background image

Dodziuk Anna - Pokocha

ć

 siebie 

Wydawnictwo „Intra” 

Warszawa 1993 

 

Psychologia podr

ę

czna cz

ęść

 trzecia  

 

 

Dzie

ń

 dobry, mój kochany. 

Znajd

ź

 troch

ę

 czasu na to, by by

ć

 szcz

ęś

liwym! 

Jeste

ś

 cudem, który 

Ŝ

yje, Który rzeczywi

ś

cie istnieje na ziemi. 

Jeste

ś

 kim

ś

 jedynym, niepowtarzalnym, nie mo

Ŝ

na ci

ę

 z nikim pomyli

ć

Czy wiesz o tym? 

Dlaczego  si

ę

  nie  zdumiewasz,  nie  podziwiasz,  nie  cieszysz  si

ę

  swym 

istnieniem i istnieniem innych wokół ciebie? 

Czy  to  tak  oczywiste,  czy  to  nic  nadzwyczajnego, 

Ŝ

Ŝ

yjesz, 

Ŝ

e  mo

Ŝ

esz 

Ŝ

y

ć

Ŝ

e dano ci czas, aby

ś

 

ś

piewał i ta

ń

czył, czas, aby

ś

 był szcz

ęś

liwy? (...) 

Phil Bosmans: Nie zapomnij o rado

ś

ci. 

Pallotinum Warszawa 1990 

Serdecznie  dzi

ę

kuj

ę

  wszystkim,  którzy  przeczytali  maszynopis  i podzielili  si

ę

 

ze mn

ą

 swoimi uwagami: Agnieszce Korzeniewskiej, Mai Lis, Gra

Ŝ

ynie Płachci

ń

skiej, 

Piotrowi 

Fijewskiemu, 

Włodkowi 

Kameckiemu, 

a zwłaszcza 

Andrzejowi 

Goszczy

ń

skiemu,  który  od  paru  lat  jest  cierpliwym  i ba-rdzo  wnikliwym  pierwszym 

czytelnikiem tego, co przetłumacz

ę

 lub napisz

ę

Wiesz,  zajmuj

ę

  si

ę

  tym  ju

Ŝ

  prawie  20  lat  i ci

ą

gle  nie  mog

ę

  si

ę

  nadziwi

ć

.  A

Ŝ

 

trudno uwierzy

ć

, jak 

ź

le ludzie my

ś

l

ą

 o sobie i jak 

ź

le sami siebie traktuj

ą

. Zrób mały 

eksperyment:  powiedz  paru  znajomym  komplement,  a zobaczysz,  ile  wysiłku  wło

Ŝą

 

w to, 

Ŝ

eby go „uniewa

Ŝ

ni

ć

” - udowodni

ć

 Ci, 

Ŝ

e s

ą

 brzydsi i głupsi ni

Ŝ

 my

ś

lisz, a ciuch, 

który Ci si

ę

 spodobał, to stara szmata. 

A co Ty  robisz, kiedy  kto

ś

 Tobie powie co

ś

  miłego albo Ci

ę

 pochwali? Co Ci 

wtedy  przychodzi  do  głowy?  Czy  natychmiast  zaczynasz  szuka

ć

  argumentów, 

Ŝ

eby 

udowodni

ć

 sobie, 

Ŝ

e to nieprawda? Je

Ŝ

eli tak, to my

ś

l

ę

Ŝ

e nie lubisz te

Ŝ

 patrze

ć

 na 

siebie w lustrze. Jedna moja kole

Ŝ

anka  wróciła po  długich  wakacjach  na  zabitej wsi 

background image

w bardzo  dobrym  humorze  i stwierdziła, 

Ŝ

e  najlepszy  był  nie  wspaniały  las  dookoła, 

nie pi

ę

kny widok na Tatry ani zatrz

ę

sienie grzybów, które uwielbia zbiera

ć

 - tylko fakt, 

Ŝ

e  nie  było  tam  lustra  i przez  dwa  miesi

ą

ce  nie  musiała  na  siebie  patrze

ć

.  Chcesz 

przygl

ą

da

ć

  si

ę

  temu  dalej?  Sprawd

ź

  jeszcze  co

ś

,  tym  razem  u siebie.  Zaznacz  we 

wła

ś

ciwych  miejscach  odpowiedzi  na  pytania  i poł

ą

cz  je  lini

ą

  tak, 

Ŝ

eby  tworzyły 

wykres. 

Jakie uczucia odczuwasz do samego siebie? 

W tym celu u

Ŝ

yj poni

Ŝ

szej skali skali: 

1. Nigdy. 

2. Wyj

ą

tkowo. 

3. Rzadko. 

4. Czasem. 

5. Cz

ę

sto. 

6. Prawie zawsze. 

W stosunku do swoich uczu

ć

1. Miło

ść

, sympatia do samego siebie. 

2. Uczucia mieszane (do samego siebie). 

3. Niech

ęć

, nienawi

ść

 do samego siebie. 

Przeanalizuj swoje  odpowiedzi. Po  przeczytaniu ksi

ąŜ

ki odpowiedz  ponownie 

na postawione wy

Ŝ

ej pytania. 

Chciałam Ci

ę

 prosi

ć

Ŝ

eby

ś

 to zrobił nie tylko dla siebie, ale i dla mnie. Mo

Ŝ

si

ę

  kiedy

ś

  spotkamy,  wtedy  poprosz

ę

  Ci

ę

Ŝ

eby

ś

  mi  powiedział,  czy  była  jaka

ś

 

Ŝ

nica  -  je

ś

li  tak,  to  znaczy, 

Ŝ

e  udało  mi  si

ę

  wpłyn

ąć

  na  zmian

ę

  Twojego 

autoportretu.  A na  tym  mi  zale

Ŝ

y,  bo  mam  taki  oto  ambitny  zamiar: 

Ŝ

eby

ś

  nie  tylko 

dowiedział si

ę

 czego

ś

  o sobie, ale te

Ŝ

 

Ŝ

e-by  co

ś

 si

ę

 w Tobie  zmieniło. 

ś

eby Ci było 

łatwiej  i weselej 

Ŝ

y

ć

.  W najwi

ę

kszym  skrócie  mo

Ŝ

na  to  uj

ąć

  tak.  My

ś

lenie  o sobie 

mo

Ŝ

e dodawa

ć

 Ci skrzydeł, a mo

Ŝ

e je obcina

ć

. Mo

Ŝ

e by

ć

 motorem, który dostarcza 

Ci energii do 

Ŝ

ycia, realizowania przedsi

ę

wzi

ęć

, pomysłów i marze

ń

, a mo

Ŝ

e by

ć

 kul

ą

 

u nogi, baga

Ŝ

em, z powodu którego wszystko przychodzi Ci z trudem, rzadko co

ś

 si

ę

 

udaje,  a marzenia  nie  spełniaj

ą

  si

ę

  nigdy.  Najcz

ęś

ciej  my

ś

limy  o sobie 

ź

le,  chocia

Ŝ

 

zwykle  nie  przyznajemy  si

ę

  do  tego  przed  lud

ź

mi,  a nawet  przed  sob

ą

.  Poniewa

Ŝ

 

wiele  lat  temu,  zaczynaj

ą

c  prac

ę

  jako  psycholog  w poradni  rodzinnej  przekonałam 

background image

si

ę

Ŝ

e  wszystkim  moim  pacjentom  doskwiera  złe  mniemanie  o sobie,  zacz

ę

łam  to 

sprawdza

ć

 u innych ludzi. 

Ilekro

ć

 miałam na ten temat wykład czy jakie

ś

 spotkanie - a sprawa po-czucia 

własnej warto

ś

ci jest moim hobby i mówiłam o tym do setek słucha-czy - zadawałam 

zebranym  pro

ś

ciutkie  zadanie:  prosiłam, 

Ŝ

eby  doko

ń

czyli  zdanie,  składaj

ą

ce  si

ę

 

z własnego  imienia  i słowa  „jest”.  W moim  przypadku  brzmiało  to  „Ania  jest...”.  Oni 

mieli  na  „trzy-cztery”  złapa

ć

  pierwsz

ą

  my

ś

l  jaka  odruchowo  przyjdzie  im  do  głowy. 

Otó

Ŝ

  niezale

Ŝ

nie  od  tego,  czy  byli  to  pacjenci,  którzy  mieli  jakie

ś

  kłopoty  ze  sob

ą

psycholodzy  szkol

ą

cy  si

ę

  w lepszym  pomaganiu  innym  czy  te

Ŝ

  po  prostu  ludzie 

zainteresowani  poznawaniem  siebie,  którzy  przyszli  „z  ulicy”  do  jakiego

ś

  domu 

kultury  -  zawsze  reakcja  była  taka  sama.  Najpierw  poruszenie,  szmer,  wyra

ź

ne 

zaskoczenie na wielu twarzach, potem pełen napi

ę

cia 

ś

miech albo smutek. Niektórzy 

zaczynali  niecierpliwie  tr

ą

ca

ć

  s

ą

siada, 

Ŝ

eby  natychmiast  zwierzy

ć

  si

ę

  ze  swojego 

odkrycia.  Oczy-wi

ś

cie  tak  mocna  reakcja  pojawiała  si

ę

  nie  u wszystkich,  ale 

u znacznej  wi

ę

kszo

ś

ci.  Znalazło  si

ę

  zawsze  par

ę

  osób  na  tyle  odwa

Ŝ

nych 

i otwartych, 

Ŝ

eby podzieli

ć

 si

ę

 tym, co im wyszło. 

Mogłoby  si

ę

  wydawa

ć

Ŝ

e  pojawi

ą

  si

ę

  tu  głównie  takie  okre

ś

lenia,  których 

u

Ŝ

ywamy  zapytani  o charakterystyk

ę

  jakiej

ś

  osoby.  Kto  to  jest  Kowalczyk?  Młody 

facet  z Poznania,  nauczyciel, 

Ŝ

onaty.  Albo  sprzedawczyni  z naszego  sklepu 

osiedlowego,  starsza  pani.  Jednak  w

ś

ród  setek  odpowiedzi,  jakie  zdarzyło  mi  si

ę

 

słysze

ć

,  zawód  ani  miejsce  zamieszkania  nie  wyst

ę

powało  nigdy,  płe

ć

  i wiek  tylko 

par

ę

  razy,  podobnie  stan  rodzinny.  Okre

ś

lenia,  jakie  padały,  to  nie  były  informacje, 

lecz oceny. I to oceny w znacznej wi

ę

kszo

ś

ci negatywne: „Piotrek jest głupi”, „Basia 

jest  brzydka”,  „Józek  jest  do  niczego”.  Czasem  bardziej  rozwini

ę

te  bardziej 

szczegółowe - niektórym na przykład przychodziło do głowy zdanie „Krysia wszystko 

gubi”  albo  „niczego  nie  potrafi  doprowadzi

ć

  do  ko

ń

ca”.  Robi

ę

  ten  eksperyment  ju

Ŝ

 

kilka  lat  i nadal  szokuje  mnie,  jak  du

Ŝ

y  jest  procent  osób  z takimi  negatywnymi 

ocenami  w

ś

ród  zgromadzonych  na  dowolnej  sali.  No  dobrze,  nie  ma  si

ę

  czemu 

dziwi

ć

,  kiedy  siedz

ą

  tam  ludzie  z jakimi

ś

  problemami:  alkoholowymi,  mał

Ŝ

e

ń

skimi, 

z trudno

ś

ciami  w szkole  (daj

ę

  takie  przykłady,  bo  z kłopotami  tego  rodzaju 

najcz

ęś

ciej miałam do czynienia). Ale równie

Ŝ

 kiedy grupy były dobierane pod innym 

k

ą

tem  -  młodzie

Ŝ

  z warszawskiego  klubu  osiedlowego,  studenci,  dokształcaj

ą

cy  si

ę

 

background image

pracownicy  socjalni  -  zawsze  okre

ś

lenia  „na  minus”  przewa

Ŝ

ały  nad  pozytywnymi 

i była to przewaga mia

Ŝ

d

Ŝą

ca. 

A  co  z Tob

ą

?  Czy  ju

Ŝ

  sprawdziłe

ś

,  co  masz  w głowie  na  własny  temat? 

Mo

Ŝ

esz  powiedzie

ć

Ŝ

e  to  si

ę

  rozpisuje  na  całe  mnóstwo  ró

Ŝ

nych  szczegółowych 

ocen.  To  znaczy:  co  my

ś

lisz  o sobie  jako  o człowieku  w ogóle  albo  jako  o kobiecie 

czy  m

ęŜ

czy

ź

nie  jakim jeste

ś

  synem,  jak

ą

  matk

ą

,  jakim  pracownikiem.  Jak  gotujesz, 

pływasz,  całujesz,  jak  sobie  radzisz  w towarzystwie,  czy  umiesz  zbiera

ć

  grzyby,  co 

my

ś

lisz  o własnych  zdolno

ś

ciach  do  uczenia  si

ę

  j

ę

zyków  obcych.  To  prawda, 

w ka

Ŝ

dym z tych obszarów masz jak

ąś

 samoocen

ę

, my

ś

lisz o sobie dobrze albo 

ź

le. 

Ka

Ŝ

dy z nich zreszt

ą

 i niezliczone inne mo

Ŝ

na by dzieli

ć

 na jeszcze mniejsze cz

ą

stki. 

Ale masz równie

Ŝ

 - jak ka

Ŝ

dy - pewien syntetyczny obraz, jakie

ś

 ogólne poczucie na 

własny  temat.  U ameryka

ń

skiego  psychoterapeuty  Erica  Berne’a  nazywało  si

ę

  to 

poczuciem,  czy  jestem  O.K.  czy  nie  O.K.,  czy  jestem  w porz

ą

dku,  czy  nie.  Mo

Ŝ

na 

o tym mówi

ć

 jeszcze inaczej, mianowicie: jaki mam stosunek do samego siebie? Czy 

siebie  akceptuj

ę

,  lubi

ę

,  kocham?  Czy  godz

ę

  si

ę

  na  siebie  takiego  lub  tak

ą

,  jaka 

jestem?  Co  jestem  wart  czy  warta?  (Niestety,  mam  z t

ą

  ksi

ąŜ

k

ą

  pewien  kłopot 

w zdaniach  takich  jak  dwa  poprzednie  trudno  za  ka

Ŝ

dym  razem  u

Ŝ

ywa

ć

  i rodzaju 

m

ę

skiego,  i 

Ŝ

e

ń

skiego.  Po  długich  wahaniach  zdecydowałam  si

ę

  konsekwentnie 

zwraca

ć

  si

ę

  do  Ciebie  w rodzaju  m

ę

skim,  poniewa

Ŝ

  wszyscy  jeste

ś

my 

przyzwyczajeni  do  okre

ś

lonego  sposobu  czytania.  Otó

Ŝ

  -  jak  my

ś

l

ę

  -  zdanie  „jeste

ś

 

dobra”  zostanie  tylko  przez  kobiety  odczytane  jako  skierowane  do  nich,  za

ś

  „jeste

ś

 

dobry”  brzmi  naturalnie  zarówno  dla  m

ęŜ

czyzn,  jak  i dla  kobiet.  Andrzej,  mój 

przyjaciel i recenzent, któremu zwierzałam si

ę

 z tej trudno

ś

ci, troch

ę

 mnie pocieszył: 

„Przecie

Ŝ

  zwracasz  si

ę

  do  człowieka,  a człowiek  w naszym  j

ę

zyku  jest  rodzaju 

m

ę

skiego”). Mnie samej, musz

ę

 Ci powiedzie

ć

, jako uzupełnienie zdania „Ania jest...” 

przez  wiele  lat  pojawiało  si

ę

  „głupia”  albo  „brzydka”.  Mówi

ę

  to,  bo  chc

ę

Ŝ

eby  było 

jasne, 

Ŝ

e  problem  niskiej  samooceny  znam  nie  tylko  z pracy  z pacjentami 

i psychologicznej  literatury  -  gdzie  ostatnio  po

ś

wi

ę

ca  si

ę

  tej  sprawie  coraz  wi

ę

cej 

miejsca  -  ale  te

Ŝ

  z własnych  prze-

Ŝ

y

ć

.  Udało  mi  si

ę

  wiele  poprawi

ć

,  mój  autoportret 

jest  coraz  lepszy.  Z tym, 

Ŝ

e  w trakcie  tej  niełatwej  pracy  uprzytomniłam  sobie  co

ś

 

wa

Ŝ

ne-go: 

Ŝ

e  negatywne  my

ś

lenie  o sobie  to  sprawa  nie  tylko  indywidualna,  ale 

i społeczna. Mówi

ć

 - i my

ś

le

ć

! - o sobie dobrze jest czym

ś

 nieładnym, nietaktownym, 

background image

tak  nie  wypada.  Człowiek  boi  si

ę

Ŝ

e  zostanie  uznany  za  chwalipi

ę

t

ę

,  narazi  si

ę

  na 

zarzut wywy

Ŝ

szania si

ę

 albo pychy. Nie ma zwyczaju nie tylko chwalenia siebie, ale 

te

Ŝ

  innych.  Skrytykowa

ć

,  powiedzie

ć

  „cał

ą

  prawd

ę

  prosto  w oczy”,  wytkn

ąć

  bł

ę

dy 

i niedostatki  -  tak,  to  si

ę

  ceni.  Jeste

ś

my  przesi

ą

kni

ę

ci  takimi  nawykami.  Natomiast 

rzadko  kiedy  spotykamy  si

ę

  z pochwał

ą

  chwalenia,  dostrzegania  korzystnych  cech 

i otwartego wyra

Ŝ

ania pozytywnych opinii o drugim człowieku. Dlatego nawet je

ś

li jak 

powietrza potrzebujesz dobrego słowa, 

Ŝ

yczliwego zdania o sobie, uznania ze strony 

innych,  to  sam  uparcie  im  tego  odmawiasz.  I oto  mamy  do  czynienia  ze 

społecze

ń

stwem pod tym wzgl

ę

dem dosłownie wygłodzonym. 

Nie da si

ę

 tego zmieni

ć

 tak od razu, ale - jak mawiał pewien chi

ń

ski m

ę

drzec - 

nawet  droga  o długo

ś

ci  dziesi

ę

ciu  tysi

ę

cy  li  zaczyna  si

ę

  od  pierwszego  kroku. 

Napisałam  t

ę

  ksi

ąŜ

k

ę

  dla  tych,  którzy  chc

ą

  go  zrobi

ć

.  Kilkana

ś

cie  lat  temu 

pracowałam  przez  pewien  czas  w zespole  jednego  z najlepszych  polskich 

psychoterapeutów. Kiedy

ś

 rozmawiali

ś

my o wypisaniu z o

ś

rodka pacjentki z nerwic

ą

której  udało  si

ę

  podczas  leczenia  pozby

ć

  przykrych  objawów  nieustannego  l

ę

ku. 

Pami

ę

tam smutne słowa szefa: „Ona jest młoda, ładna, inteligentna ale tak strasznie 

ź

le my

ś

li o sobie. Anka, co ja mam zrobi

ć

?” 

Wzi

ę

łam  sobie  to  pytanie  mocno  do  serca  i przez  nast

ę

pne  pi

ę

tna

ś

cie  lat 

szukałam  odpowiedzi  na  nie.  Czytałam  ksi

ąŜ

ki,  analizowałam  własne  prze-

Ŝ

ycia, 

a przede  wszystkim  słuchałam  ludzi,  którzy  zdecydowali  si

ę

  zajrze

ć

  w siebie  i co

ś

 

w sobie  zmieni

ć

.  Poszukiwania  wci

ą

gały  mnie  coraz  bardziej  i nie  wygl

ą

da  na  to, 

Ŝ

ebym  miała  ich  zaprzesta

ć

,  bo  ci

ą

gle  odnajduj

ę

  jakie

ś

  nowe  cegiełki,  z których 

buduje  si

ę

  odpowied

ź

.  W ka

Ŝ

dym  razie  dzisiaj  wiem  ju

Ŝ

  na  pewno, 

Ŝ

e  niska 

samoocena  to  jedna  z najwa

Ŝ

niejszych  i najbardziej  powszechnych  ludzkich 

dolegliwo

ś

ci. 

Rozdział 1 

 

Co naprawd

ę

 my

ś

lisz o sobie? 

Czy  ju

Ŝ

  wiadomo,  o czym  wła

ś

ciwie  mamy  rozmawia

ć

?  W j

ę

zyku 

psychologicznym  mówi  si

ę

  o poczuciu  własnej  warto

ś

ci,  samoocenie  albo  obrazie 

własnej  osoby.  I ka

Ŝ

dy  wie, 

Ŝ

e  najogólniej  chodzi  o to,  jak  prze

Ŝ

ywamy  samych 

siebie,  czy  my

ś

limy  o sobie  dobrze  czy 

ź

le,  jaki  jest  nasz  prywatny  „wewn

ę

trzny 

background image

autoportret”. Ale... co innego patrze

ć

 z zewn

ą

trz, z dystansu, a co innego znale

źć

 si

ę

 

w skórze człowieka z samopoczuciem typu „mniej ni

Ŝ

 zero”. 

Skomplikowany  autoportret  Jestem  głupia,  zła  i brzydka;  do  niczego  si

ę

  nie 

nadaj

ę

, nic mi nigdy nie wychodzi; czy komu

ś

 mo

Ŝ

e zale

Ŝ

e

ć

 na kim

ś

 takim jak ja? - 

niestety, wi

ę

kszo

ść

 ludzi przynajmniej czasami my

ś

li o sobie w ten sposób. Niektórzy 

nawet zawsze. Najpierw spróbujemy połapa

ć

 si

ę

 w tym my

ś

leniu, przeanalizowa

ć

 je 

nieco  dokładniej,  rozło

Ŝ

y

ć

  na  czynniki  pierwsze  -  bowiem  ka

Ŝ

dy  plan  poprawy 

sytuacji musi poprzedza

ć

 rozeznanie czyli diagnoza. Masz wi

ę

c i Ty, jak ka

Ŝ

dy, jak

ąś

 

ogóln

ą

  samoocen

ę

.  Malujesz  swój  auto-portret  w ja

ś

niejszych  lub  ciemniejszych 

barwach.  Ale  ten  obraz  jest  oczywi

ś

cie  znacznie  bardziej  skomplikowany,  zło

Ŝ

ony 

z ró

Ŝ

nych - je

ś

li tak mo

Ŝ

na powiedzie

ć

 - składników czy wymiarów. My

ś

l

ę

Ŝ

e cztery 

z nich s

ą

 najwa

Ŝ

niejsze: 

-  powierzchowno

ść

,  wygl

ą

d  zewn

ę

trzny,  ciało  -  inteligencja,  m

ą

dro

ść

zdolno

ś

ci  -  dobro

ć

,  uczciwo

ść

,  kwalifikacje  moralne  -  jak

ą

  jestem  kobiet

ą

?  jakim 

m

ęŜ

czyzn

ą

Jest  jeszcze  pi

ą

ty  wa

Ŝ

ny  wymiar  co  my

ś

l

ę

  o sobie  w obszarze  „ja-inni”.  Czy 

ludzie  mog

ą

  mnie  lubi

ć

?  Czy  warto  ze  mn

ą

  by

ć

?  Czy  zasługuj

ę

  na  miło

ść

?  Mo

Ŝ

na 

by

ć

 przecie

Ŝ

 pi

ę

knym, m

ą

drym i dobrym, a mimo to czu

ć

 si

ę

 bardzo samotnie. 

Jedna  z moich  przyjaciółek  zwierzała  mi  si

ę

  kiedy

ś

:  „Jestem  niebrzydka, 

Ŝ

yczliwie  traktuj

ę

  wszystkich  i ch

ę

tnie  im  pomagam,  głow

ę

  mam  te

Ŝ

  nie  najgorsz

ą

nauka zawsze szła mi dobrze i w pracy osi

ą

gam spore sukcesy. Ale chyba mi czego

ś

 

wa

Ŝ

nego brakuje. Prawie nie mam przyjaciół, znajomi o mnie zapominaj

ą

, m

ęŜ

czy

ź

ni 

si

ę

  mn

ą

  nie  interesuj

ą

.  Strasznie  mi  tego  brakuje”.  Rozumiem  j

ą

,  pewnie  i Ty  j

ą

 

rozumiesz  -  trudno  cieszy

ć

  si

ę

 

Ŝ

yciem  bez  dobrych  kontaktów  ze  znajomymi, 

przyjaciółmi,  najbli

Ŝ

szymi.  Spróbuj

ę

  zastanowi

ć

  si

ę

  przez  chwil

ę

  nad  ka

Ŝ

dym  z tych 

pi

ę

ciu  obszarów  -  zach

ę

cam  Ci

ę

  do  tego  samego.  Ale  przedtem  jeszcze  par

ę

  zda

ń

 

dla  tych,  którzy  lubi

ą

  rozwa

Ŝ

a

ć

  kwestie  teoretyczne.  Je

Ŝ

eli  Ciebie  to  nie  interesuje, 

po prostu opu

ść

 ten kawałek i zacznij czyta

ć

 dalej od nast

ę

pnego. 

Dla tych, co lubi

ą

 rozwa

Ŝ

ania teoretyczne Czy obraz własnej osoby i poczucie 

własnej  warto

ś

ci  to  jest  to  samo,  czy  te

Ŝ

  co  innego?  -  pytaj

ą

  mnie  czasami.  Otó

Ŝ

 

moim  zdaniem,  chocia

Ŝ

  na  temat  tego  rozró

Ŝ

nienia  została  napisana  niejedna 

ksi

ąŜ

ka,  dla  naszych  potrzeb  mo

Ŝ

na  u

Ŝ

ywa

ć

  tych  dwóch  poj

ęć

  zamiennie.  Co 

background image

prawda  poczucie  własnej  warto

ś

ci  -  i słycha

ć

  to  ju

Ŝ

  w samym  sformułowaniu  -  jest 

skojarzone  z warto

ś

ciowaniem  czyli  my

ś

leniem  o sobie  dobrze  albo 

ź

le,  z plusem 

albo  z minusem.  Natomiast  obraz  własnej  osoby  mógłby  by

ć

  czym

ś

  neutralnym 

czym

ś

  w rodzaju  nieoceniaj

ą

cego  samoopisu.  Tylko 

Ŝ

e  tak  nie  bywa.  Człowiek  jest 

dla  siebie  zbyt  wa

Ŝ

nym  tematem  i sam  siebie  prze

Ŝ

ywa  w sposób  ogromnie 

zaanga

Ŝ

owany.  W zwi

ą

zku  z tym,  gdy  próbujesz  zrobi

ć

  nawet  najbardziej  neutralny 

opis, sporz

ą

dzi

ć

 czysto informacyjny autoportret, to jest on taki tylko pozornie, bo do 

ka

Ŝ

dego  jego  elementu  s

ą

  doł

ą

czone  jakie

ś

  uczucia  i oceny.  Je

ś

li  czytasz  ten 

fragment, to znaczy, 

Ŝ

e jeste

ś

 dociekliwy i pewnie zechcesz na własnym przykładzie 

sprawdzi

ć

, czy tak jest. Wypisz na kartce dziesi

ęć

 cech, które charakteryzuj

ą

 Ciebie 

b

ą

d

ź

  Twoj

ą

  sytuacj

ę

,  a potem  dopisz  do  ka

Ŝ

dej  plus  albo  minus  -  w zale

Ŝ

no

ś

ci  od 

tego, czy to dobrze czy 

ź

le, 

Ŝ

e tak jest. 

Drugie wa

Ŝ

ne pytanie: jak si

ę

 ma poczucie własnej warto

ś

ci do uczu

ć

 wobec 

siebie  samego?  Inaczej  mówi

ą

c,  idzie  o to,  czy  siebie  lubisz,  czy  nie  lubisz.  Ludzie 

o niskiej  samoocenie  czy  negatywnym  obrazie  własnej  osoby  nie  lubi

ą

  siebie,  nie 

maj

ą

 do siebie zaufania, brakuje im pewno

ś

ci siebie, kiedy zabieraj

ą

 si

ę

 do zrobienia 

czego

ś

 albo kiedy kontaktuj

ą

 si

ę

 z innymi. Nie musi tak by

ć

 w ka

Ŝ

dej sytuacji ani we 

wszystkich sprawach, ale generalnie tak wła

ś

nie jest. 

Marzy mi si

ę

Ŝ

eby kto

ś

 skonstruował przyrz

ą

d do mierzenia samooceny. Taki 

warto

ś

ciometr na jednym kra

ń

cu skali miałby totaln

ą

 akceptacj

ę

: lubi

ę

 siebie, kocham 

siebie, w cało

ś

ci siebie akceptuj

ę

. Na drugim biegu-nie: w ogóle siebie nie lubi

ę

, nic 

mi si

ę

 w sobie nie podoba, uwa

Ŝ

am, 

Ŝ

e zasługuj

ę

 wył

ą

cznie na negatywne oceny we 

wszystkich  sprawach.  Oczywi

ś

cie  takie  skrajne  okazy  nie  wyst

ę

puj

ą

  w przyrodzie, 

wi

ę

c  ani  na  jednym,  ani  na  drugim  ko

ń

cu  skali  mego  przyrz

ą

du  pomiarowego  nie 

znalazłby si

ę

 

Ŝ

aden konkretny człowiek. 

Na  „lepszym”  nie  byłoby  nikogo,  poniewa

Ŝ

  ró

Ŝ

ne  niesprzyjaj

ą

ce  okoliczno

ś

ci 

i przeszkody 

Ŝ

yciowe  s

ą

  informacj

ą

Ŝ

e  czego

ś

  si

ę

  nie  mo

Ŝ

e,  nie  wie,  co

ś

  si

ę

  nie 

udaje  -  i w  wyniku  zetkni

ę

cia  z nimi  nawet  absolutnie  jasny  obraz  samego  siebie 

musiałby ulec przyciemnieniu. Natomiast człowiek z drugiego bieguna, który niczego 

by w sobie nie akceptował, niczego nie lubił, 

Ŝ

ywił do siebie wył

ą

cznie niech

ęć

, moim 

zdaniem umarłby  po  prostu,  pogr

ąŜ

ony  w gł

ę

bokiej depresji i apatii. A wi

ę

c wszyscy 

lokujemy si

ę

 gdzie

ś

 po

ś

rodku. Za

ś

 przyrz

ą

d pomiarowy chciałabym mie

ć

, bo my

ś

l

ę

background image

Ŝ

e ogólna samoocena stanowi fundament, na którym gorzej lub lepiej buduje si

ę

 cały 

gmach swojego 

Ŝ

ycia. No dobrze - zapytał mnie kiedy

ś

 znajomy psycholog - ale czy 

nie spotka-ła

ś

 takich ludzi, którzy w zasadzie siebie akceptuj

ą

, ale jest jaki

ś

 obszar, 

którego nie toleruj

ą

, jaka

ś

 cecha czy własno

ść

, której wr

ę

cz nienawidz

ą

 i chcieliby j

ą

 

wyci

ąć

,  usun

ąć

?  Otó

Ŝ

  nie  spotkałam.  My

ś

l

ę

Ŝ

e  je

ś

li  człowiek  absolutnie  odrzuca, 

fundamentalnie  nie  akceptuje  jakiego

ś

  kawałka  samego  siebie,  to  ten  fakt  musi 

rzutowa

ć

  na  cało

ść

.  Ludzie  z dobrym  stosunkiem  do  siebie  s

ą

  tolerancyjni  i ta 

tolerancja  obejmuje  równie

Ŝ

  ich  samych.  Powiadaj

ą

:  ja  jestem  w porz

ą

dku,  a moje 

słabo

ś

ci, wady czy nieudolno

ść

 znosz

ę

 i godz

ę

 si

ę

 z nimi albo próbuj

ę

 je poprawia

ć

Ale  do

ść

  teoretyzowania.  Wró

ć

my  do  samooceny  w pi

ę

ciu  najwa

Ŝ

niejszych 

wymiarach. 

Nie  ka

Ŝ

da  jest  jak  Wenus,  nie  ka

Ŝ

dy  jak  Apollo  Byłam  kiedy

ś

  uczestniczk

ą

 

grupy  rozwoju  osobistego  dla  kobiet,  gdzie  wa

Ŝ

nym  tematem  -  jak  zwykle 

w kobiecych grupach - była atrakcyjno

ść

 fizyczna. Dla niektórych najwa

Ŝ

niejsza była 

twarz,  dla  innych  zgrabna  sylwetka.  Przy  bardziej  szczegółowym  rozwa

Ŝ

aniu 

kompleksów okazało si

ę

, i

Ŝ

 jednej zatruwa 

Ŝ

ycie fakt, 

Ŝ

e ma nie do

ść

 szczupłe nogi, 

drugiej  -  za  du

Ŝ

y  brzuch  i pupa,  kolejnej  -  za  mały  biust  (ta  miała  zreszt

ą

  w grupie 

swój  „negatyw”  -  dziewczyn

ę

,  która  uwa

Ŝ

ała  za  niewybaczaln

ą

  wad

ę

  swojej  urody 

biust zbyt wydatny). Miały jeszcze nie takie nosy, r

ę

ce, oczy, no i oczywi

ś

cie włosy. 

Musz

ę

  tutaj  zrobi

ć

  dygresj

ę

  na  temat  włosów. Wyczytałam  gdzie

ś

  opis  pracy 

z grup

ą

 młodzie

Ŝ

y, w której co

ś

 si

ę

 zgadało na temat włosów. Nie było tam ani jednej 

osoby,  która  akceptowałaby  to,  co  ma  na  głowie.  „Ludzie  w tej  grupie  mieli  włosy 

najró

Ŝ

niejsze: byli bruneci i szatyni, blondyni; o włosach prostych i kr

ę

conych, długich 

i krótkich - nikomu nie podobały si

ę

 takie, jakie ma. Wszyscy si

ę

 ich wstydzili. Ka

Ŝ

dy 

próbował  co

ś

  z nimi  zrobi

ć

,  ale  nikomu  nic  nie  wychodziło.  My

ś

l

ę

Ŝ

e  wszyscy 

czujemy  si

ę

  nieswojo  w sprawie  swego  wygl

ą

du  zewn

ę

trznego  i jako

ś

  si

ę

  to  wi

ąŜ

z włosami. Włosy s

ą

 

ś

mieszne. Kupa czego

ś

 takiego wyrasta ci z głowy. I masz co

ś

 

z nimi zrobi

ć

. S

ą

 pewne reguły, których nale

Ŝ

y przestrzega

ć

, tylko nikt dobrze nie wie 

jakie”.  (Tim  Jackins:  Wstyd  -  nie  trzeba  si

ę

  z nim  liczy

ć

,  tylko  odreagowywa

ć

„Nowiny Psychologiczne” nr 1-2 (66-67), 1990, s.161). 

Zacz

ę

łam po cichu sprawdza

ć

 i po paru latach musiałam zgodzi

ć

 si

ę

 z opini

ą

 

autora  tamtego  artykułu:  prawie  nie  zdarzaj

ą

  si

ę

  ludzie  -  i kobiety,  i m

ęŜ

czy

ź

ni  - 

background image

zadowoleni ze swoich włosów. I niemal całej reszty. Jestem pewna, 

Ŝ

e nie ma w

ś

ród 

moich  czytelników  nikogo,  kto  nie  uwa

Ŝ

ał-by, 

Ŝ

e  ma  jak

ąś

  fundamentaln

ą

  skaz

ę

  na 

urodzie. Odstaj

ą

ce uszy czy za du

Ŝ

e stopy to co

ś

, czym sami jeste

ś

my gotowi latami 

zatruwa

ć

 sobie 

Ŝ

ycie. I co ciekawe, obiektywno

ść

 nie ma tu nic do rzeczy. Spotkałam 

przy  ró

Ŝ

nych  okazjach  dziesi

ą

tki  bardzo  atrakcyjnych  kobiet  i m

ęŜ

czyzn,  którzy 

uwa

Ŝ

ali, 

Ŝ

e s

ą

 okropni. Na szcz

ęś

cie pracuj

ę

 głównie z grupami i okazuje si

ę

Ŝ

e je

ś

li 

kilka  osób  w grupie  wypowiada  si

ę

  o kim

ś

  pozytyw-nie,  to  ów  kto

ś

  musi  zmieni

ć

 

nastawienie do siebie, chocia

Ŝ

 troch

ę

 uwierzy

ć

Ŝ

e mo

Ŝ

e si

ę

 podoba

ć

. Tylko niestety 

Ŝ

yciu rzadko trafiaj

ą

 si

ę

 okazje pozbierania takich opinii o sobie. 

Zreszt

ą

  je

Ŝ

eli  spojrze

ć

  na  cał

ą

  t

ę

  spraw

ę

  od  innej  strony,  to  okazuje  si

ę

Ŝ

prawie  wszyscy  powy

Ŝ

ej  pewnego  wieku  komu

ś

  si

ę

  w 

Ŝ

yciu  bardzo  spodobali. 

Statystyka  jest  wysoce  wymowna:  dziewi

ęć

dziesi

ą

t  par

ę

  procent  dorosłych  wchodzi 

w zwi

ą

zki mał

Ŝ

e

ń

skie, a przecie

Ŝ

 zwykle m

ąŜ

 czy 

Ŝ

ona nie jest pierwsz

ą

 osob

ą

, która 

zwróciła  na  nich  uwag

ę

.  Widocznie  za  długi  nos  albo  nie  taka  sylwetka  jeszcze 

niczego nie przekre

ś

laj

ą

 - wa

Ŝ

ny jest cały człowiek. 

W poradni mał

Ŝ

e

ń

skiej wielokrotnie pytałam m

ęŜ

ów i 

Ŝ

ony, co im si

ę

 pod-oba 

u drugiej  połowy,  i najcz

ęś

ciej  słyszałam:  „Ona  cała”  albo  „Wszystko  mi  w nim 

odpowiada”. Zar

ę

czam, 

Ŝ

e nie przychodzili do mnie akurat mał

Ŝ

onkowie nadzwyczaj 

urodziwi,  tylko  zwyczajni  ludzie,  niekiedy  niemłodzi,  niekiedy  sporej  tuszy.  I co 

z tego?  Ka

Ŝ

dy  z nas  ma  w głowie  jaki

ś

  ideał  urody,  zwykle  bardzo  odbiegaj

ą

cy  od 

własnego wygl

ą

du. Tymczasem dla oso-by, której si

ę

 podobasz, atrakcyjne s

ą

 cechy, 

na  jakie  si

ę

  emocjonalnie  i erotycznie  „uwarunkowała”.  A mówi

ą

c  pro

ś

ciej,  z którymi 

ma pozytywne skojarzenia. 

Dla  jednych  b

ę

dzie  to  typ  urody  -  wtedy  kto

ś

  z boku  mo

Ŝ

e  na  przykład 

zauwa

Ŝ

y

ć

Ŝ

e  kolejne  dziewczyny  Grzesia  s

ą

  do  siebie  dosy

ć

  podobne,  zawsze 

blondynki  bez  biustu,  o ostrych  rysach  i długim  nosie.  Innych  najmocniej  poci

ą

ga 

sposób  poruszania  si

ę

  albo  głos.  I podobno  wszystkich  -  zapach,  którego  zwykle 

w ogóle  nie  jeste

ś

my 

ś

wiadomi.  A wi

ę

c  paradoksalnie:  jaka

ś

  dziewczyna  mo

Ŝ

zadr

ę

cza

ć

  si

ę

  tym, 

Ŝ

e  ma  grube  nogi,  gdy  tym-czasem  dla  m

ęŜ

czyzny  jej 

Ŝ

ycia 

w wyniku okre

ś

lonego uwarunkowania erotycznego poci

ą

gaj

ą

ce s

ą

 wył

ą

cznie kobiety 

z grubymi nogami. W sprawie nóg, jak te

Ŝ

 innych rzekomo niewybaczalnych felerów 

urody,  polecam  wszystkim  opowiadanie  Witolda  Gombrowicza  ze  zbioru  „Bakakaj” 

background image

zatytułowane „Na kuchennych schodach” (Witold Gombrowicz „Bakakaj”, W: 

„Dzieła” t. I, Wydawnictwo Literackie Kraków - Wrocław 1986). W skrócie: 

jego  bohatera,  niesko

ń

czenie  eleganckiego  pana,  wysoko  postawionego 

urz

ę

dnika  Ministerstwa  Spraw  Zagranicznych  latami  fascynuj

ą

  nogi  sług  do 

wszystkiego, grube i pokraczne jak słupy, o potwornie rozklapanych sto-pach. Marzy 

o nich  i podgl

ą

da  je  ukradkiem,  a z  obrzydzeniem  my

ś

li  o no-gach  własnej 

Ŝ

ony, 

„gi

ę

tkich  jak  liana,  długich,  cienkich  w p

ę

cinie”.  Podsumowanie  mo

Ŝ

na  zrobi

ć

 

banalne:  je

ś

li  chodzi  o atrakcyjno

ść

  zewn

ę

trzn

ą

,  nie  to  ładne,  co  ładne,  a co  si

ę

 

komu podoba. To jak jest z Tob

ą

? Czy Ty te

Ŝ

 jeste

ś

  w stanie spojrze

ć

 na siebie od 

tej  strony  tylko  przez  pryzmat  za  grubych  nóg  (je

ś

li  jeste

ś

  kobiet

ą

)  albo  zbyt  słabo 

umi

ęś

nionej  klatki  piersiowej  (je

ś

li  jeste

ś

  m

ęŜ

czyzn

ą

)?  A Twoje  pi

ę

kne  oczy? 

A wyrazista, ładna twarz, niepowtarzalna, jedyna na 

ś

wiecie? A r

ę

ce, które na pewno 

chciałby malowa

ć

 który

ś

 ze starych holenderskich mistrzów albo rze

ź

bi

ć

 Wit Stwosz? 

Tym,  którzy  maj

ą

  szczególne  pretensje  do  losu, 

Ŝ

e  nie  wyposa

Ŝ

ył  ich 

w ol

ś

niewaj

ą

c

ą

  filmow

ą

  urod

ę

,  chc

ę

  zaleci

ć

  par

ę

  minut  rozmy

ś

la

ń

  nad  wygl

ą

dem 

zewn

ę

trznym  dwojga  ludzi  sukcesu.  Dla  zakompleksionych  panów  -  Woody  Allen, 

mały, 

ź

le  zbudowany,  łysiej

ą

cy  okularnik,  twarz 

Ŝ

e  po

Ŝ

al  si

ę

  Bo-

Ŝ

e.  A w 

Ŝ

yciu? 

Wyre

Ŝ

yserował i zagrał w kilkunastu filmach, które ogl

ą

da cały 

ś

wiat, rozchwytywany 

przez  elit

ę

  intelektualn

ą

  i kulturaln

ą

  USA  oraz  reszty  kuli  ziemskiej,  bogaty  do 

obrzydliwo

ś

ci,  romansował  z niebywale  pi

ę

knymi  kobietami,  przez  kilkana

ś

cie  lat 

Ŝ

onaty  ze  zjawiskowo 

ś

liczn

ą

  Mi

ą

  Farrow  (wła

ś

nie  si

ę

  z ni

ą

  rozchodzi,  o czym 

plotkuje  Ameryka  i pół  Europy).  Dla  pa

ń

  -  Barbara  Streisand,  niezgrabna, 

nieregularne  rysy, małe, jakby  krzywe  oczy i długi nieforemny  nos. Co  zrobiła  z tym 

wyposa

Ŝ

eniem, chyba nie trzeba nikomu mówi

ć

. Niezwykle popularna aktorka, sama 

robi  filmy, 

ś

piewa  i mimo  niemłodego  wieku  ci

ą

gle  podbija  serca  setek  nowych 

wielbicieli. 

Co wiesz? Co umiesz? Co potrafisz? 

Intryguj

ą

ce,  co  te

Ŝ

  przychodzi  Ci  do  głowy  w odpowiedzi  na  te  pytania.  Nie 

s

ą

dz

ę

Ŝ

eby  lawin

ą

  napływały  my

ś

li  o niezliczonych  talentach  i umiej

ę

tno

ś

ciach. 

