background image

Jessica Steele 

 

Żona 
na dwa lata

 

 
 

ROZDZIAŁ PIERWSZY 
 
- Pan Davenport prosi. 

Chesnie poczuła, jak jej żołądek ściska się ze strachu. 

Na szczęście dzięki wieloletniej praktyce nauczyła się 

panować nad sobą i nikt nie odgadłby, jakie teraz targają 

nią emocje. Zacisnęła drżące dłonie i lekkim krokiem 

podążyła za Barbarą Platt. 
- Chesnie Cosgrove - 

przedstawiła ją asystentka 

i opuściła pokój. 

Wysoki, może trzydziestopięcioletni mężczyzna 

wstał zza biurka, a jego błękitne oczy spoczęły na Chesnie 

wyczekująco. Jedno spojrzenie wystarczyło mu, by 

bezbłędnie ocenić jej czerwony elegancki kostium, 

smukłą figurę, rudawe loki, zielone oczy i nieskazitelną 

cerę. 

Chesnie zesztywniała. Wiedziała już, że przed tym 

mężczyzną niewiele da się ukryć i że za łagodną fasadą 
kryj

e się nieugięta siła woli. 

Znalazła nas pani bez kłopotu? - zagaił miłym 

barytonem, wskazując fotel naprzeciwko biurka. 

Trudno byłoby przegapić ogromne drapacze chmur, 

które zajmowała firma Yeatman Trading. Lecz zaledwie 

zdążyła skinąć głową, a Joel Davenport już mówił dalej: 

Proszę opowiedzieć mi o sobie. 

Jeśli chodzi o moje kwalifikacje... 

Pani kwalifikacje są mi świetnie znane - przerwał 

jej niecierpliwie. - 

Doskonała sprawność pisania, znajomość 

komputera, umiejętności organizacyjne... Inaczej 
b

y tu pani teraz nie siedziała. 

Chesnie zacisnęła spocone dłonie. Właściwie, co ona 

tu robi? Czy naprawdę chce pracować z takim człowiekiem? 

Najwyraźniej Joel Davenport to niezły twardziel. 

Dumnie, uniosła brodę. Cóż, skoro przeszła przez tyle 
testów kwalif

ikacyjnych i dotarła aż do tego etapu, wykorzysta 

tę szansę. Przecież musi dopiąć swojego celu 

i wyrwać się z Cambridge. 

Mam dwadzieścia pięć lat... 

- Wiem - 

mruknął ponaglająco. 

background image

Przez trzy lata pracowałam w Cambridge... - To 

też najwyraźniej wiedział. Chesnie, weź się w garść! 

Co chciałby pan wiedzieć? - spytała w końcu. 

Jego błękitne oczy chłodno ją obserwowały, jakby 

nie była to rozmowa kwalifikacyjna, lecz próba sił. 

Ma pani doskonałe referencje - powiedział wolno. 

Chyba Lionel Browning panią ubóstwiał. 

Z wzajemnością - odparła zgodnie z prawdą. Jej 

były szef był najmilszym, choć bardzo roztrzepanym 

szefem na świecie i tak jej ufał, że całą firmę zostawił 

na jej głowie... Lecz teraz, jeśli oczywiście dostanie tę 

posadę, to nazbyt uciążliwe doświadczenie z pewnością 

jej się przyda. Jeśli... 

Więc dlaczego pani odeszła? 

Już miała wyrecytować te same powody, które 

wcześniej podała na rozmowie wstępnej, czyli chęć 

awansu i zdobycia nowego doświadczenia zawodowego, 

lecz kiedy napotkała zimne, przenikliwe spojrzenie, 

zamknęła usta. Instynktownie czuła, że Davenport nie 

da się zbyć kilkoma frazesami. 

Potrzebuję nowych wyzwań, ale... No cóż, mówiąc 

szczerze, gdyby nie to, że syn Lionela Browninga 

zaczął przejmować interesy, pewnie nigdy nie zdecydowałabym 

się odejść z firmy - wyrzuciła jednym tchem. 

Firma Hectora Browninga zbankrutowała, więc zaczął 

szukać ratunku w firmie ojca. 

Jak rozumiem, wasze kontakty nie układały się 

najlepiej? 

Umiejętność kontaktowania się z każdym... to część 

mojej pracy - 

odparła niechętnie. No cóż, ta rozmowa nie 

zmierzała w najlepszym kierunku. Przeraziła się, że jeszcze 

moment, a wszystko zepsuje. Dlaczego zaczęła się 

zwierzać właśnie Joelowi Davenportowi, skoro dotąd nikomu 

nawet nie wspomniała o swoich kłopotach? 

Więc co się nie układało? - ponaglił ją. 

- Wszystko! - 

zawołała szczerze. - Już pierwszego 

dnia pokłóciliśmy się z Hectorem... - Co w nią nagle 

wstąpiło? 

Czy często kłóci się pani ze swoimi pracodawcami? 

spytał wyzywająco. 

- O nie! Nigdy! Z Lionelem 

ani razu się nie posprzeczaliśmy. 

Chesnie poczuła, że niewiele brakuje, by 

zaczęła się sprzeczać z Joelem Davenportem. Coś ją 

w nim drażniło. - Myślę, że był zazdrosny o przywiązanie, 

jakim darzył mnie jego ojciec, i zaczął fałszywie 

zarzucać mi różne sprawy. A kiedy... - Zawahała się na 

moment, lecz duma kazała jej ciągnąć dalej: - A wiec, 

background image

kiedy oskarżył mnie o romans z jego ojcem, wiedziałam, 

że jedno z nas będzie musiało odejść. Oczywiście 

odeszłam ja. 

A miała pani? 

Czy co miałam? 

- Romans z jego ojcem? 

Chesnie spojrzała na niego ze zdumieniem. Jak można 

zadawać takie pytania? Jakimś cudem udało jej się 

opanować wzburzenie. 

Oczywiście, że nie - odparła w miarę spokojnym 

tonem. 

Davenport skinął głową i zmienił temat. 

Zapewne dział kadr poinformował panią o warunkach 

zatrudnienia. Rozumiem, że zgadza się pani na 
nie? Czy tak? 

O tak. Są bardzo korzystne. - Chesnie przełknęła 

ślinę. Korzystne! Od kiedy zaczęła używać tak umiarkowanych 

określeń? Jej zarobki byłyby zawrotne. 

Jakby czytając w jej myślach, Davenport dodał: 

Te zarobki z pewnością nie będą przesadzone. Wymagam 

od swojej asystentki całkowitego poświęcenia, 

absolutnej mobilizacji i pełnej dyspozycyjności. Jest 

pani piękną kobietą... - niespodziewanie dodał tym samym 
bezosobowym tonem. - Z 

pewnością ma pani 

wielu wielbicieli. 

Ku swemu zdziwieniu, Chesnie nie zaprzeczyła, tylko 

spokojnie oświadczyła: 

Z pewnością moje życie osobiste nie będzie kolidować 

z pracą. 

Moja asystentka czasami musi ze mną podróżować, 

o czym dowiaduje się tego samego dnia. Co zrobiłaby 

pani, gdyby tuż przed wyjściem do teatru z mężczyzną 

pani życia okazało się, że jedziemy do biura 
w Glasgow? 

Miałabym nadzieję, że mężczyzna mojego życia 

to zrozumie - 

odparła takim samym chłodnym tonem 

Chesnie. Nie była pewna, ale chyba Davenport lekko 

się uśmiechnął. 

Czy jest w pani życiu taki mężczyzna? - spytał 

nieoczekiwanie. 
- Nie. - 

Kto miał czas na randki? Nie mówiąc już 

o ochocie? 

A ma pani zamiar wyjść za mąż? 

Co za bezczelność! - obruszyła się w duchu. Ona go 
nie pyta

, czy on ma jakąś milutką żonkę! 

Przez moment patrzyli sobie w oczy. 

Małżeństwo zupełnie mnie nie interesuje - odparła 

background image

wreszcie. 

To brzmi jak zarzut. Czy ma pani coś przeciwko 

tej świętej instytucji? - zażartował. 

Biorąc pod uwagę najnowsze statystyki, według 

których czterdzieści procent małżeństw kończy się rozwodem, 

trudno nie mieć do tej instytucji zastrzeżeń. 

Chesnie nie zamierzała zdradzać głównej przyczyny 

swojego sceptycyzmu wobec małżeństwa, czyli wiecznie 

kłócących się rodziców i nieudanych związków 
trzech sióstr. - 

Osobiście bardziej interesuje mnie praca 

zawodowa niż rodzina - zakończyła z powagą. 
- Nadal mieszka pani w Cambridge? 

Tak, ale zamierzam się przenieść. Na razie przebywam 

u siostry, tu, w Londynie. 

Czy wypatrzyła pani sobie już jakieś stałe lokum? 

Uznałam, że najpierw muszę znaleźć pracę. 

Ku jej zdziwieniu Davenport nagle wstał, wyszedł 

zza biurka, podał jej rękę i powiedział miłym tonem: 

Więc proszę nie tracić więcej czasu i czym prędzej 

szukać mieszkania. 

Chesnie podała mu dłoń, nie bardzo wiedząc, co to 

wszystko ma oznaczać. Najwyraźniej rozmowa dobiegła 

końca. 
- Nie jestem pewna, czy... - 

zawahała się, potem 

spojrzała mu w oczy. Krył się w nich cień uśmiechu. 

Chciałbym, by zaczęła pani pracę w poniedziałek. 

- Davenpo

rt po raz pierwszy szeroko się uśmiechnął. 

Gdy tylko Chesnie opuściła wyniosłe wnętrza Yeatman 

Trading, mogła zrzucić z siebie swą równie wyniosłą, 

zawodową maskę. Omal nie roześmiała się na głos 

i nie zaczęła skakać jak dziecko. A więc zdobyła tę 
wymarzon

ą pracę! Co tam, nigdy o takiej nie marzyła. 

Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak bardzo chciała 

zostać asystentką Joela Davenporta. 

Z pewnością nie będzie łatwo, ale Chesnie uwielbiała 

ciężko pracować, a nowe wyzwania były dla niej jak 

tlen. Kiedy skończyła studia, długo wahała się, na jaką 

karierę postawić. Wiedziała tylko jedno, że nie chce zbyt 

wiele czasu spędzać w domu i wysłuchiwać ciągłych 

sprzeczek rodziców. Zaczęła więc uczęszczać na różne 

kursy związane z ekonomią i zarządzaniem. 

Wtedy też zrozumiała, że jej siostry, wychodząc za 

maż, również uciekały z domu. Niestety, wybierały fatalnych 
partnerów. Najstarsza siostra, Nerissa, po raz 

pierwszy wyszła za mąż, gdy Chesnie miała dwanaście 

lat, a jej obecne, drugie małżeństwo, było jeszcze bardziej 
n

ieudane. Robina, druga siostra w kolejności, coraz 

background image

więcej czasu spędzała w domu rodzinnym, narzekając 

na swego partnera i obiecując sobie, że więcej do 

niego nie wróci. Jednak dom rodzinny okazywał się 

jeszcze gorszą pułapką, bo Robina zawsze do męża 
wraca

ła. Wbrew wszelkim nadziejom Chesnie, taki sam 

los podzieliła wkrótce Tonią, która po urodzeniu dwojga 

dzieci głównie zajmowała się walkami z mężem. 

Po takich doświadczeniach Chesnie nie miała złudzeń 

powinna trzymać się jak najdalej od małżeństwa. 

Rzuci

ła się w wir zajęć, nauki i pracy. Bez przerwy 

robiła coś konstruktywnego, by tylko nie powielić błędów 

swych najbliższych. Nie znaczyło to, by stroniła 

od facetów, tym bardziej że los obdarzył ją urodą i urokiem 

osobistym, więc wciąż kręcili się wokół niej wielbiciele. 

Co jakiś czas dawała się namówić na randkę, 

czasem nawet się całowała, ale gdy tylko któryś z jej 

adoratorów zbyt mocno się angażował, zrywała z nim 
wszelkie kontakty. 

Swą pierwszą pracę Chesnie wykonywała przez dwa 

lata, a po skończeniu dodatkowych kursów zaczęła się 

starać o lepiej płatną posadę i w rezultacie została sekretarką, 

i świetnie poczuła się w tej roli. 

Byłaby naprawdę szczęśliwa, gdyby nie burzliwa atmosfera 

w domu. Przymierzała się do wynajęcia kawalerki, 

by wreszcie zasmakować prawdziwej wolności, 

lecz bojąc się gniewu matki, nie zdobyła się na zrealizowanie 

tego pomysłu. 
Jednak podczas pewnego weekendu do domu rodzinnego 

zjechały wszystkie trzy nieszczęśliwe siostry ze swymi 

rozwrzeszczanymi pociechami. Nastało prawdziwe 
pande

monium, nawet nie sposób było ustalić, kto z kim i 

o co się kłóci. Chesnie doszła do wniosku, że jeśli się stąd 

natychmiast nie wyprowadzi, to wyląduje w wariatkowie. 

Wyszła do ogrodu, by zaczerpnąć świeżego powietrza 

i posłuchać ciszy. Podeszła do ojca, który z pasją 

podcinał róże. 

Też uciekłaś z tego piekła? - spytał. - Gdyby nie 

moje róże, dawno bym chodził w kaftanie bezpieczeństwa, 
wierz mi. 

Tato, ja muszę się wyprowadzić! - zawołała z goryczą. 

A zabierzesz mnie z sobą? - mruknął żartobliwie, 

lec

z gdy spojrzał na nią, natychmiast spoważniał. - Aż 

tak ci tu źle? 

Już od dawna chcę stanąć na własnych nogach. 

Wystarczy mi maleńka kawalerka. 

O nie. Jeśli zależy ci na moim spokojnym śnie, 

musisz mieć normalne, wygodne mieszkanie. 

background image

Po kilku dniach mam

a zagadnęła ją ostro: 

Jak słyszałam, marzysz o tym, żeby się od nas 

wyprowadzić. Co to, nasz dom nie jest już dla ciebie 

dość dobry? 

Wszelkie dyskusje z matką nie miały sensu, tak było 

zawsze, więc Chesnie nie podjęła rozmowy, jednak po 

tygodniu przeżywała chwile wielkiego zdumienia. Otóż 

rodzice znaleźli dla niej śliczne mieszkanko, co więcej, 

pomogli jej się urządzić. 

Rok później zmarła jej babcia. Dziadek sprzedał obszerną 

willę w Herefordshire, wynajął mały domek w okolicy i rozglądał się  
za podobnym

, który można by 

kupić. Chesnie uwielbiała dziadka i często go odwiedzała, 

by osłodzić mu samotne dni. 

Gdy skończyła kolejny kurs, znów zaczęła szukać 

lepszej pracy i zdobyła posadę w Browning Enterprises. 

Wszystko ułożyłoby się wspaniale, gdyby nie Hector 

Browning, który bez przerwy żądał od ojca wsparcia 

finansowego, a do tego nie znosił Chesnie. 

Kiedy napięcie z powodu Hectora sięgnęło apogeum, 

Chesnie poczuła, że czas odmienić swoje życie 

i zaczęła szukać pracy w Londynie. Odpowiedziała na 

ogłoszenie, przyjechała na rozmowę kwalifikacyjną, 

i teraz, spoglądając na budynki Yeatman Trading, mogła 

wreszcie szeroko się uśmiechać. 

Po jakimś czasie, wciąż rozradowana, wkroczyła do 
domu siostry. 

Nerissa aż podskoczyła na widok uśmiechu siostry. 

Byłam pewna, że dostaniesz tę pracę! Wiedziałam, 

że się na tobie poznają! Przecież zawsze w rodzinie 

uchodziłaś za mózgowca. Nawet nie wiesz, jak się cieszę. 

Wyściskała ją serdecznie. - Teraz musimy załatwić 

ci mieszkanie. Stephen już coś wypatrzył, 

Chesnie musiała jak najprędzej przewieźć z Cambridge 

swój dobytek. Szczęśliwie dziadek na czas nieokreślony 

pożyczył jej swojego golfa, co okazało się dla 
niej zbawieniem. 

Obiecała Nerissie, że wróci w sobotę na przyjęcie. 

Zabawa bardzo się udała, jednak Chesnie myślami była 

gdzie indziej: w poniedziałek miała zacząć nową pracę. 

Przez pierwsze dwa tygodnie będzie się wprawiała 

u boku Barbary, które po tym czasie odchodziła z firmy, 

i wtedy Chesnie zacznie samodzielnie prowadzić biuro 
Joela Davenporta. Czy temu sprosta? 
Kiedy 

Chesnie wróciła z pracy do mieszkania Nerissy 

w ten pierwszy, ważny poniedziałek, była wykończona 

i zdesperowana. Jakim cudem miała w ciągu dwóch tygodni 

background image

zapamiętać taki ogrom szczegółów? Dwa lata by nie 

wystarczyły. To nie było biuro, lecz istny kombinat! Na 

szczęście szef był w Szkocji i nie dostarczał jej dodatkowych 

stresów. Najchętniej padłaby na łóżko i spała do 

rana, jednak Nerissa nawet nie chciała o tym słyszeć. 

Jedziemy obejrzeć mieszkanie, o którym ci wspomniałam. 

No, rusz się, maleńka. 
Wykrzes

ała z siebie resztki entuzjazmu i pojechała 

z siostrą obejrzeć dość przytulne, wygodne mieszkanko 

na obrzeżach miasta. Cena była wygórowana, lecz przecież 

Chesnie miała teraz dużo zarabiać. 

Jeśli można wynająć od zaraz, to biorę - postanowiła 

bez namysłu. 

Nerissa jeszcze tego wieczoru załatwiła wszystko 

przez telefon. Do sfinalizowania sprawy pozostało tylko 

kilka formalności. 

Wtorek okazał się tak samo pracowity i męczący jak 

poniedziałek. Barbara Platt była osobą życzliwą, delikatną 

i pełną zrozumienia dla zdenerwowanej i lekko 

przerażonej następczyni. 

Kiedy Chesnie weszła do biura, szef już od godziny 

siedział przy swoim biurku. Uprzedzono ją, że Joel 
Davenport jest prawdziwym tytanem pracy i jak niszczarka 
likwiduje kolejne zadania, o czym Chesnie zaraz 

się dobitnie przekonała. Joel tylko raz opuścił swój pokój, 

by przez chwilę porozmawiać z Barbarą. Przywitał 

się przy tym uprzejmie z nową asystentką, lecz nie okazał 

jej więcej zainteresowania. 

Gdy wreszcie nastał piątek, Chesnie czuła się, jakby 
przez 

tydzień pracowała w kamieniołomach. Choć już 

się trochę uspokoiła i nabrała nawet trochę pewności co 

do swych kompetencji, psychicznie czuła się jak wrak. 

Gdy wreszcie dotarła do domu siostry, Nerissa powitała 

ją promiennym uśmiechem i zawołała radośnie, jakby 

obwieszczała wspaniałą nowinę: 

Dzwonił Philip Pomeroy. Chce cię zabrać na kolację 

do restauracji. 

Wiem, że powinnam być mu dozgonnie wdzięczna, 

ale jego nazwisko nic mi nie mówi - 

odparła ironicznie 

Chessnie. 

Co ja z tobą mam! Przecież poznałaś go u mnie na 

przyjęciu. Nie pamiętasz? Zabawiał cię cały wieczór. 
- Ten wysoki szatyn? - 

Pamiętała sympatycznego 

mężczyznę zbliżającego się do czterdziestki, który 

w subtelny sposób okazywał jej zainteresowanie. 

A jakżeby inaczej. Powiedziałam, że oddzwonisz. 

Gdy Chesnie z niechęcią zaczęła kręcić głową, Nerissa 

background image

dodała. - No, kochanie, zadzwoń. On jest naprawdę 

przemiły. 

Chesnie, by nie prowokować towarzyskiej gafy, mu- 

siała wykonać ten nieszczęsny telefon. Philip, gdy tylko 

usłyszał jej głos, najpierw oniemiał z zachwytu, a potem, 

bez wstępnych ceregieli, zaprosił ją na kolację. 

W tym tygodniu jestem bardzo zajęta. 

- Nawet na jedzenie nie masz czasu? 

Jutro się przeprowadzam. 

Mógłbym przynieść szampana na oblewanie mieszkania, 

no i pomógłbym ci się rozpakować. 

Chesnie roześmiała się wesoło. Coraz bardziej lubiła 

tego Philipa. Po krótkiej pogawędce obiecała, że wkrótce 

się do niego odezwie i umówi się na spotkanie. 

Cały weekend Chesnie spędziła na przewożeniu swojego 
skromnego dobytku do nowego mieszkanka, ustawianiu 

sprzętów i wieszaniu firanek. Efekt był imponujący. 

Wreszcie miała przytulne, ciepłe gniazdko. 

I tak dwa tygodnie, podczas których Chesnie przygotowywała 

się do nowych obowiązków, minęły 
w mgnieniu oka. 

Nadszedł ostatni dzień pracy Barbary. W południe do 

Chesnie podszedł Joel i obwieścił: 

Zabieram moją asystentkę numer jeden na lunch. 

Zostawiam panią na straży, panno Cosgrove. 

Chesnie uśmiechnęła się, ciesząc się okazywanym jej 

zaufaniem. Zorientowała się, że Davenport przygląda 

się jej tak, jakby odkrył w niej coś, czego wcześniej nie 

dostrzegł. Po chwili otrząsnął się z zadumy i stwierdził: 

Te rzęsy jak kurtyny chyba nie są naturalne? 

Owszem, są. 

Joel tylko pokręcił z niedowierzaniem głową i po 

chwili Chesnie została sama. Z początku trudno jej było 

skupić się na pracy po tak osobistej uwadze Joela, jednak 

zaraz przypomniała sobie, że od najbliższego poniedziałku 

to ona będzie asystentką numer jeden. Praca 

pochłonęła ją bez reszty. 

O trzeciej Barbara przyszła się z nią pożegnać. 
- N

a pewno dasz sobie radę - stwierdziła w pewnej 

chwili. - 

Kiedy powiedziałam Joelowi, że odchodzę, bo 

wyszłam za mąż i przenosimy się do Walii, zaczęliśmy 

szukać kogoś na moje miejsce. Przez miesiąc przewinęło 

się tu mnóstwo kandydatek i dopiero ty okazałaś się 

odpowiednia. Mieliśmy wielkie szczęście. 

Chesnie aż się zarumieniła z radości, słysząc taki 

komplement. Miała tylko nadzieję, że nie zawiedzie 

pokładanego w niej zaufania. 

background image

Zbierając swoje rzeczy do kilku pudełek, Barbara 

zaczęła wtajemniczać Chesnie w bardziej poufne sprawy 

firmy. Przede wszystkim nie mogła się dość nachwalić 

szefa. To Joel, dzięki swym umiejętnościom i poświeceniu, 

przeobraził firmę i w czasie kryzysu postawił 

ją na nogi. Został za to hojnie nagrodzony, bowiem 

wszedł w skład zarządu Yeatman Trading. 
- Wkrótce Winslow Yeatman, prezes, pójdzie na 

emeryturę - ciągnęła Barbara - a Joel pragnie zostać 

jego następcą. Ma bardzo niekonwencjonalne, nowoczesne 

pomysły, i będzie mógł je wprowadzić w życie 
tylko wtedy, kiedy zostanie prezesem. 
- A 

ma jakieś szanse? - spytała oszołomiona Chesnie. 

Jeśli na świecie istnieje jakakolwiek sprawiedliwość, 

to ogromne. Ma wszelkie niezbędne kwalifikacje. 

zreformował firmę, wie, w jakich kierunkach powinna 

się rozwijać, a jeśli chodzi o charakter... Jest twardy 
w interesach, ale ma serce. Nie ma tu nikogo lepszego 
od niego. 

Chesnie musiała przyznać, że ta opinia potwierdza 

wrażenie, jakie odniosła, pracując przez ostatnie dwa 
tygodnie z Joelem Davenportem. 

Czy coś może mu przeszkodzić w awansie? - spytała 

po chwili. 

Widzisz, ta firma od przeszło stu łat jest w rękach 

rodziny. Do zarządu wchodzili różni ludzie, ale prezesem 

zawsze był Yeatman. Na dziewięć głosów, trzy na 

pewno dostanie ktoś z rodziny, a trzy Joel. Sam nie 

może na siebie głosować, wiec się wstrzyma i o wszystkim 

zadecydują dwa głosy. Jeśli będzie remis, obecny 
prezes, Winslow Yeatman, najprawdopodobniej poprze 

kandydata z rodziną, a jego głos w takich przypadkach 

jest decydujący. To dla nas czarny scenariusz. 

Jak to „kandydata z rodziną"? - nie zrozumiała 

Chesnie. - 

Chodzi o jakiegoś Yeatmana? 

Nie, o kogoś żonatego. Taki wzorzec popierają 

wszyscy Yeatmanowie. Mężczyzna musi być żonaty, 

w odpowiednim czasie dzieciaty, odpowiedzialny, myślący 

o przyszłości. 
- A... Joel Davenport nie ma rodziny? 

Nie jest żonaty. 

Przedwczoraj dzwoniła jakaś Felice, a wczoraj Giną. 

Myślałam, że to żona i córka. 

Nie, skąd! - zaśmiała się Barbara. - To jego adoratorki. 

Jedne z wielu. Najbardziej zdeterminowaną 

łowczynią jego serca jest Arlene Enderby, formalna szefowa 

innego biura w firmie. Jest młodą rozwódką. Żyje 

background image

z akcji firmy. A przy okazji jest siostrzenicą prezesa... 
- Czy on wie o jej zakusach? 

To tajemnica poliszynela. Zresztą Joel jest prawdziwym 

znawcą kobiecych serc... - Barbara zawiesiła 

głos. - Oj! Chyba za wiele paplam! To przez tę butelkę 

szampana, którą wlał we mnie Joel. Ale nie żałuję, 

te ci to wszystko powiedziałam. Mam przeczucie, że 

tobie można zaufać, a znając panujące stosunki, łatwiej 

odnajdziesz się w firmie. - Zadumała się na chwilę. - 

Kto wie, może przyczynisz się do zwycięstwa Joela? 

Około szóstej pochlipująca Barbara wyszła z pokoju 

Joela, dźwigając mnóstwo kwiatów i prezentów. 

Och, Chesnie... Mam nadzieję, że będziesz tu tak 

szcześliwa jak ja! - Westchnęła. 

Wymieniły numery telefonów, pożegnały się i Barbara 

na zawsze opuściła biuro. 

Chesnie poczuła, że oto zaczął się nowy rozdział 

w jej życiu. Zacisnęła pięści. Tak, będzie tu szczęśliwa, 

postanowiła. I zrobi wszystko, by Joel Davenport został 
prezesem Yeatman Trading. 
Po chwi

li zaśmiała się sama z siebie. Co też ona, 

zwykła asystentka, może uczynić takiego, by jej szef 

awansował? Przecież nie wpłynie na trzech przeciwników 

Joela, by na niego oddali swe głosy... Pokręciła 

głową i zabrała się do pracy. 
 

ROZDZIAŁ DRUGI 
 

Minął miesiąc od odejścia Barbary, a Chesnie ani 

razu nie musiała dzwonić do niej w sprawach firmy. Co 

więcej, nawet pomoc Eileen Gray, wykwalifikowanej 

sekretarki, która w awaryjnych sytuacjach pracowała 

dla wszystkich biur Yeatman Trading, okazała się niepotrzebna. 

Chesnie radziła sobie świetnie i naprawdę 

była z siebie dumna. Jednak na ten sukces musiała ciężko 

zapracować. Przede wszystkim szef ani na moment 

nie zwalniał tempa i nieźle musiała się natrudzić, by mu 

dotrzymać kroku. Nie było dla niego zbyt trudnych 

zadań i rozwiązanie najbardziej choćby zawiłego problemu 

zależało od szarych komórek, czasu... oraz nieustającej 

pomocy i czujności asystentki. 

Chesnie pracowała do późna. Gdy wracała do domu, 

wrzucała w siebie jakąś lekką kolację, przygotowywała 
ubrania 

na kolejny dzień i padała na łóżko. Często nawet 

w snach pracowała z Joelem. Cóż, wokół niego 

koncentrowało się teraz całe jej życie. 

W weekendy odwiedzała dziadka w Herefordshire 

background image

lub jechała do rodziców. Zawsze po takiej wizycie, wracając 
do swego zacisza

, oddychała z ulgą. Jak to dobrze, 

że postanowiła nie wychodzić za mąż. Chociaż uświadomiła 

siebie że w obecnej sytuacji była to jedyna 

rozsądna decyzja, nie miała bowiem najmniejszych 

szans na jakiekolwiek życie prywatne, o romansie nawet 

nie wspominając. W tym kieracie nie była w stanie 

wykroić dla siebie choćby jednej wolnej minuty. Będąc 

asystentką takiego tytana pracy, musiała zapomnieć 

o wszelkim randkowaniu, nie mówiąc już o budowaniu 

prawdziwego związku. Oczywiście nawet nie skontaktowała 

się z Philipem Pomeroyem. Nie miała siły go 

zwodzić ani się tłumaczyć. Wiedziała, że Philip próbował 

się z nią skontaktować przez Nerissę, lecz na szczęście 

nie miał jej nowego numeru telefonu. 

Dzisiaj jechała do pracy i z uśmiechem wspominała 

swój pierwszy dzień po odejściu Barbary. Drżąc ze strachu, 

weszła do biura. Oczywiście Joel, zatopiony w jakichś 

papierach, już siedział przy biurku. Kiedy ją zauważył, 

wyszedł jej na spotkanie i uśmiechnął się, jakby 

chciał jej dodać otuchy. 

Widzę, że nie odstraszyliśmy pani. 

Nie tak łatwo mnie odstraszyć, panie Davenport 

odparła z pozornym opanowaniem. 

Właśnie to chciałem usłyszeć. Mam na imię Joel. 

Myślę, że powinniśmy przejść na ty, jeśli ci to nie 
przeszkadza... 

Zdołała tylko pokręcić głową, nim szef odwrócił się 
na 

pięcie i wrócił do swego biurka. Tak oto zaczął się 

pierwszy dzień pracy Asystentki Numer Jeden. 

Dzisiaj Joel, jak zwykle pochłonięty pracą, był już 

w biurze. Ledwie Chesnie usiadła przy swoim biurku, 

gdy pojawił się Darren, goniec, z pocztą. Cały spłoniony 

wpatrzył się zachwyconym wzrokiem w Chesnie, 

która usiłowała łagodnie sprowadzić go na ziemię, rzeczowo 

odbierając przesyłki. Kiedy goniec nieporadnie 

wycofywał się w stronę drzwi, Chesnie ze zdziwieniem 

zauważyła, że za nią stał Joel i podejrzliwie im się przyglądał. 

Darren wypadł z pokoju jak oparzony. 

Ten facet się w tobie zakochał - stwierdził sucho. 

Ależ skąd. To tylko zadurzenie. 

Nigdy mu nie przejdzie, jeśli będziesz go tak traktować. 

- Czyli jak? - 

Chesnie nie kryła zdziwienia. - Po 

prostu 

jestem miła. 

Miła? - Joel pokręcił głową. - Czy jesteś taka miła 

dla wszystkich swoich adoratorów? 

Do licha! Co to miało wspólnego z pracą? 

background image

To zależy od wieku. Młodzi, wrażliwi chłopcy powinni 

być traktowani z najwyższą ostrożnością. Co innego 

doświadczeni, cyniczni mężczyźni. - Spojrzała szefowi 
prosto w oczy. - 

Dla nich nie można mieć litości. 

Joel odchrząknął, po czym chłodnym tonem powiedział: 

Przynieś mi ważną pocztę do pokoju. - I zniknął. 

Chesnie zabrała się do pracy, lecz ciągle myślała o tej 

krótkiej rozmowie. Joel na pewno nie miał prawa narzekać, 

bowiem nieustannie atakował go tłum pięknych 

kobiet. Jeszcze tego samego dnia po południu do biura 

wtargnęła rewelacyjnie wyglądająca, opalona brunetka. 

Z pewnością mam przyjemność poznać Chesnie! 

zawołała od progu. - Wujek Winslow mówił mi o tobie 

w samych superlatywach. 

