KRZYSZTOF MICHALSKI
HEIDEGGER
1
Zaczęło się to juŜ dość dawno, mniej więcej w 1919 roku. Młody docent, Martin
Heidegger, rozpoczął wówczas samodzielne zajęcia ze studentami na uniwersytecie we
Fryburgu Badeńskim. Był to zarazem początek jego sławy, rosnącej zrazu wśród
studentów, zjeŜdŜających się z całych Niemiec do Fryburga, a następnie do Marburga,
gdzie Privatdozent Heidegger dostał pierwszą katedrę — później takŜe poza
ś
rodowiskiem akademickim i poza Niemcami.
Co ściągało tłumy słuchaczy na wykłady młodego profesora, juŜ na długo
przedtem, zanim ksiąŜki rozniosły jego nazwisko po całym świecie? Jaka była podstawa
tego rozgłosu, który wkrótce zrobił z Heideggera najbardziej znanego filozofa naszego
wieku ? Jego nazwisko nieraz znikało później z pola zainteresowania tak zwanej „opinii
publicznej”, by z czasem pojawić się znowu — unoszone na fali mody. Niemniej od
czasu pierwszych wykładów we Fryburgu nie zamiera głębinowy prąd fascynacji,
dzięki któremu myśl Heideggera w tajemny sposób określa duchowe Ŝycie naszego
stulecia. Gdzie bije źródło tego prądu?
Znamienne jest, Ŝe na początku sława Heideggera nie miała się właściwie czym
Ŝ
ywić: nie było teorii, poglądów, które moŜna by komunikować innym lub
posłyszawszy ocenić ich głębię i doniosłość. Co właściwie wykładał Heidegger?
PrzewaŜnie analizował klasyczne-teksty filozoficzne: głównie Platona i Arystotelesa.
Analizy te niewątpliwie wniosły wiele nowego do badań nad Platonem i innymi — ale
sława Heideggera nie była sławą Wilamowitza-Mollendorfa. Słuchacze wykładów
Heideggera wychodzili z nich ponoć poruszeni, ugodzeni w ducha i w serce. Co moŜna
powiedzieć o Platonie, by wywołać takie wraŜenie?
Wątpię, czy jakakolwiek interpretacja platońskiej teorii idei, choćby najbardziej
nowatorska, zdolna jest to sprawić.
Nie o to teŜ chodziło Heideggerowi. Jeden z jego studentów, dziś znany
profesor, Walter Biemel, wspomina, Ŝe na seminariach Heideggera nie wolno było
przytaczać jego własnych, wcześniej wyraŜonych opinii o omawianym tekście. Nie
chodziło o przyswojenie „słusznej” interpretacji, o przekonanie do takiego czy innego
1
Wstęp do: M. Heidegger, Budować, mieszkać, myśleć, „Czytelnik”, Warszawa 1977
1
.
KRZYSZTOF MICHALSKI, HEIDEGGER
2
merytorycznego stanowiska. Chodziło o coś więcej — i to właśnie ściągało do
Heideggera takie tłumy. Chodziło o myślenie.
„Decydującą... sprawą było, Ŝe nie mówiono o Platonie i nie wykładano jego
teorii idei, lecz przez cały semestr zajmowano się jednym tylko dialogiem, analizując go
krok po kroku, aŜ wreszcie znikała czcigodna doktryna ustępując miejsca zespołowi
problemów mających bezpośrednie i pilne znaczenie” — wspomina Heideggerowskie
seminaria Hannah Arendt. Heidegger potrafił przełoŜyć Platona — a takŜe Arystotelesa
i innych — na pytania, które kaŜdy zadawał sobie, ściślej: potrafił, jak niegdyś
Sokrates, sprawić, by kaŜdy uczestnik seminariów sam dokonał tego przekładu. Potrafił
uczyć myśleć, A tego juŜ od dawna nikt nie umiał.
Ale co to znaczy „myśleć”? I w jaki sposób tekst napisany niegdyś moŜe pomóc
w myśleniu o tym, co nas dziś obchodzi — bezpośrednio i pilnie?
Mówi się czasem: filozofia to umiejętność pytania. Właściwą jej treścią są
problemy, a nie ich rozwiązania. Stąd historia filozofii to historia problemów; opowiada
o naszym upartym krąŜeniu wokół tych samych kwestii. Nie jesteśmy bynajmniej —
powiada się — coraz bliŜej rozwiązań: problemów się nie rozwiązuje, to nie zadania
matematyczne. Jedyny moŜliwy postęp w historii filozofii to postęp w umiejętności
stawiania pytań: wiemy coraz lepiej, jakie pytania nas dręczą i nic ponadto.
Być moŜe więc to jest odpowiedź: tradycja filozoficzna oŜywa, gdy pod je
historyczną postacią odkryjemy te same „wieczne pytania”, co dręczą nas i dzisiaj.
JednakŜe dlaczego miałoby to być tak bardzo interesujące? Dlaczego
mielibyśmy pasjonować się Platonem, skoro sedno jego teorii sprowadza się do tych
samych pytań, które my takŜe sobie stawiamy — a więc do pytań, które bynajmniej nie
dotyczą właśnie nas? A poza tym — skąd wiadomo, Ŝe pytania te są toŜsame? Czy
rzeczywiście Platon pytając o prawdę pytał o to samo, co Kartezjusz? Czy nie jest to
tylko mit z podręczników filozofii? Czy nie jest złudzeniem — utrwalonym właśnie
przez podręczniki i strukturę uniwersytetów — Ŝe filozofowie odpowiadają tylko na
pewną listę pytań: epistemologicznych, metafizycznych, ontologicznych, etycznych... ?
W istocie, jest to złudzenie; nie ma bowiem pytań, które moŜna byłoby rozumieć
niezaleŜnie od kontekstu, od sytuacji, w której są zadawane. Pytanie: „cóŜ jest prawda?”
ma zupełnie inny sens w ustach Piłata i Kartezjusza, Arystotelesa i Heideggera. Chcąc
zrozumieć ów sens, trzeba za kaŜdym razem rozwaŜyć sposób, w jaki są stawiane,
stanowisko, perspektywę, w której się pojawiają. Sytuacja, w jakiej znajduje się
pytający, motywy, które kierują go ku pytaniu o prawdę — jak ku jakiemukolwiek
pytaniu, bo przecieŜ kaŜde pytanie zadaje się z jakiegoś powodu — modyfikują sens
tego pytania. Tak samo brzmiące pytanie moŜe być zadane w rozpaczy i z nudy, moŜe
w nim chodzić o Ŝycie lub o zabawę; a więc nie jest za kaŜdym razem to samo. A czy
słowa, nawet gdy brzmią identycznie, zawsze to samo znaczą? Czy ich rzeczywiste
znaczenie nie jest określane przez „prace i dni” tych, co je mówią?
„Aktualności” filozofa nie moŜna zatem mierzyć ilością ponadczasowych
problemów, które znajdzie się w jego doktrynie — bowiem nie ma takich problemów.
Niepowtarzalna' sytuacja, w jakiej Ŝyjemy, określa sens tego, co nas, bezpośrednio i
pilnie obchodzi. Filozof porusza nas, gdy pozwala nam lepiej ją zrozumieć — nie przez
to, Ŝe zredukuje ją do uniwersalnej ludzkiej sytuacji, a nasze problemy uczyni
problemami w ogóle. Przeciwnie — porusza nas, gdy mówi coś właśnie do nas, właśnie
o tym jedynym w swoim rodzaju połoŜeniu, w jakim się znajdujemy. Jak to jest
moŜliwe?
