background image

BEVERLY BARTON 

 

Matka jego dziecka 

(The mother of my child) 

background image

PROLOG 

 

–  Allison  jest  moją  córką!  –  Spencer  Rand  wypuścił  list  z  ręki,  wyjrzał  na  patio  i  z 

fascynacją wpatrzył się w dziewczynkę, którą aŜ do tej chwili uwaŜał za córkę swojej siostry. 

Allison  siedziała  w  wielkim  drewnianym  fotelu  ogrodowym,  w  którym  jej  drobna  postać 

wydawała  się  jeszcze  mniejsza,  i  czytała  ksiąŜkę.  Na  jej  nosku  opierały  się  okulary  w 

drucianej oprawie.  

–  Twoją...  i  Pattie  Cornell.  –  Stojący  po  drugiej  stronie  pokoju  przy  ścianie  wyłoŜonej 

dębową boazerią Peyton Rand nie spuszczał wzroku z twarzy młodszego brata.  

Spence  uświadomił  sobie,  Ŝe  nigdy  nie  zwracał  większej  uwagi  na  swą  siostrzenicę.  W 

ciągu  ostatnich  trzynastu  lat  widział  ją  zaledwie  kilka  razy.  Zastanawiał  się,  czy  gdyby 

wcześniej przyjrzał się jej uwaŜniej, odkryłby to, co teraz wyraźnie rzuciło mu się w oczy? 

Drobne  ciało  Allison,  okryte  workowatą  sukienką,  nosiło  juŜ  w  sobie  zapowiedź 

kobiecości.  Z  pewnością  gdy  dorośnie,  odziedziczy  po  matce  zaokrągloną  figurę.  Ale  twarz 

miała  podobną  do  niego.  Identyczne  rysy,  jedynie  trochę  delikatniejsze.  Ten  sam  wyraz 

zamglonych szaroniebieskich oczu i pełne, szerokie usta. Brązowe włosy o rdzawym odcieniu 

sięgały dziewczynce aŜ do pasa, splecione w gruby warkocz.  

– Od jak dawna o tym wiedziałeś? – zapytał Spence. – Czy cała nasza cholerna rodzinka 

była tego świadoma? 

Ty... Valerie... ojciec? – Czy to moŜliwe, Ŝe przez tyle lat był ślepy? Jak mógł patrzeć na 

Allison i nie dostrzegać odbicia własnej twarzy? 

–  Przysięgam,  Ŝe  nie  miałem  o  niczym  pojęcia  –  odrzekł  Peyton.  –  Dowiedziałem  się 

dopiero  wtedy,  gdy  Valerie  i  Edward  poprosili  mnie,  Ŝebym  przygotował  nową  wersję  ich 

testamentu. Byłem zdziwiony, gdy wyznaczyli cię na opiekuna Allison. Zdziwiony, to zresztą 

mało powiedziane.  

– Kiedy to było? Od jak dawna wiedziałeś? – Spence powtórzył pytanie.  

– Od trzech lat.  

Spence  poczuł  zalew  emocji  –  gniewu,  bólu,  lęku  i  szoku,  połączonych  z  niemal 

zapomnianymi  wspomnieniami  pierwszej  miłości.  W  jego  wyobraźni  pojawiły  się  wizje 

gorących, pełnych namiętności spotkań z dziewczyną, której nie widział od ponad czternastu 

lat.  

Pamiętał  wyraźnie  kaŜde  słowo  listu  swej  siostry  i  popatrzył  w  oczy  starszego  brata, 

oczekując  odpowiedzi  na  pytania,  które  zaczęły  się  formować  w  jego  umyśle.  Pragnął,  by 

Peyton  zaprzeczył  słowom  Valerie.  Nie  chciał  być  ojcem.  Nie  wyobraŜał  sobie,  Ŝe  mógłby 

sobie  poradzić  z  odpowiedzialnością  rodzicielstwa.  W  Ŝyciu,  jakie  wybrał,  nie  było  miejsca 

na  dziecko.  Był  samotnikiem,  poszukiwaczem  przygód,  męŜczyzną,  który  uwielbiał  Ŝyć 

intensywnie, wiecznie w pogoni za nowymi, podniecającymi wraŜeniami.  

–  Co  ja  mam  z  nią  zrobić,  Peyt?  Jestem  ostatnim  człowiekiem  na  ziemi,  jakiego 

ktokolwiek  mógłby  sobie  wybrać  na  ojca,  a  szczególnie  taka  delikatna  dziewczynka  jak 

Allison.  

background image

– Czy to znaczy, Ŝe jej nie chcesz? 

Spence  poczuł  wyrzuty  sumienia.  Kim  się  okaŜe,  jeśli  nie  zechce  własnego  dziecka? 

Człowiekiem,  który  zdaje  sobie  sprawę,  Ŝe  temu  dziecku  lepiej  będzie  bez  niego, 

odpowiedział  sobie.  Nie  było  z  niego  Ŝadnego  poŜytku  w  związkach  z  innymi  ludźmi. 

Wszystkim,  którzy  go  kochali,  zadawał  tylko  mnóstwo  niepotrzebnego  cierpienia.  Jego 

własna  matka  zmarła,  dając  mu  Ŝycie,  i  od  tamtej  pory  zawsze  był  czarną  owcą  w  rodzinie. 

Nigdy do niej nie pasował.  

– Co ja wiem o wychowywaniu dzieci? Za kilka miesięcy Allison skończy czternaście lat. 

Dziewczynka w tym wieku potrzebuje w swoim Ŝyciu kobiety. Matki! 

– Zgadzam się – powiedział Peyton. – Ale prawdziwa matka Allison jest przekonana, Ŝe 

jej dziecko zmarło trzynaście lat temu. Pattie Cornell nie ma pojęcia o tym, Ŝe jej córka Ŝyje.  

–  Tak,  dzięki  staremu.  To  był  naprawdę  manipulator,  jakich  mało!  Ale  nawet  jeśli 

nienawidził mnie za to, Ŝe przez całe Ŝycie czuł wyłącznie rozczarowanie z mojego powodu, 

jak mógł zrobić coś takiego Pattie? Ta dziewczyna nigdy w Ŝyciu nikogo nie skrzywdziła! 

– Senator zawsze uwaŜał, Ŝe wie, co jest dla wszystkich najlepsze, a szczególnie dla jego 

własnej rodziny. Nie interesowała go Pattie Comell, tylko jego wnuczka.  

–  Jestem  w  stanie  prześledzić  tok  jego  myślenia...  chorego,  pokrętnego  rozumowania. 

Miał  córkę,  która  urodziła  martwe  dziecko.  Jego  nieudany  syn  wyjechał  z  miasta  i  zostawił 

córkę gosposi w ciąŜy. Doskonałe rozwiązanie – wystarczy przekonać albo przekupić lekarza 

i  parę  innych  osób  z  personelu  szpitala,  by  zamienili  noworodki,  powiedzieć  Pattie,  Ŝe  jej 

dziecko zmarło, a potem podarować zdrową córeczkę Pattie własnej córce.  

Spence  poczuł  narastający  gniew.  Jego  stosunki  z  apodyktycznym  ojcem  nigdy  nie 

układały się dobrze. Zawsze czuł niechęć do tego człowieka, który wszystkim narzucał swoją 

wolę,  ale  teraz  ta  niechęć  przeszła  w  nienawiść.  Zacisnął  dłonie  w  pięści  i  postąpił  krok  do 

przodu. Peyton nawet nie mrugnął okiem, gdy brat zbliŜył się do niego.  

Ś

miało,  jeśli ma  ci  to  poprawić  samopoczucie  –  powiedział.  –  Ojciec  nie  Ŝyje  od  ośmiu 

lat. MoŜesz uderzyć mnie. Ale wiesz, Ŝe ci oddam.  

Spence rozluźnił pięści i zakrył twarz dłońmi, pocierając skronie czubkami palców. Rany 

boskie, jak to się mogło stać? 

– Kiedy masz zamiar powiedzieć o wszystkim Pattie? 

–  Nie  mam  takiego  zamiaru.  –  Peyton  podszedł  do  barku  w  gabinecie  swego  zmarłego 

szwagra i wyjął butelkę szkockiej. – Masz ochotę się napić? 

Spence potrząsnął głową.  

– Co to znaczy, Ŝe nie masz zamiaru jej o tym powiedzieć? 

– Nie moją rolą jest informować Pattie Cornell, Ŝe dziecko, o którym myślała, Ŝe zmarło 

przed trzynastu laty, Ŝyje i ma się dobrze.  

Peyt, przecieŜ wiesz, Ŝe trzeba jej o tym powiedzieć. Koniecznie. Ty to zrób.  

– Ja? 

– Tak, ty. W końcu to z tobą była w ciąŜy i ty ją zostawiłeś.  

Peyton nalał sobie sporą porcję whisky.  

Nic miałem pojęcia, Ŝe była w ciąŜy. – Spence przesunął palcami po brązowych włosach 

background image

sięgających ramion. – Poza tym prosiłem ją. Ŝeby pojechała ze mną. ale nie chciała zostawić 

swojej  rodziny.  Byłem  zły,  Ŝe  wybrała  swoją  matkę  i  siostrę,  a  nie  mnie.  Zrozumiałem, 

dlaczego tak zdecydowała, dopiero po wielu latach.  

– Pattie nadal mieszka w Marshallton – rzekł Peyton.  

– MoŜesz wrócić do starego domu i zabrać Allison ze sobą.  

– Jeśli Pattie nadal jest taka, jaką ją pamiętam, na pewno zechce wziąć Allison. – Trybiki 

w umyśle Spence’a kręciły się z oszałamiającą szybkością. Nie miał pojęcia, jak się zabrać do 

wychowywania  nastolatki,  a  szczególnie  nieśmiałej,  dobrze  ułoŜonej  intelektualistki,  jaką 

była Allison Wilson. Do diabła, jakim sposobem dziecko tak wraŜliwe, ciche i łagodne mogło 

zostać  poczęte  przez  niego  i  Pattie?  Obydwoje  w  młodości  byli  buntownikami.  Oczywiście 

wiele  wyjaśniał  wpływ  Valerie.  Siostra  Spence’a,  najstarsza  z  rodzeństwa  Randów,  była 

pruderyjną snobką opętaną manią wyŜszości.  

–  Allison  bardzo  wiele  przeszła  przez  tych  ostatnich  kilka  tygodni,  od  śmierci  Valerie  i 

Edwarda – rzekł Peyton.  

– Jednego dnia miała rodziców, następnego straciła obydwoje naraz.  

–  Nie  będzie  łatwo  uporządkować  ten  bałagan,  prawda,  Peyt?  –  Spence  znów  spojrzał 

przez okno na swą siostrzenicę. Nie, nie siostrzenicę – córkę. Taka mała myszka. Taka cicha. 

Zastanawiał się, czy kiedykolwiek w Ŝyciu zaznała trochę prawdziwej radości.  

– Nie widziałem jeszcze równie nieśmiałego dziecka. Co ta Valerie z nią zrobiła? Ani ja, 

ani Pattie nigdy w Ŝyciu nie wiedzieliśmy, co to nieśmiałość.  

–  Valerie  wychowywała  Allison  tak,  jak  babcia  Rand  wychowywała  ją  samą.  –  Peyt 

uśmiechnął się. – Pamiętasz? 

– Och, BoŜe! Biedne dziecko. – Spence natychmiast poczuł więź z dziewczynką. Nigdy z 

własnej  woli  nie  zgodziłby  się  na  to,  by  skazać  swą  córkę  na  zimne,  surowe  traktowanie, 

którego  doświadczył  on  sam,  Valerie  i  Peyton.  Ich  babcia,  Caldonia  Marshall  Rand,  przy 

pomocy ojca wychowywała dzieci tak, by znały przysługujące im miejsce w społeczeństwie i 

doceniały  przywilej  bycia  ostatnimi  potomkami  znakomitej  rodziny  Randów.  Spence  zaś 

zbuntował się, złamał serce babki i rozgniewał ojca.  

–  Nie  zazdroszczę  ci,  braciszku  –  stwierdził  Peyton.  –  Przez  całe  Ŝycie  uciekałeś  od 

odpowiedzialności, a tu nagle spada na ciebie taki obowiązek! 

– Allison powinna być z Pattie. nie ze mną.  

Spence  pomyślał,  Ŝe  musi  znaleźć  jakiś  sposób,  by  wynagrodzić  im  obydwu,  Pattie  i 

Allison, tę okropną krzywdę, jaką wyrządził im jego ojciec. Nie miał zamiaru rujnować Ŝycia 

córki,  wychowując  ją  samemu.  Nie,  ta  dziewczynka  nie  powinna  być  wychowywana  precz 

kogoś takiego jak on. Potrzebowała więcej świeŜego powietrza, słońca i opieki Pattie Cornell.  

–  Będę  musiał  to  wszystko  odpowiednio  przygotować  –  mruknął.  –  Allison  i  Pattie 

najpierw powinny się poznać, zanim powiem im prawdę.  

Dobry pomysł.  

–  Tak.  MoŜe  w  końcu  to  wszystko  się  jakoś  ułoŜy.  Pattie  weźmie  Allison.  Będzie 

wspaniałą matką. Kto by się oparł jej energii? Mogę nawet odwiedzać Allison co jakiś czas, 

wysyłać jej prezenty i tak dalej. Mogę jej pokazać świat... gdy skończy dwadzieścia lat.  

background image

Zdaje się. Ŝe wszystko juŜ sobie dokładnie obmyśliłeś, braciszku.  

– Jeszcze nic do końca,  ale postaram się. – Spence poczuł przemoŜną ulgę i uśmiechnął 

się!  MoŜe  bycie  ojcem  nie  okaŜe  się  takie  straszne,  jeśli  uda  mu  się  pełnić  tę  rolę  na 

odległość. Czy moŜna skrzywdzić własną córkę, przebywając o tysiące kilometrów od niej? 

Rozwiązanie całego problemu leŜało w rękach Pattie Comell.  

Pattie. Nigdy jej nie zapomniał. Choć w ciągu czternastu lat przez jego Ŝycie przewinęło 

się  sporo  kobiet,  o  wiele  bardziej  doświadczonych  niŜ  Pattie,  to  ona  była  jego  pierwszą 

miłością. A właściwie jedyną miłością. Gdy ją poznał, była bardzo młoda, niedoświadczona, 

niepokorna i pełna namiętności. śadna kobieta od tamtego czasu nie kochała go tak jak Pattie.  

Pogrzebał wspomnienia o niej w najgłębszych zakamarkach umysłu i nie spodziewał się, 

by ich ścieŜki jeszcze kiedyś miały się przeciąć. Ale los zakpił sobie z niego, przedstawiając 

mu Ŝywy dowód ich dawnej miłości. Spence wiedział, Ŝe nie ma wyboru. Musi zabrać Allison 

do Marshallton w Tennessee – do domu, do matki.  

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

– Słyszałaś, Ŝe Spence Rand wrócił do miasta? – zapytała Sherry Daily.  

Serce  Pattie  Cornell  przestało  bić  na  ułamek  sekundy,  a  po  chwili  zaczęło  walić  jak 

oszalałe.  

–  Hej,  dziewczyno,  usnęłaś?  –  Sherry  pomachała  dłonią  przed  twarzą  swej 

pracodawczyni. – Słyszałaś, co powiedziałam? Spencer Rand wrócił do Clairmont. Ma zamiar 

tu zamieszkać razem ze swoją siostrzenicą.  

–  Siostrzenicą?  –  powtórzyła  Pattie  drŜącym  głosem  i  zajęła  się  przekładaniem 

segregatorów na biurku, by ukryć zdenerwowanie.  

Pamiętasz Valerie Rand? Starszą siostrę Peytona i Spencera? Wyszła za mąŜ za jakiegoś 

lekarza  i  przeprowadziła  się  do  Corinth.  Obydwoje  zginęli  w  katastrofie  samolotu  mniej 

więcej miesiąc temu.  

Kto...  kto  ci  powiedział,  Ŝe  Spencer  Rand  wraca  do  Marshallton?  –  Spence  wyjechał 

przed  czternastu  laty  i  nigdy  nie  odwiedzał  rodzinnych  stron.  Pattie  wiedziała  na  pewno,  Ŝe 

nie pisał ani nie dzwonił.  

Słyszałam  od  Myrtle  Mac,  ale  wszyscy  juŜ  o  tym  mówią.  Clairmont  stało  zamknięte  od 

ś

mierci  senatora  Randa,  więc  to  będzie  wielkie  wydarzenie  w  mieście,  gdy  ktoś  z  rodziny 

znów się tam pojawi. – Sherry napełniła kubek kawą z ekspresu. – Czy masz coś przeciwko 

temu,  Ŝe  zrobię  sobie  teraz  przerwę  na  lunch?  Nie  ma  duŜego  ruchu.  Nic  jeszcze  dzisiaj  nie 

sprzedałyśmy.  

– Czy jesteś pewna, Ŝe Myrtle mówiła właśnie o Spencerze? 

– Oczywiście, Ŝe tak. Myrtle powiedziała, Ŝe jego siostrzenica od przyszłego miesiąca ma 

zacząć chodzić do naszej szkoły, a Spencer zamieszka tutaj jako jej opiekun.  

–  W  takim  razie  jestem  pewna,  Ŝe  chodzi  o  Peytona  Randa.  śaden  sędzia  będący  przy 

zdrowych  zmysłach  nie  powierzyłby  opieki  nad  dzieckiem  komuś  takiemu  jak  Spencer.  – 

ChociaŜ  Pattie  nie  widziała  Spence’a  od  czternastu  lat  i  nie  miała  od  niego  Ŝadnych 

wiadomości, wiedziała o nim więcej, niŜ było jej to potrzebne do szczęścia. W ciągu ostatnich 

kilku lat jego sensacyjne powieści przygodowe stały się bestsellerami w całym kraju.  

–  Nie  chodzi  o  Peytona  –  upierała  się  Sherry.  –  Myrtle  wyraźnie  mówiła  o  Spencerze. 

Zdaje się. Ŝe ona jest jakąś daleką kuzynką Randów, tak? 

– Jej siostra wyszła za Marshalla, a Randowie i Marshallowie są ze sobą spokrewnieni.  

Przed  czternastu  laty  siostrzenica  Myrtle.  Leah  Marshall,  daleka  kuzynka  Peytona  i 

Spencera,  okazała  się  jedyną  osobą  w  mieście,  która  odwaŜyła  się  dać  pracę 

niewykształconej, niezamęŜnej nastolatce w ciąŜy. Pattie nie lubiła myśleć o nieprzyjemnych 

wydarzeniach, szczególnie o tych minionych. Tego, co juŜ się stało albo zostało powiedziane, 

nie moŜna było odwrócić. Po bolesnych doświadczeniach nauczyła się Ŝyć dniem dzisiejszym 

– zapomnieć o przeszłości i nie martwić się zbyt wiele o przyszłość.  

– Wszyscy wiedzą, Ŝe Peyton Rand nie wyjedzie z Jackson. Jest tam wziętym prawnikiem 

i podobno ma zamiar się zaręczyć.  

background image

Za drzwiami prowadzącymi z zaplecza do sklepu meblowego rozległy się szybkie kroki. 

Obie  kobiety  odwróciły  się  i  zobaczyły  J.J.  Cartera,  który  biegł  między  sofami  i  kanapami, 

trzymając pod pachą piłkę futbolową. W chwili gdy na niego spojrzały, podskoczył wysoko i 

bez wysiłku przerzucił długie nogi nad drewnianym stolikiem do kawy.  

– Ten chłopak ma tyle energii, Ŝe mógłby nią obdzielić dwunastu nastolatków. – Sherry 

odstawiła  kubek  na  biurko.  –  ZałoŜę  się,  Ŝe  wydajesz  wszystkie  pieniądze  na  jedzenie  dla 

niego. Z dnia na dzień robi się coraz większy.  

Pattie  spojrzała  na  swego  pasierba  z  uśmiechem.  Sherry  miała  rację:  szesnastoletni  J.J. 

miał juŜ metr osiemdziesiąt cztery wzrostu. Był zapalonym futbolistą i posiadał tyle energii, 

Ŝ

e wystarczyłoby, Ŝeby zniszczyć cały kwartał domów lub doprowadzić druŜynę Raidersów z 

liceum w Marshallton do zdobycia mistrzostwa stanu.  

– Gdzie nasz lunch? – zapytała. – JuŜ po drugiej. Umieram z głodu.  

J.J.  rzucił  na  biurko  brązową  papierową  torbę.  Po  pokoju  rozniósł  się  zapach  dymu 

hikorowego i ostrego sosu.  

– Przepraszam, Ŝe tak długo czekałyście, ale Leigh była dzisiaj w pracy i pogadałem z nią 

chwilę.  

–  Chyba  raczej  poflirtowałeś.  –  Sherry  wyjęła  z  torby  dwie  duŜe  kanapki  z  mięsem 

upieczonym  na  ruszcie  i  podała  jedną  Pattie.  –  Słowo  daję,  J.  J.,  jesteś  niebezpieczny  dla 

kobiet, a szczególnie dla tych poniŜej dwudziestego roku Ŝycia.  

–  Nic  nie  poradzę  na  to,  Ŝe  jestem  taki  czarujący  –  odrzekł  J.J.  z  szelmowskim 

uśmiechem,  który  tak  bardzo  przypominał  uśmiech  Freda.  Pattie  popatrzyła  na  niego  z 

czułością.  Wysoki,  chudy  chłopak  niezmiernie  przypominał  swego  ojca,  którego  kochała  i 

straciła nagle przed rokiem.  

J.J. opadł na obrotowy fotel za biurkiem i oparł nogi na wysuniętej szufladzie.  

– Jakiś facet w „Pieczonym Prosiaku” pytał o ciebie.  

– J.J. zmarszczył jasne brwi i spojrzał na Pattie z ukosa.  

– Wyglądało na to, Ŝe bardzo się tobą interesuje.  

Serce  Pattie  znowu  zaczęło  bić  szybciej,  a  na  policzkach  pojawił  się  rumieniec  o  ton 

ciemniejszy od róŜu.  

– Kto... kto o mnie pytał? 

–  Nazywa  się  Spencer  Rand.  –  J.J.  rozerwał  torebkę  chrupek  ziemniaczanych.  – 

Wypytywał  Leigh,  w  jakich  godzinach  sklep  jest  otwarty  i  od  jak  dawna  jesteś  jego 

właścicielką.  

– Rozmawiałeś z nim? 

–  Tak.  Powiedziałem  mu,  Ŝe  jestem  twoim  dzieckiem.  No,  coś  w  tym  rodzaju.  A  on 

mówił, Ŝe jesteście starymi przyjaciółmi i Ŝe chętnie by się z tobą zobaczył.  

I co mu odpowiedziałeś? 

– śe moŜe tu zajrzeć, bo w soboty sklep jest otwarty do szóstej – odrzekł J.J. z pełnymi 

ustami.  

– Czy powiedział... Czy  powiedział, Ŝe przyjdzie? – Pattie spojrzała na swoją kanapkę  i 

poczuła, Ŝe zupełnie nie jest głodna.  

background image

– Tak. Kazał ci powtórzyć, Ŝe przyjdzie tu, gdy on i jego siostrzenica skończą jeść. – J.J. 

sięgnął za fotel do chłodziarki, wyciągnął dwie puszki coli i podał jedną Pattie. – Ludzie, jaka 

ta  jego  siostrzenica  jest  dziwna.  Ubrana  była  w  sukienkę.  WyobraŜacie  sobie?  Sierpień, 

sobota po południu, a ta ubrana, jakby się wybierała do kościoła! 

– To w stylu starej pani Rand. prawda? – zaśmiała się Sherry, potrząsając głową. – Przez 

całe  Ŝycie  miała  obsesję  na  punkcie  dobrych  manier.  A  Valerie  była  taka  sama.  Największa 

snobka w mieście. UwaŜała się za kogoś lepszego od innych.  

–  Ja  ich  nie  pamiętam.  –  J.J.  pociągnął  spory  łyk  coli  i  otarł  usta  wierzchem  dłoni.  – 

Słyszałem  o  senatorze  Randzie,  no  i  wszyscy  wiedzą,  kto  to  jest  Peyton.  Tato  zawsze 

powtarzał, Ŝe stary Peyt któregoś dnia zostanie gubernatorem Tennessee.  

–  Nasza  Pattie  i  Spencer  Rand  byli  w  sobie  kiedyś  zakochani  –  oznajmiła  Sherry, 

przełykając ostatni kęs kanapki. – Wszyscy myśleli, Ŝe wezmą ślub.  

– Czy to prawda, Pattie? – zaciekawił się J.J. – I co się stało? 

– Nic się nie stało. Spence po prostu pewnego dnia wyjechał z miasta.  

–  Rzeczywiście  miałaś  zamiar  wyjść  za  niego?  –  dopytywał  się  J.J.  ze  szczerą 

niewinnością dziecka, które nie ma pojęcia, jak bolesne są jego pytania.  

Pattie  nieświadomie  przyłoŜyła  dłoń  do  piersi  i  zacisnęła  palce  na  guziku  czerwonej 

bluzki,  wyczuwając  dotykiem  dwa  złote  pierścionki  wiszące  na  długim  łańcuszku  – 

pierścionek  zaręczynowy,  który  dostała  od  Spencera,  i  drugi,  malutki,  którego  jej  mała 

córeczka  nigdy  nie  miała  okazji  nosić.  Nie  potrafiła  rozdzielić  tych  dwóch  pierścionków, 

takjak nie potrafiła oddzielić wspomnień o dziecku od tych o jego ojcu.  

– Obydwoje byliśmy wtedy bardzo młodzi. To było dawno temu. Nie widziałam Spence’a 

od czternastu lat.  

–  Ale  to  ciekawe,  Ŝe  moja  przybrana  matka  chodziła  ze  Spencerem  Randem.  Leigh 

powiedziała mi. Ŝe to on pisze te ksiąŜki, o których wszyscy mówią od kilku lat. – J.J. zajrzał 

przez  otwarte  drzwi  do  wnętrza  sklepu.  –  Zdaje  się,  Ŝe  stary  Pritchett  znowu  przyszedł 

popatrzeć na kanapę.  

– Chyba pójdę i zobaczę, czy uda mi się coś sprzedać – odezwała się Sherry.  

Partie szybko połoŜyła rękę na jej ramieniu.  

– Zostań tu i skończ jeść. Ja właściwie nie jestem wcale głodna. Zajmę się nim.  

Corbin Pritchett naleŜał do ludzi, którzy lubią chodzić po sklepach i oglądać róŜne rzeczy, 

choć  przewaŜnie  nic  nie  kupują,  ale  Pattie  była  zadowolona,  Ŝe  ma  pretekst,  by  uciec  przed 

pytaniami J.J. i wspomnieniami Sherry.  

Pan Pritchett na jej widok skinął głową.  

– Nie potrzebuję pomocy, Pattie. Chcę tylko popatrzeć.  

–  Patrz,  na  co  tylko  chcesz,  Corbin.  Jeśli  będziesz  czegoś  potrzebował,  zawołaj  mnie  – 

odrzekła  i  podeszła  do  podwójnych  oszklonych  drzwi,  które  wychodziły  na  Vine  Street. 

„Pieczony  Prosiak”  znajdował  się  zaledwie  o  przecznicę  dalej.  Pattie  wyglądała  na  ulicę  i 

zastanawiała się, czy Spence Rand rzeczywiście ma zamiar tu wstąpić.  

Wyciągnęła  łańcuszek  spod  bluzki  i  gdy  przyglądała  się  trzymanym  w  dłoni 

pierścionkom,  napłynęły  do  niej  wspomnienia.  Dlaczego  właściwie  nie  pozbyła  się  tych 

background image

pierścionków? Nie pokazywała ich nikomu oprócz Freda. Jemu jednemu wyjaśniła, dlaczego 

nosi je na sercu, a on to zrozumiał. BoŜe. jak tęskniła za Fredem. Gdyby tu był, nie czułaby 

lęku  przed  spotkaniem  ze  Spence’em.  Ale  straciła  go,  podobnie  jak  wszystkich,  których  w 

Ŝ

yciu  kochała.  Fred  nie  mógł  jej  teraz  obronić.  Nikt  oprócz  niej  samej  nie  mógł  jej  obronić 

przed Spence’em Randem.  

 

Spence  patrzył  na  Allison,  która  właśnie  kończyła  jeść  frytki.  Siedziała  sztywno  na 

krześle, trzymając lewą rękę na kolanach. KaŜdy  jej ruch był powolny i kontrolowany. Miał 

wraŜenie, Ŝe widzi swoją siostrę Valerie.  

Tydzień  juŜ  minął  od  chwili,  gdy  Spence  dowiedział  się,  Ŝe  Allison  jest  jego  córką,  i  w 

ciągu  tego  czasu  wielokrotnie  zastanawiał  się,  co  by  zrobił  czternaście  lat  temu,  gdyby 

wiedział,  Ŝe  Pattie  jest  w  ciąŜy.  Wówczas  przede  wszystkim  zdecydowany  był  wyjechać  z 

Marshallton  i  wyrwać  się  spod  kurateli  ojca,  który  usiłował  Ŝelazną  ręką  kierować  jego 

Ŝ

yciem.  Spence  poprosił  Pattie,  by  wyjechała  razem  z  nim,  i  wiedział,  Ŝe  ona  takŜe  tego 

chciała. Nie była to jednak odpowiednia chwila. Okoliczności sprzysięgły się przeciwko nim. 

On nie mógł zostać, a ona nie mogła zostawić swojej matki i młodszej siostry.  

Zastanawiał się, czy Pattie juŜ wtedy zorientowała się, Ŝe jest w ciąŜy, ale nawet jeśli tak 

było,  nic  mu  nie  powiedziała.  BoŜe,  gdyby  tylko  wiedział,  na  pewno  jakoś  zebrałby  się  na 

odwagę,  Ŝeby  porozmawiać  z  ojcem.  OŜeniłby  się  z  Pattie  Cornell  i  dał  dziecku  swoje 

nazwisko.  

Przez  ostatni  tydzień  nieustannie  przyglądał  się  Allison.  Było  coś  niezwykle 

fascynującego  w  świadomości,  Ŝe  ta  mała,  delikatna  dziewczynka  jest  jego  córką.  Spence 

nigdy  nie  pragnął  mieć  dzieci.  Nie  myślał  o  ojcostwie  od  czasu,  gdy  wiele  lat  temu 

rozmawiali  z  Pattie  o  małŜeństwie  i  załoŜeniu  rodziny.  Był  zbyt  zajęty  podróŜami  i 

przygodami,  wszystko  chciał  zobaczyć  i  wszystkiego  doświadczyć.  Niewiele  było  rzeczy, 

których  smaku  nie  zaznałby  w  ciągu  ostatnich  czternastu  lat.  Lubił  mieszkać  sam  i  szukał 

towarzystwa  jedynie  wtedy,  gdy  miał  na  nie  ochotę,  a  wówczas  to  on  dyktował  warunki. 

Udało  mu  się  osiągnąć  przyzwoite  dochody  dzięki  pisaniu  ksiąŜek  o  męŜczyznach,  jakich 

spotykał w swoich podróŜach i z którymi się przyjaźnił, o ludziach podobnych do niego pod 

względem umysłowości i temperamentu.  

Ale tak się złoŜyło, iŜ miał córkę i nie potrafił się pozbyć wraŜenia, Ŝe jest jej potrzebny.  

–  To  było  bardzo  dobre,  wujku  Spencerze  –  powiedziała  Allison.  Przechyliła  głowę  na 

bok  i  z  uśmiechem  spojrzała  na  niego  szaroniebieskimi  oczami,  niezwykle  podobnymi  do 

jego  oczu.  Spence  poczuł  ucisk  w  Ŝołądku.  Dopiero  w  tej  chwili  zauwaŜył,  Ŝe  ruchy 

dziewczynki, sposób, w jaki przechylała głowę na bok, uśmiech, ton głosu przypominały mu 

Pattie.  

– Wujku Spencerze, czy coś się stało? 

– Co? Och nie, kochanie, po prostu się zamyśliłem.  

– O czym myślałeś? 

– O pewnej dziewczynie, którą kiedyś znałem. Poznasz ją i na pewno polubisz. – Nie był 

pewien,  czy  mądrze  robi,  zabierając  Allison  ze  sobą  do  sklepu  Pattie,  ale  uwaŜał,  Ŝe  im 

background image

szybciej Pattie pozna Allison, tym wcześniej będzie mógł jej powiedzieć prawdę. Gdy Pattie 

dowie się, Ŝe jej córka Ŝyje, na pewno zechce się nią zaopiekować.  

– Czy ona mieszka tutaj, w Marshallton? 

– Tak. Słyszałaś, jak pytałem o nią kelnerkę, a potem tego chłopca, który powiedział, Ŝe 

jest jej pasierbem.  

– J.J. Carter. – Allison zarumieniła się. Było jej z tym bardzo do twarzy.  

Właśnie – uśmiechnął się Spencer. Jego nieśmiałej córce spodobał się J.J. To świadczyło 

o  tym,  Ŝe  pomimo  sztywnych  manier  Allison  jest  normalną  trzynastolatką.  Potrzebuje  tylko 

matki takiej jak Pattie, która by ją nauczyła, jak być kobietą. – Jego macocha. Pattie Cornell, 

jest moją dawną przyjaciółką. Przyszło mi do głowy, Ŝe moglibyśmy wpaść do niej na chwilę.  

– Mówił, Ŝe mają sklep z meblami, prawda. – Allison zamyśliła się. – Przypuszczam, Ŝe 

to ktoś, kogo warto poznać. Kobieta interesu i tak dalej. Jeśli ty się z nią przyjaźniłeś, to na 

pewno  pochodzi  z  dobrej  rodziny.  Mama  zawsze  zwracała  na  to  wielką  uwagę.  Mówiła,  Ŝe 

nie mogę nawiązywać znajomości z byle kim.  

Spence  jęknął  w  duchu.  Jego  siostra  usiłowała  uczynić  z  Allison  dokładną  kopię  siebie 

samej.  

–  Posłuchaj,  kochanie,  twoja  ma...  moja  siostra  hołdowała  wielu  staroświeckim 

zasadom...  Takim,  które...  powiedzmy,  z  którymi  ja  niezupełnie  się  zgadzam.  –  Jak  mógł 

przekazać  Allison  swoje  poglądy,  nie  oczerniając  przy  tym  Valerie?  –  Nie  sądzę,  by  ludzi 

naleŜało  osądzać  po  tym,  kim  byli  ich  rodzice  i  dziadkowie  albo  w  jakich  okolicznościach 

przyszli na świat.  

– Naprawdę? – Oczy Allison rozszerzyły się ze zdumienia.  

–  Naprawdę.  –  Spence  przywołał  kelnerkę,  atrakcyjną  nastolatkę.  Słyszał  wcześniej,  Ŝe 

ma na imię Leigh. – Masz ochotę na deser? MoŜe ciasto z polewą czekoladową? 

– Och, chyba nie powinnam. Słodycze są przeznaczone na szczególne okazje i nie naleŜy 

sobie pobłaŜać zbyt często.  

Tym razem Spence nie potrafił się powstrzymać od głośnego jęku. Uświadomił sobie, Ŝe 

będzie  musiał  się  wiele  natrudzić,  by  przestawić  myślenie  tego  dziecka  na  nowe  tory.  Na 

pewno gdzieś w głębi pod tą maską dobrze wychowanej panienki istnieje coś z natury jego i 

Pattie. jakaś Ŝywiołowość i spontaniczność.  

–  Ale  to  jest  szczególna  okazja  –  powiedział.  –  Obydwoje  zaczynamy  zupełnie  nowe 

Ŝ

ycie, więc myślę, Ŝe naleŜy nam się deser. Uśmiechnął się do kelnerki, która odpowiedziała 

mu tym samym. – Dwa ciastka czekoladowe.  

Gdy kelnerka odeszła, Allison pochyliła się nad blatem stolika i szepnęła: 

–  Lubię  czekoladę,  ale...  skoro  świętujemy,  to  czy...  czy  mogłabym  dostać  ciasto 

truskawkowe? To moje ulubione.  

Spence  poczuł,  Ŝe  niespodziewanie  napływają  do  niego  nie  chciane  wspomnienia  – 

rozchylone róŜowe usta i białe zęby gryzące dojrzałą, czerwoną truskawkę. Pattie uwielbiała 

truskawki. Przypomniał sobie ciepłą letnią noc,  gdy urządzili sobie piknik nad rzeką i długo 

kochali się przy świetle księŜyca. Karmił wtedy Pattie truskawkami.  

–  Czy  coś  się  stało,  wujku  Spence?  Czy  to  było  niegrzecznie  prosić  o  inny  deser?  Jeśli 

background image

tak, bardzo mi przykro. Nie chciałam...  

– Cicho, Allison. – Spence zawołał kelnerkę i zmienił zamówienie, po czym sięgnął ręką 

ponad  stołem  i  ujął  zaciśniętą  piąstkę  dziewczynki  w  swe  duŜe  dłonie.  –  Kochanie,  nie 

zrobiłaś  niczego  złego.  Jestem  twoim  wujkiem  Spence’em,  nie  Edwardem  ani  Valerie.  Przy 

mnie nie musisz się nieustannie obawiać, Ŝe powiesz albo zrobisz coś niewłaściwego. Chcę, 

byś się nauczyła myśleć samodzielnie. Rozumiesz, co mówię? 

Na twarzy dziewczynki odbiło się zmieszanie, a do oczu napłynęły łzy.  

Jesteś  zupełnie  inny  niŜ  mama  i  tato.  Jak  myślisz,  dlaczego  wybrali  ciebie  na  mojego 

opiekuna, a nie wujka Peytona? 

No  właśnie,  dlaczego!  Spence  pomyślał,  Ŝe  na  pewno  wielu  ludzi  zadaje  sobie  to  samo 

pytanie.  Gdyby  jego  siostry  trzy  lata  temu  nie  ogarnęły  wyrzuty  sumienia,  nigdy  by  nie 

zmieniła testamentu i nie napisała do niego tego listu. A on nigdy by się nie dowiedział, Ŝe ma 

dziecko.  

Czy wolałabyś mieszkać z wujkiem Peytonem niŜ ze mną? 

–  Nie,  chyba  nie.  –  Allison  otarła  łzę  z  policzka.  –  Po  prostu  znam  go  lepiej  niŜ  ciebie. 

Przez ten ostatni tydzień, odkąd przyjechałeś do Corinth, byłeś dla mnie bardzo miły. Tylko... 

po  prostu  za  duŜo  zmieniło  się  w  moim  Ŝyciu.  Straciłam  mamę  i  tatę,  musiałam  zostawić 

szkołę oraz przyjaciół i przyjechać tutaj.  

Spence mocno uścisnął dłoń Allison, pragnąc przekazać jej swą miłość i zrozumienie.  

– To zajmie trochę czasu, kochanie, ale zorganizujemy ci zupełnie nowe Ŝycie. Obiecuję. 

Będę się tobą opiekował i dopilnuję, Ŝeby juŜ nikt cię nie skrzywdził.  

Choć  Allison  próbowała  powstrzymać  płacz,  łzy  nadal  powoli  i  równomiernie  spływały 

po jej policzkach.  

– Jesteś bardzo miły, wujku.  

Spence poczuł, Ŝe coś go ściska w gardle. Nikt nigdy tak go nie nazywał. Przez całe Ŝycie 

ludzie  uŜywali  wobec  niego  najrozmaitszych  określeń,  nie  zawsze  pochlebnych,  ale  ta  mała 

dziewczynka jako pierwsza uznała go za miłego człowieka. Dobry BoŜe, co ma zrobić, Ŝeby 

jej nie zawieść? 

Zanim  skończyli  deser,  Allison  rozchmurzyła  się.  Spence  zabawiał  ją  opowieściami  o 

swym dzieciństwie. Opowiedział jej, jak kiedyś zdenerwował się na Valerie, zakradł się do jej 

pokoju i poobcinał wszystkie rękawy sukienek lalek. Babka była przeraŜona, ale ojciec uznał 

to za zwykły chłopięcy wybryk. Był to jeden z ostatnich wybryków, jaki uszedł mu na sucho. 

Spence miał wtedy pięć lat.  

– Czy moŜemy juŜ wyjść? – zapytał, sięgając po portfel.  

Wyjął dwadzieścia dolarów, podał je kasjerce i zauwaŜył zagięty róg fotografii, wystający 

z  kieszonki  za  kartami  kredytowymi.  Wyciągnął  zdjęcie  do  połowy  i  przyjrzał  mu  się.  Do 

diabła,  dlaczego  nigdy  tego  nie  wyrzucił?  Nie  miał  pojęcia,  po  co  to  trzyma.  Wsunął 

fotografię głębiej do kieszonki, wziął resztę i objął ramieniem swoją córkę.  

– Chodź, Allie, pójdziemy odwiedzić moją dawną przyjaciółkę.  