Stała więc przed nią Arlene Enderby, owa niepracująca  

pani dyrektor, która sławę zdobyła dzięki swym 
zalotom. 

Miło mi panią poznać, pani Enderby. 

Widzę, że Joela nie ma w biurze. A tak chciałam 

porwać go na lunch. Właśnie wróciłam ze słonecznej 
Kalifornii... - 

Arlene niemal mruczała jak kotka. - Tyle 

mamy do omówienia. 
W tym momencie przez drugie drzwi do swojego 

pokoju wkroczył Joel. Arlene rzuciła się na niego, wykrzykując 

namiętnie: 

Joel, kochanie! Nareszcie cię widzę! 

Oczy Chesnie i Joela spotkały się. Żadne z nich się 

nie uśmiechnęło, natomiast Chesnie poczuła się dziwnie 

nieswojo. Jakby coś przeszkadzało jej w tym, że Joel 

obejmuje inną kobietę. Nie, to jakaś bzdura! 

Czym prędzej wstała i zamknęła drzwi. 

Szybko ochłonęła, pomyślała chwilę i wszystko sobie 

wytłumaczyła. Przecież biuro to miejsce pracy, nic więc 

dziwnego, że ogarnął ją wewnętrzny sprzeciw na tak nie 

przystającą do okoliczności scenę. A tak w ogóle, to dlaczego 

za drzwiami zapanowała cisza? Co tam się dzieje? 

Omal nie pożałowała, iż zamknęła drzwi. 

Następnego dnia już nic nie zakłóciło jej równowagi 

wewnętrznej. Miło pogawędziła sobie z Darrenem, 

a także z kilkoma innymi szefami biur, którzy najwyraźniej 
z

mówili się, że właśnie tego dnia muszą ją poznać, 

dzięki czemu nawiązała kontakt z prawie wszystkimi 

najważniejszymi osobami w Yeatman Trading. 

Około pierwszej do biura wkroczył starszy, siwy jegomość, 

którego widziała po raz pierwszy. 

Och, jaka piękna kobieta zastąpiła Barbarę! - zawołał, 

wchodząc dziarsko do pokoju. - Oczywiście nic 

background image

nie ujmując Barbarze... Czy mój syn jest może gdzieś 

w pobliżu? 

Czyżbym miała przyjemność poznać ojca Joela? 

spytała zaciekawiona Chesnie. 

- Och, rozumiem pani zdziwieni

e. Wszyscy są zaskoczeni, 

gdy się dowiadują, że mam syna w tym wieku. 

Uśmiechnął się zawadiacko. - Magnus Davenport, 

do usług. - Podał Chesnie dłoń. 
- Chesnie Cosgrove. - 

Z miejsca polubiła ekscentrycznego 

staruszka. - 

Przykro mi. ale pana syn wyszedł 

na 

lunch z klientem. Czy mogłabym w czymś pomóc? 

Magnus Davenport westchnął ciężko. 

Masz ci los! Przejechałem pół miasta w nadziei, 

że Joel zabierze mnie na lunch... Cóż, znów będę jadł 
sam. Trudno... 

Zastanowiła się. Ojciec Joela był niewiele młodszy 
od j

ej dziadka, więc nie powstaną żadne plotki, jeśli 

spędzi z nim kilka miłych chwil. 

Jeśli miałby pan na to ochotę, z przyjemnością 

zaproszę pana na lunch. 

Świetnie. Już się bałem, że nigdy mi tego nie zaproponujesz. 

Starszy pan mrugnął wesoło. 

Chesnie 

szybko zorientowała się, że Magnus Davenport 

to niezły ladaco. Najpierw uparł się, by przeszli na 

ty a potem opowiedział jej cały swój życiorys, niemiłosiernie 

przy tym plotkując o bliźnich. Był jednak człowiekiem 
inteligentnym, a przede wszystkim niezwykle 

czarującym, więc wszystko można mu było wybaczyć. 

Opowiedział Chesnie historię nieudanego małżeństwa 

z matką Joela. Wkrótce po ślubie żona wyrzuciła 

go z domu i zażądała rozwodu. 

Twierdziła, że zachowuję się jak rozwydrzony arystokrata... 

- Magnus roz

eśmiał się wesoło. - Szczerze 

mówiąc, miała rację, ale cóż, skoro Bozia stworzyła 

mnie do zabawy, a nie do pracy... Długie lata marzyłem 

o emeryturze, aż wreszcie się doczekałem. Cudowne 

życie! Na przykład jutro wybieram się na wyścigi. Pohazardujesz 
ze mn

ą? 

Rozbawiona Chesnie delikatnie odmówiła, tłumacząc 

się brakiem czasu. Magnus odwiózł ją z powrotem 
do biura. 

Mam nadzieję, że nasza przyjaźń dopiero się zaczęła. 

Zadzwoń do mnie któregoś dnia. - Podał jej wizytówkę. 

Z uśmiechem na ustach Chesnie weszła do biura 

i przez uchylone drzwi sąsiedniego pokoju zobaczyła 

pochylonego nad pracą Joela. Musiała jakoś skomentować 

swoje spóźnienie, więc odchrząknęła, zbliżając się 

background image

do jego biurka. Joel najwyraźniej był poirytowany. 

Udał, że jej nie dostrzega. Czekała długą chwilę, czując, 

jak i jej udziela się jego irytacja. Już miała odwrócić się 

na pięcie, gdy Joel łaskawie podniósł wzrok. Zlustrował 

postać Chesnie od stóp do głów, po czym jego 

zimne błękitne oczy napotkały równie zimne zielone 
spojrzenie. 
- Gdzie tak 

długo się podziewałaś? - spytał. 

Twój ojciec wpadł w odwiedziny, więc zabrałam 

go na... 

Kto płacił za lunch? - warknął. 

Cóż to za pytanie! Chesnie zmierzyła Joela gniewnym 

wzrokiem, a potem stwierdziła sucho: 

Twój ojciec był moim gościem. 

- Stary os

zust! Pozwól, że ci zwrócę... 

Chesnie nie wierzyła własnym uszom. 

Niczego mi nie będziesz zwracał! Nie pozwolę, 

byś się... - Na moment przestała się kontrolować, co 

jeszcze bardziej ją rozzłościło. Jakim prawem Joel doprowadzał 

ją do irytacji? Przecież biuro jest po to, by 

pracować, a nie dawać upust swoim uczuciom. 

Joel Uśmiechnął się szeroko, właśnie bowiem odkrył, 

że jego chłodna i nieskazitelna asystentka ma gorący 
temperament. 

W porządku, nie będę się więcej wtrącał - odpowiedział 

uprzejmym tonem i 

z powrotem pochylił się 

nad papierami. 

Chesnie pomaszerowała do swojego pokoju. Była 

wściekła na Joela, choć również do siebie miała pretensje. 

Tak to jest, kiedy w pracy dopuszcza się do głosu 

emocje. Polubiła Magnusa, poznała jego przeszłość, 
i co? Naty

chmiast zapomniała o profesjonalnym, zimnym 

wizerunku, który sobie wypracowała, by ukazywać 

go światu. Już nigdy nie wda się w osobiste konszachty 

z rodziną szefa, ani tym bardziej z nim samym. Nie 

miała, nie ma i nie będzie mieć nic wspólnego z rodziną 
Davenportów. 

Chesnie rzuciła się w wir pracy i o czwartej wszystko 

wróciło już do normy. Wtedy odwiedził ją w jakiejś 

pilnej sprawie Larry Jenkins z księgowości, a kiedy wyszedł,  

w drzwiach pojawił się Joel z czarującym uśmiechem 
na twarzy. 

Widzę, że nagle wszyscy potrzebują mojej asystentki 

numer jeden. Nadal jesteś na mnie wściekła? 

Chesnie poczuła, że świat znów staje się piękny. Trochę 

mniej nienawidziła swojego szefa. 

Nie, chociaż celowo usiłowałeś wyprowadzić 

background image

mnie z równowagi. A to nie fair. 

Jeśli tak się stało, na pewno nie było to moim 

zamiarem - 

odparł z niewinnym uśmiechem i najspokojniej 

w świecie przeszedł do spraw zawodowych. 

Tego wieczoru Chesnie wróciła do domu jak na skrzydłach. 

Była już pewna, że nowa praca jest ekscytująca, 
a Joel okaz

ał się najlepszym szefem na świecie. 

Ponieważ Joel w czwartek rano miał wyjechać do 

Szkocji, w środę Chesnie przybyła do pracy wcześniej niż 

zwykle, by skompletować dokumenty na następny dzień. 

Dzień dobry! - przywitał ją Joel ze swojego gabinetu. 

- Nic 

mogłaś spać? Wpadasz w pracoholizm? 

Wystarczy, że ciebie trafiła ta dolegliwość - odpowiedziała 

z uśmiechem. - Chcę przygotować papiery 

na Szkocję, bo potem nie będzie na to czasu. 

Zadzwonił telefon, Joel podniósł słuchawkę u siebie. 
- A kto prosi?... Po

meroy, moja asystentka nie może 

teraz podejść do telefonu. - Rozmowa została gwałtownie 

skończona. 

Chesnie z niedowierzaniem patrzyła na plecy szefa. 

Jak mógł nie połączyć jej z Philipem Pomeroyem? Odchrząknęła 

i spytała z pozornym spokojem: 

Czy ktoś prosił, bym oddzwoniła? 

Joel odwrócił się wolno i zmierzył ją chłodnym 
wzrokiem. 

Skąd znasz Philipa Pomeroya? 

Chesnie już miała parsknąć, że to nie jego sprawa, 

jednak ugryzła się w język. W końcu ktoś musi zachować 
dobre maniery w tym towarzystwie. 
- Spotk

ałam go na przyjęciu - odparła lodowatym 

tonem. 

Wiesz, że to nasi wrogowie? 

- Wrogowie? Nie rozumiem... 

Dla twojej wiadomości, Philip Pomeroy jest naczelnym 

szefem Symington Technology. To nasz największy 
konkurent w dziedzinie technologii. 
- Nie wiedz

iałam o tym. - Chesnie zdała sobie sprawę, 

że w taki oto nieprzyjemny sposób Joel przypomina 

jej, iż jej praca jest wysoce poufna. - Oczywiście ty 

znasz go o wiele lepiej niż ja. Może więc masz jego 
numer telefonu? - 

zapytała równie zimnym tonem, 

z trudem 

opanowując gniew. 

Joel zamilkł i przez chwilę mierzyli się lodowatymi 
spojrzeniami. 

Na twoim miejscu bym się nie martwił - syknął 

w końcu Joel. - Pomeroy i tak zadzwoni. 

Chesnie odwróciła się na pięcie i wróciła do swojego 

background image

biurka. Jeszcze długo była wściekła na Joela. Choć nie 

zależało jej na tym, by rozmawiać z Philipem, denerwował 

ją stosunek szefa do tej sprawy. W końcu chodziło 

o jej życie osobiste, czyli o teren zakazany dla 

innych, nawet dla wielkiego bossa Davenporta. Przecież 

dziesiątki jego wielbicielek dzwoniło do biura, dlaczego 

więc jej znajomym nie wolno się z nią kontaktować? 

Nawet jeżeli należą do konkurencji. 

Poza tym była zła na Nerissę, że udostępniła jej numer 

do pracy Philipowi. Już ona z nią porozmawia! 

Rzeczywiście, około południa Philip zadzwonił powtórnie. 

Być może, gdyby nie to, że drzwi do gabinetu 

Joela były otwarte, Chesnie znów wymówiłaby się brakiem 
czasu, ale w tej sytuacji... 

Zgódź się - prosił Philip. - Z pewnością już zdążyłaś 

się rozpakować. 

Zerknęła na sztywne plecy Davenporta. 

Bardzo bym chciała... - Zawiesiła głos. Joel zerknął 

na nią. Był śmiertelnie poważny. Chesnie nie mogła 

powstrzymać uśmiechu. - Ale dzisiaj nie mogę... - dokończyła 

niechętnie, patrząc na olbrzymie stosy papierów 
na biurku. - 

Może jutro? 

Philip 

zanotował jej adres i się rozłączył. 

Do wieczoru Chesnie pracowała bez wytchnienia, 

a po siódmej weszła do gabinetu Joela, musiała bowiem 

uzgodnić jakieś szczegóły. 

Gdy wszystko zostało załatwione, Joel spojrzał na 

nią i stwierdził z powagą: 
- Chesnie Cosg

rove, stajesz się prawdziwym skarbem 

Yeatman Trading. 

To dziwne, ale poczuła gwałtowny ucisk serca. Już 

miała z wdzięcznością się uśmiechnąć, gdy przypomniała 
sobie zachowanie Joela sprzed paru godzin. 

Czyżby naprawdę się łudził, że udobrucha ją paroma 
kom

plementami? Z udaną obojętnością podziękowała, 

życzyła mu miłego wyjazdu i poszła do domu. 

Przez cały wieczór bez przerwy myślała o Davenporcie. 

Jeszcze nigdy żaden pracodawca tak często nie 

wyprowadzał jej z równowagi. Może Hector Browning, 
lecz on nie by

ł jej szefem. 

Ponieważ nijak nie potrafiła się uspokoić, około dziesiątej 

zadzwoniła do Nerissy. 

Spodziewałam się, że odezwiesz się wcześniej - 

powiedziała siostra skruszonym tonem. - Philip zadzwonił, 
prawda? 

Nerissa, przecież obiecałaś, że nikomu nie zdradzisz 

mojego numeru do pracy. 

background image

Wiem skarbie, ale skończyły mi się wszystkie wymówki.,. 

No dobrze, w sumie nic złego się nie stało. Umówiliśmy 

się. 

Jak świetnie! Wiedziałam... Gdzie? Kiedy? 

Chesnie nie mogła powstrzymać śmiechu. Warto było 

umówić się z Philipem choćby po to, by tak uradować 

siostrę. Gawędziły jeszcze kilka minut, potem poszła 

spać. Śnił jej się Joel Davenport. 

Następny dzień Jako że Joela nie było w biurze, był 

nieco mniej pracowity i wszystko wskazywało na to, że 

nawet uda jej się wyjść o godziwej porze i spokojnie 

przygotować się na wieczór w restauracji. 

O wpół do piątej, właśnie gdy kończyła pisać ostatnie 

listy, zadzwonił telefon. W słuchawce usłyszała spokojny 

głos Joela. Nie wiedzieć czemu, zrobiło jej się 

gorąco. 
- Przykro m

i, że sprawiam ci kłopot - powiedział 

radosnym tonem, który zadawał kłam jego słowom. 

Jutro rano umówiłem się na ważne spotkanie w Londynie. 

Czy mogłabyś przygotować dla mnie parę dokumentów? 

Oczywiście. - Chwyciła za pióro. - O co chodzi? 

Po półgodzinie dyktowania Chesnie poczuła, że 

kompletnie zesztywniała jej ręka. Co ten Joel sobie 

wyobraża? Przecież nie zdąży przygotować tych dokumentów 

nawet do północy! A dobrze wiedział, że była 

umówiona! Już miała go powstrzymać, kiedy przypomniała 

sobie rozmowę kwalifikacyjną i jego pytanie, 

czy byłaby gotowa zrezygnować z wyjścia, gdyby wymagała 

tego praca. Cóż... Bez protestu i słowa skargi 

dokończyła notatki. 

Mam nadzieję, że nie jest tego zbyt wiele? - zapytał 

z fałszywą troską. 

Nie, skąd. Ostatecznie jestem skarbem - odparła, 

bezskutecznie siląc się na dobry humor. 

Wiedziałem, że mogę na tobie polegać - odparł 

Joel czarująco i rozłączył się. 

Chesnie jak szalona zaczęła wertować papiery, by 

przygotować dokumenty. Po godzinie wiedziała, że albo 
spotka si

ę z Philipem, albo wykona pracę. 

Już miała zadzwonić do Symington Technology, gdy 

przyszła jej do głowy świetna myśl. Przygotuje teraz, 

ile tylko zdoła, wydrukuje kilka podstawowych dokumentów 

i po powrocie z restauracji dokończy pracę 
w domu na swoim nowo zainstalowanym komputerze. 

Musi jej się udać. Przecież nie może sprawić Philipowi 

takiej przykrości. 

Oczywiście jutro będzie musiała wstać o świcie, 

background image

by dokończyć swoje dzieło, lecz to mały problem. Ostatecznie 

jest skarbem, więc da sobie radę. Z pewnością 

najlepsze na świecie asystentki nie rezygnują z całego 

życia dla pracy. Potrafią świetnie pracować i świetnie 

się bawić. 

Obładowana papierami o wpół do siódmej wybiegła 

z pracy. Jeszcze nigdy tak szybko nie wzięła prysznica 

i nie nałożyła delikatnego makijażu. Ubrała się w swoją 

ulubioną sukienkę, czarną, obcisłą, z krótkimi rękawami. 

Dopiero w samochodzie Philipa odetchnęła i wreszcie 

się zrelaksowała. 

Restauracja okazała się bardzo wytworna, choć zarazem 

przytulna, a Philip był tak miły - adorował ją z taktem, 

nie narzucając się - że Chesnie czuła się coraz 

bardziej swobodnie. Czas szybko mijał. 

Nie wiedziałem, że pracujesz dla Joela Davenporta 

powiedział Philip, nalewając wino. - Zapewne od 

niedawna, gdyż w przeciwnym razie na pewno bym 

o tobie słyszał. 

Chesnie zastanowiła się, czy Joel również wie, kto 

jest asystentką Philipa, jego najgroźniejszego rywala. 

Pracuję w Yeatman Trading od dwóch miesięcy. 

I jak ci się tam podoba? To wielka firma... 

Philip, czy możemy nie rozmawiać o pracy? - 

przerwa

ła Chesnie. 

Spojrzał na nią lekko zdziwiony, potem odparł 

z uśmiechem: 

Davenport ma naprawdę wielkie szczęście. Może 

na ciebie patrzyć każdego dnia... W porządku. Umowa 

stoi. Ani słowa o pracy. 

Podczas pysznej kolacji Chesnie dowiedziała się, że 
Philip j

est rozwodnikiem. Cóż, w dzisiejszych czasach 

to żadna rewelacja. Bardzo go polubiła, choć wiedziała, 

że nigdy nie przerodzi się to w nic więcej. Philip był 

miłym kompanem i właśnie rozbawił ją prawie do łez 

świetną anegdotką, gdy raptem jej oczy napotkały lodowate 

niczym arktyczne niebo, błękitne spojrzenie. Joel 

Davenport siedział kilka stolików dalej i najwyraźniej 

od jakiegoś czasu pilnie jej się przyglądał. 

Chesnie straciła całą beztroskę i swobodę. Nadal prowadziła 

lekką rozmowę z Philipem, ale teraz była to już 

gra. Stało się źle. Szef był pewien, że jego asystentka 

nadal jest w biurze, a oto ledwie wrócił z Glasgow, 

z miejsca przekonał się, że jest inaczej. Miał taki zacięty 

wyraz twarzy... Na pewno uważał, że Chesnie zaniedbała 

pracę dla rozrywki, dla miłej kolacyjki w towarzystwie 
Philipa Pomeroya. 

background image

Do diabła, przecież ma do tego prawo! Nie będzie 

się zachowywała jak wystraszona uczennica. Dokumenty 

będą gotowe na jutro, a teraz jest czas na rozrywkę. 

Jeszcze cieplejszym wzrokiem zaczęła patrzeć na Philipa 

i z większym entuzjazmem reagowała na jego żarty. 

Sprawiało mu to niekłamaną radość, a o Joela nie dbała. 

Niech się wścieka, skoro to lubi, niech łypie złym 

okiem, niech myśli, że Chesnie zlekceważyła swoje 

obowiązki. W domu czekał na nią komputer i wielki 

boss dostanie swoje superważne dokumenty o ósmej 

rano, jak Bóg przykazał. 

Po godzinie kolacja dobiegła końca. Gdy mijali stolik 

Joela, Philip ukłonił się, Chesnie skinęła głową, zaś Joel 

przedstawił swoją długonogą, opaloną partnerkę, niejaką 
Imoge

n. Po krótkiej wymianie uprzejmości Chesnie 

i Philip wyszli, a gdy dotarli pod jej dom, zapytał: 

Mam nadzieje, że jeszcze się spotkamy, Chesnie? 

Z przyjemnością - odparła szczerze. 

Dała mu swój numer telefonu. Umówili się na któryś 

wieczór w nadchodzącym tygodniu. Philip pochylił się. 

by pocałować ją na pożegnanie, lecz Chesnie lekko 

odchyliła się do tyłu, z czego wyszedł niewinny buziak 
w policzek. 

Chesnie natychmiast zasiadła przed komputerem 

w maleńkim pokoiku, który służył jej za gabinet. 

Pracowała niecałą godzinę, gdy zadźwięczał dzwonek 

domofonu. Czyżby to był Philip? Podbiegła do 
drzwi. 
- Kto tam? - 

spytała. 

- Davenport - 

padła sucha odpowiedź, która omal 

nie zwaliła jej z nóg. 

Proszę, wejdź - powiedziała po chwili Chesnie 

równie chłodnym tonem. 

Ciekawe, po co Joel fatygował się tu o tak późnej 

porze? Zostawił śliczną Imogen tylko po to, by naubliżać 

swojej asystentce? Chyba nie zamierza jej zwolnić? 
Niby na jakiej podstawie? - 

zastanawiała się coraz bardziej 

zdenerwowana Chesnie. 

Gdy Joel stanął w drzwiach mieszkanka, przez długą 

chwilę mierzyli się wzrokiem niczym zapaśnicy przed 

walką. Wreszcie Joel powiedział: 

Widzę, że jeszcze nie zdążyłaś się przebrać. 

Omiótł spojrzeniem jej smukłą sylwetkę, zatrzymując  

się na moment na pięknym dekolcie. Chesnie jeszcze 

nigdy nie wystąpiła przed nim w tak śmiałej kreacji 

i teraz poczuła się jak naga. Z trudem powstrzymała 

odruch, by zakryć biust dłońmi. 

background image

Proszę, wejdź - powtórzyła. 

Gdy znaleźli się w salonie, zamierzała oznajmić, że 

właśnie pracuje, jednak Joel był szybszy: 

Wiedziałaś, że muszę mieć te dokumenty jutro 

z samego rana! A jednak... 

Świetnie, że wpadłeś. Potrzebuję twojej pomocy 

w dwóch sprawach - 

przerwała. - Może przejdziemy 

do gabinetu? - 

zaproponowała słodko. 

Pracowali przez pół godziny, wreszcie Joel, wciąż 

naburmuszony, stwierdził cierpko na pożegnanie: 

Po naszej wczorajszej dyskusji nie przypuszczałem, 

że jednak spotkasz się z Pomeroyem. 

A więc tę obraźliwą wymianę zdań nazywał dyskusją! 

Nadal jej nie ufał i uznał za konieczne, by jej przypomnieć, 

czym jest zawodowa tajemnica i lojalność. 

Obrażasz mnie i Philipa. Jego oskarżasz, że próbuje 

wyciągnąć ode mnie poufne informacje o Yeatman 

Trading, a mnie o to, że jestem gotowa mu je wyjawić 

powiedziała ostro, nie panując już nad emocjami. - 

W ogóle mi nie ufasz. Więc powiedz, za kogo mnie 

uważasz: za skorumpowaną cyniczkę, czy za słodką 

idiotkę, której wystarczy postawić kolację i opowiedzieć 

kilka anegdotek, by wszystko z niej wyciągnąć? 

Ku jej zdumieniu i najwyższej irytacji, Joel patrzył na 

nią długą chwilę w milczeniu, po czym się uśmiechnął. 

Sądzę, że było mu przykro, kiedy bez pocałunku 

odesłałaś go w ciemną noc... - powiedział nieoczekiwanie. 

Chesnie zacisnęła pięści, by opanować wściekłość. 

Wygląda na to, że ty też nie zasłużyłeś na pocałunek 

mruknęła jadowicie. 

Joel bez słowa otworzył drzwi i wyszedł. Już był na 

podeście schodów, gdy usłyszała: 

Tylko się nie przepracuj. Do świtu jeszcze parę 

godzin! 
 

ROZDZIAŁ TRZECI 
 

Mijały kolejne miesiące, i Chesnie wreszcie poczuła 

się całkowicie pewnie i swobodnie w firmie, nabrała też 
stuprocentowego przekonania co do swych kompetencji. 

Radziła sobie z coraz to nowymi i trudniejszymi 

wyzwaniami, co zaspokajało jej ambicje. Wyglądało na 

to, że wreszcie odnalazła swoje miejsce w życiu, czyli 

pracę u boku Davenporta. 

Od owej pamiętnej nocy, kiedy to Joel nieoczekiwanie 

odwiedził ją, by przekonać się, czy Chesnie jest 

odpowiedzialną asystentką, ich wzajemne relacje ustabilizowały 

background image

się. Panowała między nimi pełna wzajemnego 
szacunku harmonia. 

Także od owego wieczoru spotkania z Philipem Pomeroyem 

stały się stałym punktem weekendowych planów, 

z tym że kontaktowali się nie przez biuro, ale przez 
prywatne telefony. 

Kontakty z Philipem również ułożyły się harmonijnie 
na zasadzie zgodnego partn

erstwa. Chesnie miała 

nadzieję, że dla obu stron jest jasne, iż poza przyjaźnią 

nic więcej nigdy nie będzie ich łączyć. Philip na pożegnanie 

całował ją w policzek, lecz przecież to normalne 

między przyjaciółmi. 

W piątkowy poranek Chesnie głęboko zadumała się 

nad jakaś ważną sprawą, nim jednak znalazła rozwiązanie 

problemu, zadzwonił telefon. 
- Magnus! - 

ucieszyła się, słysząc głos ojca Joela. 

Chesnie! Nie słyszałem twojego słodkiego głosu 

od dobrych paru miesięcy. 
- Niestety, Joela znowu nie ma w biurze. 

Czy mogę 

ci w czymś pomóc? Jak się miewasz? 

W porządku... - bez przekonania odparł Magnus. 

Chesnie zaniepokoiła się. 

Czy coś się stało? - Kiedy w odpowiedzi usłyszała 

tylko ciężkie westchnienie, dodała szybko: - Byłeś u lekarza? 

Być może się wybiorę... 

Chesnie nie naciskała dalej, wyczuła bowiem, że dla 

starszego pana to krępująca sprawa. 

Czy ktoś cię odwiedza? - spytała po krótkiej pogawędce. 

A kto chciałby zadawać się z takim starym rupieciem 

jak ja? - 

gorzko odparł Magnus. 

Kiedy skończyli rozmowę, Chesnie zadumała się. 

Może powinna powiadomić Joela o złym samopoczuciu 

ojca? Ale cóż on takiego może zrobić? Przerwie ważne 

spotkanie, by jechać do ojca, któremu dolega coś bliżej 

nieokreślonego? Zresztą dobrze wiedziała, że Joel nie 

darzył zbytnią estymą Magnusa, nie cenił go, miał do 

niego jakieś zadawnione urazy... Ot, skomplikowana 
rodzinna sprawa, do której osoby postronne nie powinny 

się wtrącać. 

Po półgodzinie wewnętrznej walki Chesnie podjęła 

decyzję. Nie będzie ingerencją w układy panujące między  

ojcem a synem, jeśli w samarytańskim odruchu odwiedzi 

starszego pana. Znalazła wizytówkę Magnusa, 

złapała torebkę i wybiegła z biura. 

Po godzinie dotarła na miejsce. Zaparkowała i czym 

prędzej podbiegła do eleganckiego domku. Modliła się 
w duchu, by M

agnus był w stanie podejść do drzwi, 

background image

nim jednak zdążyła zadzwonić, w progu przywitał ją 

radośnie uśmiechnięty gospodarz. 

Więc nie jesteś chory? 

Ależ skąd! Już myślałem, że nie przyjedziesz. Czekam 

od ponad godziny. Czuję się taki samotny. 
A niech go pi

orun strzeli! Więc to wszystko była 

bujda... Chesnie zdumionym wzrokiem zmierzyła 

Magnusa, który był wystrojony niczym stary lowelas na 
wesele swej wnuczki. 

Jak rozumiem, chcesz wyjść na lunch... - mruknęła 

Chesnie. I tak będzie musiała dłużej zostać w pracy 

przezte figle starego kawalarza, lecz o dziwo nie potrafiła 

się na niego gniewać. 

Tym razem podczas plotek Chesnie dowiedziała się 
o sytuacji finansowej Magnusa, który bez syna marnie 

skonałby gdzieś pod płotem. Na szczęście Joel kupił mu 
dom i co mie

siąc wypłacał pensję. 

Tyle razy błagałem Joela, by przekazał mi forsę za 

rok albo dwa z góry, ale się uparł. Bał się, że wszystko 
przehulam. - 

Mrugnął porozumiewawczo. - Zna mnie 

jak zły szeląg, biedaczysko. Czy piękna Arlene Enderby 

wciąż za nim szaleje? Wiesz, kochanieńka, ona miała 

na niego chętkę jeszcze przed rozwodem. 

Chesnie poczuła się nieswojo. 

Co, nie chcesz, żebym dzielił się z tobą moimi 

ulubionymi ploteczkami? - 

zachichotał staruszek. - Jesteś 

taka sama jak moja najdroższa małżonka. Twierdziła, 

że jestem gorszy niż dziesięć przekupek w dzień 
targowy. 

Kiedy Chesnie wróciła do biura, Joel już siedział za 

swoim biurkiem i pilnie studiował jakieś dokumenty. 

Gdy weszła do jego gabinetu, odwrócił się ku niej 

i zmierzył ją od stóp do głów. Jego wzrok nieco dłużej 

zatrzymał się na jej smukłych łydkach i delikatnych, 

szczupłych kostkach. 

Przepraszam za spóźnienie. 

Robiłaś zakupy? - spytał bez cienia złości. 

Nie, byłam na lunchu... z twoim ojcem. 

Spokój Joela zniknął bez śladu. 
- Stary lis! Znów 

cię zbałamucił?! 

Nie, tylko zadzwonił... Miałam wrażenie, że ile 

się czuje. Nie chciałam ci przeszkadzać w pracy, więc... 

A więc zastanawiałaś się, czy wyrwać mnie ze 

spotkania... Nie rozumiesz, że ten cwany staruszek cię 
nabiera? - 

zapytał z niedowierzaniem. - Ależ ty jesteś... 

naiwna. 

Wcale nie jestem! Po prostu trochę się zaniepokoiłam. 

background image

Pojechałam do niego... 

Co? A skąd wiedziałaś, gdzie mieszka? - zawołał 

Joel z rosnącym gniewem. - Zaprosił cię?! 

Chesnie była już bliska wybuchu. 
- Kiedy ostatnio 

jedliśmy razem lunch, dał mi swoją 

wizytówkę, 

Założę, się, że znów płaciłaś? - syknął. 

Nie, tym razem on płacił! - zawołała Chesnie. - 

I w ogóle... zabraniam ci tak o nim mówić. Przecież to 
twój ojciec! - 

wyrwało jej się, nim zdołała się opanować. 

- C

zuje się samotny... 

A więc poszłaś go zabawić! - Joel zerwał się na 

równe nogi i zaczaj nerwowo przemierzać pokój. 
- Co ty sugerujesz? - 

Chesnie wzięła się pod boki. 

Może to ty winna mi jesteś wyjaśnienie? - Joel 

stanął tuż nad nią i wbił w nią zimny wzrok. 

Nie zamierzam zostać twoją macochą, jeśli tego 

się obawiasz - wypaliła Chesnie. 

Mam nadzieję - odparł nieco spokojniej i dodał: - 

A teraz możesz stąd wyjść. 

Chesnie z trudem powstrzymała się przed trzaśnięciem 

drzwiami tak mocno, by cały budynek zachwiał 

się w posadach, lecz ograniczyła się tylko do kopnięcia 

we framugę. 

Pochyliła się nad dokumentami, ale jeszcze długo 

trzęsła się z wściekłości. Ten drań w ogóle na nią nie 

zasługiwał! Co on sobie myśli? Jak śmiał sugerować coś 
tak obrzydliwego? Sz

owinista! Żandarm! Jak Barbara 

Platt z nim wytrzymała? Chyba była święta. Ale ona 

świętą na pewno nie będzie! 