Raczej  dwa-trzy  nie

ś

miałe  pomysły,  a i  to  ze  znakami  zapytania.  Zawsze  mnie 

szokowało, jak wielu ludzi uwa

Ŝ

a si

ę

 za nieudolnych czy wr

ę

cz t

ę

pych. A ju

Ŝ

 prawie 

ka

Ŝ

dy  jest  zdania, 

Ŝ

e  nie  ma  zdolno

ś

ci  do  matematyki,  nie  potrafi  nauczy

ć

  si

ę

 

background image

j

ę

zyków obcych i na pewno nie umie 

ś

piewa

ć

No  wła

ś

nie,  jak  to  jest  z tym 

ś

piewaniem?  Chyba  nie  znalazłby  si

ę

  nikt 

o zdrowych zmysłach, kto gotów byłby powiedzie

ć

 o Luisie Armstrongu, 

Ŝ

e nie umiał 

ś

piewa

ć

. A wiesz, 

Ŝ

e  miał wrodzon

ą

  wad

ę

 strun  głosowych i jego  słynna chrypka to 

nie  maniera,  nie  sposób  na  słuchaczy  ani  wyrafinowanie  artystyczne?  Twierdz

ę

Ŝ

masz lepszy głos od Armstronga, i w 99% nie myl

ę

 si

ę

Jestem  przekonana, 

Ŝ

e  Twoje  zdolno

ś

ci  umysłowe  s

ą

  wielokrotnie  wi

ę

ksze, 

ni

Ŝ

  sobie  wyobra

Ŝ

asz.  Sk

ą

d  to  wiem?  Z obserwacji  dzieci:  wszystkie  s

ą

  zdolne, 

twórcze,  łatwo  przyswajaj

ą

  nowe  wiadomo

ś

ci  i łatwo  je  kojarz

ą

.  Niestety,  pó

ź

niej  - 

w za  du

Ŝ

ej  grupie,  w atmosferze  konkurencji  i ostre-go  oceniania  -  zbyt  cz

ę

sto 

przestaj

ą

 korzysta

ć

 ze swoich mo

Ŝ

liwo

ś

ci, zaczynaj

ą

 

ź

le reagowa

ć

 na samo uczenie 

si

ę

  i pozornie  głupiej

ą

.  Pewien  psycholog  z małego  miasteczka  opowiadał  mi,  jak 

robił  sze

ś

ciolatkom  wiejskim  tak  zwany  test  dojrzało

ś

ci  szkolnej.  Na  jednym 

z obrazków  był  królik  bez  oka,  dzieciaki  miały  odpowiedzie

ć

  na  pytanie,  czego  mu 

brakuje.  Jaki

ś

  bystry  maluch  powiedział, 

Ŝ

e  ten  królik  nie  ma 

Ŝ

arcia,  wi

ę

ś

pi. 

I oczywi

ś

cie  w te

ś

cie  dostał  minus,  bo  odpowied

ź

  przewidziana  przez  miejskich 

autorów  sprawdzianu  była  inna.  Zawsze  mi  si

ę

  przypomina  ten królik  bez  oka  i bez 

Ŝ

arcia, kiedy zastanawiam si

ę

 nad tym, jak oduczano nas od my

ś

lenia. 

Zwłaszcza 

Ŝ

e  wszystkie  sprawdziany  odbywały  si

ę

  na  pewno  w atmosferze 

napi

ę

cia  i stresu.  Tylko  nieliczni  w takiej  sytuacji  mobilizuj

ą

  si

ę

  i zaczynaj

ą

  radzi

ć

 

sobie  lepiej  ni

Ŝ

  zwykle.  Wi

ę

kszo

ść

  ludzi  gorzej  si

ę

  wtedy  skupia,  my

ś

l

ą

c  głównie 

o czekaj

ą

cym  ich  niepowodzeniu.  A przecie

Ŝ

  bywa  inaczej.  Wielki  pianista  Artur 

Rubinstein,  jeden  z nielicznych  szcz

ęś

liwych  geniuszy,  w swoich  pami

ę

tnikach 

opowiada o tym, jak po raz pierwszy koncertował publicznie. 

„Dla  rodziców  była  to  niełatwa  decyzja,  nie  miałem  jeszcze  o

ś

miu  lat  (...). 

Termin  koncertu  ustalono  na  14  grudnia  1894.  Rankiem  tego  dnia  cały  dom  popadł 

w stan najwy

Ŝ

szego podniecenia i tylko ja byłem spokojny i zadowolony. Otrzymałem 

wła

ś

nie  pi

ę

kne,  wspaniałe  ubranko,  z czarnego  aksamitu  z białym  koronkowym 

kołnierzykiem,  tote

Ŝ

  czułem  si

ę

  okropnie  wa

Ŝ

ny.  Koncert  wypadł  znakomicie  (...). 

Poniewa

Ŝ

  w garderobie  artystów  ju

Ŝ

  wcze

ś

niej  zauwa

Ŝ

yłem  wielkie  pudło 

czekoladek, w nader szcz

ęś

liwym nastroju wykonałem sonat

ę

 Mozarta, a tak

Ŝ

e dwa 

utwory  Schuberta  i Mendelssohna,  publiczno

ść

  za

ś

,  zło

Ŝ

ona  głównie  z członków 

background image

mojej  rodziny,  ich  przyjaciół,  a tak

Ŝ

e  łódzkich  melomanów  (...)  nagrodziła  mnie 

gor

ą

c

ą

  owacj

ą

”.  (Artur  Rubinstein:  Moje  młode  lata.  Pa

ń

stwowe  Wydawnictwo 

Muzyczne, Warszawa 1976, s.17). 

I w tej dziedzinie - podobnie jak w sprawach wygl

ą

du zewn

ę

trznego - bardziej 

koncentrujemy  si

ę

  na  brakach  ni

Ŝ

  na  tym,  co  nam  wychodzi  dobrze.  Szkoda, 

Ŝ

ludzie prawie nie maj

ą

 wspomnie

ń

 podobnych do Rubinsteina. 

Uczciwy,  dobry,  szlachetny  Jak  cz

ę

sto  gryz

ą

  Ci

ę

  wyrzuty  sumienia,  co?  Nie 

tylko  w zwi

ą

zku  z tym,  co  zrobiłe

ś

  wczoraj  albo  tydzie

ń

  temu,  ale  te

Ŝ

  par

ę

  miesi

ę

cy 

czy par

ę

 lat wstecz. Czy kiedy wyrz

ą

dzisz komu

ś

 co

ś

 złego, my

ś

lisz raczej: „Przy-kro 

mi,  zdarzyło  si

ę

,  musz

ę

  przeprosi

ć

”,  czy  te

Ŝ

  zagł

ę

biasz  si

ę

  w bolesne  rozwa

Ŝ

ania 

o tym, 

Ŝ

e jeste

ś

 z gruntu zły? Gdyby przeci

ą

gn

ąć

 lini

ę

 od anioła do diabła i kaza

ć

 Ci 

umie

ś

ci

ć

  si

ę

  gdzie

ś

  na  niej  w zale

Ŝ

no

ś

ci  od  tego,  ile  masz  z jednego  i z  drugiego, 

gdzie  wypadłoby  Twoje  miejsce?  Mo

Ŝ

e  zawsze,  kiedy  tylko  co

ś

  si

ę

  nie  układa  - 

niekoniecznie  Tobie,  innym  te

Ŝ

  -  my

ś

lisz  sobie:  to  wszystko  przeze  mnie.  Mo

Ŝ

czujesz  si

ę

  podobnie  jak  dziecko  z rodziny  alkoholika,  którego  samopoczucie  tak 

opisuje Janet Woititz, ameryka

ń

ska specjalistka od tego problemu: 

„Nie mogłe

ś

 si

ę

 oprze

ć

 wra

Ŝ

eniu, 

Ŝ

e gdyby ci

ę

 nie było, nie byłoby wszystkich 

tych  kłopotów.  Matka  nie  walczyłaby  z ojcem.  Nie  byłaby  spi

ę

ta  cały  czas,  nie 

krzyczałaby,  nie  byłaby  skłonna  do  wybuchów. 

ś

ycie  byłoby  o niebo  l

Ŝ

ejsze,  gdyby 

ci

ę

  po  prostu  nie  było.  Czułe

ś

  si

ę

  bardzo  winny.  W pewien  sposób  ju

Ŝ

  samo  twoje 

istnienie  spowodowało  t

ę

  sytuacj

ę

:  gdyby

ś

  był  lepszym  dzieckiem,  byłoby  mniej 

problemów.  To  wszystko  przez  ciebie,  jednak  najwidoczniej  nie  mogłe

ś

  zrobi

ć

  nic, 

Ŝ

eby  zmieni

ć

 

Ŝ

ycie  na  lepsze”.  (Janet  Woititz:  Dorosłe  Dzieci  Alkoholików.  IPZiT, 

Warszawa 1992, s.13). 

Wszyscy mamy sobie co

ś

 do zarzucenia, chodz

ą

cych ideałów nie ma - i chyba 

nawet  byłyby  niezno

ś

ne.  Moja  znajoma  dopytywała  si

ę

  kiedy

ś

  o pewnego 

m

ęŜ

czyzn

ę

,  nazwijmy  go  Józkiem,  który  jej  si

ę

  podobał,  a ja  go  dobrze  znałam. 

Zacz

ę

łam opowiada

ć

 o jego zaletach, nazbierało si

ę

 tego sporo i na to ona poprosiła 

mnie:  „Znajd

ź

  szybko  jak

ąś

  wad

ę

,  bo  zaraz  Józek  w ogóle  przestanie  mnie 

interesowa

ć

”. 

Chc

ę

  opowiedzie

ć

  o jednej  rzeczy,  która  zawsze  zdarza  si

ę

  w grupach,  jakie 

prowadz

ę

. Po pewnym czasie uczestnicy nabieraj

ą

 zaufania do innych, coraz wi

ę

cej 

background image

mówi

ą

 o sobie, zaczynaj

ą

 zdradza

ć

 wstydliwe tajemnice. Ka

Ŝ

dy jak

ąś

 ma, nie 

Ŝ

yjemy 

w

ś

ród 

ś

wi

ę

tych,  a niektórzy naprawd

ę

  nie-

ź

le  w 

Ŝ

yciu narozrabiali. Przyznaj

ą

 si

ę

  do 

tego,  bo  chc

ą

  sprawdzi

ć

,  czy  mimo  to  kto

ś

  mo

Ŝ

e  ich  jeszcze  akceptowa

ć

,  nie 

pot

ę

pia

ć

,  nie  skre

ś

la

ć

  całkiem.  Nie  maj

ą

 

ś

miało

ś

ci  zapyta

ć

  o to,  patrz

ą

  w podłog

ę

boj

ą

  si

ę

  rozejrze

ć

  dookoła.  Zach

ę

cam  wtedy, 

Ŝ

eby  taki  winowajca  podszedł  do 

ka

Ŝ

dego  członka  grupy,  zadał  pytanie:  „Co  teraz  o mnie  my

ś

lisz?”  i 

Ŝ

eby  patrzył  na 

tego kogo pyta. Reakcje s

ą

 ró

Ŝ

ne, ale najwi

ę

cej jest rozumiej

ą

cych i 

Ŝ

yczliwych typu: 

„Wiem co

ś

 o twoim 

Ŝ

yciu i my

ś

l

ę

Ŝ

e trudno ci było po-st

ą

pi

ć

 inaczej”, „Sama nieraz 

robiłam  podobne  rzeczy,  ale  nie  chc

ę

  si

ę

  tym  dr

ę

czy

ć

  do  ko

ń

ca 

Ŝ

ycia”,  „Znam  ci

ę

 

i lubi

ę

, wi

ę

c nie przekonasz mnie, 

Ŝ

e jeste

ś

 a

Ŝ

 taki okropny”. 

Okazuje si

ę

Ŝ

e je

ś

li człowiek sam si

ę

 os

ą

dza, zwykle jest dla siebie znacznie 

surowszy ni

Ŝ

 inni. Nie mówi

ę

 tu o tych, którzy s

ą

 zawsze pewni swojej racji i znajduj

ą

 

Ŝ

norakie  uzasadnienia  dla  własnych 

ś

wi

ń

stw  i podło

ś

ci.  Mówi

ę

  o osobach 

z mizern

ą

  samoocen

ą

  moraln

ą

.  Te  nie  s

ą

  zbyt  skłonne  do  uwzgl

ę

dniania 

okoliczno

ś

ci  łagodz

ą

cych,  a swoje  trudno

ś

ci  i problemy  widz

ą

  jako  wady  czy  skazy 

moralne. 

Jaka z ciebie kobieta? Jaki m

ęŜ

czyzna? 

Wyobra

ź

 sobie pierwsze spotkanie ksi

ę

cia i Kopciuszka, tylko bez interwencji 

dobrej wró

Ŝ

ki. Mo

Ŝ

e ksi

ąŜę

 nawet si

ę

 i zakocha, ale Kopciuszek musi mie

ć

 niebywał

ą

 

sił

ę

  ducha, 

Ŝ

eby  chocia

Ŝ

  na  pi

ęć

  minut  przesta

ć

  si

ę

  zajmowa

ć

  swoj

ą

  podart

ą

 

sukienk

ą

 i zaczerwienionymi od domowych prac r

ę

kami. 

B

ę

dzie  wi

ę

c  albo  zachowywa

ć

  si

ę

  nienaturalnie,  próbuj

ą

c  jako

ś

  odci

ą

gn

ąć

 

uwag

ę

  ksi

ę

cia  od  swego  mizernego  poło

Ŝ

enia,  albo  wci

ąŜ

  sprawdza

ć

,  czy  takie 

umorusane  zero  jak  ona  naprawd

ę

  podoba  si

ę

  temu  wspaniałemu  facetowi.  Panna 

Kopciuszek  -  tak  samo  jak  jej  m

ę

ski  odpowiednik  -  pełna  l

ę

ku  i niepewna  własnej 

atrakcyjno

ś

ci  nie  b

ę

dzie  w stanie  zdoby

ć

  si

ę

  na  spontaniczno

ść

,  swobodnie  dawa

ć

 

(„co godnego uwagi mogłabym mu da

ć

?”) ani bra

ć

 („có

Ŝ

 mo

Ŝ

e si

ę

 nale

Ŝ

e

ć

 komu

ś

 tak 

niepoci

ą

gaj

ą

cemu  jak  ja?”).  Pami

ę

tasz  zreszt

ą

,  jakie  plany  miał  Kopciuszek,  zanim 

nie pojawiła si

ę

 wró

Ŝ

ka? W ogóle nie zamierzał i

ść

 na bal. Ty równie

Ŝ

 - jak Ci

ę

 znam 

- cz

ę

sto w ogóle nie  wychodzisz z k

ą

ta, boisz si

ę

 odezwa

ć

 wyczekuj

ą

co podpierasz 

ś

cian

ę

,  zwłaszcza  je

ś

li  w pobli

Ŝ

u  jest  kto

ś

  bardzo  dla  Ciebie  atrakcyjny.  Zamiast 

zachowa

ć

  si

ę

  jak  paw,  rozpuszy

ć

  najpi

ę

kniejsze  pióra  swego  ogona,  chowasz  si

ę

 

background image

albo uciekasz. 

W  dodatku  na  pewno  masz  w głowie  szereg  wyobra

Ŝ

e

ń

  o tym,  jaka  powinna 

by

ć

  kobieta  i jaki  powinien  by

ć

  m

ęŜ

czyzna.  A te  wyobra

Ŝ

enia  cz

ę

sto  Ci 

przeszkadzaj

ą

, bo zwykle nie pasuj

ą

 do tego, jaka czy jaki jeste

ś

. Facet ma by

ć

 silny, 

twardy,  pełen  inicjatywy,  niczym  si

ę

  nie  przejmowa

ć

.  Wi

ę

c  pod  gro

ź

b

ą

  utraty 

poczucia, 

Ŝ

e  jest  prawdziwym  m

ęŜ

czyzn

ą

,  nie  mo

Ŝ

e  pozwoli

ć

  sobie  na  mi

ę

kko

ść

 

i ciepło  ani  chwilow

ą

  nawet  słabo

ść

,  chocia

Ŝ

  na  pewno  czasem  bardzo  tego 

potrzebuje.  Kobieta  ma  by

ć

  ciepła,  na  pierwszym  miejscu  stawia

ć

  miło

ść

  i rodzin

ę

nie  mo

Ŝ

e  by

ć

  za  m

ą

dra  ani  zbyt  przedsi

ę

biorcza.  Wi

ę

c  boi  si

ę

  okaza

ć

  zło

ść

  czy 

zachowa

ć

 stanowczo nawet w obronie swoich najwa

Ŝ

niejszych praw, nie wypada jej 

za  bardzo  koncentrowa

ć

  si

ę

  na  sprawach  zawodowych,  wiecznie  ma  wyrzuty 

sumienia, 

Ŝ

e zaniedbuje rodzin

ę

Spotkałam  u znajomych  pewn

ą

  pani

ą

  z zagranicy, 

ś

wietnego  lekarza 

o mi

ę

dzynarodowej sławie, któr

ą

 zapraszano, 

Ŝ

eby jeszcze raz przyjechała do Polski, 

tym  razem  na  dłu

Ŝ

ej.  Bez  zastanowienia  odpowiedziała, 

Ŝ

e  nie  mo

Ŝ

e  tego  zrobi

ć

 

swojej  rodzinie.  Poniewa

Ŝ

  miała  najwyra

ź

niej  ponad  60  lat,  z czystej  ciekawo

ś

ci 

zapytałam  o t

ę

  rodzin

ę

.  Ku  mojemu  zdziwieniu  okazało  si

ę

Ŝ

e  ma  m

ęŜ

a,  równie

Ŝ

 

lekarza  rozje

Ŝ

d

Ŝ

aj

ą

cego  po 

ś

wiecie  i dwie  zam

ęŜ

ne  córki  po  trzydziestce,  które 

w dodatku  mieszkaj

ą

  w innym  ni

Ŝ

  ona  mie

ś

cie.  Czyli  w rzeczywisto

ś

ci  pani  profesor 

nie  miała  ju

Ŝ

  absorbuj

ą

cych  obowi

ą

zków  rodzinnych,  a jednak  wci

ąŜ

  gotowa  była 

czu

ć

 si

ę

 nie w porz

ą

dku jako kobieta, 

Ŝ

ona i matka. 

Wiesz, tak naprawd

ę

 nikt dobrze nie wie, na czym polega prawdziwa m

ę

sko

ść

 

i kobieco

ść

.  D

ąŜą

c  do  tego, 

Ŝ

eby  to  u

ś

ci

ś

li

ć

,  próbowano  na  ró

Ŝ

ne  sposoby  bada

ć

 

wrodzone  psychologiczne  ró

Ŝ

nice  mi

ę

dzy  płciami,  ale  wyniki  zawsze  wychodziły 

sprzeczne  i niepewne.  Zwyczaje  czy  tradycja  te

Ŝ

  nie  dostarczaj

ą

  jasnych 

wskazówek, 

raczej 

tworz

ą

zdumiewaj

ą

ce 

mieszanki 

z d

ąŜ

eniem 

do 

nowoczesno

ś

ci  -  s

ą

 

ź

ródłem  dodatkowego  zam

ę

tu.  A skoro  nie  ma  jednego 

wyra

ź

nego  modelu  m

ęŜ

czyzny  i kobiety,  dla  mnie  wynika  z tego  przynajmniej  tyle: 

masz  wi

ę

cej  do  wyboru.  Twoje  cechy,  skłonno

ś

ci,  zachowania  s

ą

  wystarczaj

ą

co 

m

ę

skie,  nawet  je

ś

li  daleko  od-biegasz  od  ideału  sparta

ń

skiego  wojownika, 

i dostatecznie  kobiece,  nawet  je

ś

li  nie  jeste

ś

  wzorow

ą

  stra

Ŝ

niczk

ą

  domowego 

ogniska ani słodkim kobieci

ą

tkiem. 

background image

W  kontaktach  z lud

ź

mi  Jakie  uczucia  i my

ś

li  towarzysz

ą

  Ci,  kiedy  wybierasz 

si

ę

 gdzie

ś

 z wizy-t

ą

? Co sobie wyobra

Ŝ

asz, kiedy masz wkrótce spotka

ć

 si

ę

 z osob

ą

 

najbli

Ŝ

sz

ą

 Twemu sercu? Na pewno inaczej jest przed pierwsz

ą

 randk

ą

, a inaczej po 

dwudziestu  latach  mał

Ŝ

e

ń

stwa.  Ale  czy  jest  to  raczej  radosne  oczekiwanie  miłego 

kontaktu, czy ponure przewidywania czego

ś

 przykrego? „Bezpiecznie czuj

ę

 si

ę

 tylko 

wtedy,  kiedy  jestem  sama.  Jak  tylko  znajd

ę

  si

ę

  w towarzystwie,  boj

ę

  si

ę

Ŝ

e  si

ę

 

zbła

ź

ni

ę

, wykonam co

ś

 nie tak i zrobi si

ę

 głupia sytuacja. Ale znowu w ogóle nic nie 

mówi

ć

 i nie robi

ć

 - te

Ŝ

 głupio. To mnie kompletnie parali

Ŝ

uje” - tak napisała do mnie 

kiedy

ś

  Kasia,  któr

ą

  usiłowałam  korespondencyjnie  leczy

ć

  z kompleksów.  Niestety, 

listowne  poradnictwo  nie  jest  zbyt  skuteczne,  bo 

Ŝ

eby  si

ę

  czego

ś

  istotnego 

dowiedzie

ć

  o sobie  w układzie  „ja-inni”,  potrzebne  s

ą

  informacje  od  tych  innych. 

Kasia mimo nie

ś

miało

ś

ci dała si

ę

 przekona

ć

 i znalazła si

ę

 w jednej z prowadzonych 

przeze mnie grup. 

Poprosiłam  j

ą

Ŝ

eby  zrobiła  bilans  swoich  wad  i zalet  w kontaktach 

mi

ę

dzyludzkich.  Oczywi

ś

cie  bukiet  wad  był  daleko  bogatszy  i bardziej  barwny  ni

Ŝ

 

nieliczne i mizerne zalety. A potem zrobiły

ś

my sprawdzian: dla kogo jej poszczególne 

wady  rzeczywi

ś

cie  s

ą

  wadami,  komu  s

ą

  oboj

ę

tne,  a kto  uwa

Ŝ

a  je  za  zalety? 

Katarzyna  była  bardzo  zdziwiona.  Paru  osobom  na  przykład  podobała  si

ę

  jej 

nie

ś

miało

ść

  i zahamowania.  Kto

ś

  powiedział, 

Ŝ

e  lubi  nie

ś

miałe  dziewczyny,  kto

ś

 

jeszcze  okre

ś

lił  t

ę

  cech

ę

  jako  skromno

ść

,  dwie  osoby  uznały, 

Ŝ

e  to  pasuje  do  niej. 

Pami

ę

tam,  jak  si

ę

  rozpogodziła,  kiedy  jeden  chłopak,  jej  rówie

ś

nik,  prawie  na  ni

ą

 

nakrzyczał: 

„To  co, 

Ŝ

e  si

ę

  nad  wszystkim  długo  zastanawiasz?  Nie  znosz

ę

  mówienia  co 

ś

lina  na  j

ę

zyk  przyniesie.  Ty  jak  si

ę

  odezwiesz,  to  przynajmniej  do  sensu.  Mówisz 

mało, ale smacznie”. I tak było ze wszystkim oprócz obgryzania paznokci, którego nie 

pochwalił nikt. 

Czy  Ty te

Ŝ

 stronisz  od ludzi, jak kiedy

ś

 Kasia? Pami

ę

taj, Tobie te

Ŝ

  - jak jej - 

tylko  wydaje  si

ę

Ŝ

e  inni  nie  b

ę

d

ą

  chcieli  Ci

ę

  zaakceptowa

ć

.  Bzdura!  Wi

ę

kszo

ść

 

z nich po prostu boi si

ę

 tego samego co Ty i dlatego trzyma si

ę

 na dystans. 

Inne  plusy  i minusy  Wiem, 

Ŝ

e  to  jeszcze  nie  wszystko  w Twoim 

skomplikowanym  autoportrecie.  Ka

Ŝ

d

ą

  z tych  rzeczy  mo

Ŝ

na  rozło

Ŝ

y

ć

  na  szereg 

mniejszych i wi

ę

kszych kawałków. Jedne z nich b

ę

d

ą

 dla Ciebie bardzo wa

Ŝ

ne, inne 

background image

prawie bez znaczenia. Cz

ę

sto nawet nie w pełni zdajesz sobie spraw

ę

, ile tego jest. 

Kiedy  pogrzeba

ć

  gł

ę

biej,  stworzy

ć

  ludziom  okazj

ę

Ŝ

eby  uwa

Ŝ

niej  rozejrzeli  si

ę

 

w sobie pod k

ą

tem samooceny, wówczas kolejne nieakceptowane detale wyskakuj

ą

 

jak  grzyby  po  deszczu.  Najcz

ęś

ciej,  niestety,  nie  równowa

Ŝ

one  przez  plusy.  Zrób 

teraz  swoj

ą

  list

ę

.  Nie  tak, 

Ŝ

eby  wypisywa

ć

  wszystko,  tylko  pi

ęć

  rzeczy,  jakie  Ci 

najpierw  przyjd

ą

  do  głowy.  Nie  my

ś

l  zbyt  długo,  wa

Ŝ

ne  s

ą

  pierwsze  skojarzenia. 

Natomiast w rubryce plusów mo

Ŝ

esz si

ę

 zastanawia

ć

 dłu

Ŝ

ej, bo podejrzewam, 

Ŝ

e nie 

nawykłe

ś

  do  zauwa

Ŝ

ania  swoich  mocnych  stron  i mo

Ŝ

e  b

ę

dzie  to  okazja, 

Ŝ

eby

ś

 

troch

ę

 po

ć

wiczył t

ę

 bardzo potrzebn

ą

 umiej

ę

tno

ść

A oto lista: 

I. W wygl

ą

dzie zewn

ę

trznym, we własnym ciele: 

1) nie lubi

ę

 w sobie (uwa

Ŝ

am za swój minus): a... b... c... d... e... 

2) lubi

ę

 w sobie (uwa

Ŝ

am za swój plus): a... b... c... d... e... 

II. W swojej inteligencji, m

ą

dro

ś

ci, zdolno

ś

ciach: 

1) nie lubi

ę

 w sobie (uwa

Ŝ

am za swój minus): a... b... c... d... e... 

2) lubi

ę

 w sobie (uwa

Ŝ

am za swój plus): a... b... c... d... e... 

III. W swoim charakterze, kwalifikacjach moralnych: 

1) nie lubi

ę

 w sobie (uwa

Ŝ

am za swój minus): a... b... c... d... e... 

2) lubi

ę

 w sobie (uwa

Ŝ

am za swój plus): a... b... c... d... e... 

IV. Jako m

ęŜ

czyzna/kobieta 1) nie lubi

ę

 w sobie (uwa

Ŝ

am za swój minus): 

a... 

b... 

c... 

d... 

e... 

2) lubi

ę

 w sobie (uwa

Ŝ

am za swój plus): 

a... 

b... 

c... 

d... 

e... 

V.  W zwi

ą

zkach  z lud

ź

mi,  byciu  z nimi,  kontaktach  1)  nie  lubi

ę

  w sobie 

background image

(uwa

Ŝ

am za swój minus): a... b... c... d... e... 

2) lubi

ę

 w sobie (uwa

Ŝ

am za swój plus): a... b... c... d... e... 

VI. W innych  wa

Ŝ

nych  dla  mnie  sprawach,  które  nie  mieszcz

ą

  si

ę

  w tamtych 

kategoriach 1) nie lubi

ę

 w sobie (uwa

Ŝ

am za swój minus): 

a... 

b... 

c... 

d... 

e... 

2) lubi

ę

 w sobie (uwa

Ŝ

am za swój plus): 

a... 

b... 

c... 

d... 

e... 

Ciekawe,  czy  co

ś

  Ci

ę

  zaskoczyło?  Czy  łatwiej  było  Ci  pisa

ć

  o plusach,  czy 

o minusach?  Czy  Twoje  ogólne  zdanie  na  własny  temat  wi

ąŜ

e  si

ę

  jako

ś

  ze 

szczególnymi ocenami? 

Sytuacja 

Ŝ

yciowa  a samoocena  Chc

ę

  jeszcze  powiedzie

ć

  o jednej  rzeczy, 

z której pewnie zdajesz sobie spraw

ę

, ale mo

Ŝ

e nie  do

ść

 wyra

ź

nie. Samoocena nie 

jest człowiekowi dana raz na zawsze. Zmienia si

ę

 na przykład z wiekiem. Przypomnij 

sobie,  co  było  najwa

Ŝ

niejsze  w Twoim  autoportrecie  par

ę

  lat  wstecz,  spróbuj 

wyobrazi

ć

  sobie  co  mo

Ŝ

e  wybi

ć

  si

ę

  na  pierwszy  plan  za  par

ę

  lat.  Dostałam  list  od 

Małgosi  dokładnie  na  ten  temat.  Pisała:  „B

ę

d

ą

c  młod

ą

  dziewczyn

ą

  strasznie  si

ę

 

m

ę

czyłam. Zawsze mi si

ę

 zdawało, 

Ŝ

e jestem nie-stosownie ubrana, inne dziewczyny 

-  one  umiały  zrobi

ć

  si

ę

  na  bóstwo!  W dodatku  nie  ta

ń

czyłam  za  dobrze.  W ogóle 

byłam  strasznie  zakompleksiona.  Teraz  przestałam  si

ę

  przejmowa

ć

  tym,  jak 

wygl

ą

dam.  Wa

Ŝ

ne, 

Ŝ

eby  ludzie  mnie  lubili  i 

Ŝ

eby  mie

ć

  paru  przyjaciół  od  serca. 

Potrafi

ę

  gada

ć

  z nimi  godzinami,  pomagamy  sobie  nawzajem  w trudnych  chwilach. 

Nie  wyładniałam,  nigdy  nie  byłam  zbyt  ładna,  zreszt

ą

  wiesz  -  lata  lec

ą

.  Ale  chyba 

zm

ą

drzałam  i mniej  si

ę

  skupiam  na  sobie,  a bardziej  na  innych.  Mo

Ŝ

e  to  jest  mój 

sposób na kompleksy?” 

background image

Bez  w

ą

tpienia  na  samoocen

ę

  wpływa  Twoja  sytuacja 

Ŝ

yciowa,  co  najlepiej 

wida

ć

,  kiedy  si

ę

  gwałtownie  zmienia.  Przekonuj

ą

  si

ę

  o tym  cho

ć

by  wszyscy  młodzi 

rodzice,  kiedy  -  wraz  z pojawieniem  si

ę

  na 

ś

wiecie  ich  pierwszego  potomka  - 

zaczynaj

ą

  liczy

ć

  si

ę

  umiej

ę

tno

ś

ci  i dobra  orientacja  w sprawach  pieluszek,  kolek, 

karmienia  itd.  itp.  Na  par

ę

  tygodni  albo  miesi

ę

cy  dla  matki  takie  rzeczy  staj

ą

  si

ę

 

najwa

Ŝ

niejsze we własnym autoportrecie, okre

ś

laj

ą

 jego jasn

ą

 lub ciemn

ą

 tonacj

ę

A  wszyscy  ci,  którzy  ze  wsi  przenie

ś

li  si

ę

  do  miasta  i nagle  okazało  si

ę

Ŝ

cała ich skomplikowana i obszerna wiedza o przyrodzie oraz zdolno

ś

ci do ci

ęŜ

kiego 

wysiłku  fizycznego  specjalnie  si

ę

  nie  licz

ą

?  A m

ęŜ

czy

ź

ni,  którzy  wraz  ze  wzrostem 

bezrobocia  stracili  prac

ę

  i teraz  musz

ą

  jako

ś

  odnale

źć

  si

ę

  w sytuacji,  kiedy  jedyn

ą

 

pracuj

ą

c

ą

 osob

ą

 w rodzinie jest 

Ŝ

ona? 

Lepszy  -  gorszy  czyli  w pułapce  bezustannych  porówna

ń

  Jeszcze  siedziałe

ś

 

w wózku,  siusiałe

ś

  w pieluchy  i niewiele  rozumiałe

ś

  z tego,  co  mówi

ą

  doro

ś

li,  a ju

Ŝ

 

nad Twoj

ą

 głow

ą

 co chwila kto

ś

 Ci

ę

 do kogo

ś

 porównywał: Piotrusiowi wyrósł z

ą

bek! 

A mojemu Stasiowi jeszcze nie. A czy ju

Ŝ

 siada, czy ju

Ŝ

 staje, czy ju

Ŝ

 liczy do pi

ę

ciu, 

bo  moje  ju

Ŝ

  do  siedmiu? 

ś

yjemy  w społecze

ń

stwie,  w którym  od  zera  ucz

ą

  nas 

porównywania.  Na  pewno  byłoby  Ci  łatwiej  wymieni

ć

  pi

ęć

dziesi

ą

t  rzeczy,  w których 

jeste

ś

  od  innych  lepszy  albo  gorszy,  ni

Ŝ

  pi

ęć

  takich,  które  s

ą

  niepowtarzalne, 

odr

ę

bne, jedyne na 

ś

wiecie. 

Takie  my

ś

lenie  w kategoriach  „lepszy-gorszy”  wrosło  w nas  do  tego  stopnia, 

Ŝ

e  nie  jeste

ś

my  w stanie  wyobrazi

ć

  sobie  innego  podej

ś

cia  do 

Ŝ

ycia.  A przecie

Ŝ

 

mo

Ŝ

na.  Z wykształcenia  jestem  etnografem,  w zwi

ą

zku  z tym  miałam  okazj

ę

  - 

oczywi

ś

cie  poprzez  lektur

ę

  -  przyjrze

ć

  si

ę

  na  przykład  południowo-ameryka

ń

skim 

Indianom  Zuni,  opisywanym  przez  Ruth  Benedict,  słynn

ą

  badaczk

ę

  ludów 

egzotycznych.  Owi  Zuni  w ogóle  ze  sob

ą

  nie  rywalizuj

ą

.  Podczas  rytualnych 

ś

wi

ą

urz

ą

dzaj

ą

  biegi,  w których  wcale  nie  chodzi  o to, 

Ŝ

eby  wygra

ć

.  Ka

Ŝ

dy  biegacz  ma 

dotrze

ć

 do mety, natomiast nie stara si

ę

 wyprzedzi

ć

 innych. 

Cz

ę

sto co

ś

 podobnego dzieje si

ę

 w grupach terapeutycznych, kiedy usiłujemy 

wyeliminowa

ć

  porównywanie,  a w  to  miejsce  wprowadzi

ć

  koncentrowanie  si

ę

  na 

swoich  mocnych  stronach.  I okazuje  si

ę

Ŝ

e  mo

Ŝ

na  my

ś

le

ć

  w taki  sposób:  jestem 

inny,  niepodobny  do  nikogo  na 

ś

wiecie.  W czym

ś

  dobry,  a nie  lepszy;  w czym

ś

 

marny,  a nie  gorszy.  Albo  jeszcze  inaczej  -  nie  jestem  kiepski,  tylko  to  jest  moja 

background image

trudno

ść

Jest jedna sytuacja, w której si

ę

 nie porównuje, raczej przeciwnie - podkre

ś

la 

jedyno

ść

  i wyj

ą

tkowo

ść

.  „Jest  inna  ni

Ŝ

  wszystkie”,  „nikogo  takiego  jeszcze  nie 

spotkałam”  -  tak  mówi

ą

  zakochani.  A wi

ę

c  umiemy  patrze

ć

  te

Ŝ

  w ten  sposób, 

a wszyscy ci, którzy byli zakochani z wzajemno

ś

ci

ą

, wiedz

ą

, jak szcz

ęś

liwy mo

Ŝ

e by

ć

 

człowiek, gdy nie obawia si

ę

 porów-na

ń

I  przeciwstawna  sytuacja:  z pracy  odchodzi  kto

ś

  kogo  wszyscy  lubili  i cenili, 

a Ty  przychodzisz  na  jego  miejsce  i masz  wra

Ŝ

enie, 

Ŝ

e  ka

Ŝ

dy  Twój  krok  i ka

Ŝ

de 

odezwanie  jest  zestawiane  z post

ę

powaniem  owej  nieobecnej  osoby.  Trudno  si

ę

 

w takiej sytuacji wyrobi

ć

, prawda? Ka

Ŝ

de „inaczej” oznacza „gorzej”, wszystko obraca 

si

ę

 na Twoj

ą

 niekorzy

ść

Czy masz by

ć

 ideałem? 

Pełno  jest  wsz

ę

dzie  dookoła  nas  ró

Ŝ

nych  wzorów  doskonało

ś

ci,  modeli  do 

na

ś

ladowania, które - je

Ŝ

eli traktowane zbyt powa

Ŝ

nie - potrafi

ą

 popsu

ć

 humor nawet 

zadowolonym z siebie. Wkroczyli

ś

my w epok

ę

 reklam i mam wra

Ŝ

enie, 

Ŝ

e musi si

ę

 to 

ź

le  odbija

ć

  na  poczuciu  własnej  warto

ś

ci  wielu  z nas.  Bo  która  ma  takie  włosy 

i sylwetk

ę

, jak Cindy Crawford, zach

ę

caj

ą

ca do kupowania szamponu firmy L’Oreal? 

Który wygl

ą

da tak korzystnie jak facet z reklamy „Gilette - najlepsze dla m

ęŜ

czyzny”? 

Nie sta

ć

 Ci

ę

 równie

Ŝ

 na nowy model Opla czy nawet Poloneza. Zapewne nie jeste

ś

 

i mo

Ŝ

e nigdy nie b

ę

dziesz eleganckim biznesmenem korzystaj

ą

cym z komputera IBM 

najnowszej generacji. 

Ale czy tylko o to chodzi? Zastanów si

ę

 dobrze: pragniesz mie

ć

 hollywoodzk

ą

 

urod

ę

,  umysł  Einsteina  i karier

ę

  zawodow

ą

  w tempie  Alexis  Colby  czy  po  prostu 

chcesz  by

ć

  szcz

ęś

liwy?  Niejednokrotnie  te  reklamowane  symbole  powodzenia 

i sukcesu  wcale  nie  maj

ą

  szcz

ęś

liwego 

Ŝ

ycia.  Jestem  przekonana, 

Ŝ

e  Marylin 

Monroe  zamieniłaby  si

ę

  z niejedn

ą

  szar

ą

  myszk

ą

,  dziewczyn

ą

  z Pułtuska,  która  ma 

kochaj

ą

cego m

ęŜ

a i udane dzieci. Wrócimy do tego jeszcze, a teraz posłuchaj: ka

Ŝ

dy 

z nas, a wi

ę

c i Ty, ma w sobie co

ś

 niepowtarzalnego, jedynego na 

ś

wiecie i przez to 

cudowne-go i pi

ę

knego. Nikt nie jest ideałem, ale te

Ŝ

 nikt nie jest kompletnym zerem. 

A wi

ę

c i Ty nie jeste

ś

. Spróbuj spojrze

ć

 na to tak: cz

ę

sto my

ś

l

ę

 o sobie 

ź

le, ale to nie 

jest  obiektywna  prawda,  tylko  moje  wyobra

Ŝ

enia.  A skoro  tak,  to  mog

ę

  zacz

ąć

  je 

zmienia

ć

background image

Rozdział II  

Co wynika z twojego my

ś

lenia We

ź

my sytuacj

ę

 najprostsz

ą

, jaki

ś

 sprawdzian 

czy  egzamin. Dostałe

ś

 pierwsze pytanie, które nie  bardzo Ci pasuje, i zmagaj

ą

c si

ę

 

z nim mo

Ŝ

esz wpa

ść

 - jak wóz na piaszczystej drodze w wy

Ŝ

łobione koleiny - w jeden 

z dwóch torów my

ś

lenia: 

1.  Na  pewno  nast

ę

pne  pytanie  b

ę

dzie  gorsze  i skompromituj

ę

  si

ę

  jeszcze 

bardziej.  Po  co  w ogóle  si

ę

  do  tego  zabierałem,  skoro  wiem, 

Ŝ

e  jestem  do  niczego. 

Ju

Ŝ

  tyle  razy  mi  si

ę

  nie  powiodło.  Dobrze  pami

ę

tam,  jak

ą

  dałem  plam

ę

  w zeszły 

wtorek. Mam coraz wi

ę

ksz

ą

 pustk

ę

 w głowie... Nic mi nie wyjdzie! 

2. Zobaczymy, czy nast

ę

pne pytanie nie b

ę

dzie lepsze. Jestem całkiem nie

ź

le 

przygotowany.  Teraz  trzeba  tylko  skupi

ć

  si

ę

  i nadrobi

ć

  złe  wra

Ŝ

e-nie.  Ju

Ŝ

  par

ę

  razy 

poradziłem  sobie  z du

Ŝ

o  trudniejsz

ą

  sytuacj

ą

.  Przecie

Ŝ

  nie  dalej  jak  przedwczoraj 

poszło mi tak dobrze. Musi si

ę

 uda

ć

Nie musz

ę

 mówi

ć

, kto ma wi

ę

ksze szanse. Lubi

ę

 to porównanie, bo wła

ś

ciwie 

we  wszystkich 

Ŝ

yciowych  sprawach  jest  podobnie,  od  projektu  ugotowania  zupy  po 

plan  przebudowy 

ś

wiata.  Najpierw  co

ś

  zamierzamy  -  sami  lub  pod  wpływem 

oczekiwa

ń

  innych  ludzi  -  potem  zastanawiamy  si

ę

,  jak  nam  to  pójdzie,  i ten 

pesymizm  albo  optymizm  wyznacza  dalszy  bieg  zdarze

ń

.  Idzie  jak  z płatka  albo  jak 

po grudzie. Oczywi

ś

cie, tak zwane obiektywne okoliczno

ś

ci te

Ŝ

 maj

ą

 znaczenie, ale 

nasze nastawienie jest du

Ŝ

o wa

Ŝ

niejsze, ni

Ŝ

 na ogół s

ą

dzimy. 

A mo

Ŝ

e sam jeste

ś

 autorem własnych niepowodze

ń

Jak  to  si

ę

  dzieje?  Otó

Ŝ

  najpierw  uruchamiamy  ła

ń

cuch  wspomnie

ń

.  Osoby, 

które  maj

ą

  skłonno

ść

  do  dołowania  si

ę

,  przypominaj

ą

  sobie  swoje  poprzednie 

niepowodzenia  i dosłownie  zwieszaj

ą

  nos  na  kwint

ę

.  Do  i tak  ju

Ŝ

  ci

ęŜ

kiego  baga

Ŝ

przekonania  o swoich  nikłych  szansach  dodaj

ą

  now

ą

  cegł

ę

  i znowu  próbuj

ą

.  Nadal 

bez  skutku,  tyle 

Ŝ

e  dalej  jest  im  coraz  ci

ęŜ

ej.  Kolekcja  niepowodze

ń

  ro

ś

nie  jak 

toczona  w dół  kula  ze 

ś

niegu.  A ci,  którzy  s

ą

  nastawieni, 

Ŝ

e  pójdzie  dobrze?  Ich 

kolekcja składa si

ę

 z kolorowych baloników - wspomnie

ń

 udanych działa

ń

 i sytuacji - 

które ci

ą

gn

ą

 ich do góry, ł

ą

cz

ą

c si

ę

 w coraz wi

ę

kszy p

ę

k. Czyli im gorzej, tym gorzej, 

a im  lepiej,  tym  lepiej.  Co  jest  przeciwie

ń

stwem  nosa  na  kwint

ę

?  Nos  triumfalnie 

skierowany ku górze. 

