background image

KRZYSZTOF MICHALSKI 

 

HEIDEGGER

1

 

 

 

 

 
 
Zaczęło się to juŜ dość dawno, mniej więcej w 1919 roku. Młody docent, Martin 

Heidegger, rozpoczął wówczas samodzielne zajęcia ze studentami na uniwersytecie we 
Fryburgu  Badeńskim.  Był  to  zarazem  początek  jego  sławy,  rosnącej  zrazu  wśród 
studentów, zjeŜdŜających się z całych Niemiec do Fryburga, a następnie  do Marburga, 
gdzie  Privatdozent  Heidegger  dostał  pierwszą  katedrę  —  później  takŜe  poza 
ś

rodowiskiem akademickim i poza Niemcami. 

Co  ściągało  tłumy  słuchaczy  na  wykłady  młodego  profesora,  juŜ  na  długo 

przedtem, zanim ksiąŜki rozniosły jego nazwisko po całym świecie? Jaka była podstawa 
tego rozgłosu, który wkrótce zrobił z Heideggera najbardziej znanego filozofa naszego 
wieku ? Jego nazwisko nieraz znikało później z pola zainteresowania tak zwanej „opinii 
publicznej”,  by  z  czasem  pojawić  się  znowu  —  unoszone  na  fali  mody.  Niemniej  od 
czasu  pierwszych  wykładów  we  Fryburgu  nie  zamiera  głębinowy  prąd  fascynacji, 
dzięki  któremu  myśl  Heideggera  w  tajemny  sposób  określa  duchowe  Ŝycie  naszego 
stulecia. Gdzie bije źródło tego prądu? 

Znamienne jest, Ŝe na początku sława Heideggera nie miała się właściwie czym 

Ŝ

ywić:  nie  było  teorii,  poglądów,  które  moŜna  by  komunikować  innym  lub 

posłyszawszy  ocenić  ich  głębię  i  doniosłość.  Co  właściwie  wykładał  Heidegger? 
PrzewaŜnie  analizował  klasyczne-teksty  filozoficzne:  głównie  Platona  i  Arystotelesa. 
Analizy te niewątpliwie wniosły wiele nowego do badań nad Platonem i innymi — ale 
sława  Heideggera  nie  była  sławą  Wilamowitza-Mollendorfa.  Słuchacze  wykładów 
Heideggera wychodzili z nich ponoć poruszeni, ugodzeni w ducha i w serce. Co moŜna 
powiedzieć o Platonie, by wywołać takie wraŜenie? 

Wątpię, czy jakakolwiek interpretacja platońskiej teorii idei, choćby najbardziej 

nowatorska, zdolna jest to sprawić. 

Nie  o  to  teŜ  chodziło  Heideggerowi.  Jeden  z  jego  studentów,  dziś  znany 

profesor,  Walter  Biemel,  wspomina,  Ŝe  na  seminariach  Heideggera  nie  wolno  było 
przytaczać  jego  własnych,  wcześniej  wyraŜonych  opinii  o  omawianym  tekście.  Nie 
chodziło  o  przyswojenie  „słusznej”  interpretacji,  o  przekonanie  do  takiego  czy  innego 

                                                           

1

 Wstęp do: M. Heidegger, Budować, mieszkać, myśleć, „Czytelnik”, Warszawa 1977

1

background image

KRZYSZTOF MICHALSKI, HEIDEGGER 

2

merytorycznego  stanowiska.  Chodziło  o  coś  więcej  —  i  to  właśnie  ściągało  do 
Heideggera takie tłumy. Chodziło o myślenie. 

„Decydującą...  sprawą  było,  Ŝe  nie  mówiono  o  Platonie  i  nie  wykładano  jego 

teorii idei, lecz przez cały semestr zajmowano się jednym tylko dialogiem, analizując go 
krok  po  kroku,  aŜ  wreszcie  znikała  czcigodna  doktryna  ustępując  miejsca  zespołowi 
problemów  mających  bezpośrednie  i  pilne  znaczenie”  —  wspomina  Heideggerowskie 
seminaria Hannah Arendt. Heidegger potrafił przełoŜyć Platona — a takŜe Arystotelesa 
i  innych  —  na  pytania,  które  kaŜdy  zadawał  sobie,  ściślej:  potrafił,  jak  niegdyś 
Sokrates, sprawić, by kaŜdy uczestnik seminariów sam dokonał tego przekładu. Potrafił 
uczyć myśleć, A tego juŜ od dawna nikt nie umiał. 

Ale co to znaczy „myśleć”? I w jaki sposób tekst napisany niegdyś moŜe pomóc 

w myśleniu o tym, co nas dziś obchodzi — bezpośrednio i pilnie? 

Mówi  się  czasem:  filozofia  to  umiejętność  pytania.  Właściwą  jej  treścią  są 

problemy, a nie ich rozwiązania. Stąd historia filozofii to historia problemów; opowiada 
o  naszym  upartym  krąŜeniu  wokół  tych  samych  kwestii.  Nie  jesteśmy  bynajmniej  —
powiada  się  —  coraz  bliŜej  rozwiązań:  problemów  się  nie  rozwiązuje,  to  nie  zadania 
matematyczne.  Jedyny  moŜliwy  postęp  w  historii  filozofii  to  postęp  w  umiejętności 
stawiania pytań: wiemy coraz lepiej, jakie pytania nas dręczą i nic ponadto. 

Być  moŜe  więc  to  jest  odpowiedź:  tradycja  filozoficzna  oŜywa,  gdy  pod  je 

historyczną postacią odkryjemy te same „wieczne pytania”, co dręczą nas i dzisiaj. 

JednakŜe  dlaczego  miałoby  to  być  tak  bardzo  interesujące?  Dlaczego 

mielibyśmy  pasjonować  się  Platonem,  skoro  sedno  jego  teorii  sprowadza  się  do  tych 
samych pytań, które my takŜe sobie stawiamy — a więc do pytań, które bynajmniej nie 
dotyczą  właśnie  nas?  A  poza  tym  —  skąd  wiadomo,  Ŝe  pytania  te  są  toŜsame?  Czy 
rzeczywiście  Platon  pytając  o  prawdę  pytał  o  to  samo,  co  Kartezjusz?  Czy  nie  jest  to 
tylko  mit  z  podręczników  filozofii?  Czy  nie  jest  złudzeniem  —  utrwalonym  właśnie 
przez  podręczniki  i  strukturę  uniwersytetów  —  Ŝe  filozofowie  odpowiadają  tylko  na 
pewną listę pytań: epistemologicznych, metafizycznych, ontologicznych, etycznych... ? 

W istocie, jest to złudzenie; nie ma bowiem pytań, które moŜna byłoby rozumieć 

niezaleŜnie od kontekstu, od sytuacji, w której są zadawane. Pytanie: „cóŜ jest prawda?” 
ma zupełnie inny sens w ustach Piłata i Kartezjusza, Arystotelesa i Heideggera. Chcąc 
zrozumieć  ów  sens,  trzeba  za  kaŜdym  razem  rozwaŜyć  sposób,  w  jaki  są  stawiane, 
stanowisko,  perspektywę,  w  której  się  pojawiają.  Sytuacja,  w  jakiej  znajduje  się 
pytający,  motywy,  które  kierują  go  ku  pytaniu  o  prawdę  —  jak  ku  jakiemukolwiek 
pytaniu,  bo  przecieŜ  kaŜde  pytanie  zadaje  się  z  jakiegoś  powodu  —  modyfikują  sens 
tego pytania. Tak samo brzmiące pytanie moŜe być zadane w rozpaczy i z nudy, moŜe 
w nim chodzić o Ŝycie lub o zabawę; a więc nie jest za kaŜdym razem to samo. A czy 
słowa,  nawet  gdy  brzmią  identycznie,  zawsze  to  samo  znaczą?  Czy  ich  rzeczywiste 
znaczenie nie jest określane przez „prace i dni” tych, co je mówią? 

„Aktualności”  filozofa  nie  moŜna  zatem  mierzyć  ilością  ponadczasowych 

problemów, które znajdzie się w jego doktrynie  — bowiem nie ma takich problemów. 
Niepowtarzalna'  sytuacja,  w  jakiej  Ŝyjemy,  określa  sens  tego,  co  nas,  bezpośrednio  i 
pilnie obchodzi. Filozof porusza nas, gdy pozwala nam lepiej ją zrozumieć — nie przez 
to,  Ŝe  zredukuje  ją  do  uniwersalnej  ludzkiej  sytuacji,  a  nasze  problemy  uczyni 
problemami w ogóle. Przeciwnie — porusza nas, gdy mówi coś właśnie do nas, właśnie 
o  tym  jedynym  w  swoim  rodzaju  połoŜeniu,  w  jakim  się  znajdujemy.  Jak  to  jest 
moŜliwe? 

