background image

Maxime Rodinson

"Mahomet"

PrzełoŜyła: ElŜbieta Michalska-Novak

Państwowy Instytut Wydawniczy 
Warszawa 1991r.

Producent wersji brajlowskiej:
ALTIX Sp. z o.o.
ul. Surowieckiego 12A
02-785 Warszawa
tel. 644 94 78

Człowiek moŜe być smutny, lecz wstając z łoŜa przed świtem i 
zachowując ostroŜność 
w obcowaniu ze starym drzewem, oparłszy brodę na ostatniej gwieździe, 
widzi w głębi 
niebios na czczo wielkie przejmujące niewinnością rzeczy, które biorą 
obrót ucieszny...

Saint-John Perse, "Anabaza", "Pieśń"; w przekładzie Z. Bieńkowskiego

  Rozdział I

  Opisanie świata

  Trzynaście wieków upłynęło od domniemanej daty załoŜenia Rzymu, 
nieco więcej niŜ 
pięćset lat od narodzin Chrystusa, ponad dwieście od chwili, kiedy 
Bizancjum zostało 
przekształcone przez Konstantyna w Konstantynopol.
  Chrześcijaństwo tryumfowało. Nad brzegami Bosforu i Złotego Rogu 
panował cesarz 
drugiego Rzymu, pierwszy sługa Chrystusa Króla, prawdziwy władca 
świata. Wszędzie 
powstawały kościoły, by głosić chwałę Boga w trzech osobach i 
sprawować ofiarę eucha-
rystyczną. Misje niosły Ewangelię na coraz odleglejsze obszary, 
docierały one zarówno 
do bezkresnych lasów, stepów, aŜ na mglistą Północ, jak i nad ciepłe 
morza, gdzie z rąk 
do rąk przechodziły bajeczne bogactwa i skąd Ŝeglowano do Indii i 
Chin. Na zachodzie 
barbarzyńcy buntowali się co prawda, jednakŜe owi Frankowie, 
Burgundowie, Goci, po-
dzieleni i zwaśnieni, Ŝywiący podziw dla potęgi Rzymu, niezdolni 
utworzyć silnego pańs-
twa, stopniowo osiedlali się i zapuszczali korzenie na terenach 
Cesarstwa. Rzym utracił 
wiele ze swej staroŜytnej świetności, ucierpiał od ciosów 
barbarzyńców. Bizancjum jed-
nak, stolica świata, trwało, wspaniałe, budzące zachwyt, nie zdobyte 
i nie do zdobycia.
  Mniej więcej w tym czasie egipski kupiec nazwiskiem Kosmas, który 
wiele podróŜo-
wał, u schyłku zaś Ŝycia został mnichem, pisał z tryumfem:
  "Cesarstwo Rzymskie uczestniczy więc w chwale królestwa 
Chrystusowego, poniewaŜ 
przerasta, o tyle, o ile jest to moŜliwe w tym Ŝyciu, kaŜdą inną 
władzę, i pozostanie nie-

background image

zwycięŜone aŜ do końca, gdyŜ zostało powiedziane: <Nigdy nie zginie.> 
(Daniel, 2,44)... 
I twierdzę z całą ufnością, Ŝe choć nieprzyjaciel barbarzyńca powstał 
przez krótką chwilę 
przeciw rzymskiej potędze jako kara za nasze grzechy, jednak dzięki 
mocy tego, kto nami 
rządzi, imperium pozostanie niezwycięŜone, jeśli tylko nie ograniczy, 
ale rozszerzy za-
sięg chrystianizmu. Jest to bowiem pierwsze państwo, jakie przed 
wszystkimi innymi 
uwierzyło w Chrystusa i podporządkowało się przez Niego ustalonym 
prawom, w imię 
których Bóg, będący Panem wszechrzeczy, zachowa je niezwycięŜonym aŜ 
do końca" 
(Kosmas, 113 B-C).
  Imperium światowe i religia światowa są powiązane. Kosmas napisał 
równieŜ: "Tak 
samo i u Baktryjczyków, Hunów, Persów, innych Indusów, Persarmenitów, 
Medów 
i Elamitów i w całej Persji niezliczone są kościoły z ich biskupami, 
wielka mnogość 
wspólnot chrześcijańskich, jak teŜ wielu męczenników i mnichów-
pustelników. Tak samo 
w Etiopii, w Aksum i całym tym rejonie; i u mieszkańców Arabii 
Szczęśliwej, których 
nazywa się teraz Homerytami, w całej Arabii, Palestynie, Fenicji, w 
całej Syrii i Antio-
chii aŜ do Mezopotamii, u Nubijczyków i Garamantów, w Egipcie, w 
libijskim Pentapoli-
sie, w Afryce i Mauretanii aŜ po Gadir (Kadyks), na obszarach 
Południa, wszędzie tam is-
tnieją chrześcijańskie kościoły, Ŝyją biskupi, męczennicy, mnisi, 
pustelnicy, wśród któ-
rych głoszona jest Chrystusowa Ewangelia. RównieŜ w Cylicji, w Azji, 
Kapadocji, w kra-
inie Lazów i w Poncie, jak i bardziej na północ, gdzie mieszkają 
Scytowie,Hyrkanowie, 
Herulowie, Bułgarzy, Grecy i Illirowie, Dalmaci, Goci, Hiszpanie, 
Rzymianie, Frankowie 
i inne ludy, aŜ do Gadiru nad Oceanem, i dalej na północ Ŝyją wierni 
i ludzie głoszący 
Ewangelię Chrystusową, wyznający prawdę Zmartwychwstania. Widzimy w 
ten sposób 
spełniające się nad całym światem przepowiednie" (Kosmas, 169 B-D).
  Spróbujmy postawić się w sytuacji mieszkańców tych połoŜonych na 
północy i zacho-
dzie obszarów, które juŜ nieco poznaliśmy. Wielu z nich udawało się 
na Wschód, ku 
źródłom wiary. Galisyjski mnich Valerius daje w VII wieku za przykład 
dla braci zakon-
nych hiszpańską zakonnicę: "W czasach kiedy rodząca się zbawcza wiara 
katolicka 
i wielka światłość naszej świętej religii zajaśniały wreszcie na 
najodleglejszych krańcach 
Zachodu, błogosławiona siostra Aetheria, trawiona ogniem pragnienia, 
by spłynęła na nią 
łaska Pańska, wspomagana mocą potęgi BoŜej, zebrawszy wszystkie swe 
siły, z sercem 
nieustraszonym wyruszyła w daleki świat. Szła tak czas pewien 
prowadzona przez Pana, 
aŜ dotarła do upragnionego celu: świętych miejsc związanych z 
narodzeniem, męką 
i zmartwychwstaniem Pana, do wielu prowincji i miast, gdzie 
spoczywają ciała niezliczo-
nych świętych męczenników, by modlić się i czerpać budujące 
przykłady. Im lepiej po-

background image

znawała tajemnice świętego dogmatu, tym Ŝywiej jaśniał w jej sercu 
niegasnący płomień 
świętego pragnienia."
  Udajmy się śladami Aetherii (podróŜowała około roku 
czterechsetnego), rozpoczyna-
jąc wyprawę od wybrzeŜy Hispanii. Nie musimy oglądać Rzymu 
wyludnionego nieomal, 
zniszczonego przez poŜary, pozbawionego wody, obróconego w ruinę. 
Jednak ciekawość 
skłania do tego, by zwiedzić Konstantynopol, stolicę, drugi Rzym, a 
poboŜność wręcz to 
nakazuje. Konstantynopol, nazywany wtedy Miastem, uświetniały słynne 
kościoły, z któ-
rych najpiękniejszy i najsławniejszy, Świętej Zofii, lśnił jeszcze 
wtedy blaskiem nowości. 
Wyświęcając go 25 grudnia 537 roku Justynian zakrzyknął: "ZwycięŜyłem 
cię, Salomo-
nie". Słynne klasztory, a było ich wiele, i cenne relikwie 
przyciągały pielgrzymów. Po-
dziwiano w Konstantynopolu "szerokie aleje przecinające miasto wzdłuŜ 
i wszerz, wiel-
kie place ze strzelistą kolumną pośrodku, okolone wspaniałymi 
pałacami; budowle pub-
liczne o wyglądzie wciąŜ jeszcze klasycznym, eleganckie domy budowane 
na modłę sy-
ryjską; ulice i portyki zdobione antycznymi posągami - wszystko to 
składało się na całość 
cudowną [...] Przepych cesarskich pałaców, zwłaszcza Pałacu Świętego 
[...] budził po-
dziw róŜnorodnością budowli, pięknem otaczających je ogrodów, 
mozaikami i malowid-
łami zdobiącymi komnaty. Sprawiało to, Ŝe Konstantynopol przyciągał 
ku sobie oczy ca-
łego świata, który wyobraŜał go sobie jako miasto cudów ukazujące się 
w złocistym 
blasku". Rzeczywiście przybijało się tam, jak Aetheria, do ziem 
świętych. "Poszukując 
wszędzie tego, co zawarte jest w księgach Starego i Nowego Testamentu 
- mówi o Aethe-
rii Valerius - odwiedzając w róŜnych częściach świata miejsca, gdzie 
dokonały się cuda, 
a więc prowincje, miasta, góry i pustynie, o których czytała w 
księgach, chcąc dotrzeć, 
gdzie tylko moŜliwe, w podróŜach trwających lata całe, przemierzając 
świat z pomocą 
Boga, dotarła wreszcie do krain Orientu". Wschód bizantyjski bogaty 
był w monumen-
talne budowle, wspaniałe kościoły, opływające w dostatki ludne 
miasta, wielkie klaszto-
ry, w róŜnorakie pamiątki z epoki biblijnej i początków 
chrześcijaństwa. Antiochia, Alek-
sandria, Jerozolima były wielkimi, przepięknymi miastami. Justynian 
wzniósł w nich 
wielkie gmachy, nie tylko zresztą tam, ale i w miastach o mniejszym 
znaczeniu, które 
wymienia Prokopiusz w traktacie im poświęconym. RównieŜ retor 
Choirikos opisuje cu-
downe kościoły Gazy, swego miasta rodzinnego.
  Aetheria dotarła aŜ do Charry, antycznego Harranu, gdzie miał swą 
siedzibę Abraham. 
Niezmordowanie poszukując pamiątek biblijnych zapytała biskupa 
miasta, gdzie znajduje 
się Ur, miejsce narodzin patriarchy. I tu wyrosła przed nią wielka 
przeszkoda. "Miejsco-
wość, o którą pytasz, córko, znajduje się na dziesiątym postoju stąd, 
w głębokiej Persji 

background image

[...] Rzymianie juŜ tam nie mogą dotrzeć, cały ten obszar zajęty jest 
przez Persów". Tam 
zaczynało się inne imperium - perskie imperium Sasanidów, druga 
potęga świata. Opa-
nowało ziemie od Eufratu po Indus. Jego stolicę stanowił zespół 
siedmiu miast połoŜo-
nych nad Tygrysem, niedaleko antycznego Babilonu i dzisiejszego 
Bagdadu. Po syryjsku 
zespół ten nazywano Mahuze lub Medinata, po arabsku Al-Madain, co 
znaczy po prostu: 
miasta. NajwaŜniejszym był Ktezyfon, gdzie do dziś zachowały się 
ruiny pałacu królew-
skiego, który po persku nazywa się Taq-e Kesra, łuk Chosroesa. Salę 
audiencyjną (o 
rozmiarach 27 m szerokości, 42 m długości, 37 m wysokości) pokrywało 
szerokie elip-
tyczne sklepienie. Tu król królów ukazywał się swojemu ludowi. Kiedy 
odbywały się au-
diencje, "tłum cisnął się przed ogromnym wejściem tworzącym drzwi 
apadany i wkrótce 
wielka sala wypełniała się ludźmi. Posadzkę pokrywały miękkie dywany, 
ściany były po 
części zasłonięte kobiercami, a resztę powierzchni przysłaniały 
mozaikowe malowidła. 
Tron znajdował się w głębi, za zasłoną, otaczali go dostojnicy 
wojskowi i dygnitarze sto-
jący w wyznaczonej przez etykietę odległości od zasłony. 
Prawdopodobnie jakaś barier-
ka oddzielała dworzan i waŜne osobistości od tłumu. Nagle zasłona się 
uchylała i ukazy-
wał się król królów siedzący na tronie na poduszce ze złotego 
brokatu, odziany we wspa-
niałe szaty przetykane złotem. Korona powleczona złotem i srebrem, 
zdobiona perłami, 
wysadzana rubinami i szmaragdami, zawieszona była nad jego głową na 
złotym łańcusz-
ku przytwierdzonym do sufitu, tak cienkim, Ŝe widocznym tylko dla 
tych, którzy stali 
bardzo blisko tronu. Z daleka wyglądało to tak, Ŝe korona spoczywa na 
głowie króla, 
w rzeczywistości jednak była zbyt cięŜka, by jakakolwiek ludzka głowa 
mogła ją udź-
wignąć, waŜyła bowiem dziewięćdziesiąt jeden i pół kilo. Ten ogromny 
przepych, ukazu-
jący się oczom w tajemniczym świetle sączącym się do sali przez sto 
pięćdziesiąt otwo-
rów, od pięciu do siedmiu cali od sklepienia, takie robił wraŜenie na 
osobie, która po raz 
pierwszy uczestniczyła w spektaklu, Ŝe bezwiednie padała na kolana".

  Skarby władców sasanidzkich były nieprzebrane, arabscy pisarze 
pozostawili nam ich 
rejestry, pełne zachwytu opisy upiększone jeszcze przez tradycję. 
Opowiadano o figurach 
do gry w szachy zrobionych z rubinów i szmaragdów, o kostkach 
tryktraka z korali i tur-
kusów. Tron króla królów, pisze As Sa-alibi, "wykonany został z kości 
słoniowej i drze-
wa tekowego, oparcia miał ze złota i srebra, wyłoŜony był złotymi i 
srebrnymi płytkami. 
Miał 180 łokci długości, 130 szerokości i 15 wysokości. Na jego 
stopniach znajdowały 
się siedzenia z czarnego drewna i z hebanu obramowane złotem. Nad 
tronem rozpościerał 
się baldachim ze złota i lapis-lazuli, na którym przedstawione były 
sklepienie niebieskie 

background image

i gwiazdy, znaki zodiaku, siedem klimatów oraz królowie w róŜnych 
postawach: podczas 
uczty, w bitwie, na polowaniu. Był teŜ mechanizm pokazujący godziny. 
Tron wyściełały 
cztery dywany z brokatu przetykanego złotem, zdobionego perłami i 
rubinami, kaŜdy 
z dywanów nawiązywał do określonej pory roku". W rzeczywistości tron 
ten był praw-
dopodobnie gigantycznym, z przepychem zdobionym zegarem.
  Armia była potęŜna. Główną siłę uderzeniową, konnicę, stanowili 
ludzie dobrze uro-
dzeni. Nosili ściśle przylegające do ciała pancerze i robili wraŜenie 
ogromnej, lśniącej 
w słońcu masy Ŝelaza. Za konnicą szły słonie, rykiem, zapachem i 
straszliwym wyglądem 
wywołujące przeraŜenie nieprzyjaciela, za nimi piechota, którą 
tworzył tłum chłopów 
podlegających słuŜbie w wojsku - o wątpliwej wartości bojowej. 
Oddziały pomocnicze, 
składające się z jeźdźców pochodzących z wojowniczych ludów 
podporządkowanych 
Irańczykom lub z najemników, były znacznie uŜyteczniejsze.
  Reforma armii w VI wieku wprowadziła bardzo ścisłą dyscyplinę; 
wojsko to walczyło 
na wszystkich granicach Cesarstwa: w Turkiestanie, w pobliŜu Indii, 
na Kaukazie, głów-
nie jednak przeciw cesarstwu rzymskiemu. W 531 r. na tron irański 
wstąpił prawdziwy 
władca, Chosroes, zwany Anuszirwanem, co znaczy: mający nieśmiertelną 
duszę. Ener-
gicznie przywrócił on porządek społeczny, który jego ojciec, 
wzruszony niedolą ludu, po-
rwany utopijnymi ideami reformatorskimi Mazdaka, nieco naruszył. 
Zreformował armię 
i system finansowy, później zajął naleŜącą do Rzymu Syrię, zdobył 
Antiochię i zniszczył 
ją. W 561 r. został zawarty na okres pięćdziesięciu lat pokój, który 
trwał zaledwie lat 
dziesięć.
  Dwa wielkie imperia zaciekle walczyły o hegemonię. Ponadto 
reprezentowały one 
dwie koncepcje rozumienia świata, dwie zwalczające się religie. W 
Bizancjum panowało 
chrześcijaństwo. Oficjalną religią w Iranie był mazdaizm stworzony 
przez Zaratustrę, 
która to religia opierała się na kosmicznym przeciwieństwie 
pierwiastków dobra i zła. 
Człowiek powinien opowiedzieć się po stronie dobra poprzez dobre 
myśli, dobre słowa 
i dobre uczynki. JednakŜe i inne religie miały prawo istnienia, były 
nawet chronione, ota-
czane szacunkiem. Mazdakici nie uprawiali prozelityzmu, krótkotrwałe 
prześladowania 
innych religii miały przyczyny przede wszystkim polityczne, nie 
religijne. Wyznawcy 
róŜnych religii wzajemnie się mordowali lub donosili na siebie u 
władz. Te obawiały się 
tajnego porozumienia chrześcijan z bizantyjskim nieprzyjacielem, nie 
bez racji zresztą. 
Jednak w V wieku Konstantynopol potępił herezję nestoriańską, która 
zbyt stanowczo 
oddzielała od siebie dwie natury Chrystusa, i nestorianie schronili 
się w imperium pers-
kim. Jako zaciekli wrogowie Bizancjum zostali tu dobrze przyjęci, 
nieźle im się powodzi-
ło, z czasem zdobyli znaczne wpływy i uczynili z Persji bazę 

