background image

KA TA RZY NA  BA ZA R NIK

Dlaczego od Joyce’a do li be ra tu ry

(zamiast wstêpu)

Spie szę  wy ja ś nić:  słowo  „li be ra tu ra”  nie  po cho dzi  z  Fin ne -

gans Wake, choć pa so wałoby do nie go ide a l nie. I to nie ty l ko dla -
te go, że osta t nie dzieło Joyce’a pełne jest neo lo gi z mów i gier ję -
zy ko wych,  ale  ta k że  dla te go,  że  idea,  którą  li be ra tu ra  ze  sobą
nie sie,  od po wia da  mu  do sko na le.

Li ber,  li bra,  li be ra,  li te ra tu ra.  Li be ra tu ra  to  wol ność,  otwa r tość

ar ty sty cz na,  prze kra cza nie  gra nic  mię dzy  ga tun ka mi  i  sztu ka mi,  to
literatura  nie  spę ta na  ogra ni cze nia mi  na rzu co ny mi  przez  re guły,
ka no ny,  kry ty ków.  To  pi sa nie - wa że nie  li ter  (czcio nek,  ob ra zów,
ele men tów  gra fi cz nych)  w  celu  zbu do wa nia  książki.  To  pi sa nie -
 two rze nie,  któ re  bie rze  pod  uwa gę  fakt  fi zy cz no ści  książki.  Nie
cho dzi tu jed nak o książkę ar ty styczną, któ ra jest zja wi skiem bli ż -
szym  sztu kom  pla sty cz nym  niż  li te ra tu rze  (może  z  wyjątkiem  tak
zwa nych  „bo o k works”

1

, zna j dujących się dokład nie na sty ku obu

dzie dzin)

2

.  Cho dzi  ra czej  o  świa do mość,  że  dzieła  li te ra c kie,  zwła -

sz cza  te  o  wię kszej  ob ję to ści,  to  rów nież  przed mio ty,  a  kwe s tia  ich
bu do wy i wyglądu nie jest bez zna cze nia dla prze ka zy wa nych tre -
ści.

Jest  to  może  bar dziej  oczy wi ste  w  przy pa d ku  po wie ści,  ale

daje  się  za uwa żyć  na wet  na  po zio mie  jed ne go,  kró t kie go  utwo -

V

1

1

  Te r min  za pro po no wa ny  przez  no wo jo r skie go  kry ty ka  Clive’a  Phil l po ta. 

2

2

  Za in te re so wa nych  te ma tem  ksi¹¿ki  ar ty sty cz nej  odsy³am  do  zna ko mi tej  po zy -

cji  Pio tra  Ry p so na  Ksi¹¿ki i Stro ny  Wa r sza wa:  Cen trum  Sztu ki  Wspó³cze s nej  2000.  Wa r -
ta  po le ce nia  jest  rów nie¿  pra ca  po œwiê co na  po ezji  wi zu a l nej  –  Ob raz  s³owa
(Wa r sza wa:  Aka de mia  Ru chu  1989)  tego  sa me go  au to ra.

background image

ru. We źmy, na przykład, któ ryś z wie r szy Blake’a z cy klu Songs of 
In no cen ce  and
  Ex pe rien ce, wy da ny w pię k nym, w całości opra co -
wa nym  przez  au to ra  to mie,  z  ilu mi na cja mi  dopełniającymi  jego
słowną  za wa r tość,  gdzie  ko lo ro we  li te ry  zdają  się  być  nie ja ko
przedłuże niem  gałązek  op la tającej  tekst  ro ślin no ści.  Tak  wy da -
ny wiersz mo ż na by po rów nać do kwia tu roz kwitłego w ogro dzie 
to mi ku.  Całość  sko m po no wa na  zgod nie  z  wizją  po ety  od działuje
nie ty l ko na słuch, ale ta k że wzrok czy te l ni ka; mamy w ręku nie
ty l ko  piękną  po ezję,  ale  rów nież  pię k ny    p r z e d  m i o t.  Na stę p -
nie wy 

