiwszy  się  po 
dłuŜszej  chwili,  zebrała  myśli.  W  domu  panowała  ciemność.  Widocznie  Steve  i  Lisa  juŜ  się 
połoŜyli. 

Kiedy weszła na piętro, drzwi sypialni Steve’a otworzyły się. 
—  Przepraszam,  Ŝe  jestem  ciekawski,  ale  przed  chwilą  widzieliśmy,  jak  wysiadłaś  z  czyjejś 

limuzyny… — powiedział Steve. 

Joanne poczuła się bezradna. Nie chciała tłumaczyć wszystkim, gdzie, z kim i po co była. Po 

co rozpowiadać o rozterkach Milly, zwłaszcza Ŝe szczęśliwie wyjechała z męŜem do Edynburga? 

— MęŜczyzna, który z tobą wysiadł, wydał mi się znajomy. Choć, oczywiście, to nie Trevor 

— dodała Lisa. — Milly pokazała mi raz swojego szefa, kiedy odbierałam ją z pracy. 

Joanne milczała, nie wiedząc, co mówić. 
— Powiedz coś — odezwał się znowu Steve. — Jesteśmy bardzo ciekawi, skąd wzięłaś się w 

limuzynie Brada Lancinga? 

— Byłam z nim w restauracji! — odparła śmiało Joanne. 
—  Coś  podobnego!  —  Steve  aŜ  gwizdnął.  —  To  znaczy  okłamałaś  nas,  mówiąc  o  tych 

biletach na koncert, które kupił Trevor. 

—  Niezupełnie.  Naprawdę  kupił  te  bilety,  tylko  Ŝe  powiedziałam  mu,  Ŝe  nie  mogę  pójść  na 

koncert. 

Steve zrobił kwaśną minę. 
—  Wiem, Ŝe wasze zaręczyny nie są oficjalne — zaczął  — ale postąpiłaś w  sposób,  jakiego 

bym się po tobie nie spodziewał… 

Steve  myślał,  Ŝe  Joanne  zdradza  Trevora!  Tego  tylko  jej  brakowało!  Po  raz  kolejny 

poŜałowała,  Ŝe  przyjęła  oświadczyny  i  pierścionek  zaręczynowy.  Nie  chciała  ranić  Trevora 
odmową, ale nie podjęła jeszcze ostatecznej decyzji, czy chce zostać jego Ŝoną. 

— Dlaczego utrzymywałaś wszystko w tajemnicy? 
— zastanawiał się na głos Steve. — Wiem, nie chciałaś martwić Milly, skoro zadurzyła się w 

nim jak podlotek. 

Steve wiedział zatem o jej fascynacji Lancingiem. 
—  Nie  moŜna  ufać  takim  męŜczyznom  jak  Brad  Lancing  —  kontynuował.  —  Dobrze,  Ŝe 

Milly  wyjechała.  Nie  wiadomo,  czym  by  się  to  wszystko  skończyło…  Słuchaj,  to  nie  moja 
sprawa, ale skoro spotykasz się z Lancingiem, lepiej uwaŜaj, dobrze? — poradził. 

— Mam prawie dwadzieścia pięć lat. Wiem, co robię. — Nie zabrzmiało to przekonująco. — 

Dopiero poznałam Lancinga i prawdopodobnie więcej się z nim nie spotkam — dodała Joanne. 
—  WyjeŜdŜa  zresztą  jutro  w  interesach  na  półtora  miesiąca  do  Norwegii…  No,  to  idę  spać. 
Dobranoc. 

Wymknęła  się  do  pokoju  i  zamknęła  za  sobą  drzwi.  Miała  nadzieję,  Ŝe  dopiekła  Bradowi 

równie  mocno,  jak  mocno  on  był  dla  niej  nieprzyjemny.  Te  parę  godzin,  które  spędziła  w  jego 
towarzystwie uznała za jedne z najokropniejszych w swoim Ŝyciu. 

Długo  nie  mogła  zasnąć.  WciąŜ  miała  przed  oczami  obraz  Brada  Lancinga.  Szczególnie 

mocno  przypominał  jej  się  jego  pocałunek.  Wspomnienie  nie  budziło  jednoznacznie 
negatywnych odczuć, więc była rozdraŜniona. 

background image

Jak  mogła  reagować  na  Lancinga  i  jego  ohydne  postępki  tak,  jak  nigdy  nie  zdarzyło  jej  się 

zareagować  na  obecność  czy  zachowanie  Trevora?!  Czuła  się  zdruzgotana.  Wierciła  się,  nie 
mogąc zasnąć przez pół nocy. 

 

*

 

*

 

 
Obudził ją dzwonek do drzwi. Pomyślała, Ŝe to listonosz przyszedł w sobotni ranek. Ostatnio 

chodził ich ulicą o wczesnych porach. Joanne nie chciała, Ŝeby Steve musiał wstawać. Tak duŜo 
pracował, Ŝe przynajmniej w weekend powinien się wysypiać. 

Wstała,  włoŜyła  szlafrok  i  zeszła  na  parter,  podczas  gdy  dzwonek  cały  czas  brzęczał.  Po  co 

tyle hałasu, pomyślała. Pewnie znowu jakaś reklama. 

Nie patrząc przez wizjer, otworzyła drzwi, wołając: 
— Niech pan wreszcie przestanie dzwonić! Brat jeszcze śpi i… — Urwała. Zobaczyła przed 

sobą Brada, w pięknym garniturze, eleganckiej koszuli i jedwabnym krawacie. Musiała przyznać, 
Ŝ

e  był  bardzo  przystojnym  męŜczyzną…  Wszedł,  zanim  zdąŜyła  zatrzasnąć  drzwi  z  powrotem. 

Cofnęła się, a on spoglądał  na nią z  góry. Podziwiał jej twarz, włosy, patrzył, jak  wyglądała w 
szlafroku i boso… 

— Widzę, Ŝe dopiero wstałaś — odezwał się, uśmiechając się bezczelnie. 
— Co ty tu robisz? — spytała Joanne, rozzłoszczona 
— A jak myślisz? 
— Nie mam ochoty na zgadywanki. MoŜe więc łaskawie zechcesz mi powiedzieć? 
—  Jak  wiesz,  około  trzynastej  wylatuję  do  Norwegii  i  potrzebna  mi  sekretarka  —  zaczął 

Lancing. — Nie mam juŜ czasu na szukanie kogokolwiek; poza tym jest sobota, przyjmuję więc 
twoją ofertę. 

— Słucham?! 
—  Nie  zapomniałaś  chyba,  Ŝe  powiedziałaś,  iŜ  gdyby  z  jakiegoś  powodu  Milly  się  nie 

pojawiła, sama byś ją zastąpiła? 

—  Nie mówiłam przecieŜ powaŜnie. — Joanne cofnęła się o  kolejny krok. —  Nie mówiłam 

powaŜnie! — powtórzyła. 

Brad nastroszył ciemne brwi. 
—  Szkoda,  poniewaŜ  ja  mówiłem  powaŜnie,  kiedy  odparłem:  „Trzymam  panią  za  słowo!”. 

Twoja siostra wyjechała, więc tobie proponuję pracę w Norwegii. 

— Dziękuję, ale, jak wiesz, mam juŜ pracę. 
— Twój brat z pewnością znajdzie kogoś, kto będzie cię zastępował przez mniej więcej sześć 

tygodni — odparł Lancing. 

— Być moŜe, lecz ja nie zamierzam przyjąć twojej propozycji. 
Brad zerknął do kuchni. Krzesła z wysokimi oparciami wyglądały na wygodne. 
—  MoŜe,  zamiast  tu  stać,  napijemy  się  kawy  i  przedyskutujemy  szczegółowo  sprawę?  — 

zaproponował. 

Joanne z powrotem otworzyła szeroko drzwi. 
—  Nie  mam  zamiaru  robić  ci  kawy  ani  rozmawiać  z  tobą  na  Ŝaden  temat  —  oznajmiła.  — 

Wyjdź,  proszę.  —  Brad  nie  ruszał  się  z  miejsca.  —  Wyjdź  natychmiast,  bo  zawołam  Steve’a  i 
poproszę, Ŝeby cię wyrzucił. 

— Czy jesteś pewna, Ŝe byłoby to mądre? 
Joanne nie wątpiła, Ŝe Lancing jej grozi. ZadrŜała. Zdawała sobie sprawę, Ŝe Steve nie poradzi 

sobie z o wiele potęŜniejszym od siebie męŜczyzną. 

Widząc jej wahanie, Brad zamknął drzwi, ujął ją za łokieć i zaprowadził do kuchni. 

background image

—  Nie  chcę  z  tobą  rozmawiać!  —  powtórzyła.  —  Jesteś  ostatnim  człowiekiem  na  świecie, 

którego asystentką chciałabym zostać. 

Brad pokręcił głową. 
— Nie masz wyboru. Chyba Ŝe nie obchodzi cię, co stanie się z firmą Steve’a… 
— Słucham?!… 
— MoŜe zaparzyłabyś kawy… 
— JuŜ powiedziałam, Ŝe nie mam zamiaru. 
— To przynajmniej usiądź. 
— Nie chcę siadać. Powiedz natychmiast, co masz na myśli! 
Brad włączył czajnik, a potem zdjął z suszarki dwa kubki. 
— Chętnie ci wyjaśnię, kiedy będziemy spokojnie siedzieć i pić kawę. 

background image

R

OZDZIAŁ TRZECI

 

 
Joanne  czuła  się  zastraszona.  Zagryzła  wargi  i  patrzyła  na  Lancinga.  Zaskoczyło  ją,  Ŝe  tak 

bogaty,  a  przy  tym  bezczelny  męŜczyzna  czuje  się  swobodnie  w  kuchni.  Przypuszczałaby,  Ŝe 
gotowaniem zajmuje się u niego słuŜba, a on do kuchni nawet nie zagląda. 

— Mleka, cukru? — spytał uprzejmie. 
— Poproszę o mleko. 
Brad  podał  Joanne  kawę,  usiadł  i  patrzył  nieodgadnionym  wzrokiem.  Zawstydziła  się  nagle 

szlafroka i nieuczesanych włosów. Brad przyszedł do niej nadzwyczaj elegancko ubrany. 

—  Skoro  juŜ  siedzimy  przy  kawie,  jak  się  uparłeś  —  odezwała  się  —  powiedz  mi,  czym 

grozisz Stevenowi i jego firmie. 

— Ja? Z tego, co wiem, grozi wam bankructwo. 
— Dlaczego tak mówisz? 
— Czy nie mam racji? 
Joanne dała za wygraną. 
—  Rzeczywiście,  groziło  nam  bankructwo,  ale  ostatnio  sytuacja  znacząco  się  poprawiła  — 

powiedziała. 

— Doprawdy? 
— Tak! Steve odnalazł firmę inwestycyjną, która nie zawahała się wyłoŜyć pieniędzy na rzecz 

rozwoju Optima Business Services, a poza tym właśnie wynegocjowaliśmy umowę na instalację 
duŜej sieci łączności. 

— Z firmą Liam Peters? — upewnił się Brad. 
—  Tak  —  przyznała  Joanne.  Była  zdumiona.  CzyŜby  Milly  opowiadała  swojemu  byłemu 

szefowi o wszystkim? 

— Co zrobiłby twój brat, gdyby zarówno MBL, jak i Liam Peters wycofały się ze współpracy 

z wami? — zapytał Lancing. — Wasz dom jest powaŜnie obciąŜony hipotecznie, a wam ledwie 
starczy na wypłacenie pracownikom najbliŜszej pensji… 

— Skąd wiesz to wszystko?! — Joanne zirytowała się. 
— Pierwszą rzeczą, jaką robi firma inwestycyjna, zanim zdecyduje się wyłoŜyć pieniądze — 

tłumaczył  Brad  —  jest  szczegółowa  analiza  sytuacji  finansowej  potencjalnego  klienta,  a  takŜe 
perspektyw jego rozwoju. MBL nie jest wyjątkiem. Jak myślisz, skąd wziął się skrót MBL? Od 
mojego  nazwiska:  Michael  Brad  Lancing.  Formalnie  mam  na  pierwsze  imię  Michael,  chociaŜ 
zawsze uŜywałem drugiego. 

— CzyŜbyś był takŜe właścicielem Liam Peters?!… 
—  Owszem,  to  firma  zaleŜna  od  Lancing  International.  Wystarczy,  Ŝe  szepnę  słowo  w 

odpowiednie uszy. 

—  Z  pewnością  są  bardziej  etyczne  sposoby  zatrudnienia  sekretarki!…  —  powiedziała  po 

chwili Joanne, zdruzgotana. 

— Nie wątpię. Ale nie potrzebuję zwykłej sekretarki — oznajmił Brad. — Widzisz, jadę nie 

tylko  załatwić  waŜne  sprawy,  ale  takŜe  na  urlop.  Potrzebna  mi  zatem  asystentka,  która  będzie 
jednocześnie  moją  towarzyszką.  Nie  lubię  jadać,  podróŜować  i  spędzać  wieczorów  samemu. 
Lubię rozmawiać z kimś inteligentnym, dzielić się swoimi przeŜyciami… 

A więc do tego potrzebna mu była Milly! — pomyślała Joanne. 
—  Z  pewnością  nie  lubisz  takŜe  sypiać  sam  —  dokończyła  za  niego.  —  Ale  ja  nie  zostanę 

twoją kochanką. 

background image

—  Zrobisz  wszystko,  o  co  tylko  cię  poproszę,  jeśli  naprawdę  zaleŜy  ci  na  ocaleniu  firmy 

Steve’a — odparł Brad. 

— Mam narzeczonego! 
— Wczoraj jakoś specjalnie ci to nie przeszkadzało… 
Joanne opuściła głowę, zacisnęła pięści i rzuciła gniewnie: 
— Dlaczego się na mnie uwziąłeś?! Brad roześmiał się. 
—  Nazwijmy  to  pewnego  rodzaju  sprawiedliwością  —  odpowiedział.  —  Pozbawiłaś  mnie 

znakomitej sekretarki… 

— Ale Milly nie jest całkowicie dyspozycyjna. Ma męŜa… 
— Poza tym osądziłaś mnie i obraziłaś, nie wiedząc, jakim naprawdę jestem człowiekiem — 

przerwał Lancing. — Moją dewizą zawsze było: „Odpłacaj pięknym za nadobne”. 

Rozumiał  ją  w  wyjątkowo  perfidny  sposób!  Joanne  znowu  zadrŜała.  Nie  zdawała  sobie 

sprawy,  z  jak  nie  —  bezpiecznym  człowiekiem  zadarła.  Być  moŜe  blefował,  ale  nie  była  tego 
pewna. Nie mogła pozwolić na upadek firmy Steve’a. Nie tylko straciliby oboje pracę, ale takŜe i 
dom. A przecieŜ Steve miał się Ŝenić, Lisa była w ciąŜy, i musiał jakoś utrzymywać ją i dziecko. 
Lisa teŜ pracowała w firmie Steve’a… 

Joanne  poczuła  nagle,  Ŝe  gdyby  Lancing  spełnił  swoją  groźbę  i  doprowadził  ich  firmę  do 

upadku,  stałoby  się  to  z  jej  winy.  Dlaczego  powiedziała  mu  zeszłego  wieczora  wszystko,  co 
powiedziała?! 

Było  za  późno  na  Ŝale.  Czuła,  Ŝe  musi  uchronić  Steve’a,  Lisę,  ich  nienarodzone  dziecko  i 

wszystkich  pracowników  firmy  przed  powaŜnymi  kłopotami,  które  groziły  im  z  jej  powodu. 
Gdyby  nie  spotkała  się  z  Lancingiem,  do  niczego  takiego  by  nie  doszło.  ChociaŜ,  z  drugiej 
strony, Milly zapewne poleciałaby z nim do Norwegii, rujnując Ŝycie sobie i Duncanowi!… 

W kaŜdym razie Joanne zdecydowała poświęcić się za wszystkich. Doszła do wniosku, Ŝe w 

ten sposób stanie się najmniej zła. Tylko ona będzie cierpiała. 

Podniosła wzrok, Ŝeby odpowiedzieć Bradowi, kiedy do kuchni wszedł Steve, takŜe ubrany w 

szlafrok. 

— Napiłbym się kawy, jeśli zrobiłaś — odezwał się na powitanie. 
— Zostało trochę. 
— Przepraszam, nie wiedziałem, Ŝe masz gościa!… — rzucił, spostrzegłszy Brada. 
— Chyba przyszedłem za wcześnie. Jestem Brad Lancing. — Brad wstał i wyciągnął rękę. — 

Pan musi być Steve. 

MęŜczyźni uścisnęli dłonie, ale Ŝaden z nich się nie uśmiechał. 
— Pan Lancing pojawił się w związku… — zaczęła Joanne. 
— Proszę cię, mów o mnie „Brad” — przerwał Brad. 
— Nie jesteśmy w pracy. 
— Brad przyszedł, poniewaŜ potrzebuje sekretarki — oznajmiła Joanne. 
— PrzecieŜ Milly jest w Szkocji — zauwaŜył Steve. 
— Nic nie wiesz; zaszło małe nieporozumienie — powiedziała. — Nie złoŜyła wymówienia i 

Brad nie miał pojęcia, Ŝe Milly wyjeŜdŜa. Właśnie dziś Brad wylatuje do Norwegii, a poniewaŜ 
nie dysponuje inną sekretarką, zgodziłam się polecieć w zastępstwie Milly. 

— Jak to?! — zdumiał się Steve. — A co z twoją pracą? 
—  Lisa  zdoła  poradzić  sobie  z  moimi  obowiązkami  przez  kilka  tygodni,  kiedy  mnie  nie 

będzie. Nie dalej jak wczoraj powiedziała, Ŝe nie ma co robić w pracy. 

— Widząc, Ŝe Steve zamierza się sprzeciwić, Joanne szybko kontynuowała: — Lisa na pewno 

bardzo  się  ucieszy,  Ŝe  ma  okazję  nabrać  doświadczenia.  Milly  postawiła  Brada  w  kłopotliwym 
połoŜeniu. Czuję się w obowiązku wynagrodzić mu to. 

background image

—  Nie  wydaje  mi  się,  Ŝebyś  ponosiła  odpowiedzialność  za  nieporozumienia  wynikłe  z 

postępowania Milly — zawyrokował Steve. 

— Być moŜe nie… Ale bardzo chciałabym wykorzystać szansę poznania Norwegii. 
—  Nie  wyobraŜam  sobie,  Ŝeby  twój  narzeczony  łatwo  pogodził  się  z  tym,  Ŝe  na  tak  długo 

wyjeŜdŜasz! — Steve wspomniał o tym głównie po to, aby jego słowa usłyszał Brad. 

— Zrozumie, kiedy wyjaśnię, jak zachowała się Milly. 
— Joanne wcale nie była pewna, czy Trevor ją zrozumie. 
— Mam nadzieję, Ŝe zadzwonisz do niego przed wyjazdem!… — powiedział Steve. 
— Oczywiście. 
Joanne  dobrze  wiedziała,  Ŝe  poinformowanie  Trevora  o  wyjeździe  nie  będzie  przyjemne. 

Okazał jej wyraźne niezadowolenie juŜ wtedy, kiedy odmówiła pójścia na koncert. A teraz… 

—  Ale  nie  przed  wyjazdem  —  dodała.  —  Trevor  pojechał  z  matką  na  weekend  do 

Bournemouth. Skontaktuję się  z nim, kiedy wróci. Zastanowię się jeszcze, jaka forma przekazu 
będzie najodpowiedniejsza… 

— Twoja decyzja — zakończył z nieskrywaną dezaprobatą Steve. — O której wyjeŜdŜacie na 

lotnisko? 

—  Jak  najszybciej  —  odpowiedział  Brad.  —  Samolot  startuje  z  Heathrow  o  trzynastej 

piętnaście. Polecimy przez Oslo do Bergen. 

— Będziecie przebywać w Bergen? 
—  Tak,  głównie  tam.  Dam  panu  adres  i  numer  telefonu  —  oznajmił  Brad.  —  Ile  zajmie  ci 

spakowanie się i toaleta? — spytał Joanne. 

— ZdąŜę mniej więcej w pół godziny. 
—  Pamiętaj  przede  wszystkim  o  dwóch  rzeczach  —  paszporcie  i  dobrym  płaszczu 

przeciwdeszczowym. 

Joanne  przeleciało  przez  myśl,  Ŝeby  powiedzieć,  iŜ  nie  ma  paszportu.  Ale,  niestety, 

powiedziała przecieŜ Bradowi o podróŜy do Amsterdamu! 

— MoŜe jeszcze spakować kalosze? — zakpiła. 
—  Dobry  pomysł  —  odparł  powaŜnie  Brad.  —  W  Bergen  o  tej  porze  roku  naprawdę  duŜo 

pada. 

Joanne wyszła szybkim krokiem na korytarz. Steve podąŜył za nią. 
— Mam nadzieję, Ŝe wiesz, co robisz! — powiedział. 
— Jestem dostatecznie dorosła — odparła. 
— MoŜe i tak, ale mimo wszystko — uwaŜaj na siebie. 
— Jeśli chcesz mi powiedzieć, Ŝe Brad ma Ŝonę i dzieci, to… 
— Nie, ktoś pomylił go z jego kuzynem, Blakiem Lancingiem, który pracuje w firmie Brada i 

ma  rodzinę  —  przyznał  Steve.  —  Ale  chcę  powiedzieć,  Ŝe  Brad  Lancing  najwyraźniej  nie  ma 
skrupułów, jeśli chodzi o Ŝycie towarzyskie, a widzę, Ŝe jest bardzo atrakcyjnym męŜczyzną. 

— Co z tego? 
—  Hmm…  —  Steve  był  nieco  zawstydzony.  —  Nie  sądziłbym,  Ŝe  moŜe  interesować  się 

kobietami  w  twoim  typie,  ale  mimo  wszystko  moŜe  mieć  względem  ciebie  niecne  plany.  — 
Joanne  uśmiechnęła  się,  usłyszawszy  staromodne  określenie,  jakiego  uŜył  jej  brat.  —  A  pod 
pewnymi względami jesteś bardziej naiwna niŜ Milly — kontynuował. 

— Dziękuję! 
—  Musisz  zdawać  sobie  sprawę,  Ŝe  Lancing  to  bogacz  i  człowiek  o  ogromnych 

moŜliwościach, a przy tym złamał serce juŜ niejednej kobiecie. 

— Nie martw się, wiem, jaką ma reputację — zapewniła Joanne. 
— I mimo to jesteś zdecydowana z nim jechać? 

background image

— Tak. 
Steve westchnął. 
— Nie chcę tylko, Ŝebyś potem cięŜko tego Ŝałowała. 
— Nie będę. Na pewno. Nie martw się o mnie. — Objęli się. — Wytłumacz, proszę, wszystko 

Lisie. Przed wyjazdem zamienię tylko kilka słów przez telefon z Milly. 

—  Nie  wiedziałem,  Ŝe  chcesz  jej  o  wszystkim  powiedzieć  —  zdziwił  się  Steve.  —  Skoro 

zadurzyła się w Lancingu… 

—  Spytam  ją tylko, czy  szczęśliwie dotarli na miejsce, Ŝeby nie zadzwoniła, kiedy mnie juŜ 

nie będzie. 

— Rozumiem. 
—  Najlepiej,  Ŝeby  nic  nie  wiedziała  aŜ  do  mojego  powrotu  —  ciągnęła  Joanne.  —  Znając 

Milly, zajmie się teraz ozdabianiem nowego mieszkania. 

—  Gdyby  pytała  o  ciebie,  powiemy,  Ŝe  oddzwonisz,  a  potem  przekaŜemy  ci  wiadomość  — 

zaofiarował się Steve. — Zaraz… a twoje urodziny? — przypomniał sobie na głos. 

—  Milly  na  pewno  zatelefonuje,  Ŝeby  złoŜyć  mi  Ŝyczenia!  —  stwierdziła  Joanne.  —  W 

kaŜdym  razie  próbujcie  ukrywać,  Ŝe  pojechałam  z  Bradem  do  Norwegii.  Nie  chcę  narobić 
nowych kłopotów Milly i Duncanowi. 

— Wiesz co? Powiem jej, Ŝe wyjechaliście z Trevorem do ParyŜa! — wymyślił rozwiązanie 

Steve. Joanne pobiegła się pakować. 

Doprowadziwszy się do ładu, wrzuciła do walizki najpotrzebniejsze rzeczy. Cały czas myślała 

o tym, co ją czekało. Zniósłszy walizkę na parter, zatelefonowała do Milly. 

— Och, to ty! — ucieszyła się Milly. — Myślałam, Ŝe to kolejna pacjentka. — Zdała szybką 

relację z podróŜy  i opowiedziała, jak wygląda  mieszkanie. Faktycznie,  zamierzała zmienić jego 
wystrój. 

Z kuchni nadeszli Brad i Steve. Steve, jeden z najspokojniejszych ludzi, jakich moŜna spotkać, 

był wyraźnie rozgniewany, aŜ czerwony na twarzy; za to Brad zachowywał niezmącony spokój. 
Joanne zastanawiała się, jak przebiegała rozmowa obu męŜczyzn. 

— Czy nie odzywał się moŜe Brad? — spytała tymczasem Milly. 
—  Nie — skłamała Joanne.  Lancing popatrzył jej kpiąco w oczy. Wiedział, na jakie pytanie 

odpowiedziała. — Jest tu Steve, chce zamienić z tobą słowo — zakończyła. — PrzekaŜ uściski 
Duncanowi. — Oddała bratu słuchawkę. 

Brad podniósł walizkę Joanne i wyszli razem na dwór. Joanne odwróciła się w progu i posłała 

Steve’owi pocałunek. 

Wsiadła  z  Bradem  do  limuzyny.  Szofer  włoŜył  walizkę  do  bagaŜnika.  Joanne  wciąŜ 

zastanawiała  się  nad  okropną  sytuacją,  w  jakiej  się  znalazła.  RozwaŜała,  jak  będzie  się 
zachowywać w róŜnych okolicznościach. 

Bała  się.  Mimo  wszystko  będzie  musiała  sobie  poradzić.  Najlepiej  ignorować  doznawane 

przykrości, a nie rozpamiętywać je, pomyślała. 

Na lotnisku była juŜ prawie spokojna. Kiedy oddali bagaŜ i załatwili formalności paszportowe, 

pozostała  im  jeszcze  godzina  do  odlotu.  Brad  zaproponował,  Ŝeby  poszli  coś  zjeść.  Joanne 
zamówiła obfite śniadanie. Była bardzo głodna. 

—  Nie  wiedziałem,  Ŝe  tyle  jesz  —  skomentował  Brad.  —  Po  wczorajszym  wieczorze 

sądziłem, Ŝe jesteś jedną z tych kobiet, które potrafią Ŝyć na surowych marchewkach i sałacie. 

— Byłam najedzona. Ale moŜesz wkrótce poŜałować, Ŝe nie jem tylko marchewki. 
— Dlaczego? 
— W stresie zawsze jem więcej, a zapewne zamierzasz płacić za moje posiłki, więc… 
Brad roześmiał się tylko. 

background image

—  Nie  bój  się,  budŜet  tej  podróŜy  jest  wystarczający  —  zapewnił.  —  Jak  wiadomo, 

wykonując pewne hmm… czynności, spala się duŜą ilość kalorii. 

