background image

Manipulacje propagandy lewicowej od rewolucji francuskiej 

do fałszów bolszewizmu i komunizmu

prof. dr hab. Jerzy Robert Nowak

Lewica (radykalna lewica od jakobinów po komunistów) od paru stuleci stosuje te 

same   formy   manipulacji   w   propagandzie.   Od   Rewolucji   Francuskiej   1789-1795 
poprzez   przewrót   bolszewicki   1917   roku   i   rządy   komunistycznego   totalitaryzmu 
lewica odwoływała się w swych  hasłach do stereotypów opartych  na nienawiści i 
apoteozie terroru wobec wszystkich inaczej myślących. Rzeczową dyskusję opartą 
na   faktach   u   lewicy   zawsze   zastępowało   wymyślanie   na   oponentów   i   ich 
etykietkowanie   jako   "wrogów   ludzi"   i   "kontrrewolucjonistów".   Nawet   dziś   metody 
etykietkowania oponentów stanowią główną "broń" w arsenale lewicy. Tyle tylko, że 
dawną XVIII-wieczną gilotynę i XX-wieczne egzekucje na procesach pokazowych i w 
łagrach,   dziś   zastępują   tylko   kolejne   eskalacje   ataków   medialnych   na   winnych 
"niepoprawności politycznej", wymyślanie im od "faszystów", "ciemnych klerykałów", 
"nacjonalistów" i "antysemitów''. 

Do najważniejszych wspólnych cech propagandy lewicy w obu tych tak różnych 

okresach   historycznych,   należy   ciągłe   usprawiedliwianie   terroru   zagrożeniem   ze 
strony przeciwników zewnętrznych i wewnętrznych, skłonność do tropienia kolejnych 
"wrogów  ludu"   i  ich   potępiania,   prowadzącego   ostatecznie   do   fizycznej   likwidacji, 
skłonność   do   wyniszczania   wszystkich   oponentów   czy   tylko   podejrzanych,   bez 
względu na ich zasługi dla kraju, czy niezwykle cenne umiejętności. Podobne w obu 
okresach były tendencje do nieubłaganej walki z Kościołem i religią, wandalizm w 
odniesieniu do zabytków oraz cennych tradycji narodowych i religijnych. 

Czymś, co niezwykle mocno łączy machiny propagandy francuskich jakobinów i 

bolszewizmu Rosji sowieckiej jest ogrom obłudy, cechującej oba typy propagandy, 
niebywałe  rozmiary zdeformowania przez nich swoich własnych  haseł w praktyce 
działania.   Obie   machiny   propagandowe   cechowało   to   samo   orwellowskie   dwój-
myślenie,   z   tym,   że   fałsze   propagandy   jakobińskiej   nie   znalazły   odpowiedniego 
demaskatora na miarę Orwella.

Dość   przypomnieć   choćby   najsłynniejsze   hasła   Rewolucji   Francuskiej, 

proklamowane   30   czerwca   1793   roku:   "Liberté,   egalité,   fraternité"   (Wolność, 
równość, braterstwo). O jakiej wolności można było mówić za rządów jakobinów, w 
czasach   despotyzmu   terroru   rewolucyjnego   i   zniszczenia   wolności   gospodarczej 
(pod tym względem też niebywałe prekursorstwo wobec sowieckiego totalitaryzmu)? 
Co   wspólnego   z   równością   miały  nagminne   praktyki   grabieży  mienia   dziesiątków 
tysięcy   różnych   "podejrzanych"   przez   "równiejszych"   jakobińskich   funkcjonariuszy 
terrorystycznego   aparatu   władzy?   I   wreszcie,   wręcz   groteskowe   było   mówienie   o 
braterstwie we Francji jakobińskiej, rozdzieranej przez straszne walki frakcyjne, po 
których pokonani rywale byli masowo gilotynowani.

Rewolucyjny terror a fałsze o "erze wolności''

Analizując przeróżne wypowiedzi propagandowe doby rządów jakobińskich 1793-

1794 ciągle natyka się na odmienianie w różnych przypadkach frazesów o niebywałej 
"erze wolności", w  jaką  jakoby weszła  ówczesna  Francja, promieniując z kolei tą 
ekstazą wolności na wszystkie inne narody. Sankiulocka czapka frygijska i "drzewka 

background image

wolności"   mają   wszędzie   symbolizować   tę   szczęśliwą   "wolność"   ówczesnych 
pokoleń Francuzów. A wszystko to dzieje się akurat w czasie, gdy rewolucyjny terror, 
uderzający we wszystkich "myślących inaczej", czy tylko o to podejrzanych, zbiera 
coraz okrutniejsze żniwo. Był to czas, gdy ofiarami podejrzeń, oskarżeń o "wrogość 
do ludu " padały dziesiątki tysięcy osób. Z jakąż łatwością rzucano oskarżenia o 
zdradę!

Nie kto inny, jak przyjaciele rzekomo tak "humanistycznego" Dantona (vide film A. 

Wajdy "Danton"): Barras i Feron, chełpili się w sprawozdaniu do władz paryskich 
kierowanymi   przez   siebie   represjami   w   Tulonie:   "Powołaliśmy   komisję   spośród 
szczerych   sankiulotów  paryskich   (...)   Rozpoczęła   ona   działalność  przed  2  dniami 
dobrze wywiązując się ze swoich zadań (...) Już 800 zdrajców tulońskich poniosło 
karę śmierci". [przyp 1: A. Mathiez: Rewolucja Francuska, Warszawa 1956, s. 536.] 
800   osób   straconych   w   ciągu   zaledwie   dwóch   dni   pod   nadzorem   przyjaciół 
"liberalnego Dantona"! A są to dane niezaprzeczalne - wszak podawane za książką 
głośnego   francuskiego,   marksistowskiego   historyka,   jednoznacznie   wyrażającego 
swe sympatie do czasów rządów jakobińskich, tyle, że nie bezkrytycznego. Swoistym 
smutnym   symbolem   całkowitej   sprzeczności   sankiulockich   tyrad   o   wolności   z 
rozszalałą praktyką rewolucyjnego terroru stały się ostatnie słowa pani Roland. Ta 
najsłynniejsza   z   kobiet   Rewolucji   Francuskiej   wypowiedziała   na   krótko   przed 
zgilotynowaniem słowa: " O wolności! O wolności! Jakież zbrodnie popełnia się w 
twoim imieniu!".

W Polsce obraz wydarzeń doby Rewolucji Francuskiej lat 1789-1795, łącznie z jej 

najhaniebniejszym   okresem   -   czasami   rządów   jakobińskich   1793-1794,   przez 
dziesięciolecia PRL-u był utrwalany w sposób jednostronny i panegiryczny, "dzięki" 
dominującym w historiografii tego tematu naukowcom jak np. nasz rodzimy wielbiciel 
jakobinów   i   Robespierre'a   -   profesor   Jan   Baszkiewicz.   Panegirycznym 
uproszczeniom sprzyjał fakt, że - ze względu na blokadę carskiej cenzury - w Polsce 
nigdy nie przełożono ogromnej części najwybitniejszych książek o historii Rewolucji 
Francuskiej,   od   prac   Thiersa,   Micheleta   i   Lamartine'a   po   Carlyle'a   i   Ouineta. 
Nieznajomość tych dzieł, i w ogóle szerszej faktografii, ukazującej w pełni blaski i 
cienie   dziejów   Rewolucji   Francuskiej,   bardzo   ułatwiła   później   jej   skrajnie 
apologetyczne   zafałszowanie   w   dobie   PRL-u.   Niewiedza   o   prawdziwej   historii 
tamtych lat w Polsce jest niestety i dziś dość powszechna. Dlatego bezkrytycznie 
przyjęto w quasi "opozycyjnym" filmie A. Wajdy "Danton" potraktowanie jednego z 
czołowych przywódców rewolucyjnych - Georgesa Dantona jako rzekomo pełnego 
skrupułów "demokraty" i "humanisty", mającego wręcz organiczny wstręt do terroru. 
W   rzeczywistości   ten   tak   wyidealizowany   przez   Wajdę   Danton,   jako   minister 
sprawiedliwości w czasie masakry więźniów we wrześniu 1792 roku (zamordowano 
1340 osób), "wsławił się" wręcz haniebnym zachowaniem. Proszony o to, by jako 
minister, zapobiegł masakrom na więźniach, odburknął: "Gwiżdżę na więźniów, niech 
się dzieje z nimi, co chce" [przyp.2: A. Soboul: Histoire de la révolution francaise, 
Paris 1962, t. I, s.30.] Co więcej, później publicznie usprawiedliwiał popełnione rzezie 
mówiąc,   że   rozprawiono   się   wyłącznie   z   "tłumem   konspiratorów   i   nędzników".   I 
dodawał:   "Chciałem,   by  cała   młodzież  paryska   przybyła   do  Szampanii   splamiona 
krwią, co dałoby mi gwarancję jej wierności. Chciałem oddzielić ją od emigrantów 
rzeką   krwi   (...)"   [   przyp.3:   A.   Mathiez:   op.cit.,   s.225.]   .Faktycznie,   haniebnie 
"splamiony krwią" był sam minister sprawiedliwości, Danton, tolerujący rzezie setek 
niewinnych   osób   (w   tym   około   300   księży).   Należy   się   dziwić   pokutowaniu 
panegirycznych propagandowych stereotypów na jego temat, choćby w filmie Wajdy, 

background image

pokazywaniu go jako "olbrzyma" czasów Rewolucji. 

Upiększona   propagandowa   wizja   rządów   jakobińskich   nie   była   w   dobie   PRL-u 

przypadkowa,   wszak   jakże   słusznie   komuniści   różnych   krajów   czuli   się 
spadkobiercami ich okrutnych idei i praktyk. Stąd też skwapliwie milczano w pracach 
polskich   PZPR-owskich   historyków   z   "jakobińskim"   zacięciem,   o   najbardziej 
kompromitujących   wyczynach   jakobińskiego   terroru.   Profesor   Baszkiewicz   np.   w 
swych książkach o Dantonie i Robespierze, przemilczał w ogóle sprawę stracenia 
przez rewolucyjnych katów największego francuskiego uczonego owych czasów A. 
Lavoisiera. Publikacje PRL-owskie, idealizujące wciąż jakobinów, ukrywały prawdę o 
jakobińskich   planach   eksterminacji   dużej   części   własnego   narodu.   Na   przykład 
osławiony kat Nantes Jean Baptiste Carrier oświadczył kiedyś, że "Francja nie może 
wyżywić   swojej   zbyt   licznej   1udności,   ażeby   zaś   temu   zaradzić,   należy   wytępić 
księży,  szlachtę i mieszczan"  [przyp  4: P.  Gaxotte,  Wielka Rewolucja Francuska, 
Warszawa   1939,   s.265.]   Gaxotte   pisał,   że   tenże   Carrier   miał   kiedyś   powiedzieć: 
"Raczej zamienimy Francję w cmentarz, niż odstąpimy od zamiaru odrodzenia jej po 
naszej myśli". [ przyp.5: Tamże.] Po upadku jakobinów Carrier został stracony (w 
październiku 1794 roku), jako winny zamordowania ponad 2400 osób, w tym kobiet i 
dzieci.

