background image

 

Jadwiga Courths-Mahler 

Serce nie sługa 

 

      

background image

Lena Warnstetten stała blada i drżąca przed ojcem i spoglądała na 

niego  przerażonymi  oczami.  Czy  to,  co  właśnie  usłyszała,  było 

prawdą?  Miała  poślubić  mężczyznę,  którego  nie  kochała,  i  który 

zawsze wydawał się jej niesympatyczny. Miała go poślubić, by ocalić 

swoją  rodzinę  przed  nędzą  i  hańbą.  Musiała  się  poświęcić  tylko 

dlatego,  że  jej  ojciec  hulaszczym  życiem  roztrwonił  majątek, 

doprowadził  do upadku posiadłość Warnstetten,  a  swój  honor naraził 

na szwank. 

—  Nie  mogę,  ojcze,  nie  potrafię  —  wyszeptała  pobladłymi 

wargami. 

— Musisz! — Pan Warstetten spojrzał na nią chmurnie. — Tylko 

ty  możesz  nas  uratować,  rozumiesz?!  Pomyśl  o  twojej  matce...  o 

twoim  bracie...  przecież  ich  kochasz.  O  sobie  nie  chcę  mówić,  nie 

musisz nic robić dla mnie, lecz to dla tych, których kochasz. 

Zerwała  się.  Jej  oczy  błysnęły  ponuro.  Nigdy  nie  doświadczyła 

miłości ojca — zawsze tylko szyderstwa i drwiny, ponieważ była inna 

niż  on  i  zawsze  bardziej  przywiązana  do  matki.  Mama!  Lena 

wzdrygnęła  się.  W  tej  chwili  jej  matka  leżała  cicha  i  blada  na  stole 

operacyjnym.  Nikt  nie  wiedział,  czy  przeżyje  operację.  I  właśnie 

teraz, gdy była nieobecna, gdy w klinice słynnego profesora walczyła 

ze śmiercią, ojciec przyszedł do córki z takim żądaniem!  

Wiedziała  już  od  dawna,  że  jej  rodzinie  źle  się  powodzi  i  że 

doszło  do  tego  właśnie  z  winy  ojca.  Z  pełną  świadomością 

przewidywała  nadchodzący  upadek. Wiedziała,  że  ojciec  ożenił  się  z 

background image

matką  tylko  dla  pieniędzy  i  roztrwonił  jej  majątek  tak  samo,  jak 

przedtem swój.  

Delikatna  kobieta,  jaka  była  jej  matka,  znosiła  u  boku  męża 

okropne  cierpienia.  Od  dawna  widziała  konieczność  intensywnego 

leczenia, by uwolnić się od   wieloletnich cierpień. Ale nigdy nie było 

na  to  pieniędzy.  Pieniądze  znajdowały  się  tylko  wtedy,  gdy  ojciec 

wyruszał  dla  rozrywki  do  Berlina.  Na  dobre  wino  i  cygara  miał 

zawsze — ale nigdy dla biednej, kochanej matki. 

A  teraz,  gdy  ona  walczy  ze  śmiercią,  ojciec  mówi:  “Musiałem 

uczynić  coś  niegodnego,  aby  znaleźć  pieniądze  na  operację  twej 

matki,  i  teraz,  jeżeli  nie  zostaniesz  żoną  Borkenhagena,  będziecie 

musiały opuścić Warnstetten, a ja znajdę się w więzieniu". 

Lena  wiedziała,  że  kłamie.  Ojciec  zhańbił  swoje  nazwisko  nie  z 

powodu  matki,  lecz  z  chęci  zaspokojenia  licznych  zachcianek  i 

przyjemności.  Wiedziała,  że  operacja  matki  i  jej  pobyt  w  klinice  nie 

zostały  jeszcze  opłacone  i  nie  ma  nawet  na  to  pieniędzy.  Wszystkie 

ojciec wydał na siebie, nie przesłał nawet bratu stałej pensji, której ten 

potrzebował, by skończyć studia.  

W  Warnstetten  wszystko  było  już  zastawione,  las,  pola,  a nawet 

zbiory.  Ona  i  matka  pracowały  od  rana  do  nocy,  nosiły  uszyte  przez 

siebie  sukienki  i  oszczędzały  każdy  grosz.  Ojciec  jednak  pił  nadal 

francuskie szampany, kazał sprowadzać sobie ostrygi i nie interesował 

się  gospodarstwem.  A  teraz  ona  miała  się  poświęcić  i  kochając 

innego,  zostać  żoną  bogatego  Borkenhagena,  który  prześladował  ją 

swoimi oświadczynami. “Nie, tylko nie to!". 

background image

—  No,  zdecyduj  się  wreszcie  —  nalegał  ojciec,  patrząc na  nią  z 

niepokojem. 

Bez  sił  opadła  na  krzesło.  To,  co  przeżyła,  złamało  jej  siły.  Czy 

może myśleć o sobie, gdy wszystko wokół niej wali się w gruzy? Jej 

nikczemny ojciec napiętnował ich nazwisko, zniszczył życie jej brata, 

wszystko to fatalnie wpłynęło na stan zdrowia matki. Lena miała teraz 

sposobność uratować ich wszystkich. Ale za jaką cenę! 

Warnstetten  spojrzał  na  nią  niepewnie.  W  oczach  jego  czaił  się 

strach.  Zastanawiał  się,  co  córka  zrobi.  Czy  zechce  się  poświecić? 

Czuł, że dla niego samego nie zrobiłaby nic. Po raz pierwszy żałował, 

że  nie  zdobył  jej  miłości.  Ale  los  jej  matki  i  brata  był  i  tak  z  nim 

związany.  Czy  miłość  do  tych  dwojga  była  wystarczająco  silna,  by 

skłonić Lenę do takiego poświęcenia?  

Nie  pomyślał  nawet  przez  chwilę,  ile  kosztowałoby  ją  to 

poświęcenie.  Herman  Warnstetten troszczył  się  tylko  o  jedno  na  tym 

świecie:  o  własne  dobro.  Bez  wyrzutów  sumienia  zrzucił  na  barki 

córki  swoje  kłopoty.  Z  radością  przyjął  oświadczyny  Borkenhagena, 

które  uwalniały  go  niemal  natychmiast  od  wszystkich  trosk. 

Borkenhagen  obiecał  mu,  że  ureguluje  jego  długi,  a  ponadto  da  do 

ręki pewną sumę, która pozwoli mu powrócić do życia towarzyskiego.  

Potem  będzie  już  łatwo  zatuszować  fatalną  aferę  z  wekslami, 

która  wisi  nad  jego  głową  jak  miecz  Damoklesa.  Aby  tego  dokonać, 

musiał mieć pieniądze, a wszystkie źródła ich uzyskania były już dla 

niego  niedostępne,  gdyby  nie  to,  nigdy  nie  zdecydowałby  się  na  ten 

przeklęty podpis. A teraz... Lena musi się zgodzić! Musi! 

background image

— A więc? — zapytał ponownie. 

— Nie mogę — odpowiedziała. 

Zbliżył się do niej. 

— Bo jesteś zakochana w Romittenie — powiedział zimno. 

— Wiesz o tym? — spojrzała na niego z przerażeniem. 

Wzruszył lekceważąco ramionami. 

— Trudno było nie zauważyć. A niby po cóż tak ci nadskakuje? 

Twoja matka cierpliwie znosiła te mrzonki. Czego spodziewasz się po 

Romittenie? Jest takim biedakiem, że sam siebie nie potrafi utrzymać. 

Na niego nie możesz liczyć. 

— Wiem — odpowiedziała cicho. 

— A więc? Bądź rozsądna. Jako żona Borkenhagena zdobędziesz 

odpowiednią  pozycję.  Jest  bogaty,  ma  miliony.  Borkenhagen  to 

najwspanialszy  majątek  w  okolicy,  a  fabryki  konserw,  których  jest 

właścicielem, przynoszą rocznie znaczny zysk. Zrobisz świetną partię. 

Uśmiech powątpiewania przemknął przez jej twarz. 

— Nie zależy mi na tym. Borkenhagen jest mi wstrętny. Nie chcę 

go, nie chcę! 

—  A  twoja  matka?  Przecież  tak  ja kochasz?  Chcesz,  by  musiała 

wyprowadzić się z Warnstetten i popaść w nędze? 

Spojrzała na ojca wzrokiem, którego nie mógł wytrzymać. 

—  W  nędzę?  Moja  matka  pierwsza  powiedziałaby  mi:  “Nie  rób 

tego, Leno. Nie sprzedawaj się". 

—  Bzdury!  Sentymentalne  bzdury.  Znaleźliśmy  się  w  sytuacji, 

której  musimy  się  poddać.  To  jest  konieczność.  Chcesz  nas 

background image

wszystkich  zgubić?  Gdy  twoja  matka  wróci  po  operacji  do  domu, 

będzie  potrzebowała  spokoju  i  wypoczynku.  Chcesz  zburzyć  ten 

spokój  i  znów  zagrozić  jej  życiu?  Przecież  ja  kochasz.  Czym  jest 

twoja miłość do niej, skoro nie potrafisz ponieść żadnej ofiary?  

Lena podniosła się drżąc. 

—  A  jeżeli  mama  umarła...  jeżeli  było  już  za  późno...  jeżeli 

operacja się nie uda? — pytała szeptem. 

— Masz jeszcze brata. 

— On jest mężczyzną i sam sobie poradzi. Może się ograniczyć. 

—  Zapominasz,  że  honor  naszego  nazwiska  wchodzi  tu  również 

w rachubę. 

Lena zakryła rękami twarz. 

— Dlaczego nam to zrobiłeś, ojcze? — krzyknęła. 

Przywołał na twarz wymuszony grymas. 

— Przecież już ci mówiłem: musiałem znaleźć pieniądze dla twej 

matki.  Operacja  była  konieczna.  Ja  potrafię  ponosić  ofiary  — 

powiedział zarozumiale. 

Obrzuciła  go  spojrzeniem,  pod  wpływem  którego  spuścił  oczy. 

Potem  poszła  wolno  w  kierunku  drzwi.  Zanim  wyszła,  obejrzała  się 

jeszcze raz za siebie i powiedziała cicho. 

—  Zanim  się  zdecyduję,  muszę  to  przemyśleć  i  wiedzieć,  czy 

mama  żyje.  Decydujący  telegram  powinien  nadejść  jeszcze  dzisiaj. 

Potem  będę  mogła  ci  odpowiedzieć.  —  Nie  czekając  na  odpowiedź, 

wyszła. 

Nie zatrzymywał jej, lecz śledził niechętnym wzrokiem. 

background image

Lena  zamknęła  się  w  swoim  pokoju.  Zmęczona,  rzuciła  się  na 

fotel  i  patrzyła  przed  siebie  płonącymi  oczyma.  W  jej  głowie  kłębiły 

się myśli nadaremnie szukające drogi ratunku. Z tęsknotą wyciągnęła 

ręce.  “Mamo,  moja  mamo!"  Ach,  jak  bardzo  brakowało  jej  teraz 

matki.  Ale  tak  było  lepiej.  Sama  musiała  sobie  dać  radę.  Powinna 

zaoszczędzić  matce  cierpienia,  bo  ona  i  tak  doświadczyła  zbyt  wielu 

smutków. 

Zatonęła w myślach. Widziała przed sobą nalaną, czerwoną twarz 

Borkenhagena, o grubych wargach i pożądliwych oczach. Wstrząsnął 

nią  dreszcz  obrzydzenia.  Miała  zostać  żoną  mężczyzny,  którego 

głośny  i  nieokrzesany  sposób  bycia  budził  w  niej  wstręt.  Całym 

sercem związana była z Henrykiem Romittenem.  

Henryk  Romitten!  Zacisnęła  kurczowo  ręce  i  przycisnęła  je  do 

serca. Jakże go kochała, po raz pierwszy poczuła to z całą mocą. I on 

ją  kochał,  była  tego  pewna,  choć  nigdy  nie  padło  między  nimi  ani 

jedno słowo o miłości. Nie potrzebowali słów. Wiedzieli obydwoje, że 

ich  dusze  czują  to  samo.  Jednakże  ich  bieda  stała  się  przeszkodą  nie 

do pokonania.   

Co  pomyśli  o  niej  Henryk  Romitten,  jeżeli  zostanie  żoną 

Borkenhagena?  Czy  nie  zacznie  nią  pogardzać?  Czy  nie  byłoby  to  z 

jej  strony  wiarołomstwem,  nawet  jeżeli  nie  padło  między  nimi  żadne 

decydujące  słowo?  Ale  Borkenhagen  miał  w  swoich  rękach  ją  i  jej 

najbliższych,  był  bowiem  bogaty  i  dzięki  temu  posiadał  władzę.  Od 

niego zależało “być albo nie być" jej rodziny.  

background image

Czy  mogła  zgubić  matkę  i  brata?  Czy  nie  było  jej  obowiązkiem 

poświęcić  się  dla  ich  dobra?  Ale  jednocześnie  ogarniał  ją 

bezgraniczny  strach  przed  tym  małżeństwem.  Nie  była  egoistką,  nie 

chciała myśleć tylko o sobie, powinna więc podjąć tę trudną decyzję i 

nie zdradzić się ze swoim cierpieniem.  

W jej duszy obudziła się nienawiść i pogarda dla ojca. To on był 

przyczyną  tej  męki,  jak  również  wszystkich  innych  smutków  i 

niepowodzeń,  które  przyniosło  jej  już  życie.  Nie  mogła  więc  go  ani 

kochać,  ani  szanować.  Często  była  świadkiem,  jak  źle  traktował 

ukochaną  matkę,  jak  ją  upokarzał  i  poniżał.  Gdy  Lena  stawała  w  jej 

obronie,  wyszydzał  je  obie,  nazywając  ich  miłość  “cukierkową 

ckliwością", po czym krzycząc wychodził i zamykał za sobą drzwi na 

klucz. 

A  teraz  na  dodatek  zrobił  coś  tak  nikczemnego,  coś,  co  postawi 

ich  pod  pręgierzem,  jeżeli  ona  nie  zgodzi  się  zostać  żoną 

Borkenhagena.  Czy  mogłaby  się  przyglądać,  jak  jeszcze  jedno 

cierpienie spada na barki jej matki? Podniosła się zdecydowanie. Nie! 

Jej  matka  nie  powinna  się  nigdy  dowiedzieć,  że  ojciec  jest 

człowiekiem  pozbawionym  honoru.  Jeżeli  Bóg  dopomoże  i  operacja 

się uda, poświęci się. 

Znowu  pomyślała  z  bólem  o  Henryku  Romittenie.  On  pogardzi 

nią,  gdy  się  dowie,  że  chce  poślubić  Borkenhagena.  Pogarda  i  tyle 

cierpień  z  jej  powodu.  Jakiż  byłby  wstrząśnięty,  gdyby  się  o  tym 

dowiedział.  Zadrżała.  Podjęła  niewzruszoną  decyzję.  Powinien 

background image

dowiedzieć  się  o  tym  od  niej,  od  nikogo  innego.  Sama  powinna  mu 

powiedzieć, że jest zmuszona, poddać się gorzkiej powinności. 

Już  od  kilku  godzin  nie  opuszczała  swego  pokoju.  Jej  ojciec 

niespokojnie  chodził  ciężkimi  krokami  po  domu  i  dziedzińcu, 

czekając  na  wiadomości  o  żonie.  Po  raz  pierwszy  troszczył  się  i 

obawiał  o  jej  życie  i  zdrowie,  jednak  nie  z  miłości  do  niej,  lecz  ze 

strachu.  Gdyby  umarła  teraz,  w  czasie  operacji,  Lena  odmówiłaby 

poślubienia Borkenhagena, a wówczas spadłaby na niego hańba. 

W  końcu,  po  kilku  męczących  godzinach,  zobaczył  idącego 

dziedzińcem  listonosza.  Szybko  wybiegł  mu  naprzeciw  i  pełen 

gorączkowego  wzburzenia,  wyrwał  mu  telegram.  Drżącymi  rękami 

otworzył kopertę i przeczytał:  

Operacja 

skończyła 

się 

pomyślnie. 

Pacjentka 

przesyła 

pozdrowienia. Szczegółowe informacje jutro.  

Odetchnął  z  ulgą  i  starł  z  czoła  kropelki  potu.  Szybko  wrócił  do 

domu i kazał zawołać córkę. 

Lena nadeszła. Wystraszył się, gdy ją zobaczył. Wyglądała blado 

i  mizernie.  Cienie  okalały  jej  pozbawione  blasku  oczy,  którymi 

spoglądała  na  ojca.  W  milczeniu  wręczył  jej  telegram.  Przeczytała  i 

kurczowo  przycisnęła  kartkę  do  serca.  Poprawiła  włosy  i  spojrzała 

dużymi, błękitnymi oczyma prosto w twarz ojca. 

—  Bóg  zwrócił  mi  matkę.  Nie  jestem  taką  egoistką,  by  myśleć 

tylko o sobie. Nie pozwolę mamie i Fredowi cierpieć — powiedziała 

bezdźwięcznie. 

background image

O  nim  nie  powiedziała  ani  słowa.  Wyraźniej  nie  mogła  okazać, 

jak  mało  dla  niej  znaczył.  Ale  to  już  go  nie  obchodziło.  Odetchnął  z 

ulgą. 

— Zgadzasz się zatem poślubić Borkenhagena? — zapytał ciepło. 

Opadła na fotel. 

—  Tak,  jeżeli  nie  ma  innego  sposobu,  aby  uchronić  cię  przed 

hańbą. Ale pod jednym warunkiem... 

Warnstetten  spojrzał  niespokojnie.  Jej  zachowanie  wzbudziło  w 

nim  niesmak.  Wydawało  się,  że  nagle  role  się  zmieniły.  Jego 

stanowczość i pewność siebie zniknęły. Miał poczucie, że jest zależny 

od woli Leny. 

— Warunek? — zapytał niepewnie. 

—  Tak.  Wiesz  przecież,  że  kocham  Henryka  Romittena. 

Zachowywałam  się  tak,  że  miał  on  prawo  wierzyć  w  moją 

wzajemność.  Nie  chcę,  by  myślał  o  mnie  z  pogardą.  Byłoby  tak, 

gdyby  dowiedział  się  od  kogoś  innego,  że  zgodziłam  się  na 

małżeństwo  z  Borkenhagenem.  Zanim  się  jednak  na  nie  zgodzę, 

żądam od ciebie, byś pozwolił mi porozmawiać z Henrykiem. Wyślij 

kogoś do niego i każ poprosić, by przybył do nas jeszcze dzisiaj. 

—  Chcesz  wystawić  mój  honor  na  pośmiewisko?  —  zerwał  się 

Warnstetten. — Chcesz mu wszystko powiedzieć? 

—  Chcę  mu  powiedzieć,  dlaczego  zostanę  żoną  Borkenhagena. 

Nie chcę sprawić mu więcej bólu, chcę go przekonać, że nie jestem go 

warta. 

background image

—  Mówisz  tak,  jakbyś  była  pewna  jego    miłości  —  powiedział 

znienacka. 

Podniosła głowę i zapatrzyła się w dal. 

— Tak... jestem całkiem pewna.   

—  Jak  on  śmiał  mówić  z  tobą  o  miłości,  gdy  wiedział,  że  nigdy 

nie będziecie mogli się pobrać?! — powiedział wściekły. 

Spojrzała  nań  spokojnie,  on  jednak  nie  mógł  wytrzymać  jej 

spojrzenia. 

—  Nie,  nie  odważył  się.  Henryk  Romitten  jest  człowiekiem 

honoru,  dla  którego  spokój  mojego  serca  jest  święty.  Ale  nie 

potrzebował słów, by powiedzieć mi, że mnie kocha, bo on też wie, że 

ja  go  kocham.  Zawołaj  tu  Henryka  Romittena.  Dopiero  gdy  z  nim 

porozmawiam,  będziesz  mógł  oznajmić  Borkenhagenowi  o  mojej 

zgodzie, nie wcześniej. 

W  jej  słowach  brzmiało  ponure  zdecydowanie,  poczuł  więc,  że 

musi się poddać. Było to dla niego tym trudniejsze, że do tej pory  w 

Warnstetten wszyscy podporządkowywali się jego despotycznej woli. 

— Musisz mi jednak obiecać, że nie zdradzisz Romittenowi tego, 

co ci z konieczności wyznałem. 

—  Twój  honor  byłby  u  niego  lepiej  strzeżony,  niż  u  ciebie 

samego — spojrzała na niego chmurnie. 

Powstał  jakby  chciał  ją  uderzyć.  Wyprostował  się  i  spojrzał  jej 

prosto w oczy. Oddychał ciężko. Czy to była jego cicha, uległa córka, 

która przedtem podobnie jak matka poddawała się bez sprzeciwu jego 

despotycznym  nastrojom?  Czyżby  przez  przyznanie  się  do  winy 

background image

utracił  swoją  pozycję  w  tym  domu?  Musiał  ratować  to,  co  zostało 

jeszcze do uratowania. 

— Coś za coś. Każę zawołać Romittena, możesz mu powiedzieć, 

co  chcesz,  ale  nie  możesz  zdradzić  mu  niczego,  co  dotyczy  mojego 

honoru. 

Zaśmiała się gorzko i boleśnie. 

— Będę cię osłaniać, możesz być spokojny. Nawet gdyby Henryk 

Romitten z mojego powodu strzegł twojej winy niczym tajemnicy, nie 

powiedziałabym mu, bo mnie nie wypada cię oskarżać. 

Warnstetten odetchnął. 

— Wykorzystujesz to, że byłem słaby i wyspowiadałem się przed 

tobą.  Ale  jeżeli  myślisz,  że  w  ten  sposób  będziesz  miała  przewagę 

nade mną, to... 

— Nic bardziej mylnego. Jesteś w końcu moim ojcem. Ale — jej 

oczy  błysnęły  ponuro  —  o  jedno  tylko  cię  proszę:  pozwól  mi,  bym 

szanowała  cię  przynajmniej  jako  ojca.  Pod  jednym  względem 

wykorzystam szansę, którą włożył mi w ręce los — dam w przyszłości 

mojej biednej mamie więcej radości. Nigdy więcej nie pozwolę, byś ją 

dręczył i poniżał. 

Roześmiał  się  z  zakłopotaniem.  Po  raz  pierwszy  ktoś  w  ten 

sposób  wystąpił  przeciw  niemu,  i  to  w  dodatku  jego  córka.  To  było 

niepojęte! Stłumił swą złość. 

—  Zachowujesz  się,  jak  bym  był  ludożercą.  Cóż  ja  takiego 

zrobiłem  twojej  matce,  że  w  tak  niestosowny  sposób  narzucasz  się 

jako jej obrończyni? 

background image

W  milczeniu  spojrzała  na  niego  dużymi,  niebieskimi  oczyma,  w 

których  widniało  oskarżenie.  Nie  wytrzymał  tego  spojrzenia  i 

odwrócił się. 

—  Świetnie,  od  teraz  będę  dotykał  twoją  matkę  tylko  w 

rękawiczkach,  by  nie  urazić  waszych  sentymentalnych  uczuć.  Będę 

się starał, jak tylko potrafię, chociaż wasza tkliwość wydaje się nie do 

wytrzymania — mruknął cierpko. 

Lena podniosła się. 

— Poślesz po Romittena, prawda, ojcze? 

— Dobrze. Niech się stanie, co ma się stać. I mam twoje słowo, 

że przyjmiesz oświadczyny Borkenhagena. 

— Masz je. 

Zmęczona,  poszła  powoli  na  górę,  do  swojego  biednie 

urządzonego  pokoju.  Usiadła  cicho  przy  stoliku  do  szycia  i 

mechanicznie  rozpoczęła  przerwaną  pracę.  Ale  jej  rozbiegane  myśli 

szybowały gdzieś daleko. A serce ciążyło jej w piersi jak kamień. 

 

Henryk Romitten wrócił właśnie z pola. Zrobił obchód stajen, aby 

sprawdzić,  czy  jego  polecenia  zostały  dobrze  wykonane.  Musiał 

ciężko pracować, gdyż posiadłość Romitten była prawie tak zadłużona 

jak Warnstetten. Majątek podupadł z powodu stanu zdrowia jego ojca, 

który od czasu wojny ciągle chorował.  

Od  kiedy  Henryk  był  wystarczająco  dorosły,  by  móc  zrozumieć 

ich  położenie,  sprzeciwiał  się  z  całych  sił  temu  upadkowi.  Jego 

energia  i  ciężka  praca  ochroniły  ich  przed  najgorszym.  Ale  ciągle 

background image

brakowało  pieniędzy,  by  postawić  na  nogi  Romitten.  Powoli,  bardzo 

powoli  przeszedł  przez  najgorsze.  Gdy  żył  jeszcze  jego  ojciec, 

dokuczał mu mówiąc, że powinien poszukać sobie bogatej żony.  Ale 

Henryk  od  dawna  kochał  Lenę  Warnstetten  i  nawet  gdy  dowiedział 

się,  że  ich  miłość  nie  ma  przyszłości,  wstręt  budziła  w  nim  myśl,  że 

mógłby ożenić się z inną kobietą.  

Od śmierci ojca — matka zmarła kilka lat wcześniej — mieszkał 

sam  w  Romitten.  Żył  prosto,  jak  chłop,  a  pracował  dłużej  i 

intensywniej  niż  jego  służba.  Z  godnym  podziwu  zapałem  usiłował 

wydźwignąć swój majątek, miał bowiem nadzieję, że w ciągu paru lat 

osiągnie  taką  pozycję,  iż  będzie  mógł  wprowadzić  do  swego  domu 

Lenę. Ona była bowiem skromna i mało wymagająca. 

Czasami myślał o tym, czy może już teraz zacząć się o nią starać. 

U  niego  nie  byłoby  jej  gorzej  niż  w  Warnstetten.  Ale  jak  mógłby 

stanąć  przed  jej  ojcem  ze  swymi  oświadczynami,  co  mógłby 

odpowiedzieć  na  pytanie,  czy  może  zapewnić  żonie  godną,  pewną 

egzystencję?  Nie,  musiał  czekać  do  chwili,  w  której  będzie  mógł 

śmiało spojrzeć w przyszłość. 

Gdy  wrócił  ze  stajni  i  chciał  wejść  do  domu,  przybył  z 

Warnstetten  posłaniec  i  wręczył  mu  list.  Henrykowi  zabiło  serce. 

Wszystko,  co  pochodziło  z  Warnstetten,  było  związane  z  jego 

ukochaną. Szybko otworzył kopertę. 

 

 

 

background image

Drogi Panie Romitten! 

Bardzo  proszę  o  jak  najszybsze  przybycie  do  Warnstetten.  Moja 

córka  pragnie  porozmawiać  z  Panem  w  ważnej  sprawie.  Proszę 

przekazać posłańcowi, kiedy można się Pana spodziewać. 

Z pozdrowieniami 

Warnstetten 

Henryk  zdenerwował  się.  Co  się  stało?  Czego  chciała  od  niego 

Lena? Dał posłańcowi odpowiedź, że powinien być w Warnstetten w 

ciągu godziny. 

Jedząc swój skromny obiad, nieustannie myślał o tym, co mogło 

się  wydarzyć.  Przyszła  mu  na  myśl  pani  Warnstetten.  Wiedział,  że 

musiała  poddać  się  ciężkiej  operacji.  Czyżby  nadeszły  o  niej  złe 

wiadomości?  Ale  w  takim  razie  Warnstetten  nie  zaznaczyłby 

wyraźnie, że  Lena chce z nim rozmawiać. Pełen niepokoju, wyruszył 

w  drogę.  Aby  ją  skrócić,  przeciął  las  Borkenhagena,  który  rozciągał 

się między Romitten a Warnstetten.  

Henryk  z  reguły  unikał  go,  by  nie  spotkać  się  z  Franzem 

Borkenhagenem,  który  mieszkał,  tak  jak  Warnstetten,  w  jego 

sąsiedztwie.  Odpychało  go  bowiem  głośne  i  nieco  nieokrzesane 

zachowanie Borkenhagena. Dlatego też, gdy tylko mógł, schodził mu 

z drogi.     Dzisiaj jednak miał tylko jedno życzenie, by jak najszybciej 

przybyć do Warnstetten.  

Na szczęście nie spotkał Borkenhagena. Z daleka zobaczył tylko 

wyłaniające  się  z  lasu,  czerwone  budynki  fabryki  konserw.     

Westchnienie  wydarło  się  z  jego  piersi.  Gdyby  miał  niezbędne 

background image

pieniądze,  mógłby  również  przerabiać  w  ten  sposób  płody  rolne. 

Tymczasem musiał swoje plony tanio sprzedawać, pozwalając innym 

czerpać z tego wielkie zyski. 

W Warnstetten został powitany przez ojca Leny, który niepewnie 

spojrzał  w  przystojną,  szczupłą  twarz  młodego  mężczyzny,  W  duchu 

porównał  go  z  Franzem  Borkenhagenem.  Nie  dziwiło  go,  że  serce 

Leny  zwróciło  się  ku  Henrykowi  Romittenowi.  Jego  wysmukła 

sylwetka,  która  przy  każdym  ruchu  zdradzała  siłę  i  zręczność,  była 

elegancka w porównaniu z ociężałą, nieco otyłą figurą Borkenhagena. 

Miał  szlachetne  rysy  twarzy,  a  spojrzenie  jego  szarych  oczu  było 

czyste i dobre, zdradzało mądrość i energię.  

Borkenhagen  nie  mógł  się  z  nim  równać.  Ale  na  cóż  zdał  się 

wygląd Romittena, gdy nie dysponował odpowiednim majątkiem. Ha, 

Lena musi się z tym pogodzić. 

Gdy  przywitali  się,  Henryk  Romitten  pytająco  spojrzał  w  twarz 

Warnstettena. 

—  Przybyłem  na  pańskie  wezwanie  najszybciej  jak  tylko 

mogłem, panie Warnstetten. 

—  Dziękuję  panu.  Wie  pan,  kochany  Romittenie,  że  jest  pan 

zawsze mile widzianym gościem w Warnstetten. Nie mówiąc o mnie, 

moja  żona  kocha  pana  jak  syna,  Fred  od  dziecka  jest  pana 

przyjacielem, a moja córka... cóż, nie mogę nic więcej powiedzieć. 

Henryk  zaczerwienił  się,  nie  tyle  na  wspomnienie  Leny,  lecz 

dlatego, że był przekonany, iż wszyscy mieszkańcy Warnstetten witali 

background image

go z radością, prócz ojca Leny. Zresztą zbyt dokładnie znał panujące 

tu stosunki, by czuć dla niego nawet zwykłą sympatię. 

—  Zawsze  będę  wspominał  z  wdzięcznością  w  sercu,  że  byłem 

przyjmowany  w  Warnstetten  z  przyjaźnią  i  ciepłem  —  powiedział 

pośpiesznie,  ponieważ  pełen  był  niepokoju  i  chciał  dowiedzieć  się 

wreszcie, dlaczego go wezwano. 

Warnstetten uderzył się w pierś, jak gdyby miał prawo przyjąć te 

słowa uznania. 

—  Tak,  tak,  mój  drogi  Romittenie,  ciężkie  czasy  silnie  nas  ze 

sobą połączyły.  Ale  nie  kazałem  pana  odrywać  od pracy  po  to  tylko, 

by to panu powiedzieć. Nie sądzi pan? 

—  Oczywiście.  Napisał  pan,  że  pańska  córka  chce  ze  mną 

rozmawiać. 

— No cóż. Lena jest w pokoju gościnnym. Od niej dowie się pan, 

o  co  chodzi.  Co  to  ja  chciałem  jeszcze  powiedzieć?  ...  Niech  mi pan 

da  słowo  honoru,  że  zachowa  pan  milczenie  o  tym  wszystkim,  co 

powie panu Lena... nawet o tej rozmowie. 

Henryk  spojrzał  na  niego  nieprzychylnie.  Niepokój  na  jego 

twarzy pogłębił się. 

— Przyrzekam, że będę milczał — powiedział pośpiesznie. 

Wamstetten  był  zadowolony.  “Jeśli  chodzi  o  dochowanie 

tajemnicy,  to  na kobietach nie  można  polegać"  — pomyślał.  Dlatego 

zażądał  od  Romittena  słowa  honoru.  Dopiero  teraz,  gdy  nabrał 

pewności, odetchnął z ulgą.  

 

background image

Henryk  zobaczył  w  blasku  promieni  słonecznych  jej  piękną,  lecz 

bladą twarz. Robótka nie sprawiała jej przyjemności, igła wypadła jej 

z ręki. Stała ze spuszczonym wzrokiem. Oczy dziewczyny błyszczały 

boleśnie. 

Henryk wystraszył się, jej widok ukłuł go prosto w serce. 

—  Chciała  pani  ze  mną  widzieć?  Coś  panią  dręczy,  widzę  to  po 

pani. Pani matka... stało się jej coś? 

Lena aprzeczyła.  

Podniósł jej rękę do ust. 

 

— Chwała Bogu, obawiałem się o nią. Jednak dręczy panią jakieś 

cierpienie?  Pragnę  pani  pomóc.  Wie  pani przecież,  że  nie  ma nikogo 

bardziej niż ja oddanego pani. 

W  jego  głosie  słychać  było  serdeczną  troskę.  Lekki  rumieniec 

zabarwił  jej  policzki.  Wskazując  na  jeden  z  foteli,  ponownie  usiadła 

na swoim miejscu. Popatrzyła z udręką w jego oczy. 

—  Tak,  Henryku,  wiem,  że  jest  pan  moim  najwierniejszym 

przyjacielem... nawet więcej — powiedziała cicho. 

— Leno! 

Na chwilę zamknęła oczy i podniosła rękę w niemej prośbie. 

—  Nie,  niech  pan nic  nie  mówi...  ani  słowa  do  czasu,  gdy  mnie 

pan  spokojnie  nie  wysłucha.  Ponieważ  wiem,  co  pan  do  mnie  czuje, 

kazałam pana zawołać, by powiedzieć to, o czym nie powinien się pan 

dowiedzieć  od  innych.  Ja...  jutro  odbędą  się  moje  zaręczyny  z 

Borkenhagenem — wyszeptała bezdźwięcznie pobladłymi wargami. 

background image

Wściekły  zerwał  się  i  ścisnął  kurczowo  poręcz  fotela.  Krew 

odpłynęła  mu  z  opalonej  twarzy.  Z  trudem  odzyskał  panowanie  nad 

sobą. 

— I... kazała mnie pani zawołać, by mi to powiedzieć? — zapytał 

wreszcie przez zaciśnięte usta. 

Bezsilnie spuściła głowę i modliła się o śmierć. 

— Tak, chciałam panu powiedzieć o tym osobiście. 

Roześmiał się ostro. 

—  Czy  zażąda  pani  ode  mnie,  bym  życzył  jej  szczęścia?  — 

zapytał z goryczą. 

Jej cierpienie wydawało się niczym wobec jego boleści. Spojrzała 

na niego wzrokiem, który poruszył jego duszę. 

—  To  nie  tak,  Henryku,  nie  tak,  błagam  pana.  Nie  musi  pan 

marnować dla mnie swych życzeń, zresztą i tak byłyby bezskuteczne. 

Podszedł do niej szybko i schwycił jej dłoń. Słowa te usunęły  w 

cień szyderstwo i gorycz i obudziły współczucie. 

— Leno, czy pani wie, jaki zadała mi ból? 

Spojrzała na niego. 

—  Tak.  W  głębi  serca  czuję  okrutną  mękę.  Nie  sprawiaj  mi 

przykrości,  Henryku,  nie  pozwól  myślom,  by  mnie  oskarżały,  Bóg 

wie, jak straszny jest dla mnie ten krok. Ale muszę go zrobić, muszę! 

— Kto panią zmusił do tego, by zostać żoną Borkenhagena? 

Ujęła jego rękę. 

—  Nie  mogę  tego  zdradzić,  Henryku.  Powiem  panu  tylko,  że  w 

grę wchodzi życie mojej mamy, Freda i honor nazwiska, które noszę. 

background image

Dla  nich  muszę  ponieść  tę  ofiarę.  Nie  mogę  myśleć  tylko  o  sobie, 

choć jest to dla mnie niewymownie trudne. 

Jak zaklęty ścisnął jej rękę. 

—  Leno,  czy  wszystko  pani  przemyślała?  Nie  zdaje  sobie  pani 

sprawy,  co  pani  na  siebie  bierze.  Borkenhagen  nie  jest  człowiekiem, 

przy  którym  tak  wrażliwa  kobieta  jak  pani,  mogłaby  czuć  się 

szczęśliwa. 

—  Szczęśliwa?  Ach,  Henryku...  od  tej  chwili  nie  ma  dla  mnie 

szczęścia. 

—  Czy  nie  ma  innego  wyjścia.  Leno?  Przecież  tak  nie  można. 

Nie pozwolę pani być nieszczęśliwą. 

Westchnęła z bólem. 

—  Czy  sądzi  pan,  że  zdecydowałabym  się  na  to,  gdyby  istniała 

inna  szansa?  Jeżeli  nie  poślubię  Borkenhagena,  wszyscy  będziemy 

musieli  opuścić  Warnstetten.  Niech  pan  pomyśli  o  mojej  mamie, 

Henryku.  Czy  mam  prawo  obciążyć  ją  jeszcze  tym  cierpieniem,  jeśli 

mogę mu zapobiec? 

Opadł na fotel i patrzył przed siebie, silnie zagryzając wargi. 

—  Że  też  muszę  być  takim  biedakiem!  —  wyrzucił  z  siebie,  po 

czym patrząc na nią gorącym wzrokiem, kontynuował: — Czy wiesz, 

Leno, jak bardzo panią kocham? Czy wiesz, że zdzieram sobie skórę z 

rąk,  by  doprowadzić  Romitten  do  rozkwitu,  tylko  po  to,  bym  mógł 

pewnego  dnia powiedzieć  pani:  “Chodź  do  mnie,  przygotowałem  dla 

ciebie przytulne miejsce w moim domu i sercu". 

background image

Drżąc  siedziała  przed  nim  z  pobladłą  twarzą,  jej  oczy  były 

nieruchome, jakby była martwa. 

—  Tak,  tak,  po  tysiąckroć  tak,  wiedziałam  o  tym  i  moje  serce 

znosiło  wszystkie  smutki  w  nadziei,  że  tak  właśnie  będzie.  A  teraz 

wszystko minęło. Od jutra nie będę już mogła nawet o tym marzyć. 

— Leno! A ja mam się spokojnie przyglądać temu, jak rujnujesz 

siebie  i  swoje  życie.  Ty  i  Borkenhagen!  Przecież  to  szaleństwo,  tak 

być nie może! 

— Tak być musi — odparła bezgłośnie, po czym zerwawszy się 

gwałtownie, kontynuowała: —Henryku, chce mnie pan dalej dręczyć? 

Bardziej  niż  o  siebie,  martwię  się  o  pana,  o  to,  że  musiałam  zadać 

panu  ból.  Proszę  mi  pomóc,  ulżyć  memu  losowi.  Nie  możemy  do 

siebie  należeć...  to  jest  niemożliwe.  Niech  mi  pan  zostawi  choć  tę 

jedną pociechę, że zapomni pan o tym, co musiałam powiedzieć, i że 

nie będzie pan chowaj do mnie urazy. 

Podniósł jej rękę do ust i okrył ją pocałunkami. 

— Leno, kochana, droga Leno, zrobię z pewnością wszystko, co 

mogłoby ulżyć pani cierpieniom. Niech się pani o mnie nie martwi, ja 

sobie  poradzę.  Gdybym  był  tylko  tak  spokojny  o  pani  los,  jak  o  mój 

własny. W swym niedoświadczeniu nie przypuszcza pani nawet, na co 

się pani decyduje. 

—  Muszę...  wiem,  co  wzięłam  na  siebie,  i  obawiam  się  tego  — 

wyszeptała pobladłymi wargami. 

Wpatrywał się w nią płonącymi oczyma, oddychając z trudem. 

background image

—  Nie  chce  mi  pani  wyjawić  wszystkiego,  Leno?  Może 

znalazłbym jakieś wyjście, może mógłbym pani pomóc. 

Rozpaczliwie pokiwała głową. 

— Nie, nie może mi pan pomóc. A ja nie mogę panu powiedzieć, 

dlaczego  muszę  ponieść  tę  ofiarę.  Nie  wiem,  jak  to  zniosę,  wiem 

tylko, że muszę kroczyć drogą, którą wyznaczył mi los. 

Henryk odsunął się od niej, gdyż obawiał się, że dłużej nie będzie 

mógł się pohamować. 

— Czy pani matka wie, że zaręcza się pani z Borkenhagenem? 

—  Nie,  nie  może  się  teraz  o  tym  dowiedzieć,  niepokoiłaby  się  i 

martwiła się tylko. Wie przecież, że moje serce należy do pana. Miała 

nadzieję na lepszą przyszłość dla mnie. 

—  A  więc  to  pani  ojciec  skłonił  panią  do  tego  kroku?  —  pytał 

ponuro. 

Zacisnęła kurczowo ręce. 

—  Niech  pan  nie  pyta,  nie  mogę  i  nie  powinnam  panu 

odpowiedzieć. 

Henryk nie mógł już dłużej patrzeć w jej bladą, smutną twarz. 

—  Pozwoli  pani,  że  się  oddalę.  Czuję  się  tak,  jakby  wszystko 

wokół  mnie  runęło.  Życzę  pani  szczęścia...  i  dziękuję,  że  pani 

powiedziała mi o tym, czego musiałbym dowiedzieć się od innych. 

Zbliżył jej rękę do swych ust, po czym wolno podszedł do drzwi. 

Śledziła  go  wzrokiem,  w  którym  widoczny  był  ogromny  ból.  Przy 

drzwiach odwrócił się raz jeszcze. Przez chwilę patrzyli sobie w oczy. 

Ich  spojrzenia  wyrażały  udrękę  rozstania.  Z  ust  obojga  wyrwało  się 

background image

westchnienie. Lena, przebiegłszy pokój, znalazła się obok niego. Jego 

ramiona objęły smukłą, drżącą postać dziewczyny. Ich wargi spotkały 

się w namiętnym pocałunku. 

Potem raz jeszcze spojrzeli sobie głęboko w oczy. 

—  Żyj  szczęśliwie...  moja  ukochana  Leno...  żyj  szczęśliwie  — 

wyszeptał zdławionym głosem. 

— Ty również, Henryku... 

Oderwał się od niej i wybiegł z pokoju.  

Lena  raz  jeszcze  wykrzyknęła  jego  imię,  po  czym  bezsilnie 

opadła na kolana. 

Jej  krzyk  trwał  w  jego  uszach.  Wzburzony  przebiegł  obok 

Hermana  Warnstettena,  nawet  go  nie  zauważywszy.  Patrzył  przed 

siebie błędnym  wzrokiem, jego twarz pałała wzburzeniem. Wskoczył 

na konia i ruszył. 

Warnstetten  spoglądał  za  nim  zmieszany  i  cicho  zaklął.  Zrobiło 

mu się nieswojo. 

Henryk  Rominten  nie  wiedział  nawet,  dokąd  niesie  go  koń. 

Zatopiony  w  swym  bólu,  nie  zwracał  uwagi  na  drogę.  Nie  przyszło 

mu  nawet  na  myśl,  by  oszczędzać  zwierzę.  Chciał  uciec  od  głuchej 

rozpaczy, która ściskała mu serce. Dopiero teraz zrozumiał, kim była 

dla  niego  Lena  i  co  wraz  z  nią  utracił.  Obawiał  się  własnego  domu, 

gdzie  jego  ból  będzie  się  wzmagał,  przygniatając  go  zupełnie.  Życie 

wydało mu się nagle pozbawione sensu. Po cóż miał teraz pracować? 

Dla kogo? 

background image

Galopował  do  późnego  wieczora.  Było  już  ciemno,  gdy  wrócił 

wreszcie do domu i bez czucia padł na łóżko. 

 

Tymczasem  Frank  Borkenhagen  oczekiwał  niecierpliwie  na 

wiadomość  z  Warnstetten.  Gdy  był  tam  rano  ze  swoją  propozycją, 

Leny  nie  było  w  domu.  Ojciec  uważał  to  za  szczęśliwe  zrządzenie 

losu. Nie bez racji obawiał się bowiem, że Lena, nie uprzedzona przez 

niego, odrzuciłaby konkurenta. 

Oświadczyny  te  uwalniały  Warnstettena  od  wszelkich  trosk 

związanych  z  jego  przykrym  położeniem.  Dlatego  postanowił 

poruszyć niebo i ziemię, by skłonić Lenę do ich przyjęcia. Zapewniał 

Borkenhagena, że jego propozycja przynosi zarówno córce, jak i jemu 

ogromny  zaszczyt.  Obiecał,  że  osobiście  przyniesie  mu  odpowiedź 

Leny.  