 

Pattie  nie  mogła  się  skupić  na  obliczeniach  i  wciąŜ  uderzała  w  niewłaściwe  klawisze 

background image

kalkulatora.  Przez  ostatnią  godzinę  nie  była  w  stanie  oderwać  myśli  od  Spence’a.  Czy 

naprawdę miał zamiar tu zajrzeć? A jeśli tak, to dlaczego? Co prawda ich poŜegnanie nie było 

rozstaniem  wrogów,  lecz  kochanków  o  złamanych  sercach,  ale  we  wszystkich  jej 

wspomnieniach  dotyczących  Spencera  szczęście  mieszało  się  z  bólem.  Zawsze,  gdy 

przypominała  sobie  uniesienia  pierwszej  miłości,  przychodziło  jej  na  myśl  takŜe  cierpienie, 

które musiała znieść podczas ciąŜy, a potem rozpacz po utracie dziecka.  

–  Skończyłem  urządzać  wystawę  w  lewym  oknie  –  zawołał  J.J.,  stając  za  progiem  i 

ocierając pot z twarzy pomarańczową ścierką.  

– Dzięki. MoŜe ten komplet do sypialni przyciągnie czyjąś uwagę. Naprawdę przydałoby 

się, Ŝeby ktoś coś wreszcie kupił. – Pattie rzuciła ołówek na biurko i odsunęła krzesło.  

–  MoŜe  Sherry  coś  sprzeda.  Jakaś  para  na  górze  ogląda  łóŜko  wodne  –  odrzekł  J.J., 

wpychając szmatę do tylnej kieszeni dŜinsów. – Chodź, obejrzyj nową wystawę.  

Pattie  poszła  za  swym  pasierbem  w  stronę  wejścia  do  sklepu.  Ktoś  otworzył  drzwi. 

Poczuła  powiew  wilgotnego,  ciepłego  powietrza.  Zerknęła  na  męŜczyznę  i  dziewczynkę, 

którzy  właśnie  weszli,  i  serce  zabiło  jej  gwałtownie  w  piersi.  Nie  była  na  to  przygotowana. 

BoŜe, nie była gotowa na to, by znów ujrzeć Spencera Randa.  

– Proszę wejść – powiedział J.J.  

Pattie  wzięła  głęboki  oddech,  modląc  się  w  duchu,  by  na  jej  twarzy  nie  odbiła  się 

szalejąca  w  duszy  niepewność,  i  spojrzała  prosto  w  szaroniebieskie  oczy  swego  pierwszego 

kochanka.  Dobry  BoŜe!  Chłopiec,  którego  znała,  wyrósł  na  niesłychanie  przystojnego 

męŜczyznę.  Spence  Rand  miał  najszersze  ramiona,  najdłuŜsze  nogi  i  najwęŜsze  biodra  na 

ś

wiecie.  

– Cześć, Pattie. – Spence postąpił krok do przodu, nie odrywając wzroku od jej twarzy.  

– Cześć, Spence – odrzekła, zdumiona, Ŝe jej głos brzmi tak spokojnie.  

– Dawno się nie widzieliśmy.  

–  Ponad  czternaście  lat.  –  Równie  dobrze  mogła  powiedzieć:  czternaście  lat,  cztery 

miesiące i dwanaście dni. Choć ze wszystkich sił starała się o nim zapomnieć, serce nigdy jej 

na  to  nie  pozwoliło. Wiedziała,  Ŝe  do  śmierci  nie  zapomni  dnia,  gdy  po  raz  ostatni  widziała 

Spence’a. W tydzień później odkryła, Ŝe jest w ciąŜy.  

–  Przez  cały  ten  czas  mieszkałaś  w  Marshallton.  –  Pomyślał,  Ŝe  Pattie  jest  jeszcze 

piękniejsza niŜ w jego wspomnieniach. Dojrzałość słuŜyła jej. Wyglądała równie atrakcyjnie i 

kusząco,  jak  w  wieku  osiemnastu  lat,  a  moŜe  nawet  bardziej.  ZauwaŜył,  Ŝe  jej  długie  włosy 

były o ton jaśniejsze niŜ kiedyś. Kilka cięŜkich kosmyków wymknęło się z węzła na czubku 

głowy. Niemal czuł dotyk tych kosmyków na swej nagiej piersi.  

– Nigdy się stąd nie wyprowadziłam. – Przez pierwsze dwa czy trzy lata miała nadzieję, 

Ŝ

e  Spence  po  nią  wróci.  Nigdy  się  tego  nie  doczekała.  –  Ale  słyszałam,  Ŝe  ty  kilkakrotnie 

objechałeś dokoła cały świat. Chyba o takim właśnie Ŝyciu zawsze marzyłeś.  

– Masz ochotę na colę? – wtrącił J.J., zwracając się do Allison.  

Dziewczynka pochyliła głowę i zerknęła na niego spod długich, ciemnych rzęs.  

– Nie, dziękuję.  

Spence nagle przypomniał sobie, po co w ogóle wrócił do tego miasta i znienawidzonego 

background image

domu rodzinnego.  

–  Allison,  skarbie,  podejdź  tutaj.  –  Wziął  ją  za  rękę  i  przyciągnął  do  siebie.  –  Pattie, 

chciałbym,  Ŝebyś  poznała  Allison  Wilson.  –  Nie  potrafił  się  przemóc,  by  powiedzieć  „moją 

siostrzenicę”  czy  „córkę  Valerie”.  Z  pewnością  jednak  nie  mógł  oznajmić  wprost:  „To  jest 

twoja córka, ta dziewczynka, o której myślałaś, Ŝe nie Ŝyje, dziecko, które mój ojciec ukradł 

tobie i dał mojej siostrze”.  

Pattie z uśmiechem wyciągnęła rękę.  

– Miło mi cię poznać, Allison. Pamiętam twoją matkę. Była... prawdziwą damą.  

– Mnie takŜe miło jest panią poznać – Allison patrzyła na nią szeroko otwartymi oczami, 

z głową lekko przechyloną na bok. – Pani... pani jest bardzo ładna – dodała i zaczerwieniła się 

gwałtownie, zakrywając usta dłońmi.  

– Dziękuję za komplement. – Pattie przyglądała się dziewczynce uwaŜnie. J.J. miał rację. 

Allison wyglądała na skrępowaną i nieśmiałą, a jej strój rzeczywiście był zbyt wyszukany na 

upalne sierpniowe popołudnie. Za tymi okropnymi okularami kryły się piękne oczy, zupełnie 

takie  same,  jak  oczy  jej  wujka.  Pattie  poczuła  mrowienie  w  całym  ciele.  Siostrzenica 

Spence’a  była  bardzo  do  niego  podobna.  Córka  Valerie  zdecydowanie  wdała  się  w  rodzinę 

Randów.  

– Powiedziałam to bezmyślnie – tłumaczyła się Allison. – Mamie by się to nie podobało.  

– Opracowujemy właśnie nowy regulamin zachowania – zaśmiał się Spence, przenosząc 

wzrok z Allison na Pattie. – Moje poglądy zawsze róŜniły się od poglądów Valerie i Allie nie 

jest teraz pewna, czego od niej oczekuję, a czego nie.  

–  Rozumiem.  –  Pattie  poczuła  współczucie  dla  dziewczynki.  Wyraźnie  było  widać,  Ŝe 

wychowując  dziecko,  Valerie  kontynuowała  tradycję  Randów,  przeciwko  której  Spence 

zawsze się buntował.  

– Pewnie chcielibyście porozmawiać o dawnych czasach – powiedział J.J. – Chodź, Allie, 

pokaŜę ci nasz sklep. MoŜe znajdziesz tu coś, co zechcesz kupić.  

Allison spojrzała pytająco na wuja. Spence skinął głową.  

–  Idź,  kochanie.  Poszukaj  jakiegoś  telewizora.  W  tym  mauzoleum  mamy  tylko  jeden 

czarnobiały, który stoi w pokoju gosposi.  

–  A  czy  mogę  poszukać  takiego  z  duŜym  ekranem?  –  zapytała  dziewczynka  z 

oŜywieniem. – Kąty, moja przyjaciółka z Corinth, miała taki. Był cudowny.  

–  Proszę  cię  bardzo.  –  Spence  uznał,  Ŝe  obrał  właściwą  taktykę.  Allie  juŜ  zaczynała  się 

rozluźniać.  Jeszcze  kilka  tygodni  i  będzie  zupełnie  innym  dzieckiem.  Obydwoje  z  Pattie 

pomogą swej córce stać się normalną nastolatką, która umie cieszyć się Ŝyciem.  

– Bardzo miła dziewczynka – stwierdziła Pattie.  

– Valerie ją stłamsiła. Złość mnie ogarnia na myśl o tym, co ta mała musiała znosić przez 

całe Ŝycie.  

– Naprawdę jesteś jej opiekunem? 

– Tak. Nie mieści się w głowie, prawda? – Spence zaśmiał się, patrząc w ciemnobrązowe 

oczy Pattie. W ciągu ostatnich czternastu lat często widział te oczy w snach. Pattie nigdy nie 

potrafiła  ukrywać  uczuć.  Teraz  takŜe  dostrzegał,  Ŝe  jego  obecność  w  sklepie  wytrąca  ją  z 

background image

równowagi.  

– Dlaczego przywiozłeś ją tutaj, do swojego starego domu? Nie znosiłeś tego miejsca.  

– To był pomysł Peyta, Ŝebym znów zamieszkał w Clairmont.  

– I naprawdę zgodziłeś się na coś, co wymyślił ktoś z twojej rodziny? – zapytała Pattie z 

niedowierzaniem.  Ze  wszystkich  sił  pragnęła  dotknąć  jego  długich,  brązowych  włosów  i 

sprawdzić, czy są równie gęste i miękkie jak kiedyś. Gdy wyjeŜdŜał z miasta przed czternastu 

laty,  miał  włosy  jaśniejsze  i  krótką  fryzurę.  Teraz  sięgały  ramion,  wskazując  wyraźnie,  Ŝe 

Spence Rand jest nonkonformistą, buntownikiem i rogatą duszą.  

–  Potrzebuję  pomocy  w  wychowaniu  Allie.  Nie  mam  najmniejszego  pojęcia  o 

rodzicielskich obowiązkach. – Zerknął na nią badawczo, próbując wyczuć jej nastawienie.  

– Miałem nadzieję, Ŝe ktoś z dawnych przyjaciół pomoŜe mi... Udzieli kilku wskazówek.  

– Czy masz na myśli mnie? 

– No cóŜ, zaliczasz się do starych przyjaciół i... i wychowujesz nastolatka, więc...  

Pattie  spontanicznie  wybuchnęła  gardłowym  śmiechem.  Nie  mogła  uwierzyć,  Ŝe  Spence 

uznał ją za odpowiednią osobę do udzielania rad w sprawie wychowywania dziecka.  

– Pełnię rolę matki wobec J.J. dopiero od niedawna. Byłam zaręczona z jego ojcem i rok 

temu mieliśmy wziąć ślub, ale Fred... dostał zawału serca.  

–  Przykro  mi.  Pattie.  Ale  sądząc  z  zachowania  się  J.J.,  dobrze  sobie  z  nim  radzisz.  – 

PrzecieŜ nie mogła odmówić mu pomocy. W końcu Allison była takŜe jej dzieckiem! 

– Poza tym zawsze miałaś instynkt macierzyński. Pamiętam, jak rozmawialiśmy o tym, Ŝe 

będziemy mieli dzieci i...  

Urwał, widząc wyraz jej twarzy, i zaczął od nowa.  

–  Allie  i  ja  mamy  zamiar  tu  zamieszkać,  przynajmniej  na  jakiś  czas,  i  chciałbym, 

Ŝ

ebyśmy znów się zaprzyjaźnili i abyś poznała bliŜej naszą... moją... Allison. Twoja przyjaźń 

byłaby  dla  niej  wielkim  oparciem.  Potrzebuje  opieki  prawdziwej  kobiety,  która  by  ją 

nauczyła, jak cieszyć się Ŝyciem.  

– I uwaŜasz, Ŝe ja mogę być dla niej pozytywnym wzorem? 

– Pattie, nigdy nie znałem kobiety tak pełnej radości Ŝycia jak ty. Spędziłem z tobą dzisiaj 

zaledwie kilka minut, ale juŜ widzę, Ŝe się nie zmieniłaś.  

JakŜe  mógłby  zapomnieć,  jak  wyjątkową  kobietą  była  Pattie?  Patrzył  na  nią  teraz  z 

wraŜeniem,  jakby  te  czternaście  lat  wcale  nie  upłynęło  i  obydwoje  znów  byli  młodzi  i 

zakochani.  

–  Nie  jestem  tą  samą  dziewczyną,  którą  tu  zostawiłeś,  podobnie  jak  ty  nie  jesteś  tym 

samym  chłopcem.  Zbyt  wiele  zdarzyło  się  nam  obojgu.  –  Nosiłam  w  sobie  twoje  dziecko 

przez  dziewięć  miesięcy,  pomyślała  Pattie.  a  ty  nic  o  tym  nie  wiedziałeś.  Nasze  dziecko 

zmarło  i  lekarz  nawet  nie  pozwolił  mi  się  z  nim  poŜegnać.  O  tym  teŜ  nie  wiedziałeś. 

Pochowałam tę malutką trumienkę obok grobu mojej matki, i o tym takŜe nie wiesz.  

–  Posłuchaj,  Pattie,  nie  jestem  na  tyle  głupi,  by  myśleć,  Ŝe  mogę  tak  po  prostu  znów 

wkroczyć w twoje Ŝycie, jakby nic się nie zdarzyło.  

– W takim razie czego się spodziewałeś, Spence? – Spojrzała na niego gniewnie, walcząc 

ze  ściskającym  serce  bólem.  Ja...  czekałam,  Ŝebyś  wrócił.  Czekałam  długo.  Ale  w  końcu 

background image

zrezygnowałam  i  zaczęłam  Ŝyć  własnym  Ŝyciem.  Nie  ścigałam  cię  po  świecie.  Od  tamtego 

czasu przez moje Ŝycie przewinęły się tuziny męŜczyzn. Tuziny.  

Tuziny! Miał wraŜenie, jakby ktoś uderzył go pięścią w Ŝołądek. Ale właściwie co to za 

róŜnica?  Co  go  to  obchodzi?  On  sam  przez  te  wszystkie  lata  takŜe  nie  Ŝył  w  celibacie.  Nie 

pamiętał nawet wszystkich kobiet, z którymi miał do czynienia.  

– Wiem, Ŝe nie ma powrotu do tego, co było, ale moglibyśmy zacząć od nowa. Poznajmy 

się jeszcze raz. Nie proszę cię o nic więcej, tylko o przyjaźń. Potrzebuję cię, Pattie. I Allie teŜ.  

Pattie  nie  była  pewna,  czy  odwaŜy  się  znów  widywać  Spencera  Randa.  Miała  juŜ  dość 

problemów.  Interes  kulał,  szesnastoletni  pasierb  przechodził  burzliwy  okres  dojrzewania,  a 

kuzynka Freda, Joan Stephenson, groziła, Ŝe będzie walczyć sądownie o opiekę nad J.J., gdyŜ 

Pattie nie nadaje się na matkę dla niego.  

– Pattie? – Spence wyciągnął rękę i ujął ją pod brodę. Skórę miała gładką jak atłas. Miał 

ochotę przesunąć dłonią po jej smukłej szyi.  

Pattie odsunęła się. Dotyk Spence’a budził zbyt wiele wspomnień.  

–  Nie  jestem  pewna,  czy  to  dobry  pomysł,  byśmy  się  znów  zaprzyjaźnili.  Właściwie 

jesteśmy  sobie  obcy.  Znamy  siebie  takich,  jakimi  byliśmy  kiedyś,  a  niejako  ludzi,  którymi 

jesteśmy teraz.  

– Jeśli nie chcesz zrobić tego dla mnie, uczyń to dla Allie poprosił Spence.  

–  Dlaczego  miałabym  robić  cokolwiek  dla  twojej  siostrzenicy,  Spence?  Zobaczyłam  ją 

dzisiaj pierwszy raz w Ŝyciu. Poza tym to jest córka Valerie, z którą nigdy się nie znosiłyśmy! 

Spence pochwycił Pattie za ramiona, wpijając palce w czerwoną bluzkę.  

– BoŜe, Pattie, czy aŜ tak mnie nienawidzisz, Ŝe chcesz się mścić na niewinnym dziecku? 

–  Ja...  ja  cię  nie  nienawidzę,  Spence.  Po  prostu  nie  rozumiem,  dlaczego  ze  wszystkich 

kobiet na świecie wybrałeś do tej roli akurat mnie.  

–  Bo  jesteś  jedyną  kobietą,  z  którą  kiedykolwiek  chciałem  mieć  dziecko  –  odrzekł 

Spence,  rozluźniając  uchwyt,  i  były  to  najprawdziwsze  słowa,  jakie  wypowiedział  w  całym 

swoim Ŝyciu.  

– Och, Spence – szepnęła Pattie. pochylając się lekko w jego stronę. Spencer Rand nadal 

potrafił  prawić  komplementy,  a  ona  była  na  nie  równie  podatna  jak  kiedyś.  Piętnaście  lat 

wcześniej  namówił  ją,  by  straciła  z  nim  dziewictwo,  i  wbrew  wszystkiemu,  co  stało  się 

później, nigdy nie Ŝałowała, Ŝe to właśnie on był jej pierwszym męŜczyzną.  

– Znalazłam cudowny telewizor! – zawołała Allison, wbiegając po schodach z sutereny, 

w której mieścił się dział wyposaŜenia mieszkań.  

Pattie i Spence oderwali się od siebie jak dwoje nastolatków przyłapanych w mrocznym 

kącie.  

–  MoŜemy  go  dostarczyć  dopiero  w  poniedziałek  –  powiedział  J.J.  –  Zawiozę  go  do 

Clairmont przed treningiem.  

–  Świetnie  –  odrzekł  Spence,  spoglądając  na  Pattie,  która  z  kolei  wpatrywała  się  w 

rozpromienioną twarz Allison. – Czy ty i J.J. macie jakieś plany na dzisiejszy wieczór? 

Pattie  miała  ochotę  odpowiedzieć,  Ŝe  nie,  lecz  rozsądek  ostrzegał  ją,  by  nie  angaŜowała 

się w nic zbyt pochopnie i nie ryzykowała dalszych cierpień. I tak przeŜyła juŜ ich dosyć.  

background image

– Jestem dzisiaj umówiony – odrzekł J.J. – A Pattie chyba teŜ ma jakieś plany, prawda? 

– Tak. – Właściwie nie było to kłamstwo. Miała zamiar pójść do domu i spędzić wieczór 

zwinięta  w  kłębek  w  fotelu  z  dobrą  ksiąŜką,  miseczką  truskawek  ze  śmietaną  i  lampką 

schłodzonego białego wina. Od  czasu śmierci  Freda nie  ciągnęło ją do Ŝycia towarzyskiego. 

Większość  wieczorów  spędzała  samotnie.  Towarzyszył  jej  jedynie  cocker-spaniel  o  imieniu 

Ebony.  

–  W  takim  razie  zadzwonię  na  początku  przyszłego  tygodnia  i  umówimy  się  na  jakiś 

wieczór.  –  Spence  z  uśmiechem  ujął  Allison  za  ramię.  –  Miło  było  cię  zobaczyć,  Pattie. 

Naprawdę cieszę się na myśl, Ŝe znowu zostaniemy przyjaciółmi.  

Zanim  Pattie  zdąŜyła  wymyślić  jakąś  sensowną  odpowiedź,  Spence  i  jego  siostrzenica 

byli juŜ za drzwiami.  

– Ten facet nadal się na ciebie napala, prawda? – zapytał J.J.  

–  Co  za  wyraŜenie.  –  Objęła  go  ramieniem  i  pocałowała  w  policzek.  –  Martwisz  się  o 

mnie? 

– Chyba tak.  

– Doceniam twoją troskę, ale jestem juŜ dorosła i sama potrafię o siebie zadbać. – O mały 

włos, a powiedziałaby, Ŝe jest juŜ za późno, by się martwić o nią i Spence’a, bo ten człowiek 

nie moŜe juŜ zranić jej bardziej, niŜ zrobił to kiedyś.  

Spence Rand obdarzony  był uwodzicielskim urokiem, a teraz,  gdy Pattie  była samotna i 

miała  tyle  problemów,  miło  byłoby  wesprzeć  się  na  jakimś  silnym  ramieniu.  Ale  Pattie 

Cornell  nie  była  juŜ  tą  naiwną  dziewczyną,  która  oddała  serce  i  ciało  niedojrzałemu, 

nieodpowiedzialnemu  chłopcu.  Nie,  teraz  potrzebowała  czegoś  więcej  niŜ  tylko  przelotnego 

romansu  z  byłym  kochankiem.  Pragnęła  miłości  i  obietnic,  obrączki  na  palcu  i  partnera  na 

całe  Ŝycie.  Spence  pewnie  uwaŜa,  Ŝe  jeśli  tylko  poprosi,  ona  z  ochotą  zrobi  dla  niego 

wszystko.  No  cóŜ,  przekona  się,  Ŝe  tak  nie  jest.  Nie  była  aŜ  tak  głupia,  by  sparzyć  się 

dwukrotnie tym samym ogniem.  

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

Peyton  Rand  zaciągnął  się  głęboko  kubańskim  cygarem  i  wypuścił  w  powietrze  kółko 

dymu.  Spence  patrzył  na  jego  postać  rozpartą  wygodnie  w  skórzanym  fotelu  ojca  i  naraz 

zauwaŜył niezwykłe podobieństwo tych dwóch męŜczyzn. Jego starszy brat był właśnie takim 

synem,  jakiego  Marshall  Rand  zawsze  pragnął  mieć,  on  sam  zaś  stanowił  dla  ojca  źródło 

nieustających rozczarowań.  

– Jak moŜesz to palić? – zapytał, podkreślając swą niechęć do cygar udawanym kaszlem. 

– Kiedyś cię to zabije.  

– Kilka razy próbowałem rzucić palenie. – Peyton strząsnął popiół do starej popielniczki z 

brązu, stojącej obok fotela. – To jeden ze zwyczajów senatora, który po nim przejąłem.  

– Jesteś do niego bardzo podobny. Nie przeszkadza ci to? Ciemnoniebieskie oczy Peytona 

z wyraźnym rozbawieniem zatrzymały się na twarzy młodszego brata.  

–  Jesteśmy,  jacy  jesteśmy,  braciszku.  Poza  tym  nie  we  wszystkim  przypominam  ojca. 

Jeśli kiedyś będę miał dzieci, nie zamierzam odgrywać roli Boga w ich Ŝyciu.  

–  Mam  nadzieję.  –  Spence  uderzył  pięścią  w  blat  wielkiego  dębowego  biurka.  –  Ojciec 

nie Ŝyje od ośmiu lat, a mimo to nawet zza grobu robi mi głupie kawały.  

– Coś ci nie wyszło z Pattie Cornell? – zapytał z domyślnym uśmieszkiem Peyton.  

–  Mógłbyś  się  przestać  tak  głupio  uśmiechać?  W  końcu  jesteś  moim  bratem  i  nie 

powinieneś się cieszyć z moich poraŜek.  

–  Przepraszam.  Po  prostu  wiem,  Ŝe  nie  jesteś  przyzwyczajony  do  niepowodzeń  z  – 

kobietami – odrzekł spokojnie Peyton.  

– Pattie zachowuje się zupełnie nierozsądnie. Dzwoniłem do niej codziennie. Wysyłałem 

jej kwiaty. W ciągu ostatnich dwóch tygodni chyba z dziesięć razy usiłowałem ją zaprosić na 

kolację. Ścigałem ją po całym mieście.  

– A ona cię ignoruje? 

– Zachowuje się uprzejmie, nawet przyjaźnie, ale trzyma mnie na dystans.  

Chyba jej za to nie winisz? Myślę, Ŝe nigdy  do  końca nie pogodziła się  z tym, przez co 

musiała przejść,  gdy  była w ciąŜy i potem,  gdy straciła dziecko. Jej wspomnienia dotyczące 

waszego związku na pewno nie są zbyt miłe.  

– Ale jej dziecko Ŝyje. – Spence juŜ od dłuŜszej chwili niespokojnie krąŜył po pokoju, a 

teraz zatrzymał się gwałtownie przed fotelem Peytona. – Moja córka potrzebuje Pattie. Ja sam 

ciągle się boję, Ŝe robię nie to, co trzeba. Zupełnie się nie znam na wychowywaniu dzieci.  

– Więc Pattie w ogóle nie zareagowała na obecność Allison? 

Nie.  MoŜesz  w  to  uwierzyć?  Wydawałoby  się,  Ŝe  powinna  istnieć  między  nimi  jakaś 

więź! 

CzyŜbyś  się  spodziewał,  Ŝe  Pattie  rozpozna  w  Allison  dziecko,  które  straciła  ponad 

trzynaście lat temu? 

– Chyba tego się właśnie spodziewałem. To głupie, prawda? 

– Powiedziałbym, Ŝe przesadnie optymistyczne. – Peyton wyrzucił niedopałek cygara do 

background image

popielniczki. – A jak się układa między tobą a Allison? 

– Mówiłem ci juŜ, Ŝe nie mam pojęcia o wychowywaniu dzieci. – Spence podrapał się po 

brodzie.  –  Nie  mogę  patrzeć  na  to,  jaka  Allie  jest  nieszczęśliwa.  Ciągle  płacze.  I  nie  potrafi 

zaprzyjaźnić się z innymi dziećmi w szkole.  

– Allie? – powtórzył Peyton. Jego głośny śmiech odbił się echem od ścian gabinetu.  

– Co w tym takiego śmiesznego? 

– Valerie prawdopodobnie przewraca się w grobie, słysząc, Ŝe zdrobniłeś imię Allison.  

–  No  właśnie,  to  jest  jeden  z  problemów  mojej  córki.  Nasza  siostra  zrobiła  jej  pranie 

mózgu.  Allie  przez  cały  czas  się  boi,  Ŝe  coś  powie  albo  zrobi  nie  tak.  Co  to  za  Ŝycie  dla 

trzynastolatki? 

– Więc pomóŜ jej się zmienić, naucz ją radości i swobodnego zachowania. Nie czekaj, aŜ 

zjawi się Pattie i dokona cudu.  

– Nie poradzę sobie z tym sam. – Spence opadł cięŜko na fotel po drugiej stronie biurka. 

– Jeśli jest jakaś nadzieja dla Allie, Pattie i ja musimy zająć się nią obydwoje. To dziecko nie 

ma pojęcia, jak się ubierać czy rozmawiać, Ŝeby się nie wyróŜniać spośród rówieśników.  

–  A  czy  przyszło  ci  do  głowy,  Ŝeby  pójść  do  Pattie  i  powiedzieć  jej  prawdę?  Tak  po 

prostu, bez Ŝadnych gier ani wyczekiwania.  

–  Nie  mogę  tego  zrobić.  Nie  mam  pojęcia,  jak  ona  by  na  to  zareagowała.  Mogłaby  od 

razu powtórzyć to  Allie, a mała nie jest przygotowana,  aby poznać prawdę.  BoŜe, Peyt, ona 

jest taka delikatna, bezradna... taka wraŜliwa...  

– Zdaje się, Ŝe polubiłeś swoją córkę – stwierdził Peyton.  

– No tak, wiesz, człowiek się przywiązuje.  

Spence  nie  był  w  stanie  przyznać,  nawet  przed  własnym  bratem,  jak  głęboko  Allie 

zapadła mu w serce. ZdąŜył juŜ pokochać swoją córkę i chciał zrobić to, co dla niej najlepsze. 

A instynkt podpowiadał mu, Ŝe najlepsza byłaby opieka Pattie.  

Nie  powinieneś  pozwalać,  Ŝeby  Allison...  hm,  to  znaczy  Allie...  za  bardzo  się  do  ciebie 

przywiązała, skoro masz zamiar podrzucić ją Pattie i zniknąć z jej Ŝycia.  

– Nie mam zamiaru nikomu jej podrzucać! – wybuchnął Spence, mierząc brata groźnym 

spojrzeniem.  –  Chcę  tylko,  Ŝeby  miała  ustabilizowane  Ŝycie,  i  gdyby  Pattie  zgodziła  się 

spróbować...  

– Chcesz, Ŝeby Pattie zgodziła się spróbować być z tobą? 

– Tak. Nie. Do diabła, namieszałeś mi w głowie tym swoim adwokackim przesłuchaniem.  

– Zadałem ci tylko jedno proste pytanie. Czy chcesz być znów z Pattie? 

–  Chcę  ją  poznać  na  nowo,  na  tyle,  byśmy  obydwoje  mogli  włączyć  się  w  Ŝycie  Allie. 

Jako jej rodzice będziemy musieli ze sobą współpracować.  

–  Czy  to  znaczy,  Ŝe  nie  przetrwało  między  wami  Ŝadne  uczucie?  –  Peyton  sięgnął  po 

leŜącą na biurku teczkę. – Za pół godziny muszę być w sądzie. Powinienem juŜ wyjść.  

Spence zatrzymał brata, kładąc rękę na jego ramieniu.  

–  Próbowałem  z  Pattie  wszystkiego  oprócz  porwania  i  nic  nie  odniosło  skutku.  Ona  się 

uparła trzymać z dala ode mnie.  

–  Chyba  nie  poddasz  się  tak  łatwo?  Nigdy  jeszcze  nie  widziałem  kobiety,  której  nie 

background image

potrafiłbyś  oczarować.  MoŜe  zabierałeś  się  do  tego  w  niewłaściwy  sposób.  Z  tego,  co 

słyszałem,  Pattie  to  silna  kobieta,  która  umie  sama  o  siebie  zadbać.  MoŜe  romantyczne 

sposoby nie są najwłaściwsze, Ŝeby ją przekonać.  

– Co chcesz przez to powiedzieć? – zapytał Spence.  

– Skoro nic innego nie skutkuje, moŜe rzeczywiście powinieneś spróbować porwania? 

– Chyba zwariowałeś! 

– Pomyśl o tym, braciszku, a sam się przekonasz, Ŝe mam rację.  

– Zdawało mi się, Ŝe tylko ja z całej rodziny miewam głupie pomysły.  

–  MoŜliwe,  Ŝe  się  myliłeś.  –  Peyton  poklepał  Spence’a  po  plecach.  –  Zajrzę  do  ciebie 

wieczorem przed powrotem do Jackson.  

Peyton wyszedł, a Spence zaczął się zastanawiać nad jego niedorzecznym pomysłem. W 

pierwszej chwili potrząsnął tylko głową, uznając całą rzecz za absurdalną. Jak mógłby porwać 

Pattie?  Co  ma  zrobić?  Wejść  do  jej  sklepu  w  biały  dzień,  przerzucić  ją  sobie  przez  ramię  i 

oddalić się w nieznanym kierunku? 

To nie miało sensu. Gdyby się tak wygłupił, całe miasto miałoby o czym plotkować przez 

najbliŜsze  pół  roku.  Nic  go  to  nie  obchodziło  i  przypuszczał,  Ŝe  Pattie  takŜe  by  się  tym  nie 

przejęła. Ale czy to by coś dało? Czy osiągnąłby swój cel? 

Do diabła, moŜe warto spróbować.  

– Kto dzwonił? – zapytała Pattie, wchodząc na zaplecze.  

Sherry potrząsnęła siwymi loczkami.  

– To do mnie.  

Pattie opadła na fotel i połoŜyła nogi na blacie biurka.  

– Co za okropny dzień. Mam juŜ dość tych batalii z Joan.  

– To znaczy, Ŝe spotkanie z nią i jej prawnikiem niczego nie dało’. ‘ 

–  Och,  dało,  owszem.  –  Pattie  poruszyła  nogą  i  jęknęła  na  widok  wielkiego  oczka  w 

rajstopach.  –  Stwierdziłam,  Ŝe  ja  teŜ  muszę  sobie  wynająć  adwokata.  Ta  kobieta  zupełnie 

zwariowała! J.J. ma szesnaście lat i w świetle prawa moŜe sam decydować o tym, kto ma być 

jego  opiekunem.  Tymczasem  Joan  grozi  mi  sprawą  w  sądzie.  Chce  dowieść,  Ŝe  nie  jestem 

odpowiednią osobą na matkę.  

– To jej się nie uda – stwierdziła Sherry, przysiadając na krawędzi biurka. – Grozi ci, bo 

jest wściekła, Ŝe Fred zostawił sklep i dom J.J. i tobie, a nie jej.  

–  MoŜe  wywlec  moją  przeszłość  –  skrzywiła  się  Pattie,  masując  podeszwy  stóp.  – 

Wszyscy w mieście wiedzą, Ŝe miałam nieślubne dziecko.  

–  I  nikt  nie  ma  ci  tego  za  złe.  Choć  nie  powiedziałaś  nikomu,  kto  był  ojcem,  wszyscy 

wiedzą, Ŝe to było dziecko Spencera Randa. Joan teŜ o tym wie. Zawsze podkochiwała się w 

Spencerze.  

– Sherry, wolałabym nie rozmawiać...  

– Powinnaś powiedzieć Spencerowi o dziecku. On nie moŜe zrozumieć, dlaczego teraz go 

odtrącasz. Zasługuje na to, Ŝeby poznać prawdę.  

– Spence nie zasługuje na nic.  

– Pattie, on przecieŜ nie wiedział, Ŝe byłaś w ciąŜy.  

background image

– Jeśli znów wplączę się w romans z nim, to niczego nie rozwiąŜe, a juŜ z pewnością nie 

rozwikła moich problemów z Joan. Nie mogę zmienić tego, co stało się czternaście lat temu. 

Gdyby... gdyby moje dziecko Ŝyło, wówczas Spence miałby prawo o tym wiedzieć, ale w tej 

sytuacji to nie ma Ŝadnego znaczenia.  

– PrzecieŜ wyraźnie widać, Ŝe nie jesteście sobie obojętni. Nie, nie próbuj zaprzeczać. Za 

długo cię znam. Po prostu się boisz, Pattie. Lękasz się, Ŝe on znów cię zrani.  

–  Czy  nie  uwaŜasz,  Ŝe  mam  prawo  się  bronić?  Straciłam  w  Ŝyciu  wszystkich,  których 

kochałam.  Najpierw  Spence  mnie  zostawił,  potem  mama  umarła...  i  moje  dziecko.  –  Gardło 

Pattie ścisnęło się z bólu, ale jej oczy pozostały suche. Nie płakała od dnia, gdy usłyszała, Ŝe 

jej nowo narodzona córeczka nie Ŝyje. Nie płakała nawet wtedy, gdy straciła Freda. – I Trisha. 

BoŜe, przez co ja wtedy przeszłam.  

– Zrobiłaś dla swojej siostry wszystko, co mogłaś. To nie twoja wina, Ŝe uzaleŜniła się od 

kokainy.  

–  Gdyby  tylko  udało  mi  się  znaleźć  jakiś  sposób,  Ŝeby  jej  pomóc,  zanim  ten  nałóg  ją 

zabił... To było sześć lat temu... a potem Fred...  

Sherry zsunęła się z biurka.  

– Wiem, Ŝe miałaś cięŜkie Ŝycie, ale teraz tym bardziej powinnaś liczyć na to, Ŝe los się 

odwróci i szczęście w końcu się do ciebie uśmiechnie.  

– Myślisz, Ŝe Spence Rand moŜe dać mi szczęście? 

– Nie dowiesz się tego, dopóki nie spróbujesz.  

–  Czy  wiesz,  czego  on  ode  mnie  chce? Jakimś  cudem  został  prawnym  opiekunem  córki 

Valerie i nie ma pojęcia, jak się nią zajmować, więc uwaŜa, Ŝe ja mogę mu pomóc.  

– A dlaczego nie? Świetnie sobie radzisz z J.J. zauwaŜyła Sherry. – Ty mogłabyś zostać 

matką dla Allie, a Spence ojcem dla J.J. Przysługa byłaby wzajemna.  

–  Spędziłam  ostatnie  dwa  tygodnie,  opędzając  się  od  niego,  bo  wiem,  Ŝe  jeśli  się 

zaangaŜuję  w  ten  związek,  to  znowu  kiepsko  na  tym  wyjdę.  Nie  potrzebuję  tego  człowieka, 

nic chcę go! 

Sherry uśmiechała się coraz szerzej.  

– Och, Pattie, na całym świecie nie ma kobiety, która nie chciałaby Spencera Randa.  

Zanim Pattie zdąŜyła zebrać myśli i odpowiedzieć, Sherry wyszła z pokoju.  

 

Biały porsche zatrzymał się tuŜ przed sklepem meblowym. Na podłodze, obok siedzenia 

kierowcy,  stał  koszyk  zjedzeniem.  Spence  zerknął  szybko  na  swoje  odbicie  w  lusterku  i 

wysiadł z samochodu. Nie czuł się tak zdenerwowany od dnia, gdy miał szesnaście lat i po raz 

pierwszy  umówił  się  z  dziewczyną.  Nigdy  dotychczas  nie  porywał  kobiety  i  wiedział,  Ŝe 

będzie musiał improwizować.  

Zaplanował  wszystko,  aŜ  do  najdrobniejszego  szczegółu.  Odsunął  dach  sportowego 

samochodu i wybrał romantyczne miejsce na piknik we dwoje. Przemyślał plan staranniej niŜ 

wątki  wszystkich  swoich  ksiąŜek  razem  wziętych.  Ale  stawka  była  wysoka.  Nie  chodziło 

tylko o jego męską dumę, ale takŜe o przyszłość córki. Nade wszystko zaś nie chciał znowu 

zranić  Pattie.  Wiedział,  Ŝe  będzie  musiał  być  z  nią  szczery  i  powiedzieć  jej  od  razu,  Ŝe  nie 

background image

pragnie stałego związku – w kaŜdym razie nie ze względu na siebie.  

Wszedł do sklepu pogwizdując. Sherry Daily, wspólniczka spisku, przywołała go gestem.  

– Jest w biurze – powiedziała. – Sprawdziłam. Spence uścisnął ją przyjaźnie.  

– Kochana jesteś, Sherry. Dzięki za pomoc.  

– Ale pamiętaj, masz ją dobrze traktować. Podziękujesz mi, gdy zauwaŜę, Ŝe się oŜywiła.  

– Zrobię, co będę mógł. – Spence uśmiechnął się i wszedł do biura. Drzwi były otwarte. 

Pattie  siedziała  pochylona  nad  klawiaturą  komputera  i  nie  widzącym  wzrokiem  wpatrywała 

się w monitor. Kremowa koronkowa bluzka opinała pełne piersi, a minispódniczka w kwiaty 

odsłaniała uda, rozsunięte po obu stronach krzesła w pozycji, w jakiej Ŝadna dama nigdy by 

się nie odwaŜyła usiąść.  

Spence  powściągnął  ogarniające  go  poŜądanie  i  przeszedł  przez  próg.  Pattie  podniosła 

głowę i półuśmiech natychmiast zniknął z jej twarzy.  

– Co ty tu robisz, Spence? 

– Chciałem się z tobą zobaczyć.  

–  Przykro  mi,  ale  jestem  zajęta  i  nie  mogę  teraz  przyjmować  gości.  –  Wzięła  do  ręki 

gumkę leŜącą na stercie wydruków i bezmyślnie zaczęła obracać ją w palcach.  

– Przepracowana kobieta potrzebuje chwili przerwy – odrzekł Spence, podchodząc bliŜej.  

Pattie nie przestawała pocierać gumką wnętrza dłoni.  

–  Posłuchaj,  Spence,  nie  interesują  mnie  twoje  propozycje.  Rozumiesz?  Nie  mam  czasu 

dla ciebie i nie chcę słyszeć o twoich problemach.  

Miał  ochotę  powiedzieć  jej,  Ŝe  jego  problemy  są  takŜe  jej  problemami,  a  Allison 

potrzebuje matki – czyli jej, Pattie.  

– Znajdź trochę czasu dla mnie, mała.  

Kiedyś  uwielbiała,  gdy  nazywał  ją  „mała”.  Teraz  jednak  spojrzała  na  niego  gniewnie  i 

odrzekła: 

– Nic z tego. To nie zadziała. Co nie zadziała? 

– Przypominanie przeszłości.  

– Nie zapomniałaś, prawda? – Spence oparł się o biurko. – Myślę, Ŝe Ŝadne z nas niczego 

nie zapomniało.  

Pattie wzięła do ręki ołówek i zaczęła bazgrać na kawałku taśmy z kalkulatora. Po chwili 

przestała  pisać,  wetknęła  ołówek  do  ust  i,  zupełnie  ignorując  Spence’a,  pochyliła  się  nad 

kolumną liczb, które rozmazywały się jej w oczach.  

Spence bez ostrzeŜenia wyciągnął rękę, wyrwał ołówek z jej dłoni i z furią złamał go na 

pół. Pattie spojrzała na niego ze zdumieniem.  

– O co ci chodzi? – zapytała, wpatrując się ciemnobrązowymi oczami w jego twarz.  

