background image

Ulysses Moore 

 

Dom luster 

 

1, 

Willa Argo 

2, 

Port 

3» Dom doktora Bowena 

4, 

Latarnia «orska 

5. 

Dom aieka Bannera 

6, 

Urząd Pocztowy 

7, 

Fryzjerka Gwendalina Mainoff 

8. 

Pomnik króla «Uliama V 

9. 

Dom Kleopatry Biggles ^ 

10,  Dom Obliwii lewton 

11,  Dom Luster 

12,  Dworzec kolejowy 

13,  Szkoła 

14,  Cukiernia Chubbera 

15,  lyspa Calypso 

16,  Gospoda Saltlalker 

17,  Sklep Petera Dedalusa 

background image

18,  Ogrody Turtle Park 

19,  Komenda Policji 

20,  Hotel «indy Inn 

21,  Kościół ¿w, Jakuba 

22,Urząd  Miejski 

23,  Cmentarz 

MIEJSKA B&LI0TLKA PIIBLICZM w Zabrzu |U O In 

 

30 

ZN. KLAS^- 1 

 

nr;,nw23550- 

 

 

Tytuł oryginału: Ulysses Moore. La Casa degli Specchi Projekt 
graficzny obwoluty i ilustracje: Iacopo Bruno 

S3 

Przekład i opracowanie manuskryptu Ulyssesa Moore'a: Pierdomenico 
Baccalario 

Tłumaczenie z języka włoskiego: Bożena Fabiani Opracowanie 
redakcyjne wersji polskiej: Dorota Koman 

© 2009 Edizioni Piemme S.p.A., via Galeotto del Carretto 10 - 15033 
Casale Monferrato (AL) - Italia 

© 2009 for the Polish edition by Wydawnictwo Olesiejuk Sp. z o.o. 

Przygotowanie wydania polskiego: Mozaika Sp. z o.o. 

background image

ISBN 978-83-7423-779-6 

Wydawnictwo Olesiejuk Sp. z o.o. 

05-850 Ożarów Mazowiecki, ul. Poznańska 91 

wydawnictwo@olesiejuk.pl, www.olesiejuk.pl 

Druk: DRUK-INRO SA 

 

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może 
być reprodukowana, przechowywana jako źródło danych, przekazywana 
w jakiejkolwiek mechanicznej, elektronicznej lub innej formie zapisu 
bez pisemnej zgody wydawcy. 

Nota od Redakcji 

 

Oto przekład trzeciego zeszytu Ulyssesa Moore'a. Gdy tylko 
Pierdomenico przesłał nam tekst, zabraliśmy się do roboty, żeby wydać 
go możliwie jak najszybciej. Nie wyobrażacie sobie, z jaką 
niecierpliwością czekamy na każdy jego e-mail. Za każdym razem 
mamy nadzieję, że uda się odkryć coś nowego w tej tajemniczej historii. 
Jak się przekonacie, i w tej książce nie zabraknie niespodzianek... 

Redakcja „Parostatku" 

0 O 0 Przekład trzeciego rękopisu O 

Usuń Odpowiedz Odpowiedz wszystkim Wyślij Drukuj 

Od:  Pierdomenico Baccalario 

Temat: 

Tłumaczenie trzeciego manuskryptu 

background image

Wysłano:  14 lipca 2005 01: 56: 13 

Do:  Redakcja „Parostatku" 

 

Cześć wszystkim! 

Oto przekład trzeciego dziennika Ulyssesa Moore'a. Moje odkrycie jest 
całkiem nieprawdopodobne... Ale nie chcę niczego uprzedzać... Zanim 
zaczniecie to czytać, muszę wam koniecznie opowiedzieć, co mi się 
przydarzyło w ubiegłym tygodniu. Otóż dowiedziałem się, że w 
Ermington, miasteczku położonym w pobliżu mego hoteliku Bed & 
Breakfast, znajduje się księgarnia wyspecjalizowana w turystyce. 
Wybrałem się tam, by znaleźć coś na temat Kilmore Cove. 

Godzinami buszowałem wśród książek, legend i opowieści o Kornwalii, 
przejrzałem mnóstwo map, mapek i planów okolicy, ale o Kilmore Cove 
nie znalazłem ani słowa. Poprosiłem nawet sprzedawczynię o pomoc. 
Spędziliśmy całe popołudnie, przeglądając straszliwie zakurzone tomy, 
stojące tu od Bóg wie kiedy. Bez skutku. Nic, żadnego upragnionego 
światełka w tunelu. W końcu poszedłem do baru, żeby odpocząć chwilę. 
Usiadłem na zewnątrz, pod gołym niebem. Zmęczony, bezmyślnie 
wpatrywałem się w tłum przewalający się przez plac. Pewnie dlatego nie 
zwróciłem większej uwagi na dystyngowanego pana, który siedział obok 
mnie. I choć teraz staram się za wszelką cenę przypomnieć go sobie, nie 
pamiętam prawie nic. Tylko to, że miał wąsy i nosił białą, lnianą 
koszulę... 

Zamówiłem miętową herbatę, a chwilę później wszedłem do wnętrza 
baru, żeby zapłacić. Kiedy wróciłem do stolika, leżał na nim: 

CIEKAWY PODRÓŻNIK Mały przewodnik po Kilmore Cove i okolicy 

background image

Drżącymi z emocji rękoma zacząłem przeglądać książkę. Na pierwszej 
stronie - pismem, które już tak dobrze znam - napisane było: 

Z KSIĘGOZBIORU MOORE'A Willa Argo, Kilmore Cove 

Dopiero wtedy zauważyłem, że siedzący nieopodal mężczyzna zniknął... 
I zrozumiałem, że mógł to być Ulysses Moore we własnej osobie! O 
metr ode mnie! Ulysses Moore, który, niestety, mi umknął... 

Przesyłam wam zdjęcie Małego przewodnika po Kilmore Cove i 
okolicy, żebyście zobaczyli na własne oczy, że to wszystko dzieje się 
naprawdę. W książce była też fotografia starego dworca kolejowego w 
Kilmore Cove. Ten przewodnik to najlepszy dowód na to, że Kilmore 
Cove istnieje! I że jest gdzieś blisko! 

Zapewniam was, że jeśli będzie trzeba, przewędruję Kornwalię wzdłuż i 
wszerz, by odnaleźć Kilmore Cove... 

Odezwę się wkrótce, Pierdomenico 

Rozdział (1) Sobotni wieczór Kllmore Cove - 

—— 

CSfcpve 

okół roznosił się zapach jajecznicy na boczku. Wciąż jeszcze wiercąc się 
na ióżku, Julia pociągnęła nosem. Rozespana, uśmiechnęła się leciutko i 
schowała głowę pod poduszkę. Leżała tak dobrą chwilę, ale kiedy nie 
było już czym oddychać, powolutku odsunęła poduszkę, podniosła się i - 
nadal półprzytomna - rozejrzała się wokoło. 

Gdzie była? 

Powoli wracały do niej migawki wspomnień wczorajszych wydarzeń... 

Była w Kilmore Cove, w Willi Argo, w sypialni. 

background image

Ale jak się tu znalazła? 

Przyglądała się uważnie najdrobniejszym szczegółom w sypialni i serce 
waliło jej coraz mocniej i mocniej. 

Jajecznica na boczku. Hmmm, pyszna musi być ta jajecznica. 

Spojrzała na łóżko, gdzie w rogu leżało jej ubranie. Woda, która z niego 
ściekła, utworzyła tuż obok niewielką kałużę. Tak, była burza, ulewa, 
wichura... 

Manfred, urwisko. Runął w dół, ze skarpy. Tak, na pewno... Morze 
pochłonęło tego wstrętnego sługusa Obliwii Newton... 

Julia wyskoczyła z łóżka jak sprężyna. 

- Jason! - krzyknęła. 

■Q ■= Sobotni wieczór w Kilmore Cove——Q" 

Pod bosymi stopami czuła cudownie miękki, puszysty dywan. Ze 
zdziwieniem spostrzegła, że jest w piżamie, choć za skarby nie mogła 
sobie przypomnieć, kiedy ją na siebie włożyła. 

Sięgnęła szybko po spodnie i przeszukała kieszenie. Cztery klucze od 
Wrót Czasu wciąż tam były. 

Wyjęła je i ułożyła na łóżku. 

„Która też może być godzina" - pomyślała. 

Jajecznica na boczku... 

Przez szpary w okiennicy padało ostre światło. 

Ranek? Popołudnie? 

Nie chcąc dłużej zwlekać, wybiegła z sypialni tak jak stała. 

background image

Jason?! - zawołała. 

Korytarz był pusty. Całe piętro tonęło jeszcze w mroku i tylko w jednej 
sypialni otwarto już okiennice. Julia zbliżyła się na palcach do 
uchylonych drzwi i zerknęła do środka. Zobaczyła nieposłane łóżko, 
kilka par sportowych butów rozrzuconych na podłodze, stos brudnych 
koszulek na okrągłym stoliku. 

Taki bałagan poznałaby zawsze i wszędzie. To specjalność Jasona. 

Z biciem serca wsłuchiwała się w dobiegający przez otwarte okno 
sypialni głos brata. Tak, głos z pewnością dochodził z kuchni. 

Hej! - wykrzyknęła radośnie. - Mój brat wrócił! 

Obróciła się i jednym susem pokonała korytarz, zbiegła po schodach i 
jak burza wpadła do kuchni. 

Jason i Rick krzątali się pośród garnków. 

Jason! Rick! - krzyknęła, podbiegając, by uściskać ich z całych sił. 

- Wróciliście! Wróciliście! Och, jak ja się o was martwiłam... 

Ej, siostrzyczko... - Jason uśmiechał się szeroko, ale zgrabnie 

unikał uścisków Julii. - Jasne, że wróciliśmy... Spoko, wszystko w 
porządku! 

Rick - przeciwnie - odwzajemnił jej uścisk z przyjemnością i nawet dał 
się pocałować w policzek. A kiedy spojrzeli na siebie, poczuł, że nogi 
robią mu się miękkie z wrażenia. Odwrócił się, żeby ukryć wzruszenie. 

Julia przyglądała się chłopcom uważnie. Miała wrażenie, że nie widzieli 
się od dwudziestu lat. Z ich wyglądu próbowała wywnioskować, co też 

background image

wydarzyło się po drugiej stronie Wrót Czasu. Ale nie wypatrzyła zbyt 
wiele. Rick był w tym samym ubraniu, co wczoraj, za to Jason 
wyciągnął z walizki koszulkę i nowe spodnie, które wcale do niej nie 
pasowały. 

Jak się czujecie? - spytała po tych krótkich oględzinach. 

Jak skończone durnie - odpowiedział Jason. 

Dlaczego? 

Bo nie mamy pojęcia, jak długo trzeba smażyć ten boczek. 

Najpierw wciąż jest surowy, a w chwilę potem 

« 

¡Sobotni wieczór w Kilmore Cove—-0- 

przypalony! - wykrzyknął Rick i kolejny raz drewnianą łyżką przewrócił 
przypieczony boczek. - Proponuję uznać, że jest OK, bo nie mam już 
cierpliwości. 

Julia nie odrywała od nich oczu, jakby chciała się upewnić, że to 
naprawdę oni. 

Chwilę potem radosna jak ten poranek wyszła z chłopcami do ogrodu, 
gdzie Rick nałożył wszystkim jajecznicę na boczku. 

Julia chętnie odstąpiła swoją porcję bratu, bo wciąż miała ściśnięty 
żołądek. 

Można wiedzieć, co wam się przydarzyło po tamtej stronie drzwi? 

Jason wzruszył ramionami. 

Siadł na żelaznym, ogrodowym krześle i spróbował jajecznicy. 

Kosmiczna! Rick! Absolutnie kosmiczna! 

background image

Kątem oka dostrzegł, że siostra aż drży z niecierpliwości, więc - 
połykając kęs - zdążył tylko o ułamek uprzedzić jej wybuch złości, 
rzucając krótko: 

Och, Julio, nie teraz! To długa historia, wystygnie mi jajecznica! 

Widzieliśmy nieprawdopodobne miejsce - wymamrotał Rick, 

krztusząc się przy tym boczkiem. 

Zobaczysz, że ją odnajdziemy... tę durną mapę! - burknął jeszcze 

Jason, ale Rick skakał już wokół stołu, dławiąc się i kaszląc. 

o™————o 

-i. 

 

Jason wytarł talerz kawałkiem czerstwego chleba, po czym nalał sobie 
duży kubek mleka. 

Prawda, Rick? - zapytał, przełknąwszy czwarty, ostatni już wielki 

łyk mleka. 

Choćbyśmy mieli przeszukać całe miasteczko! - zapewnił go Rick, 

purpurowy od kaszlu. 

Julia głęboko westchnęła. 

Doszła do wniosku, że lepiej nie pytać więcej i cier- 

pliwie czekać, aż wszystko samo się wyjaśni. 

Przysuwając kubek, żeby nalać sobie trochę mleka, zauważyła, że drżą 
jej ręce. 

background image

Coś nie tak? - spytał ją Rick. 

Pokręciła przecząco głową. 

Nie, nie, to tylko z radości, że znów was widzę. 

My też się cieszymy - zapewnił ją Rick. - Nawet nie wiesz, jak 

bardzo. To było istne szaleństwo... Ale patrząc na to, jak wygląda ten 
ogród, wy też macie za sobą niezłą noc. 

Wygląda tak, jakby przeszedł tędy cyklon - odezwał się Jason. 

Julia rozejrzała się uważnie. Było coś przygnębiającego w tych 
porozrzucanych wokół liściach i połamanych gałęziach, które walały się 
po trawie i na wysypanych żwirem alejkach. Kwiaty, krzewy, a nawet 
stuletnie drzewa wyglądały po tej burzy jak zmięte i potargane. 

-o 

WWś 

 

Jason wytarł talerz kawałkiem czerstwego chleba, po czym nalał sobie 
duży kubek mleka. 

Prawda, Rick? - zapytał, przełknąwszy czwarty, ostatni już wielki 

łyk mleka. 

Choćbyśmy mieli przeszukać całe miasteczko! - zapewnił go Rick, 

purpurowy od kaszlu. 

Julia głęboko westchnęła. 

Doszła do wniosku, że lepiej nie pytać więcej i cierpliwie czekać, aż 
wszystko samo się wyjaśni. 

background image

Przysuwając kubek, żeby nalać sobie trochę mleka, zauważyła, że drżą 
jej ręce.  , 

Coś nie tak? - spytał ją Rick. 

Pokręciła przecząco głową. 

Nie, nie, to tylko z radości, że znów was widzę. 

My też się cieszymy - zapewnił ją Rick. - Nawet nie wiesz, jak 

bardzo. To było istne szaleństwo... Ale patrząc na to, jak wygląda ten 
ogród, wy też macie za sobą niezłą noc. 

Wygląda tak, jakby przeszedł tędy cyklon - odezwał się Jason. 

Julia rozejrzała się uważnie. Było coś przygnębiającego w tych 
porozrzucanych wokół liściach i połamanych gałęziach, które walały się 
po trawie i na wysypanych żwirem alejkach. Kwiaty, krzewy, a nawet 
stuletnie drzewa wyglądały po tej burzy jak zmięte i potargane. 

Sobotni wieczór w Kilmore Cove-.......Q- 

Na środku dziedzińca widać było jeszcze ślady samochodu Manfreda. 

Patrząc na nie, Julia na nowo - zdarzenie po zdarzeniu - przeżywała 
koszmar wczorajszej nocy. Pamiętała każdy najdrobniejszy szczegół... 
aż do momentu, kiedy podstawiła nogę Manfredowi i zabrała mu klucz. 

Spojrzała z niedowierzaniem na szczyt skały, na błękitne, spokojne 
morze i daleką sylwetkę latarni morskiej. 

Przymknęła oczy. 

Co ci jest, Julio? - spytał Jason, widząc, że siostra nagle pobladła. 

To nie była moja wina, że spadł w przepaść... - wyszeptała. 

Kto spadł w przepaść? - Jason otarł wierzchem 

background image

dłoni białe „wąsy" od mleka. * 

Julia opowiedziała im wszystko. Po kolei. Mówiła wolno i 
beznamiętnie, jakby powtarzała zadaną lekcję. O wyznaniach Nestora na 
temat Ulyssesa Moora i jego podróży na pokładzie Metis. O tym, jak 
Manfred usiłował wedrzeć się do Willi Argo i jak Nestor dzielnie ich 
bronił. W końcu dotarła do tragicznego końca. 

Przykro mi... Tak bardzo mi przykro... - zakończyła ze łzami w 

oczach, nadal nie rozumiejąc, dlaczego 

rzuciła ten klucz do morza. Klucz, który Manfred usiłował za wszelką 
cenę zdobyć. 

No i dobrze mu tak - podsumował nieco gruboskórnie Jason. 

A w gruncie rzeczy to był taki sam złodziej jak jego pani - wtrącił 

Rick, który darzył Obliwię Newton szczególną niechęcią, może dlatego, 
że kiedy zobaczył ją po raz pierwszy, wydała mu się absolutnie... 
wspaniała. I tego właśnie nie mógł sobie darować. 
 

Powietrze było wilgotne i rześkie. 

Julia - już trochę spokojniejsza - sięgnęła w końcu po duży kubek mleka. 

Pijąc powoli, cierpliwie czekała na historię chłopców. 

Jason i Rick opowiedzieli jej o Domu Życia, o Ma-ruk i o tym, jak 
odnaleźli niszę Czterech Kijów. Moment przed Obliwią. 

To Obliwia Newton też tam była? 

Nie wyobrażasz sobie nawet, jak byliśmy tym zaskoczeni. .. 

Spotkaliśmy ją w Egipcie... Nawet kilka razy... Była dosłownie wszędzie 
tam, gdzie my... 

background image

Wiesz, dziś rano Jason wysnuł nową teorię - przerwał mu Rick. - 

Otóż nie jest on wcale przekonany, że rzeczywiście podróżowaliśmy w 
czasie. 

Tak - potwierdził Jason. - Czytałem kiedyś komiks doktora 

Mesomera o czymś takim... To się nie nazywa 

Sobotni wieczór w Kilmore Cove=—■—Q- 

podróż w czasie, lecz podróż w kontinuum jakiejś tam przestrzeni... Nie 
przypominam sobie tego dokładnie, ale wiem, że to było w piętnastym 
numerze... 

A dlaczego to nie miałaby być podróż w czasie? 

Jason skrzywił się jak uczony, któremu zadano nieprecyzyjne pytanie. 

Kompletnie nie czułem się jak w innej epoce. Wprost przeciwnie, 

czułem się prawie jak u siebie... 

No, teraz to już trochę przesadziłeś! 

Wyobraź sobie, że nie tylko mówiliśmy tym samym językiem, co 

tamtejsi ludzie, ale i Rick, i ja czytaliśmy z łatwością hieroglify. 

Julia spojrzała na nich z niedowierzaniem. 

Rick sięgnął po Słownik zapomnianych języków - wielką księgę, teraz 
już nieźle podniszczoną, w brudnej okładce, z oberwanymi brzegami. 
Otworzył go na stronicy z językami starożytnego Egiptu, przejechał 
wskazującym palcem wzdłuż rzędu hieroglifów i powiedział: 

A kiedy teraz próbujemy je czytać, absolutnie nic nie rozumiemy. 

Julia starała się nie zagubić wątku opowieści. 

A co z Obliwią? Rozpoznała was wtedy, w tym Domu Życia? 

background image

Nie całkiem. Schowaliśmy się w pustej niszy, ale w chwili, kiedy 

padło nazwisko Ulyssesa Moore'a... 

17 

-I słowo mapa... 

Jaka mapa? 

Ta, którą nam ukradła. 

Jaką mapę wam ukradła? - Julia gubiła się coraz bardziej. 

Pierwsza i jedyna dokładna mapa tego miasteczka w Kornwałii, 

zwanego Kilmore Cove - wyrecytował z pamięci Rick. - Wykonał Thos 
Bowen. Londyn, tysiąc... 

Od strony urwiska dobiegło gwałtowne kichnięcie. 

Ach, więc jednak wstaliście! - zawołał Nestor, wspinając się 

powoli po schodkach wykutych w skale. Przystanął, żeby złapać oddech. 

Nestor! - powitały go dzieci radośnie. - Skąd przybywasz? 

Ogrodnik bez słowa podszedł bliżej, kuśtykając. 

Raczej: skąd wy przybywacie? Nie zaprosicie biednego... 

APSIK!!!... staruszka, żeby spoczął? 

Ale się zaziębiłeś! - zauważył Jason. 

To przez ten deszcz - mruknął Nestor, rzucając Julii 

porozumiewawcze spojrzenie. - Co słychać, chłopcy? 

Opowiadają mi o Obliwii Newton i o mapie. 

Nestor zachmurzył się raptownie. 

A tak, to draństwo - powiedział, siadając obok nich przy stole. 

background image

18 

Sobotni wieczór w Kilmore Coye^- Q- 

Jason i Rick podjęli swą opowieść, drobiazgowo opisując Nieistniejącą 
Komnatę i ołtarz, pod którym ukryto mapę. 

Julio, gdybyś ty widziała, ile tam było węży! 

Zemdlałabyś od razu! 

Nestor z każdą chwilą stawał się coraz posępniejszy. 

Możemy to sobie wyobrazić - powiedział. - A jeśli chodzi o tę 

kobietę, ona jest niestety o wiele bardziej niebezpieczna i o wiele 
inteligentniejsza, niż myśleliśmy. 

Nestorze, a dlaczego ta mapa jest aż taka ważna? 

Nie mam pojęcia - odparł krótko ogrodnik. 

Ale stary właściciel wiedział - stwierdził Jason. - Skoro wysłał nas 

tam, żebyśmy ją odnaleźli, musiał mieć w tym jakiś cel. I jestem 
przekonany, że on wierzył, że znajdziemy ją przed Obliwią Newton. 

Praktycznie rzecz biorąc, znaleźliśmy ją przed Obliwią - uściślił 

Rick. - Faktem jest, że ona ukradła nam ją dopiero parę minut później. 

Jason westchnął głęboko. 

Zawiedliśmy Ulysessa Moora! Kto wie, czy nadarzy nam się 

jeszcze raz taka okazja... 

Jak to? - spytała Julia. 

Jason oparł głowę o stół i cicho powiedział: 

Może stary właściciel stracił już do nas zaufanie. 

background image

Skąd masz pewność, że on jeszcze żyje? 

Są dwie możliwości: albo nadal mieszka w Willi Argo, w jakimś 

tajemnym pokoju, albo... pozostawił nam te wskazówki, żebyśmy go 
mogli odnaleźć, co jednak bez mapy może się okazać dosyć trudne... 

A jak możemy go odnaleźć? - spytała Julia. 

Cała trójka spojrzała na Nestora, który jednak natychmiast zmienił 
temat: 

Idę. Muszę zrobić porządki w ogrodzie. ' 

Właśnie, że nigdzie nie pójdziesz! - stanowczo oświadczył Jason. 

Czyżby? A jak mi w tym przeszkodzisz? 

Musisz nam pomóc, Nestorze! - Jason zmienił ton. - On jest 

jeszcze tutaj, prawda? 

Nestor zachichotał. 

Naczytałeś się, chłopaczku, za dużo jakichś wymyślonych historii. 

Stary właściciel... - I znowu kichnął. 

Przysięgnij mi, przysięgnij, że go tu nie ma. 

Ogrodnik oparł ręce na biodrach i odchylił się 

ostrożnie do tyłu. Na jego twarzy malowało się o wiele większe 
zmęczenie niż poprzedniego dnia. Oczy zapadły się i błyszczały, jakby 
miał gorączkę. 

Posłuchaj, Jasonie - wtrąciła się Julia. - Nie sądzę, żeby to był 

właściwy moment na... 

background image

A właśnie, że tak - przerwał jej brat. - Musimy wiedzieć coś na 

pewno, jeśli chcemy zrozumieć, o co w ogóle chodzi. Za dużo jest 
spraw, których nie rozu- 

Sobotni wieczór w Kilmore Cove-..........Q- 

mierny. Za dużo tajemnic na temat tego domu, Ulysse-sa Moore'a, jego 
przyjaciół i wrogów. Kim na przykład jesteśmy my? Przyjaciółmi czy 
nieprzyjaciółmi dawnego właściciela tego domu? 

Nestor spojrzał na swój domek w środku ogrodu, potem na dzieci. Jason 
miał rację. Poruszali się wśród zbyt wielu niewiadomych. 

Jeśli ci się to na coś przyda, chłopcze - powiedział cicho - to 

przysięgam: żaden Moore nie mieszka już w Willi Argo. I co? 
Zadowolony? 

Powiedziawszy to, pokuśtykał wolno w głąb ogrodu, wydmuchując nos 
w wielką płócienną chustkę. 

Praktycznie rzecz biorąc - uściślił po chwili Rick - nie powiedział 

nam, że nie żyje. 

Kwadrans później dzieci odniosły talerze i szklanki do kuchni i zaczęły 
zastanawiać się nad planem dnia. 

Rick patrzył na morze, stojąc u szczytu schodków nad urwiskiem. Wiatr 
łagodnie targał mu włosy. 

Julia wróciła do sypialni, jak najszybciej włożyła dżinsy, nie 
zapominając oczywiście o czterech kluczach z główkami w kształcie 
zwierząt. 

Aligator. Dzięcioł. Żaba. Jeżozwierz. 

background image

Kiedy wyszła na dwór, zobaczyła, że Jason tkwi wciąż na tym samym 
krześle i notuje coś skrzętnie na kartce papieru. 

Nie wiem, od czego zacząć - przyznał się. 

Czy wiemy, gdzie mieszka Obliwia Newton? - spytała, zerkając 

przez ramię na zapiski brata. 

Dwie łodzie rybackie wracają z połowu - powiedział Rick, 

nadchodząc od strony urwiska. - Moglibyśmy podjechać do portu po 
świeże ryby na obiad. 

Na samą myśl o drodze do Sal ton Cliff na ciężkich rowerach państwa 
Moore Jasonowi odechciało się obiadu. 

Nie teraz, proszę cię, Rick. A może ty wiesz, gdzie mieszka 

Obliwia? 

Nie, a czemu? 

Jason pokazał mu, co napisał. 

Odnaleźć mapę Obliwii. 

Wyjaśnić, co do licha znajduje się na tej mapie (najlepiej jeszcze przed 
jej znalezieniem). Wyjaśnić WSZYSTKO, co wiąże się z Wrotami 
Czasu. 

Przeszukać CAŁĄ Willę Argo, od góry do dolu. 

Nigdy nie widziałam cię tak zorganizowanego 

rzekła Julia z podziwem, doceniając starania brata. 

To podróż do Egiptu tak cię odmieniła? 

Rick przysunął żelazne krzesło i usiadł koło nich. 

background image

Ile czasu mamy na to wszystko? 

Tylko dzisiejszy dzień. 

Sobotni wieczór w Kilmore Coe-Q- 

A dlaczego? - Julia chciała znać szczegóły. 

Dlatego, że dziś wieczorem przyjadą mama z tatą, a Rick będzie 

musiał wrócić do domu. 

Chłopiec z Kilmore Cove spochmurniał nagle, jakby nigdy nie brał pod 
uwagę tego, że w końcu trzeba będzie opuścić Willę Argo. 

Czegoś tu jeszcze brakuje - mruknęła Julia, patrząc na spis spraw 

do załatwienia. 

Jason wzniósł oczy ku niebu. 

Oto cała moja siostra! Czego ci mianowicie brakuje? 

Nie wiemy, co się stało z... - Julia ograniczyła się do wskazania 

schodków w skale, mając nadzieję, że chłopcy zrozumieją ją bez słów. 

Rick natychmiast przytaknął - był na tyle taktowny, żeby nic nie mówić 
- zaś Jason dopisał na końcu listy: 

5. Poszukać TRUPA Manfreda. 

Bardzo uprzejmie z twojej strony... - mruknęła Julia. 

Z dala dobiegł ich kaszel Nestora. Ogrodnik z wolna przykuśtykał do 
nich, ciągnąc za sobą czerwone grabie, którymi powoli zacierał ślady 
opon na żwirze. 

Na plaży nikogo nie było - odpowiedział na wiszące w powietrzu, 

a przecież niezadane przez dzieci pyta- 

background image

 

0——=—a 

nie. - Na skałach też go nie ma. Mówiłem wam, że tacy jak on spadają 
zawsze na cztery łapy. -1 znowu kichnął. 

Dopisz jeszcze: kupić syrop dla Nestora - powiedziała głośno Julia. 

Dziś niedziela - przypomniał im Rick. - Apteka doktora Bowena z 

pewnością jest zamknięta. 

Nie chcę żadnego syropu - żachnął się Nestor. - To zwykłe 

zaziębienie. 

Nigdy nie należy lekceważyć zaziębienia - oznajmiła Julia. - 

Zwłaszcza w twoim wieku. 

Coś ty powiedział? - zawołał jej brat, zwracając się do Ricka. 

Ze dzisiaj jest niedziela - powtórzył Rick - i że... 

Doktor Bowen? Powiedziałeś: doktor Bowen? Czy autor tej mapy 

nie miał właśnie tak na nazwisko? 

Jeżeli dożyłem swojego wieku - klarował Nestor Julii - to tylko 

dlatego, że nigdy w życiu nie używałem leków. I nie mam 
najmniejszego zamiaru zmieniać na stare lata swoich zasad. 

Pierwsza i jedyna dokładna mapa miasteczka w Korn-walii 

zwanego Kilmore Cove. Czy to możliwe?! - zapytał osłupiały Rick. 

Przypominam ci, że już niejednokrotnie przekonaliśmy się, że w 

tej historii nie istnieją zbiegi okoliczności... - powiedział Jason. 

o- 

Sobotni wieczór w Kilmore Cove 

background image

Chłopcy! - wtrąciła się Julia. - Chłopcy, dlaczego i wy nie 

powiecie Nestorowi, że powinien... 

Rick i Jason zeskoczyli z krzeseł radośni jak skowronki. 

Thos Bowen mógł być dziadkiem doktora Bowena. 

Albo pradziadkiem. 

Albo pra- pra- pradziadkiem! Gdzie on mieszka? Gdzie są rowery? 

Która godzina? Może zdążymy go odwiedzić przed obiadem... 

Chłopcy! - przywołała ich do porządku Julia, zmuszając, by jej 

posłuchali. 

Co takiego? 

Telefon - powiedział Nestor, wskazując na pokój w głębi domu. - 

Dzwoni telefon! 

Rozdział C2J Telefon z Londynu 

Jason zgarbił się tak, jakby słuchawka ważyła co najmniej tonę. - Tak, 
mamo... Nie, mamo... Oczywiście, mamo... Nie, nie odchodziliśmy 
daleko... Nie... Jasne... 

Podniósł błagalny wzrok na siostrę, która dawała mu znaki, żeby 
powiedział mamie coś więcej. 

Twoja mama zacznie coś podejrzewać, jeśli jej nic nie powiesz - 

szepnął mu do drugiego ucha Rick. - A jak ją zasypiesz szczegółami, to 
nawet nie będzie cię słuchać. 

Ojoj, nic. Nic! - ciągnął tymczasem Jason. Zamknął oczy i przez 

dobrą chwilę trwał tak w milczeniu, słuchając wymówek mamy. Po 
chwili zmienił ton: - Nie, posłuchaj mamo, żartowałem... Tak naprawdę 

background image

to wyruszyliśmy do Egiptu i zagubiliśmy się w labiryncie, a Ricka o 
mało nie pożarł krokodyl. Kto to Rick? To nasz przyjaciel z Kilmore 
Cove. Oj, żebyś widziała jego twarz, kiedy weszliśmy do tej komnaty 
pełnej węży, które spadały z sufitu. - Jason zamilkł na trzy sekundy, po 
czym powiedział: - Dobrze, to daję ci Julię. 

Cześć, mamo! - wykrzyknęła Julia uszczęśliwiona, że słyszy 

mamę. - Och, tak, czujemy się bardzo dobrze. Trochę padało? To była 
straszna burza! Więc siedzieliśmy w domu i graliśmy w gry planszowe, 
a potem... 

Skakaliśmy z urwiska! - podsunął Jason. 

•Q  Telefon z Londynu  Q- 

Zaledwie uniknął kopniaka siostry, która dała mu znak, żeby zamilkł. 

Jason zaproponował Rickowi, żeby nie tracić czasu i wyprowadzić z 
garażu rowery. Odeszli od telefonu, ale zamiast wyjść z domu, wstąpili 
do kamiennego pokoju z Wrotami Czasu. 

Drzwi tkwiły na swoim miejscu, nieruchome i milczące, budząc 
niepokój. Na ich sczerniałym, porysowanym drewnie wyraźnie widać 
było cztery zamki, które układały się w kpiarsko uśmiechnięte oblicze. 

Kiedy tam wrócimy? - zapytał Rick, wpatrując się w nie 

zafascynowany. 

Jak tylko pozałatwiamy te sprawy - odparł Jason i pokazał mu 

kartkę, na której dopisał: 

0. Iść szybko do doktora Bowena. 

W głębi schodów jeden ze starych właścicieli Willi Argo przyglądał im 
się z portretu z dziwnie złośliwym uśmiechem. 

background image

Słyszałeś? - spytał Jason, ściskając ramię Ricka. 

-Co? 

Jason podszedł do schodów i zaczął nasłuchiwać. Z pierwszego piętra 
dobiegał odgłos jakichś kroczków. 

-To. 

O, kurczę, słyszę. 

Wolno, schodek po schodku, w wielkim skupieniu Jason zaczął 
wchodzić na piętro. 

- Potem rozegraliśmy partyjkę szachów, ja przeciw im obu, i oczywiście 
wygrałam - opowiadała Julia mamie przez telefon. 

Głos siostry oddalał się, w miarę jak Jason wchodził coraz wyżej i 
wyżej, zbliżając się powoli do tajemniczych kroków na piętrze. 

Kroki ducha. Trzask, trzask, trzask... 

Ulysses Moore? 

Jason - dosłownie przyklejony do ściany - ocierał się o złocone ramy 
portretów dawnych właścicieli dworu, aż w końcu doszedł do pustego 
miejsca, gdzie powinien wisieć portret Ulyssesa Moore'a. 

Trzask, trzask, trzask... 

Odgłosy dochodziły z łazienki, pierwszego pomieszczenia na prawo od 
schodów w korytarzu prowadzącym do sypialni. Jason jeszcze chwilę 
nasłuchiwał, żeby upewnić się, że to w łazience... 

background image

Po lewej stronie znajdowały się lustrzane drzwi do pokoju w wieżyczce i 
biblioteka. 

Jason zerknął w dół i przez poręcz schodów zobaczył Ricka, tkwiącego 
nieruchomo na parterze i wpatrującego się w niego z napięciem. Dodał 
mu otuchy skinieniem głowy. W głębi mieszkania słychać było, jak Julia 
śmieje się, wciąż jeszcze rozmawiając przez telefon. 

—o 

-Q- -"— — Telefon z Londynu --—O 

Trzask, trzask, trzask... - hałasował nieznajomy za drzwiami łazienki. 

Jason wziął głęboki oddech i skoczył do przodu, naciskając z impetem 
mosiężną klamkę. 

MAM CIĘ! - krzyknął, otwierając na oścież drzwi. 

Przez chwilę nie dostrzegł nikogo. Tylko otwarte 

okno w łazience stuknęło leciutko. 

Zaś chwilę później ogromny polny szczur zaczął z impetem torować 
sobie drogę między buteleczkami perfum, które pani Covenant ustawiła 
na półeczce nad umywalką. Błyskawicznie skoczył na podłogę i śmignął 
między nogami zdrętwiałego z przerażenia chłopca. 

Aaaa! - wrzasnął Jason, odskakując raptownie. 

Co silę dzieje? - krzyknął Rick, pędząc czym prędzej na ratunek. 

background image

Szczur wybiegł na schody. 

O kurczę! - wykrzyknął Rick, kiedy wpadli na siebie w połowie 

drogi. - Ale wielki! 

Szczur - przerażony chyba bardziej niż oni - spróbował prześliznąć się 
między żelaznymi prętami poręczy, ale stracił grunt pod nogami i spadł 
ze schodów, uderzając głucho o posadzkę na parterze. Przez chwilę leżał 
jak martwy. 

Chłopcy, co jest takie ogromne? - spytała Julia, przerywając na 

moment rozmowę z mamą. 

31 

Szczur, ciągle jeszcze trochę oszołomiony, uniósł delikatnie łebek i 
prawie natychmiast zerwał się do ucieczki - przez środek pokoju z 
telefonem. Chwilę potem Julia podniosła straszny krzyk. 

Tak, mamo... Nie, mamo... Jasne, że nie zrobiłem tego naumyślnie 

- Jason usiłował wykorzystać każdą choćby najkrótszą przerwę w 
potoku maminych wymówek, żeby wyjaśnić zdarzenie. - To nie był 
żaden głupi żart, to był szczur... Nie wiem, co szczur robił w łazience... 
Nie, nie sądzę, żeby tata coś o tym wiedział. Może wszedł przez okno, 
naprawdę nie wiem... Oczywiście, że było otwarte. Julia? Poszła do 
łazienki. Znalazłem go między twoimi perfumami. Nie, mamo... Wiem, 
ale się nie potłukły... 

Tymczasem Julia i Rick długimi miotłami usiłowali sprawdzić, czy 
bestia nie czyha gdzieś za meblami... Ich twarze wyrażały zgoła 
odmienne stany ducha: Rick był ubawiony sytuacją, a Julia - pełna 
obrzydzenia. 

background image

Ojej, ojej, dobrze, w porządku. Cześć, tato. - Jason nagle 

zaniemówił, a po chwili zapytał: - NAPRAWDĘ?! - Podniósł rękę na 
znak zwycięstwa. - To znaczy, chciałem powiedzieć, że szkoda... Ale 
naprawdę? 

Rick stanął przy nim z miotłą w ręku. 

Nie, nie, to żaden kłopot! - ciągnął Jason. - My się tym zajmiemy. 

Nie wołam Nestora, bo jest po drugiej 

■ " ' ' "T 32 jT' " " "' O 

Telefon z Londynu 

"O 

stronie ogrodu i gdybyś miał czekać, aż tu przykuśty-ka, to musiałbyś 
całe przedpołudnie spędzić przy telefonie, ale jak zadzwonisz w porze 
obiadu, to na pewno go złapiesz. Zajmę się tym. Powiem mu. Tak, jasne. 
Dobrze. Zrozumiałem. Ależ skąd, nigdzie się nie ruszamy! Cześć, tato! 

Klik, klapnął rozgrzaną słuchawką i zaczął skakać po pokoju. 

Wspaniale! Prawdopodobnie nie zdążą dzisiaj wrócić! Pakowanie 

trwa dłużej, niż przewidywali... Fantastycznie, mamy całą niedzielę dla 
siebie. Możemy działać! 

Już po raz trzeci w tak krótkim czasie Jason sięgnął po kartkę ze spisem 
spraw do załatwienia. 

Biegniemy szybko do doktora Bowena! 

Ale najpierw musimy się upewnić w stu procentach, że ten szczur 

opuścił nasz dom! - poprosiła Julia i raz jeszcze sięgnęła miotłą za 
kredens. 

background image

Przed domem natknęli się na Nastora zajętego grabieniem żwiru i 
wrzucaniem liści i gałęzi na taczkę. 

Hej! Dlaczego nie zajmiecie się czymś pożytecznym? Nie 

pomożecie mi na przykład w sprzątaniu ogrodu? 

Wybacz nam, Nestorze, ale sytuacja jest wyjątkowa 

 

Telefon z Londynu- 

 

stronie ogrodu i gdybyś miał czekać, aż tu przykuśty-ka, to musiałbyś 
całe przedpołudnie spędzić przy telefonie, ale jak zadzwonisz w porze 
obiadu, to na pewno go złapiesz. Zajmę się tym. Powiem mu. Tak, jasne. 
Dobrze. Zrozumiałem. Ależ skąd, nigdzie się nie ruszamy! Cześć, tato! 

Klik, klapnął rozgrzaną słuchawką i zaczął skakać po pokoju. 

Wspaniale! Prawdopodobnie nie zdążą dzisiaj wrócić! Pakowanie 

trwa dłużej, niż przewidywali... Fantastycznie, mamy całą niedzielę dla 
siebie. Możemy działać! 

