background image

Candace Schuler KIERUNEK - MIŁOŚĆ

ROZDZIAŁ

Goniące   za   sensacją   ilustrowane   czasopisma   nadały   jej   przezwisko 

Hollywoodzkiej Królowej Lodu. Tym razem trafiły w sedno, rozmyślał 

Rafe,   wpatrując   się   w   zdjęcie   kobiety   zdobiące   okładkę   „National 

Enquirer”. Kobiety niewiarygodnie pięknej - jeżeli komuś odpowiadał typ 

urody   Grace   Kelly   -   emanującej   chłodem   i   nieprzystępnej.   Jemu   nie 

odpowiadał.

Ciemna szatynka o delikatnych rysach z włosami ściągniętymi do tyłu i 

upiętymi   w   kok   przywodziła   na   myśl   zwiewne   tancerki   baletów 

klasycznych.   Ogromne,   szafirowe   oczy   w   rzeczywistości   zapewne   nie 

miały tak intensywnej barwy jak na fotografii, pomyślał uszczypliwie. To 

dzięki   umiejętnemu   i   dyskretnemu   makijażowi   rzęsy   były   tak   gęste   i 

długie,   a   brwi   zarysowane   w   piękne   łuki.   Nos   wąski,   arystokratyczny, 

skóra jasna i bez skazy -jak z alabastru albo z płatków róż.

Jedynie   usta   wskazywały,   że   pod   tą   idealną   powłoką   mogła   kryć   się 

prawdziwa   kobieta.   Zarys   jej   warg   był   zachwycający.   Górna;   jakby 

dziecięca, nadawała twarzy wyraz niewinności. Dolna, pełna i zmysłowa, 

kojarzyła się z ogniem płonącym w kominku i czerwonymi, jedwabnymi 

prześcieradłami.

Jednak wyniosły uśmiech malujący się na tych kuszących wargach psuł 

całe wrażenie. Był to bowiem zdecydowanie fałszywy uśmiech, w którym 

na próżno by szukać kobiecego ciepła. Z wielkich, szafirowych i zimnych 

oczu   wyzierało   zniecierpliwienie   i   niezadowolenie,   jakby   to,   na   co 

1

background image

patrzyła, zupełnie jej nie interesowało. Oczywiście, miała przecież przed 

sobą tylko grupę reporterów wykonujących swą pracę.

Rafe Santana posłał ostatnie spojrzenie kobiecie, której dłoń obejmowała 

ramię Dona Johnsona, i rzucił pismo na stos magazynów ilustrowanych i 

różnych innych czasopism związanych z przemysłem filmowym, tuż obok 

swych stóp, opartych na blacie biurka. W każdym z nich można się było 

natknąć na informacje o pięknej pannie Claire Kingston. Przejrzał połowę 

i doszedł do wniosku, że nie musi czytać reszty, żeby dowiedzieć się, jaką 

w istocie jest kobietą.

Dobrze znał ten typ, pomyślał, patrząc jeszcze raz na zdjęcie, z którego 

spoglądały   na   niego   oczy   pełne   grzecznego   lekceważenia.   Oto 

księżniczka.   Rozpieszczona,   uprzywilejowana   dzięki   pieniądzom   i 

właściwemu, bo anglosaskiemu  pochodzeniu. Och, tak, dobrze znal ten 

typ. Miewał już do czynienia z takimi kobietami i niestety doświadczenia 

te nie należały do najprzyjemniejszych.

A tego popołudnia czekało go spotkanie właśnie z nią i rozmowa, od 

której zależała jego najbliższa przyszłość.

- Co, u licha, taka kobieta może wiedzieć o produkcji filmów? - mruknął 

do siebie ze złością.

- Mówiłeś coś? – spytała młoda kobieta, odrywając oczy od komputera.

Była śniada, ciemnowłosa i ciemnooka jak jej pracodawca. Jego młodsza 

siostra, piąte z kolei dziecko spośród siedmiorga rodzeństwa.

- Claire Kingston. - Rafe wskazał na okładkę pisma. - Co, u licha, ona 

może wiedzieć o produkcji filmów?

-  Z   pewnością   sporo   -  odparła   Pilar   Santana.   -  Uważa   się,   że   jest  w 

Hollywood   jedną   z   najbardziej   obiecujących   producentek   młodego 

2

background image

pokolenia.

- Gruba przesada - burknął.

- „Para za parą”, „Wszystko jasne”, „Obietnica”, „Diabelska gra”, „Dni 

chwały”. - Pilar wymieniła tytuły ostatnich pięciu filmów, które powstały 

przy udziale Claire Kingston. Nie musiała dodawać, że wszystkie cieszyły 

się   wielkim   powodzeniem,   gdyż   o   tym   jej   brat   doskonale   wiedział.   - 

Według mnie to bardzo zdolna i fachowa producentka.

- Asystentka producenta  - poprawił ją Rafe. - I zapewne nie miałaby 

takiej opinii, gdyby nie jej sławna rodzina.

- Co? - roześmiała się Pilar. - Czy mam rozumieć, że ty byś mnie nie 

zatrudnił, gdybym nie była twoją siostrą?

- Wszyscy, którzy mają do czynienia z przemysłem filmowym, wiedzą, 

że   to   matka   Claire   rządzi   Wytwórnią   Kingston,   podpisuje   wszystkie 

umowy   i   nadzoruje   produkcję.   Bracia   albo   grają   główne   role,   albo   są 

szefami ekipy operatorów. A ojciec reżyseruje. Jak wynika z lektury tych 

pism   -   Rafe   potrącił   butem   stos   ilustrowanych   magazynów   -   Królowa 

Lodu spędza czas głównie na przyjęciach i premierach i z punktu widzenia 

zawodowego   jest   z   pewnością   przereklamowana.   W   najlepszym   razie 

wykonywała jakieś zlecone przez producenta czynności.

- Czy nie osądzasz jej zbyt surowo? Może jest bardzo kompetentną i miłą 

osobą.

- Wątpię. - Rafe w zamyśleniu jeszcze raz spojrzał na fotografię. Claire 

Kingston   odpowiedziała   mu   uśmiechem   pięknej,   władczej   księżniczki. 

Lodowato zimnym.

- Miła czy nie, powinieneś znaleźć jakiś sposób, żeby stosunki między 

wami dobrze się układały - stwierdziła Pilar. - Przecież macie ze sobą 

3

background image

przez pewien czas współpracować. O ile ona w ogóle zaangażuje cię jako 

reżysera „Desperata”.

- Zaangażuje mnie,  na pewno - powiedział cicho do siebie,  gdy Pilar 

zajęła się swoją pracą.

Jego   słowa   zabrzmiały   jak   zaklęcie.   Albo   modlitwa.   Był   młodym 

reżyserem i pochlebiało mu, że Wytwórnia Kingston, mająca dobrą markę, 

rozważała jego kandydaturę. W miarę  czytania scenariusza  początkowe 

zainteresowanie przerodziło się w gorące pragnienie zrealizowania tego 

filmu.

To może być ważny etap jego zawodowej kariery.

Wyreżyseruje ten film.

Wyciągnął rękę i nieświadomie powiódł palcem po delikatnym zarysie 

górnej   wargi   Claire   Kingston,   spoglądającej   na   niego   ze   zdjęcia. 

Powtórzył   w   duchu   przyrzeczenie.   Nic   go   nie   powstrzyma   przed 

reżyserowaniem „Desperata”. Nawet ta oziębła dama, która się łudzi, że 

jest liczącą się producentką filmową.

- Dzień dobry, Robercie.

Claire Kingston szła szybkim krokiem przez biuro. Nie zatrzymała się 

przy   biurku   asystenta,   tylko   już   w   drodze   do   gabinetu,   jak   zwykle, 

wydawała polecenia.

- Połącz mnie z biurem Mike’a Ovitza. W czasie śniadania doszły mnie 

pewne plotki i muszą sprawdzić, ile w nich prawdy.

- Że Madonna szuka nowego scenariusza? - spytał Robert.

Claire przystanęła z ręką na klamce i odwróciła się do asystenta.

- Już wiesz? „U Huga” zaczęło się o tym mówić dopiero dzisiaj rano.

W   restauracji   „U   Huga”   jadały   śniadanie   co   znamienitsze   postaci 

4

background image

przemysłu filmowego Hollywood.

- Mam swoje źródła. - Robert wzruszył ramionami.

- Rzeczywiście - uśmiechnęła się Claire. Z doświadczenia wiedziała, że 

asystenci, podobnie jak cały personel pomocniczy w Hollywood, zawsze 

byli dobrze poinformowani. Nie tak dawno sama należała do tej grupy.

Zwróciła się do Roberta z dalszymi poleceniami.

- Jak połączysz mnie z Mike’em, spróbuj załatwić spotkanie z Costnerem 

i jego agentem. Muszę mieć ich odpowiedź jak najszybciej. Zatelefonuj do 

Jane Jenkins z Agencji Aktorów i dowiedz się, czy ma dla mnie dalsze 

taśmy z próbnymi zdjęciami. No i... chwileczkę - zastanawiała się przez 

moment   -   nadaj   fax   do   Olivera   Stone’a   z   wiadomością,   że   możemy 

podpisać umowę, jeżeli zgodzi się na niższe wynagrodzenie. Zadzwoń do 

Goldie   Hawn   i   powiedz,   że   jesteśmy   nią   bardzo   zainteresowani,   ale 

możemy   się   spotkać   najwcześniej   w   połowie   przyszłego   tygodnia.   I 

przynieś mi teczkę z danymi Santany. Muszę jeszcze raz je przejrzeć przed 

popołudniową rozmową. Zapisałeś wszystko?

- Tak. - Robert zakończył stenografowanie ozdobnym zakrętasem.

Skinęła głową, weszła do gabinetu i zamknęła za sobą drzwi.

W pokoju panował błogosławiony chłód. Stonowane kolory eleganckiego 

wnętrza   działały   kojąco.   Długie,   kremowe   zasłony   w   oknach   nie 

dopuszczały porannego słońca. Cichy szum klimatyzacji tłumił odgłosy z 

zewnątrz.   Obite   szarym   brokatem   małe   sofki,   ustawione   przed 

wytwornym,   stylowym   stolikiem   z   początku   osiemnastego   wieku, 

pełniącym rolę biurka, zachęcały, by na nich usiąść.

Claire   wstała   o   wpół   do   siódmej,   gdyż   musiała   przebić   się   przez 

zatłoczone   jezdnie   Los   Angeles   i   zdążyć   przed   ósmą   trzydzieści   na 

5

background image

umówione śniadanie „U Huga”. Nie znosiła pośpiechu, lecz nie udało się 

jej wymknąć wcześniej z wieczornego przyjęcia, więc zaspała.

Czuła, że zbliża się ból głowy, który stanie się nie do zniesienia, jeżeli go 

jakoś od razu nie powstrzyma. Najlepiej zrobiłaby jej drzemka, niestety, 

sofki były za krótkie, żeby się na nich wygodnie wyciągnąć, a poza tym 

nie miała na to czasu. Czerwone światełko telefonu dawało już znak, że na 

linii jest połączenie z Mike’em Ovitzem. Nikt, kto chciał nadal jadać lunch 

z   wpływowymi   ludźmi   z   branży   filmowej,   nie   mógł   dopuścić,   aby 

wszechwładny szef największej w Hollywood agencji artystycznej czekał 

na rozmówcę.

Po uzyskaniu od Ovitza potrzebnych informacji połączyła się z Robertem 

i poprosiła o dane Santany.

Asystent zjawił się z herbatą w pięknej filiżance z cienkiej porcelany. 

Ustawił ją na biurku przed Claire.

-   Pomyślałem,   że   najpierw   chciałabyś   napić   się   czegoś   gorącego   - 

powiedział. - A tu masz dwie aspiryny.

- Skąd wiedziałeś? - Uśmiechnęła się z wdzięcznością.

- Masowałaś sobie nasadę nosa. Miałaś ciężki wieczór?

- Długi. Byłam na przyjęciu u Spellingów i późno wróciłam do domu. - 

Upiła łyk mocnego naparu.

- Och, cudowna. Nikt nie potrafi tak parzyć herbaty jak ty. - Odstawiła 

filiżankę, co oznaczało, że przerwa w pracy jest zakończona.

- Nie zastałem agenta Kevina Costnera, więc zostawiłem wiadomość jego 

sekretarce. Goldie Hawn powiedziała, że nie ma pośpiechu i zgodziła się 

na   spotkanie   w  przyszłym  tygodniu.   Jane   Jenkins   znalazła   trzy   bardzo 

dobre kandydatki do roli Molly. Taśmy z próbnymi zdjęciami dwóch z 

6

background image

nich przyśle dzisiaj po południu, a trzeciej za parę dni. Tu masz pocztę.

-   Położył   przed   nią   grubą   teczkę.   -   To   dzienne   raporty   produkcji.   - 

Położył   drugą.   -   A   jeśli   znajdziesz   wolną   chwilę,   rzuć   okiem   na   te 

informacje.   -   Dołożył   trzecią.   -   Spodoba   ci   się   to,   co   napisali   o 

„Stworzonych dla siebie”. Krótko, ale bardzo pochlebnie.

- Tak? - „Stworzeni dla siebie” był ostatnim filmem jej brata Pierce’a, 

romantyczną   komedią,   kręconą   w   Toronto.   W   filmowym   światku 

zastanawiano się od tygodni, jak Pierce, grający do tej pory role

awanturników   w   filmach   akcji,   da   sobie   radę   z   nową,   całkowicie 

odmienną postacią. - Co napisali?

-   Cytuję:   „Stuprocentowy,   twardy   mężczyzna   pokazał   zupełnie   inną 

twarz i okazało się, że może pretendować do przejęcia berła po Carym 

Grande”. Koniec cytatu.

- Kochany Pierce, zawsze dobry - powiedziała Claire z czułością. Dobrze 

pamiętała,   jak   bardzo   brat   nie   chciał   przyjąć   tej   roli,   gdy   mu   ją 

zaproponowała. -Wiedziałam, że mu się uda. Czy jest jeszcze coś godnego 

uwagi?

- Mogłabyś przeczytać w „Entertainment Weekly” artykuł o kobietach, 

zajmujących wysoką pozycję w Hollywood. Sytuują twoją matkę gdzieś 

pomiędzy Joanną D’Arc, Joan Crawford i Audrey Hepburn.

Claire roześmiała się.

- Przekaż jej to do Paryża telexem. Będzie w siódmym niebie.

- Już to zrobiłem.

- Świetnie. No to daj mi teczkę Santany. - Zrobiła na biurku miejsce, 

odsuwając   na   bok   pozostałe   trzy   do   przejrzenia   na   później.   -   Co   tam 

jeszcze masz?- Zmarszczyła brwi na widok dziwnej miny asystenta. Na 

7

background image

wierzchu ostatniej teczki, którą trzymał, leżał ilustrowany magazyn.

Claire poczuła, że ból głowy się wzmaga. Wypiła duży łyk herbaty.

-  O  co  chodzi  tym  razem?   Czy   tata   znowu  uwiódł  jakąś  wschodzącą 

gwiazdkę?

Ojciec Claire, niepoprawny kobieciarz, o którego uroku krążyły legendy, 

a   do   tego   znany,   nagrodzony   Oskarem   reżyser,   był   w   równej   mierze 

przedmiotem zainteresowania młodych aktorek, jak dziennikarzy.

Robert pokręcił przecząco głową.

-   Jakaś   dramatyczna   historia   o   Tarze   i   jej   najmłodszym   dziecku?   - 

zgadywała dalej. Tara była żoną starszego brata Claire, Gage’a. Od trzech 

lat nie występowała przed kamerą, lecz jako była gwiazda, grywająca w 

serialach telewizyjnych, nadal była łakomym kąskiem dla prasy.

-   A   może   to   kolejna   przepowiednia,   że   Pierce   i   Nikki   są   o   krok   od 

rozwodu?

- Nie. Chodzi o ciebie. Jesteś na okładce „National Enquirer”.

- Ja? - spytała zdumiona. Odkąd przestała grać w filmach, jej zdjęcia 

bardzo   rzadko   zdobiły   pierwsze   strony   ilustrowanych   magazynów.   -   Z 

jakiego powodu?

- Najwyraźniej w związku z kolacją we dwoje, na którą wybrałaś się z 

Donem Johnsonem.

- Kolacją we dwoje?

-   „Królowa   Lodu   wciska   się   pomiędzy   najbardziej   zakochaną   parę 

Hollywoodu”.   -   Robert   przeczytał   tytuł   artykułu,   kładąc   pismo   przed 

Claire.

-   Najbardziej   zakocha...   O,   mój   Boże!   -Już   przypomniała   sobie   ten 

moment. Wychodzili właśnie z restauracji i dotknęła lekko ramienia Dona, 

8

background image

żeby zwrócić mu uwagę na czatujących reporterów. Odwrócił się do niej z 

uroczym,   pytającym   uśmiechem.   Tyle   tylko,   że   obiektyw   nie   objął 

Melanie Griffith idącej obok Dona, który trzymał za rękę swą kochaną i 

kochającą żonę. We troje omawiali w czasie kolacji możliwość udziału tej 

słynnej gwiazdorskiej pary w przyszłym filmie Wytwórni Kingston.

Claire zacisnęła dłonie. Miała ochotę wyrwać tę okładkę, zgnieść ją i 

rzucić w kąt pokoju. Z trudem się powstrzymała.

- Niezależnie od wszystkiego zdjęcie jest dobre. - Robert przerwa ciszę, 

która nagle zapadła w gabinecie.

Claire wydało się, że ból głowy ustępuje. Pierce tak właśnie pocieszał ją 

przy podobnych okazjach.

- A nazwisko zostało napisane prawidłowo. - Powiedziała to, gdyż Pierce 

zawsze mawiał, że każda wzmianka w prasie jest dobra, jeżeli nazwisko 

nie   zostało   przekręcone.   Oczywiście,   najlepiej   byłoby   za   to   komuś 

przyłożyć. Ale Claire nigdy nie lubiła robić z siebie widowiska. Ani w 

życiu zawodowym, ani prywatnym.

Powoli i spokojnie złożyła magazyn na pół.

- Wyślij Melanie tuzin róż z karteczką, że bardzo mi przykro. - Rzuciła 

pismo   do   kosza   z   gestem   najwyższej   pogardy.   -   Więc   masz   te   dane 

Santany?

- Nic nowego w nich nie znajdziesz. - Robert położył teczkę na biurku. - 

Nie   można   by   go   nazwać   człowiekiem   Hollywoodu.   Jest   związany   z 

przemysłem filmowym od niedawna, w każdym razie jako reżyser. Chyba 

też   nie   udziela   się   towarzysko,   nie   widać   go   na   ważnych   przyjęciach. 

Zresztą   na   mniej   ważnych   także   nie.   Żadnych   kolacji   w   „Spago”   lub 

czegoś w tym rodzaju. Żadnych kręcących się koło niego atrakcyjnych 

9

background image

gwiazdek.   Ani   plotek   o   wybrykach   na   planie.   Według   mnie   to   raczej 

nudnawy facet.

Claire skinęła głową, choć właściwie wcale nie słuchała Roberta.

Rafe   Santana   był   znakomitym   reżyserem,   rozmyślała,   przeglądając 

informacje. Po prostu świetnym. Co było tym bardziej zaskakujące, że nie 

miał żadnych powiązań z hollywoodzkim światem filmu.

Przez krótki czas pracował jako kaskader, zastępując w niebezpiecznych 

scenach takich aktorów jak Stall one, Seagal czy innych bohaterów filmów 

akcji. I nagle, ni stąd ni zowąd, wziął się za reżyserowanie.

Zrealizowany przez niego film dokumentalny o ciężkiej sytuacji ubogich 

Meksykanów,   zatrudnianych   przez   potężne   koncerny   amerykańskie   za 

marne grosze, okazał się arcydziełem. Potrafił poruszyć serca widzów bez 

uciekania się do taniej propagandy. Uzyskał w swej kategorii nominację 

do Oskara.

Dwa fabularne, niskobudżetowe filmy, które potem zrobił, również były 

swego rodzaju perełkami. Wykazał się w nich umiejętnością subtelnego i 

głębokiego   ujęcia   tematu,   oczekiwaną   raczej   w   filmach   większego 

formatu. Żywa akcja nie przesłaniała psychologicznego rysunku postaci, 

gdyż reżyser potrafił wydobyć ze scenariusza coś ponad samą tylko treść. 

Claire podobało się zwłaszcza prowadzenie ról kobiecych. W jego filmach 

bohaterki odznaczały się poczuciem humoru i inteligencją, nie traktował 

kobiet   jak   dekoracyjne   manekiny.   Szukała   reżysera   obdarzonego   takim 

właśnie talentem.

Jedno   ją   tylko   niepokoiło   -   jego   styl   pracy.   Chociaż   nie   wprowadzał 

przesadnie surowej dyscypliny na planie, nie pozwalał na odstępstwa od 

swoich założeń. Tym, którym się to nie podobało, widzieli w nim upartego 

10

background image

autokratę,   ignorującego   uświęcone   zasady   hollywoodzkiego   kina.   Ci, 

którym jego styl pracy odpowiadał, uważali go za pomysłowego reżysera, 

spontanicznego nowatora, nienaginającego się do skostniałych, zastanych 

reguł.

Zdaniem producenta jego ostatniego filmu Santana celowo rezygnował z 

powtarzania po wielokroć tych samych scen, gdyż bardziej cenił świeżość 

pierwszego ujęcia. W konsekwencji nie zdarzało mu się przetrzymywać 

aktorów do późna w nocy dla osiągnięcia właściwego efektu.

Z wyjątkiem scen zbiorowych lub z udziałem kaskaderów nie uznawał 

scenopisów   w   formie   rysunków   przedstawiających   kolejne   kadry   na 

taśmie   filmowej.   To   było   również   niepokojące,   gdyż   z   pewnością 

utrudniało określenie harmonogramu zdjęć i kosztu filmu, przynajmniej w 

takim precyzyjnym stopniu, na jakim

Claire zależało.

Najgorszą wadą Santany była skłonność do zmian w scenariuszu w czasie 

zdjęć.   A   według   Claire   scenariusz   „Desperata”   nie   wymagał   żadnych 

korekt.   Jednak   plusy   były   niewątpliwe.   Pomysłowość   i   nowatorstwo 

reżysera, tak podkreślane przez producenta, z którym ostatnio pracował. 

Sympatia i zaufanie, jakim go darzyli aktorzy, zdający sobie sprawę, jak 

wiele   potrafią   dać   z   siebie   pod   jego   kierunkiem.   Wreszcie   wymowa 

dotychczas zrobionych przez niego filmów, bardziej przekonujący dowód 

jego wybitnego talentu niż wszystkie zebrane informacje o nim.

Claire zamknęła teczkę. Nie miała wątpliwości. Rafael Santana mógł nie 

wywodzić   się   ze   środowiska   hollywoodzkich   filmowców,   być   wolnym 

strzelcem   i   właściwie   nie   znaną   postacią   w   środowisku,   lecz   to   jego 

właśnie chciała mieć jako reżysera swego filmu „Desperat”.

11

background image

Tym filmem chciała coś udowodnić - sobie, swojej rodzinie i Hollywood.

Santana musi jej w tym pomóc.

ROZDZIAŁ 2

Brzęczyk   interkomu   zapowiedział   umówioną,   popołudniową   wizytę. 

Claire   spojrzała   na   zegarek   -   było   dziesięć   po   czwartej.   Podniosła 

słuchawkę i przekazała Robertowi polecenie.

- Powiedz mu, że rozmawiam przez telefon, odczekaj piętnaście minut i 

dopiero potem wprowadź go do mnie.

Nie cierpiała tych gierek, mających pokazać, kto tu rządzi, lecz umiała je 

zastosować   we   właściwym   momencie,   tak   jak   wszyscy   w   filmowym 

biznesie.

Rafael Santana spóźnił się, celowo lub nie, teraz ona każe mu poczekać 

parę minut dłużej. To było małostkowe, ale konieczne.

Mieć władzę w Hollywood to znaczyło dawać czekać na siebie. Podobne 

znaczenie miało lepsze miejsce na parkingu studia czy stolik w „Spago” 

lub najwygodniejsza przyczepa w plenerze.

A poza tym najlepiej jest występować z pozycji siły, zwłaszcza kobiecie. 

W przemyśle filmowym nie patrzono łaskawym okiem na koleżanki po 

fachu. Ci dobrzy, zacni chłopcy zniszczyliby każdą, gdyby tylko nadarzyła 

się im sposobność. Claire nauczyła się już nie dawać im jej.

O   godzinie   czwartej   dwanaście   przesunęła   scenariusz   „Desperata”   na 

brzeg  stolika,   otworzyła  przed sobą  teczkę  z  dokumentami,   na których 

ułożyła wieczne pióro marki Mont Blanc. Chciała stworzyć wrażenie, że 

gość przerwał producentce filmu pilną pracę.

12

background image

O godzinie czwartej piętnaście przełożyła pióro o centymetr dalej.

O   czwartej   osiemnaście   poprawiła   klapy   bladoniebieskiego   żakietu 

Chanel,   dotknęła   sznurka   dużych   pereł,   zdobiących   jedwabną   bluzkę 

koloru   kości   słoniowej,   przygładziła   włosy   i   poprawiła   kok,   choć   nie 

wystawał z niego najmniejszy kosmyczek.

O   czwartej   dwadzieścia   cztery   zakazała   sobie   ruszać   się   z   miejsca   i 

zachowywać jak początkująca asystentka producenta.

Wiele   razy   miała   podobne   spotkania.   I   to   z   ludźmi   na   pewno 

sprytniejszymi   i   bardziej   onieśmielającymi   od   świeżo   upieczonego   i 

niedoświadczonego reżysera.

Da sobie z Santaną radę. Znała zasady słownej szermierki. Żadne tajniki 

filmowego   fachu  nie   były  jej  obce.  Bracia  uważali  nawet,   że  mogłaby 

innym udzielać lekcji ubijania interesów w hollywoodzkim stylu.

I chociaż tym razem bardziej niż zwykle zależało jej na zawarciu umowy, 

wcale nie musiała zmieniać reguł gry.

Tylko   spokojnie,   upominała   się,   kiedy   otworzyły   się   drzwi   gabinetu. 

Chwyciła pióro i pochyliła się nad papierami.

- Chwileczkę - powiedziała, nie podnosząc oczu. - Muszę jeszcze coś 

zapisać. - Nagryzmoliła pierwszą linijkę dziecięcego wierszyka, który tak 

lubił jej dwuletni siostrzeniec. - O co chodzi, Robercie?

-   Pan   Santaną   przyszedł   na   umówione   spotkanie,   proszę   pani   - 

zaanonsował Robert jak angielski lokaj.

Powoli odłożyła pióro i przeniosła wzrok na stojącego obok asystenta 

mężczyznę.

Zawodowy półuśmiech zamarł jej na wargach. Poczuła dreszcz na karku i 

prawie bolesny ucisk w gardle.

13

background image

Rafael Santaną należał do tego rodzaju mężczyzn, którzy od pierwszego 

wejrzenia wzbudzali w niej nieufność. Był jednym z tych stuprocentowych 

przedstawicieli   swego   gatunku,   można   nawet   powiedzieć:   kwintesencją 

męskości.

Wysoki,   silnie   zbudowany,   miał   szerokie   ramiona   i   wąskie   biodra. 

Emanował jakimś diabelskim powabem.

Swym   strojem   chciał   z   pewnością   zrobić   wrażenie   na   zwykłych 

śmiertelnikach.   Obcasy   czarnych   kowbojskich   butów   jeszcze   go 

podwyższały, obcisłe, czarne dżinsy przylegały do muskularnych, długich 

nóg. Prosta, czarna koszula podkreślała masywną klatkę piersiową, a bluza 

w stylu Dzikiego Zachodu - rozłożystość ramion.

Miał   niedbale   zaczesane   do   tyłu   czarne   włosy.   Jak   krucze   pióra, 

przemknęło   jej   przez   myśl.   Ostre   rysy,   skórę   bardzo   śniadą,   ocienioną 

ukazującym się już popołudniowym zarostem na linii szczęki i podbródka 

znamionującego stanowczość.

A   jego   oczy   były   koloru   mocnej,   gorącej   kawy.   To   były   oczy 

inteligentne,   przenikliwe,   o   śmiałym,   wręcz   zuchwałym   spojrzeniu. 

Taksowały Claire tak samo uważnie, jak ona jego.

Stal w progu w niedbałej pozie, lecz czujny i nieruchomy jak drapieżnik, 

w   którego   polu   widzenia   znalazła   się   ofiara.   Promieniowała   z   niego 

zmysłowość i męska siła, niczym ciepło z ogniska.

Czuła tę niepokojącą energię na odległość. Nie, nie może nawet o tym 

myśleć,   powinna   udawać,   że   niczego   nie   zauważa.   Przecież   w   sztuce 

udawania była profesjonalistką.

Z   trudem   powstrzymała   się   od   pomasowania   karku,   po   którym 

przebiegało   mrowienie.   Przełknęła   ślinę,   żeby   wydobyć   słowa   ze 

14

background image

ściśniętego gardła i uśmiechnęła się mile. W miarę mile.

- Proszę wybaczyć, panie Santana, że kazałam panu czekać.

Jej głos zabrzmiał jak zwykle chłodno i spokojnie.

Skinął lekko głową, jakby przyjmując usprawiedliwienie, lecz w oczach 

miał   żartobliwe   uznanie   dla   kłamstwa,   które   wypowiedziała   bez 

zająknięcia.

Wstała   zza   biurka   zdecydowana   dać   mu   do   zrozumienia,   kto   tu   jest 

szefem. Najlepiej na samym początku pokazać, że ona tu rządzi, żeby w 

przyszłości   nie   było   żadnych   nieporozumień   na   tym   tle.   Musi   tak 

postępować,   zwłaszcza   wobec   takiego   mężczyzny   jak   on.   Żadnych 

dwuznaczności, które kiedyś mogłyby się na niej zemścić.

- Robercie, czy możesz mi przynieść filiżankę herbaty? - spytała swym 

najbardziej władczym tonem. - I... - spojrzała na potężnego mężczyznę, 

stojącego nadal bez ruchu w progu... - kawy? - Uniosła pytająco w górę 

swe doskonałe w linii brwi.

- Bardzo proszę.

Jego   mroczny,   gardłowy   głos,   pomyślała   Claire   z   drżeniem,   robi   tak 

samo   niepokojące   wrażenie,   jak   i  cała   postać.   Mógłby   szeptać   groźby. 

Albo składać obietnice, którym trudno byłoby się oprzeć.

- Z cukrem, bez śmietanki - dodał.

A kiedy Robert zniknął w sekretariacie, gość przestąpił próg gabinetu.

Claire   z   wysiłkiem   opanowała   się   żeby   nie   wezwać   asystenta   z 

powrotem.   O   mało   nie   zawołała:   „Nie   zostawiaj   mnie   z   nim   samej   w 

pokoju!”.   Jednak   uniosła   wysoko   podbródek   zdecydowana   potraktować 

Rafaela Santanę jak przystało na dojrzałą, opanowaną kobietę.

Na miłość boską, nie była już niedoświadczonym niewiniątkiem, a on 

15

background image

jakimś mitologicznym potworem, który pożera dziewice na śniadanie.

Był reżyserem ubiegającym się u niej o pracę. Ta sytuacja ustawiała ją w 

dogodnej pozycji, przekonywała się Claire. Ona miała w ręce wszystkie 

karty i nadszedł czas, żeby mu to uświadomić.

Posłała   mu   najzimniejsze   i   najgroźniejsze   spojrzenie,   dzięki   któremu 

prasa   ochrzciła   ją   Królową   Lodu   już   jako   dwudziestojednoletnią 

dziewczynę.

- Może pan usiądzie, panie Santana - odezwała się szorstkim głosem. - 

Mamy do omówienia wiele spraw, zanim podejmę decyzję.

- Dobrze go pani wyszkoliła - stwierdził gość. Stojąc nadal w pobliżu 

drzwi, skierował wzrok w stronę sekretariatu, do którego tak pospiesznie 

wybiegł Robert.

-   Owszem   -   odparła   spokojnie,   jakby   nie   usłyszała   ironii   w   głosie 

Santany.’- Robert jest znakomitym asystentem. - Ponownie wskazała obitą 

brokatem sofkę. -Możemy przystąpić do rzeczy, panie Santana?

- Rafe - powiedział i ruszył z miejsca.

- Słucham? - spytała zduszonym głosem, gdyż zorientowała się, że idzie 

ku niej.

-   Tak   mam   na   imię.   -   Zatrzymał   się   dwa   kroki   przed   nią.   -   Rafe.   - 

Wyciągnął do niej dłoń.

Musiała przywołać całą siłę woli, żeby się przed nim nie cofnąć. Każdy 

nerw i każde włókno jej ciała walczyło z paniką, jaka ją ogarniała.

On był tak przytłaczająco męski. Taki mroczny. Taki potężny. Taki...

- W moich stronach, przed przystąpieniem do interesów podajemy sobie 

ręce. - Spojrzał na jej dłoń, której nadal nie podnosiła.

- Och. Och, tak, oczywiście. - Panika ustąpiła zmieszaniu. - Nie wiem, o 

16

background image

czym myślałam. To pewno przez tę rozmowę telefoniczną...

Niechętnie podała mu dłoń. Objęły ją duże, mocne  i cieple palce. To 

ciepło nią wstrząsnęło - grzało nie tylko skórę, lecz także płynącą pod nią 

krew. Rozpaczliwie pragnęła cofnąć rękę, zanim ogarnie ją całą.

-   Miło   mi   pana   poznać,   panie   Santana.   -Po   zdawkowym   uścisku 

usiłowała cofnąć dłoń, lecz jego palce zacisnęły się mocniej.

Podniosła na niego wzrok. Jej źrenice rozszerzyły się, gdyż z każdym 

ułamkiem sekundy wzmagało się w niej uczucie niepewności i niepokoju.

Wciągnęła głęboko powietrze, gotowa zapomnieć zarówno o dumie, jak i 

swym sławetnym opanowaniu i wołać Roberta na ratunek. Przed czym - 

nie wiedziała.

-   Cała   przyjemność   po   mojej   stronie   -   odrzekł,   wpatrując   się   w   nią 

bacznie. - Jak powiedziałem, na imię mi Rafe. - Niedbały, trochę senny 

uśmiech złagodził jego ostre rysy. - A właściwie - poważny głos także 

złagodniał i stał się niebezpiecznie uwodzicielski - Rafael. Rafael Enrique 

Santana. Ale tylko mama tak do mnie mówi. - Uśmiech stał się cieplejszy, 

pogłębił zmarszczki wokół ciemnych oczu. - I tylko wtedy, kiedy jest zła. - 

Wypuścił dłoń Claire i skierował się w stronę sofki.

Claire czuła, jak jej oddech wraca do normy. Ten mężczyzna nie jest 

wielkim,   przerażającym   potworem,   dybiącym   na   jej   ciało.   To   zwykły 

człowiek, na którego matka czasem się złości. To na jej wspomnienie tak 

się uśmiechnął. Czy ktoś taki może być niebezpieczny?

Rafe   usadowił   się   na   sofce,   założył   wysoko   nogę   na   nogę   i   lekko 

uderzając   w   dłoń   zwiniętym   scenariuszem   „Desperata”,   czekał   na 

następny ruch Claire.

17

background image

Patrzył, jak stoi za swym niby-biurkiem, wpatrzona w niego czujnym i 

bacznym spojrzeniem, jakby był dzikim zwierzęciem, wypuszczonym na 

wolność. Albo żarłoczną bestią, gotową do niej doskoczyć przy pierwszej 

okazji. Chyba tracił czas, usiłując się zbliżyć do tego sopla lodu. Nie, to 

nieprawda. Podobnie jak nieprawdziwe było zdjęcie.

Tak,   ci,   co   je   zrobili,   dobrze   uchwycili   chłodną   elegancję   i 

arystokratyczną   wyniosłość,   która   prowokowała,   żeby   tej   księżniczce 

trochę utrzeć nosa. Lecz zupełnie nie udało im się oddać zmysłowości 

kipiącej pod tą powłoką. Królowa Lodu mogła być zimna, lecz nie oziębła. 

Bynajmniej.

Prawda, że jej ciało pod nieskazitelnym strojem było smukłe jak trzcina, 

ale   wdzięczny,   kobiecy   sposób,   w   jaki   się   poruszała,   był   wyraźnym 

zaproszeniem dla każdego, w czyjej krwi było dość testosteronu, żeby je 

rozpoznać i na nie odpowiedzieć.

Jasna skóra rzeczywiście była bez skazy jak alabaster albo płatki róży, ale 

emanowała również niemal namacalnym ciepłem, którego nie jest w stanie 

oddać fotografia. A zarys ust był nawet bardziej uroczy niż na zdjęciu. 

Prawdziwą naturę tej kobiety zdradzały przede wszystkim oczy, bo pod 

lodowatym   chłodem   spojrzenia   czaił   się   blask   uczuć,   których   żaden 

fotograf nie zdołałby uchwycić.

Odgadywał je, kiedy patrzyła na niego. Czuł je, gdy trzymał w palcach jej 

lekko drżącą dłoń. Słyszał je w szybkim oddechu. Doznawał ich, kiedy - 

cała w napięciu - usiłowała tę dłoń wysunąć, a jednak pozostawiła ją w 

jego ręce. Jego męskość zrobiła na niej wrażenie, choć za wszelką cenę 

starała   się   to   ukryć.   Rozpieszczona   księżniczka   była   zaszokowana,   że 

mógł ją pociągać zwykły wieśniak.

18

background image

Ta   diagnoza   trochę   go   zezłościła,   a   jednocześnie   zaintrygowała.   Co 

potrafiłoby rozgrzać Królową Lodu i do jakiego stopnia? Oczywiście nie 

zamierzał szukać odpowiedzi na to pytanie. A w każdym razie, poprawił 

się w duchu, dopóki nie rozwiąże innych problemów. Takich jak umowa 

na wyreżyserowanie filmu „Desperat”. W tym momencie żadna kobieta, 

rzucająca   mu   nie   wiadomo   jak   intrygujące   wyzwanie,   nie   była   warta 

zaprzepaszczenia   szansy,   na   którą   tak   bardzo   liczył.   Nawet   ta   kusząca 

mała księżniczka, Claire Kingston.

- Czy są dla pana do przyjęcia, panie Santana?

Głos kobiety przerwał jego gorączkowe rozmyślania. Ten głos kojarzy się 

z   lodami   waniliowymi,   pomyślał,   celowo   ociągając   się   z   podjęciem 

rozmowy.   Był   tak   uroczo   dźwięczny,   miły,   wręcz   słodki.   Choć 

niewątpliwie   wystarczająco   zimny,   żeby   zmrozić   mężczyznę,   który   by 

zapomniał o rozwadze.

- Panie Santana?

Powoli   uniósł   oczy,   tylko   oczy,   odrywając   wzrok   od   czubka 

kowbojskiego buta, i stwierdził, że Claire siedzi za stolikiem z utkwionym 

w niego spojrzeniem.

Jej   piękne,   wiśniowe   wargi   były   zaciśnięte   jak   u   zniecierpliwionej   i 

niezadowolonej   nauczycielki,   zbyt   długo   oczekującej   na   odpowiedź 

ucznia.

- Czy co jest do przyjęcia, panno Kingston? - zapytał.

- Ogólne warunki kontraktu, którego projekt panu przesłałam. Zakładam, 

że udało się panu rzucić na niego okiem.

Rafe potrząsnął głową.

-   Ogólne   warunki   przeważnie   nie   mają   znaczenia.   -   Pochylił   się   do 

19

background image

przodu, jakby przygotowując się do poważnych negocjacji. - Zajmijmy się 

szczegółami.

Claire splotła oparte na blacie dłonie, udając sama przed sobą, że nie 

zwróciła uwagi na włosy, które opadły mu na czoło i na niedbały, typowo 

męski gest ręki, jakim je odgarnął.

- Co pana konkretnie interesuje?

- Obsada.

- Oglądałam już kilka taśm z próbnymi zdjęciami, a Agencja Aktorów ma 

mi jeszcze przysłać następne. Do tej pory z nikim nie przeprowadzono 

przesłuchań.

Zastanawiał   się   przez   chwilę   nad   tą   informacją.   Skoro   mówiła   o 

próbnych   zdjęciach   i   przesłuchaniach,   to   oznaczało,   że   nie   zamierzała 

zaangażować żadnych renomowanych aktorów. Nie szkodzi. Film oparty 

na takim scenariuszu odniesie sukces również bez udziału gwiazd ekranu. 

Jego w tym głowa.

- Rozumiem. Lecz zastrzegam sobie prawo zatwierdzenia wyboru.

Claire uniosła do góry pięknie zarysowane brwi.

-   Podziwiam   pana...   ambicję   -   oznajmiła   tonem   nie   pozostawiającym 

wątpliwości, co sądzi o tym żądaniu - ale obawiam się, że to nie wchodzi 

w rachubę.

Spojrzał jej prosto w oczy, gdyż wiedział, w jaki sposób może zwalczyć 

jej opór. Albo stracić szansę podpisania umowy. O tym wolał nie myśleć.

-   Wobec   tego   ja   obawiam   się,   że   dalsza   dyskusja   jest   bezcelowa   - 

powiedział z kamiennym spokojem. - W tym punkcie nie mogę ustąpić.

Jego   spojrzenie   i   postawa   wyrażały   niezłomne   zdecydowanie.   Była 

pewna, że wyszedłby, gdyby się nie zgodziła.

20

background image

Skinęła głową.

- Niech będzie.

Rafe powstrzymał westchnienie ulgi.

- W porządku. - Teraz już wiedział, jak bardzo jej na nim zależy. I ile 

zyskał swą nieustępliwością.

