background image

 

ŚWIĘCI   

Z  VRADŻY 

 
 

CZĘŚĆ DRUGA 

 

 
 
 

Poświęcam 

mojemu diksza guru 

Śri Śrimad Bhaktisiddhancie Saraswatiemu 

Thakurze 

oraz 

mojemu siksza guru 

Śri Śrimad Gaurandze Dasa Babadżi 

Maharadżowi 

 
 
 
 

Dr O.B.L.Kapoor 

(Adikeśava Dasa) 

 

background image

 

 

Tłumaczenie: Bh. Patryk Włodarczyk 

Projekt okładki: Jayatam Jaya Śila dasa 

 
 
 
 
 
 

Bhaktowie, którzy pragną pomóc 

wydawać kolejne broszurki 

proszone są o kontakt z 

Aravindą-nabha d. w świątyni w Warszawie 

 
 
 

W przygotowaniu są do druku b

iografie: 

Nityananda Caranamrita-autor Vrindavana dasa Thakura 

Śrila Bhaktivinoda Thakura 

 
 
 
 
 
 
 
 
 

Wydawca: Aravinda-nabha das 

Warszawa 2002 

 

background image

 

SPIS TREŚCI 

 
WSTĘP                                                                          

ROZDZIAŁ I 
Śri Radharaman Ghosza Bhagavata-Bhuszana             11      
ROZDZIAŁ II 
Śri Dżagadiś Dasa Baba Dżi                                         15 
ROZDZIAŁ  III 

Pandita Śri Ramakryszna Das Baba Dżi                                 23 

ROZDZIAŁ  IV 

Śri Manohar Das Baba Dżi                                                     43 

ROZDZIAŁ  V 
Śri Madhava Das Baba Dżi                                          47 
ROZDZIAŁ  VI 
Śri Dżagannatha Das Baba Dżi                                    53 
ROZDZIAŁ  VII 
Śri Pranakryszna Das Baba Dżi                                    57          
ROZDZIAŁ   VIII 
Śri Manasimha Radżavata                                            63 
ROZDZIAŁ   IX 
Radżaryszi Śri Banamali Radżabahadura                    71 
ROZDZIAŁ  X 
Śri Krysznaczaitanya Das Baba                                   81 
ROZDZIAŁ  XI 
Ślepy Baba Dżi z Madanatera                                      93 
ROZDZIAŁ  XII 
Śri Gauranga Das Baba Dżi                                          97 
ROZDZIAŁ  XIII 
Śri Gauragovinda Das Baba Dżi                                 115 
 

background image

 

ROZDZIAŁ  XIV

 

Śri Śacinandana Das Baba                                          121 
ROZDZIAŁ  XV

 

Śri Avadha Das Baba Dżi                                           127 
ROZDZIAŁ  XVI

 

Śri Gopal Das Baba Dżi                                              133 
ROZDZIAŁ  XVII 

 

Śri Harigopal Gosvami                                               137 
ROZDZIAŁ  XVIII  

 

Śri Ramakryszna Das Baba Dżi                                  139 
ROZDZIAŁ  XIX

 

Śri Radharaman Das Baba Dżi                                   145 
SŁOWNICZEK                                                        151 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

Wstęp 

 

Ktokolwiek weźmie do ręki tę książkę, będzie zaskoczony. Spojrzy na 
świat  duchowy,  o  którym  nie  słyszał  ani  nie  śnił.  To  spojrzenie  na 
świat niematerialny podnosi na duchu, jest zarówno ekscytujące jak i 
nad wyraz przekonywujące. Dzieje się tak, ponieważ święci z Vradży 
wielbili  Boga  nie  w  Jego  zwykłym  aspekcie  Stworzyciela  czy  też 
Osoby  kontrolującej  wszechświat,  obdarzającej  błogosławieństwami 
czy wymierzającej sprawiedliwość, lecz w Jego najwyższym aspekcie 
Miłości  i  Słodyczy  (madhurya),  w  którym  nie  trapi  się  On  i  nie 
marszczy brwi z powodu naszych błędów i słabości, lecz kocha nas i 
zachwyca  się  nami  pomimo  naszych  niedociągnięć,  w  aspekcie,  w 
którym On pragnie nas tak bardzo, jak my pragniemy Jego, kocha nas 
tak  bardzo,  jak  my  Jego,  potrzebuje  nas  tak  bardzo,  jak  my  Jego 
potrzebujemy,  w  aspekcie,  w  którym  jest  On  bardziej  zwykły  niż 
niezwykły,  bardziej  ludzki  niż  nadludzki,  w  którym  posiada  On 
pozornie  wszystkie  niedociągnięcia  i  słabości  człowieka,  lecz  w 
którym  (choć  mogłoby  to  wydawać  się  paradoksem)  niedociągnięcia 
są  Jego  ozdobą  i  zwiększają  Jego  słodycz  i  doskonałość,  zamiast 
umniejszać ją, ponieważ wyrastają nie z wrodzonej Mu słabości, lecz 
z  Jego  natury  bycia  Miłością  oraz  z  Jego  miłości  do  tych,  których 
kocha. Czy mógłby być tak słodki, gdyby nie posiadał tych słabości, 
gdyby pomimo faktu, iż jest Panem wszechświata, nie miał ogromniej 
ochoty na mleko i masło pasterek z Vradży, lub gdyby aby zaspokoić 
Swoją chęć, nie kradł czy gdyby nie kłamał z powodu strachu przed 
karą wymierzaną przez matkę Yaśodę? 
 
Jego słodycz (madhurya) jest zwiększana poprzez fakt, że chociaż jest 
stworzycielem,  niszczycielem  i  utrzymującym  ten  wszechświat, 
uważany jest we Vradży za syna Nandy i Yaśody o imieniu Kryszna, 
na  którego  z  czułością  wołają  Kanhaiya,  Kanhai,  Kanu,  Gopal  i 
Govinda.  Strój,  który  nie  różni  się  od  stroju  chłopca pasterza,  pawie 
piórko, które lubi nosić jako Swą koronę oraz Jego flet są wszystkie 
symbolami  Jego  słodyczy  (madhurya)  a  nie  potęgi  (aiśvarya).  Jego 
potęga (aiśvarya) jest przysłonięta przez słodycz (madhurya) do tego 
stopnia,  że  nawet  on  Sam  nie  zdaje  sobie  z  niej  sprawy.  Jest  tak, 

background image

 

ponieważ  tak  musi  być,  gdyż  największy  rozwój  Priti  czyli  Miłości 
jest  możliwy  tylko  wtedy,  kiedy  Kryszna  i  Jego  wielbiciele  nie  są 
świadomi Jego boskości. 
 
Madhurya  Kryszny  jest  nieodłącznie  związana  z  Jego  naturą  jako 
Rasy  czyli  transcendentalnej  rozkoszy.  Taittiriya  Upanisad  (Ananda 
Valli,7)
  opisuje  Krysznę  jako  Rasę.  Kryszna  jest  nie  tylko 
ucieleśnieniem  Rasy,  jest  również  Rasika  czyli  najwyższym 
podmiotem przyjemności Rasy. Jako Rasa jest najwyższym obiektem 
rozkoszy, jako Rasika jest największym odbiorcą przyjemności Rasy. 
Jego  hladini  śakti,  moc,  która  jest  przyczyną  szczęścia,  jest 
ostatecznym  źródłem  Rasy.  Ta  hladini  śakti  drzemiąca  w  Krysznie 
pozwala Mu cieszyć się svarupanandą czyli szczęściem, które jest Mu 
wrodzone;  hladini  śakti  drzemiąca  w  sercach  Jego  wielbicieli 
spragnionych  służenia  Krysznie  przyjmuje  formę  Kryszna-priti  czyli 
miłości do Kryszny, z której On czerpie większą przyjemność niż ze 
Swojej svarupanandy (Jiva: Priti Samdarbha, str. 62). 
 
Śri  Jiva  Goswami  pyta:  jak  to  możliwe,  że  hladini  śakti  Kryszny 
dostarcza  Mu  więcej  szczęścia,  kiedy  jest  obecna  w  sercu  Jego 
wielbiciela? Wyjaśnia to, podając przykład fletu i flecisty. Flecista jest 
w  stanie  wydobyć  z  siebie  gwiżdżący  dźwięk,  kiedy  wypuszcza 
powietrze  z  ust.  Jednakże  kiedy  to  samo  powietrze  dmie  on  w  flet  i 
pozwala mu przejść przez różne otwory, wydobywa z fletu melodyjny 
dźwięk,  który  sprawia  mu  większą  przyjemność  niż  gwizdanie  bez 
pomocy  fletu.  Podobnie  hladini  śakti  sama  w  sobie  jest  rozkoszą, 
kiedy jest obecna  w Krysznie, lecz jej słodycz wzrasta tysiąckrotnie, 
kiedy  jest  przeniesiona  do  serc  Jego  wielbicieli.  Zatem  On  zawsze 
wszczepia  hladini  śakti  do  serc  wielbicieli,  którzy  pragną  Mu  służyć 
(Jiva: Priti Samdarbha, str. 65). 
 
Wyjaśnia to, w jaki sposób Kryszna w Swoim aspekcie madhurya, w 
którym  to  bardziej  swobodnie  zawiązuje  bliskie  miłosne  relacje  ze 
Swoimi  wielbicielami  niż  w  aspekcie  aiśvarya,  w  pełni  realizuje 
Swoją  naturę  jako  Rasy.  Wyjaśnia  to  również  Jego  wieczne 
podporządkowanie  się  Swoim  wielbicielom,  co  jest  jasno  ujęte  w 
wersecie z Bhagavatam, w którym  mówi On: „Nawet będąc wolnym 
pod każdym względem, podporządkowuję się Moim wielbicielom, tak 

background image

 

jakbym wcale nie posiadał wolności” (Ś.Bhag. 9.4.68). W życiorysach 
świętych z Vradży odnajdujemy liczne przykłady zupełnej zależności 
Kryszny i Jego ochoczego podporządkowania się im.  
 
Jednak  należy  zauważyć,  iż  powyższe  stwierdzenia  odnoszą  się  do 
Kryszny  z  Vrindavan,  nie  do  Kryszny  z  Mathury  i  Dvaraki.  Kryszna 
w  Swoim  najwyższym  aspekcie,  w  którym  w  pełni  ukazuje  się  Jego 
madhurya,  jest  Kryszną  z  Vrindavan.  Kryszna  z  Mathury  i  Dvaraki 
nie  jest  tym  samym  Kryszną,  co  Kryszna  z  Vrindavan,  lecz  jedynie 
Swoją  częściową  manifestacją  zwaną  Vasudevą.  Nie  można 
wyobrazić sobie Kryszny z pawim  piórkiem zamiast  korony i fletem 
w  ręku  w  innym  miejscu.  Fakt,  iż  Kryszna  w  tej  postaci  jest 
nieodłącznie  związany  z  Vridavan,  potwierdza  Radha,  dla  której 
nawet chwila rozłąki z Kryszną jest nie do zniesienia i która nie jest 
zadowolona, kiedy spotyka Go na Kuruksetra, gdzie pojawia się jako 
król z całym dworem, a nie jako pasterz ze Swoim fletem  (Caitanya 
Caritamrta, Madhya, 1.72-73).  
 
Ponieważ  Vrindavan  jest  manifestacją  svarupa-śakti  czyli  energii 
nieodłącznie  związanej  z  Kryszną,  jest  ona  częścią  Jego.  Jej 
atrybutami  (Vrindavan),  podobnie  jak  w  przypadku  Kryszny,  są 
egzystencja  (sat),  inteligencja (cit) i  szczęście  (ananda) oraz jest ona 
różna  od  tego  świata  zjawiskowego,  który  jest  manifestacją  Jego 
maya-śakti  energii  zewnętrznej.  Jest  to  odpowiednie  miejsce  pobytu 
dla  Kryszny,  ponieważ  podobnie  jak  Kryszna  jest  najwyższą 
manifestacją  Boskości, Vrindavan jest  najwyższym Dham (miejscem 
pobytu  Boga).  W  swojej  wspaniałości  (aiśvarya)  i  słodyczy 
(madhurya)  przewyższa  wszystkie  inne  dham.  Jednakże  jej  aiśvarya 
jest  całkowicie  przysłonięta  jej  madhuryą,  tak  iż  wszystko  tam 
posiada postać niewypowiedzianie słodką. 
 
Duchowa  Vrindavan  posiada  swoją  replikę  na  ziemi  w  formie 
geograficznej  Vrindavan,  która  jest  znana  jako  jej  prakata  prakasa 
czyli postać zamanifestowana.  
 
Z  powodu  naszych  niedoskonałych  zmysłów  pojawia  się  ona  przed 
nami  jako  część  świata  zjawiskowego.  Jednakże  w  swej  istocie  jest 
tożsama  ze  swoim  duchowym  odpowiednikiem.  Gdybyśmy  mogli 

background image

 

zobaczyć ją duchowymi oczami, z pewnością ukazałaby się w swojej 
prawdziwej formie (C.C., Adi, 5. 20-21). Wielbiciele, którzy osiągnęli 
najwyższy  poziom  oddania  (siddhavastha),  nawet  dzisiaj  są 
błogosławieni  wizją  boskiej  lila  Kryszny  wraz  z  Jego  parikara 
(towarzyszami),  w  czasie  kiedy  przebywają  w  tym  dhamie  w  swoim 
obecnym  ciele,  bez  potrzeby  przenoszenia  ich  do  innego  dhama  czy 
też innej egzystencji, jak dobitnie świadczą o tym biografie wielbicieli 
z Vradży. 
 
Najwyższy poziom oddania może zostać osiągnięty dzięki raganudze 
czyli  spontanicznej  bhakti,  która  jest  zwykle  praktykowana  przez 
wielbicieli  z  Vradży.  Różni  się  ona  od  vaidhi  czyli  rytualistycznej 
bhakti.  Vaidhi  bhakti  opiera  się  na  nakazach.  Polega  ona  na 
przestrzeganiu  zasad  i  rytuałów  opisanych  w  pismach  objawionych. 
Jest  uwarunkowana  strachem  przed  złamaniem  zasad,  a  zatem  jest 
bardziej  mechaniczna  i  formalna.  W  raganuga  bhakti  istnieje 
nieprzerwany  obieg  ragi  czyli  przywiązania  do  Pana,  co  umożliwia 
wielbicielom przestrzeganie zasad i reguł vaidhi bhaktiVaidhi bhakti 
może  być  określona,  zgodnie  z  twierdzeniem  Martineau,  jako  Życie 
Prawa,  a  raganuga  bhakti  jako  Życie  Miłości.  Miłość  jest  ślepa. 
Pragnie  obiektu  miłości,  nie  oglądając  się  na  normy,  które  zwykle 
kierują postępowaniem zwykłego wielbiciela. Bezpośrednio wypływa 
z wrodzonej  mocy imienia i atrybutów boskiej istoty. Wielbiciel jest 
automatycznie przyciągany do Pana, tak jak zmysły są automatycznie 
przyciągane do swoich obiektów. Oddanie można osiągnąć, nawet nie 
posiadając  wiedzy  na  temat  zaleceń  pism,  chociaż  postępowanie 
zgodne z zaleceniami pism jest w większości przypadków konieczne 
w początkowych etapach, kiedy to umysł jest rozproszony, a naturalny 
stan  opanowania  charakterystyczny  dla  raganuga  bhakti  nie  istnieje. 
Zewnętrzne  czynności,  takie  jak  czczenie  Śri  Murti,  przyjmowanie 
Mahaprasadam  oraz  intonowanie  Świętego  Imienia,  mają  na  celu 
stopniowe  wywołanie  stanu  opanowania,  odciągając  umysł  od 
przedmiotów zmysłów i kierując go do lotosowych stóp Kryszny oraz 
rozpalić  iskrę  oddania,  która  spoczywa  ukryta  w  naszych  sercach. 
Kiedy  już  ta  iskra  zostanie  rozpalona,  zanika  potrzeba  zewnętrznych 
czynności, jako że oddanie jest funkcją duszy a nie ciała, do którego 
odnoszą  się  zewnętrzne  czynności.  Kiedy  funkcja  duszy  zostaje 
pobudzona, czynności ciała i zmysłów są regulowane spontanicznym 

background image

 

postępowaniem  duszy.  Niestosowanie  się  do  przepisów  pism 
objawionych  na  tym  etapie  nie  jest  celowe,  lecz  spowodowane 
naturalnym  stanem  bhakti,  który  jest  aspektem  svarupa-śakti 
(wrodzonej energii) Pana. Jeśli zatem zachowanie świętych z Vradży 
czasami  wydaje  się  być  ponad  normami,  należy  widzieć  to  w  tym 
świetle. 
 
Wszyscy  święci,  których  biografie  zostały  włączone  do  tej  książki, 
żyli  w  ciągu  ostatnich  dwóch  i  pół  wieku.  Wszyscy  są  Gaudiya 
vaisnavami, to znaczy zwolennikami Śri Caitanyi, prawdopodobnie z 
wyjątkiem  dwóch  osób  -  Hari  Dasa  Babadżiego  i  Sanehi  Rama-dżi, 
których sampradaye są nieznane. 
 
Święci z innych sampradayi nie zostali włączeni do tej pracy, jeśli to 
będzie możliwe, wrócimy do nich w niezależnej pracy, aby zachować 
jednorodność.  Należy  jednakże  zauważyć,  iż  święci  z  Vradży  byli 
przeważnie  Gaudiya  vaisnavami,  ponieważ  to  właśnie  Śri  Caitanya 
Mahaprabhu  oraz  Jego  zwolennicy  pierwsi  odkryli  Vrindavan  w 
szesnastym  wieku,  po  tym  jak  na  przestrzeni  kilku  stuleci  wszelkie 
ślady  jej  istnienia  zostały  zupełnie  zatarte  przez  ciągłe  najazdy 
agresorów muzułmańskich. Od tamtej pory vaisnavowie Gaudiya stale 
przybywają do Vrindavan. 
 
Nie 

było 

możliwym 

przedstawienie 

biografii 

ściśle 

chronologicznym  porządku,  jako  że  w  większości  przypadków 
dokładne daty narodzin i śmierci świętych nie są znane.  
 
Jeśli  chodzi  o  autentyczność  tych  biografii,  ogólnie  rzecz  biorąc, 
twierdzi  się,  że  są  one  prawdziwe,  chociaż  z  powodu  swego 
charakteru uniemożliwiają osobom krytycznie nastawionym - które to 
domagają  się  dowodów  na  wszystko,  nie  wyłączając  zdarzeń  i 
doświadczeń duchowych, na które nie istnieją dowody  – uznanie ich 
ponad  wszelką  wątpliwość.  Zawierają  one,  podobnie  jak  biografie 
innych  świętych,  którzy  zrealizowali  Boga,  cuda,  do  których  nie 
można  przyłożyć  naukowej  miary  ani  zbadać  ich  galwanometrami, 
opisać statystyką i równaniami. Obecnie nawet naukowcy dopuszczają 
możliwość  istnienia  świata  wyższego  wymiaru,  którego  nie  można 
zbadać  naukową  metodą  zbierania  statystycznej  wiedzy  o  atomach  i 

background image

 

10 

elektronach,  chromosomach  i  krwinkach.  Ten  świat  może  być 
oglądany jedynie dzięki światłu nadświadomości, a nie okiem nauki i 
logiki.  Aby  poznać  go,  musimy  wznieść  się  na  wyższą  płaszczyznę 
egzystencji. Wtedy możemy poznać go takim, jakim jest dzięki temu, 
kim  stajemy  się,  a  nie  dzięki  temu,  co  widzimy,  myślimy  czy  do 
jakich wniosków dochodzimy naszym umysłem. 
 
Źródła, z których zaczerpnięte zostały materiały do tych biografii, są 
stosunkowo wiarygodne. Jednym z najważniejszych źródeł są rozsiane 
zapiski  odnalezione  w  formie  sucaka-kirtanów.  Sucaka-kirtany  są 
streszczonymi  opisami  żywotów  świętych,  które  zostały  spisane 
wierszem  w  języku  bengalskim,  aby  zgodnie  z  tradycją  Gaudiya 
vaisnavów  można  było  śpiewać  je  co  roku  w  czasie  obchodzenia 
rocznicy ich odejścia. Niektóre z książek, przedstawiających obszerne 
lub  krótkie  biografie  tych  świętych,  są  również  dostępne  w  języku 
bengalskim.  Najważniejszą  pozycją  jest  Gaudiya  vaisnava  jivana 
wydana  w  1951  roku,  a  napisana  przez  samego  Śri  Hari  Dasa  Dasę, 
świętego  siddha  i  sławnego  uczonego.  To  wszystko  wraz  z 
materiałami  uzyskanymi  z  wywiadów  przeprowadzonych  z  osobami 
posiadającymi  wiedzę  na  ten  temat  w  głównej  mierze  składa  się  na 
zawarte w tej książce fakty biograficzne. 
 
Biografie  niektórych  świętych  są  zbyt  krótkie  i  pobieżne  oraz 
wymagają  dalszego  zagłębiania  się  w  temat.  Spisałem  wszelkie 
dostępne informacje tak, by fakty nie zostały zapomniane. 
 
Nie zamierzam przedłużać tego wstępu - przede mną staje przyjemne 
zadanie  złożenia  wyrazów  wdzięczności  i  uznania  dla  tych 
wszystkich,  którzy  swoim  szczerym  wysiłkiem  przyczynili  się  do 
opublikowania  tej  książki,  a  chociaż  słowa  uznania  mogą  zabrzmieć 
jedynie  jak  nieporadna  formalność,  nie  wywiązałbym  się  ze  swego 
obowiązku,  jeśli  nie  wyraziłbym  swej  wdzięczności  za  wysiłek 
włożony przez te osoby. Moje szczere podziękowania kieruję w stronę 
Śrimati  Vedashastri  za  przepisanie  tego  manuskryptu  i  korektę  oraz 
Śri  Mulkaradży  Virmani,  który  zgodził  się  pomóc  w  redagowaniu 
tekstu. 

 

O. B. L. Kapoor 

background image

 

11 

 

Rozdział  I 

 

Śri Radharaman Ghosza Bhagavata-Bhuszana 

 
 
Śri  Radharaman  Ghosza  był  synem  Śri  Kryszny  Govindy  Goszy- 
mieszkańca  Dhakki  (Wschodni  Bengal).  Po  ukończeniu  studiów 
zarządzał  posiadłością  ziemską  Maharisziego  Devendry  Natha 
Thakura.  Potem  został  mianowany  prywatnym  sekretarzem 
Maharadża Viraczandry Bahadury, władcy Sripury. 
 
Maharadż  Viraczandra  Bahadura  był  wielkim  wielbicielem  Śri 
Czaitanyi  Mahaprabhu.  Radharaman  Ghosza  miał  silny  charakter, 
silną  wolę  i  nadzwyczajną  inteligencję,  z  czego  był  dumny.  Ponadto 
miał  uprzedzenie  do  Vaisznavów  z  powodu  nacisku  jaki  kładli  na 
pokorę.  
 
Maharadż  często  odwiedzał  Vrindavan.  Zatrzymywał  się  tam  w 
swoim domu i spędzał większość czasu w towarzystwie  vaisznavów. 
Pewnego dnia siedział w swym domu w pokoju na pierwszym piętrze 
i  zajęty  był  rozmową  z  vaisznawami  na  duchowe  tematy.  Na 
zewnątrz, na werandzie było porozrzucanych wiele rzeczy, z których 
najbardziej  wartościową  był  piękny  szal.  Na  drzewie  przed  werandą 
siedziała  małpa.  W  pewnym  momencie  wskoczyła  na  werandę  i 
uciekła  z  szalem.  Radharaman  i  inni  pracownicy  Radży  próbowali 
uratować szal, ale ich strzały i groźby były bezcelowe. Zaczęli rzucać 
chleb  i  owoce  w  stronę  małpy,  ale  ona  nie  zwracała  na  nie  uwagi. 
Pomimo  swego  łakomstwa  i  naturalnego  pociągu  do  owoców  małpa 
chciała  jedynie  podrzeć  szal  na  strzępy.  Nie  kusiły  jej  żadne 
smakołyki.  Hałas,  który  spowodowało  to  wydarzenie,  przyciągnął 
uwagę  Maharadża.  Wyszedł  na  werandę  i  zaczął  się  przyglądać 
małpie siedzącej na wierzchołku drzewa, rozdzierającej swymi zębami 
szal.  Radharaman  Ghosza  oraz  służący  widzieli,  że  Maharadża  był 
zamyślony  i  że  łzy  płynęły  z  jego  oczu.  Oczywiście  nie  płakał  z 
powodu  szalu.  Jednak  nikt  nie  miał  odwagi  spytać  go,  dlaczego 
właściwie płakał. 

background image

 

12 

 
Zachowanie  Maharadża  szczególnie  zaciekawiło  Radharamanę. 
Zaczął szukać okazji, aby go o to spytać. Pewnego wieczoru przyszedł 
do jego pokoju, gdy Maharadża był sam. Po oddaniu pokłonu rzekł do 
niego  błagalnie:  „Wasza  wysokość!  Jest  nam  wszystkim  bardzo 
wstyd,  że  z  powodu  naszej  nieuwagi  straciłeś  cenny  szal.  Byliśmy 
jednak  zdziwieni,  że  nic  nie  powiedziałeś.  Z  drugiej  strony, 
zauważyliśmy, że to wydarzenie wzbudziło jakieś szlachetne uczucie 
w  twoim  sercu,  którego  oznaki  było  widać  na  twojej  twarzy.  Proszę 
cię uprzejmie wyjaw mi tajemnicę tego wydarzenia.” 
 
Maharadża  zaśmiał  się  i  powiedział:  „Radharaman,  to  nie  małpa 
podarła  mój  szal.  To  był  święty,  który  przyszedł  w  formie  małpy  i 
odszedł  nauczywszy  mnie  cennej  lekcji,  że  powinienem  nauczyć  się 
pokory,  jeśli  chcę  zyskać  cokolwiek  z  mojej  wizyty  we  Vrindavan. 
Nie  powinienem  przychodzić  tu  jako  Maharadża  z  całym  moim 
orszakiem  i  luksusowymi  rzeczami.  Powinienem  przychodzić  jak 
zwykły wielbiciel, który nic nie posiada i nie chce niczego poza tym, 
co  niezbędne  do  utrzymania  życia  i  tego,  co  jest  pomocne  do 
bhadżanu.  Moje  serce  było  przepełnione  wdzięcznością  do  małpy, 
która dała mi lekcję rwąc mój szal, a te kilka łez, które uroniłem, były 
tylko  ekspresją  tego,  co  czułem  w  sercu.  Odtąd  kiedykolwiek  będę 
wybierał się do Vrindavany zostawię swój tytuł Maharadża w domu.” 
 
Radharaman  się  wzruszył.  Zrealizował  coś  nowego.  Jego  duma 
została  stłumiona,  a  jego  uprzedzenie  do  vaisznavów  zniknęło. 
Wyglądał  jakby  został  oślepiony  światłem  i  jak  ktoś,  kto  otrzeźwiał. 
Maharadża,  który  wcześniej  dostrzegał  u  niego  dumę  i  uprzedzenie, 
uważał, że nadszedł czas, by zniszczyć ich źródło i powiedział: 

”Radharaman,  trudno  jest  być  prawdziwym  vaisznavą.  Esencją 
vaisznavizmu  jest  pokora.  Mahaprabhu  był  ucieleśnieniem 
pokory.  Przyszedł  po  to,  żeby  pokazać,  że  łaska  Pana  spływa 
łatwo  na  tych,  którzy  są  pokorni  i  uniżeni,  tak  jak  woda 
deszczowa  zawsze  kieruje  się  w  dół.  Ludzie,  którzy  siedzą  na 
szczycie góry dumy pozostają nietknięci przez strumień łaski. Ja 
jestem  Maharadżem.  Moja  duma  jest  bezgraniczna.  Ciekaw 
jestem  czy  Pan  kiedykolwiek  obdarzy  łaską  taką  zarozumiałą 
osobę jak ja?!”  

background image

 

13 

 
Gdy Maharadża to mówił, łzy płynęły z jego oczu. 
 
Ludzie nieraz spierali się z Radharamanem Ghoszą, aby go przekonać, 
iż  pokora  jest  cechą  boską  i  że  bez  niej  nikt  nie  może  zrobić 
duchowego postępu. Nikt nie był w stanie go przekonać. Jednak żywy 
przykład  pokory,  którą  ujrzał  u  Maharadża  miał  ma  niego  silny 
wpływ. Ujrzawszy wielkość pokory Maharadża intuicyjnie spostrzegł, 
że  wewnętrzny  stan  zrównoważenia,  podporządkowania  się  oraz 
pokory jest niezbędny, aby otrzymać bożą łaskę. Był przekonany, że 
pokora jest cechą boską. Wiedział również, że przekaz Śri Czaitanyi- 
który  kładł  nacisk  na  pokorę,  i  który  mógł  przemienić  osoby  tak 
zarozumiałe jak Maharadża czy kryminalistów - jak Dżagai i Madhai- 
w świętych, był najwyższą religią. Zdecydował, że zostanie vaisznavą 
w  Czaitanya  sampradayi  i  że  będzie  podążać  ścieżką  oddania 
przekazaną przez Śri Czaitanyę. 
 
Radharaman  nie  był  już  dumny  z  siebie  i  nie  uważał  pokory  za 
słabość,  a  vaisznavów  za  ludzi  gorszych.  Sam  był  teraz  pokornym  i 
oddanym  vaisznavą  szczerze  dążącym  do  otrzymania  darśanu  Pana. 
Jeśli czystość  serca jest  warunkiem  do otrzymania darśanu Pana, jak 
mówią pisma święte, to Radharaman zasłużył na Jego darśan. Duma i 
uprzedzenie,  ostatnie  dwie  skazy  jego  serca,  zostały  teraz  usunięte. 
Pan  pobłogosławił  go  Swoim  darśanem  w  sposób  tajemniczy  i 
niesłychany. 
 
Radharaman  spędzał  teraz  większość  czasu  medytując  w  lasach 
Vradży.  Pewnego  dnia,  kiedy  wędrował  po  lesie,  ujrzał  świętego 
vaisznavę  siedzącego  pod  drzewem  tamala.  Siedział  on  przodem  do 
pnia  drzewa  i  czytał  na  głos  Śrimad-Bhagavatam.  Był  on  vakta 
(osobą, która przemawia), a Śri Kryszna, którego obecność wyobrażał 
sobie w drzewie, był jedynym srota (tym, który słucha). Łzy miłości 
nieprzerwanie  płynęły  z  jego  oczu.  Codziennie  czytał  w  ten  sposób 
Bhagavatam Śri Krysznie. Radharaman siedział za świętym i słuchał 
patha  Bhagavatam.  Kiedy  patha  się  skończyła,  odszedł  cicho,  tak  że 
święty nic nie wiedział o jego obecności.  
 

background image

 

14 

Następnego  dnia  również  przyszedł  w  to  samo  miejsce  o  tej  samej 
porze i siedział za świętym słuchając jego patha. Tak było przez parę 
dni.  Pewnego  dnia  święty  go  zauważył.  Z  szacunkiem  poprosił,  aby 
usiadł  z  boku  i  słuchał  patha  każdego  dnia  aż  dobiegnie  ono  końca. 
Powiedział  mu,  że  byłby  on  drugim  słuchaczem  patha  obok  Śri 
Kryszny. Radharaman nie tylko ślepo uwierzył w te słowa, ale był też 
podniecony  myślą,  że  będzie  słuchał  patha  w  bliskiej  obecności  Śri 
Kryszny. Ostatniego dnia patha wydarzył się cud. Pień drzewa tamala 
pękł. Z zagłębienia, które powstało w pniu, żarzył się niebieski blask. 
Z blasku wyłonił się Śri Kryszna. Stał ze skrzyżowanymi nogami, a w 
ręku trzymał flet zbliżony do ust. Na Jego koronie powiewało pawie 
pióro.  Z  czarującym  uśmiechem  patrzył  czule  na  dwóch  wielbicieli. 
Radharaman miał darśan Śri Kryszny, ale wkrótce upadł jak nieżywy 
na  ziemię.  Kiedy  odzyskał  zmysły  spostrzegł,  że  leży  na  kolanach 
świętego  vaisznavy.  Wstał  i  złożył  pokłon  u  jego  stóp.  Święty 
delikatnie położył swoją rękę na jego głowie i powiedział: 

-Radharaman,  zostałeś  pobłogosławiony  darśanem  mojego 
Radharamana.  Zalecam  ci  teraz,  żebyś  czytał  Krysznie 
Bhagavatam  codziennie.  Kryszna  będzie  rad,  mogąc  okazać  ci 
Swoje błogosławieństwa znacznie częściej. 

Od  tego  dnia  Radharaman  codziennie  czytał  Krysznie  Bhagavatam. 
Robił to w domu albo pod tym samym drzewem.  Święty powiedział 
mu,  że  aby  czytać  Śri  Krysznie  Bhagavatam  nie  trzeba  Go 
przywoływać,  gdyż  On  kocha  Bhagavatam  tak  bardzo,  że  Sam 
przychodzi  tam,  gdzie  jest  ono  czytane.  Rezyduje  jak  więzień  w 
sercach  osób,  którzy  czytają  i  tych,  którzy  słuchają.  [Ś.Bhag.  1.1.2] 
Więc Radharaman czytał Śrimad Bhagavatam z przekonaniem, że Śri 
Kryszna  jest  jego  jedynym  słuchaczem.  Nie  tylko  czytał  śloki,  ale 
także je objaśniał, a jego objaśnienia zawsze zmierzały ku Gaurandze. 
Były tak znakomite i przyciągające, że ludzie zaczęli przychodzić na 
jego  patha.  Stał  się  sławny  jako  wykładowca  Śrimad  Bhagavatam  i 
pandici nadali mu tytuł Bhagavata Bhuszana. 
 
Dzięki  wysiłkowi  Radharamana  Ghoszy  i  finansowej  pomocy 
Maharadża  Viraczandry  Manikyi  została  wydana  edycja  Śrimad 
Bhagavatam o nazwie Barahamapura, która zawierała 4 komentarze i 
ich  przekład.  Dzięki  ich  staraniom  zostały  wydane  też  inne  pisma 
święte.  

background image

 

15 

Rozdział  II 

 

Śri Dżagadiś Dasa Baba Dżi 

 
 
Niedaleko  sławnej  świątyni  Madan  Mohan  we  Vrindavanie  znajduje 
się  Kaliyadaha,  które  jest  częścią  rzeki  Yamuna.  W  miejscu  tym 
Kryszna  tańczył  kiedyś  na  głowie  wielogłowego  węża  Kaliyi.  Na 
brzegu  rzeki  jest  piękne  miejsce  otoczone  drzewami.  Wśród  drzew, 
naprzeciwko  starej  wioski  siedzi  stary  mahatma.  Mimo  podeszłego 
wieku  jest  wysoki  i  dobrze  zbudowany.  Wydaje  się,  że  blask  jego 
nagiego  ciała  przenika  i  rozświetla  zmrok.  Powolny  ruch  jego  ust  i 
korale  tulasi  w  dłoni  wskazują,  że  wykonuje  on  dżapa.  Jego 
podniesiona szyja i nieruchomy wzrok oraz lśniący uśmiech wskazują, 
że  jest  on  kompletnie  pogrążony  w  rozkoszy,  spowodowanej  sceną 
transcendentalnego  piękna.  Z  boku  siedzi  bardzo  przystojny,  młody 
chłopiec ubrany jedynie w jutową przepaskę na biodrach. On również 
wykonuje dżapa. Spogląda na twarz Baby, a następnie w kierunku, w 
którym  Baba  utkwił  swój  wzrok.  Nic  jednak  tam  nie  zobaczywszy 
ponownie zaczyna przyglądać się z zaciekawieniem twarzy Baby. 
 
Baba nagle wykrzykuje:  
-  Patrz,  Gopala,  patrz!  Kryszna,  Balarama  i  krowy  wracają  z  lasu. 
Och, jak oni pięknie wyglądają! 
- Nic nie widzę Baba - odpowiada Gopala ze łzami w oczach. 
-  Ujrzysz.  Mówię  ci,  ujrzysz  -  mówi  Baba  uderzając  go  lekko  w 
policzek. 
 
Stary  Baba  Dżi  to  siddha  Dżagadiś  Das  Baba  Dżi  z  Kaliyadaha,  a 
młody  chłopiec  to  Dhirendra  Natha  Czakravarti,  syn  ziemianina  z 
Bengalu  o  imieniu  Bhupendra  Natha  Czakravarti.  Później  chłopiec 
zasłynął  jako  siddha  Śri  Gauranga  Das  Baba  Dżi  z  Ramanareti  we 
Vrindawanie.  Dżagadiś  Das  Baba  z  powodu  miłości  nazywał  go 
„Gopala”. 
  
Dżagadiś Das Baba Dżi pochodził z szanowanej bramińskiej rodziny 
Vardhamana z Bengalu. Był odnoszącym sukcesy lekarzem. Leczył w 

background image

 

16 

miejscowości Kalana. W wieku 50 lat przyjął inicjację od siddha Śri 
Bhagavana Dasa Baba Dżi’ego z Kalana. Wkrótce potem wyrzekł się 
świata  i  przybył  do  Vrindavan.  We  Vrindavanie  mieszkał  przez 
pewien czas w świątyni Madana Mohana, ale później przeniósł się do 
małej wioski w Kaliyadaha. 
 
Życie  Baby  było  proste  i  wyrzeczone.  Żył  z  madhukari  i  nie 
przyjmował soli. Bhagavan Das Baba na ogół polecał swoim uczniom, 
żeby wykonywali jedynie Harinama-dżapa. Jednak uznał, że oddanie 
Dżagadiśa Dasa jest niezwykłe. 
 
Dlatego też inicjował go w Raganuga-bhadżanie [Raganuga-bhadżan 
płynie  spontanicznie  z  raga  czy  miłości  do  Radha-Kryszny  w  sercu 
wielbiciela,  lekceważąc  zasady  regulujące  rytualistycznej  bhakti  i 
polega głównie na medytowaniu o boskich lila). Praktykując bhadżan 
zgodnie  z  nastrojem  raganuga  bhakti  był  zazwyczaj  pogrążony  w 
głębokiej  medytacji.  Czasami  nie  był  nawet  świadomy,  gdy  jego 
uczeń  kładł  przed  nim  jedzenie.  Pozostawał  niewzruszony  do  czasu, 
kiedy  odzyskiwał  zewnętrzną  świadomość.  Czasami  ludzie 
przychodziliby go zobaczyć, składali dandavat i siadali przed nim, ale 
on nie wiedział o ich odwiedzinach do czasu kiedy kończył medytację 
i  ktoś  mu  powiedział  o  ich  przybyciu.  Był  wtedy  bardzo 
zaniepokojony,  bo  myślał,  że  mógł  popełnić  aparadhę  (obrazę)  w 
stosunku  do  gości.  Żeby  od  tego  się  uchronić  kładł  przed  sobą 
śalagrama  śila  [okrągły  czarny  kamień.  Można  Go  znaleźć  w  rzece 
Gandaki.  Jest  czczony  przez  Hindusów  jako  forma  Wisznu]  i  kiedy 
przychodzili  goście,  składany  przez  nich  dandavat  mógł  być  dla 
śalagrama, a nie dla niego.  
 
Kiedykolwiek Dżagadiś Das Baba miał jakiekolwiek trudności w lila-
smarana  szukał  łaski  Vaisznavów  albo  radża-  świętego  pyłu  z 
Vrindavan.  Pewnego  dnia  nie  miał  objawienia  lila.  Wieczorem 
poszedł  jak  zwykle  do  Śringaravata  na  madhukari.  Premananda 
Gosvami, który był w tym czasie adhikari (przewodniczący, zarządca) 
Śringaravaty  rzekł:  „Baba,  co  się  z  tobą  stało?  Dlaczego  dzisiaj  nie 
widzę,  jak  zwykle,  zachwytu  i  blasku  na  twojej  twarzy?”  Baba 
odpowiedział: „Cóż mogę powiedzieć? Gwiazdy mi dziś nie sprzyjają. 
Potrzebuję  twojego  błogosławieństwa.”  Gosvami  Dżi  zrozumiał  co 

background image

 

17 

Baba miał na myśli. Polecił mu wytarzać się w Radży. Baba zaczął się 
więc  tarzać  po  ziemi  na  podwórzu  w  Śringaravata.  Kiedy  to  robił, 
poczuł,  że  brama  strumienia  Kryszna-lila,  która  została  przed  nim 
zamknięta, teraz się otworzyła. 
 
Dżagadiś  Das  Baba  pływał  w  oceanie  Kryszna-lila  swobodnie  jak 
ryba. Jego emocje zmieniały się wraz ze scenariuszem lila. Były one 
tak  silne,  że  poważnie  wpływały  na  jego  ciało,  zmieniając 
odpowiednio  jego  kolor.  Kiedy  z  jakiegoś  powodu  strumień  lila  się 
zatrzymywał, Baba czuł się jakby ktoś ścisnął mu gardło. Czuł się jak 
ryba  wyciągnięta  z  wody.  Czasami  ból  był  tak  potężny,  że  myślał  o 
popełnieniu samobójstwa. Kiedyś w tym stanie rzekł do Gopala: 

- Gopal, czy zrobisz coś? 
-Oczywiście Baba, tylko powiedz mi co? 
-Ja stanę na krawędzi studni, a ty mnie popchniesz. 

Pierwszy  raz  w  swoim  życiu  Gauranga  Das  był  zmuszony  nie 
posłuchać  Baby.  Ponadto  zaczął  go  uważnie  pilnować,  żeby  nie 
popełnił  samobójstwa.  Zanim  oryginalny  stan  Baby  nie  powrócił, 
zawsze był blisko niego. 
 
Zgodnie z instrukcją Dżagadiśa Dasa Baba Dżi’ego, Gauranga Das żył 
obok  wzgórza  Govardhana,  gdzie  praktykował  Raganuga-bhadżana. 
Jednak bardzo często przychodził do Vrindavan, żeby opiekować się 
Dżagadiśem  Dasem  Babą.  Kiedyś,  gdy  spał  na  ziemi  obok  łóżka 
Dżagadiśa  Dasa  Baby,  ten  przyjaźnie  położył  swoją  stopę  na  jego 
klatce piersiowej. Odtąd zaczęła się w nim rozwijać boska lila Radha-
Kryszny. 
 
Pewnego  razu  Gauranga  Das  Dżi  poszedł  do  Radha-kunda.  Tam 
sadhu,  którego  nie  znał  wcześniej,  poprosił  go,  żeby  został  z  nim  w 
Radha-kunda na jakiś czas. Przyjął od niego zaproszenie, ale został z 
nim tylko na jedną noc, bo dowiedział się, że sadhu należy do pseudo-
religijnej sekty, w której kobieta i wino były koniecznymi częściami 
sadhany. Następnego ranka opuścił jego towarzystwo, lecz czuł pustkę 
w sercu. Towarzystwo bezbożnego człowieka wywarło subtelny efekt 
na  jego  postrzeganie  i  wizja  Kryszna-lila  została  zablokowana.  Czuł 
się  zduszony  jak  ryba,  która  nagle  spostrzega,  że  jezioro  w  którym 
żyła wyschło. 

background image

 

18 

  
Natychmiast  rozpoczął parikram wokół Giriradża. Był czerwiec, gdy 
słońce grzeje wtedy najmocniej. Gauranaga Das szedł przez cały dzień 
w palących promieniach słońca, modląc się do Giriradża.  Wieczorem 
był zmęczony, położył się więc na schodach Uddhava-kunda i zasnął. 
Było to niebezpieczne, bo gdyby obrócił się podczas snu, wpadłby do 
kunda  (stawu).  Kiedy  się  obudził  zauważył,  że  ktoś  przeniósł  jego 
ciało [podczas snu] w bezpieczniejsze miejsce. Rozejrzał się dookoła 
szukając osoby, która go przeniosła, ale ku swemu zdziwieniu nikogo 
nie spostrzegł. 
 
Następnego  dnia  poszedł  do  Dżagadiśa  Dasa  Baby  we  Vrindavan. 
Gdy tylko złożył pokłon u stóp guru, ten krzyknął: „Co za głupiec z 
ciebie.  Śpisz,  gdzie  ci  się  podoba.  Nie  wiesz  gdzie  należy  spać,  a 
gdzie  nie.”  Gauranga  Das  zrozumiał,  że  to  Baba  podniósł  go  ze 
schodów  Uddhava-kunda.  Doświadczył,  że  Gurudeva  podąża 
wszędzie za uczniem i chroni go. Wzruszyło go to do łez. 
 
Gauranga  Das  powiedział  Babie  o  swym  cierpieniu  z  powodu utraty 
duchowych  wizji  po  spotkaniu  sadhu  w  Radha-kunda.  Modlił  się  do 
Baby  o  błogosławieństwa.  Baba  pobłogosławił  go,  a  Gauranga  Das 
odzyskał wizje. 
 
Dżagadiś  Das  Baba  był  zawsze  bardzo  ostrożny  z  obawy,  aby  nie 
popełnić  wobec  kogoś  obrazy.  Święte  osoby  -  takie  jak  on  -  często 
unikają  gości  z  powodu  swego  zaabsorbowania  bhadżanem.  Jednak 
Baba  zawsze  uważał,  żeby  nie  zawieźć  nikogo,  kto  do  niego 
przychodzi. Jeśli ktoś mu to odradzał, on mówił: 

-Nazywam  się  Dżagadiś  Das,  co  oznacza  sługę  Dżagadiśa 
(Pana).  Szanuję  każdego  gościa  jak  Samego  Dżagadiśa,  który 
przyszedł  w  Swojej  formie.  Czuję,  że  powinienem  Mu  służyć. 
Mahaprabhu  przysyła  do  mnie  człowieka,  żebym  rozwiał  jego 
wątpliwości  i  dał  mu  odpowiednie  wskazówki  odnośnie 
bhadżanu.  Czyż  nie  popełniłbym  obrazy  wobec  niego  i 
Mahaprabhu, jeśli nie usłużyłbym mu należycie? 

 
Baba nie organizował katha [rozmowa na tematy religijne] lub patha 
w swoim domu, żeby ludzie, którzy  przychodziliby w tym czasie po 

background image

 

19 

poradę  nie  wracali  zawiedzeni.  Przyjmował  gości  cały  czas,  oprócz 
momentów,  kiedy  zatapiał  się  w  lila-smarana.  W  środku  rozmowy 
sam  zadawał  czasami  pytanie  i  odpowiadał  na  nie.  Potem  prosił 
innych o wyrażenie opinii, bo nie chciał ich zwalczać, gdyby zostały 
wyrażone wcześniej; a poglądy gości bywały odmienne. Po rozmowie, 
kiedy ludzie chcieli już odejść on z obawą przyglądał się ich twarzom, 
by przekonać się, czy odchodzą zadowoleni i usatysfakcjonowani, czy 
nie. Kiedyś odwiedził go brat z Bengalu. Baba potraktował go bardzo 
miło  i  dopytywał  o  jego  dobytek.  Kiedy  powiedział,  że  umarła  mu 
żona, Baba rzekł: 

-Łaska Boga! Jesteś teraz wolny i możesz przyjść do Vrindavan 
wykonywać bhadżan. 

 
Gdy brat odjechał pomyślał: 

-Mój  brat  nie  wyglądał  na  szczęśliwego,  kiedy  odjeżdżał. 
Pewnie  uraziłem  go,  gdyż  zamiast  okazania  mu  współczucia  z 
powodu śmierci żony, ja powiedziałem, że Bóg wyświadczył mu 
przysługę. 

Gdyby  Baba  wiedział,  gdzie  mieszka  brat,  poszedłby  do  niego  i 
przeprosił.  Przed  odejściem  brat  powiedział  Babie,  że  odwiedzi  go 
znowu  za  dzień  lub  dwa.  Baba  chodził  na  stację  codziennie  przez 
dwa-trzy  dni  czekając  na  niego  z  zamiarem  przeprosin,  ale 
nadaremnie. Napisał więc list do przyjaciela w Vardhamana, prosząc 
by zapytał jego brata czy mu wybaczył. Przyjaciel odpisał, że brat nie 
był  ani  trochę  urażony.  Nie  odwiedzał  go  ponownie,  ponieważ  nie 
chciał mu przeszkadzać w jego bhadżanie. Odtąd pytał każdego gościa 
o adres zanim zaczął dyskusję na tematy duchowe. 
 
Baba nigdy nikogo nie krytykował.  Również o nikim  źle nie  mówił. 
Nie  słuchał  przemówień  religijnych  z  obawy,  że  mówca  mógłby 
powiedzieć  coś,  co  by  mu  się  nie  spodobało,  albo  czego  by  nie 
aprobował, a to mogłoby spowodować krytykę mówcy. 
 