Mówi

ę

 zawsze, 

Ŝ

e człowiek ma wypisane na nosie to, co ma go spotka

ć

. I jest 

background image

to  -  po  ła

ń

cuchu  wspomnie

ń

  -  druga  tajemnica  Twoich  sukcesów  i nie-powodze

ń

Tam  wszystko  odbywa  si

ę

  w Twojej  głowie:  musisz  zu

Ŝ

y

ć

  mnóstwo  energii, 

Ŝ

eby 

przebi

ć

  si

ę

  przez  swoje  negatywne  nastawienie  i ju

Ŝ

  nie  tak  wiele  zostaje  na  samo 

zadanie,  które  przed  Tob

ą

  stoi.  Tu  w gr

ę

  wchodz

ą

  inni  ludzie,  którzy  czytaj

ą

 

z Twojego  nosa.  Zreszt

ą

  nie  tylko  z nosa.  Niska  samoocena,  niewiara  we  własne 

mo

Ŝ

liwo

ś

ci da si

ę

 odczyta

ć

 z wielu ró

Ŝ

nych sygnałów, chocia

Ŝ

 by

ć

 mo

Ŝ

e nie zda-jesz 

sobie  z tego  sprawy.  Przyjrzyj  si

ę

  na  przykład  swojej  sylwetce.  Je

ś

li  masz  złe 

mniemanie  o sobie,  pewnie  nie  nosisz  dumnie  wypi

ę

tej  piersi,  tylko  raczej  kulisz 

ramiona.  Pewnie  masz  skłonno

ść

  do  cofania  brody  i pochylania  głowy,  zamiast 

obnosi

ć

 j

ą

  wyprostowan

ą

  po królewsku. Mo

Ŝ

e te

Ŝ

 trzymasz  r

ę

ce  blisko tułowia i nie 

zagarniasz nimi 

ś

wiata, tylko cz

ę

sto krzy

Ŝ

ujesz na piersiach, jakby

ś

 si

ę

 chciał przed 

nim  osłoni

ć

.  Bywa  odwrotnie:  chocia

Ŝ

  w 

ś

rodku  czujesz  si

ę

  bezradny  jak  małe 

dziecko  i tak  naprawd

ę

  nie  wart  uznania  i uczucia  -  nadrabiasz  min

ą

  i postaw

ą

wypinasz  pier

ś

,  zadzierasz  głow

ę

,  mocno  gestykulujesz.  Wymowa  niby  inna  ni

Ŝ

 

u tych niepewnych i zahamowanych, ale tylko niektórzy daj

ą

 si

ę

 zwie

ść

 pozorom. Bo 

jednak cz

ę

sto mo

Ŝ

na zauwa

Ŝ

y

ć

Ŝ

e Twoja przebojowo

ść

 jest troszk

ę

 przesadna czy 

sztuczna, 

Ŝ

e jeste

ś

 odrobin

ę

 za sztywny albo ciut zbyt gło

ś

ny. Jakby

ś

 to nie był Ty, 

tylko maska czy przebranie, zza których chwilami przeziera co

ś

 całkiem innego. Je

ś

li 

tak wła

ś

nie funkcjonujesz - wewn

ą

trz niska samoocena, na zewn

ą

trz pewno

ść

 siebie 

i dobre  samopoczucie  -  to  jestem  przekonana, 

Ŝ

e  musi  Ci

ę

  to  drogo  kosztowa

ć

Płacisz ci

ą

głym napi

ę

ciem, albowiem wspinanie si

ę

 na palce pochłania wiele energii 

i na  krótk

ą

  met

ę

  zwyczajnie  m

ę

czy.  A je

ś

li  utrzymuje  si

ę

  przez  dłu

Ŝ

szy  czas,  mo

Ŝ

si

ę

 nawet niekorzystnie odbi

ć

 na Twoim zdrowiu. 

I drugi rodzaj kosztów: zamieszanie, jakie wywołuje Twoja niejednoznaczno

ść

 

u ludzi,  którzy  usiłuj

ą

  Ci

ę

  zrozumie

ć

.  Gdyby  kto

ś

  nawet  chciał  da

ć

  Ci  to,  czego 

potrzebujesz, trudno mu b

ę

dzie odczyta

ć

, o co Ci wła

ś

ciwie chodzi. Mam przyjaciela 

Filipa,  który  zało

Ŝ

ył  now

ą

  firm

ę

  i wpadł  w -  przej

ś

ciowe  zreszt

ą

  -  tarapaty.  Jego 

dziewczyna 

Ŝ

aliła si

ę

 kiedy

ś

Ŝ

e chciałaby podtrzyma

ć

 go na duchu ale nie umie tego 

zrobi

ć

.  Wyczuwa  jego  zn

ę

kanie  i niepokój,  natomiast  Filip  zachowuje  si

ę

  tak,  jakby 

wszystko spływało po nim jak woda po g

ę

si. 

Pozostaj

ą

c  jednak  przy  skulonych  ramionach  i nosie  na  kwint

ę

  -  to  tylko 

przykłady  sygnałów,  jakie  bezwiednie  dajesz  innym.  Jeden  z nich  jest  szczególnie 

background image

wa

Ŝ

ny,  to  mianowicie,  czy  w kontaktach  z lud

ź

mi  patrzysz  im  w oczy.  Osoby 

niepewne  siebie  na  ogół  tego  nie  robi

ą

.  Co  wtedy  prze

Ŝ

ywa  ten,  na  kogo  nie 

patrzysz? Najcz

ęś

ciej my

ś

li sobie: co

ś

 tu jest nie w porz

ą

dku, chce co

ś

 przede mn

ą

 

ukry

ć

,  pewnie  oszuka

ć

;  a mo

Ŝ

e,  skoro  unika  kontaktu, 

ź

le  o mnie  my

ś

li  albo  mnie 

lekcewa

Ŝ

y. Mało komu przychodzi do głowy, 

Ŝ

e to z nie

ś

miało

ś

ci czy za

Ŝ

enowania. 

Jak  wiele  mo

Ŝ

e  zmieni

ć

  patrzenie  w oczy,  sprawdziłam  w bardzo 

niewdzi

ę

cznej  sytuacji  mi

ę

dzyludzkiej,  mianowicie  przy  załatwianiu  spraw 

urz

ę

dowych. Najwi

ę

kszy formalista, dla którego normalnie klient czy petent to wróg, 

je

Ŝ

eli złapa

ć

 jego wzrok - mi

ę

knie i zaczyna traktowa

ć

 człowieka bardziej po ludzku. 

Nie mówi

ę

 ju

Ŝ

 o tym, 

Ŝ

e je

ś

li nie patrzysz, pozbawiasz si

ę

 wielu bez-cennych 

informacji, przede wszystkim nie dowiadujesz si

ę

, jaka jest reakcja na Ciebie i ró

Ŝ

ne 

Twoje  zachowania.  Miałam  raz  w prowadzonej  przez  siebie  grupie  przykład  jak 

z podr

ę

cznika. Był tam bardzo du

Ŝ

y facet, Krystian, który bał si

ę

 ludzi, i kiedy co

ś

 od 

nich chciał, zawsze patrzył sobie na buty. Zaproponowałam mu, 

Ŝ

eby podnosił wzrok, 

ilekro

ć

 zwraca si

ę

 do innej osoby. I dokonało si

ę

 wielkie odkrycie: Krystian stwierdził, 

Ŝ

e to oni si

ę

 go boj

ą

. No, mo

Ŝ

e nie wszyscy, ale spora cz

ęść

Wró

ć

my do sytuacji egzaminacyjnej maj

ą

c na uwadze, 

Ŝ

e całe 

Ŝ

ycie to je-den 

wielki egzamin, bo - pami

ę

tasz, jak pisała Wiesława Szymborska - „nic dwa razy si

ę

 

nie zdarza i nie zdarzy. Z tej przyczyny zrodzili

ś

my si

ę

 bez wprawy i pomrzemy bez 

rutyny”.  A wi

ę

c  stajesz  ze  skulonymi  ramionami  i oczami  wbitymi  w podłog

ę

,  a na 

nosie  masz  wypisane, 

Ŝ

e  na  pewno  Ci  si

ę

  nie  uda.  Egzaminator  widzi  to  i Twoje 

przekonanie  przynajmniej  w jakim

ś

  stopniu  mu  si

ę

  udziela.  Czyli  jeszcze  zanim 

cokolwiek  si

ę

  zacz-nie,  ju

Ŝ

  ma  do  Ciebie  nie  najlepsze  nastawienie.  Ono  z kolei 

udziela  si

ę

  Tobie,  kulisz  si

ę

  jeszcze  bardziej  i Twój  sygnał, 

Ŝ

e  spodziewasz  si

ę

 

niepowodzenia,  staje  si

ę

  wyra

ź

niejszy.  I tak  nastawiacie  si

ę

  nawzajem  coraz  gorzej 

i gorzej. 

Na szcz

ęś

cie w 

Ŝ

yciu nie jest a

Ŝ

 tak 

ź

le. Specjalnie przesadziłam w tym opisie, 

Ŝ

eby  wyra

ź

niej  było  wida

ć

,  jak  sam  stajesz  si

ę

 

ź

ródłem  własnych  kłopotów. 

Namawiam  Ci

ę

  w tym  miejscu  na  mały  eksperyment:  postaraj  si

ę

  par

ę

  razy 

w ró

Ŝ

nych  sytuacjach,  kiedy  czujesz  si

ę

  nieszczególnie,  wyprostowa

ć

  ramiona, 

podnie

ść

  głow

ę

  i patrze

ć

  prosto  w oczy.  Sprawd

ź

,  czy  to  co

ś

  zmienia,  mo

Ŝ

e  si

ę

 

zach

ę

cisz do troch

ę

 innego zachowania, ni

Ŝ

 dot

ą

d miałe

ś

 w zwyczaju. 

background image

Trudne  pocz

ą

tki  Pami

ę

tasz  jak  było,  kiedy  znalazłe

ś

  si

ę

  w nowej  szkole  albo 

poszedłe

ś

  na  studia?  Gdy  zaczynałe

ś

  now

ą

  prac

ę

?  Opowiadała  mi  znajoma 

dziewczyna, jak czuła si

ę

 przez par

ę

 pierwszych tygodni w szkole za granic

ą

, dok

ą

wyjechali słu

Ŝ

bowo jej rodzice: „Byłam kompletnie ogłupiała i zupełnie do niczego. Na 

lekcjach  jak  przygłup,  na  prywatkach  jak  jaki

ś

  raróg.  Nie  wiedziałam  nawet,  o czym 

rozmawia

ć

 na przerwach, co si

ę

 odezwałam, to głupio. Byłam nie tak ubrana, inaczej 

podnosiłam r

ę

k

ę

 na lekcjach. Miałam wra

Ŝ

enie, 

Ŝ

e nawet nogi i r

ę

ce mam nie takie. 

Tak mi si

ę

 wtedy wydawało. Z czasem zacz

ę

ło by

ć

 lepiej, wci

ą

gn

ę

łam si

ę

”. Co jaki

ś

 

czas,  bez  wyje

Ŝ

d

Ŝ

ania,  wszyscy  trafiamy  na  sytuacje,  w których  czujemy  si

ę

  jak 

w obcym kraju. 

Ka

Ŝ

da  nowa  sytuacja  wymaga  przystosowania,  wszystkie  pocz

ą

tki  obfituj

ą

 

w niepowodzenia, bo poruszasz si

ę

 po nieznanym gruncie bez rozeznania i wprawy. 

Nic  dziwnego, 

Ŝ

e  reagujesz  niepewno

ś

ci

ą

  w

ą

tpliwo

ś

ciami  na  własny  temat  i zwykle 

w konsekwencji  pogarsza  si

ę

  Twój  autoportret.  Przypuszczam, 

Ŝ

e  nie  jeste

ś

  wtedy 

dla  siebie  zbyt  dobry  i nie  fundujesz  sobie  okresu  ochronnego,  czasowej  taryfy 

ulgowej na  wej

ś

cie w nowe  układy. Pewnie  z przykro

ś

ci

ą

 stwierdzasz, 

Ŝ

e inni radz

ą

 

sobie lepiej, zazdro

ś

cisz im, a nawet jeste

ś

 na nich zły. 

Trudno  bywa  zwłaszcza  wtedy,  gdy  oni  znaj

ą

  si

ę

  od  lat  i du

Ŝ

o  ich  ze  sob

ą

 

ł

ą

czy.  Naprawd

ę

  nie  do  pozazdroszczenia  jest  sytuacja  nowego  pracownika 

trafiaj

ą

cego  do  zgranego  zespołu,  nowej  dziewczyny  czy  chłopaka  wprowadzanego 

do  paczki  starych  przyjaciół  swojej  sympatii, mał

Ŝ

onka  przyje

Ŝ

d

Ŝ

aj

ą

cego  z pierwsz

ą

 

wizyt

ą

  do  rodziny  partnera.  Oni 

ś

miej

ą

  si

ę

  z jakiej

ś

  zabawnej  historii  sprzed  lat, 

a Tobie  wydaje  si

ę

Ŝ

e  z Ciebie.  Rozumiej

ą

  si

ę

  w pół  słowa,  przerzucaj

ą

  doskonale 

czytelnymi  dla  nich  aluzjami,  a Ty  nic  nie  kojarzysz  i czujesz  si

ę

  jak  ostatni  tuman. 

Spokojnie!  Mo

Ŝ

esz  by

ć

  pewien, 

Ŝ

e  to  minie,  je

Ŝ

eli  tylko  nie  zamkniesz  si

ę

  w sobie 

i nie  podejmiesz  postanowienia, 

Ŝ

e  si

ę

  odcinasz  i wycofujesz.  To  troch

ę

  tak,  jakby

ś

 

si

ę

  znalazł  w

ś

ród  ludzi  mówi

ą

cych  w obcym  j

ę

zyku  i z  czasem  zacz

ą

ł  si

ę

  nim 

posługiwa

ć

, najpierw słabo, a potem co-raz swobodniej. Wi

ę

c lepiej poprzygl

ą

daj si

ę

 

i troch

ę

  poczekaj  pami

ę

taj

ą

c, 

Ŝ

e  na  pocz

ą

tku  pewna  sztywno

ść

  i niezr

ę

czno

ść

  to 

rzecz  naturalna,  a Twoje  marne  samopoczucie  jest  zrozumiałe  i przej

ś

ciowe.  Pół 

biedy, kiedy chodzi o dalsz

ą

 rodzin

ę

 albo szkolnych kolegów Twojej drugiej połowy - 

mo

Ŝ

esz  przesta

ć

  si

ę

  z nimi  widywa

ć

.  Ale  je

Ŝ

eli  to  jest  nowa  praca  lub  szkoła  czy, 

background image

powiedzmy, te

ś

ciowie? Trudno całkiem zerwa

ć

 takie kontakty. Bywa, 

Ŝ

e decydujesz 

si

ę

 wówczas na co

ś

 w rodzaju „emigracji wewn

ę

trznej”. Rezygnujesz z wł

ą

czania si

ę

 

we wspólne rozmowy i rozrywki, je

Ŝ

eli to mo

Ŝ

liwe siadasz w k

ą

cie, starasz si

ę

 wyj

ść

 

jak najwcze

ś

niej. I mo

Ŝ

e si

ę

 to ci

ą

gn

ąć

 latami, pogł

ę

biaj

ą

c Twoje poczucie, 

Ŝ

e jeste

ś

 

niewa

Ŝ

ny, nielubiany, gorszy. 

Pobrały si

ę

 dwa zera A je

ś

li 

Ŝ

yjesz z kim

ś

 pod jednym dachem i - jak dawniej 

mówiono  -  dzielisz  z nim  lub  ni

ą

  stół  i ło

Ŝ

e?  Pracuj

ą

c  w poradni  rodzinnej 

zauwa

Ŝ

yłam, 

Ŝ

e  raz  po  raz  powtarza  si

ę

  pewien  rodzaj  kłopotów,  które  trapi

ą

 

mał

Ŝ

onków  ze  zł

ą

  samoocen

ą

.  Chc

ę

  przedstawi

ć

  je  tutaj  bardziej  szczegółowo,  bo 

prawie  wszyscy  albo  jeste

ś

my  z kim

ś

  w stałym  zwi

ą

zku,  albo  b

ę

dziemy,  albo  -  co 

gorsza - ju

Ŝ

 mamy za sob

ą

 rozpad takiego układu. Zacznijmy od konkretnej sytuacji, 

bardzo prostej i typowej. Niech to b

ę

dzie Gosia i Andrzej, mo

Ŝ

e po dwóch, mo

Ŝ

e po 

siedmiu  latach  mał

Ŝ

e

ń

stwa.  W ka

Ŝ

dym  razie  zd

ąŜ

yli  ju

Ŝ

  zapomnie

ć

  o zalotach 

i miodowym  miesi

ą

cu,  tkwi

ą

  w prozie  codziennego 

Ŝ

ycia:  praca,  gospodarstwo 

domowe,  pewnie  te

Ŝ

  dzieci.  On  uwa

Ŝ

a, 

Ŝ

e  jest  niezbyt  atrakcyjnym  m

ęŜ

czyzn

ą

 

i marnym  m

ęŜ

em,  ona  nie  czuje  si

ę

  ani  ładna,  ani  poci

ą

gaj

ą

ca  i stale  ma  do  siebie 

pretensje, 

Ŝ

e nie wywi

ą

zuje si

ę

 na pi

ą

tk

ę

 z roli 

Ŝ

ony (bo prowadzenie domu, prosz

ę

 

Pa

ń

stwa,  to  tak  skomplikowane  i wielow

ą

tkowe  zadanie, 

Ŝ

e  zawsze  mo

Ŝ

na  znale

źć

 

co

ś

, co si

ę

 zrobiło nie do

ść

 dobrze). Punkt wyj

ś

cia we

ź

miemy banalny - on mówi do 

niej: „Miła moja, zupa jest przesolona”. Bo rzeczywi

ś

cie jest. 

Teraz  zajmiemy  si

ę

  czytaniem  w my

ś

lach.  Kobieta,  która  dobrze  czuje  si

ę

 

Ŝ

yciu,  w swoim  zwi

ą

zku  i w  roli  gospodyni  domowej,  pomy

ś

li  w takiej  sytuacji: 

„Przykro  mi.  Nast

ę

pnym  razem,  kiedy  b

ę

d

ę

  robi

ć

  ogórkow

ą

,  musz

ę

  pami

ę

ta

ć

Ŝ

eby 

da

ć

 mniej soli”. A nasza  Gosia? Jej monolog  wewn

ę

trzny  wygl

ą

da  zupełnie inaczej: 

„Nie  smakuje  mu.  Dobra 

Ŝ

ona  potrafiłaby  ugotowa

ć

  tak,  jak  on  lubi.  Pewnie  ma  do 

mnie  jeszcze  mas

ę

  innych  zastrze

Ŝ

e

ń

  i pretensji.  Kto  wie,  czy  w ogóle  mu 

odpowiadam.  Mo

Ŝ

e  ju

Ŝ

  nie  chce  ze  mn

ą

  by

ć

?”.  I tylko  czeka, 

Ŝ

e  Andrzej  za  chwil

ę

 

zacznie mówi

ć

 o rozwodzie. A on powiedział jedynie, 

Ŝ

e zupa jest przesolona. Teraz 

kolej na to, 

Ŝ

eby  zajrze

ć

 do  głowy Andrzejowi. Gosia, u której jego niewinna uwaga 

uruchomiła  lawin

ę

  mał

Ŝ

e

ń

skich  kompleksów,  musi  zrobi

ć

  niezadowolon

ą

  min

ę

,  bo 

przecie

Ŝ

  z jej  punktu  widzenia  ju

Ŝ

  nie  chodzi  o zup

ę

,  tylko  o ostateczne  rozstanie. 

A on  patrz

ą

c  na  t

ę

  skrzywion

ą

  buzi

ę

  my

ś

li  sobie:  „Co

ś

  jej  złego  zrobiłem,  zaraz 

background image

obrazi si

ę

 i dojdzie do wniosku, 

Ŝ

e ma mnie po prostu dosy

ć

. To, 

Ŝ

e wyszła za takie 

zero, wcale nie oznacza, 

Ŝ

e zawsze b

ę

dzie chciała ze mn

ą

 by

ć

”. Jednym słowem on 

te

Ŝ

 ju

Ŝ

 prawie pakuje walizki. 

Tym  razem  -  jak  setki  razy  wcze

ś

niej  i pó

ź

niej  -  rozejdzie  si

ę

  po  ko

ś

-ciach. 

Pewnie za par

ę

 minut albo par

ę

 godzin które

ś

 z nich wykona jaki

ś

 pojednawczy gest 

i wszystko jako tako wróci do normy. Tylko 

Ŝ

e je

ś

li tak dzieje si

ę

 cz

ę

sto, w pewnym 

momencie  ilo

ść

  przejdzie  w jako

ść

.  Spójrzmy  wi

ę

c  na  konsekwencje  podobnych 

sytuacji. 

Po  pierwsze  -  obydwoje  zu

Ŝ

ywaj

ą

  du

Ŝą

  cz

ęść

  swojej  energii  na  ci

ą

głe 

sprawdzanie.  Z napi

ę

t

ą

  uwag

ą

 

ś

ledz

ą

:  jak  jest  w tej  chwili?  czy  on  jeszcze  mnie 

kocha? czy jej jeszcze na mnie zale

Ŝ

y? I wtedy oczywi

ś

cie zawsze znajdzie si

ę

 co

ś

co  potwierdzi  najczarniejsze  przewidywania,  jak  cho

ć

by  owa  przesolona  zupa. 

Powiem wi

ę

cej, nawet niektóre oboj

ę

tne albo pozytywne uwagi mog

ą

 by

ć

 odbierane 

jako  negatywne.  Załó

Ŝ

my, 

Ŝ

e  Gosia  za-ło

Ŝ

yła  nowy  opalacz,  za

ś

  Andrzej,  któremu 

si

ę

 w nim spodobała, powie: „O masz  dwucz

ęś

ciowy kostium”.  A ona -  pewna tego, 

Ŝ

e  nie  jest  do

ść

  zgrabna  -  nawet  na  niego  nie  spojrzy  i nie  zauwa

Ŝ

y  jego 

zadowolonej miny, tylko pomy

ś

li: „No tak, chciał mi delikatnie da

ć

 do zrozumienia, 

Ŝ

nie powinnam pokazywa

ć

 brzucha. Ju

Ŝ

 mu si

ę

 nie podobam”. Wobec nagromadzenia 

podobnych  niezrozumie

ń

  i nieporozumie

ń

  obydwoje  staraj

ą

  si

ę

  unikn

ąć

  zapalnych 

tematów. 

W ich sytuacji takimi szybko okazuj

ą

 si

ę

 wszystkie, które co

ś

 mówi

ą

 o drugiej 

stronie. Inaczej mówi

ą

c, w ogóle przestaj

ą

 ze sob

ą

 rozmawia

ć

 o sobie. 

Po  drugie  -  unikaj

ą

  zwłaszcza  okazywania  wszelkich  oznak  niezadowolenia. 

Andrzej na drugi raz gł

ę

boko si

ę

 zastanowi, czy w ogóle mówi

ć

Ŝ

e mu nie smakuje 

zupa.  W efekcie  Gosia  b

ę

dzie  niewiele  wiedzie

ć

  o tym,  co  on  lubi  a czego  nie,  za

ś

 

Andrzej  b

ę

dzie  tłumił  swoje  niezadowolenie  i godził  si

ę

  z sytuacj

ą

,  która  mu  nie 

odpowiada.  Do  czasu,  poniewa

Ŝ

  kiedy  uzbiera  si

ę

  tego  du

Ŝ

o  i w  ró

Ŝ

nych 

dziedzinach,  jedno  z nich  pierwsze  wy-buchnie.  Wtedy  to  drugie,  które  te

Ŝ

  zd

ąŜ

yło 

ju

Ŝ

  nagromadzi

ć

  sporo  urazy  i pretensji,  odpowie  tym  samym.  I zacznie  si

ę

  co

ś

czego obydwoje nie rozumiej

ą

: wielka awantura z błahego powodu. 

Po  trzecie  -  ka

Ŝ

da  oznaka  smutku,  zło

ś

ci  lub  zniecierpliwienia  Gosi  jest 

odbierana przez Andrzeja jako sygnał, 

Ŝ

e to on zrobił co

ś

 nie tak, 

Ŝ

e „wszystko przez 

background image

niego”.  A Gosi

ę

  mo

Ŝ

e  bole

ć

  z

ą

b,  mogły  j

ą

  spotka

ć

  jakie

ś

  przykro

ś

ci  w pracy  czy 

zdenerwowa

ć

  dzieci.  I chce, 

Ŝ

eby  j

ą

  kto

ś

  po-cieszył  albo  chocia

Ŝ

  wysłuchał,  a tu 

ś

lubny najdro

Ŝ

szy te

Ŝ

 ju

Ŝ

 zd

ąŜ

ył wpa

ść

 w przygn

ę

bienie b

ą

d

ź

 irytacj

ę

 pod wpływem 

jej minorowej miny. Wi

ę

c traci ch

ęć

 opowiadania temu ponuremu facetowi, co jej si

ę

 

dzi

ś

 przykrego wydarzyło. To samo Andrzej: miał m

ę

cz

ą

cy dzie

ń

 albo boli go głowa, 

a Gosia ju

Ŝ

 jest pewna, 

Ŝ

e ma co

ś

 do niej. Wi

ę

c na wszelki wypadek nie odzywa si

ę

 

i schodzi  mu  z drogi.  W ten  sposób  zamiast  wspiera

ć

  si

ę

  nawzajem  w drobnych 

i wi

ę

kszych  kłopotach,  oddalaj

ą

  si

ę

  od  siebie.  Po  czwarte  -  obydwoje  czekaj

ą

  na 

jakie

ś

  potwierdzenie,  dowarto

ś

ciowanie,  przejaw  uczucia  drugiej  strony,  ale  nie  s

ą

 

zbyt  skłonni  wychyla

ć

  si

ę

  z tym  sami.  Nie  zrobi

ę

  tego,  boj

ę

  si

ę

Ŝ

e  mnie  odtr

ą

ci  - 

my

ś

l

ą

.  I tak  czekaj

ą

  obydwoje,  nieraz  latami,  coraz  bardziej  utwierdzaj

ą

c  si

ę

 

w poczuciu, 

Ŝ

e  s

ą

  niewa

Ŝ

ni,  niekochani,  niezauwa

Ŝ

ani.  Po  pi

ą

te  -  unikaj

ą

  jak  ognia 

wyja

ś

niania  tego,  co  si

ę

  mi

ę

dzy  nimi  dzieje.  Ka

Ŝ

de  z nich  obawia  si

ę

Ŝ

e  kiedy 

cho

ć

by  pi

ś

nie  co

ś

  na  ten  temat,  dopiero  wtedy  druga  strona  zacznie  si

ę

  serio 

zastanawia

ć

 i niechybnie dojdzie do  wniosku, 

Ŝ

e zrobiła 

Ŝ

yciowy  bł

ą

d decyduj

ą

c si

ę

 

na ten zwi

ą

zek. Jest w tym co

ś

 z my

ś

lenia magicznego (niektórzy nazywaj

ą

 to strusi

ą

 

polityk

ą

): je

ś

li nie dotkn

ę

 tej chwiejnej konstrukcji, jest szansa, 

Ŝ

e si

ę

 utrzyma; ale jak 

nieopatrznie  rusz

ę

,  a jest  to  gmach  wzniesiony  z chybotliwych,  nie  poł

ą

czonych  ze 

sob

ą

 cegieł, to w ci

ą

gu paru sekund rozsypie si

ę

 w gruzy. 

Niestety,  mał

Ŝ

e

ń

stwom  takim jak  Gosia  i Andrzej  nie  sprzyja  te

Ŝ

  tradycja  czy 

zwyczaje  rodzinne.  Spodobało  mi  si

ę

  podsumowanie,  jakie  zrobiła  kiedy

ś

  na  moj

ą

 

pro

ś

b

ę

 pewna pani: „Pochodz

ę

 z rodziny, gdzie nawet pyta-nie ‘która godzina?’ było 

zbyt  osobiste”. W ich  rodzinnych  domach  musiało  by

ć

  tak  samo:  doro

ś

li  ani  mi

ę

dzy 

sob

ą

,  ani  z dzie

ć

mi  nie  rozmawiali  o wzajemnych  uczuciach,  o 

Ŝ

alach  i pretensjach, 

nikt  nikogo  nie  chwalił  i nie  zapewniał, 

Ŝ

e  kocha.  Sk

ą

d  to  wiem?  Bo  inaczej  nie 

mieliby tych kłopotów. 

Zamiast  zadr

ę

cza

ć

  si

ę

  w

ą

tpliwo

ś

ciami,  mogliby  zabra

ć

  si

ę

  do  wyja

ś

niania 

sytuacji i przekonaliby  si

ę

 szybko, 

Ŝ

e cała ta spirala  rozkr

ę

caj

ą

ca  si

ę

  w ich głowach 

jest absurdalna - 

Ŝ

e naprawd

ę

 chodzi tylko o zup

ę

, a cał

ą

 reszt

ę

 kochaj

ą

 nad 

Ŝ

ycie. 

Wi

ę

c  gdyby  to  ode  mnie  zale

Ŝ

ało,  od  przedszkola  wprowadziłabym  nauk

ę

 

porozumiewania si

ę

 z bliskimi. Kiedy pracowałam w poradni rodzinnej, miałam okazj

ę

 

towarzyszy

ć

  wielu  ludziom  w próbach  lepszego  porozumiewania  si

ę

 

Ŝ

ałuj

ą

c, 

Ŝ

background image

spotkali

ś

my  si

ę

  tak  pó

ź

no,  gdy  ju

Ŝ

  narosło  mnóstwo  przykrych  „zaszło

ś

ci”. 

Umawiałam  si

ę

  z ró

Ŝ

nymi  mał

Ŝ

e

ń

stwami, 

Ŝ

e  wprowadz

ą

  u siebie  zwyczaj 

systematyczne-go  rozmawiania  o tym,  jak  im  ze  sob

ą

  jest,  co  do  siebie  czuj

ą

z czego  s

ą

  zadowoleni,  a z  czego  nie.  Wiem,  wiem,  to  takie  sztuczne,  ale  chc

ę

 

podkre

ś

li

ć

Ŝ

e  ludzie,  którzy  maj

ą

  du

Ŝ

o  l

ę

ków  i w

ą

tpliwo

ś

ci  -  wynikaj

ą

cych  z niskiej 

samooceny  -  z pewno

ś

ci

ą

  nie  przestawi

ą

  si

ę

  spontanicznie  na  inny  sposób 

porozumiewania.  Natomiast  przy  odpowiedniej  zach

ę

cie  mog

ą

  popracowa

ć

  nad 

wyrobieniem sobie lepszych nawyków czy rutyny. Je

ś

li partnerzy wspólnie decyduj

ą

 

si

ę

 na mówienie o tym, co si

ę

 pomi

ę

dzy nimi dzieje, wtedy wiadomo, 

Ŝ

e nara

Ŝ

aj

ą

 si

ę

 

obydwoje,  wi

ę

c  powa

Ŝ

nym  i zasadniczym  rozmowom  przestaje  towarzyszy

ć

 

atmosfera zagro

Ŝ

enia, nikt nie musi si

ę

 wychyla

ć

 z inicjatyw

ą

, mo

Ŝ

na nawet losowa

ć

kto  zaczyna.  W poradni  dokładnie  uzgadniali

ś

my, 

Ŝ

e  na  przykład  we  wtorki  po 

poło

Ŝ

eniu  dzieci  spa

ć

  zawsze  przeznaczaj

ą

  na  ten  cel  po  pół  godziny  lub  trzy 

kwadranse i obydwoje maj

ą

 powiedzie

ć

, co złego i co dobrego spotkało ich ze strony 

tego drugiego w minionym tygodniu. 

Gdyby

ś

  si

ę

  zdecydował  wprowadzi

ć

  taki  zwyczaj  w swoim  zwi

ą

zku,  musisz 

trzyma

ć

  si

ę

  kilku  zasad.  Trzeba  pilnowa

ć

:  a) 

Ŝ

eby  nie  sko

ń

czyło  si

ę

  na  samym 

postanowieniu;  to  naturalne, 

Ŝ

e  -  tak  jak  od  ka

Ŝ

dej  trudnej  rzeczy  -  b

ę

dziecie  mieli 

ch

ęć

  si

ę

  wykr

ę

ci

ć

;  b) 

Ŝ

eby  ka

Ŝ

dy  miał  z góry  uzgodnion

ą

  ilo

ść

  czasu,  a potem 

zmiana (np. Gosia kwadrans, Andrzej kwadrans, Gosia kwadrans, Andrzej kwadrans 

-  po  dwóch-trzech  próbach  b

ę

dziecie  wiedzieli,  jaki  czas  jest  dla  Was 

najwygodniejszy);  c) 

Ŝ

eby  w tych  uzgodnionych  ramach  czasowych  nie  przerywa

ć

 

sobie nawzajem; d) 

Ŝ

eby mówi

ć

 i o plusach, i o minusach, nawet gdyby na pocz

ą

tku 

trzeba  było  wyszukiwa

ć

  co

ś

  na  sił

ę

  (jednym  jest  trudniej  mówi

ć

  o dobrym,  innym 

o złym,  to  te

Ŝ

  jest  naturalne);  e) 

Ŝ

eby  zaczyna

ć

  od 

Ŝ

alów  i pretensji,  a ko

ń

czy

ć

  na 

rzeczach pozytywnych, miłych, ciepłych. 

Z czym jeszcze mog

ą

 by

ć

 kłopoty? 

S

ą

dz

ę

Ŝ

e miałe

ś

 okazj

ę

 stwierdzi

ć

 to sam w ró

Ŝ

nych sytuacjach: niekorzystne 

my

ś

lenie o sobie jest samospełniaj

ą

cym si

ę

 proroctwem. Nie jestem w stanie omówi

ć

 

rozlicznych  dziedzin,  w których  mo

Ŝ

e  Ci

ę

  hamowa

ć

  i ogranicza

ć

,  jednak  musz

ę

 

po

ś

wi

ę

ci

ć

 par

ę

 słów przynajmniej nauce i pracy. Co do zdolno

ś

ci uczenia si

ę

 - mam 

spor

ą

  wpraw

ę

  w przebijaniu  si

ę

  przez  uporczywe  złe  mniemanie  o sobie  osób 

background image

ucz

ą

cych  si

ę

  j

ę

zyków  obcych  i pracy  z komputerem.  To  równie  dobre  przykłady  jak 

ka

Ŝ

de inne. We wmawianiu sobie, 

Ŝ

e „komputer to nie dla mnie” i „nigdy si

ę

 tego nie 

naucz

ę

”  celuj

ą

  kobiety.  Je

Ŝ

eli  ju

Ŝ

  potrzeba  albo  ch

ęć

  zmusi  któr

ąś

  z moich 

zaprzyja

ź

nionych pa

ń

Ŝ

eby jednak spróbowa

ć

, zaczynam od tego: „Ta maszyna nie 

jest  du

Ŝ

o  bardziej  skomplikowana  od  pralki  automatycznej.  Umiesz  j

ą

  obsługiwa

ć

Je

ś

li tak, to z komputerem te

Ŝ

 dasz sobie rad

ę

”. Oczywi

ś

cie pocz

ą

tkowo nie wierz

ą

ale  stopniowo  -  par

ę

  prostych  operacji, 

Ŝ

eby  przekona

ć

  si

ę

Ŝ

e  to  skomplikowane 

zwierz

ę

  jest  posłuszne  -  nabieraj

ą

  pewno

ś

ci  siebie.  „Napisz  co

ś

,  wydrukujemy  to”, 

Ŝ

eby mogły szybko zobaczy

ć

 efekt swojej pracy. I jeszcze namawiam je do robienia 

ę

dów, 

Ŝ

eby si

ę

 z nimi oswoiły i przy samodzielnych próbach nie wpadały w totaln

ą

 

bezradno

ść

, kiedy co

ś

 pójdzie nie tak. Z nauk

ą

 j

ę

zyków jest podobnie. Jest mnóstwo 

ludzi,  którzy  latami  obiecuj

ą

  sobie, 

Ŝ

e  zabior

ą

  si

ę

  za  angielski  czy  francuski,  i nie 

robi

ą

 tego, bo nie wierz

ą

Ŝ

e co

ś

 im wyjdzie. Znam na to dwa sposoby proste i trzeci 

pracochłonny.  Pierwszy:  we

ź

  obcoj

ę

zyczn

ą

  gazet

ę

  i na  dowolnej  stronie  (byle  nie 

z ogłoszeniami) znajd

ź

 100 słów, które rozumiesz. Nie uda Ci si

ę

 to po grecku czy po 

w

ę

giersku,  ale  angielski,  niemiecki,  włoski,  hiszpa

ń

ski,  nawet  holenderski  czy 

portugalski od razu stanie si

ę

 bardziej przezroczysty. 

Drugi sposób polega na tym, 

Ŝ

eby przed ka

Ŝ

d

ą

 lekcj

ą

 czy odrabianiem za-da

ń

 

domowych powtórzy

ć

 sobie kilka razy na głos (je

ś

li si

ę

 boisz, 

Ŝ

e rodzina uzna Ci

ę

 za 

wariata, który gada sam do siebie, zrób to szeptem): 

„Angielski  sam  wchodzi  mi  do  głowy”.  Je

Ŝ

eli  jeste

ś

  zainteresowany  innym 

j

ę

zykiem, wstaw go w miejsce angielskiego. 

I  sposób  trzeci:  popro

ś

  kogo

ś

Ŝ

eby  wskazał  Ci  prosty  i niezbyt  długi, 

a interesuj

ą

cy dla Ciebie tekst, i przetłumacz go ze słownikiem. Mo

Ŝ

e si

ę

 okaza

ć

Ŝ

satysfakcja  ze  zrozumienia  czego

ś

,  na  czym  Ci  zale

Ŝ

ało,  jest  wi

ę

ksza  ni

Ŝ

 

nieporadno

ść

 j

ę

zykowa. Moje pokolenie z du

Ŝ

ym skutkiem uczyło si

ę

 angielskiego na 

Beatlesach, a rosyjskiego na Okud

Ŝ

awie. Opowiadam to wszystko, 

Ŝ

eby było wida

ć

co  oznacza  czy  te

Ŝ

  z czego  si

ę

  składa  owo  „nie  potrafi

ę

  si

ę

  tego  nauczy

ć

”.  Na 

pierwszym miejscu oczywi

ś

cie króluje ogólne poczucie niemo

Ŝ

no

ś

ci. Ale wa

Ŝ

ne jest 

te

Ŝ

  i to, 

Ŝ

e  ani  Twoi  dotychczasowi  nauczyciele,  ani  Ty  sam  nie  mieli

ś

cie  wprawy 

w stopniowaniu trudno

ś

ci, wybieraniu na pocz

ą

tek zada

ń

, których dobre wy-konanie 

zach

ę

ciłoby  Ci

ę

  do  dalszych  prób.  Nie  było  te

Ŝ

  pomostu  do  czego

ś

,  co  ju

Ŝ

  umiesz. 

background image

A poza  tym  nie  miałe

ś

  okazji  prze

Ŝ

y

ć

  cho

ć

by  niewielkiej  satysfakcji  zwi

ą

zanej 

z wst

ę

pnym  opanowaniem nowej umiej

ę

tno

ś

ci. Chc

ę

 Ci na  zako

ń

czenie tego  w

ą

tku 

powiedzie

ć

  jedn

ą

  rzecz: 

Ŝ

eby  przekona

ć

  mnie, 

Ŝ

e  nie  jeste

ś

  w stanie  czego

ś

  si

ę

 

nauczy

ć

,  musiałby

ś

  zu

Ŝ

y

ć

  ba-rdzo  du

Ŝ

o  energii  i czasu.  A my

ś

l

ę

Ŝ

e  i tak  by  Ci  si

ę

 

nie  udało.  Teraz  sprawa  pracy.  Odnosi  si

ę

  do  niej  to  wszystko,  co  mówiłam 

o trudnych  pocz

ą

tkach.  Na  niepewno

ść

  zwi

ą

zan

ą

  z now

ą

  sytuacj

ą

  i nowymi 

zadaniami  nakłada  si

ę

  jeszcze  co

ś

  -  powszechny  niedobry  zwyczaj, 

Ŝ

e  przeło

Ŝ

eni 

niech

ę

tnie wyra

Ŝ

aj

ą

 uznanie, za to do

ść

 skrupulatnie wytykaj

ą

 bł

ę

dy i z upodobaniem 

gani

ą

.  Je

ś

li  ju

Ŝ

  i tak  nie  my

ś

lisz  o sobie  zbyt  dobrze,  pogr

ąŜ

asz  si

ę

  w tym  jeszcze 

bardziej.  I cz

ę

sto  nawet  nie  umiesz  zobaczy

ć

,  kiedy  z nieporadnego  nowicjusza 

zmieniasz si

ę

 w kompetentnego fachowca. A dopóki czujesz si

ę

 „młodszym koleg

ą

”, 

Twoi  współpracownicy  i zwierzchnicy  te

Ŝ

  maj

ą

  skłonno

ść

Ŝ

eby  Ci

ę

  tak  traktowa

ć

Mo

Ŝ

e warto co pewien czas sprawdza

ć

 to przekonanie? 

Jednym  z łatwo  dost

ę

pnych  sprawdzianów  jest  robienie  od  czasu  do  czasu  - 

co  pół  roku,  co  rok  -  bilansu  własnych  dokona

ń

.  Szczegółowo  i konkret-nie:  kartka 

papieru, 

Twoje 

prywatne 

podliczenie, 

ile 

i czego 

wykonałe

ś

 

w „okresie 

sprawozdawczym”.  Sama  tak  robi

ę

,  bo  mnie  te

Ŝ

  nieraz  przychodzi  do  głowy, 

Ŝ

e  od 

dłu

Ŝ

szego  czasu  nic  godnego  uwagi  nie  zrobiłam.  Musz

ę

  powiedzie

ć

Ŝ

e  ilekro

ć

 

kogo

ś

  namówiłam  na  takie  sprawozdanie,  zawsze  ko

ń

czyło  si

ę

  radosnym 

zaskoczeniem.  A gdyby  nawet  wyszło  Ci  inaczej,  przynajmniej  b

ę

dziesz  miał  jak

ąś

 

miar

ę

,  rozeznanie, 

Ŝ

e  Twoje  „nic  nie  zrobiłem”  oznacza”  o trzy  za  mało”  w jednej 

sprawie,  „nie  do

ść

  starannie”  w innej,  a w  pozostałych  nie  najgorzej.  Zobacz, 

Ŝ

e  to 

zupełnie  inny  punkt  wyj

ś

cia,  gdyby

ś

  chciał  co

ś

  zmieni

ć

.  Najlepiej  takie  podliczenie 

robi niepracuj

ą

cym matkom, które cz

ę

sto uwa

Ŝ

aj

ą

Ŝ

e czas przecieka im przez palce, 

s

ą

 

ź

le  zorganizowane  i z  ni-czym  nie  daj

ą

  sobie  rady.  Je

Ŝ

eli  jeszcze  krytykuje  je 

w tym duchu m

ąŜ

 albo te

ś

ciowa, trudno przekona

ć

 je inaczej ni

Ŝ

 robi

ą

c bilans czasu. 

Mówi

ę

  o tym  przy  okazji  pracy,  poniewa

Ŝ

  uwa

Ŝ

am, 

Ŝ

e  zajmowanie  si

ę

  małym 

dzieckiem i domem to ci

ęŜ

ka i odpowiedzialna praca, niejednokrotnie trudniejsza ni

Ŝ

 

zaj

ę

cia zawodowe. 

W podsumowaniu  chc

ę

  przypomnie

ć

Ŝ

e  w ka

Ŝ

dej  z wymienionych  dziedzin  - 

w mał

Ŝ

e

ń

stwie,  w nauce,  w pracy  -  Twoje  zdanie  o sobie  jest  wa

Ŝ

nym  czynnikiem 

sprawczym. Mówi

ą

c pro

ś

ciej, kiedy jest dobre, lepiej funkcjonujesz i Ty, i cz

ę

sto inni 

background image

wokół Ciebie; kiedy jest złe, wyrabiasz si

ę

 z reguły gorzej. 

Podstawowa zasada post

ę

powania byłaby tutaj taka: nie ufaj swoim ogólnym 

złym opiniom o sobie spróbuj je podwa

Ŝ

a

ć

, zbieraj dowody na to, 

Ŝ

e nie masz racji, 

kiedy si

ę

 tak dołujesz. 

Obiektywno

ść

  nie  ma  tu  nic  do  rzeczy  Namawiam  Ci

ę

Ŝ

eby

ś

  konkretnie 

i szczegółowo  analizował  swoje  prze

ś

wiadczenia  na  własny  temat,  poniewa

Ŝ

 

przekonałam  si

ę

Ŝ

e  niskie  poczucie  własnej  warto

ś

ci  w ró

Ŝ

nych  dziedzinach  potrafi 

mie

ć

 niezbyt wiele wspólnego z obiektywn

ą

 rzeczywisto

ś

ci

ą

 sprowadzon

ą

 wła

ś

nie do 

namacalnych konkretów. Chc

ę

 opowiedzie

ć

 tu o dwóch przypadkach, kiedy kontrast 

mi

ę

dzy ogóln

ą

 zł

ą

 ocen

ą

 a jej rozpisaniem na poszczególne elementy był wyj

ą

tkowo 

dobrze widoczny. 

