background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Yoru

 

Korekta:

 

Feather 

Rozdział XIX 

Leżeć i płonąć

 

Teraz spalę cię znowu, spalę cię całkowicie, 

Chociaż jestem przez to potępiona, oboje będziemy leżeć 

I płonąć. 

- CHARLOTTE MEW, IN NUNHEAD CEMENTERY 

 

Ciemność  panowała  tylko  przez  chwilę.  Lodowata  woda  wciągnęła  Willa  w  głąb  

i  zaczął  spadać.    Zwinął  się  w  kłębek,  kiedy  ziemia  zbliżała  się,  by  się  z  nim  zderzyć  
i pozbawić go przy tym tchu.  

Zakrztusił się i przewrócił na brzuch, a następnie podniósł się do klęku. Jego włosy i 

ubrania ociekały wodą. Sięgnął po swój magiczny kamień, jednak opuścił dłoń; nie chciał 
oświetlać  niczego,  jeśli  miałoby  to  zwrócić  na  niego  uwagę.  Musiał  się  zadowolić  runą 
Nocnego Widzenia. 

Wystarczyła  ona,  by  mógł  zobaczyć,  że  znajdował  się  w  skalistej  jaskini.  Gdyby 

spojrzał  do  góry,  zobaczyłby  wirujące  wody  jeziora,  zawieszone  nad  nim,  jakby 
znajdowały się za szkłem i odrobinę rozmytego światłą księżyca. Tunele w pieczarze nie 
miały  żadnych  oznakowań  i  nie  wiadomo  było,  dokąd  prowadzą.  Chłopak  podniósł  się 
na nogi i na oślep wybrał tunel najbardziej na lewo, poruszając się ostrożnie do przodu 
w zagadkową ciemność.  

Tunele były szerokie, miały wygładzone podłogi bez żadnych śladów, gdzie mogą się 

znajdować  mechaniczne  stwory,  natomiast  ściany  boczne  składały  się  z  chropowatych 
skał  wulkanicznych.  Pamiętał  wspinaczkę  na  Cadair  Idris  z  ojcem,  lata  temu.  O  górze 
krążyło wiele legend: że była krzesłem dla olbrzyma, który siadał na niej i obserwował 
gwiazdy;  że  Król  Artur  i  jego  rycerze  spali  pod  tym  wzgórzem,  czekając  na  czas,  kiedy 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Yoru

 

Korekta:

 

Feather 

Brytania się zbudzi i będzie ich znowu potrzebować; że każdy, kto spędzi noc na zboczu 
góry, obudzi się poetą lub szaleńcem. 

Gdyby tylko ktoś wiedział, pomyślał Will, kiedy skręcił w tunelu i wkroczył do większej 

groty, jak dziwna była prawda.  

Grota  była  rozległa,  przechodziła  w  większe  pomieszczenie  na  dalszym  końcu 

pomieszczenia, gdzie świeciło blade światło. Miejscami Will wyłapywał srebrzysty błysk, 
o którym myślał jako o wodzie spływającej strumyczkami  w dół po czarnych ścianach, 
jednak po bliższych oględzinach okazało się, iż były to żyły krystalicznego kwarcu. 

Will  ruszył  w  stronę  przyćmionego  światła.  Zauważył,  że  jego  serce  biło  szybko  w 

klatce  piersiowej,  dlatego  starał  się  oddychać  regularnie,  by  je  uspokoić.  Wiedział,  co 
przyspieszało jego puls. Tessa. Jeśli Mortmain ją ma, to jest tutaj – blisko. Może ją znaleźć 
gdzieś w tej plątaninie tuneli. 

W  swojej  głowie  słyszał  głos  Jema  tak  wyraźnie,  jakby  jego  parabatai  stał  obok, 

doradzając mu. Zawsze mówił, że Will spieszy się pod koniec misji, zamiast postępować  
w przemyślany sposób i że należy patrzeć na następny krok na drodze przed sobą, a nie 
na  górę  w  oddali,  inaczej  nigdy  nie  osiągnie  się  celu.  Will  zatrzymał  się  i  zamknął  na 
chwilę oczy. Wiedział, że Jem ma rację, jednak trudno było o tym pamiętać, kiedy cel jego 
poszukiwań stanowiła dziewczyna, którą kochał.  

Otworzył oczy i ruszył w stronę końca jaskini. Ziemia pod jego stopami była gładka, 

żadnych  głazów  ani  kamyków,  i  pokryta  żyłkami  jak  marmur.  Światło  znajdujące  się 
przed nim rozbłysło, a Will stanął jak wryty i jedynie lata treningu powstrzymały go od 
upadku do przodu i śmierci.  

Kamienna  podłoga  kończyła  się  pionowym  spadkiem.  Stał  na  wystających  skałach  i 

spoglądał w dół na okrągły amfiteatr, który był wypełniony automatami. Siedziały tam 
w ciszy i bezruchu, jak mechaniczne zabawki, które stanęły. Ubrano je tak samo jak te w 
wiosce  -  w  strzępy  wojskowych  mundurów,  i  zostali  ustawieni  jeden  obok  drugiego, 
kropka w kropkę jak naturalnych rozmiarów ołowiane żołnierzyki.  

Na  środku  pomieszczenia  znajdowała  się  podwyższona  kamienna  platforma,  a  na 

stole jak zwłoki przed autopsją leżał inny automat,. Jego głowę pokrywał jednie metal, za 
to na resztę ciała została naciągnięta blada ludzka skóra, na której wytatuowano runy.  

Will  rozpoznawał  je  wszystkie  po  kolei:  Pamięć,  Zręczność,  Prędkość,  Nocne 

Widzenie. Nigdy nie zadziałają, nie na ustrojstwie stworzonym z metalu i ludzkiej skóry. 
Mogą zmylić Nocnych Łowców z odległości, ale... 

