background image

ELIZABETH BEVARLY

Gliniarz na całe życie

A Lawless Man

Tłumaczyła: Małgorzata Studzińska

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Dźwięk   brzmiał   początkowo   jak   cichy,   ledwie   słyszalny   jęk   na   tle 

wrzaskliwej muzyki z taśmy. Chcąc go zagłuszyć, Sara Greenleaf przekręciła 

gałkę   do   końca.   Wspaniały   głos   Grahama   Parkera   nabrał   olbrzymiej   mocy. 

Przez otwarte okno samochodu wpadał wiatr i rozwiewał krótkie jasne włosy 

siedzącej za kierownicą kobiety. Było ciepło i słonecznie, naprawdę wiosennie, 

więc   starała   się   nie   myśleć   o   tym,   co   ją   czekało   w   czasie   zbliżającego   się 

spotkania.

Dźwięk nasilił się. Zerknęła w lusterko i dopiero teraz zdała sobie sprawę, 

że to syrena policyjnego motocykla.

Była pewna, że jadący za nią funkcjonariusz ściga jakiegoś przestępcę, 

więc   zwolniła  i   zjechała   na   bok,  ustępując  mu   drogi.   Ku  jej   zdumieniu  nie 

wyminął jej, tylko patrząc groźnie, gestem ręki nakazał zjechać na pobocze. 

Była naprawdę zaskoczona, że tym przestępcą, którego ściga, jest właśnie ona. 

Posłusznie wykonała polecenie, chociaż była pewna, że w żaden sposób nie 

zawiniła.  To  była  jakaś  pomyłka,  która  zaraz  się  wyjaśni.  Kiedy  zatrzymała 

swego ukochanego volkswagena „garbusa”, z przerażeniem stwierdziła, że i tak 

jest już piętnaście minut spóźniona na spotkanie z Wallym. A Wally nie lubił 

czekać. Na dodatek przymusowy postój zdecydowanie pogorszy całą sytuację i 

Wally będzie jeszcze bardziej opryskliwy niż zazwyczaj.

Ponownie spojrzała w lusterko i machinalnie odgarnęła dłonią niesforne 

kosmyki włosów. Z zainteresowaniem przyglądała się, jak policjant zatrzymuje 

potężną maszynę i wprawnym ruchem stopy opuszcza podpórkę. Miał na sobie 

czarne obcisłe bryczesy i koszulę z krótkimi rękawami. Na naszywce zauważyła 

trzy słowa: Clemente, Ohio, Policja. Kask, rękawiczki, gogle, a nawet wąsy – 

wszystko było czarne.

– Witam – odezwała się przyjaźnie, kiedy pochylił się nad nią. – O co 

chodzi?

background image

– Proszę ściszyć muzykę – usłyszała w odpowiedzi. Posłusznie wyłączyła 

magnetofon.

– Prawo jazdy i dowód rejestracyjny – powiedział rzeczowym tonem.

Nie był zbyt przyjaźnie nastawiony, więc szybko pochyliła się w stronę 

sąsiedniego siedzenia po torebkę. Wyjęła z portfela prawo jazdy i sięgnęła do 

schowka po dowód rejestracyjny.

– Powoli – ostrzegł ją. – Żadnych gwałtownych ruchów.

Sara spojrzała na niego zaskoczona. O co ją podejrzewał?

Że wyciągnie pistolet? To chyba żarty. Ona, Sara Rose Greenleaf, potem 

Markham   i   znowu   Greenleaf,   matka,   członkini   komitetu   rodzicielskiego, 

organizatorka dorocznego kiermaszu miast, szanowana obywatelka, popełniła 

coś złego? Można się uśmiać! Bez słowa sięgnęła znowu do schowka i nacisnęła 

przycisk zamka, ale pokrywa nie odskoczyła. Spróbowała jeszcze raz – i znowu 

nic.   Westchnęła   głęboko.   Była   bardzo   przywiązana   do   swojego 

trzydziestoletniego „garbusa”. Związane z nim były najmilsze wspomnienia z 

młodości   i   pierwsza   samodzielna   podróż.  Ale   teraz   oboje   nie   byli   już   tacy 

młodzi. Sara, trzy lata starsza od samochodu, jest rozwódką z dwojgiem dzieci, 

a samochód robi się coraz droższy, gdyż ciągle kupuje do niego nowe części. 

Całe   szczęście,   że   sama   potrafi   go   naprawiać   i   w   zasadzie   tylko   to 

powstrzymuje   ją   przed   kupnem   nowego   auta.   No   i   może   jeszcze   stały   brak 

pieniędzy.

Uderzyła   w   zamek   pięścią,   ale   na   próżno.   Schowek   nadal   pozostawał 

zamknięty.

– Zaciął się – powiedziała, uśmiechając się nerwowo.

– To się często zdarza, to znaczy nieczęsto, czasami...

– wyjaśniała, usiłując jednocześnie otworzyć schowek.

– I to wtedy... kiedy jest mi to zupełnie nie na rękę.

Policjant nie zmienił wyrazu twarzy. Westchnął z rezygnacją i popatrzył 

uważnie na Sarę. Zauważyła, że jedną rękę nadal trzymał na kolbie pistoletu.

background image

– Przysięgam, że dowód rejestracyjny jest w środku – powiedziała. – Nie 

mogę tylko otworzyć tego głupiego zamka. Może... może pan by spróbował?

– Proszę pani, ja... – urwał, westchnął jeszcze raz i potrząsnął głową, 

jakby nie rozumiał, co się dzieje. Dopiero teraz Sara zauważyła jego nazwisko 

na plakietce przypiętej nad odznaką. Nie była pewna, czy rzeczywiście tak się 

nazywa, czy jest to jakiś żart.

–   Nazywa   się   pan   Lawless?*  

[*   bezprawny   (przyp.   tłumacza)]

  –   spytała   bez 

zastanowienia,   nie   mogąc   powstrzymać   uśmiechu.   –   Policjant   o   takim 

nazwisku?

– No cóż – westchnął ciężko.

Z tonu jego głosu domyśliła się, że przeżywał już podobne chwile i że 

absolutnie nie ma zamiaru przedłużać rozmowy. Przygryzła dolną wargę. Nagle 

zapragnęła wiedzieć, jakiego koloru są jego oczy ukryte za ciernymi szkłami. W 

milczeniu podała mu prawo jazdy, ale nie wziął go do ręki, tylko patrzył na nią 

oskarżycielsko.

– Pokazałabym panu dowód rejestracyjny, ale przecież nie mogę otworzyć 

tego cholernego schowka – przypomniała.

– Proszę otworzyć drzwi – nakazał. Brzmiało to, jakby zmuszał się do 

mówienia.   Przeszedł   na   drugą   stronę   samochodu.   Sarze   wydawało   się,   że 

mruczy coś na jej temat pod nosem. Pochylił się nad schowkiem i próbował go 

otworzyć.

– Widzi pan! – nie mogła się powstrzymać. – Przecież mówiłam.

Lawless popatrzył na nią uważnie. Albo Sarze tylko się tak wydawało. 

Nie mogła widzieć jego oczu ukrytych za ciemnymi szkłami. Wsunął się na 

siedzenie obok niej i nagle samochód wydał się bardzo mały. Nie zdawała sobie 

wcześniej sprawy, że ów policjant jest taki wysoki. Był tak blisko niej, że czuła 

ciepło   jego   ciała.   Zauważyła   kajdanki   niedbale   wsunięte   za   pasek.   Poczuła 

dziwne   podniecenie,   gdy   przemknęło   jej   przez   myśl,   do   czego   mogliby   je 

wspólnie wykorzystać.

background image

Zaskoczyło   ją   to,   ale   natychmiast   odrzuciła   tę   myśl,   rumieniąc   się   ze 

wstydu.   Zbyt   długo   byłam   sama,   pomyślała.   A   może   to   brak   wapnia   w 

organizmie. Coś na ten temat ostatnio czytała.

Tymczasem   policjant   jeszcze   raz   uderzył   w   oporny   zamek   i   schowek 

stanął   otworem.   Radość   Sary   natychmiast   zgasła,   gdy   cała   jego   zawartość 

wysypała się na kolana Lawlessa. Poza niezbędnymi rzeczami, takimi jak mapy, 

latarka i chusteczki, znajdowały się tam również torebki z ketchupem i sosem 

sojowym, dziwne stworki zrobione z klocków lego, skarpetki i kolczyki bez 

pary.

Sara sięgnęła po jeden z nich.

– Patrzcie, patrzcie – zaczęła – tak długo go szukałam. – Włożyła go i 

popatrzyła w lusterko. – Co my tu jeszcze mamy? – dodała, patrząc na kolana 

policjanta.

Nagle   dostrzegła   kwadratową   paczuszkę   owiniętą   folią,   opartą   o   udo 

siedzącego przy niej mężczyzny. Prezerwatywa? Boże! Skąd się tutaj wzięła? To 

pewnie Micheala. Ale przecież rozstali się trzy lata temu. Czyżby tak długo nie 

robiła porządków w schowku?

Sara wyciągnęła rękę, aby ją wziąć, ale Lawless był szybszy. Przytrzymał 

ją za rękę, podniósł paczuszkę, przyjrzał się jej dokładnie, a potem popatrzył 

badawczo na Sarę.

–   To   pewnie   mojego   męża   –   wyjąkała,   czerwona   ze   wstydu.   –   To 

znaczy.... on nie jest moim mężem, już nie, ale...

Na   twarzy   przedstawiciela   prawa   malował   się   wyraz   kompletnego 

zaskoczenia.

– To znaczy... – O Boże, co to właściwie znaczy?

– Już dobrze. – Policjant wrzucił paczuszkę do schowka, a potem zaczął 

zbierać pozostałe rzeczy.

Nie   pojmował,   co   się   tutaj   dzieje.   Dotykał   ostrożnie   poszczególnych 

przedmiotów, jakby były trujące. Cały czas zastanawiał się, dlaczego ta osoba 

background image

wozi   ze   sobą   tyle   zupełnie   niepotrzebnych   drobiazgów.   Wpatrywał   się   w 

siedzącą obok niego kobietę, jakby chciał zrozumieć, kim ona jest. Gdy wsiadał 

do samochodu, poczuł jej zapach, urzekający aromat kwiatów, nie pasujący do 

zwykłych dżinsów i koszulki bawełnianej z krótkimi rękawkami, które miała na 

sobie. Potargane blond włosy opadały niedbałymi kosmykami na czoło. Wielkie 

brązowe oczy patrzyły na niego z obawą.

Nagle zorientował się, że ciągle trzyma ją za rękę. Spojrzał na jej dłoń. 

Była   silna,   koścista,   o   poobgryzanych   paznokciach.   Na   wskazującym   i 

środkowym palcu bielały plastry. Puścił dłoń, a kobieta natychmiast przesunęła 

nią po włosach. Z jednym kolczykiem w uchu wyglądała jak włóczęga.

Nie podobała mu się. Nie lubił kobiet, które nie dbają o swój wygląd i 

których ruchy są nerwowe i gwałtowne. Miał już dość dzisiejszego dnia – a tu 

jeszcze ta dziwaczna istota, na dodatek w przedpotopowym pojeździe. No i ta 

prezerwatywa... Nie wyglądała na kobietę, która nosi przy sobie takie rzeczy. A 

poza tym wspomniała o facecie, który jest czy też nie jest jej mężem?

Sara również zaczęła zbierać porozrzucane przedmioty i wkładać je do 

schowka. Griffin poczuł nagle dotyk jej palców na udach i wstrzymał oddech. 

Wyglądało na to, że ta kobieta zupełnie nie zdaje sobie sprawy z tego, co robi. 

Jej palce powędrowały nieco wyżej, a wtedy Lawless drgnął i zaczął w panice 

wysiadać   z   samochodu.   Znowu   kilka   rzeczy   spadło   na   podłogę,   a   on   sam 

uderzył głową o sufit auta. Dobrze, że miał na sobie kask, chociaż nie pomogło 

mu to, gdy pośpiesznie zatrzaskując drzwi, przyciął sobie boleśnie palec.

–   Cholera!   –   zaklął   i   chwycił   palec   drugą   ręką.   Obszedł   samochód 

dookoła   i   zatrzymał   się   koło   okna,   wpatrując   w   kobietę   wzrokiem   pełnym 

podejrzliwości. To pewnie jakaś studentka, pomyślał. W jej oczach wyczytał 

troskę   i  poczucie  winy.  Oczywiście,  powinna  się  tak  czuć.  –  Prawo  jazdy  i 

dowód rejestracyjny – powiedział stanowczo, tak jakby nic się do tej pory nie 

wydarzyło. Kobieta uśmiechnęła się nerwowo i zaczęła grzebać w otwartym 

schowku.   Przyglądał   się   jej   z   uwagą,   wierząc,   że   powoduje   nim   zwykła 

background image

ciekawość. Żółta bluzka ściśle przylegała jej do pleców, więc od razu domyślił 

się, że zatrzymana nie nosi stanika. Opuścił wzrok niżej, patrząc na krągłość 

bioder. Była zbyt szczupła, jak na jego wymagania, ale zgrabna. Sara dostrzegła 

jego   zainteresowanie   i   jej   radość   ze   znalezienia   dowodu   rejestracyjnego 

natychmiast zgasła.

– Już pan obejrzał wszystko? – mruknęła.

Griffin   bez   słowa   wyciągnął   rękę   po   dokument.   Wręczyła   mu   go   ze 

złością.

– Czy pani wie, z jaką prędkością pani jechała? – zapytał.

– Siedemdziesiąt kilometrów na godzinę? – odezwała się z nadzieją w 

głosie.

– A może dziewięćdziesiąt?

– To niemożliwe... – Potrząsnęła przecząco głową. – Ja...

– Dziewięćdziesiąt w pobliżu szkoły – wyjaśniał dalej.

– Szkoła? Przecież tu nie ma szkoły. A zresztą jest południe i dzieci są w 

budynku.

– Wiele dzieci wraca do domu na obiad.

Sara nie miała o tym wszystkim najmniejszego pojęcia. Zazwyczaj nie 

jeździła   tędy,   ale   dzisiaj,   kiedy   była   już   spóźniona   na   spotkanie   z   bratem, 

postanowiła jechać krótszą drogą. Chciała to powiedzieć policjantowi, ale ten 

nagle  zniknął. Zobaczyła  w lusterku,  że  stoi  koło motocykla  – z  pewnością 

chciał sprawdzić jej kartotekę. Oburzyło ją to do głębi.

– Ja to wszystko panu wytłumaczę – odezwała się, gdy znów podszedł do 

niej.   Machnął   przyzwalająco   ręką.   –   Byłam   już   spóźniona   na   spotkanie...   – 

zaczęła i zorientowała się, że wybrała zły sposób.

Oczekiwał czegoś bardziej zaskakującego, na przykład oświadczenia, że 

gonili ją kosmici, czy coś w tym rodzaju.

Policjant   jeszcze   raz   spojrzał   na   dokumenty,   a   potem   wziął   do   ręki 

bloczek i zaczął w nim coś pisać.

background image

– Proszę pana – zaczęła jeszcze raz. – Miałam się spotkać z moim bratem 

dwadzieścia minut temu, a on nie cierpi, jeśli się spóźniam. Zawsze marudzi, bo 

brak mu pewności siebie. Ilekroć jestem z nim umówiona, spóźniam się. To jest 

zupełnie   niezależne   ode   mnie.   Pewnie   jest   to   jakoś   uwarunkowane 

psychologicznie, ale w końcu wielu braci i sióstr nie żyje w zgodzie. Wally 

zawsze   tłumaczy   moje   spóźnienia   tym,   że   szesnaście   lat   temu   nasi   rodzice 

rozwiedli   się   i   ciągle   mnie   pyta,   czy   byłam   u   psychoanalityka,   którego   mi 

polecił. Chcę tego uniknąć...

Urwała, bo usłyszała w swoim głosie nutkę histerii. Zawsze mówiła dużo, 

gdy była zdenerwowana. Kiedy zorientowała się, że policjanta nie interesuje jej 

wypowiedź, spróbowała innego sposobu.

– Uwierzyłby mi pan, gdybym powiedziała, że gonili mnie kosmici?

Przestał pisać, ale nawet nie spojrzał na nią.

– Albo że umówiłam się z... Zresztą to nieważne. Zaczął znowu pisać.

Sara   westchnęła.   Tylko   tego   brakowało   jej   do   szczęścia.   Nie   mogła 

spóźnić   się   na   spotkanie   z   Wallym,   nie   była   też   w   stanie   wysłuchać   jego 

kolejnego monologu o tym, jak poplątane było jej życie od czasu rozwodu, a 

kiedy policjant podał jej mandat do podpisania, z przerażeniem zorientowała się, 

że nie stać jej na zapłacenie takiej kwoty.

– Siedemdziesiąt pięć dolarów?! – krzyknęła wystraszona.

Policjant   skinął   spokojnie   głową.   Sara   czuła,   że   oblewa   ją   pot,   więc 

zaczęła się zastanawiać, co mogłoby tego policjanta wyprowadzić z równowagi.

–   Tak   jest,   proszę   pani.   Tyle   wynosi   kara   za   nadmierną   prędkość   w 

pobliżu szkoły.

– Ale ja przecież wcale nie jechałam tak szybko.

– Jechała pani.

Popatrzyła   na   niego   zmrużonymi   oczami.   Nie   umiała   postępować   z 

osobami mającymi jakąś władzę. Zaczęło się to już w pierwszej klasie, gdy 

została   ukarana   przez   dyrektora   za   to,   że   rzucała   papierowymi   kulkami   w 

background image

Bobby’ego Burgessa, chociaż to on zaczął. Jej małżeństwo też było nieudane, bo 

mąż wprowadził rygory, którym nie chciała się podporządkować.

–   Nie   mogę   tyle   zapłacić   –   powiedziała,   oddając   mu   nie   podpisany 

mandat. – Bardzo mi przykro.

–   Zawsze   może   pani   powtórzyć   egzamin   uprawniający   do   posiadania 

prawa jazdy – zauważył policjant, przyglądając się jej z uwagą.

Powtórzyć   egzamin?   –   zapytała   Sara.   –   Ach   tak,   słyszałam   o   tym. 

Zamykacie ludzi w okropnej sali i pokazujecie im filmy o tym, jakie są rezultaty 

złego   prowadzenia   samochodu:   dzieci   bez   głów   i   rozjechane   doszczętnie 

zwierzęta. – Zastanowiła się przez chwilę. – A może odwrotnie: zwierzęta bez 

głów i rozjechane dzieci...? Nie, dziękuję, mogę coś takiego obejrzeć w kinie, 

jeśli będę chciała. Nie chcę zdawać żadnego egzaminu.

Zauważyła, że zacisnął szczęki. Pochylił się nad okienkiem i nagle Sara 

zaczęła się zastanawiać, jakie szaleństwo ogarnęło ją, że pozwoliła sobie na 

dyskusję.

–  Wobec   tego,   proszę   pani   –   złowrogo   powiedział   policjant   –   muszę 

zawieźć panią na komisariat w kajdankach, gdyż stawiała pani opór władzy.

Sara już otworzyła usta, aby podjąć dalszą dyskusję, ale zrozumiała, że to 

jej   nic   nie   da   –   najwyżej   zapewni   miejsce   w   areszcie   –   więc   nabazgrała 

nieczytelnie swoje nazwisko w miejscu, które wskazywał policjant.

– Będę się bronić w sądzie – zapewniła swego prześladowcę.

Policjant   po   raz   pierwszy   uśmiechnął   się.   Sarze,   ku   jej   wściekłości, 

bardzo się ten uśmiech podobał.

–   No   cóż,   proszę   pani,   w   takim   razie   do   zobaczenia   w   sądzie   – 

powiedział, rzucając kopię mandatu na jej kolana. – Życzę miłego dnia.

Dopiero   gdy   policjant   znalazł   się   przy   motocyklu,   Sara   ulżyła   sobie, 

szepcząc   cicho   „świnia”.   Patrzyła,   jak   funkcjonariusz   wsiada   na   motocykl   i 

rusza, wzbijając obłok kurzu.

Złożyła   mandat   i   schowała   go   do   torebki,   mrucząc   pod   nosem   coś   o 

background image

faszyzmie,   państwie   policyjnym,   niesympatycznych   braciach   i   okropnych 

mężczyznach w ogóle. Potem włączyła silnik. Na pewno nie był to udany dzień, 

a na dodatek zdawała sobie sprawę, że wieczór będzie jeszcze gorszy.

Późnym piątkowym popołudniem Griffin Lawless siedział na ławce w 

szatni komisariatu i zamyślony wpatrywał się w swoją szafkę. To był straszny 

tydzień.   Spojrzał   na   kalendarz   przyczepiony   do   obdrapanych   drzwiczek   – 

zestaw nic nie znaczących dat. W czwartek wizyta u dentysty... jutro wieczorem 

randka   z   tą   rudowłosą   z   wydziału   zabójstw   i   spotkanie   z   grupą   skautów   w 

poniedziałek.

Przesuwał   wzrokiem   po   kolejnych   datach,   aż   natrafił   na   jedną, 

zaznaczoną   czerwonym   tuszem   i   kilkakrotnie   obwiedzioną   ramką.   Właśnie 

wtedy,   w   przyszły   piątek,   miały   być   dziewięćdziesiąte   piąte   urodziny 

pradziadka. Tego dnia Griffin miał go ujrzeć po raz pierwszy. Ale, niestety, już 

go nie pozna. Nie udało się pradziadkowi powrócić do Stanów z Nowej Zelandii 

– jego ciało spoczywa teraz spokojnie w morzu.

W  zeszłym   tygodniu   zadzwonił   do   niego   adwokat   i   zawiadomił   go   o 

śmierci Harolda Mercera. Ponieważ okazało się, że Griffin był jego jedynym 

żyjącym krewnym, został spadkobiercą całego majątku. Zaskoczyło go, że ci 

zamożni ludzie, posiadający wspaniałe domy na przedmieściu Clemente, to jego 

rodzina. Od dzieciństwa wiedział, że byli najznakomitszymi obywatelami tego 

miasta, a teraz okazało się, że jest jednym z nich.

Zmiął   czarną   koszulę   od   munduru   i   wcisnął   ją   bezceremonialnie   do 

sportowej torby. Zsunął następnie buty i wstał, żeby wyzwolić się z czarnych 

spodni. Unikał gwałtownych ruchów lewą ręką, by nie czuć bólu, który nadal 

mu dokuczał. Wszedł pod prysznic.

Stał pod strumieniami wody. Jej ciepło docierało do zmęczonych mięśni, 

zmniejszając napięcie i ból – efekt zarówno rany postrzałowej sprzed dwóch 

miesięcy, jak i przeżyć związanych z odnalezieniem krewnego, którego zaraz 

background image

potem utracił. Zrozumiał wtedy, iż życie mija tak szybko, że czasami człowiek 

nie zdąży się nawet nim nacieszyć.

Przypomniał   sobie   zapach   kwiatów,   pełne   blasku   oczy   koloru   kawy   i 

włosy, które aż prosiły się, by ich dotknąć. Starał się nie myśleć o tej kobiecie. 

Przecież   wypisał   jej   mandat.   Nawet   jeśli   kiedyś   spotka   ją   przypadkowo,   na 

pewno nie zechce z nim rozmawiać. Ale nie mógł powstrzymać uśmiechu, gdy 

przypomniał sobie wyraz jej twarzy, kiedy ze schowka wypadła prezerwatywa. 

Dawno już nie widział, by ktoś się tak rumienił ze wstydu.

–   Griffin?   Jesteś   tam?   –   usłyszał   głos   swego   kolegi,   Mitchella 

Stonestreeta, i krzyknął:

– Jestem, stary.

– Mam dla ciebie dobre wiadomości – powiedział Stony, pokazując mu 

białą, służbową kopertę. – Kapitan Pierce przysyła ci to. Awansowałeś. Będziesz 

w   wydziale   do   spraw   nadużyć   i   korupcji.   Zupełnie   nie   rozumiem,   dlaczego 

chcesz zajmować się takimi sprawami. Powinieneś pracować w zabójstwach lub 

w wydziale do spraw walki z nierządem.

Nagi, ociekający wodą Griffin podszedł do Stony’ego i wyjął mu z rąk 

kopertę   z   nadrukiem   Wydziału   Policji   w   Clemente,   Ohio.   Koperta   szybko 

zmiękła   w   wilgotnym   powietrzu.  Ale   treść   pisma   była   czytelna   i   w   pełni 

odpowiadała pragnieniom Griffina. Uśmiechnął się.

– Zabójstwa są zbyt ponure – powiedział – a ci z wydziału do spraw walki 

z   nierządem   to   wariaci.   Nadużycia   i   korupcja...   No   cóż,   przyszło   to   w 

odpowiedniej chwili. Poza tym, stary, brakowało mi ciebie, odkąd odszedłeś z 

patroli   ulicznych,   więc   złożyłem   podanie   o   przeniesienie.   I   wreszcie   je 

dostałem.

Oddał   pismo   wraz   z   kopertą   przyjacielowi   i   wrócił   pod   prysznic,   by 

spłukać z siebie resztki mydła. Stony rzucił mu ręcznik, a Griffin zawiązał go 

sobie niedbale wokół bioder.

–   Nie   było   wolnych   etatów   wcześniej   –   powiedział   Stony   –   ale   żona 

background image

Tommy’ego   Gundersena   awansowała   i   oboje   wyjeżdżają   na   zachód.   – 

Uśmiechnął się i dodał: – Znowu będziemy razem pracować. Bardzo się cieszę.

– Jak za dawnych, dobrych czasów.

– Zaczynasz za dwa tygodnie – mówił Stony, idąc za Griffinem do szatni. 

– Czy uda ci się je przeżyć bez kłopotów?

– Na pewno. Postaram się. – Griffin skinął niecierpliwie głową.

– Nie będzie już żadnych pojedynków z bandziorami?

Griffin   nachmurzył   się   i   mimowolnie   dotknął   ramienia.   Blizny   były 

jeszcze różowe, choć zarówno na piersi, jak i na łopatce wszystko się pięknie 

zagoiło.

– Nie martw się o mnie. Mam nadzieję, że już nigdy nie będę musiał 

patrzeć w wylot lufy. Właśnie to było powodem mojej prośby o przeniesienie. 

Praca w mundurze staje się coraz bardziej niebezpieczna.

–   Niebezpieczna?   I   kto   to   mówi?   –   Stony   popatrzył   na   przyjaciela   z 

niedowierzaniem. – Facet, który wakacje spędza na pustyni, by móc jeździć na 

motorze bez świateł?

– Na pustyni nikt do mnie nie strzela – powiedział Griffin ze smutkiem. – 

Na   ulicy   może   wiele   się   zdarzyć,   a   ja   chcę   dożyć   starości   i   cieszyć   się 

emeryturą.

Gestem   powstrzymał   Stony’ego,   który   chciał   coś   powiedzieć.   Dobrze 

znał jego argumenty, że nie ma sensu przechodzić na emeryturę, gdy wiadomo, 

że będzie się żyć w osamotnieniu. Przyjaciel miał rację. Rodzice Griffina nie 

żyli, nie miał żadnej rodziny, nawet pradziadek, tak niespodziewanie odzyskany, 

umarł.   Jest   trzydziestosiedmioletnim   mężczyzną,   który   niczego   specjalnego 

dotąd nie osiągnął i faktycznie nie wie, co zamierza robić w przyszłości.

Griffin włożył czarny podkoszulek, buty, zarzucił czarną torbę na ramię, 

zastanawiając   się   przez   cały   czas   nad   tym,   nurtującym   go   już   od   dawna, 

problemem. Chyba nadszedł już czas, żeby zaczął myśleć o swojej przyszłości.

– Masz jakieś plany na dzisiaj? – zapytał przyjaciela.

background image

– Nie. Elaine nie odzywa się do mnie.

– Znowu? Co jej tym razem zrobiłeś?

– Nie mam pojęcia. – Stony ciężko westchnął.

– Czyli wszystko bez zmian. – Griffin uśmiechnął się. – Pójdziemy coś 

zjeść?

– Pewnie.

Wzięli swoje rzeczy i wyszli z posterunku. Był piękny wiosenny wieczór.

–   Wiesz   –   zaczął   Stony,   gdy   zatrzymali   się   koło   harleya   davidsona 

Griffina – może ty byś mi pomógł rozwiązać tę cholerną zagadkę, jaką stanowią 

kobiety. Miałeś przecież z nimi do czynienia.

– Tak... – Griffin zapiął kask i włączył silnik. – Wierz mi, ja także ich nie 

rozumiem. To co, zobaczymy się w Delgado?

–   Ten,   który   zjawi   się   tam   pierwszy,   stawia   kolejkę   –   zaproponował 

Stony.

Griffin   skinął   głową   i   zwiększył   moc   silnika.   Nieoczekiwanie 

przypomniał   sobie   kobietę,   którą   ukarał   mandatem   dziś   po   południu. 

Obserwowała   go   w   lusterku.   Uśmiechnął   się.   Pewnie   nie   wiedziała,   że   to 

zauważył. Ciekawe, co by zrobiła, gdyby wówczas zawrócił, aresztował ją i 

dokonał rewizji.

Pewnie oskarżyłaby go o napastowanie seksualne i w końcu wsadziła do 

więzienia. W sumie była tego warta.

Zaśmiał   się   do   siebie,   włożył   okulary   i   odjechał   z   parkingu.   Sara 

Greenleaf jest już przeszłością i na pewno nigdy więcej się nie spotkają.

Ale, myślał dalej, miała cudowny uśmiech i nigdy jeszcze nie widział tak 

pięknych oczu. Ciekawe, czy jej włosy są tak miękkie w dotyku, jak to sobie 

wyobrażał...

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

– Jak ci się udał lunch z bratem?

– Tak jak zawsze – powiedziała Sara, unosząc wzrok znad nieforemnego 

ciasta czekoladowego, które właśnie lukrowała. – Wally nie może zrozumieć, że 

nie jestem taka ambitna jak on. Uważa, że zrujnowałam sobie życie, rozwodząc 

się z Michaelem.

–   Powiedz   mu,   żeby   się   wreszcie   od   ciebie   odczepił   z   tymi   swoimi 

uwagami – doradziła jej Elaine. – To, że zarządza firmą, wcale nie oznacza, że 

może rządzić wszystkimi.

Sara   skinęła   głową.   Chciałaby,   żeby   wszystko   było   tak   proste,   jak 

przedstawiła to Elaine.

– Mimo wszystko lunch nie był taki zły. Gorsze było to, co spotkało mnie 

wcześniej.

Minęły   trzy   dni,   odkąd   została   ukarana   mandatem.   W   dalszym   ciągu 

uważała, że nie powinna była go dostać. Za każdym razem, gdy przypominał się 

jej policjant Lawless, czuła, jak mrówki chodzą jej po karku. Nie wiedziała, 

dlaczego tak się dzieje i dlaczego nie może o nim zapomnieć. Dobrze, że teraz, 

przygotowując poczęstunek dla drużyny skautów, mogła choć na trochę oderwać 

się od tych myśli.

– A co się wydarzyło przed lunchem? – zapytała Elaine, rozstawiając na 

stole w jadalni papierowe kubki i talerze.

– Dostałam mandat za nadmierną szybkość – wybąkała Sara, starając się 

rozsmarować   grubą   warstwę   lukru   na   środku   ciasta.   Nie   była   zbyt   dobrą 

kucharką, a wypieki wychodziły jej jeszcze gorzej.

Elaine   pojawiła   się   w   drzwiach   kuchni.   Patrzyła   na   Sarę   z 

niedowierzaniem.

–  Ty?  Mandat?  –  zapytała.  –  Za  nadmierną  szybkość? W  tym  starym 

background image

gracie? Przecież on nie jest w stanie jechać szybciej niż czterdzieści kilometrów 

na godzinę.

– Bardzo śmieszne! – wykrzyknęła Sara. – Nie mówmy już o tym.

–  Dobrze. – Elaine wzruszyła ramionami i wróciła do swoich zajęć. – 

Aha, czy zaprosiłaś na dzisiaj odpowiednich facetów?

– Oczywiście, że tak – odpowiedziała Sara. – I chyba udało mi się nawet 

znaleźć   dość   ciekawych.   Mamy   rzeczoznawcę,   księgowego,   programistę 

komputerowego i właściciela zakładu pogrzebowego.

– Saro, to jest spotkanie zorganizowane dla małych chłopców na temat 

wyboru   zawodu.   –   Elaine   znowu   pojawiła   się   w   kuchni   z   grymasem 

niezadowolenia na twarzy. – O czym, na Boga, mogą ci ludzie opowiedzieć 

takim dzieciakom?

– Mają dobrze płatne zawody, na które i w przyszłości będzie popyt. – 

Sara za nic nie chciała się przyznać do porażki. Musiała się bronić. Przecież 

starała się jak najlepiej wykonać powierzone jej zadanie. Poza tym nie znała 

zbyt wielu mężczyzn i niełatwo jej było zaprosić nawet tych czterech. Z dwoma 

musiała się umówić na randkę. – A kogo ty zaprosiłaś?

– Pilota wojskowego, baseballistę z Cincinnati, strażaka i policjanta – 

wyrzuciła z siebie jednym tchem Elaine.

– Policjanta? – spytała ironicznie Sara.

– Gdybym wiedziała, że wejdziesz w konflikt z prawem... – roześmiała 

się Elaine.

– Ha! Ha! Ale zabawne.

– Nie złość się. Chłopcy z pewnością będą zachwyceni tym spotkaniem.

Sara uśmiechnęła się i skapitulowała. Pomyślała o swoich synkach. Tak, 

Jack i Sam nie mogą się doczekać dzisiejszego popołudnia.

– Jak ci się udało zaprosić takich ludzi? Baseballista? Z Czerwonych z 

Cincinnati?

– Och, po prostu wybrałam kilka numerów z mojego notesu – z dumą 

background image

uśmiechnęła się Elaine.

– Ty i ten twój notes. Muszę do niego kiedyś zajrzeć.

– Sara z niedowierzaniem potrząsnęła głową.

– Hej! Proponowałam ci przecież, że cię z kimś umówię. Pamiętasz? – 

przypomniała Elaine. – Ten facet z cyrku tak bardzo chciał cię poznać.

–   Żywa   kula   armatnia?   Nie,   dzięki.   Moje   życie   z   Michaelem   było 

wystarczająco   ekscytujące.   Teraz   chciałabym   poznać   jakiegoś   miłego, 

zrównoważonego, normalnego chłopaka. Żadnych awanturników.

