background image

TECHNOLOGIA EWANGELII

Zimowy zmierzch objawienia

Ks. W odzimierz Sedlak

PALLOTTINUM POZNA  1989

Redaktor Aldona Fabi
Projekt ok adki i opracowanie graficzne Jaros aw Mugaj
ISBN 83-7014-092-0

background image

2

ród pór roku nie jest wykluczona zima. Czy w Bo ym objawieniu

obowi zuje to samo prawo? Czy zima przekona  transcendentalnych musi
si

czy  z zim

wiata? Doprawdy, nikt tego nie wie. Gdyby nawet

zupe no ci wykluczy  przes anki naukowe, to o zimie Objawienia

wiedzieliby my tylko z o wiadczenia Jezusa. Zmro ony  wiat najpierw straci
na d ugo przed ostatecznym czasem na uczuciach mi

ci i dobra. Zbiegnie

si  to z uniwersalizmem z a. Zacznie dawa  zna

ywio  ludzki potencjalnie

zdolny do wszystkiego, co okrutne i straszne. Z o mo e si  sta

ywio em.

O dobru nie mo na by tego powiedzie .

Kiedy co ludzkie rozp ta si  nale ycie, wkrocz  elementy  wiata w pierwszym
rz dzie, jak zapowiada Jezus, a doko czy sprawy  ywio  kosmiczny.

Poprzednie pory - Przedwio nie, Wiosna, Lato i Jesie  Objawienia - rozwijaj
si  niejako naturalnym biegiem spraw Bo ych. Mo na je w analizie faktów
wyodr bni . Zimie Objawienia nale

oby po wi ci  szczególn  uwag . Zima

ta ma si  tak zi ci  jak zburzenie Jerozolimy, a wi c z absolutn  pewno ci .
Hegemoni  na  wiecie og osi z o. Mi

 w wielu sercach wyga nie. Za to

zbli y si  królestwo nienawi ci. W akordzie ze spodleniem ludzko ci wyst pi
zaburzenia kosmiczne, dope niaj c grozy.

Wszechmoc Bo a ma si  ujawni  bez os ony s abo ci i tajemniczo ci.
Powtórne przyj cie Jezusa tym razem b dzie w chwale i wszechmocy.

Tyle zdradza nam Objawienie o zimie wszechludzko ci. Objawienie wówczas

dzie si  rozumia o jako spe nienie s ów Jezusowych, a w

ciwie b dzie to

Dzie  Sprawiedliwo ci Bo ej.

Nie analizuj  dalej. Tyle wystarcza na razie.

background image

3

1. „Po yteczne wam nie wiedzie ”

Gwiazdy spada  b

, moce niebieskie zostan  poruszone (por. M t 24, 29).

Jedyna zapowied  Jezusowa, która si  dotychczas nie spe ni a. Nale y
przypuszcza  kataklizm planetarnego systemu, a nie tylko czysto ziemskiego,
chocia  wytr cenie Ziemi z orbity daje w efekcie wzgl dny obraz spadania
gwiazd. Przyznanie cz owiekowi wolnej my li i wolnej g owy mo e
doprowadzi  do kl ski kosmicznej, je li za kierownic

wiata si dzie

cz owiek. Stwierdzamy piln  potrzeb  ochrony  rodowiska. Wiemy,  e nie
trzeba narodów unicestwia  bezpo rednio. Wystarczy zmieni  im  rodowisko.
Nie walczy wtedy po barbarzy sku cz owiek z cz owiekiem. Kierownic

wiata

cz owiek wyrwa  z r k Boga. Na razie steruje, upaja si  p dem, odkryciami,

konstrukcj  mechanizmu, genialno ci  wynalazców. Zauwa amy jednak,  e
przy sterach  wiata siedz cy cz owiek jest dosy  ograniczony i nie jest
w stanie wszystkiego skoordynowa . Kiedy za kierownic

wiata zasi dzie

Thanatos – jest  le. Panowie uczeni, zmierzamy do…

Jezus zastosowa  „przypowie  bliskiego faktu”. Za tego pokolenia ma si
dokona  zburzenie  wi tego Miasta - Jeruzalem - w którego obronno
murów nikt nie w tpi . To nasze przypuszczenie,  e chodzi o „przypowie
faktu”, zdaje si  wskazywa  pomieszanie ko ca  wiata
ze zgroz  zag ady Jerozolimy. Przekaz ewangeliczny posiada ten sam brak
wyklarowania dwóch epizodów tycz cych przysz

ci. Po wieki

w przepowiedni zag ady Jerozolimy zostanie na przysz e pokolenia moc
proroctwa Jezusowego o ko cu  wiata. Dla nast pnych pokole  nie jest to
ju  przepowiednia, lecz drugi cz on rozumowania i operowania faktami.
Za Wespazjana i Tytusa dokona a si  katastrofa Jerozolimy, z tak  sam
pewno ci  spe ni si  drugi cz on przepowiedni Jezusa.

Przeczucie na czterdzie ci niemal lat naprzód nie mo e wynika  ze
znajomo ci historii Rzymu i Judei. To widzenie przez Jezusa przysz

ci.

Z tak  sam  ostro ci  dojrza  zmierzch wieków i koniec  wiata, z jak
wyrazisto ci  prorocz  ogl da  upadek  wi tego Miasta. Zburzenie
Jerozolimy w 70 r. naszej ery i koniec  wiata maj  jednakowy ci ar prawdy.

Wed ug zapowiedzi Jezusa, koniec  wiata b dzie wynikiem zamieszania
kosmicznego z fina em unicestwienia planety. Maj  bra  udzia

ywio y, jak

np. wody morskie poruszone do niebywa ego szumu. Spadaj ce gwiazdy
i meteoryty olbrzymiej wielko ci. Meteoryt o  rednicy 2 km z pr dko ci
oko o 20 -  km/sek musia by wytr ci  Ziemi  z orbity.

Jezus nie mówi o udziale ludzi w planetarnej zag adzie. Co najwy ej okre la
to jako dzie  sprawiedliwo ci. A wi c zag ada dotyka warto ci moralnych
ludzko ci.

background image

4

W wyobra ni uczniów pomiesza y si  dwa zdarzenia - koniec  wiata
i zniszczenie Jerozolimy. Obie perspektywy tragiczne. A mo e tylko Jezus
pragn c zas oni  nieco koniec  wiata wstawi  na pierwszy plan zmierzch

wi tego Miasta. Zamiast definitywnie poda , kiedy si  obl enie zacznie

sko czy, Jezus u ywa faktów do zaobserwowania i zestawia je

w nadci gaj

 groz . T  form  stosuje zarówno do gruzów Jerozolimy, jak

i ko ca  wiata. Niewinne i tyle samo sprytne pytanie: „Kiedy si  to stanie”,
odparowa  Jezus: „Po yteczno wam nie wiedzie ”. Uczy swoich my lenia.
Wszystkie zdarzenia miewaj  okoliczno ci zapowiadaj ce. Trzeba umie
patrze . Ludzko  nie ma by  stadem baranów, tylko zespo em my

cym,

analizuj cym i kojarz cym zdarzenia.

Zreszt  nie jest to jedyny raz, kiedy Jezus pi tnuje brak my lenia. Gani
nieznajomo  zbli aj cej si  pogody (por. Mt 16, 3) czy deszczu po wygl dzie

ca, gani za niedo stwo czytania znaków czasu. Gani Jezus bezmy lno

u doros ych, podobnie jak u pachol t daremnie przygrywaj cych na rynku
(por.  k 7, 32).

Bóg nie dokona anihilacji  wiata, jak my to robimy w laboratoriach, albo tam
obserwujemy zmian  cz stki i antycz stki na b ysk  wiat a. Dzi  jeszcze
dokonuje to przyroda na patelni gwiazd. Ale nie wykluczam,  e logika
przyrody jest tak skonstruowana,  e wed ug dosy  dawnych wylicze
uczonych wystarcza jeden gram wodoru napu ci  na gram antywodoru, by
kul  ziemsk  zamieni  w jeden ogromny b ysk  wiat a.

Dzisiaj mo emy ju  co  powiedzie  o czasie ko ca  wiata. Roz upanie Ziemi
kilkoma wybuchami nuklearnymi mo e uczynni  s abe spojenie ziemskie.

rodowisko sta e Ziemi doskonale przewodzi mechaniczn  fal  sejsmiczn .

Betonowe trumny z radioaktywnymi odpadkami topione na dnach oceanów
mog  „zmartwychwsta ” do radiacyjnego dzia ania o niewiadomej godzinie.

„Wierz ” w nieobliczaln  twórczo  umys u ludzkiego.

Ufam Bogu za kierownic

wiata, ale nie ufam uczonym przy kierownicy tego

planetarnego pojazdu. Zbyt du o okoliczno ci znam, bym w tpi  w logik  si
i energii przyrody.

Si a dowodowa nie zale y tutaj od mo liwo ci cz owieka, le y w przepowiedni
Jezusa popartej przyk adem Jerozolimy. Z tej samej przepowiedni wynikaj
trz sienia ziemi, kipiel mórz i oceanów, wojny, nienawi , twardo  serc.
Ogólne zaprzepaszczenie dobra ewangelicznego.

