background image

97

Sztuka i Dokumentacja, nr 6 (2012)

SZTUKA ZAMIAST

FILOZOFII

Bogusław Jasiński 

 To, 

że filozofia jako korona wiedzy powinna dawać ludziom najogólniejszy 

i sensowny obraz świata, stało się prawdą obiegową. Ale i prawdą równie oczywistą 
stało się, iż z zadania tego od dawna się nie wywiązuje, grzęznąc w jałowych sporach 
analitycznych – innymi słowy zajmując się  głównie samą sobą, a nie światem 
zewnętrznym. Jednocześnie nikt nie kwestionuje potrzeby posiadania, chociażby na 
własny użytek, owego obrazu całego  świata, chociażby po to, by stawiać w nim 
jakiekolwiek drogowskazy. Pojawiały się w ostatnich kilkudziesięciu latach rozmaite 
pomysły wyręczenia filozofii z tego zadania i tym samym powiedzenia tego samego tyle 
tylko, że w innym języku: i tak przykładowo, zadanie owo miała spełniać początkowo 
cybernetyka, potem historia, a nawet tzw. powieść encyklopedyczna. Za każdym razem 
jednak język opisu świata, jaki proponowano, nie mógł przekroczyć partykularnych 
granic dyscypliny, w obszarze której się rodził i tym samym nie sięgał poziomu 
ogólności samej filozofii, co najwyżej zadowalał się metaforą i przenośnią.
 W 

tekście niniejszym spróbuję odpowiedzieć na pytanie, czy do takiej roli 

może pretendować sztuka współczesna, a w szczególności nurt konceptualny. Wydaje 
się całkiem naturalne, że właśnie tam, gdzie wypowiedź artystyczna skoncentrowana 
jest nie na swojej formie przedmiotowej, lecz na samej idei, takie właśnie pytanie 
jest jak najbardziej uprawomocnione. Nie chodzi jednak o to, że sztuka powinna 
niejako zakresowo pokrywać się z obszarem zainteresowań filozofii, lecz – kto wie, 
czy nie przede wszystkim – raczej równie głęboko jak ona penetrować tajemnice bytu 
i egzystencji ludzkiej. Oczywiście, czyniąc to w sposób sobie tylko właściwy, tj. przy 
pomocy swojego  języka i równie swoistego obrazowania. Pytanie jest tu tylko jedno: 
jak i na ile jest to możliwe? Bo nikt raczej nie ma wątpliwości – dlaczego i po co? – 
Bo wszak lepiej żyć w świecie choćby pobieżnie zdefiniowanym i uporządkowanym, 
niż w zgiełku i chaosie. Czy jednak sztuka współczesna rzeczywiście może sprostać 
takiemu zadaniu?
 

W tej perspektywie problemowej ciągle niedocenianym przełomem w historii 

sztuki najnowszej wydaje się być samo pojawienie się właśnie artystów konceptualnych, 
którzy niejako w naturalny sposób odwoływali się do spekulacji myślowej czyniąc z niej 
podstawowe narzędzie swojej pracy artystycznej. O ile jednak ich prace zatrzymały się 
na etapie odkrywania i analizy własnego języka wypowiedzi, o tyle teraz chcielibyśmy 
postawić pytanie: co można i co da się przy jego pomocy powiedzieć? Wydaje się 

background image

98

Sztuka i Dokumentacja, nr 6 (2012)

bowiem,  że to właśnie sztuka pojęciowa do takiego opisu  świata w szczególny 
sposób jest predestynowana. Nie sądzę jednak, że tylko i wyłącznie ona. Niech 
jednak pozostanie tu ona tylko w charakterze przywołania. Raczej spójrzmy na te 
przejawy sztuki najnowszej, w których miast wytwarzania gotowych przedmiotów 
artystycznych, wyjątkowy akcent kładzie się na dokumentację, zapis działania, 
rejestrację śladów artystycznej interwencji, swoistą teatralizację – a wszystko po to, by 
nawiązać z odbiorcą ten szczególny i niepowtarzalny charakter więzi umożliwiający 
przekazanie równie ważnych treści. I nie wyczerpuje tego formuła oczywistego 
performance, albowiem w tym myśleniu idziemy jeszcze dalej, przekraczając i tę 
granicę. Pytamy się o prawdy ważne, bo dotykające tajemnicy samej egzystencji – 
i nie jest naprawdę ważne w jakim języku artystycznym się wypowiadamy i do granic 
jakiej religii sięgamy, albowiem niech będą  błogosławieni wszyscy, którym jeszcze 
chce się pytania takie zadawać. A także ci, którym jeszcze chce się na ten temat 
rozmawiać. Do takiej właśnie rozmowy zapraszam. Niech się dzieje dialog.

DLACZEGO NIE FILOZOFIA?

 Filozofia 

się wy czerpała. To fakt. Wybór jakiegokolwiek stanowiska teoretycz-

nego w filozofii jest aktem wiary. Żadnego stano 

wiska teoretycznego w filozofii 

nie da się całkowi cie uzasadnić. Trzeba je tylko przyjąć — jest to bowiem kwestią 
założenia i jego konsekwencji. Następujące po sobie koncepcje filozoficzne nie 
dają  żadnych pewnych odpowiedzi. Dawno także filozofowie zaprzestali budować 
w swych teoriach ogólny obraz świata uznając samo to zajęcie za niepoprawne 
intelektualnie.

1

 Paradygmat filozofii

2

 oparty jest na podstawowym dualizmie 

przedmiotu i podmiotu. Nie da się pomyśleć filozo fii bez tego dualizmu. Dualizm 
ten jest w pewnym sensie formą niewiedzy, albowiem nie wynika z istnienia, które 
jest samoistne, realne i jedno — dualizm ten jest wymyślony i ugruntowany w tradycji 
filozofii racjonalistycznej. Założeniem i podstawą każdej tezy filozoficznej — zgodnie 
z wymogami logiki, na której filozo 

fia właśnie się opiera — powinna być teza 

dokład nie przeciwna, tj. nie-filozoficzna, w przeciwnym bowiem wypadku pierwotna 
teza filozoficzna nie będzie uzasadniona — chyba, że przez tautologię, a tę trudno 
przyjąć za jakiekolwiek uzasadnienie. A zatem — w takim wypadku — każda taka 
teza filozoficzna staje się czysto deklaratywna, na zasa dzie: jeśli A, to ... A. Nie 
istnieje jednak jakiekol 

wiek logiczne przejście — a takiego właśnie  żąda sama 

filozofia — od niewiedzy do wiedzy, od nie-filozofii do filozofii. I dlatego filozofia 
w swej is tocie jest całkowicie deklaratywna.

