background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

11  

 

Pięd  dni po tym,  jak Raphael  kochał  ją  w  miłosnym  zapomnieniu,  Elena zasiadła w 

cichym,  pełnym  słooca  ogrodzie.  Od  tamtej  nocy  sny  nie  pojawiły  się  więcej,  ale  czuła  ich 

ciężką obecnośd na horyzoncie. Były jak burza, której nie była jeszcze w stanie stawid czoła. 

Gdyby nie bezlitosna dyscyplina związana z nauką, którą narzucił jej Dmitri, a która pozwalała 

jej cały czas pozostawad zajętą, jej umysł byd może pogrążył by się w szaleostwie, starając się 

uciec od ciągłej presji. Co dziwne, atak na Noela przeszedł po Azylu bez echa, zaledwie jako 

drobna aberracja

1

.  

Jednakże, gniew Raphaela nawet na chwilę nie zelżał. 

-  Nazarach  zaprzecza  uczestnictwu  w  tym  zdarzeniu  -  powiedział  jej  zeszłej  nocy, 

palcami  bawiąc  się  płaszczyzną  jej brzucha.  -  Mógłby  złamad  jego  umysł. Jednak  jeśli  mówi 

                                                           

1

 Aberracja- chwilowe odchylenie od normy, lekkie zaburzenie porządku 

background image

prawdę,  zabiłję  go,  tracąc  w  ten  sposób  jednego  z  najsilniejszych  aniołów  z  mojego 

terytorium. 

Elena  przełknęła  ślinę,  słysząc  z  jaką  łatwością  mówi  o  rozerwaniu  umysłu  innego 

anioła  -  anioła,  którego  kiedyś  inny  łowca  opisał  jej  w  następujący  sposób:  „potwór,  który 

najpewniej uśmiechałby się, pieprząc cię na śmierd”. 

- Nazarach zwróciłby się przeciwko tobie? 

- Dokładnie tak samo, jak zrobiłabyś i ty. - Męska dłoo zaczęła bawid się krawędzią 

jej majtek. - Muszę mied dowód. Inaczej stracę nie tylko jego lojalnośd, ale i inne silne anioły, 

które mnie obserwują. 

Chwyciła jego dłoo i uścisnęła ją. On zawsze  tylko dawał. Jej ciało chciało, by brał. 

Ale  w  jego  spojrzeniu  lśniło  ostrzeżenie,  pasja  tak  mroczna,  że  wiedziała  że  nie  jest  na  nią 

gotowa. Jeszcze nie była dośd silna. Na razie. 

- Potrzebujesz go, by utrzymad władzę? 

Rozłożył dłoo płasko na jej brzuchu i pochylił głowę by uwięzid jej usta w leniwym 

pocałunku, który sprawił, że zacisnęła palce na prześcieradle. Było to złagodzenie ich obojga, 

zelżenie ostrych szponów głodu. 

- Nie. 

Dwie sekundy zajęło jej znalezienie oddechu, by móc mu odpowiedzied. 

- W takim razie o co chodzi? 

- Ludzie go potrzebują, Eleno – przypomniał jej łagodnie. 

Widziała koszmar, którego próbował jej oszczędzid. 

- Jedynym powodem, dla którego więcej wampirów nie poddaje się żądzy krwi jest 

to, że anioły trzymają je na smyczy. 

background image

- Ale nawet Archanioł nie jest w stanie kontrolowad każdego pojedynczego wampira 

w obrębie swoich granic. Jeśli wpadną w żądzę krwi, muszę je wtedy zabid. - Uniósł brwi. – W 

twoich oczach jest czai się cieo. Co wiesz o Nazarachu? 

-  Jeden  z  łowców  śledził  go  jakiś  czas  temu.  -  Gdy  pojawiło  się  tam  inne  zlecenie, 

Ashwini  odmówiła  później  powrotu  do  Atlanty.  -  Powiedziała,  że  jego  dom  jest  pełen 

krzyków,  pełen  bólu,  który  sam  w  sobie  mógłby  popchnąd  zdrowego  człowieka  do 

szaleostwa.  Najwyraźniej  wziął  do  łóżka  dwie  wampirzyce.  I  to  tylko  po  to,  by  ukarad  ich 

partnerów. 

