background image

maj 2009

 

RYNKI ALKOHOLOWE

L

Piwo z górnej półki

Kiedy mówimy o półce sklepowej, mamy 

na myśli regał, na którym stoją produkty. Zda-
rza się jednak, że określamy tak klasę produk-
tu. Mamy więc niskopółkowe, z reguły tanie 
produkty, niezłej jakości z półki średniej i naj-
wyższą jakość z równie wysokich półek. Gdy-
by skonstruować półkę, na której stałyby piwa 
uszeregowane pod kątem hierarchii w piwnym 
świecie, to piwa klasztorne typu trappist kor-
kami dotykałyby sufitu. Tymczasem w świecie 
piwa klasztorne stoją z reguły na dole, w cie-
niu, nie niepokojone przez piwoszy, którzy na 
półce szukają piwa, nie zaś wynalazku podob-
nego do wina lub szampana, w dodatku w ce-
nie nawet dwudziestokrotnie wyższej niż jasne 
pełne. Trudno się dziwić, skoro nawet obsługa 
większości  supermarketów  odsyła  chętnych 
do zakupu tego piwa do działu z alkoholami 
mocnymi i ciężko jej uwierzyć, że to jest piwo, 
w dodatku warzone zgodnie z zasadami tej sa-
mej sztuki od setek lat. Piwo klasztorne.

Technologicznie piwo klasztorne to gatu-

nek ale. Od brytyjskich piw różni się tak, że 
nazwano ten styl mianem golden belgian ale. 
W Belgii złotych ale możemy znaleźć dzie-
siątki. Kiedy jednak zaczniemy szukać pod-
gatunku trappist ale, a więc klasztornych piw 
produkowanych  lub  nadzorowanych  przez 
trappistów,  okaże  się,  że  nie  ma  ich  wiele,  
jest ich 5 - 6 w Belgii i 1 w Holandii. Poszu-
kiwaczy  oryginalnych,  piwnych  smaków 
ucieszy fakt, że na półkach polskich marke-
tów można nabyć je wszystkie. Oczywiście 
ich  cena  wykracza  daleko  poza  zdroworoz-
sądkowe normy. Nie jest tu rzadkością piwo 
w cenie 20, 30, a nawet 50 zł. Czego jednak 
nie robi się dla rozwijania piwnej pasji.

Sześciu wspaniałych

Zaczynając  poszukiwania,  z  pewnością 

już na początku natrafimy na markę La Trap-
pe  z  holenderskiego  browaru  Koningsho-
eaven. La Trappe nie uchodzi za najlepszego 
trappista na świecie. Niemniej jednak godny 
jest  uwagi  chociażby  ze  względu  na  swoją 
gatunkową różnorodność. Mamy tu mocniej-
szą  wersję  trippel,  bardzo  mocny  quadrup-
pel,  wzbogaconą  słodem  pszenicznym  od-
mianę blond i bardzo ciekawy gatunek bock. 
Jest więc w czym wybierać. W piwnym świe-
cie  dużo  większym  szacunkiem  cieszy  się 
marka Chimay, zwłaszcza odmiana gran cru. 

To piwo posiada cechy prawdziwego trappi-
sta, łącznie z ziemisto-korkowym aromatem 
przywodzącym na myśl zawilgoconą piwni-
cę. Takich marek, jak Orval, Westmalle czy 
Rochefort nie trzeba przedstawiać. W wielu 
opracowaniach  uchodzą  za  najlepsze  na 
świecie.  Ewolucja  ich  smaku  od  piewszych 
nut aromatycznych, poprzez rozwinięcie, aż 
do finiszu, zaspokoi zmysły najbardziej wy-
brednych degustatorów. W czym tkwi tajem-
nica unikalnego smaku piw klasztornych.