Filozof  podobny  jest  w  tym  do  partnera  we  wszelkiej  prawdziwej  rozmowie. 

background image

KRZYSZTOF MICHALSKI, HEIDEGGER 

3

KaŜdy moŜe spostrzec, Ŝe dyskusja z kimś, kto myśli inaczej, uczy nas nowych rzeczy o 
nas  samych:  w  zetknięciu  z  innymi  poglądami  nasze  własne  wychodzą  na  jaw.  To 
dlatego,  Ŝe  nasza  samowiedza  nigdy  nie  obejmuje  całej  naszej  wiedzy;  nie  zdajemy 
sobie  w  pełni  sprawy  z  tego,  co  wiemy.  Wiele  rzeczy  zakładamy,  przejmujemy  od 
innych,  przyjmujemy  za  oczywiste  —  nie  wiedząc  o  tym.  Właśnie  z  tego  powodu 
„trafiają”  nas  czasem  słowa  kogoś  innego.  „Trafiają”  nas  —  bo  juŜ  wcześniej 
wiedzieliśmy coś o tym, o czym jest mowa, choć nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy. 
Teraz, w zderzeniu z innym ujęciem, ta ukryta dotąd wiedza wyłania się jako problem. 
Dialog  z  tradycją  jest  właśnie  taką  rozmową.  Pod  naporem  tradycji  nasze  przesądy 
zamieniają  się  w  pytania  —poniewaŜ  mówi  ona  o  tym  samym,  co  my,  ale  inaczej. 
Tradycja filozoficzna gra tu szczególną rolę. Filozofia bowiem pyta za kaŜdym razem o 
całość  naszej  sytuacji  w  świecie;  stąd  w  konfrontacji  z  filozofem  innego  czasu  nasza 
niepowtarzalna  sytuacja  jako  całość,  nasza  własna  perspektywa  widzenia  rzeczy  jako 
taka staje się problemem. 

Gdyby tak czytać Platona, odnajdując w nim niepozorne analogie i nie wieczne 

problemy,  lecz  pytanie,  skierowane  ku  podstawom  naszego  Ŝycia,  naszego  własnego, 
indywidualnego  doświadczenia  —  czcigodna  doktryna  rzeczywiście  ustępowałaby 
miejsca zagadnieniom palącym i bezpośrednim. 

Umiejętność  takiej  lektury,  czy  raczej:  umiejętność  nauczenia  takiej  lektury  — 

oto co wyróŜniało Heideggera wśród innych uprawiających filozofię juŜ od początku lat 
trzydziestych.  To  takŜe  źródło  jego  ówczesnego  rozgłosu.  Co  więcej  —  sądzę,  Ŝe  tu 
leŜy istota jego myśli w ogóle: Heidegger nie szuka nowych, nie zbadanych obszarów, 
nie  tworzy  nowych,  więcej  wyjaśniających  teorii  —  lecz  w  dialogu  z  filozoficzną 
tradycją Zachodu stara się dociec tego, co zawsze juŜ wiedzieliśmy i co skrycie określa 
naszą dzisiejszą sytuację. 

Dlatego  właśnie,  chcąc  zrozumieć  myśl  Heideggera  warto  sięgnąć  do  relacji  o 

jego pierwszych wykładach, do  czasów poprzedzających ukazanie się jego pierwszego 
w pełni samodzielnego dzieła — Sein und Zeit (1927). 

Bowiem  w  momencie  ukazania  się  tej  ksiąŜki  sytuacja  zmieniła  się  radykalnie. 

Teraz  juŜ  źródło  sławy  Heideggera  nie  było  tak  nieuchwytne  jak  dotąd.  Nie  mówiono 
juŜ, Ŝe we Fryburgu wykłada profesor, który „uczy myśleć”, lecz Ŝe „uczy tego a tego”. 
Heidegger  wyraził  w  druku  pewne  przekonania;  zaczęto  wiec  mówić  o  „filozofii 
Heideggera”  obok  „filozofii  Jaspersa”,  „filozofii  Schelera”  i  innych.  Co  więcej  —  na 
przełomie  lat  dwudziestych  i  trzydziestych  ta  „filozofia  Heideggera”  zyskała  w 
Niemczech niebywałą popularność. Jakie były jej główne tezy? 

Nauki — powiada Heidegger w Sein und Zeit — badają róŜne dziedziny rzeczy, 

róŜne obszary tego, co jest. U podstaw kaŜdej z nich leŜy zawsze jakiś projekt tego, do 
czego się odnoszą; przyrodoznawstwo zawsze zakłada jakąś odpowiedź na pytanie „co 
to jest przyroda ?”, historia — „co to są dzieje?” itp. Nie są to oczywiście odpowiedzi 
przyjęte raz na zawsze: zdarza się niekiedy, Ŝe przestają one wystarczać — na miejsce 
odpowiedzi pojawiają się wtedy pytania, a w naukach mówi się o „kryzysie podstaw”. 
Pytania,  o  których  mowa,  to  dziedzina  ontologii  —  jej  zadaniem  ma  być  przecieŜ 
rozwaŜanie róŜnych moŜliwych sposobów bycia. 

Tak  jednak  jak  dla  nauk  nicią  przewodnią  są  pytania  ontologiczne,  dla  samej 

ontologii jest nią pytanie: „co to w ogóle znaczy być”? Jest to więc kwestia dla naszej 
wiedzy  fundamentalna  —  lecz  mimo  to  dzieje  myśli  europejskiej  świadczą,  pisze 
Heidegger, o jej gruntownym zapomnieniu. 

Nie  tylko  ze  względu  na  wiedzę  problem  bycia  ma  wedle  Heideggera 

background image

KRZYSZTOF MICHALSKI, HEIDEGGER 

4

podstawowe  znaczenie.  Jest  on  takŜe  —  a  raczej  przede  wszystkim  —  podstawową 
sprawą  naszego  istnienia  w  ogóle.  Człowiek  moŜe  bowiem  być  tak  lub  inaczej,  moŜe 
być  sobą  lub  nie  być  sobą,  ma  zawsze  przed  sobą  jakieś  moŜliwości  bycia,  które 
ś

wiadomie lub nieświadomie wybiera. Bycie — tak lub inaczej — Jest Ŝyciową sprawą 

człowieka. Krótko: człowiek nie tylko jest, ale zawsze jakoś odnosi się da swego bycia. 

Właśnie  odnoszenie  się  do  bycia  wyróŜnia  człowieka  spośród  innych  bytów. 

Heidegger  nazywa  je  egzystencją.  Pytanie  o  bycie  nie  jest  tedy  zwykłym  problemem 
teoretycznym;  formułuje  tylko  radykalnie  to,  o  co  człowiekowi  w  Ŝyciu  chodzi.  To 
właśnie,  podwójnie  waŜne  (tak  dla  wiedzy,  jak  i  dla  Ŝycia  w  ogóle)  pytanie  jest, 
zdaniem Heideggera, pierwszym zadaniem dla myśli. 

Wybierając  taką  czy  inną  moŜliwość  bycia  człowiek  —  nie  rozumem,  lecz 

swym Ŝyciem po prostu, Ŝyjąc tak lub inaczej — daje juŜ jakąś odpowiedź na pytanie: 
„co  to  znaczy  »być»?”.  Ale  najczęściej  nie  zdaje  sobie  z  tego  sprawy.  Jego  uwaga 
skierowana  jest  przewaŜnie  na  to,  co  jest  wokół  niego;  człowiek  zajmuje  się  przede 
wszystkim  rzeczami  i  ludźmi,  z  którymi  ma  do  czynienia.  Zapomina  o  sobie,  o  swym 
specyficznym  istnieniu:  egzystencji.  Dlatego  właśnie  dzieje  myśli  zachodniej  to  dzieje 
zapomnienia o byciu. 

Zapomnienie  to  jednak  nigdy  nie  jest  zupełne.  Człowiek  jest  bowiem  istotą 

ś

miertelną;  drzemie  w  nim  tedy,  trwoga  nie  tylko  o  to  czy  tamto,  lecz  i  o  bycie  po 

prostu. Trwoga pozbawiająca go jakiegokolwiek oparcia; gdy kogoś ona opada, związki 
z  innymi,  rzeczy,  które  pochłaniają  uwagę  na  co  dzień,  przestają  być  istotne  — 
człowiek  zostaje  sam.  WaŜne  pozostaje  tylko  jedno:  bycie.  I  wtedy  człowiek  jest 
autentycznie sobą. 

Myśl, która stawia sobie zadanie odnowienia zapomnianego od dawna problemu 

bycia, winna tedy zwrócić się, powiada Heidegger, przede wszystkim tam, gdzie się on 
rzeczywiście  pojawia:  ku  autentycznemu  ludzkiemu  istnieniu.  Człowiek  —  ale  nie 
człowiek w ogóle, lecz kaŜdy z nas, samotny i zdany tylko na siebie — winien być więc 
jej tematem. 