-  Wampiry  wybierają  swoją  wiecznośd,  gdy  decydują  się  na  Przemienienie  – 

odpowiedział jedwabistym głosem. 

Nie mogła z tym argumentowad. Nawet jej siostra, Beth, zgłosiła się jako kandydatka 

do  przemiany,  chociaż  była  świadkiem  barbarzyoskiej  kary  jaką  jej  mężowi  wymierzył  jego 

anielski pan. 

- Wierzysz Nazarachowi? 

-  Kłamie  z  łatwością,  ale  nie  jest  jedynym  dostatecznie  aroganckim  aniołem,  który 

sądzi, że może stad się archaniołem. 

- Kto jeszcze był w Azylu w tym czasie? - Oboje zgodzili się, że winny zbrodni musi 

byd  w  pobliżu,  tak  by  mógł  byd  świadkiem  rezultatów  swoich  działao.  -  Dahariel?  -  To 

beznamiętne spojrzenie, pokrewne ze wzrokiem drapieżnego ptaka, którego skrzydła nosił… 

Mówił  lodowatym  głosem  i  mając  wyjątkowo  racjonalny  umysł  zdolny  był  do 

usprawiedliwienia  każdego  działania,  byle  tylko  doprowadzid  do  wyniku  na  jakim  mu 

zależało. 

Potaknął.  

- Podobnie jak Anoushka, córka Neha. Była tu przez ostatnie tygodnie. 

Neha, Królowa Trucizn i Węży. 

background image

Drżąc na myśl, co potomstwo Archanielicy może byd w stanie zrobid, Elena opuściła 

jeden z woluminów, które dała jej Jessamy. Wróciła myślami do teraźniejszości i zachwyciła 

się  pięknem  okolicy.  Bez  niebieskoskrzydłego  anioła  rozpartego  obok  niej  nigdy  nie 

odnalazłaby tego tajemniczego ogrodu.  

Dzikie,  polne  kwiaty  ścieliły  się  na  trawie  grubym  kobiercem.  Zasiedli  w 

marmurowym pawilonie otoczonym radosnymi, barwnymi roślinkami. Pawilon sam w sobie 

był  prosty,  ale  elegancki  -  zbudowany  z  czterech  smukłych  kolumn  podpierających  dach, 

wyrzeźbiony był na wzór arabskich namiotów. 

- Jest zbyt zimno na te kwiaty. - Dotknęła kwiatka w kolorze dyni, który otarł się o jej 

udo, gdy tak siedziała z nogami wiszącymi z krawędzi marmurowej podstawy. 

-  Kwiaty  zaczęły  kwitnąd  bez  ostrzeżenia  jakiś  miesiąc  temu.  -  Illium  wzruszył 

ramionami. - Cieszymy się nimi. Czemu mamy przy tym kwestionowad ten dar? 

- Rozumiem twój punkt widzenia. - Otwierając książkę rozłożyła skrzydła na chłodnej 

marmurowej  powierzchni.  Z  jej  wzmacniającymi  się  z  każdym  dniem  mięśniami,  nie 

wydawały się już byd dla niej ciężarem, ale naturalnym przedłużeniem jej osoby. – Jest tutaj 

napisane, że Wojny Archaniołów rozpoczęły się z powodu sporów o terytorium. 

Illium usiadł z właściwą sobie, leniwą gracją, a włosy opadły mu na jedno oko. 

- To wybielona wersja dla naszych dzieci - powiedział przesuwając kosmyki w tył. - 

Prawda, jak zawsze, jest o wiele bardziej ludzka. Wszystko zaczęło się od kobiety. 

- Czyżby? - Nawet nie starała się ukrywad sceptycyzmu. 

Anioł uśmiechnął się szelmowsko.  

- Idę polatad. Zawołaj mnie, gdy będę ci potrzebny. 

Patrzyła  jak  podchodzi  do  krawędzi  skalistego  klifu  i  zostaje  zmieciony  w  fali 

pięknego, srebrno niebieskiego światła . Wtedy, zmarszczyła brwi i pomyślała - Raphaelu. 