- Jak wysoki jest budżet?

- Dwanaście milionów. To nieprzekraczalna granica - odparła stanowczo.

Nie ukrywał niedowierzania.

- Na film Wytwórni Kingston?

- Czytał pan scenariusz. To film kameralny. Raczej studium charakterów 

- stwierdziła. - Bez specjalnych nacisków czy wyczynów kaskaderskich. 

Bez udziału wielkich gwiazd. Dwanaście milionów to dużo.

- Ile z tego przeznacza pani dla mnie? Zapytał, bo ona z pewnością tego 

oczekiwała. Jeśli chodziło o niego, mógłby robić taki film nawet za darmo. 

Do licha, jeszcze by jej dopłacił. Choć do tego nie mógł się przyznać.

- Czterysta tysięcy dolarów.

Usiłował wyrazem twarzy dać do zrozumienia, że to marna zapłata, gdy 

tymczasem była to dla niego fura pieniędzy. Mógł z niej pokryć w całości 

koszty wyższych studiów młodszych braci i zapłacić za remont starego, 

rodzinnego domostwa, z którego matka za nic w świecie nie chciała się 

wyprowadzić. I jeszcze odłożyć coś na czarną godzinę.

Ciszę,   która   zapadła,   przerwało   wejście   Roberta.   Postawił   na   brzegu 

stolika   srebrną   tacę,   zastawioną   dwoma   małymi   czajniczkami,   dwiema 

filiżankami na spodeczkach - wszystko z delikatnej porcelany - i talerzem 

jakichś wymyślnych, kruchych ciasteczek.

Claire skinęła asystentowi głową, uśmiechając się automatycznie, bo jej 

21

background image

uwaga była pochłonięta całkowicie siedzącym naprzeciwko mężczyzną.

Robert napełnił filiżanki i wyszedł bez słowa.

- Przewiduję premię, jeżeli uda się panu zrobić film przed terminem - 

powiedziała   najwidoczniej   dla   zachęty.   Wzruszył   ramionami   i   odłożył 

scenariusz.

- W jakiej wysokości? - Sięgnął po filiżankę.

- To zależy od tego, jakie będą oszczędności.

Patrzyła, jak Rafe próbuje włożyć swój duży palec w malutkie  uszko 

filiżanki. Nie udało mu się. Objął filiżankę dłonią.

-   A   jaki   czas   zdjęć   się   proponuje?   -   Spojrzał   na   Claire   ponad 

posrebrzanym brzegiem filiżanki. Szybko przeniosła wzrok na jego twarz.

-   Nie   proponuje   się   go.   Został   już   ostatecznie   określony   -   odparła.   - 

Wynosi czterdzieści osiem dni. Dobrze to wiedziała, gdyż sama ten termin 

ustaliła.   Rafe   upił   łyk   kawy   i   udawał,   że   się   zastanawia.   Czterdzieści 

osiem   dni   to   było   więcej   niż   trzeba.   Zwłaszcza   że   sam   wyliczył   czas 

filmowania na czterdzieści dni.

- Zgoda. - Pokiwał powoli głową, jakby trudno mu było przyjąć takie 

wygórowane   żądanie.   Spojrzał   na   scenariusz.   -   Kiedy   będę   się   mógł 

spotkać z autorem?

Claire mocniej zacisnęła dłonie.

-   Nie   spotka   się   pan   z   nim.   Tym   razem   nie   musiał   udawać.   Był 

autentycznie zaskoczony.

- A dlaczegóż to, u licha?

- A czy istnieje po temu jakaś szczególna potrzeba? - Uniosła władczo 

brwi.

-   Sceny   od   dwudziestej   czwartej   do   trzydziestej   pierwszej   należy 

22

background image

przerobić. Wloką się niemiłosiernie.

Claire ukryła irytację wywołaną tak otwarcie sformułowanym zarzutem.

- Przekażę pana zastrzeżenia. - Nie przyznała się, że i ona miała podobne 

wątpliwości. - Zawiadomię pana o stanowisku autora przed rozpoczęciem 

zdjęć.

- I to wszystko?

- Tak, to wszystko.

- Żadnych dyskusji, wymiany poglądów? Żadnego spotkania?

- Właśnie tak.

-   Kto   to,   do   licha,   jest   K.E.C.?   -   spytał,   wskazując   na   inicjały 

umieszczone na scenariuszu.

- Nie mogę tego ujawnić. Pewien odludek, który zastrzegł sobie szereg 

warunków   przy   sprzedaży   praw   do   scenariusza.   Jednym   z   nich   było 

zachowanie   całkowitej   anonimowości.   Kolejnym   jest   zakaz   zmian   w 

scenariuszu, poza autorskimi.

Spojrzała   na   Rafe’a   z   powagą.   W   oczach   miała   stanowczość.   A   w 

żołądku gulę wielkości pomarańczy.

- Jeżeli panu to nie odpowiada, możemy uznać rozmowę za zakończoną.

Rafe nie musiał się zastanawiać. I nawet nie udawał, że się waha.

- Czy członkowie ekipy realizacyjnej również zastrzegli anonimowość? - 

Nie mógł sobie odmówić tej ironii. Chociaż musiał przyjąć warunki, taka 

sytuacja wcale mu się nie podobała.

Claire nie mogła okazać zadowolenia. Jeszcze nie wygrała do końca.

- Oczywiście, że nie - odparła spokojnym głosem.

-   Robert   sporządzi   harmonogram   spotkań   ze   wszystkimi,   jak   tylko 

zostanie uzgodniony skład zespołu.

23

background image

- Chciałbym mieć tego samego asystenta, który pracował ze mną przy 

poprzednich dwóch filmach.

Rafe też miał swoje zastrzeżenia.

- Dobrze.

Claire   wiedziała,   że   asystentką   Rafe’a   była   jego   siostra,   co   mogło 

stwarzać   pewien   problem.   Jednym   z   zadań   asystenta   reżysera   było 

zabezpieczanie   na   planie   interesów   producenta.   Jednak   to   nie   miało 

znaczenia. Zamierzała każdego dnia zjawiać się osobiście.

- I proponuję Becky Ward jako scenografa.

Claire udała, że rozważa tę propozycję. Sama od początku wybrała Becky 

Ward.

- A Dennisa Cleary’ego na operatora.

Claire domyśliła się, czego Rafe się po niej spodziewał.

- Dobrze - odparła z uśmiechem. Spojrzał na nią uważnie.

- Nie upiera się pani przy swoim bracie?

- Wprawdzie Gage jest najlepszy, ale dla mnie zbyt drogi.

A   tak   naprawdę,   to   chciała   trzymać   wszystkich   członków   swojej 

utalentowanej i sławnej rodziny z daleka od „Desperata”. Wypłynie albo 

utonie, lecz będzie zawdzięczała to wyłącznie sobie.

- A poza tym - dodała - on teraz pracuje nad czymś innym. Jeżeli Dennis 

Cleary jest wolny i jego wynagrodzenie zmieści się w naszym budżecie, to 

możemy go zatrudnić. Coś jeszcze?

Rafe zawahał się. Do diabła, musi spróbować, sprawa była tego warta.

- Chciałbym mieć prawo akceptacji ostatecznej wersji montażu.

- Takiego uprawnienia nie przyznałabym nawet Eastwoodowi - odrzekła 

oschłym  tonem  -  chociaż   dostał   Oscara.   O  co  panu   chodzi?   Chce   pan 

24

background image

wykazać,   że   jest   wart   więcej,   niżby   to   wynikało   z   krążących   o   panu 

pochlebnych opinii?

- Cóż. - Odchylił się do tyłu i oparł plecami o sofkę. W tej swobodnej 

pozie   znowu   emanował   utajoną,   męską   siłą.   -   Rozumiem   -   rzekł   z 

zaczepnym uśmiechem - że pani sama chce się o tym przekonać, tak?

Ten   zuchwały   uśmiech   był   wyzwaniem.   Nie   powinna   okazać   nawet 

cienia   słabości.   Zdobyłby   nad   nią   przewagę.   Obrzuciła   lekceważącym 

spojrzeniem   okazałe,   muskularne   ciało,   żeby   dać   panu   reżyserowi   do 

zrozumienia, że ono nie wodzi jej na pokuszenie. Ani nie zagraża.

- Tak - wycedziła lodowatym tonem. - Chyba tak. - Wstała. - A zatem, 

czy doszliśmy do porozumienia, panie Santana?

On także się podniósł.

- Na imię mi Rafe. Zgoda. Sprawa załatwiona. Wyciągnął do niej dłoń 

ponad stolikiem służącym za biurko.

- Załatwione, Rafe.

Podała mu rękę dla przypieczętowania umowy.

ROZDZIAŁ 3

- Więc ty jesteś także kierownikiem produkcji tego filmu?

Claire podniosła wzrok znad tablicy przedstawiającej kalendarzowy plan 

zdjęć   poszczególnych   scen   filmu,   który   sprawdzała   jeszcze   raz   przed 

pierwszym spotkaniem całej ekipy realizacyjnej „Desperata”.

Jej reżyser patrzył na nią ze złością. Stał przy biurku i trzymał w ręce 

harmonogram   zdjęć,   który   dala   mu   do   przejrzenia.   Nazwisko   Claire 

widniało na nim w dwóch miejscach.

25

background image

- Tak - odrzekła tonem tak lodowatym, że masło z pewnością zamarzłoby 

w jej ustach. Szeroko otwarte oczy patrzyły niewinnie. - Nie wspominałam 

ci o tym?

- Nie.

Wzruszyła ramionami.

-   No   to   teraz   już   wiesz.   -   Odwróciła   się,   żeby   wyrównać   jeden   z 

przypiętych   do   tablicy   pasków,   jakby   absorbowała   ją   wyłącznie   ta 

czynność. - Mam nadzieję, że to nie przysporzy ci kłopotów - powiedziała, 

zdając sobie sprawę, że każdy dobry reżyser miałby podobne obiekcje.

Do licha, na pewno przysporzy, i tobie także.

- Czyżby? - rzuciła przez ramię. - Dlaczego?

-   Claire,   nie   zgrywaj   się.   Dobrze   wiesz   dlaczego.   Jeżeli   producent 

przebywa nieustannie na planie i we wszystko wtyka nos, to podkopuje 

autorytet innych.

- Nie będę na planie jako producent, tylko jako kierownik produkcji. I nie 

zamierzam   wtykać   do   niczego   nosa   -   zapewniła   go   beztrosko,   nadal 

przypatrując się tablicy. - Nasza współpraca dobrze się ułoży.

- Nie ułoży się.

Rafe rzucił papiery na biurko i podszedł do Claire, żeby stanąć z nią oko 

w oko.

- Nie mogę dobrze pracować, jeżeli ktoś bez przerwy zagląda mi przez 

ramię, próbując na mnie wpływać i dezawuować moje polecenia. - Ujął ją 

pod brodę, gdyż chciał patrzeć jej w oczy. - Na planie filmowym nie może 

być   dwóch   szefów   -   oświadczył.   -   A   już   szczególnie   u   mnie   -   dodał 

burkliwie.

Claire przekonywała się, że nie ma powodu do paniki. Nic się nie może 

26

background image

stać, skoro w pokoju obok jest Robert, a reszta filmowców ma się zjawić 

lada chwila.

Powolnym, spokojnym ruchem odsunęła rękę Rafe’a i spojrzała na niego 

wzrokiem, który potrafiłby zmrozić lawę.

-  Nie   mam   zamiaru   zaglądać   ci   przez   ramię   ani   podważać   autorytetu 

twojego, ani w ogóle niczyjego. - Serce biło jej nierówno, ale udało się jej 

nadać słowom spokojny i opanowany ton. - Na planie ty rządzisz według 

własnych zasad, a ja jestem tylko kierownikiem produkcji.

Cofnęła   się,   odwróciła   da   niego   i   nieświadomie   przesunęła   przeszło 

metrowej   szerokości   tablicę,   odgradzając   się   od   niego   w   ten   sposób. 

Dopiero wtedy ponownie odwróciła ku niemu twarz.

- Obiecuję, że jeżeli będę miała jakieś wątpliwości jako producent, nie 

zgłoszę   ich   na   planie.   Przekażę   ci   je   dopiero   po   zakończeniu   zdjęć   w 

danym dniu - przyrzekła.

Teraz,   kiedy   oddzielała   ich   większa   przestrzeń   i   tablica,   poczuła   się 

pewniej.

-   A   jak   sobie   wyobrażasz   utrzymanie   delikatnej   równowagi   między 

oboma stanowiskami? Uśmiechnęła się ironicznie.

- Tak samo jak twoja siostra, która jest twoją asystentką i rzeczniczką 

moich interesów jako producenta.

- Więc o to chodzi? Boisz się, że Pilar nie będzie wystarczająco dobrze 

cię reprezentowała i postanowiłaś dopilnować mnie osobiście? -

- Nawet jeszcze nie poznałam twojej siostry - odezwała się rzeczowo. - 

Postanowiłam,   że   będę   kierownikiem   produkcji   tego   filmu   znacznie 

wcześniej, niż dowiedziałam się, że Pilar ma być twoją asystentką. Dla 

ścisłości,   jeszcze   zanim   zdecydowałam   się   na   złożenie   ci   propozycji 

27

background image

reżyserowania filmu. - Poprawiła na tablicy jeden z ruchomych pasków, 

obrazujących poszczególne sceny. - To była decyzja natury zawodowej, 

nie mająca żadnych osobistych podtekstów.

- Czy twoja matka wie o tej decyzji natury zawodowej?

- Moja matka? - spytała, unikając jego wzroku. - A co ona ma do tego?

- Czy nie jest dyrektorem działu produkcji waszej wytwórni? Nie powiesz 

mi, że jedna z najbardziej wpływowych kobiet w Hollywood - nawiązywał 

do   artykułu   w   „Entertainment   Weekly”   z   poprzedniego   tygodnia   - 

zaaprobuje taką niedorzeczną decyzję.

Claire potrząsnęła stanowczo głową.

- Ja jestem kierownikiem produkcji filmu „Desperat” i nikt poza mną. - 

Wymawiała te słowa jak wydający rozkazy sierżant. - Jeżeli dla ciebie ta 

decyzja jest niedorzeczna i uważasz, że przysporzy ci kłopotów, to proszę, 

odpowiedz,   zanim   zjawi   się   tu   cała   ekipa:   czy   mam   szukać   innego 

reżysera?

Zdumiała   go   ta   raptowna   zmiana   w   jej   postawie.   Przed   chwilą   była 

opanowana   i   nieco   pogardliwa,   odsunęła   jego   dłoń,   jakby   się   bała,   że 

zostawi   plamę   na   jej   alabastrowym   podbródku,   potraktowała   jego 

uzasadnione obawy jako drobne dokuczliwości. A teraz nagle zmieniła się 

w rozszalałą kotkę. Stała z dłońmi na biodrach, wysoko uniesioną głową i 

oczami rzucającymi lodowate błyski.

-   Czy   mam   szukać   kogoś   innego   na   twoje   miejsce?   -   powtórzyła 

wyniosłym tonem obrażonej królowej. Nie potrafił powstrzymać śmiechu.

- Nie.

Odpowiedziało mu zakłopotane spojrzenie szafirowych oczu.

-   To...   w   porządku   -   wymamrotała   zaskoczona   jego   wesołością.   To 

28

background image

głupie, że z rękami na biodrach awanturuje się jak przekupka. Zacisnęła 

dłonie na lamówce eleganckiego żakietu, żeby odzyskać zimną krew. - 

Zatem   wszystko   zostało   wyjaśnione   -   powiedziała   szorstko.   Usiłowała 

udawać, że nic się nie stało.

Rafe popatrzył na nią z żartobliwym uśmiechem.

- Nie wszystko, kochanie. - Zanim się zorientowała, już był przy niej. - 

Nie uda ci się wywinąć z tego w ten sposób.

- Wywinąć? O czym ty mówisz? - Chciała jeszcze coś powiedzieć, lecz 

głos uwiązł jej w gardle, gdyż poczuła na wargach dotyk palców Rafe’a.

Skamieniała.

- O, widzisz, już lepiej. - Był wyraźnie zadowolony, że tak łatwo zmusił 

ją do milczenia. - O wiele lepiej. A teraz...

Chciał jej powiedzieć... o czymś. Albo zwrócić uwagę... na coś. Lecz pod 

wpływem spojrzenia tej kobiety, stojącej tak nieruchomo i wpatrzonej w 

niego tymi nieprawdopodobnie szafirowymi oczami, całkiem się pogubił.

Więc   tylko   czubkami   palców   wodził   po   jej   wargach,   zafascynowany 

wrażeniem, jakie na niej robiła ta pieszczota.

- Masz najbardziej zmysłowe usta pod słońcem - powiedział zduszonym 

szeptem. - Takie miękkie. - Powiódł palcem po delikatnym zarysie górnej 

wargi. - Takie słodkie. - Dotknął dolnej, jakby obrzmiałej. - Kuszą jak 

świeżo  zerwane  dojrzałe   wiśnie.   -  Przesunął  palec  pod  jej  brodę,  żeby 

odchylić do tyłu głowę. - Na pewno tak samo smakują. - Pochylił ku niej 

twarz.

W głowie Claire odezwał się sygnał ostrzegawczy. Powinna odsunąć się 

albo   zacząć   krzyczeć,   odepchnąć   jego   dłoń.   Jednak   niezdolna   do 

jakiegokolwiek działania, mogła tylko tak stać jak sama złapana w światła 

29

background image

nadjeżdżającego samochodu, oczekująca na spełnienie się losu.

Wydawało się jej, że jego twarz zbliża się bardzo powoli, jakby oglądana 

na filmie  w zwolnionym tempie  - każdy szczegół widziany tak ostro  i 

wyraźnie jak przez najczulszy obiektyw kamery. Ciemne włosy opadły mu 

na   czoło,   kiedy   się   nad   nią   pochylał.   Czarne   oczy,   przepełnione 

pożądaniem, utkwione były w jej ustach, a jego lekko rozchylone wargi 

były coraz bliżej i bliżej...

Rozległo się głośne pukanie do drzwi. Rafe zaklął pod nosem i opuścił 

rękę. Oboje starali się uspokoić przyspieszone oddechy.

- Bardzo przepraszam. - Robert wetknął głowę przez drzwi. - Pan Cleary i 

panna   Santana   już   przyszli   na   spotkanie.   Panna   Ward   telefonowała   z 

samochodu   i   powiedziała,   że   razem   z   panem   Benningtonem   utknęli   w 

korku, ale są już w drodze. Od pozostałych osób nie otrzymałem żadnych 

wiadomości. Czy mam czekać, aż wszyscy się zjawią, czy wprowadzić 

tych, którzy już przyszli?

Rafe i Claire spojrzeli na siebie ukradkiem.

- Proszę ich wprowadzić - odrzekli równocześnie.

- A dlaczego nie Woody Harrelson? - zapytał Rafe. Dwa dni po spotkaniu 

z ekipą filmową zasiedli oboje przy stole konferencyjnym, żeby uzgodnić, 

któremu aktorowi zostanie powierzona główna rola w „Desperacie”. - Jest 

młody,   przystojny,   potrafi   przekonująco   zagrać   takiego   pozornie 

lekkomyślnego prostaka jak Josh. W filmie „Biały człowiek nie umie tak 

skakać” udowodnił, że to dzięki niemu publiczność waliła do kin. A w 

„Niemoralnej propozycji” pokazał, jakie ma możliwości aktorskie.

- Dlatego właśnie już się dla nas nie nadaje. Jest za drogi.

30

background image

- Nie możesz zaoszczędzić na innych pozycjach budżetu? Skrócić czasu 

zdjęciowego? - zaproponował, wskazując na tablicę. - Coś z tego da się 

okroić.

- Nie będzie nas stać na Harrelsona, choćbyśmy coś okroili o połowę.

-   Jestem   przekonany,   że   potrafisz   gdzieś   znaleźć   pieniądze.   Wszyscy 

dobrzy producenci to potrafią. A ty jesteś dobra, prawda?

Nie zamierzała zwracać uwagi na tę żartobliwą drwinę.

- Nie stać nas na niego - powtórzyła i wskazała na stos taśm z próbnymi 

zdjęciami. - Żaden z tych aktorów ci nie odpowiada?

Rafe potrząsnął głową.

- Podobnie jak tobie.

- Dlaczego tak sądzisz?

- Nie sądzę. Wiem.

Uśmiechnął   się   do   niej   niedbale,   trochę   sennie,   jak   w   czasie   ich 

pierwszego spotkania. Prawie uwierzyła wtedy, że on nie może być tak 

niebezpieczny, na jakiego wygląda. Teraz wiedziała, że ten uśmiech nie 

powinien był jej zwieść.

- Skąd wiesz?

-   Gdybyś   się   którymś   z   nich   zainteresowała,   wyznaczyłabyś   termin 

przesłuchania. Mam rację?

- No... tak. - Nie była pewna, czy ma być zadowolona, że tak szybko 

dostosował   się   do   jej   stylu   pracy.   Trocheja   zatrwożyło,   że   w   ciągu 

zaledwie kilku dni tak dobrze się na niej poznał.

-   Tyle   czasu   przeglądamy   te   taśmy,   że   wszystko   mąci   mi   się   przed 

oczami.   -   Rafe   odchylił   się   na   oparcie   krzesła   i   przetarł   powieki 

wierzchem dłoni. - I żadna z aktorek nie nadaje się do roli Molly.

31

background image

- Chyba nie masz racji - sprzeciwiła się Claire. Wstała od stołu i włożyła 

kolejną kasetę do magnetowidu. - Jeszcze raz popatrz na Christine Bishop. 

- Wróciła na swoje miejsce przy stole. - Ja uważam, że jest doskonała.

- Zbyt wyrafinowana. Molly jest prowincjonalną dziewczyną z małego 

miasteczka. A ta kobieta - wskazał na ekran - wygląda... czy ja wiem... jest 

chyba   zanadto   doświadczona,   żeby   grać   rolę   ufnej,   naiwnej   i 

skrzywdzonej.

- Molly została skrzywdzona, ale nie można jej nazwać naiwną. To po 

prostu osoba wrażliwa na ciosy. I nie była taka znowu ufna. Josh musiał 

sobie ciężko zapracować na jej zaufanie. A poza tym Molly była bardziej 

doświadczona, niż myślisz. - Spojrzała na Rafe’a kątem oka. Wyglądał 

wzruszająco,   zmęczony,   ze   śladami   popołudniowego   zarostu.   -   Jak 

większość kobiet.

- Co większość kobiet? - spytał, jakby myślał o czymś innym. Popatrzył 

na ekran, usiłując dostrzec to, o czym mówiła Claire.

- Są mniej naiwne i bardziej doświadczone, niż to się zdaje mężczyznom.

Odwrócił do niej głowę, gdyż uderzył go jakiś ukryty sens tego zdania.

-   Coś   mi   umknęło?   -   zapytał.   Potrząsnęła   głową.   Niepotrzebnie   to 

powiedziała. Wskazała na ekran.

- Popatrz tylko, jak Christine gra tę scenę. Spójrz na jej oczy. Dostrzegasz 

tę wrażliwość i bezbronność? A jednocześnie jak ona stara się ukryć swą 

słabość? - Cofnęła taśmę. - Obejrzyj jeszcze raz tę scenę bez dźwięku. 

Teraz widzisz? Trzeba złagodzić makijaż, zmienić uczesanie, zwrócić jej 

uwagę na teksaski akcent i będzie doskonała. Myślę, że musimy zaprosić 

ją na przesłuchanie.

Spojrzał na Claire, jakby spłynęło na niego natchnienie.

32

background image

- Uważam, że ty powinnaś zagrać Molly.

- Ja? - Była autentycznie zdumiona. - Nie jestem aktorką.

-   Ale   byłaś.   I   to   bardzo   dobrą.   Przecież   w   „Oszustach”   grałaś   taką 

prowincjonalną dziewczynę, jak Molly. Jesteś oczywiście trochę starsza, 

ale od czego właściwy makijaż i odpowiedni strój. To ty masz właśnie w 

sobie niewinność i czystość.

- Nie - odrzekła porywczo. - Od siedmiu lat nie grałam w fiknie i nadal 

nie   mam   na   to   ochoty.   -   Nie   lubiła   tego   zawodu   nawet   wtedy,   gdy 

uchodziła za cudowne dziecko Hollywoodu.

- To nie znaczy, że nie możesz wrócić przed kamerę. - Pochylił się w jej 

kierunku   z   ożywieniem.   Spodobał   mu   się   pomysł,   że   mógłby   być   jej 

reżyserem, kierować nią, i wreszcie wydobyć na światło dzienne emocje, 

które  chowała pod  kruchą  powłoką  lodu.  Stosunki  między  reżyserem  i 

aktorką mogą być bardzo intymne. A on chciał, wręcz pragnął nawiązać z 

nią intymny kontakt. - Rola Molly jest po prostu dla ciebie napisana. Jak 

mogłem tego nie zauważyć? - Wyciągnął do niej dłoń.

Odskoczyła od stołu, zanim zdążył jej dotknąć.

- Nie bądź śmieszny. - Była zła i przerażona równocześnie. On chyba nie 

uświadamiał sobie, jak bliski był prawdy.

- Co w tym śmiesznego? Byłaś podziwianą aktorką. Zdobyłaś Oskara za 

rolę w „Pełnoletniej” - przypomniał, tak jakby ona tego nie pamiętała.

- Byłam tylko podziwianym, cudownym dzieckiem ekranu. - Podeszła do 

magnetowidu i zaczęła przewijać taśmę. - Dostałam Oskara, kiedy miałam 

trzynaście lat.

-   I   co   z   tego?   Bardzo   wiele   aktorek,   które   obecnie   odnoszą   sukcesy, 

zaczynały grać w filmie jako dzieci. Elizabeth Taylor. Natalie Wood. Jodie 

33

background image

Foster. Po „Oszustach” wydawało się, że pójdziesz w ich ślady. I wtedy 

zrezygnowałaś z kariery.

Dobrze pamiętał, jak prasa rozpisywała się o przyczynach jej zniknięcia 

po zakończeniu zdjęć do „Oszustów”.

Wymyślano rozmaite.  Cierpiała  na anoreksję i została  umieszczona  w 

szpitalu   przez   zaniepokojoną   rodzinę.   Przeżyła   załamanie   nerwowe. 

Uciekła z żonatym mężczyzną. Miała zniekształconą figurę po przebytej 

chorobie.   Poszła   na   wyższe   studia.   Została   członkiem   religijnej   sekty. 

Uprowadzili   ją   przybysze   z   kosmosu.   Urodziła   upośledzone   dziecko   i 

poświęciła się jego wychowywaniu.

Oczywiście żadna nie była prawdziwa. Hollywoodzki światek uznał w 

końcu, że powodem porzucenia aktorstwa był po prostu kaprys gwiazdy.

Lecz   patrząc   na   nią   teraz,   nagle   zesztywniałą.   Rafe   zaczął   się 

zastanawiać, czy choć w jednej z tych plotek

nie kryło się źdźbło prawdy. Coś przecież stworzyło tę lodową zaporę, 

ukrywającą jej prawdziwe uczucia.

- Dlaczego? - spytał cicho. - Jak to się stało, że odnosząca sukcesy młoda 

aktorka, która praktycznie wychowała się przed kamerą, porzuciła karierę i 

odeszła z zawodu?

Claire zatrzymała taśmę i wyjęła kasetę. Odetchnęła głęboko i z wysoko 

uniesioną głową odwróciła się do niego. Była już gotowa do odpowiedzi, 

takiej samej zresztą, jakiej niejednokrotnie udzielała swojej rodzinie.

- Sam już sobie odpowiedziałeś na to pytanie. Wychowałam się przed 

kamerą. Dosłownie. Moja matka była ze mną w ciąży, kiedy pracowała z 

Seanem   Connery.   Gdy   miałam   cztery   lata,   ojciec   dał   mi   małą   rolę   w 

swoim filmie. Wszyscy mówili, że jestem urodzoną aktorką. A dla mnie 

34

background image

aktorstwo było rzeczą tak naturalną jak oddychanie. Jako dziecko, nigdy 

nie zastanawiałam się, czy lubię to zajęcie.

W gruncie rzeczy go nie cierpiała.  Wzrastanie w nieustannym świetle 

jupiterów   i   w   związanym   z   tym   rozgłosie   miało   swe   ujemne   strony, 

których dziecko najpierw nie umiało, a później nie mogło wyrazić. Kariera 

aktorska   sprawiała   satysfakcję   jej   rodzicom.   Stwarzała   podwaliny 

przyszłych sukcesów. Dawała możliwość bogatych przeżyć. To wszystko 

wtedy się liczyło.

-   Nie   rozważałam   początkowo   poważnie,   czy   aktorstwo   jest   moim 

życiowym   powołaniem.   Taka   refleksja   przyszła   dopiero   wtedy,   gdy 

zagrałam w „Oszustach”. Miałam prawie dziewiętnaście lat i zrozumiałam, 

że już więcej nie mam na to ochoty.

- Ale nadal mi nie powiedziałaś dlaczego.

- Znudziła mi się ta praca. Taki prosty powód. Przestała już być dla mnie 

wyzwaniem,   więc   postanowiłam   spróbować   czegoś   innego.   A   to   - 

zatoczyła wkoło  ręką, wskazując na  stosy  kaset z  próbnymi zdjęciami, 

tablice z kalendarzowym planem zdjęć, stertę nie przeczytanych jeszcze 

scenariuszy - jest właśnie tym czymś.

Rafe nadal nie był przekonany.

- I nigdy potem nie ciągnęło cię przed kamerę? Nie wabiły cię światła 

jupiterów? Żądza sławy i dalszej kariery gwiazdy filmowej?

- Nie, nigdy. - Wypowiedziała te słowa z najgłębszym przekonaniem. - A 

teraz chyba powinieneś jeszcze raz przejrzeć tę taśmę. - Podsunęła mu 

kasetę z próbnymi zdjęciami Christine Bishop. - Musimy wreszcie znaleźć 

aktorkę do roli Molly.

35

background image

-   Przyznaję,   myliłem   się   -   stwierdził   Rafe,   spoglądając   chmurnym 

wzrokiem. Claire Kingston była naprawdę producentką o niesamowitym 

instynkcie,   dzięki   któremu   bezbłędnie   dobierała   obsadę   aktorską.   - 

Przesłuchanie Christine Bishop wypadło...

- ...kapitalnie - podsunęła, bardzo z siebie zadowolona. - Zdumiewająco.

- Miałem na myśli: zadowalająco.

Chciał ją zezłościć. Zaczął stosować taką metodę, żeby się przekonać, czy 

uda mu się znowu wyprowadzić ją z równowagi, jak wtedy, gdy zarzucił 

jej   podjęcie   decyzji   bez   zgody   matki.   Jak   dotąd   bez   skutku.   Jej 

opanowanie zaczynało go powoli doprowadzać do szału.

-   Droczysz   się,   bo   nie   miałeś   racji   -   odparła   spokojnie.   Nie   da   się 

sprowokować. Tylko raz mu się powiodło i to się już nie powtórzy. Tak 

było bezpieczniej. - Christine zagrała pięknie i dobrze o tym wiesz. Teraz 

musimy   wyszukać   jej   partnera   o   podobnej   sile   wyrazu   i   odpowiednim 

stylu gry.

- Mam kandydata do roli Josha - oznajmił Rafe. - Znalazłem go tam, 

gdzie wcale nie zamierzałem szukać. Przeskakiwałem wczoraj wieczorem 

z kanału na kanał w telewizji i nagle mi się objawił.

Claire nawet nie podniosła oczu znad dziennego raportu produkcji.

- Kto i za ile?

-   Aktor   dobry   warsztatowo.   -   Nie   wprowadzał   jej   w   szczegóły,   gdyż 

wiedział, jak ona ceni zwięzłość.

- Nie jest olśniewający, ale ma duże umiejętności. Może trochę za stary 

do tej roli...

- Kto i za ile? - Tym razem Claire uniosła wzrok.

36

background image

- Twój stary przyjaciel z „Oszustów”.

- Kto i za... - W jej oczach pojawił się przestrach.

- Z „Oszustów”?

Rafe skinął głową.

- Dax Wyatt - wyjaśnił, oczekując, że będzie mile zaskoczona.

-   Dax   Wyatt?   -   Patrzyła   na   niego,   jakby   postradał   zmysły.   -   Chyba 

żartujesz. Zmarszczył brwi.

- Dlaczego ci nie odpowiada?

-   No...   -   Zastanawiała   się   gorączkowo,   co   ma   mu   powiedzieć,   jaką 

znaleźć wymówkę. Cokolwiek, byle nie prawdę. - Przede wszystkim jest 

za stary. - Energicznie przekładała kartki raportu, usiłując ułożyć je we 

właściwej kolejności. - Sam to stwierdziłeś.

-  To   żaden  problem.   Różnica   wieku  nie   jest   taka  duża.   Poza  tym  on 

potrafi   zagrać   mężczyznę   młodszego   od   siebie.   Najważniejsze,   że   jest 

naturalny i bezpretensjonalny. A fizycznie będzie dobrym kontrastem dla 

Christine.

- Nie.

- Dlaczego?

- Nie chcę go. Dlatego. - Złożyła gwałtownie teczkę z raportem i wstała. - 

To kończy sprawę.

- O nie, nie kończy, bynajmniej. - Rafe’a zaczęła ogarniać złość. - Nie 

możesz podejmować sama takiej decyzji, dopóki przynajmniej ze mną jej 

nie przedyskutujesz. Mam prawo zatwierdzania obsady, zapomniałaś?

- Ja także mam takie prawo - odparła ostro. - I nie godzę się na Daxa 

Wyatta.

- Dlaczego?

37

background image

- Ponieważ... ponieważ go nie cierpię. To wszystko. - Skierowała się do 

stojącej za biurkiem sekretery i otworzyła szufladę. - Czy możemy  już 

uznać ten temat za wyczerpany? Bardzo proszę.

- Nie, nie możemy - odrzekł Rafe z uporem. - Chyba że mnie przekonasz. 

Dax Wyatt jest dobrym aktorem. Według mnie świetnie nadaje się do tej 

roli. Nie odrzucę jego kandydatury tylko dlatego, że ty go nie lubisz. Do 

licha, Claire, przecież nie namawiam cię, żebyś poszła z nim do łóżka. 

Proponuję tylko przesłuchanie i...

Zamknęła szufladę z trzaskiem.

Czarne oczy Rafe’a zwęziły się, jakby zaczął się czegoś domyślać.

- Co ci jest? Miałaś z Daxem Wyattem nieszczęśliwy romans? I dlatego 

nie chcesz z nim pracować? Czy właśnie o to chodzi?

- Romans? - Palce Claire zacisnęły się na uchwycie szuflady. - Z Daxem 

Wyattem? - Przez krótki, przerażający moment myślała, że zemdleje. Albo 

zwymiotuje. Opanowała się całą siłą woli. Kiedy odwróciła się do Rafe’a, 

znowu była Królową Lodu.

-   Nie   obrażaj   mnie   -   powiedziała   tonem,   jakby   rozmowa   o   Daxie 

Wyattcie zaczynała ją nudzić. - To wstrętny typ. - Pięknie zarysowana 

górna warga wykrzywiła się w lekkim grymasie szyderstwa. - Obleśny, 

męski szowinista. A ja po prostu z kimś takim nie lubię pracować. Ale 

skoro   sądzisz,   że   on   może   być   dobry   w   roli   Josha...   -   Wzruszyła 

ramionami, co miało wskazywać, że na temat gustów się nie dyskutuje, i 

otworzyła swój terminarz. - Chyba będę miała trochę czasu w przyszłym 

tygodniu. - Przerzucała strony kalendarza. - Jaki dzień najbardziej by ci 

odpowiadał? - Podniosła na niego wzrok, gdyż milczał. -Rafe?

- Co za zaskakująca zmiana poglądów.

38

background image

- Jestem ci to winna. - Musiała się jakoś wytłumaczyć. - Ty zawierzyłeś 

mojemu instynktowi przy obsadzaniu roli Molly, więc chyba powinnam ci 

się zrewanżować. Kto wie? Może będę mile zdziwiona. Niewykluczone, 

że   Dax   wydoroślał   od   tamtych   czasów.   -   Wzięła   do   ręki   pióro.   -   Co 

powiesz na czwartek?

- Molly, musisz podjąć decyzję. - Dax Wyatt wypowiadał swą kwestię ze 

scenariusza. - Ufasz mi czy nie? - Patrzył w oczy Christine Bishop. - Co 

się z tobą dzieje, jedziesz ze mną czy zostajesz - wyczuwało się, że pod 

oschłym tonem pragnie za wszelką cenę ukryć głęboką rozpacz.

Nikt z oglądających tę scenę nie miał wątpliwości, że bohater przeżywa 

mękę walki wewnętrznej. Modulacja głosu i wyraz oczu mówiły, że Molly 

odmową zadałaby mu cios w samo serce. A on raczej by umarł, niż się do 

tego przyznał.

Rafe spojrzał na Claire znacząco. Jego wzrok wyraźnie mówił: Czy nie 

miałem racji, że Dax Wyatt będzie doskonały w tej roli?

Niewątpliwie   miał   rację,   pomyślała   Claire.   Aktor   wspaniale   zagrał 

zakochanego młodego człowieka - czułego, a jednocześnie bojącego się 

wyjawić uczucie, które uważał za słabość.

Może rzeczywiście dojrzał psychicznie od czasu, kiedy razem pracowali?

-   Ja...   ja   nie   mogę.   -   To   była   kwestia   Christine   Bishop.   -   Nie   teraz. 

Jeszcze nie. Proszę. - Aktorka położyła dłoń na ramieniu Daxa. - Josh, 

proszę cię, daj mi trochę czasu.

-   Ile?   -   spytał   szorstko,   jakby   lekceważył   takie   babskie   gadanie,   gdy 

tymczasem słychać było łzy w jego głosie.

-   Kilka   dni.   Dopóki   mama   nie   wyzdrowieje.   Wtedy   pojadę   z   tobą. 

39

background image

Obiecuję.

- Przedtem też mi obiecywałaś.

-   Tym   razem   dotrzymam   słowa,   naprawdę.   Musisz   mi   uwierzyć.   - 

Zacisnęła palce na gorsie jego koszuli. - Powiedz, że nie wyjedziesz beze 

mnie. Proszę, Josh.

Odsunął ją od siebie.

- Nie mogę się tu obijać w nieskończoność - odrzekł twardo.

- Jeszcze tylko parę dni.

Claire obserwowała, jak z wolna twarz aktora łagodnieje.

- Niech będzie. - Wziął partnerkę w ramiona  i ich usta zwarły się w 

namiętnym   pocałunku.   Pocałunek   trwał   o   wiele   dłużej,   niż   wymagał 

scenariusz.

A jednak Dax nie wydoroślał, pomyślała Claire, patrząc z zakłopotaniem, 

jak Christine stara się w miarę dyskretnie wysunąć z jego objęć.

- To chyba wystarczy - powiedziała Claire donośnym głosem. Nie mogła 

dłużej znieść tego żenującego widowiska.

Dax uniósł głowę z uśmiechem.

- I jak mi poszło? - spytał, najwyraźniej nieświadomy reakcji Christine na 

przedłużoną scenę pocałunku.

Rafe spojrzał na Claire. Skinęła niechętnie głową.

- Moje gratulacje - rzekł Rafe. - Masz tę rolę.

- A zatem jak dotąd, nie ma między nami rozbieżności. - Claire powiodła 

wzrokiem po zgromadzonych wokół stołu konferencyjnego.

Właśnie dobiegało końca zebranie, jedno z tych długich i wyczerpujących 

spotkań z głównymi realizatorami filmu przed przystąpieniem do zdjęć.

40

background image

Uczestniczyli  w  nim scenograf,  dekorator  wnętrz,   asystentka reżysera, 

sekretarka planu, szef operatorów i oczywiście reżyser.

- Rozumiem - mówiła dalej Claire - że nikt nie ma wątpliwości, co i jak 

chcemy osiągnąć. Wszyscy wiecie, jakimi środkami dysponujemy i znacie 

ograniczenia. A zwłaszcza każdy pamięta o wysokości naszego budżetu. 

Tak?

Odpowiedzią   były   znużone   potakiwania.   Nikt   nie   zgłaszał   dalszych 

uwag, więc Claire  zwróciła się jeszcze do dwóch osób - Becky Ward, 

scenografa, i Benningtona, dekoratora wnętrz.

- Becky? R.J.? Czy wszystko jasne?

- Jasne jak słońce - odparł R.J. Bennington w imieniu obojga.

- A ty, Anno? Nie masz żadnych pytań lub uwag?

Anna Markowitz zdjęła okulary i pomasowała nasadę nosa.

- Jeżeli przyjdzie mi coś do głowy, czego jeszcze nie przemaglowaliśmy 

tysiąc razy, to dam ci znać.

- Pilar? O niczym nie zapomnieliśmy?

- O niczym. Wszystko zostało omówione.

- W kółko i na okrągło - powiedział Rafe scenicznym szeptem.

Wszyscy   się   roześmieli,   nawet   Claire,   która   jednak   nie   dawała   za 

wygraną.

- Denis, a ty? Masz jeszcze jakieś nie rozwiązane problemy?

Operator powiedział tylko jedno słowo.

- Plener.

Tak.   Jak   dotąd   była   to   nadal   otwarta   kwestia.   Po   trzech   tygodniach 

poszukiwań   małego,   prowincjonalnego   miasta   w   Teksasie,   mającego 

oddawać   klimat   Burley,  w  którym  autor  scenariusza   umiejscowił   akcję 

41

background image

filmu,   nie   udało   się   znaleźć   niczego,   co   odpowiadałoby   wymaganiom 

Claire.