We Vrindavan święte osoby często organizują uroczystości, by uczcić 
różne święta, jak na przykład urodziny Ramy, czy Kryszny, ale Baba 
nigdy 

nie 

zorganizował 

żadnej 

uroczystości, 

ponieważ 

przeszkadzałoby  mu  to  w  bhadżanie.  Wielbiciele  na  ogół  uważali  za 
swój  obowiązek  uczczenie  dnia  odejścia  swojego  guru.  Baba 

background image

 

20 

obchodził dzień odejścia swojego guru kupując jedną malapua [ciasto 
z  mąki  pszennej,  melasy  i  ghee]  i  rozdając  po  kawałku  swoim 
gościom jako prasada. Pewnego razu wielbiciel o imieniu Sinu Babu 
dał mu 40 rupii, żeby mógł wspaniale uczcić odejście swego guru. Nie 
mógł  odmówić  darowizny  na  cześć  guru.  Poszedł  więc  na  bazar  i 
kupił  melasę  wartą  20  rupii,  żeby  przygotować  malapua.  Zostawił 
melasę  w  swojej  chatce  i  poszedł  do  pobliskiej  studni,  żeby  umyć 
stopy,  ale  zapomniał  zamknąć  drzwi  chatki.  Po  powrocie  zastał  w 
chacie  kilka  małp  jedzących  melasę.  Baba  śmiał  się  całym  sercem 
widząc ucztujące małpy. Nie było kwestii wypędzenia ich, gdyż były 
to małpy z Vrindavan, które łaskawie przyszły na uroczystość odejścia 
jego  guru.  Kiedy  uczta  się  skończyła  i  małpy  odchodziły,  złożył  im 
pokłon. 
 
Wieczorem, kiedy Sinu Babu przyszedł i zapytał o uroczystość, Baba 
odpowiedział: 

-Uroczystość była bardzo udana. Bardzo wiele małp Vaisznavów 
ucztowało jedząc melasę. Uczta kosztowała jedynie 20 rupii. Oto 
pozostałe 20 rupii, które z wdzięcznością zwracam. Jeśli chodzi 
o  prasadam,  sprawdź  w  chatce.  Powinno  być  jeszcze  trochę 
okruchów na ziemi. 

 
Dżagadiś  Das  Baba  był  wolny  od  jakichkolwiek  pragnień.  Jednak 
pewnego razu w jego umyśle pojawiło się pragnienie. Zapragnął, żeby 
zbudowano  piękne  jezioro  w  kaliyadaha  [Daha  oznacza  głębokie 
miejsce  w  rzece]  dla  upamiętnienia  rozrywki  Kryszny  z  wężem  o 
imieniu  Kaliya.  Wspomniał  o  tym  Kamini  Babu,  który  był  wtedy 
zarządcą  Radżaryszi  Banamali  Rayabahadura.  Kamini  Babu  zaczął 
zbierać  datki  na  ten  projekt.  Bogaci ludzie  chętnie  dawali  pieniądze. 
Wdowa  z  rodziny  Lala  Babu  podarowała  75  000  rupii,  Radża 
Hetamapury  25  000.  Radżaryszi  Banamali  Ray  zgodził  się  wziąć 
odpowiedzialność za resztę wydatków. Praca nad mapą i obliczeniami 
do budowy pięknego jeziora były konsultowane z Dżagadiśem Dasem 
Babą. Jednak wkrótce Baba zauważył, że jezioro zajęło w jego umyśle 
miejsce  Kryszna-lila.  To  spowodowało,  że  rozłościł  się  na  siebie  i 
poszedł  na  kilka  dni  do  lasu.  Ludzie  go  szukali,  ale  nikt  nie  mógł 
znaleźć.  Nagle,  pewnego  dnia  powrócił.  Kamini  Babu  poprosił  o 
pozwolenie na kopanie jeziora. Baba spoważniał i rzekł: 

background image

 

21 

-Pragnienie  wykopania  jeziora  przeszkadzało  mi  w  bhadżanie. 
Jeśli  teraz  zacznie  się  praca,  mój  bhadżan  będzie  skończony. 
Nalegam więc, żeby nikt nawet o tym nie wspominał póki żyję. 

 
Dżagadiś  Das  Baba  był  bardzo  pokorny.  Mahaprabhu  powiedział  w 
swojej  słynnej  trinadapi  śloce,  że  należy  być  pokornym  niczym 
źdźbło  trawy  oraz  bardziej  tolerancyjnym  i  wyrozumiałym  niż 
drzewo.  Powinno  się  okazywać  szacunek  każdemu  nie  pragnąc 
szacunku  dla  siebie.  W  przypadku  Baby  znaczenie  śloki  przyjęło 
konkretną  formę.  Kiedy  ktoś  go  pytał  jak  osiągnąć  premę  [boską 
miłość], on odpowiadał:  

-Żeby osiągnąć premę należy stać się ramką  trinadapi-śloki. Im 
bardziej  ktoś  kształtuje  siebie  zgodnie  z  tą  śloką,  tym  bliżej 
będzie  premy,  a  kiedy  ukształtuje  siebie  w  całości  na  pewno 
osiągnie premę. 

Powiedział również:  

-Zrealizujesz  Krysznę  tylko  wtedy,  gdy  twój  umysł  będzie  w 
pełni  wolny  od  jakichkolwiek  pragnień,  oprócz  pragnienia 
Kryszna-bhakti. 

 
Święci  siddha  mogą  opuścić  swe  ciało,  kiedy  zechcą.  Dżagadiś  Das 
Baba  poczuł  takie  pragnienie,  gdy  skończył  sto  lat.  W  tym  czasie 
mieszkał z nim Gauranga Das Baba Dżi. Z powodu miłości do niego 
nie mógł opuścić ciała w jego obecności.  Dlatego też poprosił go, by 
poszedł  mieszkać  w  Baraszanie  i  służył  w  Bhanukhara  sarovara 
[wielki staw] zamiatając i sprzątając wokół niego każdego dnia. Kiedy 
odchodził, powiedział mu:  
 

-Pamiętaj  trzy  rzeczy:  Nigdy  nie  proś  nikogo  o  nic.  Nigdy 
nikomu nie wyznawaj sekretu twojego serca. Nigdy nie chodź na 
ucztę. 

 
Gauranga Das  zamieszkał w Baraszanie i pełnił regularną  służbę dla 
Bhanukhara  Kunda.  Po  paru  dniach  Dżagadiś  Das  Baba  pojawił  się 
przed  nim  w  świetlistym  ciele.  Zobaczył  go  stojącego  w  pewnej 
odległości.  Kiedy  Gauranga  Das  zaczął  się  do  niego  zbliżać,  Baba 
gestem  ręki  poprosił  go,  by  tego  nie  robił,  a  potem  znikł.  Gauranga 
Das  Dżi  zrozumiał,  że  Baba  opuścił  ciało.  Przepełniony  smutkiem 

background image

 

22 

natychmiast  wyruszył  do  Vrindavan.  Po  drodze  dowiedział  się,  że 
Baba  opuścił  ciało  szóstego  dnia,  drugiej  połowy  miesiąca  Aszadha 
[1915 r.].  
  
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

23 

Rozdział III 

 

Pandita Śri Ramakryszna Das Baba Dżi 

 
 
Wcześniejszym 

imieniem 

Ramakryszny 

Dasa 

Baby 

było 

Ramapratapa. Ramapratapa urodził się w 1857 roku w rodzinie z silną 
tradycją  bhakti.  Jego  dziadek  był  vaisznavą  w  Ramanudża 
sampradayi.  Był  siddhą  w  narayana  kavaca  [specjalna  mantra 
odnosząca  się  do  Narayana]  i  wykazywał  biegłość  w  śastrach. 
Radżasimha, Maharadż Dżaipur, wyznaczył go opiekunem yuvaradży 
(koronowany  książę).  Dał  mu  także  dwie  wioski  jako  jagira  i 
zbudował  dla  niego  dom  obok  swego  pałacu.  Jego  syn  Lakszmi-
narayan był także wielkim wielbicielem. Opuścił on dom w młodym 
wieku  i  poszedł  do  lasu,  gdzie  przez  wiele  lat  wykonywał  dżapa 
Rama-mantry. Został pobłogosławiony darśanem Ramy i jego braci na 
koniach.  Rama  poprosił  go,  żeby  wrócił  do  domu  i  się  ożenił.  Jego 
żona Kamala Devi urodziła Ramapratapę. 
 
Ramapratapa  miał  zaledwie  trzy  lata,  gdy  zmarł  jego  ojciec.  Jego 
nadzwyczajna inteligencja i uwielbienie nauki pozwoliły mu nauczyć 
się poprzez serce sutr Panini, sarasvata vyakarany oraz amara-koszy, 
gdy miał zaledwie jedenaście lat. 
 
Po  ceremonii  świętej  nici  w  wieku  jedenastu  lat,  spełnił  Savitri-
puraszczarana  i  miał  darśan  Savitri  Devi.  Savitri  Devi  poleciła  mu, 
aby  udał  się  do  Vrindavany.  Chciał  tam  pójść,  ale  matka  mu  nie 
pozwalała.  Jednak  w  wieku  trzynastu  lat  udało  mu  się  wymknąć  z 
domu. We Vrindavan mieszkał w pobliżu świątyni Govinda Dżi pod 
opieką Gosvamiego ze świątyni. 
 
Nawet po przybyciu do Vrindavany kontynuował naukę. Nauczył się 
nyaya  od  Sudarśana  Śastri  ze  świątyni  Ranga  Dżi,  Śrimad 
Bhagavatam  od  Nrisimha

 

dasa  Dżi  z  Karauli-kuńja,  a  także  Hari-

bhakti-vilasy 

od  Gopilala  Gosvamiego.  Kiedy  uczył  się 

szatasamdarbha,  czytał  pięćdziesiąt  rozdziałów  ze  Śrimad 

background image

 

24 

Bhagavatam  codziennie  przed  Gopeśvarem  Mahadevą.  Zakończył 
edukację w wieku dwudziestu lat. 
 
Następnie  przyjął  diksza  i  vesza  od  siddha  Nityanandy  Dasa  Baba 
Dżi’ego i otrzymał imię Śri Ramakryszna Das. Na ogół nazywano go 
jednak Pandita Baba z uwagi na wykształcenie. 
 
Z  polecenia  Gurudeva  udał  się  na  Govardhana,  by  nauczyć  się  tam 
Kryszna-lila-smarana  od  siddha  Śrikryszny  Dasa  z  Govardhana. 
Potem zamieszkał w Baraszana praktykując tam lila-smarana. 
 
W Baraszanie mieszkał słynny Kirtaniya Gauracarana Das Baba Dżi. 
Pandita Baba zaczął się od niego uczyć Bihagana kirtana. Stopniowo 
jego  zainteresowanie  kirtanem  wzrosło,  a  zaabsorbowanie  w  lila-
smarana zmalało. Gurudev zalecił mu, żeby zaprzestał nauki kirtanu i 
oddał się całkowicie bhadżanowi. Jednak on nadal nie mógł się skupić 
na bhadżanie. Gurudev polecił mu, żeby robił puraszczarana Kryszna-
mantry  przez  siedemnaście  dni.  Wykonywał  puraszcarana  w 
Uddhava-kyari  pod  drzewem  Kadamba.  Przez  pierwsze  trzy  dni 
przyjmował jedynie mleko, następne dwanaście dni jedynie wodę, a w 
pozostałe  dwa  dni  nie  przyjmował  niczego,  nawet  wody. 
Siedemnastego dnia miał darśan Śri Śri Radha-Kryszny. 
 
Było  to  potwierdzone  przez  samego  Babę,  kiedy  mieszkał  w  bagiczi 
(mały  ogród)  należącym  do  Dau-Dżi.  Obecnie  jest  tam  siedziba 
Vrindavana  Research  Institute  w  Ramanareti.  Tego  dnia  leżał  w 
szopie  z  blachy  w  bagiczi.  Paru  wielbicieli  takich  jak  Priyaszarana 
Baba,  Kripasindhu  Baba,  Lalita  Mohan  Gosvami  i  inni  siedzieli 
nieopodal i rozmawiali o puraszczarana, którą wykonał Baba. Jeden z 
nich  powiedział,  że  Baba  miał  darśan  z  Kryszna-Balarama  po 
puraszczaranie, gdy Baba nagle powiedział: 

-Nie, nie z Kryszna-Balarama, ale z Radha-Kryszna. 

Potem dodał:  

-Radha  i  Kryszna  powiedzieli:  ‘Jesteśmy  z  ciebie  zadowoleni. 
Powiedz  nam  czego  byś  chciał?’  Odpowiedziałem:  ‘Nie  wiem 
czego  chcę  oprócz  waszego  szczęścia.’  Następnie  Radha  i 
Kryszna uśmiechnęli się i znikli. 

 

background image

 

25 

Po tym wydarzeniu Baba zamieszkał w jaskini Raghava w Puczari, w 
tylnej  części  Giriradża.  Kiedyś  mieszkał  tam  towarzysz  Czaitanyi 
Mahaprabhu o imieniu Raghava Pandita. Dzięki łasce Radha-Kryszna 
Baba stał się teraz siddha w lila-smarana. Od 2 rano do 2 po południu 
praktykował  lila-smarana  w  jaskini,  potem  wychodził.  W  tym  czasie 
stał już przed jaskinią tłum sadhus. Szukali porad na temat bhadżanu. 
Baba  usuwał  ich  wątpliwości  i  trudności.  Potem  była  patha  i  kirtan, 
które trwały do nocy. W nocy Baba wychodził na madhukari. 
 
Po pewnym czasie zaabsorbowanie Baby w lila-smarana stało się tak 
głębokie, 

że 

uniemożliwiało 

przestrzeganie 

jakiegokolwiek 

codziennego  toku  zajęć.  Nikt  nie  wiedział,  kiedy  zasiądzie  do 
smarana,  a  kiedy  wyjdzie  z  jaskini.  Czasami  pozostawał  pochłonięty 
smarana przez dwa, czy trzy dni i nie wychodził na zewnątrz nawet na 
madhukari.  Sadhu,  którzy  gromadzili  się  przed  jego  jaskinią  byli 
pozbawieni jego towarzystwa. 
 
Pewnego razu, w takim okresie, w odwiedziny przybyła jego matka z 
Dżaipur. Musiała siedzieć przed jaskinią i czekać na niego przez dwa 
dni.  Trzeciego  dnia,  kiedy  wyszedł  z  jaskini,  poszedł  od  razu  na 
madhukari  nawet  na  nią  nie  spojrzawszy.  Matka  szła  za  nim  przez 
pewien czas szlochając i płacząc. Nawet wtedy nie odwrócił się, aby 
na  nią  spojrzeć.  Matce  nie  pozostało  nic  jak  wrócić  do  domu  i  ze 
złamanym sercem udała się w podróż powrotną. 
 
Gdy jego matka odeszła, Baba zaczął mieć trudności w lila-smarana i 
czuł się zniecierpliwiony. Poszedł do Kryszny Dasa Baby i zapytał o 
powód. Baba rzekł:  

-Powód  jest  oczywisty.  Popełniłeś  obrazę  przeciwko  swojej 
matce. 

 
Baba napisał  list do  matki z przeprosinami i z prośbą, żeby przyszła 
do niego, do Vrindavan. Wynajął jej osobny pokój w jednym domu w 
Puczari, w którym żyła do śmierci. Opiekował się nią i robił wszystko 
co możliwe by była szczęśliwa. Gdy tylko zaczął jej służyć odzyskał 
śakti lila-smarana. 
 

background image

 

26 

Matka  Baby  była  również  wielbicielką.  Kryszna  może  wybaczyć 
każdą  obrazę  popełnioną  przeciwko  niemu,  ale  nigdy  nie  wybacza 
obrazy popełnionej przeciwko swojemu wielbicielowi. 
 
Po pewnym czasie powstał konflikt w Gaudiya Vaisznava Sampradayi 
odnośnie Gaura-mantry. Jedni uważali, że osobna Gaura mantra była 
konieczna,  a  drudzy,  że  nie  była  konieczna,  bo  Gaura  był  Kryszną. 
Pandita  Baba  nie  chciał  się  angażować  w  ten  konflikt.  Dlatego  też 
udał się do Baraszany, by żyć w Mora-kuti, odosobnionym miejscu na 
wierzchołku góry Baraszana. Żył tam przez osiem lat. Kiedy konflikt 
się zakończył, powrócił do jaskini. 
 
Pewnej zimowej nocy spał w jaskini z zamkniętymi drzwiami. Piec na 
węgiel  drzewny  ogrzewał  wnętrze.  Rankiem,  gdy  Baba  się  obudził, 
zauważył, że znajduje się poza jaskinią. Było oczywiste, że ktoś go z 
niej wyniósł, aby uratować od ulatniającego się gazu. Nie było w tym 
nic  nadzwyczajnego,  ponieważ,  jak  powiedzieliśmy  wcześniej, 
opiekuni  duchowi  we  Vradży  często  przychodzą,  by  pomagać 
sadhakom, gdy ci mają problemy. 
 
Innego razu, duchowa pomoc przyszła do Baby, kiedy jacyś ludzie z 
innej  sampradayi  próbowali  go  zranić.  Generalnie  Baba  był 
szanowany przez aczaryów wszystkich sampradayi Vradży z powodu 
swojego oddania, mądrości i wszechstronności. Był biegły w śastrach 
wszystkich sampradayi i był także obeznany ze sposobem ich praktyk 
religijnych.  Pandita  Amolaka  Rama  Śastri  i  Baba  Hamsadas  z 
Nimbarka Sampradayi, Śri Sudarśanacarya, Śri Dulari Prasada Śastri i 
Ganapati  Śastri  z  Ramanudża  Sampradayi,  Samkarszana  Das  Dżi  z 
Ramananda Sampradayi, Śri Puruszottama Bhatta Dżi, sławny uczony 
i  katha  vaczaka  z  Puszti  Sampradayi-  wszyscy  oni  przychodzili  do 
niego  po  poradę  odnośnie  śastr  albo  praktyk  religijnych,  a  Baba 
zawsze  odpowiadał  zgodnie  z  filozofią  i  praktyką  ich  własnej 
sampradayi.  Nawet  Pranagopala  Gosvami,  będący  potomkiem 
Nityanandy Prabhu i największym przedstawicielem filozofii Gaudiya 
Vaisznawa w owym  czasie; także Śrimad Bhakti Siddhanta Sarasvati 
Maharadż,  założyciel  i  prezydent  Misji  Gaudiya,  darzył  go  bardzo 
wielkim szacunkiem i przychodził do niego po poradę. 
 

background image

 

27 

[O  tym,  że  Śrimad  Bhakti  Sidhanta  Sarasvati  Gosvami  bardzo  go 
szanował,  świadczy  fakt,  że  podczas  Vradżamandala  parikramu 
zorganizowanym  w  1932,  na  którym  był  obecny  również  autor, 
polecił  wszystkim  uczestnikom  odwiedzić  Babę  i  przyjąć  jego 
darśan.]  
 
Jednak kilku ortodoksyjnych i złośliwych ludzi z pewnej sampradayi 
zaczęło mu zazdrościć. Pewnego razu próbowali zniesławić Śri Rupę i 
Śri  Sanatanę,  najbardziej  szanowanych  Aczaryów  Gaudiya 
Sampradayi, nauczając, że pierwotnie należeli oni do ich sampradayi, 
ale byli z niej wyrzuceni z powodu złego prowadzenia się. Baba ostro 
ich skrytykował. Poczuli się bardzo upokorzeni i planowali go zabić. 
Pewnego  dnia  ukryli  się  w  pobliżu  jego  jaskini.  Chcieli  go 
zaatakować,  gdy  będzie  szedł  na  madhukari.  Kiedy  Baba  wyszedł  z 
jaskini  i  zmierzał  do  wioski  na  madhukari,  zobaczyli,  że  podąża  za 
nim lew - niczym oswojony pies. Kiedy Baba doszedł do wioski, lew 
ukrył  się  w  okolicy  samadhi  gosvamich,  po  prawej  stronie  wioski. 
Gdy Baba wracał do jaskini, lew znowu podążał za nim aż do jaskini, 
a  potem  zniknął.  Niegodziwcy  byli  zaskoczeni  i  przerażeni. 
Zrozumieli,  że  Baba  jest  siddha  mahapuruszą  i  ich  wroga  postawa  w 
stosunku do niego przemieniła się w postawę miłości i oddania. 
 
Pewnego  razu,  kiedy  Baba  wykonywał  bhadżan  w  jaskini,  na  jego 
ciało  wpełzł  jadowity  wąż  i  owinął  się  wokół  szyi,  jednak  Baba 
spokojnie  kontynuował  bhadżan.  Po  jakimś  czasie  wąż  spełzł  z  jego 
ciała  i  zniknął.  W  nocy  Baba  usłyszał  głos  mówiący:  „Opuść  tę 
jaskinię.” Baba natychmiast opuścił jaskinię i zamieszkał w Szyama-
kuti koło Kusum-sarovara. 
 
Pandita  Baba  nigdy  nie  dał  nikomu  diksza.  Natomiast  wielu  ludzi, 
którzy  otrzymali  od  niego  instrukcje  w  bhadżanie,  uważali  go  za 
swojego  śiksza  guru.  Byli  wśród  nich  Śri  Gauranga  Das  Dżi,  Śri 
Priyaśarana Das  Dżi, Śri  Kripasindhu Das  Dżi, Śri  Wisznu Das  Dżi, 
Śri Kesiava Das Dżi i Śri Lalita Mohan Gosvami. Były też osoby nie 
inicjowane  uznające  go  za  swego  guru,  jak  na  przykład  Thakura 
Kusiala Simha Dżi z Gidżagarha. 
 

background image

 

28 

Gauranga  Das  Baba  Dżi,  który  wcześniej  nazywał  się  Dhirendra 
Natha  Czakravarti  był  synem  bogatego  ziemianina  z  Kalkuty.  Był 
błyskotliwym  studentem  ze  Scottish  Church  College  (College 
Kościoła  Szkockiego)  w  Kalkucie.  Wyrzekł  się  świata  w  wieku 
dwudziestu lat. Przyjął diksza od siddha Śri Ram Dasa Baba Dżi’ego 
Maharadża  z  Kalkuty  i  przybył  do  Vrindavan.  We  Vrindavan  zaczął 
wykonywać  bhadżan  pod  przewodnictwem  Siddha  Śri  Dżagadiśa 
Dasa  Baby.  Jego  bhakti-bhava  i  nadzwyczajna  inteligencja  wywarły 
duże  wrażenie  na  Śri  Dżagadiśu  Dasie  Babie.  Polecił  mu  studiować 
śastry  u  Pandity  Baby.  Pandita  Baba  bardzo  się  nim  zainteresował  i 
zaczął  go  uczyć.  Po  pewnym  czasie  Gauranga  Das  uzyskał 
mistrzostwo w Śrimad Bhagavatam, Sata-Samdarbha i innych bhakti-
śastrach. Następnie Pandita Baba poprosił go, żeby brał jedną książkę 
za  drugą  i  omawiał  je  w  obecności  sadhu,  którzy  znowu  zaczęli  do 
niego  przychodzić  wieczorami.  Przemówienia  zaczęły  przyciągać 
tłumy ludzi i stały się regularną częścią wieczoru w planie dnia Baby. 
 
Priyaśarana  Baba  był  młody,  gdy  przybył  do  Vrindavany  z  krótką 
wizytą. Studiował wówczas w Varanasi. Po spotkaniu z Pandita Babą 
poczuł do niego taką sympatię, że postanowił pozostać we Vrindavan. 
Mimo  że  był  już  inicjowany  w  Nimbarka  Sampradayi,  przyjął  Babę 
jako  swego  śiksza  guru  i  zaczął  wykonywać  bhadżan  pod  jego 
przewodnictwem. Baba instruował go zgodnie ze sposobem czczenia i 
medytacji jaki istniał w Nimbarka Sampradayi. Tak jak Gauranga Das 
stał  się  sławnym  siddha  mahatmą  i  przywódcą  Gaudiya  Vaisznava 
Sampradayi,  tak  Priyaszarana  Baba  stał  się  wybitnym  mahatmą 
Nimbarka Sampradayi. 
 
Mniej więcej w tym samym czasie przybył też Kripasindhu Das Baba. 
Baba tak bardzo go pokochał z powodu jego oddania, że zaakceptował 
go  jako  swego  towarzysza  i  sługę  na  całe  życie.  Zrobił  on  wielki 
postęp  w  bhadżanie  pod  przewodnictwem  Baby.  Stał  się  tak 
zaawansowany  i  czuł  do  Baby  tak  wielką  wewnętrzną  sympatię,  że 
mógł znać jego myśli nawet wtedy, gdy przebywał daleko. Pewnego 
razu  Baba  zachorował.  Osłabł  do  tego  stopnia,  że  nie  mógł  mówić. 
Poczuł  pragnienie  i  zaczął  prosić  o  wodę  mówiąc:  „aaa,  aaa”,  czego 
ludzie obok nie  mogli zrozumieć. Kripasindhu poszedł w tym czasie 
na  madhukari.  On  także  poczuł  się  bardzo  spragniony.  Wypił  kilka 

background image

 

29 

razy  wodę,  ale  pragnienia  nie  dało się  ugasić.  Zrozumiał  intuicyjnie, 
że  Baba  chce  pić.  Pośpiesznie  wrócił  do  Baby  i  dał  mu  wody.  Jego 
pragnienie zostało automatycznie ugaszone wraz z pragnieniem Baby. 
 
Pewnego  razu  Baba  miał  ostry  ból  zęba.  Wezwany  lekarz  do 
wyrwania zęba zapytał Babę: 

- Który ząb cię boli, Baba? 
- Nie wiem - odpowiedział Baba. 

Lekarz się zaśmiał i powiedział: 

- W takim razie kto wie, Baba? 
- Kripasindhu wie. 

Kripasindhu wskazał zęby, które należało wyrwać. 
 
W  1918  Pandita  Baba  miał  grypę.  Zabrano  go  do  Vrindavan  na 
leczenie. Przez osiem lat żył we Vrindavanie w różnych miejscach. W 
1926 zamieszkał w Dau Dżi’s Bagiczi, gdzie dożył ostatnich dni. 
 
Wisznudas przybył do Baby, kiedy przeprowadził się on do Dau Dżi 
Bagiczi.  W tym  czasie  miał zaledwie czternaście lat.  Został wysłany 
przez  swojego  guru  Śri  Yadunandana  Dasa  Baba  Dżi’ego  z  Surya-
kundy,  by  służyć  wiekowemu  Pandita  Babie  oraz  wykonywać 
bhadżan  pod  jego  przewodnictwem.  Całą  drogę  z  Surya-kunda  do 
Vrindavany  przebył  pieszo.  Ponieważ  było  bardzo  ciepło,  po  drodze 
nabawił  się  gorączki.  Kiedy  dotarł  do  Dau  Dżi’s  Bagiczi,  gorączka 
była tak wysoka, że położył się obok studni. Baba wyszedł ze swojego 
pokoju  wieczorem,  kiedy  przyszedł  czas  na  madhukari.  Wisznudas 
złożył pokłon do jego stóp. Baba powiedział:  

- Witaj Wisznudas, chodźmy na madhukari. 
- Baba, mam wysoką gorączkę - powiedział Wisznudas. 
- Co z tego? - rzekł Baba. 

Wziął  go  za  rękę  i  zabrał  ze  sobą.  Kiedy  Baba  dotknął  jego  ręki, 
Wisznudas  poczuł,  że  jego  gorączka  i  zmęczenie  odeszły.  Baba  już 
nigdy go nie opuścił. Wisznudas pozostał z Babą do końca, podążając 
za nim jak cień, gdziekolwiek szedł. Wiele zyskał dzięki towarzystwu 
Baby.  Baba  był  zaabsorbowany  lila  nawet  wtedy,  gdy  wychodził  na 
madhukari  z  Wisznudasem.  Jego  wewnętrzne  doświadczenie  było 
czasami  przenoszone  na  Wisznudasa  jak  prąd  elektryczny,  poprzez 

background image

 

30 

jego  dotyk.  Baba  często  trzymał  jego  ramię  bądź  bark,  kiedy 
wychodził ze swojego pokoju. 
 
Pewnego razu w czerwcu Baba wracał z Wisznudasem po madhukari 
do swojego kuti, opierając swoją lewą rękę na jego prawym ramieniu. 
Nagle  Wisznudas  spostrzegł,  że  otoczenie  się  zmieniło.  Gorący 
czerwcowy wiatr przemienił się w chłodny i kojący zimowy wietrzyk, 
a dookoła rozchodził się słodki zapach wiosennych kwiatów kadamba. 
Wisznudasowi wydawało się, że został przeniesiony w stan błogiego 
szczęścia. Powiedział:  

-Baba! Co to jest? 

Baba odpowiedział: 

-Dzięki  łasce  Radharani  ujrzałeś  na  moment  prawdziwą  naturę 
Vrindavany.  Vrindavana  jest  boska.  Tylko  wydaje  się  ziemska. 
We  Vrindavanie  wszystkie  pory  roku  istnieją  razem  służąc 
Radzie i Krysznie zgodnie z Ich życzeniem. Kiedy serce sadhaki 
jest oczyszczone bhadżanem, widzi wtedy duchową Vrindavanę 
i lila, które się tu wiecznie odbywają. 

 
Thakura  Kusiala  Simha  był  wielkim  dżagiradarą  z  Radżasthanu  i 
najwyższym sędzią sądu Dżaipur. Był także bardzo uczony i pobożny. 
Niczego  się  nie  bał  i  miał  silną  wolę.  Zrezygnował  ze  stanowiska 
najwyższego  sędziego  i  przyszedł  do  Baby  z  intencją  porzucenia 
wszystkiego  i  zostania  sadhu.  Poprosił  Babę,  by  mu  dał  vesza 
[waisznava sannyasa]. Baba rzekł:  

-Nie  musisz  porzucać  wszystkiego.  Czy  nie  jest  możliwe 
wykonywanie  bhadżanu  będąc  jednocześnie  głową  rodziny? 
Moje  dni  już  minęły.  Nadchodzą  złe  czasy.  Sadhu  będą  robić 
wszystko,  co  robią  grihasthowie.  Będą  budować  pałace,  mieć 
konta w banku i żyć luksusowo. Lepiej jest zostać w domu i po 
cichu  robić  bhadżan.  W  ten  sposób  nie  będziesz  znany  jako 
święty i nikt nie będzie przychodzić, by ci przeszkadzać. 

 
Kusiala  Simha  Dżi  porzucił  ideę  stania  się  sadhu  w  tradycyjnym 
sensie.  Przybywał  do  Vrindavan  jeden-dwa  razy  na  miesiąc  i  wracał 
do Dżaipur po pewnym okresie przebywania w towarzystwie Baby. 
 

background image

 

31 

Thakura Hari Simha był dżagiradarą Nimoniyi w stanie Dżaipur. Tak 
jak  Kusiala  Simha  Dżi,  także  uważał  Babę  za  swojego  guru  i  zwykł 
przychodzić do niego dla sat-sangi. Kiedyś rzekł do Baby: 

-  Baba,  moja  żona  jest  poważnie  chora.  Astrologowie 
powiedzieli,  iż  gwiazdy  jej  nie  sprzyjają  i  że  wkrótce  umrze. 
Lekarze  także  stracili  wszelką  nadzieję.  Łaskawie  poradź,  co 
powinna  zrobić  w  swoich  ostatnich  dniach,  by  osiągnąć 
wyzwolenie. 

Baba rzekł:  

-Niech czyta Śrimad Bhagavatam. Gwiazdy zaczną jej sprzyjać.            
Gwiazdy  nie  sprzyjają  jedynie  tym,  którzy  nie  są  oddani  Panu. 
Natomiast są przyjazne i służą tym, którzy są oddani. 
-  Ale  ona  jest  za  słaba,  żeby  czytać  Bhagavata-  powiedział  Śri 
Hari Simha Dżi. 
- Więc ty możesz jej czytać. 

 
Thakura  Hari  Simha  zaczął  czytać  swej  żonie  Bhagavata.  Gwiazdy 
rzeczywiście  zaczęły  jej  sprzyjać.  Wyzdrowiała  i  żyje  do  dziś  (1992 
rok- tł.). 
 
Pranagopal  Gosvami  przybywał  do  Vrindavany  z  Kalkuty  co  rok  i 
czytał  przez  miesiąc  Śrimad  Bhagavatam  oraz  inne  pisma-bhakti 
przed  Babą.  Pewnego  razu,  przed  planowanym  czasem  jego 
przybycia,  Baba  zaczął  z  obawą  dopytywać  o  niego  każdego 
przybysza. Ludzie byli tym zaskoczeni i mówili:  

-Baba,  co  cię  tak  niepokoi?  On  przyjdzie  o  wyznaczonej  porze 
po południu. Jest dopiero około 12. 

Ale Pranagopal przybył dzień później z powodu zderzenia pociągu w 
Bamarauli.  Setki  ludzi,  którzy  jechali  tym  samym  pociągiem,  co  on, 
zginęło.  Przedział,  w  którym  jechał  ze  swoją  grupą  ocalał,  podczas 
gdy  przedziały  przed  i  za  zostały  kompletnie  zmiażdżone.  Kiedy 
Pranagopal  przybył  do  Vrindavany  powiedział,  że  niepokój  Baby 
uratował go i jego grupę, inaczej ich przedział nie byłby bezpieczny i 
zostałby zmiażdżony tak jak pozostałe. 
 
Pranagopal  Gosvami  był  sławny  ze  swej  mądrości  i  mistrzowskiego 
prezentowania  świętych  pism.  Był  powszechnie  uważany  za 
ostateczny autorytet w sprawach  religijnych. Kiedykolwiek ktoś  miał 

background image

 

32 

jakieś  wątpliwości  bądź  trudności,  przychodził  do  Pranagopala 
Gosvamiego  po  radę.  Natomiast,  gdy  sam  Pranagopal  Gosvami  miał 
jakiekolwiek wątpliwości czy trudności, szukał pomocy u Baby. Baba 
zawsze  rozwiązywał jego problemy.  Wystarczyło samo odwiedzenie 
Baby, bez przedstawiania problemu. Sama jego obecność wystarczyła, 
by w umyśle pojawiło się  właściwe rozwiązanie. 
 
Jeszcze  bardziej  tajemniczy  był  sposób,  w  jaki  pewnego  razu  Baba 
rozwiązał problem Gaurangi Dasa Baba Dżi’ego odnośnie komentarza 
do  sutry  „anandamayo-abhyasat”.  W  tym  czasie  Baba  mieszkał  w 
jaskini w Ramanareti, która jest znana jako Madanamohana-ki-tibari. 
Gauranga  Das  poszedł  do  Baby  i  przed  jaskinią  powiedział  mu  o 
swoim problemie. Usłyszał jak Baba podaje rozwiązanie problemu z 
wnętrza jaskini. Potem zapytał Gaurangę Dasa: 

- Czy zrozumiałeś? 
- Tak, Baba - odpowiedział Gauranga Das. 

Kiedy  Gauranga  Das  wracał  do  swego  kuti,  był  zdziwiony  widząc 
Babę  idącego  w  przeciwnym  kierunku  z  Amolaka  Rama  Śastri. 
Gauranga Das powiedział: 

-  Baba,  właśnie  byłem  przy  twojej  jaskini.  Miałem  pewien 
problem  z  sutrą  i  ty  go  rozwiązałeś.  Jak  to  możliwe,  że  teraz 
widzę cię tutaj? 

Baba, unikając odpowiedzi, rzekł: 

-  We  Vrindavanie  żyje  wielu  świętych  siddha,  którzy  są 
niewidzialni.  Pomagają  będąc  niedostrzeżeni  sadhakom  w  ich 
problemach. 

 
Pandita  Baba  był  żywym  przykładem  „trinadapi  sunicena”  ze  śloki 
Czaitanyi  Mahaprabhu,  według  której  powinno  się  być  bardziej 
pokornym niż źdźbło trawy oraz powinno się szanować każdego bez 
pragnienia szacunku dla siebie. Kiedykolwiek Baba szedł na religijne 
zebranie, na którym odbywało się katha lub kirtana, siedział z tyłu - za 
innymi. Nikt nie miał odwagi, by poprosić go, żeby usiadł z przodu. 
 
Nigdy nikomu nie pozwalał dotykać swoich stóp. Pewien mieszkaniec 
Biharu miał silny ból brzucha. Ktoś mu powiedział we śnie:  

-Jeśli  potrzesz  pył  ze  stóp  Pandity  Baby,  twoja  choroba  będzie 
uleczona. 

background image

 

33 

Osoba  ta  dała  mu  też  adres  Pandity  Baby.  Człowiek  ten  przybył  do 
Vrindavany. Spotkał Pandita Babę w Banakhandi, gdy Baba wracał do 
swego kuti po madhukari. Chciał dotknąć jego stóp, ale Pandita Baba 
skarcił  go  za  to.  Człowiek  poczuł  się  bardzo  zmartwiony  i 
zawiedziony.  Ktoś  polecił  mu,  żeby  poszedł  do  Kripasindhu  Baby. 
Kripasindhu  Baba  polecił  mu,  żeby  wziął  szczyptę  kurzu  odcisku 
stopy  Baby,  kiedy  on  wyjdzie  na  śauca  [potrzeba  fizjologiczna] 
następnego  ranka.  Tak  też  zrobił.  Został  wyleczony  z  choroby 
natychmiast po wtarciu sobie w czoło kurzu ze stóp Baby. 
 
Inny  człowiek  z  Biharu,  cierpiący  na  tę  samą  chorobę,  również 
przyszedł do Baby i zwrócił się do niego tymi słowy: 

-Baba,  przybyłem  z  Biharu.  Cierpię  z  powodu  dokuczliwego 
bólu brzucha. Jeśli łaskawie pozwolisz, bym mógł dotknąć kurzu 
z twych stóp, jestem pewny, że zostanę uzdrowiony. 

Baba rzekł: 

-Zostaniesz  uzdrowiony  nie  dzięki  kurzowi  z  moich  stóp,  ale 
dając mi kurz z twych stóp. 

Mówiąc to, wziął kurz z jego stóp i wtarł go sobie w czoło. Choroba 
tego człowieka także zniknęła. 
 
Pewnego  razu  człowiek,  który  zobaczył  jak  Rama  Das  Baba  Dżi 
Maharadż  z  aśramu  Pathabari  z  Kalkuty  dotyka  stopy  Pandity  Baby, 
powiedział do niego: 

-Jeśli  pozwalasz  wielkiemu  świętemu  jak  Rama  Das  Baba  Dżi 
dotknąć swoje stopy, dlaczego nie pozwalasz nam ? 

Baba odpowiedział: 

-  Rama  Das  Baba  Dżi  jest  mahatmą.  Kiedykolwiek  on  dotyka 
mych  stóp  albo  prosi  mnie  bym  dotknął  jego  stopy,  muszę  się 
zgodzić. 

Baba  był  zazwyczaj  uprzejmy  dla  swoich  gości.  Jednak,  gdy  ktoś 
przychodził  do  niego  z  jakąś  materialną  propozycją,  albo  robił  coś 
niezgodnie  z  zasadami  zachowania  vaisznawa,  wtedy  się  złościł. 
Pewnego razu przybył do niego Radża z całą swoją świtą. Przyniósł ze 
sobą torbę pełną złotych mohurów. Położył torbę przed Babą i usiadł. 
Baba zapytał:  

- Co to jest? 

background image

 

34 

-  Złote  mohury,  Baba.  Możesz  zrobić  z  nimi  co  chcesz- 
odpowiedział Radża. 
-  Nie  mają  dla  mnie  żadnego  znaczenia.  Daj  je  komuś  innemu- 
rzekł Baba. 
-  Ale  ja  przyniosłem  je  dla  ciebie,  Baba.  Musisz  je  przyjąć- 
powiedział Radża nieco rozkazującym tonem. 

Baba  się  wściekł.  Obsypał  go  potokiem  zniewag  i  nakazał  mu,  by 
przestał. Jednak Radża dalej się upierał. Wtedy Baba krzyknął: 

-Jeśli  natychmiast  nie  odejdziesz  wraz  ze  swoją  torbą,  to 
roztrzaskam sobie głowę. 

Już  chciał  uderzyć  głową  o  ziemię,  gdy  Radża  wstał,  wziął  swoją 
torbę  i  odszedł.  Radża  utrzymywał  przyjazne  stosunki  z  Vradżabasi 
Panditą. Opowiedział mu całą historię i rzekł: 

-  Co  z  niego  za  siddha  mahatma?  Chciałem  zrobić  jakąś  służbę 
dla  niego,  a  on  mnie  zganił  i  obrzucił  mnie  tysiącem  zniewag. 
Jaki miał interes w tym, by mnie tak obrażać? 

 Vradżabasi powiedział: 

- Wina była po twojej stronie. To, co według ciebie było służbą 
dla  Baby,  w  rzeczywistości  było  szkodą.  Obstawałeś  przy 
zrobieniu  szkody.  Dlatego  Baba  się  zdenerwował.  Popełniłeś 
wobec  niego  obrazę  i  spowodowałeś  tym  samym  gniew  Pana, 
który  nigdy  nie  wybacza  obrazy  popełnionej  wobec  Swojego 
wielbiciela.  Możesz  uwolnić  się  od  popełnionej  obrazy,  jeśli 
pójdziesz  ze  mną  i  zrobisz  jak  powiem.  Jeśli  to  zrobisz, 
przekonasz się jakie ma on miękkie serce i jaki jest uprzejmy. 

Radża  zgodził  się  zrobić  to,  co  polecił  Vradżabasi.  Poszli  razem  do 
Baby  następnego  dnia.  Radża  nie  wziął  ze  sobą  świty  i  nie  włożył 
królewskich szat. Poszedł jak zwyczajny człowiek z tilakiem na czole, 
tulasi-kanthi  dookoła  szyi  i  z  woreczkiem  na  korale  do  intonowania, 
dzięki czemu wyglądał jak wielbiciel vaisznava. 
 
Radża  i  Vradżabasi  złożyli  dandavat  [pokłon]  przed  Babą  i  usiedli. 
Baba spytał o samopoczucie pandity, a ten rzekł:  

-  Dowiedziałem  się,  że  Radża  bardzo  cię  wczoraj  zaniepokoił. 
Jestem pewien, że przyjdzie, by naprawić swój błąd. 

Baba powiedział: 

-  Nie,  nie.  On  nie  popełnił  żadnej  obrazy.  Był  bardzo  dobry. 
Mimo,  że  jest  Radżą,  to  słuchał  moich  obelg  nic  nie  mówiąc. 

background image

 

35 

Obraziłem go dla jego dobra. Gdybym przyjął jego torbę i użył 
jej  zawartości  do  służby  vaisznawom,  zatrułoby  to  ich  umysły. 
Poza tym, byliby oni nękani przez złodziei i rozbójników. Radża 
musiałby cierpieć za spowodowanie takiego stanu rzeczy. 

Radżę poruszyły te słowa. Upadł do stóp Baby i rzekł: 

- Baba, to ja jestem tym niemądrym Radżą. Łaskawie wybacz mi 
obrazę, którą popełniłem. 

 
Pewnego razu Gauranga Das Baba Dżi poszedł nad Radhakunda. Miał 
zamiar zostać tam na noc i odejść następnego ranka. Pewien sadhu z 
Baula  sampradayi  namówił  go,  by  przenocował  u  niego.  Jego 
prawdziwym zamiarem było nawrócić Gaurangę Dasa na swoją wiarę, 
w  której  towarzystwo  kobiet  było  główną  częścią  sadhany. 
Potraktował  go  należycie,  dał  mu  dobre  rzeczy  do  jedzenia  i 
przygotował posłanie. Kiedy Gauranga Das spał, poczuł miękki dotyk 
kobiety  masującej  jego  stopy.  Raptownie  wstał,  zganił  kobietę  oraz 
sadhu i wyruszył do innego miejsca. Sadhu obawiał się, że wcześniej 
czy  później  Gauranga  Das  opowie  Pandicie  Babie  o  tym,  co  się 
wydarzyło  i  wtedy  będzie  musiał  opuścić  Vradżę.  Uważał,  że 
prawdopodobnie Baba nie uwierzy w to, co mówi Gauranga Das, jeśli 
wcześniej nastawi Babę przeciw niemu. Nazajutrz poszedł do niego i 
powiedział:  

- Baba, myślisz, że Gauranga Das jest dobrym sadhu. Nie wiesz, 
że po kryjomu przebywa w towarzystwie kobiet. 

Baba nie mógł tego tolerować. Wściekł się. Wykrzyknął: 

-  Ty  demonie!  Masz  czelność  oczerniać  wielkiego  świętego, 
jakim  jest  Gauranga  Das.  Nie  wiesz  jakie  będą  tego 
konsekwencje.  Umrzesz  śmiercią  wyjącego  psa.  Odejdź.  I  tak 
jak mówiłem- umrzesz jak pies. 

Wkrótce  został  ugryziony  przez  wściekłego  psa  i  umarł  wyjąc  jak 
pies. 
  
Vairagya  [wyrzeczenie]  Baby  była  niezrównana.  Jedyne  rzeczy  jakie 
miał  w  swoim  kuti  to  langoti  [mały  kawałek  materiału  noszony,  by 
zakryć  genitalia],  bahirvasa  [materiał  do  zakrycia  bioder],  karava 
[gliniany dzbanek] i parę książek. Jeśli cokolwiek oprócz tych rzeczy 
zostało  przyniesione  i  pozostawione  w  jego  kuti  przez  kogokolwiek, 
wtedy  Baba  złościł  się  i  wyrzucał  tą  rzecz.  Pewnego  razu  podczas 

background image

 

36 

sezonu letniego Priyaśarana Baba przyniósł nowy dzban pełen wody i 
zostawił  go  w  kuti.  Baba  zobaczył  dzban  po  powrocie  z  madhukari. 
Natychmiast wyniósł go na zewnątrz i rozbił. Zapytał Priyaśaranę: 

  - Po co go przyniosłeś? 
  -  Przyniosłem  go,  bo  jest  bardzo  ciepło,  a  ty  ciągle  prosisz  o 
wodę - odpowiedział Priyaśarana. 
  - Wiem, że przyniosłeś go, żeby nie nosić wody ze studni, lecz 
zapewne  nie  wiesz  głupcze,  że  to  zakłóci  mój  bhadżan 
przyciągając tutaj innych do picia wody. 

 
Pewnego  razu  Baba  zachorował.  Vaidya  polecił  mu  wziąć 
makaradhvadża. Vaisznava Śyamasundar Das, sługa Baby, jonizował 
makaradhvadża z pomocą kharali [kamienny dzban w kształcie łódki] 
i  lorhi  [długa  i  okrągła  sztabka  kamienna  do  mielenia  lekarstwa  w 
kharali].  Gdyby  Baba  dowiedział  się,  że  jakiś  vaisznava  tak  się  dla 
niego  poświęca,  przestałby  przyjmować  makaradhvadża.  Tak  więc 
Śyamasundar  wykonywał  jonizację,  gdy  Baba  wychodził  na 
madhukari,  a  kharalę  i  lorhi  trzymał  przed  nim  w  ukryciu.  Tak  się 
stało,  że  lorhi  się  złamało  i  Śyamasundar  poprosił  Kusialę  Simha 
Dżi’ego,  by  dał  mu  nowe.  Pewnego  dnia  Baba  zobaczył  jak  Kusiala 
Simha  Dżi  daje  coś  owiniętego  w  papier  Śyamasundarowi.  Gdy 
Kusiala  Simha  Dżi  odszedł,  zapytał  Śyamasundara,  co  on  mu 
przyniósł.  

-  Nic  takiego,  Baba,  tylko  małe  lorhi  do  mielenia 
makaradhvadży - powiedział Śyamasundar. 

Baba się podniósł, a jego twarz stała się czerwona ze złości. Podniósł 
swoją karavę i torbę madhukari i powiedział: 

-  Tylko małe lorhi! Zostań tu z lorhi, ja odchodzę. 

Gdy już miał odejść, Śyamasundar padł do jego stóp i rzekł: 

-  Baba!  Popełniłem  obrazę.  Łaskawie  wybacz  mi,  w  innym 
wypadku umrę. 
- W takim razie idź i natychmiast oddaj lorhi. 

Śyamasundar natychmiast poszedł do Kusialy Simha Dżi’ego i oddał 
mu lorhi. Wtedy gniew Baby minął. 
 
Baba  przyjmował  madhukari  tylko  od  Vradżabasich.  Nawet  od 
Vradżabasich  nie  przyjmował  niczego  przyniesionego  spoza  Vradży. 
Pewnego  razu  ktoś  przyniósł  duże  ilości  parabala  [rodzaj  warzywa] 

background image

 

37 

dla  Narahari  Dasa  Baba  Dżi’ego  z  Radhakund.  Narahari  Das  posłał 
trochę  parabala  do  Pandity  Baby.  Pandita  Baba  powiedział 
człowiekowi, który przyniósł parabala: 

- Powiedz Narahari Babie, żeby mi nie przysyłał niczego, co jest 
przyniesione spoza Vradży. 
-  Baba,  co  zaszkodzi,  gdy  przyjmiesz  coś  przyniesionego  spoza 
Vradży? - spytał człowiek, który przyniósł parabala. 