Wziął  kilka  głębokich  oddechów,  by  się  uspokoić,  obszedł  biurko  dokoła  i 

niespodziewanie wziął ją na ręce.  

– Co ty robisz? – zawołała, wyrywając się, ale on tylko przytrzymał ją mocniej.  

–  Mam  zamiar  porwać  cię  na  całe  popołudnie  –  wyjaśnił,  czując  jej  słodki,  korzenny, 

kobiecy  zapach.  Miał  nieprzepartą  ochotę  wtulić  twarz  w  jej  szyję  i  wdychać  ten  zapach 

całymi godzinami.  

background image

–  Czyś  ty  zwariował?  Puść  mnie  natychmiast!  Spence  w  odpowiedzi  przerzucił  ją  sobie 

przez  ramię  ratowniczym  chwytem  straŜaka  i  skierował  się  w  stronę  wyjścia  z  budynku. 

Pattie tłukła go pięściami po plecach, wykrzykując: 

– Puść mnie, ty brutalu... ty neandertalczyku... ty zarozumiały draniu! 

– Cicho, cicho. Co sobie ludzie pomyślą? 

–  Nic  mnie  nie  obchodzi,  co  sobie  pomyślą.  Masz  mnie  natychmiast  puścić,  bo  zacznę 

wrzeszczeć! 

–  Wrzeszcz  sobie,  ile  chcesz,  mała,  ale  czy  ci  się  to  podoba,  czy  nie,  spędzisz  to 

popołudnie  ze  mną.  –  Zatrzymał  się  w  drzwiach  wejściowych  i  rzucił:  –  Sherry,  zajmij  się 

sklepem. Zwrócę ci Pattie całą i zdrową jeszcze przed zmrokiem.  

– Sherry, dzwoń na policję! Ten goryl próbuje mnie porwać! 

– Bawcie się dobrze i nie marnujcie czasu na kłótnie! – odkrzyknęła Sherry.  

– Jesteś zwolniona! – wychrypiała Partie ze złością.  

Jasne  wrześniowe  słońce  odbijało  się  od  okien  zaparkowanego  przed  sklepem 

samochodu.  Kilku  przechodniów  przystanęło,  by  przyjrzeć  się  niezwykłej  scenie:  Spence 

niósł Pattie przewieszoną przez ramię, ona zaś krzyczała, bijąc go pięściami w plecy. Wrzucił 

ją do samochodu jak worek na przednie siedzenie, potrząsnął  głową i otworzył drzwi  auta z 

drugiej strony.  

–  Na  twoim  miejscu  nie  próbowałbym  uciekać.  Pomyśl  tylko,  jak  by  to  wyglądało, 

gdybym musiał cię gonić po ulicy i przynieść tu z powrotem.  

– Nie zrobiłbyś tego.  

– Chcesz się przekonać? 

Pattie  zerknęła  na  klamkę  u  drzwi,  a  potem  na  Spence’a,  który  właśnie  siadał  za 

kierownicą.  Pochwyciła  klamkę,  ale  on  zdąŜył  wyciągnąć  rękę  i  zapiąć  jej  pas.  Spojrzała  na 

niego ze złością.  

– Jeśli ci się wydaje, Ŝe te prostackie maniery robią na mnie wraŜenie, to w Ŝyciu się tak 

nie pomyliłeś. O co ci chodzi? Próbujesz się wcielić w jednego z tych supermenów ze swoich 

ksiąŜek? MoŜe to ma być Jake Wilde? 

Spence wycofał porsche’a i ruszył w stronę centrum miasta.  

– Czytałaś moje ksiąŜki? 

Pattie skrzyŜowała ramiona na piersiach, unosząc głowę wyŜej.  

– Jedną czy dwie... z czystej ciekawości.  

–  Pochlebiasz  mi.  –  Przyglądał  się  znakom  drogowym,  wypatrując  skrętu  w  ulicę, 

biegnącą wzdłuŜ rzeki. – Nie, nie przyszło mi do głowy udawać Jake’a Wilde’a ani Ŝadnego 

innego  z  moich  bohaterów.  Po  prostu  skończyła  się  moja  cierpliwość.  Próbowałem  się  do 

ciebie  zbliŜyć  na  wszelkie  moŜliwe  sposoby,  a  ty  przez  cały  czas  mnie  unikałaś. 

Zdesperowani ludzie popełniają desperackie czyny.  

– Chcesz powiedzieć, Ŝe to ja cię do tego sprowokowałam? – zapytała Partie, wydymając 

usta.  

Spence zwolnił maksymalnie prędkość jazdy, po czym pochylił się i pocałował te kusząco 

wydęte  wargi.  Pattie  wstrzymała  oddech,  ale  pocałunek  był  tak  szybki,  Ŝe  nie  było  sensu 

background image

protestować.  

Jechali na zachód w stronę rzeki Tennessee. Niegdyś spędzali wiele czasu w domku nad 

rzeką,  naleŜącym  do  rodziny  Spence’a.  Tam  właśnie  kochali  się  po  raz  pierwszy.  Spencer 

zastanawiał  się,  czy  Allison  została  poczęta  właśnie  w  tym  domku,  na  starym  metalowym 

łóŜku.  

– Dokąd jedziemy? 

– Do domku nad rzeką. Pomyślałem, Ŝe zrobimy sobie piknik, jak w dawnych czasach.  

– Przypuszczam, Ŝe nie ma sensu prosić cię, byś mnie zawiózł z powrotem do miasta? 

–  Poddaj  się  choć  ten  jeden  raz,  mała.  Obiecuję,  Ŝe  gdy  dotrzemy  nad  rzekę,  nie  zrobię 

nic, czego nie będziesz chciała.  

Pattie  zerknęła  na  niego  podejrzliwie.  Obdarzył  ją  przelotnym  uśmiechem,  po  czym 

skoncentrował się na prowadzeniu samochodu, pogwizdując przez cały czas.  

Pokonywali  kolejne  kilometry.  WzdłuŜ  drogi  przesuwały  się  zielono-brązowe  zarośla. 

Niebo  nad  nimi  było  czyste  i  błękitne.  Pattie  rozluźniła  się  nieco.  Usiłowała  nie  patrzeć  na 

męŜczyznę,  który  siedział  obok  niej,  ale  nie  potrafiła  się  od  tego  powstrzymać.  Od  śmierci 

Freda  nie  czuła  fizycznego  pociągu  do  Ŝadnego  męŜczyzny,  ale  poŜądanie,  jakie  teraz 

wzbudził w niej Spencer, zupełnie jej nie zdziwiło. Zawsze go pragnęła, od pierwszego dnia, 

gdy się poznali.  

Pattie  miała  wtedy  czternaście  lat.  Jej  matka  przyjęła  pracę  jako  gosposia  w  domu 

Randów. W trzy lata później razem odkryli niezrównany świat pierwszej miłości i seksu.  

Spence skręcił w lewo na Ŝwirową drogę prowadzącą do domku. Od chwili gdy przyszło 

mu  do  głowy,  by  porwać  Pattie  i  zabrać  ją  nad  rzekę  na  romantyczny  piknik,  nie  mógł  się 

opędzić  od  wspomnień.  Gdy  się  kochali  po  raz  pierwszy,  obydwoje  byli  niedoświadczeni. 

Mimo  tego  przeŜycie  okazało  się  niezapomniane.  Senator  nie  miał  nic  przeciwko  temu,  Ŝe 

jego  syn  sypia  z  córką  gospodyni,  ale  nie  zgadzał  się  na  ślub.  Randowie  nie  popełniali 

mezaliansów,  a  juŜ  z  pewnością  nie  Ŝenili  się  z  puszczalskimi  dziewczynami  z  biednych 

rodzin.  Uczucie  Spence’a  do  Pattie  stało  się  kolejnym  ogniwem  w  długim  łańcuchu 

nieporozumień między nim a ojcem. Nic, co Spence robił, nie zadowalało senatora Randa.  

–  Zupełnie  się  tu  nie  zmieniło  –  powiedziała  Pattie,  spoglądając  na  wysokie  drzewa 

górujące  majestatycznie  nad  domkiem  zbudowanym  z  drewna  i  kamienia,  który  stał  na 

szczycie  trawiastego  pagórka.  Po  drugiej  stronie  Ŝwirowej  drogi,  oddalona  zaledwie  o  kilka 

metrów, płynęła rzeka Tennessee, szeroka i potęŜna.  

Spence wysiadł, obiegł dokoła samochód i otworzył drzwi Pattie. Spojrzała mu prosto w 

oczy.  

– Nie mam zamiaru iść z tobą do łóŜka, Spence.  

Ujął ją za rękę, podniósł do ust i pocałował czubki palców.  

– Nie chcę cię juŜ nigdy więcej skrzywdzić.  

– Jesteś niebezpieczny dla kobiet, wiesz? 

Spence wyjął koszyk z auta i objął Pattie ramieniem.  

– Mała, obydwoje wiemy, Ŝe nie jestem nawet w połowie tak niebezpieczny jak ty.  

Poczuła rumieńce na policzkach. śadne z nich nie zapomniało, jak dobrze było im kiedyś 

background image

razem.  

– MoŜe po prostu nie pasujemy do siebie.  

– Pasujemy. W kaŜdym razie kiedyś tak było. I daję głowę, Ŝe nadal tak jest.  

Otworzył bagaŜnik samochodu i wyjął gruby koc w kratę.  

– Ciekawe, czy nasze miejsce nadal tu jest, czy teŜ rzeka je zmyła? 

Pattie  poszła  za  nim  wąską,  krętą  ścieŜką.  Słońce  przeświecało  przez  gęste  drzewa  i  na 

ziemi  tańczyły  złote  plamki  światła.  Czternaście  lat.  Od  czternastu  lat  nie  widziała  tego 

człowieka,  a  mimo  to  miała  teraz  wraŜenie,  jakby  nic  się  nie  zmieniło,  jakby  nadal  miała 

osiemnaście lat i była w nim wciąŜ zakochana.  

Spence  przecisnął  się  przez  wysokie  chwasty  i  gęste  krzaki.  Kilka  metrów  nad  wodą  na 

brzegu rzeki wznosiła się wielka, płaska skała, lśniąca w popołudniowym słońcu.  

– Nadal wygląda tak samo, prawda? – uśmiechnął się Spence. Podał Pattie koszyk, a sam 

rozpostarł koc na piasku.  

– MoŜe wszystko wygląda tak samo, ale my juŜ nie jesteśmy tacy sami. Nic się nie zdarza 

dwa razy – odrzekła Pattie, siadając na kocu.  

– Masz rację. Pewnie to głupie z mojej strony, Ŝe ciągle przywołuję dawne czasy. – Wyjął 

koszyk z jej rąk i otworzył pokrywkę. – Przygotowałem lunch. Ser, wino i truskawki. Wiem, 

Ŝ

e  to  nie  to  samo  co  kiedyś,  gdy  przynosiłaś  kurczaka  pieczonego  przez  twoją  mamę  i 

popijaliśmy go piwem i colą.  

–  Twoje  gusta  są  teraz  bardziej  wyrafinowane  –  stwierdziła  Pattie,  przyglądając  się,  jak 

Spence  otwiera  butelkę  wina.  –  Jesteś  światowym  człowiekiem,  a  ja  nadal  tylko  prostą 

dziewczyną z małego miasteczka.  

– Nie mów tak o sobie, Partie. Nigdy taka nie byłaś. – Wyjął z koszyka  dwie szklanki i 

podał jej jedną. – W ciągu tych czternastu lat nie spotkałem bardziej skomplikowanej kobiety 

niŜ ty.  

– Przypuszczam, Ŝe to miał być komplement. – Uniosła szklankę.  

Spence napełnił ją czerwonym winem.  

– Wznieśmy toast – zaproponował i uśmiechnął się na widok jej zdziwionego spojrzenia. 

– Za to, byśmy znów zostali przyjaciółmi.  

Pattie poczuła ucisk w gardle.  

– Ale czy moŜemy być tylko przyjaciółmi? 

Spence  spoglądał  na  nią  znad  brzegu  szklanki.  Miała  rację.  Równie  dobrze  jak  ona 

wiedział, Ŝe to niemoŜliwe. Za kaŜdym razem, gdy na nią spoglądał, czuł podniecenie. To w 

kaŜdym razie się nie zmieniło. A w jej oczach widział, Ŝe ona takŜe go pragnie.  

–  MoŜe  nie,  mała,  ale  na  pewno  potrzeba  mi  teraz  twojej  przyjaźni.  Bardziej  niŜ 

przypuszczasz.  

Pattie wypiła wino do dna jednym haustem.  

– Potrzebujesz mojej przyjaźni czy romansu ze mną? 

–  Potrzebuję  przyjaźni.  –  Wyjął  szklankę  z  ręki  Pattie  i  umieścił  obok  swojej  na  skale. 

Przysunął się bliŜej, objął Pattie ramieniem i przyciągnął ją do siebie. Gdy ich nosy niemal się 

zetknęły, wyszeptał: – Bardzo chciałbym się z tobą kochać.  

background image

Pattie  poczuła,  Ŝe  ogarnia  ją  Ŝar.  Jej  serce  dudniło  głośno,  a  całe  ciało  drŜało.  Była  tak 

samo podatna na urok Spencera jak kiedyś i pragnęła go równie mocno.  

Gdy  dotknął  ustami  jej  ust,  ogarnął  ją  słodki  bezwład.  On  zaś  całował  ją  powoli  i 

umiejętnie.  Przysuwała  się  coraz  bliŜej  do  jego  silnego  ciała.  Oparła  dłonie  na  mocnych 

ramionach. Pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny. Pattie wplotła palce w gęste, proste 

włosy Spencera związane w luźny koński ogon i zerwała przytrzymującą je gumkę.  

Spence przechylał ją coraz niŜej na koc. Nie przestając jej mocno całować, wsunął kolano 

między  jej  nogi,  rozsuwając  je  szerzej,  ona  zaś  oddawała  mu  pocałunki  z  równą  siłą.  Jego 

dłoń  wśliznęła  się  pod  jej  spódnicę.  Pattie  przywarła  do  niego,  w  zapomnieniu  przesuwając 

dłońmi po jego plecach.  

Spence wyszeptał: 

– Nie miałem pojęcia, Ŝe tak szybko stracimy kontrolę nad sobą. Nic się między nami nie 

zmieniło, prawda? Jest tak, jak kiedyś.  

Miał rację. Pragnienie nie osłabło. Ale teŜ nie miał racji, bo  wszystko się zmieniło i nic 

juŜ nie było takie samo. Pattie czuła, Ŝe nie wolno jej ulec poŜądaniu. Ten męŜczyzna odszedł 

od niej kiedyś, nie oglądając się za siebie. Nie moŜe pozwolić, by znów ją zranił. Wiedziała, 

Ŝ

e powtórne zakochanie się w nim jest dla niej w tej chwili zbyt ryzykowne. Pociągnęła go za 

rękaw.  

– Spence. Nie. Nie mogę.  

Zamarł  w  bezruchu,  usiłując  się  opanować.  Przeklął  sam  siebie  w  duchu.  Wszystko 

odbyło się zbyt szybko. Nie miał zamiaru tracić głowy, ale Pattie zawsze działała na niego w 

ten sposób.  

–  Przepraszam,  kochanie.  To  moja  wina.  –  PodłoŜył  ręce  pod  głowę  i  zapatrzył  się  w 

niebo.  –  Wcześniej  czy  później  i  tak  musi  do  tego  dojść.  Ale  dopiero  wtedy,  gdy  będziesz 

gotowa.  

Pattie  zamknęła  oczy  i  leŜała  cicho,  czekając,  aŜ  jej  oddech  się  uspokoi, a  ciepło  słońca 

złagodzi Ŝar w ciele. Wyciągnęła rękę. Spence pochwycił ją i uścisnął mocno.  

– Wszystko w porządku, kochanie. Wiem. Rozumiem.  

– Nie... nie powinniśmy być sami. – Jej głos lekko drŜał. – Jeśli dopilnujemy, by zawsze 

ktoś  był  w  pobliŜu,  to...  moŜe...  moŜe  moglibyśmy  zostać  przyjaciółmi.  Tylko  przyjaciółmi, 

do czasu... aŜ...  

– AŜ uznasz, Ŝe znowu chcesz się ze mną kochać.  

–  Moglibyśmy  spędzać  czas  razem  z  dziećmi...  z  J.J.  i  Allie.  PosłuŜyłyby  nam  za 

przyzwoitki. – Pattie roześmiała się z mieszanką ulgi i niepewności.  

Allie!  BoŜe,  przez  cały  ten  czas  ani  razu  o  niej  nie  pomyślał.  A  przecieŜ  właśnie  ze 

względu  na  nią  chciał  zaprzyjaźnić  się  z  Pattie,  by  matka  i  córka  mogły  lepiej  się  poznać. 

Wszystko  miało  się  odbyć  zupełnie  inaczej.  Nie  miał  najmniejszego  zamiaru  znów 

angaŜować się w związek z Pattie. Okazało się jednak, Ŝe to niemoŜliwe. Była kobietą, której 

przez całe Ŝycie nie potrafił zapomnieć i dlatego właśnie nosił jej zdjęcie w portfelu.  

Usiadła,  obciągając  wymiętą  bluzkę.  PrzyłoŜyła  rękę  do  piersi  i  poprawiła  łańcuszek  z 

zawieszonymi  na  nim  pierścionkami.  Gdyby  Spence  dotknął  jej  piersi,  poczułby  je  pod 

background image

palcami, ale nie wiedziałby,  co to za pierścionki.  I moŜe nawet nie przypomniałby sobie, Ŝe 

jeden z nich sam jej podarował.  

– Spence? 

– Hm? 

– Jak myślisz, czy dzieci mogłyby nam posłuŜyć za przyzwoitki? 

–  UwaŜam,  Ŝe  to  świetny  pomysł.  Allie  potrzebuje  jakiejś  kobiety,  z  którą  mogłaby  się 

zaprzyjaźnić.  

– Z pewnością nie takiej jak ja – zaśmiała się Pattie.  

–  Valerie  nie  pozwoliłaby  mi  się  nawet  zbliŜyć  do  swojej  córki.  A  twój  ojciec  i  babka 

byliby przeraŜeni.  

– śadne z nich nie ma juŜ wpływu na Ŝycie Allie. To ja jestem jej prawnym opiekunem.  

– Nadal nie mogę uwierzyć, Ŝe Valerie wybrała ciebie, a nie Peytona. Co ją opętało, by ci 

powierzyć Allie? 

–  To  długa  historia  i  opowiem  ci  ją  innym  razem.  Niedługo.  –  Spence  z  całego  serca 

pragnął  wyznać  Pattie  całą  prawdę,  powiedzieć,  Ŝe  właśnie  ona  i  tylko  ona  ma  prawo  zająć 

miejsce matki w Ŝyciu tej dziewczynki. Ujął ją dłonią pod brodę.  

–  Trzeba  nauczyć  Allie,  jak  moŜe  się  stać  normalną  nastolatką  i  poznać  radość  Ŝycia. 

Proszę cię, Partie, pomóŜ mi wyzwolić jej prawdziwą osobowość.  

–  Dlaczego  myślisz,  Ŝe  ja  się  do  tego  nadaję?  Jeśli  Allie  jest  choć  trochę  podobna  do 

Valerie, to nigdy w Ŝyciu się nie dogadamy.  

Spence uśmiechnął się ironicznie.  

–  Uwierz  mi  na  słowo,  Ŝe  Allie,  choć  to  córka  Valerie.  pod  kaŜdym  względem  o  wiele 

bardziej przypomina mnie.  

– Jest do ciebie podobna z twarzy. ZauwaŜyłam to od razu, gdy ją zobaczyłam – odrzekła 

Partie, zastanawiając się, czy gdyby ich córeczka Ŝyła, teŜ przypominałaby ojca? 

– Geny Randów są dosyć silne.  

– Co mam zrobić, Ŝeby ci pomóc? 

– Spędzić z Allie trochę czasu. Z nami obydwojgiem.  

–  Chyba  J.J.  byłby  przydatny.  To  dobry  chłopak,  typowy  szesnastolatek.  Trochę 

przypomina mi ciebie, gdy byłeś w tym samym wieku.  

Spence odsunął rękę od jej twarzy.  

– W takim razie moŜe powinniśmy go trzymać z daleka od Allie? 

Obydwoje roześmieli się na wspomnienie dawnych lat.  

–  Wiesz,  Ŝe  sami  się  prosimy  o  kłopoty,  prawda?  –  powiedziała  Pattie.  Nie  potrafiła 

zrozumieć, dlaczego właściwie zgodziła się przyjąć propozycję Spence’a. Pociąg fizyczny nie 

był Ŝadnym wytłumaczeniem.  

– Kłopoty to zawsze była moja specjalność, mała. A pamiętam czasy,  gdy takŜe i ty ich 

nie unikałaś.  

– A tak. Nadal je mam, choć staram się im zapobiegać. Tym razem nie wolno nam myśleć 

tylko o sobie. Tu wchodzi w grę rodzina. Twoja siostrzenica. Mój pasierb.  

– Sprawa rodzinna, co? – Podobało mu się to wyraŜenie. Chciał, by Allie stała się częścią 

background image

rodziny  Pattie.  Gdyby  wiedział,  Ŝe  jego  córka  jest  bezpieczna  i  szczęśliwa  ze  swoją  matką, 

wówczas  mógłby  wrócić  do  dawnego  Ŝycia,  które  było  beztroskie,  chroniło  go  przed 

cierpieniem i przed zadawaniem cierpienia innym.  

Przyrzekł  Pattie,  Ŝe  więcej  jej  nie  zrani.  To  znaczy,  Ŝe  nie  wolno  mu  składać  Ŝadnych 

obietnic,  których  nie  będzie  mógł  dotrzymać.  Nie,  nie  będzie  jej  niczego  obiecywał. 

Pozostanie tu tylko tak długo, dopóki wszystko się jakoś nie ułoŜy. Połączy  matkę z córką i 

wyniesie  się  jak  najdalej  od  nich.  Nie  będzie  ryzykował,  Ŝe  złamie  serce  Pattie  i  rozczaruje 

swoje dziecko.  

Znał  siebie  dobrze  i  jedno  wiedział  na  pewno  –  Spence  Rand  nie  nadaje  się  na  ojca 

rodziny.  

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Choć bolała ją głowa i nogi, Partie uznała, Ŝe od dawna nie spędziła równie przyjemnego 

dnia. Brakowało jej jedynie towarzystwa J.J. Nie chciał przyjechać na zakupy do Tupelo. W 

ciągu  ostatnich  dwóch  tygodni,  odkąd  zaczęła  spędzać  więcej  czasu  ze  Spence’em  i  Allie, 

Pattie  zauwaŜyła  zmianę  w  zachowaniu  się  pasierba.  Choć  z  początku  była  ona  niemal 

niedostrzegalna,  z  dnia  na  dzień  stawała  się  coraz  wyraźniejsza,  aŜ  w  końcu  J.J.  zaczął 

okazywać Allie otwartą wrogość.  

Pattie uwaŜała, Ŝe najmądrzej będzie dać chłopcu trochę czasu, by mógł się przekonać, Ŝe 

przyjaźń ze Spence’em i jego siostrzenicą nie umniejsza jej uczuć do niego.  

Spojrzała  na  Spence’a,  który  stał  w  kolejce  przy  ladzie.  Allie  i  Leigh  wybrały  się  do 

sklepu muzycznego, zaś oni obydwoje skorzystali z okazji, by odpocząć chwilę i coś zjeść.  

Pattie  cieszyła  się,  Ŝe  Leigh  zaprzyjaźniła  się  z  Allie.  Siostrzenica  Spence’a  była 

nieśmiała  i  brakowało  jej  pewności  siebie.  Widać  było  jednak,  Ŝe  się  stopniowo  zmienia. 

Spence  twierdził,  Ŝe  to  zasługa  Pattie,  ona  zaś  była  zdania,  Ŝe  zadziałał  tu  jego  wpływ.  W 

kaŜdym razie rezultaty były pomyślne.  

Spence postawił tacę pełną naczyń na stoliku i usiadł.  

– Co za okropne miejsce. Dlaczego wy, kobiety, tak lubicie robić zakupy? 

–  Mogłeś  zostać  w  domu.  Ostrzegałam  cię,  jak  wygląda  całodniowe  chodzenie  po 

sklepach z dwiema nastolatkami – odrzekła Pattie, sięgając po dietetyczną colę.  

–  Miałaś  rację.  Powinienem  zostać  w  domu  i  popracować  nad  rozdziałem  dziesiątym.  – 

Spence podsunął jej tacę. – Oto twój hot dog z sosem chili i frytkami. Jak moŜesz jeść takie 

ś

miecie i zachowywać przy tym zgrabną figurę? 

– Spojrzał na nią z aprobatą. Ubrana była w obcisłe dŜinsy i firmową turkusową koszulkę 

druŜyny lekkoatletycznej liceum w Marshallton. Nie hołdowała wyszukanej elegancji. Lubiła 

nosić  jaskrawe  ubrania  i  duŜo  biŜuterii.  Pattie  nie  naleŜała  do  kobiet  wyrafinowanych.  Była 

prostą  dziewczyną  z  małego  miasteczka,  kierującą  się  w  Ŝyciu  nieco  staroświeckimi 

zasadami.  Spencerowi  podobało  się  to.  Zastanawiał  się,  czy  na  złotym  łańcuszku,  który 

zawsze miała na szyi, nosi obrączkę Freda Cartera.  

–  Nie  mam  pojęcia.  To  kwestia  przemiany  materii.  MoŜe  to  dziedziczne.  –  Pattie  z 

westchnieniem zabrała się do jedzenia hot doga.  

– Wydaje mi się, Ŝe Allie teŜ nie powinna mieć kłopotów z figurą stwierdził Spence. Miał 

ochotę  dodać,  Ŝe  dziewczynka  odziedziczyła  budowę  po  swej  matce.  Z  dnia  na  dzień  coraz 

trudniej  było  mu  ukrywać  prawdę,  ale  uwaŜał,  Ŝe  jeszcze  nie  nadeszła  odpowiednia  chwila, 

by ją ujawnić.  

– Nigdy nie widziałam męŜa Valerie, ale twoja siostra zawsze była szczupła.  

–  Allie  chyba  wdała  się  w  Randów.  Jest  podobna  do  mojej  rodziny,  prawda?  –  Spence 

zerknął  na  Pattie,  próbując  ją  ostroŜnie  przygotować  do  ujawnienia  prawdy  o  pochodzeniu 

dziewczynki.  

– Masz rację. Jest tak podobna do ciebie, Ŝe mogłaby być twoją córką.  

background image

Spence zakrztusił się colą. Poczerwieniał na twarzy i z oczu popłynęły mu łzy.  

–  Czy  to  myśl  o  ojcostwie  tak  cię  przeraziła?  –  Pattie  wiedziała,  Ŝe  jeśli  ich  przyjaźń 

przetrwa,  wcześniej  czy  później  będzie  musiała  powiedzieć  mu  o  ich  dziecku...  o 

dziewczynce, która zmarła.  

–  To  prawda,  przeraŜa  mnie  taka  myśl.  –  Spence  ocierał  twarz  papierową  chusteczką.  – 

Nie nadaję się do stałych związków. Ty akurat powinnaś o tym dobrze wiedzieć.  

– Czy to znaczy, Ŝe przez te wszystkie lata nie zdarzył ci się ani jeden trwały związek? 

– Ani jeden.  

– Ale z pewnością był ktoś... – Pattie nie mogła uwierzyć, Ŝe męŜczyzna taki jak Spence 

nie dzielił Ŝycia z Ŝadną kobietą.  

Było  kilka  kobiet.  Nie  tak  wiele,  naprawdę.  Ze  dwa  razy  próbowałem  z  którąś 

zamieszkać, ale nic z tego nie wyszło.  

– Dlaczego? 

–  Zawsze,  gdy  podejmuję  jakieś  zobowiązania,  nawet  czasowe,  cały  układ  szybko  się 

psuje. Chyba jestem egoistą, Pattie. Lubię, Ŝeby wszystko było po mojemu, i nie mam ochoty 

się zmieniać. – Przerwał na chwilę, szukając w jej oczach zrozumienia.  

– I nigdy nie spotkałeś kobiety, która by cię nie próbowała zmieniać? 

– Widzisz, wiem o tym, Ŝe Ŝycie ze mną nie jest pasmem szczęścia i nikt mnie nie chce 

takim, jaki jestem, ale to wina mojego charakteru i juŜ.  

–  Nie  widzę  w  tym  nic  złego  –  stwierdziła  Pattie  z  westchnieniem.  Ja  teŜ  nigdy  nie 

udawałam nikogo innego. Jestem trochę zbyt głośna, trochę za bardzo rzucam się w oczy...  

– Trochę zbyt atrakcyjna – Spence uśmiechnął się. – Popatrz tylko. śadne z nas w gruncie 

rzeczy wcale się nie zmieniło. – Ujął ją za rękę. – Czy mówiłem ci juŜ, jak bardzo jestem ci 

wdzięczny za pomoc w wychowywaniu Allie? Doskonale sobie z nią radzisz. Ona bardzo cię 

polubiła.  

Partie wysunęła rękę z jego dłoni.  

– Podoba mi się to matkowanie. Lubię zajmować się J.J., chociaŜ on uwaŜa, Ŝe jest juŜ na 

to za dorosły, i sprawia mi przyjemność towarzystwo Allie. To kochane dziecko. Ja... zawsze 

chciałam mieć córkę.  

Spence odwrócił wzrok. Nie był w stanie kłamać dalej, patrząc jej prosto w oczy.  

– Przykro mi, Ŝe masz ostatnio kłopoty z J.J. Mam wraŜenie, Ŝe to przeze mnie.  

–  To  minie.  Po  prostu  od  czasu  śmierci  Freda  J.J.  nie  musiał  się  mną  dzielić  z  nikim 

innym, więc teraz jest trochę zazdrosny o ciebie i o Allie.  

– Nie miałem zamiaru wtrącać się w wasze Ŝycie. MoŜe powinienem z nim porozmawiać 

i wyjaśnić, Ŝe wystarczy w twoim sercu miejsca dla nas wszystkich.  

– On o tym  wie. Najlepiej zostawić go w spokoju, a stanie się taki jak dawniej,  gdy juŜ 

poradzi sobie ze swoimi uczuciami.  

– Skąd wiesz takie rzeczy o dzieciach? – zapytał Spence.  

– To wrodzony talent – zaśmiała się Pattie.  

Przy  stoliku  pojawiły  się  Leigh  i  Allie.  Rzuciły  torby  i  paczki  na  podłogę,  przysunęły 

sobie krzesła od sąsiedniego stolika i usiadły.  

background image

– Zakupy to najwspanialsza rzecz na świecie – westchnęła Leigh.  

– JuŜ nie pamiętam, kiedy się tak świetnie bawiłam – oznajmiła Allie. – Wujku Spence, 

czy naprawdę ci nie przeszkadza, Ŝe kupiłam aŜ tyle nowych rzeczy? 

– Oczywiście, Ŝe nie. Chcę, Ŝebyś miała wszystko, co jest ci potrzebne.  

– Leigh i Pattie pomogły mi wybrać ubrania, jakie noszą wszystkie dziewczyny w moim 

wieku. Mamie nic z tego by się nie podobało – powiedziała dziewczynka ze łzami w oczach.  

–  ZałoŜę  się,  Ŝe  te  dŜinsy  i  niebieski  obcisły  sweter  spodobają  się  J.J.  –  zauwaŜyła  z 

uśmiechem Leigh.  

Allie zaczerwieniła się mocno.  

– Leigh, proszę, przestań.  

–  No  coś  ty.  Twój  wujek  Spence  i  Pattie  wiedzą,  Ŝe  podoba  ci  się  J.J.,  i  nie  mają  nic 

przeciwko temu, prawda? – spytała sympatyczna blondynka, spoglądając na nich oboje.  

–  Myślę,  Ŝe  J.J.  moŜe  nie  być  wart  Allie  –  odrzekła  Pattie  w  nadziei,  Ŝe  złagodzi 

niepewność i zaŜenowanie dziewczynki. – Zwłaszcza Ŝe ostatnio dziwnie się zachowuje.  

– Tylko nic mu nie mówcie – poprosiła Allie, zerkając na Pattie nieśmiało. – On mnie nie 

lubi i... chyba bym umarła, gdyby się dowiedział, Ŝe mi się podoba.  

– Zabierzemy tę tajemnicę ze sobą do grobu – zaśmiała się Pattie.  

– Jesteście głodne? – zapytał Spence.  

– Okropnie – odrzekła Leigh, sięgając do kieszeni dŜinsów.  

– Zostaw swoje pieniądze. Powiedzcie mi, na co macie ochotę.  

– Na hamburgera, colę i frytki – odrzekła Leigh.  

–  Czy  mogłabym  poprosić  o  takiego  hot  doga,  jakiego  zamówiła  Pattie?  Nigdy  czegoś 

takiego  nie  jadłam,  ale  wygląda  to  bardzo  apetycznie.  –  Allie  wpatrywała  się  w  talerz 

wzrokiem łakomczucha.  

– Zaraz wracam – powiedział Spence i odszedł złoŜyć zamówienie.  

– Pójdziemy do kina? – zapytała Leigh. Pattie spojrzała na zegarek.  

– Jeśli szybko zjecie, to zdąŜymy na seans o siódmej.  

–  Myślę,  Ŝe  ty  i  wujek  Spence  powinniście  pójść  na  jakiś  melodramat,  a  my  z  Leigh 

obejrzymy sobie horror. – Allie zarumieniła się i zerknęła na Pattie spod oka. – Wiesz, bardzo 

się podobasz wujkowi.  

–  Ja  teŜ  go  bardzo  lubię.  Pattie  nie  potrafiła  zrozumieć  wraŜenia,  jakiego  doznawała  za 

kaŜdym  razem,  gdy  patrzyła  na  Allie.  Było  w  tej  dziewczynce  coś,  co  bardzo  ją  do  niej 

przyciągało. Siostrzenica Spencera zdawała się mówić: „Zaopiekuj się mną, potrzebuję cię”. 

Allie była spragniona uczucia, a Pattie z jakiegoś powodu miała ochotę zaspokoić tę potrzebę.  

Spencer  Rand  takŜe  ją  przyciągał,  lecz  w  zupełnie  inny  sposób.  Pragnęła  obdarzyć  go 

miłością  i  zrozumieniem,  których  mu  brakowało.  Gdyby  tylko  chciał  zaryzykować,  gdyby 

spróbował  ją  pokochać  i  przyjąć  jej  miłość,  ona  takŜe  by  się  na  to  odwaŜyła.  Obawiała  się 

jednak podjąć to ryzyko sama, budować związek z człowiekiem, który przyznawał wprost, Ŝe 

nie nadaje się do Ŝycia w stałych związkach.  

– Dlaczego one tak ucichły? – zapytał Spence, spoglądając we wsteczne lusterko.  

Pattie  odwróciła  się  i  zerknęła  na  tylne  siedzenie  mercedesa.  Spence  wziął  stojący  w 

background image

garaŜu samochód senatora, gdyŜ we czwórkę nie zmieściliby się w jego porsche’u.  

– Obydwie śpią. – Uśmiechnęła się. – To był męczący dzień.  

–  Dla  nas  teŜ  –  odrzekł.  –  Nie  miałem  pojęcia,  ile  energii  wymagają  zakupy  robione  z 

trzema kobietami.  

Pattie nadal wpatrywała się w twarz Allie. Dziewczynka w kaŜdym calu była podobna do 

Randów. Jedynie drobną budową ciała róŜniła się od reszty rodziny. Wszyscy Randowie byli 

wysocy; nawet matka senatora miała niemal metr osiemdziesiąt wzrostu.  

– Czy coś się stało? – zapytał Spence, odwracając się do tyłu.  

– Nie, nic. – Pattie usiadła prosto i spojrzała na niego. – Myślałam o tym, jak bardzo Allie 

jest podobna do twojej rodziny, a szczególnie do ciebie.  

– Tak? 

– MąŜ Valerie teŜ nie był niski, prawda?  

Spence odchrząknął.  

– Edward był średniego wzrostu. Dlaczego pytasz? 

–  Allie  jest  raczej  niska,  więc  zastanawiałam  się,  po  kim  to  odziedziczyła.  MoŜe  po 

jakimś dalekim krewnym? 

– MoŜliwe.  

Pattie usiadła wygodniej.  

–  Wiesz,  obawiałam  się,  Ŝe  Allie  i  ja  nie  polubimy  się  ze  względu  na  to,  Ŝe  jest  córką 

Valerie,  ale  świetnie  się  dogadujemy.  Widać  w  jej  zachowaniu  wpływ  twojej  siostry,  ale 

charakter ma zupełnie inny niŜ jej matka.  

Spence w milczeniu prowadził auto. Nie wiedział, jak długo jeszcze uda mu się ukrywać 

prawdę przed Pattie. To nie było uczciwe, Ŝe nadal ją okłamywał, ale zdawał sobie sprawę, Ŝe 

Allie jeszcze nie będzie w stanie pogodzić się z tym, co usłyszy, a obawiał się, Ŝe jeśli opowie 

całą historię Pattie, ta powtórzy ją małej.  

–  Czy  mogę  nastawić  radio?  –  zapytała  Pattie.  –  Nie  za  głośno,  tak  Ŝeby  nie  obudzić 

dziewczynek.  

– Nadal lubisz muzykę country? – Choć wychował się w Tennessee, nigdy nie przepadał 

za country. Wolał łagodny jazz albo mocnego rocka. Nawet pod tym względem nie pasował 

do otoczenia.  

– Tak, nadal ją lubię.  

– W takim razie moŜe uda mi się wytrzymać to przez chwilę.  

Pomimo  mroku  Pattie  zauwaŜyła  uśmiech  na  jego  twarzy.  Włączyła  radio  i  zaczęła 

szukać właściwego programu. Wybrała stację country z Corinth.  

– Posłuchaj tego. To jest piękne.  

– Skoro tak mówisz. – Przejechali przez granicę między stanami Missisipi i Tennessee. – 

Co  jeszcze  nadal  lubisz  oprócz  muzyki  country?  Truskawki?  RóŜowe  róŜe?  Wiem  juŜ,  Ŝe 

wciąŜ kochasz zwierzęta. Ten twój rozpieszczony spaniel uwaŜa się za człowieka.  

– Ebony ma w sobie więcej cech ludzkich niŜ przeciętny człowiek – oburzyła się Pattie, 

zastanawiając się, jaka jest przyczyna tych dociekań. – Dorosłam i jestem teraz kobietą, która 

potrafi  o  siebie  zadbać,  ale  to  prawda,  nadal  jest  we  mnie  wiele  cech  tej  dziewczyny,  którą 

background image

kiedyś znałeś. Lubię truskawki i róŜowe róŜe tak samo jak kiedyś, ale zdziwiona jestem, Ŝe o 

tym pamiętasz.  

– Pamiętam wszystko, co dotyczy ciebie. – Spence wziął ją za rękę, nie odrywając oczu 

od drogi.  

– Zawsze umiałeś znaleźć właściwe słowa we właściwej chwili. Choć nigdy nie potrafiłeś 

się  zgodzić  ze  swoim  ojcem,  to  niewątpliwie  odziedziczyłeś  jego  dar  wymowy.  Mógłbyś 

zostać politykiem.  

Poczuła, Ŝe Spence drgnął. Uścisnął mocno jej dłoń, po czym ją wypuścił.  

– W przeciwieństwie do mojego ojca wszystko, co mówię, mówię szczerze.  

– Naprawdę? 

–  Nie  potrafisz  mi  zaufać,  tak?  Chyba  nie  mogę  cię  za  to  winić,  ale  jeśli  nie  jesteś  w 

stanie  uwierzyć  w  nic  innego,  to  proszę,  uwierz  chociaŜ  w  to,  Ŝe  nigdy  nie  chciałem  cię 

zranić.  

– Czasami ranimy ludzi wbrew własnej woli. – Pattie nade wszystko pragnęła, by Spence 

przestał juŜ wracać do przeszłości.  

– Myślisz, Ŝe znowu zrobię ci krzywdę, prawda? Dlatego trzymasz mnie na dystans.  

– Obiecałam, Ŝe pomogę ci w wychowaniu Allie. Dotrzymuję słowa. I powiedziałam, Ŝe 

moŜemy spróbować znów zostać przyjaciółmi. Staram się, Ŝeby tak było.  

– Wiem o tym, i nie myśl, Ŝe nie jestem ci wdzięczny, ale...  

– Ale chciałbyś czegoś więcej. Na jakiś czas. Dopóki jesteś w Marshallton. Jak długo tu 

zostaniesz,  Spence?  Nie  powiedziałeś  mi  jeszcze,  dlaczego  przywiozłeś  Allie  tutaj,  zamiast 

zabrać ją do siebie, do Kalifornii.  