Jakobiński terror traktowany był przez jego fanatycznych inicjatorów jako rodzaj 

swoistego   oczyszczenia,   które   utoruje   drogę   do   powstania   szczególnego   typu 
nowego   człowieka   -   człowieka   rewolucyjnego.   (Tak   jak   później   za   rządów 
bolszewików bezlitosny terror miał ułatwić powstanie generacji, złożonej wyłącznie z 
ludzi reprezentujących postacie nowego typu - nowego człowieka socjalistycznego, 
"na miarę" leninowskich,  a później stalinowskich czasów). Jeden z wybitniejszych 
współczesnych,  francuskich badaczy czasów rewolucji François Furet, tak pisał o 
jakobińskiej koncepcji rewolucji, ukształtowanej w czasach terroru: "Terror to rządy 
strachu, które w myśl teorii Robespierre'a są rządami cnoty. Terror uruchomiony dla 
unicestwienia arystokracji, staje się ostatecznie środkiem eliminacji niegodziwców i 
zwalczania przestępstw. od tej pory współistnieje z rewolucją, jest jej nieodłącznym 
elementem, tylko on bowiem może przyczynić się do powstania Republiki obywateli. 
(...) Jeśli zaś Republika wolnych obywateli nie może jeszcze powstać, to dlatego, że 
ludzie skażeni przeszłością są źli; za pomocą terroru Rewolucja, ta nie opisana i 
zupełnie nowa historia, stworzy nowego człowieka". [przyp 6: Cyt. za: Czarna księga 
komunizmu. Zbrodnie, terror, prześladowania, Warszawa 1999, s.682.]

Współautor   słynnej   "Czarnej   księgi   komunizmu"   Stéphane   Courtois 

niedwuznacznie   wskazywał   na   prekursorstwo   francuskiego   terroru   jakobińskiego 
wobec terroru bolszewickiego, stwierdzając: "Niektóre metody stosowane w okresie 
terroru - manipulacja napięciami społecznymi przez frakcję jakobińską, zaognienie 
fanatyzmu   ideologicznego   i   politycznego,   prowadzenie   wyniszczającej   wojny   ze 
zbuntowaną częścią chłopstwa - można uznać za zapowiedź działań bolszewików. 
Niewątpliwie, Robespierre położył pierwszy kamień na drodze, która później zawiodła 
Lenina   do   terroru.   Czy   podczas   głosowania   praw   prairiala   Robespierre   nie 
oświadczył przed Konwentem: "Aby ukarać wrogów ojczyzny, wystarczy ustalić, kim 
są. Mniej zresztą chodzi o ich ukaranie, raczej o ich unicestwienie". [przyp. 7: Por. 
tamże, s.682.]

Przyjaciel   Robespierre'a,   fanatyczny   jakobin   Saint-Just   "wsławił   się"   innym 

zaleceniem,   jakże   godnym   późniejszych   bolszewickich   katów:   "Karzcie   nie   tylko 

background image

zdrajców, lecz nawet obojętnych; karzcie każdego. kto zachowuje się w republice 
biernie i nic dla niej nie robi". [przyp 8: P. Jasienica: Rozważania o wojnie domowej, 
Kraków   1985,   s.114.]   XX-wieczni   przywódcy   komunistyczni,   typu   osławionego 
czerwonego dyktatora Węgier Mátyása Rákosiego, głosili na każdym kroku hasło: 
"Kto nie z nami, ten przeciw nam!".

W   propagandzie   jakobińskiej   ważne   miejsce   zajmowało   ciągłe   demaskowanie 

domniemanych   spisków   wrogów   Rewolucji.   Kompan   Robespierre'a,   Antoine-Luis-
Leon Saint-Just alarmował w przemówieniu z 10 października 1973 r.: "W republice 
istnieją   spiski.   Spisek   nieprzyjaciół   zewnętrznych,   spisek   złodziei,   którzy   służą 
republice   po   to   jedynie,   by   ją   wysysać,   a   którzy   doprowadzą   ją   do   zguby   z 
wyczerpania". [przyp. 9: Cyt. za A. Mathiez, op.cit., s.508]. Spiskową teorię Saint-
Justa błyskawicznie wsparł tego samego dnia i sam Robespierre, ostrzegając: "Od 
początku rewolucji należało zwrócić uwagę, że istnieją we Francji dwa różne źródła 
niepokojów:   spisek   angielsko-pruski   i   austriacki   (...)".   [przyp.   10:   Tamże,   s.508.] 
Rozwijając   swe   oskarżenia   o   spiski,   Robespierre   wystąpił   ze   skrajnymi, 
ksenofobicznymi oskarżeniami przeciwko przebywającym we Francji cudzoziemcom, 
akcentując:   "Żywię   instynktowną   nieufność   do   tych   wszystkich   cudzoziemców, 
których   oblicze   zakrywa   maska   patriotyzmu   i   którzy  wysilają   się,   by   uchodzić   za 
bardziej   energicznych   niż   my   sami.   Są   to   agenci   obcych   mocarstw,   gdyż   wiem 
dobrze,   że   wrogowie   nasi   nie   omieszkali   sobie   powiedzieć:   emisariusze   muszą 
okazywać najgorętszy, najbardziej przesadny patriotyzm, aby jak najłatwiej wślizgnąć 
się do naszych komitetów i zgromadzeń. To oni sieją niezgodę, to oni krążą wokół 
obywateli   najbardziej   godnych   szacunku,   wokół   prawodawców   najbardziej   nawet 
niesprzedajnych;   posługują   się   oni   jadem   moderantyzmu   i   sztuką   przesady,   by 
podsuwać nam poglądy sprzyjające w mniejszym lub większym stopniu ich tajemnym 
celom..."  [przyp  11: Por. tamże, s.509.] W ślad za tak wyrażonymi  podejrzeniami 
Robespierre'a   szybko   poszły   aresztowania   różnych   podejrzanych   cudzoziemców, 
nawet tych, którzy dotąd dawali niejednokrotnie wyraz niewzruszonego poparcia dla 
rewolucji. Bo jeśli sam Robespierre ich podejrzewa... to na pewno nie ma dymu bez 
ognia!

6   września   1793   roku   rewolucyjna   Konwencja   podjęła   uchwałę   nakazującą 

aresztowanie   wszystkich   cudzoziemców,   prócz   robotników,   artystów   i   tych 
wszystkich,   którym   uda   się   na   czas   dostarczyć   dowody   swego   prawdziwego 
przywiązania   do   rewolucji   i   Republiki.   Już   11   dni   później   uchwalono   jedno   z 
najstraszniejszych   praw   doby   jakobińskiej   -   dekret   o   podejrzanych.   Stanowił   on 
dogodną postawę do inicjowania kolejnych fal zmasowanego terroru. Artykuł drugi 
wspomnianego dekretu, tak definiował osoby, które zostają uznane za podejrzane: 

"Ci, którzy swym zachowaniem, bądź dzięki znajomościom albo też poprzez 
swe opinie wyrażone czy też napisane dali się poznać jako zwolennicy tyranii 
lub federalizmu albo też jako wrogowie wolności; 

Ci,   którzy   nie   zdołają   udowodnić   zgodnie   z   dekretem   z   21   marca   (dekret 
dotyczy powołania komitetów rewolucyjnych) źródeł swego utrzymania bądź 
wypełniania swych obywatelskich zobowiązań; 

Ci, którym odmówiono certyfikatów lojalności obywatelskiej; 

Urzędnicy zawieszeni w prawach, których im następnie nie przywrócono; 

background image

Dawna   szlachta,   mężczyźni   i   kobiety   oraz   ojcowie,   matki,   synowie,   córki, 
bracia, siostry i agenci emigrantów, którzy nie dość okazywali swe poparcie 
dla rewolucji". 

[przyp.   12:   J.   Baszkiewicz,   S.   Meller,   Rewolucja   francuska   1789-1794. 

Społeczeństwo obywatelskie, Warszawa 1983, s.300-301.]

Szczególnie   straszny   był   5   punkt   dekretu,   umożliwiający   bezlitosne 

prześladowanie wszystkich członków rodzin - podejrzanych ze szlachty i emigracji. 
Do   złudzenia   przypominało   to   późniejsze   zbiorowe   represje   bolszewickie   wobec 
członków   rodzin   wszystkich   uwięzionych   i   skazanych   "wrogów   ludu".   Ciągle 
wprowadzano nowe "udoskonalenia" w terroryzowaniu obywateli, poszerzające ilość 
podejrzanych.   Dekret   z   16   kwietnia   1794   roku   skazywał   na   zesłanie   do   Gujany 
każdego   obywatela,   nie   utrzymującego   się   z   pracy,   "któremu   udowodniono,   że 
narzeka na rząd" [przyp 13: P. Gaxotte, op.cit., s.294.] Najszerszy zakres "zbrodni", 
zagrożonych konfiskatą majątku i śmiercią zawarto w sławetnej ustawie z 10 czerwca 
1794 roku. Poza zagrożonymi szafotem osobami "bezczeszczącymi lub usiłującymi 
obalić Konwent Narodowy i rząd rewolucyjny" do osób "zasługujących" na gilotynę 
zaliczono m.in. tych, którzy utrudniają akcję aprowizacyjną (a więc rolników i kupców, 
opierających się przeciw narzucaniu im ograniczeń płac). Szafot miał grozić również 
jako   "wrogom   ludu"   obywatelom,   szerzącym   fałszywe   pogłoski   (wszystkim 
kumoszkom),   czy   tym,   którzy   usiłowali   wprowadzić   w   błąd   opinię   publiczną   lub 
wzbudzić malkontenckie zniechęcenie [przyp. 14: P. Gaxotte, op.cit., s.294.] Kara 
gilotyny groziła również wszystkim tym, którzy prześladują lub oczerniają patriotów 
(czyli wszystkim oponentom jakobinów). Ustawa przewidywała niebywałe "ułatwienia" 
w   ferowaniu   wyroków   skazujących,   znosząc   obowiązek   wstępnych   przesłuchań 
świadków   i   uniemożliwiając   dopuszczenie   obrońców   do   oskarżonych.   Jedynym 
wyrokiem   w   sądzonych   za   omówione   wyżej   "zbrodnie"   sprawach   miał   być   wyrok 
śmierci   [przyp.   15:   Por.B.   Melchior-Bonnet:   Dictionnaire   de   la   Révolution   et   de 
L'empire, Paris 1965, s.254.]