- Ja się tym zajmę. To znaczy - poprawiła się, rzucając szybkie spojrzenie 

na reżysera - my. Rafe i ja wyruszymy w sobotę skoro świt do Teksasu - 

wyjaśniła. Starała się, by jej głos nie zdradził, że na samą myśl o wspólnej 

podróży dostawała gęsiej skórki.

Przemierzanie   rozległych   obszarów   zachodniego   Teksasu 

wypożyczonym   samochodem   w   poszukiwaniu   małego   miasteczka, 

smażone   kurczaki   w   wiejskich   gospodach,   nocowanie   w   skromnych 

motelach bez obsługi i telewizji zupełnie się jej nie uśmiechało. Przede 

wszystkim ze względu na nieustanną obecność Rafe’a, w samochodzie, 

podczas posiłków, a nocą w sąsiednim pokoju.

-   Przyrzekam,   że   znajdziemy   Burley   przed   rozpoczęciem   zdjęć.   - 

Przysięgła sobie w duchu, że będzie to najkrótszy rekonesans plenerów w 

dziejach kina.

-  Nawet   gdybym  musiała   wybudować   to   miasteczko   gołymi   rękami   - 

dodała.

- Brawo - skomentowała Becky Ward, po czym ziewnęła. - Czy możemy 

już iść do domu?

- Wy możecie - powiedziała Claire z westchnieniem, jak wyrozumiała 

matka do gromadki dzieci.

- Robert natychmiast was zawiadomi, jak tylko coś znajdziemy.

Zebrani zaczęli wstawać od stołu.

- I pamiętajcie, że wszyscy członkowie naszej ekipy realizacyjnej mają 

zawiadamiać   Roberta   o   swych   aktualnych   planach.   -   Claire   nie   mogła 

odmówić   sobie   tej   uwagi.   -   Wszelkie   zmiany   w   dotychczasowych 

42

background image

ustaleniach powinny być zgłoszone na piśmie albo...

Rafe podszedł do niej i stanowczym ruchem położył jej dłoń na ustach, 

przerywając w pół słowa.

-   Wiemy,   wiemy   -   powiedział.   -   Daj   już...   Urwał   gwałtownie,   gdyż 

wyczuł,   że   ona   zadygotała   nerwowo.   W   jej   szeroko   otwartych   oczach 

dojrzał oburzenie i przerażenie, zupełnie nie pasujące do tego niewinnego 

gestu. Natychmiast cofnął rękę.

Claire oddychała szybko, lecz odwróciła się od niego bez słowa, jakby 

nic nie zaszło.

- Zanim wyjdziecie... - Zamilkła na moment, gdyż musiała odchrząknąć. - 

Zanim wyjdziecie - powtórzyła już opanowana jak zawsze - chciałabym 

jeszcze coś powiedzieć.

Pięć dorosłych osób westchnęło głośno. Jak zawiedzione dzieci, którym 

oznajmiono, że wyjazd na wakacje się opóźnia.

Tylko   Rafe   stał   w   milczeniu   i   zastanawiał   się,   czy   przypadkiem   nie 

poniosła   go   wyobraźnia,   kiedy   przed   chwilą   wydawało   mu   się,   że 

dostrzegł w oczach Claire panikę.

- Uspokójcie się - mówiła dalej. - Nie zamierzam wam znowu o czymś 

przypominać   ani   wydawać   ostatnich   poleceń.   Chciałam   po   prostu 

powiedzieć, jak bardzo jestem wam wdzięczna za tyle ciężkiej pracy, którą 

już wykonaliście. Wiem, że przy tym właśnie fiknie dałam się wam trochę 

we znaki...

- Trochę, to za mało powiedziane - wtrąciła żartobliwie Anna Markowitz.

- Zgoda, zalazłam wam porządnie za skórę. - Claire uśmiechnęła się ze 

skruszoną   miną.   -   Pragnęłabym   więc   choć   w   drobnej   mierze   się 

odwdzięczyć. Zapraszam was na bal. Urządza go Tara w sobotni wieczór 

43

background image

w   domu   Pierce’a.   Na   cele   dobroczynne.   Będziecie   moimi   gośćmi   - 

podkreśliła   z   naciskiem.   -   Małżonkowie   i   bliskie   sercu   osoby   mile 

widziane.   Mam   tylko   nadzieję   -   uśmiechnęła   się   kpiąco   -   że   nie 

przyprowadzicie jednych i drugich. - Kiedy zamilkły chichoty, dodała: - 

Stroje   wieczorowe.   Będzie   kolacja   i   oczywiście   tańce,   a   dla 

zainteresowanych aukcja. Nie przejmujcie się dojazdem, przyślę po was 

samochody. Są chętni?

Wszyscy  byli, oczywiście.  Bale  dobroczynne  Tary  Channing-Kingston 

miały   opinię   jednej   z   najważniejszych   imprez   towarzyskich.   Między 

innymi dlatego, że nie urządzała ich tak często jak inne damy Hollywoodu, 

więc zaproszenie do niej było nadzwyczaj pożądane.

Udział   w   jej   przyjęciu   mógł   mieć   korzystny   wpływ   na   pozycję 

towarzyską   i   wizerunek   w   świecie   filmowym.   W   najgorszym   razie 

umożliwiał kontakt z wybitnymi ludźmi. A w najlepszym... Plotka głosiła, 

że   szczegóły   dotyczące   jednej   trzeciej   filmów   zostały   opracowane   na 

koktajlowych serwetkach w czasie przyjęć u Tary.

Jedynie Rafe nie wydawał się szczególnie podekscytowany.

-   Nie   chodzę   na   bale   dobroczynne   -   odezwał   się,   kiedy   już   reszta 

towarzystwa opuściła pokój.

- Nie? Dlaczego?

- Głównie ze względu na snobistyczne towarzystwo i czczą gadaninę - 

odparł.

Patrzył,   jak   Claire   idzie   wzdłuż   stołu   ze   spuszczoną   głową   i   zbiera 

pozostałe po długim dniu pracy papiery.

- Płacisz setki dolarów - ciągnął dalej - i dostajesz za to rozgotowane 

spaghetti i kilka listków sałaty, które nie wystarczyłyby nawet królikowi. 

44

background image

Czasem przy odrobinie szczęścia trafi ci się kawałek nie dopieczonego 

kurczaka. - Podniósł kosz na śmieci i zaczął sprzątać ze stołu z drugiej 

strony. - A te wszystkie pieniądze idą w końcu raczej na dekoracje wnętrz 

i rozrywki niż dla potrzebujących wsparcia.

- Jeśli chodzi o towarzystwo, to oczywiście masz rację, ale w tym mieście 

nie można od tego uciec. Za to jedzenie u Tary jest zawsze znakomite. 

Tym   razem   szykuje   jakieś   egzotyczne,   tajlandzkie   potrawy,   maje 

przyrządzać kucharz z San Francis... - urwała gwałtownie.

Uświadomiła sobie, że Rafe stoi zupełnie blisko z wyciągniętym ku niej 

koszem w ręce. Posłała mu spłoszone spojrzenie, wrzuciła śmieci do kosza 

i odeszła w przeciwnym kierunku, żeby zabrać ze stołu  swoje teczki i 

notatniki.

- Zaręczam, że nie umrzesz z głodu - mówiła dalej, jakby nic się nie stało. 

-   A   cały   dochód   jest   przeznaczony   na   sfinansowanie   programu   badań 

prenatalnych   prowadzonych   przez   szpital   położniczy   we   wschodniej 

dzielnicy Los Angeles i tam zostanie od razu przekazany. Ten program to 

oczko w głowie Tary. Zainteresowała się nim, kiedy zmarło jej pierwsze 

dziecko, urodzone przedwcześnie. To oczywiście było dawno temu, ale...

- Claire.

Zatrzymała   się   na   dźwięk   swego   imienia   wypowiedzianego   niskim, 

gardłowym głosem.

Przycisnęła kurczowo do piersi plik teczek i uniosła głowę.

- Słucham? - Patrzyła na niego zupełnie jak wtedy, gdy położył jej dłoń 

na ustach.

Prawie tak samo, poprawił się. Z jej oczu nie wyzierała już panika, tylko 

jakaś   czujna   obawa.   Przypominało   mu   się   pewne   wydarzenie   z 

45

background image

dzieciństwa.   Koło   stajni   ich   sąsiadów   półdzikie   kociaki   łowiły   myszy. 

Złapał  jednego,   bo   chciał   go   oswoić.   Kiedy   w  swoim  pokoju   leżał  na 

brzuchu na podłodze i próbował pieszczotliwym tonem nakłonić kotka, 

żeby   wziął   z   jego   ręki   jedzenie,   zwierzątko   patrzyło   na   niego   właśnie 

takim samym wzrokiem, jak teraz Claire.

- Masz jakiś uraz do mnie - spytał miękko - czy boisz się wszystkich 

mężczyzn?

W oczach Claire błysnęło oburzenie.

- Nie boję się mężczyzn.

- A więc jedynie mnie.

- Ciebie też nie. - Uniosła wysoko głowę. - Nie wiem, skąd ci przyszła do 

głowy podobnie śmieszna myśl.

- Obserwowałem, jak okrążasz stół, żeby stale nas rozdzielał, jakbyś się 

bała, że cię złapię i przewrócę na blat.

- Co za bzdura.

- Naprawdę?

- Totalna - warknęła. - I irytująco typowa.

- Typowa?

- Dlaczego mężczyźni zawsze uważają, że każda kobieta, która się nimi 

nie   interesuje,   musi   albo   się   ich   bać,   albo   cierpieć   na   oziębłość.   Nie 

przychodzi im do głowy, że może być po prostu wymagająca.

- Czy możemy przeprowadzić mały test?

- Jaki?

- Będziesz tutaj stała, a ja przejdę wzdłuż stołu. Zmrużyła podejrzliwie 

oczy. Jakby spodziewała się pułapki.

- I co potem?

46

background image

- Nic. Podejdę i stanę obok ciebie, a ty tylko będziesz spokojnie stała. 

Myślę, że ci się to nie uda. Strach ci na to nie pozwoli.

Wzruszyła ramionami i położyła teczki z trzaskiem na stole.

- Bardzo proszę.

Zaczęła przeglądać jakieś papiery, jakby była sama w pokoju.

A Rafe już był przy niej. Poczuła bijące od niego ciepło. Nie powinno 

drgnąć najmniejsze włókno jej ciała. Tylko w ten sposób może udowodnić, 

że się go nie boi i nie jest nim zainteresowana. Musi zachować całkowitą 

obojętność.

Stała nieruchomo, choć czuła już, że jego pierś dotyka jej ramienia, a 

gorący oddech unosi włosy na jej skroni. Odczekała dla pewności jeszcze 

parę sekund.

-   Zadowolony?   -   spytała   uszczypliwie,   unikając   jego   wzroku.   Każdy 

nerw miała napięty, lecz zdecydowana była za żadne skarby świata nie 

okazać zdenerwowania.

Bynajmniej, pomyślał Rafe, i ta myśl go zdziwiła. Lecz zaraz uświadomił 

sobie, że dopiero wtedy będzie usatysfakcjonowany, kiedy ona zacznie mu 

jeść z ręki. I pomrukiwać z zadowolenia, jak w końcu tamten półdziki 

kotek.

Najważniejsze było wzbudzenie jej zaufania.

- Jesteś bardzo opanowana, Claire Kingston, muszę to przyznać. - W jego 

głosie brzmiało rozbawienie i podziw. - Ale nie aż tak, jakbyś chciała. Pod 

lodową maską, którą przybrałaś, kipi wulkan. Widzę go w twoich oczach, 

za każdym razem, kiedy na mnie patrzysz. Wyczuwam w mchach twego 

ciała pod zakrywającym je szczelnie kostiumem. Dostrzegam na miękkiej 

skórze, o tu, pod brodą. - Bardzo powoli i ostrożnie podniósł rękę i nie 

47

background image

dotykając,   wskazał   na   pulsujący   punkt   nad   wysokim   kołnierzykiem 

jedwabnej,   ozdobionej   falbanką   bluzki.   -   Tak   szybko   bije   ci   tętno. 

Pewnego   dnia   namiętność,   którą   w   sobie   uwięziłaś,   wybuchnie   z   całą 

mocą. Potrzebny jest ci tylko ktoś, kto by cię poprowadził we właściwym 

kierunku. Kto odbezpieczyłby zapalnik. I ja zamierzam być tym kimś.

Spojrzała na niego kątem oka.

- Skończyłeś już te naiwne, pseudopsychologiczne rozważania?

Królowa Lodu nie ustąpiła nawet o włos. Odpowiedział uśmiechem na tę 

kąśliwą uwagę. Skinął głową.

- Na razie.

- Więc teraz zejdź mi z drogi. Mam jeszcze mnóstwo pracy. - Obrzuciła 

go odpychającym spojrzeniem.

- Ciebie oczywiście nie zatrzymuję. To już było prawie polecenie.

- Aha, jeszcze jedno. - Zatrzymał się w drodze do drzwi. - O której jutro 

przyślesz po mnie samochód?

- Sądziłam, że nie bywasz na balach dobroczynnych. Uśmiechnął się do 

niej od progu.

- Zmieniłem zdanie. O której?

Chciała mu powiedzieć, żeby nie przejmował się jej zaproszeniem. Lecz 

taka   reakcja   byłaby   zbyt   oczywista.   Poza   tym   zaprosiła   przecież 

wszystkich.   Prasa   mogłaby   rozdmuchać   fakt,   że   jedynie   reżyser   nie 

pojawił się na przyjęciu.

- O wpół do ósmej. Punktualnie. I Rafe - poczekała, aż ponownie zwróci 

na   nią   wzrok   -   musisz   się   ogolić   po   południu   -   powiedziała   słodkim 

głosem

-   żebyś   nie   wyglądał   na   gangstera   przebranego   w   smoking,   który, 

48

background image

niestety, będziesz zmuszony sobie kupić. Jeśli ci się uda w tak krótkim 

czasie znaleźć odpowiedni rozmiar.

ROZDZIAŁ 4

Uwaga Claire o smokingu, rozmyślał Rafe, sadowiąc się w samochodzie, 

który   po   niego   przysłała,   była   zapewne   rewanżem   za   jego   „naiwne, 

pseudopsychologiczne   rozważania”.  Prawie  całe  sobotnie   przedpołudnie 

spędził   na   poszukiwaniach   odpowiedniego   rozmiaru   i   tylko   dzięki 

solidnemu   napiwkowi   krawiec   jednego   z   najdroższych   salonów   mody 

dopasował mu ten strój na wieczór.

W dzieciństwie żył w skromnych warunkach i zwykle nosił przerabiane i 

używane   rzeczy.  Nadal  wydawało   mu   się   absurdalne   wyrzucanie  masy 

pieniędzy na wytworne, wieczorowe ubranie. Ale, do licha ciężkiego, nie 

mógł sobie pozwolić na to, żeby wyglądać na przyjęciu jak ubogi krewny. 

Claire   strzeliła   w   ciemno,   lecz   trafiła   w   słaby   punkt,   jakim   było   jego 

pochodzenie. A właśnie ono odbierało mu pewność siebie.

Dorastał w biedzie, w małym miasteczku zachodniego Teksasu, niewiele 

różniącym się od owego fikcyjnego Burley z „Desperata”. Meksykańskie 

dziedzictwo, z którego był dumny, stanowiło jednak obciążenie na drodze 

do społecznej akceptacji, nie mówiąc już o karierze. Po śmierci ojca stal 

się głową rodziny, choć miał dopiero piętnaście lat i był o wiele za młody 

na   dźwiganie   takich   obowiązków.   Tylko   dzięki   własnemu,   zawziętemu 

dążeniu do sukcesu i nieugiętej woli matki, udało mu się zdać maturę. 

Wyższe   studia   nie   wchodziły   w   rachubę,   skoro   trzeba   było   wyżywić, 

odziać   i   wykształcić   sześcioro   rodzeństwa.   Tak   więc   Rafe   poszedł   do 

49

background image

pracy na polu naftowym i większość zarobionych pieniędzy wysyłał co 

tydzień do domu.

Od tego czasu zdobył jeszcze trochę wykształcenia, a i samo życie dodało 

mu ogłady, lecz nadal nie był całkowicie pewny, którego widelca ma użyć, 

gdy   leżały   dwa   przy   nakryciu.   To   dlatego   nie   uczęszczał   na   bale 

dobroczynne i inne wystawne hollywoodzkie przyjęcia. Nie czul się na 

nich swobodnie. Bal się, że się wygłupi.

I   teraz,   mknąc   w   luksusowej   limuzynie,   ubrany   w   czarny   smoking   i 

czarne, kowbojskie buty z wężowej skóry, zastanawiał się, czy właśnie 

dokładnie tego nie robi. Błaźni się. Z powodu rozpieszczonej, pochodzącej 

z wyżyn społecznych księżniczki.

Już mu się to kiedyś zdarzyło.

W   małym,   teksaskim   mieście,   takim   jak   Flat   Rock,   społeczne   linie 

podziału były znacznie ostrzejsze niż gdzie indziej, a jego od początku los 

umieścił   po   tej   gorszej   stronie.   Oczywiście,   wiele   dziewcząt   chętnie 

przekraczało tę niewidzialną granicę. Takie zawsze się znajdą, w każdym 

mieście. Lecz nie robiły tego nigdy publicznie. Zawsze wycofywały się, 

gdy pojawiło się ryzyko utraty pozycji towarzyskiej. Jakoś sobie z tym 

radził. Dla większości znajomość z nim była jedynie

okazją poznania innego świata. Wiedział o tym. I nawet go to czasem 

bawiło.

Spotkał tylko jedną dziewczynę, która wydawała się inna. Poznał ją przed 

maturą. Nie kryła się z tym, że chodziła z nim na randki, obwoziła go 

odkrytym,   czerwonym   kabrioletem,   który   dostała   od   ojca   na   szesnaste 

urodziny. Na spacerach trzymali się za ręce, razem chodzili popływać do 

miejscowego   klubu,   nie   zważając   na   plotki.   Zakochał   się   w   niej   bez 

50

background image

pamięci, oddał jej swe młode serce wraz z obietnicą małżeństwa. W końcu 

któregoś dnia w pełni długiego, gorącego teksaskiego lata oznajmiła mu, 

że   nie   chce   go   już   więcej   widzieć.   Miesiąc   później   wyjechała   bez 

pożegnania. Dopiero wtedy uświadomił sobie, że go wykorzystała, aby 

skłonić swego bogatego tatusia do wysłania jej na studia do Dallas.

Potem były oczywiście inne kobiety. Tak zwane porządne dziewczyny i 

te trochę mniej porządne. Ze wszystkich możliwych sfer. Od nich nauczył 

się, że nie należy patrzeć na stosunki między kobietą i mężczyzną przez 

pryzmat   bolesnego   doświadczenia   wyniesionego   z   kontaktów   z   jedną 

zepsutą   dziewczyną.   Mimo   to,   pierwsza   lekcja   była   ciągle   żywa   i   jej 

wspomnienie   nawiedzało   go   w   najmniej   odpowiednich   momentach. 

Takich jak ten.

W   wytwornej   rezydencji   Pierce’a   w   Beverly   Hills   trwały   ostatnie 

przygotowania do balu. Claire, od dawna już przebrana i uczesana, wręcz 

narzucała   się   bratowej  z   pomocą.   Nie  mogła   znieść   myśli,   że  choć   na 

chwilę zostanie sama. Pragnęła znaleźć się w hałaśliwym dumie. Może 

gwar gości zagłuszyłby wspomnienie niskiego, gardłowego głosu Rafe’a, 

który   wmawiał   jej,   że   potrzebuje   kogoś,   kto   poprowadziłby   ją   we 

właściwym   kierunku.   I   że   on   miałby   być   tym   kimś.   Taka   wizja   była 

równie podniecająca, jak i alarmująca.

Wstąpiła   do  kuchni,   lecz   gospodyni,  groźna   pani  Gilmore,   całkowicie 

panowała   nad   sytuacją,   poganiając   personel   swym   zwykłym,   nie 

znoszącym sprzeciwu głosem i rzucała mordercze spojrzenie na każdego, 

kto ośmieliłby się pomyśleć o wścibianiu nosa w jej sprawy.

Claire szybko wycofała się z kuchni i weszła na piętro. Tarę zastała tam, 

51

background image

gdzie mogła się jej spodziewać - w przygotowanym przez Pierce’a dla 

siostrzeńców   pokoju   dziecinnym.   Bratowa   właśnie   karmiła   piersią 

niemowlę. Jej mąż - starszy brat Claire, Gage, czytał na dobranoc bajkę 

dwuletniemu Beau. Malec siedział mu na kolanach. Okoloną potarganymi 

blond   włoskami   główkę   przytulił   do   plisowanego   gorsu   białej, 

wieczorowej koszuli ojca. Tara z uśmiechem zaprosiła Claire gestem dłoni 

do środka, lecz Claire potrząsnęła głową.

- Przyjdę później.

Nie   chciała   zakłócać   im   tej   rodzinnej,   intymnej   atmosfery.   Dobrze 

wiedziała,   ile   wysiłku   kosztuje   Tarę   i   Gage’a   danie   dzieciom   tych 

wspólnych   szczęśliwych   chwil.   Wiedziała   także,   jak   ważne   będą   takie 

wspomnienia,   gdy   już   dorosną.   Ona   sama,   dziecko   rodziców 

pochłoniętych   zawodowymi   zajęciami,   szczęśliwe   chwile   dzieciństwa 

zawdzięczała głównie niańce.

Pierce’a   i   Nikki   spotkała   na   szerokich   schodach,   wiodących   ku 

wyłożonemu marmurami holu. Trzymając się za ręce, skradali się w górę 

jak złodzieje. Ich

miny nie pozostawiały wątpliwości, jaki jest cel tej wyprawy.

Claire przysunęła się do połyskującej poręczy z orzechowego drewna i 

właśnie zastanawiała się, czy ją w ogóle zauważyli, gdy Nikki odwróciła 

się, by sprawdzić, czy nikt ich nie obserwuje z holu - i znieruchomiała.

- Pierce. - Szarpnęła męża za rękę. Rozejrzał się wokoło.

- Och, Claire, cześć. Co słychać?

- Dziękuję, wszystko w porządku - odparła Claire z uśmiechem. Młodszy 

z   jej   dwóch   braci   zapominał   o   dobrych   manierach,   kiedy   ulegał 

niepohamowanemu   apetytowi  na   żonę.   Na   tym  między   innymi  polegał 

52

background image

jego urok. - A co u ciebie?

- Jak dotąd - rzucił spojrzenie na zapłonioną Nikki - wszystko szło jak 

najlepiej.

Zbliżył się do siostry i pocałował ją w policzek.

- Cieszę się, że cię widzę, Claire.

- Mnie też miło widzieć was oboje. - Claire równie czule pocałowała 

brata.   -   Ale   właściwie   co   tu   robicie?   Przeglądałam   wczoraj   raporty 

produkcji i wynika z nich, że zdjęcia do „Stworzonych dla siebie” mają 

potrwać jeszcze przynajmniej dwa tygodnie. Czy nie powinniście być w 

Toronto? W pracy?

-   Och,   Claire,   daj   spokój.   Nie   bądź   taka   zasadnicza.   Jesteśmy   na 

przyjęciu.

- Przyjechaliśmy tylko na weekend - pospieszyła z wyjaśnieniem Nikki, 

kierując w stronę męża piorunujące spojrzenie. - Prawda, Pierce?

Głębokie,   ciężkie   westchnienie   Pierce’a   miało   świadczyć   o   godnym 

pożałowania losie pantoflarza.

- Tak, kochanie.

Obie panie roześmiały się.

- No to wracajcie do swoich zajęć - powiedziała Claire. - A ja pójdę 

zobaczyć, co się dzieje w ogrodzie.

Pierce miał już iść na górę, gdy Nikki pociągnęła go za rękaw, wskazując 

głową w kierunku Claire.

-   Co?   Jej   to   nie   przeszkadza.   O   Jezu   -   jęknął.   Zza   zakrętu   schodów 

wyłonili się Tara i Gage. - To już koniec.

- Chyba nie zdążycie powiedzieć dzieciom dobranoc - odezwał się Gage. 

Wesołe   błyski   w   jego   oczach   wyraźnie   wskazywały,   że   ma   na   myśli 

53

background image

zupełnie co innego.

- Za trzy godziny trzeba będzie karmić Chloe. A Beau zawsze przy tej 

okazji się budzi. - Gage objął ramieniem Nikki i zaczął sprowadzać ją i 

żonę po schodach. - Wtedy będziecie mogli ich zobaczyć.

Pierce z komicznym grymasem rozczarowania podał ramię Claire, która 

ujęła je ze śmiechem. Zeszli na dół za resztą rodziny.

Limuzyna wioząca Rafe’a zwalniała na długim,  ciągnącym się łukiem 

podjeździe. Rafe wytrzeszczył oczy na widok, jaki mu się ukazał. Miał 

przed   sobą   budowlę   przypominającą   do   złudzenia   stary,   normandzki 

zamek.   Front   budynku   był   wyłożony   szarymi   kamieniami,   pomiędzy 

którymi   połyskiwały   ozdobione   witrażami   okna.   Surowość   muru 

przysłaniały pędy bluszczu pnącego się aż pod sam dach. Dwa olbrzymie, 

kamienne lwy strzegły okazałego portalu. Dwaj odźwierni w uniformach 

stali gotowi na każde skinienie.

Samochód stanął, lecz Rafe nie wysiadał. Czuł bowiem, że potrzebuje 

trochę czasu, by wziąć się w garść. Trudno mu było przyznać się przed 

samym sobą do ogarniającego go niepokoju. Przesunął dłonią po brodzie, 

sprawdzając,   czy   jest   dostatecznie   gładka,   poprawił   spinki,   badając 

równocześnie,   czy   mankiety   wystają   z   rękawów   marynarki   na 

obowiązującą   długość.   Wreszcie   dotknął   szpilki   z   onyksem,   zdobiącej 

wykrochmalony gors koszuli i dopiero wtedy sięgnął do klamki. Gdy tylko 

wysiadł, jeden z odźwiernych otworzył masywne, szerokie odrzwia. Idąc 

ku   nim   kamiennymi   schodami,   Rafe   pokręcił   kpiąco   głową   - 

niewykluczone, że usłyszy witające go na progu fanfary.

Tymczasem z holu wybiegł mu naprzeciw melodyjny, kobiecy śmiech.

54

background image

Śmiech Claire.

Uniósł głowę i zobaczył obraz, za którego uwiecznienie każdy szanujący 

się fotoreporter oddałby duszę. Sam Rafe nie potrafiłby lepiej zaaranżować 

sceny symbolizującej świetność Hollywoodu, niż to zrobiła rodzina Claire, 

schodząca właśnie w dół po szerokich schodach.

Każdy z jej członków z osobna nie robił tak oszałamiającego wrażenia, 

lecz   razem   tworzyli   zespół   gwiazd   Hollywoodu,   który   byłby   w   stanie 

rozjaśnić całe Los Angeles.

Bracia podobni byli do siebie z postawy - wysocy, o szerokich ramionach 

i   smukłych   sylwetkach,   świetnie   prezentowali   się   w   wieczorowych 

strojach. Pierce był bardziej efektowny. Miał” gęste, jasne, falujące włosy 

i oczy o tym samym odcieniu głębokiego szafiru co siostra. To była uroda 

chłopięca,   tak   chwytająca   za   serce   kobiety.   Gage   Kingston   wyglądał 

poważniej od brata, miał ciemniejszą karnację, oczy bursztynowe i gładko 

zaczesane włosy, tej samej kruczoczarnej barwy co Claire.

Ich   żony   były   swoim   całkowitym   przeciwieństwem.   Tara   Channing-

Kingston   o   lekko   zaokrąglonych   kształtach   z   chmurą   rozwichrzonych, 

rudych włosów i lekko skośnymi oczami koloru akwamaryny wyglądała 

na kobietę zmysłową i uwodzicielską.

Nikki   Kingston   prawie   tak   wysoka   jak   jej   mąż,   robiła   wrażenie 

seksownej   Amazonki   z   długimi   nogami   tancerki   rewiowej.   Jej   zielone 

oczy kontrastowały z czarnymi, bardzo krótko ostrzyżonymi włosami. A 

Claire...

Rafe stłumił westchnienie niekłamanego podziwu.

W   przylegającej   do   ciała,   lśniącej,   srebrnoniebieskiej   sukni, 

podkreślającej   jej   szczupłą   sylwetkę   i   odsłaniającej   jedno   ramię, 

55

background image

wyglądała jak cudowna i niedosiężna księżniczka z bajki. Włosy miała 

upięte, jak zwykle, w węzeł nad karkiem. Kolczyki połyskiwały blaskiem 

brylantów. Podobnie przyozdobiona bransoletka otaczała wąski przegub 

jej  ręki.  Do  tej  pory   Rafe  nie  widział  Claire  tak  odprężonej,  łagodnej, 

rozbawionej. Nie mógł oderwać oczu od jej ujmującej, rozpromienionej 

twarzy.

Claire wyczuła badawcze spojrzenie. Zarumieniła się i odwróciła głowę, 

szukając wzrokiem. Brylanty kolczyków zamigotały w świetle. Spojrzenia 

Rafe’a i Claire spotkały się.

Zapatrzyli się w siebie.

Trwało   to   parę   sekund.   Wystarczająco   długo,   żeby   dostrzegła,   jak 

doskonale leży na nim świetnie skrojona, smokingowa marynarka. I że biel 

koszuli podkreśla smagłość jego cery. A czarne, kowbojskie buty i lśniące, 

krucze włosy przydają tej formalnej elegancji nieco intrygującej fantazji.

Na widok samotnego nieznajomego Tara natychmiast wystąpiła w roli 

gospodyni.   Wysunęła   rękę   spod   ramienia   męża,   pospieszyła   w   dół   po 

schodach, a potem szybkim krokiem przemierzyła wyłożoną czarnymi i 

białymi marmurowymi płytami posadzkę eleganckiego holu.

- Proszę mi wybaczyć. Nie zdawałam sobie sprawy, że nasi goście już 

przybywają. - Wyciągnęła do Rafe’a dłoń przyjaznym gestem powitania. 

Poczuł zapach delikatnych perfum. - Tara Kingston.

- Rafe Santana. - Uścisnął jej dłoń. - Jestem reżyserem „Desperata” - 

dodał, gdyż zauważył, że jego nazwisko nic jej nie mówi.

- Och - twarz Tary rozjaśniła się - pracuje pan z Claire.

Odwróciła się z uśmiechem do męża, który właśnie do nich podszedł.

-  Gage,   kochanie,   to   Rafe   Santana,   reżyseruje   najnowszy   film   Claire. 

56

background image

Pamiętasz,   wspominała   nam   o   tym   nowym   projekcie.   Nosi   tytuł 

„Desperat”. Rafe, to mój mąż, Gage.

Panowie uścisnęli sobie dłonie, bacznie się sobie przyglądając.

-   A   to   mój   szwagier   Pierce.   I   jego   żona   Nikki.   Znowu   nastąpiły 

powitania.

-   Właśnie   szliśmy   na   werandę   na   drinka   przed   nadchodzącym 

szaleństwem... - zaczęła Tara.

- Proszę sobie nie przeszkadzać - wpadł jej w słowo Rafe. - Zaraz pójdę 

sobie do ogrodu.

- Nonsens. Nie ma mowy. Bardzo prosimy z nami. Będzie nas sześcioro, 

a więc do pary. - Rzuciła figlarne spojrzenie na szwagierkę. - Z pewnością 

dlatego   Claire   zaprosiła   cię   na   nieco   wcześniejszą   godzinę.   Prawda, 

Claire?

Wszystkie głowy zwróciły się w jej stronę.

- Tak - wybąkała, choć do tej pory nie zdawała sobie nawet sprawy, że 

wysłała po niego samochód wcześniej. - Chyba tak.

-   A   widzisz?   -   Tara   ujęła   Rafe’a   pod   ramię   i   ruszyli   przodem.   - 

Przyszedłeś   akurat   w   dobrym   momencie,   zdążysz   nam   opowiedzieć   o 

sobie i Claire, no i o „Desperacie”. Bo od niej trudno się czegoś na ten 

temat dowiedzieć.

No, nie jest tak źle, pomyślał Rafe trochę już rozluźniony, przyjmując z 

rąk   Pierce’a   kieliszek   szampana.   Zwykle  pijał  dobrze   schłodzone   piwo 

Lone Star,  albo  marganie,   lecz  w  tak  baśniowym  świecie,  pośród  tych 

urodziwych   ludzi,   szampan   wydawał   się   najbardziej   odpowiednim 

trunkiem.

57

background image

- No więc - Pierce usadowił się naprzeciwko niego na jednej z trzech 

wąskich sof - jak ci się podoba współpraca z naszą małą dyktatorką? - 

Wskazał oczami siostrę. - Dałeś już jej łupnia?

- Słucham? - Rafe o mało nie zakrztusił się szampanem.

- O, tak. - Pierce podniósł żartobliwie dwie pięści do podbródka Claire.

Spojrzała na brata z wściekłością.

Rafe   dobrze   pamiętał,   jak   on   i   reszta   rodzeństwa   podobnie   się 

przekomarzali. Roześmiał się.

- Nie myślałem jeszcze o takim podejściu do zagadnienia - przyznał. - A 

czy ty zwykle w taki właśnie sposób dawałeś sobie z nią radę, kiedy ci 

szefowała?

- Nie... Na ogół robiłem, co chciała.

- Bo ona na ogół ma rację - wtrąciła się Nikki.

- W każdym razie miała rację, gdy ciebie wybrała. - Pierce przyciągnął 

żonę, żeby ją pocałować.

- Pierce, proszę - odezwała się Tara z lekkim wyrzutem - mamy gościa.

- Mnie to nie przeszkadza. - Rafe spojrzał na Claire.

Claire przez chwilę nie odwracała od niego wzroku, zahipnotyzowana 

wyrazem  jego  oczu.   Przypomniało   się   jej,  jak  oskarżał   ją   o  skrywanie 

emocji, mówił o namiętności, która kiedyś wybuchnie z całą mocą. I nie 

zapomniała  przyrzeczenia, że to on w niej tę pasję wyzwoli. Pochyliła 

twarz   nad   uniesionym   kieliszkiem   w   nadziei,   że   nikt   nie   zauważy 

rumieńców, które nagle poczuła na policzkach.

Zebrani wymienili znaczące spojrzenia.

-   Podobno   jutro   jedziesz   z   Claire   do   Teksasu   szukać   pleneru   do 

„Desperata” - zagadnął Gage.

58

background image

Podtekst tych słów był wyraźny. Rafe sam miał cztery siostry.

- Ona nalegała - odparł miękko. - Przecież jest szefem.

Gage skinął głową.

- Nie zapominaj o tym.

Spojrzenie   Rafe’a   zapewniało,   że   Claire   będzie   z   nim   bezpieczna. 

Przynajmniej tak dalece, jak to jej będzie odpowiadało.

- No, to teraz zmieńmy temat. - Pierce przerwał ciszę, która zapadła na 

moment. Uśmiechnął się do żony. - Nikki i ja chcemy wam coś oznajmić.

-   Wiedziałam,   że   nie   przyjechaliście   do   domu   tylko   na   przyjęcie   - 

odezwała się Tara. Podniosła wzrok na męża. - A nie mówiłam?

- Mówiłaś. - Gage objął żonę ramieniem. - A więc? - spytał z udanym 

zaciekawieniem,   jakby   nikt   z   nich   nie   domyślał   się   nowiny.   -   Czy 

potrzebne będą większe ilości szampana dla wzniesienia toastu?

Pierce uśmiechnął się szelmowsko.

-   Tak,   do   licha,   prosimy   o   szampana   dla   wszystkich.   To   znaczy,   z 

wyjątkiem Nikki. - Ujął jej dłoń i podniósł do ust. - Gdyż ona ma zamiar 

wydać na świat nową supergwiazdę Kingstonów - oświadczył uroczyście. 

Popatrzył z dumą na zarumienioną i szczęśliwą żonę.

Nastąpiły uściski i gratulacje. Panie miały w oczach łzy. Rafe po złożeniu 

życzeń stanął nieco z boku. Miło mu było, że brał udział w tej rodzinnej 

uroczystości, lecz czuł się trochę speszony. Nowina o mającym przyjść na 

świat   dziecku   jest   zawsze   dla   rodziny   niezwykłą   wiadomością.   I   ma 

bardzo   intymny   charakter   lub   powinna   taki   mieć.   Jednak   tym  ludziom 

nieustannie   występującym   publicznie   trudno   było   zachować   swoją 

prywatność. Może dlatego w takiej chwili nie czuli się skrępowani.

- Jeżeli jest na świecie sprawiedliwość, to urodzi się dziewczynka. - Gage 

59

background image

wyciągnął rękę  z  kieliszkiem   w stronę  brata.   - Rewanż  ze  strony  tych 

ojców, którym pomogłeś osiwieć.

Wszyscy wybuchnęli śmiechem na widok komicznie przerażonej miny 

Pierce’a i wznieśli do góry kieliszki.

- Bardzo przepraszam. - W drzwiach ukazał się jeden z kelnerów. - Pani 

Gilmore zawiadamia, że goście się schodzą.

Jak na komendę Kingstonowie pospiesznie dopili szampana i odstawili 

kieliszki.

- Czas na występ - oznajmił Pierce.

- Trzeba iść do pracy - westchnęła Claire.

Ogród na tyłach rezydencji Pierce’a Kingstona skrzył się setkami białych 

światełek.   Drzewa   udekorowano   girlandami   małych   żaróweczek.   Na 

podium   grała   orkiestra.   Kelnerzy   w   białych   marynarkach   zwinnie 

poruszali   się   wśród   zgromadzonego   przy   oświetlonym   basenie   tłumu 

gości, roznosząc pikantne przystawki kuchni tamilskiej i szampana. Pod 

białym namiotem,   ustawionym  na  kortach  tenisowych,  służba   kończyła 

nakrywać do  dwóch  dużych stołów,  jaśniejących bielą   adamaszkowych 

obrusów i lśniących blaskiem porcelanowej zastawy.

Rafe,   stojący   teraz   samotnie,   wsparty   o   kamienną   kolumnę, 

podtrzymującą   balustradę   tarasu   wychodzącego   na   basen,   popijał   drugi 

kieliszek szampana i obserwował Claire w akcji. Od pół godziny krążyła 

między gośćmi.

W tym czasie zdążyła wymienić jakieś żartobliwe uwagi z Michaelem 

Douglasem i jego żoną, poświęciła piętnaście minut na dyskusję z Susan 

Sarandon   i   Goldie   Hawn   na   temat   stowarzyszenia   zwanego   „Kobiety 

60

background image

Filmu” i przywitała się w przelocie z półtuzinem agentów, reżyserów i 

innych hollywoodzkich grubych ryb.

Zatrzymał ją, kiedy właśnie przechodziła do kolejnej grupy gości.

- Naprawdę traktujesz to jak pracę? - zapytał.

- W tym celu urządza się przyjęcia w Hollywood - odparła chłodno. - Po 

cóż innego przyszłoby tu tyle ludzi?

- Żeby się zabawić.

- Nie. Chodzi o nawiązanie kontaktów. - Upiła mały łyk szampana. - O 

uzyskanie zakulisowych informacji. Kto jest w liczącym się układzie. Kto 

już z niego wypadł. Kto co robi. Co kto zamierza robić. Więc wybacz mi - 

zamierzała go wyminąć - ale muszę wrócić do pracy.

Zastąpił jej drogę.

-   Przepraszam   za   wszystkie   słowa,   które   kiedyś   mogły   sprawić   ci 

przykrość, i

- Rafe...

-   Claire,   powiedziałem,   że   cię   przepraszam.   Kobieto,   okaż   mi   trochę 

litości.

- Litości?

- Czuję się jak ryba wyjęta z wody. Jestem tu obcy. - Uśmiechnął się 

rozbrajająco. Usiłował przybrać minę człowieka nieśmiałego, wpatrzonego 

w nią z podziwem bez żadnej ubocznej myśli. Nie wiedział tylko, czy 

wypadł przekonująco. - Ty mnie zaprosiłaś na ten oszałamiający spęd. I 

twoim obowiązkiem jest przypilnować, żebym się dobrze bawił.

- Kiedy rozmawiałeś z Sharon Stone przed paroma minutami, wyglądało, 

że nawet bardzo dobrze się bawisz.

Spojrzał na nią oczami niewiniątka.

61

background image

- To była ona? - spytał, zadowolony, że to zauważyła.

Patrzyła   na   niego   przez   chwilę   trochę   zła,   a   trochę   już   rozbawiona. 

Rozbawienie wzięło górę.

- Dobrze, chodź ze mną. - Dała znak kelnerowi, żeby zabrał jej kieliszek. 

- Pokażę ci, jak się obracać w tym towarzystwie.

Ujęła go pod rękę, tak jak często chodziła z braćmi, nieświadoma, że po 

raz pierwszy dotknęła go z własnej woli.

Do Rafe’a dotarło to natychmiast. Wydawało mu się, że ta mała dłoń 

trzymająca   jego   ramię   przypieka   mu   skórę   poprzez   materiał.   Miał 

ogromną   ochotę   przykryć   ją   swoją   ręką,   lecz   bal   się,   że   wtedy   Claire 

uświadomi sobie, co zrobiła.

-   Pierwsza   zasada   głosi,   że   trzeba   sobie   wybrać   odpowiedni   cel   - 

powiedziała. - Pójdziemy tam - wskazała głową drugi koniec basenu. - 

Widzisz   Jona   Petersa?   -   To   był   jeden   z   producentów.   -   Rozmawia   z 

Arnoldem Schwarzeneggerem.

- A my którego namierzamy?

- Ty wybieraj.

- Schwarzeneggera.

- Dlaczego?

- Bo większy.