Oto  pokrótce  główny  problem  Sein  und  Zeit.  Uprzytomnijmy  sobie  teraz 

współczesnego  odbiorcę  tych  poglądów  —  Niemcy  republiki  weimarskiej.  W  wielu 
relacjach  z  tamtego  czasu  powtarza  się  ten  sam  obraz:  zwątpienie  w  dotychczasowe 
hierarchie  wartości,  zwątpienie  w  racje,  uzasadniające  dotychczasowy  tryb  Ŝycia, 
zwątpienie  w  oferowane  dotąd  światopoglądy.  Katastrofa  wojny  naruszyła  podstawy 
dotychczasowego  porządku  duchowego.  Ludzie  stracili  zaufanie  do  ponad-
indywidualnego  ładu  i  do  tradycyjnych  instytucji:  czuli  się  sami,  w  zwątpieniu, 
zagubieni. 

Filozofia  akademicka  nie  była  w  stanie  wskazać  dróg  wyjścia  z  tej  sytuacji  — 

katedry  uniwersyteckie  zajęte  były  przewaŜnie  przez  neokantystów,  neoheglistów  itp., 
profesorów-fachowców, którzy własną egzystencję zostawiali przed wykładem w kącie, 
jak  zmoczony  parasol.  Potrafili  mówić  o  substancji,  nie  umieli  pomóc  w  dramacie, 
który kaŜdy przeŜywał sam. 

Nic  dziwnego  więc,  Ŝe  w  tej  sytuacji  słowa  apelujące  do  człowieka  jako 

samotnej  jednostki,  nie  tylko  do  intelektu,  lecz  i  do  samego  Ŝycia,  słowa  opisujące 
ludzką  kondycję  tu  i  teraz,  w  trwodze,  wobec  śmierci  —  trafiały  do  serc  i  umysłów. 
Sein  und  Zeit  nawet  w  stylu  nie  było  podobne  do  dzieł  akademickiej 
Professorenphilosophie: patos, z jakim było napisane, przypominał raczej Kirkegaarda, 
Pascala,  Dostojewskiego  lub  Lutra  —  niŜ  Kanta  czy  Husserla.  Nic  dziwnego  jednak 
takŜe, Ŝe ów patos i apel do indywidualnego Ŝycia przesłoniły istotny zamiar tej ksiąŜki: 

background image

KRZYSZTOF MICHALSKI, HEIDEGGER 

5

odnowienie  pytania  o  bycie.  Błyskotliwe  analizy  trwogi,  śmierci,  ludzkiej  samotności 
zakryły cel, w jakim były  podejmowane. Heidegger w opinii ogółu stał się więc, obok 
Jaspersa, głównym reprezentantem „filozofii egzystencjalnej”. 

Filozofia  ta  była  zjawiskiem  „typowym  dla  swego  czasu  —  pisze  o  niej  Goło 

Mann — i w wysokim stopniu była go świadoma. Nie znaczy to jednak, by troszczyła 
się  wiele  o  najnowsze  produkty  dziejów,  republikę,  demokrację,  gospodarkę  czy 
społeczeństwo.  Tego  nie  robiła  wcale.  JeŜeli  w  ogóle  wdawała  się  w  opisy  państwa, 
kultury,  społeczeństwa  i  gospodarki,  to  tylko  po  to,  by  pokazać  jednostce,  Ŝe  w  tej 
publicznej sferze nie moŜe ona znaleźć spełnienia sensu Ŝycia... Musi go raczej szukać 
w wolności, mocą własnego  ryzyka, nie zatracając się w zgiełku Ŝycia publicznego; w 
więzi z inną jednostką”. 

Fala  zainteresowania  Heideggerem  jako  egzystencjalistą  wkrótce  w  Niemczech 

opadła,  by  wezbrać  ponownie  po  drugiej  wojnie  światowej,  tym  razem  we  Francji. 
Sartre  uznał  Heideggera  za  swego  nauczyciela.  Terminy  Heideggerowskie: 
„egzystencja”,  „projekt”,  „autentyczność”,  „trwoga”,  znalazły  się  na  centralnym 
miejscu w słowniku egzystencjalistów. Fala ta dotarła i do nas, z pewnym opóźnieniem 
wprawdzie.  Heidegger  był  więc  w  Polsce  widziany  przewaŜnie  przez  pryzmat 
egzystencjalizmu  Sartre'a;  Sein  und  Zeit  uchodziło  za  poprzednika  L'etre  et  le  Neant. 
Popularne  wyobraŜenie  o  Heideggerze  opiera  się  na  skąpych  uwagach  Sartre'a  w 
rozprawce  Egzystencjalizm  jest  humanizmem  (1946),  gdzie  kwalifikuje  on  filozofa  z 
Fryburga jako „egzystencjalistę ateistycznego”. 

Tymczasem  następne  prace  Heideggera,  począwszy  od  lat  trzydziestych, 

ś

wiadczą  o  tym,  Ŝe  egzystencjalistyczna  interpretacja  jego  myśli  nie  chwyta  istoty 

rzeczy.  Niewątpliwie  Sein  und  Zeit  dawał  jej  punkty  oparcia  —  ale  były  one  rozsiane 
raczej na jego powierzchniowej warstwie. Jak kaŜde dzieło filozoficzne, i Sein und Zeit 
było  napisane  w  mowie  swego  czasu  i  ulegało  jego  mentalności;  stąd  jego  „egzysten-
cjalny”  patos.  WaŜne  jest  jednak  przede  wszystkim,  co  zostało  powiedziane  z  tym 
patosem. 

W  dwa  lata  po  Sein  und  Zeit  Heidegger  opublikował,  tego  samego  roku,  trzy 

prace: ksiąŜkę o Kancie (Kant und das Problem der Metaphysik), rozprawę Vom Wesen 
des  Grundes  (O  istocie  racji)  
oraz  wykład  Was  ist  Metaphysik  ?  (Co  to  jest 
metafizyka?). 
Wszystkie  te dzieła uznane są za „wczesną” twórczość Heideggera —  w 
pracach  późniejszych  następuje  charakterystyczne  przesunięcie  akcentów,  pozwalające 
mówić o „zwrocie” w poglądach Heideggera od mniej więcej 1930 roku. 

Nie  znaczy  to  jednak,  Ŝe  Heidegger  po  prostu  zmienił  z  czasem  poglądy, 

porzucając  te,  które  głosił  wcześniej.  Powiedziałbym  raczej,  Ŝe  Heidegger  dostrzegł 
teraz  wyraźniej,  co  zostało  powiedziane  w  Sein  und  Zeit  —  wbrew  współczesnym 
interpretatorom, a nawet wbrew własnej dotychczasowej samowiedzy. 

Ś

wiadectwem przełomu w zapatrywaniach Heideggera są takŜe losy niektórych 

jego  prac  z  wczesnego  okresu:  Sein  und  Zeit  na  przykład  jest  tylko  częścią  większej 
całości,  która  jednak  nie  pojawiła  się  w  druku.  Heidegger  planował  bowiem  (ponoć 
nawet napisał) dzieło dwutomowe — ukazały się natomiast tylko dwie części (z trzech) 
pierwszego  tomu.  Fragment  analiz  tomu  drugiego  został  opublikowany  jako 
samodzielna  ksiąŜka  o  Kancie  (por.  wyŜej).  Reszta  nigdy  nie  została  wydana.  TakŜe 
dzieje  odczytu  Co  to  jest  metafizyka?  są  pouczające:  ostatnie  jego  wydanie,  w  tomie 
Wegmarken, Heidegger  opublikował w 1967 roku — a więc nie uwaŜa zawartych tam 
poglądów za niesłuszne. Niemniej z czasem odczyt został opatrzony  Wprowadzeniem 
Posłowiem,  które  rzucają  na  jego  treść  zupełnie  nowe  światło.  Wreszcie  w  1930  roku 

background image

KRZYSZTOF MICHALSKI, HEIDEGGER 

6

Heidegger  napisał  rozprawę  Vom  Wesen  der  Wahrheit  (O  istocie  prawd)  —  lecz  nie 
opublikował  jej  wtedy.  Ukazała  się  dopiero  w  trzynaście  lat  później,  opracowana  na 
nowo. 

Jaki jest właściwy sens tego przełomu? W jaki sposób moŜna w ogóle zmienić 

poglądy,  zachowując  jednocześnie  waŜność  tych,  które  się  głosiło  wcześniej,  ba  — 
odkrywając dopiero, na czym ona w istocie polega? 