Próżny  uśmiech  błądził  na  twarzy  Borkenhagena,  gdy  słuchał 

Warnstettena.  Nie  miał  cienia  wątpliwości,  że  Lena  z  radością 

przyjmie  tak  bogatego  konkurenta.  Miał  pełną  świadomość  swojej 

wartości,  szczególnie,  że  wartość  ta  wyrażała  się  bardzo  wysokimi 

sumami. Długo zwlekał jednak z deklaracją. Wolność miała dla niego 

zbyt  duże  znaczenie,  by  mógł  z  niej  tak  łatwo  zrezygnować.  Ale 

uczucie,  którym  darzył  piękną  dziewczynę,  zwyciężyło.  Zawsze 

dostawał to, czego pragnął. 

Dlaczego miałby sobie czegoś odmawiać? Bezsprzecznie mógłby 

zrobić  lepszą  partię.  Przed  Frankiem  Borkenhagenem,  jak  sam 

uważał,  wszystkie  drzwi  stały  otworem.  Ale  tylko  Lena  Warnstetten 

background image

pobudzała  wszystkie  jego  zmysły,  a  im  chłodniej  odnosiła  się  do 

niego,  tym  gwałtowniej  jej  pragnął.  Wreszcie  zdecydował  się 

wystąpić  z  propozycją  małżeństwa  i  w  przypływie  wielkoduszności 

obiecał Warnstettenowi swą pomoc. 

Zapadł  już  wieczór,  gdy  Warnstetten  dotarł  do  posiadłości 

Borkenhagen.  Właściciel  tych  wspaniałych  dóbr  przyjął  przyszłego 

teścia  z  niedbała  grzecznością  i  udanym  spokojem  w  elegancko 

umeblowanym salonie. Tylko w jego oczach czaił się niepokój. 

Poprosił  Warnstettena  by  usiadł,  przysunął  mu  stolik  z 

przyborami  do  palenia  i  zapalił  sam  papierosa.  Potem  usiadł  w 

głębokim  fotelu,  założył  nogę  na  nogę  tak,  aby  odsłonić  eleganckie, 

jedwabne  pończochy.  Z  ironicznie  życzliwym  uśmiechem  spojrzał 

Warnstettenowi w oczy. 

—  No,  drogi  teściu  in  spe,  czy  przyniósł  mi  pan  zgodę 

Magdaleny? Oczekiwałem pana znacznie wcześniej. 

Warnstetten poczuł się nieswojo. 

— Przyszedłbym wcześniej, ale wie pan, moja żona udała się dziś 

do kliniki profesora Krause. 

—  Słusznie.  Mówił  mi  pan  o  tym  dziś  rano.  Nie  miałem  o  tym 

pojęcia, w przeciwnym razie wstrzymałbym się z oświadczynami. 

—  Nie,  właśnie  teraz,  w  tak  ciężkich  dla  nas  chwilach  taka 

zachęta  jest  jak  najbardziej  na  miejscu.  Chciałem  tylko 

usprawiedliwić  tak  późne  przybycie.  Ale  gdy  Lena  wreszcie  wróciła 

do  domu,  nadszedł  telegram,  donoszący  o  pomyślnym  przebiegu 

operacji. 

background image

— Jakże się cieszę. 

—  Dziękuję.  Jak  już  powiedziałem,  nadszedł  telegram  i  córka 

była  tak  szczęśliwa,  że  musiałem  długo  czekać,  aż  się  jako  tako 

uspokoi. Dopiero późnym popołudniem mogłem z nią porozmawiać o 

pańskiej  zaszczytnej  propozycji.  I  jestem  tu  wreszcie,  by  oznajmić 

panu, że moja córka wyraziła zgodę. 

Borkenhagen poprawił się w fotelu, uśmiechając się serdecznie. 

—  Czy  nie  była  choć  trochę  zaskoczona?  —  zapytał  z  miną 

człowieka wielkodusznie rozdającego kosztowne podarunki. 

Warnstetten kurczowo zagryzał papierosa. 

— Trochę więcej niż trochę, kochany synu. Z początku nie mogła 

w  to  uwierzyć  i  jeszcze  teraz  jest  poruszona  —  powiedział  ze 

śmiechem. 

Borkenhagen  roześmiał  się  głośno,  a  jego  zwężone  i  zamglone 

oczy błyszczały pożądliwie. 

—  No  tak,  mogę  to  sobie  wyobrazić.  Z  pewnością  tego  nie 

oczekiwała.  Może  być  piekielnie  dumna.  Dla  żadnej  innej  nie 

poświęciłbym  mojej  niezależności.  Niech  mi  pan  dokładnie  opowie, 

jak to przyjęła. Skąpiła mi zawsze dobrego słowa — zawsze chłodna i 

obojętna. 

—  Lena  jest  trochę  dziwna,  drogi  synu.  To  wpływ  mojej  żony. 

Jest  delikatna  jak  szkło.  Musi  pan  być  ostrożny.  Nie  lubi  i  mnie 

okazywać  tego,  co  czuje  i  wydaje  się  bardziej  chłodna  niż  jest  w 

istocie. 

Borkenhagen zamrugał oczyma. 

background image

—  Już  ją  dostanę,  nie  martw  się.  Będzie  jej  u  mnie  dobrze. 

Paryskie  kreacje,  brylanty,  podróże  —  wszystko,  czego  dusza 

zapragnie.  Znam  dobrze  kobiety,  rozgryzłem  je  już  —  zaśmiał  się  i 

poufale poklepał przyszłego teścia. 

Warnstetten  jeszcze  wczoraj  podzielał  zdanie  Borkenhagena, 

teraz  jednak  nie  był  już tak pewny.  Zachowanie  córki utwierdziło  go 

w  przekonaniu,  że  nie  doceniał  jej  dotąd.  Nie  była  już  tym  uległym, 

sentymentalnym  dzieckiem.  Pokazała  mu,  że  ma  również  własną 

wole.  Cóż,  Borkenhagen  wychowa  ją  sobie  na  swoją  modłę.  To  już 

jego sprawa, i chyba nie będzie to jednak zbyt trudne. 

Herman Warnstetten za bardzo sobie cenił wygodne i przyjemne 

życie,  by  nie  uwierzyć,  że  Lena  będzie  w  końcu  zadowolona.  W 

małżeństwie szybko zapomni o Romittenie. W ten sposób uwolnił się 

od wyrzutów sumienia. Gdy Borkenhagen kazał przynieść szampana, 

już  w  dobrym  humorze  wzniósł  toast  i  opowiedział  zmyśloną 

historyjkę  o  tym,  jak  to  Lena  była  zdziwiona  i  uradowana 

oświadczynami. 

— 

Doprawdy? 

Moje 

kochane 

słoneczko! 

Ostatnio 

zachowywałem się niedorzecznie. Między nami mówiąc, broniłem się 

przed  tym.  Ale  gdy  ostatnio  zobaczyłem  ją  w  lesie...  była  ubrana  w 

białą, skromną sukienkę, ale, na Boga, wyglądała jak królowa. Ta jej 

figura...  Nikt  inny  nie  ma  takiej.  A  gdyby  była  ubrana  w  paryską 

kreację — rewelacja! Zakasuje wszystkie, na pewno wszystkie! 

Warnstetten  skrzywił  się  z  niesmakiem.  Borkenhagen  nigdy  nie 

grzeszył subtelnością. Jednak dla ojca nie było przyjemne, gdy Frank 

background image

w  taki  sposób  mówił  o  jego  córce.  Ale  milczał  i  potakiwał  z 

wymuszonym  uśmiechem.  Przy  pożegnaniu  ustalili,  że  Borkerihagen 

przyjedzie  następnego  dnia  do  Warnstetten,  by  spotkać  się  z 

narzeczoną. 

Zgodnie z umową zjawił się swym eleganckim powozem, ubrany 

jak zwykle według najnowszej mody. Napuszony, wszedł ociężale po 

schodach.  Warnstetten  pozdrowił  go  jowialnie  w  drzwiach  domu  i 

zaprowadził  do  staromodnie  urządzonego  salonu,  w  którym 

oczekiwała go Lena. 

Przyjęła  go  nienagannie.  Miała  na  sobie  tę  samą  skromną,  białą 

sukienkę,  w  której  ostatnio  widział  ją  w  lesie.  Borkenhagen  wręczył 

jej ogromny bukiet kwiatów i pocałował w rękę. 

—  Uważam  się  za  szczęśliwca,  droga  Leno,  ponieważ  zgodziła 

się pani zostać moją żoną — powiedział oficjalnie. 

Jej zachowanie onieśmielało go trochę i tłumiło hałaśliwy sposób 

bycia.  Lena  szybko  odebrała  swą  rękę  i  obojętnie  odłożyła  bukiet. 

Frank  obserwował  ją  gorącym  wzrokiem.  Serce  biło  mu  gwałtownie. 

Postanowił,  że  niezwłocznie  weźmie  ją  w  ramiona  i  serdecznie 

pocałuje, ale coś w jej zachowaniu zmuszało go, by zaniechał swoich 

zamiarów. 

Warnstetten opuścił pokój, rzuciwszy uprzednio córce spojrzenie 

pełne przestrogi. Narzeczeni zostali sami. 

—  Przyjęłam  pańskie  oświadczyny,  panie  Borkenhagen, chociaż 

muszę  panu  otwarcie  wyznać,  że  tego,  co  czuję  do  pana,  nie  można 

nazwać  miłością.  Musi  być  pan  dla  mnie  bardzo  cierpliwy.  Proszę 

background image

pana  o  to  —  powiedziała  półgłosem,  obserwując  go  poważnymi 

oczyma. 

Nie takich słów oczekiwał Borkenhagen. Lena wyglądała jednak 

tak  zachwycająco.  Nagłe  przeświadczenie,  że  miała  stać  się  jeszcze 

jedną,  łatwo  zaspokojoną  zachcianką,  jego  własnością,  straciło  na 

znaczeniu.  Liczyła  się  tylko  ona.  Zaczęło  budzić  się  w  nim 

przekonanie, że tylko to jest ważne, co jest zgodne z jej wolą. Zalała 

go fala tkliwości. Wziął ją gwałtownie w ramiona i całował namiętnie 

jej blade, drżące usta. 

— Chcę cię nauczyć, czym jest miłość, słodka Leno — wyrzucił 

z siebie. 

Lena  trwała  w  jego  ramionach  jak  martwa,  porażona 

przerażeniem. Chciała krzyknąć, ale żaden dźwięk nie wydobył się ze 

ściśniętego gardła. Czuła się niewymownie upokorzona. Zatoczyła się 

i osunęła na fotel. 

Frank  obserwował  ją  uśmiechając  się.  Jakże  powabna  była  w 

swej  dziewczęcej  nieśmiałości.  Zachowanie  Leny  wziął  bowiem  za 

zakłopotanie. Odszedł na bok, chcąc dać jej i sobie trochę czasu, aby 

mogli ochłonąć z wrażenia. Zauważył niedbale odłożone kwiaty. 

— Czy kwiaty ci się nie spodobały, najdroższa? 

Otrząsnęła się z odrętwienia i podeszła do stołu. Cóż winne były 

kwiaty, że podarował je niekochany mężczyzna? 

—  Ależ  nie,  są  przepiękne,  ale  stanowczo  zbyt  kosztowne  dla 

mnie. 

background image

—  Dla  narzeczonej  Franka  Borkenhagena  nic  nie  jest  zbyt 

kosztowne — roześmiał się i pogłaskał jej rękę. 

—  Proszę  mi  wybaczyć,  ale  chciałabym  przynieść  wody  i 

umieścić kwiaty w wazonie. 

— Co to ma znaczyć? — zatrzymał ją — czy tak należy odnosić 

się do narzeczonego? 

Drżąc uwolniła się z uścisku. 

— Proszę mnie puścić! Przecież kwiaty... 

— Nie, zostań! Wodę można przynieść później. 

Lena szybko sięgnęła po wazon i zwróciła się w kierunku drzwi. 

Musiała  wyjść  na  chwilę,  nie  mogła  dłużej  tego  wytrzymać. 

Borkenhagen  chciał  ją koniecznie  zatrzymać.  Na  szczęście  zjawił  się 

Warnstetten i Lena mogła się oddalić. 

W  korytarzu,  ozdobionym  pożółkłymi  wieńcami  dożynkowymi, 

stanęła  przy  oknie  i  przytknęła  rozpalone  czoło  do  chłodnej  szyby. 

Głuchy jęk wyrwał się z jej piersi. 

— Pomóż mi Boże, pomóż mi — modliła się żarliwie.  

Stała  tak  długą  chwilę,  po  czym  poszła  do  kuchni,  aby  nalać 

wody  do  wazonu.  Stara  kucharka  zaczęła  wypytywać  ją  o  obiad,  na 

którym Borkenhagen miał zostać. Lena odpowiedziała jej bezwiednie 

i  opieszale  wróciła  do  salonu.  Tam  odruchowo  włożyła  kwiaty  do 

wody. 

Borkenhagen  stanął  obok  i  przyglądał  się  jej  rozkochanym 

wzrokiem.  Jego  oczy  ślizgały  się  po  smukłej,  łagodnie  zaokrąglonej 

figurze, po poważnej, pochylonej twarzy, na której odbijało się przed 

background image

chwilą  przeżyte  cierpienie  w  dziwny,  lecz  zarazem  uroczy  sposób. 

Obserwował,  jak  wdzięcznie  jej  piękne,  smukłe  dłonie  układają 

kwiaty.  Ujął  je  i  podniósł  do  ust.  Śmiejąc  się  z  jej  zakłopotania, 

spojrzał na Warnstettena, który skrępowany tą sceną siedział sztywno 

na kanapie. 

—  Mój  gołąbeczek  jest  bojaźliwy  i  nieśmiały,  teściu.  Musi 

najpierw  poznać,  jaką  władzę  ma  nade  mną  —  powiedział  głosem 

tłumionym czułością. 

Lena  nadal  zajmowała  się  układaniem  kwiatów,  aby  nie  być 

zmuszoną,  patrzeć  na  niego.  Natomiast  Frank  nie  odrywał  od  niej 

wzroku i wyobrażał sobie, jak podniecające będzie zwycięstwo nad jej 

nieśmiałością. Żeby tylko już wreszcie była jego żoną. Jaką rozkoszą 

będzie  pokonać  jej  chłodny  sprzeciw,  móc  całować  blade  i  drżące 

wargi  tak  długo,  aż  się  zaczerwienią  i  oddadzą  mu  z  uniesieniem 

pocałunek. Jakże pociągająca była ta dziewczęca powściągliwość. To 

właśnie dzięki niej Lena fascynowała go tak bardzo, o wiele bardziej, 

niż gdyby oddawała mu szczodrze pieszczoty. 

Kochana...  Jest  mądra  i  przezorna,  pokazuje  mi  się  tak  rzadko, 

aby jeszcze bardziej mnie do siebie przywiązać. Nie wie, że nie musi 

tak  robić,  bo  i  tak  jestem  zakochany  do  szaleństwa  —  myślał,  nie 

mając pojęcia, co dzieje się w Lenie. 

—  Twoja  sukienka  nie  ma  żadnych  ozdób,  Lenko.  Nie  chcesz 

przypiąć  do  niej  przynajmniej  jednego  z  moich  kwiatów?  Popatrz  na 

tę  ledwo  rozwiniętą  różę!  Przypnę  ją  do  twego  paska.  Dzisiaj  nie 

background image

mogę  ofiarować  ci  nic  innego,  co  upiększyłoby  twoją  sukienkę,  ale 

jutro dostaniesz prezent tak piękny i kosztowny, jak ty sama. 

Lena cofnęła się. 

— Kwiat zwiędłyby szybko. 

—  Śmierć  na  twojej  piersi  byłaby  z  pewnością  cudowna  —

przekomarzał się —  zrób mi tę przyjemność i pozwól mi przypiąć ci 

tę różę. 

—  Zapominasz,  że  moja  matka  była  operowana.  Tak  długo,  aż 

nie  wyzdrowieje,  nie  będę  nosić  żadnych  ozdób  —  powiedziała 

broniąc się. 

Warnstetten  położył  kres  tej  scenie,  gdyż  obawiał  się,  że  Lena 

mogłaby  zbyt  wyraźnie okazać swą niechęć do narzeczonego. Gdyby 

Borkenhagen nie był tak pewny siebie, musiałby i bez tego zauważyć, 

co Lena czuje do niego. Ale on wydawał się szczęśliwy i zadowolony 

z jej zachowania. 

—  Może  usiądziemy  do  stołu,  dzieci  —  zaproponował,  pragnąc 

skierować rozmowę na inne tory. 

Borkenhagen zaoferował Lenie swe ramię. Dotknęła go końcami 

palców, ale on ujął jej dłoń i mocno oparł ją na ramieniu. 

—  Inaczej  zgubiłbym  cię,  Lenko.  Chcę  poczuć,  że  jesteś  przy 

mnie — powiedział, patrząc na nią błyszczącymi oczyma. 

Lena  usiadła  przy  stole  i  z  wysiłkiem  przełknęła  kilka  kęsów. 

Borkenhagen  uznał  podane  potrawy  za  bardzo  skromne  i  niezbyt 

smaczne.  Jego  narzeczona  powinna  mieć  lepsze  życie.  Głośno  dał 

wyraz życzeniu, aby ślub odbył się jak najszybciej. 

background image

Lena nieruchomo wpatrywała się w talerz. 

—  Dopóki  mama  zupełnie  nie  wyzdrowieje,  nie  mogę  podjąć 

takiej decyzji. Muszę wszystko z nią omówić. Powinieneś zrozumieć, 

że  musimy  jej  zaoszczędzić  wszelkich  wstrząsów.  O  naszych 

zaręczynach powinna dowiedzieć się dopiero wtedy, gdy wróci już do 

domu. 

Dla  Borkenhagena  przykry  był  fakt,  że  musi  jeszcze  czekać  na 

chwilę,  w  której  poślubi  Lenę.  Pocieszał  się  jednak  myślą,  że  starsza 

pani szybko powróci do zdrowia. Przytaknął więc zgodnie. 

—  Rozumiem,  Leno.  Nawet  radosne  wiadomości  mogą  czasem 

niekorzystnie  wpływać  na  rekonwalescenta.  Pozostaje  mi  więc  tylko 

gorąco życzyć drogiej teściowej szybkiego powrotu do zdrowia. 

—  Pańska  cierpliwość  nie  będzie  wystawiona  na  długą  próbę, 

kochany synu. Profesor przysłał mi dzisiaj wspaniałą wiadomość. 

—  Tym  lepiej,  drogi  teściu.  Ale  czy  nie  moglibyśmy 

zrezygnować z tego sztywnego “pan"? 

—  Tak,  tak.  Chciałem  to  już  wcześniej  zaproponować.  Mówmy 

sobie więc przez ty, drogi synu. 

Opróżnili kieliszki i wymienili uścisk dłoni. 

Lena,  blada  oparła  się  o  krzesło.  Czuła,  że  musi  wstać  i  uciec 

obojętnie  dokąd,  byle  tylko  nie  być  w  zasięgu  tych  zakochanych, 

namiętnych  oczu, które  nie  odrywały  się  od  niej  i  ciągle  zdawały  się 

jej przypominać, jak haniebna i poniżająca jest rola, którą przyszło jej 

odgrywać. 

background image

Borkenhagen  rozmawiał  z  Warnstettenem  o  swoich  rozległych 

stosunkach  w  okolicy.  Proponował  mu  pokaźne  sumy,  chwaląc  się 

swym stanem posiadania. Potem znowu pogłaskał dłoń Leny. 

—  Tak,  tak,  Lenko.  W  Borkenhagen  pieniędzy  jest  pod 

dostatkiem.  Każde  twoje  życzenie  może  być  spełnione,  wystarczy 

powiedzieć jedno słowo. Gdy tylko mama wróci do domu, urządzimy 

z wielką pompą nasze zaręczyny. 

Lena drgnęła. 

— Wolałabym, żebyś zrezygnował z oficjalnych zaręczyn. 

— Nie, Leno. Chcę dzięki mojej narzeczonej zrobić furorę. Cały 

świat  powinien  mi  zazdrościć.  Zaprosimy  wszystkich  sąsiadów,  całą 

śmietankę towarzyską z naszej okolicy i wszystkie ważne osobistości. 

Nie  bój  się,  Lenko,  Borkenhagen  coś  znaczy,  a  jego  narzeczona 

będzie błyszczeć najjaśniejszym blaskiem w tym towarzystwie. 

Lena  apatycznie  zamknęła  się  w  sobie.  Było  jej  już  wszystko 

jedno.  Oczy  jej  ojca  błyszczały.  Widział  już  w  wyobraźni  rozkwit 

Warnstetten  i  nie  pamiętał,  że  ceną  za  to  —  było  szczęście  i  życie 

córki. Potem rozmawiano jeszcze o zawiadomieniach zaręczynowych. 

Panowie  przygotowywali  listę  osób,  które  powinny  zostać 

powiadomione o tym fakcie. Lena wykorzystała tę okazję, by choć na 

godzinę  zostać  sama.  Frank  chciał  ją  wprawdzie  zatrzymać,  ale 

wymówiła się bólem głowy. 

Gdy  mężczyźni  zostali  sami,  Warnstetten,  starając  się  ukryć 

przyczynę oziębłego zachowania Leny, powiedział: 

background image

—  Musisz  usprawiedliwić  Lenę,  kochany  Franku,  myślami  jest 

cały czas przy chorej matce, a poza tym jest bardzo wrażliwa. 

Borkenhagen roześmiał się. 

— Nie martw się, teściu. Nie ma róży bez kolców. Tak jest lepiej. 

Podoba mi się to, że mi się nie narzuca. Do tej pory znałem kobiety z 

innej  strony.  Moja  żona  powinna  być  sobą,  musi  wzbudzać  mój 

szacunek. Tak, podoba mi się taka, jaką jest. Nie bój się, wychowam 

ją sobie. Będzie taka, jaką ją chcę mieć. 

Tymczasem  Lena  leżała  w  swoim  pokoju.  Wydawała  się  być 

uosobieniem wątpliwości: “Nie wytrzymam tego, nie wytrzymam!" 

Ale ludzkie serce potrafi wiele znieść. Już w godzinę później, na 

pozór  ożywiona,  poszła  do  kuchni,  by  poprosić  o  kawę,  którą  w 

chwilę potem zaniosła panom do salonu. 

 

Minęło  parę  tygodni.  Tego  dnia  oczekiwano  powrotu  pani 

Warnstetten  z  kliniki.  Lena  przystroiła  cały  dom  kwiatami  i  od 

samego rana biegała po domu, pełna niepokoju i oczekiwania. Ojciec 

kilka  dni  temu  wyjechał  do  L...,  by  przywieźć  żonę.  Nie  zrobił  tego 

dobrowolnie.  To  Lena  prosiła  go,  patrząc  na  niego  poważnymi 

oczyma tak, że nie miał odwagi jej odmówić.  

Było  to  aż  dziwne,  jak  ogromną  władzę  miały  nad  nim  oczy 

córki,  od  kiedy  została  narzeczoną  Borkenhagena.  Z  oburzeniem 

buntował  się  przeciwko  temu,  ale  na  nic  się  to  zdało.  Być  może 

wypływało  to  stąd,  że  widok  córki  przypominał  mu  cały  czas  o  jego 

winie  i  uświadamiał  mu  fakt,  że  jest  od  niej  uzależniony.  Ich 

background image

wzajemny stosunek zmienił się zupełnie. Jego despotyzm nie odważył 

się teraz zmierzyć z jej wolą. 

Borkenhagen  okazywał  Lenie  cały  czas  swoje  uczucie.  Odnosił 

się  do  niej  z  wielką  galanterią.  Każdego  dnia  bywał  w  Warnstetten  i 

był  tak  delikatny  i  taktowny,  że  obawiała  się  go.  Wkrótce  wyczuła 

jednak,  jaką  władzę  ma  nad  nim,  i  z  wrodzoną  sobie  mądrością 

władzę  tę  wykorzystywała,  aby  przytłumić  wybuchy  jego 

namiętności.  Jej  życzliwy  uśmiech  mógł  u  niego  wiele  wskórać. 

Upajał  się  okresem  narzeczeństwa  jak  smakosz,  który  na  koniec 

zostawia  sobie  najlepszy  kąsek.  Gdyby  Lena  przezwyciężyła 

onieśmielenie  już  przed  ślubem,  nie  miałaby  na  niego  takiego 

wpływu. Tak mu się wydawało. 

Lena  poddała  się  sytuacji  z  apatyczną  uległością.  Nie  mogła 

myśleć o przyszłości, gdyż wtedy opanowywał ją strach. Na szczęście 

miała  dużo  pracy.  Ojciec  kazał  zmienić  meble  i  wystrój  wnętrz  na 

specjalne  życzenie  przyszłego  zięcia  i  za  jego  pieniądze.  Gdy  tylko 

pani  Warnstetten  całkowicie  wyzdrowieje,  miało  się  odbyć  przyjęcie 

zaręczynowe.  Tymczasem  matka  Leny  nie  wiedziała  jeszcze  o 

zaręczynach  córki.  Lena  chciała  jej  o  tym  powiedzieć  sama, 

najdelikatniej, jak tylko potrafiła. Wiedziała bowiem, że ta wiadomość 

nie będzie dla niej radosna. 

Na  powitanie  przyszłej  teściowej  Borkenhagen  przysłał  piękne, 

rzadkie  kwiaty  ze  swojej  szklarni.  Lena  stała  przy  oknie  i 

wypatrywała  powozu,  który  miał  przywieźć  rodziców  ze  stacji.  Jej 

wzrok  poszybował  dalej.  Tam  po  drugiej  stronie  lasu  znajdował  się 

background image

majątek  Romitten.  Tam  biło  smutne  serce,  pełne  troski  o  nią.  Tam 

pracował  samotnie  mężczyzna,  którego  ona,  cel  jego  życia,  musiała 

zdradzić.  Przycisnęła  ręce  do  serca.  Jaki  ból  sprawiały  jej  te 

rozmyślania. 

Nie, tylko o tym nie myśleć! Jako narzeczona Borkenhagena nie 

ma do tego prawa. Od pamiętnej rozmowy nie widziała Romittena ani 

razu.  Nigdy  nie  przyjechał  do  Warnstetten,  przysyłał  tylko  posłańca 

po  wiadomości  o  zdrowiu  pani  Warnstetten,  która  lubił  i  szanował. 

Dziś rano przysłał  zaś skromny bukiet róż, do którego dołączony był 

bilecik z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia. 

Zobaczyła  wreszcie  nadjeżdżający  powóz.  W  chwili  gdy 

otwierała drzwi, zatrzymał się u wejścia. Matka i córka padły sobie w 

objęcia.  Lena,  śmiejąc  się  przez  łzy,  spojrzała  w  ukochaną  twarz 

matki z serdeczną troską i pełnym miłości niepokojem. 

— Odzyskałam cię, mamo — zaszlochała i przycisnęła ją mocno 

do siebie. 

Anna Warnstetten wyglądała jeszcze bardzo blado i mizernie, ale 

jej twarz promieniała radością. W jej oczach, tak podobnych do oczu 

Leny, odbijała się dobroć i delikatność serca. Anna Warnstetten mogła 

mieć  około  pięćdziesięciu  lat.  Była  średniego  wzrostu,  ani  szczupła, 

ani  zbyt  tęga,  miała  piękne,  gęste  włosy,  wśród  których  jednak 

połyskiwały już siwe nitki. Poruszała się z zadziwiającym wdziękiem, 

choć  wyczuwało  się  w  jej  ruchach  ostrożność,  do  której  zmuszała  ją 

niedawno przebyta operacja. 

background image

Z nieopisaną czułością patrzyła na córkę i pozwoliła zaprowadzić 

się jej do tonącego w kwiatach salonu. Lena posadziła ją troskliwie w 

wygodnym fotelu. Pokojówka i kucharka wśliznęły się do pokoju, aby 

pogratulować  ukochanej  pani  powrotu  do  zdrowia.  Pani  Warnstetten 

podziękowała  im  serdecznie,  potem  odesłała  do  pracy,  wiedząc,  że 

mąż nie pochwala podobnego spoufalania się ze służbą. 

Pan  Warnstetten  udał  się  zaś  do  swego  pokoju.  Nie  chciał  być 

świadkiem  tych  sentymentalnych  czułości,  które  go  drażniły.  Zostały 

więc same. Matka rozejrzała się po pokoju. 

— Tak pięknie posprzątałaś. Z powodu tej powodzi kwiatów dom 

wydał mi się prawie obcy — powiedziała, przytulając córkę do siebie. 

Lena uklękła u jej kolan i objęła je rękoma. 

—  Przysłali  ci  je  sąsiedzi  i  przyjaciele,  kochana  mamo.  Ale 

powiedz  mi  najpierw,  czy  było  bardzo  źle,  czy  bardzo  cierpiałaś?  I 

jesteś już na pewno całkiem zdrowa? 

— Tak, córeczko, chwała Bogu jestem zupełnie zdrowa. Jeszcze 

tylko  parę  dni  odpoczynku,  a  będę  ci  mogła  pomóc  w  pracy.  I  nie 

cierpiałam  wcale  tak  bardzo.  Widzę  po  tobie,  jak  bardzo  się  o  mnie 

martwiłaś.  Wyglądasz  mizernie,  moje  dziecko.  Wyobrażam  sobie,  w 

jak  złym  humorze  był  ojciec.  Obciążył  cię  z  pewnością  pracą  ponad 

siły. Ale pomogę ci teraz. 

Badawczo  spojrzała  na  Lenę  zatroskanym  wzrokiem.  Nagle 

zerwała się, obejmując głowę córki. 

background image

—  Córeczko,  co  się  z  tobą  dzieje?  Jesteś  jakaś  nieswoja.  W 

twoich  oczach  widnieje  tyle  smutku. Czy  ojciec  był  tak niedobry  dla 

ciebie, czy też cierpisz z innego powodu? 

Lena  złożyła  głowę  na  jej  kolanach.  Wstrząsnął  nią  dreszcz.  Z 

trudem  walczyła  z  napływającymi  łzami,  co  próbowała  ukryć.  Musi 

teraz  powiedzieć  mamie  o  wszystkim.  Podniosła  się  i  zmusiła  do 

uśmiechu. 

— Na pewno jesteś całkiem zdrowa, mamo? 

—  Tak,  córeczko,  zdrowsza  niż  kiedykolwiek.  Ale  unikasz 

odpowiedzi  na  moje  pytanie,  Leno.  Znam  cię  dobrze,  moje  dziecko. 

Trapi  cię  jakaś  nowa  troska.  Czy  stało  się  coś  złego  w  czasie  mojej 

nieobecności?  O  mój  Boże,  przeczuwam  nowe  nieszczęście.  Czy  ma 

to  coś  wspólnego  z  ojcem?  Musiał  zapłacić  profesorowi  pokaźną 

sumę.  Ach,  córeczko,  strasznie  się  martwię  o  te  pieniądze.  No,  mów 

Leno! I tak wiem, że stoimy przed nowym nieszczęściem. 

— Uspokój się, mamo, zaszkodzisz sobie! — Lena pocałowała ją 

serdecznie. 

—  Nie  wiesz,  że  nie  potrafię  znieść  niepewności?  Wolę  już 

najgorszą  prawdę.  Czuję,  że  coś  niedobrego  zbliża  się  do  mnie.  Czy 

wiąże się to z Fredem? 

—  Nie,  mamo,  Fred  odwiedzi  nas  niebawem,  by  się  z  tobą 

zobaczyć. Uspokój się! Chcę ci wszystko opowiedzieć. Nie bój się, to 

nie jest nic przykrego. Chciałam ci tylko sama o tym powiedzieć. 

background image

Pani  Warnstetten  oddychała  z  trudem.  Lena  zauważyła  jej 

niepokój.  Dlatego  musiała  postępować  bardzo  ostrożnie  i  nie  dać  po 

sobie poznać wielkiego zmartwienia. 

— Mamo — powiedziała, siląc się na uśmiech — nie miej takich 

smutnych  oczu!  Kochana,  droga  mamo,  chcę  ci  oznajmić  coś 

przyjemnego. Za... zaręczyłam się. 

Pani  Warnstetten,  odetchnąwszy  z  ulgą,  uścisnęła  córkę,  nadal 

była jednak zatroskana. 

— Jesteś zaręczona, Leno? Zaręczona z Henrykiem Romittenem? 

Mój  Boże,  to  nierozsądne!  Wiedziałam,  że  do  tego  dojdzie.  Ale 

obydwoje  jesteście  tacy  biedni!  I  ojciec  zgodził  się  na  to?  Cóż,  Bóg 

wam dopomoże. Kochacie się, a to dużo znaczy. 

Lena  wyrwała  się  z  rąk  matki  i  odwróciła  się  na  moment,  by  ta 

nie  zauważyła,  co  teraz  przeżywa.  Ale  zaraz  się  opanowała  i 

uśmiechnęła jeszcze mężniej. Musi sprostać tej sytuacji. 

— Nie z Romittenem, mamo. Do tego nie doszło, musieliśmy być 

rozsądni... 

Pani  Warnstetten  spostrzegła  bolesny  uśmiech  na  pobladłej 

twarzy  córki.  Na  ten  widok  serce  jej  się  ścisnęło.  Wiedziała,  jak 

bardzo Lena kocha Romittena. 

—  Rozsądni?  Córeczko,  jeśli  się  kogoś  kocha,  nie  myśli  się 

rozsądnie.  Gdy  kiedyś  mówiłam  ci  o  rozwadze,  nie  chciałaś  mnie 

słuchać, a teraz nagle sama o tym mówisz, i to jeszcze z uśmiechem? 

Co się stało, Lenko? 

background image

Opanowanie  Leny  zniknęło.  Zasłoniła  twarz  dłońmi,  wstrząsał 

nią nieopanowany, gorzki szloch. Matka objęła ją przestraszona. 

—  Leno,  ojciec  maczał  w  tym  palce.  Wmówił  ci  ten  rozsądek, 

czy nie tak? 

Lena opanowała się. 

— Mamo, nie zwracaj uwagi na moje głupie łzy. 

Matka  położyła  rękę  na  jej  głowie.  W  jej  twarzy  zaszła 

gwałtowna zmiana. 

—  A  więc  jednak  ojciec  —  powiedziała  gorzko  —  zapewne 

zatroszczył się o bogatego narzeczonego dla ciebie. 

Lena spojrzała  wystraszona na matkę. Jej głos brzmiał tak obco, 

oczy miały zimny, twardy wyraz. Nigdy jej takiej nie widziała. 

— Mamo! — zawołała prosząco. 

—  Leno,  przecież  widzę,  jak  cierpisz.  Cierpliwie  znosiłam 

wszystkie  przykrości,  na  które  narażał  mnie  ojciec.  Nie  miał  jednak 

prawa  unieszczęśliwiać  mojego  dziecka,  aby  zapewnić  sobie  spokój. 

Skończyła się moja cierpliwość! Powiedz, komu cię sprzedał? 

Lena objęła matkę, starając się ją uspokoić. 

— Uspokój się, mamo, tak się martwię o ciebie. 

Matka patrzyła na nią z rosnącym niepokojem. 

— Mów natychmiast. Leno! Kim jest twój narzeczony? 

— Frank Borkenhagen — odpowiedziała cicho. 

— A więc on — powiedziała trudnym do opisania głosem — tak, 

to  jest  mężczyzna  bliski  sercu  twego  ojca.  Taki  sam  nieokrzesany 

sybaryta jak ojciec... i bogaty... bogaty! Trochę tego bogactwa spadnie 

background image

również  na  niego.  Najpierw  zrujnował  siebie,  potem  przepuścił  mój 

majątek,  a  teraz  sprzedał  swoje  dziecko.  Nie,  nie  pozwolę  na  to!  — 

zawołała głośno twardym głosem i spojrzała nieruchomym wzrokiem 

przed siebie, jakby zobaczyła nagle całą nędzę swego życia. 

— Mamo, oszczędzaj się, rozchorujesz się znowu! 

Matka  spojrzała  na  nią  nieprzytomnie,  jakby  wyrwana  z 

koszmarnego snu. 

—  Nie,  Leno,  twoje  zaręczyny  są  nieważne,  ponieważ  nikt  nie 

zapytał mnie o zdanie. Nawet nie wiesz, co na siebie bierzesz. 

— Nieprawda mamo, wiem i obawiam się tego małżeństwa. 

—  Powiedziałaś  o  tym  również  ojcu,  nieprawdaż?  A  mimo  to, 

zażądał tego od ciebie. Leno, czy nie masz odwagi mu się sprzeciwić? 

Przecież tu się kończy posłuszeństwo dziecka, córeczko. Swoje życie 

musisz  układać  sobie  sama.  Kończy  się  również  moja  uległość.  Tu 

chodzi o szczęście mojego dziecka. Mam tu też coś do powiedzenia i 

nie pozwolę, byś została żoną Borkenhagena. On nie jest wart mojego 

dziecka. 

— Nic już nie można zmienić, mamo. 

    Pani  Warnstetten  zerwała  się  gotowa  do  walki.  Jej  łagodne 

oczy pałały teraz nienawiścią. 

— Musi dać się zmienić. Będę walczyła o twoje szczęście, biedne 

dziecko!  Ach,  wyobrażam  sobie,  jak cię  zadręczał.  Groził  ci,  że  jeśli 

tego  nie  zrobisz,  majątek  zostanie  wystawiony  na  licytację,  obciążył 

twe serce troska o mnie i poświęciłaś się dla nas. Ale wolę jutro pójść 

na żebraczy chleb, niż pozwolić mu zmusić cię do tego małżeństwa. 

background image

Lena była wstrząśnięta zachowaniem matki. 

— A Fred, mamo? Pomyślałaś o Fredzie? Co się z nim stanie? 

Pani Warnstetten złapała się za serce i osunęła na fotel. Fred? Do 

tej  pory  o  nim  nie  pomyślała.  Chwilę  milczała,  ale  zaraz  potem 

powiedziała zdecydowanie: 

—  Będzie  musiał  sam  dawać  sobie  radę  do  czasu  końcowego 

egzaminu. Dla niego też nie powinnaś się poświęcać! 

Lena pogłaskała ją po policzku. 

—  Nie  powinnaś  brać  tego  tak  poważnie,  mamo.  Ja  się  już 

zdecydowałam.  I  cieszę  się,  że  mogę  wam  pomóc.  Borkenhagen  nie 

jest tak zły, jak myślisz. Wręcz przeciwnie, jest dla mnie bardzo dobry 

i kocha mnie. A ponieważ i tak nie mogę zostać żoną Romittena, jest 

mi wszystko jedno, kogo poślubię. Pogódź się z tym, mamo. Zobacz, 

ja to znoszę z opanowaniem i spokojem. 

— Ze spokojem i opanowaniem? Moje biedne dziecko, ile cię ten 

spokój  musi  kosztować!  Nie  zdajesz  sobie  sprawy,  co  cię  czeka  jako 

żonę  tego  mężczyzny,  tym  bardziej,  że  kochasz  innego.  To  jest 

nieszczęście, tak ogromne, że nie jesteś w stanie go pojąć. Nie mogę 

na  to  pozwolić!  Nie  mogę  i  nie  chcę,  bo  znam  życie  lepiej  niż  ty  i 

wiem, że to cię zniszczy. 

Lena  odetchnęła  z  wysiłkiem.  Jak  miała  wyjaśnić  matce 

konieczność tego związku, nie wyjawiając winy ojca? 

— Pogódź się z tą myślą! Czy wiesz, że pozwoliłam się nakłonić 

do  tego  związku  bez  przymusu?  Zrozumiałam,  że  tak  musi  być.  Czy 

mogłabym  patrzeć  na  upadek  tego,  co  mogę  jednym  słowem 

background image

uratować?  Nie  utrudniaj  mi  tego,  mamo!  Już  jest  za  późno. 

Zawiadomienia o zaręczynach zostały już rozesłane. 

Matka roześmiała się twardo. 

—  Pospieszyli  się,  chcieli  mnie  zaskoczyć  decyzją,  bo  obawiali 

się,  i  słusznie,  że  nie  wyrażę  na  to  zgody.  Ale  pomylili  się:  lepiej 

zerwać  zaręczyny  niż  zniszczyć  życie!  Zostaw  mnie!  Chcę  pójść 

porozmawiać z ojcem, powinien mi wszystko wyjaśnić. Będę walczyć 

o  twoje  szczęście,  dopóki  starczy  mi  sił.  Nie  zaznałabym  chwili 

spokoju,  gdybym  się  bezczynnie  przyglądała  temu,  jak  się 

poświęcasz. 

Zanim  Lena  zdołała  temu  przeszkodzić,  wyszła  i  udała  się 

bezpośrednio  do  pokoju  męża.  Z  oczami  pałającymi  gniewem 

oznajmiła  mu  twardym  głosem,  że  odmawia  zgody  na  małżeństwo 

Leny i że zaręczyny powinny zostać niezwłocznie zerwane. 

Warnstetten  patrzył  zdumiony  na  żonę.  Oczekiwał  łez, 

westchnień  i  skarg,  a  nie  takiej  zdecydowanej  postawy.  Stała  przed 

nim niczym nieubłagany sędzia i żądała wyjaśnień. Rzuciła mu prosto 

w  twarz,  że  sprzedał  córkę,  aby  zapewnić  sobie  beztroskie  życie. 

Przeciw  jej  zarzutom  nie  mógł  bronić  się  inaczej,  jak  szorstkim 

wyjaśnieniem. 

—  Jeśli  tak  koniecznie  chcesz  wiedzieć,  dlaczego  nakłoniłem 

Lenę  do  tych  zaręczyn,  powinnaś  się  dowiedzieć.  Sfałszowałem 

weksel, aby zdobyć pieniądze na twoje leczenie, i gdyby Borkenhagen 

nie  dał  mi  pieniędzy  na  jego  wykupienie,  siedziałbym  teraz  w 

więzieniu,  a  przed  Fredem  wszystkie  drzwi  byłyby  zamknięte.  Inne 

background image

źródła,  z  których  mógłbym  uzyskać  pieniądze,  były  wyczerpane. 

Teraz  wiesz  już  wszystko  i  musisz  się  z  tym  pogodzić.  Chyba 

przyznasz, że w tej sytuacji zaręczyny nie mogą zostać zerwane. 

Anna Warnstetten pobladła śmiertelnie. 

— Więc to tak wygląda! Dlatego zmusiłeś moją biedna córkę do 

uległości,  oczywiście...  oczywiście!  Nie  mogę  jej  już  pomóc  — 

wyszeptała  bezdźwięcznie.  Nagle  zbliżyła  się  do  męża.  —  Jesteś 

łajdakiem — rzuciła mu w twarz — nie dla mnie sfałszowałeś weksel. 

Czy kiedykolwiek zrobiłeś coś dla mnie? Profesor czekałby do chwili, 

kiedy  mógłbyś  zapłacić.  Nie  spieszyło  się  więc  z  tym  tak  bardzo. 

Tobie  też  się  nie  spieszyło  z  zapłatą.  Potrzebowałeś  pieniędzy  dla 

siebie, dla własnych zachcianek.  

Ach, znam cię dobrze, znam twój brak charakteru aż zbyt dobrze. 

Cicho,  bez  słowa  skargi  znosiłam  wszystkie  upokorzenia.  Nigdy  nie 

myślałeś o rodzinie, zawsze tylko o sobie. Na wszystko mogłeś sobie 

pozwolić — kosztowne podróże, drogie wina, zabawy, miłostki. Gdy 

ja i Lena oszczędzałyśmy każdy grosz, gdy skąpiłeś pieniędzy na i tak 

marną  pensję  dla  Freda,  sam  prowadziłeś  życie  utracjusza.  Gdy 

brakowało  ci  pieniędzy  na  jakąś  zabawę,  trzeba  było  zaniechać 

najważniejszych  zakupów,  ziarno  było  sprzedawane  po  najniższych 

cenach, karczowano najpiękniejsze drzewa.  

Pozwól mi mówić! Pozwól mi ten jedyny raz wyrzucić z serca to, 

co aż do dzisiaj ukrywałam. Miara się przebrała! Nienawidzę cię! Nie 

chcę  mieć  z  tobą  nic  wspólnego,  jesteś  dla  mnie  odtąd  obcym 

człowiekiem,  z  którym  nic  mnie  już  nie  łączy,  prócz  dzieci.  Byłoby 

background image

dla  mnie  dobrodziejstwem,  gdybym  nie  musiała  nigdy  więcej  na 

ciebie  patrzeć.  Jeszcze  dzisiaj  opuściłabym  ten  dom,  gdybyśmy  nie 

mieli dzieci. Od kiedy obarczyłeś moją biedną córkę ciężarem swoich 

grzechów, aby samemu spokojnie żyć, nienawidzę cię i przeklinam z 

całego serca. 