Roześmiała   się   cicho,   uroczo,   jak   wtedy   na   schodach,   i  ścisnęła   jego 

ramię. Rafe był w siódmym niebie.

- Powinnaś to częściej robić.

- Co mianowicie?

- Śmiać się tak jak teraz.

Zdziwiona, podniosła na niego wzrok.

62

background image

- Bardzo często się śmieję.

- Ale nie tak wesoło, nie tak spontanicznie.

-   Jestem   tu   z   rodziną.   -   Była   zdumiona,   że   on   zauważył   tę   różnicę. 

Myślała, że jest lepszą aktorką.

- Zawsze wśród nich się odprężam. Chyba dlatego, że dają mi poczucie 

bezpieczeństwa.

- Bezpieczeństwa? - powtórzył.

Pomyślał, że to niezwykle słowo w jej ustach.

- Czuję się kochana. - Szybko starała się skierować jego myśli na inne 

tory.   -   Akceptowana.   Hołubiona.   No,   różu...   O,   Dennis,   Mary,   dobry 

wieczór.   -   Przystanęła,   żeby   przedstawić   Rafe’owi   żonę   operatora 

zatrudnionego przy „Desperacie”. - Dobrze się bawicie?

- Tak, dzięki - odrzekła Mary Cleary. - Wspaniałe przyjęcie.

-   Cieszę   się.   -   Claire   uśmiechnęła   się   i   ruszyła   dalej.   -   Druga   lekcja 

dotyczy spotykania się i witania z tymi - przepychali się teraz przez tłum 

zebrany wokół przebieralni - do których nie masz interesu. Trzeba to robić 

w taki sposób, aby cały czas iść do celu i nie tracić go z oczu. - Wymieniła 

właśnie po drodze uśmiechy  i ukłony z koleżanką, producentką Sherry 

Lancing.

-   Ale   -   dodała   szeptem   -   musisz   również   wiedzieć,   kiedy   należy 

przystanąć i poplotkować.  - Don, Melanie,  witajcie  - przywitała  ciepło 

mijaną parę.

- Co słychać? Miło spędzacie czas?

Don Johnson wzniósł do góry szklankę z wodą mineralną.

- Tara zawsze urządza nieziemskie przyjęcia.

- Jeszcze raz dziękuję ci za róże - odezwała się Melanie Griffith swym 

63

background image

cichym głosem malej dziewczynki. - To było bardzo miłe z twojej strony, 

choć naprawdę niepotrzebne.

- Wiem - uśmiechnęła się Claire - ale po tym lepiej się poczułam.

- Róże? - spytał Rafe, gdy już zostali sami. Claire skrzywiła się.

- Opublikowano paskudny artykuł o mnie i Donie kilka tygodni temu.

-   Tak,   coś   sobie   przypominam.   „Królowa   Lodu   wciska   się   między 

najbardziej   zakochaną   parę   Hollywood”.   -   Pamiętał   też,   jak   go   to 

zezłościło, choć nie wiedział dlaczego. - No i co?

- Wysłałam Melanie róże z przeprosinami.

- Za co?

- Za ten ohydny artykuł.

- Po co? Przecież  to było kłamstwo.  Zamilkł na moment,  wmawiając 

sobie, że to nie jego sprawa. Chyba że...

- A może prawda? - zapytał, zanim zdołał się powstrzymać.

Claire puściła jego ramię.

- Nie - odrzekła stanowczo, lecz bardzo chłodno - to nieprawda.

- Czyż to nie wspaniałe przyjęcie? - Pilar w przerwie między tańcami 

postanowiła odetchnąć i porozmawiać przez chwilę z bratem.

-   Rzeczywiście   -   przyznał   Rafe   posępnym   głosem,   wodząc   cały   czas 

wzrokiem   za   Claire,   która   teraz   rozmawiała   z   reżyserem   Ronem 

Howardem. Po tym ostatnim, nieszczęsnym pytaniu, zostawiła go samego 

i wyraźnie zaczęła unikać.

Do licha, jak mógł się tak głupio zachować? Claire Kingston nie należy 

do kobiet, które romansują z żonatymi mężczyznami. Wyglądało na to, że 

ona w ogóle nie romansuje. A jeśli nawet, to i tak nie jego sprawa. W 

64

background image

każdym razie jeszcze nie.

-  Nie do  wiary, ile   tu  sław - ciągnęła  Pilar.   -  Gwiazdy  i  gwiazdorzy 

pierwszej wielkości.

Pilar już prawie dwa lata pracowała w Hollywood, lecz nadal była pod 

ich wrażeniem, jak każdy kinoman.

-   Siedziałam   podczas   kolacji   przy   tym   samym   stole   co   Denzel 

Washington   i   jego   żona   Pauletta.   Wiesz,   ona   jest   przepiękna. 

Rozmawiałam także z Geeną Davis. - Upiła łyk szampana. - A z kim ty 

jadłeś   kolację?   -   Nie   odpowiadał,   więc   nadal   się   dopytywała.   -   Jakie 

znakomitości siedziały koło ciebie?

- Billy Crystal z żoną. Steven Spielberg. A, i Michelle Pfeiffer.

- Jadłeś kolację z Michelle Pfeiffer i nie jesteś podekscytowany?

Rafe wzruszył ramionami. Byłby podekscytowany, gdyby to była Claire.

Boże,   co   za   żałosna   sytuacja.   Pilar   miała   rację.   Każdy   normalny 

mężczyzna z krwi i kości byłby przejęty, gdyby miał okazję siedzieć koło 

Michelle Pfeiffer. A on dąsa się i patrzy wilkiem znad swego kieliszka 

tylko dlatego, że to nie była Claire.

- ...żeby za nim przepadała.

- Przepraszam, Pilar. Co mówiłaś?

-   Powiedziałam,   że   chyba   Claire   nie   przepada   za   naszym   pierwszym 

amantem.

Wskazała kieliszkiem stojącą w oddali parę.

- To chyba ona z Daxem Wyattem, prawda?

Rafe spojrzał we wskazanym kierunku. Rzeczywiście, to był Dax Wyatt. 

I stał o wiele za blisko Claire. Pochylony ku niej, jedną ręką opierał się o 

kamienną kolumnę nad głową rozmówczyni. Odsunęła się nieznacznie z 

65

background image

odwróconą od niego twarzą. Cała jej postać była nienaturalnie sztywna. 

Każdy   mężczyzna   z   odrobiną   wrażliwości   cofnąłby   się,   gdyż   było 

oczywiste, że ona czuje się osaczona. Claire nazwała go wstrętnym typem. 

I chyba miała rację.

Rafe zerwał się z miejsca pod wpływem ślepej i dzikiej furii, jaka ogarnia 

mężczyznę, kiedy widzi, że jego kobieta jest napastowana. Podkradł się do 

nich i znienacka położył Daxowi rękę na ramieniu. Miał zamiar przekręcić 

go ku sobie i przyłożyć mu pięścią w żołądek.

-   Co,   do...   -   Dax   najwidoczniej   przestraszył   się   tej   niespodziewanej 

ingerencji.

Claire odwróciła głowę i Rafe napotkał jej spojrzenie. Szeroko rozwarte 

oczy wyraźnie błagały go, żeby nie wszczynał awantury.

- Wybacz, Dax - Rafe powściągnął wściekłość  nadludzkim wysiłkiem 

woli - ale Claire obiecała, że ze mną zatańczy przed końcem przyjęcia. 

Właśnie przyszedł na to czas.

ROZDZIAŁ 5

Orkiestra grała klasycznego, staromodnego walca angielskiego. W tym 

tańcu partnerzy powinni utrzymać między sobą stosowną odległość. Rafe 

jedną   ręką   ujął   dłoń   Claire,   a   drugą   położył   na   jej   plecach   tuż   pod 

łopatkami. Ona zaś, zacisnąwszy kurczowo dłoń na jego ramieniu, dała mu 

się poprowadzić w rytmiczne rozkołysanie. Oddaleni od siebie prawie na 

długość ramienia, a jednak połączeni, obracali się powoli w takt muzyki.

Jakie   to   kojące,   myślała   Claire,   być   tak   na   wpół   w   jego   ramionach. 

Oszalałe   serce   uspokajało   się,   straszliwa   panika   po   kilku   chwilach 

66

background image

ustąpiła. Dłoń na jego ramieniu stopniowo rozluźniała się. Krew w żyłach 

zaczęła normalnie krążyć.

Uniosła głowę i napotkała czekający na jej spojrzenie wzrok Rafe’a.

- Dziękuję - szepnęła.

- Zawsze do usług.

Przez chwilę tańczyli w milczeniu - ich ciała w pełnej harmonii, ich oczy 

wpatrzone w siebie. Jej - szeroko otwarte, pełne niedowierzania i wahań. 

Jego - spoglądające z czułością i niepokojem. Zadawały pytania, na które 

nie chciała odpowiedzieć.

Odwróciła wzrok.

- Dobrze się czujesz? - zapytał.

- Tak. - Teraz tak, pomyślała.

- Co on ci powiedział? Potrząsnęła głową.

- Właściwie nic takiego. Dax... po prostu jest nadal sobą.

- Pozbędziemy się go. Rozwiąż z nim umowę, zaangażuj kogoś innego do 

roli Josha.

- Nie. - Spojrzała na niego zdumiona,  że on może  nawet coś takiego 

sugerować. Dax Wyatt zagrał Josha w czasie przesłuchania bezbłędnie. - 

Naprawdę nie ma potrzeby. Nic nie zrobił, właściwie nic też szczególnego 

nie powiedział. On tylko...

- ...jest nadal niedojrzałym, wstrętnym typem.

Claire sama była zdziwiona, że potrafiła zareagować uśmiechem.

-   Tak,   jest   wstrętnym   typem,   utalentowanym,   ale   wstrętnym.   -   Jej 

uśmiech zastygł. - Powinnam była lepiej dać sobie z nim radę. I tak będzie 

następnym razem.

- Po prostu wyobraź sobie, że on jest mną.

67

background image

- Że on jest tobą?

- Wydaje mi się, że nie nastręcza ci żadnego kłopotu ustawienie mnie na 

właściwym miejscu, kiedy przekraczam pewną linię - powiedział z ironią.

Zastanawiała się przez moment.

- To dlatego, że jesteś dżentelmenem. - Uświadomiła sobie, jak trafnie 

charakteryzuje go to określenie. W sprawach naprawdę się liczących był 

subtelnym człowiekiem. - Umiesz pogodzić się z tym, że ktoś mówi ci 

„nie”.

Roześmiał się.

- Chyba tak. Bardzo ci dziękuję.

- To miał być komplement.

-  Wiem.   I  to   właśnie   mnie   martwi.   W   stronach,   z   których   pochodzę, 

kobieta,   która   nazywa  mężczyznę   dżentelmenem,   nieuchronnie   zaczyna 

mu z kolei mówić, jak bardzo mu ufa i jaka się czuje przy nim bezpieczna. 

Co oznacza, że już jest gotowa traktować go jak brata. - Przyciągnął ją 

nieco bliżej do swojej piersi. Nie za mocno, ale tak, żeby mogła wyczuć 

jego   twarde   muskuły.   -   Claire,   ja   nie   jestem   jednym  z   twoich   braci   - 

ostrzegł ją. - Nie myl mnie z nimi.

- Wiem - odrzekła cicho, nie spuszczając z niego wzroku. - Nie obawiaj 

się.

Orkiestra przestała grać, a oni stali objęci jeszcze przez chwilę.

- Może zaprowadziłbym cię do domu? - zaproponował Rafe. - Właściwie 

już po balu, a ty wyglądasz na wykończoną. Reszta Kingstonów da chyba 

sobie radę z pożegnaniem gości.

- Dobrze - skinęła głową. - Jestem rzeczywiście bardzo zmęczona. A nasz 

samolot wylatuje jutro bardzo wcześnie.

68

background image

- Dzisiaj. - Rafe zerknął na zegarek. - Jest po pierwszej.

Zeszli   z   parkietu.   Przeprowadza   ją   obok   basenu,   a   potem   szerokimi, 

kamiennymi schodami ku tarasowi pierwszego piętra.

Panował   tu   półmrok.   Balustrada   obrośnięta   bluszczem   i   pnącą   się, 

tropikalną, słodko pachnącą bugenwillą stanowiła osłonę przed wesołym 

gwarem panującym jeszcze na dole. Szczęśliwym trafem dwa fotele przy 

stoliku z rozpiętym nad nim ogrodowym parasolem były puste.

- Chyba usiądę na chwilę - odezwała się Claire.

- Po domu pewno kręcą się jeszcze jacyś goście, a tu jest tak pięknie i 

spokojnie. Nie musisz dotrzymywać mi towarzystwa - dodała, siadając na 

jednym  z   wysłanych   poduszkami   foteli.   -   Będzie   mi   tu   bardzo   dobrze 

samej.

- Usiłujesz się mnie pozbyć?

- Nie. - I, o dziwo, powiedziała prawdę. - Pomyślałam tylko, że chcesz 

wrócić   do   domu,   żeby   się   trochę   przespać   przed   jutrzejszą   podróżą. 

Dzisiejszą - poprawiła się.

- Będę spał w samolocie.

- Zazdroszczę ludziom, którzy to potrafią. - Przysunęła stopą drugi fotel i 

położyła nogi na miękkim siedzeniu. - Mnie się to nigdy nie udaje.

- Boisz się latać?

- Nie. - Zamknęła oczy i odchyliła do tyłu głowę.

- Nie mogę usnąć wśród obcych ludzi.

- Droga pani ma niezły problem z systemem nerwowym. Zdajesz sobie z 

tego sprawę?

- Już mi to mówiono. - Otworzyła szybko oczy, gdyż poczuła, że Rafe 

wsuwa dłonie pod jej stopy. - Co ty wyprawiasz?

69

background image

- Zamknij oczy i odpręż się. - Usiadł na fotelu i położył sobie jej stopy na 

kolanach.  - Zamierzam   uchylić  przed  tobą  nieco   wrota   do  niebiańskiej 

rozkoszy. - Jego zęby zabłysły w uśmiechu. - Tak przynajmniej podczas 

masażu mówiła moja mama.

Zręcznie rozpiął wieczorowe sandałki, jakby to robił już tysiące razy, 

zdjął je i ostrożnie postawił na podłodze obok fotela.

- Masowałeś stopy swojej mamie? - spytała, gdy zaczął uciskać jej palce.

- Prawie każdego wieczoru, kiedy wracała do domu po pracy. Pracowała 

w   barze   samoobsługowym   przy   miejskim   szpitalu.   Nosiła   wprawdzie 

specjalne obuwie, ale i tak po całym dniu na nogach ledwo się ruszała. No 

i jak się czujesz?

-   Cudownie   -   odparła.   Musiała   powstrzymać   jęk,   kiedy   jego   kciuki 

zaczęły okrężnym ruchem pocierać podbicie stóp.

Początkowo była zakłopotana, jakby połączyło ich coś intymnego, choć 

przecież wcale tak nie było. Ale już po chwili czuła jedynie przyjemność. 

Ukojenie. Chyba nie miało to nic wspólnego z seksem ani niczym nie 

groziło. Po prostu rozcierał jej stopy.

A   on   nadal   powoli   zataczał   kciukami   kręgi   wzdłuż   całej   podeszwy, 

delikatnie   na   wrażliwym   śródstopiu,   mocniej   na   piętach.   Powtarzał   te 

ruchy   wolno,   cierpliwie,   czując,   jak   napięcie   jej   mięśni   maleje.   Kiedy 

pieszczotliwie   zaczął   masować   ścięgna   ponad   piętą,   nie   mogła 

powstrzymać głośnego westchnienia. Uśmiechnął się do siebie. Wsunął 

ręce pod obrzeże długiej, srebrzystej sukni, żeby pomasować jej mięśnie 

łydek. Wiedział, że kobiety odczuwają w nich ból po dłuższym chodzeniu 

w   pantoflach   na   wysokich   obcasach,   a   Claire   przez   wiele   godzin   nie 

zdejmowała szpilek.

70

background image

- O Boże! To powinno być nielegalne - szepnęła w błogim upojeniu. - 

Jeszcze nigdy nie czułam się tak wspaniale.

Nagle   z   ciemności   dobiegło   ich   chrząknięcie.   Claire   chciała   się 

poderwać, wysunąć stopy z rąk

Rafe’a, lecz on przytrzymał je w kostkach.

- Prosimy - zawołał bez cienia zmieszania w kierunku postaci majaczącej 

za fotelem Claire - nie zagrażamy dobrym obyczajom.

- To, co słyszałem, nie brzmiało tak niewinnie - rzekł Pierce. Postąpił do 

przodu   i  jego   twarz   oświetlił   blask   żaróweczek   dekorujących  pobliskie 

drzewo.

-Dobrze, że to nie Gage usłyszał te pojękiwania i westchnienia - zwrócił 

się do Claire. - Zaraz by tu przyleciał z rewolwerem i pastorem.

- Pierce, na miłość boską! - Claire miała nadzieję, że żaden z nich nie 

zauważył jej rumieńców. Wyrwała stopy z rąk Rafe’a i postawiła je na 

podłodze. - On tylko masował mi stopy.

- Aha. - Ton głosu Pierce’a wskazywał, że to wytłumaczenie wydaje mu 

się zbyt proste. - Po takim masażu mężczyzna może dostać od kobiety 

wszystko,   czego   zażąda.   Może   jednak   lepiej   zawołam   uzbrojonego 

Gage’a.

Rafe roześmiał się cicho, jakby całkowicie zgadzał się z Pierce’em.

Claire poczuła, że pod wpływem tego śmiechu dreszcz przebiega jej po 

plecach.

- Natychmiast przestańcie, obydwaj. - Wstała.

- Jeżeli macie zamiar wymieniać poglądy na temat techniki uwodzenia 

kobiet, to ja odchodzę.

- Do twojej wiadomości, nasze panie są w dziecinnym pokoju - rzekł 

71

background image

Pierce. - Tara obiecała udzielić Nikki lekcji poglądowej przewijania dzieci.

- Bardzo dobrze. Jestem pewna, że rozmowa na temat pieluszek będzie 

ciekawsza. Claire weszła do domu.

- No, to nam wygarnęła - odezwał się rozbawiony Rafe.

Wstał z fotela.

- Chyba już pójdę. Czy mogę liczyć na samochód?

- Nie spiesz się tak bardzo - zaprotestował Pierce.

- Samochód może być w każdej chwili. - Włożył ręce do kieszeni spodni i 

oparł się o balustradę, jakby miał zamiar jeszcze trochę porozmawiać. - Po 

takich   przyjęciach   zawsze   idziemy   do   kuchni   na   kawę.   Panie   lubią 

pogawędzić na gorąco o tym, czy wszystko się udało. To jest taka nasza 

tradycja. Jak kieliszek szampana przed balem na werandzie.

- Chyba jak na jeden wieczór wystarczająco zakłóciłem wam rodzinny 

rytuał.

- Tarze będzie przykro, jeżeli się do nas nie przyłączysz. Prosiła, żebym 

cię zaprosił.

Rafe postanowił iść na całość. Musi wiedzieć, na czym stoi.

- Dlaczego?

- No, cóż. Tara to kobieta o czułym sercu i...

- Pierce wzruszył ramionami. - Nic ci to nie mówi?

-   Co   do   serca   Tary   nie   mam   wątpliwości,   ale   nadal   nie   rozumiem, 

dlaczego mnie zaprasza.

- A niech to licho. - Pierce westchnął teatralnie.

- Tara mnie  ostrzegła,  że mam być dyskretny, ale chyba masz  prawo 

wiedzieć.   Ja   na   twoim   miejscu   chciałbym   wiedzieć.   Otóż   panie   mają 

zamiar zrobić na ciebie zamach. - Zaprezentował swój słynny uśmiech.

72

background image

- Bardzo taktownie, rzecz jasna.

- Zamach na mnie? W jakim celu? Pierce spoważniał i przyglądał się 

Rafe’owi przez długą chwilę, zanim odpowiedział.

-   Jesteś   jednym   z   niewielu   mężczyzn,   którym   Claire   okazała 

zainteresowanie   z   powodów,   żeby   tak   rzec,   pozazawodowych.   - 

Powiedział to lekkim tonem, lecz jego oczy bardzo uważnie wpatrywały 

się w Rafe’a w oczekiwaniu na jego reakcję.

Spojrzenie Rafe’a również było poważne.

-   Poza   tym   jesteś   jedynym,   którego   przyprowadziła   do   domu   i 

przedstawiła rodzinie. Więc rozumiesz, że wzbudziłeś naszą ciekawość.

Słowa Pierce’a zaciekawiły Rafe’a. Nawet bardzo.

- Niewielu, to ilu?

- Dwóch.

- Dwóch? - powtórzył Rafe jak echo. Trudno mu było w to uwierzyć.

- Chyba że prowadziła podwójne życie. Ale o tym nic nam nie wiadomo. 

I oba te związki miały - jak by tu powiedzieć - bardzo letnią temperaturę, 

co najwyżej. I, jak wiemy, do niczego nie doprowadziły.

-   Znowu   się   uśmiechnął.   -   Jeżeli   piśniesz   choć   słówko,   wszystkiemu 

zaprzeczę.

- Więc po co mi to, u licha, mówisz?

- Ponieważ Claire się tobą interesuje. I tym razem wyczuwam wyższą 

temperaturę. A poza tym, dlatego - jego szafirowe oczy nabrały twardego, 

ostrzegawczego wyrazu - byś dokładnie zdawał sobie sprawę, że rodzina 

czuwa.

- Jeśli wyrządzę jej krzywdę, padnę trupem?

-   Zgadza   się.   Więc   gotów   jesteś   narazić   się   Tarze   czy   przyjmujesz 

73

background image

zaproszenie na kawę?

- Oczywiście nie chciałbym jej urazić.

- Ja też tak bym zdecydował na twoim miejscu - stwierdził Pierce. - Gage 

potrafi być bardzo niemiły dla ludzi, którzy dokuczają jego żonie.

- Niech będzie kawa.

Rafe ruszył za gospodarzem w stronę drzwi. O mało nie potknął się o 

pantofle Claire. Podniósł je ostrożnie i wszedł za Pierce’em do domu.

Claire rzeczywiście znalazła bratowe w dziecinnym pokoju, krzątające się 

wokół najmłodszych Kingstonów.

- O wilku mowa. - Nikki na widok Claire podniosła wzrok znad stołu, na 

którym   zmieniała   pieluszkę   Chloe.   W   jasnych,   zielonych   oczach   żony 

Pierce’a błyskały wesołe iskierki. - Waśnie rozmawiałyśmy o tobie i tym 

twoim urodziwym przyjacielu. Gdzie go do tej pory ukrywałaś?

-   On   nie   jest   moim   przyjacielem,   tylko   reżyserem.   I   wcale   go   nie 

ukrywałam.

- Ja w każdym razie nigdzie go nie widziałam. A gdyby ktoś taki kręcił 

się w pobliżu, na pewno bym go zauważyła. Jest prawie tak przystojny jak 

Pierce.

- Nikki zapięła do końca śpioszki i wzięła dziecko na ręce. - Albo jak ta 

młoda dama.

- Ostatnio właściwie niczego nie mogłaś zauważyć.

- Claire posadziła sobie na biodrze bratanka, dwuletniego Beau, który od 

dłuższej chwili szarpał ją za sukienkę. - Nie było cię tutaj.

- To prawda - wtrąciła się Tara. - Za to ja byłam i też go nigdy przedtem 

nie widziałam.

- Bo on nie bywa tam, gdzie ty - odparła Claire.

74

background image

- Reżyseruje mój najnowszy film. Kropka. Nie jest nikim więcej. Nie, 

Beau, kochanie, nie ciągnij cioci Claire za kolczyk, to boli. - Wyciągnęła 

rękę i potrząsnęła ozdobioną brylantami bransoletką, żeby zwrócić na nią 

uwagę chłopczyka. Zaczął ją przekręcać, usiłując dociec, jak zdjąć z ręki 

błyszczące cacko. - Dzisiaj wieczorem Rafe Santana był tu tylko dlatego - 

ciągnęła - że zaprosiłam całą ekipę filmową pracującą nad „Desperatem” 

w podziękowaniu za ich wysiłek.

- Taak, ale ich wszystkich nie zaprosiłaś na wcześniejszą godzinę i na 

kieliszek szampana w rodzinnym gronie - zauważyła Nikki.

- Wcale nie zaprosiłam go na szampana przed przyjęciem - zaprzeczyła 

Claire,   lecz   pomyślała,   że   choć   podświadomie,   właśnie   to   zrobiła.   - 

Przecież to Tara mu zaproponowała, żeby poszedł z nami na werandę.

-  Chyba  nie   mogłam   go   zostawić   samego   w   progu?   -  spytała   Tara   z 

niewinną miną.

- No tak, ale...

- A poza tym - nacierała w dalszym ciągu Nikki - to nie Tara przez cały 

wieczór wymieniała gorące spojrzenia z pewnym wysokim, przystojnym 

brunetem.

- Ja nie wy...

- Puk, puk. - Zza drzwi dobiegł głos Pierce’a.

- Czy nikt nie jest rozebrany? Możemy wejść?

Wszystkie trzy panie poczuły wyrzuty sumienia, że tak długo kazały na 

siebie czekać.

- Za minutkę schodzimy - odpowiedziała Tara - tylko położymy dzieci do 

łóżek.

- Nie ma zmartwienia - oznajmił Pierce, wchodząc do pokoju z tacą pełną 

75

background image

filiżanek i spodków. - To my postanowiliśmy przyjść na górę.

Za bratem kroczył Gage z drugą tacą, na której stał duży dzbanek z kawą, 

mały ze śmietanką i cukierniczka. Na końcu szedł Rafe z dyndającymi na 

paskach pantoflami Claire.

Wyciągnął je ku Claire na zgiętym palcu.

- Zostawiłaś na tarasie.

-   Mam   nadzieję,   że   tylko   to   -   odezwał   się   Gage,   stawiając   tacę   na 

dziecinnym stoliku.

Claire obrzuciła brata lodowatym spojrzeniem i, ku swemu przerażeniu, 

zaczerwieniła się jak burak. Beau poklepał ciocię po policzku.

- Ciepły! - zawołał.

Wszyscy   wybuchnęli   śmiechem,   więc   i   on   zaśmiał   się   radośnie   i 

powtarzał „ciepły, ciepły, ciepły” z nadzieją, że to słowo wywoła dalsze 

wybuchy śmiechu. Rafe pospieszył Claire na ratunek.

-   Czy   rodzina   nie   jest   cudownym   wynalazkiem?   -   spytał,   usiłując 

odwrócić uwagę zebranych od zapłonionej Claire.

Wyciągnął do niej ponownie rękę z pantoflami.

- Masz, a ja wezmę tego małego dowcipnisia.

- Nie wiem, czy pójdzie do ciebie. Pewno będzie się wstydził i...

Tymczasem Beau gwałtownie pochylił się do przodu, jak to się zdarza 

małym dzieciom.

Rafe rzucił  pantofle  na  ziemię,   wyciągnął  ręce i przygarnął  malca  do 

piersi, choć Claire wcale go nie wypuściła. Jej ramiona zostały uwięzione, 

przyciśnięte do muskularnego torsu ciałkiem bratanka. A piersi opierały 

się o dłonie Rafe’a przytrzymujące dziecko. Znieruchomieli na moment, 

wplątani nagle w sieć intymności. Sutki Claire stwardniały pod jedwabiem 

76

background image

sukni.   Mięśnie   torsu   Rafe’a   naprężyły   się   jak   struny.   Poczuli 

przepływającą   przez   nich   falę   pożądania.   Rafe   -   gwałtownego   i 

płomiennego,   Claire   -   dopiero   rodzącego   się   i   jeszcze   nie   w   pełni 

uświadomionego.   Emocja,   jakiej   się   poddali,   była   niemal   namacalna, 

oczywista dla wszystkich obecnych.

Uwięzione między nimi dziecko zaczęło się wiercić.

Claire, zakłopotana, chciała się cofnąć, lecz Rafe instynktownie mocniej 

przytulił chłopczyka, jakby chciał mieć przy sobie jeszcze bliżej kobietę, 

której zapragnął.

- Puść mnie! - zawołał Beau. Dolna warga zaczęła mu niebezpiecznie 

drgać.

Rafe ocknął się i nieco uniósł chłopczyka, żeby Claire mogła uwolnić 

ręce.

- Już dobrze - powiedział do dziecka przymilnie. Podrzucił je leciutko na 

ramieniu do góry kilka razy w nadziei, że zapobiegnie łzom malca.

Lecz   Beau   miał   już   dosyć.   Spojrzał   na   trzymającego   go   obcego 

człowieka i zaczął kwilić.

- Chodź do taty, synku. - Gage przyszedł dziecku z pomocą i wziął je na 

ręce. - Zobacz, tam jest mama.

Nagle wszyscy, poza Rafe’em i Claire znaleźli się przy stoliku z kawą i 

wychwalając grzecznego, dzielnego Beau, zaczęli napełniać filiżanki.

Tylko oni dwoje stali na uboczu, jakby byli sami w pokoju. Rafe miał 

ochotę dotknąć miękkiego, alabastrowego policzka Claire, ciągle jeszcze 

zaróżowionego. A ona stała ze spuszczoną głową, z opadającym na ramię 

puklem czarnych włosów, który Beau w czasie zabawy musiał wyciągnąć 

jej z koka. Przygryzając drżącą wargę, obracała nerwowo bransoletkę na 

77

background image

przegubie ręki.

Tylko   raz   w   życiu   doznała   podobnego   uczucia   -   przejmującego 

dreszczem, wzbudzającego jednocześnie lęk i podniecenie. Nie ufała temu 

uczuciu, gdyż tak naprawdę nie ufała żadnemu poza miłością do rodziny. 

Nie dowierzała bowiem tego typu porywom, budzącym się łatwo i równie 

łatwo   przemijającym,   a   jeszcze   łatwiej   branym   za   uczucie,   którym   w 

istocie   nie   były.  Zwłaszcza   gdy,  tak   jak  teraz,   ogarnęła   ją   zdradziecka 

tęsknota za czymś, czego być może wcale nie pragnęła, a co mogło się dla 

niej skończyć bólem jak kiedyś.

- Claire - wyszeptał Rafe zdławionym głosem, tak cichym, że nikt nie 

mógł go usłyszeć - Claire, popatrz na mnie.

Rzuciła mu tylko jedno krótkie, spłoszone spojrzenie. Rafe westchnął. 

Nie mógł się do niej zbliżyć w obecności tych wszystkich ludzi udających, 

że nie zwracają na nich uwagi. Nie mógł unieść jej podbródka do góry i 

zażądać,   żeby   popatrzyła   mu   w   oczy.   Nie   mógł   zapytać,   dlaczego 

namiętność, którą w nim rozbudziła i jej własna reakcja przejęły ją taką 

nieufnością i strachem.

- Chyba już pójdę. - Uświadomił sobie, że tego wieczoru, w tym pokoju, 

nie otrzyma odpowiedzi na swe pytanie.

Skinęła głową, nie usiłując nawet z grzeczności go zatrzymywać.

- Odprowadzisz mnie do drzwi? Claire zawahała się.

Spojrzał na gromadkę skupioną przy stoliku z kawą.

- Jeżeli tego nie zrobisz, uznają twoje zachowanie za dziwne - ostrzegł ją. 

Tylko tak mógł ją przekonać. - I po moim wyjściu rzucą się na ciebie z 

tysiącem pytań.

Ten ostatni argument przemówił do niej.

78

background image

- Odprowadzę Rafe’a do wyjścia, a potem pójdę spać - oznajmiła.

Miała   tutaj,   w   domu   brata,   własny   pokój,   tak   zresztą   jak   i   pozostali 

członkowie   rodziny.   Zadbano,   aby   nie   zabrakło   w   nim   jej   przyborów 

toaletowych, a nawet kilku strojów w szafie. Uznała więc, że najlepiej 

będzie, jeśli przenocuje tu dzisiaj, rano wstanie wcześnie, żeby uniknąć 

kłopotliwych pytań rodziny, a po rzeczy wstąpi do domu po drodze na 

lotnisko.

Rafe został miło pożegnany i razem z Claire opuścił dziecinny pokój. Szli 

w dół schodami w całkowitym milczeniu ku pogrążonemu w półmroku 

westybulowi, gdzie w płynącym z piętra świetle połyskiwała tylko czarno-

biała posadzka. Kiedy zeszli z ostatniego stopnia, Claire zesztywniała z 

obawy, że Rafe będzie próbował ją pocałować. Zastanawiała się też, jak 

powinna się w takiej sytuacji zachować. Nikomu nie pozwalała na to od 

bardzo długiego czasu. A jeszcze dłużej nie pragnęła żadnego mężczyzny. 

Byli już przy drzwiach.

- Nie zrobię tego, jeżeli ty nie będziesz chciała - powiedział.

Nie patrzyła na niego.

- Czego nie zrobisz?

- Nie pocałuję cię na pożegnanie - odrzekł. - Jednak - dodał lekkim tonem 

- radziłbym ci zdobyć się na odwagę i mieć to już za sobą.

Wyraz jej oczu był parodią chłodnego opanowania.

- Po co?

- Ponieważ oboje wiemy, że to się w końcu zdarzy. Podobno oczekiwanie 

i wydarzenie to niemal to samo, a nic nie okazuje się ani takie złe, ani 

takie   dobre,   jak   to   sobie   wyobrażamy.   Jeżeli   cię   teraz   nie   pocałuję, 

będziesz się zamartwiała i zastanawiała przez całą noc, kiedy to nastąpi. 

79

background image

Nie   wyśpisz   się,   w   samolocie   będziesz   zmęczona   i   zła.   Weź   też   pod 

uwagę, że obecność twoich obu braci tam, na górze, powstrzyma mnie 

przed czymś więcej poza pocałunkiem. W innych okolicznościach może 

byłoby   to   trudne.   Razem   wziąwszy,   nie   znajdziesz   lepszej   -   w   duchu 

dopowiedział: bezpieczniejszej - okazji do naszego pierwszego pocałunku.

- Zmusił się do uśmiechu. - A przecież nie mogę nawet być pewny, czy ci 

się to spodoba.

- A co byś powiedział, gdybym nie chciała się z tobą całować, ani teraz, 

ani kiedykolwiek?

- Ale ty chcesz. - Jego głos zmienił się w uwodzicielski,  schrypnięty 

szept, sam brzmiący jak pieszczota.

- Prawda, Claire?

Stała pełna wątpliwości, z dłonią na klamce, usiłując pojąć, co właściwie 

czuje. Czy rzeczywiście chce, żeby ją pocałował?

- Tak - przyznała. Powiedziała to bardziej do siebie niż do niego. - Tak, 

chcę.

- No to - starał się zapanować nad wzruszeniem - odwróć się do mnie.

Czekał, a wydawało mu się, że mijają wieki. I nagle była tuż blisko, z 

twarzą   uniesioną   ku   niemu   i  tymi   wpatrzonymi   w   niego   niezwykłymi, 

szafirowymi oczami, błyszczącymi w półmroku jak klejnoty. Wyglądała 

na taką kruchą i bezbronną, bez pantofli, z opadającym na ramię puklem 

włosów   i   czającą   się   w   spojrzeniu   niepewnością   i   nieufnością.   Robiła 

wrażenie raczej dziecka spodziewającego się kary niż kobiety czekającej 

na pocałunek.

Rafe pragnął wziąć ją w ramiona. Nie z namiętności, lecz z czułości. 

Chciał ją uspokoić, dodać jej

80

background image

odwagi i ochronić przed czymś, co powodowało, że trzęsła się ze strachu 

na samą myśl o pocałunku. W jego umyśle zaczęło kiełkować podejrzenie, 

co było tym „czymś”, i ten domysł nie był przyjemny. „Dają mi poczucie 

bezpieczeństwa” - tak powiedziała  o swojej rodzinie.  „Jesteś jednym z 

niewielu mężczyzn, którym Claire okazała zainteresowanie” - przypomniał 

sobie słowa Pierce’a. Wszystko to wydawało mu się nad wyraz dziwne.

Claire   Kingston,   utalentowana   i   urodziwa,   pracowała   w   branży,   która 

przyciągała   przystojnych,   obdarzonych   twórczymi   zdolnościami   i   pasją 

mężczyzn. Myśl, że żaden z nich nie rozpalił w niej ognia namiętności, 

była śmieszna, wręcz absurdalna. Chyba że jego podejrzenia okazałyby się 

słuszne.   Jeśli   tak,   to   postawa   Królowej   Lodu   jest   kamuflażem.   Barwą 

ochronną.  Czy   tylko  on  widział w  niej  przerażoną  kobietę?  I tylko  on 

domyślał   się   prawdziwych   powodów   przywdziania   przez   nią   maski 

oziębłej kobiety?

- Jeżeli masz zamiar mnie pocałować, to pocałuj - odezwała się oschle. 

Nerwy miała  napięte  do ostateczności od tego czekania i żaru, którym 

płonęło jej ciało. Chciała pocałunku i bała się go jednocześnie. Podobne 

doznania już kiedyś były przyczyną jej kłopotów. - Chciałabym trochę się 

przespać przed podróżą - dodała.

Rafe   uśmiechnął   się   z   zadowoleniem.   Była   przerażona,   lecz   nie 

stchórzyła.

Jeszcze bardziej zbliżył się do niej. Wzdrygnęła się, ale nie cofnęła.

- Zamknij oczy, Claire - poprosił cicho. Nie posłuchała go. - W porządku 

- rzekł z westchnieniem - jak wolisz.

I bardzo powoli, z rękami celowo opuszczonymi wzdłuż ciała, pochylił 

głowę, żeby ją pocałować.

81

background image

Jego wargi dotknęły jej ust lekko, delikatnie. Jakby motyl musnął kwiat. 

Bez nacisku. Bez zniewolenia. Bez przymusu. Tak bardzo się bal, żeby nie 

odwróciła   głowy.   Wyczuwał   jej   napięcie,   ona   jednak   pozostała 

nieporuszona. Nie wychodziła mu naprzeciw, ale też nie wycofywała się. 

Przycisnął   wargi   troszkę   mocniej,   wciąż   ostrożny,   gotowy   do   odwrotu 

przy pierwszym odruchu niechęci z jej strony.

Lecz Claire nie poruszyła się. Nie wiedziała, że wargi mężczyzny mogą 

być tak miękkie. A pocałunek taki delikatny. Czując jego usta na swoich, 

miała wrażenie takiej samej słodyczy i bezpieczeństwa jak wtedy, kiedy 

malutki Beau całował ją w policzek. Powoli zamknęła oczy i zdała sobie 

sprawę,   że   jakaś   drobna   cząstka   jej   niepokoju   ulatuje.   Pochyliła   się 

nieznacznie ku mężczyźnie, próbując sama troszkę mocniej przycisnąć do 

jego ust swe wargi.

W odpowiedzi każdy nerw ciała Rafe’a zadrżał od szalonego napięcia. 

Wcisnął ręce do kieszeni spodni, żeby się powstrzymać od przyciągnięcia 

jej   do   siebie   i   okazania   swej   namiętności.   Zacisnął   dłonie   i   czubkiem 

języka zaczął wodzić po jej wargach, cierpliwie, łagodnie, czekając, aż 

utajone w niej pragnienie wyzwoli się i skłoni ją do dalszego ustępstwa. A 

jego doprowadzi do szaleństwa.

Zdał sobie bowiem sprawę, że pocałunek z Claire jest niewyobrażalnym 

przeżyciem. Smak jej warg odurzył go, a ich nieśmiały dotyk pobudził 

bardziej   niż   wszystkie   wyrafinowane   pieszczoty,   które   ofiarowały   mu 

dotąd inne kobiety. Zastanawiał się, jak daleko jeszcze może się posunąć, 

żeby nie stracić panowania nad sobą. Chciał porwać tę kobietę w ramiona, 

przytulić   do   siebie,   czuć   jak   najbliżej   jej   małe,   piękne   piersi.   Pragnął 

rozpaczliwie   wyrazić   w   najgorętszym   pocałunku   całą   swą   namiętność. 

82

background image

Lecz równocześnie wiedział, iż nie może sobie na to pozwolić, dopóki nie 

przywiedzie   jej   do   takiego   samego   pragnienia   i   nie   otrzyma   od   niej 

sygnału   zachęty.   Nagle   poczuł,   że   jej   język   wysuwa   się   powoli,   z 

wahaniem i wreszcie dotyka jego języka. Jęknął cicho i na moment dotarł 

do słodkiej głębi jej ust. Zaraz jednak oderwał się od niej i cofnął o krok.

- Dobranoc, Claire - powiedział. Głos miał ochrypły z pożądania. Oczy 

rozszerzone   z   namiętności.   Ciało   napięte   i   tętniące   rytmem   rozszalałej 

krwi. - Do zobaczenia rano na lotnisku.

Chwycił klamkę i gwałtownie otworzył drzwi. Wiedział, że musi uciekać, 

w   przeciwnym   razie   ulegnie   spojrzeniu   jej   szeroko   otwartych, 

błyszczących   oczu,   w   których   widział   rodzące   się   pożądanie.   Gdyby 

pocałował   ją   tak,   jak   naprawdę   chciał   i   czego   ona   nieświadomie 

oczekiwała, śmiertelnie by ją wystraszył. Czuł instynktownie, że nie była 

jeszcze gotowa do dzielenia z nim nieokiełznanej pasji, a on nie potrafiłby 

już dłużej utrzymać się w ryzach. Szybkim krokiem wyszedł na ganek, 

minął  kamienne   lwy, zbiegł  po schodach  i  nie  oglądając się  za  siebie, 

wskoczył do czekającej na niego limuzyny.

Claire   stalą   w   progu   z   dłonią   przy   gorących   wargach   i   patrzyła,   aż 

samochód zniknął za bramą na końcu długiego podjazdu. Zastanawiała się, 

czy właśnie nie zrobiła pierwszego kroku, którego obiecała sobie nigdy 

więcej nie postawić.