"Propaganda okrucieństw"

W propagandzie jakobińskiej szczególną rolę odgrywało ciągłe podtrzymywanie 

stanu wrzenia wśród mas Paryża przez straszenie ich groźbą kolejnych spisków i 
zdrad elementów "kontrrewolucyjnych". Jak pisał jeden z najwybitniejszych badaczy 
dziejów rewolucji Pierre Gaxotte: "Zmyślone spiski, urojone rzezie, fałszywe alarmy 
utrzymywały   ludzi   w   strachu   nieokreślonym,   lecz   stałym".[przyp.   16:   P.   Gaxotte, 
op.cit.,   s.121.]   W   podsycaniu   nienawiści   rzesz   ludu   Paryża   do   ludzi   tzw.   ancien 
régime   bardzo   dużą   rolę   odgrywały   świadomie   wymyślane   fałsze   jakobińskich 
propagandystów. Na przykład jeden z najbliższych współpracowników Robespierre'a, 
Antoine Saint-Just bez wahania upowszechniał w swych  tekstach istne brednie o 
rzekomych   okrucieństwach   króla   Ludwika   XVI:   "W   roku   1788   Ludwik   XVI   kazał 
wymordować w Paryżu, na ulicy Melée i na Pont-Neuf 8000 osób bez względu na 
płeć i wiek ofiar. Dwór królewski powtórzył te morderstwa na Polu Marsowym (...) 
wieszano rocznie 15 000 przemytników, łamano kołem 3000 osób". [przyp. 16: P. 
Gaxotte,   op.cit.,   s.120.]   Komentujący   te   twierdzenia   jako   jednoznaczne   "bajdy", 
Gaxotte   pisał:   "Takie   słowa   padały   z   trybuny   Konwentu,   były   oklaskiwane, 
drukowane,   wysyłane   do   najmniejszych   wiosek,   komentowane,   powtarzane   i 
upiększane.   Wierni   członkowie   klubów   wierzą   wszystkiemu"   [przyp   17:   Tamże, 
s.120-121.] Sto kilkadziesiąt lat później w związku ze wzajemnymi oskarżeniami o 

background image

okrucieństwa, o wojnie światowej wymyślono zwrot Greuelpropagande (propaganda 
okrucieństw). Fakty mówiły jednoznacznie - to francuscy jakobini byli "pomysłowymi" 
twórcami tego typu propagandy nienawiści.

W umacnianiu i rozszerzaniu kolejnych faz propagandy nienawiści do "wrogów 

ludu"   szczególnie   mocno   pomagało   powoływanie   się   na   toczoną   przez   Francję 
wojnę.   Przywoływane   zagrożenie   zewnętrzne   stanowiło   nader   chętnie   używane 
usprawiedliwienie dla propagowania aktów przemocy wobec wszystkich "myślących 
inaczej", alibi dla rewolucyjnego bezprawia i terroru. Ponad sto lat później bolszewicy 
sięgali wciąż do tego samego argumentu - powoływanie  się na obcą interwencję 
miało uzasadniać najkrwawszy, najbardziej rozpasany terror Czeki.

(...)

Fałsze propagandy bolszewickiej i komunistycznej

Fałsze propagandy bolszewickiej i komunistycznej to temat ogromny i niezwykle 

szeroko   zróżnicowany.   Początkowo   dominują   fałsze   zmierzające   do 
usprawiedliwienia   okrutnego   terroru   wobec   oponentów   i   zrzucania   na   nich   i   na 
interwencję   zewnętrzną   winy   za   głód   i   katastrofę   gospodarczą   Rosji.   Później 
dochodzi   fala   fałszów   przedstawiających   sowieckie   więzienie   narodów   jako 
"wspaniały"   symbol   równouprawnienia   narodów,   a   sowiecką   eksploatację 
społeczeństwa jako proletariacki "raj na ziemi". Wtóruje im ogromna ilość fałszów na 
temat rzekomych sowieckich "wyczynów gospodarczych", a później zapowiedzi, jak 
to ZSRR we wszystkim przegoni kapitalizm. Kolejne elementy manipulacji sowieckiej 
propagandy   to   usprawiedliwianie   zaborów   terytorialnych   kosztem   sąsiadów   i 
oskarżanie   Zachodu   o   forsowanie   "zimnej   wojny".   Wiążą   się   z   tym   przeróżne 
szczegółowe fałsze propagandowe (np. o tym, kto wywołał wojnę koreańską). Jedną 
z nader istotnych  części manipulacji sowieckiej propagandy stanowią tłumaczenia 
kolejnych   buntów   narodów   uciskanych   (typu   Powstania   Węgierskiego   1956   r., 
Praskiej   Wiosny   w   1968   r.,   czy   ruchu   "solidarności"   w   Polsce)   złowieszczymi 
intrygami   Zachodu,   etc..   Ważną   część   w   całokształcie   manipulacji   propagandy 
sowieckiej   stanowią   konsekwentne   zabiegi   o   przyciągnięcie   na   Zachodzie   jak 
największej ilości "fellow travellers": dziennikarzy, uczonych czy twórców gotowych z 
różnych powodów do powielania w swoich krajach najbardziej nawet zakłamanych 
stereotypów komunistycznej sowieckiej propagandy. I wreszcie nowy typ manipulacji 
od połowy lat osiemdziesiątych, zmierzający i to skutecznie do ukształtowania na 
Zachodzie   tzw.   gorbomanii   -   przedstawienia   Gorbaczowa   jako   prawdziwego 
demokraty   i   reformatora,   któremu   Zachód   powinien   jakoby   maksymalnie   i   bez 
zastrzeżeń pomagać w swoim dobrze pojętym interesie. Brak miejsca nie pozwala tu 
oczywiście   na   zajęcie   się   tak   wielostronnymi   i   różnorodnymi   manipulacjami 
propagandy bolszewickiej i komunistycznej. Ograniczę się więc z konieczności do 
przedstawienia niektórych wycinkowych aspektów tych manipulacji, zwłaszcza tych, 
które stanowiły swoistą kontynuację manipulacji propagandy radykalnej lewicy doby 
Rewolucji Francuskiej.

Już   na   wstępie   za   szczególnie   konieczne   uważam   zaznaczenie,   że   ogromny 

wpływ na sposób, w jaki stawiano zręby dyktatury komunistycznego totalitaryzmu w 
Rosji, miał wyjątkowy cynizm przywódców bolszewickich, od Lenina po Trockiego i 
Stalina. Jakże wymownie charakteryzuje ten cynizm, maksymalne nie liczenie się z 
cierpieniem mas rzekomych "zbawców ludu", wczesna wypowiedź Lenina, w reakcji 
na   głód   w   regionie   Samary   w   1891   r.   Lenin   wyraził   wtedy   swą   jednoznaczną 

background image

satysfakcję   z   efektów   klęski   głodu,   mówiąc:   "Niszcząc   przestarzałą   gospodarkę 
chłopską głód przybliża nas obiektywnie do naszego ostatecznego celu, socjalizmu, 
który to etap następuje bezpośrednio po kapitalizmie. Głód niszczy także wiarę nie 
tylko w cara, ale i w Boga".

Propagandowa obłuda w czasach totalitarnego terroru

Winston   Churchill   powiedział   kiedyś:   "Komuniści   są   jak   krokodyle,   które   kiedy 

otwierają   paszcze,   nie   wiemy   -   uśmiechają   się,   czy   chcą   nas   pożreć".   Trzeba 
rzeczywiście przyznać, że kolejni dyktatorzy komunistyczni, począwszy od Lenina i 
Stalina doprowadzili do perfekcji sztukę propagandowego zakłamania i obłudy.  W 
czasie, gdy w Związku Sowieckim szalał w najlepsze krwawy terror Wielkiej Czystki, 
gdy ofiarą jego padały miliony osób, totalitarny dyktator Josif Wisarionowicz Stalin 
głosił w przemówieniu na zebraniu przedwyborczym w Moskwie 11 grudnia 1937r.: 
"Nigdy na świecie nie było takich (jak w ZSRR - J.R.N.) istotnie wolnych i istotnie  
demokratycznych   wyborów.   (...)   Wybory   odbywają   się   u   nas   (...)   w   atmosferze, 
powiedziałbym, wzajemnej przyjaźni, bowiem (...) nie ma właściwie komu wywierać 
presji   na   naród,   aby   wypaczyć   jego   wolę".   Szczególnie   umiejętnie,   perfekcyjnie 
wręcz   Stalin   umiał   wykorzystywać   naiwność   niektórych,   bardzo   głośnych 
intelektualistów   zachodnich,   dla   przekonania   ich   o   swojej   wielkoduszności   i 
pragnieniach demokratycznych i humanistycznych, co było zresztą tym łatwiejsze, że 
bardzo chcieli mu wierzyć. Jakże wymowna pod tym względem była rozmowa Stalina 
z   francuskim   pisarzem,   laureatem   Nagrody   Nobla   Romain   Rollandem.   Skądinąd 
zachwycony obrazem tej fasadowej Rosji, jaka mu pokazali stalinowscy przewodnicy, 
Romain   Rolland   miał   tylko   jedno   zastrzeżenie.   Mówił   o   przykrym   wrażeniu,   jakie 
wywarło   w   Europie   Zachodniej   nagłe   wykonanie   naraz   w   ZSRR   kilkuset 
zawieszonych wyroków śmierci na więźniach politycznych w odwet za skrytobójczy 
mord na Kirowie w 1934 r., skądinąd popełniony na zlecenie Stalina. Stalin, który 
sam nakazał wykonanie wspomnianych wyroków śmierci, zaczął obłudnie wyjaśniać 
Rollandowi:   "Oczywiście,   że   byłem   przeciw   tak   okrutnej   decyzji.   Dojście   do   niej 
kosztowało   mnie   wiele   bezsennych   nocy.   Ale   cóż,   takie   są   już   u   nas   skutki 
demokracji na szczytach. Zostałem przegłosowany przez większość moich kolegów 
w Biurze Politycznym KC WKPb".

(Zauroczony Stalinem Rolland, po tym wyjaśnieniu uważał, że Stalin jest jedyną 

nadzieją demokracji w Rosji, "jedynym Europejczykiem" wśród barbarzyńców).