Joanne zaczerwieniła się. Lancing był zdecydowanie zbyt bezpośredni. 
—  Będziemy  więc  musieli  dbać  o  to,  Ŝebyś  odpowiednio  duŜo  ćwiczyła  —  ciągnął.  — 

Twojemu bratu z pewnością nie spodoba się, kiedy wrócisz do domu pulchna jak ciasto. 

Joanne nie zamierzała pokazywać po sobie, Ŝe przeraŜają ją jego słowa. Odpowiedziała więc: 
—  To  niemoŜliwe.  Mam  taką  przemianę  materii,  Ŝe  nawet  bez  Ŝadnych  ćwiczeń  jestem 

szczupła. Tak samo jak Steve. 

—  Nie  jesteś  podobna  do  Milly,  ale  do  Steve’a  i  to  bardzo  —  zauwaŜył  Brad.  — 

Przypuszczam, Ŝe łączy was nie tylko fizyczne, ale i psychiczne podobieństwo — dodał oschle. 

— Dlaczego tak mówisz? 
—  Byłem  pewien,  Ŝe  miał  ochotę  mnie  pobić.  A  z  tego,  co  powiedział,  wnioskuję,  Ŝe  ma  o 

mnie równie złą opinię, jak ty. 

Joanne przeraziła się. Steve zwymyślał Brada, nie zdając sobie sprawy, Ŝe ten moŜe zniszczyć 

Optima Business Services, jeśli tylko zechce — i Ŝe nie ma Ŝadnych skrupułów. 

Brad uśmiechnął się smutno. 
— Wprawdzie nie krzyczał i uŜywał względnie grzecznych słów — powiedział — ale ostrzegł 

mnie  bardzo  zdecydowanie,  Ŝebym  trzymał  się  od  ciebie  z  daleka.  Wspomniał  jeszcze  raz,  Ŝe 
jesteś zaręczona, i dodał, Ŝe jeśli choćby cię dotknę, będę miał z nim do czynienia. 

— Chyba nie powiedziałeś mu, Ŝe przymusiłeś mnie szantaŜem do wyjazdu? — upewniła się 

Joanne. — Nie chcę, Ŝeby się martwił! 

—  Nie.  Steve  martwi  się  tylko  o  to,  Ŝebyś  nie  zakochała  się  we  mnie  i  nie  straciła 

narzeczonego.  Gdyby  tylko  wiedział,  Ŝe  nie  moŜesz  na  mnie  patrzeć…  Nie  znosisz  mnie, 
prawda? 

— A jak myślisz? 
Lancing znowu się roześmiał. 
— Gdyby zdawał sobie sprawę, Ŝe zgodziłaś się pojechać ze mną tylko w wyniku szantaŜu — 

kontynuował — nie puściłby mi tego płazem. Przyznam, Ŝe podziwiam jego odwagę. 

— ZaleŜy mu na mnie — odpowiedziała krótko Joanne. 
 

*

 

*

 

 
Po mniej więcej dwugodzinnym locie, którego większą część Joanne przespała, wylądowali na 

lotnisku Flesland. 

— Na wybrzeŜu Norwegii nie jest tak zimno jak w głębi kraju, ale pada przez ponad dwieście 

dni  w  roku  —  poinformował  Brad.  —  Na  szczęście  zwykle  nie  przeszkadza  to  w  oglądaniu 
wspaniałych widoków. 

Faktycznie,  kiedy  wyszli  z  budynku  lotniska,  padał  słaby  deszcz.  Brad  skierował  się  do 

najbliŜszej taksówki, wydając kierowcy polecenia płynnym norweskim. 

— Nie przysłano samochodu — wyjaśnił Joanne — poniewaŜ utrzymywałem nasz przyjazd w 

tajemnicy.  Pojawię  się  w  firmie  dopiero  wtedy,  kiedy  porozmawiam  z  człowiekiem,  którego  tu 
oddelegowałem — nazywa się Paul Randall — i gdy ocenię sytuację. 

— Jak daleko od Bergen jesteśmy? — spytała Joanne. 
— Około dwudziestu kilometrów na południe od miasta. Do centrum jedzie się mniej więcej 

pół godziny, jeśli nie ma duŜego ruchu — tłumaczył Brad. — Szkoda, Ŝe dzisiaj chmury są nisko, 
nie widziałaś Bergen z powietrza. Bergen jest znane jako „miasto siedmiu wzgórz” — opowiadał. 
— Poza tym przecina je siedem fiordów. Jest naprawdę pięknie połoŜone, na samym wybrzeŜu. 

background image

Deszcz i tak zasłaniał widoki za szybami samochodu. Joanne znowu poczuła się niezręcznie, 

siedząc  tuŜ  koło  Brada,  zamknięta  w  małej  kabinie.  Dyskretnie  cofnęła  się  w  kąt.  Lancing 
zauwaŜył to jednak i uśmiechnął się lekko. Zaczerwieniła się. 

— Gdzie się zatrzymamy? — spytała dla odwrócenia jego uwagi. 
—  W  Bergen  jest  mnóstwo  dobrych  hoteli,  ale  jedziemy  do  rodzinnego  domu  mojej  matki. 

Dom  nazywa  się  Lofoten.  Stoi  niedaleko  od  centrum.  MoŜna  z  niego  szybko  dojść  piechotą 
zarówno  do  siedziby  firmy,  jak  i  do  portu.  Pomyślałem  więc,  Ŝe  hotel  nie  jest  nam  potrzebny. 
Lofoten jest sporym budynkiem. Moi pra — prapradziadkowie mieli mnóstwo dzieci i wnuków. 
DuŜa część ich potomków mieszka teraz w Chicago. Po śmierci dziadka nie chciałem pozbywać 
się  tak  pięknego  domu;  nie  ma  teŜ  sensu,  Ŝeby  stał  pusty,  zamieniłem  więc  Lofoten  w 
pensjonat… Cieszysz się? — spytał Brad, widząc wyraz twarzy Joanne. 

— Tak! — odparła śmiało. Doznała niejakiej ulgi. JuŜ się bała, Ŝe będzie mieszkać w wielkim 

domu sama z Lancingiem. W pensjonacie przynajmniej będą inni ludzie. 

background image

R

OZDZIAŁ CZWARTY

 

 
Przejechali  przez  nowoczesną  część  miasta  i  wkrótce  znaleźli  się  w  centrum.  Składało  się 

prawie  wyłącznie  z  zabytkowych  budynków.  Kiedy  minęli  długi,  wąski  basen  portowy,  Brad 
poinformował: 

—  Tu  jest  Torget,  czyli  rynek,  na  którym  do  dziś  odbywają  się  targi.  Bywa  teŜ  zwany 

Fisketorget — „targ rybny”. Sto lat temu rybacy sprzedawali tu świeŜo złowione ryby. 

W  pięknych,  starych  domach  stojących  przy  krętych  uliczkach  znajdowały  się  dziesiątki 

sklepów z antykami. W końcu taksówka dotarła do miejsca, gdzie budynki stały nieco rzadziej. 

—  Jesteśmy  na  miejscu  —  zakomunikował  Brad.  Zatrzymali  się  pod  duŜym,  starym, 

drewnianym,  pomalowanym  na  czerwono  trzypiętrowym  domem  o  wysokich,  łukowato 
zwieńczonych  oknach  z  małych  szybek.  Po  obu  stronach  Lofoten  stał  mur,  otaczający  chyba 
rozległy teren. 

—  Ten  dom  naleŜy  do  naszej  rodziny  juŜ  od  kilkuset  lat  —  oznajmił  z  dumą  Lancing.  — 

Parokrotnie był częściowo przebudowywany, ale główna jego część stoi od wieków. 

Lofoten postawiono w pewnej odległości od ulicy, od której oddzielały  go grządki kwiatów, 

otoczone  Ŝwirem.  Budynek  był  kryty  ozdobnym  gontem,  dach  miał  wystające  okapy.  Nad 
werandą widniał napis z nazwą domu. Joanne popatrzyła w górę, zafascynowana. Bezpośrednio 
nad nią znajdowała się rodzina pięknie wyrzeźbionych, splecionych ze sobą smoków. 

— Podobają ci się smoki? — zagadnął Brad. 
— Są wspaniałe! Nadają domowi charakter. Mają wesołe pyski, jakby się bawiły. Zaraz, ten 

jeden mały wygląda, jakby go coś bolało. 

— Nie widzisz, dlaczego? Największy nadepnął mu na ogon! 
Brad popatrzył na pełną podziwu twarz Joanne. Krople deszczu spływały jej po policzkach. 
„Jest  piękna!”  —  pomyślał  niespodziewanie.  Miał  nagle  ochotę  pocałować  Joanne. 

Powstrzymał się jednak. 

— Jaki śliczny ten maleńki! — zawołała, pełna zachwytu. 
— Rzeczywiście słodki — zgodził się Brad. — Ale pada deszcz. Za chwilę przemokniemy do 

suchej nitki. ChociaŜ… moglibyśmy potem wziąć gorącą kąpiel i umyć się nawzajem. 

Joanne natychmiast ruszyła do wejścia. Brad otworzył cięŜkie drzwi. W duŜym holu nie było 

nikogo  poza  siedzącą  za  biurkiem  recepcjonistką.  Podłoga,  sufit  i  ściany  zrobione  były  ze 
szlachetnego,  jasnego  drewna  o  złotawej  barwie,  trochę  ściemniałego  ze  starości.  Klatka 
schodowa  była  pięknie  rzeźbiona,  drewniane  schody  prowadziły  na  półpiętro  z  balustradą.  Nie 
było  Ŝadnych  dywanów.  W  kącie  stał  zielono–niebieski  piec  w  kształcie  ogromnego  ula. 
Wszystko robiło bardzo sympatyczne, choć odrobinę surowe wraŜenie. Od pieca biło przyjemne 
ciepło. W holu znajdowała się jeszcze skórzana kanapa, były teŜ krzesła i ława. Zasłony, obicia 
mebli  i  niepalna  mata  przed  piecem  miały  jednakowy,  jasnobrązowy  kolor.  We  wnęce  z  boku 
piętrzył się pachnący stos sosnowego drewna. 

Jasnowłosa  NorweŜka  podniosła  wzrok  znad  komputera  i  odezwała  się  świetną 

angielszczyzną: 

— Jak miło pana widzieć, panie prezesie! Szkoda, Ŝe akurat pada. 
— Jak się miewasz, Helgo? — spytał Lancing. 
— Dziękuję, znakomicie. Mam nadzieję, Ŝe pan prezes takŜe. 
— Owszem. — Brad objął Joanne w pasie, pociągnął ją naprzód i przedstawił: — To jest pani 

Winslow.  —  Nie  dodał:  „moja  sekretarka”,  ani  niczego  innego.  Helga  mogła  sama  próbować 

background image

domyślać się, kim jest Joanne. Recepcjonistka zauwaŜyła pierścionek zaręczynowy na jej palcu i 
zaczęła się zastanawiać. 

— Miło mi panią poznać — powiedziała, uśmiechając się sympatycznie. 
—  Przepraszam,  Ŝe  zawiadomiłem  o  swoim  przyjeździe  tak  krótko  przed  przybyciem  — 

powiedział Brad. 

—  Pański  apartament zawsze jest  gotowy na przyjęcie  pana — zapewniła Helga. — Wezwę 

Edvarda, Ŝeby wniósł walizki na górę. 

— Dziękuję, nie trzeba; sam je zaniosę… — Brad spojrzał na Joanne. — Chodźmy, kochanie. 
Ruszyła do małej windy, myśląc: „Muszę jakoś to wszystko przetrwać!” Brad zaprowadził ją 

do apartamentu na pierwszym piętrze. W apartamencie był wygodny salon — ogromna skórzana 
kanapa, dwa fotele, telewizor, zestaw stereofoniczny, duŜy, stary zegar, półki pełne ksiąŜek oraz 
mały piec kaflowy zbudowany wewnątrz kominka, obok stosik drewna. 

Po lewej był mniejszy pokój z biurkiem i sprzętem komputerowym najnowszej generacji. Inne 

drzwi prowadziły do łazienki. Sypialnia była tylko jedna. Drugą Brad zamienił na biuro. Joanne 
była bliska rozpaczy. Trzymała się dotąd nadziei, Ŝe być moŜe będzie miała własny pokój. 

Okna  duŜej  sypialni  wychodziły  na  rozległy  ogród.  Pokój  urządzony  był  przyjemnie.  W 

ś

cianach  były  dwie  wielkie  szafy,  wstawiono  nowoczesne  meble.  Wzrok  Joanne  przykuło 

ogromne łóŜko, zajmujące środek pomieszczenia. Obawiała się nadchodzącej nocy. WyobraŜała 
sobie,  Ŝe  Brad  połoŜy  się  obok  niej,  nagi  —  wiedziała,  Ŝe  będzie  nagi.  Na  pewno  miał  pręŜne, 
umięśnione  ciało  —  nie  miał  ani  odrobiny  nadwagi.  Nie  wątpiła,  Ŝe  był  doświadczonym 
kochankiem… Ogarnęły ją erotyczne myśli. Zdumiała się. Była przecieŜ przeraŜona. A jednak… 

— Zmieścimy się tu oboje — zapewnił Brad. — Po której stronie wolisz leŜeć? 
— Wolałabym spać sama. — Joanne odwróciła wzrok. 
— Zawsze śpisz sama? 
— Zawsze. 
— A co z Trevorem? — wypytywał bezczelnie Lancing. 
Milczała.  Nie  miała  zamiaru  dzielić  się  z  nim swoimi  intymnymi  sprawami.  ZadrŜała,  kiedy 

kropla deszczówki spłynęła jej po szyi i plecach. 

—  MoŜesz  opowiedzieć  mi  o  nim  później  —  zawyrokował  Brad.  —  W  tej  chwili  powinnaś 

raczej wysuszyć włosy. 

— Chętnie wzięłabym prysznic. 
— A moŜe masz ochotę, Ŝebyśmy wzięli go razem? — upewnił się Brad. 
— Nie! Zgodziłam się pełnić rolę twojej sekretarki, a nie zostać twoją kochanką. 
— Szkoda. Ale to dopiero pierwszy dzień. Kiedy mnie lepiej poznasz… 
— Na pewno nie będę chciała się z tobą kochać! 
Brad uśmiechnął się tylko. Joanne poŜałowała, Ŝe wdała się z nim w dyskusję. 
—  Zdaje  się,  Ŝe  deszcz  słabnie  i  zaczyna  się  przejaśniać  —  odezwał  się,  wyglądając  przez 

okno.  —  Wieczór  powinien  być  piękny.  Jeśli  chcesz,  zamówię  stolik  w  jednej  z  restauracji. 
Wybierzemy się na spacer, pokaŜę ci trochę miasto. 

— To byłoby miłe — zgodziła się grzecznie. 
Potarł brodę. 
—  Najpierw  powinienem  się  ogolić;  poza  tym  chcę  załatwić  kilka  drobnych  spraw  i 

porozmawiać krótko z Paulem Randallem. W Norwegii kolację jada się wcześnie. Czy moŜemy 
wyjść za godzinę? — zaproponował. 

— Dobrze. 
—  Nie  ma  potrzeby  elegancko  się  ubierać.  —  Na  podróŜ  Joanne  włoŜyła  kostium,  jak  do 

pracy. — Wystarczy coś ładnego, zwyczajnego — poradził Brad. 

background image

Odebrała to jako polecenie, mimo Ŝe zwracał się do niej spokojnie modulowanym tonem. 
— Przyda ci się Ŝakiet. Wieczorem moŜe być zimno — dodał i zniknął w gabinecie. 
Joanne zajrzała do walizki. Nie miała czasu spakować wielu ubrań na specjalne okazje. Miała 

drugi  kostium,  płaszcz,  polar,  wełniane  swetry,  dŜinsy,  spódnice  i  zwykłe  bluzki.  W  ostatniej 
chwili spakowała markową kurteczkę ze sztucznego futerka. Stwierdziła, Ŝe najlepiej będzie, jak 
włoŜy ten sam kostium, który miała na sobie. 

Łazienka  była  bardzo  luksusowo  urządzona.  Joanne  zamknęła  się,  oczywiście,  na  wszelki 

wypadek.  Kiedy  myła  włosy,  znów  naszły  ją  erotyczne  myśli.  Brad  fascynował  ją  w 
niewytłumaczalny sposób. Dziwiła się. Było to zupełnie do niej niepodobne. 

Nawet  kiedy  była  nastolatką,  w  przeciwieństwie  do  wielu  przyjaciółek  nie  miała  ochoty  na 

fizyczne  kontakty  z  chłopcami.  Ostrzegano  ją,  Ŝe  rozpoczęcie  Ŝycia  erotycznego  to  powaŜna 
sprawa,  która  moŜe  prowadzić  do  róŜnych,  czasem  nieodwracalnych  konsekwencji.  Kilku 
starszych od niej chłopców dąŜyło do tego, Ŝeby poszła z nimi do łóŜka, jednak ich męskie zaloty 
raczej  ją  odrzucały,  niŜ  zachęcały  do  czegokolwiek.  Kiedy  stała  się  nieco  starsza,  nie  umiała 
reagować  na  posunięcia  swoich  chłopaków  tak,  jak  by  chcieli.  Zaczynała  juŜ  nabierać 
przekonania,  Ŝe  ma  jakiś  istotny  brak.  Unikała  erotycznych  pieszczot  czy  nawet  dotknięć, 
poniewaŜ budziły w niej tylko poŜądanie, nie zaspokajając go, a chłopcy, z którymi była kolejno 
związana,  i  tak  byli  niezadowoleni.  Po  śmierci  rodziców  zaś  w  ogóle  nie  miała  czasu  na  Ŝycie 
prywatne. Uznała, Ŝe widocznie nie jest jej dane znaleźć męŜa i załoŜyć rodzinę. Skoncentrowała 
się na pracy i karierze zawodowej. 

Wreszcie,  na  początku  bieŜącego  roku,  jeden  z  męŜczyzn,  z  którymi  współpracowała, 

przedstawił jej kolegę — Trevora Wilky’ego. Zaczęli się spotykać i związali się ze sobą, choć nie 
był to związek nacechowany silnym uczuciem. Trevor był bardzo spokojnym człowiekiem i tak 
teŜ układały się jego relacje z Joanne. Zaczęła powaŜnie myśleć o wspólnej przyszłości… 

Nie wiedziała, czy koszmar, jaki przydarzył jej się teraz, doprowadzi do rozpadu jej związku. 

Westchnęła i sięgnęła po ręcznik. Rozczesawszy włosy, upięła je, jak zwykle,  w schludny kok. 
NałoŜywszy  makijaŜ,  ubrała  się  w  ten  sam  kostium,  w  którym  przyleciała.  Brad  przebrał  się  w 
modne, codzienne ubranie. Kiedy Joanne wyszła do przedpokoju, wstał znad papierów. Obejrzał 
ją  od  stóp  do  głów.  Wyglądała,  jakby  wybierała  się  do  pracy.  Popatrzył  na  nią  z 
niezadowoleniem. 

— Powiedziałeś, Ŝe nie ma potrzeby elegancko się ubierać — powiedziała. 
—  To  prawda,  ale  mówiłem  równieŜ,  Ŝe  wystarczy  ubrać  się  w  coś  zwykłego  i  ładnego. 

Kostium, który masz na sobie, nie jest ani zwykły, ani ładny. 

— Obawiam się, Ŝe będzie musiał wystarczyć — odparła chłodno. 
Brad zdenerwował się. 
—  Jest  idealny  do  pracy,  ale  nie  moŜna  powiedzieć,  Ŝeby  był  odpowiedni  na  romantyczny 

spacer! KaŜdy od razu pomyśli, Ŝe jesteś moją sekretarką. 

— Jestem nią. 
—  Tylko  w  biurze.  Proszę,  Ŝebyś  poza  biurem  ubierała  się  stosownie  do  tego,  o  czym 

wspominałem. Będziemy spędzać razem urlop. 

—  Obawiam  się,  Ŝe  nie  mam  nic,  w  czym  na  pierwszy  rzut  oka  wyglądałabym  na  twoją 

kochankę! 

—  W takim razie niedługo pójdziemy po zakupy  — zdecydował Brad.  — A teraz mogłabyś 

mimo wszystko nałoŜyć coś innego. 

— Nie mam nic odpowiedniejszego. 
— W takim razie moŜemy zostać w domu. KaŜę przynieść nam coś do jedzenia. Zastanowimy 

się, jak moglibyśmy spędzić wieczór tutaj… 

background image

Joanne przeraziła się kolejny raz. 
—  Naprawdę  nic  ciekawego  nie  wzięłam!  —  powiedziała.  —  MoŜesz  zajrzeć  do  mojej 

walizki i sprawdzić, jeŜeli mi nie wierzysz. — Ruszyła do sypialni. 

Brad przetrząsnął szybko jej walizkę i wybrał jedwabną spódnicę w brązowomiedziane wzory, 

sandały z cienkich pasków i niby–futrzaną kurtkę. 

— To będzie dobre — zapewnił. — A moŜe chcesz, Ŝebym pomógł ci się przebrać? 
Joanne miała juŜ dość. 
— Nie chcę! — odpowiedziała. — Przebiorę się tylko po to, Ŝebyś przestał się mnie czepiać. 
Zmieniając  ubranie,  pomyślała,  Ŝe  sprzeciwianie  się  Lancingowi  nie  było  mądre.  Mogło 

jedynie  pogorszyć  sprawy.  PrzecieŜ  od  Brada  zaleŜał  los  firmy  Stevena,  los  ich  wszystkich. 
Lancing trzymał Joanne w szachu. 

Niechętnie  wróciła  do  salonu.  Brad  stał  plecami  do  niej,  wyglądając  przez  okno.  Na  dworze 

zapadał zmierzch. 

Joanne  przystanęła,  zauwaŜając,  jak  szerokie  ramiona  miał  Brad  w  porównaniu  z  biodrami. 

ZauwaŜyła  wcześniej,  Ŝe  stąpa  lekko,  z  męskim  wdziękiem,  a  jednocześnie  zdecydowanie. 
Roztaczał aurę pewności siebie, niemal arogancji. 

Westchnęła. Jej matka z pewnością powiedziałaby, Ŝe Brad to prawdziwy męŜczyzna, o jakim 

marzy kaŜda kobieta. 

Odwrócił się i przyjrzał jej się znowu. 
— Teraz o wiele lepiej — pochwalił. 
— Cieszę się, Ŝe tak uwaŜasz — odparła z ironią w głosie. 
Spojrzał na nią takim wzrokiem, Ŝe postanowiła więcej go nie prowokować. 
— Jeszcze jedno… — zaczął, zbliŜając się. Znów zrobiło jej się nieswojo. Zanim odgadła, co 

Brad  zamierza  zrobić,  sięgnął  do  jej  włosów  i  zaczął  zręcznie  wyjmować  z  nich  szpilki.  Gęste 
włosy Joanne opadły kaskadą na jej ramiona. — Tak jest o wiele lepiej. 

Był wyraźnie zadowolony. 
Podał jej kurtkę i zeszli po schodach da holu. Było w nim teraz trochę ludzi. 
Przestało  padać,  tylko  chodniki  były  mokre.  Brad  wziął  Joanne  pod  rękę.  Nie  pytając,  sam 

przełoŜył jej dłoń ponad zgięciem swojego łokcia. 

—  Pomyślałem,  Ŝebyśmy  przeszli  się  aŜ  do  WieŜy  Rosenkrantza,  aby  rozprostować  trochę 

nogi — powiedział. — A potem zjemy kolację na Bryggen. 

— Co to jest Bryggen? — zainteresowała się Joanne. 
— NabrzeŜe. Ciąg stojących tam budynków został wpisany na listę Światowego Dziedzictwa 

Kultury  UNESCO.  Są  naprawdę  stylowe,  przychodzi  tam  wielu  turystów.  W  budynkach 
mieszczą się teraz butiki, muzea, restauracje. 

Na ulicach było mnóstwo samochodów, a na chodnikach — roześmianych ludzi. 
—  Czy jest tu gdzie bawić się wieczorami? DuŜo ludzi  spędza czas w róŜnych  lokalach? — 

pytała Joanne. 

—  Owszem.  W  weekendy  w  rejonie  portu  jest  wieczorem  prawdziwy  tłok.  Są  sympatyczne 

kawiarnie,  dyskoteki,  kluby  studenckie  —  co  kto  lubi.  Szczególnie  godna  polecenia  jest 
kawiarnia Kirkenes, grają tam na fortepianie. Zabiorę cię do niej jutro — mówił Brad. 

Joanne rozglądała się ciekawie na wszystkie strony. W końcu doszli do niskiej, pękatej wieŜy 

Rosenkrantza. 

— Do czego słuŜyła ta wieŜa? — spytała Joanne. 
—  Erik  Rosenkrantz  zbudował  ją,  w  połowie  szesnastego  wieku;  stanowiła  część  jego 

ufortyfikowanej rezydencji. 

Stojący obok turysta nadstawił z zainteresowaniem uszu. 

background image

Brad  oprowadzał  Joanne  po  malowniczej  starówce  Bergen,  opowiadając  o  wszystkim  jak 

prawdziwy przewodnik. Jasne było, Ŝe zna i kocha rodzinne miasto swojej matki. Turysta, który 
dołączył do nich pod wieŜą, chodził za nimi, słuchając z zainteresowaniem słów Brada. 

Port  był  rzęsiście  oświetlony;  nieduŜe  drewniane  budynki  o  krytych  gontem  dachach, 

przysadzista wieŜa i białe jachty odbijały się w wodzie. 

—  Cudownie  tu!  —  Joanne  była  zachwycona.  Lokal  wybrany  przez  Brada,  urządzony  w 

jednym  ze  starych  drewnianych  domów,  miał  coś  z  atmosfery  saloonu  rodem  z  Dzikiego 
Zachodu. Usiedli pod balkonem z desek. 

— Dobrze, Ŝe ten facet, który chodził za nami, nie wszedł tutaj — odezwał się Brad. 
—  Rzeczywiście, był trochę natrętny. — Rozejrzała się. — Niezwykłe miejsce. Pełno gości. 

Całe szczęście, Ŝe znaleźli dla nas stolik. 

—  Nie  znaleźliby,  gdyby  mnie  tu  nie  znali  —  odparł  z  zadowoleniem  Brad.  —  W  tej 

restauracji miejsca rezerwuje się z góry. Kucharze są znakomici; serwują tu tradycyjne norweskie 
potrawy, na przykład marynowanego łosia i pieczonego renifera. 

Joanne  trochę  się  obawiała  wymienionych  przez  Brada  potraw,  wybrała  więc  pieczonego 

łososia i deser owocowy. 

Czekając  na  jedzenie,  rozmawiali  na  róŜne,  nie  związane  ze  sprawami  osobistymi  ani 

zawodowymi  tematy.  Joanne  była  zaskoczona  swobodą  wymowy  Brada,  jego  wiedzą  i 
inteligencją.  Wspaniale  jej  się  z  nim  rozmawiało.  A  przede  wszystkim  Brad  traktował  ją  jak 
równego partnera w  rozmowie, a nie tłumaczył jej wszystkiego, wygłaszając arbitralne sądy — 
jak często  robił Trevor. Brad był obdarzony swoistym,  cierpkim humorem, miał ukształtowane, 
przemyślane opinie na większość tematów. A przy tym nie próbował ich narzucać. 