I   dziwne   było   to,   że   perspektywa   wspólnego   wyjazdu   z   Rafe’em   nie 

wydawała się jej już tak zatrważająca.

83

background image

ROZDZIAŁ 6

Królowa   Lodu   wróciła.   Następnego   dnia   rano   siedziała   dumnie 

wyprostowana obok Rafe’a w samolocie lecącym do Lubbock w Teksasie. 

Zrobiła wszystko, co możliwe, żeby przywrócić swój wizerunek. Włożyła 

wygodne, praktyczne obuwie, szczelnie zapięty pod szyję żakiet, włosy 

ściągnęła do tyłu w kok, zrobiła nieskazitelny makijaż. A zachowywała się 

tak ozięble, że już na sam jej widok człowiek mógłby dostać zapalenia 

płuc.

Rafe poczuł się nieco rozczarowany, lecz nie był zdziwiony. Wiedział 

bowiem, że metoda „krok do przodu, dwa kroki wstecz” jest typowa dla 

odzyskiwania   równowagi   po   każdym  doświadczeniu,   które   pozostawiło 

uraz fizyczny czy psychiczny. U Claire, rozmyślał,  obserwując ją spod 

oka, prawdopodobnie chodzi o obydwa.

Dla kobiety gwałt musi być wstrząsającym przeżyciem, pozostawiającym 

wielorakie   następstwa.   Rozmowa   z   Pierce’em   poprzedniego   wieczoru   i 

zachowanie Claire w czasie pocałunku utwierdziły w przekonaniu Rafe’a, 

że to właśnie jej się przydarzyło. Nie okazywała bowiem wahania czy lęku 

na   myśl   o   pocałunku,   naturalnego   i   instynktownego   przed   pierwszym 

zbliżeniem. A potem jej usta pod jego wargami nie drżały z nerwowego 

podniecenia.   Ona   była   autentycznie   przerażona.   To   był   pierwotny, 

skręcający wnętrzności strach.

Mimo to pocałowała go. To mii dawało nadzieję. Nadzieję, że pewnego 

dnia, może już niedługo, zanim on całkiem oszaleje w oczekiwaniu na ten 

moment - ona pozwoli mu na więcej niż tylko pocałunek. Sama go do tego 

zachęci i będzie dzielić z nim to przeżycie z niekłamanym uniesieniem i 

namiętnością.

84

background image

Podobnie oceniała sytuację psycholog dyżurująca przy telefonie zaufania 

dla ofiar gwałtu, czynnym całą dobę, z którą przeprowadził rozmowę po 

powrocie do domu.

- Nie mogę niczego stwierdzić z całą pewnością bez znajomości stanu 

faktycznego - powiedziała, kiedy podzielił się z nią swymi podejrzeniami. 

- Jednak wydaje mi się, że pana przypuszczenia są słuszne. Chyba była 

zgwałcona. Jeżeli naprawdę tak się stało i pan jest pierwszym mężczyzną, 

którym się po tym zainteresowała, to mogę panu udzielić tylko jednej, ale 

bardzo ważnej rady. Proszę postępować niezmiernie ostrożnie. Niech pan 

nie będzie natarczywy i do niczego jej nie nakłania. Może pan spróbuje z 

nią na ten temat porozmawiać. To zawsze pomaga. I niech pan ją zachęci, 

żeby   poradziła   się   specjalistów.   Nawet   mimo   znacznego   upływu   czasu 

fachowa porada pomogłaby jej uporać się z tego typu problemem. Jednak 

nade wszystko - powtórzyła psycholog z naciskiem - niech pan nie dąży do 

zbliżeń i nie wymaga od niej współdziałania. Proszę pozwolić, żeby to ona 

nadawała   kierunek   waszym   stosunkom   zgodnie   z   jej   własnymi 

psychicznymi możliwościami.

Rafe zamierzał w pełni dostosować się do rady. Aż do osiągnięcia celu.

Niczego od niej nie zażąda ani do niczego nie przymusi. Po prostu będzie 

przy niej przez cały czas. Jak pokusa. Jak przynęta. Niech przyzwyczai się 

do niego i jego obecności. Będzie ją łagodnie prowadził we właściwym 

kierunku, aż zaufa mu na tyle, żeby ulec drzemiącej w niej namiętności. I 

tak już ufała mu bardziej, niż to sobie uświadamiała.

Właśnie   przed   chwilą   usnęła,   choć   twierdziła,   że   nie   może   spać   w 

obecności obcych ludzi. Siedziała z rękami opuszczonymi na kolana i z 

głową niewygodnie przechyloną na oparcie fotela. Uśmiechając się czule, 

85

background image

wyjął z jej palców wieczne pióro i odłożył na podniesiony, podręczny blat. 

Uniósł rozdzielającą ich siedzenia podpórkę i delikatnie wsunął ramię pod 

jej   plecy.   Zesztywniał,   kiedy   wymamrotała   coś   przez   sen.   Wstrzymał 

oddech  w  obawie,   że  Claire   się   obudzi  i  zaprotestuje   przeciwko   takiej 

poufałości. Lecz ona tylko przytuliła się do niego. Z policzkiem przy jego 

piersi i dłonią opartą tuż ponad srebrną klamrą jego paska wyglądała jak 

pełne ufności kocię, które znalazło się w znajomych, czułych rękach.

Rafe nakrył jej dłoń swoją i przycisnął ją lekko do siebie. Zamknął oczy. 

Zasypiał z uśmiechem cichej satysfakcji.

- ...schodzimy do lądowania w Lubbock. Kapitan prosi o zapięcie pasów, 

opuszczenie podręcznych blatów i ustawienie w pionie oparć foteli...

Metaliczne,   zniekształcone   głośnikiem   polecenia   wyrwały   Claire   z 

głębokiego snu.

Rafe także się obudził, lecz nie otwierał oczu, tylko czekał ciekawy, jak 

się   Claire   zachowa.   Gdy   tylko   zauważyła,   co   jej   służyło   za   poduszkę, 

zesztywniała   i   usiłowała   usiąść   prosto.   Usłyszał,   że   cicho   sapnęła   z 

irytacją   i   oczyma   duszy   widział   zakłopotanie   na   jej   twarzy,   kiedy 

rozważała swój kolejny ruch.

Rzuciła   okiem   na   Rafe’a,   żeby   się   upewnić,   czy   śpi,   i   przygryzając 

wargę,   bardzo   powoli,   milimetr   po   milimetrze   wysunęła   dłoń.   Potem 

uchwyciła   w   dwa   palce   jego   nadgarstek,   podniosła   do   góry   rękę   i 

uchylając głowę, przełożyła mu ją na kolano. Chwyciła wieczne pióro, 

ułożyła rozrzucone papiery i dopiero wtedy trąciła Rafe’a łokciem.

- Rafe, obudź się - odezwała się ożywionym głosem. - Schodzimy do 

lądowania.

86

background image

- Hm?  - udawał,  że  z  wolna  powraca  do  przytomności.   Wyprostował 

ramiona, potem się przeciągnął, ocierając się przy okazji o Claire.

Nie odsunęła się nawet o centymetr.

- Długo spałem? - zapytał.

-   Chyba   przez   całą   drogę   -   wymamrotała,   schylając   się   po   teczkę. 

Położyła   ją   na   kolanach   i   otworzyła   z   trzaskiem.   -   Właściwie   nie 

zwróciłam uwagi.

- Przez cały czas pracowałaś? - Patrzył, jak metodycznie układa papiery i 

przybory do pisania na właściwe miejsca.

- Uhm. - Zatrzasnęła teczkę. - W samolocie można się dobrze skupić.

Skoro   ona   chce   prowadzić   taką   grę,   niech   tak   będzie,   pomyślał. 

Tymczasem. Nie powie jej, że na policzku ma odciśnięty ślad guzika jego 

koszuli.

-   Co   to   za   miasto?   -   zapytała   Claire.   Mrużąc   oczy,   usiłowała   w 

gęstniejącym   mroku   odszukać   na   leżącej   na   kolanach   mapie   kolejną 

mijaną przez nich miejscowość w zachodnim Teksasie.

- Ropesville.

Rafe   nie   musiał   nawet   odczytywać   tablicy   informacyjnej   witającej 

przybyszów. Odwrócił się do Claire.

-   Może   byśmy   się   tu   zatrzymali?   Wyjrzała   przez   okno   samochodu   i 

zlustrowała otoczenie.

- Nie, nie nadaje się - odrzekła, potrząsając głową.

-  Za   duże,   za   ruchliwe.   -   Znów   pochyliła   się   nad   mapą.   -   Myślę,   że 

powinniśmy zjechać z tej szosy w jakąś mniej uczęszczaną. Skręć w lewo 

przy pierwszym zakręcie. - Podniosła mapę bliżej do oczu. - To chyba 

będzie droga numer 41.

87

background image

Rafe zatrzymał samochód na parkingu następnego motelu.

Claire spojrzała zdumiona znad mapy.

- Co ty robisz? Dlaczego stoimy?

- Zwracam ci uwagę, jeśli sama tego nie zauważyłaś, że słońce już zaszło 

i   nic   prawie   nie   można   odczytać   z   mapy.   Według   mnie   czas   na 

odpoczynek.

- Ale...

- Żadnego ale - przerwał Rafe. Jego cierpliwość wystawiona na próbę 

przez Królową Lodu, przez cały dzień w najwyższym stopniu oziębłą i 

odpychającą, wyczerpywała się.

- Krążymy już tak w kółko - spojrzał na zegarek - prawie od sześciu 

godzin,   przejeżdżamy   przez   każdy   przeklęty   metr   kwadratowy   tego 

nieszczęsnego bezludzia. Nie wiem, czy od przedwczoraj spałem z pięć

godzin, wliczając w to drzemkę w ciasnym fotelu w samolocie. A jadłem 

tylko   podany   tam   omlet   i   jakiegoś   hamburgera   po   drodze.   Jestem 

zmęczony i głodny. Muszę wziąć gorący prysznic, wypić zimne piwo i 

zjeść   solidny   stek   z   wszystkimi   możliwymi   dodatkami.   W   tej   właśnie 

kolejności.   A   potem   chcę   się   porządnie   wyspać   przez   osiem   godzin. 

Myślę, że tobie też się to należy.

Przyjrzał   się   jej   uważnie   i   uderzyło   go,   że   wcale   nie   robi   wrażenia 

zmęczonej.   Wyglądała   tak   samo   świeżo   i   nieskalanie   jak   rano,   kiedy 

wyruszali w podróż.

Z   jakichś   niezrozumiałych   dla   niego   samego   przyczyn   jej   wygląd   go 

zezłościł.

- A może Hollywoodzkiej Królowej Lodu obce są takie słabości, typowe 

dla zwykłych... - urwał nagle, gdyż zobaczył wyraz jej twarzy. - Co się 

88

background image

stało?

Odwróciła głowę.

- Masz rację - odrzekła, wpatrując się w mapę - to był długi dzień. - 

Zaczęła ją składać lub raczej próbowała to robić. Dlaczego mapy nigdy nie 

składają się   tak łatwo  jak się  rozkładają,  przemknęło   jej  przez  myśl.  - 

Jesteśmy oboje zmęczeni i...

Wyciągnął rękę, żeby jej dotknąć, lecz tylko przytrzymał mapę, z którą 

nie mogła sobie poradzić.

- Nie chciałem być taki obcesowy. - Wyrządził jej przykrość i poczuł się 

jak   grubianin.   A   przecież   to   nie   ona   go   rozdrażniła,   po   prostu   był 

wykończony. Wypuścił z ręki mapę. - Przepraszam cię.

-   Nie   masz   za   co   przepraszać   -   szepnęła   ze   wzrokiem   utkwionym  w 

mapę.   Otworzyła   szeroko   oczy.   To   była   znana   sztuczka,   która   miała 

powstrzymać łzy. - Dobrze, że się zatrzymałeś. A ja... - Sztuczka się nie 

udała. - Do licha - powiedziała cicho i odwróciła twarz w stronę okna. 

Zgniotła w palcach brzeg mapy.

-   Claire,   na   miłość   boską.   -   Rafe   patrzył   przerażony   na   pierwszą   łzę 

spływającą   po   jej   policzku.   -   Claire,   kochanie,   nie   płacz   -   powiedział 

zrozpaczony   i  bezradny,   jak   każdy   mężczyzna   wobec   kobiecych   łez.   - 

Jeżeli   nie   chcesz,   nie   musimy   się   tu   zatrzymywać.   -   Gotów   był   jej 

wszystko teraz obiecać, byleby nie płakała. - Możemy jechać tak długo, 

jak zechcesz.

Po policzku pociekła druga łza. Otarła ją wierzchem dłoni, jak dziecko.

- Ja n-nie dlatego - odparła, zła na siebie za okazanie słabości. Czuła się 

upokorzona.

- Więc dlaczego?

89

background image

- To nic. Przepraszam. Sama nie wiem, co się ze mną dzieje. Ja...

Rafe nie mógł znieść tego ani chwili dłużej. Ujął jej twarz i delikatnie 

odwrócił ku sobie.

- Powiedz mi - poprosił łagodnym głosem. Patrzyła na niego w milczeniu 

przez   chwilę,   która   jemu   wydawała   się   wiecznością,   szafirowymi, 

błyszczącymi od łez oczami. Wargi jej drżały. Rafe pragnął scałować te 

łzy z czułością, która falą zalała mu serce. A potem całować wargi, żeby 

zaczęły   drżeć   już   nie   ze   smutku,   lecz   z   namiętności.   -   Powiedz   mi   - 

powtórzył cicho, z trudem powstrzymując odruch tkliwości.

- Nie cierpię tego przezwiska! - wybuchnęła gwałtownie. - Nigdy go nie 

znosiłam.   Ale   jeszcze   bardziej   jest   mi   przykro,   kiedy   ty   tak   o   mnie 

mówisz.

- Chodzi ci o Królową Lodu?

Kiwnęła głową.

- Jakbym była taka zimna... i nieczuła... i... - Choć sama nie była pewna, 

czy to nie jest prawda. Nawet teraz, gdy ją to tak zabolało, nie była pewna.

-  Już  nigdy   tak   nie   powiem  -  przyrzekł.   -  I  spiorę   na   kwaśne   jabłko 

każdego, kto cię tak nazwie. - Ujął jej twarz w dłonie i kciukami otarł 

resztki łez. - Już wszystko dobrze?

Pociągnęła jeszcze nosem i skinęła głową.

- Przepraszam, że zachowałam się jak idio...

-   Nie.   -   Dotknął   kciukami   jej   warg.   -   To   ja   przepraszam,   że 

doprowadziłem   cię   do   płaczu.   To   się   nigdy   nie   powtórzy.  -  Miał   taką 

nadzieję. Musiał użyć całej siły woli, żeby oderwać dłonie od jej twarzy. - 

Co powiesz na taki pomysł. Może byśmy wynajęli sobie dwa pokoje w 

tym   motelu?   -   zaproponował.   -   Wykąpiemy   się,   przebierzemy   i 

90

background image

poszukamy   największych,   najbardziej   soczystych   steków   w   całym 

Ropesville.

Claire zmusiła się do podobnie lekkiego tonu.

- A czy można by zamienić jeden z tych steków na porcję jarzyn? Nie 

jadam mięsa.

- Wątpię, czy tutaj mają jakieś specjalne dania jarskie - odezwał się Rafe, 

kiedy w godzinę później siedzieli naprzeciwko siebie w restauracji. - Ale 

wiem,   że   będziesz   mogła   dostać   tutejszą   cętkowaną   fasolę,   pieczone 

ziemniaki, bo to zawsze podają do steków. No i zieloną sałatę, jak ładnie 

poprosisz.

- Skąd wiesz, co tu podają do steków? W pierwszej chwili miał ochotę 

skłamać. Zdziwiło go to, gdyż już od dawna nie odczuwał takiej pokusy. 

Przestał   ukrywać   swe   pochodzenie,   kiedy   przekonał   się,   że   nie   dla 

wszystkich   kobiet   wartość   mężczyzny   zależy   od   tego,   kto   był   jego 

dziadkiem i czy jego rodzina jest zamożna.

-   Wychowałem   się   we   Flat   Rock,   kilkadziesiąt   kilometrów   stąd   - 

powiedział.   -  Jeżeli  chłopak   chciał   zrobić   na  dziewczynie  wrażenie,   to 

przyjeżdżał z nią na randkę właśnie do Ropesville. Tu było najbliższe kino 

i kręgielnia. Najlepsza restauracja w promieniu wielu mil znajdowała się 

wprawdzie   w   klubie   sportowym   we   Flat   Rock,   ale   -   w   jego   głosie 

zabrzmiała gorycz - tam wstęp był tylko dla członków.

- Rozumiem, że ty nie miałeś karty członkowskiej.

- To byłoby raczej trudne - odrzekł zupełnie szczerze, jakby chciał się 

zrehabilitować przed sobą za poprzednią pokusę kłamstwa. - Moja rodzina 

mieszkała   w   najbiedniejszej   dzielnicy   tego   miasteczka.   Ludzie   naszego 

91

background image

pokroju nie byli mile poza nią widziani, chyba jako dozorcy czy kucharki.

Nie wiedział, jak przyjmie to zwierzenie kobieta, przed którą wszystkie 

drzwi stały otworem.

Wyglądało na to, że całkiem normalnie.

- Czy twoja rodzina nadal tam mieszka, we Flat Rock?

- Tak. W domu, w którym się wychowałem, wciąż jeszcze mieszka mama 

z moim najmłodszym bratem, Matteo. Zostanie sama, kiedy on na jesieni 

wyjedzie na studia. Najstarsza siostra, Inez, wyszła za mąż za farmera i 

mieszka w pobliżu. Druga siostra. Mercedes, i jej mąż, też są niedaleko, 

mają   dom   na   przedmieściu   Brownfield.   Prowadzą   szkołę   pilotażu   na 

tamtejszym lotnisku i wykonują różne usługi lotnicze.

- Jak liczne masz rodzeństwo?

-   Ze   mną   jest   nas   siedmioro.   Jeszcze   jedna   siostra,   Ramona,   jest 

adwokatem w Dallas - powiedział z wyraźną dumą. - Pilar znasz. Brat Luis 

jest na drugim roku studiów.

- A twój ojciec?

- Zginął w czasie pożaru na polu naftowym, kiedy miałem piętnaście lat.

-   Bardzo   mi   przykro   -   szepnęła,   gdyż   z   tonu,   jakim   to   powiedział, 

wywnioskowała,   że   bolesne   wspomnienie   o   wypadku   ojca   było   ciągle 

żywe.

- Mnie też - mruknął.

Zjawiła się kelnerka z napojami - piwem Lone Star z lodu dla Rafe’a i 

mrożoną herbatą dla Claire.

Przyjęła od nich zamówienie, nie mrugnąwszy nawet okiem, kiedy Claire 

poprosiła o porcję steku bez steku.

-   Chyba   będziesz   chciał   się   zobaczyć   z   rodziną,   skoro   już   jesteś   tak 

92

background image

blisko?

- Chyba. - Westchnął. Gdyby do nich nie wstąpił, matka urwałaby mu 

głowę.

Claire spojrzała na niego zaciekawiona. Wydawało się, że jego rodzina 

była   bardzo   zżyta,   więc   powinien   skwapliwie   skorzystać   z   okazji 

odwiedzenia bliskich.

- Nie masz ochoty?

- Nie, skądże, mam. Tylko... - Wzruszył ramionami i zaczął zeskrobywać 

paznokciem etykietę z butelki. - Moja matka zrobi zaraz z tego wielką 

hecę.   Powrót   marnotrawnego   syna   i   takie   tam.   Będzie   chciała   sprosić 

wszystkich krewnych z bliższych i dalszych okolic, i wyprawić wielkie, 

rodzinne przyjęcie, na które poświęci swego najdorodniejszego cielaka.

- Więc co z tego? - Claire nadal nie mogła zrozumieć, dlaczego Rafe tak 

niechętnie się odnosi do wizyty w domu. Ją bardzo by ucieszyło, gdyby 

matka   chciała   dla   niej   zrobić   przyjęcie.   Niestety,   jej   matka   wydawała 

przyjęcia   jedynie   z   towarzyskiego   obowiązku.   -   Chyba   byłoby   bardzo 

przyjemnie?

- Taak. - Rafe porównał w myślach to rodzinne zgromadzenie do balu w 

domu brata Claire, gdzie był zaledwie wczoraj.

- Myślę, że powinieneś zrobić to dla swojej matki. Kelnerka przyniosła 

zamówione dania. Claire jadła z prawdziwą przyjemnością. Zielona sałata 

była świeża i krucha, pomidory miały pomidorowy smak, co się rzadko 

zdarzało,   cienkie   plasterki   czerwonej   cebuli   i   sos   winegret   zaostrzały 

apetyt. A do tego podano grube grzanki chleba domowego wypieku na 

kwasie, natarte czosnkiem, z roztapiającym się na nich masłem.

- Nigdy bym nie pomyślał, że sobie z tym poradzisz - odezwał się Rafe 

93

background image

po kilku minutach pełnej skupienia ciszy.

Claire, z pełnymi ustami, spojrzała na niego pytająco.

Wskazał widelcem niemal pusty talerz.

Przełknęła jedzenie.

- Ty zjadłeś hamburgera dzisiaj po południu, a ja tylko frytki.

-   Myślałem,   że   wpadłaś   na   jakiś   idiotyczny   pomysł   odchudzania   się. 

Gdybyś   mi   wcześniej   powiedziała,   że   nie   jadasz   mięsa,   moglibyśmy 

gdzieś po drodze kupić chociaż owoce.

- Nie chciałam ci zawracać głowy. I to mówi kobieta, pomyślał, która nie 

zawaha się przed wierceniem dziury w brzuchu każdemu, kto pracuje nad 

jej filmem. Pokręcił głową ze zdziwieniem nad skomplikowaną kobiecą 

psychiką.

- I wolałaś być głodna - stwierdził z nutą żartobliwej nagany. - Wobec 

tego   jutro   rano   -   rzekł   stanowczo   -   przed   wyruszeniem   w   drogę 

zabierzemy ze sobą torbę chłodniczą i załadujemy do niej zapas owoców i 

soków. Trzeba było tak zrobić już przed wyjazdem z Lubbock. Lepsze to 

niż tłuste hamburgery. Aaa, oto mój stek. - Spojrzał łakomie na mięso. - 

Nie jadłem kawałka porządnej wołowiny od wyjazdu z Teksasu.

Pozwoliła mu w spokoju sycić się soczystym mięsem i dopiero po paru 

dobrych chwilach spytała:

- Skoro wychowałeś się w tej okolicy, to zapewne dobrze znasz wszystkie 

małe miasteczka w tym regionie.

Miał   to   być   subtelny   wyrzut,   że   niepotrzebnie   krążyli   tak   długo   w 

poszukiwaniu idealnego Burley.

- Właściwie nie bardzo. - Jej aluzja była dość przejrzysta. - Opuściłem 

dom   w   parę   miesięcy   po   maturze.   -   Niedługo   po   tym,   jak   Laura   Lyn 

94

background image

Parker wystawiła go do wiatru. - I nigdy tu na dłużej nie wracałem. Małe 

miasteczka   szybko   się   zmieniają,   zwłaszcza   w   takich   niestabilnych 

ekonomicznie czasach, jakie mieliśmy przez ostatnie dwanaście lat.

- Dokąd wyjechałeś po maturze?

- Początkowo nie za daleko. Dostałem pracę na polu naftowym w rejonie 

Midland,   potem   przeniosłem   się   do   Houston,   a   w   końcu   na   platformę 

wiertniczą w Zatoce Meksykańskiej.

-   A   jak   to   się   stało,   że   z   Zatoki   Meksykańskiej   przeniosłeś   się   do 

Hollywood, i to jako reżyser?

Przeszłość Rafe’a tak bardzo różniła się od życiorysów znanych jej ludzi. 

To było fascynujące.

- Przyjechała ekipa filmowa robić film dokumentalny o pracy i życiu na 

dalekomorskiej   platformie   wiertniczej.   Byłem   wtedy   jeszcze   bardzo 

młody,   miałem   dwadzieścia   trzy   lata,   i   kręcenie   filmu,   nawet 

dokumentalnego,   wydawało   mi   się   o   wiele   bardziej   interesujące   niż 

wydobywanie   ropy.   Więc   trochę   im   pomagałem,   a   kiedy   skończyli, 

wyjechałem razem z nimi. Ale praca nad filmem się skończyła, a ja byłem 

bez grosza i musiałem szukać nowego zajęcia.

- I dlatego zostałeś kaskaderem?

- Tak. Ta robota zapowiadała się na znacznie ciekawszą od przenoszenia 

z miejsca na miejsce oświetlenia czy kamer. - I o niebo lepiej płatną, dodał 

w duchu. - Stąd już droga do stanowiska szefa ekipy kaskaderów była 

stosunkowo prosta. A potem dalej, do reżyserowania filmów akcji.

- A ten film dokumentalny, który zasługiwał na Oskara, zrobiłeś tak od 

niechcenia? - spytała. Skinął głową w podziękowaniu za komplement.

- No to już znasz historię mego życia. Teraz twoja kolej.

95

background image

- Moja?

- Proszę o historię twojego życia. Jak to się stało, że siedzi tu przede mną 

Claire Kingston, producentka filmowa? - spytał, patrząc na nią uważnie.

-   O   nieba!   -   To   pytanie   ją   speszyło.   Nie   lubiła   opowiadać   o   swojej 

przeszłości. - Wystarczy przeczytać pierwsze lepsze czasopismo zajmujące 

się   kinem   albo   jeszcze   lepiej   popularne   magazyny.   Powtarzają   do 

znudzenia te same fakty z mojego życia. Zapis dla potomności.

- Z. pewnością nie wszystkie fakty. - Nie spuszczał z niej wzroku.

- Wszystkie, które miały znaczenie - powtórzyła z uporem.

Rozłożyła palce, żeby na nich wyliczać te wydarzenia.

- Trzeba zacząć od tego, że urodziłam się - dotknęła pierwszego palca - i 

to jak stwierdzają dziennikarze - uśmiechnęła się - we właściwym czasie, 

gdyż   w   tym   dniu   moi   rodzice   obchodziliby   jedenastą   rocznicę   ślubu, 

gdyby przedtem się nie rozwiedli, co im nie przeszkodziło wkrótce pobrać 

się na nowo. Nie pamiętam tego, ale mówiono mi, że pierwsze urodziny 

spędziłam z nianią w Beverly Hills, bo mama  i tata właśnie załatwiali 

sobie w Meksyku drugi rozwód. Potem przez jakiś czas nic się specjalnego 

nie   działo,   a   w   czwartym   roku   życia   zadebiutowałam   w   filmie   w 

niewielkiej   roli   sierotki   o   anielskiej   buzi   i   niewyparzonym   języku. 

Partnerowałam   aktualnej   kochance   mego   ojca,   grającej   zakonnicę. 

Wypaliłam pierwszego - i dzięki Bogu jedynego - papierosa przed kamerą, 

kiedy miałam dziesięć lat. Całowałam się pierwszy raz jako trzynastolatka 

w filmie „Pełnoletnia” i za tę rolę dostałam Oskara.

Zaczęła   wyliczać   na   palcach   drugiej   ręki.   -   Pierwszą   scenę   miłosną 

zagrałam mając szesnaście lat, ale nie mogłam obejrzeć tego filmu, bo był 

dozwolony   od   lat   osiemnastu.   -   Ton   jej   głosu   był   teraz   mniej 

96

background image

niefrasobliwy. - Wtedy też włożyłam po raz pierwszy długą suknię, gdyż 

bohaterka, którą grałam, szła na bal maturalny.

Nie dodała tylko, że to był jedyny bal maturalny, w którym brała udział.

- Dwa lata później zagrałam pierwszą już dorosłą rolę w „Oszustach”, po 

czym zrezygnowałam z aktorstwa. I tak oto - dotknęła ostatniego palca - 

Claire   Kingston,   kobieta,   producent   filmowy,   siedzi   teraz   naprzeciwko 

ciebie.

- Rzeczywiście wtedy całowałaś się po raz pierwszy?

-Tak.

Wszystko,   co   robiła   po   raz   pierwszy,   działo   się   w   filmie.   Pierwsze 

wypowiedziane ordynarne słowo, pierwszy wypalony papieros, pierwsza 

długa   suknia,   pierwszy   romans   -   wszystko   na   oczach   ekipy   filmowej. 

Każdy   znaczący   krok   w   jej   życiu   był   pozorem,   fikcją,   przeżyciem 

sfabrykowanym   dla   potrzeb   kamery.   Doszło   do   tego,   że   zaczynała 

zastanawiać się, czy jest zdolna do przeżywania prawdziwych uczuć, czy 

je rozpozna, gdy nadejdą. Co doprowadziło  nieuchronnie  do zdarzenia, 

które rozegrało się później.

- Już państwo zjedli? - Kelnerka przerwała ich rozmowę, zanim Rafe 

zdołał zadać następne pytanie.

- Tak, dziękujemy - odparła Claire.

- Może przynieść jakiś deser? Kawę?

- Dla mnie nie. A dla ciebie, Rafe?

Potrząsnął głową.

- Proszę rachunek.

Z restauracji wyszli w milczeniu. Był ciepły, teksaski wieczór. Powietrze 

97

background image

pachniało   kurzem,   bylicą   i   spalinami   unoszącymi   się   nad   przecinającą 

szosę drogą,” która oddzielała parking restauracji od ich motelu.

Kiedy przechodzili przez skrzyżowanie, choć nie było wielkiego ruchu. 

Rafe wziął Claire za rękę.

Claire pozwoliła mu spleść palce ze swoimi bez najmniejszego protestu. 

Nie czuła nawet cienia niepokoju. Przeciwnie, wydawało się jej, że tak 

właśnie powinno być - jej dłoń w jego gorącej, silnej, chroniącej ją ręce.

Spoglądała   na   niego   spod   oka,   gdy,   ciągle   trzymając   się   za   ręce, 

przechodzili   koło   biur   motelu,   a   potem   obok   basenu,   w   kierunku 

przydzielonych im pokojów. Zastanawiała się, jakim byłby kochankiem. 

Czy okazałby jej taką delikatną czułość jak wczoraj, przy pocałunku? Czy 

może   nie   potrafiłby   opanować   namiętności?   Czy   oczekiwałby   od   niej 

takiej samej reakcji? Czy umiałby się powstrzymać, gdyby się zlękła? Był 

takim   silnym,   potężnie   zbudowanym   mężczyzną.   Lecz   także 

dżentelmenem.   Człowiekiem   subtelnym.   Nie   wyrządziłby   jej   krzywdy, 

choćby nawet nie sprostała jego oczekiwaniom.

Pociągał ją fizycznie - wbrew jej woli. Być może nigdy nie będzie miała 

lepszej sposobności, żeby zmierzyć się ze swym strachem. A jednak gdy 

wypuścił jej rękę, aby wyjąć klucz z kieszeni opiętych na muskularnych 

nogach dżinsów, poczuła uścisk w żołądku. Czy wystarczy jej odwagi, aby 

poszukiwać   odpowiedzi   na   nurtujące   ją   pytania?   Czy   ma   pozostać 

emocjonalną   kaleką,   dlatego   że   nie   potrafi   wyzbyć   się   obaw,   mimo 

nadarzającej się szansy?

Otworzył drzwi jej pokoju.

- Dobranoc, Claire - powiedział łagodnym głosem. Ujął jej dłoń i położył 

na niej klucz. - Śpij smacznie.

98

background image

Odwrócił się w stronę drzwi swego pokoju.

- Rafe? - Usłyszała swój głos, zanim zdążyła ten

impuls powstrzymać.

- Słucham.

Przełknęła ślinę.

- Czy pocałujesz mnie na dobranoc?

ROZDZIAŁ 7

Te   ciche   słowa   były   jak   uderzenie   pięścią   w   splot   słoneczny. 

Znieruchomiał, starając się pojąć ich właściwe znaczenie.

„Czy   pocałujesz   mnie   na   dobranoc?”   Chciała,   żeby   ją   pocałował   na 

dobranoc. Niewątpliwie to zdanie znaczyło dokładnie to. Nic więcej. Nic 

mniej. Czy rzeczywiście?

Odwrócił się do niej, zdecydowany spełnić jej prośbę, a potem zabrać ją 

do siebie. I wtedy przypomniał sobie, co mówiła  psycholog z telefonu 

zaufania. „Niech pan nie będzie natarczywy i do niczego jej nie nakłania. 

Proszę   pozwolić,   żeby   to   ona   nadawała   kierunek   waszym   stosunkom 

zgodnie z jej własnymi możliwościami psychicznymi”. Wiedział, że musi 

się dostosować do tej rady. Zbliżył się do Claire i tak jak poprzedniego 

wieczoru, z rękami opuszczonymi wzdłuż ciała, pochylił głowę i tylko 

wargami dotknął jej ust.

Zadrżała.

Uniósł głowę.

- Claire?

- Całuj mnie - domagała się szeptem, jakby w udręce. Pochyliła się ku 

99

background image

niemu i oparła zaciśnięte dłonie na jego piersi. - Proszę. Całuj mnie.

Otoczył ją ramionami i połączył jej usta ze swymi.

Zarzuciła mu ręce na szyję, wspięła się na palce, podsuwając gwałtownie 

usta do pocałunku, jak kobieta opanowana niepowstrzymaną namiętnością.

Poddał   się   na   moment   temu   wrażeniu.   Mocniej   ją   przytulił.   Rozwarł 

szerzej wargi. Już miał dać się ponieść nieoczekiwanej fali uniesienia, gdy 

nagle   uświadomił   sobie,   że   to   nie   namiętność   nią   kieruje,   lecz   jakaś 

brawurowa,   rozpaczliwa   zuchwałość.   Przypominała   małą   dziewczynkę, 

która decyduje się nagle na otwarcie drzwi szafy, aby stanąć oko w oko z 

zamieszkującym ją potworem. Ciało Claire w jego ramionach było napięte 

i sztywne, nie wyczuwał w nim uległości i pożądania. A dźwięk, który 

usłyszał,   nie   był  jękiem  zachwytu,   lecz   przerażenia.   Jego   zapał  ostygł, 

jakby ktoś oblał go kubłem zimnej wody. Objął dłońmi jej głowę i głaskał 

zaplecione po kąpieli w warkocz włosy. Potem odchylił ją leciutko do tyłu.

- Claire - powiedział z ustami przy jej wargach. Jego oddech był jeszcze 

gorący. Jej - przyspieszony, urywany, jakby po długim biegu. Czul pod 

swymi kciukami na jej skroniach szybko bijący puls.

-   Claire.   Uspokój   się,   dziecino.   To   nie   jest   wyścig.   To   pocałunek.   - 

Dotknął wargami najpierw jednego, a potem drugiego kącika jej ust. - Po 

prostu pocałunek.

Wciągnęła powietrze głęboko, spazmatycznie, jak dziecko, które dopiero 

co   przestało   szlochać,   i   kiedy   znowu   objął   ją   ramionami,   pozostała 

nieruchoma z uniesioną ku niemu twarzą.

- O to właśnie chodzi - pochwalił ją i zaczął całować jej policzki, brodę, 

powieki. Delikatnie, powoli, żeby ukoić to wzburzenie. Gdy poczuł, że się 

odpręża, szepnął:

100

background image

- Tak, właśnie tak. - I znów dotknął wargami jej ust.

Jeszcze jakby trochę niepewna, tym razem pokonując wahanie, rozchyliła 

wargi   w   oczekiwaniu.   Pieszczotę   jego   ust   i   języka   przyjęła   z   cichym 

westchnieniem,   nie   jak   agresywną   napaść,   lecz   podarunek,   którego   nie 

może   odrzucić.   Starała   się   rozpoznać   uczucia,   które   ją   ogarnęły.   Ten 

mężczyzna   obdarowywał   ją   czułością,   poczuciem   bezpieczeństwa.   I 

wywoływał   w   niej   jeszcze   coś,   co   dopiero   zaczynała   pojmować   - 

zmysłowe   podniecenie.   Chciała   się   sycić   jego   pocałunkiem   bez   końca, 

gdyż   z   tą   pieszczotą   nie   wiązało   się   żadne   nieprzyjemne   doznanie   - 

strachu, niebezpieczeństwa, bólu. Dokonuję zadziwiającego odkrycia jak 

na dwudziestopięcioletnią kobietę, pomyślała. Pragnęła się rozkoszować 

tym pocałunkiem i upajać się nim coraz bardziej.

Rafe od razu wyczuł zmianę, jaka w niej zaszła. Oparł się o futrynę na 

wpół otwartych drzwi, przyciągnął Claire do siebie tak mocno, aż poczuł 

przy sobie jej piersi i biodra, a potem zaczął pieścić plecy poprzez cienki 

jedwab bluzki.  Kusiło  go, żeby przesunąć palce wzdłuż wyczuwalnych 

pod materiałem ramiączek stanika i ująć w dłonie jej małe piersi. Lecz nie 

był pewien, jak by to przyjęła. Czy była gotowa na kolejny krok?

Tuliła   się   do   niego   taka   rozgrzana.   Jej   zmysły   już   były   pobudzone, 

wilgotne wargi odwzajemniały pocałunki, a palce nieprzerwanie gładziły 

jego włosy. Przesunął ręce ku jej piersiom i musnął je lekko. Zesztywniała. 

Odsunął ręce.

- Nie, nie - szepnęła tuż przy jego ustach. - Wszystko w porządku. Tylko 

mnie trochę wystraszyłeś. - Jej głos nieco drżał. - Już dobrze, naprawdę.

Rafe jednak wiedział, że to nieprawda. Powrócił ślad dawnych obaw, a 

on nie mógł pozwolić, aby choć cień jej strachu ciążył na atmosferze ich 

101

background image

fizycznego zbliżenia. Jeżeli w końcu Claire mu się odda, to całkowicie, 

bez zastrzeżeń.

-   Kochanie,   jutro   znowu   mamy   przed   sobą   długi   dzień   -   wyszeptał, 

rozluźniając uścisk ramion.

Oparta o niego, nie zareagowała, jakby bała się poruszyć.

- Ale przecież ty... ty...

- Pragnę ciebie? - Wiedział, że to miała na myśli.

- Tak, pragnę. - Położył dłonie na jej karku i przytulił czoło do jej czoła. - 

Czy nikt ci nie mówił, że nie za każdym razem mężczyzna musi otrzymać 

to, czego pragnie?

- Nie? - spytała z niedowierzaniem.

Zastanawiał się, czy rzeczywiście tego nie wiedziała, czy po prostu była 

zdziwiona, że to mężczyzna jest orędownikiem wstrzemięźliwości.

-   Nie.   -   Objął   dłońmi   jej   talię.   -   Myślałem,   że   wie   o   tym   każda 

dziewczyna już w liceum. Przynajmniej taka, która ma starszych braci.

- Nie chodziłam do liceum - odparła. - Miałam prywatnych nauczycieli. 

A   Gage   i   Pierce   są   znacznie   starsi   ode   mnie   -   odruchowo   stanęła   w 

obronie rodziny.

- Pozwól więc, że uzupełnię luki w twej edukacji, panno Kingston. Nie 

spełnione pożądanie może być dla mężczyzny frustrujące, ale z pewnością 

niczym mu nie grozi. I kobieta nie musi się tym przejmować, chyba że 

sama pragnie je zaspokoić. Czy to jasne? - Uniósł jej twarz do góry. - 

Jasne? - powtórzył.

- Tak - odrzekła słabym głosem.

Była zażenowana, lecz równocześnie odczuła wielką ulgę.

- Dobrze. A to po to, żebyś dobrze zapamiętała, co powiedziałem.

102

background image

Jeszcze raz ją pocałował, równie delikatnie, jak przedtem, lecz na tyle 

długo, że gdy wreszcie uniósł głowę, oboje ciężko oddychali.

- Dobranoc, Claire - szepnął schrypniętym głosem i szybko odsunął ją od 

siebie.

Wpatrywała się w niego trochę jeszcze oszołomiona.

-   Idź   już.   -   Popchnął   ja   lekko   w   kierunku   pokoju.   -   Poczekam,   aż 

zamkniesz się na klucz.

-   Dobranoc,   Rafe.   -   Z   jej   oczu   wyczytał   zdumienie.   -   I   dziękuję   - 

szepnęła, zamykając za sobą drzwi.

Odczekał moment,  a kiedy usłyszał, że klucz przekręca się w zamku, 

podszedł do drzwi swego pokoju. Za pierwszym razem nie mógł trafić do 

zamka. Zaklął cicho.

-   Cała   nadzieja   w   tym,   że   mają   tu   telewizję   kablową   -   wymruczał, 

otwierając wreszcie pokój. Wiedział, że tej nocy nie zmruży oka. Każda 

cząstka jego ciała wyrywała się do kobiety, która była tuż obok, za ścianą.

Claire   myślała,   że   następnego   dnia   rano   będą   się   czuli   niezręcznie. 

Powinni. Dzięki Rafe’owi tak się jednak nie stało. Zjedli razem śniadanie 

w   złudnym   chłodzie   wczesnego   poranka,   po   czym   wyszli   na   zakupy. 

Kupili torbę chłodniczą i zapakowali do niej zapas owoców, napojów i 

trochę różności do przegryzania. Rafe wyśmiewał się z jej dietetycznych 

odżywek   owsiano-orzechowo-rodzynkowych   i   „źródlanej”   wody,   a   ona 

wyliczała   mu   kalorie   w   czekoladowych   batonach   i   cukierkach,   które 

według   niego   były   niezbędne   w   czasie   dłuższej   podróży.   Uzupełnili 

paliwo i o godzinie ósmej trzydzieści ruszyli na zachód w promieniach 

słońca wpadających już przez boczną szybę samochodu.