– Aha! – Elaine ze zrozumieniem pokiwała głową.

–   Czyli   księgowego   albo   rzeczoznawcę,   albo   przedsiębiorcę 

pogrzebowego?

– Może i tak – zgodziła się Sara. – Cóż złego widzisz w związku ze 

spokojnym człowiekiem?

– Nic, jeśli chcesz zanudzić się na śmierć – zgodziła się z nią Elaine.

–   Nie   mam   zamiaru   o   tym   z   tobą   dyskutować   –   powiedziała   Sara, 

skończywszy dekorowanie ciasta. Nie wyglądało zbyt ładnie.

– Ty, na przykład, uważasz, że skoki z użyciem liny to nudny sport – 

zauważyła Elaine.

– Bo to fakt. – Sara nie mogła powstrzymać się od śmiechu. Różniły się 

od   siebie   zdecydowanie.   Elaine   była   wysoka,   pięknie   zbudowana,   a   jej 

wspaniałe   czarne   włosy   spływały   lśniącą   kaskadą   do   połowy   pleców.   Miała 

szare, pełne życia i żądzy przygód oczy – przygód, których Sara wcale dla siebie 

nie pragnęła.

Ich przyjaźń zaczęła się dwa lata temu na zebraniu szkolnym. Jonah, syn 

Elaine, chodził do tej samej klasy co bliźniacy Sary. Od sześciu miesięcy razem 

prowadziły sklep z antykami. Ich synowie należeli do tej samej drużyny i byli ze 

sobą bardzo zaprzyjaźnieni.

Elaine również była rozwódką. Pomagały sobie nawzajem, opiekując się 

dziećmi, dzięki czemu nieraz każda z nich mogła mieć czas tylko dla siebie. I 

background image

przyjaźń, i interesy rozwijały się bardzo dobrze.

– O Boże! – zawołała Elaine, otwierając lodówkę, by wyjąć kostki lodu. – 

Zupełnie zapomniałam ci powiedzieć.

– O czym? – Sara zakryła ciasto, by na nie nie patrzeć, i wytarła ręce 

skrajem koszulki.

– Mamy pracę – Elaine uśmiechnęła się radośnie. – Jeden z tych facetów, 

którzy przyjdą dzisiaj – ten policjant – niedawno odziedziczył dom, tutaj w 

Clemente,   i  chciałby,  żebyśmy  skatalogowały   i  wyceniły   znajdujące   się   tam 

rzeczy.

– My? – Sara nie mogła powstrzymać zdumienia.

– Oczywiście, że my. A czemuż by nie?

– Bo mamy niewielkie doświadczenie. Nie znamy odpowiednich ludzi. 

Takimi   sprawami   zajmuje   się   od   lat   firma   Harper’s   Antiques.   To   chyba 

wystarczy, prawda? Dlaczego on chce nas zatrudnić?

– Może dlatego, że podałam mu o połowę niższą cenę. – Oczy Elaine 

rozbłysły.

– No tak. To wystarczający powód.

– Poza tym – dodała z ociąganiem – to najlepszy przyjaciel Stony’ego.

–   Myślałam,   że   się   pokłóciliście.   –   Sara   spojrzała   na   przyjaciółkę   z 

uwagą. Miała okazję porozmawiać ze Stonym tylko dwa razy. Niemniej uważała 

go za bardzo sympatycznego człowieka.

– Raz się kłócimy, raz godzimy. – Elaine wzruszyła ramionami. A potem, 

zanim Sara zdążyła coś powiedzieć, dodała: – Ale to nie wszystko.

–  Niemożliwe? – Sara nie mogła powstrzymać się od uśmiechu. Elaine 

lubiła być tajemnicza. Starała się ciągle zaskakiwać swoich przyjaciół. – Co 

jeszcze?

– Poczekaj, aż usłyszysz, o który dom chodzi.

– Elaine, przestań już. Powiedz wreszcie wszystko.

– Dobrze. Więc chodzi o dom starego Mercera.

background image

– Naprawdę?! – Sara otworzyła szeroko oczy i gwizdnęła cicho. – Zawsze 

chciałam przyjrzeć mu się z bliska.

Dom Mercera był opuszczony od wielu już lat, ale Sara pamiętała, że gdy 

była   małą   dziewczynką,   mieszkała   tam   Meredith   Mercer,   niezamężna   córka 

emerytowanego sędziego Harolda Mercera. Sędzia spędzał większość czasu na 

Wyspach Kanaryjskich. Po śmierci córki zamknął dom i już się tu więcej nie 

pojawił.

Przejeżdżając obok tego domu, Sara nieraz zastanawiała się, jakie skarby 

mogą kryć się w jego wnętrzu.

Teraz dom przejdzie w inne ręce, a może nawet zostanie zburzony. Dzięki 

Bogu, w świetle tego, co mówiła Elaine, ta pierwsza możliwość wydawała się 

być zupełnie nierealna. Widocznie stary sędzia miał więcej dzieci i jedno z nich 

postanowiło   tu   zamieszkać.  A  marzenia   Sary   o   skarbach   Mercera   nareszcie 

miały się spełnić.

–   Będziesz   mogła   oficjalnie   tam   wejść   –   stwierdziła   Elaine   –   bo 

spadkobierca dzisiaj podpisał z nami umowę.

– Tak po prostu?

Elaine skinęła głową, uśmiechając się radośnie.

Zanim Sara zdążyła coś powiedzieć, drzwi otworzyły się z hukiem i trzy 

postacie   przemknęły   obok   nich   ze   śmiechem   i   wrzaskiem.   Zniknęły   równie 

szybko,   jak   się   pojawiły,   a   przyjaciółki   zdążyły   tylko   potrząsnąć   z 

niedowierzaniem głowami.

– Gdyby można było wykorzystać ich energię, ogrzalibyśmy cały kraj 

przez kilka kolejnych zim – odezwała się Sara.

Trzej chłopcy pojawili się znowu. Jonah wyglądał jak wierna kopia matki 

– miał czarne włosy i błyszczące szare oczy. Jack i Sam nie byli do siebie 

podobni.   Jack   z   niesfornymi   brązowymi   lokami   i   bursztynowymi   oczami 

przypominał ojca, podczas gdy jasnowłosy i ciemnooki Sam był podobny do 

Sary.

background image

– Przyjechała pani Stevens z Markiem i Devonem – obwieścił Jack.

– Kiedy przyjdzie ten pilot? – dopytywał się Jonah.

– Czy policjant przyniesie swój rewolwer? – chciał koniecznie wiedzieć 

Sam.

O Boże, pomyślała Sara, jeśli Nellie już jest, to wkrótce pojawią się inni 

chłopcy. Zorientowała się, że zupełnie nie jest gotowa. Spojrzała z zazdrością na 

Elaine: jak zawsze spokojna, ubrana już w mundur skautowski, podczas gdy 

Sara miała na sobie stare dżinsy i rozciągniętą bluzkę, na dodatek poplamioną 

czekoladą.

– Elaine! Zajmij się chłopcami. Muszę się przebrać.

– Pospiesz się – odpowiedziała przyjaciółka.

Idąc przez hol Sara słyszała, jak Elaine rozmawia z Samem.

–  Tak,   policjant   będzie   miał   rewolwer.   Wszyscy   panowie   przyjdą   tak 

ubrani,   jak   chodzą   do   pracy,   więc   będziesz   mógł   wszystko   sobie   dokładnie 

obejrzeć.

Zadźwięczał dzwonek, a jednocześnie ktoś zapukał do kuchennych drzwi. 

Sara nie pomyślała zupełnie o swoim stroju i machinalnie podeszła do drzwi 

frontowych, by je otworzyć. Gdy ujrzała na progu policjanta Lawlessa, o mało 

nie zemdlała z wrażenia. Pomyślała, że przyszedł, aby ją aresztować za jakiś 

haniebny   czyn,   jak   na   przykład   brzydkie   lukrowanie   ciasta   lub   pieczenie 

nieudanych babek. Potem popatrzyła na jego ciemne okulary i znowu ogarnęła 

ją ciekawość, jakiego koloru są jego oczy.

Ubrany był identycznie jak trzy dni temu. Ale teraz, stojąc z nim twarzą w 

twarz, zauważyła, że ma krótkie czarne włosy i gęsty zarost. Zaskoczyło ją to. 

Myślała, że tego typu osobnik woli dłuższe włosy. Może, pracując w policji, 

musiał je obciąć. Nie zauważyła też wcześniej, jak wspaniale jest zbudowany. 

Jeszcze   raz   zerknęła   na   jego   twarz.  W   czarnych   wąsach   błyszczały   srebrne 

niteczki,   a   na   policzku   miał   dość   dużą   bliznę,   która   z   pewnością   nie   była 

efektem skaleczenia się przy goleniu. Pomyślała, że musiał być ranny w jakiejś 

background image

walce, co spowodowało, że wydał się jej jeszcze groźniejszy.

– Witam pana – odezwała się, zupełnie nie zastanawiając się nad tym, co 

mówi. – Czyżbym popełniła jakieś kolejne wykroczenie, za które zapomniał 

mnie pan ukarać?

Zamiast odpowiedzieć, Griffin cofnął się i popatrzył na numer domu. To 

rzeczywiście tutaj. A niech to diabli! Tylko tego było mu potrzeba. Spotkania z 

intrygującą   blondynką,   o   której   nie   przestawał   myśleć   przez   cały   weekend. 

Czemu tu przyszedł? Zrobił to dla przyjaciela, a tego, co zastał, naprawdę nie 

mógł   przewidzieć.   Stony   miał   dzisiaj   służbę   i   nie   mógł   zjawić   się   tutaj 

osobiście.  Ale   przecież   znajoma   Stony’ego   nie   nazywa   się   Sara   Greenleaf. 

Gdyby usłyszał to nazwisko, uciekłby z krzykiem. Co ona tutaj robi?

Była tak samo ponętna jak wtedy, może nawet bardziej, bo policzek miała 

umazany czekoladą, a brązowe plamy pokrywały rozciągnięty podkoszulek. Nie 

przypominała opiekunek skautowskich z dawnych czasów. Widocznie wiele się 

w tej organizacji zmieniło.

– Witam pana – powtórzyła, a wtedy Griffin, nie zastanawiając się nad 

tym, co robi, wyciągnął dłoń i starł kciukiem czekoladę z jej twarzy, a potem 

zlizał ją z palca.

Sara wpatrywała się w niego z osłupieniem, a on po prostu uśmiechnął 

się.

– Powinna mieć w sobie więcej słodyczy, a mniej kwasu – powiedział i 

wszedł do środka.

– Czy mówi pan o polewie, czy o mnie? – usłyszał jej pytanie.

– Polewa jest wspaniała – odpowiedział bez wahania.

Był pewien, że jej reakcja będzie niecodzienna, więc zdjął okulary, by to 

lepiej widzieć. Wtedy wyraz twarzy Sary zmienił się gwałtownie, a usta, które 

miały zaprotestować, zamknęły się.

– Czy coś się stało? – zapytał zaintrygowany. Potrząsnęła w milczeniu 

głową, ale wpatrywała się w niego z takim natężeniem, jakby nagle wyrosła mu 

background image

co najmniej druga głowa.

– Co się stało? – powtórzył.

– Pańskie oczy... – powiedziała łagodnie i podeszła bliżej. – Są takie...

Tego się nie spodziewał.

– Jakie? – zapytał z zaciekawieniem. Westchnęła, a w jej głosie czuć było 

tęsknotę.

– Niebieskie – odpowiedziała cicho. – Ma pan niebieskie oczy. A ja, nie 

wiem dlaczego, byłam przekonana, że są czarne. A one są...

Umilkła. Griffin zaczął się zastanawiać, co jeszcze chciała powiedzieć.

Czuł, jak pod jej spojrzeniem zaczyna drżeć. Przez kilka sekund nie było 

w   jej   oczach   złości   i   mógł   dostrzec   w   nich   ogromną   tęsknotę.   Poczuł   się 

niepewnie, bo zrozumiał, że jego odczucia w odniesieniu do Sary są takie same. 

Wzbudzała w nim tęsknotę za czymś nieokreślonym, czego nie znał, a bez czego 

nie mógł żyć.

A potem ta chwila minęła.

Sara poczuła wielkie znużenie. Cofnęła się i zamknęła drzwi.

– Przepraszam – powiedziała nerwowo. – Muszę się przebrać.

I zniknęła. Griffin poczuł się dziwnie samotny. Rozejrzał się. Dom był 

typowy, jak setki innych na przedmieściu. Wszędzie pełno było kwiatów, zdjęć i 

porozrzucanych zabawek. Czyli pani Greenleaf jest mężatką i ma dzieci. Chyba 

w piątek wspominała coś o mężu? Nie mógł sobie tego przypomnieć. W każdym 

razie żaden mężczyzna nie przeszedłby obojętnie obok takiej kobiety.

Dlaczego więc w jej oczach było tyle tęsknoty? Może pan Greenleaf nie 

wypełniał dobrze swoich obowiązków? A może od początku nie układało się 

między nimi?

– Kim pan jest? – dobiegł go z tyłu cichy głosik. Griffin odwrócił się i 

ujrzał pięciu małych chłopców, patrzących na niego z podziwem. Uśmiechnął 

się. Zdawał sobie sprawę, że w mundurze wygląda imponująco. Taki wygląd 

pomagał mu w pracy. Dorośli traktowali go z szacunkiem, a co dopiero dzieci... 

background image

Nie chciał ich oczywiście przestraszyć, ale cieszyło go wrażenie, jakie wywołał. 

Szkoda   tylko,   że   Sara   nie   reagowała   w   podobny   sposób.   Chętnie   by   ją 

postraszył, bo, prawdę mówiąc, obawiał się jej.

– Nazywam się Griffin Lawless – przedstawił się chłopcom. – Jestem 

policjantem w naszym mieście. Patrole motocyklowe.

–   A   ja   nazywam   się   Jack   Markham.   –   Najwyższy   chłopiec   śmiało 

wyciągnął do niego rękę. – A to jest mój młodszy braciszek Sam.

–   Nie   jestem   twoim   młodszym   braciszkiem.   Mam   tyle   lat   co   ty   – 

sprostował szybko Sam. Nie był tak pewny siebie jak jego brat.

–   Nieprawda   –   zaprzeczył   Jack.   –   Urodziłem   się   piętnaście   minut 

wcześniej. Tak mówi mama. Więc jestem starszy.

– Nie jesteś.

– Jestem.

– Nie jesteś.

– Jestem.

– Nazywam się Jonah – odezwał się trzeci chłopiec, podczas gdy dwaj 

bracia kontynuowali sprzeczkę. – Jonah Bingham. Chyba pan zna moją mamę.

– Elaine. – Griffin przypomniał sobie imię dziewczyny, z którą Stony 

spotykał się częściej niż z innymi.

– Zgadza się.

– A czyi są twoi kłótliwi koledzy? – zapytał, nie mogąc powstrzymać 

uśmiechu.

– Moi.

Griffin odwrócił się i ujrzał Sarę, która przyłączyła się do towarzystwa, 

więc jego uśmiech stał się jeszcze szerszy, gdy zobaczył ją w mundurze. Zdawał 

sobie sprawę, że nie jest to zbyt atrakcyjny strój, ale i tak na jej widok krew 

zaczęła mu szybciej krążyć w żyłach. Czekolada zniknęła z policzka, włosy 

zostały   uczesane   i   przytrzymane   skórzaną   opaską.   Robiła   wrażenie   tak 

spokojnej i opanowanej, że aż zapragnął zrobić coś, by ją zdenerwować.

background image

Nie zdążył jednak nawet wyrzec słowa, gdyż pokój zaczął się wypełniać 

ludźmi. Po kilku minutach, w czasie których Sara przedstawiła gości, zapanował 

spokój.   Reszta   wieczoru   upłynęła   w   atmosferze   kontrolowanego   chaosu,   ale 

każdy z gości miał szansę zaprezentować swój zawód i odpowiedzieć na wiele 

pytań. Potem toczyły się rozmowy towarzyskie przy ciastkach i kawie.

Griffin bawił się doskonale. Rzadko miał do czynienia z dziećmi, więc 

nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo je lubi. Po jakimś czasie 

zaczął się zastanawiać, jak by to było, gdyby miał własne.

Zauważył,   że   synowie   Sary   noszą   inne   nazwisko,   co   nastroiło   go 

optymistycznie. Na pewno jest rozwódką. Chyba że nie przyjęła nazwiska męża. 

Zauważył też, że nie nosi obrączki, ale w dzisiejszych czasach nie stanowiło to 

żadnego dowodu na to, że jest samotna.

Właściwie mógł do niej podejść i po prostu zapytać o stan cywilny. Ale z 

pewnością   potraktowałaby   to   pytanie   jako   chęć   nawiązania   znajomości,   co 

bezsprzecznie   było   jego   zamiarem.   Biorąc   pod   uwagę   mandat   o   wysokości 

siedemdziesięciu   pięciu   dolarów,   którym   ukarał   ją   parę   dni   wcześniej,   jej 

reakcja mogłaby być zupełnie inna niż ta, której pragnął. Wobec tego zadowolił 

się patrzeniem na nią i cały czas czekał na jakiś znak z jej strony. Wieczór 

dobiegał   końca,   a   Sara   nie   wykonała   żadnego   gestu.   Pomyślał,   że   pewnie 

błędnie odczytał jej reakcję przy powitaniu i postanowił wycofać się.

Gdy chciał powiedzieć jej, że musi już iść, znowu ujrzał w jej oczach tę 

dziwną   tęsknotę.   Nie   mylił   się.   Ona   również   była   nim   zainteresowana. 

Postanowił więc zostać jeszcze chwilę.

Sara była zupełnie wykończona, gdy ostatnie mamy z dziećmi wyszły. 

Elaine zaproponowała, że jej pomoże posprzątać, ale Sara odesłała przyjaciółkę 

do domu. Chciała zostać sama i zastanowić się nad tym, dlaczego czuje się taka 

podniecona.

Przez cały wieczór plątała się jej po głowie jedna myśl, a mianowicie, jak 

czarny   uniform   wspaniale   podkreśla   figurę   Lawlessa.   To   powinno   być 

background image

zabronione, żeby policjant na służbie był tak pociągający. Wyobrażała sobie, jak 

by to było cudownie spędzić z nim trochę czasu sam na sam.

Wyrzucając   do   kosza   ostatnie   papierowe   kubki   i   talerze,   nasłuchiwała 

dźwięków dochodzących z pokoju Jacka, gdzie bawili się jej synowie. Do ich 

głosów dołączył się nowy. Nie była tym zaskoczona. Była pewna, że Lawless 

zostanie dłużej.

Gdy odwróciła się, ujrzała go w drzwiach kuchni. Stał oparty niedbale o 

framugę. Przyglądał się jej z uwagą, ale nie mogła niczego wyczytać z jego 

oczu. Ponieważ jej myśli krążyły stale wokół czułego sam na sam, oddychała 

nieco szybciej.

– Jeszcze pan tu jest? – odezwała się i natychmiast zdała sobie sprawę, 

jak głupio brzmi to pytanie.

– Pomyślałem, że będę mógł pomóc w sprzątaniu.

– Nie trzeba. – Sara pokręciła głową. – Sama sobie poradzę. Mimo to 

dziękuję za dobre chęci.

Lawless nie odebrał tych słów jako zachęty do odejścia. Zamiast tego 

wszedł do kuchni i stanął przy stole.

– Czemu pani synowie mają inne nazwisko? – zapytał obcesowo.

– Noszą nazwisko swojego ojca – odpowiedziała krótko. Nie wydawała 

się być zaskoczona pytaniem.

–   A   dlaczego   pani   nie   używa   tego   nazwiska?   –   kontynuował   bez 

najmniejszego skrępowania.

Sara z trudem przełknęła ślinę. Czuła, jak szybko bije jej serce.

–   Po   rozwodzie   wróciłam   do   nazwiska   panieńskiego   –   powiedziała, 

wpatrując się w niego uważnie.

– Więc jest pani samotna?

Zatrzymał się tuż przed nią. Sara w milczeniu skinęła głową, nie mogąc 

wydobyć słowa z zaciśniętego gardła.

Kiedy zbliżył twarz i zajrzał jej w oczy, cofnęła się. Zauważył to, ale 

background image

wyciągnął rękę i ujął ją delikatnie pod brodę.

– Proszę pana – zaczęła szeptem.

– Mam na imię Griffin – powiedział.

– Nie powinieneś...

–   Jeszcze   nigdy   nie   spotkałem   kobiety   tak   umazanej   czekoladą   – 

powiedział, pocierając palcem kącik jej warg.

Znowu próbowała się cofnąć.

Ale dłoń Griffina powędrowała za nią. Delikatnie dotknął jej dolnej wargi 

i, zanim Sara zdążyła cokolwiek powiedzieć, pochylił się nad nią i poczuła jego 

usta   na   swoich.   Leciutko   pieścił   jej   wargi.   Czuła   łaskotanie   jego   wąsów.   Z 

początku   była   zbyt   zaskoczona,   by   zareagować,   więc   stała   bez   ruchu, 

pozwalając się całować. Gdy pojęła, co się dzieje, jej reakcja była rzeczywiście 

dość   gwałtowna   i   nieoczekiwana.   Zamiast   go   odepchnąć,   jej   dłonie 

powędrowały do wycięcia w koszuli, a palce zaplątały się w ciemnych włosach.

Wtedy Griffin zaczął całować ją coraz namiętniej, napierając na nią tak 

mocno, aż oparła się o blat kuchenny. Jedną ręką odchylił jej głowę, by móc 

mocniej ją całować, druga przesuwała się powoli po jej piersiach, drażniąc je 

delikatnie.

Przez   długą   chwilę   walczyli   o   to,   które   z   nich   osiągnie   więcej.   Nie 

wiedzieli, skąd przyszło pożądanie i dokąd ich zaprowadzi. Sara położyła dłoń 

na klamrze paska Griffina, gdy nagle usłyszała jakiś hałas na górze.

Przypomniała sobie o synach i odepchnęła Griffina gwałtownie od siebie.

Z początku nie była w stanie wydusić nawet jednego słowa, zaskoczona 

swoim zachowaniem. Próbowała tylko złapać oddech. W milczeniu potrząsnęła 

głową, marząc o tym, by móc cofnąć czas o pięć minut. Ale nie dlatego, by 

przeżyć je inaczej, lecz by znowu móc się zatopić w pocałunku.

– Czemu... czemu to zrobiłeś? – udało się jej wyszeptać.

Griffin popatrzył jej prosto w oczy. Sam też z trudem łapał oddech.

– Bo tego chciałaś – odpowiedział krótko. Potrząsnęła głową przecząco.

background image

– Znowu tego chcesz – mówił dalej. – Za każdym razem, kiedy na mnie 

tak patrzysz.

– Ale...

– Mamo! Jack mnie uderzył!

– Nie uderzyłem!

– A właśnie, że tak!

– Nie!

Głosy   chłopców,   pełne   gniewu,   obudziły   w   Sarze   to   samo   uczucie. 

Zapomniała o tym, z jaką łatwością Griffin ją omotał i o tym, że zupełnie nie 

pamiętała   o   obecności   dzieci.   Była   wściekła   na   siebie,   bo   pragnęła   tego 

mężczyzny. I dlatego słowa, które wypowiedziała, też były pełne gniewu.

– Lepiej już sobie idź.

– Zjedzmy jutro razem kolację.

Sara nie była pewna, co ją bardziej denerwowało: czy to, że ignorował jej 

słowa, czy jego polecenia zamiast próśb, czy też to, że najchętniej wyraziłaby 

zgodę.

– Nie mogę – odpowiedziała.

– Dlaczego?

Znowu zapragnęła, by to wszystko się nie wydarzyło.

– Bo jestem już umówiona – rzekła niechętnie, patrząc mu prosto w oczy. 

Roger, rzeczoznawca, poprosił ją, by poszli razem do kina w nagrodę za to, że 

przyszedł na spotkanie z chłopcami.

Wyraz twarzy Griffina zmienił się.

– Rozumiem – powiedział i odsunął się od niej.

Sara powinna być z tego zadowolona, ale nagle zrobiło jej się zimno, 

mimo  że   wieczór  był   ciepły.  Zapragnęła   zapytać   Griffina,   czy  zamiast   jutro 

mogliby się spotkać w środę, ale milczała.

Przecież przez niego musiała wydać siedemdziesiąt pięć dolarów. Był tak 

pewny siebie, że niemal arogancki: prawdopodobnie żadna kobieta nie śmiała 

background image

mu niczego odmówić.

Odepchnęła od siebie myśl, że właśnie przed chwilą już to zrobiła.

– Lepiej już idź – powtórzyła.

Griffin   skinął   głową   i   odwrócił   się,   by   odejść.  Widziała,   jaką   reakcję 

wywołały jej słowa, że spotyka się z kimś innym, ale milczała. Nigdy dotąd 

żaden mężczyzna nie spowodował takiego zamieszania w jej życiu, szczególnie 

w tak krótkim czasie.

Ona przecież potrzebuje spokojnego i statecznego mężczyzny, który da jej 

poczucie bezpieczeństwa. Takiego jak Roger, pomyślała, mając nadzieję, że jego 

imię wywoła choćby cień podniecenia.

Ale to uczucie wywoływał w niej tylko Griffin Lawless, który właśnie 

opuszczał jej dom.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

– To twoje pierwsze zadanie, Griff. Spisz się dobrze. Griffin popatrzył na 

przyjaciela, a potem na papierową teczkę, którą Stony rzucił mu na biurko.

– Nie martw się. Co to jest?

– Firma budowlana Jerwal, tu w Clemente – zaczął objaśniać Stony. – Od 

trzech  miesięcy  przyglądamy  się  właścicielom.  Przypuszczamy,  że  prowadzą 

jakieś brudne interesy. Włożyliśmy z Gundersenem dużo pracy w tę sprawę. Nie 

chcę, by poszła na marne.

– Przecież ci powiedziałem, żebyś się nie martwił – obruszył się Griffin.

–   Przeczytaj   te   papiery   i   zgłoś   się,   jeśli   będziesz   miał   jakieś   pytania. 

Sprawa   jest   dość   jasna.   Nie   wiedzą,   że   ich   obserwujemy,   ale   już   niedługo 

powinniśmy to ujawnić. Myślę, że za kilka miesięcy – stwierdził Stony i poszedł 

do swojego gabinetu.

Griffin  otworzył  teczkę  i  zaczął  przeglądać  dokumenty.  W chwili  gdy 

ujrzał nazwiska dwóch mężczyzn, których miał rozpracować, poczuł, że pocą 

mu się dłonie, a pewność siebie powoli znika. Jeden z nich nazywał się Jerry 

Schmidt   i   to   nazwisko   nic   mu   nie   mówiło,   ale   drugie   brzmiało:   Wallace 

Greenleaf. W tak małym miasteczku jak Clemente ktoś, kto tak się nazywał, z 

pewnością był spokrewniony z Sarą.

Przypomniał   sobie   długą   opowieść,   jaką   przytoczyła   w   formie 

wyjaśnienia, kiedy zobaczyli się po raz pierwszy. Czyż nie mówiła o spotkaniu z 

bratem? Jak miał na imię? Wallace? Chyba nie. Może Wally? Tak! To było to. 

Wally. Cudownie!

Przesunął   dłonią   po   włosach,   oparł   się   o   krzesło   i   popatrzył   w   sufit. 

Chyba i tak nie miał szans na znajomość z Sarą. Biorąc pod uwagę okoliczności, 

w jakich się poznali, fakt, że spotyka się z innym, i jej stwierdzenie, że nie chce 

go więcej widywać, mówiły same za siebie. Nie widział jej już dwa tygodnie. 

background image

Zresztą nie było sensu szukać z nią bliższego kontaktu.

To nieprawda, uświadomił sobie. Nie przestawał o niej myśleć, pamiętał, 

jak reagowała na jego uściski. Musiał być blisko niej. Tak blisko, jak tylko 

mężczyzna może być z kobietą.

Cudownie.   Po   prostu   wspaniale.   Znowu   popatrzył   na   teczkę   i   zaczął 

czytać dokumenty, przez cały czas myśląc o tym, co powinien zrobić. Nie mógł 

unikać Sary. Wynajął firmę jej i Elaine do skatalogowania rzeczy znajdujących 

się w odziedziczonym przez niego domu pradziadka. Obie kobiety przychodziły 

tam i prowadziły wycenę przedmiotów.

Jak miał się trzymać z dala od niej, gdy marzył jedynie o tym, by ją 

znowu   przytulić   do   siebie.   Z   tego   powodu   nie   sypiał   nocami.  A  teraz   ma 

prowadzić śledztwo przeciwko jej bratu, który może wylądować na parę lat w 

więzieniu. Czuł się fatalnie.

Zawsze   miał   pecha.   Nawet   gdy   udało   mu   się   jednocześnie   otrzymać 

pracę, której pragnął, i poznać kobietę swoich marzeń, wyglądało na to, że jedno 

wyklucza drugie. Czy uda mu się zdobyć względy Sary?

Powrócił   do   czytania   materiałów   z   teczki,   ale   przez   cały   czas   nie 

opuszczała go świadomość, że los się z niego naigrywa.

Dom Mercera pachniał pleśnią i starością. Sara i Elaine weszły do niego 

po raz pierwszy dwa tygodnie po podpisaniu umowy z Griffinem Lawlessem. 

Dał   im   klucz,   by   mogły   pracować   w   różnych   porach   dnia.   Rozpoczęły   już 

żmudny proces katalogowania i wyceny staroci, które sędzia Mercer i jego córka 

nagromadzili   przez   lata.   Pierwsza   rozpoczęła   pracę   Elaine.   Miała   się 

zorientować   co   do   rozmiarów   zadań   zleconych   do   wykonania.   Sara   miała 

pojawić   się   następnego   dnia,   ale   postanowiła   wpaść   chociaż   na   chwilę,   by 

poczuć atmosferę domu. Przekraczała jego próg z pewnymi obawami.

Jedną   z   wielu   rzeczy,   które   przyczyniły   się   do   nawiązania   przyjaźni 

między   Sarą   i   Elaine   przed   dwoma   laty,   była   ich   miłość   do   staroci.   Elaine 

background image

zajmowała się meblami i biżuterią, a Sara porcelaną, srebrami, kryształami i 

materiałami.   Połączyły   swe   skromne   fundusze,   by   kupić   okazyjnie   sklep   z 

antykami w starej dzielnicy Clemente. Jego właściciel postanowił przenieść się 

do znacznie cieplejszego Orlando.

Dokupiły szereg przedmiotów na aukcjach na środkowym wschodzie i 

obecnie   posiadały   całkiem   niezłą   kolekcję.   I   chociaż   nie   wzbogaciły   się 

dotychczas,   to   udawało   im   się   wiązać   koniec   z   końcem.   Z   niecierpliwością 

oczekiwały lata, które przyciągało do starego Clemente wielu turystów, mając 

nadzieję, że pieniądze zarobione w tym czasie pozwolą im przetrwać zimę.

Oczywiście   taka   praca   jak   wycena   antyków   bardzo   im   była   na   rękę. 

Przede wszystkim zaczynały zdobywać klientelę, co mogło przysporzyć zysku. 

A poza tym Sara nareszcie miała szansę zająć się czymś, co lubiła.

Od   lat   uwielbiała   antyki.   Niestety,   pochodziła   ze   wsi,   z   powszechnie 

szanowanej,  lecz  biednej  rodziny,  więc   nie   miała   możliwości  odziedziczenia 

czegokolwiek.   Kupno   sklepu   z   antykami   było   spełnieniem   jej   największych 

marzeń. Kochała każdy przedmiot w sklepie i z wielkim trudem rozstawała się 

ze sprzedanymi rzeczami.

Fascynowała ją nie tylko historia poszczególnych przedmiotów, ale i trud, 

jaki włożono w ich wykonanie. Umiała szybko ocenić przedmiot i określić jego 

pochodzenie, ale czasami brakowało jej czasu, by prześledzić jego historię.

Teraz   miała   możliwość   zbadania   wielkiej   kolekcji   i   nie   mogła   się 

doczekać, kiedy zacznie pracę.

Wchodząc do domu zawołała głośno „halo”, mimo że nie spodziewała się 

tu spotkać nikogo.

Elaine powiedziała jej, że Griffin raczej nie zamierza wprowadzić się do 

domu swego pradziadka ani przychodzić tam, gdy będą pracować. Ponieważ 

wycena mogła trwać bardzo długo, może nawet rok, Sara pomyślała, że choć w 

ten sposób będzie związana z Griffinem.

Cały czas starała się nie myśleć o pocałunku, który ich połączył przed 

background image

dwoma   tygodniami,   ale   nie   mogła.   Gdy   tylko   zamykała   oczy   przed   snem, 

widziała pełne tęsknoty spojrzenie Griffina i czuła gorąco, jakie przeszyło ją, 

gdy jej dotknął.

–  Hej!  –  zawołała  jeszcze  raz  z  nadzieją,  że  nie  słychać  w  jej  głosie 

niepokoju. – Czy jest tu ktoś?

Drzwi głośno skrzypnęły, kiedy je zamykała, i Sarze przypomniały się 

czytane   w   dzieciństwie   powieści   grozy,   w   których   młode,   naiwne   kobiety 

ulegały niebezpiecznym, atrakcyjnym mężczyznom i żyły potem zamknięte w 

starych, ponurych domach.

Odsunęła te myśli od siebie. Nie jest już taka młoda ani naiwna, a dom 

Mercera  na  pewno  nie   jest  ponury.  Oczywiście  Griffin  jest  niebezpiecznym, 

młodym, atrakcyjnym i uwodzicielskim mężczyzną, ale przecież ona potrafi nad 

sobą panować.

Chyba jednak nie do końca, pomyślała ironicznie, przypominając sobie 

ich   ostatnie   spotkanie.   Postanowiła   przestać   o   tym   myśleć   i   ruszyła   w   głąb 

domu. Popołudniowe słońce wpadało przez okna umieszczone nad wejściem, 

przecinając   długimi   promieniami   hol.   W   ich   blasku   unosiły   się   tańczące 

drobinki kurzu. Boazeria z ciemnego dębu pokrywała wysokie ściany. U stóp 

Sary rozpościerał się barwny stary perski dywan. Dom był naprawdę piękny, 

taki, jakim go sobie wyobrażała, i myśl, że zbada go dokładnie, przyspieszała 

bicie jej serca.