Joanne  sama  zgadzała  się  z  wieloma  z  nich.  Tokowi  jego  rozumowania  nie  moŜna  było 

niczego zarzucić. Brad był błyskotliwy. 

I tym razem zachowywał się grzecznie, a nawet uprzejmie. Wprost czarująco. Nie narzucał się 

w najmniejszym stopniu. 

W  miarę  upływu  wieczoru  Joanne  zaczęła  myśleć  z  niepokojem,  Ŝe  cieszy  się  jego 

towarzystwem. Przypomniała sobie jednak zaraz, jakiego rodzaju człowiekiem jest Lancing. I Ŝe 
nim przecieŜ gardzi. 

— Nie musisz mi mówić, co teraz myślisz — odezwał się nagle cierpko. — Od razu widać po 

tobie wszystkie uczucia. 

Zaczerwieniła się. Dlaczego musi być taki spostrzegawczy?! Atmosfera wieczoru od razu się 

pogorszyła.  Joanne  Ŝałowała,  Ŝe  do  tego  doszło.  Zagryzając  wargi,  zastanawiała  się,  jak 
przełamać niewygodne milczenie. 

— Miałaś opowiedzieć mi o swoim narzeczonym — usłyszała niespodziewanie. 
Nie miała ochoty rozmawiać o Trevorze. 
— Nie ma wiele do opowiadania… — zaczęła. 
— Mogłabyś zacząć od jego wyglądu. 
Jeszcze przed chwilą Brad zachowywał się swobodnie, teraz patrzył i mówił chłodno. 
— Wysoki czy niski, gruby czy szczupły, blondyn czy brunet? — pytał. 
— Wysoki, blondyn, wygląda całkiem miło. 
— „Całkiem miło”. Czyli niezbyt poraŜająco — skomentował bezczelnie Brad. 
— Czy musisz od razu z niego kpić? Co tak naprawdę chciałbyś wiedzieć? 
— Najpierw powiedz, ile ma lat. 
— Trzydzieści sześć. 
— Zatem minęły juŜ jego burzliwe, młodzieńcze lata. 

background image

Trevor był wyjątkowo spokojnym, trzeźwo myślącym człowiekiem. Joanne nie wierzyła, aby 

kiedykolwiek miał „burzliwy” charakter. 

—  A ty ile masz lat? Dwadzieścia  pięć — upewnił się Brad,  kiedy nie odpowiadała. — Jest 

między wami duŜa róŜnica wieku — jedenaście lat. 

— Dopiero za kilka dni skończę dwadzieścia pięć lat — poprawiła Joanne. — Ale, wracając 

do Trevora, uwaŜam, Ŝe wiek nie ma znaczenia. 

— Czy Trevor jest jedynakiem? — spytał niespodziewanie Brad. 
— Dlaczego tak sądzisz? — Joanne była nieco wytrącona z równowagi. 
— Mam wraŜenie, Ŝe jest trochę maminsynkowaty. 
— MoŜna mieć większe wady! — burknęła Joanne. — Trevor jest przynajmniej przyzwoitym, 

uczciwym człowiekiem. O niektórych męŜczyznach nie moŜna tego powiedzieć! — zakpiła. 

—  Poza  tym,  Ŝe  jest  przyzwoity  i  uczciwy,  co  sprawia,  Ŝe  wybrałaś  go  spośród  innych?  — 

wypytywał Brad, nie zraŜony. 

— Mamy te same zainteresowania. 
— Jakie? 
— Czytanie, muzyka, sztuka, zwłaszcza teatr. 
— Nie uprawiacie sportów, nie chodzicie na piesze wycieczki, i tak dalej? 
— Trevor nie jest typem sportowca. 
— Nie ogląda nawet sportu w telewizji? — chciał się dowiedzieć Brad. 
— Nie. 
— A ty? 
— Ja teŜ nie oglądam. 
Brad uśmiechnął się z błyskiem w oku. 
— A czy lubisz uprawiać jakieś sporty? — spytał. 
— Owszem. Lubię piesze wędrówki i pływanie. 
— Jeździsz na nartach? 
— Nie. Nigdy nie miałam okazji spróbować. 
— A gdyby nadarzyła się okazja, chciałabyś? 
— Tak — zgodziła się Joanne. 
— Wyjechałabyś wtedy i zostawiła Trevora samego w domu? 
Joanne umilkła, zastanawiając się. 
— Opowiedz mi o jego wadach — nalegał Brad. — Nie moŜna dobrze ocenić człowieka, nie 

znając jego wad. 

CóŜ, Trevor miał bardzo niewiele powaŜnych wad. Trochę lubił się rządzić, mówił Joanne, co 

powinna robić, jak Ŝyć. Poza tym był jednak idealnym przyjacielem i partnerem. 

Zasadnicze  znaczenie  miało  dla  Joanne  to,  Ŝe  wprawdzie  odnosił  się  do  niej  z 

zainteresowaniem,  co  było  bardzo  miłe,  ale  nigdy  nie  nalegał  na  erotyczne  zbliŜenie.  Nie 
oczekiwał teŜ od niej inicjatywy w tej sprawie. Zapewne Trevor miał mniejszy od przeciętnego 
popęd seksualny. Był w pełni zadowolony z jej towarzystwa i niezbyt namiętnych pocałunków. 

— Trevor nie ma… Ŝadnych powaŜnych wad — powiedziała. 
— Istny wzór — zakpił Brad. 
— Mam szczęście, Ŝe na niego trafiłam — zapewniła Joanne z przekonaniem. 
— Od dawna jesteście razem? 
— Poznaliśmy się mniej więcej siedem miesięcy temu. 
— Jak długo jesteście zaręczeni? 

background image

Joanne  zastanowiła  się  chwilę,  czy  nie  powiedzieć  prawdy.  Właściwie  sprawa  zaręczyn  nie 

była  rozwiązana.  Joanne  zdecydowała  jednak  nie  tłumaczyć  tego  Bradowi.  JeŜeli  miał  choć 
odrobinę przyzwoitości, mógł mieć na względzie to, Ŝe Joanne jest zaręczona. 

— Niedługo — powiedziała. — Parę tygodni. 
— Czy jego matka zgadza się na wasz ślub? — wypytywał Brad. 
— Tak. 
—  MoŜe  uwaŜa,  Ŝe  juŜ  czas,  Ŝeby  jej  synek  oŜenił  się  z  miłą  dziewczyną.  Zapewne  matka 

Trevora udaje, Ŝe nie wie, iŜ sprowadziłaś go na złą drogę. 

— Niczego takiego nie zrobiłam! 
— PrzecieŜ chyba sypiacie ze sobą? 
— Nie — odpowiedziała szczerze Joanne. 
— Jak to? Dlaczego nie? Nie mów mi, Ŝe Trevor nie próbował… 
—  Nie kaŜdy  ma taką mentalność, jak ty! — wypaliła, zdenerwowana. — Trevor z radością 

czeka na czas, kiedy będziemy juŜ małŜeństwem. 

— Naprawdę? A ty? Skoro czekasz na Trevora, moŜe spotykasz się tymczasem z innymi? 
— Nie! Wiesz co?! Jesteś obrzydliwy! 
Brad nie dawał za wygraną. 
—  Musisz  być  okropnie  sfrustrowana  —  stwierdził.  —  Nic  dziwnego,  Ŝe  zgłosiłaś  się,  Ŝeby 

zastąpić Milly. 

— Nie o to mi chodziło! 
— JuŜ mówiłaś — nie protestował Brad. — Jednak niewykluczone, Ŝe moŜe ci się spodobać, 

Ŝ

e zastępujesz Milly. Sprawię, Ŝe ci się spodoba. 

Joanne zadrŜała, ogarnięta dziwnym uczuciem. 
— CzyŜbyś cieszyła się na tę perspektywę? — zainteresował się Brad. 
— DrŜę z odrazy! — burknęła Joanne. 
A jednak coś ją ku niemu ciągnęło. Brad uśmiechnął się kpiąco. 
—  Nie  umiesz  kłamać  —  powiedział.  —  Wszystko,  co  czujesz,  masz  od  razu  wypisane  na 

twarzy. No proszę, boisz się nawet na mnie spojrzeć! 

background image

R

OZDZIAŁ PIĄTY

 

 
— Pozwól, Ŝe z ciekawości spytam — ciągnął Brad — kiedy się pobieracie? 
— Jeszcze nie ustaliliśmy daty. 
— Jak długo spodziewałaś się, Ŝe Trevor ci się oświadczy, zanim to zrobił? 
Joanne  w  ogóle  nie  spodziewała  się  oświadczyn.  Sądziła,  Ŝe  Trevor  jest  typem  urodzonego 

kawalera.  Choć  powinna  była  coś  podejrzewać,  kiedy  kupił  szampana  —  jak  na  niego  była  to 
daleko posunięta ekstrawagancja. Zaskoczył ją. 

— Nie spodziewałam się — przyznała Joanne. 
—  Coś  takiego!  Skoro  Trevor  ma  taki  wzorcowy  charakter,  pewnie  zaprowadził  cię  do 

jakiegoś ogrodu róŜanego, a kiedy usiadłaś na ławce, przyklęknął na jedno kolano — kpił Brad. 

— Nie. 
—  To  w  jaki  sposób  się  oświadczył?  Powinienem  wiedzieć,  jak  to  się  robi,  na  wszelki 

wypadek! 

 

*

 

*

 

 
Trevor zaprosił Joanne do jednej z najlepszych restauracji w Londynie, a potem odchrząknął i 

odezwał się odrobinę pretensjonalnym tonem: 

— Dobrze się między nami układa, nie uwaŜasz? 
— Owszem — odparła Joanne, trochę zdziwiona. — A dlaczego pytasz? 
— Chcę, Ŝebyśmy się zaręczyli — oświadczył Trevor i zanim się spostrzegła, nasunął jej na 

palec pierścionek z drogim kamieniem. 

Joanne była zupełnie zaskoczona. 
— Co na to twoja matka? — spytała. 
— Aprobuje moją decyzję. 
— Och… 
— Mam dobrą pracę — przypomniał Trevor. — Stać mnie na utrzymanie rodziny. 
— Hmm, w zasadzie… 
— Zwróciłem uwagę, jak reagujesz na bliźnięta kuzyna Jeana. Uwielbiasz dzieci! 
Była to tylko częściowo prawda. Joanne uwaŜała róŜne znane sobie dzieci za cudowne, ale to 

nie znaczyło, Ŝeby marzyła, aby jak najszybciej mieć jak najwięcej własnych! 

— Chciałabyś załoŜyć rodzinę, prawda? — ciągnął Trevor. 
— Tak, ale… 
— Widzisz, moja mama zdecydowała, Ŝe juŜ najwyŜszy czas, abym się oŜenił i dał jej wnuki 

— zakończył. 

Najwidoczniej  jego  matce  nie  wystarczało,  Ŝe  rządzi  swoim  synem.  Czuła  potrzebę 

dyrygowania kimś jeszcze. 

—  Jeśli  nie  masz  nic  przeciwko  temu,  chciałabym  zastanowić  się  nad  twoją  propozycją  — 

powiedziała wreszcie Joanne. 

Trevor poczuł się zawiedziony — matka zapewniła go, Ŝe Joanne będzie śpiewała z radości. 
— Naprawdę nie wiem, o czym tu myśleć! — oświadczył. 
Joanne nie chciała go zranić. 
— Zanim zdecyduję się wyjść za ciebie, muszę mieć pewność, Ŝe będę dla ciebie odpowiednią 

Ŝ

oną — powiedziała. 

background image

— Mama najwyraźniej uwaŜa, Ŝe jesteś znakomitą kandydatką — wyjaśnił Trevor. — Cieszy 

się, Ŝe masz właściwe zasady moralne. To znaczy, Ŝe nie zabawiasz się na prawo i lewo. 

Joanne wiedziała, Ŝe to największy komplement, jaki mogła wypowiedzieć matka Trevora i on 

sam. 

—  Pochlebiacie mi, naprawdę — odparła. — Ale rozumiesz zatem, Ŝe zanim  powiem „tak”, 

chcę mieć pewność, czy dobrze postępuję. Nie chciałabym was zawieść. 

—  Rzeczywiście,  lepiej  mieć  absolutną  pewność  —  zgodził  się  Trevor.  —  Nie  musisz 

spieszyć się z decyzją. 

Joanne chciała ściągnąć pierścionek, ale Trevor powstrzymał ją ze słowami: 
— DuŜo się natrudziłem, Ŝeby znaleźć właśnie ten pierścionek. Mama była przekonana, Ŝe ci 

się spodoba — ja takŜe… 

— Podoba mi się! — zapewniła Joanne. — Jednak nie byłoby w porządku, gdybym go nosiła 

przed podjęciem decyzji… A gdybym tak zdecydowała nie wychodzić za ciebie? 

Trevor nie wierzył, Ŝe coś takiego moŜe się zdarzyć. 
— Nie obawiam się tego — zapewnił z całkowitym spokojem. 
Pewnie  miał  rację.  Rozsądek  nakazywał  Joanne  wyjść  za  Trevora.  Gdzie  znajdę  równie 

przyzwoitego męŜczyznę o zaletach Trevora — myślała — kogoś, kto odpowiadałby mi choć w 
połowie tak jak on? Jeśli odrzucę jego oświadczyny, prawdopodobnie nigdy w Ŝyciu nie znajdę 
męŜa i nie będę miała dzieci… 

— Obiecaj mi, Ŝe podczas podejmowania decyzji będziesz miała na palcu ten pierścionek — 

ciągnął Trevor. — Bylibyśmy bardzo rozczarowani, gdybym musiał zabrać go z powrotem. 

— Dobrze, obiecuję — zgodziła się niechętnie Joanne. 
— Znam cię na tyle dobrze, Ŝe nie mam wątpliwości, iŜ będziesz idealną Ŝoną — oświadczył z 

szerokim uśmiechem Trevor. 

A jednak Joanne nie była do samego końca pewna, czy za niego wyjść… 
 

*

 

*

 

 
Brad nie usłyszał od razu odpowiedzi, więc spytał: 
— A moŜe to ty mu się oświadczyłaś? 
— Trevor zaprosił mnie na obiad do restauracji,  zamówił szampana, wyciągnął pierścionek i 

oświadczył mi się — wyjaśniła Joanne. 

— Jak rozumiem, powiedział, Ŝe cię kocha? — upewnił się Brad. 
Joanne przeszedł zimny dreszcz. Nigdy nie powiedzieli sobie z Trevorem „kocham cię”. 
— Oczywiście! — skłamała. 
— A ty go kochasz? 
— Czy myślisz, Ŝe inaczej zgodziłabym się wyjść za niego? 
Brad wzruszył ramionami. 
— To zaleŜy, czy myślisz, Ŝe miłość jest waŜna — odparł. 
— A ty — co o tym myślisz? — rzuciła wyzwanie Joanne. 
—  Ja  uwaŜam,  Ŝe  jest  bardzo  waŜna  —  oznajmił  Brad.  —  Miłość  scala  małŜeństwo,  jeśli 

małŜonków łączą takŜe inne potrzebne rzeczy. 

— Co uwaŜasz za „inne potrzebne rzeczy”? — zainteresowała się Joanne. 
—  Wspólne  zainteresowania,  dopasowanie  seksualne,  wzajemny  szacunek,  wzajemne 

upodobanie do przebywania w towarzystwie współmałŜonka. 

Joanne była zaskoczona, Ŝe człowiek taki jak Brad ma zdrowy pogląd na małŜeństwo. 
— Myślę tak samo jak ty — przyznała. 

background image

— A zatem byłaś ogromnie uszczęśliwiona i powiedziałaś mu „tak”? — wypytywał Brad. 
— Właśnie! — skłamała znowu Joanne, pomagając sobie butną miną. 
—  To,  co  mówisz,  róŜni  się  zasadniczo  od  wersji  przedstawionej  mi  przez  twoją  siostrę  — 

oznajmił Brad z nieprzeniknioną miną. 

— Jak to?! — Joanne przeraziła się. — A co powiedziała ci Milly? 
— Mówiła, Ŝe Trevor ci się oświadczył, ale Ŝe nie dałaś mu odpowiedzi. Miała teŜ nadzieję, iŜ 

po  przemyśleniu  sprawy  powiesz  mu,  Ŝe  nie  chcesz  za  niego  wyjść.  Jeśli  dobrze  pamiętam, 
nazwała Trevora „nadętym frajerem”. 

Joanne została przyłapana na kłamstwie. 
— Nawet to jest lepsze niŜ hipokryzja — a ty jesteś hipokrytą! — oświadczyła. 
Brad popatrzył gniewnie, ale nie wystraszyła się go. 
—  Nie  pamiętasz,  jak  powiedziałeś  mi,  Ŝe  mylę  się  w  sprawie  twoich  relacji  z  Milly?  — 

przypomniała. — śe uwaŜasz ją po prostu za miłą dziewczynę i sprawną sekretarkę. 

— Pamiętam — zgodził się Brad. — To wszystko prawda. 
—  Nie  wydaje  mi  się  jednak,  Ŝeby  sekretarka  rozmawiała  ot,  tak  po  prostu  z  szefem  o 

szczegółach związku swojej siostry. 

— Faktycznie, w biurze do takiej rozmowy by nie doszło — ale w restauracji Milly nawiązała 

do tego tematu. 

— Kiedy zaprosiłeś ją na kolację! 
— Nie zapraszałem jej na kolację. 
— Mówiła, Ŝe zaprosiłeś ją, i to dwukrotnie! 
—  Jedliśmy  wspólnie  dwa  razy  kolację  w  restauracji,  ale  to  były  zawodowe  spotkania  z 

partnerem  w  interesach  —  wyjaśnił  Brad.  —  Nie  byliśmy  z  Milly  sami.  Potrzebowałem 
sekretarki, Milly robiła notatki. 

—  Nie  chcesz  chyba  powiedzieć,  Ŝe  opowiadała  o  mnie  i  Trevorze  w  obecności  obcego 

biznesmena? — upewniła się Joanne. 

—  Nie,  ów  człowiek  spóźnił  się  na  drugie  spotkanie,  więc  zamówiłem  drinka  i  ucięliśmy  z 

Milly towarzyską pogawędkę. Poplotkowaliśmy o rodzinie, i tyle, nic więcej. 

Joanne nie dowierzała Lancingowi. Milly mówiła, w jaki sposób na nią patrzył… 
— Nie wierzysz mi — stwierdził Brad. 
—  Rzeczywiście,  nie  wierzę  —  oznajmiła  Joanne.  —  Milly  przedstawiła  wszystko  trochę 

inaczej. 

— CóŜ, nie dziwię się, Ŝe w takiej sytuacji uwierzyłaś raczej siostrze niŜ mnie… 
— Właśnie. 
— Skoro tak, zmieńmy moŜe temat — zaproponował Brad, nieco znudzony. 
— MoŜemy zmienić. 
Brad spytał znowu o Trevora: 
—  Powiedz  mi,  jakiej  spodziewasz  się  reakcji  Trevora  na  to,  Ŝe  wyjechałaś  ze  mną  do 

Norwegii, nie mówiąc mu ani słowa? Mówiłaś, Ŝe pojechał z matką do Bournemouth? 

— Porozmawiam z nim jeszcze, kiedy wróci. 
— A moŜe on pierwszy zadzwoni jutro do twojego domu? 
— Jeśli tak, Steven na pewno wszystko mu wytłumaczy. 
Joanne  znała  jednak  Trevora  i  wiedziała,  Ŝe  nie  będzie  dzwonił.  Czasem,  bardzo  rzadko, 

zdarzało się, Ŝe  poróŜnili się w jakiejś drobnej sprawie.  Wówczas Trevor oczekiwał zawsze, aŜ 
Joanne  odezwie  się  pierwsza  —  poniewaŜ  był  przekonany,  Ŝe  racja  leŜy  po  jego  stronie. 
Tymczasem ostatnio zdarzyła im się powaŜna kłótnia. Gdy Joanne oznajmiła, Ŝe nie moŜe pójść z 
nim na koncert, Trevor odparł, Ŝe widocznie bardziej zaleŜy jej na Milly niŜ na nim. „Dlaczego 

background image

jej  ciągle  matkujesz?!  —  powiedział  ze  złością.  —  PrzecieŜ  jest  męŜatką  i  poradzi  sobie  przed 
wyjazdem bez ciebie!” 

—  A  kiedy  ty  zatelefonujesz  do  Trevora,  co  mu  powiesz?  Całą  prawdę  i  tylko  prawdę?  — 

chciał się dowiedzieć Brad. 

— Nie, oczywiście, Ŝe nie. 
— Mówiłaś, Ŝe nie jest zazdrosny. 
— Nie jest przesadnie zazdrosny. Ale lepiej będzie dla nas wszystkich, jeśli będzie sądził, Ŝe 

wyjechałam jedynie z powodów zawodowych. 

—  Rozumiem  —  ciągnął  Brad.  —  Czy  nie  będzie  się  jednak  martwił,  Ŝe  spędzasz  sześć 

tygodni w Norwegii z męŜczyzną, który ma reputację kobieciarza — jak mówiliście o mnie ty i 
twój brat? 

— Być moŜe będzie. 
— „Być moŜe”? 
— Trevor mi ufa — wyjaśniła Joanne. 
— W takim razie jest naiwny. 
—  Jak  śmiesz  sugerować…!  —  Joanne  urwała  i  zaczerwieniła  się.  Przypomniało  jej  się,  co 

robiła zeszłego wieczora. 

— Właśnie! — przedrzeźniał ją Brad. 
— Wczoraj wieczorem tylko udawałam — przypomniała. — Dla dobra Milly. 
— Czy naprawdę uwaŜasz, Ŝe Milly potrzebuje opieki? — zapytał Brad. 
— Owszem, kiedy poznaje męŜczyznę takiego jak ty, czyli pozbawionego skrupułów. 
— To zabawne, ale Milly wydaje mi się bardziej niŜ ty pewna siebie. 
Joanne była zaskoczona. Poprzedniego dnia Steve powiedział coś podobnego. 
Brad rozejrzał się. Byli przedostatnimi gośćmi lokalu. 
— MoŜe juŜ pójdziemy? — zaproponował. 
— Dobry pomysł. 
Brad  zapłacił,  grzecznie  podał  Joanne  kurtkę,  wziął  ją  pod  rękę.  Wyszli  na  dwór.  Świeciły 

gwiazdy, niebo było czyste. Joanne zaczęła z lękiem myśleć o dalszym ciągu nocy. 

—  Całe  szczęście,  Ŝe  nasz  znajomy  nie  śledzi  nas  teraz  —  odezwał  się  Brad.  Joanne  przez 

chwilę nie wiedziała, o co mu chodzi. 

— Czy mówisz o tym turyście, który zwiedzał miasto, depcząc nam po piętach? — upewniła 

się. 

—  Bardzo  wątpię,  Ŝeby  to  był  turysta  —  odpowiedział  Brad.  —  Myślę,  Ŝe  moi  oponenci 

zapłacili temu człowiekowi, Ŝeby nas obserwował. To znaczy, Ŝe wiedzą o naszym przyjeździe. 

— Co ty mówisz? 
— Nie martw się. I tak dowiedzieliby się, prędzej czy później. Nie ma sensu przejmować się 

interesami  w  takiej  chwili.  —  Brad  ścisnął  znacząco  Joanne  za  ramię.  —  Czeka  nas  tyle 
przyjemności…  —  dodał.  —  Niestety,  najpierw  będę  musiał  zadzwonić  do  Paula.  Ale  zaraz 
potem przyjdę do sypialni. Ciekawe, co sprawia ci największą przyjemność. Mamy całą noc na 
eksperymentowanie!  ‘‘.  — Joanne była przeraŜona. W dodatku miała dziwne przeczucie, Ŝe  to, 
co zechce z nią robić Brad, moŜe naprawdę być dla niej przyjemne… 

— Nie chcę z tobą sypiać! — wypaliła. 
—  Och,  chyba  nie  mówisz  prawdy.  Zawsze  troszczę  się  o  to,  Ŝeby  kobieta  była  w  pełni 

zadowolona. Nie spieszę się z niczym. 

Joanne  znowu  zadrŜała.  Nie  wiedziała,  czy  lepiej  sprzeciwiać  się  Bradowi,  czy  dać  za 

wygraną? Odwróciła temat rozmowy: 

— Właściwie niewiele wiem o twoich kłopotach z norweską firmą. 

background image

—  Czy  musimy  marnować  tak  piękną  noc  na  rozmowy  o  pracy?  —  spytał  z  westchnieniem 

Brad. 

— Jeśli mam być twoją sekretarką, muszę wiedzieć, co się dzieje. 
—  Masz  rację  —  zgodził  się  Brad.  SpowaŜniał.  —  Problemy  linii  przewozowej  Dragon 

zaczęły  się  z  pozoru  zwyczajnie.  Ale  po  pewnym  czasie  stało  się  dla  mnie  jasne,  Ŝe  moi 
pracownicy specjalnie działają na niekorzyść firmy — wyjaśnił Brad. — Wysłałem więc Paula, 
Ŝ

eby  zorientował  się  w  sytuacji.  Odnalazł  winnego.  Odpowiedzialny  za  wszystko  okazał  się 

niejaki  Mussen  —  specjalista  od  przewozów  ładunków.  Mścił  się  za  zwolnienie  z  pracy  brata, 
który  był  głównym  recepcjonistą  w  hotelu  mojej  firmy.  Został  wyrzucony  za  podkradanie 
drobnych sum z kasy. Jego brat nie wierzył w jego winę i popadł w głęboki gniew. Po rozmowie 
z  Mussenem  —  tym  od  przewozów  ładunków  —  poleciłem  puścić  jego  sprawę  w  niepamięć, 
poniewaŜ,  jak  się  okazuje,  ma  chorą  Ŝonę  i  czworo  małych  dzieci.  Dobra  praca  jest  mu  bardzo 
potrzebna. TakŜe i jego brata zdecydowałem się przyjąć z powrotem, choć na niŜsze stanowisko. 
Kazałem  obiecać  mu,  Ŝe  po  półrocznym  okresie  próbnym,  jeśli  nie  będzie  zachowywał  się 
podejrzanie, zostanie mu przywrócona posada głównego recepcjonisty. 

Na  krótko  zakończyło  to  nasze  kłopoty  —  ciągnął  Brad.  —  Ale  potem  zaczęły  się  nagłe 

awarie  statków.  Prom  samochodowy  „Midnight  Dragon”  nie  mógł  wypłynąć,  poniewaŜ  jego 
wodoszczelne  wrota  nie  chciały  się  domknąć.  Potem  w  maszynowni  nastąpiła  eksplozja  z 
podejrzanych przyczyn. Dzięki Bogu, nikt nie doznał powaŜnych obraŜeń. PoniewaŜ tego rodzaju 
sabotaŜ moŜe mieć nieobliczalne konsekwencje, rozwaŜaliśmy zwrócenie się o pomoc do policji. 
Tym razem Mussen i jego brat mieli alibi. Paul nie zdołał udowodnić, Ŝe wybuch w maszynowni 
był wynikiem sabotaŜu. 