Jak  mógł  jej  to  wyjaśnić?  Nie  miał  zamiaru  zawozić  Allie  do  Kalifornii.  Jego  córka 

powinna się wychowywać z matką w małym miasteczku na południu, gdzie ludzie zwracają 

się do listonosza po imieniu i chodzą do tego samego kościoła, co ich lekarz.  

–  Moje  plany  nie  są  dokładnie  sprecyzowane  –  przyznał.  –  Na  razie  Allie  jest 

najwaŜniejsza. Muszę robić to, co uwaŜam za najlepsze dla niej.  

– Doceniam to i... pomogę ci w miarę moŜliwości, ale...  

– Ale? 

– Nie mogę sobie pozwolić na dodatkowe komplikacje w Ŝyciu – przyznała Pattie.  

– Nie wiedziałem, Ŝe twoje Ŝycie jest takie skomplikowane.  

– Straciłam narzeczonego przed czternastoma miesiącami. To wszystko zmieniło. Próbuję 

wychowywać  jego  dorastającego  syna,  a  kuzynka  Freda  grozi,  Ŝe  skieruje  do  sądu  sprawę  o 

odebranie mi opieki nad nim. A w dodatku w interesach ledwo wychodzę na swoje.  

Spence  przejeŜdŜał  przez  centrum  Marshallton  i  musiał  prowadzić  samochód  uwaŜniej, 

gdyŜ wszędzie, z wyjątkiem głównej ulicy, wyłączono juŜ sygnalizację i migały jedynie Ŝółte 

ś

wiatła ostrzegawcze.  

–  Masz  rację  –  przyznał.  –  Masz  za  duŜo  problemów,  Ŝeby  jeszcze  brać  sobie  do  serca 

moje kłopoty. Dlatego tym bardziej jestem ci wdzięczny za Allie.  

Zaparkował  przed  domem  Pattie  i  zgasił  silnik.  Pattie  odpięła  pas  i  wysiadła.  śadna  z 

dziewczynek  nawet  nic  drgnęła.  Spence  takŜe  wysiadł,  obszedł  samochód  dokoła  i  otworzył 

background image

bagaŜnik.  

Pattie podeszła do niego.  

– Mówiłeś, Ŝe przez cały przyszły tydzień będziesz zajęty pisaniem nowej ksiąŜki. MoŜe 

pozwoliłbyś  Allie  przychodzić  do  sklepu  codziennie  po  lekcjach?  –  zapytała,  wyjmując  z 

bagaŜnika plastikowe torby.  

– Odprowadzę cię do drzwi. – Spence pozwolił jej wziąć dwie mniejsze torby, a sam zajął 

się cięŜszymi. – Myślę, Ŝe to bardzo dobry pomysł. Stawiam tylko jeden warunek.  

– Jaki? 

–  Będę  pojawiał  się  codziennie  w  porze,  kiedy  zamykacie  sklep,  i  zabierał  was 

wszystkich na kolację.  

Szli  w  stronę  niskiego,  ceglanego  domu,  który  Pattie  odziedziczyła  po  Fredzie.  Spence 

objął ją ramieniem. Nie protestowała.  

– Po prostu przynoś hamburgery albo jakieś mięso z rusztu.  

Weszli  na  werandę.  Niebo  było  czyste  i  pokryte  gęsto  mrugającymi  gwiazdami.  Pośród 

nich widniała tarcza księŜyca niczym wielka Ŝółta miska podświetlona od spodu.  

Spence  chwycił  Pattie  w  ramiona.  Czuła,  Ŝe  chce  ją  pocałować  na  dobranoc,  i  nie 

potrafiła mu się oprzeć. Pragnęła tego pocałunku.  

– Wiedziałem, Ŝe dobrze sobie poradzisz z Allie. – Pochylił głowę i pocałował ją lekko, 

po czym spojrzał jej głęboko w oczy.  

Pattie zastygła w wyczekiwaniu. Chciała coś powiedzieć, ale on w tej chwili znów nakrył 

jej usta swoimi. Uniosła się na palcach i przywarła do niego.  

W  chwili  gdy  Spence  rzucił  plastikowe  torby  na  ziemię  i  objął  jej  biodra,  zapaliło  się 

ś

wiatło na werandzie i ktoś otworzył drzwi od wewnątrz. Pattie ze zdziwieniem odsunęła się 

od Spence’a, który niechętnie wypuścił ją z objęć. W otwartych drzwiach stał J.J. z grymasem 

gniewu na twarzy. Rozległo się skomlenie i Ebony podbiegła do Pattie.  

– J.J., myślałam, Ŝe jesteś dziś z kimś umówiony – zdziwiła się, gładząc sukę po karku.  

–  Jest  wpół  do  dwunastej.  Bethany  musiała  być  w  domu  o  jedenastej.  –  J.J.  rzucił 

Spence’owi groźne, ostrzegawcze spojrzenie.  

Ten zaś pochylił się, szybko pocałował Pattie w usta.  

skinął głową w stronę J.J. i poszedł do samochodu. Zanim zamknął drzwiczki, pomachał 

im ręką.  

– Kolacje przez cały przyszły tydzień! – zawołał. – I chciałbym, Ŝebyś poszła ze mną na 

bal do szkoły. Mam być jednym z opiekunów młodzieŜy.  

–  Co  on  chciał  przez  to  powiedzieć?  –  zapytał  J.J.,  gdy  mercedes  odjechał  juŜ  sprzed 

domu.  

– Pewnie proszono go, Ŝeby przyszedł na bal jako opiekun – odrzekła Pattie, wchodząc do 

ś

rodka.  

J.J. pochwycił ją za ramię.  

– Taki facet nie powinien być opiekunem dzieci. Nie daje im dobrego przykładu.  

–  J.J.,  co  się  z  tobą  dzieje?  Gdy  Spence  pojawił  się  w  mieście,  wydawało  mi  się,  Ŝe  go 

lubisz. Teraz przez cały czas coś ci się w nim nie podoba.  

background image

– Mam wraŜenie, Ŝe on znowu cię skrzywdzi. Wiesz o tym, prawda? Nie chciałbym, Ŝeby 

po raz drugi narobił ci bałaganu w Ŝyciu.  

–  O  czym  ty  mówisz?  –  Pattie  poczuła,  Ŝe  ogarnia  ją  gwałtowny  lęk.  Czego  J.J. 

dowiedział się o jej dawnym związku ze Spence’em? 

– Znam całą prawdę – oznajmił chłopiec, wpatrując się w jej twarz. – Pattie, wiesz, kim 

dla mnie jesteś. Traktuję cię jak matkę i... i obchodzi mnie to, co się z tobą stanie.  

– Jaką prawdę poznałeś? 

– Joan mi powiedziała...  

–  Kiedy  widziałeś  się  z Joan?  –  Pattie  nigdy  by  nie  zabroniła  pasierbowi  widywać  się  z 

kuzynką  Freda,  ale  wiedziała,  Ŝe  jeśli  Joan  Stephenson  będzie  miała  okazję  narobić  im 

obydwojgu kłopotów, na pewno się przed tym nie zawaha.  

– Wiesz przecieŜ, Ŝe widuję się z nią od czasu do czasu.  

– I co ci powiedziała? 

– śe byłaś w ciąŜy ze Spencerem Randem, gdy miałaś osiemnaście lat, a on cię zostawił i 

wyjechał z miasta.  

– To wiedźma! 

– Ale to przecieŜ prawda? Byłaś w ciąŜy, on cię zostawił, a potem twoje dziecko umarło. 

Musiałaś  sama  dawać  sobie  radę  ze  wszystkim.  –  J.J.  pochwycił  Pattie  za  ramiona.  – 

Dlaczego jeszcze chcesz w ogóle rozmawiać z takim facetem? 

No właśnie, zastanawiała się Pattie, dlaczego? 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

Pattie lubiła patrzeć na Allie. W tej chwili dziewczynka przyglądała się swemu odbiciu w 

wielkim lustrze wiszącym w sypialni Pattie. Podniosła końce włosów do góry i pozwoliła im 

powoli opaść na ramiona.  

Zmiana, jaka zaszła w zachowaniu siostrzenicy Spencer, zdumiewała Pattie, która z dumą 

przyznawała,  Ŝe  to  ona  okazała  się  tą  czarodziejką,  która  przemieniła  nieśmiałe  dziecko  w 

piękną  młodą  dziewczynę.  Wystarczyło  do  tego  tylko  trochę  nowych  ubrań,  inna  fryzura  i 

szkła kontaktowe.  

– Mamie ten strój by się nie spodobał. Spódnica jest o wiele za krótka – stwierdziła Allie, 

spoglądając na swe nogi wystające spod brązowej zamszowej spódniczki.  

– Za to podoba się twojemu wujkowi i mnie – odrzekła Pattie. – Ale najwaŜniejsze jest to, 

czy podoba się tobie.  

Allie nie była w stanie oderwać wzroku od swego odbicia w lustrze.  

–  Wszystko  mi  się  podoba!  Fryzura,  ubrania,  szkła!  Pattie  połoŜyła  rękę  na  ramieniu 

dziewczynki. Patrząc w lustro dostrzegła, Ŝe ich figury niewiele się róŜnią. Za kaŜdym razem, 

gdy  Pattie  spoglądała  na  Allie,  przypominała  sobie  o  córeczce,  którą  straciła,  i  zastanawiała 

się,  czy  jej  dziecko  byłoby  podobne  do  siostrzenicy  Spence’a.  Jej  córka  takŜe  mogłaby 

odziedziczyć kolor włosów i rysy twarzy Randów i drobną, zaokrągloną figurę matki.  

– Nie mogę uwierzyć, Ŝe idę na ten bal. To jest jak sen – powiedziała Allie, wpatrując się 

w lustro. – Nie miałam pojęcia, Ŝe jestem ładna. Ale... jestem, prawda? 

Pattie ujęła ją za ramiona.  

– Jesteś piękna.  

– Och, to wszystko dzięki tobie. – Allie zarzuciła Pattie ramiona na szyję i uścisnęła ją z 

całej siły.  

Pattie obdarzyła ją macierzyńskim uściskiem.  

–  Pomogłam  ci  tylko  odkryć  prawdziwą  Allison,  która  ukrywała  swe  kształty  pod 

workowatymi sukienkami, nosiła brzydkie okulary i koński ogon.  

– J.J. ma szczęście, Ŝe jesteś jego matką. Chciałabym... chciałabym...  

Pattie uścisnęła ją jeszcze raz, po czym wypuściła z objęć.  

– Czego byś chciała? Allie oblała się rumieńcem.  

–  Wujek  Spence  powiedział  mi,  Ŝe  ty  i  on  byliście  w  sobie  kiedyś  zakochani,  i... 

Chciałabym, Ŝebyście wzięli ślub. Wtedy... poniewaŜ wujek Spence jest teraz kimś w rodzaju 

mojego ojca, ty zostałabyś moją nową matką.  

– Och, Allie, to jest jedna z najmilszych rzeczy, jakie usłyszałam w swoim Ŝyciu. Bardzo 

bym chciała mieć cię za córkę. Ale...  

– Wujek Spence bardzo cię lubi. A ty jego teŜ, prawda? 

–  Oczywiście,  Ŝe  tak.  Tylko  Ŝe...  widzisz,  Allie  kochanie,  twój  wujek  i  ja  nie  mamy 

zamiaru brać ślubu. To się nie zdarzy, więc nie rób sobie nadziei, dobrze? 

Allie zwiesiła głowę, wpatrując się w kraciasty biało-niebieski dywanik.  

background image

–  Nie  powinnam  tego  mówić,  prawda?  To  było  bardzo  niegrzeczne.  Przepraszam.  Nie 

chciałam...  

–  Allie,  natychmiast  przestań  przepraszać!  –  Pattie  nie  miała  zamiaru  podnosić  głosu  i 

poŜałowała  tego  natychmiast,  gdy  zobaczyła,  Ŝe  w  oczach  dziewczynki  zbierają  się  wielkie 

łzy.  –  Och,  kochanie.  Nie  gniewam  się  na  ciebie.  Nie  powiedziałaś  nic  złego.  To  nie  było 

niegrzeczne. Allie zerknęła na nią spod rzęs.  

– Nie byłam niegrzeczna? I ty się na mnie nie gniewasz? 

Pattie uniosła jej brodę, aŜ spojrzały sobie prosto w oczy.  

– Jeśli będziesz płakać, to makijaŜ ci się rozmaŜe. Usta Allie drgnęły w lekkim uśmiechu.  

–  Nie  mogę  uwierzyć,  Ŝe  wujek  Spence  pozwolił  mi  się  umalować.  Mama  by  nigdy... 

Muszę  przestać  to  wciąŜ  powtarzać.  Wujek  Spence  przez  cały  czas  mi  powtarza,  Ŝe  on  ma 

inne pojęcie o wychowywaniu dzieci niŜ mama.  

–  Jestem  pewna,  Ŝe  Valerie  była  bardzo  dobrą  matką.  –  Pattie  omal  nie  zakrztusiła  się, 

wypowiadając to kłamstwo. UwaŜała Valerie Rand Wilson za nieczułą, małostkową snobkę, 

ale  nie  mogła  tego  powiedzieć  przy  jej  córce.  –  Poza  tym  masz  bardzo  delikatny  makijaŜ. 

Tylko odrobina róŜu i szminki. A to jest szczególna okazja. Twoja pierwsza randka.  

–  To  właściwie  nie  jest  randka.  Leigh  musiała  poprosić  swojego  chłopaka,  Ŝeby  jego 

przyjaciel poszedł ze mną na bal.  

– To jest randka. A ten chłopak... Jak on się nazywa? 

– Darren Henley.  

– Więc gdy Darren cię zobaczy, będzie się uwaŜał za najszczęśliwszego chłopaka na balu.  

–  Wolałabym  pójść  z  J.J.,  ale  on  mnie  nawet  nie  lubi  i  nie  uwaŜa  za  normalną 

dziewczynę.  –  Allie  opadła  na  mahoniowe  łóŜko  z  baldachimem  przykryte  narzutą  w 

niebieskozielone pasy, jęknęła i złoŜyła ręce na kolanach.  

Partie usiadła obok niej i ujęła jej dłonie w swoje ręce.  

– Nie moŜemy sprawić, by ktoś nas polubił albo pokochał. Ale daj J.J. trochę czasu. On 

nie zauwaŜa w tobie pięknej dziewczyny, bo za bardzo go absorbuje myślenie o tobie jako o 

rywalce. Allie, on jest zazdrosny o czas, który spędzam z tobą i Spence’em.  

– Ale przecieŜ wie, jak bardzo go kochasz i jakie ma szczęście, Ŝe jesteś jego matką! 

Partie puściła dłonie dziewczynki i pogładziła japo długich, brązowych włosach.  

–  J.J.  nie  widział  jeszcze  nowego  wydania  Allison  Wilson.  Dziś  wieczorem  będzie  tobą 

olśniony.  

– Naprawdę tak myślisz? 

Pattie  nie  chciała,  by  dziewczynka  Ŝywiła  jakieś  złudne  nadzieje,  ale  pomyślała,  Ŝe  jeśli 

ona  sama  będzie  miała  tu  cokolwiek  do  powiedzenia,  J.J.  tego  wieczoru  przynajmniej  raz 

zatańczy z Allie.  

– Pewnie nie powie ci Ŝadnego komplementu, ale czuję, Ŝe poprosi cię do tańca.  

– Och, Pattie, naprawdę tak myślisz? Chyba bym umarła. Och, BoŜe. – Allie zeskoczyła z 

łóŜka i zawirowała po pokoju, śmiejąc się; po chwili opadła na kanapę stojącą przed wielkim 

oknem. – Po czym się poznaje, Ŝe się jest zakochanym? 

–  Co  takiego?  –  Pattie  z  trudem  pohamowała  wybuch  śmiechu.  Przypomniała  sobie,  Ŝe 

background image

ona  takŜe  miała  czternaście  lat,  gdy  zakochała  się  w  Spencerze  Randzie.  To  była  miłość  od 

pierwszego wejrzenia.  

– Skąd się wie, Ŝe jest się zakochanym? – powtórzyła Allie.  

–  To  trudne  pytanie  i  wydaje  mi  się,  Ŝe  nie  ma  na  nie  jednoznacznej  odpowiedzi.  Po 

prostu wie się o tym.  

– Czy to moŜliwe, Ŝe jestem zakochana w J.J. ? – zastanawiała się Allie.  

– Przypuszczam, Ŝe tak. – Pattie wyjęła z pudełka brązowe zamszowe szpilki i podała je 

dziewczynce. – WłóŜ je. Nie chcesz chyba wystąpić boso, gdy Darren po ciebie przyjdzie. – 

Zerknęła na duŜy zegarek z rzymskimi cyframi. – Powinien tu być za jakieś czterdzieści pięć 

minut.  

–  Miłość  to  zabawne  uczucie,  prawda?  –  westchnęła  Allie.  –  To  znaczy  zabawne,  bo 

dziwne, a nie takie zmuszające do śmiechu.  

–  Miłość  bywa  róŜna  z  róŜnymi  ludźmi.  Nigdy  nie  jest  dwa  razy  tak  samo.  Nie  moŜna 

kochać dwóch osób w ten sam sposób. – Dla Pattie Spence był pierwszą miłością i nigdy nie 

kochała  nikogo  innego  tak  jak  jego.  Zawsze  miała  jakichś  chłopaków,  zazwyczaj  więcej  niŜ 

jednego naraz, ale nikogo nie traktowała powaŜnie aŜ do czasu, gdy pojawił się Fred. Kochała 

go  i  miała  nadzieję  spędzić  z  nim  resztę  Ŝycia.  Ale  to  było  coś  zupełnie  innego  niŜ  ze 

Spence’em.  

– Czy kochałaś wujka Spence’a? 

– Tak. Bardzo.  

– Powiedział mi, Ŝe prosił cię, Ŝebyś z nim wyjechała i wyszła za niego.  

Pattie  poczuła,  Ŝe  ogarniają  ją  wielkie,  mroczne  fale  nie  chcianych  wspomnień.  Gdyby 

tylko potrafiła pamiętać same szczęśliwe chwile bez przywoływania związanego z nimi bólu.  

–  Chciałam  z  nim  wyjechać,  ale  nie  mogłam.  Moja  matka  miała  wylew.  Musiałam 

zrezygnować  ze  szkoły  i  znaleźć  pracę,  Ŝeby  nas  utrzymać.  Mamę,  siebie  i  moją  młodszą 

siostrę.  

– Och, Pattie, to musiało być okropne. Ile miałaś lat? 

– Osiemnaście.  

–  Wujek  Spence  mówił,  Ŝe  twoja  mama  była  gosposią  Randów.  Dziwi  mnie,  Ŝe  jego 

rodzina pozwoliła mu się z tobą spotykać. – Allie zaczerwieniła się gwałtownie. – Och, Pattie, 

przepraszam. To zabrzmiało tak... nieprzyjemnie. Nie chciałam...  

– Nic nie szkodzi, kochanie. Wiem, co masz na myśli. Twoja mama nauczyła cię oceniać 

ludzi według tego, z jakiej pochodzą rodziny, a nie według tego, kim są oni sami.  

– Wujek Spence mówi, Ŝe mama nie miała racji i on nie wierzy w takie bzdury.  

– W jakie bzdury nie wierzę? – Spence stał w otwartych drzwiach.  

–  Wujku!  –  Allie  zerwała  się  z  miejsca  i  przebiegła  pokój  w  podskokach.  U  jej  stóp, 

dysząc i poszczekując, tańczyła Ebony. – Spójrz na mnie. Prawda, Ŝe ładnie wyglądam? Pattie 

sprawiła, Ŝe jestem piękna! 

– To Bóg sprawił, Ŝe jesteś piękna – powiedziała Pattie, walcząc ze uciskiem w gardle.  

Spence wpatrywał się w nią z uśmiechem. Ubrana była w brązowy tweedowy kostium ze 

spódnicą kończącą się dziesięć centymetrów nad kolanami, ściśniętą w talii pasem ze złotego 

background image

łańcucha.  Pod  spodem  miała  bawełnianą  bluzkę  z  perłowymi  guzikami,  prowokacyjnie 

rozchyloną pod szyją, a z uszu zwisały złoto-perłowe kolczyki w kształcie serduszek.  

Allie uścisnęła psa i stanęła tuŜ przed Spence’em.  

– Jak ci się podobam, wujku? 

Dopiero teraz oderwał wzrok od Pattie i spojrzał na swą córkę. BoŜe, ona naprawdę była 

piękna!  Jak  Pattie  udało  się  tak  zmienić  tę  szarą  myszkę,  którą  przywiózł  z  Corinth  przed 

kilkoma tygodniami? Przepełniły go jednocześnie duma i Ŝal. Pattie stała się dla dziewczynki 

dobrą wróŜką, choć nie miała pojęcia, Ŝe to jej dziecko.  

–  Jesteś  najpiękniejszą  dziewczyną,  jaką  kiedykolwiek  widziałem  –  oznajmił,  widząc 

wyraz niepewności w oczach swej córki. – Niemal tak piękną jak Pattie, gdy ją spotkałem po 

raz pierwszy.  

– Och, wujku Spence, dziękuję. – Allie rzuciła się w jego ramiona i uścisnęła go mocno.  

Przytrzymał  ją  przy  sobie.  To  było  jego  dziecko.  Nie  miał  wcześniej  pojęcia,  Ŝe  moŜna 

czuć taką dumę, szczęście i potrzebę opiekowania się inną istotą. Nie chciał pokochać Allie, 

ale to juŜ się stało. Była częścią jego i Pattie, owocem ich miłości.  

Obejmując ją ramieniem, wyciągnął drugą rękę do Pattie.  

– Czy mogę poprowadzić moje damy do salonu? Pattie podeszła do niego. Objął ją ręką w 

talii i przycisnął do siebie obie swoje kobiety.  

–  Jestem  najszczęśliwszym  człowiekiem  pod  słońcem.  Dwie  niewątpliwe  królowe  balu 

przyjdą tam ze mną.  

– Och, wujku Spence, potrafisz czarować.  

–  Przejrzałaś  go,  Allie  –  zaśmiała  się  Pattie.  –  Spence  zawsze  potrafił  mnie  oczarować 

słowami.  

– Zapamiętam to. – Spence popatrzył na nią ze zmysłowym błyskiem w oczach.  

W  umyśle  Pattie  rozdzwonił  się  alarmowy  brzęczyk,  ale  jej  ciało  nie  chciało  usłuchać 

ostrzeŜenia i mówiło, Ŝe jedna noc ze Spence’em warta jest kaŜdego ryzyka.  

 

Zwycięstwo  było  wspaniałe.  Raiders  z  Marshallton  wygrali  z  Tygrysami  z  Weeden 

dziesięć  do  siedmiu.  Pattie  krzyczała,  aŜ  rozbolało  ją  gardło,  kibicując  druŜynie  swego 

pasierba.  Nawet  obecność  Joan  Stephenson  nie  potrafiła  jej  odebrać  przyjemności  patrzenia 

na  rozgrywki,  które  lubiła  jeszcze  od  czasów  szkoły  średniej.  Joan  od  pierwszej  chwili 

przylgnęła  do  Spence’a.  JuŜ  na  powitanie  wsunęła  rękę  pod  jego  ramię  i  uśmiechnęła  się 

promiennie.  A  Spence,  jak  zawsze  uwodzicielski  i  czarujący,  tolerował  jej  umizgi.  Partie 

miała ochotę zrzucić tę kobietę ze schodów, ale pohamowała się, przypominając sobie, Ŝe nie 

ma Ŝadnych praw do Spencera Randa.  

Spence objął Partie ramieniem i poprowadził ją do sali gimnastycznej liceum, która na ten 

wieczór  stała  się  salą  balową.  Ściany  udekorowano  czarno-złotymi  serpentynami, 

zwisającymi  z  sufitu.  Doniczki  z  paprociami  otaczały  parkiet  taneczny,  gdzie  ustawił  się 

czyhający  na  pary  fotograf.  Przy  ścianie  stały  stoły  zastawione  przekąskami  i  wazami  z 

ponczem owocowym. Miejscowy prezenter radiowy zajmował się obsługą sprzętu. Popularna 

melodia rockowa rozsadzała bębenki w uszach.  

background image

–  Wydaje  mi  się,  Ŝe  gdy  my  chodziliśmy  do  szkoły,  muzyka  nie  była  aŜ  tak  głośna  – 

powiedział Spence, przekrzykując dudnienie basów.  

– Była. Teraz wydaje się głośniejsza, by jesteśmy starsi. – Partie przeprowadziła go przez 

tłum nastolatków w stronę grupy opiekunów, zgromadzonych wokół waz z ponczem.  

–  Widzę,  Ŝe  pani  Newsome  nadal  nadzoruje  stół  z  napojami  i  sprawdza,  czy  nikt  nie 

przyprawił ponczu whisky – uśmiechnął się Spence.  

– Pamiętam, jak omal nie wyrzucono ciebie i Joe’ego Dona ze szkoły w ostatniej klasie. 

Ty poprosiłeś panią Newsome do tańca, a Joe w tym czasie wlał do ponczu butelkę najlepszej 

whisky swojego ojca.  

– Nigdy by nas nie przyłapano, gdyby ten łajza Denton Walters na nas nie naskarŜył. On 

się w tobie kochał, wiesz? – Spence skinął głową, pozdrawiając opiekunów.  

Joan Stephenson, wysoka, szczupła i elegancka, wysunęła się naprzód.  

–  Bardzo  bym  chciała  poznać  twoją  siostrzenicę,  Spencer.  Jest  tu  dzisiaj,  prawda? 

Ogromnie  lubiłam  Valerie  –  mówiła,  przechylając  głowę  na  bok.  Fala  czarnych  włosów 

zawirowała  wokół  jej  twarzy.  Pattie  zacisnęła  zęby  i  uśmiechnęła  się  z  wysiłkiem,  nie 

puszczając ani na chwilę ramienia Spence’a.  

– Och, Allie jest gdzieś tutaj. Obie z Leigh White są umówione z chłopakami.  

Joan przeszyła Pattie ostrym spojrzeniem.  

– Czy ona nie jest trochę za młoda na randki? J.J. mówił mi, Ŝe ma dopiero trzynaście lat.  

–  Prawie  czternaście  –  poprawił  ją  Spence.  –  Wydaje  mi  się,  Ŝe  nic  złego  nie  moŜe 

wyniknąć z randki na szkolnej zabawie w obecności opiekunów.  

– Oczywiście, chyba masz rację. Umieram z niecierpliwości, Ŝeby ją poznać. – Joan niby 

przypadkiem  dotknęła  ramienia  Spencera  i  powiodła  palcami  po  miękkim  rękawie 

kaszmirowej  marynarki.  –  Z  wielką  przyjemnością  pomogłabym  ci  dopilnować,  Ŝeby  córka 

Valerie poznała właściwych ludzi.  

–  To  bardzo  miło  z  twojej  strony  –  odrzekł  Spence,  świadomy  napięcia  Pattie.  Dobrze 

wiedział o niechęci istniejącej między tymi dwiema kobietami.  

– Hej, Pattie – odezwał się J.J., podchodząc do nich od tyłu i kładąc rękę na jej ramieniu. 

– Zatańczysz ze mną? 

Pattie spojrzała na Spence’a.  

– Zatańcz – odrzekł. – Ja poszukam Allie i...  

–  I  przedstawisz  ją  Joan.  –  Pattie  poczuła  wypieki  na  twarzy.  Niech  diabli  porwą  tego 

człowieka! Ilu kobiet potrzebuje jako zastępczych matek dla Allie? MoŜe juŜ teraz zastanawia 

się nad słusznością swego pierwszego wyboru.  MoŜe uświadomił sobie, Ŝe Joan Stephenson 

byłaby lepsza jako matka – kimś o wiele bardziej w typie Valerie Rand Wilson.  

– Pattie... – Spence wyciągnął do niej rękę, ona jednak uchyliła się.  

–  Chodź,  J.J.  –  Pociągnęła  chłopca  na  parkiet.  Wszystkie  dawne,  głęboko  pogrzebane 

kompleksy wróciły do niej ze zdwojoną siłą. Joan zawsze potrafiła sprawić, Ŝe Pattie czuła się 

przy niej jak najgorszy śmieć. Właśnie tacy ludzie nigdy nie pozwalali jej zapomnieć, Ŝe jej 

matka była gosposią, a ona sama pochodziła z biedoty.  

J.J. spoglądał na nią zagadkowo. Odpowiedziała mu sztucznym uśmiechem.  

background image

– Co się dzieje? – zapytał w tańcu.  

–  Nic.  –  Pattie  odrzuciła  głowę  do  tyłu.  Długie  kosmyki  jasnych  włosów  opadły  jej  na 

twarz. – Gdzie twoja dziewczyna? 

– Przyszedłem sam. Pomyślałem, Ŝe trochę się porozglądam. Niech dziewczyny szaleją z 

emocji.  

– Jakie to wielkoduszne z twojej strony – zaśmiała się Pattie.  

– Zła jesteś na Spence’a, co? Flirtował z Joan.  

–  To  nie  moja  sprawa.  Wolno  mu  flirtować,  z  kim  zechce.  Jesteśmy  tylko  przyjaciółmi. 

Nic nas nie wiąŜe.  

–  MoŜe  Joan  jest  bardziej  w  jego  typie.  W  końcu  ona  pochodzi  z  dobrej  rodziny,  a 

podobno wszyscy Randowie zwracali na to uwagę.  

Komentarz  J.J.  trafił  w  sedno.  Pattie  zebrała  całą  siłę  woli,  Ŝeby  się  nie  rozpłakać. 

Rockowa melodia ucichła i rozległy się miękkie rytmy piosenki country. Partie chciała zejść z 

parkietu, ale J.J. pochwycił ją za ramię.  

–  Ja  tylko  Ŝartowałem.  Wiesz  przecieŜ,  Ŝe  gdybyś  naprawdę  chciała  zdobyć  Spencera 

Randa, Joan nie miałaby Ŝadnych szans. Ty jesteś najlepsza.  

– A ty nie jesteś obiektywny. Kochasz mnie jak matkę.  

– To prawda, i wiesz, Ŝe zrobiłbym dla ciebie wszystko.  

– Naprawdę? – Pattie uśmiechnęła się, zastanawiając się, czy wykorzystać sytuację. Choć 

ten wieczór był katastrofą dla niej, mógł okazać się przecieŜ całkiem udany dla Allie.  

– Oj, nie podoba mi się ten wyraz twoich oczu. Co ty knujesz? 

– Poproś Allie do tańca.  

– Co?! 

– Poproś Allie do tańca. Tylko raz.  

J.J. zachmurzył się.  

– Co powiedzą chłopaki, gdy zobaczą, Ŝe tańczę z taką myszą? 

–  Nie  widziałeś  jej  dzisiaj,  prawda?  –  Pattie  przebiegała  salę  wzrokiem,  szukając 

siostrzenicy Spence’a.  

– Nie, a co? 

Allie  stała  w  kącie  obok  wysokiego,  chudego  chłopaka  w  okularach,  który  wyglądał  na 

równie nieszczęśliwego jak ona.  

– Stoi tam w przeciwległym kącie.  

J.J. odwrócił się we wskazanym kierunku.  

– Nie widzę jej.  

– Jest z Darrenem Henleyem.  

J.J. spojrzał jeszcze raz i westchnął głęboko.  

– Rany, to jest Allie Wilson? Co jej się stało? Wygląda... wygląda jak lalka.  

– Udzieliłam jej kilku wskazówek – odparła Pattie z ulgą.  

– Dokonałaś cudu. – J.J. ruszył w stronę Allie, po czym zatrzymał się i szepnął do Pattie: 

– Ale tylko raz. I tylko dlatego, Ŝe ty mnie o to prosiłaś. MoŜe wygląda lepiej, ale na pewno 

jest równie dziwna jak przedtem.  

background image

Muzyka  znów  się  zmieniła  i  teraz  rozległ  się  powolny,  zmysłowy  rytm  melodii  „Tylko 

ty”.  Dla  Pattie  ta  piosenka  niosła  ze  sobą  nie  chciane  wspomnienia.  Tamtej  nocy  w  domku 

Randów,  gdy  po  raz  pierwszy  kochała  się  ze  Spence’em,  tańczyli  właśnie  przy  niej.  Spence 

znalazł stare single wepchnięte pod przenośny gramofon.  

Poczuła dotyk czyjejś dłoni na karku. Nie potrzebowała się odwracać, by wiedzieć, Ŝe to 

Spence.  Ta  stara  piosenka  przyciągnęła  go  do  niej,  bez  wątpienia  budząc  w  nim  te  same 

wspomnienia.  Wsunęła  się  w  jego  ramiona  i  poddała  rytmowi.  Podniosła  głowę  i  ujrzała 

płonące w jego oczach poŜądanie. śadne z nich się nie uśmiechało. Przyciągnął ją blisko do 

siebie. Niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniały. Spencer Rand pragnął jej równie mocno, jak 

ona jego.  

Czas  zatrzymał  się  na  chwilę.  Czternaście  lat  nagle  znikło.  Istnieli  tylko  oni  obydwoje, 

bicie ich serc, dotyk przytulonych do siebie ciał, jego dłoń w jej dłoni.  

Gdy  piosenka  skończyła  się  i  zaczęto  grać  instrumentalną  melodię  rockową,  Spence 

zatrzymał  się,  ale  nie  wypuścił  Pattie  z  objęć.  Usiłowała  się  wysunąć  z  jego  ramion,  ale 

przytrzymał ją mocno.  

– To nie nadaje się do wolnego tańca – powiedziała cicho.  

Spence zakołysał się lekko, nadal obejmując ją ramieniem.  

– MoŜe pójdziemy do samochodu? – szepnął z uśmiechem.  

Pattie nie potrafiła się oprzeć tęsknocie, którą ujrzała w jego wzroku.  

– Nie wydaje ci się, Ŝe jesteśmy za starzy na takie numery? – Połowę nocy  po ostatnim 

szkolnym balu spędzili w jego samochodzie, ukryci za zaparowanymi szybami.  

– W takim razie u ciebie czy u mnie? 

– Co? 

– Jeśli wolisz wygodę, będziemy musieli pójść do domu – wyjaśnił Spence, sprowadzając 

ją z parkietu.  

– Nie zapomniałeś chyba, Ŝe jesteśmy tu w roli opiekunów? Poza tym kaŜde z nas z kimś 

mieszka.  

– Rodzicielstwo ma swoje wady, prawda? 

– Cześć – powiedziała Allie, podchodząc do nich z rozjaśnioną twarzą.  

– Dobrze się bawisz? – zapytał Spence.  

– Tak. W kaŜdym razie przez jakiś czas bawiłam się świetnie. – Allie zerknęła na parkiet, 

gdzie  J.J.  wirował  w  rytm  muzyki  w  towarzystwie  rudej  dziewczyny  o  zaokrąglonych 

kształtach.  

Pattie świetnie rozumiała uczucia dziewczynki. Szczęście było rzeczą tak ulotną i kruchą. 

Dla nich obydwu bramy raju uchyliły się na chwilę, po czym szybko zatrzasnęły.  

–  Zatańczysz  z  wujkiem?  –  zapytał  Spence.  Uścisnął  Pattie,  po  czym  podał  rękę 

siostrzenicy.  

–  Pewnie,  Ŝe  tak.  Nie  mam  zamiaru  czekać,  aŜ  Darren  się  ruszy.  On  nie  umie  tańczyć. 

Bogu dzięki, Ŝe Pattie dała mi kilka lekcji, bo inaczej ja teŜ byłabym w takiej sytuacji.  

Pattie  patrzyła  na  Spencera  i  Allie.  Byli  tak  uderzająco  do  siebie  podobni,  Ŝe  ktoś  nie 

zorientowany mógłby ich wziąć za ojca i córkę.  

background image

–  Śliczne  dziecko,  prawda?  – zapytała  Joan,  podchodząc  do  niej.  Było  juŜ  za  późno,  by 

uniknąć spotkania.  

– Tak, Allie jest urocza – przyznała Pattie.  

– Podobna do Randów, a zwłaszcza do Spencera.  

–  Bardzo  przepraszam...  –  Pattie  nie  miała  ochoty  kontynuować  rozmowy  i  spróbowała 

się wycofać, ale Joan pochwyciła ją za ramię.  

–  Wiesz  chyba,  Ŝe  tracisz  czas,  jeśli  uwaŜasz,  Ŝe  Spencer  się  z  tobą  oŜeni.  JuŜ  raz  cię 

zostawił, gdy dostał, czego chciał. Teraz zrobi to samo.  

– Nie wiesz, o czym mówisz – odrzekła Pattie przez zaciśnięte zęby.  

–  Potrzebna  mu  jest  odpowiednia  matka  dla  córki  Valerie.  Pattie  spojrzała  na  nią 

gniewnym wzrokiem.  

–  Wszyscy  w  Marshallton  wiedzą,  Ŝe  kiedyś  kochałaś  się  w  Spencerze,  a  on  nie  miał 

ochoty się z tobą spotykać. Kochał i pragnął mnie.  

Joan roześmiała się głośno.  

– Och, na pewno cię pragnął, ale nie na tyle, by się z tobą oŜenić i dać nazwisko twojemu 

bękartowi!  Jesteś  nikim,  po  prostu  zwykłym  śmieciem,  który  uwiódł  mojego  kuzyna  Freda, 

podobnie jak wielu innych męŜczyzn. Jesteś tylko małą...  

– Co tu się dzieje? – zapytał J.J., stając między dwiema kobietami.  

Pattie zwinęła dłonie w pięści, powstrzymując pragnienie, by uderzyć Joan w twarz.  

– Nic takiego. Tylko mała róŜnica zdań.  

–  Posłuchaj,  Joan,  mówiłem  ci  tysiąc  razy,  Ŝe  Pattie  teraz  jest  moją  mamą  i  nie  chcę, 

Ŝ

ebyś  się  wtrącała  do  naszego  Ŝycia.  Mój  ojciec  wiedział,  co  robi.  Zdawał  sobie  sprawę,  Ŝe 

Pattie będzie dla mnie dobra.  

–  Twój  ojciec  stracił  rozum!  –  wybuchnęła  Joan.  –  Ale  Pattie  i  ja  nie  rozmawiałyśmy  o 

opiece nad tobą.  

– A o czym? – zapytał J.J.  

Pattie zauwaŜyła kątem oka, Ŝe Spence i Allie zmierzają w ich stronę.  

– O niczym, J.J. Daj spokój, dobrze? 

–  Mówiłam  właśnie  Pattie,  jak  się  cieszę,  Ŝe  Spence  i  jego  siostrzenica  przyjęli  moje 

zaproszenie na kolację – uśmiechnęła się Joan z triumfem.  

Pattie poczuła szum w uszach. Jej twarz pobladła, a rysy stęŜały.  

Spence niepewnie spoglądał to na nią, to na Joan.  

– MoŜe znowu zatańczysz z Allie? – powiedział do J.J. i wyciągnął rękę w stronę Pattie. – 

A ty? Obiecuję, Ŝe nie będę ci deptał po palcach.  

Pattie  patrzyła  na  niego,  jakby  mówił  do  niej  w  obcym  języku.  CzyŜby  był  do  tego 

stopnia  niewraŜliwy,  Ŝe  nie  zdawał  sobie  sprawy,  jak  ją  dotknie  jego  przyjaźń  z  Joan?  Ta 

kobieta była jej wrogiem, groziła sądem i odebraniem opieki nad J.J. Fakt, Ŝe Spence przyjął 

zaproszenie na kolację, był dla Pattie policzkiem.  

– Jestem zmęczony po tym meczu – oznajmił J.J. – Pattie i ja idziemy do domu.  

– Chcecie wyjść tak wcześnie? – zdziwił się Spence.  

–  Jeszcze  nawet  nie  minęła  północ.  –  Gdy  Pattie  nawet  na  niego  nie  spojrzała,  objął  ją 

background image

ramieniem. – No cóŜ, jeśli naprawdę chcesz juŜ iść, to cię odwiozę.  

Odsunęła się od niego, obawiając się, Ŝe wybuchnie płaczem, jeśli Spence jej dotknie. Nie 

miała najmniejszej ochoty tak się upokarzać.  

– Nie odwieziesz nas – powiedział J.J.  

– Co się właściwie dzieje? – Spence spojrzał na nich niepewnie.  

–  Zostaw  Partie  w  spokoju  –  oznajmił J.J.  zimno.  –  Ona  ciebie  nie  potrzebuje.  Świetnie 

sobie radziliśmy, dopóki się nie pojawiłeś w Marshallton.  

Pociągnął Partie w stronę wyjścia. Spence postąpił o krok do przodu.  

– Partie, zaczekaj. Czy ktoś mi wreszcie powie, o co tu chodzi? 

–  Ona  nic  ci  nie  musi  tłumaczyć  –  zawołał  J.J.,  ciągnąc  macochę  za  sobą.  –  Chodź, 

wynośmy się stąd.  