Dla dyskredytowania przeciwników bolszewicy sięgali po najbardziej zohydzające 

ich   porównania   i   zestawienia.   Warto   przypomnieć   na   przykład   jak   to   jeden   z 
czołowych   przywódców   bolszewickich   uznał   postulaty   zbuntowanych   marynarzy 
Kronsztadu   i   popierających   ich   robotników   w   1921   roku   za   "eserowsko-
czarnosecinne".   Obelżywe   określenie   "czarnosecinne"   nawiązywało   do   osławionej 
Czarnej Sotni, najbardziej reakcyjnej i agresywnej formacji doby caryzmu. Jeden z 
współautorów   "Czarnej   Księgi   komunizmu"   Nicolas   Werth   zwrócił   uwagę   jak 
absurdalną   deformacją   było   nazwanie   postulatów   zbuntowanych   z   Kronsztadu 
"czarnosecinnymi",   wyliczając,   że   były   one   takie   same   jak   żądania   ogromnej 
większości obywateli po trzech latach dyktatury bolszewickiej: ponowne wybory do 
sowietów w tajnym głosowaniu i swobodnych dyskusjach; wolność słowa i prasy - 
sprecyzowano   jednak  -  "dla   robotników,   chłopów,   anarchistów  i  lewicowych   partii 
socjalistycznych";   powszechne   zrównanie   racji   żywnościowych   oraz   uwolnienie 
wszystkich   więźniów   politycznych,   członków   partii   socjalistycznych,   wszystkich 

background image

robotników,   chłopów,   żołnierzy   i   marynarzy,   uwięzionych   za   działalność   w   ruchu 
robotniczym   lub   chłopskim;   utworzenie   specjalnej   komisji   odpowiedzialnej   za 
zbadanie spraw wszystkich osadzonych w więzieniach i obozach koncentracyjnych; 
zniesienie rekwizycji; rozwiązanie oddziałów specjalnych Czeka; absolutna wolność 
dla chłopów "robienia tego, co chcą, na swojej ziemi i hodowania własnego bydła, 
pod  warunkiem,   że  będą  sobie   radzić  własnymi   środkami".   [Por.   S.Courtois  i  in.: 
"Czarna księga komunizmu. Zbrodnie, terror, prześladowania", Warszawa 1999, s. 
120]. 

Dla   bolszewików   najstraszniejsze   nawet   klęski   żywiołowe   stawały   się   głównie 

okazją do takiego manipulowania propagandą na temat ich skutków, by zrzucić winę 
za wszystko na swych najbardziej znienawidzonych przeciwników. Nader typowe pod 
tym   względem   było   zachowanie   Lenina   w   związku   ze   straszną   klęską   głodu   na 
wiosnę 1922 roku. Lenin uznał, że właśnie wówczas na tle strasznych warunków i 
rozpaczy mas tym łatwiej będzie obrócić propagandowo ich gniew przeciwko Cerkwi 
prawosławnej, tak by udało się skonfiskować jej bogactwa. I nic nie liczyło się w tym 
momencie dla Lenina, że właśnie czołowi duchowni prawosławni od początku klęski 
głodu   starali   się   maksymalnie   organizować   wsparcie   dla   jak   najszerszych   rzesz 
ludności dotkniętych tą klęską. W liście do Biura Politycznego z 19 marca 1922 roku 
Lenin   tak   akcentował   potrzebę   wykorzystania   klęski   głodu   dla   zadania   Cerkwi   i 
duchowieństwu prawosławnemu śmiertelnego uderzenia w łeb. Pisał: "W chwili, gdy 
tyle   zagłodzonych   istot   żywi   się   ludzkim   mięsem,   gdy   drogi   usłane   są   setkami, 
tysiącami   trupów,   teraz   i   tylko   teraz   możemy   (a   w   konsekwencji   musimy) 
skonfiskować   majątek   Cerkwi   ze   straszną,   bezlitosną   energią   (...)   W   innym 
momencie nie osiągniemy celu, gdyż tylko rozpacz wywołana głodem może zmusić 
masy do postawy wobec nas życzliwej lub przynajmniej neutralnej... Jestem więc 
przekonany,   że   jest   to   najlepszy   moment   do   zgniecenia   czarnosecinnego 
duchowieństwa w najbardziej zdecydowany i bezlitosny sposób i z taką brutalnością, 
by   pamiętali   o   niej   latami".   (Już   w   1922   roku   według   źródeł   cerkiewnych 
zamordowano w Rosji 2691 popów, 1962 mnichów i 3447 mniszek).

Nader dobrą ilustracją rozmiarów komunistycznej obłudy było to, co się działo na 

Węgrzech   po   1945   roku.   Kraj   ten   przeżywał   najkrwawszą   w   Europie   dyktaturę 
komunistyczną pod rządami sekretarza generalnego tamtejszej partii komunistycznej 
WPP,   osławionego   "krwawego   Macieja"   (Matyasa   Rakosiego).   Ocenia   się,   że   w 
owych czasach aż 2,5 mln. osób na 9,5 mln osób dotknęło różnego typu krzywdy 
(więzienia,   egzekucje,   wysiedlenia,   deportacje   do   ZSRR,   internowania,   nadzór 
polityczny).   I   w   czasie   niebywałego   nasilenia   takiego   stalinowskiego   terroru 
komunistyczne władze węgierskie wprowadziły cynicznie nowy obowiązkowy zwyczaj 
witania   się  między towarzyszami   partyjnymi,   przy wchodzeniu   do  urzędów,   etc.  - 
słowem "Szabadsag" (Wolność!). Podobnie ponurą groteską były słowa sowieckiego 
hymnu z doby najsroższego stalinizmu, mówiące o tym, że nie ma drugiego takiego 
kraju w świecie, gdzie tak wolno oddycha człowiek.

Poparcie dla grabieży

Podobnie jak w czasach jakobińskich rządów doby Rewolucji Francuskiej także i 

po   przewrocie   bolszewickim   zyskiwano   poparcie   wśród   dużej   części   warstw 
uboższych, głównie poprzez pobudzanie u nich nienawiści do bogatych. Propaganda 
bolszewicka starała się maksymalnie oddziaływać na najniższe instynkty motłochu, 
wręcz   nawoływała   do   grabienia   mienia   środowisk   lepiej   usytuowanych   (sławetne 

background image

hasło "Grab zagrabione!"). Były sekretarz Stalina Borys Bażanow, który mając dość 
bolszewizmu zbiegł ostatecznie za granicę, pisał w swych  wspomnieniach:  "Istotą 
komunizmu jest wzbudzanie nienawiści biednych przeciw bogatszym. [Podkr. J.R.N.] 
Im ludzie są biedniejsi, prostsi, im mniej wiedzą, tym większe szanse powodzenia ma 
propaganda komunistyczna, tym lepsze warunki na sukces komunistycznej rewolucji. 
Sukces ten jest pewny w krajach Afryki, w biednych mrowiskach Azji, w rozwiniętych 
krajach   Europy   jak   dotąd   może   być   osiągnięty   wyłącznie   siłą   -   za   pomocą 
radzieckich   czołgów.   Jest   rzeczą   oczywistą,   że   zawiść   i   nienawiść   są 
wykorzystywane jedynie po to, by judzić jedne warstwy społeczne przeciw innym, by 
wywoływać konflikty społeczne, by gnębić i niszczyć - chodzi przecież o zdobycie 
władzy. A później wszystko nabiera cech zorganizowanej katorgi, w której więzi się 
cały naród i którą rządzi wąska komunistyczna elita". (...)" Cel tej operacji to zbrojny 
rabunek w skali całego globu, zbudowanie światowego społeczeństwa niewolników, 
"robotyzacja" całego świata, którym okrutnie rządzić będą korzystający z absolutnej 
władzy   i   tępi   biurokraci   "partii"   (...)"   [B.   Bażanow:   "Byłem   sekretarzem   Stalina", 
Warszawa 1985, wyd. podziemne "Nowa", s. 186-187].

To granie przez bolszewików na instynktach zawiści i grabieży u plebsu, szybko 

zauważyli  co bystrzejsi obserwatorzy  bolszewizmu.  By  przypomnieć  choćby jakże 
przejmujące zapiski pisarza - emigranta, Laureata Nobla w 1933 roku Iwana Bunina, 
który już 5 maja 1918 roku pisał jakże proroczo: "Czyż ci ludzie nie wiedzieli, że 
rewolucja to tylko krwawa gra w komórki do wynajęcia, kończąca się zawsze tylko 
tym, że  lud, nawet jeśli uda mu się przez pewien czas posiedzieć, pobuszować i 
poświętować   na   miejscu   panów,   zawsze   koniec-końców   wpada   z   deszczu   pod 
rynnę?  [Podkr. J.R.N.] [J.Bunin: "Przeklęte dni", Warszawa 1983, wyd. podziemne 
Oficyna Liberałów, s. 30].

Te   swe   przewidywania   skutków   przewrotu   bolszewickiego   Bunin   ilustrował 

różnymi przykładami z owych czasów terroru i grabieży, opisując na przykład pod 
datą 1 marca 1918 r.: "Gruzińskiemu opowiadał w tramwaju żołnierz: "Chodzę bez 
roboty, poszedłem do rady delegatów prosić o miejsce; miejsc, mówią, nie ma - ale 
masz tu dwa nakazy rewizji, możesz się nieźle obłowić. Posłałem ich do wszystkich 
diabłów   -   ja   człowiek   uczciwy...""   [Tamże,   s.   12].   Niestety   tak   reagujący   uczciwi 
należeli do mniejszości, hasła grabienia stawały się świetną okazją do pozyskiwania 
bolszewikom   poparcia   u   motłochu.   Podobnie   jak   propagandowe   działania 
zmierzające do spektakularnego upokarzania ludzi bogatszych, dotąd znajdujących 
się   na   wierzchołkach   społeczności,   a   teraz   gnębionych   jako   rzekomych 
"kontrrewolucyjnych   krwiopijców"   i   "burżujów".   Typowe   pod   tym   względem   było 
opisane przez Bunina w dniu 10 czerwca 1918 r. Zebranie bolszewickiego Komitetu 
Wykonawczego   w   Kijowie.   Zebrani   natychmiast   przywitali   burzliwymi   oklaskami 
wysuniętą przez niejakiego Feldmana propozycję, by "wykorzystać burżujów zamiast 
koni przy przewozie ładunków!" [Tamże, s. 35].