background image

wyjściową dla ewangeliza-
cji krajów azjatyckich. Zrozumiałe jest, Ŝe Kosmas, który Ŝywił co 
najmniej sympatię do 
nestorianizmu, przedstawia "imperium Magów" jako "następujące 
bezpośrednio po impe-
rium Rzymian, poniewaŜ Magowie zostali wyróŜnieni przez Pana Jezusa, 
kiedy przybyli 
oddać Mu cześć i złoŜyć hołd; to najpierw na rzymskiej ziemi była 
głoszona nauka 
chrześcijańska, w czasach apostołów, wkrótce jednak potem została 
zaniesiona do Persji 
przez apostoła Tadeusza". śydzi równieŜ byli raczej dobrze 
przyjmowani i bezpieczni od 
chrześcijańskich prześladowań. To w sasanidzkiej Mezopotamii kipiące 
Ŝyciem intelek-
tualnym akademie działające pośród licznych wspólnot Ŝydowskich 
spisały ogromny 
Talmud babiloński. Katolikos, patriarcha Kościoła chrześcijańskiego w 
Iranie, jak i resz 
galuta lub egzylarch, stojący na czele wspólnoty Ŝydowskiej, byli 
waŜnymi osobistościa-
mi mającymi znaczną władzę nad swoimi owieczkami. Zajmowali miejsce 
pośród dorad-
ców imperium. Mimo zdarzających się tarć i krótkotrwałych gwałtownych 
prześladowań 
spowodowanych najczęściej nadgorliwością prozelitów lub ingerencjami 
autorytetów re-
ligijnych w wielką politykę, nestorianie i śydzi znajdowali się w 
Persji właściwie w bar-
dzo korzystnej sytuacji. Z kaŜdego innego miejsca na świecie 
spoglądali ku niej jak ku 
metropolii wyciągającej pomocną dłoń.
  W oczach znacznej części ludności świata bizantyjskie cesarstwo 
rzymskie i sasanidz-
kie imperium perskie - one tylko - stanowiły cały cywilizowany świat, 
"dwoje oczu, któ-
rym Bóg powierzył zadanie oświecenia świata", jak pisał perski cesarz 
do władcy bizan-
tyjskiego. "Niespokojne i wojownicze ludy znajdują się pod nadzorem, 
Ŝycie ludzi jest 
całkowicie zorganizowane i ukierunkowane przez te dwa wielkie 
mocarstwa" - dodawał. 
Oczywiście istniała mglista świadomość, Ŝe gdzieś daleko leŜą potęŜne 
cesarstwa 
o wspaniałej cywilizacji i zadziwiających bogactwach: Chinydynastii 
Tang, królestwa 
Indii, Birmy, Indonezji, imperium Khmerów, Japonia... Ale to były 
obszary baśniowe, 
wyśnione krainy, których obyczajów, instytucji i historii nie znano. 
Oczywiście, kupcy 
tacy jak Kosmas zapuszczali się aŜ na Cejlon, do Indii (stąd jego 
pseudonim: Indykop-
leustes, "ten, który Ŝeglował ku Indiom"), gdzie poszerzali swą 
wiedzę o tamtym świecie. 
Ale chodziło jakby o inną planetę, znajdującą się zresztą na drodze 
do ziemskiego raju 
leŜącego poza granicami oceanu Wschodu, planetę, z którą od czasu do 
czasu kilku śmia-
łych astronautów nawiązywało luźny kontakt. Pochodziły stamtąd 
kosztowne towary, 
w pierwszym rzędzie jedwab i korzenie przewoŜone przez barbarzyńskie 
ludy zamieszku-
jące szeroką strefę oddzielającą te dwa światy i skupiające niemal w 
swoich rękach sto-
sunki między nimi: Turków na północy, Arabów na południu. Wkroczenie 
na obszary 

background image

tych ostatnich to jakby zetknięcie się z końcem świata.
  W tym kierunku prawdopodobnie podąŜał nasz wymyślony podróŜnik, a 
szedł śladami 
rzeczywistych pielgrzymów, takich jak siostra Aetheria. Po przebyciu 
Syrii i Palestyny 
poprowadzono ją ku miejscu, gdzie "góry, między którymi wędrowaliśmy, 
rozstępowały 
się i tworzyły bezkresną równinę, całkiem płaską i niezwykle piękną; 
w dali za równiną 
rysowała się święta góra BoŜa, Synaj". W miarę jak się przybliŜali, 
góra odsłaniała kolej-
ne szczyty, pielgrzymi z trudem się po niej wspinali. "Z wielkim 
wysiłkiem odbywa się 
wspinaczka na te góry, poniewaŜ nie podchodzi się łagodnie, zakosami, 
jak gdyby ślima-
kiem, ale prościuteńko, jak gdyby wzdłuŜ ściany, schodzenie teŜ 
odbywa się po linii pros-
tej, pokonuje się jedno wzniesienie po drugim, by wreszcie dotrzeć do 
podnóŜa góry 
znajdującej się pośrodku, do właściwego Synaju. I tak, wypełniając 
wolę Chrystusa na-
szego Pana, wspomagana modlitwami świętych, którzy nam towarzyszyli, 
posuwałam się 
z wielkim trudem, poniewaŜ musiałam wspinać się na własnych nogach 
[było zupełną 
niemoŜliwością pokonanie tej drogi konno]; mimo to nie czułam się 
utrudzona, a nie czu-
łam się utrudzona dlatego, Ŝe widziałam, iŜ, zgodnie z wolą Boską, 
spełniają się moje 
pragnienia" (paragraf 3, 1-2). Na szczycie znajdował się "kościół 
niezbyt duŜy, ale nie-
zwykle piękny", bracia zakonni pokazywali pielgrzymom panoramę. "Pod 
sobą widzie-
liśmy góry, które z takim trudem pokonaliśmy; w porównaniu ze 
znajdującą się pośrodku 
górą, na której staliśmy, wyglądały jak niewielkie pagórki... Egipt i 
Palestyna, Morze 
Czerwone, Morze Partyjskie, które rozpościera się w kierunku 
Aleksandrii, wreszcie kra-
ina Saracenów rozciągająca się jak okiem sięgnąć, wszystko to 
widzieliśmy u naszych 
stóp: trudno w to uwierzyć... (paragraf 3, 8)."
  Kraina Saracenów... Ludu barbarzyńskiego, niepokojącego. Mnisi na 
pewno utrzymy-
wali z nimi jakieś kontakty. Sto lat po wyprawie Aetherii kościółek 
został opuszczony; 
jakby to powiedzieć... był nawiedzany przez duchy. "Nie leŜy w 
ludzkiej mocy - pisze 
Prokopiusz - wspiąć się nocą na wierzchołek góry, poniewaŜ słychać 
tam przez całą noc 
huk grzmotów, dzieją się inne cudowne zjawiska, które wywołują panikę 
nawet w najsil-
niejszym i najodwaŜniejszym człowieku". Znacznie niŜej Justynian 
zbudował piękny 
kościół poświęcony Matce BoŜej oraz potęŜny fort, strzeŜony przez 
liczny garnizon, "tak 
Ŝe saraceńscy barbarzyńcy nie mogli, wykorzystując fakt, Ŝe teren 
jest bezludny, posłu-
Ŝyć się tym miejscem jako bazą, by cichaczem opanować sąsiednie 
dystrykty Palestyny". 
Kim byli ci ludzie, których tak się obawiano, a którzy zamieszkiwali 
ten opustoszały kraj 
na granicy cywilizowanego świata?

  Rozdział II

background image

  Arabia

  Ci, których grecka nazwa brzmiała Sarakenoi, łacińska Saraceni, od 
czego powstało 
francuskie słowo Sarrasins, wcześniej byli nazywani Arabami 
scenijskimi, Arabami, któ-
rzy Ŝyją pod namiotem (po grecku skene). Sami nazywali siebie po 
prostu Arabami. Od 
niepamiętnych czasów zamieszkiwali tę nieurodzajną ziemię i nikt nie 
pamiętał, by kie-
dykolwiek jakiś inny lud Ŝył tu przed nimi.
  Obszar ogromny, wielkości nieomal jednej trzeciej Europy. Bardzo 
jednak słabo za-
ludniony. Z powodu rzadko występujących opadów znaczna część 
terytorium stała się 
pustynią. W niektórych rejonach deszcz moŜe nie padać i dziesięć lat. 
Ogromne obszary 
pokrywają wydmy, których wysokość dochodzi do 200 metrów, a długość 
do kilku kilo-
metrów. Na przykład rejon Ar-Rab al-Chali jest wielkości Francji, 
inny, bardziej na pół-
noc, Wielki Nafud - sięga 70 000 km2. Gdzie indziej natrafić moŜna na 
rozległe pola la-
wowe, pozostałości po dość dawnej aktywności wulkanicznej.
  Koryta rzek (wadi) świadczą o tym, Ŝe w dalekiej przeszłości klimat 
był bardziej wil-
gotny. Jednak przynajmniej od czasów historycznych zazwyczaj są 
wyschnięte. Czasami 
pojawiają się gdzieniegdzie kałuŜe. Bywa, Ŝe niespodziewane deszcze 
zamieniają je na 
krótko w rwące potoki. Te "powodzie", jak mówią Arabowie, powodują 
straszliwe szko-
dy. Ale woda pozostaje. Wsiąka w glebę. Poszukuje jej się głęboko w 
ziemi za pomocą 
studni. Głębokość jednej z tych studni sięga aŜ 170 metrów. Arabowie 
rozwinęli całą 
naukę o studniach; potrafią wyczuć węchem na niewielkiej głębokości 
zasypane piaskiem 
miejsce, w którym znajduje się woda. Zdarza się, Ŝe woda wytryskuje w 
postaci źródła. 
Wtedy powstaje oaza, której zielona roślinność odcina się wyraźnie na 
tle otaczającej 
pustyni. Gdzie indziej równieŜ, zwłaszcza na równinach nadbrzeŜnych, 
zwanych tihama, 
bo tam deszcze padają częściej, niŜej połoŜone koryta rzek zatrzymują 
dostatecznie duŜo 
wody, by moŜna było uprawiać niektóre rośliny. Zresztą nawet w 
okolicach pustynnych 
gwałtowna ulewa powoduje, Ŝe w kilka godzin wyrastają kwiaty i dzikie 
trawy.
  Warunki geograficzne narzucają sposób Ŝycia. Na półwyspie 
przewaŜają pustynie, co 
decyduje o koczowniczo-pasterskim charakterze Ŝycia. Mieszkańcy tych 
obszarów w cią-
gu drugiego tysiąclecia przed naszą erą udomowili wielbłąda. Wiadomo, 
Ŝe łatwo przy-
stosowuje się on do warunków panujących na pustyni. Odtąd niewielkie 
grupki nomadów 
(po arabsku nazywanych badw, od czego powstało nasze słowo "beduin") 
podąŜały za 
wielbłądami, które zapewniały im przetrwanie. Arab, powiedział 
Sprenger, jest pasoŜy-
tem wielbłąda. "Wiosną", gdy padają deszcze, wszyscy zdąŜają 
gromadnie, poganiając 
stada, ku regionom, które zazieleniła padająca z nieba woda. Nastają 

background image

dni radości, kiedy 
zwierzęta i ludzie najadają się do woli pamiętając o okresie 
niedostatku, który nadejdzie. 
Weselą się w niewielkich grupkach, korzystając z tej manny. Później 
susza powraca 
i ludzkie gromady skupiają się wokół miejsc, gdzie woda utrzymuje się 
stale, a przy niej 
drzewa, krzewy i małe krzaczki. Gdzie indziej sieje się zboŜa. 
Nieliczni osiadli miesz-
kańcy oaz uprawiają palmę daktylową, drzewo drzew, którego nie tylko 
owoce, ale 
wszystkie składniki zuŜytkowuje się do końca, "ciotkę i matkę 
Arabów", jak mawiano, 
dostarczającą jedynego prawdziwego poŜywienia (uzupełniało je 
wielbłądzie mleko) ma-
sie Ŝyjących w nędzy beduinów.
  Wszystkie grupy ludności musiały Ŝyć w symbiozie ze sobą, poniewaŜ 
wszyscy wza-
jemnie siebie potrzebowali: uprawiający gaje palmowe, zboŜa, owoce i 
warzywa, bedui-
ni-hodowcy wielbłądów stepowych lub pustynnych, chłopi i mieszkańcy 
miast regionów 
sąsiadujących. Hodowcy wielbłądów zawdzięczali swoim szybko 
poruszającym się 
wierzchowcom wyŜszość bojową,która praktycznie pociągała za sobą 
przewagę nad lud-
nością osiadłą, zwłaszcza tą, która zamieszkiwała oderwane od świata 
oazy leŜące pośród 
pustynnego oceanu, królestwa koczownika. Dlatego niemal wszędzie 
hodowcy kupowali 
sobie opiekę pasterzy w zamian za słuŜbę lub daninę. Dzisiaj w 
niektórych arabskich po-
siadłościach nazywa się to, nieco sarkastycznie, "chuwwa" , podatkiem 
od braterstwa.
  Innym rodzajem pokojowych stosunków między tymi grupami był handel. 
Wielbłąd, 
statek pustyni, pozwala przemierzać wielkie odległości. MoŜe unieść 
do 200 kilogramów 
i pokonać w ciągu dnia 100 kilometrów; zdolny jest poruszać się 
dwadzieścia dni bez 
wody w pięćdziesięciostopniowym upale, pod warunkiem Ŝe dostanie 
trochę paszy; jeśli 
nie, i tak wytrzyma do pięciu dni, nim padnie. Karawany mogły 
połączyć ze sobą cywili-
zowane obszary Południowej Arabii i Urodzajnego PółksięŜyca, 
przewoŜąc towary ro-
dzimej produkcji oraz towary tranzytowe pochodzące z Indii, Afryki 
Wschodniej i Dale-
kiego Wschodu oraz z kierunku przeciwnego: z obszarów leŜących nad 
Morzem Śró-
dziemnym. Beduini Ŝądali zapłaty za przejazd po terytorium, które 
kontrolowali, chyba 
Ŝe jakieś silne państwo było zdolne zbrojnie zapewnić karawanie 
bezpieczeństwo. Na 
niŜszym szczeblu podziału terytorialnego następowała naturalna 
wymiana między noma-
dami i ludnością osiadłą, kiedy chodziło po prostu o poŜywienie, np. 
wymianę mleka na 
daktyle. Powstawały targi, bazary, które czasami nabierały charakteru 
stałego, jeśli znaj-
dowały się w pobliŜu jakiegoś źródła lub sanktuarium. Oprócz miast, 
naturalną koleją 
rzeczy powstających na terenie oaz, były teŜ miasta rozproszone po 
pustyni. Skupiali się 
w nich kupcy, rzemieślnicy i, jeśli ukształtowanie terenu na to 
pozwalało, chłopi oraz 

background image

wodzowie plemion koczowniczych, którzy stamtąd sprawowali kontrolę 
nad wędrujący-
mi współplemieńcami, Ŝyjąc we względnym dobrobycie, w otoczeniu mniej 
lub bardziej 
licznej świty.
  W miastach tych oraz oazach i stepach przeznaczonych pod uprawę 
utrzymywały się 
struktury społeczne typowe dla Ŝycia na pustyni. Niewielkie grupki 
ludzi, których liczeb-
ność określały warunki Ŝyciowe, a które nazwać moŜna klanami lub 
rodami, stanowiły 
komórki podstawowe. Rody, słusznie czy niesłusznie przyznające się do 
pewnego po-
krewieństwa, tworzyły plemię. KaŜde plemię miało przodka, od którego 
pochodziła jego 
nazwa. Ideolodzy i politycy pustyni tworzyli genealogie, w których 
przypuszczalne wię-
zy pokrewieństwa z takimi przodkami były odzwierciedleniem mniej lub 
bardziej blis-
kich stosunków między grupami noszącymi ich imiona.
  Mogły to być stosunki pokojowe. JednakŜe straszliwa nędza, z jaką 
tak często zmagali 
się Arabowie, rodziła wielką pokusę, by siłą zawładnąć bogactwem 
(najczęściej bardzo 
względnym) tych, którym los bardziej sprzyjał. Dokonywano zatem 
napadów rabunko-
wych (ghazw, ghazwa), zgodnie z przyjętym zwyczajem. Zagarniano 
dobra, starając się 
przy tym, o ile tylko było to moŜliwe, nie zabijać ludzi. Zabójstwo 
bowiem pociągało za 
sobą, według niepisanego prawa pustyni, powaŜne konsekwencje. śadne 
abstrakcyjne 
prawo nie zamykało w swych paragrafach wolnych Arabów, nie istniał 
Ŝaden aparat pań-
stwowy mogący narzucić przy pomocy policji sformułowane przez siebie 
przepisy. Jedy-
ną ochronę Ŝycia jednostki stanowiła pewność, płynąca z 
przestrzeganego zwyczaju, Ŝe 
drogo przyjdzie za czyjeś Ŝycie zapłacić. Krew za krew, Ŝycie za 
Ŝycie. Hańba nie do 
wymazania okryłaby tego, który, przez prawa zwyczajowe wyznaczony na 
mściciela, 
zostawiłby zabójcę przy Ŝyciu. Wendeta, po arabsku sar, jest jednym z 
filarów społecz-
ności beduinów.
  Społeczność ta najogólniej opiera się na zasadzie równości. Wszyscy 
członkowie ple-
mienia są sobie równi. KaŜda grupa wybiera swojego wodza, sajjida. 
Jego prestiŜ zaleŜy 
ściśle od autorytetu osobistego. Sajjid musi stale czuwać, by nie 
został on naruszony. 
Chodzi przecieŜ o jego pozycję. Musi więc mieć mnóstwo zalet, 
utrzymywać przy sobie 
ogół hojnością i Ŝyczliwością, w kaŜdej sytuacji dawać dowód umiaru, 
odgadywać ukryte 
pragnienia tych, którym przewodzi, a przy tym wykazywać się męstwem i 
stanowczością. 
Kiedy zbiera się cały ród, wystarcza sprzeciw jednego członka, by 
podwaŜyć waŜką de-
cyzję. Prawdę mówiąc, nie wszyscy są przecieŜ równi. Niektóre rody 
wzbogaciły się 
dzięki napadom rabunkowym, dzięki handlowi, pobieraniu naleŜności od 
ludności osiad-
łej lub od innych koczowników. Nawet w obrębie jednego rodu w pewnych 
okresach 
jednostki zdobywały osobisty majątek. Są więc bogaci i biedni. 