W jakimkolwiek okresie czasu wmówienie w ludzko ,  e  wiat b dzie mia
koniec, wydaje si  niemo liwe. Periodyka dzie  - noc jest tak przemo na,  e
cz owiek nie wyobra a sobie pomy ki przyrody, by który  dzie  czy jaka  noc
okaza y si  ostateczne. Wschód i zachód S

ca jest odwiecznym rytmem

wiata, nie ma obaw, by zapomnia o ono o swym przeznaczeniu odmierzania

czasu cz owiekowi. W zwi zku z t  absolutn  pewno ci  cz owieka w ka dym
okresie swej historii musia by Jezus inaczej przekonywa . Równoleg

background image

5

faktów. To nie ewangeli ci pomieszali. To celowe zespolenie, co  w rodzaju
„argumentacji zespolonej”. O ile si  spe ni pierwszy cz on przepowiedni,
nale y wnioskowa ,  e drugi jest pewny w swej realizacji: Poniewa  zag ada
Jerozolimy by a rzeczywisto ci  historyczn , wobec tego nale y oczekiwa
czasu spe nienia drugiego i cz onu dowodowego. Niewiadoma pozostaje
jedynie okoliczno  czasu A realizacji. Co do czasu Jezus odpowiedzia ,  e
anio owie w niebie nie wiedz , kiedy to b dzie. Kiedy  i dzisiaj po yteczno
nam nie wiedzie  o czasie, jak to zauwa

 pytany Jezus.

Chcia oby si  niedyskretnie zagl da  Panu Bogu w zanadrze, co tam
przysz

 niesie. Sytuacja uk ada si  w komisj  rewizyjn  nad wiedz  Bo .

Skoro si  to nie udaje, zaczyna si  stawia  g upawe pytania Bogu aby
odpowiedzia . Przy tym zak ada si ,  e je li nie b dzie odpowiedzi to Go w
ogóle nie ma. Sk d si  tyle nieszcz

 spotyka, skoro Bóg jest taki

wszechmocny i móg by im zapobiec? Dlaczego krzywa ilo ci nowotworów tak
skacze w gór ? A móg by im zapobiec Bóg. Dlaczego matki odumieraj  ma e
dzieci i zostawiaj  je na niepewne jutro? Dlaczego s  przybytki cierpienia
zwane szpitalami i klinikami? Dlaczego s  miejsca skamienia ego bólu -
cmentarze? Dlaczego rodzi si  cztery miliony kalek z wadami, jak
wodog owie, brak wykszta conych ko czyn, rozszczepione kr gos upy,
debilowaci, z wadami zastawek sercowych, asymetri  twarzy? I niesko czony
szereg „dlaczego?”

Chcia oby si  powiedzie : kochane ludzkie stado, przecie  Panu Bogu wyj to
z r ki kierownic

wiata. Przej  to cz owiek, urz dza  wiat wed ug swojej

wiedzy nazwanej encyklopedycznie „widzimisi ”. Rodzi si  kilka milionów
kalek, poniewa  mikrofale dzia aj  teratogennie, ale jednocze nie niekaleki
maj  tak  rozrywk  s owno-muzyczn ,  e pal licho cztery miliony, którym
czego  tam anatomicznie brak w porównaniu z przyjemno ci
telekomunikacyjnej rozrywki. Zreszt  kaleki te  mog  s ucha  i ogl da . Bóg
da  ro linom zespó  substancji potrzebnych do leczenia organizmu, a  e
farmakologia przesz a na chemi , to przecie  nie wina Pana Boga. Da  rozum
i swawoln  albo woln  tylko wol , a reszt  dorobi  cz owiek z uczonego
wyboru. To nie Bóg jest winien,  e nauka w sztuce zabijania przewy sza
kilkakrotnie umiej tno  leczenia i ratowania organizmu.

Mo na jeszcze dalej posun  szereg „dlaczegosiów” –  mier  nie do
unikni cia przez cz owieka. Ona istnieje, bo  ycie jest tylko przechodnim
pucharem i cz owiek jest z natury lokatorem  ycia do pewnego czasu. Tam
dalej Bóg ma wy czne prawo ingerowania. Od dalszego ci gu  ycia po
drugiej stronie  mierci jest tylko Bóg. Rozum cz owieka i wolna wola zbieraj
plon pobytu ziemskiego. Podczas  ycia ju  stawia si  cz owiek wobec faktu
wyp acania d ugu za winy z wiekuistego konta.

Jezus nie by  tragikiem nawet podczas swego wiszenia na krzy u. Ale kiedy
rysuje szkic ko ca  wiata w znakach poprzedzaj cych go, robi si  zimno.

Ostatnie sympozjum  wiatowe o aktualnej sytuacji kosmologicznej. Zjawi
si  najt sze g owy, które stan  jak arcyg upcy z jedynym orzeczeniem, jakie

background image

6

zwykle lekarz daje umieraj cemu pacjentowi - liczba godzin  ycia. Ostatnie
Sympozjum Supernauki orzeknie,  e wed ug wszelkich rachub Ziemia
znajduje si  w stanie nieodwracalnym, mo e trwa  do swego ko ca oko o
kilkunastu dni. Wi cej nie. Kiedy to b dzie? Jezus odparowa  pytanie
orzeczeniem,  e nawet anio owie nie znaj  dnia ani godziny, tylko sam Ojciec
Niebieski. To zale y, jak si  b dzie zachowywa  za kierownic

wiata

cz owiek. Je li nobilitowanym dyplomami os om oddamy kierownic  -
wcze niej. Skoro wykszta cimy m drców - pó niej. Przyzna  musz ,  e wierz
Jezusowi w prawdziwo  tej zapowiedzi. Ale widz  równie  odchylanie
trzymanej kierownicy na razie o par  sekund k towych, co przy du ym

dzie rozwoju  wiata pod dzia aniem cz owieka nie jest bynajmniej ma o.

Trzeba sobie  mia o powiedzie  - panowie uczeni, ca y interes zakrawa na
równowag  niesta . Kierownica przyrody jest niezwykle czu ym
urz dzeniem. W miar  post pu wiedzy coraz czulszym i dok adniejszym.

Ubocznie mamy odpowied  Jezusa na pytanie - kiedy si  to sta  mo e. Czas
zmierzchu  wiata zale ny b dzie nie tyle od znaków poprzedzaj cych, co od
motorniczego  wiata. Nie ujmowanie wielkiej syntezy przyrody

frakcjonowana  wiedza  o  przyrodzie  automatycznie  zwi ksza  sum

niedorzeczno ci w rozk adzie si  planetarnych. Zasadniczo wystarczy oby
zniszczenie jonosfery, ogólnie elektromagnetycznego ekosystemu.

Bóg swego dzie a nie unicestwia. Kierownic

wiata odda  zarozumia emu

mózgowi cz owieka. Ca y paradoks b dzie polega  na tym,  e koniec  wiata

dzie jedynie skutkiem wiedzy cz owieka. Nie b dzie niczyjego  alu do Boga.

Wolno  woli i wolno  my li doprowadzone do zenitu ko cz  si

mierci

planety. Wierz  s owom Jezusa z Ewangelii, ale i zdaj  sobie spraw
z mechanizmu. Coraz bardziej utwierdzam si  naukowo”,  e tak b dzie.

O ile s d ostateczny zosta  przez Jezusa skrótowo, niemal telegraficznie
zapowiedziany, o tyle o ko cu  wiata wyrzek  Jezus bardzo du o (Por. Mt 24,
23; Mk 13, 24). ,,B

 znaki, na s

cu, ksi ycu i gwiazdach, a na ziemi

trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawa nicy. Ludzie
mdle  b

 ze stracha w oczekiwaniu wydarze  zagra aj cych ziemi.

Albowiem moce niebios zostan  wstrz ni te. Wtedy ujrz  Syna
Cz owieczego, nadchodz cego w ob oku z wielk  moc  i chwa . A gdy si  to
dzia  zacznie, nabierzcie ducha i podnie cie g owy, poniewa  zbli a si  wasze
odkupienie” ( k 21, 25). Zapowiedzia  równie ,  e w ród niechybnych znaków
stwierdzaj cych zmierzch  wiata b dzie Jego drugie przyj cie. Ostateczny
znak piecz tuj cy,  e przepowiednia Jezusowa si  spe nia. Ukazanie si
Jezusa b dzie widoczne z ca ej Ziemi, dokona si  jak widok b yskawic od
kra ca do kra ca niebios.

I by  wieczór i zaranek dzie  pierwszy - mówi Ksi ga Genezis. I stanie si
ostatni zmierzch wieczoru...

background image

7

2. Tego si  bójcie, który ma moc wrzuci  do gehenny

    ognistej

Piek o. Antyteza nieba. Raczej stan antyzbawienia. Je li zbawienie jest
wyborem cz owieka w kierunku Boga, to pot pienie jest dobrowolnym
wzi ciem przeciwnego kierunku. Innymi s owy – zbawienie lub pot pienie s
w zasi gu r ki ludzkiej. Przeznaczenie jest wy cznie w kompetencji
cz owieka w tej kadencji  ycia i czasu, jak  mamy do dyspozycji na Ziemi.

wiat ma dwa przeciwstawne drogowskazy. Jeden z zaznaczonym

kierunkiem „do Boga”, drugi „od Boga”. Oba do wyboru. Brzmienie
jednoznaczne, pomy ki by  nie mo e.

Bóg wyposa

 jednak ludzkich zawodników wieczno ci w pewne mo liwo ci:

a) Droga jest jedna, drog  jest Jezus.
b) Bóg wyposa

 cz owieka w woln  wol  i ca kowicie swobodny wybór.

c) Cz owiek zosta  wyposa ony w rozeznanie, a wi c w orientacj  marszu.
d) Delikatno  Bo a nikogo nie zmusza.
e) W doj ciu do Boga jest nieograniczone Jego mi osierdzie i przebaczenie
win.
f) Pe en potencja aski i darów Ducha  wi tego.
g) Zdarzenia  yciowe przypominaj  obowi zek wyboru kierunku
h) Czas u yczony, czyli  ycie jest dostateczny.