Jedna to opowie

ść

 Marka, pacjenta z grupy dla osób z nerwic

ą

, w której byłam 

obserwatorem,  kiedy  uczyłam  si

ę

  swego  zawodu.  Otó

Ŝ

  Marek  uwa

Ŝ

ał, 

Ŝ

e  jest  nie 

do

ść

  sprawny  fizycznie  i wysportowany.  Jego  niedo

ś

cigłym  wzorem  był  ojciec, 

kapitan marynarki, któremu chciał zaimponowa

ć

. Zapytany, czy uprawiał kiedy

ś

 jaki

ś

 

sport,  Marek  wymienił  je

ź

dziectwo,  pływanie  i par

ę

  innych  dyscyplin,  w których 

osi

ą

gał  bardzo  dobre  wyniki.  Kiedy  doszedł  do  tego, 

Ŝ

e  zdobył  mistrzostwo  Polski 

w skokach  spadochronowych,  grupa  zacz

ę

ła  si

ę

 

ś

mia

ć

.  On  w pierwszej  chwili  nie 

zrozumiał,  co  ludzi  tak  bawi,  wi

ę

c  chichoc

ą

c  zacz

ę

li  mu  tłumaczy

ć

Ŝ

e  wy

Ŝ

ej 

w m

ę

skich sportach wspi

ąć

 si

ę

 ju

Ŝ

 nie mo

Ŝ

na. 

Bohaterk

ą

  drugiej  sytuacji,  te

Ŝ

  w grupie  terapeutycznej,  była  Lusia, 

trzydziestoletnia pracuj

ą

ca m

ęŜ

atka, matka dwojga dzieci. Płacz

ą

c oskar

Ŝ

ała si

ę

 o to, 

Ŝ

e  jest  wyrodn

ą

  matk

ą

  i zł

ą

 

Ŝ

on

ą

,  nie  dba  o dom  i rodzin

ę

,  po

ś

wi

ę

ca  im  za  mało 

czasu  i stara

ń

.  Na  marginesie  dodam, 

Ŝ

e  pracowała  na  półtora  etatu.  Poprosiłam 

Lusi

ę

Ŝ

eby  opowiedziała,  jak  wygl

ą

da  jej  powszedni  dzie

ń

  i sobota  z niedziel

ą

szczegółowo,  od  rana  do  wieczora.  W tej  grupie  było  nas  jeszcze  pi

ęć

  w podobnej 

sytuacji,  jednocze

ś

nie  matek  i pracownic.  Wszystkie  opowiedziały

ś

my  o swoim 

gospodarowaniu  czasem  i okazało  si

ę

Ŝ

e  ka

Ŝ

da  -  chocia

Ŝ

  ma  tylko  jedn

ą

  prac

ę

  - 

po

ś

wi

ę

ca  obowi

ą

zkom  domowym  i rodzicielskim  mniej  wi

ę

cej  tyle  samo  czasu  co 

Lusia. 

Mo

Ŝ

na  powiedzie

ć

Ŝ

e  tych  dwoje  to  wyczynowcy.  I rzeczywi

ś

cie,  a mimo  to 

wynikom  ich 

Ŝ

yciowych  stara

ń

  nie  udało  si

ę

  przebi

ć

  przez  uporczywe 

background image

prze

ś

wiadczenie, 

Ŝ

e  nie  sprawdzili  si

ę

  w wa

Ŝ

nych  dla  siebie  dziedzinach.  Tym 

bardziej trudno mi uwierzy

ć

Ŝ

e uda si

ę

 to w Twoim przypadku, skoro nie skaczesz ze 

spadochronem  i nie  pracujesz  na  półtora  etatu  (troch

ę

  si

ę

  niepokoj

ę

,  czy  aby  te 

przykłady - powtarzam, wyj

ą

tkowe - znów nie wp

ę

dziły Ci

ę

 w kompleksy). 

Dlatego  jeszcze  raz  namawiam  Ci

ę

  do  sprawdzania  swego  ogólnego 

mniemania o sobie za pomoc

ą

 rozkładania go na czynniki pierwsze. Nic nie zrobiłe

ś

 

w tym  tygodniu?  Wypisz,  czym  si

ę

  zajmowałe

ś

  w ka

Ŝ

dym  kolejnym  dniu.  Zawsze 

wszystko  gubisz?  Przypomnij  sobie  ostatnie  trzy  przypadki,  kiedy  Ci  co

ś

  zgin

ę

ło. 

Jeste

ś

 złym pracownikiem? Sprawd

ź

, ile razy i za co zganił Ci

ę

 ostatnio szef. Mo

Ŝ

uda  Ci  si

ę

  prze

ś

ledzi

ć

  to  bardziej  szczegółowo  i konkretnie,  a dzi

ę

ki  temu  bardziej 

realistycznie - i w korzystniejszym 

ś

wietle - zobaczy

ć

 siebie. 

Na  wierzchu  i pod  spodem  Chciałabym  wspomnie

ć

  o jeszcze  jednej 

konsekwencji  niskiej  samooceny,  która  chyba  Ciebie  nie  dotyczy.  Je

ś

li  zabrałe

ś

  si

ę

 

do  czytania  tej  ksi

ąŜ

ki,  to  na  pewno  masz 

ś

wiadomo

ść

  swoich  kłopotów  i ch

ęć

 

zmiany.  Natomiast  sytuacja,  któr

ą

  teraz  chc

ę

  opisa

ć

,  dotyczy  ludzi  nie

ś

wiadomych 

swoich  kompleksów.  Chodzi  mi  o zarozumialców,  szpanerów,  zadufków  -  oso-by, 

które  za  wszelk

ą

  cen

ę

  usiłuj

ą

  udowodni

ć

  swoj

ą

  wy

Ŝ

szo

ść

.  Otó

Ŝ

  chc

ę

  Ci  zwróci

ć

 

uwag

ę

Ŝ

e  w gruncie  rzeczy  s

ą

  do  Ciebie  podobni.  Przypomina  mi  si

ę

 Wi

ś

ka,  która 

nie  dawała  nikomu  doj

ść

  do  słowa;  Paweł,  który  zawsze  wiedział  lepiej;  Monika 

próbuj

ą

ca oczarowa

ć

 wszystkich m

ęŜ

czyzn bez wyboru; Kuba zawsze gotowy, 

Ŝ

eby 

lekcewa

Ŝą

co  wypowiedzie

ć

  si

ę

  o cudzych  osi

ą

gni

ę

ciach,  cho

ć

by  to  nawet  była 

nagroda Nobla. Zawsze my

ś

lałam o nich ze współczuciem. Skoro tak bardzo chcieli 

udowodni

ć

 całemu 

ś

wiatu, 

Ŝ

e s

ą

 lepsi - albo 

Ŝ

e inni s

ą

 gorsi, co na jedno wychodzi - 

to rozumiem, 

Ŝ

e sami bynajmniej nie byli o tym przekonani. Czuli si

ę

 tak niepewnie, 

Ŝ

e  a

Ŝ

  musieli  zbudowa

ć

  sobie  cał

ą

  sztuczn

ą

  konstrukcj

ę

,  teatr  pozorów, 

Ŝ

eby 

zasłoni

ć

  przed  lud

ź

mi  swoje  prawdziwe  samopoczucie.  Zreszt

ą

  robili  to  nie  ze  złej 

woli, tylko dlatego, 

Ŝ

e było im - tak jak Tobie - trudno ze sob

ą

 wytrzyma

ć

. Z czasem 

tak  z

Ŝ

yli  si

ę

  z odgrywan

ą

  przez  siebie  rol

ą

Ŝ

e  stracili  kontakt  ze  swoim  wn

ę

trzem, 

swoimi prawdziwymi prze

Ŝ

yciami. 

My

ś

l

ę

Ŝ

e czasem im zazdro

ś

cisz łatwo

ś

ci, z jak

ą

 przedstawiaj

ą

 swoje zdanie, 

siły  przebicia  i pewno

ś

ci  siebie.  Rzeczywi

ś

cie,  z wieloma  sytuacjami  radz

ą

  sobie 

lepiej  od  Ciebie,  ale  czy  lepiej  si

ę

  czuj

ą

?  Nie  jestem  o tym  przekonana.  Wiem  na 

background image

pewno, 

Ŝ

e  dopadaj

ą

  ich  załamania  i depresje,  nagle  przestaj

ą

  si

ę

  wyrabia

ć

  i wtedy 

czuj

ą

  si

ę

  bardziej  bezradni  od  Ciebie.  A przede  wszystkim  kiepsko  im  si

ę

  układaj

ą

 

kontakty  z lud

ź

mi.  Paradoksalnie,  potrzebuj

ą

  tego  samego  co  Ty:  uznania, 

docenienia,  po-chwały.  A inni  wcale  si

ę

  do  tego  nie  kwapi

ą

.  Sam  pewnie  wiesz, 

Ŝ

jak  kto

ś

  si

ę

  wywy

Ŝ

sza,  masz  go  ochot

ę

  nie  pochwali

ć

,  tylko 

ś

ci

ą

gn

ąć

  na  ziemi

ę

przekłu

ć

  szpilk

ą

  jak  balon, 

Ŝ

eby  uszło  powietrze.  Ci,  którzy  naprawd

ę

  siebie  lubi

ą

znaj

ą

  swoj

ą

  warto

ść

  i maj

ą

  zaufanie  do  własnych  mo

Ŝ

liwo

ś

ci,  nie  musz

ą

  si

ę

  przed 

nikim  wykazywa

ć

.  Nie  potrzebuj

ą

  ci

ą

głych  potwierdze

ń

  od  innych,  bo  rzeczy 

oczywiste  nie  wymagaj

ą

  dowodów.  S

ą

  zwyczajnie  skromni,  nie  musz

ą

  te

Ŝ

  ukrywa

ć

 

wad  i słabo

ś

ci, 

Ŝ

y

ć

  z ci

ą

ą

  obaw

ą

Ŝ

e  kto

ś

  ich  zdemaskuje.  Ich  spokój  i harmonia 

wewn

ę

trzna promieniuj

ą

 na zewn

ą

trz, a ludzie lgn

ą

 do nich i kochaj

ą

 - zdawałoby si

ę

 

- za nic. 

Prawie wszystko mo

Ŝ

esz Ka

Ŝ

dy z nas wykorzystuje tylko niewielki procent siły 

swoich mi

ęś

ni i mo

Ŝ

liwo

ś

ci swojego umysłu. I nie jest to moje pobo

Ŝ

ne 

Ŝ

yczenie ani 

wyraz  ogólnej  wiary  w człowieka,  tylko  wynik 

Ŝ

mudnych  i wieloletnich  bada

ń

 

fizjologów. Jak s

ą

dz

ę

, osi

ą

gamy tak mało w stosunku do swoich mo

Ŝ

liwo

ś

ci mi

ę

dzy 

innymi  dlatego, 

Ŝ

e  brak  nam  wiary  w ich  ogrom  i ró

Ŝ

norako

ść

.  Przez  wiele  lat 

zgromadziłam  niemał

ą

  kolekcj

ę

  opowie

ś

ci  z literatury  i z 

Ŝ

ycia  o ludziach,  którym 

udało  si

ę

  dokona

ć

  rzeczy  niemo

Ŝ

liwych.  Joanna  D’Arc  zebrała  wielk

ą

  armi

ę

 

i poprowadziła  j

ą

  do  walki,  Ghandi  bez  prze-mocy  uwolnił  Indie  od  Anglików,  Jacek 

Kuro

ń

  zapocz

ą

tkował  ruch  społeczny,  dzi

ę

ki  któremu  run

ą

ł  w Polsce  ustrój 

komunistyczny - to s

ą

 przykłady szeroko znane. 

Ale  chc

ę

  te

Ŝ

  wspomnie

ć

  o kilku  innych,  znacznie  skromniejszych,  a rów-nie 

nieprawdopodobnych.  Mówi

ę

  „nieprawdopodobnych”,  poniewa

Ŝ

  zanim  te  osoby 

zrobiły  to,  co  zrobiły,  wszystkim  wokół  wydawało  si

ę

  to  niemo

Ŝ

liwe.  Jak  cho

ć

by 

Tadeusz  Paciorek,  psycholog  wi

ę

zienny  z Siedlec,  który  przez  par

ę

  lat  dobijał  si

ę

 

o wprowadzenie  grup  Anonimowych  Alkoholików  do  zakładów  karnych.  Kto  troch

ę

 

wie  o polskim  wi

ę

ziennictwie,  przyzna, 

Ŝ

e  taki  pomysł  całkiem  niedawno  musiał 

wydawa

ć

 si

ę

 szalony. Dzisiaj mamy w Polsce ju

Ŝ

 kilkadziesi

ą

t grup AA za kratkami, 

s

ą

 nawet stosowne odgórne instrukcje ułatwiaj

ą

ce zakładanie nowych. Zawsze, kiedy 

spotykam  Tadeusza,  mam  wra

Ŝ

enie, 

Ŝ

e  kontaktuj

ę

  si

ę

  z człowiekiem,  który  przebił 

głow

ą

 mur. 

background image

Inny przykład to Ewa Milewicz, kobieta po chorobie Heinego-Medina, której tak 

trudno si

ę

 porusza

ć

Ŝ

e problemem dla niej jest nawet wej

ś

cie na schody. A jednak: 

była w opozycji jeszcze przed Sierpniem 1980, w stanie wojennym aktywnie działała 

w podziemiu, dzi

ś

 jest w czołówce dziennikarzy „Gazety Wyborczej”. Ale najbardziej 

Ewa  zadziwiła  mnie  tym, 

Ŝ

e  po  wyj

ś

ciu  za  m

ąŜ

  urodziła  i wychowała  dziecko,  cho

ć

 

w jej sytuacji wydawało si

ę

 to  zamiarem ponad siły. Córka Ewy jest ju

Ŝ

  na studiach 

i stanowi 

Ŝ

ywy  dowód  na  to, 

Ŝ

e  rzeczy  niemo

Ŝ

liwe  s

ą

  mo

Ŝ

liwe.  I wreszcie  trzeci 

przykład:  Tadeusz  Orłowski,  niepełnosprawny  zdobywca  Tatr.  Wybitny  lekarz, 

członek  Polskiej  Akademii  Nauk,  dzi

ś

  ju

Ŝ

  starszy  pan,  nale

Ŝ

ał  do  najlepszych 

polskich taterników swojego pokolenia. Ma jedn

ą

 nog

ę

 krótsz

ą

, mocno utyka, a mimo 

to dokonał pierwszych przej

ść

 wielu dróg wspinaczkowych w Tatrach. Tak trudnych, 

Ŝ

e  podobno  w

ś

ród  na-szych  alpinistów  kursuje  powiedzenie:  „Ja  na  drogi 

Orłowskiego  wol

ę

  cho-dzi

ć

  na  drugiego”  (bo  wtedy  spadanie  jest  mniej 

niebezpieczne).  My

ś

l

ę

Ŝ

e  kto  inny  na  jego  miejscu  nawet  by  si

ę

  nie  wybrał  na 

dłu

Ŝ

szy górski spacer. 

Nie  namawiam  Ci

ę

  tutaj, 

Ŝ

eby

ś

  nastawiał  si

ę

  na  przebudow

ę

 

ś

wiata  albo 

całkiem nie licz

ą

c si

ę

  z okoliczno

ś

ciami porywał si

ę

  z motyk

ą

  na sło

ń

ce. Chc

ę

 tylko 

uprzytomni

ć

 Ci, 

Ŝ

e zasadnicza ró

Ŝ

nica pomi

ę

dzy tymi osobami a innymi jest taka, 

Ŝ

one wierzyły w mo

Ŝ

liwo

ść

 osi

ą

gni

ę

cia z pozoru nie-realnych celów. Chc

ę

 korzystaj

ą

z ich przykładu przekona

ć

 Ci

ę

Ŝ

eby

ś

 - zanim odruchowo, z nawyku powiesz o czym

ś

 

„to nie dla mnie” - zastanowił si

ę

 nad tym. Mo

Ŝ

e jednak warto zakre

ś

la

ć

 swoje plany 

ambitniej, a nawet du

Ŝ

o ambitniej, ni

Ŝ

 masz w zwyczaju? 

Rozdział III  

O ładowaniu akumulatorów, nagrywaniu płyt i filtrach Gdyby Ci si

ę

 zdawało, 

Ŝ

ten rozdział został przez pomyłk

ę

 przeniesiony z innej ksi

ąŜ

ki, to chc

ę

 Ci

ę

 uspokoi

ć

Ŝ

e  jednak  tak  nie  jest.  Nadal  b

ę

dziemy  si

ę

  zajmowa

ć

  poczuciem  własnej  warto

ś

ci, 

a konkretnie  tym,  jak  ono  si

ę

  kształtuje.  Po  prostu  czasem  lubi

ę

  porównywa

ć

 

mechanizmy  psychologiczne  do  jakich

ś

  urz

ą

dze

ń

,  bo  wtedy  najwa

Ŝ

niejsza  zasada 

funkcjonowania staje si

ę

 lepiej widoczna - wpływy, jakim podlega psychika ludzka, s

ą

 

tak  skomplikowane  i ró

Ŝ

norodne, 

Ŝ

e  cz

ę

sto  warto  opisa

ć

  co

ś

  za  pomoc

ą

  pewnego 

skrótu. 

Akumulator  jako  model  pojawił mi  si

ę

  tak  dawno, 

Ŝ

e  ju

Ŝ

  nawet  nie  pami

ę

tam 

background image

kiedy.  Na  pewno  było  to  w momencie,  gdy  czułam  si

ę

  wyczerpana,  na  resztkach 

energii i bez  szans  na  oparcie  w kim

ś

  z zewn

ą

trz,  kto  mógłby  mi  pomóc  doładowa

ć

 

nieco  nowych  sił  i optymizmu.  Potem  si

ę

  okazało, 

Ŝ

e  nie  ja  jedna  mam  podobne 

skojarzenia,  w ka

Ŝ

dym  razie  dla  bardzo  wielu  osób  jest  ono  czytelnym  i równie 

wygodnym  skrótem  my

ś

lowym  jak  dla  mnie.  O czym

ś

  w rodzaju  zapisów  czy  te

Ŝ

 

nagra

ń

  w psychice  człowieka  mówi  wielu  autorów,  a w  j

ę

zyku  potocznym  te

Ŝ

 

natrafiamy  na  wyra

ź

ne 

ś

lady  tego  typu  skojarze

ń

,  kiedy  mówimy, 

Ŝ

e  co

ś

  komu

ś

 

w duszy  gra  albo 

Ŝ

e  stale  powtarza  star

ą

 

ś

piewk

ę

.  Ta  analogia  przyda  nam  si

ę

  te

Ŝ

 

w nast

ę

pnym  rozdziale,  kiedy  b

ę

d

ę

  mówi

ć

  o tym,  jak  wymazywa

ć

  stare  nagrania 

i nagrywa

ć

 czy zapisywa

ć

 inny tekst - mo

Ŝ

e melodi

ę

? - w miejsce starego, który nie 

najlepiej  Ci  słu

Ŝ

y.  Za

ś

  do  filtrów  dojdziemy  w stosownym  momencie.  Wszystkie  te 

porównania  czy  modele  maj

ą

  swoje  zalety  (prostota,  czytelno

ść

,  łatwo

ść

 

przekazywania  innym),  ale  te

Ŝ

  zasadnicz

ą

  wad

ę

:  nie  do  wszystkiego  pasuj

ą

nadu

Ŝ

ywane nie sprawdzaj

ą

 si

ę

Je

Ŝ

eli jeste

ś

 jak gramofon... 

Wró

ć

my  do 

ć

wiczenia  z pocz

ą

tku  -  uzupełniania  zdania  „Ania  jest...”.  Jest  to 

najbardziej  zwi

ę

zły  i zarazem  bardzo  archaiczny  opis  Twego  po-czucia  własnej 

warto

ś

ci.  Jak  ju

Ŝ

  mówiłam,  mnie  przez  całe  lata  pojawiało  si

ę

  -  mimo  całkiem 

niezłych zdolno

ś

ci intelektualnych - zdanie „Ania jest głupia”. I 

Ŝ

adne dobre stopnie, 

sukcesy  na  studiach,  rozpocz

ę

ty  doktorat,  nawet  napisane  ksi

ąŜ

ki  nie  potrafiły  tego 

zmieni

ć

.  Dlaczego?  Bo  w głowie  miałam  -  Ty  te

Ŝ

  masz  -  jaki

ś

  wcze

ś

niejszy  zapis, 

jakie

ś

  prze

ś

wiadczenie  na  własny  temat,  twarde  jak  skała  i jak  skała  odporne  na 

wpływy  zewn

ę

trzne.  Trudno  je  zmieni

ć

,  bo  pochodzi  z najwcze

ś

niejszego  okresu 

Ŝ

ycia, jeszcze z niemowl

ę

ctwa. Pami

ę

tasz film Disneya o 

ś

pi

ą

cej królewnie? Jest tam 

scena, kiedy trzy zacne grubiutkie wró

Ŝ

ki pochylaj

ą

 si

ę

 nad kołysk

ą

 królewskiej córki 

i dotykaj

ą

c  jej  ró

Ŝ

d

Ŝ

kami  przepowiada-j

ą

Ŝ

e  b

ę

dzie  pi

ę

kna,  dobra  i m

ą

dra.  Z nami 

wszystkimi  było  podobnie:  nad  kołysk

ą

  albo  troch

ę

  pó

ź

niej  jakie

ś

  wa

Ŝ

ne  osoby 

powiedziały nam, jacy b

ę

dziemy. 

Mo

Ŝ

e nie tyle powiedziały, co mówiły wiele razy i w ci

ą

gu wielu lat. Mo

Ŝ

e nie 

zawsze  mówiły,  tylko  dawały  do  zrozumienia  poprzez  gest  czy  min

ę

,  jak  równie

Ŝ

 

poprzez  to,  czego  nie  robiły.  Dziesi

ą

tki  razy  we  wspomnieniach  z dzieci

ń

stwa,  jakie 

słyszałam w prowadzonych przez siebie grupach, powtarzały si

ę

 gorzkie słowa: „Nikt 

background image

mnie  nigdy  nie  brał  na  kolana,  nie  przytulał,  nie  głaskał  po  głowie,  nie  chwalił”. 

W pierwszych  latach 

Ŝ

ycia  -  jedni  mówi

ą

  o pierwszym  roku,  inni  o dwóch  latach, 

jeszcze  inni  o pi

ę

ciu  albo  nawet  dłu

Ŝ

ej  -  nagrało  Ci  si

ę

  w głowie  szereg  płyt 

z informacjami o tym, jaki jeste

ś

, o Twojej urodzie, zdolno

ś

ciach, mo

Ŝ

liwo

ś

ciach. 

We

ź

my  sobie  prosty  przykład.  Maluch  postawił  trzy  klocki  jeden  na  drugim 

i przyszedł  do  mamy  ze  słowami:  „Patrz,  jaki  zbudowałem  pi

ę

kny  pałac”.  Rzecz 

zreszt

ą

  mogła  dzia

ć

  si

ę

  znacznie  wcze

ś

niej  nie  przyszedł,  tylko  przyczołgał  si

ę

  na 

czworakach i nie powiedział, tylko spojrzał pytaj

ą

co. Od tego, co zrobi matka, zale

Ŝ

teraz, jakie nagranie na własny temat zapisze si

ę

 w głowie jej dziecka. 

Rozpatrzmy kilka mo

Ŝ

liwo

ś

ci zakładaj

ą

c, 

Ŝ

e tak wła

ś

nie matka reaguje cz

ę

sto, 

na  tyle  cz

ę

sto, 

Ŝ

e  u dziecka  wytwarza  si

ę

  na  tej  podstawie  prze-konanie  o naturze 

ś

wiata. Tak, tak, my

ś

Ŝ

e nie przesadzam dla niemowlaka do roku czy półtora matka 

stanowi prawie cały 

ś

wiat, wi

ę

c to ona jest głównym 

ź

ródłem poczucia, 

Ŝ

e ten 

ś

wiat 

jest 

Ŝ

yczliwy,  godny  zaufania,  bezpieczny,  czy  te

Ŝ

  oboj

ę

tny  albo  wr

ę

cz  szorstki 

i wrogi. Mo

Ŝ

liwo

ść

 pierwsza - mama zaj

ę

ta czym innym nie zwraca uwagi na dziecko. 

Skutek: wytwarza si

ę

 u niego przekonanie, 

Ŝ

e „

Ŝ

adne moje starania czy  osi

ą

gni

ę

cia 

nie maj

ą

 znaczenia”. 

Mo

Ŝ

liwo

ść

  druga  -  mama  zirytowana  na  przykład  na  ojca  albo  bardzo 

zmartwiona  brakiem  pieni

ę

dzy  odburknie, 

Ŝ

eby  da

ć

  jej  spokój.  Skutek:  powstaje 

zapis, 

Ŝ

e „kiedy co

ś

 mi wychodzi, inni złoszcz

ą

 si

ę

 i op

ę

dzaj

ą

 ode mnie”. 

Mo

Ŝ

liwo

ść

  trzecia  -  mama  odezwie  si

ę

  lekcewa

Ŝą

co:  tylko  trzy  klocki?  i stoj

ą

 

krzywo!  Skutek:  „

Ŝ

ebym  nie  wiem  jak  si

ę

  starał,  nic  godnego  uwagi  mi  nie  wyjdzie, 

nie  uda  si

ę

  zasłu

Ŝ

y

ć

  na  uznanie”.  Mo

Ŝ

liwo

ść

  czwarta  -  mama  pochwali  „

ś

licznie, 

synku!  „i  pogłaszcze  albo  popatrzy  z ciepł

ą

  aprobat

ą

.  Skutek:  „warto  si

ę

  stara

ć

potrafi

ę

!”. Mo

Ŝ

liwo

ść

 pi

ą

ta (a wła

ś

ciwie cała gama mo

Ŝ

liwo

ś

ci) - mama pochwali, ale 

nawet nie spojrzy albo zrobi zniecierpliwion

ą

 min

ę

. Skutek: niepewno

ść

 dezorientacja 

co do znaczenia ró

Ŝ

nych sygnałów docieraj

ą

cych ze 

ś

wiata, poczucie, 

Ŝ

e si

ę

 ich nie 

rozumie. 

Naturalnie  w rzeczywisto

ś

ci  malutkie  dziecko  podlega  najró

Ŝ

norodniejszym 

wpływom, zwykle ju

Ŝ

  od pocz

ą

tku otacza je kilka osób, a matka  nie jest automatem 

i zachowuje si

ę

 raz tak, a raz inaczej. Mo

Ŝ

na wi

ę

c raczej mówi

ć

 o tym, 

Ŝ

e suma tych 

wszystkich  oddziaływa

ń

  składa  si

ę

  na  powstanie  pewnej  skłonno

ś

ci  do  odbierania 

background image

ś

wiata. Sytuacja z klockami to celowe uproszczenie, zrobione po to, 

Ŝ

eby łatwiej było 

zaobserwowa

ć

, jak kształtuje si

ę

 poczucia własnej warto

ś

ci. 

Wydaje mi si

ę

Ŝ

e przywi

ą

zujemy zbyt mał

ą

 wag

ę

 do tego, w jakim stopniu i w 

jaki sposób nasza własna historia odcisn

ę

ła si

ę

 w nas i jak wpływa na tera

ź

niejszo

ść

Pozwól, 

Ŝ

e odb

ę

dziemy teraz t

ę

 w

ę

drówk

ę

: od pocz

ą

tku 

Ŝ

ycia do dorosło

ś

ci. 

Narodziny  -  najwa

Ŝ

niejsza  chwila  w 

Ŝ

yciu  Psychika  noworodka  to  nieomal

Ŝ

czysta, biała karta czy - je

ś

li wolisz - zestaw nowych płyt, na których jeszcze nic nie 

zostało  nagrane.  Dlatego  wszystko,  co  do  Ciebie  wówczas  docierało,  osadziło  si

ę

 

bardzo  gł

ę

boko,  tworz

ą

c  jakby  fundament  tego,  jakim  si

ę

  staniesz.  To,  czego 

dowiadujesz  si

ę

  o sobie,  mo

Ŝ

e  pochodzi

ć

  nawet  z czasów  jeszcze  wcze

ś

niejszych. 

W m

ą

dro

ś

ci ludowej zawsze było wiadomo, 

Ŝ

e kobieta w ci

ąŜ

y nie powinna ogl

ą

da

ć

 

strasznych  widoków, 

Ŝ

e  trzeba  chroni

ć

  j

ą

  przed  przykrymi  prze

Ŝ

yciami  i dostarcza

ć

 

nie  tylko  dobrego  jedzenia,  ale  te

Ŝ

  dobrych  my

ś

li,  otacza

ć

  miło

ś

ci

ą

,  za

ś

  dookoła 

powinno by

ć

 du

Ŝ

o pi

ę

knych rzeczy i muzyki. 

Je

Ŝ

eli  lubisz  racjonalne  wyja

ś

nienia,  to  mo

Ŝ

e  przekonywaj

ą

co  zabrzmi  dla 

Ciebie  przypuszczenie, 

Ŝ

e  zapewne  jest  to  zjawisko  o naturze  biochemicznej:  pod 

wpływem  pozytywnych  bod

ź

ców,  w dobrej  atmosferze  zmienia  si

ę

  wydzielanie 

wewn

ę

trzne i do płodu przez p

ę

powin

ę

 docieraj

ą

 wraz z krwi

ą

 matki inne substancje. 

Wiele  kobiet  w ci

ąŜ

y  odruchowo  głaszcze  si

ę

  po  brzuchu,  niektóre  rozmawiaj

ą

  ze 

swoim  jeszcze  nienarodzonym  dzieckiem,  co  -  dla  mnie  nie  ulega  w

ą

tpliwo

ś

ci  - 

dobrze robi takiemu małemu człowiekowi. 

Z  drugiej  strony  wiele  kobiet,  zwłaszcza  w pierwszej  ci

ąŜ

y,  prze

Ŝ

ywa  bardzo 

du

Ŝ

o  l

ę

ku  i napi

ę

cia.  Gdyby  mogły  si

ę

  nim  podzieli

ć

,  opowiedzie

ć

  komu

ś

  o swoich 

obawach,  ju

Ŝ

  to  miałoby  dobroczynny,  koj

ą

cy  skutek.  Mo

Ŝ

e  mogłyby  usłysze

ć

  co

ś

 

pocieszaj

ą

cego  -  wiem, 

Ŝ

e  kilka  uspokajaj

ą

cych  słów  potrafi  radykalnie  zmieni

ć

  na 

lepsze nastrój przyszłej matki. Jej naturalny obro

ń

ca i opiekun, przyszły ojciec, akurat 

tutaj  cz

ę

sto  nie  potrafi  wiele  pomóc,  bo  sam  bardzo  si

ę

  boi  i woli  unika

ć

 

niepokoj

ą

cych tematów. 

W  dodatku  wszyscy  -  niestety  -  jeste

ś

my  wychowani  w jakim

ś

  fałszywym 

kulcie  macierzy

ń

stwa,  który  nakazuje  kobiecie  by

ć

  zadowolon

ą

  i szcz

ęś

liw

ą

 

w oczekiwaniu  na  dziecko  (mówi  si

ę

  przecie

Ŝ

  „błogosławiony  stan”),  a nie  pozwala 

zdradza

ć

  si

ę

  z obawami  i poczuciem  dyskomfortu.  Pozostaje  wi

ę

c  albo  tłumi

ć

  te 

background image

uczucia,  albo  rozmawia

ć

  o nich  tylko  z kobietami,  które  s

ą

  b

ą

d

ź

  były  w podobnej 

sytuacji. A ich opowie

ś

ci zwykle dodatkowo podsycaj

ą

 l

ę

k. 

Pami

ę

tam, jak pod koniec pierwszej ci

ąŜ

y zostałam wcze

ś

niej skierowana do 

szpitala  i głównie  chowałam  głow

ę

  pod  kołdr

ę

  albo  zasłaniałam  si

ę

  ksi

ąŜ

k

ą

 

(walkmanów  jeszcze  wtedy  nie  było), 

Ŝ

eby  nie  słysze

ć

  tego,  co  mówi

ą

  moje 

współmieszkanki.  Bo  cały  czas  opowiadały  tylko  o smutnych,  przykrych,  okropnych 

i przera

ź

liwych rzeczach, jakie zdarzyły si

ę

 i mog

ą

 zdarzy

ć

 przy porodzie lub po nim. 

Przyszła  matka  rzadko  mo

Ŝ

e  da

ć

  upust  napi

ę

ciom  i l

ę

kom,  wi

ę

c  nosi  je 

niejako  w sobie  razem  z przyszłym  dzieckiem.  Dlatego  nie  jest  rzadko

ś

ci

ą

  sytuacja, 

gdy  ono,  zanim  si

ę

  jeszcze  urodzi  -  tak  przynajmniej  twierdz

ą

  niektórzy,  a ja  si

ę

 

z nimi zgadzam - odbiera komunikat, 

Ŝ

e co

ś

 w zwi

ą

zku z nim jest nie w porz

ą

dku. 

Wreszcie  poród,  zwykle  bardzo  higieniczny,  ale  te

Ŝ

  bardzo  przykry 

i bezosobowy.  Pierwsze  wra

Ŝ

enia,  jakie  atakuj

ą

  dziecko  przychodz

ą

ce  na 

ś

wiat 

w szpitalu, to ostre 

ś

wiatło, przera

ź

liwie gło

ś

ne d

ź

wi

ę

ki, straszne zmiany temperatury 

i mechaniczne  dotkni

ę

cia  r

ą

k.  To  nie  jest  powita-nie  oczekiwanego  go

ś

cia,  tylko 

ta

ś

mowa  obróbka:  mycie,  kr

ę

powanie  na  sztywno  w kilka  pieluch,  zakraplanie 

czego

ś

 do oczu, zastrzyk. I przede wszystkim samotno

ść

. S

ą

 ju

Ŝ

 miejsca na 

ś

wiecie, 

gdzie jest inaczej: dziecko rodzi si

ę

 do r

ą

k ojca, który z czuło

ś

ci

ą

 i trosk

ą

 przenosi je 

na  brzuch  matki.  My

ś

l

ę

Ŝ

e  to  zupełnie  inny  start  w 

Ŝ

ycie.  Przecie

Ŝ

  i tak  noworodek 

ma  wystarczaj

ą

co  trudne  zadanie.  Musi  z przyjaznego  i w  stu  procentach 

dostosowanego do jego mo

Ŝ

liwo

ś

ci 

ś

rodowiska przenie

ść

 si

ę

 w takie, do którego on 

ma  si

ę

  przystosowa

ć

.  Musi  nauczy

ć

  si

ę

  oddycha

ć

,  ssa

ć

,  opanowa

ć

  regulacj

ę

 

temperatury - s

ą

 to wszystko rzeczy, które wymagaj

ą

 nieprawdopodobnego nakładu 

energii  i wyt

ęŜ

onego  treningu.  Je

ś

li  kompletnie  bezbronny  maluszek  nie  ma  wtedy 

poczucia  czyjej

ś

  ciepłej  obecno

ś

ci,  oparcia, 

ź

ródła  ukojenia,  to  ju

Ŝ

  u samych 

pocz

ą

tków  nabiera  przekonania, 

Ŝ

e  nie  jest  wart  opieki  i troski, 

Ŝ

e  nie  zasługuje  na 

miło

ść

Stanowimy kolejne pokolenie takich szpitalnych noworodków i na pewno fakt, 

Ŝ

e jest w

ś

ród nas tak wiele osób o złej samoocenie, po cz

ęś

ci z tego wła

ś

nie wynika. 

A swoj

ą

 drog

ą

, ciekawa jestem, jakie b

ę

d

ą

 dzieci rodzone bez l

ę

ku, w przy

ć

mionym 

ś

wietle i cichych d

ź

wi

ę

kach łagodnej muzyki, nie odrywane od matki, której cały czas 

towarzyszy kto

ś

 bliski i kochaj

ą

cy. 

background image

Czy  wiesz co

ś

 o tym, w jakiej atmosferze Ty przyszedłe

ś

 na 

ś

wiat? W do-mu 

czy  w szpitalu?  Czy  byłe

ś

  dla  rodziców  wyczekiwanym  go

ś

ciem,  czy  zb

ę

dnym 

balastem? Chc

ę

 si

ę

 z Tob

ą

 podzieli

ć

 histori

ą

 jednej z najbardziej promiennych osób, 

jakie spotkałam w 

Ŝ

yciu, ameryka

ń

skiej terapeutki Heidi Schleifer. 

Jej  rodzice  uciekli  z hitlerowskiego  obozu  koncentracyjnego  w Transylwanii 

i po  wielokilometrowej  pieszej  w

ę

drówce  znale

ź

li  si

ę

  w miejscu,  z którego  cudem 

przedostali si

ę

 do Szwajcarii. Heidi opowiadała: „Przy-szłam tam na 

ś

wiat dokładnie 

w dniu,  kiedy  została  wyzwolona  Francja.  Wszyscy  szaleli  z rado

ś

ci.  Nieznajomi 

rzucali si

ę

 sobie na szyj

ę

, ludzie szli po ulicach obj

ę

ci, płakali ze szcz

ęś

cia, 

ś

piewali - 

a ja my

ś

lałam, 

Ŝ

e to wszystko na moj

ą

 cze

ść

”. 

Miło

ść

  przenika  przez  skór

ę

  To  zdanie,  które  poraziło  mnie  swoj

ą

  trafno

ś

ci

ą

pochodzi  z artykułu  w czasopi

ś

mie  „Rodzice  i Dziecko”  (maj  1992),  gdzie 

wyczytałam, 

Ŝ

e  w pro-porcji  do  wagi  ciała  niemowl

ę

  ma  około  dwa  razy  wi

ę

ksz

ą

 

powierzchni

ę

 skóry ni

Ŝ

 dorosły. I jeszcze: „Dla niemowl

ę

cia czuło

ś

ci ze strony matki 

s

ą

  warunkiem  niezb

ę

dnym  do 

Ŝ

ycia,  poniewa

Ŝ

  ka

Ŝ

de  dotkni

ę

cie  jest  impulsem  dla 

mózgu  i systemu  nerwowego.  Od  dawna  wiadomo, 

Ŝ

e  rozwój  dzieci,  które  nie  s

ą

 

głaskane  i pieszczone,  jest  gorszy.  W skrajnych  przypadkach  brak  kontaktu 

fizycznego  prowadzi

ć

  mo

Ŝ

e  nawet  do 

ś

mierci”.  Dlatego  dawny  zwyczaj  noszenia 

niemowlaka  w chu

ś

cie  na  piersiach  czy  na  plecach  i nasze  dzisiejsze  nosidełka, 

pozwalaj

ą

ce  swobodnie  porusza

ć

  si

ę

  z maluszkiem  przytroczonym  do  brzucha  lub 

biodra,  maj

ą

  dobroczynne  działanie.  Instynktowna  wiedza  o wa

Ŝ

no

ś

ci  kontaktu 

fizycznego  sprawia, 

Ŝ

e  cz

ę

sto  ojcowie  -  mniej  ni

Ŝ

  matki  przej

ę

ci  straszliwymi 

bakteriami  -  kład

ą

  sobie  tak

ą

  kruszynk

ę

  na  brzuch  albo  pier

ś

  i tak  sp

ę

dzaj

ą

  z ni

ą

 

czas ku obopólnemu wielkiemu zadowoleniu. 

Widziałe

ś

 na pewno, jak matka albo babcia przewija lub ubiera dziecko. Je

ś

li 

masz  własne,  czy  zastanawiałe

ś

  si

ę

,  jak  to  robisz?  Najcz

ęś

ciej  jest  to  okazja  do 

pieszczot i czuło

ś

ci, ale niekiedy  widuj

ę

 mamy bardzo spi

ę

te albo zirytowane, kiedy 

to robi

ą

. Zauwa

Ŝ

yłam te

Ŝ

Ŝ

e znaczna cz

ęść

 matek - nawet tych najczulszych - omija 

Ŝ

ne partie ciała, na przykład prawie nie dotyka dołu brzucha i narz

ą

dów płciowych, 

chyba 

Ŝ

e podczas mycia. 

Kiedy ju

Ŝ

 byłam tego 

ś

wiadoma, zorientowałam si

ę

 w pewnym momencie, 

Ŝ

przy  przewijaniu  mojej  młodszej  córki  lepiej  traktuj

ę

  tył  ni

Ŝ

  przód,  o wiele  rzadziej 

background image

dotykaj

ą

c jej klatki piersiowej, brzuszka i podbrzusza. Starałam si

ę

 to pó

ź

niej zmieni

ć

 

w obawie, 

Ŝ

eby  moja  mała  nie  została  z informacj

ą

Ŝ

e  jedne  kawałki  jej  ciała  s

ą

 

lepsze,  a inne  gorsze.  My

ś

l

ę

Ŝ

e  skoro  miło

ść

  przenika  przez  skór

ę

,  niemowlaki 

powinno si

ę

 głaska

ć

 od stóp do głów. 

Wa

Ŝ

ne  jest  nie  tylko  dotykanie,  lecz  cały  sposób  kontaktowania  si

ę

,  na 

przykład  noszenie  na  r

ę

kach:  mo

Ŝ

na  jak  oboj

ę

tny  pakunek,  a mo

Ŝ

na  czule,  mi

ę

kko 

i wygodnie.  Wa

Ŝ

nym 

ź

ródłem  informacji  o sobie  jest  te

Ŝ

  dla  malutkiego  dziecka  ton 

głosu  otaczaj

ą

cych  je  dorosłych.  Tre

ś

ci  by

ć

  mo

Ŝ

e  jeszcze  nie  rozumie,  ale  sens 

wyczuwa,  głównie  z tonu  głosu.  Zauwa

Ŝ

yli

ś

cie, 

Ŝ

e  matki,  babcie,  a cz

ę

sto  i ojcowie, 

kiedy  maj

ą

  poczucie, 

Ŝ

e  nikt  si

ę

  im  nie  przysłuchuje,  zaczynaj

ą

  przemawia

ć

  do 

niemowlaków  takim  specjalnym,  wysokim  głosem?  To  „ciu-ciu-ciu”  niektórych 

ś

mieszy, ale jego główny odbiorca jest zachwycony, bo z tego czyta, 

Ŝ

e jest kochany, 

Ŝ

e lubi si

ę

 z nim by

ć

Pomi

ę

dzy  niemowl

ę

ciem  a jego  otoczeniem,  zwłaszcza  matk

ą

,  wkrótce 

wytwarza  si

ę

  odruchowy  mechanizm  porozumiewania  si

ę

  bez  słów,  odczytywania 

stanów  uczuciowych.  Zwykle  matka  bardzo  szybko  uczy  si

ę

Ŝ

e  kiedy  jest  spi

ę

ta, 

zdenerwowana, pełna niepokoju albo zło

ś

ci, wtedy jej dziecko zaczyna by

ć

 płaczliwe, 

gorzej je, wyrywa si

ę

 przy ubieraniu. W niedobrej atmosferze nawet karmienie piersi

ą

 

- tak wskazane dla dziecka zarówno ze wzgl

ę

du na warto

ść

 pokarmu, jak i mo

Ŝ

liwo

ść

 

najcudowniejszego dla niego kontaktu - mo

Ŝ

e okaza

ć

 si

ę

 niekorzystne. 

Wyczytałam gdzie

ś

 kilkana

ś

cie lat temu sprawozdanie z bada

ń

 ameryka

ń

skich 

nad  dwoma  rodzajami 

Ŝ

łobków.  Jedne  -  w bogatej  dzielnicy,  prowadzone  były 

niezwykle  higienicznie  i „naukowo”,  z fachowymi  piel

ę

gniarkami  w charakterze 

opiekunek.  Drugie  -  w dzielnicy  biedoty  miały  kiepskie  warunki  lokalowe  i poziom 

czysto

ś

ci, za

ś

 dzie

ć

mi zajmowały si

ę

 proste kobiety bez 

Ŝ

adnych kwalifikacji. 

