background image

MEG CABOT

KSIĘŻNICZKA W ROZPACZY

PAMIĘTNIK KSIĘŻNICZKI 8

Tytuł oryginału

THE PRINCESS DIARIES 8 PRINCESS ON THE BRIN

Abby, z miłością i podziękowaniem

- Zapewne - powiedziała do Sary

- znów sobie wyobrażasz, że jesteś księżniczką.

- Zawsze próbowałam nią być - odparła Sara cicho.

- Nawet kiedy było mi zimno i byłam bardzo głodna.

Frances Hodgson Burnett Mała księżniczka

Przekład Wacława Komarnicka

background image

JA, KSIĘŻNICZKĄ???? TAA, I CO JESZCZE?

Sztuka

Mii Thermopolis

(pierwsza wersja)

S

CENA

 12

DZIEŃ. Palmiarnia hotelu Plaza w Nowym Jorku. Dziewczyna o płaskiej klatce piersiowej i 

fryzurze w kształcie znaku drogi podporządkowanej (czternastoletnia MIA THERMOPOLIS) siedzi 

przy ślicznie nakrytym stoliku naprzeciw łysego mężczyzny (jej ojciec, KSIĄŻĘ PHILLIPE). Z 

miny MII widać, że ojciec właśnie mówi coś, co ją wytrąca z równowagi.

KSIĄŻĘ PHILLIPE

Już nie nazywasz się Mia Thermopolis, kochanie.

MIA

(mrugając oczami z zaskoczenia)

Nie? No to jak się nazywam?

KSIĄŻĘ PHILLIPE

Nazywasz się Amelia Mignonette Grimaldi Thermopolis Renaldo, księżniczka Genowii.

WTOREK, 7 WRZEŚNIA,

WSTĘP DO TWÓRCZEGO PISANIA

Nie no, ona sobie NA PEWNO żartuje. Opisać pokój? To ma być nasza pierwsza praca? 

OPISAĆ POKÓJ? Czy ona ma chociaż odrobinę zielonego pojęcia, od jak dawna twórczo opisuję 

pokoje? No bo przecież ja już opisywałam pokoje w KOSMOSIE - na przykład w swoim fanfiction 

Battlestar Galactica o tym, jak Starbuck i Apollo wreszcie To Zrobili.

Wiecie, co mi się w głowie nie mieści? W głowie mi się nie mieści, że ona mnie wcisnęła na 

te zajęcia ze wstępu do twórczego pisania. Powinnam trafić co najmniej na twórcze pisanie dla 

średnio zaawansowanych. Bo przy moich wynikach z próbnych testów SAT - i dobra, z matematyki 

były marne, ale ze zdolności werbalnych ŚWIETNE - powinnam się na nie kwalifikować.

I niech  będzie,  że testy SAT nie mierzą  zdolności twórczych  (chyba  że uwierzymy,  że 

ludzie, którzy oceniają część z wypracowaniem, rzeczywiście te wypracowania czytają).

Ale już sam mój wynik ze zdolności werbalnych powinien dowodzić, że jestem w stanie 

opisać POKÓJ. Czy ona nie zdaje sobie sprawy, że ja już przeszłam od opisywania pokojów - a na-

wet pisania powieści - do tworzenia całych scenariuszy?

Lilly totalnie ma rację, w żaden inny sposób nie będę mieć pewności, że na srebrny ekran 

trafi prawdziwa wersja historii mojego życia, jeśli jej sama nie napiszę. A Lilly nie wyreżyseruje. Ja 

background image

wiem, że ciężko będzie znaleźć do tego projektu producenta, i tak dalej, ale J.P. powiedział, że nam 

pomoże. A on zna MNÓSTWO ludzi w Hollywood. Zaledwie parę dni temu z rodzicami jadł obiad 

z jakimś kuzynem Stevena Spielberga.

Dlaczego   pani   Martinez   nie   może   zrozumieć,   że   kierując   mnie   na   zajęcia   z   twórczego 

pisania do grupy dla początkujących zamiast średnio zaawansowanych, tłamsi mój rozwój jako 

artystki?   Jakim   cudem   kwiat   mojej   twórczości   ma   kiedykolwiek   zakwitnąć,   jeśli   nikt   go   nie 

PODLEWA?

Opisz jakiś pokój. No to, proszę bardzo, pani Martinez, ma pani swój opis pokoju:

Cztery   kamienne   ściany   napierają   na   niewielką   przestrzeń   pomiędzy   nimi, 

połyskując od wilgoci spływającej z niskiego sklepienia. Odrobina światła przesącza się 

zza pojedynczego zakratowanego okienka tuż pod sufitem. Jedyne  sprzęty to wąska 

prycza   z   cienkim   materacem   pokrytym   pasiastą   powłoką   i   wiadro.   Przeznaczenie 

wiadra staje się oczywiste, kiedy zaczynamy czuć unoszący się wokół niego odór. Czy 

właśnie on przyciąga szczury, które kryją się w mrocznych kątach, węsząc drżącymi, 

różowymi nosami?

4 -

Mia, kiedy poprosiłam, żebyś opisała pokój, miałam na myśli opis wnętrza, które  

dobrze znasz. Chociaż jestem pewna, że takie lochy jak ten, który opisałaś, rzeczywiście  

istnieją w genowiańskim pałacu, bardzo wątpię, żebyś spędziła w nich wiele czasu. 

Poza tym jako członek Amnesty International wiesz, że Genowia nie znajduje się na  

liście państw nieludzko traktujących więźniów, co każe mi zadać kolejne pytanie: kiedy 

te lochy w waszym pałacu były po raz ostatni wykorzystywane? Sądzę też, że człowiek  

myślący   tak  nowocześnie   jak  twój   ojciec  do  tej  pory  na  pewno  zainstalował  już  w 

pałacu   odpowiedni   system   kanalizacji,   więc   wiadra   na   ludzkie   odchody   stają   się 

przedmiotem anachronicznym.

C. Martinez

WTOREK, 7 WRZEŚNIA, ANGIELSKI

MIA!!!! Nie CIESZYSZ SIĘ? ? ? ? Zaczął się nowy rok szkolny! A my jesteśmy w TRZECIEJ 

KLASIE!!! JUŻ ZA ROK BĘDZIEMY RZĄDZIĆ W TEJ SZKOLE!!!! Aha, przy okazji, masz 

świetną fryzurę. - T.

Naprawdę tak sądzisz, Tina? To znaczy, że mam fajne włosy? Mama i ja zabrałyśmy 

wczoraj Rocky'ego do Astor Place Hairstylists na pierwsze strzyżenie, bo to był jedyny 

czynny fryzjer, wczoraj było przecież Święto Pracy. Ani na moment nie przestawał się drzeć 

jak zarzynany, więc zaproponowałam, że najpierw sama dam im się ostrzyc, żeby mógł się 

przekonać, że nic mu się nie stanie. Muszę przyznać, że byłam trochę zaskoczona, kiedy 

wyjęli maszynkę do strzyżenia!

background image

Moim zdaniem wyglądasz bombowo. Zupełnie jak Audrey Hepburn w Rzymskich wakacjach. 

A co powiedział Michael o nowej fryzurze?

Odkąd wróciłam z Genowii, jeszcze go nie widziałam. Ale mamy się spotkać dziś 

wieczorem w Number One Noodle Son. Nie mogę się już DOCZEKAĆ!!! Mówi, że ma mi 

do powiedzenia coś BARDZO WAŻNEGO, czego nie może mi powiedzieć przez telefon 

ani na IM.

Jak sądzisz, o co mu chodzi???? I to w Number One Noodle Son? To trochę daleko od 

okolicy, w której bywa, nieprawdaż? Nie wprowadził się jeszcze do akademika?

Nie, jeszcze nie. Coś wspominał o mieszkaniu. Myślę, że o tym chce ze mną rozmawiać. 

Może ma zamiar wynająć własne mieszkanie, czy coś.

O MÓJ BOŻE!!! Wyobrażasz sobie, jak by to było, gdyby on miał swoje mieszkanie???? 

Żadnych współlokatorów, którzy mogliby wam przeszkadzać. I własna kuchnia!!! Mógłby 

gotować dla ciebie romantyczne kolacje!!!!!

NIE WIEM, czy to właśnie o to chodzi. Przez telefon wyrażał się bardzo niejasno.

Powinien wynająć własne mieszkanie. Co on sobie wyobraża, że będziecie się wiecznie 

całować w domu jego rodziców, przy Lilly... Nie wspominając już o jego MAMIE????

Ha. Ale mama Michaela pewnie nawet by nie zauważyła, spędza teraz tyle czasu w 

mieszkaniu, które sobie wynajął tata Michaela.

Państwo doktorostwo Moscovitzowie znów się schodzą???

Mam nadzieję! Michael mówi, że zaczęli się „umawiać na randki”. Ze sobą!

No cóż, to chyba lepiej niż gdyby mieli się umawiać z innymi ludźmi. Ale w takim razie 

mogliby po prostu znów się zejść. Oszczędzić na czynszu. Boże, jestem taka szczęśliwa, że 

moi rodzice się po prostu ignorują, jak wszystkie normalne małżeństwa.

Totalnie. A skoro mowa o włosach, co sądzisz o pasemkach Lilly?

Ona mówi, że J.P. woli blondynki. Nigdy nie sądziłam, że LILLY zmieni sobie fryzurę dla 

jakiegoś FACETA. J.P. musi być prawdziwą maszyną seksu.

background image

TINA!!!! Oni jeszcze Tego Nie Zrobili!!!!!

Och. Zakładałam, że tak.

O MÓJ BOŻE. ALE DLACZEGO????

No cóż, przecież POJECHAŁ do jej domu w Albany na tamten weekend.

Nieważne, zrobił to dlatego, że jego rodzice chcieli zobaczyć parę letnich przedstawień w 

północnej części stanu. Gdyby To Zrobili, ona by nam powiedziała. A co, myślisz, że by 

nam nie powiedziała?

Może tobie by powiedziała. MNIE nigdy by nie powiedziała. Lilly uważa, że jestem straszną 

cnotką.

Nieprawda!!!!

Owszem, ona tak uważa. Ale nie ma sprawy. Ja JESTEM straszną cnotką. Bo nawet nie chcę 

zobaczyć, jak TO wygląda. A co dopiero dotknąć. Możesz sobie wyobrazić, że człowiek 

czegoś takiego dotyka? Ja bym chyba umarła. Myślisz, że Lilly dotknęła J.P. ?

WYKLUCZONE!!!! Powiedziałaby mi. Chociaż jej jeszcze nie widziałam, odkąd wróciłam 

z wakacji w Genowii... Ale i tak. Na pewno by mi powiedziała, gdyby... No wiesz. A 

przynajmniej tak mi się wydaje.

Borysa dotknęła.

CO????? A poza tym BBBBBŁŁŁŁEEEEEE!!!!! PO CO MI TO POWIEDZIAŁAŚ?????

Ja też nie chciałam tego wiedzieć!!!! Ale Borys mi powiedział!!!!

ALE PO CO ON CI TO POWIEDZIAŁ????

To przez tę książkę, którą dostałam od ciotki - no wiesz, Twój najcenniejszy dar.

Racja. O tym, że dziewictwo to najcenniejszy dar, jaki powinnaś zachować wyłącznie dla 

tego, za którego wyjdziesz za mąż, bo możesz je komuś podarować tylko raz i nie chcesz, 

żeby to był ktoś, kto tego daru nie doceni.

background image

Taa. Tylko że ta książka nie mówi, co robić, jeśli wyjdziesz za mąż i odkryjesz, że człowiek, 

którego poślubiłaś, jest gejem. Jak się o tym przekonać, zanim zdążysz wydać kupę kasy na 

ślub. Ale nieważne. Borys zobaczył tę książkę u mnie na regale i zaniepokoił się, że będzie 

mi przykro, że Lilly dotykała go przede mną. Chociaż on nadal jest, no wiesz. Prawiczkiem. 

To było tylko dotykanie.

Ale dotknęła go PRZEZ spodnie czy POD spodniami?

Pod.

Przepraszam, Tina. Wiem, że Borys to twój chłopak. Ale naprawdę, chyba zaraz 

zwymiotuję.

Ja wiem. Mia, lepiej spójrzmy prawdzie w oczy. Ty i ja będziemy Ostatnimi Dziewicami w 

Liceum imienia Alberta Einsteina.

Wow. To brzmi jak tytuł książki.

Totalnie powinnaś ją napisać!!!! OSTATNIE DZIEWICE.

Dwie dziewczyny, obarczone przeszkolonymi w Izraelu ochroniarzami, opłacanymi przez 

ich ojców, żeby strzegli ich najcenniejszego daru... ryzykując własne życie!

Żaden mężczyzna ich nie pozna - AŻ DO NOCY PO BALU MATURALNYM!!!!

Ups, Sperry patrzy w tę stronę. Chyba powinnyśmy uważać. Masz w ogóle pojęcie, o czym 

ona mówi?

A kogo to obchodzi? Nasza rozmowa jest o wiele ciekawsza.

Totalnie. A więc... Naprawdę myślisz, że J.P. też dotknęła?

Już ci mówiłam! Moim zdaniem oni To Zrobili do końca!

Powiedziałaby mi. Nie sądzisz, że by mi powiedziała?

To ty ją znasz od podstawówki, czy jakoś tak. Tylko ty możesz odpowiedzieć na to pytanie. 

Ale ona teraz JEST blondynką.

background image

Hej! Ja też jestem blondynką! A nadal nie oddałam swojego Najcenniejszego Daru!

Och, racja. Przepraszam. Zapomniałam.

WTOREK, 7 WRZEŚNIA,

FRANCUSKI

Nie mogę uwierzyć, że zdaniem Tiny Lilly i J.P. Zrobili To w czasie wakacji. To po prostu 

śmieszne. Lilly TOTALNIE by mi powiedziała, gdyby oddała komuś swój Bezcenny Dar.

Prawda?

A   poza   tym   J.P.   nadal   nawet   nie   powiedział   jej   słowa   na   „k”.   Czy   Lilly   naprawdę 

zdecydowałaby się uprawiać seks po raz pierwszy z kimś, kto nawet jej nie wyznał miłości? Bo ona 

mu mówiła, że go kocha, już z jakieś dziewięć milionów razy, a on jej na to tylko odpowiada: 

„dziękuję”. A czasami mówi: „wiem”.

Ale Lilly uważa, że on w ten sposób tylko składa hołd Hanowi Solo.

To rzecz oczywista, że J.P. ma problemy z życiem intymnym. Przecież on i Lilly chodzą już 

ze   sobą   pół   roku.   A   on   nadal   nie   mówi   o   niej:   „moja   dziewczyna”.   Nazywa   ją   po   prostu: 

„Moscovitz”.

Michael też kiedyś mówił do mnie: Thermopolis. Ale to było, ZANIM zaczęliśmy ze sobą 

chodzić.

Czy Lilly zgodziłaby się uprawiać seks z kimś, kto zwraca się do niej per Moscovitz i 

przedstawia ją ludziom jako swoją „przyjaciółkę”, a nie jako swoją „dziewczynę”?

Nie ma mowy. Nie Lilly.

Chociaż faktycznie zrobiła się na blondynkę. MÓWI, że to dlatego, iż producenci, którzy 

wykupili opcję na jej program telewizyjny, powiedzieli jej, że jasne pasemka wokół twarzy od-

wrócą uwagę od nieregularnych rysów.

Ale to żaden sekret, że J.P. lubi blondynki. Keira Knightley jest przecież dziewczyną jego 

marzeń. To jedyny znany mi facet, który obejrzał Dumą i uprzedzenie tyle samo razy co Lilly, Tina 

i ja. Myślałam najpierw, że spodobała mu się ta filmowa adaptacja, ale potem przyznał się, że 

podoba mu się pewna wysoka, szczupła blondynka (co trochę mnie dziwi, bo Keira w tym filmie 

nie miała jasnych włosów).

Biedna Lilly. Może schudnąć i ufarbować się na blond, ale nigdy się nie ROZCIĄGNIE. A 

przynajmniej nie do metra siedemdziesięciu, czyli wzrostu Keiry.

Hej,   ciekawe,   czy   to   nie   o   tym   chce   ze   mną   przy   obiedzie   pogadać   dziś   wieczorem 

Michael... Że odkrył, że Lilly i J.P. To Zrobili!

Boże,   LEPIEJ,   żeby   nie   o   to   chodziło.   Bo   jeśli   Lilly   To   Zrobiła   i   powiedziała   o   tym 

Michaelowi, to on mi już teraz nie da spokoju.

O, super. Mamy teraz décrire un soir amusant avec les amis w dwustu słowach.

Kolejny   niepokojący   wieczór,   moi   towarzysze   i   ja   usiedliśmy   przed 

background image

telewizorem. Wybór był ogromny, kanałów bez liku. Dzięki kablówce wszystko jest 

możliwe.   Co   oglądaliśmy?   Kanał   informacyjny?   Sportowy?   Kanał   z   teledyskami 

rockowymi? Nie - kanał 12. Tak! Śmieszny kanał religijny...

Mam sześćdziesiąt jeden słów, zostało sto trzydzieści dziewięć.

Na korytarzu, w drodze na francuski, minęłam Lanę. Nie zmieniła się ani trochę w czasie 

wakacji, tyle że jeszcze bardziej zadziera nosa, o ile to w ogóle możliwe.

Aha, i zdaje się, dorobiła się własnego klona, jakiejś kandydatki na kolejną Lanę, która 

wygląda dokładnie jak ona, tylko jest trochę niższa.

W każdym razie kiedy przechodziłam, Lana zerknęła na moją głowę, szturchnęła łokciem 

tego klona i zaczęła się śmiać.

- Patrzcie, jaki Piotruś Pan! - wrzasnęła tak głośno, żeby cały korytarz usłyszał.

Ale to dobrze wiedzieć, że niezależnie od tego, w jaki sposób Lana spędziła wakacje, udało 

jej się zachować wdzięk i poczucie humoru, z których słynie w całym Liceum imienia Alberta 

Einsteina.

Czy ja naprawdę w tej fryzurze wyglądam jak Piotruś Pan?

Czy w tej fryzurze naprawdę jestem podobna do Piotrusia Pana?

WTOREK 7 WRZEŚNIA,

LUNCH

Dopadłam Lilly przy bufecie z taco i zapytałam ją, czy ona i J.P. Zrobili To w wakacje.

Oto jej bardzo niezadowalająca odpowiedź:

- Czy ty naprawdę uważasz, że gdybym to zrobiła, pierwsza byś się o tym dowiedziała, 

Paplo Wszech Czasów?

Muszę przyznać, to mnie zabolało. Dotrzymałam przecież wszystkich sekretów, jakie mi 

kiedykolwiek powierzyła. Nigdy nie wygadałam, jak w piątej klasie wyniosła z domu należący do 

swojej   matki   egzemplarz  Szczęśliwej   dziwki  i   odczytała   nam   na   przerwie   wszystkie   sceny 

erotyczne, prawda?

Albo kiedy powiedziała  Normanowi,  facetowi, który ją prześladował, że jak jej załatwi 

bilety na Avenue Q, to prześle mu swoje klapki na platformie Steve Madden. Norman jej te bilety 

załatwił, ale ona mu tych klapków nie wysłała, bo nigdy nie miała pary klapków na platformie 

Steve Madden.

I nigdy nikomu nie powtórzyłam, że Lilly wrzuciła moją lalkę Truskawkowa Babeczka na 

dach wiejskiego domku swoich rodziców, i że zobaczyłam tę lalkę dopiero następnego lata, kiedy 

Michael czyścił rynny i zrzucił ją na podwórko. Oczy biednej Truskawkowej Babeczki wyjadły 

wiewiórki, włosy miała zapleśniałe i buzia jej się stopiła do słońca i zastygła w wyrazie milczącego 

background image

krzyku. Chociaż od tego widoku doznałam psychicznych ran, które będę nosić do końca życia. Ja 

naprawdę kochałam tamtą lalkę.

Ale nie chciałam pokazać Lilly, jak bardzo zabolała mnie jej uwaga, więc powiedziałam:

- Nieważne. I tak wiem, że dotykałaś Borysa sama wiesz gdzie. Tina mi powiedziała.

Ale Lilly, zamiast zareagować osłupieniem, jak nakazuje wszelka przyzwoitość, wzniosła 

tylko oczy do nieba i oświadczyła:

- Jesteś strasznie dziecinna.

- Poważnie, Lilly. - Nie chciałam wyrazić tonem głosu ani odrobiny urazy, ale mi się nie 

udało. - W głowie mi się nie mieści, że mi nie powiedziałaś.

- Bo nie było o czym opowiadać - odparła Lilly.

- Nie było o czym? Ty go DOTKNĘŁAŚ.

-   Czy   my   naprawdę   musimy   dyskutować   na   ten   temat   na   środku   stołówki?   -   chciała 

wiedzieć Lilly.

- A gdzie mamy o tym dyskutować? Przy stole, w obecności twojego CHŁOPAKA?

- No dobra. Lilly zawróciła do baru z taco. - No więc, dotknęłam go. Co chciałabyś na ten 

temat wiedzieć?

W głowie mi się nie mieściło, że prowadzimy tę rozmowę przy pojemnikach z kwaśną 

śmietaną i tartym cheddarem. Ale to wina Lilly. Skoro nie poruszyła tego tematu w czasie jednej z 

naszych   imprez   piżamowych,   jak   każda   normalna   dziewczyna.   Ale   to   nie   w   stylu   Lilly.   Ona 

musiała to trzymać w wielkim sekrecie, póki BORYS nie puścił farby.

Problem   w   tym,   że   chociaż   temat   był   totalnie   żenujący   i   obrzydliwy,   i   w   ogóle...   Ja 

naprawdę chciałam się dowiedzieć.

Ja wiem. To chore. Ale chciałam.

- Na początek, jakie to jest w dotyku? - spytałam. Na szczęście nikogo innego w pobliżu nie 

było, bo chyba wszyscy woleli dziś danie z woka.

Lilly tylko wzruszyła ramionami.

- Jak skóra.

Zagapiłam się na nią.

- To wszystko? Po prostu... skóra?

- No, w sumie to jest z tego zrobione - wyjaśniła Lilly. - A ty co myślałaś?

- Nie wiem. - Trochę trudno jest oceniać takie rzeczy przez warstwę dżinsu. Zwłaszcza jeśli 

rozporek jest zapinany na guziki. Co oznacza mnóstwo nitów. - W romansach Tiny zawsze piszą, że 

jest w dotyku jak stalowy pręt pożądania obciągnięty najdelikatniejszą satyną.

Lilly się nad tym zastanowiła. Potem znów wzruszyła ramionami:

- To też.

- Okay. Oficjalnie cię zawiadamiam, że zwymiotuję.

- Nie rzygaj tylko w guacamole. Teraz już dasz mi spokój?

- Nie - zaprzeczyłam. - O czym chce ze mną porozmawiać Michael w Number One Noodle 

Son?

background image

- Prawdopodobnie o tym, że chce, żebyś go dotknęła.

Kiedy wzięłam łyżkę do nakładania kwaśnej śmietany i zamierzyłam się na nią, wrzasnęła i 

dodała ze śmiechem:

- Poważnie, nie mam pojęcia. Prawie go nie widywałam tego lata, ciągle ślęczał nad tym 

swoim głupim projektem z inżynierii elektronicznej.

Odłożyłam łyżkę. Wiedziałam, że mówi prawdę. Michael był zaprzątnięty swoim kursem 

dotyczącym  teorii kontroli, która, jak mi  wyjaśnił,  kiedy zapytałam,  co to w ogóle, do diabła, 

znaczy, dotyczy robotów. Jego końcowy projekt na te zajęcia to było zautomatyzowane ramię, które 

można by wykorzystywać do operacji chirurgicznych w obrębie klatki piersiowej, na żywym sercu, 

czyli „szczytowe osiągnięcie” - jak mówił Michael - „na polu zautomatyzowanej chirurgii”.

Tak. Mam chłopaka, który buduje roboty. To TAKIE ŚWIETNE!!!!!

Kiedy Lilly i ja wróciłyśmy do stolika, naprawdę trudno mi było spojrzeć Borysowi w twarz 

- chociaż teraz zrobiła się dużo atrakcyjniejsza, odkąd nie nosił aparatu na zębach, zaczął odwie-

dzać dermatologa i zrobił sobie laserową korektę wzroku, i tak dalej.

Ale i tak, kiedy na niego patrzę, widzę wyłącznie dłoń Lilly w jego spodniach. Razem z tym 

jego swetrem.

- O mój Boże, Mia! - zawołała Ling Su, kiedy usiadłam. - Co się stało z twoimi włosami?

To naprawdę nie jest to, co chcesz usłyszeć po wizycie u fryzjera.

- Astor Place Hairstylists - powiedziałam. - A dlaczego? Nie podoba ci się?

- Nie skąd, podoba się - bąknęła Ling Su. Ale widziałam, jak wymienia spojrzenia z Perin, 

która nosi jeszcze krótszą fryzurę niż ja. A moja i tak jest dość krótka.

- Moim zdaniem Mia wygląda świetnie - powiedział J.P. Siedział przy drugim krańcu stołu, 

naprzeciw Lilly. Sam też nie wyglądał źle. Potargane jasne włosy miał miejscami jeszcze jaśniejsze 

od   słońca   -   jego   rodzice   mają   posiadłość   w   Martha's   Vineyard,   gdzie   spędził   większość   lata, 

szlifując umiejętności surferskie.

I   to   się   opłaciło.   To   znaczy,   o   ile   fantastyczna   opalenizna   i   całkiem   nieźle   wyrobione 

mięśnie przedramion na coś się przydają.

Nie żebym mu się jakoś przyglądała. Bo już mam swojego chłopaka, który posiada świetnie 

wyrobione przedramiona.

I dobra, Michael pewnie tego lata w ogóle się nie opalił,  bo za bardzo zajęty był  tym 

końcowym projektem na letnim kursie robotyki.

Ale i tak jest seksowniejszy niż J.P.

Który, poza wszystkim innym, jest chłopakiem Lilly.

Czy coś.

- Bardzo chłopięca - powiedział J.P., wskazując moją ostrzyżoną głowę.

- Wiem, o co ci chodzi - rzuciła Tina z ożywieniem. - Zupełnie jak Audrey Hepburn w 

Rzymskich wakacjach!

- Myślałem raczej o Keirze Knightley w Dominie - powiedział J.P. - Ale tamto też.

Fajnie mieć takich życzliwych przyjaciół.

background image

No cóż, choć PARU życzliwych przyjaciół, w każdym razie. W głowie mi się nie mieści, że 

Lilly nie chce mi powiedzieć, czy Zrobiła To z J.P. Bo jeśli tak, to po nich tego nie widać. No bo 

jeśli podarowali sobie nawzajem swój Najcenniejszy Dar, to przynajmniej  pod stołem powinna 

odchodzić jakaś zabawa stopami.

Ale najintymniejsza sytuacja, na jakiej ich złapałam, miała miejsce wtedy, kiedy J.P. dał 

Lilly ugryźć swojego yodela. A przecież ja sama dawałam jej ugryźć swojego yodela.

Co wcale nie oznacza, że mam zamiar jej podarować swój Najcenniejszy Dar.

WTOREK, 7 WRZEŚNIA,

ROZWÓJ ZAINTERESOWAŃ

Dobra, to już naprawdę nie fair, że poza tym że mnie wcisnęli na wstęp do twórczego 

pisania, a nie na twórcze pisanie dla średnio zaawansowanych, mam jeszcze beznadziejny plan 

popołudniowych lekcji. No sami tylko POPATRZCIE:

Lekcja 1 

godzina wychowawcza

Lekcja 2 

wstęp do twórczego pisania

Lekcja 3 

angielski

Lekcja 4 

francuski

Lunch

Lekcja 5 

RZ

Lekcja 6 

WF

Lekcja 7 

chemia

Lekcja 8 

wstęp do rachunku różniczkowego

Wychowanie fizyczne, a potem CHEMIA, a potem RACHUNEK RÓŻNICZKOWY??? Czy 

to   zbyt   wiele,   mieć   po   południu   JEDNĄ   PRZYJEMNĄ   LEKCJĘ?   JEDNĄ   RZECZ,   KTÓREJ 

MOŻNA WYCZEKIWAĆ Z RADOŚCIĄ???

Ale widać nie. Począwszy od .45 po południu, to musi być niczym niezmącona PADAKA.

Poważnie. To jest po prostu skandal.

I co oni sobie wyobrażają, kierując mnie na zaawansowaną algebrę? MNIE?

Nieważne.   Może,   biorąc   pod   uwagę,   jak   kiepskie   miałam   wyniki   z   matematyki   na 

egzaminach SAT, może uda mi się namówić tatę, żeby pozwolił mi w tym roku nie chodzić na 

lekcje etykiety i zamiast tego brać korepetycje z matematyki.

A MOIM KOREPETYTOREM MÓGŁBY BYĆ MICHAEL!!!!

Hej,   to   się   może   udać.   Przecież   pomagał   mi   cały   czas   z   algebry   i   z   geometrii.   I   oba 

przedmioty zdałam. Dlaczego tata nie miałby zatrudnić go jako mojego korepetytora z rachunku 

różniczkowego?

A poza tym z chemii też mógłby mnie podciągnąć. Bo słyszałam, że te zajęcia to poważna 

sprawa.

I jeszcze coś. Lilly chce ze mną rozmawiać o wyborach do szkolnego samorządu. Mówi, że 

ma zamiar wysunąć moją kandydaturę dzisiaj w czasie apelu.

background image

Poważnie. Ja sama nie wiem. Przygotowała nasz program wyborczy i tak dalej. A ja mam 

tylko zgodzić się kandydować.

Ale ja naprawdę w zeszłym roku prawie nie miałam jednej wolnej minuty dla siebie! A jeśli 

chcę zostać powieściopisarką - albo autorką scenariuszy, a nawet OPOWIADAŃ - MUSZĘ mieć 

nieco  czasu dla  siebie, żeby W OGÓLE  COŚ  PISAĆ. To  znaczy,  poza moim  pamiętnikiem  i 

fanfiction na temat Battlestar Galactica.

No i jest jeszcze Michael. W zeszłym roku prawie go nie widywałam, oboje tak byliśmy 

zajęci nauką. A na dodatek miałam jeszcze obowiązki jako księżniczka, nie wspominając już o 

moim nowym młodszym bracie. W tym roku coś musi odpaść.

I coś mi się zdaje, że to będzie szkolny samorząd.

Dlaczego   LILLY   nie   może   kandydować   na   przewodniczącą?   Ja   wiem,   że   ona   jest 

przekonana, że wszyscy jej nie cierpią, ale to nieprawda. Jestem pewna, że wszyscy już zapomnieli, 

jak próbowała przekonać zarząd szkoły, żeby nam wydłużyli zajęcia o jedną lekcję dziennie, żeby 

w planie mogła się zmieścić obowiązkowa łacina.

Ale   jak   mam   jej   powiedzieć,   że   nie   chcę   kandydować?   Zwłaszcza   że   już   dała   do 

nadrukowania napis „Głosujcie na Mię” na siedemdziesięciu pięciu koszulkach i kombinuje, jak 

wynająć   dach   szkoły   dystrybutorom   masztów   sieci   telefonii   komórkowej,   żeby   za   tę   kasę 

podarować laptopy uczniom, którzy pobierają stypendium?

O ludzie. Odpowiedzialność cholernie ciąży.

WTOREK, 7 WRZEŚNIA,

CHEMIA

Wow. Kenny Showalter też jest na tej lekcji. Czy to jest możliwe, żebym miała w tej szkole 

jakiś przedmiot ścisły i NIE musiała mieć w klasie Kenny'ego Showaltera?

Najwyraźniej nie.

W jakiś sposób w ciągu lata zrobił się jeszcze WYŻSZY. Jest teraz wzrostu Larsa.

Ale pechowo dla siebie, chyba nadal waży mniej niż ja.

Właśnie usiadł obok mnie. Ciekawe, czy znów będzie chciał, żebyśmy zostali partnerami na 

ćwiczeniach w laboratorium. To nie byłoby nawet takie tragiczne, bo gdybyśmy nie byli partnerami 

w zeszłym roku na nauce o ziemi, tobym ją zawaliła. A przynajmniej dostała coś znacznie gorszego 

niż czwórka.

Hej! Przed chwilą do środka wszedł J.P.! Też będzie chodził na chemię!

Dzięki Bogu. Chociaż JEDNA normalna osoba, którą mogę zapytać, o co chodzi. No bo 

Kenny jest świetny i tak dalej, ale sami wiecie. Zawsze wisi między nami jakieś NAPIĘCIE, przez 

to, że on mnie rzucił, bo uważał, że ja się kocham w Borysie Pelkowskim. Boże, jak dawno temu to 

już było! Można by pomyśleć, że do tej pory będziemy już mieli tę sprawę za sobą, ale nadal się za 

nami wlecze, takie małe napięcie, które się pojawia, kiedy on odrabia za mnie prace domowe.

Właśnie pomachałam ręką J.P., żeby usiadł po mojej drugiej stronie, a on zachował się 

bardzo miło i tak zrobił. Boże, on jest taki fajny. BARDZO się cieszę, że Lilly z nim chodzi. Muszę 

background image

przyznać, przez jakiś czas miałam wątpliwości dotyczące jej gustu co do facetów po tym całym 

Jangbu i Franco, i tak dalej. Ale naprawdę zrehabilitowała się tym...

Wow. Kenny właśnie podsunął mi karteczkę.

Mia - nie wiedziałem, że w tym roku robisz chemię. Chcesz znów być moją parą w 

laboratorium? No bo po co zrywać z tradycją?

DLACZEGO   KENNY   ZNÓW   CHCE   BYĆ   MOIM   PARTNEREM   W 

LABORATORIUM???? Bo poza tym, że charakter pisma mam ładniejszy niż on, nie ma żadnych 

korzyści z partnerowania mi w laboratorium. Co prawda, on nie wie, jak kiepskie miałam wyniki z 

matematyki na próbnych testach SAT.

Ale   WIE,   że   z   przedmiotów   ścisłych   jestem   beznadziejna.   Mogę   tylko   osłabiać   takie 

grupowe działania!

Hej, Mia. Nie wiedziałem, że w tym semestrze masz chemię z Hipskinem. Podobno jest 

niezły. Chcesz być moją parą w laboratorium? Pewnie właśnie o to samo spytał cię 

Showalter w tej kartce, którą ci podsunął. Olej go, on cię tylko będzie ograniczał tymi 

swoimi wyznaniami l'amour. To ze mną chcesz być w parze.

To jest zabawne, bo... Ojej. Co mam teraz zrobić? CHCĘ być partnerką w laboratorium J.P, 

bo ja J.P. naprawdę lubię. Jest szalenie zabawny, a poza tym zbiera same szóstki - poza zeszło-

rocznym angielskim, bo on TEŻ miał zajęcia z panią Martinez (tylko na innej godzinie lekcyjnej niż 

ja), a  ona  dała  mu  piątkę,   ponieważ  - uznaliśmy  zgodnie  -  zwyczajnie  nie  lubi  naszego  stylu 

pisarskiego.

Ale Kenny poprosił pierwszy. A Kenny i ja ZAWSZE byliśmy partnerami. On ma rację, nie 

powinniśmy zrywać z tradycją.

DLACZEGO ZAWSZE MNIE SIĘ PRZYTRAFIAJĄ TAKIE RZECZY????

Zaraz, mogę to jakoś rozwiązać. Przecież nie na darmo mam za sobą DWA LATA szkolenia 

w zakresie dyplomacji.

Wiecie co? Bądźmy partnerami wszyscy TROJE. Okay?

- Mia.

Na co Kenny odpisał:

Świetnie! A przy okazji, podoba mi się twoja nowa fryzura. Wyglądasz zupełnie jak Anakin 

Skywalker w Mrocznym widmie. Wiesz, w tamtej scenie z wyścigów ścigaczy?

Świetnie. Wyglądam jak dziewięcioletni chłopiec. J.P. właśnie odpisał:

Całkiem zgrabnie, pasikoniku. Widzę, że twój sensei nieźle cię wytrenował.

Sensei! Po raz pierwszy słyszę, żeby ktoś moją babkę określił TAKIM słowem.

background image

Obraziłaby się, gdyby wiedziała?

Żartujesz sobie? Totalnie ją widzę w jednym z takich strojów do karate, z wielkim kijem, 

jak mówi mi, że: „Niektórych lekcji nie można się nauczyć. Trzeba je przeżyć na własnej 

skórze, żeby je zrozumieć”.

Zupełnie jak Terence Stamp w Elektrze. Niezłe. Tylko że to się nazywa gi.

Co takiego?

Strój do karate. Nie znasz się na sztukach wałki?

Niestety. Ale wiem, jak podawać uroczystą herbatę.

Fajnie się rozmawia z J.P. Zupełnie jak z dziewczyną, tylko jeszcze lepiej, bo to facet. Ale 

bez seksualnego napięcia, bo przecież wiem, że jemu podoba się Lilly.

Może się jeszcze okazać, że nie będzie tak źle. To znaczy, pomijając tę całą chemię.

Materia

Substancje czyste

Mieszaniny

Cząstki

Związki

Homogeniczny

Heterogeniczny

Substancja czysta - stały skład

Cząsteczka - zawiera pojedynczy atom

Związek - dwóch lub więcej cząsteczek w określonej proporcji

Mieszanina - połączenie różnych substancji czystych

Tylko sześć godzin do spotkania z Michaelem. Proszę, Boże, nie pozwól, żebym wcześniej 

umarła z nudów.

WTOREK, 7 WRZEŚNIA, WSTĘP DO RACHUNKU RÓŻNICZKOWEGO

Różniczkowanie - znajdowanie pochodnej

Pochodna = krzywa

background image

Pochodna też ma stopień

Całkowanie

Szereg nieskończony

Szereg rozbieżny

Szereg zbieżny

Zaraz.

Dobra.

Co?

Oni NIE MOGĄ tak na poważnie.

Tylko pięć godzin do spotkania z Michaelem.

WTOREK, 7 WRZEŚNIA,

APEL

Okay,   dobra,   to   BYŁO   idiotyczne.   Tylko   jedna   osoba   została   zgłoszona   na 

przewodniczącego samorządu szkolnego:

Ja.

Najwyraźniej będę kandydować, nie mając konkurencji.

Dyrektor Gupta jest nami ogromnie rozczarowana. To widać.

Ja chyba też jestem rozczarowana. No bo wiedziałam, że ludzie w szkole są apatyczni i tak 

dalej. Patrzcie tylko, jak wszyscy rzucili się kupować nowy album Diddy'ego, chociaż WIEDZĄ, że 

ukrywa przed policją Los Angeles informacje na temat zabójstwa Biggiego Smalla.

Ale to już jest po prostu śmieszne.

Lilly   o   mało   się   nie   rozpłakała.   Pewnie,   to   żadne   zwycięstwo,   kiedy   nie   ma   się   kogo 

pokonać. Próbowałam jej tłumaczyć, że to ze względu na tę świetną robotę, jaką odwaliłyśmy w 

zeszłym roku. Pewnie ludzie doszli do wniosku, że nie ma sensu startować przeciwko nam, bo i tak 

wygramy.

Ale wtedy Lilly mi wytknęła, że przez cały apel wszyscy tylko pisali sobie nawzajem SMS - 

y o tym, co będą robić po szkole, w ogóle nie zwracali uwagi na to, co się działo, więc prawdopo-

dobnie nawet nie mają pojęcia, O CO chodzi. Pewnie myśleli, że chodzi o kolejną pogadankę na 

temat zapobiegania handlowi narkotykami.

P

RACA

 

DOMOWA

 

 

Godzina wychowawcza: 

brak

Wstęp do twórczego pisania: 

Opisz scenę widoczną z twojego okna.

background image

Angielski: 

Franny i Zooey

Francuski: 

Skończyć décrire un soir conusant avec les amis.

RZ:

Przygotować   dla   pani   Hill   podsumowanie   tego,   co 

chcesz osiągnąć na RZ w tym semestrze.

WF: 

Uprać spodenki gimnastyczne.

Chemia: 

Zapytać Kenny'ego/J.P.

Rachunek różniczkowy: 

No nie, bez takich. Ten przedmiot to NA PEWNO jakiś 

głupi dowcip.

JA, KSIĘŻNICZKĄ???? TAA, I CO JESZCZE?

Sztuka

Mii Thermopolis

(pierwsza wersja)

S

CENA

 13

DZIEŃ.   Palmiarnia   hotelu   Plaza   w   Nowym   Jorku.   Zbliżenie   twarzy   MII,   która   usiłuje 

przetrawić to, co przed chwilą usłyszała od ojca, KSIĘCIA PHILLIPE'A.

MIA

(walcząc ze łzami i z czkawką)

Ja się NIE PRZENIOSĘ do Genowii.

KSIĄŻĘ PHILLIPE

(swoim głosem typu: „ bądź rozsądna, moja droga „)

Ależ, Mia. Myślałem, że rozumiesz, że...

MIA

Rozumiem tylko to, że przez całe życie mnie okłamywałeś. Dlaczego miałabym teraz z tobą 

zamieszkać?

(MIA zrywa się od stolika, przewracając krzesło, a potem wybiega z restauracji, po drodze o  

mało nie obalając snobistycznego odźwiernego).

WTOREK, 7 WRZEŚNIA,

HOTEL W

Plazę przekształcają w apartamentowiec z mieszkaniami własnościowymi i na wynajem. A 

Grandmère już wykupiła apartament na ostatnim piętrze.

Ale   jeszcze   ciągle  go  odnawiają.  Grandmère   nie  może  mieszkać   w  tym   całym  pyle   ze 

względu na chore zatoki. Nie wspominając o waleniu młotami, które zaczyna się punktualnie o 

siódmej trzydzieści rano.

background image

Więc zamieszkała tymczasowo w hotelu W.

I chyba niespecjalnie jej się tam podoba.

- To jest - mówiła Grandmère, kiedy weszłam do jej apartamentu (który, chciałabym przy 

okazji zauważyć, jest naprawdę strasznie przyjemny. To znaczy, niezupełnie w jej stylu - raczej 

nowoczesny niż pełen falbanek; paski i skóra zamiast kwiecistych kretonów i koronek - ale ma 

widok   na   obie   strony   wyspy   Manhattan   i   jest   tu   mnóstwo   mebli   z   polerowanego   drewna)   - 

absolutnie nie do przyjęcia.

Zwracała się tak do facecika w garniturze i z malutką złotą plakietką identyfikacyjną z 

imieniem Robert.

Robert miał taką minę, jakby chciał popełnić samobójstwo.

Współczułam mu. Wiem, jaka potrafi być Grandmère, kiedy zaczyna kogoś strofować.

- Gerbery?  - Głos Grandmère zabarwił się lodowatymi  nutkami.  - Czy personel w tym 

przybytku  doprawdy uważa,  że  to odpowiednie  kwiaty do ozdoby pokojów  księżnej  wdowy z 

Genowii?

- Bardzo szanowną panią przepraszam - powiedział Robert. Widziałam, że rzuca mi szybkie 

spojrzenie, kiedy się rozsiadałam na świetnej białej kanapie przed panoramicznym telewizorem, 

który - tak! - pojawia się jakby znikąd, za naciśnięciem jednego guzika, tak jak Joey zawsze marzył 

Przyjaciołach.

Widać było, że Robert totalnie szuka wsparcia w tej potyczce z Wielką Grandmère.

Ale ja nie miałam zamiaru w żaden sposób dać się w to wkręcić. Pochyliłam się nad moim 

scenariuszem,   pisząc   zawzięcie.   J.P.   mówi,   że   jak   go   skończę,   to   on   zna   takiego   jednego 

producenta,   który   na   pewno   z   wielką   chęcią   go   przeczyta.   Z   wielką   chęcią!   To   oznacza,   że 

właściwie już sprzedałam prawa autorskie.

- Umieszczamy gerbery we wszystkich naszych pokojach - ciągnął Robert, widząc, że z 

mojej strony pomocy się nie doczeka. - Nikt nigdy wcześniej na to nie narzekał.

Grandmère   popatrzyła   na   niego,   jakby   właśnie   oświadczył,   że   nikt   nigdy   jeszcze   nie 

wyciągnął noża i na jego oczach nie popełnił harakiri.

- A czy kiedykolwiek przedtem w tym hotelu zatrzymała się jakaś KSIĘŻNA? - spytała 

ostrym tonem.

- Właśnie w zeszłym tygodniu mieszkała u nas pewna tajlandzka księżniczka, zanim nie 

przeprowadziła się do swojego akademika na Uniwersytecie Nowojorskim - zaczął Robert.

Skrzywiłam się. Zła odpowiedź, Robercie! Wielka szkoda. Dzięki za wzięcie udziału w 

quizie.

- TAJLANDZKA? - Grandmère spiorunowała go wzrokiem. - Czy pan ma chociaż pojęcie, 

ILE JEST NA ŚWIECIE TAJLANDZKICH KSIĘŻNICZEK?

Robert miał panikę w oczach. Wiedział, że się wkopał. Nie wiedział tylko, jak to się stało. 

Biedaczyna.

- Hm... nie...

- Dziesiątki. Można by wręcz powiedzieć, że setki. A wie pan, ile jest na świecie księżnych 

background image

wdów z Genowii, młody człowieku?

- Hm. - Robert wyglądał, jakby miał ochotę wyskoczyć z okna. Naprawdę, wcale mu się nie 

dziwię. - Jedna?

- Jedna. Tak właśnie - stwierdziła Grandmère. - Nie uważa pan, że jeśli JEDNA JEDYNA 

KSIĘŻNA WDOWA Z GENOWII domaga się róż w swoim pokoju: różowych i białych róż, NIE 

pomarańczowych gerber, które są może obecnie chwilowo modnym kwiatem, ale RÓŻE za to z 

mody nigdy nie wychodzą... to powinni je państwo JEJ DOSTARCZYĆ? Zwłaszcza biorąc pod 

uwagę, że pies księżnej ma uczulenie na trawnikowe rośliny?

Wszyscy powędrowali wzrokiem w stronę Rommla, który bynajmniej nie wyglądał, jakby 

cierpiał  z powodu jakiejkolwiek alergicznej  reakcji na cokolwiek  i chrapał smacznie  w swoim 

złoconym psim koszyku, lekko podrygując przez sen, bo widocznie śnił jakieś swoje psie sny - w 

przypadku Rommla chodzi niewątpliwie o udaną ucieczkę przed jego właścicielką.

- Jakby nie wystarczyło  - dodała Grandmère -  że w waszym  holu hotelowym  ROŚNIE 

SOBIE prawdziwa trawa.

Auć.   Zauważyłam   to,   wchodząc.   To   bardzo   nowoczesne,   taki   trawnik   rosnący   w   holu 

hotelowym. To znaczy, przynajmniej jak na gust Grandmère. Ona woli miętowki w kryształowych 

pucharkach.

- Rozumiem panią. - Robert zdobył się na lekki ukłon. - Ja... Zaraz się zajmę tym, żeby 

natychmiast dostarczono pani różowe i białe róże. Nie wiem nawet, jak przepraszać za to karygodne 

niedopatrzenie...

- Proszę nawet nie próbować - powiedziała Grandmère, unosząc jedną dorysowaną brew.

Robert, z trudem przełykając ślinę, zawrócił i wypadł z apartamentu. Grandmère odczekała, 

aż zniknie nam z oczu i dopiero wtedy padła na jeden z foteli z chromowanego metalu i skóry, 

naprzeciw mojej kanapy.

Chociaż, oczywiście, to nie jest jeden z takich foteli, na które wygodnie i z łatwością się 

opada. Bo ta skóra jest dość śliska.

- Amelio! - zawołała Grandmère, osuwając się po śliskim siedzeniu. - To już jest przesada!

- Mnie się podoba - stwierdziłam. Bo tak jest. Moim zdaniem hotel W jest fajny. Wszystko 

tu bardzo błyszczy.

-   Jesteś   szalona   -   powiedziała   Grandmère.  -   Czy   ty   sobie   wyobrażasz,   że   zamówiłam 

sidecara, a oni mi go przynieśli w szklaneczce do whisky?

- No i co? Więcej do picia.

- Sidecara nigdy nie podaje się w SZKLANECZCE DO WHISKY, Amelio. W szklaneczce 

podaje się WHISKY. Sidecara serwuje się wyłącznie w kieliszku koktajlowym na smukłej nóżce. 

MÓJ BOŻE, COŚ TY ZROBIŁA Z WŁOSAMI???