Już po raz trzeci w tak krótkim czasie Jason sięgnął po kartkę ze spisem 
spraw do załatwienia. 

Biegniemy szybko do doktora Bowena! 

Ale najpierw musimy się upewnić w stu procentach, że ten szczur 

opuścił nasz dom! - poprosiła Julia i raz jeszcze sięgnęła miotłą za 
kredens. 

Przed domem natknęli się na Nastora zajętego grabieniem żwiru i 
wrzucaniem liści i gałęzi na taczkę. 

background image

Hej! Dlaczego nie zajmiecie się czymś pożytecznym? Nie 

pomożecie mi na przykład w sprzątaniu ogrodu? 

Wybacz nam, Nestorze, ale sytuacja jest wyjątkowa -wyjaśnił]

 

' ' 

 

Telefon z Londynu 

stronie ogrodu i gdybyś miał czekać, aż tu przykuśty-ka, to musiałbyś 
całe przedpołudnie spędzić przy telefonie, ale jak zadzwonisz w porze 
obiadu, to na pewno go złapiesz. Zajmę się tym. Powiem mu. Tak, jasne. 
Dobrze. Zrozumiałem. Ależ skąd, nigdzie się nie ruszamy! Cześć, tato! 

Klik, klapnął rozgrzaną słuchawką i zaczął skakać po pokoju. 

Wspaniale! Prawdopodobnie nie zdążą dzisiaj wrócić! Pakowanie 

trwa dłużej, niż przewidywali... Fantastycznie, mamy całą niedzielę dla 
siebie. Możemy działać! 

Już po raz trzeci w tak krótkim czasie Jason sięgnął po kartkę.ze spisem 
spraw do załatwienia. 

Biegniemy szybko do doktora Bowena! 

Ale najpierw musimy się upewnić w stu procentach, że ten szczur 

opuścił nasz dom! - poprosiła Julia i raz jeszcze sięgnęła miotłą za 
kredens. 

Przed domem natknęli się na Nastora zajętego grabieniem żwiru i 
wrzucaniem liści i gałęzi na taczkę. 

Hej! Dlaczego nie zajmiecie się czymś pożytecznym? Nie 

pomożecie mi na przykład w sprzątaniu ogrodu? 

background image

Wybacz nam, Nestorze, ale sytuacja jest wyjątkowa - wyjaśnił 

 

 

problem z przeprowadzką i prawdopodobnie wrócą dopiero w 
poniedziałek rano, a my musimy teraz wyjść. Jeśli zadzwoni telefon, to 
na pewno do ciebie. Powiedz, że poszliśmy na plażę. 

A tak naprawdę to dokąd chcecie iść? - spytał nieco sarkastycznie 

Nestor. 

Do doktora Bowena - odpowiedziała Julia, która ostatnia wyszła z 

kuchni, wciąż jeszcze z miotłą w ręku, ale już z pogodną miną. 

A jak zamierzacie się tam dostać? 

Na rowerach oczywiście - odpowiedział Jason. 

Nie sądzę... - Nestor pochylił się nad grabiami, wracając do swej 

roboty. 

Kiedy chłopcy pobiegli do garażu, Julia podeszła do Nestora. 

Boli cię krzyż? - zapytała troskliwie. 

Bardziej jeszcze duch - odparł Nestor z ponurym błyskiem w oku. 

Widać było, że jest w paskudnym nastroju i że ciągle myśli o tym, co 
wydarzyło się poprzedniego wieczoru. - Zaledwie parę lat temu sprawy 
wyglądały całkiem inaczej. W każdym znaczeniu, możesz mi wierzyć. 

Byłeś bardzo dzielny - dodała mu otuchy Julia, zaskakując go 

zupełnie niespodziewanym cmoknięciem w policzek. - Nie powinieneś 
być na siebie zły. 

Nestor oparł się o grabie. 

background image

Telefon z Londynu 

Nie? A niby jaki powinienem być? Zadowolony? 

Z garażu dobiegł jakiś rumor, a zaraz potem rozległ 

się lament: 

NO NIE! - krzyczał Rick. - Kuuurczę! 

No nie! - wtórował mu Jason. 

Julia spojrzała w stronę garażu, a Nestor niewzruszenie grabił dalej. 
Rick i Jason wyciągnęli rowery. 

Kto to zrobił? - spytał Rick łamiącym się głosem. 

Jego rower miał wykrzywioną kierownicę, a rozerwany łańcuch wlókł 
się po ziemi. 

Julia westchnęła, zastanawiając się chwilę nad odpowiedzią. Potem 
opowiedziała chłopcom, jak to poprzedniego wieczoru Manfred miotał 
się po ogrodzie, rozwalając z wściekłości wszystko, co tylko wpadło mu 
w ręce. « 

Ani ja, ani Nestor nie mogliśmy temu zapobiec. Byliśmy 

przerażeni... - usprawiedliwiała się. - Widzieliśmy to wszystko z góry, z 
tamtego okna... 

Kiedy podniosła wzrok, żeby wskazać właściwe okno, przez moment 
miała wrażenie, że w oknie mansardy widzi patrzącego na nią 
mężczyznę. 

38 

background image

Rick ułożył swój rower na żwirze jak pacjenta do operacji. Śrubokręty, 
młotki, klucze, obcęgi i inne narzędzia, które dał mu Nestor, leżały 
porozrzucane dokoła. 

Hmm... - zmartwił się jeszcze bardziej, obejrzawszy rower ze 

wszystkich stron. - Jest gorzej, niż myślałem. 

Bardzo źle? - spytała Julia. Rodzeństwo Covenant przyglądało się 

przyjacielowi, całkowicie bezradne. Zmysł praktyczny Jasona kończył 
się tam, gdzie informacje zaczerpnięte z komiksów i kreskówek, a Julia 
w ogóle nigdy nie troszczyła się o to, jak działa rower. 

Rick chwycił łańcuch, połączył go i spróbował nasadzić na przerzutki. 

Chyba tak - odpowiedział Julii na zadane wcześniej pytanie. - 

Zabierze mi to z godzinę, może nawet więcej. 

Jason pokiwał markotnie głową. To zmuszało ich do całkowitej zmiany 
planów. 

Możemy ci jakoś pomóc? 

Teraz nie, ale potem tak, jak dojdę do tamtych - i wskazał dwa 

stare rowery państwa Moore, które poprzedniego dnia pożyczył im 
Nestor. 

Tamte mają tylko trochę pokrzywione ramy, ale żeby je 

wyprostować, potrzeba co najmniej trzech osób. 

Łowcy tajemnic 

Jason nerwowo przeszukiwał kieszenie. 

Gdzie ja wsadziłem tę kartkę ze spisem spraw do załatwienia? 

Zajrzał kolejno do wszystkich kieszeni, ale karteczka znikła, jakby ją 
ktoś wykradł. 

background image

Julia uznała, że rozsądniej będzie nie komentować jego prób 
przypomnienia sobie, gdzie też położył tę kartkę. 

Nestor podjechał bardzo blisko, by opróżnić taczkę wyładowaną liśćmi i 
suchymi gałęziami, po czym pochylił się z trudem, by podpalić usypany 
kopiec. 

Rick sięgnął po śrubokręt, próbując nim nałożyć łańcuch na zębate koło 
przerzutki. 

Jak mawiał mój ojciec, jeśli nie wiesz, od czego zacząć, zacznij 

tak, jak ci się wydaje. 

Przerzutka straszliwie zgrzytnęła, ale Rick nie tracił ducha. 

Miejmy nadzieję, że twój ojciec wiedział, co mówi... - zażartował 

Jason. 

Wiesz co, Rick, w czasie, kiedy ty wojujesz z rowerami, Julia i ja 

moglibyśmy przeszukać te pokoje, których dotąd nie sprawdzaliśmy. 

Z rowerami? - mruknął z przekąsem Rick. - Dobrze będzie, jeśli 

poradzę sobie z tym jednym. Ale potem musicie mi pomóc. Koniecznie. 

Doskonale - zgodził się Jason. - To my tymczasem je 

przeszukamy, może znajdziemy jakąś sensowną wskazówkę. Idziemy, 
siostrzyczko? 

Julia nie miała wielkiej ochoty wracać do domu. Wciąż jeszcze była pod 
wrażeniem widoku mężczyzny w oknie mansardy - widoku albo 
przywidzenia. Po raz pierwszy od czasu przybycia do Kilmore Cove 
myśl 

przeszukiwaniu domu napawała ją lękiem. 

background image

Willa Argo - z jej pełnymi mebli i najrozmaitszych przedmiotów 
pokojami - wznosiła się nad nimi majestatycznie. Wszystkie okiennice 
były już szeroko otwarte. Julię kusiło, by odpowiedzieć, że woli zostać 
tutaj 

pomagać Rickowi, ale przełamała strach. Rozsądek wziął górę. To 

w końcu jej brat bliźniak, a nie ona, po lekturze kolejnego komiksu 
widział duchy za każdymi drzwiami, choć w rzeczywistości nigdy 
żadnego nie widział. Okno mansardy znajdowało się bardzo wysoko, 
wystarczył więc cień, jakaś gra światła, promień słońca, żeby mogło się 
przywidzieć, że tam ktoś jest i szpieguje ich z ukrycia. 

Faktem jest, że miał kapelusz - przypomniała sobie Julia. 

Kto miał kapelusz? - spytał brat. Tymczasem Rick z wysuniętym z 

przejęcia językiem 

i z dłońmi upapranymi smarem nadal mocował się z rowerem. 

 

■ 

Łowcy tajemnic 

Możecie mi podać klucz numer pięć? - poprosił, ale ich już nie 

było w pobliżu. 

Bliźnięta weszły do kuchni, a stamtąd do jadalni. 

Jason uniósł zasłony w kwiaty i przyjrzał się zawieszonym na ścianie 
obrazom, czterem rycinom z XIX wieku, ukazującym sceny ze Starego 
Testamentu. 

Otworzył drzwiczki starego pieca na drewno -pusty. 

background image

W szufladach kredensu - jedynego mebla w tym pokoju - znalazł tylko 
obrusy i serwetki. 

Wydaje mi się, że tutaj nic tajemniczego nie znajdziemy. 

A my szukamy czegoś tajemniczego? - spytała Julia. 

Ma się rozumieć. 

Jason przeszukiwał już sąsiedni salon. Wsadził nawet głowę do 
kominka, rozrzucił stos książek i zajrzał pod figurkę czarnego jak noc 
charta w biegu. 

Na końcu z bólem serca uznał, że także i w tym pokoju nie ma nic 
tajemniczego. 

Julia zgodziła się z nim i tym razem. Potem zadała pytanie: 

To według ciebie czego mamy szukać? 

Jakiegoś szczegółu, który nam umknął - myślał głośno Jason. - 

Czegoś, co nie pasuje, czegoś, co jest nie 

tak. Czegoś, co pozwoli nam lepiej zrozumieć podróże starego 
właściciela, tajemnicze drzwi albo rolę Obliwii Newton w tym 
wszystkim. 

Kiedy tak starannie przeszukiwali drugą jadalnię, a potem pokój z 
telefonem, Julia przypomniała sobie opowieść Nestora i to wszystko, 
czego się od niego dowiedziała o podróżach Ulyssesa Moore'a i jego 
żony. 

Powiedział, że Obliwia Newton była błędem, paskudnym błędem. 

Ale nie sądzę, żeby wiedział o tym wiele więcej. 

Weszli do kamiennego pokoju i zatrzymali się przed Wrotami Czasu. 

background image

Jeśli szukasz tajemnicy, masz ją niewątpliwie tutaj - powiedziała 

Julia, czując dreszcz przebiegający po krzyżu. 

Jason nachylił się i koniuszkami palców zebrał z ziemi kilka ziarenek 
piasku. 

Oto dowód, że nie zwariowaliśmy... - szepnął, pokazując je Julii. A 

potem spytał: - Masz klucze? 

Mam - Julia skinęła głową. - A co chcesz zrobić? 

Daj mi je. 

Nestor mówi, że drzwi dają się otworzyć tylko wtedy, kiedy ten, 

który przez nie wyszedł, powrócił... 

Albo kiedy nie może już powrócić. 

Jason wsunął w górny zamek klucz z główką w kształcie aligatora. 

 

Łowcy tajemnic  

Zastanawiam się, czy zamiast mnie i Ricka mógłby wrócić ktoś 

inny? 

Wsunął drugi i trzeci klucz, z dzięciołem i z żabą. 

Jason... ale będziesz ostrożny? 

Z czym? 

Na końcu w najniżej położony zamek wsunął klucz z jeżozwierzem. 

Przy ponownym otwieraniu tych drzwi. 

background image

Klik, klik, klik, klik - zgrzytnęły zamki. Wrota Czasu stanęły otworem. 

Jason i Julia trwali nieruchomo. Tuż za progiem znajdowało się okrągłe 
pomieszczenie, które obiegał napis - palindrom. 

Wytężając wzrok, mogli zobaczyć trzy wyjścia i trzy biegnące w dół 
korytarze, wśród nich ten, który przez pochylnię łączył się z podziemną 
grotą, gdzie czekała Metis. 

Manfred miał w ręce klucz podobny do naszych - powiedziała 

nagle Julia. 

Wzięła klucze z rąk brata i pogładziła ich główki. 

Ale nie mogłam go dokładnie zobaczyć. Padało i byłam za bardzo 

wystraszona. 

Klucz - szepnął Jason. - Chciał wejść do Willi Argo, żeby z niego 

skorzystać? 

Na to wyglądało - potwierdziła Julia. 

A Nestor? 

Powiedział, że były jedne klucze zapasowe do Willi Argo. 

Jason kiwnął głową. To miało sens. 

Manfred wszedł do domku ogrodnika, ukradł klucz, żeby otworzyć 
Willę Argo i spróbować wedrzeć się głębiej... 

A ty mu wierzysz? 

-Tak. 

Wczoraj wydawało mi się, że nie bardzo mu ufasz. 

background image

Od wczoraj tyle się zmieniło! Nestor narażał życie w obronie 

domu. Manfred zachowywał się jak szalony, był niebezpieczny. Nestor 
ma charakterek, ale to bardzo dzielny człowiek. I wszystko, co nam 
dotychczas opowiadał, okazało się prawdą. 

A zatem musi też być prawdą, że Ulyssesa Mo-ore'a już tu nie ma - 

westchnął Jason. - Musimy go szukać, Julio... Chociaż nie mamy 
najważniejszej wskazówki. Tracąc tę mapę, zgubiliśmy trop. To tak, 
jakby kontakt ze starym właścicielem gwałtownie się urwał. - Spojrzał w 
ciemność okrągłej izby i spytał: - Ciekawe, czy łódź powróciła na tę 
stronę pomostu? I czy świetliki krążą jeszcze w grocie... 

Siostra przerwała mu w połowie zdania: 

Przestań, jeśli przekroczymy ten próg, będziemy musieli wejść na 

pokład Metis. 

Jesteś tego pewna? 

Łowcy tajemnic 

Wyjaśnił mi to Nestor - skłamała Julia, która po prostu nie chciała, 

żeby Jason pakował się w nową przygodę z grotą. - Jeżeli przekroczysz 
próg, będziesz musiał zejść na sam dół. 

Jason oparł czubek buta o próg i powiedział: 

Zatem to jest granica przekroczenia czasu. Wystarczy zaledwie 

jeden krok i... 

Julia oparła się o Wrota Czasu i powoli je zamknęła. 

Nie teraz, Jason - powiedziała, kiedy starał się jej pomóc. - Mamy 

inne sprawy do załatwienia, tu, w Kil-more Cove. 

background image

Weszli na piętro, oglądając uważnie portrety dawnych właścicieli, 
zawieszone na łańcuszkach na ścianie. Gdy doszli do szczytu schodów, 
nie weszli wprost do wieżyczki, lecz postanowili zajrzeć do biblioteki. 

Mimo otwartych okiennic pokój tonął w przygnębiającym mroku. A 
przecież miał dwa okna - z jednego widać było wierzchołki drzew w 
parku, a z drugiego - wyżwirowany dziedziniec i furtkę do ogrodu. 

Może to z powodu ciemnych drewnianych regałów, a może sufitu 
pokrytego malowidłami, ten pokój sprawiał wrażenie niezwykle 
mrocznego... 

Niektóre półki regałów osłonięte były siatką z mosiądzu. Mosiężne 
tabliczki określały poszczególne działy tematyczne biblioteki. 

Powiedział, że były jedne klucze zapasowe do Willi Argo. 

Jason kiwnął głową. To miało sens. 

Manfred wszedł do domku ogrodnika, ukradł klucz, żeby otworzyć 
Willę Argo i spróbować wedrzeć się głębiej... 

A ty mu wierzysz? 

-Tak. 

Wczoraj wydawało mi się, że nie bardzo mu ufasz. 

Od wczoraj tyle się zmieniło! Nestor narażał życie w obronie 

domu. Manfred zachowywał się jak szalony, był niebezpieczny. Nestor 
ma charakterek, ale to bardzo dzielny człowiek. I wszystko, co nam 
dotychczas opowiadał, okazało się prawdą. 

A zatem musi też być prawdą, że Ulyssesa Mo-ore'a już tu nie ma - 

westchnął Jason. - Musimy go szukać, Julio... Chociaż nie mamy 
najważniejszej wskazówki. Tracąc tę mapę, zgubiliśmy trop. To tak, 

background image

jakby kontakt ze starym właścicielem gwałtownie się urwał. - Spojrzał w 
ciemność okrągłej izby i spytał: - Ciekawe, czy łódź powróciła na tę 
stronę pomostu? I czy świetliki krążą jeszcze w grocie... 

Siostra przerwała mu w połowie zdania: 

Przestań, jeśli przekroczymy ten próg, będziemy musieli wejść na 

pokład Metis. 

Jesteś tego pewna? 

44 

 

z*. • 

Argo. 

Jason kiwnął głową. To miało sens. 

Manfred wszedł do domku ogrodnika, ukradł klucz, żeby otworzyć 
Willę Argo i spróbować wedrzęć się głębiej... 

A ty mu wierzysz? 

-Tak. 

Wczoraj wydawało mi się, że nie bardzo mu ufasz. 

Od wczoraj tyle się zmieniło! Nestor narażał życie w obronie 

domu. Manfred zachowywał się jak szalony, był niebezpieczny. Nestor 
ma charakterek, ale to bardzo dzielny człowiek. I wszystko, co nam 
dotychczas opowiadał, okazało się prawdą. 

background image

A zatem musi też być prawdą, że Ulyssesa Mo-ore'a już tu nie ma - 

westchnął Jason. - Musimy go szukać, Julio... Chociaż nie mamy 
najważniejszej wskazówki. Tracąc tę mapę, zgubiliśmy trop. To tak, 
jakby kontakt ze starym właścicielem gwałtownie się urwał. - Spojrzał w 
ciemność okrągłej izby i spytał: - Ciekawe, czy łódź powróciła na tę 
stronę pomostu? I czy świetliki krążą jeszcze w grocie... 

Siostra przerwała mu w połowie zdania: 

Przestań, jeśli przekroczymy ten próg, będziemy musieli wejść na 

pokład Metis. 

Jesteś tego pewna? 

Łowcy tajemnic 

 

Wyjaśnił mi to Nestor - skłamała Julia, która po prostu nie chciała, 

żeby Jason pakował się w nową przygodę z grotą. - Jeżeli przekroczysz 
próg, będziesz musiał zejść na sam dół. 

Jason oparł czubek buta o próg i powiedział: 

Zatem to jest granica przekroczenia czasu. Wystarczy zaledwie 

jeden krok i... 

Julia oparła się o Wrota Czasu i powoli je zamknęła. 

Nie teraz, Jason - powiedziała, kiedy starał się jej pomóc. - Mamy 

inne sprawy do załatwienia, tu, w Kil-more Cove. 

Weszli na piętro, oglądając uważnie portrety dawnych właścicieli, 
zawieszone na łańcuszkach na ścia-nie. Gdy doszli do szczytu schodów, 
nie weszli wprost do wieżyczki, lecz postanowili zajrzeć do biblioteki. 

background image

Mimo otwartych okiennic pokój tonął w przygnębiającym mroku. A 
przecież miał dwa okna - z jednego widać było wierzchołki drzew w 
parku, a z drugiego - wyżwirowany dziedziniec i furtkę do ogrodu. 

Może to z powodu ciemnych drewnianych regałów, a może sufitu 
pokrytego malowidłami, ten pokój sprawiał wrażenie niezwykle 
mrocznego... 

Niektóre półki regałów osłonięte były siatką z mosiądzu. Mosiężne 
tabliczki określały poszczególne działy tematyczne biblioteki. 

o- 

Pośrodku pokoju kołysała się lampa z brązu w kształcie stojącej czapli. 
Światło lampy padało na stoliczek z kryształowego szkła i kanapę z 
bawolej skóry. Umeblowania dopełniały dwa kręcone fotele i fortepian 
pod ścianą. 

Julia - zauroczona biblioteką - oglądała najcenniejsze stare książki ze 
złoconymi grzbietami, podczas gdy Jason uniósł pokrywę fortepianu i na 
chybił trafił trącił kilka klawiszy. Przenikliwy dźwięk przestraszył ich 
oboje. 

Przestań, błagam! - roześmiała się Julia. 

Rozkaz! - tym razem brat usłuchał jej prawie natychmiast. 

Na półce podpisanej Paleografía, w miejscu, skąd dzieci wyjęły 
wcześniej Słownik języków zapomnianych, widać było wyraźną 
przerwę. 

Żeby zrozumieć historię tego miejsca - odezwał się Jason - 

musimy dobrze poznać historię jego ostatnich właścicieli. 

background image

Nestor mówił, że w tym pokoju można znaleźć materiały 

dotyczące genealogii rodziny Moore'ów... - przypomniała sobie Julia - 
ale nie widzę tu nic takiego. 

Przeszukiwali półki, wyobrażając sobie, że muszą to być opasłe, pokryte 
kurzem tomiska. Tymczasem kiedy podnieśli kolejną mosiężną siatkę, 
natrafili na serię 

O— 

Łowcy tajemnic 

—O 

niedużych książeczek oprawnych w czarne płótno. Na grzbiecie każdej z 
nich złotą czcionką umieszczone były kolejne numery. 

Może to to... - Julia sięgnęła po tomik, który wydał jej się 

najnowszy. 

Na okładce nie było tytułu. 

W środku, po kilku pustych stronicach, zobaczyli stylizowany rysunek 
drzewa genealogicznego, a zaraz za nim czarno-białą fotografię 
mężczyzny w wojskowym brytyjskim mundurze, o surowym spojrzeniu, 
z potężnymi siwymi faworytami. Sfotografowano go na tle nogi 
ogromnego słonia. 

Napis pod fotografią wyjaśniał, że to Merkury Malcom Moore, a data 
jego śmierci sięgała początku ubiegłego stulecia. 

Dalej następowały listy i najrozmaitsze dokumenty związane w jeden 
pakiet tak, żeby się nie pogubiły, i porozdzielane specjalną bibułką, 

background image

jakiej dawniej używało się do osłaniania fotografii. Były też listy 
ostemplowane starymi pieczęciami, znaczki i jakieś egzotyczne papiery. 

Przypuszczam, że ten Merkury mieszkał w Indiach albo gdzieś 

tam... - zauważyła Julia, przerzucając kartki. 

Po Merkurym Malcomie Moore i jego korespondencji natrafili na 
fotografię Thomasa i Annabelli Moore 

w strojach myśliwskich. Także przy nich była kolekcja fotografii, listów 
i dokumentów. 

Jason wyjął inny tomik w czarnym płótnie i zaczął go przeglądać. 
Znalazł kolejne nazwiska i dalsze dokumenty poukładane porządnie i 
poklasyfikowane. Rodzeństwo rozsiadło się na kanapie, żeby było im 
wygodniej czytać. 

Kto wie, ile czasu poświęcił na uporządkowanie tego wszystkiego 

- szepnął Jason, po czym zamknął tomik i dodał: - Ale to jeszcze nie jest 
drzewo genealogiczne. To zbiór pism i listów przodków, zbiory 
rodzinne... 

Tak sądzisz? - przerwała mu Julia. - To podnieś głowę! 

Jason spojrzał na sufit biblioteki, gdzie namalowanych było pięć 
wielkich medalionów, połączonych ze sobą gałęziami ogromnego 
drzewa. 

Na gałęziach widniały zaś najdziwniejsze zwierzęta i owoce, a każdemu 
z nich towarzyszyło jakieś imię. 

To jest drzewo genealogiczne! - wykrzyknął zdumiony. - 

Cantarellus Moore... Tyberiusz i Adriana Moore... Ksawery Moore... 

background image

Dzieci zaczęły odczytywać na głos imiona, które - gałąź za gałęzią - 
biegły aż do samej góry, gdzie na koronie drzewa siedziały dwie białe 
mewy: Ulysses i Penelopa - ostatni przedstawiciele dynastii. 

Łowcy tajemnic 

1"1 ęy 

Fantastyczne! - wykrzyknęła Julia, szeroko otwartymi oczami 

przyglądając się zwierzętom namalowanym na tym niezwykłym 
drzewie. 

Nie pojmuję, jak mogliśmy tego wcześniej nie zauważyć... - 

wyszeptał Jason. 

Po prostu nigdy nie podnieśliśmy głowy do góry. 

Julia i Jason prędko odnaleźli na drzewie genealogicznym imiona osób 
występujących w czarnych tomikach i odkryli, że to malowane drzewo 
może służyć jako doskonała wskazówka do kojarzenia materiałów 
zawartych w książkach. 

Spójrz! - krzyknął nagle Jason, patrząc na korzenie drzewa 

wyrastające z jednego z medalionów. 

Drzewo genealogiczne Moore'ów wyrasta z grzbietów trzech 

żółwi! Znów ten sam symbol! 

Znów? 

Taki sam symbol widzieliśmy nad drzwiami w grocie pod 

urwiskiem, jest też w Krainie Puntu, w Nieistniejącej Komnacie, u stóp 
nagrobków czcigodnych Założycieli. 

background image

Jason rzucił okiem na to malowidło. Potem przyjrzał się uważniej innym 
medalionom: wewnątrz nich były ukazane zwierzęta z czterech kluczy 
Wrót Czasu. 

Nareszcie jakaś wskazówka! 

Julia też była przekonana, że to ważny trop, nawet jeśli jeszcze nie 
wiedziała, dokąd może ich doprowadzić. 

Jason rozpoznał na fresku sylwetkę Metis i jakiejś innej łodzi podobnej 
do żaglowca. Przypomniał sobie nagle drewniane modele z pokoju w 
wieżyczce i wybiegł 

Otworzył lustrzane drzwi i wszedł do pokoju, z którego rozciągał się 
widok na całą zatokę Kilmore Cove. 

Rozejrzał się dokoła - zwrócił uwagę na spaczone okno z uszkodzonym 
zamkiem, które Nestor zabezpieczył wczorajszego wieczoru. Poza tym 
wszystko było jak przedtem. Dzienniki i zeszyty leżały na podłodze, tak 
jak je zostawili, a modele okrętów i łodzi stały na skrzyni. 

Jason wziął do rąk model Oka Nefretete, myśląc o Najwyższym Pisarzu, 
który go wykonał, a potem przejrzał inne: piroga, gondola, mały 
żaglowiec, galeon... Dlaczego niektóre z nich znalazły się na drzewie 
genealogicznym, a inne nie? 

Julia, która dogoniła tymczasem brata, obeszła wszystkie okna po kolei. 

Rick, który dostrzegł ją z dziedzińca, pomachał do niej, krzycząc: 

Skończyłem! Mój jest już gotowy! Przyjdziecie mi pomóc z 

tamtymi? 

Dziewczynka dała głową znak, że tak, i zawołała brata. 

Jason! Rick już prawie skończył! 

background image

z biblioteki. 

Jason rozpoznał na fresku sylwetkę Metis i jakiejś innej łodzi podobnej 
do żaglowca. Przypomniał sobie nagle drewniane modele z pokoju w 
wieżyczce i wybiegł z biblioteki. 

Otworzył lustrzane drzwi i wszedł do pokoju, z którego rozciągał się 
widok na całą zatokę Kilmore Cove. 

Rozejrzał się dokoła - zwrócił uwagę na spaczone okno z uszkodzonym 
zamkiem, które Nestor zabezpieczył wczorajszego wieczoru. Poza tym 
wszystko było jak przedtem. Dzienniki i zeszyty leżały na podłodze, tak 
jak je zostawili, a modele okrętów i łodzi stały na skrzyni. 

Jason wziął do rąk model Oka Nefretete, myśląc o Najwyższym Pisarzu, 
który go wykonał, a potem przejrzał inne: piroga, gondola, mały 
żaglowiec, galeon... Dlaczego niektóre z nich znalazły się na drzewie 
genealogicznym, a inne nie? 

Julia, która dogoniła tymczasem brata, obeszła wszystkie okna po kolei. 

Rick, który dostrzegł ją z dziedzińca, pomachał do niej, krzycząc: 

Skończyłem! Mój jest już gotowy! Przyjdziecie mi pomóc z 

tamtymi? 

Dziewczynka dała głową znak, że tak, i zawołała brata. 

Jason! Rick już prawie skończył! 

50 

Łowcy tajemnic 

background image

 

Jason pokręcił głową. 

Może się mylę, może w Willi Argo odkryliśmy już wszystko, co 

było do odkrycia. 

Julia zdumiała się. Przyszło mu to do głowy akurat teraz, kiedy historia 
tego dworu zaczynała ją coraz bardziej fascynować... 

Dziwnie to brzmi w twoich ustach. Są jeszcze setki książek do 

przeczytania, a te dzienniki, notesy... 

Nie mamy czasu czytać tego wszystkiego. 

To co chcesz robić? 

Wsiąść na rower! 

 

rozdział C43 Bez hamulców 

 

Słońce stało już wysoko na niebie, gdy dwa pozostałe rowery były już 
mniej więcej sprawne. Bryza od zatoki Kilmore Cove niosła beztroskie 
śmiechy, a mewy obsiadały załomy skalne, radując się piękną pogodą. 

Nestor, jak zwykle posępny i milczący, pchał taczkę tam i z powrotem, 
sapiąc jak lokomotywa, podczas gdy dzieci kończyły naprawiać ostatni 
rower, ten pani Moore, w którym wykrzywiony był zaledwie tylny 
widelec. Kiedy koło zaczęło się w końcu normalnie kręcić, Rick uznał, 
że jest już całkiem w porządku. 

Wypróbowali go na dziedzińcu - hamulce były niesprawne, ale Jason 
mimo wszystko postanowił na nim jechać. 

background image

I cała trójka wsiadła na rowery. 

Nestor! - zawołał jeszcze Jason. - Jedziemy! 

Ani mi się ważcie! Nie puszczę was na tych starych gruchotach. 

Ogrodnik odstawił taczkę, kompletnie już wyczerpany. Oczy błyszczały 
mu coraz mocniej, a oddech był coraz krótszy i płytszy, przerywany 
napadami kaszlu. 

Nie powinieneś tak ciężko pracować - zauważyła Julia, przystając 

na chwilkę tuż przy nim. 

Ba, kiedy nie mam nikogo do pomocy... 

Ale to niedziela! 

Bez hamulców 

Wytłumacz to drzewom i trawie, która rośnie także w niedzielę. 

Wiesz, gdzie mieszka doktor Bowen? 

-Nie. 

A Obliwia Newton? 

Też nie. 

A mówiłeś, że znasz wszystkich w Kilmore Cove? 

Nigdy. - Znów zakasłał. 

Rick westchnął, położył swój rower na ziemi i biegiem wrócił do domu. 
Kiedy po kilku minutach stanął znów przed Willą Argo, zobaczył, że 

background image

Julia z Jasonem, oparci o swoje rowery, próbują wydusić z Nestora 
jakieś informacje. 

Doktor Bowen mieszka niedaleko stąd - powie-dział w końcu 

Rick. - Ma dom przy Alei Humming Bird. W głębi Salton Cliff, po 
prawej stronie. 

A ty skąd to wiesz? - spytał zirytowany Nestor. 

Zadzwoniłem do mamy. 

Ech, ta technika... Nie sposób niczego ukryć - powiedział 

rozgoryczony. 

A dlaczego chciałeś ukryć przed nami adres doktora Bowena? 

Nestor milczał chwilę, jakby szukał najlepszej odpowiedzi, a potem 
rozgniewany burknął: 

Ani mi się ważcie, jasne? Nie potrzebuję żadnego lekarstwa! 

A, teraz rozumiem! - roześmiał się Jason. - Ale o tym zdecyduje 

lekarz... 

Wsiadł na rower pani Moore i ruszył w stronę furtki, a za nim pozostała 
dwójka dzieci. 

ANI MI SIĘ WAŻCIE! - krzyknął za nimi Nestor. 

JA NIGDY W ŻYCIU NIE WZIĄŁEM... 

Nagły atak kaszlu nie dał mu dokończyć zdania. Zgiął się wpół. A kiedy 
podniósł wzrok, dzieci już nie było. 

background image

AAAAAA! UUUUUU! - wrzeszczał na całe gardło Jason, mknąc 

na czele ulicą do Salton Cliff. 

NIE MOOGĘ ZAHAAMOOWAAAĆ! 

Julia śmiała się, z trudem panując nad szybkością swego straszliwie 
ciężkiego, rozklekotanego roweru. Rick, który dobrze znał pułapki tej 
drogi, próbował dogonić Jasona, krzycząc jednocześnie, by hamował 
nogami. 

NIE DAM RADY, POŁAMIĘ SOBIE NOGI - odkrzyknął Jason, 

który usiłował zmniejszać szybkość, jadąc zygzakiem. 

Pod kołami rowerów migał czarny, suchy asfalt. 

Pierwszy zakręt minął błyskawicznie. 

Rick poczuł, że jego rower dziwnie się zachowuje 

kierownica drżała bardziej niż zazwyczaj i miał wrażenie, że za 

chwilę odpadnie mu tylne koło. 

Bez hamulców 

Kiedy Rick brał pierwszy wiraż, Jason był już przy drugim, równie 
ostrym, uniósł się na rowerze, żeby ściąć zakręt, i krzycząc nieustannie, 
zniknął Ricko-wi z pola widzenia. Na szczęście żaden samochód nie 
jechał pod górę. 

Rick obejrzał się, żeby sprawdzić, czy Julia jedzie za nim, i dał jej znak, 
że spróbuje dogonić Jasona. 

Pochylił się nad kierownicą i pomknął w dół. Urwisko zostawało coraz 
dalej i dalej, białe i ciche, a za to domy Kilmore Cove przybliżały się 
coraz szybciej. 

background image

Kiedy wziął drugi zakręt, zobaczył, że Jason jest już na trzecim. Jechał 
w zawrotnym tempie, jak kolarz podczas wyścigu, a w odległym krzyku 
przyjaciela słyszał i wesołość, i strach. 

Rick zacisnął zęby, przestraszony, że musi jeszcze bardziej 
przyspieszyć. A jednak udało się - i jego koszula wydęła się od pędu 
powietrza jak wielki balon. 

Widząc, że Jason ścina na oślep trzeci zakręt, odruchowo zacisnął 
powieki. Kiedy - dosłownie po sekundzie - otworzył oczy, był tuż przed 
zakrętem, a rama roweru drżała od tej szaleńczej jazdy. Po prawej 
stronie miał łąkę, a po lewej - morze. Postanowił zwolnić. 

Nacisnął hamulec i zaczekał, aż Julia go dogoni. Uniósł rękę i wskazując 
przed siebie, zawołał do niej: 

- Dom doktora Bowena jest tuż za zakrętem! Humming Bird Alley, 
zaraz po prawej! 

Julia, ściskając kurczowo kierownicę, kiwnęła tylko głową. 

Miejmy nadzieję, że Jason go zobaczy! Pokonali trzeci zakręt i - 

tuż za nim - ujrzeli leżący 

na asfalcie rower Jasona. Tylne koło obracało się jeszcze, podczas gdy 
cała reszta stała się gmatwaniną pogiętych rurek. 

O, nie! - wykrzyknął Rick, zeskakując z siodełka. Jason leżał 

kawałek dalej, częściowo przesłonięty 

trawą. 

JASON! COŚ TY NAROBIŁ? - zawołała wystraszona Julia, 

rzucając swój rower na ziemię i biegnąc do brata. 

Jason poderwał się i obrócił w ich stronę. 

background image

Zahamowałem! - wykrzyknął ze śmiechem. Spodnie i koszulę miał 

zielone od trawy, ale - mimo 

takiego upadku - nie był nie tylko połamany, ale nawet potłuczony. Co 
więcej - wskazał im furtkę, obok której się wywalił. Drewniana, 
pomalowana na niebiesko, miała u góry namalowany szlaczek w 
kwiatki, układający się w wielkie „B". 

A to powinien być dom doktora Bowena. 

Telefon z 

bakelitu 

pewniwszy się, że dzieci odjechały, Nestor postawił taczkę na środku 
dziedzińca i wszedł do swego domku. Zamknął drzwi na klucz, 

spuścił zasłony i podszedł do telefonu z czarnego bakelitu. Nienawidził 
tego urządzenia, jak wszystkich innych wynalazków z drutem ginącym 
gdzieś hen pod ziemią. 

A jednak nie mógł już dłużej zwlekać. Istniało ryzyko, że sytuacja 
wymknie mu się spod kontroli. Rosło też prawdopodobieństwo, że się 
omylił. 

Słuchając opowieści chłopców o tym, jak ta wiedźma Obliwia zdobyła 
mapę, nie mógł uwolnić się od myśli, że zrobił okropny błąd. I to błąd 
nie do naprawienia. 

W opowiadaniu dzieci było wiele szczegółów, które mu się nie 
zgadzały. Na przykład - dlaczego mapa nie znajdowała się na swoim 

background image

miejscu? Kto ją przeniósł z niszy do Nieistniejącej Komnaty? I dlaczego 
przejście zostało zamurowane? 

Dlaczego nikt mu o tym nie powiedział? 

Była tylko jedna możliwa odpowiedź - oczywiście Obliwia. 

Ale ze słów Jasona i Ricka wynikało, że również ona była zaskoczona, 
stwierdziwszy, że nisza Czterech Kijów jest pusta. A zatem? 

A zatem sprawy źle wyglądały. Coś się zmieniło, a nikt go o tym nie 
uprzedził. 

-Q ■ - ■ Telefon z czarnego bakelitu 

Muszę zadzwonić - powiedział na głos, jakby prosząc o 

pozwolenie kogoś, kto był razem z nim w domu. 

Podniósł słuchawkę. Nie był zdecydowany, czy ma stać, czy usiąść. 
Czuł mrowienie w palcach, jak zawsze w chwilach napięcia. Na koniec 
zbliżył słuchawkę do ucha i starannie wykręcił numer. 

Firma przewozowa Homer & Homer - zgłosiła się sekretarka. 

Chciałbym mówić z właścicielem. 

Nie ma go. Jest zajęty przy... 

Proszę mu powiedzieć, że dzwoni brat. 

Chwileczkę - ustąpiła sekretarka. 

Po kilku minutach irytującej muzyczki odezwał się wreszcie Ńomer: 

Cześć, bracie. 

background image

Cześć. Nie znasz sposobu na pozbycie się tej sekretarki? 

Musi odsiewać nudziarzy. No, mów. Albo nie, ja ci powiem: 

państwo Covenant są wściekli. Jeżeli będziemy dalej to ciągnąć, to 
odbiorą nam zlecenie i zwrócą się do innej firmy przewozowej. 

Więc rób co chcesz, ale jeszcze jutro zatrzymaj ich w Londynie. 

Nie wiem, czy dam radę. 

Dorzucę ci trzysta funtów - powiedział Nestor. 

Załatwione. 

 

fO* 

Jak się zorientujesz, że chcą wracać, zadzwoń! Zrozumiano? 

Zrozumiano. To ty jesteś szefem. 

I nie nazywaj mnie tak. 

Jak chcesz, bracie. 

Ani bratem! 

Nestor rzucił słuchawką. 