Z lewej strony holu był olbrzymi pokój dzienny, a po prawej – salon. 

Pomiędzy pokojami wznosiły się schody, przechodzące na pierwszym piętrze w 

galerię.   Obok   schodów   znajdowała   się   długa,   wyłożona   mahoniem   sień. 

Wyglądała tak fascynująco, że Sara pospieszyła tam, a w pustym domu rozlegał 

się stukot jej pantofli.

Na końcu sieni ujrzała przeszklone drzwi. Zbliżyła się do nich i nacisnęła 

mosiężną   klamkę.   Drzwi   ustąpiły.   Poczuła   cudowny   zapach   starych   książek. 

Uśmiechnęła się radośnie.

background image

Ta praca będzie wspaniała.

Biblioteka wyglądała podobnie jak reszta domu. Ciemna, wysoka, pokryta 

boazerią, z cennymi meblami.

Sara stała, przyglądając się wnętrzu, i wtedy poczuła jeszcze jeden zapach 

– woń dymu z drogiego cygara. Jej były mąż czasami takie palił i bardzo lubiła 

ich aromat. Kojarzył jej się z naprawdę niewieloma miłymi chwilami, które 

wspólnie przeżyli.

– A więc jesteś.

Odwróciła   się   przerażona,   słysząc   męski   głos,   choć   poznała   go 

natychmiast. Griffin Lawless siedział w pokrytym skórą fotelu przy kominku. 

Ubrany w wypłowiałe, podarte na kolanach dżinsy i białą obcisłą koszulkę, nie 

pasował   zupełnie   do   tego   wnętrza.   W   jednej   ręce   trzymał   cygaro,   drugą 

obejmował kryształowy kieliszek z koniakiem. Serce Sary zabiło mocno. Nigdy 

jeszcze nie widziała wspanialszego mężczyzny.

–   Przepraszam   –   wyjąkała.   –   Nie   weszłabym   bez   pukania,   ale   byłam 

pewna, że nikogo nie ma.

–   Oczywiście   –   odpowiedział   natychmiast.   –   Gdybyś   wiedziała,   że   tu 

jestem, nigdy byś nie przyszła.

Bardzo się mylisz, pomyślała.

– Zaraz wychodzę. Wracałam z pracy do domu i weszłam tylko na chwilę, 

aby rozejrzeć się, zanim rozpocznę katalogowanie – powiedziała szybko.

Griffin skinął głową, ale milczał. Wpatrując się w nią uparcie, podniósł do 

ust cygaro, zaciągnął się i powoli wypuścił kłąb białego dymu. Potem uniósł 

kieliszek i napił się koniaku, sącząc powoli trunek. Sara czuła, że zaczyna się jej 

kręcić w głowie.

– Napijesz się? – wskazał dłonią na kieliszki i butelkę.

– Nie, dziękuję – potrząsnęła przecząco głową. – Nic nie jadłam od rana i 

na pewno źle zniosłabym alkohol. Od razu zakręciłoby mi się w głowie.

Griffin   pomyślał,   że   nie   byłoby   to   takie   złe,   ale   nic   nie   powiedział. 

background image

Chciałby widzieć Sarę tracącą nad sobą panowanie. Dlaczego ta kobieta tak na 

niego działa? Czemu stale ma przed oczyma jej twarz? I dlaczego nie potrafi 

myśleć o niczym innym, lecz tylko o tym, jak zareagowała na jego pieszczoty?

– Więc jednak będziesz tu przychodzić – stwierdził. – Myślałem, że mnie 

unikasz.

– Ja? – szepnęła Sara, odwracając wzrok. – Czemu miałabym to robić? 

Przecież nie ma ku temu żadnych powodów.

Jej zdenerwowanie było niemal widoczne. Griffin uśmiechnął się.

– Bo tak jak ja ciągle myślisz o tym, jak rozstaliśmy się przed dwoma 

tygodniami.

Znowu popatrzyła mu w oczy, westchnęła głęboko, aż jej piersi uniosły 

się wysoko. Griffin zacisnął palce, bo przypomniał sobie ich ciepłą, delikatną 

krągłość. Sara w zdenerwowaniu zaczęła bawić się guzikami sukienki.

– Nie rozumiem, o co ci chodzi – wyszeptała.

Odłożył cygaro na kryształową popielniczkę, postawił obok kieliszek i 

wstał.   Sara   cofnęła   się,   a   wtedy   Griffin   podszedł   do   niej   zdecydowanym 

krokiem. Położył dłoń na ręce, która bawiła się guzikami, a drugą objął ją i 

przytulił do siebie. A potem całował ją długo, mocno i namiętnie.

–   Teraz   już   rozumiesz?   –   zapytał   po   chwili   głosem   ochrypłym   z 

pożądania.

– Tak, chyba tak – wyjąkała, oddychając szybko. Znowu przycisnął usta 

do jej warg i Sara stwierdziła, że mają one smak koniaku i cygar. Poczuła na 

skórze łaskotanie jego wąsów i odchyliła głowę, by w pełni rozkoszować się 

pocałunkiem. Czuła, jak Griffin powoli zaczyna odpinać guziki jej sukienki.

Kiedy zorientowała się, że chce ją rozebrać, wysunęła się z jego ramion 

na odległość wyciągniętych rąk. Griffin nie zareagował. I Sara dobrze wiedziała, 

dlaczego. Nie była w stanie utrzymać go z dala od siebie zbyt długo. Czuła pod 

palcami jego twarde mięśnie. Ciało Griffina było gorące niczym płynna lawa. 

Patrzyła na niego, starając się złapać oddech. Zastanawiała się, jak długo jeszcze 

background image

potrwa to szaleństwo.

Griffin próbował zebrać myśli. Udało mu się odpiąć trzy guziki sukienki i 

teraz widział skrawek bielizny Sary w złotym kolorze, więc znowu zapragnął ją 

pieścić.   Boże,   co   się   ze   mną   dzieje,   pomyślał,   dlaczego   sięgam   po   kobietę, 

której prawie nie znam. Muszę się opanować.

– Dlaczego to robisz? – usłyszał jej szept. – Tak po prostu, bez pytania?

Milczał. Nie wiedział, co powiedzieć. Patrzyła na niego bez słowa. Prawą 

ręką odsunęła pasmo włosów z czoła. Starała się pozbierać myśli.

– To, co się dzieje między nami, musi się natychmiast skończyć, zanim 

posuniemy się za daleko – stwierdziła stanowczo.

– Dlaczego?

– Dlaczego??? – powtórzyła jego pytanie. Skinął głową.

– Bo... – jej głos brzmiał niepewnie. Naprawdę nie wiedziała, jak ma to 

uzasadnić. Nie przychodziło jej do głowy żadne rozsądne wyjaśnienie.

Skrawek   koronki   widoczny   w   rozcięciu   sukni   ponownie   przyciągnął 

wzrok Griffina. Przysunął się dv Sary i wyciągnął rękę. Nie cofnęła się. Dotknął 

trzeciego   guziczka.   Widział,   jak   pulsuje   żyłka   na   jej   szyi,   i   nade   wszystko 

zapragnął odpiąć resztę guzików tak, by sukienka opadła na podłogę. Ostatnim 

wysiłkiem woli zapiął jeden guzik, a potem dwa następne. Ale nie mógł się 

powstrzymać, by nie przesunąć dłonią po szyi Sary.

– Saro – wyszeptał – powiedz mi, dlaczego?

Po raz pierwszy nazwał ją po imieniu i Sara poczuła, jak jej serce zaczyna 

tłuc się w piersi jak oszalałe.

– Nie należę do kobiet, które to lubią – odpowiedziała w końcu.

– Naprawdę? – zapytał, siląc się na powagę, ale był wyraźnie rozbawiony 

jej stwierdzeniem.

– Tak – potwierdziła. – Nie jestem taka. Nigdy taka nie byłam. Jestem 

zwyczajną,   rozwiedzioną   kobietą   z   dwojgiem   dzieci,   zajętą   codziennymi 

sprawami, i naprawdę nie zamierzam popełniać karygodnego błędu, wiążąc się z 

background image

takim mężczyzną jak ty.

– Takim jak ja? – Znowu zauważyła wyraz rozbawienia na jego twarzy. – 

A jakim mężczyzną jestem? Czy możesz mnie oświecić w tym względzie?

– To nieważne. Muszę już iść – powiedziała Sara, gwałtownie wciągając 

powietrze.

Odwróciła się, ale głos Griffina powstrzymał ją.

– Nie odchodź – poprosił cicho. – Jeszcze nie teraz. Tak miło... – urwał.

– Słucham? – spytała Sara, odwracając się powoli.

– Miło kogoś gościć u siebie – dokończył. Potarł nerwowo kark. – Tak tu 

pusto. Tak ponuro. Nie czuję się tu dobrze. Ja po prostu nie pasuję do tego 

domu.

Sara uważnie przyjrzała się Griffinowi. Rzeczywiście, w starych dżinsach 

i koszulce z krótkimi rękawami nie wyglądał na pana tego domu, chociaż w jego 

głosie brzmiała siła i pewność siebie, które zmuszały do posłuchu. Ma w sobie 

geny Mercerów. Pod tym względem pasował do tej posiadłości.

–  Wiem   o   wszystkim   –   odezwała   się   Sara.  W  pustym   domu   jej   głos 

zabrzmiał dziwnie głośno.

–   Masz   na   myśli   moją   matkę?   Nieznaną   latorośl   rodu   Mercerów?   – 

zapytał.

–   Kiedy   dowiedziałam   się   od   Elaine,   że   odziedziczyłeś   ten   dom, 

pomyślałam,   że   musisz   być   potomkiem   sędziego,   o   którego   istnieniu   nikt 

wcześniej nie wiedział. Meredith była jego jedyną córką, prawda?

–   Była   moją   babką,   a   ja   nic   o   tym   nie   wiedziałem   –   powiedział   z 

zagadkowym wyrazem twarzy.

Sara próbowała z tonu jego głosu odgadnąć, jakie uczucia nim owładnęły, 

ale nie potrafiła. Griffin mówił dalej:

–   Dowiedziałem   się   o   wszystkim   tuż   przed   Bożym   Narodzeniem. 

Widocznie mojego pradziadka ogarnęła wtedy tęsknota, a może strach przed 

śmiercią,   i   postanowił   zrobić   coś   dobrego   dla   swojego   prawnuka,   którego 

background image

wcześniej nie chciał znać.

Milczał przez chwilę, zamyślony.

– Jak się dowiedziałem, Meredith miała piętnaście lat, gdy zakochała się 

w chłopcu, który po lekcjach wykonywał różne drobne prace w domu sędziego. 

Oczywiście, staruszek nie był tym zachwycony, bo zależało mu na lepszej partii 

dla   swego   jedynego   dziecka.   Kiedy   Meredith   zaszła   w   ciążę,   praktycznie 

zamknął ją w domu, żeby nikt się o tym nie dowiedział. Urodziła córkę, mając 

szesnaście lat, a sędzia natychmiast oddał dziecko do adopcji.

–   To   była   twoja   matka   –   domyśliła   się   Sara.   Potwierdził   skinieniem 

głowy.

– Została adoptowana przez pewne małżeństwo z Cincinnati, a potem, 

gdy poślubiła mojego ojca, przenieśli się do Clemente. Co za ironia losu. Przez 

wiele   lat   córka   Meredith   mieszkała   zaledwie   kilka   kilometrów   od   swego 

rodzinnego domu, nic o tym nie wiedząc.

Griffin podszedł do fotela, wziął cygaro z popielniczki i zaciągnął się 

głęboko.   Milcząc   wskazał   Sarze   sąsiedni   fotel.  Widać   było,   że   chce   o   tym 

mówić, a Sara była po prostu ciekawa każdej informacji o nim. Interesowała ją 

nie tylko cała ta historia, ale i jego reakcja. Jak się czuł? Nie potrafiła sobie 

wyobrazić   sytuacji,   w   której   dopiero   jako   dorosła   kobieta   poznaje   historię 

swojej rodziny.

Usiedli.

– Czy masz do niego żal? – zapytała cicho. – Chodzi mi o sędziego.

– Prawdę mówiąc, nie wiem ciągle, co mam o tym wszystkim myśleć. – 

Wypił łyk koniaku. – Wydaje mi się, że padł ofiarą okoliczności, tak jak moja 

matka i Meredith. Czasy i środowisko, w jakich żyli... Chciałbym wierzyć, że 

zrobił to, co uważał za najlepsze. A w końcu spróbował to wszystko naprawić.

Przez chwilę milczał, a Sara też nie przerywała panującej ciszy.

–   Żałuję,   że   nie   zdążyłem   poznać   pradziadka   –   dodał   po   chwili.   – 

Przybrany ojciec mojej matki zmarł przed moim urodzeniem. Nigdy nie poznam 

background image

nazwiska jej prawdziwego ojca, a mojego dziadka. Może ciągle jeszcze mieszka 

tu, w Clemente. Moi rodzice nie żyją, tak jak i krewni, o których do niedawna 

nie wiedziałem.

Może jest gdzieś mężczyzna, do którego mógłbym mówić „dziadku” – 

powiedział z tęsknotą w głosie.

– Nie masz rodzeństwa? – spytała.

– Niestety. Tylko kilku kuzynów mieszkających w tej okolicy, ale nigdy 

nie byliśmy ze sobą zbytnio zżyci.

–   Mam   wrażenie,   że   rodzina   jest   dla   ciebie   czymś   bardzo   ważnym   – 

zauważyła Sara.

– Tak – odpowiedział i popatrzył na nią pytająco. – A dla ciebie?

– Moi rodzice rozwiedli się po dwudziestu latach małżeństwa, informując 

mnie i Wally’ego, że przez większość czasu nienawidzili się, a byli razem tylko 

ze względu na nas – zaśmiała się szyderczo. – My z bratem kochamy się jak pies 

z kotem. Moje małżeństwo skończyło się, zanim na dobre się zaczęło. Na pewno 

nie jestem osobą, której zadaje się takie pytanie.

– Ale kochasz swoich synów – stwierdził.

– Oczywiście – odpowiedziała natychmiast. – Ale...

– Czyli i dla ciebie rodzina jest czymś ważnym. Zastanawiała się przez 

chwilę. Trudno było w tak krótkim czasie poddać analizie własne odczucia.

– Tak – powiedziała w końcu, uśmiechając się do niego. – Na pewno. 

Śmieszne, ale jakoś nigdy dotąd nie zastanawiałam się nad tym.

Griffin odpowiedział jej uśmiechem i jego twarz zmieniła się całkowicie. 

Nigdy   nie   myślała   o   nim   jako   o   pięknym   mężczyźnie.   Był   pociągający. 

Interesujący.   Miał   swoisty   urok,   ale   jego   rysy   były   ostre.   Teraz,   kiedy   się 

uśmiechnął, aż westchnęła. Był zachwycający.

– Czym jesteś? – zapytał nagle. – Psem czy kotem?

– Słucham? – uniosła ze zdziwienia brwi.

–   Mówiłaś,   że   ty   i   twój   brat   żyjecie   ze   sobą   jak   pies   z   kotem. 

background image

Zastanawiam się, czym ty jesteś.

– Z pewnością kotem – powiedziała Sara i roześmiała się serdecznie. – 

Koty są przecież sprytniejsze.

–  To   prawda   –   odparł   i   uśmiechnął   się   jeszcze   szerzej,   ale   po   chwili 

spoważniał. – Czyli twój brat jest psem. Groźnym psem.

– Nie jest taki zły. – Wzruszyła ramionami. – Jest tylko zbyt ambitny. 

Pewnego dnia może go to zniszczyć. Jestem tego pewna.

Znowu skinął głową, a Sara miała wrażenie, że Griffin wie coś, o czym 

ona nie ma najmniejszego pojęcia. Wydawało mi się, pomyślała, on jest przecież 

zbyt zajęty myślami o swojej przeszłości i rodzinie.

– Muszę już iść – powiedziała i podniosła się z fotela. – Opiekunka do 

dzieci spodziewa się, że wrócę przed osiemnastą, a chyba jest już szósta.

Griffin niechętnie popatrzył na zegarek.

– Za dziesięć – podał jej dokładny czas. Pośpiesznie zebrała swoje rzeczy. 

Za wszelką cenę starała się powstrzymać pytanie cisnące się jej na usta.

– Gdzie będziesz dzisiaj jadł kolację? – wyrwało jej się wbrew woli, a 

przecież chciała tylko powiedzieć, że od jutra zaczyna katalogowanie.

Oboje byli zaskoczeni jej pytaniem. Popatrzyli na siebie i wybuchnęli 

śmiechem.

– Nie wiem – odpowiedział, gasząc cygaro. – Czyżby to było zaproszenie, 

proszę łaskawej pani? – zapytał, dopijając resztkę koniaku.

–   Tak   –   odpowiedziała,   trochę   zawstydzona   swoim   zachowaniem.   – 

Przyjdź do nas, zjemy coś razem z chłopcami.

– Z przyjemnością.

Griffin szedł za nią do holu. Czuł się dziwnie jako gospodarz tego domu. 

Obserwował, z jakim wdziękiem porusza się Sara, jak odsuwa włosy z czoła 

szybkim, niedbałym gestem. Wprawdzie umówił się na kolację ze Stonym, ale 

zatelefonuje do niego od Sary. Przyjaciel na pewno go zrozumie.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Sara   nie   mogła   zrozumieć,   dlaczego   zaprosiła   Griffina   do   domu   na 

kolację. Nie potrafiła i później odpowiedzieć sobie na to pytanie. Patrzyła, jak 

jej   synowie   męczyli   gościa,   wypytując   o   motocykl   i   o   to,   jak   to   jest   być 

policjantem.

Może dlatego, że tam w bibliotece był taki przygnębiony...

Zawsze opiekowała się zagubionymi i chorymi zwierzętami. Może Griffin 

przypominał   jej   zagubione   stworzenie,   które   nie   potrafi   sobie   radzić   w 

niebezpiecznym świecie. A ona, która przeżyła wiele złych chwil, wiedziała, jak 

mu pomóc. Musi się nim zaopiekować.

Tylko że był on o wiele bardziej niebezpieczny niż jakakolwiek z istot, 

które do tej pory sprowadzała do domu.

To był drapieżnik i bała się, że mu nie umknie. Czy ona będzie się nim 

opiekować, czy też on schrupie ją na kolację?

– Mamo, możemy się przejechać na motorze Griffina? – spytał Jack.

Sara wyszła na ganek i popatrzyła niepewnie na wielką maszynę.

– Chyba nie, kotku – powiedziała. – Może jak będziesz starszy.

– Ale, mamo...

– I nie powinieneś zwracać się do pana Lawlessa po imieniu – dodała. – 

Jest przecież oficerem policji.

– Nie jest – wtrącił się Sam. – Właśnie nam o tym powiedział.

– Ależ jest – zawołała Sara i nagle zorientowała się, że nie słuchała zbyt 

uważnie, o czym mówią, bo jej myśli cały czas krążyły wokół Griffina.

– Teraz jestem detektywem – wyjaśnił Griffin, uśmiechając się szeroko. – 

Awansowałem parę tygodni temu. Przepraszam, że ci o tym nie powiedziałem, 

ale zupełnie o tym nie pomyślałem.

Poczuła żal, że już go nie zobaczy w skórzanym uniformie, w którym się 

background image

tak świetnie prezentował, ale pocieszyła się, że detektywi też noszą kajdanki.

I znowu te nieprzyzwoite myśli spowodowały, że zaczęła się jąkać, nie 

wiedząc, co powiedzieć.

– Rozumiem... Dobrze... Wobec tego powinniście zwracać się do pana 

Lawlessa „panie detektywie” – powiedziała do synów, czując jednocześnie, że 

na jej twarz wypływa zdradliwy rumieniec. – A w ogóle powinniście odnosić się 

do niego z większym szacunkiem. Co to za mówienie po imieniu...

– Kiedy ja wolę, jak tak do mnie mówią – przerwał jej Griffin. – „Panie 

detektywie” brzmi zbyt oficjalnie.

Jack i Sam wpatrywali się w niego z podziwem. Sara miała nadzieję, że 

nie popełniła błędu, zapraszając Griffina do domu. Nie chciała, aby jej synowie 

zbytnio przyzwyczaili się  do  jego obecności.  Sama też  nie  chciałaby  się  do 

niego za bardzo przyzwyczaić. Ale pewnie jest już za późno, pomyślała patrząc, 

jak   Griffin   pomaga   Samowi   wsiąść   na   motocykl.   Za   późno,   jeśli   chodzi   o 

chłopców. Ale przecież ona tak łatwo nie ulegnie. Nie podda się urokowi tego 

mężczyzny, a w każdym razie ma taką nadzieję.

– Zacznę przygotowywać kolację – powiedziała i spojrzała na synów i 

gościa jeszcze raz.

– Wspaniale –  uśmiechnął się  do  niej Griffin  i zaraz  odwrócił się do 

Jacka, który go o coś pytał.

Robiąc przegląd lodówki, Sara myślała o tym, co często było powodem 

jej zmartwienia. Czy Jack i Sam nie potrzebują stałych kontaktów z ojcem? 

Wyraźnie brak im wzorca do naśladowania. Gdy się rozwodzili, Michael nie 

zabiegał   o   możliwość   opieki   nad   dziećmi.   Przyznano   mu   jednak   prawo   do 

odwiedzin. Co roku chłopcy spędzali z nim, a teraz i z jego nową żoną, miesiąc 

wakacji, czasami weekend. Ale Michael i Vivian mieszkali w Pensylwanii, więc 

synowie   nie   mogli   się   widzieć   z   ojcem   za   każdym   razem,   kiedy   tego 

potrzebowali. A takie momenty zdarzały się coraz częściej. Chłopcy dorastali i 

pojawiały się pytania, na które odpowiedzi powinien im udzielić mężczyzna. W 

background image

jej otoczeniu nie było nikogo, na kim mogłaby polegać. Na przykład Wally’emu 

nie   pozwalała   spędzać   z   synami   zbyt   dużo   czasu,   by   nie   zaraził   ich   swoją 

agresywną filozofią pracoholika. Chciała, żeby mieli szczęśliwe dzieciństwo i 

cieszyli się z każdego dnia. Uważała się za dobrą matkę, ale nie była w stanie 

zastąpić chłopcom ojca.

Przez otwarte okno usłyszała śmiech Sama. Uśmiechnęła się do siebie. 

Chłopcy polubili Griffina już na zbiórce skautowskiej. Nawiązał z nimi lepszy 

kontakt niż pozostali goście. Gdy dzisiaj zobaczyli, kogo przyprowadziła na 

kolację, byli zachwyceni.

Sara wyciągnęła z zamrażalnika dużą porcję kurzych piersi i torebkę z 

mieszanką warzywną. Zawsze używała półproduktów. Pragnęła, co prawda, być 

jedną z tych kobiet, które potrafią przepracować cały dzień, w drodze z pracy 

wstąpić do supermarketu po zakupy, a po powrocie do domu z uśmiechem na 

ustach przygotować w piętnaście minut ucztę dla całej rodziny.

– No cóż – pocieszała się, walcząc z plastykową torbą, której nie mogła 

otworzyć. – Takie kobiety, prędzej czy później, kończą w szpitalu dla wariatów.

Znowu   wróciła   myślami   do   poprzedniego   tematu   rozważań.   Chłopcy 

bardzo szybko nawiązali kontakt z Griffinem. Jej synowie zaprzyjaźnią się z 

nim, a ona? Jaki związek połączy ją z tym człowiekiem?

Sara   lubiła   jeść.   Griffin   popatrzył   na   nią   z   podziwem,   kiedy   nałożyła 

sobie   trzecią   porcję.   Pamiętał,   że   nie   jadła   niczego   od   rana,   ale   większość 

kobiet, jakie znał, podczas kolacji z mężczyzną udawała, że jedzenie zupełnie 

żadnej z nich nie interesuje. Postawa Sary odpowiadała mu. Zastanawiał się, na 

co jeszcze mogłaby mieć apetyt i czy równie chętnie i wytrwale zaspokajałaby 

głód innego rodzaju.

– Jak to się stało, że nie jesteś już takim policjantem na motocyklu? – 

spytał z pełnymi ustami Jack.

Griffin  popatrzył   w  jasno-bursztynowe  oczy  chłopca   i   uśmiechnął   się. 

background image

Bliźniacy stanowili kompletne przeciwieństwo. Jack miał ciemne loki i jasne 

oczy, a Sam złote włosy i oczy koloru kawy. Ich charaktery również się różniły. 

Jack był odważny, lubił się popisywać. Sam trzymał się na uboczu. I jak jego 

matka, nie domagał się wyjaśnień, tylko cierpliwie czekał na rozwój wydarzeń.

Podobały mu się ich imiona. Zwyczajne i staroświeckie. Ciekawe, które z 

rodziców je wybrało. Pewnie Sara.

Jest przecież osobą prostolinijną, solidną i trochę staroświecką.

–  Nie   jestem  już   policjantem  jeżdżącym  na   motocyklu  –   przypomniał 

sobie   o   pytaniu   Jacka   –   bo   myślę,   że   praca   detektywa   jest   ciekawsza.   I 

zabawniejsza.

– A masz pistolet? – zapytał Sam.

– Synku... – jęknęła Sara.

Griffin uśmiechnął się. Nie była zadowolona, że jej synowie interesują się 

bronią. Ale odpowiedział twierdząco na zadane mu pytanie i wtedy oczy Sama 

rozbłysły.

– Naprawdę? A czy masz go ze sobą?

– Nie. Jest schowany. To nie jest zabawka, kolego. Nie można się z nim 

wszędzie   obnosić.   Broń   powinni   mieć   tylko   ci,   którzy   są   odpowiedzialni   i 

wiedzą, kiedy należy jej użyć. Należą do nich oczywiście policjanci.

– To nie nauczysz mnie strzelać? – zmartwił się Sam.

Griffin z uwagą popatrzył na Sarę. On sam z pewnością nie odmówiłby 

chłopcu, ale chciał uszanować jej poglądy.

– Nie, Sam. Nie nauczę cię. Dzieci nie powinny brać pistoletu do ręki.

Sara odetchnęła i spojrzała na niego z wdzięcznością. Odpowiedział jej 

uśmiechem.

– Widzisz? – odezwał się Jack, który zwijał właśnie serwetkę, by rzucić 

nią w brata. – Mówiłem ci, że Griffin nie nosi pistoletu ze sobą.

– Nie mówiłeś – odpalił Sam.

– Mówiłem.

background image

– Nie mówiłeś!

– A właśnie, że tak!

–   Chłopcy!   –   odezwała   się   Sara   lekko   podniesionym   głosem.   –   Jeśli 

skończyliście już jeść, to idźcie na dwór się pobawić. Jest taki piękny wieczór.

Bracia   wstali   posłusznie,   ale   idąc   do   drzwi,   kłócili   się   nadal.   Sara 

popatrzyła za nimi i potrząsnęła głową. Potem nagle zawołała, żeby nie trzaskali 

drzwiami. Ale było za późno. Któryś z malców huknął nimi z całych sił.

–   Niestety,   tacy   są   chłopcy.   Pewne   rzeczy   nie   docierają   do   nich   – 

powiedziała z uśmiechem.

Griffin pokiwał głową ze zrozumieniem.

– Też taki byłem jako dziecko – stwierdził. – Tylko że ja nie miałem braci 

ani sióstr, by się z nimi kłócić. Walczyłem więc z dziećmi sąsiadów.

– Czyżbyś żałował, że nie masz rodzeństwa? – zapytała Sara, wstając od 

stołu, aby zebrać talerze. – A ja w dzieciństwie chciałam być jedynaczką.

Griffin chciał jej pomóc, ale powstrzymała go.

– Później pomożesz mi zmywać – powiedziała. – Mam teraz chęć na 

kawę. A ty?

– Z przyjemnością się czegoś napiję.

Kiedy Sara krzątała się po kuchni, Griffin rozmyślał o tym, jak wspaniale 

się   tu   czuje.   Ucieszyły   go   słowa   Sary,   że   razem   pozmywają.   Nie   była 

formalistką.   Uważała,   że   byłoby   idiotyczne   traktować   go   oficjalnie.   Bardzo 

podobała mu się jej otwartość. Nie przypominała zupełnie żadnej z kobiet, które 

dotąd znał.

– Nie mogę sobie wyobrazić, jak to jest, kiedy się nie ma rodzeństwa – 

usiadła koło niego i mówiła dalej: – Mimo że na ogół kłóciliśmy się z bratem, 

czasami   potrafiliśmy   się   razem   bawić.   Najpiękniejsze   były   święta   Bożego 

Narodzenia. Wally pomagał mi odgadnąć, jak działają nowe zabawki, uczył, jak 

wkładać   baterie,   a   kiedy   nie   umiałam   jeszcze   czytać,   zaznajamiał   mnie   z 

instrukcjami. A podczas Halloween trzymał mnie za rękę, kiedy chodziliśmy do 

background image

sąsiadów,   prosząc   o   cukierki,   i   nie   przejmował   się,   gdy   chłopcy   go   z   tego 

powodu wyśmiewali.

Griffin   chrząknął.   Nie   chciał   słuchać   żadnych   pochwał   na   temat 

Wally’ego.

– Bycie jedynakiem nie jest takie złe – odezwał się, aby zmienić temat. – 

Zawsze czułem się najważniejszy i niczym nie musiałem się dzielić. Nie było 

sporów o to, co będziemy oglądać w telewizji, i miałem pokój tylko dla siebie. 

Ale czasami... – wzruszył ramionami.

– Czasami? – dopytywała się Sara.

– Czasami zastanawiam się, jak by to było, gdybym miał rodzeństwo. 

Szczególnie  teraz,  gdy  rodzice  nie  żyją.  Jakie  to  dziwne.  Jestem  ostatnim  z 

Lawlessów. A teraz też ostatnim z rodu Mercerów – dodał po chwili.

Sara przypatrywała mu się z uwagą. Znowu mówili o rodzinie. Nie mogła 

sobie przypomnieć, jak się ta rozmowa zaczęła. Może przez cały czas myślał o 

tym. Zwłaszcza ostatnie wydarzenia sprzyjały takiemu tematowi.

Ekspres zaczął gwizdać i Sara napełniła kawą dwa duże kubki. Podała też, 

ze względu na gościa, śmietankę i cukier. Okazało się jednak, że oboje lubią 

kawę czarną i gorzką.

– Czy rzeczywiście praca detektywa jest ciekawsza? – spytała po chwili, 

zmieniając temat. – Wydaje mi się, że lepiej jest jeździć przez całe dnie na 

motorze, niż siedzieć za biurkiem w zatłoczonym biurze.

Podniósł kubek do ust i uśmiechnął się.

–  To  brzmi  dziwnie  w  ustach  kobiety,  która  zawdzięcza  mandat  temu 

właśnie, że jeździłem na motorze.

Sara skrzywiła się, a wtedy Griffin wybuchnął głośnym śmiechem. Czuła, 

jak ciepły dreszcz przenika jej ciało.

– Nie dostałem zawiadomienia o terminie rozprawy – mówił dalej – więc 

pewnie zapłaciłaś mandat. Chyba że coś przeoczyłem. A może nie stawiłaś się w 

sądzie i teraz szykują już nakaz aresztowania. Jeśli tak, to sam szanowną panią 

background image

doprowadzę na komisariat.

Dlaczego to żartobliwe ostrzeżenie zabrzmiało jak miłosna obietnica? W 

jego obecności chyba wszystko kojarzyło jej się z seksem.

– To nie będzie potrzebne – powiedziała cicho. – Zapłaciłam mandat. 

Pomyślałam, że tak będzie lepiej. Oczywiście przez to nie będę mogła kupić 

książki o kryształach Baccarata...

– Wynagrodzę ci to – odezwał się Griffin. Słysząc ton jego głosu, nawet 

nie chciała się dopytywać, jak zamierza to zrobić.

– Już wynagrodziłeś – stwierdziła – dając nam tę pracę przy wycenie 

kolekcji.

Zachmurzył się na wspomnienie człowieka, który sprawił, że tak mało 

wiedział o swojej rodzinie, a przez to i o sobie. Siedział wpatrzony w kubek, 

pogrążony we własnych myślach.

– Więc dlaczego zmieniłeś pracę? – zapytała znowu Sara, chcąc wrócić do 

poprzedniego tematu.

Odniosła   wrażenie,   że   Griffin   popatrzył   na   nią   z   wdzięcznością. 

Widocznie nie chciał, czy też nie mógł, ciągle rozmyślać o zmianach w swoim 

życiu.

– Parę miesięcy temu zostałem postrzelony na służbie – odpowiedział.

– Postrzelony? – Drgnęła tak gwałtownie, że aż wylała odrobinę kawy z 

kubka, który trzymała w ręce.

–   W   ramię   –   powiedział,   dotykając   tego   miejsca.   –   Nie   było   to   nic 

groźnego, ale zmusiło mnie do przemyślenia pewnych rzeczy. Doszedłem do 

wniosku,   że   praca   detektywa   niesie   ze   sobą   mniejsze   ryzyko   –   przerwał   na 

chwilę.   –   Zresztą   sama   jazda   motocyklem   też   nie   należy   do   rzeczy 

bezpiecznych. Jeśli dodać do tego wszystkie zagrożenia związane z tą pracą, to 

w rezultacie ma się prawie pewność, że bardzo szybko można zakończyć życie.

Sara chciała pytać dalej, ale nie pozwolił jej na to.

– Jak długo jesteś po rozwodzie? – zmienił temat.

background image

– Ponad trzy lata – odpowiedziała po chwili milczenia, nieco zaskoczona 

pytaniem.

– Twój mąż mieszka w Clemente?

Griffin   w   myślach   przekonywał   sam   siebie,   że   jego   ciekawość   była 

spowodowana chęcią odwrócenia jej uwagi od niebezpieczeństw związanych z 

jego   pracą.  Ale   zdawał   sobie   sprawę,   że   prawda   jest   zupełnie   inna.   Chciał 

wiedzieć wszystko o przeszłości Sary i chciał też pomóc jej układać plany na 

przyszłość. Tylko że w obecnej sytuacji nie mógł tego robić. Przecież prowadził 

śledztwo przeciwko jej bratu, co mogło się jej nie podobać, a poza tym zupełnie 

nie była w jego typie.