Co, jeśli użył skóry Nocnego Łowcy? wyszeptał głos w umyśle Willa. Co w takim razie 

stworzył?  Jak  bardzo  jest  szalony  i  kiedy  przestanie?  Ta  myśl  i  widok  runy  Nieba 
wypisanej  na  każdym  potwornym  stworze  sprawiły,  że  żołądek  Willa  się  skręcił. 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Yoru

 

Korekta:

 

Feather 

Gwałtownie  odsunął  się  od  krawędzi  wystających  skał  i  zatoczył  się  do  tyłu,  znajdując 
się nagle przed zimną, kamienną ścianą z rękoma lepkimi od potu.  

W  swojej  głowie  znów  zobaczył  wioskę,  martwe  ciała  na  ulicach,  syczenie 

mechanicznego  demona,  kiedy  do  niego  przemawiał:  Nefilim,  te  wszystkie  lata,  kiedy 
wysyłaliście  nas  precz  z  tego  świata  za  pomocą  waszych  ostrzy  z  runami.  Teraz  mamy 
ciała, które sprawiają, że wasza broń jest do niczego. A ten świat będzie nasz.
  

Gniew  rozlał  się  w  żyłach  Willa  jak  ogień.  Oderwał  się  od  ściany  i  ruszył  na  oślep 

w głąb wąskiego tunelu, byle znaleźć z dala od groty. Kiedy tak szedł, wydawało mu się, 
że  usłyszał  za  sobą  jakiś  dźwięk  –  brzęczenie  takie, jakby  ruszał  mechanizm  wielkiego 
zegara  –  jednak  gdy  się  obrócił,  nie  zobaczył  niczego  poza  gładkimi  ścianami  jaskini  i 
nieruchomymi cieniami.  

Tunel,  którym  podążał,  zwężał  się  coraz  bardziej,  aż  w  końcu  Will  przeciskał  się 

bokiem  obok  wystających  skał  kwarcowych.  Zdawał  sobie  sprawę,  że  jeśli  tak  dalej 
pójdzie, będzie musiał zawrócić z powrotem do groty. Ta myśl dała mu nową energię do 
kontynuowania.  Poślizgnął  się,  niemalże  upadając,  kiedy  ciasny  przesmyk 
niespodziewanie zmienił się w szerszy korytarz.  

Wyglądał on prawie jak przedpokój w Instytucie, tyle że zrobiono go z wygładzonych 

skał, a pochodnie były ustawione w odstępach w metalowych kinkietach. Obok każdej z 
nich znajdowały się łukowate drzwi, również zrobione z kamienia. Pierwsze dwie pary 
stały otworem, ukazując puste, ciemne pokoje. 

Za trzecimi znajdowała się Tessa. 

Nie od razu ją dostrzegł. Drzwi zamknęły się za nim automatycznie, jednak zauważył, 

że  w  pomieszczeniu  nie  panowała  ciemność.  W  odległym  końcu  świeciło  migotliwe 
światło,  pochodzące  z  przygasających  płomieni  w  kamiennym  kominku.  Ku  jego 
zdziwieniu  pomieszczenie  zostało  umeblowane  jak  pokój  w  gospodzie  –  miało  łóżko  i 
toaletką,  dywaniki  na  podłodze,  a  nawet  firanki  na  ścianach,  chociaż  wisiały  one  na 
gołym 

kamieniu, 

nie 

oknach. 

 

Przed  ogniem  znajdował  się  skulony  na  ziemi  szczupły  cień.  Dłoń  Willa  bezwiednie 

powędrowała do rękojeści sztyletu przy jego pasie – a wtedy cień się obrócił, jego włosy 
zsunęły się na ramiona i chłopak zobaczył jego twarz. 

Tessa. 

Dłoń  chłopaka  opadła,  kiedy  jego  serce  zamarło  w  klatce  piersiowej  z  niemożliwą, 

bolesną  siłą.  Zobaczył,  jak  wyraz  jej  twarzy  się  zmienia:  ciekawość,  zdumienie, 
niedowierzanie.  Dziewczyna  wstała,  a  jej  spódnice  opadły  dookoła  niej,  kiedy  się 
wyprostowała i Nocny Łowca zobaczył, jak wyciąga dłoń. 

- Will? - spytała.  

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Yoru

 

Korekta:

 

Feather 

To  było  jak  klucz,  obracający  zamek  w  drzwiach  i  uwalniający  go;  wyrwał  się  do 

przodu.  Nie  istniał  nigdy  większy  dystans  niż  ten,  który  oddzielał  go  od  Tessy  w  tej 
chwili.  Pokój  był  duży;  w  tym  momencie  odległość  między  Londynem  a  Cadair  Idris 
wydawała się być niczym w porównaniu do odległości w pomieszczeniu. Poczuł dreszcz, 
coś na kształt oporu, i przemierzył pokój. Zobaczył, jak Tessa wyciąga dłoń, jak jej usta 
kształtują słowa – i już była w jego ramionach, oboje na wpół pozbawieni oddechu przez 
to zderzenie.  

Dziewczyna  stała  na  palcach  z  rękoma  zarzuconymi  na  jego  ramiona,  szepcząc  jego 

imię.  

- Will, Will, Will...  

Chłopak schował twarz w jej szyi, gdzie jej gęste włosy się skręcały; Tessa pachniała 

dymem i wodą fiołkową. Ścisnął ją jeszcze mocniej, kiedy jej palce zacisnęły się na tyle 
jego kołnierzyka, oboje kurczowo trzymali się siebie nawzajem. Przez tę chwilę rozpacz, 
która zaciskała się na nim jak żelazna pieść od czasu śmierci Jema, wydawała się zelżeć i 
wreszcie mógł normalnie oddychać.  

Przypomniał  sobie  piekło,  w  którym  był  od  czasu  opuszczenia  Londynu  –  dni 

nieprzerwanej  jazdy,  bezsenne  noce.  Krew,  strata,  ból  i  walka.  Wszystko  to,  by 
doprowadzić go tutaj. Do Tessy. 