Tajemnice klasztornych aromatów

Zacznijmy  od  delikatnego  powąchania 

piwa. Biorąc kilka szybkich i krótkich wde-
chów  bezpośrednio  nad  szklanką,  czujemy 
cechy podobne do tych obecnych w piwach 
pszenicznych. Delikatne goździki przeplata-
ją  się  z  wyraźnym  wędzonym  aromatem. 
Ulotny zapach zielonych oliwek przechodzi 
w ostrą chmielową nutę, która określana jest 
jako żywiczna, leśna, ziołowa, tytoniowa. Wą-
chając  dalej,  wyczuwamy  „brązową”  pełnię 
słodowych aromatów z wyraźną nutą alkoho-
lu. Gatunek ten, dzięki zawartości alkoholu 
pomiędzy 6 - 10%, posiada silne właściwości 
rozgrzewające,  które  powodują,  że  lotność 
związków zapachowych jest wyższa i tworzy 
niezwykle złożony aromat piwa. W między-
czasie  wyczuć  możemy  zapach,  który  jest 
przypisany tylko piwom klasztornym i najle-
piej oddaje naturę piwa. Jest opisywany jako 
piwniczny, stęchły, pleśniowy. Tak naprawdę 
najbliższy jest zapachowi korka świeżo wy-
ciągniętego z butelki wina. I to właśnie korek, 
którym zamknięte jest piwo, daje mu sporą 
część piwnicznych aromatów. Kiedy go po-
wąchamy,  oczom  naszym  ukaże  się  żywa, 
czerwona cegła w pubie urządzonym w piw-
nicy. To sprawia, że piwa klasztorne napraw-
dę mają w sobie piwniczne tchnienie.

To,  co  naprawdę  wyróżnia  ten  gatunek 

spośród piw na całym świecie, to odurzająca 
pełnia aromatu, która uderza nas w kolejnej 
fazie degustacji. Doznamy wówczas uderze-
nia  kompozycji  aromatów  składającej  się 
z  zapachów  winogron,  śliwek,  rodzynek, 
brzoskwiń,  bananów  i  anyżu.  Wszystko  to 
okraszone karmelową i kawową nutą.

Piwo nie do grilla

Szukając zastosowań kulinarnych dla tego 

piwa, zapomnijmy o grillu, golonce czy orzesz-

kach. To niegodne trappista dania. Oryginalny 
trappist niełatwo znajduje kulinarny akompa-
niament, istnieje jednak genialne w swej pro-
stocie połączenie, które zawsze zdaje egzamin. 
Wystarczy  odrobina  dobrego  pleśniowego 
sera, kawałek schłodzonego melona, dojrzałe, 
ciemne  winogrona  i  plaster  szynki  parmeń-
skiej, by degustacja trappista urosła do rangi 
kulinarnego  wydarzenia,  z  którym  nie  mogą 
się równać najbardziej wykwintne dania. War-
to spróbować wykorzystać w połączeniach ku-
linarnych ziołowo-chmielowe cechy tego piwa. 
Rozmaryn, rukola czy bazylia mogą doskonale 
ubarwić jego profil smakowy, podkreślając za-
równo walory potrawy i samego trappista. Jako 
winter warmer piwo to doskonale akompaniuje 

samemu sobie.

Sztuka serwowania

Na koniec bardzo ważna uwaga dotycząca 

sposobu serwowania piw klasztornych, rów-
nie unikalnego jak samo piwo. Szklanka do 
trappista mocno odbiega kształtem od stan-
dardowych  pokali,  przypomina  bardziej 
szklankę do koniaku niż do piwa. Trappista 
pijemy małymi łykami, ogrzewając szklankę 
ręką, by piwo uwolniło coraz więcej aroma-
tów. Idealna temperatura serwowania to 13°C 
i  rzecz  jasna  piwa  tego  nie  pijemy  na  roz-
grzanej słońcem plaży. Dużo bardziej odpo-
wiednie będzie dla niego towarzystwo dobrej 
książki. Jego smak z pewnością sprosta także 
takim sytuacjom, jak zimowy wieczór przy 
kominku  czy  uroczysta  kolacja  przy  świe-
cach.  Warto  zauważyć,  że  przy  nalewaniu 
trappista zlewamy piwo znad osadu drożdżo-
wego inaczej niż w przypadku niemieckich 
piw  pszenicznych,  gdzie  po  wymieszaniu 
przelewa  się  do  szklanki  zebrany  na  dnie 
osad. W przypadku piw klasztornych droż-
dże  swoją  funkcję  już  zakończyły  i  nie  ma 
powodu, by znalazły się w pokalu.

Jeżeli więc w toku piwnej edukacji zaczę-

liśmy  od  jasnych  pilsnerów,  przebrnęliśmy 
przez bursztynowe ale, mętne weizeny oraz 
czarne jak smoła portery i stouty, to nadszedł 
czas na wysublimowane i niełatwe piwa trap-
pist. Czy istnieje piwo, które jeszcze bardziej 
odbiega  od  typowego  piwnego  wizerunku? 
Tak – o tym, jaki to gatunek, już w kolejnym 
opracowaniu.

Maciej Chołdrych

www.piwoznawcy.pl

Piwa klasztorne

Piwa  świata  na  polskich  półkach

PIWO