background image

Sandra Brown  

MIŁOŚĆ BEZ GRANIC 

 

Rozdział 1 

„Rada  Miejska  Denver  głosowała  dziś  za  podniesieniem  podatków  w 

nadchodzącym roku podatkowym o sześć procent. Radni twierdzili, że...” 

- Świetnie - gderliwie mruknęła Katherine. - Tego jeszcze nie było: nowy sposób 

zasilania budżetu. 

Do pedantycznie uporządkowanej szuflady włożyła szczotkę do włosów i sięgnęła 

po flakonik na toaletce. Długą i kształtną nogę oparła na taborecie, po czym zaczęła 

wcierać  w  nią  emulsję.  Ponownie  skierowała  uwagę  na  radio,  stojące  na  nocnym 

stoliku w sąsiedniej sypialni. 

„Policja  udaremniła  próbę  rabunku  sklepu  przez  uzbrojonego  mężczyznę.  Grupa 

interwencyjna otoczyła budynek po otrzymaniu informacji przez telefon...” 

Wzrost  podatków  i  przestępczość.  Wspaniałe  wiadomości  na  koniec  dnia, 

pomyślała ponuro Katherine, myjąc zęby. 

Był  to  jeden  z  tych  wieczorów,  gdy  z  goryczą  rozczulała  się  nad  sobą.  Zdarzało 

się to rzadko, ale czasem pozwalała sobie na luksus melancholii. 

Miło  byłoby  powiedzieć  komuś  dobranoc,  dzielić  z  nim  pokój,  przestrzeń, 

oddychać tym samym powietrzem, wsłuchiwać się w te same, dochodzące z daleka 

odgłosy. Z „nim”? Dlaczego pomyślała akurat o mężczyźnie? Westchnęła. Życie w 

samotności ma swoje zalety, ale czasem czuje się brak kogoś drugiego. 

„Pogoda na jutro...” 

Katherine skrzywiła się i spojrzała w stronę radia, zastanawiając się, czy prezenter 

radiowy na nocnym dyżurze nie bywa zmęczony tym gadaniem do samego siebie. 

Czy  w  ogóle  czasem  myśli  o  tych,  do  których  mówi?  Czy  czuje  ich  samotność  i 

stara się im ulżyć swoją paplaniną? 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Głos  miał  przyjemny.  Starannie  modulowany,  wyraźny,  lecz  jakby  nieco... 

wyblakły.  Żartował  od  niechcenia,  jednak  te  żarty  były  sztuczne,  anonimowe, 

bezosobowe. 

Boże,  ależ  mam  paskudny  nastrój!  -  złajała  się  Katherine,  wkładając  szlafrok. 

Może teraz, gdy Mary wyszła za mąż, powinnam również za kimś się rozejrzeć, za 

kimś,  kto  mógłby  dzielić  ze  mną  mieszkanie,  pomyślała,  obchodząc  dom  przed 

zgaszeniem światła. 

Katherine kochała te stare kąty. Po śmierci ojca, który umarł, gdy miała zaledwie 

sześć  lat,  matce  udało  się  utrzymać  dom  i  z  pensji  urzędniczki  pocztowej 

wychować, jak mogła najlepiej, Katherine i jej  młodszą siostrę Mary. Nie było im 

łatwo, lecz konieczność nauczyła je żyć oszczędnie. 

Katherine  sprawdziła,  czy  drzwi  są  zamknięte,  i  wyłączyła  oświetlenie  w  living-

roomie. Jednocześnie  wykluczyła pomysł  przyjęcia kogoś  na wspólne  mieszkanie. 

Matka  umarła  przed  trzema  laty,  ale  z  Mary  było  im  razem  dobrze,  były  przecież 

siostrami,  a  wesołe  usposobienie  Mary  ułatwiało  wspólne  życie.  Z  kimś  innym 

mogło  być  całkiem  inaczej.  Mary.  Kochana  siostrzyczka.  Jej  życie  na  pewno  nie 

zmieniło się po ślubie. 

Nie,  dziękuję  bardzo,  pomyślała  kwaśno  Katherine.  Pozostanie  niezależna, 

znosząc jakoś krótkie, choć przykre chwile samotności. 

„A oto wiadomość z ostatniej chwili...” 

Sięgnęła  do  radia,  żeby  nastawić  budzenie,  ale  cofnęła  rękę.  Wpatrywała  się  w 

pudełko z drewna zdobione chromem i słuchała, nie wierząc własnym uszom. 

Dziś wieczorem Peter Manning, wybitny przedstawiciel biznesu w Denver, zginął 

tragicznie.  Stracił  panowanie  nad  kierownicą  swego  sportowego  wozu,  wskutek 

czego samochód uderzył w betonową ścianę oporową. Policja informuje, że wypadł 

z  trasy  przy  bardzo  dużej  prędkości.  Pan  Manning  poniósł  śmierć  na  miejscu.  W 

tym samym wypadku zginęła nie zidentyfikowana kobieta, która siedziała w wozie 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

po stronie pasażera. Peter był synem... 

Katherine  podskoczyła,  gdy  tuż  obok  przeraźliwie  zadzwonił  telefon.  Parę  razy 

głęboko odetchnęła, zanim sięgnęła po słuchawkę. Opadła na łóżko i przycisnęła ją 

do ucha. 

- Słucham? - spytała. 

- Czy to panna Adams? 

- Tak. 

- Tu Elsie. Pracuję u państwa Manning. Ja panią znam... 

- Tak, pamiętam cię, Elsie. Co z moją siostrą? - spytała szybko Katherine. 

- Właśnie z tego powodu dzwonię, proszę pani. Czy pani słyszała o wypadku? 

Nie tłumaczyła służącej, że oficjalnie nikt jej nie zawiadomił, potwierdziła tylko, 

że wie o wszystkim. 

-  No  więc  tutaj  jest  teraz  czyste  szaleństwo  -  powiedziała  Elsie.  -  Pani  Manning 

wpadła  w  histerię,  płacze  i  szlocha.  Z  panem  jest  niewiele  lepiej.  Wszędzie  pełno 

reporterów i fotografów, z kamerami, mikrofonami, lampami błyskowymi... 

- A Mary? - przerwała jej Katherine. 

-  Właśnie  o  tym  chcę  mówić.  Kiedy  przyszedł  policjant  z  wiadomością  o 

katastrofie,  wszyscy  byli  w  living-roomie.  A  jak  powiedział,  że  w  samochodzie 

była z panem Peterem jakaś kobieta i że ona też nie żyje, to pani Manning zaczęła 

wrzeszczeć  na  panienkę  Mary.  Takie  straszne  rzeczy  mówiła,  proszę  pani...  że 

jakby panienka była lepszą żoną, to pan Peter nie musiałby uganiać się po nocach... 

- Elsie, powiedz mi wreszcie, co z moją siostrą? 

-  Bardzo źle, proszę pani,  bardzo.  Pobiegła na  górę do swojego pokoju, żeby się 

schować  przed  panią  Manning.  Nikt  w  ogóle  nie  zwracał  na  nią  żadnej  uwagi, 

chociaż  jest  w  tym  stanie.  Poszłam  zobaczyć,  jak  się  czuje,  i  zobaczyłam,  że 

krwawi. 

- O Boże... 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  No  właśnie,  i  zdaje  mi  się,  że  zaczęła  rodzić.  Pomyślałam,  że  pani  powinna  o 

tym wiedzieć, ponieważ tu nikt się o nią nie troszczy. Wszyscy tylko myślą o... 

-  Elsie,  posłuchaj,  co  ci  powiem.  Wezwij  pogotowie.  Odwieź  Mary  prosto  do 

szpitala. Ja zawiadomię jej ginekologa. Nie mów o tym nikomu. Jeśli będzie trzeba, 

wynieście Mary ukradkiem przez drzwi kuchenne, koniecznie. Byleby wnieść ją do 

karetki. Dobrze? 

-  Dobrze,  proszę  pani,  zrobię,  jak  pani  mówi.  Zawsze  lubiłam  pani  siostrę  i 

pomyślałam... 

- Mniejsza teraz o to, Elsie. Dzwoń na pogotowie. 

Katherine  z  trudem  zapanowała  nad  rozdrażnieniem  wywołanym  gadulstwem 

Elsie. Chodziło przecież o to, żeby Mary jak najprędzej znalazła się w szpitalu. 

Skończyła  rozmowę,  przekartkowała  gorączkowo  książkę  telefoniczną  i 

znalazłszy  numer,  zadzwoniła  do  lekarza.  Po  cichu  klęła,  że  nie  potrafi  sobie 

poradzić z porządkiem alfabetycznym. Dodzwoniła się do sekretarki lekarza i szyb-

ko przedstawiła jej stan siostry. Sekretarka obiecała  natychmiast porozumieć się  z 

lekarzem i poprosić go, by zaraz udał się do szpitala. 

Nie myśląc o tym, co robi, Katherine zdjęła szlafrok i nocną koszulę i sięgnęła do 

szafy.  Wkładając  dżinsy,  przeklinała  Manningów.  Zwłaszcza  Petera.  Jak  śmiał? 

Mało mu było, że zmarnował życie Mary, to jeszcze teraz upokorzył ją wypadkiem 

samochodowym  zjedna  z  tych  swoich  kobiet.  Wiedziała,  że  znęcał  się  nad  Mary 

fizycznie,  ale  czyżby  to  właśnie  stało  się  przyczyną  przedwczesnego  porodu  w 

siódmym miesiącu ciąży? Boże, zmiłuj się nad nią, modliła się Katherine. Włożyła 

przez głowę koszulkę bez rękawów i wsunęła sandały. 

Nie  czesała  się  ani  nie  malowała.  Wybiegła  z  domu,  wsiadła  do  samochodu  i 

ruszyła do szpitala. Zmuszała się, by jechać wolniej, niż chciała. Nie pomoże Mary, 

jeżeli się zabije. 

Mary, Mary, czy nie wiedziałaś, jakiego rodzaju człowiekiem jest Peter Manning? 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Tak  ślepo  uwierzyłaś  w  uśmiech,  który  zdobił  kolumny  towarzyskie  gazet,  że  nie 

potrafiłaś dostrzec, kim był naprawdę? 

Złotowłosy  Peter  Manning,  syn  jednej  z  najbogatszych  prominentnych  rodzin  w 

Denver, niewątpliwy dziedzic stanowisk dyrektorskich w bankach,  firm sprzedaży 

nieruchomości,  towarzystw  ubezpieczeniowych  i  wielu  innych  przedsiębiorstw, 

przed rokiem został mężem Mary. 

Dla Katherine było zagadką, dlaczego Peter zainteresował się właśnie Mary, którą 

poznał w galerii sztuki, gdzie pracowała, by zarobić na lekcje rysunków. 

Był  uprzedzająco  miły,  sympatyczny,  niesłychanie  przystojny,  miał  dobre 

maniery,  wzbudzał  zaufanie.  Rozkochał  naiwną,  delikatną  i  ufną  Mary,  a  potem 

brutalnie ściągnął ją z obłoków na ziemię. 

Dlaczego?  To  pytanie  nurtowało  Katherine  od  chwili,  gdy  zaczął  się  ten 

dziwaczny  romans.  Mary  jest  śliczna,  ale  daleko  jej  do  oszałamiająco  pięknych 

kobiet, którymi zwykł otaczać się Peter. Po co zawracał jej  głowę? - zastanawiała 

się Katherine. 

Zatrąbiła ze złością na kierowcę, który przegapił zielone światło. Ale nie chodziło 

o  niego  -  jej  gniew  wzbudzał  człowiek,  który  roześmianą,  szczęśliwą,  pełną 

entuzjazmu młodą kobietę zmienił w zastraszony, apatyczny manekin. 

Uważała  stosunek  Petera  do  żony  za  przesadnie  czuły  i  nieszczery.  W  parę 

miesięcy po ślubie wszystko gwałtownie się zmieniło. 

Katherine  wstrząsały  kolejne  łzawe  opowieści  siostry.  Mąż  znęcał  się  nad  Mary 

fizycznie  i  psychicznie.  Wściekł  się  z  powodu  jej  ciąży,  a  przecież  zgwałcił  ją 

pewnej nocy i dlatego nie użyła środków antykoncepcyjnych. Ich małżeństwo stało 

się koszmarem na jawie. 

Ale  na  użytek  świata  Peter  kreował  obraz  szczęścia  małżeńskiego.  Wobec 

rodziców  i  przyjaciół  klubowych  okazywał  Mary  szaleńczą  miłość.  Ta  obłuda 

wydawałaby się czymś śmiesznym, gdyby nie była taka tragiczna. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Katherine  wjechała  w  szpitalną  bramę  i  znalazła  miejsce  do  parkowania. 

Zamknęła  samochód  i  udała  się  w  kierunku  oświetlonej  niszy.  Zaraz  potem 

rozległo się wycie syreny karetki. 

Gdy  sanitariusze  wchodzili  z  noszami  przez  otwierane  automatycznie  szklane 

drzwi, stała w obszernym holu wraz z lekarzem Mary. Zaparło jej dech w piersiach, 

kiedy  ujrzała  twarz  siostry.  Zasłoniła  sobie  usta,  by  stłumić  jęk.  Mary  miała  oczy 

otwarte, lecz nie widzące; jej wzrok, skierowany w stronę pokoju zabiegowego, nie 

zarejestrował obecności Katherine. 

Po  pobieżnym  badaniu  została  przeniesiona  na  oddział  położniczy,  gdzie  już  po 

półgodzinie urodziła dziewczynkę. 

Doktor miał nietęgą  minę. Słabo oświetlonym korytarzem podszedł bezszelestnie 

do Katherine. Musiał mieć buty na gumie. 

- Jest z nią źle, proszę pani. Nie dożyje nocy. 

Katherine,  wpatrzona  w  niego,  osunęła  się  na  ścianę.  Przyłożyła  zaciśniętą  pięść 

do posiniałych ust. Jej zielone oczy napełniły się łzami, które spływały po bladych 

policzkach, wsiąkając w opadające w nieładzie złociste włosy. 

-  Przepraszam  za  brutalną  szczerość,  ale  uważam,  że  powinna  pani  wiedzieć,  w 

jak  ciężkim  stanie  jest  siostra.  Zanim  ją  tu  przywieziono,  wykrwawiła  się  tak 

bardzo,  że  już  nie  dało  się  nic  zrobić,  chociaż  zastosowaliśmy  transfuzję  -  doktor 

przerwał  i  popatrzył  na  Katherine,  a  potem  powiedział  cicho:  -  Nie  była  to 

szczęśliwa  ciąża.  Pani  siostra  nie  dbała  o  siebie.  Bałem  się  o  nią  jeszcze  przed... 

Wiem,  co  się  stało  dziś  w  nocy.  Bardzo  mi  przykro  z  powodu  śmierci  pana 

Manninga. Mary chyba nie chce żyć - dodał współczująco. 

Katherine  w  milczeniu  skinęła  głową.  Kiedy  lekarz  odwrócił  się,  by  odejść, 

złapała go za rękaw i spytała ochrypłym głosem: 

- A dziecko? 

Z wątłym uśmiechem odpowiedział: 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Dziewczynka. Waży dwa kilo. Bez wad budowy. Chyba wyżyje. 

 

Mary  umarła  o  świcie.  W  jednej  z  nielicznych  chwil  przytomności  podczas 

długiej nocy poprosiła do siebie Katherine. 

- Papier - szepnęła. 

-  Papier?  -  powtórzyła  bezmyślnie  Katherine.  Czy  Mary  nie  pojmuje,  że  to  już 

koniec? 

- Tak, proszę cię, pośpiesz się. 

Katherine  rozpaczliwie  rozejrzała  się  po  pokoju  szpitalnym  w  poszukiwaniu 

papieru i w końcu znalazła w łazience papierowy ręcznik. 

- Pisać - ochryple szepnęła Mary. 

Katherine wyjęła z torebki długopis  i ze zdumieniem patrzyła, jak jej  umierająca 

siostra  drżącą  ręką  pisze  coś  na  ręczniku.  Na  koniec  podpisała  się  wyraźnie,  a 

potem całkowicie wyczerpana opadła na poduszki. Jej bladą twarz pokryły kropelki 

potu. Miała sine usta, ale jej podkrążone oczy lśniły jaśniej, były żywe i ruchliwe, 

jak  nigdy  od  czasu  zamążpójścia.  Katherine  ujrzała  w  niej  cień  dawnej  Mary  i 

zachciało jej się płakać, że ją traci. 

Mary była  niebieskooką  blondynką o świeżej, brzoskwiniowej cerze,  niebieskich 

wesołych oczach i ustach cherubinka. Była niższa i tęższa od swej smukłej siostry i 

robiła  problem  z  powodu  każdej  dodatkowej  kalorii.  Ostatnio  jednak  zupełnie 

straciła apetyt, a jej zawsze radosny głos ustąpił przerywanemu szeptowi. Właśnie 

ten szept przywołał teraz Katherine do rzeczywistości: 

- Katherine, nazwij ją Allison. I nie oddawaj jej Manningom. Oni nie mają do niej 

prawa. 

Zbielałymi dłońmi chwyciła Katherine za rękę. 

- Zabierz ją stąd. Powiedz jej, że bardzo ją kochałam. 

Zamknęła oczy  i parę razy płytko odetchnęła. Potem jej oczy znowu się otwarły. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Były senne i pełne spokoju. 

- Allison to takie ładne imię, prawda, Katherine? 

 

Oba  pogrzeby  odbyły  się  w  parę  dni  później.  Zainteresowanie  publiczności 

podsycali swoim wścibstwem reporterzy, którzy na wyprzódki starali się wynaleźć 

coś  szczególnie  sensacyjnego.  Dziewczyna,  która  zginęła  z  Peterem,  siedem-

nastoletnia  licealistka,  w  chwili  wypadku  nie  była  kompletnie  ubrana. 

Przedwczesny poród, a potem śmierć Mary dodały całej sprawie pikanterii. 

Katherine  po  śmierci  Mary  ogarnął  bezbrzeżny  smutek.  Peter  zginął  na  miejscu, 

bez  żadnych  zewnętrznych  obrażeń;  miał  skręcony  kark.  Katherine  sadystycznie 

uznała  to  za  niesprawiedliwe;  stanęła  jej  przed  oczyma  twarz  siostry,  niewinna  i 

śliczna,  tak  bardzo  potem  zmieniona  wskutek  wielomiesięcznej  udręki  fizycznej  i 

duchowej. 

Ledwie  wytrzymała  przed  rokiem  wydarzenie  towarzyskie,  jakim  było  wesele 

Mary; jej pogrzeb stał się próbą jeszcze cięższą. 

Eleanor Manning w czarnej, szytej na miarę sukni i ze starannie ułożonymi blond 

włosami  wyglądała  naprawdę  pięknie.  W  rozpaczy  to  chwytała  kurczowo  swego 

męża, siwego, wytwornego Petera Manninga seniora, który łkał bez opamiętania, to 

za  chwilę  wymyślała  biednej  Mary,  że  za  mało  kochała  jej  najdroższego  syna,  to 

znowu przeklinała Jasona, młodszego brata Petera, że nie jest obecny na pogrzebie. 

-  Nie  był  na  weselu,  czym  zrobił  nam  wielką  przykrość,  i  jakby  mu  tego  było 

mało,  teraz  jeszcze  nie  przyjechał  na  pogrzeb  brata.  Afryka!  Jest  takim  samym 

dzikusem jak ci Murzyni. Najpierw Indianie, a teraz znowu ci afrykańscy poganie! 

Katherine  niewiele  słyszała  o  Jasonie  Manningu.  Peter  zawsze  mówił  o  nim 

bardzo ogólnikowo, jakby to, że ma brata, było bez znaczenia. Ale Mary wzruszył 

list od szwagra. Kiedyś, podczas wizyty u siostry, pokazała go jej z dumą. Niewiele 

trzeba było, by uszczęśliwić Mary. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Wiesz,  Katherine,  dostałam  list  od  brata  Petera.  Jest  w  Afryce.  Ma  coś 

wspólnego z  ropą  naftową. Tak czy owak, przeprasza, że  nie  mógł się wyrwać  na 

nasze  wesele  i  życzy  mi  dziecka.  Posłuchaj...  -  Zaczęła  czytać  list  napisany  na 

zwykłym  papierze,  nakreślony  grubymi,  czarnymi  literami.  -  „Mam  nadzieję,  że 

wrócę  do  domu  i  złożę  ci  wizytę  jak  należy.  Jeżeli  jesteś  taka  śliczna,  jak  na 

zdjęciach, które przysłała mi mama, to żałuję, że nie poznałem cię wcześniej. Peter, 

cholernik, ten to ma szczęście!” Oczywiście tak sobie tylko żartuje - dodała Mary z 

rumieńcem  na  twarzy.  -  Ale  prawda,  że  ładnie?  Pisze  dalej:  „Zajmij  się  dobrze  tą 

moją  nową  brataniczką  czy  bratankiem.  Miło  będzie  mieć  takiego  malca,  nie 

uważasz? A ja będę wujkiem Jace’em”. 

Katherine  z  entuzjazmem  skinęła  głową,  ale  tylko  przez  uprzejmość.  Niepokoiło 

ją, że Mary coraz bardziej chudnie, mimo że brzuch ma coraz większy. Bardziej niż 

nieobecny szwagier absorbował ją wciąż pogarszający się stan zdrowia siostry i to, 

że  Mary  jest  wyraźnie  nieszczęśliwa.  O  Jasonie  była  tego  samego  zdania,  co  o 

pozostałych Manningach. 

Po  pogrzebie  dni  stały  się  szare  i  męcząco  jednostajne.  Katherine  codziennie 

chodziła  do  pracy  w  firmie  elektrotechnicznej.  Przygotowywała,  jak  zawsze, 

opracowania  i  komunikaty  dla  prasy,  ponieważ  na  tym  od  pięciu  lat  polegała  jej 

praca. Czy rzeczywiście aż tak dawno skończyła college? Czy rzeczywiście już tak 

długo  zajmuje  się  w  kółko  tymi  samymi  nudziarstwami?  Zarabiała  nieźle,  ale 

uważała  tę  pracę  tylko  za  przygotowanie  do  przyszłych  poważniejszych  zajęć. 

Tęskniła do czegoś, w czym mogłaby się sprawdzić. Może nowa odpowiedzialność 

- za dziecko Mary - zmusi ją do poszukania lepszej pracy. 

Allison! Katherine była nią zachwycona. Codziennie wieczorem szła do szpitala i 

patrzyła  na  małą  przez  szklaną  ścianę  sali  dla  wcześniaków.  Nie  mogła  się 

doczekać,  kiedy  ją  weźmie  na  ręce.  Dziewczynka  z  każdym  dniem  przybierała  na 

wadze, a pediatra powiedział, że jeżeli dziecko przez pięć dni utrzyma wagę dwóch 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

i pół kilograma, przekaże je Katherine. 

Planowała,  że  weźmie  dwa  tygodnie  urlopu  i  zabierze  Allison  do  domu,  w 

związku z czym zaczęła rozglądać się za najodpowiedniejszym żłobkiem. Musi być 

na  najwyższym  poziomie,  jeżeli  miałaby  mu  powierzyć  dziecko.  Nawet  nie 

przyszło jej do głowy, że sprawowanie przez nią opieki nad dzieckiem z prawnego 

punktu widzenia wcale nie jest takie oczywiste. 

Uświadomiła  jej  to  dopiero  wizyta  adwokata  Manningów.  Zasypał  jej  biurko 

urzędowymi  papierami  i  oświadczył  aroganckim  tonem,  że  jego  klienci 

„...zamierzają wziąć pełną odpowiedzialność za dziecko”. 

-  Zamierzają  wziąć  dziecko  i  wychowywać  je  jako  własne  -  powiedział.  - 

Oczywiście  otrzyma  pani  rekompensatę  za  kłopot,  czas  i  wydatki  w  ciągu  tych 

kilku tygodni pobytu małej w szpitalu. 

- Aha, czyli coś w rodzaju odstępnego, tak? 

- Panno  Adams, pani źle  rozumie  intencje  moich klientów. Po prostu stać  ich  na 

wychowanie wnuczki w dostatku. Chyba chce pani dla niej jak najlepiej? 

- Matka życzyła sobie, żebym ja ją wychowywała. 

Przezornie nie wspomniała mu nic o pisemnym poleceniu Mary. 

- Pewien jestem, że życzenia ojca byłyby całkowicie odmienne. 

Katherine nie podobał się protekcjonalny ton adwokata. 

-  Poza  tym  jest  to  dyskusja  akademicka  -  dodał.  -  Żaden  sąd  nie  przyzna  opieki 

nad  dzieckiem  osobie  samotnej,  pracującej,  o  niewiadomych  zasadach  moralnych, 

podczas gdy tak znakomite małżeństwo jak państwo Manning chce się zająć swoją 

jedyną wnuczką, potomkiem i spadkobierczynią ich starszego syna. 

Obraźliwe  insynuacje  pełnomocnika  Manningów  były  czymś  tak  niesłychanym, 

że  Katherine  nie  zaszczyciła  go  odpowiedzią,  ale  zrozumiała,  że  jest  to  szantaż. 

Była  przekonana,  że  adwokat  powie  w  sądzie  to  samo,  i  zrobiło  jej  się  zimno  na 

myśl, co z tego wyniknie. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Z trudem opanowała początkowy strach i starała się jakoś z tego wybrnąć. Przede 

wszystkim  było  dla  niej  zupełnie  jasne,  że  Allison  nie  może  zostać  oddana  pod 

opiekę Eleanor Manning.  Ale doceniała wpływy  i  możliwości Manningów, którzy 

z  pewnością  mieli  wielu  wysoko  postawionych  przyjaciół.  Musi  im  uciec  wraz  z 

dzieckiem. Ułożyła plan i zaczęła go szybko realizować. 

Pediatra zgodził się wypisać małą ze szpitala parę dni przed ustalonym terminem, 

pod warunkiem że będzie  mógł zbadać dziecko za tydzień. Katherine nie cierpiała 

kłamstwa, lecz uroczyście mu to przyrzekła. 

Wezwała  pośrednika  i  omówiła  z  nim  sprzedaż  domu.  Pieniądze  miały  być 

wpłacone na rachunek oszczędnościowy założony na córkę Mary i podjęte później 

wraz  z  procentami.  Trzeba  było  sprzedać  całe  wyposażenie  domu,  z  wyjątkiem 

tego,  co  wezmą  ze  sobą.  Uzyskana  w  ten  sposób  suma  miała  pokryć 

wynagrodzenie pośrednika. 

Katherine  wynajęła  sejf  depozytowy,  zrobiła  kopię  ze  smutnego  dokumentu 

sporządzonego  na  papierowym  ręczniku,  a  oryginał  schowała  do  metalowej 

skrzynki. 

Nie  odpowiadała  na  telefony  i  starannie  ukrywała  wszystkie  swoje  poczynania. 

Samochód parkowała z dala od domu, przestała nawet po zmroku używać światła. 

Ukrywała się, jak mogła. 

Załadowała, co się dało, do małego samochodu, ale emocje sięgnęły szczytu, gdy 

odbierała Allison ze szpitala. 

Mała  leżała  grzecznie  w  nosidełku  samochodowym,  przypiętym  pasem 

bezpieczeństwa  do  siedzenia.  Katherine  schyliła  się  i  lekko  pocałowała  aksamitne 

czółko niemowlęcia. 

- Nie bardzo wiem, jak być matką - szepnęła do śpiącego maleństwa. - Ale ty też 

przecież nie wiesz, jak być dzieckiem. 

Patrząc  na śliczną buzię  Allison, tak bardzo podobną do twarzy Mary,  Katherine 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

po  raz  pierwszy  poczuła  ulgę  -  po  raz  pierwszy  od  chwili,  gdy  dowiedziała  się  o 

śmierci Petera. 

Wyjeżdżając  z  Denver  nie  pozwoliła  sobie  na  żadne  rozczulanie  się,  na  żadne 

spojrzenia  za  siebie  ani  na  rozmyślanie  o  sprzedanym  domu,  który  był  jedynym 

domem,  jaki  znała.  Myślała  tylko  o  przyszłości  swojej  i  Allison.  Od  tej  chwili 

przeszłość miała nie istnieć. 

 

Wyprostowała plecy i poruszyła zdrętwiałymi ramionami. Siedziała na wyłożonej 

gazetami  podłodze  w  living-roomie  swojego  nowego  mieszkania.  Pół  godziny 

malowała  komódkę  do  pokoju  Allison.  Wczoraj  pokryła  powierzchnię  warstwą 

błyszczącego niebieskiego lakieru, a teraz dla kontrastu dodała żółtą kreskę. Farba 

kapnęła na gazetę, parę kropli znalazło się na gołych nogach Katherine. 

Zanurzając  cienki  pędzel  w  puszce  z  farbą,  westchnęła  z  zadowoleniem. 

Wszystko  obróciło  się  dla  niej  i  Allison  na  dobre.  Samotnie  wiozła  noworodka 

przez pół kraju; było to ryzykowne w każdych warunkach, a przecież wyjechała  z 

Denver w najbardziej niekorzystnych okolicznościach. Mimo to podróż przeszła im 

gładko.  Allison  była  słodkim  aniołkiem,  spała  cały  czas,  poza  karmieniem  lub 

przewijaniem. 

Katherine  nie pamiętała czasów, kiedy  mieszkali w Van Buren w Teksasie. Było 

to,  zanim  towarzystwo  ubezpieczeniowe,  w  którym  pracował  jej  ojciec, 

zaproponowało mu korzystniejsze warunki w Denver. 

Słyszała  nieraz  od  matki  o  wschodnim  Teksasie,  o  jego  zielonym  krajobrazie  i 

dziewiczych lasach. Te opowieści zadawały jednak kłam stereotypowym opiniom o 

tych  okolicach  jako  niezmierzonej,  pustynnej  krainie,  po  której  hulają  wiatry. 

Katherine przejechała wiele kilometrów przez zachodni Teksas, który rzeczywiście 

tak  właśnie  wyglądał,  i  była  zdumiona,  że  Van  Buren  jest  takie,  jak  opowiadała 

matka  -  spokojne,  niewielkie  miasteczko  akademickie  położone  wśród  sosnowych 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

lasów. 

Patrzyła  teraz  przez  szerokie  okno  i  cieszył  ją  widok  sześciu  drzew  pekanowych 

rosnących na terenie, który oddzielał ją od domu Happy Cooper, jej gospodyni. 

Happy spadła jej  dosłownie z  nieba. Przyjechały  do Van  Buren akurat  na  koniec 

wiosennego  semestru  i  Katherine  udało  się  wynająć  mieszkanie,  które  przez 

ostatnie  dwa  lata  zajmowali  studenci  miejscowej  uczelni.  Składało  się  z  dwóch 

sypialni, living-roomu, kuchni i łazienki. 

Odłożyła  pędzel  i  cicho  stąpając  bosymi  stopami  weszła  do  pokoju  Allison,  w 

którym  obie  sypiały.  Nachyliła  się  nad  świeżo  pomalowanym  łóżeczkiem, 

kupionym  w  sklepie  z  używanymi  meblami,  i  popatrzyła  na  siostrzeniczkę.  Zdu-

miewające,  jak  szybko  rosła.  W  ciągu  dwóch  miesięcy  pobytu  w  Van  Buren 

przybrała  na  wadze  i  była  teraz  tłuściutkim,  wesołym  brzdącem.  Katherine 

uśmiechnęła się do Allison i wyjęła z jej pulchnej rączki wypchanego króliczka, a 

potem poprawiła na małej kocyk. 

Cieszyło ją, że w wolne od pracy dni może być sama z dzieckiem. Jakimś cudem 

udało  jej  się  dostać  pracę  w  biurze  informacyjnym  college’u,  jednak  nadal  nie 

rozwiązany  pozostawał  problem  opieki  nad  Allison  w  ciągu  dnia.  Sąsiadka 

nieśmiało  zaproponowała,  że  zajmie  się  dzieckiem.  Katherine  spojrzała  na  nią, 

uśmiechnęła  się,  roześmiała,  a  potem,  ku  zdumieniu  własnemu  i  Happy,  zaczęła 

płakać. 

Co  by  zrobiła  bez  tej  sfrustrowanej  babci,  która  tak  rzadko  widywała  własne 

wnuki?  Happy  miała  dwie  dorosłe  córki,  które  mieszkały  z  rodzinami,  każda  na 

innym wybrzeżu, i nieżonatego syna, który pracował w Luizjanie. Przynajmniej raz 

dziennie  biadała  nad  jego  stanem  cywilnym.  Przed  owdowieniem  przeżyła  jako 

mężatka  czterdzieści  trzy  lata  i  nie  potrafiła  zrozumieć,  że  ktoś  z  własnej  woli 

może żyć samotnie. 

Tak, wszystko  układało się  dobrze.  Katherine  miała pracę dużo ciekawszą od tej 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

w  Denver.  Szef  wprawdzie  wydawał  jej  się  dziwakiem  -  gapił  się  głupio,  pocił  i 

oblizywał wargi - ale pomijając te drobne niedogodności, lubiła swoje zajęcie. 

Drapiąc się bezmyślnie w nos, bezwiednie pomazała się żółtą farbą. Potem, cicho 

nucąc, wstała z podłogi,  ponieważ ktoś zapukał do drzwi. Nie była to  Happy; ona 

nie traciła czasu na pukanie. 

Katherine  obciągnęła  swoje  krótko  obcięte,  wystrzępione  spodenki,  mając 

nadzieję, że jej strój nie obrazi gościa. - Pan do mnie? - zapytała, otwierając drzwi. 

Gdyby  nawet  chciała,  nie  powiedziałaby  nic  więcej.  Nigdy  jeszcze  nie  widziała 

tak okazałego  mężczyzny. Całą swoją sylwetką wypełnił drzwi. Wyróżniał się  nie 

tylko wzrostem, ale i kruczoczarną czupryną oraz nadzwyczaj niebieskimi oczami. 

Obrzucił  Katherine  takim  samym  badawczym  spojrzeniem,  jakim  ona  zmierzyła 

jego.  Uśmiechnął  się  na  widok  jej  niedbałego  stroju.  Wiedząc,  że  ma  być  cały 

dzień  w  domu  Katherine  nie  pofatygowała  się  nawet,  żeby  coś  zrobić  ze  swoimi 

włosami.  Zwinęła  je  po  prostu  w  bezładny  węzeł  i  przypięła  byle  jak  szpilkami. 

Wyblakłe od słońca kosmyki spływały na policzki i zwisały na szyję. 

Była zarumieniona z wysiłku i od wilgotnego upału późnego lata. Miała na sobie 

bardzo  krótko  obcięte  wypłowiałe  spodenki  i  do  tego  mocno  znoszoną  kretonową 

koszulę, której rękawy również zostały obcięte - i to już dawno - przez nią, a może 

jeszcze  przez  Mary.  Poły  koszuli  związała  pod  biustem.  Strój  był  dobry  do 

malowania, ale pozostawiał wiele do życzenia, gdy przyszło witać gości. 

W  pierwszym  odruchu  Katherine  chciała  zatrzasnąć  drzwi,  żeby  uniknąć  jeszcze 

większego  zakłopotania,  ale  mężczyzna  spojrzał  prosto  w  jej  zielone  oczy  i 

powiedział: 

- Nazywam się Jason Manning. 

Rozdział 2 

Było to jak cios w brzuch; Katherine straciła zdolność logicznego myślenia. Przez 

dłuższą  chwilę  stała  oszołomiona,  a  potem  oparła  się  o  framugę  drzwi.  Zatkało  ją 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

na widok tego wspaniałego mężczyzny. Brata Petera Manninga... 

Nie odpowiedziała ani nie uczyniła żadnego gestu zaproszenia, więc zażartował: 

-  Nie  mam  zwyczaju  napastować  młodych  dam  i  chociaż  spędziłem  w  Afryce 

prawie dwa lata, wciąż jeszcze jestem cywilizowanym człowiekiem. 

Jego  oczy  iskrzyły  się  od  śmiechu,  co  oburzyło  Katherine.  Przyjechał  zrujnować 

świat, który z takim trudem  budowała  dla  siebie  i  Allison,  i  jeszcze  miał czelność 

się uśmiechać! 

- Czy mogę wejść? - spytał. 

Katherine wpuściła go niechętnie, odsuwając się na bok. Zamknęła za nim drzwi, 

a  potem  rozmyśliła  się  i  znowu  je  otworzyła.  Zauważył  to  i  jeszcze  raz  się 

uśmiechnął. Dołeczki po obu stronach ust stanowiły jedyne podobieństwo do brata. 

Na tle ciemnej twarzy lśniły niewiarygodną bielą zęby. 

- Boi się pani, że przyszedłem tu w złych zamiarach? - powiedział żartobliwie. A 

potem spoważniał  i dodał cicho: - przyznaję, że widok  pani w tym stroju jest  nie-

zmiernie kuszący, ale nigdy bym nie wykorzystał damy z farbą na twarzy. 

Katherine  uprzytomniła  sobie,  że  musi  okropnie  wyglądać,  i  aż  jęknęła 

zauważywszy, że wilgotny materiał koszuli mocno oblepił jej biust. Pochlapała się 

jak zwykle, kąpiąc Allison. 

O Boże, jęknęła w duchu. Zerknęła na Jasona, lecz on akurat schylił się i podniósł 

z  ziemi  szmatkę  do  ścierania  farby  akrylowej.  Jego  bliskość  podziałała  na  nią 

niemal  hipnotycznie.  Widziała,  jak  zbliża  się  do  niej,  jak  palcami  dotyka  jej 

podbródka... 

Przechylił jej głowę do tyłu i starł plamę farby z nosa. Wykonywał swą czynność 

w  skupieniu,  obojętnie,  ale  Katherine  oddychała  z  trudem.  Przygniatała  ją  sama 

jego obecność. Palce, które czuła na twarzy, były silne, lecz delikatne. 

Jason miał bardzo ciemną cerę. Takiej opalenizny nie nabywa się leżąc na słońcu 

z  warstwą  kremu  na  twarzy.  Kurze  łapki  w  kącikach  oczu,  przypominające 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

delikatną  pajęczynę,  również  wskazywały  na  to,  że  dużo  przebywał  na  dworze. 

Ropa naftowa? Czy to o tym wspomniała Mary? Katherine nie pamiętała. W chwili 

gdy Jason zbliżył się i ujął ją za podbródek, jej umysł przestał pracować. 

Miał  gęste  czarne  rzęsy  i  regularne  grube  łuki  kruczych  brwi.  W  głębokim 

wycięciu  sportowej  koszuli  widać  było  czarne  kędziory,  które  z  pewnością 

porastały całą pierś. 

O Boże, o czym ja  myślę! - skarciła się w duchu  Katherine, odsunęła jego rękę  i 

cofnęła się krok do tyłu. 

- Czego pan sobie życzy? 

Drgnął i upuścił szmatkę na rozłożone pod nogami gazety. 

- Może być coca-cola - powiedział, uśmiechając się uwodzicielsko. 

-  Nie  o  to  mi  chodzi,  i  pan  dobrze  o  tym  wie  -  warknęła.  Była  wściekła.  Jego 

swobodny  sposób  bycia  miał  przecież  tylko  odwrócić  jej  podejrzenia  i  osłabić 

czujność.  Ale awansom  jednego Manninga już się oparła. Na wspomnienie Petera 

wzdrygnęła się z obrzydzeniem. I temu też się oprze. 

- Co pan tu robi? - spytała chłodno. 

Westchnął,  przeszedł  przez  pokój  i  usiadł  na  kanapie,  której  poduszki  sama 

świeżo pokryła, z czego była bardzo dumna. 

- Myślę, że przyczyna mojego przyjazdu jest dosyć oczywista, Katherine. 

Gdy  usłyszała  w  jego  ustach  swoje  imię,  zrobiło  jej  się  słabo.  A  więc  są  już  po 

imieniu! Oczywiście była to jedna z metod, żeby ją rozbroić. 

Jason rozparł się niedbale na kanapie i przyglądał jej się przez chwilę. 

- Przyjechałem po dziecko mego brata. 

Wiedziała, że taki był cel jego przyjazdu, jednak te słowa przeraziły ją. Ból, który 

nią  owładnął,  był  nie  do  zniesienia.  Ale  nie  ugnie  się  przed  tym  Manningiem.  W 

żadnym razie! 

Zbladła na twarzy i potrząsając przecząco głową wykrztusiła: 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Nie. 

Jason  wstał  i  podszedł  bliżej.  Cofnęła  się.  Ujrzawszy  wstręt  na  jej  twarzy, 

zatrzymał  się.  Przeczesał  palcami  rozwichrzone  włosy  i  zaklął  pod  nosem. 

Przygryzając dolną wargę, zerknął z  ukosa na Katherine. Ręce oparł  na biodrach  i 

tą  swoją  władczą  pozą  sprawił,  że  poczuła  się  jeszcze  bardziej  niepewnie  i 

przestępowała  w  zakłopotaniu  z  nogi  na  nogę,  ale  wytrzymała  jego  spojrzenie 

najspokojniej, jak potrafiła, 

- Wiem, że to nie będzie łatwe dla nas obojga - odezwał się wreszcie. - Może więc 

postarajmy  się,  żeby  było  jak  najmniej  bolesne.  Ale  tymczasem  chętnie  napiję  się 

coca-coli,  jeżeli  jest.  Albo  kawy.  Mamy  wspólny  problem,  więc  porozmawiajmy 

jak ludzie rozsądni i dorośli. Dobrze? 

- Ja nie mam problemu, proszę pana. 

- Mów do mnie Jace. 

-  Słucham?  -  spytała  w  roztargnieniu.  -  Aha.  No  więc,  jak  mówię,  ja  nie  mam 

problemu. Kocham dziecko mojej siostry jak własne. Mary, umierając, powierzyła 

mi  opiekę  nad  córką.  Mam  ją  wychować  i  nigdy  nie  oddać  Manningom.  Pieszczę 

ją, kąpię, karmię... 

- Karmisz ją? 

Spojrzał na jej biust. Katherine zaczerwieniła się, zakłopotana i zła. Ale czemu jej 

piersi  są  tak  napięte?  Od  chwili  gdy  Jace  dotknął  jej  twarzy,  wciąż  je  czuła  pod 

cienkim  kretonem  koszuli.  Kiedy  rano  się  ubierała,  biustonosz  wydał  jej  się 

zbyteczny. Ten człowiek jej zagraża, i to nie tylko dlatego, że chce zabrać Allison. 

Nie mogła sobie z tym poradzić. 

A  Jace  ciągle  gapił  się  na  nią  z  tym  swoim  drażniącym,  zadowolonym 

uśmieszkiem. 

-  Niech  pan  nie  udaje  -  odparła  szorstko.  -  Z  pewnością  pan  wie,  że  w  szpitalu 

karmi się dzieci sztucznie, jeżeli matka nie może lub nie chce... 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- ...karmić piersią? - dokończył cicho. 

Spojrzała przez okno, a potem  na swoje bose nogi, żeby  gdzieś  uciec przed tymi 

dociekliwymi oczami. Przełknęła nerwowo. 

- Tak - wymamrotała. 

Szybko  przemknęła  obok  niego  w  stronę  kuchni.  Pójdzie  przygotować  coś  do 

picia i w ten sposób pokryje zakłopotanie. 

- Przyniosę panu coś do picia. 

W  kuchni  oparła  się  o  kredens,  jakby  dobiła  do  zacisznego  portu.  Ciężko 

oddychając  dotknęła  dłońmi  tętniących  skroni,  zadając  sobie  pytanie:  co  mi  jest? 

Ten  człowiek...  ten  mężczyzna  -  o  Boże,  jaki  wspaniały  mężczyzna!  -  zupełnie 

wyprowadził ją z równowagi. Cała się trzęsła. Miała dziwne  uczucie  łaskotania  w 

udach. Przypisała je w pierwszej chwili frędzlom obciętych nogawek, ale teraz już 

wiedziała,  że  pochodziło  od  wewnątrz.  Przycisnęła  dłońmi  piersi,  żeby  się 

uspokoić. 

- Czy mogę w czymś pomóc? 

Aż podskoczyła, słysząc ten głos tuż za sobą. 

- N...nie, dziękuję. Co pan wypije? Coca-colę? 

- Tak, bardzo proszę. 

Wskazał palcem za siebie. 

- Co to za kolor, tam w living-roomie? 

Wyjęła butelkę z lodówki i zdjęła kapsel. Ciekawe, jak długo ta coca-cola stała? A 

jeśli jest bez gazu? 

- Kolor? To terakota. 

Postawiona  na  kredensie  szklanka  zabrzęczała.  Pojemnik  na  lód  przymarzł  i 

wyjmując go, Katherine omal nie złamała paznokcia. 

- Bardzo ładnie to wygląda. Jak na to wpadłaś? 

Roześmiała się wbrew samej sobie. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Musiałby  pan  widzieć  minę  mojej  gospodyni,  kiedy  ją  pytałam  o  pozwolenie  i 

pokazałam  próbkę.  Pomyślała,  że  zwariowałam,  ale  w  końcu  się  zgodziła.  Widzi 

pan, moja siostra, Mary... - przerwała, bo przypomniała sobie, kim on jest i po co tu 

przyjechał. 

Ale on wyczuł niedomówienie i spytał cicho: 

- Co było z Mary? 

Katherine odwróciła się od niego i nalała coca-coli do szklanki z lodem. 

-  Mary  była  artystką.  Czasem  dla  zabawy  projektowałyśmy  wnętrza  i 

wyobrażałyśmy  je  sobie  w  dziwacznych  barwach.  Kiedyś  zaprojektowała  wnętrze 

o  ścianach  pomarańczowych  i,  o  dziwo,  było  ładne.  Od  tamtej  pory  zawsze 

chciałam mieć taki pokój. 

Podała  mu  szklankę.  Skinął  głową  w  geście  podziękowania.  Przepuścił  ją 

pierwszą i wrócili do living-roomu. 

- Kto wnosi na górę drewno do kominka? - spytał zupełnie nie na temat. 

Drażniła ją ta jego niesamowita spostrzegawczość i dociekliwość. 

-  Już  mnie  o  to  pytała  Happy,  moja  gospodyni.  Ale  ja  lubię  kominki  i  nie 

podobało  mi  się,  że  ten  tu  się  marnuje.  Poprzedni  lokator  go  zamurował,  a  ja 

doprowadziłam go do porządku. Będę po prostu nosiła pojedyncze polana. 

Obeszła  leżące  na  ziemi  gazety  i  świeżo  pomalowaną  komodę.  Dla  ułatwienia 

przy malowaniu wyjęła szuflady i usunęła wszystko, co w nich było. Jace pomyśli, 

że  jest  straszną  bałaganiarą.  Ale  dlaczego  to,  co  on  myśli,  ma  mieć  dla  niej 

jakiekolwiek znaczenie? 

-  Przepraszam  za  ten  bałagan.  Musiałam  to  wszystko  zrobić  w  dniu  wolnym,  i 

oczywiście tutaj, żeby być blisko małej. 