- Will - powtórzyła, a on spojrzał na jej twarz mokrą od łez. Przez jej kość policzkową 

przechodził siniak. Ktoś ją tam uderzył, jego serce wezbrało gniewem. Dowie się, kto to 
zrobił  i  zabije  go.  Jeśli  to  Mortmain,  uczyni  to  zaraz  po  tym,  jak  doszczętnie  spali  jego 
ogromne laboratorium tak, by ten szaleniec mógł zobaczyć, jak cała jego praca idzie na 
marne.  -  Will  -  znowu  powtórzyła  Tessa,  przerywając  jego  rozmyślania.  Oddychała 
ciężko. - Will, ty idioto.  

Jego  romantyczne  myśli  nagle  prysły,  galopująca  wyobraźnia  zatrzymała  się 

gwałtownie jak taksówka na skrzyżowaniu Fleet Street.  

- Ja... Co?  

- Och, Will - powiedziała. Jej usta drżały; wyglądała, jakby nie mogła zdecydować, czy 

powinna płakać czy też się śmiać. – Pamiętasz, jak mi powiedziałeś, że przystojny młody 
dżentelmen,  który  przybywa  na  ratunek,  zawsze  ma  rację,  nawet,  jeśli  utrzymuje,  że 
niebo jest fioletowe i zrobione z jeży?  

- Pierwszy raz, kiedy cię zobaczyłem. Tak.  

-  Och,  mój  Will  -  Delikatnie  wywinęła  się  z  jego  uścisku,  zakładając  splątany  pukiel 

swoich włosów za ucho. Jej oczy pozostałe skupione na nim. - Nie mogę sobie wyobrazić, 
jak  mnie  odnalazłeś,  jakie  musiało  to  być  trudne.  To  niewiarygodne.  Ale…  Naprawdę 
myślałeś,  że  Mortmain  zostawi  mnie  bez  ochrony  w  pokoju  z  otwartymi  drzwiami?  - 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Yoru

 

Korekta:

 

Feather 

Odwróciła  się  od  niego  i  przeszła  parę  kroków  do  przodu,  a  potem  gwałtownie  się 
zatrzymała.  

- Tutaj - powiedziała i uniosła dłoń, rozstawiając palce szeroko. - Powietrze jest tutaj 

solidne jak ściana. To więzienie, Will, a teraz jesteś w nim razem ze mną. 

Przesunął  się,  by  stanąć  obok  niej,  już  wiedząc,  co  tam  znajdzie.  Przypomniał  sobie 

opór,  który  czuł,  gdy  przechodził  przez  pokój.  Powietrze  nieznacznie  zafalowało,  gdy 
dotknął palcami bariery, jednak była ona twardsza niż zamarznięte jezioro.  

-  Znam  to  -  odparł.  -  Clave  czasami  używa  jakiejś  tego  odmiany.  -  Zacisnął  dłoń  

w  pięść  i  uderzył  nią  w  twarde  powietrze  wystarczająco  mocno,  by  posiniaczyć  sobie 
kostki. -  Uffern gwaedlyd

1

 - przeklął po walijsku. - Przebyłem dla ciebie całą tę cholerną 

drogę  przez kraj, a  nie mogę  nawet  tego zrobić dobrze. Kiedy cię zobaczyłem,  mogłem 
myśleć tylko o tym, by biec do ciebie. Na Anioła, Tesso... 

-  Will!  -  Tessa  złapała  go  za  ramię.  -  Ani  mi  się  waż  przepraszać.  Rozumiesz,  ile  dla  mnie 

znaczy to, że tutaj jesteś? To jak cud albo bezpośrednia interwencja Nieba, ponieważ modliłam 
się, by przed śmiercią zobaczyć twarze tych, na których mi zależało. 

Mówiła zwyczajnie, bez żadnych udziwnień – była to jedna z rzeczy, które w niej kochał, że 

nigdy  nie  ukrywała  ani  nie  udawała  niczego  tylko  zawsze  mówiła  to,  co  myślała,  bez 
upiększania.  

- Kiedy byłam w Mrocznym Domu, nie istniał nikt, kto troszczył się o mnie wystarczająco, by 

mnie szukać. Znalazłeś mnie przypadkiem. Ale teraz... 

- Teraz skazałem nas oboje na ten sam los - powiedział niskim głosem. Wyciągnął sztylet zza 

pasa i wbił go w niewidzialną ścianę przed sobą. Srebrne ostrze pokryte runami roztrzaskało się 
w drobny mak. Will odrzucił złamaną rękojeść i znów przeklął pod nosem.  

Tessa delikatnie położyła dłoń na jego ramieniu.  

- Nie jesteśmy skazani - powiedziała. - Z pewnością nie przybyłeś tutaj sam, Will. Henry albo 

Jem nas znajdą. Możemy zostać uwolnieni zza drugiej strony ściany. Widziałam, jak Mortmain to 
robił i.. 

Will  nie  wiedział,  co  potem  się  stało.  Jego  wyraz  twarzy  musiał  się  zmienić  na  wzmiankę  o 

Jemie, ponieważ zobaczył, jak jej twarz traci kolory. Jej dłoń zacisnęła się na jego ramieniu.  

- Tesso - powiedział. - Jestem sam

Przy  słowie  ,,sam”  jego  głos  zadrżał  tak,  jakby  mógł  poczuć  na  języku  gorycz  straty  

i starał się jakoś to ominąć. 

-  Jem?  -  spytała.  To  było  więcej  niż  pytanie.  Will  nie  odpowiedział;  głos  zamarł  mu  

w gardle. Myślał, by wywieźć ją stąd, zanim powie jej o Jemie, wyobrażał sobie powiedzenie jej 
tego w jakimś bezpiecznym miejscu, gdzieś, gdzie będzie wystarczająco dużo przestrzeni i czasu, 

                                                           

1

 Uffern gwaedlyd – cholera 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Yoru

 

Korekta:

 

Feather 

by  ją  pocieszyć.  Teraz  zdawał  sobie  sprawę,  że  był  idiotą,  gdy  to  obmyślał 
i wyobrażał sobie, że ta strata nie będzie wypisana na jego twarzy. Pozostały kolor zniknął z jej 
skóry; to było jak obserwowanie migotania i gaśnięcia płomieni. - Nie - wyszeptała.  