Odpowiedź przyszła w ułamku sekundy.  

background image

Tak – powiedział. - Poszło o kobietę. 

Elena niemal wyrwała trzymaną w dłoni stronę.  

Jak długo podsłuchujesz?  

Nie  zmusił  ją  do  działania  wbrew  jej  woli  od  czasów  ich  cichego  porozumienia 

zawartego wysoko, nad Azylem, ale to - naruszenie jej myśli, jej sekretów - to było złe. Może 

nawet  gorzej.  Ponieważ  powierzyła  mu  swój  ból,  zdecydowała  odsłonid  przed  nim  częśd 

siebie, którą do tej pory pilnie skrywała. 

Jesteśmy jednością, Eleno. 

- Nie wydaje mi się. - Gdyby było to obustronne,  pewnie by to zaakcentowała. Ale 

tak  nie  było.  A  ona  zbyt  ciężko  walczyła  o  prawo  pozostania  sobą,  by  w  tej  sytuacji  z  tego 

zrezygnowad.  Wzięła  głęboki  wdech  i  wypchnęła  na  zewnątrz  wszystkie  swoje  psychiczne 

siły. 

Eleno, co ty… 

Nagła cisza. 

Raphaelu? 

Nic.  Żadnego  zapachu  deszczu  w  jej  głowie.  Zapachu,  z  którego  nie  zdawała  sobie 

sprawy,  dopóki  ten  nie  zniknął.  Nie  było  żadnego  bólu  głowy,  nie  natychmiast.  Jednak  po 

jakiejś godzinie czytania o wojnach poczuła, jak w niej pulsuje.  W księgach stwierdzono, że 

Titus był po stronie Neha i Nadiela, podczas gdy Charisemnon walczył z Antonicusem. Lijun 

pozostała bezstronna. 

-  Nadiel,  Antonicus…  -  Mruknęła  pod  nosem.  Nigdy  wcześniej  nie  słyszała  tych 

imion. 

Pocierając  pulsującą  skroo  przewróciła  stronę.  Szczegółowy,  piękny  wizerunek 

wyzierający z kartki zaparł jej dech w piersiach. Twarz kobiety była studium czystości, a tak 

niebieskie  oczy  Elena  widziała  tylko  raz  w  życiu.  Jej  ciemne  jak  noc  włosy…  ciemne  jak 

Raphaela. 

background image

- Caliane - przeczytała. - Archanioł Sumeru. 

W  podstawie  szyi  poczuła  bolesne  ukłucie  i  wiedziała,  że  nadszedł  czas  na 

opuszczenie  tarczy.  I  tak  trzymała  je  znacznie  dłużej  niż  jako  śmiertelniczka,  ale  nadal  nie 

dośd długo. Musiała więc zachowad to na okazje, gdy miała sekrety, którym nie chciała dad 

wyjśd na świat. Które najchętniej ukryłaby nawet przed sobą. 

Zapach wiatru, deszczu… nie wróciły. Ale pojawił się inny zapach. Była to zmysłowa, 

piżmowa woo  muskająca ją delikatnie niczym płatki najrzadszej orchidei 

Nie był w jej głowie, zdała sobie z tego sprawę niemal w tej samej chwili. Unosił się 

w powietrzu. 

Czując  uderzenie  adrenaliny  odrzuciła  książkę  i  podniosła  się  na  nogi  w  tej  samej 

chwili, gdy Micheala wylądowała tuż przed nią. Wizualny efekt był oszałamiający.  Mimo, że 

Elena  jej  nie  lubiła,  nie  mogła  uciec  przed  prawdą.  Skrzydła  Archanielicy  były  w  odcieniu 

wspaniałego  brązu,  a  jej  ciało  stanowiło  krajobraz  krzywych  i  idealnie  wyrzeźbionych 

wypukłości. I jej twarz… Nie było drugiej takiej na całym świecie. 

-  Tak  więc…  -  Szerokie  usta  wygięły  się  w  uśmiechu,  który  sprawił,  że  łowczyni 

ucieszyła się, że ma przy sobie swój pistolet. - Znalazłam ukrywającą się myszkę Raphaela. 