background image

Wystarczy jednak, Ŝe na-
dejdzie okres suszy lub zawieruchy wojennej, by brutalnie przywrócić 
równość w niedoli. 
Tymczasowe bogactwo pozwalało niektórym utrzymywać niewolników: byli 
nimi zaku-
pieni cudzoziemcy, jeńcy zdobyci podczas napadów, niewypłacalni 
dłuŜnicy. Mimo to 
warunki Ŝycia koczowniczego raczej nie sprzyjały niewolnictwu 
trwałemu, z nadzorem, 
zorganizowanemu jak u ludności osiadłej. Dlatego często wyzwalano 
niewolników. Wy-
zwoleńcy (maula) pozostawali "klientami" dawnego pana. Niektóre 
plemiona lub rody, 
traktowane przez inne ze wzgardą, równieŜ znajdowały się w gorszym 
połoŜeniu; na 
przykład plemiona kowali będące być moŜe pozostałością jakiegoś 
staroŜytnego ludu in-
nego pochodzenia.
  Ammianus Marcellinus tak w IV wieku mówił o Saracenach: "Związek 
męŜczyzny 
i kobiety [dla nich] jest jedynie umową o wynajęcie; jedyną formą 
matrymonium jest ta, 
w której Ŝona [narzeczona o ustalonej cenie, narzeczona czasowa] 
wnosi w posagu 
włócznię i namiot i jest w kaŜdej chwili gotowa, po wygaśnięciu 
terminu, opuścić męŜa 
na najmniejszy jego znak. Trudno wypowiedzieć, z jakim Ŝarem osobnicy 
obojga płci 
w tym narodzie oddają się miłości..." Opis jest bez wątpienia 
przesadny. Z grubsza biorąc 
rola kobiety była chyba większa u nomadów niŜ u ludności osiadłej i 
waŜniejsza niŜ po 
narodzinach islamu.
  W tym nieokrzesanym, koczowniczym społeczeństwie nie ma miejsca na 
sztukę, 
z jednym wyjątkiem: sztuki słowa. Arabowie podziwiali ludzi 
elokwentnych, umiejących 
odpowiedzieć trafną ripostą na kłopotliwą argumentację, tych, którzy 
potrafili narzucić 
swoje zdanie w dyskusjach, gdy zbierała się rada plemienia lub rodu. 
Wieszczkowie cie-
szyli się powaŜaniem. Jednak bardziej ceniono poezję. Poeta to 
osobistość znacząca, bu-
dząca lęk, uwaŜa się, Ŝe jest nawiedzony przez ducha. Jak wszędzie na 
świecie opiewa 
swe miłości, radości i smutki, piękno swego dzikiego, surowego kraju, 
opłakuje stratę 
bliskich. Powstaje prawdziwa sztuka poetycka, w której obowiązują 
określone zasady. 
Poeta musi na przykład wyrazić rozczulenie na widok śladów 
obozowiska, które opuściła 
ukochana i jej towarzysze. Przede wszystkim jednak poeta 
wykorzystywany jest jako 
propagandysta, to dziennikarz pustyni. Arabowie organizują popisy 
krasomówcze - częs-
to z okazji wielkich targów - wygłaszają wtedy pochwały swego 
plemienia, a krytykują 
i ośmieszają plemię przeciwnika. Atak i replika muszą być w tym samym 
metrum, posia-
dać ten sam rym. Najbardziej uprawiane spośród gatunków poetyckich są 
satyra, łatwo 
przechodząca w rzadko kiedy dowcipną inwektywę, i panegiryk lub 
pyszałkowaty poe-
mat swobodnie przekształcający się w pochlebstwo i fanfaronadę.
  Wydaje się, Ŝe religia niewiele beduinów obchodziła. Byli to 
realiści obdarzeni raczej 

background image

mierną wyobraźnią. Wierzyli, Ŝe ziemię zamieszkują duchy, dŜinny, 
często niewidzialne, 
przybierające czasami postać zwierzęcą. UwaŜali, Ŝe zmarli Ŝyją w 
zaświatach, ale Ŝy-
ciem gorszym, pozornym. Składano im ofiary, wznoszono na ich grobach 
stele i stosy 
kamieni. Niektóre drzewa i kamienie (zwłaszcza meteoryty oraz te, 
które kształtem przy-
pominały postać ludzką) stanowiły siedzibę duchów i bóstw. Bóstwa 
przebywały w nie-
bie, były nawet gwiazdami. UwaŜano, Ŝe niektóre z nich to ubóstwieni 
dawni mędrcy. 
Lista tych boskich bytów, a zwłaszcza znaczenie przypisywane kaŜdemu 
z nich zmieniały 
się zaleŜnie od plemienia. Ale te najwaŜniejsze były wspólne na całym 
terytorium półwy-
spu. Chodziło zwłaszcza o Allaha, "boga, bóstwo", personifikację 
świata nadprzyrodzo-
nego w jego najdoskonalszej postaci, stwórcę wszechświata i straŜnika 
wyznawanej wia-
ry. W Al-HidŜazie trzy boginie odgrywały pierwszoplanową rolę jako 
"córki Allaha". 
Pierwszą była Al-Lat wspomniana juŜ przez Herodota pod nazwą Alilat, 
co znaczy po 
prostu "bogini", a uosabiała prawdopodobnie jedną z funkcji Wenus, 
gwiazdy porannej. 
JednakŜe zhellenizowani Arabowie identyfikowali ją z Ateną. Drugą 
była Al-Uzza, "bar-
dzo potęŜna", którą inne źródła takŜe identyfikują z Wenus, trzecią 
Manat, noŜycami 
przecinająca nici losu, bogini przeznaczenia, którą czczono w jednym 
z nadmorskich 
sanktuariów. W Mekce głównym bogiem był Hubal, idol z czerwonego 
karneolu.
  Te miejsca, gdzie obecność bóstwa w jakiś sposób się zaznaczyła, 
stawały się święte. 
Ustalano ich granice, w miejscach tych Ŝadna Ŝywa istota nie mogła 
zginąć. Były to więc 
miejsca azylu, gdzie człowiek ścigany zemstą mógł się schronić. 
Pieczę nad nimi spra-
wowały rodziny kapłańskie. Bóstwu składano hołd poprzez obiaty i 
ofiary ze zwierząt, 
czasami prawdopodobnie równieŜ i z ludzi. Niektóre sanktuaria stały 
się celem pielgrzy-
mek (hadŜdŜ), dokonywano tam róŜnych obrzędów, zwłaszcza okrąŜeń 
wokół przedmio-
tu kultu. Podczas ceremonii naleŜało przestrzegać zakazów, często na 
przykład zakazu 
stosunków seksualnych. Najbardziej rozpowszechnione było tabu krwi. 
Odrębne uroczys-
tości związane były z obrzezaniem chłopców. Arabowie wróŜyli z lotu 
ptaków oraz z kie-
runku, w jakim poruszały się zwierzęta. Odczytywali wyroki bogów za 
pomocą strzał. 
Praktykowano ordalia, by odkryć prawdę. Stosowano teŜ magię. Obawiano 
się złego oka, 
przed którym chroniły amulety.
  W rzeczywistości członkowie tych rozsianych, wędrujących, 
przymierających głodem, 
zdezorganizowanych plemion próbowali podporządkować się ideałowi 
moralności sobie 
właściwemu, w którego tworzeniu religia nie odgrywała Ŝadnej roli. 
Będący wzorem 
męŜczyzna posiadał rozwiniętą w najwyŜszym stopniu zaletę, którą 
nazywano muruwwa, 
co etymologicznie znaczy "męskość". W pojęciu tym zawierała się 

background image

odwaga, wytrzyma-
łość, oddanie swojemu środowisku i obowiązkom społecznym, 
szlachetność, gościnność. 
Honor (ird) nakazywał mu podporządkować się temu ideałowi. 
Wykroczenia przeciwko 
moralnemu kodeksowi pustyni naraŜały na zniewagi, a co za tym idzie, 
na utratę honoru. 
MoŜna powiedzieć i udowodnić, Ŝe poczucie honoru zastępowało u Arabów 
wiele funkcji 
spełnianych zwykle przez religię. Wszystkie te ideały, te siły 
ujmujące Ŝycie społeczne 
i osobiste w pewne ramy, nie odwoływały, się bowiem w ogóle do świata 
nadprzyrodzo-
nego. Wszystkie prowadziły do człowieka. Człowiek dla człowieka był 
wartością nad-
rzędną. Chodzi oczywiście o człowieka naleŜącego do społeczności, o 
człowieka stano-
wiącego cząstkę własnego rodu czy plemienia. Dlatego W. Montgomery 
Watt nazywa ta-
ką koncepcję "plemiennym humanizmem"; termin ten wydaje się 
szczęśliwy. Człowiek 
w swojej działalności i w swych potencjalnych moŜliwościach 
ograniczony jest jedynie 
przez ślepe przeznaczenie (dahr). I choć jest ono bezlitosne, los 
człowieka tragiczny 
i trudno uciec przed z gruntu pesymistyczną koncepcją Ŝycia inaczej, 
jak tylko korzysta-
jąc z przyjemności intensywnych, lecz ulotnych, jednakŜe człowiek 
swoim działaniem 
moŜe w pewnej mierze lepiej przysposobić dla siebie to, co mu jest 
przeznaczone. Beduin 
moŜe być przesądny, ale jest realistą i trudne Ŝycie na pustyni 
predysponuje go raczej do 
dokładnego oceniania własnej siły i słabości, niŜ do medytacji nad 
nieskończonością, jak 
kiedyś bezpodstawnie uwaŜano.
  Autorzy lubujący się w systematycznym oczernianiu Arabów 
(paradoksalnie jest to 
bardzo rozpowszechniona wśród arabistów mania)określili to 
społeczeństwo mianem 
barbarzyńskiego. Arabowie poczuli się uraŜeni i uwypuklili składniki 
porządkujące ich 
Ŝycie społeczne, zwrócili uwagę na zainteresowanie wytworami umysłu. 
Oczywiście 
wszystko zaleŜy od tego, co określimy mianem "barbarzyński". Arabowie 
z całą pewnoś-
cią nie Ŝyli w stanie całkowitej anarchii z tej prostej przyczyny, Ŝe 
taki stan nigdy tam 
wtedy nie istniał. Trzeba jednak przyznać, Ŝe niepisane zasady, 
których przestrzegali, 
często były łamane i Ŝe w sferze kultury materialnej ich poziom był 
bardzo niski. Ani po-
ezja, ani sztuki plastyczne nie są wskaźnikiem rozwoju kulturalnego w 
takim sensie, 
w jakim rozumieją to etnologowie. Oczywiście ten niski poziom na 
szczeblu cywilizacyj-
nym nie oznacza wrodzonej i dziedzicznej niŜszości; bierze się on z 
określonej w danym 
czasie sytuacji społecznej i z bardzo złych warunków naturalnych 
Półwyspu Arabskiego. 
Głód nigdy nie jest dobrym doradcą, a Arabowie często byli głodni. 
Stąd w niektórych 
plemionach, w pewnych warunkach, występowały zaskakujące wręcz 
wybuchy brutal-
ności. Ammianus Marcellinus, uczciwy Ŝołnierz narodowości syryjskiej, 
przeraŜony jest 

background image

tym ludem: "nie Ŝyczę nam - powiada - ani takiego przyjaciela, ani 
takiego wroga". 
Opowiada on pewną charakterystyczną historię. W 378 r. naszej ery 
potęŜny oddział Go-
tów, wzmocniony kontyngentami Alanów i Hunów, maszerował na 
Konstantynopol po-
konawszy wcześniej armię rzymską pod Adrianopolem. Główni dowódcy 
rzymscy oraz 
sam cesarz Walens zginęli. Sytuacja była w najwyŜszym stopniu 
krytyczna. I wtedy od-
dział Saracenów w słuŜbie Imperium zaatakował barbarzyńców z Zachodu. 
Losy bitwy 
waŜyły się. "Jednak - pisze Ammianus - Ŝołnierze saraceńscy 
wykorzystali zdarzenie, ja-
kiego oczy ludzkie nigdy przedtem nie widziały. OtóŜ z oddziału 
wystąpił długowłosy 
męŜczyzna - zupełnie nagi, z zakrytym jedynie przyrodzeniem - wydając 
chrapliwe i po-
sępne okrzyki, i wydobywszy z pochwy sztylet rzucił się w sam środek 
armii Gotów. Za-
biwszy jednego z nich przylgnął wargami do jego szyi i zaczął ssać 
płynącą krew. Barba-
rzyńcy, przeraŜeni tym niesłychanym, budzącym grozę widokiem, 
stracili właściwą im 
zapalczywość i odtąd niepewnie juŜ posuwali się naprzód."
  Za krainą Saracenów, posuwając się na południe obszaru, który 
nazywamy Arabią, do-
cieramy do kraju stanowiącego wprawdzie geograficznie część tego 
samego półwyspu, 
pod wieloma jednak względami zupełnie innego. Chodzi o rejon przez 
staroŜytnych na-
zywany Arabią Szczęśliwą, choć tak naprawdę ich teorie geograficzne 
rozciągały tę na-
zwę takŜe na pokaźną część pustynnego półwyspu. Mówią oni o 
mieszkańcach południa 
kraju w zupełnie innej tonacji niŜ o nikczemnych Saracenach. Ten sam 
Ammianus tak oto 
opisuje ową krainę:
  "Na wschodzie i południu Partowie są sąsiadami [takie były wtedy 
koncepcje geogra-
ficzne] <Arabów szczęśliwych> (Arabes beati), nazywanych tak dlatego, 
Ŝe ich kraina 
bogata jest w roślinność, pełno w niej stad, palm i wszelkiego 
rodzaju pachnideł. DuŜą 
część ich kraju oblewa z prawej strony Morze Czerwone, z lewej 
ograniczeni są Zatoką 
Perską: w ten sposób korzystają z bogactw dwóch Ŝywiołów. Jest tam 
duŜo kotwicowisk 
i bezpiecznych portów, wiele blisko siebie połoŜonych miejsc handlu, 
liczne wspaniałe, 
wystawne rezydencje królewskie, bardzo zdrowe, naturalne gorące 
źródła, wielka mno-
gość strumieni i rzek. Wreszcie klimat jest tak dobroczynny, Ŝe 
postronny obserwator 
moŜe sądzić, iŜ nic nie brakuje temu ludowi, by był doskonale 
szczęśliwy. Posiada teŜ 
wiele miast nadmorskich i wewnątrz kraju, doliny i Ŝyzne pola" (XXII, 
6, 45-47).
  Bo i ukształtowanie terenu jest tu zupełnie inne. Do gór na 
południu Półwyspu dociera-
ją jeszcze monsuny znad Oceanu Indyjskiego. Regularnie padające 
deszcze nawadniają te 
tereny. Woda, od bardzo dawna ujęta w wymyślny system kanałów 
irygacyjnych, pozwo-
liła rozwinąć się rolnictwu,równieŜ dzięki przekształceniu pól w 
tarasy. Oprócz zbóŜ, 