Piel

ę

gniarki  w obawie  przed  infekcj

ą

  starały  si

ę

  jak  najmniej  dotyka

ć

 

niemowlaków,  a one  mimo  to  bardzo  du

Ŝ

o  chorowały,  rozwijały  si

ę

  wolno,  były 

apatyczne.  Natomiast  w „gorszych” 

Ŝ

łobkach  maluchy  były  wesołe,  energiczne, 

rozgarni

ę

te  i zdrowe.  O ile  pami

ę

tam,  wła

ś

nie  te  choroby  spowodowały  cał

ą

  seri

ę

 

bada

ń

Nie  udało  si

ę

  znale

źć

 

Ŝ

adnego  czynnika  o charakterze  medycznym  czy 

higienicznym,  który  mógłby  je  powodowa

ć

.  Domysły  skierowano  wi

ę

c  w stron

ę

 

background image

psychologii  i wtedy  wyszło  na  jaw, 

Ŝ

e  ciepłe,  gadatliwe  murzy

ń

skie  nianie  -  które 

skubały,  głaskały,  przewracały,  przytulały,  nosiły  dzieci  -  s

ą

  wła

ś

nie  tym 

poszukiwanym elementem zapewniaj

ą

cym zdrowie i dobre samopoczucie. 

A zatem w tym okresie 

Ŝ

ycia, kiedy jeszcze nie potrafiłe

ś

 porozumiewa

ć

 si

ę

 za 

pomoc

ą

  słów,  wieloma  innymi  drogami  docierały  do  Ciebie  informacje  kształtuj

ą

ce 

Twój  autoportret.  Od  tego,  czy  otaczała  Ci

ę

  wówczas  atmosfera  zadowolenia 

i zachwytu,  czy  l

ę

ku,  zło

ś

ci  i napi

ę

cia,  zale

Ŝ

ało  nie  tylko  to  jak  w niemowl

ę

ctwie 

spałe

ś

 i jadłe

ś

, płakałe

ś

 czy nie, byłe

ś

 zdrowy jak rydz czy chorowity, ale równie

Ŝ

 to, 

jak  si

ę

  w pó

ź

niejszych  latach  czułe

ś

  na 

ś

wiecie  i jak  z tym  jest  dzisiaj.  Inaczej 

mówi

ą

c,  z tamtego  okresu  pochodzi  podstawowy  zr

ą

b  Twego  poczucia, 

Ŝ

zasługujesz na miło

ść

 i rado

ść

 

Ŝ

ycia albo nie. 

Musz

ę

  tu  zrobi

ć

  jedn

ą

  dygresj

ą

,  przeznaczon

ą

  zwłaszcza  dla  kobiet,  które 

maj

ą

  do  siebie  pretensje, 

Ŝ

e  za  mało  czasu  po

ś

wi

ę

caj

ą

  dziecku.  Otó

Ŝ

  my

ś

l

ę

Ŝ

lepsza od pełnego po

ś

wi

ę

cenia i ci

ą

głej obecno

ś

ci jest sytuacja, kiedy matka potrafi 

zorganizowa

ć

 sobie „wychodne”, skoro poczuje, 

Ŝ

e ma dosy

ć

 opiekowania si

ę

 swoj

ą

 

pociech

ą

  i przesiadywania  w domu.  Zajmowanie  si

ę

  malutkim  dzieckiem  to  ci

ęŜ

ka 

praca  i du

Ŝ

y  wysiłek  psychiczny,  który  wymaga  przerw  na  odpoczynek  i zmian

ę

 

otoczenia.  Je

Ŝ

eli  matka  sobie  tego  nie  zapewni,  cz

ę

sto,  chc

ą

c  nie  chc

ą

c,  daje 

dziecku od-czu

ć

Ŝ

e jest nim zm

ę

czona. I mimo najlepszych intencji i najuczciwszych 

stara

ń

  zamiast  komunikatu  „dobrze  mi  z tob

ą

”,  przekazuje  co

ś

  wr

ę

cz  przeciwnego: 

„jeste

ś

  dla  mnie  ci

ęŜ

arem”,  „m

ę

czysz  mnie”,  „zło

ś

cisz  mnie”.  Kiedy  moja  pierwsza 

córka miała cztery miesi

ą

ce, a ja chciałam by

ć

 idealn

ą

 matk

ą

 i byłam ju

Ŝ

 na ostatnich 

nogach,  m

ą

dra  lekarka  -  pediatra,  która  si

ę

  ni

ą

  opiekowała,  powiedziała  do  mnie: 

„Niech  pani  zadba  o siebie,  zajmie  si

ę

  troch

ę

  czym  innym.  Małej  jest  potrzebna 

mama wypocz

ę

ta i zadowolona z 

Ŝ

ycia”. 

mnie sta

ć

Odpowied

ź

 na to pytanie kształtuje si

ę

  nieco  pó

ź

niej, w czasie, kiedy malutki 

człowiek zaczyna zdobywa

ć

 

ś

wiat: uczy si

ę

 siada

ć

, stawa

ć

 i cho-dzi

ć

, posługiwa

ć

 si

ę

 

przedmiotami,  uruchamia

ć

  urz

ą

dzenia.  Wci

ąŜ

  jeszcze  jego  osi

ą

gni

ę

cia  i pora

Ŝ

ki 

zale

Ŝą

  od  innych,  ale  w coraz  wi

ę

kszym  stopniu  staje  si

ę

  aktywnym  uczestnikiem, 

a nie  tylko  obiektem  ich  zabiegów.  Na  przykładzie  nauki  chodzenia  najlepiej  wida

ć

jak  powstaje  poczucie  „ja  mog

ę

”  -  ta  cz

ęść

  samooceny,  od  której  b

ę

dzie  zale

Ŝ

ała 

background image

aktywno

ść

  i inicjatywa,  zdolno

ść

  osi

ą

gania  sukcesów  i znoszenia  niepowodze

ń

Dwuletni  Krzy

ś

,  o którym  chc

ę

  tu  opowiedzie

ć

,  jest  dzieckiem  chyba  nie-typowym. 

Włazi  na  kredens  w kuchni  i na  pianino,  w

ę

druje  po  por

ę

czach  foteli,  skacze 

z murków  i sprz

ę

tów  prawie  tak  wysokich  jak  on  sam.  Prze-wraca  si

ę

  czasami  przy 

bieganiu,  ale  rzadko  kiedy  płacze.  Musi  si

ę

  na-prawd

ę

  porz

ą

dnie  r

ą

bn

ąć

Ŝ

eby 

chciało  mu  si

ę

  obwieszcza

ć

 

ś

wiatu  gło

ś

nym  rykiem, 

Ŝ

e  co

ś

  sobie  złego  zrobił. 

Wyra

ź

nie ró

Ŝ

ni si

ę

 od swoich rówie

ś

ników sprawno

ś

ci

ą

 fizyczn

ą

 i 

ś

miało

ś

ci

ą

Spytałam jego mam

ę

, sk

ą

d si

ę

 bierze ta ró

Ŝ

nica. A ona na to opowiedziała mi, 

jak  post

ę

puj

ą

  słoniowe  matki  wzgl

ę

dem  małych  słoni,  kiedy  te  maj

ą

  si

ę

  wygramoli

ć

 

z dołu  albo  wej

ść

  na  skarp

ę

.  Wyczytała  to  gdzie

ś

  i postanowiła  przyj

ąć

  jako  reguł

ę

 

własnego  post

ę

powania.  Otó

Ŝ

  słoni

ą

tko  samo  wdrapuje  si

ę

  pod  gór

ę

  tak  długo  i na 

tyle wysoko, jak da rad

ę

. I dopiero kiedy zaczyna si

ę

 obsuwa

ć

, słonica podpycha je 

tr

ą

b

ą

, ale delikatnie, tylko na tyle, 

Ŝ

eby starało si

ę

 dalej. Pozwala mu nawet spada

ć

a z  po-moc

ą

  przychodzi  dopiero  wtedy,  gdy  zanosi  si

ę

  na  to, 

Ŝ

e  małe  zrezygnuje. 

Inaczej  mówi

ą

c,  pozwala  mu  przekona

ć

  si

ę

,  ile  potrafi,  i wykorzysta

ć

  do  maksimum 

własne mo

Ŝ

liwo

ś

ci. 

„Wiesz  -  mówiła  dalej  -  strasznie  si

ę

  o niego  boj

ę

  i dlatego  staram  si

ę

  by

ć

 

w pobli

Ŝ

u i w razie czego złapa

ć

 w locie. Ale nie chc

ę

Ŝ

eby wyrósł na tak

ą

 niezdar

ę

 

jak  ja.  Mnie,  kiedy  byłam  mała,  mama  albo  babcia  tak  skutecznie  chroniły  przed 

jakimkolwiek  niebezpiecze

ń

stwem, 

Ŝ

e  zawsze  by-łam  jaka

ś

  taka  nieruchawa 

i nieporadna.  Nie  biegaj,  bo  upadniesz,  nie  skacz,  bo  si

ę

  potłuczesz  -  bez  przerwy 

wbijali mi do głowy w dzieci

ń

stwie. Wbijali, a

Ŝ

 wbili chyba na zawsze.” 

Cz

ę

sto  doro

ś

li  próbuj

ą

  ochroni

ć

  dziecko  albo  ułatwi

ć

 

Ŝ

ycie  jemu  i sobie: 

nakarmi

ę

  ci

ę

,  bo  si

ę

  ubrudzisz;  dam  pi

ć

,  bo  jeszcze  rozlejesz;  ubior

ę

,  to  b

ę

dzie 

szybciej;  przynios

ę

Ŝ

eby  ci  nie  było  ci

ęŜ

ko.  Na  ró

Ŝ

ne  sposoby  ograniczaj

ą

  jego 

d

ąŜ

enie  do  samodzielno

ś

ci.  A do  malucha,  które-mu  nie  pozwala  si

ę

  próbowa

ć

dociera wyra

ź

ny komunikat, 

Ŝ

e „nie potrafisz, nie mo

Ŝ

esz, tobie si

ę

 nic nie uda”. 

Lepiej  nie  prze

Ŝ

ywa

ć

  Chc

ę

  tu  powiedzie

ć

  o jeszcze  jednym  fragmencie 

autoportretu, który zaczyna kształtowa

ć

 si

ę

 na tyle wcze

ś

nie, 

Ŝ

e warto o nim mówi

ć

 

ju

Ŝ

  teraz,  kiedy  zastanawiamy  si

ę

  nad  znaczeniem  najwcze

ś

niejszego  etapu 

Ŝ

ycia. 

Chodzi  mianowicie  o to,  co  wolno,  a czego  nie  wolno  prze

Ŝ

ywa

ć

.  W tym  miejscu 

oddam  głos 

ś

wietnemu  angielskiemu  psychoterapeucie  Robinowi  Skynnerowi,  który 

background image

opisuje powstawanie wewn

ę

trznego zakazu prze

Ŝ

ywania na przykładzie zło

ś

ci. 

„(...)  Nasz  maluch  stopniowo  nabierze  przekonania, 

Ŝ

e  zło

ść

  jest  nie-dobra, 

poniewa

Ŝ

  pozostała  cz

ęść

  jego  rodziny  czuje  si

ę

  w obliczu  zło

ś

ci  bardzo  nieswojo, 

niezr

ę

cznie  i bardzo  si

ę

  jej  wstydzi.  (...)  Taki  komunikat  dociera  do  dziecka  raz  po 

raz. Widzi ono równie

Ŝ

, jak bardzo jego zło

ść

 smuci rodziców, jak wcale nie potrafi

ą

 

sobie  z ni

ą

 poradzi

ć

 i jak ignoruj

ą

 je albo odsuwaj

ą

 si

ę

 od niego czy nawet atakuj

ą

ilekro

ć

  ono  samo  próbuje  j

ą

  okaza

ć

.  Nie  trzeba  wiele  czasu, 

Ŝ

eby  dziecko  te

Ŝ

 

zacz

ę

ło  prze

Ŝ

ywa

ć

  zło

ść

  jako  co

ś

  niedobrego.  Widzi  przecie

Ŝ

Ŝ

e  nie  mo

Ŝ

e  by

ć

 

kochane,  kiedy  si

ę

  w

ś

cieka,  a poniewa

Ŝ

  wszystkie  dzieci  chc

ą

  by

ć

  kochane  przez 

rodziców,  chc

ą

  ich  kocha

ć

  i uszcz

ęś

liwia

ć

  -  stara  si

ę

  ukry

ć

  przed  nimi  wszelkie 

przejawy własnej zło

ś

ci. 

Czyli  kojarzy  sobie  zło

ść

  z l

ę

kiem  przed  odrzuceniem,  a to  dla  dziecka  musi 

by

ć

  zagro

Ŝ

eniem  najgorszym  z mo

Ŝ

liwych.  (...)  W dodatku  dziecko  oczywi

ś

cie  ma 

jeszcze  poczucie, 

Ŝ

e  oszukuje,  poniewa

Ŝ

  nie  mo

Ŝ

e  by

ć

  na-prawd

ę

  sob

ą

.  Czuje  si

ę

 

w jakim

ś

  stopniu  odci

ę

te  od  rodziców,  bo  nie  jest  akceptowane  w pełni  -  musi 

udawa

ć

Ŝ

e  nie  prze

Ŝ

ywa  zło

ś

ci.  Ale  oszukiwanie  nie  jest  a

Ŝ

  tak  złe,  jak  gro

ź

ba 

kompletnego  odrzucenia,  wi

ę

c  zapewne  wybierze  raczej  to,  by  by

ć

  fałszywym 

i kochanym ni

Ŝ

 autentycznie sob

ą

, ale odrzuconym. 

Czyli  odt

ą

d,  kiedy  wydarzy si

ę

  co

ś

,  co  rozzło

ś

ciłoby  normalnego  malucha,  to 

dziecko pohamuje swoj

ą

 zło

ść

. A

Ŝ

eby ukry

ć

 j

ą

 przed rodzicami. A nast

ę

pnie nauczy 

si

ę

  ukrywa

ć

  j

ą

  przed  sob

ą

  samym,  gdy

Ŝ

  tylko  w ten  sposób  zdoła  zachowa

ć

 

poczucie, 

Ŝ

e  jest  warte  miło

ś

ci.  Zło

ść

  jest  czym

ś

  a

Ŝ

  tak  niedobrym, 

Ŝ

e  w ogóle  nie 

mo

Ŝ

e przyzna

ć

 si

ę

 do jej prze

Ŝ

ywania, na-wet przed sob

ą

. Dlatego przyzwyczai si

ę

 

do  niezauwa

Ŝ

ania  zło

ś

ci  -  nauczy  si

ę

  odcina

ć

  od  niej  -  w ko

ń

cu  nabierze 

przekonania, 

Ŝ

e jej tam wcale nie ma. (...) 

W  ka

Ŝ

dej  rodzinie  niektóre  uczucia  s

ą

  uwa

Ŝ

ane  za  dobre,  a niektóre  za  złe. 

Złe  umieszcza  si

ę

  za  kurtyn

ą

  i cała  rodzina  ma  rodzaj  cichej,  ale  bardzo  wi

ąŜą

cej 

umowy, 

Ŝ

e  emocje  ulokowane  za  kurtyn

ą

  musz

ą

  pozosta

ć

  niezauwa

Ŝ

one. Wszyscy 

udaj

ą

Ŝ

e ich tam nie ma. Wi

ę

c te

Ŝ

 ka

Ŝ

de kolejne dziecko uczy si

ę

 usuwa

ć

 te same 

rzeczy  z pola  widzenia. Zwyczaj odcinania si

ę

 od  nich jest przekazywany jak  odra - 

ani celowo, ani 

ś

wiadomie, tote

Ŝ

 nikt nie wie, 

Ŝ

e si

ę

 to dzieje”. (Robin Skynner, John 

Cleese:  „

ś

y

ć

  w rodzinie  i przetrwa

ć

”.  Jacek  Santorski  &  Co, Warszawa, 1992,  s.38-

background image

39)  A wi

ę

c  w ró

Ŝ

nych  rodzinach  dzieci  ucz

ą

  si

ę

Ŝ

e  nie  wolno  prze

Ŝ

ywa

ć

a przynajmniej okazywa

ć

 ró

Ŝ

nych uczu

ć

 i tym sposobem staj

ą

 si

ę

 jakby oka-leczone 

emocjonalnie. Ma to dwojaki wpływ na poczucie własnej warto

ś

ci. We

ź

my tym razem 

jako  przykład  ból  i rozpacz, 

Ŝ

eby  pokaza

ć

,  jakie  skutki  ma  zakaz  odczuwania.  Po 

pierwsze  -  kiedy  zakazane  uczucie  pojawia  si

ę

  (a  pojawia

ć

  si

ę

  musi,  bo  tak  jest 

skonstruowany  człowiek, 

Ŝ

e  reaguje  bólem  i rozpacz

ą

  na  przykład  na  rozstanie 

z kochan

ą

 osob

ą

 czy  pozbawienie  wa

Ŝ

nej dla siebie rzeczy),  w 

ś

lad  za  nim narasta 

przekonanie, 

Ŝ

e jestem „nie w porz

ą

dku”, jestem „niedobry”. 

Spróbuj sobie uprzytomni

ć

, ile razy w dzieci

ń

stwie musiałe

ś

 jako

ś

 zareagowa

ć

 

na  to, 

Ŝ

e  mama  wychodzi, 

Ŝ

e  trzeba  wyjecha

ć

  od  babci, 

Ŝ

e  ojca  nie  ma,  gdy  go 

potrzebujesz. Albo tragedia, kiedy zgubiła si

ę

 ulubiona zabawka - takich i podobnych 

zdarze

ń

 były dziesi

ą

tki. Je

ś

li otaczaj

ą

cy Ci

ę

 doro

ś

li dawali Ci do zrozumienia, 

Ŝ

e nie 

nale

Ŝ

y płaka

ć

, bardzo cz

ę

sto musiałe

ś

 mie

ć

 poczucie, 

Ŝ

e nie jeste

ś

 taki, jak trzeba, 

skoro zbiera Ci si

ę

 na płacz. 

Po  drugie  -  odcinaj

ą

c  si

ę

  od  własnych  bolesnych  uczu

ć

  musiałe

ś

  straci

ć

 

zdolno

ść

  rozpoznawania  ich  u innych  i odpowiadania  współczuciem.  Chciałe

ś

  by

ć

 

dobry, współczuj

ą

cy - wszystkie dzieci chc

ą

 - ale jako

ś

 Ci to nie wychodziło i zreszt

ą

 

nadal  nie  wychodzi.  Nie  wiesz,  jak  si

ę

  zachowa

ć

,  co  powiedzie

ć

,  kiedy  przytuli

ć

zaproponowa

ć

  pomoc.  A czuj

ą

c  si

ę

  nieswojo  z cudzym  bólem,  unikasz  go  i w  ten 

sposób oddalasz si

ę

 od ludzi nawet bardzo Ci bliskich. I te

Ŝ

 dochodzisz do wniosku, 

Ŝ

e co

ś

 musi by

ć

 z Tob

ą

 nie w porz

ą

dku, skoro Twoje kontakty s

ą

 tak powierzchowne. 

To  samo  mo

Ŝ

na  powiedzie

ć

  o wielu  rozmaitych  uczuciach:  zazdro

ś

ci,  rado

ś

ci, 

wstydzie  i wszystkich  innych.  Odci

ę

cie  od  któregokolwiek  -  a trening  w tej  sprawie 

zaczyna si

ę

 bardzo wcze

ś

nie, jeszcze przed nauk

ą

 siadania na nocniku - powoduje, 

Ŝ

e czujesz si

ę

 gorszy i nie mo

Ŝ

esz w pełni zaakceptowa

ć

 siebie. 

„Ka

Ŝ

dy jest dzieckiem podszyty” 

Takim  wnioskiem  ko

ń

czy  si

ę

  jedno  z opowiada

ń

  w moim  ulubionym  zbiorze 

Gombrowicza  zatytułowanym  „Bakakaj”,  który  ju

Ŝ

  tutaj  cytowałam.  Oczywi

ś

cie 

w pełni  podzielam  ten  pogl

ą

d.  To,  co  zostanie  przekazane  małemu  dziecku  przez 

najbli

Ŝ

sze  otoczenie  czyli  rodzin

ę

,  zapisuje  si

ę

  bardzo  gł

ę

boko  z dwóch  powodów. 

Po pierwsze - jest to zwykle najwcze

ś

niejszy i przez par

ę

 lat jedyny model, jaki widzi 

z bliska,  najwa

Ŝ

niejsza  pula  do-

ś

wiadcze

ń

  i informacji,  w tym  oczywi

ś

cie  równie

Ŝ

 

background image

informacji  na  własny  temat.  Po  drugie  -  rodzice  s

ą

  tak  wa

Ŝ

nymi  osobami,  od  ich 

opieki  i miło

ś

ci  zale

Ŝą

  dosłownie  szanse  przetrwania, 

Ŝ

e  dzieci  nie  maj

ą

  innego 

wyj

ś

cia: musz

ą

 dostosowa

ć

 si

ę

 do sposobu 

Ŝ

ycia i my

ś

lenia, jaki si

ę

 im proponuje. 

Wpływ rodziców mo

Ŝ

e by

ć

 bardzo wyra

ź

nie widoczny lub ogromnie subtelny: 

od solidnego klapsa za to, 

Ŝ

e maluch dotkn

ą

ł pani

ą

 w kolejce (na marginesie: 

przyjrzyj  si

ę

,  jaki  popłoch  budzi  u mamu

ś

  „dotykalskie”  dziecko  i jaki  to  musi  mie

ć

 

wpływ  na  pó

ź

niejsze  trudno

ś

ci  w kontaktach  fizycznych)  do  bardziej  uwa

Ŝ

nego 

spojrzenia, nieznacznego uniesienia brwi, kiedy zrobił co

ś

 niestosownego. 

Mo

Ŝ

e to by

ć

 bicie, ale mo

Ŝ

e te

Ŝ

 by

ć

 kara równie dotkliwa, mianowicie odmowa 

miło

ś

ci. Je

ś

li nie sam, to u innych na pewno słyszałe

ś

 zdanie: 

„Jak  nie  zjesz  zupki  (nie  wło

Ŝ

ysz  kapci,  nie  przestaniesz  wrzeszcze

ć

,  nie 

pocałujesz  cioci),  mamusia  nie  b

ę

dzie  ci

ę

  kochała”.  I znów,  nie  musi  tego  mówi

ć

wystarczy, 

Ŝ

e spojrzy w okre

ś

lony sposób, wzruszy ramionami, lekko si

ę

 zmarszczy. 

Taka  „warunkowa  miło

ść

”  -  jak  si

ę

  j

ą

  okre

ś

la  w niektórych  podr

ę

cznikach 

psychologii  -  jest  niew

ą

tpliwie  skuteczn

ą

  metod

ą

  uzyskiwania  po

Ŝą

danych 

rezultatów.  Jest  łatwiejsza,  mniej  pracochłonna,  szybsza  ni

Ŝ

  przekonywa-nie, 

zach

ę

ta,  cierpliwe  znoszenie  złych  humorów  i ataków  w

ś

ciekło

ś

ci,  jakie  inaczej 

nieuchronnie  wywołuj

ą

  zakazy  i nakazy  nie  po  my

ś

li  wychowanka.  Tak  jest 

wygodniej:  dzieci  pełne  l

ę

ku, 

Ŝ

e  rodzice  przestan

ą

  je  kocha

ć

,  je

Ŝ

eli  b

ę

d

ą

 

nieposłuszne, nie buntuj

ą

 si

ę

. S

ą

 naturalnie gorsze rzeczy: maltretowanie, głodzenie, 

całkowity  brak  zainteresowania  i opieki.  Ale  uwa

Ŝ

amy  je  za  wynaturzenie  i kiedy 

wychodz

ą

  na  jaw,  rodzicom  odbiera  si

ę

  prawa  rodzicielskie,  a nawet  stawia  przed 

s

ą

dem.  Ju

Ŝ

  samo  gro

Ŝ

enie  czym

ś

  takim  jest  uwa

Ŝ

ane  za  zn

ę

canie  si

ę

  nad 

dzieckiem.  Natomiast  gro

ź

ba  odebrania  miło

ś

ci  jest  traktowana  jako  co

ś

  całkiem 

normalnego  w arsenale  podr

ę

cznych  metod  wychowawczych.  A dla  mnie  to  jeden 

z najprzykrzejszych  mo

Ŝ

liwych  widoków:  mały  człowiek  idea-lnie  grzeczny, 

apatyczny, co chwila z niepokojem popatruj

ą

cy na rodzica, czy aby jest w porz

ą

dku. 

To  te

Ŝ

  jest  prze

ś

wiadczenie,  które  mo

Ŝ

e  zapisa

ć

  si

ę

  w psychice  na  całe 

dalsze 

Ŝ

ycie: miło

ść

, akceptacja,  zainteresowanie to nie jest co

ś

, na co zasługujesz 

sam  przez  si

ę

,  Ty  jako  taki,  z tego  tylko  powodu, 

Ŝ

e  jeste

ś

;  musisz  na  nie  zarobi

ć

dostosowa

ć

 si

ę

 do okre

ś

lonych oczekiwa

ń

, by

ć

 taki a nie inny. Do

ść

 szybko stajesz 

si

ę

 własnym stra

Ŝ

nikiem - psychologowie mówi

ą

Ŝ

e „uwewn

ę

trzniasz” te wymagania. 

background image

I sam zaczynasz si

ę

 dołowa

ć

, kiedy tylko nie zdołasz utrzyma

ć

 si

ę

 w ramach, dawno 

temu narzuconych Ci z zewn

ą

trz. 

W  poradni,  kiedy  zach

ę

całam  ludzi  do  troch

ę

  innych  zachowa

ń

  ni

Ŝ

  dot

ą

d, 

cz

ę

sto  miałam  wra

Ŝ

enie, 

Ŝ

e  reaguj

ą

,  jakby  chodziło  o naruszenie  jakiego

ś

 

straszliwego  tabu.  Gdy  mówiłam  na  przykład  zaradnym,  dzielnym  kobietom, 

z pogod

ą

  znosz

ą

cym  przeciwno

ś

ci  losu, 

Ŝ

e  mogłyby  pokaza

ć

  m

ęŜ

owi  i dzieciom, 

jakie  w rzeczywisto

ś

ci  s

ą

  zm

ę

czone  i zagonione  -  nieraz  reagowały  na  te  moje 

sugestie  autentycznym  silnym  l

ę

kiem.  Po  bli

Ŝ

szym  rozpatrzeniu  okazywało  si

ę

Ŝ

boj

ą

  si

ę

  utraty  uczu

ć

  swoich  bliskich,  je

ś

li  si

ę

  zmieni

ą

;  były  przekonane, 

Ŝ

e  s

ą

  do 

przyj

ę

cia tylko w tej jednej wersji. Zawsze w takiej sytuacji pytam: „A jak było u pani 

w domu rodzinnym?” i w 99% tam odnajdujemy 

ź

ródło owego l

ę

ku. 

Zar

ę

czam  Ci, 

Ŝ

e  z Tob

ą

  było  tak  samo.  Te

Ŝ

  musiałe

ś

  dostosowa

ć

  si

ę

  do 

oczekiwa

ń

, uwewn

ę

trzni

ć

 je i uzna

ć

Ŝ

e wynik tego zabiegu to wła

ś

nie prawdziwy Ty. 

Nie  miałe

ś

  innego 

ź

ródła  wiedzy  o sobie  i sił

ą

  rzeczy  mu-siałe

ś

  uwierzy

ć

  w to,  co 

wyczuwałe

ś

 przez skór

ę

, odczytywałe

ś

 z zachowania swoich najbli

Ŝ

szych, słyszałe

ś

 

o sobie. Jednym słowem, Ty równie

Ŝ

 jeste

ś

 dzieckiem podszyty. 

Na Twoje pierwsze, najwcze

ś

niej zapisane w psychice przekonania na własny 

temat z czasem zaczynaj

ą

 nakłada

ć

 si

ę

 inne, które mog

ą

 by

ć

 zgodne lub sprzeczne 

z tamtymi,  mog

ą

  je  utrwala

ć

  albo  modyfikowa

ć

.  Ale  pó

ź

niejsze  wpływy  s

ą

  zwykle 

słabsze, gdy

Ŝ

 trafiaj

ą

 na co

ś

, co ju

Ŝ

 jest nagrane. Owe istniej

ą

ce nagrania stanowi

ą

 

jakby  filtr,  który  z wi

ę

ksz

ą

  łatwo

ś

ci

ą

  przepuszcza  informacje  podobne  do  ju

Ŝ

 

zgromadzonych,  za

ś

  osłabia  albo  wr

ę

cz  nie  pozwala  przedosta

ć

  si

ę

  tym,  które 

odbiegaj

ą

  od  istniej

ą

cego  zapisu.  Mo

Ŝ

na  tu  u

Ŝ

y

ć

  te

Ŝ

  innego  porównania: 

Ŝ

e  jest  to 

rodzaj  oku-larów,  które  s

ą

  ró

Ŝ

owe  albo  ciemne  i nadaj

ą

  odpowiedni  odcie

ń

 

wszystkie-mu, co widzimy. 

Dlatego kto

ś

, kto nabrał przekonania, 

Ŝ

e jest okropny i nie da si

ę

 na-wet lubi

ć

a có

Ŝ

  dopiero  kocha

ć

,  mo

Ŝ

e  latami  by

ć

  głuchy  na  szczere  komplementy  i nie 

dostrzega

ć

 dowodów sympatii. Troch

ę

 tak, jakby klawisz „play” w jego magnetofonie 

wcisn

ą

ł  si

ę

  na  stałe  i gra  mu  ci

ą

gle  tylko  „nikt  mnie  nie  kocha,  nikt  mnie  nie  lubi”. 

Nawet w przyjaznym otoczeniu nie rozstanie si

ę

 z poczuciem, 

Ŝ

e tak naprawd

ę

 wcale 

nie  jest  dobrze,  a swoim  zachowaniem  faktycznie  b

ę

dzie  zniech

ę

ca

ć

  tych,  którzy 

zechc

ą

 okaza

ć

 mu 

Ŝ

yczliwo

ść

, miło

ść

 czy uznanie. 

background image

Ile  razy  mo

Ŝ

na  na  przykład  powiedzie

ć

:  „podobasz  mi  si

ę

”  albo  „m

ą

drze 

my

ś

lisz”  komu

ś

,  kto  na  ka

Ŝ

dy  taki  tekst  odwraca  wzrok,  krzywi  si

ę

,  chce  odej

ść

odpowiada  „nie  wygłupiaj  si

ę

”  albo  zastanawia,  czego  od  niego  chcesz? W ka

Ŝ

dym 

razie  wida

ć

Ŝ

e  raczej  nie  sprawia  mu  to  przyjemno

ś

ci,  mo

Ŝ

e  nawet  jest  przykre. 

Oczywi

ś

cie spróbujesz raz i drugi, ale potem zrezygnujesz. To jakby działanie wbrew 

własnym potrzebom: osoby, które maj

ą

 najgorsze zdanie o sobie i dlatego najmocniej 

potrzebuj

ą

  dowarto

ś

ciowania  z zewn

ą

trz,  najbardziej  te

Ŝ

  od  niego  uciekaj

ą

  i nawet 

broni

ą

 si

ę

Natomiast  je

ś

li  główny  motyw  nagrany  na  płycie  jakiej

ś

  osoby  brzmi  „jestem 

sympatyczna  i warta  miło

ś

ci”,  „dobrze  mi  idzie”,  „ludzie  mnie  lubi

ą

”,  to  z łatwo

ś

ci

ą

 

zobaczy  ona  i usłyszy  pozytywne  sygnały  z otoczenia,  odpowie  na  nie  i nast

ę

pnie 

zbierze kolejne dowody, umacniaj

ą

ce j

ą

 w poczuciu własnej warto

ś

ci. 

Goebbels  miał  racj

ę

  Szef  hitlerowskiej  propagandy  twierdził, 

Ŝ

e  dowolne 

kłamstwo powtarzane wystarczaj

ą

co cz

ę

sto i uporczywie wchodzi ludziom do głowy. 

Mówił  co  prawda  o propagandzie  politycznej,  ale  jestem  gotowa  posun

ąć

  si

ę

  do 

stwierdzenia, 

Ŝ

e  ró

Ŝ

ne  deprecjonuj

ą

ce  bzdury,  które  uwa

Ŝ

asz  za  prawd

ę

  na  swój 

temat  -  przypomn

ę

Ŝ

e  jeste

ś

  brzydki,  niezdolny,  niedobry,  mało  inteligentny,  nie 

nadajesz si

ę

 do tego czy tamtego, a w trudnej sytuacji ju

Ŝ

 na pewno nie dasz sobie 

rady - zostały Ci wmówione na takiej samej zasadzie, jak nazizm Niemcom. 

Raz  zdarzyło  mi  si

ę

  słysze

ć

  co

ś

  podobnego  w postaci  rzeczywi

ś

cie  zbli

Ŝ

onej 

do  okupacyjnej  szczekaczki.  Przechodziłam  ulic

ą

  obok  naro

Ŝ

nego  do-mu 

i usłyszałam  z okna  na  pierwszym  pi

ę

trze  straszny  wrzask.  W pierwszej  chwili 

s

ą

dziłam, 

Ŝ

e to awantura mał

Ŝ

e

ń

ska, mo

Ŝ

e  m

ąŜ

  wrócił do domu pijany. Brzmiało to 

tak: „Co ty sobie my

ś

lisz, ty łajdaku! My

ś

lisz, 

Ŝ

e ja ci b

ę

d

ę

  na  wszystko  pozwalała? 

Co  ty  sobie  wyobra

Ŝ

asz?  Mam  ju

Ŝ

  przez  ciebie  kompletnie  zdarte  nerwy!” 

I niespodziewane zako

ń

czenie: „Ile razy b

ę

dziesz jeszcze wychodził z kojca?” My

ś

l

ę

Ŝ

e  skoro  on  był  w stanie  wyj

ść

  z kojca,  to  ju

Ŝ

  na  pewno  rozumiał,  co  si

ę

  do  niego 

mówi.  Normalnie  brzmi  to  o wiele  zno

ś

niej  i dlatego  mniej  zauwa

Ŝ

alnie.  „Znowu 

rozlałe

ś

 mleko? Ale jeste

ś

 niedorajda”, „Jak ty okropnie wygl

ą

dasz! Id

ź

 si

ę

 uczesz”, 

„Dlaczego  zawsze  wszystko  gubisz?”,  „To  nie  do  pomy

ś

lenia, 

Ŝ

eby  tak  brzydko 

pisa

ć

” itd. itp. Musz

ę

 podkre

ś

li

ć

 to bardzo  wyra

ź

nie: nie było w tym 

Ŝ

adnej złej woli. 

Po  prostu  wszyscy  my

ś

leli, 

Ŝ

e  tak  trze-ba,  bo  dziecko  mo

Ŝ

e  si

ę

  zepsu

ć

,  wbi

ć

  si

ę

 

background image

w dum

ę

,  bo  musi  realistycznie  ocenia

ć

  swoje  mo

Ŝ

liwo

ś

ci,  bo  trzeba  je  odpowiednio 

wychowa

ć

.  A „odpowiednio”  oznacza  za  pomoc

ą

  wytykania  bł

ę

dów,  okazywania 

niezadowolenia i pretensji, krytykowania. 

Mam  przed  oczami  pewn

ą

  scen

ę

  jak  z filmu.  Jedna  z dziewczynek  z mojej 

dalszej  rodziny  była  bardzo  mała,  siedziała  w niemowl

ę

cym  le

Ŝ

aczku  i za-kochany 

w niej  bez  pami

ę

ci  ojciec  powtarzał:  „Monisiu,  jaka  ty  jeste

ś

 

ś

liczna,  ja  ciebie 

uwielbiam, jaka  ty  jeste

ś

  cudowna”.  Na  to  weszła  babcia  i mówi:  „Jak  to  dobrze, 

Ŝ

Monika  jest  jeszcze  taka  malutka.  Ju

Ŝ

  niedługo  nie  b

ę

dzie  mo

Ŝ

na  mówi

ć

  do  niej 

takich rzeczy, bo si

ę

 j

ą

 zepsuje”. 

Szkoda, 

Ŝ

e wychowali

ś

my si

ę

 w takiej atmosferze. Przecie

Ŝ

 czuliby

ś

my si

ę

 na 

ś

wiecie zupełnie inaczej, gdyby od pocz

ą

tku towarzyszyły nam takie słowa, jakie na 

co dzie

ń

 słyszy Monika. Ju

Ŝ

 sobie wyobra

Ŝ

am, 

Ŝ

e w tym miejscu kto

ś

 mo

Ŝ

e zgłosi

ć

 

sprzeciw, 

Ŝ

e  dzieci  akceptowane  bez  za-strze

Ŝ

e

ń

  wyrastaj

ą

  na  egoistów 

przekonanych, 

Ŝ

e  im  si

ę

  wszystko  nale

Ŝ

y  i 

Ŝ

e  maj

ą

  wi

ę

ksze  prawa  od  innych  ludzi. 

Takie  my

ś

lenie  -  moim  zdaniem  -  opiera  si

ę

  na  nieporozumieniu:  brak  dyscypliny 

i pozwalanie dziecku na wszystko myli si

ę

 z jego dowarto

ś

ciowaniem. 

Cz

ę

sto  rodzicom,  którzy  postanowili  wychowywa

ć

  swoj

ą

  pociech

ę

  bez 

hamulców - a wła

ś

ciwie nie wychowywa

ć

 jej wcale - przy

ś

wieca szlachetna intencja, 

Ŝ

eby  przypadkiem  nie  wytworzy

ć

  u dziecka  kompleksów.  Nic  bar-dziej  mylnego. 

Pozbawione 

drogowskazów  i reguł  czuje  si

ę

 

zdezorientowane 

zagubione 

i rzeczywi

ś

cie  depcze  ludziom  po  odciskach,  poniewa

Ŝ

  nie  wie, 

Ŝ

e  im  to 

przeszkadza. A

Ŝ

 w ko

ń

cu - nawet je

ś

li rodzicom uda si

ę

 wytrwa

ć

 w takiej niezno

ś

nej 

sytuacji  -  dowie  si

ę

,  kiedy  ju

Ŝ

  wyjdzie  spod  rodzinnego  ochronnego  klosza, 

Ŝ

e  inni 

ludzie  nie mog

ą

  z nim wytrzyma

ć

. A wracaj

ą

c do  Goebbelsa:  paradoksalnie rodzina 

jest  najlepszym  miejscem  do  wkładania  dziecku  bzdur  do  głowy.  Zwłaszcza 

Ŝ

e  ma 

ono mizerne mo

Ŝ

liwo

ś

ci sprawdzenia, czy to, co powtarzaj

ą

 mu na okr

ą

gło i daj

ą

 do 

zrozumienia na ró

Ŝ

ne sposoby, jest zgodne z prawd

ą

, czy od niej odbiega. I tak oto 

olbrzymie  mo

Ŝ

liwo

ś

ci,  z jakimi  przychodzimy  na 

ś

wiat,  s

ą

  bardzo  cz

ę

sto  blokowane 

zamiast  rozwija

ć

  si

ę

  i rozkwita

ć

.  Na  zako

ń

czenie  tego  w

ą

tku  chc

ę

  opowiedzie

ć

  co

ś

 

o sobie.  Moja  macocha  z du

Ŝą

  pewno

ś

ci

ą

  siebie  mawiała  do  mnie:  „

ś

aden 

z Dodziuków nie miał zdolno

ś

ci artystycznych”. Nie wiem, mo

Ŝ

e rzeczywi

ś

cie ich nie 

miałam,  ale  nawet  nie  próbowałam  si

ę

  o tym  przekona

ć

.  Przez  nast

ę

pne  30  lat  nie 

background image

rysowałam nawet dla własnej przyjemno

ś

ci, starannie omijałam w szkole, na studiach 

i podczas  wakacyjnych  szale

ń

stw  wszelkie  inicjatywy  teatralne  czy  kabaretowe,  nie 

zabierałam  si

ę

  do  grania  na 

Ŝ

adnym  instrumencie,  nie  napisałam  te

Ŝ

  chyba  ani 

jednego zdania, które byłoby blisko literatury. 

W  gronie  kolegów  Dzieciaki  z podwórka,  koledzy  z klasy,  Twoja  paczka  albo 

chocia

Ŝ

  jeden  dwóch  przyjaciół,  dziewczyny,  chłopaki  -  z czasem  to  wszystko 

zaczyna  by

ć

  coraz  wa

Ŝ

niejsze.  Od  ich  opinii  w coraz  wi

ę

kszym  stopniu  zale

Ŝ

poczucie własnej warto

ś

ci. Najwyra

ź

niej wida

ć

 to w sytuacjach skrajnych: spotkałam 

Ŝ

yciu  paru  niedoszłych  młodych  samobójców,  którzy  postanowi-li  sko

ń

czy

ć

  ze 

sob

ą

,  bo  zostali  odtr

ą

ceni  przez  rówie

ś

ników.  Ju

Ŝ

  od  piaskownicy,  od  pierwszych 

zabaw  na  podwórku  ka

Ŝ

dy  z nas  stan

ą

ł  przed  nowym  zadaniem 

Ŝ

yciowym  - 

przystosowania  si

ę

  do  rówie

ś

ników.  Pami

ę

tasz,  jak  w gronie  kolegów  bardzo 

chciałe

ś

  mie

ć

  to  co  inni  i umie

ć

  to  co  inni,  nawet  je

ś

li  to  wcale  do  Ciebie  nie 

pasowało?  Mini,  punkowe  fryzury,  muzyka,  która  doprowadzała  do  szału  dorosłych, 

i niezliczone  inne  rzeczy  powodowały  konflikty  z rodzicami i poczucie, 

Ŝ

e  je

ś

li  Tobie 

tak  nie  wolno,  to  jeste

ś

  gorszy,  bo  Kasia  czy  Mietek  wszystko  ma  i mo

Ŝ

e.  Opinia 

kolegów,  akceptacja  z ich  strony  była  wa

Ŝ

niejsza,  je

ś

li  nie  miałe

ś

  oparcia  w jakim-

takim albo jeszcze lepiej dobrym zdaniu o sobie samym. A

Ŝ

eby je poprawi

ć

 zyskuj

ą

ich uznanie, byłe

ś

 gotów robi

ć

 rzeczy, które nie podobały si

ę

 dorosłym nara

Ŝ

ały Ci

ę

 

na  kary  i które  by

ć

  mo

Ŝ

e  sam  równie

Ŝ

  uwa

Ŝ

ałe

ś

  za  niesłuszne.  Kiedy  si

ę

 

zastanawiam  nad  przyczyna-mi  tak  powszechnego  w

ś

ród  młodych  ludzi  palenia, 

picia alkoholu, próbowania rozmaitych  narkotyków, łamania prawa  - my

ś

l

ę

Ŝ

e robi

ą

 

to  mimo  po-t

ę

pienia  społecznego  głównie  po  to, 

Ŝ

eby  podnie

ść

  w ten  sposób 

poczucie własnej warto

ś

ci. 

Pod tym  wzgl

ę

dem nastoletni etap 

Ŝ

ycia to bardzo trudny czas. Nie b

ę

d

ę

 si

ę

 

przy  nim  zatrzymywa

ć

  dłu

Ŝ

ej,  bo  o okresie  dojrzewania  i konflikcie  pokole

ń

  zostały 

napisane  całe  tomy.  My

ś

l

ę

Ŝ

e  jednym  z cz

ęś

ciej  prze

Ŝ

ywanych  wtedy  uczu

ć

  s

ą

 

niepewno

ść

  i wstyd.  Pami

ę

tam  opowiadanie  Gra

Ŝ

yny  o tym  okresie  jej 

Ŝ

ycia:  „Nie 

cierpi

ę

  przypomina

ć

  sobie,  jak  to  wtedy  było.  Cały  czas  wydawało  mi  si

ę

Ŝ

e  robi

ę

 

co

ś

  nie  tak  i byłam  gotowa  spali

ć

  si

ę

  ze  wstydu.  Oczywi

ś

cie  było  mi  głupio, 

Ŝ

przestaj

ę

  by

ć

  komplet-nie  płaska,  ale  tak  samo  głupio, 

Ŝ

e  jeszcze  nie  mam  du

Ŝ

ych 

piersi. Ze dwa lata musiałam si

ę

 przełamywa

ć

Ŝ

eby chodzi

ć

 do szkoły, kiedy miałam 

background image

okres, a poza tym starałam si

ę

 nie wychodzi

ć

 z domu, tak si

ę

 wstydziłam. Jak nikt ze 

mn

ą

  nie  ta

ń

czył,  było  mi  okropnie  wstyd,  ale  je

Ŝ

eli  jaki

ś

  chłopak  mnie  poprosił, 

robiłam si

ę

 cała sztywna na my

ś

l, 

Ŝ

e wyjd

ę

 na 

ś

rodek i na pewno wszyscy b

ę

d

ą

 na 

mnie patrze

ć

. Mówi

ę

 ci, po prostu koszmar!” 