Grandmère nagle wyprostowała się jak struna na swoim śliskim skórzanym fotelu.

- Uspokój się. Trochę je podstrzygłam...

- TROCHĘ PODSTRZYGŁAŚ??? Wyglądasz jak patyczek do czyszczenia uszu.

- Odrosną - rzuciłam głupio. Bo, prawdę mówiąc, wcale nie zamierzam ich zapuszczać. 

background image

Naprawdę fajnie jest mieć takie krótkie włosy. Nie trzeba z nimi NIC robić. A kiedy patrzy się w 

lustro, zawsze wygląda się tak samo. Jest w tym coś uspokajającego. Bo to MĘCZĄCE zaglądać do 

lustra za każdym razem i widzieć, jak na głowie tworzy się jakaś nowa katastrofa.

- I jak ty zamierzasz utrzymać na głowie diadem, skoro nie ma go do czego przypiąć? - 

chciała wiedzieć Grandmère.

To   dobre   pytanie.   Ale   nie   przyszłoby   ono   do   głowy   komukolwiek   w   Astor   Place 

Hairstylists. Zresztą nawet mama powiedziała tylko, że moje krótkie włosy przypominają jej Demi 

Moore w G.I. Jane; potraktowałam to jako komplement.

- Za pomocą taśmy samoprzylepnej? - rzuciłam ostrożnie.

Ale Grandmère mój dowcip nie rozbawił.

- Nawet nie ma sensu wzywać Paola - stwierdziła. - Bo nie zostało ci na głowie już nic, z 

czym mógłby popracować.

- Nie są AŻ TAK krótkie - zaprotestowałam, unosząc dłoń do włosów i czując najeżone 

końcówki. No cóż, po zastanowieniu, może jednak są. Och, co zrobić. - Nieważne. To tylko WŁO-

SY. Odrosną. Nie masz poważniejszych zmartwień, Grandmère? Na przykład w Iranie sądy pełne 

religijnych   fanatyków   nadal   skazują   kobiety   na   śmierć   przez   zakopanie   w   piasek   po   szyję   i 

ukamienowanie za cudzołóstwo. Teraz! Takie rzeczy dzieją się W OBECNEJ CHWILI!!!! A ty się 

przejmujesz moimi WŁOSAMI???

Grandmère tylko pokręciła głową. Nigdy nie można jej zbić z tropu za pomocą bieżących 

wydarzeń. Jeśli coś nie ma bezpośredniego związku z rodami panującymi, dla niej po prostu nie 

istnieje.

-   To   się   nie   mogło   stać   w   gorszej   chwili   -   ciągnęła,   ignorując   to,   co   powiedziałam.   - 

„Vogue” właśnie zatrudnił człowieka, który pisze o rodzinach królewskich, żeby zrobił dla nich 

wywiad ze zdjęciami do zimowego numeru świątecznego. Artykuł ma setkom kobiet, które szukają 

jakiegoś ciepłego miejsca na zimowe wakacje, zwrócić uwagę na Genowię. Nie wspominając już o 

tym, że twój ojciec przyjechał do miasta na sesję Zgromadzenia Ogólnego ONZ.

- I dobrze! - wrzasnęłam. - Może będzie mógł tam poruszyć kwestię Iranu! Czy ty wiesz, że 

oni  tam  zakazali  też  słuchania  zachodniej  muzyki?  I chociaż  twierdzą,  że inwestują w  rozwój 

techniki nuklearnej dla celów pokojowych (energetyka), a nie militarnych, to naprawdę przez całe 

dwadzieścia   lat   ukrywali   przed   Międzynarodową   Agencją   Energii   Atomowej   badania,   które 

wskazują   na   coś   wręcz   przeciwnego?   Kogo   obchodzą   świąteczne   wydania   magazynów,   kiedy 

wszystko to może lada chwila wylecieć w powietrze?

- Właściwie można by ci załatwić wizytę u perukarza - myślała głośno Grandmère. - Ale jak 

zdołamy znaleźć taką, która przypominałaby twoją poprzednią fryzurę, pojęcia nie mam. Nie robi 

się peruk w kształcie jachtów żaglowych. Jeśli jednak znajdziemy jakąś dłuższą, a Paolo ją potem 

ostrzyże...

- Czy ty mnie w ogóle słuchasz?! - ryknęłam. - Dzieją się teraz na świecie rzeczy o wiele 

poważniejsze niż moja fryzura. Zdajesz sobie sprawę, w jakich tarapatach się znajdziemy, jeśli Iran 

dostanie  w  swoje łapy broń atomową?  Oni ZAKOPUJĄ  KOBIETY  W PIASEK  PO  SZYJĘ  I 

background image

KAMIENUJĄ JE ZA TO, ŻE SIĘ PRZESPAŁY Z FACETEM, KTÓRY NIE JEST ICH MĘŻEM. 

Jak sądzisz, czy długo się będą zastanawiać, kiedy przyjdzie im decydować, kto zasługuje na to, 

żeby mu na głowę spuścić bombę atomową?

- A może - zastanawiała się Grandmère - moglibyśmy ufarbować cię na rudo. Och, nie, to i 

tak nic nie pomoże. Z tymi włosami wyglądasz zupełnie jak ten chłopak na okładce komiksów 

Mad, którymi twój ojciec się zaczytywał, kiedy był nastolatkiem.

To strata czasu, próbować z nią rozmawiać. Czy ja sobie naprawdę wyobrażałam, że kobieta 

tak dziwnie uprzedzona do gerber mnie wysłucha?

Czasami sama mam ochotę zakopać JĄ po szyję w piasek, a potem ciskać jej kamieniami w 

głowę.

WTOREK, 7 WRZEŚNIA, 19.00,

PODDASZE

Michael tu jest!!! Żeby mnie zabrać na kolację do Number One Noodle Son. W tej chwili 

gawędzi sobie z mamą i panem G., a ja się „szykuję”. Jeszcze mnie nie widział.

Ani mojej fryzury.

Wiem, że zachowuję się teraz jak małe dziecko. Wiem, że wyglądam dobrze. Mama cały 

czas mi powtarza, że wyglądam dobrze. Nawet pan G., kiedy go o to zapytałam, powiedział, że jego 

zdaniem wcale nie wyglądam jak Piotruś Pan ANI jak Anakin Skywalker.

Co ja zrobię, jeśli Michaelowi się nie spodoba? W magazynie „Sixteen” zawsze rozpisują 

się o tym, że chłopom podobają się u dziewczyn długie włosy. A przynajmniej, ile razy robią te 

wywiady   z   „facetami   z   ulicy”.   Pokazują   zdjęcia   Keiry   Knightley   z   krótkimi   włosami   i   Keiry 

Knightley z długimi  włosami  różnym  przypadkowo wybranym  chłopakom w wieku licealnym, 

sterczącym przed lokalnymi sklepami spożywczymi i pytają ich, które wolą.

I dziewięć razy na dziesięć wybierają Keirę z długimi włosami.

Oczywiście, żaden z tych chłopaków nie umywa się do Michaela, ale zawsze.

No cóż, nieważne. Michael będzie musiał jakoś się z tym uporać.

No dobra, może jeszcze odrobina pianki...

Słyszę, że teraz rozmawia z Rockym. Nie żeby można było zrozumieć choć słowo z tego, co 

mówi Rocky, pomijając „wóz” i „kicia”, i „ciastko”, i „więcej” i „nie”, i „MOJE”, co stanowi pełen 

zestaw słownictwa mojego brata. Podobno to normalne u dziecka w tym wieku i Rocky wcale nie 

cierpi na jakiś zespół rozwojowego upośledzenia.

Ale   i   tak   niełatwo   z   nim   rozmawiać.   Mnie   się   to,   oczywiście,   wydaje   niesłychanie 

fascynujące. Ale to w końcu MÓJ brat.

Posłuchajcie, jaki ten Michael jest cierpliwy! Rocky właśnie powtarza w kółko: „wóz”, a 

Michael mówi: „Tak, to bardzo ładny wóz”, takim słodkim tonem. Byłby z niego wspaniały ojciec! 

Nie żebym miała zamiar sprawić sobie dzieci, zanim nie skończę studiów i nie dołączę do Korpusu 

Pokoju, i nie położę kresu globalnemu ociepleniu, oczywiście.

Ale i tak dobrze wiedzieć, że kiedy będę już gotowa, Michael nada się do tego zadania.

background image

Och!   Właśnie   zerknęłam   na   niego   ukradkiem!   Wygląda   świetnie,   i   jest   taki   wysoki,   i 

przystojny, i ma ciemne włosy, i szerokie ramiona, i och! Chyba niedawno się ogolił, i w głowie mi 

się nie mieści, że to już cały MIESIĄC, odkąd go po raz ostatni widziałam, i...

O mój Boże. Ja mam krótsze włosy niż on.

MAM KRÓTSZE WŁOSY NIŻ MÓJ WŁASNY CHŁOPAK.

Co ja narobiłam?

WTOREK, 7 WRZEŚNIA,

W KUCHNI NUMBER ONE NOODLE SON

Okay.

Okay, spróbuję jakoś to zrozumieć.

Dlatego spytałam Kevina Yanga, czy mogę sobie przez parę minut posiedzieć tu, w kuchni. 

Po prostu potrzebuję chwili dla siebie, żeby jakoś to zrozumieć. A w damskiej łazience ktoś jest. 

Ktoś, kto najwyraźniej nie ma pojęcia, że są na świecie dziewczyny, którym życie wali się w gruzy, 

i które muszą udać, że idą umyć ręce, żeby zastanowić się, co z tym wszystkim zrobić.

Trochę   tu   na   zapleczu   ruchliwie   i   gorąco,   i   tłoczno,   bo   u   Kevina   pracuje   jego 

dziewięćdziesięciu   kuzynów,   a   właśnie   jest   obiadowa   godzina   szczytu,   i   chyba   wszyscy 

pozamawiali kaczkę po pekińsku. Więc gdzie się nie obrócę, uśmiechają się do mnie martwe kacze 

głowy.

Ale przynajmniej przez moment będę mogła złapać oddech i spróbować zrozumieć, o co w 

tym wszystkim chodzi.

Ja tego po prostu nie czuję.

Och, nie chodzi o reakcję Michaela na moje włosy. To znaczy był zaskoczony, widząc, że są 

aż tak krótkie.

Ale to nie tak,  że mu się nie podobało. Powiedział,  że wyglądam słodko - jak Natalie 

Portman, kiedy zaczęła zapuszczać włosy po ogoleniu się na łyso do roli Evey Hammond w V jak 

vendetta.

A potem mocno mnie uściskał i pocałował. A potem JESZCZE MOCNIEJ mnie uściskał i 

pocałował, kiedy wyszliśmy na korytarz, gdzie nie było mamy i pana G., a Lars ciągle jeszcze 

mocował broń. Udało mi się powąchać szyję Michaela i przysięgam, każda synapsa w moim mózgu 

musiała  trysnąć  megadawką serotoniny przez te jego feromony,  bo poczułam się potem niesa-

mowicie odprężona i uszczęśliwiona.

I widziałam, że on tak samo zareagował na mnie. Trzymał mnie za rękę przez całą drogę do 

restauracji i rozmawialiśmy o wszystkim, co się działo, odkąd się po raz ostatni widzieliśmy - o 

tym, że Grandmère musiała się wynieść z Plaza, i że Lilly zrobiła się na blond (nie pytałam go, czy 

uważa, że ona i J.P Zrobili To, kiedy J.P. pojechał do ich letniego domku na weekend, bo próbuję 

unikać   rozmów   związanych   z   seksem.   Mam   wrażenie,   że   w   ten   sposób   tylko   przypominam 

Michaelowi, że my seksu nie uprawiamy, co rozbudza w nim płomień pożądania), i o sprawności 

Rocky'ego w zabawie z ciężarówką, i o państwu doktorostwu Moscovitzach i o tym, że wydaje się, 

background image

że się ze sobą godzą.

A kiedy weszliśmy do restauracji, Rosey, hostessa, posadziła nas przy naszym zwykłym 

stoliku   przy   oknie,   a   Larsa   zaprosiła,   żeby   sobie   usiadł   przy   barze,   skąd   może   obserwować 

jednocześnie i mnie, i mecz baseballowy.

I zamówiliśmy moje ulubione kluski z sezamem na zimno i ulubione Michaela żeberka z 

grilla, i na spółkę wzięliśmy zupę ostro - kwaśną, a Michael wziął jeszcze kurczaka kung pao, a ja 

smażoną zieloną fasolkę, a potem powiedziałam:

- No więc, kiedy się przeprowadzasz do akademika? Czy zajęcia jeszcze się nie zaczęły?

Na co Michael odparł:

- Miałem zamiar o tym z tobą porozmawiać. Dlatego chciałem, żebyśmy pogadali w cztery 

oczy.

A ja powiedziałam:

- Ach, tak?

Bo   myślałam,   że   on   powie   mi,   na   przykład,   że   wynajmuje   własne   mieszkanie,   bo   jest 

zmęczony dzieleniem pokoju z jakimś obcym facetem, albo że wprowadza się do taty, bo pan dok-

tor Moscovitz czuje się taki samotny. W sumie, tak bardzo byłam przekonana, że cokolwiek mi 

powie Michael, to nie będzie nic specjalnie wstrząsającego, że wzięłam do ust potężny kęs klusek 

na zimno z sezamem, zanim usłyszałam:

- Pamiętasz ten projekt, nad którym pracowałem latem? To zautomatyzowane ramię?

- To, za którego pomocą lekarze będą mogli przeprowadzać operacje serca bez otwierania 

klatki piersiowej? - wykrztusiłam przez kluski. - Uhm.

- Mam naprawdę dobrą wiadomość: ono działa - ciągnął Michael. - A przynajmniej działa 

prototyp. Mój profesor był pod takim wrażeniem, że opowiedział o tym swojemu koledze, który 

pracuje   w   japońskiej   firmie:   firmie   zajmującej   się   robotyzacją   chirurgii,   dzięki   której   można 

przeprowadzać zabiegi bez obecności lekarza, i ten jego kolega chce, żebym pojechał do Japonii i 

sprawdził, czy uda nam się skonstruować rzeczywiście działający model, który będzie się nadawał 

do zastosowania na sali operacyjnej.

-  Wow  - wykrztusiłam, przełykając kluski i nabierając kolejny wielki kęs. No bo byłam 

strasznie głodna. Po sałatce z trzech odmian fasoli na lunch nic już nie jadłam. A, i poza paroma kę-

sami tego świetnego prażonego zielonego groszku w otoczce z chrzanu wasabi w apartamencie 

hotelowym Grandmère. (Ona też ich spróbowała i dostała świra. „A GDZIE KANDYZOWANE 

MIGDAŁY?!” - darła się na tego całego Roberta, biedaczynę). - No więc, kiedy byś jechał? W 

któryś weekend, czy coś?

- Nie rozumiesz. - Michael pokręcił głową. - Tutaj weekend by nie wystarczył. To potrwa do 

ukończenia projektu. Profesor załatwi mi zaliczenie zajęć i znaczne stypendium, kiedy tam będę.

- No więc? - Rany, jakie te kluski były dobre. - Tak z tydzień?

- Mia.  Sam prototyp  pochłonął  mi  całe  lato.  Skonstruowanie autentycznego,  sprawnego 

modelu, łącznie z konsolą zawierającą system MRI działający w czasie rzeczywistym, skaner CT 

działający w czasie rzeczywistym i rentgen działający w czasie rzeczywistym może zająć około 

background image

roku. Albo więcej. Ale to jest niesamowita szansa, taka, której nie można odrzucić. Coś, co sam 

zaprojektowałem, mogłoby potencjalnie uratować tysiące ludzkich istnień. Ja muszę przy tym być i 

zadbać, żeby to rzeczywiście zbudowano.

Zaraz. Rok? Albo WIĘCEJ?

Oczywiście, zaczęłam się krztusić swoimi kluskami na zimno, a Michael musiał sięgnąć 

przez stół i klepnąć mnie w plecy, a ja musiałam wypić i swoją wodę z lodem, i jego colę, zanim 

znów złapałam oddech.

A kiedy już mogłam oddychać, udało mi się powtarzać tylko jedno i to samo:

- Co? CO?

I chociaż Michael usiłował mi tłumaczyć - tak cierpliwie, jakbym była Rockym wciąż od 

nowa demonstrującym mu swoją ciężarówkę - ja w głowie cały czas słyszałam tylko jedno: „Rok. 

Albo więcej. Ale to jest niesamowita szansa, taka, której nie można odrzucić”.

Michael przenosi się do Japonii. Na rok. Albo dłużej.

Wyjeżdża w piątek.

Chyba   rozumiecie,   czemu   musiałam   na   chwilę   wyjść.   Bo   w   jakim   wszechświecie   coś 

takiego wyda się komuś sensowne? Może we wszechświecie cudaków. Ale nie w MOIM. Nie w 

tym wszechświecie, który razem z Michaelem zamieszkujemy.

Czy też, wydawało mi się kiedyś, że go zamieszkujemy razem.

Te słowa wciąż jeszcze tłukły mi się po głowie - że to może potrwać rok. Albo dłużej. Ale 

to taka fantastyczna szansa - taka, której odrzucić nie można. I powiedziałam:

Wow, Michael. To naprawdę niesamowite. Jestem z ciebie bardzo dumna.

Ale cały czas w mojej głowie brzęczało:

Czy to przeze mnie?

A potem w jakiś sposób ten głos wydostał się NA ZEWNĄTRZ i zanim udało mi się je 

zdusić, te słowa wydarły mi się głośno:

- Czy to przeze MNIE?

- Co takiego? - Michael zamrugał oczami.

To był jakiś koszmar. Bo chociaż w głowie powtarzałam sobie: „zamknij się, zamknij się, 

zamknij się”, moje usta dorobiły się własnej woli. I chwilę potem, zanim zdołałam je powstrzymać, 

powiedziały:

- Czy to przeze  mnie?  Przenosisz się do Japonii, bo coś  zrobiłam?  Albo czegoś... NIE 

zrobiłam?

Miałam ochotę wcisnąć sobie w usta wszystkie kluski z sezamem na zimno tego świata, 

żeby tylko wreszcie się przymknąć. Ale Michael już kręcił głową.

- Nie, oczywiście, że nie. Mia, nie rozumiesz? To jest taka niewiarygodna szansa. Ta firma 

już poleciła swoim inżynierom od mechaniki zacząć prace nad szkicami mojego projektu. MO-

JEGO projektu. Coś, co zrobiłem sam, może zupełnie zmienić współczesną chirurgię. Oczywiście, 

że muszę przy tym być.

- Ale czy oni muszą to robić w Japonii? - zapytały moje usta. - Czy na Manhattanie nie ma 

background image

żadnych inżynierów od elektromechaniki? Jestem prawie pewna, że są. Mam wrażenie, że tata Ling 

Su jest takim inżynierem!

-   Mia   -   wyjaśniał   Michael   -   to   jest   najbardziej   innowacyjna,   światowa   czołówka   w 

dziedzinie badań nad robotyką. Mieszczą się w Tsukuba, które w zasadzie stanowi taką Krzemową 

Dolinę Japonii. To tam mieszczą się ich laboratoria, ich instytuty badawcze. Tam mają cały sprzęt... 

Wszystko, czego potrzebuję, żeby z mojego prototypu powstał działający model. Ja muszę tam 

jechać.

- Ale będziesz wracał? - spytałam. Mój mózg powoli znów zaczynał odzyskiwać kontrolę 

nad ustami. - Na przykład, na Święto Dziękczynienia i na Gwiazdkę, i na ferie wiosenne, i tak dalej.

Bo te kółeczka w mojej głowie nadal się obracały i myślałam: No dobra, okay, to nie musi 

być wcale taka straszna katastrofa. Jasne, mój chłopak pojedzie do Japonii, ale nadal będę go widy-

wała   w   czasie   wakacji.   To   się   wcale   nie   będzie   TAK   BARDZO   różnić   od   normalnego   roku 

szkolnego. A w ten sposób będę miała więcej czasu, żeby naprawdę wziąć się w karby i może 

spróbować zrozumieć, o czym pan Hipskin opowiada na chemii, i o co, do diabła, chodzi w tym 

całym rachunku różniczkowym, i może nawet pouczyć się, żeby mieć lepsze wyniki z matematyki 

w testach  SAT. I może,  u diabła,  nawet zajmę  się tym  samorządem  studenckim,  i uda mi  się 

dokończyć scenariusz, i może nawet powieść...

Wtedy Michael ujął moją dłoń ponad stołem i powiedział:

-   Mia,   ten   projekt   ma   bardzo   napięty   harmonogram.   Jeśli   model   ma   trafić   na   rynek 

najwcześniej jak się da, nie będziemy mogli robić sobie przerw. A więc... Nie, nie będę w domu na 

Święto Dziękczynienia ani na Gwiazdkę. Prawdopodobnie do domu przyjadę dopiero w przyszłe 

lato,   bo   do   tego   czasu   powinniśmy   już   mieć   coś   do   zademonstrowania   na   prawdziwej   sali 

operacyjnej.

Słyszałam, jak te słowa wychodziły z jego ust. Wiedziałam, że mówi do mnie po angielsku. 

Ale zupełnie jak z panem Hipskinem na chemii, słowa Michaela nie łączyły się w żadną sensowną 

całość. Przyszłe lato, to za rok od teraz. Michael mówił mi, że wyjeżdża na rok - i że przez ten czas 

się nie zobaczymy.

I okay, dobra, mogłabym polecieć do Japonii, odwiedzić go. To znaczy, chyba we śnie. Bo 

NIE MA MOWY, żeby udało mi się namówić tatę, by mi pozwolił zabrać książęcy genowiański 

odrzutowiec do Japonii.

I absolutnie nie pozwolą mi polecieć jakimś lotem rejsowym. Żadne służby ochrony lotów 

powietrznych   nie   przekonają   Grandmère   -   a   tym   bardziej   mojego   taty   -  że   loty   rejsowe   są 

bezpieczne dla koronowanych głów.

I   to   wtedy   na   chwilę   go   przeprosiłam.   To   dlatego   siedzę   teraz   tutaj.   Bo   nic   z   tego 

wszystkiego nie rozumiem.

Nie obchodzi mnie, że to taka niesamowita szansa.

Nie obchodzi mnie, ile pieniędzy mógłby na tym wszystkim zarobić ani ile istnień ludzkich 

w ten sposób uratować.

Dlaczego jakiś facet, który kocha swoją dziewczynę tak bardzo, jak 

background image

Michael twierdzi, że kocha mnie, miałby chcieć spędzić ROK z dala od 

niej?

A Kevin Yang wcale nie okazuje się w tej kwestii pomocny. Wzruszył tylko ramionami, 

kiedy go zapytałam, i powiedział:

- Nie rozumiałem Michaela od dnia, kiedy przyszedł tu po raz pierwszy w wieku dziesięciu 

lat.   Poprosił   o   ostry   olej   z   chili   do   moich   pierożków.   Jakby   jeszcze   nie   były   wystarczająco 

pikantne!

A Lars, który minutę temu wsadził głowę przez drzwi, żeby sprawdzić, czemu znikłam, 

rzekł:

- No cóż, sama wiesz. Czasami facet musi zrobić coś takiego i sam siebie sprawdzić.

PRZED KIM? Czy to nie JA jestem tą jedyną osobą, która powinna się dla niego liczyć? A 

JA nie chcę, żeby Michael jechał na rok do Japonii.

Wybaczcie mi, ale przecież to nie tak, że on jedzie na pustynię Gobi, żeby robić pompki i 

strzelać do kartonowych sylwetek terrorystów, jak to zrobił Lars, kiedy uznał, że musi się jakoś 

sprawdzić. On po prostu jedzie do jakiegoś laboratorium elektronicznego w Japonii!

I owszem, rozumiem, że ten jego zautomatyzowany gadżet może uratować życie tysiącom 

ludzi.

ALE CO Z MOIM WŁASNYM ŻYCIEM?

Okay, to mi totalnie nie pomaga.

A   już   sam   widok   wszystkich   tych   kaczych   łebków   naprawdę   zakłóca   mi   psychiczną 

równowagę.

Ale   nie   tak   bardzo   jak   fakt,   że   mój   chłopak   najwyraźniej   przeprowadza   się   na   rok   do 

Japonii.

Ale prawie.

Wracam tam. Mam zamiar okazać mu wsparcie. Będę się cieszyła szczęściem Michaela. Nie 

wspomnę ani słowem o tym, że gdyby mnie naprawdę kochał, toby tam nie jechał. Nie mogę być 

samolubna. Miałam Michaela dla siebie już całe dwa lata.

Nie mogę wisieć na nim bez przerwy, odgradzając go od całego świata, który naprawdę 

potrzebuje jego i jego geniuszu. Ale...

ALE   CO   JA   POCZNĘ,   JEŚLI   NIE   BĘDĘ   NAWET   MOGŁA 

POWĄCHAĆ JEGO SZYI?

Równie dobrze mogłabym umrzeć.

WTOREK, 7 WRZEŚNIA, 22.00, 

PODDASZE

Nie powinnam była tego robić.

Wiem, że nie powinnam była tego robić.

background image

Nie wiem, dlaczego nie udało mi się trzymać buzi na kłódkę. Nie wiem, dlaczego nie udało 

mi się zmusić ust, żeby wypowiadały to, co chciałam, czyli: „Michael, jestem z ciebie taka dumna” 

i „To jest naprawdę niesamowita szansa”.

To znaczy, ja mu to powiedziałam, te rzeczy. Naprawdę powiedziałam.

Ale potem - kiedy szliśmy tą ścieżką rowerową wzdłuż rzeki Hudson (Lars z trudem za 

nami nadążał, tak szybko gnaliśmy... Cóż, głównie dlatego, że pisał SMS - y do znajomych na 

swoim sidekicku. No, nieważne), bo to był taki ładny wieczór, a ja jeszcze nie chciałam wracać do 

domu, bo miałam ochotę wykorzystać maksymalnie każdą minutę czasu z tych paru dni, które mi 

jeszcze zostały, Michael opowiadał mi, jak bardzo cieszy się z tej przeprowadzki do Japonii, i że 

oni na śniadanie jadają makaron, i że pierożki shumai, które kupuje się tam na ulicy, są jeszcze 

lepsze niż shumai  na Sapporo East, kiedy w jakiś sposób wyrwały mi  się, zanim zdążyłam  je 

zdusić, słowa:

- Ale, Michael... co będzie z NAMI?

To była najgłupsza, najidiotyczniejsza, najbardziej w stylu Lany Weinberger odzywka, na 

jaką mogłaby się zdobyć dziewczyna w moim położeniu. Poważnie. Niedługo sama zacznę szarpać 

się z zapinką stanika na plecach i dogadywać sobie: „Po co ty w ogóle nosisz stanik, Mia? Przecież 

go wcale nie potrzebujesz”.

Ale Michael nawet się nie zawahał. Odparł:

- Moim zdaniem wszystko  będzie dobrze. Oczywiście,  będę za tobą tęsknił. Ale muszę 

przyznać, że o wiele łatwiej będzie za tobą tęsknić niż być blisko ciebie, tak jak ostatnio.

A ja stanęłam jak wryta na środku tej ścieżki rowerowej i spytałam:

- CO?

Bo przecież wiedziałam. Wiedziałam to. Pytałam go, czy nie wyjeżdża częściowo przeze 

mnie.

I teraz się okazało, że miałam rację.

- Tylko to - odparł - że czasami nie jestem pewien, jak długo jeszcze wytrzymam.

- Wytrzymasz CO? - spytałam.

Bo nie miałam ZIELONEGO POJĘCIA, o czym on mówi.

- Przebywanie z tobą cały czas - powiedział - i nie... No, wiesz.

A ja NADAL nie rozumiałam (tak, wiem, jednak to ja cierpię na zaburzenia rozwojowe, nie 

Rocky).

- Przebywanie ze mną cały czas i nie CO? - spytałam.

Michael wreszcie musiał mi powiedzieć:

- Nieuprawianie seksu.

!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 

!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Tak   właśnie.   Mój   chłopak   najwyraźniej   niespecjalnie   martwi   się   wyjazdem   na   rok   do 

Japonii, bo to łatwiejsze niż być ze mną i nie uprawiać seksu.

background image

Chyba  powinnam uważać, że mam fart, bo z tego wyraźnie wynika, że mój chłopak to 

maniak seksualny i całe szczęście, że się go wreszcie pozbywam.

Ale,   oczywiście,   to   mi   wtedy   nie   przyszło   do   głowy.   Wtedy   byłam   tylko   tak   bardzo 

zaszokowana tym, co usłyszałam, że aż musiałam usiąść.

A najbliższa rzecz do siedzenia to była huśtawka na placu zabaw Hudson River Park.

Więc usiadłam sobie na huśtawce i gapiłam się na własne kolana, podczas gdy Michael 

mówił:

- Powiedziałem  ci w  zeszłym  roku, że jestem  gotowy poczekać.  - Usiadł na  sąsiedniej 

huśtawce. - I nadal jestem gotowy czekać, Mia. Chociaż, prawdę mówiąc, nie jestem pewien, co 

zrobić z tym całym balem maturalnym, bo przecież mnie nie będzie na twoim balu maturalnym, bo 

ja już jestem po maturze i dla mnie chodzenie na bale maturalne się skończyło, a to poza tym 

totalny   obciach,   żeby   dziewczyna   zabierała   na   bal   maturalny   swojego   chłopaka   studenta.   Ale 

nieważne. Faktem jest, że twój bal maturalny będzie dopiero za dwa lata. A dwa lata to dość długo, 

żebyśmy - no cóż, dalej nic nie robili. Naprawdę zaczynam mieć już dosyć tych ciągłych zimnych 

pryszniców.

Po   czymś   takim   nie   mogłam   mu   spojrzeć   w   oczy.   Czułam,   że   twarz   oblewa   mi 

jasnoczerwony   rumieniec.   Na   szczęście   już   się   robiło   ciemno,   więc   chyba   tego   nie   zauważył. 

Dopiero zaczynały się zapalać uliczne latarnie. Na tych huśtawkach nikogo poza nami nie było, 

więc nie baliśmy się, że ktoś nas podsłucha. Lars, kilkadziesiąt metrów dalej, udawał, że szalenie go 

interesuje   widok   na   rzekę   -   ale   tak   naprawdę   przyglądał   się   wszystkim   ładnym   dziewczynom 

jeżdżącym   wzdłuż   nabrzeża   na   rolkach   -   więc   też   mało   prawdopodobne,   żeby   coś   z   naszej 

rozmowy do niego dotarło.

Ale i tak czułam się totalnie zażenowana.

Bo chyba zrozumiałam, o co chodzi Michaelowi. Zawsze się zastanawiałam, co on robi, no 

wiecie, po jakiejś wyjątkowo ostrej sesji całowania z tym... No z tym w spodniach.

A teraz już chyba wiem.

- Tylko widzisz - ciągnął Michael, a tymczasem dzieciaki w piaskownicy obrzucały się 

piaskiem, a ich matki siedzące na pobliskiej ławeczce plotkowały ze sobą - to nie jest łatwe, Mia. 

To znaczy, mam wrażenie, że dla ciebie jest...

- To nie jest dla mnie łatwe - przerwałam. Bo NIE JEST. Bardzo często zdarza mi się 

myśleć, jak świetnie byłoby po prostu zedrzeć z niego te ciuchy i mieć to już za sobą. Doszłam 

nawet do etapu, na którym myśl o tym, że pozwolę jemu zedrzeć ciuchy z SIEBIE, też zaczyna 

mieć swój urok, podczas gdy kiedyś na samą myśl, że miałby mnie zobaczyć nagą, zasychało mi w 

ustach.

Tylko że... Gdzie to zdzieranie z siebie ciuchów miałoby nastąpić? W moim pokoju, kiedy 

za ścianą jest mama? W JEGO pokoju, kiedy za ścianą jest JEGO mama? W jego pokoju w aka-

demiku, kiedy na korytarzu czeka mój ochroniarz, a w każdej chwili do środka może wpaść jego 

współlokator?

I co z antykoncepcją? I co z tym, że kiedy już raz się To Zrobi, nie ma się ochoty w czasie 

background image

spotkań na nic innego? To znaczy, żegnajcie maratony oglądania Gwiezdnych Wojen. Witaj, jadalna 

farbko do ciała.

Czytuję „Cosmo”. Wiem, co jest grane.

- Jasne - rzekł Michael. - W każdym razie, biorąc to wszystko pod uwagę, wydaje mi się, że 

mój wyjazd na cały rok nie jest wcale takim złym rozwiązaniem.

W głowie mi się nie mieściło, że musiało do tego dojść. Poważnie. Nagle już... No cóż, nie 

mogłam się powstrzymać. Rozpłakałam się.

Co było  z mojej  strony wręcz  OKROPNE, bo OCZYWIŚCIE jego wyjazd  to  DOBRY 

POMYSŁ. Jeśli to zautomatyzowane ramię rzeczywiście potrafi to wszystko, czego ci ludzie po 

nim   oczekują   -   jeśli   Uniwersytet   Columbia   gotów   jest   wysłać   go   do   Japonii   i   pozwolić   mu 

pracować dla jakiejś firmy, a jednocześnie zaliczyć rok studiów - to cóż, płacz nie był chyba z 

mojej strony reakcją szczególnie godną księżniczki, prawda?

Ale nigdy przecież nie twierdziłam, że ja się w roli księżniczki sprawdzam.

Michael zeskoczył ze swojej huśtawki i klękając przede mną na piachu, wziął mnie za obie 

ręce. Trochę się jakby śmiał. Ja bym się chyba też śmiała, gdyby przy mnie jakaś dziewczyna tak 

się zanosiła płaczem. Poważnie. Zupełnie jakbym była takim dzieciakiem z piaskownicy,  który 

przewrócił się i otarł sobie kolano. Mamy siedzące na ławce nawet spojrzały w moją stronę, sądząc, 

że może to któreś z ich dzieci tak płacze. Kiedy zobaczyły, że to tylko ja, zaczęły między sobą 

szeptać - pewnie dlatego, że mnie rozpoznały ze zdjęcia w „Inside Edition”. („W życiu uczuciowym 

genowiańskiej księżniczki  Mii nastąpił kolejny kryzys,  kiedy jej chłopak, student Uniwersytetu 

Columbia,  Michael  Moscovitz,  oświadczył,  że przeprowadza  się do Japonii,  na co księżniczka 

zareagowała wybuchem płaczu na huśtawce”).

- To dobrze, Mia - powiedział Michael. - Nie tylko dla mnie, ale dla nas. Mam szansę, żeby 

dowieść twojej babce i wszystkim tym ludziom, którzy uważają, że ze mnie takie wielkie nic i nie 

jestem dla ciebie dość dobry, że naprawdę jestem kimś, i może nawet któregoś dnia stanę się ciebie 

wart.

- Jesteś mnie wart! - zawyłam. Prawdę mówiąc, oczywiście, to ja nie jestem warta jego. Ale 

nie powiedziałam tego głośno.

- Mnóstwo osób jest innego zdania - stwierdził Michael.

Nie bardzo mogłam powiedzieć, że to nieprawda, bo on ma rację: chyba co drugi tydzień 

„US Weekly” drukuje jakiś artykuł o tym, z kim się powinnam spotykać zamiast Michaela. W 

zeszłym tygodniu wysokie miejsce na tej liście miał książę William, ale zwykle co miesiąc pojawia 

się też na okrasę Wilmer Valderrama. Pokazują zdjęcie Michaela wychodzącego z jakichś zajęć, a 

obok zdjęcie Jamesa Franco, czy coś, a potem nad zdjęciem Michaela piszą „dwa procent”, co ma 

wskazywać,   że   tylko   dwa   procent   czytelników   uważa,   że   powinnam   być   z   Michaelem,   a 

„dziewięćdziesiąt osiem”, że z Jamesem Franco. Ich zdaniem powinnam być z facetem, który przez 

całe życie nie robił nic, tylko stawał przed kamerą i wypowiadał parę słów napisanych przez kogoś 

innego,   a   potem   może   odbywał   jeszcze   walkę   na   miecze,   do   której   ktoś   inny   ułożył   mu 

choreografię.

background image

No i, oczywiście, opinia mojej babki na ten temat jest tak dobrze znana, że przeszła już 

niemal do legendy.

-  Pozostaje   faktem,   Mia   -   powiedział   Michael,   zaglądając   mi   ciemnymi   oczami   bardzo 

głęboko   w   moje  własne,   nie  tak   bardzo  ciemne   oczy  -  że   nie  możesz  nie   pamiętać,   że  jesteś 

księżniczką.   Któregoś   dnia   będziesz   rządziła   całym   państwem.   Już   wiesz,   co   jest   twoim 

przeznaczeniem. Wszystko masz zaplanowane. Ja nie. Muszę odkryć, kim jestem i w jaki sposób 

zamierzam zaznaczyć swoją obecność na tym świecie. A jeśli mam być z tobą, to będę ją musiał 

zaznaczyć bardzo dobitnie, bo wszyscy uważają, że facet powinien się naprawdę wyróżniać, żeby 

być z księżniczką. Ja tylko usiłuję spełnić ich oczekiwania.

- Powinny się dla ciebie liczyć tylko moje oczekiwania - oświadczyłam.

- One liczą się dla mnie najbardziej - rzekł Michael, ściskając moje dłonie. - Mia, ty wiesz, 

że ja nigdy nie byłbym szczęśliwy wyłącznie w roli twojego księcia małżonka: zawsze trzymając 

się za tobą o pół kroku z tyłu. I wiesz, że ty też nie byłabyś z tego zadowolona.

Skrzywiłam   się   na   samo   wspomnienie   tych   obrzydliwych   zarządzeń   genowiańskiego 

parlamentu dotyczących mojego tak zwanego księcia małżonka, który będzie musiał wstawać, jeśli 

ja się podniosę z krzesła, nie będzie mu wolno sięgnąć po widelec, jeśli ja jeszcze swojego nie 

wzięłam do ręki, ani podejmować  żadnych  działań  związanych  z narażaniem  życia  (takich jak 

wyścigi, czy to samochodowe, czy to łodzi motorowych, wspinaczki wysokogórskiej, skakania ze 

spadochronem i tym podobnych), dopóki nie urodzi się następca tronu. Będzie musiał zrzec się, w 

razie   anulowania   małżeństwa   lub   rozwodu,   swojego   prawa   do   opieki   nad   wszystkimi   dziećmi 

zrodzonymi z tego małżeństwa... A także zrezygnować z obywatelstwa własnego kraju na rzecz 

obywatelstwa Genowii.

- To nie tak, że ja bym się na to wszystko nie zgodził - ciągnął Michael. - Mnie by to nie 

przeszkadzało, gdybym wiedział, że... No cóż, że też coś w swoim życiu osiągnąłem... Może nie 

władzę nad jakimś krajem. Ale coś takiego... No cóż, coś takiego jak ta okazja, która mi się teraz 

nadarza. Żeby zmienić świat. Tak jak ty będziesz go któregoś dnia zmieniała.

Zamrugałam powiekami, przyglądając mu się. Nie chodzi o to, że nie zrozumiałam. Bo 

zrozumiałam. Michael miał rację. On nie jest tego typu facetem, który będzie szczęśliwy, idąc o pół 

kroku za mną przez całe swoje życie - chyba że będzie miał jakieś własne osiągnięcia. Jakiekolwiek 

by były.

Ja tylko nie rozumiem, czemu on po te własne osiągnięcia musi jechać aż do JAPONII.

- Posłuchaj - powiedział Michael, znów ściskając mnie za ręce. - Lepiej przestań płakać. 

Lars ma taką minę, jakby chciał podejść.

- To jego praca - zauważyłam,  pociągając nosem.  - On powinien chronić mnie  przed... 

przed... przed krzywdą.

I zdając sobie sprawę, że to taki rodzaj krzywdy,  przed którą nawet facet mający metr 

dziewięćdziesiąt trzy i uzbrojony mnie nie obroni, szlochałam jeszcze głośniej.

A co jeszcze bardziej wkurzające, Michael się roześmiał.

- To nie jest śmieszne - wyjąkałam przez łzy.

background image

- Trochę jest - stwierdził Michael. - No bo, sama przyznaj. Żałosna z nas para.

- Powiem ci, co jest żałosne. Ty pojedziesz do tej całej Japonii i poznasz tam jakąś gejszę i 

zupełnie o mnie zapomnisz. To jest żałosne.

- A po co mi jakaś gejsza - zapytał Michael - skoro mam ciebie?

- Gejsza uprawiałaby z tobą seks zawsze, kiedy byś  tylko chciał  - zauważyłam  między 

jednym pociągnięciem nosem a drugim. - Ja wiem, widziałam tamten film.

- Skoro już o tym mówisz, taka gejsza to nie byłoby takie złe rozwiązanie.

No więc wtedy już musiałam go walnąć. Chociaż nadal nie widziałam w tej sytuacji nic 

zabawnego.

I nadal nie dostrzegam. To jest po prostu okropna, paskudna, wręcz tragiczna sytuacja.

Och, jasne, przestałam płakać. A kiedy Lars podszedł i zapytał, czy wszystko porządku, 

powiedziałam mu, że tak.

Ale nie było w porządku.

I nie jest. Nic już nigdy nie będzie w porządku.

Ale zachowywałam się tak, jakbym się z tym pogodziła. Bo przecież musiałam, prawda? 

Pozwoliłam Michaelowi odprowadzić się do domu i nawet przez całą drogę trzymałam go za rękę. 

A   przy   drzwiach   poddasza   pozwoliłam   mu   się  pocałować,   kiedy  Lars   grzecznie   przystanął   na 

półpiętrze i udawał, że musi sobie zawiązać buty. I dobrze, bo trochę się tam działo w okolicy 

stanika.

Ale tak delikatnie jak w tej scenie, w której Jennifer Beals i Michael Nouri są w tej pustej 

fabryce we Flashdance.

A wtedy Michael szepnął:

- Zgoda między nami?

A ja odpowiedziałam:

- Tak, zgoda.

Chociaż wcale nie wierzę, że jesteśmy pogodzeni. Ja przynajmniej nie jestem.

- Zadzwonię do ciebie jutro - rzekł Michael.

- Zadzwoń koniecznie - powiedziałam.

A   potem   udałam   się   prosto   do   lodówki,   wyciągnęłam   pojemnik   lodów   z   kawałkami 

orzechów makadamia, złapałam łyżkę, poszłam do swojego pokoju i zjadłam je całe.

Ale nadał nie czuję się lepiej.

Chyba już nigdy się lepiej nie poczuję.

WTOREK, 7 WRZEŚNIA, 23.00

Mama właśnie zapukała do moich drzwi i spytała:

- Mia? Jesteś tam?

Powiedziałam, że tak, i otworzyłam jej drzwi.

- Nawet nie słyszałam, jak wchodziłaś - stwierdziła. - Miło spędziłaś wieczór z...?

Umilkła w połowie pytania, bo zobaczyła pusty pojemnik po lodach. I wyraz mojej twarzy.

background image

- Kochanie - rzekła, siadając obok mnie na łóżku. - Co się stało?

A ja nagle znów się rozpłakałam, jakbym nie ryczała niecałą godzinę temu. Nie miałam 

nawet pojęcia, że ludzie ZDOLNI są produkować łzy w takim tempie.

- On jedzie  do Japonii. - Tylko  tyle  udało  mi  się  wykrztusić. I rzuciłam  się mamie  w 

ramiona.

Chciałam jej opowiedzieć o wiele więcej. Chciałam jej opowiedzieć, że to wszystko moja 

wina, bo się z nim nie przespałam. To tym bardziej moja wina, bo jestem księżniczką - cholerną 

KSIĘŻNICZKĄ - a JAKI facet może się z CZYMŚ TAKIM zmierzyć? Pomijając książąt.

A najgorsze, że jestem księżniczką nie dlatego, że coś sama ZROBIŁAM. No bo, to nie tak, 

że uratowałam prezydenta przed zamachem jak Samantha Madison, ani nie udało mi się odnaleźć 

żadnych   zaginionych   dzieciaków   dzięki   mocom   parapsychicznym   jak   Jessice   Mastriani,   ani 

uratować setek turystów przed zatonięciem jak dziesięcioletniej Tilly Smith, która była na tej plaży 

w Tajlandii i zauważyła, że nadchodzi tsunami, bo uczyła się o takich falach w szkole, i wrzasnęła 

do tych wszystkich ludzi na plaży: „UCIEKAJCIE!”

Ja się tylko i wyłącznie urodziłam.

A to przecież robią WSZYSCY.

Ale nie mogłam nic z tych rzeczy mamie powiedzieć. Bo już przedtem omawiałyśmy całą tę 

kwestię z byciem księżniczką. To tak, jak powiedział Michael: jestem księżniczką. Będę nią już 

zawsze. Nie ma sensu na to narzekać. Tak po prostu JEST.

Więc zamiast tego tylko płakałam.

Chyba poczułam się od tego trochę lepiej. Bo zawsze jest miło dać się uściskać mamie, 

nieważne, ile ma się lat. Mamy nie wydzielają feromonów - w każdym razie wydaje mi się, że nie - 

ale pachną naprawdę miło.  A przynajmniej  moja miło pachnie. Mydełkiem  Dove, terpentyną  i 

kawą. Co w takim połączeniu jest drugim najlepszym zapachem na świecie.

Pierwsze miejsce zajmuje zapach szyi Michaela, oczywiście.

Mama   mówiła   te   wszystkie   zwykłe   mamusiowate   rzeczy,   na   przykład:   „Och,   kotku, 

wszystko będzie dobrze” i „Zobaczysz, rok minie ani się obejrzysz”, i „Jeśli Phillipe kupi ci tego 

nowego   PowerBooka   z   wbudowaną   kamerą,   to   z   Michaelem   będziecie   sobie   mogli   robić 

wideokonferencje i to będzie zupełnie tak, jakby siedział obok ciebie w jednym pokoju”.

Ale to nie to samo. Bo ja nie będę mogła go powąchać.

Ale   kiedy   pan   G   wszedł   zobaczyć,   skąd   ten   cały   hałas,   wreszcie   udało   mi   się   jakoś 

pozbierać i powiedziałam, że już mi lepiej i żeby się o mnie nie martwili. Próbowałam uśmiechać 

się   bardzo   dzielnie,   a   mama   pogłaskała   mnie   po   głowie   i   powiedziała,   że   jeśli   przetrwałam, 

spędzając tyle czasu z Grandmère, to coś takiego przeżyję z łatwością.

Ale ona się myli. Spędzanie czasu z Grandmère to jak zjedzenie całego pojemnika lodów z 

kawałkami orzechów makadamia w porównaniu z tym, co będzie oznaczał cały rok bez Michaela.

Jak nie dłużej.

JA, KSIĘŻNICZKĄ???? TAA, I CO JESZCZE?

background image

Sztuka

Mii Thermopolis

(pierwsza wersja)

S

CENA

 14

NOC.   Domek   dla   pingwinów   w   zoo   w   Central   Parku.   W   niebieskiej   poświacie   z 

podświetlonego basenu, młoda dziewczyna (Mia) gorączkowo coś pisze w swoim dzienniku.

MIA

(głos zza kadru)

Nie wiem, dokąd iść ani do kogo się zwrócić. Nie mogę iść do Lilly. Ona jest stanowczo 

przeciwna każdej formie rządów innej niż demokracja bezpośrednia lub przedstawicielska. Zawsze 

mówiła, że kiedy najwyższa władza przypada jednostce, której rządy są dziedziczne, bezpowrotnie 

zanika zasada społecznej równości i szacunek dla obywatela w ramach społeczeństwa. To dlatego w 

obecnych czasach prawdziwa władza przeszła z rąk królów w ręce zgromadzeń konstytucyjnych, a 

monarchowie tacy jak królowa Elżbieta stali się zaledwie symbolem narodowej jedności.

Najwyraźniej, poza Genowią.

ŚRODA, 8 WRZEŚNIA,

GODZINA WYCHOWAWCZA

Michael powiedział Lilly. Wiem, że jej powiedział, bo kiedy przystanęliśmy dziś rano pod 

kamienicą, w której mieszkają Moscovitzowie, żeby ją zabrać do szkoły, stał z nią na dworze i 

trzymał dla mnie wielki kubek czekolady na gorąco (z bitą śmietaną) ze Starbucks. Kiedy limuzyna 

przystanęła, a Hans otworzył drzwi, Michael zajrzał do środka i powiedział:

-   Dzień   dobry.   To   dla   ciebie.   Powiedz,   że   przez   noc   nie   zmieniłaś   zdania   i   mnie   nie 

znienawidziłaś.