Uwaga wi c - start rozpoczyna si  z narodzeniem na tej planecie. Meta - ze
zgonem. Pe ny ekwipunek musi starczy  dla dokonania wyboru. Bóg nikogo
nie zbawia na si . Zbawienie zale y od cz owieka. Bóg te  nikogo nie pot pia.
Dla kogo Bóg by  zerem, niczym, mitem, ba ni , przes dem, z udzeniem,
wiar  g upich i przeznaczeniem dla „nierozgarni tych”, ten nie potrzebuje
wybiera  na mecie. A automatycznie znalaz  si  w stanie zera, bo w takim by
przecie  ca y czas, jaki mia  do dyspozycji. Je li niesko czono  Bo a by a
zerem rozeznania pozostanie jedynie zero wyników.

Nie wiemy, co to znaczy. Jezus u ywa potocznego mówienia o robaku, który
nie umiera, o p omieniu, który nie wygasa. Bóg zgadza si  by  nadal, na
wieki wieków zerem dla zachowania wolnego wyboru i niestosowania
przemocy. Z tych te  powodów nie skazuje nikogo na pot pienie, czyli na
pewno na stan bez Boga. Nie trzeba skazywa  nikogo. Sam zmierza

wiadomie, dobrowolnie, uparcie i konsekwentnie. Nico  utraconej na

zawsze szansy. Nico  celu, pró nia egzystencji, nawet nie nienawi  do
Boga. Nie ma Go przecie  w tym stanie cz owieka. Zmarnowane wzgl dem
Boga  ycie jest unicestwieniem  ycia wiecznego w Bogu. Zosta o si  zerem

wybranym  wiadomie  Zerze.  B dne  ko o  bycia  i  wiadomo ci.

Aby do tego nie dopu ci , Bóg uwzgl dnia nie tylko ca e  ycie. Nawet jedna
minuta  ycia, jedyna sekunda refleksji, b ysk  alu dokonanej daremno ci,

background image

8

jest czym  wartym w oczach Bo ych. Przypowie  o denarze. Bóg ratuje tego
opiesza ego robotnika wokó  swego zbawienia i czyni go równym z innymi
umozolnionymi, wytrwa ymi, w walce o dobro przez ca e  ycie. Ostateczna
szansa b yskawicy dobra, jakiego  nanosekundowego zreflektowania si
nieodwracalnego  ycia.

I to jeszcze zas uguje na denara zbawienia.

Przedziwny jest Bóg, jak troskliwie chodzi wokó  cz owieka, by si  sam nie
musia  narazi  na zero wieczno ci.

Antyzbawienie nie jest do straszenia g upich i naiwnych, jak by si  mog o
macherom od doczesnych interesów wydawa . Pot pienie jest lew  stron
zbawienia, jest wi c do uwzgl dnienia. Ka de szczegó owe opisywanie stanu
piek a jest dowolno ci  ludzk . Inaczej sprawy wygl daj  na ziemi, gdzie
mog  si  obraca  w tysi cznych wariantach z

ono ci  ycia, a zupe nie

inaczej przy naturalnej grawitacji  wiadomo ci, która mo e by  tylko
w relacji „do” lub „od” Boga. Nie jest to sytuacja wyobra alna.

My

,  e po odpadni ciu wszelkich zainteresowa  doczesno ci  na skutek

mierci organizmu zostaje zero celu egzystencji i pró nia  wiadomo ci.

Wystarczaj ce okoliczno ci, by naby  ko owrotu ustawicznej  wiadomo ci.

» W ska jest droga wiod ca ku  ywotowi wiecznemu.” Daj mi, Bo e,
rozeznanie Ciebie na Ziemi, gdy odpadnie wszystko co ziemskie, by mi
zosta o co Twoje.

background image

9

3. Z o

o nale y do cz owiecze stwa. Stanowi jego nie zawsze zamierzony margines

dobra. Jest to z o ewangeliczne, bolej ce z o, smutne smutkiem bezsilno ci...
Cz owiekiem jestem. To konieczny rabat do zaszczytnej roli cz owieka. Z o,
które tak bardzo kocha  Jezus. Za które umar . Cz owiecze z o taszczone jak
garb na plecach. Biedne z o. Po szybko podrzucane cz owiecze stwo nie
zawsze pada awersem, je li on jest umownie uznany za dobro.

Takie z o jest przypadkiem, ale nie natur . Takie z o jest epizodem  ycia, nie
stanowi jednak cz owieka. Z o p aczu, z o  alu i refleksji. Twórcze z o
cz owieka dzia aj ce jak stymulator ci gle s abego jeszcze dobra. Z o
mobilizuj ce jak stres. Jest to z o, które nie usypia nigdy, ale dr czy,
niepokoi nie sob , lecz brakiem dobra. Z o -manometr dobra jeszcze nie
istniej cego. Paradoksalnie mo na by je nazwa  „dobrym z em”, wró cym
jeszcze wiele pozytywnych rzeczy. To z o najlepiej okre lane jako
potencjalno  dobra.

a nie mo na zsypywa  do wspólnego worka jako antytez  dobra, jako

zdecydowany kontrast, czy jako dobro ze znakiem minus. Antydobro...
Od pierwszej oceny. Nie wyobra am sobie doros ego cz owieka, który by
nigdy w  yciu nie zbli

 ,si  na tyle do z a, by na nie zareagowa .

Kompletnego wyprania od z a nie ma w naturalnym biegu spo ecze stwa. Z o
nie, ma w sobie ni  z safandulstwa dobra. To nie jest niedo

ne dobro. Tyle

tych okre lników, bo tez trudno stworzy  definicj  z a, jego natury, czyli
istotno ci. Mowa jest o normalnym, z u jako rozkurzu dobra na drodze  ycia
ludzkiego.

Absolutne z o, czyli definitywne i w pe ni  wiadome, zosta o nazwane
w Ewangelii szatanem. To z o jako wy czna antyteza dobra. To z o
pozbawione refleksji, z o w  adnym wypadku nie twórcze, nawet w dalekiej
przysz

ci. Z o „chemicznie” wyprane ze wszelkiego  ladu dobra. Nie

dopuszczaj ce koegzystencji z dobrem, chyba  e na zasadzie kalkulacji,  e
w tej chwili jest to korzystne dla realizuj cego si  jeszcze lepiej z a. Satanizm
nie jest z em przypadkowym, nie stanowi i niezamierzonego marginesu dobra
i nie jest wyrazem bezsilno ci cz owieka zdaj cego sobie spraw
z niedo stwa w nim dobra. W kryteriach transcendentalnych Z o jest
przeciwstawieniem Dobra. Nawet jego wykluczeniem, absolutnym
kontrastem dobra.

o absolutne nie dopuszcza  adnej dobrej refleksji ani  wiadomo ci braku

dobra. Jest moralnie samowystarczaj ce jako cel w sobie.

Eliminuje s abo ci nazywane dobrem, a nawet znalezienie si  pod jego
oddzia ywaniem. Z o absolutnie pe ne. Szukaj ce jedynie ekspansji, jak
gdyby dla swego dope nienia. Z o nienasycone, g odne ustawicznie nowego

a. Ekspanduj ce sw  natur  ujemnego znaku kwalifikuje si  jako Totalne

o. Tam ju  waha  nie ma. I nie pragnie si  ich. Z o Kainowe z tatua em

permanencji samowystarczalno ci.  ywa niesko czono  z a.

background image

10

Jezus pos uguje si  cz sto popularnym okre leniem przyj tym przez

uchaczy. Mówi c o chorobie, zw aszcza epilepsji, u ywa terminu -

opanowanie przez szatana. Jest to sprawa przystosowania si  do
umys owo ci s uchaczy, jak to widoczne jest w Ewangelii. Personifikuje z o
nazywaj c je szatanem. Kwestia personifikacji jest wielk  tajemnic  w wierze,
jak personifikacja jedynego Boga w trzy Osoby - Ojca, Syna i Ducha

wi tego. Nieznana jest personifikacja  ycia w osobowo  cz owieka. Tym

samym nic nie wiemy na temat osobowo ci z a, zapewne te  i dobra.

Jest wina, która w jakim  nie przewidzianym czasie prowadzi do Boga. Nie
ma potrzeby tutaj histeryzowa .  ywy cz owiek nie jest meblem do
ustawienia frontem ku Bogu. Z o nie jest tutaj nadu yciem Boga, lecz
szamotanin  z sob . To z o na dobrej drodze. Cz owiek grzechu nie musi by
personifikacj  z a. Jest ludzk  bied , która przywar a do Boga, nie wiedz c
czy ma jeszcze do tego prawo. Tego prawa cz owiek nigdy nie traci. Zgubiony
mo e by , skoro odsunie si  od Boga, by Go nie kala  swoj  blisko ci .
W  adnym wypadku nie wolno tego czynie. Bóg jest dla niedobrych. Jest dla
grzesznych, Zdrowi nie potrzebuj  lekarza - powiedzia  Pan. Nie ma w Nim
nigdy uczucia wstr tu wzdrygania si  Boskiej jasno ci przed obrzydliwo ci
grzechu. Najwi ksz  niedorzeczno ci  jest w takim wypadku stawa  wobec
Boga jako czynnik, który nie pragnie Go zbruka , wobec tego si  oddala.
To jest dopiero paradoksalno  wszelkich niedorzeczy. Do Jezusa wst p nie
jest nikomu wzbroniony. To jedyna wznios

 niedobra ludzkiego -

przywrze  do Jezusa. To jedyne wyj cie. Przygarn  niejako Jezusa nie
w akcje rozpaczy, ale w imi  prawa do tego. Dot d pój  z win , ze skaz  z a?
Tylko Jezus pozosta  z absolutnym zrozumieniem bez wszelkiego nawet
wyja niania. Milczenie jest wymowniejsze dla Niego ni  wiele s ów.