background image

owoców, winorośli, warzyw, którymi Ŝywiła się ludność, w Arabii 
Południowej, na wy-
brzeŜu Oceanu Indyjskiego, rosły balsamowce i kadzidłowce. Wszystko 
to, wraz z pach-
nidłami i wonnymi substancjami, stanowiło źródło znacznego bogactwa. 
Istotnie, świat 
śródziemnomorski chłonął w ogromnych ilościach te produkty, 
znajdowały one zastoso-
wanie zwłaszcza w obrzędach religijnych, ale równieŜ w kuchni, w 
kosmetyce i w innych 
przejawach zbytku. Co więcej, przez długi okres przeładowywano w 
Arabii Południowej 
produkty pochodzące zarówno z Indii, jak i z Afryki Wschodniej. Na 
targowiskach, np. 
w wielkim porcie Muza (Al-Mucha), zobaczyć moŜna było perły z Zatoki 
Perskiej, kość 
słoniową, jedwab, bawełnę, płótna, ryŜ, a zwłaszcza pieprz z Indii, 
niewolników, małpy, 
kość słoniową, złoto i strusie pióra z Afryki Wschodniej, nie mówiąc 
juŜ o towarach 
miejscowych oraz pochodzących z basenu Morza Śródziemnego 
przysyłanych na wy-
mianę. Artykuły te karawany wiozły na północ. Arabowie z Południa 
byli przedsiębior-
czymi kupcami. Wyryte przez nich napisy znaleziono w Egipcie, na 
Delos, w Mezopota-
mii.
  Od czasów, które dzisiejsi uczeni usiłują dopiero ustalić, a co 
najmniej od VIII wieku 
przed narodzeniem Chrystusa, Arabowie z Południa - oni samych siebie 
Arabami nie na-
zywali - mówiący językiem zbliŜonym do arabskiego, ale nie 
identycznym, doszli do 
pewnego stadium cywilizacji osiadłej, a nawet miejskiej, opierającej 
się na rolnictwie 
i handlu. Utworzyli państwa, które nazwali Saba, Ma'in, Kataban, 
Hadramaut, Ausan. 
KaŜdym z tych państw rządziło plemię panujące i uprzywilejowane. Były 
to, przynajm-
niej przez pewien czas, monarchie parlamentarne z królem i 
obradującym zgromadze-
niem. Decyzje były podejmowane na przykład "przez króla Ma'inu i 
przez Ma'in". Pańs-
tewka te to ścierały się ze sobą, to znów nagle sprzymierzały, a 
liczne te zwroty z trudem 
umiemy określić w czasie. W kaŜdym razie rozwój cywilizacji 
śródziemnomorskich po-
mnoŜył w konsekwencji bogactwa ich południowoarabskich dostawców. 
Artemidor 
z Efezu mniej więcej sto lat przed naszą erą opiewa zbytek 
Sabejczyków, ich okazałe 
meble, złotą i srebrną zastawę stołową, domostwa o drzwiach, 
ścianach, dachach zdobio-
nych złotem, srebrem, kością słoniową i szlachetnymi kamieniami. 
Dopiero niedawno 
moŜna było przystąpić do prac wykopaliskowych, próbować sprawdzić i 
wzbogacić te 
dane. Amerykanie rozpoczęli poszukiwania archeologiczne w Timnie, 
stolicy królestwa 
Kataban, mieście posiadającym, według Pliniusza, sześćdziesiąt pięć 
świątyń. Południo-
wa brama miasta miała po bokach dwie masywne wieŜe wykonane z bloków 
nie ociosa-
nego kamienia, dochodzących niekiedy do rozmiarów 2,40 m na 0,60 m. 
Za bramą znaj-
dował się plac z kamiennymi ławami, gdzie prawdopodobnie odbywali 

background image

posiedzenia 
wszyscy Starsi, którzy wieczorem zasiadają w świątyni i obradują.
  Niedaleko tego miejsca odkryto dwa domostwa. Jedno miało fasadę 
ozdobioną dwoma 
posągami z brązu, do złudzenia stylem swym przypominającą styl 
hellenistyczny. Posągi 
te wyobraŜały dwie lwice, ustawione symetrycznie, kaŜda trzymała na 
grzbiecie pucoło-
wate, roześmiane dziecko. Wydaje się, iŜ grupa ta została odlana w 
brązie według alek-
sandryjskiego modelu gipsowego przedstawiającego braci Dioskurów. 
Amerykanie pro-
wadzili równieŜ prace wykopaliskowe w staroŜytnym mieście sabejskim 
Marib, a właś-
ciwie w ogromnej świątyni, która była bez wątpienia głównym zabytkiem 
tego miasta, 
a której pozostałości były znane podróŜnikom. Świątynia ta, 
poświęcona wielkiemu bo-
gowi sabejskiemu imieniem Almaka, nazywała się Awwam. W skład jej 
wchodziły: 
owalny mur wysokości około 10 metrów, długości mniej więcej 100 
metrów i szerokości 
75, misternej budowy portyk i szereg przylegających do siebie 
budynków kończących się 
rzędem ośmiu kolumn. Część portyku zdobiły od strony wewnętrznej 
ślepe kamienne 
okienka imitujące kratę.
  Arabowie z Południa, o czym wiedziano juŜ wcześniej, a dokonane 
odkrycia tylko to 
potwierdziły, byli mistrzami architektury, a charakterystyczna 
konstrukcja ich okazałych 
pałaców jest widoczna jeszcze dziś w wysokich kilkupiętrowych domach 
jemeńskich. 
Zbudowali udoskonalone urządzenia hydrauliczne. Według 
północnoarabskiej tradycji 
najsławniejsze znajdowały się właśnie w okolicach Maribu, pozostały z 
nich szczątki, 
które dziś jeszcze robią wraŜenie: trzy wielkie zapory z zachowanymi 
częściami muru 
wysokości 15 metrów.
  Ci "Arabowie szczęśliwi" cieszyli się zatem bardzo wysoko 
rozwiniętą cywilizacją. 
Widać to równieŜ w ich sztukach plastycznych. Obok dzieł o 
nieporadnej fakturze zna-
leźć moŜna posągi o liniach stylizowanych świadczące o prawdziwym 
mistrzostwie 
i oryginalnej inspiracji. Wiele prac, jak to juŜ widzieliśmy, 
wzorowanych było na sztuce 
hellenistycznej i rzymskiej, jeśli nie były to kopie lub wręcz dzieła 
przywiezione. Niektó-
re wyraźnie wskazują na wpływ sztuki Indii. Przedmioty zbytku, 
niekiedy z alabastru, 
świadczą często o wyrafinowanej elegancji. Samo pismo 
południowoarabskie jest dzie-
łem sztuki dzięki elegancji i niezwykłej regularności liter, 
najczęściej czworokątnych, 
które z czasem nabrały miękkości w wygięciach i stały się później 
przesadnie ozdobne. 
W Południowej Arabii kwitło piśmiennictwo, odnaleziono i odsłonięto 
tysiące inskrypcji, 
zwłaszcza tekstów prawniczych, administracyjnych lub religijnych. Nie 
ulega wątpliwoś-
ci, Ŝe istniała równieŜ twórczość literacka spisywana na papirusie 
lub pergaminie. Nieste-
ty nic z tego nie przetrwało.
  Obrzędy religijne były tu, w porównaniu z obrzędami krainy 

background image

Saracenów, znacznie 
bardziej rozwinięte. Liczne i bogate świątynie znajdowały się pod 
zarządem grupy kapła-
nów, którzy odgrywali bardzo waŜną rolę społeczną. Obrzędy 
przybierały formę ofiar - 
z wonnych substancji lub ze zwierząt - modlitw i pielgrzymek, w 
czasie których stosunki 
seksualne były zakazane. Jeśli ktoś złamał choć jeden z wielu nakazów 
dotyczących czys-
tości i nieczystości, musiał odkupić winę płacąc grzywnę lub 
dokonując publicznej spo-
wiedzi spisywanej na tabliczkach z brązu wystawionych w świątyni. 
Zmarłych chowano 
z naczyniami stołowymi i ulubionymi przedmiotami. Stele i posągi 
nagrobne przypomi-
nały stylizowaną sylwetkę zmarłego. Prawdopodobnie w miejscu pochówku 
wylewano 
napoje na ofiarę bogom.
  Mieszkańcy Arabii Południowej oddawali cześć bardzo licznym bogom i 
boginiom. 
Pierwszeństwo przypadało Astarowi, bogowi personifikującemu planetę 
Wenus (jego 
semickimi odpowiednikami na Północy były boginie Astarte i Isztar) 
oraz bóstwom księ-
Ŝycowym, bogu Almaka w Sabie, Waddowi (co znaczy bez wątpienia 
"miłość") 
w Ma'inie Ammowi (to znaczy "teściowi") w Katabanie, Sinowi w 
Hadramaucie. Słońce 
uosabiała bogini, która nazywała się, jak sama gwiazda, Szams. 
Bogowie przyjmowali 
rozmaite nazwy zaleŜnie od sanktuarium, w którym oddawano im cześć, 
natomiast epite-
ty, które ich określały, słuŜyły zróŜnicowaniu licznych aspektów tego 
samego bóstwa. 
KaŜdy z owych przejawów boskości znajdował bez wątpienia swoich 
poboŜnych wy-
znawców.
  Wielka jest róŜnica między owymi Arabami z Południa - ludnością 
osiadłą, ucywili-
zowaną, Ŝyjącą w zbytku i dostatku, zamieszkującą zorganizowane 
państwa o złoŜonej 
strukturze, z dobrze działającą biurokracją - a Arabami z Północy lub 
Saracenami, lud-
nością koczowniczą, o surowych, czasem nawet dzikich obyczajach, 
pozbawioną w zasa-
dzie jakichkolwiek dóbr materialnych, przymierającą głodem, i wolną. 
Pierwsi uŜywali 
drugich jako najemników w oddziałach pomocniczych. KaŜde państwo 
miało "swoich 
beduinów". A jednak przyznawali się zarówno w bardzo dawnych czasach, 
jak i później, 
do pewnego dalekiego pokrewieństwa.Niektóre plemiona Północy uwaŜały 
się, słusznie 
czy niesłusznie, za pochodzące z kulturalnej strefy Południa.
  Kiedy zatryumfował islam pod przewodnictwem pewnego Saracena, 
Arabia Połud-
niowa została bardzo szybko zarabizowana i wszyscy mieszkańcy 
Półwyspu ruszyli ra-
zem na podbój świata. Jednak wspomnienie ich wspaniałej cywilizacji 
nie od razu zaginę-
ło. Jemeńczycy tworzyli w szeregach muzułmańskich grupę zaŜarcie 
zwalczającą Ara-
bów z Północy. Gdzieniegdzie przetrwała znajomość starego języka i 
starego pisma. 
Czczono historyczne czasy przedmuzułmańskie w nostalgicznych 
wierszach na temat: 

background image

gdzie są niegdysiejsze śniegi? Opisywano wspaniałości staroŜytnych 
pałaców królews-
kich. Powstał cykl legend opiewających chwałę dawnych królów i 
przekazujących fakty 
historyczne często zniekształcone i przesadzone. I tak pewnemu 
królowi, Szammarowi, 
który w rzeczywistości na miarę Arabii był zdobywcą, przypisano 
zapuszczanie się aŜ po 
terytorium Chin, o czym świadczyłaby nazwa miasta Samarkanda, które 
podobno załoŜył. 
Wykształceni Jemeńczycy i drobni feudałowie dość długo rozwijali 
swego rodzaju po-
łudniowoarabski nacjonalizm posuwający się aŜ do bluźnierstwa, kiedy 
w wierszach 
umniejszali znaczenie Proroka, Araba z Północy, i jego posłannictwa. 
Wróćmy jednak do 
czasów poprzedzających czasy Proroka.

  Arabowie chętnie wyobraŜali sobie Arabię, kolebkę ich religii i ich 
imperium, jako 
świat niemal wyizolowany, zdrowy zarodek wśród gnijącej próchnicy, z 
którego miało 
wyrosnąć olbrzymie drzewo świata muzułmańskiego. Nic bardziej 
fałszywego niŜ takie 
widzenie rzeczy. Dla obcych Arabia była oczywiście trudno dostępna, 
jednak przemierza-
ły ją karawany, zapuszczali się tu kupcy i nie tylko oni. 
Kilkakrotnie mimo trudów i zno-
szonych cierpień róŜne armie zagłębiały się do samego wnętrza Arabii. 
Na początku VI 
wieku przed Chrystusem król Babilonii Nabonid dotarł aŜ do Medyny 
(Jasribu) i przez 
kilka lat miał swą siedzibę w Tajmie w Al-HidŜazie. Król Seleucydów 
Antioch III pod-
porządkował sobie Gerrhę od strony Al-Bahrajnu. Pliniusz wspomina o 
nie istniejących 
juŜ za jego czasów koloniach greckich, Aretuzie, Larysie, Chalkis, 
prawdopodobnie 
znajdujących się gdzieś na południu Półwyspu. W 25-24 r. p.n.e. 
prefekt znajdującego się 
pod rzymskim panowaniem Egiptu, Aellius Gallus, na rozkaz Augusta 
dotarł aŜ do Jeme-
nu.
  Z kolei Arabowie wędrowali w odwrotnym kierunku. MoŜna ich było 
spotkać w Ate-
nach. Ich parcie na kraje Urodzajnego PółksięŜyca i na Egipt 
spowodowało, iŜ od bardzo 
dawna wielu z nich tam osiadło, przejmując miejscowy język i 
obyczaje. Od 401 r. p.n.e. 
Ksenofont nazywa Arabią północ Mezopotamii, tak samo nazywała się od 
dawna część 
Egiptu między Nilem a Morzem Czerwonym. Na południe od Morza Martwego 
w arabs-
kim królestwie Nabatea (które od 106 r. nosi nazwę Provincia Arabia) 
panował jeden 
z dialektów aramejskich oraz język grecki. Nimi posługiwały się takŜe 
arabskie dynastie 
Chalkis w Cylicji syryjskiej, Emesy (Himsu), Edessy, Palmyry. Rzymski 
cesarz Helioga-
bal (218-222), początkowo wielki kapłan Himsu, był Arabem jak jego 
następca Filip 
Arab (244-249), który obchodził święto tysiąclecia Rzymu, i jak 
Arabką była Zenobia 
z Palmyry, która przyjęła w 270 r. tytuł Augusty.
  Wszyscy Arabowie z obrzeŜy pustyni byli mniej lub bardziej głęboko 
zarameizowani 

background image

i zhellenizowani. W czasach późniejszych stali się chrześcijanami, z 
nich wywodzili się 
biskupi i kapłani. Niejaki Gessios z miasta Gea w Arabii Skalistej 
(Arabia Petrea) był 
sławnym lekarzem za czasów cesarza Zenona (474-491).
  Arabia była przedmiotem badań. Niejaki Uranios napisał, 
prawdopodobnie w I wieku 
p.n.e., "Arabica", dzieło liczące co najmniej pięć tomów. Inny 
"arabista" o nazwisku 
Glaukos napisał "Archeologię arabską" w czterech tomach, daty 
powstania dzieła nie 
znamy. W II wieku wielki geograf Ptolemeusz dysponował w Aleksandrii 
wystarczającą 
ilością informacji z róŜnych źródeł, by sporządzić mapę Arabii o 
względnie dokładnych 
współrzędnych.
  Wiadomo, Ŝe terytorium Arabii przenikały obce wpływy, przede 
wszystkim hellenis-
tyczne. śe cywilizowane kraje Arabii Południowej - w których były w 
obiegu monety 
z ateńską sową - ulegały im, nikt w to nie wątpi. A znaleziona 
niedawno w Omanie statu-
etka jest indyjskiej roboty. Wpływy te nie ominęły i Arabii 
centralnej. Utrzymywała ona 
stałe - nawet jeśli tylko pośrednie - kontakty z zasymilowanymi 
Arabami z obszarów ota-
czających, z cywilizowanymi Arabami z Południa, dzięki nim zaś 
docierały tu i ulegały 
selekcji, adaptacji i przemianom rozmaite obce poglądy, obyczaje i 
przedmioty. Najbar-
dziej wymowne tego świadectwo stanowi bez wątpienia język arabski, 
który jeszcze 
w czasach przedmuzułmańskich przejmował obce słowa, najczęściej za 
pośrednictwem 
aramejskiego, i tak głęboko je adaptował, Ŝe praktycznie nie sposób 
rozpoznać w nich 
pierwotnego podłoŜa językowego.

  Wiek VI na Środkowym Wschodzie to epoka burzliwa. Jak o tym była 
mowa, walczy-
ły ze sobą dwa wielkie imperia, bizantyjskie i sasanidzkie. 
Rywalizowały o hegemonię 
gospodarczą na świecie, a więc i o to, co ją zapewniało: kontrolę 
dróg, którymi docierały 
na Zachód towary z Chin i Dalekiego Wschodu, przede wszystkim jedwab. 
Bizantyjczy-
cy nie tracili zresztą nadziei na umocnienie swej przewagi; odzyskali 
Mezopotamię, nie-
gdyś - za Trajana - rzymską, i Armenię. Z kolei Persowie, w 
przypływie pychy, pragnęli 
odbudować imperium Dariusza odbierając Rzymianom Syrię i Egipt. Za 
panowania Ka-
wada, szacha-reformatora, w latach 502-505 toczyła się wojna. Kawad 
wznowił ją w 527 
r. z powodu wydarzeń na Kaukazie [Dokładniej przyczyną wznowienia 
wojny z Bizan-
cjum przez Kawada było zbudowanie przez Bizantyjczyków kolejnej 
twierdzy granicznej 
w pobliŜu Nisibisu (HB1, 326) (przyp. kons.)], a kontynuował jego syn 
Chosroes, który 
w 532 r. zaproponował Justynianowi zawarcie wieczystego pokoju. 
Jednak wojna rozpo-
częła się od nowa w roku 540 i Chosroes zajął Antiochię. Po 
kontratakach Belizariusza 
w 545 r. podpisano zawieszenie broni. Zostało ono odnowione, aŜ w 
końcu, w 562 r., 