Jakbym   ja  kiedykolwiek  mogła  znienawidzić  Michaela!  Zwłaszcza   kiedy  wstaje  słońce, 

jasne   i   świeże,   a   jego   promienie   padają   na   świeżo   ogolone   policzki   Michaela,   i   kiedy   ja   się 

pochylam,  żeby wziąć  od niego czekoladę  i dając mu  buziaka  na dzień  dobry,  wdycham  jego 

zapach, który zawsze sprawia, że wydaje mi się, iż wszystko będzie się dobrze układało.

A przynajmniej dopóki on nie znajdzie się na tyle daleko ode mnie, że nie będę już mogła 

go wąchać.

Co nastąpi, kiedy Michael pojedzie do Japonii.

- Nie znienawidziłam cię - oświadczyłam.

- To dobrze - odparł. - A co robisz dziś wieczorem?

- Coś razem z tobą?

- Dobra odpowiedź. Przyjadę po ciebie o siódmej.

A potem pocałował mnie i odsunął się, żeby Lilly mogła wsiąść do samochodu. Co zrobiła, 

background image

pomrukując do swojego brata:

- Boże, ruszże ten tyłek!

Bo Lilly z rana nie miewa dobrego humoru.

- Bawcie się ładnie z innymi dziećmi, dziewczynki - powiedział Michael i zatrzasnął drzwi. 

A Lilly obróciła się do mnie i stwierdziła:

- On jest strasznym dupkiem.

- Totalnie się odsunął, kiedy go o to poprosiłaś - zauważyłam.

- Nie o tym mówię - warknęła Lilly. - Mówię o tej durnej Japonii.

- Jeśli ten jego model będzie działał, Michael w efekcie uratuje życie tysiącom ludzi i zarobi 

miliony dolarów - powiedziałam. Moja czekolada na gorąco była jeszcze za gorąca do picia, więc 

zaczęłam na nią dmuchać. Tyle że bita śmietana stawała na drodze.

Lilly spojrzała na mnie wielkimi oczami.

- O mój Boże! Ty masz zamiar zachowywać się w tej sprawie rozsądnie?

- Nie mam wyboru - odparłam. - Prawda?

- Założę się, że gdybyś zrobiła odpowiednio dziką awanturę, to on by nie pojechał.

- Już zrobiłam  - zapewniłam ją. - Z płaczem,  zasmarkanym  nosem,  ze wszystkim.  Nie 

zmienił zdania.

Lilly, słysząc to, tylko odchrząknęła.

- Problem w tym, że... - urwałam, bo zastanawiałam się nad tym wszystkim dość długo. Tak 

mniej więcej przez całą noc. - On musi pojechać. Ja nie chcę, żeby on jechał, ale to jest jakiś jego 

bzik. On uważa, że musi sam siebie sprawdzić, żeby „US Weekly” przestało dowodzić, że zamiast z 

nim, powinnam się spotykać z Jamesem Franco. Co jest bzdurą, ale co ja mogę na to poradzić?

- James Franco! - wybuchła Lilly. - No cóż. Nieważne. James Franco jest słodziutki.

- Ale nie tak jak Michael - odparłam.

- Uch - powiedziała Lilly, ale tylko dlatego, że z zasady mówi „uch”, kiedy wspominam, że 

jej brat jest seksowny.

A potem, ponieważ tak bardzo mi współczuła i tak dalej, uznałam, że mogłabym sytuację 

wykorzystać. Więc spytałam:

- No i przespaliście się z J.P. tego lata, czy jak?

- Zręczna próba, KG. - Lilly tylko się roześmiała. - Ale AŻ TAK nie jest mi ciebie żal.

Choroba.

ŚRODA, 8 WRZEŚNIA,

WSTĘP DO TWÓRCZEGO PISANIA

Opisz widok ze swojego okna:

Młoda dziewczyna siedzi na huśtawce, serce jej pęka, w oczach ma pełno łez. Świat, jaki 

znała, rozpadł się na kawałki. Już na zawsze zapomni, jak to jest śmiać się z dziecięcą 

beztroską, bo dzieciństwo właśnie pozostawiła za sobą. Zawiedzione nadzieje i niespełnione 

marzenia będą jej stałymi towarzyszami, odkąd miłość jej życia uleciała. Unosi oczy, żeby 

background image

spojrzeć na samolot przecinający oślepiająco jasne niebo, i spogląda w kierunku 

zachodzącego słońca. Czy to ten samolot zabiera jej ukochanego? Prawdopodobnie. 

Samolot znika w szkarłatnym świetle zachodu.

1 -

Mia, kiedy poleciłam ci opisać widok z twojego okna, chciałam, żebyś opisała  

coś,   co   rzeczywiście   ze   swojego   okna   widzisz,   na   przykład   śmietnik   albo   sklepik 

spożywczy. Nie chciałam, żebyś wymyślała jakąś scenką. A wiem, że ją wymyśliłaś, bo w 

żaden sposób nie mogłabyś wiedzieć, co myślała ta dziewczyna na huśtawce (gdybyś 

nawet ze swojego okna widziała jakieś huśtawki, w co wątpią, bo tak się składa, że  

wiem,   że   mieszkasz   w   NoHo,   gdzie   raczej   nie   ma   żadnych   huśtawek),   chyba   że   ta  

dziewczyna to ty, w którym to przypadku nie mogłabyś jej widzieć, bo nie możesz wi-

dzieć samej siebie - chyba że w lustrze. Proszę, napisz to ponownie, tym razem ściśle na  

zadany temat. Zadaję wam określone prace nie bez powodu i oczekuję, że będziecie je 

pisali zgodnie z poleceniami.

C. Martinez

ŚRODA. 8 WRZEŚNIA, 

ANGIELSKI

MIA!!! Słyszałam. Wszystko w porządku????

Szczerze, T., sama nie wiem.

Ale zdajesz sobie sprawą, że to DOBRA rzecz. To znaczy, dla Michaela.

Wiem.

Zawsze możesz go przecież odwiedzać! Bo masz przecież własny odrzutowiec!!!

Taa, jasne. Akurat mi pozwolą.

Zaraz - to była ironia?

Tak, to była ironia. Mój tata nigdy mi nie pozwoli polecieć do Japonii, Tina. Nie po to, żeby 

odwiedzić Michaela.

To go zmuś, żeby ci pozwolił odwiedzić tę japońską księżniczką - przecież się przyjaźnicie, 

prawda? Ty naprawdę lubisz tę jej córeczkę. A kiedy już tam pojedziesz, będziesz mogła 

zobaczyć się z Michaelem.

background image

Dzięki, Tina. Tego się raczej nie da zrobić, ale nieważne. Bo ile razy mamy ferie, muszę 

jeździć do Genowii, pamiętasz? Zresztą nawet gdybym pojechała do Japonii, nie jestem taka 

pewna, czy Michael chciałby mnie tam widzieć.

Co? Oczywiście, że chciałby! Co ty wygadujesz?

On nie jedzie tam TYLKO przez to całe swoje zautomatyzowane ramię. On tam jedzie, żeby 

przede mną uciec.

Co? To jakiś absurd! SKĄD ci to w ogóle przyszło do głowy?

Bo mi to POWIEDZIAŁ. Powiedział, że naprawdę bardzo mu ciężko być przy mnie i nie... 

No, sama wiesz.

O. Mój. Boże. To najromantyczniejsza rzecz, jaką słyszałam w życiu!!!!!!!!!!!!

TINA!!! To nie jest romantyczne!!!!

On cię KOOOOOOOOCHA! Powinnaś się CIESZYĆ!!!

Cieszyć się z tego, że mój chłopak przeprowadza się do innego kraju, bo zmęczyło go branie 

tylu zimnych pryszniców? Taa. Jasne.

Teraz znów jesteś ironiczna, prawda?

Tak.

Mia, czy ty nie rozumiesz? To wszystko jest TAAAAAKIE romantyczne. Michael jest zupełnie 

jak Aragorn z Władcy Pierścieni. Pamiętasz, jak Aragorn strasznie kochał się w Arwenie, 

ale nie czuł się jej wart, bo ona była elficką księżniczką, i jej tata nie chciał jej pozwolić za 

niego wyjść, dopóki on nie odzyskał tronu i nie dowiódł, że jest kimś więcej niż tylko 

zwykłym śmiertelnikiem ?

Hm. Owszem.

MICHAEL W TEN SPOSÓB ODZYSKUJE TRON, ŻEBY DOWIEŚĆ, ŻE JEST CIEBIE  

WART!!!! ZUPEŁNIE JAK ARAGORN. I dobra, robi to, wynajdując urządzenie, którego 

działania nikt poza nim nie rozumie. Ale to nieważne. On to ROBI DLA CIEBIE.

background image

I tysięcy ludzi, którym może w ten sposób uratować życie. I milionów dolarów, które 

potencjalnie może zarobić, jeśli ten projekt się uda.

Ale czy ty nie rozumiesz? Wszystko to jest tylko częścią czegoś, co robi DLA CIEBIE.

Ale mnie to wszystko nic nie obchodzi, Tina. To znaczy, chcę, żeby był szczęśliwy i tak 

dalej. Ale ja byłabym szczęśliwsza, gdyby on po prostu został tutaj, żebym codziennie 

mogła wąchać jego szyję!!!!

No cóż, być może będziesz musiała poświęcić to wąchanie szyi na jakiś czas, żeby Michael 

mógł się samorealizować. No bo na dłuższą metę, to, co on robi teraz, zagwarantuje ci stałe 

wąchanie jego szyi na przyszłość. To znaczy, jeśli on zostanie milionerem, czy coś, NIE MA 

MOWY, żeby twoja babka czy ktokolwiek inny mógł stanąć na drodze waszemu szczęściu, bo 

będziesz mogła po prostu z nim uciec, nawet jeśli odcięta zostaniesz od swojej 

genowiańskiej fortuny, albo jeśli twój tata zmusi cię, żeby zrezygnowała z korony, czy coś. 

Rozumiesz?

Chyba tak. Ja tylko nie rozumiem, czemu on nie może się samorealizować w AMERYCE.

Ja też tego nie rozumiem. Ale wiem, że Michael cię kocha, i tylko to się liczy!!!!!!!

W Tinalandii wszystko jest takie proste. Tak bardzo chciałabym tam mieszkać, a nie tutaj, w 

tym okrutnym, zimnym realnym świecie.

ŚRODA, 8 WRZEŚNIA,

FRANCUSKI

Chodzi o to, że w głębi duszy ja wiem, że Tina ma rację. Ale nie jestem w stanie zdobyć się 

na jej entuzjazm w tej sprawie. Może dlatego, że Aragorn, chociaż był wierny Arwenie, kiedy 

poszukiwał  własnego przeznaczenia,  i tak  dalej, to jednak trafiła  mu  się ta  historia  z Eowiną. 

Cokolwiek to było.

I co powstrzyma Michaela przed przeżyciem podobnej historii z jakąś błyskotliwą japońską 

gejszą albo panią inżynier od robotyki?

Prezenterka z kanału 12 powiedziała: „A teraz, wierzące, krótki film: pierwszy odcinek z 

sześcioczęściowej serii. Drogie panie, oto film, na który czekałyście od tygodni. Film niezwykły, 

który zmienił życie moje i innych kobiet na świecie. Tak, niezwykła zaleta kobiety”.

61 + 55 = 116

background image

Mijałam Lanę na korytarzu w drodze na francuski, a ona spytała:

- Hej, Piotrusiu! Jak tam w Nibylandii?

Na co ten jej nowy klon oraz wredna popleczniczka Trish roześmiały się tak serdecznie, że 

cola light poszła im nosami.

Nie   jestem   pewna,   bo   nigdy   nie   udało   mi   się   obejrzeć   od   początku   do   końca  Władcy 

Pierścieni, a to dlatego, że nie ma tam prawie żadnych kobiecych ról (więc musiałam sama przed 

sobą udawać, że Merry był hobbitem dziewczynką), ale jestem prawie pewna, że coś takiego nigdy 

się nie zdarzyło Arwenie.

ŚRODA, 8 WRZEŚNIA,

LUNCH

No więc siedziałam tam sobie i spokojnie jadłam falafela z tahini, kiedy Ling Su usiadła 

naprzeciwko i spytała, spoglądając na mnie ze współczuciem:

- Mia, jak leci?

A potem Perin usiadła obok mnie i dodała:

- Mia, słyszałyśmy. Jak sobie radzisz?

Boże. Szybko roznoszą się wieści w tej szkole.

- Nic mi nie jest - powiedziałam, próbując się dzielnie uśmiechać. Co wcale nie jest takie 

proste, kiedy ma się wielki kawał falafela w ustach.

- W głowie mi się to nie mieści - oświadczyła Shameeka. Ona zwykle NIE JADA przy 

naszym   stoliku,   bo   za   bardzo   jest   zajęta   szpiegowaniem   dla   nas   przy   stoliku   mięśniaków   i 

czirliderek. Ale teraz nagle ustawiła swoją tacę obok tacy Perin. - Czy on naprawdę przenosi się do 

JAPONII?

- Na to mi wygląda - odparłam. To zabawne, ale ilekroć słyszę teraz słowo „Japonia”, coś 

mnie jakoś tak dziwnie ściska za serce. Podobnie jak kiedyś, ile razy słyszałam imię Buffy, kiedy 

kończył się w telewizji serial Buffy - postrach wampirów.

- Powinnaś go rzucić - powiedział Borys, przysiadając się do nas.

- BORYS! - Tina była zaskoczona. - Mia, ignoruj go. On nie wie, co mówi.

- Ależ wiem - sprzeciwił się Borys. - Dokładnie wiem, o czym mówię. W orkiestrach to się 

co i rusz zdarza. Dwoje muzyków się zakochuje, potem jedno dostaje lepiej płatną pracę w innej 

konkurencyjnej orkiestrze w innym mieście, albo nawet w innym kraju. Zawsze usiłują jakoś to 

pogodzić: utrzymać taki związek na odległość, ale to się nigdy nie udaje. Prędzej czy później jedno 

z nich zakochuje się w klarnecistce i już po wszystkim. Związki na odległość nie zdają egzaminu. 

Powinnaś go rzucić teraz, żeby to było czyste, szybkie zerwanie, i pójść w swoją stronę. Koniec 

historii.

Tina z osłupieniem spoglądała na swojego chłopaka.

- Borys! Co ty za potworne rzeczy wygadujesz! Jak mogłeś powiedzieć coś tak okropnego?

Ale Borys tego nie rozumiał. Wzruszył tylko ramionami i powiedział:

- Co? Taka jest prawda. Wszyscy to wiedzą.

background image

- Mój brat nie zakocha się w kimś innym - powiedziała Lilly znudzonym tonem, ze swojego 

miejsca u krańca stolika, gdzie siedziała naprzeciw J.P. - Rozumiecie? On kompletnie stracił głowę 

dla Mii.

- Widzisz? - rzuciła Tina, trącając Borysa swoją słomką do picia.

- Ja tylko mówię, jak to wygląda z mojego doświadczenia - oznajmił Borys. - Może Michael 

nie zakocha się w klarnecistce. Ale Mia owszem.

- BORYS! - Tina miała oburzoną minę. - Co U LICHA podkusiło cię, żeby to powiedzieć?

- Taa, Borys - mruknęła Lilly, przyglądając mu się, jakby był robakiem, którego właśnie 

znalazła w swoim hummusie.

-   Czy   ty   masz   jakieś   szczególne   upodobanie   do   klarnecistek?   Sądziłam,   że   uważasz 

instrumenty dęte za coś poniżej swojej godności.

-   Ja   tylko   stwierdzam   fakty   -   rzekł   Borys,   głośno   odkładając   widelec   dla   podkreślenia 

powagi własnych  słów. - Mia ma  tylko szesnaście lat. I oni nie są małżeństwem. Michael nie 

powinien uważać, że może ot tak pojechać sobie do innego kraju, a ona ma na niego czekać. To nie 

w porządku wobec Mii. Powinna móc prowadzić własne życie, spotykać się z innymi ludźmi i 

dobrze się bawić, a nie siedzieć w swoim pokoju w każdy sobotni wieczór przez cały rok, póki on 

nie wróci.

Widziałam, że Shameeka i Ling Su wymieniają spojrzenia. Ling Su zrobiła nawet minę w 

rodzaju: „On może mieć trochę racji”.

Ale Tina nie uważała, żeby Borys miał rację.

- Chcesz mi powiedzieć, że gdybyś  dostał pracę jako pierwsze skrzypce w Londyńskiej 

Filharmonii, to nie chciałbyś, żebym na ciebie czekała? - zapytała swojego chłopaka.

- Oczywiście, że chciałbym, żebyś czekała - wyjaśnił Borys. - Ale NIE PROSIŁBYM cię o 

to. Bo to nie byłoby w porządku. Ale ja wiem, że ty byś POCZEKAŁA, bo jesteś taką dziewczyną.

- Mia też jest taką dziewczyną! - oświadczyła stanowczo Tina.

- Nie - zaprzeczył Borys, ze śmiertelną powagą kręcąc głową. - Nie sądzę.

- Nie ma sprawy, Borys - powiedziałam szybko, zanim Tina zdążyła  eksplodować. - Ja 

CHCĘ siedzieć w swoim pokoju w każdy sobotni wieczór, póki Michael nie wróci.

Borys spojrzał na mnie jak na wariatkę.

- CHCESZ?

- Tak, chcę. Bo kocham Michaela i jeśli nie mogę być z nim, to nie mam ochoty być z 

żadnym innym chłopakiem.

Borys tylko pokręcił głową ze smutkiem.

- Właśnie coś takiego powtarzają ludzie w tej mojej orkiestrze. A koniec końców któreś z 

nich zaczyna mieć dosyć siedzenia samemu w pokoju. I zanim się ktokolwiek zorientuje, umawiają 

się z klarnecistką. Zawsze jest jakaś klarnecistka.

To było bardzo denerwujące. Siedziałam tam i czułam, że wpadam w tę samą panikę, która 

mnie ogarniała, ile razy myślałam o wyjeździe Michaela - już za trzy dni! Tylko trzy dni zostały do 

jego wyjazdu - kiedy przypadkiem zauważyłam, że przygląda mi się J.P.

background image

A kiedy napotkałam jego spojrzenie, uśmiechnął się do mnie. I przewrócił oczami. Jakby 

mówił: „Posłuchaj tylko tego szalonego rosyjskiego skrzypka! Czy to nie głuptas?”

I nagle panika znikła, a ja znów się lepiej poczułam.

Odpowiedziałam uśmiechem i sięgając po falafela, powiedziałam:

- Borys, moim zdaniem Michaelowi i mnie nic nie grozi.

- Oczywiście, że nic! - poparła mnie Tina.

A wtedy Borys zaskomlał z bólu. Najwyraźniej Tina kopnęła go pod stołem w kostkę.

Mam nadzieję, że nabiła mu siniaka.

ŚRODA, 8 WRZEŚNIA,

RZ

A więc, Lilly nie dała mi nawet dwudziestu czterech godzin na dojście do siebie po ciosie, 

jaki mi zadał jej brat. Nie, na RZ zaczęła przynudzać mi na temat kampanii wyborczej do samo-

rządu szkolnego.

-   Słuchaj,   KG   -   powiedziała.   -   Wiem,   że   jako   jedyna   kandydujesz   na   przewodniczącą 

samorządu  szkolnego, ale nie możesz wygrać,  jeśli przynajmniej  pięćdziesiąt  procent ludzi nie 

zagłosuje na ciebie.

- A na kogo innego mają głosować? - spytałam. - Skoro nikt inny nie startuje?

- Na kandydatów dopisanych w ostatniej chwili - stwierdziła Lilly. - Na samych siebie. Kto 

wie? Może się skończyć na tym, że pokona cię taka Lana, chociaż technicznie rzecz biorąc, nie 

startuje. Wiesz, że jej młodsza siostra właśnie zaczęła pierwszą klasę, prawda?

Ta   informacja   nie   miała   dla   mnie   żadnego   znaczenia.   Bo   głowę   mam   całkowicie 

zaabsorbowaną tym, że MÓJ CHŁOPAK PRZENOSI SIĘ DO JAPONII NA ROK (albo dłużej).

- Czy ty mnie słuchasz, Mia? - Lilly spoglądała na mnie z troską znad swojego segregatora 

ze sprawami związanymi z samorządem szkolnym. - Gretchen Weinberger jest dokładnie taka sama 

jak   jej   starsza   siostrzyczka...   Tyle   że   ma   jeszcze   większe   kompleksy.   Pomyśl   tylko   o   tym 

dokumencie, który oglądałyśmy na MTV, Prawdziwe życie, tym o paranoidalnej złości, a będziesz 

wiedziała, o co mi chodzi. Gretchen na pewno nastawi przeciwko tobie cały pierwszy rocznik, jeśli 

będzie   miała   na   to   ochotę.   A   jeśli   chociaż   raz   rzucisz   na   nich   okiem,   przekonasz   się,   że   ten 

pierwszy rocznik jest najbardziej apatyczną bandą nieudaczników, jaka chodziła kiedykolwiek po 

tej   ziemi.   Serio,  słyszałam,  jak jeden  z nich  gadał,   że  globalne  ocieplenie   to  mit,  bo  Michael 

Crichton twierdzi tak w tej swojej ostatniej żałosnej książczynie.

Nadal patrzyłam na nią bez słowa. Czyżby Gretchen Weinberger była tym klonem - tą nieco 

mniejszą wersją Lany,  która  zaśmiewała  się na korytarzu  z żarciku  starszej  panny Weinberger 

odnośnie do mojej fryzury i Nibylandii? Być może. Założyłam wtedy, że to kolejna kandydatka na 

Lanę. Całkiem możliwe, że to jej siostra.

-   Ale   ta   idiotyczna   uwaga   o   antynaukowym   kretynie,   Crichtonie,   nasunęła   mi   pewien 

pomysł - ciągnęła Lilly. - To pokolenie w dużym stopniu zostało wychowane w strachu: w obawie 

przed feminizmem, który, jak wiadomo, ma zniszczyć wartości rodzinne - cha, cha - w strachu 

background image

przed terroryzmem, w strachu przez kiepskimi wynikami testów SAT i przed niedostaniem się do 

Yale albo Princeton. A zatem przed losem nieudaczników, którzy będą musieli iść na jakieś nieco 

gorsze uczelnie, po których - ach, ach! - będą musieli zadowolić się pierwszą lepszą posadą, z 

uposażeniem stu tysięcy dolarów rocznie zamiast stu pięciu tysięcy dolarów rocznie. Uważam, że 

powinnyśmy zagrać na tych obawach i wykorzystać je dla swoich celów.

- Jak mamy to zrobić? - spytałam. Nie żeby mnie to obchodziło. - Poza tym, technicznie 

rzecz biorąc, należymy do tego samego pokolenia, co siostra Lany Weinberger. To znaczy jesteśmy 

od niej starsze. Ale to nadal nasza generacja.

- Nieprawda - powiedziała Lilly z błyskiem w oku, błyskiem, który nigdy nie budzi mojego 

zaufania. - Ona się urodziła na tyle późno, że może nie być świadoma istnienia serialu Ich pięcioro

i to właśnie dzieli nasze pokolenia. I wydaje mi się, że DOKŁADNIE wiem, jakie są ich słabe 

punkty. Pracuję nad tym. Do jutra powinnam mieć wszystko gotowe. Nie martw się, KG. Do czasu, 

kiedy z nimi skończę, będą cię błagać, żebyś została przewodniczącą szkolnego samorządu.

-  Wow!  No cóż,  dzięki.  Ale  widzisz,  Lilly,   problem  w  tym,  że  ja...  Ja  chyba   nie  chcę 

kandydować w tym roku na przewodniczącą samorządu szkolnego.

- Co? - Lilly popatrzyła na mnie, zaskoczona.

Wzięłam głęboki oddech. Nie zapowiadało się na łatwą rozmowę.

- Bo wiesz... No cóż, zdajesz sobie sprawę, jakie miałam wyniki z matematyki na próbnym 

teście SAT. A w tym roku robię też rachunek różniczkowy, I DO TEGO chemię. Przysięgam na 

Boga, minął tylko jeden dzień, a ja już nie mam pojęcia, o czym ci ludzie na tych lekcjach mówią. 

Naprawdę uważam, że w tym roku muszę skupić się na nauce. Nie wydaje mi się, żebym miała czas 

na zajęcie się samorządem. Nie przy tych wszystkich książęcych obowiązkach, przede wszystkim.

Lilly uniosła jedną brew. Nie cierpię, kiedy to robi. Bo ona wie jak, a ja nie wiem.

- To przez mojego brata, nieprawdaż? - To było pytanie retoryczne.

- Oczywiście, że nie.

- Przecież teraz, kiedy on wyjeżdża, raczej będziesz miała WIĘCEJ wolnego czasu. Nie 

mniej.

- Tak - zgodziłam się, choć nie do końca. - Ale teraz, kiedy on wyjeżdża, nikt inny nie 

będzie mi pomagać w pracach domowych z rachunku różniczkowego i chemii. Będę musiała wziąć 

jakieś   korepetycje.   A   korepetytorzy   w   przeciwieństwie   do   Michaela   niespecjalnie   mają   ochotę 

wpadać do mnie do domu i pomagać mi rozwiązywać zadania o dziesiątej wieczorem, we środę, po 

tym,   jak   odwaliłam   już   spotkanie   samorządu   szkolnego,   a   potem   jakiś   oficjalny   obiad   w 

ambasadzie Genowii.

Lilly nie miała specjalnie współczującej miny.

-   Nie   mogę   uwierzyć,   że   mi   to   robisz   -   oświadczyła.   -   Prezentujesz   bardziej   obojętną 

postawę niż cała reszta szkoły. Jesteś gorsza niż te pierwszaki!

- Lilly, ja uważam, że wygrałabyś bez mojej pomocy. No bo, po pierwsze, zastanów się: 

startowałabyś jako jedyny kandydat.

-   Wiesz,   że   nie   zebrałabym   pięćdziesięciu   procent   głosów   -   stwierdziła   Lilly,   nadal 

background image

zgrzytając zębami. - Dlaczego nie możesz po prostu kandydować i wycofać się, tak jak MIAŁAŚ 

zrobić w zeszłym roku?

- Bo mój chłopak wyjeżdża z tego kraju na cały rok za TRZY DNI! - prawie wrzasnęłam, 

sprawiając, że pani Hill zerknęła na mnie znad swojego katalogu Isabelli Bird. Ściszyłam głos. - A 

póki nie wyjedzie, chcę z nim spędzić jak najwięcej czasu. Co oznacza, że NIE CHCĘ poświęcać 

wieczorów na pisanie przemówień i malowanie plakatów typu „Mia na przewodniczącą”.

- Sama przygotuję plakaty. Ty tylko zrób to, co miałaś zrobić w zeszłym roku i wycofaj się, 

jak wtedy obiecałaś.

- DOBRA - powiedziałam, żeby tylko się już ode mnie odczepiła.

- W porządku - odpaliła Lilly.

A potem przyszło mi do głowy, że pozwalam idealnej okazji wymknąć mi się z rąk, więc 

dodałam:

- POD JEDNYM WARUNKIEM.

- Jakim? - spytała.

-   Musisz   mi   powiedzieć,   czy   ty   i   J.P.   Zrobiliście   To   latem.   Lilly   tylko   przez   moment 

piorunowała mnie wzrokiem.

A potem, jakby to było jakieś wielkie poświęcenie, powiedziała:

- Dobrze, powiem ci. PO wyborach.

Jak dla mnie, nie ma sprawy. Może być po wyborach.

Nie   wiem   sama,   czemu   mnie   to   tak   interesuje.   Ale   jeśli   moja   najlepsza   przyjaciółka 

uprawiała seks, to chyba powinnam coś o tym usłyszeć. Zwłaszcza że w nadchodzącym roku nawet 

nie będę mogła POWĄCHAĆ szyi mojego chłopaka i będę musiała żyć życiem innych, włączając 

w to romans Lilly.

Chociaż ona mi powiedziała, że sama nie obwąchuje bez przerwy szyi J.P. i uważa, że to 

bardzo dziwaczne, że ja bez przerwy wącham szyję Michaela.

To bardzo prawdopodobne, że narząd nosowo - lemieszowy Lilly - czyli jej pomocniczy 

węchowy organ - uległ regresji podczas okresu dojrzewania, jak to się dzieje u większości ludzi. U 

mnie najwyraźniej nie uległ.

Co jest kolejnym dowodem na to, że jestem biologicznym mutantem.

Pani   Hill   właśnie   mnie   zapytała,   co   zamierzam   robić   na   zajęciach   w   tym   roku.   Więc 

zmuszona byłam powiedzieć jej, jakie miałam wyniki z matematycznej części próbnego testu SAT.

Teraz kazała mi rozwiązywać zadania z Oficjalnego podręcznika do testów SAT.

Moim zdaniem to, razem z resztą wydarzeń, jakie nastąpiły w moim życiu w ciągu ostatnich 

dwudziestu czterech godzin, znakomicie dowodzi, że Boga nie ma.

Albo że jeśli On istnieje, to moje cierpienie jest Mu najzupełniej obojętne.

Jill kupiła pięć jabłek w sklepie. Zapłaciła banknotem pięciodolarowym i dostała 

trzy   dwudziestopięciocentówki   reszty.   Jill   zorientowała   się,   że   wydano   jej   za   dużo 

pieniędzy i oddała jedną dwudziestopięciocentówkę. Ile kosztowały jabłka?

background image

A CO MNIE TO... Od tego są karty kredytowe. Dobra, jedziemy dalej.

Jaki jest najmniejszy wspólny mianownik dla liczb 2, 3, 4 i 5?

No jasne. Jakbym to miała wiedzieć. Okay, następne:

Waga ciasteczek w pudełku zawierającym 100 sztuk wynosi 22,4 dag. Ile ważą 

w gramach trzy ciasteczka?

A PO CO JA MAM NIBY TO WSZYSTKO WIEDZIEĆ, SKORO JEDYNE, CO MAM 

ROBIĆ KTÓREGOŚ DNIA, TO RZĄDZIĆ PEWNYM KRAJEM, I BĘDĘ MIAŁA DO POMO-

CY SWOICH WŁASNYCH KSIĄŻĘCYCH KSIĘGOWYCH? PO CO, PO CO, PO CO???? TO 

JEST NIESPRAWIEDLIWE!!!!!!!!!!!!

ŚRODA. 8 WRZEŚNIA,

CHEMIA

Mia - to prawda? Że Michael wyjeżdża na rok do Tsukuby, żeby tam pracować nad jakimś 

zautomatyzowanym sprzętem, który może położyć kres operacji na otwartym sercu?

Och, Boże! Znów się zaczyna. Tina twierdzi, że Kenny nadal się we mnie kocha, ale ja jej 

zawsze powtarzam, że znów jej się mylą romanse Harlequina z prawdziwym życiem.

Ale może byłam dla niej za ostra. Może ona ma RACJĘ? Bo w przeciwnym razie, czemu 

tak bardzo miałby się interesować moim życiem uczuciowym????

Tak, Kenny, to prawda. Ale nie zrywamy ze sobą!!!

To jest SUPERSPRAWA. Jak sądzisz, wziąłby pod uwagą zatrudnienie mnie - no wiesz, 

kiedy już wróci - jako praktykanta? Bo mnie zawsze fas cynowała robotyka, i już się trochę 

bawiłem takim jednym modelem orbitalnego wirnika do automatycznego skalpela. Myślisz, 

że mógłbym się mu do czegoś przydać? Zakładam, że będzie zatrudniał przyjaciół.

Och! A więc jednak to nie mnie pragnie... Co za ulga!

Kenny, ty się ZNASZ na tej całej zrobotyzowanej chirurgii?

Oczywiście. I to nie jest „ ta cała „ zrobotyzowana chirurgia. To zupełnie nowe obszary 

nauki o robotach. Zautomatyzowane systemy do przeprowadzania operacji chirurgicznych 

już się instaluje w szpitalach na całym świecie. Najważniejszym celem w dziedzinie robotyki 

jest zaprojektowanie takiego systemu, który będzie robił dokładnie to, co robi prototyp 

background image

zbudowany przez Michaela. Jeśli uda mu się skonstruować model, który rzeczywiście będzie 

prawidłowo działał na sali operacyjnej... No cóż, powiedzmy sobie tylko, że byłoby to 

równie wielkim przełomem w nauce jak wtedy, kiedy Lucy sklonowała owcę. Michael 

zostanie obwołany geniuszem... Nie, więcej niż geniuszem. Może nawet ZBAWCĄ 

MEDYCYNY.

Aha. Dzięki za wyjaśnienie. Na pewno szepnę dobre słowo na twój temat Michaelowi.

Super. Dzięki!

Mia - Nic ci nie jest? Prawie nie tknęłaś dziś na lunchu swojego falafela.

Boże, ten J.P. jest taki słodki! W głowie mi się nie mieści, że zauważył.

Nie, chyba nic mi nie jest.

Jakoś mi się nie wydaje, żeby ci specjalnie pomogły wynurzenia Borysa na temat flirtów w 

zespołach muzycznych.

Taa, niespecjalnie. Tylko że... Czemu taki wielki zbawca medycyny miałby chcieć mieć do 

czynienia ZE MNĄ? Przecież jestem tylko KSIĘŻNICZKĄ. Księżniczką może zostać 

każdy. Wystarczy tylko trafić na właściwych rodziców. Na litość boską, to równie łatwe, jak 

zostać taką Paris Hilton.

Zakładam, że ty przynajmniej pamiętasz, żeby rano wkładać bieliznę.

I to ma mi pomóc?

Przepraszam. Uznałem, że sytuacja wymaga odrobiny humoru. Pomyłka w ocenie z mojej 

strony. Mia, sama w sobie jesteś wspaniałą osobą. Wiesz o tym. Jesteś o wiele więcej niż 

tylko księżniczką. Powiedziałbym nawet, że to akurat najmniej ważna część ciebie, coś co 

cię NIE OKREŚLA.

Ale ja nic nie ZROBIŁAM. To znaczy, nic takiego wielkiego, żeby ludzie mieli mnie z tego 

powodu zapamiętać. Poza tym, że jestem księżniczką co jak już wspominałam, nie jest 

żadną moją ŚWIADOMĄ zasługą, po prostu taka się już urodziłam.

Masz tylko szesnaście lat. Daj sobie nieco czasu.

background image

Ale Michael ma tylko dziewiętnaście, a być może już w przyszłym roku uratuje tysiące 

ludzkich istnień. Jeśli mam któregoś dnia coś wielkiego osiągnąć, to powinnam zacząć już 

TERAZ.

Myślałem, że masz zamiar napisać scenariusz oparty na swoim życiu, który Lilly potem 

wyreżyseruje.

Tak, ale co ja takiego zrobiłam w swoim ŻYCIU, że ten scenariusz miałby być wart 

zapamiętania? Na przykład, ani nie uratowałam setek Żydów przed zagładą z rąk nazistów, 

ani mimo ślepoty nie skomponowałam żadnej pięknej muzyki.

Moim zdaniem ocenianie samej siebie za pomocą standardów ustalonych przez Oskara 

Schindlera i Stevie Wondera jest mało realistyczne.

Czy ty nie rozumiesz? To MICHAEL ustala mi takie standardy.

Ale Michael cię kocha dokładnie taką, jaka jesteś! Więc czym się martwisz? Możesz być 

wspaniałym człowiekiem bo na przykład, jesteś świetną przyjaciółką, albo znakomitą 

pisarką, albo osobą, w której towarzystwie z wielką przyjemnością się przebywa, wiesz.

Pewnie masz rację. Tylko że on prawdopodobnie pozna w Japonii mnóstwo bystrych, 

pięknych dziewczyn, i skąd ja mam wiedzieć, czy nie zakocha się w jednej Z NICH?

Na Columbii też na pewno poznał mnóstwo bystrych, pięknych dziewczyn, a nie zakochał się 

w żadnej z nich, prawda?

No cóż, prawda. Ale to tylko dlatego, że chociaż wszystkie są bystre, wyglądają zupełnie jak 

Judith Gershner.

Kto to jest Judith Gershner?

To taka dziewczyna, która kiedyś chodziła do tej szkoły, i umiała klonować muszki 

owocówki, i wyobrażała sobie, że Michael ją... A zresztą, wiesz co? Nieważne. Masz rację. 

Jestem śmieszna.

Wcale nie mówiłem, że jesteś śmieszna. Powiedziałem, że jesteś dla siebie za mało 

wyrozumiała. Uważam cię za fantastyczną osobę i w mało prawdopodobnym przypadku, że 

Michael kiedykolwiek stwierdzi coś innego, podejmuję się osobiście skopać mu tyłek w 

twoim imieniu.

background image

Ha. Dzięki. Ale od tego mam Larsa.

Mia, nie chciałbym być natrętny, ale jeśli masz zaliczyć chemię, to lepiej przestań przesyłać 

sobie karteczki z J.P. i zacznij uważać. Wiem, że jesteśmy partnerami w laboratorium, ale 

nie zamierzam nadstawiać za ciebie karku, jeśli zaczniesz zostawać z tyłu.

Okay, Kenny. Przepraszam. Masz rację.

Ale wpadliśmy!!!!

Zamknij się, rozśmieszasz mnie!!!!!!!!!!!! Teraz zamierzam uważać.

Prawo Archimedesa: objętość ciała stałego jest równa objętości wody przez nie wypartej.

Gęstość popularnych ciał stałych i płynów w g/ml

Substancja

Gęstość

Benzyna

0,68

Lód

0,92

Woda

1,00

Sól

2,16

Żelazo

7,86

Ołów

11,38

Rtęć

13,55

Złoto

19,3

Ja rozumiem, że chemia jest ważna w naszym codziennym życiu, i tak dalej. Ale serio... Na 

co przyszłej władczyni Genowii przyda się informacja o tym, jaką gęstość ma benzyna?

ŚRODA, 8 WRZEŚNIA,

RACHUNEK RÓŻNICZKOWY

Funkcja złożona = połączenie dwóch funkcji

F(g(x)) NIg(f(x))

Relacja jest jakimkolwiek zbiorem punktów na osi współrzędnych xy.

Funkcja stała = linia pozioma

Linia pozioma ma kąt nachylenia 0

O.

Mój.

Boże.

Jakie.

To.

Jest.

background image

Potwornie.

Nudne.

P

RACA

 

DOMOWA

 

 

Godzina wychowawcza: 

brak

Wstęp do twórczego pisania

Opisz znaną ci osobę.

Angielski: 

Franny i Zooey

Francuski:

Kontynuować décrire un soir amusant avec les amis.

Lunch:

RZ: 

brak

WF: 

brak

Chemia: 

Cokolwiek Kenny powie, że trzeba.

Rachunek różniczkowy:

??????

ŚRODA, 8 WRZEŚNIA, W LIMUZYNIE, 

W DRODZE DO DOMU Z HOTELU RITZ - CARLTON

Kiedy dzisiaj weszłam do apartamentu Grandmère w Ritzu (hotel W najwyraźniej był tak 

kiepski, że wytrzymała tam tylko jedną noc), kompletnie mnie zaskoczył widok siedzącego w po-

koju ojca.

Zapomniałam już, że miał przyjechać do miasta na sesję Zgromadzenia Ogólnego ONZ.

A on najwyraźniej też zapomniał, że to nie jest dobry pomysł wpadać do Grandmère przed 

porą koktajlową (lekarz powiedział jej, że nie może już sobie pozwalać na trzy sidecary do lunchu, 

jeśli nie chce, żeby uaktywniła jej się dusznica bolesna), bo jest wtedy wyjątkowo zrzędliwa.

- No popatrz tylko na to! - mówiła, potrząsając jakąś poduszką tuż przed twarzą mojego 

ojca. - Tylko trzysta pięćdziesiąt nitek na centymetr kwadratowy! To skandal! Nic dziwnego, że 

Rommel dostał wysypki!

-   Rommel   zawsze   ma   jakąś   wysypkę   -   powiedział   zmęczonym   tonem   tata.   A   potem 

zauważył, że weszłam, i dodał: - Cześć, kotku. Długo się nie widzie... Coś ty zrobiła z włosami?

Nawet nie próbowałam się na to obrażać. Kiedy twój chłopak oświadcza, że się przenosi do 

Japonii, pomaga ci to dość sensownie ustalić priorytety.

- Obcięłam je - odparłam. - Nic mnie nie obchodzi, czy ci się podoba. Nie muszę się już 

męczyć czesaniem i tylko to się liczy. Przynajmniej dla mnie.

- Są hm. Urocze - powiedział tata. - Co się stało?

- Bo co? Nic.

- Coś się stało, Mia. Przecież widzę.

-   Naprawdę   nic   takiego   -   zapewniłam   go.   Świadomość,   że   obojgu   rodzicom   wystarcza 

zerknąć na moją twarz i od razu wiedzą, że dzieje się coś złego, uzmysłowiła mi, jak bardzo w 

gruncie rzeczy musiała mnie zranić ta cała sprawa z Michaelem. Bo ja to PRÓBUJĘ ukrywać. Ze 

względu na Michaela. Bo wiem, że powinnam się jego osiągnięciem cieszyć i być z niego dumna.

background image

No i cieszę się, i JESTEM dumna.

Tyle tylko, że ciągle płaczę. Tak w środku.

- Czy ty mnie słuchasz, Phillipe? - spytała ostro Grandmère. - Wiesz, że Rommel musi mieć 

pościel z bawełny o co najmniej czterystu nitkach na centymetr kwadratowy.

Tata westchnął.

- Każę ci wysłać trochę pościeli z półtysiącem nitek na centymetr kwadratowy z Bergdorfa, 

dobrze? Mia, widzę, że coś się stało. Co tym razem narobiła twoja matka? Dała się aresztować za 

udział   w   kolejnym   proteście   antywojennym?   Mówiłem   jej,   żeby   przestała   przykuwać   się 

łańcuchami do różnych rzeczy.

- To nie przez mamę. - Rzuciłam się na kryty brokatem szezlong. - Od lat do niczego się nie 

przykuwa łańcuchami.

- Ale to bardzo... nieprzewidywalna kobieta - rzekł tata. Tak określa w jak najoględniejszych 

słowach, że mama jest w wielu sprawach lekkomyślna i nieodpowiedzialna. W przeciwieństwie do 

swoich dzieci. - Ale masz rację. Nie powinienem wyciągać takich pochopnych wniosków. Ale to 

nic związanego z Franco, prawda? Dogadują się jakoś we dwójkę, tak? Małe dziecko w domu to 

bardzo stresująca sprawa. Tak przynajmniej słyszałem.

Przewróciłam oczami. Tata zawsze usiłuje dopytywać się, jak mamie się układa z panem 

Gianinim. Co jest dość zabawne, bo między nimi zawsze wszystko gra. Pomijając kłótnie o to, co 

oglądać przy śniadaniu, CNN (pan G.) czy MTV (mama). Mama nie cierpi słuchać o polityce z 

samego rana. Woli Panic! At the Disco.

- Tu nie chodzi  tylko  o pościel,  Phillipe  - ciągnęła  Grandmère. - Czy ty sobie zdajesz 

sprawę, że telewizory w pokojach w tym hotelu mają zaledwie dwadzieścia siedem cali?

- I tak twierdzisz, że amerykańska telewizja pokazuje wyłącznie zepsucie moralne i przemoc 

- stwierdził tata, spoglądając ze zdumieniem na własną matkę.

- No cóż, owszem - przyznała Grandmère. - Tak jest. Pomijając Sędzią Judy.

- Chodzi... w sumie o wszystko - powiedziałam, ignorując Grandmère. Bo tata teraz też ją 

zaczął ignorować. - Minęły tylko dwa dni, a ja już wiem, że to najgorszy semestr, jaki kiedykolwiek 

przeżywałam. Pani Martinez wcisnęła mnie na zajęcia ze wstępu do twórczego pisania. Ze wstępu, 

czyli   dla   POCZĄTKUJĄCYCH.   Ja   nie   jestem   początkująca,   jeśli   chodzi   o   twórcze   pisanie. 

Przecież ja jem, śpię i oddycham po to, żeby twórczo pisać. I nawet nie próbuj mnie pytać o 

rachunek różniczkowy i chemię. Ale najgorsze ze wszystkiego to... Michael.

Tata nie wydawał się zdziwiony, słysząc coś takiego. W sumie wydawał się zadowolony.

- No cóż, Mia, mówię ci to z wyjątkową przykrością, ale... Podejrzewałem, że coś takiego 

może się zdarzyć. Michael jest teraz na studiach, a ty jesteś nadal w szkole średniej, a w dodatku 

musisz dużo swojego czasu poświęcać obowiązkom książęcym i jeździć do Genowii. Nie możesz 

oczekiwać, że młody człowiek w kwiecie wieku będzie po prostu siedział i na ciebie czekał. To 

zupełnie naturalne, że Michael może się zacząć interesować jakąś młodą damą w wieku bardziej 

zbliżonym do jego własnego, która ma czas, żeby robić to, co zwykle robią dzieciaki na studiach; 

to, co nie jest właściwym zajęciem dla nastoletniej księżniczki ze szkoły średniej.

background image

- Tato. - Popatrzyłam na niego. - Michael ze mną nie zerwał. Przynajmniej, jeśli o to ci 

chodziło w tej mówce, którą właśnie mi palnąłeś.

- Nie zerwał? - Tata przestał mieć taką zadowoloną minę. - No to co on takiego zrobił?

- On... No cóż, pamiętasz, jak leciałeś ze mną z powrotem do Genowii i w czasie lotu 

oglądaliśmy sobie Władcę Pierścieni?

-   Tak.   -   Tata   uniósł   brwi.   -   Chcesz   mi   powiedzieć,   że   Michael   wszedł   w   posiadanie 

Jedynego Pierścienia?

- Nie. - W głowie mi się nie mieściło, że on próbuje sobie z tego żartować. - Ale usiłuje 

dowieść w oczach króla elfów, że jest coś wart, jak Aragorn.

- A kto jest tym królem elfów? - zapytał tata, jakby naprawdę nie miał pojęcia.

- Tato. TO TY jesteś królem elfów.

-   Doprawdy?   -   Tata   poprawił   sobie   krawat,   znów   robiąc   zadowoloną   minę.   A   potem 

znieruchomiał. - Zaraz... Moje uszy nie są szpiczaste. Prawda?

- Ja mówię METAFORYCZNIE, tato. - Przewróciłam oczami. - Michael uważa, że musi 

dowieść własnej wartości, żeby móc być z twoją córką. Zupełnie jak Aragorn, który uważał, że 

musi się sprawdzić, żeby zdobyć uznanie króla i móc być z Arweną.

- Nie widzę w tym nic złego - rzekł tata. - Tylko jak on to zamierza osiągnąć? To znaczy, 

zdobyć moje uznanie? Bo bardzo mi przykro, ale poprowadzenie Armii Umarłych, żeby pokonać 

orków, nie zaimponuje mi jakoś szczególnie.

-   Michael   nie   ma   zamiaru   prowadzić   Armii   Umarłych   donikąd.   Zaprojektował 

zautomatyzowane   ramię   do   operacji   chirurgicznych,   które   pozwoli   lekarzom   przeprowadzać 

operacje serca bez otwierania klatki piersiowej - powiedziałam.

To stwierdzenie zmiotło z twarzy taty złośliwy uśmieszek.

- Naprawdę? - spytał zupełnie innym tonem. - Michael coś takiego wynalazł?

- No cóż, zaprojektował prototyp czegoś takiego - wyjaśniłam. - A jakaś japońska firma 

chce, żeby poleciał do Japonii i pomógł im skonstruować rzeczywiście działający model. Czy coś. 

Problem w tym, że on wyjeżdża NA ROK! Michael będzie w Tsukubie ROK! Albo dłużej!

- Rok - powtórzył tata. - Albo dłużej. No cóż. To bardzo dużo czasu.

- Tak, to bardzo dużo czasu - powtórzyłam bardzo dramatycznym  tonem. - A kiedy on 

tysiące kilometrów stąd będzie wynajdywał różne fajne urządzenia, ja będę tkwiła na tym durnym 

wstępie do twórczego pisania i na chemii, którą już przestałam rozumieć, nie wspominając nawet o 

rachunku  różniczkowym,  którego  mam   się  uczyć   zupełnie   nie  wiadomo   po co,  skoro przecież 

mamy wszystkich tych księgowych...

- Zaraz, zaraz - rzekł tata. - Wszyscy, którzy chcą być gruntownie wykształconymi ludźmi, 

powinni się uczyć rachunku różniczkowego.