Jednak  ostatecznie  zdecydowaliśmy  się  zachować  sprawę  w  tajemnicy  —  mówił  Brad.  — 

Gdyby  policja  rozpoczęła  śledztwo  i  dziennikarze  zwęszyliby  sprawę,  linia  poniosłaby  wielkie 
straty z powodu spadku zaufania klientów. 

Na  krótko  nastąpił  spokój,  ale  kilka  tygodni  temu  na  jednym  ze  statków  straŜnik  zauwaŜył 

intruza.  Próbował  go  zatrzymać,  ale  został  zaatakowany  i  doznał  lekkiego  wstrząsu  mózgu… 
Natomiast nie dalej jak wczoraj nad ranem wybuchł poŜar w magazynie jednego z naszych hoteli. 
Tak  się  złoŜyło,  Ŝe  wartownik,  który  odebrał  sygnał  alarmu,  był  niegdyś  straŜakiem.  Zdołał 
ugasić  poŜar  w  zarzewiu.  Goście  nie  dowiedzieli  się  o  niczym.  Wartownik  jest  przekonany,  Ŝe 
ktoś specjalnie podłoŜył ogień. 

Brad i Joanne zaczęli zbliŜać się do Lofoten. Joanne znowu pomyślała o tym, co będzie, kiedy 

znajdą  się  z  powrotem  w  apartamencie.  DrŜała  z  niepokoju.  Pod  budynkiem  zadarła  głowę  i 
popatrzyła na czarne sylwetki smoków widoczne na tle nieba. 

— Chciałabyś zobaczyć resztę? — spytał Brad. 
— Jaką resztę? 
— Resztę smoków. 
Zaciekawiona,  pozwoliła  się  zaprowadzić  przez  drewnianą  bramę  do  ogrodu.  Światło  latarń 

oświetlało  zielone  liście.  Zaczarowany  ogród,  pomyślała  Joanne.  Teren  był  pofałdowany, 
ś

rodkiem  płynął  strumyczek,  ścieŜki  wiodły  między  kamieniami  i  paprociami  do  zakątków 

ukrytych  pośród  drzew.  Brad  wziął  Joanne  za  rękę  i  zaprowadził  ją  do  łukowatego  mostka.  Po 
drugiej stronie strumyka stał drewniany domek z werandą, na której były dwa fotele. Usiedli na 
nich. 

— Są tam — oznajmił Brad, pokazując dłonią kierunek. — I jak ci się podoba? 
Joanne wytęŜyła wzrok i nagle wybuchnęła śmiechem. Całe zbocze pełnego kamieni pagórka 

roiło się od smoków najrozmaitszych rozmiarów i form. Największe wyglądały groźnie, małe — 
na bawiące się dzieci. Parę spało, jeden zerkał spod krzaków. Były zabawne. 

background image

— Cudowne! — zawołała Joanne. 
— Uwielbiałem je, kiedy byłem dzieckiem. MoŜe są właśnie dziecinne, ale myślę, Ŝe pasują 

do tego miejsca. 

— Skąd się wzięły? 
— Te na dachu są równie stare jak dom, a te na pagórku wyrzeźbiono siedemdziesiąt parę lat 

temu,  kiedy  urządzano  ogród.  Mój  dziadek  był  wtedy  mały  i  uwielbiał  smoki.  Zrobili  je  dla 
niego. 

Historia  podobała  się  Joanne.  Chłonęła  romantyczną  atmosferę  miejsca  i  chwili.  Nie 

doświadczyła w Ŝyciu wiele romantyzmu… Westchnęła z Ŝalem. 

— Piękna noc — odezwał się Brad. 
— Tak. 
Zerknął na nią z ukosa i dodał: 
— Jakby wprost stworzona dla kochanków, nie uwaŜasz? — Wziął Joanne za rękę i ucałował 

ją.  Joanne  zadrŜała  znowu.  Miała  ochotę  zbliŜyć  się  do  Brada,  pragnęła,  Ŝeby  ją  całował, 
pieścił… 

— Nie! — odparła stanowczo, zabierając rękę. Zerwała się z fotela. 
Brad równieŜ się podniósł. Górował nad nią. 
— Co ci nie odpowiada? — spytał. — Sceneria? A moŜe partner? 
— To drugie — przyznała. 
— Przynajmniej jesteś uczciwa. To pozytywna odmiana. Mówiłaś mi, Ŝe zawsze podobali ci 

się przystojni męŜczyźni, mający władzę — tacy jak ja. 

Zarumieniła się. 
—  Zatem, jeśli nie chcesz, Ŝebyśmy pocałowali  się w świetle księŜyca, o czym masz ochotę 

rozmawiać? — zagadnął Brad. 

— Nie wiem. 
— Wczoraj wieczorem wyraziłaś chęć porozmawiania o mnie — przypomniał. 
Joanne  rozzłościła  się.  Otuliła  się  kurtką.  Brad  spoglądał  na  nią  ciekawie  z  góry.  Westchnął 

teatralnie. 

— Jeśli nie wymyślimy tematu rozmowy, będę musiał cię pocałować — oznajmił. 
Patrzyła  na  niego  z  niepokojem.  Brad  był  taki  przystojny!…  Była  podekscytowana.  Czekała 

na pocałunek. Tak, czekała. Z przeraŜeniem zdała sobie sprawę, Ŝe chce, Ŝeby Brad ją pocałował. 

Powoli  opuścił  głowę  i  dotknął  ustami  kącika  jej  ust.  Znieruchomiała.  Po  chwili  zaczął 

delikatnie  muskać  ją  wargami,  od  lewego  kącika  ust  do  prawego.  Potem  zaczął  całować  ją  po 
szyi. 

To było bardzo przyjemne! Ale on cofnął nieoczekiwanie głowę. 
— Męka skończona — oznajmił. — Ale chyba nie było aŜ tak źle? 
Ogarnęła ją złość. Robił wszystko, Ŝeby ją uwieść. 
— Wygląda na to, Ŝe chciałabyś, Ŝebym całował cię dalej — zauwaŜył Brad. — A moŜe takŜe 

ty chcesz mnie całować? 

— Nie chcę — burknęła. Odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę hotelu. Brad dogonił ją. 
— MoŜemy wejść tędy — powiedział i otworzył drzwi od strony ogrodu. Znaleźli się na sali, 

gdzie serwowano śniadania. 

— Masz ochotę na małą kolację? — spytał Brad. 
— Nie, dziękuję. 
— Wejdźmy tylnymi schodami. 

background image

Weszli.  Gdy  znaleźli  się  w  apartamencie,  Joanne  zrobiło  się  nieswojo.  Tymczasem  Brad 

odebrał  od  niej  kurtkę,  a  potem  odgarnął  włosy  Joanne  i  pocałował  ją  w  kark.  Odwróciła  się 
gwałtownie. 

— Jeśli chcesz juŜ się połoŜyć, weź prysznic pierwsza, a ja zamienię kilka słów z Paulem — 

zaproponował Brad, nie zraŜony. 

Wahała się. Nie chciała przecieŜ kochać się z nim — a z drugiej strony, bardzo tego pragnęła. 
—  Nie  musisz  spieszyć  się  z  tą  rozmową  —  zapewniła.  —  Właściwie  mógłbyś  nie 

przychodzić. 

— CzyŜbym ci się podobał? — zainteresował się Brad. Przesunął palcami po jej włosach. 
—  Jesteś  okropny!  —  powiedziała,  nie  cofając  się  jednak.  Było  oczywiste,  Ŝe  targają  nią 

sprzeczne uczucia. 

— Zraniłaś mnie… — przekomarzał się Brad. — Myślę, Ŝe powinnaś mnie pocałować. 
Nachylił  się  i  znów  dotknął  ustami  jej  ust.  Nie  zdołała  się  powstrzymać.  Całowała  go  z 

rozkoszą. Ogarnęło ją erotyczne pragnienie, tak silne, jak nigdy w Ŝyciu. Brad objął ją, przytulił. 
Rozkoszny pocałunek trwał, aŜ wreszcie Brad podniósł głowę. 

—  Muszę  porozmawiać  z  Paulem  —  powiedział.  —  Ale  odprowadzę  cię  do  sypialni.  —  Po 

tych  słowach  wziął  ją  na  ręce  i  zaniósł  do  łóŜka.  PołoŜył  ostroŜnie,  zapalił  lampkę  nocną. 
Zasłonił zasłony. 

— MoŜe pomóc ci się rozebrać?… — zaproponował. Joanne pokręciła głową. 
—  W  takim  razie  przyjdę,  kiedy  tylko  skończę  rozmawiać  z  Paulem.  —  Wyszedł,  cicho 

zamykając za sobą drzwi. 

background image

R

OZDZIAŁ SZÓSTY

 

 
Joanne  leŜała  kilka  minut  bez  ruchu.  Czuła  się  inaczej  niŜ  zwykle.  Poszła  do  łazienki  i 

zmywając  makijaŜ,  popatrzyła  w  lustro.  Była  zdezorientowana.  UwaŜała  Brada  za 
zdemoralizowanego  człowieka,  a  jednak  był  interesującym  męŜczyzną.  Męskim,  inteligentnym. 
Atrakcyjnym.  Obudził  w  niej  namiętności,  których,  jak  sądziła,  nie  była  w  stanie  odczuwać. 
Zawsze  miała  na  wpół  świadome  wraŜenie,  Ŝe  czegoś  jej  brakuje  —  głębokiego  związku  z 
męŜczyzną, z którym łączyłaby ją takŜe erotyczna bliskość. Nigdy nie była z nikim związana w 
taki sposób i obawiała się, Ŝe moŜe nigdy nie będzie. A tymczasem teraz czuła coś takiego, Ŝe… 
Jak gdyby nagle się zmieniła. 

Cieszyłoby  ją  to  ogromnie,  gdyby  Brad  Lancing,  który  stał  się  tego  przyczyną,  był  dobrym 

człowiekiem. Albo gdyby była w stanie czuć się w taki sposób w obecności innego, porządnego 
męŜczyzny. Takiego, którego mogłaby pokochać, który byłby dobrym męŜem i ojcem, z którym 
spędziłaby szczęśliwie resztę Ŝycia. 

Popatrzyła na błyszczący pierścionek zaręczynowy, który miała na palcu. I w tym momencie 

wiedziała juŜ, Ŝe Trevor nie jest męŜczyzną, o jakim właśnie zamarzyła. Nie chciała zostać jego 
Ŝ

oną. 

Nie wywoływał w niej takich emocji jak Brad i nie miała wątpliwości, Ŝe nigdy nie będzie w 

stanie.  Po  prostu  Trevor  nie  miał  w  sobie  czaru,  niczego  ekscytującego.  Był  dobry,  ale 
nieciekawy, bierny, brakowało mu silnej osobowości. Zycie przy nim byłoby szare i nudne. A on 
byłby  zapewne  zadowolony  z  bezpiecznej  stabilności.  MoŜe  poprosił  o  rękę  akurat  ją,  Joanne, 
właśnie dlatego, Ŝe takŜe wydawała mu się spokojna i mało wymagająca. 

Dlaczego  od  razu  nie  oddałam  mu  tego  pierścionka?  —  pomyślała  Joanne.  Cieszyła  się,  Ŝe 

poprosiła  Trevora  o  czas  do  namysłu.  Miała  nadzieję,  Ŝe  odrzucając  jego  oświadczyny,  zrani 
jedynie jego dumę. 

Bała  się  za  to,  Ŝe  zniweczy  swoją  jedyną  szansę  wyjścia  za  mąŜ.  MoŜe  nikt  inny  juŜ  jej  nie 

zechce? W końcu sama nie była aŜ taka atrakcyjna… 

A jednak nie mogła wyjść za Trevora tylko z tego powodu. Przyszło jej nagle do głowy… Ŝe 

woli romans z Bradem niŜ brak jakichkolwiek emocji i wydarzeń w Ŝyciu. Ruszyła do sypialni. 

Kiedy  weszła  do  pokoju,  serce  biło  jej  szybko.  Nie  była  przyzwyczajona  do  tego,  co  miało 

zacząć dziać się juŜ niedługo. W dodatku nie wiedziała, kiedy dokładnie wejdzie Brad. Ściągnęła 
niechciany  pierścionek  od  Trevora  i  schowała  go  do  zamykanej  na  suwak  kieszeni  walizki. 
WłoŜyła  koszulę  nocną  —  satynową,  w  kolorze  kości  słoniowej.  Koszula  miała  cieniutkie 
ramiączka,  sięgała  do  pół  łydki,  od  pasa  w  górę  była  rozcięta  po  bokach,  przód  i  tył  łączyły 
wstąŜki.  Joanne  włoŜyła  ją  po  raz  pierwszy.  Dostała  tę  koszulę  —  a  takŜe  drugą,  w  kolorze 
kawowym,  oraz  krótką  koszulkę  zrobioną  z  tego  samego  materiału  —  jako  prezent 
boŜonarodzeniowy od Milly i Duncana. 

—  Pomyślałam,  Ŝe  juŜ  czas,  Ŝebyś  miała  na  noc  coś  modnego,  zamiast  tych  okropnych 

długich  koszul,  w  których  wyglądasz  jak  sierotka  Marysia  —  powiedziała  wtedy  bez  ogródek 
Milly. 

Joanne  czuła  się  jednak  znacznie  lepiej  w  białych,  bawełnianych  koszulach  nocnych,  które 

byłyby  uznane  za  odpowiednie  nawet  w  epoce  wiktoriańskiej.  Wiedziała  tylko,  Ŝe  nie 
spodobałaby się w takim stroju Bradowi… 

background image

Zastanawiała się, czy usiąść na łóŜku i czekać na Brada, czy lepiej zgasić lampę i udawać, Ŝe 

spokojnie  wypoczywa.  Wybrała  to  drugie.  Zamknęła  oczy  i  wyobraŜała  sobie,  jak  to  będzie, 
kiedy Brad przyjdzie. 

DrŜała z podniecenia, a jednak martwiła ją waŜna rzecz — wiedziała, Ŝe to, co będzie wkrótce 

robić, nie będzie wynikało z miłości. Obawiała się, Ŝe potem będzie gorzko Ŝałowała tego, na co 
zdecydowała się tej nocy — lecz nie zmieniła decyzji. 

Pomyślała nagle, Ŝe teraz lepiej rozumie Milly… 
Zniecierpliwiona,  zapaliła  z  powrotem  lampę  i  spojrzała  na  zegarek.  Minęła  juŜ  ponad 

godzina.  Czy  to  moŜliwe,  Ŝeby  Brad  ciągle  rozmawiał  przez  telefon?  Joanne  wyszła  z  łóŜka  i 
ruszyła do salonu. Brad zasłonił zasłony, świecił tylko kominek. Drzwi gabinetu były uchylone, 
ś

wiatło było zgaszone. Zajrzała do środka. Brada nie było. Musiał wyjść. 

Joanne  zagryzła  wargi,  rozczarowana.  Odwróciła  się  —  i  wtedy  go  zobaczyła.  RozłoŜył 

pościel na kanapie i leŜał, przykryty do połowy, z rękami pod głową i odsłoniętym torsem. Jego 
otwarte oczy błyszczały w świetle kominka. Joanne pomyślała, Ŝe tak mogłaby wyglądać scena z 
reklamy  wody  kolońskiej.  Przypuszczała,  Ŝe  Brad  był  nagi.  Patrzyła  na  niego,  nie  wiedząc,  co 
robić. 

— No proszę — odezwał się. — Myślałem, Ŝe juŜ śpisz. 
— Nie mogłam zasnąć — przyznała. 
— Frustracja to okropne uczucie — odpowiedział. — Ale skoro do mnie przyszłaś, rozumiem, 

Ŝ

e moŜemy się go pozbyć. — Wyciągnął rękę. 

Joanne nie śmiała się ruszyć. 
— Chodź — polecił łagodnym tonem. Stała dalej. 
—  Jeśli  będę  musiał  wstawać,  Ŝeby  cię  tu  ściągnąć…  —  Urwał.  Joanne  wystraszyła  się  i 

zbliŜyła do kanapy. 

— BliŜej — odezwał się znowu Brad. 
Kiedy stała tuŜ przy nim, wyciągnął dłoń i przesunął nią po jej ciele, przez satynową tkaninę. 
—  Podoba  mi  się  ta  koszula  —  powiedział.  —  Wyglądasz  w  niej  jednocześnie  atrakcyjnie  i 

niewinnie… Widzę, Ŝe zdjęłaś pierścionek od Trevora — zauwaŜył. 

— Zdecydowałam, Ŝe to błąd, Ŝe go nosiłam — wyznała Joanne. 
— Dlaczego? 
— Hmm… Zrozumiałam, Ŝe nie zaleŜy mi na Trevorze aŜ tak, jak myślałam. 
— PrzecieŜ powiedziałaś mi, Ŝe go kochasz — przypomniał Brad. 
— Być moŜe „kocham” to w tym wypadku zbyt mocne słowo. Bardzo… lubię Trevora. 
— Ale on cię kocha? — upewnił się Brad. 
— Właściwie, nie sądzę. 
— Spytałem, czy wyznał ci miłość, i odpowiedziałaś, Ŝe tak. 
—  Skłamałam… Nigdy  nie powiedzieliśmy  sobie „kocham cię”. Myślę, Ŝe Trevor po prostu 

uwaŜa mnie za odpowiednią kandydatkę na Ŝonę. 

— Czy zatem zrywasz zaręczyny? — chciał się dowiedzieć Brad. 
— Tak naprawdę, nie zaręczyłam się jeszcze. 
— A zatem wersja, którą przedstawiła mi twoja siostra, jest prawdziwa! 
Joanne pokiwała smutno głową. Brad był wyraźnie zadowolony. 
—  To  dobrze  —  stwierdził.  —  Nie  czułem  się  dobrze  ze  świadomością,  Ŝe  wyjechałem  z 

cudzą narzeczoną… Powiedz, dlaczego nosiłaś ten pierścionek. 

—  Trevor  nałoŜył  mi  go  na  palec  i  nie  chcąc  robić  mu  przykrości,  zgodziłam  się  nosić 

pierścionek do czasu aŜ się namyślę — wyjaśniła Joanne. — Właśnie się namyśliłam. 

— Czy to ostateczna decyzja? — zapytał Brad. 

background image

—  Tak.  Widząc,  co  się  teraz  ze  mną  dzieje,  zrozumiałam,  Ŝe  nie  powinnam  wychodzić  za 

Trevora. 

— A gdyby nie ja — czy wówczas wyszłabyś za niego? 
— Być moŜe. Ale byłby to wielki błąd. 
—  Muszę  powiedzieć, Ŝe  cieszy mnie, Ŝe za niego nie wyszłaś — oznajmił Brad. — Wasze 

małŜeństwo byłoby nieudane. 

— Dlaczego tak uwaŜasz? — zapytała Joanne, zaciekawiona. 
—  Po  pierwsze,  jesteś  o  wiele  za  ciepłą,  zbyt  uczuciową  osobą,  jak  na  tak  chłodnego  typa, 

jakim musi być Trevor. — Joanne była zaskoczona, słysząc od Brada, Ŝe jest ciepła i uczuciowa. 
— A po drugie, małŜeństwo powinno składać się z dwóch, a nie z trzech osób — dokończył. — 
Jestem zdumiony, Ŝe brałaś powaŜnie pod uwagę przyjęcie jego oświadczyn. 

Co ciekawe, w tej chwili Joanne takŜe była tym zdumiona. 
—  Jesteśmy  z  Trevorem  podobni  do  siebie  pod  wieloma  względami  —  powiedziała  bez 

przekonania. — Przynajmniej tak mi się zdawało. 

—  WyobraŜam  sobie,  Ŝe  ze  mną  łączy  cię  znacznie  więcej  podobieństw  —  odparł  ku  jej 

zaskoczeniu Brad. 

Nieoczekiwanie pociągnął Joanne ku sobie, aŜ przewróciła się na niego. Przytulił ją, zawarczał 

wesoło,  niczym  pies,  i  pocałował  ją  w  szyję.  Joanne  była  całkowicie  zaskoczona  w  pierwszym 
odruchu próbowała się uwolnić. Brad ze śmiechem przetoczył się na bok, zrzucając ją z siebie, a 
potem ugryzł ją delikatnie w ramię. Była wystraszona i podekscytowana zarazem. 

— Czy nie lubisz się bawić? — spytał powaŜnie Brad. 
— W porządku, zaskoczyłeś mnie tylko. 
— Myślałem, Ŝe to cię rozluźni. — Brad pocałował Joanne w koniec nosa. — CzyŜby Trevor 

nie draŜnił się nigdy z tobą? 

— Nie. 
— A inni męŜczyźni, z którymi byłaś? 
Joanne milczała. Brad uniósł brwi. 
— CzyŜbyś po raz pierwszy w Ŝyciu miała zbliŜyć się intymnie z męŜczyzną? — zapytał. 
Milczała dalej. 
—  Nie  martw  się.  Mnie  na  pewno  będzie  przyjemnie  i  postaram  się,  Ŝeby  było  miło  takŜe  i 

tobie. Na początek chciałbym zobaczyć cię całą… 

Brad wstał, wziął Joanne na ręce i ułoŜył delikatnie na koziej skórze przed kominkiem. Powoli 

rozwiązał wstąŜki i ściągnął z niej koszulę. 

Patrzył  na  jej  nagie  ciało,  oświetlone  migoczącym  światłem  kominka.  Zaparło  mu  dech  z 

podziwu.  Nie  mógł  oderwać  wzroku  od  Joanne,  taka  była  piękna.  Szczupła,  miała  długie  nogi, 
gładką skórę, nieduŜe, kształtne piersi, wspaniałe biodra. Pomyślał, Ŝe to najpiękniejsza kobieta, 
jaką widział w Ŝyciu. 

— Jesteś cudowna! — wyszeptał zachwycony. — Mogłabyś być modelką dla rzeźbiarza. 
— Coś ty! — szepnęła Joanne, zawstydzona. — Mam znamię. 
—  No  to  masz  —  zgodził  się  Brad,  nie  zmieniając  tonu.  —  Podoba  mi  się.  Przez  to  jesteś 

jeszcze bardziej interesująca. Prawdę mówiąc, nie chciałbym kochać się z rzeźbą. 

Pochylił  głowę  i  pocałował  Joanne  w  nieduŜe  znamię  na  brzuchu,  a  potem  przytulił  ją  i 

rozpoczął  delikatne  pieszczoty.  Były  bardzo  przyjemne.  Tak  delikatne  i  przyjemne,  Ŝe  gdy 
złączyli się w jedno i dopełnili tego, co zaczęli, Joanne doznała rozkoszy, której wcześniej nawet 
sobie nie wyobraŜała. Myślała, Ŝe nie jest zdolna jej odczuwać. Była szczęśliwa. 

Brad oparł głowę na jej rozsypanych włosach i spytał łagodnie: 

background image

—  Joanne,  dlaczego  nigdy  wcześniej  z  nikim  tego  nie  robiłaś?  Czy  coś,  co  przeŜyłaś, 

odstręczało cię od seksu? 

—  Nie  —  pomyślała  na  głos.  —  Właściwie,  po  prostu  nie  zdarzyło  się  nic,  co  by  mnie  do 

niego zachęciło. Do tej pory nie miałam takich doznań, jak przed chwilą, i myślałam juŜ, Ŝe nie 
jestem w ogóle do nich zdolna. śałowałam, bo zawsze chciałam załoŜyć rodzinę, mieć dzieci… 

— To dlatego zastanawiałaś się, czy nie wyjść za takiego człowieka, jak Trevor? 
— Chyba tak. 
Brad pokręcił głową. 
—  Bezbarwne  Ŝycie  u  boku  Trevora  zniszczyłyby  tak  dynamiczną  kobietę,  jaką  jesteś  — 

ocenił.  —  A  przynajmniej  doznałabyś  wielu  cierpień.  Ale  i  ja  zrobiłem  ci  równie  powaŜną 
krzywdę. 

— Nie zrobiłeś mi Ŝadnej krzywdy — odpowiedziała Joanne, ziewając. 
— Zrobiłem. Zmuszając cię, Ŝebyś wyjechała ze mną do Norwegii, doprowadziłem do zmiany 

dalszego biegu twojego Ŝycia. Teraz nie wyjdziesz za Trevora. 

Joanne była juŜ niemal na krawędzi snu. 
— Całe szczęście — zakończyła, i zasnęła. 
Spała juŜ głęboko, kiedy Brad wstał i wziął ją na ręce, a potem przeniósł na łóŜko. 
— Lepiej, Ŝebyś się nie przeziębiła — szepnął. Przykrył Joanne kołdrą i wyłączył lampę. 
 

*

 

*

 

 
Joanne  obudziła  się.  Widać  było  przez  zasłony,  Ŝe  jest  dzień.  Zastanawiała  się  chwilę,  skąd 

wzięła  się  w  łóŜku.  Przypomniało  jej  się,  jak  zasnęła  przed  kominkiem.  WciąŜ  czuła  się 
wspaniale, jakby w jakimś cudownym transie. Realia sytuacji nie martwiły jej na razie. 

Odwróciła głowę. Brada nie było w pokoju; jego poduszka leŜała wygładzona — musiał spać 

na kanapie. Dlaczego? Na pewno nie z powodów moralnych. A moŜe? Byłoby to zaskakujące. 

Brad  Lancing  okazał  się  pod  pewnymi  względami  innym  człowiekiem,  niŜ  myślała. 

Powiedział,  Ŝe  nie  najlepiej  się  czuł,  wyjeŜdŜając  z  narzeczoną  innego  męŜczyzny  —  choć 
przecieŜ szantaŜem zmusił ją do wyjazdu! 

Jeśli  zaś  chodzi  o  to,  co  Joanne  robiła  z  Bradem  w  nocy…  CóŜ,  nie  była,  tak  naprawdę, 

zaręczona, i zdecydowała wczoraj, Ŝe zrywa z Trevorem. A później — sama chciała kochać się z 
Bradem, do tego jej nie przymusił. 

Sama chciała! Pomyślała, Ŝe powinna się wstydzić, ale jakoś nie czuła się zawstydzona. Mimo 

Ŝ

e pierwszy raz w Ŝyciu postąpiła w taki sposób — podjęła waŜną decyzję, nie myśląc o zasadach 

ani zdrowym rozsądku. 

Powinna była mieć wyrzuty sumienia. Ale ich nie miała. 
Brad  chyba  takŜe  nie  Ŝałował  tego,  co  robili.  Tylko  dlaczego  nie  połoŜył  się  obok  niej,  a 

wrócił na kanapę? 

Tak  myśląc,  Joanne  poszła  wziąć  prysznic.  Nagle  pomyślała  o  Milly  i  wtedy  poczuła  się 

winna. Dlaczego? 

Wychodziło  na  to,  Ŝe  odebrała  Milly  potencjalnego  kochanka.  Co  za  niedorzeczna  myśl, 

zreflektowała  się  Joanne.  PrzecieŜ  uratowałam  jej  małŜeństwo!  Teraz  zamieszkała  z  męŜem  w 
Szkocji  i  być  moŜe  wkrótce  zapomni  o  przelotnym  zauroczeniu  byłym  szefem,  zauroczeniu, 
przez które mogła sprowadzić okropne skutki na siebie i Duncana! 