Ugryzła  się  w  język.  Po  co  mówi  o  Allison?  Mimo  wszystko  liczyła,  że  Jason 

zapomni  o  celu  swojej  wizyty  i  po  prostu  sobie  pójdzie.  Ale  czy  na  pewno  chce, 

żeby poszedł? Tak! - stwierdziła po cichu, ale bez pełnego przekonania. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Wypił  coca-colę  i  delikatnie  postawił  szklankę  na  podstawce.  Czy  nigdy  mu  się 

nie zdarza zrobić czegoś źle? 

Z  patery  na  stoliku  wziął  pomarańczę  nadzianą  goździkami  i  powąchał  ją  z 

przyjemnością.  Odłożył  pomarańczę,  sięgnął  po  zielone  jabłko  Granny  Smith  i 

poddał tej samej klinicznej analizie. 

Katherine  przyglądała  mu  się  uważnie.  Przeszedł  przez  pokój  i  stanął  przed 

ogromnym  oknem  wychodzącym  na  zacienione  drzewami  podwórko.  Białe 

okiennice  były  otwarte  i  widać  było  zieloną  przestrzeń,  którą  Katherine  tak 

polubiła. 

Jace  wsunął  ręce  w  tylne  kieszenie  dżinsów.  Zauważyła,  że  przyszło  mu  to  z 

trudem, tak mocno materiał spodni opinał jego szczupłe biodra. 

Pod  bawełnianą  koszulą  w  kratę  rysowały  się  mocne  mięśnie  ramion  i  pleców. 

Rękawy  zawinął  tuż  poniżej  łokcia.  Dotychczas  nigdy  nie  zwracała  uwagi  na 

mężczyzn. Ale czy kiedykolwiek widziała nogi tak długie i smukłe...? 

-  Jakie  piękne  drzewa  -  zauważył.  Nie  wymagało  to  odpowiedzi,  więc  się  nie 

odezwała.  Zapadła  długa  chwila  milczenia,  po  czym  odwrócił  się  do  niej  i  spytał 

cicho: - Czy mogę zobaczyć dziecko? 

- Śpi teraz - próbowała wykręcić się Katherine. 

Nie dał za wygraną. 

- Obiecuję, że jej nie obudzę. 

Chciała  mu  odmówić,  ale  wiedziała,  że  byłoby  to  daremne.  Jeżeli  życzy  sobie 

zobaczyć  dziecko,  to  nic  go  nie  powstrzyma.  Westchnęła  z  rezygnacją  i  wskazała 

drzwi pokoju, w którym spała Allison. 

Jace  pochylił  się  nad  łóżeczkiem  i  uniósł  róg  kocyka.  Swoim  ogromnym  ciałem 

zajął prawie cały pokoik. 

Allison ułożyła się do snu jak zwykle. Leżała na brzuszku, z główką obróconą na 

bok, z podciągniętymi kolankami i wypiętą pupką. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Katherine  widziała,  że  Jace  badawczo  przygląda  się  dziecku,  słuchając  jego 

cichego  szybkiego  oddechu.  Wyciągnął  wielką,  opaloną  dłoń  i  wskazującym 

palcem dotknął różowiutkiego policzka małej. 

- Cześć, Allison - szepnął. 

Katherine, ze zgrozą patrząc na tę łapę, ogromną w porównaniu z maleńką główką 

dziecka, zapytała szybko: 

- Skąd pan wie, jak ma na imię? 

- Powiedziały  mi siostry w szpitalu. Poszedłem tam zaraz, jak tylko zacząłem cię 

szukać. Dobrze zapamiętały Allison. Okoliczności jej urodzenia i śmierci Mary... - 

przerwał w pół zdania i spojrzał na Katherine. Czyżby to, co ujrzała w jego oczach, 

było cierpieniem? - W każdym razie ją zapamiętały. I ciebie też - dodał. 

- Mnie? 

-  Ależ  tak,  powtarzały  mi  w  kółko,  że  jesteś  osobą  szalenie  miłą  i  bardzo 

rozważną. Nie mówiąc o tym, że piękną. 

Katherine  umknęła  wzrokiem  przed  niebieskimi  oczami  Jace’a.  Czuła  jego 

oddech na policzku. 

Ręce  jej  drżały,  gdy  przykrywała  Allison.  Jace  dotknął  jej  ramienia,  chcąc,  żeby 

się do niego odwróciła, ale ona odskoczyła jak oparzona. 

-  Przestań!  -  krzyknęła.  Allison  drgnęła,  więc  Katherine  ściszyła  głos,  który 

zmienił  się  w  syk:  -  Jak  pan  śmiał  wejść  do  mojego  domu,  udając  przyzwoitość, 

przyjaźń  i...  i  uczucia  rodzinne.  Niech  pan  zrozumie  jedno:  nikt  mi  nie  odbierze 

Allison.  A  zwłaszcza  nikt  o  nazwisku  Manning.  Nie  chcę  mieć  z  nikim  z  was  do 

czynienia,  w  żadnej  sprawie.  Niczego  od  was  nie  chcemy,  ani  ja,  ani  Allison.  - 

Głęboko zaczerpnęła powietrza. - Pański brat zabił moją siostrę! 

Te  słowa  zawisły  w  powietrzu  między  nimi.  Na  chwilę  znieruchomieli,  jak 

przeciwnicy,  którzy  szacują  się  nawzajem  i  oceniają  swoje  siły.  Atmosfera  pełna 

była napięcia i wyczekiwania. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Potem, w samotności i męce, analizując swoje zachowanie, Katherine przysięgała, 

że  to  nie  ona  nachyliła  się  w  jego  stronę,  że  to  on  dał  krok  do  przodu.  Pamiętała 

tylko,  że  ogarnęło  ją  wielkie  ciepło.  Usta,  które  zgniotły  jej  wargi,  były  twarde  i 

sprężyste,  a  ona  złapała  go  z  tyłu,  za  plecy,  gdy  zamknął  ją  w  swoich  silnych 

ramionach. 

Nie  potrafiła  ocenić,  w  którym  momencie  pocałunek  zmienił  charakter  i  z  walki 

zmienił  się  we  wzajemne  dawanie  przyjemności.  Pod  naporem  języka  Jace’a 

rozchyliła usta i początkowa szarpanina przeszła w rozkoszne zbliżenie. Pili siebie 

nawzajem  zachłannie, jakby  nie  mogli zaspokoić ogromnego pragnienia.  A potem 

ich usta znów się spotkały. 

- Hej, Katherine, jakiś dziwny samochód stoi przed twoim domem. Zlękłam się o 

ciebie i pomyślałam, że może zobaczę... 

Drzwi pokoiku Allison wypełniła zwalista postać Happy Cooper, która stanęła jak 

wryta, widząc ich oboje nad łóżeczkiem. 

Na  dźwięk  jej  głosu  odskoczyli  od  siebie,  przestraszeni  tym,  co  między  nimi 

zaszło. Ciało Katherine buchało gorącem jak piec, piersi falowały. 

- Katherine? - spytała z wahaniem gospodyni. 

Ale  ani  Katherine,  ani  przystojny  nieznajomy  nie  odpowiedzieli,  wobec  czego 

cofnęła się i ruszyła do telefonu. 

Katherine odzyskała przytomność umysłu. 

-  Happy!  -  krzyknęła  i  pobiegła  za  gospodynią.  Złapała  ją  za  rękę.  -  Wszystko... 

wszystko w porządku. Nic się nie stało. Po prostu nas zaskoczyłaś. 

-  Śmiertelnie  mnie  przeraziłaś!  -  oświadczyła  Happy.  -  Nie  widywałam  dotąd  u 

ciebie obcych mężczyzn. 

Na  jej  okrągłej  twarzy  pojawił  się  szeroki  uśmiech;  podeszła  do  Jace’a  i 

wyciągnęła do niego rękę. 

- Nazywam się Happy Cooper, jestem przyjaciółką Katherine i jej gospodynią. Jak 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

tam  mój  aniołeczek?  -  spytała,  wskazując  Allison.  -  To  najmilsze  dziecko,  jakie 

znam. Kocham ją jak własną córkę. 

Jace uścisnął jej rękę i spojrzał na nią. Był pod wrażeniem jej gabarytów i szczerej 

życzliwości. 

-  Katherine,  przedstaw  mi  tego  pięknego  pana,  zanim  zemdleję.  Wygląda  jak 

gwiazdor filmowy! Kto to jest? 

Happy nigdy nie odznaczała się rozwagą ani taktem. Mówiła, co myślała. 

Katherine, szukając jakiegoś wykrętu, wyjąkała coś zbliżonego do prawdy: 

- To... to jest mój... hm... szwagier. Brat mojego zmarłego męża i wujek Allison. 

Spojrzała  znacząco  na  Jace’a  ponad  siwą  fryzurą  Happy  w  nadziei,  że  się 

zorientuje i jej nie zdradzi. Mieszkanie spodobało jej się na pierwszy rzut oka i od 

razu  chciała  je  wziąć.  Happy  początkowo  wahała  się,  czy  wynająć  mieszkanie 

samotnej kobiecie z dzieckiem, więc Katherine wymyśliła sobie męża, który zginął 

w  wypadku.  Ludzie  na  ogół  nie  potrafią  odmówić  młodej,  ładnej  i  niezaradnej 

wdowie. 

- Bardzo mi  miło, panie Adams - zaczęła wylewnie Happy - Katherine na pewno 

jest przyjemnie, że odwiedza ją ktoś z rodziny. 

- Nie nazywam się Adams, proszę pani. Nazywam się Jason Manning. Jace. 

- Jak to, nosi pan inne nazwisko niż pański brat? 

Katherine  wstrzymała  oddech  i  zamknęła  oczy.  Jace  ją  zdradzi,  a  ona  straci 

najlepszą przyjaciółkę. 

-  On...  on  był  moim  bratem  przyrodnim.  Mieliśmy  różnych  ojców  -  łgał  gładko 

Jace. 

Czy kłamstwo zawsze przychodzi mu tak łatwo? - zastanawiała się Katherine. 

-  Aha,  rozumiem,  oczywiście.  -  Happy  pogłaskała  Jace’a  po  ręce.  -  To  musiało 

być dla niego straszne, tak umierać za granicą. Chyba w Afryce, prawda? 

Jace  wzniósł  oczy,  udając  nieme  pytanie,  co  wywołało  rumieniec  na  twarzy 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Katherine.  Nigdy  nie  zastanawiała  się  nad  tym,  że  on  też  był  w  Afryce.  Dla  niej 

było to po prostu pierwsze lepsze odległe miejsce, które jej wpadło do głowy, gdy 

opowiadała Happy o katastrofie lotniczej, w której zginął nie istniejący mąż. 

- Tak, w Afryce - odparł Jace. - To była tragedia. Szkoda, że go tu dziś z nami nie 

ma. 

Jego  twarz  i  głos  były  poważne,  lecz  niebieskie  oczy  iskrzyły  się  wesoło,  gdy 

spojrzał  na  Katherine  ponad  głową  gospodyni,  która  wycierała  oczy  koronkową 

chusteczką. 

-  Biedna  Katherine  -  westchnęła  Happy.  Zaraz  jednak  rozpogodziła  się  i 

wykrzyknęła  radośnie:  -  Ale  przynajmniej  teraz,  jak  twój  szwagier  tu  jest,  nie 

będziesz musiała dziś wieczorem iść sama. Jak to dobrze! 

Złapała  Jace’a  za  rękę  i  pchnęła  go  w  stronę  Katherine  z  takim  rozmachem,  że 

wpadł  na  nią.  Wyciągnął  ręce  i  złapał  ją  wpół,  nim  upadła  do  tyłu.  Spojrzeli  na 

siebie, ich twarze znalazły się jedna przy drugiej. Wciąż jeszcze mieli świadomość 

niedawnego pocałunku. Żadne z nich nie potraktowało go obojętnie. 

-  Tak  się  martwiłam,  że  Katherine  będzie  musiała  pójść  na  tańce  bez  męskiej 

opieki,  a  tu,  jak  z  nieba,  spadł  przystojny  szwagier  -  paplała  wesoło  Happy,  nie 

reagując na dyskretne sygnały Katherine, żeby przestała. 

- Na tańce? - podchwycił Jace. 

- Tak! Dziś wieczorem jest bankiet całego wydziału, z tańcami. Katherine bardzo 

się przy tym napracowała. Musi iść, ponieważ należy to do jej obowiązków, i może 

jej  pan  towarzyszyć...  Czy  ma  pan  smoking?  A  zresztą  mniejsza  o  to.  Ciemne 

ubranie też będzie dobre. 

- Happy, ty nie wiesz, że pan... to znaczy... Jace nie zostaje na noc. On jest tylko 

przejazdem... 

-  Ależ  oczywiście,  że  zostaję,  Katherine.  Czy  wyobrażasz  sobie,  że  cię  zostawię 

dziś  wieczór  na  lodzie?  Poza  tym  nie  zdążyłem  ci  jeszcze  powiedzieć,  że  moja 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

firma naftowa prowadzi tu w pobliżu wiercenia. Zostanę na dłużej. 

Katherine otwarła usta ze zdumienia, a Happy aż klasnęła w ręce z radości. 

- Och, Jace, nawet pan sobie nie wyobraża, jak się cieszę. Pan nie wie, jak bardzo 

samotna  potrafi  być  w  świecie  młoda  kobieta.  Katherine  będzie  łatwiej,  jeśli  pan 

zostanie. 

Jace  uśmiechnął  się  dobrodusznie  do  gospodyni,  a  potem  odwrócił  się  do 

Katherine.  Jego  wzrok  mówił  wyraźnie,  że  zostanie,  dopóki  nie  przejmie  prawnej 

opieki nad Allison. 

-  Muszę  przynieść  moje  zakupy.  Właśnie  wracałam  ze  sklepu,  gdy  zobaczyłam 

tego zabawnego... no... - Happy wyjątkowo zabrakło słów. 

- Dżipa - podpowiedział Jace. 

- Dżip! Jaka oryginalna nazwa! - zaszczebiotała Happy. 

Katherine  popatrzyła  na  Jace’a.  Happy,  jak  widać,  nie  miała  pojęcia,  że  w 

dzisiejszych czasach symbolem dobrobytu stał się napęd na cztery koła. 

- Życzę miłego wieczoru. Ja się zajmę Allison - dodała gospodyni. - Możecie się 

bawić, jak długo będziecie chcieli. 

-  Ja  też  już  muszę  iść.  Katherine,  o  której  mam  przyjść  po  ciebie?  -  Jace 

braterskim  gestem  położył  rękę  na  jej  ramieniu.  Ze  względu  na  Happy  nie 

zareagowała. Wszystko działo się zbyt szybko. Nie  nadążała za tym  myślami. Jak 

to możliwe, że spędzi z nim dziś cały wieczór? 

- O wpół do ósmej  -  usłyszała swój własny  głos, nawet  nie zdając sobie sprawy, 

że wymawia te słowa. 

- W porządku. Happy, czy  mogę pomóc pani wnieść zakupy? Dama nie powinna 

zajmować się takimi przyziemnymi sprawami. 

Happy zachichotała jak mała dziewczynka. 

-  Och,  Jace,  nie  mam  nikogo,  kto  by  mnie  wyręczył...  naprawdę.  Mój  syn,  Jim, 

mieszka... 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Jej głos było jeszcze słychać, gdy schodzili po schodach na dół. 

Jason  Manning.  Jego  zachowanie  jest  obrzydliwie  przejrzyste,  pomyślała 

Katherine.  Czarujący  dżentelmen  w  każdym  calu.  Czy  chodzi  mu  o  to,  żeby 

wedrzeć się tu przy pomocy przyjaciół? Czy to ma w planie? 

Przerażał  ją,  ale  i  podniecał.  Chyba  zwariowała  wpuszczając  go  do  domu. 

Żadnemu  Manningowi  nie  można  wierzyć.  Przecież  widziała,  jak  powierzchowna 

była ogłada Petera. Musi chronić Allison. Tylko w jaki sposób? Jason Manning jest 

taki przystojny i gładki. A to groźniejsze niż oczywista podłość i niegodziwość. 

 

Spojrzenie  w  lustro  upewniło  Katherine,  że  wysiłek  włożony  w  przygotowania 

przed zabawą nie poszedł na marne. Po południu, gdy Allison spała, wymoczyła się 

w  wodzie  z  bąbelkami.  Gorąca  woda  miała  rozładować  napięcie,  ale  jej  ciało 

zachowało  świadomość  tego,  co  sprawił  Jace  biorąc  ją  w  ramiona.  Wytarła  się 

szybko,  wyjęła  elektryczne  lokówki  i  zaczęła  układać  włosy.  Czegóż  się  mogła 

spodziewać  po  bracie  Petera,  który  też  próbował  się  do  niej  dobierać?  I  to  już  po 

zaręczynach z Mary. 

Któregoś  wieczoru  czekała  razem  z  Peterem,  aż  Mary  zejdzie  na  dół.  Krzyknęła 

do  siostry,  żeby  się  pośpieszyła,  bo  sam  na  sam  z  przyszłym  szwagrem  czuła  się 

nieswojo, nawet u siebie w domu. 

- Chyba niezbyt mnie lubisz, co, Katherine? - spytał wtedy. - Ale ja zyskuję przy 

bliższym poznaniu. Chciałbym, żebyśmy zostali przyjaciółmi. 

Stał  bardzo  blisko,  z  tyłu  za  nią,  podczas  gdy  ona  jakby  nigdy  nic  podlewała 

kwiaty  na  oknie.  Lekko  pogłaskał  ją  po  ramieniu.  Odwróciła  się  gwałtownie  i 

odsunęła jego rękę. 

- Nie wiem, o co ci chodzi, Peter - powiedziała ostro. - Nie znam cię na tyle, żeby 

ocenić, czy cię lubię, czy nie. 

-  Właśnie  o  to  mi  chodzi,  żebyś  mnie  poznała!  -  wykrzyknął,  a  potem  błysnął 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

swoim  słynnym  uśmiechem,  który  tyle  razy  eksponował  na  kolumnach 

towarzyskich różnych gazet. 

Ścisnął ją lekko za łokieć i dodał: 

- A  może byśmy kiedyś zjedli razem  lunch... - przylgnął wzrokiem do jej warg - 

...żeby się lepiej poznać? 

Przysunął  się  bliżej,  a  ona  aż  się  wzdrygnęła  z  obrzydzenia.  Odepchnęła  go  z 

odrazą. Jej siostra właśnie schodziła po schodach. 

Mary  żyła  w  błogiej  nieświadomości  jego  wad,  a  Katherine  oczywiście  nie 

wspomniała nigdy o tym incydencie. 

Podczas  hucznego  przyjęcia  weselnego,  gdy  Mary  wesoło  gawędziła  z  jakimiś 

przyjaciółmi  Manningów,  Peter  podszedł  do  swojej  nowej  szwagierki,  która  jak 

mogła  starała  się  ukryć  w  gąszczu  roślin  doniczkowych  i  koszy  kwiatów,  i 

powiedział: 

- Siostrzyczko Kate, jak ładnie wyglądasz w weselnej szacie. 

Wziął  ją  za  ręce  i  pocałował  lekko  w  policzek,  ale  Katherine  odskoczyła  jak 

oparzona  czując  jego  gorący  język.  Peter  był  odwrócony  plecami  do  sali  pełnej 

gości  i  nikt  tego  nie  zauważył.  Mogło  się  wydawać,  że  to  braterski  pocałunek 

dwojga członków nowej rodziny. 

Popatrzyła na niego ze wstrętem, ale on uśmiechnął się tylko drwiąco. 

- Jesteś niewypowiedzianie podły! - wybuchnęła. 

-  Csss, siostrzyczko  Kate.  Czy  w  ten  sposób  należy  się  odzywać  do  ukochanego 

braciszka? 

Miała powody, by nienawidzić Petera Manninga. 

-  Tak,  pan  Jason  Manning  stara  się  jak  może  podtrzymać  tradycję  rodzinną  - 

powiedziała do swojego odbicia w lustrze. 

Z  zadowoleniem  spojrzała  na  swoją  suknię.  Zapakowała  ją  w  ostatniej  chwili 

przed wyjazdem z Denver. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Nie mogę sobie pozwolić na nową - szepnęła smutno do siebie. 

Chciała  zrobić  tą  suknią  wrażenie  na  przyjęciu  weselnym  u  Manningów.  Ten 

zakup  sprawił  wielki  wyłom  w  jej  budżecie,  ale  się  opłaciło.  Żorżeta  w  kolorze 

morskim  u  góry  opinała  biust,  niżej  opadając  swobodnie  do  samych  stóp.  Była  to 

suknia uszyta na wzór grecki, jedno ramię odkryte, a na drugim materiał zebrany w 

węzeł.  Podkreślała  smukłość  i  delikatne  krągłości  sylwetki.  Jej  kolor  uwydatniał 

letnią  opaleniznę  i  zieleń  oczu  Katherine.  Nie  zdawała  sobie  sprawy  z  tego,  jak 

pięknie jest jej w tej sukni, poczuła się jednak pewniej, gdy ją włożyła. 

Kiedy  usłyszała  pukanie  do  drzwi,  upuściła  kolczyk.  W  pośpiechu  sprawdziła 

jeszcze  raz  swój  wygląd,  odnalazła  gronko  perełek,  wpięła  je  w  ucho  i  przeszła 

przez living-room, by wpuścić Jace’a. 

Już  wcześniej  uprzątnęła  bałagan  po  malowaniu  i  przeniosła  komodę  do  drugiej 

sypialni.  Lampy  stołowe  miękkim  blaskiem  oświetlały  living-room.  Katherine  nie 

cierpiała górnego oświetlenia i jaskrawych żarówek. 

Otworzyła drzwi i dech jej zaparło na widok Jace’a w eleganckim ciemnoszarym 

garniturze, szytym na miarę. Jasnoniebieska jedwabna koszula i ciemniejszy krawat 

w tym samym kolorze doskonale do niego pasowały. Falujące czarne włosy, wciąż 

lekko niesforne, rzucały ostre błyski. 

Wchodząc, aż gwizdnął ze zdumienia. 

- Ooooo! Czy to pani Adams, wdowa, którą poznałem dziś po południu? 

- Niech pan wejdzie, bardzo proszę. 

Zauważyła  jego  ironię.  Musi  skończyć  z  tymi  zagrywkami,  jeżeli  w  ogóle  mają 

kontynuować znajomość. 

- Dlaczego pan to robi? - spytała zdesperowana. 

- Co mianowicie? 

- To!  - zawołała, szeroko  rozkładając  ręce. - Dlaczego pan  odsuwa  nieunikniony 

konflikt?  Oboje  wiemy,  po  co  pan  tu  przyjechał,  więc  chciałabym,  żeby  pan  dał 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

spokój tym protekcjonalnym szwagrowskim zagrywkom. 

Uśmiechnął się 

-  A  czy  pamiętasz,  kto  wymyślił  tę  głupią  historię  o  szwagrze?  Nie  ja. 

Uratowałem  cię  dzisiaj.  Powinnaś  być  mi  wdzięczna.  A  poza  tym  przecież 

naprawdę jestem twoim szwagrem. 

-  Och!  -  krzyknęła,  zaciskając  pięści.  Jace  nie  dawał  się  sprowokować  i  to  ją 

rozzłościło jeszcze bardziej. - Przestań! 

Na jego twarzy pojawił się grymas gniewu. Podparł się pod boki. 

- Słuchaj, Katherine, przyszedłem zabrać cię na zabawę czy co to tam jest. Co w 

tym  złego?  Sądzę,  że  mógłbym  spędzić  ten  wieczór  na  wiele  innych  ciekawszych 

dla mnie sposobów. Czy mam wyrażać się jaśniej? 

- Nie. Dajmy już temu spokój. Wezmę Allison - odpowiedziała ostro. 

Weszła do pokoju dziecka, a on, ku jej zdumieniu, ruszył za nią. 

- Ja ją wezmę. 

Pochylił się nad łóżeczkiem i wyciągnął ręce do małej. 

- Nie! - krzyknęła w panice i złapała go za ramię, odciągając od dziecka. 

Popatrzył  na  nią  rozgniewany,  ale  gdy  ujrzał  w  jej  oczach  prawdziwy  strach, 

natychmiast złagodniał. 

- Nie ucieknę z nią, Katherine. To nie w moim stylu. 

Czy to był przytyk do jej wyjazdu z Allison z Denver? 

-  Chciałem  ją  wziąć  ze  względu  na  ciebie,  żebyś  sobie  nie  pogniotła  sukienki  - 

dodał. 

Przygryzła  usta  i,  zawstydzona  swym  brakiem  opanowania,  pozbierała  do  torby 

jednorazowe pieluchy. 

- No dobrze - zgodziła się. 

Jace  delikatnie  odwrócił  małą  na  plecki  i  przez  chwilę  patrzył  na  różowiutką, 

okrągłą buzię. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Allison, kiedyś będziesz śliczną dziewczyną - powiedział. 

Zdumiewająco  sprawnie  owinął  małą  w  lekki  kocyk  i  wziął  na  ręce.  Trzymał  ją 

prawidłowo, podpierając główkę. 

- Podobna jest do... 

-  Mary  -  przerwała  mu  szybko  Katherine.  Nie  chciała  usłyszeć  od  niego,  że 

dziecko jest podobne do Petera. 

Spojrzał na nią ponad główką małej. 

-  Właśnie  to  chciałem  powiedzieć.  Wprawdzie  nigdy  nie  widziałem  Mary,  tylko 

na zdjęciach, ale  Allison jest do  niej podobna. Jakie  ma oczy? Niebieskie?  Taki z 

niej leniuszek, że jeszcze ich przy mnie nie otworzyła. 

Katherine roześmiała się. 

-  Jest  z  niej  kawał  śpiocha.  A  oczy  ma  niebieskie.  Mam  nadzieję,  że  się  nie 

zmienią. 

Zwrócił się do wyjścia, ale Katherine go zatrzymała. 

- Czekaj, może jej się ulać na twój garnitur... 

Położyła  mu  na  ramieniu  kawałek  ligniny.  Przelotne  zetknięcie  z  jego  potężnym 

ciałem spowodowało, że jej serce zaczęło  bić  mocniej. Cofnęła się szybko, ale on 

zdążył zauważyć jej zmieszanie. 

Chcąc  je  ukryć,  zaczęła  zbierać  inne  rzeczy  dla  dziecka,  a  potem,  już  przed 

samym wyjściem, pogasiła światła. 

Happy  przywitała  ich  przy  kuchennym  wejściu  do  swego  domu  i  Jace  oddał  jej 

Allison  w  ramiona.  Krótko  ich  skomplementowała,  że  pięknie  wyglądają,  i  zaraz 

zaczęła szczebiotać do Allison. 

Kiedy  szli  przez  strzyżony  trawnik  pod  drzewami  pekanowymi,  Jace 

zaproponował, żeby pojechali jej samochodem. 

- Dżip to nie jest pojazd na randkę - powiedział. 

- Oczywiście, możemy jechać moim. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Wręczyła  mu  kluczyki.  Pomagając  jej  wsiąść, ścisnął  jej  łokieć,  w  którym  długo 

jeszcze  czuła  mrowienie.  Ledwie  się  zmieścił  w  ciasnym  samochodzie,  ale  jakoś 

udało mu się wcisnąć za kierownicę. Zaklął pod nosem, uderzywszy się najpierw w 

głowę, a potem w kolano. 

Planowanie  kolacji  połączonej  z  tańcami  pochłaniało  Katherine  wiele  czasu  od 

dnia,  kiedy  zaczęła  pracować  w  biurze  informacyjnym  college’u.  Teraz  wszystko 

to wydało jej się takie błahe. Była całkowicie pochłonięta Jasonem Manningiem. 

Wprowadzała  gości,  jadła  kolację,  oklaskiwała  mówców,  rozmawiała,  gdy  było 

trzeba. Wszystko to jednak wydawało się niczym wobec bliskości tego człowieka. 

Jason  w  stosunku  do  obcych  zachowywał  się  gładko,  ze  swobodnym  wdziękiem  i 

wielką pewnością siebie. 

Kiedy  jednak  Katherine  przedstawiała  Jace’a  swemu  szefowi,  Ronaldowi 

Welshowi, mężczyźni popatrzyli na siebie spode łba i ta ich spontaniczna wrogość 

sprawiła, że Katherine poczuła się nieswojo. 

- Dzień dobry - Jace wyciągnął rękę. 

Ronald  Welsh  uścisnął  mu  dłoń,  ale  jego  szare  oczy  pozostały  chłodne,  gdy 

wymamrotał słowa powitania. 

- Wyglądasz dziś pięknie, Katherine - oświadczył, pomijając Jace’a i całą  uwagę 

kierując na jego partnerkę. 

Pogłaskał  Katherine  po  ramieniu,  a  ona  odsunęła  się  instynktownie.  Pozwalał 

sobie  ostatnio  w  pracy  na  podobne  gesty  i  za  każdym  razem  było  jej  głupio.  Nie 

życzyła  sobie,  żeby  jej  dotykał.  Takie  niestosowne  i  niepożądane  poufałości 

zawsze  ją  drażniły.  Przypomniała  sobie  popołudniowy  pocałunek  Jace’a  i  zaraz 

odsunęła tę myśl. To było zupełnie co innego! 

- Dziękuję ci, Ronaldzie - powiedziała. 

Uparł  się,  że  mają  być  na  ty,  chociaż  Katherine  wcale  się  to  nie  podobało. 

Uważała to za niewłaściwe w stosunkach służbowych. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Czy zatańczysz ze mną, Katherine? 

Zanim  zdążyła  odpowiedzieć,  porwał  ją  w  swoje  niedźwiedzie  objęcia  i 

uprowadził.  Nie  zaprotestowała.  Mimo  wszystko  był  jej  szefem  i  nie  mogła  sobie 

pozwolić na to, żeby go obrazić. 

Swoje  mocno  przerzedzone  włosy  Ronald  obficie  skropił  olejkiem,  by  wątłe 

kosmyki 

skutecznie 

zasłaniały 

łysiejące 

miejsca. 

Zapach 

olejku 

był 

obezwładniający. 

- Jest bardzo miło, prawda? - spytał, przyciągając ją do swojego grubego brzucha. 

- Tak, bardzo - odpowiedziała. Bała się, że ją udusi. 

Odcierpiała ten taniec, a potem kilka następnych, aż wreszcie z tyłu podszedł Jace 

i  dotknął  jej  pleców.  Zaprosił  ją  do  tańca  bez  słów  -  po  prostu  objął  ramieniem  i 

wziął za rękę. 

Trzymał  ją  blisko  siebie  i  prowadził  w  tańcu  swobodnie,  bez  wysiłku.  Nic  nie 

mówił.  Ona  też  nie.  Nie  byłaby  zdolna  wymówić  ani  słowa,  jakby  to,  co  czuła, 

dokładnie poraziło jej struny głosowe. 

Dłoń  Jace’a,  z  szeroko  rozsuniętymi  palcami,  którą  dotykał  jej  pleców,  paliła 

Katherine żywym ogniem; była jak piętno na jej skórze. Przez cienki materiał sukni 

czuła  nacisk  twardych,  umięśnionych  ud,  a  jej  skronie  owiewał  ciepły  oddech 

Jace’a. 

Była zbyt blisko, by patrzeć mu w twarz, ale widziała kosmyki włosów muskające 

kołnierzyk  i  miała  nieodpartą  chęć  wsunąć  palce  w  te  loki  i  pieścić  ich  czarną 

jedwabistość. 

Muzyka przestała grać, ale on nadal nie wypuszczał jej z objęć. Trzymał ją dalej i 

prowadził ku wiodącym na taras szklanym drzwiom. 

Rozdział 3 

Cały  kampus  spowijały  ciemności.  Oświetlona  była  tylko  sala  bankietowa,  w 

której  odbywała  się  zabawa.  Katherine  poszła  za  Jace’em,  nie  zastanawiając  się 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

nawet, dlaczego to robi. 

Przeszli  tarasem  i  wąskim  paskiem  wypielęgnowanego  trawnika  aż  do  niskiego 

murku,  otaczającego  ogród  różany.  Nie  zdążyła  nawet  zaprotestować,  tak  szybko 

objął ją wpół, podniósł i posadził na murku. 

- Bolą cię nogi. 

Musiał chyba czytać w jej myślach. 

-  Skąd  wiesz?  Kuleję?  Mam  nowe  pantofle,  które  mnie  bardzo  uwierają  - 

wyznała. 

- Widziałem, jak je zsuwałaś, zanim zatańczyliśmy. Zamierzałem cię o to spytać, 

ale bałem się, że jeżeli nie wykorzystam okazji, to już nie zatańczę z królową balu - 

zażartował. 

- Daleko mi do królowej - odparła. Chciała mu przypomnieć, że przecież wcale jej 

nie poprosił do tańca, ale brakło jej tchu. 

Jace  sięgnął  pod  kraj  jej  sukni,  chwycił  Katherine  ciepłymi  dłońmi  za  kostkę, 

zsunął  niewygodny  pantofel  na  wysokim  obcasie  ze  szczupłej  stopy  i  zaczął 

masować nogę długimi, silnymi palcami. 

Uśmiechnął  się,  kiedy  w  pierwszym  odruchu  chciała  cofnąć  nogę.  Masował 

powoli, rytmicznie. 

-  Słynny  masaż  doktora  Manninga.  Na  te  zabiegi  ludzie  ciągną  kilometrami. 

Normalnie trzeba czekać miesiącami na konsultację, ale ciebie, pani, przyjmuję na 

specjalnych warunkach. 

Jego  wesoły  nastrój  okazał  się  zaraźliwy.  Kiedyż  to  Katherine  ostatni  raz  się 

bawiła,  kiedy  się  śmiała?  Te  jego  niby-medyczne  zagrywki  były  czystym 

nonsensem, mimo to jednak powiedziała z udaną powagą: 

- Boję się spytać, co to za warunki. 

Popatrzył  na  nią  uważnie.  Chłonął  każdy  najdrobniejszy  szczegół  jej  twarzy,  a 

potem przeniósł wzrok na szyję i biust, by po chwili znów powrócić do twarzy. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Masz rację, że się boisz - szepnął i bezczelnie puścił do niej oko. 

Odwróciła głowę, speszona jego penetrującym wzrokiem. Jace puścił jedną nogę, 

ale  tylko  po  to,  by  chwycić  drugą  i  poddać  ją  tym  samym  zabiegom.  Jego  palce 

były silne, lecz pieszczota subtelna. 

Nie  odzywali  się  do  siebie  i  to  milczenie  wytworzyło  nastrój  nieoczekiwanej 

intymności.  Katherine  nigdy  nie czuła się  bardziej podniecona  niż teraz,  gdy Jace, 

trzymając ręce pod jej sukienką, dotykał jej z ekscytującą poufałością. 

Czy to, co zakazane i niewidoczne, zawsze jest bardziej pożądane? Czy dlatego w 

dziewiętnastym  wieku  widok  kobiecej  kostki  przyprawiał  mężczyznę  o 

szaleństwo?  Może  współczesne  kobiety  robią  ogromny  krok  wstecz,  obnosząc  się 

ze swoją seksualnością? 

Trudno  jej  było  skupić  się  na  czymkolwiek,  gdy  palec  Jace’a  delikatnie  gładził 

podbicie  jej  stopy,  ale  wciąż  pamiętała,  że  nadal  dzieli  ich  sprawa  córki  Mary. 

Mimo  iż  samolubnie  pragnęła  przedłużać  tę  chwilę  w  nieskończoność,  nie  mogła 

dłużej milczeć. Odchrząknęła i spytała odważnie: 

- Jace, co zamierzasz zrobić w sprawie Allison? 

Przestał masować jej stopę, ale nadal trzymał ją w rękach. 

- A jak sądzisz, co powinienem zrobić? 

Przełknęła ślinę, starając się opanować drżenie ust i dławienie w gardle. 

- Czy zostawisz mnie z nią w spokoju? 

Odpowiedział jej bez emocji: 

- Nie, Katherine, nie zostawię. 

Rozpłakała się i wyrwała mu nogę. Zeskoczyła z murku, zanim zdążył jej pomóc. 

Uklękła i zaczęła szukać pantofli w wilgotnej trawie. 

-  Katherine,  proszę  cię,  przestań  -  powiedział.  Zdecydowanym  ruchem  objął  ją  i 

podniósł. Stali teraz twarzą w twarz. 

Wyrywała się, ale jej nie puszczał. W końcu przestała się szarpać. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Głaskał  jej  ramiona,  powoli  przygarniając  ją  coraz  bliżej,  aż  wreszcie  do  niego 

przylgnęła.  Pochylił  głowę  i  ukrył  twarz  w  jej  włosach,  tuż  przy  policzku.  Wyjął 

ozdobny  grzebień,  który  podtrzymywał  z  jednej  strony  gąszcz  jej  włosów.  Kiedy 

opadły mu miękko na twarz, z jego gardła wyrwał się jęk. 

Palcami  dotykał  jej  szyi,  delikatnymi  pocałunkami  muskał  policzek.  Oparłszy 

rękę na jej nagim ramieniu, gładził kciukiem linię obojczyka. 

Katherine była wściekła, że Jace pozwala sobie na takie poufałości. Ale czemu go 

wobec tego nie odepchnie? Nigdy jeszcze żadnemu  mężczyźnie na coś takiego nie 

pozwoliła. Żadnemu. 

Nie  mogła  się  jednak  ruszyć  ani  nawet  zaprotestować.  Ciepło  jego  ciała 

przyciągało  ją  jak  magnes.  Była  bezsilna.  Chciała  wdychać  rześki,  świeży  zapach 

jego  wody  kolońskiej.  Jak  dobrze  było  znaleźć  oparcie  w  tym  wielkim,  silnym 

mężczyźnie. Jak przyjemnie dać się unosić temu rozkosznemu uczuciu... 

Jace dotknął ustami jej warg i tchnął w nie leciutko: 

- Katherine... 

Zsunął dłoń z jej ramienia i zatrzymał niżej, na piersi. Odepchnęła go gwałtownie, 

z trudem łapiąc oddech. 

- A jednak jesteś Manning! - wykrzyknęła ze złością. 

- W twoich ustach zabrzmiało to jak wyzwisko - powiedział zaskoczony. 

- Bo tak miało zabrzmieć - warknęła. 

Całą swoją frustrację i niepokój ostatnich dni przelała w słowa. 

-  Twój  brat  dobierał  się  do  mnie  będąc  narzeczonym  mojej  siostry,  chociaż  go 

wcale  nie  prowokowałam!  -  wybuchnęła  z  wściekłością.  -  Na  własnym  weselu 

zachował  się  jeszcze  bardziej  nieprzyzwoicie!  -  Wzdrygnęła  się  na  wspomnienie 

tego,  jak  Peter  dotknął  językiem  jej  policzka.  Wyobraziła  sobie,  że  Jace  robi  to 

samo,  ale  to  nie  było  takie  odrażające.  Odsunęła  od  siebie  tę  myśl  i  prychnęła 

gniewnie:  -  Czy  uważasz,  że  głaskaniem  i  miłymi  słówkami  wpłyniesz  na  moją 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

decyzję? Zatrzymam Allison i nigdy jej nie oddam, ani tobie, ani nikomu innemu. 

Czy to jasne? Odczep się od niej... i ode mnie. 

Odsunęła  się  od  niego,  był  to  jednak  również  odwrót  od  siebie  samej. 

Natychmiast bowiem zatęskniła do jego czułych objęć. 

Ruszyła do samochodu, ale przypomniała sobie, że kluczyki ma Jace, który szedł 

za  nią  powoli.  Nic  nie  mówiąc,  otworzył  drzwi  i  przytrzymał  je,  żeby  mogła 

wsiąść.  Nawet  nie  próbował  jej  dotknąć.  Wcisnąwszy  się  za  kierownicę,  podał  jej 

sandałki, porzucone na trawniku. 

Przyjechali  do  domu  w  zupełnym  milczeniu.  Jace  wręczył  jej  kluczyki  od 

samochodu.  Pobiegła  po  schodach  nie  czekając,  aż  ją  odprowadzi,  trzasnęła 

drzwiami i zamknęła je od środka. Potem oparła się o nie, zasłaniając twarz rękami 

i ciężko dysząc. Miała wyrzuty sumienia. Dała się pocałować. Dwa razy. I chciała 

więcej. A przecież Jace był jej wrogiem. 

Minęła dłuższa chwila, zanim poczuła się na siłach odejść od drzwi. 

 

Całą noc przewracała się z boku na bok i gniotła poduszkę, to naciągając na siebie 

kołdrę,  to  znów  ją  skopując.  Była  wściekła,  że  Jace  sprowadził  ją  do  roli 

sfrustrowanego  stworzenia  zachowującego  się  jak  nastolatka  w  mękach  pierwszej 

miłości. 

W gruncie rzeczy nie było to dalekie od prawdy. Po śmierci ojca, którego straciła 

bardzo  wcześnie,  w  jej  życiu  nie  było  żadnych  mężczyzn.  Żadnych  wujków, 

dziadków, braci ani kuzynów. 

W  okresie  dojrzewania  obudziło  się  w  niej  naturalne  zainteresowanie 

mężczyznami,  ale  współczesna  obyczajowość  seksualna  pozwalała  im  żądać 

więcej,  niż Katherine skłonna była dać. Nie przygotowana do tego, podświadomie 

wzniosła wokół siebie mur obronny, którego nikt jeszcze nie sforsował. 

Aż do dziś. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Ale skoro była tak uprzedzona do wszystkich  mężczyzn, dlaczego uległa właśnie 

teraz?  I  to  komu?  -  Jace’owi  Manningowi!  Po  spędzonym  z  nim  dniu  zaczęła 

żałować tego, co dotychczas w życiu straciła. 

Na  samą  myśl  o  jego  wysokiej,  smukłej  postaci  oblała  się  rumieńcem. 

Przypomniało  jej  się  natarczywe  spojrzenie  jego  błękitnych  oczu,  którym  mierzył 

jej  ciało,  i  odwróciła  głowę  na  poduszce.  Jeszcze  teraz  paliły  ją  miejsca,  których 

dotykał. 

Jego nieoczekiwane wtargnięcie na pewno coś zmieni w ich życiu - jej i Allison. 

Tego  się  bała  najbardziej.  Zagrożenie  wydawało  się  realne.  Był  zanadto  męski, 

zbyt zuchwały. Czy zawsze jest taki opanowany i pewny siebie? 

Nienawidziła  tego  nazwiska.  Manning.  Jace  Manning...  Brat  Petera  Manninga, 

który w okrutny sposób zabił Mary i osierocił Allison. Pieniądze i urok Petera były 

fasadą, za którą kryło się zepsucie. 

Szukała  śladów  kłamstwa  w  twarzy  Jace’a.  Jego  wizerunek  miała  w  oczach, 

piekących,  jakby  pełnych  piasku.  Widziała  przed  sobą  dwoje  zniewalająco 

niebieskich oczu, dołki w policzkach i zmysłowe uśmiechnięte usta. Myśląc o tym, 

zapadła wreszcie w niespokojny sen. 

 

Katherine  siedziała  z  Happy  za  domem  pod  drzewami  pekanowymi  i  popijała 

zimną  lemoniadę  własnej  roboty.  Nagle  ciszę  przerwał  pisk  hamulców  i  chrzęst 

żwiru pod kołami. 

- Dzień dobry paniom! - zawołał Jace, wyskakując z zabłoconego dżipa. 

-  Cześć!  -  wykrzyknęła  radośnie  Happy  i  zerwała  się  z  krzesła  ogrodowego,  by 

mu  nalać  lemoniady  z  dzbanka,  stojącego  obok  na  stoliku  ze  szklanym  blatem.  - 

Bardzo  się  cieszymy,  że  wpadłeś.  Byłyśmy  rano  w  kościele  i  nie  mogłyśmy  się 

doczekać,  kiedy  wreszcie  przebierzemy  się  w  coś  lekkiego...  a  teraz siedzimy  tu  i 

rozkoszujemy się cudownym wiaterkiem. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Podała  Jace’owi  szklankę  z  matowego  szkła.  Podziękował  jej  wylewnie.  Oczy 

błyszczały mu wesoło, gdy podnosił szklankę do ust. Popatrzył na Katherine, a ona 

zaczerwieniła  się  zakłopotana  i  spuściła  wzrok  na  leżącą  u  niej  na  kolanach 

Allison. 

- Czy to dziecko w ogóle kiedykolwiek się budzi? - Jace przykucnął obok krzesła, 

na  którym  siedziała  Katherine,  i  delikatnie  dotknął  brzuszka  Allison.  Katherine 

poczuła jego oddech na swoich gołych nogach i muśnięcie jego piersi o udo. 

-  O,  proszę!  -  zawołała  Happy,  gdy  Allison  leniwie  otworzyła  oczka  i  po  raz 

pierwszy  spojrzała  na  wujka.  Jak  wszystkie  dzieci,  żywo  zareagowała  na  głęboki 

męski głos i przyglądała się pilnie Jace’owi, który cicho do niej przemawiał. 

- Jest śliczna, prawda? - powiedział, wyraźnie zachwycony małą. 

- No chyba - potwierdziła Happy. - Niech pan tylko spojrzy na matkę. 

Zanim  Jace  połapał  się  w  mistyfikacjach  Katherine,  był  przez  chwilę 

zdezorientowany, zaraz jednak spojrzał na nią i uśmiechnął się. 

- Masz rację, Happy - przyznał i podniósł się szybko, co tak wystraszyło Allison, 

że zapłakała. 

-  Przepraszam,  kochanie.  Nie  chciałem  cię  przestraszyć.  -  Roześmiał  się.  -  Będę 

przy tobie uważał. 

Katherine wzdrygnęła się. A więc nadal zamierza być z Allison. 

- Nie powinieneś się tak do niej zbliżać - mruknęła opryskliwie. 

- Ale ja chcę się do niej zbliżać - odparł spokojnie. Przez dłuższy czas mierzyli się 

wzrokiem. 

Happy,  która  oglądała  swój  klomb  i  nie  zauważyła  narastającego  między  nimi 

napięcia, spytała ze zwykłą sobie naiwnością: 

- Idziecie się kąpać? 

Jace,  który  był  tylko  w  spodenkach  kąpielowych  i  trykotowej  koszulce,  oderwał 

wzrok od Katherine i powiedział z ożywieniem: 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Tak,  właśnie  przyszedłem  spytać,  czy  Katherine  i  Allison  pojadą  ze  mną  nad 

jezioro. Pogoda jest w sam raz dla dziecka, a taka wycieczka chyba dobrze im obu 

zrobi. 

Jakie  to  do  niego  podobne,  pomyślała  Katherine.  Nie  zadzwonił  i  nie  spytał. 

Zaproponował to dopiero wobec Happy, która natychmiast zapaliła się do tej myśli 

i pobiegła do kuchni, żeby przygotować im jedzenie na drogę. 

Gdy już Happy nie mogła jej słyszeć, Katherine powiedziała: 

- Przecież nie wezmę czteromiesięcznego dziecka do jeziora, dobrze o tym wiesz. 

- To ja sobie popływam, a wy z Allison posiedzicie w cieniu. 

- Muszę ją przygotować. - Katherine wstała i ruszyła w stronę domu. 