Baba odpowiedział: 

-  Czy  wykonujesz  bhadżan?  Gdybyś  wykonywał  bhadżan,  to 
zrozumiałbyś,  jaką  szkodę  czyni  przyjmowanie  czegokolwiek, 
co zostało przyniesione spoza Vradży. 

 
Zwykła osoba może mieć pewne kłopoty, żeby to zrozumieć, ale Baba 
nie był zwykłą osobą. Był on świętą osobą, a jego serce było czyste i 
całkowicie  zaabsorbowane  Vradżą  i  Vradża-lila.  Nie  było  w  nim 
miejsca  na  nic,  co  nie  było  cząstką  Vradża-lila  lub  w  jakikolwiek 
sposób było związane z czymkolwiek spoza Vradży. Każda taka rzecz 
była dla niego nie do przyjęcia, jak czarna plama na białej tkaninie. 
 
Baba nie przyjmował także prasada ze świątyń, w których służba dla 
bóstw była wykonywana dzięki pomocy finansowej światowych ludzi. 
Pewnego razu Kusiala Simha Dżi przyniósł prasadam od Govinda Dżi 
z Dżaipur razem z girlandą z kwiatów, którą nosił Govinda Dżi. Baba 
założył girlandę z przyjemnością, a przyjął tylko odrobinkę prasadam, 
by uniknąć popełnienia obrazy; resztę rozdał vaisznawom. Powiedział 
do Kusiala Simha Dżi’ego:  

-Nigdy więcej nie przynoś prasadam od Govinda Dżi’ego. Tylko 
Govinda Dżi może je strawić. 

 
Seva Govinda Dżi’ego było finansowane przez Maharadża z Dżaipur. 
Możemy nie rozumieć jak prasadam finansowane przez osobę oddaną 
światowym  uciechom  jest  niekorzystne  dla  duchowego  zdrowia 
sadhaki.  Jednak  jest  to  fakt  przez  sadhaków  wielokrotnie 
potwierdzony.  Subtelności  świata  duchowego  są  poza  zrozumieniem 
naszych  materialnych  umysłów.  Jeśli  ktoś  dał  Babie  świadomie  lub 
nieświadomie do jedzenia coś, co nie pochodziło z właściwego źródła, 
mógł on to łatwo wykryć poprzez subtelny niepokój umysłu jaki ów 

background image

 

38 

pokarm powodował. Dalsze dociekania o źródle zawsze potwierdzały 
podszepty jego intuicji. 
 
Pewnego  razu  Radżaryszi  Banamali  Rai  Bahadura  posłał  Babie 
prasadam od swojego bóstwa Śri Vinodi Lala. Baba wziął tylko jego 
odrobinę, a resztę rozdał innym. W nocy Vinodi Lala rzekł do niego 
we śnie:  

-Dlaczego  nie  przyjąłeś  mojego  prasada?  Moja  seva  jest 
finansowana z zarobków mojej nieruchomości. 

Była  to  prawda,  gdyż  nieruchomość,  z  której  pochodził  dochód  dla 
sevy  Vinoda  Lala,  była  pod  Jego  imieniem.  Następnego  ranka  Baba 
poszedł    z  Govardhana  do  świątyni  Vinodi  Lala  we  Vrindavanie  i 
poprosił  o  Jego  prasadam.  Najadł  się  do  syta.  Po  tym  wydarzeniu 
Vinodi Lala nie miało już nigdy powodów, by narzekać na Babę.  
 
Jak  każdy  siddha mahatma,  Baba  umiał  sprawiać  cuda,  ale  starał  się 
tego  unikać  z  obawy,  że  stanie  się  znany  jako  siddha  purusza.  Gdy 
okoliczności  zmusiły  go  do  dokonania  cudu,  próbował  wytłumaczyć 
w  jakiś  sposób,  że  to  nie  on  go  dokonał.  Pewnego  razu,  z  okazji 
śmierci  swojej  matki,  Pranagopal  Gosvami  przysłał  mu  200  rupii, 
żeby nakarmić vaisznawów. Baba przygotował ucztę, na którą została 
zaproszona określona liczba vaisznawów. W tym samym dniu przybył 
Rama Das Baba Dżi wraz z grupą bengalskich vaisznavów z Kalkuty. 
Rama Das Baba wysłał Pandita Babie wiadomość, że odwiedzi go w 
aśramie  wraz  ze  swoimi  towarzyszami  wieczorem,  by  wykonywać 
Gaura Gadadhara kirtan. Niezmienna instrukcja Baby do Kripaisndhu 
Baby  nakazywała,  że  jeśli  do  aśramu  podczas  uczty  przyszedł 
jakikolwiek  vaisznava,  to  musi  być  nakarmiony  wraz  z  innymi. 
Dlatego  też  przygotowywano  zawsze  dodatkowe  pożywienie  dla  10 
czy  12  osób.  Jednak  w  grupie  Ram  Dasa  Baby  było  około  300 
vaisznavów.  Nie  udałoby  się  ich  wszystkich  nakarmić  ograniczoną 
ilością  pożywienia  jaka  została  przygotowana.  Kripasindhu  Baba 
wyjawił  Pandita  Babie  swoje  zaniepokojenie  sytuacją.  Pandita  Baba 
potraktował problem lekko. Powiedział: 

-Nie martw się. Vaisznawowie bengalscy jedzą bardzo mało. 

To  nie  uwolniło  Kripanindhu  Baby  od  niepokoju.  Ale  cóż  mógł 
zrobić?  Pogodził  się  z  losem.  Wieczorem,  po  uczcie  był  zaskoczony 

background image

 

39 

widząc,  że  każdy  jadł  i  że  została  nawet  mała  ilość  pożywienia  po 
uczcie. Baba rzekł do Kripasindhu: 

-Czyż  nie  mówiłem,  że  bengalscy  vaisznavowie  jedzą  bardzo 
mało? 

Kripasindhu Baba nic nie powiedział, ale uradował się pomysłowością 
Baby. 
 
Stopniowo Baba stawał się bardzo stary i słaby. Nie mógł już chodzić 
na  madhukari.  Zaczął  się  odżywiać  jedynie  sokiem  owocowym. 
Mimo, że fizycznie był słaby, to miał czujny umysł i jego bhadżan był 
kontynuowany jak przedtem. Budził się  o 2 rano i do 2 po południu 
wykonywał  dżapa  i  lila-smarana.  Nama-dżapa  stało  się  częścią  jego 
życia.  Trwało  ono  bez  przerwy.  Nawet  słyszano  czasami  jak 
intonował  imiona  przez  sen.  Jego  palec,  pozostający  na  zewnątrz 
woreczka na korale, stał się tak prosty i sztywny, że nie mógł go zgiąć 
ani używać w czasie jedzenia. 
 
Powoli Baba przyjmował coraz  mniej soku owocowego i słabł coraz 
bardziej.  Przebywał  głównie  w  łóżku  w  swoim  kuti.  Kiedy  chciał 
wyjść poza kuti, jego towarzysze wynosili go na łóżku. Pewnego razu, 
gdy go wyniesiono, zaintonował humorystycznie: 

-Ramanama satya hai - (tylko imię Pana jest prawdziwe).  

Według  zwyczaju  intonują  tą  mantrę  osoby  niosące  martwe  ciało  na 
stos  pogrzebowy.  Mimo  że  Baba  intonował  to  humorystycznie, 
Kripasindhu Baba pomyślał, że była to aluzja do jego końca, który był 
już bardzo blisko. 
 
Słysząc,  że  stan  Baby  się  pogorszył,  przybyli  Kusiala  Simha  Dżi  i 
Hari  Simha  Dżi  z  Dżaipur.  Wezwali  oni  Vaidyę  z  Kalkuty  i 
rozpoczęło się leczenie. Ale co mógł zrobić Vaidya, gdy sam Baba nie 
chciał  żyć.  Po  paru  dniach  Kusiala  Simha  Dżi  i  Hari  Simha  Dżi 
wrócili do Dżaipur. Opuszczając Babę, Hari Simha Dżi pomodlił się 
do niego mentalnie, żeby został poinformowany wraz z Kusialą Simha 
Dżi’m  przed  przewidywanym  końcem.  Baba  zauważył  jego  cichą 
modlitwę. 
 
Pandita  Baba  poprosił  Kripasindhu  Das,  żeby  wezwał  Gada-dhara 
Dasa  Baba  Dżi’ego,  Kirtaniyę  i  jego  grupę  z  Govardhana  i  żeby 

background image

 

40 

zaaranżował na jeden miesiąc asztakalina lila kirtana w aśramie. Był 
to kolejny znak dla Kripasindhu Baby, że Baba przygotowuje się  do 
odejścia. Kripasindhu przygotował wszystko do kirtanu. Kirtan trwał 
przez miesiąc, a Baba pozostawał przez cały czas pogrążony w lila. 
 
Pewnego  wieczoru,  kiedy  wszyscy  przyjaciele  Baby  siedzieli  wokół 
niego, rzekł: 

-Kiedy  opuszczę  ciało,  opuśćcie  bagiczi  i  udajcie  się  gdzie 
indziej. 

Być może powiedział to, by nikt z jego towarzyszy nie przywłaszczył 
sobie po nim jego bagiczi. 
Ktoś zapytał: 

-Baba, a twoje samadhi? 
-Żadnego samadhi, wasz bhadżan będzie moim samadhi. 
-A  co  z  utsavą  (uroczystość,  której  główną  częścią  jest 
ucztowanie)? 
-Żadnej  utsavy.  Tego  dnia  przynieście  madhukari,  usiądźcie 
razem i posilajcie się. 

Potem zwrócił swoje oczy w kierunku młodych sadhaków w aśramie i 
powiedział:  

-Uchrońcie tych chłopców od kobiet. 
 

Następnego  dnia  było  Radhastami.  Baba  jak  zwykle  pościł.  Potem 
znowu  pościł  na  Ekadaśi.  Kripasindhu  Baba  nalegał  (w  te  dni,  żeby 
przyjął  trochę  pańczamrity  albo  chociaż  trochę  wody,  ponieważ  z 
każdym  postem  stawał  się  coraz  słabszy.  Jego  prośby  jednak  nie 
zostały  spełnione.  Po  dłuższym  naleganiu  Baba  powiedział  ze 
złożonymi dłońmi:  

-Proszę nie łam mojego postu. 

Po  paru  dniach  poprosił  Kripasindhu,  by  zatelegrafował  do  Kusiala 
Simha Dżi’ego i  Hari Simha Dżi’ego. Kripasindhu nie zwrócił  na to 
żadnej uwagi, bo myślał, że stan Baby nie jest jeszcze zbyt poważny. 
Następnego dnia Baba spytał: 

-Czy wysłałeś telegram do Dżaipur? 

Baba wszedł w  samadhi, gdy telegram został wysłany. 
W  dvitiyę,  drugiego  dnia  Kryszna-pakszy  miesiąca  Aśvina,  Baba 
nagle przemówił. Rzekł do Kripasindhu: 

-Patrz, patrz Priya i Priyatama (Radha i Kryszna) przyszli. 

background image

 

41 

-Czy  Priya-Priyatama  są  sami,  czy  wraz  z  twoją  mandżari 
svarupa (ciało siddha)? - zapytał Kripasindhu. 
-Moja forma svarupa też jest z nimi - odpowiedział Baba. 

W  czaturthi,  czwartego  dnia  miesiąca,  Baba  poprosił  Kripasindhu, 
żeby przygotował dla niego łóżko z radży (święty kurz) Vrindavany. 
Każdy był tym wstrząśnięty. 
 
Przygotowano  łóżko  i  położono  na  nim  Babę.  Gdy  to  zrobiono 
przybyli  Kusiala  Simha  Dżi  i  Hari  Simha  Dżi  z  Dżaipur.  Kusiala 
Simha  Dżi  przyniósł  ze  sobą  prasadi  mala  (girlandę)  Govinda 
Dżi’ego i założył ją na szyję Baby. W czasie nakładania girlandy Baba 
opuścił ciało. Govinda Dżi przybył w formie mala i zabrał go ze sobą. 
  
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

42 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

43 

Rozdział IV 

 

Śri Manohar Das Baba Dżi 

 
 
Manohar Das Baba Dżi wcześniej nazywał się Mahendra. Urodził się 
w  1847  roku  w  wiosce  o  nazwie  Madhava-pura  w  okręgu  Nadiya. 
Jego  matka  Pyari-sundari  umarła,  gdy  miał  sześć  lat,  a  ojciec  Śri 
Bholanatha Adhikari, gdy miał lat trzynaście. Po śmierci ojca przyjął 
diksza-mantrę 

od  Śri  Nandakiśora  Gosvamiego,  potomka 

Advaitaczaryi. 
 
Mahendra  miał  zamiłowanie  do  nauki  od  wczesnego  dzieciństwa. 
Edukację  podstawową  ukończył  w  toli  w  Madhavapura.  Po  inicjacji 
udał się do Navadvipa, by studiować gramatykę sanskrytu, alamkara, 
nyaya  i  darśana.  Najpierw  nauczał  go  Vipinacandra  Bhattaczarya,  a 
potem Śri Krysznaczandra Smritiratna. 
 
Przyjął  vesza  od  Śri  Svarupa  Dasa  Baba  Dżi’ego  z  Bana  Akhany  w 
Navadvip.  Po  vesza  przyjął  imię  Manohara  Das.  Podczas  pobytu  w 
Navadvip,  Manohar  Das  Baba  spotkał  takie  osoby  jak  siddha  Śri 
Czaitanya  Das  Baba,  Pandita  Narottama  Das  Baba  Dżi  Maharadż  z 
Bana Akhana w Navadvipa i siddha Śri Bhagavan Das Baba z Kalny. 
 
W 1881 udał się do Vrindavany. Przez pięć lat studiował Bhaktiśastry 
u  Śri  Gopilala  Gosvamiego  Prabhu  ze  świątyni  Śri  Radharamana  i 
skorzystał  z  towarzystwa  takich  siddha  Mahatmów  jak  Balaram  Das 
Baba  Dżi  z  Dżanumandala,  Dżagadiś  Das  Baba  Dżi  z  Kaliyadaha  i 
Nityananda Das Baba z Madanamohana Thakura. Potem praktykował 
bhadżan  w  Kusum-sarovara,  Kumyavan  i  Nandagram.  W  1893  ktoś 
polecił  mu  we  śnie,  żeby  zamieszkał  w  Govindakunda  u  stóp 
Giriradża.  Zamieszkał  więc  w  kuti  pod  drzewem  banyanowym  w 
ogrodzie w Govindakunda. W tym czasie  w Puczari, około  2,5 km od 
Govindakunda,  mieszkał  siddha  Śri  Ramakryszna  Das  Pandita  Baba. 
Często, gdy chodził  na madhukari do wioski Anaura, odwiedzał także 
Manohara Dasa Babę przy Govindakunda i rozmawiał z nim na różne 
tematy związane z lila Radhy i Kryszny. 

background image

 

44 

 
W  1915  roku  Manohara  Das  Baba  zbudował  jaskinię  w 
Govindakunda, w której mieszkał i praktykował bhadżan w ciągu dnia 
i  wychodził  tylko  w  nocy  na  madhukari.  Wykonywał  lila-smarana  i 
nama-dżapa cały czas, nawet w nocy. Spał bardzo mało, może godzinę 
czy dwie. Powtarzał harinama nie mniej niż 7 lak razy na dzień. Jadł 
jedynie  roti  (chleb)  z  zupą  zrobioną  z  liści  drzewa  neem.  Później 
porzucił roti i przyjmował jedynie mleko w bardzo małych ilościach. 
Unikał towarzystwa ludzi i bardzo mało mówił. Był nazbyt pokorny. 
Wszystkim bez wyjątku składał pokłony i nigdy nie pozwalał nikomu 
dotknąć swoich stóp. Zawsze źle o sobie mówił. 
 
Był  tak  głęboko  pogrążony  w  bhadżanie,  że  niemalże  tracił 
świadomość  ciała.  Różni  sadhu  z  Govardhana  używali  siatki  na 
komary. Gdy domagali się, żeby on również to robił, powiedział: 

-Komar  nie  wyrządza  nam  żadnej  krzywdy.  Jedynie  pomaga 
nam w bhadżanie odganiając sen. 

 
Pewnego  razu  było  tak  zimno  we  Vradży,  że  temperatura  spadła 
poniżej  zera.  Baba  miał  tylko  kantha  (szmaty  lub  strzępy  zszyte 
razem),  by  się  przykryć.  W  nocy  jego  ciało  się  trzęsło,  co 
spowodowało  trudności  w  bhadżanie.  Rozgniewany  na  swe  ciało 
poszedł  i  zanurzył  się  w  lodowatej  wodzie  Govindakunda. 
Mieszkający  nieopodal  vaisznava  Navadvip  Das  Baba  zapytał  go, 
dlaczego zanurzył się w nocy w kunda. Odpowiedź brzmiała: 

-Ciało  zaczęło  prosić  o  więcej  ubrań.  Musi  być  utrzymane  w 
ryzach. 
-Gdy  jest  bardzo  zimno,  konieczne  jest  użycie  kołdry  -
powiedział Navadvip Das Baba. 
-Vairagiowie,  którzy  wyrzekli  się  świata  nie  używają  kołdry  -
ostro odpowiedział Baba.  

 
Baba był niezachwiany w bhadżanie i wkładał w niego całe swe serce. 
Nic  dziwnego,  że  otrzymał  łaskę  Radhy  i  Kryszny  i  stał  się  siddhą. 
Bezpośrednio  postrzegał  Kryszna-lila.  Napisał  książkę  odnoszącą  się 
do Kryszna-lila pod tytułem Vaidagdhi-vilasa. Napisał także książkę o 
harinama zatytułowaną Namaratna-mala. 
 

background image

 

45 

Pewnego  razu  jakiś  wielbiciel  zapytał  go  jak  pokonać  trudności  i 
przeszkody w bhadżanie. Baba odpowiedział: 

-Trzeba  być  utwierdzonym  w  bhadżanie.  Dla  człowieka,  który 
wytrwale  praktykuje  bhadżan  całym  swym  sercem  i  duszą, 
poświęcając  na  niego  całe  życie  i  wszystko  inne,  przeszkody 
stają się iluzoryczne, niczym rogi zająca. Pan Osobiście sprawia, 
że ścieżka takiej osoby staje się gładka. Jednak to się nie dzieje 
w ciągu jednego dnia. Potrzebna jest wytrwałość i cierpliwość. 

 
Manohar  Das  Baba  mówił,  że  bhadżan  nie  jest  możliwy  bez 
kompletnego  podporządkowania  się  lotosowym  stopom  Pana  i 
całkowitego  polegania  na  Nim.  Tylko  w  stanie  zupełnego  zaufania 
Mu,  można  doświadczyć  spokoju  umysłu,  który  jest  konieczny  do 
bhadżanu.  Umysł,  który  jest  zaniepokojony  różnymi  troskami  tego 
świata, nie nadaje się do bhadżanu. 
 
Zdefiniował  bhadżan  jako  stan  mentalny,  w  którym  umysł  jest 
nieprzerwanie  pogrążony  w  medytacji  o  Panu  i  czuje  odrazę  do 
jakiejkolwiek innej myśli jak do trucizny. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

46 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

47 

 

Rozdział V 

 

Śri Madhava Das Baba Dżi 

 
 
Śri Madhava Das Baba urodził się w 1851 roku we wiosce Bargharya, 
położonej nieopodal ujścia rzek Mahananda i Padma w Bengalu. Był 
jeszcze  dzieckiem,  gdy  umarł  jego  ojciec.  Dlatego  też  nie  mógł 
dokończyć  edukacji.  Umiał  jedynie  czytać  i  pisać,  gdy  zaczął 
większość  swego  czasu  spędzać  na  studiowaniu  literatury  bhakti, 
kirtanie i sadhu-sandze (towarzystwo świętych osób). W wieku 27 lat 
wyrzekł  się  świata  i  udał  się  do  Vrindavany.  Przyjął  inicjację  od 
Parmanandy  Prabhupada  z  Sringaravata  i  zaczął  praktykowanie 
bhadżanu. 
 
Po  pewnym  czasie  uzyskał  pozwolenie  guru  na  praktykowanie 
bhadżanu w jakimś cichym i odludnym miejscu we Vradży. Udał się 
do  Samketavata  i  zamieszkał  tam  razem  ze  Śri  Dżagananda  Dasa 
Dżi’m,  uczniem  siddhy  Nityanandy  Dasa  Baby  z  Vrindavany. 
Madhava  Das  Baba  odniósł  bardzo  dużą  korzyść  z  przebywania  w 
towarzystwie  Dżaganandy  Dasa,  który  był  doskonałym  sadhaką. 
Każdy z nich szedł osobno na madhukari wieczorem, ale po powrocie 
siadali i jedli razem. 
 
Pewnego  razu  Madhava  Das  Baba  dostał  trochę  maślanki  na 
madhukari. Gdy usiadł by zjeść powiedział: 

-Byłoby lepiej, jeśli dodałbym trochę soli do maślanki. Pozwól, 
że pójdę wyżebrać trochę soli. 

Dżagadananda Das Baba ostrzegł go:  

-Madhava  Das,  nie  poddawaj  się  byle  jakiej  pokusie.  Zawsze 
uważaj  na  umysł!  Z  natury  jest  on  niespokojny.  Nie  ma  końca 
jego pragnieniom i zachciankom. Dzisiaj umysł domaga się soli, 
jutro  będzie  chciał  melasy,  a  potem  słodyczy  i  niewiadomo 
czego jeszcze. Twój bhadżan będzie zrujnowany. 

Madhava Das posłuchał jego rady. Nauczył się cieszyć czymkolwiek, 
co otrzymał na madhukari. 

background image

 

48 

 
Kiedyś  w  pewnej  wiosce  odbył  się  festiwal.  Madhava  Das  udał  się 
tam,  by  uczestniczyć  w  uczcie.  Kiedy  powrócił  z  uczty, 
Dżagadananda zapytał go:  

-Jak daleko stąd jest ta wioska, w której byłeś? 
-Siedem kilometrów - odpowiedział Madhava Das. 
-Ile malap (ciasto zrobione z mąki pszennej i melasy, smażone w 
ghee) zjadłeś? 
-Osiem. 

  

-Jak się teraz czujesz? 

  

-Czuję się zmęczony i ospały. 
-Po  co  więc  mieszkać  w  miejscu,  z  którego  trzeba  podróżować 
siedem  kilometrów,  by  zjeść  malapua?  Czemu  nie  zamieszkać 
we  Vrindavanie,  gdzie  uczty  i  festiwale  są  tak  często,  że  nie 
trzeba  podróżować  daleko  by  jeść  kaczori  (ciasta  zrobione  z 
mąki i grochu, smażone w ghee) i malapua? 

Nagana Dżagadananda Dasa Baby dała oczekiwany rezultat. Madhava 
Das przestał chodzić na uczty. 
 
Po  pewnym  czasie  Dżagadananda  Das  udał  się  do  Baraszany  i 
zamieszkał tam nad brzegiem Bhanukundy. Madhava Das towarzyszył 
mu. Żyjąc w Baraszanie Madhava Das  skorzystał  również z satsangi 
(świętego  towarzystwa)  Pandity  Ramakryszny  Dasa  Baby  i  Śri 
Haricarana Dasa Baba Dżi’ego. 
 
Madhava  Das  z  Baraszany  udał  się  do  Kamyavany.  Żył  tam  i 
praktykował  bhadżan  przez  parę  lat  na  brzegu  Vimalakunda,  w 
pobliżu  miejsca,  gdzie  kiedyś  Dżayakryszna  Das  Baba  wykonywał 
bhadżan. Pilność w wykonywaniu bhadżanu przez wiele lat oczyściła 
jego  umysł.  Subtelne  pozostałości  wszystkich  materialnych 
przywiązań  i  pragnień  zostały  usunięte.  Jedyne  pragnienie,  jakie  w 
nim  pozostało  to  pragnienie  darśanu  Radhy  i  Kryszny.  Stało  się  ono 
tak silne, że  musiało się  ziścić. Pewnego dnia faktycznie pomyślał o 
popełnieniu samobójstwa i rzekł do siebie:  

-Wykonuję bhadżan od tak dawna, ale dwoje Panów mego serca, 
dla  których  to  robiłem,  nie  pojawiło  się  przede  mną  ani  razu, 
nawet  we  śnie.  Nawet  Radha,  która  z  natury  jest  łaskawa,  nie 
była dla mnie życzliwa. Jednak – kontynuował - winy nie można 

background image

 

49 

przypisywać  jej.  Wina  musi  być  moja.  Moje  serce  jest  pełne 
przebiegłości  i  mój bhadżan  nie był szczery. Tak naprawdę  nie 
zasługuję  na  jej  darśan.  Po  cóż  mam  więc  dźwigać  uciążliwe 
brzemię  życia?  Po  co  mam  chodzić  po  madhukari  i  cierpieć 
niepotrzebny ból utrzymywania duszy i ciała razem. Niech ciało 
umrze. 

Tego dnia nie poszedł na madhukari. Ogień żalu i wyrzutów sumienia 
wypalał  jego  serce.  Położył  się  i  gdy  zaczął  szlochać  usłyszał  u 
swoich drzwi wołanie młodej braminki: 

-  Baba, baba! 

Otworzył  drzwi  i  ujrzał  dziewczynę  stojącą  z  thala  (metalowe 
naczynie)  w  ręku.  Thala  było  pełne  puri  (rodzaj  ciasta  zrobiony  z 
mąki  i  smażony  w  ghee),  kaczori,  khira  (posiłek  zrobiony  z  ryżu, 
mleka  i  cukru)  i  innych  smakowitości.  Wtem  młoda  córka  bramina 
powiedziała: 

-  Baba,  nie  poszedłeś  dzisiaj  na  madhukari.  Moja  matka  ci  to 
przysyła. Musisz jeść.

 

Baba rozpoznał dziewczynę. Jej przybycie z jedzeniem właśnie wtedy, 
kiedy postanowił, że nie pójdzie na madhukari i nie będzie już więcej 
jeść, spowodowało, że pomyślał, że to miły gest ze strony Radharani - 
nakłoniła Ona matkę dziewczyny, żeby posłała mu jedzenie. Teraz był 
pewien,  że  wcześniej  czy  później  zostanie  pobłogosławiony  jej 
darśanem i przyjął pokarm. 
 
Cokolwiek  sadhu  ofiarowuje  ze  swojego  madhukari  mieszkańcy 
Vrindavany traktują jako święte i jedzą ze smakiem. Toteż Madhava 
Das  Baba  poprosił  dziewczynę,  żeby  zjadła  trochę  pysznych  rzeczy, 
które przyniosła lecz ona odrzekła: 

-  Nie  Baba,  dzisiaj  sąsiad  dał  mi  pyszne  rzeczy  do  jedzenia  i 
najadłam się do syta. Nie mogę już zjeść więcej. 

 
Dziewczyna  odeszła.  Baba  usiadł  i  zaczął  jeść.  Był  zaskoczony 
nieziemskim  zapachem  i  smakiem  wszystkiego,  co  jadł  oraz  sattvika 
bhavami,  jakie  pokarm  ten  wytwarzał.  Brał  madhukari  z  domu  tej 
dziewczyny  już  kilka  razy,  ale  nigdy  wcześniej  nie  miał  tego  typu 
doświadczenia. 
 

background image

 

50 

Zaczął  też  rozmyślać,  że  nigdy  wcześniej  nie  widział  na  twarzy 
dziewczyny takiego blasku jak teraz, gdy przyszła z jedzeniem. Nigdy 
też nie widział, żeby patrzyła na niego tak miękko i mówiła do niego 
tak słodko. Czy była to ta sama dziewczyna czy też sama Radharani, 
która  łaskawie  przyszła  w  jej  przebraniu?  Myśl  ta  spowodowała 
dreszcz w jego ciele i łzy w oczach. Natychmiast wyruszył do domu 
dziewczyny.  Matka  dziewczyny  doiła  krowę  przed  domem. 
Ujrzawszy go powiedziała: 

-  Baba,  jesteś  dzisiaj  później.  Poczekaj  chwilę,  zaraz  ci 
przyniosę madhukari. 
-  Ma!  Czy  nie  wysłałaś  mi  thala  pełnego  puri,  kaczori  i  khira 
poprzez twoją lali? 
- Co? - rzekła kobieta - ktoś inny musiał wysłać te rzeczy. Moja 
córka od rana nie wychodziła z domu. 
- Nie Ma, możesz się zapytać Lali. Ona przyszła do mnie i dała 
mi te rzeczy. 

Kobieta natychmiast zawołała swoją córkę i rzekła: 

-  Posłuchaj  Lali,  co  mówi  Baba?  Mówi,  że  byłaś  u  niego 

niedawno z thala pełnym puri, kaczori i khira. 

Powiedziawszy  to  kobieta  zaśmiała  się.  Dziewczyna  również  się 
zaśmiała i powiedziała: 

-  Baba,  musiałeś  mieć  sen.  Czy  byłeś  rozbudzony,  czy  spałeś, 
gdy widziałeś jak podaję ci thala? 

Baba był zadowolony, że Radharani zrobiła mu taki żart. Jednak, żeby 
ukryć wszystko, powiedział: 

- Tak Lali, masz rację. Musiałem śnić na jawie. Nie wiem, co się 
ze mną dzieje - i wrócił do swojej chaty. 

 
Baba  był  szczęśliwy,  że  Radharani  w  końcu  dała  mu  swój  darśan. 
Było  mu  jednak  przykro,  że  przyszła  w  przebraniu  bramińskiej 
dziewczyny.  Dlatego  zaczął  pomstować  siebie  będąc  przekonany,  że 
widocznie nie zasłużył aby zobaczyć Ją w Jej prawdziwej formie. 
 
Jest powiedziane, że bhakti jest matką pokory. Madhava Das był tak 
pokorny,  że  uważał  siebie  za  najniższego  z  najniższych  i  za 
niedotykalnego  przez  innych.  Dlatego  też  nigdy  nie  przyjmował 
zaproszenia  na  bhandara  czy  ucztę.  Ale  gdy  była  bhandara  w 
Sringaravrata, miejscu jego guru, to musiał iść. Jego guru wiedział, że 

background image

 

51 

Madhava  Dasa  nie  usiądzie  i  nie  będzie  jeść  w  pangata  (rząd) 
vaisznavów.  Pozwalał  mu  zatem  siedzieć  w  rzędzie  ludzi  z  niskiej 
klasy  i  żebraków,  pomimo  protestów  vaisznavów.  Madhava  Das  był 
bardzo  pokorny  i  służył  vaisznavom  z  oddaniem.  Jego  postawa 
zdobyła serce wszystkich vaisznavów we Vradży. Zaproponowali mu 
posadę  mahanty  (zarządcy  głównego)  aśramu  siddhy  Dżaikryszny 
Dasa  Baby z Kamyavany. Nie  mógł zignorować  prośby vaisznavów. 
Dlatego  zgodził  się  zostać  mahantą  na  krótki  czas,  a  potem  znowu 
wędrował  swobodnie  po  Vradży.  Przebywał  dłużej  we  Vrindavanie, 
czasem  w  Samadhisthanie  Gopala  Bhatta  Gosvamiego,  czasem  w 
Lotana-kuńdża  albo  w  Dżanumandali.  Mieszkając  w  Dżanumandali 
zainteresował  się  powszechną  opinią,  że  Sanatana  Gosvami,  który 
wyrzekł  się  świata  i  zamieszkał  we  Vradży,  by  tam  wykonywać 
bhadżan  i  któremu  Śri  Czaitanya  Mahaprabhu  powierzył  troskę  o 
potrzeby  vaisznavów  nawet  w  obecnych  czasach  opiekuje  się 
vaisznawami i nie pozwala, by byli głodni. Postanowił sprawdzić to i 
nie iść tego dnia po madhukari, a jeść tylko wtedy, gdy ktoś mu sam 
coś  zaoferuje.  Potem,  gdy  przechodził  obok  samadhi  Gopala  Bhatta 
Gosvamiego  ujrzał  sevakę  (sługa)  samadhi  Mathura  Dasa  Babę, 
stojącego przy bramie samadhi, tak jakby na niego czekał. Widząc go 
rzekł: 

-  Baba,  czy  idziesz  na  madhukari?  Dzisiaj  nie  idź.  Chodź, 

bhoga  Thakury  jest  gotowe.  Ja  mam  gorączkę.  Łaskawie 
ofiaruj  bhoga  Thakurze  i  Gopala  Bhatta  Gosvamiemu,  a 
potem zjedz je. 

Madhava  Das  tak  też  uczynił.  Jego  serce  było  przepełnione 
wdzięcznością  do  Sanatany  Gosvamiego.  Doświadczył  pełni  jego 
miłosierdzia. 
 
W  1892  roku  do  Vrindavany  przybył  Śri  Radhikanatha  Gosvami. 
Madhava  Dasę  przyciągnęły  jego  wspaniałe  Hari-katha  (rozmowa  o 
Śri  Hari).  Radhikanacie  Gosvamiemu  zaś  podobały  się  bhava-bhakti 
Madhava  Dasy  i  jego  umiejętności  rozumienia  i  cieszenia  się 
nektarami Rasy. Zbliżali się do siebie coraz bardziej, aż rozłąka stała 
się  dla nich niemożliwa. Codziennie rozmawiali wspólnie godzinami 
o  Krysznie  i  Kryszna-lila  tracąc  świadomość  czasu,  miejsca,  głodu  i 
potrzeby snu. 
 

background image

 

52 

W  1894  do  Vrindavany  przybył  Dżamadira  Tanasa,  Radżaryszi 
Banamali  Rayabahadura.  Radhikanatha  Gosvami  i  Madhava  Das 
przyciągnęli go do swojego towarzystwa. Miał pałac w Radhakunda, 
gdzie  mieszkał  przez  pewien  czas,  lecz  wybudował  inny  we 
Vrindavanie,  który  jest  teraz  znany  jako  Tanasa  Mandir.  Zamieszkał 
w tym budynku, aby zawsze mieć towarzystwo Madhavy Dasa Baba 
Dżi’ego. 
 
Madhava  Das  Baba  tak  bardzo  wpłynął  na  jednego  sannyasina  z 
Śankara  Sampradayi  o  imieniu  Śri  Krysznananda,  że  ten  zaczął  go 
uważać  za  swego  guru.  Za  jego  radą  przyjął  diksza  od  Pranagopala 
Gosvamiego,  stał  się  sławnym  vaisznavą  Czaitanya  Sampradayi  i 
cieszył się wielkim autorytetem. 
 
Przez  ostatnie  18  czy  19  lat  swego  życia  Madhava  Das  Baba  żył  w 
Aśramie  Gopala  Czanidara  w  Gopinatha  Bagha.  W  tym  czasie  w 
aśramie  regularnie  odbywały  się  patha,  kirtana  i  vaisznava-seva. 
Większość tych zajęć finansował Radża Munghery, Śri Raghunandana 
Prasada Simha. Pewnego razu Madhava Das powiedział do Radży: 

-  Kiedy  umrę,  vaisznavowie  przyjdą  do  ciebie  po  dotację  w 
związku z utsavą (uroczystość z ucztą) na tę okazję. Nic im nie 
dawaj. Daj mi tyle, ile możesz teraz, tak bym mógł wydać więcej 
na patha i kirtana. 

Radża zaczął dawać bardziej obfite dotacje. 
 
W  1933  roku  Madhava  Das  Baba  opuścił  ciało,  by  wstąpić  do 
transcendentalnej  Vrindavany.  Stało  się  to  podczas  kirtanu 
wykonywanego  przez  słynnego  Kirtaniya  Śri  Ganeśę  i  jego 
towarzyszy, a także w obecności Prana Gopala Gosvamiego i innych 
wzniosłych vaisznavów. 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

53 

 

ROZDZIAŁ VI 

 

Śri Dżagannatha Das Baba Dżi 

 
 
Żył kiedyś w Baraszanie, nad brzegiem Bhanukundy Baba Dżi, który 
opuścił  swe  rodzinne  miejsce,  Vardhamana,  w  młodym  wieku. 
Przybył do Baraszany, żeby tu żyć i medytować w nadziei, że zostanie 
pobłogosławiony darśanem Radharani. Miał na imię Dżagannatha Das 
Baba Dżi. 
 
Baba żywił się jedynie kilkoma kawałkami chleba, które dostawał na 
madhukari. Jednak w jego chacie stało kilka glinianych pojemników z 
ryżem,  pszenicą,  roślinami  strączkowymi  i  innymi  ziarnami,  a  także 
liczne  małe  torby,  które  zawierały  amalaki  (embryczny  myrobalan), 
harra (myrobalan), bahera i inne lekarstwa. Nie trzymał ich z myślą o 
sobie,  ale  z  myślą  o  sadhu  i  Vradżavasich,  którzy  przychodzili  do 
niego w potrzebie. Czasem też dla nich gotował. 
 
Pewnego  razu  w  Baraszanie  zapanował  wielki  głód.  Szlochania  i 
modlitwy  o  łaskę  wypełniły  niebo  Baraszany.  Baba  wahał  się,  czy 
chodzić  do  Vradżabasich  po  madhukari.  Nie  mógł  też  jeść  rzeczy, 
które przechowywał dla sadhu. Musiał im to teraz wszystko dać, gdyż 
to oni najbardziej odczuwali głód. Nie mógł udać się gdzie indziej, bo 
gdy tylko pomyślał o opuszczeniu Baraszany, ściskało mu się serce i 
zaczynał płakać. Nie wiedział, co począć. Żył tak z dnia na dzień bez 
kęsa  jedzenia,  ale  w  końcu  musiał  zdecydować  się  na  opuszczenie 
Baraszany. 
  
Gdy  odchodził  ze  swoim  skromnym  bagażem,  młoda  dziewczyna 
Vradżabasi, którą znał, podeszła do niego i spytała: 

 - Baba, gdzie idziesz? 
 - Gdzieś - odpowiedział Baba ze łzami w oczach. 
 - Ale dlaczego? 
 - Dlaczego? W waszej wiosce brakuje madhukari. Jak mogę żyć 
bez madhukari? 

background image

 

54 

 -Co  ty  mówisz  Baba?  Brakuje  dla  ciebie?  Moja  matka  ma  dla 
ciebie  madhukari  każdego  dnia.  Dlaczego  nie  przychodzisz? 
Nawet dzisiaj  ma  dla ciebie  madhukari w kuchni. Idź, weź  je i 
nie odchodź stąd. 

 
Baba był bardzo głodny. Pomyślał, że skoro matka dziewczyny już ma 
madhukari  dla  niego,  to  byłoby  lepiej  zjeść  przed  odejściem.  Wrócił 
do swojej chaty, zostawił w niej bagaż i poszedł do domu dziewczyny. 
Gdy ojciec dziewczyny zobaczył Babę, powiedział: 

-  Baba,  przyszedłeś  bardzo  późno.  Nie  ma  już  madhukari. 
Dlaczego nie przyszedłeś wcześniej? 
- Ja przychodzę, bo zaprosiła mnie twoja lali, która powiedziała 
mi, że jej matka ma dla mnie madhukari w kuchni. 
-  Moja  lali!?-  powiedział  Vradżabasi  ze  zdziwieniem-  jej  tu  nie 
ma.  Ona  poszła  do  swojego  teścia  dawno  temu.  Musiałeś 
pomylić z nią jakąś inną dziewczynę. 
- Nie, nie. To była ona, jestem tego pewien. 

Vradżabasi uśmiechnął się i rzekł na boku do swojej żony: 

-  Zobacz,  czy  jest  w  kuchni  coś  do  jedzenia,  co  możesz  dać 
Babie. Musi być głodny. 

Żona poszła do kuchni. Otworzywszy drzwi krzyknęła: 

- O  mój Boże, ale to wspaniałe! Kto tu przyniósł  to thala pełne 
roti, dalu, ryżu i warzyw? Ja tego nie przyniosłam. 

Vradżabasi był bardzo zdziwiony, ale nagle zaświtała mu myśl: 

-  To  Radharani  we  własnej  osobie  w  przebraniu  mojej  lali 
zaprosiła Babę i przyniosła thala do mojej kuchni dla niego, bo 
któż inny? 

Baba również tak pomyślał. Był tak ogarnięty bhavą, że łzy popłynęły 
z  jego  oczu,  a  serce,  palone  silnym  uczuciem  wdzięczności  do 
Radharani, utonęło w głębokim oceanie Jej łaski. 
 
Żona Vradżabasiego dała Babie wszystko, co Radharani zostawiła dla 
niego  w  thala.  Baba  zwykle  przyjmował  jedynie  kawałki  chleba  na 
madhukari,  ale  tym  razem  przyjął  ryż,  dal  i  inne  rzeczy,  ponieważ 
madhukari było od Radharani. 
 
Gdy  Baba  opuszczał  Vradżabasiego  i  jego  żonę,  obydwoje  rzekli  do 
niego: 

background image

 

55 

- Baba, przychodź do nas codziennie na madhukari. 

Baba przypomniał sobie słowa Śri Kryszny w Gicie, że On osobiście 
opiekuje  się  Swoimi  wielbicielami  oraz  historię  bramina  wielbiciela, 
który wątpił w autentyczność tego twierdzenia. Oto ta historia:

 

 

Żył  kiedyś  w  Dżagannatha  Puri  cnotliwy  bramin  pandita  wraz  ze 
swoją żoną. Żył z jałmużny, ale był bardzo oddany. Kochał on Gitę i 
spędzał  cały  czas  na  czytaniu  i  medytowaniu  o  jej  wersetach. 
Pewnego razu medytował nad następującą śloką:  

ananyaśczintayanto mam ye dżanah paryupasate 

tesam nityabhiyuktanam yogaksemam vahamyaham 

                                                                     (Gita 9.22) 
 
„O  tych,  którzy  są  wyłącznie  Mi  oddani  i  zawsze  myślą  o  Mnie  i  o 
niczym innym, troszczę się osobiście, spełniam ich pragnienia (łącznie 
z pragnieniem wyzwolenia czy osiągnięcia moich stóp) i chronię ich 
od wszelakich nieszczęść.” 
 
Pomyślał,  że  słowo  vahamyaham,  które  znaczy  „Ja  Osobiście 
dźwigam  obowiązek  wypełnienia  ich  pragnień”,  było  niewłaściwe. 
Powinno to być karomyaham, co znaczy: „Ja aranżuję spełnienie ich 
pragnień  lub  sprawiam,  że  są  one  spełnione  poprzez  innych.” 
„Dlaczego Kryszna, który jest kontrolerem i zarządcą wszechświata i 
którego  rozkazów  słuchają  Brahma,  Śiva,  Wisznu  i  wszyscy  inni 
bogowie  i  boginie,  Osobiście  dźwigałby  jakikolwiek  obowiązek  na 
Swych  barkach?”  Tak  więc  zamazał  słowo  „vahamyaham”  i  napisał 
„karomyaham”. 
  
Pewnego dnia tak mocno padało, że bramin nie mógł iść po jałmużnę. 
Wraz  z  żoną  musiał  wytrzymać  bez  jedzenia.  Następnego  dnia,  gdy 
przestało  padać  bramin  poszedł  po  jałmużnę.  Wkrótce  po  jego 
wyjściu, do domu wszedł bardzo piękny chłopiec. Na głowie trzymał 
różnego rodzaju żywność, a jego czoło krwawiło z powodu zadrapań. 
Podszedł do żony bramina i powiedział: 

- Ma, Pandita Dżi wysłał to prasada. 

Żona  Pandity  była  oczarowana  widząc  przepiękną  twarz  chłopca  i 
słysząc  jego  słodki  głos,  ale  zaniepokoił  ją  widok  krwi  cieknącej  z 
jego czoła.  

- Kto cię tak skrzywdził, moje dziecko?- zapytała. 

background image

 

56 

- Pandita Dżi- odpowiedział chłopiec. 
- Pandita Dżi! Który Pandita Dżi? 
- Twój mąż. 
-Mój mąż!? On jest taki prosty i ma takie dobre serce. Dlaczego 
miałby krzywdzić takiego kochanego chłopca jak ty? 
- Powiem ci prawdę Ma. To twój mąż zranił tak moje czoło. 
- Ale dlaczego to zrobił? 
- Tylko on wie dlaczego. 

Chłopiec postawił żywność na podłodze i zniknął, a kobieta osłupiała. 
 
Kiedy  bramin  wrócił,  żona  opowiedziała  mu,  co  się  wydarzyło.  Jej 
słowa zdradzały jednocześnie zdziwienie, smutek i oburzenie. Biedny 
bramin był tak zaskoczony, że zaparło mu dech. Jego smutek i żal nie 
miały  końca,  gdyż  szybko  zrozumiał  kim  był  ten  uroczy  chłopiec. 
Przyszło  mu  do  głowy,  że  Gita  jest  słowną  manifestacją  Kryszny  i 
zamazując  piórem  jedno  ze  słów  w  Gicie  faktycznie  zranił  on  ciało 
Kryszny.  Przynosząc  jedzenie  do  domu  bramina  udowodnił 
dosłowność  stwierdzenia,  że  Osobiście  ponosi  odpowiedzialność 
wypełnienia  pragnień  swoich  wielbicieli.  Bramin  miał  tak  silne 
wyrzuty  sumienia  z  powodu  swojej  winy,  że  upadł  nieprzytomny  na 
ziemię. 
 
Dżagannatha  Das  Baba  pomyślał  o  całej  tej  historii  i  powiedział  do 
siebie: 

- Jeśli Kryszna może być tak łaskawy dla Swoich wielbicieli, to 
jak Radharani może pozostawać w tyle? Ona jest nawet bardziej 
łaskawa. 

 
Autor  Gaudiya  Vaisznava  Dżivany  napisał  około  50  lat  temu,  że 
nawet  wtedy,  dzięki  łasce  Radharani,  Banakhandi,  potomek  rodziny 
Vradżabasi,  który  dawał  Banie  madhukari,  był  najszczęśliwszym  i 
najbogatszym człowiekiem w Baraszanie. 
 
 
 
 
 
 

background image

 

57 

ROZDZIAŁ VII 

 

Śri Pranakryszna Das Baba Dżi 

 
 
Pranakryszna Das Baba urodził się w 1802 roku w wiosce Bagnapana 
w obwodzie Vardhamam w Zachodnim Bengalu. Przyjął inicjację od 
Gosvamiego  z  parampara  (sukcesji  uczniów)  Ma  Dżahnava, 
Yadunandana Prabhu z Bagnapany, ale praktykował przez długi czas 
bhadżan pod przewodnictwem siddhy Bhagavana Dasa Baby z Kalny. 
Potem udał się do Vrindavany i zamieszkał w Kaliyadaha, w pobliżu 
kuti siddhy Śri Dżagadiśa Dasa Baby. 
 
Uważnie przeczytał śloki IX.12.1-2 ze Śrimad Bhagavatam, w których 
Kryszna mówi do Uddhavy: 

„O  Uddhavo!  Yoga,  gjana,  dharma,  studiowanie  Wed,  surowy 
tryb życia, pełnienie wyrzeczeń, składanie ofiar, prace na rzecz 
ogółu  -  jak  na  przykład  wykopanie  studni  czy  zbiorników  na 
wodę itp. - posty, pielgrzymki, powściągliwość i przestrzeganie 
zasad  religijnych  -  wszystkie  te  czyny  nie  ujmują  mnie.  Jednak 
ujmuje  mnie  satsanga  (towarzystwo  świętych  osób),  która 
wykorzenia wszystkie światowe przywiązania.” 

 
Był  przekonany  o  ważności  satsangi.  Wiedział,  że  Pana  można  
osiągnąć tylko poprzez premę czy miłość do Niego, a miłość do Niego 
może  być  osiągnięta  tylko  poprzez  łaskę  Mahapuruszy,  który 
wcześniej otrzymał łaskę Pana: 
 

mukhyatastu mahatkripayaiva bhagavat kripalesabdva 

                                                            (Narada-Bhaktisutra-38) 
 
Uznał  więc  służenie  mahapuruszom  za  najważniejszy  sposób 
uzyskania  boskiej  miłości.  Miał  szczęście,  bo  blisko  jego  kuti  w 
Kaliyadaha mieszkali dwaj wielcy święci, obdarzeni łaską Pana. Byli 
to  Śri  Dżagadiśa  Das  Baba  i  Śri  Dayala  Das  Baba.  Zaczął  im  służyć 
całym  swym  sercem  i  duszą.  Obydwaj  mahatmowie  na  ogół 
pozostawali  pogrążeni  w  boskiej  lila,  nie  mając  świadomości  ciała  i 

background image

 

58 

jego  potrzeb.  Pranakryszna  Das  Baba  troskliwie  się  nimi  opiekował. 
Gotował  dla  nich,  a  czasami  nawet  osobiście  ich  karmił.  Robił  im 
masaże  i  pełnił  różnego  rodzaju  posługi.  Poza  tym,  w  ich 
zmieniających się nastrojach służył im śpiewając pieśni zgodne z ich 
bhavą. 
 