3

 Stała się eks presją osobowości filozofa, 

światem zakleszczo nym w słowach i pojęciach... filozoficznych; jako taka właśnie 
w całości należy do metasfery ist nienia i zarazem sferę tę tworzy. Filozofia jest oparta 
na tautologii i nie może istnieć po elimina cji tautologiczności myślenia. Swoją drogą 
to ciekawe, że niektórzy konceptualiści powiadali, iż w gruncie rzeczy cała sztuka jest 
w istocie swej tautologiczna, albowiem jedynym jej punktem odniesienia zazwyczaj 
była ona sama (por. kategorię autotelizmu w estetyce tradycyjnej). Czy jednak w obu 
tych wypadkach mówimy o tym samym rodzaju tautologii? Jeśli tak, to w takim razie 
próbując opuszczać filozofię ku perspektywie stanowiska, które nazwałem ethosofią, 
tym samym otwierałbym też pola nowego rodzaju aktywności twórczej – nie tylko 
pozbawione owej cechy tautologiczności, ale także zapewne cech standardowo 
rozumianej sztuki. 
 

Filozofia jest elementem całej metasfery ist nienia. Metasfera istnienia jest 

domeną  świata zreprodukowanego — a to jest przestrzeń istnienia życiowego. 
Żyjemy w 

   świecie zreprodukowanym — człowiek stworzył wokół siebie naturę 

zreprodukowaną, której materia, choć jakościowo in 

na od pierwotnej, utkana 

jest na podstawie mnie mań o tej ostatniej. Rządzą nią podobne, twarde zasady. 
Ta zreprodukowana natura jest na tyle gęsta i nieprzezroczysta, że uniemożliwia 
auten tyczny dialog z naturą pierwotną. Od Galileusza przyjęto za synonim badań 
naukowych badanie tylko tych proce sów i zjawisk, które potrafimy zreprodukować. 
Dziś dokonano na tej drodze znacznego postępu — zaczęto przedmioty badań 
stwarzać, traktując je jako naturalne. Nasz świat stał się światem zreprodukowanym, 
wszystkie zaś reguły, jakie w jego zamkniętej przestrzeni ustanawiamy są przypadkowe, 
albowiem są wymyślone — są wynikiem umowy. Granicę tego świata stanowi 
metasfera istnienia.

background image

99

Sztuka i Dokumentacja, nr 6 (2012)

 

Natura zreprodukowana rozwija się już we dług swoich, sobie tylko właściwych 

prawidłowo ści. I tak człowiek, choć wyemancypował się z na tury pierwotnej, popadł 
w niewolę natury zreprodukowanej, której — paradoksalnie — sam jest twórcą. Być 
może nie od rzeczy w związku z powyższym byłoby wskazać na kierunek drugiej 
emancypacji człowieka, emancypacji od niego samego, a ściślej, od jego wytworów, 
które nim zawładnęły. Prekursor skim wyrazem tych tendencji w filozofii współ czesnej 
jest najważniejszy w niej nurt demistyfikujący metasferę istnienia, którego wyrazem 
są zarówno badania współczesnych marksistów nad „świadomością fałszywą,” jak 
i badania fenomeno logów nad „nastawieniem naturalnym,” egzystencjalistów nad 
„życiem nieautentycznym” oraz psychoanalityków nad „id”. Filozofia współczesna 
tym samym odkryła samą siebie, tj. fakt, że nie prowadzi jakiegoś wyimaginowanego 
dialogu z naturą, lecz raczej monolog sama ze sobą.

4

 Wszys tkie zatem odkrycia 

których dokonywała, nie przekraczały jej własnych granic — granic, które zarazem 
stały się granicami wszelkiego dyskursu teoretycznego.
 Wróćmy do zagadnień związanych z naturą zreprodukowaną. Otóż natura 
ta nie jest bynaj mniej ani racjonalna (choć stworzona przez rozum człowieka w imię 
racjonalności), ani też bezpiecz na (choć stworzona w imię bezpieczeństwa). Rzą dzi 
nią przypadek, który nazwano Losem. I choć utkana jest z sensów, które człowiek 
nadał natu rze pierwotnej, to jednak sama tak się zachowuje (funkcjonuje), jakby 
była pozbawiona jakiegokol wiek sensu. Dalej: choć stworzona jest z układu wartości, 
sama sobą wartości żadnych nie przed stawia (nie można bowiem powiedzieć, że sam 
fakt istnienia natury zreprodukowanej jest wartością) — a wprost przeciwnie: wartości 
depcze i obraca w antywartości. Choć jest tworem świadomości, nie da się już ogarnąć 
świadomością. Choć pow stała jako środek do sterowania procesami zacho dzącymi 
między człowiekiem a naturą pierwotną, sama nie da się już sterować  żadnymi 
dyrektywa mi — ani modlitwą o lepsze jutro, ani też decyzja mi ściśle racjonalnymi.

5

 

Filozofia jest produktem natury zreprodukowanej. Człowiek stworzył system 

pojęciowy, któ ry miał tłumaczyć i racjonalizować naturę, tym czasem system ten sam 
stał się naturą zreprodukowaną. Proces ten jest wielkim etapem w rozwoju ludzkości.
Równolegle z procesem reprodukowania na tury pierwotnej widzimy znaczny rozwój 
technik zniewalania i rządzenia, które stwarzają podsta 

wy totalitarnych form 

państwowości. Tendencja ta związana jest z instrumentalnym traktowa niem przez 
człowieka, nie tylko innych ludzi, lecz — ogólnie — całej rzeczywistości. Możemy 
to nazwać powiększeniem  świata  środków z jednoczesną redukcją  świata celów. 
Zjawiska te są szczególnym wynalazkiem naszego czasu. Lu 

dzie panują nad 

ludźmi tak, jak wcześniej zapano wali nad rzeczami. Stosunki międzyludzkie zo stały 
zastąpione relacjami między rzeczami — tak się je traktuje i tak się nimi steruje. 
Państwo zaś jest pojmowane jako byt, który ma monopol na siłę.
 Zamkniętość filozofii potwierdzają — przykła dowo — analizy H.  G. Gadamera, 
który uważa, że przez filozofię należy rozumieć mówienie i roz mowę.

6

 Filozofia w takim 

ujęciu „pracuje” całko wicie na poziomie natury zreprodukowanej nie wykraczając 
poza niego. Doświadczenie, do którego odwołuje się filo zofia, jest w przeważającej 
mierze przez nią kreo wane, w o wiele zaś mniejszym stopniu tylko jest. W tym miejscu 
należy także uwzględnić — jako typowe — propozycje teoretyczne Lacana, w których 
widać ów proces zdobywania samo 

świadomości przez filozofię współczesną.

7

 

Uspołecz nienie jednostki rozumie on jako jej partycypację w symbolicznym języku 
kultury. Struktury owe go języka zaczynają z czasem kształtować osobo wość i psychikę 
jednostki. Na tej podstawie twier 

dzi on, iż człowiek jest całkowicie pisany przez 

alfabet języka kultury. Ów język zniekształca przedmiot swej wypowiedzi (a także 
wypowiedź samą). Margines owego zniekształcenia powinna badać filozofia poprzez 
odsłanianie sfery podświa domej. Podświadomość bowiem — według Lacana — 
utrudnia bezkonfliktową komunikację spo 

łeczną, ponieważ wprowadza element 

przypad ku i chaosu z punktu widzenia zracjonalizowanej struktury społecznej. 
Podświadomość ma jednak — jak dalej dowodzi — podobną strukturę jak ję-
zyk. Dlatego Lacan wprowadza tu pojęcie „prze niesienia” i „kondensacji”. Historia 
podmiotu — w ujęciu Lacana — staje się historią szczególne go poszukiwania siebie. 
W kontekście powyższych problemów warto też rozpat rzyć na nowo pojęcie techniki. 
Dziś bo 

wiem nadaje się mu szczególne znaczenie. Także w pracy artystycznej.