- Akurat!  - Chwycił ją za ramię. - Pójdziesz i wymyślisz coś, żeby  nie jechać.  A 

cóż  to  mogą  być  za  przygotowania  dla  takiego  maleństwa?  To  jest  jej  torba  z 

pieluszkami, tak? - Wskazał torbę, którą Katherine brała ze sobą rano do kościoła, 

leżącą  teraz  na  jednym  z  krzeseł  ogrodowych.  -  Wrócimy  przed  karmieniem  - 

dodał. 

- A skąd, na Boga Ojca, wiesz, o której ma być karmienie? 

- Zgaduję - odparł  i uśmiechnął się tym swoim zniewalającym  uśmiechem, który 

podkreślił dołki w jego policzkach i kurze łapki dokoła oczu. 

Happy  wybiegła  z  domu  z  koszem.  Wyglądało  na  to,  że  starczy  im  jedzenia  na 

tydzień.  Wsiedli  do  dżipa.  Katherine  wzięła  Allison  na  kolana.  Jace  położył 

nosidełko na tylnym siedzeniu i pomachał serdecznie do Happy, gdy odjeżdżali. 

Za miastem było sztuczne jezioro. Skierowano tam wodę z kilku rzeczułek, a całe 

otoczenie  zostało  zamienione  w  park  publiczny  i  atrakcyjne  miejsce 

weekendowego  wypoczynku.  Jace  wyszukał  wielkie  cieniste  drzewo  na  poroś-

niętym trawą pagórku, z dala od wody i od tłumu ludzi. 

Z bagażnika dżipa wyciągnął koc i rozpostarł go na trawie. Potem położył na nim 

nosidełko Allison i z całą swobodą zdjął swoją trykotową koszulkę. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Widok jego niemal całkowicie obnażonego ciała wywarł na Katherine piorunujące 

wrażenie. Miał na sobie granatowe spodenki z wąskim czerwonym oblamowaniem, 

mocno napięte na płaskim brzuchu. Nie było widać granicy opalenizny i Katherine 

zaczerwieniła się na myśl, że pewnie opalał się nago. 

- Zaraz wrócę. Jeśli będę potrzebny, to krzyknij - powiedział. 

- Dziękuję, damy sobie radę - odparła chłodno. 

Posłał  jej  pełne  goryczy  spojrzenie  i  pobiegł  do  wody.  Świetnie!  -  pomyślała 

Katherine ze złośliwą satysfakcją. - Może mu to zepsuje tę całą eskapadę. 

Allison  machała  rączkami  i  kopała  nóżkami,  zaintrygowana  zwieszającą  się  nad 

nią  gałęzią.  Katherine  bawiła  się  z  małą,  aż  dziecko  zmęczyło  się  i  zaczęło 

grymasić. Gdy tylko Katherine położyła ją na brzuszku, Allison zaraz zasnęła. 

Wszystko  muszę  zepsuć,  pomyślała  ponuro  Katherine  i  położyła  się  na  wznak. 

Bezwiednie  przeszukała  wzrokiem  jezioro,  próbując  wśród  podskakujących  na 

wyzłoconej powierzchni wody głów odnaleźć Jace’a. Podsunęła ręce pod kark, zła 

na siebie, że go wypatruje. 

Kiedy  Jace  pojawił  się  po  półgodzinie,  zastał  ją  śpiącą  w  tej  samej  pozycji.  Nie 

pomyślała o tym, że jej trykotowa koszulka  może się okazać  niedyskretna.  Nosiła 

ją  bez  stanika,  ponieważ  ramiączka  były  zbyt  cienkie,  a  że  ręce  trzymała  pod 

głową,  miękki  materiał  nieprzyzwoicie  oblepił  jej  piersi.  Żółte  szorty  odsłaniały 

długie, smukłe nogi, opalone na brzoskwiniowy kolor przez słońce Teksasu. 

Promienie  znalazły  sobie  prześwit  w  gęstwinie  liści  i  słońce  świeciło  teraz 

Katherine prosto w twarz. Długo mrugała, zanim na dobre otworzyła oczy. 

W  pierwszej  chwili  wydało  jej  się,  że  Jace  jest  przedłużeniem  jakiegoś  bardzo 

przyjemnego snu, i rozchyliła usta w leniwym, zachęcającym uśmiechu. 

Kiedy jednak zdała sobie sprawę, że nie jest to wytwór wyobraźni, zerwała się jak 

oparzona.  Czarne  włosy  Jace’a  były  teraz  mokre  i  do  czoła  przylgnęło  mu  parę 

niesfornych  kosmyków.  Nerwowo  odwróciła  wzrok,  by  nie  patrzeć  na  jego  nagą 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

pierś,  porośniętą  czarnymi  miękkimi  włosami,  które  zbiegały  się  w  cienką  kreskę 

na brzuchu. 

Jace  położył  się,  wyciągając  długie  nogi  i  podpierając  się  łokciem.  Otworzył 

przygotowany przez Happy koszyk i sięgnął do wnętrza. 

- Jabłko? Pomarańczę? - zaproponował, podnosząc do góry owoce. 

- N...nie, dziękuję - wyjąkała  Katherine. Jego ramię znalazło się obok jej kolana. 

Bliskość tego mężczyzny wyprowadzała ją z równowagi. 

-  A  ja  mogę?  -  zapytał  z  uśmiechem  i  jego  zdrowe,  białe  zęby  zagłębiły  się  w 

miąższu  jabłka.  -  Pływanie  świetnie  robi  na  apetyt  -  wymamrotał  z  wielkim 

kawałem jabłka w ustach. Po chwili zagadnął ni z tego, ni z owego: - Lubisz swoją 

pracę? 

Wczoraj wieczorem powiedziała mu pokrótce, czym się zajmuje. 

-  Tak  -  odpowiedziała  ostrożnie,  niepewna,  do  czego  zmierza.  -  Ale  mimo  to 

wolałabym mieć do czynienia z czym innym. 

- Na przykład z czym? 

Czy rzeczywiście  go to  interesuje, czy  może tylko chce z  niej wszystko wywlec, 

odkryć jej tajemnice i słabe strony? 

- Wolałabym robić reklamówki filmowe, ogłoszenia w magazynach, tego rodzaju 

rzeczy. 

Skinął głową. 

- Lubisz tego... no, jak on się nazywa... Welsha? - zapytał. 

Wzruszyła ramionami. 

-  Trudno  mu  coś  zarzucić,  chociaż  czasem  wydaje  mi  się,  że  jest  dziwny,  ale 

przecież on  może tak samo  myśleć o  mnie. - Próba żartu się  nie powiodła.  Twarz 

Jace’a pozostała bez wyrazu. 

Jego powściągliwość zaniepokoiła Katherine. 

- A co ty robisz w tej firmie naftowej? Wiercisz? - zainteresowała się. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Nie.  Szukam  ropy.  Czasem  mi  się  udaje  ją  znaleźć.  Jestem  geologiem  w 

Towarzystwie Naftowym Sunglow. 

-  Geologiem?  Chyba  nigdy  nie  miałam  do  czynienia  z  geologiem  -  stwierdziła 

Katherine, na której ta informacja wyraźnie zrobiła wrażenie. 

- A chciałabyś kogoś takiego bliżej poznać? 

W jego oczach zapaliły się figlarne iskierki. Położył rękę na jej kolanie. 

Tak bardzo ją tym zaskoczył, że zamilkła. Po chwili zapytała nieswoim głosem: 

- Jak... jak się zostaje geologiem? 

Roześmiał się i cofnął rękę, a potem odpowiedział: 

-  Studiowałem  w  Arizonie  i  w  Nowym  Meksyku,  a  i  w  Teksasie  też.  Niedaleko 

Houston.  Ku  zgorszeniu  mojej  matki  prowadziłem  pewne  badania  i  eksperymenty 

na terenie rezerwatu Indian. Opowiadałem jej niestworzone rzeczy o skalpowaniu i 

tańcach  wojennych...  -  Przerwał  i  mrugnął  do  Katherine  filuternie.  -  A  tak 

naprawdę to tylko wykonywaliśmy tańce mające na celu sprowadzenie deszczu. 

Nie mogła powstrzymać śmiechu, kiedy sobie wyobraziła Eleanor Manning, damę 

z  elity  towarzyskiej  Denver,  dowiadującą  się  o  bliskich  stosunkach  syna  z 

Indianami.  Nagle  przestała  się  śmiać  i  spoważniała.  Przygryzła  wargę,  a  potem 

spytała: 

- A jak wpadłeś na to, że tu jestem, Jace? 

- Jak wpadłem? Wpadłem z kretesem, bo jesteś piękna i czarująca. - Powiedział to 

z onieśmielającą czułością, ale Katherine nie dała się zbić z tropu. 

-  Proszę  cię  bardzo,  nie  próbuj  ze  mną  takich  sztuczek.  Kwestia  przyszłości 

Allison jest zbyt poważną sprawą. 

Natychmiast zmienił ton. 

- Przepraszam, masz rację. - Westchnął i położył się na plecach, podkładając ręce 

pod  głowę.  -  Dobrze  zatarłaś  ślady,  Katherine.  Wyczerpałem  już  właściwie 

wszystkie możliwości i dopiero wtedy Elsie wspomniała o tobie i Mary. Siedziałem 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

w domu, w swoim pokoju, kiedy weszła, żeby posprzątać. Zaczęła mówić o Mary, 

jaka była  miła  i jaka  nieszczęśliwa. Najwyraźniej się zaprzyjaźniły. Mimochodem 

powiedziała,  że  jedynym  domem  Mary  było  Denver.  A  potem  dodała:  „No 

oczywiście,  obie  urodziły  się  w  Teksasie”.  To  zwróciło  moją  uwagę,  więc 

spytałem,  czy  wie,  gdzie.  Próbowała  sobie  przypomnieć,  a  ja  w  tym  czasie 

myślałem, że zwariuję. Ale jakoś sobie przypomniała. 

Znowu  westchnął,  jego  klatka  piersiowa  uniosła  się,  a  brzuch  zapadł.  Katherine 

czym prędzej odwróciła wzrok, widząc, że gumka kąpielówek odstaje niepokojąco 

od ciała. 

Wzruszył ramionami i mówił dalej: 

-  Szczęśliwym  zbiegiem  okoliczności  Sunglow  miał  zacząć  wiercić  na  polach 

naftowych we wschodnim Teksasie. Byłem tu już od trzech dni, zanim się u ciebie 

zjawiłem. Panno Adams, była pani pod obserwacją - dodał z uśmiechem. 

Ale Katherine siedziała odwrócona w stronę jeziora. 

-  Dowiedziałem  się,  że  twój  dom  w  Denver  został  sprzedany.  Odnalazłem 

pośredniczkę.  Pieniądze  ze  sprzedaży  złożyła  na  konto  oszczędnościowe  na 

nazwisko Allison. 

- Tak miało być - mruknęła Katherine. 

Jace usiadł i spytał: 

- Ale z czego ty żyjesz, Katherine? 

-  Gdybym  chociaż  przez  chwilę  uważała,  że  nie  potrafię  zapewnić  Allison 

utrzymania, nie zabierałabym jej z Denver - odparła. 

- Ależ ja cię o nic nie oskarżam. 

Odrzucając z czoła włosy powiedziała: 

-  Mam  na  koncie  parę  tysięcy  dolarów.  Żyłyśmy  z  tego,  póki  nie  zaczęłam 

pracować w college’u. 

- Chyba sobie nie wyobrażasz, że będziesz w stanie... 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Owszem,  tak  właśnie  sobie  wyobrażam:  będę  w  stanie  ją  wychować.  Mam 

dwadzieścia siedem lat... 

-  Dwadzieścia  siedem?!  -  wykrzyknął.  Allison  poruszyła  się  w  nosidełku,  więc 

ściszył głos do szeptu i raz jeszcze powtórzył: - Dwadzieścia siedem? 

- Tak. A co w tym złego? 

-  Nic.  -  Roześmiał  się.  -  Tylko  że  wyglądasz  na  siedemnaście.  Przepraszam  cię, 

mów dalej. 

Katherine  jednak  straciła  wątek  i  zapomniała,  co  chciała  powiedzieć.  Kiedy 

wreszcie zebrała myśli, podjęła: 

-  Zarabiam  tyle,  ile  trzeba,  aby  stworzyć  córce  Mary  prawdziwy  dom.  Może  nie 

tak  zbytkowny  jak  w  Denver,  ale  ja  ją  kocham.  -  Głos  jej  się  załamał  ze 

wzruszenia.  Nie,  nie  może  się  poddać.  To  dla  niej  i  Allison  sprawa  życia  lub 

śmierci. 

-  Co  do  tego  nie  mam  wątpliwości,  Katherine.  Na  pewno  potrafisz  stworzyć  jej 

dom.  Tylko  czy  myślisz  o  przyszłości?  Na  przykład  o  college’u?  Czy  będziesz  w 

stanie  zapewnić  to  Allison?  A  stroje?  I  tysiąc  różnych  innych  rzeczy,  których 

potrzebuje młoda, zdrowa dziewczyna? 

Trafił  w  dziesiątkę.  Owszem,  myślała  o  tym  i  martwiła  się  tymi  sprawami,  ale 

starała się odsuwać je od siebie. Jakoś to będzie. Zawsze jakoś było. 

-  Biorę  to  pod  uwagę.  To  ważne  sprawy.  Ale  czy  wiesz,  że  ja  przeszłam  przez 

college  o  własnych  siłach?  I  po  śmierci  naszej  matki  utrzymywałam  Mary,  kiedy 

się  uczyła.  Pokrywałam  znaczną  część  jej  czesnego,  kupowałam  ubrania  i  różne 

inne  rzeczy,  kiedy  była  w  szkole  artystycznej.  Od  lat  jestem  na  własnym 

utrzymaniu, zdążyłam się już do tego przyzwyczaić. 

Na  jej  twarzy  malował  się  wyraz  determinacji.  Wytrzymała  jego  badawcze 

spojrzenie. Jace potarł ręką kark, wyraźnie zbity z tropu: 

- Czy jest tam coś do picia? - spytał, wskazując koszyk. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Katherine podniosła wieko i zajrzała do środka. 

-  Zobaczymy.  Mamy  piwo  bezalkoholowe,  piwo  bezalkoholowe  i...  piwo 

bezalkoholowe  -  wymieniała,  wyjmując  po  kolei  puszki.  Spojrzała  na  niego  i 

roześmiała się, gdy udając wahanie zrobił zeza. 

- Chyba napiję się piwa bezalkoholowego - postanowił. 

Roześmieli  się  oboje.  Katherine  otworzyła  puszkę  i  krzyknęła  -  słodki  musujący 

płyn  wykipiał  i  gruntownie  ich  oblał.  Znowu  ogarnęła  ich  wesołość.  Wreszcie  się 

uspokoili, tylko Jace jeszcze chichotał, przyglądając się jej badawczo. 

- Ślicznie wyglądasz - stwierdził. 

Wycierając  łzy  śmiechu,  Katherine  nie  oponowała,  gdy  podniósł  ją  na  kolana. 

Klęczeli teraz naprzeciwko siebie. 

-  Zaraz  zrobimy  z  tym  porządek  -  powiedział  i  zaczął  strzepywać  z  jej  twarzy 

krople piwa na ziemię. 

Ale już po chwili Katherine poczuła delikatną zmianę w jego dotyku. Początkowo 

ruchy jego  palców były szybkie  i  niedbałe; teraz stały się powolne, pieszczotliwe. 

Podniosła  ku  niemu  oczy,  nie  zdając  sobie  sprawy,  że  wciąż  jeszcze  są  mokre  od 

łez radości i bardzo kuszące. 

Jace  spoglądał  w  ich  zielone  głębiny,  dotykając  palcem  jej  drżących  ust.  Potem 

powoli ujął w dłonie głowę Katherine i przyciągnął do siebie. 

Jego  wargi  były  ciepłe,  słodkie  i  delikatne  i  w  pierwszej  chwili  jakby  nieśmiałe. 

Ale gdy oplótł ją ramionami i przycisnął do siebie, zaczęły żądać więcej. 

Zesztywniała,  a  on  natychmiast  wyczuł  jej  opór.  Nie  puścił  jej  jednak,  lecz  jego 

uścisk  stał  się  teraz  subtelniejszy.  Głaskał  ją  delikatnie  po  plecach  i  starał  się 

przekonywać  ustami  i  językiem,  który  krążył  wokół  jej  zamkniętych  ust.  Wbrew 

woli  Katherine poczuła, że  ustępuje  pod tym  naporem,  i z cichym  jękiem poddała 

się pieszczocie. 

Kiedy oboje stracili oddech, Jace oderwał się od jej ust, ale przylegał wargami do 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

uszu, całował powieki... 

-  Masz  oczy  koloru  świeżych  wiosennych  liści  -  szeptał.  -  Skąd  wzięłaś  takie 

czarne rzęsy? Blondynki nie mają takich ciemnych rzęs. 

Jego ręce i usta pieściły całą jej twarz. Wsunął palce we włosy Katherine. 

- Masz włosy jak z jedwabiu. Chciałbym, żeby mi zasypały twarz. 

Dotknął  jej  ust  jeszcze  delikatniej  niż  przed  chwilą,  a  ona  zareagowała  na  to 

spontanicznie. Przygarnął ją mocno, klęcząc w rozkroku. 

Przeraziły  ją  te  nowe  doznania;  chciałaby  się  wyrwać  z  objęć  Jace’a,  ale  usta, 

które  pieściły  jej  szyję,  były  tak  delikatne,  a  ręce  pod  koszulką  tak  czule  głaskały 

jej skórę na plecach. Co w tym złego? Nieśmiało podniosła ramiona i objęła Jace’a 

za szyję, dotykając muskularnych barków. 

- O Boże, Katherine - wymamrotał. Porastające jego tors włosy łaskotały jej piersi 

i brzuch. - Pragnę cię. Jesteś taka piękna... cudowna... 

Położył  rękę  na  jej  piersi.  Gdzieś  w  podświadomości  Katherine  odezwały  się 

dzwonki  alarmowe.  Nigdy  przedtem  nie  dopuściła  do  takiej  poufałości.  Powinna 

się opierać. Przecież to jest Manning, ale nawet gdyby nie był Manningiem... 

Boże, co się z nią dzieje? Czuła swoje boleśnie nabrzmiałe piersi pod jego dłońmi. 

W przystępie budzącej się namiętności zacisnęła ręce na jego ramionach. 

Przestań,  proszę  cię.  Jace,  Jace.  Przestań,  Jace.  A  potem  zdała  sobie  sprawę,  że 

wymawia głośno jego imię i że brzmi to jak łkanie. 

- Katherine, czujesz... Twoje piersi... Katherine, proszę cię... 

-  Nie!  -  krzyknęła  i  odepchnęła  go  tak  mocno,  że  stracił  równowagę  i  upadł  do 

tym. - Nie! Nie dotykaj mnie. 

Szybko poprawiła ubranie i drżącymi rękami zasłoniła płonące policzki. 

- Katherine, ja... 

- Przestań... Nie tłumacz się. Zostaw mnie w spokoju. 

Sama nie wiedząc czemu, zaczęła niepowstrzymanie szlochać. Czy to ze wstydu, 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

z poczucia, że coś traci? A zresztą co za różnica, nie będzie wnikać w przyczyny. 

Zła na siebie, cały gniew skierowała na niego. 

-  Czy  ty  sobie  wyobrażasz,  że  ja  ci  pozwolę...?  -  Jakby  cofając  się  przed  czymś 

niebezpiecznym,  dała  parę  kroków  do  tyłu.  -  Myślisz,  że  każdy  ulegnie  twoim 

zachciankom.  Kim  ja  jestem,  że  wielmożny  pan  Manning  raczył  zwrócić  na  mnie 

uwagę?  Gdybym  ci  się  poddała,  miałbyś  przeciwko  mnie  jeszcze  jeden  argument. 

Pamiętam,  co  wasz  adwokat  powiedział  na  temat  moich  wątpliwych  zasad 

moralnych.  Jesteś  zarozumiały,  samolubny,  zuchwały  i  podstępny.  Jak  twój  brat  - 

rzuciła szyderczo i odwróciła się tyłem. 

W  mgnieniu  oka  chwycił  ją  boleśnie  za  ramię  i  odwrócił  do  siebie.  Jego  oczy, 

jeszcze  przed  chwilą  zamglone  z  pożądania,  teraz  pałały  złością.  Znikły  gdzieś 

dołki w policzkach i czuły uśmiech. Zacisnął usta, miał kamienną twarz. 

Katherine  zadrżała  z  lęku  przed  tą  tłumioną  gwałtownością,  która  wybuchła  tak 

nagle. 

-  Do  jasnej  cholery!  Żebyś  się  nigdy  nie  ważyła  czegoś  podobnego  powtórzyć! 

Rozumiesz?! - Potrząsnął nią, aż jej odskoczyła głowa. - Nie porównuj mnie nigdy 

do  mojego brata! Nigdy! - powiedział przez zaciśnięte zęby  i żyły  nabrzmiały  mu 

na szyi. 

Katherine  skrzywiła  się  z  bólu,  tak  mocny  był  jego  chwyt.  Wreszcie  poprzez 

gniew dotarło do niego, że sprawia jej ból. Puścił nagle jej ramię i odstąpił do tym. 

Odetchnął głęboko i zasłonił rękami oczy. 

Kiedy po chwili znów na nią spojrzał, powiedział ochryple: 

- Przepraszam cię. Zachowałem się niezbyt delikatnie... 

 

Rozdział 4 

Nie  wiadomo,  czy  miał  na  myśli  swój  niepohamowany  wybuch  pożądania  czy 

złości, w każdym razie zaczął szybko zbierać rzeczy i pakować je do samochodu. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Katherine  zaryzykowała  jedno  szybkie  spojrzenie  w  jego  stronę,  gdy  milcząc 

jechali do domu. Zobaczyła tylko zaciśnięte usta i skierowany przed siebie wzrok. 

Gdy przyjechali, poszła  na  górę zanieść Allison do jej pokoju. Jason  miał zwrócić 

koszyk i opowiedzieć Happy o wycieczce. 

Następnego  ranka  poszła  do  pracy  jak  zwykle,  ale  wszystko  było  inaczej.  Czuła 

się  zdenerwowana  i  rozdrażniona.  Nie  miała  pojęcia,  jaki  następny  ruch  wykona 

Jace, i to ją męczyło. 

Nie  przypuszczała,  żeby  próbował  wykraść  Allison  od  Happy  podczas  jej  pracy, 

jednak  mu nie ufała. Nie był w jej pojęciu typem zdolnym do takich nikczemnych 

postępków, ale przecież i Peter udawał przed żoną dobre intencje. 

Nie,  bez  względu  na  jego  urok  i  wygląd,  Jasonowi  Manningowi  nie  można 

wierzyć. Byłaby głupia, gdyby myślała inaczej. Po powrocie do domu zastała go z 

Happy. Pomagał jej reperować żaluzje okienne. Co za bezczelność! 

- Czy to  nie  miło z jego strony, że  mi  naprawił te stare żaluzje? Wystarczyło, że 

mu tylko o tym wspomniałam... 

- To wzruszające. 

Nie podejrzewająca niczego Happy nie pochwyciła ironii w głosie Katherine. 

-  Moi  ludzie  przygotowują  teren  pod  wiercenia,  więc  mam  parę  dni  wolnego  - 

wyjaśnił Jace. - To się nazywa szczęście, co? 

Czarował i drażnił tym swoim uśmiechem. 

-  Nadzwyczajne  -  Katherine  uśmiechnęła  się  równie  czarująco  w  nadziei,  że  go 

sprowokuje. Ale on roześmiał się tylko. Co za denerwujący facet. 

I tak działo się przez parę następnych dni. Wszędzie go było pełno. Gdziekolwiek 

Katherine się obróciła, wszędzie natykała się na Jace’a. Pomagał Happy w różnych 

sprawach domowych: a to zaprowadził jej samochód do warsztatu, a to po południu 

zajął  się  Allison,  żeby  gospodyni  mogła  wziąć  udział  w  spotkaniu  kobiet  w 

kościele.  Proponował  także  Katherine  pomoc  w  domu,  ale  ona  odmawiała.  Nie 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

chciała się poddawać tym obłudnym zagrywkom. 

W  piątek  po  południu  miała  nerwy  napięte  do  ostatnich  granic.  Zaczynał  się 

semestr  jesienny  i  w  biurze  panował  wielki  ruch.  Katherine  nie  była  w  stanie 

podawać  na  bieżąco  informacji  dla  prasy  i  jednocześnie  przygotowywać  mate-

riałów  reklamowych.  Jedno  i  drugie  należało  do  jej  obowiązków.  Przez  cały 

tydzień  ciążyła  jej  myśl  o  tym,  co  wyprawia  Jace.  Siedząc  przy  maszynie,  nie 

mogła się skupić. 

Nagle za plecami usłyszała głos Ronalda Welsha: 

- Katherine... 

Jej  szef  miał  denerwujący  zwyczaj  wchodzenia  ukradkiem,  za  co  potem 

wielokrotnie  przepraszał.  Ale  jego  uspokajające  poklepywanie  po  ramieniu  tylko 

Katherine drażniło. 

Starając  się  o  pracę  skłamała,  że  jest  wdową,  i  teraz  dalej  podtrzymywała  tę 

mistyfikację. Jednak współczucie, jakie wzbudziła w Ronaldzie historia o zmarłym 

tragicznie mężu, wydało się jej podejrzane. 

- Przestraszyłem cię? Przepraszam... 

Założyła  na  maszynę  plastikowy  pokrowiec,  a  on  w  tym  czasie  stanął 

naprzeciwko niej. 

- Bardzo się dziś śpieszysz do domu? Pomyślałem sobie, że moglibyśmy z okazji 

weekendu wpaść na drinka. 

Katherine  skuliła  się,  próbując  umknąć  przed  wielką,  mięsistą  łapą,  którą  Welsh 

położył  jej  na  ramieniu,  przyciskając  do  krzesła.  Starała  się  nie  panikować,  ale 

nagle poczuła się nieswojo w czterech ścianach pokoju biurowego. 

- Dziękuję bardzo, panie Welsh... 

- Ronaldzie. 

- Dziękuję bardzo, Ronaldzie, ale naprawdę muszę wracać do domu. Boże, jak już 

późno!  -  wykrzyknęła,  rzuciwszy  okiem  na  zegarek,  chociaż  nawet  nie  zdołała 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

dostrzec godziny. Marzyła tylko o wydostaniu się z małego biurowego pokoju. 

Udało jej się wstać i wysunąć zza maszyny, ale gdy szła do drzwi, Ronald złapał 

ją za ramię. 

-  Wszyscy  już  poszli,  Katherine.  Śpieszą  się  na  Święto  Pracy.  Mamy  dla  siebie 

cały budynek i możemy sobie zrobić naszą małą prywatną uroczystość. 

Ku jej przerażeniu podszedł do drzwi i zamknął je na klucz od środka. 

- Na pewno nie chcesz mi sprawić zawodu. Zależy ci na tej pracy, prawda? Mam 

nadzieję... Byłoby dobrze, żebyś jej nie straciła. Jako wdowa z małym dzieckiem... 

- przymilał się obłudnie. 

Strach ścisnął ją za gardło na widok rozgorączkowanego wzroku, jakim się w nią 

wpatrywał.  Przełknęła  nerwowo ślinę;  uznała, że będzie  lepiej wyprowadzić  go  w 

pole udając przychylność. 

- Wiesz co, Ronald... po zastanowieniu uznałam, że ten pomysł z drinkiem nie jest 

najgorszy... - powiedziała zmartwiałymi  ustami. Jej twarz stężała. Musi się dostać 

do drzwi! 

-  Wiedziałem,  że  się  dogadamy,  Katherine.  -  Ronald  przysunął  do  niej  swoje 

grube cielsko i zaczął ją głaskać po policzku palcami przypominającymi serdelki. 

Czuła,  jak  jej  coś  rośnie  w  gardle,  mimo  to  jednak  zdobyła  się  na  nieszczery 

uśmiech. W ustach miała tak sucho, że wargi przyklejały się jej do zębów. 

- Czego byś się napiła, kochanie? Mam tutaj mały barek na takie okazje. 

Mrugnął  do  niej,  po  czym  odwrócił  się  i  pochylił  nad  biurkiem.  Katherine  z 

wahaniem dała krok w stronę drzwi. Żeby uśpić jego czujność, powiedziała: 

- Wszystko jedno co. To, co masz. 

- Bardzo lubię takie bezpośrednie kobiety. 

Wyprostował  się.  W  jednej  ręce  trzymał  butelkę  taniej  wódki,  a  w  drugiej  dwie 

zakurzone  szklaneczki.  Katherine  poznała  szklaneczki  z  kampusowej  kawiarni  i  z 

trudem  powstrzymała  wybuch  histerycznego  śmiechu.  Welsh  nie  był  rozrzutnym 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

uwodzicielem. 

- Chodź tu, siądź przy mnie i zrelaksuj się trochę. - Usadowił się na małej kanapce 

i poklepał poduszkę obok. 

Katherine  miała  do  wyboru  usiąść  przy  nim  albo  rzucić  się  do  drzwi  w  drugim 

końcu  pokoju.  Musi  uzbroić  się  w  cierpliwość  i  czekać  na  okazję.  Ale  czy  taka 

okazja się nadarzy, zanim będzie za późno? Podeszła do kanapy na uginających się 

nogach i usiadła. 

Mdły zapach tłustego olejku do włosów i potu, zmieszany z oparami wódki, którą 

Ronald jej podsunął, sprawił, że o mało nie dostała torsji. Mimo to uśmiechnęła się 

i  podniosła  szklaneczkę  do  ust.  Dotychczas  pijała  tylko  wino  lub  napoje 

bezalkoholowe.  Pierwszy  łyk  kiepskiej  mocnej  wódki  ledwie  jej  przeszedł  przez 

gardło. 

-  Lubię  dziewczyny,  które  noszą  sukienki.  Ty  przychodzisz  do  pracy  zawsze  w 

sukience albo w spódnicy. 

Położył swoją tłustą łapę na jej kolanie i powoli przesuwał ją wyżej. Nie, ona tego 

nie wytrzyma! 

- Niektórzy nie lubią rajstop, ale ja uważam, że są bardzo seksowne - mówił. 

Jego  łapa,  którą  trzymał  już  teraz  pod  spódnicą  Katherine,  wędrowała  coraz 

wyżej; na górną wargę wystąpiły mu kropelki potu. 

- Proszę, nie, panie... Ronaldzie... - jej głos zabrzmiał wysoko, piskliwie. 

Welsh  rzucił  się  na  nią,  przewrócił  na  kanapę  i  przywalił  swoim  tłustym 

cielskiem,  potężnym  łapskiem  sięgając  jednocześnie  pod  jedwabną  bluzkę. 

Szarpnęła się, a jemu w ręku została kieszonka. 

-  Nie  udawaj,  Katherine.  Ty  też  tego  chcesz,  tak  samo  jak  ja  -  wychrypiał.  - 

Możesz wrzeszczeć, ile ci się podoba. Nikt cię nie usłyszy. 

Dyszał ciężko, a może to jej huczało w głowie, kiedy próbowała się wyrwać spod 

ciężaru, który ją przygniótł. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Nie... O Boże... pan oszalał... proszę... nie! 

Szarpnął na niej bluzkę, aż poleciały guziki. Nie mogąc drżącymi palcami odpiąć 

sprzączki stanika, złamał plastikowy uchwyt. 

Kiedy  wpił  się  w  nią  natarczywymi  ustami,  ugryzła  go  w  grubą  wargę,  a  on 

wymierzył jej mocny policzek i chwycił za piersi. Krzyknęła z bólu, kiedy zaczął je 

gnieść, drapać i szczypać. 

Oderwał  usta  od  jej  warg  i  przycisnął  do  szyi,  i  wtedy  Katherine  ostatkiem  sił 

krzyknęła po raz drugi. Na jej przenikliwy głos nałożył się dźwięk tłuczonego szkła 

i łamanego drewna. 

Ponad  masywnym  ramieniem  Welsha  ujrzała  Jace’a,  który  jednym  kopnięciem 

rozwalił  drzwi,  a  potem  trzema  susami  znalazł  się  przy  nich.  Złapał  Ronalda  za 

kołnierz, ściągnął z Katherine i rzucił o przeciwległą ścianę. 

- Ty sukinsynu! - ryknął, ładując mu pięść w ogłupiałą twarz. 

Katherine  usłyszała  przerażający  odgłos  miażdżonej  kości  i  zobaczyła  krew 

tryskającą ze zmasakrowanego nosa Ronalda. 

Widząc, że Jace bez opamiętania okłada pięściami słaniającego się Welsha, który 

byłby  osunął  się  na  ziemię,  gdyby  go  Jace  nie  trzymał  za  zakrwawiony  przód 

koszuli, zaczęła histerycznie płakać. 

Jace załadował Ronaldowi  jeszcze jeden,  ostatni, cios w brzuch  i dał  mu spokój. 

Welsh jęknął i zwalił się na podłogę. 

Katherine  usiadła,  ale  miała  uczucie,  że  zaraz  zacznie  krzyczeć  i  nigdy  nie 

przestanie. 

Jace ukląkł przed nią i odgarnął jej potargane włosy z białej jak papier twarzy. 

- Katherine? - spytał cicho. - Katherine, czy nic ci się nie stało? 

Jego twarz wyrażała taki niepokój, że nie mogła powstrzymać łez. 

- N...nic - wyjąkała. 

Jace  palcami  wytarł  jej  łzy  i  dotknął  zaczerwienienia  na  policzku.  Usta  ułożyły 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

mu się w twardą linię. 

-  Zaraz  wrócę,  tylko...  -  Chciał  wstać,  ale  Katherine  rozpaczliwie  złapała  go  za 

ramiona. 

-  Nie!  Jace,  proszę  cię,  nie  zostawiaj  mnie  z  nim  samej.  Nie  zniosłabym  tego. 

Proszę cię, proszę... - wpadła w histerię. 

Jace ją przytulił i pogłaskał pocieszająco. 

-  Już  dobrze,  dobrze.  Nie  zostawię  cię,  Katherine.  Przyrzekam.  Cicho,  cicho. 

Chciałem tylko przynieść coś do pisania. Rektor tej szacownej uczelni powinien się 

o  tym  dowiedzieć  jeszcze  dziś.  Ale  mam  nadzieję,  że  wystarczy  rozmowa 

telefoniczna. 

Trzymając wciąż Katherine w objęciach, postawił ją drżącą na podłodze, zabrał z 

biurka  jej  torebkę,  a  potem  wziął  dziewczynę  w  ramiona  i  wyniósł  w  wieczorną 

ciszę. Było już ciemno i kampus college’u w Van Buren zupełnie opustoszał. 

Jace  posadził  Katherine  w  samochodzie  i  zaczął  grzebać  wśród  tysiąca 

porozrzucanych z tyłu rzeczy, aż wreszcie znalazł to, czego szukał. 

- Masz, włóż to na siebie. 

Cofnęła się, gdy sięgnął ręką do jej podartej bluzki. 

- Katherine, jeżeli Happy zobaczy cię w tym stanie, będziesz musiała udzielić jej 

krępujących  wyjaśnień.  Włóż  tę  koszulkę,  może  nam  się  uda  wejść  do  domu,  nie 

zwracając  jej  uwagi.  Jeśli  będzie  coś  mówić,  to  jej  powiem,  że  wylałaś  na  siebie 

atrament albo się pobrudziłaś, albo coś w tym rodzaju, dobrze? 

Skinęła  głową  i  nie  opierała  się  już  więcej,  gdy  delikatnie  pomagał  jej  zdjąć 

porwaną,  zniszczoną  bluzkę,  którą  potem  rzucił  na  podłogę  dżipa.  Zaczerwieniła 

się, gdy zsuwał jej ramiączka stanika. 

-  Niech  go  cholera  -  mruknął  na  widok  zadrapań  i  siniaków  na  jej  piersiach.  Z 

czułością dotknął czubkiem palca szczególnie głębokiego zadrapania. 

Katherine patrzyła mu w twarz. Przenikało ją ciepło jego ręki, usuwając zarówno 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

ból fizyczny, jak i szok emocjonalny. 

Jace zacisnął zęby i syknął: 

- Powinienem wrócić i zabić tego sukinsyna! 

Starając się nie sprawić Katherine bólu, włożył jej przez głowę koszulkę. Była za 

duża, ale miękki materiał łagodził pieczenie skóry. 

Ruszył  dopiero  wtedy,  gdy  się  upewnił,  że  siedzi  wygodnie.  Nie  jechał  jednak 

zbyt szybko, a kiedy znaleźli się  na  miejscu, wyłączył silnik  i wysiadł z dżipa  nic 

nie  mówiąc.  Katherine  zauważyła  z  ulgą,  że  samochodu  Happy  nie  widać  na 

zwykłym miejscu. 

Nie  zważając  na  jej  protesty,  zaniósł  Katherine  na  górę.  W  odpowiedzi  na  jego 

pytające  spojrzenie  wskazała  mu  pokój  Allison.  Położył  ją  tam,  gdzie  sypiała:  na 

dużym, podwójnym łożu. 

-  W  czym  ci  mogę  pomóc?  -  spytał.  -  Tylko  mi  nie  mów,  że  nie  potrzebujesz 

pomocy. 

Spojrzała na niego i drżącymi ustami wyjąkała: 

-  Dz...dziękuję,  Jace.  On  chciał...  Nie  wiem,  czy  dałabym  sobie  radę.  To  było 

straszne. 

Wzdrygnęła się, skrzyżowała ręce na piersiach i zaczęła się kiwać w przód i w tył. 

- O Boże, Katherine, nawet nie potrafię sobie wyobrazić takiej okropności. Kiedy 

wszedłem i zobaczyłem... 

- A skąd się tam wziąłeś? - zastanowiło ją nagle. 

Nie patrząc jej w oczy, mruknął pod nosem: 

-  Ja...  no...  Od  czasu,  jak  go  poznałem  na  zabawie,  czułem,  że  coś  jest  nie  w 

porządku....  Intuicja.  Dziwnie  na  ciebie  patrzył,  więc  miałem  na  niego  oko.  A 

dziś... Cały budynek był ciemny. Wszyscy wyszli, z wyjątkiem was. Wydało mi się 

to  podejrzane.  Chciałem  otworzyć  drzwi,  ale  były  zamknięte.  I  wtedy  ty  zaczęłaś 

krzyczeć... 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Dziękuję - szepnęła  i  nieśmiało sięgnęła  do jego ręki. Chwycił jej  małą  dłoń  w 

swoją wielką i, patrząc jej w oczy, delikatnie nakreślił palcem koło po wewnętrznej 

stronie.  Od  tej  hipnotycznie  działającej  pieszczoty  Katherine  zrobiło  się  gorąco. 

Cofnęła rękę. Jace puścił ją od razu. - Chciałabym się wykąpać - powiedziała. 

- Dobrze. Ja w tym czasie załatwię telefony. 

Wyszedł, zamykając za sobą drzwi. 

Gorąca  woda  paliła  świeże  skaleczenia,  ale  oczyściła  jej  ciało  z  nienawistnego 

zapachu  i  dotknięć  Ronalda.  Włożyła  nocną  koszulę  i  położyła  się  obok  łóżeczka 

malej. 

-  Wchodzę!  -  zawołał  Jace  i  wszedł  do  pokoju  tyłem,  plecami  otwierając  sobie 

drzwi. W rękach miał tacę. - Obsługa restauracyjna - oświadczył wesoło. 

Katherine  roześmiała  się  na  widok  ściereczki  zatkniętej  za  pasek  jego  dżinsów. 

Ostrożnie  umieścił  tacę  na  jej  kolanach  i  wyprostował  się,  z  dumą  patrząc  na 

rezultat swoich wysiłków. 

-  Pomyślałem,  że  może  będziesz  miała  ochotę  na  herbatę  i  grzankę.  Jeślibyś 

chciała  omlet  albo  coś  innego,  to  mogę  ci  w  każdej  chwili  zrobić,  ale  nie  sądzę, 

żebyś miała w tej chwili szczególny apetyt. 

- Dziękuję, grzanka wystarczy - powiedziała, parząc sobie usta herbatą. 

Jace swobodnie, bez najmniejszego skrępowania, usiadł w nogach łóżka. 

- Chcę cię zawiadomić, że pan Ronald Welsh  nie pracuje już w college’u w Van 

Buren.  Zadzwoniłem  do  rektora,  przerywając  mu  barbecue  w  ogrodzie,  i 

opowiedziałem  mu  tę  historię.  Zagroziłem,  że  jeśli  nie  zwolni  Welsha,  na  pierw-

szych  stronach  gazet  mogą  się  pojawić  nieprzyjemne  tytuły  albo  dojdzie  do 

publicznych  wystąpień  na  temat  molestowania  seksualnego  w  miejscu  pracy. 

Przekonałem go bez trudu. 

Uśmiechnął się do Katherine, ale jego niebieskie oczy nie były wesołe. 

- A jak pan Welsh? - spytała nieśmiało. Wciąż widziała jego skulone ciało leżące 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

na podłodze. 

- Wezwałem pogotowie - powiedział Jace wstrzemięźliwie. 

Katherine skinęła głową. 

- Ma rodzinę. Myślę o tym, co się z nimi stanie, kiedy straci pracę - mruknęła w 

zamyśleniu. 

-  Mają  zapewnioną  pomoc  podczas  jego  pobytu  w  szpitalu  i  pokrycie  kosztów 

leczenia. 

Katherine spojrzała zdziwiona. 

- Co chcesz przez to powiedzieć? 

Wziął do ręki jedno z pluszowych zwierzątek Allison i zaczął przyglądać się jego 

uszom. 

-  Nieważne  -  odparł  wymijająco,  a  potem  szybko  dodał:  -  Ktoś  z  college’u 

przyprowadzi twój samochód. 

Katherine  chciała  go  jeszcze  o  coś  zapytać,  ale  nie  zdarła,  bo  już  słychać  było 

wesołe okrzyki Happy, która wchodziła właśnie do living-roomu. 

-  Katherine,  Jace,  jesteście?  Miałyśmy  z  Allison  sprawę  do  załatwienia  i...  - 

urwała. Jej potężna postać wypełniła drzwi. 

Szeroko otworzyła oczy, widząc ich oboje na łóżku i Katherine w negliżu. 

- Co... 

Jace nie dał jej dokończyć. Wstał i wziął od niej Allison. 

-  Katherine  rozbolał  w  pracy  brzuch.  Zadzwoniła  do  mnie,  żebym  ją  przywiózł. 

Kazałem jej się położyć do łóżka i dobrze się wyspać. 

Jak on gładko kłamie, pomyślała Katherine. 

- Och, kochanie, jak się czujesz? Może wezwać doktora? - zapytała Happy. 

Katherine stanowczo zaoponowała: 

-  Nie.  Nie,  nic  mi  nie  jest.  Musiałam  zjeść  coś  niedobrego  podczas  lunchu.  Coś, 

co mi zaszkodziło. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Leż w łóżku i o nic się nie martw. Zabiorę Allison na noc do siebie. 

- Nie, Happy. Chcę, żeby była ze mną - odparła Katherine. Bliskość małego ciałka 

Allison dawała jej poczucie bezpieczeństwa i uspokajała. 

- A jeżeli złapałaś jakiegoś zakaźnego wirusa? Mała... 

-  Nie,  z  pewnością  nie  -  przerwał  jej  Jace.  -  Zresztą  postanowiłem  zostać  tu  na 

noc. Gdyby Katherine czegoś potrzebowała albo gdyby się gorzej poczuła, to panią 

poproszę. 

Katherine i Happy spojrzały na niego zdumione. Happy ocknęła się pierwsza. 

- Ależ, Jace, czy to będzie stosowne? To znaczy... 

- Oczywiście. Będę spał w living-roomie. I tak miałem siedzieć w nocy, bo muszę 

przygotować wykresy i mapy, więc równie dobrze mogę to zrobić tutaj. 

Gospodyni nie bardzo się to podobało, ale Jace był tak rozbrajający, że poniechała 

dalszych protestów. 

- Lepiej dajmy Katherine trochę pospać - zaproponował, więc Happy powiedziała 

im dobranoc, poklepała Allison po pleckach i wyszła. 

Jace położył Allison do łóżeczka i powiedział: 

-  Nie  zasypiaj  jeszcze,  księżniczko,  zaraz  wracam.  -  Obrócił  się  w  wąskim 

przejściu między łóżkami i spytał Katherine: - Zjadłaś już? 

Skinęła głową. 

- Może jeszcze? 

Zaprzeczyła ruchem głowy. Zabrał tacę i wyszedł z pokoju. 

Po powrocie wesoło zatarł ręce i pochylił się nad łóżeczkiem małej. 

- Nigdy jeszcze tego nie robiłem, Allison, ale ty mi wszystko powiesz, prawda? 

Katherine  roześmiała  się  patrząc,  jak  swoimi  wielkimi  łapskami  odpina  guziczki 

pajacyka  Allison.  Rozebrał  ją,  zmienił  pieluchę,  nasmarował  małą  kremem, 

przypudrował,  włożył  jej  piżamkę,  wyjął  z  łóżeczka  i  zabrał  do  kuchni,  żeby  jej 

przygotować butelkę. Katherine słyszała, jak cały czas przemawia do dziecka. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Wrócił  z  butelką  i  usiadł  w  wiklinowym  bujanym  fotelu,  który  zatrzeszczał  pod 

jego ciężarem. 

- Czy to paskudztwo wytrzyma? 

- Mam nadzieję - powiedziała Katherine stłumionym głosem spod kołdry. 

-  To  oczywiście  wina  Allison.  Gdyby  nie  była  taka  gruba,  nie  ważylibyśmy  tak 

dużo. Słyszysz, księżniczko? Musisz przejść na dietę. 

Wetknął  małej  smoczek  do  buzi.  Złapała  go  usteczkami  i  zaczęła  łapczywie 

cmoktać. 

Katherine  z  zainteresowaniem  obserwowała,  jak  Jace  karmi  Allison.  Przemawiał 

do  niej  po  cichu,  a  ona  przyglądała  mu  się  z  zainteresowaniem.  Gdy  się  nad  nią 

schylał, ociągała do jego twarzy malutkie piąstki. 

Ciepła  herbata  i  kojący  głęboki  głos  Jace’a  podziałały  na  Katherine  usypiająco. 

Westchnęła z zadowoleniem i schowała się głębiej pod kołdrę. 

Allison  rozprawiła  się  z  całą  butelką  mleka  i  Jace  podniósł  ją  do  góry.  Kiedy 

beknęła donośnie, roześmiał się serdecznie, położył małą na brzuszku, poklepał po 

okrągłym tyłeczku i przykrył  flanelową kołderką. Potem zgasił  lampkę przy  łóżku 

Katherine.  Pozostało  jedynie  światło  sączące  się  przez  uchylone  drzwi  z  living-

roomu. 

Jace usiadł na brzegu łóżka i pochylił się nad Katherine. 

- Jak się czujesz? - zapytał cicho. 

Czuła się bezpieczna i zależna od niego. Jak Allison. 

- Świetnie - szepnęła w odpowiedzi. 