Ten człowiek był irytujący, ale dostatecznie sprytny, by wyczuć, kiedy 
nie należy zadawać za dużo pytań. Z drugiej strony - dlaczego niby ktoś 
miałby dopłacać firmie przewozowej za najbardziej opieszałą 
przeprowadzkę? ' 

background image

Nestor pokręcił się po pokoju, po czym znowu podszedł do telefonu. 
Podniósł słuchawkę i zaczął wykręcać numer. Znał go na pamięć, mimo 
że upłynęło już sporo czasu. 

Odezwał się sygnał, ale nikt nie odbierał. 

Nie słyszy - mruknął stary ogrodnik i zaczął bębnić palcami po 

biurku. Uniósł zasłonę, wyjrzał na dwór, znowu ją opuścił. 

Kiedy już chciał się rozłączyć, po drugiej stronie odezwał się jakiś 
męski głos, niski i głęboki: 

O co chodzi? 

Cześć, Leonardzie - powiedział Nestor, przestępu-jąc z nogi na 

nogę. 

Po tamtej stronie zapadła cisza. 

o- 

Telefon z czarnego bakelitu 

Dosyć długo się nie odzywałem - ciągnął ogrodnik. 

Niby tak - odpowiedział Leonard Minaxo, latarnik w Kilmore 

Cove. - A co cię teraz naszło? 

Klucze... Klucze powróciły. Znowu zapadło długie milczenie. -Ile? 

Cztery plus jeden, może dwa. 

A kto je przywrócił do gry? 

Nie wiem, ale znowu są w Kilmore Cove. 

U kogo? 

U trójki dzieci i u złodziejki. 

background image

A dzieci są po czyjej stronie? 

Dzieci dopiero to odkrywają. 

63 

W domofonie odezwał się dźwięczny kobiecy głos. 

Kiedy dzieci spytały o doktora Bowena, 

elektryczny brzęczyk pozwolił im wejść na starannie utrzymaną alejkę 
wysypaną białym żwirem. 

To cała rodzinka krasnali - Julia dostrzegła w ogrodzie przed 

domem doktora kilka krasnoludków z cementu. Do tego była malutka 
huśtawka z kokardkami przy sznurkach, okrągła studnia z 
przymocowanym miniaturowym wiaderkiem i niby-taczka z drewna 
wypełniona obficie barwinkiem. 

Hej, dzieci, tędy! - Od drzwi wejściowych rozległ się ten sam 

dźwięczny głos, który usłyszeli w domofonie. 

Alejka z bieluśkiego żwiru przechodziła w chodniczek z kwadratowych 
płytek ceramicznych. 

Drzwi uchyliły się z delikatnym dźwiękiem wschodniego dzwonka 
chimer (takich zwisających swobodnie drewnianych pałeczek, które 
grają przy najmniejszym poruszeniu wiatru) i wyszła z nich blada, 
wychudła kobieta z fryzurą przypominającą kask astro-nauty - tak 
starannie ułożone i wylakierowane były jej mocno natapirowane włosy. 
W ręku trzymała dwie pary niebieskich, plastikowych klapek, ale gdy 
zobaczyła dzieci, wydała krótki okrzyk, i zniknąwszy dosłownie na 
moment, pojawiła się ponownie z trzecią parą. 

 

background image

domofonie odezwał się dźwięczny kobiecy głos. 

Kiedy dzieci spytały o doktora Bowena, 

elektryczny brzęczyk pozwolił im wejść na starannie utrzymaną alejkę 
wysypaną białym żwirem. 

To cała rodzinka krasnali - Julia dostrzegła w ogrodzie przed 

domem doktora kilka krasnoludków z cementu. Do tego była malutka 
huśtawka z kokardkami przy sznurkach, okrągła studnia z 
przymocowanym miniaturowym wiaderkiem i niby-taczka z drewna 
wypełniona obficie barwinkiem. 

Hej, dzieci, tędy! - Od drzwi wejściowych rozległ się ten sam 

dźwięczny głos, który usłyszeli w domofonie. 

Alejka z bieluśkiego żwiru przechodziła w chodniczek z kwadratowych 
płytek ceramicznych. 

Drzwi uchyliły się z delikatnym dźwiękiem wschodniego dzwonka 
chimer (takich zwisających swobodnie drewnianych pałeczek, które 
grają przy najmniejszym poruszeniu wiatru) i wyszła z nich blada, 
wychudła kobieta z fryzurą przypominającą kask astro-nauty - tak 
starannie ułożone i wylakierowane były jej mocno natapirowane włosy. 
W ręku trzymała dwie pary niebieskich, plastikowych klapek, ale gdy 
zobaczyła dzieci, wydała krótki okrzyk, i zniknąwszy dosłownie na 
moment, pojawiła się ponownie z trzecią parą. 

o- 

background image

66 

Na tropie mapy 

Jason i Rick dyskretnie schowali się za Julią, pozostawiając jej zadanie 
dyplomatycznego przedstawienia sprawy. 

Dzień dobry pani - zaczęła Julia. - Przepraszamy za najście. 

Poszukujemy pani męża, żeby... 

Ależ kochani, żadne najście... - odpowiedziała kobieta. - Ale czy 

nie zechcielibyście, moi mili, założyć klapek? Dopiero co 
wywoskowałam podłogę. 

Naturalnie! 

Pani Bowen przyglądała się uważnie, jak dzieci zdejmują swoje 
sportowe buty i wkładają plastikowe klapki. 

Co ci się stało, kochanie? - spytała, przyglądając się z nieco 

zmartwioną miną Jasonowi, a może raczej jego spodniom i koszuli 
zielonym od trawy. 

Chłopićc wyjaśnił jej z grubsza, co się zdarzyło. Pani Bowen pokiwała 
głową ze współczuciem i wykrzyknęła: 

O, nieba! Zaczekaj chwileczkę! 

I weszła do domu. 

Wygląda jak grzyb - szepnął Jason do Ricka, dając mu kuksańca w 

bok. Rick nie pozostał dłużny. 

Chyba bardzo dba o porządek - szepnęła Julia, która zdążyła już 

zerknąć do wnętrza domu. - Odbijam się w podłodze jak w lustrze. 

background image

Pani Bowen ukazała się z kitlem z białej fizeliny w ręce. Wręczyła go 
Jasonowi, mówiąc: 

O— 

Zanim siądziesz, proszę cię, narzuć to na siebie. 

Chłopiec włożył kitel, w którym wyglądał zupełnie 

tak, jakby wchodził z wizytą do szpitala, po czym wszedł za pozostałą 
dwójką do domu państwa Bowen, mrucząc przy tym pod nosem: 

Nic mi się nie stało przy tym upadku, ale dziękuję za 

zainteresowanie... 

Biel i czystość aż oślepiały. Dzieci - oswojone już z pokojami w Willi 
Argo, z ich kamiennymi i murowanymi sklepieniami, z malowanymi 
sufitami - były zaskoczone tymi klinicznie doskonałymi, nienaturalnie 
czystymi ścianami i podłogami ze lśniącym parkietem. 

Mebli było bardzo niewiele i zupełnie do siebie nie pasowały. Wiejskie, 
rzeźbione w kwiaty, drewniane krzesła, trochę jak z góralskiej chałupy, 
stały przy stołach z lśniącymi blatami ze szkła i aluminium, jak u 
weterynarza. Zamiast lamp z brązu, abażurów czy szklanych kloszy, jak 
w Willi Argo, w narożnikach na sufitcie zainstalowane były świetlówki. 

Doktor Bowen siedział w saloniku. Zagłębiony w tyrolskim fotelu, 
czytał dowcipy w piśmie z krzyżówkami. Był to pan w starszym wieku, 
o spojrzeniu zawiedzionego dziecka, któremu nie pozwolono taplać się 
w błocie z kolegami. 

Tak przynajmniej pomyślał sobie Jason. 

background image

68 

-o 

Na tropie mapy 

Dzień dobry, dzieci - powitał ich uprzejmie. - Jakie dobre wiatry 

was tu przywiały? 

Pani Bowen szczegółowo zrelacjonowała mu historię z rowerem, nie 
dając dojść do słowa żadnemu z dzieci. Potem spojrzała na nich tak, 
jakby oczekiwała z ich strony wyrazów uznania, że się tak dzielnie 
spisała. 

A rower się rozbił? - spytał doktor z błyskiem zainteresowania w 

oku. 

Leży w rowie przed domem. 

Całkiem nie do użytku. 

O, do licha, to szkoda. 

Ale mnie się nic nie stało - powiedział Jason. 

O, to widzę! Edno - zwrócił się do żony. - Czy my nie mamy w 

garażu roweru, na którym jeździła nasza córka? 

Spojrzenie Edny było pełne niepokoju. 

Jasne, że mamy. Owinęłam go, żeby nic mu się nie stało. 

Nasza córka ma czterdzieści lat i mieszka w Londynie - wyjaśnił 

doktor. - Nie przypuszczam, żeby go jeszcze używała. - Obrócił się 
ponownie do żony: - Nie sądzisz, że moglibyśmy wypożyczyć go 
dzieciom? 

background image

Och - westchnęła tylko jego małżonka, której najwyraźniej nie 

było to w smak. 

To wyciągnij go, Edno, w garażu tylko się kurzy. 

— 

 

Pani Bowen próbowała jeszcze oponować, ale jej mąż był nieustępliwy. 
Posyłając mu spojrzenie z rodzaju „zamorduję cię, gdy tylko zostaniemy 
sami", zakręciła się na pięcie i wyszła. 

Jej ogromna fryzura trzęsła się jak galareta. 

Pan Bowen odczekał, aż trzasną dwoje drzwi, i zwrócił się do dzieci: 

Mówicie zatem, że Nestor źle się czuje? 

Tak, kaszle bez przerwy, kicha i oczy mu błyszczą. 

Może pan doktor powinien rzucić na niego okiem? 

Doktor Bowen roześmiał się drwiąco. 

Rzucić okiem! Hmm! A komu się to dotąd udało? Nie wydaje mi 

się, żebym kiedykolwiek sprzedał bodaj jedną aspirynę mieszkańcom 
Willi Argo. No, może przesadziłem - poprawił się. - Kiedyś ogrodnik 
przyszedł po krem przeciwsłoneczny, na oparzenia. Mówił, że to dla 
pani Moore. 

Znowu się roześmiał. 

Przypominam sobie, że wziął ten najmocniejszy, z filtrem w sam 

raz na Saharę. Pani Moore musiała mieć bardzo delikatną skórę, żeby 
doznać poparzenia słonecznego w Kilmore Cove. 

No... - Chłopcy tylko się uśmiechnęli. 

background image

A innym razem kupił surowicę przeciw żmijom... Ale poza tym - 

nic i nigdy. Sądzę zatem, że trudno by mi było polecić coś, co zgodziłby 
się zażyć. A w jakim 

70 

-0—~ - .......• Na tropie mapy •...... -—{} 

jest nastroju? Jeszcze wtedy, kiedy żyli państwo Moore, był nieznośny. 
Nie chcę nawet myśleć, jaki jest teraz. 

Prawdę mówiąc, wcale nie jest tak źle - Julia wzięła Nestora w 

obronę. 

Ten Nestor to człowiek staroświecki - ciągnął doktor. - Nie ma 

zaufania ani do leków, ani do lekarzy. Myślę, że to z powodu nogi. 
Zauważyliście, że kuleje, prawda? To klasyczny efekt fatalnej 
interwencji przy złamaniu. Choć przez te wszystkie lata nie 
przeszkadzało mu to w wykonywaniu prac ogrodowych ani w jeździe na 
rowerze do miasteczka po zakupy i po nowości dla państwa Moore... W 
końcu nikt u nich nigdy nie bywał. 

Pan nigdy nie był w Willi Argo? 

O, kilka razy tak, ale nigdy nie wszedłem do środka. Kiedy Edna 

postanowiła uprawiać trekking... wiecie, taki spacer, tylko że do tego 
trzeba mieć specjalne buty. .. chodziła często w stronę urwiska i czasami 
zdarzało się, że furtka do Willi Argo była otwarta. Więc zamieniali z 
Nestorem parę zdań o pogodzie czy o najlepszej porze na sadzenie 
barwinka. Czasem pozdrawiałem z daleka państwa Moore, kiedy 
schodzili na swoją plażę. 

Jacy oni byli? - spytał Rick. 

background image

Bardzo powściągliwi i ogromnie do siebie przywiązani. Gdyby nie 

Nestor, który schodził po zakupy 

o———-|tiv——o 

 

dla całej ich trójki, można by powiedzieć, że nigdy nie mieszkali w 
Kilmore Cove. 

Słysząc te słowa, Jason poczuł nagłą suchość w gardle. 

Kiedy doktor Bowen opowiadał szczegóły na temat nadzwyczajnej 
powściągliwości państwa Moore, Jason rozglądał się wokół, próbując 
dostrzec na ścianach jakąś wskazówkę, która pomogłaby mu powiązać 
osobę 

tego spokojnego doktora w tyrolskim fotelu z autorem tajemniczej 
mapy, którą zdobyli i utracili w Krainie Puntu. Ale gdziekolwiek 
spojrzał, wszędzie wisiały wyłącznie szydełkowe robótki, oprawione w 
ramki jak obrazki. 

Tak naprawdę jest inny powód, dla którego przyszliśmy do pana w 

niedzielę - wyznał po kolejnym obejrzeniu ścian, które spełzło na 
niczym. 

-Tak? 

Czy mówi panu coś nazwisko Thos Bowen? 

Thos Bowen? - Doktor pomyślał chwilę i odparł: - Ba, miałem 

przodka, który tak się nazywał. 

Dzieci spojrzały po sobie z nadzieją. 

background image

To był dziwny typ. Kartograf. 

To on! - krzyknął Jason, nie mogąc ukryć emocji. 

Doktor Bowen spojrzał na niego szczerze zdziwiony. 

Można wiedzieć, skąd znacie mego przodka? To zresztą jest jego 

dom... 

o— 

Na tropie mapy 

Wspaniale! - krzyknął Rick. 

Czy nie przechował pan jakichś jego prac... jakiejś mapy na 

przykład? - zaryzykował pytanie Jason. 

Nie, z pewnością nie - odpowiedział od razu doktor. - Kiedy się tu 

sprowadziliśmy, Edna nie chciała nawet myśleć o mieszkaniu w starym 
domu, pełnym kurzu, insektów i jakichś, licho wie jakich, innych 
stworzeń. 

Ale... skoro to był dom Thosa Bowena? 

No tak, jego, ale upłynęło wiele lat, odkąd tu mieszkał. 

Posłuchajcie, dzieci, ten dom zbudowano jeszcze za Napoleona! Za 
Bonapartego! Dziś Napoleon trafił na karty książek historycznych! 
Kiedy przeprowadziliśmy się tu z Edną, wyburzyliśmy tamtą ruderę i 
zbudowaliśmy ten nowy domek wyposażony we wszystkie wygody 
współczesnej cywilizacji. To znaczy - prawie wszystkie, zważywszy, że 
nikomu w całym Kilmore Cove nie udało się zainstalować telewizji 
satelitarnej. 

Jason usadowił się głębiej na kanapie. 

background image

Kitel z fizeliny zaszeleścił szpitalnie. 

Chce pan powiedzieć, że nic nie zostało po Thosie Bowenie? 

Na szczęście nic! Były tony makulatury i zakurzonych kartek. 

Kufry, stare ubrania i przeróżne okropności. Edna nie chciała ich 
przeglądać nawet w rękawiczkach. Wyczyściliśmy wszystko do cna. 

Na tropie mapy 

Wspaniale! - krzyknął Rick. 

Czy nie przechował pan jakichś jego prac... jakiejś mapy na 

przykład? - zaryzykował pytanie Jason. 

Nie, z pewnością nie - odpowiedział od razu doktor. - Kiedy się tu 

sprowadziliśmy, Edna nie chciała nawet myśleć o mieszkaniu w starym 
domu, pełnym kurzu, insektów i jakichś, licho wie jakich, innych 
stworzeń. 

Ale... skoro to był dom Thosa Bowena? 

No tak, jego, ale upłynęło wiele lat, odkąd tu mieszkał. 

Posłuchajcie, dzieci, ten dom zbudowano jeszcze za Napoleona! Za 
Bonapartego! Dziś Napoleon trafił na karty książek historycznych! 
Kiedy przeprowadziliśmy się tu z Edną, wyburzyliśmy tamtą ruderę i 
zbudowaliśmy ten nowy domek wyposażony we wszystkie wygody 
współczesnej cywilizacji. To znaczy - prawie wszystkie, zważywszy, że 
nikomu w całym Kilmore Cove nie udało się zainstalować telewizji 
satelitarnej. 

Jason usadowił się głębiej na kanapie. 

background image

Kitel z fizeliny zaszeleścił szpitalnie. 

Chce pan powiedzieć, że nic nie zostało po Thosie Bowenie? 

Na szczęście nic! Były tony makulatury i zakurzonych kartek. 

Kufry, stare ubrania i przeróżne okropności. Edna nie chciała ich 
przeglądać nawet w rękawiczkach. Wyczyściliśmy wszystko do cna. 

 

OCH!! - jęknął Jason, opadając na poduszki. - Nie mogę w to 

uwierzyć! Słabo mi! 

Fachowe oko doktora oceniło nagłe zasłabnięcie Jasona jako zwykły 
popis melodramatyczny. 

Można wiedzieć, co się stało waszemu przyjacielowi? - zapytał 

spokojnie. 

To dosyć trudno wyjaśnić - Julia zdobyła się na odwagę. - To 

znaczy, jest załamany, bo mieliśmy nadzieję zdobyć jakieś informacje 
na temat pewnej mapy wykonanej przez pańskiego przodka. 

Mapy Kilmore Cove - dodał Rick. 

A, tej z kuchni! - zawołał doktor. 

Jason otworzył szeroko oczy i w jednej chwili odzyskując dawną werwę, 
zawołał: 

Z kuchni? 

Poderwał się z kanapy. 

Doktor Bowen dźwignął się z fotela i zaprowadził ich do pomieszczenia 
jaśniejącego jeszcze większym blaskiem niż pozostałe, całkowicie 

background image

sterylnego, jakby wyjętego przed chwilą z katalogu mebli, które w 
niczym nie przypominało kuchni w Willi Argo. 

Jedynym przedmiotem, który kompletnie, ale to kompletnie tu nie 
pasował, a dzieciom skojarzył się z ich nowym domem, była akwarela z 
widokiem zatoki w Kilmore Cove, zawieszona w eleganckiej złoconej 
ramie nad stołem. 

Na tropie mapy  Q- 

Wisiała tu, gdzie jest teraz ten obraz... - wyjaśnił. - Dobrze 

pamiętam tę mapę. To był widok z góry wybrzeża i starych domów w 
Kilmore Cove. 

„To ta" - pomyślał Jason z bijącym sercem. 

A teraz gdzie może być? 

To stara historia. Nawet jej dobrze nie pamiętam... 

Proszę, bardzo pana proszę, to dla nas takie ważne! 

W tej chwili wkroczyła do kuchni Edna Bowen. 

Przygotowałam rower... Stoi przed domem - odezwała się cierpko. 

I zaczęła myć ręce, mydląc je z przesadną starannością. 

O, Ędno, przyszłaś w samą porę. Przypominasz sobie, co się stało 

z mapą, która tu wisiała? 

Ten stary niezrozumiały rysunek? Jasne! Parę lat temu 

podarowaliśmy go latarnikowi. Raczej nie! Pene-lopie Moore! 

Ach tak, to miało związek z atakiem rekina. Śmieszne, że też o 

tym zapomniałem... 

Dzieci słuchały z zapartym tchem. 

background image

To było mniej więcej tak... Znacie latarnika? 

Oni nie - odpowiedział Rick. - Oni dopiero sprowadzili się do 

Kilmore Cove... Ale ja tak, to pan Minaxo. 

A, to dlatego ich nie rozpoznałam - mruknęła Edna. Potem coś 

skojarzyła: - To wy jesteście bliźnięta z Londynu? 

Wiesz, Rogerze, to są dzieci tych, którzy kupili Willę Argo. 

Mówiła mi o nich Gwendalina, kiedy przyszła tu wczoraj obciąć mi 
włosy... 

Jeśli chcecie się czegoś dowiedzieć na temat miasteczka, 

zapytajcie fryzjerkę - zażartował doktor Bo-wen, a następnie 
pogratulował Julii i Jasonowi nowego domu. Dzieci grzecznie się 
uśmiechnęły i wróciły do sprawy, która bardziej leżała im na sercu. 

Mówił pan o latarniku... 

Edna dokładnie wytarła ręce i wyjaśniła: 

Rekin ugryzł go w ramię, miał paskudną ranę... 

Tak naprawdę to w oko - uściślił doktor. 

Na dodatek było to w niedzielę, a mój mąż i tak go przyjął. 

Istniało niebezpieczeństwo, że straci też drugie oko! Był cały 

zakrwawiony i... Pomyślcie tylko: przyprowadziła go tu osobiście pani 
Moore. Przyjechali znad urwiska tym swoim sidecarem. Opowiedziała 
mi... Och, co to ona mówiła? Ze go znaleźli na plaży. Zabieg był bardzo 
skomplikowany, ale ocaliłem mu drugie oko. I najlepiej jak umiałem, 
zszyłem policzek. Nie był to przyjemny widok, z pewnością, ale 
przynajmniej żył. 

background image

I Roger nie wziął za to nawet grosza. Taki już jest. Hojny nawet 

wtedy, kiedy nie ma potrzeby. - Mówiąc 

 

Na tropie mapy 

to, Edna spojrzała znacząco na rower stojący w ogrodzie obok statuetki 
Brontola. 

Doktor opowiadał dalej: 

Jednak i państwo Moore byli bardzo uprzejmi. Tydzień później 

przyjechali tu tym swoim sidecarem. Ulysses czekał na dworze, spowity 
w biały szal, w śmiesznym kasku motocyklisty, który wyglądał jak z 
drugiej wojny światowej. Penelopa natomiast weszła do środka i 
podarowała mi ten obraz. Oboje z żoną nie wiedzieliśmy, gdzie go 
zawiesić. 

Edna wyjaśniła: 

Obrazy, jeśli są brzydkie, to zbierają tylko kurz. A jeśli są ładne, to 

przyciągają złodziei, którzy zrujnują wszystko, żeby tylko je ukraść. Coś 
takiego przydarzyło się mojej matce, kiedy mieszkaliśmy w Clonakil-ty. 
Ale ..ten musieliśmy koniecznie zawiesić, bo namalowała go sama pani 
Moore - westchnęła. 

Julia aż podskoczyła, słysząc tę wiadomość. 

Uważniej przyjrzała się akwareli z zatoką w Kilmore Cove. 

Chce pani powiedzieć, że malowała to sama pani Penelopa Moore? 

background image

Tak. Nieźle, co? - Doktor spojrzał na obraz z pewną melancholią. - 

To była taka dzielna osoba... I tak się kochali! Och, jakże nieszczęsna 
jest ta ich historia! 

A mapa? - nalegał Jason. 

A prawda, mapa. Podarowaliśmy ją Penelopie w zamian za obraz - 

wyznała Edna. - Tym sposobem przynajmniej jednego się pozbyłam! 

Dzieci spojrzały po sobie z niedowierzaniem. 

Nawet jeżeli to nie był prezent przypadkowy. Pani Moore widziała 

tę mapę w kuchni, kiedy mój mąż operował latarnika. Zadała mi moc 
pytań na jej temat, widać było, że jest nią żywo zainteresowana. Zatem 
kiedy nam podarowała tę akwarelę, to... skorzystałam po prostu z okazji. 

Coś za coś - podsumował doktor. 

Jason pokręcił głową z niedowierzaniem. Nie rozumiał zupełnie związku 
między mapą, Penelopą Moore i Obliwią Newton... 

Dlaczego wszyscy tak bardzo interesowali się zwykłą mapą 

Kilmore Cove? - mruknął bezwiednie. 

To samo pytanie zadawałem sobie wielokrotnie - powiedział 

doktor Bowen. - I o to samo zapytaliśmy któregoś dnia tę panią. Tę... 
Jak ona się nazywała, kochanie? 

Gwendalina nazywa ją Panną Precyzyjną. To milionerka. - Edna 

się zawahała. - Nie żeby za tym kryło się coś złego, tego nie mówię, 
ale... 

Obliwia Newton? - spytała Julia. 

background image

Tak! Znacie ją? 

Obliwia Newton była tutaj? Kiedy? 

 

mm • 

Na tropie mapy 

Kiedy to było, Edno? 

Pani Bowen spojrzała na kalendarz wiszący nad lodówką. 

Chyba w zeszłym miesiącu. 

-1 przypuszczam, że ona także wypytywała państwa o mapę? 

Tak właśnie. 

Gdybyśmy wiedzieli, że ta mapa jest aż tak ważna, może byśmy ją 

zatrzymali - dodała Edna. - Może jest warta mnóstwo pieniędzy? 

Panna Newton powiedziała nam, że jest jedyna - uśmiechnął się 

doktor Bowen. - Ze w całej Anglii nie udało jej się znaleźć żadnej mapy 
Kilmore Cove. Nigdzie, nawet w Londynie. Nawet za milion funtów! 
Ale jasna sprawa, że tylko tak żartowała. 

Może i nie... - szepnął zamyślony Jason. 

Wsunął rękę do kieszeni kitla i natrafił na lokówkę. 

A pani wie, gdzie mieszka panna Newton? - spytał Rick, który 

dotychczas przysłuchiwał się rozmowie w milczeniu. 

background image

Ja? - spytała pani Bowen. - Nie, nie wiem, ale możecie zapytać 

Gwendalinę, tam na dole, w miasteczku. Bo ona regularnie podcina 
sobie u niej włosy. 

To znaczy, że Obliwia mieszka w Kilmore Cove? 

Niezupełnie, ale jej dom musi być gdzieś w okolicy, prawda, 

Rogerze? 

79 

 

Tak mi się zdaje - odpowiedział z uśmiechem poczciwy doktor, 

który chciał już chyba jak najprędzej wrócić do swego pisma z 
krzyżówkami. 

Zresztą, skąd można wiedzieć, czy się mieszka w Kilmore Cove? 

Widzieliście kiedykolwiek tablicę z napisem: Witajcie w Kilmore Cove? 

Nie - odparł zaintrygowany Rick. - Rzeczywiście, nie. 

Oczywiście, że nie. Ale nie ma co narzekać. I tak dobrze, że jest 

choć droga do miasteczka. 

A gdzie można znaleźć Gwendalinę? - spytał Jason. 

Ja wiem - odpowiedział Rick. 

background image

Ma zakład w miasteczku: Fryzury z klasą - wtrąciła pani Bowen, 

gładząc z wyraźną satysfakcją swoje włosy. - Otwarty również w 
niedzielę. 

Czy mogłabym spojrzeć na ten obraz z bliska? - poprosiła Julia, kiedy 
rozmowa na chwilę ucichła. 

Ależ naturalnie! 

Gdy Rick i Jason rozmawiali z panią Bowen, Julia podeszła do akwareli 
Penelopy. 

Zona dawnego właściciela Willi Argo namalowała widok na zatokę w 
Kilmore Cove delikatnymi, jakby zamglonymi kolorami, które lekko się 
ze sobą zlewały, tworząc doskonałą harmonię. Morze było 
ciemnoniebieskie, głębokie, zarazem spokojne i pełne ruchu. 

Na tropie mapy 

Niebo łączyło się z morzem bez linii horyzontu. Mewy to były małe 
białe przecinki, a domy - niebieskie, różowe i żółte plamki, jak kwiaty. 

Julii wydało się, że ten obraz jakoś szczególnie pachnie. Podeszła 
jeszcze bliżej. 

Był wspaniały. 

Wpatrywała się w niego, zatrzymując dłużej wzrok na sygnaturze, 
dwóch ukośnych literach podpisu autorki: PS. 

PS.? - zapytała. 

Penelopa Sauri - pospieszyła z odpowiedzią pani Bowen. - To 

panieńskie nazwisko pani Moore. Była Włoszką. 

background image

Julia skinęła głową. 

Mogę? - spytała, tknięta nagłym przeczuciem. 

Odchyliła ostrożnie obraz. 

Wyczuła jakiś maleńki przedmiot, przymocowany z tyłu do ramy taśmą 
klejącą. Z największą ostrożnością oderwała go. 

Wszyscy skupili się teraz wokół niej. 

Co znalazłaś? 

Julia wyciągnęła dłoń, na której leżało coś, co wyglądało jak jakaś śruba 
albo... 

Co to takiego? - spytała pani Edna, po czym wzięła serwetkę znad 

umywalki i z przejęciem zaczęła wycierać rewers obrazu. 

To coś było wielkości połowy palca, miało spiralny kształt, podstawkę z 
zielonego aksamitu i maleńką koronę na głowie. 

Według mnie to jest pionek - powiedział Rick, przyglądając się 

uważnie. 

Możliwe - potwierdził Jason. - Pionek zrobiony z części od 

maszyny. 

Chyba królowa szachów. 

Jason stał nieruchomo, pocierając w zamyśleniu nos. 

82 

background image

Na tropie mapy 

Królowa szachów ukryta za obrazem podarowanym przez 

Penelopę Moore w podzięce za operację zrobioną latarnikowi. Hmm... 

I dokąd to wszystko ma nas zaprowadzić? 

Tylko i wyłącznie do miasteczka. 

Pożyczyli od państwa Bowen figurę szachową i wyszli. 

 

Ruszaj, przecież nikt cię tu nie zobaczy! Jason mruknął coś pod nosem, 
nacisnął na pedały i w tym momencie... rower za- 

brzmiał przenikliwym dźwiękiem. 

Pasował idealnie do stylu państwa Bowen - jaskra-woróżowy, z 
kierownicą w kształcie motyla i - co najgorsze - z maleńkimi, 
niesamowicie hałaśliwymi dzwoneczkami przy pedałach. 

Gdy tylko dotarli do pierwszych zabudowań Kilmore Cove, Jason - 
wściekły i obrażony na cały świąt - zsiadł z roweru. 

Już prawie jesteśmy, dalej idę pieszo. 

Julia zaniosła się śmiechem. 

Co tu jest do śmiechu? - Jason rozzłościł się jeszcze bardziej. - Nie 

mogę się pokazać na takim rowerze! Słuchaj, nie mogłabyś się ze mną 
zamienić? To przecież DAMKA! 

A kto rozwalił rower, co? No to masz za swoje! To różowe cudo 

od Bowenów jest w sam raz dla ciebie, prawda, Rick? 

Rudzielec przyznał Julii rację i tym samym trafił na czarną listę 
przyjaciół Jasona Covenant, którzy go zdradzili. 

background image

Minęli grupkę rybaków, wyciągniętych na koślawych leżakach i 
gawędzących ze sobą leniwie. Jason usiłował minąć ich z godnością, 
pchając jak gdyby nic ten pa- 

owa fryzura 

skudnie dziewczyński rower, ale nie mógł pozbyć się myśli, że 
wszystkie złośliwości, jakie za chwilę padną z ich ust, będą skierowane 
pod jego adresem. 

Morze zostało daleko za nimi. Idąc gęsiego za Ric-kiem, weszli w jedną 
z wąskich, krętych, brukowanych uliczek prowadzących w głąb 
miasteczka. Wolno mijali białe domy z oknami obramowanymi na 
niebiesko lub żółto, z maleńkimi tarasami pełnymi pachnących kwiatów. 

Z niewielkiej cukierni dobiegł ich słodki, uwodzicielski zapach łakoci, a 
dalej był sklep z owocami i jarzynami, przed którym, wygrzewając się w 
słońcu, siedziała właścicielka. Pozdrowiła ciepło Ricka, jego 
przyjaciółkę i chłopca ze śmiesznym różowym rowerem. 

Dalej uliczka rozdzielała się. Skręcili w kierunku pomnika króla 
Williama V. To był imponujący monument - dostojny monarcha na 
koniu zmierzał w stronę morza. 

Jasonowi i Julii, którzy widzieli go po raz pierwszy, wydał się 
niezwykły i jakoś dziwnie znajomy. 

Rick minął go obojętnie i zatrzymał się na małym placu, gdzie przed 
niewielką gospodą stało kilka stolików. Rozejrzał się i przeszedł jeszcze 
kilka kroków. 

background image

- To tutaj, Gwendalina Mainoff powinna być tutaj - powiedział, 
zatrzymując się przed zakładem z dwoma szyldami. 

Na jednym był napis: Fryzury z klasą. Na drugim można było 
przeczytać: Golenie i strzyżenie dżentelmenów. 

Zakład miał też dwie witryny i dwa wejścia, po jednym pod każdym 
szyldem. 

Gdzie wchodzimy? 

Ja do Fryzur z klasą - powiedziała Julia i oparła rower o ścianę. 

Uchyliła wiszącą w wejściu zasłonę z plastikowych 

koralików. 

A ja do Golenia i strzyżenia dżentelmenów - postanowił Rick. 

Jason z ponurą miną pozostał na zewnątrz, tłumacząc, że musi pilnować 
rowerów. 

Dzień dobry pani! - poderwała się Gwendalina, gdy tylko Julia 

postawiła nogę za progiem. - To znaczy... cześć! 

Była to piękna dziewczyna o wielkich oczach i promiennym uśmiechu. 
Miała cudownie gęste czarne włosy, stanowiące wspaniałe obramowanie 
policzków. 

Cześć! - odwzajemniła pozdrowienie Julia. 

Proszę usiąść. - Fryzjerka wskazała jej fotel przed lustrem. - Proszę 

wybaczyć, jedną chwilkę... 

Zniknęła za drzwiami Fryzur z klasą i pojawiła się w zakładzie obok, 
przed Rickiem. 

background image

owa fryzura a 

Cześć! - pozdrowiła go, po czym przyjrzawszy mu się chwilkę, 

dodała: - Czy ty nie jesteś synem pani Banner? 

Tak, istotnie... 

Twoja mama zawsze powtarza, że jesteś prawdziwym skarbem i że 

się świetnie uczysz. Czy możesz tu chwilkę zaczekać? Bo mam właśnie 
klientkę po drugiej stronie. 

Wtedy Rick pospiesznie wyjaśnił, że on i Julia są razem, co Gwendalina 
zrozumiała po swojemu i wrzuciła ich od razu do swego worka z 
plotkami na temat zakochanych par. 

Oczywiście, rozumiem, więc chodź ze mną - powiedziała i ruszyła 

przodem do tej części zakładu, gdzie mieściły się Fryzury z klasą. 

Jak to jest, że ma pani dwa zakłady? - spytał ją po drodze Rick. 

Gwendalina roześmiała się nieco ironicznie. 

To proste - odpowiedziała - ponieważ panie nigdy nie zgodziłyby 

się pokazać panom w lokówkach na głowie, a panowie nie pozwoliliby 
się ogolić damskiej fryzjerce. 

Słusznie - poparła ją Julia, która z miejsca poczuła sympatię do tej 

dziewczyny. 

To od kogo zaczynamy? - spytała Gwendalina, biorąc w ręce 

grzebień i nożyce. 

Prawdę mówiąc, my... 

background image

Fryzjerka tupnęła nogą niecierpliwie i przyjrzała się uważniej swej 
młodziutkiej klientce: 

Przepraszam, że pytam, ale czy ty nie jesteś przypadkiem tą 

bliźniaczką z Londynu? 

Julia Covenant, bardzo mi miło. 

I podała rękę Gwendalinie, która - odwzajemniając uścisk - puściła oko 
do Ricka, by dać mu do zrozumienia, że świetnie trafił. 

A twój brat? 

Czeka na zewnątrz. 

Gwendalina uchyliła zasłonę i zaprosiła Jasona. I choć dotąd okazywał 
on jawną niechęć wobec zakładów fryzjerskich, to na widok urody 
fryzjerki wpadł do środka, jakby go z procy wystrzelili. 

Jak tu ładnie - szepnął porozumiewawczo do Ricka. I już po chwili 

siedział na fotelu w białym ręczniku 

na ramionach, a nożyce Gwendaliny Mainoff śmigały wokół jego głowy. 

Obliwia Newton? - spytała fryzjerka kwadrans później, przyjmując 

od Julii pieniądze za strzyżenie brata. - Oczywiście, że ją znam, to moja 
klientka. 

No, no - mruczał Jason, pyszniąc się przed lustrem. Jego 

usztywnione żelem włosy sterczały idiotycznie... 

■Q——"  90 V-— —- ■— Q- 

owa fryzura 

I umiałaby pani nam powiedzieć, gdzie mieszka? 

background image

Oczywiście - odpowiedziała Gwendalina, wychodząc za próg. - 

Jesteście pieszo czy... 

Na rowerach. 

Doskonałe, bo to dosyć daleko. Najpierw musicie wrócić wzdłuż 

wybrzeża, minąć port... albo jedźcie tędy, pod górę, i skręćcie przed 
wypożyczalnią panny Calypso... 

Lepiej nie! Wolelibyśmy ją ominąć... - wtrącił szybko Rick, 

przypominając sobie obietnicę, jaką dali dzień wcześniej bibliotekarce, 
prosząc ją o otworzenie poczty. 

A dlaczego macie ominąć tak łagodną osobę jak panna Calypso? - 

zainteresowała się fryzjerka. 

Ponieważ obiecaliśmy jej, że przeczytamy trzy książki w ciągu 

tygodnia, a jeszcze nie zaczęliśmy... 

W takim razie - uśmiechnęła się Gwendalina - cofniecie się 

odrobinkę, na plac, ten z pomnikiem króla. Skierujecie się wprost na 
wybrzeże, a stamtąd skręcicie w prawo. To proste, musicie tylko cały 
czas mieć morze po lewej stronie. Wyjedziecie z miasteczka i będziecie 
tak jechać kilka kilometrów. Następnie przetniecie niebrukowaną drogę 
do Owi Clock i pojedziecie dalej, jakieś cztery, pięć kilometrów. 
Zobaczycie lasek z bardzo dziwnymi drzewami. Nigdy nie pamiętam, 
jak one się nazywają, ale Obli- 

wia mówiła mi, że sprowadziła je z jakiegoś egzotycznego kraju... Jej 
dom jest wspaniały, supernowoczesny. Wygląda jak przewrócony tort, 
cały fioletowy. Nie da się go pomylić z żadnym innym. 

Dzieci grzecznie podziękowały i czym prędzej wskoczyły na rowery. 

background image

Jason był tak przejęty swą nową fryzurą, że z wrażenia zapomniał nawet 
o problemach z jaskraworóżo-wym rowerem pani Bowen. Pomknął jak 
strzała, po-dzwaniając jak gdyby nigdy nic. 

Gwendalina Mainoff popatrzyła jeszcze, jak znikają wśród uliczek 
miasteczka i wróciła do swego podwójnego zakładu. Usiadła przed 
lustrem i zaczęła czytać opasły tom Buddenbrocków. 

Już po chwili Rick, Jason i Julia minęli pomnik króla i wjechali w 
uliczkę po prawej stronie - wąziutki zaułek, gdzie dachy domów 
stojących naprzeciwko nieomal się ze sobą stykały. Kawałek dalej, tam 
gdzie droga wśród starych domów z kamienia stawała się trochę szersza, 
jakaś starsza pani stała na środku jezdni, dając im znaki, żeby się 
zatrzymali. 

Nie pędźcie tak! - krzyknęła. - Moglibyście przejechać Marka 

Aureliusza! 

Panna Biggles! - rozpoznał ją natychmiast Rick i zsiadł z roweru. - 

Co się stało? 

owa fryzura  

Kobieta spojrzała niewidzącym wzrokiem. Rozczochrana, w kapciach i 
koszuli nocnej wystającej spod zarzuconego w pośpiechu szlafroka, 
krążyła nerwowo po ulicy. 

Rick podszedł bliżej i przedstawił się, ale nie zwróciła na niego 
najmniejszej uwagi. 

Marek Aureliusz uciekł! - jęknęła, łapiąc się za głowę. 

A ta co, z choinki się urwała? - szepnął Jason do siostry. 

background image

Psssst! 

Po długich i całkowicie niezrozumiałych wyjaśnieniach, panna Biggles 
wskazała tylko ręką latarnię po przeciwnej stronie ulicy, na której 
czubku dojrzeli przyczajonego kota. 

Jest wystraszony! Nie chce nawet słyszeć o zejściu na dół. 

Proszę się nie martwić, proszę pani, zajmiemy się tym - 

zaofiarował się Rick. - Złapiemy go raz dwa. 