Oskarżenie  to  płynęło  niczym  niepowstrzymany  potok.  Mówiła 

półgłosem. Żadne słowo nie wydostało się poza ściany pokoju. Ale jej 

słowa silnie na niego podziałały. Próbował jej przerwać, ale mu się to 

nie  udawało.  Gdy  skończyła,  wyszła  sztywna  i  nieubłagana,  patrząc 

prosto  przed  siebie.  W  jej  duszy  zaszła  wielka  zmiana. 

Skonsternowany  Warnstetten  patrzył  za  nią  długo,  nie  pojmując,  co 

się stało. Nigdy nie przewidywał, że przewaga będzie po jej stronie. 

Minęła  długa  chwila,  zanim  otrząsnął  się  z  wrażenia,  jakie 

wywarła na nim ta rozmowa. Zapalił luksusowe cygaro i kazał podać 

sobie  wino.  Gdy  wysączył  już  ostatnie  krople,  pstryknął  palcami  i 

powiedział do siebie: 

— Ot, babski gniew! Nie mieści mi się w głowie, aby mogło mi 

to popsuć humor. 

Po rozmowie  z mężem udręczona kobieta wróciła do córki i bez 

słowa  wzięła  ją  w  ramiona.  Nie  widziała  już  wyjścia  z  tej  trudnej 

sytuacji.  Jej  życie  było  ciągłą  udręką.  Czy  Lenie  przypadnie  ten  sam 

los? Resztę dnia spędziła w swoim pokoju. 

 

Nazajutrz  zjawił  się  Borkenhagen,  aby  przywitać  przyszłą 

teściową.  Ulegając  prośbie  córki,  pani  Warnstetten  powitała  go  bez 

background image

niechęci,  ale  nie  potrafiła  zdobyć  się  na  serdeczność.  On  jednak  nie 

zwrócił na to uwagi. Nie był szczególnie subtelny, więc nawet mu do 

głowy  nie  przyszło,  że  matka  Leny  mogła  nie  cieszyć  się  z  jego 

wizyty. 

Między  nim  a przyszłą  teściową  zapanowały  pozornie  poprawne 

stosunki.  Pani  Warnstetten  zdawała  sobie  sprawę,  że  gdyby  okazała 

mu swą nieprzychylność, spotęgowałaby tylko cierpienie Leny. 

Frank codziennie przysyłał Lenie piękne kwiaty i obdarowywał ją 

kosztownymi  prezentami.  Przyjmowała  wszystko  ze  spokojną 

uprzejmością,  prosząc  go  tylko  za  każdym  razem,  by  tego  zaniechał. 

Kwiaty  wkładała  sumiennie  do  świeżej  wody  i  ozdabiała  nimi  z 

przepychem umeblowany salon, który wydawał się jej z tego powodu 

obcy.  Kosztowną  biżuterię  wkładała  do  kunsztownie  wykonanej 

szkatułki,  która  również  była  prezentem  od  narzeczonego.  Taki  sam 

los  spotkał  też  wspaniały  pierścionek  z  dużym  szmaragdem 

otoczonym  małymi  brylancikami.  Lena  podziękowała  i  schowała  go 

do szkatułki. 

Gdy  Borkenhagen  przyjechał  następnego  dnia,  przy  powitaniu 

przytrzymał jej rękę i spojrzał na nią badawczo. 

—  Czy  pierścionek,  który  ci  ostatnio  ofiarowałem,  nie  spodobał 

ci się? — zapytał trochę poirytowany. 

—  Ależ  skąd,  jest  przepiękny  —  odpowiedziała  spokojnie  i 

odebrała mu rękę. 

— Dlaczego go więc nie nosisz? 

— Noszę ten, Frank — wskazała na pierścionek zaręczynowy. 

background image

— Tak, ale daję ci te wszystkie śliczne drobiazgi, abyś je nosiła, a 

nie  po  to,  żeby  leżały  w  szkatułce.  Ludzie  wezmą  mnie  za  skąpca, 

przecież  powinnaś  pokazać,  że  jesteś  narzeczoną  bogatego 

Borkenhagena. 

—  Gdy  już  będę  twoją  żoną,  Frank,  zawsze  będę  starała  się 

godnie  cię  reprezentować.  Teraz  jednak  jestem  jeszcze  córką 

zubożałego  Warnstettena.  Sądzę,  że  obwieszanie  się  teraz  kosztowną 

biżuterią nie byłoby na miejscu. 

—  Jesteś  bardzo  śmiałą  dziewczyną.  No  cóż,  powinnaś  mieć 

swoje zdanie. Pocałuj mnie tylko, a będę szczęśliwy!  

Pocałował ją w usta. 

Jego  pocałunki  budziły  w  niej  wstręt.  Na  szczęście  w  tej  chwili 

nadeszła  pani  Warnstetten,  wnosząc  zimne  napoje.  Również  ojciec 

Leny zjawił się  w salonie. Spotykał się z żoną i córką tylko w czasie 

posiłków, lub gdy oczekiwali wizyty Borkenhagena. 

Następnego  dnia  spodziewano  się  przyjazdu  brata  Leny,  Freda. 

W  nadchodzących  dniach  miało  odbyć  się  zaplanowane  przyjęcie 

zaręczynowe.  Omawiano  jeszcze  jakieś  drobnostki  związane  z  tą 

uroczystością.  Warnstetten  wysłał  również  zaproszenie  do  Henryka 

Romittena, w którym napisał: 

Drogi Panie Romitten! 

Proszę  pana  usilnie,  by  przybył  Pan  na  przyjęcie  zaręczynowe. 

Pańska  nieobecność  byłaby  powodem  plotek,  ponieważ  zawsze  był 

Pan u nas częstym i mile widzianym gościem. 

background image

Henryk  długo  walczył  z  sobą.  Obawiał  się  widoku  Leny  u  boku 

narzeczonego,  ale  musiał  przyznać,  że  argumenty  Warnstettena  były 

słuszne. Musiał przyjąć zaproszenie, by nie zaszkodzić reputacji Leny. 

Podjął tę decyzję z ciężkim sercem. 

Następnego  dnia  przyjechał  Fred  Warnstetten.  Przywitał  się 

serdecznie  z  matką,  ponieważ  bardzo  ją  kochał  i  cieszył  się  jej 

powrotem  do  zdrowia.  Natomiast  Lenę  przywitał  bardziej 

powściągliwie i chłodniej niż zazwyczaj. Spostrzegła to od razu, gdyż 

zawsze łączyły ją z bratem serdeczne stosunki. 

Wiedziała,  dlaczego  jest  w  stosunku  do  niej  tak  oficjalny.  Fred 

wiedział  przecież,  że  Henryk  Romitten  jest  bliski  jej  sercu.  On  i 

Henryk byli serdecznymi przyjaciółmi. Brat poczuł do niej urazę, gdy 

dowiedział  się,  że  przyjęła  oświadczyny  bogatego  Borkenhagena, 

pogardzając Henrykiem. 

Po obiedzie rodzeństwo zostało samo. Lena siedziała przy oknie z 

robótką w rękach, a Fred zajął miejsce obok niej. 

—  Twoje  zaręczyny  sprawiły  mi  dużą,  ale  niezbyt  miłą 

niespodziankę.  Oczywiście,  Henryk  Romitten  jest  biedny,  a 

Borkenhagena  uważa  się  za  milionera  —  powiedział  nagle  pełnym 

sarkazmu głosem. 

Lena spojrzała poważnie i z wyrzutem w jego niewinną twarz. 

—  Twoja  siostra  jest  więc  wyrachowaną  kobietą,  która 

przedkłada  wygody  i  beztroskie  życie  nad  wierne  i  uczciwe  serce, 

nieprawdaż? — spytała. 

Wstał i zbliżył się do niej. Coś w jej słowach zastanowiło go. 

background image

—  Do  tej  pory  miałem  o  tobie  inne  zdanie,  Leno.  Ale  co  mam 

myśleć  teraz,  gdy  się  zaręczyłaś?  Wiem  przecież,  że  nigdy  nie 

cierpiałaś Borkenhagena, a darzyłaś sympatią Henryka. Wyjaśnij mi tę 

sprzeczność. 

Spojrzała na niego smutnymi oczyma. 

—  To  można  łatwo  wyjaśnić,  Fred.  Stoimy  na  krawędzi 

przepaści,  jesteśmy  zrujnowani  i  nie  ma  innej  drogi  ratunku. 

Musielibyśmy  opuścić  Warnstetten,  a  być  może  stałoby  się  jeszcze 

coś  gorszego.  Nie  jestem  aż  taką  egoistką,  aby  myśleć  tylko  o  sobie. 

Co stałoby się z mamą i z tobą? 

Jego twarz pobladła. 

— Czy jest aż tak źle z nami? — zapytał bezdźwięcznie. 

— Gorzej niż myślisz, Fred. 

Wziął jej dłoń i ucałował z szacunkiem. 

— Wybacz, że zwątpiłem w ciebie, Leno. Moja biedna siostro! 

Uścisnęła jego dłoń. 

— Nie rozmawiajmy o tym więcej — poprosiła. 

— Czy mógłbym zrobić coś dla ciebie, Leno? 

Spojrzała w okno. 

—  Dla  mnie  nic,  ale  byłabym  ci  bardzo  wdzięczna,  gdybyś 

zechciał zająć się Henrykiem. Wydaje mi się, że on bardzo potrzebuje 

teraz przyjaciela. 

— A więc słusznie przypuszczałem, że coś was łączy. 

Podparła głowę rękoma i spojrzała w dal. 

background image

—  Kochaliśmy  się  i  musieliśmy  się  tego  wyrzec  — 

odpowiedziała po prostu. 

Wyczuł w tych słowach cierpienie. 

— To straszne! 

Na pozór spokojnie wróciła do przerwanej pracy. 

— Mówmy o czymś innym, Fred. Co sądzisz o mamie? 

— Wygląda lepiej niż w ciągu kilku ostatnich lat, ale zmieniła się 

bardzo, przede wszystkim w stosunku do ojca. 

Lena przytaknęła skinieniem głowy. 

—  Nie  pytaj  jej  o  to,  Fred.  Między  rodzicami  doszło  do  jakiejś 

burzliwej rozmowy. Mama zdenerwowała się bardzo, gdy dowiedziała 

się,  że  ojciec  nakłonił  mnie  do  tego  małżeństwa.  Jego  postępek 

wyprowadził ja z równowagi. Odnosi się do niego ozięble. Sądzę, że 

powiedzieli  sobie  wiele  przykrych  rzeczy.  Rozmawiają  ze  sobą tylko 

przy gościach, gdy są sami, nie zamieniają ani słowa. 

Fred westchnął. 

—  Okropna  sytuacja.  Między  nami  mówiąc,  Leno,  nie  mamy 

dobrego  ojca.  Bóg  mi  świadkiem,  że  gdyby  nie  ty  i  mama,  nie 

przyjeżdżałbym tu wcale. 

Lena westchnęła cicho, nic jednak nie odpowiedziała. 

 

Ze  względu  na  Lenę,  Fred,  podobnie  jak  matka,  odnosił  się 

uprzejmie  do  Borkenhagena.  Nie  mógł  już  niczego  zmienić,  bowiem 

Frank należał do rodziny. Oprócz tego mężczyźni nie są tak wrażliwi 

background image

jak  kobiety.  Fred  współczuł  Lenie  i  Henrykowi,  ale  ponieważ  nie 

mógł im pomóc, pozostawił to wszystko własnemu biegowi. 

Po raz pierwszy od wielu lat w majątku Warnstetten odbywało się 

przyjęcie.  Borkenhagen  przysłał  kilkunastu  lokajów  i  francuskiego 

kucharza,  którzy  wprowadzili  wiele  zamieszania.  Pani  Warnstetten 

ponuro przyglądała się przygotowaniom. Cały ten przepych wydawał 

jej  się  szydzeniem  z  uczuć  córki.  Ale  narzeczony  Leny  nie  pozwolił 

się  odwieść  od  zamiaru  urządzenia  tego  przyjęcia,  chciał  bowiem 

pochwalić się piękną narzeczoną i wzbudzić we wszystkich zazdrość. 

Przybywali  pierwsi  goście.  Pani  domu  witała  ich,  stojąc  u  boku 

męża.  Przy  jego  masywnej  postaci  wydawała  się  mniejsza  i 

delikatniejsza  niż  była  w  istocie.  Wśród  tego  przepychu  wyróżniała 

się  swą  skromną,  czarną  sukienką,  w  której  pokazywała  się  na 

nielicznych  uroczystościach,  w  których  zmuszona  była  uczestniczyć. 

Nie  chciała,  kupić  nic  nowego  za  pieniądze  Borkenhagena.  Jej, 

zwykle tak łagodna i spokojna twarz miała teraz nieprzystępny i obcy 

wyraz. 

Patrzono na nią ze zdziwieniem i zastanawiano się nad powodem 

zmiany,  jaka  w  niej  zaszła.  Niektóre  panie  zaczęły  szeptać  między 

sobą,  że  zaręczyny  jej  córki  z  bogatym  Borkenhagenem  sprawiły,  że 

stała się wyniosła i dumna. 

Złe  języki  miały  doskonałą  okazję  do  plotek.  Zaręczyny  Leny 

odebrały  niektórym  cichą  nadzieję,  bowiem  mimo  że  Borkenhagen 

jako  człowiek  nie  był  szczególnie  lubiany,  jednak  znalazłoby  się  w 

okolicy kilka rodzin z córkami na wydaniu, które chętnie powitałyby 

background image

go jako kandydata do ich ręki. Można było też podzielić się uwagami, 

że  on  był  “w  zasadzie  nieznośnym  człowiekiem"  i  że  “biedna  Lena 

wcale nie wygląda na szczęśliwą narzeczoną".  

Niektórzy  dodawali,  że  wcześniej  zdecydowanie  wyróżniała 

Henryka  Romittena,  ale  oczywiście  ze  względu  na  okoliczności 

bardzo rozsądnie było zaręczyć się z bogatym człowiekiem. Ciekawe, 

zazdrosne,  ale  i  współczujące  spojrzenia  kierowały  się  w  stronę 

pięknej narzeczonej. 

Lena,  podobnie  jak  matka,  ubrana  była  w  skromna,  pozbawioną 

ozdób  sukienkę  z  lekkiego,  białego  jedwabiu.  Borkenhagen  życzył 

sobie,  by  jej  strój  był  bardziej  bogaty  i  zirytował  się,  gdy  mu  się 

sprzeciwiła.  Ale  właśnie  w  tej  sukience  wyglądała  tak  uroczo,  że 

wpadł w zachwyt, gdy ją zobaczył. 

—  Lenko,  wyglądasz  jak  rusałka  z  bajki...  Mógłbym  cię 

zacałować na śmierć. Ale spraw mi jeszcze jedną przyjemność i załóż 

ten sznur pereł, który ci wczoraj przywiozłem, dobrze? 

Z  oporem  spełniła  to  życzenie.  Wyjęła  perły  ze  szkatułki  i 

próbowała je zapiąć. Ponieważ była już w rękawiczkach, miała z tym 

trudności.  Odebrał  perły  z  jej  rąk  i  pomógł  jej,  celowo  zwlekając. 

Lena miała wrażenie, że  zimne perły duszą ją. Ręce Franka dotknęły 

jej szyi. Wstrząsnął nią dreszcz. 

Nagle  poczuła  na  szyi  jego  wargi.  Drgnęła  i  odwróciła  się 

gniewnie w jego stronę. 

— Przestań! — powiedziała podniesionym głosem. 

Uśmiechem starał się pokryć zakłopotanie. 

background image

— Nie gniewaj się, Lenko. Czemu się tak denerwujesz? Dlaczego 

nie pozwolisz mi się nawet zbliżyć? 

W milczeniu wzięła go pod ramię i weszli do salonu. Wyglądała 

oszałamiająco  pięknie  i  powabnie.  Takiego  zdania  byli  wszyscy 

goście,  zwłaszcza  mężczyźni.  Niektóre  panie  uważały  prostotę  stroju 

Leny za wyrachowanie. 

U  boku  Borkenhagena  Lena  przyjmowała  życzenia.  Czuła  się 

przy  tym  jak  na  torturach  i  wydawało  jej  się,  że  sznur  pereł  coraz 

bardziej zaciska się na jej szyi. Chwilami sądziła, że nie zdoła dłużej 

tego  wytrzymać.  Wtedy  kierowała  swe  spojrzenie  ku  matce.  Za 

każdym  razem  napotykała  jej  zatroskany  wzrok,  który  próbował 

dodać  jej  odwagi.  Podnosiła  wtedy  głowę  i  wymuszała  na  twarzy 

uśmiech. 

Wiedziała,  że  Romitten  miał  również  przyjść.  Ojciec  powiedział 

jej  to,  by  ją  przygotować.  Teraz  oczekiwała  ze  skrytą  obawą  jego 

przybycia.  Miała  nadzieję,  że  się  uspokoi,  gdy  wreszcie  stanie  przed 

nią i się przywita. 

Wreszcie nadszedł. Najpierw przywitał się z rodzicami Leny, po 

czym  zwrócił  się  uprzejmie  do  narzeczonej.  Ze  wszystkich  stron 

skierowały  się  na  nich  zaciekawione  i  wyczekujące  sensacji 

spojrzenia.  Henryk  Romitten  zdawał  sobie  z  tego  sprawę. 

Zachowywał  się  nienagannie.  Lenie  również  udało  się  zachować 

spokojna  twarz,  chociaż  zdawało  jej  się,  że  cała  sala  kręci  się  wokół 

niej jak upiorny korowód. Tylko na moment spojrzeli sobie w  oczy  i 

oboje dostrzegli w nich udrękę tej chwili. 

background image

Borkenhagen i Romitten wymienili parę zdawkowych zdań. Lena 

rozejrzała  się  wokół  w  poszukiwaniu  pomocy  i  napotkała  spojrzenie 

brata. Szybko zorientował się  w sytuacji. Podszedł spiesznie do nich, 

aby powitać serdecznie Henryka i wraz z nim oddalić się pod jakimś 

pozorem.  Borkenhagen  patrzył  za  oddalającym  się  Romittenem  z 

pogardą. 

—  Romitten  to  nudny  i  sztywny  człowiek,  nie  mogę  go  znieść. 

Pokazując swoją nieszczęśliwa twarz, psuje zawsze każdą zabawę. Ma 

minę,  jakby  został  zaproszony  na  pogrzeb,  a  nie  na  zaręczyny  — 

powiedział do Leny. 

Zmusiła się do odpowiedzi: 

— Zapominasz, że los nie sprzyja mu tak, jak tobie. Musi ciężko 

pracować, aby utrzymać majątek. 

— No tak — rzekł Borkenhagen — ale nawet jeśli jego położenie 

nie jest najlepsze, nie musi obnosić swego przygnębienia i psuć innym 

humor. Czy ty możesz go znieść, Lenko? 

— Przecież wiesz, że jest najlepszym przyjacielem mojego brata i 

bardzo go wszyscy lubimy — powiedziała z pozornym spokojem. 

— Hm, no cóż, możliwe. Nie będziemy kłócili się o upodobania. 

Mnie  on  nie  podoba.  Ale  nie  pozwólmy  popsuć  sobie  nastroju... 

Zresztą — spojrzał na zegarek — premier powinien zjawić się tu lada 

chwila.  Ależ  się  zdziwi,  gdy  cię  zobaczy.  Mówią,  że  zna  się  na 

kobietach. Będę bardzo dumny, gdy mu się spodobasz. 

Fred  zaprowadził  Henryka  Romittena  do  głębokiej  niszy 

okiennej, aby go choć przez chwile od ciekawskich spojrzeń. Tak było 

background image

lepiej.  Na  twarzy  Henryka  odbijało  się  głębokie  wzruszenie.  Fred 

opowiadał  mu  o  błahostkach,  chcąc  dać  przyjacielowi  czas  na 

opanowanie się. 

Henryk  zauważył  w  końcu  ten  sprytny  manewr  i  uścisnął  mu 

dłoń, serdecznie się uśmiechając. 

— Dziękuję ci, dobry człowieku. 

Fred zaprotestował, uśmiechając się z zakłopotaniem. 

—  Przestań,  Henryku,  domyślam  się  przecież,  jak  się  musisz 

czuć.  Proszę  cię  tylko  o  jedno:  nie  myśl  źle  o  Lenie,  ona  nie  mogła 

inaczej postąpić, nie wiesz, w jak jesteśmy trudnej sytuacji. 

Henryk spojrzał przyjacielowi w oczy. 

— Nie martw się, Fred, za bardzo kocham twoją siostrę, by choć 

na chwilę zwątpić w szczerość jej postępowania. 

—  Słusznie.  Między  nami  mówiąc  obawiam  się  o  nią.  Jej 

małżeństwo nie będzie usłane różami. Ona i Borkenhagen zbyt różnią 

się  zarówno  poglądami,  jak  i  odczuciami.  On  nie  jest  tak  zły,  jak 

sądziłem,  i  pokazuje  się  ojcu  z  zaskakująco  szlachetnej  strony,  ale 

Lena do niego nie pasuje. 

Henryk  potarł  pokryte  kropelkami  potu  czoło.  Zanim  zdążył 

cokolwiek  odpowiedzieć,  podeszła  do  niego  pani  Warnstetten. 

Spojrzała ciepło na Romittena. 

— Chciałam panu podziękować, że pan przyszedł, kochany panie 

Henryku — od chłopięcych lat nazywała go po imieniu. — Byłoby mi 

bardzo  przykro,  gdybym  nie  mogła  dziś  z  panem  porozmawiać. 

Wiem,  że  najchętniej  uciekłby  pan  jak  najdalej  stąd.  Ale  nie  można 

background image

schować  się  przed  własnym  udręczonym  sercem.  Tu  nie  będzie  pan 

cierpiał bardziej, niż gdyby został pan w domu. 

Pocałował ją z szacunkiem w rękę. 

— Jest pani dobra jak zawsze. 

Roześmiała się gorzko. 

—  Dobra?  Ależ  skąd!  Być  dobrym,  znaczy  darzyć  miłością 

wszystkich  ludzi.  A  tego  już  nie  potrafię.  Nieszczęście  mojej  córki 

nauczyło  mnie  nienawiści  do  tego  człowieka,  którego  powinnam 

kochać — jej oczy patrzyły zimno i twardo, w charakterystyczny teraz 

dla niej sposób. 

Romitten  spojrzał  na  nią  zdumiony.  Jak  dziwnie  odmieniona 

wydawała  mu  się  ta  zwykle  łagodna  i  pełna  dobrych  uczuć  dla 

wszystkich kobieta. 

— Kochana pani — wyszeptał. 

Opanowała się. 

—  Zostawmy  ten  temat, nie  pasuje  do  tego  radosnego  święta  — 

powiedziała gorzko. 

—  To  nie  może  być  prawdą,  że  Lenę  Warnstetten  łączyło  coś  z 

Romittenem  —  rzekła  jakaś  starsza  dama  do  sąsiadki  —  niech  pani 

spojrzy z jakim ożywieniem rozmawia on z jej matką i bratem. 

Zagadnięta podniosła binokle do oczu i spojrzała na wspomnianą 

trójkę. 

—  Oczywiście,  to  tylko  plotki  autorstwa  pani  Sattenfeld.  Truje 

się tym, że Borkenhagen nie starał się o rękę jej córki Mety. 

background image

—  Zgadzam  się  z  panią,  kochana.  Zresztą  Lena  Warnstetten 

podoba  mi  się  bardziej  niż  Meta  Sattenfeld.  Proszę  pani,  wybór 

mężczyzny z takim majątkiem jak Borkenhagen nie mógł paść na taką 

pozbawioną wdzięku tyczkę chmielową, jaką jest biedna Meta. 

—  Ma  pani  całkowitą  rację,  szanowna  pani.  Ale  moje  poczucie 

piękna byłoby bardziej usatysfakcjonowane, gdyby Lena zaręczyła się 

z Romittenem. 

—  Dobry  Boże!  Byliby  biedni  jak  myszy  kościelne.  Można 

pozazdrościć  Warnstettenowi,  że  Lena  robi  tak  doskonałą  partię. 

Naturalnie,  narzeczony  nie  jest przystojny,  mówi  się  o nim,  że  umiał 

korzystać z życia, ale mądra kobieta potrafi odpowiednio pokierować 

mężczyzną.  Proszę  mi  powiedzieć,  czy  to  prawda,  że  premier  ma  tu 

przyjść dziś wieczorem? 

— Na pewno. Pani Sattenfeld dowiedziała się tego od syna, który 

jest  jego  zastępcą.  Chce  wyróżnić  w  ten  sposób Borkenhagena,  gdyż 

on  znowu  przeznaczył  wysoką  kwotę  na  budowę  nowej  kliniki  w 

mieście. 

— Naturalnie, za pieniądze można kupić wszystko. 

—  Sam  prezydent  miał  początkowo  zamiar  przyjść  osobiście  na 

przyjęcie, ale przeziębienie przykuło go do łóżka. 

—  Co  pani  mówi!  Tak,  tak,  Warnstettenowie  mieli  szczęście  z 

tymi zaręczynami. Był już najwyższy czas. 

—  Najwyższy,  moja  kochana.  Wiem  z  pewnego  źródła,  że 

Warnstetten  był  w  obliczu  bankructwa.  Ale  uwaga,  zajechał  jakiś 

powóz. To na pewno premier... 

background image

Szeptano  sobie  z  ust  do  ust,  że  przybył  premier.  Zapadła  pełna 

oczekiwania  cisza.  Wszystkie  spojrzenia  były  skierowane  na  drzwi. 

Wreszcie  premier  wszedł  w  towarzystwie  swego  zastępcy, 

Sattenfelda.  Przez  salę  przebiegł  szmer.  Wszyscy  kłaniali  się  z 

uniżonym uśmiechem. 

Premier spojrzał poważnie na zebranych. Na jego ustach zagościł 

złośliwy  uśmiech.  Nienawidził  uniżoności.  Cenił  otwartość  i 

uczciwość.  Wśród  współpracowników  nie  był  lubiany.  Pochlebców 

wyszydzał  ostrymi  i  dowcipnymi  uwagami.  To  nie  mogło  się 

podobać.  Dlatego  wszyscy  służalcy  dziękowali  cicho  losowi,  że 

narzucony  mu  zastępca  był  po  ich  myśli.  Mimo  to  nikomu  nie 

przychodziło  do  głowy,  by  dać  znać  po  sobie,  co  faktycznie  myśli. 

Natomiast wśród społeczeństwa cieszył się wielkim szacunkiem i był 

lubiany. 

Wysoki  urzędnik,  którego  powitano  z  należnymi  honorami, 

złożył  narzeczonym  serdeczne  życzenia  i  zmierzył  Lenę  pełnym 

podziwu  wzrokiem.  Borkenhagenowi  sprawiło  to  dużą  satysfakcję. 

Natomiast  narzeczony  zrobił  na  premierze  przykre  wrażenie.  Jego 

zachowanie,  pełne  uniżoności  i pokory,  wydawało  mu  się  podwójnie 

niesmaczne  w  porównaniu  ze  spokojną  i  dostojną  postawą  Leny. 

Wysłuchawszy  najważniejszych  wiadomości  od  Borkenhagena, 

premier rozmawiał tylko z nią.  

Wszyscy otoczyli szacownego gościa, aby pochwycić choć jedno 

jego słowo, choć jedno jego spojrzenie. On zaś znudzonym wzrokiem 

wodził  po  wszystkich  zgromadzonych.  Tylko  jedna  postać  zwróciła 

background image

jego  uwagę.  Henryk  Romitten  stał  oparty  o  kolumnę  i  obserwował 

ponuro budzące niesmak zachowanie miejscowych. 

Premier  spojrzał  na  niego  uważnie.  Złapał  za  ramię  Freda 

Warnstettena, który przez przypadek znajdował się obok niego. 

—  Czy  to  nie  jest  Henryk  Romitten?  —  zapytał  z 

zainteresowaniem, wskazując oczyma na Henryka. 

Fred przytaknął. 

— Proszę mnie do niego zaprowadzić, panie Warnstetten! 

Ramię w ramię przeszli przez salę w kierunku Henryka. 

— My się już znamy, panie Romitten, nieprawdaż? 

Henryk wyprostował się i stał przed nim spokojnie i swobodnie. 

—  Tak, panie  premierze.  Miałem  zaszczyt  zostać  przedstawiony 

panu zeszłej jesieni w czasie polowania w Stettendorf. 

—  Rzeczywiście.  Bawiliśmy  się  wtedy  wspaniale  —  odparł 

premier,  patrząc  z  wyraźnym  upodobaniem  w  wyrażającą  silny 

charakter  twarz  Romittena  —  poznałem  pana  od  razu.  Cały  czas 

miałem  nadzieje,  że  znów  pana  spotkam,  ale  nie  widuje  się  pana 

nigdzie. 

—  Nie  mogę  zbyt  aktywnie  brać  udziału  w  życiu  towarzyskim. 

Niewątpliwie  słyszał  pan,  że  na  Romitten  nadeszły  ciężkie  czasy. 

Muszę ciężko pracować, aby utrzymać się na odziedziczonej ziemi. 

Premier spojrzał na niego uważnie. 

— Źle powodzi się ziemiaństwu w naszym okręgu, nie sądzi pan? 

—  Bardzo  źle.  Tylko  niektórym  udaje  się  utrzymać  na 

powierzchni. Rolnictwo upada. 

background image

—  No  cóż.  Trzeba  jednak  stwierdzić,  że  taki  Borkenhagen  na 

przykład świadczy o czymś wręcz przeciwnym. 

—  Ponieważ  zarówno  on,  jak  i  jego  przodkowie  potrafili 

połączyć interesy rolnicze z przemysłem. 

— A czy inni właściciele ziemscy nie mogliby zrobić podobnie? 

—  Większość,  do  której  i  ja  należę,  nie  posiada  niezbędnego 

kapitału, aby się odważyć na taki eksperyment. 

—  Szkoda!  Gdybym  mógł  pomóc!  Ale  o  tym  musimy 

porozmawiać  innym  razem.  Pańska  posiadłość  leży  gdzieś  tu  w 

pobliżu? 

—  Posiadłości  Warnstetten i  Romitten  rozdziela  tylko  las  i  duże 

jezioro, należące do Borkenhagena. Jadąc tutaj musiał pan przejeżdżać 

koło mego domu. 

— Tak, tak. Mieszka pan w Romitten sam, czy też mogę poznać 

tu pana żonę? 

Twarz  Romittena  zachmurzyła  się.  Rozmowa  ta  nie  była  dla 

niego  przyjemna,  gdyż  mimo  woli  stał  się  centrum  zainteresowania 

wszystkich gości. 

— Nie jestem żonaty. 

Premier już przy pierwszym spotkaniu z Henrykiem Romittenem 

poczuł  do  niego  sympatię.  Nie  chciał  teraz  zaprzepaścić  okazji,  by 

zbliżyć się do niego. 

— Ponieważ pan nie ma czasu, aby nas odwiedzić, czy będę mógł 

bez zbędnych formalności złożyć panu wizytę  w Romitten? Wyznam 

background image

otwarcie, że już wtedy w Stettendorf wzbudził pan we mnie sympatię. 

Czy mogę przyjechać? 

Mężczyźni 

przyglądali 

się 

sobie 

badawczo. 

Romitten 

zaczerwienił  się.  Doceniał  wyróżnienie,  jakie  go  spotkało.  Ci,  którzy 

zgromadzili się  wokół niego i premiera, spodziewali się, że i na nich 

spadnie  “promień  łaski".  Ponieśliby  największe  ofiary,  aby  zaskarbić 

sobie podobne względy. Henryk natomiast nie ubiegał się o nie.  

Faworyzowanie  jego  osoby,  wtedy  w  Stettendorf,  uważał  za 

kaprys.  Teraz  jednak  Premier  spoglądał  poważnie  i  z  sympatią. 

Henryk Romitten poczuł wzruszenie. 

—  Czy  zechce  mi  pan  uczynić  ten  zaszczyt  i  odwiedzić  mój 

skromny dom? 

—  Tego  właśnie  pragnę  i  dlatego  tak  usilnie  nalegam.  Pan  nie 

będzie mnie dręczył zbędnymi honorami. 

Roześmiał      się      i      Henryk      musiał      zawtórować  temu   

szczeremu śmiechowi. Wszyscy wokół zaczęli się również uśmiechać, 

patrząc na nich. Doradca Satatenfeld ściągnął nerwowo brwi, przybrał 

niechętny  wyraz  twarzy,  jakby  chciał  w  ten  sposób  zaprotestować 

przeciw  tak  bezpośredniemu  zachowaniu  premiera.  Stał  razem  z 

Fredem Warnstettenem nieopodal rozmawiających. 

Szef  nie  zwracał  jednak  na  niego  uwagi,  rozmawiał  nadal  z 

Romittenem. 

— A więc przyjadę i w najbliższych dniach. Powiedzmy pojutrze. 

Wproszę  się  na  śniadanie,  jeśli  mi  pan  obieca,  że  nie  będzie  robił 

żadnych specjalnych przygotowań. 

background image

Sattenfeld  miał  bardzo  niezadowoloną  minę.  Niewiarygodne, 

żeby  tak  długo  rozmawiać  ze  zwykłym  Romittenem,  tak 

bezceremonialnie  się  śmiać.  To  była  doprawdy  średnia  przyjemność 

dla tak dbałego o formy urzędnika. Z niechęcią wymieniał zdawkowe 

uwagi  z  Fredem,  patrzył  z  na  wpół  przymkniętymi  oczyma  na 

rozmawiających  mężczyzn.  Minęła  jeszcze  chwila  zanim  się 

pożegnali, umówiwszy się na pojutrze. 

Lena  obserwowała  całe  zajście.  Wyróżnienie  ukochanego,  jego 

spokojne  i  godne  zachowanie  cieszyło  ją.  Henryk  odwzajemnił 

spojrzenie.  Ich  spojrzenia  spotkały  się  na  moment,  lecz  szybko 

odwróciła  się  do  narzeczonego,  który  zmierzał  właśnie  do  niej,  z 

trudem opanowując gniew.  

Był  bardzo  niezadowolony,  że  premier  tak  bardzo  wyróżniał 

Romittena,  jemu  zaś  nie  poświęcił  wiele  uwagi.  Nie  na  darmo 

przecież  ofiarował  tyle  pieniędzy  na  klinikę.  To  oburzające.  Czy 

Romitten przyszedł tu po to, by ściągać zainteresowanie premiera? 

— Nie uważasz, że on jest niegodny tego towarzystwa? Mogłem 

zaoszczędzić sobie zapraszania go. 

Lena zauważyła jego złość. 

—  Proszę  cię,  opanuj  się,  wyglądasz  jakbyś  był  chory  — 

powiedziała cicho. 

—  Możliwe,  że  jestem  —  odparł.  To  oburzające  ze  strony 

Romittena. Tak natrętnie pchać się na pierwszy plan. 

background image

— Nie robił tego przecież, wręcz przeciwnie, trzymał się bardziej 

na  uboczu  niż  inni.  Henryk  Romitten  nie  jest  człowiekiem,  który  by 

się ubiegał o czyjeś względy — odparła drżącym głosem. 

Przyglądał  się  jej  z  rosnącą  nieufnością.  Wyglądała  pięknie  z 

tymi błyszczącymi ze wzburzenia oczyma. Ścisnął boleśnie jej ramię. 

— Jesteś po stronie Romittena. Tego nie zniosę. Leno, słyszysz? 

Co cię obchodzi Romitten? 

Lekko pobladła. 

—  Proszę,  puść  moje  ramię,  sprawiasz  mi  ból.  Muszę  stanąć  po 

jego stronie, gdy ty jesteś wobec niego niesprawiedliwy. 

Puścił jej ramię. 

— Co cię to obchodzi? Do diabła z tymi żebrakami! — wyrzucił 

ze złością. 

—  Wiesz  przecież,  że  jest  przyjacielem  domu.  Proszę  cię, 

uspokój się, zwracasz na siebie uwagę. 

Spojrzał pałającymi oburzeniem oczyma w spokojną, bladą twarz 

Leny.  Jej  wdzięk  miał  nad  nim  magiczną  władzę.  Uraza  zniknęła, 

gniew ostygł. 

—  Już dobrze,  Lenko.  Już  jestem  spokojny.  Premier  może  sobie 

wyróżniać  Romittena,  ile  tylko  zechce.  Za  to  do  mnie  należy 

najpiękniejsza  kobieta.  Wyglądasz  cudownie  w  tej  białej  sukience. 

Oczywiście,  na  taki  strój  może  pozwolić  sobie  tylko  kobieta 

posiadająca  tak  królewskie  kształty  jak  ty  —  sięgnął  po  jej  rękę  i 

pogłaskał ukradkiem. 

background image

Leną  wstrząsnął  dreszcz.  Chciała  wyswobodzić  ramię  i  w 

zdenerwowaniu ścisnęła wachlarz tak mocno, że omal go nie złamała. 

— Nie opieraj się, Lenko, i nie rób od razu tak niechętnej miny. 

Dlatego się mnie obawiasz? Pozwól mi się podziwiać, Leno. 

— Frank, proszę cię — Lena zadrżała. — Przecież wiesz, w jakie 

zakłopotanie wprowadzają mnie takie słowa. 

—  Tak,  wyglądasz  jak  zatrwożony  ptak.  Ale  gdy  zostaniesz 

wreszcie  moją  żoną,  wszystko  musi  się  zmienić.  Pewnie  myślisz,  że 

musisz mi skąpić czułości, bym się tobą nie znudził. O to nie musisz 

się martwić, rozkochałaś mnie w sobie tak, jak żadnej innej się to do 

tej pory nie udało. Twoje oziębłe zachowanie wzmaga jeszcze miłość 

w  moim  sercu.  Ha,  wszyscy  mi  ciebie  zazdroszczą,  wszyscy!  Jak 

myślisz,  co  dałby  Henryk  Romitten,  żeby  znaleźć  się  na  moim 

miejscu? 

Lena pobladła, jej wargi zadrżały. Nie mogła dłużej tego słuchać. 

Rozejrzała się  wokoło, szukając pomocy.  W tym momencie podeszła 

do  nich  matka,  która  już  od  dłuższej  chwili  obserwowała 

narzeczonych. 

— Dobrze się czujesz, Leno? Jesteś taka blada.  

Lena odetchnęła głęboko i próbowała się uśmiechnąć. 

— Tu jest tak duszno, mamo. 

—  Może  wyjdziemy  na  chwilę  do  ogrodu,  kochanie  — 

zaproponował Borkenhagen. 

Lena mocno przytuliła się do matczynego ramienia i spojrzała na 

nią błagalnie. Pani Warnstetten zrozumiała to spojrzenie. 

background image

—  Nie  możecie  teraz  wyjść,  drogi  Franku,  za  chwilę  siądziemy 

do  posiłku  —  stała  przy  narzeczonych,  aż  do  chwili,  gdy  dano  znak, 

że poda1 do stołu. 

Borkenhagen nie był zadowolony z jej towarzystwa. 

Na  szczęście,  żeby  poślubić  Lenę,  nie  muszę  żenić  się  z  jej 

matką. Zawsze się  zjawia, gdy chcę okazać mojej narzeczonej trochę 

czułości,  jak  gdyby  Lena  sama  nie  umiała  zachować  dystansu!  Nie 

pozwolę  dłużej  przesuwać  terminu  ślubu!  —  myślał  Frank 

Borkenhagen, rozmawiając z paniami. 

Premier poprowadził panią Warnstetten do stołu. Po jego drugiej 

stronie zasiedli narzeczem. Szanowny gość z ożywieniem rozmawiał z 

matką  i  córką,  a  nawet  Borkenhagen  usłyszał  słowa  uznania  dla 

swojej  wielkodusznej  fundacji.  Triumfująco  rozejrzał  się  wokół 

siebie. Romitten został wyłączony z tej rozmowy, siedział bowiem tak 

daleko, że nie mógł w niej uczestniczyć. 

Sprawiło  to  Borkenhagenowi  ogromną  satysfakcję.  Już  od 

dzieciństwa  nienawidził  go,  ponieważ  czuł  jego  przewagę,  a  Henryk 

nie  ukrywał,  że  nim  gardzi.  Nie  mógł  jednak  zapobiec  temu,  że 

premier po kolacji ponownie zaszczycił Romittena długą rozmową, po 

czym zaproponował wspólny powrót do domu. 

—  I tak muszę przejeżdżać koło pańskiego domu, możemy  więc 

skrócić sobie podróż rozmową, jeśli pan oczywiście nie chce pozostać 

tu dłużej — powiedział uprzejmie do Romittena. 

Henryk  był  szczęśliwy,  gdyż  w  ten  sposób  został  zwolniony  od 

przykrego  obowiązku  pozostania  na  przyjęciu.  Zgodził  się  więc 

background image

chętnie,  po  czym  pożegnał  się  ze  wszystkimi.  Nie  mógł  już  dłużej 

wytrzymać widoku udręczonej twarzy Leny. Wiedział, ile kosztuje ją 

konwencjonalny  uśmiech,  który  z  trudem  przywoływała  na  twarz. 

Gdy się z nią żegnał, jej lodowata dłoń spoczęła przez chwilę w jego 

rękach, a w jej oczach pojawiły się łzy. 

Pan  Sattenfeld  poczuł  się  dotknięty  tym,  że  musi  jechać  z 

Romittenem.  Z  wyniosłą  dezaprobatą  skrytykował  zachowanie 

przełożonego. Nikt jednak nie zwrócił uwagi na jego niezadowolenie. 

Premier  z  ożywieniem  rozmawiał  z  Romittenem,  który  nie  znał 

powodu, dla którego okazał się być godnym takiego wyróżnienia. 

—  Te  zaręczyny  są  czystym  konwenansem  —  powiedział 

premier.  —  Nigdy  nie  widziałem  pary,  która  by  tak  do  siebie  nie 

pasowała,  jak  ta  piękna,  dumna  dziewczyna  ze  swym  zdecydowanie 

nieprzyjemnym narzeczonym. Czy pan się może orientuje, jak doszło 

do tych zaręczyn? 

Henryk  był  zadowolony,  że  mała  lampka,  która  oświetlała 

wnętrze  pojazdu,  znajdowała  się  z  tyłu.  Dzięki  temu  jego  twarz 

pozostawała w cieniu. 

— Nie potrafię tego wyjaśnić. 

Zaintrygowany  premier  spojrzał  badawczo  na  Henryka. 

Instynktownie  odczuł,  że  dotknął  bolącego  miejsca.  Zręcznie  zmienił 

temat. 

Przed ukrytym  w mroku nocy majątkiem Romitten pożegnali się 

serdecznie. Premier ponowił swą propozycję odwiedzenia Romittena. 

background image

Nie  uszło  jego  uwagi,  że  przy  tych  słowach,  Sattenfeld  zrobił 

prawdziwie niezadowoloną minę. 

— Niech się pan uspokoi, panie Sattenfeld, świat się jeszcze nie 

zawalił — zażartował z lekka drwiną, gdy ruszali w dalszą drogę. 

Sattenfeld  pospieszył  zaraz  z  zapewnieniem,  że  nie  przyszło  mu 

nawet  o  głowy,  tracić  panowania  nad  sobą  z  powodu  postępowania 

szefa. 

—  Już  dobrze,  drogi  Sattenfeld,  wiem  już,  co  pan  chciał 

powiedzieć. Niech się pan nie martwi, sam ponoszę odpowiedzialność 

za  swoje  czyny.  Zamierzałem  po  prostu  złożyć  komuś  czysto 

przyjacielską  wizytę,  taką  która  nie  byłaby  uprzednio  zapisana  i 

zaplanowana. 

Gdy powóz ruszył, Romitten stał na szerokich schodach swojego 

domu. Stary służący, Gustaw oczekiwał go przy wejściu. 

—  Boże  drogi,  przecież  to  był  powóz  premiera  —  wyszeptał 

trwożliwie. 

Romitten, ubawiony, popchnął go w kierunku domu. 

— Chodź do domu, Gustawie, bo znów reumatyzm da ci się we 

znaki  i  nie  będziesz  mógł  wstać  z  łóżka,  gdy  premier  pojutrze 

przyjedzie do nas na śniadanie. 

Służący spojrzał na niego ze zdziwieniem. 

— Premier?! Na śniadanie? Ach, panie Romitten, to żart? 

Henryk rozejrzał się po pustym, wybielonym wapnem korytarzu. 

— Mówię poważnie, staruszku! Nie spodoba się premierowi nasz 

stary  dom.  Mamy  tu  przestarzałe  poglądy  na  temat  komfortu.  Mam 

background image

nadzieję,  że  stara  skórzana  sofa  nie  załamie  się  z  głębokiego 

szacunku, gdy nasz gość na niej usiądzie. Ale on jest inny, niż o nim 

mówią. Idź do łóżka, staruszku! Nie powinieneś czuwać tak długo, idź 

spać!  Jutro  musimy  tu  trochę  posprzątać,  aby  go  godnie  przyjąć,  bo 

jest  nie  tylko  wysoko  postawionym  urzędnikiem,  lecz  przede 

wszystkim  dobrym  i  uczciwym  człowiekiem.  Uważam,  że  to  ma 

większą wartość. 