–  Partie!  –  wykrzyknął  Spence,  ale  ona  nie  zareagowała.  Kilku  opiekunów  spojrzało  na 

niego z zainteresowaniem.  

– Partie, czy ty się na mnie o coś gniewasz? – zapytała Allie, podchodząc do niej bliŜej. – 

Czy zrobiłam coś złego? 

–  Nie,  oczywiście,  Ŝe  nie  –  zaprzeczyła  Partie  i  spojrzała  na  Spence’a.  –  Dbaj  o  nią  i... 

pozwól jej przychodzić do mnie w odwiedziny zawsze, gdy będzie miała ochotę.  

– Pattie, musimy porozmawiać – nalegał Spence.  

–  Nie  –  odrzekła  twardo,  zmuszając  się  do  uśmiechu.  Miała  nadzieję,  Ŝe  uda  jej  się 

utrzymać panowanie nad sobą, dopóki stąd nie wyjdzie. Spence nie naleŜał do niej i nie miała 

zamiaru urządzać tu popisu zaborczości. Jeśli uwaŜał, Ŝe Joan będzie lepszą matką dla Allie 

niŜ ona, nie miała nic przeciwko temu. Cieszyła się tylko, Ŝe poznała prawdę, zanim zdąŜyła 

się jeszcze bardziej przywiązać do dziewczynki. – Na razie, Spence.  

Gdy  wyszli  na  zewnątrz,  J.J.  otoczył  ją  ramieniem.  DrŜała  na  całym  ciele,  wdychając 

wielkie hausty chłodnego, świeŜego powietrza.  

– Pattie? – J.J. objął ją mocniej.  

–  Wszystko  w  porządku  –  odrzekła  z  trudem.  Głupia  była  myśląc,  Ŝe  ma  jeszcze  jedną 

szansę i Ŝe Bóg wybrał ją na zastępczą matkę Allie. Spence nadal jej pragnął, ale nie kochał. 

Uczucie,  które  kiedyś  ich  łączyło,  zginęło  przed  czternastu  laty.  Sądziła,  Ŝe  pogrzebała  je 

wraz ze swym dzieckiem. Ale to nie była prawda. Nadal kochała Spence’a równie mocno, jak 

wtedy.  

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 

Nigdy nie zrozumie kobiet, a szczególnie pewnej ponętnej blondynki. Na balu w zeszłym 

tygodniu przez chwilę miał wraŜenie, Ŝe udało im się na nowo odnaleźć specyficzną bliskość, 

jaka  kiedyś  istniała  między  nimi.  Przez  cały  czas,  odkąd  wrócił  do  Marshallton,  próbował 

przygotować Pattie do tego, co usłyszy o ich dziecku. Wszystko szło dobrze aŜ do chwili, gdy 

popełnił błąd taktyczny. Przyjął zaproszenie na kolację od Joan Stephenson, a Pattie nie dała 

mu nawet szansy, by mógł wyjaśnić, dlaczego to zrobił.  

Tamtego  piątkowego  wieczoru,  gdy  Pattie  i  J.J.  wypadli  z  sali  gimnastycznej  jak  burza, 

Spence poczuł się ogłuszony. Dopiero następnego dnia, gdy udało mu się z nią porozmawiać, 

dowiedział się, o co jej chodziło. Usiłował wytłumaczyć, Ŝe przyjął to zaproszenie w nadziei, 

iŜ uda mu się przekonać Joan, by porzuciła myśl o kierowaniu do sądu sprawy o opiekę nad 

J.J.,  ale  Pattie  mu  nie  uwierzyła.  Zapomniał  juŜ,  jak  bardzo  brakowało  jej  pewności  siebie, 

gdy chodziło o jej społeczną pozycję w Marshallton.  

Ale jak to moŜliwe, by  Pattie choć przez chwilę mogła uznać Joan Stephenson za swoją 

rywalkę? Joan za bardzo przypominała mu siostrę i babkę, Ŝeby w ogóle zwrócił na nią uwagę 

jako na kobietę. Pomyślał, Ŝe jakoś musi dojść z tym wszystkim do ładu; powinien wreszcie 

powiedzieć Pattie prawdę o Allie.  

Włączył  się  budzik  i  radio  podało  prognozę  pogody.  Piąta  trzydzieści.  Okropna  godzina 

do wstawania. Pamiętał wiele nocy, gdy o tej porze dopiero wracał do domu. Wyciągnął rękę 

i wyłączył radio, po czym odrzucił koc, przeciągnął się i wstał, zupełnie nagi. WłoŜył dŜinsy i 

ruszył korytarzem w stronę pokoju Allie. Musiał ją obudzić. Uczestnicy wycieczki na wyspę 

Mud w Memphis zbierali się przed kościołem o wpół do siódmej.  

Drzwi  były  uchylone.  Zapukał  lekko  i  wszedł.  Patrzył  na  swą  córkę  oświetloną  smugą 

ś

wiatła  padającego  z  korytarza  i  zastanawiał  się,  dlaczego,  ilekroć  na  nią  spogląda,  serce 

zaczyna  bić  mu  szybciej.  Nigdy  nie  sądził,  Ŝe  drugi  człowiek  moŜe  w  nim  wzbudzić  takie 

uczucia. Była tak słodka i niewinna, przede wszystkim zaś bardzo potrzebowała ochrony. Nie 

mógł  jej  zawieść.  Musiał  jak  najszybciej  dogadać  się  z  Pattie  i  sprawić,  by  Allie  odzyskała 

matkę.  

 

Parę kilometrów dalej, po drugiej stronie miasta, Pattie nalała soku pomarańczowego do 

dwóch szklanek i postawiła je na stole kuchennym, po czym sięgnęła po kubek z kawą. Nic 

nie smakowało tak wspaniale jak pierwszy łyk porannej kawy. Z opiekacza wyskoczyły dwie 

brązowe grzanki. Zgarnęła je na zielony gliniany talerz.  

– J.J., pośpiesz się, bo śniadanie ci wystygnie.  

Otworzyła  puszkę  jedzenia  dla  psów  i  wygarnęła  je  do  miski  Ebony.  Spaniel  zajął  się 

kawałkami kurczaka, szorując długimi uszami po dnie miski.  

Pattie  usiadła  i  jednym  haustem  wypiła  sok.  Ciekawa  była,  czy  zobaczy  Spence’a  na 

przystanku. Nie miała ochoty się z nim spotykać. Przez cały ostatni tydzień robiła, co mogła, 

by go do siebie zniechęcić. Nie widziała go od trzech dni. Jeśli J.J. pośpieszy się, moŜe zdąŜy 

background image

odwieźć go pod kościół i odjechać, zanim Spence się tam pojawi.  

Oczywiście istniała moŜliwość, Ŝe to on miał rację, a ona się myliła. MoŜe rzeczywiście 

jej zachowanie na balu było przesadnie gwałtowne. Kto wie, moŜe naprawdę Spence chciał ją 

ochronić  przed  kuzynką  Freda.  Ale  głównym  problemem  były  jej  kompleksy.  Jej  ojciec  był 

mechanikiem samochodowym, a matka gosposią. Dorastała w niewielkim domku z kamienia 

w  starej,  zniszczonej  dzielnicy  Marshallton,  nosiła  tanie,  niemodne  ubrania  i  Ŝadna  ze 

szkolnych koleŜanek nie pozwoliła jej o tym zapomnieć.  

– Podaj mi syrop – poprosił J.J., siadając przy stole. Pattie przysunęła mu butelkę.  

– MoŜe zaopiekowałbyś się Allie podczas tej wycieczki? 

J.J. obficie polał gofry syropem i podzielił je widelcem na małe kawałki.  

– Dlaczego tak się starasz matkować tej dziewczynie? 

–  Nie  mów  tak,  J.J.  –  odrzekła  Pattie,  ściskając  obydwiema  dłońmi  kubek  z  kawą.  – 

Myślałam, Ŝe juŜ sobie to wyjaśniliśmy  raz na zawsze. Mój stosunek do Allie w niczym nie 

umniejsza tego, co do ciebie czuję.  

–  Wiem  –  odrzekł  J.J.  z  pełnymi  ustami.  –  Wyraźnie  dałaś  mi  do  zrozumienia,  Ŝe 

zachowuję się jak kretyn, ale jej wujek...  

–  To,  co  się  dzieje  między  Spence’em  a  mną,  nie  ma  Ŝadnego  wpływu  na  moje  uczucia 

wobec Allie. To miła dziewczynka, która wiele w Ŝyciu przeszła. Potrzebuje przyjaciół. Mogę 

jej dać tylko swoją przyjaźń, boja i Spence nie mamy przed sobą Ŝadnej przyszłości.  

– Cieszę się, Ŝe zmądrzałaś.  

Pattie spojrzała na swego pasierba, sącząc ciepłą, słodką kawę.  

– Allie lubi cię i potrzebuje takŜe twojej przyjaźni.  

–  Dobra,  mogę  przypilnować,  Ŝeby  nic  jej  się  nie  stało,  ale  tylko  tyle.  Nie  chcę,  Ŝeby 

wszyscy  zaczęli  ją  uwaŜać  za  moją  dziewczynę  albo  coś  w  tym  rodzaju  –  odrzekł  J.  J. 

nalewając sobie drugą szklankę soku.  

–  To  wystarczy.  Ona  i  tak  jest  dla  ciebie  za  młoda.  Dopiero  po  Nowym  Roku  skończy 

czternaście lat.  

– Za młoda i za dziwna. Wiesz, Ŝe ona czyta wiersze? A skąd właściwie wiesz, kiedy ma 

urodziny? Mówiła ci? – zdziwił się JJ.  

–  Poniekąd  –  mruknęła  Pattie,  usiłując  nie  myśleć  o  tym,  Ŝe  dziecko  jej  i  Spence’a 

urodziło się tego samego dnia – czwartego stycznia.  

J.J. odniósł brudne naczynia do zlewu.  

–  Baw  się  dobrze  wieczorem.  Trener  Evans  to  świetny  facet.  Myślę,  Ŝe  byłby  niezłym 

ojczymem.  

–  Nie  rób  sobie  zbyt  wielkich  nadziei  –  westchnęła  Pattie.  JuŜ  od  wielu  miesięcy 

odrzucała  zaproszenia  Gila  Evansa  i  teraz  przyznawała  w  duchu,  Ŝe  zgodziła  się  z  nim 

umówić wyłącznie dlatego, iŜ miała ochotę odegrać się na Spencerze za kolację z Joan. Było 

to dziecinne zachowanie i miała nadzieję, Ŝe nie będzie musiała później go Ŝałować.  

 

O  szóstej  trzydzieści  rano  autobus  wyjechał  z  parkingu  przed  kościołem  na  drogę 

prowadzącą  do  Memphis.  Gromada  zaspanych  rodziców  pomachała  swym  pociechom,  po 

background image

czym wsiadła do samochodów i rozjechała się do domów. Gdy Pattie otwierała drzwi swego 

sześcioletniego auta, Spence podszedł do niej i połoŜył rękę na jej ramieniu. Odwróciła się i 

spojrzała na niego gniewnie.  

– Czy moŜemy porozmawiać? – zapytał.  

– O czym chcesz rozmawiać, Spence? Myślę, Ŝe wyjaśniliśmy sobie juŜ wszystko.  

Spróbowała się odsunąć, ale Spence pochwycił ją za rękę.  

–  Kiedyś  byliśmy  przyjaciółmi  i  kochankami.  Myślałem,  Ŝe  znów  moŜe  tak  być.  Co  się 

stało? 

–  Joan  Stephenson  umiera  z  pragnienia,  by  zostać  twoją  przyjaciółką  i  kochanką  – 

odrzekła Partie, nie patrząc na niego. – Po co tracisz czas na mnie? JuŜ mnie kiedyś zdobyłeś.  

Spence rozluźnił uchwyt.  

–  Do  diabła,  Pattie,  wiesz  przecieŜ,  Ŝe  Joan  nie  ma  z  nami  nic  wspólnego.  UŜywasz  jej 

jako pretekstu, Ŝeby się ode mnie odsunąć. Boisz się przyznać, Ŝe nadal ci na mnie zaleŜy.  

Pattie rozejrzała się po parkingu i odetchnęła z ulgą, widząc, Ŝe są sami.  

Obawiam się, Ŝe masz rację. Boję się tego, Ŝe znowu moŜesz mnie zranić.  

Spence w duchu musiał przyznać jej rację.  

– To nie Joan jest właściwym wzorem kobiety dla mojej siostrzenicy, tylko ty. Mniejsza o 

twoje uczucia wobec mnie. Nie odtrącaj Allie. Ona cię potrzebuje.  

Pattie ze wszystkich sił usiłowała powstrzymać łzy i nie stracić kontroli nad sobą.  

– Nie mam takiego zamiaru. JuŜ jej powiedziałam, Ŝe zawsze, kiedy będzie chciała, moŜe 

do mnie przyjść.  

– Dziękuję, Pattie. Nie masz pojęcia, jak bardzo jestem ci za to wdzięczny. – Spence wbił 

wzrok w chodnik pod stopami. Allie to wyjątkowa dziewczynka i bardzo potrzebuje matki.  

– Nie mogę być jej matką, ale mogę ofiarować jej przyjaźń.  

– Pattie...  

– Muszę juŜ iść. – Wsiadła do samochodu i zatrzasnęła drzwiczki.  

Spence nieruchomo stał obok. Widziała przez okno, Ŝe jej pomachał i odsunął się o krok. 

Szybko zmieniła bieg i wyjechała z parkingu.  

Spencer jeszcze przez dłuŜszą chwilę nie ruszał się, patrząc w ślad za nią, po czym wsiadł 

do swojego porsche^ i wrócił do domu w Clairmont.  

 

Wiedział, Ŝe zasłuŜył sobie na ten nieudany wieczór; sam się tego domagał, zapraszając 

Joan Stephenson na kolację. Podczas wizyty u niej w domu w poprzedni czwartek próbował 

skierować  rozmowę  na  temat  opieki  nad  J.J.,  ale  Joan  zignorowała  jego  usiłowania.  Tym 

razem to on ją zaprosił, ona zaś skorzystała z okazji, by przyczepić Pattie jeszcze kilka łatek. 

Nie wahała się nawet, by mu opowiedzieć o jej ciąŜy. Spence hamował się z całych sił. by nie 

wybuchnąć i nie wykrzyczeć, Ŝe to dziecko było jego, a poza tym Ŝyje i ma się dobrze.  

Kolacja w najdroŜszej restauracji w mieście dobiegła wreszcie końca. Spence postanowił 

odwieźć  Joan  do  domu  i  pogodzić  się  z  poraŜką.  W  nadziei  Ŝe  złagodzi  jej  niechęć, 

zasugerował,  Ŝeby  wpadli  napić  się  piwa  i  potańczyć  trochę  w  „Błędnym  Rycerzu”.  Był 

absolutnie przekonany, Ŝe Joan z oburzeniem odrzuci propozycję wstąpienia do przydroŜnego 

background image

zajazdu.  Nawet  nie  przyszło  mu  do  głowy,  Ŝe  jego  towarzyszka  przyjmie  zaproszenie,  a 

jednak to zrobiła.  

Wprowadził  ją  do  zadymionego,  mrocznego  pomieszczenia,  stylizowanego  na  stodołę. 

Podłoga posypana była trocinami, a parkiet do tańca zrobiony był z nie heblowanych desek. 

Po  kątach  poniewierały  się  bele  siana,  na  których  gdzieniegdzie  ktoś  spał.  Wiejska  kapela 

głośno grała rzewną piosenkę. Mniej więcej tuzin par wirowało w tańcu.  

–  Nigdy  jeszcze  nie  byłam  w  takim  miejscu  –  przyznała  Joan,  uczepiona  kurczowo 

ramienia Spence’a.  

– Mogę cię zawieźć do domu – odrzekł z nadzieją, Ŝe wreszcie pozbędzie się tej snobki.  

– AleŜ skąd. Skoro ty lubisz takie lokale, to ja teŜ... no, nie widzę nic złego w tym, Ŝeby 

przynajmniej spróbować. Choć raz. – Joan pociągnęła nosem, krzywiąc się na zapach brudu, 

piwa i ludzkiego potu.  

Spence  poprowadził  ją  do  jednego  z  wolnych  stolików,  na  prawo  od  parkietu.  Kilku 

samotnych  męŜczyzn  spojrzało  na  nią  poŜądliwie.  Gdy  usiadła,  Spence  przyjrzał  się  jej 

uwaŜnie.  Wysoka,  szczupła  i  elegancka,  bez  wątpienia  była  atrakcyjną  kobietą.  Wyglądała 

jednak  zupełnie  jak  ktoś  z  innej  planety  w  „Błędnym  Rycerzu”.  Większość  kobiet  nosiła  tu 

swobodne  stroje,  Joan  natomiast  ubrana  była  w  klasyczną  czarną  jedwabną  sukienkę 

ozdobioną kolią z pereł.  

Gdy  wreszcie  pojawiła  się  kelnerka,  Spence  zamówił  dwa  piwa.  Wątpił,  czy  Joan  juŜ 

kiedyś w Ŝyciu próbowała tego napoju i miał nadzieję, Ŝe nie będzie jej smakował. Próbował 

podtrzymywać rozmowę, ale w chwili gdy parkiet opustoszał, urwał nagle w pół słowa.  

Ze  środka  sali  nadchodziła  Pattie  z  ręką  opartą  na  ramieniu  Gila  Evansa.  Szli  w  stronę 

najbliŜszego wolnego stolika. Co ona tu, do diabła, robi z tym umięśnionym bezmózgowcem? 

Spence’owi  nie  podobała  się  myśl,  Ŝe  Pattie  umawia  się  z  innym  męŜczyzną.  W  ciągu 

ostatnich kilku tygodni bardzo się do siebie zbliŜyli i rano, na parkingu, Spencer był pewny, 

Ŝ

e  Pattie  wyjechała  ze  złamanym  sercem.  Teraz  poczuł  się  jak  głupiec.  Zazwyczaj  dobrze 

sobie  radził  z  kobietami.  Wiedział,  jakich  słów  uŜyć.  by  spełniły  wszystkie  jego  Ŝyczenia. 

Sądził, iŜ uda mu się wykorzystać fakt, Ŝe Joan jest w nim zadurzona, i zdobyć wdzięczność 

Pattie. Tymczasem wpadł we własne sidła. Nie udało mu się niczego uzyskać od Joan, Pattie 

zaś bawiła się świetnie z innym męŜczyzną i najwyraźniej zupełnie juŜ o nim zapomniała.  

–  Widzę,  Ŝe  Pattie  odzyskała  formę  –  powiedziała  Joan  z  przekąsem.  Zanim  uwiodła 

biednego Freda, prawie cały czas spędzała w miejscach takich jak to. z męŜczyznami w typie 

Gila Evansa.  

– Naprawdę? – Spence szybko zerknął na Joan. po czym znów skupił uwagę na sąsiednim 

stoliku.  

– Miałeś więcej szczęścia niŜ mój kuzyn Fred – ciągnęła Joan, kładąc rękę na jego dłoni. 

– Przejrzałeś ją juŜ wiele lat temu i wyjechałeś, zanim zdąŜyła ci wmówić, Ŝe jej dziecko jest 

twoje.  

Spence wyrwał rękę, wziął głęboki oddech i zwrócił się twarzą do Joan.  

– A dlaczego myślisz, Ŝe nie było moje? Joan zarumieniła się, spuszczając wzrok.  

– Bo Pattie Cornell zawsze była dziwką.  

background image

– Coś takiego mógłby powiedzieć mój ojciec – odrzekł Spence.  

– Senator miał rację.  

Kelnerka postawiła przed nimi dwa zroszone kufle pełne piwa. Spence poczuł ulgę, Ŝe ma 

pretekst do przerwania tej rozmowy. To nie było odpowiednie miejsce ani czas, by prostować 

poglądy Joan.  

Muzycy  zaczęli  grać  i  pary  znów  ruszyły  na  parkiet.  Spence  poczuł  ucisk  w  Ŝołądku  na 

widok Gila, który podał rękę Pattie. Wstała powoli i poszła za nim z uśmiechem na twarzy.  

–  Zatańczmy  –  powiedział  Spence  i  niemal  siłą  poderwał  Joan  z  miejsca.  Pisnęła 

przenikliwie.  

– Mój BoŜe, aleŜ ci się śpieszy.  

Gdy  juŜ  znaleźli  się  na  parkiecie,  Spence  przyciągnął  Joan  do  siebie.  Jej  szczupłe  ciało 

wydawało mu się nazbyt kościste w porównaniu z zaokrąglonymi kształtami Pattie. Ale Pattie 

właśnie w tej chwili tuliła się do innego męŜczyzny. Spence poczuł do niego nienawiść.  

Osunął dłoń na biodro Joan i pochwycił je mocno. Szarpnęła się gwałtownie, nadeptując 

mu na palce.  

– Spencer, nie zachowuj się tak wulgarnie! 

–  Przepraszam  –  odrzekły  wpatrując  się  w  Gila,  który  władczo  opierał  dłoń  na  biodrach 

Pattie.  

–  Nie  musisz  tego  robić  tylko  dlatego,  Ŝe  te  dzikusy  obok  nas  zachowują  się  jak 

zwierzęta. – Joan wyprostowała się, spoglądając na Pattie pochmurnie. – Popatrz tylko, jak ta 

kobieta się zachowuje. To wstyd.  

– Mhm. – Nawet bez zachęty Joan Spence patrzył przez cały czas na tańczącą w pobliŜu 

parę. Pattie jeszcze nigdy nie wydawała mu się tak pociągająca.  

Gdy melodia skończyła się, Gil pochylił się nad Pattie i wyszeptał jej do ucha: 

– Jeszcze jeden taniec, dobrze? A potem zamówimy coś do picia.  

Pattie z westchnieniem uśmiechnęła się do niego, w duchu dziękując Bogu za to, Ŝe Gil 

Evans jest swobodnym, miłym męŜczyzną, który nie oczekuje od niej niczego więcej, niŜ ona 

sama była skłonna mu dać.  

Rozległy  się  dźwięki  spokojnego,  instrumentalnego  przeboju.  Gil  zamknął  Pattie  w 

ramionach. Zerknęła na tańczące obok pary i zamarła. O metr od niej znajdował się Spence, 

trzymając w objęciach Joan Stephenson.  

– Co się stało? – zapytał Gil.  

Nie  była  w  stanie  odezwać  się  ani  poruszyć.  W  jej  sercu  szalała  dzika  zazdrość.  Co 

Spence tu robi z tą kobietą? CzyŜby to. co jej powiedział, było nieprawdą? A jeśli było tak, 

jak mówił, to dlaczego dzisiaj przyprowadził Joan do „Błędnego Rycerza”? 

– Wolisz usiąść? – zapytał Gil łagodnie.  

Pattie potrząsnęła głową, nie odrywając wzroku od tańczącej obok pary.  

– Nie... nie. Przepraszam, Gil.  

–  W  takim  razie  zacznijmy  tańczyć,  chyba  Ŝe  chcesz,  by  Rand  zauwaŜył,  jaka  jesteś 

zdenerwowana. – Gil mocniej przytulił Pattie.  

Pozwoliła  mu  odciągnąć  się  o  kilka  metrów  dalej.  Wdzięczna  była  Gilowi  za 

background image

zrozumienie. Powoli przesuwali się po parkiecie. Przy kaŜdym obrocie Pattie znów obrzucała 

Spencera  wzrokiem.  Wyglądał  niezwykle  atrakcyjnie.  Ubrany  był  w  czarne  dŜinsy  i 

oliwkowy  wełniany  blezer,  pod  którym  miał  czarną  koszulę.  Długie  włosy  związał  gumką. 

Uosobienie swobody i elegancji. Buntownik, niespokojny duch. ale tak przystojny, Ŝe mógłby 

być modelem.  

Usiłowała  oderwać  od  niego  wzrok.  Właściwie  nie  miała  do  niego  Ŝadnych  praw.  Przez 

cały  czas  podejrzewała,  iŜ  usiłował  odnowić  ich  przyjaźń  przede  wszystkim  ze  względu  na 

swą siostrzenicę. Teraz zaś znalazł kobietę, która bardziej nadawała się na matkę dla Allie.  

Ich  spojrzenia  spotkały  się.  ZadrŜała,  czując  siłę  własnej  reakcji.  Wzrok  Spence’a 

przepalał ją na wylot i czuła, Ŝe on przeŜywa to samo.  

Zmusiła się, by przerwać ten kontakt wzrokowy i szepnęła do Gila: 

– Chodźmy się czegoś napić.  

Sprowadził ją z parkietu. Szła za nim, nie oglądając się za siebie.  

Spence dokończył taniec z Joan i odprowadził ją do stolika. Wypił do dna swoje piwo  i 

zamówił następną kolejkę. Przez następne pół godziny Joan rozpaczliwie próbowała wciągnąć 

go w rozmowę na temat jego rodziny. Mówiła o Allie i Peytonie, nawet o Valerie, senatorze i 

jego babce. Spence jednak był w stanie odpowiadać tylko „tak” albo „nie” i od czasu do czasu 

kiwać głową. Nie spuszczał wzroku z Pattie i zauwaŜył, Ŝe ona takŜe co chwila zerka w jego 

stronę.  

Gdy  Gil  znów  poprowadził  ją  na  parkiet,  Spence  z  trudem  pohamował  się,  by  nie 

pociągnąć Joan w ślad za nimi. Siedział jednak i patrzył. Zacisnął dłonie w pięści i oparł je na 

kolanach,  uświadamiając  sobie  niejasno,  Ŝe  Joan  nadal  coś  mówi.  Serce  biło  mu  coraz 

szybciej,  a  na  czole  pojawił  się  pot.  Patrzył  na  Pattie,  ubraną  w  błękitne  dŜinsy  i  koralową 

bawełnianą  bluzkę.  Ubranie  przylegało  do  jej  zaokrąglonych  kształtów  jak  druga  skóra. 

Prawie nie zauwaŜył tego, Ŝe Joan zapytała kelnerkę o drogę do toalety i znikła.  

Wokalista  zapowiedział  następną  piosenkę.  Spence  patrzył,  jak  Pattie  upaja  się  w  tańcu 

muzyką,  poruszając  się  coraz  bardziej  zmysłowo  i  podniecająco.  Gil  odsunął  się  od  niej  o 

krok  i  rozpoczęli  solowe  popisy.  Pary  zatrzymały  się  i  wszyscy  patrzyli  na  jego  partnerkę, 

która tańczyła wspaniale.  

Krąg  światła  przesunął  się  po  tańczących  i  zatrzymał  na  Pattie.  Odwróciła  się  od  Gila  i 

wyciągnęła  ramiona  w  kuszącym  zaproszeniu.  Spence  nie  miał  wątpliwości,  do  kogo  to 

zaproszenie jest skierowane. Patrzyła prosto na niego. Wstał i jak w transie wyszedł na środek 

sali. Gdy znalazł się o krok od niej, zatrzymał się nagle.  

Melodia  skończyła  się,  ale  nikt  z  obserwujących  nawet  nie  drgnął.  Na  ustach  Pattie 

pojawił  się  uśmiech.  Muzycy  zaczęli  grać  następną  melodię.  Spence  wziął  swoją  kobietę  w 

ramiona. Przylgnęła do niego i ich ciała zetknęły się. Spence poczuł, Ŝe jest zgubiony. Od tej 

chwili nic juŜ nie miało znaczenia oprócz Pattie. I znów, jak wiele lat temu, ona stała się dla 

niego najwaŜniejsza. Nie potrafił wyobrazić sobie Ŝycia bez niej.  

Pattie poczuła ucisk w gardle. Nie była w stanie  nic powiedzieć. Przywarła do Spence’a 

ze wszystkich sił.  

– Pattie, Pattie. Wiesz, jak cię pragnę – szeptał  Spencer, przytulając twarz do jej szyi. – 

background image

Przestańmy udawać, Ŝe jesteśmy w stanie kontrolować swoje uczucia.  

– Skończy się na tym, Ŝe znów będziemy cierpieć – odszepnęła, przesuwając palcami po 

jego włosach.  

– Nie mogę cierpieć bardziej niŜ w tej chwili.  

–  Och,  Spence,  co  my  mamy  zrobić?  –  zapytała  Pattie  bezradnie.  Pragnęła  go  do 

szaleństwa i choć wiedziała, Ŝe nie moŜe liczyć na Ŝadną obietnicę wspólnej przyszłości, nie 

potrafiła się oprzeć pokusie spędzenia jednej nocy z ukochanym męŜczyzną.  

–  Wyjdźmy  stąd,  zanim  zupełnie  stracimy  głowy.  –  Spencer  otoczył  ją  ramieniem  i 

wyprowadził z parkietu.  Obróciła się z wahaniem. Gil Evans uśmiechnął  się do niej i skinął 

głową. Joan Stephenson patrzyła na tę scenę z otwartymi ze zdumienia ustami.  

Na  zewnątrz  wciągnęli  w  płuca  nocne  powietrze,  chłodne  i  wilgotne.  Z  ciemnego  nieba 

padała  drobna  mŜawka.  Objęci,  pobiegli  w  stronę  porsche’a.  Gdy  juŜ  znaleźli  się  w  środku, 

Spence  pochwycił  Pattie  w  ramiona.  Ich  usta  spotkały  się  w  gwałtownym,  pełnym 

namiętności pocałunku. Nie zawracając sobie głowy rozpinaniem rzędu drobnych guziczków 

przy  bluzce  Pattie,  Spence  wyszarpnął  ją  z  dŜinsów  i  wsunął  ręce  pod  spód.  Nakrył  dłońmi 

pełne piersi i oderwał usta od jej warg.  

– Nie moŜemy się tutaj kochać, skarbie, ale nie potrafię juŜ dłuŜej czekać.  

–  U  mnie  w  domu.  –  Pocałowała  go  szybko  i  wsunęła  się  na  drugi  fotel.  Gdy  Spence 

znów  wyciągnął  ramiona  w  jej  stronę,  Ŝartobliwie  uderzyła  go  po  dłoni.  –  Mamy  całą  noc. 

Czekaliśmy czternaście lat, moŜemy poczekać jeszcze kilka minut.  

Spence  zapalił  silnik  i  wyjechał  z  parkingu.  Dopiero  w  tej  chwili  uświadomił  sobie,  Ŝe 

przez wszystkie te lata, gdy jeździł po świecie i przeŜywał najrozmaitsze przygody, sypiając z 

wieloma  kobietami,  nie  przestawał  czekać  na  chwilę,  gdy  znów  znajdzie  się  przy  Pattie  –  i 

będzie  się  kochał  z  jedyną  kobietą,  którą  darzył  prawdziwym  uczuciem.  Z  matką  jego 

dziecka.  

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

Pattie  drŜącymi  palcami  usiłowała  przekręcić  klucz  w  zamku.  Za  drzwiami  słyszała 

poszczekiwanie  Ebony,  która  niecierpliwie  czekała  na  jej  powrót.  Spence  stał  tuŜ  za  nią, 

obejmując ją mocno. Potarł policzkiem o jej szyję i pocałował wraŜliwe miejsce za uchem.  

–  Przestań,  bo  nigdy  nie  otworzę  tych  drzwi  –  zaśmiała  się.  W  końcu  udało  jej  się 

przekręcić klucz i weszła do środka. Spence szedł tuŜ za nią.  

Ebony podskakiwała z radości u ich stóp. Pattie pogłaskała ją po karku.  

– Kochana psinka. Dobrze pilnowałaś domu, a teraz moŜesz juŜ pójść spać.  

Spence  obrócił  Pattie  twarzą  do  siebie,  wziął  na  ręce  i  zaniósł  do  sypialni.  Suczka 

podbiegła  do  wiklinowego  koszyka  w  rogu  pokoju,  wskoczyła  do  środka  i  ułoŜyła  się 

wygodnie na poduszce. Jej wielkie oczy lśniły w półmroku.  

Spence  postawił  Pattie  obok  łóŜka  i  przesunął  dłońmi  po  jej  biodrach.  Pocałowała  go 

namiętnie i Ŝarliwie.  

Poczuła jego gorący oddech.  

– Wiem, Ŝe powinienem zwolnić tempo – szepnął.  

– Nie jestem pewna, czy potrafiłabym czekać – odrzekła, ściągając blezer z jego ramion.  

– Chciałbym, Ŝeby ten pierwszy raz po latach był dla ciebie wyjątkowy. Musisz uwierzyć, 

Ŝ

e jesteś dla mnie waŜna.  

–  Mamy  całą  noc  na  to,  Ŝeby  zwolnić  tempo  i  kochać  się  powoli  –  odszepnęła  Pattie, 

rozpinając guziki jego koszuli.  

– Nie wiesz nawet, jak bardzo cię pragnę. JuŜ, w tej chwili – mówił Spencer, rozpinając 

pasek jej dŜinsów.  

–  W  takim  razie  przestań  gadać  i  weź  mnie.  Natychmiast!  –  Teraz  z  kolei  ona  rozpięła 

jego  dŜinsy  i  wsunęła  dłoń  pod  pasek.  Spence  jęknął.  Delikatnie  popchnął  ją  na  łóŜko. 

Zrzuciła  buty.  Wysokie  obcasy  stuknęły,  opadając  na  podłogę.  Otworzyła  szeroko  ramiona. 

Ś

ciągnął  jej  dŜinsy  i  wpatrzył  się  w  gładkie,  kremowe  ciało.  DrŜącymi  dłońmi  dotknął 

jedwabistego brzucha. Pochylił się nad nią i zajrzał w jej oczy, odzwierciedlające namiętność 

równą tej. która szalała w jego duszy.  

Wsunął  dłonie  pod  jej  biodra  i  połączył  się  z  nią.  Było  to  przeŜycie,  z  którym  nic  nie 

mogło  się  równać.  Przez  chwilę  trzymał  ją  nieruchomo  w  ramionach,  po  czym  wycofał  się 

nieco. Pattie przywarła do niego całym ciałem, wciągając go głębiej w siebie i szepcząc jego 

imię.  Poruszał  się  coraz  szybciej,  mrucząc  jej  do  ucha  słowa  pełne  namiętności,  ona  zaś 

reagowała  z  równą  siłą,  biorąc  i  dając  z  pewnością  siebie  dojrzałej  kobiety.  Jednocześnie 

osiągnęli spełnienie i oboje krzyknęli z rozkoszy. Pattie kurczowo uchwyciła się jego ramion, 

on  zaś  ścisnął  dłońmi  jej  biodra.  Razem  opadali  z  wyŜyn  uniesienia  w  ciepłe,  spokojne 

nasycenie.  Spence  wysunął  się  z  niej  i  objął  ją  ramieniem.  Oparła  głowę  na  jego  piersi  i  po 

chwili usnęli.  

 

Gdy  Pattie  rano  otworzyła  oczy,  była  sama  w  łóŜku.  Uśmiechnęła  się  na  wspomnienie 

background image

ostatniego  wieczoru  i  chwil,  gdy  Spence  obudził  ją  w  środku  nocy  po  kilku  godzinach  snu. 

Rozejrzała  się  dokoła,  szukając  go  wzrokiem.  Stał  w  drzwiach  sypialni,  ubrany  tylko  w 

dŜinsy.  

–  Dzień  dobry,  kochanie.  –  Podszedł  do  niej  z  kubkiem  w  ręku.  –  Kawa.  Z  cukrem  i 

ś

mietanką. Właśnie przygotowuję płatki i sok. Podać ci śniadanie do łóŜka? 

Wzięła kubek z jego ręki i wypiła łyk gorącego napoju.  

–  Świetna.  Dzięki.  –  Usiadła,  zupełnie  nie  skrępowana  własną  nagością.  Wśród  wielu 

innych rzeczy ta cecha w jej zachowaniu zawsze szczególnie się podobała Spence’owi. Pattie 

nie naleŜała do kobiet, które następnego ranka stają się zaŜenowane i skrępowane.  

– Nie jestem najlepszym kucharzem, ale umiem parzyć dobrą kawę.  

– Musimy porozmawiać – powiedziała.  

–  Tak,  wiem.  –  Pogładził  ją  po  ramieniu.  –  Ta  ostatnia  noc  nie  mogła  trwać  wiecznie, 

prawda? 

Odgarnęła  włosy  z  czoła  i  westchnęła,  spoglądając  na  Spence’a  z  taką  czułością,  Ŝe  aŜ 

zaparło mu dech w piersiach. Przechyliła się w jego stronę i powiodła palcami po wilgotnych 

włosach.  

–  Brałeś  juŜ  prysznic.  Pachniesz  szamponem.  –  Pocałowała  go  w  ramię  i  oddała  mu 

kubek. – Zrób płatki, a ja tymczasem pójdę do łazienki. A potem... – Odrzuciła kołdrę. – Czy 

juŜ przestało padać? 

– Tak, ale nadal niebo jest zachmurzone.  

Podeszła do szafy, wyjęła czerwonobiały szlafrok i skierowała się w stronę drzwi.  

– Dziękuję za ostatnią noc, Spence. Zapomniałam juŜ, Ŝe moŜna czuć taką radość Ŝycia.  

– Ja teŜ ci dziękuję. – Nade wszystko pragnął wciągnąć ją z powrotem do łóŜka i kochać 

się z nią aŜ do południa.  

Ale nadeszła godzina prawdy. Nie mógł dłuŜej zwlekać z wyjaśnieniami.  

Wstał, dopił jej kawę i skrzywił się.  

– Jak moŜesz pić coś tak słodkiego? 

–  Najpierw  zjedzmy  śniadanie,  a  potem  porozmawiamy  –  zaśmiała  się  Pattie.  –  O 

powaŜnych rzeczach, Spence. Jest coś, o czym powinnam ci była powiedzieć zaraz po twoim 

powrocie do Marshallton.  

–  Najpierw  idź  pod  prysznic.  I  nie  martw  się.  Cokolwiek  masz  mi  do  powiedzenia, 

zrozumiem  to.  –  Pocałował  ją,  modląc  się  w  duchu,  by  ona  takŜe  zechciała  zrozumieć  jego 

wyjaśnienia.  

Po dwudziestu minutach Pattie była juŜ wykąpana, ubrana i opróŜniła miseczkę płatków. 

Odsunęła ją na bok, złoŜyła ręce na kolanach i spojrzała Spencerowi w oczy.  

– Wtedy, przed laty,  gdy prosiłeś, Ŝebym wyjechała z tobą, chciałam to zrobić. Wiesz o 

tym.  

– Wiem, kochanie. Wtedy byłem zbyt niedojrzały, Ŝeby to zrozumieć, ale teraz juŜ wiem. 

Nie  mogłaś  zostawić  matki  i  Trishy.  Gdybym  był  męŜczyzną,  a  nic  zapatrzonym  w  siebie 

egoistycznym chłopakiem, zostałbym tu i pomógłbym ci zająć się nimi.  

Ujął poprzez stół dłonie Pattie i lekko uścisnął, dodając jej odwagi.  

background image

Jego  zrozumienie  zaskoczyło  ją.  Brał  na  siebie  całą  winę.  Nie  sądziła,  Ŝe  kiedykolwiek 

usłyszy od niego takie słowa.  

Och, Spence, nic mogłeś tego zrobić. Twój ojciec nigdy by ci nie pozwolił oŜenić się ze 

mną.  W  jej  oczach  zebrały  się  łzy.  –  Nic  pozwoliłby  ci  Ŝyć  własnym  Ŝyciem.  Wiem,  Ŝe 

musiałeś uciec i wydostać się spod jego władzy.  

Cholerny senator. Nie masz pojęcia, jak bardzo poplątał nam Ŝycie. – Przyciągnął dłonie 

Pattie do ust i pocałował kostki jej palców.  

–  Spence.  Ja...  ja  byłam  w  ciąŜy,  gdy  wyjeŜdŜałeś.  –  Przerwała,  ale  gdy  on  się  nie 

odezwał,  spojrzała  na  niego.  –  Przekonałam  się  o  tym  w  tydzień  później.  Nikt  nie  wiedział, 

gdzie jesteś. Próbowałam cię znaleźć.  

–  Pattie...  kochanie,  tak  mi  przykro,  Ŝe  musiałaś  przechodzić  przez  to  wszystko  sama.  – 

Chciał wziąć ją w ramiona, ale wiedział, Ŝe to tylko utrudni sytuację, gdy juŜ Pattie dowie się 

całej prawdy.  

Ona zaś kilka razy westchnęła głęboko i otarła łzy.  

– Nie zapytałeś, co się stało z dzieckiem. Nie masz ochoty się tego dowiedzieć? 

– Wiem. Straciłaś naszą córeczkę.  

– Kto... Jak... Czy to Joan ci o tym powiedziała? 

– Wspomniała, Ŝe miałaś dziecko, które umarło.  

– Skąd wiesz, Ŝe to dziecko było twoje? – Pattie wysunęła ręce z jego dłoni i odchyliła się 

do tyłu.  