Autorem jednych z najwcześniejszych i najwnikliwszych zarazem obserwacji na 

temat   bolszewizmu   był   słynny   polski   prozaik   i   eseista,   przez   wiele   lat   prezes 
Polskiego PEN-Clubu Jan Parandowski. Po pierwszej wojnie światowej przeżył on 
parę miesięcy pod rządami bolszewickimi w Saratowie i swe przeżycia odtworzył w 
wydanej  już  w  1919  roku książce "Bolszewizm   i  bolszewicy  w Rosji".  Książka  ta 
zawiera wiele bardzo cennych uwag o istocie bolszewizmu, a również o roli części 
Żydów   w   bolszewickim   przewrocie.   Ze   szczególnym   przerażeniem   patrzył 
Parandowski na ogromną rolę wciąż podsycanej nienawiści klasowej w propagandzie 

background image

bolszewickiej,   tępienie   tak   zwanej   burżuazji   i   inteligencji,   uważanej   za   "lokajów 
burżuazji", pozbawianej wszelkich praw ludzkich i konsekwentnie wyniszczanej. Jak 
pisał Parandowski: "Społeczeństwo podzielono na proletariat, który miał być panem 
sytuacji,   i   na   coś   nieokreślonego,   co   w   bogatej   i   przedziwnej   terminologii 
bolszewickiej dostawało co dzień nowe nazwy. Była to burżuazja, którą stosownie do 
okoliczności   nazywano:   "białą   gwardią",   "dusicielami",   "eksploatatorami", 
"ziemiańska-białogwardyjską   kontrrewolucją",   a   inteligencję   przeważnie   "lokajami 
burżuazji". Ci wszyscy byli wydziedziczeni, prawdziwi pariasi, pozbawieni praw i czci. 
Bywały chwile, kiedy rząd wołał po prostu: "Róbcie sobie z nimi, co chcecie". Można 
ich   było   grabić   i   zabijać,   i  być   pewnym,   że   żaden   trybunał   rewolucyjny   tego   nie 
poczyta za zbrodnię". [J.Parandowski: "Bolszewizm i bolszewicy w Rosji", London 
1996, s. 106].

Pierwszym   bardzo   ważnym   etapem   niszczenia   "burżuazji   jako   klasy"   było 

obkładanie   jej   przedstawicieli   niezwykle   wysoką   kontrybucją   i   gruntowne 
wywłaszczenie z dorobku osobistego przy akompaniamencie różnorakich poniżeń, 
np.   zmuszania   do   czyszczenia   latryn   i   koszar   czekistów.   Inspiracje   do 
bezwzględnego   traktowania   "burżuazji"   i   jej   wywłaszczania   były   na   bieżąco 
przekazywane w bolszewickiej prasie. Na przykład bolszewickie pisemko "Izwiestija 
Odiesskogo   Sowieta   Raboczich   Deputatow"   z   13   maja   1919   roku   informowało: 
"Zgodnie z uchwałami sowietu robotniczego 13 tego miesiąca zadekretowany został 
dniem   wywłaszczenia   burżuazji.   Klasy   posiadające   będą   musiały   wypełnić 
szczegółowy formularz, w którym spisane zostaną produkty żywnościowe, obuwie, 
odzież,   biżuteria,   rowery,   kołdry,   prześcieradła,   srebra   stołowe,   naczynia   i   inne 
przedmioty   potrzebne   ludowi   pracującemu.   [...]   Każdy   winien   wesprzeć   komisje 
wywłaszczeniowe   w   tym   świętym   zadaniu.   [...]   Ci,   którzy   nie   podporządkują   się 
rozkazom komisji wywłaszczeniowej, zostaną natychmiast aresztowani. Stawiający 
opór zostaną bezzwłocznie rozstrzelani. [Cyt. za "Czarną księgą komunizmu" op. cit., 
s. 113].

Autor   opracowania   na   temat   sowieckiego   terroru,   publikowanego   w   "Czarnej 

księdze komunizmu" Nicholas Werth pisał w oparciu o jednoznaczne stwierdzenia 
szefa ukraińskiej Czeka Łacisa (w jego piśmie obiegowym do lokalnych oddziałów 
Czeka), że faktycznie wszystkie, dokonywane kosztem "burżuazji" "wywłaszczenia", 
trafiały   do   kieszeni   czekistów   i   innych   pomniejszych   dowódców   niezliczonych 
oddziałów   rekwizycyjnych,   wywłaszczeniowych   czy   Czerwonej   Gwardii,   które 
mnożyły   się   przy   podobnych   okazjach.   [Tamże,   s.   113].   Kolejnym   etapem 
"wywłaszczeń"   było   odebranie   "burżuazji"   mieszkań.   W   bolszewickiej   prasie 
wielokrotnie   powracały   różnego   typu   zachęty   do   bezlitosnego   traktowania   ludzi 
środowisk burżuazyjnych, w tym ich fizycznej eksterminacji, upokarzania "burżujów" 
poprzez zaganianie ich do najgorszych prac fizycznych. Temat ten wciąż powracał w 
wielu   dziennikach   bolszewickich   z   Odessy,   Kijowa,   Charkowa,   Jekaternosławia, 
uralskiego   Permu   czy   Niżnego   Nowogrodu.   [Por.   tamże,   s.113].   Na   przykład   na 
łamach "Izwiestii Odiesskogo Sowieta Raboczich Dieputatow"  z 26 kwietnia 1919 
można   było   przeczytać:   "Ryba   lubi   być   przyprawiona   śmietaną.   Burżuazja   lubi 
władzę, która surowo karze i zabija. Jeśli więc stracimy kilkudziesięciu spośród tych 
łajdaków i idiotów, jeśli karzemy im zamiatać ulice, jeśli każemy ich żonom szorować 
koszary   Czerwonej   Gwardii   (a   byłby   to   dla   nich   niemały   zaszczyt),   zrozumieją 
wówczas,   że   nasza   władza   jest   solidna   i   że   nie   ma   co   liczyć   na   Anglików   czy 
Hotentotów". [Wg tamże, s.113]. 

background image

Typowym   przykładem   skrajnego   dyskryminowania   "burżuazji"   był 

charakterystyczny   "klasowy"   podział   społeczeństwa   Piotrogrodu   pod   kątem 
odpowiedniego ograniczenia przydziału żywności dla uznanych za "wrogie warstw 
społecznych".  Podział wprowadzał swoiste "cztery kategorie  brzucha", głosząc na 
rozklejonych w różnych punktach miasta plakatach: 

Robotnicy, posiadający poświadczenia z fabryk, dostaną: 200 gramów chleba 
na dwa dni, 2 jajka albo tłuszczu, albo suchych jarzyn. 

Urzędnicy biurowi: 100 gramów chleba na dwa dni, 1 jajko albo połowę racji 
pierwszej kategorii. 

Różne zawody, profesorowie, dziennikarze: 100 gramów chleba na dwa dni i 
połowę racji drugiej kategorii. 

Burżuje,   właściciele,   dzierżawcy   przedsiębiorstw,   rentierzy   itp.:   50   gramów 
chleba na dwa dni i nie mają prawa ani do jaj, ani tłuszczu, ani jarzyn. 

[Wg J.Parandowski: op. cit., s.107].

Według Parandowskiego traktowana przez bolszewików jako najgorsza czwarta 

kategoria ludzi czasami otrzymywała - w ówczesnych warunkach głodowych - "tylko 
po trzy śledzie, a nierzadko zapowiadano, ze wskutek braku żywności burżuje nic nie 
dostaną". [ J.Parandowski: op. cit., s.107].

Podobnego typu terror wobec przedstawicieli byłych klas posiadających stał się, 

wciąż   powtarzającym   się   zjawiskiem   przy   tworzeniu   kolejnych   systemów   władzy 
komunistycznej w uzależnionych przez ZSRR krajach Europy środkowo-wschodniej i 
w niektórych krajach azjatyckich. Szczególnie drastyczne rozmiary przybrał właśnie 
w   krajach   azjatyckich.   Jean-Louis   Margolin   tak   opisywał   na   przykład   pierwsze 
przejawy   wojującego   komunizmu   wiejskiego   w   niektórych   rejonach   Chin   na 
przełomie   lat   1927-1928,   a   zwłaszcza   wywoływanego   przez   agitację 
komunistycznego   gwałtownego   przeciwstawiania   miejscowych   biednych   chłopów 
"właścicielom   ziemskim":   "Cała   ludność   zapraszana   była   na   publiczne   procesy 
"kontrrewolucjonistów",   prawie   zawsze   skazywanych   na   śmierć,   towarzyszyła 
egzekucjom,   krzycząc   "zabij,   zabij"   pod   adresem   Czerwonej   Gwardii   zajętej 
ćwiartowaniem ofiar na kawałki, które czasami pieczono i jedzono lub dawano do 
spożycia   rodzinie   na   oczach   innych,   żyjących   jeszcze   skazanych.   Wszyscy 
zapraszani byli na ucztę, w czasie której dzielono pomiędzy siebie wątrobę lub serce 
byłego  właściciela,  i  uczestniczyli  w wiecach  -  mówca  stawał   przed tłumem ludzi 
trzymających piki z wbitymi na nie świeżo ściętymi głowami". [Wg "Czarnej księgi 
komunizmu..."   op.   cit.,   s.440].   Przypomnijmy   przy   okazji,   że   zwyczaj   wbijania 
ściętych   głów   na   piki   był   szczególnie   szeroko   stosowany   w   czasie   Rewolucji 
Francuskiej 1789 - 1795.

Nader  bezwzględny  charakter miały  organizowane  przez komunistów chińskich 

działania dla radykalnej zmiany stosunków na wsi po 1945 roku. Na przykład swego 
rodzaju kluczowym  elementem  chińskiej reformy rolnej były  tzw.   "wiece żalu",  na 
których zmuszano właścicieli ziemskich do publicznego kajania się przed chłopami z 
całej wioski. Kajających się upokarzano na przeróżne sposoby, a wielu z nich i tak 
zabijano. Historycy oceniają dziś, że zabito w owym  czasie co najmniej po jednej 
osobie w każdej wiosce, a cała liczba zlikwidowanych w czasie tych "czystek" na wsi 

background image

wyniosła od 2 do 5 milionów osób. [wg "Czarnej księgi komunizmu... " po. Cit., s.448]. 
Przed likwidacją właściciele ziemscy byli poddawani różnym formom znęcania się. 
Na przykład  przywiązywano  ich do pługa i zmuszano do pracy pod  razami bata. 
Likwidacji  kilku   milionów  właścicieli   ziemskich  towarzyszyło   uwięzienie  od   4  do   6 
milionów kułaków w nowoutworzonych obozach. [Wg "Czarnej księgi komunizmu", 
op. cit., s.448,449].

Szczególnie   okrutna   była   rozprawa   dokonana   zgodnie   z   zaleceniami 

komunistycznej   propagandy   w   Kambodży.   Starano   się   maksymalnie   wyniszczyć 
przedstawicieli   byłych   warstw   posiadających   i   inteligencji,   doprowadzając   do 
wymordowania   jednej   trzeciej   kambodżańskiego   narodu.   Okrutne   czystki   miało 
ułatwić   wysiedlenie   wielkiej   rzeszy   mieszkańców   miast   na   wieś.   Jak   podkreślał 
współautor   "Czarnej   księgi   komunizmu"   Jean-Louis   Margolin   stosowany   wówczas 
odwet   "służy   obalaniu   dawnej   hierarchii   zawodowej,   rodzinnej,   itd.   W   relacjach 
często jest mowa o zdumiewających awansach, mianowaniach na odpowiedzialne 
stanowiska   w   terenie   wiejskiej   hołoty   (...)   dyplomy   stały   się   "zbędnymi 
papierzyskami" i biada tym, którzy jeszcze próbowali coś dzięki nim uzyskać. Główną 
cnotą stała się pokora: po powrocie do kraju ludzie z wyższych kręgów "starali się, o 
dziwo, o pracę polegającą na sprzątaniu ubikacji (...) bo pokonanie obrzydzenia było  
traktowane   jako   dowód   przeobrażenia   ideologicznego".   [Wg   "Czarnej   księgi 
komunizmu"... op. cit., s.583].