Gustaw spuścił głowę, nic nie rozumiejąc. 

—  W  domu  nic  nie  mamy,  nawet  kawałeczka  dziczyzny.  Panna 

Wangemann przerazi się śmiertelnie. 

Henryk musiał się roześmiać. 

—  Daj  spokój,  ona  jest  odważniejsza  od  ciebie.  Premier  chciał 

chleba  z  boczkiem  i  to  powinien  dostać.  I  może  być  do  tego  jeszcze 

kurczę  i  zapiekane  owoce.  Przy  takiej  okazji  możemy  sobie  na  to 

pozwolić mimo ciężkich czasów. 

— Ach, kiedy przed dwudziestu laty... 

—  Nie  zaczynaj  znowu  ze  starymi  czasami,  Gustawie.  One 

przeminęły i już nie wrócą. Nie martw się! Nasz gość nie będzie żądał 

specjałów,  na  które  mnie  nie  stać.  No,  marsz  do  łóżka,  staruszku! 

Dobranoc. 

 

Premier  punktualnie  przybył  do  Romitten.  Z  miłym  uśmiechem 

usiadł na starej, obitej skórą sofie i bez ceregieli odkroił sobie plaster 

boczku.  Świetnie  przygotowane  kurczę  i  owoce  wzbudziły  również 

jego uznanie. 

background image

Panna  Augustyna  Wangemann  usługiwała,  dlatego  ubrała  się  w 

czarną, jedwabną sukienkę, której nie miała nigdy okazji nosić. Czuła 

się  trochę  nieswojo,  czego  powodem  była  częściowo  duma  z 

odwiedzin  samego  premiera,  częściowo  wstyd,  gdyż  w  przeciągu 

ostatnich lat suknia stała się trochę przyciasna i szwy mogły w każdej 

chwili pęknąć. 

Gość przybył sam. Taktownie odesłał Sattenfelda do domu, gdyż 

obawiał  się,  że  mógłby  drwić  ze  skromnych  warunków  w  Romitten. 

Odnosił się do wszystkich serdecznie, nie dając odczuć, że piastuje tak 

ważne stanowisko. Również Henryk robił wszystko, aby gość czuł się 

u niego jak najlepiej. W ciągu tych mile spędzonych godzin zawiązały 

się między nimi więzy prawdziwej, męskiej przyjaźni. 

Od  tego  czasu,  gdy  premier  zatęsknił  tylko  za  chwilą 

wytchnienia, przyjeżdżał do Romitten. Henryk, zajęty pracami w polu, 

nie  zawsze  mógł  mu  poświęcić  zbyt  wiele  czasu.  Premierowi  to 

jednak  nie  przeszkadzało.  Był  zadowolony,  gdy  udało  im  się 

porozmawiać  choć  godzinę.  Sattenfelda  drażniła  ta  niestosowna 

przyjaźń  i  postarał  się,  aby  rząd  otrzymał  o  tym  donos.  Nie  osiągnął 

jednak  zamierzonego  celu,  poza  tym  że  premier  traktował  go  jeszcze 

bardziej ozięble niż dotąd. 

Przyjaźń  ta  niczego  nie  zmieniła  w  życiu  Henryka  Romittena. 

Pracował nawet ciężej niż dotychczas, w pracy szukając zapomnienia 

i  ucieczki  od  cierpienia.  Do  Warnstetten  nie  jeździł  już  wcale,  od 

kiedy  wyjechał  Fred,  który  krótko  przed  wyjazdem  odwiedził  go  i 

opowiedział mu o przygnębiającej atmosferze w domu. 

background image

Anna  Warnstetten  zmieniła  się  nie  do  poznania.  Całą  miłość 

skoncentrowała  na  udręczonej  Lenie,  a  wobec  Borkenhagena  była 

chłodna  i  szorstka.  Jako  żona  znosiła  cierpliwie  i  bez  skarg  wiele 

zniewag  i  upokorzeń,  lecz  jako  matka  głęboko  nienawidziła  tego, 

który zniszczył szczęście jej dziecka.  

Wszystko,  co  ostatnio  przeżyła,  ciężka  operacja,  obawa  i  troska 

córkę  oraz  niechęć  do  narzeczonego  Leny  od  nowa  rujnowały  jej 

zdrowie.  Czuła  się  bardzo  źle  i,  mimo  że  próbowała  ukryć  to  przed 

córką, wiedziała, że jej siły wkrótce się wyczerpią. Warnstetten unikał 

jej, jak tylko mógł. Patrzyła bowiem  na niego z takim wyrzutem, jak 

gdyby  żądała  rachunku  nie  tylko  za  nieszczęście  swojego  dziecka, 

lecz również za jej własne zmarnowane życie. 

Lena  wydawała  się  pozornie  spokojna  i  opanowana.  Tylko  gdy 

przybywał  Borkenhagen,  stawała  się  nerwowa  i  drażliwa.  Szukała 

wtedy  usilnie  towarzystwa  matki.  Z  każdym  dniem  czuła  coraz 

wyraźniej,  że  niemożliwe  jest  porozumienie  między  nią  a 

Borkenhagenem.  Okazywana  przez  niego  miłość  dręczyła  ją 

niewymownie,  a  jednocześnie  miała  poczucie  winy,  że  nie  potrafi 

odwzajemnić jego uczucia.  

Nie pomagało wmawianie sobie, że nie będzie udawać przed nim 

miłości. Powiedziała mu nawet, że nie kocha, ale ukryła przed nim, że 

jej  serce  należy  do  innego.  Kilka  razy  była  nawet  zdecydowana 

powiedzieć  mu  o  tym,  ale  obawiała  się  jego  wybuchu.  Gdyby 

dowiedział się, że kocha innego, nie spocząłby, dopóki nie po znałby 

jego nazwiska. A ponieważ i bez tego nie był dobrze usposobiony do 

background image

Henryka  Romittena,  jej  wyznanie  mogłoby  sprowadzić  nieszczęście 

na ukochanego. Milczała więc dalej. 

Jej matka starała się nie zostawiać ich samych, aby w ten sposób 

uchronić Lenę przed wybuchami czułości narzeczonego. Borkenhagen 

by z tego bardzo niezadowolony, dlatego coraz energiczniej dążył do 

przyspieszenia  ślubu.  Nie  chciał  czekać  dłużej  niż  do  świąt  Bożego 

Narodzenia  i  dlatego  przesunięcie  terminu  na  połowę  lutego 

kosztowało Lenę i jej matkę wiele trudu. 

 

Tymczasem lato i jesień minęły. Śnieg spadł bardzo wcześnie, na 

święta  chwycił  ostry  mróz.  Fred  miał  ferie  i  przyjechał  do  domu  na 

parę  dni  przed  świętami.  Swoim,  w  gruncie  rzeczy  pogodnym 

charakterem starał się ożywić panując w domu atmosferę. 

Chodził z Leną na długie spacery, czasem urządzali sobie kulig, a 

prawie  każdego  dnia  ślizgali  się  na  jeziorze  Borkenhagena,  które 

leżało  na  granicy  między  Warnstetten  a  Borkenhagen.  Właściciel 

wydzierżawił to jezioro spółce handlującej lodem. Powierzchnia lodu 

była więc częściowo pokruszona, ale zostało jeszcze dużo miejsca na 

jeżdżenie na łyżwach. 

Te  wycieczki  z  Fredem  były  dla  Leny  prawdziwym 

dobrodziejstwem.  Lubiła  ruch  na  świeżym  powietrzu,  nie  odważyła 

się  jednak  nigdy  wyjść  z  domu  sama  z  obawy  przed  spotkaniem 

narzeczonego  i  konieczności  przebywania  z  nim  sam  na  sam. 

Natomiast matka była już zbyt słaba, aby jej towarzyszyć. 

background image

Toteż Lena cieszyła się podwójnie czasem spędzonym z Fredem. 

Rodzeństwo jeszcze bardziej zbliżyło się do siebie. Fred  wiedział, że 

Lena  zaręczając  się  z  Borkenhagenem,  poświęciła  się  również  dla 

niego i próbował okazać jej swoją wdzięczność. 

W  dzień  przed  Wigilią  była  tak  cudowna,  zimowa  pogoda,  że 

Fred i Lena poszli wydeptaną w śniegu ścieżką przez pole nad jezioro. 

Szybko  założyli  łyżwy  i  ślizgali  się,  kręcąc  duże  koła.  Początkowo 

trzymali  się  za  ręce,  lecz  potem  rozdzielili  się  i  zaczęli  gonić  jak 

rozbrykane  dzieci.  Lena  jechała  przodem.  W  szybkim  biegu  nie 

zwróciła  uwagi  na  drewniane  paliki,  oznaczające  miejsce,  z  którego 

lód został usunięty, i podjechała niebezpiecznie blisko.  

Jej myśli odpłynęły daleko w przeszłość. Jakże często bywał tu z 

nimi  Henryk!  No  cóż,  nie  zobaczy  go  już  nigdy  więcej...  i  tak  jest 

lepiej. 

— Leno! — krzyknął z przerażeniem Fred. 

Wystraszyła się i podniosła wzrok. 

— Ostrożnie, skręć w prawo! O Boże jedyny! — krzyczał głośno. 

Dopiero  teraz  spostrzegła,  że  jest  prawie  na  krawędzi  przerębli. 

Odruchowo rzuciła się w tył i upadła. Zaraz zjawił się przy niej brat i 

zatroskany przygarnął ją do siebie. 

— Czy nie zauważyłaś palików, Leno? — zapytał poruszony. 

Spojrzała   na   niego   zdenerwowana.   Na  jej   twarzy   pojawił  

się niewyraźny uśmiech. 

— Nie, nie zwróciłam na nie uwagi. 

background image

—  Co  za  lekkomyślność!  Jeszcze  jeden  krok  do  przodu  i 

wpadłabyś do wody. 

Wpatrzyła się w cienką warstwę lodu. 

—  Leżałabym  teraz  na  dnie,  znalazłszy  w  lodowatej  wodzie 

szybką śmierć — wyszeptała. 

— Leno! — krzyknął z wyrzutem. 

Wzdrygnęła się i wstała. 

—  Czy  to  cię  tak  przeraża,  Fred?  Mnie  nie  wydaje  się  to  aż  tak 

straszne.  Jak  dobrze  byłoby  mi  w  cichym  łożu,  tam  na  dnie.  Gdyby 

nie matka, ta myśl kusiłaby mnie. 

Potrząsnął jej ramieniem. Zachowanie Leny przerażało go. 

— Leno, opanuj się, pomieszało ci się chyba w głowie ze strachu 

— Powiedział ostro. 

Przetarła oczy, potem wzięła go za rękę i uśmiechnęła się. 

— Chodź, poślizgamy się jeszcze trochę. Nie myśl więcej o tym, 

co powiedziałam. 

Pojechali  dalej.  Aby  zatrzeć  poprzednie  wrażenie,  Lena  nie 

przestawała  mówić.  Fredowi  było  to  na  rękę,  ale  niekiedy  patrzył  na 

nią  ukradkiem.  Jej  zwierzenie,  ujawniające  skryte  myśli,  wstrząsnęło 

nim  do  głębi.  Nie  mógł  zapomnieć  tonu,  jakim  wymówiła:  “Jak 

dobrze byłoby mi w cichym łożu na dnie". 

Chwilę jeszcze ślizgali się. Gdy zbliżyli się do brzegu, zobaczyli 

sanie,  które  jechały  drogą  prowadzącą  do  Romitten.  Byli  w  nich 

premier  i  Henryk.  Gdy  mężczyźni  zauważyli  rodzeństwo,  zatrzymali 

się. Wysiedli, by przyjrzeć się przez chwilę łyżwiarzom. 

background image

Fred  pociągnął  Lenę  do  miejsca,  w  którym  stał  Henryk  z 

premierem. 

—  Musimy  do  nich  podjechać,  Leno.  Byłoby  nieuprzejmością  z 

naszej strony, gdybyśmy się z nimi nie przywitali. 

Lena  zbladła,  gdy  zauważyła  Henryka.  Przytaknęła  bratu  bez 

słowa.  Jej  serce  biło  niespokojnie,  ale  udało  jej  się  opanować.  Nie 

widziała  Romittena  od  czasu  przyjęcia  zaręczynowego.  Dzisiejsze 

spotkanie też było przypadkowe. 

Premier miał ochotę na przejażdżkę saniami z Henrykiem. Życzył 

sobie  zobaczyć  jezioro  Borkenhagena.  Henryk  miał  nadzieję,  a 

jednocześnie obawiał się, że zobaczy tam Lenę,  wiedział bowiem,  że 

może  ich  tu  spotkać,  bo  Fred  opowiedział  mu  o  tym  planie  w  czasie 

ostatniej wizyty w Romitten. 

Lena  słuchała  ze  skrywaną  dumą  o  przyjaźni  premiera  z 

Henrykiem. Prawie każdego dnia Borkenhagen wygłaszał na ten temat 

złośliwe uwagi. Ogromnie zazdrościł Henrykowi tej przyjaźni. 

Gdy  rodzeństwo  zbliżyło  się  do  brzegu,  premier  podszedł  do 

nich, Henryk, ociągając się, szedł za nim. Premier przywitał się z nimi 

serdecznie i rycersko pocałował rękę Leny. 

— To rozkosz przyglądać się, jak pani jeździ na łyżwach, panno 

Warnstetten. 

— Jeszcze  większą rozkoszą jest samemu się ślizgać. Tafla lodu 

jest gładka jak lustro — odpowiedziała Lena. 

Gdy to mówiła, jej spojrzenie skierowało się na Henryka, a twarz 

przybrała tak smutny wyraz, że wszyscy mimo woli również na niego 

background image

spojrzeli.  Na  jego  twarzy  pojawił  się  także  powstrzymywany  ze 

wszystkich sił grymas bólu. Pobledli oboje. 

W  ten  sposób  premier  dowiedział  się,  że  wtedy  gdy  wracali  po 

przyjęciu  zaręczynowym  Leny  Warnstetten,  rzeczywiście  dotknął 

bolącej  rany  w  sercu  Romittena.  Ukradkowo  obserwował  oboje  z 

serdecznym  współczuciem.  Pozornie  zainteresowany,  pozwolił 

Fredowi  wyjaśniać  sobie,  w  jaki  celu  ogromne  jezioro  zostało 

odlodzone.  

Lena i Henryk zostali przez chwilę sami. 

—  Wyjeżdżam  zaraz  po  świętach  i  wrócę  dopiero  na  początku 

marca. 

Spojrzała na niego zgaszonymi oczyma. 

— Dokąd? 

— Premier zaprosił mnie na polowanie. 

Spuściła wzrok. 

— Wytrzyma pan tak długo z dala od Romitten? 

Oddychał z trudem. 

—  W  zimie  można  sobie  na  to  pozwolić.  A  przynajmniej  nie 

będzie mnie tu w lutym — powiedział znacząco. 

Lena  zaczerwieniła  się.  Wiedziała,  że  to  miało  oznaczać: 

“Przynajmniej nie muszę być obecny na twoim ślubie". 

—  Tak,  tak  będzie  lepiej  —  powiedziała  cicho,  a  jej  pełne 

zwątpienia  spojrzenie  napotkało  jego  wzrok.  —  Gdyby  tylko  można 

było uciec w ten sposób! — dodała, składając ręce jak do modlitwy. 

Podszedł do niej blisko. 

background image

— Leno, jeszcze nie jest za późno — szepnął gorąco. 

Wzdrygnęła się. 

— Za późno. Okup został już wpłacony — odpowiedziała prawie 

niezrozumiale. 

— A więc niech ci Bóg dopomoże, Leno — wyrzucił z siebie. 

Nieruchomymi  oczyma  spojrzała  w  dal.  Nagle  drgnęła.  Jej  oczy 

rozszerzyły  się  ze  zgrozy.  Podążył  za  jej  spojrzeniem  i  zobaczył  w 

oddali wyłaniające się sanie. 

—  To  Borkenhagen!  —  stwierdziła  Lena  i  spojrzała  na  niego, 

jakby chciała powiedzieć: “Odejdź, zaoszczędź mi spotkania z nim w 

twojej obecności". 

Fred zauważył sanie w tym samym momencie. 

— Nadjeżdża  mój  szwagier — powiedział głośno,  by  zwrócić 

uwagę Leny. 

Premier  nie  miał  ochoty  spotkać  się z  Borkenhagenem,  nie  lubił 

go. 

— Chodź, drogi Romittenie, zmarzłem już. 

Panowie  pożegnali  się  w  pośpiechu,  prosząc  o  przekazanie 

Borkenhagenowi grzecznościowych pozdrowień. 

Lena  i  Henryk  wymienili  ostatnie  spojrzenia.  Zdawała  sobie 

sprawę,  że  gdy  zobaczy  go  następnym  razem,  będzie  już  żoną 

Borkenhagena.  Jej  serce  ścisnął  straszny  ból.  Gdybym  mogła  leżeć 

teraz  na  dnie  jeziora,  tam,  gdzie  jest  najgłębiej  —  myślała  z 

rezygnacją. Jej zrozpaczone spojrzenie błąkało się dookoła. Jak przez 

mgłę widziała otaczający ją las. 

background image

Premier  usiadł  w  milczeniu  obok  Romittena  i  spoglądał  ze 

współczuciem  na  jego  bladą  i  wzburzoną  twarz.  Sądził,  że  poznał 

przyczynę tego przygnębienia. Zdecydowanie uścisnął mu dłoń. 

— Wydaje mi się, że wyjazd dobrze by panu zrobił. 

Henryk  zerwał  się  i  spojrzał  na  niego  niepewnie.  Ale  w  oczach 

przyjaciela  zobaczył  wyraz  szczerego  współczucia  i  ostra  odpowiedź 

zamarła mu na ustach. 

—  Tak.    Dlatego  jestem  panu  bardzo  wdzięczny  za  zaproszenie 

do Eifel. 

— Mam nadzieję, że obaj na tym skorzystamy. 

Tymczasem 

sanie 

Borkenhagena 

zatrzymały 

się 

przy 

rodzeństwie. Narzeczony w eleganckim, kosztownym futrze wysiadł z 

trudem. Pozdrowił Lenę, ciesząc się ze spotkania. 

—  Spotkało  mnie  dziś  szczęście,  bo  mogę  cię  zobaczyć,  Lenko. 

Znowu tu przyszłaś, aby pojeździć na łyżwach? Strasznie mi przykro, 

że nie uprawiałem łyżwiarstwa od dzieciństwa, tym bardziej, że ty tak 

bardzo to lubisz. Dzień dobry, Fredzie. Kto był w saniach, które stały 

obok was? Widziałem, jak odjeżdżały. 

—  To  był  premier  z  Rotnittenem  —  odpowiedział  Fred, 

pozdrowiwszy najpierw przyszłego szwagra. 

Na twarzy Borkenhagena pojawił się grymas nienawiści. 

—  To  wygląda  tak,  jakbym  wam  przeszkodził  —  powiedział  ze 

złością. 

—  Przeszkodził?  Dlaczego  miałbyś  przeszkadzać?  —  zapytał 

Fred na pozór swobodnie. 

background image

—  Cóż,  można było  tak przypuszczać.  To  wyglądało  prawie  jak 

ucieczka. 

—  Gdybyś  przyjrzał  się  uważniej,  zauważyłbyś  z  pewnością,  że 

panowie strasznie zmarzli, bo tak się trzęśli — zażartował Fred. 

Potem zwrócił się do Leny. 

— Chcesz jeszcze pojeździć, Leno? 

Zanim  zdążyła  odpowiedzieć,  Borkenhagen  powiedział  z 

przekąsem. 

—  Jadę  właśnie  do  Warnstetten,  gdzie  przede  wszystkim 

chciałem zobaczyć się z tobą, Leno. 

— Jeśli tak, to oczywiście wracamy z panem do domu. 

Fred  zdejmował  Lenie  łyżwy.  Borkenhagen  przygryzał  wargi  z 

niezadowolenia. 

—  Panowie  prosili,  aby  cię  pozdrowić,  Franku  —  powiedziała 

Lena, aby udobruchać narzeczonego. 

Skłonił się w ironicznym podziękowaniu. 

—  Cóż  za  zaszczyt!  Dziękuję  bardzo.  Zresztą,  wielcy  panowie 

mają  wielkie  kaprysy.  Chciałbym  wiedzieć,  dlaczego  premier  wybrał 

sobie właśnie biednego Romittena na najlepszego przyjaciela. 

Lena spojrzała na niego z gniewem. 

—  Romitten  jest  człowiekiem  bez  skazy,  chociaż  zubożał 

podobnie  jak  my.  Pracuje  ciężko,  aby  wydźwignąć  się  z  biedy,  a  to 

mu  ujmy  nie  przynosi.  Premier  nie  mógł  wybrać  człowieka,  który 

byłby bardziej godny jego przyjaźni — powiedziała zdecydowanie. 

background image

—  Lena  ma  rację,  Frank.  Ja,  jako  przyjaciel  Henryka,  znam  go 

naprawdę  dobrze  i  mogę  go  najlepiej  ocenić  —  potwierdził  słowa 

Leny Fred. 

Borkenhagen  skłonił  się  ponownie,  wyrażając  tym  swoją 

pogardę. 

—  Muszę  się  oczywiście  poddać.  Dwóch  na  jednego  to 

niesprawiedliwa walka. Czy mogę odwieźć was do domu? 

— Wolałabym pójść piechotą — powiedziała gwałtownie Lena. 

Już  sama  myśl,  że  musiałaby  siedzieć  z  Borkenhagenem  w 

wąskich saniach, była nie do zniesienia. Prócz tego znała jego niechęć 

do spacerów i miała nadzieję, że długa droga go zniechęci.  

Początkowo usiłował nakłonić ją do zmiany decyzji. 

— Musisz być zmęczona po ślizgawce, Lenko. Wsiądź do sań! 

—  Nie,  naprawdę  dziękuje.  Mogłabym  się  przeziębić.  Jesteśmy 

rozgrzani po jeździe, poza tym nie mamy na sobie ciepłych futer. 

— No więc, chodźmy! — objął ramię Leny. — Spacer z tobą ma 

również swój urok — powiedział. 

—  Ścieżka  była  wąska  i  ku  utrapieniu  Leny  Fred  musiał  iść  za 

nimi. 

Borkenhagen zmęczył się szybko. Przypomniała mu się rozmowa 

sprzed chwili, budząc w nim na nowo gniew. 

—  Jestem  zły  na  ciebie,  Leno!  —  nazywał  ją  Leną  tylko  wtedy, 

gdy był złym humorze. 

Nie spojrzała na niego. 

— Dlaczego? 

background image

— Bo ty zawsze stajesz po stronie Romittena. 

Przygryzła wargi. 

— Nie powinieneś na niego niesłusznie napadać! 

—  Ale  ja  sobie  życzę,  byś  była  zawsze  po  mojej  stronie,  nawet 

wtedy, jeśli nie będę miał racji. 

— Jeśli będziesz obrażał przyjaciół naszej rodziny, nigdy! 

— Aha, przyjaciel tu, przyjaciel tam. Czasami wydaje mi się, że 

bardzo  lubisz  tego...  tego  Romittena.  Wszyscy  szaleją  na  jego 

punkcie. 

Lena nie odpowiadała. 

—  Chcesz  milczeć?  —  zapytał  niecierpliwie  Borkenhagen, 

obejmując  ją  ramieniem.  —  Lenko,  jestem  zazdrosny  niczym  Otello 

—  szepnął  jej  do  ucha.  —  Twoja  uroda  i  subtelność  sprawiają,  ze 

zachowuję się jak szalony. 

Lena chciała uwolnić się z jego objęć. 

— Puść mnie, nić jesteśmy przecież sami. 

Objął ją jeszcze mocniej. 

—  Sami?  My  nigdy  nie  jesteśmy  sami,  Leno.  Zawsze  jest  przy 

nas  twoja  mama.  Pilnuje  nas  jak  wartownik.  Nie  zniosę  tego  dłużej. 

Chciałbym zamienić z tobą chociaż jedno słowo na osobności, chociaż 

raz cię pocałować. Nie rozumiesz tego? 

Wzdrygnęła się ze wstrętu. 

— Puść mnie! Co pomyśli sobie Fred? 

—  Ach,  mała,  skromniutka  dziewczynko!  Czy  myślisz,  że  twój 

brat nie wie, co czują zakochani? 

background image

Zadrżała. 

—  Ale  ja  cię nie kocham  —  wybuchnęła.  —  Mówiłam  ci to  już 

kilka razy. 

Spojrzał pałającymi gniewem oczami. 

—  Nie  przeradzaj  z  żartami  —  powiedział  z  pogróżką  w  głosie. 

—  Pewnie  chciałabyś  zostać  żonatego  biedaka  Romittena.  Masz  źle 

poukładane w głowie? 

Opanowała  ją  odwaga,  typowa  dla  ludzi  pełnych  zwątpienia, 

którzy nie widzą przed sobą żadnych perspektyw. 

— A gdyby tak był? Czy zwróciłbyś mi wolność? 

Przycisnął jej ramię do swojego tak mocno, że poczuła ból. 

— Nie, nigdy bym tego nie zrobił. Jesteś moja i będziesz moja! 

Zamknęła się w sobie, jej odwaga pierzchła. 

— Nie sprawiaj mi bólu! — poprosiła z rezygnacją. 

Dostrzegł w jej oczach błyszczące łzy. 

— Lenko, mówiłaś to poważnie czy żartowałaś? 

— Oczywiście, żartowałam — powiedziała cicho. 

— Ze łzami w oczach? 

— Prawie zgniotłeś mi ramię. 

Pogłaskał ją po obolałym ramieniu. 

—  Moja biedna  Lenko!  Widzisz,  jakiego  będziesz  miała  silnego 

męża?  Wiesz,  wydawało  mi  się,  że  mówisz  poważnie.  Nie 

odstąpiłbym  cię  nikomu  innemu,  Lenko,  a  zwłaszcza  Romittenowi. 

Walczyłbym  o  ciebie  na  śmierć  i  życie.  Nawet  nie  zdajesz  sobie 

sprawy,  jak  bardzo  cię  kocham.  Gdybyś  tylko  chciała,  mogłabyś 

background image

owinąć mnie sobie wokół palca. Gdy zostaniesz moja żoną, nauczę cię 

miłości.  Spełnię  wszystkie  twoje  marzenia.  Powinnaś  żyć  jak 

księżniczka.  Gdybym  cię  tylko  miał  już  w  Borkenhagen.  Stworzę  ci 

zachwycające  gniazdko.  Wszystko  będzie  gotowe  pod  koniec 

stycznia.  Wtedy  pokażę  je  tobie  i  mamie.  I  jeśli  tylko  coś  ci  się  nie 

spodoba, zostanie od razu zmienione według twego życzenia. 

Zmusiła się do miłego uśmiechu. 

— Jesteś taki dobry, Frank. 

Roześmiał się szczęśliwie. 

—  Dobry...?  Moja  Lenko,  tylko  głupcy  są  dobrzy.  Ale  ty 

powinnaś czuć się u mnie dobrze, gdyż chcę, aby moja żona żyła jak 

królowa. Po to ją będę miał. 

Fred  nie  zauważył,  co  zaszło  między  narzeczonymi.  Jego  myśli 

wróciły do sceny na jeziorze, gdy Lena wpatrywała się nieruchomym 

wzrokiem  w  cienką  warstwę  lodu.  Jeszcze  brzmiały  mu  w  uszach jej 

słowa:  “Jak dobrze byłoby mi  w cichym  łożu na dnie". Czy cierpiała 

aż tak bardzo z powodu zaręczyn, że śmierć wydawała jej się lepszym 

rozwiązaniem?  Martwił  się  poważnie  o  siostrę i  zły  był,  że  nie  może 

jej  pomóc.  On  również  odsunął  się  od  ojca,  ponieważ  wiedział,  że 

wszystkie nieszczęścia spadły na Warnstetten z jego powodu. 

 

Święta  Bożego  Narodzenia  minęły  niezauważenie.  Pani 

Warnstetten czuła się tak źle, że prawie nie wychodziła z łóżka. Lena 

zmusiła  ojca  do  zaangażowania  gospodyni,  ponieważ  prowadzenie 

background image

domu  byłoby  dla  mamy  zbyt  wielkim  obciążeniem,  gdy  ona  nie 

będzie jej już mogła pomóc. 

Borkenhagen  podarował  Lenie  na  gwiazdkę  bardzo  kosztowne 

prezenty, które nie sprawiły jej jednak żadnej radości. Nie wiedziała, 

co  zrobić  z  tą  biżuterią.  Frank  odczuł  jej  ponury  nastrój  jako 

zniewagę.  Oprócz  Leny  obdarował  również  hojnie  rodziców  i  brata 

narzeczonej. Fredowi przysłał pięknego konia czystej krwi, z którego 

ten się bardzo ucieszył. Było to bowiem spełnienie długo skrywanego 

marzenia.  

Mimo  to  jednak  wszyscy,  z  wyjątkiem  Borkenhagena,  byli 

szczęśliwi, gdy święta minęły. W dzień Nowego Roku Fred wyjechał, 

a  Lena  z  mamą  musiały  zacząć  poważnie  myśleć  o  przygotowaniu 

wyprawy.  Borkenhagen  był  w  ciągłym  ruchu,  szykując  dom  na 

przyjęcie Leny. 

Pod  koniec  stycznia  wszystko  było  gotowe  i  Frank  mógł 

przywieźć  tu  Lenę  i  jej  matkę,  aby  mogły  zobaczyć  dom.  Rodzinna 

siedziba  była  bardzo  okazała.  Została  wybudowana  przez  dziadka 

Franka, który dorobił się wielkiego majątku, założył pierwsze fabryki, 

co stworzyło podwaliny wielkiej fortuny rodziny Borkenhagenów. 

Przed  domem  rozciągał  się  wspaniały  park  z  pięknymi 

fontannami  i  rabatami.  Do  wejścia  prowadziły  szerokie  schody,  na 

poręczach  których  umieszczono  lampy  w  kształcie  olbrzymich 

świeczników.  Obszerny  hol  wyłożony  był  marmurem.  Kosztowne 

dywany  oraz  całe  mnóstwo  kwiatów  sprawiały  przytulne  wrażenie. 

Szerokie  marmurowe  schody,  prowadzące  na  piętro,  pokrywały 

background image

puszyste  chodniki.  Kunsztownie,  ale  i  trochę  przesadnie  zdobione 

poręcze były bogato złocone.  

Na  samym  środku  holu,  otoczona  kwiatami,  stała  rzeźba 

przedstawiająca  Ariadnę  z  Danneker.  Na  parterze  znajdowały  się 

salony,  w  których  bogate  złocenia,  obrazy  i  malowidła  na  suficie 

wydawały  się  pretensjonalne.  Podobnie  salon  i  sypialnia,  znajdujące 

się na piętrze, były przesadnie bogato urządzone. Wszędzie znać było 

przesadę. 

Szczególnie bogato umeblowane były pokoje, które Borkenhagen 

przeznaczył  dla  Leny.  Niezliczone  ilości  kosztownych  figurek  i 

innych  drobiazgów,  dobranych  bez  znawstwa,  zalegały  na  meblach, 

nie pozostawiając na nich pustego miejsca. Koronkowe firany, ciężkie 

zasłony, grube dywany oraz meble przytłaczały przepychem. 

Lena  miała  chwilami  wrażenie,  że  nie  będzie  mogła  w  tych 

pokojach oddychać. Wystrój wnętrz nie wydawał jej się ani ładny, ani 

wytworny,  lecz  przesadny  i  pozbawiony  dobrego  smaku.  Frank 

obserwował ją z miną dziecka czekającego na pochwałę. 

Lena  nie  chciała  niczego  ganić.  W  gruncie  rzeczy  było  jej 

obojętne,  gdzie  spędzi  resztę  życia.  Pochwaliła  go  więc  machinalnie, 

napomykając  jedynie,  że  wszystko  jest  dla  niej  zbyt  kosztowne  i 

trudno jej będzie się przyzwyczaić do życia w tym otoczeniu. 

— Różnica między Warnstetten a Borkenhagen jest zbyt duża. 

Roześmiał się mile połechtany. 

— Tak powinno być, Lenko. Tak właśnie powinno być! 

background image

Chciał  jeszcze  usłyszeć  słowa  aprobaty  od  pani  Warnstetten. 

Więc  ta  zmusiła  się  do  wyrażenia  swego  uznania.  Droga  i  oglądanie 

domu wyczerpało jej siły. Poczuła, że zbliża się kolejny atak. Ostatnio 

miewała je często. Poprosiła więc o chwilę wytchnienia. 

Lena pochyliła się nad nią zatroskana. 

— Mamo! Moja kochana mamo, czy dobrze się czujesz? 

— Zaraz mi przejdzie, córeczko. Nie martw się! 

Borkenhagen  z  zazdrością  słuchał  pełnego  czułości  głosu  Leny. 

Do  niego  nigdy  nie  mówiła  w  ten  sposób.  Znaczył  dla  niej  o  wiele 

mniej  niż  matka.  Nie  kochała  go,  sama  mu  to  powiedziała.  Teraz 

jeszcze  nie,  ale  z  czasem  powinna  i  będzie  musiała  go  pokochać. 

Frank  Borkenhagen  osiągał  przecież  wszystko,  czego  zapragnął. 

Miłość przyjdzie wraz z małżeństwem. Tym się pocieszał, a ponieważ 

chciał, by tak się stało, uwierzył w to. 

Gdy  pani  Warnstetten  trochę  odpoczęła,  zaprowadził  obie  do 

małej  jadalni,  gdzie  kazał  podać  wykwintne  śniadanie.  Służący  w 

eleganckiej  liberii  wyglądał  wytworniej  niż  sam  Borkenhagen. 

Zachowywał  się  nienagannie,  gdyż  wiedział,  że  obsługuje  przyszłą 

panią na Borkenhagen. Ku zmartwieniu gospodarza, obie panie prawie 

nie tknęły jedzenia. 

— Jesz jak wróbelek, Lenko. Czyżbyś obawiała się o swą figurę? 

Może nie smakuje ci u mnie? — pytał zmartwiony. 

— Zazwyczaj jem bardzo mało na śniadanie, Frank. A do takich 

delicji nie jestem przyzwyczajona. 

background image

—  Cóż,  przyzwyczaisz  się.  Do  wielu  rzeczy  będziesz  musiała 

przyzwyczaić  się,  Leno.  Ale  powiedz  mi  szczerze,  czy  masz  jeszcze 

jakieś życzenia w związku z urządzeniem naszego przyszłego domu? 

Może czegoś ci brakuje? 

— Nie, wszystko mi się podoba.   

Po  śniadaniu  zwiedzili  jeszcze  park,  po  czym  Borkenhagen 

odwiózł obie panie do domu. 

Gdy  Lena  znalazła  się  znowu  w  swym  skromnym  pokoju, 

poczuła  się  tak,  jak  gdyby  znalazła  wreszcie  oazę  po  podróży  przez 

pustynię.  “Och!  Gdybym  mogła  tu  zostać,  być  wolną  i  niezależną! 

Uważałabym  się  za  najszczęśliwszą  na  świecie!"  —  pomyślała 

wyczerpana i rzuciła się na łóżko. 

Nie  przeczuwała,  że  jej  matka  w  swoim  pokoju  upadła 

nieprzytomna  na  podłogę.  Serce  odmówiło  jej  posłuszeństwa.  Pani 

Warnstetten  nie  szukała  pomocy  lekarzy  sądząc,  że  przyczyną  jej 

obecnego  stanu  zdrowia  są  przeżycia  ostatniego  okresu.  Oprócz  niej, 

tylko Lena wiedziała, jak bardzo jest chora. 

Ze względu na stan zdrowia matki, Lena upierała się, by ślub był 

cichy.  Chciała,  aby  odbył  się  w  małym,  wiejskim  kościółku,  bez 

“wielkiej pompy", jak złośliwie określił to Borkenhagen. 

— Jeśli nie chcesz zrezygnować z uroczystego ślubu i hucznego 

wesela, będziemy musieli przesunąć termin, aż mama wyzdrowieje — 

powiedziała stanowczo. 

— Ależ,  Lenko, nie zniosę dłużej tego oczekiwania. Cóż, muszę 

się poddać. Wydamy wielkie przyjęcie w Borkenhagen już po ślubie. 

background image

Tak  będzie  nawet  lepiej,  bo  tu  i  tak  nie  mógłbym  go  tak 

zorganizować, jak zamierzam.  

Pani Warnstetten w dalszym ciągu nie czuła się dobrze. Ustalono 

więc  w  końcu,  że  ślub  odbędzie  się  w  ścisłym  gronie  rodziny.    

Gdyby  Lena  nie  była  tak  zaabsorbowana  dręczącymi  ją  myślami, 

dostrzegłaby, że matka czuje się coraz gorzej. 

Wreszcie  nadszedł  dzień  ślubu.  W  nocy  mróz  oszronił  drzewa  i 

krzewy,  które  wyglądały  niezwykle  pięknie  i  malowniczo.  Gdy 

wzeszło  słońce,  wszystko  dookoła  błyszczało,  jakby  przystrojone 

miliardem  brylantów.  Niestety,  w  promieniach  słońca  śnieżny 

przepych  wkrótce  stopniał.  W  późnozimowym  krajobrazie  znać  już 

było pierwsze przejawy wiosny. 

Zanim  Lena  zaczęła  ubierać  się  do  ślubu,  pobiegła  do  matki.    

Pani  Warnstetten  leżała  bardzo  blada,  z  błyszczącymi  gorączką 

oczyma. 

— Mamo! Kochana, droga mamo! Jak się czujesz? 

—  Dobrze,  córeczko,  całkiem  dobrze.  Czuję  tylko  okropny 

bezwład  w  nogach.  Chciałabym  jeszcze  trochę  odpocząć,  zanim 

przebiorę się do wyjścia. 

Lena objęła matkę i przytuliła policzek do jej piersi. 

— Mamo, czy spełnisz moje życzenie? 

Pani Warnstetten spojrzała zatroskana na bladą twarz córki. 

— Każde, moje dziecko. 

— Nie jedź z nami do kościoła — wyrzuciła z siebie Lena. 

Matka drżącą ręką odgarnęła włosy z jej czoła. 

background image

— Czy mogę pozwolić iść ci samotnie tą ciężką drogą? Czy nie 

powinnam podejść z tobą do ołtarza? 

— Nie, mamo, będę spokojniejsza, jeśli zostaniesz w domu. 

Pani Warnstetten objęła rękami twarz córki. 

—  Och,  Leno!  Gdybyśmy  obie  mogły  umrzeć!  —  szepnęła 

zrezygnowanym głosem. 

Lena zmusiła się do uśmiechu. 

—  Nie  martw  się  tak  o  mnie,  mamo.  Zobacz,  jestem  o  wiele 

spokojniejsza od ciebie. Frank jest dla mnie naprawdę dobry. Kto wie, 

może będę z nim jeszcze całkiem szczęśliwa? 

Pani Warnstetten osunęła się ze zmęczenia na poduszki. Nabożne 

życzenia!  —  Znała  swoją  córkę  i  czytała  w  jej  sercu  jak  w  otwartej 

księdze. Równocześnie starała się, aby sprawić wrażenie spokojnej. 

— Już dobrze, Leno. Głowa do góry. Bóg ci dopomoże. 

— A spełnisz moją prośbę? 

—  Jeśli  chcesz,  zostanę  w  domu.  Tutaj  też  mogę  się  za  ciebie 

modlić. Tak, mamo. A zaraz po powrocie z kościoła, zanim pojadę do 

Borkenhagen,  przyjdę  po  twoje  błogosławieństwo.  Chcemy  tam 

wyruszyć  zaraz  po  przyjściu  z  kościoła.  Służba  Borkenhagena 

przygotowała dla mnie jakąś niespodziankę na powitanie. 

—  Tak,  kochanie.  Przyjmij  już  teraz  moje  błogosławieństwo. 

Odprowadzę cię, gdy będziesz wychodzić do kościoła. 

Matka i córka ucałowały się serdecznie, potem Lena wyszła, aby 

przygotować się do tego największego oszustwa, jakim był jej ślub. 

background image

Fred przyjechał rano. Ze względu na cichy ślub, miał zostać tylko 

jeden dzień. Teraz siedział w pokoju z ojcem. Między nimi panowało 

męczące milczenie. 

Pan  Warnstetten,  podobnie  jak  jego  zięć,  nie  był  zadowolony  z 

tak skromnej uroczystości. Z nikim nie rozumiał się tak dobrze, jak z 

Borkenhagenem.  On  przynajmniej,  inaczej  niż  Lena  i  jej  matka,  nie 

doszukiwał  się  zbrodni  w  każdej  przyjemności  życiowej.  No  cóż, 

zaniedbał trochę majątek, trochę zbyt dużo wydawał na siebie, ale nie 

tylko  on  ponosił  winę  za  upadek  Warnstetten.  Głównym  tego 

powodem były ciężkie czasy, przeklinał je, chcąc na nie zrzucić winę 

za wszystko, co go trapiło. 

Od  czasu  zaręczyn  Leny,  Warnstetten  czuł  się  nieswojo.  Nie 

szukał żadnych uciech życiowych, widząc obok siebie dwie stroskane, 

kobiece twarze. 

— Niech diabeł porwie cały ten kram! Co za głupi pomysł z tym 

cichym ślubem — złorzeczył. 

Fred podparł ręką głowę. 

— Mogę zrozumieć Lenę, że nie ma ochoty na wielkie przyjęcie 

— powiedział wzdychając. 

—  Wielkie  zmartwienie!  Ty  przynajmniej  nie  zaczynaj 

wzdychać! Pozostaw tę czułostkowość kobietom! Lena jest naprawdę 

niemądra.  Zamiast na kolanach  dziękować  Bogu,  że  robi  tak  świetną 

partię,  obnosi  twarz  ofiarnego  baranka.  A  matka  popiera  jeszcze  jej 

sentymentalizm zamiast odwołać się do jej rozsądku. 

Fred wstał. 

background image

— Frank przyjechał — powiedział, zmieniając temat. 

Borkenhagen  podjechał  po  narzeczoną  eleganckim  powozem. 

Ślub  cywilny  miał  się  odbyć  w  urzędzie  gminnym  krótko  przed 

ślubem  kościelnym.  Wszedł  do  pokoju  i  przywitał  się  z  ojcem  i 

synem. Od stóp do głów ubrany był z nienaganną elegancją. Zapytał o 

Lenę. 

— Jeszcze się przygotowuje, Frank. 

Borkenhagen spojrzał na zegarek. 

—  No,  jeszcze  dziesięć  minut.  Ładne  wesele,  teściu.  Sądzę,  że 

każdy  mój  urzędnik  odmówiłby  wstąpienia  w  święty  związek 

małżeński,  gdyby  się  to  miało  odbyć  tak  skromnie  —  zażartował, 

ukrywając w ten sposób denerwowanie. 

—  Przynajmniej  inaczej  niż  wszyscy,  Frank.  To  naprawdę 

oryginalne,  że  bogaty  Borkenhagen  rezygnuje  z  uroczystego  ślubu  i 

hucznego wesela — odpowiedział ze śmiechem Warnstetten. 

—  Hm,  inaczej  to  sobie  wszystko  wyobrażałem.  Szczerze  ci 

powiem,  Fred,  czuję  się  dziwnie,  To  nie  takie  proste  rezygnować  ze 

swej wolności. 

Fred spojrzał na niego z wymuszonym uśmiechem. 

— Lena nie da ci z pewnością odczuć tych kajdan. 

Gdy po piętnastu minutach Lena u boku narzeczonego opuszczała 

dom, śmiertelnie blada pani Warnstetten stanęła w korytarzu i patrzyła 

za  nią  z  nieopisanym  bólem.  Przy  drzwiach  Lena  odwróciła  się  raz 

jeszcze  i  spojrzała  na  matkę  z  taką  troską,  że  ta  złapała  się  nagle  za 

serce. 

background image

Gdy  Lena  wsiadła  do  powozu,  przez  twarz  matki  przebiegł 

skurcz.  Zachwiała  się,  szukając  oparcia.  Fred  wyszedł  już  za  młodą 

parą. Tylko Herman Warnstetten zauważył, co dzieje się z żoną. 

Z  zewnątrz  dobiegł  odgłos  zamykanych  drzwi  powozu.  Z  ust 

Anny  Warnstetten  wydobył  się  bolesny  jęk.  Jej  twarz  zaczerwieniła 

się  niebezpiecznie.  Warnstetten  podbiegł  do  niej,  aby  ją  podtrzymać. 

Jednak  jej  wzrok  sprawił,  że  się  powstrzymał.  Po  chwili  upadła 

zemdlona. 