background image

zawarto pokój na okres pięćdziesięciu lat. W 572 r. wojna jednak 
wybuchła znowu; dla-
czego? - zobaczymy.
  Oba cesarstwa, rozdzielone po części Pustynią Syryjską, na której 
koczowali Saraceni, 
usiłowały zapewnić sobie ich poparcie. Od bardzo dawna przymierające 
głodem plemio-
na arabskie spoglądały zazdrosnym okiem na Ŝyzne ziemie Syrii i 
Mezopotamii. Przenik-
nęły tam pokojowo i osiedliły się. Jednak jeśli tylko państwa, które 
sprawowały kontrolę 
nad terenami uprawnymi, okazywały się nieco słabsze, plemiona 
arabskie stawały się 
bardziej agresywne i próbowały przejąć władzę polityczną. To 
tłumaczyłoby w jakiś spo-
sób przemieszczanie się ludności juŜ w bardzo dawnych czasach. 
Arabowie, którzy opuś-
cili tereny północne, szybko, w okresie kilku pokoleń, zasymilowali 
się kulturowo z lud-
nością osiadłą. Przejęli jej obrzędy religijne, obyczaje i język 
potoczny, aramejski. W VI 
wieku warunki się zmieniły. Mniej więcej od stu czy dwustu lat, z 
powodów dla nas ra-
czej niejasnych, Ŝyjące na pustyni plemiona arabskie, coraz bardziej 
masowo i pospołu, 
w zorganizowanych grupach starają się przeniknąć na Ŝyzne obszary 
graniczące z ich te-
rytorium: do Syriopalestyny oraz Mezopotamii na północy, do Saby i 
Hadramautu na po-
łudniu. Biorąc pod uwagę to zjawisko, chcąc je ukierunkować i 
wykorzystać, dwa wielkie 
cesarstwa zamierzają pozyskać sobie na stałe pomocnicze oddziały 
Saracenów. Sasanidzi 
pierwsi uczynili wodzów jednej z arabskich rodzin Ŝyjących na pustyni 
- Banu Lachm 
z plemienia Tanuch władcami jednego z podbitych państewek. Ich 
przodkowie Ŝyli 
prawdopodobnie w dobrych stosunkach z Rzymianami; posiadamy 
inskrypcję poświęco-
ną jednemu z nich, najstarszą inskrypcję w języku arabskim, 
pochodzącą z 328 r. ery 
chrześcijańskiej, umieszczoną na jego grobowcu, bardzo blisko 
posterunku rzymskiego 
na granicy syryjskiej. Jest na niej nazwany "królem wszystkich 
Arabów". Ale juŜ potom-
kowie tego Imru al-Kajsa, którzy przeszli na stronę Persów, mieszkali 
w mieście Al-Hira, 
bardzo blisko stolicy Persji. Otaczali oni opieką arabskich poetów, 
Ŝyczliwie przyjęli 
chrystianizm nestoriański. Al-Hira była siedzibą biskupa. Zamki 
wznoszone przez tych 
królów zostały rozsławione w arabskich legendach. Odegrały bardzo 
waŜną rolę w poli-
tyce perskiej. I tak król Al-Munzir otrzymał od perskiego cesarza 
Jezdegerda honorowe 
tytuły Ramauzuha-Jezdegerda, "tego, który pomnaŜa radość Jezdegerda" 
oraz Mahiszta, 
"najwaŜniejszego"; powierzono mu równieŜ nadzór nad synem cesarza 
Vahramem, z któ-
rym Jezdegerd był poróŜniony. Po śmierci Jezdegerda w roku 421, 
podczas gdy wielcy 
panowie, którzy prawdopodobnie go zabili, wahali się, którego z 
trzech jego synów osa-
dzić na tronie, Al-Munzir, stojący na czele wojsk arabskich i 
irańskich, siłą wprowadził 
nań swego pupila.

background image

  Pozostający w słuŜbie Sasanidów Lachmidzi z Al-Hiry prowadzili 
niemal bez ustanku 
wojnę z Rzymianami. śeby ich pokonać, około roku 500 cesarze 
bizantyjscy upatrzyli 
sobie inną rodzinę arabską, ród Ghassana, który koczował od strony 
dzisiejszej Jordanii. 
W 529 r. Justynian nadał tytuł fylarcha i patrycjusza wodzowi Al-
Harisowi Ibn DŜabali, 
którego Grecy nazywali Aretasem. Ghassanidzi przyjęli chrześcijaństwo 
w tej formie, 
w jakiej było ono rozpowszechnione w Syrii i Egipcie - monofizytyzmu 
uznającego jedną 
naturę Chrystusa. Nie mieli stałej stolicy. Przez pewien czas była 
nią DŜabija, 
w Al-DŜaulanie (dawna Gaulanitida na południe od dzisiejszego DŜabal-
Duruz), kiedy 
indziej DŜillik blisko Damaszku. Znane są walki Al-Harisa i jego syna 
Al-Munzira (Ala-
mundarosa u pisarzy bizantyjskich) z Lachmidami, obfitujące w 
bohaterskie czyny. Mo-
nofizytyzm Al-Munzira wzbudził nieufność cesarza Justyna II. Fylarch 
posiadał pewną 
wiedzę teologiczną i uczestniczył w synodach monofizytów. Nie było 
wiadomo, czy nie 
dąŜył do stworzenia syryjskiego państwa monofizyckiego. Justyn 
usiłował go zgładzić. 
Fylarch wypowiedział wtedy posłuszeństwo Bizancjum i przez trzy lata 
pozwolił Lach-
midom z zimną krwią pustoszyć terytorium syryjskie. Konstantynopol 
został zmuszony 
do pertraktacji ze zbuntowanym wodzem arabskim i pokój został zawarty 
nad grobem 
świętego Sergiusza w Sergiopolis (Ar-Rusafa na Pustyni Syryjskiej). 
Arabowie otaczali 
wyjątkowym szacunkiem tego świętego. Al-Munzir zdobył Al-Hirę, którą 
splądrował 
i spalił oszczędzając jedynie kościoły. Po śmierci Justyna cesarz 
Tyberiusz oddał mu, 
w 580 r., zamiast diademu (klila) koronę królewską (taga) oraz 
obdarzył tytułem najwyŜ-
szego fylarcha wszystkich Arabów. Jednak wyznawana przez Al-Muzira 
ideologia nadal 
czyniła go podejrzanym. Kiedy brał udział w wojnie przeciwko Persom, 
jego postawa 
zdawała się potwierdzać te podejrzenia. Schwytano go znienacka, 
zabrano do Konstanty-
nopola, gdzie nowy cesarz Maurycy skazał go na śmierć. Kara została 
złagodzona, 
Al-Munzira wygnano na Sycylię, jednak syn fylarcha, An-Numan, 
powodowany zemstą 
splądrował ze swymi Arabami całą Syrię. Wezwano go do 
Konstantynopola, gdzie bazy-
leus obiecał mu uwolnić ojca, jeśli syn będzie walczył z Persami. An-
Numan odmówił 
współdziałania z katolikami; w drodze powrotnej został zatrzymany i 
równieŜ wysłany 
na Sycylię. Królestwo Ghassanidów zostało podzielone między piętnastu 
ksiąŜąt, z któ-
rych większość przyłączyła się do Persów.
  Widzimy więc, w jaki sposób chrześcijaństwo, nestoriańskie czy 
monofizyckie, prze-
niknęło na ziemie arabskie. Rozpowszechniło się ono znacznie dalej na 
południe. Nawet 
w Arabii Południowej powstały kościoły i biskupstwa. Wielki kościół w 
NadŜranie 
w Jemenie był zabytkiem wzbudzającym podziw Arabów z pustyni. W 

background image

okolicach Zatoki 
Perskiej, tam gdzie dotarły wpływy, a moŜe i rządy perskie, moŜna 
było spotkać wy-
znawców zoroastryzmu. Judaizm rozpowszechnił się w oazach Al-HidŜazu, 
gdzie śydzi 
skwapliwie zajęli się pracą na roli i posadzili mnóstwo gajów 
palmowych. Wielkie rody 
nawróciły się zwłaszcza w Arabii Południowej. Wśród Arabów Ŝyjących 
na pustyni Ŝy-
dowski poeta, a raczej Arab nawrócony na judaizm, Samau'al (czyli 
Samuel) Ibn Adijja, 
stał się sławny przez swą przysłowiową lojalność. Oblegany w swoim 
zamku w pobliŜu 
Tajmy przez władcę Al-Hiry Al-Munzira, został przez niego wezwany do 
oddania pozos-
tawionych mu w depozycie dóbr króla plemienia Kinda, wielkiego poety 
Imru al-Kajsa, 
przebywającego wtedy na dworze w Bizancjum. Naczelny wódz Lachmidów 
wziął 
w niewolę syna Samau'ala i zagroził, Ŝe zabije go jeśli ojciec nie 
wykona rozkazu. Sa-
mau'al pozostał wierny przyrzeczeniu, jego syna zamordowano.
  Bizantyjczycy usiłowali rozciągnąć swoje wpływy zwłaszcza przez 
szerzenie chrześci-
jaństwa. Mieli cennego sprzymierzeńca w rejonie Morza Czerwonego. 
Była nim Etiopia, 
wówczas ze stolicą w Aksumie. Państwo etiopskie, utworzone znacznie 
wcześniej przez 
Arabów z Południa, którzy przepłynęli przez morze i skolonizowali 
miejscową ludność 
mówiącą językiem kuszyckim, stało się potęŜne. Posiadało wielki port 
nad Morzem 
Czerwonym, Adulis, blisko dzisiejszej Massawy. Kupcy egipscy i 
bizantyjscy przewaŜnie 
dalej się nie zapuszczali; w porcie spotykali kupców indyjskich, 
afrykańskich i połud-
niowoarabskich. Cesarze etiopscy (wtedy nazywano ich nagaszi, jest to 
słowo mające ten 
sam rdzeń co dzisiejszy termin, który je zastąpił, nygus) przyjęli 
chrześcijaństwo w pier-
wszej połowie IV wieku. Mniej więcej w tym samym czasie mieli 
posiadłości w Arabii 
Południowej, dokąd chrześcijaństwo teŜ juŜ przeniknęło. Cesarz 
ariański Konstancjusz II 
wysłał tam misjonarza pochodzenia "indyjskiego", Teofila, by szerzył 
arianizm, doktrynę, 
która czyniła z Chrystusa posiadającą boską naturę istotę, 
podporządkowaną Bogu Ojcu. 
Wszystko wskazuje na to, Ŝe Teofil odniósł natychmiastowy sukces w 
Arabii Południo-
wej, natomiast nie udało mu się rozpowszechnić swej doktryny w 
sąsiedniej Etiopii.
  W połowie V wieku Arabia Południowa wydaje się zjednoczona i 
potęŜna. Za króla 
ma zdobywcę Abkariba Asada, który zapuszcza się na północ i północny 
wschód na od-
ległość ponad tysiąca kilometrów od Maribu. Przyjmuje tytuł "króla 
Saby, Zu-Rajdanu, 
Hadramautu i Jamanatu oraz zamieszkujących te tereny Arabów z wyŜyn i 
z nadbrzeŜnej 
równiny". A ci Arabowie to beduini, najemnicy na jego Ŝołdzie lub 
wasale. Wśród ko-
czowników ma, zupełnie jak w Persji czy Bizancjum, poddanych sobie 
ksiąŜąt: władców 
królestwa Kinda, którzy toczyć będą wojny na północy i w którymś 
momencie zbliŜą się 

background image

do Al-Hiry. Wspominaliśmy juŜ słynnego króla-poetę Imru al-Kajsa. 
Tradycja arabska 
mówi, Ŝe Abkarib Asad i jego lud przyjęli religię Ŝydowską. J. 
Ryckmans dostarczył 
ostatnio powaŜnych dowodów pozwalających wierzyć tym przekazom. Od 
tej chwili po-
jawiają się inskrypcje monoteistyczne, bez wątpienia judaizujące. 
Chrześcijaństwo rów-
nieŜ zapuściło korzenie, ale musiało walczyć z rywalem, władcy zaś w 
większości skła-
niali się ku judaizmowi.
  W kaŜdym razie około roku 510 (chronologia tego okresu jest raczej 
niepewna i dys-
kusyjna) judaizm zyskuje przewagę. W Arabii Południowej dochodzi do 
władzy skłania-
jący się ku judaizmowi ksiąŜę Jusuf Asar, którego tradycja arabska 
zna pod imieniem Zu 
Nuwasa, "człowieka o włosach opadających kosmykami". Niedawno odkryta 
inskrypcja 
dodaje do jego imienia przydomek Jasar - mściciel, będący 
prawdopodobnie deklaracją. 
Tradycja arabska czyni z niego młodego przystojnego męŜczyznę, który 
zdobył władzę 
udaremniając homoseksualne zamiary swego poprzednika, a mianowicie 
zabijając go 
i jednocześnie wyzwalając młodych Jemeńczyków od konieczności 
płacenia erotycznej 
daniny. Zu Nuwas rozpoczął rządy od prześladowań chrześcijan 
monofizytów, nawiązał 
teŜ od razu dobre stosunki z Persją.
  Dla Bizancjum stanowiło to religijne, polityczne i ekonomiczne 
zagroŜenie. Współ-
cześni mieli pełną świadomość materialnej stawki tej walki. 
Prokopiusz wyjaśnia nam, iŜ 
chodziło o to, by nie dopuścić do przejęcia przez nieprzyjaciół 
szlaku handlowego wio-
dącego z Dalekiego Wschodu, w przeciwnym wypadku trzeba by było za 
drogocenne eg-
zotyczne towary płacić solidnym rzymskim złotem. A Kosmas, po 
mistycznych rozwaŜa-
niach, które wyŜej cytowaliśmy, dorzuca jak prawdziwy kupiec: "Bóg 
przyznał Rzymia-
nom jeszcze inną oznakę władzy, chcę powiedzieć, Ŝe wszystkie narody 
prowadzą handel 
posługując się właśnie ich monetą i Ŝe jest ona przyjęta od jednego 
do drugiego krańca 
ziemi; jest uznawana przez wszystkich ludzi i wszystkie państwa, 
poniewaŜ nie ma dru-
giego państwa, w którym coś podobnego by istniało."
  I tak około 512 r. ekspedycja z Aksumu sprzymierzonego z Bizancjum 
przepłynęła 
Morze Czerwone, by wesprzeć chrześcijan. Prawdopodobnie część z nich, 
Ŝyjąca blisko 
wybrzeŜa, znajdowała się pod panowaniem etiopskim. Przypuszczalnie 
były tam nawet 
kolonie typowo etiopskie, pozostałość wcześniejszych podbojów. Wojna 
toczyła się dłu-
go, ze zmiennym szczęściem dla obu stron. Główne siły armii 
etiopskiej, przekonane, Ŝe 
zwycięstwo jest pewne, a moŜe wezwane innymi wydarzeniami, wyruszyły 
morzem 
w drogę powrotną, na miejscu zostawiając tylko garnizony. Zu Nuwasowi 
udało się pod-
stępem odciąć i wymordować Etiopów. Podpalił główny kościół w stolicy 
- Zufarze - 
gdzie schroniło się 280 Etiopów, zaatakował nadbrzeŜny region Al-

background image

Aszar, a jego wódz 
naczelny Szarahil Zu Jazan spalił kościół w porcie Al-Mucha. W końcu 
król rozpoczął 
gwałtowne prześladowania chrześcijan w NadŜranie, bastionie 
południowoarabskiego 
chrześcijaństwa monofizyckiego. Według jednego ze źródeł, kazał 
podobno spalić Ŝyw-
cem, bez sądu, 427 księŜy, zakonników i zakonnice, zabić 4252 
chrześcijan i wziąć 
w niewolę 1297 dzieci i młodych ludzi poniŜej piętnastu lat. 
Prawdopodobnie to właśnie 
stosów Zu Nuwasa tyczy aluzja dość tajemniczego ustępu Koranu. 
[Chodzi o surę 
LXXXV, w. 4-8 (przyp. kons.)]. W kaŜdym razie wydarzenia te, bez 
wątpienia wyol-
brzymione przez propagandę, wywołały prawdziwą sensację w Arabii. 
Skłaniający się ku 
judaizmowi król wysłał do Al-Hiry poselstwo wzywające lachmidzkiego 
władcę 
Al-Munzira III do postąpienia w taki sam sposób z chrześcijanami w 
jego kraju - miały to 
być represje za prześladowania śydów w cesarstwie bizantyjskim. 
Podobne Ŝądanie wy-
słał do króla królów Iranu. Warto zauwaŜyć, Ŝe chrześcijanie 
nestorianie prawdopodobnie 
go poparli.
  Bizancjum pchnęło Aksum do odwetu. Kosmas, który mniej więcej w tym 
czasie prze-
jeŜdŜał przez Adulis, obserwował przygotowania do wyprawy. Nagaszi 
zgrupował sześ-
ćdziesiąt okrętów, w większości bizantyjskich, i rozkazał zbudować 
jeszcze dziesięć na 
wzór indyjski. W 525 r. (prawdopodobnie) Etiopom przewiezionym przez 
morze powiódł 
się desant, mimo tajemniczego łańcucha, o którym tradycja, swobodnie 
fantazjując, mó-
wiła, Ŝe przegradzał całą cieśninę Bab al-Mandab! Co prawda ówczesne 
inskrypcje jasno 
mówią o łańcuchu, który Zu Nuwas kazał wykuć lub odnowić stary. 
Prawdopodobnie 
zamykał on jedynie przesmyk u wejścia do portu. Najeźdźcy ostatecznie 
pokonali Zu 
Nuwasa. Arabowie opowiadali później, Ŝe zrozpaczony z powodu klęski 
swoich oddzia-
łów piękny król Ŝydowski wsiadł na konia i powoli pogrąŜał się w 
morzu, aŜ w końcu 
zniknął wśród fal.
  Po okresie rabunków i powszechnych rzezi, których ofiarami padali 
mieszkańcy Po-
łudniowej Arabii bez względu na wyznawaną religię i przekonania, 
Ŝołnierze etiopscy, 
których poziom cywilizacyjny był bez wątpienia raczej niski, opuścili 
kraj, oddając wła-
dzę w ręce tubylca Sumjafy; Prokopiusz nazywa go Esimfajosem. Kiedyś 
prawdopodob-
nie skłaniał się ku judaizmowi, później przyłączył się do chrześcijan 
i poparł sprawę 
etiopską. Inskrypcje ostatnio odkryte pozwalają domyślać się róŜnego 
rodzaju zmian sy-
tuacji. Około roku 530 Ŝołnierze etiopscy, którzy pozostali w Arabii, 
sprzymierzywszy 
się prawdopodobnie z niŜszymi warstwami społeczeństwa 
południowoarabskiego, zbun-
towali się przeciwko Sumjafie i na jego miejsce wprowadzili Abrahę, 
dawnego niewolni-
ka bizantyjskiego kupca z Adulisu. Etiopski władca na próŜno wysłał 