Filozof podobny jest w tym do partnera we wszelkiej prawdziwej rozmowie.
KRZYSZTOF MICHALSKI, HEIDEGGER
3
KaŜdy moŜe spostrzec, Ŝe dyskusja z kimś, kto myśli inaczej, uczy nas nowych rzeczy o
nas samych: w zetknięciu z innymi poglądami nasze własne wychodzą na jaw. To
dlatego, Ŝe nasza samowiedza nigdy nie obejmuje całej naszej wiedzy; nie zdajemy
sobie w pełni sprawy z tego, co wiemy. Wiele rzeczy zakładamy, przejmujemy od
innych, przyjmujemy za oczywiste — nie wiedząc o tym. Właśnie z tego powodu
„trafiają” nas czasem słowa kogoś innego. „Trafiają” nas — bo juŜ wcześniej
wiedzieliśmy coś o tym, o czym jest mowa, choć nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy.
Teraz, w zderzeniu z innym ujęciem, ta ukryta dotąd wiedza wyłania się jako problem.
Dialog z tradycją jest właśnie taką rozmową. Pod naporem tradycji nasze przesądy
zamieniają się w pytania —poniewaŜ mówi ona o tym samym, co my, ale inaczej.
Tradycja filozoficzna gra tu szczególną rolę. Filozofia bowiem pyta za kaŜdym razem o
całość naszej sytuacji w świecie; stąd w konfrontacji z filozofem innego czasu nasza
niepowtarzalna sytuacja jako całość, nasza własna perspektywa widzenia rzeczy jako
taka staje się problemem.
Gdyby tak czytać Platona, odnajdując w nim niepozorne analogie i nie wieczne
problemy, lecz pytanie, skierowane ku podstawom naszego Ŝycia, naszego własnego,
indywidualnego doświadczenia — czcigodna doktryna rzeczywiście ustępowałaby
miejsca zagadnieniom palącym i bezpośrednim.
Umiejętność takiej lektury, czy raczej: umiejętność nauczenia takiej lektury —
oto co wyróŜniało Heideggera wśród innych uprawiających filozofię juŜ od początku lat
trzydziestych. To takŜe źródło jego ówczesnego rozgłosu. Co więcej — sądzę, Ŝe tu
leŜy istota jego myśli w ogóle: Heidegger nie szuka nowych, nie zbadanych obszarów,
nie tworzy nowych, więcej wyjaśniających teorii — lecz w dialogu z filozoficzną
tradycją Zachodu stara się dociec tego, co zawsze juŜ wiedzieliśmy i co skrycie określa
naszą dzisiejszą sytuację.
Dlatego właśnie, chcąc zrozumieć myśl Heideggera warto sięgnąć do relacji o
jego pierwszych wykładach, do czasów poprzedzających ukazanie się jego pierwszego
w pełni samodzielnego dzieła — Sein und Zeit (1927).
Bowiem w momencie ukazania się tej ksiąŜki sytuacja zmieniła się radykalnie.
Teraz juŜ źródło sławy Heideggera nie było tak nieuchwytne jak dotąd. Nie mówiono
juŜ, Ŝe we Fryburgu wykłada profesor, który „uczy myśleć”, lecz Ŝe „uczy tego a tego”.
Heidegger wyraził w druku pewne przekonania; zaczęto wiec mówić o „filozofii
Heideggera” obok „filozofii Jaspersa”, „filozofii Schelera” i innych. Co więcej — na
przełomie lat dwudziestych i trzydziestych ta „filozofia Heideggera” zyskała w
Niemczech niebywałą popularność. Jakie były jej główne tezy?
Nauki — powiada Heidegger w Sein und Zeit — badają róŜne dziedziny rzeczy,
róŜne obszary tego, co jest. U podstaw kaŜdej z nich leŜy zawsze jakiś projekt tego, do
czego się odnoszą; przyrodoznawstwo zawsze zakłada jakąś odpowiedź na pytanie „co
to jest przyroda ?”, historia — „co to są dzieje?” itp. Nie są to oczywiście odpowiedzi
przyjęte raz na zawsze: zdarza się niekiedy, Ŝe przestają one wystarczać — na miejsce
odpowiedzi pojawiają się wtedy pytania, a w naukach mówi się o „kryzysie podstaw”.
Pytania, o których mowa, to dziedzina ontologii — jej zadaniem ma być przecieŜ
rozwaŜanie róŜnych moŜliwych sposobów bycia.
Tak jednak jak dla nauk nicią przewodnią są pytania ontologiczne, dla samej
ontologii jest nią pytanie: „co to w ogóle znaczy być”? Jest to więc kwestia dla naszej
wiedzy fundamentalna — lecz mimo to dzieje myśli europejskiej świadczą, pisze
Heidegger, o jej gruntownym zapomnieniu.
Nie tylko ze względu na wiedzę problem bycia ma wedle Heideggera
KRZYSZTOF MICHALSKI, HEIDEGGER
4
podstawowe znaczenie. Jest on takŜe — a raczej przede wszystkim — podstawową
sprawą naszego istnienia w ogóle. Człowiek moŜe bowiem być tak lub inaczej, moŜe
być sobą lub nie być sobą, ma zawsze przed sobą jakieś moŜliwości bycia, które
ś
wiadomie lub nieświadomie wybiera. Bycie — tak lub inaczej — Jest Ŝyciową sprawą
człowieka. Krótko: człowiek nie tylko jest, ale zawsze jakoś odnosi się da swego bycia.
Właśnie odnoszenie się do bycia wyróŜnia człowieka spośród innych bytów.
Heidegger nazywa je egzystencją. Pytanie o bycie nie jest tedy zwykłym problemem
teoretycznym; formułuje tylko radykalnie to, o co człowiekowi w Ŝyciu chodzi. To
właśnie, podwójnie waŜne (tak dla wiedzy, jak i dla Ŝycia w ogóle) pytanie jest,
zdaniem Heideggera, pierwszym zadaniem dla myśli.
Wybierając taką czy inną moŜliwość bycia człowiek — nie rozumem, lecz
swym Ŝyciem po prostu, Ŝyjąc tak lub inaczej — daje juŜ jakąś odpowiedź na pytanie:
„co to znaczy »być»?”. Ale najczęściej nie zdaje sobie z tego sprawy. Jego uwaga
skierowana jest przewaŜnie na to, co jest wokół niego; człowiek zajmuje się przede
wszystkim rzeczami i ludźmi, z którymi ma do czynienia. Zapomina o sobie, o swym
specyficznym istnieniu: egzystencji. Dlatego właśnie dzieje myśli zachodniej to dzieje
zapomnienia o byciu.
Zapomnienie to jednak nigdy nie jest zupełne. Człowiek jest bowiem istotą
ś
miertelną; drzemie w nim tedy, trwoga nie tylko o to czy tamto, lecz i o bycie po
prostu. Trwoga pozbawiająca go jakiegokolwiek oparcia; gdy kogoś ona opada, związki
z innymi, rzeczy, które pochłaniają uwagę na co dzień, przestają być istotne —
człowiek zostaje sam. WaŜne pozostaje tylko jedno: bycie. I wtedy człowiek jest
autentycznie sobą.
Myśl, która stawia sobie zadanie odnowienia zapomnianego od dawna problemu
bycia, winna tedy zwrócić się, powiada Heidegger, przede wszystkim tam, gdzie się on
rzeczywiście pojawia: ku autentycznemu ludzkiemu istnieniu. Człowiek — ale nie
człowiek w ogóle, lecz kaŜdy z nas, samotny i zdany tylko na siebie — winien być więc
jej tematem.