Ironią  losu,  ratując  siostrę–męŜatkę  przed  destrukcyjnym  związkiem  z  szefem,  Joanne  sama 

wpadła w sidła Brada Lancinga. 

background image

Ubrała  się  w  lnianą  spódnicę  i  bluzkę.  Zawahawszy  się  chwilę,  pozostawiła  włosy 

rozpuszczone. Tak, jak lubił Brad… 

Ś

wiadomość, Ŝe zbliŜyła się tak bardzo do męŜczyzny, w dodatku tak czułego męŜczyzny jak 

Brad,  była  dla  Joanne  czymś  nowym  i  niezwykłym.  Z  bijącym  sercem  ruszyła  do  salonu, 
ciekawa,  w  jaki  sposób  Brad  się  zachowa.  Poda  jej  z  uśmiechem  rękę,  jak  szef?  Czy  moŜe 
obejmie, przytuli i pocałuje? 

Na  widok  Joanne  Brad  odłoŜył  czytaną  gazetę  i  z  ponurą  miną,  uprzejmie  podniósł  się  z 

fotela. Joanne zaczerwieniła się. Poczuła się okropnie. 

— Dzień dobry. Czy dobrze spałaś? — spytał. Nie mówił tonem kochanka. 
— T… tak — zająknęła się Joanne. — Dziękuję. 
— Właśnie miałem cię wołać. Za chwilę powinniśmy dostać śniadanie. 
Jak na zawołanie, rozległo się pukanie do drzwi. Młoda jasnowłosa dziewczyna wprowadziła 

do apartamentu wózek ze śniadaniem. 

— Dziękuję, Lys — powiedział Brad. — Sam wszystko rozstawię. 
Lys rzuciła Bradowi krótki, zalotny uśmiech, po czym wyszła bez słowa. 
— Kawy czy herbaty? — spytał Joanne Brad. 
— Poproszę o kawę. 
Joanne  pomyślała  ze  smutkiem,  Ŝe  teraz  odnoszą  się  z  Bradem  do  siebie  nawzajem  tak,  jak 

dwoje obcych ludzi. 

Na tacy był chleb, dŜem, wędliny, sery i ryba. Joanne chciała sięgnąć po dŜem. 
— MoŜe spróbujesz śledzia — jeśli masz odwagę… — odezwał się Brad z nagłym błyskiem 

w oku. 

—  Z  rozkoszą!…  —  odparła  Joanne,  zadowolona  ze  zmiany  zachowania  Brada.  NałoŜył  jej 

obfitą porcję śledzia. 

—  Dziękuję.  Pewnie  miałeś  nadzieję,  Ŝe  za  chwilę  nazwiesz  mnie  tchórzem?  —  zagadnęła 

Joanne. 

Brad uśmiechnął się. Nareszcie! 
— Kim jak kim, ale tchórzem z całą pewnością nie jesteś — odparł. — Choć zdziwiłem się, 

bo Ŝadna ze znanych mi kobiet nie tknęłaby śledzia. A jest to coś bardzo smacznego. 

— Wiem — powiedziała Joanne. — Uwielbiam śledzie. 
Brad roześmiał się. 
— Jesteś niezwykła! — skomentował z zadowoleniem. 
Jedli. Joanne co chwila zerkała na Brada, a on wpatrywał się w nią upartym spojrzeniem. W 

końcu poczuła się nieswojo. 

— Skontaktowałeś się z Paulem Randallem? — spytała. 
— Tak. — Brad skrzywił się. 
— Czy coś się stało? 
—  Wieczorem  doszło  do  kolejnego  aktu  sabotaŜu.  Nikt  nie  zginął,  ale  jeden  z  marynarzy 

został  lekko  ranny  i  statek  musiał  zostać  w  porcie.  Obawiam  się,  Ŝe  w  końcu  komuś  stanie  się 
powaŜna krzywda. Podejrzewam teŜ, Ŝe sprawca celowo nasila działania, Ŝeby sprowadzić mnie 
na miejsce. 

— Co by mu to dało? — zainteresowała się Joanne. 
—  Zawsze  łatwiej pokonać przeciwnika, kiedy  ma się z nim bezpośredni kontakt. Ale mogę 

jeszcze zaskoczyć tego człowieka i wygrać z nim. 

— Jak to moŜliwe, skoro nie wiesz, kto to i gdzie moŜe ponownie dać o sobie znać? 
—  Rzeczywiście,  to  utrudnia  sprawę  —  zgodził  się  smutno  Brad.  Joanne  zadrŜała  nagle.  — 

Nie martw się — dodał Brad. — Tobie nic nie grozi. 

background image

— Jak to? UwaŜasz, Ŝe tobie coś grozi? 
— Niewykluczone. Paul juŜ o mało co nie rozbił się samochodem, bo nagle przestały działać 

hamulce.  Na  szczęście  awaria  nastąpiła,  kiedy  wjeŜdŜał  juŜ  do  garaŜu,  więc  jedynie  rozbił 
przednią  lampę.  Poleciłem  mu  nie  wspominać  o  zdarzeniu  nikomu  i  oddać  samochód  w  ręce 
specjalisty,  który  oceni,  czy  ktoś  majstrował  przy  układzie  hamulcowym.  —  Brad  wstał  i 
przeciągnął się spręŜyście, niczym wielki kot. — Dość rozmowy o kłopotach — powiedział. — 
Jest niedziela. Nie zamierzam dzisiaj pracować. Jest piękny dzień. Wjedźmy na Floyen. To góra, 
z której wierzchołka rozciąga się piękny widok na miasto. 

Brad był miły, choć nie odnosił się do Joanne czule. Mimo to cieszyła się z jego obecności i z 

tego, Ŝe pójdą razem na wycieczkę. 

Przeszli  kilometr  słonecznymi  ulicami  Bergen,  docierając  do  przeszklonej  stacji  kolejki 

linowej.  W  wagoniku  Joanne  wyglądała  przez  okno;  nie  mogła  jednak  skupić  się  na  widoku. 
WciąŜ  myślała  o  Bradzie.  Kiedy  wjechali  na  wierzchołek  Floyen,  Brad  podał  Joanne  rękę  i 
zaprowadził  ją  na  taras  widokowy.  Bergen  wyglądało  z  góry  wprost  oszałamiająco.  Porośnięte 
zielonozłotymi  drzewami  wyspy  odcinały  się  od  niebieskiej  wody,  przypominając  kamienie 
naszyjnika. 

— Jaki ten świat jest piękny! — zawołała radośnie Joanne. 
— Zawsze byłem tego samego zdania — zgodził się z uśmiechem Brad. 
Podziwiali widok dłuŜszą chwilę, a potem przysiedli na ławce. 
— Zaczekaj chwilę — powiedział Brad. Poszedł do pobliskiego sklepiku. Po chwili wrócił z 

dwoma duŜymi lodami. Podał jednego Joanne. 

—  Chciałbym,  Ŝebyś  spróbowała  czegoś,  co  uwielbiałem  w  dzieciństwie  —  wyjaśnił, 

pokazując piękne zęby. 

Siedzieli w słońcu, delektując się lodami z dodatkiem pomarańczy, moreli, wiśni i orzechów. 

Joanne myślała o Bradzie. Miał złoŜony charakter. Był światowym, błyskotliwym człowiekiem; 
jednocześnie nosił w sobie beztroskiego chłopca. 

Joanne pomyślała, Ŝe kogoś takiego mogłaby pokochać… 

background image

R

OZDZIAŁ SIÓDMY

 

 
Co  za  myśl,  zmitygowała  się.  PrzecieŜ  to  człowiek  bezwzględny,  i  kobieciarz!  Nie  mogłaby 

jednak  pokochać  Brada.  Był  wprawdzie  atrakcyjnym  męŜczyzną,  ale  to  za  mało.  Joanne 
wiedziała,  Ŝe  fascynacja  oparta  tylko  na  fizyczności  minie.  Miłość  to  o  wiele  więcej.  Jest 
głębokim, trwałym uczuciem. Opiera się na trwałych podstawach, rozwija, i jeśli oboje kochający 
się ludzie pielęgnują ją — i mają szczęście — trwa całe Ŝycie. 

Joanne jeszcze nigdy nie kochała męŜczyzny. Popatrzyła na Brada. Była nim zafascynowana. 

Trudno jej było mu się oprzeć. Kiedy na nią spojrzał, zarumieniła się, nie mogąc oderwać wzroku 
od  jego  oczu.  Miał  niezwykłe  oczy,  zielone,  inteligentne.  Gdy  patrzył  na  Joanne,  czuła  się  jak 
hipnotyzowana. 

Nachylił się i pocałował ją w kącik ust. Serce zabiło jej mocno. Odwróciła na chwilę głowę. 
— Pyszne lody — odezwała się w końcu. — Dziękuję. 
— Ty takŜe jesteś smakowita — odpowiedział Brad. — MoŜe się przespacerujemy, jeśli ci to 

odpowiada — zaproponował. 

— Odpowiada mi jak najbardziej. 
Wziął ją pod rękę. W głowie Joanne kłębiły się sprzeczne emocje. 
— MoŜemy przejść okręŜną trasą i wrócić w to samo miejsce na późny lunch — zasugerował 

Brad. 

— Świetny pomysł. 
Dzień był piękny, chłodne, jesienne powietrze — czyste i orzeźwiające. Joanne i Brad ruszyli 

przez pachnący, sosnowy las. Szli przez kilka godzin, ciesząc się przyrodą, ruchem i wzajemnym 
towarzystwem.  Od  czasu  do  czasu  wymieniali  krótkie,  radosne  uwagi.  Przed  czternastą, 
zbliŜywszy się  do miejsca, z którego wyszli,  dotarli do hotelu, który wyglądał jak  dom z bajki, 
postawiony na ogromnym, skalnym występie. 

— Pomyślałem, Ŝe zjemy lunch w Trondheim — odezwał się Brad. — Z tarasu rozciąga się 

wspaniały widok. 

Joanne  czuła  się  cudownie.  Posadzono  ich  przy  stoliku  dla  dwojga,  pod  kolorowym 

parasolem.  Zamówili  lekko  schłodzone  białe  wino  i  wyśmienitą  sałatkę.  Kiedy  pili  kawę, 
podeszła wysoka, elegancka platynowa blondynka o idealnej figurze. 

— Brad, kochanie! — zawołała. — Gdzie się podziewałeś?! Próbowałam skontaktować się z 

tobą,  Ŝeby  zaprosić  cię  na  moje  przyjęcie,  ale  w  twoim  biurze  powiedziano  mi,  Ŝe  wyjechałeś. 
Dlaczego mnie nie zawiadomiłeś, Ŝe przyjeŜdŜasz? 

—  Erika…  —  Brad  podniósł  się  na  powitanie  dziewczyny.  Była  młoda,  miała  około 

dwudziestu dwóch lat. Na obcasach dorównywała wzrostem Bradowi. Rzuciła mu się na szyję i 
pocałowała w usta. 

Znieruchomiał,  a  potem  zsunął  z  karku  jej  ręce,  cofnął  się  i  popatrzył  na  nią.  Erika  miała 

owalną twarz, idealne lalkowate rysy, proste, błyszczące włosy, bardzo jasne, niebieskie oczy. 

—  Wyglądasz,  jak  zawsze,  pięknie  —  odezwał  się  chłodno  Brad.  —  Joanne,  pozwól,  Ŝe 

przedstawię ci panią Reiersen. Eriko — to jest moja sekretarka, pani Winslow. 

— Dzień dobry — mruknęła Joanne. 
Blondynka  omiotła  ją  wzrokiem,  z  miną,  która  wskazywała,  Ŝe  uwaŜa  Joanne  za  osobę 

niegodną uwagi. 

— Od dawna jesteś? — spytała Erika Brada. Nie odpowiedziała Joanne na „dzień dobry”. 
— Przylecieliśmy wczoraj. 

background image

—  Gniewam się na ciebie. Przyleciałeś do Bergen, nie powiadamiając mnie. Tata teŜ będzie 

niezadowolony. 

— Zupełnie nagle postanowiłem przyjechać — wytłumaczył się Brad. 
— Przebaczę ci, jeŜeli przyjdziesz na moje przyjęcie — oznajmiła Erika. 
— Kiedy? 
— Dziś wieczorem. Pojawiłeś się akurat na czas. Urządzam przyjęcie z okazji rozwodu. Teraz 

jestem wolną kobietą! — To powiedziawszy, Erika zademonstrowała dłonie, na których nie było 
obrączki ani Ŝadnych pierścionków. 

— CóŜ… — zaczął Brad. 
— Wiem, Ŝe tata będzie oczekiwał twojego przyjścia… 
Brad skrzywił się. 
— Wprawdzie to impreza towarzyska, ale jestem pewna, Ŝe tata będzie chciał porozmawiać z 

tobą  o  interesach  —  dodała  pospiesznie  Erika.  —  Nie  pozwolę  mu  jednak  zajmować  cię  przez 
cały czas, obiecuję… Ma przyjść takŜe Paul Randall. Nie moŜesz zawieść. 

Widać było, Ŝe Erice niezmiernie zaleŜy na tym, aby Brad był na przyjęciu. Joanne pomyślała, 

Ŝ

e  współczuje  tej  dziewczynie.  Rozwodziła  się  w  tak  młodym  wieku,  urządzała  z  tej  okazji 

przyjęcie, zapraszała atrakcyjnego męŜczyznę… 

Nadszedł  młody,  krzepki,  brodaty  chłopak.  Miał  jasne  włosy.  Spojrzał  wrogo  na  Brada,  a 

potem spytał: 

— Skończyłaś juŜ, Eriko? 
Erika  zignorowała  go  zupełnie.  PołoŜyła  dłoń  na  ramieniu  Brada  i  powiedziała  aksamitnym 

głosem: 

— Obiecaj mi, Ŝe przyjdziesz… 
— Rozumiem, Ŝe zaproszenie dotyczy takŜe pani Winslow? — upewnił się Brad. 
— Po co ci sekretarka na przyjęciu? — spytała niegrzecznie Erika. — Przyjdziesz? 
—  Niestety,  juŜ  obiecałem  pani  Winslow,  Ŝe  pójdziemy  dziś  wieczorem  do  Kirkesen  — 

odpowiedział z Ŝalem w głosie Brad. — Pani Winslow jest w Norwegii po raz pierwszy. Nie chcę 
zostawić jej samej w hotelu. 

— Na litość boską, ta pani nie jest dzieckiem i na pewno sobie poradzi! — zniecierpliwiła się 

Erika. Widziała jednak po Bradzie, Ŝe go nie przekonała. Westchnęła. — No dobrze, jeśli musisz, 
przyjdź z panią Winslow. — Zapraszam na siódmą. — Erika wystawiła usta na pocałunek. 

Brad cmoknął ją krótko w policzek, nienaturalnie. 
Odwróciła się, rozczarowana. Jej brodaty towarzysz ruszył za nią, z wymalowanym na twarzy 

głębokim niezadowoleniem. Brad usiadł z powrotem. 

— Ten chłopak nie jest zbyt towarzyski, a teraz, kiedy był zazdrosny, zachowywał się tak, jak 

było  widać  —  wytłumaczył.  —  Chciałbym  przeprosić  cię  za  zachowanie  Eriki.  Była  bardzo 
niegrzeczna. Mam nadzieję, Ŝe nie będziesz się na nią gniewała. Nie jest taka zła. — Widać było, 
Ŝ

e Brad odnosi się do Eriki z daleko posuniętą tolerancją. — Zawsze była córeczką tatusia, który 

do tej pory pozwala jej na wszystko. 

—  Nie  będę  się  gniewała  —  odezwała  się  Joanne.  —  Przede  wszystkim  Ŝal  mi  jej.  Rozpad 

małŜeństwa to nie jest radosna okoliczność. 

— Zwłaszcza po tym, jak rozpadły się z hukiem jej dwa poprzednie związki — dodał Brad. — 

Typ  wychowania,  jaki  otrzymała  Erika,  nie  uczy  gotowości  do  kompromisu.  Ani  nie  pomaga 
osiągnąć szczęścia w małŜeństwie. Niestety, Erika wyszła za kuzyna, co oznacza, Ŝe oboje mają 
te same wady. 

— Ile czasu byli małŜeństwem? — spytała Joanne. 
— Przeszli w stan separacji po zaledwie kilku miesiącach. 

background image

Brad domyślał się, co myśli Joanne. Na pewno była teŜ ciekawa jego opinii. 
—  Dla  mnie  rozwód  to  powaŜna  Ŝyciowa  klęska  —  powiedział.  —  Nie  uwaŜam,  Ŝeby  był 

odpowiednią okazją do urządzenia przyjęcia. Nie musimy być na nim długo. 

Joanne myślała o tym przyjęciu z niesmakiem. 
— Naprawdę uwaŜam, Ŝe powinieneś pójść sam — powiedziała. 
— Nie chcę iść sam — oznajmił Brad. — Tak się składa, Ŝe chciałbym, Ŝebyś poszła tam ze 

mną. 

—  To  bardzo  miłe,  Ŝe  się  o  mnie  troszczysz,  ale  naprawdę  nie  będę  miała  ci  za  złe,  jeśli 

zostanę w hotelu — zapewniła Joanne. 

— Nie mam zamiaru zostawiać cię w hotelu — przekonywał Brad. 
Joanne wyjaśniła więc szczerze: 
—  A  ja  nie  mam  ochoty  iść  na  przyjęcie  pani  Reiersen,  skoro  ona  nie  chce,  Ŝebym  na  nim 

była. 

—  Erika  była  nieuprzejma,  ale  na  pewno  bardzo  się  ucieszy,  kiedy  zobaczy  nas  oboje  — 

odpowiedział Brad. 

— Akurat! 
— W kaŜdym razie chcę, Ŝebyś poszła ze mną na to przyjęcie — zakomunikował. 
Joanne  zagryzła  wargi.  Tym  razem  nie  miała  zamiaru  zgodzić  się  na  Ŝyczenie  Brada.  Nie 

zaciągnie jej na przyjęcie Eriki nawet końmi. 

Widząc opór na twarzy Joanne, odezwał się: 
—  Czas  na  nas.  MoŜemy  zejść  piechotą  przez  Fjellveien,  ale  chyba  dość  się  juŜ  dziś 

nachodziliśmy. Zwłaszcza Ŝe dziś wieczorem z pewnością będziemy tańczyli… 

Joanne  nie  komentowała  ostatniego  zdania.  Brad  podał  jej  rękę  i  poszli  na  stację  kolejki 

linowej.  Okazało  się,  Ŝe  wagonik  właśnie  odjechał,  a  następny  rusza  dopiero  za  pół  godziny. 
Usiedli  więc,  zmuszeni  czekać.  Joanne  rozwaŜała  w  milczeniu,  jakie  stosunki  łączą  Brada  z 
Eriką. Sądząc po tym, w jaki sposób go pocałowała — bliskie. Joanne zastanawiała się, czy Brad 
i Erika byli kiedyś ze sobą związani, czy teŜ moŜe jeszcze w jakimś stopniu są? Brad mówił, Ŝe 
młody  towarzysz  Eriki  jest  zazdrosny…  Ale  gdyby  Brad  ciągle  interesował  się  Eriką, 
powiadomiłby ją o swoim przyjeździe. 

Dotarli do Lofoten dopiero kwadrans po szóstej. 
— MoŜe napijemy się herbaty? — zaproponował Brad, kiedy weszli do recepcji. 
— Czytasz w moich myślach. 
—  W  twoich  myślach  łatwo  jest  czytać  —  zapewnił.  Poprosił  Helgę  o  herbatę  i  usiadł  z 

Joanne  naprzeciw  kominka.  —  Zanim  pójdziemy  na  górę,  muszę  jeszcze  coś  zrobić  — 
powiedział. — Spróbuję się pospieszyć. 

Wyszedł  z  powrotem  na  dwór.  Dopijając  drugą  filiŜankę  herbaty,  Joanne  zastanawiała  się, 

gdzie podział się Brad. Wrócił wreszcie. 

— JuŜ prawie siódma — powiedział. — Chodźmy na górę. Musisz się przygotować. 
— Jeśli myślisz, Ŝe wybieram się na to przyjęcie…! 
— Ćśś! — uciszył ją Brad, zerkając kątem oka na Helgę. — Pracownicy nie muszą wiedzieć o 

naszych sprawach. 

Kiedy znaleźli się z Joanne na górze, oznajmił: 
— Musimy umyć się i przebrać, trzeba zamówić taksówkę, więc jeśli chcesz zrobić awanturę, 

to się pospiesz. 

— Nie chcę Ŝadnych awantur. Nie chcę równieŜ iść na przyjęcie pani Eriki. 
Brad pokręcił gtową. 

background image

— Zapomniałaś, Ŝe liczy się to, czego ja chcę? A chcę, Ŝebyś tam ze mną pojechała. Nie masz 

wyboru. 

— Zostaję! 
Popatrzył tak groźnie, Ŝe Joanne się wystraszyła. Zastanawiała się, czy Brad zrobi z powodu 

jej  odmowy  coś  złego.  Miała  tylko  pewność,  Ŝe  nie  zastosowałby  fizycznej  przemocy  wobec 
kobiety. PrzecieŜ tylko źli i tchórzliwi ludzie wyładowują gniew na słabszych. On taki nie jest. 

— Zrób, jak ci mówię! — rzucił, przeszywając ją wzrokiem. Uciekła do łazienki. Umyła się, 

upięła  włosy  w  elegancki  kok,  nałoŜyła  makijaŜ.  Naprawdę,  starała  się,  jak  tylko  mogła,  Ŝeby 
wyglądać jak najlepiej — zgodnie z wolą Brada. Zapomniał chyba tylko o jednym. Nie miała nic, 
w  co  mogłaby  się  ubrać  na  ekskluzywne  przyjęcie.  A  nie  wątpiła,  Ŝe  przyjęcie  Eriki  Reiersen 
takie będzie. 

Joanne  była  przekonana,  Ŝe  Brad  będzie  wolał,  Ŝeby  została  w  hotelu,  niŜ  Ŝeby  z  nim 

pojechała i wyglądała na osobę nie na swoim miejscu. 

Wyszła do salonu w haleczce i oznajmiła: 
— Nie mam się w co ubrać!… 
Wówczas ktoś zapukał do drzwi. Brad odebrał duŜą płaską paczkę, podziękował przybyszowi 

i wręczył mu suty napiwek. 

— A jak podoba ci się to? — spytał Joanne, wręczając jej pudełko. 
Zaskoczył ją. Rozzłościła się. 
Wyjęła z pudełka prześliczną sukienkę i — aŜ dech jej zaparło. 
Sukienka  była  z  jedwabnego  szyfonu,  prosta,  ciemnoniebieska,  jak  oczy  Joanne.  Odsłaniała 

jedno  ramię,  sięgała  Joanne  do  kostek.  Dół  był  rozcięty  z  boku,  przez  stanik  aŜ  do  rozcięcia 
schodził drobno ulistniony pęd bluszczu, wyszyty srebrną nicią. Do sukienki dodany był szal tego 
samego koloru, przetykany srebrną nicią. Na metce było napisane „Tessin”. 

Joanne nigdy w Ŝyciu nie byłoby stać na kupienie sobie sukienki od Tessina. W pudełku były 

jeszcze jedwabne pończochy, cieniuteńkie, przejrzyste, jedwabne majteczki oraz srebrne sandały 
i mała wieczorowa torebka. Jak Brad zdołał zamówić tego rodzaju rzeczy w niedzielę? 

— Mam przyjaciółkę imieniem Ingrid, która jest właścicielką butiku — wyjaśnił. — Mieszka 

nad  nim,  przy  tej  ulicy.  Powiedziałem  Ingrid,  jaki  mniej  więcej  jest  twój  rozmiar,  wybrałem 
sukienkę. Resztę rzeczy dobrała sama. Mam nadzieję, Ŝe sukienka ci się podoba. 

—  Jest  cudowna  —  powiedziała  chłodno  Joanne  —  jednak  nie  mogę  przyjąć  od  ciebie  tak 

drogiego prezentu. 

—  To  nie  jest  prezent.  Nie  jest  to  teŜ  zapłata  za  szczególnego  rodzaju  usługi,  jeśli  tego  się 

obawiasz… Po prostu to forma wypłaty. Do końca wyjazdu zarobisz więcej niŜ tyle, oczywiście 
wyłącznie jako moja sekretarka. 

Joanne zacisnęła usta. Brad wziął ją za rękę, pogładził palcem jej dłoń i odezwał się: 
— Proszę cię, Joanne. Ubierzesz się i pojedziesz ze mną? 
Była zbita z tropu tym, Ŝe poprosił. 
— Nie rozumiem, dlaczego chcesz, Ŝebym była z tobą na tym przyjęciu — odparła. 
—  Po  pierwsze,  chciałbym,  Ŝebyś  poznała  Paula  Randalla.  Po  drugie,  biedny  Knut  będzie 

spokojniejszy. 

— Kto to jest „biedny Knut”? 
— Ten brodaty chłopak, który był dziś z Eriką. Jest w niej od dawna zakochany. Obawiam się 

jednak, Ŝe Erika tylko go wykorzystuje. Jak myślisz, co się będzie działo, jeŜeli pojawię się sam? 

Joanne nie miała wątpliwości, Ŝe Brad interesował Erikę znacznie bardziej niŜ Knut. 
—  Dobrze,  pojadę  z  tobą  —  zgodziła  się.  Wiedziała,  Ŝe  Erika  nie  będzie  zadowolona  z  jej 

obecności. Brad delikatnie pocałował Joanne w usta. 

background image

—  Cieszę  się!  —  powiedział.  Pocałunek  podziałał  na  Joanne  oŜywczo.  Natychmiast  wzięła 

nowe ubranie do łazienki, Ŝeby jak najszybciej je włoŜyć. 

Stanąwszy  w  sukience  przed  lustrem,  Joanne  aŜ  wstrzymała  oddech.  Wyobraziła  sobie,  jak 

zdumiałoby  się  jej  rodzeństwo,  gdyby  zobaczyło  ją  w  tym  stroju!  Był  piękny,  dopasowany, 
ś

miały, ale w granicach przyzwoitości, i nadzwyczaj szykowny. 

Gdy wróciła do salonu, oczy Brada otworzyły się szeroko z podziwu. 
—  Wyglądasz  oszałamiająco!  —  skomentował.  Zeszli  do  taksówki.  Przyjęcie  odbywało  się 

poza miastem. Brad milczał przez drogę, zatopiony w myślach. Joanne zastanawiała się, o czym 
on myśli i jak przebiegnie nadchodzący wieczór. 

Dom Reiersenów był stary, ogromny, rzęsiście oświetlony; stał w lesie na szczycie pagórka. 

Właściwie  był  to  bardziej  zamek  niŜ  dom.  Prowadził  do  niego  szeroki,  wijący  się  w  górę 
podjazd.  Taksówka  zatrzymała  się  na  pełnym  samochodów  placu.  Brad  podał  Joanne  rękę  i 
poprowadził ją po kamiennych schodach do okutych Ŝelazem wrót. 

Otworzył je lokaj w średnim wieku. Skłonił głowę i odebrał od Joanne szal. 
Weszła z Bradem do wyłoŜonego drewnem holu. Nadszedł kelner z szampanem. Brad  wziął 

dwa kieliszki i podał jeden Joanne. 

Po  prawej  znajdowała  się  sala  balowa,  w  której  wisiały  wielkie  Ŝyrandole.  W  środku  było 

pełno ludzi, gromadzili się w grupkach, pili drinki, śmiali się. 