Po co więc tak się nią interesuje? I dlaczego nie powiedział jej jeszcze o 

śledztwie? Z pewnością kazałaby mu się natychmiast wynosić. A może jednak 

powinien poinformować ją, że jej brat oszukał pół miasta.

Wahał się przez chwilę. Jednak nie wolno mu tego zrobić. Zdradziłby 

tajemnicę służbową, a poza tym Sara mogłaby powiedzieć o tym bratu, a on 

zacząłby   zacierać   ślady.   Jednego   Griffin   był   pewien:   że   bardziej   bał   się 

zniknięcia   Sary   ze   swego   życia   aniżeli   tego,   że   zawiadomi   ona   o   śledztwie 

swojego brata. Już w tej chwili trudno mu było wyobrazić sobie życie bez Sary. 

Chciał być z nią jak najdłużej albo przynajmniej zrozumieć, co się między nimi 

dzieje. Dlatego postanowił milczeć. Chyba że Sara zapyta prosto z mostu, czy to 

on   prowadzi   śledztwo   przeciwko   Wallace’owi.   Nie   potrafiłby   jej   okłamać. 

Zorientował się nagle, że ona przez cały czas coś do niego mówi, więc zaczął 

słuchać uważnie.

– Michael ożenił się po raz drugi i wyprowadził się do Pittsburgha, gdzie 

pracuje jego żona. To śmieszne – dodała – nigdy nie chciał spełnić żadnej mojej 

prośby, a rzucił wszystko: dom, pracę, dzieci, całe swoje dotychczasowe życie, 

aby ją uszczęśliwić.

Zabrzmiało to gorzko, ale Sara uśmiechnęła się.

– Nie powinnam się tym martwić. Rozwód z Michaelem to najmądrzejsza 

background image

rzecz, jaką zrobiłam.

– Dlaczego wam się nie udało? – zapytał Griffin.

Westchnęła.   Przez   chwilę   bawiła   się   kubkiem.   Wydawało   się,   że   ta 

czynność pochłonęła ją całkowicie. Unikała w ten sposób wzroku Griffina.

– Właściwie nie powinnam była za niego wychodzić. Byłam jeszcze na 

studiach i chciałam je skończyć, zanim się pobierzemy. Michael przekonał mnie, 

żebym zmieniła decyzję i wyszła za niego. Przez parę lat byłam tylko żoną. 

Chciałam wrócić na uczelnię, ale okazało się, że jestem w ciąży. Jack i Sam są 

wspaniali   –   uśmiechnęła   się   Sara.   –   Zawsze   byli   dobrymi   dziećmi.   Nie 

oddałabym ich za nic. Ale miałam jednocześnie uczucie, że Mike w jakiś sposób 

trzyma   mnie   na   uwięzi.   Nie   zrozum   mnie   źle   –   dodała   pośpiesznie.   –   Nie 

wierzę,   żeby   to   robił   specjalnie.   Nie   był   nigdy   złośliwy.  Ale   chciał,   abym 

zajmowała się jedynie dziećmi.

– A to ci nie wystarczało? – zapytał Griffin. Sara w końcu popatrzyła na 

niego.

– Nie, nie wystarczało. Jestem szczęśliwa, że mam dzieci, ale chcę robić 

coś jeszcze. Czy to takie dziwne?

– Oczywiście, że nie, jeśli na dodatek tego pragniesz.

–  Byłam  bardzo   szczęśliwa,   gdy  Jack   i  Sam   byli   mali  i   potrzebowali 

mnie. Ale kiedy poszli do szkoły, stali się bardziej niezależni. Wtedy chciałam 

zacząć robić coś innego, ale Michael nie potrafił tego zrozumieć. Zresztą sam 

miał pracę, która wymagała jego obecności przez całą dobę.

– A teraz pracujesz – zakończył Griffin.

– Tak. I jest to praca, która nie pochłania mnie całkowicie. Ten sklep z 

antykami to był wspaniały pomysł. Obie z Elaine jesteśmy samotnymi matkami 

i znamy świetnie swoje problemy, możemy wymieniać się w pracy. Wszystko 

układa się wspaniale.

– Elaine wie, co robi – powiedział Griffin i oparł się łokciami o stół, 

pochylając   twarz   ku   Sarze.   –  A  teraz   –   mówił,   a   uśmiech   błądził   po   jego 

background image

wargach – będę się mógł przekonać, czy i ty znasz się na rzeczy.

Jego cichy głos przyspieszył bicie jej serca. Dlaczego nagle wydało się 

jej, że „znajomość rzeczy” niekoniecznie musi odnosić się do pracy? Griffin stał 

się ważną częścią jej życia. Był nie tylko klientem, który może wpłynąć na 

zawodową karierę, ale również mężczyzną, który coraz bardziej się jej podobał 

mimo okoliczności, w jakich się poznali.

Wydawałoby   się,   że   nie   mogło   się   jej   przytrafić   nic   gorszego   niż 

spotkanie z rozgniewanym policjantem, które kosztowało ją siedemdziesiąt pięć 

dolarów. Teraz zaczęła się zastanawiać, – czy cena nie będzie jeszcze wyższa i 

czy przypadkiem nie będzie musiała płacić czymś innym niż pieniądze.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

– Saro, nie chcesz wykorzystać swojej życiowej szansy.

Sara wyjęła z torby brokuły i schowała je do zamrażalnika. Popatrzyła na 

brata. Był do niej podobny, ale w miarę upływu czasu pojawiła się u niego 

łysina.   Sarze   wydawało   się,   że   staje   się   ona   coraz   większa,   a   poza   tym 

wyglądało na to, że dokucza mu nadciśnienie. Nie miała jednak odwagi zapytać 

go, czy się leczy, bo zaraz zaczynał się denerwować.

– Wally... – Próbowała mówić spokojnie, choć zadawała sobie pytanie, 

czy naprawdę musiał zawsze przychodzić w sobotę rano, gdy miała tyle roboty? 

– Wiesz dobrze, że teraz jest mi ciężko. Sklep przynosi mały dochód i nie mam 

żadnych pieniędzy, które mogłabym zainwestować i to jeszcze w tak niepewny 

interes.

– Przecież niczego nie ryzykujesz. To doskonała inwestycja.

– Chyba oszalałeś. Tor wrotkowy dla dzieci? – Popatrzyła na niego z 

powątpiewaniem. – Na taki pomysł mógł wpaść tylko ktoś, kto w ogóle nie zna 

się na interesach, albo jakiś oszust.

– Ależ Saro, jak możesz tak o mnie myśleć? – powiedział z wyrzutem. – 

Sprawiasz mi przykrość. Takie tory mają przyszłość. – Zastanowił się przez 

chwilę. – Dobrze, jeśli to ci się nie podoba, to co powiesz o kawiarni topless? 

Wszystkie kelnerki będą nagie do pasa.

– Chyba żartujesz!

–   To   rewelacyjny   pomysł.   Sam   na   to   wpadłem.   Tanie   jedzenie,   gołe 

dziewczyny, piwo – wszystko to, co lubią mężczyźni.

–   Wally,   nawet   gdybym   miała   pieniądze,   nie   dałabym   ci   ich   na   coś 

takiego. Jak ci nie wstyd? Co na to powie mama?

– Z pewnością mnie poprze.

Sara pokiwała ze smutkiem głową. Jak to możliwe, żeby był taki głupi?

background image

– Zobaczysz, sama jeszcze do mnie przyjdziesz i będziesz mnie prosić – 

ostrzegł ją. – A poza tym nie byłabyś w takiej ciężkiej sytuacji, gdybyś nie 

rozwiodła się z Michaelem.

Sara westchnęła. Znowu do tego wrócili. Ale nie zamierzała dyskutować z 

bratem na ten temat.

– Wyciągał przecież siedemdziesiąt pięć tysiączków rocznie.

–   Z   których,   drogi   braciszku,   musiał   utrzymać   dom,   dwa   samochody, 

opłacić ubezpieczenie i odłożyć na szkołę dla chłopców. Zresztą to nie twój 

interes, a poza tym – dodała pośpiesznie, by jej nie przerwał – tak dużo mówisz 

o moim małżeństwie, a sam się nie żenisz. Nawet nie masz stałej dziewczyny. A 

ja znam jedną, która chętnie by się z tobą umówiła.

– O rany! Czy ten zegar dobrze chodzi? – Wally zerwał się od stołu. – Nie 

wiedziałem, że jest tak późno. Muszę już iść.

Pocałował ją w policzek i wyszedł kuchennymi drzwiami. Sara usłyszała 

warkot silnika i pisk opon.

Uśmiechnęła się. Brat denerwował ją czasami, ale wiedziała, jak z nim 

postępować. Musi jednak uważać. Któregoś dnia może zechce się umówić z 

dziewczyną, o której mówiła, a przecież taka nie istniała. Żadna z jej znajomych 

nie interesowała się Wallym.

Zabrała się znowu do pracy, nucąc coś pod nosem.

Sara nie widziała Griffina od tygodnia. Stała właśnie na strychu domu 

Mercerów pośród pootwieranych skrzyń i paczek, a wokół niej fruwał kurz i 

źdźbła siana. Żarówka słabo oświetlała zagracone pomieszczenie. Było bardzo 

gorąco i Sara miała wrażenie, że wypociła z siebie od rana co najmniej kilka 

litrów   płynu.   Ale   to   wszystko   nie   było   ważne   wobec   faktu,   że   znalazła 

prawdziwy skarb.

W skrzyniach była porcelana, stara rodowa porcelana Mercerów. Niektóre 

sztuki miały ponad dwieście lat. Większość pochodziła z Europy i miała wartość 

background image

muzealną.

Dlaczego to wszystko zostało schowane, zastanawiała się. Jeśli nikt tego 

nie   potrzebował,   można   było   wystawić   porcelanę   na   pokaz.   Była   warta 

dziesiątki tysięcy dolarów. A przecież do tego powinny być jeszcze srebra i 

kryształy.

Nie wiedziała tylko, gdzie je schowano.

Nie mogła się nadziwić, że jedna rodzina mogła zgromadzić takie zbiory. 

Ciekawe, co Griffin z tym zrobi? Pewnie sprzeda. To rozsądny pomysł. Chociaż 

właściwie szkoda, że nikt nie będzie używał takiej pięknej zastawy. Kiedyś, w 

czasie świąt i uroczystości, ten dom musiał być pełen ludzi. Szkoda, że nie 

mogła go takim zobaczyć.

Pochyliła   się   nad   następną   skrzynią   i   wyjęła   zachwycający   talerz   z 

Limoges. Przesunęła palcami po kremowej powierzchni, dotykając kobaltowych 

wzorów   i   złotego   brzegu.   To   z   Bernardaud,   pomyślała,   a   dopiero   potem 

popatrzyła na znak po drugiej stronie. Musi mieć ze sto lat. Odwróciła się, by 

odłożyć go na miejsce, i wtedy ujrzała w drzwiach jakąś postać. To był Griffin. 

Odruchowo poprawiła włosy, zła na siebie, że tak zależy jej na wyglądzie.

– Czy nie jest ci tu za gorąco? – zapytał na powitanie.

Ubrany   był   w   jasne   spodnie,   białą   koszulę   i   nieokreślonego   koloru 

marynarkę. Jego oczy błyszczały wspaniale. Sara czuła, że robi jej się jeszcze 

bardziej gorąco.

– Tak, trochę – odpowiedziała.

Griffin podszedł do niej powoli. Uniósł dłoń i wyjął źdźbło suchej trawy z 

jej włosów.

– Wyglądasz, jakbyś się miała za chwilę roztopić – powiedział. – Chodź 

na dół. Zrobię ci coś zimnego do picia.

Ruszył do wyjścia, a Sara za nim, gdyż nie chciała się z nim rozstać.

W kuchni Griffin podszedł do lodówki. Zły był na siebie, że tak szybko 

odszedł, ale bał się, że jeśli zostanie z Sarą choć chwilę dłużej, zrobi coś, czego 

background image

nie powinien. Na przykład rzuci ją na podłogę i...

Tam na górze wyglądała bardzo pociągająco. Mokra od potu koszulka 

ściśle przylegała do jej ciała, ujawniając, że Sara nie ma stanika, więc widział 

każdy szczegół jej piersi, tak jakby była naga.

Gdy   się   odwrócił,   ujrzał   ją   za   sobą.   W   dalszym   ciągu   była   mokra, 

seksowna i ciągle bardzo jej pragnął. Teraz jeszcze bardziej.

– Woda sodowa czy piwo? – zapytał, starając się skoncentrować raczej na 

zawartości lodówki niż na tym, że dżinsy opinają jej biodra. – Co wolisz?

– Zwykłą wodę z lodem – odpowiedziała, odsuwając z czoła wilgotne 

kosmyki.

Po   chwili   Griffin   podał   jej   to,   o   co   prosiła.   Sara   wzięła   szklankę   i 

opróżniła ją jednym haustem.

– Dzięki – powiedziała.

– Jeszcze?

Skinęła głową i podała mu pustą szklankę.

Biorąc ją, Griffin przez chwilę zakrył dłoń Sary swoją. Obiecał sobie, że 

nie będzie więcej robił takich rzeczy. Nie podda się fascynacji Sarą i nie będzie 

stale o niej myślał. Im dłużej pracował nad papierami firmy Jerwal, tym bardziej 

był przekonany o nieuczciwych zamiarach Wallace’a Greenleafa. Nie powinien 

zalecać się do Sary, jeśli zamierza wsadzić jej brata za kratki.

Dobrze jednak wiedział, że nie jest w stanie jej unikać. Coś między nimi 

istniało, a w jej oczach czytał, że i ona czuje to samo.

Sara pijąc wodę zastanawiała się, o czym myśli Griffin. Cały czas patrzył 

na nią i po raz pierwszy w życiu nie wiedziała, co powiedzieć. Wszystkie jej 

myśli krążyły wokół niego. Gdyby się teraz odezwała, mogłaby powiedzieć lub 

zrobić coś, czego by później żałowała.

– Jak ci idzie praca? – zapytał.

– Doskonale – odpowiedziała. – Odkryłam na górze cudowne rzeczy.

– Jak długo potrwa katalogowanie?

background image

– W dalszym ciągu trudno mi to określić. W drugiej części domu jest 

jeszcze jeden strych, gdzie do tej pory nie zdążyłam zajrzeć.

– Jesteś zajęta jutro wieczorem?

Sara   oczekiwała   dalszych   pytań   dotyczących   pracy,   więc   jego   słowa 

zaskoczyły ją kompletnie. Ostatnio spędzili razem u niej w domu wieczór, który 

zakończył się dość dziwnie. Stali oboje w drzwiach wyjściowych, w powietrzu 

wyczuwalne   było   niezwykłe   napięcie.   Myślała   o   pocałunkach,   które   ich 

wcześniej połączyły, i wyczuwała, że Griffin myśli o tym samym. Wstydziła się 

samej siebie, ale znowu zapragnęła go pocałować. Dobrze, że chłopcy byli w 

pobliżu i to ją powstrzymało.

– Nie, nie jestem jutro zajęta, a dlaczego pytasz? – przypomniała sobie, że 

Griffin ciągle czeka na odpowiedź.

– Jutro jest mecz baseballowy. Nasz komisariat przeciwko drugiemu. To 

bardzo ważny mecz, o puchar miasta. Może przyszłabyś z chłopcami popatrzeć?

– Jack i Sam będą zachwyceni – uśmiechnęła się.

– A ty? Czy zechcesz przyjść?

W jego oczach było takie błaganie, że Sara aż wstrzymała oddech.

–   Oczywiście,   że   tak.   Będę   bardziej   zachwycona   niż   chłopcy   – 

odpowiedziała bez zastanowienia.

Griffin odetchnął z ulgą.

–   Muszę   teraz   wracać   do   pracy.  Wyskoczyłem   tylko   na   chwilę.   Jutro 

wpadnę po was około piątej. Po meczu pójdziemy coś zjeść.

– Dobrze. Będziemy gotowi o piątej. – Sara popatrzyła na zegar wiszący 

na ścianie. Tylko dwadzieścia osiem i pół godziny dzieliło ich od następnego 

spotkania. Jakoś to wytrzyma.

Idąc w stronę drzwi, zatrzymał się koło niej, dotknął jej policzka, a potem 

pochylił się i przesunął delikatnie po jej wargach ustami.

Sara   uniosła   rękę  i   dotknęła   palcami  ust,  jakby   chciała   zatrzymać   ten 

pocałunek.

background image

Griffin ustawił się na polu. Uśmiechał się. Sara stała na trybunie, osłaniała 

oczy   dłońmi   i   starała   się   zrobić   wszystko,   by   przeszkodzić   drużynie 

przeciwników.   Za   każdym   razem,   gdy   ich   zawodnik   zbliżał   się   do   bazy, 

zaczynała krzyczeć, by go zdekoncentrować. Jack i Sam siedzieli obok niej i 

dzielnie jej pomagali. Wyglądała wspaniale. Niesforne kosmyki wymykały się 

spod granatowej czapeczki – był to kolor jego drużyny. Krótka bluzka odsłaniała 

wspaniałą opaleniznę, a szorty podkreślały długie, zgrabne nogi.

–   Piłka!   –   krzyczała   do   sędziego.   –   Piłka!   Czyś   ty   ślepy?   To   było 

uderzenie! Sędzia kalosz!

Griffin roześmiał się. Cóż za entuzjazm!

– Ależ energiczna dziewczyna ci się trafiła – zawołał do niego Stony.

Griffin   uśmiechnął   się   do   przyjaciela,   uniósł   czapeczkę   i   otarł   mokre 

czoło.

Obie drużyny czekały cierpliwie, aż Sara i sędzia zakończą krótką, lecz 

gwałtowną kłótnię. Griffin przyglądał się, jak sędzia z wściekłości rzucił na 

ziemię czapkę, a potem zbliżył się do ogrodzenia i wyciągnął palec w stronę 

Sary ostrzegawczym gestem. Sara przycisnęła twarz do siatki i krzyczała dalej.

Wreszcie sędzia postawił na swoim. Musiała usiąść i gra rozpoczęła się 

od nowa. Ale gdy tylko przeciwnik rozpoczął grę, znowu rozległ się jej głos.

– Byłeś wspaniały, Griffin – mówił Jack, żując metodycznie pizzę dwie 

godziny później. – Co za bieg!

Griffin potarł machinalnie nogę. Czuł, jak pod spodniami otarcie piecze 

coraz mocniej.

– Tak! To był bieg po zwycięstwo – dodał z entuzjazmem Sam.

– Nie grałbym tak dobrze – uśmiechnął się do chłopców – gdyby nie 

doping waszej mamy. Zagrzewała mnie do walki.

–   Ja...   ja   powinnam   była   cię   uprzedzić,   że   jestem   fanatyczką   sportu. 

Trener chłopców ostrzegł mnie, że zabroni mi przychodzić na mecze. Podobno 

background image

zachowuję się niewłaściwie.

– Tak, mama to fanatyczka – potwierdził Jack. – Tato tego nie rozumiał. 

Zresztą on by nigdy tak nie krzyczał, a na mamę zawsze możemy liczyć.

– No, ja nie narzekam na zachowanie waszej mamy – powiedział Griffin. 

– Nigdy nie mieliśmy takiego dopingu. I od dawna nie wygrałem meczu. Dzisiaj 

odnieśliśmy   pierwsze   zwycięstwo   w   tym   sezonie   –   zwrócił   się   do   Sary.   – 

Przynosisz szczęście.

Uśmiechnęła się do niego radośnie.

– Tutaj jesteś! – Stony tak mocno klepnął Griffina w ramię, że ten aż się 

skrzywił. Dopiero teraz poczuł, że przy upadku musiał uszkodzić sobie również 

ramię. Jutro będzie się czuł paskudnie.

– Co za wspaniały bieg, Griffin – odezwała się Elaine, podchodząc do 

nich z Jonahem.

Usiedli we trójkę: Jonah, Elaine i Stony przy sąsiednim stoliku. Stony 

objął Elaine i przyciągnął ją do siebie. Griffin patrzył na to z zainteresowaniem. 

Ostatnio Stony stwierdził, że nie chce mieć z tą kobietą nic wspólnego. A teraz 

wyglądało, jakby wszystko wróciło do normy.

– Dzięki, Elaine – odpowiedział, starając się ukryć ciekawość.

– Przy barze spotkaliśmy Leonarda – oznajmiła Elaine, patrząc na Sarę. – 

Poprosiliśmy go, żeby się do nas przyłączył, ale kiedy usłyszał, że ty tu jesteś, 

zaklął tylko i zamówił następną kolejkę.

– Leonard? – spytała Sara, nie rozumiejąc, o czym mowa.

– Sędzia – wyjaśnił Griffin.

– Aha.

–   Myślę   –   zaśmiał   się   Stony   –   że   najbardziej   go   wkurzyło,   kiedy 

wykrzyknęłaś kilka niepochlebnych uwag pod adresem jego matki.

– Przecież on niesłusznie zwrócił uwagę Griffinowi – Sara zaczerwieniła 

się ze wstydu.

– Zgadzam się z tym, ale będzie potrzebował trochę czasu, zanim dojdzie 

background image

do siebie.

– Posłuchaj, Saro – odezwała się Elaine – Jonah chciałby, żeby Jack i Sam 

spędzili u nas noc. Zgodzisz się? Ja nie mam nic przeciwko temu.

–   Tak   –   potwierdził   Jonah   –   nawet   sama   mi   to   zaproponowała.   Nie 

mogłem ochłonąć ze zdumienia.

– No... to znaczy – zaczęła się jąkać Elaine – pomyślałam, że dobrze by 

było, żeby chłopcy spędzali więcej czasu ze sobą.

– Słuchajcie, ja już idę – powiedział nagle Stony.

– Muszę coś załatwić. Do zobaczenia.

I   wyszedł,   przepychając   się   pospiesznie   przez   tłum.   Griffin   i   Sara 

zdziwieni popatrzyli na siebie, a potem na Elaine, której zachowanie Stony’ego 

zupełnie nie zaskoczyło.

– To co, chłopcy? – zapytała radosnym głosem. – Jack? Sam? Chcecie u 

nas spać?

– Tak! – odpowiedzieli jednocześnie.

Sara   przez   chwilę   przyglądała   się   przyjaciółce,   a   potem   sięgnęła   po 

portmonetkę.

– Bierzcie te drobne i idźcie pograć z Jonahem na automatach. Griffin – 

dodała – nie chciałbyś ich popilnować?

Chłopcy chwycili po kawałku pizzy i pobiegli do sąsiedniej sali. Griffin 

chciał coś powiedzieć, ale machnął ręką i poszedł za nimi. Sara poczekała, aż 

zniknął, i wtedy zwróciła się do przyjaciółki.

– Elaine? Czy wszystko w porządku?

– Oczywiście. Czemu pytasz?

– Bo wydawało mi się, że coś się dzieje między tobą a Stonym. A potem 

on nagle wyszedł. Pomyślałam, że może coś się stało.

– Stony zachowuje się jak dziecko. Chce czegoś, czego nie może dostać.

– Czyli? – zapytała Sara.

– Mnie.

background image

– To znaczy?

– On pragnie bliższego związku...

– Aha – skinęła głową Sara.

– Widzisz, zaprosiłam chłopców na noc, bo nie chciałam, żeby Stony 

wprosił się do mnie. To nieprawda, że Jonah już wcześniej zaprosił Jacka i 

Sama. Skłamałam, bo nie potrafiłam wymyślić nic innego.

– Powinnaś być uczciwa wobec niego – stwierdziła Sara. – Powiedz mu, 

co czujesz.

– Nie mogę.

– Dlaczego?

– Bo sama nie wiem, co czuję.

Sara otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale nie odezwała się. Okazało się, 

że Elaine ma podobne problemy, a przecież Sara też nie potrafi sobie ze swoimi 

poradzić.

– Czyli uważasz, że lepiej unikać takich sytuacji – podsumowała.

Elaine skinęła głową ze smutkiem.

– Ale teraz on jest na mnie wściekły.

– Przejdzie mu to.

Nagle Elaine popatrzyła z niepokojem na Sarę.

–   Słuchaj,   czy   to,   że   wezmę   dzieci,   nie   postawi   ciebie   w   niezręcznej 

sytuacji?

– Nie rozumiem – odpowiedziała Sara.

– No, z Griffinem. Chyba jeszcze nie jesteście ze sobą?

– Oczywiście, że nie. Jak mogłaś tak myśleć? Elaine! Przecież tak krótko 

się znamy. No wiesz!

– Patrzycie na siebie tak, jakbyście znali się bardzo dobrze – uśmiechnęła 

się Elaine.

– To znaczy: jak? – Sara dumnie uniosła podbródek.

– Jakbyście się nie mogli doczekać, kiedy wrócicie do domu, zrzucicie z 

background image

siebie ubranie i... posmarujecie się nawzajem syropem czekoladowym...

–   Prawdę   mówiąc   –   zaczęła   Sara   –   nie   myślę   o   syropie,   myślę   o 

kajdankach...

– Słucham? – Elaine roześmiała się głośno.

– Wyobrażam sobie różne rzeczy. Wiele kobiet marzy o policjancie na 

motorze, kajdankach i skórzanych rękawicach. To normalne.

– Moje wyobrażenia zawsze wiążą się z jedzeniem.

Sara spuściła wzrok, słysząc słowa przyjaciółki.

–   Ale   czytałam   o   kajdankach.   Piszą,   że   to   zupełnie   normalne   – 

kontynuowała Elaine. – Mówisz jednak, że nie wydaje ci się, aby Griffin chciał 

z tobą spędzić noc, mimo że chłopców nie będzie w domu?

– Niczego takiego nie mówiłam! – zawołała Sara. Popatrzyły na siebie i 

parsknęły śmiechem.

– Słuchaj, Elaine. Naprawdę potrafię sobie z nim poradzić.

– Jesteś pewna? – westchnęła przyjaciółka. Sara skinęła głową.

– To dobrze. On tu idzie i nie wygląda na zbyt zadowolonego.

Sara obejrzała się i zobaczyła zbliżającego się Griffina. Nie powinna była 

go tak potraktować, ale przecież musiała porozmawiać z Elaine. Przypomniała 

sobie, co powiedziała przed chwilą przyjaciółce. Czy poradzi sobie z Griffinem? 

Czy to jest możliwe? Nie była już teraz tego taka pewna. Chyba że nadałaby 

tym   słowom   inne   znaczenie.  Ale   wtedy   zrobiłaby   lepiej,   gdyby   natychmiast 

wstała i uciekła przed nim ile sił w nogach.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Dom wydawał się bardzo pusty zawsze, kiedy nie było w nim chłopców. 

Czasami Sara uważała, że taka przerwa w codziennym chaosie jest wspaniała. 

Ale   niekiedy   –   i   tak   było   teraz   –   cisza   ją   denerwowała.   Jednak,   pomyślała 

obserwując mężczyznę, który patrzył na nią z drugiego końca pokoju, dzisiaj 

zdenerwowanie mogło być nie tyle wynikiem nieobecności w domu chłopców, 

ile raczej obecności Griffina.

Odkąd wyszli z restauracji, zamienili zaledwie kilka słów. Elaine i Jonah 

pojechali   z   nimi   do   domu,   by   zabrać   Sama,   Jacka   i   ich   śpiwory.   Cała 

rozkrzyczana gromadka przed chwilą wyszła i od tego czasu Sara i Griffin nie 

mówili   nic,   tylko   patrzyli   na   siebie.   Zawsze,   gdy   byli   razem,   czuli   się 

niepewnie. Ale  teraz  Sara czuła, że  te  nie wypowiedziane słowa  są  o wiele 

ważniejsze od tych, które dotąd powiedzieli.

– Przepraszam – odezwała się, chcąc zacząć rozmowę, by wypełnić ciszę. 

– Nie powinnam była odsyłać cię z chłopcami. Martwiłam się o Elaine, a ona 

niczego   nie   powiedziałaby   przy   tobie.   Stony   jest   twoim   przyjacielem   i...   – 

przerwała. Nie chciała mówić mu za dużo.

Griffin skinął głową, ale nie odezwał się.

– Nie dziwię się, że jesteś na mnie zły, ale...

– Nie jestem zły na ciebie.

Było   to   najdłuższe   zdanie,   jakie   wypowiedział   od   wyjścia   chłopców. 

Poczuła się trochę pewniej i nieśmiało uśmiechnęła się.

– To dlaczego nic nie mówisz?

Griffin podszedł do niej i położył jej ręce na ramionach i spojrzał prosto 

w oczy.

–   Bo   od   momentu,   gdy   Elaine   zaprosiła   chłopców   do   siebie   i 

zorientowałem się, że zostaniemy sami, myślę tylko o... – na chwilę odwrócił 

background image

wzrok, wciągnął głęboko powietrze, a potem powoli je wypuścił. Patrząc jej 

znowu w oczy, dokończył niepewnie: – o tym, żeby się z tobą kochać.

Jego otwartość zaskoczyła Sarę. Skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie 

myślała o tym samym, ale na pewno nie przyznałaby się do tego tak otwarcie. 

Powinna była wiedzieć, że Griffin jest inny.

–   Może   napijemy   się   kawy?   –   zapytała,   nie   bardzo   wiedząc,   co 

powiedzieć.

W dalszym ciągu patrzył na nią, ale Sara miała wrażenie, że kąciki ust 

drgają mu w skrywanym uśmiechu.

– A może chcesz wina? – spróbowała jeszcze raz.

– Myślę, że moglibyśmy...

– Saro, ja...

Odsunęła   się   gwałtownie   od   niego   i   ruszyła   w   stronę   kuchni, 

przyspieszając cały czas kroku, bo czuła, że Griffin idzie za nią. Otworzyła 

szafkę i zaczęła przeglądać jej zawartość.

– Saro – zaczął znowu Griffin.

–   Mam   tu   gdzieś   butelkę   bardzo   dobrego   wina,   które   dostałam   na 

gwiazdkę – przerwała mu i szukała dalej.

– Czerwone. Dostałam je od Elaine, a ona zna się na winach.

– Saro!

– Jej były mąż miał sklep z alkoholem.

– Saro!

– Tylko nie pamiętam, gdzie je schowałam.

Nagłe ręka Griffina przykryła jej dłoń, leżącą na szafce. Objął palcami jej 

nadgarstek i znieruchomiał. Sarę przeniknął dreszcz. A Griffin stał tuż za nią, 

czuła jego ciepło.

Zrobiło   jej   się   słabo.   Zamknęła   oczy   i   starała   się   oddychać   głęboko. 

Niewiele pomogło. Ale znowu zaczęła szukać wina, ciągle czując jego rękę na 

swojej, aż wreszcie znalazła je. Razem wyjęli butelkę z szafki i postawili na 

background image

blacie.   Sara   sięgnęła   po   szklanki,   ale   tym   razem   Griffin   powstrzymał   ją. 

Milcząc,   odwróciła   się   do   niego,   ale   nie   mogła   wytrzymać   jego   wzroku. 

Pochylił się nad nią, a kiedy w dalszym ciągu nie podnosiła głowy, przesunął 

wargami po jej skroni. Popatrzyła na niego, a wtedy leciuteńko dotknął wargami 

jej ust i odsunął się. Po chwili znowu złożył na wargach Sary lekki pocałunek. I 

jeszcze jeden. I jeszcze.

Sara   oparła   dłonie   na   jego   piersi,   powtarzając   sobie   w   myślach,   że 

powinna go odepchnąć. Ale poczuła ciepło jego ciała, przyspieszone bicie serca, 

i po prostu przyciągnęła go bliżej do siebie. Otoczył ją ramieniem i zanurzył 

palce we włosach wijących się na karku. Spojrzała mu prosto w oczy i zatraciła 

się w ich błękicie.

Po   chwili   zaczął   ją   znowu   całować,   tym   razem   mocniej   i   bardziej 

natarczywie. Pomyślała, że pewnie jest szalona, pozwalając mu na to. Griffin 

przecież nie był mężczyzną, który by do niej pasował. Nie wyglądał na takiego, 

który chciałby się ustatkować i to wybierając kobietę obarczoną rodziną. Od 

rozwodu nie nawiązywała żadnych znajomości. Unikała mężczyzn. A Griffin był 

taki jak inni i nic nie wróżyło im wspólnej przyszłości.

Tylko dlaczego tak bardzo go pragnęła, pytała samą siebie.

Powinna przerwać te pocałunki. Nie wolno im się posunąć dalej. Takie 

były jej postanowienia, ale nie umiała czy też nie chciała się opierać. Wbrew 

rozsądkowi   zapragnęła   oddawać   Griffinowi   pocałunki.   I   zrobiła   to.   Z   takim 

samym jak on pożądaniem i natarczywością. Długo trwali w objęciach i Sarze 

wydawało się, że tak już będzie zawsze. Powoli przesunęła palcami po jego 

włosach, potem po szorstkim policzku, a wreszcie po twardych ramionach i 

plecach. Griffin też poznawał jej ciało – każde zaokrąglenie, każdą gładkość.

Nagle przesunął się tak, że teraz on opierał się o blat, uniósł Sarę do góry 

i mocno przytulił do siebie. Sara wydała z siebie jęk, dziki okrzyk rozkoszy, i 

zaczęła go całować jeszcze namiętniej.

Griffin miał wrażenie, że wszystko dookoła niego wiruje. Nie wiedział, co 

background image

się dzieje, ale czuł, że traci panowanie nad sobą. Był świadom tego, że popełnia 

szaleństwo.   Nie   powinien   trzymać   Sary   w   ramionach   teraz,   gdy   prowadzi 

śledztwo   przeciwko   jej   bratu.  Ale   lubił   ryzyko,   a   poza   tym   pragnął   Sary. 

Ogromnie pragnął. A teraz wiedział, że jej reakcje są takie same. Cóż złego 

może być w tym, że dwoje ludzi pragnie się nawzajem? Są dorośli i podobają 

się sobie.

Czyli wszystko jest w porządku. Czuł ręce Sary na swoich biodrach, więc 

ujął   jedną   z   nich   i   przesunął   na   wypukłość   widoczną   pod   zamkiem   spodni. 

Poczuł jej dotyk i jęknął z rozkoszy. Myśli o śledztwie umknęły mu z pamięci 

wraz ze wszystkimi wątpliwościami, czy może kochać się z Sarą. Wiedział, że 

nic już nie powstrzyma go przed tym, o czym marzył od chwili jej poznania. 

Chciał ją posiąść.

–   Gdzie   jest   sypialnia?   –   spytał,   dziwiąc   się   jednocześnie,   że   potrafi 

wyartykułować jakieś słowa.