- Tesso... 

Odsunęła się od niego, potrząsając głową.  

- Nie, to niemożliwe. Wiedziałabym – to niemożliwe.  

Will wyciągnął do niej dłoń.  

- Tess... 

Dziewczyna zaczęła się gwałtownie trząść.  

-  Nie  -  powtórzyła.  -  Nie,  nie  mów  tego.  Jeśli  tego  nie  powiesz,  to  nie  będzie  prawda.  

To nie może być prawda. To niesprawiedliwe.  

- Przykro mi - wyszeptał.  

Jej  twarz  wykrzywiła  się,  wyglądała  na  przytłoczoną  jak  tama  pod  zbyt  dużym  naporem. 

Padła  na  kolana,  kuląc  się  i  otaczając  własnymi  ramionami.  Obejmowała  się  ciasno,  jakby 
powstrzymywała  się  przed  rozpadnięciem  na  drobne  kawałki.  Will  poczuł  nową  falę  bezsilnej 
udręki, której pierwszy raz doświadczył na dziedzińcu Ogrodnika. Co on zrobił? Przybył tutaj, by 
ją  uratować,  jednak  zamiast  tego  udało  mu  się  jedynie  zadać  jej  ból.  Tak,  jakby  naprawdę  był 
przeklęty – zdolny jedynie do przysparzania cierpienia tym, których kochał.  

-  Przykro  mi  -  powtórzył,  wkładając  w  te  słowa  całe  swoje  serce.  -  Tak  bardzo,  że  gdybym 

tylko mógł, umarłbym za niego.  

Na  to  wyznanie  Tessa  spojrzała  w  górę.  Nocny  Łowca  przygotował  się  na  oskarżenie  w  jej 

oczach,  ale  go  tam  nie  zobaczył.  Zamiast  tego  w  ciszy  wyciągnęła  do  niego  ręce.  Złapał  je, 
zdumiony i zaskoczony, i pozwolił pociągnąć się w dół, aż nie uklęknął naprzeciw niej. 

Jej  twarz  nosiła  ślady  łez,  otoczona  była  kurtyną  włosów,  zabarwionych  na  złoto  w  świetle 

kominka.  

-  Ja  również  -  powiedziała.  -  Och,  Will.  To  wszystko  moja  wina.  Dla  mnie  wyrzekł  się  życia. 

Gdyby  tylko  brał  oszczędniej  swój  lek…  Gdyby  tylko  pozwolił  sobie  odpocząć  i  chorować, 
zamiast udawać zdrowego z mojego powodu... 

-  Nie!  -  złapał  ją  za  ramiona,  obracając  w  swoją  stronę.  -  To  nie  twoja  wina.  Nikt  nie  się 

spodziewał, że... 

Potrząsnęła głową.  

-  Jak  możesz  znieść  to,  że  jestem  tak  blisko  ciebie?    -  zapytała  z  rozpaczą.  -  Odebrałam  ci 

twojego parabatai. A teraz oboje umrzemy tutaj. Przeze mnie.  

- Tesso - wyszeptał zszokowany Will. Nie pamiętał, kiedy ostatnio był w takiej sytuacji, kiedy 

ostatnio pocieszał kogoś, kto miał złamane i naprawdę mógł to zrobić, zamiast zmuszać się do 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Yoru

 

Korekta:

 

Feather 

odmowy. Czuł się tak nieporadny jak w dzieciństwie, kiedy upuszczał noże, zanim Jem nauczył 
go, jak ich używać. Odchrząknął. - Tesso, zbliż się. - Przyciągnął ją do siebie. Siedział na ziemi, a 
ona opierała się o niego, z głową na jego ramieniu i palcami chłopaka przeczesującymi jej włosy. 
Mógł poczuć jak się trzęsła, jednak nie ruszyła się z miejsca, a wręcz przeciwnie, uczepiła się go 
kurczowo, jakby jego obecność naprawdę podnosiła ją na duchu.  

Nawet,  jeśli  myślał  o  tym,  jak  bardzo  ciepła  była  w  jego  ramionach  albo  o  jej  oddechu  na 

swojej skórze, robił to tylko przez chwilę i mógł udawać, że to wcale nie miało miejsca.  

Rozpacz Tessy była jak burza - przemijała z upływem godzin. Szlochała, a Will obejmował ją i 

nie  pozwalał  się  odsunąć  ani  na  chwilę  oprócz  momentu,  kiedy  sam  wstał  i  rozpalił  ogień. 
Szybko jednak wrócił i znów usiadł obok niej, plecami do niewidzialnej ściany. Dotknęła miejsca 
na jego ramieniu, gdzie jej łzy wsiąkły w tkaninę koszuli.  

-  Przepraszam  -  powiedziała.  Nie  mogła  zliczyć,  ile  razy  wciągu  tych  paru  godzin  to 

powtórzyła,    kiedy  dzielili  się  opowieściami  o  tym,  co  się  z  nim  działo  od  czasu,  gdy  zostali 
rozdzieleni  w  Instytucie.  Will  opowiedział  jej  o  pożegnaniu  z  Jemem  i  Cecily,  o  jeździe  przez 
wieś, o chwili, gdy zdał sobie sprawę, że Jem odszedł. Ona opowiedziała mu, czego Mortmain od 
niej żądał, że musiała Zmienić się w swojego ojca i zdradzić mu ostatni kawałek układanki, który 
zmieni jego armię automatów w niepowstrzymany oddział.  

- Nie masz za co przepraszać, Tess - odparł Will. Spoglądał na ogień, jedyne źródło światła w 

pokoju, który ukazywał go jako postać namalowaną w odcieniach złota i czerni. Cienie pod jego 
oczami były fioletowe, a kości policzkowe i obojczyki ostro zarysowane.  

- Cierpiałaś tak samo jak ja. Zobaczenie tej zniszczonej wioski... 

- Oboje byliśmy tam w tym samym czasie - odparła ze zdumieniem. - Gdybym tylko wiedziała, 

że byłeś blisko... 