Roztrząsając przykry incydent, Chesnie przygotowała 

kilka dokumentów, które niestety wymagały podpisu 

Joela. Zaciskając zęby, z wysoko podniesioną brodą, 

weszła do jego gabinetu i nie patrząc na pochłoniętego 

pracą szefa, położyła papiery na biurku i czym prędzej 

wyszła. 

Po kolejnej godzinie już nieco spokojniejsza Chesnie 

spojrzała na to zdarzenie z perspektywy Joela. Wcale 

nie zamierzała tego robić, nadal chciała się na niego 

wściekać, ale... No cóż, kim ona jest, by pouczać go, 

jak on ma się zachowywać wobec własnego ojca? Zjadła 

wszelkie rozumy, czy co? Przecież musiał go kochać, 

skoro zadbał o niego i nie pozwolił mu cierpieć nędzy. 

Znał też dobrze wszystkie słabości ojca i jakoś je zaakceptował. 

Po chwili Chesnie poczuła, iż jej gniew stopniał. 

Około szóstej Joel podszedł do niej z dokumentami 

w dłoni. Długo się ociągał, więc podniosła wzrok. Patrzył 

background image

na nią bez uśmiechu, ale też bez gniewu. Po chwili 

wyciągnął rękę na zgodę i Chesnie z ulgą podała mu 

swoją. Nie wiedzieć czemu, zadrżała. To pewnie przez 
te emocje. 

Nie mogłem pójść do domu, martwiąc się, czy 

w poniedziałek rano jeszcze cię tu zastanę. 

Egoista! Bał się tylko tego, że straci asystentkę. 

Oboje nie mieliśmy racji - przyznała Chesnie. 

Dużo masz jeszcze pracy? - spytał Joel. 

Chesnie zastanowiła się. 

Nie, powinnam skończyć przed siódmą. 

Ja też. Jeśli masz ochotę, mogę cię zabrać na kolację 

stwierdził nieoczekiwanie. 

To zaprosze

nie nie było szczytem elegancji. 

Nie, dzięki - mruknęła obojętnie. 

Kiedy tego wieczoru wróciła do domu, czuła się wykończona 

i zbierało jej się na płacz. Nie wiedziała, dlaczego 

kłębią się w niej takie emocje. To wszystko pewnie 
z przepracowania. Poza tym jeszcze nigdy z nikim 

tak zagorzale się nie kłóciła. Dobrze, że Joel nie był 

pamiętliwy i pierwszy wyciągnął rękę na zgodę. 

W sobotę wybrali się z Philipem do filharmonii. Wieczór 

byłby udany, gdyby nie fatalne zakończenie. Kiedy 
zajechali przed dom Ches

nie, Philip poprosił ją o chwilę 

rozmowy. Był tak poważny, że zaprosiła go na górę. 

Właśnie zaparzyła kawę i miała ją nalać do filiżanek, 

gdy do jej maleńkiej kuchenki wtargnął Philip. 

Chesnie, doprowadzasz mnie do obłędu! - wybuchnął, 

nie mogąc dłużej się powstrzymać. - Kocham cię. 

Chesnie skamieniała. 
- Philip, nie... nie mów tak! 

Nie potrafię tego opanować, a ty zawsze się ode 

mnie odsuwasz. Pragnę się z tobą ożenić! Przepraszam, 

jestem zbyt gwałtowny... 
- Philip... - 

wyjąkała Chesnie. - Proszę, przejdźmy 

do salonu. - 

W małej kuchni nagle zrobiło się za ciasno. 

Kiedy usiedli, Philip patrzył na Chesnie błagalnie. 

Długo milczała. 

Przepraszam, jeśli niechcący zrobiłam ci jakieś 

nadzieje. Nie zamierzałam cię zachęcać. 

Właśnie o to chodzi, że nigdy mnie nie zachęcałaś. 

Wiedziałem, że jeśli cię dotknę, już nigdy więcej cię nie 

zobaczę. 

Chesnie chciała zaproponować, by w takiej sytuacji 

przestali się spotykać, lecz Philip, jakby czytając w jej 

myślach, zaczął błagać, żeby pozwoliła mu się od czasu 
do czas

u widywać. Na jego twarzy malowała się taka 

background image

rozpacz, że Chesnie nie miała serca mu odmówić. 

Już nigdy nie nawiążę do tego tematu - obiecywał. 

Pozwól... Zresztą, chyba nie kochasz nikogo innego? 

Nie wiedzieć czemu, przed oczyma Chesnie stanął 
przystojny 

Joel Davenport, z tym swoim czarującym 

uśmiechem na ustach, którym czasami ją obdarzał. 
- To prawda, nie jestem zakochana - 

przyznała 

Chesnie, odpędzając nieproszoną wizję. 

A więc dasz mi szansę? - Philip uśmiechnął się 

błagalnie, a gdy kiwnęła głową, dodał: - Spotkajmy się 

w przyszłą sobotę, jak zwykle. Przecież jesteśmy przyjaciółmi. 

Zresztą mam dla ciebie jeszcze jedną interesującą 

propozycję... 
- Tak? 

Po latach cierpień i wyrzeczeń moja asystentka 

w końcu postanowiła zrezygnować z naszej współpracy. 

Co byś powiedziała na przejście do naszej firmy, by 

objąć to stanowisko? Możesz zażądać, czego tylko zechcesz. 

Pójdziemy na wszelkie układy. 

Czego tylko zechcę? Ale z ciebie ryzykant, - 

Chesnie próbowała obrócić sprawę w żart. 

Mówię jak najbardziej poważnie. 

Przecież nawet nie wiesz, czy jestem dobrym pracownikiem. 

Owszem, wiem, że jesteś prawdziwym skarbem. 

Chesnie zaniemówiła. Ktoś z Yeatman Trading musiał 

donosić do Symington Technology. A może tak 

zwykle się dzieje między zawziętymi przeciwnikami? 

Poza tym wielu pracowników przechodziło z jednej firmy 
do drugiej. 
Obie propozycje, matrymonialna i zawodowa, bardzo  

wzburzyły Chesnie i ten stan utrzymywał się jeszcze 

następnego dnia. Philip miał prawo kaptować ją do 

swojej firmy, miał też prawo prosić o rękę, a ona miała 

prawo odmówić, lecz wciąż się tym gryzła. Oczywiście 

nie zamierzała zmieniać pracy, a już absolutnie nie myślała 

o małżeństwie. 

Jakby na potwierdzenie jej decyzji wieczorem zadzwoniła 

mama, by do woli ponarzekać na ojca. Gdy 
Chesni

e odłożyła słuchawkę, poczuła się tak zmęczona, 

jakby ktoś przepuścił ją przez wyżymaczkę. Małżeństwo! 

Chyba tylko masochiści decydowali się na coś 

takiego. Istne tortury! Komu przy zdrowych zmysłach 

potrzebna jest ta nieszczęsna instytucja? Cały dzień 
w p

racy, wśród ludzi, i jeszcze wieczorem ktoś ma się 

plątać po domu? Po takiej harówce należy się chyba 

człowiekowi chwila błogiej samotności, czyż nie? Przecież 
to oczywiste. 

background image

Ot, choćby ostatnie dwa dni. W poniedziałek Chesnie 

pracowała bez wytchnienia, bo o drugiej miało się 

odbyć zebranie zarządu. Jakież było jej zdziwienie, gdy 

kwadrans przed drugą z pokoju szefa dobiegł ją radosny 
szczebiot Arlene Enderby. Z niewiadomych powodów 

zirytował ją fakt, iż Arlene, korzystając z drugiego wejścia, 

wtargnęła do gabinetu Joela w tak nieodpowiedniej 
chwili. 

Po powrocie z zebrania Joel obwieścił: 
- Jutro jedziemy do Glasgow. - 

Chesnie zaniemówiła. 

„My"? Joel z Arlene? - Zamów wczesny lot i ten 

sam hotel co zwykle, na jedną noc. Wiesz, jak dojechać 
na lotnisko? 

A więc chodziło o nią! Po raz pierwszy miała pojechać 

w delegację z Joelem. 

Mam nadzieję, że nie będziesz musiała odwoływać 

randki? - 

spytał na koniec Joel ze śmiertelnie poważną 

miną. 

Omal nie wybuchnęła śmiechem. Wzrok Joel a na 

moment spoczął na jej ustach, więc była pewna, iż ten 

grymas nie uszedł jego uwagi. 

Chesnie, wracając do domu po kilkunastogodzinnej 

pracy, miała nadzieję, że wszystko załatwiła jak należy. 

Zgodnie ze wskazówkami, jakie zostawiła jej Barbara, 

dla Joela zamówiła apartament, a dla siebie pokój na 

tym samym piętrze, bowiem Joel potrafił o nieludzkich 

porach wzywać swą asystentkę do pracy. 

Nawet podczas lotu nie marnował czasu, tylko przez 

godzinę i dziesięć minut, czyli od startu do lądowania, 

opowiadał Chesnie o biurze w Glasgow, na czym polega 

ich współpraca oraz co może się zdarzyć na zaplanowanych 
spotkaniach. 

Na lotnisku czekał na nich samochód z szoferem. 

W hotelu zostawili bagaże i pracowali do szóstej. Chesnie, 

która padała z nóg, z podziwem obserwowała Joela. 

Nie widać było po nim zmęczenia, wciąż bez trudu 

wchłaniał nowe informacje i negocjował warunki 
umów z klientami. 

Wreszcie dzień pracy się skończył i wrócili do hotelu. 

Kiedy wysiedli z windy, Joel, już rozluźniony, 

z uśmiechem powiedział: 

Może napijemy się drinka przed kolacją? Spotkamy 

się o siódmej w barze? 

Z przyjemnością przyjęła tę propozycję. Dopiero teraz 

zrozumiała, dlaczego biznesmeni znani są z picia 

alkoholu po pracy. Dzisiaj tylko na to miała ochotę. 

Nareszcie mogła wyskoczyć ze sztywnej garsonki, 

background image

wziąć szybki prysznic i włożyć luźne spodnie i sweterek. 

O dziwo, zmęczenie zniknęło bez śladu. Czuła się 

wręcz podekscytowana. Gdy zeszła na dół, Joel stał już 

przy barze ze szklaneczką whisky w dłoni. Zamówił dla 

Chesnie gin z tonikiem. Po raz pierwszy spotkała się 
z n

im na stopie towarzyskiej i z przyjemnością stwierdziła, 

że jej szef potrafi być sympatycznym kompanem 

i interesującym rozmówcą. 

Po jakimś czasie, wciąż miło gawędząc, przeszli do 

restauracji na kolację. Zjedli pierwsze danie, omówili 

głośną sztukę teatralną, i nagle Joel z pozorną obojętnością 

zapytał: 

Wciąż spotykasz się z Pomeroyem? 

Chesnie zesztywniała, a po chwili odparła sucho: 
- Od czasu do czasu. - 

Czyżby szykowała się nowa 

sprzeczka na stary temat, i to w miejscu publicznym? 

Jak on się miewa? 

Jeśli chcesz wiedzieć, czy rozmawiamy z Philipem 

o sprawach zawodowych, to możesz spać spokojnie. 

Zawarliśmy umowę, że nie gadamy o pracy. 

Ach tak. A więc tak po prostu spotykacie się od 

czasu do czasu - 

zakpił Joel. 

A niech to! Chesnie wzięła głęboki oddech. Rzeczywiście, 

to mogło zabrzmieć dziwnie. 

Nie rozmawiamy o sprawach objętych tajemnicą 

zawodową. 

Och, ufam ci całkowicie, Chesnie. Możesz być 

spokojna. Więc ile ci zaproponował? 
- Joel, o co ci chodzi? - 

rzuciła ostro. 

Nie wmawiaj mi, że nie chciał cię przechwycić do 

Symington Technology. 

Przechwycić... - zająknęła się Chesnie. - A niby 

po co miałabym zmieniać pracę? 

Nie wymiguj się od odpowiedzi - groźnie mruknął 

Joel. 

Nie chcę od ciebie odchodzić. 

Chesnie mogłaby przysiąc, że na ustach szefa pojawił 

się cień uśmiechu. Joel oparł się wygodniej i po chwili 

dodał: 

To nie było wszystko, co Pomeroy ci zaproponował, 

prawda? - 

Spojrzał na nią przeciągle. - Tak. Ale 

mu odmówiłaś. 

Chesnie nie wierzyła własnym uszom. Nic się przed 
nim nie ukryje

. Ale, co o wiele ważniejsze, jakim prawem 

wtrąca się w jej osobiste sprawy?! Przecież to nie 

ma nic wspólnego z pracą. Ten facet nie ma do niej 

żadnych praw. I jak on to robi, że lubiąc go, zarazem 

background image

co chwila ma ochotę zdzielić go w nos? 
- Hm... - Nie wied

ziała, co powiedzieć, aż uznała, 

że najlepsza jest prawda. - Nie wiem, jak to się 

stało, że zeszliśmy na drażliwy temat Philipa Pomeroya, 

ale jeśli obawiasz się, iż mogę nagle odejść z pracy 

z powodów matrymonialnych, to powtarzam to, co już 

ci mówiłam, i robię to po raz ostatni: nie zamierzam 

odejść z Yeatman Trading. Chyba że ktoś mnie 
do tego sprowokuje. - 

Spojrzała na niego znacząco. 

Nie jestem zainteresowana małżeństwem. Zrozumiałeś 

wreszcie? 

Zauważyła w jego oczach niebezpieczny błysk. 

Czyżby go to bawiło? 

Małżeństwo? - Podniósł brew i popatrzył na nią 

szczerze zdumiony. - 

Pomeroy ci się oświadczył? 

Chesnie wlepiła w niego wzrok. 

A o czym ty u licha mówiłeś?! - zawołała. Z niepokojem 

rozejrzała się po sali, gdy zdała sobie sprawę, 

że ponoszą ją emocje. Na szczęście restauracja była 
obszerna i niemal pusta. 

Nagle Joel uśmiechnął się szeroko. 

Droga Chesnie, patrząc na ciebie, przychodzą mi 

do głowy dziesiątki różnych propozycji. 
- Kpisz sobie ze mnie? - 

warknęła. - Lepiej trzymaj 

fason, bo zabrzmi

ało to dość... trywialnie. 

Mój Boże, źle mnie zrozumiałaś - zaprzeczył 

szczerze. - 

Ale przepraszam. Oczywiście nie mówię 

o sobie, tylko o tym, że bardzo mi odpowiada nasz 

związek. - Roześmiał się. - Znowu gafa. Chodzi mi 
o nasze zawodowe relacje. 

Mówiłeś o jakichś propozycjach - naciskała, 

wciąż nie przekonana do jego intencji. 

Jednak Joel tak pokierował rozmową, że niczego nie 

zdołała z niego wyciągnąć. Wreszcie, nim się spostrzegła, 

gawędzili w najlepsze o polityce, teatrze, muzyce, 
literaturze... 
Che

snie była na siebie zła, że popełniła wielką niedyskrecję 

wobec Philipa. W ten sposób o nie odwzajemnionej 

miłości i odrzuconych oświadczynach szefa 

Symington Technology dowiedział się jego największy 
rywal w interesach. 

Gdy czekali na windę, Chesnie poczuła, że musi to 

jakoś skomentować. 

Bardzo żałuję, że ci powiedziałam o Philipie. - 

Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. - To jest 

jego skrywana, prywatna tajemnica i nie byłoby wobec 
niego fair... 

background image

Joel nie wytrzymał i ze śmiechem przerwał: 
- Chesn

ie, naprawdę jesteś miłą dziewczyną. - Kiedy 

spojrzała na niego podejrzliwie, szybko dodał: - 

Wrażliwą i dobrą. Masz moje słowo, że Pomeroy nigdy 

nie dowie się o twoim zwierzeniu. 

Chesnie wiedziała, że może Joelowi ufać. Niezależnie 
od tego, czy to, co prz

ed chwilą o niej powiedział, 

to czcze komplementy, czy też nie. 

Dziękuję - odparła szczerze. 

Kiedy wsiedli do windy, zapytał: 

Dlaczego tak nie cierpisz świętej instytucji małżeństwa? 

Już Adam i Ewa uznali, że to całkiem fajna 
sprawa. 
- Znasz statystyki 

rozwodów? To na początek. Mam 

kontynuować? 

Byłaś kiedyś mężatką? 

Nie, skąd, ale widziałam dość nieudanych małżeństw, 

by wiedzieć z całą pewnością, że muszę się od 

tej „świętej instytucji" trzymać jak najdalej. 

Chodzi ci o twoich najbliższych? 

Małżeństwa moich trzech sióstr okazały się fatalne. 

Teraz takie związki nazywa się toksycznymi. Choć 

nie wiem, czy powinnam ci o tym mówić. To jednak nie 
moje sprawy. 

Owszem, powinnaś - zaprzeczył Joel. - Bo to ludzkie 

sprawy. A twoi rodzice? Wciąż są razem? 

Choć Chesnie zamierzała skończyć ten temat, jednak 

spontanicznie odparła: 

Jakoś są, choć kłócą się średnio raz na minutę. 

Uznała, że najwyższy czas przerwać tę rozmowę, dlatego 

szybko dodała: - Gdybyś potrzebował mnie w nocy, 
znasz numer mojego pokoju. 

Joel zbaraniał, Chesnie spurpurowiała. 

Jezu, mam na myśli pracę! - krzyknęła. 

Joel parsknął śmiechem. 

Panno Cosgrove, pani się zarumieniła. 

- Dobranoc! 

Odwróciła się na pięcie i pomaszerowała do swojego 
pokoju. 

Gdy zamknęła za sobą drzwi, ciężko oparła się 

o ścianę. Tak się przejęzyczyć! Ale to nie jej wina, przecież 

powinna zaofiarować swoją pomoc. 

Westchnęła. Co takiego jest w tym facecie, że bez 

przerwy ją prowokuje? I dlaczego ciągle mu się zwierza 
ze swoich prywatnych spraw... i nie tylko, bo pap

le też 

o innych ludziach. Jeszcze niedawno mogłaby przysiąc, 

że nawet gdyby ją torturowano, nigdy nie zdradziłaby 

background image

pewnych tajemnic, a tu co? Joel Davenport po prostu 

o coś ją pyta, i natychmiast dostaje odpowiedź. To się 

zaczęło już podczas rozmowy kwalifikacyjnej, kiedy 

tak głupio wypaplała wszystko o konflikcie z Hectorem 
Browningiem. 

Co w nim jest takiego, że tak bardzo się przed nim 

otwiera? Nigdy wcześniej jej się to nie zdarzyło. 

Jedno wiedziała z całą pewnością. Tylko jeden człowiek, 

a był nim Joel Davenport, potrafił zajrzeć pod jej 

maskę, którą pokazywała całemu światu. Nikt inny nie 

wiedział, jak wyglądało jej prawdziwe oblicze, a zdobył 

tę wiedze w prosty, a zarazem wyszukany sposób. Denerwował 

ją, wściekał, obrażał lub zawstydzał. Idealnie 
trafia

ł w najsłabszy punkt, kiedy myślała o czymś innym 

lub nie czuła się pewnie na danym gruncie, burzył 

jej wewnętrzny spokój, a efekt zawsze był ten sam: na 

moment pokazywała swoje prawdziwe ja, czyli objawiała 

się wesoła i dobroduszna, lecz zarazem nieśmiała 

i zakompleksiona Chesnie. Po chwili znów chowała się 

w swojej twierdzy, która gwarantowała jej bezpieczeństwo... 

Problem w tym, że Joel już wypatrzył, co kryje 

się za tym murem... 
 

ROZDZIAŁ CZWARTY 
 

Następnego dnia Joel poszedł na kilka spotkań, zaś 
Chesn

ie do wczesnego popołudnia pracowała w hotelu, 

pochłonięta notatkami i sprawozdaniami z rozmów 

z poprzedniego dnia. Po lunchu udali się na lotnisko 

i wrócili do Londynu. W biurze czekało na nich mnóstwo 
roboty. 

Po piątej do gabinetu wkroczyli Vernon Gillespie 

i Russell Yeatman, dwaj dyrektorzy, którzy, jak sądziła 

Chesnie, mieli głosować za kandydaturą Joela na stanowisko 

prezesa. Po krótkiej rozmowie cała trójka udała 

się na konferencję. 

Narada miała trwać do siódmej, a Joel prawie nic nie 

jadł. Jak on przeżyje ten dzień? - pomyślała z troską 

Chesnie... i natychmiast złapała się za głowę. A co ją 

to, na Boga, obchodzi? Jest jego asystentką, a nie niańką. 

Zresztą dorośli faceci nie potrzebują nianiek, a akurat 

ten od lat świetnie sam sobie radzi. 

Westchnęła z niedowierzaniem. Co ją napadło? 

W domu było jeszcze gorzej, bo nie mając nic do 

roboty, wciąż musiała odpędzać myśli o Joelu. Starała 

się zająć czymś innym, lecz wizja zaharowanego szefa 

ciągle stawała jej przed oczyma. 

background image

Wzięła prysznic i przyrządziła sobie kilka tostów 

z serem. O dziesiątej, choć oczy zaczęły jej się kleić, 

uznała, że przez Joela i tak szybko nie zaśnie, więc 

zabrała się do czytania jakiegoś kryminału. 

Nagle zadzwonił telefon. W słuchawce usłyszała 

znajomy głos: 

Nie obudziłem cię? 

Serce 

jej podskoczyło i bezwiednie uśmiechnęła się. 

Nie, jeszcze nie spałam. 

Jesteś sama? - zapytał gwałtownie. 

Uśmiech zniknął z jej twarzy tak szybko, jak się pojawił. 

Dobry wieczór, Joel. Jak udała się konferencja? 

- Bardzo dobrze - 

odparł milszym tonem. - Szczerze 

mówiąc, przydałoby się kilka dokumentów na jutro. 

Na spotkanie o dziewiątej? 

- Tak. 

Potrzebuję godziny, by dotrzeć do biura... Wiesz, 

po prostu wcześniej przyjadę do firmy. Wolałabym nie 

tłuc się po nocy. 

Nie śmiałbym żądać od ciebie, byś gnała nocą do 

pracy albo zrywała się o świcie. 

Akurat ci wierzę... - mruknęła do siebie. 

- Co mówisz? 

Wolę świt. 

Jest prostsze wyjście. 

- Tak? A jakie? 

Stoję przed twoim domem. 

- Co?! 

Odsunęła zasłonkę i ujrzała czarne mondeo zaparkowane 
po drugiej stronie ulicy. 

Mógłbym wpaść na moment? Popracowalibyśmy 

na twoim komputerze. 
- OK. Czekam - 

powiedziała spokojnie, odłożyła 

słuchawkę... i rzuciła się do lustra. Dżinsy, podkoszulek... 

ot, domowy strój. Ale przecież była u siebie 

w domu, do diabła! 

Usłyszała domofon, i po chwili w drzwiach stanął 
Joel. 

Proszę, wejdź - zaprosiła go pogodnym tonem, 

choć wcale nie była spokojna. 

Zamierzała poprowadzić go do „gabinetu", gdy zdała 

sobie sprawę, że Joel pilnie ją obserwuje. 

Jesteś śliczna - wyrwało mu się. 

Skoro tak uważasz - mruknęła. Ciągle na nią patrzył. 

Zdała sobie sprawę, że po raz pierwszy Joel widzi 

ją w stroju domowym. - Jadłeś coś? - Tym razem jej 

się wyrwało. 

background image

Oczywiście. Lunch. - Uśmiechnął się. 

Masz ochotę na tost z serem? - zaproponowała 

rzeczowym tonem. 
- To brzmi jak prawdziwa uczta. 

Podczas gdy Joel pochłaniał górę tostów, Chesnie 

przejrzała stos papierów, które mieli opracować. Między 

jednym łykiem kawy a drugim Joel wyjaśnił jej 

najważniejsze problemy. O jedenastej włączyli komputer 
Chesnie. 

Trzy godziny pracy upłynęły w okamgnieniu. Nawet 

nie zauważyli, kiedy wybiła druga. Nareszcie Chesnie 

wyłączyła komputer, położyła przed Joelem porządnie 

spięte dokumenty... i poczuła się kompletnie  

wykończona. Joel był kompetentnym i inspirującym szefem, 

a jej pensja nadal porażała ją swą niebotyczną wysokością, 

lecz czasem musiała nieźle się natrudzić, by sprostać 
wszystkim zadaniom. 

Przeszli do saloniku. Joel schował dokumenty do 

teczki i z ciężkim westchnieniem się przeciągnął. 

Co właściciel twojego mieszkania myśli o mężczyznach, 

którzy zostają na noc? - spytał znienacka. 

Chesnie patrzyła na niego z niedowierzaniem. Chyba 

się przesłyszała? Joel zamierzał spać u niej? Przecież 

miała tylko jedno łóżko! 

Zerknął na kanapę. 
- Nie wiem, mieszkam tu zbyt krótko - 

odparła 

z wahaniem. - 

Ale jeśli chcesz się przespać na kanapie, 

to proszę. Uprzedzam tylko, że nie będzie ci wygodnie. 

Joel z trudem powściągnął uśmiech. Była pewna, że 

dostrzegła wesoły błysk w jego oczach, choć nie wiedziała, 
co go tak 

rozbawiło. 

Szczerze mówiąc, chętnie. Wolę to, niż godzinę 

tłuc się do domu. 

Chesnie przygotowała mu posłanie. 
- Dobrej nocy - 

pożegnała go zdawkowo i zniknęła 

w sypialni. 

Mimo że była wykończona, długo nie mogła zasnąć. 

Uznała, że dzieje się tak z powodu niespodziewanego 

gościa. Zupełnie nie przywykła, by ktoś u niej nocował, 

a już szczególnie mężczyzna. Długo rzucała się na łóżku, 

nim wreszcie zmorzył ją sen, lecz już o szóstej 

obudził ją jakiś szmer. 

Otworzyła oczy i ku swemu zdumieniu zobaczyła 
Joela, 

który siedział nieopodal na krzesełku i wpatrywał 

się w nią z bezczelnym uśmiechem. 

Pukałem, ale spałaś jak suseł. 

Chesnie usiadła na posłaniu i nagle z przerażeniem 

background image

uświadomiła sobie, że Joel zerka na jej wydekoltowaną 

koszulkę nocną i sugestywnie zsunięte ramiączka. 

Czym prędzej naciągnęła kołdrę pod samą brodę. 

Joel wyszczerzył zęby. Chesnie poczuła przemożną 

ochotę zdzielenia go w łeb. 

Chciałem ci przypomnieć, że dzisiaj nie będzie 

mnie w biurze przez większość dnia, wiec, 

Zawiadomię kontrahentów - wpadła mu w słowo. 

- Do widzenia, Joel. 

Patrzył na nią przez chwilę, po czym wstał. 

Możesz przyjść do pracy później. A tak a propos, 

jeśli podobnie zachowujesz się wobec wszystkich mężczyzn. 

to nic dziwnego, że jeszcze żaden nie został tu 
na noc - pow

iedział w progu i na swoje szczęście natychmiast 

zniknął. 

Bo tym razem naprawdę by oberwał, jako że Chesnie 

w porywie furii złapała za budzik. Cała trzęsła się ze 

ilości. Jak on śmiał? A do tego zwiał jak tchórz, nim 

zdolała rozkwasić mu głowę. 

Przez następne dni była tylko praca i praca. W sobotę 

Chesnie zobaczyła się z Philipem, który starał się zrehabilitować 

i zachowywał się bez zarzutu. 

W niedzielę zadzwoniła do dziadka, który poinformował 

ją, że ma na oku pewien mały domek z garażem. 

Chesnie domyśliła się, że dziadek będzie potrzebował 

swojego golfa, więc postanowiła w przyszłym 

tygodniu kupić jakieś niedrogie auto. W końcu stać ją 

było na to. 

Jednak następne dwa tygodnie były tak pracowite, że 

nie znalazła ani minuty, by zająć się poszukiwaniami. 
Zacz

ęła się zastanawiać, czy jej życie już zawsze będzie 

tak wyglądać. Nie bywała w sklepach, nigdzie nie wyjeżdżała. 

Po co jej te pieniądze, skoro nie miała jak ich 

wydać... 

Jednak nie było żadnych nadziei, by w pracy nastały 

spokojniejsze dni, niedługo bowiem miała się zdecydować 

zawodowa przyszłość Joela. Prezes Rady Nadzorczej, 

Winslow Yeatman, za kilka miesięcy odchodził na 

emeryturę i zbliżał się czas wyboru jego następcy. 

Chesnie zapoznała się już z dyrektorami poszczególnych 

biur firmy. Najczęstszym gościem w gabinecie Joela 

była oczywiście Arlene Enderby, a zaraz po niej Fergus 

Ingles, który z kolei z chęcią przebywał w towarzystwie 

Chesnie. W piątek nawet zaprosił ją do teatru, lecz z powodu 

braku czasu nie przyjęła zaproszenia. Kiedy zawiedziony 
Fergu

s wychodził z biura, w progu natknął się na 

Joela, który zmierzył go niechętnym wzrokiem. 

background image

Gdy zostali sami, Joel spytał o cel wizyty Fergusa, 

a gdy Chesnie wyjaśniła, że chodziło o wyjście do teatru, 

zawołał niecierpliwie: 

Przecież ty nie masz czasu na rozrywki! 

Chesnie spojrzała na niego z niedowierzaniem. Ależ 

ten facet potrafił działać jej na nerwy! Oczywiście nie 

miała czasu, lecz była tojej prywatna sprawa. Nie jest 

niewolnicą, nawet jeżeli niektórym tak się wydaje! Kręcąc 

głową, parsknęła śmiechem. 

Mam nadzieję, że mu odmówiłaś? - spytał Joel, 

wyraźniej nie podzielając jej rozbawienia. 

Jeszcze się zastanowię - skwitowała krótko i wróciła 

do pracy. 

Tak jak przewidziała, za swą hardość została ukarana 

kolejnymi zadaniami aż do późnego wieczoru. Joel zresztą 

jej towarzyszył, ukarał się więc również sam. Chesnie 

zwijała się jak w ukropie, co jakiś czas chichocząc 

w duchu. Wreszcie robota była skończona. Wychodząc, 

Chesnie uśmiechnęła się słodko i życzyła Joelowi miłego 
weekendu. 
Jednak w drodze do dom

u zaczęła tracić dobry humor. 

Była asystentką Joela, łączyła ich tylko praca, lecz 

on traktował ją nad wyraz dziwacznie. Jakby była jego 

własnością... Starał się kontrolować jej prywatny czas 

i kontakty towarzyskie. Co w tym złego, gdyby spotkała 

się prywatnie z jednym z dyrektorów? Czyżby Joel 

podejrzewał ją o niedyskrecję, albo wręcz sabotaż? Szefowie 

poszczególnych pionów walczyli o wpływy, ich 

pozycja zależała przede wszystkim od wyników handlowych, 

a największą wartość stanowiły kontakty 
z aktualnymi i potencjalnymi kontrahentami, czyli inaczej 

mówiąc, baza danych. Nazwa firmy, jej kondycja 

finansowa i ogólnie wiarygodność, przewidywane kierunki 

rozwoju, najważniejsze osoby i ich wizerunki 
psychologiczne, dotychczasowe obroty i perspektywy 

na przyszłość, preferowane formy płatności, itd. Były 

to skrzętnie gromadzone i pilnie chronione informacje, 

które w fachowych rękach stawały się bezcennym narzędziem, 

a ich wyciek na zewnątrz byłby niepowetowaną  

stratą. Czyżby Joel jej nie ufał? Czyżby się bał 

że popełni jakąś niedyskrecję, lub, co gorsza, świadomie 

sprzeda poufne dane? A przecież z takim oddaniem pracowała 

dla biura... Ta myśl poraziła ją jak grom. 

W sobotę spotkała się z Philipem Pomeroyem, który 

podczas deseru powiedział: 
- Chesnie, wprawdzie zawar

liśmy pakt, że nie będziemy 

mówić o pracy, ale tym razem muszę ci coś 

background image

powiedzieć. - Gdy spojrzała na niego z wahaniem, 

szybko dodał: - Nie chodzi o nic poufnego, tylko 

o sprawy kadrowe. Może zainteresuje cię fakt, że wczoraj 

była u mnie na rozmowie kwalifikacyjnej Deborah 

Sykes. Chce zostać moją asystentką. 