– Za jadalnią, w końcu holu – odpowiedziała, nie wahając się ani chwili.

Griffin wziął ją za rękę i poprowadził w tamtym kierunku. Znaleźli się w 

jasno oświetlonym pokoju, urządzonym w stylu wiktoriańskim. Meble pokryte 

były kwiecistymi poduszkami, z doniczek zwieszały się kwiaty, a w rogu pokoju 

stało niewielkie łóżko przykryte kolorową narzutą.

Cała   reszta   domu   wyposażona   była   w   typowe,   odporne   na   działania 

małych chłopców, meble. Sypialnia stanowiła cudowną oazę. Ucieszył się, że 

wpuściła go do swego sanktuarium, i poczuł się trochę niepewnie na myśl o 

tym, co zamierzali tu robić. Ale zanim zdążył coś powiedzieć, Sara wtuliła się w 

jego   objęcia   i   pocałowała   go.   Objęła   go   za   szyję,   palce   zanurzyła   w   jego 

włosach. I nagle cała niepewność znikła. Wsunął dłonie pod jej bluzkę i po raz 

pierwszy dotknął ciepłej, miękkiej skóry. Dotykał żeber, jakby grał na jakimś 

instrumencie. Zawahał się chwilę i objął dłońmi jej piersi. Uśmiechnął się, kiedy 

usłyszał westchnienie Sary.

– Och! Griffin – szepnęła. – Bardzo dawno tego nie robiłam – dodała 

background image

cicho.

– Naprawdę? – zapytał zaskoczony jej szczerością.

–   Od   czasu...   To   znaczy   spotykałam   się   z   mężczyznami   od   czasu 

rozwodu, ale nie... No wiesz.

– Z nikim się nie kochałaś?

Skinęła głową. Ciągle unikała jego wzroku.

– Wiesz, przed Michaelem też nie było nikogo. Miałam tylko jednego 

mężczyznę w całym moim życiu. Śmieszne, prawda? – zaśmiała się nerwowo. – 

Chyba różnię się od kobiet, z jakimi się dotąd spotykałeś.

Griffin   ujął   ją   pod   brodę   i   uniósł   jej   twarz,   by   popatrzeć   w   głębię 

ciemnych oczu. Zauważył w nich złote plamki, które błyszczały jak promyki 

słońca.

– Mam nadzieję, że różnisz się od tych kobiet, z którymi się spotykałem. 

Nie chcę, abyś była taka jak inne – bądź sobą. Gdyby podobała mi się inna 

kobieta, nie byłbym tutaj. Chcę ciebie, Saro. Ciebie. I mam nadzieję, że ty też 

mnie pragniesz.

Sara   patrzyła   na   niego   w   milczeniu.   Słowo   „pragnąć”   na   pewno   nie 

odzwierciedlało uczuć, jakie nią teraz rządziły, ale na razie musiało wystarczyć.

– Nie wiem, co do ciebie czuję i dlaczego – rzekła w końcu i znowu 

przytuliła się do niego – ale z nikim dotąd tak bardzo nie chciałam być.

– Zajmij się mną, Saro. Tej nocy jestem twój. Oburzył ją rozkazujący ton 

Griffina. Znowu przejął kontrolę nad sytuacją. Powiedział „tej nocy”. Tylko tej 

nocy miał należeć do niej. Słowa te dźwięczały jej w głowie jak echo.

Nie będzie o nich myśleć. Nie będzie przewidywać, co stanie się później. 

Chociaż raz w życiu, bez zastanowienia, zrobi to, na co naprawdę ma ochotę.

Patrzyła mu w oczy, rozpinając jego spodnie. Krzyknęła cicho, widząc, że 

Griffin nie ma na sobie żadnej bielizny. Zaczęła zdejmować z niego koszulę. 

Widząc, że sobie nie radzi, Griffin jednym szybkim ruchem ściągnął ją przez 

głowę. Sara nigdy dotąd nie widziała tak pięknego mężczyzny. Każdy mięsień 

background image

widoczny był pod śniadą skórą. Jej ręce, jak przyciągnięte magnesem, dotykały 

każdego miejsca. Przesunęła dłonią po wypukłości ramienia Griffina i nagle 

przeszył ją strach, że przecież mogła go nigdy nie poznać. Dotknęła wargami 

obojczyka, a potem dalej wędrowała dłońmi po całym ciele.

Griffin stawał się niecierpliwy. Schwycił za brzeg jej koszulki i ściągnął 

ją   jednym   ruchem.   Zanim   Sara   zorientowała   się,   co   zrobił,   stała   przed   nim 

półnaga.

– To łóżko jest bardzo małe – odezwał się niespodziewanie Griffin. Sara 

nie mogła zrozumieć, jak on może myśleć o tak przyziemnych rzeczach.

Nie zdążyła mu nic odpowiedzieć, kiedy zaczął ją pieścić.

Czuła   ogarniającą   ją   rozkosz.   Była   nim   zafascynowana.   Chciała   go 

dotykać, pieścić, po prostu z nim być.

– Łóżko jest rzeczywiście bardzo małe – powtórzył Griffin. – Będziemy 

musieli trzymać się blisko siebie.

Zaczęli   rozbierać   się   nawzajem,   a   kiedy   już   byli   całkiem   nadzy,   Sara 

zrzuciła jednym ruchem kapę z łóżka.

Dotknięcia   Griffina   paliły   jak   ogień.   Wydawało   się,   że   dotyka   jej 

wszędzie. Jego wargi pieściły usta Sary, palce bawiły się piersiami, a potem 

zagłębiały   w   najtajniejsze   zakamarki   jej   ciała.   Dotyk   jego   wąsów   wyzwalał 

nowe   dreszcze   i   chwilami   Sara   wybuchała   śmiechem,   gdy   ją   łaskotały.  Ale 

śmiech cichł, gdy pieszczoty Griffina stawały się coraz gorętsze.

Kiedy przewrócił ją na plecy i uniósł się nad nią, Sara poczuła nagły 

strach. Przypomniała sobie o ewentualnych skutkach, jakie niósł za sobą taki akt 

– efektem jednego z nich byli Sam i Jack. Nie wiedziała, co ma zrobić. Griffin 

zaczął całować jej szyję, jego palce w niezrównany sposób pieściły jej ciało. A 

niech się dzieje, co chce, pomyślała. Ale nagle przed oczyma pojawił się obraz 

radosnej malutkiej dziewczynki o czarnych włoskach i niebieskich, jak u taty, 

oczach. Ale tata był gdzieś daleko.

– Poczekaj! – krzyknęła.

background image

Griffin podniósł głowę i popatrzył na nią z uwagą.

– Poczekać? – powtórzył. – A mogę zapytać: na co? Sara roześmiała się, 

widząc wyraz jego twarzy. Był taki kochany. Wiedziała, że jeśli powie mu teraz, 

żeby przestał, na pewno spełni jej życzenie. Niechętnie, ale spełni. Zrozumiała, 

że rzeczywiście go kocha. Kiedy i jak to się stało, nie wiedziała. Ale zakochała 

się w Griffinie Lawlessie.

Pocałowała go w usta.

– Przypomniałam sobie, że mogę zajść w ciążę. Griffin otworzył szeroko 

oczy, jakby i on zapomniał, skąd się biorą dzieci.

–   Słuchaj,   nie   zrozum   mnie   źle,   ale...   ja   zawsze   noszę   w   portfelu... 

prezerwatywę.

Sara roześmiała się głośno.

– Jakżebym mogła to źle zrozumieć? Przecież jestem osobą, która wozi 

takie rzeczy w samochodzie, pamiętasz?

– Tak. I nawet o tym nie wie.

– Griffin?

– Słucham?

– Przestań gadać i pośpiesz się.

Sara znowu znalazła się w jego ramionach, zanurzyła palce w gęstych 

włosach. Czuła, jak wargi Griffina budzą w niej szaleństwo. Bez ostrzeżenia 

wtargnął w nią i wchodził coraz głębiej i głębiej. Sara krzyknęła w uniesieniu. 

Na chwilę odsunął się od niej, aby znowu zanurzyć się w nią głęboko.

Połączył ich wspólny rytm.

Razem   wspinali   się   coraz   wyżej   i   odczuwali   narastającą   rozkosz.   W 

chwili gdy Sarze wydawało się, że już dłużej nie wytrzyma ognia, który w niej 

płonął, zakołysał się świat. Czuła, jak wewnątrz niej rośnie napięcie, i szaleńczo 

pragnęła teraz zaspokojenia. Przylgnęli do siebie tak mocno, jakby bali się, że 

coś może ich rozłączyć. Trwali tak kilka chwil, a ich serca biły jednym rytmem.

– Było cudownie – westchnęła Sara po chwili. Griffin skinął głową w 

background image

milczeniu i pocałował Sarę w szyję. Coś się z nim stało, gdy kochał się z nią, i 

nie wiedział, co to jest. Nie chciał teraz o tym myśleć. Postanowił zachowywać 

się tak, jak zwykł postępować w podobnej sytuacji, czyli nie angażować się.

Na   próżno.  Tym   razem   było   inaczej.   Sara   w   jakiś   tajemniczy   sposób 

zawładnęła   nim   i   chyba   nie   chciał,   żeby   to   się   zmieniło.   Spojrzał   na   nią   i 

zrozumiał, że nie jest osamotniony w swoich uczuciach. Uśmiechnął się do niej, 

ale   wydało   mu   się,   że   ten   uśmiech   nie   jest   szczery.   Uniósł   dłoń   i   odsunął 

wilgotne kosmyki, które przylgnęły do jej czoła, i pocałował ją w skroń.

– Griffin?

– Nic nie mów.

Jutro o tym pomyśli. Naciągnął koc i przytulił się do Sary tak, że dotykał 

jej pleców. Objął ją w pasie i przyciągnął mocniej do siebie.

Jutro, pomyślał, wszystko nabierze sensu.

Sara budziła się powoli i z początku nie mogła przypomnieć sobie, gdzie 

się znajduje. Czuła promienie słońca na swoich nagich plecach i zastanawiała 

się,   gdzie   podziała   się   jej   piżama.   Łóżko   też   wyglądało   jakoś   inaczej... 

Przeciągnęła się z rozkoszą, czując dotyk miękkich prześcieradeł.

Co   za   cudowny   sen.   Całą   noc   widziała   siebie   wtuloną   w   Griffina   w 

najwymyślniejszych scenach miłosnych. Wciągnęła głęboko powietrze. Jak to 

się dzieje, że czuje jego zapach, a pościel zachowała ciepło jego ciała. Czasami 

sny są takie realne.

Nagle usłyszała szum wody w łazience i otworzyła gwałtownie oczy. To 

nie   był   sen.   Sceny   miłosne,   które   podsuwała   jej   pamięć,   przeżyła   na   jawie 

ubiegłej nocy. Jęknęła przerażona. Leży tutaj naga w skotłowanej pościeli, a 

Griffin Lawless kąpie się w jej łazience.

Co ja zrobiłam, zadała sobie pytanie. Jak to się stało? Odpowiedź była 

prosta. Oddała się mężczyźnie, który ją oczarował, a w dodatku wydawało się 

jej, że go kocha.

background image

– O Boże – wyszeptała.

Wpatrywała   się   w   sufit.   Powinna   czuć   się   winna   i   mieć   do   siebie 

pretensje, że popełniła takie głupstwo. Ale nie żałowała niczego. Uśmiechnęła 

się. Czuła się jak dziewczyna po pierwszym balu. Co będzie dalej? Jest przecież 

dorosłą kobietą, wychowującą dwoje dzieci i prowadzącą własną firmę, kobietą, 

która realnie patrzy w przyszłość i jest odpowiedzialna za swoje czyny.

Ciekawe, co Griffin chciałby zjeść na śniadanie?

Przypomniała sobie, że dziś jest niedziela i nie trzeba iść do pracy. Jak to 

dobrze.   Griffin   też   jest   wolny,   więc   mogą   razem   spędzić   cały   dzień.   Może 

pojadą   do   Elaine,   wezmą   chłopców   i   urządzą   piknik   w   parku.  Albo   pójdą 

wszyscy do kina. I Griffin zostanie na kolacji. Byłoby wspaniale, gdyby mógł 

znowu zostać na noc, ale  w obecności chłopców to zupełnie niemożliwe. Z 

pewnością będą mieli jeszcze niejedną okazję, żeby być razem.

Już dawno nie odczuwała takiej radości na myśl o tym, co przyniesie jej 

dzień. Wyskoczyła z łóżka, chwyciła szorty oraz trykotową koszulkę i pobiegła 

do drugiej łazienki, żeby się umyć i ubrać. Włączyła ekspres do kawy i zabierała 

się właśnie do przygotowania śniadania, gdy usłyszała głośne pukanie do drzwi.

Któż to mógł być? O ósmej rano w niedzielę? Zanim otworzyła drzwi, 

znała już odpowiedź.

– Wally? – zwróciła się do brata. Był ubrany w strój do golfa – zielone 

spodnie,   jasnożółte   polo   i   czerwono-fioletową   czapeczkę.   Kolory   były 

oszałamiające   i   Sara   musiała   osłonić   oczy,   patrząc   na   niego.   –   Czy   nie   za 

wcześnie przyszedłeś?

Nie zwrócił uwagi na jej słowa, pocałował ją lekko w policzek i wszedł 

do kuchni.

– Dobrze, że zaparzyłaś kawę. Wypiłem już dwie, ale ledwie widzę na 

oczy.

Sara nie zamknęła za nim drzwi. Stała z rękami opartymi na biodrach i 

wpatrywała się w niego bez słowa.

background image

– Co się stało? – zapytał.

– Nie przyszło ci do głowy, by zadzwonić, zanim do mnie przyjdziesz? 

Albo inaczej. Nie przychodź, jeśli cię nie zaproszę.

– Saro – powiedział lekkim tonem, widząc, że siostra zaciska zęby ze 

złości. – To ja, Wally. Twój brat, pamiętasz? Nie musimy być tacy ceremonialni.

– Powinniśmy – uśmiechnęła się krzywo.

– Właściwie jestem zaskoczony, że już nie śpisz. – Zupełnie nie zwrócił 

uwagi na to, co powiedziała. Sara poddała się. Zamknęła drzwi i sięgnęła do 

szafki po dwa kubki. Niedługo Wally dowie się, dlaczego tak wcześnie wstałam, 

pomyślała, uśmiechając się do siebie.

– Po co przyszedłeś? – zapytała. – Chyba nie po to, żeby mnie obudzić?

– Dostałem wczoraj list  od mamy. Chciała zaoszczędzić na znaczku i 

włożyła   do   mojej   koperty   list   do   ciebie.   –   Wyjął   arkusik   papieru   z   tylnej 

kieszeni spodni.

–   Kobieta,   która   zgodziłaby   się   zainwestować   swoje   pieniądze   w 

kawiarnię z kelnerkami topless, nagle pragnie zaoszczędzić dziewięć centów – 

powiedziała Sara, biorąc list.

– Przecież znasz mamę.

– O, tak.

Chciała coś jeszcze dodać, ale zamilkła na widok Griffina, który pojawił 

się   w   kuchni.   Miał   na   sobie   tylko   dżinsy.   Jego   włosy   były   wilgotne,   ale 

uczesane. Na ciemnym zaroście pokrywającym pierś błyszczały jeszcze kropelki 

wody. Patrząc na jego muskularne ramiona i piersi czuła, jak coś budzi się w jej 

duszy. Czy naprawdę kochała się z tym mężczyzną ubiegłej nocy?

– Saro, ja...

Urwał nagle, bo ujrzał Wally’ego. Sara wstrzymała oddech i patrzyła, jak 

dwaj mężczyźni taksowali się wzrokiem. Griffin wyzywająco oparł się o drzwi, 

a Wally obserwował go badawczo. Żaden się nie odzywał. Patrzyli na siebie, a 

Sara przyglądała się im obu.

background image

–   Griffin   –   odezwała   się   w   końcu.   –   To   jest   mój   brat,  Wally.   Wally 

Greenleaf.

Griffin wyprostował się. Sara nie rozumiała, dlaczego, ale była pewna, że 

poczuł   się   skrępowany,   gdy   dowiedział   się,   kim   jest   przybysz.   Nie,   nie   był 

skrępowany. Ujrzała błysk w jego oczach. To była wrogość.

Potrafiła   ją   zrozumieć.   Jakiż   mężczyzna   chciałby   zaraz   po   pierwszej 

razem spędzonej nocy poznać całą rodzinę swej partnerki.

– Wally – mówiła pośpiesznie. – To jest Griffin Lawless, mój...

I   co   teraz,   pomyślała.   Kim   jest   Griffin?   Głupio   było   mówić   o   nim 

„chłopak”, bo nie jest chłopcem. „Kochanek” – zbyt oczywiste, „wielbiciel” – 

zbyt staroświeckie. Musiała jednak coś powiedzieć, zanim Wally pomyśli, że 

poderwała Griffina gdzieś w barze.

– Mój... – zaczęła znowu.

–   Jestem  przyjacielem   Sary   –   powiedział  Griffin   i   wyciągnął  rękę   do 

Wally’ego.

Sara zauważyła moment wahania, zanim wykonał ten gest, ale bardziej 

zainteresowały ją  słowa Griffina. Powiedział, że jest  jej przyjacielem. Tylko 

tyle? Czy przyjaciele robią to, co oni robili zeszłej nocy? Chyba nie. Ona w 

każdym razie tak nie uważała. Ale może to leży w zwyczajach Griffina. Czyżby 

ta   noc   nie   miała   dla   niego   większego   znaczenia?   Może   większość   jego 

przyjaciółek szła z nim do łóżka.

Przecież   to   podobno   mężczyźni   nie   znoszą   sformułowania   „zostańmy 

przyjaciółmi”. Kobiety myślą inaczej. Ale czy na pewno?

Wally wstał i podał rękę Griffinowi, ale i on nie wydawał się nastawiony 

przyjaźnie. Sara nie mogła tego pojąć. Czy to zazdrość?

Wally, nie zostaniesz na śniadaniu? – zapytała, choć znała odpowiedź z 

góry.

– Nie, dziękuję. Zjem w klubie z Jerrym. – Spojrzał na zegarek. – Już 

późno.

background image

–   Chyba   nie   spieszysz   się   z   mojego   powodu   –   odezwał   się   Griffin   z 

uśmiechem,   który   zaprzeczał   jego   słowom.   Wally   powinien   zniknąć.   I   to 

natychmiast.

– Muszę już iść, Saro – powiedział Wally i pocałował siostrę w policzek. 

– Do zobaczenia – zawołał i zniknął za drzwiami.

Uśmiechnięta Sara odwróciła się do Griffina, ale zaraz radość zniknęła z 

jej twarzy. Griffin wyglądał tak, jakby chciał kogoś bardzo mocno uderzyć.

– Napijesz się kawy? – spytała niepewnie.

– Bardzo proszę – skinął głową.

Patrzył na Sarę i zastanawiał się, czy jego gniew jest widoczny. Nie był 

zły na nią. Co dziwne, nie gniewał się na Wally’ego. Był wściekły na siebie. Jak 

mógł sobie pozwolić na spędzenie nocy z kobietą, skoro prowadził śledztwo 

przeciwko jej bratu i był bliski wsadzenia go za kratki.

Sara bez słowa podała mu filiżankę. Pamiętała, że pił kawę bez mleka i 

cukru.

Griffin sączył parujący napój, chcąc przedłużyć milczenie. Zastanawiał 

się, jak to się stało, że tak wszystko skomplikował.

Kiedy obudził się rano i ujrzał Sarę przytuloną do swego boku, pomyślał, 

że tak właśnie powinno być. Była ciepła, miękka i pachnąca. Poczuł chęć, by ją 

obudzić i zacząć wszystko od początku.

Chciałby tak budzić się co rano. Pamięć tego, co robili w nocy, wróciła. 

Byli jak dwoje rozdzielonych kiedyś ludzi, którzy się odnaleźli. Pragnął być 

znowu z nią, ale wiedział, że nie powinien teraz nawet o tym myśleć.

Pocałował ją lekko w czoło i delikatnie wysunął się z łóżka. Chciał, żeby 

spała długo. Pragnął na nią patrzeć. Ale kiedy wyszedł z łazienki, łóżko było 

puste. Teraz stała przed nim, zawstydzona, z rozwichrzonymi włosami, i czuł, że 

złość, która go ogarnęła, mija.

– Co zjesz na śniadanie? – odezwała się Sara.

Coś w jej głosie sprawiło, że poczuł się niepewnie. Bardzo pragnął zostać 

background image

i spędzić cały dzień z nią i chłopcami. I był pewien, że ona też tego chce. Z 

drugiej strony rozumiał, że popełnią błąd, jeśli posuną się dalej, niż to dzisiaj 

zrobili. Prowadzi śledztwo przeciwko jej bratu. Musi być wobec niej uczciwy. 

Ale  kiedy  patrzył  na  nią  i  przypominał  sobie  dzisiejszą   noc,  tracił pewność 

siebie.

– Wypiję kawę – odpowiedział krótko. – Tylko kawę. Nie mogę zostać 

dłużej.

– Musisz iść? – Posmutniała.

– Mam sprawę, nad którą muszę dziś popracować.

– Co to za sprawa? Wiedział, że zapyta.

– Nie mogę o tym mówić. Facet, którego sprawdzamy, nie wie o niczym. 

– Na razie, dodał w myślach. Ale wkrótce...

– Aha.

Ta   krótka   odpowiedź   wstrząsnęła   nim.   Słyszał   w   niej   rozczarowanie, 

niepewność, żal.

– Saro – zaczął, chcąc się jakoś usprawiedliwić.

–   Nie,   nie   mów   nic   –   odpowiedziała.   –   Rozumiem.   Powinnam   była 

wiedzieć, że jesteś bardzo zapracowany.

Wciągnął głęboko powietrze i wypuścił je powoli. Chciałby jej wszystko 

jakoś wyjaśnić, ale nie mógł powiedzieć prawdy.

– Bardzo mi przykro.

– Mnie również – powiedziała pełnym rezygnacji tonem.

– Saro, posłuchaj, ja... – Nie trzeba – przerwała mu.

Uniosła rękę, jakby chciała nią machnąć lekceważąco, ale na jej twarzy 

malował się wyraz cierpienia. Griffin z przerażeniem stwierdził, że Sara myśli, 

iż on chce ją porzucić.

Że przespał się z nią, a teraz odchodzi. W pewnym sensie miała rację. Nie 

mógł na razie pozwolić, aby wczorajsza sytuacja się powtórzyła.

Wynagrodzę   jej   to   w   przyszłości,   obiecał   sobie.  A  potem   nagle   pojął 

background image

bezsens   całej   tej   sprawy.   Kiedy   jej   to   wynagrodzi?   Teraz,   kiedy   prowadzi 

śledztwo,   musi   kłamać.   Wspaniały   początek   związku,   oparty   na   kłamstwie. 

Może później, kiedy zakończą sprawę Greenleafa. Tylko że on będzie tym, który 

wsadzi Wallace’a do więzienia. O, tak! Sara będzie tym zachwycona.

– Muszę już iść, naprawdę – odezwał się nagle. – Dzięki za kawę.

Sara skinęła głową. Nie patrzyła na niego. Jakże chciał powiedzieć coś, 

co   cofnęłoby   czas   do   chwili,   gdy   nie   był   jeszcze   tak   beznadziejnie   w   niej 

zakochany.

– Zadzwonię – powiedział.

–   Oczywiście.   –   Stała   z   założonymi   rękami,   jakby   to   jej   pomagało 

zachować spokój. Ciągle nie patrzyła na niego.

Odstawił kubek i podszedł do niej. Objął ją za szyję. Nie zareagowała. 

Pogłaskał ją delikatnie po policzku. Sara zachwiała się lekko. Poczuł się lepiej, 

kiedy zauważył, jak szybko bije jej serce. Więc nie był jej zupełnie obojętny. 

Pochylił się i pocałował ją w skroń.

– Zadzwonię – powtórzył.

– Zadzwoń. – Sara skinęła głową i wreszcie spojrzała na niego.

Uśmiechnął   się   lekko.   Jeszcze   raz   przesunął   palcami   po   miękkich 

włosach na jej karku i wrócił do sypialni po rzeczy. Nie wiedział, jak rozegra to 

wszystko. Jak postąpi z Wallace’em i z Sarą. Wiedział tylko, że nie pozwoli jej 

odejść.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

–   Dzięki   za   kawę!  –   Sara   powtórzyła   te   słowa   ze   złością,   patrząc   na 

wychodzącego Griffina. – Nie ma za co! – zawołała głośno, wiedząc, że jej nie 

usłyszy. – Ty draniu!

Zadzwoni do niej. Słyszała to już przedtem. Wprawdzie nie spotykała się 

z wieloma mężczyznami ani przed ślubem, ani po rozwodzie, ale wiedziała, co 

znaczą te słowa. Po prostu „odczep się”.

Jak mógł tak postąpić po wspólnie spędzonej nocy? Nie spodziewała się 

wprawdzie   żadnych   cudów,   tego,   że   rano   wyzna   jej   miłość   bez   granic   i 

przysięgnie, iż nie może bez niej żyć. Ale mógłby chociaż zjeść z nią śniadanie. 

Popatrzyła na kubek stojący na blacie. Była w nim jeszcze kawa. Nawet nie 

wypił jej do końca.

Drgnęła na dźwięk telefonu i przez krótki moment nadzieja zagościła w 

jej sercu. Ale pomyślała, że to jednak na pewno nie on dzwoni.

– Tu Elaine – usłyszała głos przyjaciółki. – Już wstałaś?

– Tak – westchnęła.

– Co się stało? Masz smutny głos.

Sara nie wiedziała, czy powiedzieć o wszystkim Elaine. Nie czuła się na 

siłach wyjaśniać jej, co zaszło.

– Nic się nie stało. Jestem jeszcze zaspana.

– Czy masz jakieś plany na dziś? – dopytywała się Elaine.

– Nie, żadnych – odpowiedziała Sara. Ale chciałabym mieć, pomyślała.

– Przykro mi.

–   Griffin   musi   pracować   nad   jakąś   sprawą   –   wyjaśniła.   –   A  Stony 

dzwonił?

– Nie, jest zbyt wcześnie. O tej porze jest zazwyczaj zaspany i nie wie, do 

czego służy telefon. Nie mówiąc o tym, że nasze rozstanie wczoraj nie zachęci 

background image

go do rozmów ze mną.

– Może on też pracuje?

–   Nie   –   stwierdziła   Elaine.   –  Wczoraj   zaproponował,   żebyśmy   wzięli 

Jonaha do muzeum przyrodniczego, ale nie umówiliśmy się konkretnie.

– Czy Stony pracuje razem z Griffinem? – spytała Sara.

– Tak.

– To powinni zajmować się tą sprawą razem. Elaine zawahała się przez 

moment, ale nie chciała martwić Sary.

– Wiesz, niekoniecznie – odparła. – Powiedz, co się wydarzyło między 

wami?

– Coś, co nie powinno mieć miejsca – odpowiedziała niechętnie Sara.

– Aha.

–   Może   zabrałybyśmy   chłopców   do   kina?   –   zapytała   szybko   Sara, 

zmieniając temat. Bała się, że przyjaciółka zacznie ją pocieszać. Miała nadzieję, 

że nie będą więcej wracać do sprawy.

–   Chcieli   obejrzeć   „Krwawy   sztorm”   –   przypomniała   sobie   Elaine.   – 

Czytałam   recenzję.   Pełno   w   tym   filmie   eksplozji,   nowoczesnej   broni, 

rozerwanych ciał ludzkich i plugawych wyrażeń.

– W Hanlon można obejrzeć filmy Disneya – przypomniała sobie Sara.

– Chłopcy będą wściekli.

– Nie szkodzi.

– Przyjadę po ciebie w południe. Zjemy przedtem lunch.

Sara odłożyła słuchawkę. Czuła się trochę lepiej. Obie z Elaine starały 

się, by ich problemy nie miały wpływu na wychowywanie synów. Przynajmniej 

na razie jeszcze nad nimi panowały. Dopóki nie dorosną. A wtedy ktoś inny 

będzie się o nich martwił.

Dwa tygodnie później, w poniedziałkowe popołudnie Griffin siedział w 

swoim mieszkaniu, popijał piwo i myślał o Sarze. A dokładniej o kochaniu się z 

background image

nią. O tym, jaki smak ma jej skóra, jaki zapach...

Zerwał   się   gwałtownie   z   fotela,   uderzając   się   mocno   w   kolano. 

Instynktownie pochylił się i objął dłońmi bolące miejsce, zrzucając jednocześnie 

na podłogę butelkę z piwem, która najpierw potoczyła się, rozlewając dookoła 

bursztynowy płyn, a potem pękła na dwie części. Zaklął siarczyście, pokuśtykał 

do kuchni po ścierkę, ale nie porzucił myśli o Sarze.

Minęły dwa tygodnie, a on nie zadzwonił do niej ani razu, chociaż bardzo 

tego   pragnął.   Każdego   dnia   sięgał   po   słuchawkę   albo   podjeżdżał   pod   dom 

sędziego, gdzie Sara pracowała. Nie mógł się przyzwyczaić do myśli, że jest to 

jego własność i że on sam też należy do rodziny Mercerów. Pamiętał, jak Sara 

wyglądała, gdy ją tam spotkał, jak mokra bluzka przylegała do jej ciała. Te 

myśli przywodziły natychmiast wspomnienie Sary po ich wspólnej nocy, która 

nie powinna była mieć miejsca.

Śledztwo w sprawie nielegalnych poczynań Wallace’a nabierało tempa. 

Już   niedługo   będą   mogli   uzyskać   nakaz   przeprowadzenia   rewizji.   Gdy   to 

nastąpi,   Wally   i   jego   kumpel   Jerry   będą   skończeni.   Ich   zamiar   popełnienia 

oszustwa zakończy się fiaskiem.

Griffin   zastanawiał   się,   co   Sara   wie   o   interesach   swego   brata.   Miał 

wrażenie, że chociaż widywali się od czasu do czasu, nie byli za bardzo zżyci ze 

sobą. Nie rozmawiali o swoich prywatnych sprawach. A Wally nie należał do 

mężczyzn, którzy zwierzaliby się siostrze ze swoich brudnych interesów. Z kolei 

gdyby Sara wiedziała o działalności Wally’ego, na pewno nie pozwoliłaby mu 

oszukiwać ludzi.

Griffin był pewny, że Sara nie ma najmniejszego pojęcia o planach swego 

brata   i   jego   kumpla.  A  planowali   łapówki   dla   urzędników   państwowych   i 

pozbawienie   uczciwych   obywateli   oszczędności   całego   życia.   Griffin 

nienawidził tego typu kanalii.

Wally   Greenleaf   i   Jerry   Schmidt   przekonywali   niczego   nie 

podejrzewających   ludzi   –   najczęściej   starszych,   liczących   każdy   grosz   –   by 

background image

zainwestowali pieniądze w interesy, których firma Jerwal wcale nie zamierzała 

prowadzić. Udawali, że wynajmują czy też budują różnego rodzaju lokale, a w 

pewnym   momencie   przekupiony   urzędnik   z   hukiem   miał   zamknąć   firmę   na 

podstawie   wielu   skomplikowanych   przepisów.   Właścicielom   pozostawało 

jedynie powiadomić inwestorów, że ich pieniądze przepadły na skutek decyzji 

urzędników, której nie można było przewidzieć.

Griffin wytarł resztkę rozlanego piwa i wyniósł rozbite szkło do kuchni. 

Był spięty, zdenerwowany i nie mógł się uspokoić.

Znał jeden cudowny sposób na odprężenie – przebywanie z Sarą. Ale nie 

mógł go zastosować. Już i tak dostatecznie wszystko skomplikował. Na pewno 

Sara nie zechciałaby się z nim spotkać. Obiecał przecież, że zadzwoni.

Dlaczego to wszystko musi być tak cholernie zagmatwane, zastanawiał 

się. Nagle zapragnął gdzieś wyjść. Oszaleje, jeśli będzie tu siedział i myślał o 

Sarze. Schwycił kask i wybiegł z domu. Przecież są jeszcze inne sposoby, aby 

się odprężyć.

Sara,   siedząc   w   samochodzie,   patrzyła   na   duży   kamienny   budynek   w 

romańskim stylu, w którym mieścił się pierwszy komisariat. Wokół było pusto, 

ale jacyś ludzie ciągle wchodzili i wychodzili przez ciężkie drzwi. Griffina nie 

było wśród nich. Sara była wściekła na siebie, że się za nim rozgląda.

– Elaine, dlaczego mnie tu przywiozłaś? – zwróciła się do przyjaciółki.

– Nie przywiozłam ciebie, przywiozłam siebie. Obiecałam, że podrzucę 

coś Stony’emu.

– Czy możemy wejść do środka? – odezwał się z tylnego siedzenia Jonah. 

a potem zwrócił się do Jacka i Sama: – Byłem już tutaj – powiedział z dumą w 

głosie. – Wiele razy.

Brzmiało to, jakby był notorycznym przestępcą. Elaine popatrzyła na syna 

surowo.

– Dwa razy – poprawiła go. – I nie popełniłeś żadnej zbrodni. Po prostu 

background image

wpadliśmy do Stony’ego.

Jonah   wykrzywił   się   do   matki.   Zniszczyła   jego   piękną   opowieść   o 

ośmioletnim kryminaliście.

– Nie możesz wejść do środka – dodała Elaine. – Nie chcę tu siedzieć 

przez całą noc. Niedługo musisz iść spać.

– Ależ mamo...

– Ciociu...

Głosy chłopców brzmiały błagalnie i Elaine popatrzyła na Sarę, prosząc ją 

o pomoc.

– Pozwól im wejść. Popilnuję ich, a ty poszukasz Stony’ego.

– Nie masz pojęcia, w co się ładujesz – ostrzegła ją Elaine.

– Hej! Przecież ja mam dwóch synów – przypomniała jej Sara. – Wiem, 

co robię.

Wysiedli  wszyscy  z   samochodu,  ale   chłopcy  pobiegli  naprzód  i  matki 

dogoniły  ich   dopiero   wewnątrz   budynku.  Jonah  już   zdążył   usiąść   na   biurku 

Stony’ego   i   bawił   się   jego   długopisem,   a   Jack   i   Sam   przeglądali   album   ze 

zdjęciami przestępców, próbując ustalić, czy ich znają. Jack był pewien, że w 

jednym z nich rozpoznał pana Pike’a, nauczyciela gimnastyki, ale Stony’emu 

udało się jakoś mu to wyperswadować.