Tu  chciałabym  na  chwil

ę

  wróci

ć

  do  analogii  z gramofonem.  Przez  pierwsze 

lata 

Ŝ

ycia zd

ąŜ

yła si

ę

 ju

Ŝ

 nagra

ć

 cała płytoteka i w zale

Ŝ

no

ś

ci od sytuacji zaczyna si

ę

 

odtwarza

ć

 ta lub inna płyta. Nawet je

ś

li kto

ś

 ma w przewadze te gorsze, to przecie

Ŝ

 

nie  graj

ą

  mu  one  w głowie  cały  czas:  kiedy  si

ę

  k

ą

pie,  czyta  ksi

ąŜ

k

ę

,  rozmawia 

z sympatyczn

ą

  ciotk

ą

,  robi  co

ś

,  co  lubi,  gramofon  mo

Ŝ

e  milcze

ć

  b

ą

d

ź

  snu

ć

 

przyjemn

ą

  melodi

ę

.  Natomiast  w momentach  napi

ęć

,  niepowodze

ń

,  w nowych  lub 

niejasnych  okoliczno

ś

ciach  albo  gdy  dzieje  si

ę

  co

ś

,  co  przypomina  poprzednie 

przykre  sytuacje  -  wtedy  ciszej  lub  gło

ś

niej  wł

ą

cza  si

ę

  jedna  z płyt  z negatywnym 

nagraniem. 

Zawieszenie  mi

ę

dzy  dzieci

ń

stwem  a dorosło

ś

ci

ą

,  zmiany  fizjologiczne, 

ujawniaj

ą

ce  si

ę

  potrzeby  seksualne,  pierwsze  niepewne  próby  kontaktów 

erotycznych - wszystko to sprzyja szczególnie cz

ę

stemu przywoływaniu tych zapisów 

czy  nagra

ń

,  które  nie  nale

Ŝą

  do  przyjemnych.  Pami

ę

tasz,  jak  bałe

ś

  si

ę

  wówczas 

ś

mieszno

ś

ci?  Je

Ŝ

eli  kto

ś

  si

ę

 

ś

miał  albo  cho

ć

by  u

ś

miechał,  a Ty  nie  wiedziałe

ś

z jakiego powodu, wtedy zawsze domy

ś

lałe

ś

 si

ę

Ŝ

e z Ciebie - i pewnie Ci to zostało 

do  dzi

ś

.  Cz

ę

sto  u

ś

miecham  si

ę

  do  ludzi  albo 

ś

miej

ę

  z rado

ś

ci  na  ich  widok  i ju

Ŝ

 

jestem przygotowana na pytanie: „Ze mnie si

ę

 

ś

miejesz?”, bo cz

ę

sto zdarza mi si

ę

 je 

słysze

ć

. Cierpliwie tłumacz

ę

: „To nie z ciebie, tylko do ciebie”. A wtedy rzeczywi

ś

cie 

wy

ś

miewali

ś

cie  si

ę

  z siebie  nawzajem,  poniewa

Ŝ

  to  był  sposób, 

Ŝ

eby  zagłuszy

ć

 

własny wstyd i obaw

ę

 przed 

ś

mieszno

ś

ci

ą

, wygl

ą

da

ć

 na bardziej pewnych siebie. 

Szczególnie  trudn

ą

  sytuacj

ę

  w

ś

ród  rówie

ś

ników,  dojmuj

ą

ce  poczucie, 

Ŝ

e  s

ą

 

gorsi, maj

ą

 młodzi ludzie z biednych rodzin. Krysia wspomina: „Miałam marne ciuchy, 

wi

ę

kszo

ść

  z darów.  Szli

ś

my  gdzie

ś

  wszyscy  i klasa  mnie  wy-pchn

ę

ła  na  jezdni

ę

Powiedzieli, 

Ŝ

e nie mog

ę

 z nimi i

ść

, bo wygl

ą

dam jak ze wsi. Poszłam w drug

ą

 stron

ę

 

i dostałam od nauczyciela nagan

ę

 za odda-lanie si

ę

 od klasy”. 

Je

Ŝ

eli  byłe

ś

  biedniejszy  od  kolegów,  z innego 

ś

rodowiska  ni

Ŝ

  wi

ę

kszo

ść

 

z nich, je

Ŝ

eli wyró

Ŝ

niałe

ś

 si

ę

 jako

ś

 fizycznie albo interesowałe

ś

 zupełnie czym innym 

ni

Ŝ

  oni  -  dawali  Ci  to  bole

ś

nie  odczu

ć

.  I Twój  autoportret  po  ka

Ŝ

dym  takim 

background image

do

ś

wiadczeniu wydatnie si

ę

 pogarszał. 

Lepiej  si

ę

  nie  wychyla

ć

  czyli  szkoła  dla  przeci

ę

tniaków  Rzadko  spotykam 

ludzi, którzy maj

ą

 dobre wspomnienia ze szkoły. Pami

ę

taj

ą

 raczej nauczycieli, którzy 

si

ę

  czepiali,  kary  za  nieprzygotowanie  jakich

ś

  zada

ń

  domowych  czy  niewła

ś

ciwe 

zachowanie,  konieczno

ść

  naginania  si

ę

  do  wymaga

ń

,  w których  nie  widzieli  sensu. 

Z ich  opowie

ś

ci  wyłania  si

ę

  obraz  szkoły,  w której  chodziło  raczej  o to, 

Ŝ

eby 

przyłapa

ć

  na  czym

ś

  ucznia,  ni

Ŝ

 

Ŝ

eby  czego

ś

  go  nauczy

ć

.  Byłam  całkiem  dobr

ą

 

uczennic

ą

,  ale  mnie  te

Ŝ

  towarzyszyło  poczucie, 

Ŝ

e  potencjalnie  jestem  stale  nie 

w po-rz

ą

dku  i w  ka

Ŝ

dej  chwili  mo

Ŝ

e  to  wyj

ść

  na  jaw.  Z do

ść

  poka

ź

nej  wiedzy 

psychologicznej o funkcjonowaniu grup wiadomo, 

Ŝ

e osoba prowadz

ą

ca grup

ę

 mo

Ŝ

przytomnie  kontaktowa

ć

  si

ę

  najwy

Ŝ

ej  z kilkunastoma  osobami.  Powy

Ŝ

ej  tego  progu 

ju

Ŝ

  nie  sposób  podchodzi

ć

  do  ka

Ŝ

dego  indywidualnie,  orientowa

ć

  si

ę

  w jego 

mo

Ŝ

liwo

ś

ciach,  nawet  trudno  utrzyma

ć

  w pami

ę

ci  podstawowe  informacje 

o poszczególnych  osobach.  Jak  liczne  były  klasy,  do  których  Ty  chodziłe

ś

?  Moje 

miewały  po  30-35  osób,  w najwi

ę

kszej  było  nas  56.  Sił

ą

  rzeczy  byli

ś

my  dla 

nauczycieli  niesforn

ą

  i niezró

Ŝ

nicowan

ą

  gromad

ą

,  któr

ą

  trzeba  było  utrzyma

ć

 

w ryzach i wystawi

ć

 stopnie, a nie uczy

ć

 i wychowywa

ć

Dla  rodziców  i prawie  wszystkich  nauczycieli  wła

ś

nie  stopnie  były 

najwa

Ŝ

niejsze.  Rozumiem, 

Ŝ

e  w szkole  musi  istnie

ć

  pewien  jednolity  system  ocen, 

ale ten,  z którym mieli

ś

my  do czynienia, był  wyj

ą

tkowo  niefortunny. Okre

ś

lał zestaw 

stereotypowych  umiej

ę

tno

ś

ci  i wiadomo

ś

ci,  a cała  procedura  oceniania  polegała  na 

przystawianiu kolejnych uczniów do gotowego, bardzo sztywnego szablonu. Je

ś

li do 

niego  pasowałe

ś

  -  to  dobrze,  a je

ś

li  nie  -  musiałe

ś

  strawi

ć

  swoj

ą

  porcj

ę

  upokorze

ń

 

i informacji, jaki to jeste

ś

 kiepski. 

Mieli

ś

my w liceum chłopaka, niezwykle zdolnego chemika. Uchodził w

ś

ród nas 

za  geniusza,  był  pupilem  pana  od  chemii,  ale  najbardziej  rzucało  si

ę

  w oczy  - 

pami

ę

tam  to  wyra

ź

nie  do  dzisiaj  - 

Ŝ

e  jest  strasznie  smutny.  Miał  ci

ęŜ

kie 

Ŝ

ycie 

z innymi  nauczycielami,  z trudem  przechodził  z klasy  do  klasy  i ledwie  zdał  matur

ę

Jako

ś

  niezwykle  wcze

ś

nie  w olimpiadzie  chemicznej  zaszedł  tak  wysoko, 

Ŝ

eby  bez 

egzaminów  dosta

ć

  si

ę

  na  studia.  Spotkałam  go  potem  jeszcze  par

ę

  razy  i z 

przyjemno

ś

ci

ą

 stwierdziłam, 

Ŝ

e bardzo poweselał. 

Nasz  model  szkoły  w gruncie  rzeczy  najbardziej  lubi  takich,  którzy  s

ą

 

background image

niekłopotliwi  i układni.  Podsłuchałam  kiedy

ś

  odbieraj

ą

c  córk

ę

  ze  szkoły,  jak 

nauczycielka z zachwytem mówiła do innej matki: „Kasia była dzisiaj taka grzeczna, 

taka  grzeczna,  jakby  jej  w ogóle  nie  było”.  Ile  musieli  si

ę

  nacierpie

ć

  ci,  którzy 

odwa

Ŝ

yli  si

ę

  zaistnie

ć

  na  lekcjach  na  swój  własny  sposób,  przeciwstawi

ć

  si

ę

 

nauczycielom.  Jeden  z twórców  obecnej  reformy  naszego  systemu  o

ś

wiaty 

opowiadał mi, 

Ŝ

e przebrn

ą

ł cał

ą

 szkoł

ę

 z opini

ą

 „ucze

ń

 arogancki”, bo miewał własne 

zdanie.  Tak,  w szkole  nie  starano  si

ę

  o to, 

Ŝ

eby

ś

  my

ś

lał  o sobie  dobrze,  nabrał 

zaufania  do  własnych  mo

Ŝ

liwo

ś

ci  czy 

Ŝ

eby

ś

  miał  okazj

ę

  przekona

ć

  si

ę

,  jakie  s

ą

 

Twoje mocne strony. 

Dorówna

ć

  idolom  Jako  pracownik  poradni  rodzinnej  miałam  wiele  lat  temu 

okazj

ę

  ogl

ą

da

ć

  szwedzki  film  „J

ę

zyk  miło

ś

ci”,  sponsorowany  przez  Królewskie 

Towarzystwo  Wychowania  Seksualnego.  W filmie  czwórka  lekarzy  i pedagogów 

omawiała rozmaite aspekty o

ś

wiaty seksualnej dla młodzie

Ŝ

y, a poszczególne tematy 

były  ilustrowane  krótkimi  scenkami.  Szwedzi  s

ą

  -  zgodnie  z powszechnym 

przekonaniem - 

ś

mielsi od nas w mówieniu o seksie i pokazywaniu go na ekranie, ale 

wra

Ŝ

enie  zrobiło  na  mnie  całkiem  co  innego.  Oto  na  przykład  siedz

ą

  tam  na  ławce 

młodzi  ludzie  pieszcz

ą

c  si

ę

  i całuj

ą

c,  on  ma  tr

ą

-dzik,  a ona  odci

ś

ni

ę

ty  na  ramieniu 

ś

lad  po  rami

ą

czku  od  stanika.  Albo  pokazany  tam  fragment  seksu  mał

Ŝ

e

ń

skiego: 

dosy

ć

 za

Ŝ

ywna pani w wałkach na głowie, ze 

ś

ladami kremu na twarzy idzie do łó

Ŝ

ka 

z łysiej

ą

cym panem z brzuszkiem w mało efektownej pi

Ŝ

amie i skarpetkach. 

ś

adnego 

retuszu, 

Ŝ

adnego  upi

ę

kszania  -  specjalnie  po  to, 

Ŝ

eby  było  wida

ć

Ŝ

e  ci  ludzie  s

ą

 

zwyczajni.  Wła

ś

nie  to  mnie  zafrapowało:  ró

Ŝ

nica  mi

ę

dzy  tym,  co  widziałam, 

a gładkimi, wypiel

ę

gnowanymi, idealnie pi

ę

kny-mi ciałami, jakie normalnie ogl

ą

damy 

na  ekranie.  Film,  reklamy,  ilustrowane  tygodniki  atakuj

ą

  nas  takimi  wizerunkami,  do 

jakich mógłby si

ę

 porównywa

ć

 najwy

Ŝ

ej jeden czy jedna na tysi

ą

c. 

Jaki  to  ma  zwi

ą

zek  z poczuciem  własnej  warto

ś

ci?  Ano  taki, 

Ŝ

e  Twoje  nogi 

w porównaniu  z długo

ś

ci

ą

  nóg  lalki  Barbie  czy  Julii  Roberts  musz

ą

  wygl

ą

da

ć

 

pokracznie,  a mi

ęś

nie  Schwarzeneggera  mog

ą

  wp

ę

dzi

ć

  w kompleksy  nawet 

kulturyst

ę

.  Inaczej  mówi

ą

c,  film  i reklama  s

ą

  dla  wi

ę

kszo

ś

ci  z nas  -  zwłaszcza  we 

wczesnej  młodo

ś

ci  -  nie  tylko  wzorem  do  na

ś

ladowania,  ale  te

Ŝ

 

ź

ródłem  ci

ą

głej 

frustracji,  poniewa

Ŝ

  do  tak  wygórowanych,  idealnych  modeli  nie  sposób  si

ę

 

doci

ą

gn

ąć

background image

„Mieszka

ń

cy masowej wyobra

ź

ni”, jak ich nazywał Krzysztof Teodor Toeplitz, 

osoby  przedstawiane  w telewizji  i prasie  to  przecie

Ŝ

  ci  najlepsi,  najwybitniejsi, 

rekordzi

ś

ci, ludzie sukcesu. W dodatku s

ą

 wspaniali w tak ró

Ŝ

nych dziedzinach: jedni 

zdobywaj

ą

  medale  olimpijskie,  inni  nagrody  Nobla,  a jeszcze  inni  filmowe  Oskary. 

W cicho

ś

ci  ducha  zazdro

ś

cili

ś

my  im  wszystkim,  zwykle  zapominaj

ą

c, 

Ŝ

e  ci 

najpi

ę

kniejsi  czy  najlepiej  wysportowani  na  ogół  nie  s

ą

  tytanami  intelektu,  sławom 

z ekranu  nie  musi  układa

ć

  si

ę

 

Ŝ

ycie  osobiste,  a wielcy  arty

ś

ci  mo

Ŝ

e  przez  wiele  lat 

klepali bied

ę

 czekaj

ą

c na uznanie. 

Na  pewno  byłoby  znakomicie  mie

ć

  naraz  ol

ś

niewaj

ą

c

ą

  urod

ę

,  salomonow

ą

 

m

ą

dro

ść

,  wszechstronne  zdolno

ś

ci  Leonarda  da  Vinci,  mnóstwo  siły  i zr

ę

czno

ś

ci 

oraz  zdolno

ś

ci  do  robienia 

ś

wietnych  interesów.  Tylko 

Ŝ

e  tak  po  prostu  nie  bywa, 

cho

ć

  bardzo  by

ś

my  tego  chcieli.  Jedynie  nieliczni  w wieku  parunastu  lat  s

ą

  na  tyle 

pewni  siebie, 

Ŝ

eby  my

ś

le

ć

:  „Mnie  te

Ŝ

  na  wiele  sta

ć

,  b

ę

d

ę

  d

ąŜ

y

ć

  do  tego, 

Ŝ

eby  co

ś

 

niezwykłe-go  zrealizowa

ć

  w przyszło

ś

ci”.  Wi

ę

kszo

ść

  czuje  si

ę

  raczej  przytłoczona 

takim  zmasowanym  atakiem  doskonało

ś

ci  i z  góry  poddaje  si

ę

,  nawet  nie  próbuj

ą

oceni

ć

,  w jakiej  dziedzinie  ma  szanse  powodzenia  i jak  du

Ŝ

e  s

ą

  te  szanse.  Mo

Ŝ

posuwam  si

ę

  za  daleko,  ale  mam  wra

Ŝ

enie, 

Ŝ

ś

rodki  masowego  przekazu 

przyczyniaj

ą

  si

ę

  do  powstawania  u wi

ę

kszo

ś

ci  z nas  postawy  rezygnacji 

i niemo

Ŝ

no

ś

ci. 

Z czym wchodzimy w dorosłe 

Ŝ

ycie? 

Mój  kolega  z poradni  rodzinnej  -  znany  Ci  mo

Ŝ

e  z telewizyjnych  „Rozmów 

intymnych”  -  Andrzej  Komorowski  mówi, 

Ŝ

e  wszystkiemu  s

ą

  winne  duchy.  Duch  to 

kto

ś

  (lub  co

ś

),  kto  (lub  co)  ju

Ŝ

  nie  istnieje,  ale  pojawia  si

ę

  w bezcielesnej  postaci, 

Ŝ

eby  zakłóca

ć

 

Ŝ

ycie  tym,  co 

Ŝ

yj

ą

.  Nasze  złe  duchy  to 

ś

lady  przeszło

ś

ci,  które 

utrwaliły 

si

ę

 

w psychice 

w dawnych 

i pó

ź

niejszych 

latach 

i w 

pewnych 

okoliczno

ś

ciach  ujawniaj

ą

  si

ę

,  utrudniaj

ą

c  nam  funkcjonowanie.  Cz

ę

sto  prawie  nie 

kontaktujemy si

ę

 z realn

ą

 rzeczywisto

ś

ci

ą

, tylko wła

ś

nie z duchami. 

Wczasy,  wesoła  zabawa,  Magda  siedzi  w k

ą

cie  i nie  wł

ą

cza  si

ę

  ani  do 

rozmów, ani do ta

ń

ców - straciła cały impet towarzyski, od kiedy paczka jej chłopaka 

przez  rok  usilnie  udowadniała  jej, 

Ŝ

e  do  nich  nie  pasuje.  Tamtych  ludzi  w

ś

ród 

rozbawionych wczasowiczów nie ma, ale Magd

ę

 te duchy nieomal

Ŝ

e parali

Ŝ

uj

ą

Oldze nie układa si

ę

 współ

Ŝ

ycie seksualne z m

ęŜ

em, bo zawsze w intymnych 

background image

momentach  nie  mo

Ŝ

e  odczepi

ć

  si

ę

  od  poczucia, 

Ŝ

e  ma  brzydkie  ciało  a takie 

przekonanie towarzyszy jej, odk

ą

d siebie pami

ę

ta - przez ostatnie dwadzie

ś

cia par

ę

 

lat  zmieniła  si

ę

  bardzo,  jest  ładnie  zbudowan

ą

,  zgrabn

ą

  kobiet

ą

,  ale  duchy  s

ą

 

silniejsze od zapewnie

ń

 m

ęŜ

a, 

Ŝ

e jest dla niego bardzo poci

ą

gaj

ą

ca. 

Te  duchy  szepc

ą

  nam  do  ucha  swój  własny  tekst,  nie  pozwalaj

ą

c  usłysze

ć

 

informacji  docieraj

ą

cych  z zewn

ą

trz.  Ustawiaj

ą

  si

ę

  pomi

ę

dzy  nami  a 

ś

wiatem, 

zniekształcaj

ą

c jego obraz jak w krzywym zwierciadle. S

ą

 

ź

ródłem takiego my

ś

lenia, 

które  w wielu  dziedzinach  zmniejsza  nasze 

Ŝ

yciowe  szanse.  W psychice  jak 

w przyrodzie nic nie ginie, wszystkie jej warstwy - ta ukształtowana w chwili narodzin, 

we wczesnym dzieci

ń

stwie, w latach przedszkolnych i szkolnych w młodo

ś

ci - trwaj

ą

 

w utajeniu i zawsze co

ś

 mo

Ŝ

e nas cofn

ąć

 do której

ś

 z nich, wywoła

ć

 jakiego

ś

 ducha. 

Inaczej  mówi

ą

c,  je

Ŝ

eli  byłe

ś

  nie  do

ść

  tulonym  niemowlakiem,  nie  chwalonym 

maluchem, wiecznie sztorcowanym dzieckiem, wy

ś

miewanym młodym człowiekiem - 

to nadal jeste

ś

 nimi wszystkimi naraz. Pewnie dzisiaj, jako dorosła osoba, umiesz to 

nie

ź

le  ukrywa

ć

  i przed  innymi,  i cz

ę

sto  przed  samym  sob

ą

.  Ale  potrzeba  ciepłego 

fizycznego  kontaktu,  dobrego  słowa,  szacunku,  uznania,  jednym  słowem 

dowarto

ś

ciowania na ró

Ŝ

ne sposoby nie da si

ę

 zagłuszy

ć

 i nieraz daje o sobie zna

ć

A wtedy jest Ci przeogromnie smutno, bo nie wierzysz, 

Ŝ

e mo

Ŝ

esz dosta

ć

 w 

Ŝ

yciu to, 

czego Ci zawsze brakowało. 

Ju

Ŝ

  czas, 

Ŝ

eby  zobaczy

ć

,  czy  jest  to  mo

Ŝ

liwe.  A je

ś

li  tak,  to  jak  to  zrobi

ć

Szcz

ęś

liwie  ró

Ŝ

nego  rodzaju  pomoc  psychologiczna  w postaci  grupowego  treningu, 

konsultacji  indywidualnych,  warsztatów  psychologicznych  zaczyna  by

ć

  troch

ę

 

bardziej dost

ę

pna wi

ę

c je

ś

li masz tak

ą

 mo

Ŝ

liwo

ść

 i wystarczaj

ą

co du

Ŝ

o determinacji, 

mo

Ŝ

esz  poszuka

ć

  fachowców  i zgłosi

ć

  si

ę

  do  nich.  Jest  te

Ŝ

  par

ę

  „domowych” 

sposobów,  pomocnych  w zmianie  autoportretu  na  lepszy.  O nich  mówi  nast

ę

pny, 

ostatni ju

Ŝ

 rozdział. 

Rozdział IV  

Ka

Ŝ

de  brzydkie  kacz

ą

tko  mo

Ŝ

e  zosta

ć

  łab

ę

dziem  Nieraz  w rozmowach  albo 

po wykładach o poczuciu własnej warto

ś

ci, którym z uporem maniaka zajmuj

ę

 si

ę

 od 

lat, pada pytanie: no dobrze, a co w sytuacji, kiedy kto

ś

 rzeczywi

ś

cie nic nie potrafi, 

naprawd

ę

 jest głupi albo brzydki? Co wtedy? 

background image

Czy co

ś

 tu da si

ę

 zmieni

ć

Otó

Ŝ

  w tej  sprawie  mam  bardzo  skrajne  stanowisko:  głupi  mo

Ŝ

e  sta

ć

  si

ę

 

m

ą

drym,  z brzydkiego  potrafi  zrobi

ć

  si

ę

  pi

ę

kny,  a najwi

ę

ksza  niedorajda  mo

Ŝ

zmieni

ć

 si

ę

  w sprawn

ą

ś

wietnie funkcjonuj

ą

c

ą

  osob

ę

. Sk

ą

d to  wiem? Bo  widziałam 

wiele  takich  cudownych  przemian  na  własne  oczy.  Negatywne  cechy  charakteru 

i umysłu  czy  brzydki  wygl

ą

d  to  skutek  przykrych  prze-

Ŝ

y

ć

,  które  si

ę

  w człowieku 

zapisały,  a wi

ę

c  mog

ą

  si

ę

  te

Ŝ

  „odpisa

ć

”.  Powiem  wi

ę

cej,  Ty  te

Ŝ

  to  widziałe

ś

,  tylko 

mo

Ŝ

e nie przyszło Ci do głowy, 

Ŝ

eby popatrze

ć

 od tej strony. We

ź

my dwa przykłady, 

kiedy zmiana sytuacji jest tak wyra

ź

na, 

Ŝ

e mo

Ŝ

na wyrobi

ć

 sobie jakie

ś

 poj

ę

cie o skali 

mo

Ŝ

liwych  przeobra

Ŝ

e

ń

.  Gdy  wychowanek  domu  dziecka  trafia  do  dobrej  rodziny 

adopcyjnej  i po  paru  miesi

ą

cach  z apatycznego,  niezgrabnego,  jakby  oci

ęŜ

ałego 

umysłowo  mruka  robi  si

ę

 

Ŝ

ywe,  wesołe,  zgrabne  i przem

ą

drzałe  stworzenie.  Albo 

kobieta, któr

ą

 rzucił ukochany m

ąŜ

: gwałtownie postarzała si

ę

 i zbrzydła, zgorzkniała, 

przestała  radzi

ć

  sobie  nawet  z nie-skomplikowanymi  zadaniami 

Ŝ

yciowymi.  I nagle  - 

jakby  nie  ta  sama,  znów  ładna,  pogodna,  energiczna,  bo  prze

Ŝ

ywa  now

ą

  miło

ść

Mówi

ę

 o tym, poniewa

Ŝ

 chc

ę

Ŝ

eby

ś

 sobie uprzytomnił, 

Ŝ

e i z Tob

ą

 wcale nie jest tak 

beznadziejnie,  jak  my

ś

lisz. 

ś

eby  Ci

ę

  jeszcze  troch

ę

  poprzekonywa

ć

,  chc

ę

  si

ę

 

zatrzyma

ć

 przy pi

ę

knie i brzydocie. Bo có

Ŝ

 to jest brzydki człowiek? Mam wra

Ŝ

enie, 

Ŝ

e  taki,  który  ma  gorycz,  strach,  wstyd,  ból,  zło

ść

  czy  wstr

ę

t  na  stałe  wypisane  na 

twarzy, jakby zastygłe na niej. Wi

ę

c kiedy zmieni si

ę

 co

ś

 w jego wn

ę

trzu, w sposobie 

prze

Ŝ

ywania  uczu

ć

  i nastawieniu  do 

ś

wiata,  to  łagodniej

ą

  ostre  rysy,  k

ą

ciki  ust 

unosz

ą

 si

ę

 do góry, zmarszczki i bruzdy wokół ust rozprostowuj

ą

 si

ę

. Twarz przestaje 

mie

ć

 martwy, białoszary odcie

ń

, nabiera ciepłego, ró

Ŝ

owego koloru, oczy zaczynaj

ą

 

by

ć

 du

Ŝ

e i błyszcz

ą

ce. 

Bardzo cz

ę

sto ludzie maj

ą

 l

ę

k wypisany na twarzy w ten sposób, 

Ŝ

e ich oczy 

robi

ą

  wra

Ŝ

enie  bardzo  małych.  Wydaje  si

ę

Ŝ

e  to  konstrukcja  powiek,  zostaj

ą

  tylko 

w

ą

skie  szparki.  Ale  -  widziałam  to  wielokrotnie  i uwielbiam  ten  widok  -  w 

Ŝ

yczliwym 

otoczeniu,  w

ś

ród  dobrych  uczu

ć

,  w atmosferze  bezpiecze

ń

stwa,  kiedy  mo

Ŝ

na  by

ć

 

sob

ą

  bez  obawy, 

Ŝ

e  kto

ś

  skrytykuje,  ukarze,  wykpi,  nagle  okazuje  si

ę

Ŝ

e  ten  sam 

człowiek  ma  du

Ŝ

e,  błyszcz

ą

ce  oczy.  Zamiast  dawnej  brzydoty  wszyscy  dookoła 

zaczynaj

ą

 dostrzega

ć

, jaki jest pi

ę

kny. 

Bo  pi

ę

kno  to  nic  innego  jak  harmonia  wewn

ę

trzna  i 

Ŝ

ywy,  nieskr

ę

powany 

background image

przypływ  uczu

ć

. Przyjrzyj si

ę

  dzieciom: s

ą

 takie ró

Ŝ

ne i wszystkie takie ładne, kiedy 

cał

ą

  gam

ę

  ró

Ŝ

norodnych  prze

Ŝ

y

ć

  wida

ć

  na  ich  twarzach  i jasne  jest, 

Ŝ

e  to  co 

wewn

ą

trz  i co  na  zewn

ą

trz  pozostaje  ze  sob

ą

  w zgodzie.  Kiedy  si

ę

  odzyskuje  ten 

dzieci

ę

cy, bezpo

ś

redni sposób prze

Ŝ

ywania - wszyscy staj

ą

 si

ę

 pi

ę

kni. Brzydkich po 

prostu nie ma. Albo inna cecha, o której my

ś

lisz, 

Ŝ

e nie da si

ę

 jej zmieni

ć

: głos. Tyle 

razy  słyszałam,  jak  pod  wpływem  wewn

ę

trznych  zmian  -  wi

ę

kszej  pewno

ś

ci  i wiary 

w siebie, wzrostu poczucia, 

Ŝ

e mog

ę

 kocha

ć

 i by

ć

 kochany - wysokie, piskliwe głosy 

zmieniały  si

ę

  w gł

ę

bokie,  d

ź

wi

ę

czne,  niskie,  pełne  wyrazu.  I nikt  mnie  nie  przekona 

o tym, 

Ŝ

e to nale

Ŝ

y do wrodzonego wyposa

Ŝ

enia człowieka. 

Podobnie  jest  z wieloma  cechami,  o których  my

ś

lisz, 

Ŝ

e  to  Twoja  natura  czy 

charakter.  Ja  w ogóle  uwa

Ŝ

am, 

Ŝ

e  charakteru  nie  ma,  poniewa

Ŝ

  wiele  razy  w 

Ŝ

yciu 

widziałam,  jak  w wyniku  psychoterapii  albo  korzystnych  zmian  sytuacji 

Ŝ

yciowej 

zaj

ą

ce zamieniaj

ą

 si

ę

 w lwy, a z je

Ŝ

ozwierzy robi

ą

 si

ę

 goł

ą

bki. 

Z  natury  jeste

ś

  skryty?  Ju

Ŝ

  taki  masz  charakter, 

Ŝ

e  wolisz  nie  ryzykowa

ć

Skłonno

ść

  do  podporz

ą

dkowania  si

ę

  i bierno

ść

  to  cechy  Twojej  osobowo

ś

ci? 

Z do

ś

wiadczenia  wiem, 

Ŝ

e  charakter,  osobowo

ść

,  natura  człowieka  nie  s

ą

  mu  dane 

raz  na  zawsze  i traktowanie  ró

Ŝ

nych  swoich  cech  w ten  sposób,  opisywanie  ich  za 

pomoc

ą

 takich poj

ęć

 stanowi tylko wyraz naszej niemo

Ŝ

no

ś

ci uwierzenia, jak bardzo 

mo

Ŝ

emy si

ę

 zmieni

ć

Nie b

ą

d

ź

 taki pewny, najpierw spróbuj Prawd

ę

 mówi

ą

c zale

Ŝ

ałoby mi na tym, 

Ŝ

eby

ś

  jak  najwi

ę

cej  swoich  prze-

ś

wiadcze

ń

  o sobie  samym  postawił  pod  znakiem 

zapytania.  I oczywi

ś

cie 

Ŝ

e-by

ś

 

zacz

ą

ł  je  testowa

ć

  czynnie  czyli  przez 

eksperymentowanie.  Nie  potrafisz  czego

ś

?  A kto  powiedział?  Spróbuj,  a gdy  nie 

wyjdzie,  spróbuj  jeszcze  raz.  Jestem  w tej  szcz

ęś

liwej  sytuacji, 

Ŝ

e  zajmuj

ę

  si

ę

 

pomaganiem ludziom w zmianie. Dlatego mam okazj

ę

 bardzo cz

ę

sto słysze

ć

: „Nigdy 

nie przypuszczałem, 

Ŝ

e uda mi si

ę

...” 

Czasami taka zmiana b

ę

dzie wymagała inwestycji i czasu. Ale przecie

Ŝ

 je

Ŝ

eli 

nie  zaczniesz,  na  pewno  Ci  nie  wyjdzie.  Przypominam:  ka

Ŝ

dy  człowiek  ma  wielkie 

niewykorzystane  rezerwy  -  u

Ŝ

ytkujemy  tylko  kilkana

ś

cie  procent  swojej  siły 

mi

ęś

niowej  i kilka  procent  mo

Ŝ

liwo

ś

ci  swego  mózgu.  A wi

ę

c  wmawianie  sobie 

bezradno

ś

ci,  bezsilno

ś

ci  i niemo

Ŝ

no

ś

ci  nie  ma 

Ŝ

adnego  realnego  uzasadnienia. 

Jedno  z rozwi

ą

za

ń

  polega  na  tym, 

Ŝ

eby  prze-sta

ć

  zastanawia

ć

  si

ę

  nad  swoim 

background image

potencjałem, tylko zrobi

ć

 z niego u

Ŝ

ytek, przej

ść

 od teoretyzowania na ten temat do 

eksperymentowania. Ale do  tego musisz  zapewni

ć

 sobie  dobre  warunki  zewn

ę

trzne 

i wewn

ę

trzne.  Wsparcie  z zewn

ą

trz  to  kto

ś

,  z kim  mo

Ŝ

esz  podzieli

ć

  si

ę

  swoimi 

trudno

ś

ciami  i niepowodzeniami.  Mo

Ŝ

e  to  by

ć

  osoba  z rodziny,  przyjaciel,  własne 

dziecko, je

Ŝ

eli nie jest bardzo małe. Jedna z moich znajomych po-szła teraz do nowej 

pracy  w pr

ęŜ

nej  firmie  z wymagaj

ą

cym  szefem.  I umówiła  si

ę

  ze  swoj

ą

  siostr

ą

Ŝ

b

ę

dzie j

ą

 „wykorzystywa

ć

”: dzwoni

ć

 nawet codziennie i opowiada

ć

, jak jej idzie. Bała 

si

ę

Ŝ

e  bez  tego  zjedz

ą

  j

ą

  obawy  i niepewno

ść

,  które  przestaj

ą

  by

ć

  tak  dolegliwe, 

je

Ŝ

eli mo

Ŝ

na da

ć

 im upust. 

Za

ś

  warunki  wewn

ę

trzne  to  przekształcenie  własnego  nastawienia  czyli 

ś

wiadoma, celowa zmiana negatywnego my

ś

lenia o sobie na pozytywne. Mam tu ma 

my

ś

li głównie afirmacje. 

Człowiek  jest  automatem  samosteruj

ą

cym  Tłumacz

ę

  to  od  dawna  ludziom, 

z którymi  pracuj

ę

:  na  co  si

ę

  nastawisz,  to  najprawdopodobniej  uzyskasz.  Dla 

wi

ę

kszo

ś

ci  z nas  stałym,  uwa

Ŝ

anym  za  naturalny  nawykiem  jest  ci

ą

głe  wmawianie 

sobie niekorzystnych tre

ś

ci. Mo

Ŝ

na ten proces odwróci

ć

 i kaza

ć

 mu działa

ć

 na swoj

ą

 

korzy

ść

  -  inaczej  mówi

ą

c,  równie  skuteczne  jest  wmawianie  sobie  informacji 

pozytywnych. Mo

Ŝ

na nazywa

ć

 to z łaci

ń

ska autosugesti

ą

Jest 

to 

metoda 

znana 

od 

staro

Ŝ

ytno

ś

ci, 

a współcze

ś

nie 

szeroko 

wykorzystywana  (chyba  najbardziej  popularny  przykład  to  wprowadzanie  siebie 

w stan relaksu). Osoby od lat posługuj

ą

ce si

ę

 ni

ą

 do wprowadzania gł

ę

bokich zmian 

Ŝ

yciu opracowały wiele szczegółowych technik jej stosowania. Jedn

ą

 z nich - prac

ę

 

z afirmacjami  -  zamierzam  przedstawi

ć

  tutaj  na  podstawie  ksi

ąŜ

ki  Sondry  Ray 

„Zasługuj

ę

  na  miło

ść

”.  Sondra,  która  jest  tak

ą

  sam

ą

  optymistk

ą

  jak  ja,  w rozdziale 

zatytułowanym „Pot

ę

ga afirmacji” pisze: 

„Afirmacja to pozytywna my

ś

l któr

ą

 si

ę

 

ś

wiadomie wybiera, 

Ŝ

eby zaszczepi

ć

 j

ą

 

w swoim  umy

ś

le  w celu  uzyskania  po

Ŝą

danego  wyniku.  Innymi  słowy,  robisz  tak 

celowo  dostarczasz  swojej  psychice  okre

ś

lonych  tre

ś

ci.  Na  pewno  mo

Ŝ

e  ona 

wykreowa

ć

  wszystko,  co  zechcesz,  je

Ŝ

eli  tylko  dasz  jej  szans

ę

.  Przez  powtarzanie 

mo

Ŝ

esz  zasili

ć

  je  pozytywnymi  my

ś

lami  i osi

ą

gn

ąć

  po

Ŝą

dany  przez  siebie  cel.  S

ą

 

Ŝ

ne sposoby posługiwania si

ę

 afirmacja-mi. 

Chyba najprostsz

ą

 i najbardziej skuteczn

ą

, metod

ą

, z jak

ą

 si

ę

 zetkn

ę

-łam, jest 

background image

przepisanie  ka

Ŝ

dej  afirmacji  10  czy  20  razy  na  kartce  papieru  i zostawienie  miejsca 

po prawej stronie na reakcje (...). Kiedy afirmacja jest ju

Ŝ

 napisana po lewej stronie, 

wtedy  na  prawej  połowie  kartki  notuje  si

ę

  wszystkie  my

ś

li,  uwagi,  prze

ś

wiadczenia, 

l

ę

ki  i inne  emocje  -  wszystko,  co  mo

Ŝ

e  przyj

ść

  do  głowy.  Powtarzaj  afirmacj

ę

 

i obserwuj,  jak  zmienia  si

ę

  reakcja  po  prawej  stronie.  Afirmacja  o du

Ŝ

ej  mocy  jest 

w stanie  wydoby

ć

  wszystkie  negatywne  my

ś

li  i uczucia  tkwi

ą

ce  gł

ę

boko 

w pod

ś

wiadomo

ś

ci.  A wtedy  powstaje  szansa  odkrycia,  co  przeszkadzało  Ci 

osi

ą

gn

ąć

 cel. Systematyczne przerabianie afirmacji b

ę

dzie wywiera

ć

 wpływ na Twoj

ą

 

psychik

ę

, wymazuj

ą

c stare schematy my

ś

lowe i powoduj

ą

c trwałe po

Ŝą

dane zmiany 

w Twoim 

Ŝ

yciu! 

(...)  Za  ka

Ŝ

dym  razem  za  pomoc

ą

  afirmacji  udawało  mi  si

ę

  odsłoni

ć

  jakie

ś

 

negatywne  decyzje,  które  podj

ę

łam  w bardzo  wczesnym  okresie  swego 

Ŝ

ycia. 

Zmieniaj

ą

c  te  postanowienia  nagle  poczułam  si

ę

  uwolniona  od  własnej  przeszło

ś

ci. 

Nabrałam odwagi, 

Ŝ

eby zaj

ąć

 si

ę

 rzeczami, które w cicho

ś

ci ducha zawsze chciałam 

robi

ć

.  Stałam  si

ę

  niezale

Ŝ

na  materialnie.  Całkiem  przestałam  chorowa

ć

.  A moje 

zwi

ą

zki  z m

ęŜ

czyznami  s

ą

  teraz  trwałe,  wszechstronnie  mnie  wzbogacaj

ą

  i nie 

wymagaj

ą

 

Ŝ

adnego  wysiłku.  Jak  łatwo  sobie  wyobrazi

ć

,  te  zmiany  tak  mnie 

zafascynowały, 

Ŝ

e  wprost  nie  mogłam  si

ę

  doczeka

ć

,  kiedy  podziel

ę

  si

ę

  nimi 

z przyjaciółmi  i wreszcie  z klientami.  Zacz

ę

łam  uwa

Ŝ

niej  słucha

ć

,  co  ludzie  do  mnie 

mówi

ą

,  dostrzega

ć

  ich  negatywne  my

ś

li,  przerabia

ć

  je  na  pozytywne  i t

ą

  metod

ą

 

dobiera

ć

  dla  nich  afirmacje.  Dotychczas  nie  zdarzyło  mi  si

ę

  stwierdzi

ć

Ŝ

eby  ta 

technika  zawiodła  wobec  kogo

ś

,  kto  j

ą

  zastosował”.  (Sondra  Ray:  „Zasługuj

ę

  na 

miło

ść

.  Jak  dzi

ę

ki  afirmacjom  poprawi

ć

  swoje 

Ŝ

ycie  osobiste  i seksualne.  Agencja 

Wydawnicza Jacek Santorski & Co, Warszawa 1991, s.8-10) 

Jeszcze  par

ę

  uwag  technicznych  i przykład, 

Ŝ

eby

ś

  mógł  lepiej  zobaczy

ć

,  jak 

posługiwa

ć

 si

ę

 afirmacjami. Otó

Ŝ

 trzeba je pisa

ć

 codziennie, mniej wa

Ŝ

ne przez kilka 

dni,  a zasadnicze,  fundamentalne  nawet  miesi

ą

c  i dłu

Ŝ

ej.  Jestem  stosunkowo 

ś

wie

Ŝ

ym  kierowc

ą

  i na  pocz

ą

tku  uło

Ŝ

yłam  sobie  afirmacj

ę

  „Ja,  Ania,  prowadz

ą

samochód czuj

ę

 si

ę

 pewnie i bezpiecznie”. Mniej wi

ę

cej po tygodniu zacz

ę

ła działa

ć

przestałam  si

ę

  oci

ą

ga

ć

  z wy-chodzeniem  z domu,  kiedy  miałam  pojecha

ć

  gdzie

ś

 

samochodem,  i ju

Ŝ

  nie  dr

ę

czyły  mnie  wizje  strasznych  wypadków,  którym  ulegam. 

Teraz niekiedy ten sam l

ę

k odzywa si

ę

 znowu, ale 

Ŝ

eby ust

ą

pił, wystarczy kilkakrotne 

background image

powtórzenie albo napisanie tamtej afirmacji. 

Warto  na  pocz

ą

tku  przez  par

ę

  dni  -  zgodnie  z sugesti

ą

  Sondry  Ray  -  dzieli

ć

 

kartk

ę

  na  dwie  cz

ęś

ci  i na  drugim  kawałku  po  ka

Ŝ

dej  afirmacji  zapisywa

ć

  reakcje. 

Nast

ę

pnie  wybra

ć

  z tych  reakcji  dwie-trzy  najwa

Ŝ

niejsze,  przerobi

ć

  na  afirmacje 

i doł

ą

czy

ć

  do  pierwszej,  wyj

ś

ciowej.  Czas  na  przykład.  Poniewa

Ŝ

  ostatnio  nie 

najlepiej si

ę

 czuj

ę

, zacz

ę

łam dzisiaj od napisania 15 razy nast

ę

puj

ą

cej afirmacji: Ja, 

Ania,  z dnia  na  dzie

ń

  czuj

ę

  si

ę

  lepiej,  odzyskuj

ę

  form

ę

  i energi

ę

  do  pracy.  Reakcje: 

Bzdura,  przecie

Ŝ

  to  nie  zale

Ŝ

y  ode  mnie;  Dopiero  b

ę

d

ę

  musiała  si

ę

  nam

ę

czy

ć

,  je

ś

li 

zaczn

ę

  pracowa

ć

  na  pełny  gaz;  A czy  to  w ogóle  war-to?  Po  co?;  I tak  nie  zarobi

ę

 

tyle,  ile  mi  si

ę

  nale

Ŝ

y;  Znowu  b

ę

d

ę

  musiała  udawa

ć

  pogodn

ą

  i wesoł

ą

.  Jak  jestem 

chora, to przynajmniej mog

ę

 mie

ć

 smutn

ą

 min

ę

; Mo

Ŝ

e to jednak lepiej nie chorowa

ć

Wła

ś

ciwie lubi

ę

, jak mi dobrze idzie; To wcale niezły pomysł. 