 Archanielica  powoli  weszła  do  pawilonu,  a  promienie  słoneczne  zabarwiły  jej 

skrzydła na bursztynowo. Ubrana była w eleganckie spodnie z wielbłądziej skóry, zaś jej  top 

składał się z jednego skrawka miękkiego białego materiału, który oplatał jej szyję, schodził na 

piersi,  po  czym  przechodził  pod  pachami,  gdzie  na  plecach  -  poniżej  linii  skrzydeł  -  został 

związany został w elegancki węzeł. Czysta, seksowna, zapraszająca. 

Elena dokładnie wiedziała do kogo miało byś skierowane zaproszenie. Palce zwinęły 

jej  się  w  pięści,  zdrowy  rozsądek  upadł  i  poczuła  chwytający  ją  za  gardło  palący  gniew 

połączony z ostrą zaborczością.  

- Nie wiedziałam, że jestem dla ciebie tak fascynująca. 

Micheala zmrużyła oczy. 

background image

- Teraz jesteś aniołem, łowczyni. I ja jestem twoją przełożoną. 

- Nie wydaje mi się. 

Archanielica zerknęła na porzuconą książkę. 

- To jest towarzystwo, którego powinnaś się trzymad. Pół-anioł jest kimś bardziej z 

twojego poziomu. 

Słysząc  taki  opis  Jessamy  -  mądrej,  miłej,  inteligentniej  -  łowczyni  zrobiło  się 

czerwono przed oczami. 

- Ona jest dziesięciokrotnie bardziej kobietą niż ty kiedykolwiek się staniesz. 

Micheala  machnęła  dłonią,  jakby  sam  pomysł  był  zbyt  śmieszny,  by  zasługiwad  na 

jakąkolwiek uwagę. 

- Ona ma trzy tysiące lat i spędza swoje dni zamknięta z zakurzonymi tomami. Nikt  

nie uważa tej kaleki za kuszącą. 

- Galen najwyraźniej sądzi, że jest bardziej niż atrakcyjna. - Był to strzał w ciemno... 

lecz trafiła w sedno. 

- Galen to dzieciak, który nie nauczył się jeszcze wybierania swoich wrogów. 

-  On  też  cię  nie  chciał?  -  Mruknęła  Elena,  wiedząc,  że  to  prowokacja.  -  Ależ  tak, 

musiał wziąd przykład ze swego pana. - Straciła oddech, gdy poleciała na kolumnę, po drugiej 

stronie  pawilonu.  Bolało  jak  cholera,  ale  nic  sobie  nie  złamała.  Wtedy  to  w  nią  uderzyło. 

Lodowata pięśd strachu. - Gdzie jest Illium? 

-  Zajęty  gdzie  indziej.  -  Uśmiechając  się  drwiąco,  Archanielica  zaczęła  podchodzid 

bliżej, a każdy jej ruch ukazywał zmysłową naturę toksycznej piękności.- Krwawisz, łowczyni. 

Jaka jestem niezdarna. 

Elena  poczuła  żelazny  posmak  krwi  z  rozciętej  wargi,  ale  nie  odrywała  wzroku  od 

Michaeli.  Była  w  pełni  świadoma,  że  ta  suka  bawi  się  nią  i  że  przybyła  tutaj  z  konkretnego 

powodu.  

background image

- Jeśli go skrzywdziłaś, Raphael cię dopadnie. 

- A jeśli skrzywdzę ciebie? 

-  Ja  cię  dopadnę.  -  Rzuciła  się  naprzód  i  uderzyła  prawą  stopą  w  kolano 

przeciwniczki.   

Ku  jej  zdziwieniu,  Archanielica  upadła.  Ale  nie  było  to  takim  zaskoczeniem, 

pomyślała  Elena,  jako  że  po  chwili  Micheala  stała  już  na  równych  nogach.  Oczy  lśniły  jej 

niebezpiecznie.  