background image

dwie ekspedycje, 
by stłumić bunt. Abraha utrzymał się, zachowując wyczekującą i 
neutralną postawę 
w konflikcie potęg i opierając się Justynianowi usiłującemu popchnąć 
go przeciwko Per-
sji. Kazał naprawić wielką tamę w Maribie i zdławił bunt wywołany 
prawdopodobnie 
przez syna Sumjafy. Jego neutralność czyniła zeń władcę, o którego 
względy zazwyczaj 
bardzo zabiegano. Przyjmował poselstwa z Etiopii, Bizancjum, Persji, 
Al-Hiry i od ghas-
sanidzkiego fylarcha Al-Harisa Ibn DŜabali. Pokonał saraceńskie 
plemię Ma'add. Pod ko-
niec jego panowania nastąpiło zbliŜenie z Etiopią i prawdopodobnie z 
tego okresu datuje 
się wyprawa na północ, która miała go zaprowadzić, tak przynajmniej 
podaje tradycja 
arabska, do bram Mekki. Opowiadano później, Ŝe jego armię, w której 
skład wchodził je-
den słoń - a moŜe kilka - zaatakowały ptaki, które z duŜej wysokości 
rzucały w nią ka-
mieniami. W ten sposób została zmuszona do odwrotu. W Koranie 
znajduje się sura za-
wierająca aluzje do historii "towarzyszy słonia".
  Następcy Abrahy kontynuowali politykę antyperską, bez wątpienia 
jednak znacznie 
bardziej zdecydowaną. Jednocześnie Bizancjum usiłowało uzyskać 
kontrolę nad lądo-
wym szlakiem jedwabnym na północy, umacniając się jednocześnie na 
terenach, z któ-
rych mogło rekrutować najemników. Turcy osiągnęli wielką potęgę w 
Azji Centralnej. 
Chosroes Anuszirwan przyłączył się do nich i tak powstała koalicja 
zniszczyła imperium 
Heftalitów panujące nad Turkiestanem, wschodnim Iranem i 
Afganistanem. KaŜdy z so-
juszników zagarnął część pokonanego imperium. W 567 i 568 r. 
nastąpiła wymiana po-
selstw między cesarzem bizantyjskim Justynem II i kaganem Turków 
zachodnich Iste-
mim. Istemi Ŝądał sprzedaŜy jedwabiu od razu Bizantyjczykom, bez 
pośrednictwa swego 
dawnego perskiego sprzymierzeńca. Chosroes odrzucił wszelkie 
negocjacje na ten temat. 
Przymierze turecko-bizantyjskie zostało zawarte. W 572 r. Justyn 
rozpoczął wojnę z Per-
sją.
  Stronnictwo properskie w Południowej Arabii, kierowane przez 
dawnych zwolenni-
ków Zu Nuwasa, naciskało na Chosroesa, by zareagował na rosnące 
wpływy bizantyjskie 
w tym rejonie. Zresztą sprzyjający Persom Arabowie nękali królestwo 
południowoarabs-
kie. Szach musiał stawić czoło bizantyjskiemu okrąŜeniu. Nieco przed 
rokiem 600 (do-
kładna data nie jest znana, ustalono kiedyś, Ŝe był to rok 570) 
zdecydował się wysłać do 
Jemenu flotę pod dowództwem niejakiego Vahriza. Wydaje się, Ŝe 
Persowie łatwo doko-
nali podboju. Droga morska na Południu została uwolniona spod 
kontroli bizantyjskiej, 
podczas gdy o drogę lądową na Północy nadal się spierano.
  Tradycja arabska ustaliła rok 571 jako datę narodzin proroka 
Mahometa. Dacie tej bar-
dzo daleko do ścisłości. Jest jednak znacząca, jeśli chodzi o 
politykę międzynarodową. 

background image

Zestawmy z nią jeszcze kilka innych współczesnych sobie zdarzeń. 
Cesarstwo bizantyjs-
kie, które nadal tak silnie oddziaływało na Wschodzie, doznawało 
powaŜnych klęsk na 
Zachodzie. Począwszy od 568 r. Lombardczycy z uporem dąŜyli do 
zajęcia Italii. 
W Hiszpanii Wizygoci atakowali posiadłości bizantyjskie. Kordobapo 
raz pierwszy zosta-
ła zdobyta w 572 r., ostatecznie stracona w 584 r. Pochłonięte 
sprawami Wschodu Bizan-
cjum reagowało jedynie zręcznymi dyplomatycznymi manewrami, usiłując 
popchnąć 
Franków przeciw Lombardczykom. Tymczasem Galia była podzielona między 
wnuków 
Chlodwiga. I gdy toczyły się walki między Chilperykiem a Sigebertem 
oraz ich Ŝonami: 
Fredegondą i Brunhildą, ich brat Gontran rządził w spokoju Burgundią.

  Walka imperiów odbijająca się w walce stronnictw, szczególnie 
widocznej w Połud-
niowej Arabii, nie mogła nie wywołać waŜnych reperkusji w świecie 
Saracenów ko-
czowników.
  Podbój Południowej Arabii przez Etiopów, a później przez Persów, 
oznaczał od dawna 
juŜ nadchodzący zmierzch jej potęgi. JuŜ Ptolemeusze usiłowali obywać 
się bez Arabów 
z Południa: rozwijali Ŝeglugę floty królewskiej po Morzu Czerwonym, 
próbowali przy-
stosować do panującego w Egipcie klimatu uprawę drzewa balsamowego. W 
początkach 
ery chrześcijańskiej Grek o nazwisku Hippalos odkrył prawa rządzące 
monsunami, co 
pozwoliło statkom greckim odbywać bez zatrzymywania się podróŜ z 
Egiptu do Indu i 
z powrotem. Droga lądowa z Indii do krajów śródziemnomorskich przez 
Palmyrę, później 
przez Edessę i Antiochię stanowiła - kiedy w warunkach pokojowych 
była przejezdna - 
wielką konkurencję dla drogi morskiej na Południu. Wojny domowe 
między ksiąŜętami 
Południowej Arabii, jak równieŜ wojny zewnętrzne, które jej dotykały 
- wszystkie pro-
wadzone po to, by zapewnić sobie kontrolę nad tym szlakiem - musiały 
pomniejszyć jej 
potęgę i bogactwo. Obce podboje były fatalne w skutkach. Nastąpiło 
osłabienie wielkich 
państw przy odpowiednim wzmocnieniu władzy pomniejszych panów. 
Plemiona bedui-
nów z pustyni zaczynają, jak na Północy, przenikać tu coraz bardziej 
masowo i w sposób 
zorganizowany. Pochodząca z późniejszego okresu legenda arabska 
zwraca uwagę na to 
przesilenie i przypisuje je przypadkowemu zdarzeniu: przerwaniu 
wielkiej tamy w Mari-
bie. Nie jest wykluczone, Ŝe wielkie zapory zapewniające nawadnianie 
ogromnych ob-
szarów doznawały powaŜnych uszkodzeń. Jednak jeŜeli ich nie 
naprawiano (lub napra-
wiano niedostatecznie, poniewaŜ Abraha, jak widzieliśmy, chełpi się 
jeszcze robotami 
przy tamie w Maribie), to dlatego, Ŝe zasoby państwa juŜ na to nie 
pozwalały.
  Wszystko to przydawało znaczenia beduinom. Odtąd mogli Ŝądać 
wyŜszej ceny za 
swoje pośrednictwo i za rolę przewodników w ruchu lądowym, nadal 

background image

jeszcze waŜnym na 
drodze ku Zachodowi. Mimo spektakularnych wypraw - o krótkotrwałych 
jednak rezulta-
tach - przeciw nim przedsiębranych, mogli jeszcze wystawiać swój 
udział na przetarg 
walczącym ze sobą potęgom i czerpać z tego znaczne korzyści.
  Okazywało się, Ŝe wśród dawnych beduinów, dopiero co przestawionych 
na osiadły 
tryb Ŝycia, byli ludzie interesu, którzy mogli zająć się 
organizowaniem karawan, zarabiać 
na transporcie cennych towarów. Tworzyły się spółki finansujące 
karawany. Zyski były 
znaczne, sięgały od 50 do 100 procent. Miasta, z których uczynili 
ośrodki swej działal-
ności, rozrastały się, rozkwitały, przede wszystkim Mekka leŜąca w 
połowie drogi mię-
dzy Południową Arabią a znajdującą się pod panowaniem bizantyjskim 
Palestyną. Cała 
Arabia zachodnia, dzięki takim samym warunkom, ekonomicznie się 
rozwijała. LeŜący 
na południe od Mekki At-Ta'if - górska miejscowość wypoczynkowa 
mekkańczyków - 
miał liczną klientelę na swoje owoce, warzywa i wina. W całej Wadi 
al-Kurze ("dolina 
miast", tak nazywano nie przerwaną niemal linię oaz w północnym Al-
HidŜazie) i dalej 
na południe aŜ do Medyny dzięki Ŝydowskim koloniom rozkwitało 
rolnictwo.
  Na rozległych obszarach świata nomadów tu i ówdzie rozwijała się 
gospodarka mer-
kantylna. Obok handlu wymiennego coraz częściej przeprowadzano 
transakcje pienięŜne: 
w dinarach, to znaczy złotych denarach, oraz w dirhamach, czyli 
srebrnych drachmach. 
Beduini zapoŜyczali się u bogatych kupców w miastach, popadali w 
długi i w końcu za-
mieniali się w niewolników lub spadali co najmniej do rangi klienta. 
Rozpoczynał się 
proces rozpadu społeczności plemiennej. Wielkie targi, jak te w 
Ukazie, prosperowały 
doskonale. Spotkać na nich moŜna było Arabów z wszystkich plemion 
oraz cudzoziem-
ców. Wykroczono poza obręb plemion.
  Przemianom ekonomicznym i społecznym towarzyszyła naturalną koleją 
rzeczy prze-
miana intelektualna i moralna. Powodzenie osiągali osobnicy Ŝądni 
sukcesów, których 
nie zapewniały juŜ tradycyjne cechy synów pustyni. Znacznie bardziej 
były w cenie 
chciwość i pragnienie zysku. Bogacze, próŜni i zarozumiali, pysznili 
się awansem, który 
teraz był ich awansem osobistym, a nie awansem plemienia. Więzy krwi 
rozluźniały się, 
ustępowały miejsca waŜniejszym związkom opartym na wspólnocie 
interesów.
  Odtąd nowe wartości wypierają humanizm plemienny. Biedacy, 
młodzieŜ, ludzie ucz-
ciwi mogli spokojnie cierpieć nędzę obok opływających w dostatki 
parweniuszy. Rodziło 
się niejasne uczucie, Ŝe dawny ideał plemienny, w imię którego moŜna 
by potępić nowo-
bogackich, jest przestarzały. Zaczęto zwracać się odtąd ku religiom 
uniwersalistycznym, 
religiom jednostki, tym, które zamiast dotyczyć grupy etnicznej, 
dąŜyły do zapewnienia 
zbawienia kaŜdej osobie ludzkiej w jej niezwykłej niepowtarzalności. 

background image

Judaizm i chrześci-
jaństwo, jak to widzieliśmy, były znane, często pod postaciami nie 
wolnymi od wynatu-
rzeń. Były to jednak ideologie obce, związane z walczącymi o kontrolę 
nad Półwyspem 
Arabskim potęgami. Ich prestiŜ wynikał z tego, Ŝe pochodziły z obcych 
krajów, reprezen-
towały niezaprzeczalnie wyŜszy w porównaniu z religią plemienną 
poziom, związane by-
ły z otaczanymi powaŜaniem cywilizacjami. Uznanie ich oznaczało 
jednak zajęcie sta-
nowiska politycznego, a był to dla arabskiej dumy krok raczej 
upokarzający. Niektórzy 
poszukiwali bezładnie nowych dróg, inspirowali się obcymi ideami, 
pragnąc zakwestio-
nować potęgę niezliczonych boŜków plemiennych i poprzestać na kulcie 
jednego tylko 
Allaha, tak bliskiego najwyŜszemu Bogu chrześcijan i śydów.
  Równocześnie Saraceni cierpieli z powodu słabości politycznej. 
Arabowie, jako na-
jemnicy lub Ŝołnierze oddziałów pomocniczych, stanowili nieodzowną 
podporę wielkich 
imperiów. Kupowano sobie ich współdziałanie, obawiano się ich buntów, 
posługiwano 
się nimi wykorzystując jedne plemiona przeciw drugim. Dlaczego nie 
mieliby obrócić 
swoich zalet na własną korzyść? Do tego potrzebne było silne państwo, 
które zjednoczy-
łoby Arabię. Mogłoby w ten sposób zapewnić ochronę zdobytych bogactw 
i handlu, skie-
rować na zewnątrz chciwość beduinów - którym najgorzej się wiodło - 
by przestała być 
hamulcem dla działalności handlowej samych Arabów. Państwa 
Południowej Arabii, zbyt 
kolonizatorskie względem nomadów, zbyt oderwane od beduinów - chociaŜ 
zamieszkują-
ca je ludność w jakimś stopniu spokrewniona była z koczownikami - nie 
podołały temu 
zadaniu.
  Państwo arabskie kierujące się ideologią arabską, przystosowane do 
nowych warun-
ków, a jednak stale jeszcze bliskie środowisku beduinów, które 
powinno wchłonąć, sta-
nowiące potęgę traktowaną na równi z wielkimi imperiami - oto wielki 
wymóg epoki. 
Dla jednostki nieprzeciętnej, człowieka, który lepiej niŜ kto inny 
będzie umiał nań odpo-
wiedzieć, droga była otwarta. Ten człowiek miał się narodzić.

  Rozdział III

  Narodziny proroka

  Nikt nie wie dokładnie, kiedy urodził się Mahomet, który miał stać 
się prorokiem Al-
laha. Niegdyś sądzono, Ŝe wydarzyło się to za panowania Chosroesa 
Anuszirwana, a więc 
przed 579 r. - co nie budzi zastrzeŜeń. Mówiono teŜ, Ŝe było to w 
roku słonia, a więc 
wtedy kiedy ptaki zmusiły do odwrotu armię Abrahy pod Mekką - to zaś 
na pewno mija 
się z prawdą. Dokładne daty ustalane według bardzo wątpliwych 
obliczeń obejmują prze-
dział lat 567-573. Najczęściej przyjmuje się rok 571.
  Mahomet, zwany przez Arabów Muhammadem, urodził się w Mekce z ojca 

background image

Abd Alla-
ha i matki Aminy. Poprzez ojca naleŜał do rodu Haszim z plemienia 
Kurajszytów. Te 
przekazane przez tradycję dane, choć nie wszystkie są niepodwaŜalne, 
moŜna w gruncie 
rzeczy traktować jako pewne.
  Mekka leŜy w wąwozie w poprzek biegnącego równolegle do wybrzeŜa 
łańcucha gór-
skiego, który tworzą Ŝółte i czarne góry, całe "z występów skalnych 
niewiarygodnie na-
gich, bez odrobiny ziemi, lśniących od szczytu do podnóŜa, 
poszarpanych, spiczastych, 
stromych". Wąwóz ten, ciągnący się z północnego wschodu na południowy 
zachód, zos-
tał wydrąŜony przez rzekę, której koryto nadal od czasu do czasu 
gwałtowne deszcze na-
gle wypełniają wodą, zalewając miasto i jego sanktuarium; pielgrzymi 
opuszczają je wte-
dy wpław, jak na przykład w roku 1950. W tym jałowym, ale korzystnie 
połoŜonym pa-
rowie, w odległości mniej więcej osiemdziesięciu kilometrów od morza, 
znajduje się 
studnia, słynny Zamzam. Prawdopodobnie od bardzo dawna było tam 
sanktuarium. W II 
wieku geograf Ptolemeusz umieszcza w tym rejonie miejscowość, którą 
nazywa Makora-
ba. Mogło to być słowo - pisane w języku południowoarabskim mkrb 
(zapis nie 
uwzględnia samogłosek), w etiopskim mekwerab - oznaczające 
"sanktuarium", i prawdo-
podobnie ta forma, skrócona, dała historyczną nazwę miasta.
  W pewnym okresie - kiedy, nie wiemy - Mekka stała się centrum 
handlowym z pew-
nością dzięki swemu korzystnemu połoŜeniu na zbiegu drogi biegnącej z 
południa na 
północ - z Jemenu do Palestyny - i dróg łączących zachód ze wschodem: 
wybrzeŜe Mo-
rza Czerwonego, skąd moŜna było dotrzeć do Etiopii, z Zatoką Perską. 
Sanktuarium za-
pewniało spokój i bezpieczeństwo kupcom. Początkowo znajdowało się w 
rękach ple-
mienia DŜurhum, później plemienia Chuza'a. Prawdopodobnie pod koniec 
V wieku nie-
jakiemu Kusajjowi udało się podstępem lub siłą przejąć opiekę nad 
świątynią. Pochodził 
on z plemienia Kurajszytów, złoŜonego z kilku rodów, które dzięki 
niemu wyparło Chu-
za'a. Opowiadano, i jest w tej historii prawdopodobnie odrobina 
prawdy, Ŝe przebywał 
w Syrii i Ŝe stamtąd przyniósł kult bogini Al-Uzzy i Manat, który 
połączył z kultem Hu-
bala, boŜka Chuza'a. Zastanawiano się, czy tak naprawdę nie był to 
Nabatejczyk.
  Kurajszyci (nazwa ta oznacza rekina, być moŜe dawny totem) 
nabierali w ten sposób 
znaczenia, które miało bezustannie rosnąć, a historia nadchodzących 
pięciuset lat moŜe 
być uznana za okres rozszerzania się władzy tego plemienia aŜ do 
osiągnięcia prestiŜu 
o znaczeniu światowym. Plemię to dzieliło się na kilka rodów. Mówiło 
się o Kurajszy-
tach az-Zawahir, "Kurajszytach zewnętrznych" zamieszkujących 
peryferie, i o Kurajszy-
tach al-Bata'ih, którzy gromadzili się w głębi doliny, bezpośrednio 
wokół źródła Zamzam 
i pierwotnego przylegającego doń sanktuarium. Była to maleńka budowla 