-  Gdybym  ja  wiedział,  że  to  ty  byłaś  blisko,  pognałbym  na  Baliosie  wprost  na  wzgórze,  

do ciebie.  

- I został zamordowany  przez te stwory Mortmaina. Lepiej, że nie wiedziałeś.  - Podążyła za 

jego wzrokiem do ognia. - Ostatecznie mnie znalazłeś; właśnie to się liczy. 

- Oczywiście, że cię znalazłem. Obiecałem Jemowi, że to zrobię - odrzekł. - Niektórych obietnic 

nie można złamać.  

Chłopak  wziął  płytki  oddech,  a  Tessa  to  poczuła:  była  w  połowie  do  niego  przytulona.  Jego 

dłonie  trzęsły  się  prawie  niezauważalnie,  kiedy  ją  obejmował.  Zdawała  sobie  sprawę,  że  nie 
powinna  pozwalać  dotykać  się  w  ten  sposób  żadnemu  chłopcu,  który  nie  był  jej  bratem  albo 
narzeczonym, ale obaj - jej brat i narzeczony - nie żyli, a jutro Mortmain znajdzie ich i wymierzy 
karę. Nie mogła się zmusić, by przy tym wszystkim dbać jeszcze o przyzwoitość.  

- Jaki był sens tego całego bólu? - spytała. - Kochałam go tak mocno, a nawet nie było mnie 

tam, kiedy umarł.  

Dłoń Willa przesunęła się gładko w dół jej pleców – delikatnie i szybko, jakby się bał, że się od 

niego odsunie.  

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Yoru

 

Korekta:

 

Feather 

-  Mnie  również  tam  nie  było  -  powiedział.  –  Znajdowałem  się  na  dziedzińcu  gospody,  

w  połowie  drogi  do  Walii,  kiedy  się  dowiedziałem.  Poczułem  to.  Więź  między  nami  została 
zerwana. To tak, jakby ogromna para nożyczek przecięła moje serce na pół.  

-  Will...  -  rzekła  Tessa.  Jego  rozpacz  była  tak  wyraźna,  że  zmieszała  się  z  jej  własną,  by 

wspólnie stworzyć ostry smutek, który okazywał się lżejszy, gdy się nim dzielili, chociaż ciężko 
było powiedzieć, kto teraz kogo pocieszał. - Ty również zawsze byłeś połową jego serca.  

- To ja poprosiłem go o bycie moim parabatai - odparł Will. - On był niechętny. Chciał, żebym 

zrozumiał,  że  wplątuję  się  w  coś,  co  oznaczało  więź  na  całe  życie  z  osobą,  która  większości 
swojego nie przeżyje. Ale pragnąłem tego, pragnąłem ślepo jakiegoś dowodu, że nie byłem sam, 
jakiegoś sposobu,  żeby  pokazać,  co  mu  zawdzięczam.  I  w  końcu  taktownie  ustąpił.  Zawsze  tak 
robił. 

- Nie - zaprzeczyła Tessa. - Jem nie był męczennikiem. Bycie twoim parabatai nie stanowiło 

dla  niego  kary.  Byłeś  dla niego  jak  brat  –  więcej  niż  brat,  ponieważ  to  ty  go  wybrałeś. Kiedy  o 
tobie mówił, robił to z lojalnością i miłością, niezmąconą żadnymi wątpliwościami.  

-  Stawiłem  mu  czoła  -  kontynuował  Will.  -  Kiedy  odkryłem,  że  zażywa  więcej  yin  fen  niż 

powinien.  Byłem  wściekły.  Oskarżyłem  go  o  marnowanie  życia,  a  on  mi  na  to  odpowiedział: 
„Mogę wybrać, by być dla niej tak bardzo, jak tylko będę w stanie, by płonąć dla niej tak jasno, 
jak tylko chcę.” 

Z gardła Tessy wyrwał się cichy dźwięk.  

-  To  był  jego  wybór,  Tesso.  Nie  coś,  co  na  nim  wymusiłaś.  Nigdy  nie  był  tak  szczęśliwy  jak 

wtedy z tobą. - Will nie patrzył na nią, tylko na ogień. -  Nieważne, co kiedykolwiek wcześniej ci 
powiedziałem, cieszę się, że spędził ten czas z tobą. Ty również powinnaś.  

- Nie brzmisz na szczęśliwego. 

Will  cały  czas  wpatrywał  się  w  ogień.  Jego  czarne  włosy  były  wilgotne,  kiedy  wkroczył  do 

pokoju, a teraz wyschły i zwinęły się w  luźne loki nad jego skronią i czołem.  

- Zawiodłem go - stwierdził. - Powierzył mi to jedno zadanie, by wyruszyć za tobą, odnaleźć 

cię  i  zabrać  bezpiecznie  do  domu.  A  ja  zawiodłem  przy  ostatniej  przeszkodzie.  -  
W końcu odwrócił się, żeby spojrzeć na nią swoimi nieobecnymi oczami. - Nie zostawiłbym go. 
Zostałbym z nim aż do śmierci, gdyby poprosił. Zostałby, jak mówi przysięga. Ale poprosił mnie, 
bym ruszył za tobą... 

- Zatem zrobiłeś tylko to, o co cię prosił. Nie zawiodłeś go.  

-  Ale  to  było  także  w  moim  sercu  -  powiedział  Will.  -  Nie  mogę  teraz  oddzielić  egoizmu  od 

bezinteresowności.  Kiedy  marzyłem  o  uratowaniu  ciebie,  sposobie  w  jaki  na  mnie  spojrzysz...  
- jego głos gwałtownie opadł. - W każdym razie zostałem ukarany za tę arogancką dumę. 

-  Za  to  ja  zostałam  nagrodzona.  -  Tessa  wsunęła  swoją  rękę  w  jego,  której  szorstkie 

zgrubienia  drażniły  wnętrze  jej  dłoni.  Zobaczyła,  jak  jego  klatka  piersiowa  uniosła  się  
w niespodziewanym wdechu. - Ponieważ nie jestem sama; mam ze sobą ciebie. Nie powinniśmy 
porzucać nadziei. Cały czas jest dla nas szansa na obezwładnienie Mortmaina albo przemknięcie 
obok niego. Jeśli ktokolwiek może znaleźć na to sposób, to właśnie ty.  