Propaganda antypolska

Polska   stanowiła   trudną   do   przebycia   barierę   dla   bolszewickich   planów 

ogólnoświatowej rewolucji. Stąd tylekroć zauważane ogromne stężenie nienawiści do 
Polski w propagandzie bolszewickiej i wyjątkowo upiorny przedstawiany w niej obraz 
"Polski panów". Przypomnijmy, że dowodzący sowiecką nawałą na Polskę sowiecki 
wódz Michaił Tuchaczewski głosił w rozkazie dziennym z 2 lipca 1920 roku: "Armia 
spod Czerwonego Sztandaru i armia łupieżczego Białego Orła stają twarzą w twarz 
w   śmiertelnym   pojedynku.   Ponad   martwym   ciałem   Polski   jaśnieje   droga   ku 
ogólnoświatowej   pożodze.   Na   naszych   bagnetach   poniesiemy   szczęście   i   pokój 
ludzkości   pełnej   mozołu.   Na   zachód!   Wybiła   godzina   ataku.   Do   Wilna,   Mińska, 
Warszawy!   Naprzód   marsz!"   [Cyt.   za   A.L.Szcześniak:   "Wojna   polsko-bolszewicka 
1918-1920, Warszawa 1991, s.42]. 

Polska traktowana jako znienawidzony partner "śmiertelnego pojedynku" musiała 

być   więc   odpowiednio   zohydzana.   Historyk   Aleksandra   J.Leinwand   przytoczyła 
rozliczne przykłady sowieckich plakatów, wyrażających zajadłą nienawiść do Polski i 
Polaków.   Były   one   wyrazem   propagandy   plastycznej,   propagującej   brutalną 
przemoc.   Według   Leinwand:   "Na   plakacie   S.Mucharskiego   pt.   Czym   kończy   się 
pańska zabawa (1920 r.) widzimy na pierwszym planie brutalną scenę rzezi. Młody 
bolszewik z twarzą wykrzywioną wściekłością i nienawiścią kopie leżącego na ziemi 
starca w stroju szlacheckim i przebija go piką. Widać lejącą się krew. Obok chłop bije 
pana.   Inni   chłopi   z   radością   witają   nadciągającą   Armię   Czerwoną.   Ukazano   też 
delegację z odświętnie ubrana dziewczyną z ludu, która trzyma kwiaty i z robotnikami 
pod sztandarem ozdobionym hasłem: "Niech żyje sowiecka Polska!". Plakat ten jest 
wart   szczególnej   uwagi   nie   tylko   jako   jedno   z   narzędzi   propagandowej   wojny   z 
Polską. Wyraża on jasno imperialistyczne zamiary Rosji Sowieckiej". [A.J.Leinwand: 
"Sztuka w służbie utopii", Warszawa 1998, s.213].

Liczne   antypolskie   plakaty   były   "zdobione"   wojowniczymi   tekstami 

background image

najsłynniejszego   ówczesnego   poety   proletariackiego   Włodzimierz   Majakowskiego. 
Tak   było   na   przykład   w   jednym   z   okien   satyry   "ROSTY",   plakacie   powstałym 
prawdopodobnie   w   czerwcu   1920   roku   z   tekstem   Majakowskiego   wyraźnie 
umieszczającym   Polaków   na   pierwszym   miejscu   w   wyliczaniu   wrogów   Rosji 
Sowieckiej.   Tekst   głosił:   "Towarzysze,   robotnicy   i   chłopi!   Młodzi,   starcy   i   dzieci, 
pamiętajcie,   że   wasi   główni   wrogowie,   to   J.Piłsudski   i   plemię   pańskie".   [Tamże, 
s.151]. Na innym plakacie wierszyk Majakowskiego zdobił dość szczególną "scenkę 
rodzajową" : Dwaj czerwonoarmiści (przypuszczalnie oceniając po ubiorze: Ukrainiec 
i Rosjanin) wspólnie podnosili w górę nabitego na bagnety tłustego polskiego "pana" 
w   charakterystycznym   stroju   szlacheckim.   Wystraszony   szlachcic   krzyczał   i 
upuszczał szablę.[Tamże, s. 153].

Częstokroć   z   wyraźną   wrogością   odnoszono   się   do   różnych   polskich   symboli 

narodowych.   Na   przykład   w   wierszu   dołączonym   do   plakatu   "Walka   Ententy   z 
Władzą Radziecką" ironizowano, przekręcając fragment hymnu polskiego: "Jeszcze 
wszak   Polska   nie   zginęła.   Chociaż   panowie   o   kulach".   [Tamże.   S.   151].   Ze 
szczególną   nienawiścią   odnoszono   się   do   Orła   białego   jako   herbu   Polski.   Dość 
przypomnieć choćby wypuszczony w 1920 roku przez komunistyczne wydawnictwo 
w Kijowie plakat ukazujący wielkiego białego orła, którego robotnik i chłop usiłowali 
zdeptać i zabić młotami. Pod koniec umieszczonego na plakacie propagandowego 
tekstu   przedstawiono   wizję   "ginącego   orła   białego"   i  powstającej   pod   czerwonym 
sztandarem   "Socjalistycznej   Polski   Rad".   [Tamże,   s.   152].   Jak   wiemy   ten   motyw 
zabijania polskiego orła białego powrócił w szczególnie plugawej postaci na plakacie 
najeźdźczej armii sowieckiej armii sowieckiej z września 1939 roku. Pokazywał on 
czerwonoarmistę,   który   bagnetem   przebijał   szyję   polskiego   orła,   z   którego   głowy 
zlatywała czapka-kofederatka. [ Tamże, s. 152].

Częstym   motywem   w   propagandzie   nienawiści   przeciw  Polsce   i   Polakom   było 

przedstawianie Polaków jako okrutnych antysemitów, "panów-pogromszczików". Na 
przykład   na   jednym   z   plakatów   wydanych   w   Odessie   z   1920   roku   można   było 
przeczytać   słowa:   Wisielcami   i   krwią   żydowskich   robotników   pokryta   jest   droga 
polskiej   szlachty".   [Tamże,   s.   157].   Inny   antypolski   plakat   tego   typu,   także 
opublikowany w Odessie w 1920 roku "zdobiony" był napisem: "Tam, gdzie powiewa 
malinowa flaga polskiej szlachty, tam leje się krew żydowskich robotników". [Tamże, 
s.   158].   Do   najohydniejszych   antypolskich   plakatów   należały   przeróżne   dzieła 
niejakiego W. Deni wyspecjalizowanego w ukazywaniu Polski pod postacią zwierząt, 
co   miało   wyrażać   do   niej   szczególną   pogardę.   I   tak   na   przykład   na   jednym   z 
plakatów W.Deni "Świnia tresowana w Paryżu" pokazywana była utuczona świnia, 
siedząca na rękach generała francuskiego. Świnia miała wąsy, a na głowie czapkę 
konfederatkę z napisem "Jaśnie wielmożna Polska" a w łapie dokument z napisem 
"Granice   z   1772   roku".   [Tamże,   s.146].   Inny   plakat   Deniego,   opublikowany   w 
nakładzie 75 tysięcy egzemplarzy ukazywał  Polskę wściekłego psa z sumiastymi, 
szlacheckimi wąsami, w czapce z piórem i orłem w koronie w postaci medalionu na 
szyi.   [Tamże,   s.146].   Deni   był   również   autorem   antypolskiej   litografii:   "Koś   we 
właściwym czasie!". Ukazywała ona chłopa w czerwonej rubaszce kosą ścinającego 
głowę   polskiego   pana   i   Wrangla.   Uradowany   swą   "robotą"   chłop   z   wyraźnym 
zadowoleniem patrzył na lejąca się krew. [Tamże, s.146].

(...)

Walka z religią

background image

Jedną   z   najczarniejszych   kart   komunizmu   stanowiła   prowadzona   w   Związku 

Sowieckim   bezwzględna   walka   z   religią,   okrutne   prześladowanie   duchownych   i 
wiernych różnych wyznać. Decydującym czynnikiem, który przesądził o tak zajadłej 
walce   bolszewików   z   religią   była   fanatycznie   wroga   religii   postawa   czołowych 
przywódców   sowieckich.   By   przytoczyć   dwie   jakże   wymowne   w   swej   zajadłości 
opinie Lenina i Stalina. Lenin tak pisał o religii w liście z 13 listopada 1913 roku do 
Maksima   Gorkiego:   "Wszelkie   religijne   idee,   wszelkie   koncepcje   Boga   są 
niewysłowioną   wręcz   podłością...jedną   z   najgorszego   rodzaju,   zarazą   najbardziej 
wstrętnego   charakteru   (...)   Każda   obrona   czy   usprawiedliwienie   Boga,   nawet 
najbardziej subtelna, w najlepszej intencji, jest usprawiedliwieniem reakcji" [Cyt. za: A 
Zwoliński, s.124].

Z kolei Stalin stwierdził w odezwie do pionierów z 6 maja 1937 roku: "Musicie 

strzec się, by nie owładnęły wami obce wpływy, zwłaszcza wpływy religijne. Kto jest 
bezbożny,  ten jest prawdziwym  rewolucjonistą i prawdziwym  komunistą. Jeśli zaś 
myślicie o Bogu, popełniacie zdradę rewolucji i zdradę komunistycznej dyktatury. Ja 
sam jestem bezbożny i przekonałem się, że komunizm razem z bezbożnictwem są 
etapami do prawdziwego socjalizmu". [Cyt. za: A. Zwoliński, s.124].

Fanatyczne  poglądy antyreligijne przywódców bolszewickich znalazły odbicie w 

makabrycznych wręcz rozmiarach walki z religią w Związku Sowieckim.