background image

w kształcie 
prostopadłościanu, który nazywano Al-Kaba, co znaczy sześcian. 
Specjalną czcią otacza-
no czarny kamień, pierwotnie meteoryt, który prawdopodobnie stał się 
kamieniem wę-
gielnym. Niemal wszędzie Arabowie, a najogólniej Semici, oddawali 
cześć tego rodzaju 
kamieniom. W roku 219 młody Arab z Syrii, wielki kapłan Czarnego 
Kamienia z Emesy 
(Himsu) Heliogabal, kiedy został cesarzem rzymskim, kazał przewieźć z 
wielką pompą 
do Rzymu ten święty fetysz i zbudował mu świątynię ku niezmiernemu 
zgorszeniu sta-
rych Rzymian. W Mekce Al-Kaba, stanowiąca prawdopodobnie początkowo 
wyłącznie 
sanktuarium Hubala, była siedzibą kilku boŜków. Wprowadzono do niej 
jeszcze inne ido-
le.
  Późniejsza tradycja opowiada, Ŝe czterej starsi synowie Abd Manafa 
(jednego z synów 
Kusajja) podzielili między siebie te tereny w poszukiwaniu rynków 
zbytu. Jeden udał się 
do Jemenu, drugi do Persji, trzeci do Etiopii, czwarty do 
bizantyjskiej Syrii. Historia jest 
prawdopodobnie zmyślona, obrazuje jednakŜe pewien ogólniejszy stan 
rzeczy. Banu Ku-
rajsz zrobili wszystko, by rozwinąć handel miasta, nad którym 
sprawowali kontrolę. 
Mówiliśmy juŜ o tym, jak wydarzenia zewnętrzne im w tym pomogły. Pod 
koniec VI 
wieku wysiłki ich zostały nagrodzone swego rodzaju handlową 
dominacją. Ich karawany 
zapuszczały się daleko, ku czterem głównym obszarom międzynarodowego 
handlu, któ-
rymi były rejony wyŜej wymienione. Wielcy kupcy mekkańscy znacznie 
się wzbogacili. 
Mekka stała się ośrodkiem, gdzie spotykali się kupcy wszystkich 
narodowości, gdzie zu-
pełnie nieźle rozwinęło się rolnictwo. Miejsce święte przyciągało 
coraz więcej pielgrzy-
mów, którzy odprawiali skomplikowane rytuały wokół Al-Kaby i małych 
okolicznych 
sanktuariów. Związki małŜeńskie zapewniały Kurajszytom pomoc 
sąsiadujących plemion 
koczowniczych. Ich przychylność Kurajszyci zjednywali sobie równieŜ 
pieniędzmi, 
a nawet bronią. Banu Kurajsz odgrywali takŜe pewną rolę w polityce 
międzynarodowej. 
To, co o nich wiemy, a wiemy niewiele, sugeruje swego rodzaju 
neutralność z odcieniem 
sympatii dla potęg chrześcijańskich: Bizancjum i Etiopii. A jednak 
Abraha przybył bić się 
z mekkańczykami; być moŜe chciał zniszczyć ich potęgę handlową, 
stanowiącą realne 
zagroŜenie dla gospodarki Arabii Południowej. Około 589-590 r. 
Kurajszyci są w stanie 
wojny z plemieniem Hawazin; jeden z podopiecznych Kurajszytów zabija 
wodza Hawa-
zynitów An-Numana, który prowadził karawanę dla properskiego króla 
Al-Hiry.
  Oczywiście rody kurajszyckie walczyły między sobą o władzę. 
NajwaŜniejsze z tych, 
które pojawiły się na scenie, to rody Haszima i Abd Szamsa, dwóch 
synów Abd Manafa. 
Syn Haszima Abd al-Muttalib uzyskał prawdopodobnie przewagę w okresie 
poprzedzają-

background image

cym narodziny Mahometa. Wkrótce jednak utracił ją na rzecz Umajji, 
syna Abd Szamsa 
i jego rodu. W zasadzie Kurajszyci roztropnie nie dopuszczali do 
tego, by walki wew-
nętrzne naruszyły ich jedność wobec sąsiadów. Zasadnicze decyzje 
podejmowane były 
przez zgromadzenie wodzów i wybitnych osobistości najwaŜniejszych 
rodów, rodzaj ra-
dy starszych, mala. Rola tego zgromadzenia sprowadzała się 
prawdopodobnie tylko do 
osiągania, poprzez dyskusję, porozumienia. Nic nie mogło zmusić 
jednego rodu, by pod-
porządkował się decyzjom innych rodów, jak tylko przekonywanie czy 
mniej lub bardziej 
pokojowy przymus.
  Abd al-Muttalib zawdzięczał prawdopodobnie swoją pozycję temu, Ŝe 
znalazł się na 
czele jednej z tych grup, jakie wyłoniły się spośród rodów 
mekkańskich w czasie ich 
walki o władzę. Dwie z tych grup stale ze sobą rywalizowały, trzecia 
pozostawała neu-
tralna. Abd al-Muttalib prowadził handel z Syrią i Jemenem i uzyskał 
korzystne dla mek-
kańskiego sanktuarium przywileje. To on dostarczał wodę i poŜywienie 
pielgrzymom. 
Opowiadano, Ŝe rozpoczął rozmowy z Abrahą, kiedy armia wyposaŜona w 
słonie zjawiła 
się pod Mekką. Pobrzmiewa tu być moŜe echo starań, jakie jeden z 
rodów poczynił dla 
zapewnienia sobie poparcia z zewnątrz. Abd al-Muttalib miał kilka Ŝon 
pochodzących 
z róŜnych plemion, dały mu one dziesięciu synów, ojca i stryjów 
Mahometa, oraz sześć 
córek. Do niektórych z nich jeszcze powrócimy.
  Jednym z jego synów był Abd Allah zrodzony z Fatimy Bint Amr 
pochodzącej z ku-
rajszyckiego rodu Banu Machzum. Jak powiadają, był to bardzo 
przystojny męŜczyzna. 
Jego ojciec - pragnąc bez wątpienia sprzymierzyć się z rodem Banu 
Zuhra - poprosił jed-
nocześnie o rękę młodej Aminy Bint Wahb dla swego syna, a dla siebie 
o rękę jej krew-
niaczki Hali Bint Wuhajb naleŜącej do tego samego rodu.
  Amina, jak się wydaje, nie opuściła swego rodu, a Abd Allah składał 
jej wizyty zgod-
nie z arabskim zwyczajem. Pierwszym i jedynym dzieckiem, które z nią 
miał, był Maho-
met. Interesująca moŜe wydać się jedna z krąŜących na temat poczęcia 
Mahometa legend, 
mimo Ŝe nie ma ona Ŝadnej wartości historycznej. Stanowi bowiem 
niesamowity kontrast 
z zabiegami chrześcijan, by sprawę narodzin Jezusa pozbawić, o ile 
tylko to moŜliwe, 
pierwiastka seksualnego.
  "Abd Allah udał się do kobiety, która tak samo jak Amina Bint Wahb 
naleŜała do nie-
go. Miał na sobie ślady gliny, poniewaŜ wcześniej pracował na swojej 
ziemi. Zaczął się 
zalecać do tej kobiety, ale ona odprawiła go z powodu owych śladów 
gliny. Wyszedł od 
niej, dokonał ablucji i obmył się. Później udał się do Aminy. 
Przechodził znowu koło 
domu owej kobiety, która przywołała go do siebie. Ale on ją odtrącił 
i poszedł do Aminy. 
Wszedł do niej i posiadł ją. Poczęła wtedy Mahometa, niech Bóg mu 
błogosławi i da mu 

background image

zbawienie. Następnie znowu poszedł do tamtej kobiety i powiedział: 
<Chcesz mnie?> 
Odparła: <Nie! Kiedy przechodziłeś obok mnie, w twoich oczach 
jaśniało białe światło. 
Zawołałam cię, a ty mnie odrzuciłeś. Wszedłeś do Aminy i ona zabrała 
to światło.>"
  Inny wariant tej historii nie uznawał owej kobiety za drugą Ŝonę 
Abd Allaha, podawał 
ją za siostrę hanifa Waraki Ibn Naufala, o którym będzie jeszcze 
mowa, uczoną, jak jej 
brat, w Piśmie. Widząc na twarzy Abd Allaha blask proroctwa, 
ofiarowała mu sto wielb-
łądów, by uzyskać jego względy. Odrzucił ją, a kiedy wracał od Aminy, 
światła na jego 
twarzy juŜ nie było.
  Abd Allah zmarł - kiedy jego Ŝona była w ciąŜy lub tuŜ po 
rozwiązaniu - w czasie po-
bytu w Medynie, gdzie zatrzymał się w drodze powrotnej z Gazy dla 
załatwienia intere-
sów. Niewiele pozostawił wdowie: jedną niewolnicę, pięć wielbłądów i 
kilka owiec. 
Amina otoczyła syna opieką, ale wkrótce i ona zmarła; dziecko miało 
zaledwie sześć lat.
  Nasza wiedza o dzieciństwie Mahometa jest raczej niepewna. Legendy 
powoli wypeł-
niły tę lukę, coraz piękniejsze i coraz bardziej budujące w miarę 
upływu czasu. Nawet 
najstarsze informacje, bardziej wstrzemięźliwe, budzą pewne 
wątpliwości. Kiedy islam 
stał się religią potęŜnego państwa, powstała konieczność stworzenia 
zasad regulujących 
Ŝycie społeczne. Oczywiście opinie na ten temat bardzo się róŜniły, 
interesy były roz-
bieŜne. Istniały teŜ ugrupowania polityczne, które przyłączały się do 
krewnych i Towa-
rzyszy Proroka. Ponadto wielu ludzi powodowanych ciekawością, 
poboŜnością lub nawet 
zainteresowaniami historycznymi poszukiwało informacji o Ŝyciu 
Mahometa. I wtedy 
powstał jak gdyby zawód tradycjonisty. Tradycjoniści przytaczali 
opowiadania, które by-
ły odpowiedzią na tę ciekawość, poboŜność czy nawet na ową 
konieczność tworzenia za-
sad, poniewaŜ poczynania Proroka miały rangę przykładu. JeŜeli 
działał w określony spo-
sób, to po to, by wskazać swym zwolennikom, Ŝe tak właśnie zawsze 
naleŜy postępować, 
zarówno gdy chodzi o powaŜne problemy - np. prawa spadkowe (ich 
zasady zostały wy-
łoŜone przez samego Boga w Koranie) - jak o najdrobniejsze codzienne 
zachowania, np. 
sposób siedzenia przy stole. Tradycjoniści musieli - jak nasi 
historycy - powoływać się na 
źródła, z których korzystali. Były to jednak źródła przekazywane 
ustnie. Takie to a takie 
opowiadanie pochodziło od takiego to a takiego człowieka, który z 
kolei zasłyszał je od 
innego człowieka, i w ten sposób dochodziło się aŜ do kogoś, kto Ŝył 
w czasach Proroka, 
kto widział jego gesty lub słyszał jego słowa. Oczywiście łatwo było 
wymyślać tradycje 
(po arabsku nazywa się je hadisami, to znaczy opowiadaniami), by 
wesprzeć swoje zda-
nie i swoje stronnictwo. Wielcy arabscy historycy i juryści dobrze o 
tym wiedzieli. Pró-
bowali wyeliminować zmyślone tradycje, na przykład tradycje o tak 

background image

długim łańcuchu po-
ręczycieli, Ŝe był on wręcz niemoŜliwy, nie stawiali sobie jednak tak 
ambitnego zadania, 
jak dotarcie do faktów nie budzących wątpliwości. ToteŜ przytaczają 
całe serie dotyczą-
cych tego samego tematu, sprzecznych ze sobą tradycji, powołując się 
na poręczycieli. 
Czytelnik sam musi zadecydować, komu chce wierzyć. "A Bóg jest 
najmądrzejszy", do-
rzucają często.
  Najstarsze zbiory tradycji historycznych, do jakich moŜemy sięgnąć 
pamięcią, pocho-
dzą z okresu, który od działalności Proroka dzieli sto dwadzieścia 
pięć lat. Nie trzeba do-
dawać, co w ciągu takiego czasu mogła stworzyć fantazja. A jednak 
wiele faktów jest 
pewnych, poniewaŜ najbardziej zwalczające się stronnictwa zgadzały 
się co do zdarzeń 
tworzących wątek Ŝycia Proroka, co do imion jego Towarzyszy i Ŝon, 
ich związków i po-
chodzenia, i bardzo wielu innych jeszcze spraw, a nawet jeśli chodzi 
o mało chwalebne, 
a zatem nie wymyślone szczegóły. Mimo to co do bardzo wielu z nich 
nie mamy Ŝadnej 
pewności, nie ulega zwłaszcza wątpliwości, iŜ bardzo niewiele 
wiedziano o początko-
wym okresie Ŝycia Mahometa i Ŝe swobodnie na ten temat fantazjowano. 
Przytoczę kilka 
takich opowiadań, których jedyna wartość historyczna polega na tym, 
Ŝe przedstawiają 
pewne środowisko, co najmniej bardzo podobne do tego, w którym 
wzrastał młody Ma-
homet, i ułatwiają nam zrozumienie tego, jak w czasach późniejszych 
muzułmanie wyob-
raŜali sobie Ŝycie ich Proroka.
  Jak to było w zwyczaju u Kurajszytów, Mahometa powierzono mamce z 
innego ko-
czowniczego rodu. Dzieci Kurajszytów miały zatem moŜliwość, tak 
przynajmniej sądzo-
no, nasycić się czystym powietrzem pustyni i dzięki temu stawały się 
silne i wytrzymałe. 
W ten sposób utrzymywano kontakty z nomadami, co nie było bez 
znaczenia, poniewaŜ 
związek między mlecznymi braćmi uwaŜano za bardzo silny. Mamką 
Mahometa była nie-
jaka Halima pochodząca z rodu Banu Sad naleŜącego do wielkiego 
plemienia Hawazin. 
Czy to o niej mówi pewna tradycja, a zacytuję tu ją jedynie jako 
typowy przykład zadzi-
wiającej plastyczności tych opowiadań, co nie jest zresztą Ŝadną 
gwarancją autentycznoś-
ci? Jest ona przytoczona w historii Proroka i jego Towarzyszy 
spisanej przez Ibn Sada na 
początku II wieku hidŜry (nasz wiek IX):
  "Wiemy od Abd Allaha Ibn Numajra al-Hamdaniego, który wiedział to 
od Jahji Ibn 
Sa'ida al-Ansariego, Ŝe Muhammad Ibn al-Munkadir opowiadał: pewna 
kobieta, mamka 
Proroka, zastukała do niego. Kiedy weszła, wykrzyknął: <Mamo! Mamo!> 
Poszedł po 
płaszcz, rozciągnął go przed nią, a ona na nim usiadła."
  Opowiadano równieŜ, w jaki sposób mamka wybrała dziecko. "Dziesięć 
kobiet z ple-
mienia Banu Sad przybyło do Mekki, poszukując dzieci do wykarmienia. 
KaŜdej udało 
się jakieś znaleźć, z wyjątkiem Halimy Bint Abd Allah, której 