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Yoru

 

Korekta:

 

Feather 

Zwrócił na nią wzrok. Jego rzęsy rzucały cień na oczy, kiedy powiedział: 

 - Jesteś cudem, Tesso Gray. Żeby mieć tyle wiary we mnie, chociaż nie zrobiłem niczego, by ją 

zyskać. 

Niczego? - podniosła głos. - Niczego, by ją zyskać? Will, uratowałeś mnie przed Mrocznymi 

Siostrami, odtrąciłeś mnie, by ocalić, ratowałeś mnie wielokrotnie. Jesteś dobrym człowiekiem, 
jednym z najlepszych, jakich kiedykolwiek znałam.  

Chłopak wyglądał na zszokowanego, jakby właśnie go popchnęła. Oblizał swoje suche usta.  

- Wolałbym, żebyś tego nie mówiła - wyszeptał. 

Tessa pochyliła się w jego stronę. Jego twarz tworzyły cienie, kąty i płaszczyzny; chciała go 

dotknąć  -  dotknąć  krzywizny  jego  ust,  łuku  jego  rzęs  na  tle  policzka.  Ogień  odbijał  się  w  jego 
oczach, formując punkciki światła.  

- Will - powiedziała. - Kiedy zobaczyłam cię po  raz pierwszy, pomyślałam, że wyglądasz jak 

bohater  z  książki.  Zażartowałeś,  że  jesteś  Sir  Galahadem.  Pamiętasz  to?  Bardzo  długo 
próbowałam  zrozumieć  cię  w  sten  sposób,  jakbyś  był  panem  Darcy’m  albo  Lancelotem  albo 
biednym,  nieszczęsnym  Sydneyem  Cartonem…  I  to  była  katastrofa.  Dużo  czasu  zabrało  mi 
zrozumienie, ale zrobiłam to i dalej robię – nie jesteś bohaterem wyjętym z kart książki.  

Will zaśmiał się krótko z niedowierzaniem.  

- To prawda – zgodził się. - Nie jestem bohaterem. 

-  Nie  -  odparła  Tessa.  -  Jesteś  osobą  taką  jak  ja.  -  Jego  oczy  badały  twarz  dziewczyny  

z zakłopotaniem; ścisnęła mocniej jego dłoń, splatając razem ich palce.  - Nie rozumiesz? Jesteś 
osobą taką samą jak ja. Mówisz rzeczy, o których ja myślę, ale nigdy nie wypowiadam ich głośno. 
Czytasz  te  same  książki,  co  ja.  Kochasz  tę  samą  poezję,  co  ja.  Rozśmieszasz  mnie  swoimi 
idiotycznymi piosenkami i sposobem, w jaki widzisz prawdę. Czuję się, jakbyś mógł zajrzeć do 
mojego  wnętrza  i  zobaczyć  wszystkie  te  miejsca,  w  których  jestem  dziwna  albo  niezwykła,  
i  otoczyć  je  swoim  sercem,  ponieważ  ty  jesteś  dziwny  i  niezwykły  w  ten  sam  sposób.  -  Wolną 
dłonią delikatnie dotknęła jego policzka. - Jesteśmy tacy sami.  

Zamknięte  oczy  Willa  zadrgały;  pod  opuszkami  palców  poczuła  jego  rzęsy.  Kiedy  znowu 

przemówił, jego głos był szorstki, ale jednak kontrolowany.  

- Nie mów takich rzeczy, Tesso. Nie mów ich.  

- Dlaczego nie?  

- Powiedziałaś, że jestem dobrym człowiekiem - przypomniał jej. - Ale nie jestem tak dobrym 

człowiekiem. I ja... jestem katastrofalnie zakochany w tobie.  

- Will... 

- Kocham cię tak mocno, tak niewiarygodnie mocno - kontynuował - że kiedy jesteś tak blisko 

mnie, zapominam kim jesteś. Zapominam, że należysz do Jema. Musiałbym być najgorszą istotą, 
żeby myśleć w ten sposób, w jaki myślę. I tak właśnie jest.  

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Yoru

 

Korekta:

 

Feather 

- Kochałam Jema – powiedziała Tessa. - Cały czas go kocham, a on kochał mnie, ale nie jestem 

niczyją własnością, Will. Moje serce należy tylko do mnie. Jest poza twoją kontrolą. Nawet poza 
moją kontrolą.  

Oczy  Willa  pozostały  zamknięte.  Jego  klatka  piersiowa  unosiła  się  i  opadała  tak  szybko,  że 

Tessa  mogła  usłyszeć  głuchy  odgłos  bicia  jego  serca.  Jego  ciało  było  ciepłe  i  żywe,  a  ona 
pomyślała o zimnych dłoniach automatów na sobie i ciemniejszych oczach Mortmaina. Myślała  
o  tym,  co  może  się  stać,  jeśli  przeżyje  i  Mortmain  osiągnie  swój  cel,  a  ona  będzie  przykuta  do 
niego przez całe życie – do mężczyzny, którego nie kochała, a którym właściwie gardziła.  

Pomyślała o dotyku tych zimnych rąk na sobie i o tym, że mogą to być jedyne dłonie, które 

jeszcze kiedykolwiek ją dotkną.  

-  Jak  myślisz,  co  się  stanie  jutro,  Will?  -  wyszeptała.  -  Kiedy  Mortmain  nas  znajdzie. 

Odpowiedz szczerze.  

Jego  dłonie  poruszyły  się  ostrożnie,  niemalże  niechętnie,  by  ześlizgnąć  się  w  dół  po  jej 

włosach  i  zatrzymać  na  karku.  Zastanawiała  się,  czy  chłopak  może  poczuć  bicie  jej  pulsu  w 
odpowiedzi na jego zachowanie.  

- Myślę, że Mortmain mnie zabije. Albo, żeby być dokładnym, te stwory mnie dla niego zabiją. 