8

  

Stanowi ono jednocześnie klucz do zrozumienia natury zreprodukowanej.

background image

100

Sztuka i Dokumentacja, nr 6 (2012)

 Technika 

dziś — nie tylko jako umiejętność, ale także jako swoisty sposób 

rozumienia świata — jest synonimem pychy człowieka-zdobywcy na tury. Akcentuje 
się przy tym, iż aparatura pomia rowa techniki jest neutralna aksjologicznie, a za-
tem sytuuje się poza jakąkolwiek ideologią. Tym czasem technika po pierwsze — 
tworzy ideologię własną, po drugie — właśnie wraz z tą ideologią, a nawet dzięki 
niej, może być wykorzystana w dowolnych aksjologiach natury zreprodukowanej. 
Jej istotą jest bowiem instrumentalność, ów świat  środków i jako taka może być 
bezkolizyj nie włączana w dowolny system aksjologiczny natury zreprodukowanej, 
albowiem u podstaw tej natury tkwi właśnie idea budowy świata środ ków. Technika 
zatem współtworzy naturę zreprodukowaną, a myślenie „techniczne” wpisane jest 
w sposób myślenia w domenie natury zreprodukowanej.
 Pra-ideą techniki, jej poniekąd istotą, jest za 

kłócenie równowagi natury. 

Dobrze to ilustruje mit Prometeusza, który ukradł bogom ogień. Ukradł — a więc 
dopuścił się czynu jednoznacznie negatywnego z punktu widzenia etyki. Musiał więc 
zostać ukarany. Ale zarazem kradzież ognia to pierwsze swoiste osiągnięcie techniczne 
czło wieka (por. analizy Denis de Rougemont

9

). Widzi 

my tu ową pierworodną 

rozbieżność wartości ety cznych i technicznych, które dziś nie tylko roze szły się, lecz 
wręcz przeciwstawiają się sobie. Pra przyczyną tej dychotomii jest wyobcowanie się 
człowieka z porządku natury. Tutaj też tkwi pod stawa mitu człowieka-zdobywcy, ufnego 
we włas ne siły i ludzkie perspektywy, de facto mitu ludzkiej pychy i niepokorności. 
 

Natura zreprodukowana w odniesieniu do człowieka stanowi metasferę 

istnienia. W jej prze strzeni rozgrywa się istnienie życiowe. Pragniemy tu podkreślić 
jeden jego aspekt. Człowiek naszego czasu otrzymując informację pozbawiony 
został możliwości stawiania pytań. Zdolność  tę wykorze 

niła metasfera istnienia. 

Z pierwotnej natury dia logowej człowiek przekształcił się w naturę mono logową, 
będącą ukonkretnieniem natury zrepro 

dukowanej. W naturze zreprodukowanej 

mamy do czynie nia zawsze i bez wyjątku tylko z sensem sensu, wartością wartości 
itd. O ile bowiem w naturze pierwotnej można było mówić o sensie i o warto ści, o tyle 
tu mówimy o sensie tamtego sensu i o wartości tamtej wartości. Wszystkie problemy 
teoretyczne, które są tu stawiane, w tym także problemy wypełniające przestrzeń 
metasfery ist nienia i odnoszące się wprost do istnienia życiowe go, mają taką właśnie 
strukturę podwójnego wzroku. Jest to wzrok, w którego patrzenie nieod 

wołalnie 

wpisany jest odblask metasfery istnienia. Istnienie postrzegamy więc wraz z jego 
interpreta cją, czyli wraz z metasferą. Oba te elementy ludz kiego doświadczenia są 
nieodłączne i da się je rozdzielić tylko abstrakcyjnie. Ta abstrakcja także należy do 
metasfery istnienia.
 Sztuka 

współczesna — wskutek wyżej wskazanych uwarunkowań — także 

stała się swoi stym odbiciem odbicia. Oznacza to, że artyści w coraz mniejszym stopniu 
patrzą w sposób bez pośredni na świat dookolny, w większym nato miast na artystyczne 
jego ujęcie. Artyści od noszą się do artystów — i to jest główna relacja konstytuująca 
sztukę współczesną. Tak w sztuce, jak w przestrzeni metasfery istnienia, coraz mniej 
jest rzeczywistości, a w coraz większym stopniu obcujemy z jej zapośredniczeniami — 
i to jest mia rą postępu. Postępem jest wzrastające zapośredniczenie natury.
 Człowiek wyobcowany z natury pierwotnej staje się w głębokim i podstawowym 
sensie bytem pozornym — spełniającym się w istnieniu życio wym. Istnienie życiowe 
przecina relacje z istnie niem i buduje metasferę istnienia. Wtedy człowiek zaczyna 
rozmawiać ze sobą,  świat dookolny nato miast włączony zostaje w świat  środków, 
tzn. pojmowany jest wyłącznie instrumentalnie. W co raz mniejszym też stopniu mamy 
do czynienia z wartościami samocelowymi, a za to przede wszy stkim z wartościami 
instrumentalnymi. Działania  życiowe z immanentnych stają się działaniami 
przechodnimi. Ich materia znika, staje się dru gorzędna, liczy się tylko efekt. Podobnie 
relacja z drugim człowiekiem włączona została do świata środków. Sytuacja ta ma 
znaczenie nie tylko praktyczne, lecz także teoretyczne, ponieważ obie ktywizuje się 
w preferowanych systemach warto ści, wiedzy i ideałów filozoficznych. Odbija się 
tak że w sposobie przyswajania przez człowieka wszel kich wartości. Otóż człowiek 
współczesny wartości tylko się uczy (tzn. przychodzą one zawsze z ze wnątrz), lecz nie 
doświadcza ich, nie żyje nimi i nie odnajduje ich w samym istnieniu. Nie do świadcza 
ich, bo musiałyby one pochodzić z we wnątrz, tymczasem istnienie życiowe wyklucza 
ja kiekolwiek wnętrze. Nie żyje nimi, bo żyje pozor nie (czy rzeczywiście żyje?).

background image

101

Sztuka i Dokumentacja, nr 6 (2012)

Życie stało się proble mem. Tak stworzony został człowiek monologowy. Dla człowieka 
monologowego znikł całko wicie problem Tajemnicy — wszystko jest wyjaśnione lub 
wyjaśnialne. Człowiek raz jeszcze po twierdza pychę swego mitu zdobywcy.
 Filozofia 

zatem 

de facto ukazuje przypadkowość ludzkiego istnienia. 