Przecież Deborah pracuje w Yeatman Trading - 

ostrożnie odparła zafrapowana Chesnie. Nie była pewna, 

czy powinna kontynuować tę rozmowę. 
. - 

Była asystentką Russella Yeatmana, ale niedawno 

rozstali się za porozumieniem stron. Podczas rozmowy 

popełniła małą niedyskrecję. Otóż Russell Yeatman oficjalnie 
popiera Joela na stanowisko prezesa, ale w ostatniej 

chwili ma zamiar wysunąć swoją kandydaturę. 

Chesnie nie omdlała z wrażenia, tylko wręcz przeciwnie, 
sk

upiła się maksymalnie. W żadnej firmie sprawy nie 

wyglądają tak prosto, jak mogłoby się zdawać na pierwszy 

rzut oka, w Yeatman Trading było podobnie. Układy, 

układziki, wzajemne podchody... Sama stała trochę z boku 

tych gierek i nie angażowała się w żadne intrygi, co 

nieco jednak słyszała. Jeżeli do walki o fotel prezesa stanie 

jakiś Yeatman, wygra na pewno, bo poprze go reszta 
rodziny i Joel straci wszelkie szanse. 

To miło ze strony Deborah, że podzieliła się z tobą 

tą wiadomością - odparła dyplomatycznie. 

Och, nie żartuj, przecież wiesz, o co chodzi. Deborah 

potraktowała to jako swoje wiano, które zapewni 

jej pracę. Miała nadzieję, że okażę jej swą wdzięczność 

za wiadomość, kto może zostać nowym prezesem Yeatman 

Trading, naszego głównego rywala. 
- Jak 

rozumiem, przeliczyła się. 

Oczywiście. Po co mi asystentka, która nie potrafi 

trzymać języka za zębami, a przy tym jest tak naiwna? 

Toż to abecadło, zachowywać się lojalnie wobec aktualnych 

i byłych pracodawców... 

Tego wieczoru Chesnie nie mogła się uspokoić. Chodziła 

po mieszkaniu w tę i z powrotem, roztrząsając to, 

co usłyszała od Philipa. Jeżeli Russell Yeatman naprawdę 

okaże się nielojalny, Joel stoi na straconej pozycji. 

Przez całą niedzielę zastanawiała się, czy powinna 

podzielić się tymi rewelacjami z szefem, jednak doszła 

do wniosku, że da mu spokój do końca weekendu. 

W poniedziałek wkroczyła do biura nieco wcześniej 

niż zwykle i z nadzwyczaj mroczną miną. 

Oho, takie wejście nie wróży nic dobrego - zażartował 

na powitanie Joel, który jak zwykle b

ył już w pracy. 

Patrzył na nią uważnie, z uśmiechem. 

Dowiedziałam się czegoś, co dotyczy wyborów 

background image

prezesa - 

powiedziała z trudem. 

Uśmiech zniknął z twarzy Joela. 

Az jakiego źródła? Ach tak, więc jednak wybrałaś 

się z Fergusem do teatru i coś ci naopowiadał. 

Nigdzie z nim nie byłam! - syknęła z rosnącą irytacją. 

Zresztą nie chodzi o Fergusa. To Russell 

Yeatman... 
- Russell? O czym ty mówisz? 

Russell Yeatman sam chce kandydować - odparła 

Chesnie z uporem. 

Chce mnie zdradzić? - Joel spojrzał na nią bacznie. 

Od kogo to słyszałaś, jeśli nie od Fergusa? 

- Od Philipa Pomeroya - 

przyznała Chesnie otwarcie, 

mając nadzieję, że Joel przestanie wątpić w rzetelność 
tej informacji. 
- Ach tak... - 

zauważył kpiąco. - Więc nadal widujesz 

się z wrogiem? Chesnie, nie zaciskaj pięści, nie 

wściekaj się, tylko mi odpowiedz, co z waszym paktem... 

rzekomym paktem... że nigdy nie będziecie 

rozmawiać o moich sprawach za moimi plecami? 

Nie rozmawialiśmy o twoich sprawach! 

A jak zasłużyłaś sobie na tak bezgraniczne zaufanie 

ze strony naszego wroga numer jeden? - 

zapytał 

Joel oschle. 

Chesnie znów miała ochotę nawrzeszczeć na szefa 

i wyjść, trzaskając za sobą drzwiami. Ograniczyła się 

do demonstracji siły poprzez krzyk. 
- W ogóle mi nie ufasz, prawda? Kilka razy dobitnie 
d

ałeś mi to odczuć. Na przykład w ostatni piątek! - 

Chesnie urwała, widząc wyraz twarzy Joela. Nie słuchał 

jej, tylko się w nią wpatrywał. Mówiąc wprost, sycił się 
jej widokiem. - 

Czemu tak się gapisz? Ducha zobaczyłeś? 

warknęła. 

Och, nie jesteś duchem, i dzięki Bogu - odparł 

z niekłamanym podziwem. - Czy wiesz, że kiedy ciskasz 

w kąt maskę idealnej asystentki, twoje oczy zaczynają 

sypać skrami? Jak prawdziwe szmaragdy... 

Chesnie zamilkła. 
- Daruj sobie te puste komplementy - 

powiedziała 

w końcu, lecz bez przekonania. Nie potrafiła długo się 

na niego gniewać. Pewnie Joel działał tak na wszystkie 

kobiety, skoro zawsze czekała do niego kolejka wielbicielek. 

Ale z pewnością na nią nie działa ani odrobinę. Absolutnie! 

Ufam ci, Chesnie, naprawdę - powiedział łagodnie. 

Gdyby tak nie było, nie pracowalibyśmy razem. 

Przepraszam, jeśli cię uraziłem w piątek. I dzisiaj. - 

Spoważniał. - Cóż, twoje rewelacje wprawiły mnie 

background image

w lekki szok. Będę musiał podjąć pewne kroki. - Przysunął 
ku niej fotel. - 

A teraz, proszę, opowiedz mi 

wszystko dokładnie. 

Przez następny tydzień Chesnie nie mogła wyjść 

z podziwu nad opanowaniem i dyplomacją szefa. Gdy 

odwiedzał go Russell Yeatman, Joel zachowywał się ze 

zwykłą sympatią i otwartością, jakby nic się nie stało. 
Natomiast ku swemu 

zdziwieniu Chesnie stwierdziła, 

że z coraz większym trudem toleruje odwiedziny 

Arlene Enderby, która zalecała się do Joela z rosnącą 

agresją, co i jemu najwyraźniej było nie w smak. 

W piątek Arlene dzwoniła kilkakrotnie, lecz za każdym 
razem, zgodnie z pol

eceniem, Chesnie zbywała ją 

stwierdzeniem, że szef jest na zebraniu. Wieczorem  

Arlene powiedziała jej z desperacją, iż miała nadzieję namówić 

Joela na party u przyjaciół w sobotę wieczór. 

Chesnie z ukrywaną niechęcią obiecała, że przekaże 

wiadomość Joelowi, jeśli ten jeszcze wróci do biura. 

I rzeczywiście tak zrobiła. Joel nawet nie mrugnął 

okiem. Zaczęli zbierać się do wyjścia. 

A ty wybierasz się gdzieś jutro? - zapytał. 

A chciałbyś, żebym pracowała? - odpowiedziała 

Chesnie bez cienia niechęci. 
Joel s

tanął i spojrzał na nią ze szczerym podziwem. 

-

Nie zasługuję na ciebie. 

Roześmieli się oboje. Chesnie zdała sobie sprawę 

z tego, jak bardzo zbliżyli się do siebie i jak przyjemnie 

im się razem pracuje. Oczywiście wolała, gdy panowała 

między nimi harmonia, nienawidziła natomiast rzadkich 

na szczęście konfliktów, kiedy to szef zachowywał się 

jak gbur. Jednak zdarzało się, że w momentach zażyłości 

czuła się dziwnie bezbronna, jakby oddawała się na 

łaskę i niełaskę Joela. Była w jego mocy. Nadal więc 

wolała pozostawać chłodną, niezależną asystentką, na 

której rozsądku i fachowości zawsze można polegać. 
Relacja pracownica-

szef odpowiadała jej najbardziej. 

Na weekend Chesnie wybrała się w odwiedziny do 
dziadka do Herefordshire. Obejrzeli domek, który dziadek 

miał wkrótce nabyć. Była to śliczna, wygodna chatka 

i Chesnie aż podskoczyła z radości, słysząc, że, na 

domiar szczęścia, sąsiadka zgodziła się doglądać dziadka 

i pomagać mu w pracach domowych. 

W poniedziałek i wtorek Arlene skutecznie przeszkadzała 
Joelowi w p

racy, coraz natarczywiej okazując mu 

swoją niebywałą przychylność. Gdy po lunchu Chesnie 

weszła do biura, przez otwarte drzwi do gabinetu ujrzała 

Joela i Arlene. W powietrzu unosiło się dziwne napięcie. 

background image

Arlene wbiła w nią oskarżycielski wzrok. 
- To przez ciebie, prawda? - 

zawołała dramatycznym 

tonem. 

Chesnie zrobiła krok w tył. Nie miała pojęcia, o co 

w tym wszystkim chodzi. Spojrzała na Joela, lecz jego 

kamienna twarz nic jej nie powiedziała. Instynkt natomiast 

podpowiadał, iż natychmiast powinna zniknąć, 

uznała jednak, że Joel może potrzebować jej pomocy. 

Joel poinformował mnie właśnie o swoich zaręczynach 

wyjaśniła Arlene chłodnym tonem. - Ale nie 

chce się przyznać, kto jest jego wybranką. - Chesnie 

poczuła ukłucie w piersi. A więc Joel się żeni! - Wymieniłam 
wszystkie znane mi kobiety, ale on twierdzi, 

że to żadna z nich... Chodzi o ciebie, prawda? - Arlene 

uśmiechnęła się kwaśno. 

Nagle Chesnie pojęła. Joel wcale nie zamierzał się 

żenić! Omal nie parsknęła śmiechem. Toż to ostami 

facet pod słońcem, który dałby się zawlec do ołtarza. 

Ale cóż, po dwóch przerażających dniach ostrych zalotów 

Arlene, uznał, że tylko takim kłamstwem zdoła się 

uratować przed tą seksualną furią. Dlatego stwierdził, 

że jego serce jest zajęte. Ciekawe, jak z tego teraz wybrnie? 

To zagranie będzie wymagało nie lada umiejętności 
dyplomatycznych. 

Chesnie uśmiechnęła się lekko i podniosła wzrok na 

Joela. Oczy Joela zabłysły i pojawił się w nich uśmiech 

Tak! Z pewnością Joel coś wymyślił, Coś fantastycznego! 

Jednak uśmiech zniknął z twarzy Chesnie prędzej, 

niż się tego spodziewała. 

Nie chcieliśmy jeszcze nikomu o tym mówić... 

Prawda, kochanie? - 

zwrócił się do niej gładko szef. 

Chesnie zdębiała, ale że była prawdziwą profesjonalistką, 

nie dała niczego po sobie poznać, tylko w duchu 
p

oprzysięgła straszliwą zemstę niejakiemu Davenportowi. 

Już on ją popamięta. 

Arlene, o dziwo, zachowała się z godnością. Rzuciwszy 

się na Joela, zaczęła mu gratulować wspaniałej 
narzeczonej. 

Kochanie! Będziesz musiała wynająć ochroniarzy, 

bo wzbudzisz mor

dercze instynkty w całej rzeszy zazdrosnych 

rywalek! - 

zawołała Arlene, zwracając się 

z fałszywym uśmiechem do Chesnie. 

Jakby tego było mało, w całe to pandemonium wkroczył 

ojciec Joela. Chesnie jęknęła w duchu, zaś Arlene 

nie omieszkała zawołać: 
- Magnus! 

Pewnie słyszałeś dobre wieści? Joel 

i Chesnie są zaręczeni! 

background image

Magnus stanął jak wryty, lecz już po chwili ochłonął 

i zaczął cieszyć się jak dziecko. 

Joel! Dlaczego mi nic nie powiedziałeś? To ci 

dopiero wiadomość! Hurra! Wspaniale! Gratuluję! Ale 
masz szc

zęście! - Rzucił się ku Chesnie i ściskając ją, 

zawołał: - Nie mógłbym wymarzyć sobie lepszej synowej! 
Moje dzieci... 

Chesnie zapadła w dziwny letarg. Patrzyła na to dziwowisko, 

nawet się uśmiechała... i z niepojętym spokojem 

przyjmowała do wiadomości fakt, że jej cały 

świat właśnie się wali, a ona nie ma ani sił, ani jakichkolwiek 

możliwości, by się ratować. 

Nagle dotarło do niej, że Magnus nazwał ją „synową". 

Równie dobrze mógłby ją walnąć obuchem w głowę, 

Nieprzytomnym wzrokiem patrzyła, jak Magnus 
rzuca 

się z kolei do Joela i ściska go serdecznie, życząc 

mu szczęścia na nowej drodze życia. 

Musimy to uczcić! Gdzie szampan? - zawołała 

wesolutko Arlene. 

Chesnie rzuciła Joelowi mordercze spojrzenie, na co 

natychmiast zareagował: 
- Uczcimy to kiedy indziej. 

Musimy z Chesnie zabrać 

się z powrotem do pracy - powiedział stanowczo. 

Jednak na jego twarzy wciąż widniał ten sam rozanielony 

uśmiech. 

Nie mamy wyjścia, Arlene. Musimy uczcić to sami! 

cieszył się nadal Magnus. 

Po kilku ostatnich minutach tortur, to znaczy gratulacji 

i uścisków, Magnus i Arlene nareszcie wyszli. Gdy 

tylko zamknęły się za nimi drzwi, Chesnie z morderczym 

wyrazem twarzy odwróciła się do Joela. 
- Co to za gra?! - 

ryknęła niczym rozjuszona lwica. 

- To wszystko przez ciebie - 

odparł Joel z niewinną 

miną. 

Przeze mnie?! Oszalałeś? Ledwie co weszłam, nie 

powiedziałam ani słowa, a ty ogłaszasz nasze zaręczyny?! 
Jakim prawem, do... pioruna? - 

Chciała użyć naprawdę 

mocnego określenia, co zdarzyłoby się jej po raz drugi 

w życiu, ale jakoś jej nie wyszło. Lecz nic straconego. 

Tak. słowa nie wyrzekłaś, ale gdybyś widziała to 

swoje spojrzenie! Ten uśmiech! Sama mnie sprowokowałaś. 

Nie wierzyła własnym uszom. Co za tupet! 

Joel, to, co zrobiłeś, jest zwyczajnym nadużyciem 

mojego zaufania - powiedz

iała lodowato, - Jesteś moim 

szefem, ale nie masz prawa wplątywać mnie w swoje 

prywatne intrygi. Wiem, że zależy ci nie na Arlene, 

tylko na jej głosie... 

background image

Jeśli o to ci chodzi, możesz być spokojna - przerwał 

jej Joel z irytacją. - Arlene jest realistką i zagłosuje 

na kandydata, który zapewni jej największe zyski. 

Tak czy siak, to wszystko kłamstwo! Potraktowałeś 

mnie instrumentalnie, by wyplątać się z niechcianego 

romansu. To obrzydliwe. Nie masz prawa tak mną 

manipulować! - Chesnie wzięła się pod boki. - Rany 

boskie, przecież to już się rozniosło po całej firmie! 
Magnus jest takim plotkarzem... 

Joel wzruszył ramionami. 

Wszystkiemu zaprzeczymy i będzie po sprawie. Arlene 

poproszę o dyskrecję i na pewno będzie milczała. 

Akurat! Na wiele się to zda! Wyjeżdżaliśmy razem. 

Spałeś u mnie... 

Nagle Joel spoważniał 

Czyżbyś sugerowała, że naprawdę powinienem się 

z tobą ożenić? - zapytał z cynicznym uśmiechem. 

Chesnie poczuła się tak, jakby ktoś zadał jej cios 
prosto w serce. 

Ja miałabym zostać twoją żoną?! Nie dla psa kiełbasa! 

wysyczała z furią, odwróciła się na pięcie 

i podeszła do swojego biurka. 

Trzęsącymi się rękoma zaczęła się pakować. Joel, 

oparty o framugę, przyglądał się jej uważnie. 
- Co robisz? - 

spytał w końcu. 

Idę do domu. Wypowiedzenie przyślę pocztą - odpowiedziała 

cicho, starając się, by głos jej nie zdradził. 

Już dwa razy omal tego nie zrobiła. Tym razem jednak 

nie miała wyjścia. 

Oto nagle pojęła, że zakochała się w Joelu. 

Zarzuciła torbę na ramię i czym prędzej wybiegła 
z biura. 
 

ROZDZIAŁ PIĄTY 
 

Przez resztę popołudnia Chesnie była w szoku. Chodziła 

jak obłąkana po mieszkaniu, wreszcie położyła się, 

lecz nie była w stanie przestać myśleć o Joelu. Jak to się 

stało, że go pokochała? Gdyby wcześniej zauważyła niebezpieczeństwo, 

podjęłaby jakieś kroki, by uniknąć tego 

nieszczęścia. Bo przecież zakochać się w swoim szefie, 

i to bez wzajemności, to prawdziwe nieszczęście, czyż 

nie? A jeszcze, gdy unika się miłości, która, jak wiadomo, 

jest najgorszą plagą ludzkiego plemienia... 

Pokręciła głową. Owszem, lubiła go i podziwiała, 

ale, skąd u licha, wzięła się ta miłość? 

Przez nie kończące się godziny Chesnie rozpamiętywała 

background image

ostatnie sceny, które doprowadziły ją do tego, że 

zrezygnowała z ukochanej pracy. 

„Nie chcieliśmy jeszcze nikomu o tym mówić. Prawda, 
kochanie?" - 

dźwięczało jej w uszach. Jakim prawem 

Joel wybrał właśnie taki scenariusz? Skąd ona 

mogła wiedzieć, że przyjdzie mu coś takiego do głowy? 

Pewnie próbował już wszelkich sposobów, by zniechęcić 

Arlene i wszystkie spaliły na panewce, aż pojawiła 

się Chesnie i swoim uśmiechem rozzuchwaliła go tak 

bardzo, by oznajmił, że są zaręczeni... 

Zaręczeni? To szaleństwo! Takiej wiadomości nie da 

łatwo odwołać, a poza tym „zaręczyny" brzmiały 

w uszach Chesnie tak wstrętnie... Owszem, mogła zakochać 

się w Joelu, ale zaręczyć się? Nigdy. 

Rano wstała o zwykłej porze. Była wyczerpana po 

nieprzespanej nocy, lecz nie czuła już gniewu. Skoro 

nigdy więcej nie będzie pracować z Joelem, problemy 

same jakoś się rozwiążą. 

Już nigdy nie zobaczy Joela! W ogóle nie była w stanie 

sobie tego wyobrazić. 

Ta środa była najgorszym dniem w jej życiu. Rozsądek 

podpowiadał, że powinna wyjść z domu, umówić 

się z kimś na lunch, szukać nowej pracy czy samochodu... 

Jednak mogła jedynie smętnie rozmyślać w samotności 

i użalać się nad sobą. 

O ósmej usłyszała dzwonek domofonu, lecz udała, 

że nie ma jej w domu. Jednak ten ktoś nie zamierzał się 

poddać, więc po kilku minutach nieustępliwego dzwonienia 

Chesnie uległa presji. 

Wciąż się gniewasz? - usłyszała najmilszy na 

świecie głos. 
Serce 

podskoczyło jej w piersi. Nim zdołała się zastanowić, 

nacisnęła przycisk. 
Joel! A jednak go zobaczy. 

Tylko spokojnie, nakazała sobie w duchu, gdy otwierała 

drzwi. Lecz jak mogła być spokojna, kiedy na progu 

stanął Joel? Przystojny, uroczy, kochany Joel. 

Długo milczeli. Szef przyjrzał się jej zgrabnej figurce 

w dżinsach i jedwabnej bluzeczce. Spojrzał na jej jasną 

rudawą czuprynkę. Na koniec jego wzrok spoczął ma 

ustach. Nie mogąc dłużej znieść tej inspekcji, Chesnie 

przerwała milczenie: 
- W jakiej sprawie przychodzisz? 

Joel uśmiechnął się czarująco. Nie ufała temu uśmiechowi... 

i miała rację. 

Pomyślałem, że lepiej będzie, jeśli zaproszę cię 

osobiście - powiedział miłym tonem. - Jesteśmy zaproszeni 

background image

do Winslowa i Flory Yeatmanów. 

Chesnie odchrząknęła. 
- My? 

Nie powiedziałeś im, że już z tobą nie pracuję? 

Nie wierzę... 
- To nie jest oficjalna wizyta. 

Chesnie zdrętwiała. 

Czyżbyś nie zdementował tego kłamstwa, że jesteśmy 

zaręczeni? 

Czy wyglądam na takiego gbura? 

- Gbura? Nie rozumiem... 

Tylko łajdak rozpuszczałby wieści, że porzuca narzeczoną 

wyjaśnił Joel uprzejmie. - Lepiej wygląda, 

kiedy kobieta rzuca swojego mężczyznę. 

Po pierwsze nie jesteś moim mężczyzną - warknęła. 

Po drugie być może uśmiechnęłam się zachęcająco, 

by cię ratować, co natychmiast skwapliwie wykorzystałeś, 

ale na tym koniec. Przepędziłeś Arlene i wystarczy, 

dalej musisz sobie radzić sam. To nie moja 

wina, że pogubiłeś się w swoim życiu... miłosnym. 

Miłosne życie... To nawet ładnie zabrzmiało, ale 

problem w tym, że nie mam takowego - odparł Joel. - 

A wracając do meritum... Otóż było tak: Arlene przypuściła 

wściekły atak, więc wymyśliłem jakąś narzeczoną,  

i wtedy zjawiłaś się ty ze swoim, jak sama to wyznałaś, 

zachęcającym uśmiechem. Podałaś mi pomocną 

dłoń i w ten sposób zaręczyliśmy się. 

Nie zaręczyliśmy się! - krzyknęła Chesnie. - Nie 

wymawiaj przy mnie tego słowa. 

Niestety, muszę, bo ludzie powiadają, że niedługo 

odbędzie się nasz ślub - odparł Joel z niewinnym 

uśmieszkiem. - Och, tylko mi tu nie mdlej... Mówi się 

też, że nocujemy u siebie, ty u mnie, ja u ciebie... Tak, 

lepiej oprzyj się o ścianę... Prawdę mówiąc, to już nie 

plotka, tylko pewnik. Uznaje się nas za oficjalnych narzeczonych. 

Więc jak, pójdziesz ze mną? 

Zamrugała gwałtownie. 

Dokąd? 

Na kolację do Yeatmanów - przypomniał cierpliwie 

i znów się uśmiechnął. 

Oczywiście, że nie! - zawołała Chesnie wojowniczo, 

nie kryjąc złości. 
- Ale dlaczego? 

Dlaczego, dlaczego... Bo nie mam zamiaru brnąć 

w to idiotyczne kłamstwo, na czym tak bardzo ci zależy. 
- Wcale mi na ty

m nie zależy - odparł Joel spokojnie. 

Tylko Flora aż oniemiała z radości, kiedy dowiedziała 

się, że nareszcie dałem się usidlić. 

background image

Idź de diabła, Davenport - syknęła Chesnie. - Niby 

to ja miałam cię usidlić? Wygląda na to, że przez 

twoją idiotyczną intrygę spotkało mnie coś... A prze 

cięż to bujda na resorach! - Spojrzała na niego gniewnie.  

Nie pomyślałeś o tym, że wtrąciłeś się w moje 

prywatne życie? Że możesz je zniszczyć? 

Co? Jesteś z jakimś facetem?! Przecież nie masz 

czasu na romansowanie. 
- Jes

teś bezczelny - powiedziała zimno. - A czasu 

mam mnóstwo. Już u ciebie nie pracuję. Zapomniałeś? 

Och, słodka Chesnie, nie mów tak. Przecież 

strasznie się dzisiaj wynudziłaś, siedząc cały dzień 
w domu. 

Nie twoja sprawa. Zresztą, może lubię się nudzić? 

J

ednak zza głosu rozsądku dobył się kuszący szept 

i Chesnie przez moment wyobraziła sobie, że wraca do 
biura, do Joela... 

Podszedł do niej i zajrzał jej w oczy. 

Czy wiesz, że po tym jednym dniu twojego nieróbstwa 

w biurze wszystko zaczyna się walić? Bez ciebie 

nie możemy sobie poradzić. 

Chesnie nie potrafiła opanować śmiechu. 

Miło mi to słyszeć. 

Joel odwzajemnił uśmiech. 

Taka jest prawda, Chesnie. Bez ciebie leżymy. 

Delikatnie pocałował ją w policzek. - Wróć, Chesnie. 

Niewinny całus, a ona aż zadrżała... Czym prędzej 

odsunęła się od Joela. 
- Sama nie wiem... 

Przecież nie chcesz zrezygnować z pracy, którą tak 

lubisz. Nigdzie podobnej nie znajdziesz - 

kusił Joel. 

Cóż, miał rację. Spojrzała mu w oczy i to o wszystkim 

zadecydowało. Musiała być z Joelem. 

Wrócę, ale pod jednym warunkiem - szepnęła. 

- Tak? 

Jeśli kiedykolwiek mnie pocałujesz, odchodzę. 

Oczy Joela pociemniały. Patrzył na nią bacznie, po 

czym wyciągnął dłoń. 
- Masz to jak w banku. 

Uścisnęli sobie dłonie. Spojrzał na nią jeszcze raz 
i czym 

prędzej wyszedł. 

Chesnie padła na fotel. Jej dłoń powędrowała do 

policzka, który przed chwilą ucałował Joel. Miał takie 

miękkie usta... 
Jutro go zobaczy. 

Wróciła więc do pracy, lecz z miejsca tego pożałowała, 

bowiem całe biuro żyło ich zaręczynami. Chesnie 

background image

postanowiła, że natychmiast to zdementuje. 

Pod nieobecność Joela do biura wkroczyła Muriel 

Yeatman, szefowa jednego z działów, by jej pogratulować. 

Chesnie już miała przystąpić do prostowania fałszywych 

wieści, gdy tuż za nią weszła Arlene. To zbiło 
Chesn

ie z tropu. Przecież nie mogła zaszkodzić Joelowi 

w jego karierze. Dlaczego jednak to ona ma pić piwo, 

którego nie nawarzyła? Dlaczego Joel wciąga ją w swoje 

intrygi i zmusza, by postępowała wbrew sobie? 

Starała się normalnie pracować, lecz nie bardzo jej się 

to udawało. Co chwila ktoś wchodził do biura, by pogratulować 

przyszłej pani dyrektorowej. Joel musi być bardzo 

szczęśliwy z powodu jej „tak". Porządny chłopak, tylko 

życia nie umiał sobie ułożyć, ale dzięki Chesnie wreszcie 

odnalazł swoją drugą połowę... I tak w kółko. 

Jak miała to wszystko dementować? Sytuacja stanowczo 

ją przerosła. 

Gdy po drugiej Joel wpadł do biura, Chesnie zamknęła  

drzwi i powiedziała mało przyjaźnie: 

Muriel Yeatman wpadła dzisiaj, żeby pogratulować 

nam zaręczyn. 
- Tak? I co je

j powiedziałaś? 

Co mogłam jej powiedzieć? Arlene weszła tuż za 

nią, więc... 

Joel uśmiechnął się z ulgą. 

Wiedziałem, że mogę liczyć na twoją lojalność. 

Dzięki. 

Spojrzała na niego ze zdumieniem. 

Ale Muriel nie była jedyna! Odwiedziło mnie pół 

biura. Co 

ja mam tym ludziom powiedzieć? 

Joel zawahał się. 

A po co mamy mówić? Zobaczysz, że za tydzień 

cała ta afera umrze śmiercią naturalną. 
- To nie takie proste. 

Ależ tak, bardzo proste - odparł Joel, chwycił jakieś 

dokumenty i wypadł z biura. 

W piątek Chesnie nadal harowała, usiłując nadrobić 

straty spowodowane jej nieobecnością w środę i odwiedzinami 

zachwyconych kolegów. Późnym wieczorem 

wiedziała już, że nie uda jej się spotkać z Philipem. 

Chwyciła za telefon i wykręciła jego numer. Gdy poprosiła 
go do 

telefonu, zauważyła, że plecy Joela w sąsiednim 

gabinecie zesztywniały. Cóż, to jego problem. 

Nie zamierza ukrywać, że dzwoni do Philipa. Przeprosiła 

go, że nie będzie w stanie się z nim spotkać, ma 

bowiem dużo pracy. Kiedy odłożyła słuchawkę, zerknęła 
na 

Joela. Siedział, patrząc na nią z wyrazem zadowolenia 

background image

na twarzy. Najwyraźniej cieszył się, iż udaremnił 
jej spotkanie z Philipem. 

Cały weekend Chesnie spędziła z rodzicami i siostrami. 
Wieczne narzekania i sprzeczki jeszcze bardziej 

upewniły ją, że małżeństwo to fatalna instytucja. Oczywiście 

nikomu nie wspomniała o swoich „zaręczynach". 

Tego tylko brakowało... 

Kiedy zadzwonił Philip z prośbą o spotkanie w następny 

weekend, omal nie powiedziała prawdy. Od dawna 

czuła, że powinna oszczędzić mu cierpień i przestać 

z nim widywać. Była zakochana w innym mężczyźnie, 

więc łudzenie Philipa nie miało sensu. Ale zaraz, 

czyżby zamierzała przesiedzieć cały weekend w domu, 

rozmyślając o Joelu? Ta myśl ją ocuciła. Tak, była zakochana, 

ale nie zmieni się w cierpiętnicę. Umówiła się 
z Philipem. 

W poniedziałek Joel miał ważne spotkanie z Edwardem 

Kingiem, dyrektorem jednego z biur. Zbliżały się 

wybory, a Joel nie był pewien, na kogo zagłosuje Edward 

i chciał wybadać grunt. 

Kiedy Joel wyszedł, do Chesnie zadzwonił Magnus 
i us

iłował namówić swą „ulubioną przyszłą synową" na 

lunch ze swoim „ulubionym przyszłym teściem". Chesnie 

starała się jakoś wykręcić, lecz wreszcie musiała się 

zgodzić, że spotkają się następnego dnia, czyli we 

wtorek. Rozradowany Magnus obiecał po nią przyjechać. 

Chesnie postanowiła, że Magnus musi dowiedzieć się 

prawdy. Przecież najbliższej rodziny nie wolno okłamywać! 

Kłopot w tym, że uwielbiający plotki Magnus może 

o wszystkim donieść Arlene. 

Kiedy Joel wrócił ze spotkania, Chesnie postanowiła 

zamienić z nim słowo na ten temat. Z niezłomnym postanowieniem 

weszła do gabinetu. 

Na widok Joela jej siła nieco osłabła. Szef przyjrzał 

jej się badawczo i wskazał na fotel naprzeciwko biurka. 

Najwyraźniej odgadł, że coś ją trapi. 

Dzwonił twój ojciec - zaczęła Chesnie. 

Zrobił ci przykrość? - zaniepokoił się Joel. 

Nie, skąd. Chciał umówić się ze mną na lunch 

i spotykamy się jutro... Joel, myślę, że powinieneś powiedzieć 

prawdę swojemu ojcu jeszcze przed naszym 

spotkaniem. Nie mam siły dłużej go okłamywać. Zresztą, 

wszystkim trzeba powiedzieć prawdę. To nie minie 

samo, jak się tego spodziewałeś. Ty to musisz rozwiązać, 

a ja ci pomogę. - Nareszcie wszystko wyrzuciła 

z siebie. Jasno i klarownie. Chesnie pogratulowała sobie 
w duchu. 

background image

Joel długo patrzył na nią bez słowa. 

Och, słodka Chesnie... Nie mogę tego zrobić. 

Patrzyła na niego w osłupieniu. 
- Jak to? 

No cóż, nie mogę... - Joel był trochę zakłopotany. 

Z kilku przyczyn. Po pierwsze nie będziesz jutro jadła 

lunch z moim ojcem, bo jedziemy do Glasgow. Po drugie... 

choć wcale się do tego nie palę... pewne osoby 

naciskają na mnie, bym się ożenił. 