Herman Warnstetten zawołał służącą i szybko wyszedł do Freda, 

który czekał na niego. 

—  Jedź  sam,  Fred.  Mama  zemdlała.  Nie  mów  nic  Lenie. 

Wytłumacz  moja  nieobecność  jakimś  niewinnym  kłamstwem.  I 

przyślij lekarza, będziesz przejeżdżał koło jego domu. Może wziąć od 

razu twój powóz. 

Fred  skinął  głową  w  milczeniu.  Dał  woźnicy  kilka  niezbędnych 

wskazówek i szybko wskoczył do powozu. Było mu ciężko na sercu. 

Za bardzo kochał matkę i siostrę, by nie cierpieć wraz z nimi. 

Pan  Warnstetten  pospieszył  z  powrotem  do  domu.  Podszedł  do 

żony, która leżała nadal na podłodze. Z pomocą służącej zaniósł ją do 

pokoju  i  położył  na  łóżko.  Oblał  go  zimny  pot,  gdy  spojrzał  na  jej 

bladą  twarz.  Była  dziwnie  nieruchoma,  a  w  jej  półprzymkniętych 

oczach  —  w  tych  oczach,  które  przyglądały  mu  się  tak  strasznie  — 

uwięziony został budzący zgrozę wyraz.  

background image

Podniósł  jej  ramię,  ale  opadło  bezwładnie  na  łóżko.  Pochylił  się 

nad nią, aby posłuchać bicia jej serca. Nic nie usłyszał. Przeraził się. 

Czyżby nie żyła? Krople potu pojawiły się na jego czole. 

Nowo  zaangażowana  gospodyni,  kobieta  w  podeszłym  wieku,  o 

dużym doświadczeniu, podeszła do swej pani i pochyliła się nad nią. 

—  Panie  Warnstetten,  ona  nie  zemdlała,  ona  nie  żyje  — 

powiedziała cicho. 

Warnstetten  zerwał  się  i  popatrzył  na  nią  z  niedowierzaniem. 

Wyciągnął przed siebie ręce, jak gdyby chciał zatrzymać te słowa. 

— Kto... kto tu mówi o śmierci? 

—  Ja,  panie  Warnstetten.  Niech  pan  tylko  spojrzy  w  te  zgasłe 

oczy. 

Warnstetten spojrzał z przestrachem w oczy żony. Czy nie patrzą 

na niego ze strasznym oskarżeniem? Ukrył twarz w dłoniach. 

—  Nie,  nie,  to  nie  może  być  prawdą...  Lekarz,  żeby  już  był 

lekarz!  Proszę  przynieść  wody,  szybko,  zimnej  wody...  Ona  musi 

przyjść do siebie! 

Gdy  lekarz  wreszcie  przybył,  mógł  tylko  potwierdzić  słowa 

gospodyni. Anna Warnstetten była już wolna od dręczącej ją obawy o 

córkę. 

Przez  chwilę  Warnstetten  stał  jak  ogłuszony.  Pierwsza  myśl, 

która do niego dotarła, dotyczyła Leny. Gdyby wiedziała, co się stało! 

Nie, nie powinna się o niczym dowiedzieć, nawet wtedy, gdy wróci z 

kościoła. Obawiał się wybuchu rozpaczy. Byłoby lepiej, aby myślała, 

że  matka  śpi.  Zaraz  pojedzie  przecież  do  Borkenhagen.  Tam  Frank 

background image

może  jej  o  tym  oględnie  powiedzieć,  najlepiej  dopiero  jutro  rano, 

Służącej  nakazał  milczenie.  Poprosił  również  lekarza,  aby  wrócił  do 

domu, ponieważ Lena, widząc go, mogłaby nabrać podejrzeń. 

— Pan rozumie, drogi doktorze, moja córka zemdlałaby na wieść, 

że matka umarła w czasie jej ślubu. 

Lekarz zrozumiał to doskonale i pożegnał się. I tak nie mógł już 

pomóc.  Zamknął  tylko  zmarłej  oczy  i  złożył  jej  ręce  na  piersiach. 

Zdawało się, że pani Warnstetten śpi. 

 

Tymczasem  Lena  stanęła  z  Borkenhagenem  przed  ołtarzem. 

Kolana jej drżały, a wzrok był pełen rezygnacji. Nie docierało do niej, 

co mówi ksiądz. Jego słowa brzmiały jak puste dźwięki. 

— Dobry Boże, spraw, by stał się cud — błagała żarliwie w głębi 

serca.  —  Pomóż  mi,  mój  Boże...  nie  pozwól  mi  popełnić 

krzywoprzysięstwa,  uczyń  ten  cud!  Weź  moje  życie  albo  wybaw 

mnie! 

Czuła  wciąż  taki  ucisk  w  krtani,  że  wydawało  jej  się,  iż  będzie 

musiała  krzyknąć,  aby  nabrać  powietrza.  Przyszłość  napawała  ją 

takim  przerażeniem,  że  strach  ściskał  jej  serce.  Pomyślała  znowu  o 

matce,  która  cierpi  razem  z  nią.  Wpatrywała  się  w  twarz  starego 

pastora, jakby w niej mogła znaleźć ratunek. Ale jego krótkowzroczne 

oczy nie dostrzegały tego cierpienia. 

A  Lena  nadal  wołała  w  duszy  o  cud,  który  wybawiłby  ją.  Ale 

stało się tak, jak w przypadku tysiąca innych ludzi, którzy w potrzebie 

serca błagają o cud. Cud się nie zdarzył. 

background image

Drżącymi  wargami  wyszeptała  słowo  potwierdzenia  przysięgi 

małżeńskiej.  Ksiądz  wykonał  swoje  zadanie.  Uznał  jej  ledwo 

dosłyszalne “tak", podczas gdy pełne zwątpienia oczy Leny krzyczały 

“nie!".  Tego  “nie"  jego  słabe  oczy  nie  dostrzegły.  A  nawet  gdyby  je 

zobaczył,  nie  zwróciłby  na  nie  uwagi.  Dla  niego  ważne  było 

potwierdzenie, nic poza tym. 

Jak  we  śnie,  jak  w  złym,  potwornym  śnie  Lena  pozwoliła  się 

poprowadzić przez mały, skromny kościół do powozu. Nie spostrzegła 

młodzieży  ze  wsi,  która  wpatrywała  się  z  podziwem  w  piękną pannę 

młodą.  Nie  zauważyła  również,  że  w  kościele  nie  było  ojca.  Puściła 

mimo uszu życzenia Freda, jak również pełen czułości szept męża. Jej 

ciało, bez udziału świadomości, wykonywało każdy ruch. Nie broniła 

się,  gdy  w  drodze  powrotnej  mąż  przytulił  ją  do  siebie  i  okrył 

pocałunkami. Nie zauważyła, jak cieszyła go jej uległość. 

Po powrocie do Warnstetten Lena udała się do swego pokoju, aby 

się przebrać. Gospodyni zdjęła jej welon i wianek, potem powiedziała 

jej,  że  matka  śpi.  Lena  nic  nie  odpowiedziała.  Gdy  uwolniła  się  od 

welonu,  kazała  gospodyni  odejść.  Drżącymi  rękami  zamknęła  za  nią 

drzwi  i  rzuciła  się  na  sofę,  chowając  twarz  w  dłoniach.  Leżała  tak 

dość długo. Następnie wstała i zdjęła ślubną suknię. 

Tymczasem  Warnstetten  przeprowadził  poważną  rozmowę  z 

Fredem Borkenhagenem. Fred był do głębi poruszony śmiercią matki, 

a jednocześnie obudził się w nim okropny lęk o Lenę. Jeżeli dowie się 

teraz o śmierci matki? Mimo to sprzeciwił się życzeniu ojca, aby dziś 

zataić przed Leną tę straszną wiadomość. 

background image

—  Ona  nigdy  by  nam  tego  nie  wybaczyła  —  stwierdził  z 

przekonaniem. 

Borkenhagen  był  bardzo  zdenerwowany.  Nie  zmartwił  się 

śmiercią  pani  Warnstetten,  a  wprost  przeciwnie,  miał  nadzieję,  że 

Lena  przylgnie  do  niego  szybciej,  gdy  nie  będzie  miała  przy  sobie 

matki.  Jednak  teraz,  w  dniu  wesela,  to,  co  się  wydarzyło  było  mu 

bardzo  nie  na  rękę.  Lena,  gdyby  się  dowiedziała,  z  pewnością  nie 

odeszłaby od ciała matki, a on chciał ją mieć przy sobie. Była dziś tak 

kochana i oddana, jak jeszcze nigdy. Wziął jej bezwolne zachowanie 

za  oddanie.  Czy  może  pozwolić,  aby  pierzchł  jej  łagodny  nastrój 

zanim  on  się  nim  nacieszy;  czy  nie  powinien  wykorzystać  go,  aby 

zawładnąć sercem Leny? 

Warnstetten  i  Borkenhagen  zastanawiali  się  dość  długo,  jak 

postąpić  i  w  końcu,  mimo  ostrzeżeń  Freda,  postanowili  ukryć  przed 

Leną śmierć matki. Zdecydowali, żeby oględnie powiedzieć jej o tym 

dopiero  następnego  dnia.  Ponieważ  podjęli  taką  decyzję,  musieli 

dopilnować,  aby  Lena  nie  wymknęła  się  niepostrzeżenie  do  matki. 

Wkrótce  powinna  być  bowiem  gotowa  do  drogi.  Borkenhagen  stanął 

przy drzwiach jej pokoju, a Warnstetten czekał przy schodach, aby w 

razie potrzeby mu pomóc. 

Tymczasem  Fred  udał  się  do  pokoju  matki.  Z  głębokim  bólem 

spojrzał w jej martwą twarz. Jak wielką miłością i dobrocią darzyła go 

przez całe życie, jak mężnie i bez słowa skargi znosiła swój ciężki los! 

A teraz jej serce nie potrafiło znieść cierpienia córki i dlatego odeszła. 

background image

Cicho  odmówił  modlitwę  i  zszedł  na  dół.  Martwił  się  o  Lenę.  Gdy 

mijał jej pokój, zobaczył stojącego przed drzwiami Borkenhagena. 

— Czy Lena jeszcze nie jest gotowa? 

Borkenhagen przecząco potrząsnął głową. Zapukał do drzwi. 

— Lenko, nie jesteś jeszcze gotowa? — zapytał czule. 

Przez chwilę panowała cisza. Potem głos Leny odpowiedział: 

— Zaraz schodzę. 

W  kilka  minut  potem  stanęła  na  progu  w  eleganckim, 

jasnoszarym  kostiumie,  uszytym  przez  najlepszego  krawca. 

Wyglądała  prześlicznie.  W  swoich  prostych,  przez  siebie  szytych 

sukienkach, nigdy nie prezentowała się tak elegancko.  

Pod  wpływem  jej  spojrzenia  Borkenhagen  zapomniał  o  całym 

świecie. Przycisnął ją mocno do siebie i pocałował drżące usta. 

— No chodź, Lenko, powóz czeka. Chcę cię wprowadzić w progi 

twego nowego domu. 

Odsunęła  się  od  niego.  Wydawało  jej  się  ciągle,  że  to  wszystko 

dzieje się w upiornym śnie. 

—  Nie,  najpierw  pójdę  do  mamy.  Jeszcze  się  z  nią  nie 

pożegnałam. Zejdź na dół, zaraz do was przyjdę. 

—  Ach,  Lenko!  Miałem  ci  właśnie  powiedzieć,  że  mama  śpi. 

Była  bardzo  słaba,  więc  dobrze  się  stało,  że  zasnęła.  Nie  chcesz  jej 

chyba przeszkadzać? 

Lena potrząsnęła głową. 

—  Wejdę  do  niej  cicho  i  pocałuję  tylko  w  rękę.  Nie  opuszczę 

domu bez pożegnania z mamą! 

background image

Zaśmiał się z przymusem. 

— Ależ, Lenko, zrobisz to, gdy będziemy wybierać się w podróż 

dookoła  świata,  na  co  tak  kategorycznie  nie  wyraziłaś  zgody, 

uparciuchu.  Po  co  się  żegnać,  gdy  jedziemy  tylko  do  Borkenhagen? 

Jutro rano przyjedziesz tu, aby odwiedzić mamę. 

Lena próbowała odsunąć jego ramię. 

—  Pozwól  mi,  Frank,  obiecałam  mamie,  że  do  niej  jeszcze 

przyjdę  i  jestem  pewna,  że  na  mnie  czeka.  Nie  opuszczę  domu,  nie 

spełniwszy mojej obietnicy! Jak możesz tego ode mnie wymagać? 

Na  czole  Borkenhagena  pojawiły  się  krople  potu.  Warnstetten 

pospieszył mu z pomocą. Stojąc przy schodach, słyszał ich rozmowę. 

Szybko wbiegł na górę. 

—  Lenko,  mama  była  bardzo  zmęczona.  Zostaw  ją  w  spokoju. 

Nie przeszkadzaj jej. Przekażę jej twoje pozdrowienia. 

Spojrzała na nich zdziwiona. Zauważyła bladą i wzburzoną twarz 

Freda.  Przyjrzała  mu  się  i  ogarnął  ją  niesamowity  lek.  Spróbowała 

wyrwać się Borkenhagenowi, lecz nie zdołała. 

— Fred! — krzyknęła. — Fred, co się stało z mama? Coś przede 

mną ukrywacie! Dlaczego nie chcecie mnie do niej dopuścić? 

Fred  nie  zdołał  jej  odpowiedzieć.  Powstrzymywane  łzy  ściskały 

mu gardło. Lena zadrżała i wyciągnęła do niego ręce. 

— Fred, co z mamą?! 

Rodzeństwo  spojrzało  sobie  w  oczy.  Nie  wypowiedzieli  ani 

jednego  słowa,  ale  Leną  targnął  niepokój.  Już  nie  myślała  o  swym 

cierpieniu. Zawładnęła nią troska o matkę. 

background image

Nagłym szarpnięciem uwolniła się i pospieszyła do pokoju matki. 

Zanim  mężczyźni  mogli  temu  zapobiec,  zniknęła  za  drzwiami  i 

zamknęła je od środka. 

Po  chwili  z  pokoju  dobiegł  przeraźliwy  krzyk.  Fred  szarpał 

klamką i prosił ją usilnie, aby go wpuściła. Nie uczyniła jednak tego. 

Wstrzymując  oddech  nadsłuchiwali,  co  dzieje  się  w  pokoju, 

spoglądając na siebie z zakłopotaniem.  

Fred  przyłożył  ucho  do  drzwi  i  usłyszał  niewyraźny,  cichy  jęk. 

Ponownie zawołał Lenę, ale drzwi pozostały zamknięte. Borkenhagen 

w  zdenerwowaniu  szarpał  wąsy,  a  Warnstetten  niespokojnie 

przeczesywał ręką włosy. 

Lena upadła koło martwej matki. Całowała jej usta, martwe oczy 

i  pomarszczone  dłonie.  Z  namiętną  miłością  szeptała  imię  matki, 

gładziła  blade  policzki.  Jej  ciałem  wstrząsały  dreszcze.  Uklękła  i 

patrzyła jak zahipnotyzowana w matczyną twarz, jakby w niej szukała 

rozwiązania  swoich  problemów.  Jej  oczy  nabrały  dziwnego  blasku, 

rysy zaczęły się ożywiać. 

—  Tak,  tak,  mamo...  rozumiem  cię...  cud...  tak...  mamo...  moja 

mamo... wiem… tak... to jest cud — szeptała. 

Jej  oczy  miały  błędny  wyraz.  Jeszcze  raz  serdecznie  i  czule 

pocałowała matkę. 

—  Tak,  mamo,  pokazałaś  mi  drogę...  jestem  wolna...  wolna... 

teraz mnie nic nie powstrzyma! 

background image

Powoli  podniosła  się  i  mechanicznie  wygładziła  spódnicę. 

Rozejrzała  się  po  pokoju  i  pałającymi  nienawiścią  oczyma  spojrzała 

na drzwi. 

— On o tym wiedział i chciał to przede mną zataić. Śmierć matki 

nie pasowała do jego weselnego nastroju. 

Otrząsnęła  się  ze  wstrętem.  Ponownie  rozejrzała  się  po  pokoju. 

Jej  wzrok  zatrzymał  się  na  małych,  pokrytych  tapetą  drzwiach. 

Wpatrywała  się  w  nie  przez  chwilę,  potem  wyciągnęła  rękę,  jakby 

sama  sobie  chciała  wskazać  drogę.  Podbiegła  jeszcze  raz  do  matki, 

pocałowała jej usta i zawołała półgłosem: 

— Idę, mamo! 

Szybko  zniknęła  za  drzwiami.  Za  nimi  znajdowały  się  wąskie 

schody,  które  prowadziły  na  zewnątrz.  Wybiegła  z  pośpiechem,  tak 

jak stała, bez kapelusza i płaszcza. Nikt nie zauważył jej ucieczki, nikt 

nie  przypomniał  sobie  o  ukrytych  drzwiach.  Pospiesznymi  krokami 

pobiegła  przez  topniejący  śnieg  do  drogi,  potem  przecięła  pola, 

zmierzając w kierunku jeziora. 

Biegła coraz szybciej. Jej eleganckie buty całkiem przemokły, ale 

nawet tego nie zauważyła. Wzburzone spojrzenie kierowała prosto ku 

celowi,  a  usta  poruszały  się,  jakby  z  kimś  rozmawiała.  Spieszyła  się 

coraz  bardziej.  Wreszcie  zobaczyła  jezioro.  Nie  rozglądając  się, 

weszła  na  powierzchnię  lodu,  która  pokryta  już  była  wodą.  Całkiem 

wyraźnie widoczne było miejsce, gdzie niedawno usunięto lód.  

Lena  pobiegła  w  tym  kierunku.  Po  chwili  była  już  przed 

przeręblą. Spojrzała na niebo. 

background image

— Mamo, już idę do ciebie — wyszeptała tajemniczo. 

Weszła  na  kruchy  lód,  który  załamał  się  pod  jej  ciężarem. 

Zniknęła pod wodą, nie wydawszy z siebie ani jednego krzyku... 

 

Mężczyźni  stali  przez  chwilę  bezradnie  przed  zamkniętymi 

drzwiami.  Dopóki  Fred  słyszał  jeszcze,  jak  Lena  porusza  się  i 

rozmawia  ze  zmarłą  matka,  był  stosunkowo  spokojny.  Ale  od 

pewnego  czasu  nie  dochodził  stamtąd  żaden  dźwięk.  Ta  cisza  była 

bardzo  niepokojąca.  Zawładnął  nim  niejasny  lęk,  który  udzielił  się 

również pozostałym. Gwałtownie szarpnął drzwiami. 

— Leno, proszę cię, otwórz mi — zawołał głośno. 

Nic  się  nie  poruszyło.  Jeszcze  raz  zapukał,  a  potem  szarpnął 

drzwiami. Borkenhagen także spróbował szczęścia. 

— Lenko, otwórz, niepokoję się o ciebie. 

Znowu nie było żadnej odpowiedzi. 

— Leno! 

— Lenko! 

Wszystko  na  próżno,  po  tamtej  stronie  drzwi  panowała  grucha 

cisza. 

Fred powiedział zdecydowanie: 

— Musimy wejść do środka. Może Lena zemdlała. 

— Ale jak? 

— Nie ma czasu na drugie rozważania, musimy wyważyć drzwi. 

Na  dole,  przy  schodach  ukazały  się  zaciekawione  twarze 

służących. Warnstetten odprawił ich. 

background image

Borkenhagen  złapał  mocnymi  rękami  klamkę  i  całym  ciałem 

runął na drzwi. Zamek nie trzymał mocno. Rozległ się głośny trzask i 

drzwi  otworzyły  się.  W  tej  samej  chwili  Fred  z  Borkerihagenem 

wbiegli  do  pokoju.  Warnstetten  podążył  za  nimi  wolno,  ponieważ 

obawiał się tego, co tam zastanie. Targnął nim niepokój o Lenę. 

Po Lenie nie było ani śladu. 

Fred  pogłaskał  czule  zimny  policzek  matki,  potem  rozejrzał  się 

badawczo  wokół  siebie.  Jego  wzrok  padł  na  małe,  ukryte  za  tapetą 

drzwi.  Zanim  pozostali  ochłonęli  nieco  ze  zdumienia,  w  jakie 

wprawiło  ich  zniknięcie  Leny,  podszedł  do  drzwi,  które  były  lekko 

uchylone, i spojrzał na wąskie schodki. 

— Leno! 

Nie usłyszeli żadnej odpowiedzi. 

Jeszcze w dzieciństwie rodzeństwo często używało tych schodów 

w  swych  zabawach  jako  kryjówki.  Fred  wiedział,  że  prowadzą  do 

tylnej bramy  w  ogrodzie. Tędy  Lena wyszła i nagle  zrozumiał, gdzie 

musi  jej  szukać.  Przypomniała  mu  się  scena  nad  jeziorem,  która 

wydarzyła  się  pamiętnego  dnia  przed  Wigilią.  Z  dręczącą  ostrością 

zabrzmiały  mu  w  uszach  słowa  Leny:  „Jak  dobrze  byłoby  mi  w 

cichym  łożu  na  dnie.  Gdybym  nie  miała  matki,  ta  myśl  nie 

wydawałaby mi się straszna". 

Zrobiło mu się słabo, ale nie poddał się temu. 

—  Szybko,  na  miłość  boską,  szybko  nad  jezioro!  —  zawołał 

zdenerwowany. 

background image

Spojrzeli  na  niego,  nie  rozumiejąc,  o  co  chodzi.  Ale  pobiegli  za 

nim, gdy wypadł z pokoju. Na szczęście na dziedzińcu stał powóz, ten 

sam,  który  miał  zawieźć  młodą  parę  do  Borkenhagen.  Mężczyźni 

wsiedli do niego w nerwowym pośpiechu. 

—  Nad  jezioro,  niech  pan jedzie  jak  najszybciej  nad  jezioro!  — 

zawołał Fred do woźnicy. 

Podczas  gdy  powóz  gnał  w  szalonym  pędzie,  Borkenhagen 

zasypał  Freda pytaniami. Ten jednak zagryzał tylko  wargi i potrząsał 

głową. 

— Nie teraz! — powiedział głucho. 

Ojciec  nie  spojrzał  nawet  na  niego,  siedział  wciśnięty  w  kąt 

powozu. Jego twarz była blada i zatroskana, w oczach czaił się strach, 

a jego serce przepełniało poczucie winy. 

“Twoje  dzieło,  twoje  dzieło,  twoje  dzieło!"  —  skrzypiące  w 

śniegu koła zdawały się powtarzać te dwa słowa. 

Warnstetten  nie  potrafił  obronić  się  przed  tym  oskarżeniem. 

Przed  oczyma  miał  ostatnie,  przerażające  spojrzenie  żony,  które 

oskarżało go mocniej i dotkliwiej niż tysiące słów. 

Fred  rozglądał  się  na  wszystkie  strony,  szukając  Leny.  Musiała 

mieć  dużą  przewagę.  Ale  ona  biegła,  może  więc  zdołają  ja  dogonić, 

zanim dotrze do jeziora. W to, że byli na dobrej drodze, nie wątpił ani 

przez chwilę. Borkenhagena paraliżował strach. 

—  Przecież  to  jest  dzień  mojego  ślubu  —  wyjąkał,  na  jego 

nalanej twarzy pojawiły się krople potu, gdyż mimo pośpiechu zdążył 

założyć futro. 

background image

Fred  był  bez  płaszcza,  a  i  Warnstetten  nie  zdążył  niczego  na 

siebie narzucić. Wszyscy trzej byli bez nakrycia głowy. 

Wreszcie  wyłoniło  się  przed  nimi  jezioro.  Fred  trzymał  rękę  na 

klamce,  był  przygotowany  do  skoku,  wychylił  się  i  krzyknął  nagle. 

Zobaczył Lenę, biegnąca po lodzie, prosto w kierunku przerębli. 

— Stój! — krzyknął do woźnicy. 

Gwałtownie  wyskoczył  z  powozu  i  w  gorączkowym  pośpiechu 

pobiegł  za  Leną.  Nagle  poślizgnął  się  i  upadł.  Zaraz  podniósł  się 

jednak  i  biegł  dalej.  Chciał  zawołać,  powstrzymał  się  jednak,  gdyż 

przewidywał,  że  Lena  przyspieszyłaby,  gdyby  zauważyła,  iż  ktoś  ją 

goni.  Żeby  upadła!  Na  miłość  boską,  żeby  upadła,  wtedy  zdołałby  ją 

może jeszcze dogonić. 

Nie  zastanawiał  się,  co  robią  pozostali,  nie  wiedział  nawet,  czy 

biegną za nim. Bezszelestnie podążał za swą nieszczęśliwa siostrą. Na 

jego oczach osunęła się do wody. W biegu zrzucił z siebie marynarkę. 

Jeszcze tylko kilka kroków... Zobaczył sukienkę Leny na powierzchni, 

w tym miejscu, w którym wpadła do wody. Fred rzucił się szybko na 

dość  mocną  jeszcze  w  tym  miejscu  taflę  lodu  i  przysunął  się  do 

przerębli.  Zdecydowanym  ruchem  złapał  sukienkę  Leny  i  trzymał  ją 

mocno. Powoli przyciągał ją ku sobie.  

W tym momencie zjawił się Borkenhagen z ojcem i pomogli mu. 

Ze  skamieniałymi  przerażeniem  twarzami  razem  wyciągnęli  Lenę  z 

wody  na  powierzchnię  lodu.  Nie  było  to  łatwe  na  mokrym, 

niepewnym podłożu, w jakie odwilż zamieniła mocny dotąd lód. 

background image

W  milczeniu  zanieśli  bezwładne  ciało  do  powozu.  Woźnica 

przyszedł im z pomocą. Fred spojrzał na niego. 

—  Niech  pan  odepnie  jednego  konia  i  sprowadzi  lekarza.  Będę 

sam powoził. 

— Gdzie ma przyjechać lekarz? 

— Do Warnstetten. 

Borkenhagen zerwał się. 

— Nie, do Borkenhagen! —zawołał ze złością. 

—  Czy  nie  byłoby  lepiej,  Frank,  gdybyśmy  zabrali  Lenę  do 

Warnstetten? — zapytał przygnębiony Fred. Zdawał sobie sprawę, że 

Lena wolała rzucić się do jeziora niż udać się do Borkenhagen. 

Frank zdenerwował się. 

—  Lena  jest  moją  żoną  i  należy  do  mnie  —  powiedział 

nieprzyjemnym  głosem.  Opanowawszy  się  jednak,  kontynuował 

spokojnie  —  w  Borkenhagen  będzie  pod  lepszą  opieką,  otoczona 

wszelkimi  wygodami,  poza  tym  będziemy  tam  szybciej  niż  w 

Warnstetten. 

Ostatni  argument  przekonał  Freda.  Jeśli  można  było  jeszcze  w 

ogóle  pomóc,  trzeba  to  zrobić  jak  najszybciej.  Woźnica  pojechał  po 

lekarza. 

Mężczyźni ułożyli Lenę w powozie najwygodniej, jak tylko było 

to  możliwe.  Nie  wiedzieli,  czy  jeszcze  żyje.  Borkenhagen  i 

Warnstetten  usiedli  obok  Leny,  a  Fred  wskoczył  na  kozioł.  Ojciec, 

który  nie  powiedział  dotąd  ani  słowa,  obserwował  tylko  bladą  twarz 

Leny, sprawiającą wrażenie martwej. 

background image

W  drodze  starali  się,  w  miarę  swych  możliwości,  przywrócić 

Lenie  przytomność.  Przebywała  w  wodzie  bardzo  krótko,  mieli  więc 

nadzieję,  że  to  tylko  omdlenie,  spowodowane  długim,  męczącym 

biegiem oraz kąpielą w lodowatej wodzie. 

Borkenhagen  drżącymi  rękami  wycierał  wodę,  spływającą  z 

włosów  na  twarz  Leny.  Czasami  jej  ciałem  wstrząsały  dreszcze. 

Wzruszający  wygląd  jego  młodej  żony  sprawił,  że  myślał  cały  czas 

tylko  o  niej.  Po  raz  pierwszy  dotknęło  go  nieszczęście.  Dotąd 

spotykały  go  zawsze  tylko  przyjemności.  Tym  większy  był  to  dla 

niego szok. Nie mógł pojąć, że można dobrowolnie wyrzec się życia, 

które niesie tyle radości.  

Z  mieszanymi  uczuciami  patrzył  w  nieruchomą  twarz  Leny.  Po 

raz pierwszy  w życiu zawładnął nim przejmujący ból, który  wywołał 

łzy  w  jego  oczach.  Ale  wśród  tych  wszystkich  niejasnych  uczuć 

pojawiło  się  pytanie:  dlaczego?  Dlaczego  Lena  szukała śmierci?  Czy 

tak  bezgranicznie  kochała  matkę,  że  jej  śmierć  uczyniła  życie  nie  do 

zniesienia? Czy szok, wywołany nieoczekiwanym  widokiem martwej 

matki,  pomieszał  jej  zmysły?  Jak  Fred  wpadł  tak  szybko  na  to,  że 

Lena  mogła  pójść  nad  jezioro?  Dlaczego  zbladł  ze  strachu,  gdy 

zobaczył otwarte drzwi? Wszystkie te pytania chaotycznie krzyżowały 

się w jego głowie, gdy próbował cucić Lenę. 

Herman  Warnstetten  był  nie  mniej  wstrząśnięty.  Ale  on  nie 

musiał  o  nic  pytać.  Wiedział,  co  skłoniło  Lenę  do  samobójstwa. 

Mogła  poświęcić  swe  życie  dla  matki,  czerpiąc  z  miłości  do  niej 

pociechę  i  siłę.  Teraz,  gdy  odebrano  jej  tę  miłość,  poświęcenie  to 

background image

wydawało  się  jej  bezsensowne.  Teraz  miała  prawo  uwolnić  się  od 

tego, do czego ją zmuszono. 

Zmuszono?  Nie,  nie,  Hermanie  Warnstetten.  Ty  sam  obarczyłeś 

dziecko tym ciężarem, ty popchnąłeś ją do samobójstwa. To  również 

ty  masz  na  sumieniu  przedwczesną  śmierć  żony,  powiedziało  ci  to 

przecież  jej  ostatnie  spojrzenie.  Jesteś  mordercą,  Hermanie 

Warnstetten, podwójnym mordercą, jeśli twoja córka nie otworzy już 

oczu.  Nawet  gdyby  żaden  sąd  nie  mógł  cię  oskarżyć,  głos,  który 

właśnie odezwał się w twoim sercu, nigdy już nie umilknie, będzie cię 

nieustannie oskarżać. Nigdy nie zapomnisz ostatniego spojrzenia żony 

ani chwili, kiedy twoja córka osunęła się w ciemną otchłań. 

Sprawiedliwość  boża  zapukała  do  twego  zatwardziałego  serca. 

Jak będziesz mógł żyć ze świadomością własnej nikczemności? Teraz 

idź  i  upajaj  się  życiem.  Każdy  kęs  będzie  wykrzywiać  twoje  usta, 

każda  kropla  będzie  parzyć  twe  żyły  niczym  ogień,  w  każdym 

uśmiechu kobiety ujrzysz umierającą twarz żony. 

 

Smutne  było  przybycie  nowej  pani  na  Borkenhagen  do 

odświętnie 

przystrojonego 

domu. 

Służba,  przygotowana 

do 

uroczystego  powitania,  rozpierzchła  się  szybko  pod  wpływem 

ponurego wzroku pana. 

Lenę  zaniesiono do  przygotowanej  dla  niej  sypialni.  Długoletnia 

gospodyni  i  francuska  pokojówka,  którą  Borkenhagen  zaangażował 

specjalnie  dla  młodej  żony,  rozebrały  Lenę  i  założyły  jej  piękną, 

obszytą  koronkami  koszulę  nocną.  Czasami  kobiety  wymieniały 

background image

między  sobą  pytające  spojrzenia,  ale  nie  mówiły  nic,  ponieważ 

Borkenhagen zatrzymał się w pokoju obok i poganiał je. 

Fred pognał konno po lekarza, gdyż  obawiał się, że  woźnica nie 

zdoła  skłonić  go  do  pośpiechu.  Ale  spotkał  ich  już  przy  bramie 

parkowej  i  zawrócił.  Gorączkowo  zrelacjonował  wypadek,  dzięki 

czemu  lekarz  już  przygotowany  podszedł  do  łóżka  Leny.  Nadal  nie 

dawała  żadnego  znaku  życia.  Ale  wrażliwe  ucho  i  przenikliwe 

spojrzenie  lekarza  rozpoznały  od  razu,  że  Lena  popadła  w  tak 

głębokie  omdlenie,  że  nie  można  było  wykluczyć  niebezpieczeństwa 

śmierci. 

Rozpoczął  gorączkowe  starania,  aby  ją  ocucić.  Gospodyni  i 

pokojówka  pocierać  Lenę  rozgrzanymi  ręcznikami,  podczas  gdy 

lekarz  robił  sztuczne  oddychanie.  Fred  i  Herman  Warnstetten  oraz 

Borkenhagen stali w sąsiednim pokoju przy drzwiach i nadsłuchiwali 

w napięciu. 

Wreszcie  w  zatrważającej  ciszy  rozległo  się  głębokie 

westchnienie  Leny. Mężczyźni drgnęli i zajrzeli do środka z niemym 

pytaniem i nadzieją w oczach. Lekarz, nie przerywając pracy, kiwnął 

głową twierdząco i dał im znak, aby się wycofali. 

Borkenhagen  objął  Freda,  jakby  musiał  dać  namacalny  dowód 

swej  radości,  olbrzymie  łzy  stoczyły  się  po  jego  policzkach.  Oczy 

Freda  również  zwilgotniały,  a  zachowanie  szwagra  wzruszyło  go. 

Wiele mu w tej chwili wybaczył. 

Warnstetten osunął się bezsilnie na fotel i ukrył twarz w dłoniach. 

Po  raz  pierwszy  od  wielu  lat  modlił  się  żarliwie  i  obiecywał  sobie 

background image

solennie  wszystko  naprawić.  Postanowił  od  dzisiaj  stać  się  innym 

człowiekiem.  Zamierzał  ciężko  pracować,  oszczędzać  i  zrobić 

wszystko,  by  podźwignąć  Warnstetten  z  upadku.  Przecież  powinien 

zostawić synowi godny spadek. 

Dla  Leny  chciał  uczynić  wszystko,  co  było  w  jego  mocy.  Być 

może nie było jeszcze za późno, może pozyska jeszcze miłość dzieci, 

możliwe,  że  Lena  będzie  szczęśliwa  z  Borkenhagenem.  Frank  był 

przecież  dla  niej  taki  dobry  i  kochał  ją  ponad  wszystko.  Gdyby 

wszystko  poszło  dobrze,  gdyby  mógł  naprawić  zło,  które  wyrządził, 

wówczas  nie  przerażałoby  go  już  wspomnienie  żony,  jej 

oskarżycielskie spojrzenie zniknęłoby pewnego dnia z jego pamięci... 

Lena  została  przywrócona  do  życia.  Nie  rozpoznawała  jednak 

otoczenia. Lekarz nie zezwolił nikomu zbliżać się do niej z wyjątkiem 

pielęgniarki,  po  którą  natychmiast  posłano.  Frank  nie  opuszczał 

jednak sąsiedniego pokoju. W tych pełnych lęku dniach dokonała się 

w  nim  wielka  zmiana.  Po  raz  pierwszy  Frank  Borkenhagen  martwił 

się  o  kogoś  innego,  a  nie  o  siebie.  Zawładnęła  nim  wszechpotężna 

troska  o  życie  ukochanej  istoty.  Jego  własne  pragnienia  straciły  dla 

niego znaczenie. Coś na kształt matczynej miłości obudziło się w jego 

sercu i uszlachetniło jego charakter. 

Nigdy  dotychczas  do  żadnej  kobiety  nie  czuł  tego,  co  w  głębi 

duszy czuł teraz do Leny. Jego matka umarła, gdy był jeszcze mały, a 

krótko  po  niej  zmarł  również  ojciec.  Wyrósł  i  wychował  się  pod 

opieką  dziadka,  człowieka  bardzo  mądrego,  lecz  twardego  i 

pozbawionego głębszych uczuć. Nauczył się od niego, że można dużo 

background image

wymagać od życia, nic z siebie nie dając i nie ponosząc żadnych ofiar. 

Wcześnie  został  jedynym  właścicielem  olbrzymiego  majątku. 

Wszyscy  mu  schlebiali  i  zawsze  otrzymywał  to,  czego  pragnął.  To 

wypaczyło jego charakter.  

Lena  oczarowała  go  początkowo  swą  urodą.  Dumą  i 

nieprzystępnością obudziła w nim żądzę zawładnięcia nią za wszelką 

cenę,  nawet  za  cenę  wolności.  Nie  wątpił  ani  przez  chwilę,  że  z 

radością przyjmie go jako kandydata do swej ręki. Ale gdy spostrzegł, 

że  ten  zaszczyt  nie  zrobił  na  niej  odpowiedniego  wrażenia  i  dalej 

odnosiła  się  do  niego  z  chłodną  uprzejmością,  obudził  się  w  nim 

niepokój. 

Kiedy mu powiedziała, że go nie kocha, nie wziął tego poważnie, 

dopiero  potem  zrozumiał,  że  mogła  to  być  prawda.  Tym  bardziej 

pragnął ją posiąść, za żadną cenę nie oddałby jej nikomu. Ale całkiem 

niezauważenie rozwijało się w jego sercu prawdziwe uczucie do Leny. 

Jeden  uśmiech  lub  ciepłe  słowo  podziękowania  czyniły  go 

szczęśliwszym niż wszystko to, co do tej pory otrzymał od życia. 

Tymczasem  ona  uciekła  przed  nim,  uciekła  w  śmierć. 

Dlaczego...?  Nie  umiał  znaleźć  odpowiedzi.  Własne  pragnienia 

straciły  dla  niego  wartość  od  chwili  w  której  zobaczył  ją  osuwającą 

się  do  wody.  Jego  miłość  pogłębiła  się  i  wyszlachetniała.  Pragnienia 

skupiły  się  na  tym,  aby  zobaczyć  ją  znowu  zdrową  i  uczynić 

szczęśliwą. Od losu pragnął teraz szczęścia dla niej, nie dla siebie. 

Fred przedłużył swój pobyt, aby wziąć udział w pogrzebie matki. 

Jeszcze w dniu jej śmierci napisał do Henryka Romittena o tym, co się 

background image

wydarzyło. Romitten, do głębi poruszony czynem Leny i śmiercią tak 

szanowanej  przez  niego  osoby,  skrócił  pobyt  u  premiera,  aby  oddać 

pani Warnstetten ostatnia posługę. Obawa i troska o Lenę były ponad 

jego  siły.  Fred  musiał  użyć  wielu  argumentów,  aby  powstrzymać  go 

przed udaniem się do Borkenhagen. 

Lena  leżała  w  gorączce,  gdy  jej  matkę  składano  do  grobu. 

Borkenhagen  nie  pozwolił  się  nakłonić,  aby  choć  na  chwilę  od  niej 

odejść.  Fred  wraz  z  ojcem  przyjeżdżali  codziennie  do  Borkenhagen, 

aby  dowiedzieć  się,  jak  się  czuje  Lena.  Zawsze  otrzymywali  tą  samą 

odpowiedź.  Miała  wysoka  gorączkę,  cały  czas  była  nieprzytomna, 

majaczyła.  Borkenhagen  kazał  sprowadzić  lekarza  ze  stolicy,  ale 

potwierdził  on  tylko  diagnozę  tutejszego  lekarza:  stan  jest  poważny, 

ale nie beznadziejny. 

Gdy  Fred  z  ojcem  wracali  z  Borkenhagen,  na  skraju  lasu  czekał 

na  nich  zawsze  Henryk  Romitten  i  już  z  daleka  przyglądał  się  im 

poważnie, pragnąc wyczytać z ich twarzy, jak się czuje Lena. 

Borkenhagen  uzyskał  wreszcie  pozwolenie  od  lekarza  na 

przebywanie  w  pokoju  chorej.  Siedział  godzinami  nieruchomo  przy 

jej  łóżku  i  przysłuchiwał  się  jej  majaczeniu.  Lena  czule  wzywała 

matkę  i  krzyczała  głośno  na  wspomnienie,  że  nie  chciano  jej  do  niej 

puścić.  Potem  znów  jęczała  cicho  i  oskarżała  ojca,  że  zmusza  ją  do 

popełnienia samobójstwa. W chaotycznych słowach mówiła o tym, że 

musi rozstać się z matką aby poślubić obcego mężczyznę, który budził 

w niej wstręt i lęk. 

background image

—  Nie  chcę  zostać  jego  żoną,  mamo!  Pomóż  mi!  Boję  się,  boję 

się! To mnie zabije! — skarżyła się tak, że Borkenhagen zaciskał ręce 

aż do bólu i jęcząc zakrywał nimi twarz. 

Jakże  się  bała  małżeństwa  z  nim!  Chciał  krzyczeć  z  rozpaczy. 

Czy nie jest wart jej miłości? 

Wydawało  się,  że  Lena  usłyszała  to  pełne  udręki  pytanie. 

Majacząc, wyciągnęła do niego ręce. 

— Jesteś taki dobry, Frank — powiedziała ze wzruszeniem. — O 

wiele  lepszy  niż  myślałam.  Zabierz  pierścionek  i  perły,  duszą  mnie. 

Och,  nie  bądź  dla  mnie  tak  dobry!  Nie  bądź  tak  dobry,  bo  to  mi 

sprawia ból... 

Łzy  płynęły  mu  po  twarzy.  Nie  przejmował  się  tym,  że  widzi  je 

pielęgniarka.  Gładził  łagodnie  i  delikatnie  smukłe  dłonie  Leny,  na 

których widniała błyszcząca obrączka. 

—  Dobry  Frank,  dobry.  Zostaw  mnie  teraz,  chcę  zostać  przy 

mamie..  Zobacz, jaka  jest blada, jaka  cicha... Cii...  ona  śpi.  Nie budź 

jej. We... woda... głęboko w jeziorze... Tam jest panna młoda... blada 

panna  młoda...  cicho!  Ona  śpi...  a  matka  też...  Jak  pięknie,  pięknie... 

spokój…nareszcie spokój... 

Mówiła  tak  dalej  w  pośpiechu,  aż  wyczerpana  opadła  z 

zamkniętymi oczyma na poduszkę. Nie był to sen. Źrenice poruszały 

się  pod  zamkniętymi  powiekami,  a  rękami  szukała  czegoś  wokół 

siebie.  

Jej  myśli  zawsze  powracały  do  zmarłej  matki,  do  dnia  ślubu  i 

drogi  nad  jezioro.  Nigdy  nie  wspominała  Henryka  Romittena  ani 

background image

swego  brata.  W  ten  sposób  bezwiednie  oszczędziła  Frankowi  męki. 

Mógł bowiem wierzyć, że jej serce nie należy do niego, ani do nikogo 

innego, oprócz zmarłej matki. 

Pod  wrażeniem  ujawnionych  przez  nią  w  gorączce  cierpień, 

poprzysiągł  sobie,  że  jeśli  Lena  wyzdrowieje  i  zostanie  przy  nim, 

poświęci  wszystko,  aby  uczynić  ją  szczęśliwa.  Nie  zwracając  uwagi 

na  siebie,  będzie  dążył  do  tego,  aby  odzyskała  wewnętrzny  spokój. 

Byle  tylko  z  nim  została,  pozwoliła  się  sobą  opiekować  i  otoczyć 

troską, żeby znów była wesoła. 

Wesoła? Po  raz pierwszy uświadomił sobie, że nigdy nie słyszał 

śmiechu  Leny.  Tylko  czasami  nikły  uśmiech  przemknął  przez  jej 

twarz  i  zawsze  go  dziwnie  wzruszał.  Nie  chciał  dopuścić  do  siebie 

myśli,  że  brakowało  mu  jej  srebrzystego,  wesołego  śmiechu.  Czy  on 

był tego przyczyną, czy też stosunki panujące w domu rodzinnym? 

Zastanawiał  się  też  nad  zachowaniem  Leny  wobec  ojca.  Nie 

kochała  go.  Również  Fred  odnosił  się  do  niego  ozięble  i  wrogo. 

Warnstetten został odtrącony przez rodzinę. Dlaczego? Może dlatego, 

że  lekkomyślnie  roztrwonił  majątek  w  pogoni  za  przyjemnościami? 

Do tej pory czuł w Warnstettenie bratnią dusze. Czy Lena dlatego go 

nie  kochała,  że  swym  charakterem  i  zachowaniem  przypominał  jej 

ojca? 