Opuścił  niżej  głowę  i  jego  oddech  poruszył  jej  włosy.  Musnął  czoło  Katherine 

gorącymi  wargami.  Na  powiekach  poczuła  lekkie  jak  puch  pocałunki.  Przesunął 

usta na jej ucho. Ułatwiła mu to, obracając głowę na poduszce. 

-  Wiem,  że  nie  jesteś  w  romantycznym  nastroju  po tym, co dzisiaj przeszłaś, ale 

bardzo  chciałbym  cię  pocałować  -  wyszeptał  jej  do  ucha,  w  którym  poczuła 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

wilgotny koniuszek jego języka. 

Z cichym jękiem zwróciła twarz w jego stronę, szukając w ciemności jego ust. 

Rozkoszowali  się  sobą,  dotykając  się  nawzajem  i  smakując.  Doprowadził  ją  do 

szaleństwa  językiem,  którym  penetrował  każdy  najmniejszy  zakamarek  jej  ust,  a 

potem wypełnił je całe. Wsunęła palce w jego włosy i przyciągnęła go do siebie. 

- Katherine... - wychrypiał tuż przy jej policzku - ...ja już tak dłużej nie mogę. 

- Nie możesz? - spytała niepewnie. 

- Nie mogę - odparł łamiącym się głosem. 

Niechętnie rozplotła palce na jego szyi i Jace zaczął się podnosić. 

- Jace - powiedziała po chwili. 

Znów przy niej usiadł. 

- Słucham? 

Nieśmiało  wyciągnęła  rękę  i  wsunęła  ją  za  rozchyloną  koszulę,  dotykając 

sprężystych włosów i gładząc ciepły, muskularny tors. 

- Jeszcze raz ci dziękuję za to, co zrobiłeś. 

Znów  się  nad  nią  pochylił.  Tym  razem  chłonął  jej  usta  z  nieposkromioną 

namiętnością.  Jego  ręka  wędrowała  pod  kołdrą,  aż  dotknęła  jej  talii.  Przez  cienką 

bawełnianą koszulkę  Katherine wyczuwała każdy jego  ruch. Przesunął ręką po jej 

biodrze i zatrzymał ją na brzuchu. 

Katherine  ogarnęła  fala  pomieszanej  z  lękiem  rozkoszy,  gdy  dłoń  Jace’a 

znieruchomiała  na  trójkącie  pomiędzy  jej  udami.  Czas  płynął  w  przyśpieszonym 

rytmie  ich  serc.  Jace  wciąż  trwał  w  żarliwym  pocałunku.  A  potem  powoli  zaczął 

zataczać ręką małe kręgi, jego palce pieściły ją coraz niżej i głębiej, aż... 

- Jace! - krzyknęła. 

W tym krzyku była panika. Cofnął natychmiast rękę i ujął w dłonie jej twarz. 

-  Nie  będę  cię  dzisiaj  niepokoił.  Tak  sobie  przyrzekłem.  I  nigdy  nie  zrobię  ci 

krzywdy. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Pocałował ją lekko i szybko wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi. 

 

Nazajutrz  rano  Katherine  włożyła  szlafrok,  przewinęła  rozkapryszoną  i  głodną 

Allison i dopiero potem zapuściła się w głąb mieszkania. 

Jace stał przy zlewie  i podśpiewywał, wyciskając sok z pomarańczy do dzbanka. 

Kuchnię wypełniał aromat świeżo parzonej kawy. 

- Dzień dobry paniom - powiedział przez ramię. 

- Dzień dobry. Czy ty w ogóle spałeś? - zapytała Katherine. Zauważyła leżące w 

living-roomie na podłodze okresy i mapy. 

- Owszem, uciąłem sobie drzemkę. 

Stojąc przed nią, wycierał ręce. Porzuciwszy żartobliwy ton zapytał: 

- Jak się czujesz? 

Uśmiechnęła się do niego i odparła: 

-  Bardzo  dobrze.  Naprawdę.  Teraz,  w  dzień,  cała  ta  historia  wydaje  mi  się  tylko 

złym snem. 

- To wspaniale. Cieszę się. 

Pogłaskał ją po policzku i dodał: 

- Nakarm księżniczkę, a ja zrobię dla nas jajka. 

-  Dobrze  -  zgodziła  się  Katherine.  I  właśnie  w  tej  chwili  zadzwonił  telefon. 

Sięgnęła  po  słuchawkę.  -  Halo?  -  zapytała,  po  czym  zdziwiona  oddała  słuchawkę 

Jace’owi.  Skąd  ktokolwiek  mógł  wiedzieć,  że  Jace  jest  właśnie  tutaj?  - 

Zamiejscowa z przywołaniem, do ciebie - powiedziała. 

- Jace Manning.  Tak, Mark  -  mówił szorstko do  mikrofonu,  nie patrząc  na  nią. - 

O,  cholera!  Myślałem,  że  może  oni...  Nie  wiem.  Czy  wszystko  jest  załatwione? 

Zaraz,  jak  on  się  nazywa?  Dobrze,  kiedy?  Nie,  ale  jakoś  znajdę.  Do  diabła, 

zapomniałem  o  święcie.  Nie.  Nie.  Przypuszczałem,  że  mogą  wyciąć  taki  numer. 

Będę... Taak. Jeżeli zdarzy się coś takiego, o czym powinienem  wiedzieć, dzwoń. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Ty  też.  Jak  będzie  załatwione,  to  zadzwonię.  Możesz  im  tak  powiedzieć.  Tak,  na 

pewno będzie bomba. Do widzenia i bardzo ci dziękuję, Mark. 

Odłożył słuchawkę i przez dłuższy czas patrzył na telefon, a potem odwrócił się i 

spojrzał prosto w pytające oczy Katherine. 

- Kiedy będziesz gotowa, żeby pojechać do Dallas? 

- Do Dallas? - spytała. - Po co miałabym jechać do Dallas? 

- Na ślub. Dzisiaj się pobieramy. 

Rozdział 5 

-  Czyś  ty  zwariował?  -  Katherine  dosłownie  zatkało.  Popatrzyła  na  Jace’a  z 

niedowierzaniem. Spokojnie wytrzymał jej wzrok. 

- Być może - powiedział ponuro - ale nie mamy wyboru. 

- Wyboru? O czym ty mówisz? 

Allison  stawała  się  coraz  bardziej  niespokojna.  Katherine  przełożyła  małą  na 

drugą rękę i zaczęła ją huśtać. 

- Katherine... 

Jego spokojny głos doprowadzał ją do szału. 

- Daj Allison butelkę, a my tymczasem pogadamy. 

Rzuciła  mu  wściekłe  spojrzenie,  ale  wzięła  butelkę  z  mlekiem,  którą  Jace 

przewidująco  wyjął  godzinę  wcześniej  z  lodówki.  Usiadła  przy  stole  na  jednym  z 

giętych  krzeseł,  trzymając  Allison  na  lewej  ręce.  Uspokoi  marudzące  dziecko 

butelką, a potem nakarmi je kaszką z owocami. Teraz musi się skupić. 

Udając opanowanie, spytała: 

- No dobrze, a kto zatelefonował do ciebie na  mój  numer? Poza tym chciałabym 

wiedzieć, i to zaraz, co masz na  myśli mówiąc, że się pobieramy. Jestem ciekawa, 

jak teki absurdalny pomysł mógł ci w ogóle przyjść do głowy. 

Jace uśmiechnął się i powiedział: 

- Właśnie zaproponowałem pewnej damie  małżeństwo, ale  nawet  nie wiem, jaką 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

lubi kawę ani czy w ogóle ją pije. 

- Poproszę kropelkę mleka - odparła Katherine. Kiedy Jace przejdzie wreszcie do 

głównego tematu? 

Zrobił  jej  kawę  i  postawił  przed  nią  na  stole.  Swój  kubek  ponownie  napełnił  i 

usiadł okrakiem na krześle, zaplatając ręce na wygiętym oparciu. 

- Słuchaj, moi rodzice występują z doniesieniem do prokuratury, że porwałaś ich 

wnuczkę. Kiedy dowiedzą się, gdzie jesteś, zostaniesz aresztowana... 

Katherine zbladła jak papier  i potrząsnęła  głową. Allison zaczęła się kręcić, zbyt 

mocno przyciśnięta przez ciotkę. 

- Nie, nie, tego nie mogą zrobić! Ja jestem jej opiekunką. Moja siostra... 

Przerwał jej: 

- Mogą zrobić i zrobią! Wierz mi. Pozwól, że ci opowiem wszystko od początku. 

Kiwnęła głową, nie mogąc wydobyć z siebie głosu. Jace powiedział jej, co wie o 

sytuacji w Denver. 

- Mój przyjaciel, który jest prawnikiem, trzyma rękę na pulsie. Kiedy wróciłem z 

Afryki, stwierdziłem, że moi rodzice są na ciebie, mówiąc delikatnie, wściekli. Już 

wtedy odgrażali się, że ci odbiorą Allison. 

Zauważył, że Katherine chce coś powiedzieć, lecz powstrzymał ją ruchem ręki. 

- Wysłuchaj mnie do końca. 

Niechętnie skinęła głową. 

-  Kiedy  się  tu  wybierałem,  mówiło  się  o  porwaniu,  FBI  i  w  ogóle.  Poprosiłem 

Marka,  tego  mojego  przyjaciela  prawnika,  żeby  mnie  informował  o  wszystkim. 

Kontaktowałem się z nim co parę dni i dałem  mu twój telefon na wypadek, gdyby 

nie mógł mnie złapać przez Sunglow czy w motelu. 

-  Ale  ja  jej  nie  porwałam!  -  wykrzyknęła  Katherine,  kiedy  Jace  przerwał,  żeby 

łyknąć kawy. - Mary powierzyła mi ją przed śmiercią. Mam na to dokument. 

- Gdzie? 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Zawahała się, a potem pokazała palcem biurko w living-roomie. 

- Trzecia szuflada po lewej stronie. 

Jeżeli zniszczy ten papier, to zawsze jest oryginał w sejfie w Denver, pomyślała. 

Jace  wyjął  kopię  z  biurka  i  wrócił  do  kuchni.  Obejrzał  ją  dokładnie,  a  potem 

smutno spojrzał na Katherine. 

- Napisała to przed samą śmiercią? 

- Tak - potwierdziła. 

- To bardzo wymowne i wzruszające, ale  wątpię, czy będzie  miało znaczenie dla 

sądu. 

- Oryginał jest w sejfie w Denver - dodała Katherine z nadzieją. 

Jace potrząsnął głową i westchnął. 

-  Czy  ktoś  był  świadkiem,  jak  to  pisała?  -  zapytał.  -  Nikt  prócz  niej  tego  nie 

podpisał. 

Katherine, przygnębiona, potrząsnęła przecząco głową. 

- Nie - odparła. 

-  W  każdym  stanie  są  inne  kryteria  oceny  legalności  testamentów.  Możemy 

sprawdzić przepisy w Kolorado, ale... 

Wzruszył ramionami i zamilkł. Potarł czubek nosa i spojrzał na Katherine. 

- Posłuchaj, co chcę zrobić... - zaczął i znów urwał. 

Wstał, podszedł do okna i popatrzył na poranny krajobraz. 

- Byłem pewny, że moi rodzice zrobią wszystko, by przejąć opiekę nad dzieckiem 

Petera - powiedział. 

Po raz pierwszy w ich rozmowie padło to imię. Jeszcze teraz wspomnienie Petera 

przyprawiało  Katherine  o  dreszcz.  Czy  kiedykolwiek  zapomni  bladą,  umęczoną, 

nieszczęśliwą twarz Mary? Jace wyrwał ją z zamyślenia, mówiąc: 

-  Postanowiłem,  że  sam  wystąpię  o  opiekę  o  Allison.  Dlatego  zacząłem  cię 

szukać.  Zamierzałem  wystąpić  przeciwko  tobie  do  sądu  o  odebranie  Allison.  Ale 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

potem...  kiedy  zobaczyłem...  jak  dobrze  się  nią  opiekujesz...  Wiem  przecież,  że 

dziecku  potrzebna  jest  matka.  Więc...  -  wzruszył  ramionami  -  wtedy  uznałem,  że 

powinniśmy  połączyć  wysiłki  i  wspólnie  opiekować  się  małą.  Kazałem  Markowi 

załatwić wszystko tak, żebyśmy mogli wziąć ślub tu, w Teksasie. Teraz, skoro moi 

rodzice  chcą  zrealizować  swoje  groźby,  powinniśmy  pobrać  się  jak  najszybciej. 

Najlepiej dzisiaj. 

Trudno  jej  było  uwierzyć,  że  Jace  tak  bezceremonialnie  bierze  w  swoje  ręce  jej 

życie, nawet się nie troszcząc, czy jej się to podoba, czy nie. 

- No tak, szanowny panie Manning - powiedziała - ale problem polega na tym, że 

ja  nie  zamierzam  wychodzić  za  mąż  za  pana  ani  w  ogóle  za  nikogo.  Chyba  masz 

źle  w  głowie,  wyobrażając  sobie,  że  wyjdę  za  któregokolwiek  z  Manningów. 

Pamiętam dobrze, jak okrutny był Peter dla Mary. 

Odwrócił się i spojrzał jej prosto w twarz. 

- Wiem, co myślisz o mojej rodzinie. Wiem też, dlaczego tak myślisz. I nie mam o 

to do ciebie żalu. 

- Bardzo ci jestem wdzięczna - odparła ironicznie. - Ale skąd mogę wiedzieć, czy 

to  nie  element  tej  samej  intrygi,  czy  nie  zabierzesz  mi  Allison,  żeby  ją  oddać 

swoim  rodzicom?  Trudno  mi  uwierzyć,  żeby  jakikolwiek  mężczyzna,  choćby  nie 

wiem jak pięknie o tym mówił, chciał się naprawdę opiekować czteromiesięcznym 

dzieckiem. 

Jej słowa były okrutne, ale nie mogła inaczej tego załatwić. Gdyby to nie chodziło 

o córkę Mary, potrafiłaby stawić mu czoło. 

- Czy  ty sobie wyobrażasz, na co wyrośnie Allison pod opieką twojej  matki? Na 

pewno... 

- Owszem - wtrącił spokojnie. - Wyobrażam sobie. 

- To powiedz. 

-  Wychowa  ją  na  beznadziejnie  głupią  dziewczynę,  bezmyślną,  nie  interesującą 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

się nikim ani niczym poza sobą. Tak samo, jak wychowała jej ojca. 

- Przepraszam, nie chciałam... - powiedziała Katherine. 

-  Nie  musisz  przepraszać.  Oczywiście  masz  o  mnie  bardzo  kiepskie  zdanie. 

Uważasz,  że  się  niczym  od  nich  nie  różnię.  Nic  dziwnego,  że  nie  możesz 

zdecydować się na małżeństwo ze mną. 

-  Ja  za  ciebie  nie  wyjdę,  Jace!  -  wrzasnęła,  ale  po  chwili  ochłonęła  i  dodała:  - 

Uczono mnie, że małżeństwo to poważna sprawa i że... 

-  Oskarżenie  o  porwanie  dziecka  to  też  poważna  sprawa,  Katherine.  To  się 

przyklej do ciebie na całe życie. Śmierć Petera i Mary, nie mówiąc już o tej dziew-

czynie,  która  zginęła  z  nim  razem,  znowu  znajdzie  się  na  pierwszych  stronach 

gazet. Czy chcesz przejść to piekło jeszcze raz? Poprzednio stałaś z boku, ale tym 

razem znajdziesz się w samym środku, bo dojdzie jeszcze sprawa Allison. 

Przeszedł przez pokój i oparł się o stół. Jego twarz znalazła się tuż przy jej twarzy. 

-  Czy  jesteś  przygotowana  na  proces  sądowy?  -  zapytał.  -  Czy  podołasz  temu 

finansowo?  Żaden adwokat  nie podejmie się  prowadzenia tej sprawy za  mniej  niż 

pięć  tysięcy  dolarów.  Być  może  będzie  to  nawet  więcej.  Zapewniam  cię,  że  moi 

rodzice  zrobią  wszystko,  żeby  wygrać.  Nie  cofną  się  przed  żadnymi  kosztami, 

użyją każdego podstępu. A co w tym czasie będzie z Allison? Prawdopodobnie zo-

stanie  oddana  pod  opiekę  władz  stanowych  i  pozostanie  w  domu  dziecka  aż  do 

wyroku sądu. To może trwać całe miesiące. Czy tego chcesz dla niej? 

Katherine  przytuliła  dziecko  i  odwróciła  twarz.  Miał  rację.  Nie  da  sobie  rady. 

Nawet gdyby w końcu wygrała, to cena zwycięstwa będzie ogromna. 

-  A  jeżeli...  gdyby...  zawrzemy  małżeństwo,  czy  twoi  rodzice  nie  oskarżą  nas 

obojga? - zapytała. 

-  Mogliby  wystąpić  przeciwko  mnie,  gdybym  sam  starał  się  o  przysposobienie 

Allison.  Mieliby  argument  niepełnej  rodziny.  Ale  przeciwko  nam  obojgu  nie 

wystąpią.  Razem  będziemy  stanowić  rodzinę.  Podejmiemy  od  razu  kroki  w  celu 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

adoptowania  Allison.  Wówczas  pod  względem  prawnym  stanie  się  naszym 

dzieckiem,  i  będzie  to  coś  więcej  niż  opieka.  Każdy  sąd  to  zaakceptuje.  No  i 

jesteśmy  dużo  młodsi  od  moich  rodziców,  to  jeszcze  jeden  punkt  dla  nas.  A  poza 

tym - uśmiechnął się gorzko - chyba nie chcieliby tego rodzaju rozgłosu, zwłaszcza 

matka.  Jestem  przekonany,  że  kiedy  się  dowiedzą  o  naszym  ślubie,  zwołają 

konferencję prasową i ogłoszą, że szalenie się cieszą z takiego rozwiązania. Dadzą 

do zrozumienia, że to ich pomysł i że są zachwyceni naszym małżeństwem. 

Katherine  zdążyła  już  nakarmić  Allison,  która  -  nieświadoma,  że  stała  się 

przyczyną  tak  poważnego  konfliktu  -  spokojnie  zasnęła.  Zaniosła  ją  do  sypialni  i 

położyła w łóżeczku. Kąpiel miała być później. 

Kiedy wróciła do kuchni, Jace zmywał naczynia. 

-  Pośpiesz  się  i  ubierz  -  powiedział.  - Mamy być  u zaprzyjaźnionego z Markiem 

sędziego o drugiej. 

- Jace, ale ja nie mogę za ciebie wyjść - oświadczyła. Może sytuacja nie wygląda 

tak  źle,  jak  ją  przedstawił.  Teraz  nie  ma  się  co  kłócić,  ale  do  czego  to  podobne, 

żeby ją tak terroryzował. - Dam sobie radę z Allison i ze swoimi sprawami. 

Kiedy  się  do  niej  odwrócił,  w  jego  niebieskich  oczach  dostrzegła  błyski  gniewu. 

Wepchnął kciuki w szlufki dżinsów i przyjął wojowniczą postawę. 

-  Widać,  jak  dajesz  sobie  radę  ze  swoimi  sprawami!  -  wybuchnął.  -  Wczoraj 

niewiele brakowało, żeby cię zgwałcił jakiś stary sukinsyn, tak  napalony, że  mało 

mi się od niego nie udzieliło! 

- Jak możesz tak mówić! - wykrzyknęła. - Widziałeś, że to nie moja wina, że mnie 

facet molestuje, a teraz ty próbujesz zmusić mnie do małżeństwa, którego nie chcę. 

Jace  podszedł  wolno  do  Katherine,  stanął  naprzeciwko  niej  i  głosem  pozornie 

łagodnym powiedział: 

-  Szanowna  panno  Adams,  czy  nie  przyszło  pani  do  głowy,  że  i  ja  nie  mam 

specjalnej ochoty rezygnować z  mojej osobistej wolności? Nie po to przejechałem 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

pół świata, a potem pół Stanów Zjednoczonych, żeby się żenić. 

- No to dlaczego... 

-  Dlatego,  że  czuję  się  odpowiedzialny  za  stworzenie  Allison  normalnego  domu. 

To ta mała jest prawdziwą ofiarą, Katherine. Nie ty i nie ja. Chcę się z tobą ożenić, 

by  jakoś  zrekompensować  krzywdę,  którą  Peter  wyrządził  Mary.  A  ty  będziesz 

mogła w ten sposób dotrzymać danej siostrze obietnicy. 

Cofnął się parę kroków i spytał po chwili: 

- No co, jedziesz ze mną do Dallas? 

Zasłoniła  twarz  rękami.  Nie  mogła  zebrać  myśli.  Kiedy  Jace  był  tak  blisko  niej, 

żadne racjonalne myślenie nie wchodziło w grę. Czuła, jak emanuje z niego gniew. 

Oddychał z trudem, równie podniecony jak ona. Nie było czasu na analizę sytuacji. 

Jaki jest wybór? Nie ma wyboru. 

- Dobrze, Jace - odparła w końcu. 

W głębi serca była mu wdzięczna, gdy bez cienia tryumfu powiedział: 

- Wrócę za godzinę. Chcesz zostać na noc w Dallas czy wolisz wrócić do domu? 

Na noc? Z nim? W hotelu? 

- Nie. Wolę, żebyśmy wrócili. 

- Dobrze. Zostawisz Allison z Happy? 

-  Nie.  Jeśli  nie  masz  nic  przeciwko  temu,  to  wezmę  ją  z  sobą.  Nie  życzę  sobie, 

żeby ktokolwiek o tym wiedział, dopóki sprawa nie zostanie załatwiona. A Happy 

będzie zaraz chciała... 

- Rozumiem - przerwał jej. - Do zobaczenia za godzinę. 

 

Podróż  do  Dallas  była  długa  i  wyczerpująca.  Jace  zgodnie  z  obietnicą  wrócił 

dokładnie  za  godzinę.  Katherine  uwijała  się  gorączkowo,  żeby  zdążyć  na  czas. 

Włożyła  żółtą  lnianą  suknię  i  granatowy  blezer.  Całość  daleko  odbiegała  od 

tradycyjnego  stroju  ślubnego,  ale  przecież  nie  miał  to  być  tradycyjny,  uroczysty 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

ślub. 

Katherine  już  się  nie  dziwiła,  że  cokolwiek  Jace  włoży,  zawsze  wygląda 

wspaniale.  Dzisiaj  jego  granatowy  blezer,  beżowe  spodnie,  kremowa  koszula  i 

kaszmirowy  krawat  mogłyby  stanowić  przedmiot  zazdrości  każdego  modela  z 

Gentlemana Quarterly. Poruszał się w tym stroju z tą samą swobodą  i wdziękiem 

co w dżinsach. 

Zaproponował,  żeby  pojechali  jej  samochodem,  ponieważ  tylne  siedzenie  dżipa 

nie  było  zbyt  bezpiecznym  miejscem  dla  Allison,  nawet  przypiętej  pasem  w 

nosidełku. 

Jazda  z  Van  Buren  do  Dallas  autostradą  stanową  trwała  tylko  dwie  godziny,  ale 

dłużyła się jak wieczność. Żadne z nich się nie odzywało, oboje pogrążeni byli we 

własnych myślach. 

Gdy znaleźli się na przedmieściu, Jace zatrzymał samochód na stacji benzynowej, 

na której z powodu Święta Pracy panował duży ruch. 

Kiedy znowu ruszyli, Katherine przez ciekawość spytała: 

- Jak ci się udało załatwić pozwolenie na ślub? 

-  Przyjaciel  Marka  ma  dla  nas  przygotowane  wszystkie  dokumenty.  Musimy  je 

tylko po przyjeździe podpisać. I wpisać twoje drugie imię. Nie znam go. 

Oderwał na chwilę wzrok od drogi i uśmiechnął się do niej. 

-  Na  drugie  mam  June  -  wymamrotała,  wciąż  jeszcze  nie  mogąc  się  otrząsnąć  z 

szoku. - A czy nie musimy zrobić badania krwi? 

-  Mój  kolega  z  korporacji  akademickiej  jest  w  Denver  lekarzem.  Wydał 

zaświadczenia dla nas obojga. 

Katherine była przerażona. 

- To chyba nielegalne? To przecież oszustwo? 

Wzruszył ramionami. 

-  Może.  Nie  wiem  -  odparł.  -  A  co?  Obawiasz  się,  że  możesz  mieć  syfilis?  - 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

zapytał z szelmowskim uśmiechem. 

- Och - zgrzytnęła zębami. 

Jace roześmiał się. 

-  Lepiej  przestań  się  na  mnie  złościć.  Skromny  rumieniec  panny  młodej  będzie 

znacznie stosowniejszy. Jesteśmy na miejscu. 

Nie  było  problemu  z  zaparkowaniem,  więc  zostawili  samochód  Katherine 

naprzeciwko historycznej budowli z czerwonego wapienia. 

- Poczekaj tu chwilę - powiedział Jace i wysiadł z wozu. 

Podszedł  do  dwóch  mężczyzn  stojących  na  stopniach  budynku.  Po  krótkiej 

rozmowie wrócił i powiedział: 

- Wszystko załatwione. 

Katherine przywitała się z obydwoma mężczyznami, nie zadając sobie trudu, żeby 

usłyszeć ich nazwiska, kiedy się przedstawiali, i unikając ich badawczych spojrzeń. 

Myśleli pewnie, że Allison to jej dziecko i że małżeństwo jest zawierane w sytuacji 

przymusowej. 

Wiatr  z  siłą  tornada  smagał  drapacze  chmur  w  centrum  Dallas.  Katherine 

próbowała  przytrzymać  spódnicę  i  zarazem  nie  wypuścić  Allison,  która  zaczęła 

płakać.  W  trakcie  przysięgi  małżeńskiej  Jace  wziął  od  niej  małą  i  przytulił. 

Uspokoiła się natychmiast. 

Jeszcze chwila  i było po wszystkim. Jace dla  formy pocałował  Katherine w usta, 

jak  mu kazano, po czym wrócili do samochodu.  Kiedy  Katherine  i  Allison  już się 

usadowiły, Jace podszedł jeszcze do  mężczyzn, sięgnął do kieszeni  i wyjął zwitek 

banknotów. Na koniec podał im obu rękę i wrócił do samochodu. 

Zaproponował, żeby coś zjedli, ale Katherine odmówiła. Wolała już wracać. 

-  A  może  byśmy  wpadli  do  Neimana-Marcusa  wybrać  prezent  ślubny?  -  spytał 

Jace, manewrując w labiryncie śródmiejskich ulic. 

Propozycja  wydała  się  Katherine  kusząca,  nigdy  jeszcze  bowiem  nie  była  w 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

słynnym  magazynie,  ale  właśnie  w  tej  chwili  Allison  zaczęła  marudzić, 

zrezygnowała więc z tego planu. 

Jace, wyczulony na wszelkie emocjonalne niuanse, pochwycił zawód w jej głosie. 

- Niedługo przyjedziemy tu sami. Obiecuję ci - oznajmił. 

Droga  powrotna  do  Van  Buren  okazała  się  trudna  dla  nich  obojga.  Byli  spięci  i 

podnieceni  swoją  bliskością  i  nową  sytuacją.  Allison,  która  albo  wyczuwała  to 

napięcie,  albo  była  zmęczona  nienormalnym  przebiegiem  dnia  i  obcym 

otoczeniem, prawie przez całą drogę popłakiwała. 

Jace  denerwował  się,  że  samochód  jest  zbyt  ciasny,  i  oznajmił,  że  pierwszą 

rzeczą, jaką zrobi, będzie kupienie czegoś przyzwoitszego. 

- Kupię największą cholerną gablotę, jaką znajdę. 

- Uważaj, jak się wyrażasz przy dziecku - powiedziała Katherine. 

Odwrócił  się  do  niej  gniewnie  i  wyrżnął  czołem  w  osłonę  przeciwsłoneczną. 

Znów zaklął, ale tym razem cicho, pod nosem. 

Gdy  przyjechali  do  domu,  byli  zgrzani,  zmęczeni,  głodni  i  źli.  Katherine  dała 

Allison  na  kolację  marchewkę  i  szpinak,  którym  mała  opluła  siebie  i  ją.  Trzeba 

było  kąpać  dziecko  jeszcze  raz.  Katherine  była  wykończona  i  sama  również 

postanowiła się wykąpać. Jace pomógł jej zanieść Allison na górę. 

-  Muszę  pojechać  do  motelu,  żeby  się  zapakować  i  wymeldować  -  powiedział.  - 

Mieszkałem  tam  prawie  dwa  tygodnie.  Przykro  mi,  że  nie  mogę  ci  zaproponować 

własnego  domu  -  uśmiechnął  się.  -  Czy  nie  masz  nic  przeciwko  temu,  że  przez 

jakiś czas będziemy mieszkali u ciebie? 

- Nie, oczywiście, że nie - odparła. Do tej chwili nie myślała o tym, co będzie po 

ślubie.  Teraz  zdała  sobie  sprawę  z  tego,  co  oznacza  fakt  zawarcia  małżeństwa. 

Miała mieszkać z Jace’em. Mieszkać, i co jeszcze? 

Wyszła  z  łazienki  i  pobiegła  do  szafy.  Wyjęła  koszulkę  z  emblematami 

uniwersytetu  Kolorado  i  najstarsze,  najbardziej wyblakłe dżinsy. Wsunęła  na  nogi 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

sandały.  Może,  jeśli  z  wyglądu  nie  będę  przypominała  panny  młodej,  to  nie  będę 

musiała robić tego co panna młoda, pomyślała z nadzieją. Uczesała włosy i upięła 

je grzebieniami. 

Zanim wrócił Jace, przygotowała kolację. Wszedł od frontu, pogwizdując, akurat 

w momencie, kiedy szykowała grzanki z serem na ruszcie. 

- Czy mam czas na prysznic? - spytał, zaglądając do ichni. 

- Tak, ale szybko. 

- Zaraz będę. Allison śpi? 

- Tak. 

- To dobrze - powiedział i poszedł do łazienki. 

Dobrze? Dlaczego dobrze, że Allison śpi? Bo nie będzie przeszkadzała? Katherine 

trzęsły się ręce, gdy obrywała liście sałaty. 

Do zupy grzybowej z puszki dodała cebulę smażoną na maśle i dwie łyżki sherry. 

Jace musiał docenić jej wysiłki, bo po pierwszej łyżce podniósł brwi i oświadczył: 

- Niezła. Przeszłaś pierwszą próbę jako żona. 

Pierwszą próbę? A miały być jeszcze jakieś? 

- Mam nadzieję, że lubisz ser szwajcarski na żytnim chlebie - powiedziała. 

- Uwielbiam - odparł i mrugnął do niej porozumiewawczo. Miał jeszcze wilgotne 

po  prysznicu  włosy,  był  w  dżinsach  i  zwykłej  koszuli.  Nie  pozapinał  wszystkich 

guzików  i  Katherine  zauważyła,  że  włosy  na  jego  piersi  są  również  wilgotne.  - 

Jeżeli pozwolisz, to rozpakuję się jutro rano. Na razie zwaliłem wszystko w living-

roomie - dodał. 

-  Oczywiście...  w  porządku  -  wyjąkała.  Czy  dla  wszystkich  nowożeńców 

rozmowa jest taka trudna? 

Podniósł szklankę do ust. Ostrzegła go szybko: 

- Herbaty z lodem nie słodzę. Jeżeli ty... 

- Ja też nie. Popatrz, ile mamy ze sobą wspólnego... 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Wzniósł szklankę w geście toastu, upił łyk i resztę odstawił. Żartował z niej sobie, 

a  ona  była  zdenerwowana,  rozdrażniona.  Taki  jej  się  wydawał  ogromny  w  tej 

maleńkiej kuchence, która go ledwie mieściła. 

Jedli  w  pełnym  napięcia  milczeniu.  Kiedy  skończyli,  przeprosiła  go  za  to,  że 

posiłek był taki skromny. 

- Od kilku dni nie robiłam zakupów, więc musiałam przygotować kolację z tego, 

co miałam. 

-  Nic  nie  szkodzi.  Było  pyszne.  Wyobrażam  sobie  chwilę,  kiedy  zechcesz  mnie 

swoimi  kulinarnymi  talentami  rzucić  na  kolana.  Ale  nie  myśl,  że  chcę  cię  ciągle 

widzieć przy garach. Radzę sobie w kuchni całkiem nieźle. 

Jego niebieskie oczy roziskrzyły się w uśmiechu, a dołki w policzkach zrobiły się 

głębsze.  W  roztargnieniu  przesuwał  palcami  po  słojach  drewna  na  blacie  stołu. 

Miał  silne,  lecz  delikatne  ręce,  o  czystych,  krótko  obciętych  paznokciach. 

Katherine przypomniała sobie, jak te ręce powoli i kojąco głaskały jej piersi wtedy 

nad jeziorem. 

Zerwała  się  z  krzesła,  aż  zadzwoniły  talerze,  kiedy  zawadziła  o  stół.  Ani  chwili 

dłużej nie będzie tu siedzieć, patrząc w niego jak w obraz. Co za szaleństwo! Ktoś 

mógłby pomyśleć, że wyszła za niego ze względów uczuciowych. Bzdura! 

Jace sięgnął przez stół i złapał ją za przeguby dłoni z precyzją atakującego węża. 

Chciała  się  wyrwać,  lecz  powstrzymał  ją  spojrzeniem  i  przyciągnął  do  siebie.  Po 

chwili puścił jej nadgarstki, sięgnął do włosów i wyjął z nich grzebienie. 

-  Wolę,  jak  opadają  swobodnie  -  powiedział  cicho,  gdy  włosy  spłynęły  jej  na 

ramiona.- Co za niezwykły odcień! Czy je rozjaśniasz? 

Pociągnął lekko kosmyk, który opadał jej na twarz. 

- Nie... to chyba słońce - odparła. 

- Naprawdę prześliczne - wymamrotał. Czuła jego ręce na plecach. Przygarnął ją 

jeszcze bliżej. - Ładnie pachniesz. Chodź do mnie, Katherine - powiedział łagodnie 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

i posadził ją sobie na kolanach. Przyglądał się długo jej twarzy. - Nie ma powodu, 

żebyś się zachowywała jak płochliwy źrebak. Nie będę na siłę egzekwował swoich 

praw małżeńskich. Nie zaczniemy ze sobą sypiać, dopóki się lepiej nie poznamy. - 

Uśmiechnął się Figlarnie. - Chociaż wczoraj mnie trochę do tego zachęcałaś. 

Wczoraj! Czyżby minęła dopiero doba od chwili, gdy ją uratował przed Ronaldem 

Welshem?  Zarumieniła  się  na  myśl  o  tym,  jak  ją  pocieszał,  jak  pieścił  namiętnie, 

intymnie, jak całował. Podczas dzisiejszej porannej sprzeczki modliła się, żeby nie 

użył tego jako argumentu przeciwko niej. Nie użył, ale i nie zapomniał. 

Kiedy  te  myśli  kłębiły  jej  się  w  głowie,  przyglądała  mu  się  z  nie  ukrywanym 

zachwytem. Jej wzrok musiał być bardzo wymowny, bo Jace roześmiał się. 

-  Jak  dotąd,  nigdy  nie  brałem  kobiety  siłą  i  nie  zamierzam  zaczynać  od  mojej 

żony. A poza tym nie przeczytałem jeszcze gazety. 

Spuścił  ją  z  kolan  i  dał  klapsa  w  pupę,  a  potem  poszedł  do  living-roomu. 

Katherine próbowała uporządkować swoje kapryśne uczucia. Złapała się na tym, że 

zupełnie  bez  powodu  jest  na  niego  zła,  iż  mimo  wszystko  nie  dochodzi  swoich 

praw małżeńskich. Całe jej ciało płonęło pożądaniem, świadome jego męskości. 

- Chyba pójdę spać, Jace. - Uśmiechała się, ale usta jej drżały, gdy sprzątnąwszy 

w kuchni weszła do living-roomu. - Tyle się dzisiaj działo. 

- No pewnie. Śpij dobrze. 

- To dobranoc. 

- Dobranoc. 

Godzinę później, gdy Jace stanął w drzwiach sypialni, jeszcze się przewracała na 

łóżku. Snop światła wyłowił z mroku jego ciemną sylwetkę. 

- Pani Manning... - zwrócił się do niej. 

Serce skoczyło jej do gardła. Odruchowo podciągnęła kołdrę pod brodę. 

- T...tak? - wyjąkała. 

- Co do tamtej sypialni... 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Co? 

- Jest pewien problem. 

- Jaki? 

- Tam nie ma łóżka. 

Katherine zakryła ręką usta, tłumiąc śmiech. 

-  Och,  Jace!  Nie  pomyślałam  o  tym.  Strasznie  mi  przykro.  Kiedy  się 

wprowadzałam,  to  oczywiście  wiedziałam,  że  będę  spała  w  jednym  pokoju  z 

Allison, dopóki trochę nie podrośnie. Kupiłam to łóżko, ale nie... 

-  Pewnie  będę  musiał  wyłamać  drążki  z  łóżeczka  Allison,  żeby  się  zmieścić.  - 

Westchnął. - Krótko mówiąc, zostaje mi tylko kanapa. - Wychodząc dodał: - Łóżko 

stawiam  na  pierwszym  miejscu  naszej  listy  zakupów,  razem  z  nowym 

samochodem. Do cholery, wszystko jest dla mnie za małe w tym cholernym domu. 

Trzasnął  drzwiami,  ale  Katherine  wiedziała,  że  to  ze  zdenerwowania,  a  nie  ze 

złości. 

Zachichotała,  po  czym  obróciła  się  i  zapadła  w  spokojny  sen.  Zasypiając 

wmawiała  sobie,  że  jej  wczorajsza  przychylność  w  stosunku  do  Jace’a  wynikała 

tylko z samej wdzięczności. Po prostu w ten sposób odreagowywała całe napięcie. 

Nic więcej. Tego jest pewna, bez względu na to, co chce w tym widzieć Jace. 

 

Rozdział 6 

Nie  umiałaby  powiedzieć,  kiedy  wyzbyła  się  swojej  rezerwy  w  stosunku  do 

Jace’a. Przez pierwszych kilka dni po nietypowej uroczystości ślubnej wciąż miała 

się na baczności, ważyła każde słowo, każdy gest. 

To  go  jednak  nie  zniechęcało.  Był  konsekwentnie  uważający,  uprzejmy  i 

opiekuńczy.  Czasem  zostawiał  ją  samą,  intuicyjnie  zgadując,  że  ceni  sobie 

niezależność. 

Łączyła  ich  Allison.  Przyjemnie  było  patrzeć,  jak  Jace  odnosi  się  do  małej 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

brataniczki.  Katherine  cieszyło,  że  zachowuje  się  jak  dobry  ojciec.  Musiała  nawet 

przyznać, że czasem mała wolała jego towarzystwo. 

Nazajutrz po ślubie, rano, Jace oświadczył zza niedzielnego numeru gazety: 

- Myślę, że trzeba się ubrać i iść do kościoła. 

- Do kościoła? - zdumiała się Katherine. 

-  Tak.  Happy  już  od  jakichś  dwudziestu  minut  krząta  się  w  ogródku.  Zrobiła 

chyba  wszystko,  co  można  zrobić  w  ogrodzie,  i  teraz  patrzy  w  naszą  stronę  z 

wyraźnym  potępieniem.  Niewątpliwie  widziała  mojego  dżipa  stojącego  przed 

domem w nocy i zapewne uważa, że jest w tym coś niewłaściwego. 

- Och, zupełnie o tym zapomniałam - zmartwiła się Katherine. 

- Powiemy jej o wszystkim, jak będziesz gotowa. 

- Naprawdę mamy iść do kościoła? 

-  Tak.  Chyba  że  nasze  wyznania  nie  dadzą  się  pogodzić.  Jestem  protestantem. 

Widzisz w tym jakiś problem? 

- Nie, skądże, tylko że to... 

-  Katherine,  czy  pomyślałaś  o  plotkach  na  temat  tego,  że  młoda  wdowa  Adams 

nagle wychodzi za szwagra? I że ma kilkumiesięczne dziecko? Jeśli Manningowie 

mają  mieszkać  w  Van  Buren,  to  chcę,  żeby  wszyscy  wiedzieli,  że  są  moralną 

podporą  miejscowej  społeczności.  Chcę  cię  chronić  przed  wszelkimi 

pomówieniami.  Nie  mamy  nic  do  ukrycia  poza  tym,  kim  byli  prawdziwi  rodzice 

Allison, a kiedy przysposobimy ją sądownie, to już  nie będzie żadnego  problemu. 

Pamiętaj,  że  najlepszą  obroną  jest  atak.  -  Spojrzał  na  nią  zza  gazety  i  uśmiechnął 

się. 

- Dziękuję - wyszeptała. Poszła do kuchni po butelkę dla  Allison, która już się o 

nią zaczęła dopominać, i nagle wybuchnęła płaczem. Nic mu nie chce zawdzięczać, 

a jednak musi. Czy on zawsze będzie taki au courant

 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Jace ucieszył się, że niektóre sklepy będą otwarte w Święto Pracy ze względu na 

ruch świąteczny. W jednym z większych magazynów kupił łóżko, które miało być 

przywiezione następnego dnia. 

-  Ależ  Jace,  takie  ogromne  łoże  nie  zmieści  się  w  tym  małym  pokoiku!  - 

zaprotestowała Katherine. 

-  Zmieści  się,  tylko  trzeba  usunąć  pozostałe  meble.  Mniejsze  łóżko  byłoby  dla 

mnie  za  małe.  -  Roześmiał  się  i  ujął  ją  za  ramię.  -  Postaram  się  nie  zepsuć  ci 

koncepcji urządzenia wnętrza. 

Potem  kupił  nowiutkie  kombi  i  zapłacił  gotówką.  Katherine  była  przerażona. 

Pochodziła  z  domu,  w  którym  każdy  grosz  oglądano  na  wszystkie  strony. 

Oszczędność  weszła  jej  w  krew.  Nie  była  w  stanie  pojąć,  że  ktoś  może  mieć  tyle 

pieniędzy. 

Ta  sprawa  nie  dawała  jej  spokoju.  Nie  straciła  wcale  awersji  do  Manningów, 

mimo że była teraz żoną jednego z nich i sama nosiła to nazwisko. Myśl, że żyje z 

ich  łaski,  była  jej  wstrętna.  Gdy  po  zakupach  wracali  nowym  samochodem  do 

domu, zaczęła na ten temat rozmowę. 

- Jace... - powiedziała nieśmiało. 

- Hmm? - Jadł właśnie balonik Hersheya. Zauważyła, że ostatnio wciąż ma ochotę 

na czekoladę. Dlaczego nie tył? 

- Zapłaciłeś za pobyt w szpitalu Ronalda Welsha, prawda? 

Przerwał na chwilę jedzenie balonika i spojrzał na nią. 

- Prawda - przyznał. 

- I posłałeś jego żonie jakieś pieniądze? 

Skinął głową. 

Mnąc w palcach brzeg swojej plażówki, Katherine podjęła z wahaniem: 

-  Masz  dużo  pieniędzy.  Kupiłeś  samochód  za  gotówkę,  i  tak  dalej.  Czy...  twoje 

zarobki... Mam na myśli... 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Chodzi ci o to, czy to są moje pieniądze, czy moich rodziców? - zapytał. 

Zatrzymał samochód przed wjazdem do domu i spojrzał na nią. 

-  To  są  moje  pieniądze,  Katherine  -  powiedział.  Na  jego  ustach  pojawił  się  cień 

uśmiechu. - Doszedłem do nich uczciwie, harując jak dziki osioł. Gdy wyjeżdżałem 

z  Afryki,  dostałem  bardzo  dużą  gratyfikację.  Willoughby  Newton,  właściciel 

Sunglow,  to  bardzo  przyzwoity  człowiek.  Mam  udział  w  każdym  odwiercie,  przy 

którym pracowałem. Od czasu, jak skończyłem college, ani grosza nie wziąłem od 

rodziców. 

- Nie chcę się wtrącać w twoje prywatne sprawy. Tylko nie... 

- Nie chcesz żyć z pieniędzy Eleanor i Petera Manninga seniora, ponieważ jesteś 

piekielnie ambitna, tak? - ściszył głos i dodał: - Jestem z ciebie dumny. 

Przesunął się  na siedzeniu w jej stronę  i chwycił ją  pod brodę. Musiała  na  niego 

spojrzeć. 

- A moje prywatne sprawy są teraz także twoimi sprawami. Jesteś moją żoną, nie 

zapominaj o tym. 

Jego  usta  łagodnie  pieściły  jej  wargi.  Był  to  krótki  pocałunek,  bez  okazywania 

namiętności, ale Katherine wyczuła ukryte w nim pożądanie. Serce tłukło się jej jak 

szalone, gdy Jace spojrzał na nią swymi przepastnymi niebieskimi oczami. 

Happy z wielką radością przyjęła wiadomość o ich ślubie. Jeżeli zastanawiała się 

nad  ich  wcześniejszymi  kontaktami  lub  nad  krótkością  konkurów,  pozostawiła  te 

domysły przy sobie, a Katherine była jej za to wdzięczna. 

Zaproponowała,  że  zajmie  się  Allison  przez  resztę  dnia,  żeby  mogli  pomalować 

sypialnię Jace’a. Katherine uważała, że trzeba to zrobić, zanim przywiozą łóżko. 

- Jak się we dwoje do tego weźmiemy, to się uwiniemy raz-dwa, zapewniam cię - 

powiedziała w odpowiedzi na utyskiwania Jace’a. 

-  Któż  to  widział,  żeby  w  dniu  Święta  Pracy  pracować?  -  spytał,  ale  szybko 

zmienił  zdanie,  gdy  Katherine  włożyła  swój  strój  do  malowania,  który  miała  na 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

sobie pierwszego dnia ich znajomości. 

-  Wiesz,  w  tym  wdzianku  wyglądasz  wspaniale  -  oświadczył,  gdy  zrobili  sobie 

przerwę. Katherine siedziała na podłodze po turecku i popijała lemoniadę. - Tylko 

żebyś  więcej  nie  otwierała  drzwi  w  tym  stroju  -  powiedział  przyglądając  się  jej 

spod  przymkniętych  powiek  dodał  cicho:  -  Kiedy  pierwszy  raz  zobaczyłem  twoje 

nogi, to musiałem użyć całej siły woli, żeby cię nie zaczepić. 

- Co takiego? - zapytała zdumiona. - A kiedy to było? 

-  Zaraz...  -  Zamknął  jedno  oko,  próbując  się  skupić.  -  Chyba  na  drugi  dzień  po 

moim  przyjeździe  -  odparł.  -  Poszedłem  na  kampus  i  kręciłem  się  po  korytarzu 

waszego  gmachu  biurowego.  Byłem  ciekaw  tej  nieuchwytnej  Katherine  Adams, 

która tak odważnie zabrała ze szpitala siostrzenicę wcześniaczkę i przejechała z nią 

cały kraj. - Łyknął lemoniady i oparł się o ścianę. - Wyszłaś z pokoju i poszłaś der 

źródełka.  Chyba  brałaś  aspirynę.  W  każdym  razie,  kiedy  się  schyliłaś,  żeby  się 

napić,  miałem  dobry  widok  na  twoje  nogi...  i  inne  szczegóły.  -  W  jego  oczach 

zaigrały szelmowskie ogniki. 

