background image

Karol Kautsky

Bolszewizm

w ślepym zaułku

Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

WARSZAWA 2011

background image

Karol Kautsky – Bolszewizm w ślepym zaułku (1930 rok)

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 2 –

http://skfm.dyktatura.info/

„Bolszewizm   w   ślepym   zaułku”   („Der 
Bolschewismus   in   der   Sackgasse”)   to 
opublikowana   w   Berlinie   w   1930   roku  książka 
Karola   Kautsky’ego.  Niniejsze   wydanie   jest 
skróconym   przekładem   najważniejszych 
fragmentów tej 150-stronicowej pracy.

Podstawa   niniejszego   wydania:  Karl   Kautsky, 
„Bolszewizm   w   ślepym   zaułku”,   wyd.   Ośrodek 
Pracy   Politycznej   „Sigma”   SZSP   UW,   seria 
„Archiwum Lewicy”, Warszawa 1981.

Tłumaczenie  z języka niemieckiego: J.Ł.  Korekta 
tłumaczenia: Piotr Strębski.

background image

Karol Kautsky – Bolszewizm w ślepym zaułku (1930 rok)

Najważniejszą   cechą   bolszewizmu   jest   jego   odwaga.   Jej   przede   wszystkim   zawdzięcza   on 

fascynujące wrażenie, jakie wywierał i ciągle wywiera na tak wiele umysłów, których sympatie stoją po 
stronie socjalizm. Jednak jest bardzo wiele odmian odwagi i nie mogą być tak samo oceniane.

Tak   więc   mamy,   po   pierwsze,   godną  podziwu   odwagę   ludzi,   którzy   poświęcają   życie   dla 

wzniosłego celu, chociaż znają oczekujące ich trudności i niebezpieczeństwa. Mniej już godną podziwu 
jest odwaga hazardzisty, wyrastająca z lekkomyślności i lenistwa. Brak mu wytrwałości, by w żmudnej i 
nieustającej pracy przygotowywać sukces i woli zdawać się na swe szczęście, tak często wydaje mu się 
nastręczać okazja, by bez wysiłku, za jednym zamachem zdobyć kolosalną wygraną, o ile odważy się 
wszystko zaryzykować. Nie stoi wyżej odwaga, która wyrasta z niewiedzy i bez namysłu wybiera drogę, 
nie będąc świadoma okropności na niej czyhających i przepaści, w jakie się zapada. Najniżej stoi odwaga, 
będąca dzieckiem konsternacji i musu, która rzuca się w niebezpieczeństwo, gdyż nie widzi innej drogi, 
by ratować się przed czyhającą ze wszystkich stron zagładą.

Gdy na jesieni 1917  roku  Lenin przystępował do walki o pełnię władzy, ożywiała go przede 

wszystkim odwaga pierwszego rodzaju, choć u wielu jego towarzyszy działać mogły nastroje hazardowe. 
Gdy jednak, doszedłszy do władzy, dążył do tego, by w zacofanej Rosji przy pomocy terroru za jednym 
zamachem zbudować wspólnotę, która miała stać wysoko ponad wszystkimi kulturalnymi państwami, by 
w   pełni   rozwinięty   socjalistyczny   sposób   produkcji   przez   noc   wyczarować   przed   narodem,   którego 
ogromna   większość,   ponad   100   milionów,   składała   się   z   nadzwyczaj   prymitywnie   gospodarujących 
chłopów i analfabetów, to było to niewątpliwie ogromnie śmiałe, ale odwagą tylko trzeciego rodzaju. I 
jest już spora dawka naiwności w tym, gdy ktoś daje się w tej kwestii oczarować.

Ten szalony eksperyment nie może się skończyć niczym innym, niż straszliwym krachem. Nawet 

największy geniusz nie mógłby go uniknąć. Wynika to z możliwości rozwiązania tego zadania w danych 
warunkach   i   przy   pomocy   danych   środków.   Im   bardziej  jednak   wyczuwalne  jest   bankructwo,   tym 
bardziej  ujawnia   się   odwaga   ostatniego   rodzaju,   odwaga   zwątpienia.   Podczas   gdy   masy   robotnicze 
szybko marnieją, coraz  gigantyczniejsze  stają się projekty, wykoncypowane po to, by się wydobyć z 
bagna. Wszelako jednocześnie wzrasta i nerwowość, im bardziej ziemia pali się pod stopami. Im bardziej 
gigantyczny projekt, tym krótszy czas dany na jego realizację, ale również większa i przemoc, wywierana 
by wymusić dzieła, które urzeczywistnić by mogła tylko cudowna lampa Aladyna.

Zadziwia   to,   że   nawet   w  zachodniej   Europie   są   jeszcze   ludzie,   bardzo   nawet   wykształceni, 

przekonani   socjaldemokraci,   mający   poza   tym   bardzo   negatywny   stosunek   do   komunistów,   którym 
jednak,   pomimo   to   imponują   owe   projekty   ze   względu   na   swą   śmiałość.   I   w   istocie   tylko   dlatego 
imponują. Jak gdyby przy pomocy samej odwagi można było cokolwiek wytworzyć. Odwaga jest cnotą 
na wojnie, ale w procesie produkcji niedaleko się z nią zajedzie. (...)

2. Rewolucja społeczna a przemysł

a) Rewolucja społeczno-polityczna

Mogliśmy   właśnie   zobaczyć,   że   w   przeciwieństwie   do   rewolucji   francuskiej   z   1789  roku, 

rewolucja rosyjska po roku 1918 doprowadziła nie do wzlotu, lecz do stopniowego upadku gospodarki 
rolnej, owocując w szaleństwie kołchozowym.  W  Rosji rzeczywistym ratunkiem dla gospodarki rolnej 
jest   podniesienie   wytwórczości   jej   przemysłu,   gdyż   tylko   on   może   dostarczyć   środków   dla 
intensywniejszej uprawy gleby. Tu tkwią korzenie zła. Jak jednak je wyrwać?

Zastanówmy się nad swoistością przemysłu Rosji Radzieckiej. Wojna światowa doprowadziła do 

upadku nie tylko carat, ale wszystkie trzy wielkie monarchie militarne wschodniej Europy. Wszędzie 
zakończyła się ona rewolucją polityczną,  która wyniosła do steru państwowego partie  proletariackie. 
Dzięki nim pracownicy najemni uzyskali poważne polepszenie swej sytuacji: ośmiogodzinny dzień pracy, 
początek demokracji przemysłowej poprzez zakładanie rad fabrycznych i zapomogi dla bezrobotnych. 
Każda z tych reform bardzo wspierała związki zawodowe, ale z kolei one same po  części  wymagały 
silnych związków zawodowych, o ile miały być w pełni przeprowadzone.

Jest wielu proletariuszy, szczególnie pośród komunistów, którym osiągnięcia te wydają się błędne, 

jako   że   należy   je   traktować   jako   rewolucyjne,   a   to   z  tej   przyczyny,   że,   po   pierwsze,   były   dziełem 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 3 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Karol Kautsky – Bolszewizm w ślepym zaułku (1930 rok)

przewrotu   politycznego,   po   drugie,   w   przeciwieństwie   do   zwykłych  reform  społecznych,   zostały 
osiągnięte nie krok po kroku, lecz za jednym zamachem. Jeśli ktoś będzie je zestawiał  nie z idealną 
postacią państwa przyszłości, do którego dążymy, lecz z sytuacją, która istniała poprzednio, wtedy w 
żaden sposób nie będzie mógł pomniejszać znaczenia tych efektów rewolucji. Polepszyły one sytuację 
pracowników   najemnych   w   niewielkim   tylko   stopniu,   podobnie   jak   rzecz   się   miała   ze   zniesieniem 
przymusu cechowego w rewolucji francuskiej.

W  Rosji rewolucja robotników przyniosła te same zdobycze. Gdyby jakiś przewrót polityczny 

dopuścił tam do steru partię pragnącą odebrać robotnikom te owoce rewolucji, to oczywiście oznaczałoby 
to kontrrewolucję, do walki z którą musielibyśmy nawoływać. Obecnie wszelako nie widać tam nikogo, 
kto zmierzałby do pogorszenia sytuacji robotników, wyjąwszy władców radzieckich. Ci pracują nad tym 
od dawna.

Czyż nie jest to jednak złośliwe oszczerstwo? Czy w miejsce ośmiogodzinnego dnia pracy nie 

wprowadzili oni siedmiu godzin? Czyż nie jest to znaczy postęp w porównaniu z tym, co osiągnięto w 
krajach kapitalistycznych?

Byłoby  tak   w istocie,  gdyby  rzeczywiście  miejsce  ośmiogodzinnego  zająć  siedmiogodzinnym 

dniem pracy. Ale wprowadzono nie siedmiogodzinny dzień pracy, lecz siedmiogodzinną zmianę roboczą, 
a to jest coś zupełnie innego.

Wskazywałem   już   na   wątpliwości   co   do  siedmiogodzinnej   pracy   nocnej   jako   trwałego 

rozwiązania. Ale nie to jest najgorsze w reformie dokonywanej w Rosji. Ogólnie oczekiwano, że każda 
zmiana  będzie uzupełniona o dodatkowy personel. Gdzie dotychczas pracowały dwie zmiany po osiem 
godzin, w przyszłości liczba zatrudnionych zostanie zwiększona o jedną trzecią dla uzyskania trzeciej 
siedmiogodzinnej zmiany.  W  rzeczywistości, nie ma o tym mowy. Jak to uzyskano, świadczy jeden z 
wielu przykładów: przędzalni i tkalni Naro-Fomin: „Przed przejściem na dzień siedmiogodzinny pracę 
miało 6577 robotników, po nim zatrudniono dodatkowo 1168 robotników i 1 października 1928 cała 
załoga liczyła 8046 osoby. Jednak 1 października 1929 liczyła ona tylko 7363 robotników, a 1 grudnia 
6558,   zatem   nieco   mniej   niż   przed   przejściem   na   siedmiogodzinny   dzień”.  O  tym   i   podobnych 
przypadkach   poinformował   organ   Najwyższej   Rady   Gospodarki   Narodowej   „Za   Industralizaciju” 
(31.01.1930).

Stwierdzono   zatem,   że   przy  siedmiogodzinnej  zmianie   nie   potrzeba   więcej   robotników   niż 

dotychczas   i   nowoprzyjętych   zwolniono.  W  innych   fabrykach,   później   przechodzących   na 
siedmiogodzinną   zmianę,   wykorzystano   te   doświadczenia   i   od   początku   nie   powiększano   liczby 
pracujących.  W  efekcie ta sama ilość robotników na dobę musi harować nie 16 lecz 21 godzin, każdy 
zatem nie 8 lecz 10½ godziny. Męka ich pracy zwiększyła się, a nie zmniejszyła. Są jeszcze inne metody, 
by   z   robotników   wycisnąć   więcej   godzin   wydatkowanej   pracy,   ale   zagłębianie   się   w   detale 
zaprowadziłoby nas zbyt daleko.

Siedmiogodzinna  zmiana była powitana jako środek zaradczy przeciw ogromnemu bezrobociu, 

wcale   go   jednak   nie   zmniejszyła.   Brak   pracy   w   państwie   radzieckim,   podobnie   jak   w   państwach 
kapitalistycznych, jest plagą proletariatu.

Czy   jednak   państw   tych   Rosja   nie   zawstydza   przynajmniej   zapomogą   dla   bezrobotnych?  W 

ostatnim roku sprawozdawczym, 1928/29, przeciętną miesięczną zapomogę dla bezrobotnego (zapomogę 
dla całej rodziny) określono na 14,84 rubla, przy przeciętnym zarobku robotnika przemysłowego 74,33 
rubla. Zatem w formie zapomogi bezrobotny otrzymywał 20%  przeciętnej płacy. Nominalnie suma 15 
rubli odpowiada 30 markom, w rzeczywistości odpowiednik jest o wiele niższy, gdyż na skutek polityki 
inflacyjnej   ostatnich  lat   zdolność nabywcza rubla  w  Rosji   bardzo się  obniżyła.  W  poprzednim  roku 
otrzymywał   tam   w   formie   zapomogi   w   przeciągu   miesiąca   mniej   niż   bezrobotny   w   Niemczech   w 
przeciągu tygodnia.

Przy takich sumach nie daleko zajdą bezrobotni, a to są przecież ci szczęśliwcy, którzy w nich 

mogą  uczestniczyć.  Nie każdy bezrobotny ma  prawo do zapomogi.  Oblicza się,  że w roku 1928/29 
otrzymywało   ją   713,500   bezrobotnych.   Oficjalnie   liczba   ta   jest   podwyższana   do   8,533,700,   ale   S. 
Schwarz (w artykule „Komintern, Związek Radziecki i walka z bezrobociem” opublikowanym w 1930 w 
organie rosyjskiej socjaldemokracji) wykazuje, że była ona o wiele niższa. Wszelako nawet oficjalnie 
podawana   liczba   otrzymujących   zapomogę   jest   daleko   mniejsza   od   liczby   zarejestrowanych 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 4 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Karol Kautsky – Bolszewizm w ślepym zaułku (1930 rok)

bezrobotnych, jako że tę oficjalnie określono w roku 1928/29 na 1,223,700. Zatem wedle oficjalnych 
obliczeń 70%  spośród nich otrzymuje zapomogę; w rzeczywistości o wiele mniej.  W  roku bieżącym 
liczba ta została jeszcze obniżona. Przeznaczone na ten cel pieniądze umożliwiają otrzymanie zapomogi 
tylko 541,600 bezrobotnym!

Przy   tym   nie   wszyscy   bezrobotni   są   zarejestrowani.   Niezwykle   wielu   odmówiono   dowodów 

pracy, a ponieważ nie ma ich w aktach, po prostu nie istnieją dla polityki społecznej Rosji Radzieckiej. 
„Bez   legitymacji   związkowej   nie   można   tutaj   (w   Rosji   Radzieckiej)   znaleźć   pracy.   Wszelako   dla 
bezrobotnego jest prawie niemożliwe zostać członkiem związku zawodowego. Zależy to od związku, czy 
da bezrobotnemu legitymację lub pracę, czy też pozwoli mu umrzeć z głodu” (T. Dan, „Rosja Radziecka 
taka, jaką jest”, Praga 1926).

W  traktującym   o   bezrobociu   artykule   z   publikowanego   w   Pradze   po   rosyjsku   „Biuletynu 

ekonomicznego” liczbę bezrobotnych w Rosji w roku 1928/29 oblicza się na 2,912,800, zatem prawie 3 
miliony, przy 12 milionach pracowników najemnych. Zatem prawie  ¼  byłaby pozbawiona pracy. W 
zeszłym roku bezrobocie miało się obniżyć? Na jak długo?

Choćby jednak nawet tak rozpaczliwa była sytuacja bezrobotnych w dzisiejszej Rosji, o wiele 

gorsza niż w wielu kapitalistycznych państwach Europy, i choćby tak bardzo pogarszała się z roku na rok, 
to   czy   nie   mają   się   lepiej   przynajmniej   ludzie,   którzy   znaleźli   pracę?   Widzieliśmy   już,   że   z   całą 
pewnością nie pod względem czasu pracy, ile czy Rady Robotnicze nie panują nad procesem produkcji i 
czy związki zawodowe nie są w Rosji potężniejsze, niż gdziekolwiek na świecie?

Rewolucja   marcowa   z   1917   przyniosła   robotnikom   Rosji   pełną   demokrację,   a   przez   to   i 

możliwość tworzenia wielkich związków zawodowych. Jednocześnie powstały również Rady Robotnicze 
jako   czynniki   władzy   zarówno   politycznej,   jak   i   ekonomicznej.   Powstały   dzięki   rewolucji 
d e m o k r a t y c z n e j  i istniały jako takie przed nadejściem bolszewizmu. Nie jemu zawdzięczały one 
swą władzę, lecz przeciwnie, właśnie władza ich oraz żołnierzy i marynarzy w Piotrogrodzie – wtedy 
jeszcze nie Leningradzie – dopiero dopomogła bolszewizmowi wspiąć się na wierzch.

Gdy   ten   się   jednak   poczuł   już   pewnie   w   nowej   pozycji,   niemiłą   stała   mu   się   każda   wolna 

organizacja państwowa, którą nie mógł biurokratycznie dyrygować. Te, których nie mógł wykorzystać, 
lub które stawiały opór, zostały rozbite. Te, których potrzebował, jako że wspiął się na ich barkach, 
próbował uczynić uległymi, a gdy mu się to udało – mogły dalej istnieć.

Dotyczy to związków zawodowych, stowarzyszeń, rad robotniczych. Istnieją one i działają do 

dziś, odgrywając wielką rolę w życiu Rosji. Kto jednak nie da się zwieść trwaniu nazw i przyjrzy się 
bliżej, ten odkryje, że wszystkie te instytucje stały się dziś przeciwieństwem tego, czym były u swych 
początków: nie są już samodzielnymi  organizacjami  dla obrony interesów wolnych robotników, lecz 
uległymi  narzędziami biurokracji państwowej i panującej partii  komunistycznej, użytkowanymi przez 
kierownictwo z góry określające wynik ich debat. Kto na jakimkolwiek zebraniu przemawia przeciw 
panującemu systemowi, lub przy jakichkolwiek wyborach występuje jako kandydat opozycji, przestaje 
być wolnym człowiekiem. Następnego dnia chwyta go za kołnierz policja polityczna i może mówić o 
szczęściu, jeśli zostaje wysłany na Wyspy Sołowieckie na Oceanie Lodowatym, a nie zostaje po prostu 
postawiony pod ścianę.

Związki zawodowe i rady robotnicze są jeszcze tylko pomagierami rządu, a ich funkcja nie polega 

już   na   tym,   by   ruch   fabryki   jak   najbardziej   dostosować   do   interesów   robotników,   lecz   muszą   one, 
przeciwnie, w coraz większym stopniu każde pogorszenie funkcjonowania, przedłużenie czasu pracy, 
intensyfikację pracy, obniżenie płac itp. wmawiać robotnikom i narzucać.

To   właśnie  wyrosło   ze  społeczno-politycznych   zdobyczy  rewolucji.   I  dlatego   musimy   znowu 

zapytać: gdzie w tej sferze szukać rewolucji, a gdzie  kontrrewolucji? Co jest tą kontrrewolucją, która 
zagraża rewolucji, przed którą mamy rewolucji bronić?

b) Zniesienie prywatnej własności środków produkcji

Któż jednak będzie robił wiele hałasu wokół zdobyczy polityki społecznej? Są one przecież tylko 

mizernymi reformami. Nie tutaj rywalizowała Rosja Radziecka z państwami kapitalistycznymi, lecz w 
sferze prawdziwej rewolucji społecznej. Dowodzą tego czyny, na które nie odważyło się żadne inne 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 5 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Karol Kautsky – Bolszewizm w ślepym zaułku (1930 rok)

państwo. Cofnęła się także przed nimi „burżuazyjna” rewolucja rosyjska 1917 roku i są one wyłącznym 
dziełem bolszewizmu.