Oto pokrótce główny problem Sein und Zeit. Uprzytomnijmy sobie teraz
współczesnego odbiorcę tych poglądów — Niemcy republiki weimarskiej. W wielu
relacjach z tamtego czasu powtarza się ten sam obraz: zwątpienie w dotychczasowe
hierarchie wartości, zwątpienie w racje, uzasadniające dotychczasowy tryb Ŝycia,
zwątpienie w oferowane dotąd światopoglądy. Katastrofa wojny naruszyła podstawy
dotychczasowego porządku duchowego. Ludzie stracili zaufanie do ponad-
indywidualnego ładu i do tradycyjnych instytucji: czuli się sami, w zwątpieniu,
zagubieni.
Filozofia akademicka nie była w stanie wskazać dróg wyjścia z tej sytuacji —
katedry uniwersyteckie zajęte były przewaŜnie przez neokantystów, neoheglistów itp.,
profesorów-fachowców, którzy własną egzystencję zostawiali przed wykładem w kącie,
jak zmoczony parasol. Potrafili mówić o substancji, nie umieli pomóc w dramacie,
który kaŜdy przeŜywał sam.
Nic dziwnego więc, Ŝe w tej sytuacji słowa apelujące do człowieka jako
samotnej jednostki, nie tylko do intelektu, lecz i do samego Ŝycia, słowa opisujące
ludzką kondycję tu i teraz, w trwodze, wobec śmierci — trafiały do serc i umysłów.
Sein und Zeit nawet w stylu nie było podobne do dzieł akademickiej
Professorenphilosophie: patos, z jakim było napisane, przypominał raczej Kirkegaarda,
Pascala, Dostojewskiego lub Lutra — niŜ Kanta czy Husserla. Nic dziwnego jednak
takŜe, Ŝe ów patos i apel do indywidualnego Ŝycia przesłoniły istotny zamiar tej ksiąŜki:
KRZYSZTOF MICHALSKI, HEIDEGGER
5
odnowienie pytania o bycie. Błyskotliwe analizy trwogi, śmierci, ludzkiej samotności
zakryły cel, w jakim były podejmowane. Heidegger w opinii ogółu stał się więc, obok
Jaspersa, głównym reprezentantem „filozofii egzystencjalnej”.
Filozofia ta była zjawiskiem „typowym dla swego czasu — pisze o niej Goło
Mann — i w wysokim stopniu była go świadoma. Nie znaczy to jednak, by troszczyła
się wiele o najnowsze produkty dziejów, republikę, demokrację, gospodarkę czy
społeczeństwo. Tego nie robiła wcale. JeŜeli w ogóle wdawała się w opisy państwa,
kultury, społeczeństwa i gospodarki, to tylko po to, by pokazać jednostce, Ŝe w tej
publicznej sferze nie moŜe ona znaleźć spełnienia sensu Ŝycia... Musi go raczej szukać
w wolności, mocą własnego ryzyka, nie zatracając się w zgiełku Ŝycia publicznego; w
więzi z inną jednostką”.
Fala zainteresowania Heideggerem jako egzystencjalistą wkrótce w Niemczech
opadła, by wezbrać ponownie po drugiej wojnie światowej, tym razem we Francji.
Sartre uznał Heideggera za swego nauczyciela. Terminy Heideggerowskie:
„egzystencja”, „projekt”, „autentyczność”, „trwoga”, znalazły się na centralnym
miejscu w słowniku egzystencjalistów. Fala ta dotarła i do nas, z pewnym opóźnieniem
wprawdzie. Heidegger był więc w Polsce widziany przewaŜnie przez pryzmat
egzystencjalizmu Sartre'a; Sein und Zeit uchodziło za poprzednika L'etre et le Neant.
Popularne wyobraŜenie o Heideggerze opiera się na skąpych uwagach Sartre'a w
rozprawce Egzystencjalizm jest humanizmem (1946), gdzie kwalifikuje on filozofa z
Fryburga jako „egzystencjalistę ateistycznego”.
Tymczasem następne prace Heideggera, począwszy od lat trzydziestych,
ś
wiadczą o tym, Ŝe egzystencjalistyczna interpretacja jego myśli nie chwyta istoty
rzeczy. Niewątpliwie Sein und Zeit dawał jej punkty oparcia — ale były one rozsiane
raczej na jego powierzchniowej warstwie. Jak kaŜde dzieło filozoficzne, i Sein und Zeit
było napisane w mowie swego czasu i ulegało jego mentalności; stąd jego „egzysten-
cjalny” patos. WaŜne jest jednak przede wszystkim, co zostało powiedziane z tym
patosem.
W dwa lata po Sein und Zeit Heidegger opublikował, tego samego roku, trzy
prace: ksiąŜkę o Kancie (Kant und das Problem der Metaphysik), rozprawę Vom Wesen
des Grundes (O istocie racji) oraz wykład Was ist Metaphysik ? (Co to jest
metafizyka?). Wszystkie te dzieła uznane są za „wczesną” twórczość Heideggera — w
pracach późniejszych następuje charakterystyczne przesunięcie akcentów, pozwalające
mówić o „zwrocie” w poglądach Heideggera od mniej więcej 1930 roku.
Nie znaczy to jednak, Ŝe Heidegger po prostu zmienił z czasem poglądy,
porzucając te, które głosił wcześniej. Powiedziałbym raczej, Ŝe Heidegger dostrzegł
teraz wyraźniej, co zostało powiedziane w Sein und Zeit — wbrew współczesnym
interpretatorom, a nawet wbrew własnej dotychczasowej samowiedzy.
Ś
wiadectwem przełomu w zapatrywaniach Heideggera są takŜe losy niektórych
jego prac z wczesnego okresu: Sein und Zeit na przykład jest tylko częścią większej
całości, która jednak nie pojawiła się w druku. Heidegger planował bowiem (ponoć
nawet napisał) dzieło dwutomowe — ukazały się natomiast tylko dwie części (z trzech)
pierwszego tomu. Fragment analiz tomu drugiego został opublikowany jako
samodzielna ksiąŜka o Kancie (por. wyŜej). Reszta nigdy nie została wydana. TakŜe
dzieje odczytu Co to jest metafizyka? są pouczające: ostatnie jego wydanie, w tomie
Wegmarken, Heidegger opublikował w 1967 roku — a więc nie uwaŜa zawartych tam
poglądów za niesłuszne. Niemniej z czasem odczyt został opatrzony Wprowadzeniem i
Posłowiem, które rzucają na jego treść zupełnie nowe światło. Wreszcie w 1930 roku
KRZYSZTOF MICHALSKI, HEIDEGGER
6
Heidegger napisał rozprawę Vom Wesen der Wahrheit (O istocie prawd) — lecz nie
opublikował jej wtedy. Ukazała się dopiero w trzynaście lat później, opracowana na
nowo.
Jaki jest właściwy sens tego przełomu? W jaki sposób moŜna w ogóle zmienić
poglądy, zachowując jednocześnie waŜność tych, które się głosiło wcześniej, ba —
odkrywając dopiero, na czym ona w istocie polega?