-  Myślę  -  zaczęła  pięknośd  tonem,  który  przypomniał  łowczyni  sadystyczną  i  złą 

osobę  Urama.  –  że  mam  zamiar  przekonad  się,  co  Raphael  zrobi  osobie,  która  ośmieli  się 

skrzywdzid jego małe zwierzątko. 

Elena  nacisnęła  spust  pistoletu,  który  wyciągnęła  natychmiast  po  upadku 

przeciwniczki. Nic się nie stało.  Potem jej palce rozwarły się,  a broo spadła na marmurową 

posadzkę. W tym samym momencie poczuła, że coś uderzyło ją w klatkę piersiową, ale gdy 

spojrzała w dół niczego nie zobaczyła.  W panice jej serce zaczęło walid jak oszalałe. Chwilę 

później  miała  wrażenie,  jakby  kościste  palce  -  twarde,  zakooczone   zeszlifowanymi  ostro 

paznokciami  -  zaciskały  się  wokół  tego  spanikowanego  organu,  ściskając  go  do  chwili,  aż 

krew wypełni jej usta i spłynie po brodzie. 

Micheala wyglądała na niemal rozbawioną. 

- Żegnaj, łowczyni. 

Elena  dostrzegła  po  swojej  prawej  stronie  niebieski  błysk…  i  Illiuma  ze  skrzydłami 

zabrudzonymi krwią. W tej samej chwili poczuła, że wróciła jej władza nad palcami. 

-  Suka  –  wyszeptała  niemal  bezgłośnie,  sięgając  do  ukrytej  kieszeni  w  spodniach, 

gdzie  miała  nóż.  Zdeterminowana  i  uparta  chwyciła  go,  ignorując  ból  oraz  spływającą  jej  z 

warg i rzuciła nim. 

Archanielica wrzasnęła i puściła jej rękę w tej samej chwili, gdy ostrze wbiło jej się w 

oko. W następnej sekundzie zapłonął w pawilonie biały, gorący ogieo, ale to Micheala była 

background image

osobą,  która  po  chwili  skooczyła  nieprzytomna  i  przyparta  do  kolumny.  Nie  Elena.  Starając 

się  coś  zobaczyd  przez  spowijającej  jej  wzrok  mgłę,  łowczyni  dostrzegła  Raphaela.  Jego  

dłonie płonęły zabójczym blaskiem anielskiego ognia. 

Splunęła krwią. 

- Nie. – wychrypiała głosem, którego nikt nie byłby w stanie usłyszed.  

Raphaelu, nie, ona nie jest tego warta.  

Zabił  Urama  ponieważ  trzeba  było  to  zrobid,  ale  to  zabójstwo  coś  mu  odebrało. 

Czuła bliznę, ale jaką - nie mogła określid. Dokuczała jej. 

To nie ma znaczenia. Ona przyszła tutaj, by cię zabid.  

Raphael  uniósł  rękę.  Błękitne  płomienie  lizały  jego  ramiona  i  Elena  wiedziała,  że 

Micheala umrze. Opadając na ziemię, jako że jej nogi nie były w stanie jej dłużej utrzymad, 

powiedziała coś, czego nie wyznała żadnemu innemu mężczyźnie. 

Potrzebuję cię. 

Głowa  kochanka  odwróciła  się  w  jej  stronę,  lecz  oczy  lśniły  obco.  Czas  stanął.  Po 

sekundzie Raphael klęczał przy jej  boku, a błękitny ogieo wracał brutalnie w jego ciało. 

-  Elena.  –  Palcami  musnął  jej  policzek.  Poczuła    w  ciele  inwazję  dziwnego  ciepła, 

jakby ktoś tulił jej zranione serce, które chwilę później znów zaczęło bid równym rytmem. 

Unosząc  drżące  ramiona,  przyciągnęła  go  do  siebie,  trzymając  jego  głowę  w 

dłoniach.  

- Nie pozwól jej zmienid siebie w to, czym jest ona. Nie daj jej wygrad – szepnęła mu 

do ucha. 

- Przyszła tu, by zniszczyd to, co jest moje. Nie mogę zostawid tego bez kary. 

Posiadanie lśniło w jego oczach, ale wiedziała, że jest w tym coś więcej. 