Prawda, rewolucja demokratyczna, podobnie jak bolszewicka, wywłaszczyła wielką własność. Ale 

tylko zwycięska partia komunistyczna odważyła się na wywłaszczenie w kilku małych krokach kapitału, 
wszelkiego kapitału. Rewolucja demokratyczna dała proletariuszom pełną wolność łączenia się w potężne 
związki zawodowe i rady robotnicze, ale pełnię władzy państwowej ofiarował im dopiero zwycięski 
bolszewizm.   Prawdziwą   rewolucją   społeczną   jest   to,   co   on   osiągnął.   To   ona   jest   zagrożona   przez 
kontrrewolucję, gdy on upada. Tak mówią bolszewicy.

Powstaje pytanie, czy jest ona tą rewolucją, której także my, socjaldemokraci, musimy bronić 

przed kontrrewolucją?

Manifest Socjalistycznej Międzynarodówki Robotniczej stwierdza: „Zwycięstwo kontrrewolucji 

byłoby straszną katastrofą nie tylko dla narodu Związku Radzieckiego, który zostałby oszukany co do 
owoców jego wielkiej rewolucji, nie tylko dla klasy robotniczej Związku Radzieckiego, której heroiczna 
walka okazałaby się daremna, lecz także dla ruchu robotniczego, dla demokracji i dla pokoju na całym 
świecie”.

Czy dzisiaj doszliśmy wreszcie do tych „owoców wielkiej rewolucji”, które są tak bezgranicznie 

wartościowe, że ich zniszczenie przez kontrrewolucję byłoby straszliwą katastrofą tak dla demokracji, jak 
dla pokoju światowego?

W każdym razie to przynajmniej nie ulega wątpliwości, że rozpatrywane kwestie są szczególnie 

charakterystyczne   dla   państwa   bolszewickiego   i   że   to,   co   ono   w   tym   względzie   zdziałało,   byłoby 
zagrożone w  przypadku  runięcia  wszechwładzy  komunizmu.  Utrzymuje  on,  że  realizuje  opracowany 
przez   Marksa   i   Engelsa   program,   który   wymagał   zdobycia   władzy   politycznej   przez   proletariat   i 
uspołecznienia środków produkcji, a przynajmniej tych, które stanowią dziś własność kapitalistyczną. I 
jedno i drugie, jest także celem socjaldemokracji. Nie mogliśmy się oczywiście pogodzić z metodami, 
które zastosował bolszewizm.  W kilku krokach przekazał on władzy państwa wszystkie, prócz całkiem 
małych, przemysłowe ośrodki produkcyjne Rosji.

Oczywiście,   jest   całkiem   możliwe   za   jednym   zamachem   dokonać   czystej   zmiany   własności. 

Jednak tylko wtedy, gdy nic nie zmienia się w prowadzeniu zakładu, wszystko pozostaje po staremu. 
Gdyby   uspołecznienie   nie   zmieniało   nic   prócz   tego,   iż   na   miejsce   dotychczasowego   właściciela 
ustanowione jest państwo, z całą pewnością można by to natychmiast przeprowadzić bez trudności wobec 
wszystkich fabryk. Trudności pojawiają się jednak już tam, gdzie właściciel był także kierownikiem 
przedsiębiorstwa, co stanowiło regułę do czasu  pojawienia  się spółek akcyjnych. Samo przekształcenie 
prywatnego zakładu w przedsiębiorstwo akcyjne nie zawsze okazuje się korzystne; związane jest to z 
określonymi warunkami i musi być zawsze starannie przygotowane. To samo dotyczy upaństwowienia 
zakładu.   Stosunki   własności   można   zmienić   za   jednym   zamachem,   ale   nie   stosunki   produkcji.   Ich 
nieprzygotowana, gruntowna i gwałtowna zmiana w każdym przypadku powoduje głębokie zaburzenia i 
często może prowadzić do ruiny zakładu.

W  jeszcze większym stopniu dotyczy to zmiany funkcji zakładu, związanej z uspołecznieniem. 

Nie ma on już służyć, jak w rękach kapitalistycznych, zdobywaniu zysku, lecz możliwie najlepszemu 
zaspokajaniu potrzeb konsumentów i dostatkowi jego robotników. Wyniki jego działalności nie mają już 
dogadzać   kapitalistom,   lecz   konsumentom   i   robotnikom.  Oznacza   to   głębokie   zmiany   w   sytuacji 
robotników   i   w   ich   uczestnictwie   w   kierowaniu   zakładem,   ale   też   i   w   jego   polityce   produkcyjnej. 
Wszystko musi być dobrze przygotowane. W żadnej mierze nie jest możliwa w odniesieniu do każdej 
gałęzi produkcji, każdego zakładu, każdej warstwy proletariatu.  O  ile jakaś  część  zakładów może być 
natychmiast uspołeczniona, to inne muszą póki co dalej produkować na zasadach kapitalistycznych. Tego 
nie będą jednak robili ich posiadacze, o ile narażeni są na niebezpieczeństwo, że pewnego pięknego dnia 
ich   przedsiębiorstwa   zostaną   skonfiskowane.   Aby   umożliwić   to,   iżby   proces   produkcji   pomimo 
przeprowadzanego   uspołecznienia   toczył   się   bez   przeszkód,   należy   realizować   je   ostrożnie   i   tylko 
stopniowo, a wywłaszczanym kapitalistom wypłacać odszkodowanie, nie ze względu na nich samych, 
lecz z tej przyczyny, iż całkowite przerwanie procesu produkcji oznacza straszliwą klęskę, w istocie 
większą jeszcze dla robotników niż dla kapitalistów.

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 6 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Karol Kautsky – Bolszewizm w ślepym zaułku (1930 rok)

Wodzowie  bolszewizmu  okazali się tak wyzbyci jakiegokolwiek  myślenia ekonomicznego, że 

pozostali  ślepi  na te kwestie. Nie mogą powiedzieć, że my, socjaldemokraci, zdaliśmy  sobie z tego 
sprawę dopiero później, na gruncie ich doświadczeń. Już przed prawie 30 laty, w 1902 roku, mówiłem o 
tym w broszurze „Die soziale Revolution” w rozdziale „Konfiskata czy wykup” (str. 75-78).

Jest możliwe, że w pierwszych miesiącach rządów bolszewickich natychmiastowa powszechna 

konfiskata   wszystkich   fabryk   była   równie   nieunikniona,   jak   równoległe   działania   przeciw   wielkiej 
własności ziemskiej. Być może wyzwoleni z kajdan przez upadek caratu proletariusze byli rzeczywiście 
tak niezdyscyplinowani i nieuświadomieni, że nie można ich było pozyskać dla bardziej celowych form 
uspołeczniania. Z całą pewnością, bolszewicy zawdzięczali swoje ówczesne dojście do władzy temu, że 
przyzwalali na wszystko, czego chciały masy, czy było to rozsądne, czy też nie. Wszelako z pism Lenina 
można wywnioskować, że szedł on naprzeciw otwierającym się przed nim zadaniom całkiem nieświadom 
ich wielkości i że wierzył, iż najtrudniejsze problemy dają się z łatwością rozwiązywać. Tak doszedł on 
do   nacjonalizacji   wszystkich   ośrodków   produkcyjnych,   z   wyjątkiem   gospodarki   rolnej.   Była   to   z 
pewnością   metoda   absolutnie   barbarzyńska,   prymitywna,   sama   przez   się   dowodząca   niedojrzałości 
stosunków. Nieunikniona mogła być metoda, ale nie oczekiwania, jakie wiązali z nią bolszewicy i jakimi 
szczycili się jako swym wielkim osiągnięciem. Za to odpowiedzialni są tylko oni sami.

O  ile wysoko rozwinięty  socjalizm  musi odrzucić takie metody,  to nie jest  jednak konieczne 

przenoszenie   tego   i   na   rezultaty.   Upaństwowienie   całego   przemysłowego   aparatu   produkcyjnego 
dokonało się – z małymi wyjątkami tylko raz w Rosji. Czy przez to nie prześcignęła ona wszystkich 
innych krajów na drodze do socjalizmu? Czy to nie tu mamy do czynienia z tą rewolucją, której obrona 
przed  kontrrewolucją  jest   obecnym   zadaniem   całego   proletariatu   socjalistycznego,   wszystkich   jego 
organizacji, do jakich by szkół nie należały?

Tutaj kryje się wielkie nieporozumienie, przeciwko któremu występował już Engels przed ponad 

pół wiekiem, w 1878, a które mimo to bardzo łatwo zakrada się między powierzchownie wykształconych 
socjalistów: chodzi o przekonanie, iż każde upaństwowienie przemysłu jest równoznaczne z socjalizmem. 
W  swej   książce   „Pana   Eugeniusza   Dühringa   przewrót   w  nauce”   mówi   on:   „Ostatnio   jednak,   odkąd 
Bismarck rzucił się na upaństwowienie, pojawił się swoisty, fałszywy socjalizm, tu i ówdzie wyradzający 
się   nawet   w   pewnego   rodzaju   służalczość,   ogłaszający  w s z e l k i e   upaństwowienie,   nawet 
bismarckowskie, za socjalistyczne. Wszelako, gdyby wprowadzenie państwowego monopolu tytoniowego 
było   socjalizmem,   to   Napoleona   i   Metternicha   wypadałoby   zaliczyć   do   założycieli   socjalizmu.   Gdy 
państwo belgijskie z bardzo przyziemnych pobudek politycznych i finansowych samo zbudowało swoje 
główne linie kolejowe, gdy Bismarck bez żadnej konieczności ekonomicznej upaństwowił główne linie 
kolejowe w Prusach po prostu po to, żeby móc je lepiej przygotować do wyzyskania w wypadku wojny, 
po to żeby wychować urzędników kolejowych na trzodę głosującą za rządem, a przede wszystkim po to, 
żeby sobie zapewnić nowe, niezależne od uchwał parlamentarnych źródło dochodów – to nie były to 
bynajmniej kroki ku socjalizmowi ani bezpośrednie, ani pośrednie, ani świadome, ani nieświadome”.

Dopiero sposób wykorzystania zakładów państwowych decyduje o tym, czy upaństwowienie jest 

zgodne z treścią socjalizmu, czy też nie. Ta domaga się dostatku i wolności pracującego narodu. Gdzie 
celowi temu sprzyja upaństwowienie, musimy za nim obstawać. Gdzie upaństwowienie odwodzi od tego 
celu, musimy je odrzucić.

Zgoda,   akcja   upaństwowienia   w   Rosji   Radzieckiej   z   pewnością   była   zasadniczo   różna   od 

bismarckowskiej i od samego początku była socjalistyczna w tej mierze, w jakiej miała za przesłankę 
proletariat i była podejmowana w celu zwiększenia jego dostatku i wolności. Powstaje tylko pytanie, czy 
udało się zamiar ten zrealizować i co faktycznie z tego wynikło.

Z początku nie brakowało robotnikom wolności w upaństwowionych przedsiębiorstwach Rosji. 

Lenin i jego ludzie nawoływali robotników: Zajmujcie fabryki i kopalnie! Kierujcie nimi wedle swego 
upodobania. Macie dość oleju w głowie, by sobie z tym poradzić. To wcale nie jest trudne! Była to w 
istocie czysto bakuninowska idea. Odrobina marksizmu, którą domieszał do niej Lenin, nie polepszała 
sprawy. W ujęciu anarchistycznym, fabryki powinny należeć do tych robotników, którzy w nich pracują. 
Nie tego chciał Lenin. Fabryki powinny być własnością państwa, jednak kierowane powinny być bez 
żadnego skrępowania przez robotników. Zatem obok anarchistycznej pełnej wolności mogli się jeszcze 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 7 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Karol Kautsky – Bolszewizm w ślepym zaułku (1930 rok)

spodziewać, że państwo będzie im płacić pensje. To było jeszcze piękniejsze niż w anarchizmie, gdzie nie 
było żadnego państwa, które troszczyłoby się o pensje.

„Fabryka Putiłowska otrzymała w pewnym okresie 96 milionów rubli dotacji państwowej. 66 

milionów z tego zużyto na płace robocze, podczas gdy ogólna wartość produkcji nie przekroczyła jeszcze 
15 milionów” (Gawronsky, „Bilans rosyjskiego bolszewizmu”, Berlin 1919).

Robotnicy faktycznie stwierdzali, że zadanie utrzymania fabryki w ruchu jest najprostszą rzeczą 

na świecie. Aby uczynić swą agitację prawdziwie popularną, bolszewicy prowadzili ją prymitywnie i po 
prostacku,   tworząc   ewangelię   stwardniałej   pięści   roboczej,   ewangelię   i   tak   bliską   zacofanej   części 
rosyjskiego   proletariatu   –   a   ta   stanowiła   jego   większość.   Nie   tylko   kapitaliści,   ale   i   ludzie   z 
wykształceniem byli uważani za obmierzłych „panów” i niepotrzebnych darmozjadów – prześladowano 
ich albo po prostu mordowano.

Rosyjskim masom robotniczym brakowało wszelkiej wiedzy, ale też i tej świadomej dyscypliny, 

która   jest   niezbędna,   jeśli   wielki   zakład   ma   dalej   efektywnie   produkować   bez   kapitalistycznego 
przymusu. Najlepszą formą wpojenia masom robotniczym tej nauki i dyscypliny są związki zawodowe. 
Pod tym względem w istocie przewyższają one partie socjalistyczne, którym zazwyczaj nie udaje się 
ogarnąć w tak wysokim stopniu znacznej większości robotników. Rozwijający się przez dziesięciolecia 
ruch związkowy stanowi nieodzowny warunek kształtowania materiału ludzkiego, który bez tego nie 
będzie potrafił w świadomej dyscyplinie spełniać swych obowiązków produkcyjnych. Carat nie pozwolił 
na powstanie w Rosji silnego ruchu związkowego. Dlatego większości robotników brakowało zupełnie 
tego wstępnego przygotowania, bez którego niemożliwe jest produktywne wolne przedsiębiorstwo.

Wszelako   nawet   i   największa   dyscyplina   związkowa   nigdy   nie   zlikwiduje   konieczności 

kierowania   zakładem.   Jest   ono   jeszcze   bardziej   potrzebne   w   procesach   cyrkulacji   niż   w   procesach 
produkcji.   Z   techniką   w   zakładzie   robotnik   dałby  sobie  od   biedy   radę.   Nie   może   on   jednak   dalej 
produkować bez stałego zaopatrzenia w surowce i materiały pomocnicze, a także w narzędzia i maszyny, 
gdy te się już zużyją. Robotnicy nie mogą też wyżywić się produktami swego przedsiębiorstwa. Muszą je 
wymieniać na potrzebne im artykuły spożywcze lub na pieniądze, aby zakupić za nie te artykuły. Wiele 
mówi   się   o   gospodarce   planowej,   która   ma   regulować   wszystkie   te   procesy.   Ponieważ   jednak 
nacjonalizacja   dokonywała   się   chaotycznie,   bez   przygotowania   i   planu,   i   ponieważ   jednocześnie 
wyrzucone   zostały   z   przedsiębiorstw   te   jedyne   elementy,   które   byłyby   w   stanie   zaprowadzić   nieco 
planowości w zaopatrzeniu i sprzedaży, więc wkrótce cały aparat produkcyjny został ogarnięty przez 
straszliwy bałagan.

W  (...) książce „Gospodarka narodowa Związku Radzieckiego” za oficjalnymi źródłami Jugow 

podaje   następujące   wskaźniki   produkcji   brutto   rosyjskiego   wielkiego   przemysłu   (w   cenach 
przedwojennych):

Ruble

% roku 1913

1913

5 621 000 000

100

1916

6 831 000 000

121

1917

4 344 000 000

77

1920/21

981 000 000

17

Jugow dodaje: „W poszczególnych gałęziach przemysłu produkcja prawie całkowicie zastygła w 

bezruchu.  Wytop   miedzi   osiągnął   0,001%,  wydobycie   rud   –   1,77   procenta,   produkcja  żeliwa   –  2,4 
procenta, produkcja z materiałów drzewnych – 2,3 procent”. Jako przyczyny tej dezorganizacji przemysłu 
wskazuje Jugow „wojnę, rewolucję, wojnę domową i gwałtowne upaństwowienie”. Jakieś katastrofalne 
uszczuplenie rozmiarów produkcji przez wojnę nie wynika z tych liczb. Rewolucja, naturalnie, zawsze 
oznacza zakłócenie produkcji, jednak sama rewolucja demokratyczna nie ujawnia jeszcze, o ile liczby nie 
kłamią,   katastrofalnego   regresu   przemysłu.   Pojawia   się   on   dopiero   w   okresie   wojny   domowej   i 
„gwałtownego”, tzn. pospiesznego, chaotycznego, anarchicznego upaństwowienia.

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 8 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Karol Kautsky – Bolszewizm w ślepym zaułku (1930 rok)

Przemysłowi groziło osiągnięcie kompletnego zastoju, jeżeli nie zostałby położony energicznie 

kres anarchicznej sytuacji. Poprzez rozpędzenie narodowego zgromadzenia konstytucyjnego bolszewicy 
doprowadzili   do wojny  domowej,   w której   zostali  zwycięzcami.   Wcześniej,  w dużej  mierze  zdobyli 
władzę   dzięki   temu,   że   armię,   głęboko   już   nadwątloną   przez   bezskuteczną   kilkuletnią   wojnę, 
doprowadzili do  pełnego rozkładu i rozpłynięcia się. Wszelako podczas wojny domowej udało im się 
stworzyć   prężną   i   zdyscyplinowaną   armię,   która  dała   sobie   radę   z   bandami   kontrrewolucyjnych 
„białogwardyjskich” generałów. Po stronie bolszewików stanęły masy chłopów i robotników, gdyż w 
szeregach białej gwardii przeważały elementy, które chciały zlikwidować nie tylko bolszewizm, ale i całą 
rewolucję rozpoczynającą się w marcu 1917.

Wystawienie tej armii jest jednym z najbardziej zdumiewających czynów w historii powszechnej, 

tym bardziej zdumiewającym, że jego ożywczym duchem nie był fachowiec od spraw wojskowych, lecz 
cywil,   i  to  nie  taki,  który  w  zakresie  swym  sprawowałby  praktycznie  czynności   organizacyjne,  lecz 
domorosły literat, Trocki. Nie mniej nie odżegnywał się przy tym od pomocy carskich generałów, co 
przedstawia Garvy w swej pracy o czerwonym militaryzmie.

Bolszewizm   był  zawsze  sprzysiężeniem   na   wzór   blankistowskim,   opartym   na   ślepym 

posłuszeństwie   członków   wobec   autokratycznych   przywódców.   Tutaj   bolszewizm   spotyka   się   z 
militaryzmem.   Stąd   wynikają   wszystkie   jego   osiągnięcia   w   sferach,   gdzie   można   stosować   metody 
militarne. Przełamawszy anarchię militarną poprzez stworzenie armii opartej na żelaznej dyscyplinie, 
bolszewicy zabrali się za przezwyciężenie przy pomocy tego samego środka anarchii w upaństwowionym 
przemyśle.