Z doznania tej przypadkowości sama się poczęła, konstruując (wymyślając) 
rozmaite wy jaśnienia tego faktu. Zniesienie przypadkowości ludzkiego istnienia musi 
oparte być o wskazanie na organiczny i pierwotny związek człowieka z ist nieniem 
nieprzypadkowym, a więc z stnieniem koniecznym i niewarunkowym. Tylko w ten 
spo sób człowiek może odzyskać swoją samo-tożsamość.
 

Czy istnienie nie-przypadkowe, a więc ist nienie pełne, istnienie prześwietlone 

ethosem, da się zrozumieć i pojąć dzięki obserwacji i poznaniu istnienia przypadkowego, 
tj. istnienia warunko 

wego? Arystoteles, jak wiadomo, sądził,  że  ex contingente 

ad necessarium, tj.  że istnienie bytu absolutnego i jednego można udowodnić 
(i wyprowadzić) z obserwacji bytów skończonych. Twierdził nawet więcej: oto ów byt 
absolutny i jedyny jest niejako logiczną przesłanką istnie nia bytów skończonych, 
ograniczonych w czasie i przestrzeni. Ale przecież  istnienie może być rozumiane samo 
przez się. O istnieniu można mówić bez żadnego ustosunkowania się do czegokolwiek 
— tzn. do przejawów istnienia. Istnienie jest  przed czymkolwiek. Istnienie jest — 
istnienie istnieje. Jest także przed koniecznością i przed przypadkowością. Istnienia 
nie można poznawać tak, jak po znaje się w filozofii, tzn. zakładając wyróżnienie 
podmiotu i przedmiotu. Albowiem istnienie obej muje także — w równym stopniu — 
podmiot i przedmiot: są to równorzędne przejawy istnienia.

10

 Arystoteles 

Peri Hermenias pisał o są dach przypadkowych. Za sąd 

przypadkowy uważa on taki sąd, który może danej rzeczy w równym stopniu 
przysługiwać lub nie przysługiwać, co bynajmniej nie zmienia samej natury rzeczy. 
Na takich właśnie sądach oparte jest wnioskowanie w samej filozofii. Tymczasem 
moje rozumienie samego pojęcia istnienia odwołuje się do konieczności i tym samym 
ożywia tradycję filozofii bytu (lub metafizyki w nowożytnym rozumieniu).

11

 Istnienie 

nie-przypadkowe stanowi nega cję metasfery istnienia. Negacja ta odbywa się poprzez 
eliminację metasfery istnienia i restytucję istnienia. Istnienie nie-przypadkowe porzu ca 
wszystko to, co wobec niego jest zewnętrz ne; to wszystko jest redukowane do samego 
ist nienia. Istnienie nieprzypadkowe jest ethosem istnienia. Ethos istnienia odsłania 
naturalne miejsce człowieka. W istnieniu pełnym i nieprzypadkowym człowiek jest 
sobą. Odzyskanie siebie jest równoznaczne z odzyskaniem świata zewnętrznego 
— człowiek staje się elementem tego świata, a świat elementem człowieka. Ginie 
tradycyjny dualizm filozoficzny. Logika myślenia o bycie staje się logiką bytu — 
tzn. staje się  ethosem. Nietrudno zatem w tej perspektywie uznać, iż tradycyjna, 
tj. racjonalistyczna „istota rzeczy” jest pojęciem uro jonym. Stanowi jeszcze jeden 
element metasfery istnienia.
 

Problematyka ta w skrajny sposób wystę puje wówczas, gdy są konstruowane 

abstrakcyjne modele społeczeństw, które mają być idealnymi kategoriami 
społeczeństw realnych. Nigdy jednak nie mamy pewności,  że taki abstrakcyjny 
model jest abstrakcją adekwatną, tzn. taką, która ma za swój przedmiot jakąkolwiek 
realność  istniejącą obiektywnie. Trudno też wyobrazić sobie całkowi cie przekonywujący  
argument, który by niezbicie udowadniał  że dany model abstrakcyjny posiada 
z całą pewnością swój przedmiotowy od 

powiednik. Gdyby można było jednak 

sformuło wać taki argument (byłaby to relacja łącząca mo del abstrakcyjny z jego 
przedmiotowym odpowiednikiem), wówczas automatycznie przekreślony by 
został jakikolwiek sens istnienia owego abstrak cyjnego modelu, albowiem skoro 
potrafilibyśmy już bezbłędnie wskazać na tę określoną rzeczywistość, która 
odpowiada właśnie danemu modelowi abstrakcyjnemu, to tym samym dalibyśmy  
świa dectwo temu, że rzeczywistość tę już rozumiemy, że nie jest więc potrzebny żaden 
jej abstrakcyjny model. Zostaje on unicestwiony dokładnie wtedy, kiedy dowodzimy 
jego adekwatności. Wypływa stąd wniosek następujący: abstrakcyjne modele istnienia 
są jawnie fałszywe lub ani prawdziwe, ani fałszywe, tj. pozorne. Model abstrakcyjny 
daje pozorne wyjaśnienie istnienia — staje się ideologią. Tylko samo istnienie 
demaskuje taki model jako ideologiczny. Abstrakcyjny model istnienia unieważnia 
przy tym dane empiryczne, albowiem selekcjonuje je na odpowiadające mu i na nie 
od powiadające. Postępowanie takie jest arbitralne i nie wynika z samego istnienia.
Model taki — w przypadku analiz społecznych — nie jest efektem analizy 

background image

102

Sztuka i Dokumentacja, nr 6 (2012)

społeczeństwa rzeczywistego, lecz społeczeństwa wymyślonego, istniejącego tylko 
w sferze ideału. Tragiczne staje się porządkowanie zasad życia opierając się na 
abstrakcyjnym mode lu istnienia. To wszystko bowiem, co nie podpada pod założone 
z góry rozumienie i założony z góry sens, uznane zostaje za nie istniejące. Wprost 
pro porcjonalnie do rozziewu między ową abstrakcyj ną doktryną a rzeczywistością, 
zostaje rozbudowa 

ny represyjny aparat państwa (i sama zasada pań stwowości). 

I choć pozorne poznanie rodzi po zorne społeczeństwo, to jednak przemoc i siła 
urzeczywistniające te efekty poznawcze jest aż nadto realna. Oto jeszcze jeden 
paradoksalny przejaw naszego życia — fikcja rodzi całkiem real ne fakty.

12

 Możemy zatem przyjąć,  że istnienie w filozofii jest tylko predykatem są du 
o istnieniu. W swojej ethosofii natomiast proponowałem dokładne odwrócenie tej 
relacji: tzn. sąd o istnieniu tylko wówczas nie jest pozorny, kiedy jest predykatem 
samego istnienia. Powiedzieć tu mo żemy nawet mocniej: kiedy ów sąd jest wyrazem 
istnienia, jego samoświadomym przedłużeniem, je 

go bytową konsekwencją. 