Nie mo e mnie przera

 zdolno  skupiania si  z a w znacznie wi ksze

agregaty. To naturalna adhezja z a. Dzi  jeste my  wiadkami jeszcze jednej
psychologicznej strony z a. Za wszelk  cen  pragnie ono by  powszechne,
stwarzaj c blok, wszech wiat z a. Je li kiedy  dobro samo ze swej natury
sta o si  rozlewne, to obecnie z o staje si  nie tyle personifikacj , co
populacj . Z o przestaje by  marginesem dobra, staje si  bezpo rednim
i wyra nym celem. Dobre jest wy cznie to, co z u s

y. Poniewa  natura

ludzka z gruntu pozostaje jeszcze dobra cho by w reliktach, dlatego nale y
znale  podszewk  z a w postaci szczytnego has a, humanitarnej idei, wzlotu
ludzko ci. Z o ca kiem go e jest obrzydliwe i wstrz saj ce natur  cz owieka.

o staje si  samodzieln  i zorganizowan  ide . Z o si ga po tytu  religii

wiata.

Uniwersalizm z a podkre la  ju  Chrystus. Mówi  o z u jako zorganizowanym
królestwie stoj cym w kontra cie z dobrem, tym samym z Bogiem.

Ewangeli ci wiedzieli zapewne od Mistrza,  e z o odchodzi do czasu, ale
wraca. Podczas postu szatan odst pi  Jezusa „do czasu”. Z o nie rezygnuje

atwo z upatrzonej ofiary. Od czasów g oszenia przez Jezusa Dobrej Nowiny

wielokrotnie zmienia a si  forma Z a. Mutacja Z a jest spraw  odwieczn .

background image

11

Jedno znamienne,  e nigdy ono nie wyst puje bez cz owieka. Koagulacja z a
jest z biegiem czasu bardzo urozmaicona ci gle si  aktualizuje. Nie trzeba
ulega  ma odusznej l kliwo ci „Ufajcie, Jam zwyci

wiat.” Instynktownie

tylko szuka si  azylu od z a w cieniu rzucanym przez Jezusa. Chronimy si
lekko dr c w niszy Jezusowej. To normalny odruch. Bycie na  wiecie
i w  rodku  ycia jest powo aniem chrze cijanina. Nie jest on jednak wolny od
oscylacji mi dzy dobrem i z em.

background image

12

4. Niebo

Liczba zbawionych to w  adnym wypadku odsyp na wieczny majdan
zagra aj cy przeludnieniem. Zadaniem naszym nie jest szukanie naukowych
podstaw pod religijne przekonania. Wychodzimy z mylnych za

 jak

podczas polemiki starego z nowym w nauce. Stare zawsze stoi na
absolutnym gruncie pewno ci, nowe jest zawsze napi tnowane i pozbawione
racji. Tymczasem wszystko jest tylko prawdopodobne. Absolutyzmu
poznawczego w naukach przyrodniczych nigdy nie by o i by  nie mo e. Cho
nie poszukujemy naukowych podstaw pod religijne przes anki, nie od rzeczy

dzie si  zaj  tym razem niebem, o Jezus tak cz sto mówi,  e tam

przebywa Jego Ojciec, sk d On równie  przyszed  na ziemi  i dok d po
zmartwychwstaniu wróci , sk d ma znowu przyj  po raz drugi przy
dokonaniu wieków.

Jaka b dzie geometria nieba - zapyta by geodeta. Nie mo e to by  miejsce
oznaczone w geometrii Euklidesa, gdy  wtedy wyst pi  rachunki  uasi-
niesko czone, cho  osobi cie nie w tpi ,  e Pan Bóg zna si  na rachunkach
niesko czeniowych, zw aszcza je li s  one obdarzone klauzul  - „quasi”. Nie
mo e niebo podlega  czterowymiarowej geometrii, gdy  dochodzi parametr
czasu, którego w wieczno ci nie ma. Wobec tego jaka geometria, ilu
wymiarowa? Wielowymiarowa geometria bardziej s

y ulokowaniu si

poznawczemu badacza ni  samej przyrodzie. Szuka przecie  on opisu, a nie
wyja nia rzeczywisto ci. Nie wiem, co jest wi kszym prawdopodobie stwem -
wiara czy nauka? W prawdopodobie stwie zwanym wiar  mam jeszcze
perspektyw  Boga, o którym  adna nauka nie mówi. W przyrodniczym
prawdopodobie stwie mam niestety przekonanie, które gasi moj  nadmiern
pewno  uczono ci.

Niebo jest nieco podobn  lokalizacj  jak Wszech wiat. Nale

oby najpierw

ustali  punkt odniesienia, pocz tek uk adu wspó rz dnych. Na najdalej
pomy lanym nawet posterunku moim jako obserwatora mog  wyci gn

 teoretycznie w jeszcze dalsz  przestrze . Nie jestem wi c zwolennikiem

absolutyzmu poznawczego w naukach przyrodniczych, ale równie
w dziedzinie wiary. W tym ostatnim pozostawiam miejsce dla ufno ci
pok adanej w Bogu. Mog  wsz dzie na  wiecie postawi  problem - nie bardzo
rozumiem absolutn  prawd . W jednym wypadku mam wiar , w drugim
zw tpienie, nie jestem te  rzecznikiem naukowego przybli ania wiary. Mog
mie  co najwy ej swój punkt patrzenia nie dostrzegaj c sprzeczno ci mi dzy
wiar  i nauk . Mam moj  form  widzenia prawd naukowych oraz ich roli
w gruntowaniu wiary. To moje poznanie z wahaniem naukowej prawdy nie
przekre la mi g boko ci wiary. Nie narzucam nikomu mego punktu
widzenia. Scjentystyczne przekonanie XIX-wieczne orzeka o,  e wiara jest
przywilejem ma o rozgarni tych umys owo. Prawdziwy inteligent cho by dla
zaakcentowania swej przynale no ci do mózgowego klanu - nie wierzy. Czasy
i ludzie si  zmienili. W ka dym razie moj  ambicj  jest, by mnie nikt nie
pos dza  o g bok  wiar  z racji niedouczenia. Przeciwnie - dlatego tak

background image

13

mocno wierz , poniewa  mam co  istotnego do powiedzenia w nauce, a nie
tylko zreferowania cudzych my li. Wierz , poniewa  bardzo du o wiem
i rozumiem. To co innego. Nie mo e nikt mie  z udze . Wiara przy tym nie
jest potwierdzeniem mych pogl dów naukowych. Moja nauka jednak nie
eliminuje zdania si  na Boga w  yciu i nauce równie . Bogu w

nie

zawdzi czam inteligentn  i my

 wiar . Niebo dla mnie nie jest miejscem,

lecz stanem, gdzie wiara ustaje, a zaczyna si  pe na prawda w Bogu.
Filozoficznie powiedzia bym,  e niebo jest stanem, gdzie nie ma ju
prawdopodobie stwa. Jest wy cznie prawda, czyli nieomylne przekonanie.
Nawet gdyby kto chcia  wi za  stan z okre lonym miejscem przestrzeni, to
nie s dz , by ilo  zbawionych by a liczniejsza ni  ilo  gwiazd, czyli  wiatów.
Jako  w kosmologii nie s ysza em o zag szczeniu nadprzestrzennym  wiatów
ani o gro cym na skutek tego katastrofizmie Wszech wiata.

Na temat praw przyrodniczych znamy wzgl dnie dobrze przeci tn
wymiarow , po stronie za  najmniejszych wymiarów i najwi kszych zdajemy
si  na umiarkowan  fantazj . Co wobec tego mo na na pewno wiedzie
o niebie, o którym Jezus nie opowiada wyczerpuj co? Jest to pewno stan
bezpo redniego zetkni cia si  cz owiecze stwa z Bogiem. Ani sposobu
doznania, ani rozumienia tego styku nie znamy.

Skoro cz owiek za  ycia jest form  izolatora w

onego mi dzy Boga i nasz

ja

 - to bezpo redni styk b dzie musia  by  czym

ywio owym

i dynamicznym. Przez styk rozumiemy faz

ycia okre lan  zbawieniem.

background image

14

5. Niebiosa i ziemia zostan  zwini te

Przez niemal 20 wieków  wiat chrze cija ski wierzy  Jezusowi,  e nadejdzie
Dzie  Pa ski z tak sekretnie trzymanym terminem,  e nawet anio owie
w niebie o nim nie wiedz . Poza przes ank  wiary nie istnia

aden dowód na

 mo liwo . Snu y si  nurty wyra aj ce w tpliwo ci wywodz ce si  z nauk

przyrodniczych. Mechanizmy geofizyczne i kosmofizyczne wydawa y si  tak
silnie sprz one,  e z tej strony nie mog o nic takiego zagra

. W dodatku

trudno by o przypisywa  Bogu odwetowe intencje przy totalnym i oficjalnym
ju  rozrachunku dobra i z a. Bardzo oszcz dne s owa Jezusowe nie skrywaj
tragizmu tego dnia. „B

 znaki na s

cu, ksi ycu i gwiazdach, a na ziemi

trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawa nicy.. Ludzie

 mdle  ze strachu w oczekiwaniu rzeczy, które przychodzi  b

 na

ziemi . Albowiem moce niebieskie zostan  wstrz ni te” ( k21, 25).