Tak rozmyślał Frank, czuwając przy żonie. Nigdy nie zastanawiał 

się  tak  dużo  nad  sobą  i  swoim  życiem,  jak  w  czasie  tych  trudnych 

godzin choroby Leny. 

background image

Fred  nie  mógł  obronić  się  przed  wzruszeniem,  patrząc  na  tego 

potężnego  i  niezgrabnego  mężczyznę,  który  tak troskliwie  opiekował 

się jego siostrą. Opowiedział o tym Romittenowi. Henryk słuchał tych 

pochwał  z  mieszanymi  uczuciami.  Czuł  się  winny,  że  nie  potrafi 

zapomnieć o Lenie. 

W  dalszym  ciągu  ją  kochał.  Gdyby  Borkenhagen  był  dla  niej 

niedobry, Henryk nie obciążałby swojego sumienia wyrzutami, że nie 

potrafi  wymazać  jej  z  pamięci.  Ale  Fred  opowiedział  mu  o  czułej 

opiece,  jaką  Borkenhagen  otaczał  Lenę.  Dlatego  uznał,  że  powinien 

zapanować nad swoim sercem.  

Ale  miłości  nie  można  rozkazywać.  Od  kiedy  dowiedział  się,  że 

Lena  chciała  popełnić  samobójstwo,  aby  w  ten  sposób  uciec  od 

Borkenhagena,  jego  uczucie  jeszcze  się  umocniło.  Jak  będzie 

wyglądać  jej  przyszłe  życie?  Jak  się  poczuje,  gdy  powróci  ze  świata 

snutych w gorączce marzeń do rzeczywistości? 

Myśl ta opanowała go do tego stopnia, że nie był  w stanie zająć 

się  czymkolwiek.  Żył  z  dnia  na  dzień  i  dopiero  na  początku  marca, 

gdy nadeszła wiosna i trzeba było zacząć pracę w polu, w wypełnianiu 

codziennych obowiązków znalazł ucieczkę od ponurych medytacji. 

Powrócił  również  premier  i  regularnie  odwiedzał  Romittena. 

Słyszał  o  nieszczęściach,  które  dotknęły  Warnstetten  i  domyślał  się, 

jak  głęboko  Henryk  był  tym  poruszony.  Próbował  go  wiec 

wprowadzić  w  lepszy  nastrój.  Wiedział,  jakie  obowiązki  nakłada 

przyjaźń.  Pojechał  osobiście  do  Borkenhagen,  aby  dowiedzieć  się  o 

stan zdrowia Leny. 

background image

Jeszcze  kilka  tygodni  wcześniej  Frank  przyjąłby  podobne 

odwiedziny  z  radością  i  dumą  i  wynosiłby  się  ponad  innych.  Teraz 

przyjął  gościa  z  roztargnioną  grzecznością  i  życzył  sobie  w  duchu, 

aby  ten  jak  najszybciej  odjechał.  Jednak  uprzejmie  zdał  relację  o 

stanie zdrowia żony.  

Wydawał  się  zupełnie  odmieniony.  Premier  nie  poznawał  tego, 

niegdyś  głośno  i  natrętnie  zachowującego  się  lizusa,  który  robił 

wszystko,  aby  zaskarbić  sobie  jego  przychylność.  Teraz  robił 

przyjemniejsze wrażenie. Borkenhagen odetchnął z ulgą, gdy premier 

się pożegnał i natychmiast wrócił do pokoju chorej. 

 

Jasny  promyk  marcowego  słońca  przedarł  się  do  sypialni  Leny. 

Przez  otwarte  okno  docierało  do  pokoju  ciepłe,  pachnące  wiosną 

powietrze.  Po  długich  i  męczących  majaczeniach  Lena  po  raz 

pierwszy spała głębokim, zdrowym snem. Gdy rano przyszedł lekarz i 

zobaczył  swa  pacjentkę  bez  gorączki,  śpiąca  spokojnie,  szepnął 

ucieszony Borkenhagenowi: 

— Uratowana. 

Teraz należało pozwolić Lenie spać tak długo, jak będzie chciała. 

Na  polecenie  Borkenhagena  w  całym  majątku  i  najbliższej  okolicy 

panowała cisza. 

Fred  i  Herman  Warnstetten  otrzymali  radosną  wiadomość,  że 

Lena  przezwyciężyła  kryzys  i  wraca  do  zdrowia,  gdy,  jak  każdego 

dnia,  przyjechali  do  Borkenhagen.  Ich  radość  była  nie  do  opisania. 

Wracali  z  lekkim  sercem  do domu, przekazując po  drodze  wspaniałą 

background image

nowinę  Romittenowi.  Nie  uwolniło  ich  to  jednak  od  niepokoju.  Nie 

byli bowiem pewni, jak Lena zareaguje, gdy odzyska przytomność. 

Z  niepokojem  w  sercu  Frank  Borkenhagen  siedział  nadal  przy 

łóżku  Leny  i  rozmyślał,  co  powinien  jej  powiedzieć,  gdy  się  obudzi. 

Nie  wiedział,  jak  ma  ją  przekonać  o  swej  głębokiej,  prawdziwej 

miłości. 

Jego spojrzenie nieustannie kierowało się na nią. Leżała skulona 

jak  śpiące  dziecko.  Koronki  spływały  na  piękne, nieco  zbyt  szczupłe 

ramiona  i  równomiernie  podnoszącą  się  i  opadająca  pierś.  Ciężkie, 

ciemne warkocze, które pielęgniarka podczas choroby tylko pobieżnie 

mogła uczesać, leżały  rozrzucone po obu stronach śpiącej. Wychudła 

twarz  sprawiała  wrażenie  głębokiego  spokoju.  Piękne  rysy  nie 

zmieniły się w czasie choroby. 

Borkenhagen  poczuł  wzruszenie  podziwiając,  jak  pięknie 

wygląda,  mimo  przebytej  choroby.  Ale  wyzbył  się  już  dawnych 

pragnień, by ją całować i przytulać. Bardzo się zmienił. Jeśli w sercu 

budziło  się  jeszcze  coś  na  kształt  egoizmu,  dotyczyło  to  Leny,  aby 

uczynić ją szczęśliwą. 

Odesłał  pielęgniarkę,  aby  przynajmniej  raz  mogła  się  porządnie 

wyspać.  Od  kilku  godzin  był  sam  z  Leną  i  nadsłuchiwał  jej 

równomiernego oddechu. Około trzeciej po południu zauważył, że jej 

sen  staje  się  niespokojny,  jak  u  ludzi,  którzy  powoli  się  budzą. 

Nieruchomo siedział w swym fotelu, ustawicznie się w nią wpatrując. 

Przeciągnęła  się,  lekko  ziewnęła  i  otworzyła  oczy.  Nie  miał 

odwagi  się  poruszyć,  w  jego  oczach  pojawiły  się  łzy.  Powoli 

background image

rozejrzała  się  po  pokoju,  przesunęła  ręką  po  jedwabnej  pościeli  i 

pytająco  spojrzała  w  jego  oczy,  nie  wypowiedziawszy  ani  jednego 

słowa.  Powoli  zbierała  myśli,  jej  policzki  zabarwił  lekki  rumieniec. 

Patrzyła na niego niespokojnie, z niemym pytaniem. 

Pochylił się powoli nad nią i delikatnie uścisnął jej dłoń. 

— Lenko, moja najdroższa Lenko! 

Spojrzała na niego ze skupieniem w oczach. 

— To ty, Frank? — zapytała, z trudem przypominając sobie jego 

imię. 

Jego oczy przysłoniły łzy. 

— Tak, Lenko, to ja. Jak się czujesz? 

— Ach! Miałam taki okropny sen — odpowiedziała w zadumie. 

—  Ale  już  się  obudziłaś  —  pocałował  z  czułością  jej  rękę,  na 

którą spadły łzy. 

Odwróciła się do niego. 

— Ty płaczesz, Frank? Co się stało? 

Nie zdołał odpowiedzieć, potrząsał tylko głowa. 

Nagle  obiegły  ją  wyraźne  wspomnienia.  W  ciągu  paru  minut 

ponownie  przeżyła  dzień  ślubu  od  momentu  pożegnania  z  matką, 

poprzez  drogę  do  kościoła,  aż  do  chwili  w  której  zniknęła  w  głębi 

jeziora. Jej ręce drgnęły i zacisnęły się w obronnym geście. 

— Ja... To nie ja! Co się ze mną stało? Gdzie jestem? 

— Uspokój się, Lenko. Nie myśl już o tym, to był straszny sen! 

—  Nie,  to  nie  był  sen.  Teraz  wszystko  sobie  przypominam. 

Wszystko! 

background image

Lena była zbyt słaba, aby odczuwać zdenerwowanie. Patrzyła na 

Franka rozszerzonymi lękiem oczyma.  

— Moja mama nie żyje, prawda? 

—  Nie  myśl  o  tym,  Lenko.  Musisz  na  siebie  uważać,  nie 

denerwuj się! 

— Ja... o nie... Tak jest lepiej, teraz jest spokojna, odpoczywa  w 

pokoju... moja kochana mama — mówiła słabym głosem. 

Frank gwałtownym ruchem otarł łzy. Spojrzała na niego. 

—  Jakie  to  dziwne.  Ty  płaczesz,  Frank?  Wydajesz  mi  się  taki 

inny. 

Pogłaskał jej dłoń. 

—  Bo  zmieniłem  się,  Lenko.  Nie  ma  już  Franka,  którego  się 

obawiałaś i który cię dręczył. Moja kochana Lenko, aż tak bardzo się 

mnie  bałaś?  Drogie  dziecko,  tak  cię  przecież  kocham,  tak 

bezgranicznie  cię  kocham.  Bądź  spokojna,  już  nigdy  nie  będę  cię 

dręczył,  nigdy!  Słyszysz?  Zaufaj  mi.  Mów  mi  o  wszystkim,  co  cię 

trapi  i  czego  sobie  życzysz.  Dam  ci  gwiazdkę  z  nieba,  jeśli  tylko 

zechcesz.  Dla  siebie  nie  chce  niczego,  jeśli  tylko  pozwolisz  mi 

spełniać  twoje  życzenia.  Chciałbym  przenieść  cię  na  rękach  przez 

życie, aby twoje stopy nie musiały stąpać po cierniach. 

Przysłuchiwała  się  temu  w  zamyśleniu.  Jeszcze  nie  była  w  pełni 

świadoma,  czuła  się  jeszcze  zbyt  słaba,  aby  móc  jasno  myśleć.  Ale 

uspokoiła się. Nie musiała obawiać się mężczyzny, który siedział koło 

niej. Jego oczy nie błyszczały już pożądaniem i nie wzbudzały w niej 

lęku.  Natomiast  było  coś  dobrego  i  czułego  w  jego  zachowaniu. 

background image

Czuła, że pozbyła się strachu przed nim, życie z nim nie wydawało się 

już takie straszne. 

— Jesteś dobry, Frank, zawsze o tym wiedziałam. 

—  A  jednak  uciekłaś  ode  mnie...  w  śmierć!  —  powiedział  z 

łagodnym wyrzutem. 

Zamyśliła się. Potem powiedziała cicho: 

— Bałam się małżeństwa, Frank. Poza tym... moja mama... leżała 

martwa...  z  nieruchomą,  zimną  twarzą.  Nie  chciałeś  mnie  do  niej 

puścić,  chciałeś  mnie  zabrać  do  Borkenhagen...  a  przecież  umarła 

moja mama! Dlatego nienawidziłam ciebie, nienawidziłam życia... nie 

chciałam dłużej żyć, nie chciałam...Coś mnie wypchnęło na zewnątrz, 

musiałam to zrobić, bo... — zamilkła i spojrzała na niego. 

Chciała  powiedzieć:  bo  kocham  Henryka  Romittena,  lecz 

zostałam  zmuszona  poślubić  ciebie.  Ale  nie  powiedziała  tego. 

Pomyślała,  że  sprawiłaby  mu  tymi  słowami  wielka  przykrość.  On  ją 

przecież kochał. Do tej pory myślała egoistycznie tylko o sobie. Teraz 

zrozumiała, że on też musiał cierpieć z jej powodu i nadal cierpi. 

Obudziło się w niej ciepłe współczucie. Cóż mógł na to poradzić, 

że  tak  bardzo  do  niej  nie  pasował.  Czy  nie  było  to  z  jej  strony 

niesprawiedliwe, że myślała tylko o sobie? Z jaką miłością i czułością 

przemawiał  do  niej.  Ofiarował  jej  wszystko,  co  tylko  mógł,  a  ona 

okazała mu niechęć. Miłość do niej zmieniła go, jak bardzo musiał ją 

zatem kochać.  

Była teraz jego żoną. Nie czuł do niej urazy, że wolała rzucić się 

w objęcia śmierci, niż w jego. Jak mogła go teraz odepchnąć mówiąc: 

background image

Kocham  innego.  Nie, nic  mogła  tego  uczynić.  Bóg nie  pozwolił,  aby 

umarła. Musiała więc żyć dalej. I jeśli nie mogła sama być szczęśliwa, 

powinna postarać się uszczęśliwić innych. 

Borkenhagen pogładził ze wzruszeniem jej rękę. 

—  Mów,  Lenko  —  powiedział.  —  Powiedz  mi  wszystko.  To 

prawda,  byłem  odpychającym  człowiekiem,  nie  miałem  cierpliwości 

czekać,  aż  obudzi  się  w  tobie  choć  cień  sympatii  do  mnie,  nie 

umiałem  zdobyć  twego  zaufania.  Zadręczałem  cię  nieopanowanym, 

porywczym  zachowaniem,  dlatego  się  mnie  bałaś,  dlatego  wolałaś 

popełnić  samobójstwo.  To  było  straszne  z  mojej  strony,  że  nie 

chciałem  pozwolić  ci  zobaczyć  matki,  gdyż  przypuszczałem,  że 

jestem bliski spełnienia mych marzeń.  

Chciałem  wreszcie  mieć  cię  dla  siebie,  nasycić  się  tobą. 

Zazdrościłem  twojej  matce,  że  tak  bardzo  ją  kochasz,  ale  ona 

zasługiwała  na  twą  miłość,  prawda?  Ale  ja?  Co  ja  zrobiłem,  by 

zasłużyć  na  twą  miłość?  Nic,  prawie  nic!  Chciałem  obwiesić  cię 

biżuterią, aby z dumą przedstawić cię ludziom jako moją narzeczoną. 

Ale  zrozum, Lenko, nigdy przedtem nie znałem kobiety takiej jak ty. 

Wyrosłem  w  samotności,  nie  miałem  matki.  Dotychczas  wystarczyło 

mi  wyciągnąć  rękę,  aby  otrzymać  wszystko,  czego  chciałem.  Nie 

wiedziałem jak postępować z tak cudowną, kochaną istotą jak ty.  

I  zadręczyłbym  cię,  biedna  Lenko.  Teraz  to  zrozumiałem  i  będę 

cierpliwie czekać, aż mi zaufasz. Chcę cię ochraniać i opiekować się 

tobą  jak  ukochanym  dzieckiem.  Straciłaś  matkę,  dlatego  chciałbym 

background image

spróbować zastąpić ci ją. Zostaniesz ze mną, nie będziesz się już bała, 

prawda? — pocałował jej rękę. 

Pogładziła go łagodnie po włosach. 

—  Powinniśmy  się  nauczyć  wzajemnego  zrozumienia,  Frank. 

Muszę  cię  przeprosić.  Chciałabym  wszystko  naprawić.  Musisz  być 

jednak cierpliwy — powiedziała cicho. 

Gdy  poczuł  pieszczotę  jej  ręki,  bardzo  się  wzruszył.  Była  to 

pierwsza  dobrowolna  pieszczota,  którą  go  obdarzyła.  Poczuł  się 

szlachetny i dobry. Spojrzał na nią promieniując miłością. 

— Lenko, moja Lenko! 

Uśmiechnęła się słabo. 

 

Fred znowu wyjechał. Przed wyjazdem Frank pozwolił im zostać 

przez  chwilę  sam  na  sam.  Od  Freda  Lena  dowiedziała  się,  jak  mąż 

poświęcał się dla niej. 

— Jestem zmęczona, pozwól mi spać. 

Troskliwie ułożył ją na poduszce. 

— Nie jesteś głodna? Może chcesz coś zjeść? 

— Nie, teraz nie. Ale jak się wyśpię... 

Obudziła się dopiero następnego dnia rano. Gdy otworzyła oczy, 

Frank  tak  jak  wczoraj  siedział  przy  łóżku.  Nieopodal  okna  stała 

pielęgniarka. 

Lena uśmiechnęła się do męża. 

— Jestem głodna — powiedziała. 

background image

Zaraz przyniesiono jej śniadanie, przygotowane według zaleconej 

przez  lekarza  diety.  Pielęgniarka  podała  je  Lenie,  a  Frank  przyglądał 

się w skupieniu, jak jadła. 

— Smakuje ci, Lenko? — zapytywał kilkakrotnie. 

Potakiwała  głową  twierdząco,  nie  chcąc  sobie  przerywać.  Jak 

powracające  do  zdrowia  dziecko  uważała  za  oczywiste,  że  się  ją 

rozpieszcza.  Cieszyła  się  z  powrotu  do  zdrowia.  Ciało  domagało  się 

swych praw, chciała odzyskać utracone siły. 

Gdy  Lena  skończyła  jeść  śniadanie,  nadeszli  Fred  i  Herman 

Warnstetten. Mogli wreszcie  wejść na chwilę do pokoju chorej. Lena 

spojrzała  na nich  z  niepokojem.  Fred  promieniał  radością.  Natomiast 

Warnstetten  spojrzał  trwożliwie  i  z  niemą  prośbą  w  oczach  na 

uratowaną córkę.  

Lena  podała  mu  rękę,  nie  mogła  jednak  wymówić  ani  słowa. 

Niebawem  musieli  wyjść,  gdyż  lekarz  nie  zezwolił  im  na  dłuższą 

wizytę. 

Lena  szybko  powracała  do  zdrowia.  Na  życzenie  Borkenhagena 

lekarz  przychodził  codziennie,  chociaż  nie  potrzebowała  już  jego 

pomocy.          Stwierdził,  że  prawdopodobnie  pod  wpływem  szoku 

spowodowanego  nagłą  śmiercią  matki  Lena  straciła  panowanie  nad 

sobą  i  próbowała  popełnić  samobójstwo.  To  wyjaśnienie  przekazano 

służbie i sąsiadom, którzy dowiedzieli się o tym wypadku. 

Nie  wiadomo,  czy  wszyscy  w  to  uwierzyli.  Ale  nawet  ci, którzy 

w to powątpiewali, nie ośmielili się mówić o tym głośno. Faktem było 

bowiem, że młode małżeństwo żyło teraz bardzo harmonijnie. 

background image

Frank  Borkenhagen  dotrzymał  słowa.  Czynił  wszystko,  aby 

spełnić  życzenia  Leny.  Jak  długo  musiała  pozostać  jeszcze  w  łóżku, 

nie  odstępował  jej  ani  na  krok.  Czytał  jej  na  głos,  opowiadał  o 

wszystkim,  co  mogło  ją  zainteresować,  i  troszczył  się  skrupulatnie, 

aby wypoczywała. 

Zapytała  go  cicho,  w  jaki  sposób  została  uratowana,  a  on  jej 

wszystko  opowiedział.  Wspomniał  jej  również  o  niepokoju 

Romittena.  Wtedy  jej  ciałem  wstrząsnął  dreszcz,  a  ciemny  rumieniec 

zabarwił policzki. 

— Proszę cię, Fred, idź do niego i powiedz, że nie musi się już o 

mnie martwić. Ułożę sobie życie i spróbuję dać szczęście innym, jeśli 

sama nie mogę być szczęśliwa. Jeśli chce uczynić coś, aby ułatwić mi 

życie, powinien o mnie zapomnieć. Zrobisz to dla mnie? 

—  Chętnie,  Leno.  Jeszcze  jedno,  siostrzyczko.  Od  tamtego 

strasznego  dnia  nasz  ojciec  bardzo  się  zmienił.  Zrezygnował  z 

wszystkich  przyjemności  i  pracuje  niezmordowanie  od  rana  do 

wieczora.  Śmierć  matki  i  lęk  o  ciebie  miał  na  niego  zbawienny 

wpływ. Powiedział mi, że chce spróbować wydźwignąć Warnstetten z 

upadku.  Frank  chce  mu  w  tym  pomóc.  Nie  bądź  nieubłagana,  Leno, 

gdy  ojciec  przyjdzie  cię  odwiedzić.  Spróbuj  na  niego  wpłynąć,  masz 

teraz nad nim ogromną władzę. Obiecaj mi to! 

Uścisnęła jego rękę. 

—  Nie  martw  się,  Fred.  Nie  jestem  już  tak  krytyczna  wobec 

innych.  Wszyscy  jesteśmy  tylko  ludźmi  i  popełniamy  błędy.  Nie 

gniewam  się  już  na  ojca.  Co  ma  być,  będzie.  Gdybym  miała  jeszcze 

background image

matkę,  byłabym  całkiem  zadowolona  i  spokojna.  Czy  wiesz,  jak 

umarła? 

Opowiedział jej. Płakała cicho. 

—  Lęk  o  mnie  złamał  jej  serce.  Powinnam  była  być  silniejsza, 

powinnam jej pokazywać tylko  wesołą twarz. A tak musiała dźwigać 

moje  cierpienie  wraz  ze  swoimi,  a  to  już  było  za  wiele.  Biedna, 

kochana mama! 

— Nie płacz, Leno, proszę cię. Frank byłby w stanie mnie zabić, 

gdyby zobaczył, że wywołałem twoje łzy. Co zrobiłaś ze swego męża, 

siostro!  Nigdy  nie  widziałem  jeszcze,  żeby  człowiek  mógł  się  tak 

zmienić. 

Lena westchnęła cicho. 

— Tak, kocha mnie o wiele bardziej, niż przypuszczałam. Wiem, 

że  mogę  zrobić  z  nim  wszystko.  Świadomość  ta  nakłada  na  mnie 

obowiązki, które chcę uczciwie spełnić. 

 

Gdy Lena mogła wreszcie opuścić łóżko, Frank nosił ją wszędzie 

na  rękach  jak  dziecko.  Czuł  się  nawet  trochę  zawiedziony,  że  za 

szybko odzyskiwała siły i zaczęła sama chodzić. 

Pielęgniarkę można było zwolnić. Młodej żonie usługiwała teraz 

pokojówka.  Podobnie  jak  zmieniła  Borkenhagena,  pod  wpływem 

Leny  cały  majątek  nabrał  również  innego  wyglądu.  Starając  się,  by 

mąż  nie  poczuł  się  dotknięty,  zwracała  uwagę  na  przesadę  i 

niegustowny przepych urządzenia domu. 

background image

Frank nie tylko nie poczuł się urażony, ale czuł się szczęśliwy, że 

Lena interesuje się swym nowym domem. Zresztą wszystko co robiła, 

było jego zdaniem słuszne, każde jej życzenie musiało być spełnione. 

Wiedziała,  że  tak,  jak  nadała  jego  domowi  inny  wygląd,  może 

przyjaznym  słowem  i  błagalnym  spojrzeniem  zmienić  jego 

zachowanie i sposób bycia.  

Z  miłości  do  niej  ściszał  swój  donośny  głos,  nie  cmokał  już 

nieprzyjemnie wargami, stał się bardziej uprzejmy. Były to drobiazgi, 

na które wystarczyło mu delikatnie zwrócić uwagę. 

— Powiedz mi tylko, Lenko, co ci się we mnie nie podoba! Chcę 

zrobić  wszystko,  aby  wydać  ci  się  milszym  —  powiedział  pewnego 

razu, gdy przepraszała go za to, że wytknęła jego niedociągnięcia. — 

Nie  mógłbym  gniewać  się  o  to  na  ciebie.  Za  bardzo  cię  kocham. 

Podoba mi się wszystko, co mówisz i robisz. 

Tak  mijały  tygodnie.  Na  wsi  wiosna  rozkwitła  całym  swym 

przepychem.  Park  się  zazielenił,  przed  domem  kwitły  kolorowe 

kwiaty.     Lena codziennie przebywała teraz kilka godzin na świeżym 

powietrzu.  Wszędzie  tam,  gdzie  jej  się  szczególnie  podobało,  Frank 

kazał  poustawiać  wygodne  ławki.  Prowadził  ją  tam  i  cieszył  się  jak 

dziecko, gdy mu dziękowała. 

Przedtem  Lena  nigdy  nie  przypuszczała,  że  żyjąc  w  ten  sposób, 

będzie  czuła  się  dobrze.  Czasami  jednak  powracało  uczucie 

przygnębienia. Frank zauważał to nawet wtedy, gdy starała się usilnie 

ukryć  swój  nastrój.  Był  wtedy  tak  nieszczęśliwy,  że  wstydziła  się,  iż 

background image

nie  potrafi  nad  tym  zapanować.  Czuła  wtedy  takie  wyrzuty,  że 

Borkenhagen musiał usprawiedliwiać ją przed samą sobą. 

—  Nie  powinnaś  się  do  niczego  zmuszać,  Lenko.  Jeśli  jesteś 

czasem  smutna  i  masz  ochotę  popłakać,  nie  zwracaj  na  mnie  uwagi, 

dobrze? 

Wtedy  musiała  się  uśmiechnąć  i  dziękowała  mu,  głaszcząc  jego 

policzki. 

—  Frank,  kochany  Frank.  Co  mogę  zrobić,  aby  podziękować  ci 

za twą miłość? 

—  Nic,  Lenko,  nic.  Jestem  szczęśliwy,  że  podoba  ci  się u  mnie. 

Nie jestem już aż taki okropny, prawda? Już się mnie nie obawiasz? 

— Nie, Frank, z pewnością nie! 

Aby sprawić mu przyjemność, nie nosiła już czarnych sukienek. 

— To wygląda tak ponuro, Lenko. Wydaje mi się, że w czarnych 

sukienkach nie potrafisz być wesoła — powiedział pewnego razu. 

Od  tego  czasu  zrezygnowała  z  czerni.  Uważała,  że  żałobę  po 

śmierci ukochanej matki nosi w sercu i nie musi wyrażać tego strojem. 

Dlaczego więc nie miałaby mu sprawić radości? 

Frank zamówił dla niej przepiękne, białe suknie. Gdy próbowała 

go powstrzymać, rzekł z prośbą w głosie: 

—  Pozwól  mi,  Lenko.  Za  każdym  razem  sprawia  mi  ogromną 

przyjemność,  gdy  mogę  cię  czymś  obdarować.  W  każdej  nowej 

sukience wydajesz mi się jeszcze piękniejsza. Zdaje mi się, że urosłaś 

w czasie choroby. 

Uśmiechnęła się. 

background image

— To tylko wrażenie wywołane dłuższymi sukniami. 

—  Tak,  to  możliwe.  Ale  ty  powinnaś  nosić  tylko  długie  suknie, 

bo  wtedy  wyglądasz  jak  królowa.  Przy  tobie  jestem  tylko 

niezgrabnym giermkiem. 

—  Rozpieścisz  mnie  tak,  że  stanę  się  zarozumiała  — 

przekomarzała się z nim. 

— Ty nigdy nie będziesz zarozumiała. 

 

Ojciec  Leny  odwiedzał  Borkenhagen  kilka  razy  w  tygodniu. 

Odnosiła się do niego z taką serdecznością, na jaką było ja tylko stać. 

Ani  jednym  słowem  nie  wspominali  o  dawnych  urazach.  Lena 

interesowała się wszystkim, co robił. Prosiła męża, aby pomagał ojcu, 

żeby ten nie zraził się do pracy i nie stracił entuzjazmu.  

Dla  Franka  była  to  okazja,  aby  spełnić  prośbę  Leny.  Omówił  z 

Warnstettenem  wszystkie  szczegóły  dotyczące  nowoczesnej  uprawy 

roli  oraz  obiecał  wykupić plony  dla potrzeb  swej  fabryki.  Zachęcony 

tym  Wanistetten  zdecydował  się  na  uprawę  szparagów  i  przyszłość 

pokazała, że było to bardzo opłacalne.  

Aby ojciec nie czuł się wieczorami samotny, Lena prosiła go, aby 

często  odwiedzał  Borkenhagen.  Sama  też  często  jeździła  do 

Warnstetten,  by  złożyć  kwiaty  na  grobie  matki.  Zazwyczaj 

towarzyszył jej mąż.  

Przejeżdżając  po  raz  pierwszy  od  pamiętnych  wydarzeń  obok 

jeziora,  Lena  rozszerzonymi  lękiem  oczyma  przyglądała  się 

błyszczącej w promieniach słońca tafli wody. Frank chwycił ją za rękę 

background image

i  uścisnął  mocno,  jakby  obawiał  się,  że  może  mu  znowu  uciec. 

Zauważył, że lekko drżała. 

— Nie myśl już o tym, Lenko — poprosił z troską w głosie. 

Potrząsnęła głową. 

— Myślę o tym, jak nierozsądnie wtedy postąpiłam, Frank. 

— Nierozsądnie? Uważasz teraz, że to było nierozsądne, Lenko? 

— zapytał, wstrzymując oddech w oczekiwaniu odpowiedzi. 

— Tak, to było godne potępienia. 

— I nie żałujesz, że cię uratowano? 

— Nie, Frank, to byłaby niewdzięczność. 

— Ach! Jakże się cieszę, Lenko. Świadczy to o tym, że nie jesteś 

ze mną aż tak nieszczęśliwa. 

— Nie, nie jestem nieszczęśliwa przy tobie, Frank. Uwierz mi. 

— Moja kochana... kochana Lenko! 

Między  małżonkami  często  dochodziło  do  takich  scen.  Gdy 

Herman Warnstetten niespokojnie wpatrywał się w twarz Leny, mógł 

w niej wyczytać wyraz zadowolenia, ale nic poza nim. 

Gdy  Lena  była  już  całkiem  zdrowa  i  silna,  mąż  zaproponował, 

aby udali się w podróż poślubną. Lena zgodziła się, nie tylko po to, by 

sprawić  mu  radość.  Zrobiła  to  również  dlatego,  że  miała  nadzieję 

zapomnieć w podróży o tym, co czasem jeszcze dręczyło jej duszę. 

Od owego spotkania nad jeziorem nie widziała Henryka Romitten 

i starała się usilnie nie myśleć o nim. Tylko czasami docierały do niej 

wiadomości o Henryku. 

background image

Pewnego razu mąż opowiedział jej o tym, że premier ma zamiar 

wkrótce  się  zaręczyć.  Przy  okazji  wspomniał  o  jego  przyjaźni  z 

Romittenem. 

— Zobacz, Lenko — powiedział spokojnie — i tę moją przywarę 

udało  ci  się  wyplenić.  Jeżeli  o  mnie  chodzi,  nasz  premier  może  być 

serdecznie zaprzyjaźniony z Romittenem, nie zazdroszczę mu tego, bo 

mam ciebie. Życzę Romittenowi, żeby bogato się ożenił, nie musiałby 

wówczas tak się zapracowywać. 

Lena  poczuła  jak  krew  odpływa  z  jej  twarzy  i  szybko  się 

odwróciła,  aby  mąż  tego  nie  zauważył.  Tego  wieczora  długo 

przewracała się z boku na bok, nie mogąc zasnąć. Cierpiała na myśl o 

Henryku  zaręczonym  z  inna  kobieta.  Nie  mogła  tego  znieść.  Czy 

mogło  do  tego  dojść?  Dopiero  teraz  w  pełni  zrozumiała,  co  musiał 

czuć Henryk, gdy dowiedział się, że wychodzi za maż za innego. 

Przeleżała  bezsennie  pół  nocy.  Następnego  dnia  była  blada  i 

zmęczona. Frank zmartwił się tym bardzo i Lena musiała go poważnie 

zbesztać,  by  przestał  się  nad  nią  rozczulać.  Wytłumaczyła  mu,  że 

robiła już plany ich podróży i dlatego poszła późno spać.  

To  odwróciło  jego  uwagę.  Przyniósł  prospekty  biur  podróży  i 

zaczął  wypytywać  ja,  co  chciałaby  zwiedzić.  Chciała  pojechać  do 

Wenecji  i  Mediolanu,  potem  do  francuskiej  części  Szwajcarii,  na 

koniec zostawiając sobie Paryż. Wiedziała, że  wyrażając te życzenia, 

sprawia mu ogromną radość. 

Z entuzjazmem układał trasę podróży. Tak zagłębił się w planach, 

że sięgnęła po kapelusz i parasolkę i zwróciła się do niego: 

background image

— Nie potrzebujesz mnie już, Frank. Nie znam się na planowaniu 

podróży. Wyjdę na godzinkę na spacer. 

—  Zrób  tak,  Lenko.  Ale  nie  chodź  za  daleko,  abyś  się  nie 

zmęczyła. Obiecaj mi, że nie zbliżysz się do jeziora. 

Pogłaskała go po czole. 

— Nie, Frank, nie pójdę nad jezioro, masz moje słowo. 

Pozwolił  jej  pójść.  Patrzył  na  nią przez  okno,  aż  nie  zniknęła  za 

drzewami. Potem wrócił do pracy. 

Lena  przeszła  przez  park,  aż  do  szerokiej,  żelaznej  bramy,  a 

potem  weszła  do  lasu,  leżącego  na  granicy.  Ogarnęła  ja 

nieprzezwyciężona  pokusa,  aby  rzucić  okiem  na  dom,  który  odegrał 

taką  rolę  w  jej  marzeniach  i  tęsknotach.  Gdy  za  kilka  dni  wyjedzie, 

chciałaby spróbować przyzwyczaić się do myśli, że w domu Henryka 

zamieszka pewnego dnia inna młoda kobieta. 

Na  skraju  lasu  usiadła  na  pniu  drzewa  i  spojrzała  na  Romitten, 

oświetlany  blaskiem  słońca.  Wyglądał  naprawdę  pięknie.  Siedziała 

nieruchomo  z  głową  oparta  na  rękach.  Cierpienie  obudziło  się  w  jej 

sercu z dawną siłą, tęsknota za nieosiągalnym wywołała łzy. 

Tak  głęboko  pogrążyła  się  w  bólu,  że  nie  usłyszała  Henryka 

Romittena,  zbliżającego  się  wąską,  polną  dróżką.  Dopiero  gdy  ją 

zobaczył  i  z  cichym  okrzykiem  zatrzymał  się  przed  nią,  zerwała  się 

wystraszona.  Patrzyli  na  siebie  jak  dwoje  spragnionych  ludzi,  którzy 

widzą przed sobą życiodajne źródło. 

—  Leno...  przepraszam,  pani  Borkenhagen...  Ja...  czy 

przestraszyłem panią? 

background image

Pośpiesznie wytarła łzy i z wysiłkiem opanowała się. 

— Ja... poszłam na spacer i poczułam się zmęczona. Chciałam tu 

trochę odpocząć — powiedziała cicho. 

Skinął głową, jakby chciał potwierdzić, że w to wierzy. Ale mimo 

woli na usta cisnęły mu się słowa: 

— Powinna pani unikać tej drogi, muszę nią często przejeżdżać. 

Złapała głęboki oddech. 

—  Wkrótce  nie  będę  już  tedy  przechodziła.  Za  kilka  dni 

wyjeżdżamy... na kilka tygodni. I... przed wyjazdem chciałam jeszcze 

rzucić okiem na pański dom. 

Henryk spojrzał w kierunku swego domu. 

— Tak, stad widać Romitten bardzo wyraźnie. 

Przez chwilę panowało milczenie. Potem on zapytał zdławionym 

głosem. 

— Jak się pani miewa? 

Cicho westchnęła. 

— Przyzwyczajam się do cudem odzyskanego życia. 

Wzdrygnął się i, pobladły, zbliżył się do niej o krok. 

—  Jak  pani  mogła  to  zrobić,  Leno?  To  okropne!  Nie  pomyślała 

pani, jak mnie by to zabolało? 

Spuściła głowę w poczuciu winy. 

— Nie... myślałam tylko, że nie zniosę dłużej życia. Chciałam je 

zakończyć.  To  było  nierozsądne,  wiem  o  tym,  to  było  tchórzostwo. 

Ale myślałam, że nie udźwignę ciężaru, który na mnie nałożono. 

Oparł się o drzewo i patrzył na nią z troską. 

background image

— A teraz, Leno? Jak znosi to pani teraz? 

— Jak obowiązek. Chce być dobra również dla niego, dla mojego 

męża.  On  jest  taki  zacny,  tak  nieskończenie  dobry.  Nie  poznałby  go 

pan teraz, Henryku. On mi pomaga. Byłoby niewdzięcznością z mojej 

strony, gdybym nie była dla niego dobra. 

— To pani wpływ, Leno. 

—  Tak,  mam  nad  nim  władzę  i  muszę  uważać,  aby  jej  nie 

nadużywać. 

— O ile panią dobrze znam, nigdy by pani tego nie uczyniła. 

Znowu  milczeli  i  przyglądali  się  sobie.  A  czego  nie  mogły 

wypowiedzieć usta, zdradzały oczy. 

Lena podniosła się w końcu. 

— Muszę wracać. Ponieważ pana spotkałam, chciałabym pana o 

coś poprosić, Henryku. 

— Proszę, niech pani mówi. 

—  Proszę  nas  odwiedzić  jeszcze  przez  wyjazdem.  Mąż 

zastanawia  się,  dlaczego  pan  się  jeszcze  u  nas  nie  pokazał,  mimo  że 

kiedyś  przyjaźniliśmy  się.  Przedtem  instynktownie  podejrzewał,  że 

pana  kocham.  Nie  chcę,  aby  to  podejrzenie  ponownie  się  obudziło. 

Dlatego proszę, niech pan nas odwiedzi, bardzo proszę. Nie musi pan 

często tego robić, gdyż jak już mówiłam, wkrótce wyjeżdżamy. 

Skłonił się. 

— Przyjadę jutro. 

—  Dziękuję.  Powiem  mężowi,  że  pana  spotkałam  i 

przypomniałam o przyjacielskim obowiązku. 

background image

Skłonił się ponownie.  

Podała mu drżącą rękę. 

— Życzę szczęścia, Henryku. 

Długo i żarliwie całował jej rękę, po czym odszedł w milczeniu. 

Lena z ciężkim sercem wracała do domu. 

Zanim  doszła  do  parku,  zobaczyła  męża,  który  wyszedł  jej 

naprzeciw.  Mimowolnie  porównywała  jego  ociężałą,  masywną 

sylwetkę  ze  szczupłym,  silnym  Romittenem.  Twarz  męża  wydała  jej 

się bardzo nieładna.  

Opanowała się z wysiłkiem. 

— Najwyższy czas, bym stąd wyjechała. Tak będzie najlepiej — 

pomyślała i zmusiła się do uśmiechu. 

— Nie zmęczyłaś się za bardzo, Lenko? 

—  Nie,  odpoczęłam  po  drodze.  Wiesz  kogo  spotkałam?  — 

zapytała z pozorną obojętnością. 

— Kogo? 

— Henryka Romittena. 

Zdziwiony  spojrzał  w  jej  twarz.  Mimo  że  nie  patrzyła  na  niego, 

wyczuła jego wzrok i przybrała spokojną minę. 

—  Aha,  Romittena?  Cóż,  powinien  już  dawno  złożyć  nam 

wizytę. 

—  Właśnie  mu  to  powiedziałam,  Frank.  Zapowiedział  się  na 

jutro. 

— Dlaczego nie przyszedł wcześniej? 

— Nie wiedział, czy nie będzie nam przeszkadzać. 

background image

Frank milczał przez chwilę. Jego twarz nachmurzyła się. W sercu 

Leny  obudziło  się  współczucie  dla  niego.  Przypuszczała,  że  był 

podświadomie  zazdrosny  o  Romittena.  Poderwał  się  i  roześmiał  z 

przymusem. 

—  Myślałem  o  Romittenie,  Lenko.  Wiesz,  że  nigdy  go  nie 

lubiłem? 

— Dlaczego? — zapytała cicho. 

—  Gdyż  instynktownie  wyczuwałem,  że  jest  lepszym 

człowiekiem  niż  ja...  Wiesz,  czułem  się  przy  nim  bezwartościowy,  a 

to irytowało nieznośnego, bogatego Borkenhagena. 

Ufnie położyła rękę na jego ramieniu. 

— Ale teraz nie jesteś już nieznośnym, bogatym Borkenhagenem. 

Co  ma  więc  dobry,  miły  Borkenhagen  przeciw  Henrykowi 

Romittenowi? 

Spojrzał na nią radośnie. 

— Czy naprawdę jestem teraz dobry, Lenko? 

Uśmiechnęła się do niego. 

— Nawet bardzo. 

Uścisnął jej dłoń z wdzięcznością. 

—  Lenko,  czuje  się  tak,  jakby  uhonorowano  mnie  wysokim 

odznaczeniem.  Jestem  taki  dumny.  Powiem  ci,  dlaczego  nie  mogłem 

być serdeczny wobec Romittena. Zawsze miałem wrażenie, że... że go 

kochasz. 

Lena spuściła głowę. Spojrzał na nią z bijącym sercem. 

background image

—  Lenko,  gdybym  cię  zapytał,  czy...  czy  to  jest  prawdą,  co  byś 

mi odpowiedziała? 

Spojrzała mu poważnie w oczy. 

—  Gdybyś  mnie  o  to  zapytał,  powiedziałabym  ci  prawdę.  Ale 

proszę  cię,  nie  pytaj  mnie  o  to.  Zrozum,  gdybym  naprawdę  kogoś 

kochała, a ty byś mnie o to zapytał,  musiałabym albo sprawić ci ból, 

albo skłamać. I jedno, i drugie sprawiłoby mi przykrość. Jesteś zawsze 

dla mnie taki kochany i dobry. Bądź więc taki i w tym przypadku. Nie 

dręcz mnie takimi pytaniami. 

Odetchnął głęboko. 

—  Lenko,  gdy  tak  się  na  mnie  patrzysz,  dałbym  ci  wszystko. 

Dlaczego by i nie to? Masz moje słowo, że nie będę zadręczał cię już 

tą  sprawą.  Ale  jedno  musisz  mi  wyjawić.  Gdybym  ci  powiedział: 

kieruj się swoim sercem, jesteś wolna, co byś zrobiła? 

Lena zbladła, oparła się o ramię męża i uśmiechnęła się do niego 

czule, po czym powiedziała spokojnie: 

— Zostałabym z tobą, Frank, ponieważ nie byłoby innej drogi dla 

Leny Borkenhagen niż śmierć, gdyby opuściła swego męża. 

Pocałował jej rękę z hamowaną radością. 

—  Kochana  Lenko,  stokrotne  dzięki  za  rozmowę.  Teraz  może 

przyjechać Romitten, nie obawiam się tego. 

— Nie musiałeś się go nigdy obawiać, Frank. 

— Wiem o tym, Lenko. 

— I będziesz uprzejmy dla niego, gdy już tu przyjedzie? 

background image

— Żeby

 

mu pokazać, jak mnie okiełznałaś? Czy jesteś aż tak zła? 

— zapytał żałośnie. 

— Że można na tobie polegać, że jesteś lepszym człowiekiem. 

Szeroki uśmiech pojawił się na jej twarzy. Roześmiała się głośno. 

Frank patrzył w jej uśmiechniętą twarz. Nagle zatrzymał się i objął ją 

z promiennym uśmiechem. 

— Roześmiałaś się! 

Pod wpływem tego okrzyku, musiała roześmiać się jeszcze raz. 

— Mówisz tak, jakbym dokonała bohaterskiego czynu. 

Odetchnął głęboko. 

—  Po  raz  pierwszy  usłyszałem  twój  śmiech  —  powiedział 

wzruszony. 

— I tak się cieszysz? — odparła i spojrzała na niego wilgotnymi 

oczyma. 

— Roztkliwiło mnie to, Lenko. Szaleję za tobą. 

Aby  odwrócić  jego  uwagę,  zapytała,  jaka  będzie  planowana 

podróż. Odmalował jej ją w najpiękniejszych barwach. 

 

W  najlepszej  zgodzie  wrócili  do  domu,  gdzie  zastali  ojca  Leny, 

który  patrzył  ku  nim  z  tonącego  w  kwiatach  tarasu.  Wypili  razem 

herbatę,  przy  której  Frank  opowiedział  o  planowanej  podróży. 

Warnstetten  przyglądał  się  Lenie.  Wydawało  mu  się,  że  Lena  cieszy 

się  na  tę  podróż.  Po  raz  pierwszy  tej  nocy  Warnstetten  zasnął,  nie 

zobaczywszy pod powiekami oskarżycielskich oczu zmarłej żony. 

background image

Następnego dnia Henryk Romitten złożył wizytę w Borkenhagen. 

Frank przywitał go bardzo uprzejmie. Lena panowała nad sobą równie 

dobrze  jak  Romitten.  Rozmawiali  ze  sobą  w  niewymuszony  sposób 

jak  dobrzy,  starzy  przyjaciele  i  gdy  podali  sobie  ręce  na  pożegnanie, 

ich uścisk nie był cieplejszy niż być powinien. 