Obraz świata, jaki daje nam filozofia, nie jest rejestracją porządku realnego, lecz 
efektem dłu giego procesu samopotwierdzania się gatunku lu dzkiego — efektem 
przystosowywania się człowie ka do siebie samego. Nie można tu przecież mó wić 
o rzystosowywaniu się do natury, ta bowiem „jako taka” nie istnieje, a przynajmniej 
nic o niej nie potrafimy powiedzieć. Tak oto człowiek „obłaskawia” samego siebie, 
czyni siebie sobie znośniejszym. Z życia wyeliminowana zostaje tajem nica istnienia. 
Omija się w ten sposób trud cią głego tłumaczenia świata dookolnego na nowo. Taka 
jest rzeczywista funkcja filozofii, widoczna z punktu widzenia istnienia.
 Podstawowy 

przełom w filozofii nowożytnej polegał na odkryciu, że  świat, 

z którym obcujemy, jest do pomyślenia tylko wespół z obserwatorem, tj. aktywnym 
podmiotem poznania. Tym samym stało się jasnym, że nie jesteśmy w stanie wykro-
czyć poza ów ludzki horyzont istnienia. Analogicz 

nie — tematem podstawowym 

nowożytnych roz 

ważań epistemologicznych nie jest ani podmiot, ani przedmiot 

poznania, lecz relacja je łącząca. Jeśli zatem mamy do czynienia tylko z rze czywistością 
człowieka, to w takim razie staje się zbędne podkreślenie, iż jest to właśnie rzeczywi-
stość człowieka. Obejmuje ona wszak wszystko, a więc jest. Problemem natomiast 
pozostaje, czy świat widziany oczyma człowieka, będąc swoistym wytworem kultury, 
historii i określonego po rządku społecznego, jest światem wynikającym z samego 
istnienia. Z takiej wątpliwości bierze się  postulat eliminacji metasfery istnienia, która 
redukuje formy istnienia życiowego do samego istnienia. Istnienie nie jest jednak 
atrybutem  świa domości, lecz na odwrót: istnieję, więc myślę. Istnienie życiowe, 
czyli faktyczne nasze do świadczenie codzienne, rozpostarte jest na granicy dwóch 
światów: jednego — uznawanego i deklaro wanego w słowach (normy, wartości, 
ideały) oraz drugiego — wyznaczonego przez realne zachowania. Świat pierwszy 
należy do sfery świadomości (jest uświadamiany), drugi do sfery nieświadomo ści 
(człowiek nie w pełni, i nie zawsze uświadamia sobie racje i motywy własnych działań, 
a tym bardziej nie uświadamia sobie owej przepaści dzielącej ideały od realnych 
efektów działań). Filo zofia bazuje na świecie pierwszym. Ethosofia zaś wychodzi ze 
świata drugiego porzucając samą za sadę jego istnienia — tj. jego istnienie „wobec”, 
czy „naprzeciw” świata pierwszego. Porzuca w ten sposób pozór na rzecz tego, co 
jest. Tak rozpoczyna się droga poszukiwania ethosu ist nienia. Nie możemy jednak 
powiedzieć,  że je 

den z tych wyróżnionych wyżej  światów jest bar 

dziej „realny”, 

ponieważ to, co jest, jest atry butem samego siebie — istnieje beż żadnych do datków. 
Ethosu istnienia nie możemy opisać — choć jest.
 

Tymczasem dla nas bardziej rzeczywiste (bo opisujemy je jako rzeczywiste) 

stało się  właśnie to, co pozorne, natomiast to, co rzeczywiście  jest wymyka się 
spod jakichkolwiek dystynkcji języ kowych i tym samym staje się nie-rzeczywiste. 
Odwrócenie to jest przejawem ironii czasu, w któ rym żyjemy, ale zarazem jest także 
swoistą miarą rozwoju naszej cywilizacji, miarą  naszego po stępu. Tak uwyraźnia 
się pycha zdobywców. Tak oto świadectwem naszego czasu stał się zagubiony 
ethos istnienia. Zagubienie to sproblematyzowało samo pojęcie „rzeczywistości”. 
Rzeczywiste stało się dla nas to, co pozorne, natomiast to, co rzeczywiste pozostało 
w góle poza obrębem naszej percepcji. Istnienie życiowe czerpie w całości swe racje 
bytu z metasfery istnienia. Ona to dostarcza jedynych kryteriów dzia łania, wartości, 
ocen itd. Zerwana została nić łą cząca człowieka z samym istnieniem.

background image

103

Sztuka i Dokumentacja, nr 6 (2012)

 

Ten  powyższy, skrótowy w istocie wywód oddający niejako stan współczesnej 

świadomości filozoficznej, siłą rzeczy subiektywny, bo odwołujący się do własnych 
przemyśleń autora, prowadzi nas jednak w konkluzjach do oczywistych wniosków: 
filozofia współczesna utraciła nie tylko dawną moc wyjaśniania  świata, ale także 
utraciła możliwość budowy jego całościowego obrazu.  I z obu tych ułomności uczyniła 
dziś cnotę oddając możliwość tłumaczenia natury i samego człowieka metodologii 
i hermeneutyce, a ciężar stwarzania obrazu całej rzeczywistości… nie wiadomo 
komu, czemu, po co i dlaczego. I tu stawiamy pytanie: czy sztuka współczesna może 
i powinna wystąpić zamiast filozofii?

DLACZEGO SZTUKA?

1.

To pytanie należałoby w gruncie rzeczy sformułować bardziej szczegółowo: nie tylko 
dlaczego sztuka, ale także jaka sztuka?  A zatem już tu na samym wstępie dokonać 
musimy istotnego ograniczenia zakresu wypowiedzi: tak, to prawda, że w długiej historii
sztuki poszczególne dzieła, rzadziej prądy artystyczne, aspirowały do wypowiedzi 
na tyle ogólnej, iż mogły wystąpić w roli filozofii. Czyniły to na ogół językiem sobie 
właściwym, tj. przynależnym określonemu gatunkowi sztuki. Język ten obciążony 
był zawsze szczególną materią danego rodzaju wypowiedzi artystycznej, własną 
przedmiotowością. Był obrazowy, zmysłowy, emocjonalny odwoływał się też do 
szczególnej, bo estetycznej wrażliwości odbiorcy.
  

Przełom jaki nastąpił w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku był w tym 

względzie rzeczywiście rewolucyjny. Wystąpienie Josepha Kosutha miało wszelkie 
znamiona paradygmatycznego przesilenia w sztuce współczesnej i – takie mam 
wrażenie – do tej pory nie zostało w pełni włączone w nurt historii sztuki. Jego istotą 
było zanegowanie samego przedmiotu artystycznego. Dzieło artystyczne w tym ujęciu 
stawało się swoją  własną definicją. Przestawał być ważny – jak byśmy powiedzieli 
– komunikat artystyczny, twór skończony i raz na zawsze zamknięty, lecz sam fakt 
przekazywania informacji. Przekornie z trójczłonowego modelu funkcjonowania 
sztuki zakładającego istnienie nadawcy, dzieła i odbiorcy Kosuth wyeliminował 
jakby element środkowy: ważna stała się idea przedmiotu artystycznego, a nie sam 
przedmiot. Stąd też artysta ten zaczynając od wystawiania tautologii obrazu i tekstu, 
czy też tablic z wypisanymi sentencjami o sztuce, w końcu – mniej więcej od roku 
1970, prezentował na wystawach wyłącznie zestawy wybranych przez siebie książek, 
traktując je jako propozycje lektur dla widza.
 