- To kwestia mocy, prawda? 

background image

Jego  przytaknięcie  przesunęło  jedwabiste,  ciemne  sploty  po  jej  dłoniach.  Jej  

Archanioł chciał słuchad. Na razie. 

- Ona wypadła z gry. Jest nieprzytomna, w oku ma mój sztylet. Porzud ją w jakimś 

miejscu, gdzie wszyscy będą mogli to zobaczyd. 

- To bardzo krwiożercze z twojej strony – powiedział z wargami tuż przy jej ustach, 

powstrzymując wściekłośd. - Upokorzenie będzie gorsze niż jakiekolwiek fizyczne cierpienie. 

- Ta dziwka przyszła nie tylko po mnie. Zraniła też Illiuma. Czy on…? 

-  Jest  jednym  z  Siódemki.  -  Usłyszała  w  odpowiedzi.  -  Przeżyje,  czego  nie  mogę 

powiedzied o posłaocu Micheali. 

- Biedny Bluebell - powiedziała patrząc na niebieskiego anioła, który rozprawiał się z 

ostatnim skrzydlatym przeciwnikiem. - Wydaje się, że on zawsze zostaje ranny przez… - Jej 

gardło  zacisnęło  się,  gdy  zobaczyła  jak  Illium  odcina  skrzydła  przeciwnikowi  mieczem  jakby 

wyciągniętym z nicości. - Raphaelu… 

-  To  sprawiedliwa  kara.  -  Archanioł  wstał  i  podszedł  do  ciała  Micheali.  Gdy  ją 

podnosił kobieta wydała cichy jęk, lecz nie odzyskała przytomności. - Zostao tu Eleno. Wrócę 

po ciebie. 

Patrzyła jak odlatuje, nie do kooca pewna czy kobieta, którą trzymał w ramionach, 

przetrwa  jego  zimny  gniew.  Wściekłośd  zmieniła  wyraz  twarzy  Raphaela  w  sposób,  jakiego 

nigdy  u  niego  nie  widziała,  odkąd  zostali  kochankami.  Położyła  dłoo  na  kolumnie  za  sobą  i  

chwiejnie podniosła się na nogi. W tej samej samym chwili Illium wszedł do pawilonu. Krew 

zbryzgała jego twarz, jego włosy, jego miecz. 

-  Skąd  wziął  się  miecz?  -  spytała,  gdy tylko  stanął  przed  nią  w  pozycji  wartownika. 

Plecy  miał  nagie  -  jego  koszula  podarła  się.  Rozkładając  skrzydła,  ukrył  ją  przed  wzrokiem 

każdego,  aż  jej  świat  ograniczył  się  do  ściany  męskich  mięśni  i  srebrzysto  niebieskich,  

skąpanych we krwi piór.   

- Ponownie cię zawiodłem. - Padła napięta odpowiedź. 

background image

Wzięła kilka głębokich oddechów i dotknęła dłonią skóry na wysokości serca, nadal 

czując dotyk tamtych widmowych palców. 

- Illium, pokonałeś pięd innych aniołów. I odciąłeś im skrzydła – powiedziała zimno i 

donitnie. 

Odwrócił  wzrok,  by  napotkad  jej  oczy,  a  w  jego  chłodnym  głosie  pobrzmiewał 

brytyjski akcent. 

- Przykro ci z ich powodu? 

-  Ja  tylko…  -  Potrząsnęła  głową,  próbując  znaleźd  odpowiednie  słowa.  -  Kiedy 

siedziałam w swoim apartamencie i oglądałam anioły lądujące na dachu Wieży, zazdrościłam 

im ich zdolności latania. Skrzydła są czymś specjalnym. 

- One odrosną – odpowiedział. - W koocu. 

Jego lodowaty ton głosu zszokował ją. Było to chyba widoczne, bo posłał jej chłodny 

uśmiech. 

- Twoje zwierzątko ma kły, Eleno. To budzi twoje obrzydzenie. 

To  był  mentalny  policzek,  którego  potrzebowała,  by  pozbyd  się  resztek 

psychicznej mgły spowijającej jej umysł. 