Jak kilka razy poprzednio, a tak często potem, także i tutaj bolszewizm rzucił się bezpośrednio od 

jednego ekstremum do drugiego. Od bezgranicznej wolności w fabryce przeszedł do jak  najściślejszej 
dyscypliny, a w wielu przypadkach do formalnej militaryzacji. Lenin nie poszedł faktycznie tak daleko, 
jak chciał tego Trocki. Niemniej robotnikom została narzucona daleko posunięta dyscyplina wynikająca – 
co jest tutaj rzeczą decydującą – z ich podporządkowania urzędnikom nie wybieranym przez nich, a 
przynajmniej od nich niezależnych, a wyznaczanym odgórnie przez dysponentów władzy państwowej. Od 
tego czasu proces ten posunął się dalej; w coraz większym stopniu wszyscy obrani przez robotników 
mężowie zaufania, którzy mogli mieć coś do powiedzenia w zakładzie, są zastępowani przez kierownicze 
postacie, albo bezpośrednio wyznaczane przez władzę państwową, albo narzucone przez nią robotnikom. 
Przenosi się to także na związki zawodowe i stowarzyszenia.

Obecnie urzędnicy państwowi kierują produkcją. Dawnym urzędnikom rewolucja nazbyt dała się 

we znaki, aby mogli pałać do niej zapałem. Na tych zaś, którzy poddali się temu, co nieuniknione, patrzy 
się   podejrzliwie.   Nie   ma   jednak   wyboru,   bez   nich   nie   można   by   produkować.   Trzeba   im   dawać 
kierownicze funkcje. Tak dalece jak było to możliwe próbowano, naturalnie, powierzać kierownictwo 
ludziom spośród starych komunistycznych towarzyszy. Czy mogli oni jednak ustrzec się od wszelkiej 
korupcji i nadużyć, do jakich skłaniać mogły ich funkcje?

Silna   demokracja   w   zakładzie   i   w   życiu   politycznym   mogłaby   temu   przeszkodzić,   mogłaby 

spowodować, że żadne wykroczenie nie zostałoby ukryte i każde byłoby ukarane. Ale bolszewizm stawał 
w  coraz ostrzejszej opozycji wobec demokracji. Dążył do pełni władzy we wszystkich sferach życia 
publicznego,   a   to   nie   dawało   się   pogodzić   z   demokracją,   wymagając   tych   samych   środków,   które 
stworzył   już   absolutyzm  monarchiczny:   armii   i   biurokracji   poddanych   wielkiej   dyscyplinie.   Te   dwa 
środki ujarzmiły i uczyniły posłusznym cały naród.

Wymuszone   całkowite   milczenie   narodu   czyni   mało   prawdopodobnym   ujawnienie   wykroczeń 

popełnianych na kierowniczych stanowiskach. Reżim autokratyczny jest dlatego stale zmuszany do tego, 
by w miejsce kontroli publicznej ustanawiać szczególne organa kontrolne, które ze swej strony same 
muszą być kierowane. To wytwarza wieczną podejrzliwość i stałe szpiegowanie, uprawiane przez policję 
polityczną, która z dobrym Bogiem dzieli własności wszechobecności i  wszechmocy, czego nie można 
powiedzieć o bezgranicznym miłosierdziu i wszechmądrości.

System radziecki, metody monarchistycznego absolutyzmu przenoszący z polityki także na sferę 

przemysłu, coraz bardziej zwiększa uprawnienia kierowników zakładów wobec robotników, przy tym 
jednak ich samych poddaje coraz dalszej kontroli i ograniczeniom ze strony instancji politycznych i 
ekonomicznych, które uniemożliwiają jakąkolwiek ich inicjatywę, jakiekolwiek samodzielne posunięcie. 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 9 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Karol Kautsky – Bolszewizm w ślepym zaułku (1930 rok)

Nawet   najdrobniejsza   zmiana   w   zakładzie   wymaga   niekończącej   się  korespondencji  z   instancjami 
wyższymi.  Ogromny  aparat   biurokratyczny   został   zbudowany   w   celu   kontrolowania   ludzi,   którym 
powierzono kierownicze funkcje w aparacie produkcyjnym. Rzeczywistym  jednak efektem  jest tylko 
całkowite obezwładnienie tych ludzi i całego aparatu.

Ten nowy system biurokratycznego absolutyzmu władzy państwowej w przemyśle okazuje się nie 

tak gwałtowny i niezdrowy jak uprzednia anarchia. Przynosi on lepsze rezultaty przy obecnym stanie 
proletariackiej „duszy” Rosji. Aliści lepsze rezultaty są tylko mniej złe, a bynajmniej nie dobre. Nie tak 
gwałtowne jest ich niszczące działanie. Choć jednak wolniej i na inny sposób, równie nieprzerwanie 
rujnują one przemysł rosyjski. Nie dezorganizują go, lecz duszą w żelaznych okowach.

Podczas gdy we wszystkich krajach kapitalistycznych spustoszenia wojenne zostały już dawno 

zaleczone i ogromnie wzrosła produkcyjność przemysłu, Rosja Radziecka, pomimo zakończenia wojny 
światowej i wojny domowej, pomimo dziesięciu lat pokoju, dopiero w ostatnim czasie cieszyła się tym, iż 
przemysł   przekroczył   poziom   przedwojenny.   A   gdy   udało   się   jej   nadzwyczajnym   wysiłkiem   planu 
dziesięcioletniego liczbowo zwiększyć produkcję, to dokonało się to przede wszystkim kosztem jakości 
(...).

Statystycznie   nie   sposób,   naturalnie,   ująć,   w   jakim   stopniu   ilościowe   zwiększenie   produkcji 

dokonane zostało dzięki pogorszeniu jakości. Jedno jest jednak pewne: zwiększenie produkcji zostało 
osiągnięte metodami, które coraz bardziej obniżają chęć do pracy i zdolność do pracy robotników, które 
zatem rujnują najistotniejszy czynnik produkcji: siłę roboczą. W najmniejszym stopniu nie zmieniają tego 
gorejące cyfry statystyki Stalina. Zaś w sytuacji gwałtownego wzrostu ludności oznacza to powiększającą 
się niezdolność rosyjskiego przemysłu do zaspokajania potrzeb kraju. Oznacza to wzrastające zubożenie.

To,   co   władcy   radzieccy   obiecywali,   należy   odnieść   nie   do   braku   dobrej   woli,   lecz   do   tego 

zubożenia, jeśli wręcz nie należy od niego wychodzić. Z wielkimi planami wzięli się oni do dzieła, gdy 
niespodziewanie   doszli   do   władzy   w   1917  roku.   Były   one   całkowicie   oparte   na   programie 
socjaldemokratycznym,   który   był   wspólny   i   dla   rad   i   dla   nich.   To,   że   socjaldemokracje 
zachodnioeuropejskie jeszcze  go  nie zrealizowały, bolszewicy przypisywali ich zdradzie i tchórzostwu, 
jeśli nie wręcz służalczości wobec burżuazji. Sami chcieli teraz pokazać światu, co oznacza rewolucja 
społeczna i jakich cudów potrafią dokazać.

Mieli   jak   najlepsze   zamiary,   mieli   olbrzymie   plany.   Wszystko   jednak   rozbiło   się   o   niemoc 

upaństwowionego przemysłu. To koniec końców jest przyczyną nie tylko żałosnej rzeczywistości Rosji, 
ale i niespokojnych zygzaków kursu jej władców, którzy w coraz krótszych przeciągach czasu dokonują 
gwałtownych zwrotów politycznych i ekonomicznych, dotychczasową linię określając jako fałszywą i 
wskazując zupełnie przeciwny kierunek, co nigdy nie wyprowadza ich z biedy, lecz tylko jeszcze głębiej 
w niej pogrąża. Z Rosją Radziecką jest jak z chorym na febrę, który owładnięty przez nieznośny ból bez 
przerwy przewraca się z boku na bok. Na którym by nie leżał, prawym czy lewym, choroba nie jest przez 
to   uleczona.   Bezustannie   go   ona   wyniszcza.   Którego   z   bolszewickich   sposobów   kierowania 
upaństwowionym   przemysłem   by   nie   wybrać,   czy   jest   on  naprawdę  rewolucyjny,   wyzwalający   i 
podźwigający proletariat?

Żaden   z   tych   sposobów   nie   ma   nic   wspólnego   z   naszym   socjaldemokratycznym   celem.   Nie 

wymaga on bezwarunkowego upaństwowienia, lecz – jak mówili  już  Marks i  Engels  – uspołecznienie 
przemysłu,   co   może   się   odbywać   nie   poprzez   upaństwowienie,   lecz   poprzez   podporządkowanie   go 
strukturom komunalnym i związkowym. Następnie jednak nasz program żąda uspołecznienia na drodze 
demokratycznej. Demokratyczne państwo z pełnią demokratycznej kontroli i przy pełnej wolności działań 
politycznych wszystkich jego obywateli, musi planowo przygotować uspołecznienie i przeprowadzić je w 
zakładach  również  na  gruncie  demokracji,   tzn.  na  gruncie   demokratycznego  kierowania  zakładem,   z 
jednej strony przez robotników, z drugiej – przez konsumentów. To jest cel zasadniczo odmienny od 
pozbawionych   reguł   i   dyscypliny   początków   radzieckiego   przemysłu,   ale   też   i   od   biurokratycznego 
skrępowania przemysłu, które znamionuje drugie stadium rosyjskich upaństwowionych zakładów.

Czy powinniśmy zatem określać jako rewolucję społeczną bolszewickie metody uspołecznienia, 

skoro   jesteśmy   przekonani,   że   rujnują  one   i   muszą   rujnować   sprawę   proletariatu   i   jego   rewolucji? 
Gdybyśmy się nawet uwikłali w tę sprzeczność, to trzeba by przecież zdecydować, kiedy w Rosji zaczęła 
się prawdziwa rewolucja społeczna. Czy był nią gwałt anarchiczny, czy biurokratyczny? Nie dają się one 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 10 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Karol Kautsky – Bolszewizm w ślepym zaułku (1930 rok)

ze sobą pogodzić i jeden stanowi przeciwieństwo drugiego. Która z nich jest prawdziwą rewolucją, a 
która  kontrrewolucją?   Czy   też   powinniśmy   przyjąć,   że   wszystko,   co   bolszewicy   robią,   mamy   za 
rewolucję uważać i bronić – jak długo bolszewicy przy tym obstają, nie ważne, czy idą na prawo, czy na 
lewo – z tej tylko przyczyny, że bolszewicy czynią to w imię rewolucji?

Widzimy,  że w Rosji Radzieckiej prawdziwie zawikłana jest kwestia, co jest rewolucją, a co 

kontrrewolucją.

c) Wydźwignięcie proletariatu jako klasy panującej

Bolszewicy   są   przekonani,   że   podobnie   jak   poprzez   powszechne   upaństwowienie   środków 

produkcji,   w   równie   istotny   sposób   realizują   program   marksizmu   poprzez  miejsce,   które   przyznają 
proletariatowi, pracownikom najemnym, w państwie, w produkcji, w społeczeństwie. Proletariat czynią 
klasą panującą, mówią o dyktaturze proletariatu.

Czym proletariat zainteresował Marksa i Engelsa? Jak innych socjalistów, także i ich ku poglądom 

socjalistycznym   popchnęła   nędza,   którą   widzieli   wokół   siebie   i   która   ich   oburzała.   Odruch   buntu 
wzbudzała   u   nich   nie   tylko   pożałowania   godna   sytuacja   robotników,   lecz   wszelka   nędza,   wszelkie 
zniewolenie. Niemniej w pierwszej połowie ubiegłego stulecia, istotnie, to nędza robotników narzucała 
się najbardziej jaskrawo, a jako nowe zjawisko tym bardziej przyciągała ku sobie powszechną uwagę. 
Wszelako Marks i Engels zajmowali się nie tylko sytuacją robotników. Pierwszy wielki przejaw biedy, 
przeciw   któremu   Marks   wystąpił   publicznie   (1843),   stanowili   chłopscy   winogrodnicy   znad   Mozeli. 
Pierwszym   dokumentem   Międzynarodówki,   który   Marks   napisał   w   1864  r.  po   inauguracyjnym 
manifeście, były pozdrowienia dla Lincolna z okazji wyzwolenia czarnych niewolników.

Jeśli   pomimo   to   zainteresowania   naszych   mistrzów   związane   były   przede   wszystkim   z 

proletariatem przemysłowym, to działo się tak ze względu na jego historyczną rolę, którą oni wykryli. U 
żadnej innej z obserwowanych przez nich wyzyskiwanych, ujarzmionych i pozbawionych praw klas nie 
mogli dostrzec zdolności do wyzwolenia samej siebie na drodze przewrotu społecznego. Nie jest do tego 
zdolny   ani   lumpenproletariat,   ani   niewolnicy.   Także   pańszczyźnianym   i   pozostałym   ujarzmionym 
chłopom wolność musiała być przyniesiona dopiero z miast. Wszystkie wojny chłopskie zakończyły się 
niepowodzeniem.

Zupełnie   inny   jest   charakter   miejskiego   proletariatu   przemysłowego.  W  warunkach   produkcji 

kapitalistycznej nie tylko wzrasta on szybciej niż pozostałe klasy i warstwy pracujące, ale znajduje też 
lepsze warunki dla organizowania się i kształcenia. Zostaje on wyrwany przez kapitał z dotychczasowych 
warunków, w których żyli jego przodkowie, jest mniej zdominowany przez tradycyjne poglądy, wolny od 
przesądów i bardziej gotowy do przyswajania nowych idei. Już w ubiegłym stuleciu Marks i Engels 
rozpoznali w proletariacie przemysłowym nie tylko jego aktualną nędzę, ale i jego przyszłą wielkość. Już 
wówczas widzieli nabieraną przez niego w trakcie walki klasowej, dzięki stałemu wzrostowi wielkiego 
przemysłu, zdolność i siłę do opanowania państwa i do przystosowania przy pomocy władzy państwowej 
całego procesu produkcji do potrzeb proletariatu.

Nasi   mistrzowie   odkryli   jednak  jeszcze  coś  w  proletariacie   przemysłowym.  Także  przed  nim 

poszczególne   klasy   wznosiły   się   z   upadku   i   zniewolenia   do   wolności   i   panowania.   Jednak   dotąd 
oznaczało to nie zmniejszenie nędzy społecznej, lecz tylko wymianę ludzi, których była ona udziałem. 
Wszelako   proletariat   jest   najniższą   ze   wszystkich   klas.   Marks   i   Engels   uważali,  że   mógłby   on 
wykorzystać władzę polityczną nie do tego, by wznieść się jako klasa panująca ponad inne klasy i by je 
uciskać, lecz do tego, by położyć kres wszelkiemu panowaniu klasowemu, wszelkiemu ujarzmieniu.

Właśnie  to wielkie  historyczne zadanie  czyni,  w oczach marksistów,  proletariat  przemysłowy 

szczególnie wartościowym. Ono jest także tym, co moralnie i intelektualnie wynosi go ponad wszystkie 
inne klasy pracujące, a z punktu widzenia moralnego dopiero ono naprawdę wywyższa go ponad klasy 
wyzyskujące. Jednocześnie przewyższa on je nawet intelektualnie dzięki swej zdolności do przyswajania 
nowych idei. Wraz z wyższymi celami wzrasta człowiek.

Wzrasta jednak tylko o tyle, o ile stawia przed sobą większe cele lub je utrzymuje. Z początku 

proletariat   jest   zepchnięty   w   tak   nieludzkie   i   upodlające   warunki,  że   stanowi   najmniej   świadomą, 
najbardziej   nieociosaną  część ludności.  Dopiero w trakcie  swej  walki   klasowej,  a  przede wszystkim 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 11 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Karol Kautsky – Bolszewizm w ślepym zaułku (1930 rok)

poprzez wzniosły cel wyzwolenia całej ludzkości, wydźwiga się on z błota, w którym jest pogrążony, by 
wznieść się na najwyższe szczyty ludzkiego idealizmu.

Marks i Engels nie byli ślepymi adoratorami proletariatu dla niego samego. Nikt nie przedstawił w 

sposób bardziej wstrząsający niż oni głębokiego upadku moralnego, w który pogrążył go szał wyzysku 
kapitalistycznego. Nikt jednak także nie widział wyraźniej niż oni wielkości, do której proletariusze mogą 
się wznieść, będąc jedyną klasą w społeczeństwie kapitalistycznym, która ma jeszcze wielkie ideały. Jego 
interesy   mają   moc   zarówno   dla   tych,   którzy   są   najbardziej   poniżeni   i   odczłowieczeni,   jak   i   dla 
proletariuszy natchnionych przez socjalistyczny ideał. Natomiast nic w nich nie było pociągającego dla 
robotników, którym udało się wyrwać z biedy, ale którzy potem myśleli tylko o sobie i zdobytej siły nie 
starali   się   wykorzystać   dla   podniesienia   ludzi   stojących   niżej   od   nich   do   swego   poziomu,   lecz   dla 
zapewnienia, kosztem tych, którzy znajdowali się w gorszym położeniu, lepszej jednostkowej sytuacji 
uprzywilejowanej   arystokracji   robotniczej.   W   jeszcze   mniejszym   stopniu   jego   interesy   odpowiadały 
proletariuszowi, który działa tylko w imię osobistego doraźnego zysku, jak by go nie przyszło zdobywać, 
czy przez zaskarbianie sobie łask pojedynczych posiadaczy, czy przez ich rabowanie. Wszelkie tego 
rodzaju sobkowskie poczynania musiały odbierać proletariatowi jego wielki cel, który wydźwignął go z 
pierwotnego   nieokrzesania   i   upadku,   musiały   go   degradować   moralnie   i   intelektualnie,   musiały 
pojedyncze jego części przekształcać z narzędzia powszechnego wyzwolenia w narzędzie ujarzmienia, 
wytwarzając w ten sposób sytuację, która znowu umożliwiała ucisk całego proletariatu jako klasy.

Tak wielką wartość Marks i Engels  wcześnie, przed wszystkimi innymi socjalistami, wiązali ze 

związkami zawodowymi, przypatrywali się jednak niechętnie temu, jak w Anglii pojedyncze związki 
zaczęły się zamykać, utrudniając dopływ nowych członków i wytwarzać arystokrację robotniczą. Tak 
samo   musimy   i   my   ocenić   dzisiaj   politykę   poszczególnych   związków   zawodowych   w   Ameryce 
niedopuszczania Murzynów, czy ograniczania imigracji, czy też politykę białych robotników w Afryce 
Południowej   nie   dopuszczających   do   równouprawnienia   ekonomicznego   i   politycznego   robotników 
kolorowych. Z drugiej strony, nasze sympatie nie mogą również należeć do tych, niestety jeszcze zbyt 
licznych   robotników,   którzy   przyłączają   się   do   żółtych   związków   zawodowych,   czy   zaprzedają   się 
organizacjom faszystowskim.