Historia myśli europejskiej zna juŜ co najmniej jedną odpowiedź na to pytanie: 

dał  ją  Hegel.  To  on  przecieŜ  próbował  wykazać,  Ŝe  Ŝadna  myśl  nie  jest  po  prostu 
fałszywa;  Ŝe  jest  moŜliwy  taki  punkt  widzenia,  który  pozwoli  odkryć  prawdę  nawet 
wtedy, gdy jest zakryta dla tego, kto ją głosi. Co więcej, to Hegel spostrzegł, Ŝe droga 
do  prawdy  nie  jest  obojętna  dla  prawdy  samej  —  „rezultat  —  pisze  w  Fenomenologii 
ducha  —  
nie  stanowi  rzeczywistej  całości  sam,  lecz  tylko  wraz  ze  swoim  stawaniem 
się”.  Rozwój  ducha  dochodzi  do  takiego  miejsca,  z  którego  otwiera  się  widok  na  sens 
wszystkiego, cośmy zrobili i pomyśleli dotąd — ale miejsce to jest fragmentem drogi, 
po której doszliśmy do niego i w oderwaniu od niej jest nie do pojęcia. 

Czy  odpowiedź  Heideggera  brzmi  podobnie?  Sądzę,  Ŝe  do   rozstrzygnięcia    tej   

kwestii  pomoŜe   rozwaŜenie  innej: co wydobył na jaw „zwrot” na Heideggerowskiej 
drodze myśli ? 

Zamiarem  filozofii  egzystencjalnej  było  ratowanie  świata  osobowego  wobec 

redukcjonistycznych  zakusów  myśli  współczesnej.  Chodziło  o  to,  by  uchwycić 
rzeczywistość podmiotową bez pomocy obcych jej-narzędzi — a więc bez odwoływania 
się  do  „rzeczy”,  „psychiki”  czy  sfery  Ŝycia  publicznego.  Punktem  wyjścia  filozofii 
egzystencji  był  zatem  problem  podmiotu,  czy  ściślej  —  problem  Ŝycia  osobowego; 
ukształtowała  się  ona  w  opozycji  do  „metafizyki  istoty”:  myśli  redukującej 
rzeczywistość  podmiotową  do  pozapodmiotowej.  Stąd  sztandarowym  hasłem 
egzystencjalistów było „egzystencja poprzedza esencję”. 

Przestrzenią,  w  której  poruszał  się  egzystencjalizm,  była  więc  tradycyjna 

problematyka  filozofii  nowoŜytnej;  problematyka  subiektywności.  OtóŜ  nie  jest  to 
przestrzeń,  w  której  mieści  się  myśl  Heideggera.  Nie  interesuje  go  bowiem  problem 
podmiotu, lecz zagadnienie: w jaki sposób coś w ogóle być podmiotem? Chodzi mu nie 
o subiektywność, lecz o bycie— problem bycia zaś, jak twierdzi, został zapomniany w 
całej filozofii nowoŜytnej. 

Te  same  racje,  które  nie  pozwalają  na  kwalifikację  Heideggera  jako 

egzystencjalisty,  uniemoŜliwiają  takŜe  nazwanie  go  fenomenologiem  —  przynajmniej 
w  tym  sensie,  w  jakim  pojmował  fenomenologię  jej  twórca:  Edmund  Husserl. 
Heidegger wprawdzie juŜ w trakcie studiów pozostawał pod silnym wpływem Husserla 
— później (od 1916) został jego uczniem i asystentem i wpływ naturalnie znacznie się 
nasilił.  Husserl  mawiał  ponoć  nawet  (przed  ukazaniem  się  Sein  und  Zeit): 
„fenomenologia to ja i Heidegger”. Z chwilą opublikowania Sein und Zeit — choć było 
ono  w  załoŜeniu  próbą  analizy  fenomenologicznej  —  ujawniły  się  jednak  zasadnicze 
róŜnice między Heideggerem a Husserlem. Właściwe ich znaczenie wyszło na jaw takŜe 
dopiero  z  czasem,  właśnie  po  „zwrocie”,  o  którym  wcześniej  była  mowa:  dopóki 
Heidegger  uchodził  za  „filozofa  egzystencji”,  wydawało  się,  Ŝe  przeciwstawia 
zarysowanemu  przez  Husserla  programowi  „filozofii  jako  nauki  ścisłej”  filozofię  jako 
ekspresję samotnego i zrozpaczonego istnienia autentycznego. Sam Husserl zresztą tak 
uwaŜał.  Ale  nie  tu  kryło  się  sedno  sprawy.  Podobnie  bowiem  jak  egzystencjalizm, 
fenomenologia  Husserlowska  porusza  się  po  szlakach  filozofii  nowoŜytnej. 
„Fenomenologia  —  powiada  Husserl  —  to  jakby  utajona  tęsknota  całej  nowoczesnej 

background image

KRZYSZTOF MICHALSKI, HEIDEGGER 

7

filozofii”.  TakŜe  dla  Husserla  podstawowym  zagadnieniem  filozofii”  jest 
subiektywność. Refleksja fenomenologiczna miała wedle jego przekonania pokazać, jak 
w uznanej za absolutną podstawę subiektywności konstytuują się przedmioty, z którymi 
mamy  do  czynienia.  TakŜe  Husserl  zatem,  podobnie  jak  egzystencjaliści, 
zafascynowany  nowoŜytną  problematyką  subiektywności,  pozostawia  w  zapomnieniu 
pytanie o bycie — a ono właśnie dręczy Heideggera. 

Krótko:  w  samym  centrum  filozofii  nowoŜytnej  stoi  problem  subiektywności. 

Wokół tego zagadnienia krąŜy teŜ egzystencjalizm i fenomenologia Husserla — dlatego 
mieszczą  się  one  w  filozoficznym  horyzoncie  nowoŜytności.  Tymczasem  dla 
Heideggera  istota  rzeczy  tkwi  gdzie  indziej:  nie  w  subiektywności,  lecz  w  byciu  po 
prostu, o które od dawna zapomniano juŜ pytać. 

Zapomnieć  pytanie  —  znaczy  to:  nie  zdawać  sobie  sprawy,  Ŝe  to,  co  mówimy 

czy  myślimy,  jest  odpowiedzią.  Sartre,  Husserl,  a  z  nimi  cała  filozofia  nowoŜytna 
wiedzą  więc  takŜe  na  swój  sposób,  co  to  znaczy  „być”,  choć  nie  zastanawiają  się  nad 
tym. „Być” oznacza dla nich, zdaniem Heideggera (pisze on o tym juŜ w późniejszych 
pismach), „być przedstawionym”, być danym jakiejś subiektywności. Coś „jest” o tyle, 
o  ile  jest  obecne  dla...  —  wszystko  jedno,  czy  będzie  to  konkretna  ludzka  jednostka, 
człowiek  jako  gatunek,  podmiot  transcendentalny,  duch  absolutny  czy  świadomość 
fenomenologicznie  zredukowana.  Podmiot  jakkolwiek  rozumiany  —  okazuje  się  więc 
podstawą  tego,  Ŝe  coś  jest  i  jak  jest.  I  to  podstawą  ostateczną;  subiektywność  tym  się 
przecieŜ  odróŜnia  od  przedmiotu,  Ŝe  jest  zwrócona  ku  samej  sobie,  Ŝe  jest  sama  dla 
siebie obecna — a więc Ŝe jest swą własną podstawą. 

TakŜe dla Sartre'a to określenie bycia jest wiąŜące; odwraca on tylko tradycyjne 

ujęcie,  subiektywność  określając  jako  nicość.  Ale  samo  odwrócenie  nie  jest  jeszcze 
drogą wyjścia. NaleŜy do tego samego pola problemowego. 

Zagadnienie subiektywności jest więc dlatego, wedle Heideggera, rozstrzygającą 

kwestią  filozofii  nowoŜytnej,  Ŝe  „być”  znaczy  tu  tyle,  co  „być  przedstawionym”  — 
choć  dla  filozofów  nowoŜytnych  jest  to  załoŜenie,  a  nie  problem.  Tymczasem 
Heidegger  usiłuje  opatrzyć  to  załoŜenie  znakiem  zapytania  —  a  więc  odnowić 
zapomnianą kwestię: „co to znaczy »być»?”, tym samym stawiając się poza horyzontem 
nowoczesnej filozofii. 

Egzystencjalna  interpretacja  Heideggera  nie  trafia  zatem  w  sedno  sprawy,  o 

którą  mu  chodzi.  Nie  była  ona  jednak  zwykłą  pomyłką:  Sein  und  Zeit  nie  jest 
bynajmniej  dziełem  jednoznacznym.  Jego  tematem  jest  przecieŜ  właśnie  subiek-
tywność: ludzkie Ŝycie, samotne w istocie i zdane na siebie, egzystencja, która ma być 
jedyną podstawą rozumienia bycia: własnego, innych rzeczy. Głównym problemem Sein 
und  Zeit  
jest  wprawdzie  pytanie  o  sens  słówka  „jest”,  ale  pada  ono  z  perspektywy 
subiektywności,  z  punktu  widzenia  podmiotu.  MoŜna  więc  powiedzieć,  Ŝe  w  swym 
pierwszym  samodzielnym  dziele  Heidegger  mówił  jeszcze  tradycyjnym  językiem 
filozofii nowoŜytnej: pytając o bycie, pytał zarazem o subiektywność, o podstawę... 