Jestem  całkiem  przyzwoitym  Nocnym Łowcą, Tess,  ale  te  automaty  – ich  się  nie  da zatrzymać. 
Ostrza z runami służą niewiele lepiej niż zwykłą broń, a ostrza serafickie wcale.  

- Ale nie boisz się.  

- Jest wiele gorszych rzeczy niż śmierć - powiedział. - Bycie niekochanym albo niezdolnym do 

miłości: to jest gorsze. A przegranie walki w sposób, w jaki powinien to zrobić Nocny Łowca, nie 
jest hańbą. Honorowa śmierć – zawsze takiej chciałem.  

Tessę przeszły dreszcze.  

- Są tylko dwie rzeczy, których chcę. - Zaskoczyła ją stabilność własnego głosu, gdy to mówiła. 

- Jeśli uważasz, że Mortmain spróbuje cię zabić jutro, w takim razie życzę sobie otrzymać broń. 
Zdejmę mojego mechanicznego aniołka i będę walczyć u twego boku, a jeśli przegramy, zrobimy 
to razem. Ja również chciałabym umrzeć honorowo, jak Boadycea.  

- Tess... 

- Wolę umrzeć niż zostać narzędziem Mistrza. Daj mi broń, Will.  

Poczuła, jak jego ciało zadrżało.  

- Mogę to dla ciebie zrobić - wydusił z siebie w końcu stłumionym głosem. - Co jest tą drugą 

rzeczą? Tą, której chcesz?  

Tessa przełknęła ślinę.  

- Chciałabym cię pocałować jeszcze raz przed śmiercią.  

Jego  oczy  otwarły  się  szeroko.  Były  niebieskie  -  niebieskie  jak  morze  i  niebo  w  jej  śnie,  w 

którym oddalał się od niej, niebieskie jak kwiaty, które Sophie włożyła w jej włosy.  

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Yoru

 

Korekta:

 

Feather 

- Nie... 

- …mów niczego, czego nie masz na myśli - dokończyła za niego. - Wiem. Nie mówię. Właśnie 

to  mam  na  myśli,  Will.  I  wiem,  że  proszenie  o  to  jest  zupełnie  poza  granicami  dobrego 
wychowania.  Wiem,  że  muszę  wyglądać  na  trochę  szaloną.  -  Spojrzała  w  dół,  a  następnie  z 
powrotem  w  górę,  gromadząc  swoją  odwagę.  -  Jeśli  jesteś  w  stanie  mi  powiedzieć,  że  jutro 
możesz  umrzeć  bez  ponownego  dotknięcia  się  naszych  ust  i  nie  będziesz  tego  wcale  żałował, 
powiedz mi, a przestanę prosić cię o to, ponieważ nie mam prawa...  

Jej słowa zostały przerwane, gdyż Will złapał ją, przyciągnął do siebie i przycisnął swoje usta 

do  jej.  Przez  ułamek  sekundy  było  to  niemalże  bolesne  przez  gwałtowną  desperację  i  prawie 
niekontrolowany  głód;  Tessa  czuła  sól  i  ciepło  w  swoich  ustach  oraz  jego  dyszący  oddech.  I 
wtedy  złagodniał,  opanowując  się  siłą,  którą  mogła  poczuć  w  całym  swoim  ciele,  wzajemne 
muskanie  swoich  ust,  wspólna  gra  języków  i  zębów,  w  jednej  chwili  zmieniająca  się  z  bólu  w 
przyjemność.  

Na  balkonie  u  Lightwoodów  chłopak  był  bardzo  ostrożny  w  przeciwieństwie  do  chwili 

obecnej.  Jego  ręce  ześlizgnęły  się  po  jej  plecach  brutalnie,  plącząc  jej  włosy,  chwytając  luźny 
materiał  na  tyle  jej  sukienki.  Na  wpół  ją  podniósł,  a  ich  ciała  się  spotkały.  Był  naprzeciw  niej, 
długi  i  szczupły,  mocny  i  delikatny  jednocześnie.  Pochyliła  głowę  w  jego  stronę,  kiedy  złączyli 
swoje  usta  i  nie  tyle  się  całowali,  co  pożerali  nawzajem.  Jej  palce  mocno  chwyciły  jego  włosy, 
wystarczająco silnie, by zabolało, a zęby zadrasnęły jego dolną wargę. Will jęknął i przycisnął ją 
mocniej, sprawiając, że potrzebowała powietrza.  

-  Will...  -  wyszeptała,  a  on  wstał,  podnosząc  ją  w  swoich  ramionach  i  wciąż  całując.  Tessa 

przytrzymywała się mocno jego pleców i ramion, kiedy niósł ją do łóżka i na nim położył. Była 
boso; chłopak skopał swoje buty ze stóp i wspiął się na łóżko tak, by być ponad nią.  Częścią jej 
treningu była nauka zdejmowania stroju bojowego, dlatego jej dłonie były delikatne i szybkie na 
jego  ubraniach,  rozpinając  klamry  i  odciągając  je  na  boki  jak  łupiny.  Nocny  Łowca  odrzucił  je 
niecierpliwie i klęknął prosto, żeby odpiąć swój pas z bronią.  

Przyglądała  mu  się,  przełykając  ciężko  ślinę.  Jeśli  zamierzała  powiedzieć  mu,  by  przerwał, 

teraz  właśnie  nadszedł  odpowiedni  moment,  by  to  zrobić.  Jego  ręce  pokryte  bliznami  były 
zwinne podczas otwierania zasuwek, a kiedy odwrócił się, żeby wyrzucić pas  na drugą stronie 
łóżka, jego koszula – mokra od potu i klejąca się do niego – podjechała do góry i ukazała Tessie 
zakrzywione  wgłębienie  jego  brzucha  i  łukowatą  kość  biodrową.  Zawsze  uważała,  że  Will  był 
piękny, jego oczy, usta i twarz, ale nigdy nie myślała o jego ciele w tak szczególny sposób. Jednak 
jego kształt był piękny, jak płaszczyzny i kąty u Dawida Michała Anioła. Sięgnęła, by go dotknąć, 
przesunąć  po  nim  palcami  tak  miękko  jak  pajęczy  jedwab,  przez  równą  i  twardą  skórę  jego 
brzucha.  