Ubiegamy się o polityczną władzę nie dla proletariatu jako takiego, lecz dla „uświadomionego 

klasowo”, tzn. takiego, który osiągnął wiedzę o swym wielkim historycznym zadaniu. Dążymy do władzy 
wykorzystując wagę większości w demokracji. Większość ta musi stać się udziałem proletariatu po części 
dzięki rozwojowi ekonomicznemu, który w  coraz  większym stopniu formą dominującą czyni wielkie 
zakłady, z drugiej strony dzięki zaufaniu, które partia świadomego klasowo proletariatu zdobędzie u 
wszystkich uciśnionych z najróżniejszych klas, że walcząc o własne interesy klasowe, broni interesów 
całej wyzyskiwanej i zniewolonej ludzkości.

W   jakim   stopniu   w   odniesieniu   do   proletariatu   zgadza   się   praktyka   bolszewicka   z   tym 

marksistowskim ujęciem? Przede wszystkim zlikwidowali oni cały prywatny wyzysk uprawiany przez 
kapitalistów   i   wielkich   posiadaczy   ziemskich   poprzez   ich   radykalną   ekspropriację.   Jak   bardzo   nie 
należałoby krytykować metod, które były do tego wykorzystane, wynik wydaje się, koniec końców, ten 
sam,   do   którego   dąży   również   socjalizm   zachodnioeuropejski.  W  istocie   niemało   towarzyszy 
utrzymywało, że od komunistów różnimy się tylko co do metod, nie co do celu.

Widzieliśmy już, że nie można tego utrzymywać o upaństwowieniu, gdy jednak przyjrzeć się 

rzeczy bliżej, to nie można również i o zniesieniu różnic klasowych. Ekspropriacja od samego początku 
poszła za daleko. Tak na przykład, zniesienie różnicy klas na wsi o charakterze chłopskim wymagało, by 
każdy otrzymał ilość ziemi wystarczającą na gospodarstwo. Na tej samej zasadzie postępowano w Gruzji. 
Wielkiego posiadacza ziemskiego zamieniono tu w chłopa. Żadna rodzina nie mogła posiadać więcej niż 
15 dziesięcin gruntu (jedna dziesięcina – trochę więcej niż hektar). Inaczej w Rosji. Tutaj posiadaczom po 
prostu   zabrano   wszystko,   całą   ich   ziemię   i   cały   inwentarz,   tak   że   stało   się   dla   nich   niemożliwe 
prowadzenie   choćby   najmniejszego   gospodarstwa.   A   ponadto   odebrano   im   mieszkania,   wszystkie 
pieniądze, a nawet rzeczy niezbędne do życia: ubrania, bieliznę. Zamieniono ich nie w chłopów, lecz w 
żebraków. Wcale nie było to zgodne z programem markowskim, który domagał się zniesienia prywatnej 
własności środków produkcji, nie zaś środków osobistej konsumpcji. Tak samo jak posiadaczy ziemskich, 
wywłaszczano też kapitalistów: zajęto nie tylko ich środki produkcji, lecz również ich środki konsumpcji.

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 12 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Karol Kautsky – Bolszewizm w ślepym zaułku (1930 rok)

Można by argumentować, że w czasie rewolucji, gdy masy zrzucają pęta, nie można postępować 

ściśle   według   programu.   Przeciw   temu   trzeba   stwierdzić,   że   w   wieku   XIX   w   ramach   żadnego 
rewolucyjnego   ruchu   proletariatu   przemysłowego   w   Europie   Zachodniej   nie   zdarzały   się   grabieże. 
Przeciwnie, właśnie proletariusze traktowali takie postępki jako nikczemne. Nie tylko nie godzili się na 
nie,   lecz   także   przeszkadzali   lumpenproletariatowi   w   takich   hulankach.   Skoro   rosyjski   proletariat 
postępował inaczej, to świadczy to albo o tym, że nie osiągnął wyżyn, na których francuski proletariat stał 
już przed stu laty, albo też o tym, że partia bolszewicka odrzuciła skrupuły i do władzy dopuściła swe 
najbardziej nieposkromione elementy. Potwierdza się to także dzisiaj. „Oddziały uderzeniowe”, wysyłane 
przez bolszewików na wieś w celu jej „odkułaczenia”, w dziesięć lat po okresie wojny domowej grabiły 
tam chłopów tak, jak w czasach „komunizmu wojennego” – posiadaczy ziemskich i kapitalistów. Nie jest 
jednak tak, iżby burżuazyjny sposób życia nie był już w Rosji tolerowany, tyle że jest on ograniczony do 
partii komunistycznej.

Co się tyczy „burżujów”, to nie zadowolono się tym, że pozbawiono ich władzy nad środkami 

produkcji   i   obrabowano   ze   wszelkich   luksusów,   co   mogłoby   uzyskać   sens   rewolucyjny,   gdyby 
rozgrywało się na drodze racjonalnej i bez nadmiernej bezwzględności. Nie zadowolono się także tym, że 
odebrano im ponadto lub zniszczono także wszystkie dobra kulturalne, książki, instrumenty muzyczne, 
dzieła   sztuki.   Bardzo   często   byli   nawet   ogołacani   z   rzeczy   najpotrzebniejszych,   jeśli   nie   po   prostu 
zabijani.   Ale   nie   wystarczało   nawet   zepchnięcie   w   szeregi   najnędzniejszego   lumpenproletariatu. 
Wyzwolenie proletariatu wymagało widocznie czegoś więcej. Dawni burżuje zostali nie tylko zepchnięci 
w najskrajniejszą nędzę, ale też całkowicie wyjęci spod prawa. Pozbawiono ich nie tylko wszelkich praw 
politycznych,   ale   też   i   wszelkich   praw   obywatelskich,   pozostawiając   bezbronnymi   wobec   wszelkiej 
samowoli. Nie było to bynajmniej tylko wymierzenie kary dotychczasowym gnębicielom. Dotknęło to nie 
tylko kapitalistów i posiadaczy ziemskich, lecz każdego, kto został uznany za „burżuja”, Burżuazja jest 
jednak warstwą społeczną, a nie kategorią ekonomiczną.  Kapitalista  czy posiadacz  ziemski  są ściśle 
zdefiniowanymi  zjawiskami  społecznymi  o określonych funkcjach  ekonomicznych.  Wszelako  pojęcie 
burżua  jest o wiele mniej określone. Ogranicza się je niekiedy do kapitalisty, w przeciwstawieniu do 
posiadacza ziemskiego, o ile należy on do szlachty. Z drugiej strony, często określa się tak każdego, kto 
wiedzie „burżuazyjny” sposób życia, skądkolwiek by  nie pochodziły jego dochody, czy z posiadania 
kapitału,   czy   z   własności   ziemskiej,   czy   z   własnej   pracy   jako   intelektualisty,   lekarza,   inżyniera, 
nauczyciela, artysty, urzędnika czy adwokata. W tym sensie burżujem jest każdy, kto nie jest obdarzony 
stwardniałą robociarską pięścią. Wszyscy tego rodzaju „burżuje”, w odwet za ich dotychczasowy sposób 
życia, który wynosił ich ponad proletariat, zostali pozbawieni praw i poddani maltretowaniu, choćby 
nawet wykonywali byli i wykonywali pracę bardzo pożyteczną dla społeczeństwa. Nie tylko własność, ale 
i wykształcenie stało się przestępstwem – jeśli było udziałem niekomunistów. A były one traktowane jako 
przestępstwo nie tylko w burzliwe dni wojny domowej. Nie są one przestępstwami, które nie podlegają 
przedawnieniu   i  także  dzisiaj   powodują   wyjęcie   spod   prawa.   Gdy   potrzebowano,   jak   to   się   często 
zdarzało,   przymusowych   robotników   do   wykonania   odpychających   prac,   to   wyszukiwano   ich   tylko 
pośród dawnych burżua – także starych, słabych, chorych. Gdy brak było żywności i racjonowano ją, 
wydając tylko na kartki, otrzymywali je jedynie robotnicy, ale nie dawni burżua. Ci mogą zdychać z 
głodu, kto by się troszczył o takich przestępców?

A wszyscy ci wygnańcy ze społeczeństwa radzieckiego są przestępcami  z   u r o d z e n i a , co do 

których   zakłada   się,   że   swą   zbrodniczą   naturę   dalej   przekazują   w   genach.   Dzieci   kapitalistów   i 
intelektualistów są w różnym stopniu pozbawione praw jak ich rodzice. Gdy w szkole brak miejsca, co 
zdarza się w Rosji Radzieckiej aż nazbyt często, jako że ilość ich jest absolutnie niewystarczająca, dzieci 
„burżujów”, o ile w ogóle zostały dopuszczone, muszą się wynosić.

Czy jednak burżuje nie są sobie sami winni? Dlaczego nie pójdą jako robotnicy do fabryki? Jest 

rzeczą jasną, że praca tego rodzaju nie jest rzeczą łatwą dla naukowca czy pisarza, wszelako wielu z nich 
z radością przeszłoby do takiej pracy, gdyby tylko mogli! Praca zarobkowa jest w Rosji Radzieckiej 
uprzywilejowana zawodem, który swych przywilejów, jak każda faworyzowana warstwa, strzeże przez to, 
iż zamyka dostęp. Kto chce być robotnikiem, musi być przyjęty do związku zawodowego. Który z nich 
jednak   przyjmie   burżuja?   Chciałby   być   proletariuszem,   ale   musi   być   proletariuszem   bezrobotnym, 
pozbawionym wszystkich praw proletariackich, odciętym od jakiejkolwiek zapomogi dla bezrobotnych! 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 13 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Karol Kautsky – Bolszewizm w ślepym zaułku (1930 rok)

Wyniesienie wzwyż proletariatu w państwie radzieckim dokonało się zatem poprzez to, że ci, którzy stoją 
poniżej, stanowią warstwę pariasów czy helotów – warstwę nie najmniejszą pośród ludności miejskiej. A 
obecnie także na wsi rozszerza się ona bardzo od czasu, gdy tam „zlikwidowano kułactwo” w ten sam 
sposób, w jaki dziesięć lat wcześniej „zlikwidowano burżuazję” w miastach.

Czy jest jakikolwiek prawdziwy socjalista, który nie musi protestować przeciw istnieniu takiej 

warstwy najjaskrawszej nędzy i najgłębszej rozpaczy? I czy nie musi się on ze szczególnym wstrętem 
odwracać od rządu, który taką nędzę i taką rozpacz wytwarza planowo i z premedytacją? Czy możemy tak 
grubiańskie wystawianie wszelkich socjalistycznych uczuć na urągowisko tylko dlatego aprobować, że 
dzięki niemu robotnicy uzyskują uprzywilejowaną pozycję?

Przy   tym   owa   uprzywilejowana   pozycja   proletariatu   okazuje   się   bardzo   wątpliwa.   Z 

e k o n o m i c z n e g o   p u n k t u   w i d z e n i a , sytuacja rosyjskich robotników w ostatnich  latach 
zdecydowanie pogorszyła się, z całą pewnością, gdy porównywać ją z sytuacją robotników w krajach 
kapitalistycznych, dla wielu jednak także w porównaniu z Rosją z okresu przedwojennego. A sytuacja 
proletariatu musi się coraz bardziej pogarszać, im bardziej zawodzi spętany biurokratycznie przemysł 
państwowy. Wprawdzie wzniósł się on  s p o ł e c z n i e , ale tylko o tyle, o ile członkowie klas i warstw, 
które do czasu przewrotu bolszewickiego stały wyżej od niego na drabinie społecznej, obecnie znajdują 
się poniżej niego, o ile w ogóle egzystują. Osiągnął to jednak nie poprzez swe szybsze wznoszenie się od 
nich,   lecz   tylko   dzięki   temu,   że   ich   sytuacja   pogarszała   się   o   wiele   bardziej   niż   jego.   Wobec   nich 
proletariat czuje się wywyższony i może mu to dawać swoistą satysfakcję, wiążąc go nawet z reżimem 
radzieckim, któremu zawdzięcza ten specyficzny rodzaj wypromowania. Naturalnie nawet najbardziej 
zaślepiony proletariusz musi na koniec spostrzec, że wobec ciągłego ubożenia Rosji Radzieckiej jego 
arystokratyczna pozycja jest nader wątpliwej natury i uniemożliwia mu jakikolwiek prawdziwy awans.

Robotnicy   stanowią   w   Rosji   Radzieckiej   swego   rodzaju   szlachtę,   a   właściwie   jej   najniższą 

warstwę   szaraczków   szlacheckich.   W   wielu   krajach   feudalnych   pędzi   ona  smutny   żywot,   zmuszona 
często wzniosłymi uczuciami arystokratycznymi zagłuszać burczenie w pustym żołądku. Jak w krajach 
feudalnych, tak  i w Rosji  Radzieckiej  stoi  ponad nią  magnateria. W państwie radzieckim  tworzy ją 
rządząca   nim   partia   komunistyczna.   Jej   członkom   wolno   poruszać   się   bardziej   swobodnie   niż 
„poddanym”, zakładać pisma, gromadzić majątki, prowadzić burżuazyjny sposób życia. Nie jest on w 
Rosji stanowczo zakazany, lecz tylko dla starej burżuazji i jej potomków. Komuniści są klasą panującą, 
dowolnie   manipulującą   resztą   narodu,   stanowiąc   niewiele   więcej   niż   jego   jeden   procent.   Naturalnie, 
jeszcze bardziej zazdrośnie strzegą oni swych niesłychanych przywilejów niż pracujący proletariusze swej 
wyróżnionej pozycji.

W  innych krajach do związku zawodowego czy partii przyjmowany jest każdy, kto gotów jest 

przestrzegać   ich   rezolucji   i   wypełniać   je.  W  Rosji   tylko   z   trudem   są   przyjmowani   do   związku 
zawodowego dawni chłopi lub burżuje. Jeszcze trudniejsze jest przyjęcie do partii komunistycznej, a jej 
członkostwo nigdy nie jest poręczne. Nieustannie odbywają się „czystki”. Tutaj tkwi zasadnicza różnica 
między  arystokracją  radziecką  a  arystokracją  feudalną. Tamta   opierała  się na  prawie dziedziczenia  i 
nadawała głowie państwa znaczne prawa, często umożliwiające opozycję wobec niej poprzez użyczanie 
jej godności i niezależności nie tylko masom ludowym, lecz także i monarchom.

W Rosji Radzieckiej nikt nie ma prawa do miejsca, na którym się znajduje. Jego pozycja zależy 

nie od zaufania ludności i od jej wolnego wyboru, jak w demokracji, lecz od zaufania i łaski tych, którzy 
stoją na szczycie państwa. Stanowi go nie jakaś dziedziczna dynastia, lecz klika, która zawładnęła całym 
aparatem   radzieckim,   armią,   biurokracją,   policją   polityczną,   i   przy   jego   pomocy   nie   tylko   związki 
zawodowe   i   rady,   lecz   i   partię   komunistyczną   podporządkowała   sobie   po   dyktatorsku,   to   znaczy   z 
bezgraniczną samowolą. Do jakiego stopnia, to pokazał niedawno los Trockiego, najważniejszego po 
Leninie wodza bolszewizmu, który wraz z nim najbardziej przyczynił się do zwycięstwa tej partii.

Pośród straszliwych rzeczy w Rosji Radzieckiej najbardziej przerażająca jest właśnie bezgraniczna 

samowola, najbardziej degradująca cały naród. Moralna wielkość proletariatu wyrasta z wielkości jego 
historycznego zadania: zgotować kres wszelkiemu zniewoleniu i wyzyskowi. Traci on swą wielkość, staje 
się małostkowy, bezduszny i nieokrzesany, gdy z bojownika o wolność ludzkości przekształca się we 
władcę   innych,   w   obrońcę   własnych   przywilejów.   Te   efekty   dają   się   już   zauważyć   w   proletariacie 
rosyjskim.   Poprzez   swą   historyczną   sytuację   w   czasach   caratu   jego   walcząca   część   była   zmuszona 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 14 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Karol Kautsky – Bolszewizm w ślepym zaułku (1930 rok)

stawiać   przed   sobą   szczególnie   wysokie   cele.   To   uczyniło   z   rosyjskich   bojowników   postacie   wręcz 
przykładowe dla całej międzynarodówki socjalistycznej. W wyniku przewrotu bolszewickiego proletariat 
Rosji   znalazł   się   w   sytuacji,   w   której   jego   czynna   sympatia   wobec   wszystkich   nieposiadających   i 
uciemiężonych przemieniła się w brutalną zawiść i mściwość wobec ciężko cierpiących ludzi, których on 
sam zepchnął między pariasów i helotów.

Od tego czasu zmienia się psychika robotnika rosyjskiego. Sama prasa Rosji Radzieckiej coraz 

częściej   informuje   z   zatroskaniem   o   wzrastającym   grubiaństwie   i   tępocie   proletariatu,   o   rosnącym 
pijaństwie, prześladowaniu żydowskich współobywateli, pogardzie dla kobiet.

Wszelako   jeszcze   gorsza   jest   przemiana   w   charakterze   partii   komunistycznej.   Przedtem 

bolszewicy stali na tym samym poziomie moralnym i kulturalnym, co inni socjaliści rosyjscy. Niektórzy 
spośród nich mieli wielu przyjaciół, lubiano ich i darzono sympatią. Spośród tych starych bolszewików, 
których była tylko garstka, niewielu już działa w partii komunistycznej. Wielu z nich zmarło, wielu 
innych zrozumiało, że rzeczy nie mogą dalej toczyć się tak, jak dotąd. Niektórzy, rozczarowani, wycofali 
się, innych odstawiono na bok. Co najwyżej niektórzy z tych krytycznie nastawionych towarzyszy  są 
ciągle   jeszcze   tolerowani   jak   konie   defiladowe,   na   stanowiskach   nie   mających   żadnego   znaczenia 
politycznego ani ekonomicznego. Kto nie chce się zadowolić taką pasywną rolą i chce czynnie działać w 
opozycji,  ten jest prześladowany lub po prostu zabijany, gdy nie dzieje się to na widoku. Kto chce 
uniknąć takich ewentualności, a odczuwa zbyt silną potrzebę działania, by pozostać bezczynnym, temu 
nie pozostaje nic innego niż wypierać się swych prawdziwych poglądów, a często potępiać je i korzyć się 
za nie. W ten sposób komunizm stał się prawdziwą szkołą pozbywania się charakteru.

Do tego dołącza się brak skrupułów w wyborze środków walki, o którym  już wcześniej prawił 

Lenin, a zwłaszcza okłamywanie nawet własnych towarzyszy. Im gorzej przedstawiała się rzeczywista 
sytuacja Rosji Radzieckiej, tym bardziej niezbędne dla utrzymania się komunizmu było zakłamanie.

Skoro oddziaływania te w coraz większej mierze prowadziły  wielu starych komunistów, którzy 

ciągle jeszcze byli czynni w partii, do moralnego i intelektualnego upadku, to jeszcze bardziej dotknęło to 
o   wiele   większej   liczby   nowych   komunistów.   Pomiędzy   nimi   znajduje   się   niewątpliwie   wielu   ludzi 
uczciwych, którzy wierzą we wszystkie słowa swego wodza. Ale wielką i stale wzrastającą większość 
pośród nich stanowią karierowicze, którzy rozpoczynają swą drogę życiową w partii na tych samych 
nizinach, na które ich starsi towarzysze spadają dopiero po długich i dotkliwych bojach.

