background image

Lekarz będzie lekarką

Anna Twardowska 2011-07-11, ostatnia aktualizacja 2011-07-10 19:44:21.0

Niemal trzy czwarte studentów medycyny to kobiety. - Może czas na parytet? - dyskutują lekarze w internecie. -
Zdolne kobiety były już poszkodowane w PRL - mówią przeciwnicy parytetu 

Katarzyna Gieryn właśnie skończyła studia w Collegium Medicum UMK w Bydgoszczy. W jej 24-osobowej grupie było 
dziewięciu mężczyzn. - To i tak nieźle, bo na roku były też tylko żeńskie grupy - mówi. 

Rekrutacja na uczelnie medyczne trwa. Nie wiadomo jeszcze, ile kobiet rozpocznie studia w październiku. W ubiegłym 
roku wydział lekarski w Bydgoszczy przyjął 69 proc. dziewczyn, wydział lekarski Uniwersytetu Jagiellońskiego - 75 proc., 
Uniwersytet Medyczny w Poznaniu - 80 proc., UM w Warszawie - 62 proc. 

O przyjęciu na studia decyduje liczba punktów zdobytych na maturze. - A tę - jak wiadomo - od dawna lepiej zdają 
dziewczyny. Może wprowadzić zapis, że w ramach równouprawnienia połowę studentów muszą stanowić mężczyźni? 
Bo zabraknie lekarzy, będą tylko lekarki - pisze Joannita na stronie Przypadkikliniczne.termedia.pl. Podobne dyskusje 
toczą się także w innych portalach. 

Parytet na medycynie w Polsce już był. Wprowadzono go w 1965 r. - Byłem pierwszym rocznikiem, który objęła ta 
sztuczna regulacja. To było bardzo niesprawiedliwe. Wiele zdolnych dziewczyn przepadło tylko z powodu płci -
wspomina Stanisław Prywiński, prezes Bydgoskiej Izby Lekarskiej. 

Takie rozwiązania krytykuje też Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej: - Gdy zdawałem na studia w 
1973 r., musiałem zdobyć przynajmniej 72 pkt na egzaminie, a moje koleżanki - przynajmniej 84. 

Właśnie z powodu parytetu na studia nie dostała się prof. Janina Stępińska, szefowa Kliniki Intensywnej Terapii 
Kardiologicznej w Aninie. Przez rok, do kolejnego egzaminu, pracowała jako salowa. Dzisiaj większość rezydentów w jej 
klinice to kobiety. - Tak się złożyło. Nie mają kompleksów, są zorientowane na pracę - tłumaczy.

Prof. Stępińska w październiku zostanie pierwszym prezesem kobietą Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Ma 
dwie dorosłe córki i rozumie, że lekarki chcą mieć dzieci. - Zależy mi, żeby dziewczyny były spełnione i szczęśliwe. 
Dostałam właśnie do recenzji doktorat jednej z mam. Napisała go na urlopie macierzyńskim. Kobiety naprawdę 
poważnie traktują swój zawód i potrafią godzić go z macierzyństwem. Choć łatwo nie jest - mówi prof. Stępińska. 

Kobiet powoli przybywa też na stanowiskach kierowniczych w szpitalach. Ale wciąż więcej jest szefów niż szefowych. -
U nas na 11 klinik trzema kierują kobiety - mówi Rafał Staszewski, dyrektor ds. administracyjnych w Szpitalu 
Przemienienia Pańskiego w Poznaniu. 

W Szpitalu Uniwersyteckim nr 1 w Bydgoszczy klinik jest 25, siedmioma kierują kobiety. Tylko siedmioma, jeśli zestawić 
to z liczbą pracujących tu lekarzy: kobiet jest 300, mężczyzn - 200. 

Prezes Hamankiewicz mówi, że feminizacja zawodu nie jest problemem. Są oczywiście specjalizacje, w których 
dominuje jedna płeć (w pediatrii kobiet jest 11 869, mężczyzn - 2781; w dermatologii i wenerologii - kobiet jest 2034, 
mężczyzn - 488; w kardiochirurgii kobiet jest zaledwie 7, mężczyzn - 234), ale to też będzie się zmieniać. - Kiedyś 
specjalności zabiegowe były zarezerwowane dla mężczyzn, bo wymagały dużej siły fizycznej, np. ortopedia. Dzisiaj 
postęp techniczny jest tak ogromny, że siła nie jest potrzebna - mówi Prywiński, chirurg. 

Według Hamankiewicza prawdziwym problemem jest liczba lekarzy. - Trzeba kształcić więcej osób. Średnia wieku w 
zawodzie to dzisiaj 50 plus. Na 10 tys. osób w Polsce mamy zarejestrowanych 212 lekarzy, w Niemczech - 400. Zaraz 
będziemy mieć dziurę pokoleniową - ostrzega prezes NRL. 

Limity na studia medyczne ustala Ministerstwo Zdrowia. Przykładowo w Bydgoszczy o 150 miejsc walczy aż 3,5 tys. 
kandydatów. 

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.pl -

http://wyborcza.pl/0,0.html

© Agora SA

Strona 1 z 1

Lekarz będzie lekarką

2011-07-12

http://wyborcza.pl/2029020,75478,9923496.html?sms_code=