ob 

ra 

ź 

my so 

bie ten sam wiersz w Dziełach  ze bra nych,

wydru ko wa ny  na  białej  stro nie,  bez  ry sun ków,  po śród  in nych
utwo rów  sza co w ne go  au to ra.  Sza co w ne go,  bo  sko ro  zasłużył  so -
bie na wy da nie Dzieł  ze bra nych, osiągnął już po zy cję kla sy ka.
Bez  „ilu stra cji”  (pa mię ta j my,  że  w  przy pa d ku  Blake’a  nie  jest  to
od po wied nie  słowo),  bo  prze cież  sza co w nych  kla sy ków  się  nie
ilu stru je,  choć  za pe w ne  w  ta kiej  edy cji  zna lazłyby  się  ta b li ce  z  re -
pro du kcja mi  nie któ rych  stron  z  ory gi na l nych  wy dań.  Taki
wiersz,  wy rwa ny  z  wsze l kich  pie r wo t nych  kon te kstów,  prze ma -
wia  ci chu t kim,  le d wo  słysza l nym  głosem  i  mo ż li we,  że  czy te l nik
w ogó le go nie zauwa ży.  I  wre sz cie  zo ba cz my  go  umie sz czo ne go
w  jakiejś  an to lo gii,  cho ć by  w  The  Ox ford  An tho lo gy  of  En glish  Li -
te ra tu re
,  wy dru ko wa ne go  dro b niutką  czcionką,  z  te kstem  prze -
chodzącym z jed nej stro ny na drugą, tak, że nie mo ż na go objąć
wzro kiem  w  całości,  opa trzo ne go  uczo ny mi  przy pi sa mi,  któ re
roz pra szają uwa gę i kie rują naszą in ter pre tacją. Mimo że są to te
same słowa, ich od 

biór za ka 

ż 

dym ra 

zem jest inny i, co

niesłycha nie  wa ż ne,  ty l ko  w  pie r wszym  przy pa d ku  wy da w ca  nie
in ge ru je  w  in ten cje  au to ra.  Tu taj  to,  j a k   au tor chciał po wie -
dzieć, jest rów nie wa ż ne jak to,  c o   chciał  po wie dzieć,  nie za le ż -
nie od tego, jak owo „co” od czy ta my. „Jak” jest u Blake’a czę ścią 
„co” i właś nie to jest jedną z klu czo wych cech li be ra tu ry. W dzie -
le  li be ra c kim  cho dzi  za tem  o  świa do me  wy ko rzy sta nie  ma te ria l -
no ści  li te ry,  słowa,  zda nia  i  prze strze ni  książki,  o  umie ję t ne  uży -
cie in nych ele men tów  gra fi cz nych  lub  re zy g na cję  z  nich,  o  in te -
gra l ność  te ks tu i ob ra zu, któ ry nie tyle ilu stru je, co ko men tu je i
uzu pełnia  tekst, tak jak działo się to w rę cz nie ilu mi no wa nych
śred nio wie cz nych Bi b liach. Słowem, cho dzi o to, że wszy stkie
skład ni ki  książki są – w mnie 

szym lub wię kszym sto 

niu –

Dla cze go  od  Joyce’a  do  li be ra tu ry

ki

 n r

a z

a

a

 n

yz

 ra

 ta

K

VI

background image

znaczące, a wa r stwa gra fi cz na sta je się nie mniej isto t na niż fo ne -
ty cz na  –  obie  współtworzą  wa r stwę  se man tyczną  utwo ru.

Wy ni ka  z  tego  po stu lat,  by  ko le j ne  wy da nia  da ne go  dzieła  miały 

iden tyczną  fo r mę.  Może  wy da wać  się  to  za ska kujące,  pra wie  nie -
mo ż li we do spełnie nia, ale tego typu po dej ście nie jest ani zja wi -
skiem  no wym,  ani,  wbrew  po zo rom,  całko wi cie  ma r gi na l nym  w  ka -
no ni cz nym  nu r cie  li te ra tu ry.  Sztan da ro wym  przy kładem  ogó l nie
zna ne go,  na  po zór  tra dy cy j ne go,  a  jed nak  głębo ko  li be ra c kie go
utwo ru  jest  Mały Książę  –  dziełko,  któ re go  ko le j ne  wy da nia  mogą,
co  pra wda,  nie co  ró ż nić  się  fo r ma tem,  ale  któ re  za wsze  za wie ra  te
same  ilu stra cje,  od dzie lające  te  same  fra g men ty  te kstu,  a  na wet  ma
tę  samą,  na ty ch miast  roz po zna walną,  okładkę.  Ana lo gi cz ne  my śle -
nie  ce cho wało  wie lu  twó r ców  i  mo ż na  by  na wet  za ry zy ko wać  twier -
dze nie, że leżało ono u po czątków hi sto rii Księ gi. Prze cież w he -
braj skiej  To rze  „opu sz cze nie  lub  do da nie  cho ć by  jed nej  li te ry  gro -
ziłoby zni sz cze niem świa ta”. Według tra dy cji jej tekst miał być
prze ka zy wa ny  w  jed nej,  nie zmien nej  fo r mie,  jako  nie prze rwa ny
ciąg  zna ków,  co  w  kon se k wen cji  po win no  było  spro wa dzić  się  do
za cho wa nia  np.  ta kie go  a  nie  in ne go  układu  gra fi cz ne go.