Poddani o wiele mniej licznym ograniczeniom, wyposażeni w o wiele większą władzę niż masy 

robotników najemnych, komuniści w zwiększonej skali pomnażają błędy podupadającego proletariatu. 
Dodają   do   nich   zakłamanie,   jak   i   psią   służalczość   wobec   przełożonych,   od   których   samowoli   ich 
egzystencja zależy w o wiele większym stopniu niż w przypadku prostych „bezpartyjnych” robotników.

Cały   ten   żałosny   upadek   z   wyniosłych   wyżyn   jest   nieuniknioną   konsekwencją   warunków 

społecznych, które wytworzyło zwycięstwo bolszewizmu. Co w tym upadku i w społecznych podziałach 
Rosji   Radzieckiej,   które   go   wytwarzają,   mamy   uważać   za   rewolucję,   której   winniśmy   przytaknąć   i 
bronić?

3. Rewolucja polityczna

a) Rewolucja 1917 r.

Rewolucja społeczna wyrasta z rewolucji politycznej, zwrotnie oddziałuje jednak później na nią. 

Polityczna i społeczna sytuacja danego państwa pozostają w ścisłym związku wzajemnym. Przy tym 
jednakże sytuacja polityczna jest bardziej przejrzysta, łatwiejsza do zrozumienia niż społeczna, gdyż jej 
podstawy   skupiają   się  w   niewielkich  prawach   lub   dekretach.   Zmiany   w   politycznym   ustroju   Rosji 
najwyraźniej pokazują przekształcenia w jej stosunkach społecznych.

Druga rewolucja rosyjska wybuchła  13  marca (według ówczesnego rosyjskiego kalendarza 28 

lutego) 1917 r., gdy trwała wojna światowa, jako skutek straszliwej nędzy wywołanej przez tę wojnę, jak 
i rozkładu dyscypliny w wojsku znużonym bezskutecznymi walkami i w wołaniu o pokój łączącym się z 
masami robotniczymi i chłopskimi. Niezgoda armii na walkę z „wewnętrznym wrogiem” doprowadziła 
do upadku caratu. Za jednym zamachem, i to w stopniu bardziej radykalnym, udało się to, co pierwsza 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 15 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Karol Kautsky – Bolszewizm w ślepym zaułku (1930 rok)

rewolucja   rosyjska   1905   r.  osiągnęła   tylko   w   niepełny   sposób:   zwycięstwo   rozległej   demokracji 
politycznej. Stworzyła ona republikę demokratyczną, której konstytucję miało opracować ustawodawcze 
zgromadzenie   narodowe.   Zebrało   się   ono  w  styczniu   1918  r.,   wybrane   w  powszechnych   i   równych 
wyborach. Partie socjalistyczne zdobyły w nich zdecydowaną większość. Spośród 36 milionów oddanych 
głosów 21 milionów padło na socjalistów-rewolucjonistów, 9 – na bolszewików, niecałe 2 miliony na 
mieńszewików, a reszta, około  4  milionów, na różne partie  burżuazyjne. Wyraźnie stojąca na usługach 
robotników i chłopów demokracja musiała powstać jako wynik prac tego zgromadzenia narodowego. Nie 
udało mu się jednak rozwinąć swej działalności. Na samym początku zostało rozbite wojskową pięścią, 
która zakończyła też rewolucję demokratyczną.

Nieszczęściem Rosji  było to, że  rewolucja  wybuchnęła tam  wcześniej  niż w Niemczech i na 

terenie Austrii.  W  militarnych monarchiach Habsburgów i Hohenzollernów zbiegła się ona z końcem 
wojny.  W  Rosji rząd carski został obalony w trakcie wojny. Kwestia stanowiska wobec wojny, która 
podzieliła   Międzynarodówkę   Socjalistyczną   i   odebrała   jej   możliwość   działania,   także   w   demokracji 
rosyjskiej wywołała głębokie różnice, nie pokrywała się bynajmniej z opozycjami klasowymi. Dokonała 
ona rozłamu także pośród socjaldemokratów i socjalistów – rewolucjonistów. Naturalnie, każdy pragnął 
pokoju, ale jak do niego dotrzeć i do jakiego pokoju? W tym tkwiła wielka trudność, jako że militarny 
upadek caratu ośmielił kierowników państwowych i wojskowych w Niemczech i Austrii do rozszerzenia 
celów   wojennych,   co   stronie   zachodniej   tym   natarczywiej   narzucało   konieczność   wytrwania   aż   do 
powalenia państw centralnych. Jak w tej sytuacji osiągnąć „pokój bez aneksji i kontrybucji”, którego 
domagali się socjaliści?

Tylko bolszewicy mieli odwagę, by po prostu żądać, aby armia rozwiązała się i otworzyła granice 

rosyjskie dla armii niemieckich, austriackich i tureckich. Oczekiwali, że odpowiedzią na taką zuchwałość 
będzie rozwiązanie także innych armii i rewolucja światowa. Gdyby przewidzieli, że efektem ich polityki 
będzie jednak pokój w Brześciu litewskim (luty 1918  r.) i nieskrępowany przemarsz Niemców przez 
Ukrainę aż po Gruzję, wtedy być może nieco mniej energicznie parliby w lecie 1917 roku do rozwiązania 
armii.

Nie rewolucja światowa uratowała wówczas zbolszewizowaną Rosję, lecz zwycięstwo  ententy. 

Chciała ona wprawdzie kontynuować kontrrewolucyjne działania Niemców i Turków w Rosji, jednak 
państwa  zachodnie   były   terytorialnie   zbyt   odległe   od   obszarów   rosyjskich,   a   znużenie   wojną   w  ich 
oddziałach zbyt wielkie, by były one w stanie podjąć energiczną ofensywę o takich celach, że w żaden 
sposób nie dałoby się jej przedstawić jako obrony przed obcym zagrożeniem. Niemniej trwała inwazja 
obcych   wojsk   na   Rosję,   co   wraz   z   wojną   domową   zmusiło   także   i   bolszewików,   ciągle   jeszcze 
prowadzących  rozwiązywanie   armii,   do   przejścia   do  budowy  nowego   narzędzia   wojennego.  Wpierw 
jednak   hasło   natychmiastowego   rozwiązania   armii   przysporzyło   im   wielkiej   popularności   pośród 
robotników i chłopów, a przede wszystkim pośród samych żołnierzy. Popularność ta wzrosła jeszcze, gdy 
bolszewicy   zachęcili   robotników   i   chłopów   do   pozbawionego   jakiegokolwiek   ładu   opanowywania 
wszelkiej własności, jaką mogli pochwycić, w sytuacji, gdy inne partie socjalistyczne również wprawdzie 
chciały   przeprowadzić   wywłaszczenie   wielkich   posiadaczy   ziemskich   i   możliwie   jak   najdalsze 
uspołecznienie   przemysłu   kapitalistycznego,   jednak   nie   bez   reguł,   lecz   rozważnie,   na   podstawie 
opracowanego   planu.   Niemniej,   jak   bardzo   nie   wzrosłaby   przez   to   popularność   bolszewików   w 
porównaniu z innymi partiami socjalistycznymi, to nie zdobyli jednak większości pośród chłopów, a 
nawet robotników przemysłowych. A w każdym razie nie na wsi, najwyżej w pojedynczych miastach.

Na pierwszym  Ogólnorosyjskim  Kongresie Rad Robotniczych i Żołnierskich (czerwiec 1917  r.) 

spośród 770 delegatów, którzy podawali informacje o swej przynależności partyjnej, 285 określiło się 
jako socjaliści-rewolucjoniści, 248 jako mieńszewicy, 105 jako bolszewicy, 32 jako internacjonaliści 
(mieńszewicy   o  sympatiach   bolszewickich).  Pozostało  jeszcze  73  socjalistów,   którzy  nie  należeli   do 
żadnej   frakcji.  O  rozkładzie   głosów   przy   wyborach   do   Zgromadzenia   Konstytucyjnego   mówiliśmy 
wcześniej.   Przedstawiał   się   on   podobnie,   przy   znacznie   zmniejszonym   udziale   mieńszewików.   Ci 
stanowili   partię   robotników   przemysłowych,   a   nie   chłopów   (poza   Gruzją).   Nawet   pośród   żołnierzy, 
którzy tak bardzo pragnęli powrócić do domu, bolszewicy nie zdobyli większości w wyborach: tylko 
około 1 800 000 na 4 500 000 głosów, 38%.

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 16 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Karol Kautsky – Bolszewizm w ślepym zaułku (1930 rok)

Ale dysponowali oni jednym: organizacją partyjną, która już przed wojną była zbudowana jako 

organizacja   konspiracyjna   na   żelaznej   dyscyplinie   członków   i   bezwzględnemu   podporządkowaniu 
wodzowi – Leninowi. Wojna zdezorganizowała aparat państwowy i armię, ale także i partie rewolucyjnej 
demokracji. Podczas rewolucji zdobyły one wielu zwolenników, byli oni jednak zupełnie nie powiązani 
ze sobą. Zresztą same partie socjalistyczne dzieliły się nie tylko wobec kwestii wojny, lecz i wobec 
problemu   udziału   w   rządzie   koalicyjnym,   który   był   konieczny   wobec   braku   partii   przewyższającej 
liczebnie wszystkie inne. Pośród mieńszewików frondą wobec większości partyjnej byli internacjonaliści, 
pośród eserowców to samo stanowisko zajmowała ich lewica. Tylko bolszewikom udało się w sposób 
zdyscyplinowany zorganizować napływających zwolenników, a przez to zdobyć przewagę nad innymi 
partiami socjalistycznymi.

Nie wystarczałoby to jednak, by na gruncie demokratycznym zdobyli wyłączną władzę metodami 

parlamentarnymi. Gdy zdali sobie z tego sprawę, mieli już gotową inną broń, która mogła im zapewnić 
zwycięstwo.

Podobnie   jak  z  robotnikami   i  chłopami   rzecz  miała  się  z  żołnierzami:   jak  tamci,   a nawet  w 

większym stopniu, stanowili oni chaotyczną masę, z którą nie bardzo wiedziały jak poczynać sobie inne 
partie socjalistyczne. Także tutaj bolszewicy pokazali swoją wyższość. A jednak otrzymali oni mniej niż 
40% głosów całej armii. „W tym ponad 60% głosów na froncie północnym i ponad 70% na zachodnim, to 
znaczy   w   oddziałach,   które   znajdowały   się   najbliżej   wielkich   miast   i   zadecydowały   o   przebiegu 
późniejszych wydarzeń” (W. Woytinsky, „Die Welt in Zahlen”, VII, str. 27).

Pośród popierających ich oddziałów bolszewicy chcieli zdobyć odpowiednio wielu ochotników, 

którzy niezależnie od trudów wojny, gotowi byliby dalej ją prowadzić. Rozstrzygającym czynem, który 
zapewnił bolszewikom przewagę nad innymi partiami socjalistycznymi, a w końcu i całkowitą władzę w 
państwie, było wpojenie im od nowa dyscypliny. Od samego początku władza ta nie polegała na zaufaniu 
większości chłopów i robotników, lecz na dysponowaniu najsilniejszymi batalionami.

Pod   koniec   października   1917   roku   miał   odbyć   się   drugi  Wszechrosyjski  Kongres   Rad.  W 

międzyczasie  jednak bolszewicy  znacznie  umocnili   się  militarnie.  Rozpoczęli  w  Petersburgu  zbrojne 
powstanie przeciw Rządowi Tymczasowemu i zwyciężyli w nim. Dopiero teraz mógł zebrać się drugi 
Wszechrosyjski Kongres Rad. Ponieważ należący do mieńszewików i socjalistycznych rewolucjonistów 
delegaci Rad Robotniczych nie zgodzili się na obradowanie pod dyktatem uzbrojonej władzy państwowej, 
bolszewicy osiągnęli teraz swój cel: spośród 690 delegatów, którzy wzięli udział w Kongresie, 390 było 
bolszewikami,   prócz   tego   było   179   lewicowych   socjalrewolucjonistów   i   35   mieńszewickich 
internacjonalistów;   resztę   stanowili   pojedynczy   fanatyści.   Część   internacjonalistów   opuściła   kongres 
jeszcze podczas obrad, druga część pozostała „w interesie jednolitego frontu rewolucyjnego”, głosowała 
jednak przeciw przekazaniu władzy właśnie ustanowionemu Rządowi Radzieckiemu  –  ustanowionemu 
nie   przez   Rady,   lecz   przez   żołnierzy,   których   bolszewicy   pozyskali   sobie.   Ci   zorganizowali   jeszcze 
wybory do Narodowego Zgromadzenia Konstytucyjnego. Lenin nie bardzo mógł temu przeszkodzić, jako 
że sam się tego najgłośniej domagał i inne partie oskarżał o to, że piętrzyły trudności na drodze do 
wyborów.   Gdy   jednak   większość  wyborców   opowiedziała   się   przeciw   bolszewikom,   wydany   został 
wyrok śmierci na Zgromadzenie Konstytucyjne. Zaraz po zebraniu się (18 stycznia 1918 r.) zostało ono 
rozpędzone przez bolszewickich marynarzy i żołnierzy. Ponieważ teraz bolszewicy mieli w rękach aparat 
władzy, inne partie nie dysponowały już zbrojnymi siłami w stolicy. Zamach stanu z 7 listopada 1917 r. 
wywołał  jeszcze krwawe walki uliczne w  Piotrogrodzie (wówczas jeszcze nie Leningradzie). Zamach 
stanu   z   18  stycznia   1918  r.  napotkał   na   równie   słaby   opór,   jak   wcześniej   Napoleon   Bonaparte   18 
brumaire’a (9 listopada 1799 r.) we Francji.

Nie  wszyscy wtedy uchwycili natychmiast znaczenie dla rewolucji obalenia Dyrektoriatu przez 

Napoleona. Nie widziano jeszcze jasno, że z szeregów rewolucyjnych wyrósł nowy rząd, skierowany 
przeciw dotychczasowej rewolucji. Dopiero gdy zwieńczyło się to cesarstwem Bonapartego (kwiecień 
1804   r.),   to   znaczenie   kontrrewolucyjne   zostało   powszechnie   dostrzeżone.   Podobnie   tylko   nieliczni 
zrozumieli natychmiast kontrrewolucyjne znaczenie  zamachów stanu z listopada (października) 1917 i 
stycznia 1918  r.  Jeszcze dzisiaj są socjaliści, którzy całkiem zapomnieli, że w roku 1917 była w Rosji 
rewolucja  marcowa (lutowa), która ustanowiła republikę demokratyczną. Niemało spośród nich sądzi 
nawet, że właściwa rewolucja rozpoczęła się dopiero wraz z zamachami stanu, które uśmierciły republikę 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 17 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Karol Kautsky – Bolszewizm w ślepym zaułku (1930 rok)

demokratyczną.   Demokratyczne   partie  Rosji,   prawie   wyłącznie   partie   o   charakterze   chłopskim   i 
robotniczym, były w tym  czasie w sytuacji o tyle trudniejszej, że jednocześnie siły militarne wrogów 
zwracały się przeciw niej z prawa i z lewa.

Chociaż rewolucję z marca 1917 r. można po większej części sprowadzić do rebelii pojedynczych 

oddziałów i chociaż od tego momentu gwałtowanie postępował naprzód rozkład dyscypliny wojskowej, 
to jednak ciągle jeszcze były formacje, które dowódcom wydawały się niezawodne. Głównodowodzący 
armii rosyjskiej, generał Korniłow, już w sierpnia 1917  r.  próbował wykorzystać takie formacje, aby 
obalić demokratyczny jeszcze wówczas rząd i nie tylko przywrócić dyscyplinę w armii, ale też, o ile to 
możliwe,  także  i  stare  państwo. Uderzył  26 sierpnia,  ale  powstanie  wkrótce  się  załamało,  Korniłow 
ogromnie przecenił wierność oddziałów, którymi dowodził. Zachwiać ją było tym łatwiej, że wszystkie 
żywotne siły w kraju opowiedziały się po stronie rządu i wybranego przez pierwszy  Wszechrosyjski 
Kongres Rad Centralnego Komitetu Wykonawczego Rad, tak że powstanie Korniłowa było zupełnie 
izolowane  i  szybko  upadło:   „(Był  to)   wierny  historyczny  pierwowzór  późniejszego   przebiegu  puczu 
Kappa w Niemczech” (El. Hurwitz, „Geschichte der jüngsten russischen Revolution”, str. 122).

Pucz nie pozostał jednak bez efektów. Pokazał on jakie niebezpieczeństwo zagraża rewolucji ze 

strony   oficerów   i   ich   popleczników.   Popchnęło   to   wielu   zagorzałych   rewolucjonistów   do   obozu 
bolszewickiego nie dlatego, by podzielali ich poglądy, lecz ponieważ w ich organizacjach militarnych 
upatrywali   jedynej   solidnej   podpory   rewolucji.   Tym,   co   socjaldemokraci   w   Niemczech   i   w   Austrii 
zrozumieli   dopiero   później,   czego   w   Rosji   w   1917  r.  –   w   przeciwieństwie   do   bolszewików   –   nie 
uchwycili jeszcze jasno mieńszewicy i socjaliści-rewolucjoniści, była kwestia i dziś mało zaprzątająca 
międzynarodowy proletariat: w momencie, gdy nie ma już armii opartej na trwałej dyscyplinie i partie się 
zbroją, także demokratyczni socjaliści muszą energicznie organizować swe oddziały obronne, jak bardzo 
nie   mierziłoby   ich   rozstrzyganie   różnic   politycznych   przy   pomocy   zbrojnej   przemocy.   Tylko 
mieńszewicy w Gruzji wcześnie zrozumieli czego wymagała ówczesna sytuacja. Już 5 września 1917 r. 
stworzyli oni w Tyflisie Gwardię Robotniczą, złożoną z wypróbowanych, zorganizowanych towarzyszy. 
W pozostałych częściach Rosji demokratyczni socjaliści musieli ciężko odpokutować swą bezbronność. 
Natomiast   bolszewickie   możliwości   obronne   oddziaływały   przyciągająco   na   wielu   rewolucjonistów 
innych kierunków, zwłaszcza na lewicowych eserowców.

Po rozpędzeniu Konstytuanty walka partyjna w państwie rosyjskim przyjęła w pełni postać wojny 

domowej. Znowu do walki z rewolucją stanęli generałowie, „białogwardziści” i normalne bandy. Bez 
parlamentu, bez wolności prasy i słowa, organizacje i stowarzyszenia nie mogły inaczej przeciwstawiać 
się władzy państwowej jak z bronią w ręku. Sami bolszewicy wychwalali wojnę domową jako najwyższą 
formę budowania społeczeństwa.