Jego  reakcja  była  natychmiastowa  i  zaskakująca.  Wziął  głęboki  wdech  i  zamknął  oczy,  jego 

ciało  pozostawało  nieruchome.  Tessa  przesunęła  palcami  wzdłuż  paska  wszytego  w  jego 
spodnie, jej serce biło mocno. Prawie w ogóle nie wiedziała, co robi – działał tutaj instynkt, który 
ją  napędzał,  a  którego  nie  mogła  rozpoznać  ani  opisać.  Złapała  go  rękoma  w  pasie,  naciskając 
kciukami na jego kości biodrowe i ciągnąc go w dół. 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Yoru

 

Korekta:

 

Feather 

Chłopak  powoli  osunął  się  niżej,  układając  łokcie  po  obu  stronach  jej  ramion.  Ich  oczy 

spotkały się i zatrzymały na sobie; dotykali się całą długością swoich ciał, ale żadne z nich się nie 
odezwało. Dziewczyna poczuła ból w gardle: uwielbienie i rozdarte serce w równej mierze.  

- Pocałuj mnie - powiedziała.  

Zniżał  się  bardzo  powoli,  dopóki  ich  wargi  nie  dotknęły  się  lekko.  Tessa  wygięła  się  w  łuk, 

pragnąc  zetknięcia  ich  ust,  ale  Will  cofnął  się,  trącając  nosem  jej  policzek.  Przycisnął  wargi  do 
kącika  jej  ust  –  a  następnie  wzdłuż  jej  szczęki  i  w  dół,  przez  gardło,  przyprawiając  ją  o  małe 
zaskakujące  wstrząsy  przyjemności,  przechodzące  przez  jej  ciało.  Zawsze  myślała  o  swoich 
ramionach, dłoniach, szyi i twarzy, jako o oddzielnych częściach – nie tak, jakoby jej skóra była 
powłoką wszędzie tak samo delikatną i że pocałunki złożone na jej gardle mogą być odczuwane 
przez całą długość ciała, aż do jej stóp.  

-  Will.  -  Jej  dłonie  pociągnęły  jego  koszulę  i  zdjęły  ją,  odrywając  guziki.  Nocny  Łowca 

potrząsnął głową, uwolniony od materiału. Jego ciemne, wzburzone włosy były jak te Heathcliffa 
na  wrzosowiskach.  Jego  dłonie  straciły  pewność,  gdy  doszedł  do  sukienki,  ale  również  ona 
została  zdjęta  przez  głowę  dziewczyny  i  odrzucona  na  bok,  pozostawiając  Tessę  w  halce  i 
gorsecie.  Dziewczyna  znieruchomiała,  zszokowana,  że  była  tak  bardzo  rozebrana  przed 
kimkolwiek oprócz Sophie, a Will spojrzał na jej gorset, który wyrażał pożądanie. 

- Jak... - powiedział. - To się zdejmuje?  

Tessa nie mogła nic poradzić; pomimo tego wszystkiego zachichotała.  

- Jest zasznurowane - wyszeptała. - Z tyłu. - złapała jego dłoń i pokierowała ją do tyłu, aż jego 

palce nie znalazły się na sznurkach od gorsetu. Zadrżała, nie z zimna, a z intymności tego gestu. 

Will  przyciągnął  ją  do  siebie,  na  razie  delikatnie,  i  znowu  zaczął  całować  linię  jej  szyi  oraz 

ramię tam, gdzie odsłaniała je halka. Jego oddech był łagodny i gorący na jej skórze, kiedy ona 
oddychała  tak  ciężko,  dłońmi  gładząc  jego  ramiona,  ręce  i  boki.  Pocałowała  białe  blizny,  które 
pozostawiły na jego skórze Znaki, wijąc się wokół niego, dopóki obydwoje nie stali się ożywioną 
plątaniną kończyn, a ona czuła jego oddech w swoich ustach.  

 
- Tess, - wyszeptał. - Tess... Jeśli chcesz przestać.. 
 

Dziewczyna potrząsnęła głową w ciszy. Ogień w palenisku znowu dogasał; Will był kątami i 

cieniami, miękką i twardą skórą pod jej palcami. Nie.  

- Chcesz tego? - jego głos był zachrypnięty.  

- Tak - odparła. - A ty?  

Jego  palec  prześledził  zarys  jej  ust.  -  Za  to  mógłbym  zostać  potępiony  na  zawsze.  Za  to 

mógłbym poświęcić wszystko. 

Tessa poczuła pieczenie za oczami, presję łez i zamrugała mokrymi rzęsami.  

- Will... 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

Yoru

 

Korekta:

 

Feather 

Dw i’n dy garu di am byth, - powiedział. - Kocham cię. Zawsze.  

I przesunął się, by przykryć jej ciało swoim.  

Tessa  obudziła  się  późno  w  nocy  lub  wcześnie  rano.  Ogień  całkowicie  wygasł,  ale  pokój 

oświetlała osobliwa pochodnia, której światło zapalało się nieregularnie, bez ładu i składu.  

Cofnęła się, podpierając się na łokciu. Will spał obok niej, uwięziony w nieporuszonym śnie 

człowieka  kompletnie  wykończonego.  Wyglądał  spokojnie,  bardziej  niż  kiedykolwiek,  gdy  go 
widziała. Jego oddech był regularny, jego rzęsy trzepotały delikatnie we śnie.  

Zasnęła  z  głową  na  jego ręce,  a mechaniczny  aniołek,  wciąż zawieszony  na  jej  szyi,  leżał  na 

jego  ramieniu,  na  lewo  od  obojczyka.  Kiedy  się  odsunęła,  aniołek  zsunął  się  i  ku  swemu 
zaskoczeniu  zobaczyła,  że  w  miejscu,  gdzie  spoczywał,  na  skórze  chłopaka  został  znak,  nie 
większy niż szyling, w kształcie białej gwiazdy.