Były   członek   Biura   Politycznego   KC   KPZR,   a   później   przewodniczący   Komisji 

Rehabilitacyjnej   Aleksander  Jakowlew  ujawnił,   że  w  latach  1917-1985  w  Związku 
Sowieckim stracono ok. 200 tysięcy duchownych różnych wyznań, a dalsze kilkaset 
tysięcy wywieziono. Działaniom dla fizycznej likwidacji wielkiej części duchownych 
towarzyszyła   trwająca   dziesięciolecia   agresywna   propaganda   religijna, 
koordynowana przez kilkumilionową Ligę Bezbożników.  W tej złowieszczej, pełnej 
nienawiści kampanii, niejednokrotnie uciekano się do wręcz absurdalnych oskarżeń i 
postulatów,   mających   na   celu   maksymalne   unicestwienie   działających   w   ZSSR 
wyznań i reprezentujących je Kościołów. I tak na przykład w organie Centralnego 
Komitetu KP (b) Białorusi "Orka" z 14 grudnia 1929 roku z okazji Bożego Narodzenia 
zamieszczono m.in. następujące hasła przedświąteczne: "

1. Wytężoną pracą antyreligijną oczyścimy drogę do kolektywizacji. 

2. Wzmocnimy walkę z kułakami, nepmanami i klerem. 

3. Precz z "bożym narodzeniem", niech żyje ciągły tydzień roboczy. 

4. Zamiast "bożego narodzenia" - dzień industrializacji i kolektywizacji. 

5. Kler - najwierniejszy pomocnik kontrrewolucji. 

6. Jaskinie   oszustwa   i   obłudy   -   kościoły,   cerkwie,   synagogi   -   zamieniamy   na 

ogniska kultury socjalistycznej(...) 

7. Współzawodnictwo socjalistyczne jest klasowym orężem walki z religią. 

8. Walczcie z pojednawczym stosunkiem do religii. 

9. Wszyscy pracujący pod sztandar Związku Wojujących Bezbożników. 

10.Kler   katolicki   to   najwierniejszy   sługa   polskich   faszystów,   kapitalistów   i 

background image

obszarników. 

11.Precz   z   kantyczkami   i   książeczkami   do   nabożeństwa   -   czytajcie   i 

rozpowszechniajcie książki radziecki i komunistyczne gazety polskie (...) 

12.Religia i wódka to dwie trucizny, które otumaniają umysł i osłabiają wolę mas 

pracujących do walki o socjalizm (...) 

13.Pracująca młodzieży włościańska! Bądź przykładem dla starych! Nie chodź do 

kościoła,   nie   wpuszczaj   do   domu   klechów   i   ich   sługusów,   nie   wykonujcie 
obrzędów religijnych (chrztów, wesel religijnych, pogrzebów religijnych)" 

[Tekst przytaczam za książką Wschodnia granica, s.76-77].

Szokująco   wręcz   brzmiały   takie   hasła   bolszewików   jak:   "Precz   z   miłością 

bliźniego!   Nam   nade   wszystko   potrzebna   jest   neinawiść!"   [Cyt.   za:   ks.   R. 
Dzwonkowski SAC Kościół..., s.62].

W   piśmie   młodych   komunistów   "Prawda   Konsomołu"   z   1929   roku   (nr   28) 

stwierdzono, że jest rzeczą konieczną "uzbroić się w dynamit nienawiści klasowej i 
walczyć wszystkimi środkami przeciwko dobroduszności w walce religijnej" (Ibidem). 
Jedna   z   gazet   moskiewskich   głosiła   w   grudniu   1929   roku:   "Każdy   ksiądz   jest 
antyrewolucjonistą, każdy akt religijny jest antysowiecki, ktokolwiek idzie do kościoła, 
ten obraża rewolucję i jej zasady" [Cyt. za: M.D'Herbigny La guerre antireligieuse en 
Russie sovietique. La campagne du Noël (decembre 1929-janvier 1939), Paris 1930, 
s.57].   W   pięcioletnim   planie   uprzemysłowienia   kraju   z   1930   roku   zapowiadano: 
"bezwzględną walkę z wszelkimi religiami w najszerszym znaczeniu tego słowa" [Wg 
R.Dzwonkowski   SAC,   Kościół...   op.cit.,   s.60].   5   maja   ogłoszono   "pięciolatkę 
antyreligijną, zapowiadając jako najważniejsze planowe zadanie to, iż: "Do dnia 1 
maja 1937 roku na całym terytorium ZSRR nie powinno pozostać ani jednego domu 
modlitwy   i   samo   pojęcie   Boga   winno   zostać   przekreślone   jako   przeżytek 
średniowiecza, jako instrument ucisku mas robotniczych" [Tamże, s.61]. Częstokroć 
występowano   przeciwko   poszczególnym   duchownym   ze   skrajnie   absurdalnymi 
oskarżeniami. Polskiego duchownego Rutkowskiego na przykład postawiono przed 
sądem   tylko   za   to,   że   po   wejściu   milicji   do   Kościoła   Wniebowzięcia   N.M.P.,   nie 
mogąc przeszkodzić konfiskacie mienia kościelnego, ukląkł i zaczął się modlić. "To 
był   czyn   kontrrewolucyjny"   -   zawołał   bolszewicki   prokurator   Krylenko.   Również 
pracujący   w   tymże   kościele   ks.   Pronckietis   został   oskarżony   o   "kontrrewolucyjne 
klęknięcie",   rozbudzające   niezadowolenie   tłumu,   skierowane   przeciw   władzom 
sowieckim [Por. kpt.F.Mc Cullagh, s.234]. 

Od   początku   lat   trzydziestych   władze   sowieckie   zaczęły  usilnie   popularyzować 

wśród   młodzieży   dość   szczególne   pozdrowienie   na   powitanie   "Boga   niet"   i 
odpowiedź: "I nie nado" lub "I nie budziet".

Warto tu wspomnieć o "twórczym" rozwinięciu propagandy antyreligijnej po 1945 

roku przez polskich "wrogów Pana Boga". Do najzajadlejszych pośród nich należał w 
czasach stalinowskich tak znany dziś filozof Leszek Kołakowski. W tamtych czasach 
Kołakowski   prezentował   się  jako  jeden   z   najgorszych   stalinowskich   hunwejbinów, 
który   gromko   atakował   filozofię   tomizmu   i   personalizmu   chrześcijańskiego   jako 
rzekomy wyraz obskurantyzmu i narzędzia ucisku mas w interesie imperializmu. Oto 
próbka   ówczesnej   stylistyki   Leszka   Kołakowskiego   (Anno   Domini   1953):   "Tzw. 

background image

personalizm chrześcijański stanowi zbiór kłamliwych sloganów, które pod pozorami 
dbałości   o   godność   ludzką   i   prawa   człowieka   mają   za   zadanie   usprawiedliwiać 
teoretycznie   wszelkie   najbrudniejsze   praktyki   polityczne   imperializmu   i 
wysługującego   mu   Watykanu   oraz   podstawy   dla   najbardziej   reakcyjnych   doktryn 
politycznych". Tak pisał Kołakowski w 1953 roku w artykule publikowanym na łamach 
teoretycznego   organu   KC   PZPR   "Nowe   drogi"   [Por.   L.Kołakowski,   Neotomizm   w 
walce z postępem nauk i prawami człowieka, "Nowe drogi", 1953, nr 1, s.72]. Według 
Kołakowskiego "obskurantyzm Kościoła jest nierozerwalnie związany z jego funkcją 
polityczną - z dążeniem o utrzymania mas w posłuchu i pokornej uległości wobec 
eksploatacji   kapitalistycznej   i   brutalnego   ucisku   burżuazyjnych   rządów"   [Tamże, 
s.30].

Kołakowski   zarzucał,   że   Kościół   pragnie   "skupić   swoje   szeregi   w   walce   z 

rosnącym ruchem robotniczym, zmobilizować wiernych do obrony kapitalistycznego 
ustroju. Kościół musiał uznać rzeczywistość świata, żeby móc wiernych wzywać do 
walki w obronie jego rzeczywistości społecznej - ustroju ucisku i krzywdy" [Tamże, 
s.70].

W   swych   oszczerczych   oskarżeniach   pod   adresem   Kościoła   katolickiego 

Kołakowski   nie   wzgardził   sięgnięciem   do   najohydniejszych   nawet   kłamstw 
antykościelnych, skrajnie fałszując obraz zachowania Kościoła katolickiego w czasie 
wojny. Pisał, że filozofia tomistyczna, a w szczególności personalizm tomistyczny ma 
stworzyć   mistyfikujące   i   załgane   usprawiedliwienie   tego   choćby,   że   Watykan 
pierwszy   wystąpił   z   poparciem   dla   oprawców   hitlerowskich,   gdy   objęli   władzę   w 
Niemczech, że sprzyjał hitlerowskiej agresji na Związek Radziecki, a wielu biskupów 
polskich z lokajską służalczością wysługiwało się hitlerowskim okupantom" [Tamże, 
s.80].

Nowe typy komunistycznej manipulacji w latach osiemdziesiątych

Przeżywający   coraz   wcześniejszy   proces   załamania   gospodarczego   i 

społecznego   system   komunistyczny   w   dobie   lat   osiemdziesiątych   zdobył   się   na 
kolejną   próbę   manipulacyjnej   metamorfozy.   Miały   być   nią   odgórnie   realizowane 
przez  sowieckiego  przywódcę   Michaiła  Gorbaczowa  maksymalnie   nagłaśniane  na 
pokaz,   pseudoreformy   "pierestrojki"   i   "glasnosti".   Ich   propagandowe   nagłośnienia, 
stwarzające   z   sowieckiego   przywódcy   typ   rzekomego   jedynego   w   swoim   rodzaju 
reformatora i demokraty, zyskały szczególnie ciepłe, i dodajmy naiwne, przyjęcie. Na 
Zachodzie   doszło   nawet   do   prawdziwej   fali   popularności   sowieckiego   przywódcy 
"gorbomanii". Jak przypomniał Józef Smaga w wydanej w 1992 roku interesującej 
syntezie   dziejów   imperium   sowieckiego:   "Od   marca   1985   trwało   pasmo 
nieprzerwanych   międzynarodowych   sukcesów   przywódcy   ZSSR.   Pisano   o 
"gorbimanii"   zachodniej,   wręcz   do   "gorbazmie".   Image   Michaiła   Siergiejewicza 
budowano zawsze w konfrontacji z "jastrzębiami" w szeregach KPZR, starającymi się 
-   jak   informowały   usłużne   "dobrze   zorientowane"   źródła   -   zniweczyć   szlachetne 
zamiary   genseka.   (...)   Dla   ukochanego   Gorbiego   nie   mogło   być   i   nie   było 
alternatywy:   albo   on,   albo   chaos,   powrót   stalinizmu,   zagrożenie   dla   pokoju 
światowego" [J. Smaga, op.cit., s.381].