Sara   nie   mogła   powstrzymać   uśmiechu,   patrząc   na   chłopców.   Nie 

rozumiała, dlaczego Elaine traktuje Stony’ego z takim dystansem. Widać było, 

że kocha on dzieci i jest bardzo oddany Elaine. Sara nie była pewna, czy Griffin 

miałby tyle cierpliwości, ale potem przypomniała sobie ich pierwszy wspólny 

obiad w jej domu. Z pewnością byłby dobrym ojcem. Jack i Sam uwielbiają go, 

a on z łatwością nawiązał z nimi kontakt. Szkoda, że nie przejawia takiego 

samego   zainteresowania   ich   mamą,   pomyślała   z   żalem.   Przecież   nie 

zatelefonował do niej, mimo że jej to obiecał.

– Griffin jest w siłowni – usłyszała głos Stony’ego i zorientowała się, że 

od pewnego czasu coś do niej mówi.

background image

– Słucham? – spytała, choć dobrze zrozumiała jego ostatnie słowa.

Uśmiechnął się i Sara mogła przysiąc, że w jego słowach kryje się jakiś 

podstęp. Wskazywał na drzwi w drugim końcu pomieszczenia.

– Wyjdź tymi drzwiami, potem idź w dół po schodach i korytarzem do 

końca, aż dostrzeżesz pierwsze drzwi na lewo.

Sara czuła, jak mocno bije jej serce. Była zła na siebie, że w taki sposób 

reaguje na wieść o obecności Griffina. I co z tego, że tu jest? Nie chciał jej 

widzieć,   przecież   nie   zatelefonował.   Nie   pójdzie   go   szukać,   bo   on   przecież 

wcale tego nie chce.

– Jak go zobaczysz, powiedz mu „cześć” ode mnie – powiedziała.

– Czemu nie powiesz mu tego sama? – odparł z wyzwaniem w głosie 

Stony.

– Dobrze, zrobię to. – Jak zwykle, odpowiedziała na wyzwanie.

Odwróciła   się   na   pięcie   i   poszła   we   wskazanym   kierunku.   Miała 

wrażenie, że w siłowni nikogo nie ma. Przyrządy były czyste i błyszczące, jakby 

nikt ich nie używał, a światło neonówek sprawiało, że miały dziwny, błękitny 

połysk.   Cisza   była   przygnębiająca.   Już   chciała   wyjść,   gdy   usłyszała   głuche, 

nieregularne uderzenia. Dochodziły zza sąsiednich drzwi.

W sali gimnastycznej ujrzała Griffina. Sprawiał wrażenie rozgniewanego.

Był bosy, miał na sobie tylko stare szorty i zniszczone rękawice. Brutalnie 

atakował   gruszkę   bokserską,   a   pot   spływał   mu   strumieniami   po   twarzy   i 

piersiach. Na dodatek przez cały czas palił cygaro.

Oparła się o ścianę i patrzyła na niego w milczeniu. Doskonale pracował 

nogami. Gruszka chwiała się. Łańcuch, którym była przymocowana, zgrzytał. 

Griffin uderzył znowu kilka razy i odskoczył.

Sara   była   zafascynowana.   Jego   mięśnie   przesuwały   się   pod   skórą   za 

każdym razem, kiedy pochylał się do przodu. Wyglądał wspaniale. Widocznie 

wyczuł jej obecność, gdyż odwrócił się. Natychmiast ruszył w  jej kierunku. 

Ruchy   miał   pewne,   płynne   i   zręczne.   Sara   czuła   się   jak   ofiara   drapieżnika. 

background image

Znalazł się tuż obok niej. Mokre włosy opadały mu na czoło. Niebieskie oczy 

wydawały się bardziej błękitne i błyszczące.

Wyjęła mu z ust cygaro i rzuciła je na podłogę. Zamknęła oczy i zaczęła 

oddychać głęboko, bo zakręciło się jej w głowie. Gdy je otworzyła, Griffin był 

ciągle przy niej; Wpatrywał się w nią tak intensywnie, jakby chciał czegoś się 

od niej dowiedzieć. Stała nieruchomo, nie bardzo wiedząc, co robić. Dałaby 

wszystko, by poznać jego myśli.

– Co tu robisz? – zapytał w końcu.

–   Przyjechałam   do   ciebie   –   odpowiedziała   bez   namysłu   i   pospiesznie 

dodała: – to znaczy przyjechałam tu z chłopcami i Elaine. Miała coś przekazać 

Stony’emu.

– No to jestem – powiedział. – Chcesz czegoś ode mnie, Saro?

Zaakcentował pierwsze słowo, jakby chciał podkreślić, że spełni każde jej 

życzenie.   Poczuła   suchość   w   ustach,   więc   przesunęła   językiem   po   wargach. 

Griffin przyglądał się tej czynności z taką uwagą, że serce Sary zaczęło bić jak 

oszalałe.

– Nie zadzwoniłeś do mnie – stwierdziła.

– Wiem i przepraszam. Pracuję nad...

– Sprawą – dokończyła za niego. – Wiem. Myślałam, że Stony prowadzi 

ją z tobą.

– Tak.

– Ale on nie jest teraz aż tak zajęty. I ty chyba również nie.

– Tak, ale...

Zanim pomyślała o tym, co robi, zdjęła mu rękawicę bokserską i położyła 

sobie jego rękę na sercu. Griffin stał w milczeniu, czekając, co jeszcze zrobi.

– To jest moje serce – powiedziała z niepewnym uśmiechem. – Złamałeś 

je, to je sobie bierz.

Griffin chciał coś powiedzieć, ale wyciągnął tylko do niej drugą rękę, by 

Sara zdjęła z niej rękawicę. Kiedy miał obie ręce wolne, pochwycił Sarę w 

background image

ramiona i zaczął całować z całych sił.

Objęła go za szyję i przyciągnęła do siebie. Czuła dotyk jego ciała. Kiedy 

ręce Griffina wsunęły się pod bluzkę, zadrżała z rozkoszy. Nagle uświadomiła 

sobie, że są w sali gimnastycznej komisariatu i że w każdej chwili może tu ktoś 

wejść. Odepchnęła go od siebie, z trudem chwytając powietrze.

– Czy... – zaczęła mówić, gdy odzyskała już głos – masz jakieś plany na 

wieczór?

– O, tak. To znaczy wiem. co chciałbym robić. Znowu zbliżył się do niej, 

ale powstrzymała go gestem dłoni.

– To cudownie. Zapytam, czy Elaine może zabrać chłopców do siebie. 

Poczekam, aż weźmiesz prysznic i ubierzesz się.

Griffin podniósł z ziemi rękawice i cygaro.

– To była Cohiba, ostatnia z zapasów pradziadka.

– Kupię ci takie cygara – powiedziała Sara. – Całe pudełko.

– Tu ich nie dostaniesz. Pochodzą z Kuby.

– Zdaje się, że sprzedaż kubańskich cygar jest zabroniona w Stanach – 

zauważyła.

– Surowo.

– Wobec tego, panie detektywie, łamie pan prawo.

–   W   tej   chwili   wszystkie   moje   zamiary   są   sprzeczne   z   prawem   – 

stwierdził stanowczo i uśmiechnął się do niej.

Przeszedł obok niej i już miał zamknąć drzwi, gdy zawołała za nim:

– Griffin!

Odwrócił   się   zaciekawiony,   ale   nic   nie   powiedział.   Sara   nerwowo 

przygryzła   wargę,   zanim   wypowiedziała   głośno   to,   co   nagle  przyszło  jej   do 

głowy.

– Czy ty... to znaczy... czy mógłbyś...

– No, mów, Saro.

– Czy ty masz może przypadkiem... kajdanki? Na jego twarzy pojawił się 

background image

uśmiech.

– Ależ pani Greenleaf – odezwał się surowym głosem, jaki zapamiętała z 

ich pierwszego spotkania. – Cóż to za pomysły?

Wzruszyła ramionami. Griffin roześmiał się i ruszył do wyjścia, ale po 

chwili wrócił do Sary i wziął ją w ramiona.

Ucałował w oba policzki i wyszedł.

Sara   patrzyła   za   nim   i   zastanawiała   się,   co   za   szaleństwo   ją   opętało? 

Nigdy dotąd nie zdarzyło jej się uganiać za mężczyzną, a teraz odkryła w tym 

nawet   pewną   przyjemność.   Griffin   był   kimś   wyjątkowym,   cudownym.   Nie 

mogła pozwolić, by odszedł.

Postanowiła porozmawiać z Elaine, myśląc, że może po raz pierwszy w 

życiu wszystko ułoży się dobrze.

Griffin   czuł   się   świetnie,   po   prostu   wspaniale.   Ubierał   się   szybko. 

Spieszył   się   na   randkę.   Z   kobietą,   która   go   oczarowała,   o   której   nie   mógł 

przestać myśleć i którą będzie kochał jak głupi do końca życia.

Zebrał swoje rzeczy i zapiął torbę. Nagle coś srebrnego błysnęło z górnej 

półki szafki. Uśmiechnął się do siebie i sięgnął po kajdanki. Nie wiedział, czy 

Sara mówiła poważnie, ale nie zamierzał stracić żadnej szansy. Wrzucił kajdanki 

do torby i zarzucił ją na ramię. Chciało mu się śpiewać. Wyszedł z szatni do 

biura, gdzie czekała na niego Sara. Biegł po dwa stopnie, cały czas myśląc o 

niej. Przez ostatnie dwa tygodnie wspominał ciągle noc, którą spędził z Sarą, 

powtarzał   w   myślach   każdy   gest,   każde   dotknięcie   i   pieszczotę.   Szalał   z 

tęsknoty.

Dzisiaj   będzie   jeszcze   lepiej,   wspanialej,   zadziwiająco   i   cudownie. 

Dzisiaj...

Wszedł do biura i natychmiast zauważył, że Sara uśmiecha się niepewnie.

– Griffin! – przywitał go chór chłopięcych głosów i wtedy zorientował 

się, że Sara nie jest sama.

background image

Jack, Sam i Jonah otoczyli go natychmiast i zaczęli gadać jak najęci.

– Jonah śpi dzisiaj u nas – obwieścił mu Sam radośnie.

– Mama powiedziała, że może nas wziąć do kina – dodał Jack. – Grają 

„Krwawy sztorm” i „Krwawy sztorm II”.

– Mówiłam ci, że na to nie pójdziemy – przerwała mu Sara. – Niech 

Griffin wybierze film. – Popatrzyła na niego błagalnie. – Oczy wiście, jeśli 

zechce z nami pójść do kina.

Griffin patrzył na całą czwórkę kompletnie zaskoczony i wyraźnie zły.

– Saro?

– Słucham?

– Czy mogę z tobą porozmawiać?

– Oczywiście. – Popatrzyła na niego wyczekująco.

– Ale tylko z tobą.

Skinęła głową, ale nie ruszyła się z miejsca. Wziął ją za rękę.

–   Chłopcy,   posiedźcie   tu   chwilę   spokojnie,   a   ja   porozmawiam   z 

Griffinem. Zgoda?

–   Dobra   –   odparł   Jack   i   wraz   z   bratem   oraz   kolegą   znowu   zaczęli 

przeglądać album ze zdjęciami przestępców. Sam wskazał na jedną z fotografii, 

mówiąc:

– To jest pan Pike. Mówię wam. Popatrzcie tylko na jego nos.

Griffin pociągnął Sarę na korytarz.

– Co tu się, u licha, dzieje? – zapytał.

–   Strasznie   mi   przykro.   Ale   kiedy   wróciłam,   Elaine   i   Stony 

przeprowadzali właśnie bardzo ważną rozmowę i poprosili mnie, żebym wzięła 

Jonaha na noc.

– A ty się zgodziłaś? – zapytał z niedowierzaniem. – Po tym jak... po tym, 

jak już wszystko ustaliliśmy?

– Przecież nie mogłam jej odmówić. Zabrała do siebie ostatnim razem 

Sama i Jacka, abyśmy być razem. Dzisiaj ona i Stony potrzebują trochę czasu 

background image

tylko dla siebie, więc kolej na mnie. Ale jeśli nie lubisz moich dzieci...

– Przecież wiesz, że je bardzo lubię. Tylko...

– Tylko co?

– Pragnąłem, żebyśmy byli sami – westchnął. – Chciałem... Chciałem się 

z tobą kochać!

–   Jakiś   ty   romantyczny.   –   Sara   przygryzła   wargę,   powstrzymując 

uśmiech. – Wiesz, jak przemawiać do dziewczyny.

– Saro, ja... Powstrzymała go gestem dłoni.

– Ja też tego chciałam – dodała z uśmiechem. – Ale musisz się nauczyć, 

że jak się ma dzieci, to nie wszystkie plany można zrealizować. Tak naprawdę, 

to prawie nigdy nie można niczego planować.

– Powinnaś wysłać ich do internatu – zażartował Griffin.

– Już to kiedyś słyszałam. Od Michaela. To co, Griffin? Pojedziesz ze 

mną do kina dla zmotoryzowanych?

– Z tobą i z trzema facetami? I nawet nie ma co marzyć o pieszczotach na 

tylnym siedzeniu?

– Nie.

– No cóż – westchnął. – Dobrze. Ale ty kupisz prażoną kukurydzę.

Wzięła go za rękę i pociągnęła w stronę chłopców.

– Czy mówiłam ci, że bardzo często zasypiają już na początku filmu? – 

zwróciła się do niego, gdy wychodzili z budynku.

Czuł, że wciąż jest jakaś odrobina nadziei. Może jednak będą mieli jakąś 

szansę?

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Sara przysłuchiwała się piskom i hałasom dochodzącym z sypialni synów, 

gdzie bawili się trzej zupełnie nie zmęczeni chłopcy. Jednocześnie obserwowała 

Griffina,   który   mocno   spał   na   kanapie   w   salonie.   Było   już   po   pierwszej; 

powinna go obudzić i odesłać do domu. Ale wyglądał nareszcie na odprężonego 

– jakby po raz pierwszy od dłuższego czasu mógł spać spokojnie. Usiadła więc 

w obszernym fotelu i patrzyła na niego.

Nie pamiętała z czasów swojego małżeństwa ani jednej chwili, w której 

czułaby się tak bezpieczna i spokojna. Od dnia ślubu dręczyło ją uczucie, że 

popełniła błąd. Natomiast odkąd Griffin po raz pierwszy pojawił się w jej domu 

i gdy odgadła, że chce ją pocałować, była pewna, że to, co wydarzy się między 

nimi, nie będzie pomyłką.

Westchnął głęboko, odwrócił się i zakrył oczy ramieniem, ale nie obudził 

się.

–   Griffin?   –   odezwała   się   cicho.   Niechętnie   go   budziła,   ale   przecież 

musiała to zrobić.

– Griffin? – powtórzyła jeszcze raz. Wymamrotał coś, ale nie słyszał jej 

słów. Sara wstała, podeszła do szafy w korytarzu, wyjęła z niej lekki pled i 

wróciła do salonu. Okryła starannie Griffina, zgasiła lampę i cichutko wyszła z 

pokoju.

– Dobranoc – rzekła, zatrzymując się w drzwiach.

– Dobranoc, kochanie – powiedział przez sen.

Obudził go niecodzienny hałas – śmiech dzieci. A kiedy otworzył oczy, 

zobaczył, że chłopcy śmieją się z niego. Ostatnio widział ich, gdy Sara kazała 

im iść na górę spać. Co robią w jego mieszkaniu?

Wtedy zauważył wentylator i różowy koc, którym był przykryty.

background image

– Mamo! – krzyknął Jack tuż przy uchu Griffina. – Obudził się! Możemy 

go teraz spytać?

Usłyszał głos Sary, ale nie zrozumiał, co powiedziała. Popatrzył pytająco 

na Jacka.

– Chcesz do wafli syrop czy dżem?

–   Wafle?   –   zapytał   Griffin,   niczego   nie   rozumiejąc.   Zawsze   poranne 

przebudzenie przychodziło mu z trudem.

– Mama robi wafle, ale bardzo się spieszy do pracy, więc musisz szybko 

wybierać. Syrop czy dżem?

– Syrop – odpowiedział Griffin. Chłopcy zaraz pognali do kuchni. Został 

sam i mógł spokojnie zebrać myśli.

Usiadł,   przetarł   twarz   dłońmi   i   potrząsnął   głową.   Powoli   przypomniał 

sobie   wszystko.   Zasnął   na   kanapie   u   Sary.   Miał   zamiar   poczekać,   aż   ułoży 

chłopców do snu, a potem, gdy zasną, zająć się panią domu. Widocznie chłopcy 

byli bardziej wytrzymali niż on.

Poszedł do kuchni. Sara stała przy blacie i wpatrywała się w opiekacz, 

jakby czekała na coś ważnego. Miała na sobie elegancki czerwony kostium i 

cienkie rajstopy. Była bez butów. W jednej ręce trzymała talerz, w drugiej nóż 

wymazany dżemem. Griffin chciał się z nią przywitać, ale w tym momencie 

Sara   zajęła   się   wrzucaniem   na   talerz   przyrumienionych   placków,   które 

błyskawicznie posmarowała dżemem. Z pewnością robiła to często, bo ruchy jej 

były szybkie i pełne gracji. Postawiła talerz przed Samem.

– Dziękuję – powiedział i zabrał się do jedzenia.

– Dzień dobry – odezwał się Griffin, przyglądając się, jak Sara wyciąga 

następne zamrożone wafle z paczki i wkłada je do opiekacza.

– Dzień dobry. – Odwróciła się, by powitać go uśmiechem. – Napijesz się 

kawy?

– Chętnie.

Kubek   był   gorący,   kawa   pachniała   zachęcająco.   Sam   zapach   mógł 

background image

przywrócić chęć do życia. Biorąc kubek, dotknął jej ręki.

–   Przepraszam   cię,   że   wczoraj   tak   szybko   zasnąłem   –   powiedział.   – 

Nawet nie przypuszczałem, że jestem taki zmęczony.

– Nie przejmuj się. Chciałam cię obudzić, ale spałeś tak mocno, że nie 

miałam serca tego zrobić.

Napił   się   kawy,   bo   nie   wiedział,   co   ma   powiedzieć.   Po   raz   pierwszy 

zdarzyło mu  się  obudzić  w domu  kobiety w  towarzystwie  jej dzieci.  Co  za 

dziwna i niezręczna sytuacja. Przecież wczoraj zamierzał się z nią kochać.

Mimo to czuł się wspaniale. Pewnie, że pragnął Sary, ale to, że musi 

poczekać na tę chwilę, nie było wcale przykre, wprost przeciwnie – dodawało 

uroku tej sytuacji i wzmagało przyjemność oczekiwania.

Brakowało mu słów, by to wszystko wyrazić.

– Wyglądasz wspaniale – powiedział.

– Mam rano spotkanie z klientem – poinformowała go.

– Oczywiście, że masz.

– Ale nie z tobą. – Uśmiechnęła się. Chyba usłyszał nutkę żalu w jej 

głosie.

– No cóż, trudno. – Miał nadzieję, że nie domyśliła się, jak bardzo jest 

rozczarowany.

Sara chciała coś powiedzieć, ale z opiekacza wyskoczyły kolejne wafle.

– Chyba muszę go oddać do naprawy – powiedziała. – Nie powinien 

wyrzucać ich tak gwałtownie.

– Nie naprawiaj go – sprzeciwił się Griffin. – Wtedy śniadania nie będą 

już takie zabawne.

– Masz rację. Przepraszam, że używam mrożonych, ale kiedy ostatni raz 

piekłam wafle... Szkoda mówić. Siadaj. – Podsunęła mu talerz.

– Musiała obiecać strażakowi – dokończył za nią Jack – że już nigdy nie 

będzie sama niczego piec.

– To nie była moja wina. Zepsuła się maszynka do wafli. Przetarty sznur. 

background image

Naprawdę   nie   zastosowałam   złego   przepisu.   Dostałam   go   od   mamy.   Ten 

wybuch...

– Wybuch? – nie wytrzymał Griffin. Skinęła głową i umilkła.

– Ale chyba nikomu nic się nie stało?

– No, nie.

– Mama opaliła sobie brwi – wtrącił się Sam. – Ale odrosły.

– Wobec tego – roześmiał się Griffin i sięgnął po syrop – nie rób dla mnie 

wafli. Na ogół nie jadam śniadania.

–   Jedzcie   szybciej,   chłopcy   –   poprosiła   Sara.   –   Pani   MacAfee   zaraz 

przyjdzie, a chciałabym jeszcze pozmywać. – Popatrzyła na zegarek. – Jak jej 

zaraz tu nie będzie, spóźnię się.

– Idź już – powiedział Griffin. – Popilnuję chłopców do jej przyjścia. I 

pozmywam.

– Dzięki, ale nie mogę cię wykorzystywać.

– Nie martw się. W pracy muszę być dopiero za godzinę.

– Ale pewnie zamierzasz jeszcze wpaść do domu.

– Saro – przerwał jej. – Gdybym nie miał czasu, nie zaproponowałbym ci 

pomocy.

– Postaram ci się odwdzięczyć.

– Na pewno z tego skorzystam – odpowiedział z uśmiechem.

Sara   wybiegła   z   kuchni,   ale   przedtem   popatrzyła   na   niego   figlarnie. 

Griffin był zadowolony, że tak łatwo włączył się w codzienne życie jej rodziny. 

Popatrzył na chłopców przy stole, na jedzenie na talerzach. Ten poranek był taki 

niezwykły i musiał przyznać, że bardzo mu się to wszystko podobało. Nareszcie 

nie był sam. Przebywał z Sarą i jej dziećmi.

– Co będziecie dzisiaj robić? – zapytał chłopców.

– Tu niedaleko budują nową drogę. Pojedziemy tam na rowerach, żeby 

popatrzeć.

– I co dalej?

background image

– Jak skończą pracę, możemy się pobawić na hałdach piasku.

Griffinowi bardzo to odpowiadało. Przypomniał sobie czas, kiedy mógł 

spędzić cały dzień w jednym miejscu, wymyślając coraz to nowe zabawy.

– Fajny pomysł – powiedział i pomyślał, że chętnie wziąłby sobie wolne i 

poszedł z chłopcami popatrzeć na buldożery przesuwające ziemię.

Przybiegła Sara, stukając obcasami po wyłożonej terakotą podłodze. W 

biegu   zapinała   złoty   kolczyk.   Pocałowała   synów   w   czoło,   wytarła   dżem   z 

policzka Sama i ruszyła w stronę drzwi.

– Chwileczkę – zawołał Griffin i podniósł się z krzesła.

Odwróciła się do niego i wtedy się zawahał, czy powinien to zrobić, czy 

nie.  Ale   nie   mógł   się   powstrzymać,   by   nie   ująć   jej   twarzy   w   dłonie   i   nie 

pocałować jej w usta. Wiedział, że chłopcy przyglądają się im i że pewnie Sara 

będzie na niego zła. Ale pocałunek na do widzenia wydawał mu się czymś 

zupełnie naturalnym.

– Miłego dnia – powiedział cicho. – I uważaj na siebie. Położyła dłonie na 

jego   ramionach.  W  jej   oczach   widział   uczucia   podobne   do   tych,   które   sam 

przeżywał.

–   Dziękuję   –   odpowiedziała.   –   Będę   uważać.   Patrzyli   na   siebie 

zaskoczeni. Ten krótki pocałunek zmienił zupełnie charakter ich znajomości. 

Nie wiedzieli, co będzie dalej.

Pierwsza oprzytomniała Sara.

– Bądźcie grzeczni – zwróciła się do chłopców. – I nie rozrabiajcie, jak 

przyjdzie pani MacAfee.

Trzy pary szeroko otwartych oczu wpatrywały się z ciekawością w nią i 

Griffina, a trzy główki kiwnęły posłusznie. Sara powstrzymała z trudem śmiech.

– Cześć – powiedziała.

– Cześć.

Wyszła,  pozostawiając  lekki zapach  perfum,  a   w  sercu  Griffina  jakieś 

ciepło. Czuł na sobie uważny wzrok chłopców, ale postanowił nic nie mówić. 

background image

Usiadł   przy   stole.   Jonah   zabrał   się   do   jedzenia,   a   Sam   i   Jack   wymienili 

wymowne spojrzenia. Jack odezwie się pierwszy, pomyślał Griffin. Nie musiał 

czekać długo.

– Lubisz moją mamę? – zapytał.

– Tak.

– Ożenisz się z nią?

Griffin   zamarł   z   uniesionym   widelcem.   Z   wafla   kapał   syrop.   Nie 

spodziewał się takiego pytania. Nie docenił dziecięcej dociekliwości.

– No... – zaczął.

– Słucham – nalegał Jack.

Griffin przypomniał sobie te chwile z lat młodzieńczych, kiedy musiał 

poddawać się śledztwu jakiegoś tatusia, zanim mógł pójść na randkę z jego 

córką.   Czuł   się   okropnie,   kiedy   musiał   mówić,   jakie   ma   zamiary   wobec 

dziewczyny. Teraz, gdy po drugiej stronie stołu miał przed sobą piegowatą twarz 

ośmiolatka, czuł się podobnie i zaczęły mu się pocić ręce.

– Bo mama też cię lubi – mówił Jack. – To widać. Powinieneś się z nią 

ożenić.

– Nie jest dobrą kucharką – wyznał szczerze Sam – ale jest bardzo ładna.

– I lubi baseball.

– I koszykówkę.

– I hokeja.

– A na Halloween częstuje dzieci czekoladowymi batonami.

– I... – zakończył Sam najważniejszą informacją – zgodzi się kupić ci 

pieska, jeśli będziesz sprzątał swój pokój.

Griffin patrzył na chłopców i pytał sam siebie, jak, u licha, się z tego 

wyplątać.

– Słuchajcie – zaczął – wasza mama jest wspaniała. Bardzo ją lubię. Ale 

nie wiem, czy...

Dźwięk telefonu zabrzmiał jak wybawienie. Griffin podniósł słuchawkę, 

background image

ale nikt się nie odezwał.

– Halo? – powtórzył.

– Chciałabym rozmawiać z Sarą – odezwał się kobiecy głos.

– Sara wyszła już do pracy – powiedział. – Pilnuję dzieci, dopóki nie 

przyjdzie opiekunka.

– Mówi Dana MacAfee. Dzwonię, żeby powiedzieć Sarze, że nie przyjdę 

dzisiaj.

– Tak?

–   Właśnie   wróciłam   od   lekarza.   Źle   się   czuję.   Niestety,   to   zakaźna 

choroba. Nie powinnam przebywać z dziećmi.

– Rozumiem.

– Mam nadzieję, że nie sprawiłam kłopotu.

– Ależ nie – odpowiedział Griffin, zastanawiając się, co ma teraz zrobić.

– Proszę przeprosić Sarę.

– Oczywiście. I życzę zdrowia – dodał, odkładając słuchawkę.

Co teraz? Nie wiedział, dokąd poszła Sara, a nie mógł przecież zostawić 

trzech   chłopców   samych   w   domu.   Mógłby   któryś   zrobić   sobie   coś   złego,   a 

wtedy co?

– Kto to był? – zapytał Jack.

–   Pani   MacAfee   –   odpowiedział   Griffin.   –   Jest   chora   i   nie   przyjdzie 

dzisiaj.

– Hura! – rozległ się wrzask chłopców. Griffin z trudem ukrył uśmiech.

–   Nie   powinniście   się   cieszyć,   że   ktoś   jest   chory   –   powiedział.   –  To 

nieładnie.

Uciszyli się nieco.

Westchnął, widząc tylko jedno wyjście.

– Muszę się wami zaopiekować. Co chcielibyście robić?

Dlaczego   postanowił   zostać   opiekunem   dzieci?   Tego   nie   wiedział.   Z 

pewnością ani Stony, ani sierżant nie będą tym zachwyceni. Przecież musi wziąć 

background image

wolny   dzień.   Ale   sprawa,   którą   prowadzi,   jest   na   ukończeniu.   Pozostałe 

czynności   może   przeprowadzić   Stony.   Jutro   pewnie   wystąpią   o   zatrzymanie 

niektórych   osób.   Nie   czuł   się   zbyt   pewnie,   wiedząc,   że   prawdopodobnie 

aresztuje wujka tych dwóch chłopców, no i brata kobiety, z którą było mu tak 

dobrze. Odsunął na razie tę myśl od siebie. Popatrzył na chłopców.

– No? – zapytał. – Co robimy?

Chłopcy   wymienili   porozumiewawcze   spojrzenia   i   uśmiechnęli   się   do 

niego serdecznie. Griffin poczuł się niepewnie. Coś się za tym kryło.

– Idziemy na „Krwawy sztorm”! – krzyknęli jednocześnie.

– Co to jest? – zapytał Griffin podejrzliwie.

– Och, to tylko film – odpowiedział Jack obojętnie. Griffin odetchnął z 

ulgą. Bał się, że to jakaś niebezpieczna zabawa w wesołym miasteczku.

– Dobrze – powiedział. – Idziemy.

– Fajnie! – krzyknęli chłopcy, podskakując z radości. To będzie całkiem 

łatwe, pomyślał Griffin. Jeśli chcą iść do kina, to zabierze ich na seans. Nawet 

na film dla dzieci. Ciekawe, jak zareaguje Sara, gdy wróci do domu i dowie się, 

że spędził z chłopcami cały dzień i nawet zabrał ich do kina. Na pewno się 

ucieszy.

– Muszę zatelefonować – zwrócił się do chłopców. – A potem jedziemy.

Sara   z   pewnością   nie   była   przygotowana   na   widok,   jaki   zastała   po 

powrocie do domu. Bosy Griffin stał w kuchni. Na spodnie i koszulę włożył 

fartuszek w kotki i mieszał w rondlu coś, co pachniało upajająco.

– Cześć – powiedziała i zamknęła za sobą drzwi.

Griffin spojrzał na nią. Wyglądał, jakby coś przeskrobał. Nawet ruchy 

miał jakieś niepewne. Nie podszedł do niej, lecz z całych sił oparł się o blat, 

jakby   szukał   w   nim   wsparcia.   Choć   uśmiechał   się,   nie   wyglądał   na 

szczęśliwego.

–   Co   się   stało?   Co   ty   tu   robisz?   Gdzie   jest   pani   MacAfee?   Gdzie   są 

background image

chłopcy?

– Chłopcy pojechali rowerami na plac budowy – zaczął odpowiadać na jej 

ostatnie pytanie. – Kazałem im wrócić przed szóstą. Pani MacAfee dzwoniła, że 

jest chora. Ponieważ nie wiedziałem, gdzie cię szukać, wziąłem wolny dzień, by 

zostać z chłopcami.

–   Och!   Griffinie,   przepraszam   za   kłopot   –   zawołała   Sara.   –   Mogłeś 

zadzwonić do Elaine. Ona wiedziała, gdzie jestem, a poza tym mogła wziąć 

chłopców do siebie.

– Elaine musi pracować.

– Ty również – przypomniała mu.

– Nie miałem kłopotu z wzięciem urlopu na dzisiaj. Stony zgodził się.

– Znowu jestem ci coś winna. – Nie uwierzyła, że wszystko odbyło się tak 

łatwo.

– Bardzo się z tego cieszę. – Tym razem jego uśmiech był szczery. – 

Musimy omówić formę – zapłaty zażartował. Pod wpływem jego spojrzenia 

zrobiło jej się gorąco.

– Jeśli wszystko poszło tak dobrze, to czemu wyglądasz, jakbyś spędził 

dzień na galerach? – spytała, chcąc zmienić temat rozmowy.

Uśmiech zniknął z twarz Griffina. Skupił się znowu na gotowaniu.

– Ja... – zaczął. Popatrzył na nią i opuścił zaraz wzrok. Wciągnął głęboko 

powietrze, wypuścił je i spróbował jeszcze raz. – Chyba zrobiłem dzisiaj coś 

złego.

– No cóż – powiedziała – biorąc pod uwagę fakt, że spędziłeś dzień z 

moimi synami, wcale mnie to nie dziwi. Co to było? Kradzież samochodu? 

Rozruchy uliczne? Trzecia wojna światowa?

– Nie – powiedział Griffin – Chodzi o film. Sara natychmiast zrozumiała 

wszystko.

–   Nic   nie   mów.   Niech   zgadnę.   Spytałeś   ich,   co   chcą   robić,   a   oni 

powiedzieli, żebyś zabrał ich na ten nowy przygodowy film.

background image

– „Krwawy sztorm” – podpowiedział.

– Właśnie.

– Saro, ja naprawdę nie miałem pojęcia, co to za film. Myślałem, że to 

coś odpowiedniego dla dzieci. Gdybym wiedział, co w nim pokazują....

– Kobiety z dużym biustem?

– Naprawdę?

– Nie mów, że ich nie zauważyłeś.

–  Wyprowadziłem  chłopców  zaraz   na  początku  filmu,  bo  było  w  nim 

pełno scen ukazujących przemoc. A język... – Wciąż był przejęty. – Nawet u nas 

w   szatni   nie   słyszy   się   takich   słów.   O   Boże,   jeszcze   musiałbym   chłopcom 

wyjaśniać... Co myślą ludzie, którzy robią takie filmy?

Sarę   wzruszyła   tak   głęboka   troska   ojej   dzieci.  Wspięła   się   na   palce   i 

pocałowała go w policzek.

– Dobry z ciebie człowiek – powiedziała i chciała się odsunąć.

Ale jej na to nie pozwolił. Objął ją za szyję i przyciągnął do siebie. Serce 

zaczęło jej bić szybciej, zamknęła oczy.

–   Nie   gniewasz   się,   że   próbowałem   zdemoralizować   twoje   dzieci?   – 

zapytał cicho.

– Gniewam się? – Miała nadzieję, że jej głos nie zdradza tego, co czuje. – 

Nie wiedziałeś przecież, na co się zgodziłeś. Ale Sam i Jack dobrze wiedzieli, co 

robią. Mówiłam, że nie wolno im oglądać tego filmu, a mimo to zaciągnęli cię 

do kina.

– Nie bądź zbyt surowa – roześmiał się Griffin. – Gdybym był dzieckiem, 

zrobiłbym to samo.

Sara też rozumiała postępowanie chłopców, ale wiedziała, że musi z nimi 

porozmawiać.

– To dlatego gotujesz obiad? Czujesz się winny.