Jasonowi wcale nie spodobał się ten pomysł, prych-nął więc ze złością: 

Tylko tracimy czas! Mieliśmy przecież jechać do Obliwii Newton! 

Na dźwięk tego nazwiska panna Biggles odwróciła się nagle i z jeszcze 
większym przestrachem w oczach zapytała: 

 

= Nowa fryzura a 

—O 

Kobieta spojrzała niewidzącym wzrokiem. Rozczochrana, w kapciach i 
koszuli nocnej wystającej spod zarzuconego w pośpiechu szlafroka, 
krążyła nerwowo po ulicy. 

Rick podszedł bliżej i przedstawił się, ale nie zwróciła na niego 
najmniejszej uwagi. 

Marek Aureliusz uciekł! - jęknęła, łapiąc się za głowę. 

A ta co, z choinki się urwała? - szepnął Jason do siostry. 

Psssst! 

background image

Po długich i całkowicie niezrozumiałych wyjaśnieniach, panna Biggles 
wskazała tylko ręką latarnię po przeciwnej stronie ulicy, na której 
czubku dojrzeli przyczajonego kota. 

Jest wystraszony! Nie chce nawet słyszeć o zejściu na dół. 

Proszę się nie martwić, proszę pani, zajmiemy się tym - 

zaofiarował się Rick. - Złapiemy go raz dwa. 

Jasonowi wcale nie spodobał się ten pomysł, prych-nął więc ze złością: 

Tylko tracimy czas! Mieliśmy przecież jechać do Obliwii Newton! 

Na dźwięk tego nazwiska panna Biggles odwróciła się nagle i z jeszcze 
większym przestrachem w oczach zapytała: 

o— 

Nowa fryzura 

—o 

Kobieta spojrzała niewidzącym wzrokiem. Rozczochrana, w kapciach i 
koszułi nocnej wystającej spod zarzuconego w pośpiechu szlafroka, 
krążyła nerwowo po ulicy. 

Rick podszedł bliżej i przedstawił się, ale nie zwróciła na niego 
najmniejszej uwagi. 

Marek Aureliusz uciekł! - jęknęła, łapiąc się za głowę. 

A ta co, z choinki się urwała? - szepnął Jason do siostry. 

Psssst! 

background image

Po długich i całkowicie niezrozumiałych wyjaśnieniach, panna Biggles 
wskazała tylko ręką latarnię po przeciwnej stronie ulicy, na której 
czubku dojrzeli przyczajohego kota. 

Jest wystraszony! Nie chce nawet słyszeć o zejściu na dół. 

Proszę się nie martwić, proszę pani, zajmiemy się tym - 

zaofiarował się Rick. - Złapiemy go raz dwa. 

Jasonowi wcale nie spodobał się ten pomysł, prych-nął więc ze złością: 

Tylko tracimy czas! Mieliśmy przecież jechać do Obliwii Newton! 

Na dźwięk tego nazwiska panna Biggles odwróciła się nagle i z jeszcze 
większym przestrachem w oczach zapytała: 

 

Do panny Newton?! To jedźcie, jedźcie szybko! 

Zna pani Obliwę Newton? - spytała zaintrygowana Julia. 

Czy znam? Jeszcze jak! Znam ją, znam... - jęknęła Kleopatra 

Biggles. 

Zatkała sobie uszy rękami i czym prędzej odeszła w stronę domu. 

Sapiąc, dotarła do drzwi swego starego, kamiennego domostwa i z ręką 
na klamce raz jeszcze obróciła się w stronę dzieci: 

To jej wina, że Marek Aureliusz i inne moje skar-by tak się 

przelękły! - zawołała zdenerwowana, z trudem łapiąc oddech. - Jej i tego 
wstrętnego czarnego typa ociekającego wodą! 

Z impetem otworzyła drzwi. Co najmniej tuzin miauczących kotów 
wybiegło jej na spotkanie, łasząc się i ocierając o nogi i drapiąc 
pazurkami brzeg szlafroka. 

background image

Dobre, dobre kotki - panna Biggles głaskała kolejno każdego 

kociaka. - Nie martwcie się, Marek Aureliusz zaraz wróci. 

Kici... kici... kici... - nawoływał Rick, stojąc pod latarnią. 

Kot wcisnął się w łuk pod kloszem latarni i spoglądał na chłopca z pełną 
wyższości obojętnością. 

Nie dawał się nabrać ani na słodkie słówka, ani na kategoryczne 
polecenia. Nie drgnął nawet wtedy, 

owa fryzura 

kiedy Rick, ryzykując życie, spróbował wspiąć się na latarnię. 

W końcu Jason zniecierpliwił się i kiedy Kleopatra Biggles pochłonięta 
była szeptaniem czułych słówek do Cezarego czy Antoniego, a Rick i 
Julia starali się wyperswadować Markowi Aureliuszowi jego pomysły, 
kopnął wściekle latarnię. 

Przerażony tym gwałtownym atakiem Marek Aureliusz wychylił się do 
przodu i, straciwszy równowagę, spadł wprost pod nogi Jasona, groźnie 
przy tym fuka-jąc. 

Chwilę potem pomknął jak strzała do domu i, przecisnąwszy się między 
nogami zdziwionej panny Biggles, zniknął w głębi mieszkania. 

Marek Aureliusz! - krzyknęła uradowana panna Biggles. - 

Wróciłeś! 

Najwyższy czas - burknął Jason. 

Panna Biggles - wdzięczna za pomoc - nalegała, żeby dzieci weszły do 
niej choć na chwilkę. I chociaż opierały się, pamiętając, że czas nagli, 
kobieta nie ustępowała. 

background image

Chodźcie, proszę, chodźcie do kuchni - zapraszała, wskazując 

drogę. - Mam pyszne herbatniczki... 

Julia weszła pierwsza, ciekawa, co też Obliwia Newton może mieć 
wspólnego z ucieczką kota... Rick, który 

nigdy nie umiał odmówić komuś, kto go o coś grzecznie prosił, szedł tuż 
za Julią, Jason zaś ociągał się z wejściem, żeby podkreślić swoje 
niezadowolenie. 

Chwilę potem zmienił zdanie - ostatecznie zbliżała się pora obiadu, a że 
mieli przed sobą wyjątkowo długą jazdę na rowerach (aż za Kilmore 
Cove), przegryzienie czegoś nie było wcale złym pomysłem. 

Weszli do salonu, a stąd na korytarz prowadzący do kuchni. 

W połowie korytarza Jason usłyszał skrzypienie ziarenek piasku pod 
butami. Początkowo nie zwrócił na to uwagi, ale potem niemal 
automatycznie zaczął przyglądać się i zastanawiać, skąd wziął się ten 
piasek. 

Kleopatra Biggies weszła do kuchni i otworzyła blaszane pudełko w 
kwiatki. 

- Proszę! Herbatniki na maśle! 

„Do licha" - pomyślał Jason, gładząc się odruchowo po włosach 
sztywnych od żelu, i gwałtownie zawrócił. 

Pochylając się nisko nad podłogą, powoli zaczął macać cieniutką 
warstewkę piasku w korytarzu. Drobinki na jego palcach były dokładnie 
takie same jak te, które znalazł w kamiennym pokoju w Willi Argo. 

To był ten sam rodzaj piasku, bardzo miękki, prawie niewyczuwalny. 
Piasek pustyni. 

background image

Ślady prowadziły wprost do progu bardzo starych drzwi. 

<ł 

■ 

Nowa fryzura 

„Do licha - pomyślał, bezwiednie przeczesując palcami włosy, jakby to 
miało mu pomóc w wyjaśnieniu zagadki. - Te drzwi wyglądają jak 
Wrota Czasu w Willi Argo!". 

Po czym, prostując się energicznie, krzyknął ile sił w płucach: 

- Riiick! Juuulia! 

Drzwi w korytarzu Kleopatry Biggles - mimo że stare i zniszczone - 
wyglądały nadzwyczaj solidnie. 

Panna Biggles nie mogła sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek widziała 
je otwarte. Podobnie jak nie pamiętała, by kiedykolwiek miała do nich 
klucz. Wiedziała jednak, że prowadziły do piwnicy, choć była to bardzo 
dziwna piwnica, skoro od czasu do czasu ciągnęło od niej ciepłym 
powietrzem i nawiewało piasek. 

Pannie Biggles jakoś nigdy nie zależało na piwnicy, więc przez pewien 
czas te drzwi były nawet zastawione jakimś meblem. 

Ale ponieważ koty ostrzyły sobie na nim pazury, musiała w końcu 
oddać go do konserwacji. 

Podobieństwo tych drzwi do Wrót Czasu w Willi Argo było wprost 
uderzające. Zwłaszcza stare gwoździe po lewej stronie masywnego 
zamka były zupełnie takie same jak te, którymi umocowano cztery 
zamki w ich Wrotach. 

background image

Julia i Rick dosłownie zamarli z wrażenia, w jednej chwili pojmując 
wagę odkrycia. 

Panno Biggles... Myślę, że powinna nam pani dokładnie wyjaśnić, 

co tu się wczoraj zdarzyło - poprosił uprzejmie Rick. 

I panna Biggles, co prawda trochę chaotycznie, ale za to szczegółowo, 
opowiedziała im, jak to Obliwia Newton złożyła jej wizytę w środku 
nocy i jak chwilę potem nadszedł ten typ w czarnej pelerynie. 

Manfred - domyśliła się Julia. 

Panna Newton bez zbędnych ceregieli skierowała się do tych drzwi, 
mówiąc coś, czego panna Biggles dobrze nie zapamiętała, przestraszona 
nocnym najściem. Na dworze szalała burza i koty były podenerwowane. 
Nie pamiętała też, co było potem. Zbudziła się w środku dnia. Koty 
biegały jak oszalałe, a Marek Aureliusz spędził wiele godzin na latarni, 
jakby sama myśl o powrocie do domu napawała go strachem. 

Ktoś też otworzył moją witrynkę w salonie - poskarżyła się. - Na 

szczęście nic nie zginęło. 

Ale czemu pani wpuściła tych dwoje w środku nocy? - spytała 

Julia. 

Ba, panna Newton zawsze była... nieprzewidywalna. 

Zatem znała ją pani już wcześniej? 

O tak, nawet jeśli nie bardzo ją lubiłam, przynajmniej ja... 

 

owa fryzura 

background image

A kto ją lubił? 

Moja siostra. Obliwia była jej ulubioną uczennicą - wyznała panna 

Biggies. 

Uczennicą? O czym pani mówi, panno Biggies? Nie rozumiem... 

O szkole podstawowej w Cheddar, w mieście słynnym z sera. 

Kleopatra Biggies poszła do salonu i przyniosła stamtąd ramkę ze starą 
fotografią, przedstawiającą dwie siedzące koło siebie dziewczyny. 

Ta dużo młodsza to ja. A ta tu, widzicie, to moja siostra Klio, 

dokładnie mówiąc Klitamnestra Biggies. Ona zawsze uchodziła za tą 
mądrzejszą w rodzinie, nawet jeśli rodzice pragnęli kariery dla nas obu. 
Klio kochała książki. Te, które stoją w witrynce, dostałam od niej w 
prezencie. Bardzo pragnęła zobaczyć świat i dlatego wyjechała z 
Kilmore Cove, by uczyć w Cheddar. Obliwia Newton była bardzo 
zdolną i wielce obiecującą uczennicą. I tak się poznały. 

A potem? 

Po wielu latach moja siostra zatęskniła za Kilmore Cove i w końcu 

wróciła. Parę lat temu zobaczyła w gazecie zdjęcie kobiety, w której 
rozpoznała tę dziewczynkę z Cheddar. Jej dawna uczennica była teraz 
prawdziwą kobietą sukcesu, robiła błyskotliwą karierę. Klio bardzo się 
ucieszyła. Wiecie, w naszej rodzinie 

 

wszyscy są tacy uczuciowi. Może uważała, że cząstka sukcesu pupilki 
jest zasługą jej samej, ukochanej nauczycielki... No i wysłała jej w 

background image

prezencie jakiś stary drobiazg. Obliwia pojawiła się u nas jakiś czas 
potem, zupełnie niespodziewanie, żeby podziękować mojej siostrze za 
ten prezent. I odtąd zawsze zaskakiwała nas swoimi wizytami, wpadając 
tu bez zapowiedzi, również po śmierci mojej biednej siostry. 

W czasie opowieści panny Biggles o karierze szkolnej Obliwii Newton, 
Jason stał nieruchomo w korytarzu i jak zahipnotyzowany wpatrywał się 
w drzwi wiodące do piwnicy. 

Drugie Wrota Czasu... - szepnął w końcu, głaszcząc szorstką 

powierzchnię starego drewna. Serce waliło mu jak młotem. Z jednej 
strony był pod wrażeniem swego odkrycia, ale z drugiej - było mu 
przykro, że jego drzwi nie są jedyne i niepowtarzalne. 

Kiedy Julia i Rick przyszli w końcu z kuchni, chcąc podzielić się z nim 
informacjami o Obliwii, właściwie nie był w stanie ich słuchać. Myślał 
tylko o tym, jak otworzyć drugie Wrota Czasu. 

Myślisz, że i te drzwi prowadzą do groty i do łodzi podobnej do tej 

pod skałą w Salton Cliff? - spytała Julia cichutko. 

Myślę, że tak. 

—o 

owa fryzura 

To by wyjaśniało, jak Obliwia Newton znalazła się w starożytnym 

Egipcie - mruknął Rick. 

Panna Biggles przyglądała im się z zainteresowaniem. 

background image

Ech, ta dzisiejsza młodzież! - westchnęła cicho i pokiwała głową. - 

Co za fantazja! 

I poszła schować herbatniki przed kotami. 

Gdy tylko odeszła, Julia wyciągnęła z kieszeni klucze od Wrót Czasu. 

Spróbujemy? 

Wszystkie klucze wchodziły do zamka, lecz obracały się w nim bez 
najmniejszego oporu. Drzwi tymczasem ani drgnęły. 

Nie otwierają. 

Pewnie nie są od tych drzwi. 

Myślę, że właściwy klucz ma Obliwia. 

Wszystko zaczynało układać się w logiczną całość. 

Musimy odnaleźć Obliwię. Na pewno już wróciła! 

Skąd masz tę pewność? - spytała Julia. - Może jest wciąż po tamtej 

stronie? Mówiliście, że szukała czegoś cennego. 

Tak. I znalazła. Mapę! 

No właśnie, to teraz, kiedy ma mapę, może coś tam przesyła. 

Rick przytaknął. 

To możliwe, czemu nie? 

Jason miał jednak wątpliwości: 

Przypominam wam, że mapa była pierwszą i jedyną istniejącą 

mapą Kilmore Cove. Ze należała do państwa Moore i że państwo Moore 
wywieźli ją do Egiptu, żeby ukryć ją w Domu Życia. To jasne. 

background image

Skoro tak mówisz... - mruknęła Julia. 

Mapa w Egipcie nie ma żadnej wartości. Ona jest potrzebna tu i 

teraz - mówiąc to, wskazał drewniane drzwi. 

Jest więc dwoje takich drzwi, rozumiecie?! Dwoje starych drzwi w 

jednym starym miasteczku. Twierdzę, że to nie przypadek... - Nie zdołał 
dokończyć zdania. 

Mówisz zatem, że... mogłyby być jeszcze inne? 

A czemu nie? 

Wtedy mapa miałaby sens - przyznał mu rację Rick. 

I to uzasadniałoby też, dlaczego jest aż tak ważna. I stara. 

No nie wiem... 

Pamiętasz datę, kiedy ją sporządzono? 

Tysiąc siedemset coś... - odpowiedział Rick. 

Stare miasteczko, stare drzwi, stara mapa... stary właściciel... - 

Jason uśmiechnął się trochę nerwowo, jakby przestraszony tym, co mu 
przyszło do głowy. 

Koło się zamyka. 

Czy nie zechcielibyście filiżanki herbaty, dzieci? 

zaproponowała panna Biggies, wychylając się z kuchni. 

o— 

-o 

background image

 Nowa fryzura 

- Czy też wolicie pofantazjować jeszcze trochę na temat starożytnego 
Egiptu? 

Kwadrans później opuścili dom panny Biggles. Mimo zabawnych 
protestów panny Kleopatry, udało im się w końcu przekonać ją, że 
dobrze będzie przesunąć skrzynię pod drzwi do piwnicy i zablokować 
tym samym wejście. 

Przynajmniej na dwa dni - poprosił Rick. - Potem przyjdziemy ją 

odsunąć. 

Śmieszne - zachichotała panna Biggles, głaszcząc Marka 

Aureliusza i Cezara, walczących o jej względy. 

I nikomu o tym ani słowa, nikomu! - dodała stanowczo Julia. 

Panna Biggles pożegnała się z nimi w drzwiach i wróciła do kuchni, 
żeby wstawić do zlewu filiżanki po herbacie, które zamierzała zmyć po 
południu. Sięgnęła po pudełko z herbatnikami i ponownie ustawiła je na 
środku stołu. 

Przechodząc chwilę potem przez korytarz, zatrzymała się, by jeszcze raz 
krytycznie przyjrzeć się skrzyni. Cóż, jeśli nawet uważała, że nie 
najlepiej tu wygląda, postanowiła mimo wszystko posłuchać rady tych 
sympatycznych dzieciaków. 

Kiedy wchodziła na górę po schodach, z gromadą kotów plączących się 
pod jej nogami, przyszło jej 

 

do głowy, że ta dziewczynka i chłopiec o rudych włosach byli do siebie 
bardzo podobni. 

background image

Może to rodzeństwo - pomyślała. - Chociaż nie przypominam 

sobie, żeby Bannerowie mieli dwoje dzieci... 

Weszła do łazienki, otworzyła okiennice i najspokojniej w świecie 
poradziła Neronowi i Karakalli, by opuścili wannę: 

Wczoraj już się kąpaliście! Czy wy jesteście koty wodne, czy co? 

Spojrzała w lustro i skrzywiła się z dezaprobatą. Zapaliła wszystkie 
lampki wokół lustra i z roztargnieniem zaczęła rozczesywać włosy. 
Niestety szczotka zaplątywała się co chwila, jakby to były kolczaste 
zarośla. 

W końcu dała spokój i zapomniawszy, że szczotka wciąż tkwi we 
włosach, najspokojniej pod słońcem przeszła do pokoju, by się ubrać. 

Czuła niezwykłą radość. Wizyta dzieci całkiem ją uspokoiła. Po szoku i 
strachu poprzedniego wieczoru nie było już śladu. Ich serdeczność, 
uprzejmość i dziwne młodzieńcze rozmowy o wymyślonych przygodach 
spowodowały, że poczuła się znacznie lepiej. 

Ten nastrój tajemnicy był fascynujący... 

I nikomu o tym ani słowa, nikomu! - Kleopatra Biggles, ubawiona, 

naśladowała ton głosu Julii. 

* * 

o- 

■ Nowa fryzura 

„Ta dziewuszka jest po prostu urocza - pomyślała panna Kleopatra. - 
Przypomina mi mnie samą, gdy byłam w jej wieku". 

background image

Oto, czego mi trzeba - roześmiała się, podskakując na jednej nodze 

przy nakładaniu spódnicy. - Pięknej trwałej ondulacji u Gwendaliny. 

Już prawie wychodziła, kiedy zadzwonił telefon. Od tak dawna nikt do 
niej nie dzwonił, że Kleopatra Biggles aż podskoczyła na dźwięk 
pierwszego dzwonka. Z trudem przypomniała sobie, gdzie też stoi 
telefon. 

Idę już, idę! - zawołała w stronę aparatu z czarnego bakelitu, który 

nie przestawał dzwonić. - Halo, słucham, ktp mówi? 

Przez moment przysłuchiwała się, marszcząc czoło, zanim rozchyliła 
usta w szerokim uśmiechu. 

A, Nestor! Oczywiście, że cię pamiętam! - wykrzyknęła. - Miło mi 

cię słyszeć! Nie, skądże znowu, wcale mi nie przeszkadzasz. 

 

ao.d.l.l C8) od Łll®ore 

łońce świeciło wysoko na niebie, białe jak nie-zapisana kartka w 
dzienniku. W powietrzu unosił się zapach łąk i słona świeżość morza. 
Było już południe. Jason, Julia i Rick przejechali jedyną dużą ulicę 
nadbrzeżną w Kilmore Cove, która obiegała całą zatokę i wznosiła się 
po przeciwnej stronie Salton Cliff, ale o wiele łagodniej niż tam, skąd 
nadjechali. 

Jechali ramię w ramię, bez pośpiechu, nadal oszołomieni i spragnieni 
rozmowy o swym niezwykłym odkryciu. Jason jechał pośrodku, 
pochylony nad kierownicą w kształcie motyla, słysząc przy każdym 
naciśnięciu pedała nie tylko dzwoneczki, ale i pobrzękującą w kieszeni 
metalową królową znalezioną za obrazem Penelopy Moore. Julia 
zadawała moc pytań, próbując odtworzyć życie Penelopy, Ulyssesa, 

background image

doktora Bowena, latarnika i Obliwii Newton. Wszystkie elementy tej 
zagadki mieszały się nieustannie, podsuwając im pod rozwagę coraz to 
nowe możliwości rozwiązania zagadki Ulyssesa Moore'a. 

Rodzeństwu wydawało się, że mieszkają w Kilmore Cove od lat, 
podczas gdy tak naprawdę spędzili tu zaledwie kilka dni. Minęły 
przecież niespełna dwadzieścia cztery godziny, odkąd rozszyfrowali 
pierwszy tajemny przekaz i podjęli tak trudną drogę, którą - Jason był o 
tym święcie przekonany - ktoś dla nich przygotował. 

•Q ■ Daleko od Kilmore Cove 

Tej niedzieli jednak tajemnicza gra stała się jeszcze bardziej 
skomplikowana. Nie mieli żadnych wyraźnych śladów, po których 
trzeba było iść, ani żadnego sekretnego zapisu do rozszyfrowania. Od 
momentu, kiedy mapa wpadła w ręce Obliwii, było tak, jakby ciąg 
znaków nagle się urwał. 

Skoro są drugie Wrota Czasu, które Obliwia zna, bo to nimi 

przedostała się do Krainy Puntu... - rozważał głośno Rick - to dlaczego 
chce za wszelką cenę dostać się do Willi Argo? 

To proste, chce wypróbować wszystkie drzwi... A wiecie, że kiedy 

my, kobiety, wbijemy sobie coś do głowy... - odpowiedziała nieco 
przemądrzale Julia. 

Rick uśmiechnął się pod nosem. 

Potem spoważniał i zaczął na trzeźwo oceniać sytuację: 

Zatem... wiemy, gdzie mieszka. Wiemy, co ją łączyło ze starym 

właścicielem i że powodem rywalizacji możemy być my. Wiemy, że 
była pupilką siostry panny Biggies... 

background image

-1 że, jak powiedział Nestor, trafiła do Kilmore Cove przez fatalną 
pomyłkę. 

Może ten błąd popełniła Klio Biggies? 

Rick skinął głową: 

Może, ale faktem jest, że ciągle nie wiemy, co zamierza. I to jest 

zagadka. 

Ja myślę, że zagadką jest samo Kilmore Cove 

wtrąci! Jason. - Cale miasteczko. Najpierw myślałem, że chodzi o 

Willę Argo, ale po zobaczeniu drzwi panny Biggies jestem przekonany, 
że... 

... są jeszcze inne drzwi, jasne - dokończyła za brata Julia. 

Nie, że jest ktoś, kto chce je ukryć... Nasze Wrota Czasu były 

schowane za szafą i gdybym nie natrafił na nie przypadkiem, to 
tkwiłyby tam całe lata. A panna Biggies uważa, że jej drzwi prowadzą 
do piwnicy. 

Praktycznie rzecz biorąc, może mieć rację - uściślił Rick. - Nie 

otworzyliśmy ich. 

No właśnie. Żaden z czterech kluczy nie pasuje 

odezwała się Julia. 

Może pasowałby ten, który wczoraj wrzuciłaś do morza - mruknął 

Jason. 

Ja go nie wrzuciłam do morza, ja... - Julia znów przypomniała 

sobie koszmarne wydarzenia wczorajszej nocy. 

Spójrzcie, co za widok - przerwał im Rick, przystając nagle. 

background image

Dojechali do miejsca, w którym ulica nadbrzeżna rozwidlała się. Z 
jednej strony biegła dalej brzegiem morza, z drugiej - skręcała w stronę 
cypla, na którego końcu stała latarnia morska - samotna biała wieża na 
tle morza. 

-O 

110 

 

■Q  Daleko od Kilmore Cove 

Wzrok Julii powędrował w stronę białego urwiska nad Salton Cliff, po 
przeciwnej stronie zatoki. Patrzyła z oddali na Willę Argo zawieszoną 
hen, u góry, z wieżyczką widoczną między drzewami. Schodki, które 
przecinały ścianę skalną na dwie części, wiodąc od urwiska aż do morza, 
skojarzyły jej się - nie wiedzieć czemu - z aparatem na zęby. 

Nie sądzicie, że powinniśmy zawiadomić Nestora o tym, że 

opuszczamy miasteczko? Nie chciałabym, żeby się o nas martwił! 

A niby jak mamy go zawiadomić? Prześlemy mu sygnały dymne? 

Jakoś nie widzę zbyt wielu budek telefonicznych w okolicy... 

Jason, mógłbyś... 

Zapomnij o tym. Na pewno nie pojadę aż do Willi Argo tylko po 

to, żeby poinformować Nestora o naszym wypadzie. A poza tym Nestor 
jest zajęty zbieraniem liści albo drzemką i z pewnością nie jest z tych, co 
to się za bardzo o nas troszczą. 

Właśnie - powiedziała Julia. - Może to my powinniśmy 

zatroszczyć się o niego. Wczoraj nie tylko zmókł, ale też stoczył walkę, 
upadł, a w końcu to jest starszy człowiek. Słyszałeś, jak kaszle? 

background image

Doktor Bowen powiedział, że jest silny jak koń. Chociaż zrzędzi i 

jest trochę kłótliwy - Julia jednak nie ustępowała - to przecież jedynie 
jego wtajemniczyli- 

iyjp ¡0- 

śmy w nasze sekrety. Jeżeli mamy jakiegoś przyjaciela w Kilmore Cove, 
to właśnie jego. 

Wczoraj wcale nie wyglądało na to, że tak go lubisz - zauważył jej 

brat. 

Wczoraj to było wczoraj, a dzisiaj jest dzisiaj. 

Ruszajmy, Julio, bez gadania! Jeśli pojedziemy szybko, to Nestor 

nawet nie zauważy, że wyjechaliśmy z miasta. 

Julia stała dalej, nieruchomo patrząc to na cypel, to na urwisko. 

O co chodzi? 

Nie wiem - odparła. - Nazwij to kobiecą intuicją czy jak tam 

chcesz, ale mam wrażenie, że nad Willą Argo zawisło coś... 
przerażającego. 

A mogę to nazwać głupotą mojej siostry? 

Julia pokazała mu język. 

Jakby coś miało się wydarzyć... Może nie powinniśmy opuszczać 

miasteczka?... 

Głupoty! - przerwał jej Jason, naciskając mocniej na pedały. 

Ruszył tak szybko, że wiatr wydął mu koszulę i rozwiał wyżelowaną 
fryzurę. - Co niby ma się wydarzyć? 

background image

śmy w nasze sekrety. Jeżeli mamy jakiegoś przyjaciela w Kilmore Cove, 
to właśnie jego. 

Wczoraj wcale nie wyglądało na to, że tak go lubisz - zauważył jej 

brat. 

Wczoraj to było wczoraj, a dzisiaj jest dzisiaj. 

Ruszajmy, Julio, bez gadania! Jeśli pojedziemy szybko, to Nestor 

nawet nie zauważy, że wyjechaliśmy z miasta. 

Julia stała dalej, nieruchomo patrząc to na cypel, to na urwisko. 

O co chodzi? 

Nie wiem - odparła. - Nazwij to kobiecą intuicją czy jak tam 

chcesz, ale mam wrażenie, że nad Willą Argo zawisło coś... 
przerażającego. 

A mogę to nazwać głupotą mojej siostry? 

Julia pokazała mu język. 

Jakby coś miało się wydarzyć... Może nie powinniśmy opuszczać 

miasteczka?... 

Głupoty! - przerwał jej Jason, naciskając mocniej na pedały. 

Ruszył tak szybko, że wiatr wydął mu koszulę i rozwiał wyżelowaną 
fryzurę. - Co niby ma się wydarzyć? 

 

Rozdział C9J 

Niszczycielka 

OMEN 

background image

W betonowej fioletowej willi oddalonej pięć kilometrów od dzieci, w 
pokoju wyposażonym w nadzwyczajny, najnowocześniejszy 
klimatyzator, który kosztował czterysta tysięcy funtów, rozdzwonił się 
telefon. I chociaż dzwonkiem telefonu był fragment Cwału Walkińi 
Ryszarda Wagnera, nikt go nie usłyszał, bowiem w pokoju ryczała już 
dyskotekowa muzyka, znakomite tło do morderczych ćwiczeń. 

Na środku pokoju stał wielce skomplikowany technicznie rower 
treningowy, którego poszczególne elementy stanowiły wyposażenie 
siłowni. 

Zginająca się kierownica służyła do ćwiczenia mięśni ramion i pleców, 
podczas gdy pedałowanie w rytm szalonej muzyki zmuszało kobietę do 
takiego wysiłku, że biły na nią siódme poty. 

Ona jednak wyglądała na zadowoloną. Zdecydowanym, pewnym 
wzrokiem patrzyła nieruchomo wprost przed siebie. 

Była wysoka, mocno zbudowana i silna. 

I nie sprawiała wrażenia, że ma zamiar odebrać telefon. 

Przy piętnastym dzwonku polakierowane na biało drzwi uchyliły się, 
automatycznie wyłączając i klimatyzator, i muzykę, a rower, który nagle 
zwolnił, po chwili całkiem się zatrzymał. 

- MAAANFREEED! - ryknęła wściekle kobieta. 

Opadła ciężko na kierownicę i wysyczała: 

= Niszczycielka 

background image

Ile razy ci mówiłam, żebyś mi nie przeszkadzał, kiedy ćwiczę w 

siłowni?! 

Dzwoni telefon - odpowiedział spokojnie Manfred przez szparę w 

drzwiach. - Myślę, że to coś ważnego. To ci ludzie od rozbiórki. 

A! - Obliwia Newton uniosła nagle głowę. Zacieki potu utworzyły 

na jej bluzie gimnastycznej wielką literę „V". - To przełącz ich tu, tylko 
szybko. 

Już to zrobiłem, ale pani nie odbierała. 

To jeszcze raz przełącz! 

Białe drzwi zamknęły się cicho. Obliwia Newton zsiadła z roweru i 
sięgnęła po bawełniany, ciemnofiole-towy ręcznik, na którym kazała 
wyhaftować swoje inicjały, ogromne i wielce misterne O.N. 

Newton - rzuciła natychmiast, gdy tylko zadźwięczały pierwsze 

nuty Cwału Walkińi. Przez moment słuchała uważnie, po czym 
odpowiedziała tonem zdecydowanym i nieznoszącym sprzeciwu: - Nie 
obchodzą mnie koszty, nie chcę słuchać żadnych wymówek. Dziś. 
Teraz. I z całą ekipą, jaką dysponujecie. Chcę najlepszych, 
najsilniejszych, najdzielniejszych. I jedną z tych koparek z łańcuchem i 
ciężką, żelazną kulą. Nie chcę, żeby pozostał bodaj mur, albo nie - mur 
niech zostanie... 

Kierownik ekipy rozbiórkowej zdołał powiedzieć zaledwie kilka słów, 
gdy Obliwia zaczęła mu na nowo wymyślać: 

Już wam sto razy mówiłam, jak dojechać do tego domu! Trzeba 

jechać tą polną drogą za miasteczkiem. I nie zanudzajcie mnie jakąś 
historią z pozwoleniami! Dom należy do mnie i mogę z nim zrobić, co 
mi się podoba! Spotkamy się tam za pół godziny. 

background image

I gwałtownie skończyła rozmowę. 

Otarła pot z czoła i rzuciła ręcznik na podłogę. Potem jednym 
kopnięciem otworzyła drzwi od siłowni i poszła na poszukiwanie 
Manfreda. 

Stał z rękami w kieszeniach przy oknie i patrzył na dwór. 

Wyjeżdżamy - rozkazała. - Wezmę tylko prysznic i przebiorę się. 

Manfred odwrócił się. Cały nos miał oklejony plastrem, pod oczami 
wielkie sińce, jak ktoś, kto spędził fatalną noc. Stara blizna, zaczynająca 
się od szyi i kryjąca się gdzieś pod koszulą, nadawała mu bardzo 
podejrzany wygląd. 

Dokąd jedziemy? - zapytał. 

Obliwia Newton zatrzymała się, zaskoczona bezczelnością tego pytania. 

A od kiedy to chcesz wiedzieć, dokąd jedziemy? 

Manfred uśmiechnął się z lekkim poświstem, jakby 

próbował naśladować Jacka Nicholsona z jakiegoś gangsterskiego filmu. 

Od kiedy ryzykowałem dla pani życie. 

•Q ■ - ■- Niszczycielka 

■ ■ Q- 

Obliwia obróciła się gwałtownie na pięcie i zbliżyła do niego, 
wyciągając fioletowe, ostre jak brzytwa paznokcie. 

Wiesz doskonale, jak się rozgniewałam, kiedy wróciłam, a ciebie 

nie było, boś sobie poszedł obijać się po Willi Argo i złożyć wizytę 
dzieciakom... dopuszczając do zniszczenia samochodu wartego pół 
miliona funtów... 

background image

Manfred usiłował zachować na twarzy uśmiech a la Jack Nicholson, gdy 
paznokcie Obliwii Newton wpijały się w jego bliznę, wędrując wzdłuż 
szyi. 

Ale potem, Manfredzie - ciągnęła Obliwia, zmieniając zupełnie ton 

i odrywając paznokcie od jego szyi tak nagle, że aż się zatoczył - ale 
potem wręczyłeś mi ten cudowny przedmiot, który wykradłeś... i 
powiedziałeś, że narażałeś życie, żeby go zdobyć, więc postanowiłam ci 
wybaczyć. 

W ręku Obliwii błysnęły dwa stare klucze zawieszone na łańcuszku na 
szyi. 

Malutki Manfred, taki dzielny... Do wczoraj miałam tylko kota - 

uśmiechnęła się, pokazując mu najpierw główkę jednego, a potem 
drugiego klucza. - A teraz do kota dołączył lew... GRRRRR! 

Manfred przełknął ślinę, niepewny, czy bardziej boi się, kiedy Obliwia 
Newton się wścieka, czy kiedy promienieje radością. 

GRRR... - powtórzył za nią cicho, bez przekonania, po czym 

przybrał swój zwyczajny wyraz twarzy bandyty za pięć groszy. 

Brawo, Manfredzie! - pochwaliła go Obliwia. - A teraz idź 

przygotować motor, za chwilę wyjeżdżamy. 

Mężczyzna trwał nieruchomo, patrząc na nią, dopóki nie zniknęła za 
jednymi z tysiąca lśniących drzwi w tym lodowatym domu. Potem 
odwrócił się$ wkładając gwałtownie ręce do kieszeni. Był wściekły, ale 
nie wiedział, na kim tę złość wyładować. Nienawidził swej pracy, 
nienawidził Willi Argo, tego starego ogrodnika i rozhisteryzowanej 
dziewczynki, która o mały włos go nie zabiła. I nagle zdał sobie sprawę, 
że zaczął też nienawidzić swojej pani, która traktowała go jak 

background image

marionetkę, równie pogardliwie jak tych od rozbiórki domu. Jednak czuł 
jeszcze na skórze zadrapania od jej fioletowych paznokci... 

I wciąż nie wiedział, dokąd mają jechać. 

GRRR... - powtórzył za nią cicho, bez przekonania, po czym 

przybrał swój zwyczajny wyraz twarzy bandyty za pięć groszy. 

Brawo, Manfredzie! - pochwaliła go Obliwia. - A teraz idź 

przygotować motor, za chwilę wyjeżdżamy. 

Mężczyzna trwał nieruchomo, patrząc na nią, dopóki nie zniknęła za 
jednymi z tysiąca lśniących drzwi w tym lodowatym domu. Potem 
odwrócił się$ wkładając gwałtownie ręce do kieszeni. Był wściekły, ale 
nie wiedział, na kim tę złość wyładować. Nienawidził swej pracy, 
nienawidził Willi Argo, tego starego ogrodnika i rozhisteryzowanej 
dziewczynki, która o mały włos go nie zabiła. I nagle zdał sobie sprawę, 
że zaczął też nienawidzić swojej pani, która traktowała go jak 
marionetkę, równie pogardliwie jak tych od rozbiórki domu. Jednak czuł 
jeszcze na skórze zadrapania od jej fioletowych paznokci... 

I wciąż nie wiedział, dokąd mają jechać. 

 

0" 

- GRRR... - powtórzył za nią cicho, bez przekonania, po czym przybrał 
swój zwyczajny wyraz twarzy 

- Brawo, Manfredzie! - pochwaliła go Obliwia. - A teraz idź 
przygotować motor, za chwilę wyjeżdżamy. 

background image

Mężczyzna trwał nieruchomo, patrząc na nią, dopóki nie zniknęła za 
jednymi z tysiąca lśniących drzwi w tym lodowatym domu. Potem 
odwrócił się, wkładając gwałtownie ręce do kieszeni. Był wściekły, ale 
nie wiedział, na kim tę złość wyładować. Nienawidził swej pracy, 
nienawidził Willi Argo, tego starego ogrodnika i rozhisteryzowanej 
dziewczynki, która o mały włos go nie zabiła. I nagle zdał sobie sprawę, 
że zaczął też nienawidzić swojej pani, która traktowała go jak 
marionetkę, równie pogardliwie jak tych od rozbiórki domu. Jednak czuł 
jeszcze na skórze zadrapania od jej fioletowych paznokci... 

I wciąż nie wiedział, dokąd mają jechać. 

bandyty za pięć groszy. 

GRRR... - powtórzył za nią cicho, bez przekonania, po czym 

przybrał swój zwyczajny wyraz twarzy bandyty za pięć groszy. 

Brawo, Manfredzie! - pochwaliła go Obliwia. - A teraz idź 

przygotować motor, za chwilę wyjeżdżamy. 

Mężczyzna trwał nieruchomo, patrząc na nią, dopóki nie zniknęła za 
jednymi z tysiąca lśniących drzwi w tym lodowatym domu. Potem 
odwrócił się, wkładając gwałtownie ręce do kieszeni. Był wściekły, ale 
nie wiedział, na kim tę złość wyładować. Nienawidził swej pracy, 
nienawidził Willi Argo, tego starego ogrodnika i rozhisteryzowanej 
dziewczynki, która o mały włos go nie zabiła. I nagle zdał sobie sprawę, 
że zaczął też nienawidzić swojej pani, która traktowała go jak 
marionetkę, równie pogardliwie jak tych od rozbiórki domu. Jednak czuł 
jeszcze na skórze zadrapania od jej fioletowych paznokci... 

I wciąż nie wiedział, dokąd mają jechać. 

Rozdział CIO) - Owl Clock ' 

background image

 

Kilka kilometrów dalej zatrzymali się na skrzyżowaniu głównej drogi z 
polną, by chwilkę odsapnąć. Odkąd opuścili miasteczko, nie napotkali 
ani jednego samochodu. Okolica była tu bardziej płaska, pokryta niskimi 
i jakby zaokrąglonymi krzewami, kamieniami i maleńkimi białymi i 
liliowymi kwiatkami, drżącymi przy byle podmuchu. Gdzieniegdzie 
rosło samotne drzewo, którego gałęzie pochylały się w głąb lądu, 
zgodnie z najczęstszym kierunkiem wiatru. 

Dzieci rozglądały się ciekawie dokoła. Rick - jak zwykle przewidujący - 
jeszcze w miasteczku napełnił wodą bidon i teraz obdzielał wodą całą 
trójkę. 

Polną drogą musiał niedawno przejeżdżać jakiś ciężki sprzęt. 
Świadczyły o tym głębokie ślady w ziemi i świeżo rozbita drewniana 
tablica z nazwą ulicy. Jason podniósł ją z ziemi i przeczytał napis: Owl 
Clock. 