Jak w Niemczech i w Austrii i innych jeszcze krajach, także i w Rosji niekończące przeciąganie 

się wojny nie tylko przyniosło straszliwe znużenie, ale też wielu młodym ludziom odebrało jakąkolwiek 
chęć   do   pokojowej   pracy.   Z   jednej   strony   odnajdujemy   w   szerokich   masach   najgłębszy   wstręt   do 
wszelkiego kontaktu z bronią, ale obok tego mamy  pojedyncze lecz liczne przypadki ludzi, częściowo 
fantastów, częściowo próżniaków, którzy nabyli duszy prawdziwie żołdackiej, rozglądając się tylko za 
bójkami i rabunkami i zbiegając się wokół każdego herszta bandy, który siły takie werbował.

Zbrojna walka partii zakończyłaby się z pewnością dużo szybciej, gdyby każda z nich opierała się 

tylko na bezinteresownych, oddanych towarzyszach. Dopływ natur żołdackich, które pozostawiła wojna, 
przedłużył   wojnę   domową.   Obecnie   wewnątrz   Rosji   także   to   zostało   spustoszone,   co   oszczędziła 
nieprzyjacielska   inwazja.   Liczba   walczących   zwiększyła   się   jeszcze   przez   to,   że   wszystkie   strony 
odwoływały się do jeńców wojennych. Spośród jeńców znajdujących się w Rosji, niemało  Czechów 
zaciągnęło się do „legionów” do walki z Austrią, a następnie utworzyli oni front przeciw bolszewizmowi. 
Ten z kolei ogłosił się przyjacielem niemieckich jeńców wojennych, z których wielu służyło w „Armii 
Czerwonej”, część dobrowolnie, część – z musu.

Tragiczna   była   sytuacja   w   ówczesnych   walkach   socjaldemokratów   i   innych   niebolszewickich 

socjalistów. Nie mogli oni przyłączyć się do bolszewików, którzy właśnie rozpędzili konstytuantę, znieśli 
w państwie wszelką wolność, zamknęli wszystkie drogi dla moralnego, intelektualnego i ekonomicznego 
rozwoju proletariatu, którzy gotowi byli ukatrupić jak wściekłego psa każdego socjalistę, który nie chciał 
się dobrowolnie podporządkować ich kierownictwu. Czy mogli jednak przejść na stronę przeciwną?

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 18 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Karol Kautsky – Bolszewizm w ślepym zaułku (1930 rok)

Istotnie,   przeciwnicy   bolszewików   często   określali   jako   swój   cel   przywrócenie   demokracji   i 

narodowego zgromadzenia konstytucyjnego. Wszelako w  walce zbrojnej dominowali nie politycy, lecz 
oficerowie.   Stary   korpus   oficerski,   o   carskich   arystokratycznych,   kapitalistycznych   skłonnościach, 
stanowił zasadniczy czynnik wystąpień przeciw bolszewikom, które wybuchły pomiędzy 1918 a 1920 r. 
Dowodzili  nimi   wyżsi   oficerowie   starej   armii,  po  generale   Korniłowie   i  jego   następcy  Aleksiejewie 
pojawili się wkrótce generał Denikin, admirał Kołczak i na koniec generał Wrangel. Gdzie tylko panowie 
ci zwyciężali, natychmiast ukazywali swe reakcyjne oblicze. Gdzie tylko socjaliści i demokraci dali się 
zwieść   wolnościowym   hasłom   generalskim  i   przechodzili   na   ich   stronę,   kończyło   się   to   gorzkim 
rozczarowaniem, a często – gorącą nienawiścią.

Wielka liczba socjalistów i  demokratów nie mogła  podczas wojny domowej przyłączyć się z 

czystym sumieniem ani do jednej, ani do drugiej strony. Wszelako ówcześnie w Rosji trudno było inaczej 
aktywnie   działać   politycznie,   niż   z   bronią   w   ręku.   To   obezwładniło   na   politycznej   scenie 
socjaldemokratów i inne zbliżone do nich partie podczas ówczesnych walk. Można było stanąć tylko po 
jednej lub po drugiej stronie. Wszelako zwycięstwo oficerów, od Korniłowa zaczynając, a na Wranglu 
kończąc,   groziło   powrotem   starych   rządów.   Natomiast   bolszewicy   nie   ukazali   jeszcze   wówczas 
konsekwencji swego zamachu stanu. Wydawali się rzecznikami nowej własności chłopskiej, w tej mierze, 
w jakiej się ona ukształtowała poprzez podział gruntów wielkich posiadaczy. Wydawali się obrońcami 
Rad   Robotniczych,   które   przyniosły   pracownikom   najemnym   wolność   oraz   przewagę   polityczną   i 
społeczną   nad   kapitalistami.   Wszystkie   zgubne   strony   bolszewizmu,   jego   terror,   jego   wszechwładza 
policji,   jego   zniesienie   wolności   politycznych   i   upadek   ekonomiczny,   wszystko   to   wydawało   się 
rezultatem wojny domowej i miało zniknąć wraz z nią.

Do tego, dla podtrzymania wrogich bolszewikom generałów nieprzyjazne rządy kapitalistyczne 

kazały swym oddziałom, Anglikom, Francuzom, Włochom, Japończykom, wmaszerować do Rosji, gdy 
odparta została inwazja niemiecka. Oddziały polskie przekroczyły granice rosyjskie już pod koniec 1919 
r.,   a   w  kwietniu   1920   doszło   do   prawdziwej   wojny   między   Rosją   i   Polską,   wojny   prowadzonej   ze 
zmiennym szczęściem, w której armia bolszewicka odniosła najpierw znaczne zwycięstwa, by później 
doznać dotkliwych porażek. Lenin zakończył wojnę dzięki ustępstwom, aby nie mieć związanych rąk w 
walce z Wranglem, z którym uporał się już teraz szybko (listopad 1920 r.).

Dlatego bolszewicy wydawali się jedyną siłą  w Rosji zdolną obronić proletariuszy i chłopów 

przed   powrotem   ich   dawnych   kapitalistycznych,   arystokratycznych,   biurokratycznych   ciemiężców   i 
wyzyskiwaczy i odeprzeć inwazję z zewnątrz. Jeśli kiedykolwiek, to właśnie wtedy pozyskali dla siebie 
większość ludności państwa rosyjskiego. Utrzymywali wprawdzie, że zawsze rzeczy tak się miały, lecz 
nawet w dniach swej największej popularności przezornie wzbraniali się przed tym, by podjąć próbę i 
rozpisać wolne wybory dla całej ludności.

b) Konstytucja Radziecka

Dzięki   zamachowi   stanu   z   października-listopada   1917   i   wystąpieniu  mieńszewików   i 

prawicowych socjalrewolucjonistów, bolszewicy doprowadzili do takiego Kongresu Rad, na którym byli 
reprezentowani tylko oni i tolerowani przez nich socjaliści, tacy jak np. lewicowi socjalrewolucjoniści. 
Sojusz z nimi rozpadł się po tym, gdy bolszewicy stworzyli specjalne organizacje dla „biedoty wiejskiej” 
i przeciwstawili się ubogim chłopom po kapitulacji rządu radzieckiego przed Rzeszą niemiecką. Opozycja 
lewicowych socjalrewolucjonistów wobec bolszewików miała szybki i żałosny koniec (lipiec 1918 r.).

Od tego momentu mieli oni nieograniczoną władzę w Radach. Znalazło  to wyraz w konstytucji 

państwa radzieckiego, która została przyjęta na piątym Wszechrosyjskim Kongresie Rad 10 lipca 1918 r.

Pozornie ugruntowuje ona nie wszechwładzę partii komunistycznej, lecz panowanie proletariatu. 

Wszechrosyjski Kongres Rad stał się najwyższą instancją Republiki. Składa się on z reprezentantów 
robotników miejskich i ludności wiejskiej. Już tu wprowadzono różnicę na niekorzyść chłopów, choć w 
sposób zamaskowany. W miastach jeden mandatariusz przypada na 25000  w y b o r c ó w , na wsi – na 
125000  m i e s z k a ń c ó w . Dlaczego liczby mandatariuszy nie określono i tu i tam na podstawie bądź 
to wyborców bądź mieszkańców? Trudno dla tego znaleźć inne uzasadnienie niż to, by mniej wyraźnym 
uczynić pokrzywdzenie chłopów. Prawo wyborcze przyznano obywatelom obu płci, mającym powyżej 18 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 19 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Karol Kautsky – Bolszewizm w ślepym zaułku (1930 rok)

lat. Ponieważ prawie wszyscy dorośli mieszkańcy wsi uzyskali prawo wyborcze, na 125000 mieszkańców 
przypada tu więcej niż 25000 wyborców, prawdopodobnie około 70000. Tak więc konstytucja gwarantuje 
proletariatowi miejskiemu prawo wyborcze w dwu lub trójnasób bardziej rzeczywiste niż chłopom.

Pomiędzy  robotnikami  i  chłopami  występuje  nie dająca się określić  statystycznie,  bynajmniej 

jednak nie nieliczna grupa, którą całkowicie pozbawiono prawa wyborczego. Aliści przywilej wyborczy 
robotników znaczy niewiele. Wszystkie fortele, mające na celu zduszenie głosu narodu i niedopuszczenie 
do jego ujawnienia się w wyborach, które reakcja wymyśliła po roku 1848, gdy nie mogła się odważyć na 
otwarte zniesienie prawa wyborczego, zostały wiernie skopiowane przez bolszewików. Przynajmniej w 
tym względzie okazali się oni pojętnym uczniem cywilizacji zachodniej, choć tylko co do jej jawnie 
kontrrewolucyjnych aspektów.

Jak w pruskim trójklasowym prawie wyborczym, wybory są jawne i pośrednie. Robotnicy i chłopi 

wybierają przedstawicieli na Wszechrosyjski Kongres Rad nie bezpośrednio, lecz pośrednio. I nawet nie 
dokonują tego prawyborcy. Delegaci na Wszechrosyjski Kongres Rad wybierani są z jednej strony przez 
rady większych miast, z drugiej – przez gubernialne  kongresy rad. Kongresy gubernialne są wybierane 
znowu przez rady większych miast – które w ten sposób uzyskują podwójne pośrednie prawo wybierania 
Kongresu Wszechrosyjskiego – i przez rady okręgowe. Te pochodzą z wyborów odbywających się w 
radach mniejszych miast i w radach obwodowych. Te ostatnie wybierane są przez rady wiejskie.

Jak świetne efekty daje to drobiazgowo wykoncypowane prawo wyborcze pokazują liczby, które 

przytaczamy za interesującym studium tego zagadnienia w cytowanym już 7 tomie „Welt in Zahlen” 
Voytinsky’ego. W roku 1924 w radach obwodowych było ponad 64% urzędników państwowych, wobec 
zaledwie  8%  robotników.  W  tym samym roku członkowie partii komunistycznej stanowili w radach 
wiejskich 8%, w radach obwodowych – 20%, w radach okręgowych 58%, w radach gubernialnych 68%. 
We Wszechrosyjskim Kongresie, na koniec, niekomuniści – bezpartyjni – stanowią znikomą cząstkę. 
Dopiero   tu   wybiera   się   Komitet   Centralny,   liczący   485   członków.   Jakie   zatem   skomplikowane, 
wielokrotne przesiewanie chłopskich kandydatów na delegatów! Przy zasadzie jawnych wyborów już to 
musiałoby znakomicie wystarczać, by za każdym razem uniemożliwiać jawną opozycję w radach przeciw 
rządowi.   Do   tego   dołącza   się   jednak   jeszcze   dokonane   wkrótce   po   listopadowym   zamachu   stanu 
zlikwidowanie   całej   niekomunistycznej   prasy,   rozwiązanie   wszystkich   wolnych   zrzeszeń,   także   tych 
stowarzyszeń   i   związków,   które   nie   pozwoliły   się   zdegradować   do   roli   ślepego   narzędzia   w   rękach 
komunistów,   jak   też   brak   formalnej   ochrony   kandydatów   i   delegatów,   którym   w  żadnej   mierze   nie 
zapewnia   się   immunitetu.  W  miejsce   tego   zapanowała   wszechwładza   policji   politycznej,   a   także 
ustanowiono trybunały rewolucyjne, które nie były „krępowane żadnymi ustaleniami w wyborze środków 
przeciw   kontrrewolucji,   sabotażowi   itd.”   (Dekret   KC   z   17   czerwca   1918  r.).   Ponieważ   pod 
„kontrrewolucję”, „sabotaż”, a w szczególności „itd.”, może być podciągnięte wszystko, w ten sposób 
zostało ogłoszone wyjęcie spod prawa wszelkiej opozycji. Odtąd stało się niemożliwe, by kandydatem 
czy   delegatem   był   ktoś   inny   niż   komunista   lub   osoba  tolerowana   przez  partię   komunistyczną,   jakiś 
zdeklarowany działacz opozycyjny.

Prawo wyborcze jest farsą, jeśli nie ma reprezentujących odmienne kierunki kandydatów, między 

którymi   można   się   decydować.   Konstrukcja   prawa   wyborczego   ma   jeszcze   tylko   ten   cel,   by   wpoić 
robotnikom wiarę, że w systemie radzieckim są klasą panującą. I radzieckie prawo wyborcze spełnia to 
zadanie, przynajmniej wobec dusz naiwnych, pośród których można znaleźć wielu szacownych poetów i 
myślicieli, nie tylko w Rosji, ale i w reszcie świata.

Sławetne prawo wyborcze osiąga ekstremum w stwierdzeniach, które całkowicie pozostawiają 

wolnemu  uznaniu urzędników radzieckich to, kto i przez kogo będzie wybierany.  W  tym względzie 
Konstytucja stwierdza (§ 70): „Szczegóły trybu wyborów, takie jak udział związków i innych organizacji 
robotniczych,  są ustalane  przez lokalne  rady na podstawie instrukcji  Wszechrosyjskiego  Centralnego 
Komitetu Wykonawczego”. Rząd zatem sam ustala wedle swego widzimisię, jak będzie się wybierało. A 
zgodnie ze swymi kompetencjami może on każdego nie tylko wykluczyć z listy kandydatów, lecz także 
pozbawić czynnego prawa wyborczego,  jako że konstytucja zawiera jasne i jednoznaczne stwierdzenia 
tylko w odniesieniu do osób, którym w każdym przypadku odbiera się czynne i bierne prawo wyborcze. 
Należą   do   nich   nie   tylko   kapitaliści,   mnisi,   dawni   politycy,   obłąkani,   lecz   także   kupcy,   do   których 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 20 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Karol Kautsky – Bolszewizm w ślepym zaułku (1930 rok)

oczywiście zaliczają się też ubodzy domokrążcy.  Uprawnieni do głosowania określeni są  także  niezbyt 
jasno jako ci, „których środki do życia pochodzą z produktywnej i użytecznej społecznie pracy”.

Kto nie pracuje, może utracić prawo wyborcze. Trzeba tylko zdjąć ze stanowisk niewygodnych 

ludzi,   by   zostali   pozbawieni   prawa   wyborczego.   A   czym  jest   produktywna   i   użyteczna   praca?   Czy 
„burżua”  wykonują   taką   pracę?  Notabene,  w  Rosji   nie   ma   już   kapitalistów   i   posiadaczy  ziemskich, 
wszyscy zostali wywłaszczeni. W zależności od okoliczności jako nieproduktywni pracownicy mogą być 
jednak potraktowani inżynierowie lub nauczyciele akademiccy.

Samowola, dla której określenia te otwierają drzwi na oścież, najwyraźniej  uwidacznia się w 

odniesieniu   do   ludności   wiejskiej.   Był   czas,   gdy   panom   na   Kremlu   odpowiadało   to,   by   wszystkich 
chłopów, takie zamożnych, zaliczyć do pracowników produktywnych i użytecznych, nadając im prawo 
wyborcze.   Przeważnie   jednak   wykluczano   z   tego   tych,   którzy   byli   dobrze   sytuowani.   Czasami 
odmawiano prawa wyborczego także średnim chłopom, ograniczając je do „biedoty wiejskiej”, tzn. do 
tych,   którym   brak   jest   ziemi   i   inwentarza  na  to   choćby,   by  wyprodukować   środki   żywnościowe  na 
utrzymanie samych siebie. Co więcej, epidemia  kołchozowa doprowadziła gdzieniegdzie do tego, że 
także „biedotę wiejską” pozbawia się prawa wyborczego – jak i reszty ich dobytku – gdy oponuje przeciw 
kołchozom. Tutaj w sposób najbardziej jaskrawy przejawia się samowola partii komunistycznej  i jej 
rządów, samowola, której poddana jest cała ludność Rosji Radzieckiej.

Zresztą rady – a w konsekwencji i wybory do nich – utraciły ostatnio jakiekolwiek znaczenie. 

Władza  polityczna nadawana jest nie przez rady lecz przez partię komunistyczną.  To  „politbiuro” jest 
najwyższą instancją dla stanowienia praw i zarządzania państwem. Centralny Komitet Wykonawczy rad 
utracił   wszelkie   rzeczywiste   znaczenie.   Konstytucja   radziecka   jest   jedną   jeszcze   fikcją.   Na   ostatnim 
zjeździe partii komunistycznej w Moskwie Krylenko oświadczył wprost: „Prawa radzieckie to nic innego 
niż polecenia partii”.

Także i tu musimy zapytać, które z tych stwierdzeń mamy traktować jako rewolucyjne, a które 

jako kontrrewolucyjne? Gdzie kryje się tu rewolucja, której mamy bronić przed grożącą kontrrewolucją?

c) Demokratyzacja rad

Liczni z nas rewolucyjnego elementu konstytucji radzieckiej szukają w miejscu, jakie przyznaje 

ona robotnikom i ich radom. Nie widzą oni, że społeczne i polityczne uprzywilejowanie robotników w 
Rosji   Radzieckiej   jest   okupione   ich   moralną,   intelektualną   i   ekonomiczną   degradacją   i   ich 
podporządkowaniem   bezgranicznej   samowoli   pojedynczej   sekty   organizacyjnej:   komunistów.   Mam 
nadzieję, iż pokazałem wyżej, że elementy te nie zbiegają się ze sobą przypadkowo, lecz pozostają ze 
sobą w ścisłym związku.

Przy   tym   niepowodzeniem   muszą   skończyć   się   wszystkie   próby   uratowania   konstytucji 

radzieckiej   poprzez   oczyszczenie   jej   z   wad.   Próba   taka   byłaby   usiłowaniem   demokratyzacji   tej 
konstytucji.

Znaczna   część   moich   mieńszewickich   przyjaciół   wkrótce   już   po   rozpędzeniu   konstytuanty 

wyrzekła się tego nieaktualnego hasła. Natychmiast wystąpił przeciwko niemu Paweł Axelrod. Także 
dzisiaj słuszne jest to, co powiedział on przeciw „demokratyzacji rad” (por. jego „Observations sur la 
tactique dea socialistes dans la lutte contre le bolschevisme”, Paris 1921).