Chesnie patrzyła na niego szeroko otwartymi oczyma. 
- Ale dlaczego? 

Edward potwierdził to, co już wiemy o nielojalności 

Russella Yeatmana. Nie wiedzieliśmy tylko, że 
Winsl

ow otwarcie twierdzi, że jestem najlepszym  

kandydatem na jego następcę. Za jego namową wiele osób 

będzie na mnie głosować... 

Cieszę się. Oczywiście, że jesteś najlepszym kandydatem. 

Tylko, co ja mam z tym wspólnego? 

Masz, i to dużo. - Joel zawahał się. To nie była 

łatwa rozmowa. - Jeśli głosowanie nie będzie rozstrzygnięte, 

mój stan cywilny może okazać się sprawą 

kluczową. Winslow i inni poprą mnie pod jednym warunkiem. 

Mam się ożenić. To okazało się dopiero teraz, 

po ogłoszeniu naszych zaręczyn. 
Chesn

ie pokręciła z niedowierzaniem głową. Już 

miała się zapytać, czy kariera jest dla Joela aż tak ważna, 

by wbrew sobie się żenić. Powstrzymała się jednak. Był 

niezwykle ambitny i być może już nigdy nie będzie miał 
takiej szansy. 

Choć Chesnie zrobiło się słabo na samą myśl, że Joel 

miałby się ożenić, rozumiała, że prędzej czy później 

może to nastąpić. 

Więc powinieneś zacząć się rozglądać za właściwą 

kandydatką - powiedziała, starając się, by zabrzmiało 

to żartobliwie. 

Joel spojrzał poważnie w jej zielone oczy. 

Nie muszę się rozglądać. Już ją znalazłem. Właśnie 

na nią patrzę. 

Dopiero po chwili do Chesnie dotarły jego słowa. 

Oczywiście, że mówił o niej. Przecież skoro byli zaręczeni, 

z kim miałby się ożenić?! 

Skoczyła na równe nogi. 

Chyba żartujesz! - zawołała z rozpaczą. - Jestem 

twoją asystentką i nikim więcej! 

Przemyśl to - starał się ją uspokoić. 

Nie mam o czym myśleć! Dobrze wiesz, że nie 

zamierzam wyjść za mąż. Nigdy! 

background image

Tylko dlatego, że większość małżeństw kończy się 

katastrofą? - spytał spokojnie. - Nasze małżeństwo skończyłoby 

się zgodnie z umową. Bez bólu i zobowiązań. 

Chesnie spojrzała na niego, nie bardzo rozumiejąc, 
o czym on, u licha, mówi. 

Dlaczego miałabym chcieć wyjść za ciebie za 

mąż? - spytała po chwili milczenia. 

Pomogłabyś w spełnieniu moich marzeń, pomogłabyś 

firmie, no i pomogłabyś sobie, bo zostałabyś asystentką 
prezesa. 

O tym Chesnie nie pomyślała. Wiedziała jednak, że 

jej decyzja nigdy się nie zmieni. Wyjść za mąż? O nie, 
nigdy! 

Joel wyczuł jej opór, bo spróbował z innej beczki: 

Czy są inne powody twojej odmowy? Twój związek 

z Pomeroyem... 

Nie mam żadnego związku z Pomeroyem! - zawołała 

z pasją Chesnie. 

Czyli nie jesteś zakochana w innym mężczyźnie. 

Więc w czym problem? 

Podchodzisz do tego ze złej strony - powiedziała 

z

e złością. - Oczywiście mogłabym za ciebie wyjść, tak 

samo jak za każdego innego faceta. Nic nie stoi na 

przeszkodzie, poza jednym. Nie chcę, i tyle. Nie istnieje 

bowiem żaden powód, bym została twoją żoną. Wybacz, 

ale twoja kariera jest twoją, a nie moją sprawą. 

Czy wyraziłam się jasno? 

Sama jednak stwierdziłaś, że nie ma istotnych 

przeszkód, by za mnie wyjść - argumentował pokrętnie. 

I dodał: - Przecież prawie ze mną... żyjesz. 

Słucham?! Nie ma co, masz tupet - warknęła. 

Akurat w tym momencie zadzwoni

ł telefon. 

Prześpij się z tą myślą - szepnął Joel, sięgając po 

słuchawkę. - Jutro omówimy to przy kolacji. W Glasgow, 
dobrze? 
- Nie ma tematu do dyskusji - 

powiedziała sucho 

i wymaszerowała z pokoju. 

By nie zadręczać się myślami o tej niesłychanej rozmowie, 

rzuciła się w wir pracy. Zarezerwowała hotel, 

bilety lotnicze, zadzwoniła do kilku kontrahentów, by 

odwołać spotkania. Na koniec zadzwoniła do Magnusa, 

by poinformować go, że jutrzejszy lunch jest nieaktualny. 

Wiem o wszystkim. Joel powiadomił mnie o waszym  

wyjeździe. To naturalne, że pragnie mieć cię przy 
sobie - 

wesolutko odpowiedział Magnus. 

Przed wyjściem do domu chciała pożegnać się z Joelem... 

i nagle poczuła się onieśmielona. Dziwne, przecież 

background image

to on powinien czuć się niezręcznie. 

Znasz drogę na lotnisko? - spytał Joel przymilnym 

tonem. 

Poradzę sobie - odparła Chesnie poirytowanym 

tonem. - 

Moja odpowiedź wciąż brzmi „nie"! 

Joel uśmiechnął się czarująco i Chesnie znów poczuła 
w sobie mordercze instynkty. 
- Jutro o tym porozmawiamy - 

powiedział. 

- Temat nie istnieje. Do jutra. 

Odwróciła się na pięcie i opuściła biuro. 

Zjadła kolację, przygotowała torbę na wyjazd 

i usiadła przed telewizorem. Nie mogła przestać myśleć 

o Joelu, o swej miłości i o tym, że znalazła się w nad 
wyraz dziwacznej sytuacji. 

Gryzło ją coś jeszcze. Zdała sobie sprawę z tego, że 

przestała być szczęśliwa. Samowystarczalna. To z pewnością 

wina Joela. Jak on ją traktuje? Instrumentalnie! 

Tak, Joel to okrutny pracoholik bez serca. Chce, poświęcić 

wszystko, ją, siebie, tylko po to, by zrealizować 
swoje ambicje. 

To prawda, że była gotowa mu w tym pomóc. Ale 
wszystko ma swoje granice. Ten facet to bestia. Okrutny 
manipulator. 

Położyła się spać. Ale jak tu zasnąć, gdy w głowie aż 

huczy od chaotycznych myśli? 

Nagle Chesnie usiadła na łóżku. A co się stanie, jeśli 

ktoś inny wygra wybory? Russell Yeatman, ten szczwany 

lis albo Aubrey Yeatman, człowiek, który nie znał 

litości? 

Do licha! Joel zasługuje na to stanowisko. Jest wymarzonym 

prezesem. Dba o pracowników i firmę. Naprawdę 
bardzo chc

iałaby mu pomóc. Ale żeby tak zaraz 

wychodzić za niego za mąż? Gdyby chociaż go nie 

kochała... Wtedy byłoby jej łatwiej. Co za ironia losu. 

Przypomniała sobie słowa Joela. Chodziło mu o małżeństwo 

fikcyjne, które miało trwać do czasu, aż jego 
pozycja w fir

mie ustabilizuje się. Wtedy nastąpiłby rozwód. 

Bez zobowiązań... 

Chesnie zaczęła zastanawiać się nad tym spokojnie, 

bez emocji. Przecież i tak nie miała żadnych osobistych 

planów na najbliższe lata. Liczyła się tylko praca, podnoszenie 
kwalifikacji, by w p

rzyszłości, za jakieś dziesięć 

lat, zdobyć samodzielne stanowisko. Więc to całe 

zamążpójście nie byłoby żadnym poświęceniem, tylko 

przysługą oddaną przyjacielowi. 

Nadal będzie pracowała u boku Joela, najpierw jako 

jego żona, potem rozwódka. Więc w czym problem? 

background image

Skoro nie zamierzała wychodzić za mąż naprawdę, 

mogła to zrobić na niby... 

Myśli zaczęły jej się plątać, ogarnęła ją senność. I tak 

Joel nigdy jej nie pokocha... nie ma się co łudzić. Nie 

interesuje go stały związek. Zaraz, zaraz! Przecież jej 

też nie interesuje stały związek... 
 

ROZDZIAŁ SZÓSTY 
 

Następnego dnia Chesnie była zbyt zajęta sprawami 

zawodowymi, by myśleć o komplikacjach w życiu prywatnym. 

Poleciała z Joelem do Glasgow i cały dzień 

spędziła na wytężonej pracy u jego boku w biurze 
szkockim. 

Kiedy o siódmej wrócili do hotelu, Chesnie była wykończona. 

Mogła sobie tylko wyobrażać, jak czuł się 

Joel, który przewodniczył wszystkim spotkaniom. 

Gdy wychodzili z windy na piętrze, gdzie znajdowały 

się ich pokoje, Joel powiedział zmęczonym głosem: 
- C

hciałbym, żebyśmy jeszcze zerknęli na notatki 

przed jutrzejszymi rozmowami. Czy miałabyś coś przeciwko 

temu, gdybyśmy dzisiaj wyjątkowo zjedli w moim 
pokoju, a nie w restauracji? - 

A gdy Chesnie chętnie 

się zgodziła, Joel spojrzał jej w oczy z uśmiechem 

skomentował: - Jesteśmy niesamowicie zgrani. 

Poczuła, jak krew uderza jej do głowy. Wpadła do 

swojego pokoju, żeby się odświeżyć. Po całym dniu 

pracy i braku jakichkolwiek aluzji ze strony Joela, zaczynała 

już wątpić w realność jego niezwykłej propozycji, 

jednak teraz wszystko wróciło. Miała dwie możliwości: 

odmówić albo się zgodzić. Zachować swoją 

niezależność lub wmanipulować się w skomplikowany 

układ oparty na zimnej kalkulacji i grze. 

Wiedziała, że bez jej pomocy Joel nie spełni swoich 

życiowych ambicji. Lecz jej ofiara będzie ogromna. 

Wreszcie uznała, że dość wałkowania tego tematu. 

Włożyła wygodne, bawełniane czarne spodnie i czarną 

bluzeczkę, i wybiegła z pokoju. 

Joel też już był odświeżony. Posadził ją w saloniku 

swojego apartamentu i podał kartę. Złożyli telefoniczne 

zamówienie i zaczęli omawiać sprawy na jutrzejszy 

dzień. Kwestia była o tyle pilna, że mieli się rozdzielić 

i Chesnie czekały samodzielne zadania. 

Zjedli pyszny obiad, zaczęli popijać kawę i gawędzić 

o różnych sprawach. Chesnie poczuła się zrelaksowana. 

Była pewna, że drażliwy temat małżeństwa umarł 

śmiercią naturalną, gdy Joel z determinacją zapytał: 

background image

Chesnie, wiem, że nie chcesz o tym rozmawiać, 

ale czy masz dla mnie odpowiedź? 

Odpo... odpowiedź? - bąknęła. 

Tak. Wczoraj ci się oświadczyłem, pamiętasz? 

Czy pamiętała? O niczym innym nie myślała cały 

dzień! 
- Ach tak... - 

Zerknęła na niego. Patrzył na nią 

z takim napięciem, że w jej sercu wezbrała fala czułości. 

Jak długo miałoby to trwać? - wyjąkała. 

Najwyżej dwa lata - powiedział szybko. - Tyle 

potrzebuję, by umocnić moją pozycję w firmie. 

Nie zniosłabym tego dłużej - odparła, kręcąc głową 

bez przekonania. 

Czy... czy to znaczy, że się zgadzasz? 

Chesnie odchrząknęła, 
- To znaczy... chyba wytrzymasz w celibacie przez 
dwa lata? 
- W celibacie? - 

powtórzył Joel, jakby pierwszy raz 

w życiu słyszał to słowo. 

Chesnie zaczerwieniła się. 

To znaczy... gdybyśmy się pobrali... nie zniosłabym... 

nasze małżeństwo byłoby oczywiście tylko formalne... 

Joel wpatrywał się w nią z wielkim zainteresowaniem, 

aż poczuła się nieswojo. 

Więc? 

Nie zniosłabym, gdybyś... szukał pocieszenia 

w ramionach obcych kobiet... przez te dwa lata, oczywiście... 

dokończyła Chesnie z trudem i jeszcze 

mocniej spurpurowiała. - Moja duma by tego nie zniosła. 
- Spojr

zała mu z powagą w oczy. 

Joela najwyraźniej zaskoczyło takie postawienie 

sprawy. Prawdopodobnie ten aspekt umowy dotąd go 

nie zaprzątał. 

Dwa lata? W porządku - odparł po chwili zdecydowanym 

tonem. - 

Ale ja miałbym do ciebie taką samą 

prośbę. 

Spojrzała na niego pytająco. 
- Do mnie? 

Moja duma też by tego nie zniosła - wyjaśnił spokojnie. 

- Celibat za celibat. 

Chesnie znów się zaczerwieniła. Cóż, sama tego 

chciała! 

Oczywiście, to uczciwe postawienie sprawy. 

Joel patrzył na nią z powagą. Cóż, nadszedł czas 
ostatecznej deklaracji. 

Więc wyjdziesz za mnie? - spytał, nie spuszczając 

z niej wzroku. 

background image

Klamka zapadła. Chesnie poczuła, że już za późno, 

by się wycofać. 

Nie mam żadnych innych planów na najbliższe 

dwa lata - 

powiedziała rozsądnie. 

Joel uśmiechnął się promiennie. 

Dziękuję - powiedział cicho. - Naprawdę doceniam 

twoje poświęcenie i lojalność. Ponieważ urząd stanu 

cywilnego należy powiadomić dwa tygodnie wcześniej, 

czy nie miałabyś nic przeciwko temu, gdybyśmy 

złożyli wniosek zaraz po powrocie?, 
- Ni

e chcesz dłuższego okresu zaręczyn? 

- To nie w moim stylu. 

No tak, znając Joela, mogła się tego spodziewać. 

Im szybciej się pobierzemy, tym prędzej będziemy 

wolni - 

skomentowała ze śmiechem. 

Ku jej zdziwieniu, Joel nie wyglądał na rozbawionego. 

W porządku... - mruknął. - Musimy omówić 

szczegóły. 

Oczywiście - zgodziła się ochoczo. 

Jednak mina zaraz jej zrzedła, gdy Joel powiedział: 

Musimy zaprosić nasze rodziny na ślub, prawda? 

Nie możemy pobrać się w tajemnicy i wyjaśnić, że 

to tylko małżeństwo formalne? - spytała z nadzieją. 
- O nie, nie ma mowy! - 

zawołał z przekonaniem. 

- Nic wiem jak twoi rodzice, ale mój ojciec na pewno 
nie dochowa tajemnicy. 

Rzeczywiście. 

Widzisz, już wczoraj miałem telefon od mojej mamy. 

Chce cię poznać. 
- Twoja mama chc

e mnie poznać? - wykrztusiła 

Chesnie. 

Właśnie wróciła z wakacji. Ojciec nie traci ani 

chwili. 

Masz rację, to wszystko musi wyglądać jak najbardziej 

naturalnie - 

przyznała Chesnie. - Kto zajmie 

się formalnościami? 

Do urzędu musimy pójść razem. I choć jesteś niezastąpiona 

jako organizatorka, pozwolisz, że zajmę się 

resztą. Dobrze? 

Coś jeszcze? 

Chesnie wstała. Joel odprowadził ją do drzwi. 

Nie sądzę. Oczywiście po rozwodzie zamieszkasz 

w jakimś ładnym miejscu... 

Słucham? - przerwała mu, nie wierząc własnym 

uszom. - 

Mam gdzie mieszkać - wyjaśniła sucho. 

I podoba ci się tam? - A kiedy z uporem skinęła 

głową, stwierdził: - Skoro tak, to uzgodnię z twoim 

background image

gospodarzem, że odtąd ja będę płacił czynsz. 

Słucham? - Patrzyła na niego ze zdumieniem 

- Przeci

eż to oczywiste, że przez najbliższe dwa lata 

będę płacił za twoje mieszkanie. 

Ale ja nigdzie nie zamierzam się wyprowadzać! 

Przed i po rozwodzie! 

Ludzie nie uwierzą, że nasze małżeństwo jest prawdziwym 

związkiem dwojga kochających się ludzi, jeśli 
po 

ślubie zamieszkamy osobno - stwierdził stanowczo. 

Chesnie chciała walnąć się w głowę. Dlaczego nie 

pomyślała o tak oczywistej sprawie? Przecież dla świata 

ma być żoną Joela, więc muszą mieszkać razem... Dwa 

lata fikcji w pracy i w domu... Uff, w co ona się wpakowała? 

Jednak jak tu się teraz wycofać? 

Mam nadzieję, że kupiłeś duże mieszkanie - powiedziała 

cierpko i odwróciła się. 

Starczyłoby miejsca dla pułku wojska - odparł Joel 

wesoło. - Jak sądzę, wkrótce poinformujesz o wszystkim 
Pomeroya? 
Powinna obr

zucić go oburzonym spojrzeniem, lecz 

na widok jego miny zadowolonego z siebie chłopca, nie 

mogła powstrzymać śmiechu. 
- Dobranoc, Joel. 

Jego oczy na moment zatrzymały się na jej ustach. 
- Dobranoc, Chesnie. 

I cóż miała z nim zrobić? Kochała go za mocno, by 

wychodzić za niego... i by nie wychodzić. 

Ponieważ Joel miał wszystkim się zająć, Chesnie 

zdała się na niego. Wiedziała, że ma jeszcze około 

miesiąca, nim jej życie zmieni się nie do poznania. Na 

dwa lata. Zastanawiała się, co się stanie, jeśli Joel nie 
w

ygra wyborów. Cóż, wówczas rozwiodą się natychmiast, 

i po sprawie. 

W piątek przed wyjściem z biura Chesnie weszła do 

gabinetu Joela, by się z nim pożegnać na weekend. 

Czy powiedziałaś już o nas swojej rodzinie? - 

spytał Joel cicho, podchodząc do niej. 
- A powinnam? 
- Chyba tak. - 

Uśmiechnął się ciepło. 

Więc zrobię to - odparła też z uśmiechem, czując, 

jak rozpiera ją miłość do niego. 

Może w ten weekend? - zasugerował delikatnie. 

- Dobrze. 

Może pojadę z tobą do Cambridge? Na przykład 

w niedzielę? 
Che

snie zrobiło się gorąco na myśl, że mogłaby 

spędzić dodatkowych parę godzin z Joelem, i to poza 

background image

biurem! Nagle jednak przypomniała sobie o swojej 

skłóconej rodzinie, i odmówiła. Przyjął jej decyzję bez 
komentarza. 

Czy powiadomiłaś już Pomeroya o naszych zaręczynach? 

Jutro jestem z nim umówiona na kolację. 

Ach tak! A więc jeszcze mu nie powiedziałaś? 

wykrzyknął Joel z jawnym niezadowoleniem. 

Chesnie spiorunowała go wzrokiem. 

Nie miałam zbyt wiele okazji - przypomniała mu 

sucho. 

Bez słowa wskazał na aparat telefoniczny. 

Niektórych spraw nie da się omówić przez telefon 

odparła Chesnie. 

A więc on tyle dla ciebie znaczy? No tak, w końcu 

cię kocha... 

Jesteśmy przyjaciółmi - ucięła Chesnie i odwróciła 

się na pięcie. - Dobranoc. 

Całą sobotę Chesnie myślała tylko o jednym - że 

Philip dowie się prawdy i jak bardzo go to zaboli. 

O czwartej wzięła długą kąpiel, zastanawiając się, jak 

taktownie wyłuszczyć sprawę Philipowi. Właśnie wyszła 

z wanny i zaczęła suszyć włosy, gdy zadzwonił 
domofon. 
Zdziwiona, Ch

esnie podbiegła do drzwi, myśląc, że 

może któraś z jej sióstr wpadła na kawę po drodze ze 
spaceru. 
- Tak? - 

spytała zachęcająco, ciesząc się na niespodziewanego 

gościa. 
- Na kogo czekasz z takim entuzjazmem? - 

usłyszała 

podejrzliwy głos Joela. 

Myślałam, że to któraś z moich sióstr - powiedziała 

Chesnie chłodno, zastanawiając się, co Joel tu robi. 

Nie ma ciekawszego zajęcia, niż niespodziewanie ją 

nachodzić w wolny dzień? 

Czy mogę na sekundę się z tobą zobaczyć? - spytał 

łagodniej. 

Szczerze mówiąc, właśnie wyszłam z wanny. 

- I po co ona mu to mówi?! - 

Nie nadaję się do spotkań 

towarzyskich. To znaczy, nie jestem przygotowana, 
no i... 

Wiem, że jesteś dzisiaj umówiona. Obiecuję, że 

zajmę ci tylko minutę. 

Słysząc determinację w głosie Joela, Chesnie wiedziała, 

że niczego nie wskóra. 

Wejdź. - Nacisnęła przycisk, otworzyła drzwi 

i pomknęła do łazienki. 

Narzuciła na siebie szlafroczek - cóż, jakoś musi 

background image

obejść się bez bielizny - zawinęła włosy w ręcznik, 

i usłyszała, że Joel wszedł do mieszkania. 

Wybiegła mu na spotkanie. Wydawał się jeszcze 

wyższy w dżinsach i koszulce. Przeszli do saloniku, 

lecz Chesnie nie zaproponowała, by usiadł. Cały czas 

była świadoma, że Joel jej się otwarcie przygląda. Czuła 

się zupełnie naga pod jego spojrzeniami. 

Naprawdę muszę się ubrać - bąknęła. 

Nie, nie. Już idę. Zresztą, jak zwykle wyglądasz 

pięknie... Hm... powinnaś częściej nosić pastelowy ręcznik 

na głowie... 

Czyżby ją czarował? O nie, nie uda mu się jej onieśmielić. 

Joel, mam dzisiaj spotkanie. Ale jeśli jest jakaś 

p

ilna praca, możemy umówić się na wieczór. 

Spojrzał na nią zdziwiony. 

Jestem aż takim tyranem? - Zadumał się na moment. 

Oczywiście wiem, że jestem. Ale przyszedłem 

w innym celu. - 

Sięgnął do kieszeni i wyjął maleńkie 

puzderko. - 

Przyniosłem ci... pierścionek zaręczynowy 

wyjaśnił suchym tonem, otwierając pudełeczko. Na 

poduszeczce leżał prześliczny pierścionek z maleńkim 
oczkiem. - 

Skoro wszyscy sądzą, że jesteśmy zaręczeni, 

musisz nosić pierścionek. 

Chesnie jęknęła. To był najpiękniejszy pierścionek, 
j

aki w życiu widziała. 

- Joel... ja... 

Szmaragd. Będzie pasował do twoich oczu - wyjaśnił 

obojętnie, jakby to był drobiazg, któremu nie 

poświęcił ani chwili uwagi. 

Jednak by wybrać coś tak pięknego i tak doskonale 

pasującego do jej aparycji i osobowości, musiał się nad 

tym dobrze zastanowić... 
- Sama nie wiem... - 

bąknęła. 

Możesz włożyć go jutro przed wizytą w Cambridge. 

A właściwie mogłabyś zacząć nosić go dzisiaj. 
Co ty na to? 

Jest śliczny... - szepnęła Chesnie, nie mogąc oderwać 

wzroku od lśniącego szmaragdu. Joel najwyraźniej 

czekał, lecz nie mogła zdobyć się na to, by włożyć 

pierścionek na palec. 

W końcu zrobił to sam. 

Pasuje jak ulał - szepnęła Chesnie z niedowierzaniem 

i zarumieniła się. 

Zerknęła w górę i napotkała czuły wzrok Joela. 

Chętnie bym pocałował swoją narzeczoną, ale 

obawiam się, że mogłaby mi uciec - zażartował, rozładowując 

w ten sposób atmosferę. 

background image

Pamiętaj o tym - odparła pozornie lekkim tonem. 

Nagle zdała sobie sprawę, że w całym tym ferworze 

jej szlafroczek nieco się rozchylił, ukazując sporą część 

jej kremowej piersi. Gwałtownie zaczęła się zasłaniać, 

bo, sądząc po diabelskim uśmiechu Joela, nie umknęło 
jego uwagi. 

Hm, tylko się nie przezięb - skomentował, ruszając 

do drzwi. - 

Lepiej już pójdę. Baw się dobrze. 

Chesnie została sama. Padła na fotel. Długo spoglądała 

na cudownie migocące szmaragdowe oczko. Pierścionek 

był naprawdę piękny. 

Zadumała się o Joelu, o jego hojności i o tym, że 

w głębi ducha jest człowiekiem wrażliwym i delikatnym. 

.. i jak dobrze czuła się w jego towarzystwie. 

Spojrzała na zegarek. Musiała się pośpieszyć, bowiem  

Philip niedługo miał przyjechać. Z niechęcią 

zdjęła pierścionek. Nie może obwieścić prawdy Philipowi, 

nosząc na palcu zaręczynowy pierścionek od Joela. 

To byłoby zbyt okrutne. Nagle zastanowiło ją pozornie 

obojętne stwierdzenie Joela, że mogłaby zacząć nosić 

pierścionek od dzisiaj. Czy aby na pewno nie był to 

z góry przemyślany plan? A niech go kule biją! Znając 

Joela, było to bardzo prawdopodobne. 

Gdy Chesnie schodziła na dół, by wsiąść do samochodu 

Philipa, męczyła ją myśl, że za chwilę sprawi ból 

przyjacielowi. Jednak gdy tylko go zobaczyła, wiedziała, 

że znał już prawdę. Jej przeczucie wkrótce się potwierdziło. 

Słyszałem, że jesteście parą z Davenportem? - 

spytał chrapliwym głosem. 

Skąd wiesz? - zdziwiła się Chesnie. To niesamowite, 

jak szybko plotki rozchodzą się w wąskim świecie 
biznesu. 

A więc to prawda? - Z oczu Philipa zniknęły resztki 

nadziei. 

Tak. Sama chciałam ci o tym powiedzieć... 

Chciałaś wyznać mi to dzisiaj? To miała być nasza 

pożegnalna uczta? - spytał z goryczą. - Niech tak 

będzie. 

Chesnie próbowała zrezygnować z kolacji, lecz Philip 

nie chciał o tym słyszeć. Oczywiście wieczór był 

katorgą. Chesnie nie broniła się, gdy przed jej domem 

Philip zagarnął ją w ramiona. Wiedziała, że ich przyjaźń 

nigdy nie przerodziłaby się w nic więcej. Uściski Philipa 

wzbudzały w niej tylko współczucie i smutek, pod 

czas gdy wystarczyło, by Joel dotknął jej ręki, a wzniecało 

to w niej całą burzę uczuć. 

W niedzielę Chesnie czekały równie emocjonujące 

background image

przeżycia, miała bowiem powiadomić rodziców o swoich  

życiowych planach. Jak się tego spodziewała, doznali 
szoku. 

Dlaczego z tobą nie przyjechał? Jaki on jest? Ojej, 

co o ja na siebie włożę?! - wykrzykiwała mama. 

Chesnie wiedziała już, że Joel miał rację, gdy się 

upierał, by zaprosili na ślub swoje rodziny. 

Joel chciał przyjechać, ale jest potwornie zapracowany. 

Poza tym tyle zostało do załatwienia, a ślub już 
wkrótce. 

Kiedy Chesnie telefonicznie zawiadamiała swoje siostry ku 
jej zdumieniu - mi

mo że ich małżeństwa były 

nieudane - 

wszystkie przyjęły tę rewelację z zachwytem. 

Mało tego, twierdziły, iż - wbrew jej antymatrynionialnym 
deklaracjom - 

zawsze były przekonane, że 

prędzej czy później i ona wpadnie w sidła miłości. 

Kiedy w poniedziałkowy poranek Chesnie wkroczyła 

do biura, Joel pośpiesznie wstał od biurka i podszedł 
do niej. 

Jak udał się weekend? - spytał, mierząc jej kształtną, 

elegancką figurę uważnym spojrzeniem. 

Jeśli chodzi ci o to, czy powiadomiłam tych, których 

miałam powiadomić o naszych planach, to tak, 

zrobiłam to - odparła Chesnie sucho. 

Cieszę się - odparł Joel rzeczowo. - Bardzo ładnie 

ci z tym pierścionkiem na palcu - dodał i wrócił ponownie  
do pracy. 
Czy nic nigdy nie umknie uwagi tego faceta? - 

zastanawiała 

się w duchu. 

We wtorek po południu Joel podszedł do niej i zapytał 

obojętnym tonem: 

Czy masz jakieś plany na trzecią sobotę? 

Jeśli chcesz, bym popracowała, nie ma problemu. 

Nie, myślałem, że może się pobierzemy - odparł 

Joel z uśmiechem. 

Chesnie zrobiło się gorąco. Nie sądziła, że nastąpi to 
tak szybko. 

Oj... muszę zawiadomić mamę, chciała sobie 

kupić nowy kostium... - wyjąkała, usiłując zebrać 

myśli. 

Uświadomiła sobie, że Joel przypatruje się jej z ciepłym 

uśmiechem. 

Naprawdę jesteś cudowna - stwierdził. - Więc jeżeli 

nie masz nic przeciwko temu, musimy pójść do 

urzędu stanu cywilnego. Masz teraz chwilę czasu? - 

A gdy w kompletnym zamroczeniu kiwnęła głową, 

stwierdził: - Zatem wpadniemy po drodze do twojego 

background image

domu, żeby wziąć dowód osobisty i świadectwo urodzenia. 
To jak, ruszamy zaraz? - 

upewnił się, widząc 

panikę na jej twarzy. 

Musi zacząć się przyzwyczajać, że Joel jej wszędzie 
towarzyszy - 

przecież wkrótce będzie spała pod jego 

dachem. Dzień w dzień będzie z nim. Noc w noc będzie 
blisko niego. 

Nagle uderzyła ją pewna myśl. 

Zostały ci tylko dwa tygodnie, żeby... nacieszyć 

się życiem... 

Dobrze zrozumiał o co jej chodzi, bo uśmiechnął się 
zawadiacko. 
- Oj, Chezzie, Chezzie. - 

Pokręcił głową. - Naprawdę 

jesteś niezwykłą kobietą. Myślę, że będzie nam 

całkiem nieźle razem. 

Chezzie... Nawet to zdrobnienie miło brzmiało w jego 
ustach. 

Zrobiło się jej gorąco. 

Poczuła, że z każdym dniem coraz bardziej kocha 

tego faceta. A on już za dwa tygodnie będzie jej niekochającym 

mężem! 
 

ROZDZIAŁ SIÓDMY 
 

Przez cały następny tydzień Chesnie była tak zajęta, 

że nie miała ani minuty, by zająć się czekającą ją wkrótce 

przeprowadzką. W pierwszy weekend odwiedziła 
dziadka w Herefordshire, w drugi - rodziców, by pomóc 

mamie w wyborze nowej garsonki. Siostry też 

wpadły w szał zakupów i przebieranek. Dopiero w poniedziałek, 

na kilka dni przed ślubem, zaczęła pakować 
swój skromny dobytek. 

Nawet cieszył ją ten brak czasu, nie musiała się bowiem 

zastanawiać, co ona, u licha, zrobiła ze swoim 

życiem. Wprawdzie kocha swego przyszłego męża. 
pro

blem jednak w tym, że nie ma co liczyć na wzajemność, 

a cały ten mariaż wynika z wyrachowania. Innymi 

słowy, wraz z Joelem oszukują wszystkich wokół, 

by zdobyć brakujące głosy. Jak mogła do tego dopuścić 

Jak ona, osoba w głębi ducha prostolinijna, uczciwa 

i skrupulatna, mogła wziąć udział w takiej maskaradzie? 