Konceptualizm – jak dowodzi tego w swym szkicu Ursula Meyer

13

 – znosił 

podział na twórcę i krytyka, a sztuka tłumaczy tu się sama przez siebie. Ta sama 
autorka wywodzi podstawowe idee sztuki konceptualnej od dadaistów i Duchampa, 
a zwłaszcza od ich idei odrzucenia mitu cennego i poprawnego dzieła sztuki. 
Wskazuje także na aktualność koncepcji Kazimierza Malewicza – „wyzwolenia od 
przedmiotu”, tworzenia sztuki bez- czy poza-przedmiotowej. Dla naszych rozważań 
te nader ogólne spostrzeżenia na temat sztuki konceptualnej mają znaczenie 
kapitalne, a mianowicie od razu nakierowują na problem podstawowy: jeśli sztuka 
konceptualna operuje pojęciami ogólnymi, dla których właściwszym nośnikiem jest 
słowo i myśl niż obraz, to w takim razie, czy może – po pierwsze – kreować sobie tylko 
właściwe środki wyrazu i – po drugie – czy przy ich pomocy rzeczywiście odpowiadać 
na najogólniejsze i jednocześnie najbardziej podstawowe pytania  dotyczące świata 
w ogóle i miejsca w nim człowieka. Jednym słowem, wyposażona w takie pojęciowe 
instrumentarium, czy może wystąpić w roli filozofii?
 

Tak postawiony problem w gruncie rzeczy zakreśla sobą dwa pola refleksji: 

z jednej strony musimy tu mówić o środkach wyrazu artystycznego, z drugiej zaś 
o tym, co w ogóle mówimy i czy jest to rzeczywiście na tyle istotne, że buduje wręcz 
ów ogólny obraz świata, tak jak filozofia.
 

A zatem przyjrzyjmy się najpierw owym środkom wyrazu, które preferował 

konceptualizm. I tu od razu natrafiamy na swoisty paradoks. A mianowicie – skoro 
ciężar wypowiedzi artystycznej zostaje radykalnie przeniesiony z jej przedmiotowego 
wyrazu na ideę, to w gruncie rzeczy znika niejako i sama technika ekspresji.

background image

104

Sztuka i Dokumentacja, nr 6 (2012)

Mówiąc obrazowo: nie ma już żadnego jak  a pozostaje wyłącznie co. W tej dość 
radykalnej sytuacji artyście pozostaje jedynie dokumentowanie swojej pracy, 
rejestracja procesu, archiwizacja. Stąd ta nobilitacja fotografii, zapisu wideo, filmu 
jako tych środków, które rzeczywiście mogą w sposób wierny właśnie dokumentować 
ów proces tworzenia i myślenia przede wszystkim. I zapewne do miana ironii 
urasta fakt, że te dokumentacje „bezprzedmiotowych procesów” same zaczęły być 
przedmiotami obrotu na rynku sztuki. Zaczęły też funkcjonować w obiegu galeryjno-
instytucjonalnym de facto jako właśnie przedmioty artystyczne.  
 

Tak pojmowane działania artystyczne oddziaływały zatem na odbiorcę 

w sposób całkowicie bezpośredni, bez przedmiotowego pośrednictwa. Często 
także artyści konceptualni w swych wystąpieniach stawiali na kreowanie pewnych 
procesów i sytuacji, w których widzowie byli czynnymi uczestnikami na równi 
z samym artystą.  Stało się więc oczywiste, że działanie takie zmierzało w kierunku 
dzisiejszego performance. Czy jednak w ramach tej artystycznej strategii rzeczywiście 
możemy mówić o wykształceniu się nowego języka sztuki? Czy komunikat, który 
płynął do odbiorcy, rzeczywiście pisany był nowym językiem? Pytanie to jest ważne, 
albowiem od odpowiedzi na nie uzależniony jest w dużej mierze sposób opisu tejże 
sztuki. Bo nie jest tak, że wszystko wolno, lecz to, co można i należy porządnie 
zdefiniować przy pomocy środków wyuczonych. To tu zapewne przebiega ta ważna 
granica pomiędzy profesjonalizmem a czystą hochsztaplerką artystyczną. Słowo 
to jest mocne, ale świadomie przeze mnie użyte, albowiem zbyt często byłem 
świadkiem nieodpowiedzialnych i nieprzemyślanych działań w galeriach, które 
przynosiły wstyd dla całego ruchu neoawangardy budując w świadomości widzów 
jego fałszywy i wykoślawiony obraz. Bez wątpienia owe procesualne manifestacje 
artystyczne wykształciły bowiem swoisty język, który czeka na porządną analizę 
przez kompetentnego krytyka. Osobną kwestią jest użycie w tym celu adekwatnych 
narzędzi teoretycznego opisu, albowiem są one nadal sprawą nowego projektu 
estetycznego.

14

 

 

W tych działaniach artystycznych upatruję jednak szansę na budowę 

całościowego i istotnego obrazu świata. W tym też sensie sztuka rzeczywiście 
może zastąpić filozofię. Taka sztuka, występująca w roli filozofii, a raczej zamiast 
filozofii, nie może jednak pokrywać się z zakresem problematyki tej ostatniej, 
lecz raczej w istotny sposób drążyć tajemnicę samego bytu. Można by w pewnym 
uproszczeniu powiedzieć, iż nie chodzi tu o ilość podjętych zagadnień, lecz raczej 
o jakość ich przedstawiania. Ten teoretyczny program, który tu kreślę, niewątpliwie 
stanowi kontynuację problematyki podjętej wcześniej w moich publikacjach stricte 
filozoficznych, a zwłaszcza tam, gdzie formułowałem pojęcie ethosofii. Centralną 
kategorią, do której często się odwoływałem było pojęcie istnienia. Nie będę 
jednak w ramach niniejszego tekstu przeprowadzał wywodu teoretycznego tam 
zaprezentowanego. Pomysł mój jest daleko skromniejszy, a mianowicie spróbuję 
z pojęć i kategorii tam zaprezentowanych wywieść pewien projekt estetyczny i zarazem 
artystyczny, który ma występować właśnie zamiast filozofii. Po co? Dlatego, że uparcie 
wierzę w ocalenie poprzez sztukę  właśnie – i to tę, która nie produkuje gotowych 
i skończonych przedmiotów artystycznych, lecz pewne procesy: i konceptualne, 
ożywiające ruch myśli, i zmysłowe, odwołujące się do naturalnej wrażliwości 
człowieka. To z takich właśnie środków można budować komunikaty diagnozujące 
nasz świat. Bo kto i gdzie to ma robić? Filozof? – Nie, bo paradygmat samej filozofii 
się wyczerpał, co wyżej udowadniałem. Kapłan? Ale jakiej religii – skoro żyjemy 
w świecie odartym z jakiejkolwiek transcendencji i pod opustoszałym niebem. Pozostaje 
artysta, ale z nową sztuką. Jaką? I jak ją opisać? Tu już nie wystarcza język estetyki 
tradycyjnej, zbudowanej z jednej strony na dualizmie podmiotowo-przedmiotowym, 
rodem z Kartezjusza, z drugiej zaś na przedmiotowym rozumieniu samej sztuki.
Oba te poziomy w tym projekcie są znoszone.

background image

105

Sztuka i Dokumentacja, nr 6 (2012)

2.