103

background image

Claire   wydawało   się,   że   nigdy   jeszcze   nie   czuła   się   tak   odprężona   i 

beztroska. Po części dlatego, że znalazła się daleko od Hollywood. Poza 

zasięgiem   obmowy,   podstępnych   ciosów   w   plecy.   Z   dala   od   plotek   i 

dziennikarzy, od nie kończących się przyjęć, podczas których można było 

zyskać lub stracić reputację pomiędzy jednym daniem a drugim.

Kolejnym   powodem   była   niewątpliwie   przyjemność   podróżowania 

samochodem   w   przepiękny,   pogodny   dzień,   pokonywania   kilometrów 

przy cichej muzyce płynącej z radia, w lekkim wietrze, wpadającym przez 

uchylone   szyby.   W   takiej   chwili   miała   wrażenie,   że   wszystko,   co 

najlepsze, jest jeszcze przed nią.

Lecz   najważniejsza   przyczyna   leżała   w   czym   innym.   Można   by 

powiedzieć raczej, że siedziała, o pół metra od niej. Claire spojrzała na 

trzymającego kierownicę i wpatrzonego przed siebie mężczyznę. Usadowił 

się wygodnie, widać było, że jego mięśnie są całkowicie rozluźnione, a 

przecież wciąż wyglądały na twarde jak skala i nieodparcie kojarzyły się z 

opoką. Patrząc na jego profil, Claire pomyślała, że jest to twarz człowieka 

poważnego i bezkompromisowego.

Szerokie,   gładkie   czoło,   orli   nos,   wydatne   kości   policzkowe, 

znamionujący upór podbródek. Wyraz powagi łagodziły jednak kształtne 

usta, długie rzęsy i czarne, faliste włosy, teraz rozwiane wiatrem. Dłonie 

spoczywające   na   kierownicy   były   silne   i   niezawodne,   palce   lekko 

wystukiwały rytm piosenki country płynącej z radia. Szerokie ramiona, 

tors zwężający się w talii, płaski brzuch, muskularne uda. Emanował siłą, 

zmysłowością, a jednocześnie budził zaufanie.

Wiedziała już, że mogła na niego liczyć, zwłaszcza na jego wrażliwość i 

odpowiedzialność. Czuła, jak ta zlodowaciała grudka, którą gdzieś w głębi 

104

background image

siebie przechowywała od tak dawna, zaczyna się powoli roztapiać.

- Co takiego dostrzegłaś? - spytał. Czuł na sobie jej wzrok jak delikatną 

pieszczotę. - Została mi na brodzie resztka sosu?

Jadł   na   śniadanie   kiełbaski   i   ta   swoista   dieta   w   stylu   Południa   była 

przyczyną żartów Claire, która zamówiła otręby z chudym mlekiem.

Potrząsnęła głową.

- Zastanawiałam się, kiedy dojedziemy do Flat Rock.

Spojrzał na nią kątem oka.

- Spieszy ci się z jakiegoś szczególnego powodu?

- Nie.

A jednak się jej spieszyło. Zainteresowanie osobą Rafe’a przeniosło się 

na wszystko, co go dotyczyło.

- Po prostu lubię mieć wszystko zaplanowane - dodała.

- Tak? - udał zdumienie. - Naprawdę? W odpowiedzi usłyszał jej cichy 

śmiech.

-   Zawiadomiłem   mamę,   że   nie   może   nas   oczekiwać   wcześniej   niż   o 

trzeciej.

- Sądziłam, że do Flat Rock jest około osiemdziesięciu kilometrów.

- Tak - przyznał - w linii powietrznej. Ale my nie fruwamy, a nawet nie 

wybraliśmy sobie najkrótszej drogi. Pomiędzy Ropesville i Flat Rock jest 

sporo małych miasteczek. Może któreś z nich okaże się naszym Burley.

- Może.

Do   Flat   Rock   zajechali   jednak   wcześniej,   gdyż   Claire   wystarczyła   za 

każdym razem jedynie minuta na podjęcie decyzji, że żadne z kolejnych 

mijanych małych miast nie spełnia jej wymagań. Gdy dojechali do znaku 

granicznego na skraju Flat Rock, Rafe mógł już tylko szczerze współczuć 

105

background image

ekipie,   która   do   tej   pory   poszukiwała   lokalizacji   pleneru.   Ani   jedna 

miejscowość, którą widzieli, nie odpowiadała wyobrażeniom Claire.

-   Budynek   szkolny   jest   zbyt   nowoczesny   -   orzekła   w   jednym   z 

miasteczek.

- Za dużo szyldów na głównej ulicy - stwierdziła w innym.

- Wielkomiejska atmosfera.

- Na rynku powinno stać podium dla orkiestry jak w dawnych czasach.

- Budynek sądu jest z kamienia, a powinien być z cegły.

- Nie ma baru z napojami bezalkoholowymi.

- Zaniedbane.

- Współczesne budownictwo.

- Wszystko psuje ten parking.

Rafe   starał   się   jej   wytłumaczyć,   że   nie   ma   racji.   Kupcom   można   by 

zapłacić za tymczasowe zdjęcie szyldów, budowa podium czy ceglanej 

fasady budynku nie była problemem, a skoro nie przewidywali kręcenia 

scen na parkingu, to obojętne, jaki on jest lub czy go w ogóle nie ma.

Claire nie chciała słuchać.

- Czego ty, do licha, szukasz? - zawołał w pewnym momencie.

- Burley - odparła chłodno.

Jego groźne spojrzenie nie wywarło na niej żadnego wrażenia. Pochyliła 

się nad mapą i czerwonym krzyżykiem skreśliła kolejne miasto.

Rafe musiał powstrzymać uśmiech podziwu. Claire w różnych kwestiach 

mogła wykazywać niepewność, gdy jednak chodziło o sprawy zawodowe, 

nie wahała się nigdy. Przystąpiła do poszukiwań fikcyjnego Burley jak 

dowódca   oddziału   zwiadowczego,   który   nie   może   odstąpić   od 

wyznaczonego celu. Kiedy w parę minut później wjechali w główną ulicę 

106

background image

Flat   Rock,   a   Claire   zaczęła   się   rozglądać   wokół   z   dużym 

zainteresowaniem, rozbawienie Rafe’a przygasło.

Flat Rock wyglądało rzeczywiście tak, jakby ostatnie ćwierćwiecze nie 

wywarło na nie żadnego wpływu. Wprawdzie tu i ówdzie zauważało się 

ślady upływu czasu, lecz w zasadzie wszystko było bardzo zadbane przez 

dumnych ze swego miasteczka mieszkańców. Boisko zbudowanego przed 

dwudziestu pięciu laty liceum otaczały z dwóch stron drewniane ławki dla 

widzów,   którym   wyniki   rozgrywek   sportowych   pokazywano   na 

staromodnej tablicy, gdyż technika elektroniczna jeszcze tu nie dotarła. Na 

rynku stało drewniane podium, a przez szybę miejscowej drogerii widać 

było stoisko z napojami chłodzącymi.

- Budynek sądu nie jest z cegły - zwrócił uwagę Rafe.

- Ale za to bank jest - zauważyła Claire, obserwując bacznie okazałą, 

starą budowlę. - Jestem przekonana, że właściciele pozwoliliby nam go 

wykorzystać.

- Tutejsi radni zaprojektowali parking na przeciwległym końcu miasta.

Claire spojrzała na Rafe’a z wyrzutem.

- Od początku wiedziałeś, że Flat Rock doskonale nadaje się na Burley - 

stwierdziła. - Prawdopodobnie już po przeczytaniu scenariusza. Dlaczego 

nie powiedziałeś? Zaoszczędziłoby to wiele czasu i wysiłku.

- Flat Rock jako Burley? - zaśmiał się. - Chyba żartujesz.

- Nie, mówię poważnie i ty dobrze o tym wiesz. Jest po prostu doskonałe. 

Ten rynek, podium, szkoła. O, mój Boże! Czy to jest biblioteka? Wręcz 

wymarzona. Zatrzymaj się - poprosiła. - Muszę ją obejrzeć od środka.

Rafe skierował samochód w stronę parkingu przy motelu, położonym na 

skrzyżowaniu   autostrady   i   szosy   prowadzącej   do   centrum   miasteczka. 

107

background image

Przez całą drogę nadal dyskutowali o możliwości nakręcenia plenerów we 

Flat Rock.

- Nie do wiary. - Claire ze zdumieniem pokręciła głową, wysiadając z 

samochodu. - Ono jest właśnie takie jak trzeba. - Zatrzasnęła drzwiczki. - 

Może   jesteś   zbyt   blisko   z   nim   związany,   dlatego   nie   widzisz,   że   jest 

idealne - zastanawiała się na glos, zdziwiona, że dla Rafe’a nie jest to tak 

oczywiste.

-   Może   -   odparł   posępnym   tonem.   A   może   nie   chcę   kręcić   tego 

przeklętego filmu właśnie tutaj, dodał w duchu.

W czasie ostatnich piętnastu lat starał się otrząsnąć ze swych butów pył 

Flat   Rock.   Żyć   z   dala   od   tych   małostkowych,   prowincjonalnych 

tradycjonalistów.

Oczywiście,   bywał   tutaj.   Przyjeżdżał   -   jeśli   tylko   mógł   -   na   różne 

uroczystości   rodzinne,   takie   jak   wesela   czy   chrzciny.   Lecz   nigdy   nie 

zostawał   dłużej   niż   jeden,   lub   najwyżej   dwa   dni.   I   za   żadną   cenę   nie 

chciałby   spędzić   w   rodzinnym   mieście   przeszło   półtoramiesięcznego 

okresu zdjęciowego.

Dusił się we Flat Rock. Czuł się osaczony przez tutejszych ludzi. Oni go 

tu już jednoznacznie osądzili, bez względu na to, czy kiedyś pokładali w 

nim nadzieje, czy byli do niego uprzedzeni. Dla nich wszystkich pozostał 

na zawsze biednym, meksykańskim chłopakiem z ubogiej dzielnicy, który 

zbyt wysoko mierzył, zadając się z Laurą Lyn Parker i dostał po nosie.

Z pewnością w stanie Teksas było wiele innych miejscowości nadających 

się na filmowe Burley.

- Jak tylko zainstalujemy się w motelu - Claire mówiła w podnieceniu - 

zaraz zatelefonuję do Tony’ego.

108

background image

Tony kierował wszystkim, co wiązało się ze sprawnym przebiegiem zdjęć 

plenerowych,   począwszy   od   wyżywienia   ekipy   realizacyjnej,   na 

niezbędnych uzgodnieniach z władzami miasta kończąc.

- Jeżeli mamy  zacząć zdjęcia  zgodnie z harmonogramem  - ciągnęła  - 

musi się tu jutro zjawić i szybko załatwić formalności. Nie zostało wiele 

czasu. I trzeba zadzwonić do Roberta - tę uwagę skierowała bardziej do 

siebie - żeby zawiadomił wszystkich o znalezieniu Burley. Dennis, Becky i 

R.J. też muszą jak najszybciej tu przylecieć i zacząć działać.

- Więc podjęłaś decyzję. Bez uzgodnienia ze mną.

- Ale dlaczego, na litość boską, miałbyś się nie zgodzić? - spytała.

Była gotowa wysłuchać wszystkich jego zastrzeżeń. Jako reżyser musiał 

przecież mieć wizję scen plenerowych i z jego opinią powinna się liczyć.

- Tylko weź pod uwagę - dodała - że na dalsze poszukiwania nie zostało 

wiele czasu, a Flat Rock wygląda naprawdę na idealne miejsce. Chyba że 

jest coś, o czym nie wiem. Może biurokraci z magistratu będą stawiać 

jakieś przeszkody?

Potrząsnął głową. Urzędnicy z pewnością gotowi będą wręczyć jej klucze 

do miasta na wiadomość, że ona chce tu robić film. I postawią jej pomnik, 

jak się zorientują, ile pieniędzy przy tej okazji zasili lokalny budżet.

- Więc o co chodzi? - Szczerze ją dziwiła niechęć Rafe’a.

A jemu duma nie pozwoliła na wyjawienie prawdy. Nie potrafiłby znieść 

litości, a bał się, że takie uczucie wzbudzi w Claire, jeśli przyzna się do 

swych rozterek.

- O nic - odparł. - Oczywiście, masz rację. Flat Rock jest idealne.

109

background image

ROZDZIAŁ 8

Kiedy zajechali pod dom pani Santana, zobaczyli stojące już przed nim 

cztery inne samochody. Rafe od razu je rozpoznał. Zakurzony pikap ze 

strzelbą myśliwską, przewieszoną w poprzek tylnej szyby należał do Inez, 

żony   farmera.   Świetnie   utrzymanym   kombi   z   dwoma   dziecięcymi 

fotelikami   przyjechali   Mercedes   z   mężem,   Jimmym   Lee.   Właścicielem 

starego,   rozklekotanego   mustanga   był   Luis,   który   uparcie   nazywał   ten 

wehikuł zabytkiem. Stał też srebrzysty taurus, kupiony przez Rafe’a matce 

kilka lat temu. Brakowało tylko japońskiego czerwonego, dwuosobowego 

kabrioletu   Ramony,   ale   ona   musiała   jechać   z   Dallas   ponad   piętnaście 

godzin.

Rafe przyglądał się z uśmiechem tej zbieraninie. Teksańczycy kochali 

samochody. Żałował, że nie mógł przyjechać z Kalifornii swym starym 

porche. Zrobiłby wrażenie, zwłaszcza na szwagrze - Jimmym Lee.

- Chyba już wszyscy są - powiedział do Claire, wysiadając z auta.

- Sądzisz, że ten strój jest odpowiedni? - spytała. Wysiadła, nie czekając, 

aż Rafe otworzy jej drzwiczki.

- Może powinnam była włożyć coś bardziej eleganckiego?

- Nie - potrząsnął głową. - Wyglądasz świetnie, wierz mi.

Miała   na   sobie   jasnobłękitną,   jedwabną   bluzkę,   wpuszczoną   w 

bawełniane spodnie koloru khaki, w militarnym stylu. Włosy zaplotła w 

jakiś bardzo skomplikowany warkocz. Na nogi włożyła proste sandałki. 

Domyślał   się,   że   w   jej   wyobrażeniu   takie   ubranie   było   odpowiednio 

skromne  i stosowne dla kobiety na kierowniczym stanowisku w czasie 

wolnym od pracy. I zapewne miała rację. Lecz ponadto ujawniało ono jej 

wrodzone   poczucie   stylu   i   podkreślało   wszystkie   wdzięki   dziewczęcej, 

110

background image

szczupłej figury. Pod przylegającym do ciała jedwabiem bluzki rysowały 

się niewielkie, kształtne piersi. Skórzany i chyba bardzo kosztowny pasek 

uwydatniał wcięcie w talii, a spodnie - łagodne zaokrąglenie bioder.

Rafe, zbliżając się do Claire, sycił się tym uroczym widokiem.

-   Świetnie,   to   mało   powiedziane.   -   Posłał   jej   żartobliwie   lubieżne 

spojrzenie.

Zarumieniła się, zmieszana komplementem.

-  Może  powinnam  wziąć   żakiet.   Leżał  na  siedzeniu   samochodu,   więc 

schyliła się, żeby po niego sięgnąć.

- Zostaw. - Odciągnął ją od drzwi samochodu i zatrzasnął je. - Chodź. - 

Włożył   jej   rękę   pod   swe   ramię.   -   Pokażę   ci,   jak   się   bawić   w   tym 

towarzystwie.

Ominął główną ścieżkę, prowadzącą do frontowych drzwi i poprowadził 

Claire dookoła domu boczną dróżką, krętą i częściej używaną, pomiędzy 

wybujałymi, obsypanymi różowymi kwiatami krzewami mirtu, a potem 

koło   garażu,   służącego   jego   matce   raczej   jako   składzik.   Unoszący   się 

zapach   pieczonego   na   ruszcie,   przyprawionego   aromatycznymi   ziołami 

mięsa   mieszał   się   w   ciepłym  powietrzu   późnego   popołudnia   ze   słodką 

wonią letnich kwiatów. Dochodzący z wnętrza domu gwar stawał się coraz 

głośniejszy.   Słychać   było   zarówno   charakterystyczne,   teksaskie 

przeciąganie głosek, jak i szeleszczący, melodyjny hiszpański. Dochodzili 

do otwartych, tylnych drzwi domu.

- Jesteś pewna, że chcesz uczestniczyć w tym spędzie? Oho, za późno. 

Już nas zobaczyli.

Uwolnił   rękę   Claire   i   wyciągnął   ramiona   do   drobnej,   uśmiechniętej 

kobiety, prawie biegnącej w ich stronę.

111

background image

- Mamo. - Przytulił ją do siebie.

Z potoku hiszpańskich słów Claire zrozumiała tylko „Rafael”, ale z tonu 

wyczuła, że matka czule beszta syna.

Rafe, potrząsając głową ze śmiechem, odpowiadał w tym samym języku, 

po czym odwrócił się do Claire, żeby ją przedstawić.

Claire   nie   wiedziała   wprawdzie,   jak   powinna   wyglądać   spracowana 

wdowa, która dochowała się siedmiorga dorosłych dzieci, jednak żaden z 

obrazów,   które   mogłaby   podsunąć   wyobraźnia,   nie   odpowiadały 

wizerunkowi stojącej przed nią postaci. Zamiast przygarbionej, zgaszonej 

staruszki   w   czerni   zobaczyła   wesołą   kobietę   w   bardzo   kolorowej, 

kretonowej   sukience   i   espadrilach.   Matka   Rafe’a   miała   czarne,   krótko 

ostrzyżone włosy, mocno przyprószone siwizną, a oczy, podobnie jak syn, 

koloru gorącej, czarnej kawy. I równie przenikliwe.

-   Mamo,   to   jest   Claire   Kingston.   -   Rafe   dokonał   prezentacji.   -   Moja 

mama, Dolores Santana.

Claire ujęła silną, stwardniałą od pracy dłoń.

- Bardzo mi miło panią poznać, pani Santana - powiedziała, żałując w 

duchu, że nie zdobyła się na bardziej oryginalne powitanie. - Rafe dużo mi 

o pani opowiadał.

-   Tak?   -   Starsza   pani   uniosła   zaciekawiony   wzrok   na   syna,   po   czym 

powróciła   spojrzeniem   do   Claire.   -   O   tobie   mówił   nam   bardzo   mało. 

Chodź.

-   Poklepała   jej   szczupłą   dłoń,   której   nie   wypuszczała   ze   swej   ręki.   - 

Musisz poznać moje córki i opowiedzieć nam o tym filmie, który robisz z 

Rafaelem.

- Mamo - Rafe próbował się wtrącić, choć wiedział, że nie uda mu się 

112

background image

odwieść matki od tego tematu - nie sądzę, by Claire chciała rozmawiać o 

pracy. To podobno ma być przyjęcie.

- Nie mam nic przeciwko temu - odparła Claire, tak jak się spodziewał.

- A widzisz? Ona nie ma nic przeciwko temu. A teraz - machnęła ręką w 

kierunku syna - idź porozmawiać sobie z braćmi. Luis już nie może się 

doczekać, kiedy pokaże ci, jak z Jimmym Lee wyszykowali samochód. A 

Miguel, mąż Inez, z pewnością potrzebuje cię do pomocy przy rożnie. Ją 

oddam ci później, jak się lepiej poznamy.

-   Ale   -   Rafe   gorączkowo   szukał   wymówki   -   ona   jeszcze   nikogo   nie 

poznała.

- Nie ma sensu przytłaczać jej całą rodziną od razu - odrzekła Dolores 

pogodnie. - Niech pozna wszystkich po kolei.

- Ja też się jeszcze z nikim nie przywitałem.

-   Z   siostrami   zdążysz   przywitać   się   przed   kolacją.   Pani   Santana 

pociągnęła Claire za sobą, pozostawiając na placu boju skonsternowanego 

Rafe’a.

- Proszę, bracie. - Szwagier Rafe’a Jimmy Lee podał mu butelkę zimnego 

piwa.

- Dzięki. - Rafe pociągnął spory łyk, nie spuszczając wzroku z matki, 

prowadzącej Claire w stronę ustawionego pod rozłożystym drzewem stołu, 

gdzie zebrało się kilka kobiet.

- Przyjaciółkę Luisa też tam zaprowadziła. - Jimmy Lee wskazał głową 

ładną blondynkę, siedzącą przy końcu stołu. Trzymała na kolanach jedną z 

bliźniaczek Jimmy’ego i Mercedes.

Luis uśmiechnął się kwaśno.

113

background image

- Już od pół godziny mama nie daje jej spokoju.

- Musi się dowiedzieć tego, co ją najbardziej interesuje - wtrącił Miguel. - 

Jak się prowadzicie tam, na uczelni, kiedy nie może mieć was na oku. - 

Mrugnął szelmowsko do Rafe’a. - Twojej pani też to nie ominie.

Rafe coś mruknął i upił piwa.

- Czy mama nie zdaje sobie sprawy, że żyjemy w dwudziestym wieku? 

Teraz  na  przyjęciach  mężczyźni  i kobiety   nie  zbierają  się  w  osobnych 

grupach. - Rafe nie był zachwycony tą sytuacją towarzyską.

- We Flat Rock taki jest zwyczaj. - Matteo, najmłodszy z braci, wręczył 

Miguelowi miskę z sosem. -A mama go stosuje zwłaszcza wtedy, gdy chce 

zaspokoić swoją ciekawość.

Miguel polał pikantną zaprawą ułożone na rożnie żeberka i kurczaki.

- Jedzenie będzie gotowe nie wcześniej niż za godzinę - stwierdził Jimmy 

Lee.   -   Chodź   ze   mną,   Rafe.   Pokażę   ci,   co   udało   mi   się   zrobić   z 

wyścigówką Luisa.

- Od jak dawna się widujecie?  - spytała Dolores, nie tracąc  czasu na 

wyszukane wstępy.

-   Widujemy?   -   powtórzyła   zdziwiona   Claire.   Oczekiwała,   że   matka 

Rafe’a będzie ją wypytywać o film. - My się nie spotykamy. Po prostu 

razem pracujemy. My... - Jak można nazwać mężczyznę, z którym się nie 

„widuje”,   natomiast   całuje,   tak   jak   ona   poprzedniego   wieczoru?   - 

...jesteśmy   kolegami   -   dodała,   mając   nadzieję,   że   rumieńce   na   jej 

policzkach zostaną przypisane upałowi. - Kolegami z pracy.

Dolores nie wyglądała na przekonaną.

- Rafael nigdy nie przedstawiał rodzinie żadnego swego kolegi z pracy.

114

background image

- No cóż... - Claire nie wiedziała, co powiedzieć. - Właściwie, to on nie 

przywiózł mnie tutaj, żeby przedstawić rodzinie. Po prostu byliśmy w tych 

stronach,   bo   poszukujemy   plenerów   do   „Desperata”   i...   -   wzruszyła 

ramionami - znaleźliśmy się w tym mieście.

- „Desperat”? Plenery? Co to wszystko znaczy?

-   Na   miłość   boską,   mamo   -   odezwała   się   jedna   z   kobiet   -   daj   jej 

przynajmniej usiąść, zanim przystąpisz do przesłuchania trzeciego stopnia. 

- Uśmiechnęła się do Claire i poklepała drewnianą ławkę obok siebie. - 

Jestem Inez, najstarsza siostra Rafe’a.

Claire usiadła koło niej.

-   A   to   Mercedes.   -   Inez   wskazała   kobietę   w   zaawansowanej   ciąży, 

siedzącą   przy   stole   na   obitym   pluszem   fotelu.   -   A   tamta   to   Sandy, 

przyjaciółka   Luisa   ze   studiów,   trzyma   na   kolanach   Dorrie,   jedną   z 

bliźniaczek Mercedes. - Objęła ramieniem dziesięcioletnią  dziewczynkę 

siedzącą obok i powiedziała:

- A to Susana, moja najstarsza. Dziewczynka wstała i dygnęła.

- Chciałabyś się czegoś napić? - Mercedes przejęła rolę gospodyni, gdyż 

Inez zajęła się córką, która coś jej szeptała na ucho. - Piwa? - Oparła się o 

poręcz fotela, żeby się podnieść. - Może lemoniady?

- Proszę, nie wstawaj, jeśli mi powiesz, gdzie jest lemoniada...

- Nic mi nie będzie, rozwiązanie nie jest takie bliskie, jak na to wygląda. - 

Mercedes ruszyła w kierunku stojącego po drugiej stronie stołu termosu.

- Ruch dobrze mi zrobi. - Nalała lemoniady do plastykowego kubka. - 

Mamo, skoro już tu jestem, może i tobie podać jeszcze jeden?

Dolores potrząsnęła niecierpliwie głową.

-  Kiedy   się   spodziewasz?   -  spytała   zaciekawiona   Claire,   biorąc   z   rąk 

115

background image

Mercedes kubek. Tara nawet w dniu porodu nie była taka tęga.

-   Za   jakieś   trzy   miesiące.   To   znowu   będą   bliźnięta,   dlatego   tak 

wyglądam. - Mercedes ostrożnie usadowiła się w fotelu. - Jimmy Lee jest 

oczywiście zachwycony i bardzo dumny  ze swojego wyczynu, a nawet 

zapowiada podobny za dwa lata, ale ja zgłosiłam weto. Bardzo kocham 

moje dzieci, ale te - poklepała się czule po brzuchu - będą ostatnie.

Dolores   odczekała   cierpliwie,   aż   Mercedes   skończy   swe   zwierzenia,   i 

przystąpiła do ataku.

- Więc od jak dawna ty i Rafe jesteście kolegami z pracy?

- Mamo! - zawołały chórem Inez i Mercedes takim samym zirytowanym 

tonem.

- O co chodzi? - Dolores obrzuciła córki wzrokiem pełnym urazy. - Czy 

nie   wolno   mi   zainteresować   się   pracą   mego   pierworodnego   syna?   No, 

opowiedz mi - zwróciła się do Claire.

Rafe patrząc na Claire siedzącą pomiędzy Jimmym Lee i Matteo przy 

zastawionym jedzeniem stole, zastanawiał się, o czym ona teraz myśli. Co 

sądzi   o   jego   rodzinie   i   czy   porównuje   tę   biesiadę   z   przyjęciem   w 

rezydencji jej brata.

Nie,   rozmyślał,   nie   można   było   w   ogóle   porównywać   szampana   w 

kryształowych   kieliszkach   z   zimnym   piwem   Lone   Star   pitym   prosto   z 

butelki, egzotycznych dań podawanych na delikatnej porcelanie z mięsem 

pieczonym na grillu i układanym na papierowych talerzach. Podobnie jak 

zawodowej hollywoodzkiej orkiestry z piosenkami country płynącymi z 

magnetofonu   i   wreszcie   jego   zwykłej,   małomiasteczkowej   rodziny   z 

konstelacją   supergwiazd   Hollywoodu.   Nie   wydawało   się,   że   Claire 

116

background image

zaprzątają takie porównania, co było dziwne, zważywszy, że jemu się one 

nasunęły.

- Jakie konkretnie zadania spełnia producent filmu? - zapytał Matteo, gdy 

już wszyscy zaspokoili pierwszy głód i byli gotowi zająć się jeszcze czymś 

innym poza jedzeniem.

-   No,   cóż.   -   Claire   wytarła   usta   papierową   serwetką.   -   Producent   to 

rodzaj...   nadzorcy,   chyba   tak   najlepiej   można   go   określić.   Kiedy   jakiś 

projekt zostanie przyjęty, producent zaczyna kompletować zespół, który 

będzie   realizował   film.   Angażuje   scenarzystę,   reżysera,   scenografa, 

kierownika   zdjęć,   to   znaczy   szefa   operatorów   kamery   -   wyjaśniła   - 

aktorów i całą resztę ekipy. Producent również określa wysokość budżetu 

filmu   oraz   okres   zdjęciowy   i   pilnuje,   żeby   te   założenia   zostały 

dotrzymane.   Oczywiście   -   zerknęła   na   Rafe’a   siedzącego   po   drugiej 

stronie stołu, ciekawa, czy on jej słucha - producent współpracuje przy 

tym wszystkim bardzo ściśle z reżyserem. Od niego w wielkiej mierze 

zależy sukces filmu. Dobry producent zawsze bierze pod uwagę życzenia 

reżysera.

-   Chyba   że   pozostają   w   sprzeczności   z   oczekiwaniami   producenta   - 

dokończył ironicznie Rafe.

Chylące   się   ku   zachodowi   słońce   rzucało   na   przedwieczorne   niebo 

bladoróżowe   i   pomarańczowe   smugi.   Starsze   dzieci   poszły   nakarmić 

jabłkami   kozy   sąsiadów,   młodsze   ułożono   już   do   łóżek.   Mercedes 

drzemała w fotelu. Miguel czyścił rożen. Jimmy Lee z Matteo majstrowali 

przy którymś z samochodów. Inez i Dolores szykowały w kuchni kawę i 

desery.   Luis   ze   swoją   blondynką,   oparci   o   płot   dzielący   podwórze   od 

117

background image

pastwiska, chichotali i szeptali sobie czułe słówka.

Rafe obserwował Claire siedzącą samotnie przy stole. Z brodą opartą na 

splecionych dłoniach, wpatrywała się w ciemniejący nad widnokręgiem 

nieboskłon. Najwyraźniej czuła się wśród jego rodziny lepiej, niż mógł 

przypuszczać.   W   każdym   razie   nie   była   tak   powściągliwa   jak   zwykle 

wobec obcych ludzi. Kto by zresztą zachowywał długo nieufność - myślał 

Rafe   -wobec   bezpośrednich,   gadatliwych   mieszkańców   Teksasu, 

zasypujących   gościa   wścibskimi   pytaniami.   Claire   dzielnie   znosiła   te 

przesłuchania,   a   nawet   obiecała   zdobyć   dla   Matteo   plakat   z 

roznegliżowaną Heather Locklear opatrzony jej autografem.

Po raz pierwszy od przyjazdu do domu matki mógł być z Claire sam na 

sam, podszedł więc do stołu i usadowił się koło niej na ławce.

- Zmęczona?

Spojrzała na niego z ciepłym uśmiechem.

-   Chyba   trochę.   Ale   to   jest   miłe   zmęczenie.   -   Westchnęła   błogo   i 

powróciła   wzrokiem   do   odległej   linii   horyzontu.   -   Piękny   wieczór, 

prawda?

- Rzeczywiście piękny - potwierdził wpatrzony w jej profil.

-  W   Los  Angeles  nie   ma   takich   zachodów   słońca   -  stwierdziła.   -  Tu 

kolory są wprost niewiarygodne. Takie żywe i intensywne. Trzeba parę 

razy wykorzystać tę scenerię w „Desperacie”.

-   Tylko   z   filmem   kojarzy   ci   się   piękny   zachód   słońca?   -   spytał 

rozbawiony.

- No nie. - Położyła splecione  dłonie  na blacie  stołu.  - Siedząc  tutaj, 

myślałam sobie...

- Ogólnie o pracy - podpowiedział z łagodną przyganą.

118

background image

- I o innych sprawach.

- O jakich? - Postanowił się z nią podręczyć. - Ośmielam się prosić, żebyś 

uchyliła rąbka tajemnicy.

- Po prostu... o innych. - Na próżno usiłowała przybrać chłodny wyraz 

twarzy. Bo myślała o nim. O tym, jak ją całował poprzedniego wieczoru. 

O tym, czy także dzisiaj będzie ją tak całował. I co ona wtedy zrobi.

- Oho, Claire Kingston - Rafe delikatnie przesunął palcem po jej policzku 

- czy to przypadkiem nie jest rumieniec?

Zacisnęła mocniej dłonie, gdyż pod wpływem tego dotyku przeszedł ją 

dreszcz.

-   To   tylko   odblask   słońca   -   stwierdziła   speszona.   Rafe   roześmiał   się 

cicho.

- Prosimy  na kawę i deser do kuchni - zawołała Inez, wychylając się 

przez kuchenne drzwi.

Trzy dziecięce postacie przemknęły obok stołu z szybkością błyskawicy. 

Mercedes podniosła się z fotela. Miguel założył pokrywę na rożen i ruszył 

w stronę domu. Za nim podążyli trzymający się za ręce Luis i Sandy.

- Masz ochotę na coś słodkiego? - zwrócił się Rafe do Claire.

Spojrzała na niego zdumiona.

- Po takiej kolacji?

Jadła sałatkę z makaronem, zapiekaną fasolkę, wspaniałe, wyhodowane 

w   ogrodzie   matki   Rafe’a   pomidory,   marynowane   ogórki,   galaretkę   z 

malin, jajka faszerowane, a po tych przystawkach podano jej dwie kolby 

świeżo   ugotowanej,   polanej   masłem   kukurydzy,   pieczone   w   folii 

ziemniaki i koktajl owocowy.

- I tak już wyszłam na głodomora.

119

background image

- Jest kruche ciasto z truskawkami.

- Nie kuś mnie. - Potrząsnęła głową. - Jestem przejedzona.

Rafe roześmiał się, gdyż wyczuł, że to tylko kwestia perswazji, nawet 

jeśli Claire nie zdawała sobie z tego sprawy.

Pochylił się ku niej i wyszeptał jej do ucha:

- Domowe, kruche ciasto z truskawkami. - Takim samym tonem zwykł 

podsuwać   innego   typu   pokusy.   -   Na   maśle   domowej   roboty.   Z 

truskawkami z grządki Inez. A na wierzchu obłożone wspaniałym kremem 

- cedził słowa wolno, uwodzicielsko - z prawdziwej śmietany, ubitej z 

cukrem waniliowym.

Claire poczuła, że jej serce zaczyna szybciej bić w oczekiwaniu na coś, 

co nie miało nic wspólnego z kruchym ciastem.

- Nie dasz się skusić? Nawet nie spróbujesz? - szeptał jej do ucha. - Choć 

troszkę?

Wstała od stołu. Takim głosem potrafiłby skłonić ją do wypróbowania 

wszystkiego.

- O, Rafe uważa się za twardego mężczyznę - roześmiała się cicho Inez, 

podając   Claire   umyty   talerzyk   do   wytarcia.   -  Trzeba   przyznać,   że   jest 

silny, jak, nie przymierzając, jeden z tych nagrodzonych byków Miguela. 

A uparty jak osioł, kiedy jakiś pomysł przyjdzie mu do głowy - dodała. - 

Ale   serce   ma   gołębie.   Pamiętasz,   mamo,   że   zawsze   znosił   do   domu 

wszystkie zabłąkane w okolicy zwierzaki? - Zwróciła się do matki, która 

pakowała resztki smakołyków, żeby je wręczyć dzieciom przed wyjazdem 

do   domów.   -   Okaleczone   ptaki.   Oposy.   Króliki.   -   Spojrzała   znowu   na 

Claire. - Raz nawet przyniósł dużego armadyla. Biedne zwierzę ledwie 

120

background image

uniknęło śmierci na autostradzie i Rafe zawziął się, że je wyleczy.

- Kogo się zawziąłem wyleczyć? - Rafe właśnie wszedł do kuchni. Szukał 

Claire, gdyż pomyślał, że może chciałaby już wracać do motelu. Widok 

Claire   wycierającej   w   kuchni   naczynia   niepomiernie   go   zdumiał.   Nie 

sądził, że ona w ogóle wie, jak to się robi.

-   Tego   biednego   pancernika,   którego   na   wpół   żywego   znalazłeś   przy 

autostradzie - przypomniała mu Inez. - Przyniosłeś go do domu i trzymałeś 

w drewnianej zagrodzie, dopóki na tyle nie wydobrzał, że mógł powrócić 

na wolność.

-   Niczego   podobnego   nigdy   nie   zrobiłem.   -   Rafe   pokręcił   głową.   - 

Musiałaś mnie pomylić z Matteo.

- Matteo też był taki. Ale nie pomyliłam cię z nim.

- Spojrzała na matkę. - Mamo, przecież to był Rafe, prawda?

Dolores przytaknęła skinieniem głowy.

- Pewnego razu oswoił na wpół zdziczałego kotka - opowiadała dalej 

Inez. - Rafe, tego łaciatego kodaka chyba pamiętasz? Wielki, piętnastoletni 

chudzielec   czule   przemawiał   do   malutkiego   kotka.   Mówię   ci,   to   był 

widok. Przez kilka tygodni go oswajał i nigdy się nie zniecierpliwił. Do 

niczego   go   nie   zmuszał.   Tylko   się   do   niego   przymilał,   aż   wreszcie 

stworzonko zaczęło chodzić za nim jak pies. Ciekawe, co się stało z tym 

kotkiem? - Inez postawiła kolejny umyty talerzyk na kuchenny blat.

Claire   podniosła   go   odruchowo   i  zaczęła   wycierać.   Zastanowiło   ją   to 

opowiadanie   o   gołębim   sercu   Rafe’a,   o   jego   okaleczonych   ptakach,   o 

potrąconym   przez   samochód   armadylu   i   na   wpół   zdziczałym   kotku. 

Pomyślała, że może i ona w jakimś sensie pasuje do tej menażerii. Czyżby 

Rafe   traktował   ją   jak   zranione,   półdzikie   zwierzątko,   które   wymagało 

121

background image

ostrożnego   oswajania?   Byłoby   upokarzające,   gdyby   tylko   dlatego   tak 

czule ją całował i tak delikatnie obejmował. A może ona potrzebowała 

właśnie   takiego   traktowania?   Obcowania   z   mężczyzną,   który   był   tak 

subtelny i wrażliwy?

- ...i dożył prawie szesnastu lat - mówiła Dolores.

- Kazałam Matteo zakopać go na podwórzu pod tą kępą mirtu, przy której 

tak lubił się wylegiwać całymi dniami.

- Ach, ty moja sentymentalna matulu.- Inez uśmiechnęła się do matki. - 

Nie wiedziałam, że...

- Jimmy Lee mówi, że szykują już z Mercedes bliźniaczki do drogi, bo na 

nich   czas   -   oznajmił   Luis,   wchodząc   do   kuchni.   -   Jimmy   uważa,   że 

Mercedes   powinna   się   wcześniej   położyć.   A   my   z   Sandy   i   Matteo 

wybieramy   się   do   Bucka.   Dzisiaj   występuje   u   niego   nowy   zespół 

muzyczny, chcemy go posłuchać. - Spojrzał na brata. - Nie poszlibyście z 

nami?

- To u Bucka występują teraz zespoły muzyczne? - spytał Rafe. Za jego 

czasów Buck miał knajpkę z barem, kilkoma stolikami, automatami do gry 

i grającą szafą. To nie było miejsce, do którego zapraszało się dziewczyny.

- Można też potańczyć - zachęcał Luis.

- A kto tam przychodzi? - dopytywał się Rafe.

- Ludzie są w porządku. Nie zabrałbym Sandy do jakiejś spelunki. No to 

idziecie czy nie?

- Sam nie wiem. - Rafe spojrzał na Claire. - Co ty na to? Masz ochotę 

trochę się zabawić? - Bardzo pragnął, żeby się zgodziła. Chciał trzymać ją 

w ramionach  tańczącą przy dźwiękach kowbojskich ballad i miłosnych 

piosenek country. Chciał poczuć, jak ich ciała poruszają się w zgodnym 

122

background image

rytmie. - Jeżeli ci się nie będzie podobało, zawsze możemy wyjść.

- Chętnie pójdę. Może być miło.

W powszedni dzień u Bucka nie było tłoku. Czteroosobowy zespół grał 

wcale   nieźle   i   nie   za   głośno,   co   się   nieczęsto   zdarzało   w   tego   typu 

prowincjonalnych   knajpkach.   Rafe   nie   czekając   nawet,   aż   podadzą   im 

drinki, poprowadził Claire na parkiet.

- Chodź, nauczę cię tańczyć slow-foxa w tutejszym stylu.

Poszła   bez   najmniejszych   oporów   i   wpatrywała   się   w   niego   ufnym 

wzrokiem, kiedy ustawił ją przed sobą.

- Muzykę country tańczy się trochę inaczej. Ja kładę swoją rękę tutaj - 

położył prawą dłoń na jej ramieniu w pobliżu karku - a ty swoją...

-   Tutaj   -   umieściła   dłoń   na   jego   boku   tuż   nad   paskiem   dżinsów.   - 

Widziałam „Miejskiego kowboja”. - Uśmiechnęła się wesoło.

Zaśmiał się.

- Podstawowy krok jest bardzo prosty. O, tak, dosuwasz jedną stopę do 

drugiej, raz i dwa, i trzy, i cztery. Gotowa? Raz i dwa, i trzy, i cztery. 

Dobrze

- pochwalił, prowadząc ją już w rytm melodii. - Troszkę uginaj kolana. 

Świetnie. I rozluźnij ramiona.

- Uścisnął lekko kilka razy mięśnie jej ramienia i karku, aż wyczul, że się 

odprężają.   -   O   to   chodzi.   No   widzisz   -   powiedział   z   uśmiechem,   gdy 

okrążyli mały  parkiet - umiesz  już tańczyć muzykę country. Jak dotąd 

wszystko w porządku?

Jak dotąd, pomyślała, jest cudownie.

- Wydaje mi się, że w „Miejskim kowboju” ten taniec trwał trochę dłużej 

123

background image

i krok był bardziej skomplikowany.

- Czy to znaczy, że masz ochotę na jeszcze? Jeżeli będzie ją trzymał 

trochę bliżej, to...

- Tak - szepnęła. Zdecydowanie miała ochotę na jeszcze kilka okrążeń.

Mocniej przycisnął dłoń do jej karku, tym samym bardziej przyciągając 

ją do siebie. Przysunęła się nawet bliżej, niż to było konieczne. Wprawdzie 

nie dotykali się ciałami, lecz oboje czuli nawzajem bijące od nich ciepło. 