Katherine w pierwszej chwili zatkało, ale zaraz odparła cierpko: 

-  To  niemożliwe!  Widziałabym  cię  na  korytarzu.  Jestem  pewna,  że  bym  cię 

zauważyła. 

Podniósł brwi, jakby go to zainteresowało. Ściszył głos: 

-  Naprawdę?  Czy  to  znaczy,  pani  Manning,  że  uważa  pani  swego  męża  za  choć 

trochę przystojnego? 

- Chciałam powiedzieć... że ty... 

-  Słucham?  -  spytał  cicho.  Oparł  ręce  na  jej  ramionach  i  łagodnie  położył  ją  na 

ziemi. - Co chciałaś powiedzieć? 

Jego  twarz  była  o  kilka  centymetrów  od  jej  twarzy.  Wyciągnął  się  obok  niej. 

Poczuła ciężar jego napierającego na nią ciała. 

- Chciałam powiedzieć... 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Później - wyszeptał. Jego usta spoczęły na jej wargach. 

Katherine  przyjęła  jego  pocałunek  z  żarliwością.  Wiedziała  już,  jakie  cudowne, 

pulsujące  ciepło  wzbudza  w  jej  ciele.  Otworzyła  usta  przed  jego  niespiesznymi, 

poszukującymi wargami. Nieśmiało dotknęła ich czubkiem języka. Z gardła Jace’a 

wydarł się  głęboki  jęk, a jego  usta stały się bardziej  natarczywe. Ręką głaskał  pas 

nagiej skóry na jej brzuchu. 

Wsunął  kolano  między  uda  Katherine,  naciskając  delikatnie,  ale  stanowczo,  a  że 

również był w szortach, zetknięcie ich ciał wywołało w niej elektryzujące uczucie. 

Szorstkie  włosy  porastające  jego  nogi  łaskotały  gładką  skórę  Katherine.  Jakże 

pachniało jego ciało, jakie było przyjemne w dotyku. Ogarnęło ją pragnienie, żeby 

je lepiej poznać. 

Jace wtulił twarz w jej szyję mamrocząc coś niezrozumiałego i obsypując ją całą 

płomiennymi pocałunkami, jednocześnie sięgał do guzików koszuli. 

- Katherine, chcę... 

- Hej, wy tam, zrobiłam wam kanapki. Chyba zgłodnieliście. Otwórzcie mi drzwi. 

Obie ręce mam zajęte! - zawołała Happy od drzwi frontowych. 

-  Nie  do  wiary!  -  Jace  wstał  i  poszedł  do  living-roomu  wpuścić  nadgorliwą 

gospodynię. 

 

-  Już  po  raz  drugi  Happy  nam  przeszkadza,  gdy  chcemy  być  sami.  Czy  mam 

wiązać  krawat  na  klamce  jak  Ryan  O’Neil  w  Love  Story,  gdy  była  u  niego  Ali 

McGraw? 

- Jace, proszę cię! - Katherine udawała oburzenie, ale się śmiała. 

Happy  weszła  i  szybko  wyszła.  Starała  się  nie  zostawiać  Allison  bez  opieki  na 

dłużej  niż  minutę.  Zjedli  kanapki  i  zabrali  się  znów  do  roboty.  Po  skończonym 

malowaniu zaczęli sprzątać bałagan. 

- Teraz mi się ten pokój podoba - zauważył Jace. - A myślałem, że brązowe ściany 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

za bardzo go przyciemnia. 

- Przecież wszystkie okna wychodzą na południe... 

Katherine  starannie  rozważyła  sprawę  wystroju  sypialni.  Nie  przypuszczała,  że 

kiedykolwiek zajmie ją mężczyzna, dlatego zmodyfikowała nieco pierwotne plany. 

Łóżko  miało  stać  pod  ścianą  brązową  jak  grzanka.  Podczas  dzisiejszych 

sprawunków  kupiła  bieliznę  pościelową  w  muszle  w  różnych  odcieniach  brązu  i 

beżu. 

-  Chciałabym  też  kupić  mosiężny  zagłówek  -  powiedziała.  -  Wyglądałby 

wspaniale na tle ciemnej ściany. I inne mosiężne akcenty, lampy i takie tam różne 

drobiazgi.  -  Marząc  na  głos,  już  widziała  gotową  całość.  -  Ale  może  się  zrobić 

ciasno. Muszę zobaczyć, ile miejsca zajmie to łóżko. 

- Mam nadzieję, że wkrótce będzie tu jeszcze ciaśniej - mruknął Jace. 

Spojrzała  na  niego  podejrzliwie.  Patrzył  na  nią  spod  przymkniętych  powiek,  ale 

szelmowski uśmiech dostatecznie wyjaśniał, co ma na myśli. 

-  Idę  na  dół  po  Allison  -  oświadczył.  -  Chyba  ten  zapach  farby  już  się  ulotnił.  - 

Przy drzwiach odwrócił się jeszcze. - Katherine... 

- Słucham? 

- Ja naprawdę byłem kiedyś w waszym gmachu biurowym i widziałem, jak szłaś 

przez korytarz. - Mrugnął do niej. - Zmyśliłem tylko resztę. 

Zaczerwieniła  się  po  korzonki  włosów,  ale  Jace  tego  nie  zauważył,  ponieważ 

wyszedł. 

 

- Dzień dobry, pani Manning, jestem Jim Cooper. 

W drzwiach wejściowych stał uśmiechnięty młody człowiek. 

Katherine powiedziała niepewnie: 

- Przepraszam, ale... 

- Jestem synem Happy Cooper. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Och! - zaśmiała się Katherine. - Proszę wejść. Przepraszam. W pierwszej chwili 

nie skojarzyłam nazwiska. 

Wyciągnęła rękę, którą Jim Cooper serdecznie potrząsnął. 

-  Pewnie  mama  zapomniała  pani  powiedzieć,  że  się  znów  na  jakiś  czas 

sprowadzam. Nie tutaj - wyjaśnił. - Wynajmujemy wspólne mieszkanie na mieście 

z jednym chłopakiem. Wpadłem tylko spytać, czy pan Manning jest w domu. 

- Nie, przykro  mi bardzo, ale  go  nie  ma.  Wyszedł po zakupy. Wprowadził się tu 

dopiero parę dni temu... to znaczy... nie mieliśmy... 

-  No  tak,  mama  mówiła,  że  jesteście  tuż  po  ślubie.  -  Jego  uśmiech  był 

zniewalający. - Najlepsze życzenia. 

-  Dziękuję  -  wymamrotała  Katherine.  Nie  przyzwyczaiła  się  jeszcze  myśleć  o 

sobie  jako  o  kobiecie  zamężnej  ani  do  tego,  że  jest  teraz „panią  Manning”.  Miała 

wątpliwości, czy kiedykolwiek przyzwyczai się do noszenia tego nazwiska. Jeszcze 

tydzień  temu  były  tylko  ona  i  Allison.  I  nagle  w  jej  życiu  pojawił  się  pełen 

inicjatywy Jace Manning. 

- Mama  mi przykazała, skoro już tu jestem, żebym zajrzał na strych. Zostało tam 

trochę  moich rzeczy z czasów liceum  i college’u, a pani pewnie przyda się więcej 

miejsca. 

Jim Cooper znów się uśmiechnął. Katherine pomyślała, że nieźle się prezentuje. 

Miał  jasne  włosy,  dłuższe  aniżeli  nakazywała  moda,  ale  starannie  uczesane  i 

czyste.  Oczy  piwne,  ciepłe  i  serdeczne.  Upstrzony  piegami  nos  przydawał  mu 

chłopięcego wdzięku. 

- Nawet nie zaglądałam na strych - powiedziała Katherine. - Wcale nie musisz nic 

stamtąd zabierać. 

-  Tylko  tam  zajrzę.  To  pomysł  mamy.  Nawet  jakbym  znalazł  jakieś  pamiątki  po 

szkole, to chyba mogę bez nich żyć. 

Stanął na baczność, z ręką na sercu. Katherine się roześmiała. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Taki  jest  mały  w  porównaniu  z  Jace’em,  pomyślała,  a  potem  zbeształa  się  za  to. 

Dlaczego niby Jace ma być miarą oceny innych mężczyzn? 

Rzeczywiście  Jim  nie  był  wysoki,  ale  nie  zdradzał  też  skłonności  do  tycia,  jak 

jego  matka.  Wystrzępione  nogawki  obciętych  dżinsów  odsłaniały  zgrabne  nogi,  a 

biała trykotowa koszulka ściśle przylegała do muskularnego torsu. 

-  Drzwi  na  strych  są  tutaj,  w  schowku,  prawda?  -  spytał,  kierując  się  w  stronę 

pokoju, w którym sypiał Jace. 

- Tak - odparła Katherine, idąc za nim. 

Kiedy znalazła się w pokoju, chłopak już  ustawiał drabinę. Szybko wspiął się  na 

górę i zapalił światło na stryszku. 

Katherine  słyszała,  jak  stąpa  między  pudełkami,  pokrzykując  z  radości,  gdy 

odkrywał  jakiś  zapomniany  skarb.  Stała  pod  drabiną,  patrząc  w  jasny  kwadrat  na 

górze. 

- Czy znalazłeś jakieś drogocenne rzeczy? - spytała żartobliwie. 

- Żeby pani wiedziała! Zupełnie zapomniałem o tych gów... śmieciach. 

Zaczął znosić pudła  na dół  i  ustawiać  na środku pokoju.  Po kilku takich kursach 

powiedział: 

- Jeszcze jeden raz i już się wynoszę. 

- Nie musisz się śpieszyć - uspokoiła go Katherine. - Allison śpi. Jest dość czasu, 

dopóki się nie obudzi. 

-  Wiem,  że  ma  tu  pani  taką  małą  laleczkę.  Nie  mogę  się  doczekać,  żeby  ją 

zobaczyć - powiedział Jim, taszcząc ostatnie pudło. 

Kiedy  przysunął  je  do  wyjścia  ze  strychu,  Katherine  spojrzała  do  góry.  Kurz  i 

drobne  paprochy,  poruszone  przez  pudło,  posypały  się  z  otworu  i  coś  ostrego 

wpadło jej do oka. 

- Och! - krzyknęła. 

- Co się stało? - spytał Jim. Zaniepokojony, zsunął się po drabinie. - O, kurczę! - 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Krążył dokoła niej przerażony. - Mama mi nie daruje, jak się okaże, że coś się pani 

stało. 

Tylko palący ból powstrzymał Katherine od śmiechu. 

- Oko. Coś mi wpadło do oka. - Krzywiąc się z bólu, tarła oko ręką. 

- O Boże, jak mi przykro, Katherine. 

Wziął ją za rękę i zaprowadził do łóżka. Usiadła, nic nie widząc. 

- Pokaż - powiedział łagodnie. - Zobaczę, co się stało. 

Próbował odjąć jej dłoń od bolącego oka. Poddała mu się, ale gdy pyłek przesunął 

się w inne miejsce, wyszarpnęła rękę. 

- Och, jak przestaję trzymać, to strasznie boli. 

- Wiem, ale musisz pozwolić mi wyjąć ten pyłek, bo inaczej naprawdę będzie źle. 

No, spróbuj teraz - nalegał, odsuwając jej rękę. - Otwórz oko! 

Ostrożnie manipulował jej przy oku. Dłuższą chwilę potrwało, zanim skłonił ją do 

otwarcia powieki. 

Wykrzyknął z tryumfem na widok ziarnka piasku, które sprawiło jej tyle bólu. 

- Tu cię mam! - zawołał zadowolony. - Teraz popatrz do góry. Nie, nie na dół. Do 

góry. Jeszcze chwileczkę. Jest! Już to wyjmuję. 

- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam - powiedział Jace wchodząc. 

 

Rozdział 7 

Jego donośny głos zagrzmiał w pokoju jak wystrzał armatni. Katherine odwróciła 

się i załzawionymi oczami spojrzała na niego. Opierał się niedbale o futrynę drzwi, 

ale niedbałość była tylko pozorem. Wysunięta szczęka i chłodny wzrok świadczyły 

o  najwyższym  niezadowoleniu.  Skierował  na  Jima  Coopera  zimny,  nieruchomy 

wzrok. 

Katherine  nerwowo  zerwała  się  na  nogi.  Nie  zdawała  sobie  sprawy,  że  leży  na 

łóżku, oparta na łokciach, a nachylony nad nią Jim trzyma w rękach jej głowę. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  J...Jace  -  wyjąkała,  przeklinając  w  duchu  swoje  zakłopotanie.  -  To  jest  Jim 

Cooper, syn Happy. 

- Dzień dobry panu - Jim ukłonił się i uśmiechnął nieśmiało. Widząc, że Jace nie 

odpowiada na powitanie, nerwowo przełknął ślinę. 

- Jim przyszedł zabrać rzeczy ze strychu.  Kiedy stałam z  głową zadartą do  góry, 

wpadł mi do oka jakiś paproch, Jim mi go wyjął. 

Poczuła  do  siebie  pogardę  za  to,  że  się  tak  gęsto  tłumaczy.  Ani  ona,  ani  Jim  nie 

zrobili nic złego. Jednak wyraz twarzy Jace’a wcale nie zmiękł. 

- Ale ja właściwie przyszedłem do pana w zupełnie innej sprawie - powiedział Jim 

z  wahaniem.  Katherine  podziwiała  jego  odwagę.  Jace,  mimo  swej  niedbałej  pozy, 

minę miał groźną. 

- Słucham - rzekł krótko. 

-  Chciałem  zapytać,  czy  przypadkiem  nie  znalazłaby  się  dla  mnie  praca  w 

Sunglow.  Ja...  mmm...  pracowałem  w  firmie  wiertniczej  w  Luizjanie,  ale  moja 

mama jest sama i w ogóle, więc pomyślałem, że... że powinienem... 

Jace  przeniósł  ciężar  ciała  z  jednej  nogi  na  drugą  i  splótł  ręce  na  piersiach. 

Katherine rozgniewał ten jego wyniosły sposób bycia. 

Jim zauważył zniecierpliwienie Jace’a i zaczął mówić szybciej: 

-  Chodzi  o  to,  że  szukam  pracy.  I  nie  boję  się  roboty.  Mam  zaświadczenia  z 

poprzednich  miejsc.  Jace  popatrzył  na  Katherine,  a  potem  z  powrotem  na  Jima 

Coopera, jednak chłopak dzielnie wytrzymał jego wzrok. 

- I ty  masz czelność prosić  mnie o pracę, kiedy  przyłapałem cię  na łóżku z  moją 

żoną? - zapytał Jace. 

- Słuchaj... - zaczęła Katherine, lecz on zmroził ją spojrzeniem i słowa uwięzły jej 

w gardle. 

- Ale lubię twoją matkę - podjął Jace, jakby Katherine w ogóle się nie odezwała. - 

Idź do Billa Jenkinsa. Wiesz, gdzie wiercimy? 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Tak jest, proszę pana - odpowiedział Jim. 

- To dobrze. Powiedz Billowi, że cię przysłałem. 

- Dziękuję panu bardzo. - Jim wskazał leżące na podłodze pudła. - Teraz zabieram 

to.  -  Podniósł  najmniejsze.  -  po  resztę  wrócę  później.  Jeżeli  można...  -  dodał 

szybko. 

- W porządku, Jim - uśmiechnęła się do niego Katherine. 

- No to  idę. Do  widzenia, pani Manning  -  powiedział, oglądając się  nerwowo  na 

jej świeżo poślubionego męża, nadal stojącego w drzwiach. 

-  Jak  nawalisz,  to  wylecisz.  -  Jace  złapał  chłopaka  za  ramię  i  przytrzymał.  -  Bez 

względu na matkę. 

- Tak, proszę pana. Rozumiem - zapewnił go uroczyście Jim. 

Jace puścił go i skinął głową. 

Katherine  patrzyła  na  niego,  dopóki  nie  usłyszała  trzaśnięcia  drzwi.  Była 

wściekła.  Zachowanie  Jace’a  było  nie  do  przyjęcia.  Typowe  dla  wielkiego, 

potężnego Manninga. 

W jej oczach pojawiły się zielone błyski, kiedy wybuchnęła: 

-  Jak  śmiesz  traktować  w  moim  domu  kogoś...  obojętne,  kto  to  jest...  w  tak 

ohydny sposób! 

- Ma szczęście, że nie skręciłem mu karku. Przyznasz chyba, że wrócić do domu i 

zastać żonę w objęciach jakiegoś faceta to nic szczególnie miłego. 

-  Poznałam  go  parę  minut  przed  twoim  przyjściem!  -  broniła  się.  -  Przyszedł  do 

ciebie, a poza tym miał zrobić to, co mu kazała matka. Celowo go upokorzyłeś. To 

przecież jeszcze dzieciak. 

Jace zaśmiał się ironicznie. 

- Ładny mi dzieciak! Dwadzieścia dwa lata! Wierz mi, Katherine, że pan Cooper 

obejmował cię z wielkim upodobaniem i wprawą, obojętne, co nim kierowało. Tak, 

jak by to zrobił każdy normalny zdrowy mężczyzna na jego miejscu. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Nie sądź wszystkich według siebie - warknęła. 

- A o Welshu już zapomniałaś, tak? - Jace ironicznie uniósł brew. 

- No wiesz! - żachnęła się. - Widzę, że z ciebie kawał chama! 

Sina ze złości, przebiegła przez pokój, zamachnęła się i wymierzyła mu silny cios 

w szczękę. 

Wypuściła ze świstem powietrze, kiedy muskularnym ramieniem złapał ją wpół  i 

gwałtownie do siebie przyciągnął. Ręka zaplątała mu się w jej włosy, więc szarpnął 

ją boleśnie i odgiął jej głowę do tyłu, zmuszając, by spojrzała mu w oczy. 

Była  przerażona,  jednocześnie  nie  mogąc  uwierzyć,  że  dała  mu  w  twarz.  A 

przecież nie powinna lekceważyć jego wybuchów gniewu. Zauważyła to w dniu, w 

którym  się  wybrali  nad  jezioro.  Potem  znów  jego  temperament  dał  o  sobie  znać, 

nawet jeszcze gwałtowniej, kiedy zaatakował Ronalda Welsha. Teraz przeszywał ją 

groźnym wzrokiem. Ze strachu wstrzymała oddech. 

Ale on ku jej bezgranicznemu zdumieniu wybuchnął śmiechem. 

- Jesteś jak dzika kotka, co, Katherine? 

Jego  twarz  znalazła  się  tuż  przy  jej  twarzy.  Na  policzkach  czuła  jego  gorący 

oddech. 

- Byłaś niezrównana - wykrztusił. - Kiedy się wściekasz, jesteś wspaniała. 

Zgniótł  jej  usta  wargami  i  objął  jeszcze  mocniej.  W  dalszym  ciągu  była  zła  i 

odpychała  go,  ale  na  próżno;  waliła  go  rękami  po  brzuchu,  jednak  on  jej  nie 

puszczał. Poddała się, gdy czubkiem języka dotknął jej ust. 

Jej  ręce,  które  przed  chwilą  go  odpychały,  teraz  syciły  się  bogactwem  jego 

włosów. Dłoń Jace’a znalazła się  na jej policzku. Delikatnie przesuwał palcem po 

aksamitnej skórze, podczas gdy usta żądały jeszcze... 

W końcu oderwał się od niej. Popatrzył na nią czule, gładząc delikatnie jej usta. 

-  Katherine,  wiedziałem,  po  co  młody  Cooper  tu  przyszedł.  Spotkałem  przed 

domem jego matkę. Ale chcę, żebyś nie miała złudzeń: jestem bardzo zaborczy. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Lekko ją pocałował w czubek nosa, odwrócił się i wyszedł. 

Ten  jego  gwałtowny  wybuch  zdenerwował  ją  i  oszołomił.  Czy  kiedykolwiek  tak 

do końca zrozumie tego człowieka? 

 

Rektor  college’u  dał  Katherine  wolne  na  cały  następny  tydzień.  Przesłał  jej  tę 

wiadomość przez Jace’a, który zadzwonił do niego w sprawie Ronalda Welsha. 

-  Mówił,  że  w  ciągu  dwóch  lat  przez  to  biuro  przewinęło  się  pięć  czy  sześć 

dziewczyn.  Teraz  już  wiedzą,  dlaczego  aż  tyle  -  powiedział  Jace  z  pogardą.  -  W 

każdym  razie  przysyłają  tam  jakiegoś  faceta,  żeby  zreorganizował  cały  dział 

informacji. Twierdzi, że w tym tygodniu nie jesteś potrzebna, lecz oczywiście będą 

ci płacić - dodał z wyraźnym niesmakiem. - Chcesz tam wrócić? 

-  Nie  wiem  -  odpowiedziała  szczerze.  -  Przez  ostatnie  dni  tyle  się  zdarzyło,  że 

nawet o tym  nie  myślałam. Ale chyba nie  wytrzymam tu w domu tylko z Allison. 

Pracowałam zawsze, od ukończenia szkoły. 

-  Przemyśl  to  w  tym  tygodniu  -  polecił  jej  Jace.  -  Może  się  wydarzyć  coś 

nieoczekiwanego. - Uśmiechał się zagadkowo, jednak wszelkie próby wyciągnięcia 

od niego jakichkolwiek dalszych informacji spełzły na niczym. 

Katherine  wzięła  prysznic  i  narzuciła  podomkę.  Ciągle  myślała  o  tej  rozmowie. 

Co  się  za  tym  kryło,  za  tymi  jego  tajemniczymi  słowami?  Co  planuje?  Dlaczego 

nic więcej nie chce powiedzieć? 

Potrafił  być  czasami  szalenie  uparty.  Co  dzień  odkrywała  inną  cechę  jego 

osobowości. Niechętnie przyznawała, że na ogół były to cechy pozytywne. 

Skończyła się  malować  i wysuszyła włosy. Porządkując toaletkę zwróciła  uwagę 

na męskie rekwizyty, które nagle wtargnęły do jej kobiecego królestwa. 

Wzięła  do  ręki  brzytwę.  Na  srebrnej  rączce  były  wygrawerowane  jego  inicjały. 

Od kogo dostał tę brzytwę? Takich rzeczy nikt sam sobie nie kupuje. Od kobiety? 

Nigdy  nie  wspomniał  o  swoich  wcześniejszych  podbojach,  ale  dla  Katherine  nie 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

ulegało wątpliwości, że było ich sporo. Co oznacza ten środkowy inicjał „L”? Nie 

zna  nawet  wszystkich  imion  swego  męża.  A  czy  on  spytał  przed  ślubem  o  jej 

imiona? Nie pamiętała. Ten dzień pozostał w jej pamięci jak mglisty sen. 

W srebrnym kubku, stanowiącym  komplet z brzytwą, tkwiło pachnące  mydło  do 

golenia.  Czy  mężczyźni  nie  używają  raczej  pianki  do  golenia  w  aerozolu?  Na 

takich sprawach zupełnie się nie znała. 

Od  czasu  do  czasu  przypominała  sobie  mgliście  ojca.  Kiedyś  na  przykład  ją 

ukarał, a potem płakał bardziej niż ona. Te wspomnienia były żywe, nie pamiętała 

jednak przedmiotów, które do niego należały. Wszystko, co kiedyś miał, zniknęło z 

ich życia. Czy używał takiej brzytwy? 

Jej  uwagę  zwróciła  butelka  męskiej  wody.  Sięgnęła  po  nią,  przestudiowała 

etykietkę  i  przypomniała  sobie  nazwę.  Zachęcały  do  niej  sugestywnie  reklamy 

telewizyjne. 

Tylko ja i ty, i mój „Temperament”. 

Przystojny  model  leżał  na  łóżku  bez  koszuli,  biodra  miał  dyskretnie  przykryte. 

Kiedy  indziej  znów  wjeżdżał  w  kamerę  motocyklem,  rozpryskując  żwir  na 

wszystkie  strony,  po  czym  następowało  zbliżenie  i  mężczyzna  mówił:  Nie  zawsze 

ujawniam „Temperament”, ale go mam. 

Katherine oglądała wszelkie reklamy, ponieważ miała zamiar pisać do nich teksty. 

Uśmiechnęła  się  na  wspomnienie  reklamy  „Temperamentu”,  która  wydała  jej  się 

szczególnie  prymitywna.  Zbliżyła  flakonik  do  nosa  i  powąchała  z  roztargnieniem. 

A  może  ci  faceci  z  Madison  Avenue  trafnie  wyczuwali  potrzeby  kobiet?  Czyż  jej 

serce nie zabiło szybciej,  gdy zaciągnęła się tym  zapachem? Dziwne. Bo przecież 

jej wyobraźnia nie wyczarowała twarzy modela, tylko... 

Drgnęła zaskoczona, kiedy z tyłu za nią otworzyły się drzwi; poczuła się, jakby ją 

złapano na gorącym uczynku. 

Jace spojrzał na nią w lustrze i powiedział z filuternym uśmieszkiem: 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Mam nadzieję, że lubisz ten zapach. 

Katherine  przemknęło  przez  głowę,  że  mężczyzna  reklamujący  „Temperament” 

pod żadnym względem nie dorównuje jej mężowi. 

- Tak, tak, oczywiście. Ja tylko... - Dlaczego jąka się jak skończona idiotka? Jest 

przecież u siebie! 

-  Allison  śpi.  Poczytałem  jej  trochę  gazetę,  ale  ona  kimnęła  już  po  pierwszej 

stronie - Jace uśmiechnął się. 

-  Dziękuję  ci,  że  się  nią  zająłeś,  to  miło  brać  kąpiel  nie  musząc  cały  czas 

nasłuchiwać. 

- Nie ma za co. Moja pomoc dała wspaniałe wyniki: wyglądasz pięknie. 

Podszedł i odwrócił ją twarzą do siebie; dotychczas rozmawiali za pośrednictwem 

lustra. Objął ją, ale tylko musnął ustami czoło. 

-  Muszę  dziś  podjechać  na  odwiert,  więc  mogę  wrócić  dopiero  późnym 

wieczorem. 

Był  ubrany  roboczo,  w  bardzo  stare  i  ciasne  wypłowiałe  dżinsy,  równie 

wypłowiałą koszulę z krótkimi rękawami i mocno znoszone buty kowbojskie. 

- Czy już wiercą? 

-  Jeżeli  zrobili  wszystko,  co  mieli  zrobić  w  zeszłym  tygodniu,  to  powinni  dziś 

zacząć. Przy okazji, przyjęli do pracy twojego znajomego, Jima Coopera. 

Spojrzała na niego, wciąż w jego objęciach. 

- Jesteś tam szefem, prawda? 

Zorientowała  się  już,  że  Jace  specjalnie  umniejsza  swoją  pozycję  w  firmie. 

Sunglow było jednym z najpoważniejszych przedsiębiorstw naftowych w Ameryce. 

Zajmowanie w nim nawet niższego stanowiska kierowniczego było uważane za nie 

lada sukces. 

-  Można  to  tak  nazwać  -  uśmiechnął  się.  -  Ale  niczego  bym  nie  dokonał  bez 

moich ludzi. Są naprawdę dobrzy. Pracujemy razem od dłuższego czasu. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Wzruszył lekko ramionami i Katherine przeniknął dreszcz. Trzymał ją tak blisko, 

że czuła jego najmniejszy ruch. A kiedy delikatnie otarł się o jej piersi, mimo woli 

ogarnęła ją fala fizycznego podniecenia. 

Natychmiast dostrzegł zmianę w jej nastroju. 

-  Czy  jeszcze  cię  bolą?  -  spytał  troskliwie.  -  Te  zadrapania  na  piersiach?  Może 

powinniśmy iść do lekarza? 

- Nie, Jace - zapewniła go skwapliwie. - Goją się i czuję się bardzo dobrze. 

- Pokaż, zobaczę. 

- Co...? - wykrztusiła zaskoczona. - Nie, nie, to jest... to są... 

Urwała,  ponieważ  Jace  odsunął  się  od  niej  i  wprawnym  ruchem  rozwiązał  pasek 

podomki,  i  powoli  rozsunął  poły.  Wstrzymała  oddech.  Obrzucił  spojrzeniem  jej 

nagie ciało, po czym zatrzymał wzrok na piersiach. 

Czerwone  pręgi  zamieniły  się  w  cienkie  różowe  rysy,  a  po  siniakach  pozostał 

tylko blady ślad na skórze koloru miodu. 

- Chyba... chyba masz rację. Wszystko goi się dobrze. 

Powiedział to zdławionym głosem. Kiedy podniósł na nią oczy, odczytała w nich 

prośbę o wybaczenie i zarazem błaganie. Delikatnie wsunął pod szlafroczek rękę  i 

objął  ją.  Drugą  rękę  położył  jej  na  piersi.  Dotykał  tak  leciutko,  że  Katherine  nie 

była pewna, czy to nie złudzenie. 

Pochylił swoją ciemną głowę, a ona zamknęła oczy i rozchyliła wargi. Przesuwał 

usta  po  jej  ustach,  przytulając  ją  tak  blisko,  że  swoim  wrażliwym  ciałem  poczuła 

szorstkość  jego  ubrania.  Zachłanne  usta  Jace’a  biorąc  dawały  zarazem  tyle,  że 

przyprawiały Katherine o paroksyzmy rozkoszy. 

W swoich pieszczotach przeniósł się na szyję, ukrywając twarz w jej zagłębieniu. 

Leciutko głaskał palcami jej pierś. Wyprężyła się i wygięła do tyłu jak łuk. Jęknęła 

cicho. 

- Och, Jace... 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Najdroższa... Najdroższa... - wyszeptał i pochylił głowę niżej. 

A potem objął ustami obolałą pierś, otaczając ją słodkim, wilgotnym ciepłem. 

Chwyciła go za głowę niecierpliwymi rękami i trzymała mocno, póki jego usta nie 

zaprzestały  tej  rozkosznej,  delikatnej  pieszczoty.  Wtedy  zsunął  rękę  na  jej  biodro, 

przycisnąć  ją  coraz  mocniej  i  mówiąc  w  ten  sposób,  jak  bardzo  jej  pragnie. 

Katherine, przejęta radosnym dreszczem, zaczęła bezwiednie poruszać biodrami. 

Miękkim  ruchem  odsunął  ją  od  siebie,  z  trudem  łapiąc  oddech  i  dalej  mocno 

trzymając ją w ramionach. 

Katherine  drżała.  Pozwoliła  kiedyś  pewnemu  mężczyźnie  na  niewinne  jej 

zdaniem  karesy,  ale  on  był  tak  bardzo  podniecony,  że  kiedy  odmówiła  mu 

spełnienia, wpadł we wściekłość, wymierzył jej policzek i wymyślając od ostatnich 

oskarżył,  że  go  sprowokowała.  Potem  przepraszał  ją  aż  do  obrzydzenia,  ale  ona 

zdawała sobie sprawę, że te oskarżenia są w znacznym stopniu słuszne. Lubiła się 

całować  i  pieścić,  jednak  zawsze  cofała  się  przed  finałem.  Wiedziała,  że  w  tych 

sprawach gra nie fair. Nie chciała, żeby Jace pomyślał, że dręczy go celowo. 

- Jace? - spytała drżącym głosem. - Dobrze się czujesz? 

Twarz miał zaczerwienioną, dyszał ciężko, ramiona wznosiły mu się i opadały. 

Roześmiał się z goryczą. 

-  Nie  bardzo  -  powiedział  -  ale  jeżeli  tak  dalej  pójdzie,  to  w  ogóle  nie  wyjdę  z 

domu, a naprawdę muszę iść do roboty. 

Popatrzyła  na  niego  przepraszająco.  Gdyby  w  tej  chwili  chciał  wyegzekwować 

swoje prawa małżeńskie, była gotowa. 

- Przykro mi - odparła i rzeczywiście było jej przykro. Czuła, że coś traci, że coś 

jej umyka. 

-  Przykro?  -  W  jego  błękitnych  oczach  zabłysły  ogniki.  -  Mnie  wcale  nie  jest 

przykro, że moja żona ma ciało bogini. 

Pocałował ją w dekolt, owinął podomką i z żalem zawiązał pasek. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Przez ciebie będzie mi się dzisiaj bardzo trudno skupić na pracy, ale taką ofiarę 

mogę ponosić codziennie. 

Westchnął dramatycznie, pocałował ją i wyszedł. 

Rozdział 8 

W sobotę rano Jace spytał Katherine, czy pojedzie z nim na odwiert. 

- Moi ludzie pracują po godzinach. Chciałbym tam wyskoczyć i zobaczyć, jak im 

idzie. To nie potrwa długo. Pojedziesz ze mną? 

Przez  ostatni  tydzień  Katherine  odpoczęła  od  zwykłych  porannych  zajęć. 

Niełatwo  było  przed  wyjściem  do  pracy  wykąpać  Allison,  ubrać,  nakarmić  i 

zanieść do Happy. Te wolne ranki bardzo jej się przydały. 

Nadal była zajęta, robiła porządki w szafach i w szufladach, szykując miejsce dla 

nowego  domownika,  ale  pod  koniec  tygodnia  wszystko  było  gotowe  i  bez  zajęcia 

poczuła się nieswojo. Pracowała przez całe życie i próżnowanie ją męczyło. 

- Dobrze, bardzo chętnie  - odparła  na zaproszenie Jace’a. - Nigdy  nie widziałam 

wieży wiertniczej. 

- Moi ludzie mi nie wierzą - powiedział. - Uważają, że istniejesz głównie w mojej 

wyobraźni. Nie uwierzą, że naprawdę mam żonę i córeczkę, póki was nie zobaczą. 

Oczywiście Jim Cooper wyśpiewuje hymny pochwalne na twoją cześć, ale na tego 

szczeniaka nikt nie zwraca uwagi. 

Spojrzała  na  niego  z  irytacją,  było  jej  jednak  przyjemnie,  że  wspomniał  o  niej 

ludziom, z którymi pracował. Nie zastanawiała się, dlaczego jest jej z tego powodu 

tak miło. Kiedy na niego patrzyła przy śniadaniu, które uparł się sam przygotować, 

robiło jej się ciepło w sercu. 

Spytała z udaną obojętnością: 

- A co im o mnie powiedziałeś? 

- Zaraz, zaraz. Niech sobie przypomnę... - cedził słowa i mrużył oczy w głębokim 

skupieniu.  -  Powiedziałem  im,  że  masz  włosy  koloru  miodu,  oczy  jak  głębokie 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

leśne  jeziora,  w  których  odbijają  się  korony  drzew.  Powiedziałem,  że  twego  ciała 

nie da się opisać, ale że  masz  niezrównany biust. Że oczywiście  nie  nosisz żadnej 

bielizny, nawet pod obcisłymi trykotowymi koszulkami i dżinsami. 

-  Jace!  Nie  masz  prawa!  -  krzyknęła,  a  potem  ujrzała  figlarne  błyski  w  jego 

oczach. Widząc jej oburzenie, wybuchnął śmiechem, więc chcąc nie chcąc również 

zaczęła  się  śmiać.  Allison,  znudzona,  spojrzała  na  nich  z  wyższością.  -  Jeżeli 

rzeczywiście tak mnie przedstawiłeś, to boję się, że będą zawiedzeni. 

Brwi zbiegły mu się nad oczami. Powiedział cicho: 

- Nie, nie będą zawiedzeni. 

Serce  skoczyło  jej  radośnie.  Od  tego  ranka,  gdy  pocałował  ją  w  łazience,  nie 

ponawiał  żadnych  prób  zbliżenia,  ale  Katherine  poznała  go  już  na  tyle,  by 

wiedzieć,  że  agresja  nie  leży  w  jego  charakterze.  Zdobywał  ją  subtelną  grą.  Przez 

cały  tydzień  ograniczył  pocałunki  do  czułych  muśnięć  policzka  lub  czoła.  Z 

niepokojem stwierdziła, że ta rezerwa wzmaga tylko jej pragnienie fizycznego kon-

taktu. 

Któregoś  wieczoru  zaprosił  ją,  żeby  obejrzała  z  nim  ostatnie  wiadomości  w 

telewizji.  Kiedy  usadowiła się w drugim końcu  kanapy, odchrząknął  i przyciągnął 

ją  do  siebie.  Siedział,  wygodnie  odchylony  do  tym  i  oparty  na  poduszkach. 

Schowała  bose  stopy  pod  lekki  szlafroczek  i  dopiero  po  chwili  zauważyła,  że  się 

opiera o Jace’a. 

Słyszała jego równy oddech i czuła pod plecami twardy tors. 

Drgnęła,  kiedy  ręką  leżącą  na  oparciu  kanapy  zaczął  głaskać  jej  ramię.  Rzuciła 

okiem w jego stronę, ale był wyraźnie pochłonięty programem. 

Poruszał  ręką  wolno,  jak  hipnotyzer,  podniecając  ją  delikatnymi  muśnięciami. 

Silne palce niepostrzeżenie zbliżyły się do jej piersi. Poczuła je, zanim jej dotknął, 

jej  ciało  ogarnęła  fala  gorąca.  Pod  koniec  wiadomości  miała  ochotę  złapać  go  za 

rękę  i  przycisnąć  ją  do  siebie.  Jego  palce  znieruchomiały.  Katherine  wstrzymała 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

oddech. 

Teraz mnie dotknie - pomyślała. 

Ale on, ku jej wielkiemu rozczarowaniu, poklepał ją tylko po bratersku i posadził 

prosto. 

- Chyba już pójdę spać - powiedział. 

Tej nocy ciało Katherine płonęło, wezbrane nie spełnionym pragnieniem. Rzucała 

się  w  pościeli  niespokojnie.  Może  to  jakiś  szczególny  rodzaj  okrucieństwa 

właściwy Manningom? 

Peter oczarował Mary, która się w  nim zakochała, a potem znęcał się  nad  nią  na 

wszelkie  możliwe  sposoby.  Może  metoda  Jace’a  polega  właśnie  na  tym 

jedwabistym dotyku? Może chce ją w sobie rozkochać po to tylko, żeby porzucić? 

Postanowiła nie zwracać na niego uwagi. Zakochać się w Jace’u Manningu to tak, 

jakby skazać się na powolne konanie. Wiedziała przecież, że jej nie kocha. Pragnął 

jej jedynie fizycznie. Było to widać wyraźnie w jego rozpłomienionym spojrzeniu, 

które co chwila na niej zatrzymywał. 

Ale  przyczyny,  dla  których  się  z  nią  ożenił,  zostały  jasno  przez  niego 

przedstawione.  Miało  to  być  zadośćuczynienie  za  krzywdę,  jaką  Peter  wyrządził 

Mary.  Poza  tym  Jace  czuł  się  odpowiedzialny  za  Allison.  Przecież  nawet 

powiedział, że nie chciał się żenić i że robiąc to poświęca swoją wolność. 

Jak  się  tego  spodziewał,  jego  przyjaciel  Mark,  prawnik,  przysłał  mu  zszywkę 

wycinków  z  gazet  informujących  o  ich  małżeństwie.  Jace  przewidział  reakcję 

rodziców  z  niesamowitą  dokładnością.  W  jednym  z  artykułów  przytoczono  ich 

słowa.  Jace  i  Katherine  połączyło  głębokie  uczucie  zaraz  potem,  jak  się  tylko 

poznali (ciekawe, kiedy miałoby to być?), oni zaś jako rodzice Jace’a są wzruszeni, 

że poślubił siostrę ukochanej Mary. 

Katherine  po  przeczytaniu  artykułu  wpadła  we  wściekłość.  Jace  tylko  wzruszył 

ramionami  i  wrzucił  go  do  kosza.  Może  w  rzeczywistości  wcale  tak  bardzo  nie 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

potępia rodziców? Może  ma jednak z  nimi coś wspólnego,  lecz  ukrywa to, bo tak 

mu wygodniej? - pomyślała Katherine. 

Patrząc  na  jego  czarujący  uśmiech,  jeszcze  raz  powiedziała  sobie,  że  musi  być 

ostrożna ze swymi uczuciami. 

- Ubiorę Allison i możemy jechać, kiedy będziesz chciał - odparła. 

 

Jechali około pół godziny. Katherine była zachwycona krajobrazem. Wokół rosły 

sosny,  cedry,  dęby  i  wiązy,  od  czasu  do  czasu  pojawiały  się  krzewy  derenia. 

Wiosną,  obsypane  uroczym  białym  lub  żółtym  kwieciem,  przyćmiewały  urodą 

leśne olbrzymy. 

Polna  droga  zwężała  się,  przechodząc  w  końcu  w  rozjeżdżony,  wyboisty  dukt. 

Dżip  podskakiwał,  aż  dzwoniły  im  zęby.  Trudno  było  w  tych  warunkach 

rozmawiać. Katherine przytuliła  Allison w obawie, że dziecko wypadnie jej z rąk, 

kiedy trafią na większą dziurę. 

Jace  skręcił  z  drogi  i  przez  jakiś  czas  jechali  z  rzadka  porośniętym  sosnami 

terenem,  już  nieco  równiejszym,  aż  dotarli  do  polany,  gdzie  widać  było  wieżę 

wiertniczą.  Katherine  zaskoczył  wielki  ruch  i  hałas.  Pełno  tu  było  jakichś 

przerażających sprzętów i urządzeń. 

Paru  ludzi  przerwało  pracę,  żeby  pomachać  Jace’owi,  który  wyskoczył  z  dżipa. 

Katherine  na  jego  polecenie  została  w  samochodzie.  Podbiegł  do  zdezelowanej 

szarej przyczepy z obłażącą farbą i po chwili wybiegł z niej w kasku ochronnym na 

głowie; drugi trzymał w ręku. 

- Włóż to, bardzo cię proszę! - wrzasnął przekrzykując hałas. 

Katherine spojrzała sceptycznie na jaskrawożółty kask. 

- Przepraszam, ale to przepisy Manningów. - Mrugnął do  niej  i  nasadził jej kask 

na głowę. Wziął na ręce Allison i ruszył z nią w kierunku przyczepy. 

Katherine  wydostała  się  z  dżipa  z  pewnym  trudem.  Miała  torebkę  i  siatkę  z 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

pieluchami.  Czuła  na  sobie  ukradkowe  spojrzenia,  chociaż  wszyscy  zajęci  byli 

pracą.  Nawet  nie  starała  się  rozpoznać  Jima  Coopera.  Robotnicy  byli  anonimowi 

jak armia. 

Może  mam  za  ciasne  dżinsy  -  zastanawiała  się  w  panice,  myśląc  o  tym,  co  jej 

wcześniej powiedział Jace. 

Kask  wydał  jej  się  czymś  śmiesznym  i  zupełnie  zbędnym,  ale  Jace  nieraz 

wspominał  o twardych  przepisach, jakie  wprowadzał wszędzie  tam,  gdzie  miał  na 

to wpływ. 

-  W  latach  trzydziestych,  w  czasie  wielkiego  kryzysu,  ludziom  rozpaczliwie 

zależało na pracy - mówił. - Angażowali się na polach naftowych, bez względu na 

kwalifikacje. Zatrudniali ich za grosze pokątni pośrednicy, którzy nie przejmowali 

się  bezpieczeństwem  pracy.  Mieli  tanią  siłę  roboczą...  Przepisy  bezpieczeństwa 

wprowadzono  znacznie  później.  Niestety  wielu  ludzi  zginęło  albo  zostało 

okaleczonych  w  bezsensownych  i  zupełnie  niepotrzebnych  wypadkach.  Kiedy  się 

pracuje  przy  wieży  wiertniczej,  zawsze  jest  pewne  niebezpieczeństwo,  ale  staram 

się  je  ograniczyć  stosując  różne  środki  ostrożności.  -  Jak  widać,  nawet  żona  nie 

stanowiła wyjątku. 

Stał  teraz  na  stopniach  przyczepy,  przytrzymując  drzwi  dla  Katherine.  Spojrzała 

w jego stronę. Uśmiechnął się szeroko. 

Można by pomyśleć, że jest ze mnie dumny, przemknęło jej przez głowę. 

- To jest Billy Jenkins. Paskudny zrzęda i opryskliwy mruk, a do tego całkowicie 

pozbawiony skrupułów, aleśmy się do niego przyzwyczaili. 

Katherine  zdjęła  kask  i  popatrzyła  na  mężczyznę,  którego  Jace  przedstawił  jej  w 

ten  niecodzienny  sposób.  Billy  był  starszy  od  pozostałych  pracowników,  więc 

pomyślała, że może Jace wyznaczył go do pracy w przyczepie ze względu na wiek. 

Miał rzadkie, siwe włosy, a skóra jego twarzy przypominała wysuszony brązowy 

rzemień,  mocno  naciągnięty  na  kościach  policzkowych.  Poorana  głębokimi 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

bruzdami,  przywodziła  na  myśl  mapę  drogową.  Krępy  i  krzywonogi,  sprawiał 

wrażenie niższego, niż był w rzeczywistości. 

Kilkakrotnie  zmierzył  Katherine  od  stóp  do  głów  spojrzeniem,  które  wyrażało 

niewątpliwe uznanie. 

-  Ciekawe,  co  takie  miłe  małe  stworzenie  mogło  zobaczyć  w  takim  cholernym 

podwiertku jak  ten tutaj -  powiedział, wskazując swego szefa  bezczelnym  ruchem 

małej główki. 

Tym  epitetem  określano  kogoś,  kto  dowiercał  się  na  skos  do  innego  otworu.  W 

czasach  boomu  uważano  to  za  szczególne  przestępstwo,  a  winowajcę  traktowano 

jak najnędzniejszego z nędzników. 

Katherine usłyszała za sobą donośny śmiech Jace’a. 

- Zamierzasz stać tak dalej i nas obrażać, czy zrobisz nam coś do picia? 

- Sami sobie weźcie. Chcę zobaczyć dziecko. 

Katherine nie wątpiła, że te złośliwości wynikają z wzajemnej głębokiej sympatii. 

Billy  wziął  od  Jace’a  Allison,  która  natychmiast  sięgnęła  do  jego  czerwonej 

chusteczki wystającej z kieszonki koszuli. Stary roześmiał się serdecznie. 

-  Proszę,  jaka  mądrala.  Wiesz,  kto  jest  twoim  przyjacielem,  prawda?  Trzymaj  z 

Billym, a nie pożałujesz. Tak, pewnie, że tak. Chodź, pokażę ci coś ładnego. 

Cały  czas  przemawiając  słodko  do  małej,  zaniósł  ją,  ku  jej  zachwytowi,  do 

swojego zagraconego biurka. 

Katherine i Jace śmieli się wesoło. 

-  Nic  tak  nie  zawróci  chłopu  w  głowie  jak  małe  dziecko  -  powiedział  Jace. 

Spojrzał  na  Katherine  i  mrugnął.  -  No,  może  jeszcze  piękna  dziewczyna.  Kiedy 

zobaczyłem,  jak  Billy  ci  się  przygląda,  myślałem,  że  będę  musiał  bronić  twego 

honoru. 

-  Bardzo  mi  to  pochlebia  -  uśmiechnęła  się.  -  Uważam,  że  jest  prawdziwym 

dżentelmenem - powiedziała, sznurując usta. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Coś takiego! Ten stary rozpustnik? Gdybym ja używał takiego słownika jak on, 

nigdy byś mi nie darowała. 

- Owszem, ale to co innego. 