W zanotowanych  z prawej  strony  reakcjach  jest  materiał  na  kilka  nast

ę

pnych 

afirmacji, które mog

ę

 doł

ą

czy

ć

 do ju

Ŝ

 napisanej. S

ą

 to: „Moje zdrowie i dobra forma 

zale

Ŝą

 ode mnie”, „Ja, Ania, zawsze mog

ę

 zrobi

ć

 sobie przerw

ę

 w pracy i odpocz

ąć

” 

„To,  co  robi

ę

,  jest  sensowne  i po

Ŝ

yteczne”,  „Zasługuj

ę

  na  godziwe  wynagrodzenie 

i takie b

ę

d

ę

 dostawa

ć

”, „Ja, Ania, mam prawo by

ć

 smutna i zła równie

Ŝ

 kiedy jestem 

zdrowa”. Wybrałam do dalszej pracy t

ę

 o wypoczywaniu i ostatni

ą

, bo wydaj

ą

 mi si

ę

 

najwa

Ŝ

niejsze. 

Chc

ę

  tu  przytoczy

ć

  jeszcze  par

ę

  przykładów  afirmacji  z ksi

ąŜ

ki  Sondry  Ray, 

Ŝ

eby  pokaza

ć

Ŝ

e  nie  musz

ą

  one  -  jak  te  dotychczas  cytowane  -  słu

Ŝ

y

ć

  dora

ź

nym, 

w

ą

skim  celom.  Moje  ulubione  to  oczywi

ś

cie  tytułowa  „Zasługuj

ę

  na  miło

ść

” 

i dotycz

ą

ce bezpo

ś

rednio poczucia własnej warto

ś

ci: 

Ja..., z dnia na dzie

ń

 lubi

ę

 siebie coraz bardziej. 

Ja..., jestem tak udana, 

Ŝ

e mog

ę

 podoba

ć

 si

ę

 ka

Ŝ

demu. 

Ja..., staram si

ę

 teraz by

ć

 dobry dla siebie. 

Ja..., nie jestem pechowcem, tylko wyj

ą

tkowym szcz

ęś

ciarzem. I jeszcze dwie 

- przepraszam za ten natłok - dla dwóch specjalnych kategorii czytelników. Pierwsza 

dla  tych,  którzy  s

ą

  zdania, 

Ŝ

e  maj

ą

  nad-miarow

ą

  tusz

ę

  i musz

ą

  si

ę

  odchudza

ć

„Wszystko,  co  zjem,  przysparza  mi  zdrowia  i urody”.  Druga  dla  osób  samotnych, 

nieszcz

ęś

liwych  z powodu  braku  partnera:  „Ja...,  jestem  teraz  gotów, 

Ŝ

eby  w moim 

Ŝ

yciu  zjawiła  si

ę

  taka  kobieta,  jakiej  zawsze  pragn

ą

łem”  albo  „...taki  m

ęŜ

czyzna, 

background image

o jakim marz

ę

”. 

Mogłabym,  prawd

ę

  mówi

ą

c,  po

ś

wi

ę

ci

ć

  sprawie  afirmacji  cał

ą

  ksi

ąŜ

k

ę

,  wi

ę

musz

ę

 si

ę

 cho

ć

 troch

ę

 ogranicza

ć

. Dlatego jeszcze tylko kilka słów o sposobach ich 

układania  i stosowania.  Afirmacji  nie  trzeba  daleko  szuka

ć

:  sprawd

ź

,  co  o sobie 

my

ś

lisz i zamie

ń

 my

ś

li negatywne na pozytywne. „Nie potrafi

ę

...” na „coraz lepiej mi 

idzie...”, „nie zasługuj

ę

...” na „jestem wart...”, „nikt mnie nie lubi” na „wszyscy kochaj

ą

 

mnie i ubiegaj

ą

 si

ę

 o mnie”. 

Dalej:  z afirmacjami  jest  jak  z aspiryn

ą

  -  nie  za

Ŝ

ywane  nie  skutkuj

ą

.  Chcesz 

mie

ć

  efekty,  pisz  je.  Mo

Ŝ

na  te

Ŝ

  powtarza

ć

  w my

ś

li  lub  jeszcze  lepiej  gło

ś

no, 

zwłaszcza  w chwilach,  kiedy  masz  woln

ą

  głow

ę

  i zaj

ę

te  r

ę

ce,  na  przykład  przy 

zmywaniu  naczy

ń

  albo  goleniu.  Jazda  autobusem,  stanie  w kolejce  to  te

Ŝ

  dogodne 

momenty. Z tym 

Ŝ

e pisanie daje lepsze skutki, bo anga

Ŝ

uje wi

ę

cej zmysłów. Dobrze 

jest  równie

Ŝ

  nagra

ć

  sobie  afirmacje  na  magnetofon  -  mog

ą

  by

ć

  tak

Ŝ

e  w trzeciej 

osobie (na przykład „Kasia jest bardzo zgrabna”), bo w takiej formie docierały do nas 

negatywne komunikaty - i słucha

ć

 cho

ć

by w łó

Ŝ

ku przed snem. 

Oprócz  afirmacji  Uwa

Ŝ

am, 

Ŝ

e  afirmacje  s

ą

  najskuteczniejsz

ą

  z „domowych”  - 

nie  wymagaj

ą

cych  pomocy  psychoterapeuty  -  metod  przekształcania  swojego 

my

ś

lenia,  a w 

ś

lad  za  nim  i 

Ŝ

ycia.  Ale  chc

ę

  krótko  powiedzie

ć

  te

Ŝ

  o innych 

sposobach,  bo  mo

Ŝ

e  akurat  który

ś

  z nich  Ci  si

ę

  przyda.  Pierwszy  to  chwali

ć

  siebie 

samego.  Po  raz  kolejny  namawiam  do  tego, 

Ŝ

eby  bra

ć

  przykład  z dzieci.  Cz

ę

sto 

podsłuchuj

ę

  własne  i nieraz  zdarza  mi  si

ę

  słysze

ć

  podniecony  szept:  „Udało  si

ę

Udało!”  albo  „Ale  mi  fajnie  wyszło!”.  Podejrzewam, 

Ŝ

e  jeste

ś

  z tych,  co  za 

niepowodzenia obwiniaj

ą

 tylko siebie, natomiast swoje sukcesy skłonni s

ą

 uwa

Ŝ

a

ć

 za 

dzieło  przypadku  albo  innych  ludzi.  Dlatego  zach

ę

cam  Ci

ę

Ŝ

eby

ś

  nie  zostawiał 

Ŝ

adnego,  nawet  drobnego  powodzenia  bez  pochwalenia  si

ę

  za  nie.  Mo

Ŝ

esz  nie 

doczeka

ć

 si

ę

 uznania od innych - pami

ę

tasz, co mówiłam o niedobrej tradycji, która 

ka

Ŝ

e  unika

ć

  pochwał,  rezerwuj

ą

c  je  tylko  na  wielkie  okazje.  Zreszt

ą

  o niektórych 

Twoich  sukcesach  wiesz  tylko  Ty  sam.  Z trudem  przychodzi  Ci  załatwianie  spraw 

w urz

ę

dach,  a dzisiaj zdobyłe

ś

  dwa papierki; nie umiesz  zmusi

ć

 si

ę

  do  odpisywania 

na  listy,  ale  wysłałe

ś

  kartk

ę

  z pozdrowieniami;  zwykle  ubieranie  dzieci  trwa  długo 

i denerwujesz si

ę

 przy tym, teraz poszło Ci spokojnie i sprawnie. Nie s

ą

 to oczywi

ś

cie 

wielkie wydarzenia i nawet trudno byłoby dopomina

ć

 si

ę

Ŝ

eby kto

ś

 je zauwa

Ŝ

ył. Ale 

background image

Ty wiesz i mo

Ŝ

esz nie pozostawia

ć

 ich bez skwitowania ja-kim

ś

 wyrazem uznania dla 

siebie samego. 

Mo

Ŝ

esz  posun

ąć

  si

ę

  o krok  dalej  w dbaniu  o siebie.  Otó

Ŝ

  Ty  sam  mo

Ŝ

esz 

dawa

ć

  sobie  nagrody  i sam  pociesza

ć

  si

ę

  w trudnych  chwilach.  Je

Ŝ

eli  co

ś

  Ci  si

ę

 

udało  -  przeszedłe

ś

  trudny  sprawdzian,  załatwiłe

ś

  sobie  prac

ę

,  zdobyłe

ś

  si

ę

  na 

powiedzenie wa

Ŝ

nej osobie, 

Ŝ

e nie chcesz by

ć

 przez ni

ą

 

ź

le traktowany, sko

ń

czyłe

ś

 

robi

ć

  półk

ę

  zacz

ę

t

ą

  dwa  miesi

ą

ce  temu  -  koniecznie  wymy

ś

l  dla  siebie  jak

ąś

 

nagrod

ę

.  To  nie  musi  by

ć

  nic  wielkiego:  kup  sobie  ładne  skarpetki  lub  wymarzon

ą

 

ksi

ąŜ

k

ę

, zjedz lodowego Snickersa albo pi

ę

kn

ą

 brzoskwini

ę

, id

ź

 na mało ambitny film 

czy do wesołego miasteczka. Wa

Ŝ

ne, 

Ŝ

eby to było co

ś

, co lubisz, i 

Ŝ

eby było jasne, 

Ŝ

e to w nagrod

ę

Teraz  od  drugiej  strony:  spotkało  Ci

ę

  co

ś

  przykrego.  Bolesne  borowanie 

u dentysty,  niemiła  rozmowa  z narzeczonym,  pomin

ę

li  Ci

ę

  przy  awansach 

i podwy

Ŝ

ce,  znowu  zabrali  si

ę

  do  kucia 

ś

cian  w Twoim  bloku,  jeste

ś

  w dołku 

psychicznym  bez  wyra

ź

nego  powodu  -  taktyka  ta  sama.  Zrób  co

ś

,  co  sprawi  Ci 

przyjemno

ść

, zadbaj o siebie. Sprawdziłam na sobie i innych, to działa! Agatka, moja 

młoda  przyjaciółka,  kobieta  w wieku  pó

ź

no-szkolnym,  a wi

ę

c  bez  własnych 

ź

ródeł 

dochodu, kupuje sobie w takich chwilach na po-cieszenie ładn

ą

 chusteczk

ę

 do nosa. 

Wszystkie  te  pochwały  i nagrody  zmierzaj

ą

  do  jednego: 

Ŝ

eby

ś

  sam  sobie 

udowodnił, 

Ŝ

e jeste

ś

  wa

Ŝ

ny. A kiedy ju

Ŝ

  przestaniesz mie

ć

 siebie  za  nic i zaczniesz 

dobrze traktowa

ć

, inni na pewno si

ę

 doł

ą

cz

ą

. To znana prawidłowo

ść

: kiedy chcesz 

zmieni

ć

 na lepsze nastawienie 

ś

wiata zewn

ę

trznego, zacznij od stosunku do samego 

siebie. 

Inna  mo

Ŝ

liwo

ść

  zmiany  my

ś

lenia  na  własny  temat  to  koncentracja  na  swoich 

mocnych stronach. Je

ś

li zatruwa Ci 

Ŝ

ycie fakt, 

Ŝ

e masz brzydkie nogi to znajd

ź

 jedn

ą

 

lub dwie cechy, które  Ci si

ę

 u siebie podobaj

ą

 i zacznij trening  przeciwstawiania si

ę

 

my

ś

lom  o nogach  za  pomoc

ą

  zdania:  „Ale  przecie

Ŝ

  mam  pi

ę

kne  oczy  i ładne  r

ę

ce”. 

Dla  my

ś

li  „nie  umiem  gotowa

ć

”  przeciwwag

ą

  mo

Ŝ

e  by

ć

  „jednak  dobrze  sprz

ą

tam”, 

a lekarstwem na „jestem marnym pracownikiem” - „za to dobr

ą

 matk

ą

”. Masz wtedy 

szans

ę

  poprawi

ć

  bilans,  rozpami

ę

tywanie  minusów  przynajmniej  w pewnym  stopniu 

równowa

Ŝą

c przypomnieniem o plusach. 

Znam  jeszcze  jeden,  dora

ź

ny  sposób  usuwania  złych  my

ś

li  ze 

ś

wiadomo

ś

ci. 

background image

Jest  on  tak  prosty, 

Ŝ

e  przedstawiam  go  z pewnym  za

Ŝ

enowaniem.  Otó

Ŝ

  gdy  tylko 

pojawi

ą

 si

ę

 w głowie, trzeba zacz

ąć

 

ś

piewa

ć

 albo chocia

Ŝ

by nuci

ć

 jak

ąś

 melodi

ę

. I ta 

technika  -  jak  dwie  poprzednie  -  wykorzystuje  tak

ą

  oto  cech

ę

  ludzkiego  umysłu: 

w naszej 

ś

wiadomo

ś

ci  mo

Ŝ

e  zmie

ś

ci

ć

  si

ę

  naraz  tylko  jedna  my

ś

l.  Kiedy  zaczynasz 

my

ś

le

ć

  o czym innym, to sił

ą

 rzeczy  wyrzucasz  z głowy to, co  było tam poprzednio. 

Wła

ś

nie dlatego mo

Ŝ

na sterowa

ć

 swoim my

ś

leniem, przestawia

ć

 je na lepsze tory. 

Przecie

Ŝ

 mo

Ŝ

na si

ę

 upomnie

ć

 Czy wiesz, 

Ŝ

e mo

Ŝ

esz si

ę

 upomnie

ć

 o aprobat

ę

 

i docenienie,  kiedy  uwa

Ŝ

asz, 

Ŝ

e  Ci  si

ę

  nale

Ŝ

y?  Rozumiem,  boisz  si

ę

Ŝ

e  kto

ś

  Ci

ę

 

zgasi i zamiast ciepłej, 

Ŝ

yczliwej reakcji zostaniesz potraktowany zimno i pogardliwie. 

Rzeczywi

ś

cie  ryzykujesz,  ale  s

ą

  mo

Ŝ

liwo

ś

ci  zmniejszenia  ryzyka.  Jeden  ze 

sposobów  to  zacz

ąć

  od  rzeczy,  których  jeste

ś

  absolutnie  pewien.  Asekurujesz  si

ę

 

w ten  sposób,  bo  zdanie  innych  mo

Ŝ

e  Ci

ę

  zrani

ć

  tylko  wtedy,  gdy  sam  masz 

w

ą

tpliwo

ś

ci.  Gdyby  Ci  kto

ś

  powiedział, 

Ŝ

e  masz  zielone  włosy,  pomy

ś

lałby

ś

Ŝ

e  to 

wariat, chocia

Ŝ

 pewnie na wszelki wypadek zerkn

ą

łby

ś

 w lustro. Inny sposób polega 

na  tym, 

Ŝ

eby  nie  pyta

ć

,  tylko  zwraca

ć

  si

ę

  o potwierdzenie.  Nie  „Czy  mi  w tym 

ładnie?”,  tylko  „Zobacz,  jak  mi  w tym  do  twarzy!”.  Nie  „Smakuje  wam?”,  tylko 

„Ugotowałam dzisiaj dla was pyszn

ą

 zup

ę

”. Nie „Jak mi poszło?” tylko „Uwa

Ŝ

am, 

Ŝ

mi  poszło 

ś

wietnie”.  Albo  jeszcze  bardziej  wprost:  „Prosz

ę

  mnie  pochwali

ć

”.  Warto 

zainwestowa

ć

  pewien  wysiłek  w tym  kierunku  zwłaszcza  w kontaktach  z lud

ź

mi, 

z którymi  jeste

ś

  na  codzie

ń

:  z rodzin

ą

,  kolegami  z pracy,  z dzie

ć

mi.  Z pocz

ą

tku 

b

ę

dziesz  si

ę

  czu

ć

  głupio,  ale  z czasem  najpewniej  zdołasz  ich  nauczy

ć

Ŝ

eby  Ci

ę

 

chwalili.  Spróbuj  raz-drugi,  mo

Ŝ

e  wyniki  b

ę

d

ą

  zach

ę

caj

ą

ce.  Tylko  nie  zapominaj 

o tym, 

Ŝ

e  ich  te

Ŝ

  trzeba  chwali

ć

,  je

ś

li  maj

ą

  si

ę

  przyzwyczai

ć

  do  takiego  stylu 

Waszych wzajemnych stosunków. 

Opowiadała  mi  pewna  kobieta,  jak  latami  cierpiała  z tego  powodu, 

Ŝ

e  jej 

m

ęŜ

czy

ź

ni  -  ojciec,  m

ąŜ

  i syn  -  wiecznie  krytykowali  pieczołowicie  przygotowywane 

dla  nich  obiady.  Có

Ŝ

  poradzi

ć

,  wła

ś

nie  tutaj  miała  ulokowane  ambicje  i ich 

niezadowolenie  stawiało  pod  znakiem  zapytania  jej  samopoczucie  w roli  córki, 

Ŝ

ony 

i matki.  Miała  mnóstwo  pracy  w domu  i zaj

ęć

  zawodowych,  wi

ę

c  tym  bardziej 

oczekiwała, 

Ŝ

e  doceni

ą

  jej  starania.  Doradziłam  jej  taktyk

ę

  opisan

ą

  przed  chwil

ą

 

i udało si

ę

! Ojciec po raz pierwszy po obiedzie - zamiast z ponurym wyrazem twarzy 

odsun

ąć

  od  siebie  talerz  -  powiedział  „dzi

ę

kuj

ę

”,  czym  wprawił  j

ą

  w radosne 

background image

osłupienie.  M

ąŜ

  zacz

ą

ł  zjawia

ć

  si

ę

  w kuchni,  gdzie  jadali,  z pytaniem:  „Co  mamy 

dzisiaj dobrego na obiad?”. A syn coraz rzadziej mówi „nie lubi

ę

” albo „nie b

ę

d

ę

 tego 

jadł”. 

Pami

ę

tam  inny,  bardzo  wymowny  przykład  mego  przyjaciela  z dawnej  pracy, 

niesłychanie zdolnego i ogromnie pracowitego, ale wiecznie skwaszonego, poniewa

Ŝ

 

- jak twierdził - nikt nigdy nie wyra

Ŝ

ał si

ę

 dobrze o tym, co zrobił, i wszyscy traktowali 

go  jak  klasycznego  młodszego  koleg

ę

.  Zbieg  okoliczno

ś

ci  sprawił, 

Ŝ

e  kilkakrotnie 

podczas  dyskusji  w zespole  musiał  u

Ŝ

y

ć

  jako  argumentu  informacji  o swoich 

kompetencjach  i przypomnie

ć

  par

ę

  najlepszych  rzeczy,  jakie  wykonał.  Inni  słuchali 

tego  z szacunkiem  i uwag

ą

  i chyba  czego

ś

  go  to  nauczyło,  bo  zamiast  zło

ś

ci

ć

  si

ę

 

w k

ą

cie  zacz

ą

ł  od  czasu  do  czasu  spokojnie  przypomina

ć

,  co  potrafi.  Po  paru 

miesi

ą

cach uprzytomniłam sobie, 

Ŝ

e po sfrustrowanym młodszym koledze nie zostało 

ś

ladu, a w swoim gronie mamy współpracownika pewnego swoich racji i otoczonego 

uznaniem. 

Nie puszczaj mimo uszu tego, co mówi

ą

 inni Pami

ę

tasz, co mówiłam o filtrach, 

które  lepiej  przepuszczaj

ą

  te  informacje  z zewn

ą

trz,  które  s

ą

  zgodne  z Twoim 

wcze

ś

niejszym  nastawieniem? Je

ś

li uwa

Ŝ

asz, 

Ŝ

e jeste

ś

 nie  w porz

ą

dku,  nie taki jak 

nale

Ŝ

y, wówczas wyłapujesz z otoczenia głównie sygnały, które to potwierdzaj

ą

. Ale 

skoro  ju

Ŝ

  o tym  wiesz,  mo

Ŝ

esz 

ś

wiadomie  nastawi

ć

  si

ę

  na  odbiór  tych  słabiej 

słyszalnych czyli lepszych i nawet je wzmacnia

ć

. Byłe

ś

 na przyj

ę

ciu, cz

ęść

 obecnych 

potraktowała  Ci

ę

  oboj

ę

tnie,  ale  nie-którzy  wyra

ź

nie  ucieszyli  si

ę

  na  Twój  widok. 

Przypomnij  sobie,  kto  był  zadowolony  przy  poprzedniej  podobnej  okazji  i kiedy 

jeszcze  miałe

ś

  po-czucie, 

Ŝ

e  jeste

ś

  mile  widziany.  Panie  niech  sumiennie 

kolekcjonuj

ą

  przejawy  m

ę

skiego  zainteresowania,  do  prób  nawi

ą

zania  rozmowy 

w poci

ą

gu  wł

ą

cznie.  Pechowcy  niech  zrobi

ą

  rejestr  sytuacji,  kiedy  fortuna 

u

ś

miechn

ę

ła si

ę

 do nich. Musisz u

ś

wiadomi

ć

 sobie, co naprawd

ę

 mówi

ą

 i daj

ą

 Ci do 

zrozumienia ludzie na Twój temat. 

Po prostu potrzebujesz - jak ka

Ŝ

dy - aktualnych informacji o sobie, je

ś

li masz 

przesta

ć

 polega

ć

 na tym, co t

ę

po i uporczywie odtwarza si

ę

 na Twojej starej płycie. 

Nie  jest  łatwo  zapyta

ć

  drugiego  człowieka:  „Jak  ci  ze  mn

ą

  jest?”  albo  „Czy  mnie 

lubisz?  A za  co?”.  Zdarzaj

ą

  si

ę

  jednak  takie  momenty  szczerych  nocnych  rozmów 

z przyjacielem  czy  długiej  wspólnej  podró

Ŝ

y,  kiedy  mo

Ŝ

na  o to  zagadn

ąć

.  A ju

Ŝ

  na 

background image

pewno warto, nawet bez specjalnego pretekstu, dowiadywa

ć

 si

ę

 o to od najbli

Ŝ

szych 

i kochanych. Tylko nie w momentach napi

ę

cia czy zło

ś

ci, bo wtedy gór

ę

 musz

ą

 wzi

ąć

 

pretensje. 

Takie  „informacje  zwrotne”  od  innych  s

ą

  jedn

ą

  z najwa

Ŝ

niejszych  technik 

zmiany  autoportretu  stosowanych  w grupowej  psychoterapii.  Jestem  pod 

ś

wie

Ŝ

ym 

wra

Ŝ

eniem  z ostatniego  weekendu:  spotkali

ś

my  si

ę

  z grup

ą

  trze

ź

wych  alkoholików 

i ich 

Ŝ

on z pewnego Klubu Abstynenta, którzy od paru lat przyja

ź

ni

ą

 si

ę

 ze sob

ą

 i 

Ŝ

yj

ą

 

- tak to okre

ś

lali - jak w rodzinie. Zaproponowali

ś

my im na zako

ń

czenie, 

Ŝ

eby ka

Ŝ

dy 

wysłuchał  od  wszystkich  członków  grupy  informacji  o dwóch  rzeczach,  jakie  si

ę

 

w nim  podobaj

ą

,  i dwóch,  które  si

ę

  nie  podobaj

ą

.  Troch

ę

  si

ę

  tego  bali,  ale  pó

ź

niej 

wszyscy byli uszcz

ęś

liwieni. Mówili, 

Ŝ

e mimo dobrej znajomo

ś

ci i cz

ę

stych kontaktów 

jeszcze  nigdy  nie  dowiedzieli  si

ę

  tyle  o sobie  i 

Ŝ

e  nie  przypuszczali,  jak  dobrze  inni 

o nich my

ś

l

ą

W  naturalnych,  nieterapeutycznych  sytuacjach  prawie  nigdy  nie  ma  do  te-go 

okazji.  Czasami  na  obozach  harcerskich  czy  Oazach  robi  si

ę

  podsumowanie  dnia 

z podzi

ę

kowaniem  dla  tych,  którzy  co

ś

  dobrego  dzisiaj  dla  mnie  zrobili.  Niektóre 

mał

Ŝ

e

ń

stwa  zachowały  z czasów  pierwszego  zakochania  zwyczaj  mówienia  sobie 

o miło

ś

ci  i wa

Ŝ

no

ś

ci  dla  siebie  nawzajem.  Niekiedy  przegl

ą

du  wspólnej  przeszło

ś

ci 

dokonuj

ą

  osoby  sposobi

ą

ce  si

ę

  do 

ś

mierci.  S

ą

  to  wszystko  rzadkie,  wyj

ą

tkowe 

sytuacje.  Normalnie  jeste

ś

  skazany  na  domysły  albo  przypadkowe  strz

ę

pki 

informacji.  Mog

ę

  Ci

ę

  tylko  zach

ę

ca

ć

:  nie  zamykaj  oczu  i uszu.  Nawet  z tych 

strz

ę

pków da si

ę

 zło

Ŝ

y

ć

 obraz bardziej prawdziwy ni

Ŝ

 Twoje utrwalone dawno te-mu 

prze

ś

wiadczenie. Wa

Ŝ

ne jest nie tylko to, co mo

Ŝ

esz usłysze

ć

, ale przede wszystkim 

inne  sygnały  -  oczy  rozja

ś

nione  na  Twój  widok,  oznaki  troski  i pami

ę

ci, 

Ŝ

ywe 

zainteresowanie słuchacza, kiedy mówisz o sobie. 

„Wymazywanie”  starych  nagra

ń

  Sposoby,  o których  dot

ą

d  była  mowa, 

polegały  na  wprowadzaniu  nowych  tre

ś

ci  w miejsce  starych  niekorzystnych.  Teraz 

chc

ę

  opowiedzie

ć

  o tym,  jak  mo

Ŝ

na  usuwa

ć

  obci

ąŜ

enia  z przeszło

ś

ci.  Tam 

ś

wie

Ŝ

zapis nakładał si

ę

 na dawny, tu idzie o jego wymazanie. A

Ŝ

eby mogło do tego doj

ść

musimy mie

ć

 mo

Ŝ

liwo

ść

 odreagowania przykrych prze

Ŝ

y

ć

  zwi

ą

zanych z okre

ś

lonym 

zdarzeniem czy seri

ą

 zdarze

ń

 z przeszło

ś

ci. 

Owo odreagowanie polega na ujawnieniu uczu

ć

, którym dot

ą

d nie pozwalałe

ś

 

background image

doj

ść

  do  głosu.  Załó

Ŝ

my, 

Ŝ

e  kiedy  byłe

ś

  mały,  musiałe

ś

  na  jaki

ś

  czas  rozsta

ć

  si

ę

 

z matk

ą

,  poniewa

Ŝ

  poszła  do  szpitala.  Nie  mogłe

ś

  wtedy  smuci

ć

  si

ę

,  płaka

ć

 

i protestowa

ć

,  bo  doro

ś

li  wokół  Ciebie  -  ojciec,  babcia,  inni  krewni  -  sami  byli 

zdenerwowani i smutni i starali si

ę

 jak najszybciej Ci

ę

 uspokoi

ć

. Stłumiłe

ś

 wi

ę

c swoje 

bolesne  uczucia,  które  latami  tkwiły  ukryte  w zakamarkach  Twojej  psychiki, 

pozostawiaj

ą

c  Ci

ę

  w poczuciu, 

Ŝ

e  widocznie  nie  jeste

ś

  a

Ŝ

  tak  wa

Ŝ

ny,  skoro  mo

Ŝ

na 

Ci

ę

 niespodziewanie opu

ś

ci

ć

Gdyby

ś

  chciał  dzisiaj  stworzy

ć

  sobie  okazj

ę

  do  odreagowania  skutków 

tamtych  zdarze

ń

  -  a w  konsekwencji  zmieni

ć

  to  poczucie,  które  zatruwa  Ci 

Ŝ

ycie  - 

musiałby

ś

  nie  tylko  opowiada

ć

  o tym,  pewnie  wiele  razy,  ale  te

Ŝ

  wypłaka

ć

  cały  ból, 

jaki  wtedy  prze

Ŝ

ywałe

ś

.  Czasami  robimy  to  w samotno

ś

ci,  łkaj

ą

c  w poduszk

ę

czasami ogl

ą

daj

ą

c film, w którym los bohaterów jako

ś

 przypomina nasz  własny. Ale 

najbardziej pomocna w odreagowaniu jest 

Ŝ

yczliwa obecno

ść

 innego człowieka, który 

jest uwa

Ŝ

ny i skoncentrowany na Tobie, rozumie Ci

ę

 i nie stara si

ę

 uspokoi

ć

. Trudno 

o kogo

ś

  takiego,  zreszt

ą

  samemu  te

Ŝ

  niełatwo  si

ę

  zdecydowa

ć

,  bo  od  male

ń

ko

ś

ci 

konsekwentnie uczono nas powstrzymywania si

ę

 od płaczu. Kiedy si

ę

 uderzyłe

ś

 albo 

spotkała Ci

ę

 inna przykro

ść

, doro

ś

li na wyprzódki zaczynali Ci

ę

 uspokaja

ć

„W  jednych  rodzinach  ów  tekst  mógł  brzmie

ć

  tak:  ‘No  ju

Ŝ

,  no  ju

Ŝ

,  nie  płacz 

(buju, buju). No ju

Ŝ

, no ju

Ŝ

, nie płacz, nie płacz’. W innych słyszeli

ś

cie co

ś

 w rodzaju: 

‘W porz

ą

dku, synu, we

ź

 si

ę

 w gar

ść

! Nie ma co płaka

ć

 nic ci z tego nie przyjdzie. Co 

si

ę

 stało, to si

ę

 nie odstanie. Ju

Ŝ

, w porz

ą

dku!’ itd. 

Inne  wersje,  jakie  znacie  z własnego  do

ś

wiadczenia  albo  z opowiada

ń

,  to 

mi

ę

dzy  innymi:  ‘Cicho  b

ą

d

ź

!  Przesta

ń

  płaka

ć

  albo  tak  dostaniesz, 

Ŝ

e  na-prawd

ę

 

b

ę

dziesz  miał  powód  do  płaczu’;  ‘Prosz

ę

  ci

ę

,  przesta

ń

  płaka

ć

,  bo  robisz  mamie 

przykro

ść

’;  ‘Patrz,  jaki  ładny  obrazek! 

Ś

liczny,  prawda?  Lepiej  sobie  obejrze

ć

  ładny 

obrazek  ni

Ŝ

  płaka

ć

,  prawda?’  W miłych  lub  szorstkich  słowach  i tonie  zmuszano 

ka

Ŝ

dego  z nas,  kiedy  co

ś

  nas  zraniło,  do  hamowania  uzdrawiaj

ą

cych  procesów. 

Zwykle  pojedyncza  wymówka  nie  wystarczała  do  powstrzymania  nast

ę

pnych  prób 

pozbycia  si

ę

  cierpienia;  ale  za  ka

Ŝ

dym  razem  nieodwołalnie  zdarzało  si

ę

  to  samo: 

kiedy  zwracali

ś

my  si

ę

  do  jakiej

ś

  osoby,  zaczynali

ś

my  odreagowywa

ć

  i uwalnia

ć

  si

ę

 

od  doznanego  bólu,  kto

ś

  mówił  -  najcz

ęś

ciej  ten  dorosły,  u którego  szukali

ś

my 

wsparcia  - 

Ŝ

e  powinni

ś

my  stłumi

ć

  swoje  uczucia  i nie  obnosi

ć

  si

ę

  z nimi”.  (Harvey 

background image

Jackins:  W pełni  ludzkich  mo

Ŝ

liwo

ś

ci.  Teoria  Wzajemnego  Pomagania.  Rational 

Island Publishers, Seattle /w druku/, s. 78-79). 

Rzadko mo

Ŝ

na usłysze

ć

: „Wypłacz si

ę

, b

ę

dzie ci l

Ŝ

ej”. Raczej wszyscy wokół 

nawet w przypadku wielkiego nieszcz

ęś

cia namawiaj

ą

Ŝ

eby wzi

ąć

 si

ę

 w gar

ść

, zaj

ąć

 

czym  innym,  obnosi

ć

  pogodn

ą

  twarz.  Nawet  mówienie  o bólu  czy  cierpieniu  jest  na 

ogół 

ź

le  widziane.  Dobry  słuchacz  -  taki,  który  nie  wy

ś

mieje  i nie  zbagatelizuje,  nie 

b

ę

dzie wtr

ą

ca

ć

 si

ę

 ze swoimi kłopotami, podsuwa

ć

 rozwi

ą

za

ń

, ocenia

ć

 ani zmienia

ć

 

tematu  -  zdarza  si

ę

  niezwykle  rzadko.  A wła

ś

nie  tego  potrzebujemy:  nie  tylko 

wypłaka

ć

  ale  i wypowiedzie

ć

  swój  smutek,  gorycz,  l

ę

k.  Bowiem  mówienie,  je

ś

li 

towarzysz

ą

 mu emocje, jest równie

Ŝ

 form

ą

 odreagowania. 

Podobnie 

ś

miech. Ogl

ą

daj

ą

c komedie Chaplina nie zdajemy sobie sprawy, 

Ŝ

za

ś

miewaj

ą

c  si

ę

  do  rozpuku  odreagowujemy  wstyd,  l

ę

k  przed  o

ś

mieszeniem, 

rozmaite obawy i napi

ę

cia. Mówimy nawet „nerwowy chichot” o takim 

ś

miechu, który 

słu

Ŝ

y  wyrzucaniu  z siebie  napi

ę

cia.  A pami

ę

tasz,  jak  bez  ko

ń

ca  zarykiwali

ś

cie  si

ę

 

z byle  czego  wieczorami  na  kolonii  albo  innym  zbiorowym  wyje

ź

dzie? Wiadomo, 

Ŝ

po takim „seansie 

ś

miechu” człowiek czuje si

ę

 znacznie lepiej. 

Zdarzyło  Ci  si

ę

  te

Ŝ

  na  pewno  nieraz  zetkn

ąć

  z odreagowaniem  zło

ś

ci. 

Klasyczny  przykład  to  facet  obsztorcowany  przez  szefa,  który  po  powrocie  z pracy 

pod  dowolnym  pretekstem  zaczyna  w

ś

cieka

ć

  si

ę

  na  domowników.  Sam  zreszt

ą

 

wiesz,  co  si

ę

  dzieje,  kiedy  powiedzmy  w urz

ę

dzie  zostałe

ś

  potraktowany  jak 

ś

mie

ć

wewn

ę

trzne  ci

ś

nienie, 

Ŝ

eby  wyrzuci

ć

  z siebie  zło

ść

  jest  tak  du

Ŝ

e, 

Ŝ

e  niecierpliwie 

szukasz  słuchacza,  przed  którym  mógłby

ś

  ciska

ć

  si

ę

,  wymachiwa

ć

  r

ę

kami, 

pokrzykiwa

ć

Wreszcie  dr

Ŝ

enie,  które  jest  odreagowaniem  l

ę

ku.  Kiedy  si

ę

  dzieje  co

ś

 

strasznego - albo chwil

ę

 pó

ź

niej, gdy zagro

Ŝ

enie mija i ju

Ŝ

 mo

Ŝ

na skupi

ć

 si

ę

 na sobie 

- czasem dr

Ŝą

 nam kolana lub trz

ę

sie si

ę

 broda, jakby

ś

my szcz

ę

kali z

ę

bami. Mamy 

tak  mocno  wbudowany  zakaz  pozwalania  sobie  na  co

ś

  takiego, 

Ŝ

e  zdarza  si

ę

  nam 

nie  przestrzega

ć

  go  tylko  w sytuacjach  rzeczywi

ś

cie  skrajnych:  podczas  po

Ŝ

aru, 

napadu,  wypadku.  Dlatego  ten  rodzaj  odreagowania  mo

Ŝ

na  zobaczy

ć

  cz

ęś

ciej 

w grupie  terapeutycznej,  gdzie  ka

Ŝ

dy  rodzaj  prze

Ŝ

ywania  jest  dopuszczalny,  ni

Ŝ

 

Ŝ

yciu.  Skoro  wiadomo  ju

Ŝ

,  na  czym  polega  odreagowanie,  chc

ę

  jeszcze  poradzi

ć

 

Ci,  jak  z niego  korzysta

ć

.  Otó

Ŝ

  przede  wszystkim  -  nie  powstrzymywa

ć

,  je

ś

li  tylko 

background image

warunki  na nie  pozwalaj

ą

. Osobi

ś

cie bardzo  broni

ę

 swojego prawa do  płaczu i tego 

samego  domagam  si

ę

  dla  moich  dzieci.  Je

Ŝ

eli  trafi

ę

  w kinie  na  „wyciskacz  łez”, 

staram  si

ę

  pój

ść

  drugi  raz  w celach  leczniczych.  Moi  domownicy,  przyjaciele, 

współpracownicy  przyzwyczaili  si

ę

  do  tego, 

Ŝ

e  cz

ę

sto  płacz

ę

.  Kiedy  kto

ś

  usiłuje 

uspokoi

ć

  któr

ąś

  z moich  płacz

ą

cych  córek,  cierpliwie  tłumacz

ę

Ŝ

eby  nie 

przeszkadza

ć

,  bo  jest  im  to  potrzebne.  Nie  jest  stosownym  momentem  narada 

u kierownika  ani  imieniny  cioci,  ale  sam  ze  sob

ą

  czy  z bliskim  człowiekiem  mo

Ŝ

esz 

pozwoli

ć

 sobie na łzy, bo one uzdrawiaj

ą

Ten  lecz

ą

cy  mechanizm  odreagowania,  powoduj

ą

cy  wymazywanie  starych 

zapisów  w Twojej  psychice,  jest  naturalny  i odruchowy.  Kolejny  raz  odwołam  si

ę

  do 

tego,  jak  zachowuj

ą

  si

ę

  małe  dzieci,  zanim  zostan

ą

  nauczone  po-wstrzymywania 

naturalnych  reakcji.  Płacz

ą

  całym  ciałem,  wrzeszcz

ą

  wymachuj

ą

c  r

ę

kami  i nogami, 

za

ś

miewaj

ą

 si

ę

 do rozpuku, lata im broda, a kiedy ju

Ŝ

 potrafi

ą

 mówi

ć

 i spotka je co

ś

 

przykrego, s

ą

 gotowe gada

ć

, gada

ć

 i gada

ć

. Zanim nie naucz

ą

 si

ę

Ŝ

e to brzydko, nie 

wypada i w ogóle bez sensu. 

Na szcz

ęś

cie zdolno

ść

 do odreagowania mo

Ŝ

na odzyska

ć

. Wystarczy da

ć

 mu 

szans

ę

, czyli zapewni

ć

 sobie dobrego słuchacza i bezpieczne warunki (

Ŝ

eby nikt nie 

podgl

ą

dał, nie przerywał itp.), a odreagowanie przyjdzie samo, je

Ŝ

eli zdecydujesz si

ę

 

poruszy

ć

  jaki

ś

  bolesny  temat  z przeszło

ś

ci.  Mo

Ŝ

e  by

ć

  konkretny,  je

ś

li  na  przykład 

byłe

ś

  bity  lub  upokarzany  jako  dziecko  i zechcesz  o tym  komu

ś

  szczegółowo 

opowiedzie

ć

.  Mo

Ŝ

e  te

Ŝ

  by

ć

  ogólny:  opowie

ść

  o Twoim 

Ŝ

yciu,  dzieci

ń

stwie,  rodzinie, 

o przykrych zdarzeniach, dotkliwych stratach czy pora

Ŝ

kach. 

Twoja  m

ą

dra  psychika  sama  wybierze  z tego  ogólnego  tematu  takie  w

ą

tki, 

które  potrzebujesz  odreagowa

ć

.  Gdyby

ś

  spróbował,  przekonałby

ś

  si

ę

Ŝ

e  opowie

ść

 

na ten sam temat za ka

Ŝ

dym razem b

ę

dzie inna. Dlatego je

ś

li widzisz, 

Ŝ

e kto

ś

 bliski 

mówi o czym

ś

 z przej

ę

ciem i zbacza z zapowiedzianego tematu, nie trzeba zwraca

ć

 

mu  uwagi  -  najpewniej  zdrowy  instynkt  prowadzi  go  we  wła

ś

ciw

ą

  stron

ę

.  Od  siebie 

te

Ŝ

  nie  musisz  w podobnych  sytuacjach  wymaga

ć

 

Ŝ

elaznej  logiki,  bo  kieruje  Tob

ą

 

logika emocjonalna. Prawie zawsze w grupach, które prowadz

ę

, próbuj

ę

 uczy

ć

 ludzi 

odreagowywania  obci

ąŜ

e

ń

  z przeszło

ś

ci.  Najpierw  ustalamy  temat,  na  przykład 

„Kiedy  byłem  dzieckiem...”.  Potem  prosz

ę

  ich, 

Ŝ

eby  usiedli  w parach  i uzgodnili,  kto 

z nich  b

ę

dzie  mówił  pierwszy,  a kto  drugi. 

ś

eby  nast

ę

pnie  po-dzielili  dost

ę

pny  czas 

background image

na  pół  -  10-15  minut  to  ju

Ŝ

  jest  warto

ś

ciowy  kawałek  czasu  -  i 

Ŝ

eby  najpierw  jedna 

osoba opowiadała, a druga patrzyła na ni

ą

 i słuchała nie przerywaj

ą

c, nie komentuj

ą

i nie  radz

ą

c  (dobrze  jest  te

Ŝ

  wzi

ąć

  mówi

ą

cego  za  r

ę

k

ę

).  Za

ś

  po  upływie  pierwszej 

cz

ęś

ci umówionego czasu maj

ą

 zamieni

ć

 si

ę

 rolami. 

Zawsze znajd

ą

 si

ę

 jakie

ś

 osoby, które protestuj

ą

Ŝ

e kwadrans to dla nich za 

du

Ŝ

o, a potem dziwi

ą

 si

ę

Ŝ

e to ju

Ŝ

 koniec. Widz

ę

, jak bardzo brakuje im tego, 

Ŝ

eby 

wyrzuci

ć

  z siebie  swoj

ą

  trudn

ą

  przeszło

ść

  jak  czasem 

Ŝ

ywo  gestykuluj

ą

ś

miej

ą

  si

ę

 

albo  ocieraj

ą

  łzy.  I zawsze  mówi

ą

Ŝ

e  im  to  przynosi  ulg

ę

.  Niejednokrotnie  długo 

w noc rozmawiaj

ą

 ze sob

ą

 da-lej, ju

Ŝ

 poza grup

ą

Cz

ę

sto zdarzało mi si

ę

 równie

Ŝ

 zaleca

ć

 co

ś

 podobnego parom mał

Ŝ

e

ń

skim: 

dwa razy w tygodniu po poło

Ŝ

eniu dzieci spa

ć

 mieli - ka

Ŝ

de przez pół godziny - 

opowiada

ć

  drugiemu  histori

ę

  swego 

Ŝ

ycia  rozpoczynaj

ą

c  od  najwcze

ś

niejszych 

wspomnie

ń

.  Liczyłam  nie  tylko  na  to, 

Ŝ

e  w 

ś

wietle  przeszło

ś

ci  ró

Ŝ

ne  pozornie 

nieuzasadnione  zachowania  i reakcje  partnera  stan

ą

  si

ę

  zrozumiałe.  Uwa

Ŝ

am 

równie

Ŝ

Ŝ

e  jest  to  okazja  do  odreagowania  uczu

ć

,  które  -  zalegaj

ą

c  w psychice  od 

dawna - utrudniaj

ą

 im wzajemne kontakty. 

Pami

ę

tam  pacjentk

ę

,  której  m

ąŜ

  bardzo  si

ę

  zło

ś

cił, 

Ŝ

e  po  zmroku  zawsze 

pro

ś

b

ą

  i gro

ź

b

ą

  zatrzymuje  go  w domu  -  widział  za  tym  brak  zaufania  i podejrzenie 

o niewierno

ść

. Zrozumiał, 

Ŝ

e ona si

ę

 zwyczajnie boi, dopiero kiedy odnale

ź

li

ś

my w jej 

Ŝ

yciorysie  straszn

ą

  wojenn

ą

  noc,  gdy  jako  kilkuletnia  dziewczynka  z młodszym 

bratem  i babci

ą

,  w domu  oddalonym  od  wsi,  przez  par

ę

  godzin  w poczuciu  pełnej 

bezsilno

ś

ci słuchała dobijania si

ę

 do drzwi jakiego

ś

 m

ęŜ

czyzny. 