Poprzez  służbę  dla  tych  świętych  osób,  którzy  byli  siddha 
(zrealizowani)  w  manasi-seva  (służba  poprzez  kontemplację)  Radha-
Kryszny, on także stał się siddhą w manasi-seva. Główną jego służbą 
było  zamiatanie  nikuńdża  (transcendentalny  gaj  lub  schronienie) 
Radha-Kryszny.  Na  zewnątrz  wydawało  się,  że  zamiatał  Kaliyadaha, 
ale wewnątrz, tzn. w siddha deha, czyli w duchowym ciele - jako gopi 
Vradży,  zamiatał  nikuńdża.  W  swoim  siddha  de  ha  był  nie  tylko 
obserwatorem, ale także uczestnikiem, w Radha-Kryszna lila. 
 
Śri Rupamadhuri Dżi, święty siddha z Śuka Sampradayi, który żył w 
czasach Pranakryszny Dasa Baby, napisał poemat w Bradża-bhasza ku 
jego czci, w którym powiedział: 

„Baba  ma  104  lata.  Uwięził  w  swoim  sercu  Radhę  i  Krysznę. 
Jego słowa są niezwykle słodkie i sprawiają radość.”  

(Rupamadhuri Dżi Ki Vani, 3-19) 

 
Jego słowa były niezwykle słodkie i radosne, ponieważ pochodziły z 
serca  w  którym  przebywali  Radha  i  Kryszna,  ucieleśnienie 
transcendentalnej słodyczy i szczęścia. 
 
Radha  i  Kryszna  lubili  jego  towarzystwo,  gdyż  słuchanie  rozmów  o 
nich samych sprawiało im przyjemność, a Pranakryszna Das nie robił 
nic  innego  tylko  rozmyślał  i  mówił  o  nich.  Śrimad  Bhagavatam 
stwierdza: 

śrinivatah śradhaya nityam grinataś cza svaczeszititam 

kalena natidirghena bhagavan viśate hridi 

                                       

 

 

 (Śrimad Bhagavatam 2.8.4) 

 
„Śri  Bhagavan  szybko  pojawia  się  w  sercach  tych,  którzy  zawsze 
opowiadają  lub  słuchają  Kryszna-katha  (rozmowy  o  Krysznie)  z 
wiarą.” 
 

background image

 

59 

Pranakryszna  nie  był  uczony.  Ledwie  umiał  czytać  i  pisać.  Jednak 
nauczył  się  „Govinda  Lilamrity”  Kryszny  Dasa  Kaviradża,  która 
opisuje  asztakalina  lila  Kryszny  odbierane  sercem.  Medytował  on  o 
Kryszna-lila,  jak  było  opisane  w  tej  książce.  Baba  zestarzał  się,  ale 
jego  zapał  do  medytowania  i  rozmawiania  o  Kryszna-lila  wzrastał  z 
dnia  na  dzień.  On  nie  tylko  myślał  i  mówił  o  lila,  ale  widział  je  a 
czasami  się  śmiał  i  płakał.  Nawet  w  nocy,  kiedy  powinien  spać  w 
swym kuti, był pogrążony w lila i słychać było czasami jak się śmiał, 
czasami płakał, a czasami mówił coś. 
 
Gdy  jego  serce  przepełniło  się  nektarem  Kryszna-lila,  miał  wtedy 
wielkie  pragnienie  opowiedzenia  o  tym  innym.  Jeśli  nie  znalazł 
nikogo,  kto  by  go  wysłuchał,  wtedy  z  powodu  swojej  porywczości 
szedł  na  zewnątrz  i  siadał  na  parikrama-marga  (ścieżka  okrążania) 
Vrindavany  koło  żebraków.  Podczas  gdy  żebracy  uparcie  prosili 
pielgrzymów  okrążających  Vrindavan,  by  im  coś  dali,  Baba  uparcie 
prosił, by żebracy przyjęli coś  od niego. Ofiarował  im prasada  a oni 
nie  mogli  odmówić  jego  przyjęcia.  Kiedy  podchodzili  do  niego  i 
wyciągali  rękę  po prasada, on spoglądał na nich uprzejmie z oczami 
pełnymi łez i mówił błagalnie: 

-  Czy  będziecie  słuchać  Kryszna-Katha?  Kryszna-Katha  jest 
bardzo słodkie. 

Prosił  tak  przekonywująco,  że  nawet  komuś  nie  zainteresowanemu 
Kryszna-Kathą  trudno  było  odmówić.  Objaśniał  Kryszna-lila  w  tak 
czarujący sposób, że ziarenko oddania do Kryszny zakorzeniało się w 
ich sercach. 
 
Mówi  się,  że  w  wielbicielu,  który  zrealizował  Krysznę,  wszystkie 
szlachetne  cechy  jak  pokora,  życzliwość,  cierpliwość  i  brak 
przywiązania  istnieją  w  swej  doskonałej  formie.  W  przypadku 
Dżagadiśa  Dasa  Baby  i  Pranakryszny  Dasa  Baby  można  to  pięknie 
zilustrować przytaczając historię, która dotyczy ich obu. 
 
Ludzie,  którzy  przychodzili  do  Dżagadiśa  Dasa  Baby  zwykle  dawali 
mu  różne  rzeczy,  ale  on  ich  nawet  nie  dotykał.  Prosił  Pranakrysznę, 
żeby  zbierał  różne  dary  dla  niego  i  wykorzystywał  je  w  służbie  dla 
Thakura i vaisznavów. Pewnego razu jakiś przybysz ofiarował mu 10 
rupii  wraz  z  lotą  (mały  dzbanek  na  wodę)  i  balati  (wiadro). 

background image

 

60 

Pranakryszna przyjął dary. Żyjący nieopodal chciwy Dżatadhari Baba 
Dżi (Baba Dżi z dredami) powiedział do Dżagadiśa Dasa Baby: 
  

- Daj je mnie. 

Dżagadiśa  Das  Baba  od  razu  obiecał,  że  mu  je  da.  Pomyślał,  że 
poprosi o nie Pranakrysznę Dasa, ale zapomniał. Dżatadhari Baba Dżi 
się  zezłościł. Po dwóch czy trzech dniach  rzucił  odłamkiem cegły w 
stronę  Dżagadiśa  Dasa  Baby.  Kawałek  cegły  nie  trafił  w  Dżagadiśa 
Dasa  Babę,  ale  przypomniał  mu  o  obietnicy.  Natychmiast  zawołał 
Pranakrysznę Dasa i powiedział: 

- Popełniłem obrazę w stosunku do Dżatadhari Baby. Obiecałem 
mu  dać  lotę,  balati  i  pieniądze,  które  dał  mi  jeden  z  naszych 
gości,  ale  zapomniałem.  On  łaskawie  mi  o  tym  przypomniał 
rzucając  we  mnie  kawałkiem  cegły.  Powinniśmy  mu  dać  te 
rzeczy. 
-  Masz  rację  -  powiedział  Pranakryszna  Das  Baba  Dżi  - 
powinniśmy także poprosić go, żeby brał wszystko, co jest nam 
ofiarowane.  Jeśli  się  zgodzi,  powinniśmy  mu  być  bardzo 
wdzięczni za to, że trzyma mayę z dala od nas. 

 
Dżagadiśa  Dasa  Babę  ucieszyły  te  słowa.  Następnego  dnia  zaprosił 
Baba  Dżi’ego  do  swego  kuti  na  prasadam.  Po  przyjściu  Baba  Dżi 
został  miło przywitany. Po złożeniu pokłonów poproszono Baba Dżi 
by  usiadł  a  nastepnie  przyjął  prasadam  które  składało  się  z  takich 
wspaniałości  jak:  sandesz,  rasagula,  rabani  i  inne.  Podczas  gdy 
Dżagadiś Das Baba obsługiwał go, Pranakryszna Das Baba wachlował 
go liściem palmowym. Podczas pełnienia służby Dżagadiś Das Baba 
rzekł: 

-Maharadż,  wybacz  proszę,  że  zapomniałem  posłać  ci  obiecaną 
lotę, balati i pieniądze. Powinienem je wysłać tego samego dnia, 
ale sam wiesz jaką ja mam krótką pamięć i jaki jestem niedbały. 

 
Gdy to mówił, Pranakryszna przyniósł wspomniane dary i położył je 
przed  Baba  Dżi’m.  Dżagadiś  Das  Baba  dopowiedział  ze  złożonymi 
rękoma: 

- Maharadż, mam jeszcze jedną prośbę. My jesteśmy obaj starzy, 
ale  mimo  to  jesteśmy  jak  dzieci,  a  ty  jesteś  jak  nasz  ojciec. 
Żyjemy tu i wykonujemy bhadżan pod twoją ochroną. Jesteśmy 
tak słabi i głupi, że możemy poddać się pokusie i wpaść w sidła 

background image

 

61 

mayi  w  każdej  chwili.  Ty  jesteś  tak  silny,  że  Maya  nie  może 
ciebie  nawet  dotknąć.  Możesz  trzymać  mayę,  schwytaną  w 
kamandalu  (gliniany  albo  drewniany  dzbanuszek  na  wodę 
używany  przez  ascetów).  Więc  łaskawie  trzymaj  swój 
kamandalu  tutaj.  Goście  będą  w  nim  zostawiać  dary,  a  ty 
łaskawie przyjdziesz po niego każdego wieczoru. W ten sposób 
pomożesz nam trzymać mayę z dala od nas. 

 
Baba  Dżi  przysłuchiwał  się  temu  i  schylił  głowę  ze  wstydu.  Ogień 
skruchy  zapłonął  w  jego  sercu.  Mógł  odpowiadać  jedynie  przez  łzy. 
Wrócił do swego kuti pozostawiając lotę, balati i pieniądze. Tej nocy 
nie  mógł  spać.  Od  następnego  dnia  stał  się  nie  tylko  prawdziwym 
obrońcą  Dżagadiśa  Dasa  Baby  i  Pranakryszny  Dasa  Baby,  ale  także 
oddanym sługą. 
 
Gdy  Rupamadhuri  Dżi  napisał  wyżej  wymieniony  poemat, 
Pranakryszna Das Baba miał 104 lata. Nawet w tym wieku był pełen 
energii, a jego mowa miała moc i urok. Inspirował i prowadził ludzi w 
raganuga  bhadżanie  jeszcze  przez  kolejne  32  lata.  Opuścił  ciało  w 
1938 w wieku 136 lat. Jego samadhi znajduje się w pobliżu samadhi 
Dżagadiśa Dasa Baby w Kaliyadaha. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

62 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

63 

 
 

ROZDZIAŁ VIII 

 

Śri Manasimha Radżavata 

 
 
 
Śri  Manasimha  Radżavata  był  najstarszym  synem  Śri  Savaisimhy, 
króla  Dżagiradary  Lorani  obejmującej  12000  bigha  ziemi,  w  stanie 
Dżaipur.  Urodził  się  w  1913  roku.  Już  w  młodości  przejawiał  tyle 
zalet umysłu i serca, że zainspirowały one kronikarzy do spisania jego 
chwał.  Jednak  Savaisimha  był  nieszczęśliwy,  gdyż  pomimo 
wszystkich  swoich  zalet,  nie  rozwijał  się  jako  kszatriya.  Czuł  wstręt 
do mięsa i wina i był kompletnie przeciwny jakiejkolwiek przemocy. 
W  czasie  navaratry  (Dziewięć  dni  Durga-pudży),  gdy  podczas 
czczenia  w  jego  domu  bogini  Durgi  robiono  ofiarę  ze  zwierzęcia, 
opuszczał  to  miejsce,  ponieważ  nie  mógł  znieść  widoku  krwi 
niewinnej istoty, którą przelewano, by zadowolić boginię. 
 
Savaisimha Dżi namawiał go do strzelania, jazdy konnej i polowania 
itp.  -  czyli  do  tradycyjnych  zajęć  kszatri.  Jednak  żadna  z  tych 
czynności  nie  harmonizowała  z  jego  charakterem.  Interesowały  go 
rozmowy  na  religijne  tematy,  towarzystwo  sadhu,  studiowanie  pism 
świętych i wielbienie bóstw. 
 
Savaisimha  pomyślał,  że  małżeństwo  mogłoby  go  odwieść  od  tych 
rzeczy  i  zrobić  z  niego  prawdziwego  kszatriyę.  Ożenił  go  więc  w 
wieku lat siedemnastu. Mimo że jego żona była piękna i urodziła mu 
syna,  to  nie  udało  się  jej  odciągnąć  męża  od  praktyk  religijnych. 
Zamiast  tego,  życie  w  małżeństwie  roznieciło  w  nim  ogień  vairagyi, 
który  już  od  dawna  płonął  w  jego  sercu  ukazując  mu  pustkę  tego 
świata i wszystkich jego uciech. 
 
Śrimad Bhagavatam stwierdza:  
„Ten,  kto  jest  oddany  Panu,  będącemu  źródłem  wszelkiego  dobra, 
rozkoszuje  się  oceanem  nektaru.  Taka  osoba  nie  czuje  atrakcji  do 

background image

 

64 

świata  i  następnego  życia,  które  są  dla  niej  niczym  mętne  wody 
błotnistego jeziora.” 
                                                    

 

 (Bhagavata, VI.12.22) 

 
Manasimha  urodził  się  z  silnymi  samskarami  oddania.  Dlatego  też 
było  naturalne,  że  nie  nęciły  go  przedmioty  i  uciechy  tego  świata. 
Jako najstarszy syn swego ojca był prawowitym spadkobiercą bogatej 
posiadłości ziemskiej. Miał wszystko, co tylko mógł dostać od świata: 
moc,  bogactwo,  zdrowie,  szlachetne  urodzenie,  szacunek  innych, 
miłość  rodziców,  piękną  żonę  i  syna.  Jednak  to  wszystko  jawiło  mu 
się  niczym  żywe  przynęty  podrzucone  przez  mayę,  by  go  omamić  i 
schwytać,  by  go  przywiązać  do  tego  świata  i  żeby  wskutek  tego 
cierpiał wszystkie jego niedole i przerażający cykl narodzin i śmierci. 
Jego serce tęskniło do lotosowych stóp Pana, bo tylko one mogły dać 
wieczny spokój i szczęście.  
 
Postanowił  zrzucić  okrycie  mayi  i  podążać  naprzód  ścieżką,  która 
zaprowadzi  go  do  upragnionego  celu.  Jednak  nie  wiedział  jak  ma 
podążać.  Słuchał  instrukcji  Śri  Narayana  Svamiego,  świętego 
przychodzącego  do  jego  matki,  a  także  Śri  Gopala  Dasa  Dżi’ego, 
świętego  z  Dadu  sampradayi,  którego  często  odwiedzał.  Jednak  nie 
potrafili  go  oni  przekonać.  Słyszał  o  Thakurze  Kusialasimha  Dżi’m, 
który był Dżagiradarą Gidżagarhy. Zyskał sławę w Radżasthanie jako 
najbardziej zaawansowany wielbiciel wśród Radż-putów. Mieszkał on 
w Dżaipur. Pewnego dnia Manasimha po cichu wymknął się z domu i 
udał  się  do  Dżaipur,  gdzie  spotkał  się  z  Kusialasimha  Dżi’m.  Po 
przedstawieniu  się  i  objaśnieniu  swego  stanu  umysłu  poprosił  o 
poradę. Kusialasimha rzekł: 

- Powodem, dla którego jesteś tak zaniepokojony i nieszczęśliwy 
jest  to,  że  wybrałeś  gjana-margę,  ścieżkę  wiedzy,  podczas  gdy 
twoją  naturalną  skłonnością  jest  bhakti.  Bhakti  jest  najlepszą  i 
najprostszą ścieżką realizacji Boga. 

 

anyasmat saulabhyam bhaktau 

 
                            

 

 

(Narada-Bhaktisutra, 58) 

 

background image

 

65 

„Jest  to  najpewniejsza  droga  osiągnięcia  spokoju,  ponieważ  z  samej 
swej natury jest ona spokojem i radością.” 

santirupatparamanadarupacca 

(Narada-Bhaktisutra, 60) 

 

-Co powinienem robić, by osiągnąć bhakti?- zapytał Manasimha. 
-Centrum bhakti jest Vrindavana. Powinieneś udać się tam. 
-Do kogo powinienem się udać i komu się podporządkować we 
Vrindavan? 
-Powinieneś udać się do Pandity Ramakryszny Dasa Baby, który 
jest świętym siddhą. On jest Prawdziwą inkarnacją bhakti. 

 
Manasimha  nie  tracił  czasu.  Natychmiast  wyruszył  do  Vrindavany. 
Dotarłszy  na  miejsce  zatrzymał  się  u  sadhu  w  Śahadżahanpura-Ki-
Bagiczi,  w  pobliżu  Dau  Dżi-Ki  Bagiczi  (teraz  jest  to  siedziba 
Vrindavana Research Institute), gdzie mieszkał Pandita Ramakryszna 
Das Baba. 
 
Z  powodu  swej  pokory  nie  mógł  się  zebrać  na  odwagę,  by  pójść 
bezpośrednio do Pandity Baby. Każdego ranka chodził do miejsca, z 
którego obserwował jak Pandita Baba wychodzi ze swojej chatki, aby 
zaspokoić  naturalne  potrzeby.  Gdy  Pandita  Baba  przechodził  obok 
niego,  Manasimha  składał  mu  pokłon.  Pandita  Baba  też  mu  się 
kłaniał,  ale  nigdy  nic  nie  mówił.  Nie  podnosił  nawet  głowy,  żeby 
zobaczyć  kim  on  jest.  Tak  było  przez  trzy  miesiące.  Pewnego  dnia 
Pandita Baba z ciekawości spojrzał na niego i zapytał: 

-Kim jesteś? 

Manasimha przedstawił się. Baba zapytał go: 

-W jakim celu stoisz tu codziennie? 
-Żeby mieć twój darśan- odpowiedział Manasimha. 

Baba  nic  nie  odpowiedział.  Minął  kolejny  miesiąc.  Pewnego  dnia 
Baba spytał: 

-Gdzie mieszkasz? 
-W Shahadżahanpura-Ki-Bagiczi- odpowiedział Mana-simha. 

Baba rzekł: 

-O  czwartej  po  południu  robimy  katha  (religijna  rozmowa)  w 
Bagiczi Dau-Dżiego. Możesz przyjść i towarzyszyć nam. 

Manasimha zaczął chodzić na katha.  

background image

 

66 

Baba  był  pod  wrażeniem  jego  gorliwości  i  entuzjazmu  w  oddaniu. 
Pewnego razu powiedział do niego: 

-Dlaczego  nie  przyjdziesz  i  nie  zamieszkasz  tu  pod  jakimś 
drzewem? 

Manasimha,  który  dotychczas  był  przygnębiony  i  smutny,  ujrzał 
promyk światła. Poczuł bezgraniczne szczęście. Nie spodziewał się, że 
Baba  może  być  dla  niego  tak  łaskawy.  Zamieszkał  w  aśramie  pod 
drzewem obrośniętym pnączami. 
 
W  bagiczi  było  za  dużo  małp.  Gdy  Manasimha  piekł  chleb  pod 
drzewem,  to  one  czyhały,  żeby  skoczyć  i  uciec  z  chlebem.  Czasami 
Pandita Baba stawał obok niego z kijem w ręce i mówił: 

-Ty rób chleb, a ja się zajmę małpami. 

To  było  za  wiele  dla  Manasimhy.  Nie  mógł  znieść  tak  wielkiego 
ciężaru  łaski  Baby.  Jednak  musiał  to  znosić.  Było  to  jak  połykanie 
gorzkiej pigułki, która jednocześnie była słodka.  
 
Rodzice Manasimhy byli bardzo zmartwieni jego nagłym zniknięciem 
z domu.  Zorganizowali intensywne  poszukiwania. W  końcu przybyli 
do  Vrindavany  i  znaleźli  go.  Próbowali  przekonać,  żeby  wrócił  do 
domu, ale bezskutecznie. 
 
Po  spędzeniu  w  bagici  Pandity  Baby  ośmiu  miesięcy  Manasimha 
poprosił  go  o  diksza.  On  polecił  mu  przyjąć  diksza  od  Śri  Madhavy 
Dasa Baba Dżi’ego z Puczari. Manasimha zrobił tak, ale dalej uważał 
Panditę  Babę  za  swojego  prawdziwego  guru  i  kontynuował 
praktykowanie  bhadżanu  pod  jego  kierownictwem.  Również  Pandita 
Baba traktował go jak swego ucznia i okazywał mu całą swą miłość. 
Nie  pozwalał  nikomu  dotknąć  swych  stóp,  a  Manasiha  Dżi’emu 
pozwalał je masować. 
 
Po przyjęciu diksza Manasimha Dżi prawdopodobnie przyjął vesza od 
Madhavy  Dasa  Baby.  Tak  naprawdę  nikt  nie  wie,  czy  on  właściwie 
przyjął  vesza,  a  jeśli  przyjął  to  od  kogo;  w  każdym  razie  żył  jak 
vaisznava  sannyasi.  Żebrał  o  jedzenie  i  zniszczone  ubrania,  które 
wyrzucali ludzie. Na wodę używał starego pojemnika z cyny zamiast 
karavy  (gliniany  dzbanek,  który  na  ogół  mają  sadhu  we  Vradży), 
ponieważ  karava  mogła  się  łatwo  potłuc.  Kiedy  się  potłukła  trzeba 

background image

 

67 

było  się  starać  o  nową.  Ludzie  nie  znali  jego  imienia  sannyasy,  ale 
nazywali go Bhagavata Dżi 
 
Jego  rodzice  i  inne  osoby,  które  go  kochały  i  szanowały  często  go 
odwiedzały.  Gdy  widzieli  w  jakich  warunkach  żył,  ogarniał  ich 
smutek. Kontrast pomiędzy jego książęcym stylem życia, a obecnym 
życiem  pustelnika  był  ogromny.  Ciężko  było  im  to  zaakceptować, 
ponieważ  ich  serca  przepełnione  były  czułością.  Nawet  obecnie  w 
Bhagavata  Nivasa,  aśramie  w  Ramanreti  we  Vrindavanie 
wybudowanym  przez  Śri  Kripasindhu  Dasa  Babę,  głównego  ucznia 
Pandity  Baby,  wisi  zdjęcie  Manasimhy  ubranego  w  książęcy  strój  i 
trzymającego miecz. Ktoś kiedyś zapytał Kripasindhu Babę dlaczego 
ma  w  swoim  aśramie  zdjęcie  Manasimhy  jako  ustawowego 
spadkobiercy  dżagiradary  zamiast  jako  sadhu.  Kripasindhu 
odpowiedział: 

-Ludzie docenią Manasimha Dżi lepiej, jeśli będą wiedzieć kim 
był, zanim stał się sadhu. Ilu ludzi, którzy pływają w bogactwach 
i mają wszystko, czego człowiek może tylko zapragnąć, wyrzeka 
się  świata  jako  błahostki  czy  pułapki  postawionej  przez  mayę? 
On to uczynił. 

Po  pewnym  czasie  Pandita  Baba  opuścił  ten  świat.  Rozłąka  stała  się 
dla  Manasimhy  nie  do  zniesienia.  Płakał  dzień  i  noc  i  włóczył  się 
wykrzykując jak szaleniec: 

Ha Baba! Ha Radhey! 
Ha Baba! Ha Radhey! 

Jego rodzice uważali, że on faktycznie oszalał. Na siłę zabrali  go do 
Lorani  na  leczenie.  Protestując  Manasimha  odmówił  przyjmowania 
jedzenia  i  picia,  ale  jego  rodzice  uznali  to  tylko  za  jeszcze  jeden  z 
objawów  jego  szaleństwa.  Trzymali  w  jego  pokoju  najsmaczniejsze 
owoce, słodycze i inne wspaniałości, żeby go kusić. Jednak on nawet 
na nie nie spojrzał. Przez 18 dni nie przyjął nawet odrobiny jedzenia i 
stał się bardzo słaby. Rzekł do swoich rodziców: 

-Nic  nie  będę  jadł  dopóki  nie  odwieziecie  mnie  z  powrotem  do 
Vrindavany. 

W  tej  sytuacji  rodzice  byli  zmuszeni  zawieźć  go  do  Vrindavany. 
Przygotowali  dla  niego  komfortowe  mieszkanie  w  Dhiradża  Lala  Ki 
Bagiczi, kupili dla niego krowę i przydzielili dwoje sług. Manasimha 
nie  był  szczęśliwy  widząc  wszystkie  ‘udogodnienia’,  które  rodzice 

background image

 

68 

przygotowali  dla  niego.  Nie  lubił  też  Dhiradża  Lala  Ki  Bagiczi 
dlatego, że również inni sadhu tam mieszkali, a on wolał samotność. 
Przeprowadził  się  dlatego  do  Bihari,  ale  słudzy  poszli  za  nim. 
Następnie  przestał  przyjmować  mleko  i  zaczął  żebrać  w  kszetra 
(miejsce,  gdzie  rozdaje  się  pożywienie  żebrakom).  Każdego  dnia 
otrzymywał w ten sposób dwa bochenki chleba. 
 
W  końcu,  żeby  pozbyć  się  swoich  ludzi,  zniknął  z  bagiczi  i  przez 
sześć  miesięcy  żył  w  ukryciu  w  jakimś  nieznanym  miejscu.  Jego 
rodzina i wynajęci ludzie rozpoczęli poszukiwania, ale bezskutecznie. 
Wrócił  do  Bihari  Dżi  Ki  Bagiczi  dopiero  gdy  usunięto  stamtąd 
służących  i  krowę.  Gdy  jego  rodzina  przyszła,  by  go  zobaczyć, 
powiedział im szczerze: 

-Nie  przychodźcie  do  mnie.  Nie  mam  z  wami  nic  wspólnego. 
Wasze  odwiedziny  przeszkadzają  mi  w  bhadżanie.  Tak  więc 
odeszli. 

 
W  miesiącu  Magha  przybyli  ponownie.  Tym  razem  Manasimha  Dżi 
zapytał swojego brata Madanę: 

-Czy możesz udać się do Mathury?        

  

-Tak, czemu nie - odpowiedział Madana. 
-Więc  idź  i  przynieś  mi  bahirvasę  (płótno  noszone  jako  dolna 
część  garderoby),  cadar  (płótno  noszone  jako  górna  część 
garderoby)  i  matę.  Chcę  pójść  do  Pandity  Baby,  ale  moje 
ubranie,  które  zostało  zrobione  ze  szmat  zebranych  w  różnych 
miejscach jest nieczyste. Chcąc tam się udać muszę mieć czyste 
ubranie.  Poza  tym  zbliża  się  miesiąc  Holi.  Będę  potrzebował 
perfum  i  gulali  (czerwony  proszek  używany  do  nacierania 
twarzy  z  okazji  święta  Holi)  dla  Radharani.  Łaskawie  przynieś 
mi je. 

 
Być  może  Manasimha  Dżi  został  wezwany  przez  Panditę  Babę  i 
szykował  się,  by  iść  do  niego,  do  wiecznej  Vrindavany.  Jego  ludzie 
myśleli, że chciał iść do samadhi Pandity Baby w Bhagavata Nivasa. 
Byli zarówno zaskoczeni jak i szczęśliwi, że wreszcie poprosił ich o 
wykonanie  jakiejś  służby.  Rozumieli  przez  to,  że  jego  szaleństwo 
odeszło i teraz będzie przyjmował od nich więcej służby. 
 

background image

 

69 

Madana przyniósł wszystko z Mathury. Manasimha poprosił go, żeby 
położył  to  w  almirahu  w  jego  pokoju.  Potem  poprosił  członków 
rodziny, by poszli do domu, a oni odchodząc zostawili sługę Rangilę, 
by się nim opiekował. 
 
Po  dwóch  dniach  od  ich  odejścia  (w  roku  1945),  Manasimha  Dżi 
poszedł  do  świątyni  Radha-Vallabha  po  darśan  i  rankiem  zobaczył 
rasa-lilę  w  aśramie  Uniya  Baby.  Potem,  po  wykąpaniu  się  w 
Davanala-kunda wrócił do bagiczi. Właśnie wtedy przyszedł Rangila. 
Manasimha zapytał Rangilę: 

- Czy znasz Bhagavata Nivasę? 
- Nie znam, ale mogę pójść i poszukać go. 
- Więc idź. Powiedz Kripasindhu Dasie Babie, że Bhagavata Dżi 
poprosił o prasadam i prasadi kanthi (korale tulasi noszone przez 
vaisznavów dookoła szyi) Pandity Baby. 

 
Gdy  Rangila  odszedł,  Manasimha  Dżi  założył  nową  bahirvasę  i 
położył się na macie przykrywając się nowym czadarem. 
 
Gdy Rangila wrócił, był zaszokowany widząc jak Manasimha leży na 
macie  z  oczami  utkwionymi  w  górze  w  jednym  punkcie,  tak  jakby 
czekał  niecierpliwie  na  przybycie  kogoś  bardzo  mu  drogiego.  Łzy 
płynęły  mu  się  z  oczu  z  taką  siłą,  jakby  nie  mógł  czekać  ani  chwili 
dłużej  na  przybycie  tego  kogoś.  Flakonik  z  perfumami  i  gulala  przy 
jego boku wskazywały, że był gotowy na uroczyste powitanie. 
Rangila powiedział: 

-Radhe, Radhe! Przyniosłem prasadam. 

Manasimha  wyciągnął  rękę,  ale  jego  oczy  wciąż  były  utkwione  w 
jednym  kierunku.  Rangila  dał  mu  prasadam  i  kanthi.  Manasimha 
włożył kawałek prasadam do ust, a kanhi nałożył na szyję. Jego oczy 
natomiast stale patrzyły w jednym kierunku. 
 
Rangila pobiegł do Śri Czadżuramy Dżi’ego, który mieszkał w bagiczi 
i rzekł do niego: 

-Przyjdź  i  zobacz,  co  się  stało  z  Bhagavata  Dżi’m.  Jeśli  to 
konieczne, wezwij lekarza. 

background image

 

70 

Czadżurama  Dżi  pędem  udał  się  do  Manasimha  Dżi’ego.  Gdy  go 
zobaczył, stwierdził, że jest zdrowy. Wyszedł z Rangilą na zewnątrz i 
powiedział: 

-Wygląda  na  to,  że  Manasimha  Dżi  medytuje.  Nie  powinieneś 
mu  przeszkadzać.  Obserwuj  go  z  daleka,  a  jeśli  to  konieczne, 
wezwij mnie ponownie. 

 
Chadżurama wrócił do siebie, a Rangila poszedł z powrotem do chaty 
Manasimhy. Zbliżając się do niej usłyszał jak Manasimha mówi cicho 
„Dżai  ho!”,  tak  jakby  witał  kogoś.  Gdy  wszedł  do  środka  chaty 
Manasimhy Dżi już tam nie było. Odszedł w swojej siddha mańdżari 
(Mańdżari:  jest  to  sakhi,  gopi  duchowej  Vrindavany,  która  jest 
najbardziej  oddana  Radharani,  a  na  drugim  miejscu  Krysznie,  jako 
temu,  którego  Radha  kocha)  deha  do  Vrindavany.  Pandita  Baba 
przybył w swojej siddha mandżari svarupie, by go zabrać do nikundża 
Radharani,  żeby  służył  Radharani  i  Krysznie  z  pomocą  perfum  i 
gulali, podczas gdy oni byli zaangażowani w miłosne rozrywki Holi. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

71 

 

ROZDZIAŁ IX 

 

Radżaryszi Śri Banamali Radżabahadura 

 
 
Urodzony  w  1863  roku  Radżaryszi  Banamali  Radżabahadura  był 
zarządcą  Tanasy  obszaru  Pabana  we  Wschodnim  Bengalu.  Tytuł 
Radży  został  mu  nadany  przez  rząd  brytyjski.  Po  swoich  rodzicach 
odziedziczył religijne samskary. Gdy przebywał jeszcze w łonie, jego 
ojciec Śri Gangaprasada Ray i matka poszli pieszo na pielgrzymkę do 
Puri.  Wkrótce  po  jego  urodzeniu,  rodzice  oddali  go  do  adopcji  dla 
Radża  Banavari  Lala,  zarządcy  Tanasy,  a  sami  udali  się  do 
Vrindavany, aby wykonywać tam bhadżan. 
  
Banavari Lal umarł, gdy Banamali Lal miał 17 lat. Ciężar zarządzania 
wielkim  zaminadari  Tanasy  spadł  na  jego  barki.  Będąc  szlachetnym 
zarządcą,  który  dbał  o  dobrobyt  swoich  poddanych,  zaczął  budować 
studnie  i  łaźnie  oraz  otwierać  szkoły  i  szpitale  na  swoim  obszarze. 
Jednak  jego  życie  wewnętrzne  od  samego  początku  było  życiem 
sadhaki.  Był  pod  wpływem  Brahma  sampradayi  i  praktykował 
sadhanę zgodnie z jej naukami.  
 
Historia jego życia jest związana z historią jego rodzinnego bóstwa Śri 
Radhavinoda  Dżi.  Radhavinoda  Dżi  został  odnaleziony  w 
tajemniczych  okolicznościach  przez  Śri  Vańczarama  Dżi’ego,  który 
był  adhikarim  (zarządcą)  Navagramy,  wioski  w  stanie  Tanasa. 
Vańczarama  był  bardzo  oddaną  osobą.  Każdego  dnia  przed  seva-
pudżą szedł się kąpać w rzece Karatoya w Navagram. Pewnego razu, 
gdy brał kąpiel usłyszał jak ktoś mówi słodkim głosem: „Zabierz mnie 
z wody do swojego domu.” Vańczarama rozejrzał się dookoła, ale nie 
odnalazł  źródła,  z  którego  dochodził  głos.  Po  kąpieli  powrócił  do 
domu,  ale  głos  nadal  brzmiał  w  jego  uszach.  Następnego  dnia,  gdy 
poszedł  się  wykąpać,  znowu  usłyszał  ten  sam  głos,  ale  nie  mógł 
określić jego pochodzenia. Trzeciego dnia, gdy wychodził z rzeki po 
kąpieli,  znowu  usłyszał  ten  głos  i  jednocześnie  poczuł,  że  coś 
przylgnęło do jego stóp. Gdy wyniósł tą rzecz z rzeki zobaczył piękne 

background image

 

72 

bóstwo Radhavinoda. Przez pewien czas stał oślepiony i oszołomiony. 
Następnie  uścisnął  bóstwo  i  wykąpał  je  łzami,  które  płynęły  z  jego 
oczu. Jego ciało drżało i było oblane potem. Jedynie Radhavinoda wie 
jak  długo  i  mocno  pragnął  być  uściskanym  przez  tego  wielbiciela  i 
wykąpanym  we  łzach  radości  i  miłości.  Nie  zawahał  się  nawet 
dotknąć  jego  stóp,  żeby  spełnić  to  pragnienie!  To  nic  dziwnego  dla 
Niego,  gdyż  jest  on  Panem  Miłości.  Kocha  On  swych  wielbicieli  i 
miłość ta jest ślepa. 
 
Vańczarama  Dżi  przyniósł  bóstwo  do  domu.  Po  należnej  ceremonii, 
zaczął mu służyć najlepiej jak tylko potrafił. Vinoda Dżi, jak nazywał 
go  Vańczarama,  żył  bardzo  luksusowo.  Czasami  prosił  o  różnego 
rodzaju słodycze, to znów wyszukane ubranie lub też o perfumy i inne 
luksusowe rzeczy. Gdy Vańczarama nie mógł wypełnić jego żądania, 
wtedy  usilnie  nakłaniał  kogoś  innego  lub  Sam  w  jakiś  sposób 
przynosił rzeczy, których pragnął, nawet jeśli musiał w tym celu kraść 
czy rabować. 
 
Pewnego razu Vinoda Dżi zapragnął potrawy z kwiatów gorczycy. Po 
zachodzie  słońca  poszedł  na  pole  i  zaczął  zbierać  kwiaty  gorczycy. 
Rolnik usłyszał jak ktoś plądruje pole i zawołał: „Kto tam?”. Vinoda 
Dżi  szybko  związał  kwiaty  w  rogu  swej  pitambary  (żółte  płótno 
noszone  jako  górna  część  ubrania  przez  Krysznę)  i  uciekł.  W  nocy 
rzekł do Vańczaramy we śnie: 

-Już  długo  nie  jadłem  warzyw  przyrządzonych  z  kwiatów 
gorczycy. Ofiaruj je mi dzisiaj. 

Vańcharama  nie  wiedział,  gdzie  mógłby  zdobyć  kwiaty  gorczycy, 
ponieważ  na  obszarze  kilku  kilometrów  wokół  miejsca,  gdzie 
mieszkał nie było pola, na którym rosłaby gorczyca. Był przepełniony 
niepokojem.  Gdy  udał  się  do  świątyni  Vinoda  Dżi,  by  wypełnić 
poranną służbę, był zaskoczony widząc kwiaty gorczycy ozdabiające 
jego uszy, a część przywiązaną do rogu jego pitambary. Zrozumiał, że 
to Vinoda Dżi sam sobie skądś przyniósł kwiaty, tak żeby on się nie 
kłopotał i nie musiał ich szukać. Vańczarama przygotował potrawę z 
kwiatów i ofiarował Mu. 
 
Nie wiadomo jak Vinoda Dżi przywykł do palenia hukki. Możliwe, że 
jakiś wielbiciel, który służył mu wcześniej palił. Nie był on obeznany 

background image

 

73 

z  zasadami  rytualnego  czczenia  i  nie  wiedział  co  należy,  a  czego  nie 
należy  ofiarowywać  bóstwu.  Przed  paleniem  z  miłością  ofiarował 
hukkę Vinoda Dżi’emu, a Ten nie tylko przyjmował ofiarę, ale był z 
niej zadowolony, gdyż była składana z miłością. 
 
Pewnego razu Vinoda Dżi poprosił bogatego wielbiciela we śnie, aby 
ofiarował  mu  hukkę.  Wielbiciel  ofiarował  mu  hukkę  z  długą  fajką  i 
srebrną  popielniczką.  Vinoda  Dżi  palił  każdego  ranka  i  wieczoru  po 
Radża-bhoga  (ofiarowanie  głównych  dań).  Niektórzy  wielbiciele 
mogli czasami słyszeć odgłos hukki. 
 
Vańczarama  był  bardzo  gościnny.  Jego  drzwi  stały  otworem  dla 
każdego,  kto  przyszedł  do  wioski,  w  której  mieszkał.  Jeśli  ktoś 
decydował  się  zostać  u  niego  na  jakiś  czas,  był  dobrze  obsłużony. 
Pewnej  nocy,  gdy  wraz  z  żoną  spali,  trzech  gości  zapukało  do  ich 
drzwi.  Vinoda  Dżi  nie  chciał,  aby  sen  wielbiciela  został  zakłócony, 
więc poszedł do drzwi w formie jego syna i przyjął gości. Powiedział 
im: 

-Pita  Dżi  (mój  ojciec)  śpi.  Mogę  go  obudzić,  jeśli  sobie  tego 
życzycie,  ale  równie  dobrze  możecie  sami  dla  siebie  coś 
ugotować.  Ja  postaram  się  o  artykuły  żywnościowe  i  wszystko 
inne. 
-Nie, nie zakłócaj jego snu. Ugotujemy sami dla siebie - odrzekli 
goście.  

Vinoda  Dżi  udał  się  do  sklepu,  w  którym  Vańczarama  kupował 
jedzenie i powiedział do sklepikarza: 

-Vańczarama Dżi posłał mnie, żebym pożyczył od ciebie trochę 

żywności. Proszę daj mi ją. 

-Jak mogę dać żywność tobie, skoro cię nawet nie znam? Nigdy 
wcześniej cię nie widziałem ani nie słyszałem o tobie  - odrzekł 
sklepikarz. 

Vinoda Dżi zdjął złotą bransoletę, którą miał na sobie i powiedział: 

-Zatrzymaj  ją  jako  gwarancję  i  oddaj  Vańczarama  Dżi  po  tym 
jak on odda należność za żywność. 

Sklepikarz  zgodził  się,  a  Vinoda  Dżi  wrócił  do  domu  z  żywnością  i 
przygotował  wszystko  co  potrzeba  do  gotowania.  Goście  ugotowali, 
zjedli i poszli spać. 
 

background image

 

74 

Następnego ranka, Vańczarama widząc gości zapytał: 

-Kiedy przyszliście? Kto wam otworzył drzwi? 
-Spałeś,  kiedy  tu  przyszliśmy.  Twój  syn  otworzył  nam  drzwi  i 
przygotował nam kolację. Nie chcieliśmy ci przeszkadzać. 

Vańczarama stał przez chwilę oszołomiony 

-Czyżby była to lila Vinoda Dżi’ego?  

Zaczął  rozmyślać.  W  południe,  kiedy  przyszedł  sklepikarz  z 
bransoletą, zagadka została rozwiązana. 
 
Przez długi okres Vinoda Dżi przebywał bez towarzystwa. Samotność 
zaczęła  mu  dokuczać.  Będąc  żartobliwym,  zaczął  myśleć  o  ożenku. 
Zdecydował się poślubić 10 czy 11 letnią córkę Radża Banavari Laly 
o  imieniu  Radha.  Posłał  jednego  ze  swych  wielbicieli  do  Radży 
Banavari  Laly  i  polecił  mu,  żeby  mówił  o  nim  w  taki  sposób,  żeby 
Radża przyszedł na Jego daraśan.  
 
Wielbiciel poszedł do Radży i rzekł do niego: 

-W wiosce Navagrama twojego stanu twój poddany Vańczarama 
znalazł  murti  Śri  Kryszny.  Bóstwo  to  jest  bardzo  żywotne  i 
żartobliwe.  Każdego  dnia  zadziwia  wszystkich  przejawiając 
nowe  lila.  Setki  ludzi  chodzą  do  Niego  na  darśan.  Czy  ty  też 
przyjdziesz? 
-W  jaki  sposób  Vańczarama  znalazł  bóstwo?  Jakie  lila  ono 
manifestuje? - zapytał Radża Banavari z ciekawości.  

Wielbiciel  opowiedział  mu  o  wszystkim.  Zaintrygowało  to  Radżę. 
Pewnego dnia wraz z żoną  i córką Radhą udał się  na darśan  Vinoda 
Dżi. 
 
Gdy  patrzyli  na  Vinoda  Dżi,  Radha  podekscytowała  się.  Uścisnęła 
swoją matkę i powiedziała: 

-Patrz Ma jak Thakura się do mnie uśmiecha!  
-Niemądra! - odrzekła Ma z uczuciem klepiąc ją w policzek. 
-Nie Ma! On naprawdę uśmiecha się i mruga do mnie! 

Jednak Ma nie zwróciła na to uwagi, jakby to były dziecinne fantazje. 
Słodkie  uśmiechy  Vinoda  Dżi  tak  ujęły  serce  Radhy,  że  myślała  o 
Nim dzień i noc. Kilka razy, z powodu jej próśb, Radża Sahib musiał 
ją zabrać ze sobą do Vinoda Dżi na darśan. 
 

background image

 

75 

Powoli  także  Radża  Sahib  zaczął  odczuwać  atrakcję  do  Vinoda  Dżi. 
Pewnego  razu,  kiedy  udał  się,  by  Go  zobaczyć,  Radha  rzekła  do 
swego ojca: 

-Pita Dżi, pozwól nam przynieść Vinoda Dżi do naszego domu. 
Mam silne pragnienie służenia Mu i dekorowania Go pięknie. 

Radża powiedział: 

-Ja  również  chciałbym  przynieść  tu  Vinoda  Dżi,  ale  czy 
Vańczarama nam pozwoli? 

Mówiąc to spojrzał na Vańczaramę, a on zamiast bezpośredniej zgody 
lub odmowy powiedział: 

-Panie,  jestem  sługą  zarówno  twoim  jak  i  Vinoda  Dżi’ego.  Jak 
mogę decydować czy ty możesz czy nie zabrać Go ze sobą. To 
jest sprawa pomiędzy tobą a Vinoda Dżi’m. 

W nocy Vinoda Dżi rzekł do Vańczaramy we śnie: 

-Pozwól  mi  iść  z  Radżą.  Zadowoliłeś  mnie,  ale  teraz  chcę 
przyjąć służbę Radży. Nie powinieneś być zmartwiony, gdyż już 
niebawem mnie zrealizujesz. 

Cóż  mógł  uczynić  Vańczarama.  Posłał  wiadomość  do  Radży.  Radża 
był  uradowany  dowiedziawszy  się,  że  Vinoda  Dżi  był  dla  niego  tak 
łaskawy. Natychmiast poszedł i powiedział o tym swej żonie i Radzie. 
Wszyscy zaczęli tańczyć z radości. 
 
Poczyniono  staranne  przygotowania,  żeby  przenieść  Vinoda  Dżi.  W 
pomyślny dzień przyniesiono go w palankinie do pałacu pod eskortą 
słoni, koni i muzyków grających na różnych instrumentach. 
 
Radha zaczęła teraz służyć Vinoda Dżi całym swym sercem i duszą. 
Oczywiście  był  pudżari,  który  mu  służył,  ale  to  Radha  decydowała, 
jakie  ubranie  nałoży  On  każdego  dnia  i  co  będzie  jadł. 
Przygotowywała  także  różnego  rodzaju  ozdoby  z  kwiatów  i 
własnoręcznie Go dekorowała. Vinoda Dżi był bardzo zadowolony z 
jej służby. Jednak często jej dokuczał. Czasami po jedzeniu, wycierał 
swe brudne ręce w jej ubrania. Czasami ją szczypał, a nawet pluł na 
nią.  
 
Miłość  Radhy  do  Vinoda  Dżi’ego  stale  rosła,  podobnie  jak  miłosne 
psoty Vinody. Pewnego razu kiedy Radha ofiarowała mu girlandę, On 

background image

 

76 

złapał  jej  ańcala  (róg  sari)  i  powiedział:  „Musisz  mnie  poślubić”. 
Radha powiedziała o tym swojej matce, ale matka jej nie uwierzyła.  
 
Po pewnym czasie Radha zachorowała. Vinoda Dżi rzekł do jej matki 
we śnie: 

-Radha nie przeżyje, ale nie powinnaś się tym martwić, gdyż ona 
umrze,  by  żyć  ze  mną  jako  moja  żona.  W  twoim  ogrodzie  jest 
suche drzewo devadara. Zrób z drewna tego drzewa murti Radhy 
i poślub ze mną to murti. 

Po  tym  wydarzeniu  matka  Radhy  była  przekonana,  że  Vinoda  Dżi 
naprawdę  chce  poślubić  Radhę.  Powiedziała  swemu  mężowi  o  śnie. 
Myśląc  o  tej  nowej  lila  Vinoda  Dżi  oboje  ronili  łzy  bólu  i  radości. 
Było im smutno, gdy dowiedzieli się, że Radha nie przeżyje, ale byli 
szczęśliwi wiedząc, że Vinoda Dżi przyjmie Radhę za Swoją żonę i że 
oboje będą mieszkać z nimi w domu w formie murti. 
 
Ścięto  drzewo  devadara  i  zaczęto  z  niego  robić  bóstwo.  Gdy  tylko 
murti  było  gotowe,  Radha  umarła.  Jednocześnie  poczyniono 
przygotowania na jej pogrzeb i ślub w formie murti. Po ślubie Vinoda 
Dżi  zaczęto  nazywać  Radha-Vinoda.  Nawet  dzisiaj  można  spotkać 
szczęśliwie  żyjących  Vinodę  i  Vinodini  (Radhę)  w  świątyni  Tanasa 
koło aśramu Ramakryszna Seva we Vrindavanie. Do dziś obchodzona 
jest rocznica ich ślubu. 
 
Dopóki  żył  Radża  Banavari,  życie  w  stanie  Tanasa  skupiało  się  na 
Radha-Vinodzie.  Katha,  kirtany  i  uroczystości  były  na  porządku 
dziennym. Czynności te ustały, kiedy zarządcą stanu został Banamali 
Lala.  Została  zwłaszcza  zaniedbana  służba  dla  Radha-Vinody, 
ponieważ  Banamali  Lala  był  inicjowany  w  Brahma-dharamie,  która 
nie  wierzyła  w  czczenie  murti.  Pujari  kontynuował  rutynową  służbę 
bóstwom,  ale  z  powodu  zaniedbującej  bóstwa  postawy  Banamali 
Raya, nikt nie był entuzjastyczny. 
 