Historia myśli europejskiej zna juŜ co najmniej jedną odpowiedź na to pytanie:
dał ją Hegel. To on przecieŜ próbował wykazać, Ŝe Ŝadna myśl nie jest po prostu
fałszywa; Ŝe jest moŜliwy taki punkt widzenia, który pozwoli odkryć prawdę nawet
wtedy, gdy jest zakryta dla tego, kto ją głosi. Co więcej, to Hegel spostrzegł, Ŝe droga
do prawdy nie jest obojętna dla prawdy samej — „rezultat — pisze w Fenomenologii
ducha — nie stanowi rzeczywistej całości sam, lecz tylko wraz ze swoim stawaniem
się”. Rozwój ducha dochodzi do takiego miejsca, z którego otwiera się widok na sens
wszystkiego, cośmy zrobili i pomyśleli dotąd — ale miejsce to jest fragmentem drogi,
po której doszliśmy do niego i w oderwaniu od niej jest nie do pojęcia.
Czy odpowiedź Heideggera brzmi podobnie? Sądzę, Ŝe do rozstrzygnięcia tej
kwestii pomoŜe rozwaŜenie innej: co wydobył na jaw „zwrot” na Heideggerowskiej
drodze myśli ?
Zamiarem filozofii egzystencjalnej było ratowanie świata osobowego wobec
redukcjonistycznych zakusów myśli współczesnej. Chodziło o to, by uchwycić
rzeczywistość podmiotową bez pomocy obcych jej-narzędzi — a więc bez odwoływania
się do „rzeczy”, „psychiki” czy sfery Ŝycia publicznego. Punktem wyjścia filozofii
egzystencji był zatem problem podmiotu, czy ściślej — problem Ŝycia osobowego;
ukształtowała się ona w opozycji do „metafizyki istoty”: myśli redukującej
rzeczywistość podmiotową do pozapodmiotowej. Stąd sztandarowym hasłem
egzystencjalistów było „egzystencja poprzedza esencję”.
Przestrzenią, w której poruszał się egzystencjalizm, była więc tradycyjna
problematyka filozofii nowoŜytnej; problematyka subiektywności. OtóŜ nie jest to
przestrzeń, w której mieści się myśl Heideggera. Nie interesuje go bowiem problem
podmiotu, lecz zagadnienie: w jaki sposób coś w ogóle być podmiotem? Chodzi mu nie
o subiektywność, lecz o bycie— problem bycia zaś, jak twierdzi, został zapomniany w
całej filozofii nowoŜytnej.
Te same racje, które nie pozwalają na kwalifikację Heideggera jako
egzystencjalisty, uniemoŜliwiają takŜe nazwanie go fenomenologiem — przynajmniej
w tym sensie, w jakim pojmował fenomenologię jej twórca: Edmund Husserl.
Heidegger wprawdzie juŜ w trakcie studiów pozostawał pod silnym wpływem Husserla
— później (od 1916) został jego uczniem i asystentem i wpływ naturalnie znacznie się
nasilił. Husserl mawiał ponoć nawet (przed ukazaniem się Sein und Zeit):
„fenomenologia to ja i Heidegger”. Z chwilą opublikowania Sein und Zeit — choć było
ono w załoŜeniu próbą analizy fenomenologicznej — ujawniły się jednak zasadnicze
róŜnice między Heideggerem a Husserlem. Właściwe ich znaczenie wyszło na jaw takŜe
dopiero z czasem, właśnie po „zwrocie”, o którym wcześniej była mowa: dopóki
Heidegger uchodził za „filozofa egzystencji”, wydawało się, Ŝe przeciwstawia
zarysowanemu przez Husserla programowi „filozofii jako nauki ścisłej” filozofię jako
ekspresję samotnego i zrozpaczonego istnienia autentycznego. Sam Husserl zresztą tak
uwaŜał. Ale nie tu kryło się sedno sprawy. Podobnie bowiem jak egzystencjalizm,
fenomenologia Husserlowska porusza się po szlakach filozofii nowoŜytnej.
„Fenomenologia — powiada Husserl — to jakby utajona tęsknota całej nowoczesnej
KRZYSZTOF MICHALSKI, HEIDEGGER
7
filozofii”. TakŜe dla Husserla podstawowym zagadnieniem filozofii” jest
subiektywność. Refleksja fenomenologiczna miała wedle jego przekonania pokazać, jak
w uznanej za absolutną podstawę subiektywności konstytuują się przedmioty, z którymi
mamy do czynienia. TakŜe Husserl zatem, podobnie jak egzystencjaliści,
zafascynowany nowoŜytną problematyką subiektywności, pozostawia w zapomnieniu
pytanie o bycie — a ono właśnie dręczy Heideggera.
Krótko: w samym centrum filozofii nowoŜytnej stoi problem subiektywności.
Wokół tego zagadnienia krąŜy teŜ egzystencjalizm i fenomenologia Husserla — dlatego
mieszczą się one w filozoficznym horyzoncie nowoŜytności. Tymczasem dla
Heideggera istota rzeczy tkwi gdzie indziej: nie w subiektywności, lecz w byciu po
prostu, o które od dawna zapomniano juŜ pytać.
Zapomnieć pytanie — znaczy to: nie zdawać sobie sprawy, Ŝe to, co mówimy
czy myślimy, jest odpowiedzią. Sartre, Husserl, a z nimi cała filozofia nowoŜytna
wiedzą więc takŜe na swój sposób, co to znaczy „być”, choć nie zastanawiają się nad
tym. „Być” oznacza dla nich, zdaniem Heideggera (pisze on o tym juŜ w późniejszych
pismach), „być przedstawionym”, być danym jakiejś subiektywności. Coś „jest” o tyle,
o ile jest obecne dla... — wszystko jedno, czy będzie to konkretna ludzka jednostka,
człowiek jako gatunek, podmiot transcendentalny, duch absolutny czy świadomość
fenomenologicznie zredukowana. Podmiot jakkolwiek rozumiany — okazuje się więc
podstawą tego, Ŝe coś jest i jak jest. I to podstawą ostateczną; subiektywność tym się
przecieŜ odróŜnia od przedmiotu, Ŝe jest zwrócona ku samej sobie, Ŝe jest sama dla
siebie obecna — a więc Ŝe jest swą własną podstawą.
TakŜe dla Sartre'a to określenie bycia jest wiąŜące; odwraca on tylko tradycyjne
ujęcie, subiektywność określając jako nicość. Ale samo odwrócenie nie jest jeszcze
drogą wyjścia. NaleŜy do tego samego pola problemowego.
Zagadnienie subiektywności jest więc dlatego, wedle Heideggera, rozstrzygającą
kwestią filozofii nowoŜytnej, Ŝe „być” znaczy tu tyle, co „być przedstawionym” —
choć dla filozofów nowoŜytnych jest to załoŜenie, a nie problem. Tymczasem
Heidegger usiłuje opatrzyć to załoŜenie znakiem zapytania — a więc odnowić
zapomnianą kwestię: „co to znaczy »być»?”, tym samym stawiając się poza horyzontem
nowoczesnej filozofii.
Egzystencjalna interpretacja Heideggera nie trafia zatem w sedno sprawy, o
którą mu chodzi. Nie była ona jednak zwykłą pomyłką: Sein und Zeit nie jest
bynajmniej dziełem jednoznacznym. Jego tematem jest przecieŜ właśnie subiek-
tywność: ludzkie Ŝycie, samotne w istocie i zdane na siebie, egzystencja, która ma być
jedyną podstawą rozumienia bycia: własnego, innych rzeczy. Głównym problemem Sein
und Zeit jest wprawdzie pytanie o sens słówka „jest”, ale pada ono z perspektywy
subiektywności, z punktu widzenia podmiotu. MoŜna więc powiedzieć, Ŝe w swym
pierwszym samodzielnym dziele Heidegger mówił jeszcze tradycyjnym językiem
filozofii nowoŜytnej: pytając o bycie, pytał zarazem o subiektywność, o podstawę...