– Chyba tak. A poza tym chciałem zrobić na tobie dobre wrażenie. – 

Griffin uniósł jej dłoń do ust.

background image

Sara zamknęła oczy. Dreszcz rozkoszy przeszył jej ciało.

– Wrażenie? Na mnie? – wyszeptała.

– Aha.

Przesunął wargami po jej ręce aż do zgięcia łokcia. Sara przyciągnęła go 

bliżej do siebie. Westchnęła, gdy wyprostował się i zaczął całować jej szyję.

– Robisz na mnie ogromne wrażenie – powiedziała cicho.

– Naprawdę? Skinęła głową.

– Wiesz, Jack mówił, że on i Sam spędzają co roku miesiąc wakacji z 

ojcem. Kiedy wyjeżdżają?

– Jaki dzisiaj mamy dzień?

– Nie wiem – odpowiedział. – Dwudziesty ósmy lub dziewiąty.

– Wyjeżdżają z ojcem pierwszego sierpnia, więc...

– nie była w stanie policzyć dni.

– Dopiero za cztery tygodnie – jęknął Griffin.

– Powiedziałeś chłopcom, żeby wrócili o szóstej? – Sara spojrzała na 

zegarek.

– Tak. – Griffin nie nadążał za jej myślami.

– Pomyśl, jak wiele można zrobić w ciągu czterdziestu minut. – Zaczęła 

rozwiązywać wstążki fartucha.

Skinął głową i zaczął rozpinać jej bluzkę. Przyciągnął ją gwałtownie do 

siebie i pocałował namiętnie. Sara wsunęła dłoń w jego włosy. Przytuliła się do 

niego jeszcze mocniej. Już chciała zaproponować, żeby przeszli do sypialni, gdy 

usłyszała brzęk rowerów, a potem krzyk Jacka.

– Mamo! Sam spadł z roweru i skaleczył się w kolano!

Odskoczyli od siebie jak rażeni prądem. Griffin podniósł fartuch i włożył 

go z powrotem. Sara pospiesznie zapinała guziki bluzki. Starała się nie patrzeć 

na Griffina i czekała, aż chłopcy pojawią się w kuchni.

Obejrzała   kolano   Sama   i   uspokoiła   go,   że   rana   nie   zagraża   życiu. 

Pocałowała chłopca i kazała synom przynieść z łazienki plaster. Sam pociągał 

background image

jeszcze nosem, bardziej ze strachu niż z bólu, więc Jack objął go ramieniem i 

poprowadził ostrożnie korytarzem.

–   To   są   bardzo   dobre   dzieci   –   Sara   zwróciła   się   do   Griffina   –   ale 

pojawiają się w nieodpowiednim czasie.

– Nic się nie stało. – Uśmiechnął się do niej i popatrzył na garnki. – 

Jedzenie już gotowe.

– Pójdę na chwilę do chłopców – powiedziała Sara.

– Muszę dopilnować, by Jack nie owinął bandażem całego Sama.

Była już przy drzwiach, gdy Griffin wypowiedział jej imię. Zatrzymała 

się i odwróciła do niego.

– Nie mogę czekać aż do pierwszego sierpnia – poskarżył się cicho.

– Nie będziesz musiał – obiecała i wyszła z kuchni.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Był czwartek. Sara przeglądała ostatnie rzeczy w kredensie stojącym w 

dużej jadalni sędziego Mercera – w drugim skrzydle mieściła się mała jadalnia, 

przeznaczona tylko dla rodziny. Ponieważ po raz pierwszy wykonywała taką 

pracę,   starała   się   być   bardzo   dokładna.   Zaczęła   od   zachodniego   skrzydła   i 

przeglądała wszystko od strychu do piwnic. Teraz była na pierwszym piętrze. 

Niezależnie od tego, jak się między nimi ułoży, będzie pracowała dla Griffina co 

najmniej przez rok.

Przebywała teraz w pokojach, ubierała się więc bardziej elegancko. Dziś 

miała na sobie białą bluzkę i niebieską spódnicę, ale nie mogła wytrzymać w 

pantoflach na wysokich obcasach, więc zrzuciła je z nóg i chodziła boso. Nagle 

pochyliła się. W głębi kredensu błyszczał kryształowy wazon. Wyglądał, jakby 

był zrobiony z pyłu gwiezdnego. Sara wzięła go do ręki i wstrzymała oddech.

Ostrożnie obejrzała go, szukając potwierdzenia swoich przypuszczeń. To 

był Lalique. Miał około pół metra wysokości, u góry był przejrzysty, a poniżej 

znajdowały się, jakby wyrzeźbione mrozem, postacie Artemidy i zwierząt. Na 

spodzie widniał jakiś numer i podpis artysty. Wazon wyglądał jak nowy, choć 

wykonano go ponad sto lat temu. Jeśli był autentyczny – w co nie wątpiła – wart 

był kilkaset tysięcy dolarów.

Obracała   go   ostrożnie   w   rękach.   Ustawiała   tak,   by   światło   padało   na 

kryształ, i z zachwytem patrzyła na tęczowe plamy, które powstawały na ścianie. 

To arcydzieło powinno być w muzeum, pomyślała. Ciekawe, jak długo należało 

do   Mercerów.   Za   jaką   sumę   zostało   kupione?   Nie   wiedziała,   czy   znajdzie 

odpowiedzi na te pytania.

Nagle usłyszała jakiś szmer.

– O Boże!

Głos zabrzmiał w pustym pokoju jak grzmot. Przez moment Sara czuła, 

background image

że wazon wysuwa się jej z rąk, więc przycisnęła go mocno do piersi. Uklękła i 

rozejrzała się po pokoju. Wtedy go zauważyła.

Griffin   stał   w   drzwiach,   oparty   o   framugę.   Był   w   szarych,   dość 

pogniecionych  spodniach,  równie  mocno  zmiętej białej  koszuli  i kolorowym 

krawacie. Ciekawe, czy ma w domu żelazko, pomyślała Sara.

– Griffin! – jęknęła. – Nigdy więcej tego nie rób. Nie skradaj się.

– Dlaczego? – Uśmiechnął się i zaczął iść w jej stronę. – Lubię patrzeć, 

jak podskakujesz ze strachu.

– Tak. Tylko że to mogłoby cię kosztować ponad pół miliona dolarów.

Zatrzymał   się   i   patrzył   to   na   nią,   to   na   wazon,   który   ciągle   tuliła   w 

ramionach.

– Słucham?

Skinęła głową i ostrożnie wyciągnęła ręce w jego kierunku.

– Ten drobiazg jest bardzo cenny. Zresztą wszystko, co znajduje się w tym 

domu, czyni z ciebie milionera.

Griffin wpatrywał się w nią zdumiony. Powoli docierało do niego to, co 

powiedziała.   Do   tej   pory   nie   zastanawiał   się   nad   wartością   spadku   po   nie 

znanym mu dotąd krewnym. Ale teraz, gdy usłyszał, jak Sara mówi o tym z taką 

powagą i ujrzał w dodatku cenny wazon, uświadomił sobie, co otrzymał. Czuł, 

że nogi uginają się pod nim.

Usiadł na podłodze obok Sary i ostrożnie dotknął wazonu.

– Pół miliona? – spytał.

– Co najmniej – potwierdziła.

– To niewiarygodne.

– Uwierz mi.

Potrząsnął   z   niedowierzaniem   głową.   Nie   mógł   pozbierać   myśli. 

Przyszedł   tu,   bo   wreszcie   mieli   ze   Stonym   nakaz   aresztowania   Wallace’a 

Greenleafa i Jerry’ego Schmidta. Chciał powiedzieć o tym Sarze. Wiedział, iż to 

będzie dla niej bardzo bolesne, że będzie na niego wściekła i może nie chcieć 

background image

widywać się z nim. Nawet nie dziwiłby się jej zbytnio.

Musiał   ją   przygotować,   przedstawić   jej   wszystko,   zanim   wyciągnie 

błędne wnioski. I chciał, żeby dowiedziała się prawdy o swoim bracie, zanim 

Wally zacznie się przed nią tłumaczyć.

Brakowało mu słów. Patrzył na Sarę, siedzącą w tym wspaniałym domu, 

który jest podobno jego własnością, i trzymającą cenny wazon, też należący do 

niego – absolutnie nie mógł się przyzwyczaić do tej myśli – i chciał, a właściwie 

marzył, by Sara również należała do niego. Dom i reszta nie były ważne. Ważna 

była Sara. Miał nadzieję, że nie zostawi go, gdy dowie się, co zrobił. Wziął od 

niej wazon i wstawił z powrotem do kredensu. Potem wstał i wyciągnął ręce do 

Sary. Zanim podała mu swoje, popatrzyła na niego pytająco.

Pomógł jej się podnieść, po czym natychmiast porwał ją w ramiona i 

mocno pocałował. Potem objął jedną ręką, a drugą zaczął odpinać jej bluzkę. 

Miała ciepłą i delikatną skórę i czuł, jak mocno bije jej serce. Zrozumiał, że 

jedyne, czego pragnie, to być z nią.

– Kocham cię, Saro – wyszeptał.

Nie był pewien, czy chce usłyszeć jej odpowiedź, więc zamknął jej usta 

pocałunkiem. Wtedy poczuł jej ręce na swoich ramionach. Było to wspaniałe 

uczucie. Chłonął ją całym sobą. Nie wiedział, dlaczego właśnie ona stała się tą 

jedyną. Pragnął tylko jej. Tutaj. Teraz. Na tak długo, aż wreszcie zaspokoją 

wzajemne pożądanie i osiągną szczęście.

– Chodź na górę – udało mu się szepnąć. – Tam są sypialnie.

Sara odchyliła głowę, by popatrzeć na niego.

– Czy możemy... to znaczy, czy jesteś przygotowany?

Uśmiechnął się i skinął głową.

– A masz również kajdanki? – zapytała.

– Zostały w samochodzie – roześmiał się.

– Trudno – westchnęła ze smutkiem. – Następnym razem.

Griffin wziął ją na ręce i wbiegł na schody, przeskakując po dwa stopnie. 

background image

Zatrzymał się przed pierwszymi drzwiami. Pokój pachniał kurzem i starością, 

ale popołudniowe słońce wpadało przez okno, rzucając jasne plamy na kwiecistą 

kapę na łóżku. Zastanawiał się przez chwilę, do kogo mógł należeć ten pokój? 

Może urodziła się tu jego matka?

Popatrzył   na   Sarę.   Miała   rozwichrzone   włosy   i   usta   nabrzmiałe   od 

pocałunków. Postawił ją delikatnie i znowu zaczął całować. Była oszołomiona. 

Oparła się o niego, bo ugięły się pod nią nogi. Zatopiła się w pieszczotach. 

Griffin trzymał ją mocno. Pamiętała, jak było cudownie, kiedy kochali się po raz 

pierwszy. Ogarnął ją żar. Wsunęła palce w jego włosy i przyciągnęła go jeszcze 

bliżej do siebie, oddając pocałunki.

Próbowała zdjąć mu krawat, aż zerwał go z szyi jednym ruchem i pomógł 

jej rozpiąć koszulę. Przez moment podziwiała jego mięśnie. Zwinne palce Sary 

dotarły do paska od spodni, ale Griffin powstrzymał ją.

–   Jeszcze   nie   –   powiedział   cicho.   –   Nie   wytrzymam   już   długo,   a 

chciałbym cię jeszcze popieścić.

Jej   serce   zabiło   mocniej.   Pragnęła   go   tak   bardzo.   Chciała   go   czuć 

wszędzie.

Zdjął z niej bluzkę oraz stanik i niedbale rzucił na podłogę. Ostrożnie, 

jakby brał do ręki kryształowy wazon, ujął jej piersi w swoje dłonie i zaczął 

pieścić.   Sara   jęknęła   z   rozkoszy,   a   Griffin   uśmiechnął   się.   Pochylił   się   i 

pocałował jej ciepłą skórę.

Myślała, że już dłużej tego nie wytrzyma. Drżała. Wtedy pocałował ją 

jeszcze raz i zaczął przesuwać usta coraz niżej.

Ukląkł, rozpiął spódnicę, która opadła na podłogę.

Przycisnął   usta   do   miękkiej   tkaniny   majteczek   Sary.   Potem   delikatnie 

zsunął je aż do jej stóp.

Sara  schwyciła go  za  ramiona, by  się  nie przewrócić. W pokoju  było 

ciepło, ale jej zrobiło się gorąco. Czuła, że cała płonie. Język Griffina delikatnie 

błądził po zakamarkach jej ciała. Odchyliła głowę do tyłu, płomienie pożądania 

background image

ogarniały ją całą. Krzyknęła głośno. Griffin cofnął się, a potem znowu zaczął ją 

całować. Wstał i pochylił się nad nią, a Sara pomyślała, jak mogła dotąd żyć bez 

niego. Chciała coś powiedzieć, ale przyłożył palec do jej warg. Sięgnął po jej 

rękę   i   położył   ją   na   wypukłości   w   spodniach.  Westchnął   i   odrzucił   do   tyłu 

głowę, a Sara przysunęła się do niego.

Nie mogła dłużej znieść, że cokolwiek ich rozdziela. Razem uwolnili go z 

resztek ubrania i przesunęli się w stronę łóżka. Griffin przykląkł przy niej i 

pieścił całe jej ciało. Sara wzdychała, czując przenikające ją dreszcze. Jeszcze 

nigdy nie była tak pożądana i kochana.

Objęła Griffina za szyję i przyciągnęła do siebie. Oparł się na łokciach i 

patrzył   na   nią   z   miłością.   Oplotła   go   nogami,   objęła   dłońmi   jego   biodra   i 

milcząco   błagała,   by   wszedł   w   nią.   Nie   mógł   pozwolić   jej   czekać   dłużej. 

Jednym gwałtownym ruchem zagłębił się w niej i oboje krzyknęli z rozkoszy.

Poruszał się w niej, szepcząc czułe słowa do ucha. Rozkosz narastała, aż 

oboje osiągnęli szczyt.

To,   co   rozpoczęło   się   nagle   i   gwałtownie,   zakończyło   się   długim, 

cudownym   zaspokojeniem.   Leżeli   bez   ruchu,   nie   mówiąc   nic.   Nie   chcieli 

zniszczyć tej wspaniałej chwili intymności nieodpowiednimi słowami.

Sara tuliła się do Griffina i zastanawiała, jakie to szczęśliwe zrządzenie 

losu   postawiło   go   na   jej   drodze.   Uśmiechnęła   się   na   wspomnienie   ich 

pierwszego spotkania.

Chciała   go   o   coś   zapytać,   ale   nie   bardzo   wiedziała,   jak   zacząć. 

Postanowiła więc być szczera.

– Griffin? – zapytała cicho.

– Tak?

– Czy mówiłeś poważnie? Poruszył się i przytulił ją mocniej.

– O czym? – spytał. Wciągnęła głęboko powietrze.

– Czy mówiłeś poważnie, że mnie kochasz?

Poczuła,   że   wstrzymał   oddech,   i   przez   chwilę   żałowała,   że   zadała   to 

background image

pytanie. Chciała jakoś to wyjaśnić, ale Griffin odpowiedział:

–   Tak,   mówiłem   to   najzupełniej   poważnie.   Popatrzyła   na   niego.   Był 

zmęczony i niespokojny.

Ujęła go pod brodę.

– Naprawdę?

– Tak.

– Powiedz to jeszcze raz.

– Kocham cię, Saro – odezwał się natychmiast. Znowu przytuliła się do 

niego i ogarnęło ją nowe, nieznane ciepło.

– Ja też cię kocham – rzekła cicho. – Ja też.

Griffin   przeraził   się   tych   słów.   Jak,   u   licha,   powiedzieć   jej   teraz   o 

Wallym?   Może   tak:   Kocham   cię,   Saro,   ale   tak   przy   okazji,   dziś   wieczorem 

aresztuję twojego brata. Nie chciałem ci o tym mówić, ale od dnia kiedy się 

poznaliśmy, prowadziłem przeciwko Wally’emu śledztwo. Przeze mnie spędzi 

parę   lat   w   więzieniu   i   będziesz   mogła   go   widywać   tylko   w   dni   odwiedzin. 

Dzięki mnie jego życie zmieni się zupełnie. Pomyślałem, że powinnaś o tym 

wiedzieć.

Kiedy Sara się o tym wszystkim dowie, na pewno zrobi wszystko, żeby 

zostać z Griffinem na zawsze.

Westchnął, otworzył usta, by coś powiedzieć, ale zmienił zamiar.

Jak mogłem wplątać się w to wszystko. Co za diabelny pech, pomyślał.

– Która godzina? – spytała Sara sennym głosem.

Odruchowo popatrzył na nadgarstek, ale zegarka tam nie było. Rozejrzał 

się wokoło.

– Chyba położyłam go na stoliku nocnym – odezwała się Sara, czytając 

widocznie w jego myślach.

Ale   tam   go   też   nie   było.   Wychylił   się   za   krawędź   łóżka   i   dostrzegł 

zegarek na podłodze. Roześmiał się.

– Chyba zrzuciłaś go stopą, kiedy ja...

background image

– Dobrze, dobrze – przerwała mu i zaczerwieniła się. – Pamiętam. Chyba 

również   wtedy   stłukłam   ten   mały   wazonik.   Ale   nie   martw   się   –   dodała 

pospiesznie. – To było zwykłe tanie szkło.

– Nawet gdyby kosztowało pół miliona – powiedział i znów się roześmiał 

– to ty i tak jesteś dla mnie cenniejsza.

– Griffin – poprosiła – powiedz mi, która godzina. Popatrzył na zegarek i 

spoważniał.

– Chyba się zmartwisz.

– Czym?

– Już po szóstej.

– O Boże! – wykrzyknęła Sara i wyskoczyła z łóżka. Zaczęła biegać po 

pokoju, w pośpiechu zbierając rozrzucone części garderoby. – Pani MacAfee 

zabije mnie, jeśli się spóźnię. Nie zdziwię się, jeśli zrezygnuje z pracy. Czy 

wiesz,   jak   trudno   jest   znaleźć   odpowiednią   opiekunkę?   Ja   szukałam   jej 

miesiącami. Wszystkie kobiety, które się zgłaszały, przypominały wyglądem lub 

zachowaniem Kubę Rozpruwacza.

– Saro, zostań jeszcze – poprosił. – Musimy o czymś porozmawiać.

– Nie mogę – powiedziała. – Muszę iść.

– Ale...

– Przyjdź na kolację. Wtedy porozmawiamy.

– Nie mogę. Za pół godziny muszę spotkać się ze Stonym.

– On też może przyjść. Zaprosimy Elaine i Jonaha.

– Nic z tego. Stony i ja musimy dzisiaj kogoś aresztować – poinformował 

ją Griffin.

– Jakie to interesujące! – Uniosła głowę i uśmiechnęła się do niego. – 

Wsadzić jakiegoś łobuza, który zagraża niewinnym ludziom, takim jak ja, na 

przykład.

– Tak! – krzyknął. – To prawda. Dlatego też ścigamy tego faceta. To 

oszust i nie powinien mieć możliwości dalszego nabierania uczciwych ludzi. 

background image

Pamiętaj o tym.

Sara pochyliła się i pocałowała go w usta.

– I za to cię kocham. – Ruszyła w kierunku drzwi.

– Saro! – zawołał.

Zatrzymała się. Otworzył usta. Tyle rzeczy powinien jej powiedzieć, ale 

nagle ogarnęło go uczucie bezradności.

–   Ja   też   cię   kocham   –   powiedział   miękko,   ale   wiedział,   że   to   nie 

wystarczy.

Uśmiechnęła się do niego. To był piękny, szczęśliwy i beztroski uśmiech. 

Posłała mu całusa i wyszła. Chciałby się teraz czuć jak Sara – być spokojny i 

szczęśliwy.  Ale   myślał   o   tym,   co   go   czekało.   I   bał   się,   że   kiedy   znowu   ją 

zobaczy, ujrzy na jej twarzy ból i gniew. I że on będzie tego przyczyną.

Usłyszał   stuknięcie   drzwi.   Odrzucił   kołdrę,   wstał   i   zaczął   powoli   się 

ubierać. Nie musiał się spieszyć. Pragnął jedynie, by ten dzień wreszcie się 

skończył. Będzie mógł wtedy wrócić do swego poprzedniego życia. Dopiero 

teraz   dojrzał   jego   pustkę   i   smutek   samotności.   Uświadomił   to   sobie   dzięki 

Sarze.

Nie pozwolę jej odejść, pomyślał. Niezależnie od tego, co się wydarzy, 

będę przy niej. Chociaż jest siostrą Wally’ego, kocham ją. Muszę doprowadzić 

do tego, żeby związała się ze mną na zawsze.

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Późnym   wieczorem   tego   dnia   Sara   kończyła   zmywać   naczynia,   gdy 

zadzwonił telefon. Była pewna, że to Griffin, więc krzyknęła do chłopców, by 

ściszyli telewizor, i podniosła słuchawkę.

– Saro, aresztowali mnie. Ścisnęła mocniej słuchawkę.

– Wally? – zapytała. – O czym ty mówisz?

– Aresztowali mnie – powtórzył brat. Jego głos brzmiał jakby z daleka i 

nie było w nim zwykłej pewności siebie.

– Co? – krzyknęła. – Aresztowany? Ty? Za co?

– Mój adwokat wyjechał na tydzień – mówił, nie wyjaśniając niczego. – 

Będziesz musiała tu przyjść i zapłacić za mnie kaucję.

– Kaucję? – powtórzyła, w dalszym ciągu nie mogąc uwierzyć w to, co 

usłyszała. – Dlaczego? O co cię oskarżają?

–   O   oszustwo   –   odpowiedział   pospiesznie.   –   Posłuchaj,   to   jest 

nieporozumienie, przysięgam. Wszystko się wkrótce wyjaśni. I wtedy oskarżę 

policję o bezpodstawne aresztowanie, a potem za ich pieniądze spędzę długie 

wakacje na Tahiti. Kiedy możesz przyjechać?

– Nie wiem. – Sara potrząsnęła głową, starając się zebrać myśli. – Ile 

pieniędzy mam przywieźć?

– Wysokość kaucji ustalono na pięćdziesiąt tysięcy dolarów.

– Pięćdziesiąt tysięcy dolarów?! – powtórzyła Sara.

– Ale musisz mieć tylko dziesięć procent całej sumy.

– Pięć tysięcy? – wyszeptała z trudem, dziwiąc się, że udało się jej to 

obliczyć.

– Kiedy będziesz mogła je przynieść?

Mogłaby wyskrobać pięćdziesiąt dolarów, ale pięć tysięcy? Za kogo on ją 

uważa? Za żonę Rockefellera?

background image

– Wally, ja nie mam pięciu tysięcy.

– Jak to nie masz? – W głosie brata pojawił się znany jej rozkazujący ton, 

którego tak nie lubiła.

– Nie mam pięciu tysięcy – mówiła powoli, jak do dziecka. – Nie sypiam 

na pieniądzach.

– Ależ to tylko pięć patyków. Chcesz powiedzieć, że nie dysponujesz taką 

sumą?

– Oczywiście, że nie. Wally umilkł na chwilę.

– Można przecież wziąć pożyczkę pod zastaw – stwierdził po chwili. – 

Masz dom, prawda? Dostałaś go po rozwodzie. Należy do ciebie.

– Czyś ty oszalał? Mam zastawić swój dom? Nawet mi nie wyjaśniłeś, za 

co cię aresztowali.

– Zwrócę ci te pieniądze, Saro. Obiecuję.

Sara nie wiedziała, co robić. Chciała mu pomóc, ale nie była w stanie.

–   Zadzwoń   do   mamy   –   zaproponowała.   –   Zawsze   popierała   twoje 

pomysły. Na pewno ma pieniądze.

– Nie, zainwestowała je w tę kawiarnię – wyjaśnił Wally.

– Wyciągnąłeś od niej ostatnie pieniądze na ten głupi projekt?

– Przecież to nie były jej ostatnie pieniądze – powiedział. – Poza tym 

dochód z kawiarni będzie olbrzymi. Sama powinnaś w nią zainwestować.

– Już ci mówiłam, że nie mam pieniędzy.

Coś   się   tu   nie   zgadzało.   Jej   brat   nie   był   ideałem,   ale   nigdy   nie 

przypuszczała, że może zrobić coś, za co można go aresztować. Bo chyba nie za 

to, że jest kompletnym durniem.

Dlaczego nie chciał jej powiedzieć, o co dokładnie go oskarżają?

– Wyjaśnij mi, za co zostałeś zatrzymany – odezwała się. – Może wtedy 

zastanowię się, czy ryzykować.

– Saro...

– Wally... – nalegała.

background image

– Za fałszywe ogłoszenia – powiedział w końcu.

– Nigdy o czymś takim nie słyszałam. – Wzruszyła ramionami. – Co to 

jest? Nie brzmi to groźnie. To chyba zwykłe wykroczenie.

– To prawda.

–   I   za   to   wyznaczono   pięćdziesiąt   tysięcy   kaucji?  Westchnął   ciężko   i 

pomyślał, że będzie musiał powiedzieć jej trochę więcej.

– Oskarżono mnie również o oszustwo w interesach i dawanie łapówek.

To poważniejszy zarzut – oświadczyła, czując skurcz w żołądku.

– To są również drobne wykroczenia. Większość zarzutów dotyczy takich 

spraw.

– Większość? – powtórzyła.

Miała już naprawdę dość tych jego gierek.

– Wally, powiedz mi wreszcie, o co chodzi.

– Dobrze, już dobrze. Zarzucają mi trzydzieści siedem wykroczeń.

– Och! Wally! Jak mogłeś!

– Ale łatwo mogę się z nich wytłumaczyć – dodał pospiesznie.

– A za co cię wsadzili? – spytała ze strachem.

– Za przekupienie urzędnika państwowego – rzekł w końcu. – A to już 

jest przestępstwo.

– Wally – powtórzyła bezradnie.

– Wrobili mnie w to, Saro – zaczął ją zapewniać. – Przysięgam. Znasz 

mnie przecież. Nie jestem oszustem.

Sara   powoli   pokręciła   głową.   Nie   wiedziała,   w   co   wierzyć.   Jej   brat 

popełniał wiele głupstw i, prawdę mówiąc, niczemu się już nie dziwiła. Ale 

łapówka? Dla urzędnika państwowego? Przecież to zabronione. Czy Wally mógł 

zrobić coś takiego? Czy był na tyle głupi?

Sara zaczęła się zastanawiać nad tym, jak ma postąpić. Nagle przyszedł 

jej na myśl Griffin i uśmiechnęła się. Przecież jest policjantem. Będzie wiedział, 

co robić. Na pewno jej pomoże.

background image

– Posłuchaj – powiedziała – zatelefonuję do Griffina i zobaczę...

– Do kogo?

–   Do   Griffina   –   powtórzyła.   –   Griffina   Lawlessa.   To   jest   ten...   mój 

przyjaciel,   którego   poznałeś   u   mnie   parę   tygodni   temu.   Jest   policjantem   i 

może...

– O Boże! Wiedziałem, że go znam.

– Słucham?

–   Mam   dla   ciebie   ciekawą   wiadomość,   siostrzyczko.   To   on   między 

innymi mnie aresztował.

– Co takiego?

– Poinformował, jakie prawa mi przysługują, i zakuł w kajdanki...

– On... cię... zakuł? – nie wytrzymała Sara, ale zaraz przypomniała sobie 

o powadze sprawy. – Skuł cię kajdankami? – Teraz w jej głosie nie było już 

zdziwienia. – To okropne!

– Tak – potwierdził Wally. – Przez cały czas pytałem go, czy już się 

kiedyś nie spotkaliśmy? Ale ignorował mnie.

– Czy jesteś pewien, że to był Griffin? Griffin Lawless?

– Zupełnie pewien. Nawet zażartowałem sobie z jego nazwiska.

I   pewnie   go   to   zdenerwowało,   pomyślała   Sara.   Pamiętała   dobrze 

spojrzenie Griffina, kiedy przy ich pierwszym spotkaniu zrobiła uwagę na ten 

temat. A potem pomyślała, że ten sam człowiek, z którym parę godzin temu 

kochała się, który twierdził, że ją kocha, teraz aresztował jej brata. Wspomniał 

jej o tym, ale pominął milczeniem fakt, że chodzi tu o Wally’ego. Przecież 

poznał go u niej przed dwoma tygodniami. Wiedział, kim jest.

Griffin oszukał ją.

Czuła się tak, jakby ktoś ją uderzył. Zanim się kogoś aresztuje, prowadzi 

się przeciwko niemu śledztwo. I Griffin tym się właśnie zajmował. Ciekawe, jak 

długo   to   trwało?   Czy   Griffin   zainteresował   się   nią   w   chwili   rozpoczęcia 

śledztwa? A może właśnie dlatego się z nią spotykał? Czyżby w ten sposób 

background image

chciał dowiedzieć się czegoś więcej o Wallym?

Nie,   to   niemożliwe.   Nigdy   nie   wymienił   nawet   jego   nazwiska,   nie 

zadawał pytań na jego temat i wspominali o nim tylko wtedy, gdy mówili o 

swoich rodzinach. Nigdy też nie rozmawiali o pracy Wally’ego.

Niepokoiło ją również i to, czy ona też jest podejrzana? Może dlatego 

Griffin pojawił się w jej życiu? Ukarał ją przecież mandatem. Sądził pewnie, że 

często łamie prawo. Ale czy prowadzący śledztwo musi posuwać się tak daleko, 

żeby aż iść z podejrzaną do łóżka?

– Saro, jesteś tam?

– Tak.

– Teraz, kiedy już wiesz, że to twój facet mnie zapudłował, co zamierzasz 

z tym zrobić?

Znowu ten ton. Rozkazujący, oskarżający ją o to, co się stało. Nie. Ma już 

tego   dość.   Zarówno   brata,   jak   i   policjantów,   a   także   mężczyzn.   Pójdzie   na 

komisariat i dowie się, co może zrobić, by uzyskać zwolnienie Wally’ego. A jak 

tam już będzie, rozejrzy się za Griffinem, bo musi mu zadać kilka pytań. Jeśli 

Wally nadal będzie się tak zachowywał, a Griffin niczego nie wyjaśni, da sobie z 

nimi spokój.

Bolała go głowa. Od chwili gdy zapukał do drzwi Wallace’a Greenleafa, 

poczuł paraliżujący ból, który nie przemijał. Griffin połknął czwartą tabletkę 

aspiryny, ale podejrzewał, że podrażni mu ona jedynie żołądek, nie przynosząc 

żadnej ulgi. Siedział przy biurku, podpierając głowę rękami.

– Chciałabym z tobą porozmawiać.

Spodziewał się, że Sara przyjdzie, ale jednocześnie bał się tego. Popatrzył 

na nią i spróbował się uśmiechnąć.

– Cześć – powiedział. – Jakieś kłopoty?

Miała na sobie obcisłe szorty, które tak mu się podobały na meczu, i 

koszulkę bawełnianą z zabawnym napisem. Była rozczochrana, nie umalowana i 

background image

wyraźnie zdenerwowana. Bardzo zdenerwowana. Griffin zapragnął nagle wziąć 

ją w ramiona, przytulić i pocałować. Ale zobaczył, że tuż obok niej stoją Sam i 

Jack i z nienaturalnym dla nich spokojem przyglądają mu się z uwagą.

– Oszukałeś mnie – zaatakowała go bez żadnego wstępu.

– Nie.

Poprawiła pasek od torebki na ramieniu, a potem mocno zacisnęła na nim 

palce. Jakby chciała przytrzymać się czegoś bezpiecznego.

– Oszukałeś mnie – powtórzyła.

– Saro – zaczął. – Nigdy ci nie skłamałem.

– Jak długo prowadziłeś śledztwo przeciwko Wally’emu?

– Około sześciu tygodni, ale....

– Akurat wtedy zacząłeś węszyć wokół mnie – przerwała mu. – Miałeś 

dostatecznie dużo czasu, żeby mi powiedzieć o śledztwie przeciwko mojemu 

bratu.

–   Nie   wolno   mi   zdradzać   żadnych   szczegółów   prowadzonych   spraw 

osobom   postronnym   –   powiedział   Griffin   i   zaraz   pożałował   tych   słów.   Nie 

powinien tak mówić o Sarze. Widocznie rozzłościło ją określenie, którego użył, 

bo poczerwieniała z gniewu.

– Oczywiście jestem dla ciebie osobą postronną?

Griffin wstał tak gwałtownie z krzesła, że odepchnięte przewróciło się. 

Sara drgnęła, ale nie cofnęła się. Przybrała nawet bardziej bojową postawę.

– To nieprawda i wiesz o tym dobrze – oburzył się. Starał się mówić 

spokojnie. Zauważył, że zaczynają zwracać na siebie uwagę nie tylko dzieci 

Sary. – Śledztwo zaczęło się o wiele później.

– Ale wiedziałeś, że Wally jest moim bratem. Wiedziałeś, że... – urwała i 

spuściła   wzrok,   nagle   nie   mogąc   patrzeć   mu   w   oczy.   Jej   głos   był   równie 

spokojny. – Wiedziałeś, że angażujesz się w związek z siostrą podejrzanego, i 

nic nie zrobiłeś, by go przerwać. To jest nieetyczne. Chociaż mogłabym tu użyć 

innych określeń.

background image

Griffin wiedział, że nie powinien pytać, ale nie mógł się powstrzymać.

– Jakich?

– Podłe, zimne, wyrachowane, egoistyczne... – Uniosła dumnie głowę, 

patrząc mu prosto w oczy.

– Już dobrze. Rozumiem. – Potarł ręką kark i westchnął. – Posłuchaj. Nie 

jestem zadowolony, że to wszystko tak się potoczyło. Twój brat jest przestępcą i 

znalazł   się   w   tarapatach.  A  ja   zostałem   wyznaczony   do   prowadzenia   jego 

sprawy.

Patrzyła na niego w milczeniu. Widział, że myśli o czymś intensywnie.

– Tu nie chodzi o Wally’ego – odezwała się w końcu.

– Nie? – Uniósł pytająco brwi.

–   Nie   –   potrząsnęła   głową.   –   Chodzi   o   to,   że   oszukiwałeś   mnie. 

Prowadziłeś jego sprawę, a jednocześnie ze mną spałeś. – Powstrzymała go 

gestem ręki. – Nie wierzę, że mnie kochasz. Gdyby tak było, postępowałbyś 

wobec   mnie   uczciwie.   Mogłeś   nie   mówić   mi   wszystkiego,   ale   przynajmniej 

poinformować o tym, co się stanie.