Cie ka we,  że  po do b ny  los  spo t kał  Fin ne gans  Wake, od lat wy -

da wa ne  w  tym  sa mym  kształcie  (po szcze gó l ne  wy da nia  ró ż nią
się  ty l ko  okładką).  Książka  ta  za wsze  za wie ra  iden ty cz nie  wy -
dru ko wa ny tekst i składa się z 628 stron liczących w wię kszo ści
po  36  li ni jek,  choć  nie  ma  żad ne go  ra cjo na l ne go  po wo du,  by  nie
wy dać jej w in nym układ zie

3

, przy czym nikt nie po tra fi po dać

źródła tej pra kty ki. Chy ba że uz na my za za sad ne, iż li cz ba stron
jest  tu  nie przy pa d ko wa.  Wia do mo  prze cież,  że  pragnąc  stwo rzyć
dzieło w kształcie koła czy kuli, Jo y ce za ko ń czył je na ur wa nym
w  połowie  zda niu,  któ re go  kon ty nu a cja  zna j du je  się  na  pie r wszej
stro nie.  W  ten  gra fi cz ny  spo sób  za sy g na li zo wał,  że  książkę  na le ży
czy tać „na okrągło”. Rów nież li cz ba stron wy da je się służyć temu
ce lo wi;  628  mo ż na  bo wiem  otrzy mać  pod sta wiając  do  wzo ru  na

Dla cze go  od  Joyce’a  do  li be ra tu ry

K

a t

a r

zy

 n

B

a z

a r

 n

ik

VII

3

3

  Jo y ce  sporz¹dzi³  li stê  po pra wek,  któ ra  zo sta³a  uw z glê d nio na  w  dru gim  wy da -

niu  Fin ne gans  Wake, wkró t ce jed nak zmar³ i ¿ad nych in nych ko rekt do te kstu ju¿ nie
wpro wa dza no.  W  roku  1959  nak³adem  no wo jo r skie go  wy da w ni c twa  Vi king  Press
uka za³o  siê  jed no  „nie stan dar do we”  wy da nie  za wie raj¹ce  mniejsz¹  li cz bê  stron  (  540),
ale pod obne  dzia³anie  nie  zo sta³o  ni g dy  po wtó rzo ne.

background image

Dla cze go  od  Joyce’a  do  li be ra tu ry

ki

 n r

a z

a

a

 n

yz

 ra

 ta

K

VIII

background image

Dla cze go  od  Joyce’a  do  li be ra tu ry

K

a t

a r

zy

 n

B

a z

a r

 n

ik

IX

background image

długość okrę gu: 2Pr, li cz bę 100, wie l ce znaczącą w tym dzie le

4

.

A za tem, czy nie zmien ny kształt Fin ne gans  Wake to siła tra dy cji
czy in ten cja au to ra? W chwi li obe cnej nie spo sób tego roz -
strzygnąć, tak czy ina czej jed nak, dzię ki tej edy to r skiej pra kty ce
zy skało  ono  cha ra kter  dzieła  li be ra c kie go. 