Ciekawe, nie? 

Obok nazwy narysowana była biała sowa. 

Przypominając sobie nagle słowa doktora Bowena, Julia obróciła się w 
stronę Ricka. 

Czy rzeczywiście nigdy nie widziałeś tablicy z napisem Witajcie w 

Kilmore Cove? Ani zwykłego znaku drogowego z nazwą Kilmore Cove, 
jak te, które zawsze stoją przy wjeździe do każdej miejscowości? 

Hmm, nie zwracałem na to uwagi, ale... nie, nie widziałem. Nie 

przypominam sobie takiej tablicy. 

o— 

Ile dróg prowadzi do miasteczka? 

background image

Ta jedna - Rick wskazał drogę, którą przyjechali. - Biegnie wzdłuż 

wybrzeża aż do Willi Argo. 

A za Willą Argo? 

Nie wiem. Nigdy tam nie byłem - odpowiedział Rick nieco 

speszony. Nie chciał dodawać, że w ogóle nie opuszczał Kilmore Cove. 
Tak naprawdę nigdy nawet nie przyszło mu to do głowy. W miasteczku 
miał przecież wszystko. I udało mu się spełnić swoje największe 
marzenie - wejść na teren Willi Argo, do domu i na schodki pod Salton 
Cliff. Czego więcej mógł pragnąć? 

Julia zauważyła, że się speszył, i uśmiechnęła się do niego ciepło. Coraz 
bardziej ceniła jego uprzejmość, serdeczność, zapobiegliwość, tak inne 
od nieustannego poganiania jej brata. 

No, ale przynajmniej na stacji kolejowej musi być tablica! 

Była - odpowiedział Rick - ale stacja jest nieczynna od lat. I 

prawdę mówiąc, nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek widział 
przejeżdżający tędy pociąg. Jesteśmy... jakby to powiedzieć...? Trochę 
odcięci od świata. 

Na to wygląda - zgodził się Jason. - Całymi kilometrami nie widać 

żadnego domu. 

Rick wziął od nich bidon, zakręcił go i umocował przy rowerze. 

Boicie się? Czujecie się zagubieni na pustkowiu? 

Och, nie! Nawet jeśli w Londynie jest zdecydowanie więcej ludzi. 

Stali tak chwilę w milczeniu, aż w końcu Rick wyrzucił z siebie jednym 
tchem: 

background image

Jakkolwiek jest, mnie się tu podoba. I nawet jeśli nie ma tablicy 

powitalnej przy drodze, cieszę się, naprawdę się cieszę, że teraz 
mieszkacie tu także wy. 

Po czym chwycił za kierownicę swego roweru, wsiadł na siodełko i 
ruszył z kopyta. 

Ujechał zaledwie kilka metrów, gdy ogarnęła go wściekłość na samego 
siebie. „Głupi, głupi, po trzykroć głupi - wymyślał sobie w duchu. - 
Zrobiłeś z siebie prawdziwego durnia! Cieszę się, naprawdę się cieszę, 
że teraz mieszkacie tu także wy... Ech, jak można powiedzieć coś równie 
wazeliniarskiego? Całkiem jak zdanko z dobranocki, bajeczki dla 
grzecznych dzieci!". 

Nie znam świata... - szepnął do siebie, a wiejący od morza wiatr 

skojarzył mu się w tej chwili z jego nieżyjącym ojcem. Ojciec... o tak, 
on znał świat i zawsze wiedział, co kiedy powiedzieć. 

„Kto wie, co Julia i Jason pomyśleli sobie w tym momencie? Pewnie to, 
że jest głupawym prowincjuszem...". 

—o 

Owl Clock 

—o 

Słyszał, jak żartowali, i wyobrażał sobie z bólem serca, że śmieją się z 
niego. Nie przestając pedałować, obrócił się ku nim i krzyknął: 

Hej tam, przestańcie! 

Jason i Julia, którzy rozmawiali o czymś zupełnie innym, usłyszeli nagle 
głuchy ryk silnika i prawie w tym samym momencie dostrzegli, że zza 

background image

zakrętu wyłania się czarny, lśniący, pędzący z zawrotną szybkością 
motocykl. 

Wyścigowa maszyna z dwoma osobami w luksusowych kaskach właśnie 
przechyliła się, by wziąć zakręt. 

Rick! Uważaj!!! - krzyknęli jednocześnie. 

Rick też usłyszał ten hałas, błyskawicznie odwrócił głowę w kierunku 
jazdy, ale było już za późno. Motor był już przy nim! Instynktownie 
rzucił się w lewo, padając jednocześnie na ziemię. Maszyna przechyliła 
się w przeciwną stronę, zahaczając o asfalt i rzucając snop iskier spod 
kół. 

Motocyklista w ułamku sekundy wykonał kilka rozpaczliwych ruchów, 
żeby przywrócić maszynie równowagę, i w końcu udało mu się minąć 
Ricka dosłownie 

kilka centymetrów. 

Przemknął obok Jasona i Julii, hamując gwałtownie, 

parę metrów dalej zatrzymał się. 

Pasażer motocykla odwrócił się szybko, uniósł nieco osłonę na oczy i 
wściekłym głosem wykrzyknął: 

Czego się tu kręcicie, smarkacze? Wynocha do domu! Ale już!!! 

Po czym, wznosząc tuman kurzu, motor skręcił w polną drogę, gdzie 
przed momentem Julia, Jason i Rick odpoczywali. 

Jason z niedowierzaniem pokręcił głową. 

Julia rzuciła rower i podbiegła do Ricka, by sprawdzić, czy nic mu się 
nie stało. 

background image

Leżał nieruchomo na ziemi. 

Nic mi nie jest... - szepnął, gdy go dotknęła. - Rozerwałem sobie 

tylko koszulę... rękaw. 

Jesteś cały zakrwawiony! 

To drobiazg - odpowiedział, nie zważając na zadrapania i 

pulsujący ból w przedramieniu. - Ale widzieliście, jaki numer? Kim byli 
ci dwaj szaleńcy? 

Czarna sylwetka motoru lśniła w słońcu, oddalając się i ginąc w 
chmurze pyłu, jaki się za nią unosił. 

Jason nadal kręcił głową z niedowierzaniem. 

Jestem pewien, że to byli oni. 

Jacy oni? - spytała Julia. 

Jestem pewien, że ta osoba, która nam nawymyślała, to była 

Obliwia Newton. 

Obliwia Newton? A dokąd ona, u licha, tak pędzi? 

Nic a nic mnie to nie obchodzi - zawołał Rick, wściekle chwytając 

swój rower. Rękaw rozdartej koszuli zwisał mu z ramienia. - Tym razem 
mam już naprawdę 

- ■ ■ Owl Clock 1 -■■- • 

dość!!! Ile razy jeszcze Oliwia Newton zamierza mnie potrącić? 

Wskoczył na siodełko niczym kowboj na konia, gotów do walki na 
śmierć i życie. 

background image

Co robisz? 

Jadę za nimi!!! Tym razem zapłaci mi za to - Rick podjął decyzję, 

nie naradzając się nawet z przyjaciółmi. 

Czegoś tu nie rozumiem... - Marynarz spoglądał nieufnie na 

latarnika. - Zapłacisz nam pięćdziesiąt funtów na głowę tylko za to, 
żebyśmy zarzucili sieci pod Salton Cliff? 

Jego dwaj towarzysze gładzili się po długich brodach, ubawieni 
dziwaczną propozycją. 

Odbiło ci, Leonardzie? 

Latarnik stał odwrócony twarzą do morza, tyłem do miasteczka. Jego 
potężną postać opinała marynarska kurtka z błękitnego płótna. Był silnej 
budowy, miał długie, potargane włosy i zmierzwioną brodę. Zamiast 
butów nosił zwykłe chodaki z surowego drewna. 

Tak, właśnie tak - potwierdził. Jego głos brzmiał niczym huk 

morza w jaskini. 

Jeden z marynarzy podszedł do swej łódki i powiedział: 

Dopiero co zrobiłem porządek z siecią i chciałbym się nacieszyć tą 

resztą niedzieli. Odpoczynek jest i dla nas, no nie? 

Ostatecznie możemy zarzucić sieci pod urwi- 

skiem, ale i tak nic nie złowimy - dodał jego towarzysz, osłaniając ręką 
oczy, gdy patrzył w stronę Sal ton Cliff. 

Jednak domyślam się, że nie o ryby chodzi, nieprawdaż? - włączył 

się trzeci, drapiąc się po brzuchu ledwo co okrytym koszulką z napisem: 
„I AM DAVID BECKHAM". 

background image

Leonard Minaxo niecierpliwie przestąpił z nogi na nogę. Molo 
zaskrzypiało. Nie powiedział nic, ale cała jego postawa była już 
dostatecznie groźna. 

Pięćdziesiąt funtów, powiadasz... No cóż, to sumka nie do 

pogardzenia dla rybaka. Nawet jeśli jako twój przyjaciel doradziłbym ci 
powrót do latarni i zajęcie się swoimi sprawami. 

Jasne, Leonardzie, wszystko jasne: to twoje pieniądze i możesz z 

nimi robić, co chcesz. Zarzucimy sieci porządnie obciążone 
ciężarkami... I zobaczymy, co uda się złowić. - Drugi marynarz splunął 
do wody. - Szukasz klucza, starego klucza... Możemy spróbować, ale nic 
ci nie obiecujemy... 

A trzeci, drapiąc się w głowę, dodał: 

A musiał wpaść akurat między skały? 

o— 

r uman kurzu, wznoszący się za pędzącym motorem, unosił się nad 
drogą Owi Clock, pozwalając dzieciom z łatwością jechać jego tropem. 

Droga wiła się, wznosząc i opadając, wśród łagodnych pagórków 
porośniętych trawą, ostami i żółtymi kwiatkami. 

Dzieci jechały w milczeniu, oszczędzając energię i unikając łykania 
kurzu. 

W końcu dostrzegły szczątki starej bramy, zbudowanej najwyraźniej na 
pustkowiu. ' 

background image

Składała się z dwóch kamiennych kolumienek, teraz w połowie 
zarośniętych zielskiem. Od góry kolumienki ozdobione były odłamkami 
lustra, resztkami jakiejś starej dekoracji. 

Dwa zardzewiałe słupki od bramy leżały porzucone w trawie, jakby je 
ktoś wyrwał. 

- Gąsienica - stwierdził Rick, przypatrując się śladom na ziemi. - Chyba 
przejeżdżał tędy jakiś traktor. 

Jason nachylił się, by przyjrzeć się lepiej śladom na drodze. 

Jego siostra czytała w tym czasie resztki napisu na mosiężnej tabliczce 
na bramie: 

MIRROR HOUSE Dom Luster... 

 

Dom Luster— 

Nic ci ta nazwa nie mówi? - spytała Ricka. 

Nie - odpowiedział. - Ale odkryjemy to, cokolwiek by to było. 

Za bramą droga łagodnie układała się w kształt litery „S", biegnąc 
między dwoma zielonymi wzgórzami. Na szczycie jednego z nich stał 
szereg dziwnych urządzeń - wysokie i smukłe wiatraki z obracającymi 
się leniwie długimi, wrzecionowatymi skrzydłami. 

Droga była wysadzana posadzonymi w regularnych odstępach 
drzewami, które tworzyły cienistą aleję. 

Co to za urządzenia na szczycie wzgórza? 

background image

Wyglądają na wiatraki. 

Nie sądzę - dziwnie dźwięczą... 

tu wzgórza. To była ciężarówka nadjeżdżająca z tej samej strony, co 
dzieci. 

- Szybko! - krzyknął Rick, gdy tylko ją spostrzegł. 

Błyskawicznie zabrali rowery z drogi i padli na trawę, ukrywając się za 
drzewami w alei. 

Hałas narastał i wkrótce zobaczyli całą kolumnę ciężkich samochodów 
budowlanych. Miały przyciemnione szyby, a na prawym boku wyraźny 
napis: 

PRZEDSIĘBIORSTWO ROZBIÓRKOWE CYCLOPS & Co. 

Ostatnia ciężarówka, lekko podskakując na wybojach, minęła bramę i 
pojechała dalej, niknąc za wzgórzami. 

- Chodźmy za nią - szepnął Jason. - To wygląda na jakiś zjazd rodzinny. 

Zostawili rowery przy bramie, zamaskowawszy je najpierw starannie 
trawą, i ostrożnie, kryjąc się za drzewami, ruszyli w ślad za ciężarówką. 
Za wzgórzem dostrzegli zarys niezwykłego budynku, którego dach 
wyglądał tak, jakby wyłożono go lustrami. 

Dom był wysoki i wąski, lecz mimo to bardzo zgrabny. Jego ściany 
porastał pnący bluszcz, a okna zdobiły 

 

Dom Luster 

balkoniki z poręczami z kutego żelaza, pełne ozdobnych esów-floresów. 

background image

Jednak im bliżej podchodzili, tym bardziej rzucało się w oczy, że jest 
zaniedbany, jakby od lat niezamieszkały. Kilka stłuczonych luster 
tworzyło głębokie luki w dachu, poręcze balkoników rdzewiały, a 
bluszcz wymagał przycięcia. 

Na dziedzińcu krzątali się jacyś ludzie, stał ciężki sprzęt. Na poboczu 
drogi dzieci dostrzegły motor, który o mały włos nie przejechał Ricka. 
Trochę dalej stała wielka koparka z długim wysięgnikiem i łańcuchem, 
na którym wisiała żelazna kula. Ciężarówka, która wjechała tuż przed 
nimi, stała w poprzek drogi, tuż przed domem. Obok niej kręciło się 
czterech mężczyzn - wysocy i dobrze zbudowani, z muskułami wyraźnie 
rysującymi się pod białymi, obcisłymi koszulkami, w błękitnych 
spodniach i czapeczkach z rysunkiem otwartego oka nad daszkiem, 
najwyraźniej szykowali się do rozmowy z motocyklistami. 

Pełznąc w wysokiej trawie, Jason, Julia i Rick dotarli jak najbliżej 
dziedzińca. Teraz już mogli przekonać się na własne oczy, że Jason miał 
rację: pasażerką w czarnym kombinezonie była rzeczywiście Obliwia 
Newton, a kierowcą okazał się Manfred. 

Julia aż zaniemówiła z wrażenia. Dosłownie zabrakło jej tchu. 

J0— - o 

Nic straconego, Julio - szepnął jej brat. - Na razie tylko stłukłaś mu 

nos. 

Poczekajcie tu na mnie - szepnął Rick, oddalając się od nich. 

Dokąd idziesz? 

background image

Naprawić motor temu typkowi - odpowiedział zagadkowo 

rudzielec. 

Jason i Julia przywarli mocniej do ziemi. 

Co on robi? Zwariował? - szepnął Jason. 

Po prostu jest wściekły... 

Manfred rozejrzał się nerwowo, jakby coś wyczuł. 

Tymczasem Jason dostrzegł z daleka sylwetkę Ricka, który przemknął 
tuż za Manfredem i już po chwili zniknął za ciężarówką firmy Cyclops. 

Z sercem w gardle rodzeństwo śledziło każdy ruch przyjaciela i 
nieznajomych pochłoniętych rozmową z Obliwią. Manfred ponownie 
włączył się do rozmowy i Rick skorzystał z tej chwili nieuwagi, by 
niezauważenie dotrzeć do motocykla Obliwii. W mgnieniu oka pochylił 
się nad kołami i... chwilę później obie opony sflaczały. 

Jason i Julia z trudem powstrzymali się od śmiechu. Patrzyli, jak 
Manfred - nieświadom niczego - gestykuluje nerwowo, pochłonięty 
rozmową z robotnikami. 

Rick wycofał się błyskawicznie i po chwili był znowu z Julią i Rickiem, 
bezpieczny i dumny z siebie. 

Dom Luster— 

Można wiedzieć, jak to zrobiłeś? - spytał go Jason, dając mu 

kuksańca w bok. 

Tajemnica zawodowa - odparł z satysfakcją Rick, miłe połechtany 

pełnym podziwu spojrzeniem Julii. Jego twarz aż promieniała radością. 

Spojrzeli znowu w stronę ludzi na dziedzińcu. 

background image

O czym oni mówią? - spytała Julia szeptem. 

Niewiele zdołałem usłyszeć - odpowiedział Rick 

ale wydaje mi się, że ten dom jest własnością Obliwii. 

Hmm... Przydałoby się dowiedzieć czegoś więcej 

mruknął Jason. 

Ale jak? Przecież nie damy rady podejść bliżej. To zbyt 

niebezpieczne... - powiedziała jak zawsze rozsądna Julia. 

Rudzielec wskazał miejsce, skąd wrócił przed chwilą. 

Zauważyłem, że jest tam ścieżka, która biegnie wokół domu - 

powiedział. - Może dałoby się tam ukryć i stamtąd podsłuchać, co 
mówią? 

Dobra. Spróbujmy. 

Wzgórze za drogą porośnięte było bujną, wysoką po kolana trawą. 
Łagodnym łukiem opadało w stronę rozległej, równie zielonej doliny. 
Harmonię tego miejsca zakłócał jedynie Dom Luster i widoczne z oddali 
dziwne wiatraki na szczycie wzgórza. 

Wijącą się wśród bujnej łąki ścieżką ostrożnie przedostali się na tyły 
domu. 

 

 

-o 

Z tej perspektywy wyglądał on trochę dziwnie - tak jakby nie miał 
dachu. I co dziwniejsze, zbudowany był na czymś, co przypominało 
okrągłą platformę, która z kolei opierała się na potężnych, żelaznych 

background image

słupach, jak drewniane budowle na palach. W niczym nie przypominało 
to zwykłego domu - była to raczej wielka konstrukcja z żelaza, luster i 
drewna, gęsto opleciona bluszczem. 

Ze zdziwieniem spostrzegli, że z gniazd ukrytych w cieniu listków 
bluszczu przyglądają im 'się jakieś wielkie ptaki. 

Rick zauważył, że dom połączony jest z platformą za pomocą żelaznych 
sztab i wielkich śrub, jak jakaś maszyneria. Wśród bluszczu 
pokrywającego mury biegły stalowe liny i grube miedziane rury 
tworzące metalowy szkielet. 

Zachwyceni tym niezwykłym widokiem, ostrożnie podeszli kilka 
kroków bliżej. 

Niesamowite. Genialne - wyszeptał Rick, uważnie lustrując 

wzrokiem tę dziwaczną konstrukcję. - Doprawdy genialne. 

Co niby jest takie genialne? - spytała Julia, gdy zbliżyli się do 

żelaznych słupów, na których opierała się cała konstrukcja. 

Teraz, nadstawiwszy uszu, mogli już słyszeć strzępy rozmowy toczącej 
się po drugiej stronie domu. 

 

Dom Luster 

Podejrzewam, że ta platforma... - Rick odruchowo ściszył głos - ta 

platforma jest po to, żeby dom mógł się obracać wokół własnej osi. 
Słyszałem, że jest kilka takich obrotowych domów... 

background image

I nigdy nie przyszedłeś, żeby go obejrzeć? 

Nie. Był za daleko... A poza tym, gdybyśmy nie wjechali w tę 

polną drogę, nigdy byśmy go nie odkryli. 

Dom, który się obraca? Jesteś pewien? - dopytywała się Julia. 

Rick bez słowa wskazał wielkie koła podobne do kół pociągu. 

I niby po co dom miałby się obracać? - spytał zaintrygowany 

Jason. 

Możfe po to, żeby podążać za słońcem... Widzieliście dach z 

luster? 

- Myślę, że to są baterie słoneczne. A te dziwne wiatraki na szczycie 
mogłyby być generatorami prądu, czerpiącymi energię z wiatru. 

W tym momencie dobiegło ich jakieś dziwne nawoływanie z dachu - 
melancholijne, rytmiczne: „Uhu! 

A co to takiego? 

Nie wiem, chyba jakiś ptak... 

Julia cichutko wsunęła się między metalowe słupy. W głębi dostrzegła 
uchylone drzwiczki. Wśliznęła się 

Tak 

Uhu!" 

między sztaby, które częściowo barykadowały wejście, i dała znak 
chłopcom, żeby poszli jej śladem. 

Znaleźli się w jakimś niezwykłym pomieszczeniu. Wyglądało jak 
podmorska maszynownia albo wnętrze mechanizmu zegara. 
Gdziekolwiek spojrzeć - zębate koła, dźwignie, miedziane rury 

background image

rozmaitej długości, żelazne pudełka i plątanina połączonych ze sobą 
maszyn. Tylko przez środek biegło wąskie, niezagracone przejście. 

To musi być mechanizm, który umożliwia obracanie się domu - 

szepnął Rick. 

W życiu nie widziałem czegoś podobnego! - zachwycił się Jason, 

rozglądając się dokoła. 

Jak najostrożniej przedostali się do kolejnego maleńkiego 
pomieszczenia, gdzie na starym biurku znajdowały się dźwignie 
uruchamiające niekończące się ciągi przekładni zębatych. Na ścianie za 
biurkiem znajdował się swego rodzaju panel kontrolny, na którym 
widniały wyryte stylizowane rysunki - jeden z nich ukazywał dom, a 
drugi - słońce i księżyc. Inne, za pomocą strzałek, wskazywały kierunek 
obrotu konstrukcji. 

Od panelu kontrolnego odchodziło kilka rur, które łączyły się z ciągiem 
wanien z zimną i ciepłą wodą, a następnie ginęły gdzieś za ścianą. 

—O 

Dom Luster 

W sali panowała cisza, którą zakłócały tylko dobiegające z dziedzińca 
strzępy rozmowy i powtarzające się miarowo „Uhu! Uhuu!" spod dachu. 

Rick starł kurz z dźwigni na biurku i spróbował odgadnąć, która do 
czego może służyć: 

Ta może regulować ciepłą wodę, a ta energię dostarczaną przez 

wiatraki na szczycie wzgórza. 

background image

Ale to wszystko wygląda jak opuszczone. Może nie od bardzo 

dawna, ale opuszczone - powiedział Jason. 

O przekładniach zębatych pomyślimy później - zaproponowała 

Julia. - Teraz musimy się ruszyć, jeśli chcemy usłyszeć, o czym 
rozprawiają. 

Jedyne wyjście - poza tymi drzwiami, przez które tu weszli - prowadziło 
schodami do góry, gdzie najprawdopodobniej znajdowało się 
mieszkanie. 

Oczywiście drzwi były lustrzane. 

Kiedy je otworzyli, najpierw dobiegł ich szum skrzydeł, potem usłyszeli 
szelest i poczuli gwałtowny podmuch powietrza. 

„Uhu! Uhu! Uhu!" 

Weszli do mrocznego, pełnego kurzu pokoju. Pomieszczenie było 
zupełnie puste. Wpadający przez rozbite okna zapach lasu, łąki i 
bluszczu mieszał się ze smrodem stęchlizny. Mimo półmroku dostrzegli, 
że ściany w tym pokoju nie są z kamienia, lecz z drewna. 

Udało im się nawet wypatrzeć ślady po stojących tu niegdyś meblach. 

Uważając, by niczego nie dotknąć, Rick, Julia i Ja-son dotarli do 
obszernego salonu w kształcie półksiężyca. 

Teraz słyszeli już wyraźnie głosy z dziedzińca. 

Byli tu sami, poruszali się bardzo ostrożnie, a mimo to cała trójka miała 
wrażenie, jakby ktoś ich obserwował. 

Julia uniosła wzrok i na szczycie ciemnych schodów spostrzegła kilka 
par wpatrzonych w siebie wielkich, żółtych oczu. 

„Uhu! Uhu! Uhu! Uhu! Uhu! Uhu!" - rozległo się w mroku. 

background image

- Jason... - szepnęła przerażona Julia. 

Ale obaj chłopcy podeszli już do jednego z dwóch okien wychodzących 
na dziedziniec. Okna były wąskie i wysokie, zabezpieczone kratami z 
kutego żelaza. Potłuczone szyby, okiennice połatane byle jak przybitymi 
kawałkami drewna robiły przygnębiające wrażenie. 

Pomiędzy oknami znajdowało się główne wejście do domu - brama 
niemal wyrwana z zawiasów, niebezpiecznie przechylona na zewnątrz. 

Julia znowu odniosła wrażenie, że gdzieś wyżej, na piętrze słyszy szum 
skrzydeł. Próbowała nie zwracać na to uwagi i dalej rozglądać się 
dokoła. 

Dom Luster 

 

W salonie nie było mebli, pozostał jedynie goły mechanizm wielkiego 
zegara z kukułką, którego części walały się po podłodze, oraz metalowy, 
okrągły stolik z wizerunkiem sowy wyrytym na blacie, na trzech 
nóżkach w kształcie sowich łapek. 

Sowy! - dotarło do Julii. Oto, czyje musiały być te wielkie, lśniące oczy, 
które widziała na szczycie schodów. 

Jason i Rick wyjrzeli ostrożnie na dwór: czterej robotnicy z firmy 
Cyclops żywo dyskutowali z Obliwią, pochylając się nad czymś, co 
leżało na platformie ciężarówki. 

Nasza mapa! - szepnął z przejęciem Rick. 

Rzeczywiście, na platformie ciężarówki leżała mapa 

Thosa Bowena, którą odnaleźli w Krainie Puntu. 

background image

Musicie doszczętnie zburzyć ten obrzydliwy dom - Obliwia 

Newton wydawała polecenia głosem niezno-szącym sprzeciwu. - Ale 
róbcie to systematycznie, ściana za ścianą. 

Jeden z brygadzistów zsunął czapkę na tył głowy i podrapał się po 
lśniącej czaszce. 

To może być dosyć trudne, zważywszy... 

Nie obchodzi mnie, czy trudne, czy nie! - przerwała mu Obliwia. - 

Muszę odnaleźć drzwi! 

A jest pani pewna, że one tu jeszcze są? 

= Dom Luster 

—-O 

W salonie nie było mebli, pozostał jedynie goły mechanizm wielkiego 
zegara z kukułką, którego części walały się po podłodze, oraz metalowy, 
okrągły stolik z wizerunkiem sowy wyrytym na blacie, na trzech 
nóżkach w kształcie sowich łapek. 

Sowy! - dotarło do Julii. Oto, czyje musiały być te wielkie, lśniące oczy, 
które widziała na szczycie schodów. 

Jason i Rick wyjrzeli ostrożnie na dwór: czterej robotnicy z firmy 
Cyclops żywo dyskutowali z Obliwią, pochylając się nad czymś, co 
leżało na platformie ciężarówki. 

Nasza mapa! - szepnął z przejęciem Rick. 

Rzeczywiście, na platformie ciężarówki leżała mapa 

background image

Thosa Bowena, którą odnaleźli w Krainie Puntu. 

Musicie doszczętnie zburzyć ten obrzydliwy dom - Obliwia 

Newton wydawała polecenia głosem niezno-szącym sprzeciwu. - Ale 
róbcie to systematycznie, ściana za ścianą. 

Jeden z brygadzistów zsunął czapkę na tył głowy i podrapał się po 
lśniącej czaszce. 

To może być dosyć trudne, zważywszy... 

Nie obchodzi mnie, czy trudne, czy nie! - przerwała mu Obliwia. - 

Muszę odnaleźć drzwi! 

A jest pani pewna, że one tu jeszcze są? 

Dom Luster 

W salonie nie było mebli, pozostał jedynie goły mechanizm wielkiego 
zegara z kukułką, którego części walały się po podłodze, oraz metalowy, 
okrągły stolik z wizerunkiem sowy wyrytym na blacie, na trzech 
nóżkach w kształcie sowich łapek. 

Sowy! - dotarło do Julii. Oto, czyje musiały być te wielkie, lśniące oczy, 
które widziała na szczycie schodów. 

Jason i Rick wyjrzeli ostrożnie na dwór: czterej robotnicy z firmy 
Cyclops żywo dyskutowali z Obliwią, pochylając się nad czymś, co 
leżało na platformie ciężarówki. 

Nasza mapa! - szepnął z przejęciem Rick. 

Rzeczywiście, na platformie ciężarówki leżała mapa 

Thosa Bowena, którą odnaleźli w Krainie Puntu. 

background image

Musicie doszczętnie zburzyć ten obrzydliwy dom - Obliwia 

Newton wydawała polecenia głosem niezno-szącym sprzeciwu. - Ale 
róbcie to systematycznie, ściana za ścianą. 

Jeden z brygadzistów zsunął czapkę na tył głowy i podrapał się po 
lśniącej czaszce. 

To może być dosyć trudne, zważywszy... 

Nie obchodzi mnie, czy trudne, czy nie! - przerwała mu Obliwia. - 

Muszę odnaleźć drzwi! 

A jest pani pewna, że one tu jeszcze są? 

Najzupełniej! Gdyby pan wiedział, ile trudu kosztowało mnie 

zdobycie tej pewności! 

Obliwia Newton sięgnęła nerwowo po mapę Thosa Bowena. 

Brygadzista Cyclopsa uniósł ręce w geście kapitulacji. Stojący obok 
niego Manfred zachichotał zadowolony, że choć raz gniew Obliwii 
skierował się przeciw komuś innemu niż on. 

Przepraszam, że ośmielam się pytać, ale jeśli drzwi są w tym 

domu... - zaczął inny robotnik - to dlaczego musimy go burzyć? 

BO NIE MOGĘ ICH ZNALEŹĆ! - ryknęła wściekła Obliwia. - 

Zostały ukryte, zamurowane w jakiejś szczelinie, pogrzebane w 
piwnicy?! Nie wiem! I dlatego was wezwałam: musicie rozwalać mury 
tak długo, aż ukażą się drzwi. 

A jak już je znajdziemy? 

Jak je znajdziecie, to możecie sobie iść do wszystkich diabłów! 

Czterej brygadziści wyglądali na przejętych - jeszcze nigdy nie 
otrzymali podobnego zlecenia. 

background image

Poza tym, że cała ta sprawa wydaje się absurdalna - odezwał się 

ich szef - bo ostatecznie dom należy do pani i pieniądze też są pani, 
chciałbym, żeby pani... zrozumiała, że to może być niebezpieczne. 
Budynek nie wygląda na zwykły dom. Ściany są z aluminium 

Dom Luster 

i drewna, dach z luster. I do tego ta plątanina rur i przeróżnych urządzeń. 
Straszne to wszystko. 

Taki wysoki i potężny mężczyzna jak pan boi się domku-zabawki 

zegarmistrza? - zadrwiła Obliwia Newton. - Niech mnie pan nie 
rozśmiesza! To zrozumiałe, że jest zbudowany z aluminium i drewna, bo 
musiał być lekki, żeby się obracać! 

Rick, ukryty za framugą okna salonu, uśmiechnął się z satysfakcją. 
Dobrze się domyślał - dom rzeczywiście był obrotowy. 

Z pewnością takiego budynku nie spotyka się co dzień - 

powiedział jeden z brygadzistów. - To nie zabawka... 

Obliwia roześmiała się sarkastycznie. 

Ba, był zabawką swego właściciela, Petera Dedalu-sa, człowieczka 

mniej więcej takiego... 

I żeby określić wyraźnie jego wzrost, pokazała swój mały palec. 

Na dźwięk tego nazwiska Rick drgnął. 

Ten dom to cud techniki - dorzucił inny robotnik z brygady 

Cyclopsa - tym bardziej jeśli rzeczywiście, jak pani powiedziała, sam 
wytwarza prąd i światło. 

background image

Żadnych kabli elektrycznych. I żadnego telefonu - zapewniła 

Obliwia. - Istny koszmar! Wszystko pochodzi z tych urządzeń na 
dachu... 

Baterie słoneczne. 

Koszmary słoneczne! - wrzasnęła kobieta. 

W koszmarnym domu. Dalej! Rozwalić go! 

Kiedy jej krzyk odbił się echem od pustych ścian salonu, z domu dał się 
słyszeć gwałtowny trzepot skrzydeł. Obliwia i brygadziści jak na 
komendę obrócili się w stronę domu. 

Sądzę, że tam żyją jakieś stworzenia - zauważył szef brygadzistów. 

To mnie nie obchodzi - odpowiedziała Obliwia. 

Już panu powiedziałam, co macie robić. 

Jak pani sobie życzy - zamknął dyskusję mężczyzna, ale w jego 

głosie dało się słyszeć nutę ubolewania. 

Zrobimy jeszcze ostatni obchód, a potem zaczynamy. 

Dzieci odskoczyły gwałtownie od okna. Julia mimochodem oparła się 
lekko o stojący za nią stolik na sowich łapkach. Mebel wydał groźny, 
metaliczny jęk, przypominający dźwięk rozciąganej sprężyny, i odchylił 
się do tyłu, robiąc krok na... własnych nogach. 

Julia, widząc to, oniemiała. Oczy wyszły jej z orbit, a umysł próbował 
pojąć, jak to możliwe. Czy to się zdarzyło naprawdę, czy też było 
jedynie wytworem jej wyobraźni? 

background image

Jason... -Co? 

Stolik sam chodzi... 

'i - 

« Dom Luster 

Z pewnością... Zaraz... 

Jason i Rick przesunęli się tymczasem bliżej wejścia i stamtąd - przez 
szpary w murze i przy zawiasach - ponownie zerkali na dziedziniec. 

Ludzie Cyclopsa przeszli na tyły ciężarówki, a Obli-wia i Manfred 
wolno skierowali się w stronę przekrzywionej, drewnianej bramy. 

Z ogromną satysfakcją myślę o zniszczeniu tego baraku! - 

zawołała Obliwia, patrząc z obrzydzeniem na wejście do Domu Luster. 

Potem, zniżając głos tak, żeby robotnicy jej nie usłyszeli, dodała: 

Znajdziemy je raz dwa, zobaczysz. Bez mapy mogłabym ich 

szukać i sto lat! A teraz wiem na pewno, że są tu, w domu Petera! Och, 
w życiu nie czułam się lepiej! 

Julia ciągle stała jak skamieniała pośrodku salonu. 

Jason, mówię ci, on naprawdę chodzi! - szepnęła. -Ja go ledwie 

dotknęłam... a on... ten dziwny stolik... zrobił krok! 

Julia wyciągnęła rękę i raz jeszcze dotknęła lekko blatu stolika. 

Tuż przy wejściu, prawie opierając się o bramę, za którą skryli się 
chłopcy, Obliwia rozwinęła mapę Thosa Bowena, spojrzała, ponownie ją 
zwinęła i wsunęła pod pachę. 

background image

No nie! Ile czasu marnują te ofermy z firmy rozbiórkowej! Czegóż 

oni szukają na tej ciężarówce? I znów się potwierdza, że mężczyźni im 
większe mają muskuły, tym mniejsze mózgi! 

Manfred, który mial muskuły niczego sobie, przytaknął automatycznie, 
jednak jego uwagę przykuwała już brama. 

Jason i Rick znieruchomieli, czując jego badawczy wzrok. 

Obliwia podparła się pod boki i spojrzała w górę na lustrzany dach.' 

Zaczniemy od góry, od tego głupiego dachu nagrzewającego wodę. 

Słyszycie, jak hałasują? Co to za paskudztwo? Sowy?! Pfuj, okropne! 
Dalej, ruszcie się z tą koparką! Czy też mamy sami gołymi rękami 
wywalić te drzwi? 

Manfredowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Natychmiast 
wypróbował stan bramy. Ledwie ją pchnął, zadygotała. 

Nie trzeba się nawet specjalnie starać. 

Rick i Jason wstrzymali dech. 

Julia spojrzała w górę, na szczyt schodów. Siedząca na poręczy duża, 
jasna sowa wpatrywała się w nią nieruchomym wzrokiem. 

Dziewczynka dotknęła okrągłego żelaznego stolika. I... 

144 

 

Dom Luster 

 

background image

PCHAJ! - krzyknął znienacka Rick. Z całej siły oparł się o bramę, 

przechylając ją niebezpiecznie. Manfred uniósł ręce, chcąc ją 
podtrzymać. 

Obliwia krzyknęła. 

Jason w mig pojął intencję przyjaciela. Teraz pchali już razem. 
Obluzowane zawiasy puściły i brama runęła na głowę Manfreda. 

Sowa poderwała się gwałtownie z poręczy schodów i wleciała do 
salonu. 

W nogi, szybko! - krzyknął Jason, szukając wzrokiem siostry. Ale 

zamiast niej napotykał okrągłą głowę spłoszonej sowy, która pikowała 
wprost na niego. 

A co to takiego? W nogi! Zwiewamy! Jak nas na-kryją, jesteśmy 

skończeni! 

Julia riadal wpatrywała się w stolik jak zaklęta, nie zwracając 
najmniejszej uwagi na słowa chłopców. 

Dotknęła go. Był zimny, zakurzony, nieruchomy. 

Zafascynowana, przeniosła wzrok na sowę, która rozpostarłszy szeroko 
skrzydła, pofrunęła w stronę wyjścia. 

Chłopcy doskoczyli do Julii. 

Sowa... - tłumaczyła im cicho, jakby nieobecna. - Stół... a potem... 

ukazała się na szczycie schodów. 

Julka, zmywamy się stąd, zanim nas odkryją! - Jason szturchnął ją, 

żeby oprzytomniała. - Nie możemy tu zostać ani sekundy dłużej! Ta 
kobieta jest zdolna do wszystkiego! 

background image

Sowa zniknęła w kurzu przewróconej bramy wejściowej. Na dziedzińcu 
słychać było tylko jej nawoływania, które mieszały się ze wściekłymi 
krzykami Obliwii. 

Dzieci czym prędzej wybiegły z salonu. 

Jednak chwilę wcześniej Rick kątem oka zauważył na zakurzonej 
posadzce koło stolika trzy świeże, okrągłe ślady. 

Wyglądało to tak, jakby stolik poruszył się na własnych nogach. 

 

rozdział C18J 

- wszystko 

się rusza 

be ation 

 

Dzieci zeskoczyły szybko ze schodów, wybiegły z domu, minęły 
zarośniętą starą bramę, by ponownie ukryć się w wysokiej trawie. 
Rozejrzały się podejrzliwie dokoła, sprawdzając, czy ktoś ich nie 
zauważył. 

Z daleka dobiegał hałas silnika koparki. 

Absolutnie bezsilne, w milczeniu obserwowały niezwykły Dom Luster. 

Potem stało się coś dziwnego: nad dachem domu pojawiła się istna 
chmara sów. 

W życiu nie widziałem tylu sów naraz! 

Ile ich może być? 

background image

-1 co one robią? 

Ptaki - spłoszone hałasem, oślepione słońcem - krążyły nerwowo nad 
Domem Luster. Z okien wylatywały wciąż nowe i nowe i, pohukując, 
szybowały nad dziedzińcem. 

Wynoście się stąd! Precz, ale już! Potwory! - krzyczała 

rozwścieczona Obliwia. 

Myślę, że próbują ratować swój dom - wyszeptał Rick. 

Silnik koparki warczał nieustannie. 

Naprawdę go zburzą? 

Musimy im w tym przeszkodzić! - zawołał rudzielec. 

Uciekajmy stąd! Szybko! Nie chcę na to patrzeć! - krzyknęła Julia 

i czym prędzej odeszła od chłopców. 

Wszystko się rusza 

-1 tak nie możemy nic na to poradzić... A pokazać się im... to byłoby 
zbyt ryzykowne. 

Jason i Rick nie podnieśli się jednak z trawy, obserwując z ukrycia, jak 
koparka - przy akompaniamencie sowich krzyków - podjeżdża pod dom. 

Niech szlag trafi Obliwię Newton i jej pomysły - zaklął Jason, 

słysząc pierwsze uderzenie żelazną kulą, od którego dom zadrżał w 
posadach. 

Nie! - Julia zatkała sobie uszy. 

Rozwalają dach! 

background image

Zróbmy coś! - wybuchnął Jason. 

Jednak jedyne co mogli zrobić, to bez ruchu obserwować przebieg 
wydarzeń. Czuli, jak przy każdym kolejnym uderzeniu żołądki 
podjeżdżają im do gardeł. 

W końcu poddali się. Bezradność wzięła górę. Ta kobieta i jej kierowca 
byli bardzo niebezpieczni. A ich było tylko troje. I byli dziećmi. 

Wycofali się po cichutku, wydobyli z trawy swoje rowery i odjechali, 
usiłując nie zwracać uwagi na hałas dobiegający od strony domu. 