-   Wiesz,   co   by   mi   pozwoliło   zostać   gruntownie   wykształconym   człowiekiem,   a   tobie 

szanowaną osobistością, być może nawet nominowaną na Człowieka Roku tygodnika „Time”? To 

ja ci powiem: gdybyś zbudował własne laboratorium z dziedziny robotyki tu, w Nowym Jorku, 

żeby Michael mógł w nim skonstruować to swoje zautomatyzowane ramię!

background image

Tata nieźle się z tego uśmiał.

No i bardzo miło. Tylko że ja mówiłam to serio.

- Ja mówię poważnie, tato - wyjaśniłam. - No bo dlaczego nie? Przecież to nie tak, że nie 

masz pieniędzy.

- Mia  -  odezwał  się  tata,  poważniejąc.  -  Ja nie  mam   zielonego  pojęcia  o laboratoriach 

robotycznyeh.

- Ale Michael ma. Mógłby ci powiedzieć, czego potrzebuje. A wtedy ty, no wiesz, mógłbyś 

za to zapłacić. A totalnie przypisano by ci zasługę, gdyby Michaelowi udało się skonstruować to 

zautomatyzowane ramię jak trzeba. Założę się, że trafiłbyś do programu Larry'ego Kinga. Kto by 

się przejmował  „Vogue”...? Pomyśl  sobie, jak popularna stałaby się wówczas Genowia. To by 

zdziałało   CUDA   dla   naszego   przemysłu   turystycznego.   A   przyznasz,   że   odkąd   dolar   traci   na 

wartości, turystyka podupada.

- Mia. - Tata pokręcił głową. - To wykluczone. Bardzo się cieszę ze względu na Michaela, 

zawsze uważałem, że ten chłopak ma potencjał. Ale nie wydam milionów dolarów na zbudowanie 

laboratorium z dziedziny robotyki, żebyś ty mogła trwonić czas w trzeciej klasie na obcałowywanie 

się z Michaelem, zamiast uczyć się rachunku różniczkowego.

Spiorunowałam go wzrokiem.

- Nikt tego już nie nazywa obcałowywaniem się, tato.

Coś powiedzieć musiałam. A poza tym... „trwonić czas”?

- Bardzo przepraszam. - Grandmère zamaszystym  krokiem wyszła na środek pokoju, bo 

stamtąd mogła spiorunować wzrokiem nas oboje. - Ogromnie mi przykro, że przerywam wam tę 

niezwykle istotną dyskusję o TYM CHŁOPAKU. Ale chciałabym, żebyście mi powiedzieli, czy nie 

zauważyliście   czegoś   w   związku   z   tym   wnętrzem.   Czy   nie   wydaje   wam   się,   że   czegoś   tu   w 

oczywisty sposób BRAKUJE?

Rozejrzeliśmy się z tatą po wynajętym przez Grandmère apartamencie na ostatnim piętrze 

hotelu, o powierzchni stu pięćdziesięciu metrów kwadratowych, z dwiema sypialniami, dwiema 

łazienkami (z których każda szczyci się marmurową wanną i osobną kabiną prysznicową), z dwoma 

dwunastocalowymi   płaskoekranowymi   telewizorkami   (a   chodzi   wyłącznie   o   telewizory 

umieszczone w tych łazienkach), kosmetykami do kąpieli z ekskluzywnej serii Frederic Fekkai i 

Coté Bastide, zestawem do golenia Floris i świecami Frette, z salonem, z jadalnią ze stołem dla 

ośmiu osób, z osobną spiżarnią, z biblioteką pełną książek, z odtwarzaczem DVD, sprzętem stereo, 

kolekcją   filmów   na   DVD   i   kompaktów   z   muzyką,   bezprzewodowym   telefonem   na   wiele   linii 

telefonicznych z pocztą głosową i dostępem do różnych baz danych, z szybkim Internetem, i z 

teleskopem   na   stojaku,   żeby   sobie   mogła   popatrzeć   na   gwiazdy   albo   zajrzeć   do   apartamentu 

Woody'ego Allena po drugiej stronie parku.

W apartamencie Grandmère niczego nie brakuje. NICZEGO.

-   POPIELNICZKI!   -   krzyknęła   Grandmère.   -   TO   JEST   APARTAMENT   DLA 

NIEPALĄCYCH!!!

Tata uniósł oczy do sufitu. Potem westchnął. Następnie powiedział:

background image

- Mia, jeśli, jak mówisz, Michael chce mi dowieść, że jest ciebie wart, to i tak nie przyjąłby 

mojej pomocy. Przykro mi, że nie będziecie się widzieć przez rok, ale moim zdaniem wzięcie się w 

garść i skoncentrowanie wyłącznie na nauce nie byłoby dla ciebie takim złym wyjściem. Mamo - 

spojrzał na Grandmère - jesteś niemożliwa. Ale wynajmę ci apartament w jakimś innym hotelu. 

Pozwól, że załatwię parę telefonów. - I poszedł do jadalni dzwonić.

Grandmère, z bardzo usatysfakcjonowaną miną, otworzyła torebkę, wyciągnęła z niej kartę 

magnetyczną do drzwi apartamentu i położyła ją na stoliku do kawy przede mną.

- No cóż - powiedziała. - Jaka szkoda. Wygląda na to, że będę się przeprowadzała. Znowu.

- Grandmère... - odezwałam się. OKROPNIE doprowadzała mnie do szału. - Czy ty wiesz, 

że   ludzie   nadal   mieszkają   w   NAMIOTACH   i   PRZYCZEPACH   KEMPINGOWYCH   przez   te 

wszystkie huragany, fale tsunami i trzęsienia ziemi, które wystąpiły ostatnio w różnych częściach 

świata? A ty się skarżysz, że nie możesz PALIĆ w swoim pokoju hotelowym? Ten apartament jest 

absolutnie w porządku. Jest totalnie piękny. Jest tak samo przyjemny jak twój dawny apartament w 

Plaza. Po prostu wydziwiasz, bo nie lubisz zmian.

-   Pewnie   masz   rację   -   powiedziała   Grandmère   z   westchnieniem   i   usiadła   na   jednym   z 

krytych brokatem foteli naprzeciwko kanapy, na której siedziałam ja. - Ale uważam, że możesz 

skorzystać na moim dziwactwie.

- Och? - Prawie jej nie słuchałam. Nie mogłam jeszcze uwierzyć w to, jak szybko mój tata 

zbił ten pomysł z budową laboratorium. Naprawdę sądziłam, że dobrze to sobie obmyśliłam. To 

znaczy, ja wiem, że wpadłam na to wyłącznie pod wpływem chwili, ale wydawało mi się, że to coś, 

na co on mógłby pójść. W Genowii zawsze buduje jakieś skrzydła szpitali, a potem nazywa je 

własnym   imieniem.  Uznałam,   że  Laboratorium  Systemów  Zautomatyzowanej  Chirurgii   imienia 

Księcia Phillipe'a Renaldo całkiem ładnie brzmi.

- Ten apartament jest opłacony do końca tygodnia - powiedziała Grandmère, pochylając się, 

żeby postukać w kartę magnetyczną, którą położyła na stoliku. - Oczywiście, ja tu już nie zostanę. 

Ale możesz z niego skorzystać, jeśli będziesz miała na to ochotę.

- Po co mi apartament w hotelu Ritz, Grandmère? - spytałam niecierpliwie. - Może umknęło 

to twojej uwagi, bo jesteś tak bardzo zajęta swoim własnym, w cudzysłowie, cierpieniem, ale ja 

raczej w tym tygodniu nie planuję żadnych imprez piżamowych. Przeżywam poważny życiowy 

kryzys.

Grandmère spojrzała na mnie twardo.

- Czasami - powiedziała - trudno mi uwierzyć, że ciebie i mnie łączą jakieś więzy krwi.

- Witaj w klubie - rzuciłam.

- No cóż, te pokoje są teraz twoje. - Grandmère przysunęła kartę bliżej mnie. - I możesz z 

nich korzystać, jak sobie chcesz. Osobiście, gdybym nadal mieszkała z rodzicami, a mój ukochany 

wyjeżdżałby na roczną wyprawę w celu dowiedzenia swojej wartości w oczach MOJEGO ojca, to 

ja bym skorzystała z tego apartamentu, żeby w nim zaaranżować bardzo osobiste i romantyczne 

pożegnanie. Ale widać, to tylko ja. Zawsze jednak byłam kobietą namiętną, świadomą własnych 

głębokich emocji. Często miewałam wrażenie, że...

background image

Ple, ple, ple. Grandmère gadała i gadała. I gadała. Tata wrócił do pokoju i powiedział, że 

załatwił jej apartament w hotelu Four Seasons, wtedy zadzwoniła po swoją pokojówkę i kazała jej 

zacząć pakowanie po raz zaledwie trzeci w tym tygodniu.

I tak się skończyła moja lekcja dworskiej etykiety na ten dzień.

Dobrze chociaż, że ja za te lekcje nie płacę, bo z całą pewnością zaczęły tracić na jakości.

Mam   wrażenie,   że   dostaję   już   halucynacji   z   odwodnienia   albo   coś.   Mam   wszystkie 

symptomy:

niezwykle pragnienie,

suchość w ustach i brak śliny,

suchość oczu, żadnych łez,

zmniejszona ilość wydalanego moczu albo wydalanie moczu trzy razy lub mniej na 

dobę,

ramiona i nogi chłodne w dotyku,

uczucie wielkiego znużenia, niepokój lub irytacja,

zawroty głowy, które mijają po zmianie pozycji na leżącą.

Oczywiście, zazwyczaj miewam wszystkie te symptomy, kiedy spędzę choć trochę czasu w 

towarzystwie Grandmère.

A teraz siedzę w limuzynie i piję wodę z butelki, ot tak, na wszelki wypadek.

ŚRODA, 8 WRZEŚNIA,

PODDASZE

Michael chce zrobić całą masę rzeczy w Nowym Jorku przed swoim wyjazdem w piątek. 

Dzisiaj jemy w miejscu, gdzie dają jego ulubione hamburgery,  Corner Bistro w West Village. 

Twierdzi, że tam robią najlepsze hamburgery w tym mieście - pomijając Johnny Rockets.

Tyle że Michael nie chce chodzić do Johnny Rockets, bo nie uznaje sieci gastronomicznych, 

twierdząc, że przyczyniają się do homogenizacji Ameryki i że takie sieci wypychają z biznesu 

miejscowe, rodzinne restauracje i sklepy, przez co społeczności lokalne tracą wszystko to, co je 

kiedyś czyniło niepowtarzalnymi miejscami, a z Ameryki robi się jedno wielkie centrum handlowe, 

każde składające się wyłącznie z WalMartów, McDonaldsów, Jiffy Lube i Applebee's, i zamiast 

być tyglem narodów, Ameryka zmienia się w zwykły majonez.

Dobrze wiem jednak, że Michaelowi zdarza się wymknąć po cichu od czasu do czasu do 

KFC.

Oczywiście jako wegetarianka nie mogę mu towarzyszyć  w tej wyprawie na Ostatniego 

Porządnego Hamburgera przed jego wyjazdem na Daleki Wschód. Wezmę tylko jakąś sałatkę. I 

może frytki.

Mama nie ma nic przeciwko temu, że wychodzę z Michaelem w powszedni wieczór, bo wie, 

że to ostatni tydzień Michaela na tej samej półkuli, na której mieszkam ja. Pan G. próbował coś 

mówić o mojej pracy domowej z rachunku różniczkowego - widocznie on i pani Hong rozmawiali o 

background image

tym w pokoju nauczycielskim - ale mama tylko rzuciła mu To Spojrzenie, a on się przymknął. Całe 

szczęście, że mam takich wyluzowanych rodziców.

No cóż, poza tatą. W głowie mi się nie mieści, że odmówił realizacji mojego genialnego 

pomysłu zbudowania własnego laboratorium robotycznego. Myślę, że to jego strata. Nie powiem o 

tym   Michaelowi.   To   znaczy,   że   faktycznie   spytałam.   Nie   jestem   pewna,   gdyby   nawet   tata 

ZGODZIŁ się zbudować własne laboratorium robotyki medycznej, czy Michael w ogóle zechciałby 

w nim pracować, ze względu na to, że przecież chce przede mną uciec, bo ja nie chcę z nim 

uprawiać seksu.

No i DEFINITYWNIE nie powiem mu o kluczu hotelowym, który mi zostawiła Grandmère. 

Gdyby Michael dowiedział się, że mam do swojej dyspozycji cały apartament hotelowy, to totalnie 

chciałby...

O.

MÓJ.

BOŻE.

ŚRODA, 8 WRZEŚNIA,

CORNER BISTRO

Muszę pisać szybko. Michael podszedł tylko do kontuaru po dodatkowe serwetki. Nie wiem, 

gdzie się podziała nasza kelnerka. To miejsce to istne zoo. Ktoś musiał w jakimś przewodniku 

puścić farbę o tych  hamburgerach.  Właśnie podjechał pod drzwi dwupoziomowy autokar trasy 

turystycznej Big Apple i mniej więcej ze stu turystów wpakowało się do restauracji.

W   każdym   razie,   jak   tylko   Michael   po   mnie   przyjechał,   coś   mnie   uderzyło.   To,   co 

NAPRAWDĘ   miała   na   myśli   Grandmère,   kiedy   powiedziała:   „zaaranżować   bardzo   osobiste   i 

romantyczne pożegnanie”. Grandmère MUSIAŁA mieć na myśli to, co mnie się wydaje, że miała 

na myśli.

Grandmère dała mi klucz do swojego apartamentu w Ritzu, żebym mogła uprawiać

SEKS!!!!

Serio! Grandmère udostępniła mi swój apartament w Ritzu, żebym mogła w nim „pożegnać 

się” z Michaelem. W atmosferze prywatności, jakiej by nam się nie udało znaleźć nigdzie indziej, 

skoro żadne z nas nie dysponuje własnym mieszkaniem.

Innymi   słowy,   moja   babka   dała   mi   swoją   własną   wersję   Najcenniejszego   Daru: 

NAJCENNIEJSZĄ rzecz, o jakiej mogłaby zamarzyć każda nastolatka:

MOJA   BABKA   ZAPEWNIŁA   MI   MOJE   WŁASNE   MIEJSCE   DO   UPRAWIANIA 

SEKSU!!!!!!

Wiem, że to się wydaje niewiarygodne. Ale to prawda. Nie da się tego wyjaśnić inaczej. 

Grandmère chce, żebym uprawiała seks ze swoim chłopakiem w wieczór przed jego wyjazdem do 

Japonii.

background image

Ale   dlaczego   moja   własna   babka   miałaby   mnie   zachęcać   do   tego,   żebym   oddała   swój 

Najcenniejszy Dar, będąc jeszcze nastolatką? Przecież babki powinny być staroświeckie i chcieć, 

żeby   ich   wnuczki   czekały   do   ślubu,   zanim   skonsumują   swoje   związki.   Babki   nie   wierzą   w 

przymierzanie pary spodni przed zakupem. Wszystkie babki powtarzają jedno: „On nie kupi całej 

krowy, jeśli mleko może dostać za darmo”. Babki powinny chcieć jak najlepiej dla dzieci swoich 

własnych dzieci.

I czy to naprawdę możliwe, że Grandmère uznała, że NAJLEPIEJ dla mnie będzie, kiedy 

prześpię się na pożegnanie ze swoim facetem w porzuconym przez nią apartamencie w Ritzu?

Chyba że...

O MÓJ BOŻE!

 Właśnie to do mnie dotarło. Czyżby 

Grandmère usiłowała mi 

pomagać w powstrzymaniu Michaela od wyjazdu do Japonii????

Poważnie. Bo jaki facet, mając wybór pomiędzy seksem a brakiem seksu, wybierze brak 

seksu? Przecież Michael przeprowadza się do tej Japonii ze względu na ten cały brak seksu.

Pomijając kwestię ratowania tysięcy istnień ludzkich i zarobienia milionów dolarów po to, 

żeby coś dowieść mojej rodzinie i „US Weekly”.

Ale gdyby wiedział, że ma szansę na seks, to czy by nie... został?

Ja wiem. To SZALEŃSTWO.

To takie szaleństwo, które mogłoby zadziałać.

Nie.   NIE!!!!   Nie   mogę   uwierzyć,   że   to   napisałam!!!!   Tak   nie   można!!!!   No   bo, 

wykorzystywać seks, żeby kimś manipulować? To się kłóci z moimi feministycznymi zasadami. 

Boże. Co ta Grandmère sobie WYOBRAŻA?

Pomijając, oczywiście, że Grandmère nie kieruje się ŻADNYMI feministycznymi zasadami. 

To znaczy, no cóż, kieruje się nimi, tylko za takie ich nie uważa.

No i jeszcze została ta cała kwestia z czekaniem do nocy po balu maturalnym. Przecież 

obiecałam   Tinie.   PRZYSIĘGŁYŚMY   sobie,   że   nie   rozstaniemy   się   ze   swoim   Najcenniejszym 

Darem aż do tego wieczoru.

Tina na pewno zrozumie...

Zaraz. Ja to naprawdę biorę pod uwagę? Nie! Nie, to jest niewłaściwe! To jest okropne! Ja 

bym  nigdy nie  mogła  czegoś  takiego  zrobić! Obrabowałabym  w  ten sposób cały świat  z tego 

robotycznego manipulatora Michaela! Ja nie mogę czegoś takiego zrobić. Na litość boską, jestem 

przecież KSIĘŻNICZKĄ.

Ale   co   jeśli   -   hipotetycznie   oczywiście   -   Michael   i   ja   będziemy   uprawiali   seks   w 

porzuconym przez Grandmère apartamencie w Ritzu, a jemu się to tak spodoba, że zdecyduje się 

mimo wszystko nie jechać? Czy to nie byłoby WARTE poświęcenia moich feministycznych zasad? 

Czy to jednak nie byłoby jeszcze bardziej FEMINISTYCZNE, bo w ten sposób zatrzymawszy 

Michaela przy sobie, mogłabym nadal wąchać jego szyję, a zatem uwalniać sobie serotoninę do 

mózgu, co mnie uspokaja i pozwala mi się stawać bardziej gruntownie wykształconą osobą i lepszą 

przewodnicząca   szkolnego   samorządu   oraz   wzorem   postępowania   dla   wszystkich   młodych 

background image

dziewczyn na całym świecie?

AAAAAAACH! Michael wraca z serwetkami. Więcej później.

ŚRODA, 8 WRZEŚNIA, 23.00,

PODDASZE

No cóż. Było bardzo miło. Zjedliśmy uroczą kolację, a potem poszliśmy na kruche babeczki 

do Magnolia Bakery (tak, tej z Leniwej niedzieli na Saturday Night Life).

A potem bardzo czule się całowaliśmy przez jakieś pół godziny w westybulu, podczas gdy 

Lars udawał, że wkłada monety do parkometru, chociaż limuzyna ma rejestrację dyplomatyczną i 

nigdy nie dostajemy mandatów.

Naprawdę nie wydaje mi się, żeby winna była ta niesamowicie wysoka dawka serotoniny, 

która  mi  w  tej   chwili  krąży po  mózgu   ze  względu  na to,  że  tak  długo  sobie  wąchałam   szyję 

Michaela (nie wspominając już o oksytocynie, hormonie, który wydziela się do mózgu w chwilach 

intensywnej   przyjemności   seksualnej.   Ostrzegano   nas   na   lekcjach   zdrowia   i   higieny,   żeby   nie 

uprawiać seksu z nikim, kogo nie znamy zbyt dobrze, bo oksytocyna potrafi zmącić nasz osąd i 

sprawić, że masz wrażenie, że jesteś w kimś zakochana, a tak naprawdę wy dwoje nie macie ze 

sobą nic wspólnego, nawet wcale specjalnie za sobą nie przepadacie. To zresztą wyjaśnia, czemu 

Grandèpre ożenił się z Grandmère).

Nie. Naprawdę uważam, że to coś więcej niż serotonina. Jestem gotowa. Jestem gotowa 

oddać mój Najcenniejszy Dar. Gotowa na słowo przez duże S.

I to dlatego powiedziałam Michaelowi, kiedy już zbierał się do odejścia:

- Nie rób żadnych planów na jutrzejszy wieczór. Mam dla ciebie niespodziankę.

A Michael na to:

- Naprawdę? A co takiego?

Ale ja odparłam:

- Gdybym ci powiedziała, to już nie byłaby żadna niespodzianka, prawda?

A Michael tylko się uśmiechnął i powiedział:

- Okay.

A potem pocałował mnie jeszcze raz i powiedział „dobranoc”.

I poszedł.

Och, będzie miał niespodziankę, to na pewno.

Przecież wiem, że będziemy się z Michaelem kochać nielegalnie, bo mając szesnaście lat, 

powinnam czekać jeszcze rok do momentu, kiedy w stanie Nowy Jork dopuszcza się współżycie 

seksualne.

Zdaję też sobie sprawę, że decydowanie się na współżycie z moim chłopakiem dwa lata 

przed zaplanowanym terminem tylko dlatego, że nie chcę, żeby się przenosił do Japonii, i uważam, 

że istnieje bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że tam nie pojedzie, jeżeli będzie wiedział, że 

może liczyć na seks ze mną, to będzie antyfeministyczna manipulacja.

background image

Ale 

NIC MNIE TO NIE OBCHODZI.

NIE MOGĘ pozwolić, żeby on się przeniósł do Japonii. Po prostu NIE MOGĘ. Bardzo mi 

przykro ze względu na wszystkich tych chorych, którym grozi operacja na otwartym sercu, którzy 

może ucierpią z powodu mojej szalenie samolubnej decyzji.

Ale   czasami   dziewczyna   musi   zrobić   coś   takiego,   żeby   zachować   normalność   w   tym 

szalonym świecie, gdzie w jednej minucie spokojnie jesz kluski z sezamem na zimno, a w drugiej 

twój chłopak wyjeżdża do Japonii.

Po prostu tak być musi.

O mój Boże, sama nie wierzę, że to robię. Czy powinnam to zrobić? CZY POWINNAM TO 

ZROBIĆ?

Jak zwykle, zadawanie pytań mojemu pamiętnikowi w niczym mi nie pomaga. Nawet nie 

wiem, po co zawracam tym sobie głowę.

JA, KSIĘŻNICZKĄ???? TAA, I CO JESZCZE?

Sztuka

Mii Thermopolis

(pierwsza wersja)

S

CENA

 16

DZIEŃ.   Apartament   na   ostatnim   piętrze   hotelu   Plaza.   Przerażająca   stara   kobieta   z 

eyelinerem wytatuowanym dokoła oczu (CLARISSE, KSIĘŻNA WDOWA) piorunuje wzrokiem 

MIĘ, która kuli się na krześle naprzeciw niej. Łysy miniaturowy pudel (ROMMEL) trzęsie się w 

kąciku niedaleko.

CLARISSE, KSIĘŻNA WDOWA

A   teraz   sprawdźmy,   czy   ja   to   dobrze   zrozumiałam.   Twój   ojciec   mówi   ci,   że   jesteś 

księżniczką Genowii, a ty wybuchasz płaczem. Dlaczegóż to?

MIA

Nie chcę być żadną księżniczką. Chcę być tylko sobą, Mią.

CLARISSE, KSIĘŻNA WDOWA

Usiądź prosto na tym krześle. Nie przekładaj nóg przez oparcie. I nie nazywasz się Mia, 

tylko Amelia. Chcesz mi powiedzieć, że nie pragniesz zająć należnego ci miejsca na tronie?

MIA

Grandmère, wiesz równie dobrze jak ja, że nie nadaję się na księżniczkę. No więc po co w 

background image

ogóle tracisz swój czas?

CLARISSE, KSIĘŻNA WDOWA

Jesteś następczynią tronu Genowii. I zajmiesz miejsce na tronie po śmierci mojego syna. 

Tak to wygląda. Nie ma innego wyjścia.

MIA

Taa,  jasne, Grandmère.  Słuchaj, mam mnóstwo  zadane do domu.  Czy lekcja tej  jakiejś 

etykiety długo potrwa?

CZWARTEK, 9 WRZEŚNIA,

GODZINA WYCHOWAWCZA

Mam zamiar to zrobić. To znaczy, Zrobić To. Dziś wieczorem. Całą noc nad tym myślałam i 

już wiem - nic innego mi nie pozostaje.

Zdaję   sobie   sprawę,   że   to   egoizm.   Wiem,   że   odbiorę   promyk   nadziei   tym   wszystkim 

pacjentom sercowcom, którym Michael mógłby pomóc swoim wynalazkiem.

Ale to tym gorzej dla nich. Mnóstwo osób przechodzi operacje na otwartym sercu i żyją. 

Patrzcie tylko na Davida Lettermana. I Billa Clintona. Ludzie będą musieli się z tym jakoś uporać. 

Może gdyby jedli mniej mięsa, NIE POTRZEBOWALIBY tylu operacji serca. Czy ktokolwiek 

kiedyś o tym pomyślał?

O Boże. Czy ja to naprawdę przed chwilą napisałam? W głowie mi się nie mieści, że ja to 

przed chwilą napisałam. CO SIĘ ZE MNĄ DZIEJE? Staję się jedną z wojowniczych wegetarianek, 

tych, co uważają, że Heifer Project, akcja, w której ramach daje się biednym wdowom krowy i 

kozy, żeby miały jakiś dochód ze sprzedaży mleka, i mogły za to kupować jedzenie dla swoich 

dzieci, jest niewłaściwa, bo prowadzi do robienia ze zwierząt niewolników człowieka?

Nie wiem, co się ze mną dzieje. To zupełnie tak, jakbym zwariowała. Nawet sprawdziłam, 

czy mam jeszcze te prezerwatywy, które mi zostały po tym, jak zmuszono nas, żebyśmy poszli i je 

kupili   w   ramach   projektu   Bezpieczny   Seks   na   lekcji   zdrowia   i   higieny.   Oczywiście,   swoje 

wybrałam ze względu na kolor. No bo było ich tam STRASZNIE dużo do wyboru. Wiedziałam, że 

powinnam była kupić duane reade a nie condomania. Mam teraz w plecaku prezerwatywy o smaku 

truskawkowym i piña colada (nawet nie zdawałam sobie sprawy, że one są SMAKOWE, dopóki nie 

sprawdziłam dziś rano, czy nie skończył im się okres przydatności. Dzięki Bogu, jeszcze są dobre).

Mam   zamiar   poświęcić   swoje   dziewictwo,   żeby   zatrzymać   swojego   ukochanego   na   tej 

samej półkuli, na której mieszkam.

Ale właśnie sobie zdałam sprawę, rozmyślając o tym wszystkim, że być może będę musiała 

nawet Tego Dotknąć.

Ale   po   raz   pierwszy   ta   wizja   nie   sprawia,   że   mam   ochotę   powiedzieć,   albo   chociaż 

pomyśleć: uh.

Najwyraźniej dorośleję.

background image

CZWARTEK, 9 WRZEŚNIA,

WSTĘP 00 TWÓRCZEGO PISANIA

Opisz znaną ci osobę:

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że on ma zwyczajnie ciemne włosy, ale kiedy 

przyjrzeć się z bliska, widać w nich liczne pasma kasztanowe, złote i czarne. Te włosy 

są dość długie jak na faceta, ale nie dlatego, że tak jest modnie, tylko dlatego, że ma o 

wiele za dużo zajęć i zainteresowań, żeby pamiętać o regularnych wizytach u fryzjera. 

Na pierwszy rzut oka wydaje się też, że jego oczy są ciemne, ale tak naprawdę ich 

tęczówki   to  kalejdoskop odcieni   rdzawego  brązu  i mahoniu,   tu  i  tam  nakrapianych 

drobinkami purpury i złota, zupełnie jak dwa bliźniacze jeziora w porze babiego lata, w 

które miałoby się ochotę zanurkować i tak pływać w nich bez końca. Nos: wydatny. 

Usta:   nieodparcie   zachęcające   do   pocałunków.   Kark:   pachnący   -   oszałamiającą 

mieszanką   płynu   do  płukania   tkanin   Tide   od  strony  kołnierzyka   koszuli,   pianki   do 

golenia Gillette i mydła Ivory, czyli wszystko razem biorąc: mój chłopak.

5 -

Lepiej. Wolałabym tylko, żebyś nieco dokładniej opisała, co sprawia, że jego 

usta tak nieodparcie zachęcają do pocałunków.

C. Martinez

CZWARTEK, 9 WRZEŚNIA,

ANGIELSKI

Teraz zasadnicze pytanie brzmi: czy mam powiedzieć Tinie?

Bo Lilly powiedzieć nie mogę. Ona od razu przejrzy mój plan i zorientuje się, co mam 

zamiar zrobić. Że wcale mi nie chodzi o wyrażenie wielkiej miłości i oddania jej bratu, ale próbuję 

go kontrolować.

Za pomocą seksu.

Bardzo wątpię, żeby to poparła.

Poza   tym   gotowa   mnie   oskarżyć   o   to,   że   sprzeniewierzam   się   kodeksowi   prawdziwej 

feministki, wykorzystując, żeby dostać to, czego chcę, kobiece sztuczki zamiast swojej mózgow-

nicy.

Ale przecież czy nie to zrobiła Gwen Stefani, kiedy przeobraziła się w seksownego kociaka, 

żeby ujawnić, jak słabo zarabiają i jak długo pracują Króliczki Playboya, żeby pomóc polepszyć ich 

warunki zatrudnienia w Grotto? Ja przecież robię dokładnie to samo. Poświęcam swoje dziewictwo, 

żeby powstrzymać wartościowego członka naszej społeczności przed wyjazdem w odległe strony. 

Na dłuższą metę, jeśli prześpię się z Michaelem, gospodarka Stanów Zjednoczonych tylko na tym 

zyska.

background image

Można by wręcz powiedzieć, że moim obywatelskim obowiązkiem jest Zrobić To.

Ale z drugiej strony, jeśli Lilly i J.P. rzeczywiście skonsumowali swój związek w czasie 

wakacji (chociaż przyglądałam się im obojgu uważnie w czasie lunchu, jedynej godziny, jaką w 

szkole   spędzamy   razem,   i   poza   wspólnym   pojadaniem   yodela   nie   zauważyłam   żadnych 

przesadnych  demonstracji intymności. Oni nawet nie trzymają się za ręce na korytarzu ani nie 

całują się rano na powitanie. Co może też oznaczać, że czułości zostawiają sobie na chwile, kiedy 

są sami. ALBO że jeszcze się nie posunęli tak daleko w kwestiach intymnych, jak mówi plotka), to 

ona totalnie powinna zrozumieć.

Bo te hormony to są STRASZNIE SILNE substancje. Niełatwo z nimi walczyć. Na pewno 

akurat Lilly będzie mogła się z tym zgodzić.

Pomijając,   oczywiście,   te   sytuacje,   kiedy   przestajesz   z   nimi   walczyć   z   Niewłaściwych 

Powodów.

Mia - co się z tobą dzieje? Robisz notatki? Myślałam, że już czytałaś Franny i Zooey!

Nie, Tina, nie robię notatek. Piszę w swoim dzienniku. Tina, muszę cię o coś zapytać. Ale 

boję się, że mnie potem znienawidzisz.

Nigdy bym nie mogła ciebie znienawidzić! Poza tym wszystko jest lepsze od słuchania, jak 

ona się rozwodzi o fuzji judeochrześcijaństwa i religii Wschodu u Salingera.

No cóż, jest taka sprawa: po dzisiejszym wieczorze już chyba nie będę na liście Ostatnich 

Dziewic z LiAE.

CO??? TY I MICHAEL TO ZROBICIE!!!! OCH, MIA!!!! KIEDY SIĘ NA TO 

ZDECYDOWALIŚCIE????

MY na nic się nie decydowaliśmy. JA zdecydowałam. Nie miej do mnie żalu, dobrze? Ale 

Grandmère dała mi klucz do apartamentu hotelowego w Ritzu, z którego nie korzysta, i 

mam zamiar zabrać tam dzisiaj wieczorem Michaela i zrobić mu niespodziankę.

Chcesz powiedzieć, że będziesz się z nim kochać czule i słodko, żeby mógł zabrać ze sobą 

piękne wspomnienie, kiedy ruszy na drugi kraniec świata, żeby dowieść, że jest ciebie wart? 

Mia, to jest TAKIE ROMANTYCZNE!!!!!!!

Hm, naprawdę zamierzam kochać się z nim tak czule i słodko, żeby zmienił zdanie i został 

w Nowym Jorku. Bo jaki facet będzie chciał się przenieść do Japonii, skoro będzie mógł 

regularnie zażywać seksu we własnej dzielnicy?

background image

Och! No cóż. To chyba też dobry powód.

Poważnie? Nie uważasz, że jestem zła, bo usiłuję nim manipulować? Za pomocą mojego 

Najcenniejszego Daru?

Cóż, rozumiem, dlaczego masz zamiar to zrobić. Przecież go kochasz i to naturalne, że nie 

chcesz go stracić. A wiem, że Borys wczoraj w czasie lunchu nie pomógł ci specjalnie, kiedy 

opowiadał te cuda o klarnecistkach. Chociaż, prawdę mówiąc, Mia, bardzo wątpię, żeby 

Michael miał spotkać w Japonii jakieś klarnecistki.

I tak nie jestem pewna, czy zaryzykować, Tina. Ale muszę COŚ zrobić. Muszę 

SPRÓBOWAĆ.

Właśnie. Ale czy jesteś NAPRAWDĘ gotowa iść na całość? No wiesz, sama ćwiczę z rączką 

od prysznica; nauczyłyśmy się po obejrzeniu Czterdziestoletniej dziewicy na płatnej 

kablówce.

Jasne. Tamten film był TAAAAAKI pouczający.

Właśnie. I wiesz, tak jak w tamtym filmie, cała rzecz powinna potrwać zaledwie z minutę, 

biorąc pod uwagę, że dla Michaela to też będzie pierwszy raz.

Tak, ale zgodnie z tamtym filmem drugi raz może potrwać DWIE GODZINY.

Mnie to zajęło właśnie tyle czasu z rączką od prysznica za pierwszym razem. Ale to chyba 

dlatego, że myślałam o niewłaściwej osobie. Myślałam o Borysie, ale później przekonałam 

się, że znacznie lepiej mi idzie, jeśli myślę o Cole'u z Czarodziejek.

Mnie też! To znaczy, co do tych dwóch godzin. Ale na mnie działa James Franco z Tristana 

i Izoldy, nie Cole.

Uważasz, że to się uda w prawdziwym życiu? To znaczy, bez wody?

Nie wiem, Tina. Ale chętnie podejmę takie ryzyko, jeśli to będzie oznaczało, że Michael 

zostanie przy mnie.

Totalnie cię rozumiem. I popieram cię na sto procent. Masz prezerwatywy?

Oczywiście. I zatrzymam się w Duane Reade po szkole, żeby kupić jakieś gąbki 

background image

antykoncepcyjne. Bo wiesz, że prezerwatywy dają tylko dziewięćdziesiąt pięć procent 

zabezpieczenia przed niechcianą ciążą, nawet jeśli stosowane są prawidłowo. Nie mogę 

ryzykować tych dodatkowych pięciu procent.

Ale co powie Lars, jak zobaczy, że kupujesz środki antykoncepcyjne? Będzie wiedział, że to 

nie do szkoły, jak tamte prezerwatywy. Przecież chodzi na te same lekcje co ty - nawet jeśli 

niespecjalnie na nich uważa (no ale... ty też nie)!

Mam zamiar powiedzieć Larsowi, że robimy ci taki prezent, dla żartu. Więc udawaj, że tak 

było, dobrze?

Cha. Cha. Cha. Żartobliwy prezent dla mnie. Naprawdę zabawne.

Nie mogę powiedzieć, że to prezent dla żartu dla Lilly, bo co, jeśli Lars ją zapyta????

Chyba nie powiesz o tym Lilly?

Tina, jak mogłabym? Wiesz, co ona na to powie.

Że jeśli Michael nie pojedzie do Japonii, to jego automatyzowane ramię nigdy nie zostanie 

zrobione, i umrą tysiące ludzi, którzy być może nie umarliby, gdybyś pozwoliła mu tam 

jechać?

Auć, Tina. To naprawdę zabolało.

No wiesz, ja tylko mówię, co powiedziałaby LILLY. Ja wcale w to nie WIERZĘ. A 

przynajmniej, nie do końca. Michael jest bardzo pomysłowym człowiekiem. Jestem pewna, 

że znajdzie jakiś sposób, żeby skonstruować to swoje zautomatyzowane ramię tutaj. Tylko 

że... Czy ja ci mówiłam, że tata od jakiegoś czasu przyjmuje leki na nadciśnienie i wysoki 

poziom cholesterolu, a jego lekarz mówi, że jeśli nie ograniczy spożycia czerwonego mięsa, 

to zostanie pewnym kandydatem na operację wszczepienia bypassów?

Powiedz mamie, żeby nie pozwalała mu zamawiać tyle wołowiny w pomarańczach z Wu 

Liang Ye.

Tak zrobię. Ach, Mia! To taka wspaniała perspektywa! Będziesz pierwsza z naszej grupki, 

która odda swój Najcenniejszy Dar! Pomijając Lilly, oczywiście, o ile ona i J.P. faktycznie  

To Zrobili w czasie wakacji.

background image

Ale ty jesteś pewna, że mnie za to nie znienawidzisz? To znaczy, że nie zaczekam do nocy 

po naszym balu maturalnym, tak jak uzgadniałyśmy?

Och, Mia, oczywiście, że nie. Rozumiem, że zachodzą tu okoliczności łagodzące. No bo 

gdyby Borysowi zaoferowano pierwsze skrzypce w jakiejś orkiestrze w Australii i gdyby 

serio brał pod uwagę wyjazd, zrobiłabym dokładnie to samo. Tyle że, naturalnie, Borys, 

grając pierwsze skrzypce w filharmonii w Sydney, nie ratowałby nikomu życia, a co dopiero 

mówić o udowadnianiu swojej wartości jakiemuś narodowi, którym ja bym mogła pewnego 

dnia rządzić.

Dzięki, Tina. Naprawdę jestem ci wdzięczna. Twoje wsparcie bardzo wiele dla mnie znaczy.

Przecież od tego jestem!

Czy mogłabym mieć lepszą przyjaciółkę niż Tina Hakim Baba? Nie wydaje mi się.

Dobra, a zatem:

LISTA RZECZY DO ZAŁATWIENIA PRZED UPRAWIANIEM SEKSU

1. Kupić środki antykoncepcyjne.

2. Ogolić nogi/pachy.

3. Ogolić okolice bikini????

4. Znaleźć ładną bieliznę (Czy ja MAM jakąś ładną bieliznę? Okay, jest ta lawendowa 

jedwabna koszulka i majteczki La Perla, które kupiła mi na urodziny Grandmère. Nadal 

mają metki. Mam nadzieję, że nie dostanę wysypki, jeśli je włożę bez uprzedniego 

wyprania).

5. Dezodorant.

6. Sprawdzić, czy nie mam jakichś brzydkich wągrów.

7. Pozbyć się Larsa. (Drobiazg. Powiem mu, że jadę spędzić wieczór u Michaela w domu, 

więc może tam wpaść po mnie o jedenastej. A my z Michaelem wymkniemy się po 

schodach i wyjdziemy z kamienicy wyjściem przez piwnicę. Potem możemy złapać 

taksówkę do Ritza. Michael może nabrać jakichś podejrzeń, ale powiem mu, że to 

wszystko część niespodzianki).

8. ZROBIĆ PEELING!

9. Usunąć woskiem wąsik.

10. Nakarmić Grubego Louie.

CZWARTEK, 9 WRZEŚNIA,

LUNCH

background image

Dzisiaj, wchodząc do stołówki, przekonałam się, że ktoś na każdym bez wyjątku stoliku 

porozstawiał takie małe trójkątne podstawki z kartkami. Na kartkach były wypisane ostrzeżenia. Na 

przykład na kartce na naszym stole stało:

OSTRZEŻENIE

Czy wiecie, że najbardziej prawdopodobnym kryzysem, jaki czeka obecnie Amerykanów, 

jest pandemia? Kiedy terroryzm biologiczny stanowi realne zagrożenie, a podróże lotnicze są tak 

popularne jak teraz, śmiertelne choroby, takie jak ptasia grypa czy ospa wietrzna mogą ogarnąć 

naszą   populację   w   KAŻDEJ   chwili.   Czy   wiesz,   co   trzeba   zrobić   w   przypadku   ataku 

bioterrorystycznego?

KSIĘŻNICZKA MIA Z GENOWII WIE.

Głosuj na prawdziwego LIDERA.

Głosuj MĄDRZE.

Głosuj na Mię.

A na pobliskim stoliku:

OSTRZEŻENIE

Czy  wiecie,   że   jeśli   brudna   bomba   (taki   materiał   wybuchowy,   który  w   środku   zawiera 

substancje radioaktywne) zostanie zdetonowana na Times Square w czasie godzin lekcyjnych, to 

nawet   leciutka   bryza   może   przywiać   w   naszą   stronę   brudne   powietrze   w   ciągu   paru   minut, 

powodując skażenie radioaktywne, które może prowadzić do powstania nowotworów i/lub zgonu? 

Czy wiesz, co zrobić w przypadku wybuchu takiej bomby? KSIĘŻNICZKA MIA Z GENOWII 

WIE. Głosuj na prawdziwego LIDERA. Głosuj MĄDRZE. Głosuj na Mię.

A obok jeszcze coś takiego:

OSTRZEŻENIE

Czy   wiecie,   że   w   roku   1737,   a   potem   znów   w   1884   w   Nowym   Jorku   miało   miejsce 

trzęsienie ziemi o sile około pięciu stopni? To WIĘCEJ niż prawdopodobne, że to miasto czeka ko-

lejne trzęsienie. Biorąc pod uwagę, że większość Dolnego Manhattanu postawiono na materiale 

usuniętym   z   pola   budowy   podczas   konstrukcji   dawnego   World   Trade   Center,   i   że   większość 

budynków na Upper East Side została wzniesiona, zanim weszły w życie jakiekolwiek zarządzenia 

budowlane   dotyczące   minimalizacji   skutków   trzęsień   ziemi,   jakie   mamy   szanse   na   przeżycie, 

gdyby trzęsienie ziemi o sile pięciu stopni miało miejsce w czasie godzin lekcyjnych? Czy wiesz, 

co zrobić w przypadku takiej katastrofy?

KSIĘŻNICZKA MIA Z GENOWII WIE.

Głosuj na prawdziwego LIDERA.

Głosuj MĄDRZE.

Głosuj na Mię.

background image

Naprawdę nie trzeba  być  żadnym  PRAWDZIWYM  LIDEREM, żeby zgadnąć,  skąd się 

wzięły te uspokajające małe karteczki. W tej samej chwili, w której zobaczyłam, że Lilly podchodzi 

do naszego stolika z tacą zastawioną sałatą i kurczakiem bez skóry (ostatnio usiłuje odżywiać się 

zdrowo. Już schudła pięć kilo i o wiele mniej  przypomina mopsika niż kiedyś.  Prawie można 

dostrzec zarys jej kości policzkowych), powiedziałam, wskazując te karteczki:

- Co ty w ogóle wyprawiasz?

- Fajne, nie? - odparła. - J.P. powielił mi teksty na kopiarce w biurze ojca.

- Nie - oświadczyłam. - Niefajne. Lilly, co ty usiłujesz osiągnąć? ZASTRASZYĆ ludzi, 

żeby na mnie głosowali?

- Właśnie - stwierdziła Lilly, siadając. - To jedyne, co do tych szczeniaków dociera. Oni 

wychowali się na Fox News i dziennikarstwie sensacyjnym. Nie mieliby pojęcia o czymś takim jak 

realne zagrożenie, nawet gdyby postawiono im je przed samym nosem. Oni rozumieją wyłącznie 

strach. I w ten sposób zdobędziemy ich głosy.

- Lilly, ja NIE CHCĘ, żeby ludzie na mnie głosowali dlatego, że boją się, że nie będą mieli 

pojęcia, co robić w przypadku zrzucenia brudnej bomby, jeśli na mnie nie zagłosują. Ja chcę, żeby 

ludzie na mnie głosowali dlatego, że zgadzają się z moimi poglądami i stanowiskiem w różnych 

kwestiach.

- Ależ ty nie masz stanowiska w żadnych kwestiach - powiedziała Lilly rozsądnie. - A i tak 

musisz jakoś się pokazać, jeśli chcesz wygrać. Więc co ci zależy?

- Niemniej jednak... - Pokręciłam głową. - Sama nie wiem. W jakiś sposób wydaje mi się, że 

to niewłaściwe.

- Wszyscy to robią w polityce i mediach - powiedziała Lilly. - To czemu my nie możemy?

- To żadne wytłumaczenie.

- Hej. - J.P. postawił swoją tacę naprzeciw Lilly. - A wy wiecie, co by się stało, gdyby 

huragan o sile trzy lub wyższej uderzył w Nowy Jork? Nie śmiejcie się, to się już kiedyś stało. W 

1893 malutka dwójeczka zniszczyła Hog Island, ten kurort na wyspie przy Rockaways w Queens. 

Całą WYSPĘ z hotelami i wszystkim szlag trafił w jedną noc. Pomyślcie o tym, co mógłby zdziałać 

silniejszy   huragan.   Wiedziałybyście,   co   zrobić   w   przypadku   takiej   katastrofy?   -   Wyciągnął   z 

kieszeni kolejną kartkę. - No cóż, nie martwcie się. Księżniczka Mia z Genowii wie.

- Bardzo śmieszne - skwitowałam. - Lilly, poważnie...

- Mia, poważnie - przerwała mi Lilly. - Martw się o to, co zrobić, żeby powstrzymać mojego 

brata   przed   wyjazdem   do   Japonii,   a   zmartwienie   o   twoją   kampanię   wyborczą   do   samorządu 

szkolnego zostaw mnie.

Popatrzyłam na nią, mrugając oczami. Zaraz. Lilly WIE??? SKĄD ONA WIE?????

Musiała dostrzec moje zdumienie, bo przewróciła oczami i powiedziała:

- Och, przestań, KG. Jesteśmy najlepszymi  przyjaciółkami od przedszkola. Uważasz, że 

jeszcze się nie zorientowałam,  w  jaki sposób działa  twój  umysł?  Jestem pewna, że cokolwiek 

planujesz, okaże się to totalnie rozrywkowe, nawet jeśli zupełnie nieefektywne. Ten chłopak nie 

zmieni zdania. Równie dobrze możesz się rozstać z fantazjami.

background image

- Mia! - Ling Su podbiegła do naszego stolika ze spanikowaną miną. - Czy to prawda, że w 

Kaerny, w stanie New Jersey jest fabryka produkująca chlor, z której w razie terrorystycznego ataku 

mogłaby   się   wydostać   i   dolecieć   na   Manhattan   toksyczna   chmura,   która   by   nas   natychmiast 

pozabijała?

- A co z wybuchem w nuklearnej elektrowni w Indian Point? - chciała wiedzieć Perin. - Czy 

chmura radioaktywna naprawdę mogłaby się przesunąć w stronę miasta i skazić nasze zasoby wody 

pitnej, zabijając tysiące i sprawiając, że Nowy Jork przez całe dziesięciolecia nie nadawałby się do 

zamieszkania?

Spiorunowałam wzrokiem Lilly.

-   Widzisz,   co   narobiłaś?!   -   krzyknęłam.   -   Wszystkich   przeraziłaś   tymi   opowieściami   o 

czymś, co się może nigdy nie zdarzyć!

- Co masz na myśli, mówiąc: „opowieści o czymś, co się może nigdy nie zdarzyć”? - spytała 

ostro Lilly. - A co z przerwami w dostawach energii elektrycznej? Cała lata wmawiano nam, że to 

się nigdy więcej nie powtórzy, ale się POWTÓRZYŁO. Mieliśmy szczęście, że w miarę szybko 

znów włączono prąd, bo niedługo ludzie zaczęliby plądrować sklepy i zabijać się, żeby zdobyć 

pieluszki dla niemowląt.

- Naprawdę wiesz, co robić w razie wybuchu epidemii ospy wietrznej? - spytała mnie Ling 

Su. - Bo w Stanach Zjednoczonych zapasy szczepionki wynoszą tylko trzy miliony ampułek, i jeśli 

nie jesteś jedną z pierwszych  osób, które się ustawią w kolejce do apteki, to prawdopodobnie 

umrzesz w tej kolejce, zanim cię zdążą zaszczepić. Czy ty masz dostęp do jakichś tajnych rezerw 

szczepionek ze względu na to, że jesteś księżniczką, czy coś? Nie mogłabyś po prostu już teraz 

załatwić nam szczepienia, żeby nic nam nie groziło, kiedy jutro czy kiedy tam terroryści wypuszczą 

w atmosferę wirusa tej ospy?