Nagła  zmiana  w  postawie  Banamali  Raya  zaszła,  gdy  pewnego  dnia 
spotkał  on  Dżagadbandhu  Prabhu.    Dżagadbandhu  Prabhu  był 
wielkim  świętym  z  Pabany  o  złotym  blasku  ciała  i  intensywnej 
miłości  do  Radhy  i  Kryszny.  Tego  dnia  Radża  Banamali 
Radżabahadura  przemierzał  szosę  Pabany  i  jak  na  króla  przystało 

background image

 

77 

siedział na udekorowanym słoniu i był eskortowany przez żołnierzy i 
inne  sługi.  Z  przeciwnej  strony  nadchodził  Dżagadbandhu  Prabhu 
tańcząc  w  towarzystwie  setek  wielbicieli,  którzy  także  śpiewali  i 
tańczyli w rytm ogromnej liczby mrindang i karatali. 
 
Banamali Radża zszedł ze słonia, na bosaka podszedł do kirtanowców 
i  przyłączył  się  do  nich.  Jak  osoba  zahipnotyzowana,  podniósł  obie 
dłonie  i  zaczął  tańczyć  z  nimi.  Trwało  to  do  czasu,  kiedy  grupa 
kirtanowa  dotarła  do  celu  i  go  przerwała.  Po  kirtanie  złożył  pokłon 
Dżagadbandhu Prabhu i poprosił go, żeby odwiedził Banavari Nagara. 
Potem wrócił do siebie. 
 
Banamali  Radża  poczuł,  że  w  jego  sercu  wezbrała  nowa  fala  bhakti. 
Poczuł, że wędrując po szczycie tej fali przekroczył pustynię brahma-
upasany (medytowania nad brahmanem) i stanął u progu oazy, bogatej 
w rośliny i studnie bhakti. 
 
Wejście  do  tej  oazy  odnalazł,  gdy  do  jego  domu  przybył 
Dżagadbandhu  Prabhu  i  mieszkając  u  niego  przez  kilka  dni  udzielił 
mu instrukcji w Raganuga Bhakti. Zrozumiał, że Pan nie jest jedynie 
obiektem  czci,  wielbienia  czy  modlitwy  jak  nauczyła  go  Brahma-
samadża,  ale  także  obiektem  miłości  czy  priti.  Priti  nie  jest 
jednostronna.  Nie  jest  tak,  że  to  jedynie  wielbiciel  kocha  Pana.  Pan 
także  kocha  swego  wielbiciela.  Właściwie  to  Pan  kocha  swego 
wielbiciela bardziej niż wielbiciel kocha Jego i nic nie jest dla Niego 
bardziej  wartościowe  niż  pełna  oddania  służba  Jego  wielbiciela. 
Ponieważ  wielbiciel  w  swoim  upadłym  stanie  nie  miał  do  niego 
dostępu,  on  Osobiście  zstąpił  w  formie  Śri  Murti,  by  przyjąć  jego 
służbę.  Umysł  Banamali  Raya  zwrócił  się  teraz  w  stronę  Radha-
Vinoda.  Zadbał  o  wszelkie  możliwe  aranżacje  do  Jego  służby,  ale 
zaniechał służby hukka, gdyż śastry na nią nie zezwalały. 
 
Podczas  tych  dni  z  Banamali  Rayą  mieszkał  siddha  mahatma  Śri 
Krysznasundar  Raya  Prabhu.  On  także  palił  hukkę.  Przed  paleniem 
ofiarował hukkę Radha-Vinodzie. Raya Prabhu był zawsze pogrążony 
w  lila-smarana.  Także  w  czasie  palenia,  lila-smarana  było  jego 
głównym zajęciem, a palenie zajęciem drugorzędnym i odbywało się 
automatycznie, jednak, gdy smarana było głębokie to wkładał fajkę w 

background image

 

78 

usta  po  długich  przerwach.  Podczas  tych  przerw  Radha-Vinoda 
wkładał  fajkę  do  Swych  ust  i  nieskrępowanie  sobie  palił.  Tym 
sposobem  przerwanie  przez  Banamali  Rayę  palenia  hukki  przez 
Radha-Vinoda nie wpłynęło zbytnio na Niego. 
 
W  1892  roku,  dwunastego  dnia  Kryszna-pakszy,  Raya  Prabhu 
postanowił  opuścić  ten  świat.  Od  tej  chwili  Radha-Vinoda  musiał 
praktykować  przez  cztery  dni  abstynencję  i  obejść  się  bez  hukki. 
Jednak abstynencja nie jest w Jego naturze. W dniu amavasya,  pujari 
po  porannej  służbie  wykonując  dżapa  stał  się  senny.  W  tym  stanie 
Radha-Vinoda rzekł do niego: 

-Daj mi moją hukkę. Ponieważ ci ludzie przerwali służbę hukka 
dla mnie, to paliłem sobie z Rayem Prabhu, ale gdy teraz nie ma 
Raya Prabhu, to nie paliłem już przez cztery dni. 

Wieczorem,  gdy  Banamali  Raya  przyszedł  do  świątyni,  pujari  
powiedział  mu  o  wszystkim.  Banamali  Raya  poczynił  konieczne 
aranżacje  do  służby  hukka,  ale  miał  wątpliwości,  czy  Vinoda  Dżi 
naprawdę palił. 
 
Pewnego  razu  w  pałacu  Banamali  Raya  w  pokoju  przylegającym  do 
świątyni  zatrzymał  się  Dżagadbandhu  Prabhu.  Po  Radża-bhoga 
zawołał Banamali Rayę i powiedział do niego: 

-Rozkoszujmy  się  dzisiaj  lilą  palenia  hukki  przez  Lilamayę 
(żartobliwy Pan). 

Razem  usiedli  na  tarasie  przed  świątynią.  Po  pewnym  czasie 
Dżagadbandhu Prabhu powiedział: 

-O!  Vinoda  Dżi  teraz  pali.  Posłuchaj  pykania  hukki.  

Mówiąc  to  Dżagadbandhu  Prabhu  dał  Banamalemu  Rayi  duchowe 
uszy,  dzięki  którym  mógł  słyszeć  dźwięk  hukki.  Słuchając  tego 
dźwięku, wszedł w bhava-samadhi i zaczęły mu płynąć łzy.  
 
Wiara  Banamalego  Rayi  w  duchową  naturę  Śri  Murti  tak  się 
utwierdziła,  że  gdy  tylko  ktokolwiek  powiedział  albo  zrobił 
cokolwiek,  co  wskazywało,  że  uważa  Śri  Murti  za  zwykły  posąg, 
raniło  go  to.  Stał  się  niespokojny,  chciał  osobiście  pełnić  służbę  dla 
Radha-Vinody,  ale  nie  był  do  tego  kwalifikowany  bez  odpowiedniej 
inicjacji.  W  1897  roku  udał  się  do  Vrindavany  i  przyjął  inicjację  od 

background image

 

79 

Śri  Radhika  Nathy  Gosvamiego  Prabhu,  który  był  potomkiem 
Advaitaczaryi Prabhu. 
 
Po inicjacji tak bardzo zaangażował się w służbę Śri Radha-Vinodzie, 
że  nie  mógł  robić  nic  innego.  Na  szczęście  miał  bardzo  zdolnego  i 
godnego zaufania zarządcę w Śri Kamini Kumara Ghosza. Powierzył 
mu  całe  zarządzanie  stanem,  tak  aby  samemu  móc  poświęcić  cały 
swój czas miłosnej służbie dla Radhy i Vinody. 
 
Po  pewnym  czasie  udał  się  do  Vrindavany,  gdzie  zbudował  dwa 
budynki- jeden we Vrindavanie, a drugi w Radhakunda. Są one znane 
jako  Tanasa  Mandir  i  Radżabani.  Czasami  mieszkał  on  z  Radha- 
Vinodą we Vrindavanie, a czasami w Radhakunda. 
 
Od  tego  czasu,  gdy  Banamali  Raya  przybywał  do  Vradży,  był 
centralną  postacią  w  społeczności  vaisznava.  Sadhu  i  vaisznavowie 
zawsze  błogosławili  jego  dom  swoją  obecnością,  ponieważ  zawsze 
odbywały  się  tam  katha,  kirtany  i  uroczystości.  Wszelkie  bogactwa 
stanu spożytkował w służbie vaisznavom. Zbudował szpital, gdzie za 
darmo  mogli  leczyć  się  sadhu,  vaisznavowie  i  Vradżabasi.  Założył 
szkołę,  gdzie  nauczano  uczniów  bhakti-śastr.  Uczniowie  mieli 
darmowe  wyżywienie  i  noclegi.  Założył  także  drukarnię,  w  której 
wydrukował Śrimad Bhagavatam z ośmioma komentarzami oraz inną 
literaturę  bhakti,  którą  rozprowadzał  za  darmo  wśród  sadhu  i 
vaisznavów. 
 
Za  jego  czasów  było  bardzo  wielu  siddha  mahatmów  we  Vradży. 
Skorzystał z towarzystwa każdego z nich. Jednak do niektórych z nich 
był szczególnie przywiązany, a oni hojnie obdarzyli go łaską. Byli to: 
Śri  Radhikanatha  Gosvami  Prabhu,  Dżagadbandhu  Prabhu,  Śri 
Radharamana  Czarana  Das  Baba  Dżi  Maharadż,  Śri  Vidżayakryszna 
Gosvami,  Śri  Gaurakiśor  Śiromani,  Śri  Ramahari  Das  Baba  Dżi,  Śri 
Krysznasundara Raya Prabhu, Śri Harisundara Bhaumika Bhuiyan, Śri 
Dżagadiśa Das Baba i Śri Ramakryszna Das Pandita Baba. 
 
Będąc  pobłogosławionym  przez  tych  mahatmów,  łatwo  osiągnął 
lotosowe  stopy  Radha-Vinody  i  służbę  oddania  dla  Niego  w  Jego 
wiecznej Vrindavana dhama. 

background image

 

80 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

81 

ROZDZIAŁ X 

 

Śri Krysznaczaitanya Das Baba 

 
 
Śri Krysznaczaitanya Das Baba pochodził z rodziny Aśvani Kumara i 
urodził się w 1861 roku w Czandana Nagara w Zachodnim Bengalu. 
Jego ojciec, Śri Vradżakumara Nanda był przedsiębiorcą budowlanym 
w Kalkucie. 
 
Mimo  że  Aśvani  Kumara  miał  bogatego  ojca  i  wszelkie  możliwości 
do zaznawania doczesnych przyjemności, to świat  mało go pociągał. 
Od dzieciństwa w jego sercu płonęła duchowa iskra. Tęsknił za czymś 
wyższym  i  bardziej  wzniosłym  niż  może  mu  zaoferować  świat.  Był 
zawsze pogrążony w kontemplacji.  
 
Niepokoiło  to  jego  ojca.  Uczynił  on  dwie  rzeczy,  by  jego  syn  był 
mniej  zamyślony.  Gdy  tylko  chłopiec  zdał  egzamin  wstępny, 
zaangażował go w interesy i ożenił. 
 
Po pewnym czasie Aśvani stał się ojcem pięciorga dzieci. Wydawało 
się, że jest  całkowicie pogrążony w  mayi, jednak boska iskra w nim 
nie zgasła. Przypominała mu ona, że ma wyższy cel i przeznaczenie. 
Przyjął diksza od swojego guru rodzinnego i zaczął wieść życie, które 
pozornie wydawało się przyziemne, ale było bardzo zdyscyplinowane. 
Regularnie przestrzegał porannej kąpieli w Gangesie, patha, kirtanu i 
dżapa. W rezultacie iskra bhakti rozwinęła się w wulkan i stało się dla 
niego  niemożliwe  pozostanie  dłużej  grihasthą  (głową  rodziny). 
Zdecydował wyrzec się świata i poświęcić się całkowicie bhadżanowi.  
  
Postarał się o pozwolenie swego ojca, żeby pójść do Puri na darśan z 
okazji  Ratha-yatry,  ale  zamiast  wrócić  do  domu,  z  Puri  wyruszył 
pieszo  na  Wschód.  Każdego  dnia  przebywał  35  km  intonując  dżapa. 
Nie odpoczywał zanim nie wymantrował określonej liczby rund. Gdy 
skończył  dżapa,  brał  kąpiel  i  wykonywał  codzienną  pudżę,  a  potem 
szedł na bhiksza. Szedł na bhiksza tylko do siedmiu miejsc i jadł tylko 
to,  co  tam  dostał.  Czasami  zdarzało  się,  że  nic  nie  dostawał  i  musiał 

background image

 

82 

wytrzymać  bez  jedzenia.  Został  wystawiony  na  wiele  prób  i  dużo 
wycierpiał,  ale  nigdy  nie  naruszył  zasad  duchowej  dyscypliny 
przyjętych przez siebie na tę pielgrzymkę.  
 
Z  Puri  udał  się  do  Godavari,  Śivakańci,  Wisznukańci,  Bala  Dżi,  Śri 
Rangam,  Pańczatirtha  i  Rameśvar.  Z  Rameśvar  poszedł  do  Nasiki,  z 
Nasiki  do  Dvaraki,  Puszkara,  Dżaipur,  Karauli,  a  z  Karauli  do 
Vrindavany. Cała ta podróż zajęła mu trzy lata. 
 
Chciał  zamieszkać  we  Vrindavanie,  by  wykonywać  tam  bhadżan. 
Pewnej  nocy  miał  sen,  w  którym  jakaś  boska  istota  powiedziała  do 
niego: 

-Nie  czas  jeszcze  na  twoją  Vrindavana-vasę.  Musisz  wypełnić 
swą karmę. 

Nie  zwrócił  uwagi  na  tę  radę,  gdyż  postanowił  zostać  tu  do  końca  i 
wykonywać  bhadżan.  Jednak  znowu  miał  ten  sam  sen  i  znowu 
usłyszał tę samą radę, która tym razem brzmiała jak rozkaz. Czuł się 
zmuszony,  by  wypełnić  to  polecenie.  Wrócił  do  Kalkuty.  Jego 
rodzice, żona i dzieci byli szczęśliwi widząc go po okresie niepokoju i 
niepewności. 
 
Aśvani Kumara założył firmę. Pracował ciężko i dorobił się fortuny. 
Podczas tego okresu kontynuował bhadżan z zapałem i entuzjazmem. 
Kładł się  spać o godzinie dziewiątej i budził o pierwszej, by zasiąść 
do  bhadżanu.  Po  porannej  kąpieli  w  Gangesie,  o  godzinie  piątej 
wykonywał codzienną pudżę, pathę, dżapa i kirtan. Następnie gotował 
dla siebie, gdyż wierzył, że jedzenie ugotowane osobiście jest bardziej 
korzystne dla bhadżanu. Jego żona i dzieci pomagali  mu i troszczyli 
się, żeby nic nie przeszkadzało mu w bhadżanie. Tak oto szczęśliwie 
mijały jego dni.  
 
Odczuwał  jednak  tęsknotę.  We  Vrindavanie  zobaczył  dwa  obrazy: 
jeden  przedstawiał  Nitai-Gaura,  a  drugi-  Radha-Govindę.  Obrazy  te 
zawładnęły jego sercem. Próbował je zdobyć, ale mu się nie udawało. 
Często spędzał bezsenne noce z powodu intensywnej tęsknoty, której 
doświadczał  z  powodu  braku  tych  obrazków.  Pewnej  nocy  rzekł  z 
żalem do Nitaya: 

background image

 

83 

-Nitai, jesteś znany jako zbawiciel i dobroczyńca upadłych. Czy 
jestem aż tak upadły, że nie zasłużyłem na darśan Twój, Gaury i 
Radha-Govindy  nawet  w  formie  obrazków?  W  takim  razie 
czemu  nie  zetrzesz  wszelkich  śladów  mojej  bezwartościowej 
egzystencji na ziemi? 

Tej  samej  nocy  miał  sen,  w  którym  kupował  te  obrazy  w  sklepie  na 
ulicy  Czitpura  w  Kalkucie.  Rankiem  udał  się  na  ulicę  Czitpura  i  ze 
zdziwieniem ujrzał sklep zupełnie taki sam jak we śnie. Kiedy wszedł 
do sklepu, z radością znalazł obraz Nitai-Gaura zupełnie jak ten, który 
widział we Vrindavan. Rozejrzał się dookoła szukając obrazu Radha-
Govindy,  ale  nigdzie  go  nie  dostrzegł.  Jego  oczy  zatrzymały  się  na 
kufrze  widzianym  we  śnie.  Poprosił  sprzedawcę,  żeby  sprawdził  czy 
w kufrze jest obraz Radha-Govindy, ale sprzedawca powiedział: 

-W tym kufrze jest wiele rzeczy, ale nie obrazy. 

Serce  Aśvani  Kumara  było  złamane,  a  jego  oczy  pełne  łez.  Nagle 
jakaś  niewidzialna  siła  przypomniała  sklepikarzowi,  że  jakiś  czas 
temu  otrzymał  paczkę  z  obrazami,  którą  włożył  do  tego  kufra  i 
zapomniał o niej. Wydobył paczkę z kufra i kiedy ją otworzył, ujrzał 
obraz  Radha-Govindy  dokładnie  taki  sam,  jaki  widział  we 
Vrindavanie.  

-Oto jest obraz!- krzyknął podskoczywszy z radości.  

Kupił oba obrazy. Nie były to dla niego tylko obrazy, ale Nitai-Gaura 
i Radha-Govinda, którzy przyszli w odpowiedzi na jego modlitwy.  
 
Upłynęły  cztery  lata  odkąd  Aśvani  Kumara  przybył  z  Vrindavany. 
Jego  serce  zaczęło  znowu  tęsknić.  Skoro  jego  interesy  miały  się 
dobrze, a synowie byli już dorośli i w pełni zdolni, żeby zająć się sobą 
i przejąć po nim firmę, pomyślał, że karma jest już wypełniona, a on 
wreszcie może wyrzec się świata i udać się Vrindavany. Jego rodzice, 
żona i dzieci zgodzili się na to, bo powiedział im, że nie może dłużej 
żyć  poza  Vrindavaną.  Pomyślał,  że  to  dzięki  łasce  Radha-Govindy 
jego powrót został ułatwiony, gdyż przyszli oni do niego z Vrindavan, 
by zabrać go ze sobą. 
 
Łaska  Radha-Govindy  nie  zakończyła  się  na  tym.  Przyszli  w  formie 
obrazów, gdyż on tak pragnął, ale chcieli być z nim w formie bóstw, 
tak  aby  mogły  odbierać  jego  prema-seva  (miłosna  służba)  w 
większym  stopniu.  Tak  więc,  kiedy  Aśvani  Kumara  był  już  we 

background image

 

84 

Vrindavanie, pojawili się w jego we śnie i poprosili, aby wielbił ich w 
formie bóstw. Powiedziały mu także o miejscu, gdzie czekają na niego 
w  tej  formie.  Aśvani  Kumara  kupił  owe  bóstwa,  zbudował  dla  nich 
świątynię  i  zainstalował  je  według  zasad  prana-pratiszta  (rytuał 
dawania życia Bóstwu). 
 
Po 

prana-pratiszta 

Govinda 

Dżi 

otrzymał 

nowe 

imię- 

Gopidżanavallabha.  Aśvani  Kumara  zaczął  służyć  Mu  z  miłością  i 
oddaniem. (W 1931 roku syn Aśvani Kumara o imieniu Gaura Babu 
wybudował przepiękną świątynię dla Gopidżanavallabha w Gopinatha 
Bagh we Vrindavanie, gdzie bóstwo to jest czczone do dziś). 
 
Po  pewnym  czasie  przyjął  sannyasa  dikszę  od  Śri  Hariczarana  Dasa 
Baba  Dżi’ego,  ucznia  Śri  Gaurakiśora  Śiromani’ego  i  przyjął  imię 
Kryszna-czaitanya Das. Hariczaran Das Baba polecił mu, by udał się 
w jakieś odosobnione miejsce we Vradży i tam wykonywał bhadżan. 
W  tym  czasie  jego  syn  Gaura  także  zamieszkał  we  Vrindavanie.  Śri 
Kryszna-czaitanya 

Das 

Baba 

powierzył 

mu 

służbę 

dla 

Gopidżanavallabha a sam udał się do Kusumasarovary. Przez pewien 
czas praktykował tam bhadżan, a potem udał się nad Radha-kunda. 
 
Gdy  przebywał  nad  Radha-kunda,  jego  umysł  był  zawsze  z 
Gopidżanavallabhą.  Jeśli  były  jakieś  uchybienia  czy  przewinienia  w 
służeniu  Gopidżanavallabha,  on  zawsze  się  o  tym  dowiadywał. 
Pewnego razu przywołał Gaurę z Vrindavany i powiedział do niego: 

-Nie  zwracasz  dostatecznej  uwagi  na  sevę  Gopidżanavallabha. 

Któregoś  dnia  bhoga  (jedzenie  ofiarowywane  bóstwu)  było 
zanieczyszczone,  bo  wpadł  do  niego  włos.  Innego  dnia  bhoga  było 
zanieczyszczone,  bo  taca,  na  której  było  ofiarowane,  nie  była 
należycie  wyczyszczona  i  był  na  niej  kawałek  uchista  (pozostałości 
zjedzonego  pokarmu).  W  te  dni  bóstwa  musiały  obejść  się  bez 
jedzenia.  Dlaczego  jesteś  tak  niedbały?  Wygląda  na  to,  że  nie  masz 
pełnej  wiary.  Bóstwo  przyjmuje  twoją  seva  tylko  wtedy,  gdy  masz 
wiarę, w przeciwnym razie nie. 
 
W  związku  z  tym  opowiedział  historię  o  bóstwie  o  imieniu 
Radhavinoda  Dżi,  które  nad  Radhakunda  czcił  Radżaryszi  Banamali 
Ray Bahadura ze stanu Tanasa: 

background image

 

85 

„Podczas lata Banamali Ray zatrudniał pracowników do wachlowania 
Radhavinody  przez  całe  24  godziny.  Był  pewien  wielbiciel,  który 
bardzo wierzył, że Radhavinoda jest zadowolony z tej służby. Dlatego 
każdego dnia przychodził do świątyni i do zamknięcia wyręczał sługi 
w  przerwach  osobiście  wachlując  bóstwa.  Pewnego  razu,  kiedy 
wachlował  bóstwa  o  północy,  zasnął  i  śnił,  że  potrząsa  go 
Radhavinoda mówiąc: 

-Śpisz.  Jest  mi  bardzo  nieprzyjemnie  z  powodu  ciepła.  Zabierz 
mnie nad kunda (staw). 

Wielbiciel  postawił  bóstwo  na  ramieniu  i  ruszył  nad  kunda.  Na 
ramieniu miał guza. Vinoda Dżi powiedział: 

-Co tam masz na ramieniu? Jest mi przez to niewygodnie. 

Mówiąc to oczyścił ramię swą ręką. Wielbiciel zaniósł Go nad kunda, 
postawił  Go  przy  nim,  a  sam  położył  się  spać  w  pobliżu.  Wtedy 
obudził  się  i  ze  zdziwieniem  spostrzegł,  że  rzeczywiście  leży  w 
pobliżu  kunda.  Poszedł  do  świątyni  i  kolejna  rzecz  go  zaskoczyła- 
drzwi  świątyni  były  zamknięte  od  zewnątrz  jak  wcześniej.  Jeszcze 
dziwniejsze  było  to,  że  poczuł  kojące  uczucie  na  ramieniu,  a  gdy 
przyłożył do niego rękę poczuł, że guz zniknął.” 
 
Nad 

Radha-kunda 

Śri  Kryszna-czaitanya  Das  wykonywał 

puraszczaranę.  Potem  zamieszkał  w  Czandrasarovara.  Tutaj  także 
wykonywał  puraszczaranę.  Od  godziny  trzeciej  nad  ranem  robił 
parikram (okrążanie) wokół wzgórza Govardhana. Pewnego dnia, gdy 
wykonywał  parikram,  zerwała  się  ulewa.  Schował  się  pod  drzewem. 
Kiedy  pod  nim  siedział,  z  pobliskiej  dziury  wypełzł  wąż.  On 
natomiast  siedział  robiąc  dżapa  i  nie  bał  się,  gdyż  wierzył,  że  żadne 
zwierzę  z  Vradży  nigdy  nikogo  nie  zrani.  Z  pewnej  odległości  ktoś, 
kogo nie mógł dostrzec, zarzucił na niego koc i powiedział: 

-Baba! Czy nie boisz się węża? Uciekaj! On cię ugryzie! 

Był  to  głos  kobiecy.  Słyszał  wcześniej,  że  we  Vradży  duchowi 
wysłannicy zawsze pomagają i doradzają sadhakom.  Pomyślał więc, 
że to była gopi, która przestrzegła go przez wężem i dała mu koc, żeby 
mógł  kontynuować  parikram  w  deszczu.  Dotknął  kocem  czoła,  jako 
święty prasadam gopi, przykrył się nim i kontynuował parikram. 
 
W Czandrasarovara Śri Kryszna-czaitanya Das Baba robił bhadżan w 
kuti, które znajdowało się w domu. Czasami tak bardzo pogrążał się w 

background image

 

86 

bhadżanie,  że  wchodził  w  samadhi  i  godzinami  był  nieprzytomny. 
Pewnego razu jego guru Śri Hariczaran Baba wraz z Sanataną Dasem 
Baba  Dżi’m  przyszli  do  jego  kuti.  Drzwi  kuti  były  zamknięte  od 
wewnątrz.  Hariczarana  Baba  zawołał:  „Czaitanya!  Czaitanya!”,  ale 
nikt nie odpowiadał. Po pewnym czasie  znowu zawołał:  „Czaitanya! 
Czaitanya!”  i  znowu  nikt  nie  odpowiadał.  Sanatana  Das  zaniepokoił 
się o Śri Kryszna-czaitanyę, ale Hariczaran Das powiedział: 

-Niepotrzebnie  się  denerwujesz.  On  często  jest  tak  pochłonięty 
medytacją Kryszna-lila, że godzinami pozostaje nieświadomy. 

Stopniowo  pogrążał  się  w  Kryszna-lila  tak  bardzo,  że  nie  mógł  żyć 
bez tego ani chwili. Jednak nie mógł być ciągle zaabsorbowany lila z 
powodu ciała, dlatego też zaczął się przygotowywać do wyzwolenia z 
niego. Zawołał kiedyś swojego syna Gaurę i powiedział mu: 

-Gaura, 

musisz 

przygotować 

wielką 

jedenastodniową 

uroczystość. Każdego dnia powinny odbywać się kirtany i rasa-
lila 

(rozpowszechniony  we  Vradży,  specjalny  rodzaj 

przedstawienia na scenie rozrywek Śri Kryszny). Zorganizuj też 
Bhagavata-saptaha  (czytanie  całego  Śrimad  Bhagavatam  w 
siedem  dni).  Powinieneś  zaprosić  wielu  vaisznavów  i  poczynić 
stosowne  starania,  by  dostali  prasadam  i  miejsce  do  spania.  Na 
kirtan zaproś Kirtaniyę Bhakticzarana Dasa Baba Dżi’ego, a na 
Bhagavata-saptanę, Bhagavata-pathakę Sri Madhusudana Bhatta 
Dżi’ego. 

Poczyniono 

wszelkie 

przygotowania 

do 

uroczystości. 

Czandrasarovara  wyglądało  odświętnie  i  przez  jedenaście  dni 
przychodzili  tam  ludzie  z  okolicznych  wiosek.  Dziesiątego  dnia 
wszyscy  Vradżabasiowie  i  Mahatmowie,  którzy  mieszkali  w 
odległości  do  ok.  23  km  od  Czandrasarovary,  zostali  zaproszeni  na 
wielką ucztę. Gdy czyniono przygotowania do uczty Baba nagle oddał 
ostatnie  tchnienie.  Uroczystość  się  skończyła  a  ciemne  chmury 
smutku i przerażenia rzuciły cień na okolicę. Ludzie na próżno przez 
długi czas czekali na pojawienie się jakichkolwiek oznak życia w ciele 
Baby. Zaczęto przygotowania do pogrzebu. Jego ciało zaniesiono do 
miejsca kremacji i gdy tylko się tam znalazło Baba powiedział słabym 
głosem: 

-Gdzie  mnie  niesiecie?  Zabierzcie  mnie  z  powrotem  do  mojego 
domu. 

background image

 

87 

Wszyscy  byli  tym  zaskoczeni  i  zaczęli  wykrzykiwać:  „Hari  Bol!”. 
Chmury  przerażenia  i  rozpaczy  rozproszyły  się  tak  szybko  jak 
powstały i można było radośnie doprowadzić uroczystości do końca. 
 
Baba  poczynił  przygotowania  do  vaisznava-sevy  (rozdanie  prasadam 
wśród  vaisznavów)  z  okazji  swego  wyzwolenia.  (Zgodnie  ze 
zwyczajem panującym wśród Gaudiya Vaisznavów odejście mahatmy 
czci się  w ten sposób, gdyż uważa się, że osiąga on cel, którym jest 
miłosna  służba  Radha-Krysznie  w  Transcendentalnej  Vrindavanie). 
Właściwie  to  Śri  Kryszna-czaitanya  opuścił  ciało  i  wzniósł  się  do 
Goloki  gdy  tylko  ukończono  przygotowania  do  Vaisznava-sevy. 
Jednak  Radharani  sprawiła,  że  powrócił,  ponieważ  musiał  jeszcze 
odegrać rolę w wypełnieniu pewnego boskiego zadania. 
 
Pewnego razu wielbiciel zapytał Babę: 

-Czy  kala  (wysłannik  śmierci)  atakuje  wielbiciela  w  taki  sam 
sposób jak innych? 

Baba odpowiedział:  

-Nie,  nie  w  ten  sam  sposób.  W  przypadku  zwykłej  osoby  kala 
atakuje go, gdy przychodzi czas śmierci i zabiera go ze sobą nie 
zważając  na  wolę  osoby  i  na  okoliczności.  Natomiast  w 
przypadku  wielbiciela  kala  przychodzi  i  staje  przed  nim  ze 
złożonymi  rękoma  i  jedynie  informuje  go,  że  nadszedł  czas  na 
jego śmierć. Gdy wielbiciel nie chce odchodzić i ma pragnienie 
pozostania w tym świecie jeszcze trochę, by robić bhadżan, kala 
wypełniając  jego  polecenie  odchodzi.  Kala  jest  wrogiem  nie 
wielbiciela, lecz przyjacielem wielbiciela. Jest on jak kot, który 
w  tej  samej  paszczy  trzyma  kociaki  lub  mysz.  Kot  jest  kala  dla 
myszy, ale matką dla kociaka. Kot zjada mysz, a kociaki zanosi 
na miejsce, gdzie są bardziej bezpieczne. 

 
Po tym wydarzeniu Baba stał się sławny jako święty siddha. Ludzie z 
odległych  miejsc  zaczęli  przychodzić  do  niego  na  darśan. 
Przeszkadzało mu to bardzo, toteż pewnej nocy wymknął się ze swego 
kuti  w  Czandrasarovara  i  udał  się  do  Śeszaśayi.  Stamtąd  poszedł  do 
wioski Vanśi. 
 

background image

 

88 

Wielu  ludzi  zaczęło  go  prosić  o  diksza,  ale  on  nikomu  jej  nie  dał. 
Jednak  na  prośbę  swego  guru  dał  diksza  Śyamapadzie  Babu  i  jego 
żonie  Radha  dasi.  Potem  dał  diksza  Śri  Kumarze  Sahibie,  który  był 
specjalnym sędzią w Govardhana. Dał też diksza Kumarze Sadżdżana 
Prasada Simhowi i paru innym. 
 
Kiedy  Baba  dał  diksza  Sadżdżana  Simhowi  i  jego  towarzyszom, 
każdy z nich złożył mu jakieś dary. Dowiedzieli się o nich złodzieje. 
W  nocy  weszli  oni  do  kuti  z  lathi  (kije),  żeby  go  obrabować  z 
podarunków.  Baba  dał  im  czaranamritę,  jak  każdemu  kto  go 
odwiedzał.  Czaranamrita  zmieniła  ich  umysły.  Zostali  przepełnieni 
strachem i uciekli zostawiając swe buty i lathi. 
 
Baba  znów  zamieszkał  w  Czandrasarovara,  gdzie  Śri  Śyamapada  i 
Kumara  Sahib  wybudowali  dla  niego  pomieszczenia  mieszkalne.  W 
1930  roku  przybył  do  Baby  Rakhala  Das  Kundu  z  Bengalu  i 
powiedział: 

-Baba,  właściwie  nie  ma  grzechu,  którego  bym  nie  popełnił. 
Teraz,  gdy  jestem  stary  i  nie  mogę  nic  robić,  prześladuje  mnie 
myśl, że pójdę do piekła i będę cierpiał za swe grzechy. Powiedz 
mi, czy mogę się przed tym uchronić? 

Baba spytał:  

-Czy odejdziesz stąd? 
-Nie,  nie  chcę  odchodzić,  ale  czy  Radharani  zatrzyma  takiego 
grzesznika jak ja w swoim dham? 
-Czemu  nie?  W  tym  wieku  nie  potrzeba,  żebyś  robił  cokolwiek 
innego.  Słuchaj  Śrimad  Bhagavatam  i  mieszkaj  we  Vradży,  aż 
nadejdzie twój koniec. Intonuj też zawsze Harinama. Mieszkanie 
we  Vradża-dham  jest  samo  w  sobie  wielką  sadhaną.  Brahma  i 
Uddhava modlili się do Śri Kryszny o ten dar, ponieważ uważali 
to  za  największą  sadhanę.  Ty  także  przyjmij  Vradża-vasa 
(mieszkanie  we  Vradży)  jako  swoją  sadhanę  i  nie  lękaj  się. 
Radharani z pewnością zlituje się nad tobą. 

 
Rakhala  Das  zaczął  żyć  we  Vrindavanie  i  intonować  Harinama. 
Poczynił  starania,  by  mieć  Bhagavata-saptaha.  Wkrótce  po  saptaha 
otrzymał  łaskę  Radharani.  Pewnego  szczęśliwego  dnia,  gdy  był 
świadomy  i  w  pełni  sił,  gdy  intonował  Harinama,  nagle  opuścił  ten 

background image

 

89 

świat,  by  przyjąć  schronie  lotosowych  stóp  Radharani  w  Jej  nitya 
(wiecznej) dham.  
 
Pewnego razu Vradżamohan Das Dżi z Yaśohary, który po przyjęciu 
vesza od Baby, mieszkał w Czandrasarovara i służył mu, zapytał go o 
instrukcje  w  lila-smarana.  Odnosząc  się  do  tej  prośby  Baba  wyraził 
zdanie dwóch wielkich świętych tamtego czasu, którzy stali się siddha 
poprzez lila-smarana: 

-Kiedy Pandita Ramakryszna Das Baba mieszkał w Balapokhara 
w Govardhan, poszedłem do niego i poprosiłem go o instrukcje 
w  lila-smarana,  a  on  odpowiedział:  „Jeśli  ktokolwiek  inny 
poprosiłby  mnie  o  instrukcje  w  lila-smarana,  spoliczkowałbym 
go”.  Zrozumiałem  co  miał  na  myśli  i  nie  miałem  odwagi,  by 
cokolwiek więcej powiedzieć. Lila smarana nie jest prosta. 

Pewnego razu dwóch wielbicieli udało się do Dżagadiśa Dasa Baby z 
Kaliyadaha  i  poprosili  go,  by  udzielił  im  instrukcji  w  lila-smarana. 
Przyszli do niego znowu po paru dniach i poprosili o to samo. Znowu 
wrócili  zawiedzeni,  ponieważ  Baba dawał  wymijającą  odpowiedź  na 
wszelkie pytania dotyczące lila-smarana. Wtedy zaczęli praktykować 
lila-smarana  przyjąwszy  instrukcje  od  innego  mahatmy.  Następnego 
razu,  gdy  poszli  do  Baby,  spostrzegli,  że  wie  on  wszystko  o  ich 
bhadżanie,  zanim  oni  mu  jeszcze  cokolwiek  o  tym  powiedzieli. 
Zapytał z uśmiechem:  

-Jak idzie wam wasze smarana? 
-Idzie, ale niezbyt zadowalająco - odpowiedzieli wielbiciele. 

Baba rzekł: 

-Nie  wiecie,  że  nie  ma  smarana  bez  marana  (śmierć).  Trzeba 
pokonać ciało i całkowicie o nim zapomnieć, zanim zacznie się 
lila-smarana. Trzeba umrzeć dla wszystkich rzeczy związanych z 
tym światem. 

 
Śri Kryszna-czaitanya Das Baba nie był zbyt stary. Nadal wstawał o 
drugiej  nad  ranem,  kąpał  się  w  Czandrasarovara,  nawet  gdy  było 
chłodno i zasiadał do bhadżanu w swym kuti. Ból, który odczuwał z 
powodu  rozłąki  z  Radharani  zwiększał  się  z  dnia  na  dzień.  Już  raz 
poszedł do Radharani, ale sprawiono, że powrócił. Od tamtej pory nie 
widział się z Nią. Życie bez Niej stawało się dla niego udręką. Dlatego 
też zrobił jeden dodatkowy wysiłek, by się do Niej udać.  

background image

 

90 

 
Pewnego dnia bramin Vradżabasi, który był uczniem Baby, pomyślał, 
że  Baba  opuścił  ten  świat.  Vradżabasi  po  porannej  kąpieli  w 
Czandrasarovara  szedł  pod  kuti  Baby  i  składając  dandavat  wołał: 
„Dżaj  Radhe!”.  Baba  przyjmował  jego  dandavat  wołając:  „Dżaj 
Radhe!”.  Jednak  tego  dnia  Baba  nie  odpowiedział.  Ponieważ  drzwi 
kuti  były  zamknięte  od  wewnątrz,  uczeń  nie  mógł  wejść  do  środka. 
Powtórzył  wołanie:  „Dżaj  Radhe!”  kilka  razy,  ale  nadal  nie  było 
odpowiedzi.  Następnie  udał  się  do  mahatmy,  który  mieszkał  w 
pobliżu i wyraził mu swój niepokój o Babę. Mahatma powiedział: 

-Brak  jakiejkolwiek  odpowiedzi  Baby  nie  jest  powodem  do 
niepokoju,  ponieważ  jest  on  tak  pogrążony  w  lila,  że  często 
wchodzi  w  samadhi  i  pozostaje  nieświadomy  godzinami. 
Jednakże  dzisiaj  rano  ujrzałem  niezwykłą  rzecz  -    kuti  Baby 
promieniowało  nadprzyrodzonym  światłem,  jakiego  nigdy 
wcześniej nie widziałem. Nie wiem, co to był za rodzaj światła. 
Nigdy nie widziałem, by Baba miał w swej chatce lampę. Poza 
tym nie słyszałem dzisiaj odgłosu otwierania i zamykania drzwi, 
który  zawsze  słyszę,  gdy  Baba  idzie  się  wykąpać  w 
Czandrasarovara.  Jest  to  z  pewnością  pewien  powód  do 
niepokoju,  ale  poczekajmy  trochę  i  zobaczymy,  czy  odzyska 
świadomość  czy nie.  

 
Po długim czasie oczekiwania krzyknęli kilka razy „Dżaj Radhe”, ale 
nie  było  odpowiedzi.  Wtedy  zebrali  wieśniaków  i  wyważyli  drzwi 
kuti.  Otworzywszy  drzwi  spostrzegli,  że  Baba  leży  nieświadomy  i 
bardzo  powoli  oddycha.  By  przywrócić  mu  świadomość  zaczęli 
wykonywać  kirtan,  który  kontynuowali  do  wieczoru.  Jednak  stan 
Baby  nie  uległ  zmianie.  Ludzie  zaczęli  się  obawiać,  że  to  już  jego 
koniec.  Właśnie  wtedy  przybiegł  syn  Gosvamiego  z  Barszany 
trzymający  w  ręce  pana-bini  (zrolowany  liść  betelu  z  odrobiną 
orzecha betel, limony i catechu- do żucia). Zapytał: 
  

-Gdzie jest ten bengalski Baba, który właśnie umiera? 
-Baba jest w kuti - odpowiedzieli wieśniacy. 

   Chłopiec rzekł: 

-Dajcie  mu  ten  pana-bini.  Radharani  mu  to  przysłała.  We  śnie 
poprzedniej  nocy  powiedziała  do  mnie:  „Dałam  darśana 
bengalskiemu  Babie  z  Czandrasarovara,  ponieważ  nie  był  w 

background image

 

91 

stanie  znieść  mojej  viraha  (oddzielenia).  Jednak  jego  ciało 
fizyczne nie mogło wytrzymać mojego darśanu. On zaraz umrze. 
Idź  i  daj  mu  to  pana-bini.  To  jest  moje  prasadam.  To 
powstrzyma jego śmierć. 

Gdy  tylko  w  usta  Baby  włożono  pana-bini,  odzyskał  świadomość. 
Powiedział: „Dżaj Radhe” i usiadł. Jednak przez miesiące pozostał w 
stanie boskiego obłąkania. Gdy targały nim emocje czasami się śmiał, 
czasami płakał, a czasami padał nieprzytomny na ziemię.  
 
Ludzie myśleli, że oszalał. Zabrali go do świątyni Gwalior w Kusuma-
sarovara  na  leczenie.  Jedzenie  w  świątyni  Gwalior    finansował  brat 
Radży Gwalioru. Gdy tylko Baba tam się znalazł, powiedział: 

-Nie będę przyjmował jedzenia Radży. Zabierzcie mnie stąd. 

Zabrano go z powrotem do Czandrasarovara a jego boskie obłąkanie 
powoli  mijało.  Radharani  znowu  udaremniła  mu  opuszczenie  ciała,  
ponieważ chciała, żeby pozostał przy życiu jeszcze trochę i pełnił rolę 
świetlistego drogowskazu, wskazującego drogę upadłym duszom. 
 
W końcu nadszedł czas, kiedy Radharani zapragnęła przywołać go do 
Swej służby. Gdy Baba dowiedział się o tym, pomyślał, że powinien 
spotkać  się  ze wszystkimi, którzy byli  mu drodzy. Toteż udał się  do 
Śeszaśayi,  Vanśi  i  innych  wiosek.  Pozostał  tam  jakiś  czas,  po  czym 
wrócił. Po powrocie powiedział do Vradżamohana Dasa: 

-Tym  razem  odchodząc  powiedziałem  wszystkim,  że  to  moje 
ostatnie  spotkanie  z  nimi.  Byli  bardzo  zasmuceni,  ale  cóż 
mogłem zrobić. 

W  1940  roku  w  dniu  Kartika  Kryszna  Asztami,  Baba  ostatecznie 
opuścił  ciało,  by  przyjąć  schronienie  lotosowych  stóp  Śrimati 
Radharani. Później w Czandrasarovara zbudowano mu samadhi. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

92 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

ROZDZIAŁ XI 

 

background image

 

93 

Ślepy Baba Dżi z Madanatera 

 
 

Pod  koniec  XIX  wieku  mieszkał  w  kuti,  w  pobliżu  świątyni 
Madanamohana  we  Vrindavanie  ślepy  Baba  Dżi.  Nikt  nie  znał  jego 
imienia,  ale  ludzie  nazywali  go  Madana-tera-vale  Baba  (Baba  z 
‘Madana-tery’ – co znaczy obszar dookoła świątyni Madanamohana), 
ponieważ żył głównie w odosobnieniu w Madana-tera. Wcześnie rano, 
po  kąpieli  w  Yamunie,  chował  się  gdzieś  na  terenie  świątyni. 
Pozostawał tam do wieczora, cały czas pamiętając o Radha-Krysznie i 
ich  lila.  Ronił  przy  tym  łzy.  Wieczorem  szedł  do  świątyni  Govinda 
Dżi  i  rozmawiał  z  Nim  szlochając.  Potem  brał  madhukari  z  trzech 
bądź  czterech  domów,  jadł  i  szedł  spać.  Prawdę  mówiąc  to  płakał 
bezustannie. 
 
Przez  ciągłe  szlochanie  stracił  wzrok.  Nie  było  mu  z  tego  powodu 
przykro, ponieważ oczy, którymi nie mógł widzieć Kryszny nie miały 
dla niego wartości. 
 
Baba  płakał  już  od  40  lat.  Życie  dobiegało  końca  i  wszelkie  granice 
jego cierpliwości zostały przekroczone. Ból rozłąki stawał się nie do 
zniesienia. Czasami z powodu tego bólu padał nieświadomy na ziemię 
i leżał tak wiele godzin pomiędzy drzewami. Nie było nikogo, kto by 
mu  towarzyszył,  nikogo,  kto  by  dzielił  z  nim  jego  uczucia.  Nawet 
ćwierkanie  ptaków  oraz  nawoływania  kukułek  i  pawi  nie  były  w 
stanie go obudzić. 
 
Kiedy ból rozstania staje się dla bhakty nie do zniesienia, staje się on 
również nie do zniesienia dla Bhagavana. Radha i Kryszna nie mogli 
już  dłużej  żyć  w  rozłące  z  Babą.  Pewnego  razu,  gdy  udali  się  na 
spacer,  poszli  do  Madana-tera,  gdzie  Baba  szlochał  pod  drzewem. 
Radha powiedziała do Kryszny: 

-Pyare  (kochany),  Baba  wciąż  rozpacza.  Dlaczego  by  nie 
sprawić, by się trochę pośmiał? 

Kryszna podszedł do Baby i powiedział? 

-Baba,  dlaczego  rozpaczasz?  Czy  ktoś  cię  pobił  lub  pozbawił 
czegoś? 

background image

 

94 

-Nie! Odejdź - odrzekł wściekły ślepy Baba. 
-Baba,  przyniosę  ci  roti  albo  chacha  (maślanka)  lub  cokolwiek 
chcesz, ale nie płacz- znów powiedział błagalnie Kryszna. 
-Pasterzu!  Idź  się  opiekować  swymi  krowami.  Dlaczego 
przyszedłeś tu zawracać mi głowę? - powiedział Baba i odwrócił 
się od Kryszny. 

Kryszna wrócił do Radhy i powiedział do niej: 

-Baba mnie nie słucha. On tylko płacze i płacze. 

Radha rzekła:  

-Pyare, tobie się nie udało ale ja sprawię, że się zaśmieje. 

Radha poszła do Baby i powiedziała: 

-Baba, dlaczego płaczesz? Czy straciłeś swą żonę? 

Baba zaśmiał się i powiedział: 

-Lali, ja nigdy nie miałem żony. 
-Ach  tak,  więc  płaczesz,  bo  nie  masz  nikogo,  kogo  mógłbyś 
uważać za swego - powiedziała Radha tonem głębokiej sympatii.  

Baba powiedział zasmuconym głosem: 

-Nie  Lali,  nie  dlatego  płaczę.  Płaczę,  bo  ci,  którzy  są  moi, 
zapomnieli o mnie. 
-Kim oni są Baba? 
-Nie  znasz  ich,  Lali.  Jeden  z  nich  to  syn  Nandy,  który  jest  bez 
serca,  zawsze  wystawia  na  próbę  i  zwodzi,  ale  nigdy  się  nie 
ujawnia, a druga osoba, O! Cóż ja mogę o Niej rzec, Lali? Druga 
osoba to Radha, która w Jego towarzystwie także stała się osobą 
bez serca. 

Dla Radhy był to cios w najczulszy zakątek Jej serca. 

-Ja,  ja  bez  serca?!-  wykrzyknęła.  Następnie  chcąc  ukryć  Swą 
tożsamość powiedziała: 
-Baba, mam na imię Radha. Powiedz mi czego chcesz? 
-Cóż mogę powiedzieć? Nie chcę niczego oprócz ich darśanu. 
-Baba, jesteś bardzo prosty. Przecież nie zobaczyłbyś ich nawet 
jakby ci dali darśan, ponieważ nie masz oczu. 
-Lali, to ty jesteś prosta, a nie ja. Nie wiesz, że odzyskam wzrok, 
gdy tylko oni dotkną mych oczu swymi lotosowymi dłońmi. 

Radha  nie  mogła  się  już  powstrzymać.  Dotknęła  jednego  oka  Baby 
swoją  lotosową  dłonią,  a  Kryszna  dotknął  drugiego.  Wzrok  Baby 
natychmiast  powrócił.  Ujrzał  Radhę  i  Krysznę,  bóstwa  bliskie  jego 

background image

 

95 

sercu,  stojących  przed  nim.  Byli  olśniewająco  piękni  i  spoglądali  na 
niego z miłością. Ogarnęła go taka radość, że upadł nieprzytomny. 
 
Całą  noc  przeleżał  nieświadomy.  Nazajutrz  jacyś  ludzie  robiący 
parikram  rozpoznali  go.  Zabrali  go  nieświadomego  do  świątyni 
Madana-mohana. Gosvami ze świątyni rozumiał, że to doświadczenie 
Boskości  sprawiło,  iż  Baba  stracił  świadomość.  Gosvami  poprosił 
ludzi,  by  stanęli  dookoła  niego  i  zaczęli,  kirtan.  Dźwięk  kirtanu 
stopniowo przywrócił mu świadomość. 
 
Potem Gosvami Dżi  wziął go na stronę, obsłużył należycie i sprawił 
by czuł się jak u siebie w domu. Potem zapytał, co się stało, że stracił 
świadomość.  Baba  opowiedział  całą  historię  połykając  słowa  i 
nieprzerwanie roniąc łzy. 
 