Jason był wprost siny ze wściekłości, Rick próbował pocieszać się tym, 
że chociaż przytłukł Manfreda bramą, a Julia czuła się zagubiona i 
smutna. 

Wiatraki na szczycie wzgórza jakby przystanęły, zdumione 
wandalizmem koparki, pozbawione nagle wszelkiej racji bytu. 

149 

Na szczycie każdego z nich przysiadła sowa. 

Chciałabym zburzyć jej dom! - Julia zatrzęsła się ze wściekłości, 

gdy już odjechali na tyle daleko, by poczuć się bezpiecznie. 

Zatrzymali się na chwilę. 

Siedli na ziemi i przez źdźbła wysokiej trawy spoglądali na spokojne i 
głębokie morze. 

Chciałabym... Sama dobrze nie wiem, co bym chciała, ale... 

Chciałabym, żeby ją ktoś powstrzymał! I żeby ukarał tę wiedźmę! 

Wzięła kamyk i rzuciła nim daleko przed siebie, najdalej jak tylko 
mogła. 

background image

Rick podzielił się z nimi resztką wody z bidonu. 

Jason - rozżalony i wściekły - spuścił głowę. Trzymał w zębach źdźbło 
trawy, żując je ze złością. 

Mieliśmy rację co do mapy - odezwał się po chwili. 

Rick usiadł koło niego. 

I co do drzwi też. Są nie tylko w Willi Argo i u panny Biggles... 

Jest wiele innych, ukrytych nie wiadomo gdzie. 

Musimy zdobyć tę mapę i dowiedzieć się, ile jest tych drzwi. I 

gdzie się znajdują!? I do czego służą!?... 

Teraz, gdy ci wandale niszczyli Dom Luster, nie mieli siły, by tam 
wracać. Tym bardziej nie mieli odwagi, by zrealizować swój pierwotny 
zamiar i jechać do domu Obliwii Newton. Nie rozmawiali o tym, ale 

150 

Wszystko się rusza 

teraz, gdy na własne oczy zobaczyli, do czego jest zdolna, zdali sobie w 
pełni sprawę, jaka to okrutna kobieta. 

Jak myślicie, dlaczego Obliwia poszukuje kolejnych drzwi? 

Dlaczego nie wystarczają jej te u panny Biggies? 

Nie wiem - odpowiedział Jason, chwytając się za głowę. - Już nic 

nie wiem, nic nie rozumiem! Kim jest Obliwia Newton, czego chce, 
czym są te drzwi, ile ich jest, gdzie są ukryte i do czego, u licha, służą! 
Kurczę! Dlaczego nikt nam nie pomoże? - Jason wypluł trawę i sięgnął 
po następną, ale nie udawało mu się zerwać nawet źdźbła. 

background image

Pomóc ci? - zażartowała Julia. 

Jason, wcale nieskory do żartów, rozdrażniony, chwycił źdźbło z całej 
siły i urwał, po czym, choć było 

o wiele za grube, wsadził je sobie między zęby. « 

Wysoko na niebie zakrzyczała mewa, zawieszona nieruchomo dokładnie 
nad nimi. Rick - równie nieruchomy jak ona - milczał, zatopiony w 
myślach. 

Wiem, kim był właściciel tego domu... - odezwał się po dłuższej 

chwili. - To był zegarmistrz z Kilmore Cove. Miał sklep przy Chubber 
Sweet Lane. Byłem tam raz, z moim tatą. - Oczy Ricka natychmiast 
zwilgotniały. - To było w pierwszym dniu mojej szkoły. Poszliśmy 
pieszo. Dopiero teraz skojarzyłem sobie, gdzie widziałem już rysunek 
Owl Clock: tę białą sowę z ze- 

10- 

 

garkiem w dziobie. To był szyld nad jego sklepem, a pod rysunkiem byl 
napis: 

Jason przestał żuć trawę i wypluł źdźbło. 

Nad drzwiami był taki dzwonek, który dźwięczał za każdym 

razem, kiedy ktoś wchodził - ciągnął swą opowieść Rick. - Teraz już 
takie dzwonki są wszędzie, ale wtedy miał go tylko zegarmistrz. 
Pamiętam, że stałem wtedy w drzwiach, otwierałem je i zamykałem, 
żeby posłuchać, jak dzwoni. W końcu ojciec odciągnął mnie od tych 

background image

drzwi i zaprowadził do bardzo wysokiej lady. Tam było mnóstwo 
zegarków. Małe, duże, ogromne. Najrozmaitszych kształtów i kolorów. 
Każdy trochę inaczej tykał... Peter Dedalus siedział na tyłach sklepu, 
chyba za zasłoną... i dochodziła stamtąd jakaś muzyka... Nigdy potem 
jej nie słyszałem, ale jestem pewien, że rozpoznałbym ją. 

Jaki był ten Peter Dedalus? 

Nie bardzo pamiętam, byłem tak przejęty zegarkami, że nie 

zdążyłem mu się nawet przyjrzeć. Pamiętam niskiego mężczyznę, z 
długim nosem, w poplamionym 

kitlu... Miał miły uśmiech. Przypominam sobie, że mój ojciec 
powiedział: „Cześć, Peter, przyprowadziłem ci swego syna". A do mnie: 
„Rick, przywitaj się z Peterem". Potem tata wyjaśnił mi, że z okazji 
rozpoczęcia szkoły chciałby mi podarować zegarek. Powiedział też, że 
wszystkie odpowiedzialne dzieci mają zegarki, żeby się nie spóźniać na 
lekcje. I kupił mi go. 

Rick odczepił przypięty do ramy roweru zegarek na rękę i pokazał go 
przyjaciołom. 

Pasek jest już za krótki, a nie ma Dedalusa, żeby go wymienić. 

To był elegancki, automatyczny zegarek, z jasną tarczą i rysunkiem 
białej sowy pośrodku tarczy. Pod sową widniały inicjały: P.D. 

Bardzo ładny - uznała Julia. 

Jason,"który jeszcze nigdy nie miał własnego zegarka, potrzymał go 
przez chwilę w ręce, po czym dodał z miną znawcy: 

-1 lekki. 

Nigdy nie spóźnił się nawet o minutę - powiedział z dumą Rick. - 

Peter Dedalus był bardzo precyzyjny w robocie. 

background image

I nagle cała trójka aż zadrżała na myśl, co się w tej chwili dzieje z jego 
domem. 

Może powinniśmy kogoś powiadomić... spróbować ich 

powstrzymać - powiedziała Julia. 

Kogo? Dziś jest niedziela - przypomniał jej Rick, biorąc zegarek 

od Jasona. - I w ogóle, kogo interesuje, co się dzieje z domem Petera 
Dedalusa. Biedny Peter! 

Dlaczego biedny? Co się z nim stało? 

Nie wiadomo. Pewnego dnia zniknął, tak przynajmniej opowiadała 

matka. 

Zniknął i koniec? Nie mówiąc nic nikomu? 

Właśnie tak. Jak co dzień zamknął sklep, wyszedł i nigdy więcej 

się nie pokazał. 

Odkrył drzwi! - krzyknął Jason, jakby go nagle oświeciło. 

Jak to? 

Pewnego dnia Peter Dedalus odkrył w swoim domu Wrota Czasu, 

przekroczył je i nigdy nie wrócił. Oto, co mu się przydarzyło. 

Proste i zarazem niepojęte. 

Doskonała dedukcja. 

Jason wstał, czując, że kiszki zaczynają mu grać marsza. 

A propos zegarków, czy wiecie, która godzina? 

Wpół do czwartej. 

background image

Co byście powiedzieli na małe co nieco? 

Julia, jakby nie słysząc rozmowy chłopców, wciąż jeszcze rozmyślała 
nad opowieścią Ricka. 

A jego sklep? Istnieje jeszcze? 

O, tak. Jasne, że istnieje. 

Rozdział (13) Ten, który przeżył 

MA Tło, 

T- KI MO .CRoss 

 

hlOR 

ENADB 

Mapa turystya 

Rozdział C13) Ten, który przeżył 

T- KLMO «'ROSS 

 

Mor 

E N A D E 

ALES CM i. 

'Ó 

-Mapa turystyc. 

bliwia Newton podeszła do swego kierowcy 

background image

- Tylko tego jeszcze brakowało! Jak to możliwe, że ty zawsze znajdujesz 
się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze?! 

Robotnicy Cyclopsa pomogli Manfredowi jak najszybciej wygrzebać się 
spod szczątków bramy. 

Przygotowali białe prześcieradło, żeby go na nim położyć, ale Manfred 
stanowczo nie zgodził się, by traktować go jak chorego i - trzymając się 
ledwo na nogach - na stojąco obserwował rozpoczęcie wyburzania. 

Z nosa leciała mu krew, jego wspaniały czarny kombinezon uwalany był 
ziemią, zakurzony i pokryty kawałeczkami drewna, a co najgorsze - 
stłukły mu się kolejne ciemne okulary. 

Obrócił się i w odpowiedzi na wyrzuty Obliwii wymamrotał coś pod 
nosem. 

Można wiedzieć, co ci strzeliło do głowy? Wywalić na siebie 

drzwi?! Przecież mogły cię zabić! - strofowała go dalej. 

Mam grubą skórę - odparował Manfred, czując jednocześnie, że 

drzazga, która wlazła mu pod paznokieć, sprawia coraz większy ból, 
nawet przy najdrobniejszym ruchu ręką. - A poza tym jestem pewien, że 
to nie była moja wina. 

i burknęła: 

Ten, który przeży! 

—O 

I znowu te bajeczki o jakimś głosie, Manfredzie? - zadrwiła z 

niego. - To tylko skrzeczenie tych obrzydliwych ptaszysk. 

Słyszałem jakiś głos w środku domu! Tuż przed tym, jak brama 

runęła! 

background image

I co też takiego powiedział? No, proszę! 

Pchaj! - odpowiedział Manfred ze złością. 

Żelazna kula z impetem uderzyła w dach Domu Luster. 

Brygadziści Cyclopsa - w tłumiących hałas, wielkich, czarnych kaskach 
ochronnych - precyzyjnie kierowali pracą koparki. Baterie słoneczne 
pękały jedna po drugiej. Wysięgnik koparki raz za razem kołysał się, 
dźwigając żelazną kulę, która miarowo uderzała w ściany domu. Każde 
uderzenie wywoływało potężny hałas. 

Obliwia radośnie wymachiwała rękami: 

Czyż to nie fascynujące widowisko? 

Między stopami trzymała podróżny plecaczek, pełen tajemniczych 
przedmiotów. 

Niezwykle fascynujące... - mruknął Manfred, przyciskając 

chusteczkę do rozbitego nosa. 

W pewnej chwili żelazna kula zaklinowała się w narożniku domu i 
robotnicy Cyclopsa zaczęli zastanawiać się, jak ją uwolnić z potrzasku. 

Nagle rozległ się podejrzany jęk i w tym samym momencie konstrukcja 
Domu Luster drgnęła i pomalutku 

zaczęła się obracać. Zupełnie jakby włączył się jakiś mechanizm 
awaryjny, który przytrzymał kulę i uruchomił rotację domu. 

Ofermy, gamonie! - wydarła się Obliwia. - Mówiłam wam, że to 

się obraca! 

Łańcuch koparki naprężał się coraz mocniej. 

background image

Robotnicy Cyclopsa - z każdą chwilą coraz bardziej zdziwieni i 
podenerwowani - z niedowierzaniem patrzyli na pochylającą się z wolna 
maszynę. 

Przewiduję kłopoty - odezwał się Manfred. 

„Jeżeli dom nie przestanie się obracać - pomyślał 

- to albo zerwie się łańcuch, albo koparka się przewróci. Całe szczęście, 
że motocykl stoi po przeciwnej stronie". 

Rozległ się straszny huk. 

Obliwia Newton zasłoniła oczy. 

Dlaczego ja muszę stale trafiać na niekompetentne ofermy? - 

wrzasnęła, kiedy koparka runęła na ziemię. 

Na szczycie wzgórza skrzydła wiatraków znów zaczęły wirować. 

 

Rozdzlai C14) - Drzwi 

z czasomlerzem 

uliczka Chubber Sweet Lane zawdzięczała swą nazwę cukierni 
Chubbera, która znajdo- 

wała się dokładnie na jej rogu. 

Sklep miał dwie witryny, jedną od strony uliczki, a drugą od strony 
głównego placu Kilmore Cove. W obu wisiały koronkowe zasłonki, 
strzegące tutejszych smakołyków: stosu kremowych, lukrowanych 
ciastek i czekoladowych przysmaków w kształcie grzybków. 
Natychmiast po wejściu do sklepu w nozdrza i w ubrania wciskał się 

background image

zapach kakao, wanilii i cukrowej waty, wywołując uśmiech na twarzy 
nawet najbardziej powściągliwego smakosza. 

Julia, Jason i Rick odzyskali pogodę ducha dzięki ogromnej tacy scones 
z rodzynkami, ptysiów z truskawkowym kremem i drożdżówek z 
czekoladą. 

Zajadali je, stojąc pod szyldem sklepu z zegarkami Petera Dedalusa i 
przekazując sobie z rąk do rąk tę ogromną tacę tak długo, aż nie było na 
niej ani okruszka. 

Sowa z zegarkiem w dziobie wciąż jeszcze tu była, ale jedyną witrynę 
sklepu zegarmistrza zabito grubymi dechami, nie pozostawiając bodaj 
szpary. Wejście stanowiły masywne drzwi, zabezpieczone dodatkowo 
bramką z kutego żelaza, zaopatrzoną w bardzo skomplikowany i 
dziwaczny zamek. 

Na drucie nad bramką wisiało ogłoszenie: 

Drzwi z czasomierzem ——Q" 

SKLEP NA SPRZEDAŻ WRAZ Z WYPOSAŻENIEM CENA 
OKAZYJNA TEL. *** 7480020 (WEJŚCIE OD TYŁU) 

Dzieci oblizały umazane czekoladą palce i - zgodnie ze wskazówką - 
ruszyły na tyły sklepu: przeszły ciemny pasaż pod kamienną arkadą i 
weszły w niewielkie podwórko. Zobaczyły supernowoczesne, niedawno 
zamontowane drzwi - jasny, świeży cement wokół nich wyraźnie odbijał 
się od starych ścian budynku. Wyglądało to całkiem tak, jakby komuś 
udało się najpierw dostać do sklepu od tyłu, po czym zablokował 
szczelnie wejście przed innymi. 

background image

To dopiero - pokręcił głową rozżalony Jason na widok 

zamkniętych na klucz drzwi. - Ładne mi wejście od tylu... 

Dzieci wróciły przed sklep i zaczęły uważnie badać zamek. 

Wygląda na jedną z tych jego genialnych ekstrawagancji - 

stwierdził Rick. - Nie zdziwi mnie, jeśli się okaże, że aby wejść do 
sklepu, trzeba będzie wybić tylną ścianę! Peter Dedalus był znany w 
miasteczku ze swoich dziwacznych pomysłów. Mówią, że lubił 
konstruować precyzyjne urządzenia, które wykonywały 

o- 

przeróżne zadania: ruchome ręce, które przepisywały partytury, 
mechaniczne dłonie, które wyciągały z ognia ugotowane na miękko jaja, 
małe roboty, które same się poruszały... 

Jak stolik w jego domu! - wykrzyknęła Julia. 

Och, Julciu, dałabyś już spokój z tym stolikiem sa-mo-chodzikiem! 

Sądzę, że twoja siostra ma rację - Rick wziął Julię w obronę. - 

Mama opowiadała mi często o saloniku z mechanicznymi fotelami, 
które wędrowały po całym pokoju. Mówiła, że coś takiego przydałoby 
się jej do nakrywania i sprzątania ze stołu. 

Dzieci roześmiały się na myśl o tym, jakby to mogło wyglądać. 

Kwadratowa płyta pośrodku furtki była istotnie bardzo oryginalna: nie 
miała żadnego otworu na klucz ani niczego do naciśnięcia. Była to 
raczej tarcza zegara z dwiema nieruchomymi wskazówkami i 
kalendarzem umieszczonym w półksiężycu u góry, z dwiema 
nakrętkami, jedną po prawej, a drugą po lewej stronie. 

background image

Jason spróbował obrócić tę po prawej i z radością przekonał się, że 
działa: wskazówki zegara przesunęły się natychmiast. Druga nakrętka 
służyła do nakręcania. 

Wynalazki Petera były absolutnie perfekcyjne - stwierdził z 

zadowoleniem Rick. 

Drzwi z czasomierzem 

Nie powiedziałabym - zauważyła Julia. - Rok się nie zgadza. 

Którą mamy godzinę? 

Szesnasta piętnaście. 

Może aby otworzyć bramkę, wystarczy ustawić właściwą godzinę i 

nakręcić mechanizm? - Ustawił wskazówki na kwadrans po czwartej i 
kilka razy przekręcił nakrętkę. 

Nic. 

Może trzeba nakręcić do końca? - powiedziała Julia. 

Jason pokazał jej zaczerwienione opuszki palców: 

To ty nakręć, mnie już spuchły palce. 

Nie widzę powodu, żeby spuchły i moje. 

A czyj to był pomysł, żeby tu przyjść? 

Julia podparła się pod boki: 

Tak? A ty co byś zrobił? Miałeś lepszy pomysł? 

Ja wróciłbym jak najprędzej do Willi Argo i pogadał z Nestorem. 

Może on wie coś o Dedalusie, o Domu Luster i o tym, jak działają 

background image

Wrota Czasu i kto je ukrył? Czy pomyśleliście o tym, kto ukrył te 
drzwi? 

Ulysses Moore? - zawahała się Julia. 

Nie! - z miejsca odrzucił jej przypuszczenie brat. - Nie! Ulysses 

Moore pozostawił nam wskazówki po to, żeby można było je odnaleźć. 
On nie ukrywa drzwi. Co więcej - on chce, żebyśmy je odnaleźli! 

Julia nie wyglądała na przekonaną. 

163 

Czekała cierpliwie, aż Jason nakręci zegar do końca: 

Tym sposobem też nie... - zauważyła z żalem. 

Wskazówki tykały przez chwilę, jakby miały się zatrzymać, ale już po 
chwili zaczęły się przesuwać. Kalendarz również. 

W końcu ustawiły się po swojemu, pokazując inną godzinę i inny rok: 
1206. 

„Rok 1206 może wskazywać godzinę dwunastą zero sześć" - pomyślał 
nagle Jason. Ustawił więc wskazówki na tę właśnie godzinę i ponownie 
nakręcił, zegar. 

I znowu wskazówki poruszyły się szybko, a kalendarz pokazał inny rok, 
tym razem 334. 

Dość mam tego - zniechęcił się Jason. - To już przesada. Mogę się 

głowić nad zaszyfrowanymi zapiskami i układem kart w taroku, ale nie 
wymagajcie ode mnie, żebym kombinował z numerami. 

Numerami? - podskoczył Rick. - Moglibyśmy spróbować 

zadzwonić pod numer wskazany na ogłoszeniu! Może odezwałby się 
ktoś, kto nam otworzy? 

background image

Świetny pomysł! - przyklasnęła Julia. - Musimy 

tylko znaleźć jakiś sklep, z którego moglibyśmy zadzwonić. 

Oczywiście, że zaczęliśmy czytać te książki, które nam pani 

wybrała, panno Calypso... - kłamała bezwstydnie dziewczynka parę 
minut później, gdy weszli 

Drzwi z czasomierzem 

"""O 

do biblioteki. - Poleciła nam pani naprawdę świetne pozycje! 

Drobna panna Calypso przyjrzała im się badawczo, po czym, 
zatrzymując wzrok na Ricku, zapytała: 

Ty też, Banner? 

Tak, naturalnie... - wyjąkał rudzielec. 

Przypuszczam, że nie pamiętasz nawet tytułu tej książki - 

przycisnęła go do muru panna Calypso, gładząc delikatnie swoją 
błękitną spódnicę. 

Rick poczuł się dotknięty do żywego. 

Nieprawda! Pamiętam go doskonale, to było... znaczy... ten... no... 

Mimo wszelkich wysiłków nie potrafił sobie przypomnieć. 

No więc? 

Chce pani znać prawdę, panno Calypso? - wkroczyła na ratunek 

Julia, ciężko wzdychając. 

Bardzo. 

Rick zrobił się czerwony jak burak. 

background image

Kolejny raz zrobił z siebie durnia... Co za pechowa niedziela! 

Speszony Rick był nie do poznania - gdzież się podział ten zaradny 
chłopak, taki dokładny i zawsze punktualny? 

Prawda jest taka, że... - zaczął się bronić, patrząc w wystraszone 

oczy Julii i Jasona - ... że wczoraj wie- 

czorem musiałem dokończyć inną książkę. Więc nie mogłem zacząć 
następnej. Nie lubię porzucać czegoś w połowie... 

Inną książkę? Ty? - Panna Calypso najpierw klasnęła w dłonie, a 

potem udała, że mdleje. - Słuchamy zatem, cóż to za dzieło zajęło ci 
wczorajszy wieczór? 

Rick podniósł dumnie głowę: 

Wielki krokodyl i zagubiona mapa - wypalił. - To historia o 

faraonie Tutanchamonie zagubionym w egipskim Domu Życia, czymś w 
rodzaju ogromnego labiryntu pełnego nisz, w których przechowuje się 
różne rzeczy, i gdzie trop w trop za nim podąża straszliwy krokodyl 
zabójca, który chce uprzedzić Tutanchamo-na w odnalezieniu pewnej 
mapy. Ponieważ jednak Tu-tanchamon jest faraonem, wszyscy 
urzędnicy z Krainy Puntu, która była dla starożytnych Egipcjan bardzo 
ważna, urządzają obławę i ratują z opresji swego młodego władcę. 

Panna Calypso wyprostowała się i stwierdziła: 

To brzmi całkiem interesująco. 

Bardzo ciekawe - ciągnął Rick. - Gdyby pani chciała, mogę to pani 

pożyczyć... 

Na szczęście pannie Calypso wystarczyły wyjaśnienia Ricka. 

background image

Czy teraz pozwoli nam pani zadzwonić? - spytała niewinnie Julia. 

Drzwi z czasomierzem 

Telefon z czarnego bakelitu znajdował się tuż za kasą. Julia podniosła 
słuchawkę i wykręciła numer z ogłoszenia przed sklepem Petera 
Dedalusa. 

Kilka kroków od niej panna Calypso pokazywała chłopcom powieść pod 
tytułem Century, według niej absolutnie wspaniałą. 

Czekając, aż ktoś odbierze telefon, dziewczynka roztargnionym 
wzrokiem przebiegała napisy na rozmaitych półkach w pobliżu kasy: 
Książki zamówione i nigdy nieodebrane, Książki na wymianę, których 
już nie da się wymienić, Książki do zamówienia w tym tygodniu, 
Książki na prezenty... 

Na najniższej półce leżało kilka tomów zaznaczonych znakiem 
zapytania. 

Zaciekawiła ją książka z grzbietem z czerwonego aksamitu, oznaczona 
trzema dużymi znakami zapytania. 

Podeszła bliżej, ciągnąc za sobą sznur od telefonu. 

To była stara, podniszczona, pożółkła ze starości książeczka, z 
fotografią malutkiego portu na okładce. 

Aż zatkało jej dech w piersiach i serce zaczęło bić szybciej, kiedy 
dostrzegła tytuł: 

CIEKAWY PODRÓŻNIK 

Maty przewodnik po Kilmore Cove i okolicy 

background image

Upewniła się, że nikt jej nie obserwuje. Panna Calypso zamawiała 
właśnie serię wielkich klasyków, a Jason i Rick przeglądali z 
roztargnieniem jakąś książkę z rysunkami. 

Numer ciągle nie odpowiadał, więc - przytrzymując ramieniem 
słuchawkę przy uchu - sięgnęła po książkę. 

Spróbowała ją otworzyć. Stronice były sklejone, jakby nikt jej nigdy 
wcześniej nie czytał. Zaintrygowana Julia zdjęła książkę z półki.  » 

Kiedy otworzyła okładkę, ze środka wypadła jakaś karteczka. 
Dziewczynka spróbowała chwycić ją w locie, ale gdy się pochyliła, 
słuchawka wyśliznęła się i głośno uderzyła o kasę. 

Co się dzieje? - spytała panna Calypso. 

Julia w mgnieniu oka podniosła karteczkę, schowała ją do kieszeni, 
odłożyła na miejsce przewodnik i sięgnęła po słuchawkę, prostując się 
niczym sprężynka. Po czym uśmiechnęła się czarująco jak grzeczna, 
dobrze ułożona dziewczynka i próbując opanować strach, wyrecytowała 
do słuchawki (choć żadnego rozmówcy nie było): 

Halo! Tak, dzień dobry, tak... Dzwonię w sprawie sklepu Petera 

Dedalusa... Tak, oczywiście, tego w Kil-more Cove. Acha, rozumiem, 
nie ma sprawy. W każdym razie dziękuję, zadzwonię później. 

 

Drzwi z czasomierzem 

Rozłączyła się i podskoczyła jak konik polny, sprawdzając jeszcze 
kątem oka, czy dobrze odstawiła książkę na półkę. Potem okrążyła kasę 
i podeszła do chłopców, cały czas słodko uśmiechając się do panny 
Calypso. 

I co? - spytał Jason. 

background image

Nic się nie da zrobić. Była tylko sprzątaczka. Biuro zamknięte. 

Jak to, przecież to niedziela! Powinniśmy o tym pamiętać! 

Mhm... - mruknęła Julia, rozglądając się nerwowo. 

Chłopcy w lot wyczuli, że chce już wyjść, więc czym 

prędzej pożegnali pannę Calypso. 

Właścicielka księgarni patrzyła za nimi jakiś czas, po czym wróciła do 
zamawiania serii wielkich klasyków literatury angielskiej, pogwizdując 
cicho jakąś piosenkę. 

Kilka minut potem do „Wyspy Calypso" wkroczyła pani w średnim 
wieku, w białym kapelusiku i białych skarpetkach. Pewnie turystka. 
Raźnym krokiem podeszła do półki z romansami i wybrała jeden, w 
czerwonej okładce. 

Ten - powiedziała zdecydowanie. 

Bardzo dobry wybór - pochwaliła ją panna Calypso, idąc do kasy 

po paragon. 

Stara kasa rozdźwięczała się głośno niczym wiszący zegar - człowieczek 
na jej szczycie uchylił sztywno 

kapelusza, podczas gdy spod jego stóp wysunął się zadrukowany 
paragon. 

Proszę - powiedziała panna Calypso, wręczając kwitek klientce. 

Jaka piękna kasa! - zachwyciła się klientka. - Wyobrażam sobie, 

jak jest stara! 

Tak, ale działa bez zarzutu - odparła panna Calypso, gładząc 

krągłe, miedziane klawisze. - Skonstruował ją miejscowy rzemieślnik. 

background image

Zatem będzie doprawdy niezniszczalna! Ale oczywiście za jakiś 

czas pojawi się u pani urzędnik państwowy i każe ją wymienić, bo nie 
spełnia przepisów... 

Być może... - uśmiechnęła się panna Calypso - ale najpierw ten 

urzędnik musi mnie znaleźć. 

Mówiąc to, zerknęła na licznik telefonu umieszczony na ścianie. 

„Dziwne - pomyślała - rozmowa dziewczynki nie kosztowała ani 
grosza". 

Julia natychmiast po wyjściu z biblioteki panny Calypso zaczęła biec. 
Zatrzymała się dopiero na rogu, przy cukierni Chubbera. 

Kiedy chłopcy spytali ją, czemu tak pilno było jej opuścić „Wyspę 
Calypso", dziewczynka wyciągnęła z kieszeni pogniecioną kartkę. 

Gdzie ją znalazłaś? 

170 

Drzwi z czasomierzem 

Wypadła z tego starego przewodnika po Kilmore Cove. 

Po jednej stronie był szkic ołówkiem - rysunek pociągu, który wyjeżdżał 
z tunelu. Pod spodem widniał napis: Co się dzieje z torami za tunelem? 
Na odwrocie był inny szkic - z pomnikiem króla Anglii, tym samym, 
koło którego przechodzili dziś rano. Bezimienny rysownik tym razem 
opatrzył rysunek trzema znakami zapytania i uwagą: ??? W Anglii nigdy 
nie panował żaden William VI 

Co to ma znaczyć? - Rickowi zaczęły drżeć ręce. -Co to ma być? 

Głupi żart? 

background image

Nie wiem, czy ta historia z królem to prawda, nigdy nie byłam 

mocna w historii. 

Dlaczego niby miałby u nas stać pomnik króla, który nigdy nie 

istniał?! 

Który, nawiasem mówiąc, podobny jest do Nestora... - zażartował 

Jason i wszyscy się roześmiali. - A ta historia z torami kolejowymi? Co 
też miałoby się dziać za tunelem? 

Rick pokręcił głową. 

Nie mam zielonego pojęcia, ale możemy pójść i sprawdzić. Tunel 

jest niedaleko, rowerem jakieś pięć minut stąd. 

Jason raz jeszcze podszedł do bramki przed sklepem Petera Dedalusa. 

—o 

o— 

Najpierw jednak musimy wejść do sklepu - powiedział. 

Jak? Ta bramka nijak nie daje się otworzyć. 

Mówisz? - odparł Jason z chytrą minką. Znaleziona przez siostrę 

karteczka przywróciła mu nadzieję. Poczuł, że Ulysses Moore ich nie 
opuścił i że próbuje z nimi nawiązać kontakt. - Może musimy tylko 
zrozumieć, jak działa. 

Data na kalendarzu nie uległa zmianie, odkąd Jason przesunął 
wskazówki. 

Sekret otwarcia bramki tkwi w kalendarzu - zaryzykował Jason. - 

Rick, dalej! Rusz głową! 

background image

W powietrzu rozszedł się zapach świeżo pieczonego ciasta, a Rick 
zaczął głośno dedukować: 

Rok 334 jest nieprawidłowy, ale dzień i miesiąc są poprawne. To 

oznacza, że rok tak naprawdę wcale nie musi być rokiem. Może trzeba 
nastawić zegar w taki sposób, żeby godzina odpowiadała numerowi 
wskazywanemu przez kalendarz? 

Próbowałem, ale bez skutku. 

Zatem należy połączyć ten numer z innym... - ciągnął Rick. 

Jakim? 

Na przykład z godziną, w której chcemy wejść do sklepu. 

Która jest teraz? 

Drzwi z czasomierzem 

Siedemnasta - podpowiedziała Julia. 

Więc spróbujmy... Siedemnasta, czyli tysiąc i siedemset. Tysiąc i 

siedemset dodać trzysta trzydzieści cztery daje... 

Dodali: 2034. 

Dobra. Teraz spróbujmy nastawić zegar na dwudziestą trzydzieści 

cztery... 

Rick nastawił wskazówki, a Jason nakręcił. 

BZZZZ! - zabrzęczało, ale bramka się nie otworzyła. Wskazówki 
przesunęły się ospale, a kalendarz wskazał numer 116. 

Nie otworzyła się - westchnęła Julia. 

background image

Ale zrobiła BZZZZ! - odezwał się Rick. - Do tej pory nic nie 

brzęczało. 

Powtórzyli zabieg. Ponieważ tymczasem upłynęła minuta, dodali 
doll617. 01- wyszło 1817. 

Osiemnasta siedemnaście... - obliczył szybko Rick i przesunął 

wskazówki zegara. 

Jason nakręcił i znowu rozległo się BZZZZ! 

I znów się nie otworzyła - raz jeszcze westchnęła Julia. 

Ale tym razem się myliła... 

rymczasem w ogrodzie Willi Argo Nestor usłyszał kroki, po czym ujrzał 
padający gdzieś zza niego ogromny cień. Z sercem w gardle obrócił się - 
i znalazł twarzą w twarz z Leonardem Minaxo. 

Cześć! - powitał go swoim dudniącym basem latarnik. 

Jego spodnie były mokre po kolana. 

Prawe oko przesłaniała opaska z brązowej skóry. 

Nestor odetchnął. 

r Leonard! Mało zawału przez ciebie nie dostałem. Którędy wszedłeś? 

Minaxo wskazał urwisko. 

Po schodkach. 

Ogrodnik podszedł do urwiska i spojrzał w dół, na skały, na wyciągniętą 
na plażę Willi Argo rybacką łódkę. Pomachał do ludzi w dole. 

-1 jak poszło? 

background image

Nic - odpowiedział Minaxo, rozglądając się do- 

Patrzył długo na ogród i na wejście do domu, a wiatr tarmosił jego 
długie, siwe włosy. Twarz miał pokrytą gęstą siecią zmarszczek, a na 
ogromnych i sękatych rękach wiele drobnych blizn. 

Upłynęło dużo czasu - powiedział, nie obracając się w stronę 

Nestora. - Oni tu są? 

Nie ma nikogo. Pojechali do miasteczka. 

koła. 

Latarnik 

Niebezpiecznie. 

Nestor sięgnął po grabie. Odszedł parę kroków i po chwili zastanowienia 
powiedział: 

Nie mam wyboru. 

Miałeś. 

Dzieciaki są bystre. 

Minaxo zaczął gwizdać melodyjnie, a jego gwizd mieszał się z szumem 
wiatru. Potem zaczął cichutko nucić. 

Nie, Leonardzie, proszę cię. Nie teraz. Przestań. 

Przestań - powtórzył latarnik. - Przestań. O to właśnie chodzi: to ty 

przestań! 

Na dachu Willi Argo pojawiły się dwie wiewiórki. 

Fatygowałeś się na samą górę tylko po to, żeby mi to powiedzieć? 

background image

Fatygowałem się, żeby zobaczyć dom i żeby cię powiadomić, że 

nie znaleźliśmy żadnego klucza na dnie. 

Prawdopodobieństwo było niewielkie, ale warto było spróbować. 

Nie znaleźliśmy też żadnego mężczyzny... 

Nestor kiwnął głową. On też był już rano na plaży, 

żeby przeszukać skały, i nie natrafił bodaj na ślad Manfreda. Musiał 
spaść do wody. A ponieważ nikt go nie znalazł ani w wodzie, ani na 
brzegu, to znaczy, że nic mu się nie stało i pewnie krąży już gdzieś u 
boku swej perfidnej pani. 

Dziękuję, Leonardzie. W każdym razie próbowaliśmy. 

Leonard Minaxo skrzyżował ręce na swej potężnej piersi, po czym 
znowu zagwizdał. 

Spróbowaliśmy, owszem, i postanowiliśmy już z tym skończyć - 

powiedział po chwili. 

Na gałęzi sykomory przysiadł kruk, przyglądając się uważnie dwóm 
mężczyznom. 

Nestor obrzucił przyjaciela uważnym spojrzeniem. Od stóp do głów. 
Jego zdrowe oko miało ten sam kolor co skrzydła kruka. 

Leonardzie, ja sądzę, że... 

Olbrzym z latarni morskiej dziwnie uśmiechnął się i z goryczą 
wyrecytował cztero wiersz: 

Samotny pozostał król, który przegra swoją partię. Chce wygrać z trójką, 
i trojgu zgotuje śmierć. 

Nestor zbladł. 

background image

To jedno z twoich poetyckich proroctw, Leonardzie? 

Minaxo wzruszył ramionami. 

Może... Wiesz, że intuicja nigdy mnie nie myli. 

Dlaczego mi to mówisz? 

Latarnik 

—<> 

Żebyś zrozumiał wreszcie, że czas się pogodzić z przegraną. Czas 

się wycofać z gry. Gra jest skończona, Nestorze, zrozum to wreszcie. 

Mam zadanie do... 

NIE! Nie masz żadnego zadania! - krzyknął olbrzym. - I nie 

możesz powierzać go trójce dzieci! Pomyśl! Czas minął! Żyjemy w 
epoce podróży kosmicznych, telefonów komórkowych i komputerów! 
Ludzie są jak marionetki, oplątani siecią elektronicznych sznurków. 
 

Musimy pokonać Obliwię... 

Latarnik zbliżył się do Nestora tak blisko, że mógłby go objąć. Wskazał 
dom, ogród, stolik, na którym dzieci jadły rano śniadanie. 

Ale nie one. 

Ale Obliwia... 

background image

Ty nie masz pretensji do Obliwii, Nestorze, ty masz pretensje do 

całego świata! Nie wystarczy ci to, co się zdarzyło? Już zapomniałeś? - 
Uniósł przepaskę nad prawym okiem. 

Nestor odwrócił wzrok. Nigdy nie mógł na to patrzeć. 

Leonard opuścił przepaskę i cicho dokończył: 

Czy nie narobiliśmy już dosyć kłopotów? 

Zapadła cisza. Wiewiórki zeskoczyły z dachu i zaczęły radośnie skakać 
po gałęziach jesionu. Kruk porzucił sykomorę. 

Leonard Minaxo, całkiem już spokojny, położył dłoń na ramieniu 
ogrodnika. 

Wybacz mi, nie chciałem być tak brutalny. Ale ktoś musiał ci to 

powiedzieć... Zanim będzie za późno... Zapomnij o rozkazie starego 
właściciela... 

Nestor podniósł wolno głowę i spojrzał przyjacielowi w oczy. 

Jeżeli ja tego nie zrobię, to kto? 

Z pewnością nie trójka jedenastoletnich dzieci. 

Dlaczego nie? 

Bo nie mogą. Bo nie dadzą rady. 

Nestor zagryzł usta. 

Jesteś tego pewien? 

Wyśpiewałem ci coś przed chwilą. 

To była tylko poezja. 

Leonard Minaxo westchnął. 

background image

A jak myślisz, gdzie się kryje prawda, jeśli nie w poezji? 

Nestor przytaknął ponuro. 

Długo ściskał dłoń Leonarda, a potem pomachał mu na pożegnanie. 

Czekał, aż latarnik zejdzie na sam dół i wsiądzie do łódki. Uniósł rękę, 
żeby raz jeszcze pozdrowić rybaków. 

Długo patrzył za nimi, nieruchomy. Jak pomnik w starym ogrodzie. 
Oczy mu zwilgotniały. Czuł się zupełnie opuszczony. 

Gdy tylko bramka odskoczyła, dzieci weszły do sklepu z zegarami. 

Było wczesne popołudnie. Zaułek tonął jeszcze w słońcu, ale wnętrze 
sklepu było już pogrążone w półmroku. 

Światło wpadające od wejścia wystarczało jednak, żeby dostrzec, jaki 
panuje tu bałagan. 

Jason przepuścił Ricka przodem. Chłopiec rozejrzał się, usiłując 
porównać to, co teraz widział, z obrazem sklepu w swej pamięci, z 
czasów, kiedy był tutaj z ojcem. 

Sklep składał się z zaledwie jednego pomieszczenia, które otaczały półki 
z zegarkami. Metalowe i z masy perłowej, złote i z kości słoniowej - 
nieruchome i milczące - wyglądały jak stado ptaków, które przysiadły, 
by chwilę odpocząć. Ich tarcze przypominały zdziwione twarze - usta 
zaznaczone wskazówkami, niektóre uśmiechnięte, inne nadąsane. 

Wszystkie szufladki w ladzie były pootwierane. Papier, którym 
wyłożono przegródki, został pocięty nożem. Papiery i gumki walały się 
po podłodze. Przechylona na bok kasa potęgowała wrażenie nieładu, 
jakby ktoś przeszukiwał sklep. 

background image

Ciemna zasłona, którą Rick zachował we wspomnieniu, oddzielała 
pracownię od sklepu. Uniósł ją i odsunął na bok. Wytężył wzrok. Tył 
sklepu nie wyglądał wcale lepiej. 

o- 

Szach królowi 

Dzieci podeszły do drzwi w głębi, tych, które ktoś niedawno 
zamontował, i otworzyły je, wpuszczając trochę światła do wnętrza. 

Ale bałagan... - zauważyła Julia. - Ogołocone ze wszystkiego... 

A jednak - o ile mogły się zorientować - zegary i wynalazki Petera 
Dedalusa pozostały na miejscu. Ten, kto przeszukiwał sklep, nie szukał 
zegarów. 

Precyzyjne narzędzia, śrubki, trybiki i inne maleńkie części, których 
zegarmistrz używał w swej pracy, leżały porozrzucane dokoła, a szafy z 
szufladami stały otworem. 

Na podłodze spostrzegli kawałki potłuczonych płyt gramofonowych. 