- Lilly! - Byłam wprost nie do opisania zniesmaczona. - Musisz z tym skończyć! Widzisz, 

co narobiłaś? Przez ciebie ludziom się wydaje, że ja mam dostęp do jakichś sekretnych zasobów 

szczepionki przeciwko wietrznej ospie i że jeśli na mnie zagłosują, to im odpalę po ampułce! A to 

nieprawda!

Ling   Su  i  Perin  zrobiły  rozczarowane  miny,  słysząc,   że  nie   dysponuję   na  każde   swoje 

zawołanie szczepionką na ospę wietrzną. Borys się tymczasem zaśmiewał.

- Co cię tak bawi? - spytałam ostro.

- No to, że... - Zerknął na Tinę, która rzuciła mu złe spojrzenie, więc przestał rechotać. - Nic.

- Posłuchaj, KG - powiedziała Lilly. - Zdaję sobie sprawę, że równamy tu do najniższego 

wspólnego mianownika, ale rozejrzyj się wokół siebie.

Rozejrzałam się po stołówce. Gdziekolwiek spojrzałam, ludzie podnosili poustawiane na 

stołach ulotki i gadali o nich - rzucając w moją stronę nerwowe spojrzenia.

- Widzisz? - Lilly wzruszyła ramionami. - To działa. Ludzie się na to nabierają. Będą na 

ciebie głosować, bo myślą że znasz wszystkie odpowiedzi. A poważnie, gdyby w Indian Point 

DOSZŁO do eksplozji, co byś zrobiła?

- Zadbałabym, żeby wszyscy w ciągu paru godzin od kontaktu ze skażeniem wzięli tabletki 

background image

z   jodkiem   potasu,   żeby   zabezpieczyć   ich   organizmy   przed   dalszym   absorbowaniem   radiacji. 

Zapewniłabym  wszystkim dostawę wody pitnej, jedzenia w puszkach i leków na recepty na co 

najmniej   kilka   tygodni,   żeby   mogli   nie   wychodzić   z   domów   i   odczekać,   przy   wyłączonej 

wentylacji, aż wszystko wróci do normy - odpowiedziałam odruchowo.

- A w przypadku trzęsienia ziemi?

-   Schronić   się   w   otworze   drzwiowym   albo   pod   wytrzymałym   meblem.   Po   pierwszym 

wstrząsie zakręcić wszystkie zawory wody, elektryczności i gazu.

- A gdyby wybuchła epidemia grypy?

- No cóż, oczywiście, wszyscy natychmiast powinni zacząć zażywać tamifl, a poza tym myć 

ręce i nosić jednorazowe maseczki chirurgiczne oraz nie wchodzić do budek telefonicznych, nie 

łapać za poręcze przy schodach i unikać zatłoczonych miejsc, takich jak wyprzedaże w Macy's i 

metro w godzinach szczytu.

Lilly spojrzała triumfalnie.

-   Widzisz?   Wcale   sobie   tego   nie   wymyśliłam.   Ty   FAKTYCZNIE   wiesz,   co   robić   w 

przypadku każdej potencjalnej katastrofy czy zagrożenia. Bo ty, Mia, jesteś pesymistką a co za tym 

idzie, prawdopodobnie jedną z osób najlepiej przygotowanych na wypadek jakiejś katastrofy na 

Manhattanie. Nie próbuj zaprzeczać. Właśnie przed chwilą nam to udowodniłaś.

Po tym czymś na dobre straciłam mowę. Bo chociaż nie da się zaprzeczyć, że wszystko, co 

właśnie  powiedziała  Lilly,  to  prawda,  i  tak  w  jakiś   sposób  wydawało  mi   się niewłaściwe.   To 

znaczy,  straszenie  pierwszaków.  Zanim   lunch  dobiegł  końca,   troje   z  nich   podeszło  do  mnie   z 

pytaniem,  co  bym   zrobiła   w  przypadku   jakiegoś  ataku  brudną  bombą  (poleciłabym   wszystkim 

zostać w budynku, a potem, kiedy już wolno by nam było opuścić ten teren, kazała im zdjąć, 

schować do toreb i wyrzucić ubrania przed wejściem do domu, a potem natychmiast się umyć 

mydłem i wodą) lub huraganu (ewakuować się. Nie zapominając o kocie).

Ale może Lilly NAPRAWDĘ ma rację. W tych niepewnych czasach możliwe, że ludzie 

faktycznie szukają lidera, który już pomyślał i zatroszczył się o takie sprawy, żeby sami nie musieli 

się nimi martwić i mogli bezproblemowo zażywać rozrywek.

Może to po to znalazłam się na tej planecie - nie żeby być księżniczką Genowii, ale żebym 

mogła troszczyć się o wszystko, czym ludzie nie mają ochoty zawracać sobie głowy.

CZWARTEK, 9 WRZEŚNIA,

RZ

Lilly właśnie pokazała mi pożegnalny prezent, jaki kupiła dla brata: kasetkę  Magic: The 

Gathering, żeby mógł zabrać ze sobą do Japonii wszystkie swoje karty i żeby mu się przy tym nie 

pomieszały.

Nie miałam serca informować jej, że:

a) Michael już nie gra w Magic, a poza tym:

b) nie pojedzie do Japonii, ponieważ planuję dostarczyć mu bardzo, bardzo ważnego 

powodu, żeby chciało mu się zostać tu, na Manhattanie.

background image

Naprawdę   wcale   nie   chodziło   o   to,   że   nie   miałam   serca   jej   o   tym   informować.   Nie 

powiedziałam jej, bo nie chciałam, żeby mi skopała tyłek. Ostatnio ćwiczy (co też się przyczynia do 

utraty wagi) w Crunch, gdzie chodzi na rowerek i z mamą  na ajurwedę. Jeśli ktoś gotów jest 

pozwolić zupełnie obcej osobie nacierać swoje nagie ciało olejkiem różanym, to NIE JEST to ktoś, 

komu chciałabym się czymś narażać.

A skoro już o tym mowa, to muszę pamiętać, żeby przed dzisiejszym wieczorem zrobić 

sobie peeling całego ciała.

To dziwne, że nie jestem jakoś bardzo zdenerwowana ani nic. Ale to chyba oznacza, że 

dobrze się czuję z podjętą decyzją. Ona się po prostu wydaje... właściwa.

W menu restauracyjnym są cztery przekąski, cztery dania główne i trzy desery. Ile różnych 

zestawów   można   zamówić   tam   na   obiad,   składający   się   z   jednej   przystawki,   jednego   dania 

głównego i jednego deseru?

A co z napojami? Czy NAD TYM nikt się nie zastanawia? Co, goście restauracji mają 

umrzeć z odwodnienia? Kto w ogóle NAPISAŁ ten zbiór zadań?

Od zeszłego roku cena dżinsów wzrosła o 30 procent. Jeśli w zeszłym roku ta cena wynosiła 

x, to ile x wynosi cena tegoroczna?

A kogo to OBCHODZI?

Przeciętny   wzrost   (średnia   arytmetyczna)   4   członkiń   6   -   osobowej   drużyny   czirliderek 

wynosi 175 centymetrów. Ile wzrostu w centymetrach muszą mieć pozostałe dwie czirliderki, jeśli 

średnia wzrostu całej drużyny wynosi 180 centymetrów?

CZIRLIDERKI???? NA TESTACH SAT?????

Jejku, kogo ja usiłuję nabrać? Ja tego nie mogę zrobić. JA NIE MOGĘ TEGO ZROBIĆ!!!! 

Ja nie mogę uprawiać SEKSU. Jestem KSIĘŻNICZKĄ, na litość boską.

O Boże, chyba mam jakiś atak serca.

CZWARTEK, 9 WRZEŚNIA,

GABINET PIELĘGNIARKI

Okay.   No   dobra,   nie   żeby   to   było   w   ogóle   żenujące,   że   na   lekcji   WF   -   u   zaczęłam 

hiperwentylować w czasie biegania dokoła zbiornika z wodą na dachu.

Kazali mi oddychać do papierowej torby i siedzieć z głową między kolanami. Ale ja to już 

robiłam i to wcale nie pomaga. No cóż, teraz już mogę oddychać. Ale nadal DOSTAJĘ ŚWIRA. W 

głowie mi się nie mieści, że ja naprawdę zamierzam TO ZROBIĆ.

background image

A co, jeśli coś się nie uda, a mama i tata jakoś się o tym dowiedzą? Na przykład, jeśli okaże 

się, że nadal mam błonę dziewiczą (chociaż przecież na zdrowiu i higienie mówili nam w zeszłym 

roku, że większość dziewczyn traci swoje dziewictwo, uprawiając zwykłe zajęcia fizyczne, takie 

jak jazda na rowerze czy jazda konna)? I zacznę krwawić, a Michael będzie musiał błyskawicznie 

odwieźć   mnie   do   Cabrini,   gdzie   jakiś   lekarz   w   typie   doktora   Kovaca   będzie   musiał   mnie 

cewnikować, po czym zapadnę w śpiączkę zupełnie jak w Ostrym dyżurze!

I WSZYSCY SIĘ DOWIEDZĄ, ŻE ODDAŁAM SWÓJ NAJCENNIEJSZY DAR.

I okay, naprawdę jeszcze nie słyszałam, żeby coś takiego przytrafiło się jakiejś dziewczynie, 

ale w historycznych romansach Tiny czasem zdarza się, że bohaterka krwawi - chociaż zdaje się, że 

nigdy jej to specjalnie nie przeszkadza w osiągnięciu orgazmu, od którego ziemia się porusza.

Wydaje   mi   się  jednak,   że  ja  jeszcze   nie   mam  takiej   wprawy,   żeby  doznać   orgazmu   w 

obecnych, szczególnych okolicznościach. Zwłaszcza kiedy w pokoju przebywa jeszcze jedna osoba. 

To znaczy ktoś inny niż James Franco w pełnej zbroi.

Och nie, pielęgniarka tu idzie...

Okay, no cóż, siostra Lloyd właśnie mi powiedziała, że to bardzo mało prawdopodobne, 

żeby w wypadku przerwania błony dziewiczej ktoś krwawił tak mocno, że aż go trzeba zabrać do 

szpitala, chyba że jest się hemofilitykiem. Stwierdziła też, że u większości kobiet hymen i tak ma w 

środku dziurkę. Inaczej nie mogłyby mieć menstruacji.

A więc cała ta gadanina o Najcenniejszym Darze i tak jest naciągana.

Powiedziała też, że romanse historyczne raczej nie stanowią najbardziej godnego zaufania 

źródła informacji, i dała mi taką jedną broszurkę pod tytułem:  Więc uważasz, że jesteś gotowa 

uprawiać seks? Broszurka ma na okładce rysunek pary o nieco zdezorientowanych minach i mówi 

o tym, że trzeba się zabezpieczać. Nie było w niej nic o tym, że dziewictwo to Najcenniejszy Dar, 

który trzeba zachować dla osoby, za którą się wyjdzie za mąż. Ale napisano, że trzeba poczekać z 

seksem, dopóki się naprawdę nie pozna tego kogoś i nie nabierze pewności, że się go kocha - co już 

przecież i tak wiem, bo mówi mi to ta cała oksytocyna.

A potem było tam jeszcze trochę o wieku, od którego dozwolone jest uprawianie seksu. 

(Nieważne. Przecież mój tata nie myślałby o wytoczeniu sprawy sądowej. Nie chciałby, żeby cały 

świat się dowiedział, że jego córka uprawiała seks przedmałżeński). I o tym, że nie wolno tego 

robić pod czyjąś presją.

A potem był jeszcze fragment o abstynencji płciowej, i że to całkiem okay, jeśli ktoś nie 

chce Tego Robić. Jakby to dla mnie miała być jakaś nowina. Doskonale wiem, że można Tego Nie 

Robić. Inne dziewczyny mogą sobie Tego Nie Robić.

Ale   chłopcy   tych   innych   dziewczyn   nie   projektują   zrobotyzowanych   ramion   do 

przeprowadzania operacji serca i nie przenoszą się jutro do Japonii na cały rok.

Nic   z   tego   nie   powiedziałam   siostrze   Lloyd.   To   znaczy   nic   na   temat   seksu.   Ale 

opowiedziałam jej o Michaelu, i o tym, że on wyjeżdża i że ja się tego strasznie boję, i że nie 

przeżyję tego jego wyjazdu.

Na co siostra Lloyd powiedziała mi:

background image

- Mój  brat  miał  w  zeszłym  roku wstawione  trzy bypassy po zawale  serca.  Musieli  mu 

rozciąć klatkę piersiową. Powiedział, że jeszcze nigdy w życiu nic go aż tak bardzo nie bolało i że 

przez sześć tygodni po operacji wręcz marzył, żeby umrzeć.

Bardzo mi przykro ze względu na brata siostry Lloyd, ale w żaden sposób nie pomaga mi to 

rozwiązać MOJEGO problemu.

CZWARTEK, 9 WRZEŚNIA, CHEMIA

Mia, nic ci nie jest? Słyszałem, że WF spędziłaś w gabinecie pielęgniarki.

Boże, ależ wszystko się szybko roznosi w tej szkole. Nic mi nie jest, dzięki, J.P. Po prostu 

trochę się zmęczyłam bieganiem wokół zbiornika z wodą.

Rozumiem. Cieszę się, że wszystko gra. Miałem wrażenie, że jesteś nieco blada.

Chyba mam mnóstwo spraw na głowie.

No właśnie! Michael jutro wyjeżdża, tak?

Taa. Podobno.

Jak to, podobno? Myślałem, że to już ustalone.

Być może. Zobaczymy.

To by była straszna szkoda, gdyby nie pojechał. To taka niesamowita okazja.

Wiem. Dla niego. Ale co ze MNĄ? To ja jestem tą osobą, która tu zostanie z niczym.

Jak to, z niczym? Przecież masz MNIE!

Cha, cha. Wiesz, co mam na myśli.

Zastanawiałem się trochę nad tym, co wczoraj przy lunchu powiedział Borys. Wiem, że się 

na niego wkurzyłaś, ale on w pewnym sensie miał rację... MASZ ZAMIAR spotykać się z 

innymi facetami, kiedy Michaela nie będzie? No wiesz, czy wy dwoje rozmawialiście o tym 

ze sobą? Bo to by było z jego strony trochę nie fair, gdyby oczekiwał, że przez cały czas jego 

pobytu w Japonii nie będziesz się z nikim umawiała. To znaczy z innymi facetami. To znaczy 

gdybyś miała ochotę.

background image

Ale ja nie mam ochoty!!!! To znaczy kocham Michaela.

Oczywiście, że go kochasz. Ale masz tylko szesnaście łat. Naprawdę zamierzasz siedzieć w 

domu w każdą sobotę aż do jego powrotu?

Nie muszę siedzieć w domu co sobota. Mam przecież wszystkie moje przyjaciółki. Całą 

paczkę. Kumpele na całe życie.

Ale wy wszystkie, dziewczyny, macie swoich facetów. Ja nie mówię, że one nie będą chciały 

spędzać z tobą czasu, ale będziesz się czuła po prostu trochę osamotniona, kiedy one 

wszystkie będą gdzieś z nimi wychodziły, a ty będziesz siedziała sama.

To prawda. Ale będę miała szansę popracować nad swoją powieścią. I nad scenariuszem! A 

potem - jeśli Michael rzeczywiście wyjedzie - udałoby mi się może skończyć obie rzeczy 

przed jego powrotem. Wtedy ja też miałabym jakieś swoje osiągnięcia! Może nie tak 

imponujące jak JEGO dokonania. Ale wiesz. TROCHĘ więcej niż tylko tytuł księżniczki.

Myślałem, że wczoraj ustaliliśmy, że wystarczającym osiągnięciem jest to, że jesteś sobą.

Tak, ale ty po prostu byłeś tylko dla mnie miły. KAŻDY może być sobą. A ja chcę osiągnąć 

coś naprawdę wybitnego.

Mia, jeśli nie będziesz uważała na tych lekcjach, to ja nie wiem, jak zaliczysz chemię. Nie 

oczekuj, że w tym roku też będę za ciebie harował. Mam inne rzeczy do roboty - Kenny.

Ten facet naprawdę działa mi na nerwy.

Ale on ma rację. Powinniśmy przestać. Tak nie można.

Ale to takie przyjemne!

J.P.! Przestań! Znów mnie rozśmieszasz!

I dobrze. Moim zdaniem potrzeba ci trochę śmiechu.

J.P.   jest   taki   miły!!!!   Lilly   to   naprawdę   szczęściara,   że   udało   jej   się   znaleźć   takiego 

genialnego faceta.

Dobra, wracamy do chemii.

Zaraz... ILE jest tych chemicznych związków? I my mamy znać je WSZYSTKIE???????

background image

CZWARTEK, 9 WRZEŚNIA,

RACHUNEK RÓŻNICZKOWY

POWODY, ŻEBY TO DZISIAJ ZROBIĆ

KONTRA

CZEKANIE DO NOCY PO BALU MATURALNYM

Za:

To by go mogło przekonać, żeby nie jechał do Japonii; to uratuje mnie przed załamaniem 

nerwowym z braku możliwości wąchania jego szyi.

Przeciw:

Jeśli   nie   pojedzie   do   Japonii,   to   pozbawi   świat   wynalazku,   który   potencjalnie   mógłby 

uratować życie wielu ludziom, a moją babkę pretekstu do uporczywych prób umawiania mnie z 

jakimiś   innymi   facetami,   którzy   jej   zdaniem   są   „bardziej   wartościowi”   (czytaj:   bogatsi)   niż 

Michael.

Za:

Michael mówi, że i tak już nigdy nie pójdzie na żaden bal maturalny, więc równie dobrze 

mogę mieć to z głowy od razu.

Przeciw:

Ale może kiedy mój bal maturalny zacznie się zbliżać, on tak desperacko będzie już pragnął 

seksu, że mimo wszystko zgodzi się pójść!

Za:

To będzie dla nas obojga szansa, żeby wyrazić swoją miłość fizycznie w sposób, który 

naprawdę uczyni z nas jedno serce, jeden umysł i jedną duszę.

Przeciw:

A co, jeśli nie zdołam powstrzymać gazów? Przecież człowiek jest wtedy GOŁY i on się 

totalnie zorientuje, że to ja.

Za:

Skoro już mowa o nagości, wreszcie mogłabym go zobaczyć nagiego.

Przeciw:

On zobaczy MNIE bez ubrania.

background image

Za:

Uprawiając seks dzisiaj i nie czekając do nocy po balu maturalnym, unikniemy banału (patrz 

pary z filmów dla nastolatek).

Przeciw:

Fakt, że nie skończyłam jeszcze osiemnastu lat, mógłby mieć dla Michaela konsekwencje 

prawne. Chociaż jestem pewna, że tata nie chciałby, żeby brukowce dowiedziały się o czymś takim.

Za:

Lilly już To Zrobiła. A przynajmniej, tak mi się wydaje. I wcale nie uważam, żeby to jakoś 

jej i J.P. zaszkodziło.

Przeciw:

Wcale nie wiem tego na pewno.

Za:

Oddając   sobie   nawzajem   swój   Najcenniejszy   Dar   dziewictwa,   zacieśnimy   łączące   nas 

emocjonalne i duchowe więzy. Takich więzów już nigdy z nikim nie zadzierzgniemy, nawet jeśli 

miałoby zdarzyć się to, co jest nie do pomyślenia, i któregoś dnia czekałoby nas rozstanie.

Przeciw:

Nic na „przeciw” nie przychodzi mi do głowy.

Och, nieważne. Robimy To i już.

Zaraz puszczę pawia i już.

P

RACA

 

DOMOWA

 

 

Godzina wychowawcza: 

brak

Wstęp do twórczego pisania: 

Jakiś idiotyzm, który mi wypadł z głowy.

Angielski: 

1000 słów na temat Wyżej podnieście strop, cieśle.

Francuski: 

Jeszcze trochę décrire un soir amusant avec les amis.

RZ: 

brak

WF: 

brak

Chemia: 

Kto wie?

Rachunek różniczkowy:

A kogo to obchodzi?

CZWARTEK, 9 WRZEŚNIA,

HOTEL FOUR SEASONS

Coraz trudniej  jest złapać w  tych  dniach Grandmère,  żeby odbyć  z nią lekcję etykiety. 

background image

Wreszcie udało nam się znaleźć ją w apartamencie na ostatnim piętrze Four Seasons, ale kiedy we-

szłam do środka, znów zastałam ją w bojowym nastroju.

- Te zasłony są nie do przyjęcia - mówiła Grandmère do faceta w urzędowym garniturze, ze 

złotą plakietką z nazwiskiem Jonathan Greer.

- Każę je natychmiast wymienić, szanowna pani - rzekł Jonathan Greer.

Grandmère jakby się nieco zdziwiła, że Greer nie próbuje się z nią kłócić. Potem dodała:

- W kwiatowy wzór. ŻADNYCH pasków.

- Absolutnie, proszę pani - zgodził się Jonathan Greer. - Natychmiast zostaną wymienione 

na zasłony w kwiatowy wzór.

Grandmère rzuciła mu zaskoczone spojrzenie. Najwyraźniej przywykła do większego oporu 

ze strony hotelowego personelu, z którym miewała do czynienia ostatnio.

-  Nie   znoszę   również  mebli   krytych  skórą  -  dodała,  wskazując   bardzo  przyjemny   fotel 

klubowy w kącie. - Są zbyt śliskie i Rommlowi to nie odpowiada. Zapach skóry wytrąca go z rów-

nowagi. Kiedyś kopnęła go w łepek krowa.

- Od razu każę zmienić pokrycie fotela, szanowna pani - powiedział Greer. Zerknął w moją 

stronę i uprzejmie skłonił głowę. Ale zaraz potem znów zwrócił się do Grandmère. - Może na ten 

sam materiał, co zasłony?

Grandmère była coraz bardziej zbita z tropu.

- Ależ... No tak, tak, to będzie do przyjęcia.

- Czy mógłbym zamówić teraz dla Waszej Wysokości herbatę? - spytał Jonathan Greer. - 

Skoro widzę, że przyjechała wnuczka Waszej Wysokości? Herbata dla dwóch osób pojawi się w 

mgnieniu oka. Małe kanapeczki czy babeczki na gorąco, czy i jedno, i drugie?

Grandmère wyglądała, jakby miała lada moment zemdleć z wrażenia.

- I jedno, i drugie, naturalnie - odparła. - I herbata Earl Grey.

- Oczywiście - zgodził się Jonathan Greer, jakby żadne inne gatunki nie istniały. - A może 

dla   Waszej   Wysokości   jakiś   koktajl?   Jak   rozumiem,   preferuje   pani   sidecara,   w   kieliszku   kok-

tajlowym na wysokiej nóżce, bez cukrowej obwódki?

Grandmère musiała sobie usiąść. Zrobiła to z wdziękiem - no cóż, pomijając fakt, że o mało 

nie usiadła na Rommlu. Ale wydostał się spod niej momentalnie. Ma przecież mnóstwo wprawy.

- Byłoby bardzo miło - powiedziała słabym głosem.

- Wasza Wysokość, wszystko, byle tylko uczynić pani pobyt w Four Seasons przyjemnym - 

rzekł Jonathan Greer z ukłonem. - Wystarczy jeden telefon.

I z tymi słowami wyszedł z pokoju na korytarz - gdzie zobaczyłam mojego ojca, który poza 

zasięgiem   wzroku   Grandmère   wcisnął   facetowi   złożony   banknot   i   wymamrotał   jakieś   podzię-

kowania.

Wow. Tata potrafi czasem wykazać się sprytem.

- A więc - zwrócił się do Grandmère, wchodząc z powrotem do pokoju. - Jak sądzisz? Czy 

to miejsce zyska twoją aprobatę?

- Ale ten apartament nazywa się Królewski - powiedziała Grandmère, nadal słabym głosem.

background image

- Faktycznie - potwierdził tata. - Trzy luksusowe sypialnie dla ciebie, Rommla i twojej 

pokojówki. Mam nadzieję, że ci się podoba. Popatrz... jest nawet popielniczka.

Grandmère   zamrugała   oczami,   spoglądając   na   kryształową   popielniczkę,   którą   uniósł   w 

dłoni.

- Są róże - zauważyła. - Różowe i białe. W wazonach, wszędzie.

- No proszę - przytaknął tata. - Rzeczywiście są. Myślisz, że uda ci się tu wytrzymać, dopóki 

twój apartament w Plaza nie zostanie odnowiony?

Grandmère nieco do siebie doszła.

- Myślę, że jakoś wytrzymam - oświadczyła. - Chociaż przywykłam do czegoś lepszego.

- Oczywiście - zgodził się tata. - Ale czasem w życiu trzeba trochę pocierpieć. Mia? Jak się 

masz?

Odskoczyłam od okna, przez które wyglądałam. Byliśmy na trzydziestym drugim piętrze i 

muszę przyznać, że chociaż widok był piękny, nie najlepiej mi robił na te lekkie mdłości, które usi-

łowałam opanować.

I nie tylko mdłości mi dokuczały. W żołądku mi coś podskakiwało. Zupełnie jakbym miała 

tam w środku uwięzionego jakiegoś kolibra, takiego jak te, które czasami zawisają w powietrzu za 

moim oknem w Genowii.

Jestem pewna, że to tylko nerwowe wyczekiwanie ekstazy, jakiej niewątpliwie zaznam dziś 

wieczorem w ramionach Michaela.

- Wszystko w porządku - powiedziałam do taty. Ale chyba za szybko, bo rzucił mi dziwne 

spojrzenie.

- Na pewno? - spytał. - Wyglądasz jakoś tak... blado.

- Nic mi nie jest. Tylko, hm, czekam właśnie na dzisiejszą lekcję etykiety!

Tata rzucił mi jeszcze DZIWNIEJSZE spojrzenie. Bo ja jeszcze NIGDY nie wyrażałam 

gotowości do odbycia lekcji etykiety.

- Och, Amelio! - jęknęła Grandmère ze swojej kanapy. - Ja dziś nie mam na to ani czasu, ani 

cierpliwości. Jeanne i mnie czeka tyle rozpakowywania (co należy sobie przetłumaczyć na: „Moja 

pokojówka, Jeanne, będzie rozpakowywała rzeczy, a ja, księżna wdowa, będę rozstawiała ją po 

kątach”). Muszę się tu zadomowić, zanim będę mogła pomyśleć o tym, czego cię jeszcze nauczyć. 

Te ciągłe przeprowadzki SZALENIE mnie znużyły. I nie tylko mnie, Rommla również.

Wszyscy obejrzeliśmy się na Rommla, który zwinął się w kulkę na drugim krańcu kanapy i 

zawzięcie pochrapywał, śniąc o tym, że znalazł się bardzo, bardzo daleko od Grandmère.

- No cóż, mamo - powiedział tata. - Teraz, kiedy będzie się tobą opiekował pan Greer, czuję, 

że chyba mogę cię na trochę zostawić samą...

Grandmère tylko parsknęła.

- Której to modelce z katalogu Victoria's Secret poszczęści się dziś wieczorem, Phillipe? - 

zapytała. A potem, zanim zdążył się odezwać, dodała: - Amelio, całe to bieganie po mieście fatalnie 

mi podziałało na cerę. Wybieram się do kosmetyczki. Dzisiejsza lekcja etykiety jest odwołana.

- Okay, Grandmère.

background image

Trudno mi było ukryć ulgę. Czeka mnie dzisiaj MNÓSTWO golenia.

Hm...  Ciekawe, czy ona to wie i właśnie DLATEGO pozwala mi  wcześniej  wrócić do 

domu?

Ale nie, to przecież niemożliwe. Nawet GRANDMÈRE nie mogłaby rzeczywiście CHCIEĆ, 

żebym uprawiała seks przedmałżeński.

Czy to w ogóle możliwe? Bo czemu niby miałaby mi dawać...

Nie. Nawet Grandmère nie mogłaby być tak wyrachowana.

CZWARTEK, 9 WRZEŚNIA,

APARTAMENT MOSCOVITZÓW, 19.00

Okay,   no   więc   jestem   tutaj.   Ogolona,   po   peelingu,   natarta   balsamem   i   ze   środkami 

antykoncepcyjnymi schowanymi bezpiecznie w moim plecaku; uważam zatem, że jestem gotowa.

To znaczy, pomijając to uczucie mdłości, które wcale mnie nie opuściło.

Tutaj panuje istne szaleństwo. Michael pakuje się na wyjazd, a jego mama chyba sądzi, że w 

Japonii nie mają takich rzeczy, jak szampon i papier toaletowy. Wciąż usiłuje je wpychać do waliz-

ki Michaela. Ona i Maya, gosposia Moscovitzów, pojechały do Sam's Club w New Jersey i zrobiły 

tam roczne zapasy wielkich opakowań takich rzeczy, jak tums, żeby mógł je ze sobą zabrać.

Michael powtarza:

- Mamo, jestem pewien, że oni tam w Japonii mają tums. Albo coś podobnego. Mnie nie jest 

potrzebne to wielkie pudło. Ani ten wielki pojemnik płynu do płukania ust.

Ale pani doktor Moscovitz wcale go nie słucha, wciska tylko pojemniki z powrotem do tej 

walizki, ile razy Michael je wyjmie.

Trochę to smutne. To znaczy ja wiem, jak pani doktor Moscovitz się czuje. Ona po prostu 

usiłuje zachować poczucie, że ma JAKĄKOLWIEK kontrolę nad światem, który nagle pogrążył się 

w chaosie. A najwyraźniej poczucie, że zadbała, żeby jej syn miał zapas środków zobojętniających 

kwasy, który mu wystarczy na najbliższe tysiąclecie, pomaga matce Michaela mieć wrażenie, że tę 

odrobinę kontroli nad światem jednak posiada.

Szkoda, że nie mogę jej powiedzieć, że nie musi się niczym przejmować, bo Michael jednak 

do Japonii nie pojedzie. Ale nie mogę wtajemniczyć JEJ w swój plan, zanim nie wtajemniczę w ten 

plan MICHAELA.

W każdym razie już mu powiedziałam, że się stąd wymkniemy. Nie jest z tego zadowolony 

- on się zawsze boi, że się narazi mojemu ojcu, co jest zrozumiałe dla każdego, skoro mój ojciec ma 

do   swojej   dyspozycji   spory   oddział   sił   specjalnych   -   ale   widzę,   że   jest   też   zaintrygowany. 

Powiedział coś w rodzaju:

- Okay, wezmę tylko kurtkę. Wiem, że jest w moim pokoju... gdzieś pod tym wszystkim.

On jeszcze nie ma pojęcia, że kurtka wcale nie będzie mu potrzebna.

Lilly właśnie wyszła ze swojego pokoju z kamerą wideo w ręku i powiedziała:

- Och, KG. Cieszę się, że tu jesteś. Szybko:  jakie są sposoby zredukowania  ocieplenia 

klimatu, żebyśmy nie musieli doświadczyć podobnej katastrofy klimatycznej jak te przedstawione 

background image

Pojutrze Kategorii 61 To znaczy, gdybyś rządziła całym światem, nie tylko Genowią.

- Lilly. W tej chwili nie mam nastroju na występ w twoim programie.

- To nie dla  Lilly mówi prosto z mostu, to na cele kampanii. No już, mów. Udawaj, że 

zwracasz się do parlamentu Genowii.

Westchnęłam.

-   Dobrze.   No   cóż,   zamiast   wydawać   rocznie   trzy   miliardy   dolarów   na   wydobywanie   i 

ekstrahowanie paliw kopalnych, namawiałabym światowych liderów do wykorzystywania alterna-

tywnych, czystych źródeł energii, na przykład energii słonecznej, energii wiatru lub biopaliw.

- Dobrze - stwierdziła Lilly. - Co jeszcze?

-   Czy   to   część   twojego   planu   zastraszania   pierwszaków,   żeby   na   mnie   głosowali?   - 

zapytałam. - Bo jestem taką panikarą, że już zbadałam, co trzeba robić w przypadku prawie każde-

go kataklizmu.

- Po prostu odpowiedz na pytanie.

-   Pomagałabym   też   krajom   rozwijającym   się,   tym,   które   powodują   największe   zatrucie 

środowiska, przestawiać się na czyste źródła energii. I zmusiłabym producentów samochodów do 

konstruowania wyłącznie pojazdów na gaz albo elektryczność, wykupiła wszystkie obecne na rynku 

samochody   typu   SUV   i   zapewniła   ulgi   podatkowe   tym   konsumentom   i   biznesmenom,   którzy 

przestawią się z korzystania z paliw kopalnych na energię wiatru lub słoneczną.

- Super. Ale dlaczego masz taką dziwną minę?

Uniosłam  dłoń  do twarzy.  Umalowałam  się  wyjątkowo   delikatnie,  wiedząc,   że  Michael 

będzie mi się przyglądał z bardzo bliska. Nie chciałam, żeby się zorientował, że mam makijaż. 

Chłopcy wolą naturalny wygląd. No cóż, przynajmniej tacy chłopcy jak Michael.

- O co ci chodzi? - spytałam. - Jak to, dziwną?

Czyżby robił mi się jakiś pryszcz? To by było właśnie moje typowe szczęście.

- No wiesz. Jakbyś była bardzo zdenerwowana. Jakby ci się zbierało na mdłości.

- Och! - Dzięki Bogu, że to nie żaden pryszcz. - Nie mam pojęcia, o co ci chodzi.

- KG. - Lilly opuściła kamerę i przyjrzała mi się z zaciekawieniem. - Co się dzieje? Co ty 

kombinujesz? A w ogóle, dokąd się dziś z Michaelem wybieracie? Powiedział, że masz dla niego 

jakąś niespodziankę.

Całe szczęście, że akurat w tej chwili Michael wrócił ze swojego pokoju, niosąc w ręku 

dżinsową kurtkę.

- Przepraszam, już jestem gotowy - oświadczył.

Chciałabym móc powiedzieć o sobie to samo.

CZWARTEK, 9 WRZEŚNIA, 20.00,

HOTEL RITZ

Muszę pisać szybko - Michael właśnie daje napiwek boyowi hotelowemu. Wszystko idzie 

jak z płatka... Wydostaliśmy się z kamienicy Michaela, nie wzbudzając niczyich podejrzeń. Michael 

uważa,   że   czeka   nas   tylko   romantyczna   kolacja   dla   dwojga   w   porzuconym   przez   moją   babkę 

background image

apartamencie  hotelowym  (który,  dzięki  Bogu, został  posprzątany,  kiedy się wyprowadziła.  Nie 

sądzę, żebym dała sobie radę z tym wszystkim, gdyby nadal tu cuchnęło Chanel numer 5, jak w 

większości pomieszczeń, które nawiedza moja babka). Nie podejrzewa, że mam zamiar obdarzyć 

go swoim Najcenniejszym Darem.

Oooch, on wraca. Bombę rzucę po kolacji... To znaczy seksualną bombę.

Hej, czy to nie brzmi jak tytuł piosenki?

CZWARTEK 9 WRZEŚNIA, 22.00,

W TAKSÓWCE PO DOMU Z HOTELU RITZ

W głowie mi się nie mieści, że on...

O mój Boże, jak ja to w ogóle zdołam opisać? Ja nawet MYŚLEĆ o tym nie mogę, a co 

dopiero to OPISYWAĆ!!!!! Naprawdę, to nawet NIE WIDZĘ tego, co miałabym  pisać, bo we 

wnętrzu taksówki jest tak ciemno. Kartkę widzę tylko wtedy, kiedy zatrzymujemy się na światłach 

pod jakąś latarnią uliczną.

Ale ponieważ Ephraim Kleinschmidt - tak się nazywa mój taksówkarz, zgodnie z informacją 

na jego certyfikacie wiszącym na kuloodpornej szybie, która mnie od niego oddziela - zdecydował 

się jechać Piątą Aleją, a nie, jak prosiłam, Park Avenue, zatrzymujemy się na światłach BARDZO 

CZĘSTO.

I nie ma sprawy. To nawet LEPIEJ. Bo to chyba znaczy, że zdołam się jakoś wypłakać, 

zanim dotrę na poddasze, więc może uda mi się uniknąć wielkiego przesłuchania przez mamę i 

pana G., kiedy wejdę tam, wyglądając jak Kirsten Dunst po scenie w jacuzzi w Pięknej i szalonej

No wiecie. Histerycznie zapłakana i tak dalej.

Ten płacz naprawdę działa na nerwy Ephraimowi Kleinschmidtowi. Chyba jeszcze nigdy 

nie wiózł swoją taksówką rozszlochanej szesnastoletniej księżniczki. Cały czas zerka na mnie we 

wstecznym lusterku i próbuje mi wręczać kleeneksy z pudełka na swojej desce rozdzielczej.

Jakby jakieś kleeneksy mogły pomóc!!!!!

Jedyne, co mi pomoże, to opisać to wszystko w jakiś w miarę klarowny, uporządkowany 

sposób. Bo to się nijak kupy nie trzyma. To się w ogóle NIE MOŻE dziać. To NIEMOŻLIWE.

Ale, niestety, tak jest.

Tylko nie rozumiem, jak on mógł nigdy mi tego nie POWIEDZIEĆ. Bo naprawdę sądziłam, 

że nasz związek jest idealny.

Okay, może nie IDEALNY, bo żaden związek IDEALNY nie jest. Przyznam, że te różne 

historie komputerowe strasznie, ale to strasznie mnie nudziły.

Ale przynajmniej on o tym WIEDZIAŁ i nie zanudzał mnie nimi. Chociaż tyle.

Wiem, że jego też naprawdę nudziły opowieści o moich lekcjach etykiety. To znaczy, o tym 

jak należy wykonywać  dworski ukłon i przed kim, i inne takie. Dlatego starałam mu się tego 

oszczędzać.

Ale poza tym, myślałam, że nasz związek jest dobry. OTWARTY związek. Związek, w 

którym można POWIEDZIEĆ drugiej stronie różne rzeczy i nie mieć przed sobą żadnych sekretów.

background image

Nie miałam pojęcia, że Michael coś takiego przede mną ukrywał przez ten CAŁY CZAS, 

kiedy ze sobą chodziliśmy.

A ta jego wymówka - że ja nigdy nie pytałam - jest ŻAŁOSNA. Bardzo mi przykro, ale jest 

po   prostu...   -   O   MÓJ   BOŻE,   PANIE   EPHRAIMIE   KLEINSCHMIDT,   NIE,   NIE   CHCĘ 

ŻADNYCH WIĘCEJ CHUSTECZEK - ...głupia. Nie wolno NIE POWIEDZIEĆ czegoś takiego 

swojej dziewczynie, nawet jeśli nigdy o to nie spytała, bo ZAKŁADAŁA, że...

Chociaż powinnam się była domyślić. No bo, co ja sobie WYOBRAŻAŁAM???? Michael 

jest za bardzo seksowny, żeby nie...

Dobra. To jakieś szaleństwo. Serio.

A wszystko szło tak dobrze. Przynajmniej WYDAWAŁO mi się, że idzie dobrze. Nawet 

mdłości  mi  przeszły.  To fakt, niewiele jadłam - zamówiłam  tuńczyka  z sałatką  z karczochów, 

fasolki i szalotek posypaną parmezanem, a dla Michaela kurczaka à la moutarde, zielony groszek, 

cebulki cipollini, małe marchewki i sos z groszkiem „cappuccino”, i na spółkę dla nas obojga mus 

czekoladowy   na   deser.   Trochę   się   martwiłam   tymi   szalotkami,   ale   miałam   ze   sobą   malutki 

pojemniczek odświeżacza do ust w torebce - bo tak bardzo denerwowałam się tym, co wiedziałam, 

że potem zrobię.

Ale  samo  PRZEBYWANIE  w   bliskości   Michaela   i  jego  szyi,  a  więc   jego  feromonów, 

uspokoiło mnie na tyle, że do czasu, kiedy zabraliśmy się do musu, miałam wrażenie, że poradzę 

sobie z tym wszystkim.

Więc zebrałam się na całą odwagę i powiedziałam:

- Michael, pamiętasz, jak kiedyś moja mama i pan G. pojechali do Indiany, a ja musiałam 

zostać w tym apartamencie w Plaza, i zaprosiłam na wieczór Lilly i Tinę, i resztę dziewczyn, a nie 

ciebie, i ty się na mnie tak strasznie wściekłeś?

- Nie wściekłem się - zaprotestował Michael.

- Taa, ale byłeś zawiedziony, że zamiast nich nie zaprosiłam na tamten wieczór CIEBIE.

- To prawda - przyznał Michael.

- A więc teraz mam ten apartament hotelowy do dyspozycji. I zaprosiłam ciebie, a nie Lilly i 

dziewczyny.

- A wiesz - powiedział Michael z uśmiechem - nawet to zauważyłem. Ale nie chciałem nic 

mówić, w razie gdyby dziewczyny miały wpaść zaraz po kolacji.

- Ale dlaczego miałyby wpaść po kolacji?

- To był taki żart. Naprawdę domyśliłem się, że nie wpadną. Ale z tobą czasem trudno coś 

przewidywać na pewno.

- Och. No cóż, chodzi o to, że... - I było mi tak STRAAAASZNIE trudno to powiedzieć, ale 

MUSIAŁAM   to   zrobić.   Bo   wiecie,   ja   CHCIAŁAM   to   zrobić.   To   znaczy,   szczerze   i   głęboko 

czułam, że jestem gotowa To Zrobić. - Wiem, że mówiłam, że chcę zaczekać z seksem do czasu 

mojego balu maturalnego. Ale dużo się nad tym zastanawiałam i naprawdę sądzę, że jestem gotowa 

już teraz. Dzisiaj.

Michael nie zdziwił się aż tak bardzo, jak przewidywałam. Jak sądzę, głównie dlatego, że 

background image

już siedzieliśmy sami i jedliśmy kolację w hotelowym pokoju. Teraz, kiedy o tym myślę, mam 

wrażenie, że to wszystko jednak zdradzało moje intencje.

A potem powiedział coś, od czego kompletnie zgłupiałam (nawet nie wiedziałam, że to 

dopiero PIERWSZA z WIELU rzeczy, które Michael powie mi tego wieczoru, a od których ja 

kompletnie zgłupieję):

- Mia - odezwał się - czy jesteś tego pewna? Bo wcześniej dość stanowczo upierałaś się przy 

tej całej nocy po balu maturalnym, i ja nie chcę, żebyś zmieniała zdanie w tej sprawie tylko dlatego, 

że ja na trochę wyjeżdżam,  a ty się obawiasz, że ja może,  hm,  poderwę jakąś gejszę, jak już 

wspominałaś.

!!!!!!!!!!

Na co ja, oczywiście, wykrztusiłam:

- Hm... CO?

Bo   powiedzmy   sobie   prawdę,   w   ciągu   minionego   roku   Michael   dość   wyraźnie 

demonstrował swoje pożądanie do, no cóż - mnie. I fakt, że w ogóle KWESTIONOWAŁ moją 

propozycję, mocno mną wstrząsnął.

Nie wspominając nawet o tym, że jeszcze mnie nie rzucił na łóżko, deklarując jednocześnie, 

że do żadnej Japonii teraz już definitywnie nie pojedzie.

- Ja rozumiem - powiedział z taką miną, jakby coś go autentycznie, fizycznie bolało. - Tylko 

że, widzisz... Ja nie chcę, żeby to się stało z niewłaściwych powodów. Na przykład dlatego, że 

sobie pomyślałaś, że jak to zrobimy, to ja zmienię zdanie w sprawie wyjazdu.

No więc wtedy usiadłam tam, mrugając oczami, bo... No cóż, bo nie mogłam uwierzyć, że 

to   się   w   ogóle   dzieje!!!!   To   znaczy,   że   on   byłby   absolutnie   gotów   To   Zrobić,   a   potem   i   tak 

wyjechać!!!!!! Widać było wyraźnie, że on wierzył, tak jak początkowo Tina, że ja chcę z nim się 

słodko kochać tylko po to, żeby on mógł, wyjeżdżając na drugi kraniec świata, zabrać ze sobą 

piękne wspomnienie.

O czymś takim, wybaczcie - NIE MA MOWY.

- Hm - mruknęłam. Bo tak byłam zbita z tropu. - Nie. Ja wcale nie dlatego zmieniłam zdanie 

w sprawie wieczoru po balu maturalnym. ZUPEŁNIE nie dlatego.

- Naprawdę? - Michael TOTALNIE wyglądał,  jakby mi nie uwierzył.  - Więc jeśli dziś 

wieczorem będziemy się kochali, to nie wściekniesz się, kiedy jutro wyjadę do Japonii?

- Nie - odparłam. Byłam pewna, że skrzydełka nosa latały mi jak głupie, skoro tak strasznie 

zełgałam. Ale miałam nadzieję, że światło jest na tyle słabe, że on tego nie dostrzeże. - Ale wiesz... 

Muszę chyba powiedzieć, że trochę się dziwię, że nadal CHCIAŁBYŚ jechać. Biorąc pod uwagę, 

no wiesz. Że chodzi o seks. Ze mną. Co mogłoby mieć miejsce regularnie.

- Mia, ja ci cały czas powtarzam: jadę tam częściowo ze względu na NAS. Żeby ludzie tacy 

jak twoja babka przestali wypytywać: „Dlaczego ona jest akurat Z NIM? Przecież to księżniczka, a 

on to tylko jakiś przypadkowy chłoptaś, z którym chodziła do jednej szkoły”.

-   Rozumiem   -   oświadczyłam.   Usiłowałam   zachowywać   się   bardzo   dojrzale,   ale   muszę 

przyznać, że zbierało mi się na płacz. I nie chodzi tylko o to, że przed chwilą powiedział, że i tak by 

background image

pojechał do Japonii, nawet gdybyśmy To Zrobili. Tylko że... No cóż, miałam wrażenie, że jednak 

mimo wszystko teraz już Tego Nie Zrobimy, bo prawdę mówiąc, nastrój się zepsuł, a ja poczułam 

się wręcz rozczarowana.

Chyba jednak miałam na to ochotę. Pomijając te mdłości.

- Ja wiem, że ty uważasz, że powinieneś dowieść, że jesteś mnie wart i tak dalej - ciągnęłam, 

niezupełnie wiedząc, co mówię, tak bardzo starałam się po prostu uratować sytuację. Bo myślałam, 

że MOŻE jest jeszcze jakaś szansa, że jeśli zbierzemy się i To Zrobimy, to on potem zmieni zdanie. 

Jeśli on po prostu nie wie, z czego rezygnuje? - Ja wiem, że to twoje zrobotyzowane ramię jest 

ważne. Ale moim zdaniem MY jesteśmy ważniejsi. NASZA MIŁOŚĆ jest ważniejsza. I uważam, 

że   najpełniejszym   wyrazem   tej   naszej   miłości   byłoby,   gdybyśmy   sobie   nawzajem   złożyli 

Najcenniejszy Dar naszego dziewictwa.

A Michael na to:

- Najcenniejsze CO?

No i tak to właśnie jest z facetami. Oni niczego nie ROZUMIEJĄ. No bo, znają się na 

htmlu,   i   robotycznych   ramionach   do   operacji   chirurgicznych,   ale   na   ważnych   sprawach? 

Niekoniecznie.

- Najcenniejszy Dar naszego dziewictwa - powtórzyłam. - Uważam, że powinniśmy się nim 

nawzajem obdarzyć. Teraz. Dzisiaj.

Na   co   Michael   powiedział   coś,   od   czego   KOMPLETNIE   i   TOTALNIE   ześwirowałam. 

Tamto poprzednie - że planuje jutro jechać do Japonii niezależnie od tego, czy będziemy uprawiali 

seks, czy nie - to NIC w porównaniu z tym, co Michael powiedział teraz. A mianowicie:

- Mia... - I spojrzał na mnie jak na wariatkę. - Ja już swój... Zaraz, jak ty to nazywasz? Aha, 

tak. Najcenniejszy Dar. Oddałem go już dawno temu.

!!!!!!!!!!!!!!!!

!!!!!!!!!!!!!!!!

!!!!!!!!!!!!!!!!

W pierwszej chwili uznałam, że go po prostu źle zrozumiałam. No bo ŚMIAŁ się, kiedy to 

mówił, jakby to był drobiazg. Przecież nikt nie mógłby się ŚMIAĆ, mówiąc o tym, że oddał komuś 

swój Najcenniejszy Dar. Nikt, kto to traktuje POWAŻNIE.