W pewnym jednak momencie okazało się, Ŝe język ten nie pasuje do tego, co
jest do powiedzenia. W jakim bowiem sensie egzystencja jest dla Heideggera podstawą
rozumienia bycia w ogóle? Czy „podstawa” znaczy tu „fundamentum inconcussum”, jak
dla Kartezjusza czy Husserla?
Egzystencja ludzka jest wedle Heideggera podstawą, bowiem konstytuuje sens
swego świata. Młotek jest młotkiem, drzewo drzewem i w ogóle świat takim właśnie
ś
wiatem ze względu na określone ludzkie Ŝycie, choć z drugiej strony pojęcie Ŝycia czy
egzystencji jest toŜsame z pojęciem obecności w świecie, który ją otacza — stąd „spór o
KRZYSZTOF MICHALSKI, HEIDEGGER
8
istnienie świata” jest dla Heideggera „skandalem w filozofii”. JednakŜe konstytucja,
której człowiek dokonuje Ŝyjąc po prostu, nie leŜy w jego mocy; człowiek wkracza w
nią, tak jak dziecko „wkracza” znienacka w mowę, zaczynając mówić. Dlatego właśnie
zastajemy świat, choć nigdy nie jest on juŜ gotowy — a pomysł człowieka, który by
zaczynał wszystko od absolutnego początku, jest równie absurdalny jak wyobraŜenie
ś
wiata bez ludzkiej w nim obecności.
Słowem, samo bycie, tak nasze (tzn. konstytucja) jak i świata, nie jest od nas
zaleŜne; „zanim” cokolwiek pomyśleliśmy, zrobiliśmy, chcieliśmy — byliśmy juŜ i
ś
wiat był. Człowiek nie jest stwórcą. Jego moc jest skończona, moŜliwości ograniczone
— ale właśnie ta niemoc, skończoność i ograniczenie są zarazem jego siłą; bawieni
oznaczają one uprzednią, niezaleŜną od jego woli wspólnotę z tym, co jest, dzięki której
człowiek moŜe w ogóle widzieć i rozumieć swój świat.
Subiektywne istnienie ludzkie nie jest więc pewnym gruntem, na którym
spoczywa świat, nie jest ostatecznym układem odniesienia, który pozwalałby rozumieć
byt przez nas napotykany. Człowiek — jako podmiot — nie jest wystarczającą
podstawą dla pytania: „co to znaczy «być»?” Chcąc pytać o bycie, trzeba pytać inaczej,
niŜ to robi filozofia nowoŜytna: nie o subiektywność jako podstawę wszystkiego...
To właśnie doświadczenie: niemocy pytań, zadawanych w tradycyjny sposób,
wobec tego, o co chodzi, wobec bycia, skłoniło Heideggera do „zwrotu” na drodze
myśli.
Sein und Zeit ukazuje się teraz w nowym świetle. Zgodnie z umieszczonym na
wstępie planem całości, po wstępnej interpretacji ludzkiego istnienia miała nastąpić
analiza sensu samego bycia. Ale analiza ta nie została opublikowana; okazało się, Ŝe nie
moŜna pytać dalej w ten sam sposób, co dotychczas. Zamiar, jaki postawił przed sobą
autor — odsłonięcie sensu bycia — nie został więc zrealizowany. Nie było to jednak
zwykłe niepowodzenie. Powiedziałbym raczej, Ŝe niepowodzenie to konstytuuje
dopiero sens całego dzieła. Bowiem istotne znaczenie Sein und Zeit polega na tym, Ŝe
filozofia nowoŜytna jako taka staje się w nim problemem; nie to czy inne zagadnienie
zostaje tu otwarte czy podjęte na nowo, lecz sam sposób stawiania zagadnień, samo
filozofowanie — tak jak się je pojmuje w nowoŜytności — zostaje opatrzone znakiem
zapytania. Oto „rezultat” tej ksiąŜki: filozofia nowoŜytna jako problem.
ś
eby dobrze pojąć problematyczność filozofii nowoŜytnej, trzeba zwrócić się ku
jej źródłu. Bije ono, twierdzi Heidegger, jeszcze w Grecji. Stąd refleksja Heideggera —
inaczej niŜ Husserla, inaczej niŜ egzystencjalistów — jest ciągłą rozmową ze
staroŜytną myślą grecką.
Dlaczego właśnie w Grecji Heidegger szuka początków filozofii w nowoŜytnym
znaczeniu tego słowa? Bowiem to Grecy, jego zdaniem, otworzyli intelektualny
horyzont, w którym porusza się filozofia nowoczesna. W myśli greckiej —
najwyraźniej u Platona — doszło po raz pierwszy do głosu doświadczenie, określające
w decydujący sposób całą późniejszą filozofię europejską: doświadczenie bycia jako
stałej obecności.
Od tego czasu zadaniem myślenia staje się dotarcie do tego, co stale obecne — i
w tym sensie „naprawdę jest”. Nazywa się to róŜnie: arche, Bogiem, zasadą, wiecznymi
prawami natury czy Ŝelaznymi prawami dziejów — za kaŜdym jednak razem chodzi o
pewien trwale obecny układ odniesienia, który pozwala nam zrozumieć zjawiska nas
otaczające lub przynajmniej uznać je za zrozumiałe. „Rozumieć” to znaczy teraz
właśnie tyle, co „odnieść do pewnej podstawy”, „ująć jako przypadek jakiejś zasady,
jakiegoś prawa”. Myślenie dostaje się w słuŜbę prawdy: ma zgodzić się z tym, co
KRZYSZTOF MICHALSKI, HEIDEGGER
9
obecne. Ideałem myśli staje się wiedza absolutna, wiedza w „pełnym świetle” — nawet
wtedy, gdy jest to tylko zadanie, do którego ułomna ludzkość ma zmierzać
nieskończenie. Wiedza jest stopniowo budowanym gmachem, opartym na
niewzruszonych podstawach: prawach natury czy zasadach myśli.
Filozofia nowoŜytna jest wedle Heideggera tylko konsekwentnym rozwinięciem
greckiego doświadczenia. Od Kartezjusza począwszy, myśl europejska zdaje sobie
stopniowo sprawę, Ŝe obecność dopiero wtedy jest pełna i trwała, gdy jest obecnością
dla siebie, to znaczy: podmiotem. „Wedle mego przekonania — pisze Hegel — ...cała
rzecz sprowadza się do tego, by prawdę (filozofii — KM) ująć i wyrazić nie tylko jako
substancję (tzn. jako niewzruszoną podstawę tego, co jest — KM), lecz w tym samym
stopniu jako podmiot”. Jakie konsekwencje pociąga za sobą to przekonanie? Człowiek
— jako subiectum, zyskuje rangę podstawy i powszechnego ośrodka odniesienia.
Dopiero dzięki temu odniesieniu coś moŜe stać się bytem. Odniesienie, o którym mowa,
to przedstawianie: relacja, w której człowiek staje się podmiotem, byt — przedmiotem.
Filozofia nowoŜytna, powiada Heidegger, ujmuje więc związek człowieka z
bytem jako przedstawianie. „Przedstawiać — to tyle, co ustawiać coś przed sobą.
MoŜna zatem powiedzieć, Ŝe przedstawiając, człowiek — jako podmiot — ustawia to,
co jest, ze względu na siebie. UzaleŜnia je od siebie w pewnej mierze. Opanowuje je.
Tylko to, co udało się tak ustawić, opanować, a więc to, czego człowiek moŜe być
pewien — jest naprawdę: prawda to pewność przedstawiania. Palącym problemem staje
się więc teraz: jak to zrobić? w jaki sposób zapewnić sobie coś? — stąd naczelnym za-
gadnieniem nowoczesnej myśli jest problem metody.