Mechanika systemu planetarnego zostanie zaburzona, odwieczne
prawid owo ci ulegn  niebezpiecznemu odchyleniu. Mimo przyrzeczenia
Bo ego,  e potopu wi cej ju  nigdy nie b dzie, szum morza zdaje si  wró
jego wyst pienie z brzegów.  wiat naukowców przyjmuje zawsze mo liwo
nieprzewidzianej katastrofy du ych rozmiarów, jak podmorska erupcja
wulkanów, trz sienie ziemi bardzo wysokiego stopnia, sporadyczne
odchylenia warunków meteorologicznych w niektórych latach, susze i upa y
w strefach umiarkowanych, ostre zimy w tropikach, tajfuny niebywa ej si y,
nie uwierzy jednak w mo liwo ci zachwiania podstawowej równowagi
geofizycznej. Innymi s owy,  wiat jest ustabilizowany wed ug opinii
naukowców. Uczeni natomiast zauwa aj  nowy czynnik, który nale y.
uwzgl dni . Konstrukcja  wiata ulega coraz .g biej i radykalniej ingerencji
cz owieka uspokojonego opini  naukowców i nauczonych,  e dzia anie
ludzkie nie si ga podstawowych wi za  struktury planety.

Naukowcy i nauczeni istnieli zawsze w historii. Kiedy  naukowcy akceptowali
odprowadzanie  cieków miejskich do rzek, poniewa  odznaczaj  si  one
samoregeneracj  i samo oczyszczaniem. Z drugiej strony rozwój kanalizacji
miast powodowa  wi ksze zu ycie wody pitnej, wi c nale

o wykorzysta  te

samooczyszczaj ce si  rzeki. Doszed  moloch „zapijaj cy” si  wod . Filtry
miejskie nie nad aj  oczyszcza  wod , a czasami jest to wprost niemo liwe.
Produkcja ogl da si  na siebie, a nie na potrzeby ludno ci (paradoks
nowoczes-no ci). Ludno  dzieli si  faktycznie na sektory z priorytetami
wed ug innych podstaw. Klucz jest bardzo sekretny i nie wystarcza dla jego
zrozumienia by  naukowcem.

Wracamy do  cieków miejskich. Skoro rzeki s  niewystarczaj ce, wobec tego
zosta y morza i oceany. Tutaj znowu opinie naukowców trzeba by o
zdyskwalifikowa , gdy  szkody biologiczne dla mórz .stanowi  kl sk
aprowizacyjn  regulowan  poda  mórz.

background image

15

Budowlanych nie interesuje nigdy oddzia ywanie planetarne
w rozmieszczeniu miliardów ton materia ów na obszarze miasta - giganta
z jednoczesnym wyrwaniem tych miliardów z innego obszaru. Przy budowie
zapór wodnych trzeba by o równie  uwzgl dni  nie tylko potrzeby
gospodarcze, ale w

nie statyk  warstw geologicznych, któr  mo e zachwia

kolosalna masa spi trzonej wody. Ziemia jako planet  przesta a ju  by
sum  podwórek, zak adów produkcyjnych i mieszkalnych domków. Staje si
grawitacyjnym zagro eniem dla bry y obrotowej Ziemi. W dodatku po
trzeciorz dowych ruchach górotwórczych, które wyd wign y wszystkie
niemal najwy sze góry (Andy, Kordyliery, Alpy, Pireneje, Apeniny, Ba kany,
Karpaty, Atlas, Himalaje), ziemia jeszcze nie ustabilizowa a swej równowagi
grawitacyjnej. Za pami ci tego pokolenia gin y w szczelinach ziemi ca e
hotele (Peru), a w Meksyku obala y si  wie owce jak pude ka tekturowe
grzebi c mia

onych u ytkowników pod w asnymi meblami.  wiadcz  o tym

strefy trz sie  ziemi oraz strefy wulkaniczne. Po okresie burzliwego
wypi trzania trzeciorz dowych gór pozosta o s abe spojenie skorupy
ziemskiej d ugo ci -72000 km. S abe spojenie ziemi ci gnie si

rodkiem

Oceanu Atlantyckiego, przebiega Oceanem Indyjskim i biegnie dalej przez
Pacyfik. Na to wszystko nak adaj  si  strategiczne próbne wstrz sy
sejsmiczne, podziemne eksplozje nuklearne.

Nast pna sprawa znalezienia si  bioelektronicznego uk adu organicznego
w polach elektromagnetycznych wytwarzanych technicznie. Do ostatniej
jeszcze chwili naukowcy nie s  zdecydowani, czy pola elekt magnetyczne
zakresu mikrofalowego (radio-telewizyjnego) wp ywaj  ujemnie na organizm
bezpo rednio, czy jedynie przy odpowiedniej mocy po rednio przez tak zwany
efekt termiczny. Publikacje naukowe nosz  cechy trzymania opinii
w nierozstrzygalno ci problemu, jest to bowiem lepsze ni  definitywne
stwierdzenie ujemnych skutków i niemo no ci ich wyeliminowania, gdy  jest
to cz stotliwo  najekonomiczniejsza. Mi dzy innymi czynnikami wymienia
si  dzia anie teratogenne mikrofal, czyli patologiczne zniekszta cenie p odów
ludzkich. Mniej wi cej co 19-25 ci a jest zagro ona. Poda  kalek z wadami
wrodzonymi oko o 4 milionów w skali  wiatowej. Naukowcy i nauczeni
dyskutuj  nad termicznymi i nietermicznymi skutkami mikrofal. Je li si
przyjmie chemiczny model organizmu w biologii, mo na by  jedynie
cmokierem prawdy o  yciu. Gdy przyjmie si  chemoelektroniczny model
organizmu, sprawa staje si  oczywista. Elektroniczne aspekty nawet niskich

sto ci mocy elektromagnetycznej powoduj  zaburzenia pracy uk adu

biologicznego.

Ziemia stanowi kul  elektryczn  o ujemnym potencjale, otoczon  czasz
jonosferyczn , czyli cz ci  zjonizowanej atmosfery. Wobec tego mi dzy
powierzchni  ziemi i jonosfer  istnieje pole elektryczne geokondensatora.
Ró nica potencja u przy powierzchni morza si ga 130 wolt/metr. T
przestrze  rozci gaj

 si  na oko o 50-100km wysoko ci wype niamy we

wzorcowym tempie sztucznymi f elektromagnetycznymi, przeci tnie wy szymi
od naturalnych oko o 10000 razy. W pobli u niektórych urz dze
radiacyjnych nat enie technicznych pól elektromagnetycznych przekracza
milion razy naturalne t o. Naturalnego t a elektromagnetycznego, w którym

background image

16

rozwija a si  biosfera, nie ma ju  praktycznie. Rodzimy si , wychowujemy,
pracujemy i umieramy w elektromagnetycznym inkubatorze narzuconym
techniczn  cywilizacj . Post p pod tym wzgl dem jest olbrzymi, ale jedynie
techniczny, gdy  biologiczna odpowiednio  elektromagnetyki nie jest brana
powa nie pod uwag .

Echa degradacji  rodowiska  ycia, zw aszcza elektromagnetycznego, s  ju
zaobserwowane: nerwice mikrofalowe, bezp odno  po stronie m skiej,
zm tnienie przeziernych cz ci oka, bradykardia, nie mówi c o systemie
nerwowym. Degradacja  rodowiska poci ga za sob  degradacj  zdrowia
i normalnej funkcjonalno ci organizmu. Niszczymy wszystko co naturalne -

rodowisko chemiczne, elektromagnetyczne, akustyczne, wype niaj c  wiat

ha asem, zmieniamy  rodowisko termiczne, jonizacyjne, grawitacyjne.
Totalna dewastacja naturalnego  rodowiska. Zaskakuje nas nag a  mier
niemowl t zdrowych, która nast puje zawsze w nocy. Przera a nas widmo
otwarcia bariery immunologicznej samoobrony organizmu w chorobie zwanej
AIDS, przera a  wiatowe zu ycie  rodków psycho - i neurotropowych
w ratowaniu normy organizmu i jego psychiki.

rodowisko ziemskie wyrównywa o swoj  dynamiczn  równowag  w ci gu

miliarda lat. Obecnie ingerujemy w skali planetarnego oddzia ywania od
dziesi tków lat zaledwie. Takiego tempa zmian nie naby  nigdy organizm
w czasie swej ewolucji.

Po tym drobnym wycinku naszych osi gni  technicznych i degradacji
zdrowia na wielu odcinkach teksty Nowego Testamentu, a zw aszcza
Apokalipsy, nie wymagaj  jedynie wiary w prawdziwo  przepowiedni
Jezusowej o ko cu  wiata. „B

 miejscami zarazy, g ody, trz sienia ziemi”

(Mt 24,7). Nie ma potrzeby rozwijania ca ej apokaliptycznej wizji ko ca

wiata. Oszcz dno  s ów Jezusowych zawiera wielk  tre , wystarczaj

 do

wyra enia unicestwienia  ycia i jego  rodowiska.