Po  południu  Frank  Borkenhagen  odbył  naradę  z  dyrektorami 

swych  fabryk.  Potem  pojechał  do  miasta,  by  załatwić  parę 

niezbędnych  spraw.  Następnego  ranka  chciał  wyjechać.  W  mieście 

dowiedział  się  o  zbliżających  się  zaręczynach  premiera.  Po 

załatwieniu  interesów  wstąpił  do  winiarni,  często  odwiedzanej  przez 

urzędników  i  właścicieli  ziemskich.  Tam  spotkał  Sattenfelda  i  kilku 

ministrów, którzy rozmawiali właśnie o zaręczynach. 

Przy  okazji  żartowano  również  z  przyjaźni  między  premierem  a 

Romittenem. Przyjaźń ta była, podobnie jak zaręczyny, tematem dnia. 

Ku  zdumieniu  wszystkich  Borkenhagen  bardzo  energicznie  stanął  po 

stronie  Romittena  i  odszedł  zadowolony,  że  postąpił  tak,  jakby 

życzyła sobie Lena. 

Sattenfeld spojrzał za nim ze złośliwymi błyskami w oczach. 

—  Wydaje  mi  się,  że  Borkenhagen  ma  klapki  na  oczach.  On 

przecież  miałby  powód,  aby  pozbyć  się  Romittena  —  powiedział 

szyderczo. 

Inni mężczyźni słuchali nieufnie jego słów, był bowiem znanym 

plotkarzem. 

—  Sądzę,  że  pan  się  myli  panie  Sattenfeld.  W  tej  historii  z 

jeziorem Romitten nie brał udziału — powiedział jeden z nich. 

background image

Sattenfeld wzruszył ramionami. 

— Czy jest pan dobrze poinformowany? — zapytał ironicznie. 

— Oczywiście, mówił mi o tym osobiście pan Warnstetten. Jego 

córka  uczyniła  ten  krok  pod  wpływem  szoku  wywołanego 

przedwczesną śmiercią matki, i to w dniu jej ślubu. 

Sattenfeld pstryknął palcami. 

— No cóż, ma pan więc wiadomości z pierwszej ręki. 

— W których szczerość pan zapewne nie wierzy. 

— Nie ośmieliłbym się  w to  wątpić. Ale i ja mam swoje poufne 

źródła, po widzenia panom. — Sattenfeld wyszedł. 

Pozostali patrzyli za nim z mieszanymi uczuciami. 

—  On  ma  coś  przeciwko  Romittenowi,  to  oczywiste  —  rzucił 

mężczyzna, z którym Sattenfeld poprzednio rozmawiał. 

— Naturalnie. Zażyłość szefa z Romittenem jest mu solą w oku. 

Cóż,  to  jego  sprawa  —  odparł  mały,  gruby  urzędnik,  trącając  się  z 

innymi kieliszkiem. 

 

Wiosna minęła, a i lato zbliżało się ku końcowi. Liście zmieniały 

barwę  i  mieniły  się  wszystkimi  odcieniami  czerwieni  i  żółci.  Na 

niebie  widać  było  klucze  ptaków,  lecących  do  ciepłych  krajów.  Po 

wielomiesięcznej  nieobecności  spodziewano  się  powrotu  Franka  i 

Leny Borkenhagenów do domu. 

Fred  wraz  z  ojcem  przywitali  ich  w  Borkenhagen.  Z  wielką 

radością  zauważyli  przy  powitaniu,  że  Lena  zmieniła  się  na  korzyść. 

Mimo iż wciąż jeszcze miała na twarzy wyraz powagi, promieniowało 

background image

z  jej  postaci  zadowolenie  i  równowaga  ducha.  Dla  Franka 

Borkenhagena Lena była jedynym celem życia. To ona nadawała sens 

wszystkiemu, co życie miało mu jeszcze do zaoferowania. 

Między  małżonkami  panowała  rzadko  spotykana  harmonia, 

ponieważ  Lena  dziękowała  mężowi  za  miłość  i  dobroć,  wymyślając 

coraz  to  nowe  życzenia.  Pozornie  wszystko  zawsze  było  tak, jak  ona 

chciała,  ona  jednak  próbowała  odgadnąć  jego  życzenie  i  przedstawić 

jako swoje. 

Gdy  Fred  został  na  chwile  sam  z  siostrą,  dał  wyraz  swojemu 

zdumieniu. 

—  Gdy  się  na  was  patrzy,  Leno,  nie  można  ani  przez  chwilę 

wątpić, że pobraliście się z miłości. 

Lena w zamyśleniu podparła rękami głowę. 

—  Kto  wie,  czy  małżeństwo  z  miłości  byłoby  takie  jak  nasze, 

Fred. Miłość jest egoistyczna. 

— Cóż, twój mąż dowodzi czegoś zupełnie przeciwnego. On nie 

ma żadnych innych pragnień poza twoimi. 

—  Ponieważ  życzę  sobie  zawsze  tego,  co  i  jemu  sprawia 

przyjemność. 

Fred spojrzał na nią. 

— Więc w tym tkwi tajemnica twojego sukcesu? 

— Troszczę się przynajmniej w ten sposób o trwałość tego, jak to 

nazwałeś,  sukcesu.  Od  dnia  ślubu,  nie...  od  dnia,  w  którym 

wyzdrowiałam  stałam  się  człowiekiem  nie  mającym  własnych 

pragnień. 

background image

— To brzmi jak rezygnacja, Leno. 

—  Mimo  rezygnacji,  można  żyć  całkiem  spokojnie.  Dopóki  nie 

myślę  o  sobie,  czuje  się  zupełnie  szczęśliwa.  Staram  się,  jak  tylko 

mogę, unikać rozczulania się nad sobą. 

— Zaczęłaś filozofować, Leno. 

Westchnęła cicho. 

— Jeśli ktoś stał kiedyś jedną nogą po tamtej stronie życia, uczy 

się zastanawiać nad sobą samym... To nie takie trudne zrezygnować z 

siebie. 

—  Serdecznie  ci  więc  życzę,  by  zawsze  wydawało  ci  się  to 

równie  łatwe.  A  jeśli  się  już  sobie  zwierzamy,  chciałbym  ci  coś 

wyznać. W najbliższym czasie mam zamiar się zaręczyć. 

Spojrzała na niego i uścisnęła jego rękę. 

—  Tylko  nie  bez  miłości,  Fred,  tylko  nie  to!  —  krzyknęła  z 

błaganiem w głosie. 

Te nieprzemyślane słowa zdradziły mu, że rezygnacja z własnych 

marzeń  wcale  nie  była  dla  niej  tak  łatwa,  jak  go  przed  chwilą 

zapewniała. Ale nie odezwał się ani słowem na ten temat. 

— Nie, Leno, nie bez miłości. 

— Opowiedz! — poprosiła, a w jej oczach pojawiły się łzy. 

Opowiedział  jej  o  swej  miłości.  Jego  narzeczona  pochodziła  ze 

średnio zamożnej rodziny. Pragnęła żyć na wsi. Fred chciał przerwać 

studia i pomóc ojcu prowadzić gospodarstwo. 

Lena słuchała z zainteresowaniem. 

— A co powiedział na to ojciec? — zapytała, gdy skończył. 

background image

— Cieszy się, że nie będzie już sam. 

Lena serdecznie ucałowała brata. 

—  Życzę  ci  z  całego  serca  szczęścia,  Fred!  Może  teraz  nadejdą 

dla  Warnstetten  lepsze  czasy!  Kiedy  przywieziesz  narzeczoną, 

abyśmy ją mogli poznać? 

— W najbliższych dniach. Ślub ma się odbyć już na Wielkanoc. 

Nazywa się zwyczajnie — Kasia. 

— Opisz mi ją! 

Wyjął z kieszonki na piersi fotografię narzeczonej. 

— Tutaj masz i opis, i ilustrację. 

Lena długo wpatrywała się w piękną twarz dziewczyny. 

—  Blondynka  i  ma  dołeczki  w  brodzie!  Twoja  Kasia  musi  być 

bardzo wesołą dziewczyną. 

Roześmiał się zadowolony. 

—  O  tak!  Zawsze  tryska  dobrym  humorem.  Cały  dzień  śpiewa, 

śmieje się i płata figle. 

Lena z czułością patrzyła na twarz dziewczyny na zdjęciu. 

—  To  dobrze  zrobi  naszemu  staremu  domowi,  Fred.  Od  kiedy 

przestaliśmy  być  dziećmi,  w  starych  murach  nikt  nie  śmiał  się 

szczerze  i  z  całego  serca.  Boże,  zachowaj  pogodę  ducha  Kasi!  —  ze 

łzami w oczach oddała Fredowi zdjęcie. 

W  tym  momencie  do  pokoju  wszedł  Borkenhagen  z 

Warnstettenem.  Spostrzegł  od  razu  łzy  w  oczach  Leny  i  poruszony 

podszedł do niej. 

— Co to znaczy, Lenko... Płakałaś? 

background image

— To są łzy radości, Frank. Fred oznajmił rai właśnie, że chce się 

żenić! Warnstetten obejmie wkrótce nowa pani. 

Borkenhagen potrząsnął energicznie dłonią Freda. 

—  To  świetnie,  Fred!  Gratuluję!  To  trzeba  przecież  uczcić!  Co 

powiecie na kruszon brzoskwiniowy? To ulubiony napój Leny. 

Fred  wymienił  z  Leną  porozumiewawcze  spojrzenie.  A  więc 

Lena 

zaliczała 

do 

swych 

ulubionych 

napojów 

kruszon 

brzoskwiniowy! 

 

U pani Sattenfeld odbywało się spotkanie, w którym brały udział 

panie  z  towarzystwa.  Pani  Sattenfeld  mieszkała  w  ładnej,  skromnej 

willi, stojącej w pobliżu siedziby rządu. Od śmierci męża, który pełnił 

zaufaną  funkcję  przy  ówczesnym  premierze,  żyła  samotnie  z  córką 

Meta.  Zmniejszone  dochody  zmuszały  ja  do  skromnego  życia,  ale 

zawsze próbowała utrzymać odpowiednią pozycję w towarzystwie. 

Nie  była  jednak  zbyt  lubiana,  podobnie  jak  jej  dzieci.  Ludzie 

jednak  powstrzymywali  się  przed  okazywaniem  tego,  obawiając  się, 

że  wzbudzą  jej  niechęć.  Cała  rodzina  Sattenfeld  potrafiła  bowiem 

robić  odpowiedni  użytek  ze  swych  ostrych  języków.  W  ten  sposób 

stwarzali  też  pozory,  że  zajmują  ważniejszą  pozycję,  niż  mieli  w 

rzeczywistości. 

Meta  Sattenfeld  chciała,  jak  dotąd  bezskutecznie,  wyjść  za  mąż. 

Ponieważ  jednak  nie  była  ani  ładna,  ani  miła,  wszyscy  kandydaci 

starali  się  trzymać  od  niej  z  daleka.  Wystarczyło,  aby  Frank 

Borkenhagen  był  ubiegłej  zimy  przez  przypadek  kilkakrotnie  jej 

background image

partnerem  przy  stole  na  przyjęciach,  a  marząca  o  małżeństwie  Meta 

wzięła to za próbę zbliżenia się do niej. Kręciła wprawdzie nosem na 

jego  rubaszne  zachowanie,  ale  mimo  to  życzyła  sobie  żarliwie,  aby 

poprosił ja o rękę. Okazywała mu wyraźnie swą przychylność. 

Ale  Borkenhagen  nie  myślał  nawet,  aby  odpowiedzieć  na  jej 

mniej lub bardziej wyraźne znaki. Po prostu ich nie zauważał. 

Gdy  jego  zaręczyny  z  Leną  Warnstetten  zostały  publicznie 

ogłoszone,  Meta  dostała  spazmów,  które  towarzyszyły  również 

wcześniejszym, podobnym rozczarowaniom. W jej sercu obudziła się 

zawzięta  nienawiść  do  pięknej  Leny.  Popierana  przez  matkę  i  brata, 

którzy podobnie jak ona mieli nadzieję na świetną partię, winą za to, 

że  nie  udało  jej  się  usidlić  bogatego  Borkenhagena,  obarczyli  Lenę 

Warnstetten. Nienawidzili jej z całego serca. 

Ani  Lena,  ani  Frank  nie  mieli  pojęcia  o  niechęci,  którą 

nieświadomie  wzbudzili.  Zanim  Lena  nie  została  jego  narzeczoną, 

Frank  Borkenhagen  nie  stronił  od  towarzystwa  kobiet  i  z  niektórymi 

flirtował, jednak o Mecie Sattenfeld nie pomyślał nigdy. 

Wszystkie plotki o Lenie i Franku brały swój początek w salonie 

pani  Sattenfeld.  Również  dzisiaj  w  czasie  spotkania  pań  z 

towarzystwa  Lena  stała  się  ofiarą  nieprzyjaznych  ataków  matki  i 

córki. Nie trzeba było długo czekać, aby dołączyły do nich inne panie, 

oburzone na Lenę. 

Po raz kolejny roztrząsano jej “niejasne stosunki" z Romittenem, 

oburzano się na jej udaremnione samobójstwo, któremu przypisywano 

najbardziej  nieuczciwe  motywy,  uważano  za  “niesłychane",  że  teraz 

background image

chce  uczestniczyć  w  przyjęciu  z  okazji  ślubu  premiera,  chociaż  nie 

upłynął  jeszcze  rok  od  śmierci  jej  matki,  zmarłej  ze  zmartwienia  o 

córkę. 

— A poza tym zagarnęła dla siebie największy majątek. 

—  Moja  kochana,  w  tym  z  pewnością  maczał  palce  Romitten. 

Codziennie  bywał  u  Borkenhagenów  przed  ich  wyjazdem.  Mój  syn 

jest  dobrze  poinformowany.  Naturalnie  po  powrocie  nadal  ich 

odwiedza. 

— Nie mogę zrozumieć, dlaczego Borkenhagen na to pozwala — 

dodała inna pani. 

—  Ba!  Mąż  zawsze  dowiaduje  się  ostatni.  Być  może  nawet  nie 

wie o stosunkach łączących Lenę z Romittenem. 

—  Cóż,  jeśli  panna  młoda  w  dzień  ślubu  ucieka  od  ołtarza,  aby 

popełnić samobójstwo, powinno to dać do myślenia panu młodemu. 

—  Borkenhagen  nie  jest  zbyt  bystry.  Kto  wie,  jak  mu  wyjaśniła 

swe postępowanie — powiedziała Meta zjadliwie. 

To  ostatnie  przypuszczenie  zostało  żywo  podchwycone. 

Oburzenie pań na inną kobietę, która miała nieszczęście wzbudzić ich 

niechęć, zmieniło się w chęć rozprawienia się z nią. 

Sytuacja  pogorszyła  się  jeszcze,  gdy  następnego  dnia  widziano 

państwa  Borkenhagenów  w  towarzystwie  Romittena,  z  którym  jedli 

obiad w “Zajeździe Reńskim", najelegantszym hotelu w mieście. Nikt 

nie  wierzył,  że  mógł  to  być  przypadek.  A  rzeczywiście  tak  było. 

Ponieważ  Borkenhagenowie  zostali  zaproszeni  na  wesele  premiera, 

background image

wynajęli w “Zajeździe Reńskim" apartament na nadchodzące dni, aby 

nie musieć codziennie po przyjęciach wracać do Borkenhagen. 

Lena  miała  do  załatwienia  jeszcze  kilka  małych  sprawunków  i 

akurat,  gdy  wracała  z  mężem  ze  sklepów,  minął  ich  Romitten. 

Borkenhagen  był  rozbawiony  i  w  tak  dobrym  humorze,  że  zaprosił 

Romittena  na  obiad,  nie  chcąc  nawet  słyszeć  o  odmowie.  Nie 

przypuszczali, że ich niewinny, wspólny obiad stanie się pożywką dla 

nowych plotek. 

Romitten, którego uczucia na widok Leny  ożywały z całą mocą, 

był  szczęśliwy,  gdy  pod pretekstem załatwienia nie  cierpiącej  zwłoki 

sprawy, mógł się wreszcie pożegnać. Po jego odejściu Lena zamilkła. 

Ponieważ jednak Frank był w bardzo gadatliwym nastroju, nie zwrócił 

uwagi na jej milczenie. 

—  Jestem  pewny,  Lenko,  że  gdy  jutro  wejdziesz  do  sali  pełnej 

ludzi,  będziesz  wyglądać  jak  królewski  łabędź,  który  zaplatał  się 

przypadkowo w stado gęsi. 

Zmusiła się do uśmiechu. 

— Twoje porównanie nie jest zbyt pochlebne dla innych pań. 

—  Ale  bardzo  trafne.  Wszystkie  są  zazdrosne  o  twoja  urodę, 

Lenko.  Zauważyłem  to  dziś  podczas  kilku  wizyt.  Panie  były  bardzo 

chłodne  i  wydawały  się  zauważać  każdą  fałdkę  na  twojej  sukni.  To 

jest chorobliwa zazdrość, znam się na tym. 

— My kobiety jesteśmy czasem małostkowe — usprawiedliwiała 

Lena. 

— Musisz jednak wykluczyć moją żonę, bardzo cię o to proszę. 

background image

—  Nie,  nie  zrobię  wyjątku  nawet  dla  niej,  Frank.  Ona  jest  tak 

małostkowa, że obawia się pójść na wesele premiera. 

—  Ależ,  Lenko!  Czego  się  tu  bać?  Żona  Franka  Borkenhagena 

nie musi się niczego obawiać. 

—  Czy  wiesz,  dlaczego  wszystkie  panie  były  takie  chłodne  w 

stosunku do mnie? — zapytała ze ściśniętym gardłem. 

— No? Dlaczego? 

— Bo nie zapomniały, że... no, wiesz... tamtego dnia, po śmierci 

mamy... jezioro... 

Borkenhagen pobladł i z przerażeniem ścisnął jej dłoń. 

—  Lenko...  ależ  Lenko!  Jak  możesz  tak  myśleć?  Nikt  nie  byłby 

tak nikczemny, aby cię z tego powodu potępiać. 

— Takie odniosłam wrażenie, Frank. 

Pogłaskał jej rękę. 

—  Moja  kochana.  Niechby  się  tylko  ośmieliły!  Głupie  gęsi,  co 

one  wiedzą  o  życiu?  A  gdyby  nawet  tak  było,  Lenko,  nie 

przejmowałabyś się tym chyba, prawda? 

— Ja nie, Frank. Ale gdyby dano ci odczuć, że twoja żona zrobiła 

coś, co wykracza poza ramy... 

Roześmiał się ubawiony. 

—  Jeśli  nic  innego  cię  nie  martwi,  moja  Lenko,  możesz  być 

spokojna. Kobieta taka jak ty nie pasuje do żadnych ram. Im mniej cię 

te  gęsi  rozumieją,  tym  bardziej  jestem  z  ciebie  dumny.  Czy  teraz 

jesteś spokojna? 

background image

—  Tak,  Frank,  zupełnie  spokojna.  Ty  jesteś  moją  tarczą,  która 

ochroni mnie przed wszystkim.  

Jego oczy zabłysły radością. 

—  Gdy  mówisz  mi  coś  tak  cudownego,  mam  ochotę  skakać  z 

radości jak dziecko, Lenko. Nigdy nie  zapominaj, moja wierna żono, 

że  jestem  z  ciebie  dumny.  Biada  ludziom,  którzy  ośmieliliby  się 

sprawić ci ból. 

Potrząsnęła głowa ze śmiechem. 

— Nie tak wojowniczo, Frank. 

Roześmiał  się,  słowa  swe  jednak  traktował  bardzo  poważnie. 

Zmienił temat. 

—  Wiesz,  Lenko,  ten  Romitten  jest  w  zasadzie  bardzo  miłym 

człowiekiem. Trzeba go tylko lepiej poznać. Inny pyszniłby się, gdyby 

został  tak  wyróżniony  przez  premiera.  Naprawdę  nie  doceniałem  go 

przedtem. 

— Tak, Henryk jest prawym człowiekiem, Frank. 

—  Mam  nadzieję,  że  tej  zimy  będziemy  go  częściej  u  nas 

widywać. 

Lena mocno zacisnęła ręce. 

—  Nie  powinieneś  go  jednak  do  tego  zachęcać.  On  nie  ma 

towarzyskiej natury. Trzeba pozwolić mu chodzić własnymi drogami. 

Spojrzał na nią niepewnie. 

—  Myślałem,  że  sprawiłbym  ci  radość,  gdybym  nakłonił  go  do 

częstszych odwiedzin. W Warnstetten bywał przecież często. 

background image

—  Wtedy  gdy  w  domu  był  Fred.  Gdy  mój  brat  przyjedzie  do 

Warnstetten  na  stałe,  Romitten  spędzać  będzie  chętniej  czas  w  jego 

towarzystwie  niż  w  naszym.  Nie  nakłaniaj  go  więc  lepiej,  mógłby  to 

odczuć jako przymus. 

— Zobaczymy, Lenko. Mam nadzieję, że zimą nie będziesz czuła 

się samotna w Borkenhagen. 

— Przeciwnie, cieszę się już na spokojne dni. Nigdy w ciągu tych 

miesięcy, nie mieliśmy chwili spokoju. A w długie, zimowe wieczory 

będziemy  mogli  znowu  razem  czytać.  Poza  tym,  od  czasu  do  czasu 

przyjeżdżać  będzie  Fred  z  ojcem.  Tej  zimy  zrezygnujemy  z  wizyt  u 

sąsiadów,  w  zupełności  wystarczą  mi  te  spotkania  teraz,  w  czasie 

wesela premiera. Oczywiście, jeśli tobie to odpowiada, Frank. 

—  Twoje  plany  są  doskonałe,  Lenko,  naprawdę  doskonałe!  Już 

teraz się na to cieszę. 

— Ale mam jeszcze jedno życzenie, Frank. 

— Z góry zgadzam się na nie. 

—  Nie  tak  pochopnie.  Chciałabym  zatrzymać  narzeczoną  Freda 

na parę tygodni w Borkenhagen, aby ja lepiej poznać. Fred na pewno 

też będzie szczęśliwy, mając ją jeszcze przez kilka tygodni w pobliżu. 

Czy mogę ją zaprosić? 

—  Ależ  oczywiście,  Lenko.  Ty  przecież  jesteś  panią  w 

Borkenhagen. 

— Nie, Frank, ty też musisz wyrazić na to zgodę, bo jeśli miałbyś 

być z tego niezadowolony, przestałoby mnie to cieszyć. 

background image

—  Będzie  mi  bardzo  miło,  słowo  honoru!  Zgodnie  z  opisem 

Freda  Kasia  musi  być  sympatyczną,  wesołą  osóbką.  A  ja  będę 

rycerzem  dwóch  pięknych  dam.  Czy  nie  będziesz  zazdrosna,  Lenko? 

— przekomarzał się. 

Potrząsnęła przecząco głową. 

—  Zazdrość  jest  odrażającym  uczuciem,  Frank.  Między  nas  nie 

może wkraść się nic tak ohydnego, znamy się przecież tak dobrze. 

Pocałował ją w rękę. 

—  Masz  rację,  Lenko,  wykreślimy  z  naszego  słownika  to 

wstrętne słowo — powiedział poważnie. 

 

Chociaż  wszystkie  panie  z  otoczenia  pani  Sattenfeld  solidarnie 

zaprzysięgły  wojnę  Lenie,  chociaż  na  przyjęciu  weselnym  premiera 

przyjęły  ją  oschle,  to  jednak  gdy  zobaczyły,  jak  została  wyróżniona 

przez  ministrów  i  inne  poważane  osobistości,  zniknęły  ich 

uprzedzenia. Odrzuciły opinie Sattenfeldów i uprzejmie rozmawiały z 

Leną. Jej oszałamiająca uroda odniosła pełny sukces. 

Lena Borkenhagen rozmawiała z panną młodą, w której mądrych, 

ciemnych oczach widać było aprobatę. 

—  Mam  nadzieję,  pani  Borkenhagen,  że  zimą  będziemy  często 

gościć panią u nas — powiedziała z prostotą. 

—  To  uprzejmie  z  pani  strony,  że  zaprasza  mnie  pani  do  siebie. 

Jestem  jednak  jeszcze  w  żałobie  i  zrobiłam  wyjątek,  przychodząc  na 

pani ślub. Tej zimy nie będziemy już brać udziału w żadnych innych 

przyjęciach. 

background image

Żona  premiera  dowiedziała  się  od  męża  o  przeżyciach  Leny.  Z 

przychylnym  zainteresowaniem  spojrzała  na  spokojną,  poważną 

niewiastę,  w  której  oczach  można  było  dostrzec  jeszcze  lekkie 

przygnębienie. 

— Mam jednak nadzieję, że zobaczę panią przynajmniej od czasu 

do czasu na herbatce w ścisłym gronie. 

— Jest pani bardzo miła. 

Podszedł do nich premier. 

—  Zdobyłam  nowe  towarzystwo  na  nasze  wieczory  przy 

herbacie.  Pani  Borkenhagen  obiecała  mi  właśnie,  że  będzie  nad 

odwiedzać — zawołała do niego żona tak, że mogło to usłyszeć kilka 

stojących w pobliżu pań. 

Wiadomość  tę  szeptano  sobie  z  ust  do  ust.  Po  chwili  cała  sala 

wiedziała już o wyróżnieniu, jakie spotkało Lenę. 

Romitten  i  Borkenhagen  stali  nieopodal,  rozmawiając.  Oni 

również  byli  świadkami  rozmowy  młodej  żony  premiera  z  Leną. 

Frank z triumfem patrzył na panie, które dotąd odnosiły się do Leny z 

niechęcią.  Sprawiło  mu  ogromną  satysfakcję,  że  starały  się  teraz 

naprawić swój nietakt ze zdwojoną uprzejmością. 

Nikt  dokładnie  nie  wiedział  o  uczuciach  Leny  do  Romittena, 

ukryła  bowiem  tę  miłość  głęboko  w  sercu.  Ale  ludzka  ciekawość  i 

pragnienie  skandalu  potrafi  we  wszystkim  doszukiwać  się  zła  i 

wyciągać  je  na  światło  dzienne.  Nie  przypuszczała  jednak,  że 

powiązano jej próbę samobójstwa z osobą Romittena. Sądziła jedynie, 

że potępiano ją za chęć odebrania sobie życia. 

background image

Była  bardzo  wdzięczna  gospodarzom,  że  swym  zachowaniem 

ochronili ją przed ostrymi językami nieprzychylnych osób i umocnili 

jej  pozycję  towarzyską.  Doskonale  wiedziała,  komu  zawdzięcza  to 

życzliwe przyjęcie. 

W  przeciwieństwie  do  rodziny  Sattenfeldów,  która  została  przez 

sukces  Leny  zdecydowanie  na  drugim  planie,  Frank  Borkenhagen 

mógł być w pełni zadowolony. 

Sattenfeldowie zauważyli nagłą zmianę nastroju. Pogłębiło to ich 

nienawiść  do  Leny.  W  Mecie  zrodziło  się  pragnienie  zemsty.  Po 

powrocie do domu dostała spazmów ze złości, którą tak długo musiała 

powstrzymywać. 

Lena czuła się szczęśliwa, gdy po kilkudniowych uroczystościach 

mogła  wrócić  do  Borkenhagen.  Częste  spotkania  z  Romittenem  były 

bowiem dla niej torturą. Blada i wyczerpana, siedziała wraz z mężem 

w  powozie.  Frank  był  tak  ożywiony  i  pełen  dumnej  satysfakcji  z 

towarzyskich  sukcesów  Leny,  że  nie  mógł  pojąć,  dlaczego  żona  jest 

tak szczęśliwa, mogąc wrócić do spokojnego domu. 

— Czy nie było cudownie, Lenko? Nie bawiłaś się dobrze? 

Uśmiechnęła się z przymusem. 

—  Było  wspaniale,  Frank.  Ale  teraz  tak  się  cieszę,  że  wreszcie 

wracam do domu! Tak dużo ludzi i ta ciągła obawa, że mogą mnie źle 

potraktować, trochę mnie wyczerpały. 

—  Nikt  by  się  nawet  nie  ośmielił,  Lenko.  Wszyscy  byli  aż 

przesadnie  uprzejmi.  Przykład  gospodarzy  był  zaraźliwy.  Jestem  z 

ciebie  tak  dumny,  moja  Lenko,  niesamowicie  dumny.  A  jakie 

background image

komplementy  słyszałem  o  mojej  pięknej  żonie.  Ślicznie  wyglądałaś! 

Żadna nie mogła się z tobą równać, nawet żona premiera. 

—  Ty  zarozumialcze!  Zamilknij nareszcie!  W  przeciwnym  razie 

naprawdę  się  rozzłoszczę.  Nie  powinieneś  rozwodzić  się  na  temat 

mojego  wyglądu,  nie  jesteś  obiektywny.  Co  znaczy  uroda?  Jest 

przemijająca. A co potem mi pozostanie? 

—  Ty  sama,  Lenko.  To  jest  to,  z  czego  jestem  dumny.  Ludzie 

składali ci hołdy, bo jesteś piękna. Ale cieszę się, że nie znają tego, co 

w tobie najlepsze i najpiękniejsze. To należy do mnie, tylko do mnie! 

Masz piękną, dobrą duszę, która nie przeminie. 

Cicho westchnęła. 

— Przeceniasz mnie, Frank. 

Roześmiał się szczęśliwy. 

—  Tej  wiary  nic  we  mnie  nie  zachwieje.  Wiesz,  jaką  rozmowę 

podsłuchałem? 

— No? 

—  Posłuchaj.  Jakiś  niski  referent  powiedział  do  Sattenfelda: 

“Gdybym  był  tak  brzydki  jak  Borkenhagen,  a  miałbym  tak  piękną 

żonę,  nie  zaznałbym  ani  chwili  spokoju".  Nie  mogłem  dosłyszeć,  co 

na  to  odpowiedział  Sattenfeld,  ale  śmiałem  się  z  tego  w  głębi  serca. 

Nie  muszę  się  niepokoić,  prawda,  Lenko?  Ty  nigdy  nie  złamałabyś 

przysięgi. 

Lena zadrżała pod wpływem nagłego cierpienia. Oparła głowę na 

jego ramieniu. 

— Nie, Frank, wolałabym umrzeć niż cię zawieść. 

background image

— Byłem tego pewny. Ufam w twoją wierność tak bardzo, że nic, 

naprawdę nic nie jest w stanie zachwiać mojego zaufania do ciebie.  I 

mimo mej brzydoty nie czujesz do mnie wstrętu, prawda? 

Wzruszona pogłaskała jego rękę, w oczach pojawiły się łzy. 

—  Dla  mnie  nie  jesteś  brzydki,  Frank.  Widzę  twoje  złote  serce, 

które  z  miłości  dla  mnie  pozbyło  się  wszystkich  wad.  Tak  bardzo 

mnie kochasz, że nie miałabym chwili spokoju, gdybym zawiodła twą 

miłość i zaufanie. 

Czule objął ja ramieniem. 

—  Moja  Lenko,  dajesz  mi  tyle  szczęścia.  Wierz  mi,  zrobiłaś  ze 

mnie innego, lepszego człowieka. Każda godzina spędzona przy twym 

boku oddala mnie od nędznego życia, jakie prowadziłem przedtem i to 

czyni mnie szczęśliwym. 

— Byłeś taki już wcześniej. Gdyby  dobro i piękno nie drzemały 

w tobie już wcześniej, nic nie byłoby cię w stanie zmienić. 

Kilka  spokojnych  dni  w  Borkenhagen  przywróciło  Lenie  dawna 

pogodę  ducha.  Potem  przybyła  Katarzyna  Szlegel,  narzeczona  Freda. 

Pełna  wdzięku  dziewczyna,  o  jasnych  włosach  i  figlarnych  oczach, 

starała  się,  aby  życie  wokół  niej  pełne  było  wesela  i  śmiechu.  Z 

zabawna  egzaltacją  uznała  Lenę  za  zachwycającą  szwagierkę. 

Przekomarzała  się  z  Borkenhagenem,  jak  żywe  srebro  kręciła  się  po 

domu, biegała w radosnym zachwycie po tonącym w barwach jesieni 

parku, zarażając wszystkich swą radością.  

Gdy  przyjeżdżał  Fred  Warnstteten  rzucała  się  z  radością  w  jego 

ramiona  i  bawiła  przyszłego  teścia.  Była  tak  zabawna,  że  Lena 

background image

musiała śmiać się serdecznie wraz z nią, a to nadzwyczaj podobało się 

Borkenhagenowi.  Gdy  Lena  się  śmiała,  świat  wydawał  się  mu 

cudowny.  Pewnego  razu  Kasia  ubrała  jamnika  Franka  w  kurtkę  i 

czepek  i  zaśmiewała  się  do  łez,  patrząc  na  jego  daremne  próby 

uwolnienia się.  

Lena,  przyglądając  się  temu  i  śmiejąc  się  równie  serdecznie, 

stwierdziła: 

—  Ty  trzpiocie!  I  ty  masz  wkrótce  zostać  stateczną  mężatką? 

Służba w Warnstetten umrze ze śmiechu. 

Kasia objęła ją gwałtownie. 

—  Znam  się  na  wydawaniu  poleceń.  Wszystko  będzie  więc 

dobrze. A Fred powiedział mi, że podobam mu się taka, jaka jestem, i 

taką  mam  pozostać.  Do  Warnstetten  musi  powrócić  szczery,  wesoły 

śmiech.  Ja  się  już  o  to  postaram.  Wiesz,  Lenko,  podziwiam  zawsze 

twój spokój i opanowanie, ale ja jestem już takim trzpiotem, jak mówi 

do  mnie  tata.  I  —  westchnęła  szelmowsko  —  nie  należy  robić  sobie 

wielkich  nadziei,  że  się  zmienię.  Pogódź  się  wiec  z  myślą,  że  taki 

trzpiot będzie twoją szwagierką. 

Lena pocałowała ją serdecznie. 

— W takim razie muszę poddać się losowi, moja Kasiu. Niech ci 

Bóg dopomoże, byś zachowała radość życia. 

Kasia  była  jedyną  córką  doradcy  rządowego  i  wychowywała  się 

szczęśliwej 

rodzinie, 

bez 

nowoczesnych 

eksperymentów 

wychowawczych.  Jej  rodzice  byli  na  tyle  wyrozumiali,  by  nie 

ograniczać jej młodzieńczej radości. 

background image

Spokojny  i  poważny  Fred,  na  którego  twarzy  rzadko  gościł 

uśmiech,  czuł  się  odrodzony  dzięki  jej  nieskrępowanej  radości. 

Zakochał  się  od  pierwszego  wejrzenia  w  wiecznie  roześmianych 

oczach  Kasi.  Wyznał  jej  swą  miłość  w  szałasie,  w  którym  w  czasie 

spaceru schronili się przed deszczem. 

Zaczerwieniła się i przyglądała mu się figlarnie. 

—  Wiem  o  tym  od  dawna,  panie  Warnstetten,  i  również  pana 

kocham.  Ale  proszę  pożyczyć  mi  swej  chustki.  Całą  twarz  mam 

mokrą od deszczu, a moja chusteczka jest już całkiem wilgotna. 

Wytarł  więc  delikatnie  jej  twarz  i  pocałował  ją.  Śmiała  się,  ale 

oczy, mimo jego starannych zabiegów, zostały  wilgotne. Scałowywał 

więc łzy wzruszenia, płynące po jej policzkach. Lena odkryła wkrótce, 

że  pod  powłoką  wesołości,  kryje  się  dobre  i  czułe  serce.  Młoda 

dziewczyna sama zresztą powiedziała: 

—  Wiesz,  Leno,  gdybym  pozwoliła  rządzić  memu  sercu, 

wpadłabym  w  łzawy  sentymentalizm.  Dlatego  nie  mogę  na  to 

pozwolić. Wtedy gdy inni ludzie pogrążają się we łzach, ja się śmieję i 

to dodaje mi sił. Nie mogę ulec, bo gdybym raz zaczęła się nad sobą 

użalać, mogłabym łzami napełnić leśny potok. 

Lena musiała się roześmiać. 

—  W  takim  razie  dobrze,  że  nie  pozwalasz  sobie  na  łzy,  bo  w 

końcu niepozorny strumyk mógłby wezbrać i nas zalać. 

 

Trzy tygodnie spędziła Kasia u Borkenhagenów. Po upływie tego 

czasu zaczęła przygotowywać się do powrotu do domu. Lena chciała 

background image

wprawdzie  zatrzymać  ja  na  dłużej,  ale  Kasia  pokręciła  energicznie 

głowa: 

—  Nie,  było  mi  u  was  bardzo  dobrze,  ale  teraz  jadę  do  domu. 

Moi rodzice będą mnie mieć już tylko do świat. Nie mogę im odebrać 

z  tego  krótkiego  czasu  ani  godziny.  To  będzie  dla  nich  ciężkie 

przeżycie. Mama i tata nie potrafią sobie beze mnie poradzić. Nie, nie 

śmiejcie się ze mnie, tak jest naprawdę. Kto miałby robić te wszystkie 

głupie znaczki w porządku dziennym obrad, który przygotowuje radca 

rządowy?  Kto  będzie  tacie  podawać  lekarstwo,  a  mamie  dolewać 

wody  do  zbyt  mocnej  kawy,  którą  tak  bardzo  lubi?  Widzicie,  jaka 

jestem niezastąpiona? 

—  Tak,  Kasiu,  widzimy,  a  jeżeli  masz  jeszcze  kilka  podobnych 

argumentów  w  zanadrzu,  będziemy  musieli  złożyć  broń,  nie  sądzisz, 

Frank? 

— Oczywiście, podzielam twoje zdanie, Lenko. 

Kasia, śmiejąc się, zakręciła się na jednej nodze. 

— A więc szanowni małżonkowie, jedźmy teraz do Warnstetten. 

Obiecałam Fredowi, że zabawimy tam całe popołudnie. 

—  Nawet  nas  nie  zapytawszy?  A  jeśli  się  nie  zgodzimy?  — 

drażnił się z nią Frank. 

Kasia pstryknęła palcami. 

— Lena chce, a jeżeli ją uprowadzę, z góry wiem, kto pójdzie za 

nami... 

— Jesteś okropna, Kasiu! 

background image

Następnego  dnia  Kasia  wyjechała.  W  Borkenhagen  zapanowała 

cisza. 

 

Kilka  dni  później  Borkenhagenowie  otrzymali  zaproszenie  na 

herbatę do premiera.     Lena obawiała się, że spotka tam Romittena. 

Nie  zastali  go  jednak,  Henryk  prosił  bowiem  usilnie,  by  nie 

zapraszano  go  razem  z  Borkenhagenami.  Premier  zrozumiał  to  i 

spełnił prośbę przyjaciela. 

Henryk  często  bywał  gościem  młodej  pary.  Zwłaszcza  żona 

premiera  czuła  sympatię  do  przyjaciela  męża  i  okazywała  mu  ją  na 

każdym 

kroku. 

Sattenfelda, 

którego 

wyraźnie 

nie 

lubiła, 

doprowadzało  do  wściekłości,  że  Romitten  cieszył  się  jej 

życzliwością.  Gdzie  tylko  mógł,  rozsiewał  więc  jadowite  plotki, 

których  tematem  byli  przede  wszystkim  Romitten  i  piękna 

Borkenhagenowa.  Ponieważ  nikt nie  chciał  brać  tego  poważnie,  jego 

ataki  były  coraz  bardziej  zajadłe.  Nie  zważał  przy  tym,  do  kogo 

kieruje swe niestosowne uwagi.  

Pewnego razu podsłuchał, jak premier powiedział do Romittena: 

—  Powinieneś  się  ożenić,  drogi  przyjacielu.  Byłby  to  kres 

pańskiej nieszczęśliwej miłości do pani Borkenhagen. 

—  Nie  mogę,  byłoby  to  z  mojej  strony  nieuczciwe,  gdybym 

ożenił  się,  kochając  inną.  Nic  nie  zmusi  mnie  do  małżeństwa  — 

odpowiedział Henryk. 

Sattenfeld  starannie  ukrył  w  pamięci  te  słowa.  Miał  nadzieje,  że 

pewnego dnia będzie mógł je odpowiednio wykorzystać. Był pewien, 

background image

że  posiada  dowód  na  to,  że  Lena  Borkenhagen  zdradza  męża  z 

Henrykiem Romittenem. Pewność ta niezmiernie go cieszyła. Dobrze 

wykorzystana,  mogła  dopomóc  mu  w  zemście  na  Romittenie  i 

Borkenhagenie.  Doprowadzenie  do  pojedynku  między  nimi  nie 

powinno  być  trudne,  zwłaszcza  po  wyjawieniu  zdrady  Leny.  Wynik 

pojedynku był mu obojętny — związałby ręce Romittenowi, a siostra 

zemściłaby się na Borkenhagenie. 

Kilka  dni  po  odwiedzinach  u  premiera  Lena  siedziała  w  fotelu 

przy  kominku  i  czytała.  Jej  mąż  był  w  fabryce.  Musiał  bowiem 

omówić z dyrektorami kilka nie cierpiących zwłoki spraw. Gdy wrócił 

do domu, Lena odłożyła książkę i spojrzała ku niemu z uśmiechem. 

— No, Frank, czy konferencja wreszcie się skończyła? 

— Tak, Lenko. Ale niestety, muszę cię ponownie opuścić. Zaraz 

muszę  pojechać  do  miasta,  by  porozmawiać  z  adwokatem.  Mam 

nadzieję, że wieczorem będę już w domu. Nie będziesz się nudzić? 

—  Dostałam  nowe  książki,  Frank.  Czas  do  twojego  powrotu 

szybko  mi  przeleci.  Zresztą,  gdy  tylko  się  ściemni, przyjedzie  Fred  z 

ojcem. Nie musisz się więc spieszyć. 

— To świetnie, Lenko. Dobrze, że będziesz mieć towarzystwo na 

wieczór,  w  razie  gdybym  musiał  zatrzymać  się  dłużej.  Do  domu 

wrócę jednak na pewno. 

— Będę na ciebie czekać, nawet do późna. 

— To miło z twojej strony, Lenko. 

Czule  pożegnał  się  z  żoną.  Lena  pomachała  mu  jeszcze  z  okna, 

obserwując  powóz,  dopóki  nie  zniknął.  Potem  powoli  poszła  do 

background image

pokoju  i  usiadła  w  fotelu.  Nie  czytała  jednak,  lecz  wpatrywała  się 

zatopiona  w  ponurych  myślach  w  rozżarzone  węgle  trzaskające  w 

kominku. Jej pierś rozdarło głębokie westchnienie.  

Nagle zakryła twarz rękami i załkała. 

—  Boże,  pomóż  mi,  bym  zapomniała  o  Henryku,  bym  mogła  o 

nim  spokojnie  myśleć.  Frank  jest  dla  mnie  taki  dobry...  Pomóż  mi, 

bym  mogła  odwzajemnić  jego  miłość,  bym  uczyniła  go  szczęśliwym 

tak, jak na to zasługuje. Odsuń ode mnie tę mękę, z którą me serce nie 

może sobie poradzić... 

Modliła  się  żarliwie.  Mimo  wielkich  wysiłków  nie  potrafiła 

wyrzucić z serca i myśli Henryka Romittena. Mimo że była otoczona 

miłością męża, jego wzruszającą dobrocią, nie potrafiła uciszyć głosu 

swego serca. 

 

Frank  Borkengahen  odbył  długą  naradę.  Gdy  minęły  godziny 

przyjęć  jego  adwokata,  zaprosił  go  do  winiarni,  by  dalsze  sprawy 

omówić  przy  lampce  wina.  Panowie  udali  się  do  znanej  winiarni, tej 

samej, w której kiedyś Borkenhagen stanął po stronie Romittena. 

Wewnątrz było niewielu gości. Borkenhagen i adwokat usiedli w 

jednej  z  lóż  i  zasłonili  zasłonę,  by  im  nie  przeszkadzano.  W  godzinę 

później sąsiednią loże zajęło kilku mężczyzn. Po chwili dosiadł się do 

nich  pan  Sattenfeld.  Wyglądał  na  zdenerwowanego,  pozostali 

mężczyźni pokpiwali z niego i jego złego humoru. 

background image

—  Czy  ktoś  utarł  panu  nos,  panie  Sattenfeld?  Ostatnio  ma  pan 

piekielnie  zły  humor.  To  nie  może  być  wpływ  szefa,  w  czasie 

miodowego miesiąca musi być przecież w doskonałym nastroju. 

—  Zostawcie  mnie  w  spokoju.  Nie  należy  zadzierać  z  wielkimi 

panami, zwłaszcza w czasie miodowego miesiąca. Od kiedy Romitten 

wkradł  się  w  jego  łaski,  nie  można  już  z  nim  wytrzymać.  Wszystko 

jest tak, jak życzy sobie pan Romitten. To mi nie odpowiada. 