Ale cóż, stało się. Jak ma być ślub, przynajmniej 

niech panna młoda prezentuje się odpowiednio, tym 

bardziej że siostry i mama wprost oszalały na punkcie 

swych kreacji. W środę udało jej się wymknąć w porze 

lunchu do centrum handlowego, by kupić obcisłą sukienkę  

i płaszczyk w kolorze ekri. Z tym poszło więc 

background image

łatwo, natomiast znalezienie odpowiedniego kapelusza, 

butów i rękawiczek okazało się nie lada zadaniem. Gdy 

po kilku godzinach wróciła do biura, Joel z zaciekawieniem 

spojrzał na pudła i paczuszki, którymi była obładowana. 

Czy masz w co się ubrać na ślub? - spytała, wchodząc 

do jego gabinetu. 

Radośnie wyszczerzył zęby. 

Ratunku! Czyżbyś chciała wbić mnie w smoking? 

Jej oczy wesoło rozbłysły. 
- Có

ż, żenisz się nie z byle kim, tylko z samą Chesnie 

Cosgrove z Cambridge, ale ostatecznie zgodzę się 

na garnitur z kamizelką. 

Joel zapatrzył się w prześliczne, zielone oczy. 

Jeśli tak każesz - odparł z udaną powagą. 

Nie, zwykły garnitur wystarczy - roześmiała się 

Chesnie i wróciła do pracy. 

W czwartek Joel podczas dyktowania wskaźników 

handlowych nagle zapytał: 

Wszystko u ciebie w porządku? 

Spojrzała na niego zdziwiona. 

Chodzi ci o ślub? 

Tak, chodzi mi o nasz ślub - wolno i cierpliwie 

powtórzył Joel. 

Chesnie nie rozumiała, skąd ten ton irytacji w jego 

głosie. 

Tak, wszystko w porządku. Nie wiedziałam, że 

traktujesz to tak osobiście - odparowała i dopiero po 

chwili zrozumiała, jak to zabrzmiało. 

Oboje wybuchnęli śmiechem. 

Jeśli pojawią się jakieś kłopoty, od razu mnie informuj. 

Ostatecznie jestem twoim narzeczonym. 

Chesnie zrobiło się gorąco. Joel nazwał siebie jej 

narzeczonym! No tak, ale to przecież fakt, a od soboty 

będzie jej mężem. Powinna zacząć się do tego przyzwyczajać. 

W piątek Chesnie zadzwoniła do dziadka, by upewnić 

się, że bez kłopotów przybędzie na ślub. Niestety, 

pojawił się poważny problem, bowiem z uwagi na remont 

torów odwołane zostały pociągi. Dziadek był 

zrozpaczony. Wyglądało na to, że nie będzie na ślubie 
ukochanej wnuczki. Gdy 

Chesnie odłożyła słuchawkę, 

do pokoju wszedł Joel i natychmiast zorientował się, że 

coś jest nie tak. 

Musimy odłożyć przeprowadzkę do jutra - powiedziała 

cicho. 

Przecież jutro wychodzisz za mąż! Zapomniałaś? 

- Niestety, nie jestem w stanie o tym zapom

nieć! 

odparowała ze złością. - Muszę dziś w nocy pojechać 

background image

po dziadka. Wiem, że nasze małżeństwo nie jest tradycyjne, 

ale chcę, żeby był na naszym ślubie, a nie ma jak 

dojechać, bo właśnie rozkopali tory kolejowe. Być może 
brzmi to irracjonalnie... 
- Wcale nie - 

przerwał jej. - Zależy ci na tym, i tak 

będzie. Pojedzie po niego jeden z naszych kierowców. 

Chesnie zdumiała się. 
- Ale... - 

wyjąkała. - W innych okolicznościach 

dziadek sam by przyjechał... 
- Ale ty masz jego samochód. - 

Uśmiechnął się. 

Wiem. Nie 

ma problemu. Tylko pamiętaj, by podać 

w dziale technicznym adres dziadka - 

przypomniał 

i wrócił do swojego gabinetu. 

Pokręciła głową. Ten facet rzeczywiście o niczym 

nie zapominał. Był naprawdę groźny! Uśmiechnęła się 

do siebie. I potrafił rozwiązać każdy problem. 

Dzięki, Joel! - zawołała z wdzięcznością. 

Odwrócił się ku niej. 
- Twój ulubiony specjalista od przeprowadzek stawi 

się dziś wieczorem, jak było zaplanowane. 

W ciągu dnia Chesnie zauważyła ze zgrozą, iż z jej 

twarzy nie znika rozanielony uśmiech. A niech to! Łudziła 

się, że nie miało to nic wspólnego z nadchodzącym 

ślubem. Natomiast trudno było nie zauważyć, iż 

ostatnio jej praca u boku Joela stała się jeszcze bardziej 

przyjemna. Zresztą i jemu udzielił się nastrój pewnej 

lekkości. Chesnie była przekonana, że wynikało to 

z rosnącej pozycji Joela. Jego wybór na prezesa stawał 

się coraz bardziej prawdopodobny. 

Jak na zawołanie do biura wkroczył Joel w towarzystwie 
rozpromienionego Winslowa Yeatmana. 

Wiem, że chcecie się pobrać bez rozgłosu, ale muszę 

wam pogratulować! - zawołał radośnie i wręczył 

Chesnie piękny bukiet róż. - Wszystkiego najlepszego! 

powiedział szczerze. 

Kochanie, obiecałem Winslowowi przyjęcie za jakieś 

pół roku, kiedy trochę ochłoniemy. - Joel pieszczotliwie 

położył rękę na ramieniu Chesnie, zaś ona 

poczuła się bardzo dziwnie. 

Nie mogę się doczekać - rozpromienił się prezes 

Chesnie ścierpła na samą myśl, że przypadnie jej rola 

gospodyni przyjęć, na których będą bywały najważniejsze 

osobistości Yeatman Trading, szefowie innych firm 

i różne znane osobistości. Na szczęście miała jeszcze 

czas, by przyzwyczaić się do licznych tego typu atrakcji. 

Kiedy wracała do domu, uprzytomniła sobie, że po 

raz ostatni wyszła z biura jako panna Cosgrove. W poniedziałek 

background image

wkroczy do swojego gabinetu jako pani Davenport! 

Zaśmiała się na tę myśl, lecz uśmiech zniknął 

z jej twarzy, gdy zdała sobie sprawę, że oto złamała 

dane sobie słowo o dozgonnym panieństwie, co więcej, 

uczyniła to w wielce ryzykowny sposób. A jeśli nieodwracalnie 

powikła sobie życie? Ale cóż, klamka zapadła. 

To już jutro... 

Gdy Joel przyjechał do niej wieczorem, nagle ogarnęła 

ją dziwna nieśmiałość. 

Czy coś się stało? - Jak zwykle nic nie umknęło 

jego uwagi. 

Wiem, że to absurdalne, ale czuję się trochę onieśmielona 

wyznała szczerze. 

Joel patrzył na nią przez chwilę, po czym odparł 
cicho: 

Ta sytuacja jest dla nas zupełnie nowa. Ale zobaczysz, 

szybko się przyzwyczaimy. - Dotknął lekko jej 

policzka, lecz szybko cofnął rękę i dodał rzeczowo: - 

Czas goni. Pakujemy się? 

Niedługo potem wkroczyli do apartamentu Joela. 

Było to zupełnie inne mieszkanie niż klitki, do których 

Chesnie była przyzwyczajona. Mieściło się w pięknej 

dzielnicy, było obszerne, na podłogach leżały puszyste 

dywany, a meble, choć nieliczne, były gustowne i nowoczesne. 

Joel oprowadził ją po mieszkaniu, kilkakrotnie zaznaczając 

z powagą, że jego dom stał się jej domem. 

Pomyślałem, że najbardziej będzie ci odpowiadać 

ta sypialnia. - 

Wprowadził Chesnie do pięknie urządzonego 

pokoju w kolorach pastelowych, z muślinowymi 
firaneczkami i wieloma kwiatami w donicach. Obok 

mieściła się osobna łazienka. - Oczywiście możesz tu 

zmieniać, co ci się żywnie podoba. 

O nie, niczego nie będę zmieniać - zaprotestowała. 

Pokój był naprawdę uroczy. 

Gdy uporali się z przenoszeniem paczek, Joel zaproponował 

Chesnie kawę, lecz po raz wtóry tego dnia 

poczuła ogarniające ją zakłopotanie. Nie uszło to uwagi 

Joela, który zaczął szczegółowo opowiadać o pani Attwood, 

gosposi, która dbała o jego wygodę i stan mieszkania. 

Chesnie powoli zaczęło ogarniać miłosne uniesienie 
do nietypowego narzeczonego. 

Po jedenastej Joel odwiózł ją do domu. Nagle Chesnie 

poczuła się znów swobodnie w jego towarzystwie. 

Potwierdzili ostatnie szczegóły, między innymi to, że 

Nerissa odwiezie ją jutro do urzędu, i Chesnie została 

sama. Wiele by dała, by Joel został. A niech to licho! 

Ale wpadła! Nagle uzmysłowiła sobie, że wcale nie 

background image

omówili kilku ważnych spraw. Gdzie pojadą po ceremonii  

ślubnej? A może każde zajmie się sobą? Jak 

Chesnie spędzi resztę soboty? Pójdzie sama do kina lub 

na wyścigi? 

I najważniejsze, jak będzie wyglądał ich powszedni 

dzień? Wieczory będą spędzać razem czy osobno? Czy 

będą wspólnie jadać posiłki? 

Chesnie nie była w stanie pojąć, jak tak ważne sprawy 

mogły umknąć jej uwagi. 

Długo wierciła się w łóżku, wreszcie zasnęła na kilka 

godzin. Zerwała się na odgłos budzika, zaraz potem zjawiła 

się Nerissa. Chesnie była jej wdzięczna, że przyjechała 

tak wcześnie. Kiedy piły kawę, spytała z powagą: 

Czy coś cię trapi, Chesnie? 

Nie. Tylko strasznie się denerwuję. 

Oj, nie martw się, natychmiast ci przejdzie, jak 

tylko zobaczysz Joela. 

I rzeczywiście tak się stało. Kiedy przyjechały do 

urzędu, wszyscy czekali na nich w holu. Gdy Joel zobaczył 

Chesnie, natychmiast podszedł do niej z pokrzepiającym 

uśmiechem. 

Nic denerwuj się. - Pochylił się, ujął jej dłonie 

i lekko pocałował ją w policzek. 

Chesnie zesztywniała. 
- Przepraszam! - 

szepnęła z zakłopotaniem. 

Wyglądasz cudownie - powiedział ze szczerym 

podziwem. Rzeczywiście, Chesnie ślicznie prezentowała 

się w nowym komplecie. 

Ty też dobrze wyglądasz - odwzajemniła komplement, 

podziwiając przystojną sylwetkę Joela w nowym, 

eleganckim garniturze. Nagle poczuła się niemal zupełnie 

swobodnie. Ciepłe dłonie narzeczonego napełniły ją 

wielką ufnością. 

Musisz poznać się z moją rodziną. Ja już poznałem 

twoją - mówił Joel, prowadząc ją ku tłumkowi gości. 

Chesnie oczywiście wiedziała, że jest panną młodą, 

lecz dopiero kiedy cała jej rodzina - siostry, rodzice, 
dziadek - 

zaczęli gorąco ją całować i przytulać, gratulując 

wspaniałego wyboru, poczuła, że oto dzisiaj jest 

dzień jej ślubu. 

Zawsze chciałem mieć córkę! - zawołał Magnus 

Davenport, gdy tylko zdołał się do niej przecisnąć. 

Na koniec podeszła do niej niezmiernie elegancka 

dama. Tak jak Chesnie przypuszczała, była to matka 
Joela. 

Nareszcie mogę panią poznać - powitała ją powściągliwie, 

lecz szczerze. 

background image

Ponieważ nie mieli już wiele czasu, pośpieszyli do 

ślubów. Sama ceremonia minęła dla Chesnie prawie 

niepostrzeżenie. Czuła się jak we mgle. Automatycznie 

odpowiadała na pytania, podała mężowi dłoń, by mógł 

włożyć obrączkę, i ta dłoń tylko odrobinę zadrżała. Na 

koniec Joel spojrzał jej ciepło w oczy i, o zgrozo, jego 

wargi musnęły jej usta. Chesnie poczuła, jak miękną jej 
kolana. 

A więc została jego żoną! Jak na osobę, która zawsze 

odżegnywała się od małżeństwa, Chesnie musiała przyznać, 

że czuła się całkiem szczęśliwa. Joel też nie wyglądał 

na załamanego końcem swej wolności. 

Dziękuję - szepnął. 

Polecam się na przyszłość. 

Spojrzeli sobie głęboko w oczy i zaśmiali się jak para 

nastolatków, która spłatała dorosłym figla. 

Wszyscy ich otoczyli, by złożyć gratulacje młodej 

parze. Dziadek nachylił się do Chesnie i szepnął: 

Obiecaj mi, że będziesz szczęśliwa. 

Wiedziała, że dziadek bardzo pragnie, by jej małżeństwo 

ułożyło się lak pomyślnie jak jego, co w rodzinie 

Cosgrove'ów było ewenementem. 

Obiecuję... 

Nie zniósłbym, gdyby twoje życie okazało się taką 

klęską, jak twoich sióstr - zakończył ze łzami 
w oczach. 

Chesnie poczuła, jak ściska się jej serce. A jednak 
zawiedzi

e ukochanego dziadka. Bo jaką ma szansę na 

szczęście małżeńskie? Żadnej... Omal nie zarzuciła mu 

ramion na szyję i nie przyznała się do wszystkiego, 

jednak powstrzymała się. Przysporzyłaby mu tylko 

zgryzot. Zamiast tego, przytuliła się do niego i powiedziała 
cicho: 

Przecież wiesz, dziadziu, że jestem inna od moich 

sióstr. I będę miała więcej szczęścia. 

Na to liczę - odparł z otuchą. 

Potem przyszła kolej na gratulacje ze strony matki 

Joela. Tym razem elegancka pani pocałowała Chesnie 
czulej, a sprawdziws

zy, czy Magnus jej nie słyszy, wyznała: 

Też zawsze chciałam mieć córkę. 

Magnus wyrósł przy nich jak spod ziemi. Cały promieniał. 

Z pewnością będziecie razem szczęśliwi. Jesteś 

zupełnie inna niż kobiety, z którymi mój syn... 
- Tato! Chesnie na pewno to nie interesuje - 

w porę 

przerwał mu Joel. 

Jednak gafy na tym się nie skończyły. Kiedy cała 

rodzina zebrała się w eleganckiej restauracji, gdzie Joel 

background image

zamówił wystawny posiłek, nagle do jego ucha pochyła 

się matka Chesnie i teatralnym szeptem stwierdziła: 

Och, jakże się cieszę, że moja ostatnia córa wreszcie 

kogoś znalazła. Oczywiście w pracy! Inaczej być nie 

mogło! Ona jest skończoną pracoholiczką. 

Co gorsza, do tych wyznań dołączyła Tonia, która 

nieudolnie próbowała przyjść matce na ratunek: 
- Mamo! Ty je

szcze miałaś nadzieję, a my byłyśmy 

przekonane, że Chesnie zostanie starą panną. Przecież 

zawsze się zarzekała, że nigdy nie wyjdzie za mąż. 

Aż wreszcie zaślepiła ją miłość - spointowała Rona 

i wszyscy się roześmieli. 

Czyżbyś się zaróżowiła? - szepnął Joel do Chesnie 

i uśmiechnął się. 

Tak. Jak widzisz, naprawdę jestem inna niż kobiety, 

z którymi dotąd się spotykałeś - mruknęła. 

Zgodnie z tradycją, cała rodzina uparła się, by młoda 

para wyszła z restauracji pierwsza. 

Masz ochotę na coś specjalnego? - spytał Joel 

Chesnie. 

Powinnam skończyć się rozpakowywać - odparła 

znów zakłopotana. 

Chcesz zjeść kolację w domu, czy w jakiejś restauracji? 

delikatnie zasugerował Joel. 

Może w domu? 

W całkowitej harmonii zajechali przed apartamentowiec. 
Gdy weszli 

do środka, Chesnie od razu ruszyła 

w stronę swojego pokoju, lecz Joel ją wyprzedził i zmusił, 

by się zatrzymała. 

Bardzo ci dziękuję za to, co dzisiaj dla mnie zrobiłaś. 

Naprawdę to doceniam - powiedział ciepło. 
- Wiem - 

szepnęła. 

Jak mógłbym ci się odwdzięczyć? - spytał z powagą, 

a gdy pokręciła głową, dodał: - Oczywiście zlecę 

bankowi, by wpłacał ci na konto... 
- Co? - 

przerwała mu gwałtownie Chesnie. - Nie 

chcę od ciebie żadnych pieniędzy! - zawołała z dumą. 

Nie żartuj sobie ze mnie. Jesteś moją żoną - prychnął 

Joel. 

Nie wyszłam za ciebie dla pieniędzy - odparowała. 

Spojrzał na nią uważnie. 

Chesnie, nie posądzam cię o tak prostacką interesowność... 

Ale tak naprawdę, dlaczego za mnie wyszłaś? 

Chciałbym wiedzieć. 
A niech to! Ten bystry facet nigdy 

nie może się domyślić, 

jakim darzyła go uczuciem. Przecież, gdyby nie 

ta przemożna miłość, z pewnością jej by teraz tu nie 

background image

było. 

Chciałam... Po prostu chciałam zostać asystentką 

prezesa - 

powiedziała prawie przekonująco i odetchnęła 

z ulgą, gdy Joel przestał na nią naciskać, choć jeszcze 

chwilę przyglądał się jej zamyślonym wzrokiem. 

Nagle uśmiechnął się. Wyciągnął ręce i jakby to była 

rzecz najnaturalniejsza na świecie, przyciągnął ją do 
siebie. 

Naprawdę, pani Davenport, uważam, że powinniśmy 

przypiec

zętować naszą małżeńską przysięgę małżeńskim 

pocałunkiem. 

I bezzwłocznie wprowadził swe słowa w czyn. 

Chesnie stała sztywno, kompletnie zaskoczona, gdy jego miękkie 

usta dotknęły jej warg. Z początku była to 

całkiem niewinna pieszczota, lecz po chwili Joel mocniej 

przytulił ją do siebie i pogłębił pocałunek, a ona 

wcale się nie broniła. Wręcz przeciwnie, wtuliła się 

w jego mocne ramiona. Bo inaczej nie mogła. Nie była 

w stanie walczyć z gwałtowną reakcją swojego ciała. 

Była w mocy Joela, w kręgu jego magii. 

Dopiero kiedy odsunął się od niej, Chesnie udało się 

nieco zebrać myśli. Przybrała obojętny wyraz twarzy, 

nagle zmarszczyła czoło i powiedziała: 

A tak a propos, Joel, chyba zostawiłam w samochodzie 

rękawiczki. 

Patrzył na nią przez chwilę zdziwiony, po czym wybuchnął 

śmiechem. 

Wiesz, Chesnie? Jesteś kapitalna. Przebywanie 

z tobą pod jednym dachem to będzie niezła zabawa. 

Chesnie promieniała w środku, lecz nie bardzo wiedząc, 

co powiedzieć, bez słowa odwróciła się i pomaszerowała 
do swojego pokoju. Gratu

lowała sobie w duchu, 

że jej zwiotczałe nogi tak daleko ją zaniosły! 
 

ROZDZIAŁ ÓSMY 
 

Minęły dwa tygodnie od pamiętnego dnia ślubu 

i choć małżeństwo było fikcyjne, kontakty między 

Chesnie i Joelem uległy subtelnej, choć istotnej zmianie. 

A wszystko zaczęło się od owego pocałunku, jak 

przypuszczała Chesnie. Coś po prostu się zmieniło. 

Oczywiście nie w biurze, gdzie ich oficjalne stosunki 

pozostały nienaganne. Problem zaczynał się w domu. 

Chesnie nie bardzo wiedziała, jak nazwać to, co ich 

łączyło. Przyjaźń? Koleżeństwo? Partnerstwo? 

Chyba jednak była to przyjaźń. Joel był wobec niej 

delikatny i wyrozumiały. Starał się, by czuła, że jego 

background image

dom naprawdę stał się jej domem. Zresztą i dla niego, 

po tylu latach kawalerskiego życia, stała obecność innej 

osoby była istną rewolucją i poważnym wyzwaniem, 

dlatego gdy przebywał w domu, Chesnie starała się mu 

nie narzucać, by mógł swobodnie odpocząć. 

Na przykład wczoraj wieczorem, gdy Joel wrócił 

wcześniej, niż się spodziewała z oficjalnej kolacji. 

Chesnie poderwała się z kanapy w salonie, by jak zwykle 

udać się do swojego pokoju. 

Nie musisz wychodzić - próbował zatrzymać ją 

Joel. - 

Zawsze wychodzisz. Zostań, jeśli chcesz. 

Po raz kolejny poczuła, jak ogarniają onieśmielenie. 

Chciałabym odpocząć w samotności... - skłamała. 

Rozumiem, masz mnie dość po całym dniu pracy. 

Może jej się wydawało, ale w głosie Joela usłyszała 

nutę żalu. Nie, to niemożliwe. 
- Dobranoc, Joel - 

powiedziała cicho i pomaszerowała 

do swojego pokoju. 

Dzisiaj, w sobotni poranek, postanowiła zrobić to, 
c

zego dłużej nie mogła już odkładać, to znaczy wybrać 

się do miasta i poszukać samochodu. Dziadek potrzebował 

swojego golfa, a przecież powinna być niezależna 
od Joela. 

Żwawym krokiem weszła do kuchni, by przyrządzić 

śniadanie. Joel właśnie kończył wcinać jajecznicę. Jak 

zwykle ucieszyła się na jego widok. W ogóle ostatnio 

jej wizerunek chłodnej i opanowanej asystentki został 

poważnie nadszarpnięty. Cóż, w końcu Joel jest teraz 

jej rodziną... 

Sądząc po promiennym uśmiechu, chyba dobrze 

spałaś? 
- Och tak. t

o łóżko to prawdziwy cud. Hm... napijesz 

się jeszcze kawy? - Czym prędzej zmieniła temat. 

Tak, dzięki. Czy masz jakieś plany na wieczór? 

Chesnie spojrzała na niego. 

Czyżbym żądała zbyt wiele, zabraniając ci spotkań 

z dziewczynami przez te dwa lata? 
Joe

l roześmiał się. 

A więc sądzisz, że tylko z braku laku zamierzam 

zaprosić swoją żonę do restauracji? 

Na dźwięk miękko wymówionego słowa ,,Żona" 

Chesnie zrobiło się gorąco. Zaśmiała się z przymusem 
- Wiesz, mam strasznego szefa. Potworny pracoholik. 
Po ty

godniu harówki u jego boku marzę tylko 

o tym, żeby w weekend poleżeć do góry brzuchem, 

z dobrą książką i kubkiem kawy. 

Chesnie chwyciła ów kubek z kawą i czym prędzej 

background image

wybiegła z kuchni. Co jej strzeliło do głowy z tą książką? 
Chyba nie zamierza przez dwa l

ata spędzać weekendów 

w domu, byle tylko nie dać się zaprosić Joelowi na 

kolację. Do licha! 

Z drugiej strony on nie może się dowiedzieć, że zakochała 

się w nim. Poczułby się wtedy osaczony i oszukany, 

a ona spaliłaby się ze wstydu. 

Co gorsza, czuła, że z dnia na dzień bardziej zakochuje 

się w Joelu. Rozumiała, że jej uczucie każdego 

dnia staje się potężniejsze, bowiem Joel niebezpiecznie 

zyskiwał przy bliższym poznaniu. 

Nie, nigdy nie może poznać tajemnicy jej serca. I tak 

z coraz większym trudem udawało jej się trzymać fason. 

Na szczęście tego dnia musiała znaleźć samochód, 

ruszyła więc na miasto. Po całodziennym bieganiu po 

salonach prawie zdecydowała się na niewielkiego forda. 

Postanowiła jeszcze się zastanowić i wrócić w przyszłym 
tygodniu. 

Jak można się tego było spodziewać, niestety jej się 

to nie udało. We wtorek wylatywali z Joelem do Glasgow, 

co jak zwykle wiązało się ze wzmożoną pracą. 

Kiedy meldowali się w recepcji, doznała szoku. Gdy 

recepcjonista podał jej klucz, Joel chwycił ją za rękę. 
- Kochan

ie, chyba nie zamierzasz brać osobnego 

pokoju? - 

I zwracając się do recepcjonisty, wyjaśnił: 

Stare przyzwyczajenia. Pobraliśmy się zaledwie dwa 
tygodnie temu. 

Chesnie, jak przystało na fachową asystentkę, przywołała 

uśmiech na usta, lecz wewnątrz wszystko się 

w niej zagotowało. Jak to? Będą zajmować wspólny 

pokój? Tego nie było w ich umowie. 

Gdy tylko wysiedli z windy i zostali sami na piętrze, 

ostro zwróciła się do Joela: 

Po co to zrobiłeś? 

O co ci chodzi? Przecież mieszkamy razem. 

Czułabym się o wiele swobodniej, gdybym miała 

pokój tylko dla siebie - 

odparła z paniką w głosie. 

I będziesz go miała, bo w tym apartamencie są 

dwie sypialnie - 

tłumaczył jej cierpliwie jak dziecku. 

Cóż, zapomniała o tym, lecz mimo wszystko sytuacja 

stawała się niebezpiecznie intymna. Owszem, są 

dwie sypialnie, ale tylko jedna łazienka. No tak, przecież 

teraz jest żoną Joela... 

Nie chciałbym, żeby ktoś w radzie nadzorczej dowiedział 

się, że sypiamy w osobnych pokojach. Wzbudziłoby 

to poważne podejrzenia - przypomniał Joel. 

Jak ktoś miałby się dowiedzieć? - spytała bez 

background image

przekonania. 

Wystarczyłoby, żebyś coś zostawiła w pokoju. Recepcja 

zadzwoniłaby do biura w Londynie... 

Że też ty zawsze o wszystkim pomyślisz... - przerwała 

mu z ironią. 
- To fakt - 

zaśmiał się Joel. 

C

hesnie mu zawtórowała. Na widok jej ślicznej, rozjaśnionej 

uśmiechem twarzy, Joel objął ją i przytulił 

Chodź, słonko, bo się spóźnimy. 

Słonko?! Na szczęście Chesnie miała chwilę, by 

ochłonąć. Wrzucili bagaż do pokoju i wyszli przed hotel, 

gdzie czekał na nich służbowy samochód. 

Podczas krótkiej jazdy Chesnie miała czas na rozmyślania. 

Słonko? I ten uścisk... Gdyby nie wiedziała, że 

w sercu Joela nie ma dla niej miejsca, przez chwilę 

poczułaby się żoną. Zaczynała mieć nadzieję, że może 

Joel choć troche ja lubi. Zresztą, znając go, chyba nie 

posunąłby się do tego, by bez odrobiny sympatii się 

z nią ożenić. Wprawdzie zrobił to dla pieniędzy, władzy 
i przywilejów, lecz jednak... 

Po południu, po całym dniu pracy, Joel zaproponował, 

by Chesnie wróciła odpocząć do hotelu, podczas 

gdy on został na jeszcze jednym spotkaniu. Poprosił ją 

tylko, by przygotowała pewne wydruki na następny 
poranek. 

Chesnie popracowała chwilę przy komputerze i postanowiła 

wziąć szybki prysznic, by spłukać z siebie 

upał i zmęczenie. Wyskoczyła ze sztywnych ubrań, 

szybko się umyła i poszła do swojej sypialni, by wysuszyć 

włosy. Po chwili wpadła na moment do łazienki 

po swoją kosmetyczkę i już miała wybiec z powrotem, 

gdy z kabiny z prysznicem nagle wyszedł Joel! Mokry 

i goluteńki. 

Chesnie jęknęła i zakryła dłonią usta. Zdołała jedynie 

zarejestrować niezwykle kształtne ciało swego męża 

szeroką klatkę piersiową, wąskie biodra i długie nogi. 

Spąsowiała. Wlepiła oczy w twarz Joela. Nie była 

w stanie się ruszyć. 

Stał tak przez chwilę, najwyraźniej wcale niewzruszony. 

I chyba tylko dlatego, by oszczędzić sparaliżowanej 
Chesnie strasznego wstydu, leniwym ruchem 

sięgnął po ręcznik i przewiązał go wokół bioder. 

Mam nadzieję, że widziałaś już kiedyś nagiego 

faceta? - 

zażartował, by rozładować napięcie. 

Zazwyczaj zamykałam wtedy oczy - odparła 

Chesnie i nagle odzyskawszy władzę w nogach, wypadła 

z łazienki. 

background image

Po chwili Joel, nienagannie już ubrany, dołączył do 
niej w zaimprowizowanym gabinecie. Taktownie nie 

nawiązał do niedawnego incydentu, lecz Chesnie i tak 

czuła się bardzo onieśmielona. Dopiero po długiej chwili 

wspólnej pracy poczuła się nieco swobodniej. 

Tego wieczoru Joel zaproponował, by zjedli kolację 

w restauracji hotelowej. Chesnie ucieszyła się, że choć 

pewien czas spędzą w miejscu publicznym. 

Niestety, nie była w stanie kontrolować swoich myśli. 

Co chwila przed oczyma stawała jej naga, smukła 

sylwetka Joela. Te idealne proporcje jego ciała... 

Dam złotą monetę, by poznać twoje myśli - wyrwał 

ją z kolejnej zadumy. 

Chesnie zarumieniła się. 

Och, są warte najwyżej miedziaka. 

Zajęli się deserem, gdy nagle Joel zapytał: 
- Dlaczego? 
- Nie rozumiem. Dlaczego co? 

Nie wyglądasz na oziębłą seksualnie - Chesnie 

zamarła. - A jednak nigdy nic widziałaś nagiego mężczyzny. 

Mam rację? 

Przez chwilę milczeli. 
- Przepraszam - 

odezwał się w końcu Joel. - Znowu 

cię zakłopotałem. Ale cóż, zadziwiasz mnie na każdym 
kroku. - 

Uśmiechnął się rozbrajająco. - Faceci 

muszą się przy tobie pilnować. Chwila nieuwagi i można 

przepaść z kretesem. Oszaleć na twoim punkcie... 

Więc dobrze się pilnuj - mruknęła. - Pamiętasz? 

Rozstajemy się za dwa lata. 
- Chyba mnie nie zostawisz? - 

zapytał Joel, nie 

ukrywając niepokoju. 

Chesnie zrobiło się jeszcze goręcej. 

Nie przed upływem dwóch lat. Ale potem rozwód. 

Liczę na to - odparł pośpiesznie i zmienił temat. 

Chesnie nie mogła zasnąć tej nocy. Co chwila przed 

jej oczyma pojawiał się nagi Joel. Zdała sobie sprawę, 

iż wręcz marzy o tym, by ją przytulał, by kochał się 

z nią. Przez pół nocy walczyła z tymi nierealnymi pragnieniami, 

aż w końcu zasnęła. 

Z ulgą wróciła do Londynu, do mniej prywatnego 

biura i mieszkania. Tego dnia Joel wcześniej wyszedł 

z pracy, a gdy wieczorem wróciła do domu, z tajemniczym 

uśmiechem otworzył jej drzwi. 

Mam coś dla ciebie. 

Wyjął zaskoczonej Chesnie torbę z rąk i poprowadził 

ją z powrotem do windy. Zjechali do podziemi. 

Wykupiłem dodatkowy garaż - wyjaśnił, uruchamiając 

background image

pilotem drzwi, które uniosły się ku górze. - I co 

o nim myślisz? 

Oczom Chesnie ukazał się nowy, lśniący, srebrny 
samochód sportowy. 
- J

est śliczny! - zawołała z entuzjazmem. 

Cieszę się, że ci się podoba. - Joel odetchnął z ulgą. 

Pomyślałem, że mniejszym samochodem wygodnej 

ci będzie jeździć po Londynie. 

Co? To ja mam nim jeździć? - zdumiała się Chesnie 

i jęknęła. 

Oczywiście. Jest twój. 

O nie! W życiu! - zawołała, kręcąc głową i postępując 

krok w tył. 