Mówimy o urzeczywistnieniu estetyki i sztuki, czyli o przekroczeniu jej granic 
ku… samemu Istnieniu. Rzeczywiście wtedy znika pojęcie sztuki i pojęcie estetyki 
(przynajmniej w starym sensie, czyli stricte przedmiotowym). Motorem napędowym 
tak pojmowanej sfery estetyczności jest negacja negacji – ciągłe przekraczanie raz 
zakreślonych granic. To ma umożliwić powrót człowieka do samego siebie.

A. Dziełem sztuki nie jest to, co jest, lecz to, co się staje. Badać dzieło sztuki, 
to przede wszystkim badać, jak ono nam się zjawia, w jakim jest stosunku do nas 
– a nie badać wyłącznie to, co jest statyczne. Jest to usytuowanie obserwatora 
i przedmiotu obserwowanego w tym samym planie Istnienia. Pytanie o sztukę staje 
się tu sposobem tworzenia sztuki przez tego, kto pyta. Przekraczanie bytu sztuki ku 
byciu sztuką jest zaiste nowym programem estetycznym. Analiza sztuki w sytuacji 
estetycznej wypływała dotąd z samej sztuki – teraz zaś idzie o to, aby odnosiła się do 
samego Istnienia.

B. Założeniem takiej nowej estetyki (bez estetyki?) jest nie tylko rezygnacja 
z analiz metasfery działania artystycznego i uczestnictwo w samym procesie twórczym, 
ale także  reprezentacja Istnienia. Oznacza to także ciągłą demaskację form 
artystycznych właśnie jako artystycznych i mówienie poza językiem artystycznym.

C. Dzieło sztuki wtedy jest dziełem takiej nowej estetyki, kiedy „nie rzuca się 
w  oczy”, gdy nie jest tematem „estetycznego” zainteresowania. Im bardziej dzieło jest 
dziełem, im bardziej funkcjonuje jako dzieło, tym bardziej wymyka się jego istotny sens 
i misja, którą ma do spełnienia. I w tym sensie – paradoksalnie – im bardziej dzieło 
jest dziełem,  czyli im bardziej jest widoczne jako przejaw sztuki, tym mniej je widać 
– w jego funkcji, którą winno spełniać w sposób istotny. Dlatego w sztuce ludowej lub
w sztuce ludów prymitywnych przez to, że dzieł sztuki „nie widać”, one są naprawdę 
– bo wynikają z Istnienia.

15

 Chodzi teraz o to, aby przywrócić – na nowym poziomie 

– ten naturalny porządek funkcjonowania sztuki, a to z kolei chyba jednak związane 
jest ze stanem całego społeczeństwa.

3.

Chodziłoby zatem o rzeczywiste (a więc niefilozoficzne!) zakorzenienie estetyki 
w Istnieniu z całą jej sferą podmiotowo-przedmiotową; zakorzenienie jej 
w pierwotnych,  a więc poza-świadomych, poza-teoretycznych, poza-estetycznych 
wymiarach bytu. Tymczasem estetyka dotychczasowa podstawy te niejako pomija, 
dlatego chodzi jej tylko o sztukę i to rozumianą jako wytwarzanie „ładnych” 
przedmiotów. Estetyka tradycyjna była jedynie teorią poznawania i wyjaśniania 
przedmiotów artystycznych (tego, co wyróżnia się  jako artystyczne). Tymczasem 
chodzi teraz i tu o to, by metoda  tej nowej estetyki (kiedyś nazwałem ją po 
prostu ethosoficzną, ale tu z braku miejsca nie mogę dodatkowo uzasadnić tego 
terminu)  wyprowadzając wartości z Istnienia stać się mogła próbą wyjaśniania 
tego poznawania. Wzięcie w cudzysłów sfery estetyczności pokazuje, że w owej 
estetyce tradycyjnej, zorientowanej przedmiotowo zakłada się istnienie przedmiotów 
artystycznych naprzeciw teorii. W ostatecznym jednak rachunku  zarówno istnienie 
tak pomyślanej estetyki, jak i przedmiotowo rozumianej sztuki jest uwarunkowane 
tym samym: odniesieniem, stopniem otwarcia na samo Istnienie. A zatem ta estetyka, 
której projekt tu kreślę, ma być doświadczeniem, które przekracza tradycyjną estetykę 
i sztukę przedmiotową. Ma być jednocześnie samoświadomością tej estetyki i tej sztuki, 
lecz sama nie występuje wobec siebie jako estetyka – innymi słowy jest pozbawiona 
własnej samoświadomości. Estetyka ta „tęskni” do tej samoświadomości i jej pożąda, 
i choć do niej nieustannie dąży, to nigdy jej w pełni nie osiąga. Jest ruchem i zmianą. 
„Myślenie” nie poprzedza tu działania, lecz odbywa się w ramach tego działania 
i poprzez to działanie. Podobnie jej sztuka: dociera do ludzi nie za pomocą mniemań 
o sztuce, lecz przez praktyczne odsłanianie Istnienia.

background image

106

Sztuka i Dokumentacja, nr 6 (2012)

4.

Prawdzie spekulacji moja estetyka przeciwstawiać ma prawdę konkretu. Potrzebie 
tzw. czystego poznania – tęsknotę za życiem w ethosie Istnienia. Uniwersalizmowi 
filozoficznych prawd – wewnętrzny akt czynienia. Ta estetyka z jednej strony 
dowartościowuje rzeczywistość, z drugiej – urzeczywistnia samą estetykę (rozumianą 
jako teoria). Otwiera się na Istnienie. Tylko wtórna abstrakcja odróżnić może część 
„teoretyczną” tej estetyki od jej części „praktycznej”. Ta estetyka nie jest czymś danym, 
lecz musi ciągle być uobecniana na nowo w procesie tworzenia. Dlatego nie można 
tej estetyki uzasadnić „teoretycznie” – ją trzeba urzeczywistnić. Nie jest ona „wiedzą 
o czymś”, lecz raczej pewnym wyzwaniem, pytaniem o Istnienie. Poznawanie nie 
jest tu ograniczone do działania – jest ono aspektem działania. Estetyka ta ma być 
wyrazem tego, co Istnieje. To swoista pedagogika wrażliwości Istnienia.