–  A  czyje  miało  być?  śadne  z  nas  nie  sypiało  z  nikim  innym.  Zresztą  wiedziałem  juŜ  o 

tym wcześniej, zanim Joan mi powiedziała.  

Pattie wpatrywała się w niego zdumionym spojrzeniem.  

– Peyton mi powiedział. To i wiele innych rzeczy, których nie rozumiałem i nie chciałem 

usłyszeć.  

– O czym ty mówisz? 

–  Nie  wiesz  jeszcze  wszystkiego,  kochanie.  Mój  ojciec  naprawdę  wykręcił  nam  niezły 

numer.  Cała  moja  rodzina  Ŝyła  w  kłamstwie,  nawet  Peyt  znał  prawdę  od  kilku  lat  i  nie 

powiedział mi, co się stało.  

–  A  co  twój  ojciec  miał  wspólnego  z  naszym  dzieckiem?  –  Pattie  odsunęła  krzesło  i 

wstała. – To, co masz do powiedzenia, musi poczekać. Chcę, Ŝebyś dowiedział się dokładnie, 

przez co wtedy przeszłam.  

– Ale, Pattie, pozwól mi wyjaśnić...  

–  Nie  teraz!  –  Uderzyła  pięścią  w  stół,  aŜ  naczynia  zabrzęczały.  –  Posłuchaj,  Spence, 

miałam  osiemnaście  lat,  przerwałam  naukę  w  szkole  i  byłam  w  ciąŜy.  MoŜesz  sobie 

wyobrazić, jak się wtedy czułam? 

– Nie rób tego. Nie przywołuj znów całego tego koszmaru – poprosił. Obszedł dokoła stół 

i wyciągnął do niej ramiona.  

– Nie dotykaj mnie. Nie teraz. Proszę.  

– Dobrze.  

–  Nikt  nie  chciał  dać  mi  pracy.  Matka,  Trisha  i  ja  Ŝyłyśmy  z  zasiłku.  Mama  nigdy  nie 

background image

doszła  do  siebie  po  wylewie.  –  Pattie  niespokojnie  chodziła  po  kuchni.  –  Pamiętasz  Leah 

Marshall? To twoja daleka kuzynka.  

– Pamiętam. Była mniej więcej w wieku Valerie.  

–  Miała  sklep.  Dała  mi  pracę.  Pomogła  mi,  Spence,  choć  wszyscy  inni  w  mieście 

odwrócili  się  ode  mnie.  –  Pattie  wyszarpnęła  złoty  łańcuszek  spod  bluzki.  –  Dała  mi  ten 

pierścionek dla mojego dziecka. Zabrałam go ze sobą do szpitala.  

–  Pattie,  przestań.  Nie  mogę  ci  na  to  pozwolić.  Nie  ma  potrzeby,  Ŝebyś  dłuŜej 

rozpamiętywała śmierć tego dziecka. Pochwycił ją za ramiona. Wyrwała się gwałtownie.  

– Tego dziecka? Mojego dziecka, Spence! Mojej córeczki. I twojej teŜ! 

– Nie, Pattie, to nieprawda. Dziecko, które zmarło, to nie była twoja córeczka.  

Co takiego? – Wpatrywała się w niego z oburzeniem i niedowierzaniem. Znów ujął ją za 

ramiona i przytrzymał mocno, nie pozwalając jej się wyrwać.  

–  Nie  miałem  pojęcia,  Ŝe  byłaś  w  ciąŜy.  Nic  nie  wiedziałem  o  dziecku  aŜ  do  śmierci 

Edwarda i Valerie.  

– Nie rozumiem – odrzekła, odsuwając się od niego nerwowo.  

– Uspokój się i posłuchaj.  

– Słucham. – Poczuła, Ŝe kolana się pod nią uginają, i nie była pewna, czy chce usłyszeć 

to, co Spence ma jej do powiedzenia.  

– Wiesz, Ŝe Valerie urodziła dziecko tego samego dnia co ty? 

– Tak, wiem. Allie przyszła na świat tego samego dnia, co nasza córka.  

–  To  prawda,  tylko  Ŝe...  Valerie  była  dopiero  w  szóstym  miesiącu  ciąŜy.  Jej  dziecko 

przyszło  na  świat  martwe.  Długo  na  nie  czekała.  Wcześniej  kilka  razy  poroniła.  –  Spence 

patrzył ponad ramieniem Pattie w okno wychodzące na podwórko. Nie był w stanie spojrzeć 

jej prosto w oczy.  

–  Jak  to  moŜliwe,  by  dziecko  Valerie  urodziło  się  martwe,  skoro  Allie  Ŝyje?...  –  Pattie 

poczuła, Ŝe robi jej się słabo.  

– Powiedziano ci, Ŝe twoje dziecko nie Ŝyje, tak? 

–  Tak...  Nie  pozwolili  mi  nawet  jej  zobaczyć.  Błagałam,  by  dali  mi  ją  potrzymać  choć 

przez chwilę. – Pattie na chwilę wstrzymała oddech. – Widziałam ją tylko na sali porodowej. 

Była śliczna i krzyczała na całe gardło.  

–  Wiedzieli,  Ŝe  jeśli  zobaczysz  martwe  dziecko,  to  zauwaŜysz,  Ŝe  to  nie  jest  ta  sama 

zdrowa dziewczynka, którą urodziłaś. – Spence zmusił się, by spojrzeć na Pattie. Wpatrywała 

się w niego szeroko rozwartymi oczami. – Nasze dziecko nie umarło.  

Przed domem rozległo się szczekanie Ebony. Pattie usłyszała dzwonienie w uszach.  

– W takim razie... czyje dziecko pochowałam? – zapytała, chwytając Spencera z całej siły 

za ramiona. Objął ją i przyciągnął bliŜej.  

– Mój ojciec wiedział, Ŝe to nasze dziecko. Gdy podejmował decyzję, nie brał pod uwagę 

uczuć Ŝadnego z nas. Dla niego była to najprostsza rzecz na świecie, zamienić jedną wnuczkę 

na  drugą.  –  Spence  poczuł,  Ŝe  Pattie zesztywniała  w  jego  ramionach.  –  Pochowałaś  dziecko 

Valerie, a ona zabrała nasze.  

–  Allie?  Allie  jest  moją  córką?  –  Pattie  rozpłakała  się.  Całe  jej  ciało  zaczęło  drŜeć 

background image

niepohamowanie. – Powiedz mi! Powiedz mi, Spence, czy Allie jest naszym dzieckiem? 

– Tak. – Zacisnął zęby, by powstrzymać łzy. – Dlatego właśnie wróciłem do Marshallton. 

Nie mogłem zrozumieć, dlaczego siostra ustanowiła właśnie mnie opiekunem swojej córki. I 

wtedy Peyt dał mi list, który Valerie napisała, gdy zmieniała testament trzy lata temu.  

–  Dowiedziałeś  się  o  Allie  dopiero  przed  kilkoma  miesiącami?  –  Pattie  ogarnęło 

odrętwienie.  

– Gdy tylko poznałem prawdę, poczułem, Ŝe muszę przywieźć Allie do ciebie. Chciałem 

powiedzieć ci od razu, ale... nie byłem pewien, jak zareagujesz. Allie nie jest jeszcze gotowa, 

by poznać prawdę. Przeszła tak wiele. Ona jest...  

–  Nie  byłeś  pewien,  czy  dobro  mojej  córki  okaŜe  się  dla  mnie  najwaŜniejsze?  –  Łzy 

płynęły  strugami  po  twarzy  Pattie.  –  Och  BoŜe,  nic  dziwnego,  Ŝe  ona  jest  tak  podobna  do 

ciebie.  JuŜ  wiem,  dlaczego  tak  szybko  się  zaprzyjaźniłyśmy.  To  nie  jest  córeczka  Valerie, 

tylko moja. – Pattie zachwiała się i upadłaby na podłogę, gdyby Spence jej nie podtrzymał.  

– Pattie, nie mogę zmienić tego, co zrobił mój ojciec.  

Nie jestem w stanie zwrócić ci tych trzynastu lat. Ale przywiozłem ci Allie, Ŝebyś mogła 

stać się jej matką. Ona cię potrzebuje. Bardzo.  

Pattie  powoli  odzyskiwała  zdolność  myślenia.  Spencer  Rand,  męŜczyzna,  którego 

kochała, wrócił do niej po tylu latach, ale nie dlatego, Ŝe ją kochał, tylko po to, by przywieźć 

jej ich dziecko.  

–  Powiedz  coś,  kochanie.  Powiedz  mi,  co  myślisz.  Niepokoiło  go,  Ŝe  stoi  tak  cicho  i 

nieruchomo. Nie był pewien, czy to, co powiedział, rzeczywiście do niej dotarło.  

– Co my teraz zrobimy, Spence? Co ja mam zrobić? Allie i J.J. mogą wrócić za chwilę, a 

ja. będę musiała się powstrzymać od powiedzenia jej, Ŝe jestem jej matką. Jak mam to zrobić? 

Jak? 

Spence  objął  ją  mocno  i  stali  przez  chwilę  przytuleni.  Naraz  do  kuchni  wbiegła  w 

podskokach Ebony. a za nią pojawił się J.J.  

– J.J., od jak dawna jesteś w domu? – zapytał Spence.  

– Jeśli chcesz wiedzieć, czy słyszałem, Ŝe Allie jest dzieckiem twoim i Pattie, to owszem, 

słyszałem  –  odrzekł  chłopak,  rzucając  torbę  na  podłogę.  –  I  myślę,  Ŝe  powinna  się  o  tym 

dowiedzieć. Ludzie nie mają prawa się okłamywać, szczególnie ci, którzy twierdzą, Ŝe kogoś 

kochają.  

– Gdzie jest Allie? – zapytała Pattie.  

– Pojechała do Leigh. Zdaje się, Ŝe mama Leigh miała zamiar podrzucić ją do Clairmont. 

– J.J. otworzył lodówkę i wyjął puszkę coli.  

–  Muszę  wracać  do  domu.  –  Spence  poderwał  się  z  miejsca.  –  Allie  będzie  się 

zastanawiała, gdzie jestem.  

Pattie pochwyciła go za rękę.  

– Nie, Spence, nie idź jeszcze. Musimy porozmawiać. Podjąć jakąś decyzję.  

– Chyba nie jestem wam potrzebny. Pójdę do swojego pokoju – mruknął J.J. i wyszedł z 

kuchni.  

–  Porozmawiamy  później,  dobrze?  –  zawołała  za  nim  Pattie.  Widziała,  Ŝe  chłopak  jest 

background image

bardziej  zdenerwowany,  niŜ  chciał  to  po  sobie  pokazać.  Miała  pewność,  Ŝe  jeszcze  wiele 

czasu upłynie, zanim wszyscy oswoją się z tą rewelacją.  

– Co chcesz zrobić, Pattie? – zapytał Spence.  

– Musimy dać Allie jeszcze trochę czasu, Ŝeby mnie lepiej poznała.  

–  Zgadzam  się.  Potrzebny  jest  jeszcze  miesiąc  albo  dwa.  Wiem,  Ŝe  ona  juŜ  teraz 

chciałaby,  Ŝebyś  była  jej  matką.  Mówiła  mi,  Ŝe  pragnęłaby,  Ŝebyśmy  wzięli  ślub.  –  Spence 

zauwaŜył, Ŝe Pattie pobladła, i natychmiast poŜałował swoich słów.  

– Ale nie weźmiemy ślubu, prawda? 

– Pattie...  

– Odpowiedz mi na jedno pytanie, a potem chcę, Ŝebyś pojechał do siebie i zajął się naszą 

córeczką – powiedziała Pattie, chwytając oparcie drewnianego krzesła.  

– Jakie pytanie? – Serce biło mu szybko. Wiedział juŜ, o co chce zapytać, i był głęboko 

przekonany, Ŝe winien jest jej prawdę, choćby była ona najbardziej bolesna.  

– Gdybyś nie poznał prawdy o Allie, czy wróciłbyś do Marshallton... Do mnie? 

Patrzył jej prosto w oczy, czując napięcie w całym ciele.  

– Nie, nie wróciłbym tu nigdy.  

Kostki  palców  Pattie  zaciśniętych  na  oparciu  krzesła  zbielały.  Westchnęła  głęboko  i 

usiadła. Spence pochylił się nad nią.  

– Proszę cię, kochanie, spróbuj to zrozumieć. To nie znaczy, Ŝe mnie nie obchodzisz.  

– Chcę, Ŝebyś juŜ wyszedł, Spence.  

– Pattie? 

Bez  słowa  wpatrywała  się  w  przestrzeń.  Wiedział,  Ŝe  nie  ma  innego  wyjścia,  jak  tylko 

zostawić  ją  samą. Jeśli wcześniej  choć  na  chwilę  przyszło  mu  do  głowy,  Ŝe  ten związek  ma 

jakieś szanse, teraz przekonał się nieodwołalnie, Ŝe to niemoŜliwe. Znów rozczarował osobę, 

która go kochała. Zawsze najbardziej ranił tych, którzy byli najbliŜsi jego sercu. Wiedział, Ŝe 

musi  zebrać  siły,  by  oddać  swą  córkę  jej  matce  i  wyjechać,  zanim  zdąŜy  przysporzyć  im 

obydwu jeszcze więcej cierpienia.  

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

Spence  zaparkował  samochód  na  kolistym  podjeździe  przed  Clairmont,  oparł  głowę  na 

kierownicy  i  przez  chwilę  modlił  się  w  duchu,  by  wystarczyło  mu  odwagi  na  wejście  do 

domu.  Musiał  zebrać  myśli.  Allie  na  pewno  zastanawia  się,  gdzie  on  jest.  Nie  mógł  jej 

przecieŜ powiedzieć, Ŝe spędził tę noc, kochając się z jej matką.  

Teraz, gdy Partie poznała juŜ prawdę, jeszcze trudniej będzie oszukiwać Allie. Bardzo się 

przywiązał  do  dziewczynki  i  wiedział,  Ŝe  rozstanie  z  własnym  dzieckiem  nie  przyjdzie  mu 

łatwo,  ale  nie  chciał  składać  Ŝadnych  obietnic,  które  wcześniej  czy  później  będzie  musiał 

złamać.  

W końcu wysiadł, wdychając głęboko chłodne październikowe powietrze, i wspiął się na 

szerokie  schody  prowadzące  do  ocienionych  rzędem  kolumn  drzwi  wejściowych.  DrŜącą 

dłonią  nacisnął  klamkę.  Zawahał  się  przez  chwilę,  po  czym  wszedł  do  wykładanego 

marmurem holu i usłyszał gniewnie podniesione głosy.  

–  Nie  wierzę  ci!  –  krzyczała  Allie.  –  Wymyśliłeś  sobie  tę  okropną  historię  i  nie  mam 

pojęcia, dlaczego! 

–  To  prawda  –  odrzekł  J.J.  –  Powiedziałem  im,  Ŝe  masz  prawo  o  tym  wiedzieć  i  nie 

powinni cię okłamywać. Ale oni ci o tym nie powiedzą, więc uznałem, Ŝe ja muszę to zrobić.  

– Mama i tato nigdy by mnie nie okłamywali. Uczyli mnie, Ŝe nie wolno kłamać. – Przy 

kaŜdym wypowiadanym słowie głos Allie wznosił się coraz wyŜej.  

– Ale oszukiwali cię. Najpierw oni, a teraz Spencer. Okłamał ciebie i Pattie. Przywiózł cię 

do Marsłiallton tylko po to, Ŝeby podrzucić cię Pattie i wrócić do swojego beztroskiego Ŝycia 

w Kalifornii.  

Spence zastygł w holu, nie dowierzając własnym uszom. Wielki BoŜe, J.J. uprzedził go, 

opowiadając Allie własną, podkoloryzowaną wersję tego, co podsłuchał w kuchni! AŜ do tej 

pory Spencer nie zdawał sobie sprawy, jak głęboka była zazdrość chłopca. Czy J.J. naprawdę 

nie  zdawał  sobie  sprawy,  Ŝe  raniąc  Allie,  rani  jednocześnie  jej  matkę?  Co  on  ma  teraz 

powiedzieć swojej córce? 

Zacisnął  zęby  i  wszedł  do  salonu.  J.J.  stał  odwrócony  plecami  do  niego,  ale  Allie 

natychmiast go zauwaŜyła.  

– Wujku Spence – zawołała, podbiegając do niego. – J.J. naopowiadał mi masę kłamstw.  

Chłopiec odwróci! się. Na jego twarzy malowała się mieszanka mściwości i lęku.  

–  Śmiało,  powiedz  jej,  Ŝe  nie  kłamię.  Przyznaj,  Ŝe  jest  twoją  córką.  Twoją  i  Pattie. 

Opowiedz,  jak  zostawiłeś  Pattie  w  ciąŜy  i  jak  twój  ojciec  zamienił  martwe  dziecko  twojej 

siostry na Allie.  

Dziewczynka  zakryła  uszy  dłońmi  i  zaczęła  krzyczeć.  Spence  chwycił  ją  w  ramiona, 

zastanawiając się. co teraz powinien zrobić. Nie mógł kłamać, ale... Potrzebował Pattie. Ona 

powinna przy tym być.  

– Allie. kochanie, posłuchaj mnie – prosił, tuląc drŜące dziecko w swoich ramionach.  

Wpatrzyła się w jego twarz szeroko otwartymi oczami, w których lśniły łzy.  

background image

J.J. mnie nienawidzi, prawda? Dlatego... dlatego wymyślił te wszystkie kłamstwa. Chce... 

chce mnie zranić... bo Pattie mnie kocha.  

Spence  odsunął  włosy  z  jej  czoła,  ujął  ją  dłonią  pod  brodę  i  wpatrzył  się  w 

szaroniebieskie oczy, tak podobne do jego własnych.  

– To prawda, Ŝe Pattie cię kocha. Bardziej niŜ kogokolwiek innego.  

– Bardziej niŜ J. J... i dlatego on mnie nienawidzi? – wykrztusiła z trudem.  

– Pattie kocha takŜe J.J., ale...  

– Ale ja nie jestem jej dzieckiem – dokończył chłopak. – A ty jesteś.  

– Dlaczego on kłamie? – powtórzyła zapłakana Allie.  

–  On  nie  kłamie  –  odrzekł  Spence.  –  Pattie  jest  twoją  matką.  Twoją  prawdziwą  matką, 

kobietą, która cię urodziła.  

Allie spojrzała mu w oczy i potrząsnęła głową.  

– Ale mama... Mama i tato...  

– Valerie i Edward kochali cię jak własną córkę, ale J.J. powiedział ci prawdę.  Dziecko 

mojej  siostry  urodziło  się  martwe  i  twój  dziadek,  a  mój  ojciec,  zamienił  je  na  zdrowe 

niemowlę, które Pattie urodziła tego samego dnia.  

– Ale jak to moŜliwe? Skąd wiesz, Ŝe tak było? – Allie odsunęła się od Spence’a.  

– Valerie i Edward mianowali mnie twoim opiekunem...  

– To jeszcze nic nie znaczy! – wykrzyknęła. – Jesteś bratem mamy! 

–  Valerie  zostawiła  mi  list.  MoŜesz  go  przeczytać,  jeśli  chcesz.  Wyjaśniła  w  nim,  co 

zrobił twój dziadek. – Spence nie mógł znieść widoku rozpaczy Allie. Całym sercem czuł jej 

cierpienie. – Pattie myślała, Ŝe jej dziecko umarło. Nie wiedziała o niczym. Kocha cię i chce 

być twoją matką.  

Usta J.J. zadrŜały, a w oczach zabłysły łzy.  

–  Owszem,  Pattie  cię  chce,  ale  on  nie  –  J.J.  wskazał  na  Spence’a.  –  Nigdy  nie  kochał 

ciebie ani Pattie. Zostawił ją, gdy była w ciąŜy.  Gdyby był przy niej, to wszystko by się nie 

zdarzyło.  

– J.J., myślę, Ŝe powinieneś wyjść – powiedział Spence. Wiedział, Ŝe chłopak takŜe cierpi 

i  Ŝe  jego  słowa  podyktowane  są  zazdrością,  ale  w  tej  chwili  nie  mógł  się  zajmować  jego 

problemami. Przede wszystkim musiał uspokoić córkę.  

– Rozumiem. – J.J. spojrzał na niego z pogardą, po czym przeniósł wzrok na Allie. – Nie 

bądź głupia i nie wierz w nic, co on ci powie.  

Spence nawet się nie obejrzał, skupiony na obserwowaniu twarzy Allie.  

– Kochanie, J.J. przekręcił niektóre szczegóły.  

– Czy Pattie była w ciąŜy, gdy ją zostawiłeś? 

– Tak, aleja...  

– Czy przywiozłeś mnie do Marshallton po to, Ŝeby mnie jej oddać? 

– Tak. Chciałem, Ŝebyś była z Pattie. To twoja matka i wiedziałem, Ŝe cię pokocha. – Do 

diabła!  Choć  odpowiadał  na  jej  pytania  zgodnie  z  prawdą,  zupełnie  nie  brzmiało  to  tak,  jak 

chciał.  

–  Czy  masz  zamiar  wrócić  do  Kalifornii?  –  Allie  stała  nieruchomo,  z  pobladłą  twarzą,  i 

background image

wpatrywała się w niego suchymi oczami.  

–  Tak,  za  jakiś  czas.  –  Z  kaŜdym  słowem  pogrąŜał  się  coraz  bardziej,  ale  nie  mógł  juŜ 

dłuŜej okłamywać własnej córki.  

– To znaczy, Ŝe J.J. mówił prawdę, tak? 

Głos dziewczynki był spokojny, ale Spencer wiedział, Ŝe to tylko pozory.  

–  Nie  wiedziałem,  Ŝe  Pattie  była  w  ciąŜy,  gdy  ją  zostawiłem  w  Marshallton.  Gdybym 

wiedział, zostałbym i oŜeniłbym się z nią.  

– To nie ma znaczenia – odrzekła Allie. – Nic juŜ nie ma znaczenia.  

Spence postąpił o krok w jej stronę, ale cofnęła się.  

– Allie, kochanie, pozwól mi wyjaśnić. Wszystko będzie dobrze.  

–  Nic  nie  będzie  dobrze!  Nienawidzę  was  wszystkich.  Mamy,  taty,  ciebie  i  Pattie!  I  J.J. 

Cartera! – Przemknęła obok niego i wbiegła na górę po schodach.  

– Allie! – zawołał Spence, biegnąc za nią. – Allie, proszę, poczekaj! 

Prawie  udało  mu  się  z  nią  zrównać  na  podeście,  ale  wpadła  do  swojego  pokoju, 

zatrzasnęła  drzwi  i  zamknęła  je  na  klucz.  Spence  uniósł  pięść,  by  zastukać,  lecz  po  chwili 

opuścił ją bezradnie.  

– Allie, proszę, wpuść mnie. Musimy porozmawiać.  

– Idź stąd. Nie chcę z tobą rozmawiać. I nie chcę... nie chcę cię juŜ nigdy więcej widzieć.  

Spence  oparł  czoło  o  drzwi.  Co  teraz? Przez  kilka  ostatnich  miesięcy  bawił  się  w  ojca  i 

miał wraŜenie, Ŝe zaczęło mu to nieźle wychodzić. Oszukiwał sam siebie. Nie nadawał się na 

rodzica.  Był  pewien,  Ŝe  przywoŜąc  Allie  do  matki  robi  właśnie  to,  co  trzeba,  tymczasem 

okazało  się,  Ŝe  ten  pomysł  miał  katastrofalne  skutki  dla  dwóch  najdroŜszych  mu  na  świecie 

istot.  

– Allie, proszę, uwierz tylko w jedno. Kocham cię. Naprawdę cię kocham. I Pattie teŜ.  

Nie  usłyszał  Ŝadnej  odpowiedzi,  tylko  stłumiony  szloch.  Po  kilku  długich  minutach 

odwrócił się i poszedł do sypialni. Podszedł do telefonu i wykręcił numer Pattie.  

Pattie przekroczyła próg Clairmont po raz pierwszy od czasu, gdy jej matka pracowała w 

tym domu. Stara posiadłość wydała jej się równie nieprzyjazna, jak wtedy, przed laty. Miała 

wraŜenie,  Ŝe  znów  czuje  obecność  senatora,  słyszy  surowy,  autokratyczny  głos  pani  Rand, 

widzi,  jak  Valerie  zadziera  nosa.  Odsunęła  od  siebie  te  wspomnienia;  w  tej  chwili  naleŜało 

myśleć tylko o Allie.  

J.J. wszedł za nią i spojrzał na Spence’a niepewnie.  

–  Wróciłem,  Ŝeby...  Ŝeby  porozmawiać  z  Allie  i  przeprosić  ją.  Pattie  wszystko  mi 

wyjaśniła. To znaczy, powiedziała mi, Ŝe to nie tylko twoja wina i Ŝe naprawdę nie wiedziałeś 

o dziecku.  

Spence wskazał głową na schody.  

– Zamknęła się w swoim pokoju i mówi, Ŝe nienawidzi nas wszystkich.  

Nie dziwię jej się. – Pattie wyminęła go i poszła na piętro.  

– Poczekaj – zawołał Spence, ruszając za nią. J.J. został sam w holu.  

Pattie zawahała się.  

– MoŜe mnie wpuści.  

background image

–  Chyba  jeszcze  nie  jest  gotowa,  Ŝeby  z  nami  rozmawiać.  Spence  rozpaczliwie  pragnął 

wziąć Pattie w ramiona i pocieszyć. – MoŜe J.J. powinien pójść pierwszy. Myślę, Ŝe prędzej 

uwierzy jemu niŜ nam.  

Pattie  spojrzała  pytająco  na  pasierba.  Podbiegł  do  niej,  gorliwie  pragnąc  naprawić  swój 

błąd.  

–  Obiecuję,  Ŝe  ją  zmuszę,  Ŝeby  mnie  posłuchała  –  zapewnił.  –  Pattie,  naprawdę  nie 

chciałem tak namieszać. Zachowałem się idiotycznie. Nie chciałem cię skrzywdzić. Wiesz o 

tym.  

Pattie objęła go ramieniem.  

–  Wiem,  kochanie.  Wszystko  będzie  dobrze,  ale  Allie  teraz  bardzo  cierpi  i  przede 

wszystkim musimy się zająć nią. Rozumiesz to? 

– Tak. Wierzę w to, co powiedziałaś mi po drodze – Ŝe twoja miłość do Allie w niczym 

nie  zmienia  uczuć  do  mnie.  Ja  teŜ  zawsze  będę  twoim  dzieckiem  –  dokończył  J.J.  drŜącym 

głosem.  

– Spróbuj przekonać Allie, Ŝe Spence nie jest takim potworem, jak jej go przedstawiłeś, i 

Ŝ

e my obydwoje chcemy ją przyjąć do naszej rodziny.  

–  Zaparzę  kawę  –  odezwał  się  Spence,  gdy  J.J.  poszedł  na  górę.  –  MoŜe  poczekasz  w 

salonie.  

– Nie, wolę wejść z tobą do kuchni. – Pattie wyprostowała zesztywniałe plecy i obrzuciła 

go  chłodnym  spojrzeniem.  –  W  tym  domu  kuchnia  to  jedyne  miejsce,  w  którym  czuję  się 

swobodnie.  

–  Pattie!  Spence!  –  zawołał  naraz  J.J.  ze  szczytu  schodów.  –  Chodźcie  tu  szybko!  Allie 

zniknęła! Nie ma jej w pokoju ani nigdzie indziej! 

– Jak to: zniknęła? – zdenerwował się Spence, wbiegając na górę do pustej sypialni córki.  

– Zapukałem do drzwi, ale nie odpowiedziała, więc wszedłem. Drzwi nie były zamknięte 

na klucz. Nie ma jej tu – wyjaśnił J.J.  

–  Musi  gdzieś  być.  Nie  widziałem,  Ŝeby  schodziła  na  dół  –  zirytował  się  Spence, 

zaglądając  do  łazienki.  –  Idźcie  na  dół  i  przeszukajcie  parter,  a  ja  jeszcze  raz  sprawdzę  całe 

piętro.  

W  pięć  minut  później  wszyscy  troje  spotkali  się  w  holu.  Pattie  przywarła  do  Spence’a, 

który otoczy! ją ramieniem.  

– Uciekła – powiedziała.  

– Nie mogła dotrzeć daleko. Musiała iść na piechotę – stwierdził Spencer i rzucił chłopcu 

kluczyki do porsche’a.  

– J.J., weź mój samochód i spróbuj ją znaleźć. Idzie piechotą, więc powinna być najwyŜej 

o kilometr, półtora stąd.  

– A my? – zapytała Partie – My teŜ pojedziemy, kochanie. Weźmiemy twój samochód i 

ruszymy  w  innym  kierunku.  Jeśli  jej  nie  znajdziemy,  zadzwonię  do  Peyta.  Ma  tu 

wystarczająco duŜo wpływów, Ŝeby postawić na nogi policję, choć nie ma jeszcze podstaw do 

zgłoszenia zaginięcia. Oficjalnie moŜna to zrobić dopiero po dwudziestu czterech godzinach.  

– Dwadzieścia cztery godziny? Och, Spence, musimy ją znaleźć. Nasze dziecko błąka się 

background image

gdzieś samotne i nieszczęśliwe. Myśli, Ŝe jej nie chcemy.  

– Znajdziemy ją i przekonamy, Ŝe kochamy.  

 

W sześć godzin później, o zachodzie słońca, wszyscy troje wsiedli do samochodu Partie i 

pojechali w stronę Corinth w stanie Missisipi.  

– Jest cała i zdrowa – powiedział Spencer, uspokajająco gładząc Partie po ramieniu. – Ten 

koszmar juŜ się skończył.  

–  Naprawdę  tak  myślisz?  –  spytała  Partie  z  powątpiewaniem.  Oczy  miała  zapuchnięte  i 

podkrąŜone.  –  Nasze  dziecko  od  nas  uciekło.  Jak  mamy  jej  wynagrodzić  te  wszystkie 

kłamstwa? 

Spence skupił się na prowadzeniu samochodu. Wolał nie myśleć o tym, co ich czeka, gdy 

dotrą  do  starego  domu  Valerie  i  Edwarda.  Na  razie  przepełniała  go  ulga.  Dzięki  wpływom 

Peytona cała lokalna policja rozpoczęła natychmiastowe poszukiwania i w ciągu kilku godzin 

ustaliła miejsce pobytu Allie. Peyton znów okazał się niezastąpiony. Nie ma nic lepszego niŜ 

mieć wpływowego brata.  

–  Allie  chyba  chce,  Ŝebyśmy  ją  znaleźli  –  odezwał  się  J.J.  wciśnięty  w  kąt  tylnego 

siedzenia.  –  Te  ślady  błota  i  łap  Ebony  w  naszym  domu  świadczą  o  tym,  Ŝe  najpierw 

pojechała do nas. Pewnie chciała porozmawiać z tobą, Pattie, albo ze mną.  

– Ale nas tam nie było. – Pattie przymknęła oczy w rozpaczy.  

–  A  skąd  mieliśmy  wiedzieć,  Ŝe  ona  ucieknie?  –  Spence  mocno  zacisnął  dłonie  na 

kierownicy. – Dlaczego po prostu nie poczekała, aŜ wrócisz? 

– Nie mamy pojęcia, co ona wtedy myślała. – Pattie otworzyła oczy i wpatrzyła się przed 

siebie  nie  widzącym  wzrokiem.  –  To  tylko  dziecko,  które  ma  trzynaście  lat.  Cały  jej  świat 

nagle wywrócił się do góry nogami, i to dwukrotnie w ciągu kilku miesięcy. Najpierw straciła 

Valerie i Edwarda, a teraz... teraz dowiedziała się, Ŝe to nawet nie byli jej prawdziwi rodzice.  

–  To  moja  wina  –  odezwał  się  J.J.,  opierając  kark  na  zagłówku.  –  Gdybym  się  nie 

zachował  tak  idiotycznie,  Allie  o  niczym  by  nie  wiedziała  i  teraz  byłaby  bezpieczna  w 

Clairmont.  

– Co się stało, to się nie odstanie. – Pattie nie chciała obwiniać chłopca. Sam był jeszcze 

dzieckiem.  Stracił  obydwoje  rodziców  i  przylgnął  do  jedynej  osoby,  która  go  kochała.  – 

Zachowałeś  się  nieodpowiedzialnie,  ale  tak  naprawdę  to  nie  twoja  wina.  Zawiniło  tu  tyle 

osób, Ŝe nie wiem, kogo najpierw oskarŜyć.  

– Zacznij ode mnie – zaproponował Spence.  

Pattie rzuciła mu szybkie spojrzenie. W pierwszym odruchu miała ochotę wykrzyczeć, Ŝe 

tak,  to  wszystko  jest  właśnie  jego  winą.  Gdyby  kiedyś  nie  zostawił  jej  samej  z  nie 

narodzonym dzieckiem, to wszystko by się nie zdarzyło. Ale jedno spojrzenie na jego twarz, 

mocno zaciśnięte szczęki i wyraz oczu powiedziało jej, Ŝe Spence cierpi co najmniej równie 

mocno, jak ona. MoŜe jej nie kochał, ale na pewno darzył miłością swoją córkę.  

– Mamy większe zmartwienia niŜ szukanie winowajcy – odparła. – Niedługo się ściemni, 

a Allie jest tam sama i na pewno bardzo się boi.  

– Nie jest sama – przypomniał im J.J. – Zabrała Ebony. Dlatego myślę, Ŝe chce, Ŝebyśmy 

background image

ją znaleźli. Nie wzięłaby psa, gdyby nie miała zamiaru wracać do Marshallton.  

– Chyba masz rację – zgodziła się Partie. – Bogu dzięki, Ŝe Peytonowi udało się włączyć 

do akcji szeryfa i cały departament policji. Zastanawiam się, jak on to zrobił? 

– No cóŜ, Peyt moŜe nie jest aŜ tak podobny do naszego ojca, jak mi się wydawało, ale z 

pewnością  odziedziczył  jego  siłę  perswazji.  Mój  brat  dobrze  sobie  radzi  w  rozgrywkach  z 

władzą.  –  Spence’a  nie  obchodziło,  jakich  środków  Peyton  uŜył,  by  zmusić  policję  do 

działania. WaŜne było tylko to, Ŝe udało się odnaleźć kierowcę taksówki, który zabrał Allie i 

psa do Corinth.  

– Nigdy w Ŝyciu nie znaleźlibyśmy tej taksówki sami – stwierdziła Pattie.  

– Skąd ona wzięła pieniądze, Ŝeby zapłacić za kurs? 

– zdziwił się J.J. – To musiało ją sporo kosztować.  

– Allie ma własne konto – odrzekł Spence. – Pewnie wypisała czek.  

Przez następne pół godziny Ŝadne z nich się nie odezwało. Zaszło słońce i szybko zaczął 

zapadać  zmrok.  Wreszcie  Spence  zaparkował  przed  ceglanym  domem  Valerie  i  Edwarda. 

Wszystkie  okna  były  ciemne.  Zastanawiał  się,  czy  Allie  znalazła  w  domu  jakąś  latarkę  albo 

ś

wieczkę. Miał nadzieję, Ŝe jego córka nie musi tam siedzieć po ciemku.  

Wyciągnął latarkę ze schowka w samochodzie i wszyscy troje wysiedli. Po kilku krokach 

Pattie zatrzymała się niepewnie na ścieŜce.  

– A jeśli ona nie chce nas widzieć? Spence otoczył ją ramieniem.  

–  Musimy  wejść  i  sprawdzić,  czy  nic  jej  się  nie  stało.  Pattie  przywarła  twarzą  do  jego 

piersi.  

– Nie wiem, co zrobię, jeśli się okaŜe, Ŝe ona mnie nienawidzi.  

– Ona cię nie nienawidzi – tłumaczył jej łagodnie, gładząc po włosach. – Ona cię kocha.  

–  Słuchajcie,  mam  pomysł  –  wtrącił  się  J.J.  –  Spróbuję  z  nią  sam  porozmawiać,  a  jeśli 

zacznie uciekać, to ją złapię.  

Pattie uśmiechnęła się, wyobraŜając sobie, jak J.J. goni Allie, chwyta ją, przygwaŜdŜa do 

ziemi i czeka na wybawienie przez Spencera.  

– Po prostu wejdźmy i sprawdźmy, czy ona tam jest. A jeśli nie będzie chciała rozmawiać 

ze mną ani ze Spence’em, wtedy ty spróbujesz.  

Frontowe  drzwi  nie  były  zamknięte  na  klucz.  Wewnątrz  domu  powitały  ich  zupełne 

ciemności. Spence włączył latarkę i snop światła przesunął się po holu i schodach wiodących 

na piętro.  

–  Tu  powinny  być  jakieś  świece.  –  Pamiętał,  Ŝe  Valerie  zawsze  miała  w  domu  świece. 

Sięgnął do kieszeni dŜinsów i wyjął pudełko zapałek. – Łap, J.J.  

Co mam z tym zrobić? – zapytał chłopak, zręcznie chwytając zapałki.  

– Jeśli znajdziesz jakieś świece, zapal je.  

Ujął  Pattie  za  rękę  i  ruszył  w  stronę  schodów.  W  pustym  domu  rozległo  się  szczekanie 

Ebony i czyjś cichy głos. Pattie mocniej uścisnęła jego dłoń.  

– Ona tu jest.  

– Allie! – zawołał Spence. – Nic ci się nie stało? 

Na odgłos płaczu swej córki zatrzymali się w połowie schodów.  

background image

– Nie wchodźcie! Nie chcę was tu widzieć. To mój dom! Mój, mamy i taty! 

– Och, BoŜe – jęknęła Partie, opierając się mocniej na ramieniu Spencera.  

–  Allie,  kochanie,  chcemy  z  tobą  porozmawiać  i  wszystko  wyjaśnić.  –  Weszli  o  stopień 

wyŜej. – Kochamy cię, Allie! 

– Ale ja was nie kocham! Nikogo z was! – Jej słowa były przerywane szlochem. – I nie 

nazywajcie mnie Allie. Mam na imię Allison! 

–  Hej,  Allison  –  zawołał  J.J.,  szybko  wbiegając  na  górę.  –  Wiem,  Ŝe  na  pewno  mnie 

nienawidzisz, ale chciałbym z tobą porozmawiać.  

– A co ty tu robisz? – prychnęła Allie.  

– Martwiłem się o ciebie tak samo, jak Spence i Partie. Ja... mnie teŜ na tobie zaleŜy.  

– To nieprawda – odparła Allie z goryczą.  

– Czy mogę wejść na górę i porozmawiać z tobą? – nie ustępował J.J.  

– Nie... Nie wiem.  

– Proszę.  

– Ale obiecaj, Ŝe oni nie będą próbowali wejść do mojego pokoju. Nie chcę ich widzieć 

ani z nimi rozmawiać.  

– Obiecuję, Ŝe wejdę sam.  

– Dobrze.  

J.J. odwrócił się do Spence’a i wyszeptał: 

– Który to pokój? 

– Pierwszy po prawej.  

Pattie przytuliła się do Spence’a, który nie odwaŜył się zapalić latarki. J.J. wspinał się po 

schodach  po  ciemku.  Na  podłodze  korytarza  pojawiła  się  smuga  światła  padająca  z 

uchylonych drzwi. Ebony zbiegła po schodach i przywarła do nóg Pattie. Drzwi zamknęły się 

i  światło  zniknęło.  Pattie  odsunęła  się  od  Spence’a,  wzięła  psa  na  ręce  i  ruszyła  na  piętro. 

Spence pochwycił ją za ramię.  

– Co ty robisz? 

– Idę tam.  

– J.J. obiecał, Ŝe nie wejdziemy na górę.  

–  Nie,  obiecał  tylko,  Ŝe  nie  wejdziemy  do  jej  pokoju.  –  Wyrwała  mu  się  i  wbiegła  po 

schodach. Spence po sekundzie wahania poszedł za nią.  

Drzwi  do  pokoju  Allie  były  uchylone.  Na  nocnym  stoliku  stał  świecznik  z  brązu,  w 

którym  płonęła  jedna  świeca.  Allie  siedziała  skulona  na  wielkim  łóŜku,  a  obok  klęczał  J.J., 

trzymając jej drŜące dłonie w swoich.  

–  Wiem,  co  to  znaczy  stracić  obydwoje  rodziców  –  mówił.  –  Moja  mama  zmarła,  gdy 

byłem  mały,  i  został  mi  tylko  tato.  Gdy  i  on  umarł...  nie  wiem,  co  bym  wtedy  zrobił  bez 

Pattie.  

– Ja zostałam zupełnie sama – odrzekła Allie. – Mama i tato zawsze mówili mi, co mam 

robić,  jak  się  ubierać,  co  myśleć,  i...  potem  pojawił  się  wujek  Peyton,  a  wkrótce...  wujek 

Spencer. Wierzyłam mu. Kochałam go, a on mnie przez cały czas okłamywał.  