W  pewnym  jednak  momencie  okazało  się,  Ŝe  język  ten  nie  pasuje  do  tego,  co 

jest do powiedzenia. W jakim bowiem sensie egzystencja jest dla Heideggera podstawą 
rozumienia bycia w ogóle? Czy „podstawa” znaczy tu „fundamentum inconcussum”, jak 
dla Kartezjusza czy Husserla? 

Egzystencja  ludzka  jest  wedle  Heideggera  podstawą,  bowiem  konstytuuje  sens 

swego  świata.  Młotek  jest  młotkiem,  drzewo  drzewem  i  w  ogóle  świat  takim  właśnie 
ś

wiatem ze względu na określone ludzkie Ŝycie, choć z drugiej strony pojęcie Ŝycia czy 

egzystencji jest toŜsame z pojęciem obecności w świecie, który ją otacza — stąd „spór o 

background image

KRZYSZTOF MICHALSKI, HEIDEGGER 

8

istnienie  świata”  jest  dla  Heideggera  „skandalem  w  filozofii”.  JednakŜe  konstytucja, 
której  człowiek  dokonuje  Ŝyjąc  po  prostu,  nie  leŜy  w  jego  mocy;  człowiek  wkracza  w 
nią, tak jak dziecko „wkracza” znienacka w mowę, zaczynając mówić. Dlatego właśnie 
zastajemy  świat,  choć  nigdy  nie  jest  on  juŜ  gotowy  —  a  pomysł  człowieka,  który  by 
zaczynał  wszystko  od  absolutnego  początku,  jest  równie  absurdalny  jak  wyobraŜenie 
ś

wiata bez ludzkiej w nim obecności. 

Słowem,  samo  bycie,  tak  nasze  (tzn.  konstytucja)  jak  i  świata,  nie  jest  od  nas 

zaleŜne;  „zanim”  cokolwiek  pomyśleliśmy,  zrobiliśmy,  chcieliśmy  —  byliśmy  juŜ  i 
ś

wiat był. Człowiek nie jest stwórcą. Jego moc jest skończona, moŜliwości ograniczone 

—  ale  właśnie  ta  niemoc,  skończoność  i  ograniczenie  są  zarazem  jego  siłą;  bawieni 
oznaczają one uprzednią, niezaleŜną od jego woli wspólnotę z tym, co jest, dzięki której 
człowiek moŜe w ogóle widzieć i rozumieć swój świat. 

Subiektywne  istnienie  ludzkie  nie  jest  więc  pewnym  gruntem,  na  którym 

spoczywa świat, nie jest ostatecznym układem odniesienia, który pozwalałby rozumieć 
byt  przez  nas  napotykany.  Człowiek  —  jako  podmiot  —  nie  jest  wystarczającą 
podstawą dla pytania: „co to znaczy «być»?” Chcąc pytać o bycie, trzeba pytać inaczej, 
niŜ to robi filozofia nowoŜytna: nie o subiektywność jako podstawę wszystkiego... 

To  właśnie  doświadczenie:  niemocy  pytań,  zadawanych  w  tradycyjny  sposób, 

wobec  tego,  o  co  chodzi,  wobec  bycia,  skłoniło  Heideggera  do  „zwrotu”  na  drodze 
myśli. 

Sein und Zeit ukazuje się teraz w nowym świetle.  Zgodnie z umieszczonym na 

wstępie  planem  całości,  po  wstępnej  interpretacji  ludzkiego  istnienia  miała  nastąpić 
analiza sensu samego bycia. Ale analiza ta nie została opublikowana; okazało się, Ŝe nie 
moŜna  pytać  dalej  w  ten  sam  sposób,  co  dotychczas.  Zamiar,  jaki  postawił  przed  sobą 
autor  —  odsłonięcie  sensu  bycia  —  nie  został  więc  zrealizowany.  Nie  było  to  jednak 
zwykłe  niepowodzenie.  Powiedziałbym  raczej,  Ŝe  niepowodzenie  to  konstytuuje 
dopiero sens całego dzieła. Bowiem istotne znaczenie Sein und Zeit polega na tym, Ŝe 
filozofia nowoŜytna jako taka staje się w nim problemem; nie to  czy inne zagadnienie 
zostaje  tu  otwarte  czy  podjęte  na  nowo,  lecz  sam  sposób  stawiania  zagadnień,  samo 
filozofowanie — tak jak się je pojmuje w nowoŜytności — zostaje opatrzone znakiem 
zapytania. Oto „rezultat” tej ksiąŜki: filozofia nowoŜytna jako problem. 

ś

eby dobrze pojąć problematyczność filozofii nowoŜytnej, trzeba zwrócić się ku 

jej źródłu. Bije ono, twierdzi Heidegger, jeszcze w Grecji. Stąd refleksja Heideggera — 
inaczej  niŜ  Husserla,  inaczej    niŜ  egzystencjalistów  —  jest  ciągłą  rozmową  ze 
staroŜytną myślą grecką. 

Dlaczego właśnie w Grecji Heidegger szuka początków filozofii w nowoŜytnym 

znaczeniu  tego  słowa?  Bowiem  to  Grecy,  jego  zdaniem,  otworzyli  intelektualny 
horyzont,  w  którym  porusza  się  filozofia  nowoczesna.  W  myśli  greckiej  — 
najwyraźniej u Platona — doszło po raz pierwszy do głosu doświadczenie, określające 
w  decydujący  sposób  całą  późniejszą  filozofię  europejską:  doświadczenie  bycia  jako 
stałej obecności. 

Od tego czasu zadaniem myślenia staje się dotarcie do tego, co stale obecne — i 

w tym sensie „naprawdę jest”. Nazywa się to róŜnie: arche, Bogiem, zasadą, wiecznymi 
prawami natury  czy Ŝelaznymi prawami dziejów — za kaŜdym jednak razem chodzi o 
pewien  trwale  obecny  układ  odniesienia,  który  pozwala  nam  zrozumieć  zjawiska  nas 
otaczające  lub  przynajmniej  uznać  je  za  zrozumiałe.  „Rozumieć”  to  znaczy  teraz 
właśnie  tyle,  co  „odnieść  do  pewnej  podstawy”,  „ująć  jako  przypadek  jakiejś  zasady, 
jakiegoś  prawa”.  Myślenie  dostaje  się  w  słuŜbę  prawdy:  ma  zgodzić  się  z  tym,  co 

background image

KRZYSZTOF MICHALSKI, HEIDEGGER 

9

obecne. Ideałem myśli staje się wiedza absolutna, wiedza w „pełnym świetle” — nawet 
wtedy,  gdy  jest  to  tylko  zadanie,  do  którego  ułomna  ludzkość  ma  zmierzać 
nieskończenie.  Wiedza  jest  stopniowo  budowanym  gmachem,  opartym  na 
niewzruszonych podstawach: prawach natury czy zasadach myśli. 

Filozofia nowoŜytna jest wedle Heideggera tylko konsekwentnym rozwinięciem 

greckiego  doświadczenia.  Od  Kartezjusza  począwszy,  myśl  europejska  zdaje  sobie 
stopniowo  sprawę,  Ŝe  obecność  dopiero  wtedy  jest  pełna  i  trwała,  gdy  jest  obecnością 
dla  siebie,  to  znaczy:  podmiotem.  „Wedle  mego  przekonania  —  pisze  Hegel  —  ...cała 
rzecz sprowadza się do tego, by prawdę (filozofii — KM) ująć i wyrazić nie tylko jako 
substancję (tzn. jako niewzruszoną podstawę tego, co jest — KM), lecz w tym samym 
stopniu jako podmiot”. Jakie konsekwencje pociąga za sobą to przekonanie? Człowiek 
—  jako  subiectum,  zyskuje  rangę  podstawy  i  powszechnego  ośrodka  odniesienia. 
Dopiero dzięki temu odniesieniu coś moŜe stać się bytem. Odniesienie, o którym mowa, 
to przedstawianie: relacja, w której człowiek staje się podmiotem, byt — przedmiotem. 

Filozofia  nowoŜytna,  powiada  Heidegger,  ujmuje  więc  związek  człowieka  z 

bytem  jako  przedstawianie.  „Przedstawiać  —  to  tyle,  co  ustawiać  coś  przed  sobą. 
MoŜna zatem powiedzieć, Ŝe przedstawiając, człowiek — jako podmiot  — ustawia to, 
co  jest,  ze  względu  na  siebie.  UzaleŜnia  je  od  siebie  w  pewnej  mierze.  Opanowuje  je. 
Tylko  to,  co  udało  się  tak  ustawić,  opanować,  a  więc  to,  czego  człowiek  moŜe  być 
pewien — jest naprawdę: prawda to pewność przedstawiania. Palącym problemem staje 
się więc teraz: jak to zrobić? w jaki sposób zapewnić sobie coś? — stąd naczelnym za-
gadnieniem nowoczesnej myśli jest problem metody. 