Rów nież inne jego ce chy skłaniają nas do przy ję cia ta kie go

sta no wi ska. Na przykład, dru gi roz dział dru giej księ gi ma od -
mien ny  od  tra dy cy j ne go  układ  ty po gra fi cz ny.  Głów ne mu  te ks -
to wi  to wa rzyszą  glo sy  po  pra wej  i  le wej  stro nie  śro d ko wej  ko lu m -
ny.  Jed ne  pi sa ne  są  ka pi ta li ka mi,  dru gie  ku r sywą,  co  kry ty cy  in -
ter pre tują jako dwa ró ż ne głosy: She ma i Sha u na. Tekst główny
usia ny jest przy pi sa mi po chodzącymi od ich sio stry Issy. W roz -
dzia le  tym  zna j du je  się  też  ta je mni czy  dia gram,  in ter pre to wa ny
jako  pe wien  ma te ma ty cz ny  pro blem  lub  in tym ne  czę ści  ko bie -
ce go  ciała,  a  na wet  ge o me try cz ny  sche mat  sa mej  książki,  oraz
dwa  za dzi wiające  ry su ne cz ki:  po sta ci  grającej  „ku ku ry ku”  na
no sie i dwóch skrzy żo wa nych ni to ko ści, ni to bereł. Ów roz -
dział  na zwa no  „No c nym  od ra bia niem  le kcji”  –  glo sy  i  przy pi sy
to  no ta t ki  i  ko men ta rze  uczących  się  dzie ci,  a  ry su ne cz ki  to  ba z -
groły  sma ro wa ne  przez  nie  na  ma r gi ne sie  pod rę cz ni ka.  Wszy st -
kie wspo mnia ne tu ele men ty ode grały istotną rolę w zro zu mie -
niu  (pie kie l nie  prze cież  trud ne go)  te kstu,  a  aspekt  gra fi cz ny
oka zał  się  no ś ni kiem  tre ści  w  sto p niu  nie  mnie j szym  niż  słowa.

Układ  gra fi cz ny  do  pod kre śla nia  czy  wręcz  prze ka zy wa nia

tre ści  wy ko rzy sty wa no  zresztą  od  naj da w nie j szych  cza sów:  po -
czą w szy  od  sta ro ży t nych  i  śred nio wie cz nych  wie r szy  fi gu ra l nych
i  em b le ma ty cz nych,  po przez  sta ran nie  sko m p onowa ny  to mik
wi zu a l nych  wie r szy  an gie l skie go  po ety  „me ta fi zy cz ne go”  Geor -
ge’a  Her be r ta  The  Te m p le,  pełnego  ty po gra fi cz nych  chwy tów
Tri stra ma  Shan dy Laurence’a Sterne’a, po wi zjo ne r skie książki
wspo mnia ne go  już  Wil lia ma  Blake’a,  no wa to r ski  po emat  Ste fa -
na Mallarmégo Rzut ko ści,  dzieła  fu tu ry stów  i  da da i stów  czy
wre sz cie  Ka li gra my Apollinaire’a.

I  znów  ude rza  fakt,  że  Jo y ce  in te re so wał  się  nie któ ry mi  z  wy -

mie nio nych  au to rów,  uwa żając  ich  za  swe go  ro dza ju  mi strzów

Dla cze go  od  Joyce’a  do  li be ra tu ry

ki

 n r

a z

a

a

 n

yz

 ra

 ta

K

X

4

  Jest  to  li cz ba  li ter  dzie siê ciu  s³ów - grz mo tów,  któ re  to wa rzysz¹  klu czo wym

wy da rze niom  w  ksi¹¿ce.  Sze rzej  pisa³am  o  tym  w  ar ty ku le  „Glo ba l ne  spo j rze nie  na
Fin ne gans  Wake”  za mie sz czo nym  w  zbio rze  Wokó³  Ja me sa  Joyce’a, Kra ków: Uni -
ve r si tas  1998.

background image

i  pre ku r so rów  swo jej  twó r czo ści.  Zna na  jest  też  jego  fa s cy na cja
Księgą z Kells,  wspa nia le  ilu mi no wa nym  sta ro ir lan dz kim  rę ko pi -
sem  Ewan ge lii, o któ rej pisał do przy ja cie la:

Dok¹dko l wiek je cha³em – do Rzy mu, do Zu ry chu, do Trie stu – za wsze j¹ ze

sob¹ za bie ra³em i ca³ymi go dzi na mi zg³êbia³em jej mi strzo stwo. Jest to naj czy st -
sze  ir lan dz kie  dzie³o,  ja kie  po sia da my,  a  nie któ re  ini cja³y  obe j muj¹ce  ca³¹  stro nê
maj¹ w so bie isto t ne ce chy roz dzia³u Ulis se sa. Du¿¹ czêœæ mo jej twó r czo œci mo -
¿ na  wrêcz  po rów naæ  do  zawi³ych  ilu mi na cji

5

.