Noc była ciepła. Na końcu sali kilka par dwuskrzydłowych drzwi otwierało się na oświetlony 

latarniami taras i ogród. Na podwyŜszeniu grała orkiestra, kilka par juŜ tańczyło. Widać było, Ŝe 
wszystkie  kobiety  mają  kosztowne  suknie  od  znanych  projektantów  mody;  męŜczyźni 
prezentowali się znakomicie w nienagannych strojach wieczorowych. Suknia Joanne pasowała do 
pozostałych. 

Kiedy  tylko  weszła  z  Bradem  do  salonu,  nadszedł  szczupły  męŜczyzna  o  sympatycznej, 

inteligentnej twarzy i ciemnych włosach. 

— Dobry wieczór — przywitał się. — Miło cię widzieć. 
— Dobry wieczór. Ciebie równieŜ — odpowiedział Brad. Podali sobie ręce. — Joanne, to jest 

Paul Randall. A to — Joanne Winslow, moja sekretarka. — Joanne wyciągnęła rękę. 

Paul uśmiechnął się dopiero po chwili wahania. 
— Miło mi panią poznać — powiedział. — Czy… pani jest panią Winslow? — upewnił się. 
— Tak. 
—  Proszę  wybaczyć  moje  zaskoczenie.  Myślałem,  Ŝe  znam  sekretarkę  Brada  o  nazwisku 

Winslow  —  niewysoką,  złotowłosą  dziewczynę.  Flirtowałem  z  nią  nawet…  Pani  jest  równie 
piękna, ale nie jest pani tą samą osobą… — mówił Randall. 

—  Zastępuję  tymczasowo  siostrę  na  stanowisku  sekretarki  pana  Lancinga  —  wyjaśniła 

Joanne. 

— Ach — odpowiedział Paul. — Są panie zupełnie niepodobne do siebie. Mam nadzieję, Ŝe 

pani siostra nie jest chora? 

— Nie, Milly czuje się świetnie. Wyjechała, dość nieoczekiwanie, do Szkocji razem z męŜem. 
— Z męŜem? — zdziwił się Paul. — Nie wiedziałem, Ŝe wyszła za mąŜ. Czy dawno? 
— Na wiosnę. Wkrótce po podjęciu pracy u pana Lancinga. 
— Coś takiego! — Randall wyglądał na szczerze zaskoczonego. — Nie miałem o tym pojęcia. 

Milly nie nosi obrączki. Byłem przekonany, Ŝe jest panną! 

Joanne  zmarszczyła  brwi,  zastanawiając  się,  dlaczego  Milly  zdejmowała  obrączkę  przed 

przyjściem do pracy. Tymczasem nadszedł potęŜny męŜczyzna w wieku około siedemdziesięciu 
łat. Miał krzaczaste brwi i gęste, szpakowate włosy. Był przystojny. 

— Cieszę się, Ŝe pan przyszedł — odezwał się do Randalla, ściskając jego dłoń. 

background image

— Dziękuję za zaproszenie — odpowiedział grzecznie Paul. 
— Jak się pan miewa, panie Bradzie? — zagadnął z kolei gospodarz. 
— Znakomicie, dziękuję bardzo. A pan? 
— Wiek pomału zaczyna dawać mi się we znaki. 
Stary Reiersen uścisnął rękę Brada. Widać było, Ŝe szanują się nawzajem, choć niezbyt lubią. 

Brad pociągnął Joanne naprzód. 

— To jest pan Reiersen — powiedział. — Panie Haraldzie — moja sekretarka, pani Winslow. 
— Miło mi panią poznać. — Harald uśmiechnął się czarująco. Najwyraźniej lubił kokietować 

kobiety. 

— Mnie równieŜ. 
—  Wygląda pani  wprost oszałamiająco. Pani zdrowie! — powiedział  Reiersen i wychylił do 

dna swój kieliszek. 

— Dziękuję bardzo. — Joanne czuła się nieswojo pod spojrzeniem tego człowieka. 
Nadbiegł kelner z tacą szampana i szybko zamienił pracodawcy pusty kieliszek na pełny. 
—  Na  jak długo zamierza pani zatrzymać  się w Bergen? — spytał Reiersen, zwróciwszy się 

znowu do Joanne. 

— Nie jestem pewna… To zaleŜy od planów pana Lancinga. 
— Niech mi pani nie mówi, Ŝe nie zna pani jego planów, będąc jego zaufaną sekretarką… — 

odparł Harald Ŝartobliwym tonem. 

Joanne  nie  wiedziała,  co  ma  odpowiedzieć;  na  szczęście  nadeszła  Erika.  Przykuwała  uwagę 

urodą i połyskującą sukienką w kolorze akwamarynu. 

— Brad, kochanie! — zawołała. — Nareszcie jesteś! JuŜ zaczynałam myśleć, Ŝe w ogóle się 

nie pojawisz… — Obrzuciła Joanne pobieŜnym spojrzeniem, po czym połoŜyła dłoń na ramieniu 
Brada i powiedziała: — Chodź, zatańczmy. 

Brad stał nieruchomo. Erika znowu popatrzyła na Joanne. 
—  Ta  sukienka  musiała  bardzo  duŜo  kosztować!  —  rzuciła  obcesowo.  —  Niech  mi  pani 

powie, skąd ją pani wzięła. Z pewnością nie kupiła jej pani za pensję sekretarki… 

Joanne zaczerwieniła się, podczas gdy Brad odpowiedział: 
— Pani Winslow z pewnością chętnie ci to powie, skoro prosisz tak grzecznie… 
Joanne poŜałowała, Ŝe zgodziła się przyjąć sukienkę. Nie miała zamiaru opowiadać, Ŝe Brad 

płaci za jej ubrania. Ani kłamać. 

—  MoŜe  o  strojach  porozmawiacie  później,  dziewczyny  —  uratował  sytuację  Paul.  — 

Orkiestra  zaczęła  właśnie  moją  ulubioną  melodię.  Chciałbym  poprosić  panią  Winslow,  Ŝeby 
zatańczyła ze mną. — Wyciągnął rękę. 

Joanne była mu wdzięczna. Poprowadził ją na parkiet. 
— Nie tańczyłam od bardzo, bardzo dawna — ostrzegła. Randall chwycił ją i zaczął tańczyć. 
— Z tańcem jest jak z jazdą na rowerze — odparł. — Nie zapomina się, jak się to robi. 
Joanne uśmiechnęła się. 
— Nie jestem pewna. Ale dziękuję panu za wybawienie z nieprzyjemnej sytuacji. 
—  Do  pani  usług!  Zapewne  odpowiedziałaby  pani  tej  zepsutej  smarkuli,  Ŝeby  pilnowała 

swojego  nosa  —  stwierdził  powaŜnie  Paul.  —  Czasem  mam  ochotę  jej  przyłoŜyć,  chociaŜ  jest 
ode mnie większa — dodał pół–Ŝartem. — Mówiąc serio, nie wiem, jak Brad z nią wytrzymuje. 

— O ile mi wiadomo, nie bywa w Norwegii zbyt często? 
— Nie, ale Erika znaczną część czasu spędza w Londynie. Reiersen ma dom koło Hyde Parku. 

Mieszkał  tam  zresztą  przez  kilka  lat,  kiedy  jego  Ŝona  chorowała  i  potrzebowała  najlepszej, 
specjalistycznej  opieki.  Potem  wrócili  z  Ŝoną  do  Bergen.  Po  rozpadzie  małŜeństwa  Eriki  ojciec 
dał jej londyński dom. Hołubi ją ponad wszystko. 

background image

— Pewnie Erika jest jego jedynym dzieckiem? 
—  Tak,  i  do  tego  późnym.  Zdaje  się,  Ŝe  zanim  przyszła  na  świat,  stracił  juŜ  nadzieję,  Ŝe 

kiedykolwiek  będzie  miał  dziecko.  Dobijał  pięćdziesiątki,  kiedy  się  urodziła.  śona  pana 
Reiersena zmarła, kiedy Erika miała zaledwie kilka lat, tak więc pozostała mu tylko ona… 

— To bardzo smutne — powiedziała Joanne. 
—  Rzeczywiście.  Przypuszczam,  Ŝe  Erika  mogłaby  być  znacznie  milszym  człowiekiem, 

gdyby nie to, w jaki sposób ojciec ją wychowywał. Moim zdaniem zepsuł ją do imentu. Pozwolił 
jej  nawet  wyjść  za  Larsa,  kuzyna,  który  właśnie  miał  oŜenić  się  z  kim  innym.  Jednak  Erice 
spodobał  się  tak  bardzo,  Ŝe  zaczęła  dręczyć  ojca  i  przekonała  go.  Zawsze  dostawała  od  niego 
wszystko, czego chciała. 

— A Lars? Czy nie zakochał się w Erice? 
— Niezupełnie. Reiersenowie od lat byli w złych stosunkach z tą gałęzią rodziny. Ojciec kupił 

córce męŜa. Zainwestował ogromne pieniądze w podupadającą firmę Larsa. Reiersen nabrał przy 
tym nadziei, Ŝe  Lars stanie się jego przybranym synem, którego nigdy się nie doczekał. Jednak 
Lars doszedł chyba po krótkim czasie do wniosku, Ŝe źle postąpił; w kaŜdym razie nie było mu 
dobrze w małŜeństwie z Eriką. Postanowił się z nią rozwieść. 

— Ciekawe, co teraz zrobi Erika? — zagadnęła, niby mimochodem, Joanne. 
— To bardzo piękna kobieta. Wielu męŜczyzn chciałoby się z nią związać, nie zwaŜając na to, 

jaka jest. Tyle Ŝe stary Reiersen nie kaŜdego zaakceptuje… 

Paul wypowiedział powyŜsze słowa szczególnym tonem, tak Ŝe Joanne zapytała: 
—  Czy  pan  takŜe  naleŜy  do  tych  męŜczyzn?…  Przepraszam,  Ŝe  zadałam  to  pytanie  — 

zmitygowała się. 

— Nie szkodzi, rozmawiamy szczerze. Ma pani rację, Erika ogromnie mi się podoba. A tak w 

ogóle, proszę mówić mi Paul. 

— A mnie — Joanne. 
Utwór skończył się i natychmiast zaczął się następny. Paul ujął Joanne mocniej i tańczył dalej. 
— Uwierz mi, wiem, jak okropny charakter ma Erika, i nie mam złudzeń, Ŝe natychmiast się 

zmieni —  powiedział. — Ale z czasem, u boku odpowiedniego męŜczyzny, moŜe… — Jednak 
miał  złudzenia.  —  Lecz  mam  wraŜenie,  Ŝe  Erika  juŜ  zdecydowała  się,  z  kim  chciałaby  być  — 
ciągnął. — I tym razem jest to jeden z tych niewielu męŜczyzn, na których Ŝycie Harald Reiersen 
nie jest w stanie wywrzeć Ŝadnego wpływu. 

background image

R

OZDZIAŁ ÓSMY

 

 
— Mówisz o Bradzie — odgadła Joanne. 
— Tak. Jak chyba zauwaŜyłaś, Erika szaleje za nim. 
— Ciekawe, co on o tym myśli? 
—  Trudno  mi  powiedzieć.  Na  razie  nie  odnosi  się  do  niej  przesadnie  ciepło.  Ale  Brad  nie 

uzewnętrznia łatwo uczuć, więc nie wiem, na co się zdecyduje. W sumie, zawsze wydawał się w 
znacznym stopniu tolerować jej wybryki. 

Joanne przypomniało się, jak podczas lunchu Brad tłumaczył jej zachowanie Eriki. 
— Brad ma silną osobowość i na pewno nie psułby Eriki dalej — kontynuował Paul. 
Joanne  zerknęła  tymczasem  na  Brada  i  Erikę,  którzy  tańczyli  ze  sobą.  Erika  obejmowała 

Brada  za  szyję,  opierając  głowę  na  jego  policzku.  Joanne  poczuła  ukłucie  zazdrości.  Przez 
nieuwagę nadepnęła Paulowi na palce. 

— Przepraszam — powiedziała. 
— Nie szkodzi. — Spojrzał w stronę, w którą przed chwilą patrzyła. — Zdaje się, Ŝe cierpimy 

z tego samego powodu — stwierdził. — Nie martwmy się jednak naszymi zranionymi uczuciami, 
tylko spróbujmy cieszyć się dzisiaj tym, co mamy… O, nie! 

— Co się stało? 
— Reiersen idzie w naszą stronę. Wypił za duŜo szampana; zdaje się, Ŝe zawsze miał do tego 

skłonność. Pewnie chce poprosić cię do tańca. Jeśli nie chcesz ryzykować tańca z nim, to biegnij 
do toalety, a ja spróbuję go zagadać i odprawić. 

Joanne roześmiała się. Polubiła Paula od pierwszego wejrzenia. 
— MoŜe jego teŜ bym podeptała — zaŜartowała. 
— Coś ty. Kiedy nie myślisz o czym innym, tańczysz lepiej od Eriki. 
— Mam nadzieję — oznajmił Reiersen, usłyszawszy ostatnie zdanie. — Moja córka ma dwie 

lewe nogi, dlatego staram się z nią nie tańczyć. 

— Nie mogę w to uwierzyć — odparła Joanne, spoglądając na tańczącą z Bradem Erikę. 
— Porusza się bardzo elegancko — dodał Paul. 
Reiersen wyciągnął dłoń w stronę Joanne. 
— PokaŜemy tamtym dwojgu, jak się tańczy? — zaproponował. — Nie pogniewa się pan? 
— AleŜ skąd — odparł z uśmiechem Paul. — MoŜe mnie uda się zatańczyć z Eriką. 
—  Wątpię  —  odpowiedział  Reiersen.  —  Z  tego,  co  widzę,  Erika  woli  tańczyć  z  Bradem. 

Przed chwilą odprawiła z kwitkiem Knuta, tego młodego chłopaka. 

— Coś podobnego — skomentował Paul. — Serce nie sługa. — To powiedziawszy, odszedł. 
Reiersen  ujął  Joanne  tak  niezdarnie,  Ŝe  wytrącił  jej  torebkę,  którą  trzymała  w  dłoni. 

Rzeczywiście za duŜo wypił. 

— Och, najmocniej przepraszam! — Schylił się i podniósł torebkę. 
— Powinnam ją gdzieś odłoŜyć, przeszkadza mi właściwie — odpowiedziała Joanne. 
— Niech pani pozwoli. — Reiersen odłoŜył torebkę na jeden ze stołów pod ścianą. 
— Dziękuję. 
Ku zdziwieniu Joanne, okazał się dobrym tancerzem. Świetnie prowadził i poruszał się lekko, 

mimo swoich ogromnych rozmiarów. Był cały w uśmiechach. 

— Erika mówi, Ŝe jadła pani lunch na Floyen — zagadnął. — Jak podobał się pani widok na 

miasto? 

— Jest zachwycający. 

background image

— A zatem i Bergen podoba się pani? — Bardzo. 
—  Kiedyś  było  największym  miastem  Norwegii,  stolicą  handlu  i  największym  portem.  — 

Reiersen opowiadał jeszcze przez chwilę. — Gdzie się pani zatrzymała? — zapytał. 

— W Lofoten… — odpowiedziała Joanne, zaskoczona. 
— Zapewne Brad ma tam apartament? 
Joanne milczała. Po chwili Reiersen kontynuował: 
—  Erika  ma  otwarty  umysł  i  nie  robi  Bradowi  wielkich  wyrzutów,  Ŝe  czasem  zabawi  się 

trochę z kim innym, za pieniądze. Jednak zaleŜy jej, Ŝeby został od dzisiaj u niej, tak jak robił to 
w  przeszłości.  Nie  będzie  więc  pani  miała  nic  przeciwko  temu,  jeśli  Brad  nie  wróci  z  panią  do 
hotelu? 

Słowa Reiersena zabolały Joanne wprost nie do opisania. Zorientowała się, Ŝe poprosił ją do 

tańca tylko po to, Ŝeby przekazać jej swój okropny komunikat. 

— SkądŜe — odpowiedziała, opanowując się z trudem. — Zamówię sobie taksówkę. 
— To moŜe być trudne. Wiem, Ŝe dziś wieczorem odbywa się kilka duŜych imprez. Taksówki 

będą  zapewne  zajęte.  Jednak  pan  Randall  na  pewno  z  radością  odwiezie  panią  swoim 
samochodem, wynajmuje dom niedaleko Lofoten. 

— Myślałam, Ŝe jego samochód jest zepsuty — zdziwiła się na głos Joanne, niewiele myśląc. 

— Podobno wypadł z drogi. 

— Rzeczywiście, słyszałem, Ŝe zepsuły mu się hamulce. Ale widocznie juŜ je naprawił. Paul 

to dynamiczny młody człowiek. Gdyby nie pracował u Brada, sam chętnie bym go zatrudnił. — 
Potem Reiersen dodał, jakby do siebie: — Nie zajęło mu wiele czasu dotarcie do Mussena… Ale 
za duŜo mówię. 

To z powodu szampana, pomyślała Joanne. Przypomniało jej się, kto to jest Mussen. 
—  Słyszałem  —  odezwał  się  znowu  po  chwili  Reiersen,  konspiracyjnym  tonem  —  Ŝe  firma 

Dragon ma ostatnio powtarzające się kłopoty. W jednym z ich hoteli wybuchł niedawno poŜar… 
Nie  wie  pani,  co  Brad  zamierza  z  tym  zrobić?  Czy  jest  zdecydowany  zwrócić  się  o  pomoc  do 
policji? 

— Niestety nie wiem — odparła chłodno Joanne. 
—  A  gdyby  tak  miała  pani  czas  na  przemyślenie  tego?  W  końcu,  człowiek  bywa  czasem 

lojalny  wobec  niewłaściwej  osoby.  PrzecieŜ  skoro  Brad  zabawił  się  juŜ  z  panią,  bez  wątpienia 
panią  zostawi…  —  Reiersen  umilkł  na  chwilę.  —  Z  pewnością  jest  pani  na  tyle  pojętna,  aby 
zachować  naszą  rozmowę  dla  siebie  —  a  takŜe  wie,  Ŝe  róŜne  istotne  informacje  mogą  często 
przynieść  bardzo  duŜe  dochody..  Gdyby  tak  zechciała  pani  pozwolić  staremu  człowiekowi 
zaprosić się na lunch… Jutro albo moŜe pojutrze? 

Joanne była przeraŜona. Pokręciła głową. 
— Obawiam się, Ŝe będę cały czas zajęta — odpowiedziała. 
—  Szkoda.  Chciałbym  pani  pokazać  nowe  centrum  handlowo–rozrywkowe,  które  właśnie 

zbudowałem. Jest tam galeria sklepów, w tym eleganckie sklepy z biŜuterią i butiki… 

— Czy mogę wrócić do swojego partnera? — Paul wyrósł nagle jak spod ziemi. 
Reiersen zrobił wściekłą minę, a potem opanował się natychmiast, uśmiechnął i powiedział: 
— Szkoda mi rozstawać się z panią, ale nie mam wyboru. Gdyby jednak znalazła pani czas na 

spotkanie przy lunchu, proszę dać mi znać. 

— Dziękuję, ale jestem pewna, Ŝe nie znajdę czasu. 
Paul objął ją z powrotem. 
— Wyglądałaś na coraz bardziej przeraŜoną, więc pomyślałem, Ŝe się pojawię — powiedział. 

— Zdaje się, Ŝe w samą porę. 

background image

— Nawet nie wyobraŜasz sobie, co on mówił! — Joanne zdała Paulowi dokładną relację z tej 

części rozmowy z Reiersenem, która dotyczyła firmy Brada. — Pomyślał, Ŝe jestem jedną z tych 
kobiet, które moŜna kupić! — zakończyła. 

—  Coś  podobnego!  —  Paul  był  zaskoczony.  —  Skąd  Reiersen  tak  dokładnie  wie  o  naszych 

kłopotach?  Do  tego  kazał  ci  zachować  milczenie.  Nie  wiedziałem,  Ŝe  jest  aŜ  tak  strasznym 
człowiekiem.  Popełnił  wielką  nieostroŜność  i  pomylił  się  co  do  ciebie.  To  na  pewno  przez 
nadmiar szampana. 

— Albo moją sukienkę… 
Paul  dyplomatycznie  nie  odpowiedział.  Przez  chwilę  tańczyli  w  milczeniu,  zatopieni  w 

myślach. W pewnej chwili otwarto drzwi prowadzące do sąsiedniej sali. 

— MoŜe zjemy kolację? — zasugerował Paul. 
Joanne zgodziła się, mimo Ŝe nie była bardzo głodna. Chciała jednak uspokoić się trochę. 
Na  sali  ustawiono  szwedzki  stół  i  małe  okrągłe  stoliki.  Nie  było  widać  Brada  i  Eriki,  ani 

Reiersena. Dobrze, Ŝe ten ostatni gdzieś przepadł… 

Joanne poczuła się zmęczona. Pojechałaby juŜ do domu. Jednak czy miała wrócić do Lofoten 

sama?  Jeśli  Brad  zamierzał  zostać  u  Eriki,  dlaczego  tak  stanowczo  nalegał,  Ŝeby  ona,  Joanne, 
pojechała z nim na przyjęcie? 

— Pyszny kawior — zagadnął Paul. — Spróbuj. 
Pokręciła głową. 
— Nie, dziękuję. 
— Chyba nie jesteś głodna. Czy ty aby dobrze się czujesz? 
— Wszystko w porządku, nie martw się. — Joanne zaczęła jeść, nie zwracając uwagi na smak 

wykwintnych potraw. Cały czas myślała o Bradzie. Był naprawdę zagadkowym człowiekiem… 

Nagle przyszło jej do głowy, Ŝe być moŜe łudziła się tylko. MoŜe Brad Lancing po prostu cały 

czas  mścił  się  na  niej  za  odebranie  mu  Milly?!  SzantaŜował,  a  jednocześnie  sprawił,  Ŝe  Joanne 
zaczęło  na  nim  zaleŜeć!…  Jeśli  tak,  był  naprawdę  okrutnym,  przebiegłym  człowiekiem! 
Pomyślała,  Ŝe  jego  groźba  pod  adresem  firmy  Stevena  była  tylko  blefem.  Postanowiła  wracać 
rano pierwszym samolotem do Londynu. 

— MoŜe zjesz coś słodkiego? Albo napijesz się kawy? — proponował z troską Paul. 
Odmówiła. 
— W takim razie wracamy na salę? — upewnił się. Spytała go, kiedy będzie wychodził. 
—  Myślałem,  Ŝe  wkrótce,  ale  zaczekam,  aŜ  pojawi  się  Brad,  Ŝebyś  nie  była  sama  — 

zaofiarował się. 

—  Dziękuję  ci.  Jesteś  prawdziwym  aniołem.  Ale  chcę  poprosić  cię  o  coś  innego.  Czy  kiedy 

będziesz wychodził, mógłbyś podwieźć mnie do Lofoten? 

— Oczywiście. Ale jestem pewien, Ŝe Brad… 
— Pan Reiersen powiedział mi, Ŝe Brad zostanie… — Joanne urwała, zorientowawszy się, Ŝe 

moŜe niechcący zrobić przykrość Paulowi. 

— śe zostanie z Eriką? — upewnił się jednak. — Radzę ci, nie wierz we wszystko, co mówi 

Harald Reiersen. Nie po raz pierwszy przekonałem się, Ŝe lubi manipulować ludźmi. 

Kiedy  wrócili  na  salę  balową,  wodzirej  zapowiedział  walc  dla  zakochanych.  Wówczas 

niespodziewanie nadszedł Brad. 

—  Zdaje  się,  Ŝe  teraz  będzie  nasz  taniec  —  powiedział.  Wziął  Joanne  za  rękę  ale  nadbiegła 

Erika, mówiąc coś po norwesku. 

— Ostatnim razem, kiedy cię widziałem, tańczyłaś z Knutem — odparł po angielsku. 
— Nie chcę zatańczyć tego tańca z Knutem, tylko z tobą! — oznajmiła Erika. 
— Przepraszam cię, ale właśnie poprosiłem do tańca panią Joanne. 

background image

— Jeśli musisz z nią zatańczyć, moŜesz to zrobić później. 
— Nie mogę. 
— Brad, proszę cię… Jak moŜesz?! PrzecieŜ to walc dla zakochanych! 
—  W  takim  razie  nie  wolno  nam  go  zmarnować  —  wtrącił  się  Paul,  chwycił  Erikę  i  chciał 

porwać ją do tańca. 

Zaprotestowała.  Odepchnęła  go,  mówiąc  mu  coś  po  cichu.  Cofnął  się,  a  potem  powoli 

wyciągnął rękę. 

Erika wyglądała na wstrząśniętą. Rozejrzała się, a potem ujęła dłoń Paula i zatańczyli. 
— Paul nie da się zjeść w kaszy — skomentował Brad, obejmując Joanne w talii. Ruszyli do 

tańca. 

Czy jednak nie uwaŜa Eriki za swoją dziewczynę? — zastanawiała się. — A moŜe tylko chce 

pokazać jej, kto jest górą? W kaŜdym razie Joanne wiedziała juŜ, Ŝe kocha Brada. Dotąd myślała, 
Ŝ

e wiąŜe ją z nim jedynie poŜądanie, ale teraz zdała sobie sprawę, Ŝe jednak na — prawdę się w 

nim zakochała. Obawiając się, jaka będzie jego reakcja, jeśli to odkryje, rozglądała się na boki. 

— Uspokój się — szepnął. — Z Paulem nie wydawałaś się taka napięta. 
PoniewaŜ nie była zakochana w Paulu! Joanne obawiała się, czy nie tańczy z Bradem ostatni 

raz w Ŝyciu. Tymczasem, kiedy walc się skończył, Brad pocałował ją. Zaskoczona, przytuliła się 
do  niego,  nie  chcąc,  aby  ją  opuszczał.  Kiedy  podniosła  wzrok,  spostrzegła,  Ŝe  Erika  patrzy  na 
nich  z  wściekłością.  Obok  niej  stał  ojciec,  wyglądało  na  to,  Ŝe  chce  porozmawiać  z  Bradem. 
Joanne szarpnęła się i odbiegła. 

Nie  dostrzegła  Paula,  wypadła  więc  na  taras.  Przysiadła  na  ławce  i  popatrzyła  na  zalany 

księŜycowym światłem ogród. 

Myślała o minionych trzech dniach. Tyle się w ciągu nich wydarzyło! Jej świat wywrócił się 

do góry nogami. Sądziła, Ŝe zapewne nazajutrz wróci do Londynu, jednak coś zmieniło się w niej 
na zawsze… Wiedziała, jak czuje się człowiek zakochany, co to jest rozkosz seksualna, zazdrość. 
Poznała  nowe  aspekty  Ŝycia  i  ludzkiej  psychiki…  Zaznała  zarówno  intensywnej  radości,  jak  i 
głębokiego smutku. Nigdy nie zapomni tego, co wydarzyło się w Norwegii… 

Gdy tak myślała, zobaczyła kątem oka, Ŝe nadchodzi Brad. 
— Tutaj się schowałaś! — powiedział. 
— Chciałam tylko odetchnąć świeŜym powietrzem. 
— MoŜe zatańczymy jeszcze? 
— Nie, dziękuję. 
— Wobec tego, moŜe masz ochotę wracać do hotelu? 
— Mam. Czy ty takŜe będziesz jechał? Poprosiłam Paula, Ŝeby mnie podwiózł. 
—  ZauwaŜyłem,  Ŝe  dobrze  się  wam  tańczyło…  —  mruknął  chłodno  Brad.  —  Jednak  kiedy 

wychodzę z kobietą, zawsze odwoŜę ją do domu. Poza tym rano wcześnie wstajemy. 