W witcynkach jednak znaleźć można było większość wyrobów Petera: 
finezyjnie zdobione zegarki, szachownicę z kilkoma pionkami, ogromny 
budzik, lampę z pospawanych ogniw łańcucha. 

Przeszukali szuflady, podarli papiery, potłukli płyty... A nie wzięli 

zegarków ani cennych przedmiotów - wyszeptała Julia. - Z pewnością 
nie szukali kosztowności. 

Może znaleźli to, czego szukali... i darowali sobie resztę - dodał 

Jason. 

background image

Rick nie odezwał się ani słowem. Chodził tam i z powrotem po sklepie, 
milczący i zadumany. 

— 

-o 

Dranie... - odezwał się w końcu, załamany tym spustoszeniem. - 

Najpierw zniszczyli mu sklep, potem dom. I czego szukali? 

Jason i Julia pokręcili głowami, jakby chcieli upewnić go, że i oni nie 
mają pojęcia, o co chodzi. 

Nestor ma rację. Obliwia Newton jest straszna. To był błąd, wielki 

błąd, że pozwolono jej tu zamieszkać! - zawołała Julia. - Zburzyła 
spokój tego miasteczka! Zburzyła spokój panny Biggies, która żyła 
sobie spokojnie w Kilmore Cove, ze swoimi kotami i Wrotami 

Czasu. Teraz burzy Dom Luster... To jest właśnie to, czego tak 
nienawidzę: podłość! Podłość i destrukcja, i to bez wyraźnego celu! 

Cel jest - mruknął Rick. - Cel jest całkiem jasny: zdobyć kontrolę 

nad Kilmore Cove i Wrotami Czasu. 

Wracajmy do domu - zaproponował Jason, zupełnie 

zrezygnowany. 

Rickowi, który przystanął na chwilę przed witrynką, nagle przyszło coś 
do głowy: 

Słuchajcie... - szepnął. 

Co takiego? 

background image

Jason, masz jeszcze tę figurę szachową, którą znaleźliśmy za 

obrazem Penelopy Moore? 

Jason pogrzebał w kieszeni. 

Jasne! - zawołał, wyjmując dziwną figurę. - Czemu pytasz? 

184 

-o- 

 

■Qr™~ '  "" Szach królowi — ■ 

Bo ta figura pasuje jak ulał do tej szachownicy -powiedział Rick, 

wskazując półkę witrynki. 

Zobaczyli szachownicę - dosyć dużą, na grubej, mniej więcej 
dziesięciocentymetrowej podstawie, wykonaną z dwóch różnych 
gatunków drewna, ciemniejszego i jaśniejszego. Na kilku polach stały 
jeszcze figury, rzeczywiście podobne do tej, którą Jason przez cały dzień 
nosił w kieszeni. 

Jak to możliwe? - zawołała Julia. 

Czyżby państwo Moore znali się z Peterem Deda-lusem? - zdumiał 

się Jason. 

Ale co w takim razie oznaczała figura szachowa za obrazem? 

Rick pokręcił głową: 

Tego nie wiem. 

background image

Ich figura to była królowa. Biała królowa. A białe miały wyraźnie 
trudniejszą sytuację w porównaniu z czarnymi. 

Królowa czarnych nadal tu stoi - zauważył Jason, podchodząc do 

szachownicy ze swoją królową w ręku. 

Rick pokręcił głową. 

Lepiej niczego nie ruszajmy - powiedział. - Partia jest 

nierozegrana, a nasza królowa została wyeliminowana... 

Jason i Julia analizowali pozycje innych figur na szachownicy. 

185 

 

—o 

Nigdy nie byłem dobry w szachy - westchnął Jason po chwili, ale 

nie było to całkiem zgodne z prawdą. W krótkich rozgrywkach był 
świetny, dopiero kiedy gra się przedłużała, nazbyt się nużył i przeciwnik 
regularnie go ogrywał. 

Czyj ruch? - spytała Julia. 

Nie wiemy - odpowiedział Rick. 

Kto według ciebie toczył tę grę? 

Powiedzmy, że Peter Dedalus przeciwko... Ulysse-sowi 

Moore'owi?... Nasza królowa jest biała, zatem być może Peter miał 
czarne. 

Jason raz jeszcze rzucił okiem na szachownicę. 

background image

Czy mamy spędzić resztę popołudnia na studiach nad tą 

beznadziejnie nudną grą? Przypominam wam, że mamy całą listę 
tajemnic do wyjaśnienia. 

Jego siostrze jednak ta gra wcale nie wydawała się nudna. 

Czyż to nie jest fascynujące? Całkiem jakby czas przystanął, a my 

uczestniczymy w partii szachów sprzed wielu lat, partii przerwanej 
nagle... 

Jason żachnął się, zniecierpliwiony. 

Zatem może będzie lepiej, jeżeli zostawimy ją w tym stanie. 

Dobrze - zgodziła się z nim Julia. - Nie wiemy, czyj ruch.. 

Według mnie, białych - wtrącił Rick. 

 

 

= Szach królowi 

Skąd wiesz? 

Wzruszył ramionami. 

Nie wiem na pewno, ale jestem przekonany, że Peter Dedalus nie 

zniknąłby z Kilmore Cove bez wykonania ostatniego ruchu. 

Tak? - zdumiał się Jason. - To się, moim zdaniem, pospieszył. Bo 

gdybym to ja miał białe, wziąłbym tego konia i... 

Kiedy Jason uniósł konia, szachownica zaczęła nagle dygotać. 

background image

Jason! - krzyknęła przestraszona siostra. - Co robisz? 

Chłopiec zamarł i trzymając wciąż figurę konia w ręku, powtarzał 
automatycznie: 

Co ja zrobiłem?! 

Szachownica zaczęła cichutko tykać. 

Jason! Odłóż prędko tego konia na miejsce! - zawołała Julia. - 

Uruchomiłeś jakiś mechanizm! 

Rick jednak go powstrzymał: 

Zaczekaj, Jason, nie tak. Teraz nie możesz postawić go z 

powrotem w to samo miejsce. Zrób ruch. 

To znaczy? - Jason przełknął ślinę. 

Szachownica tykała coraz głośniej. 

Myślę, że ożywiłeś grę i teraz szachownica zmusza cię do 

działania. To tykanie może być rodzajem zegara. Dalej! Twój ruch! 
Gdzie chciałeś postawić tego konia? 

Jason przyjrzał się nerwowo szachownicy, usiłując przypomnieć sobie 
jak najszybciej, jaki ruch zamierzał wykonać. 

Ja... nigdy nie byłem mocny w szachy, ale... według mnie... 

gdybym postawił go tu... - jąkał się, pełen wątpliwości - dałbym szacha 
królowi. 

Postawił konia i szachownica ucichła. 

Jesteś pewien? - spytała Julia. 

Raczej tak... 

background image

Z każdą chwilą miał coraz więcej wątpliwości. Zaczął raz jeszcze 
analizować ten ruch, gdy nagle szachownica podskoczyła, jakby w jej 
wnętrzu ukryte było jakieś urządzenie. 

Dzieci przezornie zrobiły krok w stronę drzwi. 

Ale po chwili - jeden po drugim - wszystkie pionki i figury upadły. A 
spod szachownicy wysunęła się szuflada. 

Miałeś rację, Jasonie, szach i mat! - powiedział z podziwem Rick, 

podchodząc ostrożnie do szachownicy. 

W szufladzie leżał jakiś przedmiot. 

s ttaMroC* 

nozdzlał C17) Stare 1 nowe odkrycia 

B.UM.M* 

««A'- 

estor raz za razem spoglądał nerwowo na zegar. Kolejny raz obszedł 
całą Willę Argo, po czym westchnął. „Gdzie, u licha, oni się po- 

dziali? - pomyślał. - Już prawie szósta, a ich ciągle nie ma. 
Niebezpiecznie, powiedział Leonard. Pewnie miał rację. On doprawdy 
ma szczególny dar przewidywania wypadków. Tym swoim jednym 
okiem widzi często lepiej niż inni. Jego wiersze kryją zazwyczaj 
głębokie znaczenie i prawie zawsze zawierają jakąś przepowiednię". 

Nestor nie lubił się zamartwiać, ale ta przedłużająca się nieobecność 
dzieci z każdą chwilą napawała go coraz większym niepokojem... W 
uszach brzmiał mu jeszcze ostatni wers wiersza Leonarda, niczym 
powtarzające się nagranie na zdartej płycie: 

Przypomniał sobie uszkodzone rowery, na których pojechali... 

background image

- Gdzie się podziewacie? - zaniepokojony ogrodnik rzucił swe pytanie 
rozpędzonym falom i urwisku nad Salton Cliff. 

Pokuśtykał do swego domku po lornetkę, po czym wrócił nad urwisko i 
zaczął przepatrywać plażę i wybrzeże miasteczka, od czasu do czasu 
pokasłując. 

i trojgu zgotuje śmierć. 

SS 

O™- 

Stare i nowe odkrycia 

Widział, jak Leonard otwiera, a potem zamyka za sobą drzwi latarni 
morskiej, ginąc w głębi białej wieży. Pomyślał o matce Jasona i Julii, 
która już dwa razy telefonowała tego popołudnia. I za każdym razem 
ogrodnik musiał się nieprawdopodobnie gimnastykować, żeby 
wymyślić, dlaczego bliźnięta nie mogą podejść do telefonu. 

Jeśli przez ciebie bodaj jeden włos spadnie z głowy moim 

dzieciom... - powiedział na głos, spoglądając na powiększone w szkłach 
lornetki Kilmore Cove - zapłacisz mi za to. Za jednym zamachem za 
wszystko. 

„Mogłem to zrobić wiele lat temu. Mogli to zrobić wszyscy..." - 
pomyślał jeszcze. 

Odjął lornetkę od oczu dopiero wtedy, gdy omdlały mu ramiona. 

Wyglądało na to, że w miasteczku było - jak zazwyczaj o tej porze roku 
- trochę przypadkowych turystów, którzy po powrocie do swoich 
zwykłych zajęć zapomną szybko o istnieniu Kilmore Cove. 

background image

Nic złego się nie wydarzyło - szeptał Nestor, próbując się 

uspokoić. - Niedługo wrócą. 

Czas... 

Czyż wszystko nie było tylko kwestią czasu? 

Dwadzieścia metrów pod nim szumiało morze, wciskając się w skały w 
poszukiwaniu tajemnych przejść. 

Gałęzie sykomory, jesionu i dębów kołysały się spokojnie na wietrze. 

Mewy przysiadły na dachu Willi Argo, żeby po chwili odfrunąć z 
wiatrem. 

Wszystko było niezmienne. 

A jednocześnie wszystko było płynne, przesuwało się i zmieniało, a czas 
narzucał swoje chaotyczne reguły gry i trwał, przyglądając się temu jak 
kpiarski widz. 

Klucze wróciły. Wrota znów się otworzyły. 

Kto je uruchomił? 

Czas? 

Nawet klucze nie są nieruchome - pomyślał na głos Nestor, dzieląc 

się swymi myślami, jak zwykle, z morzem u stóp. - Przemieszczają się 
w poszukiwaniu nowych zamków do otwarcia. Przechodzą z rąk do rąk, 
z kieszeni do kieszeni, z szuflady do szuflady, dopóki wszyscy o nich 
nie zapomną. Wtedy trafiają do kolejnych rąk i gra zaczyna się od 
początku. 

Zatopiony w swych myślach ogrodnik usłyszał nagle, że ktoś go woła. 

Zamyślił się tak głęboko, że ledwie dosłyszał wołanie. 

background image

Popatrzył na mansardę Willi Argo - nikogo. 

Wtem ujrzał Ricka. Jego rower minął właśnie furtkę. Za nim jechała 
Julia, a dalej Jason - na dźwięczącym dzwoneczkami, dziewczyńskim 
różowym rowerze. 

Nestorze! - wołały dzieci. - Nestorze! Popatrz tylko, cośmy 

znaleźli! 

Stary ogrodnik miał ochotę wybuchnąć gromkim śmiechem z radości i 
uściskać całą trójkę, ale opanował się i tylko odetchnął z ulgą. 

Uspokojony podszedł do nich, kulejąc. 

Piękny rower - powiedział do Jasona. - Przypuszczam, że stał się 

przedmiotem zazdrości wszystkich dziewcząt w Kilmore Cove... 

Najpierw dzieci pokazały mu kartkę znalezioną w przewodniku po 
Kilmore Cove, potem zasypały go pytaniami. 

Wiesz, co się stało z torami kolejowymi? 

A co wiesz o pomniku na placu? Naprawdę nie było w Anglii 

żadnego króla o imieniu William V? 

Zauważyłeś coś dziwnego? 

Wiedziałeś, że na obrzeżach Kilmore Cove nie ma nawet tablicy z 

nazwą miejscowości? 

Gdzie jest ten tunel? 

A stacja? 

Wiedziałeś, że istnieją inne Wrota Czasu? 

background image

Znasz Kleopatrę Biggies? 

A Owl Clock? 

Czemu nam nie powiedziałeś, że Penelopa malowała obrazy? 

Co, twoim zdaniem, figura szachowa robiła za obrazem? 

Co wiesz o Peterze Dedalusie? - zapytała Julia. 

Nestor - przygwożdżony lawiną pytań - przeczuwał kłopoty. 

Peter Dedalus? Był zegarmistrzem w miasteczku. 

Często bywał w Willi Argo? 

Dlaczego o to pytacie? 

Był przyjacielem starego właściciela, prawda? 

Przyjaciel to może za mocno powiedziane, ale tak, przypuszczam, 

że się znali. 

-1 słusznie przypuszczasz - powiedział Jason z triumfalną miną. - 
Spójrz, co znaleźliśmy w jego sklepie! 

Nestor nieco podejrzliwie wziął do ręki kartonową okładkę, na której 
drobnym i starannym pismem było napisane: 

Nestor otworzył szeroko oczy ze zdumienia i obracał w rękach okładkę, 
niezdecydowany, co z nią zrobić. 

Zajrzyj do środka... - zachęcił go Rick. 

A ty nie powinieneś przypadkiem wracać do siebie? - mruknął 

Nestor. 

Zaraz jadę. 

background image

Najpierw jednak musimy tego wysłuchać! - wykrzyknął Jason, 

patrząc na ogrodnika, gdy ten wyjmo- 

Moim jedynym przyjaciołom, Penelopie i Ulyssesowi, choć o wiele za 
późno. 

o-— 

•Q - : ■ Stare i nowe odkrycia ■ Q- 

wał z okładki czarną płytę gramofonową. Nie miała żadnej nalepki czy 
napisu. Na jej widok Nestor drgnął. 

Gdzie ją znaleźliście? 

W jego sklepie. 

Jego sklep jest zamknięty - zaoponował ogrodnik, kuśtykając 

wolno w stronę domu. 

Udało się nam go otworzyć. 

Niewidziany przez dzieci, Nestor uśmiechnął się z satysfakcją. 

Sądziłem, że to niemożliwe - zauważył, kręcąc z niedowierzaniem 

głową. 

Dla naszej trójki nie ma rzeczy niemożliwych - zawołała Julia, 

obejmując serdecznie idących obok niej chłopców. 

Weszli do domu. 

Wiesż, co trzeba zrobić, żeby jej wysłuchać? Nestor wymruczał 

coś w odpowiedzi. 

background image

Sądzę, że na tej płycie jest wskazówka, jak znaleźć to, czego 

szukamy - powiedział Jason. 

A czego szukacie? - spytał Nestor, idąc przodem po schodach, 

wzdłuż galerii portretów dawnych właścicieli Willi Argo. 

Ulyssesa Moore'a, oczywiście. 

To wystarczy pójść na cmentarz. Weszli na piętro i do biblioteki. 

o— 

Nestor otworzył kufer stojący za skórzaną kanapą i wyciągnął z niego 
części starego gramofonu. Wręczył Jasonowi mosiężną tubę, po czym 
wyjął kwadratową podstawkę. Julia w tym czasie pokazała Rickowi 
drze-wo genealogiczne zdobiące sufit pokoju. 

Nestor ustawił gramofon na środku pokoju, zamontował tubę, nałożył 
płytę na talerz, igłę ustawił na jej krawędzi i ostrożnie nakręcił korbką 
mechanizm, który powinien uruchomić płytę. Po kilku próbach wreszcie 
się udało. 

Na początku słychać było tylko trzaski i rytmiczny stukot igły 
przeskakującej z rowka do rowka. Po chwili, ku zdumieniu wszystkich, 
zamiast melodii usłyszeli głos. 

Głos Petera Dedalusa. 

Dzieci w głębokim milczeniu zbiły się ciasno wokół gramofonu. Nestor, 
którego złapał atak kaszlu, oparł się o fortepian. 

I K K », ST*rf04¿"sH 

apa terysfi 

background image

jniasteczb 

Płyta trzeszczała niemiłosiernie: „Najdroższa Penelopo i najdroższy 
Ulysse-sie... Wiem, że to tchórzliwe i podłe zejście ze sceny, ale nic 
innego nie przychodzi mi do głowy. Nie mam już siły ani ochoty, ani 
odwagi. Za oknem leje jak z cebra, ale myślę, że to sprawiedliwe, że mój 
ostatni dzień w Kilmore Cove jest taki smutny. Zniszczyłem wszystko i 
dopiero teraz widzę to tak wyraźnie. Nie mogę tego dłużej ciągnąć. 
Deszcz, który bębni w lustrzany dach mojego domu, pogłębia jeszcze 
poczucie samotności. Z czasem rdza zniszczy mechanizm obracający 
mój ukochany dom, który wędrował za słońcem, a morska sól zablokuje 
wiatraki na szczycie wzgórza. 

Wrota Czasu czekają na mnie. Ale zanim na zawsze opuszczę Kilmore 
Cove, chcę wam powiedzieć, że czułem się zaszczycony waszą 
przyjaźnią i tym, że mogłem wraz z wami i z waszymi przyjaciółmi 
wziąć udział w wielkim projekcie. Dobrze zrobiliśmy, ukrywając klucze 
i zabezpieczając drzwi w oczekiwaniu na lepsze czasy. To była jedyna 
droga, żeby ocalić Kilmore Cove i tajemnicę, kto je zbudował. Ja jednak 
popełniłem błąd i muszę się wam do niego przyznać. Moja słabość i mój 
błąd mają imię i twarz kobiety: to Obliwia Newton. 

To, że nasz projekt nie zakończył się sukcesem, to moja wina. I z mojej 
winy ta kobieta teraz was prześladuje. 

Głos Z PRZESZłOŚCI 

—o 

Opowiem wam wszystko od początku, żebyście wiedzieli, jak sprawy 
wyglądały. Poznałem ją w pewne sobotnie popołudnie, u siebie w 
sklepie. Zza zasłony pracowni zobaczyłem, jak wchodzi, i pomyślałem, 

background image

że to jedna z tych turystek, którym od czasu do czasu udaje się do nas 
trafić. 

W końcu droga do Kilmore Cove ciągle istnieje, mimo że usunęliśmy 
już wszystkie tablice, wykreśliliśmy nasze miasteczko z każdej mapy i 
przerwaliśmy tory kolejowe. Ile trzeba było włożyć trudu, żeby 
wyszukać i zatrzeć wszelkie odniesienia, każdy rysunek, każdą książkę, 
która wspomina o Kilmore Cove! Pozostała jedynie mapa Thosa 
Bowena, na której oczywiście zaznaczyliśmy miejsca z Wrotami Czasu i 
z kluczami do nich. ' 

Nasz projekt rozwijał się dobrze, zgromadziliśmy prawie wszystkie 
klucze i zamaskowaliśmy drzwi. Może udałoby się nam zatrzeć wszelkie 
ślady naszej tajemnicy, gdyby tego feralnego dnia Obliwia Newton nie 
przekroczyła progu mego sklepu. 

Była niezwykle piękna. Wierzcie mi: przepiękna! A ja nie wiedziałem, 
że to Obliwia Newton. Jeszcze nie! W bladozielonym kostiumie 
przyszła coś wycenić. Powiedziała, że dostała to od swej dawnej 
nauczycielki, Klio Biggies, siostry Kleopatry. Znałem oczywiście Klio, 
ale nie przypuszczałem, że przebywając tyle lat 

z dala od Kilmore Cove, podaruje Obliwii jeden z kluczy: klucz z 
kotem. 

Byłem bardzo zdumiony i - popełniłem straszny błąd. 

Spróbowałem odzyskać klucz za wszelką cenę. Pamiętacie, ileśmy się 
go naszukali? W końcu uznaliśmy, że zaginął na wieki. Tymczasem nie, 
był u Klio Biggies, nauczycielki w szkole podstawowej w Cheddar. W 
końcu powrócił i trafił w ręce pięknej nieznajomej. 

Obliwia Newton wyczuła interes: zastanawiała się, jak sądzę, dlaczego 
zwykły wynalazca, bawiący się na co dzień zwykłymi zębatymi 

background image

przekładniami, jest gotów zapłacić każdą cenę za jakiś zwykły klucz. 
Zaczęła bywać w moim sklepie, potem któregoś dnia pojechała za mną 
drogą do Owl Clock i w końcu przyszła do mego domu. 

Byłem w siódmym niebie! Dotąd przebywałem wyłącznie w 
towarzystwie własnych wynalazków i obecność kobiety w moim domu 
była niczym piękny sen. Pokazałem jej Dom Luster, a ona stwierdziła, 
że jest fascynujący, że nigdy czegoś takiego nie widziała. Specjalnie dla 
niej obracałem dom tak, żeby z balkonu mogła oglądać raz zachód 
słońca, raz wzgórza. Obliwia uznała mnie za geniusza, może nawet 
największego z największych. A ja, który nigdy w życiu nie widziałem 
tak pięknej kobiety, uwierzyłem jej. 

Mały, niziutki Peter Dedałus i taka piękność! Nie zrozumiałem, że 
jedyne, co nas łączyło, to tajemnica klucza. A ona świetnie wiedziała, że 
wcześniej czy później zdradzę jej, dlaczego ten klucz jest tak cenny. 
Czekała tylko, kiedy jej zaufam. Była jak pająk, który dobrze wie, że 
mucha prędzej czy później wpadnie w jego sieci. 

I ja w nie wpadłem. Sam. W tajemnicy przed wami. Nigdy sobie tego 
nie daruję. 

I choć za dnia pomagałem wam w ukrywaniu Kil-more Cove przed 
resztą świata, to pewnej nocy, zapatrzony ślepo w Obliwię, poszedłem z 
nią do miasteczka. Jej kluczem z główką w kształcie kota otworzyłem 
Wrota Czasu w domu panny Biggies i przeprowadziłem ją przez próg. 
Byliśmy w Egipcie niecałą godzinę, ale jej to całkowicie wystarczyło. 
Zrozumiała. Zrozumiała wszystko. 

background image

Kiedy powróciliśmy do Kilmore Cove, spytała, czy jej klucz jest jedyny 
na świecie. Nie odpowiedziałem, ale i tak domyśliła się, że nie. Z 
czasem wytłumaczyłem jej, że w Kilmore Cove znajduje się kilka Wrót 
Czasu i kilka kluczy do nich. Wyjaśniłem jej, że drzwi różnią się między 
sobą i że każde prowadzą w inne miejsce, a wśród nich są jedne, które 
mogą zaprowadzić wszędzie - drzwi główne, otwierane czterema 
kluczami. Nigdy nie wymieniłem nazwy Willi Argo, ale 

domyśliła się, jestem tego pewien. I zaczęła marzyć o waszym domu. 

Stała się nagle zimna, odpychająca i zachłanna. Wtedy dopiero 
poznałem prawdziwą Obliwię Newton. Ale było już za późno. Niczego 
nie mogłem cofnąć. 

Moja misterna konstrukcja, zbudowana z kłamstw wobec was i wyznań, 
jakie czyniłem Obliwii - wszystko to zawaliło się w jednej chwili. 

Co mogłem zrobić? Zdradziłem wszystkich, łącznie z samym sobą. 
Został mi do ocalenia jeden sekret, najważniejszy ze wszystkich, ten, 
którego może nawet wy nie znacie w całości...". 

Płyta obracała się bezgłośnie jeszcze przez jakiś czas. 

Nestor drapał się po brodzie w zadumie. 

W pokoju znowu rozległ się głos Petera, ale dużo niższy, zakłócany 
szumem nagrania, który powodował, że słowa były tylko częściowo 
zrozumiałe: „Opowiedziałem jej, że... sposób na otwarcie i zamknięcie 
wszystkich drzwi... wszystkich... i na pełną kontrolę nad... drzwiami... 
jeden tylko klucz... i ona... ona mnie spytała, czy mógłbym go zdobyć... 
ale ja jej nie odpowiedzią... obietnica...". 

background image

Znowu nastała chwila ciszy, przerywana tylko trzaskiem płyty, a potem, 
pod koniec, raz jeszcze rozległ się głos Petera Dedalusa, tym razem 
przyspieszony i nie- 

-Q -  Glos Z PRZESZlOŚCI 

O' 

naturalnie wysoki. Jego słowa - najpierw zamazane - stawały się 
stopniowo coraz bardziej zrozumiałe. Wydawało się, że zegarmistrz 
prawie krzyczy. 

„Ucieknę! Tak, ucieknę tej nocy! Tam, gdzie ona mnie nie znajdzie. 
Ulyssesie, Penelopo, zrobiłem swój ostatni ruch... Dotrzymałem 
tajemnicy. Ona nie może nigdy zdobyć kontroli nad wszystkimi 
drzwiami!". 

Głos znów się załamał: 

„Och, przyjaciele... będzie mi brakowa... partyjek i podróży. 
Pozdrowienia dla... lopy i dla... dnika w... Argo. 

Uciekam, przyjaciele! Uciekam od tego okrutnego świata, pełnego 
kłamstw i obłudy. Sądziłem, że serce jest mechanizmem doskonałym, 
regulowanym kołami zębatymi godnymi zaufania, ale odkryłem bolesną 
prawdę... Zegnaj Ulyssesie, żegnaj Penelopo. Klucz z lwem prześlę wam 
pocztą, żebyście mogli dołączyć go do pozostałych. Mnie już nie będzie 
potrzebny. Sklep i dom podarowałem Obliwii, niech robi z tym, co chce, 
ja nie chcę mieć już z tym nic wspólnego. Usuńcie moje nazwisko i 
spalcie szyld z białą sową. 

Wymażcie mnie ze swojej pamięci. 

Ja o was nie zapomnę nigdy!". 

Tymi słowami zakończył swoje wyznanie. 

background image

ozdzlał C19) - w^bór - 

Słońce na horyzoncie zaczęło się już zniżać, gdy w bibliotece Willi 
Argo stara płyta raz jeszcze zgrzytnęła i gramofon umilkł. Rick 
ostrożnie uniósł igłę i odłożył ją na miejsce. 

Dzieci siedziały na podłodze, a Nestor wciąż jeszcze stał oparty o 
fortepian. Przez okno wpadały ognistopo-marańczowe promienie 
światła, jakby słońce chciało w ten sposób okazać swój gniew. 

Więc tak to było - odezwała się Julia p.o chwili. - To Peter 

powiedział Obliwii o drzwiach. 

O kilku drzwiach, jak się zdaje - dodał Jason. 

Nestor zacisnął pięści. 

Rozkasłał się tak bardzo, że musiał unieść ramiona, by dopomóc 
płucom, i stał tak nieruchomo, dopóki kaszel nie ustał. 

Teraz już wiemy, dlaczego Obliwia burzy Dom Luster - szepnął 

Rick. 

Nestor uniósł brwi. 

Co takiego? 

Dzieci opowiedziały mu o bocznej drodze do Owi Clock i o koparce 
Cyclopsa burzącej dom Petera Deda-lusa. 

Nie mogliśmy nic zrobić, tylko staliśmy i patrzyliśmy. .. - 

tłumaczyła Julia. 

Więc to koniec - mruknął stary ogrodnik, ruszając w stronę drzwi. 

background image

Nestorze, zaczekaj! - zawołała Julia. - Nie zostawiaj nas samych. 

Wszyscy jesteśmy sami - mruknął. 

Ale nie odszedł. 

Powiedz nam chociaż, czy klucz, który skradł ci Manfred... 

Nestor przytaknął. 

Tak, to ten, o którym mówił Dedalus. Był wśród rzeczy, które 

stary właściciel zostawił mi na przechowanie. 

-1 tym kluczem... 

Ponownie uprzedzając pytanie, Nestor odpowiedział: 

Tak. Tym kluczem można otworzyć drzwi w domu zegarmistrza. 

Dlaczego wcześniej nie powiedziałeś nam o innych drzwiach? 

Ogrodnik nie odpowiedział. 

A wiesz, dokąd one prowadzą? - spytała Julia. 

Nestor aż podskoczył: 

Ja? A niby skąd miałbym wiedzieć?! 

Jednak wiedziałeś o kluczu z lwem... 

Nestor coś burknął. 

-1 wiedziałeś, że Peter miał drzwi w swoim domu... 

Nie wiem o wszystkim, dzieci! Do diabła! - Walnął pięścią w 

półkę z książkami, aż odpadła mosiężna tabliczka z napisem. 

background image

Peter Dedalus mówi, że w Kilmore Cove jest kilkoro drzwi - 

wtrącił Rick. - Jedne są tu, drugie u panny Biggies, trzecie w Domu 
Luster. Ile jest jeszcze? 

Żeby to wiedzieć, wystarczyłoby rzucić okiem na mapę, którą 

straciliśmy - szepnął Jason. 

Na mapie zaznaczone są też nazwy kluczy... 

Teraz Obliwia wie, jakich kluczy potrzebuje, ale ich nie ma - 

wtrącił Nestor. I dodał: - Ulysses Moore z żoną zabezpieczyli je. 
Wszystkie, z wyjątkiem klucza Obliwii... którego nie było już w 
Kilmore Cove. 

I klucza Petera, który... 

Manfred wykradł nam wczoraj w nocy. 

Prawdopodobnie mają teraz dwa klucze - powiedział Rick. 

My mamy cztery - odparował Jason. 

Julia zaczęła chodzić tam i z powrotem po pokoju. 

Och, gdybym tylko mogła przyłożyć jej pięścią w nos i odebrać 

klucze! 

Dzieci rozprawiały gorąco, komentując nieprawdopodobne wiadomości, 
jakie do nich ostatnio dotarły. 

Nestor przyglądał się im w milczeniu. Patrzył i myślał. Ich entuzjazm 
był wręcz zaraźliwy, ale uparcie powracały mu na myśl niepokojące 
słowa poezji Leonarda. 

Ale Leonarda tu nie było, nie widział ich i nie słyszał ich ożywionej 
rozmowy w bibliotece. Leonard nie miał okazji ich poznać. 

background image

Wybór 

W pewnej chwili Jason przerwał jego rozmyślania, zadając pytanie: 

Nestorze, ile osób wie o istnieniu drzwi? 

Wiedziało, chciałeś powiedzieć - odpowiedział ogrodnik. - Nie 

licząc mnie, Obliwii i jej kierowcy, wszyscy już odeszli... 

„Albo się poddali" - dodał w duchu. 

A więc mamy przewagę - powiedział Jason. - Jest nas czworo 

przeciwko dwojgu. 

Nestor spojrzał na tego jedenastoletniego chłopaczka, który przemawiał 
do niego z taką determinacją i wolą działania, jak dorosły. Było to 
niezwykle wzruszające. 

Pełen wątpliwości spoglądał w głąb korytarza biegnącego wzdłuż 
sypialni na pierwszym piętrze i obmyślał, jaką podjąć decyzję. Zostało 
już mało czasu. Wypadki toczyły się o wiele szybciej, niż on sam 
mógłby przewidzieć. 

Rick zaczął robić bilans tego, czego się już dowiedzieli. 

Więc tak... Państwo Moore postanowili ukryć drzwi i zabezpieczyć 

klucze. Starali się możliwie jak najlepiej odizolować Kilmore Cove od 
świata. Utrzymywali w nieświadomości jego mieszkańców. Peter 
Dedalus ich zdradził i Obliwia Newton odkryła część tajemnicy. Peter 
uciekł, żeby ocalić najważniejszą jej 

 

0--o 

background image

część... to znaczy, jak otworzyć i zamknąć wszystkie drzwi... Potem... I 
co potem? 

Państwo Moore umarli - podjęła Julia. - Obliwia była przekonana, 

że teraz może działać bez przeszkód 

właśnie wtedy dowiedziała się, że Nestor sprzedał Willę Argo 

naszym rodzicom. I że sprowadziliśmy się tutaj. 

I że mamy cztery klucze - dodał Rick. - Ponieważ poszliśmy po nie 

na pocztę i odebraliśmy w przesyłce. 

Ulysses Moore - dodał Jason - żeby odsunąć Ob-liwię, pozwolił 

nam znaleźć cztery klucze i wysłał nas do Egiptu, byśmy odzyskali 
mapę Kilmore Cove. My jednak zawaliliśmy całą sprawę. 

Zawiedliśmy - dodał Rick. 

Zawaliliśmy i tyle. Julia głęboko westchnęła. 

Nestor zakasłał. Raz, i jeszcze raz. I w końcu podjął decyzję. 

Zrobimy to, co teraz powiem! - zawołał stanowczo. 

Dzieci spojrzały na niego zaskoczone. 

Co takiego zrobimy? 

Wy nic nie zawaliliście! - powiedział groźnie, wskazując kolejno 

każde dziecko. - I nie zawiedliście! Nie wolno wam tak myśleć! Jasne? 
Wy... wy... ech! - pokręcił głową. Chciał ich pochwalić, ale komple- 

o— 

€ W 

<>—— 

Wybór ———=— 

background image

menty nie były nigdy jego mocną stroną, przychodziły mu bowiem z 
największą trudnością. Więc kaszlnął i rozkazał: - Chodźcie za mną! 

Idąc za starym ogrodnikiem, doszli do połowy korytarza, stanęli w 
milczeniu. Nestor splótł dłonie, robiąc z nich siodełko, i powiedział do 
Jasona: 

Stań tu i otwórz tę klapę pod sufitem... 

Klapę? - wykrzyknęły dzieci, patrząc w górę. 

Dopiero teraz dostrzegły białą klapę na białym suficie, zamkniętą na 
metalowe kółko. 

Jason czym prędzej wskoczył na zrobione przez Nestora siodełko i 
schwycił za kółko. 

Mocno! - zachęcił go Nestor. 

Jason pociągnął klapę ku sobie, ale ani drgnęła. Szarpnął raz i drugi, aż 
w końcu poczuł, że zamek puszcza. Zeskoczył na podłogę. 

Zza klapy wysunęła się drabina. Ogrodnik złapał ją i pociągnął ku sobie. 

O, kurczę! - wyrwało się Julii. - Dodatkowe schodki w połowie 

korytarza... 

Nestor dał im znak, by wchodzili. 

Naprzód, w górę! 

O, kurczę! - powtórzyła Julia, przypomniawszy sobie, co widziała 

dziś rano. 

 

Manfred spędził całe popołudnie na przyglądaniu się robotnikom firmy 
Cyclops, którzy - odkąd koparka była nie do użycia - wchodzili i 

background image

wychodzili z Domu Luster z młotami pneumatycznymi, piłami 
automatycznymi i innymi narzędziami. W przykurzonych 
kombinezonach roboczych wyglądali trochę jak astronauci. 

Koparka leżała nieruchomo. 

Żelazna kula pozostawała uwięziona w murach podtrzymujących dach. 

Robotnicy zdołali zatrzymać obracający się dom, rozbijając młotem ciąg 
kół zębatych w piwnicy, po czym zaczęli rozwalać pomieszczenie za 
pomieszczeniem, każdą kolejną pojawiającą się przed nimi ścianę. 

Tego wieczoru z Domu Luster pozostał jedynie metalowy szkielet 
otoczony ruinami. W poszukiwaniu tajemniczych drzwi zniszczono 
tarasy i poręcze, porąbano na kawałki okiennice, zerwano posadzki. 

Obliwia wydawała rozkazy z dziedzińca, patrząc co jakiś czas to na 
mapę Thosa Bowena, to na projekt domu wykonany staranną ręką Petera 
Dedalusa. Manfred przypomniał sobie, jak rozbijał mur na tyłach sklepu 
zegarmistrza, żeby się dostać do środka i odnaleźć ten projekt... 

Tuż przed zachodem słońca jeden z robotników Cyclopsa wybiegł nagle 
z domu, krzycząc: 

214 

Drzwi Petera Dedalusa 

Panno Newton! Panno Newton! Proszę podejść! Może to to... 

Obliwia natychmiast pobiegła sprawdzić. 

Manfred spokojnie poszedł za nią. 

background image

Te? - spytał robotnik, pokazując kobiecie drzwi, na które natrafili 

w hali maszyn. 

Pod stosem ruin widniały stare drzwi - osadzone w kamiennej ścianie, 
ukryte za ścianką z cegieł i drewna, miały wyryty napis: Ulysses Moore. 

Przeczytawszy to, Obliwia ryknęła wściekle: 

Próbowałeś i te przede mną ukryć, co? Ale ja jestem o wiele 

sprytniejsza od ciebie! 

Te...? - dopytywał się robotnik Cyclopsa. 

Tak, te, te! - odpowiedziała, promieniejąc ze szczęścia i 

bezwiednie gładząc nazwisko Ulyssesa Moore'a na ściance. - 
Odblokujcie je, tylko szybko! I usuńcie stąd ten gruz! 

Robotnicy wzięli się do dzieła i dzięki młotom pneumatycznym w 
mgnieniu oka zburzyli lekki mur maskujący Wrota Czasu. 

Potem odsunęli się, pozwalając Obliwii napawać się z bliska 
przedmiotem jej pożądania. 

Drzwi były stare, ale wyglądały na mocne i solidne. Miały głębokie 
zadraśnięcie, prawdopodobnie powstałe w wyniku uderzenia młotem 
podczas rozbiórki. Na dole po lewej stronie widać było zamek, podobnie 

 

 

 

stary i masywny jak w drzwiach u panny Kleopatry Biggles. 

To były te drzwi, których szukała. Nie było cienia wątpliwości. 

background image

Drzwi Petera Dedalusa. 

Obliwia Newton odruchowo uniosła rękę i chwyciła zawieszony na szyi 
klucz z lwem. Chwilę później zdała sobie sprawę z obecności 
robotników i ostro ich odprawiła: 

Bardzo dobrze, możecie już odejść. 

Robotnicy z ulgą porzucili narzędzia. Spytali tylko, 

kiedy mogą wrócić po koparkę leżącą na dziedzińcu, ale Obliwia 
machnęła tylko niedbale ręką, jakby chciała jak najszybciej się ich 
pozbyć. 

Lepiej nie wracajcie, a koparkę od was odkupię, możecie ją tu 

zostawić. 

Jak pani sobie życzy, panno Newton. - Robotnicy wskoczyli na 

ciężarówkę i odjechali czym prędzej. 

Kiedy kurz opadł, Obliwia wróciła pod drzwi, ściskając w zaciśniętej 
dłoni klucz z lwem. 

Nadal miała na sobie kombinezon motocyklisty. Z ramienia zwisał jej 
mały plecaczek, pełen rozmaitych dziwnych przedmiotów. 

Ostrożnie, wstrzymując oddech, wsunęła klucz w otwór zamka. 
Zamknęła oczy i jak najdelikatniej przekręciła go. 

Drzwi Petera Dedalusa 

Klik - zamek zgrzytnął i puścił. 

Obłiwia uśmiechnęła się i spojrzała w stronę Manfreda. 

Idziesz ze mną? 

background image

Manfred tylko się skrzywił. Wcale nie podobały mu się te drzwi i 
sposób, w jaki działały. Wolał nic więcej nie widzieć, nie wiedzieć... 

Nie, lepiej zostanę tutaj i popilnuję domu... 

Jak chcesz, ale uprzedzam cię: nie wiem, ile czasu zajmie mi 

odnalezienie Petera... po drugiej stronie. 

Nieważne. - Manfred pokazał jej gazetę sportową, którą przezornie 

trzymał za cholewą. - Przyniosłem sobie coś do czytania i... 

o— 

Obliwia już go nie słuchała. Powoli zanurzyła się w mroku Wrót Czasu, 
po czym zamknęła je za sobą. 

Manfred cisnął gazetę na ziemię i dokończył zdanie: 

... i szczęśliwej podróży, proszę pani! 