Oczy wi ście,  jest  to  w  du żej  mie rze  me ta fo ra  od nosząca  się

do  sko m p li ko wa ne go  sty lu  Ulis se sa, ale prze cież sam wygląd tej
książki nie jest wca le tak zwy cza j ny, ja k by nam się to mogło wy -
da wać.  Okładki  pie r wsze go  wy da nia  miały  błękit  gre c kiej  fla gi,
by  pod kre ślić  związek  po wie ści  z  jej  śród zie mno mo r skim  pie r -
wo w zo rem.  Ty po gra fia  epi zo du  sió d me go,  roz gry wającego  się
w  re da kcji  Freeman’s  Jo u r nal,  na śla du je  ty po gra fię  ga ze ty:  kró t -
kie  aka pi ty  opa trzo ne  są  wytłusz czo ny mi  tytułami,  zaś  cy ta ty  po -
da ne  ku r sywą.  Epi zod  pię t na sty  za pi sa ny  jest  w  fo r mie  dra ma tu, 
by  nie  ogra ni czać  wy ob ra ź ni  czy te l ni ka,  od twa rzającego  so bie  wi -
zje  odu rzo nych  al ko ho lem  i  se ksem  bo ha te rów.  Z  ko lei  nie mal
zupełnie  po zba wio ny  in ter pun kcji,  po zo r nie  amo r fi cz ny  mo no log 
Mol 

ly Blo 

om zbu 

do 

wa 

ny jest w isto 

cie z ośmiu ogro 

mnych

zdańa– ka pi tów;  po  czwa r tym  i  ós mym  na ty ka my  się  na  kro p ki
wy zna cza jące  ima gi na cyjną  oś,  wokół  któ rej  wi ru je  tekst  uo sa -
biający  Ma t kę  Zie mię

6

. O tym, że Jo y ce tro sz czył się o wygląd

swych te ks tów, świa d czy też, że wbrew tra dy cji przy ję tej w an glo -
sa skiej  ty po gra fii  do pi l no wał,  by  w  jego  książkach  dia lo gi  nie
były  wpro wa dza ne  za  po mocą  wcię cia  i  gó r ne go  cu dzysłowu,  ale 
przy użyciu pa u zy. I trze ba przy znać, że wy da w cy do tej pory sto -
sują się do jego za le ceń. Zwró ciło to, oczy wi ście, uwa gę kry ty -
ków, choć nie zna lazło u nich zro zu mie nia. W Hi sto rii  li te ra tu ry

Dla cze go  od  Joyce’a  do  li be ra tu ry

K

a t

a r

zy

 n

B

a z

a r

 n

ik

XI

5

5

  Ri chard  El l mann,  Ja mes  Jo y ce.  Kra ków:  Wy da w ni c two  Li te ra c kie  1984,  s.

482.

6

6

  Swo i stym  ku rio zum  jest  wy da nie  Ulis se sa, któ re uka za³o siê nak³adem Wy da w -

nic twa „Znak” w 2002 r., gdzie nie ty l ko bra ku je œro d ko wej kro p ki, ale ca³y mo no log
wy dru ko wa ny  jest  jako  nie prze rwa ny  blok  te kstu,  bez  za mie rzo ne go  przez  Joyce’a
po dzia³u  na  wspo mnia ne  osiem  czê œci.  Zni sz czy³o  to  zupe³nie  stru ktu rê  osta t nie go
epi zo du.  Por.  Ja mes  Jo y ce  Li sty  ,  tom  II,  t³um.  M.  Ro ni kier.  Kra ków:  Wy da w ni c two
Li te ra c kie  1986,  s.  54.

background image

an gie l skiej w za ry sie (The Con ci se  Ca m bri d ge  Hi sto ry  of  En glish  Li te -
ra tu re
)  czy ta my:

Styl  Ulis se sa by³ przed mio tem wie lu uczo nych roz praw we Fran cji, An glii

i Sta nach Zjed no czo nych. Na ogó³ jed nak nie do strze ga no, ¿e czêœæ swej po zo r -
nej  ory gi na l no œci  za wdziê cza  Jo y ce  nie  chwy tom  li te ra c kim,  lecz  ty po gra fi cz -
nym.  By³oby  po ¿y te cz nym  æwi cze niem  „przet³uma czyæ”  ty pow¹  stro ni cê
Ulis se sa na zwyk³¹ ty po gra fiê an gielsk¹, a na stê p nie na daæ joyce’owski kszta³t
ty po wej  stro ni cy  Ho wards  End czy Sons and Lo vers.  Jed na k ¿e  sama  po wieœæ
triu m fu je  nad  tak  dro gi mi  se r cu  Joyce’a  tri ka mi  ty po gra fii  (...)

7

.

Za uwa żając  no wa to r stwo  Joyce’a  w  tej  kwe stii,  R.C.  Chu r chill

(au tor  po wy ższej  wy po wie dzi)  nie  uświa do mił  so bie  jed nak,  że
ty po gra fia  jest  tu  rów nież  no ś ni kiem  zna cze nia  i  że  ce lem  tych
po zo r nie  efe kcia r skich  za bie gów  było  zna le zie nie  naj bar dziej
ade k wa t nych  śro d ków  wy ra zu.

Po do b ny  spo sób  my śle nia  mo ż na  zna leźć  u  in nych  twó r ców,

z  któ rych  wie lu  przy zna wało  się  do  bez po śred niej  in spi ra cji
dziełem Joyce’a lub sy tu o wało w opo zy cji do nie go. Czę sto ich
po szu ki wa nia  miały  cha ra kter  li be ra cki,  choć  nie  za wsze  kie ro -
wały się w stro nę ty po gra fii. Cza sem tekst rządził się (po do b nie
jak w Ulis se sie czy Fin ne gans  Wake)  regułami  li cz bo wy mi,  co
moż na  za uwa żyć  chociażby  w  pó ź nych  utwo rach  Sa mu e la  Be -
cket ta, zwłasz cza tych wy li czo nych co do słowa, nie zwy kle skon -
den so wa nych,  ta kich  jak  Dzyń i Bez. Z ko lei „sio strza ne” po wie -
ści Kwa r te tu  ale ksan dry j skie go  Lawrence’a  Dur rel la  cha ra kte ry -
zu je  ty po we  dla  li be ra tu ry  tra kto wa nie  prze strze ni:  dają  nam
one ogląd tych sa mych wy da rzeń z ró ż nych pun któw wi dze nia,
tworząc  swo istą  cza so prze strzeń,  ge ne ro waną  po przez  ich  fi -
zyczną  od rę b ność.  Mimo  su ge ro wa nej  przez  Dur rel la  ko le j no -
ści,  ich  ist nie nie  w  czte rech  oso b nych  to mach  ułatwia  czy te l ni -
ko wi swo bod ny wy bór, którą książkę prze czy tać naj pierw, a czy -
ta nie  cy klu  przy po mi na  po zna wa nie  rze ź by,  oglądanej  ko le j no  ze
wszy stkich stron

8

. Oto, co o swo ich założe niach pisał sam au tor:

Dla cze go  od  Joyce’a  do  li be ra tu ry

ki

 n r

a z

a

a

 n

yz

 ra

 ta

K

XII

7

7

  Ge o r ge  Sa m p son,  Hi sto ria  li te ra tu ry  an gie l skiej  w  za ry sie.  Wa r sza wa:  PWN

1967, s. 1080.

8

8

  Za tem  pu b li ko wa nie  ich  w  jed nym  to mie  (a  ta kie  wy da nie  ist nie je)  wy da je  siê

sprze cz ne  z  za³o¿e nia mi  au to ra,  gdy¿  su ge ru je,  ¿e  jest  to j e d n a ksi¹¿ka.

background image

Wspó³cze s na  li te ra tu ra  nie  ofia ro wu je  nam  Jed no œci,  zwró ci³em  siê  wiêc  do

nauk  œcis³ych  i  pró bu jê  zbu do waæ  po wieœæ  czte ro wa r stwow¹,  opie raj¹c  jej  fo r mê 
na  te o rii  wzglêd no œci.