Myśl zostaje więc takŜe wprzęgnięta w opanowywanie bytu. Staje się
rachunkiem, którego celem jest zapewnienie bytu człowiekowi. Ma tak prezentować
ś
wiat, by był on podatny na ludzką, ekspansję; by człowiek coraz to nowe dziedziny
bytu mógł wykorzystywać „SET celów, które sam ustanawia. Gdy podstawę tego, co
jest, znajduje się w subiektywności, człowiek, jako podmiot, staje się panem bytu, zaś
jego odnoszenie się do bytu — opanowywaniem go.
JuŜ widać, Ŝe nie chodzi tu tylko o kwestie akademickie. Nie tylko o filozofię
nowoŜytną. Konsekwencją fundamentalnego jej przekonania okazują się bowiem
zjawiska, które dzieją się wokół nas: postępujące opanowywanie bytu przez człowieka,
eksploatacja świata dla narzuconych mu celów. Krótko: współczesna cywilizacja
techniczna.
Gdy Heidegger mówi o współczesnej cywilizacji technicznej, nie chodzi mu o
technikę w potocznym znaczeniu tego słowa, lecz o pewną określoną postać świata: o
ś
wiat, któremu człowiek sam siebie narzuca jako cel, świat, który człowiek stara się
uczynić rozporządzalnym. Istota techniki nie leŜy w postępie technicznym — lecz w
takim związku człowieka i świata, w którym świat staje się materiałem do uporządko-
wania ze względu na człowieka, człowiek zaś — funkcjonariuszem takiego porządku.
Konsekwencją istoty techniki jest więc dla Heideggera zarówno technika maszynowa,
jak i nauka współczesna, tak współczesny stosunek do sztuki, zgodnie z którym dzieło
sztuki ma być materiałem przeŜycia,” jak totalitarne państwo. Z cywilizacją techniczną
— w tym znaczeniu, w jakim pojmuje ją Heidegger — mamy więc do czynienia nie
tylko tam, gdzie postęp techniczny jest najbardziej zaawansowany.
To samo przekonanie, które stanowi centrum nowoczesnej filozofii —
przekonanie o tym, Ŝe człowiek jest panem bytu.— jest więc takŜe, zdaniem
Heideggera, istotą naszego czasu w ogóle: czasu określonego przez technikę.
Nie jest to — widać to juŜ z tego, co dotąd zostało powiedziane — przekonanie
KRZYSZTOF MICHALSKI, HEIDEGGER
10
dowolne. Nie jest po prostu pewną myślą, na którą niegdyś wpadli filozofowie. U jego
ź
ródła nie leŜy spontaniczny ludzki umysł, lecz pewne doświadczenie: doświadczenie
bycia jako stałej obecności. Doświadczenie to kształtuje z góry przestrzeń, w której
porusza się europejska ludzkość — takŜe wtedy, gdy z pomocą techniki maszynowej
opanowuje świat ją otaczający. Los, który nam przypadł w udziale, zaleŜy więc —
twierdzi Heidegger — od tego, jak doświadczamy samo bycie. Inaczej mówiąc: o
postaci, jaką przybiera byt, wśród którego Ŝyjemy, a takŜe o postaci, jaką my sami
przyjmujemy, rozstrzyga sposób, w jaki coś jest w ogóle obecne — a więc rodzaj jego
obecności. O tym, czym jest byt, decyduje sposób, w jaki coś w ogóle moŜe. być; a
więc to, „czym jest bycie.
ś
eby więc ująć sens nie tylko nowoczesnej filozofii, lecz dzisiejszej cywilizacji
w ogóle, myśl musi zwrócić się ku sferze, w której ów sens zostaje przesądzony: ku
sferze bycia. Tymczasem sfera ta umyka naszej uwadze; pochłonięci bytem, do
opanowania którego dąŜymy, nie pamiętamy o byciu, które decyduje o tym dąŜeniu.
Zapomnienie to jest udziałem naszej kultury w ogóle — powiada Heidegger:
otwierające ją doświadczenie bycia jako stałej obecności płynie właśnie z niego. Gdy
bowiem w obliczu świata, z którym mamy do czynienia, pada pytanie: co to znaczy, Ŝe
ś
wiat ten „jest”, co właściwie stwierdza się, przyznając istnienie temu oto drzewu,
narodowi, zdarzeniu — chodzi w nim właśnie o bliŜsze określenie owego „oto”, a więc
o określenie obecności czegoś. „Bycie” okazuje się zatem identyczne z „obecnością”
wtedy, gdy pytamy o „bycie czegoś”, a więc gdy chodzi nam w istocie o byt, o to, co
jest. Doświadczenie bycia jako obecności zakłada tedy, Ŝe bycie samo, bycie jako takie
— nie jako horyzont, określenie czy podstawa tego, co jest — pozostaje w niepamięci.
Zapomnienie bycia jako takiego nie jest tylko zaniedbaniem, które gwoli prawdy
moŜna by było nadrobić. „Bycie” nie jest bowiem przedmiotem, który moŜna po prostu
mieć w pamięci. Nie jest w ogóle przedmiotem, ba — nie moŜna powiedzieć o nim, Ŝe
„jest”. To byt — jest. Pytając o bycie, pyta się właśnie o to „jest”. Bycie nie moŜe być
więc dane bezpośrednio — lecz jedynie za pośrednictwem czegoś, co jest, za
pośrednictwem bytu. Nie rzuca się w oczy — raczej skrywa się za tym, co jest, za tym,
co obecne.
Nasze doświadczenie bycia, tak jak je opisuje Heidegger, przypomina wędrówkę
przez las: gdy idąc przez ciemną gęstwinę nagle wkraczamy w prześwit — i drzewa
rzedną, robiąc miejsce grze światła i cienia. TakŜe wtedy pochłania nas to, co widzimy,
sam prześwit pomijamy w nieuwadze.
Zapomnienie bycia bierze się tedy z samej jego istoty; stąd, Ŝe jest ono wolną
przestrzenią, która się skrywa, skrywającym się prześwitem.
Pomyślenie tego prześwitu — oto, wedle Heideggera, właściwe zadanie myśli.
Bowiem, jak widzieliśmy, to tu właśnie rozstrzyga się, jego zdaniem, sens naszego
czasu, zostawiający swe piętno na wszystkich naszych myślach, słowach, poczynaniach.
Jak moŜna uchwycić myślą ów prześwit — mimo Ŝe ze swej istoty skrywa się on,
wymyka, chroni w zapomnienie ?
Pytanie to pada zawsze zbyt późno. Nigdy nie ma bowiem takiej sytuacji, w
której myślenie znajdowałoby się wobec bycia, tak jak wobec jakiegoś nowego zadania
czy problemu. Byliśmy przecieŜ juŜ — tak lub inaczej — zanim cokolwiek
pomyśleliśmy. Myślenie zawsze porusza się juŜ w pewnej przestrzeni — w pewnym
prześwicie, jak mówi Heidegger — otwartej za kaŜdym razem przez to, Ŝe jesteśmy tak
lub inaczej. W tym sensie bycie (prześwit) jest „Ŝywiołem myśli”, tak jak powietrze jest
Ŝ
ywiołem ptaków.
KRZYSZTOF MICHALSKI, HEIDEGGER
11
Pytając o samo bycie pytamy zatem o coś, co nie jest obce naszej myśli, o coś,
co juŜ ją jakoś ugodziło, czyniąc ją właśnie taką, jaką jest.