A   jednak   wydaje   się,   że   dążenia   takie   nie   całkowicie   zostały   zarzucone.   Ostatnia   odezwa 

Socjalistycznej Międzynarodówki Robotniczej mogła być interpretowana nawet w tym sensie. Czytamy 
tam: „Narodom Związku Radzieckiego musi być przywrócona wolność, która dla robotników i chłopów 
jest równie nieodzowna jak powietrze i woda”. A dalej żąda się: „Wolności słowa! Wolności organizacji! 
Wolnych   i  tajnych  wyborów!”.   Szczególnie   brzmi   to,   że   wolność   ma   być   nieodzowna   tylko   dla 
robotników i chłopów, nie zaś dla wszystkich ludzi. A dalej: dlaczego żąda się tylko wolnych i tajnych 
wyborów, nie zaś – powszechnego i równego prawa wyborczego? Nawet program bolszewików jeszcze w 
czasach, gdy rozpędzili oni Konstytuantę domagał się „powszechnego, równego, bezpośredniego, tajnego 
prawa wyborczego”.

Oczywiście, nikt w Socjalistycznej Międzynarodówce Robotniczej nie myśli o tym, by żądania 

tego wyrzec się. Czy jednak powinni jacyś towarzysze mniemać, że dla Rosji trzeba zrobić wyjątek? Jak 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 21 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Karol Kautsky – Bolszewizm w ślepym zaułku (1930 rok)

gdyby tutaj,  jak wszędzie, nie musiała  na skutek szczególnych przywilejów klasa korumpować się i 
stawać zależną od tych czynników, które owych przywilejów udzielają i ich strzegą.

Hasło  „demokratyzacji rad” jest sprzeczne samo w sobie. Oznacza ono demokratyzację pewnej 

uprzywilejowanej arystokracji. A może sądzi się, że rady obejmują całość ludności? Skąd jednak wtedy 
odraza   do   prostego   powszechnego   prawa   wyborczego,   a   predylekcja   do   sztucznego   systemu 
radzieckiego?

Strach może przed głosami byłych kapitalistów i obszarników? Oni jednak wywierali dotychczas 

wpływ polityczny nie przez kartki wyborcze, które sami wrzucali – tych zawsze było bardzo niewiele – 
lecz poprzez moc swych pieniędzy. To one, a nie powszechne i równe prawo wyborcze dawało im siłę 
polityczną. Zaś w dwójnasób absurdalnym jest unieszkodliwianie polityczne kapitalistów i obszarników 
poprzez odebranie im prawa wyborczego tam, gdzie zostali oni wywłaszczeni, nie istnieją już zatem jako 
klasa, a jako jednostki utracili wszelkie środki oddziaływania na społeczeństwo.

Ale   przecież  do   burżuazji   zalicza   się   też   ludzi   z  wyższym   wykształceniem.   Tego   nie   można 

skonfiskować. A lepiej wykształceni łatwo zdobywają wielki wpływ na tych, którzy są mniej wyuczeni. 
System   radziecki   zwraca   się   przede   wszystkim   przeciw  ludziom   z   wykształceniem,   jako   że   daje 
możliwość zamknięcia im wszystkim ust i pozbawienia kontaktów z proletariatem – o ile nie myślą na 
sposób komunistyczny lub nie dają się sterować przez komunistów.

Do   demokratyzacji   należy   także   ścisłe   określenie   praw   jednostki   wobec   posiadaczy   i 

reprezentantów   władzy   państwowej.  W  autokracji   i   arystokracji   prawa   takie   odnoszą   się   tylko   do 
niższych klas i warstw, wyższe nie są przez nie związane. W demokracji zasady te dla władzy oznaczają 
nie tylko prawa, dla obywateli nie tylko obowiązki. Dają one obywatelowi ściśle określone prawa, które 
może on wykorzystać przeciw odgórnym uzurpacjom.

System radziecki nie daje się pogodzić z taką prawną ochroną jednostki przeciw nadużyciom 

władzy. Jeszcze w 1919 r. w swej polemizującej ze mną pracy Lenin stwierdził: „Dyktatura – to władza 
opierająca się bezpośrednio na przemocy, nie związana żadnymi ustawami” („Rewolucja proletariacka a 
renegat Kautsky”, Dzieła, t. 28, str. 237). W systemie radzieckim ta nieskrępowana władza przypada w 
udziale klasie panów, komunistom, przeciw masom ludowym. A jeszcze większa nieskrępowana władza 
dana jest najwyższym władcom w Komitecie Centralnym przeciw narodowi i komunistom.

Demokratyzacja rad musi zacząć się od  jednoznacznie określonej ordynacji wyborczej do rad. 

Jeśli   nie   miała   by   ona   być   pozbawiona   sensu,   to   musi   dawać   prawo   wyborcze   całej   społeczności 
pracujących i chcących pracować.  W  obecnych warunkach prawo  takie stałoby się w Rosji faktycznie 
powszechnym i równym. I podobnie, każda próba przyznania robotnikom i chłopom większej wolności 
musi prowadzić do nadania tej wolności całemu narodowi. Czy można przyznać wolność prasy tylko 
robotnikom   i   ubogim   chłopom?   Czy   nikt   poza   nimi   nie   powinien   pisać   do   gazet   i   czytać   ich? 
Demokratyzacja rad jest wewnętrznie sprzecznym pomysłem, który nie może zastąpić naszego żądania 
demokracji dla wszystkich.

Niemniej hasło to mogłoby mieć historyczne znaczenie. Wobec kolejnych niepowodzeń systemu 

komunistycznego   hasło   to   mogłoby   może   prędzej   zjednać   część   proletariatu   rosyjskiego   niż   hasło 
powszechnego prawa wyborczego. Człowiek jest już z natury swej konserwatywny, i nawet gdy jest 
rewolucjonistą woli – o ile chce budować coś nowego, a nie tylko burzyć – trzyma się tego, co istnieje, i 
to przekształca. Tak więc hasło demokratyzacji rad mogłoby być punktem wyjścia dla położenia kresu 
panowaniu   komunistycznemu.   Gdzie   żądanie   takie   pojawia   się   spontanicznie,  może   być   korzystne 
popieranie go. Dobrze jest jednak przy tym mieć jasną świadomość, że taka demokratyzacja nie może 
doprowadzić do ulepszenia systemu radzieckiego. Jej znaczenie polegałoby na tym, że na skutek swej 
antynomiczności popychałaby ku pełnej i czystej demokracji.

A mamy wszelkie powody, by podkreślać, że taka demokracja jest naszym celem politycznym.
Nie  możemy zapominać, że proletariat nie może rozwiązać wielkich historycznych zadań, jakie 

nakłada nań jego usytuowanie społeczne, bez współpracy intelektualistów: nauka i robotnik, jak mówił 
Lassalle. Tylko proletariat może dać ruchowi socjalistycznemu tę siłę społeczną, bez której nie będzie 
mógł zwyciężyć. Tylko ludzie wykształceni, którzy sympatyzują z nim i jego celami, mogą zdobyć i 
rozszerzyć   to   głębokie   rozumienie,   które   jest  konieczne,   by   ruch   proletariacki   nie   błąkał   się   w 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 22 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Karol Kautsky – Bolszewizm w ślepym zaułku (1930 rok)

ciemnościach,   lecz   postępował   naprzód   w   sposób   jasno   określony   i   bez   reszty   dopełnił   swego 
zwycięstwa.

Jak   często   już   podkreślałem,   intelektualiści   nie   są   klasą,   lecz   warstwą,   która   dotychczas   po 

większej części była zależna od kapitalistów, ale nie jest z nimi związana żadnymi interesami klasowymi. 
Im wyżej wznosi się proletariat, tym bardziej przyciągająco oddziałuje on na intelektualistów i tym więcej 
spośród nich przyłącza się do niego. Jednym z najważniejszych zadań socjaldemokracji jest wspieranie 
tego procesu.

W  Rosji,   ze   względu   na   to,   że   wskutek   zacofania   politycznego   intelektualiści   byli   tam   w 

szczególnie intensywnej opozycji, jak również  że  wskutek szczególnego zacofania kapitału proletariat, 
zwłaszcza   w   ostatnim   dziesięcioleciu   przed   wojną,   ogromnie   go   przewyższał,   zainteresowania 
intelektualistów sprawami  proletariackimi  były  większe niż w krajach zachodnich. A jednocześnie  o 
wiele   bardziej   jeszcze   potrzebował   ich   proletariat   wobec   straszliwej   ciemnoty   ludności   pracującej, 
spowodowanej brakiem szkół  i  gazet. Nigdzie nie jest tak bardzo możliwa ścisła współpraca szerokich 
warstw inteligencji z proletariatem, nigdzie nie jest to bardziej potrzebne, nigdzie nie może przynieść 
lepszych owoców niż w Rosji.

Rewolucja marcowa 1917 r. otworzyła dla tego jak najlepsze perspektywy, jak tylko skończy się 

nieszczęsna wojna. Obydwa bolszewickie zamachy stanu z listopada 1917 i stycznia 1918 roku brutalnie 
przerwały   tę   współpracę,   napełniając   proletariat   nienawiścią   i   podejrzliwością   wobec   tych 
intelektualistów, którzy nie przysięgali sztandarowi komunistycznemu. Wszystkich tych intelektualistów 
komuniści   traktowali   jak   przestępców.   Przez   to   krótkowzroczny   frakcyjny   egoizm   bolszewików 
doprowadził do głębokiego podziału między dwiema najbardziej rozwiniętymi siłami rosyjskimi, których 
współpraca była koniecznym warunkiem uzyskania z rewolucji rosyjskiej tych owoców, które tylko one 
mogły w ogólnej sytuacji Rosji spożyć.

Jedno   z   najważniejszych   zadań   prawdziwych   rewolucjonistów   rosyjskich   polega   na   tym,   by 

zlikwidować te nieszczęsne hamulce  i przeszkody rewolucji.  Jest  to niemożliwe na gruncie systemu 
radzieckiego,   który   pozbawia   praw   każdego   intelektualistę   nie   poniżającego   się   do   roli   posłusznego 
narzędzia dyktatury. Tylko ustanowienie pełnej równości demokratycznej może pokonać przepaść między 
intelektualistami i proletariatem, którą ze szkodą dla obu stron wytworzyła bolszewicka przemoc.  Nie 
możemy pozostawiać żadnej wątpliwości co do tego, że w sprzyjających okolicznościach musimy hasło 
demokratyzacji   rad   wykorzystywać   jako  p r z e j ś c i o w e   do   pełnej   demokracji,   nigdy   jednak   nie 
możemy go zaakceptować jako paliatywu takiej demokracji.

d) Jakobini czy bonapartyści

Rozpatrywaliśmy   system   radziecki   z   różnych   stron:   ekonomicznej,  społecznej,   politycznej. 

Nigdzie jednak nie udało nam się zauważyć postępu w stosunku do tego, co zdobyła lub zapoczątkowała 
rewolucja rosyjska w okresie od marca 1917 r. do bolszewickiego zamachu stanu, a co stało się punktem 
wyjścia dla gwałtownego wzlotu Rosji i jej klasy robotniczej. To, co bolszewicy dodali od siebie , było w 
ich intencjach, a jeszcze bardziej w ich frazeologii,  czymś  niezmiernie wspaniałym.  W  rzeczywistości 
okazuje się to hamulcem, ograniczeniem, balastem dla tego wszystkiego,  czego rewolucja dokonała do 
momentu   zdobycia   władzy   przez   bolszewików.   Przez   długi   czas   nie   zgadzało   się   z   tym   wielu 
rewolucjonistów, także w naszych szeregach. Jednak z roku na rok zmniejsza się liczba tych, którzy 
zaprzeczają stałemu upadkowi Rosji we wszystkich dziedzinach w reżimie radzieckim.  Fakty aż zbyt 
wymownie przemawiają do każdego, kto nie będąc zaciętym iluzjonerem jest podatny na ich mowę.

Czy   w   tej   sytuacji   nie   ma   się   jednak   prawa   określić   oddziaływania  bolszewików   jako 

kontrrewolucyjnego?   Przyjaciele   bolszewizmu,   nie  potrafiący   przedstawić   żadnych   faktów   na   jego 
korzyść, pomagają sobie przykładem historycznym i wskazują na  Wielką  Rewolucję  Francuską. Teraz 
dzieje   się   tak   samo,   jak   wtedy.   Po   1789,   obok   konstytucyjnych   monarchistów   byli   cherlawi 
rewolucjoniści: żyrondyści. W 1917 r. odpowiadają im socjalrewolucjoniści i mieńszewicy. Ponad nich 
wyrośli prawdziwi rewolucjoniści, którzy działali z dostateczną siłą i energią, by rewolucję doprowadzić 
do zwycięstwa. Od 1792 do 1794 byli nimi ludzie budzący trwogę: jakobini, „Góra”. Nikt nie określiłby 
ich jako kontrrewolucjonistów. A tym, czym wtedy byli jakobini, dziś są bolszewicy.

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 23 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Karol Kautsky – Bolszewizm w ślepym zaułku (1930 rok)

Trzeba   na   to   odrzec,   że   przykład   nie   stanowi   żadnego   dowodu.   Przy   zestawieniu   dwóch 

podobnych procesów, jeden może w jaśniejszym świetle przedstawić drugi. Przykład może być jednak 
także bardzo zwodniczy, jeśli skupiając uwagę tylko na elementach powierzchownych, używa się go bez 
poświęcenia dostatecznej uwagi nie tylko temu, co wspólne, lecz i temu, co różne. Jakobinów już to 
odróżnia od bolszewików, że byli oni partią burżuazyjną, czy drobnoburżuazyjną, a nie socjalistyczną, dla 
której nie było miejsca pod koniec XVIII wieku. Ale i warunki, które wyniosły tamtych, były w latach 
1792-1793 zupełnie odmienne od tych, które dopomogły bolszewikom usadowić się na szczycie. Istotnie, 
w obydwu przypadkach mamy do czynienia z wojną. Wszelako w 1792  r.  wyrosła ona z rewolucji, 
natomiast w 1917 – rewolucja z wojny. Ci, którzy budzili grozę podczas wielkiej rewolucji francuskiej, 
swą   siłę   czerpali   z   tego,   że   w   warunkach   naporu   zewnętrznego   wroga   prowadzili   wojnę   w   sposób 
najbardziej energiczny i zdeterminowany. Ci z 1917, rozpędzający konstytuantę, siłę swą czerpali z tego, 
że w sposób najbardziej zdecydowany i zdeterminowany nie tylko domagali się kapitulacji wobec wroga 
narodu, lecz i doprowadzili do niej. Terror w rewolucji francuskiej był konsekwencją nie rewolucji, lecz 
wojny. Skończył się, gdy tylko ustało zagrożenie Francji przez wroga zewnętrznego, a trwał tylko przez 
dwa lata. Należałoby zatem oczekiwać, że w podobny sposób terror w Rosji ustanie, gdy tylko skończy 
się   era   wojny   domowej   i   „komunizmu   wojennego”.   Pokój   przyniósłby   prawdziwe   uzdrowienie 
gospodarki,   zakończenie   dyktatury   w   ekonomii   i   polityce.   Wtedy   właśnie   pojawiła   się   idea 
demokratyzacji rad.

Wiemy jednak, że rzecz ułożyła się całkiem inaczej. W systemie bolszewickim terror nie jest 

bynajmniej środkiem tylko wojennym. Przeciwnie, przez dziesięć lat pokoju od roku 1920 umacniał się 
coraz bardziej.

Po kapitulacji ostatniej białej armii był moment, gdy wydawało się, że następuje zmiana. Wojna 

domowa i ruina ekonomiczna spowodowały taką nędzę, że nawet wielu z bolszewików straciło wiarę w 
swych przywódców i zwróciło się przeciw nim. To było przyczyną generalnego strajku pod koniec lutego 
1921  r.  w   Petersburgu   i   Moskwie,   a   także   powstania   doborowych   oddziałów   bolszewików,   którym 
zawdzięczali   oni   po   większej   części   swe   dotychczasowe   zwycięstwa:   marynarzy   stacjonujących   w 
Kronsztadzie (koło Piotrogrodu). Utrzymywanie się terroru, czyli opartego na przemocy samowładztwa 
komunistów nad całą ludnością pracującą, okazało się nie do zniesienia. 27 lutego między strajkującymi 
krążyła   proklamacja   następującej   treści:   „Konieczna   jest   gruntowna   zmiana  całej   polityki   rządu;   w 
pierwszym rzędzie robotnicy i chłopi muszą uzyskać wolność. Nie chcą oni podążać za kierownictwem 
bolszewickim,   a   chcą   sami   decydować   o   swym   losie.   Oto   czego   musicie  żądać  natychmiast  i   w 
zorganizowanej   formie:   uwolnienie   wszystkich   uwięzionych   socjalistów   i   bezpartyjnych   robotników, 
zniesienie stanu oblężenia, wolność słowa, prasy i zgromadzeń dla wszystkich klas pracujących. Wolne 
nowe   wybory   do   komitetów   fabrycznych,   związków   zawodowych   i   rad.   Organizujcie   zebrania, 
ogłaszajcie   rezolucje,   wysyłajcie   do   władz   swe   delegacje,   starajcie   się   przeprowadzić   swoją   wolę”. 
Proklamacja ta była wyraźnie  dziełem tego  kierunku mieńszewickiego, który chciał ograniczyć się do 
demokratyzacji rad. Nie ma w niej ani słowa o konstytuancie, nie żąda się w niej powszechnej amnestii 
politycznej, a tylko uwolnienia socjalistów i bezpartyjnych robotników. Na koniec, robotników nawołuje 
się tylko do demonstrowania i składania petycji.