Jak   wielki   był   kontrast   między   wciąż   nagłaśnianą   propagandową   chwalbą 

wielkiego sowieckiego "demokraty" i "liberała" M. Gorbaczowa a faktyczną praktyką 
za jago rządów, najlepiej można się przekonać studiując zapiski na temat rządów 
Gorbaczowa   zawarte   w   znakomitej   książce   słynnego   rosyjskiego   dysydenta 

background image

Wladimira Bukowskiego "Moskiewski proces". Bukowski pisał m.in.: "gorbaczowska 
"demokratyzacja" zaczęła się od wykręcenia rąk więźniom politycznym, a Zachód aż 
piał z zachwytu (...). Nasiliły się bardzo represje polityczne, czyli "walka z dywersją 
ideologiczną   wroga   klasowego"   (...).   Wykryto   1275   samych   tylko   "autorów   i 
kolporterów   anonimowych   materiałów   antysowieckich"   [W.   Bukowski,   Moskiewski 
proces, Warszawa   1998, s.299,  613].  Bukowski  w pełni podpisuje się pod opinią 
innych   obserwatorów   ery   Gorbaczowa,   twierdzących,   że   faktycznie   Gorbaczow 
"zamierzał stworzyć nowy okrojony totalitaryzm" [Tamże, s.628].

Rzekomy wielki demokrata i liberał Gorbaczow jeszcze w listopadzie 1986 roku 

osobiście wzywał w przemówieniu w Taszkiencie do "doskonalenia zdecydowanej i 
bezlitosnej   walki   przeciw   manifestacjom   religijnym",   do   "wzmożenia   propagandy 
ateistycznej",   do   surowego   karania   "przedstawicieli   władz,   którzy   uczestniczą   w 
obrzędach   religijnych"   [Wg.   B.   Lecomte,   Prawda   zawsze   zwycięży.   Jak   Papież 
pokonał komunizm, Warszawa 1997, s.27]. Za czasów Gorbaczowa miały miejsce 
jeszcze   różnego   typu   przejawy   brutalnej   walki   z   religijnością   typu   opisanej   przez 
Bernarda Lecomte historii zabrania ikon z jednego kościoła ukraińskiego i spalenia 
ich na polu [Tamże, s.28]. Mało się dziś pamięta, że jeszcze pod koniec rządów 
Gorbaczowa doszło do brutalnych interwencji wojsk rosyjskich przy tłumieniu szeregu 
ruchów   odśrodkowych.   Szczególnie   skompromitowała   Gorbaczowa   dokonana   za 
jego   wiedzą   próba   rozbicia   litewskiego   ruchu   niepodległościowego   poprzez 
opanowanie   wieży   telewizyjnej   w   Wilnie   i   masakrę   jej   obrońców.   Autor   świetnej 
książki   o   upadku   Związku   Sowieckiego   Michael   Dobbs   pisał:   "Masakra   w   Wilnie 
wywołała falę negatywnych emocji i lęku w całym Związku Radzieckim. Spekulowano 
o "konserwatywnym zwrocie" Gorbaczowa (...). kiedy rozeszła się wieść o jatce przed 
wieżą telewizyjną, ludzie wyszli na ulice Moskwy i innych miast, niosąc transparenty 
z   napisami:   "Gorbaczow  to  Sadam   Husajn  znad  Bałtyku!"   oraz   "Zwróć   Pokojową 
Nagrodę   Nobla!"   [M.   Dobbs,   Precz   z   Wielkim   Bratem.   Upadek   Imperium 
Radzieckiego,   Poznań   1998,   s.409].   Józef   Smaga   pisał   na   ten   temat   w   swej 
syntezie:   "Wydarzenia   stycznia   1991   ukazały   kolejny   wariant   "zapierającej   dech 
śmiałości"   Gorbiego   w   nowej   roli:   laureat   pokojowego   Nobla   z   zakrwawionymi 
rękami" [J. Smaga, op.cit., s.383].

Znamienne,   że   nawet   dzisiaj   są   w   Polsce   osoby   powielające   kłamstwa 

propagandowej "gorbomanii". Jednym z najbardziej wpływowych polskich wybielaczy 
Gorbaczowa wciąż pozostaje Adam Michnik, który na tym tle skłócił się z niektórymi 
znaczącymi postaciami spośród rosyjskich desydentów. Dość przypomnieć choćby 
słynną   rosyjską   dysydentkę   poetkę  Natalię  Gorbaniewską,   która  uskarżała  się  na 
ostre potraktowanie przez Michnika z powodu jej krytycyzmu wobec Gorbaczowam i 
uznała   zachowanie   Michnika   za   "miernik   złych   obyczajów"   [Zob.   szerzej   uwagi 
Gorbaniewskiej "Puls", nr.48/1991 i J. R. Nowak, Czarny leksykon, Warszawa 1998, 
s.173-174]. 

Innowacje "urbanowców"

Lata osiemdziesiąte przyniosły również w Polsce dość szczególne "wzbogacenie" 

metod   propagandy   komunistycznej   przez   innowacje   propagandy   urbanowskiej   w 
dobie rządów Jaruzelskiego. Celnie podsumował je w 1998 r. autor podziemnego 
wydawnictwa,   drukujący   pod   pseudonimem   Rafał   Szymoński.   Pisał   on:   "W 
propagandzie,   sterowanej   przez   Jerzego   Urbana,   absolutnie   nie   zależy   na 
przekonywaniu Polaków o zaletach najlepszego ustroju na świecie. Nie zależy też na 

background image

ukazywaniu   wyższości   komunistycznej   ideologii   (w   mass   mediach   coraz   rzadziej 
używa się słowa "socjalizm" i jego pochodnych). Osią propagandy urbanowskiej jest, 
jak to nazywa Krzysztof Kruk w paryskiej "Kulturze", ponury, karli realizm, co polega 
na nieustannym pokazywaniu Polakom ich beznadziejnego położenia i czynienia zeń 
cnoty. W położeniu takim jedyną możliwością jest wybór pomiędzy złem a złem, a 
wobec  tego należy wybierać  zło mniejsze. Co zaś jest złem mniejszym  - określa 
władza. Tak więc koncepcja "mniejszego zła" i ochrony narodu przed złem większym 
stała   się   półoficjalną   legitymacją   rządów   gen.   Jaruzelskiego.   Opinia   znanego 
dziennikarza   Dariusza   Fikusa:   "Dziś   -   i   to   jest   istota   urbanowszczyzny   -   władza 
rezygnuje   ze   zdobywania   sobie   sympatii,   stawia   na   coś   zupełnie   innego,   na 
zmęczenie ludzi, wzbudzenie niechęci i odrazy. Mają ona prowadzić do rezygnacji. 
Jestem   przekonany,   że   wiele   działań   i   publikacji   ma   na   celu   wywołanie   uczucia 
upokorzenia   i   bezsilności...Jest   to   polityka   dużo   bardziej   niebezpieczna   od 
propagandy sukcesu, której absurdalność była dla większości obywateli oczywista i 
mogła   nawet   wywołać   uśmiech.   Śmiech   jest   środkiem   oczyszczającym   i 
rozbrajającym,   natomiast   operowanie   szyderstwem   i   obelgą   wywołuje   nienawiść, 
rodzi uczucie bezsilności i rezygnacji"  [Por. R. Szymoński,  O urbanowszczyźnie i 
innych metodach manipulacji. Szkice o etyce dziennikarskiej i środkach społecznego 
przekazu, Katowice 1988, s.20-21].

Podziemny   autor   uznał,   że   najważniejszymi   koncepcjami   propagandy 

urbanowskiej są:

"- Koncepcja mniejszego zła. 

Koncepcja ochrony państwa. Istotą omawianej koncepcji jest teza, że wszelkie 
działania, które z jakichkolwiek powodów nie podobają się władzy, podważają 
najwyższe dobro, jakim jest państwo. Dlatego są to działania niepatriotyczne. 
W ten sposób dobro państwa staje się tożsame z dobrem aktualnej ekipy. 

Koncepcja   winy   narodu.   Polacy   pozbawieni   są   "instynktu   państwowego", 
kultury politycznej i etosu pracy, obciążeni są niesławną przeszłością, kiedy to 
przez anarchię i warcholstwo zgubili sami siebie. 

Koncepcja kompromitacji zwyciężonego. Każdy nurt społeczny zatrzymywany 
siłą jest tym samym skompromitowany i pozbawiony historycznej racji. Ważne 
są   bowiem   nie   racje,   popularność   idei,   nawet   prawda.   Ważna   jest   siła 
przebicia i wobec tego racja jest po stronie zwycięscy. 

Koncepcja zohydzania. Rzecz polega na zohydzaniu w oczach społeczeństwa 
wszystkiego tego, co społeczeństwo uznaje za wartościowe, godne zaufania, 
z   różnych   powodów   istotne.   Chodzi   zarówno   o   osoby,   obdarzone 
rzeczywistym autorytetem, jak i o instytucje, idee, wartości, tradycje, np. Lech 
Wałęsa, biskup Tokarczuk itp." 

[Tamże, s.23-24].

Podziemny   autor   zwracał   uwagę   na   to,   jakie   znaczenia   w   urbanowskiej 

propagandzie miała manipulacja na żywym języku, nowomowa, pozbawianie pojęć 
ich   właściwej   treści.   Akcentował:   "Nadawanie   słowom   innych   treści,   czy 
wywłaszczanie   słów,   używanie   ich   w   sposób   przeniewierczy,   by  wypełnić   umysły 
martwą   miazgą   -   oto   wielkie   niebezpieczeństwo,   grożące   Polakom   ze   strony 

background image

urbanowskich   środków   masowego   przekazu.   Np.   patriotą   jest   tylko   ten   człowiek, 
który kocha ojczyznę tylko z pozycji "aktualnie słusznych" [Tamże, s.23].
Podsumowując te uwagi, stanowiące tylko cząstkę obrazu rozmiarów manipulacji 
cechujących tradycyjnie już propagandę radykalnej lewicy, od jakobinów do 
komunistów, raz jeszcze chciałbym zaakcentować potrzebę dużo pełniejszego niż 
dotąd pokazywania konsekwentnego dziedziczenia przez lewicę tych samych 
manipulatorskich chwytów i metod szkalowania przeciwników. Przy obnażaniu tych 
kłamstw ciągle nader aktualne są stwierdzenia znanego katolickiego publicysty 
Bohdana Cywińskiego, zawarte w wydanym w 1987 r. wydawnictwie podziemnym: 
"Konieczne jest działanie dla zmiany klimatu kultury współczesnej. Kłamstwo 
polityczne musi zostać w niej rozpoznane jako zło podobnego gatunku, jak przemoc 
wobec bezbronnych czy tortura, i musi stać się dla opinii publicznej podobnie 
odrażające (...) rozpoznane zło kłamstwa zmniejszy jego siłę i zasięg, odbierze mu 
jego bezczelność" [Por. B. Cywiński, Wobec zorganizowanego kłamstwa 
politycznego, Warszawa 1987].


Document Outline