Myśl  zostaje  więc  takŜe  wprzęgnięta  w  opanowywanie  bytu.  Staje  się 

rachunkiem,  którego  celem  jest  zapewnienie  bytu  człowiekowi.  Ma  tak  prezentować 
ś

wiat,  by  był  on  podatny  na  ludzką,  ekspansję;  by  człowiek  coraz  to  nowe  dziedziny 

bytu  mógł  wykorzystywać  „SET  celów,  które  sam  ustanawia.  Gdy  podstawę  tego,  co 
jest,  znajduje  się  w subiektywności,  człowiek,  jako  podmiot,  staje  się  panem  bytu,  zaś 
jego odnoszenie się do bytu — opanowywaniem go. 

JuŜ  widać,  Ŝe  nie  chodzi  tu  tylko  o  kwestie  akademickie.  Nie  tylko  o  filozofię 

nowoŜytną.  Konsekwencją  fundamentalnego  jej  przekonania  okazują  się  bowiem 
zjawiska, które dzieją się wokół nas: postępujące opanowywanie bytu przez człowieka, 
eksploatacja  świata  dla  narzuconych  mu  celów.  Krótko:  współczesna  cywilizacja 
techniczna. 

Gdy  Heidegger  mówi  o  współczesnej  cywilizacji  technicznej,  nie  chodzi  mu  o 

technikę  w  potocznym  znaczeniu  tego  słowa,  lecz  o  pewną  określoną  postać  świata:  o 
ś

wiat,  któremu  człowiek  sam  siebie  narzuca  jako  cel,  świat,  który  człowiek  stara  się 

uczynić  rozporządzalnym.  Istota  techniki  nie  leŜy  w  postępie  technicznym  —  lecz  w 
takim związku człowieka i świata,  w którym świat staje się materiałem do uporządko-
wania  ze  względu  na  człowieka,  człowiek  zaś  —  funkcjonariuszem  takiego  porządku. 
Konsekwencją  istoty  techniki  jest  więc  dla  Heideggera  zarówno  technika  maszynowa, 
jak i nauka współczesna, tak współczesny stosunek do sztuki, zgodnie z którym dzieło 
sztuki ma być materiałem przeŜycia,” jak totalitarne państwo. Z cywilizacją techniczną 
—  w  tym  znaczeniu,  w  jakim  pojmuje  ją  Heidegger  —  mamy  więc  do  czynienia  nie 
tylko tam, gdzie postęp techniczny jest najbardziej zaawansowany. 

To  samo  przekonanie,  które  stanowi  centrum  nowoczesnej  filozofii  — 

przekonanie  o  tym,  Ŝe  człowiek  jest  panem  bytu.—  jest  więc  takŜe,  zdaniem 
Heideggera, istotą naszego czasu w ogóle: czasu określonego przez technikę. 

Nie jest to — widać to juŜ z tego, co dotąd zostało powiedziane — przekonanie 

background image

KRZYSZTOF MICHALSKI, HEIDEGGER 

10 

dowolne. Nie jest po prostu pewną myślą, na którą niegdyś wpadli filozofowie. U jego 
ź

ródła  nie  leŜy  spontaniczny  ludzki  umysł,  lecz  pewne  doświadczenie:  doświadczenie 

bycia  jako  stałej  obecności.  Doświadczenie  to  kształtuje  z  góry  przestrzeń,  w  której 
porusza  się  europejska  ludzkość  —  takŜe  wtedy,  gdy  z  pomocą  techniki  maszynowej 
opanowuje  świat  ją  otaczający.  Los,  który  nam  przypadł  w  udziale,  zaleŜy  więc  — 
twierdzi  Heidegger  —  od  tego,  jak  doświadczamy  samo  bycie.  Inaczej  mówiąc:  o 
postaci,  jaką  przybiera  byt,  wśród  którego  Ŝyjemy,  a  takŜe  o  postaci,  jaką  my  sami 
przyjmujemy, rozstrzyga sposób, w jaki coś jest w ogóle obecne — a więc rodzaj jego 
obecności.  O  tym,  czym  jest  byt,  decyduje  sposób,  w  jaki  coś  w  ogóle  moŜe.  być;  a 
więc to, „czym jest bycie. 

ś

eby więc ująć sens nie tylko nowoczesnej filozofii, lecz dzisiejszej cywilizacji 

w  ogóle,  myśl  musi  zwrócić  się  ku  sferze,  w  której  ów  sens  zostaje  przesądzony:  ku 
sferze  bycia.  Tymczasem  sfera  ta  umyka  naszej  uwadze;  pochłonięci  bytem,  do 
opanowania  którego  dąŜymy,  nie  pamiętamy  o  byciu,  które  decyduje  o  tym  dąŜeniu. 
Zapomnienie  to  jest  udziałem  naszej  kultury  w  ogóle  —  powiada  Heidegger: 
otwierające  ją  doświadczenie  bycia  jako  stałej  obecności  płynie  właśnie  z  niego.  Gdy 
bowiem w obliczu świata, z którym mamy do czynienia, pada pytanie: co to znaczy, Ŝe 
ś

wiat  ten  „jest”,  co  właściwie  stwierdza  się,  przyznając  istnienie  temu  oto  drzewu, 

narodowi, zdarzeniu — chodzi w nim właśnie o bliŜsze określenie owego „oto”, a więc 
o  określenie  obecności  czegoś.  „Bycie”  okazuje  się  zatem  identyczne  z  „obecnością” 
wtedy,  gdy pytamy  o „bycie czegoś”, a więc  gdy  chodzi nam w istocie  o byt, o to,  co 
jest. Doświadczenie bycia jako obecności zakłada tedy, Ŝe bycie samo, bycie jako takie 
— nie jako horyzont, określenie czy podstawa tego, co jest — pozostaje w niepamięci. 

Zapomnienie bycia jako takiego nie jest tylko zaniedbaniem, które gwoli prawdy 

moŜna by było nadrobić. „Bycie” nie jest bowiem przedmiotem, który moŜna po prostu 
mieć w pamięci. Nie jest w ogóle przedmiotem, ba — nie moŜna powiedzieć o nim, Ŝe 
„jest”. To byt — jest. Pytając o bycie, pyta się właśnie o to „jest”. Bycie nie moŜe być 
więc  dane  bezpośrednio  —  lecz  jedynie  za  pośrednictwem  czegoś,  co  jest,  za 
pośrednictwem bytu. Nie rzuca się w oczy — raczej skrywa się za tym, co jest, za tym, 
co obecne. 

Nasze doświadczenie bycia, tak jak je opisuje Heidegger, przypomina wędrówkę 

przez  las:  gdy  idąc  przez  ciemną  gęstwinę  nagle  wkraczamy  w  prześwit  —  i  drzewa 
rzedną, robiąc miejsce grze światła i cienia. TakŜe wtedy pochłania nas to, co widzimy, 
sam prześwit pomijamy w nieuwadze. 

Zapomnienie  bycia  bierze  się  tedy  z  samej  jego  istoty;  stąd,  Ŝe  jest  ono  wolną 

przestrzenią, która się skrywa, skrywającym się prześwitem. 

Pomyślenie  tego  prześwitu  —  oto,  wedle  Heideggera,  właściwe  zadanie  myśli. 

Bowiem,  jak  widzieliśmy,  to  tu  właśnie  rozstrzyga  się,  jego  zdaniem,  sens  naszego 
czasu, zostawiający swe piętno na wszystkich naszych myślach, słowach, poczynaniach. 
Jak  moŜna  uchwycić  myślą  ów  prześwit  —  mimo  Ŝe  ze  swej  istoty  skrywa  się  on, 
wymyka, chroni w zapomnienie ? 

Pytanie  to  pada  zawsze  zbyt  późno.  Nigdy  nie  ma  bowiem  takiej  sytuacji,  w 

której myślenie znajdowałoby się wobec bycia, tak jak wobec jakiegoś nowego zadania 
czy  problemu.  Byliśmy  przecieŜ  juŜ  —  tak  lub  inaczej  —  zanim  cokolwiek 
pomyśleliśmy.  Myślenie  zawsze  porusza  się  juŜ  w  pewnej  przestrzeni  —  w  pewnym 
prześwicie, jak mówi Heidegger — otwartej za kaŜdym razem przez to, Ŝe jesteśmy tak 
lub inaczej. W tym sensie bycie (prześwit) jest „Ŝywiołem myśli”, tak jak powietrze jest 
Ŝ

ywiołem ptaków. 

background image

KRZYSZTOF MICHALSKI, HEIDEGGER 

11 

Pytając o samo bycie pytamy zatem o coś, co nie jest obce naszej myśli, o coś, 

co juŜ ją jakoś ugodziło, czyniąc ją właśnie taką, jaką jest. 