- Dlaczego? 

- Bo nie jestem jego żoną, tylko twoją. 

Spojrzał poważnie, ale kąciki ust drgały mu od powstrzymywanego śmiechu. 

- To prawda. I radzę ci o tym nie zapominać - mruknął. 

Roześmieli  się  oboje,  Jace  odruchowo  objął  Katherine  i  przytulił,  po  czym 

otworzył  zardzewiałą  lodówkę,  z  której  wyjął  zimne  napoje.  Allison 

uszczęśliwiona siedziała na kolanach Billy’ego, pławiąc się w jego czułości. 

-  Chodź  no  tu  do  mnie  na  chwilę  -  skinął  Jace  na  Katherine  -  mam  dla  ciebie 

pewną propozycję. 

Wskazał  jej  biurko  w  drugim  końcu  przyczepy,  przy  którym  biurko  Billy’ego 

wydawało się szczytem porządku. Piętrzyły się tu sterty  map, wykresów i tabelek. 

Mogła  się  tylko  domyślać,  co  przedstawiają,  ale  przede  wszystkim  ciekawa  była 

propozycji  Jace’a.  Kiedy  przecisnęła  się  wąskim  przejściem,  kazał  jej  usiąść  za 

biurkiem,  sięgnął  ponad  jej  ramieniem  i  wziął  arkusz  papieru  zapisany  pochyłymi 

bazgrołami. 

- Tę notatkę dostałem od Willoughby’ego. To właściciel Sunglow. Wspominałem 

ci o nim... 

Skinęła głową, więc mówił dalej: 

-  Wygląda  na  to,  że  Willoughby’ego  niepokoi  zła  opinia  towarzystw  naftowych. 

Podejrzanie wielkie zyski i inne tego rodzaju rzeczy. Jest zdecydowany coś zrobić, 

żeby  poprawić  opinię  o  firmie.  Udało  mu  się  zawrzeć  układ  z  wieloma  stacjami 

telewizyjnymi  na  wielkich  rynkach  Teksasu  i  Oklahomy,  między  innymi  w 

Houston,  Dallas,  Fort  Worth,  Austin  i  Oklahoma  City.  Sunglow  zapewni  paliwo  i 

usługi konserwacyjne dla ich nowych samochodów osobowych i innych pojazdów, 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

w  zamian  za  czas  reklamowy.  -  Wypił  łyk  wody  sodowej  i  spytał:  -  Rozumiesz? 

Przerwij  mi, jak będzie coś  niejasnego. Ja też  musiałem chwilę pomyśleć, żeby  to 

pojąć. 

- Tak, rozumiem cię, ale... 

-  A  teraz  to,  co  dotyczy  ciebie.  Potrzebny  jest  ktoś  do  robienia  reklamówek. 

Zaproponowałem, że ty się tym zajmiesz. 

Katherine patrzyła na niego w osłupieniu. 

- Ja! - zawołała. - Jace, ja przecież nie mam pojęcia... 

- O ropie naftowej? Nie musisz. Willoughby chce mieć reklamy w stylu ogłoszeń 

agencji  państwowych,  zrobione  z  punktu  widzenia  konsumenta.  Chce 

upowszechnić  opinię,  że  Sunglow  niepokoi  się  sytuacją  energetyczną  na  świecie  i 

podejmuje kroki, żeby ją zmienić i jednocześnie utrzymać w ryzach ceny benzyny. 

Musimy  sobie  poprawić  reputację.  Pisywałaś  informacje  dla  prasy.  To  dla  ciebie 

pestka. 

- Czy Sunglow rzeczywiście zamierza coś w tej sprawie robić? Nie mogę kłamać. 

Spojrzał na nią prawie urażony. 

-  Katherine,  nigdy  bym  cię  nie  zmuszał  do  kłamstw.  Czy  uważasz,  że  mógłbym 

się związać z firmą, która oszukuje ludzi? 

Odwróciła głowę. 

-  Nie.  -  Przygryzła  wargę.  Potrzebowała  trochę  czasu,  żeby  pomyśleć.  Co  za 

fantastyczna  okazja!  Ledwie  mogła  ukryć  podniecenie,  a  przecież  nad  niejednym 

musiała się zastanowić. 

- Chybabym tutaj nie mogła pracować - powiedziała. 

Roześmiał się. 

- No pewnie, że nie! Nie pozwoliłbym tym dzikusom przez cały dzień pożerać cię 

wzrokiem. W żadnym razie. Wystarczy już, że Cooper jest na ciebie taki napalony. 

-  Odwrócił  się  do  niej,  oparł  o  biurko  i  skrzyżował  wyciągnięte  nogi.  Szeroki 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

uśmiech  wskazywał,  że  sobie  żartuje  na  temat  Jima.  -  Pomyślałem  -  podjął  -  że 

mogłabyś  pracować  w  domu.  Uważam,  że  powinnaś  być  z  Allison  w  tym  tak 

ważnym  okresie  jej  życia.  Możesz  sobie  sama  ustalić  godziny  pracy,  będziesz 

pracować, kiedy ci się podoba, ale cały dzień z nią. Co o tym sądzisz? 

-  To  by  było  cudownie,  Jace.  Martwiłam  się,  że  ją  na  tak  długo  zostawiam, 

zanim... zanim się pobraliśmy. 

- Świetnie! A więc załatwione. 

-  Czekaj!  Niech  pomyślę.  -  W  skupieniu  bębniła  palcem  wskazującym  po 

wargach. - Będę chyba musiała blisko współpracować z realizatorami tych filmów? 

-  Słuszne  pytanie.  Stacja  telewizyjna  w  Houston  dostarczy  nam  wszystko,  co 

trzeba.  Jak  im  przekażesz  scenariusz,  załatwią  całą  czarną  robotę.  Jeżeli  będziesz 

potrzebna, zawsze mogą zadzwonić. A w razie czego weźmiesz samolot firmowy i 

polecisz na jeden czy dwa dni. 

- Och, Jace, to zbyt piękne, żeby było prawdziwe. 

- To tylko kwestia tego, czy chcesz, czy nie. Kwalifikacje masz. 

Pogłaskał ją delikatnie po policzku i uśmiechnął się szeroko. 

-  Czy  zadzwonić  do  Willoughby’ego  i  powiedzieć  mu,  że  ma  nowego 

pracownika? 

Zawahała się na krótką chwilę, a potem klasnęła w ręce. 

- Tak, Jace, och tak! - zawołała. 

Umówili  się,  że  zostaną  i  zjedzą  lunch  z  robotnikami.  Jeden  z  nich  pojechał  do 

miasta  i  przywiózł  hamburgery  i  frytki.  Allison,  po  swojej  południowej  butelce, 

zasnęła  spokojnie  na  ręku  Billy’ego,  który  okazał  się  zupełnie  niewrażliwy  na 

docinki kolegów. 

Wiertnia  dudniła,  świder  wgryzał  się  w  grunt  i  skałę,  a  warkot  silnika,  który 

wciskał  go  w  głąb,  przyprawiał  Katherine  o  ból  głowy.  Ale  robotnicy, 

przyzwyczajeni do hałasu, zajadali, aż im się uszy trzęsły. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Siedzieli na ziemi, na siedzeniach wyjętych z ciężarówek, albo stali w grupkach i 

żartowali  -  czasami  wymknęło  im  się  jakieś  mocniejsze  słowo,  chociaż  Katherine 

miała wrażenie, że i tak ze względu na nią bardzo się hamowali. 

Kiedy już wszyscy skończyli, Jace wrzasnął starając się przekrzyczeć hałas: 

- Co się tu do diabła dzieje? Czy myślicie, że skoro przywiozłem żonę, żeby was 

poznała, to już się możecie cały dzień obijać? Wszyscy do roboty! Koniec pikniku. 

Mówił to poważnie, ale cały czas się uśmiechał. 

Rozległo  się  szemranie  i  były  nawet  niezadowolone  miny,  ale  wszyscy 

powędrowali  do  roboty.  Niektórzy,  przechodząc  obok  Katherine,  pozdrawiali  ją 

serdecznie albo zagadywali  nieśmiało. Jim Cooper  uśmiechnął się do  niej szeroko 

spod kasku, ale umknął szybko, kiedy Jace łypnął na niego złym okiem. 

Gdy po powrocie z wiertni wchodzili do mieszkania, Jace powiedział: 

- Za parę dni przyjdzie paczka od Willoughby’ego. Wysyła jakieś materiały, które 

mogą  ci  się  przydać,  dużo  suchych  faktów  i  liczb,  ale  też  trochę  interesujących 

historii o ludziach. 

- Chciałabym już zacząć - westchnęła Katherine. 

Jace  uśmiechnął  się  tajemniczo,  zauważyła  błysk  w  jego  niebieskich  oczach.  Za 

chwilę miała się dowiedzieć, dlaczego jest taki zadowolony. 

Na  środku  living-roomu  stało  nowe  biurko,  a  na  nim  elektryczna  maszyna  do 

pisania. Katherine pisnęła z radości i odwróciła się zdumiona do Jace’a. 

- To dla mnie? - spytała. 

- Nie, dla Allison - odrzekł wesoło. 

Pominęła  tę  kpinę  i  pośpieszyła  zobaczyć  to  wspaniałe  urządzenie.  Było 

wszystko, co trzeba, wyświetlarka korektorska i  różne  inne  rzeczy, które trochę  ją 

przeraziły, bo nie umiała się nimi posługiwać. 

- Och, Jace, jest cudowna. Ja... kiedy? 

-  Kupiłem  ją  dwa  dni  temu  i  poprosiłem,  żeby  dostarczono  ją  podczas  naszej 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

nieobecności. Miała to być dla ciebie niespodzianka. Podoba ci się? 

-  Podoba?  Przecież  to  marzenie  każdej  maszynistki.  Gdybyś  widział...  -  urwała 

pod  wpływem  jakiejś  nagłej  myśli  i  spojrzała  na  niego  przymrużonymi  oczami.  - 

Byłeś taki pewny, że zgodzę się na twoją propozycję...? Co? 

Roześmiał się. 

- Miałem nadzieję. 

Udawała  nadąsaną,  ale  nie  wytrzymała  długo  i  uśmiechnęła  się  do  niego 

promiennie. 

-  Powinnam  być  wściekła  na  ciebie,  że  uznałeś  to  za  oczywiste,  ale  nie  potrafię. 

Dziękuję ci, Jace, za wszystko. Za pracę. Za maszynę. Za wszystko. 

Zawstydziła się, że kiedykolwiek miała wątpliwości co do jego intencji. 

- To chodź i podziękuj, jak się należy - powiedział. - Pocałuj. 

Patrzył na nią twardo, łagodny wyraz twarzy gdzieś znikł. 

Rozdrażniona  jego  nagle  zmienionym  tonem,  zmusiła  się,  by  do  niego  podejść. 

Kiedy  oglądała  nowy  nabytek,  wziął  od  niej  Allison,  która  spała  sobie  teraz 

spokojnie  u  niego  na  rękach.  Wspięła  się  na  palce  i  pocałowała  go  lekko  w 

policzek. 

Zmarszczył czoło. 

-  To  nie  był  pocałunek.  To  jest  pocałunek.  -  Pochylił  się  i  ujął  jej  usta  w  swoje. 

Nie  mógł  jej  przytulić  z  powodu  Allison,  ale  siła  jego  pocałunku  była  znacznie 

większa i znacznie bardziej zniewalająca niż jakiekolwiek uściski. 

Jego  mocne  wargi  dotykały  jej  ust  z  dręczącą  obojętnością.  Skubał  jej  dolną 

wargę, dopóki  Katherine  nie rozchyliła  ust. Ale  nawet wtedy jego pieszczota była 

leniwa, jakby beznamiętna. 

Katherine jęknęła i przysunęła się bliżej. Zarzuciła mu ręce na szyję i zmusiła, by 

znowu  pochylił  głowę.  Dopiero  teraz  zaspokoił  jej  pragnienie.  Z  rozkoszną 

gwałtownością  rzucił  się  na  jej  usta  i  od  tego  pocałunku  ciało  Katherine 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

rozśpiewało się uczuciem, które zdawało się rozsadzać jej duszę. 

Gdzieś  w  podświadomości  kołatała  myśl,  że  Jace  tak  łatwo,  tak  zupełnie  bez 

wysiłku, potrafi ją zniewolić. Jak to się dzieje, że tak całkowicie zawładnął  moimi 

zmysłami?  -  zadawała  sobie  pytanie.  Nie  mogę  się  poddać  uczuciom.  A  jednak 

chcę. Chcę Jace’a. 

Te myśli przelatywały jej przez głowę, gdy piła słodycz jego warg. A potem Jace 

odkrył inne okolice jej twarzy, i wszystkie myśli Katherine gdzieś uleciały. 

Poczuła  nagle  bębnienie  małych  piąstek  na  swojej  piersi  i  dopiero  wtedy 

uświadomiła  sobie,  że  przygnietli  Allison.  Puściła  szyję  Jace’a  i  odsunęła  się 

powoli. 

Spojrzeli na niezadowolone maleństwo. Allison skrzywiła buźkę i zaczęła głośno 

płakać. 

-  Patrz,  cośmy  narobili  -  mruknął  Jace.  Podniósł  Allison  do  góry  i  uspokajająco 

poklepał  po  pleckach.  -  Chodź,  księżniczko,  zaraz  ci  to  wynagrodzę.  -  Idąc  do 

kuchni  odwrócił  się  i  powiedział  przez  ramię:  -  Ja  ją  nakarmię,  a  ty  się  pobaw 

swoją nową zabawką. 

Katherine  nie  protestowała.  Usiadła  przy  nowym  biurku  i  wzięła  do  ręki 

instrukcję. 

-  To  prawie  encyklopedia  -  zawołała  w  stronę  kuchni.  -  Zanim  pierwszy  raz 

włączę maszynę, będę musiała to godzinami studiować. 

- Poradzisz sobie z pewnością! 

Minęła godzina, nim Katherine oderwała się od lektury. Jace zaniósł Allison przez 

living-room do sypialni. 

-  Już  się  najadła.  Udało  mi  się  wcisnąć  jej  większość  tej  ohydnej  papki. 

Dotrzymywała  mi  towarzystwa,  kiedy  robiłem  mój  słynny  sos  do  spaghetti.  Masz 

ochotę spróbować? 

- To brzmi zachęcająco. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Musi się chwilę pogotować. Poczekaj tu na mnie, pójdę położyć małą. 

Ledwie  skończył  mówić,  Katherine  znów  przepadła  dla  świata.  Pochylona  nad 

instrukcją, studiowała zawiłości budowy maszyny. 

Nagle  doszedł  ją  ostry  krzyk  bólu.  Poderwała  się,  rzuciła  broszurę  i  pobiegła  w 

stronę sypialni. 

 

Rozdział 9 

Otworzyła drzwi  i jak burza wpadła do pokoju. Nie było tu  nikogo. Spojrzała  na 

puste łóżeczko i znowu usłyszała głośny jęk i bolesne: 

- Auuu! 

Dopiero wtedy zorientowała się, że krzyki dochodzą z łazienki. 

Stanęła  na  progu  jak  wryta.  Jace  i  Allison  byli  w  wannie.  Gładka  biała  pupka 

Allison kontrastowała ze śniadym  torsem  Jace’a, porośniętym ciemnymi włosami. 

Jace  leżał  w  wodzie,  unosząc  kolana,  żeby  zmieścić  swe  duże  ciało  w  za  krótkiej 

wannie. Widok jego męskości poraził jej zdumione i mimo wszystko ciekawe oczy. 

-  Och,  Katherine,  jesteś,  dzięki  Bogu.  Pomóż  mi...  -  Skrzywił  się  z  bólu  i  wtedy 

dostrzegła przyczynę. 

Allison  leżała  wyciągnięta  jak  długa  na  piersi  Jace’a,  małymi  tłustymi  rączkami 

ciągnąc  go  za  włosy.  Tak  się  cieszyła  tą  nową  niezwykłą  zabawką,  że  coraz 

mocniej zaciskała piąstki i fikała z radości nóżkami. 

Katherine przełknęła nerwowo i wyszeptała: 

- Zaraz... zaraz ją zabiorę. - Schyliła się i chwyciła wpół mokre, wijące się ciałko. 

-  Nie!  -  wrzasnął  przerażony  Jace.  -  Jeśli  ją  teraz  podniesiesz,  wyrwie  mi 

wszystkie włosy, a to okropnie boli. 

Katherine  spojrzała  na  malutkie  paluszki  zaplątane  w  ciemne  włosy  i  przyznała 

mu rację. 

- Co... - zaczęła. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Może byś wyplątała jej paluszki z moich włosów. Boję się ją puścić. Jest śliska 

jak węgorz. 

Katherine  na  chwilę  przymknęła  oczy  i  wciągnęła  powietrze.  A  potem  uklękła 

obok wanny i odginając jeden po drugim  paluszki  małej, uwolniła mokre kosmyki 

kędzierzawych  włosów.  Gdy  wyplątała  jedną  rączkę,  Jace  złapał  ją  zaraz  i 

przytrzymał z daleka. 

Katherine zajęła się drugą rączką. Nachyliwszy się, żeby lepiej widzieć, udawała, 

że  nie  czuje  oddechu  Jace’a,  który  owiewał  jej  włosy.  Głowę  miała  tuż  przy  jego 

ustach.  Uwolniony  wreszcie,  szybko  wstał,  ale  zamiast  oddać  dziecko  Katherine, 

nadal trzymał je w objęciach. 

- Powinienem ci dać klapsa w gołą pupę, moja panno - zbeształ Allison. - Od tej 

chwili będę się kąpał w koszuli. 

Przeszedł nago do sypialni, ciągle z małą na ręku, i wytarł ją miękkim ręcznikiem. 

-  Dzięki  ci,  kochanie  -  mruknął  do  Katherine,  po  czym  przestał  zwracać  na  nią 

uwagę. 

Idąc  przez  sypialnię  ominęła  go  szerokim  łukiem.  Jace,  pochylony  nad 

łóżeczkiem,  ubierał  małą  w  piżamkę.  Biodra  miał  tylko  niewiele  jaśniejsze  od 

szerokich  gładkich  pleców,  które  zwężały  się  ku  talii  i  poprzez  pośladki 

przechodziły  w  smukłe,  umięśnione  uda.  Katherine  szybko  wyszła  do  living-

roomu. 

Przez  chwilę  bezmyślnie  kartkowała  instrukcję,  którą  jeszcze  tak  niedawno  była 

całkowicie  pochłonięta,  a  potem  wypuściła  ją  z  drżącej  ręki  i  broszura  upadła  na 

podłogę. Machinalnie podniosła ją i położyła obok maszyny. Nie mogła się jednak 

skupić; przed oczyma wciąż miała obraz lezącego w wannie Jace’a. 

Poszła  do  kuchni  w  nadziei,  że  może  tam  się  czymś  zajmie,  uspokoi,  że  znowu 

będzie się zachowywać jak człowiek rozumny, a nie roztrzęsiona galareta. 

Podniosła  pokrywkę.  W  rondlu  gotował  się  sos  do  spaghetti,  roztaczając 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

wspaniały zapach. Gdy już  miała odłożyć pokrywkę,  usłyszała ciche kroki. Czuła, 

że za nią stoi Jace. Upuszczona pokrywka zabrzęczała głośno. 

Zanim  Katherine  zdążyła  ją  podnieść,  Jace  sięgnął  ręką  pod  jej  ramieniem  i  sam 

to zrobił. 

Obie ręce Jace’a znalazły się pod bluzką Katherine. Jednym ruchem rozpiął klips 

stanika z przodu, odsunął koronki i nakrył dłońmi jej piersi. 

- Podnieciło cię to, prawda? I zaniepokoiło? 

Ukrył twarz na jej karku pod włosami, koniuszkiem języka dotykając aksamitnie 

gładkiej skóry za uchem. 

- Co? - spytała Katherine zduszonym głosem. 

- Widok mojej nagości. Kiedyś wywoływałem w ten sposób wielkie zamieszanie. 

Było to w Afryce. Kiedy szedłem ulicą, na sam mój widok rodzice córek „w wieku 

poborowym” drżeli z przerażenia. 

Jego głos, ściszony do szeptu, brzmiał uwodzicielsko. Przysunął się bliżej, udami 

muskając jej biodra i nogi. 

Z trudem dobywając słowa, usiłowała podtrzymać tę bezsensowną rozmowę. 

- Ch...chodziłeś nago po mieście? 

Ścisnął  jej  piersi  tworząc  między  nimi  głęboki  rowek  i  jednocześnie  muskał 

palcem sterczące sutki. 

-  Oczywiście.  W  pewnych  kulturach  afrykańskich  jest  to  przyjęte.  -  Chwycił  ją 

zębami za ucho, 

-  No  cóż,  tu  nie  Afryka...  -  westchnęła.  Jego  ręce  błądziły  teraz  po  jej  płaskim 

brzuchu. - Byłabym ci wdzięczna, gdybyś nie... Och, Jace. 

Odwrócił  ją  do  siebie.  W  jego  błękitnych  oczach  była  determinacja.  Wziął 

Katherine na ręce i zaniósł do swojej sypialni. 

Delikatnie położył ją na ogromnym łożu, zrzucił ręcznik, którym był przewiązany 

w pasie, i wyciągnął się obok niej. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Odgarnął włosy z jej płonących policzków i lekkimi pocałunkami okrył skronie. 

- Chcę się z tobą kochać - powiedział. 

Nie  prosił  o  przyzwolenie.  Zabrzmiało  to  jak  oświadczenie.  Całował  czule, 

namiętnie,  coraz  śmielej.  Napawał  się  widokiem  ciała  Katherine,  każdą  jego 

najdrobniejszą  częścią,  w  miarę  jak  się  przed  nim  odsłaniało.  Rozbierał  ją  z 

zadziwiającą wprawą  i dręczącą powolnością, co chwila  przerywając tę czynność, 

by podjąć pieszczoty. 

Z  jej  długich,  smukłych  nóg  zsunął  majteczki  bikini,  obsypując  Katherine 

czułościami i szepcząc pełne zachwytu słowa. 

Pod  dotknięciem  jego  rąk  powoli  narastało  w  niej  podniecenie.  Zaczęła  brać 

udział  w  ich  odkrywczych  wędrówkach.  Odrzuciła  głowę  do  tym,  a  on 

stęsknionymi ustami szukał wrażliwych miejsc na jej szyi. 

Jego  wargi  spoczęły  na  jej  ustach,  całując  namiętnie  i  delikatnie  zarazem.  Pijąc 

ich słodycz i pieszcząc dłońmi jej ciało, wyszeptał: 

- Nie wiem, jak lubisz... Powiedz, czy... 

Przerwała  mu, pocałunkiem zamykając usta. Jeśli tak to miało dalej wyglądać, to 

lubiła wszystko... 

Przesunął  usta  po  jej  policzku,  szukając  ucha.  Pieścił  je  ciepłym  oddechem  i 

językiem,  rękami  gładząc  ramiona,  piersi  i  brzuch.  A  potem  poczuła  jego  palce 

niżej,  po  wewnętrznej  stronie  ud,  i  wreszcie  ogarnęła  ją  fala  gorąca,  kiedy  Jace 

dotknął samego jądra jej kobiecości. 

- Twoja skóra jest jak aksamit - wyszeptał, przesuwając dłonią po jej podbrzuszu. 

- Pamiętasz, jak kładłem cię wtedy do łóżka? 

- Tak, Jace, pamiętam. 

Przypomniały jej o tym jego dłonie. 

-  Tak  chciałem  cię  wtedy  dotykać.  -  Jego  ręka  spoczęła  nieruchomo  na  miękkiej 

kępce  włosów  u  nasady  jej  ud.  Ujęła  jego  głowę  i  przesunęła  w  dół,  na  swoje 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

piersi. 

- Jace - poprosiła - całuj mnie tutaj... 

Całował  miękkie  krągłości,  obrysowując  językiem  ich  kontury,  aż  Katherine 

zaczęła  wić  się  z  nie  zaspokojonego  pragnienia.  Kiedy  poczuła,  że  Jace  ujmuje 

wargami jej sutek, usłyszała własny jęk rozkoszy. 

Chwyciła  go  za  ramiona,  wyczuwając  pod  palcami  jego  twarde  mięśnie.  Jej 

pieszczoty stawały się coraz śmielsze, aż wreszcie wsunęła ręce między ich ciała  i 

zaczęła  błądzić  palcami  wśród  gęstych  włosów  na  piersi  i  wokół  małych 

brązowych sutek. Z satysfakcją słuchała jego przyśpieszonego oddechu. 

- Ach, Katherine, jesteś taka cudowna... - powiedział, a jego palce znów odnalazły 

wilgotne  ciepło  pomiędzy  jej  udami.  Katherine  jak  echo  powtarzała  jego 

westchnienia. - Teraz? - spytał, ustami dotykając jej ust. - Teraz? 

Skinęła głową. Jego głęboki pocałunek stanowił symboliczną zapowiedź tego, co 

miało nadejść. 

Uniósł  się  i  delikatnie  na  niej  położył,  a  potem  wszedł  w  nią  ostrożnie  i  lekko. 

Kiedy  poczuł  nieoczekiwany  opór,  zaskoczony  spojrzał  w  oczy  Katherine.  Ale 

gwałtowny  nacisk  jej  rąk  na  jego  uda  i  wygięte  w  łuk  ciało  błagały,  by  się  nie 

ociągał. 

Początkowy ból ustąpił i Katherine oddała się bez reszty rozkosznemu szaleństwu. 

Odsunęła  od  siebie  wszelkie  świadome  myśli,  wszystko  to,  co  mogłoby  przyćmić 

oślepiający blask tego nowego, wspaniałego doznania. Ważne było tylko to, że ich 

ciała stały się jednym. Nie tylko ciała, należała bowiem do Jace’a także duchem - i 

to wydało jej się cudowne. 

Poczuła, że zapada się w jakąś niepojętą, lecz kuszącą niepamięć i krzyknęła: 

- Jace! Jace! 

- Tak, najdroższa, tak - Poddaj się tej chwili - szepnął jej do ucha. 

I Katherine się poddała. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

 

- Jesteś dziewicą?  - spytał z  lekka przerażony.  Leżeli objęci  i wtuleni w siebie. - 

Moja żona jest dwudziestosiedmioletnią dziewicą. - Potrząsnął głową zdumiony. 

- Już nie jest - sprostowała Katherine i przylgnęła do niego jeszcze mocniej, o ile 

to w ogóle było możliwe. 

- Ty potworze! -  Klepnął ją żartem w siedzenie. - Teraz pewnie będziesz chciała 

to robić bez przerwy - westchnął z udaną rezygnacją. 

Zachichotała  i  oparłszy  się  na  łokciach  okryła  jego  twarz  wilgotnymi,  słodkimi 

pocałunkami.  Zaczął  ją  łaskotać  po  żebrach,  aż  opadła  na  wznak.  Patrzył  jej  w 

twarz, śmiejąc się cicho. 

Katherine  splotła  mu  ręce  na  karku  i  przyciągnęła  go  bliżej.  Ogarnęła  ich  nowa 

radosna fala namiętności. Jace wodził palcami po jej szyi, a potem poszukał piersi. 

Przerwał  żarliwy  pocałunek,  by  na  nie  popatrzeć.  Delikatnie  je  drażniąc, 

obserwował, jak różowe sutki sztywnieją w podnieceniu. 

- To fascynujące - szepnął. Nachylił się i musnął je wargami. 

Jego  dłoń  powędrowała  niżej  -  i  właśnie  w  tej  chwili  Katherine  zaburczało  w 

brzuchu. Jace zachichotał. 

- Jesteś głodna? - zapytał i odsunął się od niej. 

- Tak - jęknęła wyciągając do niego ramiona. Dzielące ich centymetry wydawały 

się jej przepaścią. - Ale nie na jedzenie. 

-  Chodź  -  powiedział  i  wstał  z  łóżka.  -  Zjemy  coś.  -  Włożył  szorty  i  koszulkę, 

która przykrywała tylko ramiona  i  górną część torsu, pozostawiając brzuch  nagi.  - 

Obrażę się, jeżeli mój słynny sos do spaghetti nie znajdzie twego uznania. 

- Wolę zostać w łóżku - pisnęła Katherine. 

-  Ja  też  bym  wolał,  ale  zależy  mi  na  tym,  by  pani  Manning  zachowała  tę 

wspaniałą kondycję, z której robi taki świetny użytek. 

Wziął Katherine za ręce i podniósł, a potem wtulił twarz w zagłębienie jej szyi. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Katherine? 

- Mmmmm? 

- Wyświadcz mi pewną uprzejmość... 

- Mianowicie? 

- Włóż tę koszulkę, którą miałaś na sobie, kiedy byłem tu po raz pierwszy. Wiesz, 

tę, w której malowałaś. I zawiąż ją tak samo jak wtedy. Dobrze? 

Odsunęła się i spojrzała w jego błyszczące niebieskie oczy. 

- I to ma być ta uprzejmość? - spytała. 

-  Nie  tylko  to  -  przyznał  z  filuterną  miną.  -  Chcę,  żebyś  nie  miała  na  sobie  nic 

poza majteczkami bikini. 

- Jace! - obruszyła się. - To nieprzyzwoite! 

- Naprawdę? Nie powiem nikomu. Ty chyba też nie? 

- Jesteś niepoprawny - szepnęła, całując go w dołek na policzku. 

- Ale ty to bardzo lubisz - odparł. Popchnął ją bezceremonialnie na łóżko i dodał: 

- Pośpiesz się, ja też jestem głodny. 

Katherine przyszła do kuchni ubrana tak, jak sobie życzył. Odwrócił się do niej i 

zmierzył ją pożądliwym spojrzeniem, a następnie porwał w objęcia i ucałował. 

- Właśnie to miałem ochotę zrobić tego pierwszego dnia. 

- Miałeś ochotę i zrobiłeś - wytknęła mu cierpko. 

- Zrobiłem? Możliwe. Tym lepiej - uśmiechnął się. 

W  trakcie  gotowania  spaghetti  Katherine  zajęła  się  sałatą,  a  Jace  posmarował 

masłem czosnkowym grube kromki bułki i wsadził je do pieca. 

Wcześniej wstawił do lodówki butelkę czerwonego wina, którą teraz otworzył. 

Jakimś cudem wszystko było gotowe jednocześnie i wreszcie zasiedli do późnego 

obiadu. 

Katherine  dowiedziała  się,  że  Jace  niedługo  skończy  trzydzieści  trzy  lata  i  że  na 

drugie  imię  ma  Lawrence.  Opowiadali  sobie  różne  zdarzenia  z  dzieciństwa  i 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

młodości.  Uczyli  się  wzajemnie  siebie,  swoich  upodobań,  sympatii  i  antypatii, 

poglądów i zapatrywań. 

Byli już syci spaghetti, sałatki, chleba i wina, ale Jace nalegał, by zjedli jeszcze po 

miseczce  lodów czekoladowych.  Kiedy potem  wspólnie zmywali,  Katherine znów 

zaczęła  się  zastanawiać,  jak  to  możliwe,  że  Jace  tyle  je,  a  nie  ma  ani  grama 

tłuszczu. Objęci stanęli przy łóżeczku Allison. Czuli dodatkową więź wynikającą z 

tego, że wspólnie podjęli zobowiązanie wobec małej: że ją wychowają na dobrego, 

wrażliwego  człowieka.  Katherine  przewinęła  dziecko  tak  delikatnie,  że  nawet  się 

nie obudziło. 

Nie  było  żadnych  wątpliwości  co  do  tego,  gdzie  ma  spać  tej  nocy.  Bez  oporów 

poszła z Jace’em do jego sypialni. Jeszcze nie zdążyła uporządkować pościeli, a on 

już był rozebrany. Rozwiązał węzeł koszulki Katherine i ściągnął ją z jej ramion, a 

ona jednocześnie wyskoczyła z majteczek. 

- Jestem szaleńczo zazdrosny - powiedział, gładząc jej ramiona. 

- Dlaczego? - spytała. 

- Dlatego, że pierwszy raz na tym łóżku byłaś z Cooperem. 

- Tak - westchnęła, udając smutek. - Chyba będę musiała go rzucić. 

Roześmieli się, a potem leżeli cicho przez chwilę, napawając się swoją bliskością. 

- Jak się czujesz? - szepnął Jace w ciemność. 

- O, właśnie tak - odparła Katherine figlarnie. Nieśmiało wsunęła rękę pod kołdrę. 

Z sykiem wypuścił powietrze, kiedy dotarła do celu. Uśmiechnęła się zadowolona, 

że tak spontanicznie reaguje na pieszczotę jej dłoni. 

- O Boże - jęknął. - Nie to miałem na myśli, ale odpowiedź mnie zadowala. 

Z trudem opanował przyśpieszony oddech. 

- Pytałem, czy cię nie bolało. Nie byłem zbyt delikatny. 

Znów jęknął. Katherine poczynała sobie teraz śmielej. 

- Katherine... - wychrypiał. A potem dodał spokojniej: - Nie przyszłoby mi nigdy 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

do głowy, że jesteś dziewicą. 

- Uważałeś mnie za jedną z tych zwolenniczek swobody seksualnej, co to mają na 

swoim koncie całe tabuny kochanków, tak? - Dotknęła ustami jego szyi. 

- Ależ nie, skąd... - wykrztusił przez zaciśnięte zęby. Z każdą chwilą trudniej było 

mu  mówić.  -  Myślałem  tylko,  że  dziewczyna  tak  piękna  jak  ty  musiała  już 

wcześniej kogoś mieć... Ale skoro nie, to tym lepiej. 

-  Och,  Jace  -  szeptała,  tuląc  twarz  do  jego  owłosionej  piersi  i  muskając  ją 

pocałunkami lekkimi jak skrzydła motyla. Czubkiem języka dotknęła jego sutka. 

- Katherine...! - krzyknął zduszonym głosem. 

Sięgnął  pod  kołdrę  i  podniósł  jej  rękę  do  ust,  a  potem  znowu  łagodnie 

poprowadził ją ku kolejnemu spełnieniu. 

 

Nastały tygodnie idylli. Byli całkowicie pochłonięci sobą. Wymieniali spojrzenia i 

pieszczoty,  które  kochankom  wydają  się  dyskretne,  a  które  dla  każdego,  kto 

przypadkowo stanie się ich świadkiem, są nieomylnym symptomem uczucia. 

Śmieli  się,  rozmawiali  i  kochali,  coraz  dalej  odsuwając  od  siebie  wspomnienie 

przykrych okoliczności ślubu. Katherine eksperymentowała z nową maszyną i pod 

koniec  tygodnia  miała  już  gotowe  brudnopisy  pierwszych  scenariuszy  filmów 

reklamowych. 

Za  dnia,  gdy  Jace  był  w  terenie,  spędzała  długie  godziny  notując  pomysły  i 

zbierając  materiały.  Teksty  czytała  na  głos  Allison,  która  była  wdzięczną 

słuchaczką.  Przenosiła  ją  na  materac  rozpostarty  na  podłodze  w  living-roomie,  aż 

któregoś  dnia  Jace  przyniósł  huśtawkę  domową.  Zainstalował  stojak  w  kształcie 

litery A i posadził małą w wygodnym płóciennym foteliku, po czym stwierdził: 

- To mieszkanie z każdym dniem robi się ciaśniejsze. 

Jak  na  kogoś,  kto  kucharzył  tylko  z  konieczności,  Katherine  znajdowała 

zadziwiającą  przyjemność  w  gotowaniu  dla  Jace’a.  Pewnego  dnia  zadziwiła  go 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

ciastem czekoladowym, które, jak oświadczył, było jego ulubionym smakołykiem. 

Wiedziała,  że  jest  bardzo  wybuchowy.  Czyż  nie  widziała  go  w  akcji  w  dniu,  w 

którym została zaatakowana przez Ronalda Welsha? Jego gwałtowny temperament 

ujawniał  się  także  w  sprzeczkach  przedmałżeńskich.  Szczególnie  podczas 

wycieczki nad jezioro, kiedy go przyrównała do Petera. 

Teraz  nie  zostało  po  tym  ani  śladu.  Okazał  się  łatwy  we  współżyciu  i  bardzo 

szczodry.  A  ponadto  okazywał  Allison  wielką  miłość.  Codziennie  po  powrocie  z 

pracy brał prysznic, przebierał się, potem zaś poświęcał cały czas małej, bawiąc się 

z  nią  i  przemawiając  do  niej  czule.  Czasem,  gdy  grymasiła,  kołysał  ją  po  prostu  i 

widać było wyraźnie, że jego obecność wpływa na małą kojąco. 

Pewnego  wieczoru  Katherine  usłyszała,  jak  kołysząc  dziecko  w  wiklinowym 

foteliku przemawia do niej pieszczotliwie: 

- Moje słodkie maleństwo, tatuś cię kocha. Kocham cię, Allison. 

Te  słowa  ukłuły  ją  w  serce,  ponieważ  nigdy,  nawet  w  chwilach  największej 

intymności, Jace nie powiedział jej, że ją kocha. Owszem, był bardzo czuły i nigdy 

nie  myślał  o  zaspokojeniu  jedynie  własnego  pożądania,  cierpliwie  i  skutecznie 

dążąc do osiągnięcia wspólnego spełnienia, ale tych dwóch upragnionych słów nie 

powiedział jej nigdy. 

Zapragnęła  je  nagle  usłyszeć,  chciała,  by  skierował  je  do  niej,  by  zabrzmiały 

równie szczerze, jak wtedy, kiedy zwracał się tak do Allison. I nagle zrozumiała, że 

kocha Jasona Manninga. 

Kiedy do tego doszło? W którym momencie odrzuciła podejrzenia i uznała go za 

człowieka  godnego  zaufania?  Kiedy  przestała  doszukiwać  się  u  niego  jakichś 

ukrytych  intencji?  Nie  potrafiła  na  te  pytania  odpowiedzieć.  Jedno  było  jasne: 

kochała Jace’a i życie bez niego straciłoby dla niej wszelki sens. 

Nigdy jeszcze nikomu tak bardzo się nie zaprzedała. To było wręcz przerażające. 

Najpierw  zawładnął  jej  życiem,  teraz  sercem  i  uczuciami.  Co  będzie,  jeśli 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

zawiedzie jej zaufanie? Czy potrafi znieść fałsz z jego strony? 

Odsunęła  od  siebie  te  myśli  i  słuchała,  jak  Jace  cichutko  śpiewa  Allison.  Nie 

zdradzi jej! Tego nie zrobi! W każdym razie nie teraz, nie po chwilach tak pełnego 

seksualnego zespolenia. Ich pragnienie siebie nawzajem było nienasycone. 

Jeszcze  jedna  myśl  przemknęła  jej  przez  głowę.  Żądza.  Mężczyźni  potrafią 

uprawiać  seks,  nie  angażując  się  uczuciowo.  Czy  przypadkiem  ich  wspaniałe 

miłosne uniesienia nie były dla Jace’a właśnie czymś takim? Może z jego strony to 

tylko rutyna, a ona pomyślała, że te sprawy znaczą dla niego tyle, co i dla niej? 

 

- Hej, a jakież to fantastyczne rozkosze kulinarne czekają mnie dziś na obiad? 

Jace  podszedł  z  tyłu,  gdy  stała  przy  kuchni,  i  położył  jej  ręce  na  ramionach, 

wyrywając Katherine z niemiłych rozmyślań. 

- Jaszczurcze oczy - odrzekła, śmiejąc się i nieświadomie lgnąc do niego. 

- Z sosem serowym? Świetnie! Bardzo to lubię. - Schował twarz w zagłębieniu jej 

szyi. - A co na deser? 

Ciesz  się  tym,  co  masz  -  powiedziała  sobie.  Nie  mógłby  cię  tak  całować,  gdyby 

cię choć trochę nie kochał. 

 

Katherine przeklinała w myśli wyboje. Jej nowy samochód omal się nie rozsypał 

na  drodze  wiodącej  w  stronę  wiertni.  Chciała  zrobić  Jace’owi  niespodziankę; 

wiozła  mu  na  lunch  coś  dobrego.  Happy,  którą  wtajemniczyła  w  swoje  plany, 

chętnie zgodziła się popilnować Allison. 

Gospodyni  zauważyła  zmianę  w  stosunkach  między  Jace’em  a  Katherine.  Od 

chwili gdy się pojawił, podejrzewała, że jest jej mężem. Sądziła, że przyjechał tu za 

nią  po  jakiejś  sprzeczce;  jak  to  między  zakochanymi.  Łatwo  było  dostrzec,  że 

szaleją  za  sobą.  I  że,  oczywiście,  Jace  jest  ojcem  Allison.  Trudno  o  bardziej 

zakochanego ojca! Happy nie posiadała się z radości, że młodzi przezwyciężyli to, 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

co ich dzieliło, obawiała się jedynie, że  mają za mało czasu dla siebie i uznała, że 

musi  im  pomóc.  Ponadto  od  chwili,  kiedy  Katherine  zaczęła  pracować  w  domu, 

bardzo tęskniła za dzieckiem. 

Zanim  jeszcze  Katherine  zajechała  na  miejsce,  usłyszała  hałas  dochodzący  z 

wieży  wiertniczej.  Szczęśliwa,  że  koszmarna  jazda  wreszcie  się  skończyła, 

zaparkowała samochód przy drodze i dalej poszła pieszo. 

W koszu miała butelkę wina, sałatkę z drobiu i owoce. Kiedy szła po nierównym 

terenie, jej piersi kołysały się swobodnie pod jedwabną bluzką. Śmiała się do siebie 

pełna radosnego oczekiwania. Tak, ta przerwa na lunch na pewno sprawi Jace’owi 

przyjemność.  Ale  muszą być sami. Na  różne sposoby obmyślała, jak pozbyć się z 

przyczepy  Billy’ego.  Ku  swemu  zdumieniu  stwierdziła,  że  nie  będą  potrzebowali 

uciekać się do żadnych wybiegów, zastała go bowiem  nie w przyczepie, lecz przy 

jednej  ze  starych,  zdezelowanych  półciężarówek.  Sądząc  z  liczby  leżących  obok 

części, starczy mu roboty na długo. 

- Cześć, Billy! - zawołała, starając się przekrzyczeć hałas. 

Podniósł  głowę  i  na  jej  widok  nerwowo  rzucił  okiem  w  stronę  przyczepy,  po 

czym  poczłapał  do  Katherine  na  swoich  krzywych  nogach,  wycierając  ręce  w 

nasiąkniętą olejem szmatę. 

- Cześć, moja droga. 

- Czemu nie jesteś w przyczepie? Jace zaprzągł cię do innej roboty? - roześmiała 

się, pokazując palcem rozbebeszony pick-up. 

- Nie, sam wyszedłem. Nie miałem ochoty przebywać pod jednym dachem z nią. - 

Wskazał głową długi lśniący wóz, na który Katherine nie zwróciła uwagi. 

- Z nią? - spytała zdumiona. 

- Tak - odparł Billy, po czym odwrócił się na pięcie, z pogardą splunął na ziemię 

sokiem tytoniowym i powlókł się z powrotem do swojej roboty. 

Katherine patrzyła w osłupieniu to na obcy samochód, to na przyczepę. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- No właśnie - westchnęła. - Tak to bywa z niespodziankami. 

Wreszcie  zdecydowała  się:  otworzyła  drzwi  przyczepy  i  z  oślepiającego  słońca 

weszła  w  półmrok  wnętrza.  Przez  chwilę  nie  widziała  zupełnie  nic,  a  potem 

spojrzała w stronę biurka Jace’a i serce w niej zamarło. Nie  mogła wykrztusić ani 

słowa. 

Jace  opierał  się  o  biurko,  a  pomiędzy  jego  długimi,  szeroko  rozstawionymi 

nogami, w pozie bardzo intymnej, przytulona do niego stała ciemnowłosa kobieta. 

Jace  splótł  ręce  na  jej  plecach,  ona  zaś  palcami  o  wylakierowanych  na  czerwono 

paznokciach czochrała jego gęstą, czarną czuprynę. 

Zaskoczenie Jace’a wywołane wejściem Katherine zwróciło uwagę kobiety, która 

obróciła się i spojrzała na nią wyniośle lśniącymi czarnymi oczami. 

Nie puszczając Jace’a, jedwabistym, leniwym głosem powiedziała: 

- To musi być Katherine. Bardzo miło mi panią poznać. - Przylgnęła zmysłowo do 

Jace’a  i  z  udanym  zażenowaniem  dodała:  -  Och,  przepraszam,  jeszcze  się  nie 

przedstawiłam. Jestem Lacey Newton Manning. Żona Jace’a. 

Rozdział 10 

Katherine zmobilizowała całą swą dyscyplinę wewnętrzną, żeby nie zemdleć albo 

nie  uciec,  gdzie oczy poniosą. Zacisnęła pięści, wbijając sobie boleśnie  paznokcie 

w ciało. Płuca odmówiły jej posłuszeństwa, nie mogła złapać tchu. Wydało jej się, 

że  uszło  z  niej  całe  życie.  Po  chwili  jednak  odetchnęła  głęboko  i  jakoś  się 

pozbierała. 

Z  tryumfującej,  szyderczej  twarzy  Lacey  przeniosła  wzrok  na  Jace’a.  O  jego 

zakłopotaniu  świadczyło  lekkie  drganie  brody  i  twardy,  nieustępliwy  wyraz  oczu. 

Uwolnił się z objęć Lacey, wyprostował się i odsunął ją od siebie. 

- Twoja informacja, Lacey, wymaga sprostowania: jesteś moją byłą żoną. Myślę, 

że to istotna różnica - poprawił ją. 

Więc to tak, pomyślała Katherine. Zatem był jednak mężem tej kobiety. A ona już 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

uczepiła  się  kurczowo  nikłej  nadziei,  że  Lacey  tylko  żartuje,  jak  to  między 

znajomymi  z  dawnych  lat.  Ale  kapryśna,  uwodzicielska  mina,  z  którą  brunetka 

spoglądała  na  Jace’a,  świadczyła  o  tym,  że  ich  stosunki  daleko  wykraczają  poza 

przyjaźń. Każdy głupi by to zauważył. 

-  Och,  Jace  -  zbeształa  go  rozdrażniona  Lacey  -  zawsze  musisz  być  taki 

denerwująco dokładny. Ja się nadal czuję twoją żoną i zawsze będę cię uważała za 

męża. W obliczu Boga wcale nie przestaliśmy być małżeństwem. 

-  Co  takiego?  -  Jace  uniósł  brwi.  -  Lacey,  gdyby  fizyczna  znajomość  drugiego 

człowieka  znaczyła  tyle  co  małżeństwo,  to  na  świecie  byliby  prawie  sami 

bigamiści. 

Katherine nie słyszała, żeby kiedykolwiek mówił z taką goryczą. Czyżby miał na 

myśli  ich  małżeństwo?  Jej  serce  przepełniał  ból  nie  do  zniesienia,  czuła  się  tu 

zupełnie niepotrzebna. Powinna była natychmiast wyjść. 

Kosz  piknikowy  upadł  z  hałasem  na  podłogę.  Mściwie  pomyślała,  że  byłoby 

dobrze,  gdyby  wszystko  się  wylało  i  narobiło  wielkiego  bałaganu.  Żeby  chociaż 

stłukła się butelka z winem. Położyła rękę na klamce, ale Jace warknął: 

- Dokąd, Katherine? 