Rafe prowadził ostrożnie, utrzymując wyznaczony przez nią dystans.

- Teraz musisz obrócić się wkoło - ostrzegł ją cicho i mocnym ruchem 

dłoni zachęcił do tanecznej ewolucji.

Zawirowała z wolna pod jego uniesionym ramieniem i znowu była przy 

nim.   Teraz   dzieliły   ich   milimetry.   Ponownie   nią   zakręcił,   tym   razem 

szybciej,   i   gdy   do   niego   wróciła,   ich   ciała   już   przywarły   do   siebie. 

Tańczyli z zamkniętymi oczami, oboje świadomi nagle tego, co może i 

powinno   się   stać.   Rafe   objął   szyję   Claire   i   odchylił   jej   głowę   tak,   że 

piękne, wiśniowe usta znalazły się tuż koło jego warg, jakby gotowe do 

pocałunku. Ona zacisnęła palce na jego koszuli i trzymała ją kurczowo. 

Spletli mocno dłonie. Wyczuwała ruch mięśni jego ciała, jego oddech tuż 

przy swoich wargach, uderzenia serca przy swych piersiach. A także jego 

pożądanie.   Przez   moment   w   napięciu   oczekiwała,   że   ogarnie   ją 

przerażenie.   Lecz   on   natychmiast   zwolnił   uścisk   i   Claire   z   cichym 

westchnieniem   ponownie   poddała   się   rytmowi   ballady   o   kowboju 

tęskniącym za swą ukochaną.

Rafe musnął wargami jej usta i wyszeptał:

- Claire?

- Tak - odpowiedziała mu drżąco i zamknęła oczy.

124

background image

- Nie - rzekł łagodnie, lecz stanowczo. - Spójrz na mnie.

Otwierała powieki powoli, jakby były zbyt ciężkie.

-  Sądzę,  że   wiem,   czego   chcesz   -  mówił   cicho   schrypniętym  głosem, 

rozpalającym   żarem   jej   krew   -do   czego   mnie   zapraszasz.   Ale   to   nie 

wystarczy. Musisz mi to wyraźnie powiedzieć, Claire? - Spojrzenie jego 

oczu koloru gorącej kawy przeszyło ją do głębi. - Musisz mi powiedzieć, 

czego pragniesz, zanim posuniemy się dalej.

Wpatrywała   się   w   niego   szafirowymi   oczami   pełnymi   rodzącego   się 

pożądania.   Chciała   tylko   tego,   czego   pragną   inne   kobiety.   Miłości. 

Namiętności. Doświadczania i wyrażania tych uczuć bez strachu. Czuła 

instynktownie,   że   Rafe   Santana,   który   patrzył   na   nią   płomiennym 

wzrokiem, który tak delikatnie jej dotykał i jeszcze delikatniej całował, 

stworzy jej taką szansę. Ona tylko musi zdobyć się na odwagę i postawić 

następny krok.

- Claire?

- Rafe, chcę, żebyś się ze mną kochał - powiedziała zdławionym głosem.

ROZDZIAŁ 9

Nie mógł sobie później przypomnieć, jak wyjaśnił braciom, dlaczego w 

takim pośpiechu wychodzą z Claire od Bucka.

Ledwie pamiętał drogę do motelu. Lecz nigdy nie zapomniał wyrazu jej 

szeroko   otwartych,   szafirowych   oczu,   kiedy   już   zamknęły   się   za   nimi 

drzwi jego pokoju.

Była w nich namiętność, wahanie, determinacja, strach.

Znów ożył w pamięci obraz owego małego, łaciatego kotka, wpatrzonego 

125

background image

w niego i próbującego zdobyć się na odwagę, gdy pierwszy raz miał wziąć 

jedzenie z jego ręki.

Lecz sprawa z Claire nie była taka prosta. Zastanawiał się nawet, czy 

przypadkiem nie łudził się tylko, że potrafi rozwiązać jej problemy.

- Kochanie, jesteś pewna, że tego chcesz? - zapytał cicho.

- Tak, oczywiście. - Widział, jak dzielnie usiłuje odzyskać resztki swej 

dawnej wyniosłości. - Przecież powiedziałam.

Powoli, ostrożnie wyciągnął do niej rękę.

- To chodź tutaj.

Zawahała się, wpatrzona w niego czujnie. Powoli opuszczał rękę.

- Nie... proszę. - Podeszła do niego i podała mu dłoń. - Ja tylko... jestem 

trochę...   zdenerwowana,   to   wszystko.   -  Nie   patrzyła   mu   teraz   w  oczy, 

długie rzęsy ukrywały jej spojrzenie. - Po prostu bardzo dawno nie... i 

jestem trochę zdenerwowana.

- Pozwól, że pomogę ci się odprężyć. - Rafe uniósł jej dłoń do warg i 

lekko pocałował, po czym podszedł do radia stojącego na nocnym stoliku. 

- Trochę cichej muzyki. - Pogasił wszystkie lampy, poza palącą się w 

łazience, i uchylił do niej drzwi. - Nie za dużo światła.  A teraz oboje 

zdejmiemy buty, żeby nam było wygodniej.

Usiadł na brzegu łóżka i zaczął ściągać swoje. Udawał, że nie widzi, jak 

Claire stoi niezdecydowana. Po chwili jednak pochylona, przytrzymując 

się szafy, zsunęła ze stóp sandałki.

- I co teraz? - zwróciła się do niego z pantoflami w ręce.

- Teraz - odebrał jej pantofle i rzucił za siebie - teraz będziemy tańczyć. - 

Wyciągnął do niej rękę.

Uśmiechnęła   się   niepewnie   i   podeszła   do   niego.   Objął   ją   ostrożnie 

126

background image

ramieniem, choć najbardziej pragnąłby przytulić do siebie z całej siły. Z 

radia  płynęła  piosenka   o  zagubionej  i odnalezionej  miłości  kowboja,  o 

straszliwej tęsknocie i spełnionych pragnieniach. Kołysali się łagodnie w 

takt muzyki. Właściwie nie tańczyli, gdyż nawet nie było na to miejsca, 

tylko   złączeni   ze   sobą   poddawali   się   powolnemu   rytmowi.   Rafe   objął 

plecy Claire, a ona położyła mu dłonie na piersiach. Przebrzmiała jedna 

piosenka, potem druga i nagle, w połowie trzeciej, jakby pod wpływem 

słów  o czułym pocałunku,  niosącym  dwóm sercom  radość  i  spełnienie 

marzeń, Claire objęła Rafe’a i uniosła ku niemu twarz.

- Pocałuj mnie - poprosiła cicho.

Z uśmiechem pochylił głowę i dotknął wargami jej ust. Tym razem były 

rozchylone,   gotowe   na   przyjęcie   zmysłowej   pieszczoty.   A   on   zaczął 

niespiesznie wodzić językiem po ich obrzeżach; drażnił je, rozpalał, żeby 

pocałunek stał się jeszcze słodszy i bardziej upragniony. Poczuła zapach 

kawy   z   cynamonem   -   taką   właśnie   według   meksykańskiej   tradycji 

przyrządzano w domu Rafe’a - i jeszcze coś upajającego, niezwykłego, 

rodzącego się w niej samej.

Troszkę   mocniej   objął   szczupłe,   gorące,   nie   stawiające   najmniejszego 

oporu   ciało,   przycisnął   do   siebie   i   przywarł   wargami   do   rozwartych, 

wiśniowych ust, żeby spełniło się marzenie o namiętnym pocałunku. I tak 

się   stało,   gdyż   Claire   odchyliła   głowę,   objęła   go   ramionami   i 

odwzajemniła   pieszczotę.   Zadrżał   na   poły   z   triumfu,   na   poły   z   ulgi. 

Wiedział, że może posunąć się o krok dalej, więc zaczął przesuwać dłonie 

po jej plecach, powoli, zmysłowo, przytulać ją bardziej do siebie, lecz 

nadal delikatnie, żeby nie przestała czuć się bezpieczna w jego uścisku.

A ona zrozumiała, że się go nie boi, i dała się ponieść tym osobliwym 

127

background image

emocjom, które doprowadziły ją już tak daleko. Rafe był taki potężny, 

myślała, taki męski. Muskularne ciało było takie gorące. Zaczęła dłońmi 

przesuwać po jego plecach.

Jęknął cicho pod wpływem tej pieszczoty i przyciągnął Claire jeszcze 

bliżej. Chciał ją porwać w ramiona, położyć na łóżku i poczuć pod sobą jej 

ciało. Jej nagie ciało. Piersi i sutki wezbrane pożądaniem. Chciał... tak 

wiele. Ale najpierw powinna jeszcze bardziej mu zaufać i dać się rozebrać. 

Uchwycił w dłoń jej bluzkę ponad paskiem i zaczął ostrożnie wyciągać ją 

ze spodni. Zesztywniała, lecz nie odsunęła jego ręki. Oderwał wargi od jej 

ust.

- Podciągnę bluzkę do góry, bo chciałbym dotknąć twoich nagich pleców. 

Tylko pleców. Nie zrobię niczego bez twojej zgody, dobrze?

- Tak. -Wypowiedziała to słowo miękko i powoli. Wsunął dłonie pod 

bluzkę i gładził jej plecy tuż ponad paskiem spodni.

- W porządku?

- Ach...a.

Zabrzmiało to, jakby zabrakło jej tchu. Nie wiedział, czy ze strachu, czy z 

podniecenia.   Sięgnął   dłonią   wyżej   i   wodził   nią   po   gładkiej   skórze   tak 

samo, jak przedtem pieścił ją przez bluzkę. Powoli przesuwał rękę wzdłuż 

kręgosłupa,   do   góry   i   na   dół,   cierpliwie,   rytmicznie,   szepcząc   słowa 

zachwytu nad jedwabistą gładkością jej ciała, aż poczuł, że mięśnie pod 

jego dłonią znowu się rozluźniają.

Odsunął się od niej nieco.

-   Chciałbym   rozpiąć   ci   bluzkę.   Mogę?   Zawahała   się,   wstrzymała   na 

moment oddech, a potem skinęła głową.

- Claire, pragnę to usłyszeć od ciebie - poprosił łagodnie. - Muszę mieć 

128

background image

pewność.

- Tak - odparła.

Wziął w palce pierwszy guzik, lecz go nie odpinał.

- Możesz mnie powstrzymać, kiedy tylko zechcesz. Powiedz tylko „nie 

„ i przestanę.

Odczekał chwilę i dopiero wtedy zaczął pomału rozpinać guziki. Były 

drobne, a jemu trzęsły się trochę palce, więc czuł, że robi to niezręcznie. 

Lecz   Claire   stalą   nieruchoma   i   milcząca,   z   opuszczonymi   rękami   i 

pochyloną głową, wpatrując się w jego dłonie posuwające się coraz niżej. 

Gdy odpiął ostatni guzik i chciał rozchylić bluzkę, zadrżała i odetchnęła 

głęboko.

- Mam przestać? - zapytał. Jeszcze raz wzięła głęboki oddech.

-   Nie   -   powiedziała   bardzo   cicho,   lecz   wyraźnie.   Rozsunął   bluzkę   i 

sięgnął do zapięcia staniczka między piersiami.

- Mam się zatrzymać?

Znów zadrżała.

- Nie.

Cichy   odgłos   odskakującej   klamerki   zabrzmiał   w   uszach   Claire   jak 

wystrzał armatni. Czuła, jak staniczek się rozsuwa i opada luźno. Rafe z 

wahaniem dotknął brzegu materiału.

- Proszę - powiedziała, zanim zdążył zapytać. Odsunął materiał. I oto 

miał jej piersi. Były pełniejsze, niż mu się wydawało, w przyćmionym 

świetle kremowobiałe. Brązowe, aksamitne sutki otaczały małe, beżowe 

aureole. Objął palcami piersi od zewnętrznej strony, a kciukami muskał 

coraz bardziej nabrzmiałe sutki.

-   Nosisz   stroje,   które   skrywają   wspaniałość   twego   ciała   -   powiedział 

129

background image

cicho, wpatrując się płomiennym wzrokiem w olśniewająco jasną skórę, z 

którą tak kontrastowały jego śniade dłonie. - Jest doskonałe.

Claire słyszała, jak pod wpływem pieszczot Rafe’a zaczyna łomotać jej 

serce i zastanawiała się, czy i on to słyszy. Prawie całkowicie wyzwolona 

od   strachu,   doznawała   teraz   innego   uczucia   -   zapierającego   oddech 

podniecenia i pragnienia dalszych pieszczot. Nie wiedziała do tej pory, że 

pożądanie   może   być   tak   rozkoszne   i   wszechogarniające.   Pulsowało   w 

całym jej ciele, oczekującym dalszej gry miłosnej.

- Chciałbym teraz dotykać cię ustami - szepnął. - Mogę?

- Tak.

Pochylił   głowę   i   dotknął   ustami   jej   szyi   w   miejscu,   gdzie   pod   skórą 

drgała   żyłka   tętniąca   krwią.   Odsunął   bluzkę   i   przywarł   wargami   do 

zagłębienia   ramienia.   A  potem  przesunął usta   niżej,  na delikatną  skórę 

ponad piersiami, aż dotarł wreszcie do ich wzniesienia.

- Mogę?

- Tak. - To było prawie błaganie.

Muskał   je   pocałunkami,   a   kiedy   chwycił   wargami   sutek,   Claire 

wstrząsnął dreszcz, jakby przeszył ją prąd.

Uniósł głowę.

- Nie chcesz?

- Chcę - oddychała gorączkowo - chcę, chcę. Rafe zrzucił koszulę i przed 

każdą   kolejną,   coraz   śmielszą   pieszczotą   pytał   Claire   o   pozwolenie. 

Chciało mu się krzyczeć z radości i triumfu. Nie pozostał nawet ślad po 

Królowej   Lodu.   Wreszcie   rozebrał   ją   zupełnie   i   pieścił   nagą,   ciągle 

delikatnie, pośród czułych szeptów.

W końcu nadszedł decydujący moment.

130

background image

- Claire, czy chcesz, żebym się z tobą kochał?

Chyba zabiłby się, gdyby odmówiła.

- Tak - szepnęła, podobnie jak on, głosem ochrypłym z pożądania.

Zaprowadził ją do łóżka i zaczął na nim układać. I kiedy tak obejmując ją 

ramieniem,   pochylony   nad   nią   sięgnął   do   zamka   spodni,   ciało   Claire 

zesztywniało w nagłym odruchu oporu. Rafe momentalnie to wyczul. Nie 

wypuszczając jej z ramion, przewrócił się z nią na plecy.

- Zmieniłem zamiar - oznajmił. Uniosła się nad nim nieco i spojrzała na 

niego podejrzliwie.

- Zmieniłeś zamiar?

- Mam inny pomysł. - Zdobył się na szelmowski, zmysłowy uśmiech, 

choć umierał z przerażenia, że może  na nowo ją przestraszyć. - To ty 

powinnaś kochać mnie.

Usiadła prosto, nieświadoma, że obejmuje go udami.

- Ja ciebie?

Przekonywał   ją   i   uczył.   Słowami   i   pieszczotami.   Długo   i   cierpliwie. 

Zapewniał   ją,   że   w   każdej   chwili   może   się   wycofać.   Gdy   nadeszło 

spełnienie,   przyjęli   je   z   najwyższą   radością.   Ona   -   w   ekstazie   nowo 

odkrytych doznań, on - w poczuciu zwycięstwa.

-   Nie   m-miałam   p-pojęcia   -   wyjąkała,   gdy   trochę   ochłonęła.   Łzy 

popłynęły jej po policzkach.  - Nie miałam pojęcia - powtórzyła. - Nie 

myślałam, że jestem zdolna do takich przeżyć.

Wzruszony Rafe ujął twarz Claire w obie ręce. Delikatnie położył ją przy 

sobie.

-   Oczywiście,   że   jesteś,   dziecino.   -   Całował   jej   mokre   policzki.   - 

Oczywiście, że jesteś.

131

background image

- Nie wiedziałam - powiedziała. - Dziękuję ci. Przywarła wargami do 

jego   ust.   Starał   się   zapanować   nad   sobą,   lecz   nie   potrafił.   Przyjął   ten 

pocałunek jak cenny dar, obsypał ją namiętnymi pieszczotami, aż ich ciała 

znowu się połączyły. Kiedy Claire ponownie doznała rozkoszy, z jej ust 

wyrwał   się   krzyk,   krzyk   upojenia,   które   Rafe   dzielił   z   nią   w   tej 

obejmującej ich płomieniem pożodze zmysłów.

Później, gdy odpoczywali. Rafe, tuląc do siebie Claire, zastanawiał się, 

czy   nie   nadszedł   czas,   żeby   pomówić   z   nią   o   tym   straszliwym 

zniewoleniu, którego padła ofiarą. Przecież stawiła już czoło przerażeniu, 

które się jej z tym kojarzyło i chyba całkowicie je przezwyciężyła. Czuła 

się w tej chwili bezpieczna i spokojna. Może nigdy nie będzie lepszej 

sposobności do poruszenia tego tematu.

- Claire?

- Mmm?

- Czy sądzisz, że teraz możesz mi opowiedzieć o gwałcie? Zesztywniała.

- Gwałcie? - powtórzyła zdumionym głosem, usiłując stworzyć wrażenie, 

że zupełnie nie wie, o co mu chodzi. - Jakim gwałcie?

- Na tobie.

- O czym ty w ogóle mówisz? - Próbowała się od niego odsunąć, lecz on 

jej nie puszczał. - Nigdy nie zostałam zgwałcona.

- Czy jako dziecko byłaś seksualnie napastowana?

- Nie - odparła szczerze oburzona - nigdy.

- Więc co to było, Claire? Wiem, że coś złego ci się przydarzyło. Coś, co 

cię   wewnętrznie   zmroziło.   Pierce   powiedział   mi,   że   jestem   jednym   z 

trzech mężczyzn, którymi się trochę zainteresowałaś.

132

background image

- Pierce jest głupim gadułą - parsknęła ze złością. - Już ci mówiłam, po 

prostu w stosunku do mężczyzn mam wysokie wymagania.

- Kiedy po raz pierwszy cię pocałowałem, trzęsłaś się jak liść osiki. Nie, 

do   licha,   dygotałaś   przy   trzech   pierwszych   pocałunkach.   A   dzisiaj 

wieczorem początkowo zachowywałaś się jak lękliwa dziewica.

- To nerwy - odpowiedziała. - Tłumaczyłam ci, że dawno się z nikim nie 

kochałam.

-   Nerwy?   Claire,   ty   prawie   chciałaś   uciekać,   kiedy   się   nad   tobą 

pochyliłem! Byłaś zgwałcona - powtórzył z uporem.

Zastanawiał się tylko, czy psycholog z telefonu zaufania nie uznałby jego 

nalegania na wyznanie prawdy za „natarczywość”.

- Nie byłam zgwał...

Nie dokończyła, bo położył jej dłoń na ustach. Zareagowała gwałtownie, 

zaczęła się wyrywać, kopać go, bić pięściami i drapać. Puścił ją dopiero 

wtedy, kiedy zobaczył, że ma do krwi zadrapaną rękę i poczuł bolesne 

uderzenie kolanem w żebra.

- Claire, kochanie, uspokój się. - Usiadł na łóżku i wyciągnął do niej 

dłoń, żeby ją pocieszyć.

- Nie dotykaj mnie!

- Nie dotknę cię. Popatrz. - Podniósł ręce do góry jak człowiek pod lufą 

pistoletu.  -Tak trzymam ręce. Nie dotknę  cię. Już  dobrze?  - Powoli je 

opuszczał. - Tylko opowiedz mi o tym, dziecino.

Potrząsnęła głową.

- Nie ma nic do opowiadania.

- Jest - nalegał. Wiedział, że powinna o tym porozmawiać, że to by jej 

dobrze zrobiło. Za długo dusiła to w sobie. - On położył ci dłoń na ustach, 

133

background image

prawda?

- Kto?

- Mężczyzna, który cię zgwałcił. Zamknął ci usta dłonią, żebyś nie mogła 

krzyczeć. A potem rzucił się na ciebie i zgwałcił.

- Nie zgwałcił mnie. Ile razy mam ci powtarzać?

- Więc co zrobił?

- On... - Jej usta zaczęły drżeć żałośnie, a oczy napełniać się łzami. - On...

- No, dziecino, opowiedz mi o tym. Nie będzie lepiej, dopóki tego z 

siebie nie wyrzucisz.

- Nigdy nie będzie lepiej. Nigdy. - Łzy płynęły już strumieniem po jej 

jasnych policzkach. Objęła się ramionami i skuliła z bólu. - Nigdy, nigdy, 

nigdy...

To było dla Rafe’a nie do zniesienia. Ostrożnie przysunął się i wziął ją w 

objęcia. Przez moment usiłowała mu się wyrwać, ale nie miała dość siły, a 

poza tym tak bardzo pragnęła, żeby ją pocieszył, żeby ją tulił i zapewniał, 

że wszystko będzie dobrze.

Rafe   oplótł   ją   mocno   ramionami   i   zaczął   kołysać.   Z   ustami   przy   jej 

włosach   szeptał   czułe   słowa   otuchy   i   pociechy   jak   do   przestraszonego 

dziecka. A ona wypłakiwała swój ból z głową przytuloną do barczystego, 

nagiego ramienia mężczyzny, od którego mogła czerpać silę.

Myśl, że nikt jej nie pomógł bezpośrednio po tym wydarzeniu, napawała 

Rafe’a oburzeniem. Dlaczego, do diabła, nie znalazł się ktoś, kto okazałby 

jej wtedy zrozumienie, nie przekonał jej, że wszystko się dobrze ułoży. 

Nie nakłonił, żeby zasięgnęła rady specjalisty. Jak się orientował, rodzice 

nie   wykazywali   o   nią   nadmiernej   troski.   Lecz   gdzie   byli   jej   bracia? 

Dlaczego   nie   dopadli   tego   zboczeńca,   który   ją   tak   skrzywdził   i   mógł 

134

background image

skrzywdzić jeszcze inne kobiety?

- Już lepiej? - spytał. Przestała płakać i tylko od czasu do czasu wstrząsał 

nią spazm. - Chcesz wytrzeć nos?

Poczuł, że potakująco poruszyła głową.

- I... chcia... chciałabym napić się wody.

- Dobrze. - Położył ją i przykrył kocem. - Leż tutaj, zaraz ci przyniosę.

Wrócił   po   paru   chwilach   z   pudełkiem   chusteczek,   szklanką   wody   i 

mokrym ręcznikiem. Podał jej chusteczki, a kiedy wytarła nos, zaczął z 

czułością   przecierać   chłodnym  ręcznikiem  jej  rozgorączkowaną   twarz   i 

szyję.   Claire   przyjmowała   te   przejawy   troskliwości   jak   posłuszna 

dziewczynka.   Napiła   się   wody   i   oddała   mu   szklankę   z   cichym 

podziękowaniem. Odstawił ją na nocny stolik, odsunął koc i położył się 

przy   Claire.   Objął   ją,   a   ona   przytuliła   się   do   niego   z   głową   na   jego 

ramieniu, tak po prostu, jakby zawsze to robiła.

- Czy teraz chcesz mi o tym opowiedzieć? - zapytał.

Westchnęła i zaczęła mówić, wpatrując się w sufit poprzez wypełniający 

pokój mrok.

- To się stało dawno temu. Byłam wtedy bardzo młoda. I w kimś się 

zakochałam. - Poczuł, że zadrżała. - Albo tak mi się wydawało. Zawsze 

miałam pewne trudności ze zrozumieniem własnych uczuć. W każdym 

razie   -   ciągnęła   pospiesznie,   jakby   bojąc   się,   że   on   jej   przerwie,   gdy 

tymczasem on milczał w obawie, żeby nie przestała mówić - pewnego 

popołudnia   byliśmy   sami   i   on   mnie   całował.   Początkowo   to   mi   się 

podobało.   Nawet   bardzo.   Muszę   przyznać.   Leżałam   na   kanapie   i 

pozwalałam mu  się całować. I odwzajemniałam jego pocałunki. Nawet 

specjalnie się nie sprzeciwiałam, kiedy mi włożył rękę pod sweter. I nagle, 

135

background image

sama nie wiem... coś się ze mną stało. Przestraszyłam się. Próbowałam go 

odepchnąć, prosiłam, żeby przestał, ale on nie chciał słuchać. Powiedział, 

że jak zaczął, to musi skończyć. I że żaden mężczyzna nie lubi, żeby się z 

nim tak drażnić. Zaczęłam płakać, a wtedy on położył mi dłoń na ustach. 

Prawie nie mogłam oddychać, bo okropnie szlochałam, a przez tę jego 

rękę   nie  byłam  w  stanie   złapać   tchu.   A  on   podciągnął  mi   spódniczkę, 

rozerwał majtki... i zrobił to. Byłam bardzo obolała, ale niezbyt mocno 

krwawiłam, więc on tylko powiedział, żebym przestała być taką beksą. 

Potem   znowu   zaczął   mnie   całować   i   powiedział,   że   następnym   razem 

wszystko   pójdzie   łatwiej,   bo   już   będę   wiedziała,   czego   mam   się 

spodziewać.   I   gdy   już   się   do   tego   przyzwyczaję,   nauczy   mnie   kilku 

sztuczek.   A   ja   mu   powiedziałam,   że   poskarżę   się   rodzicom,   że   mnie 

zgwałcił. Moje słowa go wprost zdumiały. Do końca życia nie zapomnę tej 

zdziwionej   miny.   Roześmiał   się   i   oświadczył,   że   nigdy   by   mi   nie 

uwierzyli,   a   gdyby   nawet,   to   i   tak   nic   by   się   nie   stało   poza   tym,   że 

dziennikarze mieliby  swój wielki dzień. Przemyślałam to i doszłam do 

wniosku, że on ma rację.

-   Chyba   nie   sądziłaś,   że   twoja   rodzina   ci   nie   uwierzy?   -   spytał   z 

niedowierzaniem.

- No, nie... to znaczy... przypuszczam, że by uwierzyli. W każdym razie 

na pewno Pierce i Gage. I matka. Może. Ale to ja przecież zachowałam się 

prowokująco. Miałam na niego „ochotę. Całowałam go. - Zaśmiała  się 

gorzko.   -   On   nawet   się   zabezpieczył,   powiedział   mi,   że   ma   już   jedną 

sprawę o ustalenie ojcostwa i nie zamierza mieć drugiej. Więc kto by mi 

uwierzył, że zostałam zgwałcona? Ja sama czasami mam wątpliwości.

- Nie - odparł gwałtownie. - Byłaś zgwałcona. Kiedy kobieta mówi „nie”, 

136

background image

bez względu na to, w jakim momencie, a mężczyzna na to nie zważa i 

posuwa   się   dalej,   to   jest   gwałt.   Szczególnie   jeżeli   ma   do   czynienia   z 

niedoświadczoną dziewczyną, jaką ty wtedy byłaś.

- Rozumiem, co masz na myśli. Och, oglądałam przecież program Oprah 

- usiłowała zażartować - i teoretycznie się z tym zgadzam, ale - dotknęła 

piersi   nad   sercem   -   tu,   tak   w   głębi   duszy,   nie   jestem   pewna,   czy   to 

przynajmniej w części nie była moja wina.

- Do diabła, nie twoja! I proszę cię, nawet tak nie myśl.

Uświadomił sobie, że ściska w garści koc. Lecz to nie ten nieszczęsny 

koc powinien trzymać teraz w morderczym uścisku, ale kark zboczeńca, 

który tak skrzywdził Claire.

- Kto to był? - spytał cicho.

- To nieważne.

- Dla mnie bardzo ważne. Potrząsnęła głową.

- Nikomu wtedy nie powiedziałam i nadal nie zamierzam tego zrobić. - 

Uniosła   się   na   łokciu,   żeby   spojrzeć   mu   w   oczy.   -   Rafe,   musisz   mi 

przyrzec, że i ty także nikomu nie powiesz. Ani słowa. Zwłaszcza mojej 

rodzinie.  Gdyby Pierce   i  Gage  teraz  się  o tym  dowiedzieli,   byłoby  im 

bardzo przykro. Mieliby  wyrzuty sumienia,  że ich przy mnie  nie było, 

gdy... Proszę, obiecaj mi, że nic nie powiesz. Stało się i się nie odstanie. 

Nic   na   świecie   tego   nie   zmieni.   A   być   może   teraz   -   pogładziła   jego 

policzek, na którym pojawił się już zarost - dzięki tobie, będę powoli o 

tym zapominać.

Rafe przycisnął na moment jej dłoń do policzka, po czym zbliżył ją do 

swych ust. Całował ją gorąco, namiętnie, a potem obie jej dłonie położył 

sobie na piersiach.

137

background image

- Teraz się prześpij - szepnął czule. Ułożył wygodniej jej głowę na swoim 

ramieniu. - Musisz być bardzo zmęczona.

Leżał wpatrzony w mroczną przestrzeń pokoju i tuląc do siebie śpiącą 

kobietę,   obmyślał   zemstę   na   mężczyźnie,   który   ją   tak   skrzywdził.   Nie 

wymieniła jego nazwiska, to prawda, ale niechcący zdradziła więcej, niż 

zamierzała. Filmowy światek Hollywood był mały i hermetyczny, więc nie 

będzie trudno natrafić w końcu na tego drania. Gdzieś. Pewnego dnia.

A kiedy już go dopadnie, jego w tym głowa, żeby ten łajdak przeklął 

chwilę, w której pierwszy raz dotknął Claire Kingston.

ROZDZIAŁ 10

Następnego ranka Claire obudził dochodzący z oddali, lecz natarczywy 

dzwonek telefonu. Przedzierał się do jej świadomości poprzez pokłady snu 

i sennych marzeń. Opierała się przez parę chwil temu natrętnemu wołaniu 

i   mocniej   wtuliła   głowę   w   poduszkę.   Nie   chciała   jeszcze   stracić   tego 

niezwykłego   uczucia   zadowolenia   i   radości,   w   jakim   była   pogrążona. 

Miała taki wspaniały sen! Jednak telefon dzwonił nieustępliwie.

Sięgnęła po omacku w stronę nocnego stolika w poszukiwaniu aparatu. I 

wtedy   poczuła,   że   jej   dłoń   spoczywa   na   czymś,   co   bez   najmniejszej 

wątpliwości   było   męską,   owłosioną   piersią.   W   łóżku   leżał   mężczyzna! 

Zesztywniała   na   moment   i   nagle   przypomniała   sobie   wszystko.   Z 

uczuciem bezmiernej ulgi i wdzięczności.

Rafe.

Była w jego łóżku.

W jego pokoju.

138

background image

W jego ramionach.

Telefon dzwonił w sąsiednim pokoju.

Claire należała do tej kategorii ludzi, którzy  z natury nie są w stanie 

oprzeć   się   naglącemu   wezwaniu   telefonicznego   dzwonka,   więc   zaczęła 

wstawać. Rafe zaś należał do tej kategorii ludzi, którzy potrafią oprzeć się 

wszystkiemu, co w danej chwili właśnie im nie odpowiada, więc objął 

Claire w pasie i pociągnął ją z powrotem na łóżko.

- Niech sobie dzwoni - powiedział i wtulił twarz w ciepłe zagłębienie jej 

szyi.

- To może być coś ważnego.

- To również może być pomyłka.

- Ale...

- Jeżeli to coś ważnego, zadzwonią o przyzwoitej porze.

Claire uniosła głowę znad poduszki, zerkając ponad jego ramieniem w 

kierunku zegarka, stojącego na nocnym stoliku.

- Która to godzina?

- Wczesna - zapewnił. Pomrukując cicho, zaczął pieścić ustami jej kark. - 

Bardzo wczesna.

- To chyba niemożliwe. Słońce jest już... Rafe! - Zadrżała, gdyż poczuła, 

że jego wargi muskają jej sutki. - Co ty robisz?

Westchnął   głęboko,   co   miało   oznaczać,   że   jest   rozczarowany   takim 

brakiem zrozumienia dla jego poczynań. Gorący oddech owiał wrażliwą 

skórę jej piersi.

- Usiłuję cię zainteresować porannymi igraszkami. Ale - spojrzał na nią 

spod   gęstych   brwi  -   skoro   pytasz,   to   jest   oczywiste,   że   moja   technika 

wymaga jeszcze dopracowania.

139

background image

Położył się na plecy, przyciągnął ją do siebie i objął jej głowę dłońmi.

- Chodź tu bliżej - szepnął i przycisnął jej usta do swoich.

Tego rana jego pocałunki były długie, namiętne i gorące. Pełne czułości i 

miłości. Kiedy wreszcie udało się jej złapać oddech, było oczywiste, że 

jego technika nie wymaga dopracowania.

- Jak się dzisiaj czujesz, kochanie? - szepnął, wpatrując się uważnie w jej 

oczy.

- Świetnie.

- Żadnych niemiłych następstw? Potrząsnęła głową.

- Nie znienawidziłaś mnie za to, że skłoniłem cię do wyznań?

- Czy tak wygląda ktoś, kto nienawidzi? Zaśmiał się. Jaka inna kobieta, 

pomyślał, potrafiłaby z takim wdziękiem zrobić królewską minę, leżąc

całkiem nago na męskiej piersi?

- Czy wobec tego mogę cię jeszcze bardziej zainteresować porannymi 

igraszkami?

Jej   rumieńce   wystarczyły   mu   za   odpowiedź.   Gdy   telefon   znowu 

zadzwonił, Claire już go nie słyszała, gdyż Rafe wśród czułych szeptów i 

pieszczot tak rozpalił w niej namiętność, że głośniejsze okazało się bidę jej 

serca.

- Wiesz, zanim się tu zjawi cała ekipa - oznajmiła Claire przy śniadaniu, 

które   jedli   w   kawiarni   we   Flat   Rock   -   będziemy   musieli   ustalić   kilka 

podstawowych zasad.

-   Oczywiście   -   zgodził   się   Rafe.   Był   przekonany,   że   chodzi   jej   o 

problemy związane z kręceniem filmu. - O czym myślisz?

- O niczym nadzwyczajnym. - Upiła łyk herbaty. - Chodzi mi o pewne 

140

background image

podstawowe zasady, których będziemy musieli przestrzegać, żeby nie było 

między nami zgrzytów.

Rafe zatrzymał rękę z filiżanką kawy w pół drogi do ust.

- Między nami?

- Tobą i mną - wyjaśniła.

- Chcesz między nami ustalać zasady?

Claire uniosła brwi. Z jakichś niejasnych dla niego przyczyn Rafe uznał, 

że nie zrobiła tego z takim samym wdziękiem jak rano.

- Przecież powiedziałam.

- Masz na myśli nasze stosunki zawodowe czy osobiste?

- A jaka to różnica?

- Do tej pory miałem wrażenie, że istotna. Najwidoczniej myliłem się. - 

Postawił na stole filiżankę tak gwałtownie, że zadźwięczał spodek. - Może 

lepiej przejdź do rzeczy.

- Nie wiem, dlaczego jesteś zdenerwowany.

- Nie jestem.

- Pomyślałam tylko, że aby zapobiec jakimś plotkom na planie, które 

mogłyby przedostać się do prasy, powinniśmy dostosować się do pewnych 

reguł.

- To znaczy do jakich?

-   Chodzi   mi   o   to,   żebyśmy   publicznie   nie   demonstrowali   naszych... 

uczuć, unikali ciągłego odwiedzania się w pokojach, przesiadywania przy 

posiłkach. O takie sprawy.

Rafe spojrzał na nią ostro.

- Dlaczego? Wstydzisz się tego, co nas łączy?

- Nie, oczywiście, że nie! - Była prawdziwie zaszokowana, że on mógł 

141

background image

tak pomyśleć. - Po prostu nie chcę dawać nikomu żadnych powodów do 

plotek, to wszystko.

-  W świecie  filmu  plotki  są  nieuniknione  - stwierdził.  - Sądziłem,   że 

zdążyłaś przyjąć do wiadomości ten fakt.

-   Tak,   masz   rację.   Aleja   chcę   uniknąć   rozgłaszania   tego,   co   nie   jest 

absolutnie niezbędne.

- Dlaczego? - zapytał ponownie.

- Ponieważ „Desperat” ma dla mnie wyjątkowe znaczenie. I zależy mi na 

tym,   żeby   sukces   albo   klęska   tego   filmu   zostały   przypisane   jego 

rzeczywistym wartościom, bez względu na to, czy i jakie stosunki łączyły 

mnie jako producentkę z reżyserem. Właśnie dlatego.

- Czy zależy ci na tym z jakichś szczególnych powodów? - spytał, choć 

już się domyślał.

Claire zawahała się, jednak zdecydowała, że powinna mu to powiedzieć.

-   Od   pierwszej   chwili   pracy   w   Wytwórni   Kingston   na   stanowisku 

producentki   musiałam   udowadniać,   że   reprezentuję   coś   więcej   niż 

nazwisko.   Wszyscy   byli   przekonani,   że   powierzono   mi   tę   funkcję 

wyłącznie   ze   względu   na   rodzinne   powiązania.   Prawdą   jest,   że   na 

początku właściwie tak było. Gdy zaczynałam, byłam zupełnie zielona i 

zrobiłam parę błędów. Ale szybko się nauczyłam tego zawodu i jestem 

naprawdę dobra. Mam na swoim koncie spore osiągnięcia.

-   A   niektórzy   ludzie   w   Hollywood   nadal   sądzą,   że   pozostałaś 

dziewczynką na posyłki twojej matki.

- Właśnie.

-   I   masz   nadzieję   dzięki   „Desperatowi”   udowodnić   swoją   wartość. 

Dlatego   do   pracy   przy   filmie   nie   zaangażowałaś   nikogo   z   rodziny, 

142

background image

prawda?

- Tak. Chciałam go zrobić na własny rachunek. I chcę, żeby ludzie to 

wiedzieli.

Rafe   właściwie   ją   rozumiał.   W   pewnej   mierze.   Jemu   też   by   się   nie 

podobało,   gdyby   na   efekty   jego   pracy   przy   tym   filmie   patrzono   przez 

pryzmat plotek, że został jego reżyserem, ponieważ przespał się z szefową. 

Lecz to nie wyjaśniało jeszcze, dlaczego Claire nie chciała, żeby nikt nie 

dowiedział się o łączącej ich zażyłości. Fakt, że była z nim, nie mógł mieć 

najmniejszego wpływu na opinię ojej pracy jako producentki.

- Wiesz, Claire, to jest trochę mało przekonujące - rzekł podejrzliwie. 

Jego dawne kompleksy dały o sobie znać.

- Mało przekonujące?

- W Hollywood nie będą osądzać twojej pracy w zależności od tego, czy 

sypiasz ze mną, czy nie.

-   Spojrzał   na   nią   spod   oka.   -   Więc   jaka   jest   prawdziwa   przyczyna 

udawania, że nic nas nie łączy?

- To moja sprawa.

- Claire...

- Nie życzę sobie żadnych plotek na nasz temat.

- Dlaczego? - Jeżeli ona się jego wstydzi, to on musi o tym wiedzieć. 

Teraz.

- Ponieważ...-Wzruszyła niepewnie ramionami i spuściła oczy, krusząc w 

palcach kromkę bułki. Oczekiwał, że to, co usłyszy, nie będzie miłe.

- Ponieważ ta sytuacja - odparła w końcu - jest dla mnie zupełnie nowa. 

Nie  chcę,   żeby   nasze...   stosunki   -  nie   bardzo  wiedziała,   jak   to  inaczej 

określić   -   były   analizowane   i   komentowane   w   prasie   całego   kraju.   - 

143

background image

Podniosła na niego oczy szeroko otwarte, jasne i szczere. - Czy to tak 

trudno zrozumieć? Trochę mnie to... peszy.

- Tak - odrzekł - to można zrozumieć. - Westchnął. Musi jej ustąpić i 

udawać,   że   łączą   ich   tylko   więzy   ściśle   zawodowe.   -   I   jakich   jeszcze 

mamy przestrzegać zasad?

- Rafe. Ju-hu. Rafe Santana. - Kobiecy głos był piskliwy i miał teksaski 

akcent.

Rafe   uniósł   głowę.   Dyskutował   właśnie   z   Becky   Ward   o   szkicach 

scenograficznych   głównych   wnętrz,   w   których   umiejscowiono   akcję 

„Desperata”.   Wybrane   już   zostały   plenerowe   obiekty,   znaleźli   nawet 

idealny   wprost,   walący   się   budynek,   który   miał   być  domem   głównego 

bohatera na jego farmie. Jednak Tony Banks wciąż szukał odpowiedniego 

domu   Molly,   wywodzącej   się   z   wyższych   sfer   niż   Josh.   Czas   naglił, 

musieli liczyć się z harmonogramem zdjęć i gdyby Tony nic nie znalazł, 

trzeba   by   było   robić   dekoracje   w   wynajętej   remizie   strażackiej,   a   R.J. 

Bennington,   dekorator,   wydałby   fortunę   na   umeblowanie   tych 

zaaranżowanych wnętrz. Praca pod presją napiętych terminów i jeszcze 

bardziej   napiętego   budżetu   nie   wprawia   reżysera   w   najlepszy   nastrój, 

zwłaszcza tuż przed rozpoczęciem kolejnego ujęcia. Ostatnią rzeczą, która 

mu   teraz   była   potrzebna,   to   jakieś   zakłócenia   toku   dokładnie 

zaplanowanych prac, zżymał się Rafe, patrząc spod zmarszczonych brwi w 

kierunku, skąd dochodził kobiecy głos. A ta kobieta była mu potrzebna jak 

dziura w moście.

- To ja, Laura Lyn Parker - powiedziała z promiennym uśmiechem - to 

znaczy teraz Parker-Moore. Nie mów, że mnie sobie nie przypominasz - 

144

background image

roześmiała się kokieteryjnie - po tym, kim dla siebie byliśmy.