W odpowiedzi zaś nie moŜemy zaprezentować bycia tak, jak prezentujemy coś, 

co  jest  obecne:  rzecz  czy  jakiś  stan  rzeczy  —  właśnie  dlatego,  Ŝe  bycie  nie  jest  tylko 
obecnością, lecz obecnością, która się skrywa i  wymyka. Myślenie,  gdy  jest sobą,  gdy 
jest „w swoim Ŝywiole”, nie moŜe być „prezentacją... która dostawia nam to, co obecne, 
w jego obecności, stawiając je tym samym przed  nami”, a więc jakby ustawiając je ze 
względu  na  nas.  Myśl  nie  moŜe  być  tylko  uobecnianiem:  docieraniem  do  jakiejś  stałej 
obecności, ostatecznego układu odniesienia, do podstawy. 

Tymczasem tak właśnie przecieŜ myślimy. Zapominamy o byciu — i to dlatego, 

Ŝ

e zapomnienie naleŜy z istoty do doświadczenia bycia jako takiego. Co znaczy: bycie, 

sfera  dla  myśli  rozstrzygająca,  wymyka  się  nam.  Wymyka  się  do  tego  stopnia,  Ŝe  nie 
zdajemy sobie z tego sprawy: nie zwracamy na nie w ogóle uwagi. 

Co stanie się, gdy zwrócimy uwagę właśnie na bycie jako takie? Co to w ogóle 

znaczy  w  tym  wypadku:  „zwrócić  uwagę”?  Nie  chodzi  tu  o  odwrócenie  się  od  jednej 
rzeczy, od jednego przedmiotu i zwrócenie się do drugiego. Bycie nie jest przecieŜ ani 
rzeczą, ani przedmiotem. Jest dane tylko pośrednio, tylko poprzez coś, co jest — a więc 
tylko  wymykając  się,  tylko  w  zapomnieniu.  Zwrócić  uwagę  na  samo  bycie,  to  zatem 
tyle, co „pamiętać o zapomnieniu”. 

CóŜ  więc  stanie  się,  gdy  zwrócimy  uwagę  na  samo  bycie?  Nie  przestanie  się 

nam wymykać — ale będziemy tego świadomi, doświadczymy tego. To znaczy: nasze 
myślenie  stanie  się  dla  nas  problemem.  Bo  przecieŜ  problem  powstaje  tam,  gdzie  nie 
wszystko  moŜna  uchwycić,  gdzie  coś  pozostaje  w  mroku  —  w  przeciwnym  wypadku 
nie pytamy, lecz twierdzimy. 

Myślenie  sensu  stricto  —  tak  jak  je  pojmuje  Heidegger  —  a  więc  myślenie 

zwrócone  ku  samemu  byciu,  jest  więc  tylko  zmianą  stosunku  do  tego,  co  i  tak  juŜ 
robimy,  mówimy,  myślimy.  Jest  perspektywą,  w  której  myśl  staje  się  problematyczna 
— nie ta czy inna, lecz sposób myślenia w ogóle. Myślimy — w istotnym sensie słowa 
— gdy nie zapominamy pytania: co to znaczy myśleć? 

Kiedy to pytanie się budzi? Co skłania do zwrotu ku właściwej dziedzinie myśli 

?  Sądzę,  Ŝe  jest  to  po  prostu  spotkanie  z  kimś,  kto  myśli  inaczej.  Nie  tylko  w  tej  czy 
innej  sprawie  —  lecz  w  ogóle  inaczej.  Spotkanie  z  myślą,  określoną  przez  inne 
doświadczenie  bycia  niŜ  nasze.  Dla  Heideggera  jest  to  spotkanie  z  myślą  grecką.  U 
Greków doszło wprawdzie do głosu (od Platona) po raz pierwszy doświadczenie bycia 
jako  stałej  obecności,  ale  nie  było  ono  jedyne  i  dominujące:  myśl  grecka  jest  dla 
Heideggera obrazem narodzin myślenia skierowanego na stałą obecność z myśli innego 
rodzaju.  Z  myślenia,  dla  którego  bycie  to  aletheia,  to  nieskrytość,  obecność  i 
nieobecność  zarazem.  Właśnie  dlatego  moŜna  powiedzieć,  Ŝe  w  Grecji  doświadczenie 
bycia jako stałej obecności po raz pierwszy wyszło na jaw. 

Tak więc to wygląda: myślenie, juŜ z góry, niezaleŜnie od tego, czy wie o tym, 

czy  nie,  rozstrzyga  się  w  sferze  bycia:  w  zaleŜności  od  tego,  co  to  znaczy  „być”, 
myślimy tak, jak myślimy. Zwykle nie zdajemy sobie z tego sprawy. Dopiero wówczas, 
gdy  zetkniemy  się  z  innym  doświadczeniem  bycia,  nasze  własne  moŜe  wyjść  na  jaw. 
Wtedy właśnie nasze myślenie w ogóle staje się dla nas problemem. A więc zmienia się 
sposób,  w  jaki  myślimy  —  juŜ  co  innego  jest  tematem  naszej  myśli  i  gdzie  indziej 
widzimy właściwą jej dziedzinę. 

Tak  teŜ  jest  i  z  myślą  Heideggera.  W  dialogu  z  Grekami  i  ona  zmienia  się:  jej 

własne  załoŜenia  stają  się  dla  niej  problemem.  ZałoŜenia  te  okazują  się  takŜe 

background image

KRZYSZTOF MICHALSKI, HEIDEGGER 

12 

załoŜeniami filozofii nowoŜytnej w ogóle, a z czasem całej myśli europejskiej od czasu 
Platona. „Zwrot”,  którego Heidegger doświadczył na drodze swej  refleksji, wydobywa 
więc  na  jaw  —  jako  problem  —  myśl  europejską  jako  całość.  I  to  jest  jedyny  jej 
„rezultat”. 

Co więcej — myśl nie moŜe w ogóle dawać innych rezultatów. śyje ona tylko w 

pytaniach  —  bowiem  jej  dziedziną  jest  nieustannie  wymykająca  się  obecność:  bycie. 
Nie ma Ŝadnej stałej obecności, Którą myśl mogłaby osiągnąć, by później oprzeć na niej 
gmach ludzkiej wiedzy. Bycie, ów „prześwit” kształtujący za kaŜdym razem sens czasu, 
w którym Ŝyjemy, stale ucieka myśli — więc stale trzeba o nie pytać na nowo. 

Nie  moŜe  być  więc,  twierdzi  wbrew  Heglowi  Heidegger  —  takiego  miejsca,  z 

którego otwiera się widok na sens wszystkiego, cośmy zrobili i pomyśleli dotąd. Myśl 
pozostanie  zawsze  tylko  „miłością  mądrości”,  nigdy  nie  stanie  się  mądrością  samą  — 
pod  postacią  wiedzy  absolutnej.  Myśl  jest  ciągle  na  nowo  ponawianym  wysiłkiem 
pytania  o  sens  współczesności  —  ciągle  na  nowo,  bowiem  bycie  określające  ów  sens 
nie jest stałą obecnością, rozstrzygającą go raz na zawsze. 

SpostrzeŜenie, Ŝe myśl ludzka skazana jest na wieczne pytanie, jest raczej dość 

powszechne.  Bardzo  rzadko  twierdzi  się,  Ŝe  ludzka  wiedza  osiągnęła  juŜ  stan 
zadowalający  i  w  związku  z  tym  dalsze  pytanie  jest  zbędne.  Wątpi  się  takŜe  w  to,  Ŝe 
taki  stan  jest  w  ogóle  osiągalny.  Większość  z  nas  jest  bowiem  przekonana  o 
nieuleczalnej skończoności ludzkiego rozumu — uczy nas tego zarówno tradycja myśli 
europejskiej, jak i po prostu codzienne doświadczenie. 

Filozofowie  —  i  nie  tylko  oni  —  piszą  od  dawna  o  „więzieniu”,  w  którym  za 

Ŝ

ycia  znajduje  się  dusza,  co  ma  uniemoŜliwiać  pełne  widzenie  prawdy,  o 

namiętnościach, które zakłócają nasz jasny osąd rzeczy, o ograniczonym z konieczności 
przez  sytuację  historyczną  zasięgu  naszego  poznania  —  a  na  co  dzień  cierpienie  i 
perspektywa śmierci nie pozwalają nam zapomnieć o granicach naszych moŜliwości. 