Ostateczn  przyczyn  zmierzchu  wiata nie b dzie odwet Boga za winy
ludzko ci, lecz euforia naukowców i nauczonych wycinkarzy
przyrodoznawstwa, bez ogl dania si ,  e przyroda stanowi sprz on
jedno . Ta wielka tajemniczo  terminu ko ca  wiata jest zastanawiaj ca,

e nawet anio owie w niebie o niej nie wiedz . Termin b dzie zale

bezpo rednio nie tyle od z ej co raczej g upiej woli cz owieka, który zaufa
swym naukowcom. Chrystus dokona jedynie os du warto ci moralnej
ludzko ci. Raz jeden g upota ludzka ukrzy owa a Jezusa i sta o si  to
podstaw  Odkupienia, drugi raz g upota ludzka zachwieje tragicznie
przyrodnicz  równowag  i to b dzie okazj  do totalnego ko ca
i powszechnego s du nad  wiatem. Na dwóch kra cach niezwykle odleg ych
w czasie stan aby g upota cz owieka w inteligentnych elitach - przy
Odkupieniu i Ostatecznym S dzie nad cz owiekiem. Przynajmniej dwakro
podczas d ugiej historii Bóg czyni z g upoty cz owieka na ziemi wielkie dzie a
swej mi

ci i sprawiedliwo ci. Cz owiek swoj  inteligentn  bezmy lno ci

majstruje samotrzask na w asn  egzystencj  deklamuj c o post pie. Czego?

background image

17

6.  mier

mier  fizjologiczna jest okaza a i  atwa do obserwacji nawet przez

analfabet .  mier  jest zwierciadlanym odbiciem narodzin cz owieka.  mier
tkankowo-komórkowa jest niedostrzegalna przez ogó , rozró ni j  histolog,
cytolog lub biolog przy odrobinie uwagi. Stosunkowo  atwo uchroni  tkank
przed  mierci  zni

 temperatury. To  ycie utrzymuje si  w bankach

tkankowych. O  mierci kwantowej nie wie nikt, ale widzi j  jedynie Pan Bóg.
Ta ostatnia  mier  jest definitywnym rozdarciem  ycia.  ycie jest faktycznie
filogenetycznie ci

ym procesem. W osobniczym organizmie istnieje

kwantowy szew  ycia. Je li statystyczna wi kszo  tych kwantowych stanów
zostanie zablokowana, ustaj  procesy chemiczne i elektroniczne sprz one
kwantami  wiat a. Zaczyna si  „ciemna”  mier . Tego rozdarcia nie zaceruje
ju

ycie, mo na mu jedynie zapobiec przez utrzymywanie w sprawno ci

kwantowych  czy  ycia. Statystyczna wi kszo  zerwanych  czy prowadzi
do totalnej  mierci uk adu biologicznego.

Tylko cz owiek mo e o tym wiedzie , je li zejdzie na kwantowy poziom, poza
tym  adne stworzenie nie ma poj cia o kwantowej  mierci, cho  j
przechodzi. Wali si  wówczas i rwie kilkumiliardowy bieg filogenetyczny  ycia
w okre lonym osobniku. Organizm jest biologiczn  jednostk  nosz
potencjalnie  mier  w sobie. To rozdarcie materii o ywionej jest istotne
i  mier  nast puje zawsze w ramach jednostki biologicznej okre lanej jako
organizm. Przez t  faz  przechodzi ka dy organizm z wyj tkiem uk adów
dziel cych si  na dwa ró ne przez „roz upanie”. Wobec tego  mier  mo na
scharakteryzowa  jako kwantowe rozdarcie  ywej materii w organizmie.

Amortyzacja kwantowych  czy  ycia nast puje ustawicznie i prowadzi do
naturalnego zamarcia organizmu ze staro ci. Obecnie stwierdza si ,  e
proces amortyzacji  czy  ycia ulega ustawicznemu przyspieszeniu mimo
wydajnej pomocy lekarskiej.

Od miliardów lat materia biotyczna jest zwi zana kwantowym szwem  ycia,
przetykanym  ciegiem  wiat a. W, organizmie musi wi c nast pi  wygaszenie
statystycznej wi kszo ci szwów  ycia. Tego procesu nie mo na nikomu
przekaza . To osobisty wk ad organizmu w  mier . Organizm musi sam
dokona  rozdarcia  ycia. Najdziwniejsze, nikt o tym nie wie, nie mo na
bowiem bezpo rednio si ga  do kwantowych podstaw  ycia. Ka da  mier ,
nawet fizjologiczna, z choroby czy zadana przez kogo , dokonuje si  mimo
wszystko przez organizm.

Kwantowe  ycie i  mier  kwantow  widzi bezpo rednio jedynie Pan Bóg.
Ostatnie kwanty wyemitowanego  wiat a zbiera Bóg.  ycie zostawia w r kach
Bo ych ostatnie  ywe kwanty  wiat a.  adny polski zwyczaj, nie maj cy nic
wspólnego z kwantowym wymiarem  ycia, daje do r ki konaj cych zapalon
gromnic .  wiat o symbolizuje wprawdzie Jezusa, ale równie  najprawdziwiej

ycie.

background image

18

Nie wiem, w jaki sposób Bóg identyfikuje zbierane fotony, czyli kwanty  ycia
biologicznego, oraz psychicznego, i widzi je na swej d oni jako moje. Nie znam
stempelka to samo ci wyci ni tego na ka dym fotonie. Fizycy wspó cze ni
twierdz ,  e elektrony maj  z

on  struktur . Mo e wobec tego fotony s

„znaczone”, zale nie ód jakiego elektronowego wzbudzenia pochodz . Ale
wtedy kwanty mojego  ycia powinny mie  swoisty „szlif”, jak p aszczyzny
brylantów.

Jest to wielkie i dziwne zarazem, cho  nie wiem, jak w Boskiej d oni
nabieraj  te kwantowe b yski  wiat a indywidualno ci.

Otrzyma em do dyspozycji dwie rodzicielskie gamety o  cznej wadze kilku
miligramów. Metabolizuj c ca e  ycie, doprowadzi y do materii oko o 70 kg
zwi zków organicznych. Mog  to jednak wyrazi  inaczej. Otrzyma em pewn
ilo  elektronów uruchomionych chemicznie i elektronicznie w organicznych
pó przewodnikach. W procesach  yciowych w ci gu okre lonego czasu winny
one wyemitowa  pewn  ilo  fotonów. To mój bilans  ycia.  yczenie
wiekuistej  wiat

ci to nici innego jak pomno enie mojego  wiat a  wiat em

Bo ym, a wi c nabranie przez moje fotony niesko czonego blasku. To ja,
moje by e  ycie pozostawia  wietlist  smug , któr  Bóg identyfikuje; jako
moj  dusz . Z przeznaczania Bo ego jestem twórc  i przetwórc

wiat a

i zmierzam przez ca e  ycie do Wiekuistej  wiat

ci. Tam moje dope nienie.

Masa biologiczna dana mi jako materia  przetwórczy zjawi si  równie  po swe
dope nienie podczas zmartwychwstania. Bóg kocha materi . Bóg bardziej
operuje i kooperuje z materi , ni  sobie spraw  zdajemy. Wiem,  e w jaki
dla mnie niepoj ty w tej chwili sposób  wiat

 w asna i Boska na

 si  na

siebie na kszta t Bosko-ludzkiej t czy. Co  mi to przypomina - ujrza em to
raz podczas my lowego przekroju dokonanego przez natur  Boga-Cz owieka.
W Nim przecie  Streszcza si  wszelkie stworzenie  cznie z materi .  mier
w chrze cija stwie nie jest unicestwieniem  ycia cz owieka,  mier  jest tylko
wydobyciem z cz owieka istotnej tre ci  ycia.

mier  nie jest totaln  anihilacj  ani skwitowaniem wszelkiej jako ci  ycia.

Inaczej mówi c -  mier  nie jest zerowaniem  ycia. Nie wiem, czy wolno tak
daleko si ga  w tajemnice Bo e? Ale moja natura upowa nia mnie niejako do
tego szale stwa. Poszczególne etapy my li wiod  przez fakty znane
z Objawienia i najnowszej biologii oraz kwantowej antropologii.

background image

19

7. S d Ostateczny

Poj cie S du Ostatecznego zosta o ju  sprecyzowane w Starym Testamencie
dosy  widowiskowo powtórzone jeszcze raz muta mutandis dla Nowego
Testamentu w Ewangelii. W ustach Jezusa jest on elementem ostatecznego
rozliczenia dobra i z a, bardzo jednak prosty w formie, bez u ywania
nadmiaru szczegó ów, cho  by a to mowa do prostych ludzi. Istotne elementy
zosta y jednak podane. B dzie po zmierzchu  wiata. Wszelkie  ycie na
planecie ma usta . S d b dzie publicznym jednorazowym pokazaniem,  e
istnieje Bóg i co On zrobi  dla cz owieka. Najtrudniejszy z przymiotów Bo ych
– sprawiedliwo  - musi si  okaza . Wskazanie,  e  ycie ziemskie by o
przechodnim darem Bo ym do eksploatowania go, ale z pami ci  o Dawcy
Daru. Przekonanie wszystkich,  e jest si  i pozostanie zawsze tylko tym, co
si  dobrowolnie wybra o. Nast puje definitywny rozdzia  dobrych od
niedobrych wed ug osobi cie dokonanego wyboru.

Reszta jest nieistotna, nie mówi o niej Jezus. To szczegó y dorobione
wyobra ni , zantropomorfizowane, podzielone na pewne ods ony
w ostatecznej akcji  wiata.

Ciekawa rzecz. S d Ostateczny wyobra amy sobie zwykle jako ko cowe
widowisko Boskiej epopei, na które patrzymy z boku. Tymczasem b dzie si
jednym z uczestników, a wi c bezpo rednio zainteresowanym. S d
Ostateczny nie jest w zamiarach Jezusa przyrodzonym naganianiem na
praw  stron  zbawionych. Jest stwierdzeniem,  e dope nia si  po prostu
historia Boga w ród ludzko ci. Jest to tak koniecznym epizodem, jak
niechybna w  yciu biologicznym jest  mier .

To nie uroczysta i publiczna parada sprawiedliwo ci. Cz

 ludzko ci czu a

 sprawiedliwo  zawsze. Reszta mo e sobie jeszcze ochronny  al wywo

.