Życiowe  pragnienie  Baby  zostało  spełnione,  jednak  nie  przestał 
płakać.  Płakał  nawet  bardziej.  To  naturalne,  że  uczucie  tęsknoty  jest 
bardziej  bolesne  po  spotkaniu  niż  przed.  Nie  będąc  w  stanie  znieść 
rozłąki z Radha-Kryszną zbyt długo, opuścił swe ciało fizyczne, by się 
z Nimi spotkać w ciele duchowym w transcendentalnej Vrindavanie. 
 
Ktoś  mógłby  zapytać:  skoro  Radharani  jest  tak  łaskawa,  to  dlaczego 
pozwoliła,  żeby  Baba  płakał  przez  40  lat?  Czy  nie  mogła  mu  się 
ukazać  wcześniej?  Mogła,  ale  czy  Baba  mógłby  ją  wtedy  naprawdę 
ujrzeć? Ona nie składa się ze skóry i kości, które mogą widzieć nasze 
oczy.  Ona  jest  uosobioną  Miłością.  By  ją  ujrzeć,  trzeba  mieć  oczy 
miłości.  Miłość  nie  rozwija  się  w  nieczystym  sercu.  Serce  musi  być 
oczyszczone  poprzez  sadhanę.  Najlepszą  sadhaną  jest  płacz  w 
oddzieleniu.  Łzy,  które  płyną  podczas  rozpamiętywania  Radhy  i 
Kryszny  zmywają  wszelkie  grzechy  i  aparadhy  (obrazy)  a  ogień 
uczucia  rozłąki,  który  płonie  w  sercu,  niszczy  szalony  rozwój 
wszelkiego  rodzaju  materialnych  pragnień.  Wtedy  grunt  do 
wykiełkowania  i  wzrostu  nasionka  miłości  jest  gotowy.  Kiedy 
nasionko  rośnie  i  kwitnie,  Radha  i  Kryszna  nie  mogą  pozostać 
obojętni. Jego aromat natychmiast Ich przyciąga. 

 
 
 

background image

 

96 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

ROZDZIAŁ XII 

 

Śri Gauranga Das Baba Dżi 

background image

 

97 

 
 
Bardzo  rozpaczałem  po  odejściu  mojego  mistrza  duchowego  Śri 
Śrimad  Bhaktisiddhanty  Sarasvatiego  Gosvamiego  Maharadża.  Choć 
wiedziałem, iż jego życzliwa dłoń jest nadal przy mnie, to czułem, że 
bez  jego  obecności  na  ziemi  jestem  jak  sierota.  Nie  miałem  kogo 
poprosić  o  pomoc,  przewodnictwo  czy  inspirację.  Moja  żona  była 
jeszcze  bardziej  zrozpaczona,  ponieważ  otrzymała  od  niego  tylko 
Harinama. Miała dostać właściwą inicjację później, w jakiś pomyślny 
dzień. Jednak on odszedł przed nadejściem tego dnia. 
 
Chodziliśmy  do  Vrindavany  w  poszukiwaniu  Siddha  Mahatmy, 
którego  moglibyśmy  przyjąć  za  naszego  doradcę  czy  opiekuna.  Raz 
zapytałem starego świętego we Vrindavanie: 

-Czy jest obecnie we Vrindavanie święty siddha, takie duchowe 
dynamo, do którego można pójść i naładować swe baterie, kiedy 
będą słabe lub rozładowane? 
-Oczywiście,  że  tak  –  odpowiedział  -  czy  nie  spotkaliście  Śri 
Gaurangi Dasa Baba Dżi’ego Maharadża z Ramanareti? 
-Nie. 
-To  po  co  przychodziliście  do  Vrindavany?  Obecnie  jest  on 
jedynym  świętym  siddhą  we  Vrindavanie.  Jest  on  bardzo 
skromny  i  pokorny.  Jednak  duchowy  skarb  ukryty  za  jego 
prostotą  z  trudnością  umknie  wzrokowi  spostrzegawczego 
sadhaki. Musicie się z nim spotkać. 

 
Poszliśmy  na  spotkanie  z  nim  tego  samego  wieczora.  Ujrzeliśmy 
atrakcyjnie wyglądającego sadhu o białej karnacji w wieku ok. 60 lat, 
który  siedział  w  swoim  pokoju  i  wykonywał  dżapa.  Jego  oczy  były 
mokre, twarz promieniała i boski spokój przepełniał go i obszar wokół 
niego.  Wydawało  się,  że  miłość  wypełnia  po  brzegi  jego  serce  i 
wylewa  się  oczami.  Rzucił  na  nas  czułe  spojrzenie,  tak  jakby 
przygarniał  nas  do  serca  i  przytulał  z  miłością.  Poczuliśmy,  że 
znaleźliśmy  swego  opiekuna  -  wielkiego  świętego,  którego 
szukaliśmy. Nasze serca stopniały i zaczęły płakać. Baba wiedząc, że 
jesteśmy strapieni powiedział czule: 

-Jeśli  cokolwiek  sprawia  Wam  ból,  nie  martwcie  się.  Idźcie  i 
poskarżcie  się  kalpataru  (drzewu  pragnień),  które  tam  rośnie 

background image

 

98 

(wskazał na drzewa neem w swoim aśramie). Każde drzewo we 
Vrindavanie  jest  kalpataru.  Jeśli  je  obejmiecie  i  opowiecie  mu, 
co wam leży na sercu, to ono  wysłucha was  i pomoże. Nie  ma 
niczego, w czym by nie pomogło. Może was nawet przedstawić 
najbardziej  umiłowanym  obiektom  waszych  serc  -  Radzie  i 
Krysznie, jeśli tego właśnie pragniecie. 

Baba kontynuował: 

-Posłuchajcie,  a  dam  wam  przykład.  Pewnego  razu  młody 
chłopiec  pragnący  darśanu  Kryszny  postanowił  wyrzec  się 
świata  i  udać  do  Vrindavany.  Mimo  że  pochodził  z  cenionej 
rodziny i wychował się w luksusach, stał się Baba Dżi’m i żył w 
zupełnym  odosobnieniu  w  lesie,  praktykując  w  ciągu  dnia 
bhadżan.  Tylko  wieczorem  szedł  do  pobliskiej  wioski  po 
madhukari.  Chodził  półnago,  mając  na  sobie  jedynie  kawałek 
materiału,  z  którego  robi  się  worki.  Pewnej  zimy,  kiedy  było 
dżdżysto, zaczął się trząść z zimna. Ponieważ nie było żadnego 
innego schronienia w lesie, schował się w dziupli starego drzewa 
i  zaczął  medytować  o  Krysznie.  Myśląc  o  Nim  ronił  łzy.  Po 
pewnym  czasie  usłyszał  głos  dochodzący  z drzewa obok, który 
mówił: 
-Spójrz,  mahatma  przyjął  w  tobie  schronienie.  Okaż  mu  swą 
łaskę. 
-A czemu ty mu jej nie okażesz?- odpowiedziało drugie drzewo. 

Wtedy z drzewa obok wyszedł paw i stanął przed Babą z rozłożonymi 
piórami.  Następnie  przyszedł  drugi  paw  i  stanął  obok  pierwszego 
również  rozłożywszy  pióra.  Potem  przyszedł  następny  i  kolejny,  aż 
dookoła Baby utworzyło się półkole z pawi. Następnie Baba ujrzał, że 
między  pawiami  stoi  przed  nim  Śri  Kryszna  z  pawim  piórkiem  w 
koronie, fletem przy ustach i czarującym uśmiechem. 
 
Byłem poruszony! Gauranga Das Baba Dżi nie podał imienia młodego 
Baby, który został w ten sposób pobłogosławiony wizją Śri Kryszny 
dzięki  łasce  drzew  kalpataru  z  Vrindavany.  Jak  się  dowiedziałem 
później  historia  ta  odnosiła  się  do  nikogo  innego,  jak  do  niego 
samego.  Dlatego  też,  gdy  Baba  opowiadał  tę  historię,  wydawało  się, 
że  to  widzi  i  wchodzi  w  trans.  Jednak  w  jakiś  sposób  się 
powstrzymywał i powiedział: 

background image

 

99 

-Widzicie  więc  jaką  moc  mają  kalpataru  z  Vrindavany  i  jak  są 
łaskawe. Jeśli pójdziecie do nich i szczerze poprosicie, to dadzą 
wam czego chcecie. 

Moja żona rzekła: 

-Baba,  jeśli  pójdę  do  kalpataru,  poproszę  tylko  o  jedno:  żeby 
dało  mi  guru.  Skoro  jednak  w  tobie  odnalazłam  guru,  którego 
szukałam,  po  co  mam  iść  do  kalparatu,  zamiast  modlić  się 
bezpośrednio  do  ciebie?  Czy  łaskawie  dasz  mi  diksza  i 
zaakceptujesz mnie jako swoją śiszya? 
-Lali, jesteś moja - odpowiedział Baba z uczuciem. 
-A co ze mną? - spytałem podniecony. 
-Oboje  jesteście  moi  -  powiedział  Baba,  patrząc  na  mnie  z 
głębokim uczuciem. 
-Ale  Baba,  ja  już  jestem  inicjowany  przez  Śri  Śrimad 
Bhaktisiddhantę Sarasvatiego Gosvamiego Maharadża. 
-No  to  co?  On  jest  Twoim  diksza  guru,  a  ja  twym  śiksza  guru. 
Powinieneś traktować diksza guru i śiksza guru jak jedną osobę. 

 
Mój  problem  został  rozwiązany.  Baba  ofiarował  mi  swą  miłość  i 
błogosławieństwa i w ostatnich latach jego życia pozostawałem z nim 
w bliskim kontakcie. 
 
Wcześniej  Gauranga  Das  Baba  Dżi  nazywał  się  Dhirendra  Natha 
Czakravarti.  Urodził  się  w  arystokratycznej  bramińskiej  rodzinie  w 
wiosce Czangripota, która leży ok. 17 km od Kalkuty. Jego ojciec Śri 
Bhupendra  Natha  był  bogatym  właścicielem  ziemskim.  Wysłał  on 
Dhirendrę i jego młodszego brata Phanindrę do Dardżilin, by się tam 
kształcili. 
 
Dhirendra  zdał  egzamin  wstępny  jako  jeden  z  najlepszych  i 
zakwalifikował  się  do  Sanskrit  College  w  Kalkucie.  Phanindra 
również  po  zdaniu  egzaminu  wstępnego  dostał  się  do  Sanskrit 
College.  Ich  starszy  brat  Narendra  był  wtedy  także  studentem  tej 
uczelni.  Phanindra  i  Narendra  ulegli  wpływowi  wielkiego 
rewolucjonisty  Dżyotina  Mukerdżi’ego.  Ludzie  z  Bengalu  nazywali 
go Banga-kesari (lew Bengalu). Został on zabity w Baleśvara w walce 
przeciw  Brytyjczykom.  Dwaj  bracia  byli  zaangażowani  w  ruch 
wyzwoleńczy. Obydwaj przewodniczyli w rozboju Pabany. Narandra 

background image

 

100 

został  aresztowany.  Phanindra  przepłynął  przez  Zatokę  Bengalską  i 
przez Birmę dostał się do Chin, by zebrać broń dla rewolucjonistów. 
 
Ogień  rewolucji  płonął  także  w  sercu  Dhirendry.  Jednak  w  jego 
przypadku nie była to zwykła rewolucja przeciwko władcy czy rządu. 
Była  to  rewolucja  przeciwko  Mayi,  władczyni  władców.  Dhirendra 
został  dostatnio  pobłogosławiony  wszelkimi  dobrami,  które  Maya 
mogła  mu  zaoferować:  bogate  dziedzictwo,  zdrowie,  atrakcyjną 
osobowość,  wysoką  inteligencję,  najlepsze  warunki  do  dobrej 
edukacji  i  możliwości  do  pomyślnej  przyszłej  kariery.  Jednak 
wszystko  to  traciło  dla  niego  znaczenie  w  obliczu  Jednej  Rzeczy, 
która jest najważniejsza i nadaje sens wszystkiemu. Był zdecydowany 
poświęcić  wszystko,  by  tę  Rzecz  zdobyć.  Bardzo  potrzebował 
przewodnika czy guru, który mógłby go do niej poprowadzić.  
 
Siostra  Nivedita,  będąca  uczennicą  Svamiego  Vivekandy,  bardzo 
kochała  Dhirendrę.  Zabrała  go  kiedyś  ze  sobą  do  Svamiego 
Brahmanandy z Belura Matha na inicjację. Brahmananda rzekł: 

-Ten  chłopiec  będzie  wielkim  Vaisznavą,  a  jego  diksza  guru 
będzie siddha vaisznavą. 

Dhirendra  zaczął  szukać  świętego  siddha  vaisznavy.  Studiując  w 
Sanskrit  College  jeździł  pociągiem  z  Czangripoty  do  Kalkuty. 
Pewnego  razu,  podczas  podróży,  spotkał  vaisznavę  w  pociągu. 
Zapytał go, czy nie zna świętego siddha vaisznavy. 

-Tak-  odpowiedział-  czy  nie  słyszałeś  o  Śri  Rama  Dasie  Baba 
Dżi’m  Maharadżu?  Jest  to  jedyny  siddha  vaisznava,  jakiego 
znam.  Podczas  kirtanu  widziałem  aszta-satvika  bhavy  na  jego 
ciele,  jakich  nigdy  u  nikogo  nie  widziałem.  Nie  słyszałem 
również, by ktoś takie miał. Ram Das Baba Dżi jest uczniem Śri 
Radharamana  Czarana  Dasa  Baba  Dżi’ego  Maharadża,  którego 
cuda, takie jak spowodowanie tańca drzewa podczas Sankirtanu, 
przywrócenie  życia  ciału,  które  było  przygotowane  do  spalenia 
na  stosie,  obdarowanie  ludzi  Kryszna-premą  jedynie  poprzez 
uścisk i wiele innych są bardzo dobrze znane w całym Bengalu i 
Orissie. 
-Masz na myśli Bane Baba Dżi Maharadża? 
-Tak, Bane Baba Dżi, jak się go na ogół nazywa. 

background image

 

101 

-Oczywiście, 

że 

słyszałem 

wiele 

historii 

jego 

ponadnaturalnych  mocach,  włączając  w  to  zdolność  zmieniania 
życia  osób  poprzez  wzrok  czy  dotyk.  Powiedz  mi  łaskawie, 
gdzie żyje uczeń Rama Dasa Baba Dżi’ego. 
-Obecnie  mieszka  on  w  Kolhutola,  w  pensjonacie  Śri  Motilala 
Seal’a. 

 
Tego  dnia  Dhirendra  nie  poszedł  do  College’u,  tylko  do  pensjonatu 
Seal’a. Ujrzał tam świętego z girlandą na szyi i mala-dżholi (woreczek 
na  korale  medytacyjne)  w  ręku  przechadzającego  się  po  werandzie. 
Ostry  wzrok  świętego  spoczął  na  nim.  Wyglądało  jakby  próbował 
przedrzeć  się  do  najbardziej  wewnętrznych  zakamarków  jego  serca, 
tak  jakby  znalazł  kogoś,  kto  należy  do  niego,  kogoś  -  kogo  długo 
poszukiwał.  Dhirendra  również  poczuł,  że  odnalazł  bratnią  duszę  - 
guru,  którego  szukał.  Mimo  to  pomyślał:  „Gurudev!  Jeśli  jesteś 
naprawdę  moim  guru,  łaskawie  daj  mi  o  tym  znać  zarzucając  mi  na 
szyję  swoją  girlandę”.  Właśnie  wtedy  święty  zarzucił  girlandę,  którą 
nosił,  na  szyję  Dhirendry.  Dhirendra  padł  do  jego  stóp  i  powiedział 
przez łzy: 

-Gurudev, ha, Gurudev! 
-Gurudev podniósł go, uścisnął z miłością i rzekł: 
-Nie martw się, ja jestem twój i ty jesteś mój. 

 
Pewnego  pomyślnego  dnia  Dhirendra  został  inicjowany  przez  Rama 
Dasa  Baba  Dżi’ego  Maharadża.  Gdy  tylko  usłyszał  diksza-mantrę, 
wszedł  w  samadhi  (głęboka  medytacja).  Trwał  w  tym  stanie  przez 
około osiem godzin. W stanie samadhi zobaczył swoje autentyczne ja 
(svarupa):  piękną  jedenasto-  bądź  dwunastoletnią  dziewczynkę,  z 
której  ciała  emanował  złoty  blask  i  która  niosła  kwiaty  do  dekoracji 
włosów Radharani. 
  
Teraz Dhirendra nie mógł żyć bez gurudeva. Dzień w dzień wychodził 
z domu do College’u, ale zamiast iść tam, szedł do pensjonatu Seal’a. 
Tam  siedział  u  stóp  guru,  słuchał  jego  hari-katha  i  uczestniczył  w 
kirtanach, które poruszały duszę i topiły serce.  
 
Mimo  to  zdał  przejściową  sesję  egzaminacyjną  jako  jeden  z 
najlepszych.  Został  przyjęty  do  Scottish  Church  College  (Szkocki 

background image

 

102 

College  Kościelny)  na  studia  humanistyczne.  W  Scottish  Church 
College  wyróżniał  się  jako  wszechstronny  geniusz.  Miał  wspaniałą 
pamięć.  Mógł  zapamiętać  i  powtórzyć  dokładnie  wszystko,  co  raz 
usłyszał.  Przodował  w  swojej  klasie  na  egzaminach  końcowych.  Był 
dobrym graczem futbolowym i grał w szeregach najlepszych drużyn z 
Kalkuty.  Był  także  dobrym  zapaśnikiem.  Pewnego  razu  zadziwił 
wszystkich  pokonując  japońskiego  zapaśnika,  który  przyjechał  do 
College’u,  by  zaprezentować  swoje  umiejętności.  Ponadto,  miał 
idealny charakter i był bardzo religijny. Jego nauczyciel angielskiego 
czule nazywał go Purytański Mistrz. 
 
Skłonności  religijne  zauważyli  jego  rodzice.  Przeczuwali,  że  może 
uciec z domu i stać się sadhu, więc próbowali go ożenić najwcześniej 
jak to tylko możliwe. 
 
Pewnego  dnia,  gdy  Dhirendra  rysował  w  swym  domu,  zajrzał  do 
niego  pewien  dżentelmen.  Po  stroju  i  sposobie  zachowania  się 
Dhirendra odgadł, że był to bogaty człowiek, który przyszedł do jego 
domu po raz pierwszy. Dżentelmen zapytał: 

-Czy jest Bhupendra Babu? 
-Tak- odpowiedział Dhirendra. 

Następnie powiedział czule do Dhirendry: 

-Czy to ty jesteś Dhirendrą - synem Bhupendry Babu? 

Dhirendra  wyczuł,  że  pewnie  przyszedł  on  z  propozycją 
zaplanowanego przez rodziców ślubu, rzekł więc: 

-Nie, a ty w jakiej sprawie do Dhirendry? 
-Przyszedłem z propozycją ślubu z moją córką! 
-Ale Dhirendry już nie ma. On nie żyje. 
-Nie  żyje?  Co  się  z  nim  stało?!  Bhupendra  Babu  napisał  mi 
wczoraj, żebym przyjechał, by go zobaczyć. 
-Dhirendra umarł wczoraj na cholerę! 
-Ojej!  Co  za  nieszczęście!  Chciałbym  się  spotkać  z  Bhupendrą 
Babu. 
-On  nie  jest  w  nastroju,  by  spotykać  kogokolwiek  w  podczas 
żałoby. 

Dżentelmen odszedł smutny i zawiedziony. 
 

background image

 

103 

Dhirendra  został  ostrzeżony.  Domyślił  się,  że  uknuto  plan  by 
schwytać go w kajdany Mayi. Był zdeterminowany wyrzec się świata 
i  przyjąć  schronienie  lotosowych  stóp  Śri  Gurudeva,  zanim  rodzice 
zaczną  realizować  plan.  Tej  samej  nocy  wymknął  się  z  domu,  a 
następnego ranka całkowicie podporządkował się lotosowym stopom 
Gurudeva.  Gurudeva  posłał  go  do  Samadża-bani  w  Navadvipie,  by 
tam wykonywał bhadżan pod przewodnictwem Lality Dasi, która była 
innym siddha uczniem Śri Radharamana Czarana Dasa Baba Dżi’ego. 
 
Jak było do przewidzenia Bhupendra wysłał swych ludzi aby odnaleźć 
Dhirendrę.  Gdy  dowiedział  się,  że  przebywa  w  Samadża-bani  w 
Navadvip,  udał  się  tam  z  inspektorem  Hadżari  Babu  i  dwoma 
posterunkowymi, by zanieść go do domu z ich pomocą, jeśli byłoby to 
konieczne. 
 
Najpierw  zostawił  policjantów  na  zewnątrz  i  poszedł  do  niego  sam. 
Próbował  przekonać  Dhirendrę  każdym  możliwym  sposobem,  by 
wrócił  do  domu.  Kiedy  wszystkie  jego  próby  zawiodły,  zawrócił  by 
przyprowadzić  policję.  Uszedł  zaledwie  parę  kroków  i  oszołomiony 
zaczął się rozglądać. Rzekł: 

-Oj! Gdzie się podziałeś? Zniknąłeś tak szybko jak się pojawiłeś. 
Czy będę mieć znów twój darśan? 

Przez cały czas obserwowała go Lalita Dasi i spytała: 

-Kogo szukasz? 
-Tego  wysokiego  Baba  Dżi’ego,  z  którego  twarzy  emanuje 
blask.  On  szedł  za  mną  i  klepnął  mnie  w  plecy.  Kiedy  się 
odwróciłem,  on  mnie  objął  i...(zaczął  się  krztusić  z  powodu 
emocji  i  dalej  kontynuował  z  przerwami)...i  dreszcz  przeszedł 
przez mój kręgosłup. Po..., popatrzył na mnie czule ze łzami w 
oczach  i  powiedział:  „Bhupen,  jak  długo  jeszcze  będziesz 
pozostawał w iluzji myśląc, że rzeczy, które nie należą do ciebie 
są twoje i przeżywał nieprawdopodobne cierpienia z powodu ich 
nieobecności?  Ty  nie  wiesz,  że  Dhirendra  jest  mój!”  Oh!  Ten 
jego... jego zaczarowany dotyk! Ten dotyk zupełnie otworzył mi 
oczy.  Gdzie...Gdzie  on  jest?  Czuję  się  strapiony  bez  jego 
darśanu. 

Lalita Dasi powiedziała: 

-Chodź, ja cię do niego zaprowadzę.  

background image

 

104 

Zaprowadziła  go  do  naturalnej  wielkości  posągu  Radharamana 
Czarana Dasa Devy w Samadża- bani i powiedziała: 

-Popatrz, czy to ten sam Baba Dżi? 
-Tak to on! - powiedział Bhupendra Babu. Upadł do jego stóp i 

wymamrotał „Bóg wie co” ze łzami, które nieustannie płynęły z jego 
oczu. Był teraz innym człowiekiem. Jego złudzenie prysło. Zrozumiał, 
że jego roszczenie praw do Dhirendry było błędne. Dhirendra należał 
do swojego guru i guru jego guru i ścieżka, którą wybrał była jedyną 
właściwą  ścieżką  dla  bystrej  osoby,  której  oczy  zostały  otwarte. 
Spokojnie  powrócił  do  domu,  pozostawiając  Dhirendrę  pod  opieką 
jego guru.      
 
Gdy  upłynęło  trochę  czasu,  Dhirendra  udał  się  za  pozwoleniem 
swojego  guru  do  Vrindavany  i  zaczął  tam  wykonywać  bhadżan  pod 
przewodnictwem Siddha Śri Dżagadiśa Dasa Baba Dżi’ego. Dżagadiś 
Das  Baba  Dżi  był  dla  niego  śiksza  guru  i  nazywał  go  z  sympatią 
„Gopal”.  Dżagadiś  Das  Baba  Dżi  stał  się  siddhą  praktykując 
asztakalina lila smarana. Na ogół nie inicjował nikogo w tego rodzaju 
bhadżanie,  gdyż  uważał,  że  jedynie  sadhakowie,  którzy  wznieśli  się 
ponad  świadomość  cielesną  zasługiwali  na  taką  inicjację.  Uważał 
jednak,  że  Dhirendra  jest  sadhaką,  który  z  pewnością  się  do  takiej 
inicjacji nadaje, dlatego też od razu go inicjował. 
 
Dhirendra  był  cały  czas  pogrążony  w  lila-smarana,  choć  na  pozór 
wydawało  się,  że  jedynie  wałęsa  się  nad  brzegiem  Yamuny  lub  po 
lesie. Ludzie mówili do Dżagadiśa Dasa Baby: 

-Twój  Gopal  nie  robi  żadnego  bhadżanu,  tylko  wałęsa  się  jak 
obłąkany. 

Dżagadiś Das odrzekł: 

-Gopala wykonuje bhadżan najwyższej klasy. On nie może robić 
nic poza bhadżanem. 

Pewnego  wieczoru,  kiedy  Dhirendra  siedział  obok  Dżagadiśa  Dasa 
Baby, ten nagle wykrzyknął: 

-Patrz, patrz, Gopal! Rama i Kryszna z krowami wracają z lasu! 
O, jak pięknie wyglądają. 

Dhirendra powiedział ze smutkiem: 

-Ja niczego nie widzę, Baba. 

background image

 

105 

Dżagadiś  umilkł  na  moment,  a  następnie  głaszcząc  go  po  policzku 
pobłogosławił go: 

-Ujrzysz. Powtarzam: ujrzysz. 

Po  pewnym  czasie  Dżagadiś  Das  Baba  polecił  Dhirendrze,  by 
studiował śastry i wykonywał bhadżan pod przewodnictwem Pandity 
Ramakryszny  Dasa  Baby.  W  tym  czasie  Pandita  Baba  żył  w  Śyama 
kuti  w  pobliżu  Kusum-sarovara.  Dhirendra  zamieszkał  w  kuti  w 
pobliżu Gvalapokhara, w pewnej odległości od Śyama Kuti. Każdego 
popołudnia  chodził  do  Pandity  Baby  i  uczył  się  od  niego  śastr. 
Intensywnie  studiował  Śrimad  Bhagavatam,  Szatasandarbha  i  wiele 
innych śastr bhakti. W tym okresie nauczył się również poprzez serce 
wszystkich  bani-granth  (ksiąg  z  wersetami)  napisanych  we  Vradża-
bhasa  (języku  Vradży)  odnoszących  się  do  boskich  lila  Radha-
Kryszny. Stał się sławnym panditą, biegłym w śastrach i we  Vradża-
sahityi
 (literaturze Vradży). 
 
Na  prośbę  Pandity  Baby  zaczął  dawać  każdego  wieczoru  wykłady  o 
bhakti-śastrach  przed  Śyama  Kuti.  Przychodzili  na  nie  mahatmowie, 
nawet z odległych miejsc. Wykłady były bardzo mądre, inspirujące i 
wzbudzały silne emocje. 
 
Po  pewnym  czasie  -  na  prośbę  Pandity  Baby,  udał  się  ponownie  do 
swojego  diksza  guru,  Ram  Dasa  Baba  Dżi’ego  i  dostał  inicjację 
vaisznava  sannyasy.  Po  inicjacji  otrzymał  imię  Gauranga  Das.  Jako 
sannayasi  posiadał  tylko  kaupiny  (mały  kawałek  materiału 
zakrywający genitalia), bahirvasę i karavę. Całe dnie i noce spędzał w 
jakimś  lesie,  praktykując  dżapa  i  medytację  i  wchodził  do  wioski 
tylko wieczorem po madhukari. 
 
Pewnej  nocy  przyśniło  mu  się,  że  z  miejsca  przy  jego  kuti  woła  do 
niego bóstwo Giriradża: 

-Weź mnie do swego kuti. Pragnę twej służby. 

Następnego  ranka  udał  się  do  miejsca,  gdzie  jacyś  ludzie  zaczęli 
kopać studnię. Wykopawszy jedynie 30- 60 cm, ujrzeli piękny posąg 
Giriradża.  Gauranga  Das  zauważył,  że  był  to  ten  sam  posąg,  który 
widział  we  śnie.  Natychmiast  go  podniósł,  objął  i  zabrał  do  swego 
kuti.  
 

background image

 

106 

Zaczął  służyć  Giridhariemu  ciałem,  umysłem  i  duszą.  Gauranga  Das 
był ascetą, a Giridhari lubił luksusy. Gauranga Das nigdy nie prosił o 
nic poza madhukari, a żądaniom Giridhariego nie było końca. Prosił o 
różne  rzeczy:  jedwabne  ubranie,  złoty  flet,  złotą  koronę,  najlepszej 
jakości  perfumy,  owoce,  słodycze  i  wiele  innych.  Gauranga  Das 
musiał cały czas zaspokajać jego potrzeby. Miał bardzo mało czasu na 
lila-smarana.  Dlatego  udał  się  w  tej  sprawie  do  Vrindavany  i 
poinformował o wszystkim Dżagadiśa Dasa Babę, którego spytał: 

- Powiedz mi, czy w tej sytuacji mam słuchać Ciebie i wypełniać 
cały  czas  asztakalina-lila-smaraną,  czy  powinienem  wysłuchać 
Giridhariego  i  zająć  się  spełnianiem  Jego  niekończących  się 
żądań?    

Dżagadiś Baba odparł: 

-Ze  złożonymi  dłońmi  wyraź  Giridhariemu  twoją  niemożność 
służenia Mu i zanieś Go na wzgórze Govardhana. Ty powinieneś 
podążać  ścieżką  wstrzemięźliwości  i  bhadżanu,  jak  to  zostało 
zalecone przez Śri Rupę i Śri Sanatanę. 

Gauranga Das postąpił za radą swego mistrza. 
 
Sanatana  Gosvami  podążał  ścieżką  ścisłej  wstrzemięźliwości.  Starał 
się jedynie utrzymać ciało i duszę razem. Jadł bati (kulka z pszennej 
mąki,  lekko  spłaszczona  i  upieczona).  Jadł  je  bez  soli  i  takie  też 
ofiarował je swemu bóstwu Śri Madanamohanie jako bhoga. 
 
Pewnego dnia Madanamohana powiedział: 

-Sanatano,  trudno  jest  mi  przełknąć  twoje  nieposolone  kulki  z 
mąki. Proszę, przynajmniej  mi je posól. 

Sanatana odparł: 

-Prabhu,  dzisiaj  prosisz  o  sól,  jutro  pewnie  poprosisz  o  dal, 
warzywa,  słodycze  i  inne  rzeczy.  Skąd  ja  mam  je  wziąć?  Ja 
jestem Baba Dżi, który żyje zaledwie z garści mąki otrzymanej 
na  madhukari.  Jeśli  zacznę  zbierać  te  wszystkie  rzeczy,  czy 
znajdę czas na smarana? Jeśli chcesz lepszej służby, powinieneś 
sam się o nią zatroszczyć. 

Madanamohana  musiał  sam  załatwić  sprawę.  Spowodował,  że 
biznesmen o imieniu Ram Das Kapoor zbudował dla Niego wspaniałą 
świątynię i zapewnił mu służbę, jakiej pragnie. Sanatana nie mieszkał 

background image

 

107 

w  nowej  świątyni  ani  dnia.  Powierzył  sevę  (służbę)  Madanamohanie 
pudżariemu i zamieszkał osobno, poświęcając cały swój czas smarana. 
 
Vairagya (obojętność wobec ciała i jego potrzeb) Gaurangi Dasa Baba 
Dżi’ego stała się tak silna, że czasami nie był w ogóle świadomy ciała. 
Nie mógł również żyć w jednym miejscu zbyt długi czas. Żył głównie 
w  lasach,  pod  różnymi  drzewami.  Wieczorem  szedł  do  jakiejś 
pobliskiej  wioski  po  madhukari.  Czasami  zamiast  iść  po  madhukari 
zadowalał  się  jedząc  liście  lub  dzikie  owoce,  które  mógł  znaleźć  w 
lesie.  Czasami  nie  jadł  nawet  przez  kilka  dni.  Czasami  Vradżabasi 
widzieli go leżącego przez parę dni bez przerwy pod jakimś drzewem. 
Wtedy ofiarowywali mu jedzenie, ale on był tak pogrążony w lila, że 
nie  odczuwał  głodu  ani  pragnienia.  Dlatego  żywność  przyniesiona 
przez  nich  zostawała  nietknięta.  Nie  wiedział  również,  czy  ma  na 
sobie ubranie czy nie. 
 
Kiedyś,  kiedy  był  w  stanie  półświadomości,  poszedł  do  wioski  po 
madhukari.  Jedna  z  kobiet,  która  na  ogół  dawała  mu  madhukari, 
zamknęła drzwi, gdy tylko go zobaczyła. Inna zrobiła to samo, kiedy 
stanął  przed  jej  domem.  Inna  z  kolei  wykrzyknęła:  „Obłąkany  Baba 
Dżi, wynoś się stąd”. Gauranga Das zastanawiał się, dlaczego kobiety 
z  Vradży,  które  kochały  go  jak  swego  syna  i  dawały  mu  z 
przyjemnością  madhukari,  nagle  stały  się  wrogie  wobec  niego. 
Dopiero  gdy  mali  łobuzi  zaczęli  rzucać  w  niego  kawałkami  cegieł, 
odzyskał świadomość i spostrzegł, że jest zupełnie nagi.  
 
To  właśnie  w  tym  stanie  divyonmada  -  boskie  obłąkanie,  został 
pobłogosławiony objawieniem Śri Kryszny pomiędzy pawiami. 
 
Pewnego  zimowego  dnia  Gauranga  Das  Dżi  leżał  pogrążony  w  lila-
smarana  pod  drzewem  w  Padara-vanie  w  pobliżu  Baraszany. 
Przypełzła  kobra  i  wśliznęła  się  na  jego  klatkę  piersiową.  Chwilę 
posiedziała  na  jego  piersi  z  podniesioną  głową  i  rozłożonym 
kapturem.  Vradżabasi,  którzy  przyszli  do  lasu,  by  paść  krowy, 
krzyknęli: „Baba, Baba! Na twojej piersi siedzi kobra!” Baba otworzył 
oczy.  Widząc  kobrę  pomyślał,  że  to  Ananta  Deva  przyszedł,  by  go 
pobłogosławić.  Złożył  dłonie,  by  okazać  Mu  szacunek  i  poprosił  o 

background image

 

108 

Jego błogosławieństwa. Kobra zgięła głowę, jakby go błogosławiła, a 
potem odeszła. 
 
Błogosławieństwa wkrótce przyniosły rezultat. Gauranga Das udał się 
do  Vrindavany  po  darśan  Dżagadiśa  Dasa  Baby.  W  nocy  po 
wymasowaniu  mu  stóp,  zasnął  na  ziemi  przy  jego  łóżku. 
Prawdopodobnie  Dżagadiś  Das  Baba  przypomniał  sobie  o  tym,  że 
powiedział  mu  kiedyś,  iż  pewnego  dnia  ujrzy  Kryszna-lila  i  teraz 
nadszedł  czas,  aby  wypełnić  swą  obietnicę.  Położył  więc  z  miłością 
swoją stopę na piersi Gaurangi Dasa. Gdy tylko to uczynił, Gauranga 
Das poczuł jakby otworzyło mu się trzecie oko, jakby została otwarta 
śluza i do jego serca zaczął płynąć swobodnie strumień Kryszna-lila. 
 
Odtąd  Gauranga  Das  postrzegał  bezpośrednio  Kryszna-lila  i 
swobodnie pływał w oceanie rasy (transcendentalne szczęście). 
 
Powiedzieliśmy  wcześniej,  że  mahatmowie  z  Vradży  bardzo  lubili, 
kiedy Gauranga Das czytał im i objaśniał święte księgi odnoszące się 
do lila, zwłaszcza Vrindavana Mahimamritę i Radha-rasa-sudhanidhi. 
Zawsze czekali z entuzjazmem na możliwość słuchania jego patha. 
 
Nie tylko mahatmowie, ale także thakurowie z Vrindavany uwielbiali 
go  słuchać.  W  1922  roku,  pod  wpływem  nalegania  Vradżabasich  ze 
Svamigrama, Gauranga Das Dżi rozprawiał przez 20 dni o Vrindavana 
Mahimamricie  w  świątyni  w  Svamigram.  Po  22  dwudziestu  dniach 
pathy, zdecydował, że następnego ranka pójdzie gdzie indziej. W nocy 
Thakur ze świątyni przemówił do pudżariego we śnie: 

-Bardzo  lubię  patha  Gaurangi  Dasa  Baby.  Poproś  go  w  moim 
imieniu, żeby kontynuował je przez następnych 5 dni. 

Pudżari  przekazał  to  Babie,  a  on  kontynuował  patha  jeszcze  przez  7 
kolejnych dni. 
 
Pewnego  razu  zdecydował,  że  wygłosi  Hari-katha  w  pewnej  wiosce 
przez pięć dni, a szóstego dnia uda się w jakieś inne miejsce. Piątego 
dnia, gdy skończył katha ujrzał w nocy we śnie siebie udającego się 
po  madhukari  w  wiosce  w  której  głosił  Hari-katha.  We  wszystkich 
drzwiach  spotykał  czekających  na  niego  Radhę  i  Krysznę. 

background image

 

109 

Rywalizowali  ze  sobą  które  z  nich  da  mu  madhukari  i  mówili 
wesołym tonem: 

-Weź Baba, weź. Weź ode mnie, weź ode mnie. 

Po tym śnie porzucił pomysł opuszczenia tej wioski następnego dnia, 
ponieważ pomyślał, że powinien zostać jeszcze jakiś czas w miejscu, 
gdzie bliskie jego sercu bóstwa rywalizowały ze sobą, które z nich ma 
mu dać madhukari. 
 
W  1924  roku  Pandita  Ramakryszna  Das  Baba  przeniósł  się  z 
Govardhana do Vrindavany i zamieszkał w Dau-Dżi-Ki-bagiczi, gdzie 
obecnie znajduje się Vrindavana Research Institute (Instytut Naukowy 
we  Vrindavanie-  tłum.).  Gauranga  również  zamieszkał  we 
Vrindavanie  w  chacie  w  Shahadżahanpur-Ki-bagiczi,  bardzo  blisko 
Dau-Dżi-Ki-bagiczi.  Żyjąc  tam,  każdego  wieczoru  -  po  powrocie  z 
madhukari  -  czytał  dla  kalpataru  rosnących  dookoła  jego  chaty. 
Pewnego razu wrócił późno. Ponieważ zrobiło się ciemno, wszedł do 
swej  chatki  i  położył  się.  Wkrótce  usłyszał  jak  ktoś  puka  do  jego 
drzwi. Gdy wyszedł usłyszał głos dochodzący z sąsiedniego drzewa: 

-Gaurango  Dasie,  czy  dzisiaj  nie  będziesz  czytał  Radha-rasa-
sudha-nidhi? 

Gauranga Das odpowiedział: 

-Maharadż, przykro mi, ale wróciłem późno z madhukari. Teraz 
jest już ciemno, a wiesz, że nie mam lampy ani świeczki. 
-Ależ  nie,  wejdź  do  środka  i  spójrz.  W  rogu  twego  pokoju  jest 
świeczka i pudełko z zapałkami- powiedziało kalpataru. 

Gauranga  wszedł  do  środka.  Faktycznie  znalazł  tam  świeczkę  i 
pudełko zapałek. Natychmiast zapalił świeczkę. 
 
Jak  nakazał  mu  Pandita  Baba,  Gauranga  Das  Baba  zaczął  katha 
Vrindavana-mahimamrita  przed  swym  aśramem  w  Dau-Dżi-Ki-
bagiczi.  Jego  katha  było  zawsze  cenione  zarówno  przez  uczonych  i 
niepiśmiennych,  przez  sadhu  i  tych  którzy  nimi  nie  byli.  Była  też 
dodatkowa  atrakcja.  W  czasie  katha  towarzyszyły  mu  aszta-satvika-
bhavy.  Kiedy  wygłaszał  śloki  odnoszące  się  do  piękna  boskiej  i 
duchowej  Vrindavany  i  lila  Radha-Kryszny,  łzy  nieustannie  płynęły 
mu  z  oczu.  Lila,  które  opisywał,  czasami  manifestowały  się  przed 
nim. Kompletnie się w nich zatracał i katha zostawało wstrzymane do 

background image

 

110 

czasu,  kiedy  mógł  znowu  mówić.  Mahatmowie  i  bhaktowie  z  całej 
Vradży przychodzili, by go słuchać. 
 
Niezwykły  charakter  katha  można  zrozumieć  poprzez  określone 
historie,  opowiadane  z  ciepłem  i  oddaniem  przez  niektórych  starych 
ludzi, którzy mieli szczęście uczęszczania na katha. 
 
Pewnego  dnia  podczas  katha  ludzie  ujrzeli  lecące  z  nieba  piękne 
kwiaty. Wszyscy patrzyli zaskoczeni na Pandita Babę, jakby prosili go 
o wyjaśnienie tego zjawiska. Pandita Baba powiedział: 

-Nie dziwcie się. Gauranga Das wypowiada katha, a półbogowie 
sypią na niego kwiaty. 

W czasie katha przychodził wąż i kładł się w pobliżu ściany aśramu. 
Gdy katha się kończyło wąż odchodził. 
 
Jedna z gałęzi drzewa  nim zwisała tak nisko nad miejscem katha, że 
stawało  się  ciemno  przed  zachodem  słońca  i  katha  musiało  się 
kończyć.  Każdy  chciał,  żeby  tej  gałęzi  tam  nie  było.  Pewnego  dnia 
podczas katha gałąź sama się urwała i spadła na ziemię.  
 
Jak  każdy  siddha  mahatma,  Gauranga  Das  Baba  Dżi  miał 
nadprzyrodzone  moce,  ale  nigdy  nie  chciał  ich  używać.  Czasami 
jednak  znajdował  się  w  sytuacji,  która  zmuszała  go  do  przejawienia 
owych mocy. Pewnego razu udał się do Kalkuty na darśan Gurudeva. 
Gurudev  polecił  mu,  by  opowiedział  o  mocy  Hari-nama  na 
uroczystości  przygotowanej  przez  elitę  Kalkuty.  Opowiadając 
szczegółowo o ponadnaturalnej mocy Hari-nama, rzekł: 

-Hari-nama  jest  wszechmocne.  Potrafi  nawet  przywrócić  życie 
umarłemu. 

W związku z tym dał przykład Śri Radha-Ramana Czaranadasa Baba 
Dżi’ego,  który  pewnego  razu  wywołał  wielką  sensację  w  Kalkucie, 
gdy intonując Hari-nama przywrócił życie Marvari, której ciało miało 
być spalone nad brzegiem Gangesu. Gdy Gauranga Das Baba Dżi to 
mówił,  martwe  ciało  ptaka  spadło  przed  nim  z  gałęzi  drzewa,  które 
rosło  obok.  Czy  to  miał  być  znak,  że  ma  udowodnić  to,  co  właśnie 
powiedział?  Widział  po  twarzach,  że  każdy  ze  słuchających 
kwestionuje  jego  słowa.  Był  głęboko  poruszony.  Jego  reakcja  na 

background image

 

111 

wyzwanie  była  anormalna.  Kiedyś  odnosząc  się  do  tego  wydarzenia 
powiedział autorowi: 

-Zazwyczaj,  gdy  widziałem  kogoś  w  niedoli,  wzywałem  Pana. 
Jednak tym razem nie wezwałem Go. Nie mogłem pozwolić, by 
tak  znieważono  Hari-nama.  Powiedziałem  sobie:  „Nie,  do  tego 
nie  dopuszczę”  i  poczułem,  że  moje  serce  przeszło  na  ptaka  i 
wstrzyknęło  w  niego  życie.  Ptak  zaczął  się  ruszać  i  odleciał. 
Następnego dnia wydarzenie to opisały gazety w Kalkucie. Ktoś 
doniósł o tym Babie Maharadżowi (Ram Dasie Baba Dżi’emu). 
Baba  Maharadż  zarzucił  mi:  „Handlujesz  cudami?”. 
Przeprosiłem  ze  złożonymi  dłońmi  i  powiedziałem:  „Baba,  nie 
mogłem nic na to poradzić, gdyż inaczej zostałoby zlekceważone 
Hari-nama.” 

 
Z  polecenia  Gurudeva  Baba  przez  pewien  czas  zaczął  dawać  diksza. 
Miał wielu uczniów. Czasami zdarzało się, że mieli kryzysy. W takich 
momentach  ciężko  było  mu  się  powstrzymać  przed  użyciem  swych 
mocy, by im pomóc. 
 
Astrolog przepowiedział mi w horoskopie, że czterdziesty czwarty rok 
mego życia będzie fatalny, ale Baba powiedział: „Kapoor, nie bój się. 
Nawet jeśli przybędzie ojciec Kali (władca śmierci), to nie będzie w 
stanie nawet cię dotknąć. Kali przyszedł w wyznaczonym terminie, a 
ja zobaczyłem i usłyszałem jak Baba go odprawił.  
 
Być  może  Baba  w  tym  czasie  chorował  dlatego,  że  przejmował  na 
siebie  dolegliwości  innych  ludzi.  Jakikolwiek  by  nie  był  stan  jego 
ciała,  wewnętrznie  zawsze  pozostawał  spokojny.  Kiedyś  siedziałem 
obok Baby, gdy był chory. Nieustannie trapiła mnie myśl: 

-Dlaczego siddha purusza jakim jest Baba tak cierpi? 

Baba  usłyszał  pytanie,  które  po  cichu  zadałem  sobie  w  myślach  i 
odpowiedział metaforycznie: 

-Kapur,  Ravi  Thakur  śpiewa  taką  piosenkę:  „Podróżnik 
przemierzający  pustkowia  jest  przerażony  widząc  gromadzące 
się  na  niebie  ciężkie  chmury.  Przerażają  go  błyskawice  i 
pioruny.  Gdyby  tylko  ten  podróżnik  wiedział,  że  za  chmurami 
odbywa  się  taniec  Rasa,  któremu  towarzyszy  słodka  i  urocza 
muzyka oraz panujący rozkoszny spokój (...). 

background image

 

112 

 
Pewnego  razu  Baba  miał  mieć  operowane  plecy  z  powodu 
karbunkułu. Doktor chciał go uśpić chloroformem, ale Baba rzekł: 

-Doktorze,  nie  zawracaj  sobie  głowy  chloroformem.  Podczas 
operacji ty zajmij się swoją pracą, a ja się zajmę swoją. Nie będę 
nawet wiedział, co się dzieje z moim ciałem. 

Lekarz  niechętnie  przeprowadził  operację  bez  chloroformu.  Podczas 
operacji  Baba  ani  razu  nie  stęknął.  Był  cały  czas  w  samadhi, 
kompletnie obojętny na ciało. 
 
Pewien wielbiciel rzekł raz do Baby: 

-Baba,  twe  modlitwy  uwolniły  tak  wielu  ludzi  od  cierpienia, 
uwolniły też wielu ze szponów śmierci. Dlaczego nie modlisz się 
o siebie? 

Baba odpowiedział: 

-Naszym  celem  jest  szczęście  Radha-Kryszny,  a  nie  nasze 
własne.  Po  co  mamy  ich  obarczać  takimi  błahostkami  jak 
cierpienie ciała. 

Mimo  że  Baba  nigdy  się  za  siebie  nie  modlił,  jego  Gurudev  zawsze 
przychodził mu z pomocą. Kiedyś wyrwano mu ząb trzonowy i rana 
została zainfekowana. Opuchlizna nasilała się tak, że nie mógł niczego 
połykać. Jeden z jego uczniów poinformował o tym Rama Dasa Baba 
Dż’iego.  Baba  Dżi  natychmiast  wysłał  telegram,  w  którym  polecił 
innemu  swemu  uczniowi  aby  przywieźć  Babę  do  Kalkuty.  Najlepsi 
chirurdzy z Kalkuty orzekli, że choroba osiągnęła stadium, w którym 
operacja  nie  jest  możliwa.  Rama  Das  Baba  Dżi  zabrał  go  do 
Navadvipy. W Samadża - bani położył go przed posągiem swego guru 
Śri Radharamana-Czaranadasa Baba Dżi’ego i powiedział: 

-Czy  historie  cudów  dokonanych  dzięki  twojej  łasce  pozostaną 
tylko w książkach, czy ludzie ujrzą je na własne oczy?! Oto jest 
okazja. Gauranga jest twój. Zrób z nim, co chcesz. 

 

Właśnie  wtedy  Gauranga  Das  Baba  zobaczył  jak  Radharamana-
Czarana Das Deva stoi obok niego mówiąc: 

-Gaura, co ci się stało? 

Baba odpowiedział ze złością: 

-Czy nie widzisz, co mi się stało? 

background image

 

113 

Wtedy  Radharamana-Czarana  Das  delikatnie  potarł  jego  policzek. 
Opuchlizna  natychmiast  pękła  i  strumieniem  wyleciał  z  niej  śluz. 
Operacja została wykonana i Gauranga Das wyzdrowiał.  
 