Potem rozejrzał się. Te żelazne filary i śruby przyprawiały go o dreszcz. 

Obliwii nie będzie sporo czasu, na dziedzińcu czeka nowiuteńki motor z 
pełnym bakiem... 

Niby czemu miałbym tkwić tutaj, na tym odludziu?! - zadawał 

sobie pytanie, wchodząc z piwnicy na parter i kierując się do ogrodu. - 
Niby czemu? 

Tak naprawdę odpowiedź na to pytanie była już gotowa, tylko on odkrył 
ją dopiero wtedy, gdy podszedł do motoru... Ktoś pociął mu obie opony. 

Manfred rozejrzał się dokoła, ale nie dostrzegł żywej duszy. 

Szkielet Domu Luster wyglądał jak opuszczony teatrzyk kukiełkowy. A 
na szczycie wzgórza te dziwne urządzenia znów obracały się na wietrze. 

background image

Oszalały z wściekłości Manfred zaczął wyć i kopać wszystko, co stanęło 
mu na drodze. 

s H A M 1 

-W«:Ul C2X: 

T. ELMO CROSS 

H 1! M M 

° M K N A I) K 

JACOBS ) i v r e 

1 L O K ' S K 

* yason wszedł pierwszy, po czym pomógł wdra-t pać się na górę Julii i 
Rickowi, który asekurował dziewczynkę. Poczekali chwilę na Nestora, z 
trudem wspinającego się po szczeblach drabiny. 

Byli na poddaszu Willi Argo. 

Zewsząd dochodziło skrzypienie drewna i jakieś ciche, regularne 
odgłosy, jakby belki i dachówki na dachu miały ochotę pogadać ze sobą 
w języku korników. 

Było gorąco, ale nie duszno. I całkiem przyjemnie pachniało. 

Ho, ho! - zawołał Jason, rozglądając się dokoła. 

Wydawało się, że poddasze składa się z jednego obszernego, okropnie 
zakurzonego pomieszczenia, pełnego starych, przywalonych szmatami 
gratów, które - mimo półmroku - złociły się gdzieniegdzie w 
pomarańczowym świetle zachodzącego słońca, wpadającego tu przez 
okna mansardy. Podłoga przypominała trochę pokład łodzi. 

background image

Julia, w przeciwieństwie od brata, rozglądała się po strychu pełna lęku. 
Wszędzie wokół snuły się groźne cienie, a stare meble po obu stronach 
klapy sprawiały wrażenie, jakby odpoczywały - okryte do snu 
pikowanymi kołdrami i białymi pokrowcami. 

Przejdźcie dalej, do przodu! - komenderował Nestor. 

 

 

 

-o 

- Na poddaszu ■ ■• Q- 

Dzieci przecisnęły się karnie między stłoczonymi meblami i weszły do 
większego pomieszczenia - jasnego, z mansardą wychodzącą na ogród. 

Na tle okna dostrzegli sylwetkę mężczyzny w wielkim kapeluszu. 

Julia aż krzyknęła ze strachu. 

Rick, równie przerażony, chwycił ją za rękę i mocno ścisnął, podczas 
gdy Jason, oniemiały ze zdumienia, z suchymi z przejęcia ustami, 
domyślił się, że wreszcie poznali kryjówkę Ulyssesa Moore'a, że stary 
właściciel czeka tu na nich, będąc zaledwie na wyciągnięcie ręki... 

Pan Moore?... - spytał cicho, podchodząc krok bliżej. 

Mężczyzna nie odpowiedział. 

Rick cofnął się, jakby nie chciał przeszkadzać. 

background image

Pod okhem stał długi, drewniany stół kreślarski, zawalony blejtramami, 
rysunkami i ołówkami. Naciągnięte płótna były gotowe do malowania. 

Wyprostowany mężczyzna czekał na nich tuż obok stołu. 

Pan Moore? - spytał ponownie Jason, robiąc jeszcze jeden krok w 

jego kierunku. 

Rozległ się jakiś trzask - to drewniana podłoga zadrżała pod 
niepewnymi krokami ogrodnika, który nagle znalazł się tuż za nimi. 

Nie może ci odpowiedzieć... - szepnął Nestor. - Już nie. 

Tu, na poddaszu stary ogrodnik wydawał się wyższy i o wiele 
potężniejszy niż zwykle. Przeszedł obok Julii i położył jej rękę na 
ramieniu. 

Nie bój się, proszę. 

Dopiero teraz speszony Rick puścił dłoń Julii. 

Ogrodnik dokuśtykał do Jasona i zachęcił go, by zrobił jeszcze parę 
kroków i przekonał się z bliska, kim jest mężczyzna stojący przy stole 
kreślarskim. 

To był... manekin. 

To była pracownia Penelopy - wyjaśnił Nestor, stając przy stole. - 

Pokój, w którym malowała. 

Snop światła wpadający przez okno mansardy oświetlał płótna i obrazy 
oparte o ścianę. W powietrzu wisiał jeszcze zapach farb, zmieszany z 
zapachem drewna. 

background image

Wszystko tu jest tak, jak było dawniej - odezwał się Nestor. - Jej 

obrazy, farby, akwarele, zatemperowa-ne ołówki. Jej królestwo na 
poddaszu, węgiel do rysowania, pojemniczki na wodę i... manekin, który 
służył jej jako model podczas malowania. 

Była to kukła z materiału - niezwykle realistyczna, naturalnej wielkości. 
Julia przyjrzała się podejrzliwie, po czym dotknęła jej, żeby się 
ostatecznie przekonać, że nie jest to żywy człowiek. 

Na poddaszu 

Na blacie stołu leżało kilka figur szachowych Petera Dedalusa. 

Nestor dostrzegł pytający wzrok Ricka i wyjaśnił: 

Była między nimi taka umowa, że za każdą przegraną partię Peter 

musiał coś skonstruować dla pani Moore, a Penelopa z kolei za każdą 
utraconą figurę malowała dla niego jakiś obraz. 

-1 potem przyklejała figurę na odwrocie obrazu, jak to było z obrazem 
Bowenów, tak? 

Jak długo trwały te rozgrywki? 

Dwa lata - odpowiedział Nestor. 

Dlaczego nas tu przyprowadziłeś? - spytał Jason, obejrzawszy 

rysunki i obrazy Penelopy. 

Bo chcę, żebyście wiedzieli... - odpowiedział Nestor. 

Stanął w oknie i wyjrzał na dwór. 

background image

Co takiego? - spytał Rick, który wyczuł, że dzieje się coś 

niezmiernie ważnego. 

Kim naprawdę jesteście - odpowiedział ogrodnik, odwracając się 

ku nim. -1 dlaczego tu jesteście. 

- Ulysses Moore stracił już wolę walki. Połowę życia spędził na 
zgłębianiu tajemnicy i jej dochowywaniu, a drugą połowę - na 
staraniach, by ją zamaskować i ochronić. Tajemnica dotyczy tego domu, 
morza wokół urwiska i Metis, która czeka przycumowana przy 

o- 

 

pomoście. Tajemnica dotyczy czterech kluczy, będących dziś w waszym 
posiadaniu, i drzwi, które te klucze otwierają. 

Ale prawdziwą tajemnicą jest całe Kilmore Cove. Mała miejscowość, 
cenna, wspaniała, z której można się dostać do innych równie małych, 
cennych i wspaniałych miejsc. Drzwi, dzieci! Drzwi w Kilmore Cove 
prowadzą do takich wejść, które Ulysses Moore nazywał... Wrotami 
Marzeń. To miejsca magiczne, jak ten dom, jak Salton Cliff i plaża. 
Miejsca, do których nie dociera zamęt świata, gdzie panuje spokój... i 
piękno. I żyją ludzie, którzy niczego więcej nie pragną, tylko trochę 
czasu, żeby się tym radować. Żeby odkryć, jak piękna może być kąpiel 
na malutkiej plaży wśród skał albo wylegiwanie się na łące i 
obserwowanie chmur na niebie, jak dobrze jest usiąść w chłodzie 
wieczoru z książką w ręku albo zbudzić się o świcie, patrzeć na 
wschodzące słońce i malować to. Ubrudzić sobie ręce farbami. Albo 
ziemią. Pisać wiersze i czytać je * 

background image

przyjaciołom. Śmiać się z nimi, rozpalić ognisko na plaży i oglądać 
gwiazdy. Odczuwać z innymi tę chęć odkrywania życia w jego 
najprostszych przejawach. I odkryć, że za magicznymi Wrotami może 
się kryć odległy świat. Kraina pod pewnymi względami podobna do tej, 
z której przybyłeś, ale zarazem zupełnie odmienna. 

 

Na poddaszu 

Nestor przeszedł wzdłuż stołu kreślarskiego, po czym mówił dalej: 

Dla Ulyssesa Moore'a i jego żony Kilmore Cove i jego dziwne 

drzwi były największą tajemnicą na świecie. Tajemnicą cudowną i 
jednocześnie niebezpieczną, ponieważ gdyby trafiła w niepowołane 
ręce, drzwi i światy, do których prowadzą, czekałaby zagłada. 

Obliwia... - wyszeptała Julia. 

Obliwia - potwierdził Nestor. - Prawdziwe niebezpieczeństwo. 

Kobieta, która nie zna litości, dla której czas to tylko liczby, której 
chodzi tylko o wzbogacenie się, o zbędne zera, kupno i sprzedaż, 
gadanie i gadanie, mnożenie wrogów do pokonania. O, nie! Ulysses nie 
chciał, żeby do Kilmore Cove przybywały osoby w jej stylu, tak 
otępiająco nowoczesne. Chciał ocalić to miasteczko. Chciał je chronić, 
jak to robili wcześniej jego przodkowie... 

Dlatego skrzyknął swych przyjaciół i szukał sposobu, by utrzymać 
Kilmore Cove z dala od niebezpieczeństw współczesnego świata. 
Miasteczko musiało zniknąć z książek telefonicznych, z rozkładu jazdy 
pociągów, z przewodników turystycznych i wykazów lokalnych 

background image

restauracji. Nie powinno w nim być muzeów, kin, tłumnych 
uroczystości ani zabytków godnych uwagi. Kiedy przyjechali tu z 
ramienia rządu konserwatorzy, żeby zrobić spis dzieł sztuki, jeden z 
przyja- 

ciół Ulyssesa zmienił podpis pod jedynym ważnym pomnikiem w 
Kilmore Cove tak, żeby nigdy nie trafił do żadnego katalogu zabytków. 
Bo któżby szukał pomnika króla, który nigdy nie istniał? 

Jason i Rick zachichotali, kręcąc głowami ze zdumienia. 

W tym momencie Nestor zniżył głos. 

Ale... potem... wiecie, co się wydarzyło. Obliwia otrzymała w 

prezencie klucz i odkryła Kilmore Cove. 

A potem Peter zdradził jej tajemnicę... - dodała Julia. 

I nikomu nie udało się jej powstrzymać - Nestor przerwał, jakby 

dotarł do trudnego punktu w swym opowiadaniu. - Ulysses był 
zmęczony, stary, znużony. Stracił Penelopę, został zdradzony i opuścili 
go przyjaciele. Czuł się samotny. Byłem jeszcze ja, to prawda, ale to mu 
nie wystarczało. Jednak przed... śmiercią... pomyślał, że ktoś mógłby 
kontynuować jego starania. 

Nestor spojrzał na dzieci: we troje nie mieli nawet czterdziestu lat, ale 
ich oczy błyszczały i śledziły uważnie każdy jego ruch, jakby od tej 
rozmowy zależały losy całego świata. Serca biły im jak oszalałe bębny. I 
słuchali go. I rozumieli. 

To byli oni. Na pewno. 

To oni - powiedział do siebie Nestor. - Oni. 

background image

 

-Q 

——= Na poddaszu -» - Q- 

Po czym znów zwrócił się do dzieci: 

Sądzę, że ten ktoś w końcu się pojawił - powiedział. 

Stary ogrodnik podszedł do manekina i delikatnie zdjął mu kapelusz z 
szerokim, ciemnym rondem i białą kotwicą w złotym medalionie. 

To był jego kapelusz. Nosił go jako kapitan Metis, gdy wyruszał w 

podróż i przekraczał Wrota Czasu. 

Nestor strzepnął z niego kurz i rozkaszlał się. 

Zbyt długo tkwił tu bez ruchu na tym manekinie 

ciągnął, gdy w końcu kaszel trochę się uspokoił 

podczas gdy jego miejsce jest na głowie prawdziwego kapitana, 

kogoś, kto zna Metis, kto potrafi na niej żeglować i prowadzić ją do 
najdalszych Wrót Marzeń. Ktoś taki jak ty, Jasonie Covenant - dodał, 
przekazując mu kapelusz. 

Jak ja? - spytał z niedowierzaniem Jason, biorąc kapelusz do ręki 

niczym relikwię. 

Nestor zdjął z manekina marynarkę ze złotymi guzikami i podał ją Julii. 

-1 jak ty, Julio Covenant - stwierdził. Potem zdjął z manekina srebrny 
pas i szablę i wręczył je Rickowi. 

I jak ty, Ricku Bannerze - zakończył ogrodnik. Dzieci stały 

osłupiałe, wpatrując się w niego bez słowa, ściskając w rękach 
otrzymane dary. Widząc to, 

Nestor po raz pierwszy od lat wybuchnął serdecznym śmiechem. 

background image

Ulysses zamierzał przekazać to zadanie jednej osobie, a nie 

trzem... - podjął po chwili ogrodnik. - Wybrał mnie, bym to ja znalazł 
kogoś odpowiedniego. Dopiero komuś takiemu mogę powiedzieć 
wszystko, co wiem o tajemnicy Willi Argo i o Kilmore Cove, o 
projekcie ochrony drzwi i kluczy... Dokładnie tak, jak od wieków robili 
to właściciele tego dworu... 

Oczy Jasona zrobiły się okrągłe ze zdziwienia. 

Chcesz powiedzieć, że... ci wszyscy tutaj na portretach, ci nad 

schodami... 

To są przodkowie Ulyssesa Moore'a i strażnicy Kilmore Cove, 

którzy byli przed wami. A dzisiaj ja, który otrzymałem to zadanie od 
pana Moore'a, wybieram was, byście kontynuowali tę wielowiekową 
tradycję. Wybór został dokonany. Czas, byście teraz wy, jeśli chcecie, 
wyrazili zgodę. 

Tak, tak! Zgadzam się, zgadzam! - wykrzyknął z entuzjazmem 

Jason. 

Nestor uśmiechnął się do niego. Dokoła jego postaci, w promieniach 
zachodzącego słońca, wirował złocisty kurz. 

Musicie wyrazić zgodę wszyscy troje. Albo wszyscy, albo nikt. 

Julia z Rickiem popatrzyli na siebie. 

O"- 

Na poddaszu 

Rudzielec przemówił pierwszy: 

background image

Urodziłem się w Kilmore Cove i będę go chronił zawsze, przed 

każdym niebezpieczeństwem. Ponieważ Kilmore Cove jest moim 
domem. 

Mówiąc to, przewiesił sobie przez pierś pas ze srebrną szablą. Jason, 
naśladując go, włożył na głowę kapitański kapelusz, który sięgał mu aż 
po czubek nosa. 

Ratunku, nic nie widzę! Nic nie widzę! - żartował. 

Julia głęboko westchnęła, równie zafascynowana, co 

przerażona. 

W przeciwieństwie do Jasona, który nie zastanawiał się ani chwili, czuła 
brzemię odpowiedzialności za podejmowaną właśnie decyzję. W oczach 
jej brata poddasze zamieniło się w stary zamek, a niedołężny ogrodnik w 
króla, który pasował swoich rycerzy. To było coś ważniejszego niż 
zabawa... Julia przeżywała to znacznie głębiej, chwilami mając 
wrażenie, jakby traciła grunt pod nogami, a przed sobą widziała same 
znaki zapytania. 

Willa Argo była miejscem tak różnym od miasta, z którego przybyli... 
Była miejscem, w którym zaznała niezwykłych emocji, w którym 
narażała życie dla kogoś, kogo dopiero poznanała... 

Mama i tata byliby z niej dumni... 

Dziewczynka włożyła marynarkę Ulyssesa Moore'a, od której złotych 
guzików odbijały się promienie zachodzącego słońca. 

Na poddaszu 

Rudzielec przemówi! pierwszy: 

background image

Urodziłem się w Kilmore Cove i będę go chronił zawsze, przed 

każdym niebezpieczeństwem. Ponieważ Kilmore Cove jest moim 
domem. 

Mówiąc to, przewiesił sobie przez pierś pas ze srebrną szablą. Jason, 
naśladując go, włożył na głowę kapitański kapelusz, który sięgał mu aż 
po czubek nosa. 

Ratunku, nic nie widzę! Nic nie widzę! - żartował. 

Julia głęboko westchnęła, równie zafascynowana, co 

przerażona. 

W przeciwieństwie do Jasona, który nie zastanawiał się ani chwili, czuła 
brzemię odpowiedzialności za podejmowaną właśnie decyzję. W oczach 
jej brata poddasze zamieniło się w stary zamek, a niedołężny ogrodnik w 
króla, który pasował swoich rycerzy. To było coś ważniejszego niż 
zabawa... Julia przeżywała to znacznie głębiej, chwilami mając 
wrażenie, jakby traciła grunt pod nogami, a przed sobą widziała same 
znaki zapytania. 

Willa Argo była miejscem tak różnym od miasta, z którego przybyli... 
Była miejscem, w którym zaznała niezwykłych emocji, w którym 
narażała życie dla kogoś, kogo dopiero poznanała... 

Mama i tata byliby z niej dumni... 

Dziewczynka włożyła marynarkę Ulyssesa Moore'a, od której złotych 
guzików odbijały się promienie zachodzącego słońca. 

 

background image

Ja nie urodziłam się w Kilmore Cove... ale chciałabym, żeby to 

miasteczko pozostało na zawsze takie, jakie jest. Tak, zgadzam się. 

Nestor skłonił się uroczyście przed dziećmi i powiedział: 

Nie jestem biegły w tej materii, ale... Mianuję was Strażnikami 

Wrót Czasu i Kawalerami Kilmore Cove! 

Dwie wiewiórki wspięły się po rynnie i zaintrygowane przysiadły na 
dachu Willi Argo. Wąsy 'drżały im z zaciekawienia. Zdziwione, 
rozglądały się wokoło, próbując pojąć, czemuż to dachówki Willi Argo 
zaczęły nagle trząść się tak, jakby na poddaszu starego domostwa jego 
mieszkańcy ruszyli w tany. 

 

Rozdział Zapowiedź now 

Nieco później, w czasie kolejnej rozmowy telefonicznej, pani Covenant 
wydawała się już pogodzona z losem - ci od przeprowadzki wywołali 
istną katastrofę, rozkładając na kawałki stare wyposażenie jej kuchni, 
którą chciała koniecznie przenieść do Kilmore Cove. 

Chyba jednak najpierw wszystko to sprzedamy, a potem kupimy 

nową kuchnię... I niech tata użera się z tym wszystkim... - wyznała Julii 
przygnębiona. - Myślałam też nad tym, czy nie przewieźć tęgo 
pociągiem, ale... dojazd do Kilmore Cove wydaje się niemożliwy! A 
zupełnie nie uśmiecha mi się spędzić dnia na studiowaniu rozkładu 
jazdy pociągów i możliwych połączeń lokalnych. Strata czasu... 

Julia uśmiechnęła się, ale nic nie powiedziała. 

A poza tym, wiesz - ciągnęła matka - jacy są mężczyźni, skarbie. 

Jak zostawisz ich na moment samych, zaraz coś wymyślą. 

Masz rację, mamo. Nie przejmuj się - odpowiedziała Julia. 

background image

W kamiennym pokoju Jason z Rickiem zajęli się układaniem niezwykle 
szczegółowego planu, co powinni zrobić w najbliższej przyszłości. 

Dziewczynka podciągnęła sznur od telefonu i przechyliła się, żeby 
zajrzeć, do którego punktu już doszli. 

o— 

232 

Zapowiedź nowej przygody 

Czy Jason dobrze się sprawuje? - dopytywała się tymczasem 

mama. - Wiesz, jaki on jest... wymaga tak wiele cierpliwości... 

Nie ma z nim żadnego problemu! - pospiesznie odpowiedziała 

Julia. - Jest grzeczny jak aniołek. 

Mam nadzieję, że nie narobiliście żadnych kłopotów? 

Kłopotów? A jakich kłopotów moglibyśmy tu narobić? 

- Pamiętaj, bądźcie ostrożni i nie wpuszczajcie żadnych podejrzanych 
typów, żadnych komiwojażerów wędrujących od domu do domu i 
proponujących jakieś mrożonki! Podobno po wsiach krąży ich teraz 
mnóstwo, a jak raz coś od nich kupisz, to nie uwolnisz się już do końca 
życia. 

Nie kupiliśmy żadnych mrożonek, mamo. A poza tym Nestor jest 

doskonałym kucharzem. Wiesz, dziś wieczór... 

Pani Covenant jednak chciała się przede wszystkim wyżalić, wygadać, 
więc nie dopuściła córki do głosu. 

background image

Jakkolwiek będzie z tymi niedołęgami od przeprowadzki, jutro 

wracam do Willi Argo. Obiecuję. I przekonasz się, że dzięki twojej 
mamie wszystko dobrze się ułoży. 

Julia westchnęła - przecież właśnie skończyła jej tłumaczyć, że nic, ale 
to nic nie układa się źle! 

 

Dobrze, maleńka? 

Dobrze, mamo. 

To do jutra. 

Do jutra. 

Bądźcie grzeczni. 

Możesz na nas polegać. - Julia odłożyła słuchawkę. 

Ziewając, podeszła do chłopców. 

I co? - spytał Jason. 

Jutro wracają. 

To znaczy, że mamy bardzo mało czasu - .wykrzyknął. - Musimy 

działać, zanim wrócą. 

Zapomnij o tym. Jestem wykończona. I Rick też - zezłościła się 

Julia. 

Rudzielec patrzył na nich trochę nieprzytomnymi, wąskimi jak szparki, 
błyszczącymi ze zmęczenia oczami. Bolały go nogi, a skóra spalona 
słońcem piekła niemiłosiernie. 

background image

Nie wiem, czy mogę poprosić mamę, żeby zostać z wami na 

kolejnej kolacji... - powiedział dziwnie cicho i smutno. 

Z kuchni dolatywała smakowita woń smażonego mięsa. 

A jaki macie plan, Panowie Kawalerowie? - spytała, sadowiąc się 

koło nich na podłodze, dokładnie tam, gdzie zaledwie dzień wcześniej 
rozwiązywali zagadkę czterech kluczy. 

» 

■O"**"' - — Zapowiedź nowej przygody ——O 

Wyglądało na to, że Rick i Jason potraktowali ogromnie serio zadanie 
otrzymane od Nestora. Cały stos karteczek zapisali jakimiś nazwami, 
strzałkami i kolorowymi kwadratami. Mimo pewnego zawodu, jaki 
Jason odczuł na wieść, że stary właściciel nie ukrywa się w sekretnym 
pokoju, chłopca znowu ogarnął niepohamowany entuzjazm. Złapał 
zapisane kartki i pokazał plan siostrze. 

Zdecydowaliśmy, że pierwszym naszym krokiem musi być próba 

zrozumienia, co też zamierza zrobić Obliwia Newton. Rick przypuszcza, 
że ona spróbuje najpierw odnaleźć Petera Dedalusa. 

W jakim celu? 

Bo Peter dał jej do zrozumienia, że zna metodę kontroli wszystkich 

drzwi w Kilmore Cove i Obliwia zechce ją poznać. 

Skoro tak, to zapewne przekroczy drzwi Petera i zacznie go 

poszukiwać. - Julia kiwnęła głową. 

Właśnie, ale prawdę mówiąc, nie wiemy... dokąd prowadzą drzwi 

z Domu Luster. 

background image

No to pierwszą sprawą do załatwienia - podsumował Jason - 

byłoby rozdzielenie dzienników Ulyssesa Mo-ore'a między nas troje i 
przeczytanie ich pod tym kątem. 

Na myśl o czytaniu Rick aż się skrzywił. Wysunął obie ręce do przodu, 
jakby chciał się bronić. 

To zrobimy jutro! Ja muszę zacząć czytać książkę od panny 

Calypso... 

Wybuchnęli gromkim śmiechem. 

Po czym - ciągnął niewzruszenie Jason - wchodzimy na pokład 

Metis, docieramy do Wrót Marzeń, za którymi skrył się Peter Dedalus, i 
odnajdujemy go, zanim zrobi to Obliwia. 

Jeśli Peter jeszcze żyje - dodała cicho Julia. - Nie zapominaj, że 

jest on ostatnim żyjącym przyjacielem Ulyssesa Moore'a. 

Z wyjątkiem nas - wtrącił Jason. 

Oczywiście, z wyjątkiem nas. 

Jest też jedynym, który zna wszystkie tajemnice dotyczące drzwi. 

Plan został przyjęty, nie pozostało więc nic innego, jak się pożegnać. 

Rick zabrał swoje rzeczy, zostawił pod opieką Jaso-na kawał liny, którą 
targał ze sobą aż do Egiptu, i swój ulubiony Słownik języków 
zapomnianych, po czym wsiadł na rower i ruszył w stronę Kilmore 
Cove. 

Do jutra! 

Do jutra! - odkrzyknęły bliźnięta. 

Rick powoli minął bramę Willi Argo. 

background image

Zapadał zmierzch. 

Jason wszedł do kuchni i natychmiast zasypał Nestora pytaniami o 
drzwi, o klucze i o przyjaciół Ulyssesa Moore'a. 

 

Zapowiedź nowej przygody 

Julia była naprawdę wykończona. Tego dnia usłyszała zbyt wiele 
różnych dziwnych rzeczy i nadszedł czas, żeby wyhamować. 

Widząc, że stary ogrodnik przygotowuje trzy kawałki mięsa, 
powiedziała: 

Na mnie nie licz, Nestorze. Idę do łóżka, padam z nóg. 

Stary ogrodnik nawet nie mrugnął. 

W porządku, połóż się, wypocznij - odpowiedział z uśmiechem. 

Teraz, po tym wszystkim, co im powiedział na poddaszu, Nestor 
sprawiał wrażenie innego człowieka. Był spokojniejszy, mniej 
tajemniczy i nie taki skory do sprzeczki. Wyglądał tak, jakby w końcu 
ciężar spadł mu z serca. 

Mogę zjeść twój befsztyk? - spytał siostrę Jason. 

Julia kiwnęła głową. 

Marzyła już tylko o ciepłym, wygodnym łóżku i głębokim śnie. 

Do jutra, powieki same mi już opadają, przepraszam... 

background image

... branoc, siostrzyczko. 

Kiedy wyszła z kuchni, dobiegły ją jeszcze słowa brata, który szeptem 
tłumaczył ją przed Nestorem: 

Musisz jej wybaczyć, Nestorze, przecież to dziewczyna... Nie jest 

taka wytrzymała jak my... mężczyźni. 

Wchodząc po schodach, usłyszała nagle jakieś odgłosy. 

Wołaliście mnie? - obróciła się w stronę kuchni. 

Jason i Nestor milczeli, pomyślała więc, że się przesłyszała... 

Szła dalej po schodach, kiedy nagły przeciąg rozwiał jej włosy. Okno na 
parterze stuknęło, a lustrzane drzwi do wieżyczki zatrzasnęły się z 
hukiem. 

Przerażona Julia chwyciła za poręcz. 

Odruchowo wsunęła dłoń do kieszeni i' ścisnęła cztery klucze od Wrót 
Czasu. 

Julio! - zawołał Jason z kuchni. - Zamknij okno w wieżyczce! 

Straszny przeciąg! 

Istotnie - czuła, że przeciąg ciągnie po nogach. To chyba od lustrzanych 
drzwi na szczycie schodów. Szła ostrożnie, czując na sobie wzrok 
przodków pana Mo-ore'a, tych z portretów wiszących wzdłuż schodów 
na łańcuszkach. 

Śpiąca i zmęczona, ledwo weszła na ostatni stopień, po czym otworzyła 
drzwi do wieżyczki. Było tak, jak przypuszczał Jason. Okno znowu się 
otworzyło i wiatr hulał, dolatując aż do kuchni. Julia wychyliła się, 
próbując raz na zawsze porządnie zamknąć to okno, choć pewnie 
wiedziała, że i tak nic z tego nie wyjdzie. 

background image

Przekręciła klamkę i... znieruchomiała. 

Zauważyła, że coś się zmieniło w tym pokoju. 

■Zapowiedź nowej przygody- 

W powietrzu unosił się delikatny zapach lasu. 

Julię ogarnął nieuzasadniony strach. Oparła się plecami o ścianę i 
jeszcze raz uważnie przyjrzała się pokojowi. 

„Co też się tu zmieniło od ostatniego razu?" - myślała, prawie już 
przebudzona. 

Kiedy poznała odpowiedź, poczuła lodowaty dreszcz na plecach. 

Otworzyła usta, by krzyknąć, zawołać brata, ale nie zdołała. 

Na środku biurka leżał jeden z dzienników podróży Ulyssesa Moore'a, a 
na nim stał drewniany model gondoli, typowej łodzi weneckiej. 

Drżącymi rękami Julia odsunęła gondolę i otworzyła dziennik. 

Były tam notatki z podróży Ulyssesa Moore'a do Wenecji. Na pierwszej 
stronie widniał rysunek lwa na placu św. Marka. 

„Klucz z lwem... - pomyślała Julia, a po plecach ponownie przebiegł jej 
dreszcz. - Czy to możliwe, że...?". 

Wybiegła z wieżyczki na schody, wpadła z rozpędem do kuchni, 
przemknęła obok Jasona i Nestora, któremu o mało włos nie wytrąciła z 
ręki patelni z befsztykami. 

- Co się stało? - spytał ją brat. 

background image

Julia wybiegła do ogrodu i stając pod wieżyczką, krzyknęła, 
wymachując w powietrzu dziennikiem znalezionym na biurku: 

Gdzie jesteś? - Rozejrzała się po parku, jakby szukała kogoś czy 

czegoś między drzewami. - Gdzie się ukryłeś? 

Świerszcze wśród traw cykały swą dziwną pieśń. Gałęzie lekko kołysały 
się na wietrze, sowa z przejmującym pohukiwaniem sprawdzała, czy już 
czas ruszać na polowanie. Morze biło spienionymi falami o skały w 
Salton Cliff. 

Na dworze nie było nikogo. Zupełnie nikogo. 

Julka! - zawołał Jason, wychylając się zza drzwi kuchennych. - Co 

cię napadło? 

A Julia popatrzyła po raz ostatni na cienie w ogrodzie, na dach i 
mansardę, na długie gałęzie sykomory. 

W końcu zrezygnowała. 

Zawróciła w stronę brata i cichym głosem powiedziała: 

Wenecja. Peter Dedalus ukrywa się w Wenecji. 

—o 

ick zatrzymał się na początku zjazdu, żeby stąd, z góry, nacieszyć się 
widokiem zachodzącego słońca. Trawy nachylały się pod naporem 
wiatru, a mewy przecinały w locie smugę światła, którą rzucało ginące 
w morzu słońce. W świetle zachodu domy w Kilmore Cove 
przygotowywały się do kolejnej spokojnej nocy. Chłopiec uśmiechnął 
się na myśl, że wśród tych domów - na pozór tak zwyczajnych - 
ukrywają się drewniane drzwi do innych światów. I uśmiechnął się 
również na myśl, że ta - w gruncie rzeczy niewiarygodna - sytuacja stała 
się teraz dla niego czymś naturalnym' 

background image

„Magia i piękno zostały wymyślone tego samego dnia" - pomyślał, 
podziwiając, jak światło zachodu nadaje wszystkiemu magiczny wygląd. 

Światło słońca, mewy, morze, wiatr, mieszkańcy Kilmore Cove - 
szorstcy, ale w głębi serca pogodni - wszystko to było piękne i magiczne 
zarazem. Wierzył, że tutejsi mieszkańcy potrafią uchronić tę zatokę... 
Zachować ją na zawsze niezmienioną i szczęśliwą. 

Może to na tym polega? Może są takie miejsca, w których czas nie 
wygrywa? Gdzie magia i piękno trwają - ocalone, ochronione na 
zawsze? 

- Jednak to nie tu... - pomyślał smutno, ogarnięty naraz innymi myślami, 
znacznie bardziej skomplikowanymi i bolesnymi. - Czas pędzi tu jak 
burza i pochłania wszystko. 

 

Cmentarz na wzgórzu 

 

Obrócił rower i ruszył w dół. 

Nagle przyszedł mu do głowy pewien pomysł. Pomysł mający związek z 
jednym zdaniem Nestora, które szczególnie zapadło mu w pamięć... 
Dojechał do najwyższego zbocza w miasteczku i aż uniósł się na 
siodełku, żeby jechać jeszcze szybciej. Zegarek - prezent od ojca - lśnił 
na ramie roweru. 

Kiedy dojechał do celu, zeskoczył na ziemię i kilka ostatnich metrów 
prowadził rower. Jego długi cień dotarł do granic cmentarza na długo 
przed nim. Wiatr rozbijał się o kamienie i osty. 

background image

Rick oparł rower o kamienny murek i pochylił się, żeby zerwać dwa 
żółte kwiaty, płosząc przy tym przytulone do nich świerszcze w kolorze 
kory. 

Cmentarz był po prostu kawałkiem pola ogrodzonym kamiennym 
murkiem. Mógłby z łatwością przeskoczyć tak niskie ogrodzenie, a 
jednak skierował się do furtki. 

Starając się poruszać jak najciszej, chłopiec z Kil-more Cove wszedł na 
cmentarz. 

W oddali wielka fala uderzyła o skały, przesyłając swe mokre 
pozdrowienie aż na cmentarz. 

Rick długo krążył między nagrobkami i krzyżami stłoczonymi obok 
siebie, między nagrobnymi płytami z białego kamienia, 
przyozdobionymi muszlami i suchymi kwiatami. W powietrzu czuło się 
lekki zapach 

spalenizny, gałęzi i żywicy. Nad horyzontem widać już było tylko 
płomienną łunę zachodzącego słońca. 

Rick nachylił się nad płytą ze zwykłego, szarego kamienia. Położył żółte 
kwiatki i przycisnął je kamykiem, żeby wiatr ich nie porwał. 

Stał tak długo, bez ruchu, bez słów, w głębokiej ciszy. 

Słońce schowało się za horyzontem, niebo pociemniało. 

- Tato... - odezwał się Rick Banner, jakby z prośbą w głosie. - Nie 
znalazłem ich tu! Nie ma ich! Jeżeli Ulysses i Penelopa Moore naprawdę 
nie żyją i zostali pochowani w Kilmore Cove, to... dlaczego ich tu nie 
ma? 

Nota od Redakcji 

background image

Oddawaliśmy już ten tom do druku, kiedy otrzymaliśmy nowy e-mail od 
Pierdomenico Baccalario. Sądzimy, że powinniście go przeczytać także i 
wy: 

 

Czwarty zeszyt 

 

Usuń Odpowiedz Odpowiedz wszystkim Wyślij Drukuj 

Od: Pierdomenico Baccalario 

Temat: Czwarty manuskrypt Wysłano: 22 sierpnia 2005 02:45:33 Do: 
Redakcja „Parostatku" 

Cześć! To znowu ja! 

Jestem jeszcze w Kornwalil. Po od cyfrować i u trzeciego zeszytu 
Ulyssesa Moore'a zabrałem się szybko do pracy nad czwartym. Właśnie 
przetłumaczyłem bardzo ważny fragment, przytaczam go tutaj, bo wiem, 
że wy także nie możecie się doczekać końca tej opowieści. 

„Peter Dedalus żył, już byli tego pewni. Ponadto byli pewni, że cień Iwa 
z placu Św. Marka, precyzyjny jak igła kompasu, zaprowadzi ich do 
jego pracowni. 

Najpierw jednak musieli odnaleźć Czarnego Gondoliera, jedynego, który 
mógłby popłynąć kanałami i zaprowadzić ich na Wyspę Masek. 

Ale musieli zrobić to bardzo szybko. W odkrywaniu kryjówki Petera 
dzieci były już bardzo opóźnione. 

Boję się, że Obliwia nas uprzedzi... - szepnęła zmartwiona Julia. 

background image

Nawet tak nie myśl, siostrzyczko - dodawał jej otuchy Jason, 

którego ubranie wciąż jeszcze usmarowane było klejem i gołębimi 
piórami. 

Przy każdym jego ruchu wzbijał się w powietrze obłok ptasich piórek. 

Chyba mam pomysł... - szepnął Rick, rozglądając się dokoła". 

Teraz muszę kończyć. Jak odkryję coś nowego, natychmiast napiszę. 

Pozdrawiam! Pierdomenico 

PS Załączam jeden z rysunków, który znalazłem w czwartym zeszycie 
Ulyssesa. 

- SPIS TriEŚCI - 

Śniadanie..........................................9 

Telefon z Londynu ..................................27 

Łowcy tajemnic ....................................37 

Bez hamulców .....................................53 

Telefon z czarnego bakelitu.............................59 

Na tropie mapy.....................................65 

Nowa fryzura......................................85 

Daleko od Kilmore Cove ............................107 

Niszczycielka .....................................113 

Owl Clock .......7...............................119 

Dom Luster.......................................127 

Wszystko się rusza .................................147 

background image

Ten, który przeżył..................................155 

Drzwi z cząsomierzem........... ...................159 

Latarnik.........................................175 

Szach królowi.....................................181 

Stare i nowe odkrycia...............................189 

Głos z przeszłości..................................197 

Wybór...........................................205 

Drzwi Petera Dedalusa .............................213 

Na poddaszu......................................219 

Zapowiedź nowej przygody ..........................231 

Cmentarz na wzgórzu .....................241 

 

 

ULYSSES MOORE 

1. WROTA CZASU 

Kilmore Cove, Kornwalia. Jason i Julia, bliźnięta w wieku jedenastu lat, 
właśnie przeprowadzili się z Londynu do Willi Argo, wielkiego dworu 
nad urwiskiem, strzeżonego przez Nestora, starego ogrodnik; milczka, 
który prawdopodobnie dużo wie o tym domu... Pewnego wieczoru, 
korzystając z nieobecności rodziców zajętych ważnymi sprawami w 
Londynie, Jason, Julia oraz ich nowy kolega z Kilmore Cove - Rick 
zaczynają zwiedzać to stare domostwo, pełne tajemniczych pokoi i 
kluczy... W końcu natykają się na ukryte za szs drzwi, których nijak nie 

background image

da się otworzyć. Drzwi mają cztery zamki, ale żaden z kluczy w domu 
do nich nie pasuje. Co znajduje się za tymi drzwiami? I dlaczego ktoś 
chciał je ukryć? 

Dzieci postanawiają za wszelką cenę je otworzyć... 

ULYSSES MOORE 

2. ANTYKWARIAT ZE STARYMI MAPAMI 

Starożytny Egipt, Kraina Puntu. Jason, Julia i Rick przekroczyli Wrota 
Czasu i weszli do Domu Życia, potężnej, pełnej labiryntów biblioteki-
archiwum, gdzie przechowywane są papirusy, pergaminy i gliniane 
tabliczki pochodzące z wielu 

zakątków świata. Tym razem poszukują 

tajemniczej mapy ukrytej w legendarnej Nieistniejącej Komnacie. Tylko 
właściciel „Antykwariatu ze starymi mapami" wie coś, co może 
naprowadzić ich na właściwy 

-^WARIAT ZE 

■■■HM 

■ nvr ,-i-—---—«1 

ULYSSES MOORE 

wkrótce 

4. WYSPA MASEK 

Jason, Julia i Rick są gotowi do kolejnej przygody. Peter Dedalus, 
jedyna osoba, która może im pomóc w znalezieniu Pierwszego Klucza, 
przeszedł przez Wrota Czasu i ukrywa się teraz w XVIII-wiecznej 
Wenecji. Zła Obliwia Newton już jest na jego tropie, więc dzieci muszą 

background image

działać szybko. Przede wszystkim muszą dowiedzieć się, kim jest 
tajemniczy Dark gondolier (Ciemny gondolier), lecz zdaje się, że nikt o 
nim nie słyszał... 

 

F 20 Illp/Prz