Spojrzała  na  niego  gniewnie,  z  niedowierzaniem.  Chyba  zwariował?  Czy 

wyobraża sobie, że będzie tu sterczeć, przyglądając się objawom jego żądzy  - czy 

miłości - w stosunku do byłej żony? 

-  Do  domu  -  oświadczyła  chłodno.  -  Przyjechałam  tu  tylko  po  to,  żeby  ci 

przywieźć lunch. 

- O, czy to nie jest... - zaczęła Lacey, lecz Jace jej przerwał. 

- Dziękuję ci - powiedział. 

Wciąż jeszcze miał zgnębiony wyraz twarzy, ale był czujny jak zwykle. Zmierzył 

Katherine  spojrzeniem  od  stóp  do  głów  i  w  mgnieniu  oka  wszystko  odgadł. 

Zarumieniła  się.  Zaplanowane  przez  nią  igraszki  miłosne  z  mężem  wydały  jej  się 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

teraz czymś nieprzyzwoitym. 

- Może zjemy to później... - zaproponował. 

- Wątpię - odparła ostro Katherine. 

Jace wymamrotał coś pod nosem. Widać było, jak bardzo jest zdenerwowany. 

- Nie wychodź jeszcze - poprosił. - Chcę z tobą porozmawiać. 

Lacey  usiadła  na  biurku  i  skrzyżowała  nogi.  Obcisłe  niebieskie  spodnie  z 

jedwabiu  podkreślały  linię  jej  bioder  i  nóg.  Beżowa  ażurowa  góra  ukazywała 

wyraźnie bujne piersi zakończone koralikami sutek. 

-  No  powiedz,  Katherine,  czy  on  nie  jest  cudownym  mężem?  -  wymruczała  jak 

kot.  -  Kiedy  byliśmy  małżeństwem,  nie  zostawiał  mnie  samej  dłużej  jak  na 

godzinę. 

- Lacey - zgrzytnął zębami Jace. 

-  Do  dziś  pamiętam,  jak  się  kochaliśmy,  wszystko...  A  zdarzało  się  to  bardzo 

często - roześmiała się. - Jest w tym wspaniały, nie uważasz? 

Katherine poczuła, że coś jej rośnie w gardle. Myślała tylko, żeby dopaść drzwi i 

uciec jak najdalej od tych szyderczych oczu i zmysłowych ust. 

-  Oczywiście  nasze  małżeństwo  było  z  miłości,  a  wasze...  -  Lacey  znacząco 

zawiesiła  głos.  Katherine  w  myśli  dokończyła  złośliwy  przytyk.  Czyżby  Jace 

musiał  się  tłumaczyć  przed  swoją  byłą  żoną  z  okoliczności,  w  jakich  pośpiesznie 

brali ślub? 

-  Lacey,  opowiadasz  o  dawnych  sprawach,  które  Katherine  w  najmniejszym 

stopniu  nie  dotyczą  -  oświadczył  Jace.  W  jego  głosie  zabrzmiało  coś  w  rodzaju 

ostrzeżenia. 

- O, przeciwnie, mój drogi. - Lacey oparła ręce na blacie biurka i nachyliła się do 

przodu. Jej obfite  piersi zakołysały się jak dojrzałe  melony.  - Myślę, że Katherine 

bardzo zainteresuje fakt, że rozeszliśmy się z powodu dzieci. - Przeniosła wzrok z 

Jace’a  na  Katherine  i  spojrzała  na  nią  protekcjonalnie.  -  Jace  ma  fioła  na  punkcie 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

rodziny.  Zaraz  jak  tylko  się  pobraliśmy,  zaczął  mnie  zmuszać,  żebym  jak 

najprędzej  rodziła  dzieci.  -  Wydęła  wargi.  -  A  ja  go  na  początku  chciałam  mieć 

tylko dla siebie. 

- Lacey, ja... 

Odchyliła się  niedbale do tyłu,  majtając  nogami. Nie zwracała uwagi ani  na jego 

próby uciszenia, jej, ani jego narastający gniew. 

- Miał szczęście, że  mu się trafiła  gotowa  rodzinka! - powiedziała. Olśniewający 

uśmiech odsłonił białe, ostre zęby. 

Katherine  przygryzła  dolną  wargę.  Nie  może  sobie  pozwolić  na  to,  żeby  się  tu 

załamać  wobec  nich.  Jace  zrobił  ruch  w  jej  kierunku,  ale  szarpnęła  się  w  drugą 

stronę. Przeszedł ją dreszcz. Musiał opowiadać Lacey o ich życiu osobistym. A to 

już  było  nie  do  wybaczenia.  Może  dlatego  ona,  Katherine,  stoi  tu  teraz  i  słucha 

tamtej  kobiety,  że  podświadomie  chce  być  ukarana.  Przede  wszystkim  za  swoją 

bezprzykładną  głupotę,  za  to,  że  dała  się  namówić  na  to  małżeństwo.  Bo  przecież 

nie  koniec  na  tym:  zakochała  się  w  Jace’u  wiedząc,  że  sprawa  jest  beznadziejna. 

Zaufała  mu.  Był  to  podstawowy  błąd.  Jak  mogła  być  taka  głupia?  Czy  nie 

wystarczyły jej doświadczenia Mary z Peterem? 

-  Jace  wszystko  poświęci  na  ołtarzu  rodziny.  Dlatego  podjął  się  wychować  to 

małe  słodkie  biedactwo,  córeczkę  swego  brata.  To  bardzo  do  niego  podobne: 

poświęcić się w imię szlachetnej sprawy. 

-  Zamknij  się,  Lacey  -  zwrócił  się  do  niej  Jace,  przeszywając  ją  spojrzeniem 

swoich niebieskich oczu. 

-  No  cóż,  rób  dalej  dobrą  minę  do  złej  gry,  kochanie.  -  Lacey  w  skupieniu 

studiowała  wymanikiurowane  paznokcie.  -  Załatwienie  Katherine  tej  pracy  było 

niesłychanie  sprytne  z  twojej  strony.  Im  bardziej  będzie  zajęta,  tym  mniej  czasu 

możesz jej poświęcać. 

Słowa te ugodziły Katherine jak dzida. Zwróciła się do Jace’a z wściekłością. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Ach, ty! - krzyknęła. - Co takiego zrobiłeś, żeby załatwić mi tę pracę?! 

-  Szkoda,  że  nie  słyszałaś,  jak  sprzedawał  tacie  ten  pomysł  -  Lacey  celowo 

przeciągała słowa. - Słuchałam z drugiego aparatu. Prawie błagał go, żeby zgodził 

się na te głupie reklamówki. 

Katherine  słuchała  w  osłupieniu.  Popatrzyła  na  Jace’a,  czy  przypadkiem  nie 

zaprzeczy, ale ujrzała tylko zaciśnięte zęby i jeszcze chmurniejszy wzrok. 

- Jace, czy to prawda? - Dławiła się tymi słowami. - Czy to prawda, że załatwiłeś 

mi pracę, która nikomu na nic nie jest potrzebna? 

- Katherine, proszę cię, posłuchaj... 

-  Odpowiadaj,  do  diabła!  -  wrzasnęła.  -  Czy  to  był  pomysł  pana  Newtona,  czy 

twój? 

- Nie rozumiesz... 

- Odpowiadaj. Już! 

- Do jasnej cholery! - wybuchnął. - Odpowiem ci, jak mi dasz dokończyć zdanie. 

-  Nie  potrzebuję  żadnych  twoich  wydumanych  wyjaśnień  -  powiedziała  sucho.  - 

Czyim  pomysłem  były  reklamówki?  -  A  kiedy  nie  odpowiadał,  krzyknęła:  -  No, 

czyim? 

- Moim! - ryknął. 

Wrzeszczał równie głośno jak ona. Słowa odbijały się echem od ścian przyczepy. 

Patrzyli  na  siebie  jak  dwa  rozwścieczone  byki.  Ich  piersi  wznosiły  się 

spazmatycznie, nozdrza mieli rozdęte, oddychali z trudem. 

Katherine  przezwyciężyła  wreszcie  impas.  Wyprostowała  się,  odwróciła, 

otworzyła drzwi i zeszła po stopniach. 

Ze zdumieniem stwierdziła, że Jace idzie tuż za nią. Złapał ją za ramię. 

- Puść mnie - warknęła, wyrywając rękę. 

- Nie  ma mowy. Nie wybiegniesz stąd jak bogini zemsty. Zaraz by języki poszły 

w ruch. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Cały czas szedł przy niej, a ona potykała się nie mogąc dotrzymać mu kroku. 

- Nie życzymy sobie żadnych plotek na temat osobistego życia szefa, co? - spytała 

słodziutko. - To chyba przesadna ostrożność, skoro była żona już czeka w sypialni 

na kółkach. 

Jego uścisk stał się jeszcze silniejszy. Udał, że nie dostrzega jej ironii, i spytał: 

- Gdzie, u diabła, jest ten twój samochód? 

- Tam - wskazała stojący pod dębem na skraju lasu wóz. 

Ostatni odcinek drogi Jace prawie wlókł ją po kamienistym gruncie. Co on sobie 

wyobrażał?  Że  jego  ludzie  wezmą  za  dobrą  monetę  całe  to  przedstawienie?  Że 

dadzą  się  nabrać  na  pozory  mężowskiej  troski?  Że  po  zaciętych  ustach  i  sztywnej 

postawie nie poznają, jaki jest wściekły? 

Kiedy dotarli do samochodu i Jace był pewny, że poprzez hałas nikt go nie może 

usłyszeć, nachylił się do niej i powiedział: 

- Nic z tego, co się tam mówiło czy robiło, nas nie dotyczy. Zrozumiałaś mnie? - 

Potrząsnął nią lekko. 

- Boli mnie ręka. Może byś tak mnie puścił? 

Puścił ją od razu, a ona roztarta ramię, żeby przywrócić krążenie. 

- Czy mam oczekiwać, że po powrocie do domu potraktujesz mnie jeszcze gorzej? 

O ile w ogóle zamierzasz wrócić... 

-  Katherine  -  powiedział  przez  zaciśnięte  zęby.  Odwrócił  od  niej  wzrok  i  patrzył 

na  otaczający  ich  krajobraz,  który  wydawał  się  dziwnie  spokojny.  Westchnął 

głęboko i znów na nią spojrzał. - Kiedy załatwiłem ci pracę... 

- Bardzo ci za nią dziękuję - powiedziała gorzko. 

- Zrobiłem to dla ciebie! - uniósł się. 

Zaśmiała się nieprzyjemnie. 

-  Jasne,  że  dla  mnie.  -  Patrzyła  na  niego  twardo.  -  Była  to  jedyna  dziedzina 

mojego  życia,  do  której  nie  miałeś  dostępu.  Moja  praca.  Zabrałeś  mi  życie,  mój 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

dom,  moją...  -  urwała,  zanim  dokonała  wyznania,  które  oznaczało  jej  ostateczne 

upokorzenie:  -  Musiałeś  mieć  i  to,  prawda?  Nie  pozwoliłeś  mi  zachować  nawet 

odrobiny  godności  własnej.  Boże!  Jacy  wy,  Manningowie,  jesteście  zachłanni. 

Teraz masz mnie w całkowitym władaniu! Pod każdym względem, co? 

Jace’a zaczynało ponosić. Katherine poznawała pierwsze symptomy nadciągającej 

burzy. Jej słowa przeniknęły pancerz jego opanowania. 

Miałam  rację,  pomyślała  patrząc,  jak  pogłębiają  się  bruzdy  wokół  jego  ust. 

Prawda zawsze boli, to najtrudniej wytrzymać. 

- No tak - powiedział groźnie. - Możesz wierzyć, w co chcesz. - Zbliżył się do niej 

o  krok.  -  Ale  jest  jeszcze  jedna  rzecz,  o  której  nie  wspomniałaś,  a  którą  również 

mam w swoim władaniu. 

- C...co takiego? - spytała drżącym głosem, przestraszona drapieżnym błyskiem w 

jego oku. 

- To - powiedział i przyciągnął ją do siebie. 

- Nie... - zaprotestowała, ale zamknął jej usta swoimi. 

Po tym gwałtownym pocałunku na chwilę uniósł głowę. 

-  Możesz  zacząć  spłacać  to,  co  mi  jesteś  winna  -  zakpił.  Trzymał  ją  tak,  że  nie 

mogła się ruszyć, i przyciskał mocno wargi do jej zamkniętych ust dopóty, dopóki 

nie poniechała oporu i ich nie rozchyliła. 

Wtedy  wtargnął  w  nie  językiem,  napierając  na  nią  jednocześnie  biodrami  i 

przygważdżając do samochodu. Jego ręce, bezczelne i  natarczywe, były  wszędzie. 

Na szczęście stał plecami do wiertni, nie miała świadków swego poniżenia. 

Po chwili pozostawił usta i wargami dotknął szyi. 

- Przyjechałaś na intymny lunch sam na sam ze mną, prawda? - spytał szorstko. 

Na wspomnienie tych planów jej oczy wezbrały łzami. Ileż się zdarzyło od tamtej 

pory! W ciągu godziny wszystkie jej marzenia legły w gruzach. 

- Bardzo bym się z tego  ucieszył,  Katherine - dodał  i położył  na jej  gorsie swoją 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

śniadą dłoń. - Wiem, że nic nie masz pod bluzką. Widzę w myśli twoje piersi, czuję 

je, smakuję... 

Znów  odnalazł  jej  usta,  ale  tym  razem  w  jego  pocałunku  nie  było  nic  z 

poprzedniej gwałtowności, jedynie sama czułość. Napięcie Katherine ustąpiło. 

Dotykał czubków jej piersi przez materiał koszuli, aż wreszcie poczuł, że reagują 

na jego pieszczotę. Pod jego ręką zamieniły się w twarde, gładkie guziczki. 

Katherine  zdała  sobie  sprawę,  że  własne  ciało  odmawia  jej  posłuszeństwa.  Jace 

znów  nad  nim  panował.  Nie.  Nie  wolno  jej.  Od  samego  początku  czuła  do  niego 

pociąg.  Był  taki  przystojny,  taki  męski.  Ale  teraz  płaciła  za  tę  słabość  straszną 

cenę.  Dla  niego  to  wszystko  nie  ma  żadnego  znaczenia.  Całuje  ją,  bo  to  jego 

metoda na zmiękczenie jej, złamanie oporu, przeprowadzenie swojej woli. 

Odepchnęła go resztką sił. Zamrugał zamglonymi pożądaniem oczami, spojrzał na 

jej gniewną, zamkniętą twarz i ręce mu opadły. 

-  Pomyliłeś  się,  Jace.  Już  mnie  więcej  nie  nabierzesz.  Nie  masz  już  żadnego 

wpływu  na  moje  życie.  Jadę.  Wygląda  na  to,  że  Lacey  dłużej  tu  zabawi.  Jestem 

przekonana, że chętnie zaspokoi twoje podstawowe potrzeby. 

Wsiadła do samochodu i trzasnęła drzwiami, po czym włączyła silnik i bieg. Jace 

położył rękę na klamce. 

-  Pięknie  to  powiedziałaś  i  odegrałaś,  Katherine,  ale  to  nie  wytrzymuje  próby 

życia.  -  Gniew  go  opuścił.  Dodał  spokojnie:  -  Nadal  mnie  pragniesz,  tak  jak  ja 

pragnę ciebie. Będę w domu o zwykłej porze. 

 

Przeklinała  Jace’a,  swoją  słabość  i  stopień,  o  który  się  potknęła  wchodząc  do 

domu.  Na  szczęście  samochodu  Happy  nie  było  na  podjeździe.  Pewnie  pojechała 

po  sprawunki  i  wzięła  ze  sobą  Allison.  Dzięki  temu  Katherine  mogła  trochę 

odetchnąć, zebrać myśli i opatrzyć rany. 

Rzucić się  na  łóżko  i zalać  łzami...  nie, to  nie  leżało w jej charakterze. Chłodna, 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

zorganizowana, zrównoważona Katherine Adams rzadko pozwalała sobie na to, by 

dać  tak  gwałtowny  upust  swym  uczuciom.  Ale  dotychczas  nigdy  nie  czuła  się  aż 

tak oszukana. 

Nawet  nie  wiedziała,  że  Jace  był  już  żonaty.  Jak  długo  trwało  to  małżeństwo? 

Kiedy  i  dlaczego  się  rozwiedli?  Jako  jeden  z  powodów  Lacey  podała  fakt,  że  nie 

chciała  mieć dzieci, kiedy jemu  na tym zależało. Czy był aż tak przewrotny, żeby 

ożenić  się  z  nią,  Katherine,  i  wziąć  Allison  na  wychowanie  w  akcie  zemsty  na 

Lacey za to, że nie chciała mieć z nim dzieci? Czy o to mu chodziło, gdy planował 

tę intrygę? 

Ściskając  poduszkę,  w  której  został  zapach  Jace’a,  zanurzyła  głowę  w  jej 

miękkość  i  wyszlochała  jego  imię.  Po  cóż  się  w  nim  zakochałam?  -  wymyślała 

sobie. Powinna była wiedzieć, że prawdziwa miłość istnieje tylko w snach poetów i 

marzycieli. W rzeczywistym świecie się nie ostanie. 

Nie pamiętała miłości swego ojca, ale była pewna, że kochał ją bardzo. Po śmierci 

męża ich matka, Grace Adams, stanęła nagle w obliczu konieczności zarobienia na 

siebie  i  dzieci,  a  było  to  w  czasach,  gdy  kobiety  nie  miały  na  rynku  pracy  tych 

samych  możliwości  co  mężczyźni.  Jej  miłość  polegała  na  osobistym  poświęceniu 

dla  dzieci  -  by  Katherine  i  Mary  miały  godziwe  życie.  Po  długim  dniu  pracy  na 

poczcie Grace rzadko znajdowała czas i energię, żeby bawić się, pieścić i okazywać 

miłość  małym córeczkom.  A jeżeli już, to  zwykle zajmowała się Mary, która była 

młodsza. Katherine nie  miała żalu do  matki, że nie ma dla niej czasu. Chciała być 

tylko  kochana.  Starała  się  zabezpieczyć  przed  uwikłaniem  się  w  sytuację  nie 

gwarantującą  trwałego  związku  uczuciowego.  W  głębi  duszy  wiedziała,  że  nie 

zniesie  cierpień  rozstania,  utraty  kogoś  ukochanego.  Do  czasu  spotkania  Jace’a 

Manninga przed nikim nie otworzyła serca. 

Były sobie bliskie z Mary i gdyby ktoś Katherine o to spytał, odpowiedziałaby, że 

kochała  siostrę.  Bo  tak  było.  Ale  to  przecież  nie  to  samo.  Nie  było  między  nimi 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

tego porozumienia intelektualnego, które stało się udziałem jej i Jace’a. Obdarzyła 

go pierwszą prawdziwą miłością, jednak on tę miłość odtrącił. 

Kiedy  już  przestała  płakać,  uporządkowała  łóżko  i  odświeżyła  twarz.  Happy, 

oddając  dziecko,  zauważyła,  że  jest  jakoś  dziwnie  poważna,  ale  Katherine  nie 

zdradziła przed nią przyczyn swego smutku. Stoicki spokój i obojętność - to będzie 

jej maska, postanowiła. 

Szykując  obiad  cały  czas  do  siebie  mówiła.  Rozpatrywała  swój  problem, 

zastanawiała  się  nad  każdym  słowem.  Jeśli  -  a  było  to  pod  wielkim  znakiem 

zapytania  -  Jace  wróci  do  domu,  tak  jak  powiedział,  będzie  przygotowana  na 

odparcie  jego  sprawnych,  logicznych  argumentów,  znacznie  groźniejszych  niż 

ciosy. 

Z premedytacją wykąpała się i starannie ubrała. Jace nie zobaczy jej zrozpaczonej 

i rozmamłanej. Nie będzie się czołgała w pokorze. Pobije go pewnością siebie. 

Mimo  wmawiania  sobie,  że  nie  zależy  jej  na  tym,  czy  on  wróci,  jej  serce  zabiło 

mocniej,  gdy  usłyszała  charakterystyczny  warkot  dżipa,  a  potem  ciężkie  kroki  na 

schodach. 

Kiedy wszedł, rozwieszała  huśtawkę  Allison. Spojrzała w jego stronę  i zajęła się 

wsadzaniem  małej  do  płóciennego  koszyczka.  Na  widok  Jace’a  Allison  zaczęła 

wierzgać  tłustymi  nóżkami  i  piszczeć  ze  szczęścia.  Katherine  odwróciła  się  i 

wyszła do kuchni. 

Jace  zachowywał  się  w  sposób  denerwująco  normalny.  Umył  się,  a  potem,  jak 

zwykle,  figlował  z  małą.  Im  dłużej  Katherine  krzątała  się  po  kuchni,  tym  głośniej 

brzęczały garnki i rondle. Niecierpliwie i bez rękawicy wyciągając blachę bułeczek 

z piekarnika, sparzyła się w rękę  i brzydko zaklęła. Do cholery z  nim, pomyślała. 

Do czego mnie doprowadził! 

Jace wszedł do kuchni i grzecznie spytał: 

- Czy mogę ci w czymś pomóc? 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Nie - odparła. - Poradzę sobie sama - dodała znacząco. 

- W porządku - powiedział wesoło i usiadł przy stole. 

Wyciągnął swoje długie nogi, skrzyżował je w kostkach, ręce założył na piersiach 

- istne  uosobienie spokoju.  Katherine kusiło, żeby wywalić  mu  na  głowę salaterkę 

gorących kartofli, tylko po to, żeby zniweczyć tę jego beztroskę. 

Potem położył spać Allison i zjedli w milczeniu - on ze smakiem i zadowoleniem, 

ona z determinacją, która ją dławiła. 

Po  posiłku,  jak  zwykle,  pomógł  jej  zmyć  naczynia.  Starała  się  unikać  z  nim 

kontaktu, ale w pewnej chwili dotknął jej dłoni w wodzie i pogłaskał. W zielonych 

oczach  Katherine  dostrzegł  burzę.  Wyrwała  mu  gniewnie  rękę,  demonstrując 

odrazę, ale tylko prysnęła sobie w twarz brudną wodą. 

- Chciałbym z tobą porozmawiać - powiedział, gdy wyszli z kuchni. 

Katherine  ogarnęła  wściekłość,  że  to  Jace  zaproponował  rozmowę.  Najlepszą 

strategią jest atak, a tymczasem on przejął inicjatywę. Cholera z nim! 

-  To  świetnie  -  warknęła.  Usiadła  na  krześle,  na  wprost  kanapy.  -  Ja  też  chcę  z 

tobą porozmawiać. 

Jace  usadowił  się  na  brzeżku  kanapy  i  wpatrzył  się  w  swoje  dłonie,  zwisające 

między kolanami. 

-  Powinienem  był  ci  powiedzieć  o  Lacey.  Wybacz.  Przykro  mi,  że  dowiedziałaś 

się o niej w ten sposób. 

- No pewnie, że ci przykro - zadrwiła. - Przerwałam romantyczne pojednanie. 

- Niezupełnie - uciął krótko. Jego twarz, gdy przepraszał, zmiękła, a teraz znowu 

stężała. Czarne skrzydła brwi opadły nad płonącymi oczami. 

-  Nie?  Aaa,  oczywiście,  komplikuję  ci  sytuację,  prawda?  Szkoda.  Ale  przecież 

taki drobiazg nie może ci przeszkodzić w podjęciu stosunków z Lacey. 

-  Cholera  -  zaklął  cicho,  pocierając  dłonie;  był  w  najwyższym  stopniu 

zdenerwowany.  -  Zawsze  od  razu  zajmujesz  pozycję  defensywną.  Nawet  nie 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

starasz się nic zrozumieć. 

-  Zrozumieć?  -  spytała  podniesionym  głosem.  -  Wchodzę  do  biura  mego  męża, 

widzę  go  w  objęciach  pięknej  kobiety  o  wspaniałym  biuście,  która  przypadkiem 

okazuje  się  jego  byłą  żoną  -  przerwała  dla  nabrania  tchu  -  i  ty  mówisz,  że  to  ja 

czegoś nie rozumiem? 

- Jesteś zazdrosna? - spytał z figlarnym uśmiechem. 

Zaniepokoiła ją ta zmiana nastroju. Tak! - miała ochotę wrzasnąć. Tak. O cały ten 

czas,  kiedy  ta  kobieta  byłą  z  tobą.  Kiedy  się  z  tobą  kochała.  Kiedy  się  z  nią 

całowałeś. Tak, jestem zazdrosna. 

Zamiast tego jednak powiedziała: 

-  Zazdrosna?  W  żadnym  razie.  Do  zazdrości  potrzebna  jest  miłość.  -  Czyżby  po 

twarzy  Jace’a  przebiegł  skurcz  bólu?  Nie,  to  tylko  złość,  że  nie  jest  załamana.  - 

Jesteśmy w końcu jedynie małżeństwem z układu - zauważyła. 

Nie  patrzyła  na  niego,  nie  mogłaby  wytrzymać  jego  krytycznego  wzroku.  Nagle 

wstała  i  podeszła  do  biurka.  Chodziło  jej  o  zwiększenie  między  nimi  dystansu. 

Broń się, Katherine, ostrzegła sama siebie w myślach. 

- Ja... ja... - zająknęła się. Nie potrafiła być stanowcza, kiedy Jace na nią patrzył. - 

Zdenerwowałam się, bo mnie okłamałeś w sprawie pracy. 

- Będziesz w niej świetna, Katherine, bez względu na... 

-  Będę,  jak  cholera!  -  krzyknęła  i  spojrzała  mu  w  twarz.  -  Nigdy  dotąd  nie 

starałam  się  tak  dobrze  pracować  jak  teraz.  Jeszcze  wam  pokażę,  tobie  i  temu 

twojemu  panu  Willoughby’emu  Newtonowi.  Nie  musi  mnie  protegować  tylko 

dlatego, że jestem żoną jednego z jego najbardziej cenionych współpracowników. 

Ostrożnie, Katherine, ostrzegła się znowu. Czuła, że oczy ma pełne łez. 

- Wszystko jedno dlaczego, ale naraiłeś mi fantastyczną robotę - dodała po chwili 

wyzywająco.  -  Bardzo  ci  dziękuję,  panie  Manning.  Jednak  od  dziś  działam  na 

własną rękę. Jeśli dam sobie radę, to dobrze. Jeśli  nie, to  moja strata. Nie chcę od 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

ciebie żadnej pomocy. 

- Mylisz się sądząc, że wyobrażałem to sobie inaczej - powiedział spokojnie. 

Speszyła  ją  łatwość,  z  jaką  przyjął  jej  tyradę.  Gdzie  jego  gniew?  Czemu  nie 

próbował  się  odgryźć?  Dlaczego...  dlaczego  robił  wrażenie  raczej  zasmuconego? 

Usiłowała odzyskać swój wcześniejszy animusz. 

- Jeżeli chodzi o nasze małżeństwo, to niech każde z nas idzie swoją drogą. W tej 

sytuacji tak będzie najlepiej. 

- Skoro tak uważasz... 

- Tak uważam - odparła z przekonaniem, którego tak naprawdę wcale nie czuła. 

Daje  mu  wolną  rękę.  Może  się  widywać  z  Lacey,  ile  tylko  zechce.  Ale  już 

wymawiając te słowa zwracające mu wolność, pytała samą siebie, jak zniesie jego 

odejście. 

-  Dla  dobra  Allison  będziemy  udawać  dobre  małżeństwo,  jeżeli...  jeżeli  jeszcze 

chcesz. 

Zamilkła.  Dała  mu  czas  do  namysłu.  Mógł  się  nie  zgodzić.  Jednak  w  duchu 

modliła się, żeby było inaczej. Ponieważ nie odpowiadał, wygłosiła swoją ostatnią 

kwestię: 

- Uważam, że każde z nas powinno mieć swoje życie osobiste i robić to, co uzna 

za stosowne. 

Ale kiedy to mówiła, wcale nie czuła tryumfu. Przeciwnie, w sercu miała pustkę, 

przytłaczał  ją  niewyobrażalny  ciężar.  Przygotowana  przemowa  brzmiała  banalnie, 

infantylnie, niepewnie. 

Jace wstał, wyprostował się i ruszył w jej stronę. 

- Masz całkowitą słuszność, Katherine. 

Ach, jaką udrękę przyniosły te słowa. Nie chciała ich przyjąć. Zacisnęła wargi, by 

zdławić łkanie, które wyrwało jej się z piersi. Mimo wszystko liczyła, że będzie ją 

błagał o przebaczenie  i obieca  miłość  na zawsze. Cóż, dała  mu  ultimatum, a on je 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

przyjął. I to właśnie  tak bardzo ją przeraziło.  Z radością przegrałaby z  nim w tym 

starciu. 

Zatrzymał  się  na  wprost  niej.  Nie  wiedziała,  co  ze  sobą  zrobić.  Czuła  się 

przytłoczona jego bliskością, dusiła się. Obecność Jace’a zawsze tak na nią działała 

- od chwili, gdy po raz pierwszy otworzyła mu drzwi. 

- Każde z nas powinno mieć swoje życie osobiste i robić to, co uzna za stosowne. 

A ja właśnie uznałem za stosowne pocałować swoją żonę. 

Znalazła  się  w  jego  ramionach,  zanim  miała  czas  zrozumieć,  o  co  chodzi. 

Zamknął jej usta swoimi. W tym pocałunku nie było nic gwałtownego, lecz czuła w 

nim siłę. 

Jego  usta  błądziły  po  jej  ustach  z  taką  delikatnością  i  jakby  błaganiem,  że 

Katherine  bezwiednie  rozchyliła  wargi.  Całował  ją  głęboko,  zmysłowo. 

Jednocześnie trzymał ją w tak mocnym uścisku, że nie mogło być mowy o żadnym 

oporze z jej strony, o żadnych próbach wyrwania się. 

Kiedy  wreszcie  podniósł  głowę,  była  bez  tchu.  Popatrzył  w  jej  nieprzytomne 

zielone oczy i opuściwszy ręce, lekko musnął piersi. 

- Dobranoc - szepnął. 

Odwrócił  się  i  wyszedł  do  swojego  pokoju,  zamykając  za  sobą  drzwi.  Katherine 

poczuła  zawrót  głowy;  cały  pokój  się  kołysał,  chociaż  ona  sama  stała  na  miejscu 

jak wrośnięta w ziemię. 

Instynktownie  wyciągnęła  ręce,  szukając  oparcia  w  Jace’u.  Ochrypłym  głosem 

wyszeptała  jego  imię.  W  całym  ciele  czuła  znajomy  dreszcz.  Nie  zostawiaj  mnie 

tak! - wołała w duchu. 

A potem wrócił rozsądek. I wraz z nim gniew. 

Jak on śmiał! Jak śmiał tak ją całować po całym dniu spędzonym z Lacey! 

Pobiegła  do  sypialni  Allison  i  zatrzasnęła  za  sobą  drzwi.  Hałas  obudził  małą  i 

musiała wziąć ją na ręce i ukołysać do snu. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Rozdział 11 

-  Chyba  trzeba  zacząć  kupować  drewno  na  opał.  W  gazetach  są  już  ogłoszenia. 

Kupimy  z  Cooperem  metr  i  podzielimy  się  po  połowie.  Jest  coraz  zimniej  i 

wieczorami  będziemy  musieli  palić  -  powiedział  Jace.  Jadł  bułkę  i  popijał  gorącą 

czarną  kawę.  Ponieważ  jednak  Katherine,  karmiąca  właśnie  Allison  owsianką  z 

przecieranymi owocami, nie odpowiedziała na tę próbę nawiązania rozmowy, spy-

tał: - Co o tym sądzisz? 

Jego  swobodny  ton  doprowadzał  ją  do  szału.  Od  dnia,  w  którym  jej  nowy, 

cudowny  świat  się  zawalił  pogrążając  ją  w  rozpaczy,  Jace  zachowywał  się  jak 

gdyby nigdy nic. 

Wolałaby,  żeby  wrzeszczał,  rzucał  czymś,  wybuchał  gniewem,  wszystko,  tylko 

nie ten spokojny sposób bycia. 

- Jak chcesz - mruknęła, wycierając wilgotnym ligninowym ręcznikiem upaćkaną 

płatkami buzię Allison. Jeszcze tydzień temu nie uwierzyłaby, że pozostaną razem, 

gdy zrobi się zimno, a teraz on opowiada o kupowaniu opału. 

Pewnego  wieczoru  omal  nie  przełamał  muru  jej  milczenia  wspominając 

mimochodem,  że  wiercenia  zostały  wreszcie  uwieńczone  sukcesem  i  z  ziemi 

trysnęła ropa. 

- Jace, to cudownie! - wykrzyknęła spontanicznie, lecz zaraz potem rozłościła się 

sama na siebie. 

Rzucił na nią okiem i uśmiechnął się z zakłopotaniem, ale i z radością. 

-  Tak,  Katherine  -  zatarł  ręce  w  podnieceniu.  -  Ja  się  chyba  nigdy  do  tego  nie 

przyzwyczaję.  Za  każdym  razem,  kiedy  trafiamy  na  ropę,  nawet  jeśli  przed 

wierceniem  mam  pewność,  że  ona  tam  jest,  to...  to  czuję  się  jak...  -  wzruszył 

bezradnie  ramionami  i  rozłożył  ręce.  -  Nie,  tego  uczucia  nie  da  się  z  niczym 

porównać. - Roześmiał się po chłopięcemu. 

Katherine  chciała  brać  udział  w  jego  radości  i  sukcesach.  Pragnęła  go  objąć, 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

pogratulować mu, ale... 

- Może moglibyśmy się gdzieś wybrać dziś wieczór? - zapytał Jace. - Zostawimy 

Allison z Happy i pójdziemy na kolację, a potem na... 

-  Nie  -  ucięła  krótko,  choć  miała  na  to  wielką  ochotę.  -  Cały  dzień  pisałam  na 

maszynie i jestem bardzo zmęczona... 

Widać było jego rozczarowanie, ale uśmiechnął się tylko i powiedział: 

- Dobrze, to kiedy  indziej. - Wstał  i przeciągnął się, podnosząc ręce wysoko  nad 

głowę. - To ja już sobie pójdę. Cieszę się, że kupiłem to łóżko. Zajmuje prawie cały 

pokój, ale jest wspaniałe... 

Pochylił  się,  dotknął  ustami  jej  karku  i  po  chwili  z  szelmowskim  uśmiechem 

dodał: 

- ...ale nie ma w nim ciebie. 

Przesunął  usta  po  delikatnej  skórze  pod  włosami,  nakrył  dłonią  jej  pierś  i  lekko 

ścisnął. Przez cienki trykot koszulki  jego  dotyk palił ją żywym  ogniem.  Katherine 

upuściła łyżeczkę, wstała i odwróciła się gwałtownie do niego. 

-  Nie  rób  tego  -  powiedziała,  usiłując  zapanować  nad  drżeniem  głosu.  I  zaraz 

dodała:  -  Jeżeli  chcesz  się  z  kimś  w  to  bawić,  to  masz  Lacey.  -  Z  satysfakcją 

zauważyła,  że  Jace  zaciska  z  irytacji  usta.  -  Ma  ode  mnie  pełniejsze...  kształty...  - 

stwierdziła uszczypliwie. 

Lodowate  spojrzenie  jego  oczu  nie  pozostawiało  cienia  wątpliwości,  że  w  końcu 

udało  jej  się  go  zdenerwować.  Widać  było,  jak  chodzi  mu  żuchwa,  jak  cały 

sztywnieje, jakby chciał pohamować mordercze instynkty. 

Ale ze strony Katherine było to pyrrusowe zwycięstwo. Jace wycedził: 

- To prawda. Znacznie pełniejsze. 

Odwrócił się i wyszedł z kuchni, i po chwili usłyszała trzaśniecie drzwi. 

Przygnębiona, osunęła się na krzesło i dała upust łzom. 

- Och, Jace - łkała. Bezwiednie położyła dłoń na piersi, która przed chwilą drżała 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

w cieple jego ręki. - Tęsknię za tobą - jęknęła. 

Położyła głowę na stole i zaczęła płakać. 

Nie  miała  jednak  okazji  zbyt  długo  się  nad  sobą  użalać.  Przez  ostatnie  dwa  dni 

Allison była bardzo grymaśna. Straciła swój zwykle doskonały apetyt. Nosek miała 

zatkany,  a  potem  zaczęła  kasłać.  Katherine  machnęła  ręką  na  pracę.  Troska  o 

zdrowie  małej  wykluczała  skupienie  się  na  czymkolwiek,  nie  mówiąc  już  o 

jakimkolwiek koncepcyjnym myśleniu. 

Wieczorem  trzeciego  dnia  mała  zaczęła  żałośnie  płakać  i  dostała  gorączki. 

Katherine  nosiła  ją  poklepując  po  pleckach  i  czule  do  niej  przemawiając.  Widać 

było  wyraźnie,  że  dziecko  ma  kłopoty  z  oddychaniem,  a  kaszel  staje  się  coraz 

gwałtowniejszy. 

Katherine  usiłowała  skontaktować  się  z  Happy,  ale  bezskutecznie.  Kiedy 

zadzwonił telefon, potraktowała go jak ostatnią deskę ratunku. Dzwonił Jace, żeby 

uprzedzić, że  może później wrócić, ale Katherine była tak szczęśliwa słysząc jego 

głos,  że  zupełnie  zapomniała  o  swojej  dumie  i  natychmiast  opowiedziała  mu  o 

chorobie Allison. 

- Czy zadzwoniłaś do lekarza? - spytał, kiedy skończyła. 

-  Tak.  Powiedział,  żeby  jej  dać  syropek  na  obniżenie  gorączki,  pilnie  ją 

obserwować i wezwać go, gdyby było gorzej. 

- Kiedy to było? 

- Wczesnym popołudniem. 

- Najlepiej będzie, jak ja do  niego zadzwonię  i  po prostu  go przywiozę. A jak  ty 

się miewasz? 

-  Dobrze  -  powiedziała.  -  Tylko,  Jace,  jest  taka  sprawa,  że  ona  się  urodziła 

strasznie malutka i jej płuca... 

- Wiem, wiem, kochanie. Nie denerwuj się, przyjadę, jak będę mógł najszybciej. 

Katherine  odłożyła  słuchawkę  i  poczuła  w  sercu  wielki  żar  miłości.  Jace  zaraz 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

przyjedzie i pomoże. Wszystko będzie dobrze. Szeptała o tym płaczącej i kaszlącej 

Allison, to nosząc ją na rękach po pokoju, to kołysząc na bujanym fotelu. 

Mała z każdą chwilą stawała się bardziej niespokojna, a kiedy zaczęła oddychać z 

wyraźnym  trudem,  Katherine  wpadła  w  panikę.  Gdzieś  z  głębi  gardła  Allison 

wydobywały  się  okropne  chrypiące  dźwięki.  Jej  kaszel  przypominał  ujadanie  psa, 

jak w upiornym śnie. 

Półprzytomna z przerażenia Katherine usłyszała kroki na schodach. Rzuciła się do 

drzwi i otworzyła je na oścież. Po schodach wbiegał Jace, a za nim doktor Petersen, 

pediatra.  Widząc  dziki  wzrok  Katherine,  Jace  zatrzymał  się  w  pół  kroku,  a  potem 

jak huragan wpadł do mieszkania. 

Spojrzał na Allison. 

-  Ledwo  oddycha...  -  szlochała  Katherine.  -  Posłuchaj  tylko...  Ona  umiera.  Ja 

wiem. Jej płuca... 

Lekarz  i  Jace  nie  zwracali  na  nią  uwagi.  Zajęli  się  dzieckiem.  Doktor  Petersen 

wysłuchał chrapliwego kaszlu i zakomenderował: 

- Do łazienki. 

Jace  popchnął  Katherine  w  tamtą  stronę.  Zachowywał  się,  jakby  dokładnie 

wiedział, co robić. Odkręcił kran ciepłej wody nad wanną, nim lekarz zdążył wejść 

do łazienki i zamknąć za sobą drzwi. 

- Co... - zaczęła Katherine, ale doktor Petersen od razu jej przerwał: 

- Czy ma pani mentol albo coś w tym rodzaju? 

W  milczeniu skinęła  głową  i wskazała szafkę z lekarstwami pod  lustrem.  Lekarz 

wziął słoik i zaczął obficie nakładać szczypiący żel na szyjkę Allison. 

Tymczasem  łazienka  zamieniła  się  w  parówkę;  do  wanny  lała  się  strumieniem 

gorąca  woda.  Jace  zerwał  z  wieszaka  ręcznik,  zmoczył  go  w  ciepłej  wodzie  nad 

umywalką, wyżął i delikatnie położył małej na piersi. 

-  Powinnam  była  wiedzieć...  -  próbowała  się  tłumaczyć  ze  swojej  ignorancji 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Katherine. 

-  Nie  mogła  pani  wiedzieć,  skoro  dziecko  nigdy  dotąd  nie  miało  krupu  - 

powiedział  uspokajająco  doktor  Petersen.  -  To  choroba  o  bardzo  dramatycznym 

przebiegu.  Wygląda  znacznie  groźniej,  niżby  to  uzasadniał  rzeczywisty  stan 

chorego. 

Jace objął Katherine ramieniem. Zapominając o tym, co ich dzieliło, przytuliła się 

do niego z ufnością. Lekarz zmienił gorący,  mokry ręcznik na piersiach Allison, a 

potem cierpliwie powtarzał ten zabieg. 

Czas  mijał.  Troje  dorosłych,  stłoczonych  w  ciasnym  pomieszczeniu,  spływało 

potem.  Kiedy  Allison  zaczęła  znowu  kaszleć,  Katherine  chciała  ją  wziąć  na  ręce, 

ale doktor Petersen ją powstrzymał. 

- Może już za chwilę będzie po wszystkim - powiedział. 

Z  noska  małej  wyskoczyła  bańka  gęstego  śluzu  i  jednocześnie,  w  gwałtownym 

ataku kaszlu, dziewczynka wykrztusiła resztę tego wszystkiego, co przysparzało im 

tyle zmartwienia. 

-  O  to  właśnie  chodziło!  -  wykrzyknął  radośnie  doktor  i  wytarł  Allison  nos 

ligninową chusteczką, a potem delikatnie usunął jej z buzi resztki śluzu. 

Prawie  natychmiast  oddech  dziecka  wrócił  do  normy.  Leżało  senne  i  zmęczone, 

ale po raz pierwszy od wielu godzin nie płakało. 

Jace  zajął  się  porządkowaniem  łazienki,  gdy  tymczasem  Katherine  nie 

odstępowała na krok doktora Petersena, który poszedł z małą do jej pokoju. Położył 

ją  delikatnie  do  łóżeczka,  wyjął  stetoskop  i  przytknął  do  wznoszącej  się  i 

opadającej piersi maleństwa. 

Po chwili wyprostował się i oświadczył: 

-  Jest  tak,  jak  myślałem.  Płuca  są  czyste.  Zapewne  od  paru  dni  miała  wirusowe 

przeziębienie  i  dlatego  była  taka  zaflegmiona.  Trudności  z  oddychaniem  i  kaszel 

pochodziły z gardła, a nie z płuc. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Bardzo panu dziękuję, panie doktorze. Tak się przeraziłam... 

-  Zauważyłem.  Proszę  pamiętać  o  tym  sposobie  z  łaźnią  parową  na  wypadek, 

gdyby jeszcze kiedykolwiek  Allison czy któreś z  następnych dzieci złapało krup  - 

powiedział doktor Petersen. 

Spojrzał na Allison i postanowił jeszcze podać jej lekarstwo. Zaaplikował je małej 

zakraplaczem do buzi. 

- To łagodny środek rozkurczowy, będzie działał całą noc. - Wypisał receptę. - A 

to na jutro. Proszę podawać jej aspirynę w płynie, jeśli będzie gorączka, i wezwać 

mnie,  gdyby  w  ciągu  dwóch  dni  nie  było  poprawy.  Czy  ma  pani  nawilżacz 

powietrza? 

-  Tak  -  odparła  Katherine.  Nagle  zdała  sobie  sprawę  z  obecności  Jace’a,  który 

tymczasem wszedł do pokoju. 

- Proszę go włączyć na parę dni. To jej pomoże. 

- Dziękuję panu, panie doktorze - rzekł Jace. Serdecznie uścisnął rękę lekarza, po 

czym odprowadził go do drzwi. 

Gdy wrócił, Katherine, pochylona na łóżeczkiem, gładziła małą po pleckach. 

- Napędziła ci stracha, co? - szepnął. 

- Nie masz pojęcia, jak się przeraziłam - odpowiedziała drżącym głosem. 

- Wiem. Dobrze, że zadzwoniłem i że tu byłem z tobą. 

Położył ręce na jej rozdygotanych ramionach i zaczął masować je uspokajająco. 

-  Dziękuję  ci  -  rzekła  cicho.  A  potem,  przypomniawszy  sobie  sprawność  jego 

działania, spytała: - Skąd wiedziałeś, co robić? 

Zaśmiał się. 

-  Gdy  się  wierci  gdzieś  na  końcu  świata,  to  człowiek  uczy  się  różnych  rzeczy. 

Czasem trzeba być nawet i pielęgniarzem. Jeden z moich ludzi też się kiedyś zaczął 

tak dusić i Billy pokazał nam, co robić. 

- Powiedz Billy’emu, że jestem jego dozgonną dłużniczką. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Ucieszy  się  -  odparł  Jace.  -  Hej,  a  czy  nie  jesteś  czasem  głodna?  Z  tego 

wszystkiego zapomnieliśmy o kolacji. 

- O lunchu też - stwierdziła Katherine. Poklepała Allison po pupce i odwróciła się. 

- Ale nawet o tym nie pomyślałam. 

- To połóż się teraz na chwilkę, a ja wyskoczę po jakieś hamburgery. 

- Nie chcę, żebyś... 

- Nic nie szkodzi - przerwał jej i już go nie było. 

Katherine  usiadła  na  kanapie  i  oparła  głowę  na  poduszkach.  Zamknęła  oczy.  Co 

za straszny dzień... 

Nawet nie wiedziała, kiedy zasnęła. Obudziły ją pocałunki w policzek, lekkie jak 

piórko. Otworzyła oczy. Nad nią stał Jace. 

- Czy ja spałam? - spytała półprzytomnie. 

-  Tak  by  się  wydawało.  Chyba  że  marzyłaś  z  zamkniętymi  oczami.  A  co  byś 

powiedziała na mały piknik? - uśmiechnął się. 

-  Co  takiego?  -  Usiadła  prosto.  -  Och,  Jace!  -  wykrzyknęła  na  widok 

hamburgerów,  frytek  i  innych  specjałów,  które  wraz  z  zapalonymi  świecami 

zobaczyła na stoliku do kawy. 

- Szanowna pani, podano do stołu - rzekł Jace, kłaniając się nisko. 