Byłem pewny, że tak zareagujesz. Wiedziałem, że 

nigdy niczego ode mnie nie weźmiesz. Nie chciałaś przyjąć pieniędzy, 

które ci się należą, więc jak mogłabyś bez 

gięli przyjąć samochód? - Gdy Chesnie nadal kręciła 

głową, dodał: - Tylko pomyśl. Żona prezesa firmy musi 

mieć samochód. A twój dziadek? On też musi czymś 

jeździć. Poza tym nigdy nie będziesz miała czasu, żeby 

sama wybrać sobie odpowiednie auto - cierpliwie przekonywał. 
- To 

jak będzie? - spytał z nadzieją. 

Chesnie spojrzała na niego. Joelowi najwyraźniej 

bardzo na tym zależało... Uśmiechnęła się promiennie. 

Dziękuję, Joel. To piękny wóz. 

Spontanicznie wspięła się na palce i pocałowała go 

w policzek. Natychmiast objął ją w pasie, przytulił... 

i zaraz odskoczyli od siebie jak oparzeni. Joel odchrząknął 

z zakłopotaniem. 

Lepiej wybierzmy się na próbną jazdę - powiedział 

trzeźwo. 

Dwa dni później Chesnie jeździła nowym samochodem 

jak zawodowy kierowca i cieszyła się nim jak 
dzie

cko. Martwiło ją jednak to, że od powrotu z Glasgow  

z coraz większym trudem ukrywała swoje uczucie 

do Joela. Jego życzliwość i hojność zupełnie ją rozbrajały. 

Nie była w stanie walczyć ze sobą, a to powodowało, 

iż czuła się przy nim skrępowana i straszliwie 

spięta. Gdy tylko miała okazję, uciekała w świat marzeń 

o szczęśliwej miłości, z Joelem w roli głównej. Krótko 

mówiąc, zaczęła mieć na jego punkcie obsesję. 

W sobotę rano Joel, gdy spotkali się w kuchni, zaproponował: 

Jeśli twój apetyt na książki trochę zmalał, moglibyśmy 

się wybrać na nową wystawę do Tatę Gallery. 

Chesnie poczuła, że miękną jej kolana. Ach! Jakże 

cudownie byłoby pójść z Joelem do galerii! Jednak 

świetnie wyćwiczony instynkt samozachowawczy wziął 

background image

górę nad emocjami. 

Czas, żebym oddała dziadkowi samochód. Przeprowadził 

się w poniedziałek do nowego domu - odparła 

chłodno. 

Wybierasz się do Herefordshire? - spytał Joel równie 

obojętnym tonem. A gdy skinęła głową, zapytał: - 

A jak zamierzasz wrócić? 

Zostanę na noc i wrócę pociągiem w niedzielę. - 

A widząc zatroskaną minę Joela, zakpiła: - Nie martw 

się. Zastaniesz mnie przy biurku w poniedziałek punktualnie 
o ósmej. 

Mijając malownicze pola i ogrody Kentu, Chesnie 

rozmyślała, jakżeby inaczej, o Joelu. Pewnie zaproponował 

jej wyjście do galerii tylko dlatego, że rodzina 

i współpracownicy mogą się dziwić, że już w trzy tygodnie 

po ślubie Davenportowie spędzają tyle czasu osobno.  

Joel wydawał się dość zirytowany jej odmową. Pokręciła 

głową. Cóż, jakoś sobie musi poradzić. 
Jednego jednak nie 

przewidziała. Ledwie dziadek ją 

ucałował, natychmiast obrzucił ją niespokojnym wzrokiem 

i zadał proste pytanie: 
- A gdzie Joel? 

Musiał zostać w domu. Ma jakąś pracę na poniedziałek 

odparła pozornie od niechcenia. Nie znosiła 

okłamywać dziadka. 
Dziadek 

przeniósł się na dobre do nowego domu 

zaledwie kilka dni wcześniej. Wciąż cały korytarz zastawiony 

był pudłami i paczkami. Chesnie żwawo zabrała 

się do pracy. Sprzątnęła kuchnię i rozpakowała 

większość pudeł. Dziadek zachował sporo mebli, które 

pamiętała jeszcze z dzieciństwa, więc odkurzała je ze 

szczególną pieczołowitością. 
- Jak wrócisz do Londynu? - 

nagle się zmartwił. 

Pociągiem. - Chesnie rozejrzała się wkoło. Roboty 

było jeszcze mnóstwo. Mimo że jej serce rwało się 

do Joela, będzie musiała zostać do jutra. - Wyjadę rano. 

Co byś powiedział na obiad w pubie? Szkoda czasu na 
gotowanie. 
- Co? Zostaniesz na noc? - 

Uniósł brwi w zdziwieniu 

i westchnął. 

A masz coś przeciwko temu? - z kolei zdumiała 

się Chesnie. 
- Nie, o ile Joelowi to nie przeszkadza. - Dziadek 

wyglądał przez chwilę tak, jakby coś go niepokoiło. 

Wszystko między wami układa się dobrze? - zapytał 

w końcu nieśmiało. 

Chesnie zaśmiała się z przymusem. 

background image

Oczywiście, że tak. - Dziadek był bystry, a poza 

tym podczas długiego małżeństwa nie spał z dala od 

żony, dlatego postępowanie wnuczki musiało go zdziwić. 

Spędzamy ze sobą każdą wolną chwilę. Pewnie 

Joel cieszy się, że trochę pobędzie sam. 

Cóż... W takim razie przygotuj sobie łóżko na 

poddaszu. - 

Starszy pan pokręcił bez przekonania głową 

poszedł przygotować herbatę. 

Chesnie do siódmej uporała się z salonikiem, sypialnią 

dziadka i kuchnią, i zamierzała zabrać się za pokoik, 

w którym miała nocować. Było to niewielkie pomieszczenie 

ze spadzistym dachem, ogromnym łożem i trzydrzwiową 

szafą. Mogła tu przebywać tylko jedna osoba, 

i to pod warunkiem, że stała na jednej nodze. Ścieląc 

łóżko, Chesnie myślała o Joelu i o tym, jak bardzo za nim 

będzie tęsknić podczas tej pierwszej nocy z dala od niego. 

Starając się nie tracić dobrego nastroju, zbiegła po 

schodach i zawołała: 
- Dziadziu! Idziemy do pubu? 

Chesnie połknęła obiad, niewiele zastanawiając się, 

co ma na talerzu. Bez przerwy rozmyślała o tym, co robi 

Joel. Czy podgrzał sobie jakieś półprodukty, których 

nigdy nie brakowało w lodówce? Pewnie nie chciało 

mu się gotować tylko dla siebie... 

Zmierzchało, kiedy wolnym krokiem wracali do domu, 

napawając się ciepłym, letnim powietrzem. Nagle Chesnie 

zamarła. Przed domem dziadka stało czarne mondeo... 

Z wozu wysiadł Joel i wesoło do nich pomachał. 
- Joel! - 

Chesnie wybiegła mu na spotkanie. 

Lekko pocałował ją w usta, pewnie dlatego, że obserwował 

ich dziadek, po czym powiedział: 

Pomyślałem, że Chesnie przyda się szofer. 

Widzę, że wcześniej zdołałeś skończyć swoją pracę 

ucieszył się dziadek. 

- Tak - 

przytomnie odparł Joel. - Poza tym dom bez 

Chesnie jest taki pusty... 

Gdyby nie znała prawdy, sama by uwierzyła w te 

ciepłe słowa, dzięki którym, chwalić Boga, wszelkie 

wątpliwości dziadka zostały rozwiane. 

Chesnie planowała tu zanocować. Zapraszam więc 

i ciebie. - 

Uśmiechnął się serdecznie. 

Joel pytająco spojrzał na Chesnie, którą ogarnęła panika, 

więc milczała. 

Tak, chętnie - wydukał w końcu Joel. 

A tak liczyła na jego błyskotliwość! 

To świetnie! - Dziadek zatarł dłonie. - Chesnie 

przygotowała jedyny pokój gościnny, jaki tu mamy. Nie 

background image

jest zbyt luksusowy, za to łoże jest iście królewskie. 

Z tymi frywolnymi słowy, nieświadom zamętu, jaki 

zapanował w głowie wnuczki, wprowadził ich do domu. 

Chesnie uświadomiła sobie, że nawet gdyby w domu 

było dziesięć sypialń, i tak nie mogliby spać z Joelem 

osobno, gdyż jej wszystko widzący dziadek by to 

zauważył! A z pewnością nie uda się Joela położyć na 

podłodze, chyba że pod łóżkiem. 

Jadłeś coś? - spytała, jak na przykładną żonę przystało. 

Tak, dziękuję. Zjadłem wszystko, co zostało w lodówce 

odparł wesoło Joel. 

Panowie wdali się w pogawędkę. Słuchając ciepłego 

barytonu Joela, Chesnie zachodziła w głowę, jak ten 

facet może być tak nieludzko spokojny, wiedząc, co go 

czeka: noc we wspólnym łóżku ze swoją niby-żoną. Bo 

jeśli chodziło o nią, to dawno nie czuła się tak bardzo 

wzburzona. No, może kiedy zobaczyła Joela nagiego... 

Wreszcie we trójkę wypili drinka na dobranoc i zaczęli 

szykować się do snu. 

Pozwolisz, że pierwszy pójdę na górę, kochanie 

ciepło powiedział Joel. 

Oczywiście, a ja... pozmywam naczynia - wyjąkała 

Chesnie. - 

Zaraz będę gotowa... - Akurat! Nigdy 

nie będzie gotowa, by spokojnie położyć się w łóżku, 

w którym leży Joel. 

Wreszcie po godzinie chwyciła swoją kosmetyczkę 

i krótką koszulkę, i dała susa do łazienki. Myła się wyjątkowo 

długo, licząc na to, że Joel zaśnie. Wolałaby spać 

w ubraniu, ale wyglądałoby to niedorzecznie, a poza tym 

wygnieciona sukienka na pewno zaintrygowałaby dziadka. 

Nie mając wyboru, naciągnęła na siebie kusą koszulkę 
i n

arzuciła szlafrok. Wzięła głęboki oddech i ostrożnie 

wyszła z łazienki. Wiedziała, że nie zmruży oka tej nocy. 

Cóż, pierwszy raz w życiu miała spać z mężczyzną. Pocieszała 

się jedynie tym, że nie zamierzała spać z Joelem 

w drugim znaczeniu tego słowa. 
Z du

szą na ramieniu otworzyła drzwi do pokoju. 

Niestety, wbrew jej nadziejom, obok łóżka paliła się 
lampka, a Joel - z nagim torsem! - najspokojniej 

w świecie czytał książkę. Tyle przynajmniej Chesnie 

zdołała dostrzec, rzucając w jego stronę przelotne spojrzenie.  

Sztywno podeszła do łóżka z drugiej strony, 

zrzuciła szlafrok i czym prędzej położyła się blisko 

brzegu, naciągając kołdrę pod samą brodę. Naraz spostrzegła, 

że Joel nie tylko jej się przygląda, ale jeszcze 

szczerzy zęby! 
- Nie przerywaj sobie... - po

wiedziała z trudem. 

background image

A gdy uśmiech nie znikał z jego twarzy, zapytała: - 
Czy ty chrapiesz? 

Patrzył na nią przez chwilę w osłupieniu, po czym 

wybuchnął niepohamowanym śmiechem. Chesnie patrzyła 

na niego zdumiona, aż wreszcie sama mu zawtórowała. 
- Co ja taki

ego powiedziałam? - mruknęła wreszcie, 

udając złość. 

Nic, Chesnie, nic. Cóż, nigdy nie przestaniesz 

mnie zadziwiać. 

Atmosfera wyraźnie się poprawiła i Chesnie rozluźniła 

się wreszcie. 

Mogłam to inaczej rozegrać - powiedziała. 

- Tak? 

Są tu przecież hotele, ale... 

Nie chciałaś robić przykrości dziadkowi? 

Właśnie. Cieszę się, że to rozumiesz. Jesteśmy 

przyjaciółmi prawda? - zapytała z powagą. 

Mam nadzieję - odparł równie poważnie Joel. 

Patrzyli na siebie przez chwilę, po czym Chesnie 

uśmiechnęła się promiennie i powiedziała cicho: 
- Dobranoc, Joel. - 

I odwróciła się na bok. 

- Dobranoc... kochanie - 

odparł po długiej chwili 

też się odwrócił. 

Kochanie? Czy to jakiś nowy zwyczaj? Kochanie... 

też mi coś! Jak on może szastać takimi słowami? 
Niewiarygodne

, a jednak śpi z Joelem. Jest tuż 

obok, wystarczy tylko wyciągnąć rękę... Ale przecież 

tego nie zrobi. Nawet nie może się odwrócić na drugi 

bok, lepiej leżeć nieruchomo. 

Chesnie długo rozważała te nowe doznania, zanim 

zmęczenie wzięło górę i wreszcie zasnęła. 

O świcie otworzyła oczy i zdumiała się niepomiernie. 

Znajdowała się na środku wielkiego łoża, firanka falowała 

na lekkim wietrzyku... Nagle wszystko jej się 

przypomniało. Ale co to? Jej głowa spoczywała na 

czymś ciepłym i miękkim. Na ramieniu Joela! A jego 

drugie ramię lekko, lecz z wielką determinacją, otaczało 

ją i przyciągało do siebie. Już miała wyskoczyć z tych 

czułych objęć, gdy to drugie ramię, jakby wyczuwając 

jej intencje, delikatnie ją powstrzymało. Jakby nakazywało 

jej zostać tam, gdzie jest jej miejsce... 

Nie wiedziała, czy Joel przytulał ją we śnie, czy też 

w pełni świadomie, lecz usłuchała tego cichego nakazu 

i zamarła. Zrobiło jej się tak dobrze... Ogarnęło ją poczucie 

błogiego szczęścia i absolutnego bezpieczeństwa. 

Jeszcze nigdy tak się nie czuła. Nagle - czy to 

wyobraźnia płatała jej figle? - poczuła delikatny ucisk 

background image

na włosy. Czyżby Joel ją pocałował? Nie, z pewnością 

jej się wydawało... 

Trwali tak długą chwilę wtuleni w siebie. Wreszcie 

Chesnie uznała, że czas położyć kres tej iluzji. Tylko jej 

się zdawało, że również Joel poczuł piękno tej chwili. 

Musiała to przerwać, póki wyobraźnia nie podsunie jej 

jeszcze bardziej iluzorycznych obrazów. Musiała coś 

powiedzieć, sprawdzić, czy Joel śpi. 

Chrząknęła. 
- Ja... - 

powiedziała niemal bezgłośnie. - Jeszcze 

nigdy nie spałam z mężczyzną. 

Joel zesztywniał, a potem szepnął: 

W żadnym sensie tego słowa? 

Milczała chwilę. 

Wynika z tego, że jestem potworną dziwaczką. 

Żałuję, że mi to powiedziałaś, Chesnie. 

- Dlaczego? 

Bo przez to stałaś się nietykalna. 

W jego słowach wyczuła uśmiech, i też się uśmiechnęła, 

choć było jej smutno. 

Joel, to straszne mówić tak swojej żonie w słoneczny, 

niedzielny poranek. 

Roześmiał się na głos. 
- Oj, Chezzie Davenport! - 

Delikatnie wyjął ramię 

spod jej głowy i pochylił się nad nią. - Ciągle mnie 
zaskakujesz. 

Co takiego znowu powiedziałam? 

Zawsze, kiedy jestem pewien, że pójdziesz w jedną 

stronę, ty wybierasz tę drugą - wyjaśnił i zapatrzył 

się w nią. - Jak ty to robisz, że jesteś taka śliczna? 
- Co ja takiego pow

iedziałam? - powtórzyła Chesnie, 

starając się zwalczyć ogarniającą ją tkliwość. 
- Dwa w jednym. - 

Uśmiechnął się. - Wyznałaś, że 

jesteś dziewicą, a jednocześnie... zapraszasz mnie. 

Pochylił głowę i ich usta połączyły się. Pocałunek 

zaczął się spokojnie, lecz z każdą chwilą Joel stawał się 

bardziej niecierpliwy, gwałtowniejszy. Nagle zamarł 

i spojrzał pytająco na Chesnie. Czyżby spodziewał się 

oporu? Wiedział jednak dobrze, że zawsze go zaskakiwała. 
Co zrobi teraz? 

Było to bardzo przyjemne - westchnęła Chesnie. 

- Ach, te twoje zaproszenia. - 

Joel znów się uśmiechnął 

i przyciągnął ją jeszcze mocniej. 

Już nabrał pewności, że Chesnie go nie odpycha, 

tylko wręcz przeciwnie, więc pocałował ją jeszcze raz. 

i znów. Jego dłonie zaczęły wędrować wzdłuż jej ciała, 
je

go usta zaczęły szukać jej szyi, ramion... Chesnie 

background image

reagowała na każdą jego pieszczotę. Nie było mowy 

o tym, by teraz była w stanie go powstrzymać. 

Nagle Joel jęknął i gwałtownie odepchnął ją od siebie. 
- Nie! 
- Nie? Dlaczego? 

Musimy przestać. 

Do Chesnie 

nic nie docierało. Pragnęła tylko jednego 

aby te ciepłe, miękkie, kochane usta nadal ją całowały. 

Lecz Joel już wyskakiwał z łóżka. Chwycił spodnie, 

szybkim ruchem wciągnął je na siebie, otworzył drzwi 

i jak oparzony wybiegł z pokoju. 
 

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 
 

W drodze powrotnej do Londynu w samochodzie panowała 

pełna napięcia cisza. Chesnie siedziała całą drogę 

sztywno, z dumnie podniesioną głową, zaś sądząc po 

ponurym milczeniu Joela, musiał gorzko żałować, że 

platoniczny dotąd związek nieco zmienił swój niezobowiązujący 
charakter. 

Jednak już po godzinie jazdy Chesnie poczuła, że jej 

gniew rośnie, zaś duma topnieje. Co u licha? Czy ich, 

co prawda wielce niekonwencjonalne małżeństwo, tak 

jak związki jej rodziców i sióstr, też ma opierać się na 
walce i cichych dniach? 

Kiedy dojechali na miejsce i znaleźli się w mieszkaniu, 

Chesnie nie wytrzymała. 
- Joel? - 

Odwrócił się i wyczekująco na nią spojrzał. 

Powiedziała chłodno: - Czy możemy wrócić do 

naszych poprzednich układów? Obiecuję, że więcej nie 

będę cię kusić. Seks zupełnie mnie nie interesuje. 

Mogłaby przysiąc, iż kąciki ust Joela zadrżały. 
- Znów to robisz! 
- Co takiego? 

Zadziwiasz mnie. Byłem przekonany, że będziesz 

unikała tego tematu jak ognia. 

Tym razem to ona pierwsza wybuchnęła śmiechem, 
a Joel jej zawt

órował. Całe napięcie, które od rana wisiało 

między nimi w powietrzu, zniknęło bez śladu. 

Odetchnęli z ulgą. Chesnie wesoło pomaszerowała do 
swojego pokoju. 

Następnego dnia niewiele widziała Joela. Dopiero 

wieczorem wypadł na chwilę ze swojego gabinetu, żeby 

powiadomić o jutrzejszym wyjeździe do Glasgow. 

Chesnie nic o tych planach nie wiedziała. 

To nowe przedsięwzięcie - wyjaśnił. - Nie będzie 

mnie kilka dni - 

dodał i wrócił do pracy. 

background image

Chesnie poczuła, jak opuszcza ją cała radość życia. 

Oto Joel wyjeżdża i nie dość, że jej nie potrzebuje, to 

jeszcze nie okazuje ani odrobiny żalu, że rozstaną się 

na kilka dni. Niestety, ona nie podzielała jego obojętności.  

Nie wiedziała, jak przeżyje ten czas bez Joela. To 

będzie ich pierwsza rozłąka. 

Nagle Chesnie pojęła, że wpadła w emocjonalną pułapkę. 

Nie powinna pobłażać swoim uczuciom. Nie może 

przywiązać się do Joela, jako że była to tylko gra. 

czasowy układ. Co będzie za dwa lata, kiedy się rozstaną 

na zawsze? Na samą tę myśl robiło jej się słabo. Cóż. 

będzie musiała coś wymyślić. Teraz zrobi pierwszy krok 

i postara się za nim nie tęsknić. Zajmie się czymś innym, 

będzie chłodna i wyniosła. 

Następnego dnia zadzwonił Joel i na dźwięk jego 

głosu uśmiechnęła się radośnie. To tyle, jeśli chodzi 

o chłód i wyniosłość. 
- Ches

nie? Nie mogę sobie bez ciebie poradzić. 

Wsiadaj do samolotu o pierwszej piętnaście. Czekam 
w biurze w Glasgow - 

zakomenderował Joel i się rozłączył. 

Uśmiech nie znikał z twarzy Chesnie aż do momentu, 

kiedy nie wsiadła do samolotu. Joel jej potrzebował. 
Leci do niego! 
- Chesnie! 

Obok niej usiadł Philip. 

Philip! Jak miło cię widzieć! - Szczerze się ucieszyła 

na widok starego przyjaciela. 

Gdybym wiedział, że będziesz leciała tym samym 

samolotem, czekałbym na tę podróż od tygodnia. Nadal 
pracujesz z Joelem? 

Tak, właśnie do niego lecę. 

Szczęściarz z niego! I w pracy, i w domu. - Nie 

udało mu się ukryć zazdrości. 
- Jak tam twoja nowa asystentka? 

Szczerze mówiąc, mam mieszane uczucia. Od kied

Yeatman Trading chce przejąć Symington Technology 
nie... 
- Co?! - 

Chesnie była zdumiona. 

Nic o tym nie wiesz? Joel ci nie powiedział? 

Nie... i wiesz, Philipie, skończmy ten temat - 

ucięła. Było jej przykro, że nadal istnieją sprawy, o których 

Joel z jakichś powodów jej nie mówił. 

Jesteś wspaniała. - Philip ujął jej dłoń i pocałował. 

Joel z pewnością nie jest zazdrosny o takie gesty 

przyjaźni. 

Niestety, westchnęła w duchu Chesnie. 

Jutro będę z nim rozmawiał. Czy też zjawili się 

background image

na tym spotkaniu? 

Dowiem się dopiero na miejscu. 

Resztę drogi lekko sobie gawędzili. Philip był tak 

miły, że Chesnie z trudem powstrzymała się przed zaproszeniem 

go na obiad na ten wieczór. Uznała, że przed 

jutrzejszym spotkaniem może się to okazać niezręczne, 

skoro w grę wchodzą rozmowy o przejęciu firmy. 
Na lotnisku wsiedli do tej samej taksówki. Kiedy 

zajechali przed hotel Chesnie, serdecznie się uściskali, 

obiecując sobie prędkie spotkanie. Philip jeszcze raz ją 

ucałował i odjechał. 

Chesnie udała się do apartamentu, który zajmowali 

z Joelem podczas poprzedniego pobytu. Nie zastała 

żadnej kartki z instrukcją dla siebie, a Joela oczywiście 

nie było. Zaczęła się zastanawiać, po co kazał jej tu gnać 

na złamanie karku, skoro nie potrzebował jej tak pilnie. 

Po półgodzinie oczekiwania na telefon, Chesnie postanowiła 

wziąć prysznic. Umyła się, przebrała, przeczytała 

gazetę. Ani śladu Joela. Wreszcie, a było już po 

siódmej, drzwi się otworzyły. 

Cześć! - uśmiechnęła się promiennie, starannie 

skrywając irytację. 

Cześć - powitał ją Joel bez uśmiechu, rzucił teczkę 

na kanapę i poszedł do swojego pokoju. 

Skoro tak, to Joel doskonale wie, gdzie ją znaleźć 

Chesnie pomaszerowała do siebie. Ciekawe, czy wyjaśni  

jej sprawę z przejęciem Symington Technology? Ona 

z pewnością nie poruszy tego tematu pierwsza. 

Słyszała, że Joel bierze prysznic. Po dość długiej 

chwili weszła do saloniku i spytała niewinnie: 

Gdzie jemy kolację? 

Długo na nią patrzył, po czym odpowiedział z nikłym 

uśmiechem: 

Dzięki, że przyjechałaś. 

- Boss, dla ciebie wszystko - 

odparła Chesnie 

i mrugnęła zawadiacko. 

Te twoje żarciki doprowadzą cię kiedyś do zguby 

odparował, lecz nie mógł powstrzymać śmiechu. Jego 

wzrok powędrował ku ustom Chesnie. 

Usiedli na kilka godzin, by popracować. Zamówili 

kolację do pokoju, po czym Joel zaczął omawiać 

z Chesnie najbliższe plany. 

Nie będzie mnie prawie cały dzień. Zobaczymy się 

dopiero wieczorem. 

Chcesz, żebym cały czas siedziała w hotelu? - 

Chesnie nie udało się ukryć zdziwienia. 

A musisz wracać do Londynu? - rzucił ostro. 

background image

- Niekoniecznie - 

odparła chłodno. 

Ku jej zdziwieniu Joel zamilk

ł gniewnie. Jeszcze 

chwila, a wybuchnie. 

Czy mogę ci przygotować drinka? - spytał po 

chwili, siląc się na spokój. 

Nie, dziękuję. Położę się spać. 

Kiedy Chesnie wychodziła z pokoju, spostrzegła na 

twarzy Joela grymas niezadowolenia. Zazwyczaj nie był 
hu

morzasty, wynika więc z tego, że miał bardzo zły 

dzień. Cóż, jej dzień też specjalnie się nie udał. Właśnie 

dowiedziała się, że jej mąż... czyli szef, poprawiła się 

w myślach, nie ufa jej na tyle, by powiadomić ją o planowanym 

przejęciu konkurenta! Wzruszyła ramionami 

poszła do łazienki wziąć prysznic. 

Gdy po chwili wracała w szlafroczku, Joel wstał, 

jakby chciał zamienić z nią słowo. Jednak ona nie zwolniła 
kroku. 
- Dobranoc - 

rzuciła sucho i zniknęła w swoim pokoju. 

Jednak w myślach wciąż toczyła z nim wojnę. Co ten 

Joel sobie myśli? Jak mógł jej nie ufać? O nie, nie 

zamierzała sama się denerwować. Nie da mu spokoju, 

tylko wyrąbie prawdę w oczy! Z furią otworzyła drzwi. 

Na progu niemal zderzyła się z Joelem. 

Właśnie do ciebie szedłem - powiedział spokojnie. 

Doskonale się składa! - rzuciła wrogo. - Też mam 

ci coś do powiedzenia. Ponoć masz jutro spotkanie 
z Philipem Pomeroyem? 

Wyraz twarzy Joela gwałtownie się zmienił. Najwyraźniej 

wspominanie konkurencji było mu nie w smak 

On ci o tym powiedział? - warknął. 

Skoro ty nie uważałeś za stosowne powiadomić 

mnie o tym... 

Leciałaś z nim? - przerwał jej Joel z wściekłością, 

najwyraźniej nie zamierzając niczego tłumaczyć. 
A co to ma do rzeczy? 

Spotkałam Philipa w samolocie. 

Jak to miło! Umówiliście się? 

- Co takiego? - 

Chesnie nie pojmowała, co wstąpiło 

w Joela. 

A więc cały czas się z nim kontaktowałaś? Ty i ten 

Pomeroy... 

O czym ty mówisz?! Ale czemu ja się dziwię - 

syknęła. - Zapomniałam, że w ogóle mi nie ufasz. Gdybyś  

mi ufał, powiedziałbyś mi o przejęciu Symingtona 

i nie musiałabym się o tym dowiadywać od Philipa! 

A więc on ci powiedział! 

- Bo przynajmniej on mi ufa! 

background image

Jesteście aż tak blisko?! - warknął Joel, ledwie 

opanowując złość. 

O co mu u licha chodzi? Chyba zwariował! 
- Na tyle blisko, 

że omal nie zaprosiłam go dziś na 

obiad! - 

wyparowała Chesnie, dając upust swej narastającej 

wściekłości. 

Ach tak! Ale ty wyszłaś za mnie, pamiętasz? - 

Chwycił ją za ramiona i potrząsnął. 
- Tylko na dwa lata! - 

Chesnie usiłowała wyrwać 

się z tego uścisku. Jej oczy ciskały błyskawice. 
- Wiec Pomeroy zaczeka? - 

krzyknął Joel, a gdy 

hardo nie zaprzeczyła, ogarnięty niepohamowaną furią, 

przyciągnął ją gwałtownie do siebie i z wściekłością 

zaczął całować jej usta, twarz, szyję... 

Chesnie poczuła się w jego objęciach jak lalka. Pragnęła, 

by ją całował, ale nie tak, nie z tą brutalną wściekłością. 

Zaczęła się wyrywać, lecz jej opór prowokował 

Joela do jeszcze bardziej nieopanowanych zachowań. 

Nagle wypuścił ją z objęć i jęknął: 
- Chesnie, przepraszam. Nie wiem, co we mnie 

wstąpiło. - Dotknął jej ramienia. - Śmiertelnie cię wyszyłem. 

Szczerze bolał nad swym zachowaniem, więc gniew 

Chesnie ulotnił się bez śladu. 

Nic się nie stało, Joel - szepnęła, delikatnie dotykając 

jego twarzy. 

Skrzywdziłem cię. A to ostatnia rzecz, której pragnę... 

Uwierz mi. 
- Wiem. - 

Uśmiechnęła się. - Możesz mnie całować, 

ale inaczej... 
- Czy tak lepiej? - 

spytał Joel, delikatnie całując jej 

wargi. 
- Znacznie lepiej... 

W tych pocałunkach nie było miejsca na gniew i ból, 

jedynie na radość i czułość. 

Powinniśmy przestać - szepnął po chwili Joel. 

- Dlaczego? - 

spytała z uśmiechem. 

Dlaczego, dlaczego... Bo przy tobie nie potrafię 

jasno myśleć. 

Zaśmiała się. 
- To dobry znak. 

Och, najdroższa Chesnie - szepnął i przyciągnął 

ją na powrót do siebie. 

Trudno byłoby powiedzieć, jak to się stało, że nagle 

znaleźli się w jej pokoju. 
- Teraz powiesz mi to swoje „dobranoc"? - 

szepnął. 

Nigdy nie mówię tego, czego się spodziewasz. 

Przytuliła się do niego. Joel jęknął, jakby toczył walkę  

background image

sam ze sobą, lecz ku jej radości przycisnął ją mocniej 

i zaczął całować jeszcze namiętniej. Odpowiedziała pocałunkami, 

tym samym dając mu przyzwolenie. Ogarnęło 

ją niewysłowione szczęście. Pocałunki Joela stawały 

się coraz bardziej pożądliwe. Jeszcze nigdy nikt 
tak jej 

nie całował. Jakby to był koniec świata. Jakby ją 

kochał. 

Całował jej twarz i szyję. Nie wiadomo kiedy szlafroczek  

zsunął się na ziemię. Dłonie Joela gładziły jej 

plecy, a kiedy dotarły do piersi, zadrżał. Chesnie zrobiło 

się słabo. 

Wszystko w porządku? - spytał, patrząc jej 

w oczy. 
- Tak - 

szepnęła. - Nie wiedziałam, że to takie cudowne... 

Czy też mogę? 

Zaśmiał się lekkim, radosnym śmiechem. 

Chodź... 

Zaczęła rozpinać mu koszulę, a jej koszulka spadła 

na podłogę. Po chwili leżeli na jej łóżku. 
- To os

tami moment, żeby mnie powstrzymać - 

ostrzegł chrapliwym głosem, gładząc ją z ledwie powstrzymywanym 

pożądaniem. - Pragnę cię, Chesnie. 

Ja ciebie też pragnę, Joel - odpowiedziała drżącym 

głosem. - Tylko... ja jeszcze nigdy... 

Położył dłoń na jej ustach, a potem powoli, bez pośpiechu, 

zaczął ją pieścić, delikatnie dotykać i całować. 

Pragnienie rosło w niej, aż poczuła, że dłużej tego nie 

zniesie. Gdy dotknął jej najbardziej intymnego miejsca, 

jęknęła z pożądania, lecz on nadal ją pieścił, oddalał 
moment ca

łkowitego zjednoczenia. Rozumiał nie tylko 

jej pragnienia, ale również niepewność i onieśmielenie. 

Już, kochanie. Już - szepnął. - Nigdzie się nie 

spieszymy. Mamy przed sobą całą noc. 

Chesnie spała krótko po tym, jak kochali się z Joelem, 
a potem tulili 

się do siebie przez wiele godzin. 