Trzy wy mia ry prze strze ni i czwa r ty cza su sk³adaj¹ siê na prze pis mie szan ki,

jak¹ jest con ti nu um. Ten wzór na œla du je uk³ad mo ich czte rech po wie œci.

Trzy pie r wsze roz wi jaj¹ siê w prze strze ni (...) i nie s¹ powi¹zane form¹ se -

ryjn¹. Za ha czaj¹ jed na o drug¹, prze pla taj¹ siê ze sob¹, po zo staj¹c w sto sun kach
czy sto  prze strzen nych.  Czas  stoi  w  mie j s cu.  Do pie ro  w  czwa r tej  czê œci  w³¹cza
siê czas i ona sta no wi na pra wdê ci¹g da l szy po prze dnich

9

.

Li sta dzieł noszących zna mio na li be ra tu ry jest zresztą o wie le 

dłuż sza.  Wy mie nić  by  tu  mo ż na  cho cia ż by  nie któ re  do świa d cze -
nia  po ezji  kon kre t nej  (np.  in sta la cja  Sta nisława  Dró ż dża  mię -
dzy
);  pe w ne  do ko na nia  pi sa rzy  z  krę gu  Ou Li Po  (słynne  Cent
mil le mil liards de po èmes
  Ra y mon da  Qu e ne au  czy  osta t nio  u  nas
wy da ne  Życie  in stru k cja  obsługi  Ge o r ge sa  Pereca);  Intervalle
Miche la  Bu to ra  (rów nież  wy bi t ne go  kry ty ka,  nie zwy kle  wra ż li we -
go  na  fi zy cz ny  aspekt  dzieła  li te ra c kie go);  Grę w kla sy Ju lio
Cortázara; ope rujące stroną jako pod sta wową jed nostką se man -
tyczną  „po wie ści  gra fi cz ne”  Ra y mon da  Fe de r ma na:  Do ub le  or
No t hing
  i  wy da ny  w  kwa dra to wym  fo r ma cie  na  gru bym,  sza rym
pa pie rze,  dwu ję zy cz ny  i  dwu stron ny  Głos w sza fie

10

Out  Ro na l -

da  Su ke ni cka  –  po wieść  z  od wró coną  ko le j no ścią  roz działów
i  te k s tem  za ni kającym  aż  do  zupełnej,  10-stro ni co wej  bie li  czy
wre sz cie  składający  się  z  dwóch  eg ze m p la rzy:  mę skie go  i  że ń -
skie go  Słow nik  cha za r ski Mi lor da Pa vića oraz oma wia ne w tej
ksiaż ce  utwory  B.S.  Jo h n so na  i  Mar ka  Z.  Da nie le w skie go.

Za bie gom  wy mie nio nych  tu  pi sa rzy  przy świe cał  ten  sam  cel,

co  twó r cy  Ulis se sa  –  zna le zie nie  naj od po wied nie j szej  formy.
Nie któ rzy  z  nich  z  tej  właś nie  przy czy ny  sta li  się  bo ha te ra mi  ni -
nie j sze go  tomu,  a  roz wa ża nia  nad  ich  twó r czo ścią  przy wiodły
nas  wre sz cie  do  ar ty stów  współcze s nych,  któ rzy,  ba lan sując  po -
mię dzy  tra dy cy j nie  ro zu mianą  li te ra turą  i  tzw.  książką  ar ty -
styczną,  na zwa li  ów  ob szar  prze kro cze nia  właś nie  li be ra turą.
I choć na pe w no mo ż na by wska zać pi sa rzy, w któ rych dziełach

Dla cze go  od  Joyce’a  do  li be ra tu ry

K

a t

a r

zy

 n

B

a z

a r

 n

ik

XIII

9

1

9

  La w ren ce  Dur rell,  „Od  au to ra”,  w:  Ba l t ha zar.  Wa r sza wa:  Czy te l nik  1972,  s.

5.