Ale kiedy ja na niego popatrzyłam, Michael przestał się śmiać i dodał:

- Zaraz. Co jest? Czemu tak na mnie patrzysz?

A mnie zaczęło ogarniać to straszliwe przeczucie.

- Michael - powiedziałam. Czułam się tak, jakby ktoś nagle skręcił klimatyzację w tym 

pokoju o jakieś dziesięć stopni. - Ty pierwszy raz masz za sobą?

A on odparł:

- Tak, oczywiście, że tak. Przecież wiesz.

!!!!!!!!!!!!!!!!

Na co ja, oczywiście, odparłam:

- NIE, NIE WIEDZIAŁAM TEGO.

background image

A potem:

- CO TY WYGADUJESZ?

Michael zaczął mieć trochę przestraszoną minę. Pewnie dlatego, że tak głośno się wydarłam. 

Ale mnie było już wszystko jedno. Bo...

!!!!!!!!!!!!!!!!

- Chyba nigdy o tym nie ROZMAWIALIŚMY, ale nie wydawało mi się, że to takie ważne... 

- stwierdził.

- TY JUŻ KIEDYŚ UPRAWIAŁEŚ SEKS I UZNAŁEŚ, ŻE TO NIE JEST WAŻNE??? 

NIE NA TYLE WAŻNE, ŻEBY POWIEDZIEĆ O TYM SWOJEJ DZIEWCZYNIE????

Ja wiem, że to głupio brzmi, ale zbierało mi się na płacz. No bo - jego Najcenniejszy Dar! I 

on   go   oddał   komuś   innemu!   Nawet   nie   pomyślał,   że   to   dość   ważne,   żeby   mi   o   tym   kiedyś 

wspomnieć!

- To było, zanim jeszcze zaczęliśmy ze sobą chodzić - rzekł Michael. Teraz miał już totalnie 

spanikowaną minę. Nie, żeby mnie to wzruszało. - Ja nie sądziłem... To znaczy, to było tak dawno 

temu...

- KTO?! - Nie mogłam przestać się drzeć. Chciałam się drzeć. Wiedziałam, że zachowuję 

się beznadziejnie. Jestem pewna, że nie tak zachowała się Tina, kiedy Borys z lękiem wyznał jej, że 

Lilly go Tam Dotknęła.

Ale naprawdę nie byłam w stanie przestać.

- KTO TO BYŁ?!

- Ta osoba, z którą uprawiałem seks? - Michael wciąż mrugał oczami. - Wolałbym ci tego 

nie mówić. Mogłabyś próbować ją zabić, czy coś. W tej chwili oczy tak jakoś dziwnie wychodzą ci 

z orbit.

- KTO TO BYŁ???????

- Boże. To była Judith, zadowolona? - Michael przestał mieć wystraszoną minę. Teraz robił 

się   już   zły.   -   Co   się   z   tobą   DZIEJE?   To   nic   nie   znaczyło,   po   prostu   trochę   razem   ekspery-

mentowaliśmy.   To  było,  zanim  w  ogóle  się  dowiedziałem,   że  ci  się podobam,   więc  co cię   to 

obchodzi?

- Judith? - Tyle myśli kłębiło mi się naraz w głowie, że czułam się zupełnie tak, jakby cały 

mózg zamienił mi się w tor wyścigów samochodowych typu „demolka”. - Judith GERSHNER??? 

TY   UPRAWIAŁEŚ  SEKS   Z  JUDITH  GERSHNER????  MÓWIŁEŚ,  ŻE  JESTEŚCIE   TYLKO 

PRZYJACIÓŁMI!!!!!!!

-   Bo   byliśmy!   -   Michael   wstał.   Ja   też   wstałam.   Staliśmy   po   dwóch   stronach   pokoju   i 

darliśmy się na siebie. A przynajmniej ja się darłam. Michael zwyczajnie mówił. - Ale byliśmy 

przyjaciółmi, którzy trochę się wspólnie wygłupiali.

- Powiedziałeś mi, że z nią nie chodziłeś! Mówiłeś, że miała chłopaka!

- Nie chodziłem - upierał się. - A ona miała chłopaka! Ale...

- Ale CO?

-   Nic.   -   Wzruszył   ramionami.   -   Nie   wiem.   Po   prostu   trochę   razem   się   wygłupialiśmy. 

background image

MÓWIŁEM CI.

- Och, DOPRAWDY? - Nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Nie mogłam uwierzyć, że 

Michael i Judith Gershner... Że oni... To znaczy, ja przecież czasem gdzieś CHODZIŁAM z Judith 

Gershner. No cóż, niezupełnie CHODZIŁAM. Ale ROZMAWIAŁAM z nią.

I   przez   ten   cały   czas   nie   miałam   zielonego   pojęcia,   że   ONA   utrzymywała   z   moim 

chłopakiem stosunki cielesne. Że ONA została obdarowana jego Najcenniejszym Darem. Nie ja. 

JUŻ NIGDY NIE JA.

Bo kiedy raz oddasz ten swój dar, nie możesz już go zabrać z powrotem i oddać go komuś 

innemu, kogo może mógłbyś polubić, a nawet pokochać bardziej. Nie. Tak właśnie jest napisane w 

książce Tiny. To już ZNIKA.

ZNIKA.

- Czy JUDITH traktowała to tak samo?! - Usłyszałam własny krzyk. - Czy JUDITH też 

uważała, że wy dwoje tylko się tak razem wygłupiacie?! A może ona się w tobie kochała? Czy ona 

wiedziała, że oddajesz jej swój Najcenniejszy Dar tylko po to, żeby natomiast zmienić zdanie i 

zacząć się umawiać ze mną?!

- Po pierwsze - powiedział Michael - jeśli nie przestaniesz mówić Najcenniejszy Dar, to ja 

zwymiotuję. Po drugie, mówiłem ci, my się tylko tak razem wygłupialiśmy. Judith się we mnie nie 

kochała ani ja nie kochałem się w niej. Ja nawet nie byłem jej pierwszym, na litość boską!

Poczułam, że blednę.

- O MÓJ BOŻE! Zabezpieczyliście się jakoś? A co, jeśli ONA CZYMŚ CIĘ ZARAZIŁA?

- Niczym mnie nie zaraziła! Oczywiście, że się zabezpieczyliśmy! Nie rozumiem, o co w 

ogóle tyle zamieszania. Przecież to nie tak, że ja cię jakoś oszukałem. To było, zanim w ogóle 

zaczęłaś   mi   przesyłać   te   anonimowe   wiersze   miłosne.   Ja   nie   miałem   nawet   pojęcia,   że   ci   się 

podobam. Gdybym wiedział...

- Gdybyś wiedział, to CO? - spytałam ostro. - Nie oddałbyś Judith swojego Najcenniejszego 

Daru?

- Prosiłem cię, żebyś tak tego nie nazywała. Ale rzeczywiście tak.

- Więc to jest teraz MOJA wina?! - wrzasnęłam. - To moja wina, że straciłeś dziewictwo z 

kimś innym niż ja, bo ja byłam nieśmiała????

- Tego nie powiedziałem.

- Wiesz, mogłeś mi powiedzieć, że ci się podobam, zamiast sypiać z JUDITH GERSHNER!

- A po co miałem ci to mówić? - spytał Michael. - Przecież, o ile pamiętam, chodziłaś wtedy 

z Kennym Showalterem.

Aż sapnęłam.

- ALE ON MI SIĘ WCALE NIE PODOBAŁ!

- A skąd ja to niby miałem wiedzieć? Twierdzisz też, że wcale ci się nie podobał Josh 

Richter, a jednak wyglądało to inaczej.

Sapnęłam jeszcze głośniej. JOSH RICHTER? On miał czelność W MOJEJ OBECNOŚCI 

WYMAWIAĆ TO NAZWISKO?

background image

- Z całą pewnością dość często się z Kennym pokazywałaś - ciągnął Michael. - To znaczy, 

jak na kogoś, kto ci się, jak twierdzisz, nie podobał. I nie ma sprawy, mnie to nie rusza, bo przecież 

w końcu oprzytomniałaś. Ale nie wściekaj się na mnie dlatego, że kiedy tobie się zupełnie nie 

spieszyło, żeby dać mi znać, że ci się podobam, ja nie czekałem na ciebie bezczynnie.

-   A   teraz   spodziewasz   się,   że   będę   siedziała   i   czekała,   kiedy   ty   pojedziesz   do   Japonii 

dowodzić swojej wartości?! - krzyknęłam.

Michael zrobił totalnie zdezorientowaną minę.

- To nie ma nic wspólnego z moim wyjazdem do Japonii. O czym ty w ogóle mówisz?

- O KLARNECISTKACH! - Usłyszałam swój wrzask. Nie chciałam się tak drzeć. WCALE 

nie chciałam. Ale byłam już tak emocjonalnie roztrzęsiona po tym wszystkim, co usłyszałam, że nie 

mogłam się powstrzymać. Znów miałam wrażenie, że moje usta mówią, wcale nie konsultując się 

przedtem z mózgiem. - Jedziesz do Japonii i wydaje ci się, że ja będę po prostu siedziała sama co 

sobota w domu i czekała na twój powrót. A co, jeśli ja NIE CHCĘ siedzieć sama w domu i na 

ciebie czekać? Czy NAD TYM kiedykolwiek się zastanowiłeś?

- Mia... - Michael nagle zaczął mówić całkiem cicho. - Co ty mi próbujesz powiedzieć?

-   Próbuję   powiedzieć,   że   mam   tylko   szesnaście   lat   -   wybuchłam,   zanim   zdołałam   się 

powstrzymać. - A ty wyjeżdżasz sobie na rok, JAK NIE DŁUŻEJ. I to nie fair z twojej strony, 

oczekiwać,   że   ja   będę   siedziała   w   domu   jak   jakaś   cholerna   zakonnica,   kiedy   ty   się   będziesz 

spotykał z jakąś japońską KLARNECISTKĄ!

- Mia.  - Michael  pokręcił  głową. - Zastrzeliłaś  mnie  tą  klarnecistką.  Nie mam  bladego 

pojęcia, o czym ty w ogóle mówisz. Ale co do tego, że oczekuję, że będziesz siedziała sama w 

domu jak jakaś cholerna zakonnica, nigdy cię o coś takiego nie prosiłem. Raczej sądziłem, że ty 

sama NIE BĘDZIESZ CHCIAŁA spotykać się z innymi facetami, kiedy mnie nie będzie; ja na 

pewno nie mam najmniejszego zamiaru spotykać się z innymi dziewczynami, kiedy wyjadę, ale 

jeśli   tego   chcesz,   to   chyba   nie   bardzo   mam   prawo   mieć   do   ciebie   o   to   pretensje.   Tyle   że   ja 

myślałem,   że...   -   Ale   cokolwiek   chciał   powiedzieć,   chyba   się   rozmyślił.   Pokręcił   głową.   - 

Nieważne. Posłuchaj, jeśli tego właśnie chcesz...

Tyle że to NIE BYŁO to, czego ja chcę!!!! To była OSTATNIA RZECZ, jakiej ja bym 

chciała.

Ale nie wyglądało na to, żebym  miała dostać cokolwiek z tego, czego CHCIAŁAM. A 

CHCIAŁAM tego, żebyśmy z Michaelem nawzajem obdarowali się swoim Najcenniejszym Darem 

- przepraszam, poszli do łóżka - dziś wieczorem, i żeby on potem powiedział, że zmienił zdanie i 

jednak wcale jutro do Japonii nie wyjedzie.

Ale okazało się, że on NIE MA żadnego Najcenniejszego Daru do zaoferowania i że nie ma 

najmniejszego zamiaru zostawać w Ameryce, niezależnie od tego, czy ja się z nim prześpię, czy 

nie.

SPRZENIEWIERZYŁAM   SIĘ   SWOIM   FEMINISTYCZNYM   ZASADOM, 

PROPONUJĄC, ŻE SIĘ Z NIM PRZEŚPIĘ DZIŚ WIECZOREM ZAMIAST PO MOIM BALU 

MATURALNYM,   JAK   SIĘ   PRZY   TYM   ZAWSZE   UPIERAŁAM,   A   ON   W   ZASADZIE 

background image

POWIEDZIAŁ MI NA TO: „DZIĘKUJĘ, ALE NIE, DZIĘKUJĘ”.

No cóż, mniej więcej.

Czy on naprawdę myślał, że ja mu to, ot tak, wezmę i WYBACZĘ?

I pewnie właśnie dlatego spojrzałam na niego i powiedziałam:

-   Tak,   Michael.   DOKŁADNIE   tego   chcę.   Bo,   prawdę   mówiąc,   jeśli   przez   cały   czas 

ukrywałeś przede mną coś takiego, to ja się po prostu zaczynam zastanawiać, w jakim to związku ja 

tu niby jestem. Bo przecież nie byłeś ze mną nawet UCZCIWY...

- NIGDY MNIE, CHOLERA, O TO NIE PYTAŁAŚ! - teraz to on wrzeszczał. - Ja nawet 

nie wiedziałem, że to dla ciebie ważne! Nawet nie mam pojęcia, skąd ci się wziął ten cholerny 

Najcenniejszy Dar!

Ale już było za późno. O wiele za późno.

- A fakt, że tak ci pilno przeprowadzić się do INNEGO KRAJU - ciągnęłam - dość wyraźnie 

pokazuje, że ten związek i tak nigdy tak wiele dla ciebie nie znaczył.

- Mia. - Michael pokręcił głową. Tylko raz. Już nie krzyczał. - Nie rób tego.

A co innego miałam zrobić? CO INNEGO???

Sięgnęłam ręką i odpięłam zameczek wiszącego na mojej szyi łańcuszka ze śnieżynką. Tą 

śnieżynką, która mi podarował na moje piętnaste urodziny. Wyciągnęłam ją do niego takim gestem, 

jakim   Arwena   oddała   swój   naszyjnik   -   Gwiazdę   Wieczorną   -   Aragornowi,   jako   pożegnalny 

podarunek, żeby ją wspominał, kiedy będzie odzyskiwał swój tron i usiłował zdobyć aprobatę jej 

ojca.

Tylko że ja oddawałam swój wisiorek Michaelowi nie dlatego, że chciałam,  żeby mnie 

wspominał.

Ale dlatego, że ja już tego wisiorka nie chciałam.

Bo nagle ten wisiorek stał się dla mnie tylko wspomnieniem kogoś INNEGO, kto było 

obecny na tamtym balu - Judith Gershner.

I dobra, była tam w towarzystwie innego faceta. Trzeba przyznać, dziewczyna miała bujne 

życie towarzyskie. Ale co tam.

Problem w tym, że dla Aragorna i Arweny to było zupełnie co innego. Bo Aragorn nigdy nie 

Zrobił Tego z dziewczyną, która wie, jak klonować muszki owocówki. I potem tego nie ukrywał.

I dobra, Michael po prostu o tym nie powiedział.

Nigdy mi NIE POWIEDZIAŁ. Czego JESZCZE mi nie powiedział???? JAK JA MU MAM 

ZAUFAĆ, SKORO WYJEŻDŻA DO JAPONII????

- Mia - rzekł Michael zupełnie innym tonem. Nie jakby coś go dławiło w krtani, jak wtedy 

Aragorna. Ale tak, jakby miał ochotę dać mi po twarzy. Oczywiście, wiedziałam, że on by tego 

nigdy nie zrobił. Ale i tak. Minę miał bardzo złą. - Nie. Rób. Tego.

-   Żegnaj,   Michael   -   powiedziałam   przez   łzy.   Bo   CO   INNEGO   POZOSTAWAŁO   DO 

POWIEDZENIA?

Upuściłam   ten   wisiorek   na   podłogę   -   bo   nie   chciał   go   ode   mnie   wziąć   -   i   wybiegłam 

stamtąd, zanim się zdążyłam zakrztusić płaczem.

background image

A   teraz   Ephraim   Kleinschmidt   przystanął   już   pod   moją   kamienicą   i   zażyczył   sobie 

siedemnastu dolarów za kurs. Mam zamiar dać mu dwudziestkę i nie prosić o wydanie reszty. Na-

leży mu się ten napiwek za te wszystkie chusteczki higieniczne; w końcu zaczęłam ich używać, bo 

nijak nie mogę przestać płakać. ŻADNYM SPOSOBEM nie zdołam teraz ukryć przed mamą co się 

stało. Zwłaszcza jeśli ona jeszcze nie będzie spała, kiedy wejdę na górę.

Jeżeli tak się czuje człowiek, który osiągnął samorealizację, to ja chciałabym powiedzieć 

tylko, że byłam o wiele szczęśliwsza, kiedy do tej samorealizacji było mi jeszcze daleko.

CZWARTEK 9 WRZEŚNIA, 23.00,

PODDASZE

Mama jeszcze nie spała. Bo Lars, który nie znalazł mnie u Michaela, zadzwonił do niej. 

Właśnie rozmawiali, kiedy weszłam do domu.

Jestem  teraz  już w  łóżku,  z zimnym  kompresem  na czole.  To  dlatego,  że kiedy mama 

skończyła rozmowę z Larsem i zapytała mnie, gdzie byłam, musiałam pobiec do toalety, gdzie 

zwróciłam   swojego   tuńczyka   z   sałatką   z   karczochów,   fasolką   szalotkami   i   parmezanem.   Nie 

wspominając już o musie czekoladowym.

Wymogłam na niej obietnicę, że nie zadzwoni do doktora Funga z prośbą o domową wizytę 

w nagłym wypadku. Jedyne, co mi dolega, to złamane serce.

I jestem całkiem pewna, że doktor Fung nie będzie mógł mi na to nic skutecznego przepisać.

CZWARTEK, 9 WRZEŚNIA, 23.30,

PODDASZE

Mama mówi, że jej zdaniem to nic poważnego, że Michael nie powiedział mi, że stracił 

dziewictwo z Judith Gershner - a przynajmniej, że nie warto z tego powodu z nim zrywać. Kon-

kretnie jej słowa brzmiały:

- Och, Mia. Przecież to tylko seks.

Łatwo jej mówić coś takiego. Ona straciła dziewictwo, kiedy była jeszcze młodsza niż ja, i 

to z facetem, który teraz żonaty jest z byłą MISS STANÓW KUKURYDZY A POZA TYM jest 

szczęśliwą żoną kogoś innego. Oczywiście, że dla niej to TYLKO seks. Dla mnie to całe moje 

ŻYCIE.

- Mamo, on mnie OKŁAMAŁ.

- No cóż, NIEZUPEŁNIE okłamał - powiedziała mama. - To znaczy, pytałaś go, czy on z 

nią chodził. A nie chodzili ze sobą.

- Mamo. CHODZENIE ZE SOBĄ implikuje, że ludzie ze sobą sypiają.

- A to od kiedy? - spytała mama. - Myślałam, że SPANIE ZE SOBĄ oznacza spanie ze 

sobą. A o to Michaela nie pytałaś. Pytałaś go, czy on z Judith Gershner CHODZIŁ.

A wiemy o tym obie dlatego, że przejrzałam swoje stare pamiętniki, żeby sprawdzić, czy na 

pewno miałam rację.

background image

I miałam.

- Jesteś pewna, że nie zrobiłaś Michaelowi tej awantury dlatego, że łatwiej ci się pogodzić z 

jego wyjazdem, kiedy jesteś na niego wściekła, niż gdybyś miała nadal być w nim zakochana i 

strasznie za nim tęsknić? - Tak brzmiało jej kolejne, rzucone nie wiadomo po co, pytanie.

Taa, jasne, mamo. Bo teraz czuję się O WIELE LEPIEJ, nie?

Nie powiedziałam jej, jak to się stało, że poruszyliśmy ten temat. To znaczy, o tym JAK 

dowiedziałam się o Michaelu i Judith. Ostatnia rzecz, jakiej potrzebuję, to żeby mama dowiedziała 

się, co usiłowałam zrobić - no wiecie, za pomocą seksu przekonać Michaela, żeby nie jechał do 

Japonii. Byłaby mną ZA BARDZO rozczarowana, uznałaby, że żadna ze mnie feministka, skoro 

wykorzystuję seks, żeby kimś manipulować i tak dalej.

Właśnie   zadzwonił   telefon.   Nawet   nie   sprawdzałam,   jaki   numer   się   wyświetla,   bo 

wiedziałam, kto to. Któż inny dzwoniłby o tak późnej porze i ryzykował, że obudzi Rocky'ego 

(który przespałby marsz antywojenny... i faktycznie kiedyś przespał)?

A mama potwierdziła, że to Michael; przepraszał, że dzwoni tak późno, ale nie odbieram 

komórki, a on chciał sprawdzić, czy bezpiecznie dotarłam do domu.

Jakbym kiedykolwiek jeszcze miała się czuć bezpiecznie na tym świecie.

Mama   spytała,   czy   chcę   z   nim   porozmawiać,   a   ja   tylko   popatrzyłam   na   nią,   więc 

powiedziała do słuchawki:

- Hm, Michael, to chyba nie jest najlepszy moment.

A potem sobie poszła.

Mam takie dziwne uczucie w klatce piersiowej. Jakbym w środku była pusta i nic nie miała. 

Ciekawe czy to dlatego, że zwróciłam kolację, czy to też dlatego, że serce mi pękło na tak drobne 

kawałeczki, że w zasadzie całkiem znikło.

CZWARTEK, 9 WRZEŚNIA, 23.45,

PODDASZE

Michael właśnie przysłał mi maila:

SkinnerBx: Mia, nie rozumiem tego, co się właśnie stało. Judith Gershner 

jest miłą osobą, ale nigdy nic dla mnie nie znaczyła i nie będzie znaczyła. 

Nie rozumiem, w jaki sposób fakt, że się z nią przespałem dwa lata temu, 

ZANIM TY I JA ZACZĘLIŚMY ZE SOBĄ CHODZIĆ, stał się dla ciebie 

uzasadnionym powodem, żeby ze mną zerwać. Czy to o to chodzi? Jak już 

mówiłem, nawet tego nie jestem teraz pewien, bo tak dziwnie zareagowałaś. 

A jeśli chodzi o to, że twoim zdaniem spodziewam się, że będziesz na mnie 

czekała, podczas gdy ja będę w Japonii... No cóż, taa, w sumie uważałem, 

że tak będzie, biorąc pod uwagę, że jadę tam, bo chcę zwiększyć szanse na 

to, że będziemy mieli przed sobą jakąś wspólną przyszłość. Może to za duże 

oczekiwania. Może nie mam prawa o coś takiego cię prosić. Może nie mam 

background image

prawa tego oczekiwać. Nie wiem. Ja już nic z tego nie rozumiem. Czy mog-

łabyś odpisać mi albo zadzwonić i jakoś mi to wyjaśnić? Bo ja zupełnie nie 

mogę się w tym połapać. To wszystko wydaje mi się takie bez sensu.

Boże. Jakież to do niego podobne. Co w tym takiego głupiego, że chcę mieć chłopaka, który 

rzeczywiście   CENI   sobie   intymność   i   nie   lekceważy   swojego   pierwszego   seksualnego   do-

świadczenia jako „ot, eksperymentowania”?

I okay, ona najwyraźniej miała już wtedy swojego chłopaka. Co tylko pogarsza sprawę. Bo 

eksperymentował sobie z dziewczyną, która eksperymentowała z nim ZA PLECAMI SWOJEGO 

WŁASNEGO CHŁOPAKA.

A   poza   tym   JUDITH   GERSHNER????   Jak   on   mógł   uprawiać   seks   z   JUDITH 

GERSHNER???? I nic mi nie POWIEDZIEĆ???? Przecież jadałam LUNCH z Judith Gershner. 

CHODZIŁAM NA ŁYŻWY z Judith Gershner.

I okay, tylko raz. Ale I TAK. I NIE MIAŁAM POJĘCIA, że ona i mój chłopak... No wiecie.

A POWINNAM się była domyślić. Bo przecież pojawiały się te wszystkie znaki. Wtedy, 

kiedy ramieniem objęła oparcie jego krzesła. I podjadała mu pieczywo czosnkowe. W głowie mi się 

nie mieści, że byłam taka ślepa.

W głowie mi się nie mieści, że Michael zmarnował NA NIĄ swój Najcenniejszy Dar, kiedy 

nawet jej NIE KOCHAŁ.

DLACZEGO FACECI SĄ TACY PORĄBANI????

Oho, ktoś mi przysłał SMS. Dokładnie tego mi...

Och. To Tina.

I

LUVROMANCE

:   Mia,   gdzie   jesteś?   Co   się   dzieje?   Oddałaś   mu   swój 

Najcenniejszy Dar? On nadal chce jechać do Japonii? Odpisz!

MUSZĘ jej odpisać. MUSZĘ jej powiedzieć, co się stało.

G

R

L

OUIE

: Powiedział, że jedzie do Japonii niezależnie, czy To Zrobimy, czy 

nie.   A   poza   tym   Michael   już   oddał   swój   Najcenniejszy   Dar   Judith 

Gershner!!!! Iluvromance: !!!!!!!!!!!!!!!

Dzięki Bogu za Tinę. Tak bardzo ją kocham.

G

R

L

OUI

e: JA WIEM!!!!!!!

I

LUVROMANCE

: ALE ON JEJ NIE KOCHAŁ!!!!!!!!!

G

R

L

OUIE

: Powiedział, że to nic dla niego nie znaczyło, że oni tylko tak sobie 

„eksperymentowali”. Tina, co ja mam teraz zrobić????? Jak on mógł mi o 

tym nie powiedzieć?????

background image

I

LUVROMANCE

: Ale przecież POWIEDZIAŁ ci.

G

R

L

OUIE

: Trochę za późno!!!!!

I

LUVROMANCE

: Ale ci POWIEDZIAŁ.

G

R

L

OUIE

: ON JEJ NAWET NIE KOCHAŁ!!!!!!!

I

LUVROMANCE

: Wiele razy w romansach główny bohater uprawia seks bez 

zobowiązań   z   różnymi   kobietami,   zanim   nie   spotka   swojej   prawdziwej 

miłości.

G

R

L

OUIE

: ALE Z JUDITH GERSHNER?????

I

LUVROMANCE

: No cóż, nie. Ale to sprawia, że kiedy on i jego prawdziwa 

wybranka wreszcie To Zrobią, to się staje JESZCZE ważniejsze. Bo seks 

jest o wiele lepszy, jeśli się go uprawia z ukochaną osobą.

G

R

L

OUIE

:   W   GŁOWIE   MI   SIĘ   NIE   MIEŚCI,   ŻE   GO   BRONISZ!!!! 

Powiedział mi, że pojedzie do Japonii, nawet jeśli TO ZROBIMY!!!!

I

LUVROMANCE

:  Myślę,  że  masz  prawo być  wściekła.  Ale  naprawdę  z  nim 

zerwałaś?????

G

R

L

OUIE

: Oddałam mu ten naszyjnik ze śnieżynką.

I

LUVROMANCE

: MIA!!!!!!!!!!!!!!!!!! NIEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!

G

R

L

OUIE

: TINA, ON MNIE OKŁAMAŁ!!!!

I

LUVROMANCE

: Nie, nieprawda! POWIEDZIAŁ CI. W końcu.

G

R

L

OUIE

:  Nie   o   to   chodzi.   Chodzi   o   to,   że   JUDITH   GERSHNER 

DOTKNĘŁA GO PRZEDE MNĄ!!!!

I

LUVROMANCE

: Lilly też dotknęła przede mną.

G

R

L

OUIE

:  ALE ONA JEST TWOJĄ PRZYJACIÓŁKĄ! !!!! A poza tym, 

Borys i Lilly nigdy NIE POSZLI NA CAŁOŚĆ. Borys nie przeprowadza się 

do Japonii i nie zostawia cię samej na rok. ALBO WIĘCEJ!!!!

I

LUVROMANCE

:  Racja. Och, Mia. Tak strasznie mi przykro. Muszę kończyć, 

tata mówi, że już dawno wyczerpałam swój limit SMS - ów na ten miesiąc - 

do zobaczenia!

Tina jest taka kochana. Ryzykowała furię własnego ojca, żeby do mnie pisać SMS - y w tej 

godzinie próby. To wierna, prawdziwa przyjaciółka.

A skoro już o tym mowa... Jak ja mam teraz spojrzeć Lilly w twarz jutro rano? Nie dam 

rady.

Po prostu nie dam rady.

JA, KSIĘŻNICZKĄ???? TAA, I CO JESZCZE?

Sztuka

Mii Thermopolis

(pierwsza wersja)

background image

S

CENA

 24

WIECZÓR.   Duży,   wygodnie   umeblowany   apartament   w   kamienicy   o   regulowanym 

czynszu,   przy   nowojorskiej   Piątej   Ale   w   pobliżu   Union   Square.   MIA   THERMOPOLIS,   która 

niedawno   przeszła   kompletną   zmianę   wizerunku,   właśnie   weszła   do   środka.   Jej   najlepsza 

przyjaciółka   LILLY   MOSCOVITZ,   nie   co   przysadzista   dziewczyna   z   twarzą   przypominającą 

mopsika przygląda jej się z niedowierzaniem.

LILLY

O mój Boże. A tobie co się stało?

MIA

(zdejmuje kurtką i próbuje zachowywać się naturalnie)

Taa, no cóż, moja babka kazała mi iść do tego jednego faceta, Paola, a on...

LILLY

(w szoku)

Twoje włosy mają ten sam kolor co Lany Weinberger. A co ty masz na tych PALCACH? 

Czy to są tipsy? Lana też takie ma. O mój Boże, Mia. Zamieniasz się w Lane Weinberger!

MIA

(nie mogąc już tego dłużej znieść)

Lilly. Przymknij się.

MICHAEL

(stając w drzwiach, bez koszuli)

Wow.

LILLY

CO? COŚ ty przed chwilą do mnie powiedziała?

MIA

Wiesz co, Lilly? Jestem KSIĘŻNICZKĄ. Jestem księżniczką Genowii. I ZAWSZE już będę 

księżniczką. Nie ucieknę przed tym. Nie mogę udawać, że to się nie stało. A jako księżniczka, 

zawsze będę ceniła w innych ludziach książęce cechy, takie jak uczciwość i szacunek dla samych 

siebie, i Nierobienie Tego z Ludźmi, Których Się Nawet Nie Kocha. Do widzenia.

MICHAEL

background image

Wow.

(Mia zamaszystym krokiem wychodzi z pokoju. LILLY i MICHAEL wymieniają zaskoczone 

spojrzenia)

PIĄTEK, 10 WRZEŚNIA, 1.00 W NOCY,

PODDASZE

Tyle  że, oczywiście,  teraz już wiem,  że przez  cały czas  - może  nawet wtedy,  kiedy ja 

dopiero zaczynałam się dowiadywać, że jestem księżniczką - Michael sypiał z Judith Gershner.

A ja o tym nie wiedziałam.

Bo mi nigdy tego nie powiedział.

PIĄTEK, 10 WRZEŚNIA, 1.30 W NOCY,

PODDASZE

JAK JA MAM BEZ NIEGO ŻYĆ?????

PIĄTEK. 10 WRZEŚNIA, 2.15 W NOCY,

PODDASZE

Muszę być silna. MUSZĘ. On mnie OKŁAMAŁ. Powiedział, że to może dobry pomysł, 

żebyśmy na jakiś czas DALI SOBIE SPOKÓJ.

Tylko nie mogę pozwolić, żeby uszło mu to na sucho.

Może mi pomoże, jeśli napiszę jakiś wiersz.

Zdziwiony, że wybrałam wiarę

W feministyczne ideały?

Choć wierzysz, że to twoją głowę

Powinnam ciągłe stroić w laury?

Mężczyzna - lepsza płeć. Jak mogłam

Wzgardzić twym pięknym garniturem?

Krawatem, wielką parą butów,

Klatą włochatą tak, z natury?

Przecież ty sam otwarłeś klatkę,

Bym mogła skrzydła rozprostować.

Myślałeś - szybko wrócę z płaczem.

Myślałeś, że będę żałować.

A jednak odnalazłszy wolność,

background image

Zniknęłam z oczu, uleciałam.

Może milszego już nie znajdę,

Lecz ciebie już nie będę chciała.

Och, smutna była nasza miłość!

Płakałam po namiętnych sporach,

aż mnie puściłeś wolno.

Teraz, na życie singla przyszła pora.

Boże, jaka szkoda, że to nie jest prawda.

Michael! Mój ukochany wybawco!

PIĄTEK, JO WRZEŚNIA, 3.00 W NOCY,

PODDASZE

Kochany Michaelu.

Chciałam Ci tylko powiedzieć, że...

Kochany Michaelu,

Dlaczego mi nie powiedziałeś, że...

Kochany Michaelu,

DLACZEGO????

PIĄTEK, 10 WRZEŚNIA, 4.00 W NOCY,

PODDASZE

Michael! Moja nadziejo! Moja miłości! Moje życie!

PIĄTEK, 10 WRZEŚNIA,

W LIMUZYNIE W DRODZE DO SZKOŁY

W głowie mi się nie mieści, że mama kazała mi dzisiaj iść do szkoły.

Mówiłam jej, że mam złamane serce. Mówiłam jej, że PRZEZ CAŁĄ NOC OKA NIE 

ZMRUŻYŁAM. Od wczorajszego wieczoru praktycznie nawet na moment nie przestałam płakać. 

Nie miałam pojęcia, że człowiek jest ZDOLNY wyprodukować aż taką ilość łez.

Zupełnie jakbym mówiła do kamiennej ściany. Mama powiedziała tylko:

- To ty zerwałaś z Michaelem, Mia, a nie odwrotnie. Nie będziesz się teraz cały dzień mazać 

w łóżku.

To dziwne, ale... To prawie tak, jakby stawała po stronie MICHAELA, czy coś.

Ale to przecież niemożliwe, prawda? No bo to MOJA mama, nie JEGO.

background image

Nawet kazała MI zadzwonić rano do Lilly i powiedzieć jej, żeby znalazła sobie dziś inny 

transport do szkoły. Nie zgodziła się zrobić tego za mnie, chociaż ją błagałam, bo bałam się, że 

Michael zobaczy na wyświetlaczu nasz numer i odbierze.

Źle się czuję, zostawiając Lilly na lodzie, bez samochodu, ale W ŻADEN SPOSÓB nie 

zdołam spojrzeć dziś rano na Michaela. A wiem, że on TOTALNIE będzie na mnie czekał przed 

wejściem do ich apartamentowca, bo rano wysłał mi maila, w którym o tym pisze tak:

S

KINNER

B

X

:  Nadal nie rozumiem, co złego zrobiłem. W jaki sposób to, że 

przespałem się z kimś, zanim w ogóle się dowiedziałem, że ci się podobam, 

czyni ze mnie aż takiego przestępcę? Nie kminię tego. Chyba rozumiem, 

czemu   jesteś   przygnębiona   sprawą   Japonii,   ale   nie   wiem,   ile   razy   mam 

jeszcze wyjaśniać, że robię to między innymi dla NAS, żebyś to wreszcie 

zrozumiała. Lilly wspomniała, że Borys mówił coś o klarnecistkach wczoraj 

na lunchu, więc pewnie stąd ci się one wzięły, ale nadal nie wiem, o co 

chodzi. Jeśli jednak chcesz spotykać się z innymi facetami, kiedy mnie nie 

będzie, to chyba nie mam nic przeciwko temu. Może tak by nawet było 

lepiej. Posłuchaj, musimy  pogadać, okay?  Będę czekał  rano z Lilly pod 

domem. Może moglibyśmy wpaść gdzieś na kawę?

MUSIAŁAM zadzwonić do Lilly (na jej komórkę, żeby zmniejszyć prawdopodobieństwo, 

że niechcący trafię na Michaela) i powiedziałam:

- Lilly? Nie mogę dziś rano podwieźć cię do szkoły.

- KG? - Lilly brzmiała podejrzliwie. - Czy to ty?

- T - tak - powiedziałam.

- Zaraz... Ty PŁACZESZ?

- T - tak - przyznałam. Bo płakałam.

- CO się tu wyrabia? - spytała Lilly. - Coś ty zrobiła mojemu bratu? W życiu go w takim 

stanie nie widziałam. Naprawdę go rzuciłaś? Bo on mówi, że tak.

- On... on...

Ale to nie miało sensu. Nie byłam w stanie mówić. Za bardzo płakałam.

-   Jezus,   Mia!   -   wykrzyknęła   Lilly,   pierwszy   raz   w   życiu   chyba   naprawdę   się   o   mnie 

martwiąc. - Brzmisz jeszcze gorzej niż on. CO TU SIĘ WYRABIA?

- N - nie mogę teraz o tym mówić - wykrztusiłam. Bo dosłownie nie mogłam mówić, tak 

byłam zapłakana.

- Dobra. Tylko Mia... Serio, nie wiem, o co tu chodzi, ale łamiesz mu serce. Nie jadę do 

ciebie, żeby skopać ci tyłek tylko dlatego, że widzę, że twoje serce też nie jest w najlepszym stanie. 

Ale poważnie, musisz z nim pogadać. Chociaż z nim pogadać. Jestem pewna, że o cokolwiek 

poszło, możecie to jakoś naprawić, jeśli chociaż ze sobą POGADACIE. Okay?

Ale ja nie mogłam odpowiedzieć. Tak strasznie płakałam.

background image

Niemniej, gdybym tylko mogła odpowiedzieć, to powiedziałabym:

- Za późno, Lilly. Nic już nie zostało do powiedzenia. Bo nie zostało.

Tak bardzo, bardzo za nim tęsknię. A on nawet jeszcze nie wyjechał.

PIĄTEK. 10 WRZEŚNIA,

WSTĘP DO TWÓRCZEGO PISANIA

JA, KSIĘŻNICZKĄ???? TAA, I CO JESZCZE?

Sztuka

Mii Thermopolis

(druga wersja)

S

CENA

 12

DZIEŃ. Palmiarnia hotelu Plaza w Nowym Jorku. Dziewczyna o płaskiej klatce piersiowej i 

fryzurze w kształcie znaku drogi podporządkowanej (czternastoletnia MIA THERMOPOLIS) siedzi 

przy ślicznie nakrytym stoliku naprzeciw łysego mężczyzny (jej ojciec, KSIĄŻĘ PHILLIPE). Z 

miny MII widać, że ojciec właśnie mówi coś, co ją wytrąca z równowagi.

KSIĄŻĘ PHILLIPE

Już nie nazywasz się Mia Thermopolis, kochanie.

MIA

(mrugając oczami z zaskoczenia)

Nie? To jak się nazywam?

KSIĄŻĘ PHILLIPE

Nazywasz się Amelia Mignonette Grimaldi Thermopolis Renaldo, księżniczka Genowii.

MIA

(zrywając się od stolika i błyskawicznym ruchem wyciągając uzi z plecaka)

Tato, uważaj!

(z   sufitu   na   linach   zaczynają   zjeżdżać   NINJA.   MIA   kopniakiem   przewraca   stolik,   w 

powietrze leci zastawa do herbaty. Potem zasypuje wnętrze gradem kul ze swojego uzi. TURYŚCI i 

KELNERZY chronią się, nurkując pod stoliki. Jej tata, przerażony, chowa się za palmą w doniczce.  

MA odrzuca uzi, któremu zaciął się zamek, i wysokimi kopniakami pokonuje NINJA, jednego po 

drugim, zupełnie jak River w filmie Serenity. Wreszcie w Palmiarni zalega cisza, wszyscy NINJA 

leżą bez przytomności. Jeden po drugim, TURYŚCI i KELNERZY podnoszą się na nogi. Któryś z 

nich powoli zaczyna klaskać w dłonie. Dołączają do niego inni. Po chwili Mia dostaje owację na 

background image

stojąco za swoją odwagę. MIA podchodzi do PHILLIPE'A i wyciąga do niego prawą dłoń, żeby  

pomóc mu wstać. On ujmuje tę dłoń z wahaniem i wstaje, opierając się na niej).

KSIĄŻĘ PHILLIPE

(z wdzięcznością)

Mia, gdzie ty się nauczyłaś tak...

MIA

(lekkim tonem)

Tato, od lat pracuję dla Watykanu jako świetnie wyszkolona zabój czyni demonów. Nie 

wiedziałeś?

KSIĄŻĘ PHILLIPE

Nie wiedziałem. Myliłem się co do ciebie, Mia. Jesteś nie tylko księżniczką.

MIA

Tak, tato. Nie tylko.

1

Mia, mnóstwo w tym czymś wyobraźni, ale w żaden sposób nie jest to praca na 

temat, który brzmiał: „ Opisz swoje domowe zwierzątko”.

C. Martinez

PIĄTEK, JO WRZEŚNIA,

ANGIELSKI

Nic ci nie jest?

Chyba nic, Tina. Dzięki.

Wyglądasz jakoś... blado. I masz zaczerwienione oczy.

Taa. Cóż. Mało dzisiaj w nocy spałam.

Rozmawiałaś z nim już? To znaczy, z Michaelem?

Nie. Nie osobiście.

A dzwonił do ciebie? Albo napisał SMS - a?

Tak. Ale ja nie odpisałam. Jak mogłabym odpisać, Tina? Co tu jest jeszcze do 

background image

POWIEDZENIA?

Prawda. Ale gdyby przeprosił, nie wybaczysz mu?

On nie przeprosi, Tina. On uważa, że nie zrobił nic złego!!!

Ale to nie może byt WSZYSTKO. To znaczy, to nie może być KONIEC między wami. Za 

bardzo się kochacie!!!!!

Michael sam powiedział - w jednym z maili, które mi wysłał - że może tak będzie lepiej. No 

wiesz, żebyśmy się spotykali z innymi ludźmi, kiedy jego nie będzie.

POWIEDZIAŁ COŚ TAKIEGO????

Nie mówił, że ON ma zamiar spotykać się z innymi dziewczynami, ale że nie ma nic 

przeciwko, jeśli ja chcę się z kimś spotykać.

Zaraz - on naprawdę tak POWIEDZIAŁ?

Tak. Tak zrobił. To znaczy, powiedział, że chyba tak MUSI być.

Och Mia! Nie wiem, jak mam ci to powiedzieć, ale - nie wydaje ci się, że może ta książka 

Twój Najcenniejszy Dar się myli? Bo w moich ulubionych romansach - w Szejku i dziewiczej 

sekretarce oraz w Szejku i książęcej narzeczonej - żaden z szejków nie był prawiczkiem, a 

wszystko się potem dobrze kończyło i dla nich, i dla ich dziewczyn.

Wcale nie chciałam pisać tego, co napisałam potem. Naprawdę, napisałam to z BÓLEM. 

Ale ktoś MUSIAŁ to napisać. Bo Tina przecież nie może mieszkać w tej swojej Tinalandii do 

końca życia. Po prostu nie może.

Tina. To są tylko KSIĄŻKI.

Ale Tina wcale nie chciała ustąpić.

Twój Najcenniejszy Dar to też KSIĄŻKA. Dlaczego ona ma mieć rację, a nie książki o 

szejkach?

Tina. Żaden z szejków z tych książek nie Zrobił Tego z Judith Gershner i nie KŁAMAŁ 

potem, żeby to ukryć. Jasne? Żaden z szejków z tych książek nie wynalazł zrobotyzowanego 

background image

ramienia i nie wybierał się na rok do Japonii. Albo dłużej. Bo gdyby tak było, to taki szejk 

zabrałby swoją dziewiczą sekretarkę ZE SOBĄ.

Wiem. Po prostu myślałam, że może powinnaś dać Michaelowi jeszcze jedną szansę.

Ale jak mam to zrobić? Za każdym razem, kiedy teraz o tym myślę, przed oczami mam 

tylko obraz Judith Gershner z językiem w jego ustach. A to jeszcze NAJMNIEJ obrzydliwy 

obraz tego, co robili ze sobą ci dwoje.

Tak. Czułam to samo, kiedy dowiedziałam się o Lilly i Borysie. Ale to po jakimś czasie mija, 

Mia. Naprawdę. Za parę dni nie będziesz już widziała Judith Gershner, kiedy będziesz 

myślała o Michaelu.

Dzięki, Tina. Rozumiem, co chcesz powiedzieć. Naprawdę, rozumiem. Ale problem w tym, 

że za parę dni - nie, za parę GODZIN - Michael wyjedzie. Być może na zawsze!

Mia! O mój Boże, tak mi przykro! Nie chciałam cię doprowadzić do płaczu!

To nie ty, Tina. To przeze mnie. Ja po prostu... po prostu...

Mia, już dobrze. Nie musisz już nic więcej pisać. Już się zamykam.

Boże, jak do tego mogło dojść - do tego, że siedzę na angielskim i PŁACZĘ???

W jakiś sposób żałuję, że Michael NIE JEST takim szejkiem, a ja jego dziewiczą sekretarką 

albo książęcą narzeczoną. Wiem, że to mało feministyczny sposób myślenia.

Ale gdyby porwał mnie do swojego namiotu na pustyni, zamiast przenosić się do Japonii, to 

ja wtedy przynajmniej wiedziałabym, że mu naprawdę zależy.

PIĄTEK, 10 WRZEŚNIA,

FRANCUSKI

- Mia! To prawda?

- Tak, Perin. To prawda, że Michael przyznał, że uprawiał seks z Judith Gershner, i to 

prawda, że przenosi się do Japonii i że między nami koniec. Czuję się okropnie i nie chcę ryczeć na 

francuskim, więc proszę, rozmawiajmy o czymś innym.

- Hm, tak. Ale mnie chodziło o to, czy to prawda, że wiesz, co trzeba robić, gdyby na Nowy 

Jork uderzyło tsunami.

- Och. Tak, to też jest prawda.

- Bardzo mi przykro ze względu na ciebie i Michaela. Nie miałam pojęcia. Więc teraz jesteś 

znów singlem?

background image

- Nigdy tak o tym nie myślałam. Ale chyba jestem singlem.

- Chcesz dziś u mnie zanocować?

- Och, dzięki za zaproszenie, Perin, ale ja chyba wrócę do domu i pójdę do łóżka. Mówiąc 

prawdę, nie radzę sobie z tym wszystkim zbyt dobrze.

- Okay. No to, żebyś się poczuła lepiej!

- Dzięki!

Pytacie,   czym   jest   ta   niezwykła   zaleta   kobiety?   Zdaniem   kanału   12   jest   to 

zdolność karmienia dzieci. Kobieta robiąca karierę? To taka, która nie kocha swoich 

dzieci ani męża. To nie chrześcijanka! To służebnica diabła!

Spojrzeliśmy po sobie. Zmieniliśmy kanał. W samą porę!

116 + 75 = tylko 191!!!! Potrzeba mi jeszcze dziewięć słów!

Aha, zaraz, jeszcze tytuł. I MOJE NAZWISKO:

Audycja pełna akcji

realizacja

Amelia Mignonette Grimaldi Renaldo Thermopolis

TAK!!!!

Przynajmniej COŚ dzisiaj mi się udało.

PIĄTEK, 10 WRZEŚNIA,

MIĘDZY FRANCUSKIM A LUNCHEM

Właśnie zabrzęczała moja komórka. Michael wysłał mi następujący SMS:

S

KINNER

B

X

:  Przynajmniej   pozwól   mi   przyjść   i   spróbować   to   wyjaśnić. 

Chociaż to nie będzie łatwe, bo ja nadal nie rozumiem, co właściwie zrobi-

łem takiego strasznie złego.

O czym on mówi „przyjść i spróbować to wyjaśnić”? Jak on ma przyjść i coś próbować 

wyjaśniać? Przecież ja siedzę w SZKOLE.

I jak to możliwe, że on jeszcze nie wie, co złego zrobił?

PIĄTEK, 10 WRZEŚNIA,

LUNCH

Wiecie co? Wszystko mi jedno. A niech się na mnie GAPIĄ. W życiu nie jadłam w tej 

background image

stołówce nic równie pysznego. Gdybym wiedziała, że cheeseburgery są takie dobre, to przysięgam, 

już dawno temu zaczęłabym je jeść.

I wiecie co jeszcze? Nic mnie to nie obchodzi. To znaczy, nadal żal mi zwierząt i tak dalej.

Ale problem w tym, że... No cóż, mają zwyczajnie pecha. Ten świat nie jest sprawiedliwy. 

Czasami jest się przednią szybą. A czasami robaczkiem.

To z piosenki, którą lubi moja mama.