W odpowiedzi zaś nie moŜemy zaprezentować bycia tak, jak prezentujemy coś,
co jest obecne: rzecz czy jakiś stan rzeczy — właśnie dlatego, Ŝe bycie nie jest tylko
obecnością, lecz obecnością, która się skrywa i wymyka. Myślenie, gdy jest sobą, gdy
jest „w swoim Ŝywiole”, nie moŜe być „prezentacją... która dostawia nam to, co obecne,
w jego obecności, stawiając je tym samym przed nami”, a więc jakby ustawiając je ze
względu na nas. Myśl nie moŜe być tylko uobecnianiem: docieraniem do jakiejś stałej
obecności, ostatecznego układu odniesienia, do podstawy.
Tymczasem tak właśnie przecieŜ myślimy. Zapominamy o byciu — i to dlatego,
Ŝ
e zapomnienie naleŜy z istoty do doświadczenia bycia jako takiego. Co znaczy: bycie,
sfera dla myśli rozstrzygająca, wymyka się nam. Wymyka się do tego stopnia, Ŝe nie
zdajemy sobie z tego sprawy: nie zwracamy na nie w ogóle uwagi.
Co stanie się, gdy zwrócimy uwagę właśnie na bycie jako takie? Co to w ogóle
znaczy w tym wypadku: „zwrócić uwagę”? Nie chodzi tu o odwrócenie się od jednej
rzeczy, od jednego przedmiotu i zwrócenie się do drugiego. Bycie nie jest przecieŜ ani
rzeczą, ani przedmiotem. Jest dane tylko pośrednio, tylko poprzez coś, co jest — a więc
tylko wymykając się, tylko w zapomnieniu. Zwrócić uwagę na samo bycie, to zatem
tyle, co „pamiętać o zapomnieniu”.
CóŜ więc stanie się, gdy zwrócimy uwagę na samo bycie? Nie przestanie się
nam wymykać — ale będziemy tego świadomi, doświadczymy tego. To znaczy: nasze
myślenie stanie się dla nas problemem. Bo przecieŜ problem powstaje tam, gdzie nie
wszystko moŜna uchwycić, gdzie coś pozostaje w mroku — w przeciwnym wypadku
nie pytamy, lecz twierdzimy.
Myślenie sensu stricto — tak jak je pojmuje Heidegger — a więc myślenie
zwrócone ku samemu byciu, jest więc tylko zmianą stosunku do tego, co i tak juŜ
robimy, mówimy, myślimy. Jest perspektywą, w której myśl staje się problematyczna
— nie ta czy inna, lecz sposób myślenia w ogóle. Myślimy — w istotnym sensie słowa
— gdy nie zapominamy pytania: co to znaczy myśleć?
Kiedy to pytanie się budzi? Co skłania do zwrotu ku właściwej dziedzinie myśli
? Sądzę, Ŝe jest to po prostu spotkanie z kimś, kto myśli inaczej. Nie tylko w tej czy
innej sprawie — lecz w ogóle inaczej. Spotkanie z myślą, określoną przez inne
doświadczenie bycia niŜ nasze. Dla Heideggera jest to spotkanie z myślą grecką. U
Greków doszło wprawdzie do głosu (od Platona) po raz pierwszy doświadczenie bycia
jako stałej obecności, ale nie było ono jedyne i dominujące: myśl grecka jest dla
Heideggera obrazem narodzin myślenia skierowanego na stałą obecność z myśli innego
rodzaju. Z myślenia, dla którego bycie to aletheia, to nieskrytość, obecność i
nieobecność zarazem. Właśnie dlatego moŜna powiedzieć, Ŝe w Grecji doświadczenie
bycia jako stałej obecności po raz pierwszy wyszło na jaw.
Tak więc to wygląda: myślenie, juŜ z góry, niezaleŜnie od tego, czy wie o tym,
czy nie, rozstrzyga się w sferze bycia: w zaleŜności od tego, co to znaczy „być”,
myślimy tak, jak myślimy. Zwykle nie zdajemy sobie z tego sprawy. Dopiero wówczas,
gdy zetkniemy się z innym doświadczeniem bycia, nasze własne moŜe wyjść na jaw.
Wtedy właśnie nasze myślenie w ogóle staje się dla nas problemem. A więc zmienia się
sposób, w jaki myślimy — juŜ co innego jest tematem naszej myśli i gdzie indziej
widzimy właściwą jej dziedzinę.
Tak teŜ jest i z myślą Heideggera. W dialogu z Grekami i ona zmienia się: jej
własne załoŜenia stają się dla niej problemem. ZałoŜenia te okazują się takŜe
KRZYSZTOF MICHALSKI, HEIDEGGER
12
załoŜeniami filozofii nowoŜytnej w ogóle, a z czasem całej myśli europejskiej od czasu
Platona. „Zwrot”, którego Heidegger doświadczył na drodze swej refleksji, wydobywa
więc na jaw — jako problem — myśl europejską jako całość. I to jest jedyny jej
„rezultat”.
Co więcej — myśl nie moŜe w ogóle dawać innych rezultatów. śyje ona tylko w
pytaniach — bowiem jej dziedziną jest nieustannie wymykająca się obecność: bycie.
Nie ma Ŝadnej stałej obecności, Którą myśl mogłaby osiągnąć, by później oprzeć na niej
gmach ludzkiej wiedzy. Bycie, ów „prześwit” kształtujący za kaŜdym razem sens czasu,
w którym Ŝyjemy, stale ucieka myśli — więc stale trzeba o nie pytać na nowo.
Nie moŜe być więc, twierdzi wbrew Heglowi Heidegger — takiego miejsca, z
którego otwiera się widok na sens wszystkiego, cośmy zrobili i pomyśleli dotąd. Myśl
pozostanie zawsze tylko „miłością mądrości”, nigdy nie stanie się mądrością samą —
pod postacią wiedzy absolutnej. Myśl jest ciągle na nowo ponawianym wysiłkiem
pytania o sens współczesności — ciągle na nowo, bowiem bycie określające ów sens
nie jest stałą obecnością, rozstrzygającą go raz na zawsze.
SpostrzeŜenie, Ŝe myśl ludzka skazana jest na wieczne pytanie, jest raczej dość
powszechne. Bardzo rzadko twierdzi się, Ŝe ludzka wiedza osiągnęła juŜ stan
zadowalający i w związku z tym dalsze pytanie jest zbędne. Wątpi się takŜe w to, Ŝe
taki stan jest w ogóle osiągalny. Większość z nas jest bowiem przekonana o
nieuleczalnej skończoności ludzkiego rozumu — uczy nas tego zarówno tradycja myśli
europejskiej, jak i po prostu codzienne doświadczenie.
Filozofowie — i nie tylko oni — piszą od dawna o „więzieniu”, w którym za
Ŝ
ycia znajduje się dusza, co ma uniemoŜliwiać pełne widzenie prawdy, o
namiętnościach, które zakłócają nasz jasny osąd rzeczy, o ograniczonym z konieczności
przez sytuację historyczną zasięgu naszego poznania — a na co dzień cierpienie i
perspektywa śmierci nie pozwalają nam zapomnieć o granicach naszych moŜliwości.
W tradycji filozofii europejskiej ta skończoność ludzkiej myśli ujmowana była
zasadniczo — i przewaŜnie jest — jako okoliczność negatywna, jako przeszkoda na
drodze do prawdy. Czasem, jako przeszkoda do przezwycięŜenia — wtedy, gdy
przyjmuje się, Ŝe sytuacja, w jakiej człowiek znajduje się tu i teraz, nie jest sytuacją
ostateczną. Negacja tego załoŜenia — wspólnego między innymi myślicielom chrześ-
cijańskim, Platonowi, Heglowi — prowadzi do przekonania o zasadniczej
nieosiągalności pełnej prawdy dla ludzkiej myśli.