Och, bardzo dobrzeją pamiętał. Laura Lyn Parker, piękność z Flat Rock 

w Teksasie, dziewczyna, która udzieliła mu pierwszej lekcji perfidii, do 

jakiej są zdolne niektóre kobiety. Kiedyś na jej widok serce zaczynało mu 

bić szybciej. Nawet gdy go już porzuciła, nie mógł się pozbyć myśli o niej. 

Podczas   wielu   samotnych   nocy   na   platformie   wiertniczej   w   Zatoce 

Meksykańskiej fantazjował, jak to wróci do Flat Rock po odniesionym w 

świecie sukcesie i rzuci sobie Laurę do stóp, a następnie na oczach całego 

miasta   wzgardzi   jej   wdziękami.   Właśnie   to   marzenie   przez   wiele   lat 

pobudzało jego ambicję i kierowało nim, a okazało się niewarte czasu, 

które   na   nie   poświęcił.   Teraz,   patrząc   na   nią,   doszedł   do   wniosku,   że 

mogłoby się spełnić bez nadmiernego z jego strony wysiłku. Laura Lyn 

sama szła mu w ręce.

- Wybacz Lauro, podejdę do ciebie za chwilę

- powiedział i odwrócił się od niej. Z trudem zdobył się na minimum 

grzeczności.   Rzucił   notatnik   na   szkice   scenograficzne   i   ryknął, 

przywołując swego kierownika produkcji. - Claire, gdzie ty się, do diabła, 

podziewasz?

- Jestem tutaj. - Szła do niego bez pośpiechu.

- Nie musisz się tak na mnie wydzierać.

-   Nie   wydzieram   się   na   ciebie.   Wydzieram   się,   bo   cię   szukam.   A   to 

różnica.

-   Naprawdę?   -   Obrzuciła   go   lodowatym   wzrokiem,   który   miał   mu 

pokazać, gdzie jest jego miejsce.

To spojrzenie go rozbawiło.

-   Tak,   naprawdę.   -   Ściszył   głos   do   uwodzicielskiego   szeptu.   -   Jeżeli 

145

background image

pójdziesz ze mną do przyczepy, to wytłumaczę ci szczegółowo różnicę.

Puściła mimo uszu tę propozycję, tak samo jak ignorowała jego inne, 

podobne aluzje. W miejscach publicznych powrócili do statusu Królowej 

Lodu i reżysera i przeważnie on przegrywał w takich jak ta utarczkach. W 

ciągu dwóch tygodni, które minęły od pierwszego dnia zdjęciowego, nikt 

na planie nie żywił nawet cienia podejrzenia, że łączy ich coś więcej poza 

zawodową   współpracą.   To   doprowadzało   Rafe’a   do   szaleństwa.   Coraz 

częściej ogarniała go przemożna  ochota, żeby publicznie  ogłosić  swoje 

prawa  do   Claire.   Nie  chodziło   zresztą   o   prawo,  jakie   w  prymitywnym 

sensie   ma   mężczyzna   do   swojej   kochanki.   Nawet   nie   myślał   tymi 

kategoriami.   Lecz   nie   opuszczało   go   poczucie   niewątpliwego, 

niezaprzeczalnego posiadania tej kobiety. Ani na chwilę. Nasilało się z 

dnia na dzień. A zwłaszcza nocami.

Rafe   przypuszczał,   że   ma   to   związek   z   Daxem   Wyattem,   gdyż 

zaobserwował, iż aktor krąży wokół Claire jak cień, gdy tylko ma okazję. 

Dax   był   hollywoodzkim,   wiecznym   złotym   młodzieńcem,   starszym   od 

Claire   o   jakieś   osiem   lat.   Miał   gęste   włosy   koloru   dojrzalej   pszenicy, 

miejscami jeszcze rozjaśnione słońcem, niebieskie oczy, określane przez 

ilustrowane   magazyny   jako   „rozkosznie   łajdackie”,   i   wspaniałe,   białe 

zęby.   Ze   swym   charakterystycznym,   drwiącym   uśmiechem   bardzo 

przekonująco   grał   postaci   wrażliwych   nicponi.   Jeżeli   chciał,   potrafił 

uśmiechać się uroczo i nadać swej twarzy niewinny wyraz, stwarzający 

wrażenie, że pod tą podejrzaną powłoką bije serce ze szczerego złota. W 

sumie   idealnie   pasował   do   roli   Josha.   Co   było   dość   niepomyślną 

okolicznością, bo Rafe zaczął odczuwać do niego narastającą niechęć.

Chociaż Claire nie ukrywała, że nie cierpi szczególnego rodzaju wdzięku, 

146

background image

jakim odznaczał się ich gwiazdor, wydawało się, że ostatnio nie przejmuje 

się   zbytnio   jego   dość   natrętnym   towarzystwem.   Rafe   nie   musiał   jej 

wybawiać z jego lepkich palców. I chociaż był zadowolony, że znalazła 

sposób   trzymania   aktora   na   dystans,   nie   mógł   pozbyć   się   niezbyt 

szlachetnego   uczucia...   tak,   chyba   powinien   się   do   tego   przed   sobą 

przyznać... zazdrości, która dawała o sobie znać za każdym razem, kiedy 

widział   ich   razem.   Łączyło   ich   to   samo   anglosaskie   pochodzenie. 

Pracowali od dawna w tej samej branży, a nawet razem zrobili film, który 

odniósł sukces.

Redaktorzy   rubryk   plotkarskich   w   ilustrowanych   czasopismach   mieli 

pole   do   popisu.   I   o   ile   w   żadnym  z   nich   nie   ukazała   się   najmniejsza 

wzmianka   o   romansie   Rafe’a   z   Claire,   o   tyle   we   wszystkich   szeroko 

roztrząsano intrygujący fakt, że ona nie flirtuje z Daxem Wyattem.

-   Masz   do   mnie   jakąś   sprawę?   -   spytała,   widząc,   jak   bacznie   się   jej 

przygląda.   -   Przecież   mnie   wołałeś.   A   może   po   prostu   chciałeś   sobie 

pokrzyczeć? Mam mnóstwo pracy, chyba wiesz.

- Pracy? - powtórzył. - Ach tak, pracy, teraz sobie przypomniałem. - Ujął 

ją pod ramię, przyciągnął blisko do siebie i odszedł z nią trochę na bok, 

poza zasięg bystrych oczu i ciekawskich uszu Laury.

- Pozbądź się jej jakoś.

- Jej? Kogo?

- Tego miejscowego babsztyla z szopą na głowie. - Przechylił głowę w 

kierunku Laury Lyn. - Nie znoszę, jak mi się tu obcy kręcą na planie, 

kiedy usiłuję pracować. Zupełnie nie mogę się skupić.

- Tak, nawet wiem dlaczego. Ona jest dość ładna.

- Jeśli ktoś lubi typ panien zagrzewających do boju drużyny sportowe.

147

background image

Claire spojrzała na niego kątem oka.

- Sądząc z tego, co mówiła mi Pilar, ty lubiłeś, i to bardzo.

- Pilar mówiła ci o Laurze?

- A także o Ionie, Tiffany, Bobbi Sue i Cathe...

Rafe chciał zakryć jej usta dłonią, by przerwać tę litanię. Miarą postępu 

Claire było to, że się nie wzdrygnęła. Miarą wrażliwości Rafe’a - że cofnął 

dłoń.

- A więc czy możesz ją stąd wypłoszyć?

Potrząsnęła głową.

- Nie mogę.

- Co to znaczy nie mogę? Jesteś kierownikiem produkcji. Podejdź do niej 

i opowiedz jakąś bajeczkę, na przykład, że ze względu na bezpieczeństwo 

nie możemy pozwolić, żeby na planie przebywały osoby nie zatrudnione i 

nie ubezpieczone. Albo coś takiego. Słyszałem, jak wczoraj użyłaś tego 

argumentu wobec łowców autografów.

- Laura nie jest łowczynią autografów. Jest jednym z naszych gospodarzy 

na tym terenie.

- Jakich gospodarzy?

-  Ona   konkretnie   reprezentuje   klub   sportowy,   który   na   okres  naszego 

pobytu   we   Flat   Rock   wspaniałomyślnie   otworzył   swoje   podwoje   dla 

aktorów i członków całej ekipy. Oczywiście odpłatnie.

Na twarzy Rafe’a pojawił się grymas złości.

-   Rafe,   bądź   rozsądny.   Nie   mogę   przecież   im   tak   ni   stąd,   ni   zowąd 

odmówić. Mają najlepszą restaurację w mieście. I jedyny basen pływacki 

w promieniu wielu kilometrów. Już nie wspominając o klimatyzowanej 

sali na nocne partyjki pokera. Ludzie z naszego zespołu zlinczowaliby nas 

148

background image

oboje, gdybym nie przyjęła zaproszenia klubu tylko dlatego, że ty masz do 

jego zarządu zadawnione urazy.

- Wobec tego przydziel jej kogoś, kto ją weźmie na wycieczkę do Europy 

w dowód naszej głębokiej wdzięczności. I pozbądź się jej.

- Upatrzyłeś już kogoś konkretnego na przewodnika?

Rafe   obejrzał   się   w   kierunku   grupy   aktorów   siedzących   w   cieniu 

rozłożystego   drzewa   w   oczekiwaniu   na   kolejne   ujęcie.   Złośliwy   błysk 

zalśnił w jego ciemnych oczach.

- Powierz ją opiece Daxa Wyatta - odrzekł. - Pasują do siebie.

- Stop! Do diabła, stop! - krzyknął Rafe ze złością.

- Chwila odpoczynku dla wszystkich. - Pilar ubiegła następne polecenie 

brata.

Przez cale rano próbowali to samo ujęcie i ciągle nie wychodziło. Nie 

mieli   jeszcze   ani   metra   dobrze   sfilmowanej   taśmy,   więc   Rafe   był   już 

porządnie   rozdrażniony.   Zawołał   na   pomoc   Claire   i   ruszył   w   stronę 

przyczepy,   będącej   jego   bazą   na   planie.   Nie   obejrzał   się   nawet,   żeby 

sprawdzić, czy za nim idzie.

- Piętnaście minut - ogłosiła Pilar przez tubę.

- Nie rozchodźcie się za daleko.

-  Ta   scena   nam  nie   wychodzi.   -  Zatrzasnął   za   nią   drzwi.   -  Już   mnie 

zmęczyła   współpraca   na   odległość   z   tym   tajemniczym   scenarzystą. 

Zatelefonuj natychmiast do tego K.E.C., kimkolwiek on, do licha, jest, i 

zażądaj, żeby przyleciał tu najbliższym samolotem. Niech wreszcie ruszy 

swój   utajniony   tyłek.   Muszę   z   nim   omówić   osobiście   tę   scenę   i   kilka 

innych - mówił zacietrzewiony, przemierzając nerwowym krokiem wąską 

149

background image

przyczepę. - Zobaczymy, czy nie będzie można dokonać zmian w tym jego 

bezcennym scenariuszu.

- A może mi powiesz, co konkretnie chciałbyś tym razem zmienić? - Głos 

Claire był podejrzanie spokojny. Już dwukrotnie tę scenę przerabiali, a 

Rafe ciągle nie był zadowolony.

- Sama doskonale wiesz, co wymaga zmiany. Ta scena - machnął ręką w 

kierunku drzwi przyczepy - nie wychodzi, bo jest po prostu źle napisana.

- A może nie wychodzi, bo ty niewłaściwie ją interpretujesz - podsunęła 

słodkim tonem.

- Moja interpretacja jest właściwa! - krzyknął ze złością. - Błąd leży w 

scenariuszu. I trzeba go zmienić. Natychmiast - zażądał.

-   Przecież   wiesz,   że   to   niemożliwe.   Muszę   zatelefonować   do   pisarza 

wieczorem i...

-   Natychmiast   -   ponowił   żądanie   z   uporem.   Podniósł   słuchawkę   i 

wyciągnął rękę do Claire. - Zadzwoń, a skoro ty nie potrafisz dać sobie z 

tym rady, to ja z nim porozmawiam.

- Z nią - powiedziała Claire odruchowo.

- Co?

- Z nią - powtórzyła przez zaciśnięte zęby. - Ten pisarz jest kobietą.

- Dobrze. Niech sobie będzie. Połącz mnie z nią, a ja już jej wyjaśnię, co 

trzeba zmienić.

- A może ona wcale nie potrzebuje wyjaśnień. Może oczekuje, że reżyser 

okaże się dostatecznie wrażliwy, by zrozumieć tę scenę tak, jak została 

napisana.

-   A   ja   oczekuję,   że   ona   wreszcie   zacznie   zachowywać   się   jak 

profesjonalistka. Pofatyguje się na plan i osobiście przekona, że scena jest 

150

background image

spaprana. - Wręczył Claire słuchawkę. - Więc dzwoń do niej - polecił.

Odłożyła ją z trzaskiem.

- Nie muszę do niej dzwonić.

- Nie musisz...? Do licha ciężkiego, Claire, powiedziałem, dzwoń do niej! 

- wrzasnął.

-   A   ja   mówię,   że   nie   ma   potrzeby   -   odpowiedziała   mu   również 

podniesionym głosem. - Bo ona jest tutaj.

- O czym ty, do diabła, mówisz?

-   To   ja!   -   krzyknęła   Claire   z   wściekłością.   -   Ja   jestem   autorką.   Ja 

napisałam scenariusz. Wytrzeszczył na nią oczy oniemiały.

-   K.E.C.   to   są   moje   inicjały   -   wyjaśniła,   myśląc,   że   on   jeszcze   nie 

zrozumiał. - Claire Elise Kingston, w odwrotnym porządku.

- Więc to ty jesteś scenarzystką.

- Tak. - Skinęła głową, żeby rozwiać jego wątpliwości. - Właśnie ja.

- I od początku bawisz się ze mną w tę śmieszną szaradę, wmawiasz we 

mnie,   że   musisz   się   porozumiewać   z   ukrywającym   swoją   tożsamość 

pisarzem   za  każdym  razem,   kiedy   trzeba   zmienić   choć   jedno  słowo   w 

scenariuszu.

-Tak.

- Na miłość boską, po co to wszystko?

- Nie chciałam, żeby ktokolwiek się o tym dowiedział - odparła, jakby to 

było całkiem oczywiste. - I nadal pragnę utrzymać to w tajemnicy.

- Dlaczego? - spytał ponownie.

- Z tych samych przyczyn, dla których zależy mi na unikaniu plotek. Z 

tego samego powodu nikt z mojej rodziny nie uczestniczy w pracy nad 

tym   filmem.   Nie   chcę,   aby   ludzi   uważali,   że.   podjęłam   się   produkcji 

151

background image

„Desperata”, bo to był mój scenariusz i miałam poparcie rodziny.

- A nie to było przyczyną?

Spojrzała na niego rozżalonym wzrokiem.

- Myślałam, że mnie zrozumiesz.

-   No   cóż,   oczywiście,   że   cię   rozumiem.   Jeśli   chodzi   o   mnie,   to   nie 

zainteresowałbym się tym scenariuszem, gdyby nie był naprawdę świetny. 

- Spostrzegł,  że ta uwaga sprawiła  jej przyjemność. - Ale przecież nie 

byłoby w tym nic złego, gdybyś miała także inne motywy. Powstało wiele 

wybitnych filmów w rodzinnych produkcjach.

- Tak, ale ten film nie będzie zawdzięczał swego sukcesu żadnym moim 

rodzinnym powiązaniom. Nikt z mojej rodziny nie wie, że to ja napisałam 

scenariusz. I tak zostanie aż do chwili, gdy film wejdzie na ekrany.

- Dobrze - zgodził się Rafe. - Lecz niezależnie od tego wszystkiego, tekst 

wymaga przeróbek.

- Wiem - przyznała. Chyba znalazła wyjście z sytuacji. - A może zrobimy 

przerwę   na   wcześniejszy   lunch?   Przynieślibyśmy   sobie   kanapki   tu,   do 

przyczepy, i razem ustalili, co i jak trzeba poprawić. Wiem,

że masz kilka pomysłów, bo już o nich mówiłeś, i to nieraz - dodała z 

uśmiechem.   -   Chyba   są   niezłe.   Ja   je   tylko   nieco   zmodyfikuję,   żeby 

utrzymać konsekwencję w sylwetkach postaci. Co ty na to?

- Całą przerwę na lunch spędzimy w mojej przyczepie, a ty nie będziesz 

się bala plotek? Potrząsnęła głową.

- Zostawimy otwarte drzwi.

Wstała i skierowała się do wyjścia, lecz Rafe ją zatrzymał. Położył jej 

dłoń na ramieniu. Spojrzała na niego pytająco.

-   Twój   scenariusz   jest   naprawdę   wspaniały   -   powiedział   z   pełnym 

152

background image

przekonaniem.

To była pochwała osoby kompetentnej. Zarumieniła się z radości.

- Idę, idę - zawołała Claire, wstając od biurka. Wstawiono ten mebel na 

jej   żądanie   do   pokoju   w   motelu.   Poszła   otworzyć   drzwi,   do   których 

właśnie ktoś pukał.

Ostatnio   występowała   w   trzech   rolach,   a   właściwie   w   czterech,   jeśli 

uwzględnić   nową,   kochanki.   I   to   stawało   się   coraz   bardziej   męczące. 

Zrywała się przed świtem, żeby przez nikogo nie zauważona, wrócić z 

pokoju   Rafe’a   do   siebie.   Potem   prowadziła   rozmowy   telefoniczne   z 

dwoma młodymi, niedoświadczonymi reżyserami, którzy kręcili filmy w 

plenerach Nowego Jorku. Jak tylko skończą się zdjęcia do „Desperata”, a 

więc mniej więcej za tydzień, będzie musiała tam pojechać i osobiście im 

pomóc.   Przez   ostatnie   dziesięć   dni   matka   zasypywała   ją   z   Paryża 

teleksami w sprawie najnowszego filmu Wytwórni Kingston „Osobistość”, 

gdyż starano się pozyskać do głównej roli Richarda Gere’a. Robert-Bogu 

niech będą dzięki za jego sumienność  - przysłał jej ekspresem bieżące 

raporty o będących w realizacji czterech filmach. Tym wszystkim musiała 

się zająć, zanim zjawiła się na planie „Desperata” o ósmej rano.

- Wejdź, Rafe - powiedziała,  przekręcając klucz w zamku.  Nawet nie 

spojrzała na wchodzącego, gdyż musiała wrócić do telefonu. - Za minutę 

kończę.

Wbrew oczekiwaniom rozmowa telefoniczna z montażystą znacznie się 

przeciągnęła.   Kiedy   po   kilkunastu   minutach   wróciła   do   swego   gościa, 

zobaczyła Daxa Wyatta. Siedział na jej łóżku, przeglądał ostatnie wydanie 

„Variety” i popijał z plastykowego kubka kawę. Postanowiła za wszelką 

153

background image

cenę zachować swój sławetny spokój i chłód. Poradzi sobie. Dawała już 

sobie radę z tym typem przez ostatnie dwa miesiące.

- W czym mogę ci pomóc, Dax? - spytała uprzejmie. Patrzyła na niego, 

jakby był wężem, który wślizgnął się do jej pokoju i zwinął w kłębek na 

łóżku.

- Przyniosłem ci kawę. - Wyciągnął do niej kubek.

- Miło z twojej strony, że o tym pomyślałeś - odpowiedziała - ale ja pijam 

herbatę. - Odczekała chwilę. - Masz do mnie jakąś sprawę?

- Widziałaś ostatnie tygodniki filmowe?

- Nie - odrzekła krótko. - Bardzo rzadko poświęcam czas tym bzdurom.

- Powinnaś to robić częściej. W jednym z nich jesteś głośną gwiazdą.

- Ja?

- Tak. - Zaprezentował swój zwodniczo niewinny uśmiech, który miał 

zrobić na niej oszałamiające wrażenie. - A właściwie my.

-   Nie   istnieje   coś   takiego   jak   „my”.   -   Jej   oczy   nabrały   lodowatego 

wyrazu.

- Zgodnie z tym, co napisano, istnieje. - Podniósł z łóżka ilustrowane 

pismo, które najwyraźniej przyniósł ze sobą, i podał Claire.

Zawahała się, lecz sięgnęła po nie. Było to jedno z bardziej szmatławych 

piśmideł.   Tytuł   artykułu   wielkimi   literami   głosił:   „Dawne   uczucia 

zapłonęły   na   nowo”.   Pod   nim   umieszczono   zdjęcia,   które   miały   go 

uzasadniać. Fotografie były zrobione niewątpliwie na planie „Desperata”. 

Patrząc na nie, pomyślała, że musiały być specjalnie zaaranżowane przez 

Daxa dla osiągnięcia takiego efektu.

Na pierwszym zdjęciu stali oboje w drzwiach przyczepy. Przypomniała 

sobie, jak to było - zatrzymał ją, żeby „przedyskutować” jakąś scenę.

154

background image

Na drugim, zrobionym w miejskiej bibliotece, ona siedziała przy stole na 

krześle, a on stał za nią tak pochylony, jakby wargami skubał płatek jej 

ucha. Tę scenę również dobrze zapamiętała. Korzystając z przerwy między 

zdjęciami, poszła do biblioteki, żeby w spokoju przygotować tekst teleksu 

do Roberta, kiedy niespodziewanie Dax się nad nią pochylił. Zaraz wstała 

i   wyszła   stamtąd.   Reszta   zdjęć   była   w   podobnym   stylu.   Z   wyjątkiem 

dwóch. Te dwie fotografie zostały zrobione na planie „Oszustów” prawie 

osiem   lat   temu.   Grali   w   nim   parę   młodych   kochanków.   Jedna   z   nich 

przedstawiała   scenę   z   filmu   -   byli   na   niej   ucharakteryzowani,   w 

kostiumach. Na drugiej, zrobionej z ukrycia, uchwycono ich, gdy siedzieli 

razem w czasie przerwy na posiłek. Tak, wtedy jeszcze w swej bezdennej 

głupocie   uważała,   że   jest  w  nim   zakochana.   Kiedy   przeczytała   artykuł 

stanowiący komentarz do zdjęć, zrobiło się jej niedobrze. Była to łzawa 

historia   o   kochankach   rozdzielonych   przez   rodziców   dziewczyny. 

Napomknięto w nim nawet, że aktorka zrezygnowała z kariery w filmie 

właśnie   z   powodu   tego   bolesnego   przeżycia.   Sugerowano,   że   maskę 

Królowej   Lodu   przybrała   celowo,   w   samoobronie   przed   podobnym 

cierpieniem,   a   obecnie   jej   serce   ożyło   na   nowo,   gdyż   kochankowie, 

wprawdzie już nie tak młodzi, ponownie jednak połączyli się na planie 

innego filmu. Claire uniosła oczy znad czasopisma. W jej wzroku widać 

było furię.

- Jaki to ma mieć cel?

- Ależ Claire, przecież to znakomity artykuł.

- Poza tym, że nie zawiera ani słowa prawdy.

Dax wzruszył ramionami.

-   No,   nie   całkiem.   Ty   rzeczywiście   byłaś   we   mnie   zakochana,   a   ja 

155

background image

złamałem ci serce. Wprost zatrzęsła się z gniewu.

- Nie złamałeś mi serca, ty draniu! Ty mnie zgwałciłeś!

- O Boże, Claire. Ciągle wracasz do tej swojej historyjki. Byłaś napaloną 

panienką,   która   już   nie   mogła   wytrzymać,   żeby   dać   mi   swój   ruciany 

wianek.

- Byłam osiemnastoletnią dziewczyną, która sądziła, że kocha.

- No właśnie. - Znowu wzruszył ramionami. -To przecież powiedziałem, 

prawda? Rzuciła w niego czasopismem.

- Wynoś się - warknęła głosem ochrypłym z obrzydzenia.

Dax wstał z łóżka.

- Claire, ty nadal jesteś gorącą pannicą - stwierdził i wyciągnął do niej 

rękę.

Poczuła, że jego dłoń zaciska się na jej ramieniu. Skamieniała. O Boże, to 

ma się znowu powtórzyć, przemknęło jej przez myśl. Stała sparaliżowana 

przerażeniem.   Otworzyła   usta,   żeby   krzyknąć,   lecz   struny   głosowe 

odmówiły jej posłuszeństwa. Och, Boże, proszę, nie dopuść, żeby mnie to 

znowu spotkało, modliła się w duchu.

Dax roześmiał się cicho.

- I nadal nie możesz się doczekać, żeby mi to dać - chełpił się, biorąc 

najwyraźniej paraliżujący ją strach za przyzwolenie. Przyciągnął ją bliżej i 

pochylił głowę ku jej twarzy.

Na myśl o jego ustach dotykających jej warg, instynktownie cofnęła się, a 

on napierał na nią jak pies pasterski na przerażoną owcę.

-   Dziewczynka   rozochocona,   że   aż   miło   -   powiedział   z   chichotem   i 

popchnął ją na łóżko.

Bezradnie   młóciła   na   oślep   pięściami,   jedną   z   nich   natknęła   się   na 

156

background image

otwarty pojemnik z kawą, który Dax zostawił na nocnym stoliku. Musiała 

się   ratować.   Chwyciła   pojemnik   na   ślepo,   nie   bacząc,   że   gorący   płyn 

pochlapał jej palce, w przerażeniu i rozpaczy zdobyła się na wysiłek i 

rzuciła nim w Daxa.

- Wynoś się! - krzyknęła, gdyż nagle odzyskała głos.

Pojemnik   trafił   go   w   pierś,   gorąca   kawa   rozbryzgła   się   na   wszystkie 

strony.

Przystojna twarz mężczyzny wykrzywiła się we wściekłym grymasie.

-   Ty   żmijo!   -   warknął   i   rzucił   się   ku   niej.   Claire   błyskawicznie 

podciągnęła do góry kolana i zaczęła go kopać z całych sił.

- Nie pozwolę na to po raz drugi! - krzyknęła. Trafiła stopą w jego pierś i 

kopnęła go tak mocno, że z łomotem runął na ścianę. Na podłogę spadła 

zdobiąca ją rycina.

Te hałasy zaniepokoiły mieszkającego obok Rafe’a. Wpadł jak bomba do 

pokoju Claire.

- Co, do diabła... - zaczął, lecz widok, który ujrzał, mówił sam za siebie. 

Z okrzykiem rzucił się na Daxa i uchwycił go za koszulę na plecach. W 

szale poderwał go na nogi i wykręcił mu ramię. Jednym jego pragnieniem 

było   zmienić   raz   na   zawsze   nie   do   poznania   oblicze   pięknisia   Daxa 

Wyatta.

- Rafe, nie bij go! - Claire rzuciła się do przodu i chwyciła Rafe’a za 

ramię.

Nieprzytomny   ze   złości,   usiłował   strząsnąć   jej   dłoń.   Żadnemu 

mężczyźnie napastującemu jego kobietę nie ujdzie to bezkarnie.

- Rafe, na miłość boską, zostaw go! - Claire wczepiła się jak pijawka w 

jego ramię. - On ma do odegrania jeszcze tylko cztery sceny!

157

background image

- Sceny? - powtórzył z niedowierzaniem, jakby nie był pewny, czy się nie 

przesłyszał. - Ten łobuz cię zaatakował - potrząsał nim jak dog terierem - a 

ty się martwisz scenami, które zostały do nakręcenia?

-   Jeśli   mu   pokiereszujesz   twarz,   będzie   musiał   się   leczyć,   a   my 

przekroczymy budżet w związku z opóźnieniem - wyjaśniła.

Patrzył na nią zdumiony, bo ona się uśmiechała. Ona się śmiała.

Rafe poczuł, jak gniew powoli ustępuje. Ona się śmiała!

- Czy przynajmniej mogę mu parę razy przyłożyć w inne miejsce?

ROZDZIAŁ 11

Wyrzucili   Daxa   z   pokoju   jak   worek   ze   śmieciami   -   Claire   trzymała 

otwarte   drzwi.   Rafe,   uchwyciwszy   od   tyłu   jedną   ręką   kołnierzyk   jego 

koszuli, a drugą pasek u spodni, wypchnął go na zewnątrz. Dax potknął się 

o   jeden   ze   słupów   podpierających   zadaszenie   i   ledwo   utrzymał   się   na 

nogach. Zapewne również z tej przyczyny, że ręką osłaniał symbol swej 

męskości i chwytał powietrze jak ryba wyjęta z wody.

Claire bowiem kopnęła go w podbrzusze i obcasem trafiła w to czułe 

miejsce, tak że z bólu nie tylko nie mógł się poruszać, ale nawet oddychać. 

W tej sytuacji pomoc Rafe’a była raczej już tylko moralnym wsparciem.

- Porachuję się z wami w sądzie - wysapał Dax.

- Będzie nam bardzo miło cię tam zobaczyć - zadrwił Rafe i zatrzasnął 

drzwi.

Claire rzuciła się ku niemu i całym ciałem przycisnęła go do zamkniętych 

drzwi.

- Claire, kochanie, nic ci się nie stało? Czy ten drań nie zrobił ci jakiejś 

158

background image

krzywdy? Och, dziecinko, nie płacz, nie płacz, proszę.

Uniosła ku niemu twarz, aby pokazać, że nie płacze. W każdym razie nie 

był   to   płacz   ani   ze   strachu,   ani   z   bólu.   Zduszone   dźwięki,   które 

wydobywały   się   z   jej   gardła,   były   raczej   stłumionymi   wybuchami 

śmiechu. A łzy cieknące z kącików oczu - wyrazem ulgi i radości.

- O Boże - powiedziała, niemal trzęsąc się ze śmiechu - czy widziałeś 

jego minę? Widziałeś? On był zdumiony. Nie spodziewał się, że potrafię 

wygrać z nim tę walkę. A mnie się udało - triumfowała - udało!

- Jeszcze jak, dziecino. - Uniósł ją do góry i zaczął wirować po pokoju. - 

Jeszcze jak ci się udało.

Cieszył się jej radością. Zakręciło im się w głowie, więc Rafe chwiejnym 

krokiem podszedł do łóżka i opadli na nie oboje. Trzymał ją ciągle w 

ramionach, a ona wysunęła się z nich tylko po to, żeby się na nim położyć. 

Pochyliła głowę i pocałowała go w usta.

Pocałunek był namiętny, gwałtowny, dziki.

- Kochaj mnie, Rafe - poprosiła - kochaj mnie teraz.

Zawahał   się.   Przed   chwilą   przeżyła   napaść   i   choć   wydawało   się,   że 

zniosła to zadziwiająco dobrze, jej reakcja mogła być wynikiem szoku.

-   Teraz   -   nalegała   z   ustami   przy   jego   wargach.   Objął   ją   ramionami, 

mocno przytulił do siebie i całował z takim zapamiętaniem i namiętnością 

jak   ona.   Przedłużał   tę   pieszczotę,   gdyż   nie   był   pewny,   czy   ona 

rzeczywiście chce tego, czego od niego żąda, a bał się, że zaraz straci nad 

sobą panowanie. Claire uniosła głowę.

- Nic mi się nie stało i nie jestem w szoku - powiedziała, patrząc mu w 

oczy. - Nie jestem okaleczonym małym ptaszkiem ani łaciatym kotkiem, 

którego trzeba delikatnie oswajać. W każdym razie już nie. Jestem kobietą, 

159

background image

która   zmierzyła   się   z   przeszłością   i   wygrała.   Pragnę   uczcić   moje 

zwycięstwo z mężczyzną, którego kocham, najlepiej jak umiem.

- O mój Boże, Claire... - Rafe był tak wzruszony, że nie mógł dokończyć 

zdania. - Claire...

- Porozmawiamy później - przerwała mu i znowu zaczęła go całować.

Poddali   się   niepohamowanej   namiętności.   Całowali   się.   Dotykali. 

Zrzucili   z   siebie   ubrania,   żeby   zatracić   się   w   pieszczocie   ciał.   Wśród 

czułych szeptów i miłosnych westchnień dotarli zdyszani do granicy wręcz 

bolesnego pożądania.

- Teraz, Rafe - prosiła Claire, przyciągając go do siebie - teraz.

Oddawała mu się, spragniona jego zaborczej władzy nad jej ciałem, a on 

chciał, żeby poznała wszystko, czego odmawiała sobie Królowa Lodu. I 

tak się stało - usłyszał to w jej ochrypłym jęku ekstazy, gdy już i jego 

porwał zachwyt upojenia, jakiego jeszcze nigdy nie zaznał. Po pewnym 

czasie, kiedy ochłonęli, wyszeptał słowa, które pragnęła usłyszeć.

- Byłaś wspaniała. Ponad wszystko w świecie wspaniała. Kocham cię. 

Pierwszym samolotem polecimy do Las Vegas, żeby wziąć ślub.

- Ale...

Rafe położył jej palec na ustach.

-   Nie   ma   żadnego   ale.   Nie   obchodzi   mnie,   czy   będzie   dotrzymany 

harmonogram zdjęć. Nie interesuje mnie, czy przekroczymy budżet. Nie 

będę się przejmował, jeżeli złośliwi dziennikarze napiszą, że reżyseruję 

film tylko dlatego, że wykorzystałem osobiste powiązania z producentem, 

że załatwiłem to przez łóżko. Tylko ty się liczysz. - Odjął palec od jej 

warg. - Co mi odpowiesz?

Odpowiedziała:

160

background image

- Tak.

Reporterzy   ilustrowanych   czasopism   mieli   prawdziwe   używanie. 

Zaskakujące   okoliczności   związane   z   produkcją   filmu   „Desperat”   były 

wyjątkowo   smakowitym   kąskiem.   Wiadomości   o   wstrzymaniu   zdjęć   i 

przekroczeniu   budżetu   wprawiły   dziennikarzy   w   uciechę,   którą   można 

było porównać tylko do radosnego podniecenia dzieci w Wigilię Bożego 

Narodzenia.

Nie   zabrakło   sugestii   o   wykorzystywaniu   rodzinnych   powiązań   oraz 

aluzji na temat seksualnego napastowania. Cała machina insynuacji została 

puszczona w ruch bez najmniejszych zahamowań. Plotki o cichym ślubie 

w Las Vegas również dostały się na łamy prasy. Później im zaprzeczono, 

donosząc o skromnej uroczystości ślubnej w rezydencji Pierce’a Kingstona 

w   obecności   najbliższej   rodziny.   Na   szczęście,   młodzi   małżonkowie, 

zaszyci   na   odludziu   w   nie   znanym   nikomu   domu   letniskowym 

Kingstonów w górach w pobliżu granicy meksykańskiej, mogli nie zważać 

na całe to zamieszanie.

Prapremiera   „Desperata”   po   przyspieszonym   montażu,   którego 

ostateczną   wersję   zaakceptował   w   końcu   reżyser,   odbyła   się   w   iście 

hollywoodzkim stylu w cztery miesiące później. W rezultacie film mógł 

wejść   na   ekrany   w   tygodniu   przedświątecznym.   Przybyło   zarówno 

mnóstwo   krytyków   filmowych   z   pism   branżowych,   jak   i   reporterów 

ilustrowanych magazynów. Ci drudzy spodziewali się nie lada sensacji, 

kiedy   reżyser,   producent   i   odtwórca   głównej   męskiej   roli   pojawili   się 

razem. Większość żądnych skandali pismaków oczekiwała wręcz rozlewu 

krwi. Niestety, ku ich rozczarowaniu, wszyscy zachowywali się w sposób 

161

background image

żałośnie cywilizowany.

Krytycy   przybyli   tłumnie,   ponieważ   doszły   ich   plotki,   że   autorem 

scenariusza jest ktoś z rodziny Kingstonów, więc każdemu się spieszyło, 

żeby zmieszać film z błotem. Pokusa była zbyt duża, żeby dać się komuś 

wyprzedzić. Krytycy nie mieli litości dla filmu. Ckliwie sentymentalny to 

był ich najoględniejszy epitet. Zdecydowanie niskie notowania dał znany 

komentator telewizyjny Gene Siskel. Tylko Roger Ebert uznał, że film 

można   pochwalić   za   optymistyczne   przesłanie   oraz   za   znakomitą   grę 

Christine Bishop w roli Molly.

Jednakże już w ciągu pierwszego świątecznego tygodnia film przyniósł 

dwadzieścia dziewięć milionów dolarów zysku. Po kolejnych dwunastu 

tygodniach,   jak   podał   „Entertainment   Weekly”,   plasował   się   nadal   w 

czołówce pierwszych dziesięciu najlepszych fumów wyświetlanych w tym 

czasie.   Okazało   się,   że   chociaż   krytykom   nie   przypadł   do   gustu, 

publiczność kinową wprost zachwycił.

W   wieczór   uroczystego   rozdania   nagród   Akademii   Filmowej   Rafe   i 

Claire   zajęli   miejsca   w   sali,   gdzie   odbywała   się   ceremonia.   Po   lewej 

stronie   Claire   siedziała   wysmukła   już   Nikki,   która   przed   dwoma 

miesiącami urodziła córeczkę, a obok niej Pierce, nominowany do Oskara 

za najlepszą rolę męską w filmie

„Stworzeni dla siebie”. Tara i Gage tym razem nie oczekiwali żadnych 

nagród, więc usadowili się w drugim rzędzie z siostrą Rafe’a Pilar, która 

starała się nie gapić w podziwie na każdą z zebranych w tym miejscu 

gwiazd   Hollywoodu.   Po   prawej   stronie   Rafe’a   siedziała   jego   matka, 

promieniejąca   dumą   i   szalenie   elegancka   w   kreacji   od   Yves   Saint 

Laurenta.   Czerwony   kolor   sukni   znakomicie   podkreślał   jej   ciemną 

162

background image

karnację.

Pozostali członkowie klanu Santanów zebrali się w domu Inez i Miguela 

na   ich   farmie,   żeby   w   telewizji   obejrzeć   ceremonię   wręczania   nagród. 

Matka   Claire   oglądała   uroczystość   dzięki   przekazowi   satelitarnemu   w 

Paryżu, gotowa wysłać niezwłocznie gratulacje, gdyby jakiś film produkcji 

jej   wytwórni   lub   ktoś   z   rodziny   otrzymał   tę   najbardziej   prestiżową 

nagrodę. Ojciec Claire był w Istambule, gdzie kręcił swój najnowszy film i 

flirtował z dwudziestojednoletnią odtwórczynią głównej roli.

Na   scenie   Billy   Crystal   przedstawiał   właśnie   osobę,   która   miała 

prezentować najlepsze filmy i wręczać nagrody.

Rafe i Claire trzymali się za ręce, kryjąc je w fałdach jej srebrnozłotej, 

szyfonowej sukni i słuchali trzyminutowych omówień każdego z filmów, 

które w tym roku były nominowane do Oskara. Wydawało się im, że to 

trwa całą wieczność. Mniej więcej w połowie występu prezentera Rafe 

nachylił się od ucha żony i zapytał cicho:

- Czy będziesz zdruzgotana, jeżeli „Desperat” nie zdobędzie nagrody?

Claire uniosła na niego błyszczące jak szafiry oczy.

- A ty?

- Ja spytałem pierwszy.

Zastanawiała się nad tym. Czy będzie zdruzgotana? Dzięki temu filmowi 

osiągnęła przecież wszystko, co sobie zakładała i jeszcze coś więcej. Bez 

cienia wątpliwości udowodniła, na co ją stać. Jej pozycja samodzielnej 

producentki   została   ugruntowana.   Okazało   się   również,   że   potrafi   być 

dobrą   scenarzystką.   Najdziwniejsze   było   jednak   to,   że   zawodowe 

osiągnięcia nie miały dla niej już tak wielkiego znaczenia jak wtedy, gdy 

przystępowała do pracy nad „Desperatem”.

163

background image

Zdała   sobie   sprawę,   że   przestały   być   takie   ważne   z   chwilą,   gdy 

ostatecznie   wyzwoliła   się   z   pęt   przeszłości.   Przecież   w   gruncie   rzeczy 

bardziej jej zależało na przekonaniu się, ile jest warta jako kobieta, niż w 

umocnieniu swojej pozycji producentki filmowej. I właśnie siedzący koło 

niej mężczyzna umożliwił jej poznanie siebie. To on uświadomił jej - i 

uświadamiał nadal każdego dnia - jaką ona ma naprawdę naturę. Czułą, 

uczuciową. Odkrył w niej kobietę zdolną głęboko kochać i zasługującą na 

miłość.   Och,   reporterzy   nadal   nazywali   ją   Królową   Lodu,   lecz   teraz 

zupełnie się tym nie przejmowała, gdyż wiedziała, jak bardzo się mylili.

- Claire? - wyszeptał Rafe, zaniepokojony jej długim milczeniem.

Spojrzała mu w oczy i uśmiechnęła się.

- Nie, nie będę zdruzgotana - zapewniła go. - Może rozczarowana, ale nie 

zdruzgotana. A ty? Zaśmiał się cicho.

- Och, do licha, tak, ja będę niepocieszony. Całkowicie przybity. Więc 

będziesz musiała zabrać mnie do domu i zastosować wszystkie znane ci 

środki, żeby pomóc memu ciału wydostać się z tego pourazowego szoku.

-   Wszystkie   znane   mi   środki?   Hm,   to   brzmi   interesująco   -   odparła 

szeptem. Jej ciało już zareagowało żarem na tę propozycję.

-  Nagrodę   Oskara   za   najlepszy   film   otrzymuje...   -  Prezenter   odczekał 

chwilę, żeby wzmóc napięcie.

Kamery   ze   wszystkich   stron   zostały   skierowane   na   Rafe’a   i   Claire, 

operatorzy mieli nadzieję uchwycić ich reakcję na wieść o triumfie. Lecz 

Rafe i Claire ze splecionymi dłońmi pochylili się właśnie ku sobie, żeby 

połączyć się w pocałunku. Bez względu na to, kto tego wieczoru odebrał 

Oskara, oni już zwyciężyli.

164


Document Outline