Zreszt  w pot pieniu siebie nie ma miejsca na  al, ten bowiem
w odpowiednim momencie uczyniony by by przecie  zdolne zlikwidowa  ca e
pe nione z o.

Nie po to wierzymy, by zaj  odpowiednie miejsce na tym  wiatowym
spektaklu sprawiedliwo ci. Mog o prostaków uczniów bawi ,  e siedzie  b
na dwunastu stolicach s dz c dwana cie pokole  Izraelowych. To nie s
szczegó y, których potrzebuje nasza wiara, podobnie jak nonsensem
niewielkiej wiary i bardzo przyziemnej jest wykonywanie dobra, bo jeden
„rz d krzese ” zajmie si  bli ej miejsca przy Bogu. Troch
drobnomieszcza skie. Wystarczy Bóg. Niczego wi cej nie trzeba ju .
Posiadanie najmniejszej cz stki Boga jest posiadaniem ca ego Boga.
Niesko czono  nie dzieli si  bowiem na  adne cz ci. Nie interesuj  nas
szczegó y, do zobaczenia kiedy  w oryginale. Inteligentna wiara jest
oddaniem chwa y Bogu. Nasz  wiadomy udzia  - cieszy  si  w Bogu teraz
i kiedy . Osobi cie nie lubi  zagl da  obcesowo Bogu do rondla, w którym
mieszcz  si  najistotniejsze sprawy.

background image

20

Nasz  wiar  w Jezusa obchodzi fakt S du, a nie jego sposób, który jest
w kompetencji i mocy Bo ej. Je li przyjmuj  jak  wiadomo  z Ewangelii, to
dla autorytetu Jezusa, gdy  inaczej dopuszcza bym si  antropomorfizacji
spraw Bo ych, czyli pocz bym fantazjowa  w Objawieniu.

Wierz ...

background image

21

8. „Brat twój zmartwychwstanie”

uchano Paw a w Atenach, nawet ch tnie, bo psychologicznie zacz

o o tarzu nieznajomego Boga i od zacytowania poety krete skiego. Kiedy
jednak Pawe  doszed  do zmartwychwstania, krótko mu zaanonsowano -
„Innym ci  razem s ucha  b dziemy”. Wielu katolików wierzy przez
„grzeczno ” w zmartwychwstanie Jezusowe. W swoje - niezbyt.

Jest to historycznie bior c pierwszy przypadek konfliktu wiary
z fizjologizmem i anatomizmem. Jest to równoznaczne ze sporem pierwszego
i najogólniejszego poznania. Wy ania si  ca y splot nieporozumie , jak kszta t
cz owieka, p

, po ywienie, to samo  by ego cia a ze zmartwychwsta ym,

okrycia ze wzgl du na przyzwoito . Troch  to przypomina polsk  ludowo ,
gdzie zmar emu daje si  do trumny now  czapk , by mia  w czym chodzi  po
zmartwychwstaniu. Jest to zmodyfikowany relikt pochówkowy wielu religii,
wyposa enia zmar ego we wszystko, co mu b dzie potrzebne w tamtym  yciu.
Widocznie Paraleli nie mo na dokonywa  w skali pierwszego przybli enia
poznawczego, bo dochodzi si  do absurdu albo niewiary. „Jeste cie w b dzie
nie znaj c Pisma ani mocy Bo ej. Przy zmartwychwstaniu bowiem nie b
si  ani  eni , ani za m  wychodzi , lecz b

 jako anio owie Bo y w niebie”

(Mt 22,29). Najkategoryczniej ujmuje to sam Jezus w odezwaniu si  do
Marty: „Brat twój zmartwychwstanie” (J 11, 23).

Uderza nas to samo  cia a zmartwychwsta ego z poprzednim, wi c cos

rodzaju osobowo ciowej ci

ci z natur  biologiczn . Na temat

ukszta towania si  podmiotu biologicznego oraz psychicznego nie wiemy nic.
Mieszana strefa tak zwanej psychosomatyki mog a mie  w intencjach
pogranicze psyche i biosu, ograniczy a si  jednak raczej do chorób
psychosomatycznych. Pytanie zasadnicze - gdzie si  zaczyna  ycie
biologiczne? Bynajmniej nie w anatomii czy morfologii i fizjologii. Wed ug
bioelektroniki pocz tków  ycia nale y upatrywa  w stanach kwantowych
rozgrywaj cych si  w ród metabolizuj cych drobin organicznych. Przy tym
drobiny te stanowi  pó przewodniki bia kowe, kwasów nukleinowych
i porfiryn. Pan Bóg musi si  dobrze zna  na mechanice kwantowej.  ci le, na
stanach kwantowych, mechanika kwantowa jest tylko formalnym zapisem
tych stanów. Zapis wymy li  oczywi cie cz owiek. Bóg na pewno si  zna na
stanach kwantowych materii i  ycia.

Rozumie si

ycie na no niku materii organicznej. Tak pojmowane  ycie jest

bardziej naturalne ze swym zmartwychwstaniem ni

mier  w postaci

oderwania  ycia od cia a i z zasadniczym ko cem cz owieka. Nic te
dziwnego,  e przekonania ró nych wierze  o trwaniu cz owieka w innym

wiecie s  tak bardzo naturalnym odruchem ludzko ci.  ycie nie przez

przypadek ma materi  organiczn  jako swój no ny substrat.
Zmartwychwstanie jest naturalnym powrotem  ycia do materialnego
no nika. W

nie zmartwychwstanie by oby powrotem do ludzkiej natury

onej z metabolizuj cej materii i procesów elektronicznych. Faktycznie,

background image

22

cz owiek nosi w sobie wirtualnie nie miertelno  ze zmartwychwstaniem

cznie. Wi ksz  zdaje si  trudno ci  jest po  mierci wieczne trwanie  ycia

bez zmartwychwstania cia . Zmartwychwstanie jest powrotem do  ycia
sprz onego z materi .

Zanim si gnie si  do znajomo ci stanów kwantowych  ycia le

oby

powiedzie  wi cej o cudach. Cud - wed ug nas — na zawieszeniu lub
omini ciu praw przyrody w materii o ywionej w skali anatomicznej
i fizjologicznej. Wszak cud musi by  dostrzegalny i stwierdzalny tym samym.
Tymczasem zanim fenomenologiczna strona si  dokona w organizmie, musi
nast pi  przeszeregowanie stanów kwantowych. Podobnie poj cie  mierci
kwantowej nie pokrywa si  jeszcze ze  mierci  fizjologiczn , czyli kliniczn .

yj  jeszcze tkanki wypreparowane z martwego organizmu i przechowane

banku  tkankowym.  Dopiero  mier   kwantowa  jest  nieodwo alna

i nieodwracalna. Polega na zerwanych kwantowo mechanicznych  czach

ycia w organizmie.

Kwantowe poj cie stanu materii zmartwychwsta ej nie wspólnego
z fizjologicznym zmartwychwstaniem. W ogóle o takim zmartwychwstaniu nie
ma mowy. Bior c pod uwag  ilo  atomów substancji organicznej cz owieka
i dziel c ich ilo  ustawicznie na po ow , trzeba by niewyobra alnej ilo ci
czasu, by otrzyma  jeden atom niepodzielny. W dodatku jeden atom
wystarcza  mo e Boskiej mocy do zachowania to samo ci organizmu po
zmartwychwstaniu.

Bo te  doprawdy  ycie nie jest wy cznie sum  reakcji chemicznych

organizmie. Zbyt to prymitywne i dora ne.  ycie wed ug poj

biologicznych, to fala elektromagnetyczna autogennego  wiat a, czyli  wiat a
emitowanego w procesach sprz onych kwantowo mechanicznie mi dzy
reakcjami chemicznymi metabolizmu i procesami elektronicznymi
dokonuj cymi si  w bia kowym pó przewodniku.  ycie uwa a si  za zjawisko
elektromagnetyczne, generowane w kwantowych  czach  ycia.

Wed ug wspó czesnych poj  materia jest niezniszczalna, mas  mo na

procesie  anihilacji  zamieni   na  wiat o.  Energia  jest  równie

niezniszczalna, mo e podlega  tylko zmianie form lub ulec poch oni ciu
przez inny uk ad materialny. Obrazowo mówi c, materia jest nie miertelna,
podobnie energia jest równie  nie miertelna. Materia zwi zków organicznych
cia a cz owieka ma w sobie potencjaln  nie miertelno . Musi trwa , nie
mo e si  sta  energetycznym zerem, czyli niczym. To ju  jest co innego ni
fizjologiczne wyobra enia o zmartwychwstaniu. Bóg zna si  na mechanice
kwantowej i kwantowych stanach w organizmie cz owieka. Zna Bóg równie
kwantowy obraz  ycia w ogóle, a szczególnie ludzkiego.

Idea zmartwychwstania cia a cz owieka nie jest niemo liwa, gdy patrzy si  na
zagadnienie z pozycji najnowszej fizyki, jak równie  bioelektroniki. Co wi cej,
mo na by powiedzie ,  e zmartwychwstanie posiada podstawy w fakcie  ycia
jako zdarzeniu materialnym i w energetycznej -  ci le elektromagnetycznej –
interpretacji  ycia.

background image

23

Dogmatu wiary nie uzasadnia si  ani chemicznie, ani fizycznie. To nie jest
pewno  eksperymentalnie stwierdzona z jednym wyj tkiem zmartwych-
wsta ego Jezusa. Fakt Zmartwychwstania stwierdzono wtedy wed ug
kryteriów prawnych ówczesnej kryminologii i nienawi ci faryzeuszy.
Nienawi  jest dobr  komisj  weryfikuj

 prawdy na  wiecie. Nienawi  nie

jest bowiem bezkrytyczna.