Jeśli istnieje coś takiego jak reinkarnacja, to ja prawdopodobnie odrodzę się jako krowa i 

spędzę całe życie w maleńkiej zagrodzie, w której ledwie się będę mogła obrócić, a na koniec ktoś 

przyjdzie,   da   mi   w   łeb,   a   potem   obedrze   mnie   ze   skóry,   którą   przerobi   się   na   skórzane 

minispódniczki, a z reszty mnie zrobią hamburgery i jakaś dziewczyna, której chłopak oddał swój 

Najcenniejszy Dar Judith Gershner, zje mnie, i na to właśnie sobie będę zasługiwała. Tak wygląda 

krąg życia i śmierci, moi mili.

Wow. Chyba teraz zostałam nihilistką.

Lilly, zdaje się, tak uważa. I chyba nie może w to uwierzyć.

- Burger? - Cały czas gapi mi się w talerz. - Ty jesz CHEESEBURGERA?

- Już nic mnie nie obchodzi - powiedziałam. Bo rzeczywiście tak jest. Nie obchodzi mnie. 

Nic. Skoro jestem nihilistką i tak dalej.

- Ty i mój brat pierwszy raz w życiu się kłócicie, ty z nim zrywasz i zaczynasz jeść mięso? 

On ma rację. Ty faktycznie ZWARIOWAŁAŚ.

W tym momencie już musiałam odłożyć hamburgera.

- On COŚ TAKIEGO powiedział? - spytałam ostro. Nic mnie nie obchodziło, że odbywamy 

tę rozmowę w obecności całego lunchowego tłumu - J.P., Borysa, Ling Su, Tiny, Perin. Bo czemu 

mnie miało obchodzić? Mnie już nic w ogóle nie obchodzi. - Michael powiedział, że zwariowałam?

-  W   zasadzie   tak   -  stwierdziła   Lilly.   -   I  dowodzi   tego   fakt,   że   siedzisz   tu   teraz   i   jesz 

cheeseburgera. Nie jadłaś mięsa, odkąd skończyłaś sześć lat!

- No cóż, może czas zacząć. Gdybym  przez ten cały czas jadła więcej białka, może nie 

podjęłabym w swoim życiu tak wielu głupich decyzji.

- Które ze swoich licznych głupich decyzji masz teraz na myśli? - spytała lodowatym tonem 

Lilly.

- Hej, Lilly - wtrącił się J.P. cicho, ale stanowczo. - Przestań.

Lilly zrobiła zdziwioną minę. Nie przywykła, żeby J.P. wtrącał się do jej rozmów ze mną. 

Bo nigdy przedtem tego nie robił.

Ale było za późno. Bo oczy już miałam pełne łez. Znowu.

Chyba jednak wcale nie jestem nihilistką.

- Jeśli on uważa, że zwariowałam - powiedziałam do Lilly, z trudem powstrzymując szloch - 

to on NIC z tego nie rozumie. Ja NIE zwariowałam. Ja po prostu DŁUŻEJ już tego nie zniosę.

- Ale czego nie zniesiesz? - spytała Lilly. - Tego, że masz faceta, który kocha cię tak bardzo, 

że kiedy wyjechałaś na całe lato do Genowii, on wynalazł to cudowne urządzenie, które być może 

zmieni oblicze medycyny, po to tylko, żeby dowieść, iż jest wystarczająco wiele wart, żeby móc 

background image

być z tobą, na co ty go walisz w twarz, kiedy on ci wyjaśnia, że aby cała rzecz wystartowała z 

miejsca, on musi na jakiś czas wyjechać?

Spiorunowałam ją wzrokiem, chociaż przez łzy niewiele widziałam na oczy.

- To nie tak - wykrztusiłam. - I ty to wiesz.

- Och, jasne, wiem. To dlatego, że przez wszystkie te miesiące nie powiedział ci o czymś, bo 

wiedział, że tego NIE ZROZUMIESZ i dostaniesz z tego powodu świra, bo taką masz już naturę, że 

dostajesz świra z powodu kompletnych drobiazgów, a on chciał ci tego oszczędzić?

- To, co zrobił - powiedziałam, z trudem znajdując słowa - to nie był żaden DROBIAZG...

- Och, daruj sobie - warknęła Lilly.  - Tina opowiedziała mi o tej durnej książce, którą 

dostała od ciotki. Czy ty naprawdę jesteś aż taką ignorantką, że nie wiesz, że to całe zamieszanie z 

Najcenniejszym Darem zaczęło się dlatego, że mężczyźni szukali sposobu na kontrolowanie kobiet 

przez ograniczanie liczby ich seksualnych partnerów, żeby w ten sposób zyskać pewność, że ich 

dzieci są rzeczywiście ich dziećmi?

- Zaraz - powiedziałam, patrząc na nią badawczo. Co przychodziło mi z trudem, bo od łez 

kręciło mi w nosie. - Nie ma NIC złego w tym, że się czeka z seksem po to, żeby go uprawiać z 

kimś, kogo się pokocha.

- Oczywiście, że nie ma w tym nic złego - stwierdziła Lilly. - Masz prawo tak uważać. Ale 

POTĘPIAĆ kogoś, kto NIE PODZIELA takiego poglądu? To ani trochę nie jest lepsze od tego, co 

robią fundamentalistyczni sędziowie w Iranie, którzy skazują kobiety na zakopywanie w piasek po 

szyję i każą w nie rzucać kamieniami. Bo z którejkolwiek strony na to spojrzeć, właśnie TY karzesz 

teraz kogoś za to, że nie wyznaje TWOICH zasad moralnych.

Po   tym   już   się   zupełnie   rozpłakałam.   No   bo   porównywać   MNIE   z   tymi   wstrętnymi 

fundamentalistami?

Ale Lilly nie odpuściła.

- Dlaczego się nie przyznasz, czego NAPRAWDĘ dotyczy ta cała kłótnia z Michaelem, 

Mia? - warknęła. - Jesteś wściekła, bo Michael nie chce zrobić tego, co ty chcesz, żeby zrobił. Po-

winien zostać w Nowym Jorku, żeby ci służyć za pieska kanapowego. Ale on ma własny umysł i 

chce go wykorzystać, żeby zbudować sobie jakieś WŁASNE życie. Tylko O TO tu chodzi. I NIE 

PRÓBUJ zaprzeczać.

W tym momencie J.P. wstał, złapał Lilly za ramię i powiedział:

- Chodź. Idziemy na spacerek.

I wyciągnął ją ze stołówki.

Wtedy zaczęłam już na dobre płakać. Nie szlochać ani nic. Po prostu cicho płakać nad 

resztkami mojego cheeseburgera.

Tak. Jestem teraz żałosną, mięsożerną płaczką.

Borys poklepał mnie po ramieniu i powiedział:

- Nie płacz, Mia. Chyba robisz słusznie. Związki na odległość nigdy nie zdają egzaminu. 

Lepiej uciąć to szybko, jak teraz.

- Borys - upomniała go Tina.

background image

- Nie - powiedziałam. - On ma rację.

Bo ma.

Ja tylko wolałabym, żeby jej nie miał.

No i wolałabym też już umrzeć.

Zamiast tego poszłam i wzięłam sobie trochę bekonu do tego cheeseburgera.

PIĄTEK, 10 WRZEŚNIA,

RZ

O mało nie zerwałam się z tej lekcji. Częściowo dlatego, że robiło mi się trochę niedobrze 

po tym hamburgerze. Zdecydowanie nie powinnam była jeść bekonu.

Ale częściowo też dlatego, że nie chciałam znów oglądać Lilly na oczy. Zwłaszcza kiedy 

J.P. nie będzie mógł jej powstrzymywać.

Ale   nie   zerwałam   się,   bo   doszłam   do   wniosku,   że   tylko   sobie   narobię   kłopotów.   A 

odwiedziny w gabinecie dyrektor Gupty to ostatnia rzecz, jakiej teraz potrzebuję.

Poza tym pielęgniarka dała mi tums, co mi trochę pomogło.

Ucieszyłam się, że się nie zerwałam, kiedy już weszłam do klasy. Ucieszyłam się, bo kiedy 

weszłam do środka, zobaczyłam ZAPŁAKANĄ Lilly.

Nie o to chodzi, że cieszyłam się, że ona płacze. Cieszyłam  się, bo widać było  bardzo 

wyraźnie, że będzie mnie potrzebowała. To znaczy, coś się stało. Coś DUŻEGO.

Borys   stał  obok  niej   ze  spanikowaną  miną.  To  chyba  naturalne,  że  przyjęłam,  że  Lilly 

płakała ze względu na coś, co powiedział Borys, skoro rzucił mi to przerażone spojrzenie, kiedy 

weszłam do klasy.

- Co jej zrobiłeś? - zapytałam go, zaszokowana. Bo Borys potrafi być czasem strasznym 

dupkiem. Ale on nie robi tego SPECJALNIE. A odkąd zaczęła z nim chodzić Tina, zrobił się nawet 

o wiele mniej dupkowaty.

- Kiedy tu wszedłem, już tak siedziała - zaprotestował Borys. - To nie przeze mnie!

- Lilly. - Nie mogłam sobie nawet wyobrazić, co się jej mogło stać. Na pewno nie miało to 

nic   wspólnego   ze   mną   i   z  Michaelem.   To  nigdy  Lilly   nie   doprowadziłoby   do  płaczu.   Bardzo 

niewiele rzeczy może doprowadzić Lilly do płaczu. Chyba że... Aż sapnęłam. - Lana Weinberger 

jednak zdecydowała się kandydować do samorządu szkolnego?

- Nie! - powiedziała Lilly pogardliwie między jednym pociągnięciem nosem a drugim. - 

Boże! Uważasz, że płakałabym przez coś takiego?

- No cóż. - Popatrzyłam na nią, nic nie rozumiejąc. - To o co chodzi?

- Nie chcę o tym rozmawiać - mruknęła Lilly.

Ale zauważyłam, że zerknęła przy tym na Borysa. Co ważniejsze, Borys też to zauważył.

A   potem   -   przywołując   odrobinę   taktu,   którego   z   trudem   nauczyła   go   Tina   -   Borys 

powiedział:

- Chyba pójdę już sobie i trochę poćwiczę.

A potem poszedł i zamknął się w schowku na materiały piśmienne.

background image

Odezwałam się:

- Okay, już sobie poszedł. Teraz mi powiedz.

Lilly wzięła głęboki, drżący oddech. Potem rozejrzała się po klasie - a wszyscy natychmiast 

opuścili głowy, udając, że są pochłonięci pracą nad swoimi indywidualnymi projektami, coś, co 

NIGDY się nie zdarza, chyba że w klasie jest pani Hill, której przecież jak najbardziej tam wtedy 

nie było. A potem szepnęła:

- J.P. właśnie ze mną zerwał.

Zagapiłam się na nią kompletnie osłupiała.

- Co?

- Słyszałaś. - Lilly otarła łzy grzbietem nadgarstka, zostawiając na policzkach dwie smugi 

tuszu. - Rzucił mnie.

Zdążyłam przyciągnąć sobie krzesło do jej krzesła w samą porę, żeby klapnąć na nie, a nie 

na podłogę.

- Chyba żartujesz. - To była jedyna rzecz, która mi przychodziła do głowy.

Ale ze sposobu, w jaki łzy nadal płynęły jej z oczu, widać było boleśnie wyraźnie, że to nie 

są żarty.

- Ale dlaczego? - spytałam. - Kiedy?

- Przed chwilą. Na schodach przed wejściem, obok Joego. - Joe to ten kamienny lew, który 

stoi   przy   schodach   prowadzących   do   drzwi   frontowych   Liceum   imienia   Alberta   Einsteina.   - 

Powiedział, że paskudnie mu z tym, ale nie czuje do mnie tego samego, co ja czuję do niego. 

Powiedział, że ceni mnie sobie jako przyjaciółkę, ale że nigdy mnie nie ko - kochał!

Nie mogłam przestać się na nią gapić. W jakiś sposób, to było o wiele gorsze, niż to, co mi 

zrobił Michael. Bo Michael tylko przespał się z Judith Gershner i okłamał mnie w tej sprawie, i tak 

dalej.

Ale nigdy mi nie powiedział, że mnie nie kocha.

- Och, Lilly! - westchnęłam. Zapomniałam od razu, że jestem nihilistką. Mogłam myśleć 

tylko o tym, że Lilly tak bardzo cierpi. - Och, Lilly! Tak mi strasznie przykro.

- Mnie też - powiedziała Lilly, znów ocierając oczy. - Przykro mi, że byłam taką idiotką, że 

nie umiałam sama się przed sobą przyznać, że WIEM, co się dzieje.

Zamrugałam oczami, nie odrywając od niej spojrzenia.

- O co ci chodzi?

- Kiedy po raz pierwszy powiedziałam mu, że go kocham, a on mi na to odparł tylko: 

„dziękuję”? Już wtedy powinnam była odebrać to jako znak, że on nie czuje do mnie tego samego, 

co ja do niego, prawda?

- Ale wszyscy myśleliśmy, że to tylko dlatego, że on nie przywykł do tego, że się podoba 

dziewczynom. Pamiętasz, Tina mówiła...

- Jasne, że on jest jak Bestia z Pięknej i Bestii, że nie przywykł do ludzkiej miłości i nie jest 

pewien, jak ma na nią reagować. Wiesz co? Tina się myliła. Nie chodziło o to, że on nie wie, jak ma 

zareagować. On po prostu mnie nie kochał, ale nie chciał ranić moich uczuć, mówiąc mi to. Więc 

background image

po prostu przez tyle miesięcy mnie zwodził.

Aż się zachłysnęłam powietrzem.

- Och, Lilly! Nie! To znaczy, on na pewno myślał, że...

- Że uda mu się mnie pokochać? - Lilly zdobyła się na gorzki uśmiech. - Taa, najwyraźniej 

mu się nie udało.

- Och, Lilly - powtórzyłam. W tym momencie mogłabym zabić J.P. Naprawdę. W głowie mi 

się nie mieściło, że musiała coś takiego przez niego przechodzić.

I żeby zrobić coś takiego w szkole! Ze wszystkich miejsc na ziemi! Dlaczego nie mógł 

zaczekać,   aż   znajdą   się   gdzieś   sam   na   sam,   na   przykład   w   Ray's   Pizza,   i   wtedy   jej   o   tym 

powiedzieć, żeby mogła sobie przynajmniej popłakać samotnie? Co ci faceci mają w głowach?

Zabiję go. Jak Boga kocham, zabiję.

Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że powiedziałam to na głos, dopóki Lilly nie wyciągnęła 

ręki i nie złapała mnie za nadgarstek ze słowami:

- Mia. Nie, nie rób tego.

Popatrzyłam na nią, zaskoczona.

- Czego mam nie robić?

- Nie rozmawiaj z nim na ten temat. Naprawdę. To moja wina. Ja... Ja w pewnym sensie 

wiedziałam przez cały ten czas, że on mnie nie kocha.

- Co?

Słyszałam już wcześniej o czymś takim. Kiedy ofiary wrednych chłopaków obwiniają siebie 

za to, co zrobił im taki palant.

Ale nigdy nie sądziłam, że LILLY, ze wszystkich na świecie, stanie się jedną z nich.

- Co ty w ogóle mówisz, wiedziałaś? Oczywiście, że nie wiedziałaś, Lilly, w przeciwnym 

razie nie...

- Nie, to nieprawda - wykrztusiła Lilly głosem ochrypłym od łez. - Skoro nigdy mi nie 

powiedział,   że   mnie   kocha,   podejrzewałam,   że   coś   jest   nie   tak.   Ale   ja...   no   cóż,   tak   jak   po-

wiedziałaś. Myślałam, że może on nauczy się mnie kochać. Więc zostałam z nim, zamiast zerwać, 

jak powinnam była. To nie jego wina. On próbował, Mia. On się naprawdę starał. W sumie to 

bardzo ładnie z jego strony, że nie pozwolił, żeby to zaszło za daleko. Naprawdę mógł wykorzystać 

okazję. Ale nie zrobił tego.

Nie mogłam się powstrzymać i powiedziałam:

- Czekaj, czy to znaczy, że wy dwoje nigdy...

Lilly zmrużyła oczy.

- Bardzo sprytnie, KG. Jestem przybita, ale jeszcze przytomna. I wiesz, nadal mamy do 

zaplanowania kampanię wyborczą.

- Lilly. - Opuściłam głowę na blat stolika. - Ja nie mogę. Po prostu nie mogę. Nie widzisz, 

że jestem załamana?

-   Ja   też   nie   czuję   się   najlepiej   -   przyznała   Lilly.   -   A   nadal   jestem   w   stanie 

FUNKCJONOWAĆ. Mężczyzna kobiecie jest potrzebny jak rybie rower.

background image

Nie cierpię tego powiedzonka. Założę się, że ryby naprawdę chciałyby mieć rowery. Gdyby 

miały nogi.

A potem, łagodniejszym tonem, Lilly dodała:

- Słuchaj, KG. Co do ciebie i mojego brata, przepraszam.

- Dzięki. - I wszystkie te łzy, które, jak mi się wydawało, udało mi się zdusić, znów wróciły.

- Ale nadal nie rozumiem - stwierdziła Lilly.

- Oczywiście, że tego nie rozumiesz - mówiłam żałośnie, nie podnosząc głowy znad biurka. 

- Jesteś jego siostrą. Jesteś po jego stronie.

- Może i jestem jego siostrą. Ale jestem też twoją najlepszą przyjaciółką. I mnie się wydaje, 

że to niepotrzebna strata. Wiem, że jesteś na niego wściekła, ale naprawdę... Co on takiego złego 

zrobił?   Przespał  się   z  Judith  Gershner.  Wielkie   mi   rzeczy.   Przecież   to  nie   tak,  że   robił   to  W 

CZASIE, kiedy ze sobą chodziliście.

- To JEST wielka rzecz - upierałam się. - Ja po prostu... Ja nigdy nie myślałam, że akurat 

Michael mógłby coś takiego zrobić. Przespać się z kimś, kogo nawet nie kochał. A potem mnie w 

tej sprawie OKŁAMAĆ. I ja WIEM, że twoim zdaniem rzutuję na niego swoje własne poglądy. Ale 

ja zawsze po prostu zakładałam, że on i ja mamy te same poglądy. A teraz okazuje się, że on jest 

bardziej podobny... no cóż, bardziej podobny do Josha Richtera niż do mnie!

- Do Josha Richtera? - Lilly przewróciła oczami. - Och, przestań. Jakim cudem mój brat 

miałby przypominać Josha Richtera?

- No bo spanie z dziewczyną której się nawet nie kocha... Tak robi Josh Richter.

- Styl  Josha Richtera  polega na tym,  że on wykorzystuje  dziewczyny,  które się w nim 

kochają, i robi im w ten sposób krzywdę.

Uniosłam   głowę,   żeby  na   nią   popatrzeć,   i   powiedziałam,   starając   się,   żeby   wypadło   to 

maksymalnie troskliwie:

- Chcesz powiedzieć, jak ty i J.P.?

Ale Lilly tylko spiorunowała mnie wzrokiem.

- Bardzo sprytnie, Mia - powtórzyła. - Ale nie dam się na to nabrać.

Choroba.

- Mia. Nie możesz dostawać małpiego rozumu dlatego, że Michael spotykał się z innymi 

dziewczynami, zanim poznał ciebie. To GŁUPIE.

Teraz to ja spojrzałam na nią przez zmrużone powieki.

- Jak to, z DZIEWCZYNAMI?

- No cóż, z taką jedną z obozu języka hebrajskiego...

- Z JAKĄ  DZIEWCZYNĄ Z OBOZU  JĘZYKA  HEBRAJSKIEGO?! - wrzasnęłam tak 

głośno, że Borys aż wyjrzał ze schowka na materiały piśmienne zobaczyć, co się stało.

- Uspokój się - rzekła Lilly z niesmakiem. - Oni się tylko całowali. A Michael był wtedy 

chyba w pierwszej licealnej, czy coś.

- Była ładna? - dopytywałam się. - Jak się nazywała? Do której bazy doszli?

- Tobie potrzebna jest psychoterapia. A teraz, czy możemy pogadać przez moment o czymś 

background image

innym niż te romantyczne perypetie? Bo musimy popracować nad twoim przemówieniem.

Zamrugałam oczami.

- Moim czym?

- Twoim przemówieniem. Uważasz, że tylko dlatego, że zerwałyśmy z naszymi chłopakami, 

jesteśmy   już   niezdolne   korzystnie   wpływać   na   szkolne   otoczenie   ani   poprowadzić   naszych 

rówieśników drogą do lepszego jutra?

- Nie - mruknęłam. - Ale...

- Dobrze. Bo wiesz, że powinnaś dziś na apelu wygłosić swoją mowę jako kandydatka na 

przewodniczącą samorządu, prawda?

- Lilly. - Przełknęłam ślinę. Z trudem. - To nie będzie możliwe.

- Nie masz innego wyjścia, KG - oświadczyła Lilly. - Dałam ci trochę luzu w tym tygodniu 

ze względu na Michaela i tak dalej. Ale tej roli za ciebie odegrać nie mogę. Będziesz musiała wyjść 

na środek i przemówić. Stwierdziłam, że na pewno nic nie przygotujesz, więc pozwoliłam sobie 

sama coś napisać. - Podsunęła mi kartkę papieru zapisaną swoim typowym, bardzo drobniutkim 

pismem. - To są w zasadzie odpowiedzi na pytania postawione na tych kartkach ze stołówki. Wiesz, 

co zrobić w razie huraganu czy ataku brudną bombą. Nic nowego. A przynajmniej nie dla ciebie. 

Powinno ci to pójść jak z płatka.

- Jeśli to zrobię - zagadnęłam, taka trochę oszołomiona (może jednak zaszkodził mi ten cały 

bekon?) - powiesz mi, prawda? Czy ty i J.P. Zrobiliście To latem?

- I to jest twoja jedyna motywacja do udziału w wyborach? - zapytała Lilly.

- Tak - odparłam.

- Boże, to jest takie żałosne. Ale, owszem, powiem ci. Ty nieudacznico.

Nie obraziłam się za to, bo miała rację. JESTEM nieudacznicą. Ona nawet nie wie, jak 

wielką.

Poza tym wiem, że pod brawurą Lilly skrywała prawdziwy ból. Jak mogłaby nie cierpieć? 

Kochała J.P. tak, jak nigdy przedtem nie kochała żadnego faceta.

Poważnie, jak J.P. mógł jej zrobić coś takiego? Myślałam, że to jeden z tych przyzwoitych 

chłopaków. Naprawdę tak myślałam.

Ale teraz już zupełnie nie wiem, jak mam się z nim nadal przyjaźnić. A co dopiero być jego 

partnerką w laboratorium na chemii.

PIĄTEK, 10 WRZEŚNIA,

CHEMIA

J.P. zachowuje się, jakby nic się nie stało! Jakby uważał, że ja nic nie wiem o nim i o Lilly! 

Zapytał: „Jak się masz, Mia?”, kiedy siadał obok mnie, i wyglądał na bardzo o mnie zatroskanego. 

O mnie! Kiedy sam właśnie złamał serce mojej najlepszej przyjaciółce!

Byłam tak zaszokowana, że odburknęłam tylko: „Dobrze”, zupełnie zapominając o tym, co 

sobie postanowiłam na korytarzu w drodze na lekcję - że nigdy więcej słowem się do J.P. nie 

odezwę.

background image

I okay, to nie jego wina, że nie kocha Lilly. Ale mógł powiedzieć jej wcześniej - na przykład 

w maju, kiedy po raz pierwszy powiedziała mu, że go kocha - i nie zwodzić jej przez ten cały czas.

Och... Kenny mi właśnie podsunął karteczkę:

Mia, dowiedziałem się, że zerwaliście z Michaelem, bardzo mi przykro. Jeśli mogę coś 

zrobić, żeby ci poprawić humor, proszę, powiedz mi od razu - Kenny.

Kenny jest taki miły. W głowie mi się nie mieści, że nie ma żadnej dziewczyny. Hej, a 

gdyby Lilly...

No cóż, dobra. Chyba nie. On raczej nie jest w jej typie, biorąc pod uwagę, że waży mniej 

niż ona.

Dzięki, Kenny. Pomoc w zrozumieniu, o co chodzi w tej całej chemii, to jedyne, co mi w tej 

chwili przychodzi do głowy. Naprawdę jestem ci wdzięczna za twoje wsparcie.

Nie ma sprawy, Mia! Zawsze chętnie ci we wszystkim pomogę. A może, jeśli nie masz dziś 

wieczorem żadnych planów, miałabyś ochotę wpaść do mnie, pomógłbym ci zrozumieć, o co 

chodzi w stałej Avogarda. Bo zauważyłem, że chyba tego nie chwytasz. Poza tym moja 

mama właśnie była u rzeźnika, więc mamy w domu mnóstwo bekonu, a słyszę, że ostatnio 

jesz mięso.

Widzicie? To taki fajny facet. On TOTALNIE powinien mieć dziewczynę. Może wpadną 

sobie w oko z Perin???

Dzięki, Kenny, to bardzo miłe z twojej strony, ale dziś wieczorem nie mogę. Naprawdę nie 

czuję się jeszcze gotowa do zgłębiania żadnych stałych.

No cóż, zaproszenie pozostaje aktualne! Naprawdę nie musisz bać się chemii. To łatwe - o 

ile tylko będziesz uważać.

Dobrze wiedzieć! Dzięki raz jeszcze.

Zadziwiające.

O mój Boże. J.P. właśnie podsunął mi liścik. Jak on MOŻE? Przecież musi wiedzieć, jak 

wielkie mam do niego w tej chwili pretensje. Wie, że Lilly ma ze mną po lunchu RZ. Musi wie-

dzieć, że ona mi wszystko wyznała. Jak on śmie podsuwać mi jakieś karteczki? Jak ŚMIE?

No cóż, nie mam zamiaru odpisywać. Nie i już. Nie odrywam oczu od tablicy. Chemia jest 

ważna, wiecie. Nawet księżniczki muszą się jej uczyć. Z jakiegoś powodu.

Ale... O co mu chodzi? Co jest takie zadziwiające?

background image

Co jest zadziwiające?

W głowie mi się nie mieści, że to zrobiłam! W głowie mi się nie mieści, że odpisałam! Co 

się ze mną DZIEJE?

To, że jesteś wolna od niecałych dwudziestu czterech godzin. A wilki już się rzuciły w 

pościg.

!!!! CO???? Co on wypisuje? Och, zaraz, o KENNYM? Czy ten J.P. oszalał?

Kenny nie jest żadnym wilkiem! On po prostu stara się być miły.

Wmawiaj to sobie, jeśli tak ci wygodniej. Ale jak sobie radzisz, tak SERIO?

Ha! No cóż, sam się o to prosił.

Jak sobie radzę? Zaraz ci powiem, jak sobie radzę. Radziłam sobie o wiele lepiej, zanim nie 

zerwałeś z moją najlepszą przyjaciółką!!!!

Ciekawe, jak z TYM sobie poradzi.

Powiedziała ci.

Oczywiście, że mi powiedziała!!!! A czego się spodziewałeś???? Lilly i ja mówimy sobie 

wszystko. No cóż, prawie wszystko. J.P., jak mogłeś jej to zrobić?

Przykro mi. Nie chciałem. Lubię Lilly, naprawdę. Tylko nie aż tak bardzo, jak ona lubi mnie.

Ona cię nie tylko LUBIŁA, ona cię KOCHAŁA. Powiedziała ci to jeszcze w maju. Skoro 

wiedziałeś, że jej nie kochasz, dlaczego jej tego wtedy nie powiedziałeś? Dlaczego musiałeś 

ją aż tak długo zwodzić?

Szczerze, sam nie wiem. Chyba dlatego, że miałem nadzieją, że moje uczucia się zmienią. 

Ale się nie zmieniły. A dzisiaj, kiedy zobaczyłem, jak cię potraktowała - no cóż, zrozumia-

łem, że nie zmienią się nigdy.

Zobaczyłeś, jak mnie potraktowała? O czym ty MÓWISZ?

background image

Przy lunchu była wobec ciebie taka wredna. W sprawie tego, co zaszło między tobą a 

Michaelem.

Co???? Lilly nie była wobec mnie wredna!!!

Mia porównała twoje zerwanie z Michaelem z powodu, że cię okłamał, z tymi 

fundamentalistycznymi sędziami z Iranu, którzy skazują cudzołożne kobiety na karę śmierci 

przez ukamienowanie.

Och, TO. Ale przecież Lilly tylko... była SOBĄ. To znaczy, ona zawsze taka jest.

Nie jest to ktoś, z kim chciałbym być. Osoba, która wykazuje taki brak empatii; tego 

usprawiedliwić nie mogę.

Zaraz... Ty mi mówisz, że zerwałeś z Lilly PRZEZE MNIE???

Cóż... częściowo, tak.

No świetnie. Po prostu ŚWIETNIE. Jakbym już nie miała kłopotów. Teraz jeszcze muszę 

dźwigać na barkach świadomość, że jestem odpowiedzialna za złamane serce Lilly?

J.P., Lilly taka już jest. Ja do tego PRZYWYKŁAM. Nie mam do niej o to pretensji.

Ale POWINNAŚ mieć pretensje. Zasługujesz na to, żeby traktować cię lepiej. Uważam, że za 

często pozwalasz ludziom źle się traktować. Lekceważysz to, mówiąc, że „oni tacy już są”. 

Ale to nie usprawiedliwia ich zachowania, Mia. Dlatego uważam, iż to, że stawiłaś czoło 

Michaelowi po tym, jak cię potraktował, jest dla ciebie prawdziwym krokiem naprzód.

Co on WYGADUJE?

Wcale nie pozwalam ludziom źle się traktować! Kiedyś totalnie rozwaliłam telefon 

komórkowy Lany... No cóż, ciebie jeszcze tu nie było. Ale zrobiłam to.

Ja nie mówię, że NIGDY nie stajesz w swojej obronie. Ja tylko mówię, że wydaje mi się, że 

trzeba czegoś poważnego, żebyś wreszcie się postawiła. Zwykle myślisz o ludziach jak 

najlepiej - jak w przypadku Kenny'ego i jego jawnych prób zwabienia cię w sidła teraz, 

kiedy jesteś od niecałych dwudziestu czterech godzin wolna.

!

background image

Mówiłam ci! Kenny uważa mnie wyłącznie za przyjaciółkę.

Jasne. Wmawiaj to sobie dalej. Ja się tylko cieszę, że wreszcie się postawiłaś Michaelowi. 

Lubię Michaela, ale nie miał prawa cię oszukiwać w sprawie swojego życia seksualnego. 

Uważam, że szczerość jest w związku kwestią najważniejszą. A skoro Michael nie umiał być 

z tobą szczery w sprawie tak istotnej jak to, z kim był, zanim się z tobą związał, to jakie 

szanse mieliście wy dwoje na prawdziwy, stały związek?

Wow!  WRESZCIE ktoś, kto to zrozumiał! Może J.P. nie jest jednak taki okropny. Jednak 

rzucił Lilly - i to w SZKOLE.

Ale wydaje się, że ma naprawdę dobrze poukładane w głowie.

Mam tylko nadzieję, że nadal będziemy mogli się przyjaźnić. Nie chciałbym, żebyś miała mi 

za złe to, że zerwałem z Lilly. Bardzo by mi było źle, gdyby to wpłynęło na NASZĄ przyjaźń. 

Bo ja cię uważam za bliską przyjaciółkę, Mia... Jedną z najlepszych, jakie kiedykolwiek 

miałem.

O mój Boże! Jakie to miłe!

Dzięki, J.P.! Ja też uważam cię za przyjaciela. Nie umiem ci nawet powiedzieć, ile to dla 

mnie znaczy, że jesteś po mojej stronie w tej całej sprawie, a nie po stronie Michaela. Moim 

zdaniem WIĘKSZOŚĆ chłopaków wzięłaby jego stronę. Oni chyba nie rozumieją, że 

dziewictwo to najcenniejszy dar, jaki możesz ofiarować swojej jedynej i prawdziwej 

miłości. Że jeśli go zmarnujesz z kimś, kto cię nie obchodzi, to wtedy, kiedy przyjdzie czas, 

nie masz już nic do zaoferowania tej osobie, którą KOCHASZ.

Dokładnie. Dlatego swojego jeszcze nie oddałem. !!!! J.P. jest prawiczkiem!!!!!

Wow. Jego i mnie naprawdę WIELE łączy.

A poza tym... To znaczy, że Tina się myliła: on i Lilly nigdy Tego Nie Zrobili!!!!!!!!!!!!!

Ale nie powiem Lilly, że znam prawdę. Miała już dość rozczarowań jak na jeden dzień. 

Pozwolę jej jeszcze trochę bawić się myślą, że trzyma mnie w niepewności. Chociaż tyle mogę 

zrobić, biorąc pod uwagę, że to MOJA wina, iż J.P. z nią zerwał.

Tylko mam nadzieję, że ona nigdy się o tym nie dowie.

PIĄTEK, 10 WRZEŚNIA,

RACHUNEK RÓŻNICZKOWY

O mój Boże, o mój Boże, o mój Boże. Czy właśnie się stało to, co się stało? Czy mnie się to 

background image

wszystko tylko przywidziało?

To się NIE MOGŁO stać! Bo to jest po prostu za dziwne, żeby się mogło zdarzyć.

Ale... Ale to się chyba naprawdę stało!

Zwymiotuję.   Normalnie,   zwymiotuję.   Dlaczego   zeżarłam   ten   bekon   i   cheeseburgera   na 

lunch?

Ręce mi się tak trzęsą, że ledwie mogę pisać... Ale muszę to jakoś zanotować... Dobra, było 

tak:

Teraz   już   wiem,   co   miał   na   myśli   Michael,   kiedy   napisał,   że   przyjdzie   i   spróbuje   to 

wyjaśnić. Miał na myśli, że przyjdzie do mnie, DO LICEUM IMIENIA ALBERTA EINSTEINA.

I podejdzie pod drzwi pracowni chemicznej pod koniec siódmej lekcji, dokładnie wtedy, 

kiedy będę wychodziła z klasy razem z J.P. Tyle że ja go w pierwszej chwili nie zauważyłam. To 

znaczy Michaela.

J.P - który, jestem pewna, też Michaela nie dostrzegł - odezwał się do mnie:

- Przyjaźń?

Na co ja powiedziałam:

- Oczywiście!

A on wtedy powiedział:

- Misiaczka?

A ja powiedziałam:

- Czemu nie?

I go uściskałam. I byłam taka - no, sama nie wiem. PORUSZONA tym, że J.P. był smutny 

przez to, że zerwał z Lilly i tak dalej, że zanim się zorientowałam, POCAŁOWAŁAM go.

Zamierzałam tylko go cmoknąć w policzek. Ale on przesunął głowę. I skończyło się na tym, 

że go pocałowałam w usta.

Nie po francusku, oczywiście. I tylko przez sekundę.

Ale i tak. Pocałowałam go. W usta.

I nie byłoby z tego żadnej wielkiej sprawy - jestem pewna, że nie - gdyby nie to, że kiedy 

już przestałam go obejmować za szyję i obejrzałam się za siebie - bardzo zażenowana, bo WCALE 

nie zamierzałam go całować, a przynajmniej, niezupełnie zamierzałam - zobaczyłam Michaela.

Stał za nami na środku zatłoczonego korytarza i miał zdziwioną minę.

Tyle   rzeczy   przeleciało   mi   przez   głowę,   kiedy   się   obejrzałam   i   zobaczyłam   Michaela. 

Najpierw ogarnęło mnie szczęście, bo ja zawsze jestem szczęśliwa na jego widok. Potem ból, bo 

przypomniałam sobie, co on mi zrobił i że ze sobą zerwaliśmy. A potem zdumienie, bo co on, u 

licha, robił w szkole, którą już ukończył?

A potem zrozumiałam, że przyszedł tu „spróbować to wyjaśnić”, tak jak pisał w SMS - ie.

A wtedy zwróciłam uwagę na wyraz jego twarzy. Zobaczyłam, jak przenosi spojrzenie ze 

mnie na J.P. - biednego J.P, który sterczał tam jak posąg, nadal trzymając w powietrzu rękę, którą 

objął mnie w talii, kiedy wspięłam się na palce, żeby go pocałować, zupełnie jakby zapomniał, jak 

się ruszać, czy coś! - a potem znów na mnie.

background image

I DOKŁADNIE wiedziałam, co sobie wtedy pomyślał.

A potem już zupełnie mnie ogłupiło. Bo Michael musiał sobie pomyśleć, że między mną a 

J.P. coś jest.

Co, oczywiście, nie jest prawdą.

- Michael - powiedziałam.

Ale było już za późno. Bo on już odwracał się i odchodził.

Odchodził, jakby nagle zrozumiał, że zrobił wielki, kolosalny błąd, w ogóle przychodząc, 

żeby się ze mną zobaczyć!

W głowie mi się to nie mieściło! Najwyraźniej niewiele dla niego znaczę, skoro nie został, 

żeby sobie ze mną to wszystko wyjaśnić! Nawet nie został na tyle długo, żeby dać w pysk J.P. za 

podrywanie jego dziewczyny!

To pewnie dlatego, że w zasadzie nie jestem już jego dziewczyną.

Poza tym nie powinnam się chyba tak dziwić, że... To znaczy, kiedy Michael zobaczył, jak 

tańczyłam z J.P. na tamtej imprezie, którą zrobił w zeszłym roku, też przecież nic nie powiedział.

Ale nie zignorował mnie potem kompletnie, tak jak to zrobił teraz.

O Boże. Nie mogę o tym nawet myśleć. Wydawało mi się, że jak to opiszę, zrobi mi się 

lepiej, ale się nie zrobiło. Ręce NADAL mi się trzęsą, kiedy piszę te słowa. Co się ze mną dzieje? I 

żołądek   mnie  naprawdę  rozbolał.   To  nie  może  być   ten  cheeseburger,  przecież  minęło  już tyle 

godzin... Poza tym pielęgniarka mi dała tamto lekarstwo...

DLACZEGO on NIC NIE POWIEDZIAŁ? CAŁOWAŁAM INNEGO FACETA. Można by 

pomyśleć, że przynajmniej COŚ powie, żeby to było choćby: „Żegnaj na zawsze”.

Żegnaj na zawsze. O Boże. On wyjedzie dziś wieczorem. Na zawsze.

A wyglądał tak ŚWIETNIE, kiedy tam stał, taki wysoki i silny, z tym świeżo ogolonym 

podbródkiem. (Chyba. Bo nie miałam okazji podejść i sama sprawdzić. Albo powąchać. O Boże! 

Jak   ja   tęsknię   za   zapachem   szyi   Michaela!   Gdybym   ją   w   tej   chwili   powąchała,   to   na   pewno 

przestałabym dygotać, i przestałoby mi się wszystko przewracać w żołądku).

Miał minę tak zaszokowaną... Taką zbolałą...

O Boże, ja chyba naprawdę zwymiotuję.

PIĄTEK, 10 WRZEŚNIA, W LIMUZYNIE

W DRODZE DO HOTELU FOUR SEASONS

Zwymiotowałam w gabinecie pielęgniarki. Lars ledwie zdążył mnie tam odprowadzić.

Nie wiem, co się ze mną stało. Siedziałam na rachunku różniczkowym i pisałam w swoim 

pamiętniku, kiedy nagle znów zobaczyłam zszokowaną minę Michaela, po tym jak pocałowałam 

J.P., i cała się oblałam potem. A Lars, który siedział obok mnie, odezwał się przestraszonym tonem:

- Dobrze się czujesz?

A ja powiedziałam:

- Nie.

background image

I zanim się zorientowałam, co się dzieje, Lars prowadził mnie pod ramię do drzwi klasy, a 

potem do zlewu w gabinecie  pielęgniarki,  gdzie zwróciłam chyba  całego tego cheeseburgera z 

bekonem, którego pożarłam na lunch.

Siostra Lloyd zmierzyła mi temperaturę i powiedziała, że jest normalna, ale że krąży teraz 

grypa  żołądkowa i ja ją prawdopodobnie złapałam. Powiedziała, że nie powinnam zostawać w 

szkole, bo wszystkich pozarażam.

Więc zadzwoniła na nasze poddasze, ale nikogo nie było w domu. Sama mogłam jej to 

powiedzieć. W piątki  w tym  semestrze  pan G. ma tylko  pół dnia lekcji, więc wraca do domu 

wcześnie. On i mama pewnie skoczyli do New Jersey załapać się na jakikolwiek tani popołudniowy 

seans, a potem zajrzeć do Sam's Club i zrobić zapas pieluch dla Rocky'ego, co już się stało ich 

piątkową tradycją.

A więc Lars zdecydował, że zabierze mnie do Grandmère, bo uznał, że w moim stanie nie 

powinnam zostawać sama na tym poddaszu.

Najwyraźniej chorowanie w obecności Grandmère to coś lepszego niż chorowanie w moim 

własnym wygodnym  łóżku. Nie rozumiem kryjącej się za tym logiki, ale byłam za słaba, żeby 

protestować.

Nie miałam serca mówić siostrze Lloyd, że wcale nie cierpię na grypę żołądkową. To, co mi 

dolega, to obciążenie żołądka zbyt dużą ilością mięsa zjedzonego po wielu latach wegetariańskiej 

diety   w   reakcji   na   to,   że   mój   chłopak   oddał   swój   Najcenniejszy   Dar   komuś   innemu,   a   dziś 

wieczorem wyjeżdża do Japonii.

Ale tak samo jak z grypą nie ma takiego lekarstwa, które można by wziąć i mieć to z głowy.

Zwłaszcza kiedy człowiekowi dokucza jeszcze zespół pocałowania się przed chwilą z byłym 

chłopakiem swojej najlepszej przyjaciółki, a widział to mój były chłopak.

Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że pierwszą osobą, do której chciałam zadzwonić, 

kiedy  zdałam   sobie  sprawę,  że  każą  mi   się  wynosić   ze  szkoły  pod  pretekstem  choroby,  był... 

Michael. Bo nawet od samej rozmowy z Michaelem zawsze robiło mi się lepiej.

Ale nie mogę do niego zadzwonić. Bo co ja bym mu miała POWIEDZIEĆ po tym, co 

właśnie się stało?

Dobrze,   że   ta   limuzyna   wyposażona   jest   w   specjalne   torebki   na   wypadek   choroby 

lokomocyjnej.

PIĄTEK, 10 WRZEŚNIA, 15.00,

HOTEL FOUR SEASONS

Grandmère   to   straszne   towarzystwo,   kiedy   człowiek   nie   czuje   się   najlepiej.   Sama 

oczywiście nigdy nie czuje się źle - a przynajmniej nie pamięta, jak to było, kiedy się źle czuła - i 

jest zupełnie pozbawiona współczucia dla kogokolwiek, kto ma gorszy dzień.

A ponadto bardzo była podekscytowana moim zerwaniem z Michaelem.

- Zawsze wiedziałam,  że przez tego chłopaka będą jakieś kłopoty - oświadczyła  wielce 

radośnie, kiedy wyjaśniłam jej, dlaczego pojawiam się nagle w jej apartamencie w środku popo-

background image

łudnia, podobno zarażona wysoce zakaźną chorobą.

Nie jestem chora, Grandmère, chciałam powiedzieć. Jestem tylko smutna.

Bo problem w tym, że nie przestałam kochać Michaela. Więc zamiast zgodzić się z nią, że 

to on jest źródłem kłopotów, powiedziałam tylko:

- Sama nie wiesz, co mówisz.

A potem usiadłam na kanapie i dla pociechy wzięłam sobie na kolana Rommla.

Tak. Aż tak nisko upadłam. Szukałam pociechy u ROMMLA, miniaturowego pudla.

-   Och,   Michael   nie   jest   ZŁY   z   natury   -   ciągnęła   Grandmère.   -   Tyle  że   jest   niskiego 

pochodzenia. Powiedz mi, co on takiego zrobił? Musiało to być coś szczególnie haniebnego, skoro 

nawet zdjęłaś ten naszyjnik.

Uniosłam dłoń do szyi. Mój naszyjnik! Nawet nie zdawałam sobie do tej chwili sprawy z 

tego, jak bardzo mi go brakuje - jak dziwnie się czuję, nie mając go na szyi. Naszyjnik od Michaela 

był zawsze czymś w rodzaju kości niezgody między mną a Grandmère. Ona zawsze chciała, żebym 

na bale i oficjalne okazje zakładała genowiańskie klejnoty koronne, ale ja nigdy nie godziłam się 

zdjąć naszyjnika od Michaela. A Grandmère nie jest zwolenniczką noszenia naszyjników jeden na 

drugim.

Zresztą srebrna śnieżynka na łańcuszku nie za bardzo pasuje do ciasnej obroży nabijanej 

brylantami i szafirami.

Stwierdziłam, że nie ma sensu ukrywać przed Grandmère prawdy, skoro i tak ją jakoś ze 

mnie wydobędzie. Więc powiedziałam:

- Przespał się z Judith Gershner.

Grandmère zrobiła zachwyconą minę. No cóż, to ZUPEŁNIE w jej stylu.

- Zdradził cię! No cóż, nieważne. W tym  morzu jest mnóstwo ryb. A co z tym miłym 

młodzieńcem, który występował w moim musicalu? Z tym Reynoldsem - Abernathym? Byłby dla 

ciebie   uroczym   księciem   małżonkiem.   Taki   miły   młody   człowiek.   Taki   wysoki,   jasnowłosy   i 

przystojny!

Ignorowałam ją po prostu. Bo co miałam odpowiedzieć? Czasami zastanawiam się, czy w 

naszej rodzinie nie ma jakiegoś dziedzicznego obciążenia szaleństwem.

Właśnie, WIEM, że jest.

Zamiast tego odezwałam się:

- Michael mnie nie zdradził. On się przespał z Judith Gershner, zanim zaczęliśmy ze sobą 

chodzić.

- Czy to ta dziewczyna  od końskich much? - zapytała Grandmère. - Nie dziwię się, że 

poczułaś się urażona. Te obrzydliwe czarne tenisówki!

- Grandmère. - Nie no, powaga. Co jej ODBIŁO? - Nie chodzi o jej WYGLĄD. Chodzi o to, 

że Michael mnie w tej sprawie OKŁAMAŁ. Pytałam go, czy ze sobą chodzili, a on powiedział, że 

nie. Poza tym,  on jej nawet nie KOCHAŁ. Jak człowiek może  oddać swój Najcenniejszy Dar 

komuś, kogo nawet NIE KOCHA?

Grandmère popatrzyła na mnie z lekko zdezorientowaną miną.

background image

- Swoje najcenniejsze co?

- DAR. - Boże, ona bywa taka tępa. - JEGO NAJCENNIEJSZY DAR. Ma się taki tylko 

JEDEN.  A  on  go dał  JUDITH   GERSHNER,  dziewczynie,   której  nawet  NIE  KOCHAŁ.  Mógł 

poczekać. Powinien był oddać go MNIE.

Nie   wspominałam   już   o   tym,   że   dopiero   co   przyłapał   mnie   na   całowaniu   się   z   innym 

chłopakiem. Bo uznałam, że to nie ma bezpośredniego związku z omawianym tematem.

Grandmère zrobiła jeszcze bardziej zagubioną minę.

- Czy ten dar to był jakiś rodzaj rodzinnego dziedzictwa? Bo zgodnie z zasadami etykiety, 

kiedy młody człowiek daje damie coś, co stanowi rodzinne dziedzictwo, to możesz to zatrzymać 

tylko na czas trwania waszego związku, a jeśli zaręczyny zostaną zerwane, należy to zwrócić.

- Jego Najcenniejszy Dar to nie jakiś PIERŚCIONEK, Grandmère - oświadczyłam, próbując 

nie tracić cierpliwości. - Jego Najcenniejszy Dar to jego DZIEWICTWO.

Grandmère popatrzyła na mnie i zamrugała oczami.

- Jego dziewictwo? Dziewictwo to żaden DAR. Tego się przecież nawet nie da ZAŁOŻYĆ!

- Grandmère!  - zawyłam. Nie mogłam  uwierzyć,  że ona do tego stopnia nie nadąża za 

współczesnością. Cóż, trudno się dziwić, że nie ma pojęcia, o czym ja do niej mówię. Któregoś dnia 

słuchałam ze swojego iPoda  Dance, Dance, a ona to podsłuchała i stwierdziła, że to „chwytliwy 

kawałek”, i zapytała mnie, kto to śpiewa, a kiedy jej powiedziałam że Fall Out Boy, oskarżyła mnie 

o kłamstwo i powiedziała, że nikt by nie dał zespołowi tak głupiej nazwy. Wyjaśniłam, że ta nazwa 

wzięła się od Barta z serialu Simpsonowie, na co ona walnęła:

- BART CO? Chyba miałaś  na myśli  WALLIS SIMPSON? Ale ona nie miała żadnego 

krewnego imieniem Bart. Tyle to ja wiem.