— Pomyślałam, Ŝe odlecę jutro do Londynu. 
— Naprawdę? A więc nie obchodzi cię juŜ, co stanie się z firmą twojego brata? 
— Obchodzi. 
— Zatem dotrzymasz naszej umowy. 
—  Czy  zatańczyłeś  ze  mną  i  pocałowałeś  mnie  tylko  dlatego,  Ŝeby  pokazać  swojej 

dziewczynie, Erice, kto tu rządzi? — zapytała Joanne. 

—  Nie.  Zobacz,  teraz  Erika  nie  patrzy.  —  Z  tymi  słowami  Brad  przytulił  Joanne  i  zaczął 

całować  ją  namiętnie.  —  Jak  widzisz,  po  prostu  lubię  cię  całować  —  oznajmił.  —  Zamówiłem 
juŜ taksówkę, powinna akurat być. Podziękowałem juŜ gospodarzom i poŜegnałem się z nimi i z 
Paulem. 

background image

Joanne ucieszyła się, Ŝe nie będzie musiała Ŝegnać się z Reiersenem i jego córką. Brad podał 

jej ramię i Joanne ruszyła z nim przez salę balową do wyjścia. 

Jechali do Lofoten w milczeniu. Joanne próbowała zebrać myśli. Wiedziała tylko tyle, Ŝe nie 

poleci  nazajutrz  do  domu.  I  cieszyła  się  z  tego  ogromnie  —  poniewaŜ  będzie  przebywać  w 
pobliŜu Brada… Ale na jakich warunkach? Znowu ją zaszantaŜował! 

Nie wiedziała, co on myśli. 
Pomógł jej wysiąść, zapłacił taksówkarzowi i ruszyli do hotelu. Tym razem Brad nie dotykał 

Joanne. Widać było, Ŝe jest rozzłoszczony. W holu przystanął i polecił młodemu recepcjoniście 
posłać  do  swojego  apartamentu  dzbanek  kawy  i  talerz  kanapek.  W  apartamencie  odebrał  od 
Joanne szal, ściągnął marynarkę i krawat, podwinął rękawy koszuli i rozpalił w kominku. Kolację 
przyniesiono błyskawicznie, akurat gdy skończył. Brad usiadł na kanapie. 

— Nie przysiądziesz się? — zagadnął. 
Joanne nie wiedziała, co ma robić. Przysiadła w pewnej odległości. 
— Kawy? 
— Poproszę. 
Brad nalał kawy. Podziękowała za kanapki, więc zaczął jeść. 
—  Nic  nie  jadłem  na  przyjęciu  —  powiedział.  —  Prawie  cały  czas  rozmawiałem  z 

Reiersenem. Oczywiście, sądziłaś, Ŝe byłem z Eriką. 

— Brad, przepraszam cię! Przykro mi, jeśli się gniewasz. 
— A ja przepraszam za swój chłód, ale nie cieszę się, kiedy kobieta porzuca mnie i zajmuje 

się innym męŜczyzną — choćby był nim Paul. 

— To dlatego, Ŝe myślałam, iŜ zostaniesz z Eriką na noc… 
— Słucham?! Skąd przyszło ci do głowy coś takiego? 
— Pan Reiersen zasugerował mi to niedwuznacznie. Brad zmarszczył brwi. 
— Naprawdę? Czy mogłabyś opowiedzieć mi dokładnie, co ten człowiek ci mówił? 
Joanne opowiedziała mu część rozmowy z Reiersenem, która dotyczyła jej, Brada i Eriki. 
—  Rozumiem…  —  odezwał  się  Brad.  —  Reiersen  to  kłamca  i  manipulator.  Zrobiłby 

wszystko, Ŝeby osiągnąć swój cel — albo spełnić zachciankę Eriki. 

— Ty jesteś ostatnią zachcianką Eriki — zauwaŜyła Joanne. 
—  Rzeczywiście,  nalegała,  Ŝebym  został  z  nią  na  noc  i  zatrzymał  się  u  niej.  Odmówiłem. 

Rozzłościła się bardzo. Pewnie dlatego Reiersen wymyślił intrygę. 

Joanne popatrzyła uwaŜnie na Brada. Odgadując jej myśli, dodał: 
—  Nigdy  nie  byłem  z  Eriką.  Tylko  raz  zatrzymałem  się  w  domu  Reiersenów,  na  jedną  noc, 

zeszłej  zimy.  Rozmawialiśmy  z  ojcem  Eriki  o  interesach,  zaskoczyła  mnie  burza  śnieŜna  i 
zostałem. Ale spałem sam, nie z nią. 

Joanne spadł kamień z serca. 
—  Nie  podoba  mi  się,  Ŝe  znowu  podejrzewałaś  mnie  o  intymny  związek  z  kobietą,  wbrew 

faktom  —  oświadczył  Brad.  —  Nie  Ŝyłem  jak  zakonnik,  ale  nie  jestem  teŜ  kobieciarzem.  Nie 
wiem, dlaczego ty i twój brat uwaŜacie mnie najwyraźniej za takiego człowieka. 

—  Tak?  —  zirytowała  się  Joanne.  —  A  jak  oceniasz  próbę  uwiedzenia  osiemnastoletniej 

męŜatki? 

— Nie wiem, jakie kłamstwa naopowiadała ci Milly, ale nigdy nie próbowałem zbliŜać się do 

męŜatek  ani  kobiet  zaręczonych.  Chyba  Ŝeby  ciebie  uznać  za  kobietę  zaręczoną.  Jeszcze  Ŝadna 
kobieta nie oceniała mnie tak źle jak ty. 

— MoŜe jeszcze dodasz, Ŝe duŜo cię kosztuję, co?! 
Brad szarpnął się. 
— Jeśli zamierzasz mówić mi takie rzeczy, lepiej idź spać — powiedział chłodno. 

background image

Joanne wstała i wyszła. Była bliska płaczu. Dlaczego w ferworze sprzeczki powiedziała coś aŜ 

tak  niemiłego? Wcale  nie  chciała.  PrzecieŜ  zamierzała  tylko  przeprosić  Brada!…  Obawiała  się, 
Ŝ

e zepsuła wszystko. A przecieŜ była w nim zakochana! 

Opadła na poduszkę i zaczęła płakać. Spotkało ją ostatnio zbyt wiele przykrych przeŜyć. 

background image

R

OZDZIAŁ DZIEWIĄTY

 

 
Nie usłyszała pukania ani nawet otwierających się drzwi. 
— Joanne, przestań, nie ma sensu leŜeć i płakać — odezwał się głos Brada, który wrócił spod 

prysznica, w jedwabnym szlafroku. Miał mokre włosy. — Jeśli musisz płakać, moŜesz to zrobić 
na moim ramieniu. — RozłoŜył szeroko ręce. Joanne przytuliła się do  niego,  a on gładził ją po 
plecach. 

— Uspokoiłaś się juŜ? — spytał po dłuŜszej chwili. Uniosła głowę i cofnęła się. Brad podał jej 

chusteczkę. 

— Dziękuję. — Joanne usiadła na krześle. — Chciałabym cię przeprosić. Nie chciałam mówić 

ci  przykrości.  Miałam  zamiar  pójść  i  przeprosić  cię,  ale  bałam  się,  Ŝe  pomyślisz,  Ŝe  robię  to 
dlatego, Ŝeby… 

— Nie martw się juŜ — uspokajał Brad. 
— Obawiałam się, Ŝe nie będziesz więcej chciał się ze mną zadawać. 
—  Coś ty!… Wiesz, jutro są twoje dwudzieste piąte urodziny! — przypomniał. W  tej samej 

chwili  zegar  wybił  dwunastą.  —  Pomogę  ci  rozpiąć  sukienkę,  a  potem,  jeśli  masz  ochotę…  — 
Podszedł i zaczął całować Joanne po spłakanej twarzy. — Bardzo chciałbym, Ŝeby znowu było ci 
ze mną dobrze. 

— Bradzie — spytała nagle — dlaczego wczoraj w nocy wróciłeś na kanapę? 
—  Nie  byłem  pewien,  czy  będziesz  chciała,  Ŝebym  został.  Pomyślałem,  Ŝe  moŜe  rano 

poŜałujesz tego, co zrobiłaś, i poczujesz się okropnie, obudziwszy się ze mną w jednym łóŜku. 

— A dziś, czy zostaniesz ze mną? 
— Chciałabyś tego? 
— Bardzo bym chciała. 
Brad objął Joanne i ową noc znowu spędzili razem, kochając się z rozkoszą i tuląc ciepło. 
 

*

 

*

 

 
I  obudzili  się  razem,  wczesnym  rankiem.  Joanne  opierała  głowę  na  piersi  Brada,  a  on 

obejmował  ją  i  dotykał  brodą  czubka  jej  głowy.  Czuła  bicie  jego  serca.  Pomyślała,  Ŝe  jest 
szczęśliwa. Bardzo szczęśliwa. 

— Dzień dobry! — odezwał się Brad. — Dzień dobry! 
Dopiero  wstawał  dzień,  przez  turkusowe  zasłony  przeświecało  słabo  światło  słońca, 

napełniając sypialnię tajemniczą poświatą. 

— Czas, Ŝebym wstał — oznajmił Brad. — Niedługo przyjedzie samochód, który wynająłem. 

Powinniśmy zjeść porządne śniadanie. 

Joanne chciała się podnieść. 
— Ty zostań w łóŜku. — Brad włoŜył szlafrok. — Czeka cię urodzinowe śniadanie w pościeli. 
—  Nie  pamiętam,  Ŝeby  kiedykolwiek  przyniesiono  mi  śniadanie  do  łóŜka.  —  Joanne 

roześmiała się. 

— W takim razie to będzie pierwszy raz — odpowiedział ze śmiechem Brad. 
— Dlaczego musimy wstawać tak wcześnie? — spytała Joanne. 
— Mam dla ciebie specjalny prezent — zrobimy wycieczkę do Briksdal. To dość daleko. 
— Co jest w Briksdal? — zainteresowała się Joanne. 
— Nie powiem ci, Ŝebyś miała niespodziankę. 

background image

— Jak powinnam się ubrać? 
—  Wystarczą  dŜinsy  i  zwykła  bluzka.  Ach,  przydadzą  się  porządne  buty.  Spakuj  się,  bo 

zostaniemy tam na jeden nocleg. 

Tymczasem przywieziono śniadanie. Brad poszedł otworzyć i po chwili wrócił, pchając przed 

sobą wózek z tacą. 

—  Czary  mary…  —  powiedział,  ściągając  z  tacy  białą  serwetkę.  Znajdował  się  pod  nią 

bukiecik kwiatów. Brad wręczył je Joanne. — Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! 

Joanne była uradowana. 
— Śliczne! — powiedziała. — Wolę takie kwiatki niŜ brylanty! 
—  Cieszę  się,  Ŝe  ci  się  podobają.  Wiele  kobiet  ceni  tylko  brylanty…  —  Następnie  Brad  dał 

Joanne urodzinową kartkę. Napisał na niej coś po norwesku. Joanne zrozumiała tylko jego imię. 
Kartka  przedstawiała  sympatycznego  łosia,  trzymającego  w  pysku  kwiaty.  Wręczał  je  łoszy  o 
długich rzęsach. 

Joanne roześmiała się na głos. 
— Jaka zabawna kartka! — powiedziała. — Co mi napisałeś? 
— Nie jestem pewien, czy uŜyłem właściwych słów. MoŜe przetłumaczę ci je, kiedy poznamy 

się lepiej. 

Joanne  uświadomiła  sobie,  Ŝe  przecieŜ,  choć  zbliŜyli  się  intymnie,  znają  się  od  zaledwie 

czterech dni…! Poczuła się nieswojo. 

— Mam dla ciebie jeszcze jedną rzecz — oznajmił Brad, podając jej coś małego. 
Rozwinęła  prezent  z  papierka  i  znowu  wybuchnęła  śmiechem.  Zobaczyła  drewnianą  figurkę 

paskudnego, kudłatego trolla. 

— To jest troll Olaf, który przynosi szczęście! — wyjaśnił Brad. — Masz świetny gust, więc 

Olaf na pewno ci się spodoba. 

— Pokochałam go od pierwszego wejrzenia — odpowiedziała Joanne. — Dziękuję ci, to moje 

najweselsze urodziny od bardzo dawna! 

—  Dzień  się  dopiero  zaczyna.  Mam  nadzieję,  Ŝe  spotka  cię  dziś  jeszcze  duŜo  więcej 

przyjemności… A teraz, zjedzmy śniadanie. 

Ś

niadanie  było  pyszne.  Niecałą  godzinę  później  siedzieli  juŜ  w  samochodzie  terenowym  z 

napędem  na  cztery  koła.  Spakowali  małe  bagaŜe,  Brad  zabrał  teŜ  kosz  jedzenia.  Ruszyli  na 
północny wschód. 

Dzień  był  piękny.  Na  niebieskim  niebie  widniały  białe  chmury,  jesienne  słońce  ogrzewało 

otaczające  skały  i  rozświetlało  czerwone  i  złote  Uście  drzew.  Wkrótce  samochód  zaczął  mijać 
potęŜne  góry  o  pokrytych  śniegiem  szczytach,  granatowe  fiordy,  malownicze  lasy  i  liczne 
wodospady, małe i duŜe. Joanne siedziała w milczeniu, oszołomiona zachwycającymi widokami. 
Jeszcze nigdy w Ŝyciu nie czuła się tak szczęśliwa! 

Jechali długo, aŜ wczesnym popołudniem Brad zakomunikował: 
— JuŜ dojeŜdŜamy. — Skręcił w las, a potem zatrzymał samochód na polanie. — Zmieniamy 

ś

rodek transportu — oznajmił. 

W cieniu drzew stał szereg kuców, zaprzęgniętych do dwukołowych powozików ze złoŜonymi 

daszkami. Na widok turystów pierwszy z przewoźników pociągnął za lejce i podjechał do Joanne 
i Brada. Wsiedli i ruszyli stromą ścieŜką w górę. Przejechali jakieś półtora kilometra, kiedy ich 
oczom ukazał się  wspaniały wodospad, niknący  w dole fiordu. Rozpadlinę przecinał drewniany 
most.  Wokół  unosiła  się  wodna  mgiełka,  rozszczepiająca  światło  słońca  na  kolory  tęczy. 
Przejechali przez mostek. Joanne była zachwycona. 

Ś

cieŜka wznosiła się dalej. Po krótkim czasie wysiedli i poszli dalej piechotą. Gdy dotarli do 

skraju lasu, Brad zasłonił Joanne oczy i powiedział: 

background image

— Zatrzymaj się, kiedy ci powiem, i dopiero wtedy otwórz oczy. Chodźmy… JuŜ! 
Joanne  popatrzyła  przed  siebie  i  aŜ  dech  jej  zaparło.  Zobaczyła  iskrzący  się  w  słońcu 

lodowiec,  spływający  do  wąskiej  doliny.  Przypominał  ogromnego,  białego  lizaka.  Wtem  od 
lodowca oderwała się z ogłuszającym trzaskiem olbrzymia bryła lodu i runęła w dół. 

— Coś niesamowitego! — zawołała z podziwem Joanne. 
— To jest właśnie Briksdal. Najłatwiej dostępny jęzor lodowca Jostedal. 
— Pierwszy raz w Ŝyciu widzę lodowiec! 
—  Jeśli  chciałabyś  przyjrzeć  mu  się  z  bliska,  organizują  tu  wycieczki  z  przewodnikiem,  po 

bezpiecznej trasie. Jednak na taką wycieczkę będziemy mogli pójść dopiero następnym razem. 

„Następnym  razem…”  —  pomyślała  z  radością  Joanne.  Cieszyła  się,  Ŝe  Brad  chce,  Ŝeby 

znowu wspólnie przyjechali w to miejsce. 

W  dole  z  lodowca  wypływała  woda,  tunelem,  który  wyŜłobiła.  Mimo  ciepłego  dnia  po 

jeziorze pływały bryły lodu. Joanne była oczarowana. 

Usiedli  na  porośniętym  trawą  brzegu,  rozłoŜyli  koc  i  zaczęli  jeść,  popijając  posiłek  białym 

winem. 

— Co myślisz o Paulu? — zagadnął w pewnej chwili Brad. 
— Bardzo go polubiłam — przyznała z wahaniem Joanne. 
— Tak mi się zdawało… 
— Byłam wdzięczna, Ŝe się mną zajął, inaczej tkwiłabym na tym przyjęciu zupełnie sama. 
Brad pocałował Joanne w rękę. 
—  Przepraszam,  Ŝe  cię  zaniedbałem.  Reiersen  chciał  porozmawiać  ze  mną  o  interesach,  i 

wyczułem, Ŝe jest waŜne, Ŝebym posłuchał, co ma mi do powiedzenia. 

Po tej wymianie zdań Joanne i Brad zajęli się przyjemniejszymi sprawami — napili się kawy, 

a potem, gdy spakowali kosz, Brad objął Joanne i oparli się razem o skałę, wystawiając twarze ku 
słońcu. 

Nagle  Joanne  poczuła,  Ŝe  Brad  ją  całuje.  Otworzyła  oczy  i  popatrzyła  na  niego  czule.  Była 

szczęśliwa. 

Pomału robiło się późno. Wrócili do dwukółki. 
— Dziękuję ci za cudowny dzień! — powiedziała Joanne. 
—  Mamy  przed  sobą  jeszcze  wieczór  —  oznajmił  Brad.  —  Pojedziemy  do  Lanadal  —  to 

miasteczko odległe mniej więcej o godzinę jazdy samochodem. Pomyślałem, Ŝeby zatrzymać się 
w  przytulnym  pensjonacie.  Wybrałem  taki,  który  został  zbudowany  przed  stu  dwudziestu  laty 
jako prywatny dom. Zobaczysz, spodoba ci się tam. 

— Na pewno — odparła z zadowoleniem Joanne. 
 

*

 

*

 

 
Lanadal było malowniczo połoŜonym miasteczkiem. Zbudowano je u stóp niewysokiej góry, 

nad  wąską,  wartko  płynącą  pod  kamieniach  rzeką.  WzdłuŜ  uliczek  o  nawierzchni  z  polnych 
kamieni  stały  kolorowe  drewniane  domki.  WzdłuŜ  chodników  stały  staromodne  latarenki. 
Atmosfera była niemal bajkowa. 

Pensjonat  stał  na  stoku  wzgórza.  Był  zielony,  kryty  gontem,  i  miał  pełno  załomów  dachu, 

wieŜyczek i iglic. We wnęce nad drzwiami stała rzeźba trolla. 

Okazało  się,  Ŝe  Brad  zarezerwował  pokój  w  wieŜyczce.  Całkiem  spory  pokój  był  okrągły! 

Piętro niŜej znajdowała się naleŜąca do apartamentu łazienka z ogromną wanną. 

— Co myślisz o tej wannie? — spytał Brad. — UwaŜam, Ŝe bez trudu zmieścimy się w niej 

razem. Masz na to ochotę? 

background image

— Skłamałabym, gdybym powiedziała, Ŝe nie — odparła skromnie Joanne. 
Brad ogromnie się ucieszył. 
—  Potem pójdziemy do  pewnej ciekawej restauracji na urodzinowy obiad —  zaproponował. 

— Co ty na to? 

Joanne była uszczęśliwiona. 
 

*

 

*

 

 
Restauracja  znajdowała  się  po  drugiej  stronie  rzeki.  W  szumiącej  wodzie  migotał  odblask 

księŜycowego światła. Okazało się, Ŝe restauracja została urządzona w duŜej, wiejskiej chacie. W 
dwóch  jej  końcach  stały  stare  piece,  izbę  oświetlały  mosięŜne  lampy  naftowe.  Zamiast  podłogi 
był piasek, stoliki zrobiono z grubo ciosanego drewna. Jedzenie, które szykowali dwaj kucharze 
— bliźniacy, było wyśmienite. Joanne i Brad uraczyli się marynowanymi karczochami, homarem 
w sosie z białego masła oraz krumkake — norweskimi ciastkami, które miały cieniutką warstwę 
ciasta,  całe  zaś  wypełnione  były  pyszną  marmoladą  jeŜynową.  Napili  się  kawy,  a  później  — 
słodkiego wina domowej roboty. 

Wracali spacerkiem, trzymając się za ręce. Było późno i prawie nie było ruchu. Nagle, kiedy 

Joanne  i  Brad  przeszli  moŜe  z  pięćdziesiąt  metrów,  zawarczał  zaparkowany  naprzeciw 
samochód.  Kierowca  oślepił  ich  długimi  światłami  i  ruszył  gwałtownie,  prosto  na  nich, 
wjeŜdŜając  na  chodnik.  Brad  zareagował  szybciej.  Pchnął  Joanne  w  wąskie  przejście  między 
budynkami, skacząc za nią. Samochód przemknął tuŜ obok i odjechał, nie zwalniając. 

Brad podniósł się z ziemi i pomógł wstać Joanne. 
— Nic ci się nie stało? — spytał. 
— Nie. 
— Na pewno? 
— Na pewno. A tobie? 
—  Mnie  teŜ  nie  —  odpowiedział  Brad.  —  Zostań  tu  chwilę.  Pójdę  sprawdzić,  czy  ten 

człowiek nie czai się znów gdzieś w pobliŜu. 

— Idę z tobą! 
— To nie będzie bezpieczne — zauwaŜył Brad. 
— Nie pozwolę, Ŝebyś poszedł sam. 
— Jesteś uparta. 
Brad  wziął  Joanne  za  rękę.  Wyszli  spomiędzy  domów.  Wówczas  ruszył  ku  nim  inny 

samochód,  zatrzymując  się  przy  krawęŜniku.  Joanne  była  przeraŜona.  Zobaczyła,  Ŝe  w 
samochodzie siedzi para, która była wcześniej w  restauracji. MęŜczyzna  wyskoczył z pojazdu i 
zaczął  szybko  tłumaczyć  coś  Bradowi.  Ten  niechętnie  przyznał  mu  rację,  po  czym  wszyscy 
wsiedli  do  samochodu.  Kobieta  pytała  Brada,  czy  nic  im  się  nie  stało  —  Joanne  zdołała  to 
wywnioskować.  Zajechali  pod  pensjonat,  w  którym  się  zatrzymali.  Brad  i  Joanne  podziękowali 
dwojgu Norwegom i poszli w milczeniu do pokoju. 

Dopiero  tam,  w  jasnym  świetle,  Joanne  zobaczyła,  Ŝe  Brad  ma  rozdartą  kurtkę  oraz 

posiniaczony,  podrapany  i  zakrwawiony  policzek.  Dopiero  teraz  Joanne  zdała  sobie  w  pełni 
sprawę, Ŝe gdyby nie jego błyskawiczna reakcja, juŜ by nie Ŝyli. ZadrŜała. 

— Masz krew na twarzy — odezwała się z troską. 
— To tylko zadrapanie. 
— W hotelu na pewno jest apteczka — mówiła Joanne. — Pójdę po nią. 
—  Dziękuję ci,  nie trzeba. Zawsze noszę przy sobie własną apteczkę. — Brad wyjął z torby 

nieduŜe, miękkie pudełko. 

background image

Joanne oczyściła mu twarz wodą utlenioną, a potem posmarowała zadrapania maścią. 
— Dziękuję ci, Joanne. Pocałujesz mnie teraz? 
— Oczywiście! 
Po tych słowach zaczęli całować się delikatnie. Uspokoiło ich to trochę. 

background image

R

OZDZIAŁ DZIESIĄTY

 

 
Rozległo się pukanie do drzwi. Kelner przyniósł kawę i brandy, które zamówił Brad. 
— Przepraszam, Ŝe przeze mnie znalazłaś się w tak niebezpiecznej sytuacji — powiedział. — 

Nasi znajomi z restauracji wyszli wkrótce po nas i zobaczyli, jak samochód rusza na nas. Chcieli 
dzwonić po policję, ale uznałem, Ŝe byłaby to strata czasu. Było ciemno, nikt nie widział numeru 
rejestracyjnego  pojazdu  napastnika.  Nie  rozpoznali  nawet  koloru,  poza  tym,  Ŝe  był  ciemny. 
Policja uznałaby, Ŝe to pijany kierowca stracił na chwilę panowanie nad samochodem, i tyle. 

— A ty jesteś pewien, Ŝe było inaczej? — spytała Joanne. 
— Raczej tak. 
— Zatem wiąŜesz to, co się stało, z niepokojącymi wydarzeniami w twojej norweskiej firmie? 
—  Owszem.  Postanowili  mnie  zabić,  i  zrobić  to  z  dala  od  Bergen.  Kierowca  przyjechał 

pewnie do Lanadal przed nami i czekał na okazję. 

— Skąd mógł wiedzieć, Ŝe jedziemy do Lanadal? 
—  Mówiłem  o  tym  wielu  ludziom  —  przyznał  Brad.  —  Ty  dowiedziałaś  się  jako  ostatnia. 

Kiedy Erika proponowała mi, Ŝebym u niej został, powiedziałem w pewnej chwili, Ŝe wybieram 
się z tobą do Lanadal. Mówiłem Heldze, która pakowała nasz kosz z jedzeniem. Firmie, w której 
poŜyczyłem  samochód,  teŜ  wyjaśniłem,  dokąd  jadę.  Poinformowałem  Paula,  gdzie  będę.  Na 
pewno o naszym wyjeździe dowiedziały się przy okazji jeszcze inne osoby. 

— Kto moŜe za tym wszystkim stać? 
— Przeanalizowawszy całą sprawę, doszedłem do wniosku, kto to musi być — oznajmił Brad. 

— To jedyna sensowna  wersja. Człowiek, który  chce mnie zniszczyć, jest bogaty i wpływowy. 
Mało kto podejrzewałby go o zlecanie pospolitych przestępstw. 

— Czy wiesz, dlaczego próbowałby cię zniszczyć? — zapytała Joanne, zdziwiona. 
—  Ma  dwa  powody.  Po  pierwsze,  równieŜ  jest  właścicielem  morskiej  linii  przewozowej  — 

czyli moim konkurentem. Drugi powód to coś, co zaczęło się jeszcze przed pięćdziesięciu laty, 
kiedy nasi dziadkowie byli młodzi i przyjaźnili się. JuŜ jego i mój dziadek byli właścicielami linii 
przewozowych, ale klientów starczało dla nich obu; Norwegia ma bardzo długą linię brzegową. 
Niestety, obaj młodzi męŜczyźni zakochali się w tej samej dziewczynie. KaŜdy się oświadczył i 
dziewczyna  wybrała  mojego  dziadka.  Jego  rywal  poprzysiągł  mu  zemstę  i  odtąd  stał  się  jego 
wrogiem.  Gdy  odziedziczyłem  po  dziadku  linię  Dragon,  ów  Ŝyjący  jeszcze  wróg  dziadka 
zaproponował  mi  kupno  firmy.  Muszę  przyznać,  Ŝe  oferował  naprawdę  wysoką  cenę.  Nie 
zgodziłem  się  jednak  sprzedać  linii  Dragon,  poniewaŜ  dziadek  Ŝyczył  sobie,  aby  pozostała  w 
rodzinie. Następnie człowiek, o którym mówię, złoŜył mi jeszcze dwie kolejne oferty kupna linii. 
Odrzuciłem je. 