Przez  35  lat  Baba  przemieszczał  się  po  Vradży,  często  zmieniając 
miejsce.  Pod  koniec  życia  zamieszkał  w  Ramanareti  w  aśramie  o 
nazwie Radharamana-nivasa, który należał do jego duchowego wujka. 
Tam  znajduje  się  jego  samadhi.  Lubił  to  miejsce  szczególnie,  ze 
względu  na  kalpataru  (drzewa  nim),  które  tam  rosły.  Miał  z  nimi 
zawsze  miłosną relację. Rozmawiał z nimi, śpiewał im pieśni, czytał 
Radha-rasa-sudhanidhi i inne książki związane z lila Radha-Kryszny. 
W  zamian  za  to  one  kochały  go  całym  swym  sercem.  Nie  mogły 
znieść jego nieobecności w aśramie zbyt długo, ani też on nie potrafił 
zbyt długo pozostać bez nich. 
 
Baba  nie  pozwalał  nikomu  wspinać  się  na  drzewa  w  swym  aśramie 
czy nawet zrywać ich gałązek i skubać liści. Jednak raz zdarzyło się, 
że poprosił jednego ze swych uczniów- Manohara Babę, by podwiązał 
niższą  gałąź  drzewa  do  wyższej,  bo  zwisała  za  nisko  i  zagradzała 
przejście w aśramie. Po pewnym czasie Manohara Baba związał obie 
gałęzie.  Baba  w  tym  czasie  był  w  swojej  chacie.  Nie  wiedział,  że 
gałęzie  zostały  związane.  Jak  tylko  zostały  one  związane,  poczuł 
rozdzierający  ból  w  piersi.  Wykrzyknął:  „Manohar,  Manohar!”. 
Manohar przybiegł do niego. Baba zapytał go: 

-Czy związałeś gałęzie? 
-Tak, Baba. 
-Idź i natychmiast je rozwiąż. 

Jak tylko Manohar odwiązał je, ból w piersi Baby ustał. 
 
Następnego ranka, gdy Baba przechadzał się po aśramie ujrzał, że w 
miejscu  drzewa,  którego  gałąź  była  podwiązana,  stał  piękny  i  młody 
chłopiec, z którego twarzy promieniało anielskie światło. W pewnym 
momencie chłopiec mając oczy pełne łez powiedział: 

-Nawet ty mnie wiążesz!  

Baba także się rozpłakał. Złożył pokłon chłopcu i przeprosił.  
 
Gauranga Das Baba Dżi znowu ciężko zachorował w 1951 roku. Jego 
uczeń,  sławny  lekarz  z  Agry,  zabrał  go  do  swego  domu  opieki  na 

background image

 

114 

leczenie.  Jednak  jego  stan  dalej  się  pogarszał.  W  ostatnim  stadium 
choroby, kiedy nie było już nadziei, że przeżyje, zabrał go z powrotem 
do  Vrindavany.  Kiedy  lekarz  przywiózł  go  swoim  samochodem  do 
Vrindavany  była  godzina  szósta  rano  lecz  Gauranga  Das  był  w 
dalszym  ciągu  nieprzytomny.  W  tym  czasie  Rama  Das  Baba  Dżi  z 
pomocnikiem  wykonywał  swoją  poranną  służbę  w  aśramie  w 
Kalkucie.  Nagle  pogrążył  się  w  rozmyślaniach.  Gdy  pomocnik 
próbował  zwrócić  jego  uwagę  na  rytuały,  które  nie  zostały  jeszcze 
dokończone on wykrzyknął: 

-Ty nie wiesz, ale Gauranga Das chce odejść przede mną, ale ja 
mu nie pozwolę! 

Od tego momentu stan Gaurangi Dasa Baby zaczął się polepszać aż w 
końcu wyzdrowiał. 
 
Pewnego  dnia  w  1953  roku  Rama  Das  Baba  Dżi  wstał  o  2  rano, 
zwołał swych uczniów i rzekł do nich: 

-Zostałem wezwany: odchodzę! 3 Wykonujmy kirtan. 

Zaczął kirtan, a gdy kirtan osiągnął apogeum, nagle wykrzyknął: 

-Radharamana! 

i opuścił ciało, by spotkać swego Gurudeva Sri Radharamana Czarana 
Dasa Devę w transcendentalnej Vrindavanie. 
 
Rama Das Baba Dżi odszedł w dniu Kryszna Czaturdaśi w miesiącu 
Agrahayana w Kalkucie. Tego samego dnia Gauranga Das Baba Dżi 
wykrzyknął we Vrindavanie: 

-Odszedł, odszedł! 

Od tego dnia pozostawał w stanie pół-samadhi, które przemieniło się 
w pełne samadhi w śukla ekadaśi tego samego miesiąca, kiedy opuścił 
ciało,  by  spotkać  swego  Gurudeva  i  parama-gurudeva  Śri  Radha-
ramana  Czarana  Dasa  w  boskiej  Vridavanie  i  pomagać  im  w  prema-
seva (miłosnej służbie) Śri Radzie i Śri Krysznie.  
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

115 

ROZDZIAŁ XIII 

 

Śri Gauragovinda Das Baba Dżi 

 
    

Gauragovinda  Das  Baba  Dżi,  którego  oryginalne  imię  to  Gurudas, 
urodził się w 1897 roku w Dvaribenie, wiosce w pobliżu Piczalada w 
okręgu Medinipura. Jego ojciec miał na imię Hariprasada Bera. Już w 
dzieciństwie  przejawiał  oznaki  wielkości.  W  przeciwieństwie  do 
innych  dzieci  był  spokojny,  samotny  i  zamyślony.  Bardziej  niż 
zabawy interesowały go kirtan i nauka.  Zaskoczył wszystkich, gdy w 
wieku  jedenastu  lat  opanował  gramatykę  sanskrycką  o  nazwie 
Mugdhabodha.  Pozyskał  serca  niewykształconych  ludzi  ze  wsi 
czytając  im  codziennie  Śrimad  Bhagavatam  i  Śri  Czaitanya- 
czaritamritę. 
 
Bardzo kochał towarzystwo Śri Madhusudany Dasa, który był bardzo 
oddanym  Baba  Dżi’m.  Praktykował  sadhanę  obok  jego  domu,  w 
chacie zbudowanej ze słomy i trzciny. Był jego jedynym znanym mu 
przyjacielem,  filozofem  i  przewodnikiem.  Madhusudan  Das  wpoił  w 
niego konieczność bhadżanu i wagę Hari-nama ciągle powtarzając: 

-W  tym  wieku  Kali  jedynym  środkiem  do  zrealizowania 
Kryszny jest Hari-nama. 

 

harernama  harernama  harernamaiva kevalam 

kalau nastyeva  nastyeva  nastyeva gatiranayatha 

 
„Nie  ma  różnicy  pomiędzy  Kryszną  a  Jego  imieniem.  W 
przeciwieństwie do innych słów, imię Kryszny, tak jak Sam  Kryszna 
jest  wieczne,  pełne  wiedzy  i  szczęścia  (sat-cit-ananda).  Jest  ono  tak 
silne i łaskawe jak Kryszna. Usuwa z serca wszelkie brudy i sprawia, 
że  staje  się  ono  gotowe  do  realizacji  Kryszny  i  Jego  Lila.  Jest  ono 
zarówno  środkiem  (sadhana)  oraz  celem  (sadhya).  Jeśli  przyjmiesz 
schronienie  w  Hari-nama,  uchroni  cię  ono  przed  wszelkim  złem  i 
utoruje drogę do najwyższej realizacji.” 

background image

 

116 

Gurudas  przyjął  radę  Madhasudana  Dasa  Baby  do  serca.  Zaczął 
godzinami  intonować  Hari-nama  w  odosobnionych  miejscach  albo 
zbierał  chłopców  z  wioski  i  robił  z  nimi  kirtan.  Czasami  podczas 
kirtanu  tracił  świadomość.  Bardzo  to  martwiło  jego  ojca,  który 
obawiał się, że jego syn  wyrzeknie się  całkowicie świata  i stanie się 
pustelnikiem. W nadziei, że pielgrzymka go odmieni, wysłał go na nią 
z Madhusudanem Dasem Babą. 
 
Obydwaj  odwiedzili  święte  miejsca  w  Gauramandali,  łącznie  z 
Ambika  Kalana,  gdzie  bliski  towarzysz  Śri  Czaitanyi  Mahaprabhu, 
Gauri  Das  Pandita  wielbił  bóstwa  Nitai-Gaura,  które  zostały  mu 
podarowane przez Samego Nitaya i Gaurangę. Tam właśnie Gurudas 
przyjął  mantra-diksza  (inicjację)  od  potomka  Gauridasa  o  imieniu 
Śripada Akhilaczandra Gosvami i powrócił do domu gdy minął rok. 
 
Pielgrzymka  odmieniła  Gurudasa,  ale  nie  w  taki  sposób,  jak  tego 
pragnęli  jego  rodzice.  Podczas  pielgrzymki  spotkał  Śri  Gaurakiśora 
Dasa  Baba  Dżi’ego,  który  poradził  mu  wyrzec  się  wszystkiego  jak 
Rupa i Sanatana i udać się do Vrindavany. Stąd też stale płonął w nim 
ogień  wyrzeczenia.  By  dodać  paliwa  do  ognia,  został  pozbawiony 
towarzystwa  Madhusudana  Dasa  Baba  Dżi’ego,  który  udał  się  do 
Vrindavany, by spędzić tam resztę życia.  
 
Jego  ojciec  pomyślał,  że  jedynym  sposobem  ostudzenia  duchowego 
żaru syna jest znalezienie  mu żony. Nie tracąc czasu przygotowywał 
ślub.  W  noc poprzedzającą  ślub  wydawało  się,  że  Gurudas  stanął  na 
rozstaju dróg. Musiał zdecydować, czy pójść pozornie różaną ścieżką i 
się ożenić, czy też pójść ciernistą ścieżką wyrzeczenia. Jego matka nie 
tak  dawno  temu  umarła  i  poprosiła  go,  by  się  ożenił.  Musiał 
zdecydować,  czy  działać  zgodnie  z  jej  życzeniem,  czy  też  pójść  za 
radą  Gaurakiśora  Dasa  Baba  Dżi’ego.  Zdecydował  się  na  ścieżkę 
wyrzeczenia.  W  nocy  wymknął  się  z  domu  i  szybko  przybył  do 
Navadvipy,  by  przyjąć  vesza  (vaisznava  sannyasa)  od  Gaurakiśora 
Dasa  Baby.  W  Navadvipie  dowiedział  się,  że  Gaurakiśor  Baba  nie 
daje  nikomu  vesza.  Dlatego  też  przyjął  vesza  od  mahanty  z  Bana 
Akhany w Navadvipie otrzymując imię Gauragovinda Das. 
 

background image

 

117 

Potem  udał  się  do  Gaurakiśora  Dasa  Baby  po  wskazówki.  Baba 
poinstruował go następująco: 
 

1. Zachowaj powagę swej vesza, jak Rupa i Sanatana. 
2. Traktuj pieniądze jak swego wroga. 
3. Trzymaj się z dala od kobiet. Pamiętaj jak Mahaprabhu ukarał 
Czota Haridasę za pójście nawet do starej kobiety po bhiksza. 
4.  Praktykuj  sadhanę  pod  przewodnictwem  Mahabhagavaty  lub 
osoby, która zrealizowała Krysznę. 
5.  Nie  rozwijaj  zażyłości  z  ludźmi  przywiązanymi  do  świata 
materialnego. 
6. Żyw się madhukari otrzymanym od Vradżabasich. 

 
W  1900  roku  Gauragovinda  Das  udał  się  do  Vrindavany.  Przez 
pewien  czas  włóczył  się  po  Vrindavanie  intonując  Hari-nama  i 
odwiedzając  miejsca  związane  z  duchowymi  rozrywkami  (lila)  Śri 
Kryszny. Jadł to, co dostał na madhukari od Vradżabasich i spał pod 
drzewami. 
 
Po  pewnym  czasie  zamieszkał  w  Samadża-bani  świątyni 
Śyamasundara  we  Vrindavanie.  Tam  wykonywał  bhadżan  pod 
przewodnictwem  Siddha  Śri  Dżagadiśa  Dasa  Baby  z  Kaliyadaha. 
Wieczorem  czytał  mu  w  jego  chacie  Czaitanya  Bhagavata.  Cały 
pozostały czas spędzał w swojej chacie intonując Hari-nama. 
 
Zorientował  się,  że  niektórzy  Vaisznavowie  we  Vrindavanie 
medytowali  o  Kryszna-lila  odnosząc  się  do  gutika  (książka  opisująca 
codzienne  czynności  -  lila  Kryszny  wykonywane  w  ciągu  ośmiu 
części dnia. Każda część składała się z trzech godzin. O każdej porze 
dnia  wielbiciel  medytuje  o  lila  odnoszącej  się  do  określonej  części) 
siddhy  Krysznadasa  Baby  z  Govardhana.  On  również  zaczął  tak 
medytować, przez co nie był w stanie wykonywać całego dżapa. Nie 
wiedział czy porzucić medytację czy dżapa. Poprosił o radę Dżagadiśa 
Dasa  Babę.  Baba  poradził  mu,  by  najpierw  wykonał  swoje  dżapa,  a 
potem,  jeśli  zostanie  mu  czas,  medytował  o  lila.  Musiał  porzucić 
medytację,  gdyż  liczba  dżapa,  którą  sobie  wyznaczył  była  tak 
ogromna, że pozostawało mu niewiele czasu. 

background image

 

118 

Sława  Gauragovindy  Dasa  jako  świętej  osoby  rozpowszechniała  się 
stopniowo  dookoła  Vradży  i  ludzie  zaczęli  przychodzić  do  niego  na 
darśan. Zakłócało to jego bhadżan. Dlatego też udał się do Ari, wioski 
leżącej ok. 7 km od Govardhana i zamieszkał tam. Każdego dnia szedł 
z  Ari  do  Govardhana  i  wracał  po  wykonaniu  parikramu  wokół 
Govardhana.  Tym  sposobem  intonując  Hari-nama  przechodził 
dziennie ok. 35 km. 
 
Sława  nadal  jednak  dawała  mu  się  we  znaki.  Grono  zwolenników 
stale rosło i nie mógł znaleźć spokoju nawet a Ari. Musiał zatem uciec 
z  Ari  i  zamieszkać  w  walącym  się  domu  w  pobliżu  Killolakunda,  na 
północny  wschód  od  Ari.  Kontynuował  swój  bhadżan  i  parikram 
wokół Giriradża.  W wyniku wykonywania bhadżanu przez tak długi 
okres,  automatycznie  rozwinęły  się  w  nim  pewne  duchowe  moce.  Z 
łatwością  mógł  odczytać  przeszłość  i  przyszłość  danej  osoby. 
Pewnego  razu  zlitował  się  nad  Vradżabasim,  którego  spotkało 
nieszczęście. Pocieszył go mówiąc o wielu rzeczach z jego przeszłości 
i  przyszłości.  Od  tego  dnia  zaczęła  upadać  jego  pokora  i  bhadżan. 
Zaniepokojony  udał  się  do  Pandity  Ramakryszny  Baby  po  radę. 
Dzięki  radom  i  łasce  Pandity  Baby  udało  mu  się  uwolnić  od 
duchowych mocy, które zablokowały jego ścieżkę bhadżanu.  
 
Jako ostrzeżenie na przyszłość Pandita Baba powiedział: 

-Harinama  jest  jak  kalpataru  (drzewo,  które  spełnia  pragnienia 
wszystkich).  Daje  sadhace  cokolwiek  zechce.  Jeśli  wykonując 
nama-dżapa  sadhaka  myśli  o  mocach  Kryszny,  sam  osiąga  te 
moce. Jeśli myśli o Jego miłości (premie), jego serce przepełnia 
miłość  do  Kryszny.  Dzięki  oczom  miłości  sadhaka  cieszy  się 
bogactwem  słodyczy  (madhurya)  Jego  boskich  lila.  Ktoś  może 
bez  miłości  zrealizować  Krysznę,  ale  nie  Jego  madhurya. 
Realizacja  Kryszny  bez  miłości  daje  moce  takie  jak 
wszechwiedza, które hamują postęp duchowy. 

 
Od  tego  czasu  Gauranga  Das  zaczął  uczestniczyć  w  zgromadzeniu 
sadhu. Odbywały się one każdego wieczoru i dyskutowano na tematy 
religijne.  Spotkania  zawsze  były  gdzieś  na  wzgórzu  Govardhana  a 
przewodził  im  Pandita  Baba.  Pewnego  dnia  spotkanie  odbyło  się  w 

background image

 

119 

podwórzu  świątyni  Nrisimhy  Dżi’ego.  Gdy  tylko  dobiegło  końca, 
zaczęło padać. Gauragovinda Das powiedział: 

-Byłoby lepiej, jeśli zaczęłoby padać trochę później, kiedy każdy 
z nas powróci do swego kuti. 

Pandita Baba przywołał go do porządku mówiąc: 

-Co? Samolubstwo!? Nie zrealizujesz Kryszny tak długo, dopóki 
masz  najmniejsze  pragnienie  swego  własnego  szczęścia.  Jeśli 
chcesz  Go  zrealizować,  musisz  porzucić  pragnienie  swego 
szczęścia  czy  pomyślności  w  tym  świecie  jak  i  w  świecie 
niebiańskim i pragnąć jedynie szczęścia Kryszny. 

 
Za radą Pandity Baby, Gauragovinda Das rozpoczął bhadżan w kuti w 
pobliżu Apsara-kunda w Puczari. Było to odludne  miejsce. Nikt tam 
nie  mieszkał  oprócz  niego  i  innego  mahatmy  w  formie  drzewa  bela 
(jabłoń)  rosnącego  przed  jego  kuti.    Razem  rozmawiali  o  Krysznie  i 
Jego lila. Kiedy drzewo bela dało pierwsze owoce, pojawiło się przed 
nim w ludzkiej formie i powiedziało: 

-Podlewałeś  mnie  i  opiekowałeś  się  mną  od  mego  dzieciństwa. 
Mam  do  ciebie  prośbę.  Kiedy  moje  owoce  dojrzeją,  zerwij  je  i 
rozdaj świątyniom i mahatmom we Vradży, by służyły Krysznie. 

Gauragovinda  Das  zobowiązany  prośbą  spełnił  pragnienie  drzewa 
bela
 
Pewnego  dnia  ktoś  przyszedł  i  powiesił  na  drzewie  swoje  ubrania. 
Drzewo  poprosiło  Gauragovindę  Dasa,  żeby  nikomu  nie  pozwalał 
wieszać na nim ubrań, bo to zakłóca jego bhadżan. 
 
Gauragovinda  Baba  robił  spore  postępy  w  bhadżanie.  Mógł  teraz 
powtarzać  8  lak  Harinama  (jedna  laka=100  000)  razy  dziennie.  Nie 
odróżniał  dnia  od  nocy.  Nie  budził  się,  ani  nie  kładł  spać.  W  stanie 
półświadomości  zawsze  wykonywał  dżapa.  Często  przepełniała  go 
bhava  (uczucie), tańczył i płakał. 
 
W Adi-puranie Kryszna mówi do Ardżuny: 
 

gitva ca mama namani nartyena mama sannidhau 
idam bravimi te satyam kritoaham tena czardżuna 
gitva ca mama namani rudanti mama sannidhau 

background image

 

120 

teszamaham parikrito nanyakrito dżanardanah 

 
„Posłuchaj  Ardżuno!  Tym,  którzy  tańczą  lub  płaczą  przede  mną 
intonując Moje imię oddaję się jak nikomu innemu.” 
 
Gauragovinda  Baba  nie  miał  innego  zajęcia  poza  intonowaniem 
Harinama oraz tańcem i płaczem przed Śri Hari, który wskutek tego 
stał  się  mu  oddany.  Owo  oddanie  Kryszny  ilustruje  następująca 
opowieść: 
 
„Kiedyś  Baba  powrócił  późno  z  madhukari  z  powodu  deszczu  i  był 
bardzo  głodny.  Przed  posiłkiem  zapomniał  ofiarować  madhukari 
Krysznie.  Połykał  pierwszy  kęs,  gdy  nagle  zorientował  się,  że  je 
nieofiarowane  pożywienie.  Zacisnął  gardło,  by  powstrzymać 
połknięcie,  ale  na  próżno.  Potem  zadręczał  się  samokrytyką.  Głód 
minął, a madhukari leżało przed nim nietknięte. Wtedy usłyszał słodki 
głos docierający do jego uszu: 

-Każdego  dnia  ofiarujesz  mi  resztki  pożywienia  Vradżabasich. 
Czy  świat  się  zawali,  jeśli  dzisiaj  ofiarujesz  mi  pozostałości 
swego jedzenia? Nie wahaj się, zrób to teraz i ofiaruj mi je. 

Gauragovinda  był  bardzo  poruszony.  Jego  ciało  przeszedł  dreszcz, 
włosy  mu  się  zjeżyły  i  zaczęły  płynąć  łzy.  Niepewnie  ofiarował 
Krysznie  pozostałości  swego  pożywienia,  a  potem  je  zjadł.  Było 
wyjątkowo  smaczne.  Nic  dziwnego,  gdyż  tego  dnia  Sam  Kryszna 
zjadł ofiarowanie z większą przyjemnością. Czy ktokolwiek słyszał o 
Bogu tak kochającym i kochanym jak Śri Kryszna z Vradży?” 
 
W  1959  roku  Gauragovinda  Das  opuścił  swe  fizyczne  ciało,  by 
przyłączyć się do boskich lila Śri Kryszny. Jego samadhi znajduje się 
w pobliżu Apsara-kunda. 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

121 

 

ROZDZIAŁ XIV 

 

Śri Śacinandana Das Baba 

 
 

W grudniu 1972 roku Śri Śacinandana Das Baba miał 110 lat, kiedy 
przyszedłem go odwiedzić wraz ze Śri Ramą Dżivanem Dasem, Baba 
Dżi  z  Baraszany,  którego  dobrze  znał.  Baba  mieszkał  w  starym, 
walącym  się  czatari  (pomieszczenie,  w  którym  znajduje  się  czyjeś 
samadhi)  w  pobliżu  amaśana-bhumi  (miejsce,  gdzie  pali  się 
umarłych)  nad  brzegiem  Bhanu-sarovary  w  Baraszanie.  Gdy 
weszliśmy  do  jego  czatari  ujrzeliśmy  go  w  siadzie  skrzyżnym, 
opartego  o  ścianę,  w  stanie  głębokiej  medytacji.  Jego  usta  poruszały 
się  powoli,  a  z  jego  gardła  wydobywał  się  donośny  głos.  Rama 
Dżivana  Baba  powiedział  mi,  że  on  intonuje  „Rai,  Rai”  (przydomek 
Radharani).  Intonowanie  stało  się  jego  nawykiem  i  odbywało  się 
automatycznie nawet w stanie głębokiej medytacji.  
 
Baba  stracił  wzrok,  ale  miał  dobry  słuch.  Jednak  nie  usłyszał  słów 
Ramy Dżivana Baby, ponieważ nie miał zewnętrznej świadomości. 
 
Na kamiennej podłodze w czatari stał gliniany dzban z wodą, gliniana 
karava  i  gliniany  talerz.  Baba  siedział  na  jutowym  materiale.  Z  jego 
lewego  ramienia  zwisała  gudani  -  materiał  zszyty  ze  szmat.  Połowa 
tego  materiału  leżała  na  podłodze.  Był  ubrany  jedynie  w  przepaskę 
wokół talii. W czatari nie było nic poza tym. Silny chłód grudniowy 
nie miał na niego żadnego wpływu. 
 
Nie  każdy  mógł  uzyskać  od  Baby  diksza.  Miał  jedynie  czterech 
uczniów, z których głównym był Anuragi Baba. Nie pozwalał swoim 
uczniom ze sobą mieszkać, chociaż Anuragi Baba czasami przebywał 
z nim sam na sam. 
 
Usiedliśmy  czekając  na  jakiś  symptom  powrotu  Baby  do  świata 
zewnętrznego.  Jednak  przez  długi  czas  nie  dawał  żadnego  znaku.  

background image

 

122 

Cały  czas  siedział  niczym  posąg.  To  był  jego  normalny  stan. 
Przebywał  głównie  w  wewnętrznym,  transcendentalnym  świecie  lila 
Radha-Kryszny  i  opuszczał  go  tylko  przypadkowo,  zwłaszcza,  gdy 
zmuszały  go  do  tego  potrzeby  ciała.  Nawet  zaspokajając  te  potrzeby 
był czasem pogrążony w medytacji i cielesne czynności, jak jedzenie 
czy  wypróżnianie,  odbywały  się  automatycznie  z  powodu 
przyzwyczajenia  albo  były  zaniedbywane  czy  nawet  wstrzymywane 
godzinami. 
 
Poczekaliśmy  do  późnego  wieczora,  kiedy  to  Rama  Dżivana  Baba 
wykrzyknął:  „Radhe,  Radhe!”.  Gdy  krzyknął  tak  kilka  razy,  Baba 
powiedział cicho: „Kto to?”, tak jakby mówił z oddali. 
 
Rama  Dżivana  Baba  powiedział:  „To  ja,  Rama  Dżivana.”  Następnie 
przedstawiając  mnie  rzekł:  „On  przyszedł  z  Vrindavany  po  twój 
darśan. Proszę, okaż mu swą łaskę”.  
 
Baba milczał przez chwilę. Potem zaczął śpiewać pieśń opisującą jak 
Kryszna i Balarama wraz z krowami i pasterzami wracają o zmierzchu 
z  lasu.  Kryszna  grał  na  flecie,  a  pasterze  tańczyli  i  dęli  w  rogi. 
Mleczarki  z  Vradży,  przepełnione  radością  i  uczuciem  na  widok 
Kryszny,  śpiewały  miłe  piosenki  z  balkonów.  Tym  sposobem  Baba 
opisywał to, co właśnie zobaczył. 
 
Baba dobrze śpiewał i pomimo zaawansowanego wieku jego głos był 
słodki. Gdy tak śpiewał, wydawało się, że nie śpiewa stary Baba Dżi, 
tylko  mleczarka  z  Vradży,  która  była  przepełniona  miłością  do 
Kryszny, a pieśń wyrażała stan jej serca.  
 
Gdy  Baba  skończył  śpiewać,  znowu  pogrążył  się  w  głębokiej 
medytacji.  Po  cichu  opuściliśmy  pomieszczenie  Baby,  by  pozwolić 
mu rozkoszować się powrotem Kryszny do domu. 
 
Niewiele wiadomo o wczesnych latach życia Śacinandana Dasa Baby. 
Urodził  się  w  Bengalu,  ale  nikt  nie  wie  dokładnie  w  jakim  miejscu. 
Kiedyś  powiedział  Anuragi  Babie,  że  już  w  dzieciństwie  bardzo 
pociągało go katha i kirtan. Nawet jeśli katha lub kirtan odbywały się 
w  nocy  i  w  miejscu  odległym  o  18  km  od  jego  domu,  bez  wahania 

background image

 

123 

szedł tam, nie mówiąc nic rodzinie. Zostawał tam całą noc i powracał 
nad  ranem.  Gdy  później  dostawał  za  to  nagany  i  kary,  modlił  się  o 
wyzwolenie z więzów rodzinnych. Jego modlitwa została wysłuchana 
i otrzymał siłę, niezbędną do przecięcia tych więzów. 
 
Pewnego  razu  wymknął  się  w  nocy  z  domu.  Dwa  lata  spędził  na 
pielgrzymkach  do różnych  świętych  miejsc  w  kraju,  a  w  końcu  udał 
się  do  Vrindavany.    Otrzymał  już  od  kogoś  diksza.  We  Vrindavanie 
przyjął  vesza  od  siddha  Ramahariego  Dasa  Baby,  ucznia  siddhy 
Dżagannatha Dasa Baby. Przez pewien czas wędrował po Vradży. W 
końcu  zamieszkał  w  czatari,  w  którym  spędził  już  80  lat,  kiedy  go 
spotkałem po raz pierwszy z Ramą Dżivaną Babą.  
 
Anurangi Baba opowiedział, że gdy mieszkał u Baby, nieoczekiwanie 
zaczął  padać  deszcz.  Cały  obszar  wokół  czatari  został  zalany  tak,  że 
trudno było do niego wejść jak i stamtąd wyjść. Poprosił więc Babę, 
aby przenieśli się  gdzieś indziej, bo węże i inne jadowite stworzenia 
mogą dostać się do czatari, by schronić się przed powodzią. Baba się 
jednak nie zgodził. W nocy, kiedy nadal silnie padało, skorpion ukąsił 
Babę w palec. Ból był rozdzierający. Anuragi Baba związał mu palec 
sznurkiem  w  ten  sposób,  aby  trucizna  się  nie  rozprzestrzeniła. 
Następnie  jak  najszybciej  chciał  wyjść  po  pomoc,  ale  nie  było  to 
możliwe z powodu ulewy. Baba rzekł do niego:  

-Nie kłopocz się. Wkrótce pogrążę się w lila i będę nieświadomy 
bólu. 

Tak  też  się  stało.  Nazajutrz,  gdy  Anuragi  Baba  spytał  o  ból,  Baba 
zupełnie o nim zapomniał. 
 
Baba  służył  bóstwu  Radharani  w  świątyni  w  Baraszanie.  Zbierał 
kwiaty i robił z nich girlandy. Gdy w Baraszanie brakowało kwiatów, 
szedł  w  nocy  pieszo  do  Vrindavany  i  wracał  z  kwiatami  następnego 
ranka. Z kwiatów robił girlandy i ofiarowywał je Radharani.  Podczas 
święta Holi cały dzień sprzątał przejście z Bhanu-sarovary do świątyni 
Radharani.  
 
Pewnego  razu  ujrzał  pięknie kwitnące  kwiaty  w  ogrodzie  koło  Kosi. 
Zapragnął zrobić z nich bukiety dla Radharani. Poprosił właściciela o 
pozwolenie, by je zerwać, ale ten odmówił. W nocy spał na werandzie 

background image

 

124 

opuszczonego  domu  w  pobliżu  ogrodu.  O  północy  jacyś  złodzieje 
zebrali  się  w  pobliżu  tego  domu  planując  kradzież.  Ujrzeli  Babę 
śpiącego na werandzie. Ich szef potrząsnął nim i zapytał:  

-Kim jesteś? 

    

-Złodziejem - odpowiedział Baba. 
-Złodziejem? A gdzie zamierzasz dokonać kradzieży? 
-W ogrodzie. 
-A co jest takiego w ogrodzie? 
-Kwiaty. 
-Czy kwiaty dadzą ci chleb? 
-Tak. 
-Jak to? Przecież dostaniesz za nie bardzo mało pieniędzy. 
-Ja ich nie sprzedam. Zrobię z nich girlandę dla Radharani. To ją 
zadowoli. Jej  zadowolenie przyniesie  mi wyzwolenie z więzów 
mayi i moje potrzeby będą spełnione po wszechczasy. 

Złodzieje byli pod wrażeniem rzekli: 

-W  porządku  Baba.  Pozwól,  że  pójdziemy  wszyscy  i  będziemy 
ci towarzyszyć w kradzieży. 

Przy ich pomocy Baba ukradł stosy kwiatów. Pomogli mu również w 
robieniu girland i różnego rodzaju ozdób dla Radharani. Kradnąc dla 
Radharani złodzieje zapomnieli o kradzieży dla siebie. Stali się oddani 
Radharani  i często odwiedzali Babę w jego czatari, by przebywać  w 
jego towarzystwie i uzyskać porady.  
 
W ciągu dnia Baba wykonywał bhadżan w czatari. W nocy udawał się 
po madhukari. Czasami dostawał więcej roti (czapati) niż był w stanie 
zjeść. Nie wyrzucał ich ani nikomu nie dawał. Suszył je, by móc jeść 
suche roti, gdy z powodu zaabsorbowania lila nie miał ochoty iść na 
madhukari. Kiedy stracił zęby, nie  mógł jeść  suchych roti. Rozcierał 
je  na  proszek  i  robił  pigułki  mieszając  go  z  wodą.  Jeśli  pigułki  nie 
smakowały  zbyt  dobrze  albo  nie  zaspokajały  jego  głodu,  zaczynał 
intonować „Rai, Rai.” Tak bardzo rozkoszował się tym imieniem, że 
całkowicie  zapominał  o  smaku,  głodzie  i  pragnieniu.  Często  śpiewał 
następującą  pieśń  bengalską,  która  opisuje  rolę  mocy  imienia  w 
pokonaniu pragnienia i głodu: 

dhuri kela ara khelibo na 

hariname mana mendże cze 
mayera kache ara dżabo na 

background image

 

125 

kszuda pele ara khabo na 

Rai - Rai amara kszuda-triszna 

saba hare cze 

 
„Nie mam już po co zajmować się kurzem (obiekty zmysłów, których 
przeznaczeniem  jest  przemiana  w  popiół),  gdy  zacząłem  smakować 
Harinama.  Nie  pójdę  też  do  mojej  matki  czując  głód,  nie  będą  jadł, 
gdyż imię Rai pokonało mój głód i pragnienie.” 
 
Baba  stale  intonował  „Rai”  i  był  pogrążony  w  medytacji  asztakalina 
lila Radha-Kryszny. Po pewnym czasie intonowanie i lila pochłonęły 
go tak bardzo, że zaprzestał chodzić na madhukari. Siedział w asanie 
w  głębokiej  medytacji  jak  posąg.  Był  fenomenem  dla  ludzi,  którzy 
odwiedzali  Baraszanę.  Dla  pielgrzymów  był  obiektem  czci.  Pandasi 
zabierali  ich  do  niego  na  darśan,  tak  samo  jak  zabierali  ich  przed 
wizerunki  bogów  i  bogiń,  dla  własnej  korzyści.  Pielgrzymi  składali 
pokłon Babie, tak jak innym posągom. Następnie składali jakąś ofiarę 
i  odchodzili.  Ofiarowania  zabierali  potem  pandasi,  a  Baba  nic  o  nich 
nie  wiedział,  ani  ich  nie  potrzebował.  Kiedy  Baba  był  w  stanie 
świadomości  lub  półświadomości  podczas  odwiedzin  pielgrzyma, 
zabawiał  go  piosenką  odnoszącą  się  do  asztakalina  lila  Radha-
Kryszny, odbywającej się o tej porze. 
 
Baba  opuścił  swe  fizyczne  ciało  w  ciele  duchowym  w  formie 
mańdżari  (sakhi  oddana  wyłącznie  Radharani)  dziesiątego  dnia 
Kryszna-pakszy miesiąca Vaisakha w 1974 roku.  
 
Baba  był  wielki  i  wspaniały.  Ktoś  może  spytać:  Czy  możliwe  jest 
całkowite  pokonanie  mayi  w  ciele  fizycznym,  które  jest  produktem 
mayi? Czy można żyć polegając jedynie na Panu i nawet nie prosić o 
jedzenie?  Czy  naprawdę  Pan  osobiście  troszczy  się  o  taką  osobę? 
Długość życia Baby, mimo jego zupełnej obojętności wobec świata i 
ciała oraz jego zadowolenie i piękno są odpowiedzią na te pytania.  
 
 
 
 
 

background image

 

126 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

127 

ROZDZIAŁ XV 

 

Śri Avadha Das Baba Dżi 

 
 

W Mithilapuri w Biharze żył święty z Madhva-Gaudiya Sampradayi o 
imieniu  Harikinkara  Yogindravara,  który  bezgranicznie  wierzył  w 
Śrimad  Bhagavatam.  Pewnego  dnia,  będąc  w  pełni  sił,  powiadomił 
swych uczniów, że opuści ciało w określonym dniu miesiąca Kartika 
czytając  Śrimad  Bhagavatam  nad  brzegiem  Gangesu  w 
Semariyaghacie. Gdy nadszedł ten dzień, poszedł wraz z uczniami nad 
Semariyaghata,  usiadł  nad  brzegiem  Gangesu  i  zaczął  czytać  Śrimad 
Bhagavatam.  Kiedy  rozpoczął  czytać  Rasapanczadhyayi,  fragment 
odnoszący  się  do  Rasa-lila  (taniec  gopi  i  Kryszny),  tak  bardzo 
przepełniła  go  bhava,  że  wykrzyknął:  „Ha  Kryszna!”  i  opuścił  ciało, 
by  przyłączyć  się  do  Rasa-lila  w  swoim  siddha-deha  w 
transcendentalnej Vrindavanie. 
 
Śri Jamuna Das i Śri Avadha Das byli dwoma głównymi uczniami Śri 
Harikinkary.  Zanim  wyruszył  nad  Semariyaghata,  wezwał  ich  do 
siebie. Do Jumuny Dasa rzekł:  

-Gdy  odejdę,  udaj  się  w  różne  części  kraju  i  nauczaj 
Vaisznavizmu. 

Zaś do Avadha Dasy powiedział: 

-Ty udaj się do Vrindavan i wykonuj bhadżan. 

 
Avadha Das Baba urodził się około roku 1926 w bramińskiej rodzinie 
Maithila,  w  wiosce  o  nazwie  Mandara-Madhusudana,  leżącej  w 
obszarze Bhagalapura w Biharze. Teren ten został uświęcony kurzem 
ze stóp Śri Czaitanyi Mahaprabhu, kiedy wędrował do Gayi. Avadha 
Das  Baba  już  w  młodości  wyrzekł  się  świata  i  przyjął  inicjację  od 
Harikinkary  Yogindravary.  Pozostał  w  swym  aśramie  w  Mithilapuri 
do końca życia. 
 
Śri  Harikinkara  był  nie  tylko  siddha  mahatmą,  ale  także  wielkim 
panditą.  Uważano  go  za  cenny  klejnot  wśród  panditów  z  Mathili, 

background image

 

128 

które  od  lat  słynęło  jako  centrum  nauki.  Avadha  Das  uczył  się  od 
niego  śastr.  Przestudiował  Śrimad  Bhagavatam  i  nauczył  się  go  w 
całości poprzez serce. 
 
Po  odejściu  Gurudeva  udał  się  do  Vrindavany  i  zamieszkał  w  domu 
Dhobi  Gali,  który  z  czasem  stał  się  jego  aśramem.  Całe  jego  życie 
ograniczało się do tego miejsca. Wychodził z niego jedynie dwa razy 
w  roku,  w  rocznicę  pojawienia  się  Śri  Madhavacaryi  i  swego 
gurudeva, kiedy prowadził nagara-kirtan. Cały czas był pogrążony w 
bhadżanie, śpiąc jedynie dwie lub trzy godziny w nocy. 
 
Na  jego  bhadżan  składało  się  wyłącznie  patha  (czytanie)  i  pudża 
(czczenie) Śrimad Bhagavatam. Recytował śloki Śrimad Bhagavatam 
nie patrząc na strony, gdyż nie tylko znał je wszystkie poprzez serce, 
ale także wiedział od jakiej śloki każda strona się zaczyna i na jakiej 
kończy.  Czcił  Śrimad  Bhagavatam  dokładnie  w  ten  sam  sposób  jak 
czci się Śri Murti Kryszny, ponieważ uważał Śrimad Bhagavatam za 
Jego Osobistą manifestację. Zawijał je w jedwabny materiał, kładł na 
ozdobionym  simhasanie  (królewskie  siedzenie),  ofiarowywał  mu 
pożywienie  i  jadł  jego  prasada.  Latem  wachlował  je,  w  zimie 
przykrywał kołdrą, a w czasie pory deszczowej huśtał na huśtawce. 
 
Kiedykolwiek  ktoś  go  odwiedzał,  to  zastawał  go  albo  czytającego 
Śrimad Bhagavatam albo mówiącego o nim. Rzadko mówił o czymś 
innym i rzadko pozwalał komukolwiek mówić o czym innym.  
 
Pewnego  razu  przybył  do  Vrindavany  młodzieniec  z  Allahabadu. 
Usłyszał  wcześniej,  że  jeżeli  ktoś  zje  pozostałości  pożywienia 
świętego siddhy, zostaje pobłogosławiony darśanem Radha-Madhavy. 
Ktoś  powiedział  mu,  że  Avadha  Das  Baba  zyskał  przychylność 
Radha-Madhavy.  Udał  się  więc  do  jego  aśramu.  W  tym  czasie  Baba 
przyjmował  prasada.  Młodzieniec  udał  się  do  niego,  mimo  że  uczeń 
Baby powiedział mu, żeby nie wchodził gdy on je. Usiadł przed nim i 
poprosił  ze  złożonymi  dłońmi  o  odrobinę  prasada  z  jego  talerza. 
Jednak Baba nawet w czasie posiłku był pogrążony w medytacji albo 
miał darśn jakiejś lila. Nie usłyszał go więc. Młodzieniec pomyślał, że 
Baba  zignorował  jego  prośbę.  Dlatego  też  wyciągnął  rękę  i  wziął 

background image

 

129 

trochę prasada z jego talerza. Gdy młodzieniec już miał zjeść prasada, 
Baba złapał go za rękę. Wziął prasada z jego dłoni i włożył mu do ust. 
 
Gdy tylko to zrobił, młodzieniec upadł na ziemię tracąc świadomość. 
Pozostał w takim stanie do późnego wieczora, kiedy to Baba skończył 
swoje  codzienne  patha  Śrimad  Bhagavatam;  poprosił  sadhu,  którzy 
przyszli  słuchać  jego  patha,  by  wykonywali  kirtan  wokół  chłopca. 
Kiedy rozpoczął się kirtan chłopiec otworzył oczy. Przez pewien czas 
zdezorientowany  rozglądał  się  dookoła.  Następnie  łapiąc  Babę  za 
stopy, płacząc powiedział: 

-Wybacz  mi  Maharadż.  Popełniłem  ciężką  zniewagę  wobec 
twoich  stóp,  ale  teraz  uświadomiłem  sobie  twoją  prawdziwą 
tożsamość.  Pozostanę  u  twych  stóp  i  będę  im  służył  do  końca 
życia. Nigdzie indziej nie pójdę. Będziesz musiał mnie przyjąć. 
Gurudev zlituj się, zlituj się nade mną!  

 
Baba nie tylko mu wybaczył, ale dał  mu diksza  oraz wziął na siebie 
całą  za  niego  odpowiedzialność.  Gdy  jeden  z  sadhu  zapytał 
młodzieńca, czego dowiedział się o Babie ten odpowiedział: 

-Kiedy  Baba  włożył  mi  do  ust  trochę  posiłku  które  wziąłem  z 
jego  talerza,  zostałem  przeniesiony  do  transcendentalnego 
wymiaru.  Ujrzałem  tam  dzienne  bhodżana  lila  Vradżendra 
nandany.  Baba  i  Śri  Kryszna  siedzieli  w  środku  otoczeni 
sakhami  (przyjaciele  Śri  Kryszny)  w  atmosferze  zabawy  i 
radości i karmili się nawzajem resztkami swoich posiłków.  

 
Pewien  Bengalczyk  przyjął  diksza  i  vesza  od  Baby  i  zamieszkał  w 
jego  aśramie.  Był  bardzo  niestały.  Nie  mógł  przebywać  dłużej  w 
jednym  miejscu.  Po  pewnym  czasie  poprosił  Babę,  by  pozwolił  mu 
włóczyć się po kraju. Baba nie wyraził zgody. Mimo to, pewnego dnia 
spakował się, by odejść. 
Baba zapytał:  

-Gdzie idziesz? 
-Nigdzie – odpowiedział - trochę się powłóczę i wrócę. 

Baba ostrzegł go:  

-Nic nie zyskasz nie słuchając guru i włócząc się jak małpa. 
-Tak długo słuchałem guru. Czy mam się go słuchać całe życie?- 
spytał i odszedł. 

background image

 

130 

 
Przez wiele lat Baba nic o nim nie słyszał. Zaczął się o niego martwić. 
Pewnego dnia, kiedy wykonywał dżapa i przechadzał się na podwórzu 
aśramu,  przyszła  do  niego  młoda  małpa  i  złapała  go  za  stopy.  Baba 
zrozumiał, że to ten bengalski uczeń. Umarł i narodził się jako małpa, 
ponieważ nie posłuchał guru. Jednak dzięki bhakti, pamiętał o obrazie, 
którą  popełnił  w  poprzednim  życiu.  Poczuł  skruchę  i  przyszedł  do 
Baby,  by  prosić  o  wybaczenie.  Baba  zlitował  się  nad  nim  i 
powiedział: 

-Dobrze, że przyszedłeś. Teraz nie odchodź nigdzie. Pozostań w 
pobliżu aśramu i przychodź na prasadam. 

Baba  założył  mu  na  szyi  tulasi-kanthi  i  poprosił  swych  uczniów,  by 
się  nim  opiekowali.  Małpa  żyła  na  dachu  aśramu  i  w  jego  pobliżu. 
Dwa razy dziennie, kiedy rozdawano prasada, przychodziła i siadała w 
podwórzu.  Wieczorem,  gdy  Baba  wygłaszał  katha  Śrimad 
Bhagavatam, przychodziła, siadała w oknie i z wielką uwagą słuchała 
katha. 
 
Baba  nazywał  ją  Ramadas.  Pewnego  dnia  powiedział  do  swych 
uczniów: 

-Przez  dwa  dni  nie  widziałem  Ramadasa.  Wy  także  go  nie 
szukaliście. 

Jeden  z  uczniów  wszedł  na  dach  aśramu  i  zobaczył,  że  małpa  leży 
martwa. Kiedy Baba się o tym dowiedział, rzekł: 

-Ramadas  był  vaisznavą.  Jego  pogrzeb  powinien  się  odbyć 
zgodnie z tradycją vaisznava. 

Zgodnie z tym uczniowie położyli go na vimanie i zanieśli do Jamuny 
robiąc po drodze kirtan. Następnie oddali go rzece. Z okazji pogrzebu 
odbyła się bhandara i vaisznavowie przyjęli prasada.  
 
Pewnego razu Baba miał bardzo niezwykły i zadziwiający darśan Śri 
Kryszny.  Po  skończeniu  wieczornego  katha  Śrimad  Bhagavatam, 
ujrzał Krysznę robiącego parikram  wokół Śrimad Bhagavatam, które 
przed  chwilą  recytował.  Było  to  zadziwiające,  gdyż  to  zawsze 
wielbiciel  wykonuje  parikram  wokół  obiektu  swej  czci.  Czy  Śri 
Kryszna traktował Śrimad Bhagavatam jako obiekt Swej czci?         
 

background image

 

131 

Odpowiedź  jest  oczywista.  Bhagavatam  jest  nie  tylko  słowną 
manifestacją  Kryszny,  ale  także  słowną  manifestacją  Premy  czyli 
Transcendentalnej  Miłości.  Prema  jest  celem  nie  tylko  dla 
ograniczonych dusz, ale także dla Kryszny. 
 
Bez wątpienia Kryszna jest Miłością, ale mimo to pragnie On jeszcze 
więcej  miłości.  Im  więcej  się  ma  miłości  tym  bardziej  się  za  nią 
tęskni. To natura Kryszny jako Miłość powoduje, że mówi On:  

-aham  bhakta  paradhinah-  Jestem  zawsze  pomocny  mym 
bhaktom, którzy mnie kochają. 

Czerpie On więcej szczęścia z miłości Swych wielbicieli, niż ze swej 
natury  pełnej  szczęścia.  Śrimad  Bhagavatam  opisuje  Jego  miłosne 
przygody  z  wielbicielami.  Dlatego  też  traktuje  On  Swoją  własną 
manifestację  w  postaci  Śrimad  Bhagavatam  za  wyższą  od  Niego 
Samego i godną czci. Dlatego również ma On zawsze wielką ochotę 
na słuchanie katha Śrimad Bhagavatam. Śri Dżiva Gosvami opisuje w 
Gopala-Czampu  z  jak  wielką  przyjemnością  słucha  On  opowiadań 
swych własnych lila od Madhukanthy i Snigdhakanthy.  
 
Tego  dnia  Śri  Kryszna  był  pewnie  w  aśramie  Baby  jako  jeden  ze 
słuchaczy wygłaszanego przez niego Bhagavata-katha i zapewne czuł 
się  skrępowany,  by  wykonać  parikram  wokół  Bhagavatam  po  katha 
jak  inni  słuchacze.  Zapewne  bardzo  Mu  się  podobało  katha 
wygłoszone przez takiego wielbiciela jak Avadha Das Baba i czuł, że 
powinien  mu  coś  dać  w  prezencie.  Uznał,  że  jedyne,  co  może 
zadowolić Babę, to Swój darśan . 
 