– Wiesz przecieŜ, Ŝe myślał, Ŝe tak będzie najlepiej.  

background image

– Dlaczego mój dziadek zabrał mnie prawdziwej mamie i oddał... ciotce? 

Pattie nie była pewna, ile jeszcze wytrzyma. Nogi uginały się pod nią. Pragnęła podbiec 

do swego dziecka, wziąć je w ramiona i juŜ zawsze zatrzymać przy sobie.  

– Nie znałem ojca Spence’a powiedział J.J. – ale zdaje się, Ŝe to był taki człowiek, który 

chciał urządzać wszystkim Ŝycie i zawsze uwaŜał, Ŝe ma rację.  

– Ale to, co zrobił, było okropne.  

–  Było,  ale...  Spójrz  na  to  inaczej.  Miałaś  rodziców,  którzy  cię  kochali  i  opiekowali  się 

tobą  przez  trzynaście  lat,  a  gdy  zginęli,  dostałaś  zupełnie  nowego  ojca  i  matkę,  którzy 

przypadkiem okazali się twoimi prawdziwymi rodzicami.  

Partie i Spence przysuwali się coraz bliŜej do uchylonych drzwi.  

Po twarzy Allie płynęły łzy. J.J. wypuścił jej dłonie i otarł jej policzki czubkami palców.  

– Nie płacz, Allison. Wszystko się ułoŜy. Masz... dostałaś Pattie jako matkę. Wiesz, jakie 

masz szczęście? 

Allison rozpłakała się jeszcze bardziej.  

– Ja kocham moją mamę – wykrztusiła wśród szlochów.  

– Och, BoŜe – szepnęła Pattie, ściskając kurczowo framugę drzwi.  

– Idź do niej – powiedział cicho Spence.  

– Ale ona nie kocha mnie, tylko Valerie.  

– Jesteś pewna? Idź do niej – powtórzył. – Idź i sama się przekonaj.  

Pattie nie była w stanie się poruszyć; stała obok Spence’a jak posąg wykuty z kamienia. 

Ujął ją dłonią pod brodę. W jej oczach ujrzał bezradność i ból.  

– Musisz to dla niej zrobić – powtórzył.  

Powoli skinęła głową i przekroczyła próg, skradając się cicho w stronę  wielkiego łóŜka. 

J.J. odwrócił głowę. Gdy ją zauwaŜył, podniósł się z klęczek. Allie uniosła zalaną łzami twarz 

i przez chwilę matka i córka patrzyły na siebie w milczeniu.  

J.J.  wyszedł  z  pokoju.  Pattie  ostroŜnie  przysunęła  się  bliŜej.  Allie  siedziała  bez  ruchu  i 

oddychała szybko.  

– Allie... Allison? – Pattie przybliŜyła się jeszcze o krok i stanęła w wyczekującej pozie.  

– Jak ona miała na imię? – zapytała Allie, nie odrywając wzroku od twarzy Pattie.  

– Kto? 

– To drugie dziecko. Ta dziewczynka, która miała być twoja.  

– Och. – Przez chwilę, która wydała jej się wiecznością, Pattie nie mogła złapać tchu. – 

Nazwałam ją Patricią. Mojej matce tak się podobało to imię, Ŝe podzieliła je na pół i nazwała 

mnie Pattie, a moją siostrę Trisha.  

– To znaczy... Ŝe naprawdę nazywam się Patricią, tak? – W oczach Allie znów wezbrały 

łzy.  –  Mama...  Valerie  nazwała  mnie  Allison  Caldonia  Wilson,  ale  nie  jestem  nią.  Jestem 

Patricią Rand... Nie, jestem... jestem... – Głos dziewczynki załamał się.  

Pattie  w  mgnieniu  oka  dotarła  do  łóŜka  i  stanęła  nad  swoją  córką.  Nie  dotykając  jej, 

usiadła na krawędzi łóŜka. Allie nie poruszyła się ani nie spojrzała na nią.  

– Naprawdę nazywam się Patricią Cornell, tak? To jest nazwisko twojej córki.  

Pattie zerknęła w stronę korytarza. Spence i J.J. stali tam i patrzyli na scenę rozgrywającą 

background image

się  w  sypialni.  Twarz  Spcnce’a  zastygła  w  bolesnym  grymasie.  Otworzył  usta,  ale  nic  nie 

powiedział.  

–  Na  nagrobku  dziecka,  które  pochowałaś,  widnieje  właśnie  to  nazwisko,  tak? Więc  jak 

mogę  być  Patricią  Cornell?  –  Allie  dopiero  teraz  spojrzała  na  nią.  –  Nie  jestem  ani  Allison 

Wilson,  ani  Patricią  Cornell.  W  takim  razie  kim  jestem?  –  zawołała  głosem  nabrzmiałym 

rozpaczą. – Jestem nikim. Ja nie istnieję. – Pochwyciła dłoń Partie i potrząsnęła nią mocno. – 

Kim jestem? Proszę, powiedz mi, kim jestem! 

Partie  objęła  ją  ramionami.  Dziewczynka  nie  stawiała  oporu.  Przywarła  do  matki, 

szlochając. Pattie ze łzami w oczach gładziła ją po długich włosach.  

–  Jesteś  moją  córeczką  –  powiedziała.  –  Właśnie  tym  jesteś.  Jesteś  córeczką  swojej 

mamy.  

–  Mama...  mama...  –  Obydwie  zaniosły  się  płaczem.  Spence  i  J.J.  weszli  do  sypialni. 

Spence zatrzymał się o  kilka kroków od nich z sercem przepełnionym bólem na widok tych 

dwóch istot, które kochał najbardziej na świecie. To była jego kobieta i jego dziecko, ale nie 

mógł się do nich teraz przyłączyć.  Nie zasługiwał na to. Nie potrzebowały  go w tej  chwili i 

prawdopodobnie nie chciały jego obecności.  

Obejmując  Allie,  Pattie  drugą  ręką  sięgnęła  po  złoty  łańcuszek  wiszący  na  szyi  i 

wyciągnęła  go  spod  swetra.  Allie  uniosła  głowę,  patrząc  na  dwa  pierścionki  zawieszone  na 

łańcuszku.  

Pattie  rozpięła  zatrzask,  otarła  łzy  z  policzków  swej  córki  i  z  uśmiechem  włoŜyła 

łańcuszek na szyję dziewczynki.  

– Zachowałam pierścionki przez te wszystkie lata. Nigdy nie mogłam zrozumieć, po co to 

robię.  Były  częścią  mojej  przeszłości.  Teraz  juŜ  wiem,  Ŝe  zatrzymałam  je  dla  ciebie, 

kochanie. To pierścionek, który Spence dał mi, gdy mnie poprosił, Ŝebym za niego wyszła, a 

ten drugi to twój urodzinowy prezent.  

Allie w milczeniu wpatrywała się w złote kółeczka. Powoli, z wahaniem wyciągnęła rękę 

i dotknęła ich czubkami palców.  

– Twój pierścionek zaręczynowy i mój urodzinowy? – powtórzyła.  

–  To  niewaŜne,  jak  się  nazywasz,  Allison  Wilson  czy  Patricia  Cornell.  Jesteś  kimś 

wyjątkowym. Moim dzieckiem i Spence’a. Zostałaś poczęta z miłości. Nosiłam cię w brzuchu 

z miłością. Urodziła cię matka, która kochała cię bardziej niŜ własne Ŝycie.  

Allie znów zaczęła płakać. Partie mówiła dalej poprzez dławiące ją łzy: 

–  Masz  rysy  twarzy  swojego  ojca,  jego  kolor  oczu  i  włosów.  I  moją  figurę.  Uwielbiasz 

truskawki tak jak ja, poruszasz się i mówisz tak jak ja. I podobnie jak Spence wydymasz usta, 

gdy coś idzie nie po twojej myśli.  

–  Och,  mamo,  szkoda,  Ŝe...  szkoda,  Ŝe  nie  byłaś  moją  matką  zawsze.  Od  dnia  gdy  się 

urodziłam.  

– Ja teŜ tego Ŝałuję.  

Trzymając swoją córkę w objęciach, Partie zerknęła ponad jej ramieniem i zobaczyła, Ŝe 

J.J. uśmiecha się. Przeniosła wzrok na Spence’a. Na jego twarzy malowało się cierpienie. Do 

oczu napłynęły mu łzy. Obrócił się i wyszedł z pokoju. Partie zawołała go po imieniu, ale nie 

background image

usłyszał jej głosu.  

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

Spencer  Rand  wyszedł  spod  prysznica,  wytarł  się  i  rzucił  ręcznik  na  podłogę.  Bolała  go 

głowa i Ŝołądek. Za mało jedzenia, a zbyt wiele alkoholu. Od pięciu dni siedział zamknięty w 

Clairmont,  Ŝywiąc  się  zimnymi  płatkami,  kanapkami  i  duŜą  ilością  whisky  pozostałej  z 

zapasów  ojca  –  dobrej,  mocnej  whisky,  która  gładko  spływała  przez  gardło  i  pozwalała 

męŜczyźnie zapomnieć o kłopotach. A Spence z pewnością miał kłopoty.  

Razem z Pattie i J.J. przywieźli Allison z powrotem do Marshallton. Jego córka ani razu 

nie  spojrzała  na  niego  i  nie  odezwała  się.  Trzymała  się  matki.  Obydwie  siedziały  z  tyłu, 

obejmując  się  przez  całą  drogę  z  Corinth.  Allie  weszła  do  domu  Pattie,  nie  oglądając  się  za 

siebie,  i  zniknęła  z  Ŝycia  Spence’a.  Przypuszczał,  iŜ  obarczyła  go  odpowiedzialnością  za 

wszystko i Ŝe nigdy mu nie wybaczy, iŜ przed wielu laty opuści! jej matkę. Nie mógł jej za to 

winić. Wiedział, Ŝe on sam sobie nigdy tego nie wybaczy.  Był egoistą, nieodpowiedzialnym 

chłopcem,  dla  którego  najwaŜniejsze  były  własne  pragnienia.  Ani  razu  nie  przyszło  mu  do 

głowy, Ŝe Pattie mogła być w ciąŜy, choć często nie stosowali Ŝadnego zabezpieczenia.  

Wtedy był miody i głupi. A teraz jest starszy, co nic znaczy: mądrzejszy. Tak naprawdę 

nie  pragnął  odpowiedzialności  związanej  z  wychowywaniem  córki.  Przyjechał  do  tego 

cholernego  miasteczka,  wmawiając  sobie,  Ŝe  Allie  potrzebuje  matki  i  Ŝe  z  Pattie  będzie  jej 

lepiej. I dostał dokładnie to, czego chciał.  

Ale teraz wszystko wyglądało inaczej. Spence zmienił się i niczego nie pragnął bardziej, 

niŜ stać się częścią Ŝycia Allie i Pattie. Nie sądził, Ŝe córka stanie się dla niego tak waŜna. I z 

pewnością nie miał zamiaru zakochiwać się znowu w Pattie. Ale okazało się, Ŝe jego miłość 

przetrwała  wszystkie  te  lata,  zagrzebana  głęboko  na  dnie  serca.  I  gdy  zaczął  się  widywać  z 

Pattie, dotykać jej, kochać się z nią, dawno zapomniane uczucia odŜyły.  

Wiedział  jednak,  kiedy  naleŜy  uciekać.  Większość  swych  dojrzałych  lat  spędził  na 

wędrówce  po  świecie,  szukając  przygód  i  znajdując  je.  Pisał  o  ludziach,  z  którymi  los  go 

zetknął. Uciekał od rzeczywistości w świat szalonych przygód męŜczyzn, których podziwiał. 

Ale kilka miesięcy temu musiał stanąć twarzą w twarz z rzeczywistością. Bał się nawet myśli 

o załoŜeniu rodziny. Bycie ojcem – prawdziwym ojcem – wymagało większej siły charakteru 

niŜ walka z wrogiem.  

Przesunął  dłonią  po  pięciodniowym  zaroście  i  spojrzał  do  lustra.  Wyglądał  koszmarnie, 

ale nic w tym nie było dziwnego. Czuł się bowiem koszmarnie.  

Namydlając twarz, usłyszał dzwonek do drzwi.  

– A niech to! 

Starł  z  policzków  krem  do  golenia,  zerwał  z  wieszaka  jedwabny  szlafrok  i  wyszedł  do 

sypialni.  Dzwonek  nie  przestawał  brzęczeć.  Ktoś  chyba  przez  cały  czas  trzymał  palec  na 

przycisku.  

Otworzył drzwi. Za progiem stała Pattie. Wyglądała świeŜo, promiennie i tak pięknie, Ŝe 

jej widok zaparł mu dech.  

– Wejdź – powiedział, odsuwając się na bok. Wiedział, Ŝe przyszła, by się poŜegnać.  

background image

– Dzięki. Wyciągnęłam cię spod prysznica? – zapytała na widok jego mokrych włosów i 

negliŜu.  

–  Właśnie  wyszedłem  z  łazienki.  Wejdźmy  do  salonu.  Tam  moŜemy  porozmawiać.  – 

Wyciągnął  rękę,  wskazując  kierunek.  –  Obiecałem  ci  przecieŜ,  Ŝe  wstąpię  do  ciebie  i 

poŜegnam się przed wyjazdem.  

–  Wiem,  ale  pomyślałam,  Ŝe  powinniśmy  porozmawiać  tylko  we  dwoje,  bez  Allie. 

Jeszcze jej nie powiedziałam, Ŝe wyjeŜdŜasz – wyjaśniła Pattie, siadając na sofie.  

Spence usadowił się w fotelu naprzeciwko niej.  

– Myślę, Ŝe niewiele ją to obchodzi, czy wyjadę, czy zostanę.  

–  Wiesz,  Ŝe  to  nieprawda.  –  Pattie  wyprostowała  się.  –  Allie  nadal  czuje  się  bardzo 

zagubiona.  Powiedziałam  jej  wszystko,  całą  prawdę.  Wie,  Ŝe  nas  nie  porzuciłeś  i  Ŝe  nie 

wiedziałeś o jej istnieniu.  

– I teraz kocha mnie jak prawdziwego ojca, tak? mruknął Spencer.  

–  Nie,  nie  kocha  cię  jak  ojca,  podobnie  jak  nie  kocha  mnie  jak  matki.  Jeszcze  nie.  Ale 

pokocha, jeśli dasz jej trochę czasu.  

Spence pochylił się do przodu, zwieszając ręce między kolanami.  

–  Nie  nadaję  się  do  rozwiązywania  tych  wszystkich  rodzinnych  problemów.  Za  długo 

byłem kawalerem.  

–  Rozumiem.  –  Pattie  rozluźniła  się.  zwijając  się  w  kłębek  na  sofie.  Gdy  Spence 

zadzwonił do niej i powiedział, Ŝe postanowił tego dnia wyjechać z miasta, Pattie wiedziała, 

Ŝ

e musi go jakoś zatrzymać.  

– Znowu chcesz uciec, tak? Poprzednim razem nie wiedziałeś, Ŝe masz dziecko. Teraz juŜ 

wiesz. Allie moŜe zrozumieć to, co się stało w przeszłości, ale nie wybaczy ci, jeśli ją teraz 

opuścisz.  

Spence poderwał się z miejsca.  

– Do cholery, Partie, nie mogę zostać w Marshallton. Mam swoje Ŝycie w Kalifornii. Ty 

mieszkasz  tutaj.  Masz  J.J.  Allie  potrzebuje  ciebie,  swojej  matki,  a  nie  jakiegoś 

nieodpowiedzialnego buntownika bez powodu w roli ojca.  

Pattie nie przekonały te gwałtownie wypowiedziane słowa. MoŜe Spence okłamywał sam 

siebie, ale nie był w stanie oszukać jej.  

– Nie chcesz być częścią jej Ŝycia? Nie chcesz, Ŝeby do ciebie dzwoniła, pisała i Ŝeby cię 

odwiedzała? 

– Nie porzucam jej przecieŜ. – Spence przesunął palcami po długich, wilgotnych pasmach 

włosów. – Dogadałem się na ten temat z Peytonem. On dopilnuje, Ŝeby Allie miała wszystko, 

czego jej potrzeba. Mam zamiar utrzymywać swoje dziecko.  

– To bardzo szlachetnie z twojej strony. Jestem pewna, Ŝe Allie doceni twoją hojność. – 

Pattie spojrzała na niego z gniewem, zastanawiając się, czy mogła się aŜ tak pomylić. Czy to 

moŜliwe, by Spence naprawdę nie chciał pozostać z własnym dzieckiem? 

– Allie zawsze moŜe do mnie zadzwonić albo napisać, jeśli zechce. Ja... będę tu czasami 

wpadał, Ŝeby się z nią zobaczyć.  

– A czy ona moŜe cię odwiedzić? – zapytała Pattie.  

background image

– MoŜe kiedyś, gdy będzie starsza. Teraz nie pochwalałaby mojego stylu Ŝycia. Poza tym, 

dopóki nie dorośnie, powinna być przy tobie.  

–  Dziewczyna  w  jej  wieku  potrzebuje  takŜe  ojca,  nie  tylko  matki.  Chłopcu  równieŜ 

potrzebni  są  obydwoje  rodzice.  Ty  i  ja  wiemy,  co  to  znaczy  dorastać  w  niepełnej  rodzinie. 

Zawsze czegoś brakuje.  

–  Jakim  ja  byłbym  rodzicem?  –  zapytał  Spence,  zatrzymując  się  przy  oknie  i  wpatrując 

otępiałym wzrokiem w trawnik przed domem. – Popsułem wszystkie związki w moim Ŝyciu, 

zaczynając od kontaktów z ojcem.  

–  To  nie  ty  byłeś  nieudanym  synem  –  odrzekła  Pattie.  –  To  Marshall  Rand  nie  nadawał 

się na ojca.  

– Ale Peyt jakoś wyszedł na ludzi. To znaczy, Ŝe stary aŜ tak nie zawinił.  

Pattie wstała, przeszła przez pokój i połoŜyła rękę na plecach Spence’a.  

Przez  całe  Ŝycie  robiłeś  sobie  z  tego  powodu  wyrzuty,  prawda?  Nie  moŜesz  winić  za 

wszystko  tylko  siebie.  MoŜe  nie  byłeś  idealnym  synem,  ale  senator  był  okropnym  ojcem, 

niezaleŜnie od tego, jak ułoŜyło się Ŝycie Peytona. A to, co zdarzyło się między nami, było w 

równym  stopniu  moją  winą.  jak  twoją...  Mogłam  z  tobą  wyjechać.  Obydwoje  byliśmy  za 

młodzi. Popełnialiśmy błędy.  

Spence  obrócił  się  powoli,  ogarniając  całą  jej  postać  spojrzeniem.  Była  taka  urocza, 

ubrana  we  wrzosowe  sztruksowe  spodnie  i  róŜowy  sweter  z  angory.  Niczego  bardziej  nie 

pragnął, niŜ znaleźć u niej pociechę. Zastanawiał się, czy ona zechciałaby go pocieszyć? Czy 

rozwarłaby  ramiona  i  przytuliła  go  do  siebie,  czy  zaakceptowałaby  go  takim,  jakim  był 

niedoskonałym, pełnym wad męŜczyzną? Jesteś bardzo wielkoduszna – powiedział. Po prostu 

patrzę  na  to  wszystko  realnie.  Chciałabym,  Ŝebyś  został  w  Marshallton,  Spence.  Nasz  córka 

potrzebuje rodziny. Potrzebuje ciebie tak samo, jak mnie. – Przesunęła czubkami palców po 

jego  zarośniętym  policzku.  –  Od  początku,  zanim  jeszcze  powiedziałeś  mi,  Ŝe  Allie  jest 

naszym dzieckiem, mówiłam ci, Ŝe nie chodzi tu tylko o nas dwoje, Ŝe musimy myśleć takŜe 

o niej i o J.J. To się nie zmieniło.  

Jej  dłoń  była  gorąca.  śar  ogarnął  całe  ciało  Spence’a.  Nie  spotkał  dotąd  drugiej  takiej 

kobiety jak Pattie i wiedział, Ŝe nigdy nie spotka. BoŜe, gdyby tylko miał dosyć odwagi, by z 

nią zostać. Ale stawką było tu nie tylko jego własne Ŝycie i serce; takŜe Ŝycie Pattie, Allie, a 

nawet J.J.  

–  Nie  warto  na  mnie  stawiać,  Pattie.  Powinnaś  o  tym  wiedzieć.  Zawiodłem  cię  juŜ  raz 

wtedy, gdy najbardziej mnie potrzebowałaś – odrzekł, kładąc rękę na jej dłoni.  

– Więc nie zawiedź mnie tym razem. – Spojrzała na niego błagalnie. Była taka ponętna i 

pragnęła, by został.  

Pochwycił ją za ramiona, wpijając dłonie w jej miękkie ciało.  

–  Czy  wiesz,  czego  pragnę?  Kochać  się  z  tobą.  Chcę  cię  połoŜyć  na  podłodze  tu,  przed 

kominkiem,  i  znaleźć  się  głęboko  w  tobie.  Za  kaŜdym  razem,  gdy  na  ciebie  spoglądam, 

pragnę cię.  

– Czy nie wiesz, Ŝe ze mną dzieje się to samo? Zawsze tak było między nami, prawda? – 

Objęła  go  ramionami  i  przyciągnęła  do  siebie.  –  Nie  musimy  brać  ślubu,  Spence.  MoŜemy 

background image

być... kochankami. śadnych zobowiązań, oprócz opieki nad Allie.  

–  Co  ty  mówisz?  –  Spojrzał  na  jej  uniesioną  twarz  i  zobaczył  łzy  w  oczach.  Nigdy  nie 

pragnął jej bardziej niŜ w tej chwili.  

–  Mówię,  Ŝe  zgadzam  się  przyjąć  twoje  reguły  gry.  Zrobię,  co  zechcesz,  Ŝeby  tylko 

zatrzymać  cię  przy  nas.  My...  Allie  cię  potrzebuje,  Spence,  i  gdybyś  był  uczciwy  wobec 

siebie, to musiałbyś przyznać, Ŝe ty teŜ jej potrzebujesz.  

– Masz rację, potrzebuję jej i kocham ją. Chciałbym być częścią jej Ŝycia, ale śmiertelnie 

się boję, Ŝe tylko ją zranię i rozczaruję. Znasz mnie przecieŜ. Wcześniej czy później zawsze 

robię coś nie tak.  

Pattie  wspięła  się  na  czubki  palców  i  pocałowała  go.  Było  to  namiętne,  uwodzicielskie 

zaproszenie.  

–  Niedługo  będzie  Święto  Dziękczynienia,  potem  BoŜe  Narodzenie,  a  w  styczniu  Allie 

kończy czternaście lat. Zostań do tego czasu. Spróbuj Ŝyć w rodzinie. To tylko sześć tygodni, 

a potem, jeśli nadal będziesz chciał wyjechać do Kalifornii, nie będę cię zatrzymywać.  

–  Tylko  do  urodzin  Allie,  tak?  –  Jeszcze  sześć  tygodni  spędzonych  z  nimi  obydwiema. 

Kusiło go, tak okropnie go kusiło, by się zgodzić. – A co z nami? 

– Z nami? – powtórzyła.  

Będziemy kochankami przez te sześć tygodni? Bez Ŝadnych zobowiązań? 

– Jeśli tego chcesz.  

Tego właśnie chcę. – Wziął ją na ręce. – Pattie. nic pozwól, bym cię znowu skrzywdził. 

Ciebie albo Allie. Proszę. Przywarła do niego mocno i pocałowała go w brodę.  

– Kochaj mnie. Spence. Nie chcę stracić ani minuty z naszych sześciu tygodni.  

Poniósł ją przez pokój i połoŜył przed płonącym w kominku ogniem, przyklękając obok. 

Wyciągnęła  ręce  i  rozwiązała  pasek  jego  szlafroka,  po  czym  zsunęła  miękką  tkaninę  na 

podłogę.  

Spence  wsunął  dłonie  pod  jej  plecy  i  podniósł  ją  nieco.  tak.  by  mogła  ściągnąć  sweter 

przez  głowę.  Pod  spodem  miała  róŜowy  koronkowy  stanik,  który  takŜe  zdjął.  Jęknął.  gdy 

Pattie  dotknęła  jego  nagiego  torsu  i  przesunęła  palce  po  delikatnych  brązowych  włoskach. 

Pochwycił jej dłoń i poprowadził ją niŜej, zdejmując jednocześnie spodenki.  

– Masz najpiękniejsze ciało, jakie widziałam – powiedziała Pattie. – Jesteś piękny.  

Rozpiął zamek jej spodni i zsunął je przez biodra wraz z bielizną, po czym wpatrzył się w 

nią zamglonym spojrzeniem.  

– Ty jesteś ode mnie o wiele piękniejsza.  

Pragnęła być z nim, i to jak najszybciej. Przyciągnęła go do siebie, on zaś przejął kontrolę 

nad  sytuacją  i  delikatnie  przewrócił  ją  na  brzuch.  Opadł  na  nią  powoli,  pochylił  głowę  i 

całował całe jej ciało. Pattie mruczała coś cicho, poruszając się pod nim niespokojnie. Pieścił 

ją  dłońmi  i  ustami,  szepcząc  do  ucha  namiętne  słowa  poŜądania,  mówiąc,  czego  pragnie. 

DrŜała  coraz  bardziej,  dochodząc  do  spełnienia  i  jednocześnie  usiłując  ułoŜyć  się  tak,  by 

Spence zdołał w nią wejść.  

–  Mógłbym  się  z  tobą  kochać  przez  cały  dzień  i  nadal  miałbym  na  ciebie  ochotę  – 

wymruczał  Spence,  rozsuwając  nieco  jej  uda.  Wygięła  się  w  łuk  i  po  chwili  ich  ruchy 

background image

odnalazły  właściwy rytm. Kochali się szaleńczo, ogarnięci  gorączką, której nigdy nie byli w 

stanie opanować.  

Po  jakimś  czasie  Pattie  pozostawiła  Spence’a  śpiącego  na  podłodze.  Wiedziała,  Ŝe  jest 

wyczerpany  po  pięciu  dobach  bezsenności  i  zmartwienia.  Ubrała  się  i  spojrzała  na  niego  z 

czułością.  Na  całym  świecie  nie  było  drugiego  takiego  męŜczyzny  jak  on.  Nade  wszystko 

pragnęła,  by  został  w  Marshallton  jako  ojciec  dla  Allie  i  J.J.,  a  takŜe  jako  jej  mąŜ.  Ale  nie 

obiecał jej tego. Powiedział jedynie, Ŝe zostanie do dnia urodzin córki.  

Miała sześć tygodni, by  go przekonać, iŜ nadaje się na męŜa i ojca, Ŝe w gruncie rzeczy 

jest stworzony do Ŝycia w rodzinie.  

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

Pattie  usłyszała  samochód  podjeŜdŜający  przed  dom,  trzaśniecie  drzwiczek  i  głośny 

ś

miech.  Ebony  zeskoczyła  z  kanapy,  podbiegła  do  wielkiego  okna  w  salonie,  stanęła  na 

tylnych  łapach  i  wyjrzała  na  zewnątrz.  Pattie  odsunęła  beŜowe  Ŝaluzje.  Na  podjeździe  J.J.  i 

Spence  odwiązywali  choinkę  przymocowaną  do  dachu  samochodu.  Allie  nadzorowała 

wnoszenie drzewka do domu.  

Pattie  z  uśmiechem  opuściła  Ŝaluzje  i  pobiegła  otworzyć  drzwi.  Na  werandzie  przywitał 

ją ostry grudniowy wiatr. Pomachała do trójki zmagającej się z drzewkiem i zawołała do nich, 

ale jej głos stłumił wiatr.  

BoŜe Narodzenie było juŜ za tydzień i Pattie wiedziała, Ŝe ma niewiele czasu – upłynęła 

juŜ  połowa  z  przyrzeczonych  jej  przez  Spence’a  sześciu  tygodni.  UwaŜała,  Ŝe  poczynili 

znaczne  postępy  w  tworzeniu  prawdziwej  rodziny.  Była  dumna  z  J.J.  Na  wszelkie  sposoby 

starał  się  okazać  Allic,  Ŝe  nie  jest  o  nią  zazdrosny  i  nawet  usiłował  utrzymywać  dobre 

stosunki  ze  Spence’em.  Allie.  która  znów  zaakceptowała  skróconą  formę  swego  imienia, 

nazywała  Pattie  mamą.  ale  do  ojca  wciąŜ  zwracała  się:  wujku  Spence.  Pattie  wiedziała,  Ŝe 

Spencera ta sytuacja przygnębia, ale nie przyznawał się do tego  głośno.  Twierdził nawet, Ŝe 

tak  jest  lepiej.  Gdyby  sprawa  nie  była  tak  powaŜna,  zabawne  byłoby  to,  Ŝe  obydwoje 

przejawiali  identyczny  upór.  Choć  Ŝadne  /  nich  nie  chciało  się  do  tego  przyznać,  istniała 

między  nimi  głęboka  więź.  Partie  widziała,  jak  z  kaŜdym  mijającym  dniem  Allie  i  Spence 

coraz  bardziej  się  do  siebie  zbliŜają.  Obydwoje  byli  ostroŜni,  lecz  pełni  nadziei.  Allie  nie 

miała pojęcia, Ŝe Spence zamierza wyjechać z Marshallton tuŜ po jej urodzinach, a Pattie bała 

się myśleć o tym, co moŜe się zdarzyć, gdy dziewczynka się o tym dowie.  

Cała trójka weszła na werandę. Allie, ubrana w obcisłe dŜinsy i wielki czerwony sweter, z 

drugimi  włosami  wepchniętymi  pod  czerwoną  wełnianą  czapkę,  w  kaŜdym  calu  wyglądała 

jak  typowa  nastolatka.  Popołudniowe  słońce  odbijało  się  w  dwóch  złotych  pierścionkach 

zwisających z łańcuszka na jej szyi.  

– Zejdź z drogi, mamo – zawołała, otwierając drzwi na ościeŜ. – Chodźcie! 

Ebony  zaskowyczała  i  rzuciła  się  przednimi  łapami  na  jej  pierś.  J.J.  i  Spence  ostroŜnie 

wnosili choinkę na werandę. Była tak wielka, Ŝe z trudem nią manewrowali. Pattie zamknęła 

drzwi i zauwaŜyła, Ŝe czubek drzewka dotyka Ŝyrandola.  

– UwaŜajcie! – zawołała.  

Szklany  kandelabr  zakołysał  się  niebezpiecznie.  Spence  i  J.J.  w  porę  schylili  się, 

zapobiegając katastrofie.  

–  Oni  są  beznadziejni  –  westchnęła  Allie.  –  Szkoda,  Ŝe  nie  widziałaś,  jak  ścinali  tę 

choinkę. Wszyscy inni mieli piły łańcuchowe, a my co? Tylko starą piłkę ręczną. Zabrało im 

to pół dnia! 

–  Poszłoby  nam  szybciej,  gdybyś  nie  wybrała  największego  drzewa  w  całym  lesie  – 

odparował J. J. wkładając ze Spence’em choinkę do stojaka.  

–  Gdybym  zdała  się  na  ich  wybór,  przynieśliby  jakieś  małe  patykowate  okropieństwo  – 

background image

oświadczyła  Allie.  podchodząc  do  choinki,  która  miała  ponad  dwa  i  pół  metra  wysokości.  – 

Krzywo stoi. Przechylcie ją bardziej na lewo.  

–  AleŜ  ona  się  rządzi  –  jęknął  J.J.  –  Dlaczego  kobiety  zawsze  uwaŜają,  Ŝe  wszystko 

wiedzą najlepiej? 

– Bo przewaŜnie tak jest – zaśmiała się Pattie, dotykając jego ramienia. – Poza tym Allie 

ma rację. Ta choinka jest za bardzo przechylona w prawo.  

–  Och,  świetnie  –  mruknął  Spence.  –  Tego  nam  właśnie  było  potrzeba,  prawda,  J.J.  ? 

Dwóch kobiet, które lubią się szarogęsić.  

– Chciałabym, Ŝeby ta choinka stała dokładnie tak, jak trzeba – odrzekła Allie, cofając się 

o  krok  i  przyglądając  się  drzewku  uwaŜnie.  –  To  nasze  pierwsze  święta  spędzane  razem  i 

chcę, Ŝeby wszystko się udało.  

Pattie i Spence wymienili radosne uśmiechy.  

– Teraz dobrze? – zapytał Spence. – Czy mogę juŜ dokręcać śruby, szefowo? 

– Teraz dobrze. MoŜesz dokręcić, wujku Spence. – Allie obróciła się na pięcie i podeszła 

do stolika, na którym Pattie ustawiła pudełka z ozdobami choinkowymi.  – Nie mogę się juŜ 

doczekać  ubierania  drzewka.  Wiecie,  jeszcze  nigdy  tego  nie  robiłam.  Mama...  to  znaczy 

Valerie, zawsze wynajmowała kogoś, kto przychodził do domu i zajmował się tym. I choinka 

zawsze była tak ładna i delikatna, Ŝe nie wolno jej było dotykać.  

– To Ŝadna sztuka ubrać choinkę – oświadczył J.J. – Trzeba tylko pamiętać, Ŝe najpierw 

zawiesza się lampki, i naleŜy sprawdzić, czy działają.  

Allie  kręciła  się  po  pokoju  z  entuzjazmem  czterolatki  oczekującej  na  ranek  BoŜego 

Narodzenia. W jej oczach tańczyły iskierki.  

– Dobrze, sprawdźmy lampki.  

– Pudełko z lampkami jest tam w kącie – zawołała Pattie. – Zapasowe Ŝarówki są na dnie.  

W chwili gdy z głośnika dobiegł zmysłowy głos Elvisa, śpiewającego „Blue Christmas”, 

zadzwonił  telefon  stojący  na  dębowym  biurku  po  lewej  stronie  kominka.  Pattie  sięgnęła  po 

słuchawkę  przypuszczając,  Ŝe  to  Sherry  dzwoni  ze  sklepu.  Rzadko  zostawiała  ją  samą  w 

pracy w soboty, ten dzień jednak był szczególny.  

– Pattie, tu mówi Ralph Whitlock – usłyszała głos w słuchawce i po jej plecach przebiegł 

zimny dreszcz. Dlaczego dzwonił do niej prawnik Joan Stephenson? 

Wygląda  na  to,  Ŝe  Joan  jest  zdecydowana  zrealizować  swoje  plany  –  ciągnął  pan 

Whitlock.  –  Rozmawiałem  z  sędzią  Proctorem.  który  zgodził  się  urządzić  w  swoim  biurze 

nieoficjalne przesłuchanie w przyszłym tygodniu.  

– Nieoficjalne przesłuchanie. 

Mamy  nadzieję  znaleźć  jakieś  rozwiązanie,  które  oszczędzi  nam  batalii  w  sądzie.  Tak 

będzie lepiej dla ciebie i dla Joan, a takŜe dla J.J.  

Rozumiem odrzekła Pattie.  

Jeśli  jeszcze  nie  wynajęłaś  Ŝadnego  adwokata,  proponowałbym,  Ŝebyś  to  zrobiła,  zanim 

pokaŜesz się u sędziego Proctora.  

A  gdybym  zgodziła  się oddać  Joan  moją  połowę  majątku,  Ŝeby  ona  w  zamian  porzuciła 

ten absurdalny pomysł odbierania mi J.J. ? 

background image

W  pokoju  zaległa  zupełna  cisza,  w  której  słychać  było  tylko  odległy  głos.  Spence 

podszedł do Pattie i połoŜył dłoń na jej ramieniu.  

– Co się stało, kochanie? – zapytał.  

J.J. upuścił trzymany w ręku sznur lampek. Allie pochwyciła je w porę. zanim rozbiły się 

o podłogę.  

– Z kim rozmawiasz? – zapytał J.J. – Czy to prawnik Joan? Chce nas pozwać do sądu? 

Ralph Whitlock odchrząknął.  

–  Przykro  mi,  Partie,  ale  Joan  chce  za  wszelką  cenę  uzyskać  opiekę  nad  J.J.  Naprawdę 

wierzy, Ŝe nie nadajesz się na matkę.  

–  Mój  adwokat  skontaktuje  się  z  tobą  –  odrzekła  Partie.  OdłoŜyła  słuchawkę  i  spojrzała 

na  trzy  zwrócone  w  jej  stronę  twarze.  –  W  następnym  tygodniu  odbędzie  się  nieoficjalne 

przesłuchanie w biurze sędziego Proctora. Joan zdecydowana jest odebrać mi J.J.  

– Nie moŜe tego zrobić! – J.J. uderzył pięścią w oparcie kanapy. – Nie wierzyłem, Ŝe się 

na to zdobędzie. Jest tak zazdrosna o ciebie, Patrie, Ŝe w głowie jej się poprzewracało.  

– Nie moŜe zabrać J.J. – poparła go Allie. – Jego ojciec chciał, Ŝeby mieszkał z tobą.  

–  Mojej  kuzynki  Joan  w  najmniejszym  stopniu  nie  obchodzi,  czego  chciał  mój  ojciec. 

Będzie  opowiadała  okropne  rzeczy  o  Partie  i  spróbuje  dowieść,  Ŝe  ona  nie  nadaje  się  na 

matkę.  –  J.J.  zwrócił  się  do  Spence’a.  –  Zadzwoń  do  tego  swojego  brata.  Jest  najlepszym 

prawnikiem w całym stanie Tennessee. ZałoŜę się, Ŝe da sobie radę z Joan, zanim ona zdąŜy 

otworzyć usta.  

– Ale Pattie jest cudowną matką – dodała Allie. – Nikt nie moŜe twierdzić, Ŝe się do tego 

nie nadaje.  

Pattie objęła dziewczynkę i uścisnęła ją mocno.  

– Dziękuję ci, kochanie, ale obawiam się, Ŝe prawnik Joan moŜe wygrzebać rzeczy, które 

zranią nas wszystkich.  

–  To  po  części  moja  wina  –  odezwał  się  Spence.  –  Od  tego  wieczoru,  gdy  zostawiłem 

Joan w „Błędnym Rycerzu”, szukała jakiegokolwiek pretekstu, Ŝeby się na nas odegrać.  

–  Nie  obwiniaj  się  –  westchnęła  Partie.  –  Joan  nigdy  mnie  nie  cierpiała.  To  się  musiało 

stać wcześniej czy później.  

Spence sięgnął po słuchawkę telefonu.  

– Dzwonię do Peyta.  

Pattie przytrzymała jego dłoń.  

–  Posłuchaj,  jeśli  sprawa  trafi  do  sądu,  wszystko  wyjdzie  na  jaw.  Fakt,  Ŝe  miałam 

nieślubne  dziecko.  Mój  niekonwencjonalny  styl  Ŝycia.  Imprezy  i  randki.  I  do  tego  jeszcze 

prawda o Allie. To będzie skandal. Whitlock na pewno wywlecze to, Ŝe ty i ja mamy romans.  

Spence zerknął na Allie, która uśmiechnęła się do niego.  

– Nie jestem głupia. Wiem, Ŝe sypiacie ze sobą. Skoro macie wziąć ślub, co to za róŜnica? 

– zapytał J.J. – Nam wcale to nie przeszkadza, prawda, Allie? 

J.J. ma rację. Dlaczego miałoby mi przeszkadzać, Ŝe moja matka i ojciec sypiają ze sobą. 

– Zadzwoń do Peyta – zgodziła się Pattie. – I powiedz mu, Ŝe opieka nad J.J. to sprawa 

rodzinna i wszyscy jesteśmy w to zaangaŜowani.  

background image

Spence  wykręcił  domowy  numer  swego  i  zostawił  wiadomość.  Wiedział,  Ŝe  jeśli 

ktokolwiek potrafi udowodnić, Ŝe Pattie ma prawo do legalnej opieki nad J.J., to tylko on. W 

końcu  chłopiec  miał  rację,  gdy  stwierdził,  Ŝe  Peyton  Rand  to  najlepszy  prawnik  w  stanie 

Tennessee.  

 

Zgodnie z przewidywaniami Pattie Ralph Whitlock nie pominął niczego. Joan Stephenson 

zapewne  poinstruowała  go,  by  poszedł  na  całość.  Przedstawił  Pattie  jako  kobietę  lekkich 

obyczajów,  która  nie  skończyła  szkoły  średniej,  nastolatkę  w  ciąŜy,  matkę  nieślubnego 

dziecka,  dziewczynę  gustującą  w  podejrzanych  imprezach,  otoczoną  liczną  grupą  przyjaciół 

płci męskiej między dwudziestym a trzydziestym rokiem Ŝycia. Z relacji Whitlocka wynikało, 

Ŝ

e  Partie  chciała  wyjść  za  Freda  Cartera  ze  względu  na  jego  stan  majątkowy  –  ładny  dom, 

sklep meblowy, pokaźne konto w banku i polisę ubezpieczeniową na Ŝycie.  