– I ryzykować, że ostrzeżesz brata przed aresztowaniem?

Nie zrobiłabym tego!

Czyżby? Sara już chciała zaprzeczyć, ale powstrzymała się. Przyszła tu 

wściekła, z zamiarem zmuszenia Griffina do wyjaśnień. Była zła, że aresztował 

jej brata i nic jej o tym nie powiedział, a także dlatego, że związał się z nią. Nie 

wiedziała, co wywoływało największy gniew.

– Dlaczego nie zaczekałeś? – zapytała cicho. – Mogłeś zakończyć to, co 

musiałeś zrobić, a potem umówić się ze mną.

–   O,   tak   –   odparł   ironicznie   Griffin.   –   Na   pewno   spotykałabyś   się   z 

mężczyzną, który wsadził twojego brata do pudła.

Uniosła dłoń do czoła i zaczęła je trzeć, by pozbyć się bólu, który nagle 

się   pojawił.   Czuła   się   zraniona,   zakłopotana   i   zła.   Nie   wiedziała,   co   o   tym 

wszystkim myśleć.

background image

– Czy to takie ważne dla ciebie? – zapytała. – Żebym chciała się z tobą 

spotykać?

–   Tak   –   odpowiedział   natychmiast.   –   To   bardzo   ważne.   Jesteś 

najważniejsza w moim życiu.

Westchnęła. Czuła ogromne wyczerpanie.

– Przecież wszystko zniszczyłeś.

Wstał zza biurka, oparł dłonie na jej ramionach i trzymał je, dopóki na 

niego nie spojrzała.

– Naprawdę zniszczyłem?

– Odbędzie się rozprawa – mówiła Sara.

– Tak.

– I staniecie z Wallym po przeciwnych stronach barykady.

– Tak.

–   Ty   będziesz   robił   wszystko,   by   wsadzić   go   za   kratki,   a   on   będzie 

walczył o swoją przyszłość. Bo niezależnie od tego, jak potoczy się sprawa, jego 

życie nie będzie już takie samo.

– Nie rozumiem, Saro.

–  Nie   rozumiesz?   Może  nie   zawsze   zgadzałam   się   z  Wallym;  prawdę 

mówiąc,   nigdy   się   z   nim   nie   zgadzałam.   Ale   nawet   jeśli   jest   winny,   jak 

mówisz... – uniosła w górę ręce błagalnym gestem, potem opuściła je bezradnie 

– jest moim bratem – dokończyła cicho. – Zawsze był częścią mojego życia. I 

będzie nią nadal.

– A ja nie – Griffin dopowiedział głośno to, czego nie powiedziała.

– Nie wiem, czy będziesz, czy nie – zauważyła szczerze Sara.

– Czyli chodzi jednak o Wally’ego.

– Nie, Griffin, o nas.

Pokręcił głową, w dalszym ciągu jej nie rozumiał.

– Nie będę się mogła widywać z tobą przez jakiś czas – powiedziała i 

cofnęła się tak, że musiał ją puścić. – Przynajmniej nie podczas procesu. To 

background image

będzie trudny okres i nie chciałabym dodawać do tego jeszcze kłopotów z... 

porządkowaniem swoich spraw uczuciowych.

– Saro, zastanów się – poprosił. – Nie odrzucaj tego, co nas łączy.

–   Dotychczas   łączyło   nas   kilka   bardzo   miłych   chwil   w   łóżku,   które 

zawdzięczać możesz swemu oszustwu.

– Nie, to, co nas łączy, to miłość, którą niewiele osób ma szanse przeżyć.

– Nie ma miłości bez zaufania – wtrąciła. – A tam, gdzie jest kłamstwo, 

nie można mówić o zaufaniu.

– Przysięgam, Saro, nigdy nie zamierzałem...

– Ale to zrobiłeś – przerwała mu. – Prawda? Griffin popatrzył na nią i na 

chłopców  siedzących  nieruchomo.  Miał  nadzieję,  że  ta   trójka  będzie   czymś, 

czego dotychczas nie miał – będzie jego rodziną. Nie wiedział, co powiedzieć, 

żeby Sara zmieniła zdanie. Dopiero w tej chwili zrozumiał, ile ta kobieta dla 

niego znaczy.

–   Co   mogę   zrobić?   –   zapytał   bezradnie.   –   Co   mogę   powiedzieć,   by 

wszystko było jak dawniej?

Sara potrząsnęła w milczeniu głową.

– Nigdy już nie będzie tak jak dawniej. Nigdy. – Znowu cofnęła się. – Nie 

dzwoń do mnie. Potrzebuję trochę czasu. Dużo czasu.

– Kiedy cię znowu zobaczę? – Zrobił krok w jej stronę i zatrzymał się, 

kiedy spojrzała na niego.

– Nie wiem – odpowiedziała cicho. – Po prostu nie wiem.

– To, co nas łączyło, Saro – zaczął jeszcze raz, zniżając głos do szeptu – 

to nie było tylko łóżko.

Zdał sobie sprawę, że mówiąc o nich, użył czasu przeszłego. Sara również 

to zauważyła.

– Być może to prawda. Teraz nie łączy nas nic. A co nam przyniesie 

przyszłość... – Wzruszyła ramionami.

Odwróciła się, objęła chłopców i wyszli razem z biura. Griffin patrzył na 

background image

wahadłowe   drzwi,   które   kołysały   się   jeszcze   przez   chwilę.   Wokół   niego 

dzwoniły   telefony,   stukały   maszyny   do   pisania,   rozmawiali   ludzie.   Panował 

gwar. A on czuł się straszliwie samotny.

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Proces,   który   odbył   się   dwa   miesiące   później,   nie   był   tak   burzliwy   i 

dramatyczny, jak to sobie wyobrażała Sara. Nie przypominał procesów z seriali 

telewizyjnych.   Prawnicy   byli   spokojni   i   gadatliwi.   Godzinami   spierali   się   o 

drobiazgi.   Używali   języka,   którego   nie   rozumiała,   a   w   dodatku   mówili   o 

zawiłościach finansowych.

Wally nie powiedział jej, o co dokładnie jest oskarżony. Mówił natomiast 

o   tym,   ilu   uczciwych,   pracowitych   ludzi   siedzi   w   więzieniu,   podczas   gdy 

złodzieje   są   na   wolności.   Sara   zgadzała   się   z   nim,   że   system   wymiaru 

sprawiedliwości nie jest zbyt sprawny. Stan jej konta bankowego nie pozwolił 

na wpłacenie kaucji, co umożliwiłoby Wally’emu odpowiadanie z wolnej stopy.

Teraz,   siedząc   na   sali   sądowej   i   wpatrując   się   w   kark   Wally’ego,   w 

dalszym ciągu nie rozumiała, o co tu chodzi. Zauważyła, że przed kwadransem 

pojawił się Griffin, i cały wysiłek skupiła na tym, by na niego nie patrzeć. 

Przychodziło   jej   to   z   dużym   trudem.   I   kiedy   machinalnie   spojrzała   w   jego 

stronę, zauważyła, że Griffin się w nią wpatruje. Miał na sobie szaroniebieski 

garnitur, a jego oczy wydawały się jeszcze bardziej błękitne.

Przez chwilę, która wydawała się wiecznością, wpatrywali się w siebie, aż 

wreszcie   Sara   odwróciła   wzrok.   Zaczęła   bawić   się   guzikami   od   kostiumu, 

starając się zapomnieć o Griffinie. Ale słyszała, jak wchodził, i była pewna, że 

wyczuwa   znany   zapach,   chociaż   po   dwóch   miesiącach   mogła   go   już   nie 

pamiętać.

A przecież pamiętała każdy centymetr jego ciała, każde jego słowo. W 

domu wszystko go przypominało. Nawet kiedy prowadziła samochód, nie mogła 

od niego uciec. Często spoglądała we  wsteczne lusterko, mając nadzieję, że 

pojawi się za nią na motocyklu.

Dlaczego nie próbował się z nią skontaktować?

background image

W   sali   było   bardzo   duszno,   więc   Sara   cichutko   wyszła   na   korytarz. 

Przesuwały się po nim tłumy ludzi i było tu znaczniej chłodniej.

Odprężyła się, ale nagle poczuła obok czyjąś obecność. Nie popatrzyła 

nawet w tamtą stronę, bo i tak wiedziała, że to Griffin.

– Nie odejdę, mimo że mnie ignorujesz – poinformował ją.

Chciała   powiedzieć   coś   dowcipnego,   ale   nic   nie   przychodziło   jej   do 

głowy.

– I nie odejdę nawet wówczas, jeśli mi każesz – dodał pospiesznie, jakby 

się bał, że takie będą jej pierwsze słowa.

– Witaj – odezwała się w końcu. – Jak się czujesz? Aż drgnął, słysząc to 

pytanie.

– A jak, według ciebie, mam się czuć? Czy to cię rzeczywiście obchodzi?

Tak! Obchodzi! Chciała krzyknąć.

Nie   było   nocy,   żeby   nie   leżała   patrząc   na   pustą   poduszkę   obok   i 

zastanawiała   się,   co   on   teraz   robi   i   z   kim   jest.   Chciała   mu   powiedzieć,   że 

chłopcy często pytają o niego i bardzo żałują, że już ich nie odwiedza.

Mogła mu wyznać, że bardzo za nim tęskniła i wciąż go kocha.

–   Mam   nadzieję,   że   u   ciebie   wszystko   w   porządku   –   stwierdziła 

lakonicznie.

– Tak. Pewnie u ciebie też. – Uśmiechnął się z ironią.

Sara nie miała zamiaru prowadzić dalej takiej rozmowy. Jeśli to ma być 

ich ostatnie spotkanie – a obawiała się, że tak właśnie będzie – nie chciała tracić 

czasu na sprzeczki.

– Chcesz czegoś ode mnie, Griffinie? Roześmiał się ze smutkiem.

–   Chcę?   –   powtórzył.   –  Tak.   Jest   parę   rzeczy,   których   chcę.  Ale   nie 

powinno się o nich mówić w dobrym towarzystwie.

Zagryzła wargi. Jak mógł zredukować to, co było między nimi, do seksu, 

zapytała samą siebie. Może dlatego, że ich znajomość na tym właśnie polegała.

Posmutniała i zapragnęła nagle zakończyć tę niemiłą rozmowę.

background image

–  Jeśli  nie  masz   nic  więcej  do  powiedzenia...  –  powiedziała  i  chciała 

odejść. Szukała wzrokiem damskiej toalety, żeby się tam schronić. Bała się, że 

zrobi jakieś głupstwo. Zacznie płakać. Albo rzuci się mu w ramiona i będzie 

błagać, żeby obiecał, iż jej nigdy nie opuści.

– Nie przychodziłaś do domu Mercera – odezwał się Griffin, a w jego 

głosie było tyle tęsknoty i pragnienia, że poczuła ból w sercu. – Zamiast ciebie 

ciągle spotykam tam Elaine.

Popatrzyła na niego uważnie.

–   W   tych   okolicznościach   pomyślałam,   że   będzie   lepiej,   jeśli   Elaine 

przejmie  katalogowanie  na  jakiś  czas.  Wyceni meble  i biżuterię,  a ja  wrócę 

potem   i   dokończę   swoją   pracę.   Nie   martw   się   –   dodała.   –   Zniknę   z   twojej 

posiadłości przed końcem roku.

–   Nie   chcę,   żebyś   zniknęła   –   powiedział   Griffin.   –   Pragnę,   abyś 

porozmawiała   ze   mną   i   pozwoliła   mi   wszystko   wyjaśnić.   Żebyś   mnie 

wysłuchała.

– Nie mamy o czym rozmawiać – upierała się.

– O nie, mamy wiele spraw do omówienia – zaprzeczył.

– Griffin, mówiłam ci, że musimy poczekać do zakończenia procesu.

– Wtedy myślałem, że wytrzymam tak długo, ale nie potrafię, pragnę 

porozmawiać z tobą teraz.

Wciągnęła głęboko powietrze, wskazała na pustą ławkę i ruszyła w jej 

kierunku pewna, że Griffin pójdzie za nią.

Wykorzystał tę chwilę, żeby popatrzeć na nią, jak idzie, lekko kołysząc 

biodrami   rysującymi   się   wyraźnie   pod   obcisłą   złocistą   spódnicą   kostiumu. 

Uśmiechnął się i ruszył za nią.

Sara   chodziła   w   specyficzny   sposób   –   pewnym,   mocnym   krokiem. 

Szkoda, że nie ma w niej choć odrobiny niepewności i nie czuje się tak kiepsko 

jak ja, pomyślał.

Usiadł obok niej, specjalnie zostawiając kilkucentymetrowy odstęp, żeby 

background image

nie czuła się zagrożona. Ale nie mógł powstrzymać się, żeby nie położyć ręki na 

oparciu ławki. Nie wolno mu jednak było dotknąć włosów Sary lub przyciągnąć 

jej do siebie i pocałować. Miał wrażenie, że takiego zachowania się po nim 

spodziewała.   Nie   powinno   to   być   zbyt   trudne,   szczególnie   dla   takiego 

mężczyzny jak on, który potrafi się opanować.

– Nie mogę przestać myśleć o tobie – powiedział, zanim zdążył pomyśleć. 

W jego głosie brzmiała rozpacz. Nie tak planował początek tej rozmowy, ale 

mówił dalej: – Brak mi ciebie, Saro. Chcę, żebyś do mnie wróciła.

Westchnęła głęboko, przymknęła oczy i oparła głowę o ścianę.

– Wiesz, nie zawsze możemy mieć to, czego chcemy. Gdyby tak było, 

miałabym włosy jak Cindy Crawford, siedziałabym teraz w St. Tropez, a jakiś 

dorodny młodzieniec, nie mówiący po angielsku,  wachlowałby mnie liściem 

palmy.

Griffin nie mógł powstrzymać uśmiechu.

–   Mogę   zabrać   cię   na   basen   i   przypomnę   sobie   wszystko,   czego 

nauczyłem się na lekcjach hiszpańskiego, o ile to ci tylko sprawi przyjemność. 

Oczywiście, jeśli zadowolisz się tym, że będę ci szeptał do ucha po hiszpańsku 

zdania   typu:   „Juan   jest   w   bibliotece”.   Wachlować   mogę   cię   dowolnym 

tygodnikiem. A twoje włosy są wspaniałe.

Widział, że Sara, choć nie patrzy na niego, próbuje ukryć uśmiech, a to 

był dobry znak.

–   Czy   musisz   być   taki   sympatyczny,   kiedy   chcę   cię   znienawidzić?   – 

spytała.

Griffin pokręcił głową i nawinął na palec pasemko jej włosów.

– Już taki jestem – powiedział z rozbrajającą szczerością.

Popatrzyła na niego, ale nie odsunęła się.

– Jest pewna rzecz, która mnie męczy – stwierdziła.

– Tylko jedna? – zapytał, bo jego męczyło bardzo wiele rzeczy. – Co 

takiego?

background image

– Jeśli tak bardzo chciałeś się ze mną spotykać, to czemu nie poprosiłeś, 

żeby   ci   dali   inną   sprawę?   Nie   musiałbyś   wcześniej   o   tym   mówić,   ale 

przynajmniej dziś wiedziałabym, że próbowałeś coś zrobić dla naszego związku.

– Prosiłem o to – powiedział cicho.

– Naprawdę? – Uniosła ze zdumienia brwi i wyprostowała się.

– Ale nie było nikogo, kto mógłby ją przejąć. Mamy mało ludzi i wszyscy 

są bardzo zajęci. Poza tym to była moja pierwsza sprawa, a ja jestem nikim. Nie 

mogłem za bardzo nalegać.

– Stony wiedział, że Wally jest moim bratem?

– Nie. Nie gniewaj się, ale Stony nie pamięta, jak się nazywasz. Wie, że 

jesteś przyjaciółką Elaine i moją... moją dziewczyną. Nie wspomniałem mu o 

waszych powiązaniach.

– Dlaczego?

– Nie chciałem, żeby uważał mnie za drania, który prowadzi śledztwo 

przeciwko bratu swojej dziewczyny.

– A dlaczego się mną zainteresowałeś? Popatrzył jej w oczy.

– Nie mogłem się powstrzymać, Saro. Od chwili gdy cię ujrzałem, nie 

przestawałem o tobie myśleć. Ciągle widziałem twoją twarz. A kiedy zaczęłaś ze 

mną rozmawiać, chciałem wyciągnąć cię z samochodu i całować bez końca.

Sara uważnie wpatrywała się w niego. Jakże chciałaby wiedzieć, o czym 

teraz myśli, co czuje.

– Kocham cię – powiedział – i nie wiem, co zrobię bez ciebie.

Jej oczy zdradziły ją. Wypełniły się łzami. Griffin przesunął palcem po jej 

policzku. Czuł ciepłą miękkość delikatnej skóry. Wiedział już teraz, że Sara też 

go kocha. Czemu tego nie wyzna?

–   Ciągle   myślisz   o   bracie   –   powiedział,   cofając   rękę.   –   Uważasz,   że 

musisz być wobec niego lojalna.

Sara popatrzyła na swoje ręce zaciśnięte na kolanach.

– Nie wiem, co mam robić. Nawet jeśli jest winien, nie przestaje być 

background image

moim   bratem.   Członkiem   mojej   rodziny.   Nie   myślałam   o   tym,   dopóki   nie 

poznałam ciebie, ale chyba więzy krwi są silniejsze, niż przypuszczałam.

– Silniejsze od więzów miłości?

Nie odpowiedziała. Griffin zamknął oczy i przycisnął palce do skroni. 

Znowu bolała go głowa. Ostatnio zdarzało się to coraz częściej.

– Griffin?

Otworzył oczy i zobaczył, że Sara przypatruje mu się z uwagą.

– Słucham? – odezwał się.

– Powiedz mi dokładnie, co Wally zrobił?

– Nie mówił ci? – zainteresował się.

– Nie, wymienił kilka zarzutów, ale nie wiem, za co dokładnie został 

aresztowany.

Griffin westchnął głęboko. Od czego zacząć? Jak łagodnie powiedzieć, że 

jej brat to kłamca, oszust i złodziej?

– Posłuchaj – zaczął. – Wally i Jerry zachęcali ludzi do inwestowania w 

interesy, których wcale nie zamierzali prowadzić. Wyłudzili tysiące dolarów od 

klientów,   najczęściej   starszych   ludzi,   którzy   wręczali   im   ostatnie   pieniądze. 

Obiecywali   tym   ludziom,   że   firma   Jerwal   przyniesie   im   szybki   zwrot 

zainwestowanych   pieniędzy   i   duże   zyski.   Inwestorom   mówili,   że   za   ich 

pieniądze  kupują teren  i urządzenia,  podczas  gdy  w  rzeczywistości gotówka 

składana   była   w   banku   na   Bahamach.   Potem   twój   brat   i   jego   partner   dali 

łapówkę   urzędnikowi,   który   podpisywał   fałszywe   dokumenty,   zakazujące 

budowania czegokolwiek na rzekomo zakupionych przez nich terenach. W ten 

sposób mogli przedstawić inwestorom dowody, że interes upadł nie z ich winy. 

To typowe oszustwo, Saro. Od początku wszystko było dokładnie zaplanowane.

Sara słuchała uważnie opowieści Griffina. Jakżeby chciała móc obronić 

Wally’ego.   Niestety,   nie   była   przekonana   o   jego   niewinności.   Jej   brat   jest 

niezwykle ambitny i dąży do bogactwa za wszelką cenę. To, o czym mówił 

Griffin, było bardzo prawdopodobne.

background image

– Jakie mieli projekty?

– Słucham?

– Jakie interesy planowali? – starała się mówić głośniej.

– Kiedy zaczęliśmy ich rozpracowywać, mieli rozkręcone dwie sprawy. 

Jedna to tor wrotkowy, a druga, nie uwierzysz, kawiarnia topless.

Sara gwałtownie podniosła głowę, ale Griffin akurat na nią nie patrzył.

– Czy możesz sobie wyobrazić, że są ludzie, którzy inwestują pieniądze w 

coś   takiego?   –   mówił   dalej.   –   Czasami   myślę,   że   zasługują   na   to,   by   ich 

oszukiwać.

– Kawiarnia topless? – powiedziała Sara. – Jesteś pewien, że to był tego 

rodzaju projekt?

Griffin popatrzył na nią z ciekawością.

– Oczywiście. Zebrali już setki tysięcy dolarów i założyli nawet księgi, 

żeby  wyglądało, iż  budowa  się  rozpoczęła. Ale  nic  się nie  działo. Nie  było 

kupionej   ziemi,   koparek,   materiałów   budowlanych,   niczego.   Mamy   na   to 

dowody. A dlaczego pytasz?

Sara roześmiała się ze smutkiem.

–   Ponieważ   mój   brat   przekonał   mamę,   żeby   zainwestowała   dziesięć 

tysięcy   dolarów   w   tę   kawiarnię   –   powiedziała.   –   Ode   mnie   też   próbował 

wyłudzić pieniądze.

– Chciał, żebyście inwestowały w jego lewe interesy?

Skinęła głową.

– Zabiję go.

– Nie musisz – powiedział Griffin. – Za to, co zrobił, nie grozi wprawdzie 

kara śmierci, ale pójdzie do więzienia, to pewne. I mimo że warunki są tam 

niezłe, to posiedzi ładnych parę lat.

– Nie mogę uwierzyć, że oszukał własną matkę – mówiła Sara. Wiedziała, 

że Wally był łobuzem, ale żeby aż do tego stopnia... Rodzina... Pokręciła głową 

z   niechęcią.   I   pomyśleć,   że   dla   brata   chciała   zniszczyć   swój   związek   z 

background image

Griffinem.   Przecież   rodzina   to   nie   tylko   związki   krwi.   To   coś   więcej.   To 

lojalność i wierność, zaufanie i wiarygodność, przywiązanie i przebaczenie.

A przede wszystkim miłość.

– Griffin? – powiedziała cicho i przysunęła się do niego. Zaskoczyło go 

to, więc uśmiechnął się do niej zachęcająco.

– Przypomniałam sobie, że zostawiłam coś w domu Mercera i muszę to 

zabrać. Czy mógłbyś... mógłbyś mnie tam podwieźć?

Uniósł brwi zaskoczony.

– Teraz? Skinęła głową.

–   Chyba   że   musisz   zostać   w   sądzie.   Ja   chyba   też   zgodzę   się   zostać 

świadkiem.

– Nie będziemy zmuszać cię, żebyś zeznawała przeciw własnemu bratu – 

powiedział.

Popatrzyła na drzwi sali, w której trwał proces.

– Nie będę miała wyrzutów sumienia. Naprawdę. Griffin roześmiał się.

–   Nie   potrzebujemy   ciebie.   Mamy   dość   innych   świadków.  A  ja   będę 

zeznawał dopiero jutro.

– To zawieziesz  mnie do  domu?  – zapytała. – To znaczy do  twojego 

domu?

– A co tam zostawiłaś, że chcesz to tak szybko odzyskać?

Uśmiechnęła się, objęła go za szyję i przyciągnęła jego twarz do swojej.

– Serce – wyszeptała i pocałowała go w usta. – Gdzieś tam zostawiłam 

swoje serce, a ty musisz mi pomóc je znaleźć.

–   Jest   tu   –   powiedział   Griffin,   dotykając   wargami   ciepłego   miejsca 

pomiędzy   piersiami   Sary.   Popatrzył   na   nią   i   uśmiechnął   się   radośnie.   – 

Znalazłem twoje serce. Co mam z nim zrobić?

Trzymaj je. Pilnuj.

Wyciągnął się na łóżku obok niej. Popołudniowe słońce wpadało przez 

background image

zasłony i oblewało ich złotym blaskiem. Sara przysunęła się do Griffina i wtuliła 

twarz w zagłębienie jego szyi. Położyła dłoń na jego piersi. Słyszała spokojny 

stukot serca. Westchnęła z ulgą. Wszystkie smutki i obawy zniknęły, kiedy tylko 

znów odnaleźli siebie. Teraz była pewna, że nic ich nie rozłączy.

– Griffin? – zapytała.

Tak? – Uniósł głowę, by na nią popatrzeć.

– Co teraz się stanie?

– Co masz na myśli?

– Myślę o mnie, o nas, o tobie, tym domu, dzieciach i o wszystkim.

Opadł na poduszkę i popatrzył w sufit.

– Będziesz dalej pracować w tym domu? Skinęła głową.

– Jestem w dalszym ciągu twoim klientem?

– Między innymi. – Uśmiechnęła się nieśmiało.

– To dobrze.

–  A  my?   –   zapytała,   chcąc   wreszcie   pozbyć   się   niepewności.   Miała 

nadzieję, że będą razem do końca życia, ale teraz nie była tego taka pewna. 

Może myliła się co do Griffina, tak jak myliła się co do swego brata.

– No cóż – zaczął mówić powoli. – Zastanawiałem się, co by powiedzieli 

twoi synowie, gdybyśmy zamieszkali razem?

Sara poczuła się zaskoczona. Zamieszkać razem, powtórzyła w myślach. 

Nie o to jej chodziło.

– Chyba byliby zachwyceni – powiedziała. – Mieliby nasz dom tylko dla 

siebie.

– Ależ chciałbym, żeby zamieszkali z nami.

– Aha.

– Co o tym myślisz?

–   Ja...   –   zaczęła   Sara,   a   potem   zdecydowała   się.   Nigdy   nie   umiała 

ukrywać   swoich   uczuć.   Czemu   nie   ma   mu   powiedzieć   otwarcie,   co   myśli? 

Wzięła głęboki oddech.

background image

– Szczerze mówiąc, Griffinie, miałam nadzieję, że mi się oświadczysz.

– Chyba to właśnie zrobiłem. Popatrzyła na niego, marszcząc brwi.

–  Nie,   nie   zrobiłeś.   Zaproponowałeś   mi  jedynie,   żebyśmy  zamieszkali 

razem.

– Przecież to jest to samo – odpowiedział zniecierpliwiony.

– Cóż za staroświeckie poglądy! – roześmiała się radośnie.

– Posłuchaj! Wyjdziesz za mnie czy nie?

–   Dobrze,   już   dobrze.   Wyjdę   za   ciebie.   Myślę,   że   wiesz,   co   robisz. 

Będziesz miał nie tylko żonę, ale i dzieci.

Uśmiechnął się i pocałował ją w usta.

– Robię dobry interes. Trzy osoby za cenę jednej.

– To może cię drogo kosztować. – Oddała mu pocałunek.

– Musimy się oboje starać, by to było warte swej ceny.

Nie mogła zrozumieć, o czym mówi.

– Co masz na myśli?

– Może dodamy coś do tego zestawu?

Chcesz mieć więcej dzieci? – Otworzyła szeroko oczy.

– Oczywiście. Jeśli ty też tego chcesz.

– Chcę.

– Nie mogę się doczekać naszego ślubu.

– Ja też.

Objęła   go   za   szyję   i   przyciągnęła   do   siebie.   Przytulił   ją   mocno. 

Przypomniał sobie, co Sara powiedziała kiedyś o domu Mercera. Wiedział, że 

lubi to miejsce i nie chciałaby się z  nim rozstawać. Ale  on nie  chciałby tu 

mieszkać do końca życia. Dom był zbyt duży, zbyt elegancki i łączy się ze 

wspomnieniami o rodzinie, której nie znał.

– Jeśli chodzi o dom, Saro – zaczął – to nie chcę tu mieszkać.

Zobaczył wyraz ulgi na jej twarzy.

– Całe szczęście – szepnęła.

background image

– Więc tobie to też nie odpowiada?

– No pewnie. Czy możesz sobie wyobrazić, co Jack i Sam zrobiliby z tym 

miejscem? – Zadrżała. – Sąsiedzi nigdy by tego nam nie wybaczyli. Griffin 

roześmiał się z ulgą.

– Myślałem, żeby urządzić tu muzeum – powiedział. – Przekazać dom i 

większość eksponatów miastu. Niech inni się już o to martwią. Część rzeczy 

zatrzymam, głównie te, które należały do Meredith. Szczerze mówiąc, nie czuję 

się tu dobrze.

– Czy do umowy z władzami miasta możesz dodać jeden punkt?

– Jaki?

–   Chciałabym   sprawować   nadzór   nad   kolekcją,   jeśli   nie   masz   nic 

przeciwko temu – dodała pospiesznie. – Przecież to ona nas połączyła.

– Zgoda, Saro. – Griffin uśmiechnął się. – Ale nie zgadzam się z tobą. To 

nie dom nas połączył.

– Nie?

– Złamałaś przepisy i to nas połączyło.

– Co takiego? – zapytała zaskoczona.

– Jesteś kobietą, która nie przestrzega prawa – roześmiał się. – A wiesz, 

co się robi z osobami, które łamią przepisy?

Uśmiechnęła się szeroko.

– Zakuwa się je? – zapytała z nadzieją.

– Oczywiście. W kajdanki.

– Nareszcie! – wykrzyknęła radośnie.

background image

EPILOG

Wiosna. Młodzi ludzie zaczynają marzyć o miłości. Griffin przeciągnął 

się. Przez ostatnie kilka miesięcy czuł się szczęśliwy jak dziecko.

Uniósł ramiona w górę i przeciągnął się. Potem wybrał jeden z kijów 

baseballowych   i   wykonał   kilka   próbnych   ruchów.   Ktoś   musiał   jakoś 

uporządkować   grę.   Stony   zupełnie   zapomniał,   jak   to   się   robi.   No   cóż, 

nowożeniec.

Popatrzył na trybuny, gdzie stali Elaine i chłopcy. Potem odwrócił się w 

drugą stronę i spojrzał na nowego trenera. Była to drobna blondynka z włosami 

związanymi w koński ogon i w czapce odwróconej daszkiem do tyłu. A jej nieco 

wypukły brzuch wskazywał, że nosi w sobie nowe życie, które rozwijało się w 

niej od paru miesięcy.

– Źle! – krzyczała do sędziego. – Co pan mówi? Widziałam, że piłka była 

tutaj!

Przemaszerowała obok Griffina, stanęła tuż przed sędzią i wspięła się na 

palce, by spojrzeć mu prosto w oczy.

– Miałam już do czynienia z lepszymi sędziami – mówiła, stukając go 

palcem   w   brzuch.   –   I   starłam   ich   na   proszek.   Zacznij   zachowywać   się 

normalnie, bo wylecisz szybciej niż rakieta.

Griffin   westchnął   i   oparł   się   na   kiju.   To   trochę   potrwa,   pomyślał. 

Wciągnął głęboko powietrze pachnące świeżo ściętą trawą i kurzem. Słońce 

ogrzewało mu twarz i łagodziło ból mięśni. Uśmiechnął się. Życie jest piękne. 

Coraz piękniejsze. Miał żonę, dwóch wspaniałych synów, oczekiwali kolejnego 

dziecka, był szczęśliwy.

Żadnych kłopotów, zmartwień. Po meczu pójdą na pizzę. Potem do domu 

– piętrowej budowli w kolonialnym stylu – który kupili jesienią, i spędzą resztę 

niedzielnego popołudnia razem. To wszystko było dla Griffina jak objawienie i 

background image

za żadne skarby nie chciał zmian w swoim nowym życiu.

Sara przeszła obok niego, mrucząc coś pod nosem o tym, że przysyła się 

na mecze wariatów. Griffin schwycił ją w ramiona i przytulił mocno. Z początku 

broniła się, a potem przylgnęła do niego.

– Griffin – zaczęła – wszyscy pomyślą, że popieram twoją drużynę.

– A nie robisz tego? – Pocałował ją w skroń.

– Oczywiście, ale wszyscy nie muszą o tym wiedzieć.

– Dlaczego?

Nie wiedziała, co odpowiedzieć, więc przytuliła się mocniej do męża.

– Kocham cię – powiedziała cicho.

– Ja też cię kocham.

– Gdybyś naprawdę mnie kochał, to byś im dołożył. – Uśmiechnęła się.

– Postaram się – obiecał.

– Trzecie uderzenie! – zawołał sędzia i Griffin wrócił do gry.

Sara jeszcze przez chwilę stała zamyślona, a potem skoncentrowała się na 

grze.

Akcja Griffina przesądziła o wyniku meczu. Sara pobiegła, by uściskać 

męża.

– Widzę, że mnie naprawdę kochasz – powiedziała, śmiejąc się radośnie.

– Bardziej niż myślisz – odpowiedział.

– Wiem o tym.

Reszta drużyny podbiegła do Griffina.

– Wspaniale, panie Lawless – pogratulowała mu Sara przy wszystkich.

– Dzięki, trenerze.

Usiedli razem na ławce, trzymając się za ręce. Sara sięgnęła po torbę 

Griffina, by wyjąć batonik czekoladowy, i usłyszała jakiś metaliczny dźwięk. 

Uśmiechnęła się.

–   Przyniosłeś   kajdanki   z   pracy?   –   zapytała.   Uśmiechnął   się 

porozumiewawczo.

background image

– Chłopcy śpią dzisiaj u Jonaha, prawda? Skinęła głową.

– No więc?

– No więc? – powtórzyła za nim. Położyła dłoń na brzuchu. – Pamiętasz, 

co stało się ostatnim razem, kiedy je miałeś?

– Tak – odpowiedział i nakrył jej dłoń swoją. – Mój plan się powiódł.

– Zaplanowałeś to? – zapytała zdziwiona.

– Oczywiście.

Chciała   mu   odpowiedzieć,   ale   poczuła,   że   coś   się   w   niej   poruszyło. 

Roześmiała się, szczęśliwa, i przesunęła jego dłoń.

– Czujesz? – szepnęła. – To nasza córka. Patrzyła, jak na twarzy Griffina 

pojawia się najpierw wyraz zaskoczenia, a potem radości. Kiedy popatrzyła w 

jego oczy, błyszczały ze szczęścia.

– To Meredith? – zapytał.

– Tak, to ona.

Objęła go, ciesząc się tą cudowną chwilą.

– Ta Meredith, w przeciwieństwie do swej prababki, będzie szczęśliwa – 

powiedział cicho Griffin.

– Wiem – skinęła głową Sara. – Tak szczęśliwa jak jej mama.

– I tata.

Nie   zwracali   już   uwagi   na   to,   co   dzieje   się   wokół   nich   na   boisku. 

Przecież,   jak   stwierdziła   Sara,   na   tym   świecie   jest   jednak   kilka   rzeczy 

ważniejszych niż baseball.


Document Outline