— Dlaczego aŜ tak zaleŜy mu na linii Dragon? — zainteresowała się Joanne. — Czy obecnie 

konkurencja jest większa niŜ kiedyś? 

—  Nie, ale mógłby chcieć przejąć firmę dziadka i zlikwidować ją. Uznałby,  Ŝe wyrównał w 

ten  sposób  rachunki.  Widzisz,  mam  powody,  Ŝeby  go  podejrzewać,  ale  nie  mam  dowodów,  na 
których podstawie mógłbym go o cokolwiek oskarŜyć. 

—  Rozumiem…  —  zafrasowała  się  Joanne.  —  Ale  jeŜeli  nic  nie  zrobisz,  będzie  powtarzał 

akty sabotaŜu. 

— Jestem o tym przekonany. Ale i tak nie sprzedam firmy Dragon. 
— Czy ten człowiek nie wie, Ŝe nie poddajesz się łatwo? 

background image

—  Być  moŜe  nie  wie.  Ale  i  on  nie  poddaje  się  łatwo.  Do  tego  jest  bezwzględny.  Skoro  nie 

chcę  ustąpić,  posunął  się  do  zamachu  na  moje  —  i  twoje  —  Ŝycie.  Choć  mogło  być  to  tylko 
ostrzeŜenie.  MoŜe  kierowca  miał  zamiar  nas  minąć.  Jednak  jeśli  wciąŜ  będę  obstawał  przy 
swoim…  Gdyby  mnie  zabrakło,  mój  koncern  odziedziczyłby  mój  brat,  Blake.  Z  nim  poszłoby 
naszemu nieprzyjacielowi o wiele łatwiej — tłumaczył  Brad. —  Blake jest, niestety, większym 
kobieciarzem niŜ biznesmenem. Mimo Ŝe ma Ŝonę i dwoje dzieci! Jak się domyślasz, potrzebuje 
duŜo  pieniędzy  na  swoje  rozrywki;  jestem  więc  przekonany,  Ŝe  bez  wahania  sprzedałby  linię 
Dragon. 

— Co zamierzasz zrobić? — spytała Joanne. 
—  Być  moŜe  jedynym  wyjściem  jest  znalezienie  przeze  mnie  dowodów  obciąŜających 

bezpośrednio  zleceniodawcę  zamachów.  Kiedy  juŜ  będę  je  miał,  pewnie  sam  się  wycofa.  Nie 
zaryzykuje  utraty  dobrej  reputacji.  Jest  dumą  miejscowej  społeczności  i  powszechnie  znanym 
sponsorem  kościelnych  akcji  dobroczynnych.  Jutro  po  powrocie  do  Bergen  porozmawiam  z 
Paulem, moŜe uda nam się wypracować wspólnie jakąś strategię. 

— Czy Paul wie, kim jest twój wróg? 
— Nie. Nie mówiłem mu dotąd, bo byłem ciekaw, czy sam, niezaleŜnie ode mnie, dojdzie do 

tych samych wniosków. Nie ma jednak czasu dłuŜej czekać… 

 

*

 

*

 

 
Nazajutrz był kolejny piękny, słoneczny dzień. Zaraz po śniadaniu Joanne i Brad pojechali do 

Bergen. Brad, choć z pozoru spokojny, raz po raz zerkał w lusterko i zwracał uwagę na widoczne 
wokół pojazdy. Zatrzymali się po południu na obiad, przy restauracji dla kierowców. 

— Masz ochotę zjeść w środku czy na zewnątrz? — spytał Brad. 
— Wolę na dworze. Jest tak ładnie. 
Restauracja miała taras pełen kwiatów. Usiedli przy małym stoliku, z widokiem na wijącą się 

po górach drogę. 

— Zadzwonię do Paula — powiedział Brad. 
— Oczywiście. 
Brad wybrał numer i powiedział do Paula: 
— Późnym popołudniem będziemy z powrotem w Bergen. Chciałbym z tobą pomówić… — 

Słuchał  chwilę.  —  Tak,  chyba  tak  będzie  najlepiej…  Naprawdę?…  Nie  jesteś  ranny?…  — 
zaniepokoił się. — Całe szczęście. UwaŜaj na siebie. Do zobaczenia. 

— Czy z Paulem wszystko w porządku?… — zaniepokoiła się Joanne. 
—  Tak, dzięki Bogu. Wczoraj wieczorem  był na jednym z naszych nabrzeŜy. Rozmawiał ze 

straŜnikiem,  który  gonił  wcześniej  intruza.  Nagle  nad  Paulem  urwał  się  hak  dźwigu.  Spadł  tuŜ 
obok niego, ale nie zrobił mu krzywdy. 

Joanne zadrŜała. Coraz bardziej bała się o Brada. 
— Widzę, Ŝe niepokoisz się o Paula — odezwał się. — CzyŜbyś coś do niego poczuła? 
— Coś ty? Nie. Polubiłam go, to wszystko. 
— Paul i tak jest beznadziejnie zakochany w Erice. 
— Mówił mi. 
Brad uniósł brwi. 
— Myśląc, Ŝe jestem z Eriką, poprosiłaś go, Ŝeby odwiózł cię do domu? — upewnił się. 
—  Najpierw  chciałam  wziąć  taksówkę  —  odpowiedziała  Joanne.  —  Ale  pan  Reiersen 

powiedział,  Ŝe  w  okolicy  odbywa  się  kilka  duŜych  imprez  i  Ŝe  w  związku  z  tym  nie  zdołam 

background image

nigdzie  znaleźć  wolnej  taksówki.  To  on  zasugerował,  Ŝebym  poprosiła  o  przysługę  Paula. 
Myślałam, Ŝe samochód Paula jest w naprawie, poniewaŜ wypadł z drogi, ale… 

— Mówiłaś o tym Reiersenowi? — przerwał Brad. 
— Tak. Ale nie powiedziałam, Ŝe nastąpiła awaria hamulców. 
— I co na to Reiersen? — chciał się dowiedzieć Brad. 
— To on powiedział, Ŝe słyszał, iŜ zepsuły się hamulce i Ŝe widocznie Paul juŜ je naprawił. 
— Co jeszcze mówił? 
— Nazwał Paula dynamicznym młodym człowiekiem i dodał, Ŝe sam chętnie by go zatrudnił, 

gdyby  nie  pracował  u  siebie.  Reiersen  wspomniał  o  Mussenie!…  Powiedział,  Ŝe  Paulowi  nie 
zajęło zbyt wiele czasu dotarcie do Mussena! 

— Czy na pewno Reiersen pierwszy wymienił nazwisko Mussena? — wypytywał Brad. 
—  Tak.  Pierwszy  i  ostatni.  Wówczas  nie  mogłam  sobie  dokładnie  przypomnieć,  kto  to  jest 

Mussen. 

— Zdaje się, Ŝe kiedy Reiersen to mówił, nie był całkiem trzeźwy? 
— Nie był… 
 

*

 

*

 

 
Gdy dojeŜdŜali do Lofoten, ściemniało się. W holu, przed kominkiem, czekał Paul. Brad oddał 

Heldze kosz z resztkami jedzenia, dziękując. 

— Mam nadzieję, Ŝe wycieczka się udała? — odezwała się Helga. 
— Och, zdecydowanie! — odparł. 
— Powiem Edvardowi, Ŝeby wniósł na górę państwa bagaŜe. 
— Jak wypadła podróŜ urodzinowa? — zagadnął pogodnie Paul. 
— Wspaniale — odpowiedziała Joanne. — To był piękny dzień. 
—  ChociaŜ  spotkało  nas  przykre  zdarzenie  w  Lanadal  —  wtrącił  Brad.  Opowiedział  o 

niebezpiecznej przygodzie z rozpędzonym samochodem na chodniku. 

Paul aŜ gwizdnął. 
— To mogło skończyć się dla was fatalnie! — skomentował. — Mechanik, który oglądał mój 

samochód,  nie  ma  wątpliwości,  Ŝe  ktoś  celowo  uszkodził  układ  hamulcowy.  Próbują  zabić 
zarówno ciebie, jak i mnie. Co robić? 

— Przyszło mi coś do głowy — uspokoił Brad. Joanne zaczęła nalewać pozostałym herbatę, 

którą przyniosła Helga. 

— Proszę, widzę, Ŝe urządziliście sobie małe spotkanie! — odezwał się nagle kpiący głos. 
NaleŜał do Eriki. Patrzyła z góry lodowatym spojrzeniem. Dwaj męŜczyźni wstali grzecznie. 
— MoŜe do nas dołączysz? — zaprosił Brad. 
— Chciałam pomówić z tobą w cztery oczy — odparła. 
— MoŜe w takim razie przejdziemy się — odezwał się Paul do Joanne — a oni… 
—  Nie  ma  potrzeby  —  przerwał  Brad.  —  MoŜecie  usłyszeć  to,  co  ma  mi  do  powiedzenia 

Erika. 

— Proszę bardzo, jeśli chcesz — odpowiedziała Erika. Spojrzała na Joanne. — Mam coś dla 

pani. Zostawiła to pani na przyjęciu. — Oddała jej srebrną torebkę. 

— Dziękuję. 
— Dziwię się, Ŝe jest pani tak spokojna — zadrwiła Erika. 
— O co ci chodzi? — zniecierpliwił się Brad. 

background image

—  Nie  wiem,  czy  wiesz,  ale  twoja  sekretarka  sprzedaje  poufne  informacje!  —  oznajmiła 

Erika. — Tata słyszał plotki o jakichś kłopotach w firmie Dragon, spytał więc o nie panią Joanne. 
Odparła, Ŝe odpowie, ale nie za darmo! Był zaszokowany. 

— Co za okropne kłamstwo! — krzyknęła Joanne. 
— Kłamstwo? — odpowiedziała Erika. — To skąd wzięły się pieniądze? 
— Jakie pieniądze? — zdziwiła się Joanne. 
— Zajrzyj pani Winslow do torebki, Bradzie — zaproponowała Erika. 
—  Co  ty  sobie  wyobraŜasz?  —  zirytował  się  Brad.  —  Nie  mam  zamiaru  grzebać  w  torebce 

pani Winslow. 

—  To  patrz!  —  Z  tymi  słowami  Erika  wyrwała  z  powrotem  Joanne  torebkę  i  wysypała  jej 

zawartość  na  stół.  Na  blacie,  pośród  przyborów  kosmetycznych,  znalazł  się  gruby  plik  koron 
norweskich.  Joanne  spojrzała  na  niego  z  zaskoczeniem.  —  Widzisz?  —  skomentowała  z 
triumfem w głosie Erika. 

— Dość tego! — rzucił Brad. — Ufam pani Winslow. 
— MoŜe powinieneś najpierw spytać ją, skąd ma te pieniądze? 
—  Nie  wiem,  kto  włoŜył  je  do  mojej  torebki  —  wtrąciła  Joanne  —  ale  przychodzi  mi  do 

głowy, Ŝe mógł to zrobić pani ojciec. 

— Jak śmiesz?! 
—  Paulu  —  odezwał  się  spokojnie  Brad  —  czy  mógłbyś  odprowadzić  Erikę  do  jej 

samochodu? 

— Oczywiście — zgodził się natychmiast Paul. — Za ile czasu mam się pokazać? 
— Za piętnaście minut. 
— Dobrze. 
Brad, zebrawszy rzeczy ze stołu, wziął Joanne za rękę i poszedł z nią do pokoju. 
—  Proszę  cię,  powiedz  mi  dokładnie  wszystko,  co  jeszcze  mówił  Reiersen  na  temat  firmy 

Dragon — polecił. 

—  Powiedział,  Ŝe  słyszał  plotkę  o  powtarzających  się  kłopotach.  śe  podobno  w  jednym  z 

hoteli  firmy  wybuchł  poŜar.  Reiersen  chciał  dowiedzieć  się,  jakie  kroki  w  związku  z  tym 
podejmujesz. Pytał, czy chcesz zwrócić się do policji. Odpowiedziałam, Ŝe nie wiem, a wtedy on 
stwierdził, Ŝe być moŜe potrzebuję czasu, aby to przemyśleć, i dodał, Ŝe waŜne informacje mogą 
czasem  przynieść  bardzo  duŜe  dochody.  Zrelacjonowałam  zresztą  wszystko  szczegółowo 
Paulowi. 

—  Coś  podobnego!  —  Bradowi  błyszczały  oczy.  —  Czy  moŜesz  spróbować  powtórzyć  mi 

całą rozmowę z Reiersenem, słowo po słowie — jeśli, oczywiście, wszystko pamiętasz? 

Joanne  odtworzyła  z  pamięci  rozmowę.  Była  na  tyle  szczególna,  Ŝe  Joanne  szybko  jej  nie 

zapomni… 

— Dam mu w kość! — zapowiedział z gniewem Brad, wysłuchawszy uwaŜnie opowieści. — 

Przepraszam cię, to wszystko moja wina. Wyłącznie przeze mnie znalazłaś się w mackach tego 
nikczemnika!  I  to  pijanego…  Całe  szczęście,  Ŝe  alkohol  rozwiązał  mu  język.  Pewnie  kiedy 
Reiersen  wytrzeźwiał,  domyślił  się,  Ŝe  powiesz mi,  co  ci  zaproponował,  więc  włoŜył  do  twojej 
torebki duŜą sumę pieniędzy, Ŝeby cię skompromitować. 

Rozległo się pukanie do drzwi — minęło piętnaście minut. Wszedł Paul. 
—  Wszystko  juŜ  wiesz?  —  upewnił  się.  Brad  skinął  głową.  —  Wiesz,  zastanawiałem  się 

ostatnio  nad  Reiersenem  —  oznajmił  Paul.  —  A  kiedy  Joanne  powiedziała  mi,  Ŝe  próbował  ją 
przekupić,  pomyślałem,  Ŝe  chyba  moje  podejrzenia  są  trafne.  Zamierzałem  o  nich  z  tobą 
porozmawiać. Teraz jeszcze doszła sprawa tych pieniędzy w torebce… 

— Nie sądzisz, Ŝeby podłoŜyła je sama Erika? — spytał Brad. 

background image

— Przyszło mi to do głowy. Erika byłaby do tego zdolna. Kiedy jednak spytałem, skąd miała 

torebkę  Joanne,  wywnioskowałem  z  tonu  opowieści  Eriki,  Ŝe  to  nie  ona.  Mówiła,  jak  jeden  ze 
słuŜących  przyniósł  jej  torebkę,  Ŝe  zdawało  jej  się,  iŜ  to  torebka  Joanne,  zajrzała  do  środka, 
znalazła tam pieniądze. Przysięgała, Ŝe to nie ona je włoŜyła. Raczej jej wierzę. 

— Myślę, Ŝe słusznie — ocenił Brad. 
— A więc ty takŜe sądzisz, Ŝe za wszystkim stoi Reiersen? — zapytał Paul. 
—  Myślałem tak juŜ od  pewnego  czasu. Nie miałem tylko dowodów. Ale Reiersen wygadał 

się po pijanemu przed Joanne, a ona dobrze zapamiętała jego słowa. Teraz mamy ślad. 

Brad schował zwitek pieniędzy do kieszeni. 
— Jedziesz przyprzeć Reiersena do muru? — upewnił się Paul. 
— Chcę to zrobić, ale najpierw zamierzam porozmawiać z Mussenem. 
— Pojechać z tobą? 
— Nie, wolę, Ŝeby Joanne nie zostawała tu sama. UwaŜajcie, proszę, na siebie. 
— Mnie nic się nie stanie — zaprotestowała Joanne. — Myślę, Ŝe będzie o wiele lepiej, jeŜeli 

pojedziecie we dwóch. 

— Ona chyba ma rację — skomentował Paul. Brad wyglądał na zupełnie nie przekonanego. 
—  Jeśli  chcesz,  obiecuję,  Ŝe  zamknę  się  na  klucz  i  nie  będę  ruszać  się  z  apartamentu  — 

powiedziała Joanne. 

—  A  tobie,  Bradzie,  moŜe  przydać  się  świadek  rozmów  z  Mussenem  i  Reiersenem  — 

zauwaŜył Paul. 

— Dobrze — zgodził się Brad. 
 

*

 

*

 

 
Joanne czekała, niepokojąc się bardzo. Brad i Paul wrócili po dwóch godzinach, cali i zdrowi. 
— Czy wszystko w porządku? — upewniła się. 
—  Tak,  dzięki  tobie  —  odpowiedział  Brad.  —  Dzięki  temu,  Ŝe  zapamiętałaś  nazwisko 

Mussena. 

— Co z nim? — spytała. 
—  Porozmawialiśmy  szczerze.  Jak  wiesz,  Mussen  miał  głęboki  Ŝal  do  firmy  o  to,  Ŝe 

zwolniono  jego  brata.  OtóŜ  dzisiaj  Mussen  przyznał  się  nam,  Ŝe  zgłosił  się  do  niego  niejaki 
Andersen  i  zapłacił  mu  za  zemszczenie  się  na  firmie  Dragon  w  zasugerowany  przez  siebie 
sposób. Trzeba ci wiedzieć, Ŝe Andersen to jeden z najwyŜej postawionych ludzi Reiersena. 

— Coś takiego! 
—  Kiedy  złapano  Mussena  —  kontynuował  Brad  —  i  przywrócono  do  pracy  jego  brata, 

Mussen  zdał  sobie  sprawę,  Ŝe  źle  postąpił.  Powiedział  Andersenowi,  Ŝeby  znalazł  sobie  kogo 
innego  do  realizacji  swoich  niecnych  planów.  Wyjaśniłem  Mussenowi,  do  jak  powaŜnych 
zdarzeń  ostatnio  doszło.  Przeraził  się  i  podał  nam  nazwiska  ludzi,  którzy  jego  zdaniem  są  na 
usługach  Andersena…  Uzbrojeni  w  te  informacje  pojechaliśmy  z  Paulem  do  Reiersena. 
Postanowiłem  posłuŜyć  się  małym  blefem.  Najpierw  oddałem  Reiersenowi  pieniądze,  które 
włoŜył do torebki Joanne, a potem — nie wspominając o Mussenie — wymieniłem kilka nazwisk 
i  oznajmiłem,  Ŝe  jeśli  akty  sabotaŜu  nie  ustaną,  zwrócimy  się  do  organów  ścigania,  oraz  Ŝe 
dysponujemy szczegółową wiedzą na temat jego działań, którą przedstawimy policji. Obawiając 
się, Ŝe na tym skończy się jego kariera, Reiersen ustąpił. Przypuszczałem, Ŝe tak zrobi. Udało się! 

—  Przyznał  się  przed  wami  do  organizowania  tych  wszystkich  zamachów?!  —  zdziwiła  się 

Joanne. 

background image

—  O,  nie.  Na  to  jest  za  inteligentny.  Powiedział  po  prostu,  Ŝe  jest  pewien,  iŜ  teraz  nie 

będziemy  juŜ  mieli  więcej  kłopotów…  Wyobraź  sobie,  Ŝe  później  spytał,  czy  jednak  nie 
przystanę  na  propozycję,  jaką  złoŜył  mi  podczas  przyjęcia  —  ciągnął  Brad.  —  Pamiętasz, 
mówiłem ci, Ŝe rozmawialiśmy z Reiersenem o interesach? 

— Pamiętam. 
—  Mówiąc  w  skrócie,  zaproponował  połączenie  naszych  koncernów  drogą  zawarcia  przeze 

mnie małŜeństwa z Eriką. Miałbym kierować wszystkim i mieszkać w Norwegii. „Czas, Ŝeby ster 
firmy przejął ktoś młodszy — mówił. — Gdybym miał syna, juŜ przekazałbym mu fotel prezesa. 
Mam  prawie  siedemdziesiąt  cztery  lata.  Kiedy  umrę,  będzie  pan  miał  absolutną  władzę  nad 
połączonym koncernem”. 

— Jak rozumiem, podczas przyjęcia odrzuciłeś jego propozycję?… — upewniła się Joanne. 
—  Owszem.  I  myślę,  Ŝe  dlatego  zaszarŜował  na  nas  ten  kierowca  w  Lanadal.  A  dziś,  w 

obecności Paula, Reiersen zaoferował oddanie mi wszelkiej władzy  nad połączoną firmą, kiedy 
tylko  urodzi  się  pierwsze  dziecko  Eriki  i  moje  —  jego  wnuk.  Oczywiście,  odmówiłem. 
Powiedziałem  Reiersenowi,  Ŝe  mam  zamiar  wrócić  do  Wielkiej  Brytanii,  poufne  materiały  na 
jego  temat  zdeponować  w  banku  i  pozostawić  tu  Paula,  aby  dalej  kierował  dla  mnie  firmą 
Dragon. 

— A co na to Paul? — pytała Joanne. 
— Uwielbia Norwegię i ciągle ma nadzieję zwrócić na siebie uwagę Eriki. 
— PrzecieŜ Erika kocha ciebie! 
— To tylko zepsute dziecko. Zdaje jej się, Ŝe się we mnie zakochała. Ale kiedy zniknę, moŜe 

przekonać  się  do  Paula.  śyczę  im  tego,  choć  małŜeństwo  z  nią  to  bardzo  ryzykowna  rzecz… 
Tymczasem  zarezerwuję  ci  na  jutro  rano  lot  do  Londynu.  Zobaczę,  moŜe  za  dzień  czy  dwa  ja 
takŜe wrócę juŜ do domu. Nie powinienem był zmuszać cię do przyjazdu tutaj… 

—  MoŜe  wynikło  z  tego  coś  dobrego?…  —  odpowiedziała  niepewnie  Joanne.  Ogarnął  ją 

głęboki smutek. 

— Popełniłem tyle błędów! — ciągnął Brad, jak gdyby jej nie słyszał. — A wszystko dlatego, 

Ŝ

e denerwowało mnie, iŜ z góry mnie osądziłaś, i to opierając się na pogłoskach. To Blake, nie ja, 

ma reputację kobieciarza. Naprawdę nie wiem, dlaczego jego Ŝona jeszcze z nim jest. 

— Być moŜe go kocha — stwierdziła Joanne. 
— Być moŜe. ChociaŜ mój brat nie zasługuje na jej miłość… 
—  Bradzie…  Przepraszam,  Ŝe  tak  niezasłuŜenie  cię  osądziłam!  —  powiedziała  Joanne. 

Gdybyś nie zachowywał się w taki sposób, gdy się poznaliśmy, nie zmusił mnie do wyjazdu… — 
Urwała. 

—  Tego  wieczora,  kiedy  się  poznaliśmy,  gdy  zrozumiałem,  co  robisz  i  co  o  mnie  myślisz, 

postanowiłem podjąć z tobą grę… — przyznał z westchnieniem Brad. — Chciałem cię przerazić, 
Ŝ

eby  dać  ci  nauczkę…  I,  Ŝeby  wszystko  było  jasne:  nigdy  nie  zamierzałem  zbliŜać  się  w 

jakikolwiek sposób do Milly. Szczerze mówiąc, nie jest w moim typie.  Kiedy powiedziałem ci, 
Ŝ

e  zawsze  traktowałem  ją  jedynie  jako  miłą,  dobrą  sekretarkę,  mówiłem  prawdę.  Poza  tym 

rzeczywiście nie miałem pojęcia, Ŝe jest męŜatką. Nigdy nie nosiła obrączki ani nie wspominała 
o tym, Ŝe ma męŜa. 

— Wierzę ci — odpowiedziała Joanne. — Zresztą Paul takŜe powiedział, Ŝe sądził, iŜ Milly 

jest  panną.  Ale  nie  potrzebuję  potwierdzenia  z  jego  ust,  Ŝeby  ci  wierzyć.  Kiedy  zaczęłam  cię 
poznawać, zorientowałam się, Ŝe nie zachowujesz się jak kobieciarz. 

— A jednak uwiodłem cię… — stwierdził Brad. 

background image

— Nieprawda. Postąpiłam z własnego wyboru. I nie Ŝałuję. śałuję natomiast, Ŝe posłuchałam 

Miłly.  WyobraŜała  sobie  tylko,  Ŝe  powaŜnie  się  nią  zainteresowałeś.  PrzecieŜ  mówiłeś  mi,  Ŝe 
traktujesz ją wyłącznie jako dobrą sekretarkę. Powinnam była ci uwierzyć. 

— A jednak źle z tobą postępowałem — skwitował Brad. — Nie chcę więcej tego robić. 
— Ale… Czy nie uwaŜasz, Ŝe odesłanie mnie z powrotem do Londynu będzie złe? — zapytała 

Joanne.  Tak  bardzo  pragnęła  być  z  Bradem!  —  Mówiłeś,  Ŝe  potrzebny  ci  ktoś,  kto  by  ci 
towarzyszył,  z  kim  przeŜywałbyś  wszystko,  co  się  dzieje.  Jeśli  nie  kochasz  Eriki,  to  moŜe  ja 
mogę zostać taką osobą? 

—  Nie chcę  ciągnąć z tobą romansu — odparł  Brad. Ukrył twarz w dłoniach. — MoŜesz tu 

zostać tylko pod warunkiem, Ŝe naprawdę chcesz ze mną być. Wyjść za mnie. 

Joanne nie wierzyła własnym uszom. 
— CzyŜbyś chciał się ze mną oŜenić?… — upewniła się. 
—  Bardzo  bym  chciał.  Całe  Ŝycie  czekałem  na  kobietę,  która  będzie  wyglądać  tak,  jak  ty, 

cieszyć się Ŝyciem tak, jak ty się cieszysz, śmiać się z tego samego co ja, całować mnie tak, jakby 
mnie kochała… Tylko czy mnie kocha? 

— Kocham cię! 
— Tak bardzo się cieszę! Gdybyś wróciła spokojnie do Londynu, nie wiem, co bym ze sobą 

począł. 

—  Ogromnie  chciałabym  za  ciebie  wyjść!  —  zapewniła  Joanne.  —  Zostanę  z  tobą  w 

Norwegii. 

— Chcę tylko, Ŝebyś odesłała od razu jutro rano pierścionek zaręczynowy Trevora. 
—  Dobrze. JuŜ z  nim zerwałam. Nie wiesz, ale zatelefonowałam do  niego z  lotniska,  bo juŜ 

wtedy zdałam sobie sprawę, Ŝe wolę być z tobą niŜ z Trevorem. 

—  Skoro  tak,  czuję  się  wspaniale!  —  oznajmił  Brad.  —  Mam  pomysł:  weźmiemy  razem 

prysznic, a potem pojedziemy do restauracji! 

— Wzięłam juŜ prysznic — ale myślę, Ŝe drugi będzie bardzo przyjemny… 
Brad wziął Joanne za rękę i poprowadził przez sypialnię do łazienki.  Jego wzrok spoczął na 

urodzinowej pocztówce, stojącej na nocnym stoliku. Brad przystanął. 

—  Skoro  chcesz  za  mnie  wyjść,  powiem  ci,  co  napisałem.  —  Uśmiechnął  się.  — 

„Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin dla mojej sarenki. Postscriptum: Kocham cię!!!”