Niemniej także realizacja tych żądań stanowiłaby wielki postęp. Komuniści czuli, że ich monopol 

partyjny w państwie jest zagrożony.  „Illustrierte Geschichte der Russischen Revolution 1917”  (Berlin, 
Villi Munzenberg, 1928), w której przedrukowana jest ta i jeszcze jedna proklamacja (prawdopodobnie 
socjalistów-rewolucjonistów), zauważa przy tym: „Nie jest wcale dziwne, że mieńszewicy i socjaliści-
rewolucjoniści przygotowywali takie ulotki. Tak było i wcześniej. Nowym było to, że były czytane i że 
istotnie wywierały wrażenie. Rząd radziecki wyczuwał w tych nowych wydarzeniach wielkie polityczne 
niebezpieczeństwo, które wydawało się zagrażać dziełu klasy robotniczej”. „Dzieło klasy robotniczej” w 
komunistycznej   frazeologii   oznacza:   dzieło   partii   bolszewickiej   pod   dyktatorskim   kierownictwem. 
Niebezpieczeństwo stało się jeszcze poważniejsze, gdy za sprawę wolności robotników i chłopów wzięli 
się marynarze. Nie posłali oni delegatów do władz, lecz postąpili tak, jak ich tego nauczyli Lenin i 
Trocki: chwycili za broń. Byli rzecznikami nie proletariatu miejskiego, lecz chłopów. Cytowana przed 
chwilą książka stwierdza, że byli „przebranymi za marynarzy parobkami” (str. 566). Za „Informacjami 
komitetu  rewolucyjnego”,  wydawanymi  przez  powstańców  kronsztadzkich, „Illustrierte   Geschichte...” 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 24 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Karol Kautsky – Bolszewizm w ślepym zaułku (1930 rok)

przytacza   szereg   wypowiedzi,   wskazujących   jak   głęboka   była   już   wtedy   na   wsi,   wnet   po   usunięciu 
białogwardyjskiego  zagrożenia,   nienawiść   do   bolszewików.   Rzeczą   charakterystyczną   i   ważną   dla 
zrozumienia   dzisiejszej   sytuacji   w   Rosji   jest   to,   że   chłopi   burzyli   się   przede   wszystkim   przeciw 
zakładaniu   faworyzowanych   wielkich   przedsiębiorstw   na   wsi.   Marynarz   Kotelow   pisał:   „Ze   swych 
splamionych krwią mównic krzyczą, że ziemia należy do chłopów, a fabryki do robotników. Tymczasem 
komuniści zorganizowali wszędzie (dwory) komunistyczne, wybierając do tego najlepsze kawałki ziemi i 
sadowiąc się na grzbiecie ubogich chłopów gorzej i ciężej, niż przedtem czynili to obszarnicy”. Warto 
przytoczyć jeszcze następujące zdanie: „Powstało nowe poddaństwo komunistyczne.  C h ł o p  stał się w 
gospodarstwie radzieckim niewolnikiem,  r o b o t n i k   w fabryce – najemnikiem.  I n t e l i g e n c j a 
p r a c u j ą c a   –wyginęła”.   Tak   w   roku   1921   chłopi   oceniali   dobrodziejstwa,   które   przynieśli   im 
bolszewicy.

Inteligencja albo wyginęła, albo pędziła żywot helotów. Co do robotników, Lenin wierzył, że już 

szybko się z nimi upora. Respektował jednak chłopów i armię. Udało się wprawdzie krwawo stłumić 
powstanie   w  Kronsztadzie,   ostrzeżenie   jednak   nie   poszło   na   marne.   Jak   dotąd   jedynym   środkiem 
wywierania   nacisku   na   bolszewików   okazało   się   zbrojne   powstanie   lub   jego   groźba   –   powstanie 
„parobków przebranych za marynarzy” lub żołnierzy. Tak było w marcu 1921 z Leninem, tak w marcu 
1930 r. ze Stalinem.

W  odpowiedzi na powstanie Lenin ogłosił „nową politykę ekonomiczną”. Rozluźniła ona cugle 

dyktatury w dziedzinie produkcji towarowej i handlu towarami w mieście i na wsi. „Odtąd «komunizm», 
po   trzech   latach   jego   realizacji,   w   imię   której   setki   tysięcy   ludzi   poszły   do   więzień,   obozów 
koncentracyjnych, piwnic CzeKa, a stamtąd na śmierć, nie jest już określany jako «socjalistyczne dzieło 
budowy», lecz jako smutna konieczność narzucona przez wojnę domową jako «komunizm wojenny»” (T. 
Dan, „Sowjetrussland, wie er wirklich ist”, Praga 1926). Bardzo jednak mylili się ci, którzy sądzili, że 
teraz zaczyna się era wolnego ruchu robotniczego nie tylko w sferze produkcji, lecz także polityki.

Nawet w dziedzinie ekonomii nowa wolność niewiele była warta i nie trwała długo: była tylko 

„chwilą przerwy”. Co prawda, bolszewicy chętnie udzielali koncesji obcemu kapitałowi, przywabiając go 
ku Rosji, gdyż tam bardziej go potrzebowali, im większych porażek doznawał własny przemysł. Nie 
chcieli   jednak   i   nie   mogli   wyrzec   się   samowolnych   rządów,   by   nie   utracić   panowania.   Zaś   bez 
zabezpieczenia własności nie ma akumulacji i inwestycji kapitałowych.

NEP był zjawiskiem przejściowym i dlatego także pobudzenie ekonomiczne, które spowodował, 

musiało być tylko nader krótkotrwałe. Im bardziej jednak ono malało i oddalało się, tym bardziej na nowo 
wzrastała bieda, tym gwałtowniej jeden po drugim przychodziły najdziksze eksperymenty w mieście i na 
wsi,   którym   jedno   tylko   było   wspólne:   stały   wzrost   ucisku   robotników   i   chłopów,   obniżanie   płac, 
intensyfikacja pracy, różnorodne wydłużanie czasu pracy i grabież żyjących w dostatku chłopów, którym 
z początku zabierano sprzęty i  inwentarz, a później też ziemię, przy czym granica, od której liczy się 
dostatek, jest coraz bardziej obniżana. Oto konsekwencje Kronsztadu po stronie ekonomicznej. Po stronie 
politycznej   konsekwencji   tych   nie   stanowiło   chwilowe   polepszenie,   lecz   nawet   natychmiastowe 
pogorszenie.   Bolszewicy   zobaczyli   z   przerażeniem,   że   idee   mieńszewików   i   socjalrewolucjonistów 
znowu zaczynają oddziaływać na robotników i chłopów, gdy tylko klasom tym udało się posłyszeć wolną 
mowę. Za wszelką cenę należało temu przeszkodzić. Hermetyczne odcięcie robotników i chłopów od 
dopływu świeżego powietrza było teraz przeprowadzone z większą jeszcze bojaźnią i konsekwencją. 
Zamknięto   przed   nimi   nawet   najmniejszą   możliwość   informacji   innej   niż   podawana   przez   prasę   i 
mówców   partii   komunistycznej.   Efekty   tego   systematycznego   separowania   i   kłamstwa   mają   zgubny 
duchowy wpływ nie tylko na podwładnych, lecz i na samych władców. Rzesze  komunistów w Rosji 
również czytają tylko prasę komunistyczną i świat przedstawiają sobie tak, jak tam jest odmalowany. W 
jaki sposób mogą oni prowadzić rozumną i celową politykę?

Masy powinny dowiadywać się tylko o tym, co odpowiada władcom. Ci z kolei co najwyżej co do 

swych podwładnych o tym informują, co ich zwierzchnicy chcą usłyszeć. Autokrata, który informacje o 
świecie otrzymuje tylko od swych dworków, będzie zawsze okłamywany. Zawsze dotąd wychodziło to na 
szkodę rządzonego w ten sposób państwa. Najbardziej jednak zagraża to rządowi, jaki by nie był jego 
charakter, który powstaje na drodze przewrotu rewolucyjnego i który nie mogąc się oprzeć na żadnej 
tradycji musi działać w czasie burzliwych zawieruch. Im bardziej wzrastają jego trudności, tym częściej 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 25 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Karol Kautsky – Bolszewizm w ślepym zaułku (1930 rok)

znajduje on tylko jeden polityczny sposób utrzymania się: terroryzm. To, co w rewolucji francuskiej było 
wynikiem wojny w momencie największego zagrożenia przez zewnętrznego nieprzyjaciela, dla władców 
Rosji Radzieckiej stało się koniecznością, wyrastającą z warunków ich życia i nie zmniejsza się dzięki 
pokojowi, lecz coraz bardziej zwiększa.

Mowa,   w   której   Lenin   11   marca   1921  r.  obwieścił   nową   politykę   ekonomiczną,   kończy   się 

słowami: „Socjalistów jednak trzeba trzymać w więzieniach” (T. Dan, „Sowjetrussland, wie es wirklich 
ist”, s. 34)

1

.

W początkach swej działalności w rewolucji 1917 roku bolszewicy mogli wydawać się podobni 

do jakobinów, choć były przy tym poważne różnice. Jednak od swego zamachu stanu coraz bardziej 
oddalali   się   od   swej   pierwotnej   bazy,   jako   że   przez   noc   przyjęli   nowy,   całkowicie   sprzeczny   z 
dotychczasowym, program. Jakobini nigdy nie dokonali takiego zwrotu. Pozostali wierni idei parlamentu 
i powszechnych, równych wyborów.

To całkiem  inna  partia,  nie  jakobini,  choć wyrosła z rewolucji  nie  miała  żadnych skrupułów 

natychmiast wyrzucając cały swój program za burtę, gdy tylko nadarzyła się okazja, aby w ten sposób 
dojść do władzy i utrzymać się przy niej. Była to partia  b o n a p a r t y s t ó w .

Jeśli już chce się dokonywać porównań między ostatnią rewolucją rosyjską a pierwszą rewolucją 

francuską, to bolszewików najprędzej można zestawić z bonapartystami, a nie z jakobinami. Ci pierwsi 
nie   stanowili,   jak   drudzy,   krótkotrwałej   organizacji   władzy,   powstałej   w   przejściowej,   nienormalnej 
sytuacji, lecz utworzyli trwały ustrój państwowy, działający i w czasie pokoju i w czasie wojny.

W  Wielkiej  Rewolucji  Francuskiej   były   dwa   rodzaje   kontrrewolucjonistów.   Pośród   nich 

najliczniejsi   –   co   zrozumiałe   –   byli   wygnani   władcy,   członkowie   dynastii   burbońskiej,   jak   też 
arystokracja i duchowni, którzy pragnęli powrócić do dawnej władzy i wyzysku. Kontrrewolucjoniści 
tego rodzaju istnieją przy każdej rewolucji.

Obok nich powstaje jednak w odpowiednich warunkach – a takie zaistniały we Francji podczas 

rewolucji – element kontrrewolucyjny, wyrastający z samej rewolucji.

Natychmiast po obaleniu starego reżimu, w którym spętane były różne uciskane i wyzyskiwane 

klasy   i   warstwy,   podejmują   one   wzajemną   walkę.   Może   wtedy   dojść   do   sytuacji,   gdy   jedna   z 
rewolucyjnych klas czy partii zdobywa taką przewagę nad innymi, że monopolizuje dla siebie owoce 
rewolucji, skazując wszystkich pozostałych rewolucjonistów na tę samą bezsilność i bezruch, w których 
tkwili jeszcze przed rewolucją. W ten sposób zniweczona zostaje rewolucja dla większej części klas 
rewolucyjnych.

Gdybyśmy   w  Wielkiej  Rewolucji  Francuskiej   jako   najbardziej   naturalną   odmianą 

kontrrewolucjonistów   określili   legitymistów,   zwolenników   prawowitej   monarchii,   to   jako 
kontrrewolucjonistów pochodzących z samej rewolucji trzeba określić bonapartystów,  co  pochodzi od 
imienia   ich   przywódcy,   generała   Napoleona   Bonaparte,   którego   w   końcu   uczynili   cesarzem. 
Przeciwieństwo między legitymistyczną i bonapartystyczną kontrrewolucją powtórzyło się we Francji po 
upadku rewolucji 1848 roku.

Te dwa rodzaje kontrrewolucji różnią się między innymi tym, że naturalni kontrrewolucjoniści 

jawnie jako tacy występują, jak rzecz się miała w Austrii  i Prusach w roku 1849. Natomiast  forma 
bonapartystyczna w miarę możliwości zachowuje pozę rewolucyjną i wielokrotnie jej rzecznicy sami nie 
są w pełni świadomi jej kontrrewolucyjnych funkcji. Lata trwało zanim Napoleon Pierwszy posunął się 
do wstąpienia na tron cesarski – został cesarzem na życzenie narodu, na drodze narodowego referendum, 
które miało miejsce w maju 1804, na podstawie którego w grudniu tego roku nałożył koronę. Gdyby nie 
próżność,   do   końca   życia   mógłby   piastować   zdobytą   18   brumaire’a   godność   konsula   republiki, 
prowadząc te same kontrrewolucyjne działania, które podejmował jako cesarz, a mimo to przez cały świat 
byłby uznany za rewolucjonistę, nie zaś kontrrewolucjonistę.

Bonapartystyczna forma kontrrewolucji nie jest więc tak łatwo rozpoznawana jak forma naturalna. 

W  swych   początkach   ma   jeszcze   wiele   wspólnego   z   prawdziwą   rewolucją   i   może   stanowić   jej 
kontynuację, a w części i udoskonalenie. Niemniej zawsze opiera się na ucisku części rewolucjonistów i z 
tego względu im dłużej trwa, tym bardziej musi odsłaniać swój kontrrewolucyjny charakter.

1

 W wystąpieniach Lenina na X Zjeździe RKP(b) nie ma takiego, ani zbliżonego sformułowania. Zjazd odbywał się w dniach 

8-16 marca 1921 r. – Przyp. red.

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 26 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Karol Kautsky – Bolszewizm w ślepym zaułku (1930 rok)

Tak było we Francji w czasach jej Wielkiej Rewolucji. Tak jest teraz w Rosji od roku 1917. Do 

prób prostej  kontrrewolucji  doszło  na początku:  powstania „białogwardzistów” Korniłowa, Denikina, 
Kołczaka,  Wrangla.   Czy   jest   to   jednak   jedyny   rodzaj   kontrrewolucji,   który   się   ujawnił?   Manifest 
egzekutywy   Socjalistycznej   Międzynarodówki   Robotniczej   mówi   tylko   o   „białych 
kontrrewolucjonistach”,   przed   którymi   należy   bronić   rewolucji   rosyjskiej,   nie   wspominając   o 
kontrrewolucji bonapartystycznej.

Podnoszą  się   obecnie   liczne   głosy   mieńszewickie   wskazujące   na  to,   że  bolszewizmowi   grozi 

wyrodzenie się w nowy bonapartyzm. Czy jednak dopiero teraz zagraża to niebezpieczeństwo? Czy dużo 
wcześniej bolszewizm nie stał się prawdziwym bonapartyzmem po swych zamachach stanu z listopada 
1917 i stycznia 1918 r.? Czyż nie ogranicza od tego czasu coraz bardziej swobody ruchu robotniczego i 
chłopskiego, przedtem, u swych początków, wyjąwszy spod prawa wszystkich intelektualistów, którzy 
nie należeli do jego obozu? Cóż jeszcze ma zrobić Stalin, by dojść do bonapartyzmu? Może ktoś sądzi, że 
zostanie   to   osiągnięte   dopiero,   gdy   Stalin   pozwoli   się   koronować   na   cara?   Od   wybuchu  Wielkiej 
Rewolucji  Francuskiej   upłynęło   prawie   półtora   stulecia.   Nie   był   to   czas   pomyślny   dla   monarchii 
dziedzicznych. Prawie żadna z nowopowstałych od tego czasu monarchii nie trwała długo, wiele spośród 
starych zniknęło. Nawet Mussolini nie uważa, by warto się trudzić dla ustanowienia nowej dynastii. Czy 
przez   to   przestał   być   reprezentantem   najbardziej   zajadłej  kontrrewolucji?   Faszyzm   jednak   jest   tylko 
odpowiednikiem bolszewizmu, Mussolini – tylko błaznem Lenina.

Punkt  wyjścia był naturalnie  tutaj  zupełnie inny niż tam. Faszyzm pokazuje, że bolszewickie 

metody   dyktatury   mogą   być   wykorzystane   również   dobrze   do   kneblowania   proletariatu,   jak   do 
kneblowania   jego   przeciwnika.   Porównując   stwierdzamy   jednak,   że   to,   co   od   samego   początku   jest 
z a m i a r e m   faszyzmu, spętanie wszelkiej swobody ruchu proletariackiego, w bolszewizmie staje się 
nieuniknionym  r e z u l t a t e m .   Metody   bolszewickie   nie   tylko  m o g ą ,   ale  m u s z ą   w   sposób 
nieuchronny   prowadzić   do   ujarzmienia   proletariatu,   przynajmniej   tam,   gdzie   przemysł   i   rolnictwo 
podupadają i sytuacja klas pracujących w mieście i na wsi staje się przez to nie do zniesienia. Z kolei ten 
upadek   ekonomiczny   jest   nieuniknioną   konsekwencją   wszelkiego   bolszewicko-faszystowskiego 
ujarzmienia aparatu produkcyjnego.

Bonapartystyczne, czy – jeśli kto woli – faszystowskie zwyrodnienie bolszewizmu nie jest zatem 

niebezpieczeństwem, które zagraża w odległej przyszłości, lecz jest sytuacją, w której znajduje się Rosja 
już   od   prawie   dziesięciolecia.   Wrogość   robotników   i   chłopów,   do   której   w   sposób   naturalny 
doprowadziły metody bolszewickie, rozwijała się wprawdzie z początku stopniowo, w ostatnich latach 
osiągnęła   jednak   tak   groźne   rozmiary,   że   obecnie,   w  kontekście   czyhającego   pełnego   załamania   się 
rolnictwa, zagraża systemowi bolszewickiemu taką katastrofą, o której mówiliśmy już na wstępie, a która 
czyni koniecznym pilniejsze niż kiedykolwiek zajmowanie się sytuacją Rosji.

Zawiłość i wieloznaczność, które od kilku lat ma w Rosji pojęcie rewolucji, wzmagają się jeszcze 

przez to, że są tu dwa rodzaje kontrrewolucji: prosty, czyli „białogwardyjski”, i bonapartystowski, czyli 
faszystowsko-bolszewicki. Jeśli stoi się na stanowisku demokratycznego socjalizmu, trzeba naturalnie 
walczyć  z  obydwoma.   Należy  wszelako  przyjąć,  że  w  każdym   momencie  kieruje   się  wszystkie   siły 
przeciw temu rodzajowi kontrrewolucji, który jest właśnie przy władzy, nie zaś przeciw temu, którego 
nadejście jest tylko lękliwie oczekiwane, a wcale jeszcze nie stwierdzone. Republikanie francuscy pod 
Napoleonem nie myśleli o rezygnacji z walki z cesarstwem z tej tylko przyczyny, że również i ono wojuje 
z legitymistami.

Najczęściej zauważa się przy tym, że kontrrewolucja wyrastająca z rewolucji jest daleko silniejsza 

i prowadzona przez bardziej energiczne warstwy niż prosta kontrrewolucja, jako że jej rzecznicy utracili 
wszystkie swe siły życiowe jeszcze przed przewrotem, który ich obalił. O ile potężniejsze było cesarstwo 
Napoleona I niż królestwo Ludwika XVI, czy wielce reakcyjne królestwo Ludwika XVIII lub Karola X, 
by obalić Napoleona, musiała się przeciw niemu sprzymierzyć cała Europa.  Walki uliczne proletariatu 
paryskiego przepędziły Burbonów w ciągu trzech dni.

Niemniej pozycja Stalina jest daleko mniej pewna niż kiedyś Napoleona. Tamten wszystkie siły, 

jakie miał do dyspozycji, wykorzystał na to, by pobić i obrabować wrogów Francji. Stalin wszystkie 
środki gwałtu, jakie miał do dyspozycji, wykorzystał do tego tylko, by pokonać i obrabować robotników i 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 27 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Karol Kautsky – Bolszewizm w ślepym zaułku (1930 rok)

chłopów Rosji. Ogromnie zmniejsza to zagrożenie całej reszty Europy przed tą odmianą bonapartyzmu. 
Niemniej dla Rosji stało się to najgorszą, najbardziej jaskrawą formą przejawiania się kontrrewolucji (...).

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 28 –

http://skfm.dyktatura.info/