W  tradycji  filozofii  europejskiej  ta  skończoność  ludzkiej  myśli  ujmowana  była 

zasadniczo  —  i  przewaŜnie  jest  —  jako  okoliczność  negatywna,  jako  przeszkoda  na 
drodze  do  prawdy.  Czasem,  jako  przeszkoda  do  przezwycięŜenia  —  wtedy,  gdy 
przyjmuje  się,  Ŝe  sytuacja,  w  jakiej  człowiek  znajduje  się  tu  i  teraz,  nie  jest  sytuacją 
ostateczną.  Negacja  tego  załoŜenia  —  wspólnego  między  innymi  myślicielom  chrześ-
cijańskim,  Platonowi,  Heglowi  —  prowadzi  do  przekonania  o  zasadniczej 
nieosiągalności pełnej prawdy dla ludzkiej myśli. 

Dla Heideggera niezbywalna skończoność ludzkiej myśli nie jest okolicznością 

tylko negatywną. U podstaw takiego tradycyjnego ujęcia leŜy bowiem opozycja między 
myślą a tym, co ona chce osiągnąć — między skończoną refleksją a jej nieskończonym 
przedmiotem,  między  myślą  zanurzoną  w  czasie  a  stałą  obecnością,  która  wymaga 
ponadczasowego spojrzenia. Heidegger natomiast neguje zasadność tej opozycji — jego 
zdaniem  bowiem  to,  o  co  chodzi  w  myśleniu,  sens  bycia  jako  takiego,  nie  jest  stałą 
obecnością, której nie moŜemy osiągnąć z racji naszego zdania na czas i cierpienie. Sam 
ów  sens  jest  obecnością  i  nieobecnością  zarazem  —  tak  jak  czas,  nigdy  w  pełni  nie 
dany, stale otwarty na przyszłość. 

Bycie  —  moŜna,  jak  sądzę,  i  tak  to  określić  —  wychodzi  na  jaw  tylko  w 

nieskończonym  procesie:  poprzez  historię  ludzkich  myśli,  słów,  dokonań  ujawnia  się 
nieskończenie jako przestrzeń, w której się one poruszają. 
A zatem skończoność ludzkiej myśli znaczy tyle, co jej zanurzenie w dziejach, które nie 
od niej zaleŜą. Ale to właśnie — wedle Heideggera — pozwala człowiekowi rozumieć 
cokolwiek:  uczestnictwo  w  dziejach  to  bowiem  uczestnictwo  w  byciu  —  w 

background image

KRZYSZTOF MICHALSKI, HEIDEGGER 

13 

rozstrzygniętej  niezaleŜnie  od  ludzkiej  myśli  wspólnocie  z  tym,  co  jest.  Świadectwa 
ludzkiej  skończoności:  śmierć,  cierpienie,  ograniczenie  spojrzenia  przez  sytuację 
historyczną  —  nie  stoją  na  drodze  do  rozumienia,  lecz  otwierają  ją.  Póki  pojmuje  się 
skończoność ludzką jedynie negatywnie, „tajemnica bólu pozostaje nieodkryta, miłości 
się nie nauczono”. I nie trzeba ponadczasowego spojrzenia, by coś naprawdę zrozumieć 
— to „raczej śmiertelni sięgają w otchłań” tego, co jest do rozumienia. 

Sens,  do  którego  myśl  dąŜy,  jest  nie  tylko  jej  celem,  przedmiotem,  który  ma 

uchwycić — lecz takŜe czymś, w czym sama myśl, wiedząc o tym lub nie, uczestniczy, 
czymś, co właśnie poprzez nią dochodzi do głosu. Do tego sensu myśl moŜe być tylko 
„w drodze”: tylko poprzez nieustające pytania. 

A  więc  nie  ma  filozofii  Heideggera;  zespołu  poglądów,  które  gdzie  indziej  i 

kiedy indziej mogłyby zostać podjęte lub odrzucone. Jest tylko droga myśliciela, który 
usiłuje zdać sobie sprawę z tego, co właściwie kaŜdy z nas myśli i robi — i dostrzec w 
tym problem. Tu właśnie, moim zdaniem, bije ukryte źródło fascynacji Heideggerowską 
refleksją:  refleksją,  która  pokazuje,  Ŝe  całe  nasze  doświadczenie  —  nasze,  to  znaczy 
ludzi  współczesnej  cywilizacji  technicznej  —  jest  odpowiedzią  na  pytanie  dla  nas 
samych  na  co  dzień  niewidoczne.  Inaczej  mówiąc:  Heidegger  włącza  nas  —  takich, 
jakimi  dziś  jesteśmy,  z  kosmonautyką,  współczesną  sztuką  i  bombą  atomową  —  w 
nieskończony,  zaczęty  jeszcze  w  Grecji,  dialog,  w  którym  wszystko  to,  i  w  ogóle  cała 
nasza wiedza o świecie, staje się problemem, w „dialog, którym jesteśmy” — i dlatego 
fascynuje tak wielu. 

„Gdy  myśl,  poruszona  przez  jakąś  sprawę,  idzie  w  ślad  za  nią,  moŜe  się  jej 

zdarzyć, Ŝe się po drodze zmieni. Dlatego wskazane jest, by w tym, co nastąpi, zwaŜać 
na drogę, mniej na treść” — mówi Heidegger na wstępie jednego ze swych wykładów. 
Słowa te mogłyby, jak sądzę, stanowić motto całej jego twórczości. 

Heidegger uczy więc myśleć. To duŜo, ale jednocześnie i mało. Platon przytacza 

w  Teajtecie  anegdotę  o  Talesie,  o  którym  opowiadano  ponoć,  Ŝe  zapatrzony  w  niebo 
wpadł raz do studni, w związku z czym został wyśmiany przez słuŜącą, która była tego 
ś

wiadkiem.  „W  ten  jednak  sposób  —  pisze  Platon  —  moŜna  by  wystawić  na 

pośmiewisko  wszystkich  filozofów”.  Filozofia  bowiem  —  interpretuje  to  miejsce  z 
Teajteta Heidegger — jest w istocie tego rodzaju myślą, która do niczego się nie nadaje 
i  z  której  z  tego  powodu  śmieją  się  słuŜące.  Filozofia  —  myśl,  tak  jak  ją  pojmuje 
Heidegger — nie słuŜy ani teorii, ani praktyce; nie pomaga w opanowaniu świata ani w 
odkrywaniu  niezmiennych  praw,  które  by  tym  światem  rządziły.  Filozofia  nie  daje 
Ŝ

adnego  oparcia,  Ŝadnej  nici  przewodniej.  „Niczego  nie  obiecuje  —  mówi  o  myśli 

Heideggera  Jan  Patočka  —  nie  daje  Ŝadnego  dogmatu,  uczy  tylko  pytać  i  wytrwać  w 
tym pytaniu”. 

Eseje zawarte w tym tomie skoncentrowane są wokół kwestii: kim jest człowiek 

dzisiejszy ? Co w decydujący sposób określa naszą dzisiejszą, niepowtarzalną sytuację? 
Jaki wspólny sens kryje się za współczesną nauką, techniką, sztuką? Próba odpowiedzi, 
jaką  podejmuje  Heidegger  w  wybranych  tu  dziesięciu  esejach,  pozwala  zarazem 
uchwycić specyfikę jego własnego sposobu myślenia. 

Wszystkie  przełoŜone  teksty  pochodzą  z  „późniejszego”  okresu  twórczości 

Heideggera,  po  „zwrocie”,  którego  doświadczył  w  latach  trzydziestych.  Tylko  wykład 
Co  to  jest  metafizyka”?  jest  wcześniejszy.  Wybrałem  go  nie  tylko  dlatego,  Ŝe  on 
równieŜ  dotyczy  jednej  z  kwestii,  wokół  których  obraca  się  problematyka  niniejszego 
tomu: kwestii ukrytego sensu współczesnej nauki. Racją wyboru było takŜe i to, Ŝe wraz 
z dodanymi później Wprowadzeniem Posłowiem stanowi on znakomity zapis rozwoju 

background image

KRZYSZTOF MICHALSKI, HEIDEGGER 

14 

Heideggerowskiej  refleksji,  jego  wysiłku  ciągłej  reinterpretacji  własnej  myśli.  A  to 
właśnie  jest  moim  zdaniem  istotą  myśli  Heideggera  w  ogóle:  nie  „filozofia”,  którą 
moŜna  by  zamknąć  w  szeregu  tez,  lecz  myśl,  nieustannie  odsłaniająca 
problematyczność samej siebie i sytuacji, w jakiej się znajduje. 

Wybór  został  skonsultowany  z  prof.  Heideggerem.  Chciałbym  takŜe 

podziękować  za  rady,  których  przy  jego  dokonywaniu  udzielili  mi  prof.  prof.  Jan 
Patočka  i  Krzysztof  Pomian.  Przekład  podstawowych  kategorii  Heideggerowskiego 
języka  został  ustalony  wspólnie;  większość  pomysłów  translatorskich  pochodzi  od 
Krzysztofa Pomiana i Krzysztofo Wolickiego. Na zakończenie pragnę teŜ podziękować 
gorąco Przyjaciołom, którzy wspomagali mnie radami przy opracowywaniu całości. 

 

Krzysztof Michalski