Baba  normalnie  kontynuował  patha  i  pudżę  Śrimad  Bhagavatam 
nawet, gdy miał 110 lat. W 1937 roku zachorował. Był tak słaby, że 
nie był w stanie w ogóle chodzić. Musiał być noszony. Drugiego dnia 
Kryszna-pakszy, miesiąca Phalguna jego stan się pogorszył. Jego ciało 
pozostawało nieruchome. Jego uczniowie myśleli, że nadszedł koniec. 
Rozpoczęli  więc  kirtan.  Jak  tylko  Baba  usłyszał  pierwsze  słowa 
kirtanu:  „Śri  Kryszna  Czaitanya  Prabhu  Nityananda”  wstał  i  zaczął 
tańczyć w kirtanie. Jego uczniowie poczuli trwogę. Zatrzymali kirtan i 
położyli go na łóżku. Wkrótce potem jego stan się pogorszył i stało się 
oczywiste,  że  za  chwilę  umrze.  Zgodnie  z  instrukcjami,  których 
udzielił  swym  uczniom  wcześniej,  przynieśli  oni  kurz  gjana-gudani 

background image

 

132 

(miejsce  we  Vrindavan,  gdzie  Uddhava  próbował  dać  gopi  gjanę), 
rozsypali go na podłodze i położyli na nim Babę. Jego usta poruszały 
się  powoli  i  słychać  było  jak  bardzo  słabym  głosem  recytuje  śloki 
Śrimad  Bhagavatam.  Kontynuował  recytowanie  ślok  do  godziny 
trzeciej  następnego  ranka,  kiedy  opuścił  ciało,  by  uczestniczyć  w 
wiecznych lila Śri Kryszny w transcendentalnej Vrindavanie. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

133 

 

ROZDZIAŁ  XVI 

 

Śri Gopal Das Baba Dżi 

 
 

Śri  Gopal  Das  Baba  Dżi  urodził  się  w  1851  roku  w  Imphali  w 
Manipurze.  Jego  ojciec  Śri  Meghavarna  Śarma  był  wielkim 
wielbicielem.  Gopal  Das  wrodził  się  w  swego  ojca.  Nawet  jako 
młodzieniec wydawał się obojętny wobec świata i spędzał większość 
czasu  na  bhadżanie.  Meghavarna  Śarma  był  bardzo  z  tego  powodu 
zadowolony.  Tak  jak  prawdziwy  ojciec  dał  mu  diksza  i  polecił  mu 
udać się do Vradży i po przyjęciu vesza od świętego z linii uczniów 
Śri Narottama Thakura Mahaśayi, wykonywać bhadżan.  
 
Gopal  Das  miał  niezwykłe  szczęście.  Na  ogół  ludzie  muszą  przejść 
przez  liczne  upadki  i  wzloty,  zwątpienia,  trudności,  okresy 
niepewności i niezdecydowania, zanim zrozumieją, że jedynym celem 
życia  jest  wykonywanie  bhadżanu  i  zrealizowanie  Pana;  muszą  też 
zmagać się z samym sobą oraz z rodziną, gdy chcą się wyrzec świata. 
Jednak  dla  Gopala  Dasa  wszystko  było  proste  dzięki  jego  własnym 
samskarom i jego bystremu, życzliwemu ojcu. 
 
Gopal  Das  udał  się  do  Vradży  i  przyjął  vesza  od  Śri  Vinodadasa 
Dżi’ego,  ucznia  Śri  Damodara  Dasa  Dżi’ego  z  sukcesji  uczniów  Śri 
Narottama  Thakury.  Vinoda  Dżi  mieszkał  w  pobliżu  Czakaleśvara 
Mahadevy na Govardhana i polecił mu, by zamieszkał nad Radhakund 
i uczył się śastr od Śri Iśvara Dasa Dżi’ego. Gopal Das mieszkał nad 
Radhakunda przez 3 lata i uczył się od Iśvara Dasa Dżi’ego o Śrimad 
Bhagavatam  i  innych  książkach  Gaudiya  Gosvamich.  Chciał  także 
nauczyć się Vradża-bhasa, ale Iśvara Dasa Dżi powiedział mu: 

-Byłoby  dla  ciebie  lepiej,  gdybyś  się  nie  uczył  Vradża-bhasa 
(język  Vradży).  Jeśli  się  go  nauczysz,  poznasz  bliżej 
Vradżabasich. Twój kontakt z nimi zakłóci twój bhadżan, a także 
wzrośnie ryzyko popełnienia obrazy przeciw nim. 

Toteż Gopal Das porzucił pomysł uczenia się Vradża-bhasy. 

background image

 

134 

 
Po  ukończeniu  nauki  śastr,  Gopala  Das  Baba  przez  pewien  czas 
wędrował po Vradży. Nie zatrzymywał się nigdzie dłużej niż na jeden 
dzień. W końcu osiadł w wiosce Konhi i zamieszkał w pobliżu Vamsi-
kunda.  Otrzymywał  madhukari  od  Vradżabasich  i  jadł  tylko  raz 
dziennie - wieczorem. Jeśli jakiegoś dnia dostał więcej madhukari niż 
mógł zjeść, pozostawiał to na następne dni i dopóki tego nie zjadł, nie 
szedł na madhukari. Z przyjemnością jadł wszystko, co dostał, nawet 
jeśli  było  to  nieświeże  lub  zgniłe.  Gdy  dostawał  słodycze  albo  inne 
smaczne rzeczy, to nie jadł ich, ale rozdawał innym. Używał jedynie 
glinianych naczyń, zrobionych z kurzu Vradży. 
 
Mieszkał  w  Konhi  przez  40  lat.  Kochał  bardzo  towarzystwo  Śri 
Harigopala Dasa Baby, który był uczniem Siddha Madhusudana Dasa 
Baba  Dżi’ego.  Harigopal  Das  Baba  mieszkał  nad  Surya-kunda, 
dlatego też po 40 latach Gopal Das przeprowadził się i zamieszkał na 
werandzie starej świątyni nad brzegiem Surya-kunda. 
 
Baba  czytał  codziennie  co  najmniej  jeden  rozdział  ze  Śrimad 
Bhagavatam.  Kiedy  osiągnął  wiek  90  lat,  stracił  wzrok.  Bardzo 
cierpiał z tego powodu, bo nie mógł już czytać Bhagavatam. Pewnego 
popołudnia, kiedy rozmyślał nad swoim stanem, ogarnęła go senność. 
W  tym  stanie  ujrzał  bardzo  piękną  dziewczynę,  której  blask  ciała 
wypełnił  otoczenie  boskim,  kojącym  światłem.  Czule  na  niego 
spojrzała i zapytała współczującym głosem:  

-Baba, wydaje się, że jesteś strapiony. Powiedz mi, co się stało. 

Baba powiedział: 

-Lali, straciłem wzrok i nie mogę czytać Bhagavatam. Życie mi 
ciąży. Jaki jest pożytek z życia, gdy niemożliwe jest Bhagavata-
patha i darśan bóstw oraz mahatmów? 
-Nie  martw  się  Baba  -  powiedziała  pewnie  dziewczyna  -  masz 
szal,  na  którym  wypisane  jest:  „Radhe  Śyama”.  Zawiąż  go 
wokół oczu udając się na spoczynek. Rano odzyskasz wzrok. 

Gdy tylko Baba to usłyszał, jego senność  minęła. Jednak słodki głos 
dziewczyny nadal dzwonił mu w uszach, a jej lśniąca postać trwała w 
jego  umyśle.  Tak  jak  mu  nakazała,  na  noc  zawiązał  oczy  szalem  z 
napisem:  ”Radhe  Śyam”.  Gdy  się  obudził  następnego  ranka,  z 
radością  zauważył,  że  znowu  może  widzieć  wszystko  tak  jak 

background image

 

135 

wcześniej.  Codzienna  procedura  Bhagavata-pathy  została  znowu 
podjęta, ale dziewczyna zawładnęła jego sercem. Był przekonany, że 
była to Radharani, o której medytował dzień i noc. Któż inny mógłby 
być tak łaskawy i miłosierny? 
 
Życie bez Niej stało się dla niego teraz niemożliwe. Z powodu rozłąki 
z Nią stale ronił łzy. Nie wytrzymał tego długo. 3 czerwca 1971 roku, 
w południe, kiedy to, zgodnie z asztayama-lila, Radharani idzie wraz 
ze swymi sakhi nad Surya-kunda, by wielbić słońce, opuścił ciało, by 
spotkać się z Nią nad transcendentalną Surya-kunda w swoim siddha 
sakhi-deha. 
 
Baba  mówił,  że  dla  sadhaki  trzy  rzeczy  są  ważne:  (1)  Santa-seva 
(służenie  świętym  osobom),  (2)  Harinama  i  (3)  Wiara  we  Vradża-
radża. Wiara we Vradżę jest nawet bardziej istotna niż służba świętym 
osobom  i  Harinama,  ponieważ  w  chwili  śmierci,  santa-seva  nie  jest 
możliwa,  a  Harinama  często  nie  ma,  ale  Vradża-radża  nie  opuszcza 
sadhaki, który żył we Vradży z wiarą do końca swych dni. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

136 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

137 

 

ROZDZIAŁ XVII 

 

Śri Harigopal Gosvami 

 
 

Śri  Harigopal  Gosvami  był  potomkiem  Śri  Narayana  Bhatty 
Gosvamiego, któremu po raz pierwszy ukazało się bóstwo Radharani 
w  świątyni  w  Baraszanie  i  który  z  rozkazu  Śri  Rupy  i  Śri  Sanatany 
ukończył  zadanie  odkrycia  świętych  miejsc  związanych  z  lila  Śri 
Kryszny,  rozpoczęte  przez  nich  i  ich  zwiastuna  Śri  Lokanatha 
Gosvamiego  (biografię  Narayana  Bhatty  Gosvamiego  „Vradża-ke-
Rasikaczarya”  napisał  autor,  wydał  Śri  Kryszna-Dżanmasthana, 
Mathura).  Śri  Harigopal  Gosvami  był  uczniem  Śri  Dhuleśvara 
Gosvamiego  z  Uńczagramy.  Mieszkał  w  Nimaranie  w  stanie  Alvar, 
gdzie  miał  swoje  gaddi  (siedziba  Aczaryi,  czyli  lidera  religijnego)  i 
świątynię  swego  Thakura  Śri  Lanile  Sarakara  (Lanile  Sarakara  to 
bóstwo  Balagopala,  ukazane  przez  Samego  Śri  Krysznę  Narayanowi 
Bhattcie  Gosvamiemu.  Lanile  Gopal,  tak  jak  bóstwo  Gokulananda 
Lokanatha Gosvamiego, pomogło Narayanowi Bhattcie Gosvamiemu 
w odkryciu lila-sthal we Vradży). Radża Alavaru był jego uczniem. 
 
Z zawodu był vaidyą (lekarzem), ale był także wielkim panditą. Znał 
biegle hindi, sanskryt i angielski. Posiadał obszerną wiedzę na temat 
sześciu systemów indyjskiej filozofii, sześciu Sandarbh Śri Dżivy oraz 
Śrimad Bhagavatam. 
 
Z  natury  był  bardzo  prosty  i  świątobliwy.  Pomimo  wykształcenia, 
pochodzenia  i  pozycji  guru  Radży  Alvaru,  żył  bardzo  prosto  i 
skromnie. Jednak jego sława dotarła do ludzi z Haryany. Wśród jego 
uczniów było wielu Thakurów, Gudżarów i Yadavów z Haryany. 
 
Większość swego czasu spędzał w ciszy robiąc bhadżan. Osiągnąwszy 
podeszły wiek przeprowadził się z Alvaru do Uńczagramy w pobliżu 
Baraszany,  tak  by  móc  bez  żadnych  zakłóceń  spędzać  cały  na 
bhadżanie. Wziął też ze sobą swego Thakura Śri Lanile Dżi. 

background image

 

138 

 
W  Uńczagramie  mieszkał  w  starej  świątyni  Dau  Dżi’ego,  w  której 
przebywał kiedyś Narayan Bhatta. Naprzeciwko świątyni, na szczycie 
wzgórza,  znajduje  się  stara  świątynia  Lalita  Sakhi.  Z  prawej  strony 
świątyni Lalita Dżi jest piękne miejsce pokryte zielenią. Gosvami Dżi 
wykonywał  tam  swój  bhadżan  w  ciągu  dnia,  a  w  nocy  wracał  do 
domu. Większą część nocy spędzał na bhadżanie. Jego oczy były stale 
pełne łez, gdy myślał o Radharani. 
 
Tak  oto  spędził  ostatnie  dwadzieścia  lat  swego  życia  spokojnie 
wykonując bhadżan. W nocy 30 marca 1990 roku, kiedy miał ponad 
sto lat, ale nadal cieszył się dobrym zdrowiem, nagle wykrzyknął: 

-Pójdę,  pójdę!  Drzwi  świątyni  Śri  Dżi  (Radharani)  zostały 
otwarte. Purnamasi przybył! 

Członkowie  rodziny  gwałtownie  się  obudzili.  Zdezorientowani 
zapytali: 

-Gdzie  pójdziesz?  Jest  12  w  nocy,  świątynia  Śri  Dżi  jest 
zamknięta. 

Jedynie  Bóg  wie,  czy  on  ich  usłyszał.  Stale  powtarzał:  „Radhe, 
Radhe!”  O  drugiej  w  nocy  czubek  jego  głowy  się  otworzył  i  pokój 
wypełniło  boskie  światło.  Jego  ciało  upadło  na  poduszkę,  a  dusza 
przechodząc  przez  brahma-randrę  (otwór  na  czubku  głowy), 
przeniosła się do kuńdży Radharani w formie Jej sakhi, by żyć z Nią 
wiecznie i służyć Jej. 
    
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

139 

 

ROZDZIAŁ XVIII 

 

Śri Ramakryszna Das Baba Dżi 

 
 

avyavrtabhajanat 

                           

 

 

 

(Narada-bhakti-sutra, 36) 

 
W  aforyzmie  tym  Śri  Narada  Muni  stwierdza,  że  sukces  w 
praktykowaniu oddania jest osiągany poprzez nieprzerwany bhadżan, 
a jego końcową esencją jest nieustanne pamiętanie Pana. Śri Kryszna 
mówi w Bhagavad-gicie: 

ananya-czetah satatam yo mam smarati nityaśah 

tasyaham sulabhah partha nitya-yuktasya yoginah 

(Gita 8.14) 

 
„O Ardżuno, bez trudu osiąga Mnie ten, kto bezustannie angażując się 
w służbę oddania, zawsze pamięta o Mnie.”  
 
Wielbiciel nie może znieść nawet chwili bez myślenia o Panu. Śrimad 
Bhagavatam stwierdza: 
„Jeśli wielbicielowi daje się bogactwo i świetności trzech światów w 
zamian za przerwanie pamiętania lotosowych stóp Pana nawet na pół 
sekundy, to pozostaje on niewzruszony. Jak mógłby on oderwać się od 
Boskich  Stóp,  których  nie  udaje  się  zrealizować  nawet  półbogom 
poprzez nieustanną medytację?” (Śrimad Bhagavatam 2.2.53) 
 
Życie  Śri  Ramakryszny  Dasa  Baba  Dżi’ego  jest  znakomitym 
przykładem  nieustannego  bhadżanu.  Urodził  się  w  1911  roku  z 
silnymi samskarami bhakti, w wiosce koło Dżasohara we Wschodnim 
Bengalu.  Nie  tracił  czasu  na  określanie  swego  życiowego  celu  i 
zmierzanie  w  jego  stronę.  Wyrzekł  się  świata  w  wieku  siedemnastu 
czy osiemnastu lat, natychmiast po zdaniu szkolnego egzaminu i udał 
się  do  Śri  Ramadasa  Baba  Dżi’ego  Maharadża,  który  był  sławnym 
świętym  Aśramu  Pathabani  w  Kalkucie.  Przyjął  od  niego  inicjację  i 

background image

 

140 

zamieszkał  z  nim  na  jakiś  czas,  służąc  mu.  Następnie  za  jego 
pozwoleniem  i  z  jego  błogosławieństwami  udał  się  do  Varanasi,  by 
uczyć  się  tam  sanskrytu  i  śastr.  Studiował  Śrimad  Bhagavatam, 
Szatasamdarbhę,  Bhakti-rasamrita-sindhu,  Udżvalanilamani  i  inne 
ważne bhakti-śastry. Po ukończeniu studiów nad śastrami, udał się do 
Vrindavany,  przyjął  vesza  od  swego  brata  duchowego  Śri  Radżani 
Baba  Dżi’ego  Maharadża  z  Govindakuda  we  Vrindavanie.  Potem 
wyruszył  do  Maghery,  małej  wioski  około  7  km  od  Czatikary,  by 
nieprzerwanie do końca życia wykonywać tam bhadżan. 
 
Główną  częścią  jego  bhadżanu  był  kirtan.  Wykonywał  kirtan  cztery 
razy  dziennie:  prabhati  kirtana  wcześnie  rano  o  3:30,  madhayanha 
kirtana  w  południe,  arati  kirtana  wieczorem  oraz  abhisara-kirtana  w 
nocy o około 10. Śpiewał tak wysokim tonem, że było go słychać w 
najodleglejszym  zakątku  wioski.  Był  tak  pochłonięty  kirtanem,  że 
czasami  wykrzykiwał:  „Ha  Nitai!”  lub  „Ha  Radhe!”  i  upadał 
nieświadomy  na  ziemię.  Pozostały  czas  spędzał  na  Giridhari-sevie  i 
lila-smarana. Żadna chwila jego życia nie była stracona (bez smarana). 
Często słychać było jak powtarzał następujące słowa Hanumana: 
 

kaha hanumana vipati prabhu soi 

dżaba tava sumirana bhadżana na hoi 

 
„O  Panie!  Czas  bez  pamiętania  lub  bhadżanu  o  Twych  lotosowych 
stopach jest czasem wielkiego nieszczęścia lub tragedii!” 
 
Nawet  jeśli  Baba  spełniał  potrzeby ciała,  takie  jak  wypróżnianie  czy 
kąpiel,  jego  smarana  trwało  nadal.  Ponieważ  był  głównie 
zaangażowany  w  smarana,  czynności  ciała  odbywały  się 
automatycznie, z powodu przyzwyczajenia. 
 
Po  paru  latach  ściśle  zdyscyplinowanego  życia  i  bezustannego 
bhadżanu,  pokonał  sen  i  głód.  Był  zaangażowany  w  bhadżan 
nieprzerwanie od 3:30 rano do 2:30 rano następnego dnia, czyli spał 
jedynie  godzinę  w  ciągu  doby.  W  południe  zachodził  po  madhukari 
tylko do trzech domów. Jeśli nic nie dostawał w tych trzech domach, 
wracał do swego kuti i pościł, zamiast marnować czas i chodzić gdzieś 
indziej. Jadł jedynie dwa roti dziennie i jedną czwartą roti w nocy. 

background image

 

141 

Z  cielesnego  punktu  widzenia  może  się  wydawać  niewiarygodne,  że 
ktoś  może  żyć  długo,  śpiąc  i  jedząc  tak  mało.  Jednak  jak  już 
zauważyliśmy  w  innych  przypadkach,  święte  osoby,  które 
nieprzerwanie praktykują bhadżan, wznoszą się ponad ciało. Piją oni 
nektar, który spływa z góry do ich serc w czasie smarana. To właśnie 
utrzymuje ich przy życiu i sprawia, że są szczęśliwi. 
 
Warunki  w  jakich  żył  same  w  sobie  są  dowodem,  że  wzniósł  się 
ponad  ciało.  Jego  kuti  było  tak  małe,  że  ledwo  mógł  się  w  nim 
położyć z wyprostowanymi nogami. Ziemia wokół kuti była tak nisko, 
że podczas opadów była zalewana, a kuti pozostało odcięte od reszty 
wioski. Idąc na madhukari, Baba musiał przedzierać się przez zalaną 
ziemię. Dokuczały mu też komary, ale on wydawał się albo zupełnie 
ich  nieświadomy  bądź  też  nie  zwracał  na  nie  uwagi.  Wieśniacy 
poprosili  go,  żeby  przeniósł  się  w  jakieś  inne  miejsce  we  wsi,  ale 
odmówił. Uważał, że zaistniała sytuacja jest nawet bardziej korzystna 
dla niego, ponieważ powstrzymywała ludzi od odwiedzin i zakłócania 
jego bhadżanu. 
 
Po pewnym czasie Baba oślepł. Jednak nie martwił się tym, ponieważ 
po  utracie  fizycznego  wzroku,  otworzyły  się  jego  oczy  duchowe. 
Mógł  widzieć  Radhę  i  Krysznę  i  rozmawiać  z  nimi.  Ludzie  często 
słyszeli te rozmowy. 
 
Po  utracie  wzroku,  pomimo  że  dotychczas  tego  nie  robił  -  Baba 
przyjął dwóch uczniów: Pranagaurangę Dasa i Madanamohana Dasa. 
Jeden z nich zawsze mieszkał w pobliskim kuti i służył mu. 
 
Baba polecił obydwu swym uczniom, żeby nie przyjmowali od nikogo 
pieniędzy.  Sam  ich  nie  dotykał,  ani  też  nie  pozwalał  dotykać  ich 
swoim  uczniom.  Jeśli  potrzebował  czegokolwiek  do  służby  swemu 
Giridhariemu albo dla ochrony ciała, to także tego nie przyjmował od 
nikogo.  Nie  było  kwestii  przyjęcia  tego,  co  było  przyniesione  spoza 
Vradży  albo  zakupione  za  pieniądze  osoby,  która  mieszkała  poza 
Vradżą. Jeśli jednak tego typu rzecz została przyniesiona, zawsze się o 
tym dowiadywał i mówił swym uczniom, by ją zwrócili.  
 

background image

 

142 

Pewnego  razu  Baba  zachorował.  Został  zabrany  do  aśramu  swego 
guru we Vrindavanie. Poszedłem spotkać się z nim, bo znałem go od 
pewnego  czasu  i  był  on  dla  mnie  bardzo  miły.  Poprosiłem  go,  aby 
przyjął  trochę  mleka,  bo  był  bardzo  słaby.  Po  długich  namowach, 
zgodził się. Postarałem się o dostawę mleka. Parę dni później przybył 
do  Vrindavany  mój  przyjaciel  Śri  Harirama  Singhaniya, 
przemysłowiec z Kalkuty. Poprosił mnie, żebym go zabrał do jakiegoś 
świętego siddhy na darśan. Zabrałem go do Baby. Baba zrobił na nim 
wielkie wrażenie i mój przyjaciel chciał zrobić dla niego jakąś służbę. 
Powiedziałem:  „Baba  nie  przyjmuje  żadnej  służby  od  nikogo.  Nie 
potrzebuje  on  nic  poza  madhukari.  Z  wielkimi  oporami  zgodził  się 
przyjmować  mleko  przez  parę  dni.”  Przyjaciel  natychmiast 
powiedział:  „Pozwól  więc,  żebym  zapłacił  za  dostarczone  mleko.” 
Niechętnie  się  zgodziłem.  Singhaniya  Dżi  nie  zapłacił  jeszcze  za 
mleko,  gdy  jego  pragnienie  zostało  odkryte  przez  czuły  duchowy 
zmysł  Baby,  że  odtąd  mleko  które  ma  pić  będzie  kupowane  za 
pieniądze osoby, która mieszka poza Vradżą. Następnego dnia wezwał 
swego ucznia Madanamohanę i powiedział: 

-Madana, nie będę tu dłużej mieszkał. Natychmiast zanieś mnie 
do Maghery. 

Madana powiedział: 

-Baba, wszystko jest tu takie sprzyjające i twoje zdrowie zaczęło 
się  poprawiać.  Powinieneś  zostać  tu  do  czasu,  kiedy  zupełnie 
wyzdrowiejesz. 
-Nie,  ty  nic  nie  rozumiesz.  Tutaj  jest  parapeksza  (zależność  od 
innych).  Nie  mogę  tu  zostać  ani  chwili  dłużej.  Natychmiast 
sprowadź tonga. 

Tego  samego  dnia  Madan  musiał  sprowadzić  tonga  i  zabrać  go  z 
powrotem do Maghery. 
 
Baba  zachorował  ponownie  w  1984  roku.  Jego  brat  duchowy  Śri 
Viśvarupa Das Baba, który mieszkał około 7 km od Maghery we wsi 
Rali, zabrał go na leczenie. Dał mu pokój w Basanti-ki-bagiczi, blisko 
swego  kuti.  Baba  był  chory  fizycznie,  ale  na  duchowej  platformie 
zdawał  się  zawsze  pływać  w  oceanie  szczęścia.  Fale  oceanu  rzucały 
nim na wszystkie strony, tak że czasami się śmiał, czasami szlochał, a 
czasami  krzyczał  głośno,  jak  ktoś  kto  oszalał,  ponieważ  szczęście 
jakiego  doświadczał  było  zbyt  silne  dla  jego  słabego  ciała.  Pewnej 

background image

 

143 

nocy  około  1  po  północy  wykrzyknął:  „Dżai  Nitai!  Dżai  Nitai!”  i 
stracił  świadomość.  Przybiegł  Viśvarupa  Baba.  Kiedy  ujrzał  go 
leżącego w nieświadomości przeraził się, że może umarł. Złapał go za 
nadgarstek,  by  poczuć  puls.  Gdy  tylko  dotknął  Babę,  rozdzierający 
serce  dźwięk  wydobył  się  z  jego  gardła  i  coś  w  rodzaju  porażenia 
prądem  rzuciło  Viśvarupę  na  około  metr  od  jego  łóżka.  Być  może 
Baba  ujrzał  Nityanandę  Prabhu  i  jego  ciało  zostało  naładowane 
boskim prądem, który spowodował porażenie.  
 
Następnego  dnia było  Ekadaśi.  O  pierwszej  w  nocy,  kiedy  Baba  był 
pogrążony  w  bhadżanie,  ujrzał  w  swoim  bagiczi  swojego  guru  Śri 
Rama  Dasa  Baba  Dżi’ego,  parama-guru  Śri  Radharamana  Czarana 
Dasa  Devę  i  wielu  innych  mahatmów,  którzy  tańczyli  i  wykonywali 
kirtan  przy  akompaniamencie  mrindangi  i  karatali.  Powiedzieli  do 
niego:  „Idziemy  do  Vrindavany.  Ty  też  chodź  z  nami.”  Następnie 
zniknęli, a Baba upadł nieświadomy.  
 
W  Trayodaśi  13  maja  1984  roku,  w  południe  Baba  posłał  po  Śri 
Śivacarana  Varszaneyę,  ucznia  jednego  z  jego  braci  duchowych. 
Kiedy przybył, Baba wykonywał dżapa. Powiedział do niego: 

-Baba  Dżi  Maharadż  (Śri  Rama  Das  Baba)  i  Bane  Baba  (Śri 
Radharamana Czaran Das Deva) powiedzieli, żebym poszedł do 
Vrindavany, toteż proszę zabierz mnie tam natychmiast.” 

Varszaneya Dżi powiedział: 

-Baba, teraz jest bardzo gorąco. Pójdźmy wieczorem. 
-Nie, pójdę teraz. Nie marnujmy czasu. 

Varszaneya  Dżi  sprowadził  tonga.  Baba  usiadł  w  tonga  wraz  z 
Varszaneya  Dżi’m  i  Madana  Mohaną.  Gdy  Varszaneya  Dżi  dotknął 
Baby, by pomóc mu wsiąść do tonga, poczuł jak prąd przeszedł przez 
jego ciało. Ciało Baby było nadal naładowane boskim prądem, który 
go  poraził  w  Ekadaśi.  O  2:30  po  południu  tonga  dotarło  do  guru-
aśrama Baby. W guru-aśramie od 30 lat odbywał się bezustanny Hari-
kirtan. Baba powiedział: „Zabierzcie mnie na miejsce kirtanu.” Baba 
udał się tam i około pół godziny siedział w medytacji. Zapewne czekał 
aż rozpocznie się Nriszimha Caturdaśi, które miało się zacząć za pół 
godziny.  Gdy  rozpoczęło  się,  wykrzyknął:  „Jai  Nitai!  Jai  Radhe!”  i 
opuścił  ciało,  by  spotkać  swego  Gurudeva  i  Parama-Gurudeva  w 

background image

 

144 

transcendentalnej Vrindavanie i grać pod ich przewodnictwem swoją 
rolę w boskich lila Radha-Kryszny. 
 
Wszyscy  myśleli,  że  Baba  poszedł  do  Vrindavany  i  że  wróci  do 
Maghery  po  paru  dniach,  tak  jak  robił  to  dotychczas.  Jednak  tym 
razem został wezwany do transcendentalnej Vrindavany, z której nikt 
nigdy  nie  wrócił.  Jeśli  wydawało  się,  że  udał  się  do  niezwykłej 
Vrindavany,  to  tylko  dlatego,  gdyż  to,  co  wydawało  się  niezwykłą 
Vrindavaną było duchową Vrindavaną. Wydawała się ona niezwykła 
ludziom,  których  wizja  duchowa  była  ograniczona,  ale  dla  kogoś 
takiego jak Baba, którego duchowe oczy były otwarte, była to ta sama 
transcendentalna  Vrindavana,  gdzie  wiecznie  odbywała  się  Kryszna-
lila,  gdzie  nie  tylko  gopale  i  gopi,  ale  również  zwierzęta,  drzewa, 
pnącza, a nawet trawa i kurz składały się z sat (wiecznego bytu), cit 
(inteligencji),  ananda  (szczęścia)  i  były  wiecznie  zaangażowane  w 
służbę  dla  Kryszny.  W  miejscu  tym  wszystko  odbywa  się  w  rytmie 
fletu Kryszny i nawet czas stoi lub płynie, a przestrzeń rozszerza się 
lub  kurczy,  niczym  płatki  lotosu,  zgodnie  ze  słodką  wolą  Kryszny. 
Była  to  ta  sama  Vrindavana,  która  przewyższa  swym  pięknem  inne 
loki,  łącznie  z  Vaikunthami  i  Goloką  i  ta  sama  Vrindavana,  którą 
wskazał Prabodhananda Sarasvatipada, gdy powiedział: 

„O, moja Vrindavan 

jest ponad każdą dhamą! 

Otacza mnie oślepiającym pięknem 

niczym wielki księżyc.” 

                                                    (Vrindavana Mahimamrita 4.83) 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

145 

ROZDZIAŁ XIX 

 

Śri Radharaman Das Baba Dżi 

 
 

Żyć i umrzeć we Vrindavanie to pewna droga na skróty do wiecznego 
życia  i  miłosnej  służby  Radha-Krysznie  w  transcendentalnej 
Vrindavanie. Sanatkumara Samhita oznajmia: 
 

„Jeśli  ktoś  tylko  podporządkuje  się  Vrindavanie,  to  znaczy 
mieszka w niej z wiarą i oddaniem do końca swych dni, wtedy 
uzyska  najwyższy  cel.  Vrindavana  z  natury  (jako  manifestacja 
wewnętrznej mocy Bhagavana, składa się z sat, cit i ananda) daje 
takiej 

osobie 

parama-pada, 

miejsce 

najwyższym 

transcendentalnym  regionie  (którym  jest  transcendentalna 
Vrindavana) bez brania pod uwagę jego zasług czy przewinień” 

 (Sanatkumara Samhita, 32.5) 

 
Jednak  skoro  adhiśvari  (cesarzową)  Vrindavany  jest  Radharani,  nikt 
nie może tu umrzeć, jeśli nie ma Jej błogosławieństw. Zauważono, że 
niektórzy stali mieszkańcy Vrindavany zostali z niej usunięci u kresu 
swego życia, ponieważ nie mieli Jej błogosławieństw; inni natomiast, 
którzy mieszkali poza Vrindavaną całe swe życie, przyszli tu i umarli, 
ponieważ zostali przez Nią pobłogosławieni. 
 
Śri Radharaman Das Baba Dżi był jedną z osób mających szczególne 
szczęście.  Był  on  wezwany  przez  Samą  Radharani  do  Vrindavany 
właśnie w dniu, który był mu przeznaczony do opuszczenia ciała. 
 
Śri Radharaman urodził się 24 kwietnia 1932 roku w Mulati, wiosce w 
24  Paragana  we  Wschodnim  Bengalu,  w  szanowanej  bramińskiej 
rodzinie. Jego ojciec Śri Vinaya Kryszna był właścicielem ziemskim i 
słynnym adwokatem w Sądzie Kalkuty. Jego matka Lalita Devi była 
bardzo  religijną  kobietą,  uczennicą  Śri  Ram  Dasa  Baba  Dżi’ego 
Maharadża,  słynnego  świętego  siddhy  z  Pathabani  w  Kalkucie. 

background image

 

146 

Sprawiła  również,  że  kiedy  jeszcze  Radharamana  Das  był  młody, 
dostał inicjację od Ram Dasa Baba Dżi’ego Maharadża. 
 
Po inicjacji zauważono u niego nagłą zmianę.  Udawał się w odludne 
miejsca i godzinami medytował. Jego oczy były zawsze pełne łez. W 
tym  stanie  jakoś  udało  mu  się  zakończyć  edukację  i  zdać  egzamin 
M.A.  na  uniwersytecie  w  Kalkucie.  Gdy  rodzice  zaczęli  planować 
jego  ślub,  spostrzegł,  że  znalazł  się  na  rozstaju  dróg.  Wyrzekł  się 
świata i udał się do Vrindavany. 
 
We Vrindavanie przyjął sannyasa-dikszę od Śri Madhava Dasa Baba 
Dzi’ego. Następnie udał się do wioski Maghera, gdzie mieszkał jego 
starszy  brat  duchowy  Śri  Ramakryszna  Das  Baba.  Pod  jego 
przewodnictwem  studiował  Śrimad  Bhagavatam,  Śri  Czaitanya-
czaritamritę, Śri Czaitanya Bhagavata i inne pisma. 
 
Potem  zamieszkał  w  Viraha-vanie  niedaleko  wioski  Rala  i 
praktykował  sadhanę.  Był  tak  bardzo  pogrążony  w  bhadżanie,  że 
nawet  nie  zawsze  chodził  po  madhukari.  Robił  to  tylko  raz  lub  dwa 
razy  w  tygodniu  i  zbierał  tyle  roti,  by  wystarczyło  mu  na  parę  dni. 
Gdy  roti  wysychały,  moczył  je  w  wodzie  i  jadł.  Z  tego  powodu 
rozwinął  się  u  niego  wrzód  żołądka.  Ostry  ból  spowodował  wielkie 
trudności  w  bhadżanie.  Musiał  udać  do  Kalkuty  na  leczenie.  Został 
przyjęty  do  szpitala,  gdzie  był  obsługiwany  przez  swego  młodszego 
brata  Śaczidulasa  i  siostrzenicę  Kumari  Nandini.  Jednak  jego  stan 
pogarszał  się  z  dnia  na  dzień.  Pewnego  wieczora  ból  w  żołądku  się 
nasilił.  Wezwano  lekarzy.  Podsłuchał  jak  jeden  z  nich  powiedział: 
„Dzisiejszej nocy może wymiotować krwią i umrzeć.” 
 
Nie  bał  się  śmierci,  ale  niepokoiło go,  że  umrze  poza  Vrindavaną  w 
szpitalu w Kalkucie. W bólu zaczął się modlić do Radharani: 

-O  Svamini  (pani  mego  serca)!  Dlaczego  wyrzuciłaś  mnie  z 
Vrindavany, bym umarł tu jak pies? Być może popełniłem jakąś 
zniewagę. Może wykonując bhadżan tylko okłamywałem siebie i 
innych naśladując kogoś, kto jest w nim pogrążony. Jeśli tak nie 
robiłem,  powinnaś  mi  przynajmniej  dać  łaskę  śmierci  we 
Vrindavanie. Myślisz, że ja nawet nie zasługuję, by umrzeć we 
Vrindavanie. Jednak, Svamini! Mimo że nie zasługuję, czyż nie 

background image

 

147 

jestem  Twój?  Nawet  jeśli  tylko  naśladowałem,  czyż  nie 
naśladowałem jako Twój sługa? Jesteś z natury tak łaskawa, że 
nawet  jeśli  człowiek  wymawia  Twe  imię  przypadkiem,  dajesz 
mu darśan. Nie wiem dlaczego jesteś tak obojętna wobec mnie. 
Nie  proszę  o  darśan,  gdyż  wiem,  że  na  niego  nie  zasługuję. 
Proszę  jedynie  o  śmierć  we  Vrindavanie.  Zlituj  się  nade  mną, 
Svamini, zlituj się nade mną! 

 
Następnie zapłakał głośno w głębokiej rozpaczy i stracił świadomość. 
Jego  wołanie  nie  było  daremne.  Poruszyło  ono  serce  Radharani. 
Przybiegła  wraz  z  Kryszną,  by  dać  mu  darśan  podczas  stanu 
nieświadomości. Z uśmiechem na twarzy uniosła Swą prawą rękę, tak 
jakby go błogosławiła śmiercią we Vrindavanie, podczas gdy Kryszna 
położył  Swą  lotosową  dłoń  na  jego  brzuchu  i  zapytał  miękkim 
głosem: „Gdzie czujesz ból, Baba?”. Baba nie mógł powiedzieć, gdzie 
czuje ból, ponieważ zarówno ból jak i osoba pytająca zniknęli wraz z 
pytaniem. Radha zniknęła również. 
 
Następnego  ranka  lekarze  byli  zaskoczeni  widząc  jak  pacjent,  który 
osiem czy dziesięć godzin wcześniej skręcał się z nieuleczalnego bólu 
i miał umrzeć do rana, usiadł i poprosił o posiłek. 
 
Baba  powrócił  do  Vradży  i  znów  zamieszkał  w  Viraha-vanie. 
Odzyskał zdrowie. Ból brzucha minął. Zaczął jednak odczuwać  inny 
ból, którego żaden lekarz nie może uleczyć - silny ból rozłąki z Radhą 
i Kryszną. Czuł go już wcześniej, ale wtedy nie był on tak silny, ani 
tak  trwały  i  trudny  do  zniesienia.  Było  to  naturalne,  ponieważ  od 
czasu,  kiedy  Radha-Kryszna  odpowiedzieli  na  jego  modlitwę  i 
pobłogosławili  go,  nie  tylko  swym  darśanem,  ale  także  swym 
uroczym  uśmiechem  i  miłością,  rozwinął  nowe  przekonanie,  że 
należeli do niego bardziej niż do kogokolwiek innego. Jak więc mógł 
znieść  myśl,  że  byli  oddaleni  od  niego  bardziej  niż  od  kogokolwiek 
innego?  Myśl  ta  dokuczała  mu  tak  bardzo,  że  często  tracił 
świadomość.  
 
Po pewnym czasie udał się do Dżatipura i zamieszkał w jaskini, która 
znana  jest  jako  jaskinia  Raghava  Pandity,  bliskiego  towarzysza  Śri 
Czaitanyi  Mahaprabhu.  Jednak  jego  viraha  (ból  rozłąki)  narastał. 

background image

 

148 

Czasami  godzinami  leżał  w  viraha.  Wzrosła  także  jego  obojętność 
wobec  ciała.  Żywił  się  jedynie  maślanką  i  liśćmi  drzewa  neem.  W 
rezultacie  bardzo  osłabł.  Jego  uczniowie,  a  zwłaszcza  Śri  Baladeva 
Rama Gupta z Dżaipur i Śri Śiva Czarana Varszanaya z Rali, zaczęli 
się  martwić  o  jego  zdrowie.  Pod  ich  naciskiem  udał  się  do  Dżaipur, 
tak aby Baladeva Rama Dżi mógł się nim odpowiednio zaopiekować. 
Jego varaha nie zmalała jednak.  
 
W  tym  stanie  jego  dusza  już  dawno  opuściłaby  ciało,  ale  została  na 
wypadek  pojawienia  się  Radhy  bądź  Kryszny  w  jakichś  formach. 
Pewnego razu, kiedy  mieszkał  w jaskini Raghava Pandity, ujrzał jak 
Radharani wraz ze swymi sakhi zrywa kwiaty w ogrodzie uśmiechając 
się  do  niego,  tak  jakby  go  zapewniała,  że  o  Swych 
błogosławieństwach. 
 
Kiedyś wraz z Baladeva Ramą wracał ze wsi do Dżaipur po zachodzie 
słońca. Zabłądzili w ciemności i weszli do dżungli. Kiedy próbowali 
się z niej wydostać, pojawili się przed nimi plemienni chłopcy. Jeden 
z  nich,  który  wyglądał  bardzo  atrakcyjnie,  powiedział  do  Baby: 
„Dotrzesz  do  Dżaipur.  Chodź,  pokażę  ci  drogę.”  Powiedziawszy  to 
złapał  Babę  za  rękę.  Przeszli  razem  zaledwie  krok  czy  dwa,  kiedy 
nagle krajobraz się zmienił. Nie było dżungli ani chłopców, a Baba i 
Baladeva Ram Dżi spostrzegli, że znajdują się koło stacji w Dżaipur. 
 
Mimo,  że  te  doświadczenia  były  dla  Baby  niczym  oazy  na  pustyni  i 
dawały mu chwilową ulgę, nie mogły ugasić jego pragnienia darśanu. 
Pragnienie  to  narastało,  aż  w  końcu  osiągnęło  swoje  ekstremum.  26 
listopada  1987  roku,  kiedy  był  nadal  w  Dżaipur,  miał  wizję  i 
wiadomość  od  Radharani.  Wezwał  Baladeva  Ramę  i  powiedział  do 
niego: „Radharani wezwała mnie do Vrindavany. Zabierz mnie tam.” 
Następnego  dnia  Baladeva  Ram  wyruszył  z  Babą  samochodem  do 
Vrindavany. Po drodze Baba spotkał się z paroma swymi uczniami i 
wielbicielami  i  powiedział  do  nich  odjeżdżając:  „Odchodzę.  Niech 
Radharani was błogosławi!” 
 
Sposób, w jaki Baba to powiedział, wskazywał na to, że opuści ich na 
zawsze.  Zaniepokoiło  to  Baladeva  Ramę.  Zaczął  rozmyślać:  „Czy 
Baba  naprawdę  opuści  nas  na  zawsze?  Czy  wezwanie  Radharani 

background image

 

149 

oznacza  wezwanie  do  wiecznej  Vrindavany?”  Ta  myśl  nie  mieściła 
mu  się  w  głowie.  Tłumaczył  sobie,  że  Baba  będzie  mieszkał  we 
Vrindavanie do końca swego życia i nie wróci do Dżaipur, by spotkać 
się tam ze swymi uczniami i wielbicielami. 
 
Baba  dotarł  do  Vrindavany  wieczorem.  Postanowił  zatrzymać  się  na 
chwilę u swego wielbiciela Śri Atmaramy Dżi’ego, który mieszkał w 
Dżnanagudani,  więc  Baladeva  Ram  zawiózł  go  tam.  Po  pewnym 
czasie  udał  się  z  Baladeva  Ramą  na  Loi  Bazar.  Kupił  dwa  obrazki 
Gaura-Nitai  i  Radha-Kryszny.  Następnie  powiedział  do  Baladeva 
Ramy:  „Wracaj  do  Atmaramy.  Ja  wrócę  po  spotkaniu  z  Murari 
Lalem.” Murari Lal był wielbicielem Baby. Baba jednak nie wracał do 
późnego wieczora. Baladeva Rama i Atmarama Dżi udali się do domu 
Murari  Lala,  by  sprawdzić  czy  Baba  tam  jest.  Dowiedzieli  się,  że  w 
ogóle  tam  nie  przybył.  Przez  dwa  dni  Baladeva  Ram,  Atmarama  i 
Murari  Lal  przeszukiwali  każdy  zakątek  Vrindavany,  ale  nie  mogli 
odnaleźć  Baby.  Po  dwóch  dniach  przeczytali  w  gazecie  Amara 
Udżala,  że  znaleziono  martwe  ciało  mahatmy  w  jaskini  pod  Ranga 
Mahala  Radharani  w  Nidhivanie  (miejsce  w  pobliżu  świątyni 
Radharamana we Vrindavanie, gdzie pełno jest kępek nisko leżących 
drzew).  Przeszedł  ich  dreszcz.  Pędem  udali  się  w  to  miejsce  i  z 
zaskoczeniem  i  przerażeniem  spostrzegli,  że  było  to  ciało 
Radharamany Dasa Baba Dżi’ego. 
 
Ponieważ  śmierć  Baby  nastąpiła  w  tajemniczych  warunkach,  policja 
zaniosła jego ciało do Mathury, by dokonać sekcji zwłok. Nie wykryto 
jednak  nic  obciążającego.  Było  oczywiste,  że  Baba  udał  się  do 
transcendentalnej  Vrindavany,  bo  wezwała  go  Radharani,  która 
przyjęła go w siddha mańdżari deha jako Jej sakhi Ranga Mahala lub 
nitya-nikuńdża w transcendentalnej Nidhi-vanie. 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

150 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

151 

SŁOWNICZEK 

 
Aczarya: Nauczyciel 
Aiśvarya: dostojeństwo i wielkość 
Bhagavan: Bóg 
Bhadżan: Praktyka religijna prowadząca do osiągnięcia religijnego       
                celu 
Bhava: religijna emocja 
Bhiksza: jałmużna, żebranie. 
Bhoga: pożywienie ofiarowywane bóstwu. 
Czaranamrita: woda, którą umyto stopy bóstwa bądź guru. 
Dakszina: prezent należny guru za śiksza, podarowany jemu bądź 

       kapłanowi za religijne uczynki. 

Dandavat: całkowity pokłon. 
Darśan: oglądanie, spotkanie głównie z bóstwem lub mahatmą. 
Dharma: religijność. 
Diksza: dawanie lub otrzymywanie mantry. 
Gjana: wiedza 
Grihastha: osoba żyjąca w małżeństwie 
Kamandalu: gliniany lub drewniany dzbanek na wodę używany przez  
                    ascetów. 
Kanthi: korale tulasi noszone przez vaisznavów na szyi. 
Karma: działanie. 
Katha: rozmowa. 
Kirtaniya: ekspert w wykonywaniu kirtanu. 
Lila: rozrywka (dotyczy rozrywek Pana). 
Madhukari:  forma  żebrania,  powszechna  szczególnie  we  Vradży. 
Święty  żebrze  o  kawałki  chleba  w  paru  domach,  niczym  pszczoła, 
która zbiera miód z paru kwiatów. Odmawia przyjęcia całego posiłku 
z jednego określonego domu. 
Madhurya: słodycz. 
Maha-bhagavata: święty siddha. 
Mahanta: dyrektor aśramu. 
Mahatma: święta osoba. 
Mrindanga: owalny bęben, na ogół używany do sankirtanu. 
Parampara: sukcesja uczniów. 
Patha: czytanie książki lub purany. 
Prasada: pożywienie ofiarowane bóstwu. 

background image

 

152 

Prema: miłość. 
Pudżari: kapłan. 
Raganuga-bhakti:  Raganuga-bhakti  w  przeciwieństwie  do  vaidhi  czy 
rytualistycznego  wielbienia,  jest  spontaniczna.  Raga  oznacza 
bezustanne przywiązanie do Pana, zaś vaidhi jest kontrolowany przez 
przykazania podane w pismach. 
Radżoguna:  jedna  z  trzech  sił  natury  materialnej-oprócz  tamoguny 
(ignorancji) i sattvaguny (dobroci)-określana jako pasja.  
Rasa: taniec gopi z Kryszną (w kręgu). 
Roti: ciasto z mąki- pieczone w domu. 
Sadhaka: ktoś kto praktykuje religijną dyscyplinę, by zrealizować  
               Pana. 
Sadhana: praktykowanie religijnej dyscypliny, by osiągnąć pobożny  
               cel. 
Sadhu: święty. 
Sakhi: przyjaciółka. 
Samadhi: stan głębokiej medytacji, pozbawiający zewnętrznej  
                świadomości. 
Samadhistha: osoba w stanie samadhi. 
Samskara: efekt działań tego lub poprzedniego życia na umysł. 
Sati: palenie owdowiałej żony na stosie pogrzebowym męża. 
Satsanga: towarzystwo świętych osób. 
Sattvika-bhavy: 

Zewnętrzne 

oznaki 

wewnętrznych 

emocji 

towarzyszące  Kryszna-premie.  Są  to  Stambha  (odrętwienie),  Sveda 
(pocenie  się),  Romańca  (drganie  ciała),  Svara-bhanga  (załamanie  się 
głosu), Vepathu (drżenie), Vaivarnya (zmiana koloru), Aśru (łzy) oraz 
Pralaya  (utrata  świadomości).  Dżiva  Gosvami  stwierdza,  że  Pralaya 
powstrzymuje  zewnętrzne  działanie,  ale  nie  wewnętrzne  uczucie  do 
Kryszny. (Priti-samdarbha, str.730). 
Siddha: etap osiągany przez praktykę bhadżanu. 
Tantrika:  osoba  podążająca  za  tantrami  czyli  świętymi  księgami 
opisującymi reguły religijnych ceremonii, zwłaszcza do czczenia Sivy 
i Durgi. 
Thala: metalowe, płaskie naczynie. 
Tyagi: osoba, która wyrzekła się świata. 
Utsava: uroczystość. 
Vradżabasi: mieszkaniec lub człowiek urodzony we Vradży.