Dla Heideggera niezbywalna skończoność ludzkiej myśli nie jest okolicznością
tylko negatywną. U podstaw takiego tradycyjnego ujęcia leŜy bowiem opozycja między
myślą a tym, co ona chce osiągnąć — między skończoną refleksją a jej nieskończonym
przedmiotem, między myślą zanurzoną w czasie a stałą obecnością, która wymaga
ponadczasowego spojrzenia. Heidegger natomiast neguje zasadność tej opozycji — jego
zdaniem bowiem to, o co chodzi w myśleniu, sens bycia jako takiego, nie jest stałą
obecnością, której nie moŜemy osiągnąć z racji naszego zdania na czas i cierpienie. Sam
ów sens jest obecnością i nieobecnością zarazem — tak jak czas, nigdy w pełni nie
dany, stale otwarty na przyszłość.
Bycie — moŜna, jak sądzę, i tak to określić — wychodzi na jaw tylko w
nieskończonym procesie: poprzez historię ludzkich myśli, słów, dokonań ujawnia się
nieskończenie jako przestrzeń, w której się one poruszają.
A zatem skończoność ludzkiej myśli znaczy tyle, co jej zanurzenie w dziejach, które nie
od niej zaleŜą. Ale to właśnie — wedle Heideggera — pozwala człowiekowi rozumieć
cokolwiek: uczestnictwo w dziejach to bowiem uczestnictwo w byciu — w
KRZYSZTOF MICHALSKI, HEIDEGGER
13
rozstrzygniętej niezaleŜnie od ludzkiej myśli wspólnocie z tym, co jest. Świadectwa
ludzkiej skończoności: śmierć, cierpienie, ograniczenie spojrzenia przez sytuację
historyczną — nie stoją na drodze do rozumienia, lecz otwierają ją. Póki pojmuje się
skończoność ludzką jedynie negatywnie, „tajemnica bólu pozostaje nieodkryta, miłości
się nie nauczono”. I nie trzeba ponadczasowego spojrzenia, by coś naprawdę zrozumieć
— to „raczej śmiertelni sięgają w otchłań” tego, co jest do rozumienia.
Sens, do którego myśl dąŜy, jest nie tylko jej celem, przedmiotem, który ma
uchwycić — lecz takŜe czymś, w czym sama myśl, wiedząc o tym lub nie, uczestniczy,
czymś, co właśnie poprzez nią dochodzi do głosu. Do tego sensu myśl moŜe być tylko
„w drodze”: tylko poprzez nieustające pytania.
A więc nie ma filozofii Heideggera; zespołu poglądów, które gdzie indziej i
kiedy indziej mogłyby zostać podjęte lub odrzucone. Jest tylko droga myśliciela, który
usiłuje zdać sobie sprawę z tego, co właściwie kaŜdy z nas myśli i robi — i dostrzec w
tym problem. Tu właśnie, moim zdaniem, bije ukryte źródło fascynacji Heideggerowską
refleksją: refleksją, która pokazuje, Ŝe całe nasze doświadczenie — nasze, to znaczy
ludzi współczesnej cywilizacji technicznej — jest odpowiedzią na pytanie dla nas
samych na co dzień niewidoczne. Inaczej mówiąc: Heidegger włącza nas — takich,
jakimi dziś jesteśmy, z kosmonautyką, współczesną sztuką i bombą atomową — w
nieskończony, zaczęty jeszcze w Grecji, dialog, w którym wszystko to, i w ogóle cała
nasza wiedza o świecie, staje się problemem, w „dialog, którym jesteśmy” — i dlatego
fascynuje tak wielu.
„Gdy myśl, poruszona przez jakąś sprawę, idzie w ślad za nią, moŜe się jej
zdarzyć, Ŝe się po drodze zmieni. Dlatego wskazane jest, by w tym, co nastąpi, zwaŜać
na drogę, mniej na treść” — mówi Heidegger na wstępie jednego ze swych wykładów.
Słowa te mogłyby, jak sądzę, stanowić motto całej jego twórczości.
Heidegger uczy więc myśleć. To duŜo, ale jednocześnie i mało. Platon przytacza
w Teajtecie anegdotę o Talesie, o którym opowiadano ponoć, Ŝe zapatrzony w niebo
wpadł raz do studni, w związku z czym został wyśmiany przez słuŜącą, która była tego
ś
wiadkiem. „W ten jednak sposób — pisze Platon — moŜna by wystawić na
pośmiewisko wszystkich filozofów”. Filozofia bowiem — interpretuje to miejsce z
Teajteta Heidegger — jest w istocie tego rodzaju myślą, która do niczego się nie nadaje
i z której z tego powodu śmieją się słuŜące. Filozofia — myśl, tak jak ją pojmuje
Heidegger — nie słuŜy ani teorii, ani praktyce; nie pomaga w opanowaniu świata ani w
odkrywaniu niezmiennych praw, które by tym światem rządziły. Filozofia nie daje
Ŝ
adnego oparcia, Ŝadnej nici przewodniej. „Niczego nie obiecuje — mówi o myśli
Heideggera Jan Patočka — nie daje Ŝadnego dogmatu, uczy tylko pytać i wytrwać w
tym pytaniu”.
Eseje zawarte w tym tomie skoncentrowane są wokół kwestii: kim jest człowiek
dzisiejszy ? Co w decydujący sposób określa naszą dzisiejszą, niepowtarzalną sytuację?
Jaki wspólny sens kryje się za współczesną nauką, techniką, sztuką? Próba odpowiedzi,
jaką podejmuje Heidegger w wybranych tu dziesięciu esejach, pozwala zarazem
uchwycić specyfikę jego własnego sposobu myślenia.
Wszystkie przełoŜone teksty pochodzą z „późniejszego” okresu twórczości
Heideggera, po „zwrocie”, którego doświadczył w latach trzydziestych. Tylko wykład
Co to jest metafizyka”? jest wcześniejszy. Wybrałem go nie tylko dlatego, Ŝe on
równieŜ dotyczy jednej z kwestii, wokół których obraca się problematyka niniejszego
tomu: kwestii ukrytego sensu współczesnej nauki. Racją wyboru było takŜe i to, Ŝe wraz
z dodanymi później Wprowadzeniem i Posłowiem stanowi on znakomity zapis rozwoju
KRZYSZTOF MICHALSKI, HEIDEGGER
14
Heideggerowskiej refleksji, jego wysiłku ciągłej reinterpretacji własnej myśli. A to
właśnie jest moim zdaniem istotą myśli Heideggera w ogóle: nie „filozofia”, którą
moŜna by zamknąć w szeregu tez, lecz myśl, nieustannie odsłaniająca
problematyczność samej siebie i sytuacji, w jakiej się znajduje.
Wybór został skonsultowany z prof. Heideggerem. Chciałbym takŜe
podziękować za rady, których przy jego dokonywaniu udzielili mi prof. prof. Jan
Patočka i Krzysztof Pomian. Przekład podstawowych kategorii Heideggerowskiego
języka został ustalony wspólnie; większość pomysłów translatorskich pochodzi od
Krzysztofa Pomiana i Krzysztofo Wolickiego. Na zakończenie pragnę teŜ podziękować
gorąco Przyjaciołom, którzy wspomagali mnie radami przy opracowywaniu całości.
Krzysztof Michalski