Wypełniało ją poczucie błogości, radosnego, spokojnego 

szczęścia. Wciąż nie mogła uwierzyć, że kochali się, 

a on był taki czuły, delikatny i wrażliwy... ten chłodny, 

surowy w obejściu biznesmen. 

Kiedy obudziła się, słońce już stało wysoko na niebie. 

Joela nie było przy niej. Zdziwiła się, że przed 

wyjściem nie obudził jej. Musiała spać bardzo twardo, 

ale to przecież nic dziwnego po nocnych przeżyciach. 

Zaróżowiła się na samą myśl o tym jak cudownie było 

kochać się z Joelem. Natychmiast odczuła straszliwa 

pustkę i tęsknotę. 

On pewnie tak za nią nie tęskni. Dla niego to, co stało 

background image

się między nimi, nie było niczym nowym... i czym prędzej 

odegnała tę przykrą myśl. Wyskoczyła z łóżka i poszła 

wziąć prysznic. Pod strugami chłodnej wody starała 

się myśleć logicznie. Przecież Joel miał spotkanie o ósmej, 

więc nic dziwnego, że wyszedł tak wcześnie. 

A jednak nie zostawił żadnej notatki... Dla niego to 

nie było tak ważne jak dla niej, pewnie chodziło mu 

tylko o seks. I cóż z tego, że nazywał ją „kochaniem" 

i „najdroższą"? To tylko miłe dla ucha ozdobniki, które 

miały stworzyć przyjemną atmosferę. Nic nie znaczące 
frazesy. 

Chesnie poczuła, że od tych myśli mąci jej się w głowie. 

Postanowiła jakoś przeżyć ten dzień, a na chandrę 
- wiadomo - 

najlepsza jest praca. Jednak, gdy zasiadła 

do komputera, nic jej nie wychodziło. Ani przez moment 

nie mogła się skupić. 

Tak bardzo pragnęła, by Joel ją kochał, lecz musiała 

spojrzeć prawdzie w oczy - tylko jej pożądał, bo był 

o nią zazdrosny. Cholerne poczucie własności, nic więcej. 

Zazdrość doprowadziła go do wściekłości, a seks 

pozwolił wyładować złe emocje. To był czysty przypadek, 
incydent bez znaczenia. 

Spojrzała na kolumny cyfr i zagmatwane zdania, 

z którymi jeszcze wczoraj świetnie sobie radziła, i już 

wiedziała - czas jej pracy w tej firmie minął. Trzeba 

podjąć jedyną możliwą decyzję. Po tym, co się stało, 

nie będzie mogła dłużej pracować u boku Joela Davenporta. 

Tym razem to koniec. Również dlatego, że będzie 

najbardziej bezużyteczną i zdekoncentrowaną asystentką, 

jaką można sobie wyobrazić. 

To wszystko przez Joela. Najpierw pomógł jej wzlecieć 

w niebiosa, a potem ją z nich strącił. Pokręciła głową. 

W głębi serca doskonale zdawała sobie sprawę, kto 

tu zawinił. Przecież to ona starała się rozwiać szlachetne 

wątpliwości Joela. To ona oddała mu się z własnej, nieprzymuszonej 
woli. 

Ta myśl sprawiła, że Chesnie skoczyła na równe nogi 

i niemal histerycznie zaczęła się pakować. Musi zniknąć 

z życia Joela. Póki nie jest za późno, póki nie naraziła 

się na upokarzającą rolę kobiety niekochanej. 

Pół godziny później jechała na lotnisko. Nie zostawiła 

pożegnalnego listu, bo uznała to za zbyt sentymentalny, 

trywialny gest. Joel zrozumie, że odeszła na zawsze, 

kiedy nie zastanie jej w hotelu. Funkcję asystentki 
bez 

trudu przejmie Eileen Gray. Wszystko jest w największym  

porządku, nie zostawia żadnych zaległych 

spraw... Chesnie uśmiechnęła się gorzko. 

background image

Przez całą podróż do Londynu przeżywała prawdziwe 

piekielne męki. Torturowały ją wspomnienia i wizja 

ponurej przyszłości bez Joela. 

Złapała taksówkę i poprosiła kierowcę o pośpiech 

Musiała szybko się spakować, nim Joel wróci do mieszkania. 

Zanim jednak zabrała się do pakowania, przeszła się 
po raz ostatni po pokojach, w których jeszcze niedawno 

tak harmonijnie, przyjaźnie ze sobą egzystowali. Tu Joel 

zażartował, a tu jedli obiad z Magnusem. Ale było wtedy 

wesoło. 

Nagle stanęła jej przed oczyma owa noc, podczas 

której Joel był taki ciepły, czuły... kochający? Czy to 

możliwe, by kochał się z nią tylko dlatego, że był zazdrosny 

o Philipa? Że chciał ją posiąść? Zupełnie się na 

tym nie znała, nie potrafiła ocenić takich zachowań, 

dotrzeć do prawdziwych intencji. Miała tak nikłe doświadczenia... 

Poczuła się kompletnie zagubiona. Wiedziała tylko, 

że musi z tym skończyć. To wszystko stało się zbyt 

pogmatwane, zbyt niejednoznaczne. Miłość bez wzajemności, 

małżeństwo dla interesu, z tym się godziła, to 

jakoś rozumiała. Lecz teraz nic nie było oczywiste, intencje  

stały się niejasne, cele niewiadome. Ta jedna noc 

wszystko odmieniła, a jej skutki stały się porażające, 

Musiała odejść. I to bez słowa, bo nie stać jej na rozmowę 
w cztery oczy z Joelem. Zadzwoni do niego jutro 

albo za kilka dni, ze swojego mieszkania, kiedy już 

jakoś to wszystko uporządkuje w swojej głowie. Wtedy 
przeprowad

zi z Joelem satysfakcjonującą rozmowę. 

Wymyślą coś, by wytłumaczyć się szefom Yeatman Trading. 

Zresztą Chesnie jest gotowa się poświęcić, jeśli to 

będzie konieczne dla dobra kariery Joela, i uczestniczyć 
z nim we wszystkich oficjalnych wydarzeniach jako jego 

żona. 

Kiedy to postanowiła, omal nie wybuchnęła płaczem. 

Te myśli ją przerastały. Och, jakże żałowała, że w ogóle 

poleciała wczoraj do Glasgow. Gdyby nie to, wszystko 

zostałoby po staremu i nadal by żyła w pobliżu ukochanego. 

Lecz wtedy nie poznałaby tej niesamowitej radości 

jaką dawał seks z Joelem... Nie wiedziałaby, że jest 

aż tak cudownym kochankiem... 
- A niech to licho! - 

zaklęła pod nosem. 

Nie do wiary, jaki figiel spłatał jej los. Jeszcze niedawno 

uważała małżeństwo za największe przekleństwo 
cyw

ilizacji. Niespełna kilka miesięcy temu była 

pewna, że jest szczęśliwą, samotną, samowystarczalną 

kobietą. I jak to się skończyło? Jest mężatką, od wczorajszej 

nocy całkiem prawdziwą, i najchętniej pozostałaby 

background image

w tym błogim stanie na zawsze. Cóż za ironia losu! 

Nagle usłyszała trzask zamykanych gwałtownie drzwi. 

Ledwie zdążyła się odwrócić, gdy stanął przed nią Joel. 
- Jak... - 

zająknęła się, gwałtownie blednąc. Spróbowała 

wziąć się w garść. - Skąd się tu wziąłeś? 

Joel zmierzył ją ponurym wzrokiem. 
- Mój sam

olot wystartował czterdzieści minut po 

twoim - 

odparł rzeczowo. Nagle ujrzał spakowaną walizkę. 

Przez jego twarz przemknął grymas. 
- Co... co ty wyprawiasz?! - 

zawołał ostro. 

 

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 
 

Jak to co? To chyba było oczywiste? 

Uznałam, że muszę odejść od ciebie - wydusiła 

Chesnie po chwili zmagań z własnym głosem. - Jeśli... 
nie masz nic przeciwko... 

Zauważyła, że jego policzek konwulsyjnie zadrżał. 

Owszem, mam. Dużo mam przeciwko temu - 

przerwał jej chrapliwie Joel. 

Przy... przykro mi, że... - Chesnie urwała. 

To wszystko dlatego, że się kochaliśmy?! - niemal 

krzyknął. 

Chesnie zaczerwieniła się gwałtownie i odwróciła 

się, by nie zobaczył łez, które napłynęły jej do oczu. 
- Och, Chesnie... - 

Jego głos złagodniał. - Czy ta 

noc była dla ciebie tak straszna, że... 

Nie mogła dopuścić, by nabrał przekonania, że to, co 

wydarzyło się miedzy nimi, napawało ją wstrętem. To 

była najpiękniejsza noc w jej życiu. 
- Nie, nie! - 

zaczęła gwałtownie, lecz szybko narzuciła 

sobie bardziej opanowany ton. - Nie o to chodzi. 

A więc o co? 

Podszedł do niej, poczuła jego dłoń na plecach. 

Tak trudno mi to wytłumaczyć, Joel... 

Co takiego cię zaniepokoiło? Coś musiało sprawić 

ci przykrość, skoro chcesz odejść. Bo właśnie to zamierzasz 

zrobić, prawda? 

Odwrócił ją ku sobie. 

W milczeniu skinęła głową. Starała się nie patrzeć 

mu w oczy, lecz gdy milczenie przedłużało się, nie wytrzymała 

i wolno podniosła wzrok. Jego oczy były pełne 
bólu. 

Długo tak trwali w milczeniu. Joel widział przed sobą 

jej twarz, która mieniła się na przemian wszystkimi 

odcieniami czerwieni, różu i bieli. 
- Biedactwo - 

szepnął. - To było dla ciebie takie 

background image

trudne. Doznałaś najbardziej intymnych przeżyć i teraz 

nic wiesz, co o tym wszystkim myśleć, co z tym zrobić. 
Prawda? 

Spojrzała na niego z lękiem. Jego przenikliwość stawała 

się nie do wytrzymania. 

Po prostu chcę odejść - odparła cicho. 

Pełen rozpaczy patrzył na nią chwilę. 

A moje pragnienia zupełnie się nie liczą? - zawołał 

nagle. 

Już mówiłam, że nie zaniedbam ważnych obowiązków, 

byś dostał wymarzony awans... 

Zaklął szpetnie. 

Mam gdzieś ten cholerny awans! - ryknął z furią. 

Do diabła z pracą, mówię o nas. 

- O nas? - 

szepnęła cicho. 

- Nigdzie nie pójdziesz, Chesnie - 

zdecydował 

twardo i zaczął ją ciągnąć w stronę salonu. - Spokojnie 

sobie usiądziemy i wszystko omówimy 

Ma gdzieś awans? Przecież to było marzenie jego 

życia... Chesnie była tak zdumiona, że bez oporu dała 

się zaprowadzić do salonu i posadzić na kanapie. Joel 

usiadł obok, lecz ona szybko odsunęła się na skraj, lekko 

tylko zwracając się w jego stronę. Tak czuła się bezpieczniej. 

Nie chciała patrzeć w jego oczy. Nie chciała wciąż  

przypominać sobie, jak czułe były jego dłonie. 

Joel obserwował ją przez moment. 

Rozumiem, że twoja decyzja nie ma nic wspólnego 

z Philipem Pomeroyem? - 

zapytał drżącym głosem. 

- Z Philipem?! - 

Była tak zdumiona, że Joel musiał 

jej uwierzyć. 

A ponieważ zasugerowałaś, że nasza wspólna noc 

nie była dla ciebie przykrym przeżyciem... 

Nie chcę o tym mówić - nerwowo przerwała 

Chesnie i znowu się zaczerwieniła. 
Joel 

uśmiechnął się, lecz jego oczy pozostały zupełnie 

poważne. 

Obiecałaś, że będziemy małżeństwem przez dwa 

lata. Pamiętasz? 

Możemy pozostać małżeństwem. To mi nie przeszkadza. 

Joel wpatrzył się w nią uważnie. 

Za to przeszkadza ci przebywanie ze mną pod 

jednym dachem? 

Muszę iść! - Chesnie wstała gwałtownie, lecz ją 

wyprzedził. Po chwili znów siedziała, ale tym razem 

Joel znalazł się tuż przy niej. 

Pojawiasz się w moim życiu, przewracasz je do 

góry nogami i myślisz, że tak po prostu sobie pójdziesz? 

background image

zawołał ostro. - O nie, to wykluczone... Chesnie. 

Wymówił jej imię jak święte zaklęcie. 

A co ze mną? - krzyknęła. 

No właśnie, co z tobą... Powiedz mi o sobie. 

Wszystko. 

Chesnie chwilę milczała, lecz wiedziała, że Joel nie 

odpuści jej ani o milimetr. Prędzej czy później będzie 

musiała mu wszystko wyznać. 

Nie chcę seksu bez miłości! - wypaliła z desperacją, 

wiedząc, że powiedziała zbyt wiele. 
- A kto...? - 

urwał, by poczekać na dalsze słowa 

Chesnie. 

Jeśli nie odejdę i znowu będziemy gdzieś sami. to 

może się powtórzyć. 

To może powtórzyć się tu - odparł z żelazną logiką. 

Nie, tu nie pogwałciłbyś... 

A więc tak się czułaś?! 

- Nie, nie... - 

rzuciła gorączkowo. - Oczywiście, 

że nie! Byłeś cudowny, wrażliwy, cierpliwy... -Zająknęła 

się, by nie wyznać za wiele. Spurpurowiała. - Lepiej 

już pójdę! 
- Nigdzie nie pójdziesz. - 

Joel stanowczo chwycił 

ją za ręce. Ten dotyk odebrał jej resztki sil. 
- Na pewno zostaniesz prezesem. 

Nie słyszałaś, co powiedziałem? Gwiżdze na prezesurę. 

- To nieprawda. - 

Pokręciła głowa - jestes ambitny, 

uparcie dążysz do celu... 

Chesnie Davenport! Pozwól, że wyjaśnię ci to raz 

na zawsze. - 

Z determinacją spojrzał w jej śliczne zielone 

oczy. - 

Niedawno zdałem sobie sprawę, że bez 

ciebie moje życie nie ma sensu. 
- Co?! 
- Tak, koc

hanie. Mam w nosie pracę i awanse. Jeśli 

nie będziesz tego ze mną dzielić, to wszystko straci 
wszelkie znaczenie. 

Przecież to całe twoje życie! 

To było całe moje życie. O dziesięć lat za długo. 

Teraz tylko ty jesteś moim życiem. Wszystko, co osiągnąłem, 

bez ciebie jest jak złom, jak kupa gruzu. 

Mój Boże... - szepnęła Chesnie. 

A jeśli chodzi o naszą noc, to nie mogłaś się bardziej 

pomylić. To nie było bez znaczenia. 
- Nie? - 

spytała ledwie dosłyszalnie. Zalała ją fala 

nieopisanej radości. 
- Chesnie, 

powiedz, że choć trochę ci na mnie zależy 

błagalnie szepnął Jocl. - Powiedz, że nie odejdziesz. 

Uśmiechnęła się, jednak wyznania miłosne nie były 

background image

jej mocną stroną. A poza tym, może źle zrozumiała 

Joela? Bała się ośmieszyć. 

Co chcesz usłyszeć najpierw? - spytała, próbując 

opanować drżenie głosu. 
- Nie powiesz mi tego, prawda? - 

spytał Joel, przyglądając 

się jej badawczo. A kiedy pokręciła głową, 

dodał zamyślony: - To było okropne, kiedy rano musiałem 

cię opuścić. 

Nie obudziłeś mnie - szepnęła. 

Bałem się, co się stanie, jeśli obudzę cię pocałunkiem.  

Wyglądałaś tak kusząco, więc na pewno 

spóźniłbym się na spotkanie. 

Widząc delikatny rumieniec na jej policzkach, Joel 

jęknął: 
- Och, Chesnie! - 

Po czym pochylił się i namiętnie 

ją pocałował. 
- Kiedy mnie c

ałujesz, mój mózg przestaje działać 

poskarżyła się po chwili. - Jeszcze nikt nigdy tak 

mnie nie całował. 

Uśmiechnął się, ujął jej dłoń i szepnął: 

Coś mi się wydaje, że trochę się we mnie podkochujesz. 

No powiedz... 

Chesnie aż podskoczyła. Wyrwała mu dłoń i zawołała: 

Skąd takie wnioski? 

Spojrzał na nią z błyskiem w oku. Jak dobrze znała 

ten błysk! Nie wróżył nic dobrego. Joel zaraz wyłoży 

całą prawdę. Czarno na białym. 

W czasie lotu z Glasgow miałem trochę czasu na 

rozmyślania. Zastanowiłem się, co takiego mogło 

spowodować, że uciekłaś. Nie tylko ode mnie, ale od 

swojej ukochanej pracy. Nie tyle jej nie dokończyłaś, 

co nawet nie tknęłaś. Zdarzyło ci się to już dwa razy. 

Jednak teraz nie byłaś na mnie wściekła. Chyba wręcz 
przeciwnie. 
- Ja... - 

zająknęła się Chesnie. - Sądziłam, że wrócisz 

do hotelu dopiero wieczorem. 

Jak mogłem skupić się na pracy, kiedy moje myśli 

cały czas były przy tobie? To prawdziwa obsesja. 

Naprawdę? - spytała z niedowierzaniem. 

Oczywiście. Podczas spotkania z Pomeroyem 

kom

pletnie nie wiedziałem, o czym on mówi. Z pewnością 

o czymś niezmiernie ważnym, był świetnie przygotowany, 

lecz chciałem tylko wrócić do ciebie... Ciągle 

miałem przed oczyma zjawiskowo piękną kobietę, 

z rozrzuconymi na poduszce włosami, pogrążoną we 

śnie. Więc zleciłem pracę zespołowi. Są świetni, inaczej 

firma zatrzęsłaby się w posadach, a mnie nic by to nie 

background image

obeszło. Jak wariat pognałem do hotelu. I co tam zastałem? 

Ani śladu po tobie. Zniknęłaś! Nie mogłem w to 

uwierzyć. 
- Och, Joel - 

szepnęła Chesnie z żalem. Chyba zależało 

mu na niej choć trochę? 

Trzeba przyznać, że potrafisz być bezlitosna - powiedział 

ze śmiechem. - Co miałem robić? Pognałem 

za tobą. 

Zdążyłeś dopiero na następny lot... 

Tak, i nie żałuję. Dzięki temu miałem chwilę do 

namysłu. Cały czas wspominałem, jaka byłaś cudowna. 

Jak szczodrze mnie obdarowałaś i że nie dałaś tego nigdy 

żadnemu innemu mężczyźnie. Nagle mnie olśniło. 

Spojrzał na nią z prawdziwą miłością. - Serce zaczęło 

mi walić jak oszalałe. Bo pojąłem, że kobieta tak uczciwa, 

a jednocześnie tak niezależna... Słowem, że nigdy 

nie zrobiłabyś tego, gdybyś mnie choć odrobinę nie 

kochała. 

Jesteś bardzo pewny siebie. I niestety zbyt bystry 

mruknęła ze śmiechem. Poczuła, że ogarniają niczym 

niezmącona radość. 

To prawda, rozgryzł ją bezbłędnie, lecz ona również 

była nie w ciemię bita i co nieco o Joelu wiedziała. 

Nigdy by się z nią nie kochał, a teraz nie opowiadałby 

o swoich uczuciach, gdyby sam również w jakimś stopniu 

nie zaangażował się emocjonalnie. 
- Nie wiem, czy jestem bystry - 

odparł. - Ale bardzo 

chciałbym mieć rację. - Popatrzył jej pytająco 
w oczy. - 

Czy kochasz mnie choć troszkę? 

Wzięła głęboki oddech. Znów zaczęło ją ogarniać 

onieśmielenie. Najwyraźniej jej napięcie udzieliło się 

Joelowi. Przepadł wszelki luz, teraz czekał na jej słowa 
jak na wyrok. 

Poddała się. 

Szczerze mogę powiedzieć, że... odwzajemniam 

twoje uczucie. Że zależy mi na tobie. 

Joel uśmiechnął się szeroko. 

To znaczy, że masz obsesję na moim punkcie, prawda? 

Myślisz o mnie dzień i noc, wciąż jestem w twoich 

marzeniach, zastanawiasz się, gdzie jestem i co robię. 

Nie możesz jeść ani spać, uspokajasz się dopiero, 

kiedy ja się pojawiam. Lecz to wcale nie jest spokój, 
tylko jeszcze gorsza choroba. Godzinami biegasz po 

pokoju, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Cierpisz na 

gwałtowne napady zazdrości, dzikie i kompletnie irracjonalne. 

Lecz nigdy nie przyznasz się przed samą sobą, 

co ci dolega. Czy takie są objawy? 

background image

Tak bardzo ci na mnie zależy? - Chesnie ledwie 

dobyła z siebie głos. 
- Jeszcze bardziej. - Przyc

iągnął ją do siebie i zajrzał 

w oczy. - 

Czy... czy mogłabyś określić to uczucie 

słowem zaczynającym się na M? 

Chesnie zaśmiała się cicho. Och, jak ona go kochała! 

Tak. Z pewnością to, co do ciebie czuję, zaczyna 

się na M - odparła cicho. 
- Kochasz mnie? - 

zapytał jeszcze raz. On, tak pewny 

siebie mężczyzna, z niepokojem domagał się kolejnego 
potwierdzenia... 

Czy naprawdę wierzysz w to, że wyszłam za ciebie 

tylko po to, by być asystentką prezesa? 

Patrzył na nią długą chwilę. 

Więc dlaczego za mnie wyszłaś, Chesnie? 

Bo zakochałam się w tobie - odpowiedziała po 

prostu. 

Przyciągnął ją mocno do siebie. 

Och, kochana Chesnie... Kochałaś mnie przez cały 

ten czas? Nie mogę w to uwierzyć. - Pocałował ją i odsunął 

się odrobinę, by spojrzeć jej w oczy. - Kiedy to 

się stało? Chcę wiedzieć wszystko. 

Zaśmiała się. Nagle poczuła, że napięcie opadło i że 

znów są oboje swobodni. Była szczęśliwa. 

Wcale nie chciałam się w tobie zakochać. 

Joel roześmiał się. 

Znając ciebie, walczyłaś z całych sił. 

Też robiłeś to samo? 

O tak! To ciągłe rozdrażnienie. Kiedy nie było cię 

blisko, i kiedy byłaś. - Wybuchnęli śmiechem, lecz Joel 

szybko spoważniał. - Jesteś zupełnie inna od wszystkich 
znanych mi kobiet. 
- To znaczy? Mów po kolei. - 

Była ogromnie zaciekawiona. 

- Wiele kobi

et deklaruje, że nie interesuje ich małżeństwo,  

lecz jest to taka gra. Natomiast ty wierzyłaś 
w to szczerze. 

I dlatego odważyłeś się ze mną ożenić? 

Jasne, bo dzięki temu małżeństwo nie wyglądało 

tak przerażająco. Chociaż... - Uśmiechnął się. - Szczerze 

mówiąc, już wtedy byłem w tobie zakochany. Oczywiście 

nic wiedziałem o rym. 

Tak czy siak, zaryzykowałeś. 

Nie było w tym żadnego ryzyka, bo jeszcze bardziej 

niż ja nienawidziłaś instytucji małżeństwa. Nie 

mogło być żadnych komplikacji. Lecz cały mój plan 

legł w gruzach, kiedy zorientowałem się, że cię kocham. 

Muszę jednak przyznać, że od początku czułem do ciebie 

background image

niesamowity respekt jako do asystentki. 

Od początku? 

Tak. Kiedy moje kolejne asystentki robiły do mnie 

oczy i trzepotały rzęsami, strasznie mnie to drażniło, 

a tu stało się inaczej. Wręcz oczekiwałem, że zamrugasz 

na mój widok, westchniesz cicho, zamyślisz się znacząco... 

A tu, do cholery, nic! Naprawdę cierpiałem, że 

kompletnie na ciebie nie działam. Zero zainteresowania! 
Okropne... 
- Cudnie, cudnie - 

zaśmiała się Chesnie. - Mów dalej. 

Więc cierpiałeś, a ja nic... Jednak jest sprawiedliwość 

na tym świecie. Prawdziwy balsam na moją zbolałą 

duszę. 

Joel pocałował ją, po czym ciągnął: 

I nagle, gdzieś po tygodniu, zacząłem dostrzegać, 

że ta chłodna, opanowana kobieta w środku jest zupełnie 

inna. To bardzo mnie zaintrygowało. 

Szybko mnie rozgryzłeś... 

Podczas rozmowy kwalifikacyjnej byłaś bardzo 

elegancka i wyniosła, ale prawie od razu, jak tylko zaczęłaś 

u mnie pracować, zdradziłaś się, że masz złote 

serce. Dla wszystkich byłaś taka miła, wyrozumiała, 

ciepła i uczynna, no i poczyniłaś straszliwe spustoszenia. 

Faceci masowo zakochiwali się w tobie, od dyrektorów 

po gońców, mojego ojca już nie licząc... Ale 

ostatecznie cię pokochałem w dniu naszego ślubu. Zobaczyłem, 

jaka jesteś dla swojego dziadka i jak lojalnie 

traktujesz swoją zwariowaną rodzinę. Lecz cóż... - Joel 

uśmiechnął się smutno. - Kiedy chciałem cię pocałować, 

o niczym innym nie byłaś w stanie myśleć, tylko 

o tym, że zostawiłaś rękawiczki w samochodzie! 

To nie tak, Joel. Byłam za bardzo w tobie zakochana, 

więc musiałam jakoś się bronić. Za nic nie mogłam 

dopuścić, byś spostrzegł, że ugięły się pode mną 
nogi. 

Wybuchnął niepohamowanym śmiechem, Chesnie 

mu zawtórowała. I znów zaczęli się całować. 

Uważaj - mruknęła po chwili. - Znów mam nogi 

jak z waty. 

Nareszcie! A jak wytłumaczysz to potworne pytanie, 

kiedy leżeliśmy w tym wielkim łożu u twojego 
dziadka? „Joel, czy ty chrapiesz?" - 

Doskonale sparodiował 

jej intonację. - Straciłem grunt pod nogami, a ty 

byłaś zimna jak lód. 

Ja? Zimna? Czy wiesz, jakie tortury przechodziłam? 

Lecz zdołałam się zamaskować. Ale dlaczego straciłeś 
grunt pod nogami? 

background image

Bo byłem zakochany, a za wszelką cenę chciałem 

uniknąć komplikacji. Spałem na samym skraju łóżka, 

niemal spadłem na podłogę. Jednak nie udało mi się... 

Kiedy rano się obudziłem, a ty leżałaś tak blisko, cały 

mój rozsądek gdzieś się ulotnił. Gdy wziąłem cię w ramiona, 

taką śliczną, słodką, niewinną, pierwszy raz 

w życiu poczułem się jak w niebie. Wtedy już wiedziałem, 

że przepadłem z kretesem. 

Chesnie patrzyła na niego, wciąż nie wierząc własnemu 

szczęściu. 

Wiedziałeś, że nie śpię? 

Skinął głową. 

Pragnąłem, żeby ta chwila trwała wiecznie. 

Niestety, zaczęłam cię prowokować... 

- I bez tego 

bym cię pocałował. Nie byłbym w stanie 

wygrać tej walki. Głowa i tak przegrałaby z sercem. 

Ale wyskoczyłeś z łóżka jak oparzony. 

Któreś z nas musiało zachować resztki rozsądku. 

Jednak czekały mnie sądne dni. Tęskniłem za tobą, 

oszalałem na twoim punkcie, lecz zarazem unikałem 

ciebie, żeby zagłuszyć tę burzę uczuć. Postanowiłem, że 

jedynym lekarstwem będzie wyjazd. 

Chciałeś ode mnie uciec? 

Tak, bo nie wiedziałem, że i ty czujesz to samo. 

Myślałem, że tylko ja jestem chory. Byłaś taka opanowana... 
Je

dnak dopiero w Glasgow zacząłem cierpieć 

naprawdę. Byłem jak narkoman na odwyku Postanowiłem, 

że musisz natychmiast do mnie przyjechać. Że 

nie wytrzymam ani minuty dłużej. Musiałem z tobą 

porozmawiać, zorientować się co do mnie czujesz 

a tylko tam mieliśmy szansę na prawdziwe sam na sam. 

Wszędzie indziej unikałaś mnie jak ognia. 

Wykorzystałeś zawodowy pretekst, by mnie tam 

ściągnąć. 

Przyznaję się bez bicia. Wysłałem po ciebie samochód, 

ale niestety utknął w korku. Sam wziąłem taksówkę, 

żeby wrócić do hotelu w momencie, kiedy ty 
przyjedziesz. 

Ale zjawiłeś się bardzo późno. 

Joel uśmiechnął się niepewnie. 

Szczerze mówiąc, moja taksówka podjechała pod 

hotel akurat w momencie, kiedy wysiadałaś ze swojej, 

Nagle patrzę, a za tobą wyskakuje Philip Pomeroy 

bezwstydnie cię całuje. Oszalałem! Kazałem taksówkarzowi 

jeździć po mieście przez kilka godzin. 

Byłeś zazdrosny o Philipa? - spytała z niedowierzaniem. 

I to jak! Dlatego nie powiedziałem ci o przejęciu 

background image

Symingtona. Nie chciałem, żebyś zadawała się z naszą 

konkurencją. - Joel uśmiechnął się łobuzersko. - 

Zresztą Philip nie był moim jedynym wrogiem. Nagle 

znienawidziłem skądinąd sympatycznych kolegów 
z pracy. 

To tak jak ja nie przepadałam za Arlene Enderby. 

Naprawdę? - Joel wyglądał na zachwyconego, 

gd

y usłyszał tę rewelację. 

Jednak po krótkiej chwili spoważniał. 

Co się stało? - zaniepokoiła się Chesnie, ściskając 

go za rękę. 

Nic, wszystko jest w jak najlepszym porządku. 

Tylko widzisz... - 

Najwyraźniej szukał właściwych 

słów. - Chciałbym, żeby w naszym życiu zaszły poważne 

zmiany... Kocham cię nad życie, nie obawiaj się 

dodał pośpiesznie, widząc lęk w jej oczach. - Jednak 

mam do ciebie pewną prośbę. 

Chesnie spojrzała na niego z ufnością. Skoro ją kocha, 

nic nie może im grozić. 

Widzisz, chciałbym, żebyś przestała wychodzić 

pokoju za każdym razem, kiedy ja tam wchodzę. 

Chciałbym, żebyśmy wspólnie jadali posiłki i żebyśmy 

budzili się w swoich ramionach. I żebyś nie wyjeżdżała 

sama na weekendy, bo wtedy muszę pędzić za tobą 

na złamanie karku. 
- To nap

rawdę było aż tak koszmarne? - Złapała się 

za głowę. 

Jeszcze gorzej. Cieszyłem się, że jesteśmy pod 

wspólnym dachem, zarazem jednak to było piekło. 

Chesnie, nie wyobrażam sobie, co pocznę, kiedy za 

dwadzieścia trzy miesiące dostanę wezwanie na rozprawę 
r

ozwodową. 

- Joel! - 

Chesnie aż zakryła usta, słysząc te słowa. 

Jednak on błędnie zinterpretował ten gest. 

Wiem, Chesnie, wiem, że taka była umowa... 

Wiem, że boisz się małżeństwa. Skoro jednak się kochamy... 

Położył dłonie na jej ramionach i spojrzał ze 

śmiertelną powagą w jej śliczne zielone oczy. - Chesnie 

Cosgrove Davenport, czy mogę prosić cię o rękę? - 

Głos mu zadrżał. - Tym razem na całe życie? 
- Och, Joel - 

szepnęła Chesnie. - Tylko o tym marzyłam. 

Kochany... 

Patrzyli na siebie długą chwilę, jakby nie wierzyli, 

że taki cud może dziać się w rzeczywistości. 

Naprawdę, moja najdroższa? Pozostaniesz moją 

żoną? - dopytywał się gorączkowo, a kiedy ze łzami 

radości w oczach skinęła głową, przytulił ją z cichym 

background image

westchnieniem. - 

Och, moja kochana. Dziękuję - szepnął 

i zaczął ją całować. 
 


Document Outline