5.

W geście, słowie i dźwięku postulujemy tu restytucję samego Istnienia. Poprzez 
artystyczną eliminację metasfery Istnienia (ach, te formy…) sztuka może odkryć cud 
Istnienia. Sztuka przedmiotowa była pewną wyspecjalizowaną umiejętnością zupełnie 
niezależną od refleksji nad Istnieniem jako całością.

A. 

O ile w folklorze mamy do czynienia z poziomem pre-refleksyjnym 

uprawiania sztuki, o tyle w przypadku sztuki, o której tu mówimy, należałoby mówić 
o poziomie post-prerefleksyjnym. Folklor jest bowiem dla nas snem, który już nigdy 
nie stanie się jawą. Dlatego musimy sobie pomóc – poprzez świadome odzyskanie 
utraconej jedności między życiem a kulturą, człowiekiem a społeczeństwem, bytem 
a powinnością, podmiotem a przedmiotem. Tę jedność odnajdujemy w Istnieniu, 
w jego tajemnicy.

B. Nie 

świadomość bycia artystą, lecz bycie artystą – to jest otwarcie ku Istnieniu. 

Tu jednostka, która tworzy nie doświadcza rozdarcia, gdyż jej stosunek do określonej 
sytuacji tworzenia nie jest zapośredniczony przez refleksję. Sztuka ta wówczas będzie 
afirmować Istnienie i uczyć życia w samo-tożsamości.

C. Tak, 

artyści mogą na powrót stać się rzemieślnikami. Trzeba tylko nadać inne 

znaczenie słowu „rzemieślnik”. Dla takiego artysty-rzemieślnika przedmiot artystyczny 
nie jest czymś zewnętrznym wobec przestrzeni jego Istnienia (a to także znaczy: nie 
jest idealny), lecz jest elementem bytu. Tu możemy zanalizować sposób wytwarzania 
przez anonimowych artystów-rzemieślników średniowiecza „pięknych” przedmiotów. 
Podobnie jest – choć w innym układzie wartości – z genialnymi, lecz nieznanymi 
malarzami ikon staroruskich. Mechanizm „produkcji artystycznej” jest tu dokładnie 
ten sam i opiera się na całkowitym nie-istnieniu świadomości bycia artystą. To z kolei 
jest związane z całym światem wartości społecznych.

 

Co dalej będzie? Chyba będą żyły poza całym Systemem jakieś grupy ludzi, 

małe społeczności zorganizowane po swojemu i na swój sposób samowystarczalne. 
I będą tam niektórzy ludzie nadal wytwarzać jakieś przedmioty z założenia 
niepraktyczne i niczemu nie służące – ale ich sens i wartość  będą pojmowane 
tylko w ramach tej społeczności, bez żadnej ambicji komunikowania czegokolwiek 
i komukolwiek na zewnątrz. I tylko tam będą rzeczywiście rozumiane. Te przedmioty 
będą ważne – tylko wewnątrz tych grup. Duży świat ogarnięty nadal manią nazywania 
i definiowania wszystkiego, i cierpiący na nadmiar teorii i filozofii za wszelką cenę 
będzie chciał w nich widzieć sztukę, ale naprawdę bez żadnej konsekwencji dla 
samych tych  przedmiotów i dla ludzi żyjących po swojemu w swoich enklawach. Takie 
działanie twórcze, realizowane w ramach swoistej autarkii i społecznej, i kulturowej, 
rzeczywiście sięgać może tajemnicy bytu i istnienia, a zatem realnie wystąpić może 
zamiast filozofii.

background image

107

Sztuka i Dokumentacja, nr 6 (2012)

1 Dlatego 

też w swej książce Tezy o ethosofii  (Olsztyn-Warszawa: Ethos, 1993) zaproponowałem niejako nowy obszar   

 

refleksji, który nazwałem ethosofią.

Por. Imre Lakatos, „Falsification and the Methodology of Scientific Research Programmes,” w: Criticism and the Growth of  

 Knowledge, red. Imre Lakatos i Alan Musgrave (Cambridge: Cambridge University Press, 1970), 91-196 oraz  ——,  
 

„History of Sciences and its Rational Reconstructions,” w: The Methodology of Scientific Research Programmes. Philosophical  

 Papers, t. 1, red. John Worrall i George Currie (Cambridge: Cambridge University Press, 1978), 102-38. Idea „programu  
 

filozoficznego” Lakatosa znalazła potem swą kontynuację w kategorii właśnie paradygmatu, tak bardzo spopularyzowanej  

 przez 

Kuhna.

3 Por. 

Bogusław Jasiński, „Myślenie dialogiem,” w: Droga myśli (Warszawa: Ethos, 1997), 218-19. 

4 Por. 

moją rozprawkę „Jak istnieje świat obiektywny? Kilka uwag o Husserlowskiej idei przedmiotowości transcendentalnej,”  

 

Świdnickie Studia Teologiczne, nr 6 (2009): 121-33.

5 Stąd moja kategoria ethosu istnienia, którą wprowadziłem w pracy Tezy o ethosofii a także „Tezy o ethosofii,” Studia   
 Filozoficzne
, nr 7 (1987): 153-79.
6 Hans-Georg 

Gadamer, Rozum, słowo, dzieje  (Warszawa: PIW, 1979), 105-06.; zwłaszcza zaś  ———,

 

„Die Universalität des hermeneutischen Problems,” w: Kleine Schriften I. Philosophie-Hermeneutik (Tübingen: J.C.B. Mohr  

 

(Paul Siebek), 1967), 101-12.

7 Jacques 

Lacan, 

Ecrits  (Paris: Seuil, 1966); por. także: Anika Lemaire, Jacques Lacan  (Bruxelles: C. Dessart, 1970).

8 Por. 

Jasiński, „Wokół Joyce’a,” w: Zagubiony Ethos (Warszawa: Ethos, 1994), 47-77.

Denis de Rougemont, Udział diabła  (Warszawa: Wydawnictwo Wodnika, 1992), 235.

10 Wokół kategorii istnienia zbudowałem całą koncepcję rozumienia i sztuki, i estetyki w pracy Sztuka? Tylko wtedy, kiedy  
 jestem
 (Warszawa: Ethos, 2010).
11 Por. 

Jasiński, Myślenie Heideggerem  (Warszawa: Klub Otrycki, 1988).

12 

Obszernie problem ten analizowałem w rozprawie: „Karl R. Popper: bałwochwalstwo rozumu,” Świdnickie Studia  

 

 Teologiczne,  nr 4 (2007): 243-85.
13 Ursula 

Meyer, 

Conceptual Art  (New York: Dutton, 1972), VIII.

14 Por. 

moją książkę Estetyka po estetyce. Prolegomena do ontologii procesu twórczego  (Warszawa: Ethos, 2008).

15 

Por. ———, „Granice malarstwa, granice sztuki,” Twórczość, nr 5 (2009): 125-29.