—  Ożeńcie  więc  Romittena  —  zażartował  jeden  z  panów.  — 

Gdyby miał żonę, byłby nieszkodliwy. 

— Cóż, on się  wystrzega małżeństwa — odpowiedział zjadliwie 

Sattenfeld. — Nie pozwoli na nie pani Borkenhagen, nie chce z nikim 

dzielić 

kochanka... 

Należałoby 

wreszcie 

otworzyć 

oczy 

Borkenhagenowi. Wybuchłby skandal, który może... 

Zanim  zdążył  powiedzieć  następne  słowo,  Frank  Borkenhagen 

szarpnął  gwałtownie  zasłonę  sąsiedniej  loży.  Z  wykrzywioną 

wściekłością  twarzą  rzucił  się  na  Sattenfelda.  Potrząsając  nim, 

krzyknął: 

—  Nikczemniku!  Nędzny  kłamco!  Proponuję  ci  odwołać  to 

bluźnierstwo!  Odwołaj  swe  złośliwe  obelgi,  ty  nic  nie  warta  kanalio, 

albo cię zabiję! 

Sattenfeld skulił się ze strachu. Do tej pory nikt z siedzących przy 

stoliku nie zareagował. Dopiero po chwili, gdy ochłonęli z pierwszego 

wrażenia,  próbowali  uspokoić  Borkenhagena.  Trzymali  go  mocno, 

powstrzymując przed uderzeniem Sattenfelda. 

background image

— Puśćcie mnie, panowie! Ten łajdak obraził moją żonę, czystą, 

niewinną kobietę. Łotr, nie wart nawet jej jednego spojrzenia! Zabiję 

go, gdy nie odwoła tego, co powiedział. 

—  Pan  stracił  rozum,  Borkenhagen.  Jesteśmy  w  miejscu 

publicznym.  Niech  się  pan  uspokoi,  bardzo  pana  proszę.  Sprawa 

powinna zostać rozstrzygnięta zgodnie z naszym zwyczajem. 

Borkenhagen zacisnął pięści. 

— Precz mi z oczu, bluźnierco...! 

Sattenfeld  próbował  wyprostować  się.  Ta  afera  była  dla  niego 

nadzwyczaj  niemiła.  Nigdy  sobie  tego  tak  nie  wyobrażał.  Zamiast 

podawać pistolety  Romittenowi  i Borkenhagenowi,  osobiście  uwikłał 

się  w  pojedynek.  Ładna  historia!  Borkenhagena  uważano  za 

wyborowego strzelca; on sam natomiast strzelał marnie. 

Pobladły sięgnął po swą czapkę. 

— Przyślę panu moich sekundantów. 

Borkenhagen zadrżał ze złości. 

— Dobrze, do godziny dziesiątej będę w “Zajeździe Reńskim" — 

powiedział przez zaciśnięte zęby. 

Po  wyjściu  Sattenfelda,  Borkenhagen  szybko  się  uspokoił. 

Panowie  otoczyli  go,  próbując  wyrazić  swe  poparcie.  Ich  zdaniem 

Sattenfeld zasłużył na karę za swoje oszczerstwa. 

Frank Borkenhagen opróżnił szybko kieliszek wina. 

—  Załatwię  go  tak,  by  nigdy  już  nie  mógł  nikogo  zranić  swymi 

oszczerstwami  —  powiedział  z  wyrazem  twarzy,  który  przestraszył 

wszystkich. — Trzeba z tym skończyć, wystarczy, że raz ośmielił się 

background image

obrzucić  błotem  tak  cudowną  kobietę  jak  moja  żona.  Jutro  o  tej 

godzinie, zapamiętajcie moje słowa, panowie, jutro o tej porze ten łotr 

odpokutuje swe oszczerstwa... obojętne, czy ja zginę, czy nie. 

Sięgnął po płaszcz i kapelusz. 

—  Chodźmy  mecenasie  —  powiedział  do  adwokata.  —  Proszę 

towarzyszyć  mi  do  “Zajazdu  Reńskiego".  Muszę  omówić  z  panem 

jeszcze kilka ważnych spraw. 

Pożegnał się i wyszedł. Adwokat podążył za nim... 

Dopiero  o  dziesiątej  wieczór  mógł  pomyśleć  o  powrocie  do 

domu.  Tak  długo  zatrzymały  go  rokowania  z  sekundantami. 

Pojedynek  miał  się  odbyć  następnego  dnia  o  ósmej  rano  pod  dwoma 

dębami  na  granicy  majątków  Warnstetten  i  Borkenhagen.  Obu 

stronom  przedstawiono  surowe  warunki,  które  zostały  przyjęte.  W 

międzyczasie  Borkenhagen  podyktował  adwokatowi  swój  testament. 

Wreszcie pojechał do domu. 

Jasny  księżyc  stał  nieruchomo  na  niebie,  oświetlając  krajobraz 

bladym,  łagodnym  światłem.  Poważnymi  oczyma  przyglądał  się 

Frank  Borkenhagen  cichej  okolicy.  Jego  pierś  rozdarło  ciężkie 

westchnienie.  Czy  jutro  to  jeszcze  zobaczy?  Czy  będzie  jeszcze  żył, 

gdy księżyc znów wzejdzie?  

Myślał  o  Lenie. Jego  oczy napełniły  się łzami. Ani przez chwilę 

nie  wątpił  w  jej  wierność.  Ale  słowa  Sattenfelda  obudziły  ponownie 

wątpliwość, czy  Lena kochała Romittena, czy  z jego powodu chciała 

wtedy popełnić samobójstwo. Bardzo pragnął poznać odpowiedź na to 

pytanie. Ale jak ją mógł otrzymać? Zapytać o to Lenę? 

background image

Pomyślał  o  tamtej  rozmowie,  dzień  przed  wizytą  Romittena. 

Przecież  wtedy  już  pytał  o  to,  a  ona  go  poprosiła:  “Nie  pytaj  mnie. 

Zrozum, gdybym naprawdę kogoś kochała, a ty byś mnie o to zapytał, 

musiałabym albo sprawić ci ból, albo skłamać. Jedno i drugie byłoby 

dla mnie cierpieniem". Wydało mu się, że słyszy jej łagodny, proszący 

głos  i  zobaczył  przed  sobą  jej  duże  poważne  oczy.  Tak,  gdyby  ją 

zapytał,  powiedziałaby  mu  prawdę,  ale  wzięłaby  jego  pytanie  za 

dowód nieufności i gdyby jutro dowiedziała się o pojedynku, to... 

Nie,  nie  chciał  pytać.  Jeżeli  wyjdzie  z  tego  z  życiem,  to  może... 

może ją zapyta, czy go jeszcze kocha. Zdobył przecież prawo, by o to 

zapytać, a ona na pewno powie mu prawdę. 

Jego  miłość  do  żony  pogłębiła  się.  Jeszcze  raz  przeżywał  każdą 

spędzona  z  nią  godzinę  od kiedy  ksiądz  udzielił  im  ślubu.  Potem  ten 

okropny  okres  jej  choroby,  gdy  uprzytomnił  sobie  wszystkie  swoje 

wady  charakteru,  w  strachu  i  trosce  o  życie  ukochanej  kobiety.  W 

końcu cudowne miesiące, gdy krok po kroku zdobywał jej zaufanie i 

gdy pozwalała mu się  wprowadzać w  życie, jak chore dziecko... Czy 

to wszystko może się skończyć? 

Na tych rozmyślaniach czas minął mu szybko. Przed nim ukazała 

się  brama  wjazdowa.  Akurat  gdy  jego  powóz  mijał  bramę,  zauważył 

wyjeżdżających, teścia i szwagra. Kazał zatrzymać powóz. 

Obaj panowie przywitali go żartobliwie. 

—  Właśnie  wracamy  do  domu,  Frank.  Jest  już  późno.  Dlatego 

pozostawiliśmy  Lenę  własnemu losowi. Myśleliśmy, że przenocujesz 

w “Zajeździe Reńskim". Ona jednak czeka na ciebie. 

background image

Frank zbliżył się do nich. 

—  Proszę  was,  zsiądźcie.  Chciałbym  z  wami  porozmawiać  — 

powiedział spokojnie. 

W  tym  momencie  promień  księżyca  oświetlił  jego  twarz.  Jej 

wyraz przestraszył obu mężczyzn. 

—  Wielkie  nieba,  Frank,  jesteś  chory?  Czy  coś  się  stało?  —

jednocześnie zeskoczyli z koni. 

Borkenhagen  odszedł  z  nimi  dalej,  by  woźnica  nie  mógł  ich 

usłyszeć i powiedział im o pojedynku ze Sattenfeldem. 

Fred  i  Herman  Warnstetten  przysłuchiwali  się  z  przerażeniem. 

Ojciec  Leny  oparł  się  ciężko  o  drzewo.  Czy  nie  spowodował  już 

wystarczająco  dużo  nieszczęść...?  Czy  musiało  zdarzyć  się  nowe? 

Skąd  Sattenfeld  mógł  wiedzieć,  iż  Lenę  i  Romittena  coś  kiedyś 

łączyło? 

W  to,  że  Lena  była  niewinna,  wierzył  tak  mocno  jak  Fred.  Znał 

zarówno  Lenę,  jak  i  Romittena  zbyt  dobrze,  by  zwątpić  w  nich  choć 

na chwilę. Oskarżenia Sattenfelda były tylko nędznym oszczerstwem. 

Ale jak w ogóle doszło do powiązania jej imienia z Romittenem? 

Borkenhagen nie zwracał uwagi na ich zachowanie. Ciągnęło go 

do  Leny.  Obiecała  mu  przecież,  że  będzie  na  niego  czekać.  Musiał 

wziąć ją jeszcze choć jeden raz w ramiona zanim od niej odejdzie, być 

może  na  zawsze.  Poprosił  tylko  Freda  i  Warnstettena, by  następnego 

dnia  koniecznie  przyjechali  do  Borkenhagen,  mogło  się  bowiem 

zdarzyć,  że  ich  pomoc  będzie  konieczna.  Fred  obiecał,  że  zjawi  się 

pod dębem. Rozstali się, ściskając sobie ręce w milczeniu. 

background image

Kilka  minut  później  Borkenhagen  wszedł  do  małego  salonu,  w 

którym siedziała żona. Wyszła mu naprzeciw z wesołym uśmiechem. 

— Już się obawiałam, że nie wrócisz dziś do domu. 

Z bijącym sercem wziął ją w ramiona. 

—  Tęsknota  za  tobą  ciągnęła  mnie  do  domu,  moja  Lenko.  Czy 

jesteś zmęczona? 

— Nie, wcale nie. 

—  Możemy  więc  porozmawiać  jeszcze  przez  pół  godzinki? 

Jestem spragniony twego widoku. 

Spojrzała uśmiechnięta na jego twarz i nagle zatrzymała się. 

— Jesteś taki blady, Frank. Spotkało cię coś złego? 

— Nieprzyjemności zawodowe, Lenko. 

— Czy to ciebie też dotyczy? Myślałam, że zajmują się tym twoi 

dyrektorzy. 

—  W  większości  tak.  Są  pracowici  i  utrzymują  porządek  na 

swoich  wydziałach.  Ale  od  czasu  do  czasu  spada  i  na  mnie  trochę 

pracy.  Ale  nie  mówmy  już  o  tym.  Co  robiłaś  w  czasie  mojej 

nieobecności? 

Pociągnął ją za sobą na sofę. 

—  Co  robiłam?  Niewiele.  Ostatnio  strasznie  się  rozleniwiłam. 

Początkowo  chciałam  czytać,  ale  nic  z  tego  nie  wyszło.  Moje  myśli 

pobiegły za tobą. 

Pocałował ją serdecznie. 

— Myślałaś o mnie, Lenko? 

— Tak.  

background image

— Co myślałaś? 

— To, co zawsze o tobie myślę. Że nie uda mi się podziękować ci 

za twą miłość i dobroć. 

—  Moja  kochana!  —  przytulił  ją  do  siebie.  Potem  powiedział 

cicho:  —  Lenko,  gdybym  teraz  musiał  nagle  umrzeć,  moje  życie 

wydawałoby mi się dzięki tobie takie cudowne. 

Łagodnie odgarnęła mu włosy z czoła. Jej czułość miała w sobie 

coś z nagrody. 

— Jeżeli Bóg zechce, będzie jeszcze piękniejsze. 

—  Tak,  jeżeli  Bóg  pozwoli...  Sprawiłoby  ci  ból,  gdybym  teraz 

musiał umrzeć, prawda? 

—  Ależ,  Frank!  Nigdy  nie  zadawaj  takich  pytań!  Bóg  wie,  jaki 

sprawiłoby mi to ból. Jesteś częścią mnie, należysz przecież do mnie. 

Ale  nie  mówmy  już  o  tak  smutnych  sprawach.  Przecież  wiesz,  że 

zrobiłam się przesądna, a moje sny są często niespokojne. 

 

Następnego  dnia  Frank  Borkenhagen  wstał  o  świcie.  Przed 

wyjściem  chciał  jeszcze  napisać  do Leny  list,  na  wypadek  gdyby  nie 

wrócił. Potem podkradł się cicho do łóżka i spoglądał długo z gorącą 

czułością na jej twarz. By jej nie obudzić, pocałował tylko rozrzucone 

warkocze. Cicho oddalił się. 

Gdy powóz ruszał, Lena w półśnie przewróciła się na drugi bok. 

Potem jednak ponownie zasnęła... 

background image

Przy  dębach  Borkenhagen  zastał  już  swoich  sekundantów: 

lekarza i  Freda  Warnstettena. Temu ostatniemu pokazał list do  Leny, 

który miano jej wręczyć w wypadku jego śmierci. 

W  chwilę  potem  przyjechał  Sattenfeld  ze  swoimi  sekundantami. 

Im również towarzyszył lekarz. Przygotowania przebiegły szybko i w 

milczeniu.  Próba  pojednania  została  odrzucona  przez  obie  strony. 

Przeciwnicy zajęli swoje miejsca. 

Kilka  minut  później  Borkenhagen  padł  na  ziemię  z  raną  w 

płucach,  natomiast  jego  strzał  zmiażdżył,  jak  tego  pragnął,  szczękę 

Sattenfelda.  Został  więc  na  zawsze  naznaczony  jako  oszczerca. 

Lekarze  zajęli  się  rannymi.  Borkenhagen  był  jeszcze  przytomny  i 

spojrzał na lekarza z niemą i żarliwą prośbą w oczach. 

— Do domu — poprosił i dał znak Fredowi. 

Fred  dosiadł  konia  i  popędził,  by  przygotować  delikatnie  Lenę 

oraz poczynić przygotowania na przyjęcie rannego. Po drodze spotkał 

ojca, który był już w połowie drogi  do Borkenhagen. Spojrzawszy  w 

twarz  Freda,  pobladł,  nie  musiał  nawet  pytać,  jak  zakończył  się 

pojedynek.  

Zaschło  mu  w  gardle.  Przez  całą  noc  nie  mógł  zasnąć.  Wciąż 

widział  przed  sobą  umierającą  żonę.  “Twoje  dzieło...!"  —  brzmiało 

mu  w  uszach.  Nie  zatrzymując  konia,  Fred  zdał  mu  krótkie 

sprawozdanie. Potem w milczeniu pogalopowali do Borkenhagen. 

Gdy Lena wstała z łóżka ze zdziwieniem usłyszała od pokojówki, 

że  mąż  pojechał  do  fabryki.  To  Frank  wydał  jej  polecenie,  by 

przekazała swej pani taka wiadomość. 

background image

Pierwszy  raz  od  ich  ślubu  Frank  wyszedł  tak  wcześnie  rano. 

Podczas  gdy  służąca  czesała  włosy  Leny  i  ubierała  ją  w  codzienną, 

wygodną  sukienkę,  Lena  rozpamiętywała  dziwne  zachowanie  męża 

poprzedniego  wieczora.  Był  czymś  szczerze  zmartwiony,  czuła  to. 

Może miał kłopoty w fabryce...? 

Postanowiła  zapytać  go  o  to  po  jego  powrocie.  Jeżeli  ma 

zmartwienia, powinien pozwolić, by je z nim dzieliła... 

Trochę  nieswoja  zasiadła  do  śniadania.  Wtedy  zjawił  się  Fred  z 

ojcem. Ucieszona powitała ich obu. 

— Tak wcześnie  w Borkenhagen? Możecie  zatem dotrzymać mi 

towarzystwa przy śniadaniu. Frank jest w fabryce, a ja czuję się trochę 

osamotniona. Chodź tato, usiądź. Fred, przynieś sobie krzesło, stół jest 

nakryty  tylko  na  dwie  osoby.  Zaraz  każę  przynieść  jeszcze  jedno 

nakrycie. 

Fred stał nadal przed nią. 

—  Lenko...  pozwól...  my  jedliśmy  już  śniadanie.  Chciałem  ci 

tylko powiedzieć... Frank powinien tu zaraz być... 

— Spotkałeś go? 

— Tak, on nie był w fabryce. 

—  Nie?  —  spojrzała  na  niego  pytająco  i  nagle  zerwała  się  z 

krzesła  i  wystraszona  złapała  go  za  ramię.  —  Fred,  co  się  stało? 

Dlaczego jesteś taki... taki wzburzony? Gdzie Frank? 

— Przy dębach, Leno. Wiesz, miał wypadek, jest ranny... 

Lena złapała się za serce, pobladła. 

background image

—  Wypadek...  przy  dębach...  tak  wcześnie,  po  co  Frank  tam 

poszedł, i ty, i ojciec... 

—  Nie  bój  się,  Leno.  Musisz  być  teraz  dzielna.  Za  parę  minut 

będzie  tu  Frank  i  ty  musisz  się  postarać,  aby  zaraz  można  go  było 

położyć do łóżka. 

Lena drżącą ręką potarła czoło. 

— Jak mogłeś zostawić go samego, jeśli jest ranny. 

— Lekarz i baron Ryniken są przy nim. 

Lena w  wielkiej obawie złapała go za ramię i spojrzała na niego 

przenikliwie. 

—  Fred,  to  był  pojedynek?  Powiedz  mi!  —  zażądała 

kategorycznie. 

Nie mógł jej okłamać. 

— Tak, Leno. 

— Z mojego powodu? 

— Ja... ja nie wiem! 

—  Nie  kłam,  Fred!  Muszę  znać  prawdę.  Z  mojego  powodu, 

prawda?  Plotkowano  o  mojej  próbie samobójstwa,  a  on nie  chciał na 

to  pozwolić.  Tak  przypuszczałam,  już  wtedy,  w  czasie  wesela 

premiera. Fred, tak było, prawda? 

— Nie całkiem, Leno. Uspokój się, drżysz cała. 

— Nie okłamuj mnie, Fred, zaklinam cię! Powiedz mi wszystko, 

to się uspokoję. 

— Obiecujesz mi, Leno? 

— Masz moje słowo. 

background image

—  A  więc,  to  było  tak.  Wczoraj  w  winiarni  Sattenfeld 

powiedział,  że  Romitten  jest  twoim  kochankiem  i  że  nie  zniosłabyś, 

by  poślubił  inną.  Usłyszał  to  twój  mąż,  który  siedział  w  sąsiedniej 

loży  z  adwokatem.  Rzucił  się  na  Sattenfelda,  wyzwał  go  od  łotrów, 

kanalii  i  tym  podobnych.  Musiano  go  siłą  odciągać  od  Sattenfelda. 

Następstwem tego był pojedynek, Sattenfeld ma zmiażdżona szczękę. 

Lena,  śmiertelnie  blada,  słuchała.  Nagle  zachwiała  się  i  szukała 

rękami oparcia. Fred podtrzymał ją. 

— Leno, mam twoje słowo, że będziesz spokojna i dzielna. 

Zerwała się gwałtownie. 

— A Frank, co mu się stało? Żyje? 

— Tak, Leno, ale jest ciężko ranny w płuca. 

Oddychała ciężko i patrzyła na niego przerażona. 

—  Przynoszę  nieszczęście  tym,  którzy  mnie  kochają.  Dlaczego 

nie utopiłam się w jeziorze? — powiedziała z nienaturalnym wyrazem 

twarzy. 

Pogładził ją po policzku. 

— Leno, opanuj się! 

Herman Warnstetten cały czas stał na uboczu. Nagle jęknął: 

—  Moja  wina...  to  też  moja  wina...  jedna  gorsza  od  drugiej  — 

powiedział gwałtownie. 

Lena zerwała się i podeszła do niego. 

— 

Tato, 

wszyscy 

jesteśmy 

tylko 

ludźmi, 

biednymi, 

popełniającymi  błędy  ludźmi.  Ja  też  nie  jestem  bez  winy.  Ale 

zapewniam was, między mną a Romittenem nic nie zaszło. 

background image

— Wiemy o tym, Leno, a i Frank wierzy w twą niewinność. 

Odetchnęła. 

— Biedak, tak mnie kocha. Zostawcie mnie teraz, chcę mu sama 

przygotować łóżko. 

Wyszła chwiejnym krokiem. 

 

Pół  godziny  później  Frank  leżał  w  łóżku,  ułożony  wygodnie 

przez  żonę.  Stracił  przytomność.  Lena  pocałowała  w  milczeniu  jego 

bezwładne ręce, na które opadały jej ciężkie łzy. 

Lekarz  jeszcze  raz  zbadał  dokładnie  rannego.  Potem  wywołał 

skinieniem  głowy  Lenę  do  sąsiedniego  pokoju,  w  którym  czekali  już 

Fred  i  Herman  Warnstetten.  Z  poważną  twarzą  obwieścił  im,  że  stan 

jest beznadziejny. Będzie żył jeszcze kilka godzin, może nawet dzień. 

Nie wiadomo, czy odzyska jeszcze w ogóle przytomność. Pomoc jest 

już niemożliwa. 

Fred  i  Herman  Warnstetten  byli  wstrząśnięci,  Lena  natomiast 

wykazywała dziwny spokój. 

—  Zostawcie  mnie  z  nim  samą  —  poprosiła  drżącym  głosem  i 

wróciła do pokoju rannego. 

Opanowana  lękiem,  patrzyła  na  bladą  twarz  męża.  Oddychał 

ciężko,  z  trudem.  Lena  ściskała  jego  rękę  i  przytulała  ją  do  ust.  Nie 

wiedziała, jak długo tak siedziała, dręczona ponurymi myślami. Czas 

nie  miał  dla  niej  znaczenia.  Czuła  się  wolna  i  nie  związana  z  nikim, 

tylko ze swoim rannym mężem. 

background image

Nagle  jego  powieki  drgnęły.  Frank  rozejrzał  się  dookoła 

przytomnym wzrokiem. Pochyliła się nad nim i pocałowała go w usta. 

— Frank, mój kochany Frank! 

Poczuł na twarzy jej łzy. 

— Lenko, nie płacz! Przecież żyję! 

Szybko otarła łzy i uśmiechnęła się do niego mężnie. 

— Tak, mój kochany. Czujesz ból? 

— Tak, trochę. Ale wszystko będzie dobrze. 

Jego  ufność  wstrząsnęła  nią.  Miała  ochotę  głośno  krzyczeć,  ale 

opanowała  się.  Nie  może  zakłócić  jego  ostatnich  godzin.  Nie 

powinien  podejrzewać,  że  musi  umrzeć.  Pragnęła  mu  okazać  miłość, 

której  do  tej  pory  do  niego  nie  czuła.  W  tych  ostatnich  godzinach 

kochała tylko jego. 

— Tak, Frank, wszystko będzie dobrze. Dziękuję ci... dziękuję z 

całej duszy, że tak mi ufasz, że nie zwątpiłeś we mnie. 

Uśmiechnął się, ale potem spoważniał. 

— Wiesz o tym? Kto ci powiedział? 

—  Wiem  wszystko  od  Freda.  Frank,  nie  wątpiłeś  ani  przez 

chwilę, że oskarżenie było bezpodstawne, prawda? 

—  Wiem,  że  jesteś  niewinna,  moja  kochana.  Ale  teraz...  tylko 

jedno  pytanie,  Leno...  Teraz  musisz  mi  odpowiedzieć,  teraz  mam 

prawo. Co było między tobą a Romittenem? 

Przytuliła się do niego. 

— Chcesz wszystko usłyszeć? Mogę ci wszystko wyznać? 

— Tak, Leno, teraz musimy wyjaśnić sobie wszystko. 

background image

— Tak, Frank, powinieneś o wszystkim wiedzieć. 

Z  jego  rękami  w  swoich,  twarzą  przytuloną  do  jego  policzków 

wyznała  mu  wszystko.  Opowiedziała  o  miłości  do  Romittena,  o 

nadziejach  z nim  związanych,  potem  o  dniu,  w  którym  ojciec  zmusił 

ją,  przyznając  się  do  sfałszowania  weksli,  do  przyjęcia  jego 

oświadczyn,  o  rozmowie  z  Romittenem  i  pożegnalnym  pocałunku, 

pierwszym  i  ostatnim,  który  mu  ofiarowała.  Opisała  mu  potem  swój 

lęk  przed  małżeństwem  i  troskę  o  matkę,  i  jak  odkryła,  że  to 

niesprawiedliwe odczuwać jego miłość i dobroć jak mękę. 

—  Ale  nigdy  nie  miałam  odwagi  ci  zaufać.  Poszłam  do  ołtarza 

prawie  nieprzytomna  ze  strachu.  Potem  w  domu  znalazłam  martwą 

mamę.  To  pomieszało  mi  zmysły...  Widziałam  w  tym  palec  boży  i 

jakby  pędzona  wewnętrzną  siłą,  pobiegłam  nad  jezioro...  A  potem, 

ach,  teraz  wiesz  już  wszystko,  absolutnie  wszystko.  Gdy  cię  lepiej 

poznałam,  zniknął  lęk  przed  tobą.  Kochałeś  mnie  i  odnalazłam  u 

twego boku spokój.  

Tylko  dlatego,  że  nie  chciałam  sprawiać  ci  bólu  i niepokoić cię, 

przemilczałam, co było między mną a Romittenem. Tylko raz, jedyny 

raz  spotkałam  się  z  nim  sam  na  sam,  na  krótko  przed  naszym 

wyjazdem.  Sama  go  poprosiłam,  aby  złożył  nam  wizytę,  żebyś  nie 

podejrzewał czegoś złego w tym, że nas nie odwiedza. Wydawało mi 

się,  że  domyślasz  się,  kim  on był  dla  mnie,  a twój  niepokój  sprawiał 

mi ból...  

Frank, to wszystko, co przed tobą ukryłam, nic poza tym. Nigdy 

nie zamieniłam ani jednego słowa z Henrykiem, gdy ciebie nie było w 

background image

pobliżu. Uwierz mi, Frank. Za bardzo cię kocham, bym mogła sprawić 

ci ból. 

W zamyśleniu spojrzał w jej twarz. 

—  Teraz  między  nami  jest  wszystko  jasne,  teraz  wiem  już 

wszystko.  Ale  wtedy  gdy  przynieśliśmy  cię  znad  jeziora,  gdy  leżałaś 

taka  biedna,  chora,  obiecałem  sobie,  że  twoje  szczęście  będzie  dla 

mnie  ważniejsze  od  mojego.  Dlatego  mam  jeszcze  jedno  pytanie. 

Obiecaj mi, że odpowiesz mi na nie zgodnie z prawdą. 

— Przyrzekam ci, Frank. 

Spojrzał na nią niespokojnie. 

— Czy byłabyś szczęśliwsza, gdybym ci teraz powiedział: Idź do 

Romittena, zostań jego żoną. Obiecuję ci, że nie będę stawiał żadnych 

przeszkód. Powinnaś być szczęśliwa. Powiedz mi prawdę! 

Lena przycisnęła jego rękę do serca. Łzy płynęły jej po twarzy. 

—  Zostanę  przy  tobie,  Frank.  Nigdy  nie  zaznałabym  szczęścia, 

gdybym  musiała  cię  opuścić.  Kocham  cię,  twoje  szczęście  jest 

również moim. 

Powiedziała  prawdę.  W  ciągu  tej  godziny,  spędzonej  przy 

rannym mężu, zapomniała całkowicie o Henryku Romittenie. Jej serce 

należało teraz do męża, który cierpiał z jej powodu.  I  obiecała sobie, 

że  jeśli,  mimo  orzeczenia  lekarza,  wyzdrowieje,  ani  jednej  myśli  nie 

poświęci już Henrykowi. 

Frank spojrzał na nią, siląc się na uśmiech. 

—  Moja  Lenko,  moja  ukochana  żono,  dziękuję  ci.  Nawet  nie 

wiesz, jak bezgranicznie cię kocham. 

background image

—  Wiem,  Frank,  nigdzie  nie  znalazłabym  mężczyzny,  który 

kochałby  mnie  tak,  jak  ty.  Mój  dobry,  kochany,  dziękuję  ci  z  całego 

serca — powiedziała żarliwie i pocałowała go drżącymi ustami. 

Nastąpiło  długie  milczenie.  Frank  oddychał  z  coraz  większym 

trudem. Trzymała jego rękę i pieściła ją nieustannie. Patrzył na nią, aż 

oczy zaszły mu mgłą. Zauważyła to. 

— Pocałuj mnie jeszcze raz, Lenko... chcę... spać. 

Dotknęła  drżącymi  wargami  jego  ust.  Jej  pocałunek  był  ostatnią 

rzeczą, którą z pełną świadomością wziął ze sobą w wieczność... 

 

Tego  samego  dnia  pożegnano  Franka  Borkenhagena.  Nikt  nie 

dowiedział się, że jeszcze na chwilę odzyskał przytomność. 

Romitten dowiedział się od Freda, o tym co zaszło. Był oburzony, 

że  Sattenfeld  odważył  się  poddać  w  wątpliwość  niewinność  Leny. 

Jeszcze tego samego dnia kazał się zapowiedzieć u premiera i gdy ten 

go przyjął, opowiedział mu szczerze o tym, co łączyło go z Leną i do 

czego doprowadził Sattenfeld, złośliwie zniekształcając fakty. 

Premier wiedział już o pojedynku, nie znał jednak jego przyczyn. 

Wyraził przyjacielowi swoje współczucie. Wraz z żoną premier wziął 

udział  w  pogrzebie  Franka  Borkenhagena.  Czasami  też  odwiedzali 

Lenę. Miało to na celu podkreślenie, po czyjej stronie była słuszność i 

zostało  to  przez  wszystkich  właściwie  odebrane.  Lena  była  więc 

całkowicie zrehabilitowana. 

Mężczyźni będący świadkami sceny w winiarni surowo potępiali 

Sattenfelda.  Przy  okazji  przypomniano  sobie  inne  oszczerstwa,  które 

background image

rozsiewał  zarówno  on,  jak  i  jego  matka  i  siostra.  Teraz  Sattenfeld 

otrzymał  za  to  zapłatę.  Borkenhagen  zapowiedział,  jak  go  chce 

napiętnować. Słowa dotrzymał. Oszczerca został ciężko ukarany. 

Stan i tak niebezpiecznej rany, pogorszył się na skutek zakażenia. 

Zraniony język puchł. Sattenfeld znosił straszne cierpienia. Kilka dni 

po  pojedynku  zmarł.  Nie  zawsze  oszczerców  spotyka  tak  straszliwa 

kara. Ale można uważać ją za sprawiedliwość bożą. 

Romitten,  który  czekał  na  powrót  Sattenfelda  do  zdrowia,  by 

także  wyzwać  go  na  pojedynek,  został  pozbawiony  możliwości 

zemsty. Pani Sattenfeld z córką Metą, krótko po śmierci syna opuściła 

miasto. Nie umiały pogodzić się z losem, który same sobie zgotowały. 

Testament Borkenhagena uczynił  Lenę jedyną spadkobierczynią. 

Dyrektorzy  fabryk  zostali  na  swych  stanowiskach.  Kapitał,  który 

pożyczył  teściowi,  aby  uratować  Warnstetten,  Fred  miał  uważać  za 

darowiznę,  którą  może  swobodnie  rozporządzać.  Kilka  legatów 

przyznano zasłużonym urzędnikom i służbie. Reszta należała do Leny. 

Po  pogrzebie  Fred  wręczył  Lenie  list,  który  Frank  dał  mu  przed 

pojedynkiem.  Lena  przeczytała  go  z  głębokim  wzruszeniem  i  bólem. 

Brzmiał następująco: 

Moja kochana Żono! 

Nikczemnik  naraził  na  szwank  Twoją  reputację.  Idę,  aby  Cię 

pomścić. Czy przeżyję czy umrę, wierzę w Ciebie, jak wierzę w miłość, 

którą do Ciebie czuję. Otrzymasz ten list tylko w wypadku mej śmierci, 

jest  to  więc  głos  zmarłego.  Moja  Lenko,  zanim  zostałaś  moją  żoną, 

background image

prowadziłem  życie,  które  było  tylko  dążeniem  do  bezmyślnego 

zaspokojenia własnych przyjemności.  

Ty  nauczyłaś  mnie,  że  w  życiu  jest  coś  ważniejszego  i 

piękniejszego  od  brutalnej  pogoni  za  rozkoszami  i  własnymi 

pragnieniami. Od kiedy zostałaś moją żoną, po raz pierwszy obudziła 

się  we  mnie  świadomość,  jak  wiele  mam  do  naprawienia.  Jeśli 

dosięgnie mnie kula tego łotra, będzie to każący palec losu za niektóre 

stare  winy.  Mówię  Ci  to,  żebyś  nigdy  nie  obwiniała  się,  że  zginąłem 

przez Ciebie. 

Wiem, że jesteś mi wierna. Dałaś mi przecież wszystko, co mogłaś 

dać. Gdyby nawet, czego się zawsze obawiałem, Twoje serce należało 

do  kogoś  innego,  pewnego  dnia  zdobyłbym  je  siłą  mojej  głębokiej, 

gorącej  miłości  do  Ciebie.  Jeśli  mi  się  to  nie  uda,  jeśli  teraz  zginę, 

muszę przyznać, że ofiarowałaś mi coś nieprzemijającego. Dziękuję Ci 

za to.  

Jeśli  Twe  serce  należy  do  Romittena,  bądź  z  nim  szczęśliwa. 

Jesteście  siebie  warci.  To  jest  mój  testament.  Przezwyciężyłem  się, 

pisząc te słowa. Jest to najtrudniejszy czyn w moim życiu. Nie musisz 

się  wstydzić,  że  byłaś  moją  żoną.  Tylko  ten,  kto  potrafi  się 

przezwyciężyć, jest w pełni człowiekiem. 

Bądź szczęśliwa. Moja, z całego serca ukochana Żono! Jesteś mi 

winna swe szczęście... Nie zapominaj o tym! 

Wierny Ci aż do śmierci 

Frank. 

 

background image

Dwa  lata  minęły  od  śmierci  Borkenhagena.  Lena  siedziała  na 

ozdobionym  kwiatami  tarasie  marzycielsko  wpatrzona  w  dal.  

powodu  strasznego  upału,  po  raz  pierwszy  zmieniła  swą  żałobną 

suknię  na  przewiewną,  białą  sukienkę.  Wyglądała  młodo  i 

dziewczęco, mimo poważnego, zamyślonego wyrazu twarzy. 

Od  śmierci  męża  Lena  nie  opuszczała  Borkenhagen.  Nie  wzięła 

udziału  nawet  w  weselu  brata.  Towarzystwo  ludzi  sprawiało  jej  ból. 

Goście rzadko przybywali do Borkenhagen.  

Również Henryk Romitten nie odważył się odwiedzić Leny, choć 

myślał o niej z dotkliwą tęsknotą. Tylko raz spotkał ją w lesie. Wydała 

mu  się  ogromnie  zmieniona,  prawie  obca.  Ciągle  opłakiwała  śmierć 

męża, od której wtedy upłynął już rok. W milczeniu chciała go minąć. 

Wtedy  z  bólem  wykrzyknął  jej  imię.  Zatrzymała  się  z  ociąganiem. 

Potem potrząsnęła głową i wskazała na swą czarną suknię. Zrozumiał, 

co chciała powiedzieć. 

—  Leno,  będę  czekać  cierpliwie  na  twój  znak  —  powiedział 

cicho i odszedł. 

Mijały już prawie dwa  lata, od kiedy umarł Frank Borkenhagen. 

Lena  jednak  nie  uwolniła  się  jeszcze  od  wspomnień  o  nim  i  nie 

potrafiła myśleć o swojej przyszłości. 

Tymczasem  mieszkańcy  Warnstetten  wiedli  pracowite,  lecz 

szczęśliwe życie. Pełna radości i pogody ducha Kasia gospodarowała i 

rządziła w majątku męża. W drugi dzień Świąt Wielkanocnych, rok po 

ślubie  przyszedł  na  świat  jej  pierworodny  syn,  który  szybko  zdobył 

sobie bezgraniczną miłość dziadka. 

background image

Gdy  Lena  siedziała  tego  dnia  na  werandzie,  przed  dom  zajechał 

powóz,  z  którego  wyskoczyła  roześmiana  osóbka.  Po  chwili  Kasia 

Warnstetten zawisła u szyi Leny. 

—  Świetnie,  Leno,  wreszcie  zdjęłaś  te  okropne  czarne  sukienki. 

Nie  muszę  już  cię  o  to  prosić.  Chcę  cię  jednak  porwać,  najdroższa. 

Musisz  pojechać  ze  mną  do  Warnstetten.  Dziś  jest  przecież  wielki 

dzień! 

Lena spojrzała z uśmiechem na zaróżowioną twarz. 

—  Najpierw  muszę  złapać  oddech,  Kasiu...  A  cóż  to  za  wielki 

dzień? 

— No przecież ósmy sierpnia! 

Lena pokręciła głową. 

— Ta data nic mi nie mówi. 

Kasia z wyrzutem klasnęła w dłonie. 

— I ty chcesz być kochającą ciotką, Leno? Nasz mały urodził się 

przecież ósmego kwietnia, dziś kończy cztery miesiące! 

Lena roześmiała się. 

—  Wydaje  mi  się,  że  stanowczo  za  często  obchodzicie  urodziny 

waszego księcia. Każdego miesiąca! Czy to nie za często? 

—  Ach!  Taki  słodki  chłopak  jak  nasz,  powinien  obchodzić 

urodziny codziennie. 

— Możesz go skrzywdzić, Kasiu. Z każdymi urodzinami mija rok 

życia. Twój syn stanie się wkrótce staruszkiem. 

Kasia zaśmiała się. 

background image

—  Chodź  już!  Nie  bądź  nudna.  No  już!  Bierz  kapelusz  i 

rękawiczki. Zabieram cię tak, jak stoisz. Fred przyrządza już kruszon, 

znaleźliśmy jeszcze truskawki. Czekają już w domu na ciebie. 

— Ach, Kasiu, zepsuję wam tylko wesoły nastrój. 

Kasia siadła na krześle i spojrzała na nią poważnie. 

—  Wstydź  się,  Leno.  Jak  można  prowadzić  takie  życie?  Gdyby 

zobaczył  cię  twój  mąż,  nie  byłby  zadowolony.  Już  prawie  od  dwóch 

lat żyjesz jak zakonnica. A życie jest przecież takie piękne! A tam, za 

lasem  bije  dla  ciebie  wierne  serce.  Sam  Bóg  utorował  wam  drogę, 

byście  mogli  należeć  do  siebie.  Źle  wypełniasz  wolę  Franka.  On 

chciał twojego szczęścia. Miej tylko odwagę sięgnąć po nie. Przecież 

życie  jest  takie  krótkie!  Nie  wolno  tracić  ani  jednego  dnia.  Czy  nie 

zdajesz sobie sprawy, jak Romitten cierpi?! Cały czas ma nadzieje, że 

go wreszcie wezwiesz. Nie kochasz go już? 

Z oczu Leny popłynęły łzy. 

— Kocham, ale boję się szczęścia... 

Kasia  zacisnęła  powieki.  Najchętniej  rozpłakałaby  się  również. 

Ale opanowała się mężnie i ze śmiechem próbowała podnieść Lenę z 

krzesła. 

—  Chodź  już.  Będę  chyba  musiała  tobą  porządnie  potrząsnąć! 

Fred  i  twój  ojciec  żądają  zawsze  ode  mnie,  bym  cię  oszczędzała.  To 

minęło, koniec i basta! Energicznie zadzwoniła po pokojówkę. 

— Kapelusz i rękawiczki dla pani, Mario. Pospiesz się. 

Lena musiała się roześmiać. 

— Doskonale sobie ze mną radzisz. 

background image

— Oczywiście, całkiem bezwzględnie. No, wstawaj! 

Lena  musiała  ulec.  Zanim  zrozumiała,  jak  to  się  stało,  już 

siedziała obok Kasi w powozie. 

W  Warnstetten  obie  panie  zostały  radośnie  powitane.  Ojciec 

podszedł  do  Leny  z  wnukiem,  który  pociesznie  gaworzył  na  jego 

ramieniu.  Fred,  zamieniwszy  z  żona  porozumiewawcze  spojrzenie, 

zaprowadził  siostrę  do  pokoju,  w  którym  kiedyś  pożegnała  się  z 

Romittenem. 

— Wejdź, Leno. My zaraz przyjdziemy — powiedział i popchnął 

ją do środka, szybko zamykając drzwi. 

Lena  rozglądała  się  po  ładnym,  ozdobionym  kwiatami  pokoju. 

Nagle  znieruchomiała.  Przy  oknie  siedział  Henryk  Romitten,  który 

zerwał  się  na  równe  nogi,  gdy  ją  zobaczył.  Patrzyli  przez  chwilę  na 

siebie jak urzeczeni. 

Wreszcie Romitten opanował się. 

— Leno, ty tutaj? Nie wiedziałem... Fred prosił, abym przyjechał. 

—  Kasia...  ona  mnie  wyciągnęła  z  Borkenhagen,  ja  też  nie 

wiedziałam... ja... — zamilkła. 

Spojrzał na nią wzrokiem pełnym tęsknoty. 

—  Leno,  dzień  po  dniu  czekałem  na  twoje  wezwanie.  Dlaczego 

tak mnie dręczysz? Nie kochasz mnie już? 

W  zakłopotaniu  zaczesała  włosy  za  ucho  i  stała  przed  nim 

zarumieniona i drżąca. Potem powiedziała cicho: 

— Nie mogłam cię zawołać. Gdybyś sam nie przyszedł... 

Po chwili był przy jej boku i wziął ją w ramiona. 

background image

—  Leno!  Tu,  w  tym  miejscu  pożegnaliśmy  się.  Teraz  trzymam 

cię w ramionach i nie pozwolę ci odejść. 

Przytaknęła  z  uśmiechem.  Pocałował  ją,  a  żar  tego  pocałunku 

obudził  w  niej  wszystkie  wygasłe  marzenia.  Długo  w  milczeniu 

trzymali się w objęciach. 

—  Wreszcie  jesteś  moja,  wreszcie  —  powiedział  ze 

wzruszeniem. — Teraz nadejdzie dla nas szczęście, najukochańsza. 

Przytuliła się do niego. 

— Muszę się najpierw nauczyć być szczęśliwą. 

Roześmiał się wesoło. 

— To nie jest trudne, Leno. Nauczymy się razem.  

Po chwili, gdy dalej stali w objęciach, przez  okno zajrzała nagle 

jasnowłosa  głowa.  Roześmiane,  niebieskie  oczy  obserwowały 

zakochanych.  Podglądająca  szybko  zniknęła.  Ale  już  w  drzwiach 

ukazał się niesiony na jej ramieniu Buba. 

— Gratulujemy, wszyscy czworo — zawołała wesoło. 

Fred  i  Herman  Warnstetten  zaglądali  do  pokoju  zza  jej  pleców. 

Romitten i Lena odwrócili się z uśmiechem. 

— Spiskowcy! —powiedziała Lena. 

Kasia roześmiała się. 

— Cóż, gdybym nie zabawiła się w opatrzność, zestarzałabyś się 

posiwiała 

zanim 

zawołałabyś 

biednego 

Henryka. 

Żaden 

chrześcijanin nie może spokojnie przyglądać się takiej męce. 

Romitten pocałował ją w rękę. 

— Stokrotne dzięki, pani Kasiu. 

background image

Bez ceregieli ucałowała go serdecznie. 

— Wszystkiego dobrego, Henryku! 

— Wszystkiego dobrego! 

Warnstetten podszedł do Leny. 

— Wszystko dobrze, Lenko? 

— Tak, ojcze. 

Fred napełnił kieliszki. 

— Niech żyją zakochani. 

Lena  i  Romitten  trącili  się  kieliszkami.  Patrzyli  na  siebie  z 

dawnym blaskiem w oczach. Przeszłość minęła. 

Lena zachowała na zawsze wspomnienia o pierwszym mężu. Ale 

dopiero teraz nauczyła się, jak być szczęśliwą.