Umówiłam  si

ę

  z nimi, 

Ŝ

e  on  b

ę

dzie  wykorzystywał  swoje  pół  godziny  na 

mówienie  o tym,  o czym  zechce,  za

ś

  ona  -  zaapelowałam  do  niego  o cierpliwo

ść

  - 

b

ę

dzie  za  ka

Ŝ

dym  razem  opowiada

ć

  tamto  zdarzenie  tak  szczegółowo,  jak  tylko 

zdoła sobie przypomnie

ć

. Potrzeba było pi

ę

ciu czy sze

ś

ciu razy, 

Ŝ

eby przestała ba

ć

 

si

ę

  zostawa

ć

  sama  w domu  kiedy  jest  ciemno.  Nawiasem  mówi

ą

c,  przy  okazji 

pozbyła  si

ę

  te

Ŝ

  bezsenno

ś

ci,  która  dr

ę

czyła  j

ą

  zawsze,  ilekro

ć

  m

ąŜ

  wyje

Ŝ

d

Ŝ

ał 

w delegacj

ę

,  do  czego  wcze

ś

niej  si

ę

  nie  przyznawała,  boj

ą

c  si

ę

  pos

ą

dzenia 

o zazdro

ść

.  Gdyby

ś

  chciał  skorzysta

ć

  z tego  sposobu,  musisz  przestrzega

ć

  paru 

reguł. Przede wszystkim uzgodnij z osob

ą

, któr

ą

 upatrzyłe

ś

 sobie na słuchacza, czy 

akurat  ma  czas  i woln

ą

  głow

ę

.  „Chciałbym  Ci  opowiedzie

ć

  co

ś

  o sobie.  Masz  dla 

background image

mnie  pół  godziny?  Chodzi  mi  tylko  o to, 

Ŝ

eby

ś

  mnie  wy-słuchał”  -  z grubsza  tak 

mogłoby  wygl

ą

da

ć

 to  uzgodnienie.  Poza  tym  trzy-maj  si

ę

  wyznaczonego  czasu.  Na 

ko

ń

cu  podzi

ę

kuj  za  wysłuchanie i zaproponuj, 

Ŝ

e teraz lub  w innej umówionej chwili 

Ty jeste

ś

 gotów zrewan

Ŝ

owa

ć

 si

ę

 tym samym. 

Wiesz,  zawsze  marzyłam  o tym, 

Ŝ

eby  wydosta

ć

  si

ę

  spod  władzy  duchów 

przeszło

ś

ci  i wzi

ąć

  swoje 

Ŝ

ycie  we  własne  r

ę

ce.  Okazało  si

ę

Ŝ

e  wiedza 

o odreagowaniu  i sposobach  przestawiania  si

ę

  na  pozytywne  my

ś

lenie,  zwłaszcza 

o afirmacjach, umo

Ŝ

liwia mi to w coraz  wi

ę

kszym stopniu.  Mo

Ŝ

e Ty te

Ŝ

 spróbujesz? 

Kolejnym krokiem - po zadbaniu o swoje wewn

ę

trzne nastawienia - mo

Ŝ

e by

ć

 zaj

ę

cie 

si

ę

 tym, co jest na zewn

ą

trz, mianowicie 

ś

rodowiskiem, w jakim przebywasz. 

Truj

ą

ce  otoczenie  Zaczn

ę

  od  historii  mojej  przyjaciółki  Misi,  która  przez 

ostatnie par

ę

 lat chodzi do pracy jak na 

ś

ci

ę

cie. Zawsze si

ę

 denerwuje, rozmy

ś

la, co 

j

ą

  tam  złego  spotka,  rozpami

ę

tuje  nieprzychylne  uwagi  kole

Ŝ

anek.  Cz

ę

sto  mam 

wra

Ŝ

enie, 

Ŝ

e  po  powrocie  do  domu  nie  rozstaje  si

ę

  z tamtymi  problemami,  które 

nawet  we 

ś

nie  jako

ś

  j

ą

  gn

ę

bi

ą

.  Zreszt

ą

  kiepsko  sypia  i w  nocy  zastanawia  si

ę

,  jak 

powinna  ustawi

ć

  si

ę

  wobec  szefowej.  Cała  sprawa  nabrała  ju

Ŝ

  niemal  rozmiarów 

obsesji.  Ale  na  wszelkie  moje  sugestie, 

Ŝ

e-by  rozejrzała  si

ę

  za  inn

ą

  prac

ą

,  Misia 

reaguje 

ź

le.  Jest  podobnie  bezradna  wobec  te

ś

ciów:  utrzymuje  z nimi  regularne 

kontakty, mimo 

Ŝ

e nie s

ą

 dla niej w 

Ŝ

adnym stopniu buduj

ą

ce. Zawsze jest na-ra

Ŝ

ona 

na uszczypliwe uwagi, próby udowodnienia, 

Ŝ

e wszystkie jej pomysły na 

Ŝ

ycie s

ą

 bez 

sensu, 

Ŝ

ź

le  wychowuje  dziecko,  a jeszcze  na  dodatek  nie  umie  si

ę

  ubra

ć

.  Co  tu 

mówi

ć

  o wizytach  -  obowi

ą

zkowo  co  tydzie

ń

  nie-dzielny  obiad  -  kiedy  ka

Ŝ

dy  telefon 

te

ś

ciowej  wytr

ą

ca  j

ą

  z równowagi  na  par

ę

  godzin.  Przy  czym  takie  telefony  bywaj

ą

 

prawie codziennie, a czasem kilka razy w ci

ą

gu dnia. 

Jedyna  rada,  jak

ą

  mam  dla  Misi  i osób  jej  podobnych,  to  odci

ąć

  si

ę

  od 

truj

ą

cych  wpływów.  Najpierw  trzeba  rozejrze

ć

  si

ę

  dookoła  i sprawdzi

ć

:  czy  ludzie, 

z którymi  si

ę

  widuj

ę

,  pomagaj

ą

  mi  my

ś

le

ć

  o sobie  dobrze,  czy  wr

ę

cz  przeciwnie. 

Czasami trudno  bywa  nawet  zacz

ąć

  zastanawia

ć

 si

ę

 nad tym,  bo  nasze  prawdziwe 

odczucia  przesłania  jaki

ś

  ogólnie  słuszny  pogl

ą

d,  na  przykład:  jak  mo

Ŝ

e  mi  by

ć

 

ź

le 

u rodziców, przecie

Ŝ

 dziecku u mamy zawsze musi by

ć

 dobrze; albo: Nowakowie to 

tacy kulturalni ludzie, powinni

ś

my si

ę

 z nimi widywa

ć

. Nieraz ci

ęŜ

ko si

ę

 przebi

ć

 przez 

tego typu przekonania. 

background image

ś

eby  odró

Ŝ

ni

ć

  „truj

ą

ce”  otoczenie  od  „po

Ŝ

ywnego”,  musisz  zada

ć

  sobie  dwa 

pytania.  Pierwsze:  co  w danym  miejscu  słysz

ę

  na  swój  temat,  jakie  komunikaty  do 

mnie  docieraj

ą

?  Je

Ŝ

eli  głównie  typu  „

ź

le  post

ę

pujesz”,  „głupio  my

ś

lisz”,  „brzydko 

wygl

ą

dasz”  oraz  pretensje  i pouczenia;  je

ś

li  spotyka  Ci

ę

  tam  głównie  brak 

zrozumienia  i nigdy  nikt  nie  staje  po  Twojej  stronie  -  zastanów  si

ę

,  czy  czasem  nie 

warto  zrezygnowa

ć

  z tych  kontaktów  albo  przynajmniej  powa

Ŝ

nie  je  ograniczy

ć

Druga wa

Ŝ

na kwestia: jak reagujesz na towarzystwo tych ludzi lub tej osoby. Czy na 

przykład masz poczucie, 

Ŝ

e jeste

ś

 ci

ęŜ

ki czy lekki? Czy cz

ę

sto boli Ci

ę

 wtedy głowa 

albo  brzuch?  Czy  kto

ś

  Ci

ę

  tam  uwa

Ŝ

nie  słucha?  Czy  s

ą

  jakie

ś

  wyra

ź

ne  oznaki 

zadowolenia, 

kiedy 

si

ę

 

pojawiasz? 

U siebie 

zaobserwowałam 

pewn

ą

 

charakterystyczn

ą

  reakcj

ę

:  w miejscach,  które  mi  nie  słu

Ŝą

,  mam  zwolnione  ruchy, 

tak jakby było mi trudno podnie

ść

 r

ę

k

ę

 czy nog

ę

. Kiedy si

ę

 na tym łapi

ę

, zaczynam 

uwa

Ŝ

nie przygl

ą

da

ć

 si

ę

 całej tej sytuacji i zastanawia

ć

, czy mam tam jeszcze zosta

ć

czy raczej wyj

ść

Szczególnie  trudno  odci

ąć

  si

ę

  od  truj

ą

cych  wpływów  szerszego  kr

ę

gu 

rodzinnego:  rodziców,  te

ś

ciów,  dalszych  krewnych.  Cz

ę

sto  widz

ę

,  jak  zupełnie 

doro

ś

li,  samodzielni  ludzie,  którzy  maj

ą

  ju

Ŝ

  własne  potomstwo,  zachowuj

ą

  si

ę

  tak, 

jakby  dali  im  uprawnienia  do  wtr

ą

cania  si

ę

  i swobodnego  wyra

Ŝ

ania  swoich 

niepochlebnych  opinii.  Jakby  istniała  cicha  umowa, 

Ŝ

e  rodzinie  nie  mo

Ŝ

na  w tym 

miejscu powiedzie

ć

 „stop, nie 

Ŝ

ycz

ę

 sobie te-go”. I zdecydowa

ć

Ŝ

e do podtrzymania 

wi

ę

zi rodzinnych wystarczy Bo

Ŝ

e Narodzenie i Wielkanoc plus mo

Ŝ

e jeszcze imieniny 

dziadka.  Przeczytałam  kiedy

ś

  stosy  pami

ę

tników,  przysłane  na  konkurs  „Moje 

mał

Ŝ

e

ń

stwo  i rodzina”  i utkwił  mi  w pami

ę

ci  jeden  z nich.  Młoda  m

ęŜ

atka  pisała,  jak 

par

ę

 razy w tygodniu przychodzi do niej te

ś

ciowa, zagl

ą

da we wszystkie k

ą

ty, nawet 

do garnków i do szaf, nie szcz

ę

dz

ą

c cierpkich uwag. Musz

ę

 powiedzie

ć

Ŝ

e dla mnie 

ta historia zabrzmiała naprawd

ę

 przera

Ŝ

aj

ą

co. W podobnych przypadkach zach

ę

cam 

Ci

ę

  do  kierowania  si

ę

  zasad

ą

  uj

ę

t

ą

  w angielskim  przysłowiu  „Mój  dom  to  moja 

twierdza”.  Masz  mo

Ŝ

liwo

ść

  wyboru,  mo

Ŝ

esz  tam  wpuszcza

ć

  tylko  swoich 

sprzymierze

ń

ców.  A je

ś

li  zdecydujesz  si

ę

  pozwoli

ć

  wej

ść

  komu  innemu,  to  na 

wyra

ź

nie okre

ś

lonych przez Ciebie zasadach. Prosz

ę

 bardzo, herbata albo kawa, po-

bawi

ć

 si

ę

 z dzieckiem ale naprawd

ę

 

ś

wiat si

ę

 nie zawali, je

Ŝ

eli powiesz: 

„Kuchnia i sypialnia nie jest dla go

ś

ci” albo „O szóstej mamy co

ś

 wa

Ŝ

ne-go do 

background image

zrobienia,  wi

ę

c  serdecznie  zapraszam  do  za  dziesi

ęć

  szósta,  a potem  ju

Ŝ

  musimy 

zaj

ąć

 si

ę

 naszymi sprawami”. I o 17.50 przypomnie

ć

Ŝ

e taka była umowa. 

Boisz si

ę

 narazi

ć

, je

Ŝ

eli zrobisz co

ś

 takiego? Przecie

Ŝ

 naprawd

ę

 nic nie tracisz 

-  z pewno

ś

ci

ą

  chodzi  o kogo

ś

,  kto  i tak  niezbyt  Ci

ę

  szanuje  (a  mo

Ŝ

e  zacznie,  kiedy 

oka

Ŝ

e si

ę

Ŝ

e nie mo

Ŝ

e swobodnie chodzi

ć

 Ci po głowie?). W rzeczywisto

ś

ci grozi Ci 

nie  to, 

Ŝ

e  stracisz  dobr

ą

  opini

ę

,  tylko  złudzenie, 

Ŝ

e  uda  Ci  si

ę

  na  ni

ą

  zasłu

Ŝ

y

ć

Rozmawiaj

ą

c  z lud

ź

mi  przekonałam  si

ę

Ŝ

e  najtrudniej  ograniczy

ć

  kontakty 

z własnymi  rodzicami.  I nie  tylko  z powodu  normy  społecznej  czy  te

Ŝ

  obyczaju.  Do 

ponawiania  kontaktów,  które  ju

Ŝ

  tyle  razy  okazały  si

ę

  truj

ą

ce,  przyci

ą

ga  nas  jak 

magnes  nadzieja, 

Ŝ

e  uda  si

ę

  otrzyma

ć

  od  nich  co

ś

,  czego  si

ę

  nie  dostało 

w dzieci

ń

stwie. Mo

Ŝ

e teraz zauwa

Ŝą

, doceni

ą

, zaczn

ą

 kocha

ć

? Cz

ę

sto nie do ko

ń

ca 

zdajemy  sobie  spraw

ę

Ŝ

e  takie  dziecinne  nadzieje  na  otrzymanie  miło

ś

ci  i uznania 

przetrwały  do  dzi

ś

.  Tylko 

Ŝ

e  skoro  przez  tyle  lat  ich  spełnienie  si

ę

  nie  powiodło,  to 

trudno - trzeba rozsta

ć

 si

ę

 z iluzjami i zacz

ąć

 szuka

ć

 gdzie indziej. 

Jak zapewni

ć

 sobie wsparcie? 

W  tej  sprawie  masz  zapewne  bardzo  słab

ą

  wyobra

ź

ni

ę

,  poniewa

Ŝ

  -  jak 

przypuszczam - rzadko kiedy kto

ś

 Ci

ę

 rozumnie wspierał. Teoretycznie wiemy, 

Ŝ

e od 

tego  mamy  przyjaciół,  ukochanych  czy  rodziców, 

Ŝ

eby  byli  gotowi  pomóc, 

podbudowa

ć

,  doda

ć

  otuchy.  W praktyce  bywa  z tym  bardzo  ró

Ŝ

nie.  Zawsze 

zazdro

ś

ciłam  ludziom,  których  najbli

Ŝ

si  poczuwali  si

ę

  do  towarzyszenia  im 

w trudnych  sytuacjach:  chodzili  z nimi  do  dentysty,  tkwili  na  korytarzu  podczas 

egzaminów - im trudniejszy moment, tym wi

ę

ksz

ą

 otaczali trosk

ą

 i 

Ŝ

yczliwo

ś

ci

ą

Niestety,  w moim  otoczeniu  cz

ęś

ciej  spotykam  wyznawców  zasady  „ka

Ŝ

dy 

powinien radzi

ć

 sobie sam”. Je

Ŝ

eli dorastałe

ś

 w takim przekonaniu, to nic dziwnego, 

Ŝ

e  kiedy  dzisiaj  masz  kłopoty  albo  chandr

ę

,  wstyd  Ci  nie  tylko  poprosi

ć

  o pomoc 

(cho

ć

by „pob

ą

d

ź

 troch

ę

 ze mn

ą

, bo jest mi smutno”), ale nawet przyzna

ć

 si

ę

Ŝ

e co

ś

 

Ci

ę

 gn

ę

bi. To pierwsza bariera utrudniaj

ą

ca otrzymanie wsparcia. Zapominasz o tym, 

Ŝ

e wszyscy - nawet najwspanialsze okazy doskonałego zdrowia psychicznego - maj

ą

 

swoje „dołki”, załamania, momenty bezradno

ś

ci i beznadziejno

ś

ci. Drug

ą

 barier

ą

 jest 

prze

ś

wiadczenie, 

Ŝ

e  nie  jeste

ś

  tego  wart  i nic  Ci  si

ę

  nie  nale

Ŝ

y.  To  oczywisty 

nonsens:  wsparcie  nale

Ŝ

y  Ci  si

ę

  po  prostu  dlatego, 

Ŝ

e  go  potrzebujesz  -  i nie 

wymaga to 

Ŝ

adnych dodatkowych uzasadnie

ń

background image

Wreszcie trzecia bariera - poczucie, 

Ŝ

e wokół Ciebie nie ma nikogo, kto byłby 

gotów zainteresowa

ć

 si

ę

 Twoim samopoczuciem, po

ś

wi

ę

ci

ć

 Ci troch

ę

 czasu, kto Ci

ę

 

naprawd

ę

 lubi czy kocha. 

ś

e nie ma 

Ŝ

adnego grona ludzi, w którym Ty autentyczny, 

ze swoimi kłopotami i problemami mógłby

ś

 znale

źć

 dla siebie miejsce. Słyszałam to 

dziesi

ą

tki  razy  i tyle

Ŝ

  razy  zach

ę

całam  do  rozpocz

ę

cia  poszukiwa

ń

  i prób. 

I przekonałam  si

ę

Ŝ

e  kiedy  człowiek  jest  gotów  przyzna

ć

  si

ę

  przed  sob

ą

Ŝ

potrzebuje innych ludzi, i zacz-nie si

ę

 rozgl

ą

da

ć

 - inni wyczuwaj

ą

 to i zbli

Ŝ

aj

ą

 si

ę

 do 

niego. Wi

ę

c je

ś

li potrzebujesz dobrych, dowarto

ś

ciowuj

ą

cych kontaktów, a masz ich 

mało albo nie masz wcale, to najpierw zrób przegl

ą

d swoich starych oraz obecnych 

znajomo

ś

ci i przyja

ź

ni, 

Ŝ

eby sprawdzi

ć

, czy nie warto nie-których z nich odnowi

ć

 albo 

wzmocni

ć

. Miła kole

Ŝ

anka szkolna ma dwójk

ę

 małych dzieci i nie chcesz sprawia

ć

 jej 

dodatkowych kłopotów? Ale

Ŝ

 nie-wykluczone, 

Ŝ

e ona marzy, 

Ŝ

eby kto

ś

 wpadł do niej 

pogada

ć

.  U kuzyna,  którego  lubisz,  nie  byłe

ś

  ju

Ŝ

  trzy  lata  i czujesz  si

ę

  nie 

w porz

ą

dku? Całkiem mo

Ŝ

liwe, 

Ŝ

e jemu te

Ŝ

 jest przykro, 

Ŝ

e si

ę

 nie widujecie. Ch

ę

tnie 

zaprosiłby

ś

 na imieniny par

ę

 osób z pracy, ale nie ma takiego zwyczaju. To dlaczego 

Ty nie miałby

ś

 go wprowadzi

ć

Rozejrzyj si

ę

, popróbuj, włó

Ŝ

 w to troch

ę

 wysiłku. Nastaw si

ę

Ŝ

e nie wszystkie 

próby  pójd

ą

  Ci  równie  dobrze,  pewnie  si

ę

  zdarzy  par

ę

  niewypałów.  Cała  sztuka 

polega  na  stworzeniu  sobie  mo

Ŝ

liwo

ś

ci  wyboru,  bo  przecie

Ŝ

  wida

ć

,  kogo  Twoja 

obecno

ść

  cieszy,  a komu  ci

ąŜ

y.  Tylko  pami

ę

taj, 

Ŝ

e  inni  te

Ŝ

  mog

ą

  mie

ć

  kompleksy, 

wi

ę

c  musisz  zdoby

ć

  si

ę

  na  troch

ę

  inicjatywy:  zapyta

ć

,  czy  mo

Ŝ

esz  wpa

ść

zaproponowa

ć

 kaw

ę

 u siebie, zaprosi

ć

 na spacer. 

Jest  tutaj  jeszcze  jedna  wa

Ŝ

na  rzecz:  nie  tylko  nie  rób  drugiemu,  co  Tobie 

niemiło,  ale  i odwrotnie  -  rób  to,  co  byłoby  miłe  dla  Ciebie.  Chcesz, 

Ŝ

eby  kto

ś

  był 

z Tob

ą

 szczery i otwarty, wi

ę

c pierwszy zdob

ą

d

ź

 si

ę

 na szczero

ść

. Chcesz, 

Ŝ

eby Ci

ę

 

wysłuchał,  wi

ę

c  zacznij  od  uwa

Ŝ

nego  słuchania.  Chcesz  usłysze

ć

  co

ś

 

Ŝ

yczliwego 

o sobie,  wi

ę

c  sam  raz  i drugi  powiedz  co

ś

  miłego.  Mo

Ŝ

e  efekty  nie  b

ę

d

ą

 

natychmiastowe, ale wkrótce przekonasz si

ę

Ŝ

e to skutkuje. 

Zadbaj  o swoich  bliskich,  a oni  zadbaj

ą

  o ciebie  Czasami  trudno  w to 

uwierzy

ć

,  zwłaszcza  je

Ŝ

eli  tkwisz  w mał

Ŝ

e

ń

stwie,  gdzie  uczucie  wygl

ą

da  na  mocno 

ju

Ŝ

  wystygłe  albo  te

Ŝ

  toczy  si

ę

  nieustaj

ą

ca  wojna;  je

ś

li  z rodzin

ą

  czujesz  si

ę

  obco; 

je

Ŝ

eli  Twoje  dzieci  s

ą

  z Tob

ą

  w ostrym  konflikcie.  Wiem  to  na  pewno:  poza 

background image

nielicznymi  wyj

ą

tkami  dowarto

ś

ciowanie  bliskich  osób  zmienia  sytuacj

ę

  na  lepsze. 

Chc

ę

  Ci  za-proponowa

ć

  par

ę

  -  zreszt

ą

  do

ść

  oczywistych  -  sposobów  jak  to  robi

ć

Z jednym zastrze

Ŝ

eniem: 

Ŝ

adnego fałszu, bo wtedy najbardziej finezyjne metody nie 

skutkuj

ą

Nawet  w bardzo  wrogich  układach  s

ą

  lepsze  momenty,  kiedy  ciepło  my

ś

lisz 

o drugiej osobie, czujesz, jak wa

Ŝ

na jest dla Ciebie, co

ś

 Ci si

ę

 szczególnie spodobało 

albo  Ci

ę

  uj

ę

ło.  Nie  chodzi  o manipulacj

ę

,  tylko  o ujawnianie  pozytywnych  rzeczy, 

które  przychodz

ą

  Ci  do  głowy,  a które  dot

ą

d  miałe

ś

  w zwyczaju  zachowywa

ć

  dla 

siebie. 

Musz

ę

  si

ę

  tu  pochwali

ć

  najmniej  pracochłonnym  sukcesem,  jaki  odniosłam 

w poradni  rodzinnej.  Przyszła  do  mnie  pani  po  pi

ęć

dziesi

ą

tce,  o do

ść

  przeci

ę

tnej 

powierzchowno

ś

ci  i poka

ź

nej  tuszy.  Skar

Ŝ

yła  si

ę

Ŝ

e  m

ąŜ

  zacz

ą

ł  znika

ć

  z domu, 

prawie  z ni

ą

  nie  rozmawia,  burcz

ą

  tylko  na  siebie  i obrzucaj

ą

  si

ę

  pretensjami. 

Doradziłam jej, 

Ŝ

eby go czasem pochwaliła, powiedziała co

ś

 miłego, zatroszczyła si

ę

 

troch

ę

 o niego (z zastrze

Ŝ

eniem jak wy

Ŝ

ej). Pani znikn

ę

ła i pojawiła si

ę

 znowu po pół 

roku, tym razem w sprawie konfliktów z dorosł

ą

 córk

ą

 zreszt

ą

 niezbyt gł

ę

bokich. Przy 

okazji  opowiedziała  mi  o czym

ś

,  co  zakrawało  niemal  na  cud:  zastosowała  si

ę

  do 

moich wskaza

ń

 i m

ąŜ

 zupełnie si

ę

 odmienił. Znów przesiaduje w domu, jest grzeczny 

i miły,  powtarza, 

Ŝ

e  j

ą

  kocha,  i...  nosi  na  r

ę

kach.  Mo

Ŝ

e  zechcesz  skorzysta

ć

 

z podobnych  sposobów  dowarto

ś

ciowania  swoich  bliskich.  Przede  wszystkim  mów 

im  rzeczy  dobre  i miłe,  kiedy  tylko  przyjd

ą

  Ci  na  my

ś

l.  Najpierw  b

ę

d

ą

  mo

Ŝ

e  nieufni, 

mo

Ŝ

e  pomy

ś

l

ą

Ŝ

e  co

ś

  chcesz  za  to  uzyska

ć

  albo  zatuszowa

ć

  jakie

ś

  swoje 

przewinienie (

Ŝ

onom w pierwszej kolejno

ś

ci przychodzi do głowy, 

Ŝ

e skoro m

ąŜ

 jest 

taki  podejrzanie  miły  i prawi  komplementy,  to  pewnie  wykonał  skok  w bok).  Ale  po 

pewnym czasie zobaczysz, jacy s

ą

 uszcz

ęś

liwieni. 

Drugim wa

Ŝ

nym sposobem dowarto

ś

ciowania s

ą

 ciepłe gesty. Ka

Ŝ

dy człowiek 

potrzebuje - wiesz o tym dobrze, kiedy chodzi o Ciebie, a przecie

Ŝ

 oni maj

ą

 podobne 

potrzeby - pogłaskania, przytulenia czy cho

ć

by przyjaznego poklepania albo wzi

ę

cia 

za łokie

ć

. Boisz si

ę

 tak bez okazji? Nie wiesz, jak si

ę

 przełama

ć

? Mo

Ŝ

esz jemu czy 

jej  oprze

ć

  głow

ę

  na  ramieniu  przy  wspólnym  ogl

ą

daniu  telewizji  albo  usi

ąść

  rami

ę

 

w rami

ę

 jad

ą

c gdzie

ś

 autobusem. Pomalutku, bezpiecznie. 

Dobrze  jest  równie

Ŝ

  troch

ę

  zadba

ć

  o najbli

Ŝ

szych.  Przygotowa

ć

  albo  ku-pi

ć

 

background image

co

ś

, co szczególnie lubi

ą

. Moja starsza córka za najwy

Ŝ

szy dowód miło

ś

ci uwa

Ŝ

a to, 

Ŝ

e  czasami  przynosz

ę

  jej  polskie  „Bravo”  albo  inne  czasopismo  z rockowymi 

zespołami. Warto zapewni

ć

 czasami odrobin

ę

 komfortu: poda

ć

 gor

ą

c

ą

 herbat

ę

, kiedy 

wróci  zzi

ę

bni

ę

ty,  chocia

Ŝ

  mógłby  obsłu

Ŝ

y

ć

  si

ę

  sam;  zaproponowa

ć

  półgodzinn

ą

 

drzemk

ę

,  kiedy  ona  wygl

ą

da  na  zm

ę

czon

ą

;  je

ś

li  ma  smutn

ą

  min

ę

,  zapyta

ć

,  czy 

czego

ś

 nie potrzebuje. My

ś

l

ę

Ŝ

e bardzo wa

Ŝ

ne jest tak

Ŝ

e okazywanie autentycznego 

zainteresowania  i uwagi.  Banalne  „jak  tam  dzisiaj?”  czy  „jak  ci  poszło?”  poł

ą

czone 

z uwa

Ŝ

nym  spojrzeniem  i gotowo

ś

ci

ą

  wysłuchania  odpowiedzi  mo

Ŝ

e  by

ć

  bardzo 

przekonywaj

ą

cym  sygnałem.  Tak  samo  powiedzenie, 

Ŝ

e  widzisz,  w jakim  nastroju 

jest druga strona „Chyba ci

ę

 zmartwiło to, co powiedziałem”, „Widz

ę

Ŝ

e jeste

ś

 dzisiaj 

bardzo zdenerwowana”, „To miło, 

Ŝ

e masz taki dobry humor”. 

Zdaj

ę

 sobie spraw

ę

, jak trudno jest zrealizowa

ć

 ka

Ŝ

d

ą

 z tych sugestii. 

Zwłaszcza je

Ŝ

eli nie masz 

Ŝ

adnego treningu czy nawyku w tej dziedzinie: 

nie  jeste

ś

  zbyt  wylewny  ani  „dotykalski”,  mało  si

ę

  orientujesz  w potrzebach 

i upodobaniach swoich bliskich, boisz si

ę

Ŝ

e odrzuc

ą

 Twoj

ą

 trosk

ę

 i zainteresowanie. 

Niemniej  moim  zdaniem  warto  zacz

ąć

,  bo  cz

ę

sto  nawet  drobna  zmiana  wystarczy, 

Ŝ

eby  uruchomi

ć

  proces  „ocieplania”  całego  układu.  Inaczej  mówi

ą

c,  jest  spora 

szansa, 

Ŝ

e je

ś

li zrobisz pierwszy krok czy raczej par

ę

 kroków, 

Ŝ

eby dowarto

ś

ciowa

ć

 

najbli

Ŝ

szych, to po pewnym czasie oni zaczn

ą

 odpowiada

ć

 tym samym. 

Co to znaczy „kocha

ć

 siebie”? 

Wszystko, o czym mówiłam w tym rozdziale zmierzało do jednego celu: 

Ŝ

e-by

ś

 

si

ę

  zapoznał  z paroma  sposobami  zmiany  własnej  samooceny  na  lepsz

ą

ś

eby 

poprawiło si

ę

 Twoje nastawienie do siebie samego czyli 

Ŝ

eby

ś

 bar-dziej siebie polubił 

czy nawet pokochał. 

Cytowana  tu  niedawno  Sondra  Ray  pisze,  i

Ŝ

  ludzie  cz

ę

sto  tak 

ź

le  o sobie 

my

ś

l

ą

Ŝ

e nawet nie rozumiej

ą

, na czym ma polega

ć

 taka miło

ść

 do samego siebie. 

I proponuje swoje rozumienie: 

Kocha

ć

 siebie to chwali

ć

 siebie i werbalnie wyra

Ŝ

a

ć

 dla siebie uznanie. 

Kocha

ć

 siebie to akceptowa

ć

 wszystkie swoje działania. 

Kocha

ć

 siebie to mie

ć

 zaufanie do swoich mo

Ŝ

liwo

ś

ci. 

Kocha

ć

 siebie to sprawia

ć

 sobie przyjemno

ść

 bez poczucia winy. 

Kocha

ć

 siebie to kocha

ć

 swoje ciało i zachwyca

ć

 si

ę

 swoim pi

ę

knem. Kocha

ć

 

background image

siebie to dawa

ć

 sobie to, czego pragniesz z poczuciem, 

Ŝ

e na to zasługujesz. 

Kocha

ć

 siebie to pozwala

ć

 sobie na wygrywanie. Kocha

ć

 siebie to dopuszcza

ć

 

do siebie innych zamiast godzi

ć

 si

ę

 na samotno

ść

Kocha

ć

 siebie to kierowa

ć

 si

ę

 własn

ą

 intuicj

ą

Kocha

ć

 siebie to odpowiedzialnie tworzy

ć

 swoje własne zasady. 

Kocha

ć

 siebie to dostrzega

ć

 własn

ą

 doskonało

ść

Kocha

ć

 siebie to sobie przypisywa

ć

 zasługi za to, co si

ę

 zrobiło. 

Kocha

ć

 siebie to otacza

ć

 si

ę

 pi

ę

knem. 

Kocha

ć

 siebie to pozwoli

ć

 sobie na zamo

Ŝ

no

ść

 zamiast 

Ŝ

y

ć

 w biedzie. 

Kocha

ć

 siebie to otoczy

ć

 si

ę

 mnóstwem przyjaciół. 

Kocha

ć

 siebie to nagradza

ć

 si

ę

 i nigdy si

ę

 nie karci

ć

Kocha

ć

 siebie to mie

ć

 do siebie zaufanie. 

Kocha

ć

 siebie to karmi

ć

 si

ę

 dobrym po

Ŝ

ywieniem i dobrymi my

ś

lami. 

Kocha

ć

 siebie to otacza

ć

 si

ę

 lud

ź

mi, których obecno

ść

 ci słu

Ŝ

y. 

Kocha

ć

 siebie to czerpa

ć

 rado

ść

 z aktywno

ś

ci seksualnej. 

Kocha

ć

 siebie to cz

ę

sto dawa

ć

 sobie robi

ć

 masa

Ŝ

Kocha

ć

 siebie to uwa

Ŝ

a

ć

 siebie za równego innym. 

Kocha

ć

 siebie to wybacza

ć

 sobie. 

Kocha

ć

 siebie to pozwala

ć

 na czuło

ść

Kocha

ć

  siebie  to  by

ć

  dla  siebie  autorytetem  zamiast  cedowa

ć

  to  na  kogo 

innego. 

Kocha

ć

 siebie to rozwija

ć

 swoje twórcze impulsy. 

Kocha

ć

 siebie to cały czas dobrze si

ę

 bawi

ć

Kocha

ć

 siebie to przemawia

ć

 do siebie naprawd

ę

 łagodnie i czule. 

Kocha

ć

  siebie  to  sta

ć

  si

ę

  własnym,  akceptuj

ą

cym  rodzicem  wewn

ę

trznym. 

Gdyby

ś

  do  tego  momentu  jeszcze  nie  wiedział  jak  zabra

ć

  si

ę

  do  kochania  siebie 

samego, masz tu prawdziw

ą

 kopalni

ę

 pomysłów. 

Mo

Ŝ

e  by

ć

  inaczej  Niew

ą

tpliwie  byłoby  lepiej,  gdyby 

ś

wiat  był  inaczej 

urz

ą

dzony:  gdyby

ś

  był  otoczony  wył

ą

cznie 

Ŝ

yczliwymi  lud

ź

mi,  pomocnymi 

i wspieraj

ą

cymi, pełnymi uznania dla Twoich zalet i uroków, ale te

Ŝ

 wyrozumienia dla 

słabo

ś

ci i felerów. Pomy

ś

lałam, 

Ŝ

e na koniec mogłabym Ci

ę

 zach

ę

ci

ć

 do tego, 

Ŝ

eby

ś

 

nie  czekał,  a

Ŝ

  tak  b

ę

dzie,  tylko  zabrał  si

ę

  do  zmieniania 

ś

wiata  -  zacz

ą

ł  traktowa

ć

 

background image

innych  tak,  jak  sam  chciałby

ś

  by

ć

  traktowany.  Mo

Ŝ

esz  zacz

ąć

  od  siebie  i swoich 

najbli

Ŝ

szych,  swojego  miejsca  pracy  czy  nauki. 

ś

e  nic  Ci  nie  wyjdzie  w pojedynk

ę

Dookoła  masz  pełno  sojuszników,  chocia

Ŝ

  zapewne  oni  sami  jeszcze  o tym  nie 

wiedz

ą

.  Kto  mo

Ŝ

e  by

ć

  Twoim  sprzymierze

ń

cem?  Ka

Ŝ

dy.  Przecie

Ŝ

  wszyscy  - 

podobnie  jak  Ty  -  marz

ą

  o tym, 

Ŝ

eby  przesta

ć

  si

ę

  chowa

ć

  i odgradza

ć

  od  innych, 

Ŝ

eby  spotyka

ć

  si

ę

  z akceptacj

ą

  i miło

ś

ci

ą

.  Tylko 

Ŝ

e  kto

ś

  musi  zacz

ąć

  i nie  ma 

Ŝ

adnego powodu, 

Ŝ

eby

ś

 to nie był Ty. 

Jak  ju

Ŝ

  mówiłam,  próbuj

ę

  co

ś

  robi

ć

  na  tym  polu  od  kilkunastu  lat  i mam 

poczucie, 

Ŝ

e  moje  starania  nie  id

ą

  na  marne.  Wiem  te

Ŝ

Ŝ

e  jestem  jedn

ą

  z wielu 

osób, które działaj

ą

 w tym samym kierunku: lecz

ą

c ludzi, wychowuj

ą

c dzieci, tworz

ą

sztuk

ę

, wykonuj

ą

c inne zawody - robi

ą

 to wszystko w taki sposób, 

Ŝ

e ka

Ŝ

dy, kto si

ę

 

z nimi  styka,  czuje  si

ę

  potem  lepszy  i lepiej  traktuje  siebie  i innych.  Kr

ą

g  si

ę

 

poszerza, bo kto

ś

, kto bar-dziej kocha siebie, jest te

Ŝ

 bardziej zdolny do obdarzania 

miło

ś

ci

ą

 innych. 

Na koniec chc

ę

 Ci opowiedzie

ć

 bajk

ę

, któr

ą

 słyszałam po raz pierwszy ponad 

20 lat temu.  Nie  wiem, kto jest jej autorem i sk

ą

d pochodzi, ale mam nadziej

ę

Ŝ

e  - 

jak  wszystkie  bajki  -  jest  wspólnym  dobrem,  z którego  wolno  swobodnie  korzysta

ć

Wahałam  si

ę

  troch

ę

,  czy  umie

ś

ci

ć

  j

ą

  tutaj,  bo  dotychczas  opowiadałam  j

ą

  tylko 

ludziom  zaprzyja

ź

nionym  i bliskim,  a Ciebie  przecie

Ŝ

  nie  znam.  Ale  przypomniałam 

sobie, 

Ŝ

e to nieładnie by

ć

 sk

ą

pym i postanowiłam podzieli

ć

 si

ę

 z Tob

ą

Bajka  o ciepłym  i puchatym  W pewnym  mie

ś

cie  wszyscy  byli  zdrowi 

i szcz

ęś

liwi.  Ka

Ŝ

dy  z jego  mieszka

ń

ców,  kiedy  si

ę

  urodził,  dostawał  woreczek 

z Ciepłym i Puchatym, które miało to do siebie, 

Ŝ

e im wi

ę

cej rozdawało si

ę

 go innym, 

tym  wi

ę

cej  przybywało.  Dlatego  wszyscy  swobodnie  obdarowywali  si

ę

  nawzajem 

Ciepłym  i Puchatym  wiedz

ą

c, 

Ŝ

e  nigdy  go  nie  zabraknie.  Matki  dawały  Ciepłe 

i Puchate  dzieciom,  kiedy  wracały  do  domu; 

Ŝ

ony  i m

ęŜ

owie  wr

ę

czali  je  sobie  na 

powitanie,  po  powrocie  z pracy,  przed  snem;  nauczyciele  rozdawali  w szkole, 

s

ą

siedzi  na  ulicy  i w  sklepie,  znajomi  przy  ka

Ŝ

dym  spotkaniu;  nawet  gro

ź

ny  szef 

w pracy  nierzadko  si

ę

gał  do  swojego  woreczka  z Ciepłym  i Puchatym.  Jak  ju

Ŝ

 

mówiłam,  nikt  tam  nie  chorował  i nie  umierał,  a szcz

ęś

cie  i rado

ść

  mieszkały  we 

wszystkich rodzinach. 

Pewnego  dnia  do  miasta  sprowadziła  si

ę

  zła  czarownica,  która 

Ŝ

yła  ze 

background image

sprzedawania  ludziom  leków  i zakl

ęć

  przeciw  ró

Ŝ

nym  chorobom  i nieszcz

ęś

ciom. 

Szybko  zrozumiała, 

Ŝ

e nic tu nie  zarobi, wi

ę

c postanowiła działa

ć

. Poszła  do jednej 

młodej kobiety i w najgł

ę

bszej tajemnicy powiedziała jej, 

Ŝ

eby nie szafowała zbytnio 

swoim Ciepłym i Puchatym, bo si

ę

 sko

ń

czy, i 

Ŝ

eby uprzedziła o tym swoich bliskich. 

Kobieta schowała swój woreczek gł

ę

boko na dno szafy i do tego samego namówiła 

m

ęŜ

a  i dzieci.  Stopniowo  wiadomo

ść

  rozeszła  si

ę

  po  całym  mie

ś

cie,  ludzie 

poukrywali  Ciepłe  i Puchate,  gdzie  kto  mógł.  Wkrótce  zacz

ę

ły  si

ę

  tam  szerzy

ć

 

choroby i nieszcz

ęś

cia, coraz wi

ę

cej ludzi zacz

ę

ło umiera

ć

Czarownica  z pocz

ą

tku  cieszyła  si

ę

  bardzo:  drzwi  jej  domu  na  dalekim 

przedmie

ś

ciu  nie  zamykały  si

ę

.  Lecz  wkrótce  wyszło  na  jaw, 

Ŝ

e  jej  specyfiki  nie 

pomagaj

ą

  i ludzie  przychodzili,  coraz  rzadziej.  Zacz

ę

ła  wi

ę

c  sprzedawa

ć

  Zimne 

i Kolczaste,  co  troch

ę

  pomagało,  bo  przecie

Ŝ

  był  to  -  wprawdzie  nie  najlepszy  -  ale 

zawsze jaki

ś

 kontakt. Ju

Ŝ

 nie umierali tak szybko, jednak ich 

Ŝ

ycie toczyło si

ę

 w

ś

ród 

chorób  i nieszcz

ęść

.  I byłoby  tak  mo

Ŝ

e  do  dzi

ś

,  gdyby  do  miasta  nie  przyjechała 

pewna  kobieta,  która  nie  znała  argumentów  czarownicy.  Zgodnie  ze  swoimi 

zwyczajami  zacz

ę

ła  całymi  gar

ś

ciami  obdziela

ć

  Ciepłym  i Puchatym  dzieci 

i s

ą

siadów. Z pocz

ą

tku ludzie dziwili si

ę

 i nawet nie bardzo chcieli przyjmowa

ć

 - bali 

si

ę

Ŝ

e  b

ę

d

ą

  musieli  odda

ć

.  Ale  kto  by  tam  upilnował  dzieci!  Brały,  cieszyły  si

ę

 

i kiedy

ś

 jedno z drugim powyci

ą

gały ze schowków swoje woreczki i znów jak dawniej 

zacz

ę

ły rozdawa

ć

Jeszcze  nie  wiemy,  czym  si

ę

  sko

ń

czy  ta  bajka.  Jak  b

ę

dzie  dalej,  zale

Ŝ

y  od 

Ciebie. 

Post  scriptum  Od  Agnieszki  i Lucyny,  dwóch  uroczych  dziewczyn  i 

ś

wietnych 

terapeutek  dowiedziałam  si

ę

,  co  Albert  Einstein  uwa

Ŝ

ał  za  najwi

ę

ksze  odkrycie 

swego 

Ŝ

ycia. Mylisz si

ę

, je

ś

li s

ą

dzisz pochopnie, 

Ŝ

e teori

ę

 wzgl

ę

dno

ś

ci. Otó

Ŝ

 pewien 

dziennikarz  zapytał  o to  wielkiego  uczonego  pod  koniec  jego 

Ŝ

ycia  i usłyszał  od 

Einsteina:  najwa

Ŝ

niejsze,  co  odkryłem,  to 

Ŝ

e  Wszech

ś

wiat  jest  łaskawy  Autorka, 

Anna  Dodziuk,  od  blisko  20  lat  zajmuje  si

ę

  poradnictwem,  treningiem 

psychologicznym,  psychoterapi

ą

  oraz  uczeniem  pomocy  psychologicznej.  Pracuje 

w Instytucie  Psychologii  Zdrowia  i Trze

ź

wo

ś

ci  w Warszawie,  głównie  z grupami 

trze

ź

wych 

alkoholików 

i członków 

ich 

rodzin. 

Po-przednio 

w Poradni 

Przedmał

Ŝ

e

ń

skiej  i Rodzinnej  Towarzystwa  Planowania  Rodziny  zajmowała  si

ę

 

background image

indywidualnym poradnictwem i psychoterapi

ą

 dla par. 

Uko

ń

czyła studia etnograficzne. Ma 45 lat, wychowuje dwie córki.