10

10

  Jest  rzecz¹  cie kaw¹,  ¿e  o  ile  u  Fe de r ma na - pi sa rza  od na leŸæ  mo ¿ na  ce chy  li be -

ra c kiej  pra kty ki,  to  Fe de r man - te o re tyk,  dziel¹cy  siê  au to rstwem  dzie³a  z  re da kto rem,
ze ce rem  i  ko re kto ra mi,  sta no wi  jej  ra dy ka l ne  za prze czenie.

background image

Dla cze go  od  Joyce’a  do  li be ra tu ry

ki

 n r

a z

a

a

 n

yz

 ra

 ta

K

XIV

background image

Dla cze go  od  Joyce’a  do  li be ra tu ry

K

a t

a r

zy

 n

B

a z

a r

 n

ik

XV

background image

ele ment  li be ra cki  jest  nie   mniej  wi do cz ny,  to  w  tej  swo i stej  szta -
fe cie po ko leń Jo y ce spełnił przełomową rolę. Po przez swo je
głębo kie  za ko rze nie nie  w  tra dy cji  i  sukcesywny  roz wój:  od  re a li -
sty cz nych  opo wia dań  do  dzieła  skra j nie  awan gar do we go,  wy -
zna czającego  pe w ne  eks tre mum  dla  ga tun ku  po wie ścio we go,
wpłynął  na  roz wój  li te ra tu ry  w  sto p niu  o  wie le  wię kszym  niż
współcze ś ni  mu  awan gar dzi ści.  Uświa do mił  swo im  na stę pcom,
że ciągłe po szu ki wa nie no wych form jest ko nie cz ne, że nie mo ż -
na  za skle piać  się  w  sche ma tach  już  za sta nych  i  za akce p to wa nych 
przez czy te l ni ków. To przesłanie spra wia, że jest on „oj cem du -
cho wym”  ar ty stów  po szu kujących.  Wie lu,  nie  ty l ko  pi sa rzy,  ale
i  ko m po zy to rów,  pla sty ków,  twó r ców  te a tra l nych  i  fi l mo wych
przy zna je  się  do  in spi ra cji  jego  twó r czo ścią.  Stąd  obe cność  Jo h na
Cage’a  wśród  oso bo wo ści  pre zen to wa nych  w  tym  to mie,  stąd  ta -
k że  obe cność  dzieł  zna nych  kra ko wskich  pla sty ków  na  Wy sta -
wie  Książki  Nie kon we ncjo na l nej  w  Bi b lio te ce  Ja giel lo ń skiej,
zor ga ni zo wa nej  w  ra mach  ob cho dów  Blo o m s day  w  1999
roku

11

.

Dla te go  też  właś nie  Blo o m s day  –  ni  to  świe c kie  świę to  „wy -

zna w ców” pana Joyce’a, ni to po wa ż na se sja na uko wa – stał się
zna ko mi tym  pun ktem  wyj ścia  do  roz wa żań  nad  zja wi skiem
awan gar do wo ści  i  okazją  do  pre zen ta cji  twó r ców,  któ rzy
przesłanie Joyce’a pod ję li. Właś nie dzię ki wykładom, pre zen ta -
cjom,  prze my śle niom  i  dys ku sjom,  któ re  miały  mie j s ce  pod czas
dni  pana  Blo o ma,  zro dził  się  te r min  „li be ra tu ra”

12

  i  ni nie j sza

książka. Nie za wie ra ona jed nak wyłącz nie te kstów po świę co -
nych  temu  zja wi sku  –  li be ra tu ra  jest  tu taj  ty l ko  pun ktem  doj ścia.

Liberatura czyli coś, co idealnie pasowałoby do języka

Finnegans Wake, choć z niego (nie) pochodzi.

Dla cze go  od  Joyce’a  do  li be ra tu ry

ki

 n r

a z

a

a

 n

yz

 ra

 ta

K

XVI

11

11 

Wy sta wa  przy go to wa na  przy  wspó³pra cy  z  We xford  Arts  Cen tre  w  Ir lan dii.

12

12

  Zo sta³  on  za pro po no wa ny  przez  Ze no na  Fa j fe ra  w  ar ty ku le  to wa rzysz¹cym

wspo mnia nej  wy sta wie  –  „Li be ra tu ra. Aneks do S³ow ni ka  te r mi nów  li te ra c kich”,  De -
ka da  Li te ra cka
, nr 5-6 (153/4) z 30.06.1999. Aneks do owe go „Ane ksu” uka za³ siê
w  kwa r ta l ni ku  FA -art,  nr  4  (46),  2001,  w  ese ju  „Li be ra tu ra  czy li  li te ra tu ra  to ta l na”.