Wed ug Ewangelii Zmartwychwstanie Jezusa jest kulminacyjnym Punktem
Objawienia przyniesionego na ziemi . Zmartwychwstanie Jezusa jest

kojmi  zmartwychwstania ludzkiego cia a. Zmartwychwstanie jest

szczytowym akcentem Ewangelii.

Zmartwychwstanie w Ewangelii nie jest informacj  do po kni cia,
przepuszczenia jej przez siebie i zdefekowania informacji. Zmartwychwstanie
cz owieka jest faktem analogicznym do Zmartwychwstania Jezusa, jest nawet
Jego darem dla cz owieka. Nie mo na bra  tego faktu na postawach
fizjologicznych. Zdrowy rozum nie zgadza si  na to. Wiadomo za ,  e w nauce
zdrowy rozum jest wybitnie chorym rozumem. Nauka go porzuci a
w sprawach, które s  zjawiskami kwantowymi. To samo z cia em cz owieka
i jego  yciem. Tu nie ma zdrowego rozumu. Jest natomiast wynik wielkiej
syntezy biologicznej i Objawienie.

Wierz  w cia a zmartwychwstanie.

background image

24

9. Epicykle zbawienia

Nie ma spojrzenia na Ewangelie z lotu ptaka. Jedynie z perspektywy
wieczno ci mo na ogarn  niesko czono  Bosk , Odkupienie ludzko ci
przez tysi clecia i zbawienie. Ogrom mi

ci Bo ej do cz owieka, m dro ci

i sprawiedliwo ci wida , kiedy zarysujemy sobie wizualnie syntetyczne
spojrzenie na Ewangelie.

Epicykl o promieniu R, przy oczywistym za

eniu,  e R równa si

niesko czono ci, jest Wszech wiatem i biosfer  przed stworzeniem
cz owieka. Dla Syna Bo ego jest to tym samym epicykl sprzed Wcielenia
jeszcze.

Epicykl o promieniu r prezentuje ludzko  od chwili jej stworzenia do dnia
ostatniego zapowiadanego przez Jezusa. W epicyklu o promieniu r dokonuje
si  wszystko, co ludzkie: gonitwa pokole , ewolucja naszego rozeznania,
a wi c wiedza i nauka, kultura, wojny i przyja nie mi

 z nienawi ci ,

uprawianie roli i czynienie ziemi poddan  sobie. Tutaj s  wszystkie wzloty
niebosi ne i upodlenia, ohyda i bohaterstwo. Ca y ten wielkie tysi clecia
trwaj cy szum ludzko ci. Tutaj jest przeogromne przywi zanie do  ycia,
narodziny z potencj

mierci. Nieuniknion . Presja pokole  jest tak wielka,

e ten epicykl jest aren , scen

wiata dla osobistego przemaszerowania,

przebiegu jej lub przeskoku, bo nast pne pokolenia pr  nieustannie ku
swojej  mierci... Wi c musi tam w bramie  mierci by  miejsce wolnego
przelotu.

Jednocze nie w epicyklu o promieniu ma ego r dokona o si  Odkupienie
cz owieka - wyrwanie go z konieczno ci z a, z rozpaczy przemijania,

miertelnego ugniotu egoizmu. Tutaj w tym epicyklu zrealizowa a si

Ewangelia g oszona przez Jezusa, trwa Jego Ko ció . Dokonuje si  przetarg

aski i natury. Tutaj l gn  si

wi ci i z oczy cy, geniusze i py  ludzki.

Epicykl r jest tym  wiatem Jezusowym, ukochanym przez Niego do  mierci
zbawczej. To  wiat zasilany niesko czonym zdrojem  aski sakramentalnej,
teren dzia ania Ducha  wi tego.

Epicykl r to nasz  wiat wiary, zmaga  wokó  w asnego Zbawienia. Ten
epicykl to rzut kuli ziemskiej na ekran wieczno ci. Ukochany przez Jezusa

wiat cz owieka. Niech mi Bóg wybaczy, co powiem, ale On si  czu  niedobrze

bez cz owieka, musia  si  z cz owiekiem zbrata , zasymilowa  swe Bóstwo
z natur  ludzk , zat skni  za tym drugim epicyklem, gdzie jest pole dzia ania

aski i Ducha  wi tego, pole odkupienia i tyle uroczego pi kna. W tym

niewielkim epicyklu znajduje si  wszystko co tak prawdziwie jest Boskie,
ziemskie i cz owiecze. Tutaj w tym epicyklu dokonuje si  wszelkie pi kno
i urok przy obecno ci Najwi kszej obrzydliwo ci i z a.

background image

25

Co tu du o opowiada , ten epicykl jest terenem Ewangelii. Wzi  nas Bóg

epicyklu Wszech wiata, z jego odwiecznej pró ni i przeznaczy  do

ostatecznego epicyklu wieków przepuszczaj c przez filtr Ewangelii. Dlatego
ona jest taka Boska i niezwykle cz owiecza. Jej niepowtarzalny wdzi k Bo y
wypisany ludzkimi czcionkami.

Jakie to  adne. Tylko Bóg mo e co  takiego wymy li .

Zakreskowany obszar to „brama  mierci”, obowi zkowe przej cie ka dej
istoty  ywej, szczególnie cz owieka. W tym przej ciu  mier  sprawdza
stoperem, czy mo e w ostatniej sekundzie  ycia by o jakie  westchnienie
wiary, jaka  najmniejsza refleksja, odruch Boskiego odczucia.

Nie jest wiec  atwo si  pot pi . Mi osierdzie Bo e rejestruje nawet echo wiary.

Epicykl Rr wyobra a zbawionych, czyli tych, którzy skorzystali z Odkupienia.
Dobrowolno  zbawienia sta a si  konieczna w momencie, kiedy cz owiek
odkry  u siebie woln  wol  dzia ania.

Przej cie  mierci, które co minut  mija kilkaset tysi cy istnie  ludzkich, by
mo e b dzie polem S du Ostatecznego. Ten, który naby  sobie lud w asn

mierci , b dzie S dzi  stanu zbawienia i pot pienia. Przyj  cia o cz owieka,

umar  za niego, da  szans  zbawienia. Ostateczny spektakl mi

ci Jezusa.

Jego cz owiecze stwo, jak z epicyklu wynika, by o w ka dym z nich.

Przepowiadany przez Jezusa koniec  wiata to znikni cie ca ego epicyklu pola
pracy ewangelicznej Jezusa, cudnego i najpi kniejszego  wiata, jego powabu
i trudno ci. To wszystko si  zdezaktualizuje. Epicykle skróc  si  do
niesko czono ci zbawienia w Bogu.

Ewangelie b

 wspomnieniem realizowania ich na  wiecie, którego ju  nie

ma. Zamkn  si  niesko czony cykl mi

ci Boga do cz owieka.

ywot wieczny.

Tam ju  nie ma wiary ani nadziei. Tam trwa jedynie Mi

.

Objawienie si  dokona o. Wype ni o.

Bez eschatologii Ewangelia by aby pusta i pozbawiona swego istotnego celu,
absolutnego zjednoczenia z Jezusem.

Sko czy  si

wiat. Czas dobieg  swego kresu. Objawienie zosta o wykonane,

jak Jezus zapowiedzia , do ostatniej joty, najmniejszego znaku pisarskiego.
Zamkn  si  olbrzymi cykl Odkupienia ludzko ci - Zima Objawienia tym
samym dobiega swego fina u.

Dope ni  si  jeden gigantyczny w mi osierdziu Bo ym cykl rozpocz ty dzie em
stworzenia Wszech wiata, dzie em  ycia i cz owieka - cykl Odkupienia.

background image

26

Praktycznie sko czy  si  nasz  wiat. Nie wiadomo, czy to pocz tek przej cia
w stan mg awicy, czy z planety naszej zostanie wygas a gwiazda.

W perspektywie ponadczasu staje nowa Jerozolima - jak w Apokalipsie jest
nazwana. Bez s

ca bo  wiat em, bo s

cem b dzie Jezus.

Ostatni dzie

wiata nadszed . A z nim zacz  si  zdecydowany zmierzch

Objawienia, dalej potrzebny tylko jako pi kne wspomnienie o Bogu lituj cym
si  nad cz owiekiem, o Bogu rzeczywi cie kochaj cym cz owieka.

Nasza wiara ewangeliczna mia a jedyny sens w zestawieniu z eschatologi .
Inaczej by aby rozbudzeniem uczu  i t sknot, które ko czy yby si  ze zgonem
cz owieka. Wiara chrze cija ska, wiara w Jezusa, nie mo e si  zamkn
i ograniczy  tylko do jedynego epicyklu  wiata i jego spraw. Ten w

nie

epicykl jest z ca ym  wiatem jednym wielkim teatrem gry ludzko ci na
oczach swego Boga. To wielka gra nie na  mier , ale na  ycie wieczne. Gra
osi ga swe apogeum w wieczno ci.

Nie ma tu  adnej fantazji. Cz owiek nie by by w stanie wymy li  tyle i tak, jak
to uczyni  Bóg. Zbyt wielkie i nader  adne, by takiej konstrukcji podj  si
cz owiek. Poza to, co Jezus przyniós  w Ewangelii, pomys owo  ludzka
si ga  nie mo e. Znowu Ewangelia z eschatologi  to obudzenie w cz owieku
najcudniej szych celów z rozp yni ciem si  w Mi

ci. Bóg nie k amie.

Nie obiecuje niemo no ci.