Po  raz  pierwszy  od  wielu  tygodni  Katherine  śmiała  się  serdecznie  z  jego 

błazeństw. Stworzyło to miły nastrój podczas posiłku. Jace bawił ją opowiadaniem 

o swoich przygodach za granicą, Katherine popłakała się ze śmiechu przy historii z 

szejkiem, który wybrał go na męża jednej ze swych dwunastu córek. 

- Śmiejesz się, a ja ledwie ocaliłem swoją cnotę - rzekł Jace z udaną przyganą. 

Katherine wstała i zaczęła zbierać tekturowe kubki i talerze, ale nagle zastygła w 

pół  ruchu,  bo  Jace,  który  właśnie  usiadł  na  kanapie,  objął  ją  w  talii  i  odwrócił  do 

siebie.  Nie  broniła  się,  więc  przyciągnął  ją  bliżej,  gładząc  dłońmi  po  plecach  i 

patrząc w oczy. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Dziś nie masz stanika - szepnął z łobuzerskim uśmiechem, który tak uwielbiała. 

Wsunął jej ręce pod koszulkę ruchem, który zapowiadał pieszczotę. Katherine nie 

odtrąciła go. Pragnęła tych pieszczot. Później będzie czas na rozmyślania o różnych 

żalach. Jace zdjął jej koszulkę przez głowę i patrzył na nią w blasku świec, których 

migotliwy płomień wydobywał wszystkie zagłębienia i okrągłości jej ciała. 

Potem wtulił twarz między jej piersi i całował żarliwie, mrucząc cały czas: 

- Jesteś piękna, Katherine... piękna... cudowna... 

Patrząc  na  niego  z  boku  Katherine  stwierdziła,  że  Jace  ma  bardzo  długie  i  gęste 

rzęsy i niemal doskonały w kształcie, prosty arystokratyczny nos. 

Dotknął  jej  kolan  i  zaczął  przesuwać  ręce  wzdłuż  ud  w  górę.  Serce  Katherine 

waliło  jak  młotem  w  radosnym  oczekiwaniu.  Bezwiednie  tuliła  głowę  Jace’a, 

okrywając ją swoimi włosami. 

Objął  ją  w  talii,  a  potem  przesunął  ręce  niżej,  rozpiął  zamek  błyskawiczny  jej 

dżinsów, zsunął je i położył dłonie na biodrach Katherine. 

-  Katherine  -  jego  oddech  był  przyśpieszony  -  twoje  ciało  jest  tak  cudownie 

piękne. 

Dotykał  ustami  jej  brzucha,  muskając  skórę  lekkim  zarostem  i  wywołując  miły 

dreszcz. A potem zaczął pieścić językiem  pępek, udając akt  miłosny,  gwałtowny  i 

bardzo namiętny. 

Oddech Katherine stał się urywany, spazmatyczny, w jej żyłach tętniła rozszalała 

krew. 

Jace  oderwał  usta  od  jej  ciała,  włożył  palec  pod  elastyczny  koronkowy  pasek 

majteczek bikini i zaczął przesuwać go w dół, coraz niżej i niżej... 

Kiedy  Katherine pomyślała, że zaraz zacznie krzyczeć, nagle cofnął rękę  i wstał. 

O  mało  nie  straciła  równowagi.  Jace  ujął  jej  twarz  w  dłonie  i  głodnymi  ustami 

poszukał jej ust. 

-  Nie  wytrzymam  już  ani  chwili  dłużej  -  wymamrotał.  Szybko  zgasił  świece  i 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

pociągnął ją do sypialni. 

Niecierpliwym  ruchem  odrzucił  kołdrę  i  położył  Katherine  na  łóżku.  Nie  wahała 

się:  szybko  zdjęła  spodnie  i  majteczki.  On  też  zrzucił  ubranie,  klnąc  guziki, 

sprzączki i zamki. 

Kiedy  oboje  byli  już  nadzy,  nakrył  jej  ciało  swoim.  Obsypał  pocałunkami  jej 

twarz, przeczesując palcami rozrzucone po poduszce miodowe włosy. 

- Katherine, nie odmawiaj mi tego - wyszeptał. - Proszę. Pragnę cię. Potrzebuję... 

Odpowiedziało mu za nią jej ciało, przyjmując go spontanicznie i bez zastrzeżeń. 

Głaskała  go  po  szerokich  plecach,  przesuwając  ręce  aż  na  biodra  i  uda.  W  tej 

pieszczocie  zawarta  była  tęsknota  wywołana  długą  wstrzemięźliwością,  równie 

silna jak jego namiętność. 

Spełnienie  przyszło  natychmiast.  Jace  zaprzestał  swych  dzikich  pocałunków  i 

położył swoją ciemną  głowę  na  poduszce  obok jej - złotej. Przez  jakiś czas trwali 

tak w stanie błogości, napawając się wzajemną bliskością i intymnością tej chwili, 

a potem Jace oparł się na łokciach i wymruczał: 

- Wiedziałem, że i ty na mnie czekasz, bo inaczej nigdy... 

- Wiem - szepnęła, odgarniając mu z czoła wilgotne czarne kosmyki włosów. 

Zaczął  wodzić  palcami  po  jej  twarzy  wzdłuż  linii  kości  policzkowych,  nosa  i 

warg. W ślad za palcami poszły usta. 

- Być tak z tobą... Katherine, jak to cudownie... Pocałuj mnie - westchnął. 

Czuła  przy  sobie  jego  ciało,  które  zaspokoiwszy  pierwszy  głód  zaczynało 

domagać się więcej. 

Nakrył  jej  piersi  dłońmi,  podniósł  do  swoich  ust  i  zaczął  pieścić  językiem  ich 

różowe czubki. 

Wykrzyknęła  radośnie  jego  imię,  tracąc  niemal  całkowicie  świadomość 

wszystkiego,  co  ją  otaczało.  Liczył  się  tylko  on,  jej  mężczyzna,  który  wiódł  ją  ku 

spełnieniu. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

 

Katherine powiedziała w ciemność: 

- Chcę zajrzeć do Allison. 

- A poradzisz sobie sama? - spytał niewinnym tonem Jace. Próbowała mu dać za 

to klapsa, ale się wywinął i oświadczył: - Na wszelki wypadek pójdę z tobą. 

Śmieli  się  jak  psotne  dzieci.  Szli  nago,  potykając  się  po  ciemku.  Jace  wpadał  na 

wszystko, cokolwiek znalazło się na jego drodze, i szukając po omacku wsparcia u 

Katherine,  łapał  ją  niby  to  niechcący  za  jakąś  intymną  część  ciała,  a  potem 

przepraszał. 

-  Ach,  niechże  mi  pani  łaskawie  wybaczy,  bardzo  mi  przykro,  ale  to  wszystko 

dlatego, że tutaj tak ciemno. 

Katherine chichotała. 

- Po co ci światło? Doskonale wiesz, gdzie co jest. 

-  Masz  rację  -  odpowiadał  Jace,  śmiejąc  się  lubieżnie,  i  delikatnie  szczypał  ją  w 

pośladek. 

Zaśmiewali  się  ze  swoich  figli,  ale  spoważnieli,  zaglądając  do  łóżeczka  małej. 

Allison  spała  spokojnie.  Na  tle  świstu  nawilżacza  słychać  było  jej  spokojny 

oddech. 

- Chyba nawet nie zauważyła, że nas nie ma - szepnął Jace. 

Kiedy wrócili do wielkiego  łoża  i  leżeli obok siebie, Katherine, wtulona plecami 

w szeroką pierś Jace’a, zaczęła nagle żałować tego, co się stało. 

Czyż  jest  aż  tak  naiwna  i  tak  bujająca  w  obłokach,  że  uważa  seks  za  transmisję 

miłości?  Kocha  Jace’a  i  oczywiście  seks  jest  elementem  tej  miłości,  ale  wie 

przecież, że on jej nie kocha. 

Jednak  z  pewnością  coś  do  niej  czuje.  Lubi  z  nią  przebywać,  a  o  Allison  bał  się 

nie mniej niż ona. Może to właśnie jest miłość? 

Jace,  jak  gdyby  to  potwierdzając,  poruszył  się  we  śnie  i  przesunął  rękę  z  jej 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

brzucha  na pierś. Na krótką chwilę zamknął  na  niej  delikatnie dłoń, po czym jego 

palce rozgięły się i wyprostowały. 

Katherine powiedziała cichutko: 

- Kocham cię, Jace. 

 

Siedziała  przy  maszynie  patrząc  w  dal.  Miała  pracować  nad  pierwszą  serią 

reklamówek,  ale  wspomnienia  ostatniej  nocy  zasnuły  mgłą  jej  umysł  i  tak 

oddziaływały  na  ciało,  że  jakiekolwiek  sensowne  myślenie  stało  się  praktycznie 

niemożliwe. 

Allison czuła się już o wiele lepiej. Lekarstwo przepisane przez doktora Petersena 

podziałało lekko nasennie i mała spała teraz spokojnym, zdrowym snem. 

Katherine wyznaczyła sobie na dziś pewien cel  i zdecydowana była go osiągnąć, 

zanim zajmie się obiadem. Ledwie jednak napisała kilka słów, zadzwonił telefon. 

Zdziwiła się, słysząc szorstki głos Billy’ego. 

- Cześć, Billy - powiedziała radośnie. - Czym mogę ci służyć? 

- No właśnie, przykro mi, Katherine, że muszę do ciebie dzwonić... 

Katherine boleśnie ścisnęło się serce. Coś się stało Jace’owi. Nie! Wypadek? Jest 

ranny? 

- Jace? - spytała dziwnie wysokim głosem. 

Billy odgadł chyba jej myśli, bo zapewnił ją szybko: 

- Z Jace’em wszystko w porządku. To znaczy nie jest ani ranny, ani zabity, ani nic 

w tym rodzaju. 

Pod Katherine ugięły się nogi i z ulgą osunęła się na krzesło. 

- Ależ mnie nastraszyłeś. 

-  Bardzo  mi  przykro,  Katherine...  -  wydawało  jej  się,  że  słyszy  w  słuchawce 

strzyknięcie sokiem tytoniowym - ...ale Jace kazał mi zadzwonić i cię uprzedzić, że 

może nie wrócić dziś na noc do domu. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Czy są jakieś kłopoty z wierceniem? 

Znowu strzyknięcie. 

- Niezupełnie - próbował kręcić Billy. 

- Więc co? - spytała, zdenerwowana tym owijaniem w bawełnę. 

-  Pojechał  do  Longview  wyciągać  z  kłopotów  tę  cholerną  sukę,  tę  Newton  - 

powiedział. 

- Rozumiem  -  mruknęła  Katherine. Nie  ryzykowała  już dalszych pytań.  Bała się, 

że nie przejdą jej przez zaciśnięte gardło. 

-  Ni  cholery  nie  rozumiesz  -  burknął  Billy.  -  Ale  to  sprawa  twoja  i  Jace’a.  W 

każdym  razie  ta  dziwka  dzwoniła  tu  jakąś  godzinę  temu,  beczała  i  zawracała  mu 

głowę.  Chyba  wpadła  w  tarapaty  w  jakiejś  kowbojskiej  mordowni  dla  samotnych 

sfrustrowanych damulek. Błagała Jace’a, żeby przyjechał. No więc Jace pojechał - 

zakończył z wyraźnym niesmakiem. 

-  Oczywiście  -  westchnęła  Katherine.  -  Dziękuję  ci  za  telefon.  Bardzo  bym  się 

denerwowała, gdyby nie wrócił na noc bez powiadomienia, co się z nim dzieje. 

- Nie wiem, kiedy masz się go spodziewać. Ta suka... to znaczy... - Billy urwał. 

Katherine oszczędziła mu dalszego zakłopotania. 

-  Rozumiem,  Billy  -  odparła  i  odłożyła  słuchawkę,  zanim  zdążył  jeszcze 

cokolwiek powiedzieć. 

Ukryła  twarz  w  dłoniach  potrząsając  głową.  To  niemożliwe,  żeby  Jace  rzucił  ją 

dla  Lacey.  Po  takiej  nocy?  Nie,  to  wykluczone!  I  po  tym,  jak  rano  pobiegł  do 

apteki, jeszcze przed otwarciem, po lekarstwo dla Allison? Nigdy! 

Czy  mógł  ją  całować  tak  czule,  tak  namiętnie  i  za  parę  godzin  rzucić  się  w 

ramiona  Lacey? Czy tak  już  miało  teraz wyglądać  ich życie? Czy  miała dzielić tę 

namiętność z Lacey, do której należało jego serce? 

-  Nie  wiem,  czy  potrafię  -  powiedziała  głośno,  i  w  tym  momencie  zdała  sobie 

sprawę, że już podjęła decyzję. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

 

Rozdział 12 

- Cześć, kochanie - powiedział Jace, wchodząc do mieszkania. 

Pochylił  się  nad  Katherine  i  pocałował  ją  w  policzek.  Zamarła  przy  biurku, 

zdziwiona i zła. 

- Jestem wykończony. Znajdzie się trochę kawy? 

- Sam zobacz - odparła chłodno. 

Widziała  jedynie  jego  plecy,  kiedy  wchodził  do  kuchni.  Rozmawiał  z  nią  tak, 

jakby  tylko  wyskoczył  po  gazetę...  dwa  dni  temu.  Mówił  coś  o  pogodzie,  pytał  o 

zdrowie Allison, był wyraźnie rozczarowany, że śpi, ale ani słowa o tym, gdzie był 

przez  ostatnie  dwa  dni  i  co  porabiał  z  Lacey  Newton  Manning.  Od  telefonu 

Billy’ego  Katherine  żyła  w  kompletnej  niewiedzy.  Jace  przez  dwa  dni  nie  pisnął 

ani słowa. Uważał pewnie, że ot tak sobie wróci do domu, i życie potoczy się dalej. 

A teraz zachowuje się jakby nigdy nic. Ale to nie takie proste, Jasonie Manning. 

- Jak robota? - spytał Jace. 

Przyniósł  sobie  z  kuchni  kubek  parującej  kawy,  opadł  na  kanapę,  oparł  głowę  i 

zamknął  oczy.  Po  chwili  otworzył  je  i  spojrzał  na  nią.  Zauważyła,  że  wyglądał 

bardzo mizernie. 

-  Dobrze  -  odrzekła.  -  Dostałam  od  pana  Newtona  list  z  uwagami  na  temat 

pierwszych  szkiców,  które  mu  posłałam.  Rozmawiałam  również  z  kierownikiem 

produkcji w telewizji. Wybiera już miejsca do zdjęć. 

- To wspaniale. Wiedziałem, że dasz sobie radę. Jestem z ciebie dumny. 

Wstała od maszyny i podeszła do okna. Nie odwracając się do niego powiedziała: 

-  To  dla  ciebie  chyba  ulga.  Nie  musisz  się  już  czuć  tak  bardzo  za  mnie 

odpowiedzialny. 

W powietrzu zawisło długie, pełne napięcia milczenie. Gdy się w końcu odezwał, 

w jego głosie słychać było wyraźnie irytację: 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Co ma znaczyć ta dziwna uwaga? 

Katherine wyprostowała się, przybrała chłodny wyraz twarzy i odwracając się do 

niego zmusiła się, by spojrzeć mu w oczy. 

-  Ma  znaczyć  -  powiedziała  powoli  -  że  powinniśmy  zakończyć  tę  farsę,  którą 

nazywamy małżeństwem. 

Te  słowa  o  mało  jej  nie  zabiły.  Wprawdzie  mówiła  pewnie  i  stanowczo,  ale  nie 

była w stanie wytrzymać jego spojrzenia. 

- Ty... masz inne... zainteresowania... a ja zawsze byłam niezależna - oświadczyła 

z  determinacją.  -  Nie  mogę  pozwolić,  żeby  ktoś  mi  dyktował,  jak  mam  żyć.  - 

Dlaczego w tym, co mówi, brak stanowczości? Dlaczego jej głos się tak załamuje? 

Nie chciała przyznać, że jego narastający gniew i oskarżycielskie spojrzenie bardzo 

ją denerwują. 

- Aha. Widzę, że wszystko już sobie obmyśliłaś - powiedział z goryczą. 

- Tak - potwierdziła. 

- Nie możesz zaakceptować istnienia Lacey... 

- Nie, nie mogę. Nie potrafię. 

-  Nie  możesz  zaakceptować  mnie!  Nie  zaakceptowałaś  we  mnie  niczego  od 

chwili, kiedy po raz pierwszy przekroczyłem próg tego domu. 

Wstał  i  zaczął  iść  ku  niej  z  wściekłością,  stawiając  duże,  zamaszyste  kroki. 

Cofnęła się odruchowo. 

- A widzisz! - wrzasnął, widząc jej odwrót. - Właśnie o tym mówię. - Stanął przed 

nią i zapytał: - Ale co ty masz właściwie przeciwko mnie? Dlaczego uważasz mnie 

za potwora? 

Katherine  patrzyła  na  niego  w  milczeniu.  Bała  się  eksplozji  jego 

nieposkromionego temperamentu. Już nieraz bywała ich świadkiem. 

- Odpowiadaj, do cholery! - krzyknął. 

- Dlatego, że nazywasz się Manning!  - wybuchnęła. Serce waliło jej jak  młotem. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Wzięła głęboki oddech. - Twoja rodzina raz już zrobiła  mi krzywdę. Nie mam za-

miaru narażać się po raz drugi. 

- Skrzywdziła cię moja rodzina. Ale nie ja. 

- A czy to nie to samo? 

-  Nie!  Nie  zauważyłaś  jeszcze,  że  moja  skala  wartości  jest  zupełnie  inna?  Że 

różnię się od nich jak dzień od nocy? Mój Boże! 

-  Nie  we  wszystkim.  -  Katherine  dopiero  teraz  dojrzała  do  prawdziwego  sporu. 

Początkowo  była  onieśmielona  jego  gniewem,  ale  teraz  zdecydowała,  że  będzie 

twardo bronić swego. Nie potrafi z nim żyć, skoro on kocha inną. 

- Zachowałeś się tak, jak się tego po tobie spodziewałam. To czysta manipulacja. 

Czarujesz  swoje  ofiary,  a  kiedy  ich  mechanizmy  obronne  przestają  działać, 

unicestwiasz je. Zaczęłam ci w pewnym momencie ufać, ale mnie zawiodłeś. 

-  Do  jasnej...  -  urwał  w  pół  przekleństwa.  Zaczął  szarpać  swoją  niesforną 

czuprynę, a potem oparł ręce na biodrach i spojrzał na nią z nie ukrywaną pogardą. 

- Jesteś wstrętną, świętoszkowatą suką! 

-  A  no  właśnie!  -  Wymierzyła  w  niego  oskarżycielsko  palec.  -  Oto  najlepszy 

dowód.  Dokładnie  takim  językiem  przemawiał  do  mojej  siostry  Peter.  Mary 

czasem  nawet  niektórych  słów  nie  znała.  Ale  to  było  tylko  na  początku.  Potem 

stosował  przemoc  fizyczną.  Allison  to  owoc  gwałtu.  Wiesz  o  tym?  Mam  powody 

przypuszczać, że będziesz podobnie  postępował ze  mną. Wszystko robisz zgodnie 

z planem... widujesz się ze swoją byłą żoną, a teraz kochanką,  i  jeszcze się z  tym 

przede  mną  afiszujesz.  Peter  też  się  znęcał  nad  Mary,  romansując  z  innymi 

kobietami. 

Jace skoczył do niej, złapał ją za ramiona i przyciągnął do siebie. Przez zaciśnięte 

zęby wykrztusił: 

- Ostrzegałem cię, żebyś mnie nigdy nie porównywała z Peterem. To był potwór, 

rozumiesz? Od dzieciństwa wszystko niszczył. Zamordował  mi kiedyś szczeniaka, 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

pierwszego, jakiego miałem, i na poduszce zostawił wiadomość, gdzie go zakopał. 

Zgwałcił  córkę  jednej  z  naszych  służących.  Miała  trzynaście  lat.  Oczywiście  za 

pieniądze  wszystko  dało  się  zatuszować.  -  Ścisnął  ją  jeszcze  silniej  za  ramię  i 

spytał  z  goryczą:  -  Czy  aby  nie  mówię  za  szybko?  W  każdej  chwili  służę 

smakowitymi detalami. 

- Jace, proszę cię... 

- O, co  to, to  nie, szanowna pani  Katherine. Chcesz wiedzieć, jacy  jesteśmy  my, 

Manningowie, to posłuchaj. Postaram się nie sprawić ci zawodu. 

Puścił ją i odwrócił się gwałtownie. Wetknął ręce w kieszenie i zaczął chodzić po 

pokoju. 

-  Peter  był  naturalnie  oczkiem  w  głowie  rodziców  -  ciągnął.  -  Jedynym  ich 

spadkobiercą. Ja byłem niepotrzebny, ciągle mi o tym przypominano. Jako chłopiec 

zastanawiałem się czasem, dlaczego  mnie  nie darzono taką  miłością. Bardzo  mnie 

to wtedy bolało, ale teraz jestem zadowolony.  Bo stałbym się taki jak on.  Kochali 

go,  ale  głupio.  Byli  zbyt  prymitywni,  żeby  to  zrozumieć.  Sam  pojąłem  to  dopiero 

po  latach.  Po  latach  picia,  burd  i  przygód  miłosnych.  Pewnego  dnia  dotarło  do 

mnie, że jeśli chcę zostać przyzwoitym człowiekiem, muszę liczyć tylko na siebie. 

I postanowiłem, że rodzice nie zmarnują mi życia. 

Katherine  drżącą  ręką  zasłoniła  usta,  by  głośno  nie  krzyknąć.  Gdyby  mogła 

cofnąć swoje bolesne słowa, natychmiast by to zrobiła. Było już jednak za późno. 

Jace  nie  mówił  teraz  do  niej.  Analizował  sprawy  w  myślach  i  głośno  te  myśli 

wypowiadał. 

- Współczułem biednej Mary. Musiała czuć się jak Daniel w jaskini lwa. Był już 

czas,  żeby  Peter  się  w  końcu  ożenił.  Chodziło  naturalnie  o  właściwy  wizerunek 

bankiera  i wszystkie te bzdury. Ale  nie  mogłem pojąć, dlaczego Peter  ożenił się z 

kimś takim jak ona i dlaczego rodzice na to pozwolili. Potem jednak zrozumiałem. 

Gdyby  ożenił  się  z  którąś  ze  swoich  panienek,  to  przy  pierwszej  zdradzie 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

poleciałaby  do  taty  na  skargę  albo,  co  gorsza,  do  prasy,  i  wybuchłby  skandal. 

Wiedział  doskonale,  że  słodka,  naiwna  Mary,  sierota,  która  miała  tylko  starszą 

siostrę, niczego takiego nie zrobi. 

Przestał chodzić tam i z powrotem i głęboko odetchnął. Patrzył na Katherine przez 

dłuższą chwilę. 

- Jace... - zaczęła. 

Podniósł obie ręce, jakby się przed nią bronił. 

- Proszę cię,  Katherine,  nie chcę o  niczym słyszeć. Jestem zmęczony.  - Zamknął 

oczy  i  potarł  je  palcami.  -  Powiedziałaś,  co  miałaś  do  powiedzenia,  a  ja  ci 

powiedziałem swoje. I tak to zostawmy. 

Schylił się po leżące na stoliku kluczyki do dżipa i skierował się do drzwi. 

- Dokąd idziesz? - spytała z lękiem. 

- Do pracy. Chciałem wziąć dzień wolny, ale w tych warunkach... - Nie dokończył 

i wzruszył ramionami. 

Przy drzwiach odwrócił się jeszcze i mruknął: 

- Masz rację, Katherine. Skoro tak to czujesz, to lepiej, jeśli damy sobie spokój z 

tą „farsą, którą nazywamy małżeństwem”. Dobrze cytuję? 

Serce Katherine rozsypało się na tysiące kawałków. 

-  Ale  jeśli  tak  -  dodał  bezbarwnym,  obojętnym  głosem  -  to  jedno  z  nas  musi 

zrezygnować z Allison. 

Katherine dotknęła dłonią piersi i otworzyła usta. 

- C...co masz na myśli? - spytała drżącym głosem. 

Spojrzał na nią spod przymrużonych powiek. Jego usta ułożyły się w twardą linię. 

-  Taka  jesteś  mądra,  na  wszystko  umiesz  znaleźć  odpowiedź,  więc  sama  sobie 

wytłumacz. Pamiętaj tylko, że  my, Manningowie, jesteśmy bezwzględni,  gdy ktoś 

nam stanie na drodze. 

Usłyszała trzaśniecie drzwi. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

 

Przez  kilka  następnych  godzin  Katherine  poruszała  się  jak  automat.  Karmiła 

Allison  i  zajmowała  się  innymi  sprawami,  ale  zachowywała  się,  jakby  była  pod 

działaniem  narkotyków.  Z  płaczem  tuliła  małą  do  piersi.  Nie  bała  się,  że  Jace 

zrealizuje swoją pogróżkę, rozpaczała nad utraconą miłością. 

Wszystko  wyglądało  beznadziejnie.  Zraniła  go  zbyt  głęboko,  nigdy  jej  nie 

przebaczy tych podejrzeń. Mogła się mylić co do jego motywów, systemu wartości, 

charakteru,  ale  jedno  wiedziała  na  pewno  -  jest  dumny.  Duma  nie  pozwoli  mu 

wrócić i odbudować tego, co ich łączyło. 

Duma i Lacey. 

Usłyszała  wycie  syren,  ale  zbyt  była  pogrążona  w  rozpamiętywaniu  własnego 

nieszczęścia, żeby zauważyć gnające ulicami wozy strażackie. 

Z  letargu  wyrwał  ją  tupot  na  schodach.  Może  to  Jace?  Serce  zabiło  jej  mocniej, 

ale zaraz znów pogrążyła się w rozpaczy. Poznała ciężkie kroki  Happy, która szła 

jakoś dziwnie szybko. 

Czekała na nią przy drzwiach. 

-  Katherine,  nie  denerwuj  się,  kochanie,  dopóki  się  nie  dowiemy,  co  się  stało  - 

wysapała gospodyni. Jej usta drżały, a roześmiane zwykle oczy zasnuła mgła lęku. 

-  O  czym  ty  mówisz?  -  spytała  Katherine  nieprzytomnie.  Wzdrygnęła  się  w 

przeczuciu czegoś złego. Wspomnienie śmierci Petera i Mary przemknęło jej przez 

głowę jak kadr z filmu. 

- Nie słyszałaś syren wozów strażackich? 

- Tak, ale... 

- Jechali na odwiert. Był wybuch. 

- O Boże! - jęknęła Katherine i zasłoniła usta, by stłumić ogarniającą ją histerię. 

- Jeszcze nie wiemy, co się stało... 

- Zajmiesz się Allison? - wykrzyknęła Katherine i pobiegła po torebkę i pantofle. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Nie  możesz  tam  jechać!  -  zawołała  Happy.  -  Tam  jest  niebezpiecznie.  Proszą 

przez radio, żeby trzymać się z daleka. 

- Jadę. Zajmiesz się Allison czy mam to inaczej załatwić? - Katherine nie chciała 

być  szorstka  dla  swojej  przyjaciółki,  ale  nie  miała  czasu  na  żadne  dyskusje. 

Musiała się jak najszybciej dowiedzieć, co z Jace’em. A jeśli... O Boże, nie! To po 

prostu niemożliwe. 

-  Przecież  wiesz,  że  zostanę  z  małą.  Zabiorę  ją  do  siebie  i  włos  jej  z  głowy  nie 

spadnie. Zajmę się nią, jak długo będzie trzeba. 

-  Dzięki,  Happy.  Och...  a  Jim?  -  Katherine  dopiero  teraz  przypomniała  sobie,  że 

syn gospodyni też jest w niebezpieczeństwie. 

- Dziś ma wolne. Dzięki Bogu. Pojechał do Dallas. No, jak masz jechać, to jedź. - 

Happy popchnęła ją lekko. - Zadzwoń, jak coś będziesz wiedziała. Jace’owi nic się 

nie stało. Ja to po prostu wiem. - Oczy Happy dziwnie zwilgotniały. 

W oczach Katherine również zabłysły łzy. 

- Mam nadzieję. Nie przeżyłabym, gdyby... 

Nie  odważyła  się  dokończyć  swojej  myśli.  Zbiegła  po  schodach,  wyskoczyła  na 

dwór i pognała do samochodu. 

 

Jadąc  wyboistą  drogą,  bezskutecznie  usiłowała  nastawić  radio  na  stację  nadającą 

komunikaty  z  miejsca  wypadku.  Zrozpaczona,  dała  wreszcie  za  wygraną.  Może 

lepiej  nie  wiedzieć.  Na  przemian  to  płakała,  to  przeklinała  siebie.  Jace  musi  żyć! 

Nawet okaleczony albo poparzony, ale musi żyć. Zaczęła się głośno modlić: 

- Panie Boże, jeżeli mnie nienawidzi, to trudno. Jeżeli chce Allison, to mu ją dam. 

Tylko  żeby  żył...  Kocham  go.  Jeżeli  ma  umrzeć,  to  pozwól,  żebym  mu  przedtem 

powiedziała, że go kocham. Nie daj, żeby cierpiał. Żeby był poparzony... 

Przecież  dzisiaj  miał  nie  iść  do  pracy.  Mówił,  że  chciałby  zostać  w  domu. 

Wygnały  go  jej  podłe  oskarżenia.  To  wszystko  jej  wina.  Przez  łzy  krajobraz 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

wydawał jej się zamazany  i wodnisty. Jechała kierując się  na słup czarnego dymu 

kłębiący  się  nad  sosnowym  lasem.  Prowadził  ją  jak  słup  ognia  Mojżesza  na 

pustyni. W górze ukazały się helikoptery prasowe, zlatujące się do miejsca pożaru 

jak  sępy  do  padliny.  Nienawidziła  tej  dziennikarskiej  pogoni  za  sensacją.  Co 

wieczór  w  telewizji  pokazywali  rozbite  pociągi,  wypadki  samochodowe,  pożary. 

Zastanawiała  się,  czy  rodziny  ofiar,  tak  jak  i  ją,  oburzało  to  naruszanie 

prywatności. Aż do tej chwili nie zdawała sobie sprawy z realności cierpienia tam-

tych ludzi. 

Zdziwiła się, gdy zobaczyła wierzchołek wieży. A więc nie tu nastąpiła eksplozja. 

Dookoła  odwiertu  stały  półciężarówki  i  wozy  strażackie.  Zatrzymała  samochód, 

wyskoczyła i pobiegła w stronę ognia. Paliło się w pobliżu przyczepy. 

-  Hej,  proszę  pani!  -  zawołał  jakiś  człowiek  w  żółtej  kurtce  i  chwycił  ją  wpół. 

Zaczęła  się  szarpać  jak  dzika  kotka.  -  Tam  nie  wolno.  Tam  jest  niebezpiecznie  - 

oświadczył strażak i zaklął jak szewc, kiedy ugryzła go w rękę. 

-  Obawiam  się,  że  tej  pani  nie  da  się  przekonać  -  powiedział  ktoś  spokojnym, 

głębokim głosem. 

Katherine  osunęła  się  w  ramiona  zdumionego  strażaka.  Byłby  ją  upuścił,  gdyby 

mu nie pośpieszyły z pomocą inne ramiona. 

- Jace - szepnęła z niedowierzaniem i spojrzała w jego osmaloną twarz. - O Boże! 

- krzyknęła przerażona. 

- Nie, nie, to nie oparzenia. Po prostu jestem brudny - zapewnił ją. 

-  Och,  mój  najdroższy...  -  Wtuliła  twarz  w  jego  koszulę  i  mocno  objęła  wpół.  - 

Tak się martwiłam. Myślałam... 

Ze wzruszenia nie mogła mówić. Objęła go jeszcze mocniej. 

- Chodź, to ci opowiem, co się stało - powiedział Jace. 

Gdy odchodzili, spojrzała jeszcze na strażaka. Wciąż rozcierał bolącą rękę. 

- Przepraszam... - Katherine czuła, że musi się wytłumaczyć. - Myślałam, że mój 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

mąż jest ranny, i zachowałam się jak wariatka. Naprawdę przepraszam. 

Strażak uśmiechnął się krzywo i odparł mrukliwie: 

- Nic nie szkodzi. 

Jace zaprowadził ją do samochodu, trzymając mocno pod rękę. Spojrzała na męża 

zapłakanymi zielonymi oczami i spytała: 

- Co się stało? 

Wytarł czoło rękawem koszuli. 

-  Wygląda  to  znacznie  gorzej,  niż  jest  w  rzeczywistości.  Wszystkie  te  wozy 

strażackie  przyjechały  dla  ochrony  lasu,  w  ramach  akcji  zapobiegawczej.  Ale 

powinniśmy  dziękować  Bogu,  żeśmy  wszyscy  nie  wylecieli  w  powietrze  -  dodał 

ponuro. 

- Ten dym... 

-  Tak,  ropa  daje  od  cholery  dymu.  Jakiś  przewód  elektryczny  czy  telefoniczny 

spowodował spięcie i pod przyczepą eksplodowały butle z gazem. Buchnęło aż do 

nieba.  W  dodatku  ktoś  beztrosko  postawił  kilka  beczek  z  ropą  nie  tam,  gdzie 

trzeba. Poszły i one. Gdybym tu był... - Zagryzł usta. 

- A Billy?! - krzyknęła Katherine i chwyciła Jace’a za rękę. 

-  Na  szczęście  obaj  wyszliśmy  wtedy  z  przyczepy,  żeby  obejrzeć  tę 

półciężarówkę, którą Billy naprawia. 

Katherine cała się trzęsła. Przytulił ją i dodał z dumą: 

-  Mam  doskonałą  załogę.  Rzucili  wszystko,  złapali  gaśnice  i  łopaty  i  zaczęli 

kopać rów dokoła ognia. Zachowali się jak profesjonaliści. 

- Mają wspaniałego szefa - wyszeptała. 

Popatrzył w jej mokre oczy. 

- A jak to się stało, że tu wpadłaś? - zapytał. 

- Jechałam do ciebie, Jace - wyznała. - Musiałam cię znaleźć, żeby ci powiedzieć, 

że cię przepraszam. Za wszystko. Za to, że byłam taka głupia. - Łzy leciały jej teraz 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

strumieniami.  -  Kiedy  sobie  pomyślałam,  że  może  ty...  Nic  nie  miało  dla  mnie 

znaczenia. Nic. Nawet... to znaczy... kocham cię, bez względu na to, co... 

Nie  dał  jej  skończyć.  Ustami  poszukał  jej  ust.  Nie  dbała  o  brud  i  sadzę,  które 

pokrywały  jego  ciało.  Nie  zwracała  uwagi  na  kwaśny  zapach  dymu,  którym 

nasiąkły jego włosy i ubranie. Liczyło się tylko to, że ją całował. 

W  tym  pocałunku  nie  było  dawnej  zmysłowej  namiętności,  ale  sytuacja  nie 

sprzyjała  namiętnym  uniesieniom.  Pocałunek  przypieczętował  ich  wzajemne 

oddanie.  Usta  Jace’a  połączyły  się  z  jej  ustami,  poświadczając  ich  nowe 

przymierze. 

- Katherine, kocham cię... Katherine. Jak mogłaś w to wątpić? 

- Chyba z głupoty - odparła i uśmiechnęła się do niego. 

Pogłaskał ją po policzku i powiedział: 

-  Chętnie  bym  dalej  z  tobą  rozmawiał,  ale  mam  cholernie  dużo  roboty.  Jedź  do 

domu  i zostaw  mi trochę  gorącej wody, bo chciałbym się wykąpać po powrocie. - 

Uśmiechnął się. - I nie czekaj na mnie. Mogę tu dłużej zabawić. 

-  Będę  czekała  -  szepnęła,  a  potem  go  pocałowała  i  ociągając  się  wsiadła  do 

samochodu. 

 

- Jace... 

- Hmmm? 

- Powiedz mi o Lacey. 

Otworzył  jedno  oko  i  zerknął  na  Katherine.  Leżeli  w  wielkim  łożu.  Promienie 

porannego  słońca  sączące  się  przez  żaluzje  padały  na  ich  nagie  ciała.  Jace, 

wyciągnięty na wznak, leżał z jedną nogą zgiętą w kolanie, a Katherine, oparta na 

łokciach, wpatrywała się w niego. 

Wrócił do domu po północy, zmordowany, brudny i głodny. Podczas gdy się mył, 

zrobiła mu dużą kanapkę, którą natychmiast pochłonął, po czym zwalił się na łóżko 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

i zapadł w głęboki sen. 

Katherine próbowała zabrać  Allison, ale  Happy  nalegała, żeby spędzili ten dzień 

tylko  we  dwoje.  Jace  potrzebował  spokoju  i  nie  należało  mu  go  zakłócać,  nawet 

gdyby  miały  to  być,  dość  rzadkie  zresztą,  grymasy  Allison.  Katherine  ucieszyła 

perspektywa spędzenia dnia sam na sam z mężem, więc nie dyskutowała z Happy. 

Kiedy Jace obudził się  godzinę temu,  nie  sprawił jej zawodu.  Kochali się czule  i 

namiętnie. 

Teraz wyciągnął w górę ręce i zaplótł je nad głową. 

- Lacey, Lacey - powtórzył z goryczą. - Nie wiem, od czego zacząć... Była córką 

szefa,  piękną  dziewczyną.  To  ona  robiła  mi  awanse,  a  ja  dałem  się  jej  omotać. 

Rozegrała  to  bardzo  sprytnie.  Przez  cały  czas  narzeczeństwa  nie  dopuściła  do 

żadnych  poufałości,  więc  moje  zdumienie  w  noc  poślubną,  kiedy  się  okazało,  że 

nie  byłem  pierwszy,  nie  miało  granic.  Może  dlatego  tak  mnie  zaskoczyło 

dziewictwo mojej drugiej żony... 

Przygarnął  Katherine  i  pocałował  ją  w  czubek  nosa,  a  ona  ukryła  twarz  na  jego 

piersi. 

-  Lacey  przypominała  mi  trochę  Petera.  Była,  i  nadal  jest,  nastawiona  na 

niszczenie wszystkiego dokoła. Miała jedną przygodę miłosną za drugą. Po każdej 

ze  łzami  w  oczach  błagała  mnie  o  przebaczenie,  wyrażając  skruchę  i  grożąc 

samobójstwem.  W  końcu  miałem  tego  dość  i  powiedziałem  Willoughby’emu,  że 

jeśli nadal mam u niego pracować, muszę się rozwieść. Załatwił to. Bez fałszywej 

skromności muszę powiedzieć, że byłem dla niego zbyt cenny, żeby mógł ze mnie 

tak  łatwo  zrezygnować.  A  zresztą  dobrze  wiedział,  jaka  jest  Lacey.  Myślę,  że  w 

głębi duszy czuje się odpowiedzialny za zachowanie swojej córki. 

- A co było, kiedy pojechałeś do Longview? 

- Jesteś zazdrosna? - spytał. 

- Jak cholera - odparła. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Roześmiał się, ale zaraz spoważniał i podjął: 

-  Jak  zapewne  zauważyłaś,  gdy  zastałaś  nas  w  przyczepie,  Lacey  wciąż  nie 

przyjmuje  do  wiadomości,  że  przestaliśmy  być  małżeństwem.  Nie  ma  to  dla  niej 

znaczenia,  poza  tym  że  już  nie  jestem  jej  niewolnikiem.  Kręci  się  przy  niej 

mnóstwo mężczyzn, jednak ta cała jej erotyka jest tylko na pokaz. Ale wróćmy do 

rzeczy...  -  westchnął.  -  No  więc  Lacey  poszła  wtedy  do  tego  baru  w  Longview  i 

narobiła sobie kłopotu. Chciała poderwać innej dziewczynie chłopaka. Kiedy tamta 

dała  jej  nauczkę,  Lacey  wpadła  w  rozpacz,  pojechała  do  motelu,  połknęła  całą 

fiolkę proszków nasennych i zadzwoniła do mnie. W pierwszej chwili chciałem jej 

powiedzieć, żeby poszła do diabła, ale nie mogłem... - potrząsnął głową. - Może to 

sprawa  mojej  lojalności  wobec  Willoughby’ego,  nie  potrafiłem  jednak  tak  po 

prostu  machnąć  na  nią  ręką.  Na  dwa  dni  przed  wyjściem  Lacey  ze  szpitala 

zadzwoniłem  do  jej  ojca,  żeby  ją  stamtąd  odebrał.  Obiecał  mi,  że  załatwi  dla  niej 

jakąś  opiekę.  Czy  to  zrobi,  nie  wiem.  Ale  postawiłem  sprawę  jasno:  dosyć  tego 

dobrego.  Mam  żonę,  którą  bardzo  kocham,  i  nie  zamierzam  narażać  na  szwank 

swego małżeństwa. 

-  Powinieneś  do  mnie  zadzwonić,  Jace,  i  wytłumaczyć  mi  całą  sytuację. 

Zrozumiałabym. 

- Teraz to wiem. - W głosie Jace’a brzmiała wyraźna pretensja do samego siebie. - 

Jednak tyle się działo wtedy w moim życiu, że nawet nie przyszło mi to do głowy. 

Tak długo byłem sam... Nie jestem przyzwyczajony mówić komukolwiek, co się ze 

mną dzieje. Przepraszam. A poza tym - dodał - nie chciałem wciągać cię w bagno 

moich dawnych spraw. 

Katherine pochyliła głowę. 

- Ale ty... ale ty nie... 

-  Przestałem  z  nią  sypiać  na  długo  przed  rozwodem,  który  się  odbył  cztery  lata 

temu. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- A ta sprawa... sprawa dzieci? - spytała. 

Zaśmiał się gorzko. 

- O tym  nigdy  nie było  mowy. Usłyszała  o okolicznościach  naszego  małżeństwa 

od swego ojca i natychmiast to wykorzystała. 

- Czemu mi wcześniej o tym nie powiedziałeś? 

-  A  po  co?  Miałbym  cię  pozbawiać  okazji  do  takich  rozkosznych  dąsów  z 

trzaskaniem  drzwiami?  Czasem  wydawało  mi  się,  że  cała  ta  sytuacja  sprawia  ci 

przyjemność.  Poza  tym  -  dodał  -  jestem  za  dumny,  by  dowodzić  swojej 

niewinności, skoro nie było przestępstwa. 

Ale Katherine już go nie słuchała. Pochylona, ustami sięgała jego ust. Po długim, 

namiętnym pocałunku złożyła głowę na jego piersi. Pogłaskał ją lekko. 

- A co byś powiedziała na to, gdybyśmy kupili działkę i postawili dom? 

Zaskoczona tym pytaniem, podniosła głowę i spojrzała na niego. 

- Wypatrzyłem śliczne miejsce, trzyipółhektarowa działka na sprzedaż - ciągnął. - 

Tylko półtora kilometra od  miasta, ale wśród drzew, całkowita  izolacja. Myślę, że 

tutaj wkrótce będzie nam za ciasno. Te pokoje wyraźnie się kurczą. 

- Jace, to cudownie - odparła podniecona. - Ale co z Sunglow? 

- Tu w okolicy będziemy wiercić jakieś trzy  lata. A potem zobaczymy. Więc co, 

kupujemy tę działkę? - zapytał. 

-  Kupujemy  -  zgodziła  się  z  uśmiechem.  -  Dom...  -  westchnęła.  -  Obmyślanie 

wszystkiego i planowanie... to dopiero przyjemność. 

- Boże uchowaj! - wykrzyknął Jace i błagalnie wzniósł oczy ku górze. 

Katherine roześmiała się i znowu położyła głowę na jego piersi. 

- A co zamierzałeś zrobić, kiedy zacząłeś mnie szukać? - spytała sennie. 

Zachichotał. Włosy na jego piersi połaskotały ją w nos. 

- Zamierzałem  odnaleźć pannę  Katherine  Adams  i przyłożyć jej parę klapsów. A 

potem  byłem  gotów  użyć  perswazji,  rozsądku,  pieniędzy  i  siły,  by  skłonić  cię  do 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

oddania  mi  Allison.  Wcale  nie  dlatego,  żebym  miał  cokolwiek  przeciwko  tobie, 

Katherine  -  wyjaśnił.  -  Po  prostu  bałem  się,  że  przegrasz  w  sądzie  z  moimi 

rodzicami i właśnie im przyznają dziecko. Bardzo się cieszę, że do tego nie doszło, 

jednak chyba powinniśmy  im  przynajmniej pokazać  małą... Wiem, co czujesz, ale 

chyba  warto się  nad tym zastanowić. Jestem  przekonany, że oni również cierpią z 

powodu  tego,  co  się  stało.  A  i  Allison  może  nam  po  latach  mieć  za  złe,  żeśmy  ją 

pozbawili  okazji,  by  mogła  sobie  sama  wyrobić  zdanie  o  swoich  dziadkach,  a 

może... może i o Peterze... 

Katherine milczała przez dłuższą chwilę, a potem powiedziała spokojnie: 

- Przemyślę to i wtedy porozmawiamy. 

-  Oczywiście.  Rozumiem,  że  w  dalszym  ciągu  boli  cię  sprawa  Mary  i  wszystko, 

co  się  później  stało  -  odparł  Jace  i  pocałował  ją  lekko  w  ramię.  -  Mam  paskudny 

charakter,  wiem  o  tym.  Ale  pracuję  nad  sobą.  Przysięgam,  że  zrobię  wszystko, 

żebyście obie z Allison były szczęśliwe. 

Gdy  Katherine  ponownie  się  odezwała,  w  jej  głosie  znów  była  nuta  dawnej 

beztroski: 

-  A  kiedy  już  mnie  znalazłeś,  co  sprawiło,  że  zmieniłeś  plany?  Że  przestałeś 

myśleć o odbieraniu mi Allison siłą? 

- Bo coś zobaczyłem - odrzekł. I w jego głosie pojawiła się inna nuta. 

Katherine oparła się na łokciach i spojrzała na niego z góry. 

- Co takiego? - spytała zdziwiona. 

- Twoją twarz - odpowiedział cicho. 

- Jace... - szepnęła. 

-  Nie  mówiąc  już  o  reszcie  -  dodał  Jace.  Spojrzał  na  jej  piersi,  którymi  go 

dotykała. Przez chwilę napawał się ich widokiem, a potem podniósł głowę i pokrył 

je  gorącymi  pocałunkami.  -  Kochałem  cię  od  pierwszej  chwili,  Katherine.  Od 

pierwszego pocałunku, wtedy, przy łóżeczku Allison, wiedziałem, że chcę jej tylko 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

razem  z  tobą.  -  Jego  pieszczoty  stały  się  jeszcze  żarliwsze.  -  Kochaj  mnie,  proszę 

cię - wymamrotał. 

Katherine  uniosła  się  i  klęknęła  nad  nim,  dając  jego  językowi  pełny  dostęp  do 

swoich piersi. 

Pozycja, jaką przybrała, wydała się Jace’owi tak „fachowa”, że zapytał zdumiony: 

- Chyba chodziłaś na filmy od osiemnastu lat, co? 

- No wiesz... - Czubkiem języka musnęła jego ucho. 

- To kto cię tak dobrze nauczył sztuki kochania? 

- Niejaki pan Jason Manning - odparła cicho i zamknęła mu usta pocałunkiem. 

 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)