Widzicie? Nie ma dla niej nadziei.

- Twoje dziewictwo to twój Najcenniejszy Dar, który powinnaś oddać tej osobie, którą 

pokochasz - wyjaśniłam powoli, żeby zrozumiała. - Tylko że Michael oddał swój Judith Gershner, 

dziewczynie, której nawet nie kochał i z którą, jak się wyraził, „tak się tylko wygłupiał”. Więc teraz 

dla mnie nie ma żadnego daru, bo go ZMARNOWAŁ na kogoś, kogo nawet nie kochał.

Grandmère pokręciła głową.

- Ta cała panna Gershner oddała ci PRZYSŁUGĘ, młoda damo. Powinnaś ją po nogach 

całować.   Żadna   kobieta   nie   potrzebuje   niedoświadczonego   kochanka.   No   cóż,   poza   tymi 

wszystkimi młodymi blond nauczycielkami, które widuję w wiadomościach, a które śpią ze swoimi 

czternastoletnimi uczniami. Ale muszę przyznać, one wszystkie wydają mi się niezrównoważone 

umysłowo. O czym,  u diabła, one ROZMAWIAJĄ z takim czternastolatkiem?  Bo przecież nie 

dlatego ci chłopcy zrzucają dla nich spodnie. Powiedz mi, Amelio, DLACZEGO to jest teraz takie 

modne? Co jest takiego interesującego w młodym chłopcu ze spodniami opuszczonymi do kostek?

Nie   mogłam   znaleźć  na   to  żadnej  odpowiedzi.   Bo  co  można   na  takie  pytanie   w  ogóle 

ODPOWIEDZIEĆ?

- W każdym razie - ciągnęła Grandmère, nawet nie zauważając, że nic nie powiedziałam - 

czy Ten Chłopak i tak nie wyjeżdża do Japonii?

background image

- Owszem - powiedziałam. I jak zwykle, serce ścisnęło mi się na dźwięk słowa Japonia. 

Dowodząc, że:

a) jeszcze mam serce, oraz

b) nadal kocham Michaela, mimo że staram się przestać. No bo, jak mogłabym go nie 

kochać?

- W takim razie, co za różnica? - spytała pogodnie Grandmère. - Prawdopodobnie i tak już 

go nigdy nie zobaczysz.

To wtedy wybuchnęłam płaczem.

Grandmère dość mocno się wystraszyła takim rozwojem sytuacji. Bo ja siedziałam tam i po 

prostu wyłam. Nawet Rommel położył uszka po sobie i zaczął skomleć. Nie wiem, co by się jeszcze 

stało, gdyby nie wszedł na to wszystko tata.

- Mia! - powiedział na mój widok. - Co ty tu robisz tak wcześnie? I co się stało? Na litość 

boską, dlaczego płaczesz?

Ale ja tylko ze smutkiem pokręciłam głową. Bo nie mogłam przestać płakać.

- Zerwała z Tamtym Chłopakiem! - Grandmère musiała podnieść głos, żeby przekrzyczeć 

moje szlochy. - Nie wiem, dlaczego tak się teraz zachowuje. Mówiłam jej, że tak będzie najlepiej. 

O wiele lepiej będzie jej z tym  chłopakiem Abernathy - Reynoldsów. Taki wysoki, przystojny 

młody człowiek! A jego ojciec jest taki bogaty!

Od tego rozpłakałam się jeszcze bardziej, wspominając, jak pocałowałam J.P. na korytarzu 

na oczach Michaela. Nie miałam takiego zamiaru, oczywiście - ale co z tego? Zło już się stało. 

Michael nigdy w życiu się więcej do mnie nie odezwie. Byłam tego pewna.

A fakt,  że tak bardzo chciałam,  żeby się odezwał,  mimo  tego, co między nami  zaszło, 

sprawił, że rozpłakałam się naprawdę na całego.

- Chyba wiem, co jej dobrze zrobi - ciągnęła Grandmère, kiedy nadal szlochałam.

- Jej matka? - spytał tata z nadzieją.

Grandmère pokręciła głową.

- Burbon. To zawsze pomaga.

Tata zmarszczył brwi.

- Nie wydaje mi się. Ale może poproś swoją pokojówkę, żeby zamówiła herbatę. Może to 

pomoże.

Grandmère  nie była przekonana do tego pomysłu, ale poszła po Jeanne, żeby kazać jej 

zadzwonić po herbatę, a tata stał nade mną i mi się przyglądał. Tata nie przywykł do widoku moich 

łez. To znaczy często przy nim płakałam - ostatni raz latem, kiedy byliśmy w pałacu na oficjalnej 

imprezie, a ja wpadłam na nisko zawieszoną belkę sufitową, mając na głowie diadem i te grzebyki 

wbiły mi się w głowę jak maleńkie noże.

Ale   on   nie   przywykł   do   takich   dramatycznych   emocjonalnych   wybuchów.   W   ciągu 

ostatnich lat wszystko układało mi się raczej dobrze i jakoś dawałam sobie radę.

Aż do tej pory.

Dalej wyłam, sięgając po chusteczki do pudełka ustawionego na stoliku przy kanapie. A 

background image

między szlochami wszystko  się jakoś tak ze mnie wylało, o Najcenniejszym  Darze, i o Judith 

Gershner, i o naszyjniku ze śnieżynką, i o tym, że Michael przyszedł do szkoły zobaczyć się ze 

mną, a zamiast tego zobaczył, jak całuję J.P.

Muszę przyznać, nieźle tatę zatkało. Zwykle raczej nie rozmawiam z tatą o seksie, no bo 

wiecie, uch!

I wyraźnie  widziałam,  że ten  Najcenniejszy Dar go ostatecznie dobił,  bo osunął się  na 

kraniec kanapy, jakby nie mógł już dłużej ustać na nogach. I siedział tam, słuchając mnie, aż wresz-

cie się wygadałam do końca, i nie mogłam już mówić, i tylko siedziałam tam, wydmuchując nos, bo 

już najgorszy atak płaczu mi przeszedł.

Boże, nie miałam pojęcia, że ludzie są zdolni wylewać z siebie tyle łez.

Dopiero kiedy otarłam twarz, tata zdecydował się coś powiedzieć. A kiedy już się odezwał, 

NIE było to coś, czego się spodziewałam.

- Mia - rzekł tata ze śmiertelną powagą. - Moim zdaniem popełniasz błąd.

W głowie mi się to nie mieściło! Ja mu w zasadzie dałam do zrozumienia, że Michael to coś 

w rodzaju męskiej dziwki! Można by pomyśleć, że mój własny ojciec będzie chciał, żebym się 

trzymała z dala od męskich dziwek! O czym on MÓWIŁ, jaki błąd?

- Prawdziwa miłość wcale się nie zdarza tak znów często - ciągnął. - A kiedy się trafi, 

głupotą jest ją odrzucać tylko dlatego, że obiekt twoich uczuć popełnił jakieś głupstwo, zanim w 

ogóle jeszcze zaczęliście się spotykać.

Gapiłam   się   na   niego   w   milczeniu.   Chyba   to   nie   tylko   moja   wyobraźnia   sprawiła,   że 

wyglądał zupełnie jak ten król elfów z Władcy Pierścieni.

To znaczy, o ile król elfów może być kompletnie łysy.

- A jeszcze większą głupotą jest pozwolić, żeby odszedł od ciebie ktoś, kogo tak bardzo 

kochasz; a przynajmniej pozwolić mu odejść bez walki. To coś, co sam kiedyś zrobiłem - ciągnął 

tata, odchrząknąwszy. - I zawsze tego żałowałem, bo prawda jest taka, że nigdy już nie spotkałem 

kogoś, kogo bym obdarzył podobnym uczuciem. Nie chcę patrzeć, jak powtarzasz ten sam błąd, 

Mia.   Więc   zastanów   się,   naprawdę   się   zastanów,   nad   tym,   co   robisz.   Ja   żałuję,   że   się   nie 

zastanowiłem.

A potem wstał i wyszedł na swoje spotkanie w ONZ.

A ja siedziałam tam kompletnie osłupiała. W czym niby ta mówka miała mi POMÓC? Bo 

zupełnie nie pomogła.

Tata powinien był zwyczajnie kazać Larsowi mnie zastrzelić. Tylko w ten sposób można by 

zakończyć moje męczarnie.

PIĄTEK, 10 WRZEŚNIA,

HOTEL FOUR SEASONS

Herbatę już podano. Grandmère kazała mi nalewać. Rozwodzi się na temat jakiejś dyskusji, 

którą toczyła kiedyś z Elizabeth Taylor a propos tego, czy żakiet ze spodniami to odpowiedni strój 

dla kobiety na popołudniową herbatkę. Elizabeth Taylor uważa, że tak. Grandmère uważa, że nie 

background image

(ale niespodzianka).

Coś mi nie daje spokoju. To znaczy, coś poza faktem, że mój chłopak i ja zerwaliśmy ze 

sobą, bo on się przespał z Judith Gershner, a jakąś godzinę temu przyłapał mnie na całowaniu się 

(no cóż, prawie) z byłym chłopakiem mojej najlepszej przyjaciółki.

Nie mogę przestać myśleć o małej mówce taty. No wiecie, że on też bez walki pozwolił 

kiedyś odejść komuś, kogo kochał. I miał przy tych słowach minę taką... smutną.

A mój tata to przecież wcale nie jest typ smutnego faceta. Czy ktoś Z WAS smuciłby się, 

będąc księciem i mając prywatny numer komórki Gisele Bundchen?

To   dlatego   przerwałam   Grandmère   tę   tyradę   przeciwko   żakietom   ze   spodniami,   żeby 

zapytać, czy wie, o czym mówił tata.

- Ktoś, kto  był  dla  niego  ważny,   a  komu   pozwolił   odejść  bez  walki?  -  Grandmère  się 

zamyśliła. - Hm. To mogła być tamta gospodyni domowa...

- Grandmère - powiedziałam. - Ten numer o tacie i jego randkach z Evą Longorią w „US 

Weekly” to były tylko plotki.

- Och. W takim razie nie mam pojęcia. Jedyna kobieta, o której wspomniał w życiu więcej 

niż raz, to twoja matka. A to, oczywiście, dlatego, że jest twoją matką. Gdyby nie ty, już nigdy by 

się z nią nie spotkał po tym, jak odrzuciła jego oświadczyny. Co było największym błędem JEJ 

życia. Powiedzieć „nie” księciu? Pfuit! Oczywiście, koniec końców to nawet lepiej. Twoja matka 

nigdy by się nie zadomowiła w pałacu. Podaj mi proszę słodzik, Amelio.

Boże. To takie dziwne. No to kto to mógł być? To znaczy, kto mógł być dla mojego taty taki 

ważny, a jednak pozwolił temu komuś odejść? Kto...

PIĄTEK, JO WRZEŚNIA,

NA SCHODACH PRZED HOTELEM FOUR SEASONS

Nie mogę w to uwierzyć. To znaczy, że byłam taka głupia.

Tata próbował mi powiedzieć. WSZYSCY próbowali mi to powiedzieć. Ale ja byłam ciągle 

taka GŁUPIA...

Ale   mogę   jakoś   to   naprawić.   WIEM,   że   mogę.   Będę   tylko   musiała   złapać   go,   zanim 

wsiądzie do tego samolotu i powiedzieć mu, że...

No cóż, nie wiem, co mu powiem. Ale coś wymyślę, kiedy go zobaczę. Gdybym tylko choć 

raz jeszcze mogła powąchać jego szyję, to wiem - WIEM - że wszystko skończyłoby się dobrze.

I że kiedy go zobaczę, to będę wiedziała, co powiedzieć.

JEŚLI uda mi się go złapać, zanim wsiądzie do samolotu. Bo jest środek popołudnia, a mój 

tata wziął limuzynę, jadąc do ONZ, co oznacza, że ja i Lars musimy złapać taksówkę, ale żadnej nie 

możemy   znaleźć,   bo   wszystkie   chyba   zniknęły   z   miasta.   Zdarza   się   to   najczęściej,   kiedy 

człowiekowi taksówka jest naprawdę potrzebna, i dlatego takie seriale jak Seks w wielkim mieście 

mogą być czasem dalekie od prawdy, bo tym dziewczynom ZAWSZE udaje się złapać taksówkę, a 

faktem jest, że ludzi potrzebujących taksówek jest o wiele więcej niż taksówek...

CO MAM MU POWIEDZIEĆ????

background image

Boże, w głowie mi się nie mieści, że byłam taka głupia. Że byłam taka głupia i ślepa, i 

ciemna, i taka niesprawiedliwa, i CO TO WSZYSTKO MIAŁO ZA ZNACZENIE???? Poważnie, 

co z tego w ogóle się LICZY, poza tym, że go kocham, i nigdy już nie pokocham nikogo innego. I 

przecież   to   nie   tak,   że   on   mnie   zdradził,   i   DLACZEGO   TU   NIE   MA   ŻADNYCH   TAKSÓ-

WEK????

Wybiegłam z apartamentu Grandmère, nawet się z nią nie żegnając. Wrzasnęłam tylko do 

Larsa:

- Wychodzimy!

I wypadłam za drzwi. Ruszył za mną z osłupiałą miną. Dopiero kiedy wbiegliśmy do holu, 

udało mi się dodzwonić na komórkę Lilly, i wydarłam się do niej:

- JAKIMI LINIAMI LECI MICHAEL?

-   Continental   -   odparła,   zaskoczona.   -   Zaraz...   Mia,   gdzie   ty   jesteś?   Mamy   apel,   masz 

wygłosić swoje przemówienie! Przemówienie kandydata na przewodniczącego samorządu!

- Nie mogę! - krzyknęłam. - To jest ważniejsze, Lilly. Muszę go zobaczyć...

Znów płakałam. Ale już się tym nie przejmowałam. Płakałam ostatnio tyle, że w zasadzie 

zrobił się z tego normalny stan rzeczy. Co oznacza, że może mimo wszystko nie jestem nihilistką.

- Lilly. Ja mu tylko chcę powiedzieć... Chcę tylko... - Tyle że ja oczywiście nadal nawet nie 

WIEM, co chcę mu powiedzieć. - Powiedz mi, o której startuje jego samolot? Proszę?

Coś w moim głosie musiało ją przekonać, że mówię naprawdę szczerze.

- O piątej - powiedziała Lilly, już nieco bardziej przyjaznym tonem. - Ale on już chyba 

pojechał   na lotnisko.   Trzeba  się  odprawić  jakoś   tak  ze  trzy  godziny  przed  odlotem   na liniach 

międzynarodowych. Coś, o czym osoba latająca wyłącznie prywatnym genowiańskim odrzutowcem 

książęcym ma prawo nie wiedzieć.

A więc on już jest na lotnisku.

Ale to mnie nie powstrzymało. Rozłączyłam się, wybiegłam na dwór i kazałam Larsowi 

machać na taksówkę.

A potem zadzwoniłam do taty pod jego awaryjny numer.

- Mia? - szepnął, odbierając telefon. - O co chodzi? Co się stało?

- Nic się nie stało. Czy to chodziło o mamę?

- Nic się nie stało? Mia, to linia awaryjna; ja tu siedzę na sesji Zgromadzenia Ogólnego, 

komisja do spraw rozbrojenia i bezpieczeństwa międzynarodowego właśnie zdaje sprawozdanie. 

Wiem, że przechodzisz teraz trudny okres, usiłując poradzić sobie ze stratą chłopaka, ale jeśli nie 

masz w tej chwili krwawiących ran, to ja odkładam słuchawkę.

- Tato, nie! Muszę to wiedzieć - nalegałam gorączkowo. - Osoba, którą kiedyś kochałeś, 

osoba, której pozwoliłeś odejść bez walki, czy to była mama?

- O czym ty mówisz?

-  CZY  TO   BYŁA   MAMA?  Czy to  mama   była   tą  osobą,  którą  kochałeś   i żałujesz,  że 

pozwoliłeś jej odejść bez walki? To była ona, prawda? Bo ona powiedziała, że nigdy nie wyjdzie za 

mąż, a ty MUSIAŁEŚ się ożenić, żeby zapewnić następcę tronu. Nie wiedziałeś, że skończy się na 

background image

tym, że dostaniesz raka, i że ja będę twoim jedynym dzieckiem. I nie wiedziałeś, że nigdy już nie 

spotkasz nikogo, kogo byś  mógł pokochać tak jak ją. A więc pozwoliłeś jej odejść bez walki, 

prawda? To była ona. To zawsze była ONA.

Na moment po drugiej stronie linii zapadła cisza. A potem tata powiedział bardzo cicho:

- Nie mów jej.

- Nie powiem, tato - przyrzekłam. Bo przez łzy ledwie widziałam Larsa, który na chodniku, 

razem z odźwiernym z Four Seasons, gorączkowo wymachiwali rękoma na taksówki, z których 

wszystkie, jak się okazywało, miały na tylnym  siedzeniu jakichś pasażerów. - Obiecuję. Tylko 

powiedz mi jeszcze jedno.

- Mia, ja już naprawdę muszę kończyć...

- Czy ty kiedykolwiek wąchałeś jej szyję?

- Co?

- Szyję mamy. Tato, ja to muszę wiedzieć... Czy ty kiedykolwiek wąchałeś jej szyję? Czy jej 

zapach naprawdę ci się podobał?

- Jak frezje - powiedział tata słabym głosem. - Skąd wiedziałaś? Nigdy nikomu o tym nie 

powiedziałem.

Szyja   mamy   wcale   nie   pachnie   frezjami.   Szyja   mamy   pachnie   mydełkiem   Dove   i 

terpentyną. Aha, i kawą bo ona tyle jej pije.

Ale nie dla taty. Tata wcale tych zapachów nie czuje. Bo dla niego mama była Tą Jedyną.

Zupełnie jak Michael dla mnie jest Tym Jedynym.

- Tato! Muszę spadać. Pa.

Rozłączyłam się i w tej samej chwili Lars wrzasnął:

- Księżniczko! Tutaj!

Taksówka! Nareszcie! Jestem uratowana!

PIĄTEK, 10 WRZEŚNIA, W TAKSÓWCE,

W DRODZE MA MIĘDZYNARODOWE LOTNISKO

IM. JOHNA F. KENNEDYEGO

W głowie mi się to nie mieści. To się wręcz nie wydaje możliwe. Ale nie ma mowy o 

pomyłce: siedzimy w taksówce Ephraima Kleinschmidta.

Tak. Tego samego Ephraima Kleinschmidta, w którego taksówce wczoraj wieczorem tak 

strasznie płakałam.

Ephraim tylko rzucił na mnie okiem we wstecznym lusterku i zawołał:

- To TY!

A potem znów próbował wcisnąć mi kleeneksy.

- Żadnych kleeneksów! - ryknęłam. - Lotnisko JFK!!! Na JFK, ale piorunem!

- JFK? - zbuntował się Ephraim. - Ale ja miałem już zjeżdżać do bazy.

Wtedy   Lars   pokazał   mu   swoją   kaburę   z   bronią.   Właściwie   to   sięgał   tylko   po   portfel, 

background image

mówiąc,   że   ma   w   nim   gdzieś   jakiś   banknot   dwudziestodolarowy   na   napiwek,   w   razie   gdyby 

Ephraimowi udało się dowieźć nas na lotnisko w czasie poniżej dwudziestu minut.

Ale jestem pewna, że ten glock przemówił wyraźniej niż ta dwudziestka.

Ephraim się nie wahał. Wciskał gaz do dechy. Przynajmniej do pierwszych świateł.

To jest nie do zniesienia. Nie uda nam się zdążyć.

Ale przecież MUSIMY. Nie mogę pozwolić Michaelowi wyjechać - nie bez walki. Nie 

mogę skończyć jak mój tata, który nie ma żadnej bliskiej osoby i spotyka się z jedną supermodelką 

za drugą, bo pozwolił kobiecie, którą naprawdę pokochał, żeby odeszła.

Możliwe,   że   kiedy   dojadę   na   lotnisko,   Michael   powie   mi:   „Idź   sobie”.   Bo,   spójrzmy 

prawdzie w oczy, zasłużyłam sobie na to. Miałam prawo czuć się urażona tym, co zrobił Michael. 

Ale powinnam była być bardziej wyrozumiała.

Wszyscy PRÓBOWALI mi o tym powiedzieć. Mama. Tina. Lilly. Tata.

Ale ja nie chciałam słuchać.

Dlaczego nie chciałam słuchać?

I PO CO pocałowałam J.P???? PO CO, PO CO, PO CO????

Teraz mogę tylko próbować to wyjaśnić. Że to nic nie znaczyło, że J.P. jest dla mnie tylko 

przyjacielem. Że jestem okropną, paskudną osobą i należy mi się za to kara.

Tylko nie taka, że Michael już się do mnie nigdy słowem nie odezwie. WSZYSTKO, tylko 

nie to.

A nawet jeśli Michael mi powie: „Idź sobie”, to przynajmniej może dziś wieczorem uda mi 

się usnąć. Bo będę wiedziała, że próbowałam. Będę wiedziała, że usiłowałam to jakoś naprawić.

I może wystarczy mi chociaż ta wiedza, że przynajmniej próbowałam.

Lars się odezwał:

- Księżniczko, chyba nie zdążymy.

To dlatego, że właśnie utkwiliśmy w korku na moście za jakąś ciężarówką z naczepą.

- Nie mów tak, Lars. Zdążmy. MUSIMY zdążyć.

- Może powinnaś do niego zadzwonić. Dać mu znać, że jedziemy. Żeby nie przechodził 

jeszcze przez odprawę.

- Nie mogę do niego ZADZWONIĆ.

- Dlaczego nie?

- Bo on za nic nie odbierze, jeśli wyświetli mu się mój numer. Po tym, co zobaczył pod 

pracownią chemiczną?

Lars uniósł brwi.

-   Och!   -   westchnął.   -   Racja.   Zapomniałem   o   tym.   A   co,   jeśli   on   już   przeszedł   przez 

odprawę? - spytał. - Nie dostaniesz się do środka bez biletu.

- No to kupię bilet.

- Do JAPONII? Księżniczko, nie wydaje mi się...

- NIE POLECĘ do Japonii - uspokoiłam go. - Tylko przejdę przez bramkę, żeby go znaleźć.

- Wiesz, że nie mogę cię tam puścić samej.

background image

- Dla ciebie też kupię bilet.

Na szczęście miałam przy sobie swoją książęcą genowiańską czarną kartę American Express 

przeznaczoną wyłącznie na sytuacje awaryjne. Jeszcze nigdy z niej nie skorzystałam. Ale to właśnie 

PO TO tata mi ją dał: na sytuacje awaryjne.

A to jest jak najbardziej awaryjna sytuacja.

- Chyba powinnaś do niego zadzwonić - rzekł Lars. - Może do ciebie wyjdzie. Nigdy nic nie 

wiadomo.

Spojrzałam Larsowi prosto w oczy.

- A ty byś wyszedł? - spytałam. - Gdybyś był na jego miejscu?

- Eee - bąknął Lars. - No cóż, nie. Chyba nie.

- Hej! - Ephraim Kleinschmidt spiorunował nas wzrokiem we wstecznym lusterku. Ephraim 

wydostał się już zza ciężarówki z naczepą i gnał teraz w niezłym tempie autostradą. - Nie będę 

zawracał. Już prawie jesteśmy na miejscu.

-   Ja   do   niego   nie   zadzwonię.   Chyba   że   będę   zmuszona.   No   wiesz,   Lars,   Arwena   nie 

zadzwoniłaby do Aragorna.

- Kto?

-   Księżniczka   Arwena.   Ona   by   do   Aragorna   nie   zadzwoniła.   Coś   takiego   wymagałoby 

WIELKIEJ ZASŁUGI, Lars. A ja nie jestem Arweną. Nie uratowałam żadnych hobbitów przed 

zagładą  ani nie  umknęłam  przed  pogonią żadnych  Upiorów  Pierścienia.  Mam za  to na  swoim 

koncie mnóstwo pomyłek: zachowywałam się jak zasmarkana idiotka, pocałowałam innego faceta. 

Nie zrobiłam nic znaczącego na rzecz społeczeństwa... W przeciwieństwie do Michaela, który być 

może zrewolucjonizuje chirurgię serca za pomocą tego swojego zrobotyzowanego ramienia. A ja 

jestem tylko księżniczką.

- Czy Arwena nie była tylko księżniczką? - spytał Lars.

- Tak. Ale jej włosy nie wyglądały tak idiotycznie jak moje teraz.

Lars spojrzał na moją głowę.

- Fakt.

Nawet nie mogłam się obrazić. Bo kiedy człowiek znajdzie się na dnie, nic go już nie jest w 

stanie dotknąć.

-   Poza   tym   -   dodałam   -   Arwena   nigdy   nie   usiłowała   powstrzymać   Aragorna   przed 

wypełnieniem jego misji, tak jak ja usiłowałam powstrzymać Michaela. Arwena odegrała znaczącą 

rolę w zniszczeniu Jedynego Pierścienia. A co ja kiedykolwiek zrobiłam?

- Budowałaś domy dla bezdomnych - zauważył Lars.

- Taa. Michael też budował.

- Załatwiłaś, że w Genowii zainstalowano parkometry.

- Wielkie mi co.

- Uratowałaś Zatokę Genowiańską przed zabójczymi algami.

- Nikogo poza rybakami to nie obchodzi.

- Zainstalowałaś w całej szkole kosze do segregacji śmieci.

background image

- I za jednym zamachem doprowadziłam samorząd szkolny do bankructwa. Lars, spójrzmy 

prawdzie w oczy: żadna ze mnie Melinda Gates. Ona przeznaczyła miliony dolarów na walkę z 

epidemią malarii, największą plagą zdrowotną dręczącą naszą planetę, powodującą śmierć ponad 

miliona dzieci rocznie tylko przez brak pieniędzy na moskitierę za trzy dolary. Naprawdę, jeśli 

mam zamiar być dalej z Michaelem, będę musiała postarać się o jakieś większe osiągnięcia. To 

znaczy, o ile on mnie w ogóle po tym wszystkim z powrotem zechce.

- Moim zdaniem podobasz się Michaelowi taka, jaka jesteś - powiedział Lars, chwytając za 

uchwyt   w   drzwiach   pasażera,   żeby   nie   stracić   równowagi   i   nie   wpaść   na   mnie,   bo   Ephraim 

Kleinschmidt ostrym łukiem pokonał zjazd z autostrady.

- PODOBAŁAM się. Zanim tego wszystkiego nie zepsułam, rzucając go. I całując się na 

jego oczach z byłym chłopakiem jego siostry.

- Fakt - potwierdził Lars.

I to jest jeden z powodów, dla których tak bardzo kocham Larsa. Nie trzeba się martwić, że 

będzie ci wmawiał coś tylko po to, żebyś poczuła się lepiej. On zawsze mówi prawdę. A przynaj-

mniej, tak jak on ją widzi.

- Jakie to linie? - spytał Ephraim.

- Continental - odparłam. Musiałam przytrzymać się pasa przy siedzeniu, żeby mnie nie 

cisnęło z jednego krańca kabiny na drugi. - Odloty!

Ephraim docisnął gaz.

Nie mogę pisać dalej. Lękam się o swoje życie.

PIĄTEK, 10 WRZEŚNIA, MIĘDZYNARODOWE

LOTNISKO IM. JOHNA F. KENNEDYEGO,

POSTÓJ DLA LIMUZYN

No cóż. Nie wyszło tak, jak myślałam.

Naprawdę miałam nadzieję, że to się potoczy tak, że wpadnę na lotnisko i zobaczę,  że 

Michael stoi gdzieś przy stanowisku odprawy. Ja bym głośnio zawołała jego imię, a on by się 

obejrzał i podszedł, a ja bym  mu powiedziała, jak strasznie mi przykro, że byłam taką totalną 

kretynką, a on by mi z miejsca wybaczył i wziął mnie w ramiona, i pocałował, i powąchałabym 

jego   szyję,   a   on  by  się  tak   tym   wszystkim   wzruszył,   że   zdecydowałby,   że   jednak   zostanie   w 

Nowym Jorku.

Cóż, na to ostatnie tak specjalnie nie liczyłam. To znaczy, oczywiście, LICZYŁAM. Ale 

wcale nie wierzyłam, że to się STANIE. Zadowoliłoby mnie, gdyby mi chociaż wybaczył.

Ale jak się okazało, nic z tego. Bo kiedy dotarliśmy do hali odpraw, samolot Michaela już 

startował.

Spóźniliśmy się.

Ja się spóźniłam.

A teraz Michaela nie ma. Jest w drodze do innego kraju - na inny KONTYNENT - na inną 

background image

PÓŁKULĘ.

I ja go pewnie już nigdy w życiu nie zobaczę.

Oczywiście, zrobiłam jedyną rozsądną rzecz, którą mogłam zrobić w tych okolicznościach: 

usiadłam na posadzce hali odlotów i się rozpłakałam.

Lars musiał mnie na pół wyprowadzić, a na pół wynieść na stanowisko dla limuzyn, gdzie 

czekamy, aż Hans i tata po nas przyjadą. Bo Lars powiedział, że za żadne skarby już w życiu żadnej 

taksówki łapał nie będzie.

Przynajmniej znalazła się tu jakaś ławka, więc mogłam sobie na niej usiąść i popłakać.

Nie rozumiem, jak do tego wszystkiego w ogóle doszło. Tydzień temu - pięć dni temu - 

byłam tak pełna nadziei i oczekiwań. Nawet nie wiedziałam, czym jest ból. Prawdziwy ból.

Czuję się tak, jakby nagle cały świat usunął mi się spod nóg. I częściowo nie miałam na to 

wpływu - jak na tę decyzję Michaela o wyjeździe do Japonii.

Ale spora część tego, co się wydarzyło, to moja wina.

I na co mi to było?

Jak ja mam dalej bez niego żyć? No, serio?

Limuzyna już podjechała.

Zobaczę, czy nie uda nam się zatrzymać w jakimś McDonaldzie dla zmotoryzowanych po 

drodze do domu. Bo wydaje mi się, że jedyna rzecz, która mogłaby mnie podtrzymać na duchu, to 

McRoyal.

Z serem.

PIĄTEK, 10 WRZEŚNIA, 19.00,

PODDASZE

Kiedy dojechałam do domu, mama i pan G. właśnie zastanawiali się, co zamówić na obiad. 

Mama rzuciła mi tylko jedno spojrzenie i powiedziała:

- Do sypialni. Już.

Bo Rocky powyciągał z szafek w kuchni wszystkie garnki i patelnie, i właśnie w nie walił 

(niewątpliwie ten rys charakteru odziedziczył po ojcu, którego zestaw perkusyjny nadal zajmuje w 

naszym mieszkaniu dość eksponowane miejsce).

Powlokłam się więc do swojego pokoju i padłam na łóżko, strasząc Grubego Louie, który 

tak się zdziwił, kiedy na nim wylądowałam, że aż na mnie prychnął.

Ale   mnie   to   było   obojętne.   Chyba   mam   dystymię   albo   chroniczną   depresję,   bo   mam 

wszystkie symptomy:

emocjonalne zobojętnienie,

stałą melancholię o niskim poziomie intensywności,

uczucie bezsensownego brnięcia przez codzienne życiowe obowiązki przy bardzo małym 

entuzjazmie czy zainteresowaniu nimi,

negatywne myślenie,

anhedonię (niemożność cieszenia się czymkolwiek, cheeseburgery pomijając).

background image

- Twój ojciec powiedział mi, że zostałaś w połowie popołudniowych lekcji odesłana ze 

szkoły do domu - zakomunikowała mama, kiedy już zatrzasnęła drzwi, więc odgłos walenia w 

garnki przynajmniej częściowo ucichł. - A z tego, co powiedział mi Lars, rozumiem, że pojechałaś 

na lotnisko pożegnać się z Michaelem.

-   Taa   -   mruknęłam.   Poważnie,   ja   mam   zero   jakiejkolwiek   prywatności.   NIC   nie   mogę 

zrobić, żeby cały świat nie dowiedział się o tym. Nawet nie wiem, po co próbuję cokolwiek za-

trzymać w sekrecie. - Pojechałam.

- Moim zdaniem postąpiłaś słusznie. Jestem z ciebie dumna.

Wytrzeszczyłam na nią oczy.

- Nie złapałam go. Jego samolot już zdążył odlecieć.

Mama się skrzywiła.

- No cóż. Możesz jeszcze do niego zadzwonić.

- Nie mogę do niego zadzwonić.

- Nie wygłupiaj się. Oczywiście, że możesz.

- Mamo. Nie mogę zadzwonić. Pocałowałam J.P. i Michael mnie na tym przyłapał.

Teraz to mama wytrzeszczyła oczy na mnie.

- Pocałowałaś chłopaka swojej najlepszej przyjaciółki?

- Lilly i J.P. dzisiaj zerwali ze sobą. Więc to jest jej były chłopak. Ale owszem, tak.

- I zrobiłaś to przy Michaelu.

- Tak. - Nie jestem pewna, czy ten McRoyal z serem to był najlepszy pomysł. - Ale ja wcale 

nie chciałam. To się tylko jakoś tak... stało.

- Och, Mia! - westchnęła mama. - Co ja mam z tobą zrobić?

- Nie wiem - powiedziałam. W nosie łaskotały mnie łzy. - Kompletnie zniszczyłam to, co 

mnie z nim łączyło. On mi nigdy nie wybaczy. Pewnie się cieszy, że się mnie pozbył. Komu jest 

potrzebna nienormalna dziewczyna?

- Jesteś ciągle nienormalna, odkąd poznałaś Michaela - stwierdziła mama. - Więc to nie tak, 

że zwariowałaś jakoś nagle i ostatnio.

Ja wiem, że ona próbowała mnie jakoś rozbawić.

- Dzięki, mamo - powiedziałam przez łzy.

- Posłuchaj. Frank i ja zamawiamy sobie jedzenie z Number One Noodle Son. Chcesz coś?

Zastanowiłam się nad tym. Ten McRoyal z serem jakoś przeszkadzał mi w żołądku. Może 

potrzeba mi jeszcze trochę białka, żeby go tam utrzymać.

- To  ja może  poproszę kurczaka  generała  Tso - zdecydowałam.  - I trochę  wołowiny z 

pomarańczami. I może jakieś smażone pierożki. A może jeszcze parę pieczonych żeberek? Zawsze 

wyglądacie, jakby bardzo wam smakowały.

Ale moja mama, zamiast ucieszyć się, że nie musi zamawiać wegetariańskich dań, których 

nie tknie nikt poza mną, zrobiła zatroskaną minę.

- Mia. Czy jesteś zupełnie pewna, że chcesz...

background image

Ale   chyba   coś   w   wyrazie   mojej   twarzy   skłoniło   ją   do   zmiany   zdania,   bo   przerwała, 

wzruszyła ramionami i powiedziała:

-   Dobra.   Jak   sobie   chcesz.   Aha,   i   Lilly   dzwoniła.   Chce,   żebyś   do   niej   oddzwoniła. 

Powiedziała, że to coś ważnego.

- Okay. Dzięki.

Mama otworzyła drzwi mojej sypialni - TRACH! Chichocik. TRACH! TRACH! TRACH! - 

i wyszła. Przez jakiś czas gapiłam się w sufit. Na suficie w pokoju Michaela, w apartamencie u 

państwa Moscovitzów, są takie konstelacje gwiezdne fosforyzujące po ciemku. Ciekawe, czy takie 

same gwiazdozbiory ponakleja na suficie w swoim nowym pokoju. W Japonii.

Sięgnęłam   po   telefon   i   wykręciłam   numer   Lilly.   Odebrała   pani   doktor   Moscovitz. 

Powiedziała niezbyt ciepłym głosem:

- Ach, witaj, Mia.

Tak. Matka mojego chłopaka teraz mnie znienawidziła.

No cóż, ma do tego prawo.

- Pani doktor Moscovitz - zaczęłam. - Strasznie przepraszam za... No cóż, wszystko. Jestem 

okropną idiotką. Zrozumiem, jeśli mnie pani teraz znienawidzi.

Głos pani doktor Moscovitz ocieplił się odrobinę, powiedziała:

- Och, Mia. Nigdy nie mogłabym cię znienawidzić. Słuchaj, takie rzeczy się zdarzają. Ja... 

No cóż, jakoś to sobie z Lilly przecież wyjaśnicie.

-   Prawda   -   powiedziałam   i   od   razu   poczułam   się   lepiej.   Może   jednak   nie   cierpię   na 

dystemię?   To   znaczy,   skoro   faktycznie   mogłam   coś   jeszcze   czuć.   Poza   odczuciami 

nieprzyjemnymi. - Dzięki.

Ale... Czy ona powiedziała: „z Lilly”? Musiało jej przecież chodzić o to, że „z Michaelem”.

- Pani doktor Moscovitz, czy Lilly jest w domu? Oddzwaniam na jej telefon.

- Oczywiście, Mia - potwierdziła pani doktor Moscovitz. I zawołała do telefonu Lilly, która 

złapała słuchawkę i bez żadnych wstępów spytała:

- CAŁOWAŁAŚ SIĘ Z MOIM CHŁOPAKIEM????

Gapiłam się na telefon, zupełnie zbita z tropu.

- Co?

- Kenny Showaiter powiedział, że widział, jak pocałowałaś J.P. pod pracownią chemiczną 

dzisiaj w szkole.

O. Boże. O. Mój. Boże.

McRoyal z serem podszedł mi do gardła. Ogarnęła mnie totalna panika.

- Lilly - powiedziałam. - To nie... Słuchaj. To nie to, co myślał Kenny...

- A więc twierdzisz, że NIE pocałowałaś mojego chłopaka pod pracownią chemiczną dzisiaj 

w szkole? - spytała ostro Lilly.

- N - nie - zająknęłam się. - Nie twierdzę. Ja go pocałowałam. Ale tylko jako przyjaciela. A 

poza tym, technicznie rzecz biorąc, J.P. jest twoim BYŁYM chłopakiem.

-   Chcesz   powiedzieć,   że   technicznie   rzecz   biorąc,   ty   jesteś   moją   BYŁĄ   najlepszą 

background image

przyjaciółką?

Zrobiło mi się głupio.

- Lilly! Daj spokój! Mówiłam ci! J.P. i ja jesteśmy wyłącznie przyjaciółmi!

- Od kiedy to przyjaciele CAŁUJĄ się ze sobą? - spytała ostro Lilly. - W usta?

O mój Boże.

- Lilly, posłuchaj. Obie miałyśmy dzisiaj szczególnie trudny dzień. Nie wyżywajmy się na 

sobie nawzajem...

- Ja nie miałam dziś żadnego szczególnie złego dnia - rzuciła Lilly. - To znaczy, jasne, rzucił 

mnie chłopak. Ale poza tym zostałam wybrana na nową przewodniczącą samorządu szkolnego 

Liceum imienia Alberta Einsteina.

Wyprostowałam się, słysząc te słowa.

- NAPRAWDĘ?

- Owszem - odrzekła Lilly tonem głębokiej satysfakcji. - Kiedy zerwałaś się ze szkoły, 

zasłaniając się bólem żołądka, dyrektor Gupta stwierdziła, że sama wyłączyłaś się z udziału w tym 

wyścigu.

- Och, Lilly! - westchnęłam. - Bardzo cię przepraszam.

- Nie musisz. Zapytałam dyrektor Guptę, co się stanie, jeśli nikt nie będzie kandydował, no 

wiesz, do samorządu. A ona powiedziała, że JEGO FUNKCJĘ BĘDZIE MUSIAŁA OBJĄĆ PANI 

HILL. Wiesz jak TO by wyglądało: od dzisiaj do ferii wiosennych sprzedawalibyśmy świece. Więc 

zapytałam dyrektor Guptę, czy mogłabym kandydować zamiast ciebie, a ona stwierdziła, że biorąc 

pod uwagę brak jakichkolwiek innych kandydatów, nie widzi przeszkód. Więc wygłosiłam twoją 

mowę.  No wiesz, tę o tym  wszystkim,  co powinno się robić w przypadku  wystąpienia  jakiejś 

katastrofy?   Chyba   ją   trochę   za   bardzo   ubarwiłam.   NIEPRZESADNIE.   Tylko   wiesz,   trochę   o 

wielkich wulkanach i asteroidach... Nic specjalnego. Ludzie za bardzo się przerazili, żeby na mnie 

NIE zagłosować. Głosowanie odbyło się na ostatniej lekcji. I ja je wygrałam. Przynajmniej miałam 

ponad   pięćdziesiąt   procent   głosów.   WIEDZIAŁAM,   że   ten   rocznik   pierwszaków   zareaguje   na 

groźby i tylko na groźby. Mimo wszystko niczego innego w życiu nie zaznali.

Wow. To super, Lilly.

- Dzięki. Chociaż nie wiem, po co ja opowiadam o tym TOBIE, skoro w żaden sposób w 

tym mi nie pomogłaś. A przy okazji, nie jesteś moją zastępczynią. Została nią Perin. Nie potrzebuję 

jako zastępczyni osoby, która kradnie cudzych chłopaków. Jako przyjaciółki TEŻ nie.

- Ja NIE ukradłam twojego chłopaka, Lilly. Powiedziałam ci, ja go pocałowałam wyłącznie 

dlatego, że... No cóż, nie wiem, dlaczego go pocałowałam. Po prostu to zrobiłam. Ale...

- Wiesz co, Mia? - przerwała mi Lilly.  - Nie mam ochoty tego słuchać. Może sobie to 

zostawisz dla kogoś, kogo to obchodzi? Na przykład dla J.P.

- J.P. wcale mnie nie lubi w taki sposób, Lilly. I ty o tym wiesz!

- Doprawdy? - spytała Lilly z cichym, złym śmieszkiem. - Cóż, to może ja jednak wiem coś, 

czego ty nie wiesz.

-   O   czym   ty   mówisz?   -   spytałam.   -   Daj   spokój,   Lilly,   to   jakaś   głupota.   Jesteśmy 

background image

przyjaciółkami od tak dawna, że nie pozwolimy, żeby między nami stanął jakiś FACET...

- Taa? Może faktycznie już wystarczająco długo byłyśmy tymi najlepszymi przyjaciółkami. 

Do widzenia, KG.

A potem coś kliknęło. Lilly rzuciła słuchawkę.

W głowie mi się to nie mieściło. Lilly w rozmowie ze mną rzuciła słuchawkę.

Siedziałam tam, nie mając bladego pojęcia, co robić. Prawdę mówiąc, z trudem mieściło mi 

się w głowie to wszystko, co się działo. W ciągu jednego tygodnia straciłam chłopaka i najlepszą 

przyjaciółkę. Czy takie rzeczy w ogóle są możliwe?

Nadal tam siedziałam, ściskając w dłoni telefon, kiedy odezwał się ponownie. Byłam taka 

pewna, że to Lilly dzwoni z przeprosinami za to, że rzuciła słuchawkę, że odebrałam po pierwszym 

dzwonku i powiedziałam:

- Słuchaj, Lilly, jest mi strasznie, strasznie przykro. Co mogę zrobić, żeby cię za to jakoś 

przeprosić? Zrobię WSZYSTKO.

Ale to nie była Lilly. Jakiś głęboki, męski głos powiedział:

- Mia?

A   mnie   serce   zatrzepotało.   To   był   Michael.   MICHAEL   DO   MNIE   DZWONIŁ!   Nie 

wiedziałam, jakim cudem, przecież właśnie siedział w samolocie. Ale co mnie to mogło obchodzić? 

To był MICHAEL!

- Tak - odezwałam  się, czując, jak kości z ulgi zamieniają mi  się w galaretkę.  To był 

MICHAEL! O mało nie wybuchłam płaczem - ale tym razem z powodu radości, nie smutku.

- To ja - powiedział ten głos. - J.P.

Galaretka w kościach mi skamieniała. Podfruwające serce spadło i trzasnęło o podłogę.

- Och! - jęknęłam rozpaczliwie, próbując sprawić, żeby moje rozczarowanie nie wydawało 

się za bardzo oczywiste. Bo księżniczka zawsze próbuje mile witać rozmówców, nawet jeśli wcale 

nie tych rozmówców oczekiwała. Albo z nadzieją wypatrywała. - Cześć.

- Jak rozumiem, już rozmawiałaś z Lilly - rzekł J.P.

- Hm - mruknęłam. Jak mogłam pomyśleć, że to Michael? Michael siedział w samolocie i 

leciał na drugi koniec świata, żeby uciec przede mną. I dlaczego niby Michael w ogóle miał sobie 

zawracać   głowę   ponownym   dzwonieniem   do   mnie,   po   tym   co   nawyrabiałam?   -   Taa.   Tak, 

rozmawiałam.

- Zgaduję, że rozmowa udała wam się mniej  więcej tak samo jak mnie  przed chwilą - 

powiedział J.P.

- Taa. Czułam się taka otępiała. Czy otępienie jest jednym z symptomów dystymii? Nie 

takie emocjonalne otępienie, ale prawdziwe FIZYCZNE? - Lilly z całego serca mnie znienawidziła. 

I chyba ma do tego prawo. Nie wiem, co mnie wtedy napadło pod tą pracownią chemiczną, J.P. 

Przepraszam cię.

- Nie musisz mnie przepraszać - roześmiał się J.P. - Bardzo mi się to podobało.

Miło,  że  tak  rycersko  podchodził  do  sprawy.   Ale w   jakiś   sposób  poczułam   się  jeszcze 

gorzej.

background image

- Jestem taką straszną idiotką - mruknęłam żałośnie.

- Nie uważam, żebyś była idiotką - stwierdził J.P. - Tylko uważam, że miałaś naprawdę 

paskudny tydzień. Dlatego do ciebie dzwonię. Uznałem, że trzeba cię jakoś pocieszyć i wpadłem na 

pomysł, że najlepiej ci zrobi pewien bilet. Dosłownie.

- Sama nie wiem, J.P. Wydaje mi się, że mam dystymię.

- Nie mam bladego pojęcia, co to w ogóle jest. Ale wiem, że w ręce trzymam w tej chwili 

dwa bilety do loży na dzisiejsze broadwayowskie przestawienie  Pięknej i Bestii. Czy miałabyś 

ochotę się ze mną wybrać?

Nie mogłam powstrzymać  okrzyku zaskoczenia. Loża na moje ukochane przedstawienie 

wszech czasów?

- J - jak? - wyjąkałam. - Skąd ty...?

- Łatwizna - oświadczył J.P. - Mój tata to producent, zapomniałaś? No więc? Wchodzisz w 

to? Przedstawienie zaczyna się za godzinę.

Czy  on  sobie   żartuje?  Jak  to   zgadł?   Skąd  wiedział,  że   to  jest   DOKŁADNIE  to,   czego 

potrzebowałam, żeby oderwać się myślami od tego, że postąpiłam jak totalna i kompletna idiotka 

wobec   dwóch   najbliższych   mi   osób   na   świecie   (pomijając   Grubego   Louie   i   Rocky'ego, 

oczywiście)?

- Wchodzę - powiedziałam. - Wchodzę w to.

- To ja czekam na ciebie pod teatrem za czterdzieści pięć minut - oznajmił J.P. - I, Mia?

- Co?

- Mam prośbę, nie rozmawiajmy dziś wieczór o żadnym z Moscovitzów, dobrze?

- Dobrze - powiedziałam, uśmiechając się chyba po raz pierwszy tego dnia. - Do zobaczenia 

za niedługo.

Odłożyłam słuchawkę.

A potem, zanim poszłam się przebrać ze szkolnego mundurka w coś ładnego na wieczór w 

teatrze, wstałam i podeszłam do komputera.

Sprawdziłam pocztę. Żadnych nowych maili.

Nic nie szkodzi. Nie oczekiwałam wiadomości. Na żadne przecież nie zasłużyłam.

Kliknęłam na ostatniego maila Michaela do mnie - tego, na który nie odpowiedziałam. A 

potem kliknęłam: ODPOWIEDZ.

Następnie przez chwilę się zastanawiałam.

I wreszcie wpisałam:

Michael, przepraszam.

I nacisnęłam: WYŚLIJ.

background image

PODZIĘKOWANIA

Serdecznie dziękują Beth Ader, Jennifer Brown, Barbarze Cabot, Sarah Davies, Johnowi 

Henry'emu   Dreyfussowi,   Michele   Jaffe,   Laurze   Langlie,   Amandzie   Maciel,   Abigail   McAden,   a  

przede wszystkim Benjaminowi Egnatzowi.