-  Myślę  o  tobie  jako  o  swym  przyjacielu.  A  większośd  moich  przyjaciół  każdego 

dnia tygodnia potrafi stad się jeszcze bardziej niebezpiecznymi niż jakiś nadęty anioł.  

Zamrugał. Raz, potem drugi. Znajomy uśmiech rozjaśnił jego twarz. 

-  Ransom  ma  bardzo  długie,  bardzo  ładne  włosy.  Może  powinienem  poznad  je  z 

Piorunem? 

Oczywiście musiał nadad swojemu mieczowi imię. 

- Spróbuj. Założę się, że gdy wrócisz, będzie ci brakowało kilku piór. 

background image

Niebieskoskrzydły  anioł  uniósł  długie,  obosieczne  ostrze  i  zrobił  ruch,  jakby  chciał 

ukryd je w plecach. Już miała go ostrzec, że jego pochwa musiała odpaśd… gdy miecz zniknął. 

-  Każdy z  nas  ma  swój  talent,  Eleno.  –  Uśmiechnął  się  z  zakłopotaniem.  -  Mój  jest 

użyteczny.  Nie  mam  uroku  osobistego,  ale  potrafię  sprawid,  że  małe  przedmioty w  pobliżu 

mego ciała mogą zniknąd. 

Łowczyni  zaczęła  sie  zastanawiad  czy  to  znaczy,  że  pewnego  dnia  stanie  się  on 

Archaniołem. 

- Nosisz miecz przez cały ten czas, od kiedy się znamy? 

Wzruszył ramionami. 

- Miecz, pistolet, okazjonalnie scimitar

2

. Jest wspaniały do skracania o głowę. 

Elena  potrząsnęła  głową  na  to  krwiożercze  stwierdzenie,  po  czym  zamarła,  gdy  jej 

towarzysz zaczął odwracad od niej wzrok. 

- Idź zmyj z siebie krew, Bluebell. 

- Po tym jak Raphael wróci. 

Kobieta  zrobiła  kilka  kroków  we  wnętrzu  pawilonu  i  popchnęła  Illiuma,  by  ten  się 

ruszył. 

-  Mogę  iśd  do  domu.  -  Czuła  krwawe  siniaki,  ale  nie  było  tak  źle,  mogło  by  się 

zdawad. Zwłaszcza, gdy dotyczyło to jej serca. Potarła pierś wnętrzem dłoni. Trochę bolało, 

ale  poza  tym  nic  jej  się  nie  stało.  -  A  ponieważ  nie  jestem  samobójcą,  możesz  mnie 

eskortowad. 

- Raphael prosił, byś tu poczekała. 

W rzeczywistości był to bardziej rozkaz niż prośba - i nie przewidywał, że ona zrobi 

cokolwiek innego. 

                                                           

2

 Scimitar – rodzaj szabli 

background image

- Illium, jeśli nasza przyjaźo ma mied szansę by się rozwinąd, powinieneś się czegoś o 

mnie dowiedzied. Jest mało prawdopodobne, bym słuchała każdego rozkazu Raphaela. 

Twarz anioła wypełniła nieufnośd. 

- On ma rację, Eleno. Nie jesteś tutaj bezpieczna. 

-  Jestem  urodzoną  łowczynią  -  rzuciła  sucho  w  odpowiedzi.  -  Nigdy  nie  będę 

bezpieczna. 

- Och moja łowczyni. Moja słodka, słodka łowczyni. 

Jak niepotrzebny płaszcz, zrzuciła z siebie wspomnienie. Wiedziała jednak, że wrócą 

one, by znów ją złapad. A potem znowu i znowu.  

Zaczęła  iśd.  Illium  próbował  stanąd  na  jej  drodze,  ale  ona  miała  jeden  atut  - 

wiedziała,  że  on  nie  dotknie  jej  nawet  palcem.  Zapomniała  już  o  aniołach,  które 

niebieskoskrzydły zostawił w ogrodzie. 

Wyglądali  jak  rozszarpane  ptaki,  a  ich  krew  wsiąkała  w  ziemię,  zmieniając  pełną 

kwiatów łąkę w teren rzeźni.