Spencer  cieszył  się,  Ŝe  było  to  tylko  nieoficjalne  przesłuchanie  w  biurze  sędziego;  w 

innym wypadku całe miasto zeszłoby się tutaj, Ŝeby posłuchać tych rewelacji.  

–  Myślę,  Ŝe  wszyscy  zgodzimy  się  co  do  tego,  iŜ  Partie  nie  jest  święta  i  Ŝe  popełniła  w 

Ŝ

yciu  kilka  błędów,  podobnie  jak  my  wszyscy  –  powiedział  Peyton  Rand,  spoglądając 

gniewnie  na  Joan.  –  Ale  nie  jest  równieŜ  taką  grzesznicą,  jak  chciałby  nam  to  wmówić  pan 

Whitlock.  –  Zrobił  dramatyczną  pauzę  i  skupił  uwagę  na  swej  kłientce.  –  Sędzio  Proctor, 

Partie Cornell jest kochającą, pełną dobroci kobietą, która okazała się wzorową matką dla J.J.  

–  Wysoki  Sądzie  –  przerwał  mu  Ralph  Whitlock  –  nie  mogę  uwierzyć,  Ŝe  ktokolwiek 

nazywa Partie Cornell wzorową matką. Ta kobieta ma w naszym mieście określoną reputację 

i  to  juŜ  od  wielu  lat.  Gdyby  Fred  Carter  nie  był  tak  zafascynowany  jej  urodą,  nigdy  nie 

zostawiłby syna pod jej opieką.  

Peyton  roześmiał  się  głębokim,  gardłowym  śmiechem,  który  kobiety  uwaŜały  za 

niezwykle zmysłowy i który onieśmielał większość męŜczyzn.  

– Panie sędzio, to stwierdzenie jest śmiechu warte. Oczywiście, Ŝe Fred uwaŜał Partie za 

atrakcyjną  kobietę.  Wcale  mnie  to  nie  dziwi.  Ośmielam  się  powiedzieć,  Ŝe  my  wszyscy  tu 

obecni, z panem włącznie, uwaŜamy ją za piękną kobietę.  

Pełen  oburzenia  szept  Joan  Stephenson  spowodował  lekkie  zamieszanie.  Jej  adwokat 

usiłował pośpiesznie uciszyć zebranych. Peyton uśmiechnął się.  

– Proszę posłuchać – odezwał się sędzia Proctor. – Znam was wszystkich od czasu, gdy 

byliście dziećmi. Ciebie, Spencera i Ralpha, a takŜe Joan i Pattie. UwaŜam, Ŝe cała ta sprawa 

jest  w  najwyŜszym  stopniu  niesmaczna,  ale  Joan  usiłuje  doprowadzić  do  konfrontacji  od 

chwili, gdy odczytano testament Freda, a ja z urzędu zobowiązany jestem wysłuchać obydwu 

stron.  Proponując  to  nieoficjalne  przesłuchanie,  chciałem  wam  wszystkim  dać  do 

zrozumienia, Ŝe wolałbym, by ta sprawa została rozstrzygnięta poza sądem.  

–  Nie  moŜna  jej  rozstrzygnąć  bez  sądu,  chyba  Ŝe  Pattie  zgodzi  się  przystać  na  moje 

warunki!  –  zawołała  Joan,  z  wdziękiem  podnosząc  się  z  krzesła.  Przechyliła  głowę  na  bok  i 

palcem wskazała pozwaną. – Ta kobieta nie nadaje się do wychowywania dziecka. Od czasów 

gdy  była  nastolatką,  traktowała  męŜczyzn  jak  jednorazowe  chusteczki,  a  teraz...  teraz  ma 

romans, choć w jej domu mieszka dwoje nastolatków. Moja droga przyjaciółka. Valerie Rand. 

background image

byłaby zdruzgotana, gdyby się dowiedziała, Ŝe brat oddał jej córkę w ręce kogoś takiego jak 

Pattie Cornell. Na litość boską, ona była córką gosposi Randów! 

– Usiądź, Joan powiedział sędzia. – Spencer, czy ty i Pattie mieszkacie razem? 

Nic...  Wysoki  Sądzie.  Spence  miał  nadzieję,  Ŝe  Clayburn  Proctor  nic  zapyta  go.  czy  ma 

romans  z  Pattie.  Nie  było  sensu  kłamać,  gdyŜ  pól  miasta  znało  prawdę,  ale  nic  mógł  znieść 

myśli, Ŝe Pattie mogłaby stracić J.J. przez niego.  

W  takim  razie  co  ma  oznaczać  to  stwierdzenie.  Ŝe  córka  Valerie  mieszka  pod  jednym 

dachem z Pattie? – Sędzia poruszył się. spoglądając na Spencera z namysłem.  

Ten zaś zerknął na Peytona, który lekko skinął głową.  

–  Wysoki  Sądzie,  to  prawda,  Ŝe  Allison  Wilson  mieszka  teraz  z  Pattie  Cornell  – 

powiedział  Peyt.  –  Istnieje  po  temu  zupełnie  zadowalające  wyjaśnienie,  ale...  to  delikatna 

sprawa, która nie nadaje się do omawiania przy pani Stephenson i jej adwokacie.  

– Zgłaszam sprzeciw – odezwał się Ralph Whitlock.  

– Pan Rand jest znany ze swych matactw na sali sądowej i jeśli myśli, Ŝe uda mu się...  

– Och, zamknij się, Ralph – uciął sędzia Proctor. – Zrobimy dziesięciominutową przerwę, 

podczas  której  pan  Rand  wyjaśni  mi  tę  delikatną  sytuację.  Tymczasem  obie  panie  moŜe 

zastanowią się nad jakimś wyjściem z sytuacji.  

Spence odprowadził Pattie na korytarz, gdzie czekali Allie i J.J.  

– No i co? – dopytywał się chłopiec, podbiegając do nich. – Myślałem, Ŝe zechcą ze mną 

porozmawiać i zapytają, z kim chcę mieszkać.  

– Przesłuchanie jeszcze się nie skończyło – wyjaśnił Spence, otaczając Pattie ramieniem. 

– Sędzia ogłosił dziesięciominutową przerwę.  

– Dlaczego? – zapytała Allie.  

– Wujek Peyton ma mu wyjaśnić, dlaczego mieszkasz z Pattie. – Spence nie był pewien, 

jak  dziewczynka  zareaguje,  ale  gdy  wybuchnęła  śmiechem,  popatrzył  na  nią  z 

niedowierzaniem.  

– Tylko tyle? To po co mu była potrzebna przerwa? – zapytał J.J.  

–  Bo...  no,  bo  gdyby  Joan  Stephenson  dowiedziała  się  prawdy,  rozpowiedziałaby  o  tym 

całemu miastu – wyjaśniła Pattie.  

J.J. ujął Allie za rękę.  

– Ale Allie nic nie obchodzi, kto się o tym dowie. I tak postanowiła powiedzieć prawdę 

wszystkim w szkole po świętach.  

– Naprawdę? – zdumiał się Spence.  

–  Opowiedziałam  juŜ  o  wszystkim  Leigh  i  jej  matce  –  odrzekła  Allie,  ściskając  dłoń 

chłopca. – J.J. i ja rozmawialiśmy o róŜnych rzeczach i obydwoje chcemy świadczyć na rzecz 

Pattie. Pragniemy, Ŝeby sędzia dowiedział się, Ŝe jest najlepszą matką na świecie.  

W oczach Pattie pojawiły się łzy. Przyciągnęła obydwoje dzieci do siebie.  

– Nie oddam Ŝadnego z was, choćbym nie wiem co miała zrobić.  

Spence otworzył drzwi do pokoju sędziego i wszedł do środka.  

Przepraszam, ale chcielibyśmy zakończyć przerwę. Pattie i ja pragniemy coś ogłosić.  

Peyton przez chwilę wpatrywał się w twarz brata, po czym z uśmiechem odwrócił się do 

background image

sędziego.  

– Panie sędzio? Sędzia machnął ręką.  

–  Niech  wszyscy  wejdą,  włącznie  z  dziećmi.  Zainteresowani  na  powrót  usadowili  się  w 

pokoju. J.J.  

i Allie stanęli za krzesłem Pattie. Peyton zwrócił się do Spencera: 

–  Mój  brat  chciałby  powiedzieć  coś,  co  powinno  wyjaśnić  wszelkie  nieporozumienia 

dotyczące obecnego miejsca pobytu Allison Wilson.  

Spence  wstał.  Do  diabła,  w  końcu  był  pisarzem.  Snucie  opowieści  to  jego  zawód, 

dlaczego więc tak trudno mu było znaleźć teraz odpowiednie słowa? 

Pattie  Corncll  i  ja  byliśmy  parą  zbuntowanych  nastolatków,  ale...  ona  nie  miała  całej 

gromady  kochanków.  Tylko  mnie.  Byliśmy  zaręczeni.  Gdy  wyjechałem  z  miasta,  nie 

wiedziałem, Ŝe była w ciąŜy. To zdarzyło się czternaście lat temu.  

– Wszyscy o tym wiedzą – wtrącił Ralph Whitlock. – Co wspólnego z tą sprawą ma fakt, 

Ŝ

e Partie urodziła twoje nieślubne dziecko, które zmarło? 

– Nasza córka Ŝyje – odrzekł Spence.  

W sali zapanowało zupełne milczenie. Wszystkie oczy utkwione były w Spencerze.  

–  Moja  siostra  Valerie  była  w  szóstym  miesiącu  ciąŜy.  Urodziła  martwe  dziecko  tego 

samego  dnia,  gdy  przyszła  na  świat  zdrowa  córeczka  Partie.  Mój  ojciec  na  swój  dyktatorski 

sposób  zabawił  się  w  Pana  Boga.  Doprowadził  do  zamiany  tych  dwojga  dzieci.  Allison 

Wilson nie jest córką Valerie i Edwarda Wilsonów, tylko moją i Partie.  

– Co za podłe, bezczelne kłamstwo – oburzyła się Joan.  

–  Spencer,  jak  moŜesz  opowiadać  takie  okropne  rzeczy  o  swoim  ojcu  i  siostrze,  skoro 

obydwoje nie Ŝyją i nie mogą się bronić? 

–  Obawiam  się,  Ŝe  to,  co  powiedział  Spencer,  to  prawda  –  odrzekł  Peyton.  –  Mam  w 

walizce kopię testamentu Yalerie i Edwarda oraz list, który Valerie napisała do Spence’a i w 

którym wyjaśniła, co zrobił nasz ojciec.  

Joan zerwała się na równe nogi.  

– Nie wierzę w ani jedno słowo! 

– Na miłość boską, Joan, proszę, usiądź i uspokój się – powiedział Ralph Whitlock.  

Peyton zwrócił się do sędziego.  

–  Wysoki  Sądzie,  czy  moŜemy  uznać  sprawę  pobytu  Allison  Wilson  w  domu  Partie  za 

wyjaśnioną? 

– Tak, moŜemy. Proszę mówić dalej – odrzekł Proctor.  

– Wysoki Sądzie, myślę, Ŝe pan Whitlock nie ma niczego na poparcie swej tezy, iŜ Pattie 

Cornell nie nadaje się na matkę – ciągnął Peyton. – Ale sądzę, Ŝe Joan Stephenson wyraźnie 

udowodniła, iŜ nie jest materiałem na wzorową opiekunkę, prawda? 

– Pattie Cornell opętała obu braci Randów! – wykrzyknęła Joan z furią. – Przypuszczam, 

Ŝ

e sypia z nimi obydwoma! 

Spence  zwinął  dłonie  w  pięści  i  postąpił  o  krok  do  przodu.  Nigdy  w  Ŝyciu  nie  uderzył 

kobiety, ale teraz miał na to wielką ochotę. Pattie pochwyciła go za ramię.  

J.J. podszedł do Joan, blokując drogę Spence’owi i Pattie.  

background image

–  Wolałbym  umrzeć,  niŜ  mieszkać  z  tobą.  Pattie  jest  sto  razy  lepszą  matką,  niŜ  ty 

kiedykolwiek nią będziesz. Ona naprawdę mnie kocha. – Stał sztywno, na przemian zwijając 

dłonie  w  pięści  i  rozprostowując  je.  –  Pattie  nie  sypia  ze  wszystkimi,  słyszysz?  Kochała 

mojego ojca, a teraz kocha Spencera Randa.  

– Zaprowadźmy tu jakiś porządek – stwierdził sędzia Proctor.  

Peyton i Ralph Whitlock rozdzielili obie skłócone strony i spojrzeli na sędziego. Claybum 

Proctor poskrobał się po brodzie, potrząsnął głową i odchrząknął.  

– Joan Stephenson, ostrzegam cię, byś nie próbowała kierować sprawy do sądu. MoŜesz 

wywołać skandal w Marshallton, ale procesu nie wygrasz. Czy mówię jasno? 

– Ja nie... – wyjąkała Joan.  

– Ona rozumie, Wysoki Sądzie – przerwał jej Whitlock.  

–  Co  do  ciebie,  Pattie  Cornell,  wydaje  mi  się,  Ŝe  masz  sporo  roboty  z  wychowywaniem 

dwojga nastolatków. Nie jesteś ideałem matki, ale – no cóŜ, jeśli będziesz unikać kłopotów, to 

uwaŜam, Ŝe masz wszelkie szanse zatrzymać syna i córkę przy sobie do czasu, gdy wyjadą na 

studia.  

– Dziękuję, panie sędzio – powiedziała Pattie. Sędzia wskazał palcem na Spencera.  

–  A  ty,  Spencer,  albo  się  oŜeń  z  tą  kobietą,  albo  znikaj  z  jej  Ŝycia.  To  nie  jest  mile 

widziane,  gdy  ona  wychowuje  dwoje  dzieci  i  ma  kochanka.  To  jest  Tennessee,  synu,  nie 

Kalifornia.  

Ralph Whitlock wyprowadził Joan z pokoju najszybciej, jak mógł, w nadziei Ŝe uda mu 

się uniknąć dodatkowej konfrontacji. Peyton uścisnął dłoń brata, pocałował Pattie w policzek 

i zapytał sędziego: 

– Zjadłbyś ze mną kolację, Clayburn? 

– Muszę zadzwonić do Ŝony – odrzekł Proctor.  

J.J. otoczył Pattie ramieniem.  

– Kurczę, jak się cieszę, Ŝe juŜ po wszystkim. Więc kiedy Spence i ty weźmiecie ślub? 

Pattie poczuła, Ŝe serce podchodzi jej do gardła.  

– My... my...  

– Właśnie, tato, kiedy oŜenisz się z mamą? – zapytała Allie, zarzucając ramiona na szyję 

Spencera.  

Spence objął ją mocno i poczuł, Ŝe pod powiekami zbierają mu się łzy. Przez chwilę nie 

mógł złapać oddechu.  

–  Twoja...  twoja  mama  i  ja  porozmawiamy  o  naszych  planach  na  przyszłość  i  powiemy 

wam, co ustaliliśmy.  

– Kiedy? – powtórzyła pytanie Allison, z buzią rozjaśnioną szczęściem.  

– Po BoŜym Narodzeniu – obiecał Spence.  

–  Cudownie  byłoby,  gdybyście  wzięli  ślub  w  dniu  moich  urodzin!  To  juŜ  za  dwa 

tygodnie. – Allie pochwyciła jedną ręką dłoń Spencera, a drugą Pattie. – Teraz moŜemy być 

prawdziwą rodziną. Wszyscy czworo.  

Mrugnęła porozumiewawczo do J.J., który odpowiedział jej uśmiechem. Spence spojrzał 

na  Partie  błagalnie,  ona  zaś  natychmiast  wyczuła,  Ŝe  nie  zmienił  zdania  i  nadal  ma  zamiar 

background image

wyjechać z Marshallton tuŜ po urodzinach córki.  

Dobry BoŜe, co uczynić, by wreszcie zrozumiał, Ŝe ma rodzinę, która go potrzebuje? Czy 

nie  zdawał  sobie  sprawy,  Ŝe  niczym  nie  moŜe  ich  bardziej  zranić  i  rozczarować  niŜ  tym,  Ŝe 

wyjedzie i zostawi ich teraz? 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 

Spence  trzymał  w  ręku  srebrną  serpentynę,  którą  Pattie  przypinała  pinezkami  nad 

wejściem do jadalni. Na stole stał wielki tort urodzinowy, kanapki i waza z ponczem, a takŜe 

chrupki, sosy i kulki z sera.  

– Czy myślisz, Ŝe jej się to spodoba? – zapytała Pattie, schodząc z drabiny. – Chciałabym, 

Ŝ

eby to były najpiękniejsze urodziny w Ŝyciu Allie.  

– Na pewno będą, mała. – Spence podał jej rękę i pomógł stanąć na podłodze. – Teraz ma 

prawdziwy dom z tobą i JJ. – Nie chciał myśleć o jutrzejszym dniu, o powrocie do Kalifornii i 

Ŝ

ycia,  które  kiedyś  sprawiało  mu  tyle  zadowolenia.  W  ciągu  ostatnich  kilku  tygodni  często 

sobie uświadamiał, jak bardzo pokochał Pattie i Allie, a nawet J.J.  

–  Zawsze  chciałam  mieć  własny  dom.  MęŜa  i  dzieci.  Rodzinę.  –  Pattie  odsunęła  się  od 

Spence’a na bezpieczną odległość. Jak sobie poradzi bez niego? Bez ich miłości? 

I Allie. BoŜe, jak ich córka zareaguje, gdy się dowie, Ŝe jej ojciec wyjeŜdŜa? 

–  Szkoda,  Ŝe...  Bardzo  mi  przykro,  Ŝe  nie  jestem  właściwym...  materiałem  na  męŜa.  – 

Spence  nie  potrafił  spojrzeć  Pattie  w  twarz;  obawiał  się,  Ŝe  ona  wyczyta  w  jego  oczach 

rozpaczliwą  tęsknotę.  Pragnął  usłyszeć  od  niej,  Ŝe  kocha  go  na  tyle,  iŜ  zgadza  się 

zaryzykować  i  chce,  by  tu  pozostał.  Ale Pattie  najwyraźniej  zaakceptowała  juŜ  jego  decyzję 

wyjazdu. W ciągu ostatnich sześciu tygodni ani razu nie poprosiła go, by został dłuŜej niŜ do 

urodzin Allie.  

–  Mnie  takŜe  przykro,  Ŝe  nie  nadajesz  się  do  Ŝycia  w  rodzinie.  –  Zrobiła  wszystko,  co 

mogła,  by  mu  udowodnić,  Ŝe  jest  częścią  ich  małej  gromadki,  a  jego  miejsce  jest  tutaj,  w 

Marshallton,  z  nią,  Allie  i  J.J.  Całą  siłą  woli  powstrzymywała  się,  by  go  nie  błagać  o 

pozostanie, nie wyznawać miłości. Ale Spence tego nie rozumiał.  

–  Zdaje  się,  Ŝe  niektóre  rzeczy  po  prostu  nie  są  człowiekowi  przeznaczone  –  stwierdził, 

wbijając wzrok w podłogę.  

Partie zerknęła na zegarek.  

– ZbliŜa się trzecia. Dzieci powinny juŜ wrócić ze szkoły. MoŜe pójdziesz do samochodu 

i przyniesiesz prezenty Allie.  

Spence  ucieszył  się,  Ŝe  moŜe  wyjść  z  domu  i  uniknąć  nieznośnego  napięcia  panującego 

między nim i Partie.  

Powoli wyciągał prezenty z bagaŜnika samochodu. Poprzedniego dnia kupowali je razem. 

Dobry  BoŜe,  czy  jest  jakiś  sposób,  by  nadrobić  tych  trzynaście  straconych  lat?  Nie, 

oczywiście,  Ŝe  nie  ma.  Pattie  miała  rację  mówiąc,  Ŝe  przeszłość  minęła  i  liczy  się  tylko 

teraźniejszość. Jak on się ma z nimi poŜegnać? Jak ma zostawić za sobą wszystko, co tyle dla 

niego  znaczy?  Jedyną  kobietę,  jaką  w  swym  Ŝyciu  kochał,  niedawno  odnalezione  dziecko  i 

chłopca, który potrzebował ojca? 

Powinien  teraz  wejść  do  domu  i  powiedzieć  Pattie,  Ŝe,  czy  ona  tego  chce,  czy  nie,  on 

zostaje i nigdy juŜ jej nie opuści. Ale wiedział, jak bardzo zranił ją kiedyś, i nie mógł mieć jej 

za złe, Ŝe obawiała się powierzyć mu przyszłość swoją i dwojga dzieci.  

background image

Z naręczem prezentów zamknął bagaŜnik łokciem i wszedł do domu. Partie była w kuchni 

i  nakładała  lody  do  plastikowych  kubków.  Stanął  w  drzwiach  i  patrzył  na  nią,  starając  się 

zapamiętać  kaŜdy  rys  jej  twarzy,  kaŜde  zaokrąglenie  ciała.  Pragnął  mieć  nową  fotografię, 

która zastąpiłaby tę starą, z pozaginanymi rogami, od tylu lat noszoną w portfelu.  

– Gdzie te prezenty? – Pattie podniosła głowę i uśmiechnęła się do niego z wysiłkiem.  

– PołoŜyłem je na stole obok tortu.  

– Świetnie. – Podała mu tacę z lodami. – Zanieś je do jadalni i nastaw jakąś muzykę, a ja 

skończę przygotowania do kolacji.  

Znów  spojrzała  na  zegarek.  Allie  i  J.J.  powinni  juŜ  być  w  domu.  Weszła  do  jadalni. 

Spence  przeglądał  właśnie  płyty  kompaktowe.  Podeszła  do  niego  i  razem  wybrali  pięć 

ostatnich przebojów pop, country i rocka.  

– Kiedy masz zamiar powiedzieć Allie, Ŝe wyjeŜdŜasz? 

– Zajrzę tu rano. – Ujął ją za rękę. – Wiem, Ŝe zachowuję się jak tchórz. ale... ona mnie 

znienawidzi, kiedy jej to powiem.  

– Lepiej, Ŝeby cię znienawidziła teraz, niŜ gdyby miała to zrobić później. Czy tak właśnie 

myślisz? – Pattie wyrwała rękę. – To znaczy, uwaŜasz, Ŝe prędzej czy później i tak sprawisz 

jej  zawód,  więc  dlaczego  nie  zrobić  tego  od  razu  i  nie  wyjechać,  zanim  zdąŜysz  wszystko 

popsuć, tak? 

Bolało  go  to  jak  wszyscy  diabli,  gdy  usłyszał  własne  słowa  powtarzane  w  myślach. 

Pragnął  zaprzeczyć,  powiedzieć  jej,  Ŝe  nie  jest  juŜ  nieodpowiedzialnym  chłopakiem,  lecz 

męŜczyzną gotowym wypełnić zobowiązania wobec własnej rodziny.  

– Pattie, przecieŜ nie chciałabyś, Ŝebym został? – BoŜe. czy ona nie widzi, Ŝe on błaga o 

jedno słowo? – Jeśli nie wyjadę, przez cały czas będziesz czekała, kiedy cię zranię. Chyba nie 

mogłabyś tak Ŝyć, prawda? Stale zastanawiać się, kiedy cię znowu opuszczę.  

Odwróciła się do niego plecami i westchnęła głęboko.  

–  Ja...  cieszyłam  się  kaŜdym  dniem  i  nocą,  które  spędziliśmy  razem  w  ciągu  tych 

ostatnich sześciu tygodni. Gdybyś miał zostać jeszcze przez sześć miesięcy albo rok, albo na 

całe Ŝycie, cieszyłabym się tak samo.  

Czy dobrze usłyszał? Czy ona rzeczywiście to powiedziała? 

– Partie? 

Zadźwięczał dzwonek u drzwi. Pattie zerwała się na równe nogi. Spence zaklął.  

Za progiem stała Leigh White z zakłopotanym wyrazem twarzy.  

– Dzień dobry, Pattie. Mogę wejść? 

–  Oczywiście,  Leigh.  Przyszłaś  trochę  wcześnie.  J.J.  jeszcze  nie  przywiózł  jubilatki  ze 

szkoły.  

–  Tak,  wiem  –  odrzekła  Leigh,  wchodząc  do  holu.  –  J.J.  jest  bardzo  dumny  z  tego,  Ŝe 

moŜe prowadzić porsche’a.  

– Czuje się jak duŜy chłopiec – zaśmiała się Pattie, ale zauwaŜyła, Ŝe twarz Leigh nadal 

wyraŜała niepokój.  

– Co się stało? – zapytała.  

– Czy jest tu Spence? 

background image

– Jestem – zawołał, wychodząc z salonu.  

– Nie wiem, jak wam to powiedzieć. – Leigh przenosiła wzrok z jednej twarzy na drugą. 

– Próbowałam im to wybić z głowy, ale nie chcieli mnie słuchać.  

– O czym ty mówisz? – zapytała Pattie. – Komu i co próbowałaś wybić z głowy? 

– J.J. i Allie. Oni... uciekli do Alabamy, Ŝeby... Ŝeby wziąć ślub.  

– Co takiego?! – wykrzyknęli Pattie i Spence jednocześnie.  

– Allie usłyszała, jak rozmawialiście o tym, Ŝe Spence po jej urodzinach ma wyjechać do 

Kalifornii.  

– O mój BoŜe! – Pattie zakryła twarz rękami. Spence wybiegł do holu.  

– A co mój wyjazd do Kalifornii ma wspólnego z ucieczką Allie i J.J. ? 

– Powiedzieli, Ŝe... Ŝe...  

– śe co? – Pattie i Spence znów odezwali się jednocześnie.  

–  Powiedzieli,  Ŝe  skoro  wy  nie  moŜecie  się  dogadać  i  stworzyć  prawdziwej  rodziny,  to 

oni wezmą ślub i załoŜą własną.  

– Zabiję tego chłopaka – powiedział Spence. – Allie ma dopiero czternaście lat! 

– A J.J. tylko szesnaście – przypomniała mu Pattie.  

– PrzecieŜ Ŝaden pastor będący przy zdrowych zmysłach nie zgodzi się dać ślubu dwojgu 

dzieciom. – Spence przesunął palcami po włosach. – Czy wiesz dokładnie, dokąd pojechali? 

–  Tak,  do  Jonesville.  Do  sędziego  pokoju.  W  Alabamie  ze  ślubem  nie  ma  problemów  – 

powiedziała Leigh.  

Kiedy wyjechali? zapytała Pattie.  

– Dziś rano. Nie poszli do szkoły.  

–  To  znaczy,  Ŝe  juŜ  mogą  być  małŜeństwem,  jeśli  znaleźli  kogoś  na  tyle  głupiego,  by 

udzielił im ślubu – stwierdził Spence, chwytając Pattie za ramiona. – To wszystko moja wina. 

Powinienem  był  porozmawiać  z  Allie  i  wyjaśnić  jej,  Ŝe  wyjeŜdŜam  i  dlaczego  to  robię. 

Znowu wszystko popsułem, ale tym razem zapłacą za to dzieci.  

Pattie odsunęła się od niego z gniewnym wyrazem twarzy.  

– Przestań się nad sobą uŜalać. To nie twoja wina. Allie i J.J. wybrali jakieś desperackie 

rozwiązanie.  

– Co masz na myśli? – zapytał Spence.  

–  To  ich  sposób,  by  przyciągnąć  naszą  uwagę.  Nie  dostaną  zgody  na  ślub.  Nie  są 

pełnoletni,  a  musieliby  mieć  jakieś  dokumenty  potwierdzające  wiek.  Nikt  nie  da  ślubu 

dzieciom.  –  Pattie  otworzyła  szafę,  wyjęła  kurtki,  jedną  z  nich  rzuciła  Spencerowi,  a  drugą 

narzuciła na siebie. – Pojedziemy do Jonesville i odszukamy tych dwoje szaleńców.  

 

Gdy  dotarli  do  Jonesville,  w  ciągu  dziesięciu  minut  znaleźli  dom  Carla  Greene’a, 

sędziego  pokoju.  Jonesville  było  bardzo  małym  miasteczkiem  i  wszyscy  się  znali.  Para 

nastolatków w porsche’u zwróciła powszechną uwagę.  

Spence  zaparkował  przed  dwupiętrowym  domem.  Przed  werandą  rósł  Ŝywopłot  z 

ostrokrzewu. Nad podwórkiem górowały wysokie drzewa.  

Wbiegli  po  schodkach  na  werandę  i  nacisnęli  dzwonek.  Drzwi  otworzyła  im  kobieta  w 

background image

ś

rednim wieku, ubrana w granatowe spodnie i złocisty sweter.  

–  Wy  musicie  być  Spence’em  i  Pattie.  Jestem  Norma  Greene  –  przedstawiła  się.  – 

Czekamy na was. Wejdźcie. Dzieci są w środku.  

– Nasze dzieci tu są? – powtórzył Spence.  

– Czekacie na nas? – zdziwiła się Pattie.  

–  Wszystko  jest  gotowe  do  uroczystości.  Potrzebujemy  tylko  waszej  zgody  na  ślub.  – 

Norma odsunęła się od drzwi, robiąc im przejście i zapraszając obydwoje gości do środka.  

Pattie  i  Spence  poszli  za  panią  Greene,  pragnąc  się  jak  najszybciej  dowiedzieć,  o  co  tu 

właściwie chodzi.  

Allie wybiegła im naprzód. Zarzuciła ramiona na szyję Pattie, po czym objęła Spence’a.  

– Myślałam, Ŝe nigdy tu nie dotrzecie. – Zwróciła się do gospodyni i wyjaśniła: – To są 

nasi rodzice, Spencer Rand i Pattie Cornell.  

–  Wasze  dzieci  juŜ  wszystko  zorganizowały.  Carl  i  ja  przygotowaliśmy  salon  – 

powiedziała Norma.  

–  Czy  to  są  właśnie  państwo  młodzi?  –  zapytał  wysoki,  szczupły  męŜczyzna  po 

pięćdziesiątce, wchodząc do pokoju.  

–  Państwo  młodzi?  –  Pattie  przyjrzała  się  nowo  przybyłemu,  który  zapewne  był  Carlem 

Greene’em, po czym zerknęła podejrzliwie na swą córkę. – Allie, co tu się dzieje? 

J.J.,  który  dotychczas  stał  spokojnie  przy  ogromnym  kamiennym  kominku,  odwrócił  się 

do niej z szerokim uśmiechem na twarzy.  

–  No  wiecie,  dowiedzieliśmy  się  z  Allie,  Ŝe  Spence,  to  znaczy  tato,  chce  nas  zostawić  i 

wrócić do Kalifornii, a Pattie – mama – nie ma zamiaru go zatrzymywać. Więc ustaliliśmy, Ŝe 

musimy  zrobić  coś,  Ŝeby  powstrzymać  was  przed  powtórnym  popełnieniem  największego 

błędu w waszym Ŝyciu.  

– Czy chcesz powiedzieć, Ŝe nie mieliście zamiaru brać ślubu? – zapytał Spence.  

– Chyba nie uwierzyliście, Ŝe to zrobimy, prawda? – Allie z uśmiechem mrugnęła do J.J. 

– Widzisz, mówiłam ci. Ŝe to zadziała.  

– Nie mam zamiaru prosić Allie, Ŝeby za mnie wyszła, dopóki nie skończę college’u i nie 

dostanę  dobrej  pracy.  –  J.J.  popatrzył  prosto  w  oczy  Spence’a.  jakby  te  słowa  miały  być 

uroczystą obietnicą.  

–  A  więc  to  była  tylko  intryga?  –  Pattie  oparła  rękę  na  biodrze  i  zwróciła  się  do  J.J.  – 

Proszę o wyjaśnienia, chłopcze, i to natychmiast.  

–  Nie  wiń  go  –  wtrąciła  Allie.  –  To  był  mój  pomysł.  Tato,  nie  mogłam  pozwolić  na  to, 

Ŝ

ebyś nas zostawił. Wiem, Ŝe tak naprawdę wcale nie chcesz wracać do Kalifornii.  

–  Allie,  kochanie,  musisz  zrozumieć,  na  czym  polega  związek  między  twoim  ojcem  a 

mną – tłumaczyła Pattie, ściskając dłoń dziewczynki.  

–  Wasze  dzieci  chcą,  Ŝebyście  wzięli  ślub  –  rzekł  Carl  Greene.  –  Wszystko  jest  juŜ 

przygotowane.  Potrzebujemy  tylko  badań  krwi.  MoŜna  je  zrobić  u  doktora  McCorkle’a. 

Czeka  na  was.  A  pański  brat,  Peyton,  poprosił  naszego  urzędnika  stanu  cywilnego,  by 

pozostał dłuŜej w sądzie i przygotował dokumenty potrzebne do zawarcia ślubu.  

– MoŜesz w to uwierzyć? Nawet Peyt jest w to zamieszany. – Spence zastanawiał się, czy 

background image

za chwilę obudzi się i stwierdzi, Ŝe to był tylko sen. Jego córka okazała się niezłą intrygantką. 

To, co wymyśliła, było równie dobre, jeśli nie lepsze, od wszystkich wariackich planów, jakie 

on i Pattie wprowadzali w Ŝycie, gdy byli nastolatkami.  

– Allie, nie moŜesz tak po prostu zarządzić, Ŝe ja i Spence mamy wziąć ślub, i być pewna, 

Ŝ

e  się  na  to  zgodzimy.  –  Pattie  czuła  się  rozdarta  między  pragnieniem  płaczu  a  śmiechu. 

Gdyby sytuacja nie była tak powaŜna, wydawałaby się wręcz niedorzeczna.  

– Dlaczego nie? Ktoś tu się musi zachowywać jak odpowiedzialny dorosły, a wygląda na 

to,  Ŝe  Ŝadne  z  moich  rodziców  nie  ma  takiego  zamiaru.  –  Allie  popatrzyła  prosto  w  oczy 

Pattie. Czy kochasz Spencera Randa? 

– Co? 

– Kochasz mojego ojca czy nie? 

– Oczywiście, Ŝe go kocham. Zawsze go kochałam.  

– Partie zastanawiała się, dlaczego czuje się tak, jakby kazano jej się publicznie rozebrać.  

Allie obróciła się na pięcie i teraz z kolei spojrzała surowo na ojca.  

– A czy ty kochasz Partie Comell? 

– Co? 

– Czy kochasz moją mamę? 

–  Tak,  kocham.  Partie  jest  jedyną  kobietą,  jaką  kochałem  w  całym  swoim  Ŝyciu  – 

przyznał Spence.  

Allie jedną ręką ujęła dłoń Partie, a drugą – Spencera.  

– Mamo, czy chcesz, Ŝeby tato został w Marshallton razem z nami? 

Partie zerknęła na Spence’a. Odpowiedział jej zdeterminowanym spojrzeniem.  

– Tak – przyznała.  

– A ty, tato? Czy chcesz oŜenić się z mamą i zostać z nami na zawsze? – zapytała Allie.  

No  cóŜ,  stary,  pomyślał  Spence,  teraz  albo  nigdy.  Jeśli  stracisz  tę  szansę,  nie  będziesz 

miał juŜ następnej.  

– Tak, pragnę się oŜenić z Partie. Nie chcę jej znowu stracić. I nie chcę zostawiać ciebie i 

J.J. bez ojca.  

– W takim razie problem chyba został rozwiązany – odezwał się Carl Greene. – Norma, 

zaprowadź  ich  do  doktora  McCorkle’a  na  badanie  krwi,  a  potem  do  sądu  po  niezbędne 

dokumenty.  Zanim  wrócicie,  Allie  i  J.J.  przygotują  się  do  roli  świadków  na  ślubie  swoich 

rodziców.  

W  trzy  godziny  później  Spencer  Rand,  ubrany  w  niebieski  golf,  flanelową  koszulę  w 

kratę  i  wytarte  dŜinsy,  oraz  Pattie  Cornell  w  białych  dŜinsach  i  czerwonym  swetrze  stanęli 

przed sędzią pokoju i złoŜyli przysięgę małŜeńską.  

Gdy  nadeszła  chwila  wymiany  obrączek,  na  twarzy  Spence’a  pojawił  się  popłoch. 

Wówczas  Allie  rozpięła  złoty  łańcuszek  i  zdjęła  z  niego  pierścionek  z  diamentem,  który 

ojciec przed laty podarował jej matce.  

Spence  wsunął  pierścionek  na  palec  Pattie,  po  czym  uniósł  jej  dłoń  do  ust  i  czule 

ucałował.  

Carl Greene ogłosił ich męŜem i Ŝoną, ale zanim zdąŜył wyrzec następne słowo, Spence 

background image

wziął  Pattie  w  ramiona  i  pocałował  mocno.  Allie  pisnęła  ze  szczęścia;  J.J.  wydał  okrzyk 

radości.  

Spence patrzył w brązowe oczy Pattie wypełnione uczuciem i ufnością.  

– Wiesz, Ŝe nie robisz szczególnie dobrego interesu. Ale przyrzekam, Ŝe dołoŜę wszelkich 

starań, by być dobrym męŜem i ojcem. Jakoś spróbuję wam wynagrodzić te stracone lata.  

– Przestań gadać bzdury. Co było, minęło, ale mamy jeszcze przed sobą wiele lat.  

– Nie martwisz się o przyszłość? – zapytał Spence.  

–  Posłuchaj,  Rand,  moŜe  ci  się  wydaje,  Ŝe  nie  robię  dobrego  interesu,  aleja  uwaŜam,  Ŝe 

jesteś  cudowny  i  świetnie  do  mnie  pasujesz.  Poza  tym  trudno  mnie  nazwać  wzorem  matki  i 

Ŝ

ony. Dobrze wiesz, Ŝe nieźle się będziesz musiał napracować. A przy tych dwojgu dzieciach 

czeka nas niejedna nie przespana noc. Zwróć tylko uwagę na to, co wymyślili dzisiaj.  

Allie przytuliła się do Spence’a. Pattie przyciągnęła do siebie J.J.  

–  Nie  musicie  się  martwić  o  mnie  i  o  Allie  –  powiedział  chłopiec.  –  My  juŜ  jesteśmy 

właściwie dorośli. Postarajcie się raczej o to, Ŝebyśmy doczekali się rodzeństwa.  

Spence i Partie wymienili uszczęśliwione spojrzenia. Znali nawzajem swoje myśli. Tego 

dnia rozpoczynało się ich nowe Ŝycie jako męŜa i Ŝony, i wszystko było moŜliwe. .. nawet to, 

Ŝ

e będą mieli okazję cieszyć się wspólnie narodzinami nowego dziecka i jego dzieciństwem – 

wszystkim tym, co ominęło ich w związku z Allie.  

–  Kocham  panią,  pani  Rand  –  powiedział  Spence  swojej  Ŝonie.  –  Ciebie  i  tych  dwoje 

intrygantów.  

– Ja teŜ cię kocham – odrzekła Partie z szerokim, ciepłym uśmiechem przeznaczonym dla 

całej rodziny. – Kocham was wszystkich.  

background image

EPILOG 

 

Sześcioletni  Cornell  Rand  trzymał  przed  sobą  haftowaną  poduszkę,  na  której  błyszczały 

dwie złote obrączki. Jego czteroletnia siostra Leah sypała płatki kwiatów przed ołtarzem.  

Pattie  Cornell  Rand,  matka  panny  młodej  i  macocha  pana  młodego,  ocierała  z  oczu  łzy 

szczęścia, patrząc na dwójkę swych młodszych dzieci.  

Organy  ucichły,  po  czym  dzwon  wybił  godzinę  siódmą.  W  chwili  gdy  organista  zaczął 

grać  marsza  weselnego,  Pattie  wraz  z  innymi  gośćmi  wstała  i  zwróciła  się  twarzą  w  stronę 

wejścia do świątyni.  

Spencer  Rand  prowadził  swoją  córkę  przez  środek  kościoła  do  ołtarza.  Allison  Patricia 

Rand ubrana była w białą atłasową suknię z trenem. Na głowie miała cienki tiulowy welon.  

Pattie  poczuła  ucisk  w  gardle.  Spojrzała  na  męŜczyznę,  który  od  dziewięciu  lat  był  jej 

męŜem.  Spence  stanął  przed  ołtarzem,  trzymając  swą  pierworodną  za  rękę.  Gdy  pastor 

Lockwood zapytał: 

Kto oddaje tę kobietę przyszłemu męŜowi? – Spencer odrzekł: 

Jej matka i ja.  

Wsunął  dłoń  Allie  w  rękę  J.J.  po  czym  odszedł  od  ołtarza  i  stanął  obok  Pattie, 

uśmiechając się do niej z czułością.  

W  trakcie  ceremonii  Pattie  otarła  oczy  koronkową  chusteczką.  Spence  wyciągnął  rękę, 

ujął jej dłoń i uścisnął ją delikatnie. Spojrzała na niego.  

– Kocham cię – wyszeptał cicho.  

Odpowiedziała mu uśmiechem, a w jej oczach płonęła miłość.  

Był to niezapomniany dzień w Ŝyciu państwa Randów i ich czworga dzieci.