background image

towarzyszył mąŜ Al-Haris 
Ibn Abd al-Uzza, nazywany Abu Zu'ajbem. Był z nimi ich syn Abd Allah 
Ibn al-Haris, 
którego karmiła, oraz [córki] Anisa i DŜudama, ta z pieprzykiem, ta, 
która [później] ra-
zem z matką nosiła Mahometa, trzymając go na biodrze. Pokazano 
Halimie Posłańca Bo-
ga. A ona powiedziała: <Sierota! i to bez pieniędzy! Co pocznie jego 
matka?> Kobiety 
odeszły, pozostawiając ją w tyle. Halima rzekła do męŜa: <Co o tym 
myślisz? Moje towa-
rzyszki odeszły, a w Mekce nie ma juŜ więcej chłopców do karmienia, z 
wyjątkiem tego 
sieroty. MoŜe byśmy go wzięli? Nie chciałabym wracać z niczym.> MąŜ 
odpowiedział: 
<Weź go! Być moŜe Bóg sprawi, iŜ stanie się on dla nas 
dobrodziejstwem.> Wróciła więc 
do matki, wzięła dziecko, połoŜyła je na swym łonie i podała mu 
pierś, by zakosztowało 
mleka. A Posłaniec Boga pił, aŜ się nasycił. Pił teŜ jego brat 
[mleczny]. OtóŜ ten brat nie 
spał, poniewaŜ był wygłodzony [bo przedtem jego matka miała niewiele 
mleka]. A matka 
[Amina] powiedziała: <Mamko! Pytaj mnie o twego [mlecznego] syna, 
poniewaŜ kiedyś 
będzie on waŜną osobą.> I opowiedziała jej to, co widziała, i to, co 
jej mówiono w chwili 
narodzin Mahometa. Halima, uszczęśliwiona, ucieszyła się tym, co 
usłyszała. Po czym 
odjechała zabierając dziecko. Osiodłali oślicę i Halima dosiadła jej 
trzymając przed sobą 
Posłańca Boga. Al-Haris jechał na ich starej wielbłądzicy. W Wadi 
Sirar dogonili towa-
rzyszki podróŜy [...] One zapytały: <Halimo! Co zrobiłaś?> 
Odpowiedziała: <Wzięłam, 
Bogu niech będą dzięki, najpiękniejsze z niemowląt, jakie 
kiedykolwiek widziałam, a po-
nadto jest ono obdarzone największą baraką.> Kobiety rzekły: <Czy nie 
jest to dziecko 
Abd al-Muttaliba?> Odpowiedziała: <Tak.> Halima opowiadała: <Zanim 
opuściliśmy to 
miejsce, widziałam zazdrość na [twarzy] niejednej z naszych kobiet.>"
  Pewne cudowne wydarzenie jedni odnoszą właśnie do owych lat pobytu 
na pustyni, 
drudzy wiąŜą je z innym okresem Ŝycia naszego bohatera. Pojawili się 
dwaj aniołowie, 
otworzyli jego pierś, wyjęli z niej serce, które starannie obmyli, 
zanim je z powrotem 
włoŜyli na miejsce. Później zwaŜyli go stawiając kolejno na drugiej 
szali jednego czło-
wieka, potem dziesięciu, potem stu, potem tysiąc. Po czym jeden 
powiedział do drugiego: 
"Zostaw go! Nawet jeŜeli postawiłbyś na drugiej szalce całą jego 
wspólnotę [umma], on 
i tak przewaŜy."
  Amina zmarła w drodze powrotnej w czasie jednej z podróŜy do 
Medyny, którą odby-
wała z niewolnicą Umm Ajman i małym Mahometem. Miał on wtedy sześć 
lat. Jego 
dziad, czcigodny Abd al-Muttalib, który miał wówczas osiemdziesiąt 
lat, zabrał go do 
siebie. Jednak i on dwa lata później zmarł. Mahometem zajął się wtedy 
jeden ze stryjów, 
Abd Manaf, którego później zwano raczej Abu Talibem, przedkładając 
jego kunję nad 
jego imię (jest to drugie imię, jakie nosili Arabowie; uŜywane było w 

background image

swobodniejszych 
kontaktach, oznaczało "ojca tego to a tego" i odnosiło się przewaŜnie 
do najstarszego sy-
na). Imię to w rzeczywistości miało wydźwięk bałwochwalczy. Znaczy 
ono "sługa bogini 
Manaf". Abu Talib był zamoŜnym kupcem, synem tej samej matki co Abd 
Allah, ojciec 
Mahometa, i on to prawdopodobnie po śmierci swego ojca stanął na 
czele rodu Haszim 
dominującego, jak się wydaje, w tym okresie w Mekce.
  Opowiadano, Ŝe Abu Talib co pewien czas udawał się na czele 
karawany do Syrii. Za-
bierał podobno ze sobą bratanka; prawdopodobnie dotarli aŜ do miasta 
Busra, pierwszego 
wielkiego węzła handlowego, jaki karawany napotykały jadąc tą drogą; 
było to skrzyŜo-
wanie pięciu waŜnych dróg, a ponadto wielki ośrodek chrześcijaństwa, 
gdzie niewiele 
wcześniej wzniesiono piękną katedrę, bogaty w wiele wspaniałych 
budowli, jak rzymski 
teatr (moŜna go dziś jeszcze oglądać), i zbudowany przez Justyniana 
przytułek dla bied-
nych. To tam najczęściej rezydował biskup monofizyta sprawujący 
jurysdykcję nad ko-
czownikami z Arabii; dla niego ghassanidzki fylarch Al-Haris otrzymał 
w 543 r. nomina-
cję od cesarzowej Teodory. A oto jedna z wersji incydentu, jaki miał 
miejsce w Busrze, 
przekazana przez historyka At-Tabariego:
  "Kiedy kupcy zatrzymali się w Busrze, w Syrii, przebywał tam mnich 
zwany Bahira; 
mieszkał w pustelni i biegły był w naukach chrześcijan. W pustelni 
tej zawsze Ŝył jakiś 
mnich, który czerpał nauki z księgi, a księgę tę jeden drugiemu - jak 
utrzymywali - prze-
kazywał w spuściźnie. Gdy karawana zatrzymała się owego roku 
niedaleko siedziby Ba-
hiry, ten przygotował dla jej członków wiele poŜywienia. A to 
dlatego, Ŝe kiedy był 
w swej pustelni, widział Posłańca Boga, którego - wśród jego 
towarzyszy - obłok okry-
wał cieniem. Udali się dalej, a na postój zatrzymali w cieniu drzewa 
blisko siedziby Bahi-
ry. Ów spoglądał na obłok, drzewo jednak rzucało cień, a jego gałęzie 
pochylały się nad 
Posłańcem Boga, Ŝeby zapewnić mu ochłodę. Gdy Bahira to zobaczył, 
wyszedł ze swojej 
celi i zaprosił ich wszystkich. Kiedy Bahira zobaczył Posłańca Boga, 
przyjrzał mu się 
bacznie i zauwaŜył pewne szczególne cechy fizyczne [...] Kiedy 
członkowie karawany 
skończyli posiłek i rozstali się, zapytał Posłańca Boga, co odczuwał 
na jawie lub we śnie. 
Posłaniec Boga odpowiedział. Bahira uznał, Ŝe wszystko to zgadzało 
się z wcześniejszy-
mi o nim wiadomościami. Później przyjrzał się plecom Posłańca i 
zobaczył na nich, po-
między łopatkami, pieczęć proroctwa. Wtedy Bahira powiedział do jego 
stryja Abu Tali-
ba: <Kim jest dla ciebie ten chłopiec?> Abu Talib odparł: <To mój 
syn.> Bahira powie-
dział: <To nie jest twój syn! Ojciec tego chłopca nie Ŝyje.> <To mój 
bratanek>, odparł 
wtedy ostro Abu Talib. Mnich zapytał: <Co stało się jego ojcu?> 
<Umarł, kiedy matka 
była brzemienna.> <Mówisz prawdę. Wracaj więc do swego kraju i strzeŜ 

background image

chłopca przed 
śydami. Na Boga, jeśli go zobaczą i odkryją to, o czym ja wiem, będą 
chcieli wyrządzić 
mu krzywdę.>"
  Stryj, przejęty, pospiesznie wyruszył z niezwykłym dzieckiem w 
drogę powrotną do 
Mekki. Czy opowiadanie to zawiera choć trochę prawdy? Dokładnie tego 
nie wiemy. Na 
pewno świadczy ono o apologetycznym zatroskaniu. Chodzi o to, by 
Prorok został uzna-
ny za proroka przez jedną z dwu wielkich religii monoteistycznych, 
której spadkobiercą 
islam się mieni. Chrześcijanie przejęli legendę widząc w mnichu, 
uwaŜanym za heretyka, 
człowieka, który zainspirował arabskiego proroka, i w ten sposób 
pozbawili Mahometa 
wszelkiej oryginalności. PodróŜ do Busry, jak i inne podróŜe, sama w 
sobie nie jest nie-
moŜliwa. Starano się zebrać dane, które mogłyby świadczyć, Ŝe Mahomet 
znał róŜne ob-
ce krainy. Ale z drugiej strony zauwaŜono, Ŝe prawdopodobnie sam nie 
zetknął się bez-
pośrednio z obrzędami chrześcijańskimi. Musiałyby wywrzeć na nim 
silne wraŜenie, 
gdyby asystował - choćby raz tylko - przy jednej z takich ceremonii. 
A przecieŜ arabscy 
poeci, którzy odwiedzali Al-Hirę i jej kościoły, mówią o nich w 
sposób znacznie barw-
niejszy.
  Tradycje podkreślają uczucie, jakim Abu Talib darzył bratanka, 
troskę, jaką go otaczał. 
Zadawano sobie pytanie, czy nie tkwiła w tym równieŜ jakaś 
hagiograficzna deformacja. 
W kaŜdym razie Mahomet musiał wypełniać drobne obowiązki, których 
wymagano od 
dzieci. Pewnego dnia - a było to w późniejszym okresie - obok Proroka 
przeszli ludzie 
niosący owoce ciernistego drzewa arak, którymi karmi się wielbłądy i 
inne zwierzęta. 
Mahomet powiedział do nich podobno: "Spójrzcie na czarne owoce, to 
te, które ja zrywa-
łem, kiedy wypasałem owce". Powiedzieli mu: "Posłańcu Boga, byłeś 
więc pasterzem 
owiec?" Odpowiedział: "Tak, i nie ma proroka, który by nim nie był". 
Anegdotę przyta-
czano, by upokorzyć nieco dumę wielkich hodowców wielbłądów 
pogardzających paste-
rzami drobnego bydła.
  To mniej więcej wszystko, o czym mówi się na temat dzieciństwa i 
młodości przyszłe-
go proroka, przynajmniej w źródłach powstałych wcześniej niŜ - 
mnoŜące się w sposób 
bezładny i niekontrolowany - przeróŜne legendy. Widać, jak to 
niewiele i jak trudno po-
ruszać się po tak niepewnym gruncie. Bardzo chcielibyśmy wiedzieć - i 
miałoby to duŜe 
znaczenie historyczne - jak przebiegał rozwój Proroka. Tradycja 
muzułmańska utrzymy-
wała, Ŝe nie miał nic wspólnego z obrzędami pogańskimi w swoim 
rodzinnym mieście. 
To zupełnie nieprawdopodobne, a wyraźne oznaki w jego późniejszym 
Ŝyciu wskazują, 
Ŝe, jak kaŜdy, praktykował religię swoich ojców. Kiedy indziej mówi 
nam się, Ŝe złoŜył 
w ofierze barana bogini Al-Uzzie. Rzadko cytowana tradycja ukazuje 
go, jak ofiarowuje 

background image

mięso poświęcone boŜkom pewnemu monoteiście, który odmawia przyjęcia 
go i upomina 
Mahometa. Mahomet miał podobno powiedzieć, Ŝe naleŜał do hums, 
bractwa dokonują-
cego szczególnych obrzędów podczas uroczystości mekkańskich, i 
przestrzegał dodatko-
wych tabu. Wszystko przemawia za tym - niezaleŜnie od tego, co 
utrzymywała tradycja 
arabska błędnie interpretująca pewne słowo z Koranu - Ŝe Mahomet 
nauczył się czytać 
i pisać. Nie wiemy jednak, jak głęboka była jego kultura, jego Ŝycie 
i dzieło bowiem do-
starczają nam niewielu wskazówek, raczej niepewnych i niejasnych. Do 
tej kwestii jesz-
cze powrócimy.
  Wydaje się, Ŝe Mahomet oŜenił się znacznie później, niŜ to było w 
zwyczaju w jego 
środowisku. Przyczyną było prawdopodobnie jego ubóstwo. Podobno 
poprosił Abu Tali-
ba o rękę swej kuzynki Umm Hani. MałŜeństwa między kuzynami są w 
społeczności be-
duińskiej rzeczywiście dobrze widziane. Zalotnik został jednak bez 
wątpienia odrzucony 
na korzyść świetniejszego konkurenta. Znacznie później, zostawszy 
wdową, Umm Hani 
pragnęła, Ŝeby kuzyn ponowił prośbę. Jednak Mahomet nie był juŜ do 
tego skłonny. Mi-
mo to zachowali dobre stosunki. Spał przecieŜ u Umm Hani tej nocy, 
kiedy odbył swoją 
podróŜ do Nieba.
  Wkrótce jednak szczęście zaczęło mu sprzyjać. Nie musimy popadać w 
przesadę, jak 
to robi tradycja, która czyni odtąd z Mahometa wzór doskonałości 
fizycznej, intelektual-
nej i moralnej; zalety, które się w nim później rozwinęły, 
wystarczają, by upewnić nas, iŜ 
musiał wywierać korzystne wraŜenie na ludziach ze swego środowiska. 
JuŜ wtedy na 
pewno zwracał uwagę swoją inteligencją, spokojnym, pewnym siebie, 
wywaŜonym spo-
sobem postępowania, nawiązywania kontaktów z innymi. To zapewne 
spowodowało, Ŝe 
ChadidŜa Bint Chuwajlid, nie pierwszej młodości kobieta, wdowa 
dwukrotnie zamęŜna, 
mająca kilkoro dzieci, zaproponowała mu słuŜbę u siebie. Była bogata 
i organizowała ka-
rawany udające się do Syrii w poszukiwaniu towarów bizantyjskich, by 
następnie sprze-
dać je na targu w Mekce. Prawdopodobnie ChadidŜa wysyłała swego 
nowego pracowni-
ka razem z karawanami nakładając nań obowiązek dokonywania zakupów. 
Jeśli tak rze-
czywiście było, Mahomet musiał kilkakrotnie wyjeŜdŜać do Syrii, co 
wykorzystała trady-
cja, by ponownie wprowadzić mnichów, którzy równieŜ zauwaŜają cuda 
dokonujące się 
na drodze przejazdu młodego Kurajszyty i przepowiadają jego świetlaną 
przyszłość. 
W kaŜdym razie pewne jest, Ŝe jego postępowanie w czasie słuŜby u 
ChadidŜy spowo-
dowało, Ŝe zapragnęła go poślubić. Być moŜe nie pozostawała obojętna 
na urok Mahome-
ta juŜ wtedy, gdy przyjmowała go na słuŜbę. Wiadomo zresztą, Ŝe los 
kobiet niezamęŜ-
nych był u Arabów nie do pozazdroszczenia. Ojciec ChadidŜy nie Ŝył, 
nie miała więc 

background image

opiekuna i słusznie obawiała się o swoją przyszłość. Jak powiadają, 
skończyła czterdzieś-
ci lat, lecz nie brakowało jej zalotników. Mahomet mógł mieć 
dwadzieścia pięć. Nafisa 
Bint Munja, pośredniczka - sprawy te wymagały bowiem pośrednictwa - 
tak podobno 
później opowiadała:
  "ChadidŜa wysłała mnie do Mahometa, Ŝeby wybadać go po jego 
powrocie z karawaną 
z Syrii. Zapytałam: <Mahomecie! Co nie pozwala ci się oŜenić?> 
Odparł: <Nie ma za co 
się oŜenić.> Odpowiedziałam: <A gdyby ktoś miał tego za dwoje? Gdyby 
ofiarowano ci 
urodę, majątek, zaszczytną pozycję i wygodne Ŝycie, nie przyjąłbyś 
ich?> <O jaką kobie-
tę chodzi?> <O ChadidŜę.> <Co mam zrobić?> <Ja się tym zajmę.> <I ja 
zrobię swoje.>"
  Pozostawało juŜ tylko załatwić niezbędne formalności. Opowiadano 
teŜ, Ŝe nie było to 
proste i Ŝe ChadidŜa musiała upić ojca, by uzyskać jego zgodę. 
Większość tradycji 
utrzymuje jednak, Ŝe w tym czasie ojciec od dawna juŜ nie Ŝył i Ŝe to 
wuj ChadidŜy wy-
stępował jako przedstawiciel rodziny, by wydać ją za mąŜ.
  MałŜeństwo z ChadidŜą okazało się dla Mahometa zbawienne, otworzyło 
przed nim 
szeroko bramy świetlanej przyszłości. Koniec z kłopotami 
materialnymi. Z ubogiego 
krewnego wpływowej rodziny, utrzymującego się ze słuŜby u innych, 
stawał się człowie-
kiem bardzo powaŜanym. Musiał w tym widzieć rękę Boską i pewnego dnia 
rzeczywiście 
usłyszy Boga:

  Nie opuścił cię twój Pan 
  ani cię nie znienawidził.

  Koran, XCIII, 3

  CzyŜ nie znalazł cię sierotą 
  i czy nie dał ci schronienia?
  Czy nie znalazł cię błądzącym
  i czy nie poprowadził cię drogą prostą? 
  I czy nie znalazł cię biednym,
  i nie wzbogacił cię?

  Koran, XCIII, 6-8

  Jest mało prawdopodobne, by czuł do ChadidŜy pociąg zmysłowy, który 
wzbudzały 
w nim później, kiedy się zestarzał, młode i ponętne kobiety jego 
przyszłego haremu. Za-
wsze jednak Ŝywił dla niej ogromny szacunek, trwałe uczucie i 
dozgonną wdzięczność. 
Pewien psychoanalityk sugerował, Ŝe frustracja sieroty, tak wcześnie 
pozbawionego mat-
czynego ciepła, mogła spotęgować to przywiązanie do duŜo starszej 
kobiety. Była to, 
mawiał Mahomet, najlepsza z kobiet jego czasów. Będzie Ŝył z nią w 
Raju, w domu 
z trzcin, w spokoju i ciszy. Mówił o niej często po jej śmierci, co 
bardzo gniewało A'iszę, 
jego ukochaną. A'isza sama opowiadała, Ŝe była zazdrosna o tę 
nieŜyjącą kobietę - której 
nigdy nie widziała - jak o nikogo na świecie. Pewnego dnia Hala, 
siostra ChadidŜy, zja-

background image

wiła się u drzwi Proroka i zapytała, czy moŜe wejść. Rozpoznał jej 
głos i zadrŜał. Wy-
krzyknął: "BoŜe, to Hala!" "Poczułam przypływ zazdrości - opowiadała 
podobno A'isza - 
i krzyknęłam: <Po co stale wspominasz tę starą bezzębną Kurajszytkę o 
umalowanych 
ustach? Los sprawił, Ŝe umarła, a Bóg zastąpił ją lepszą!>"
  ChadidŜa obdarzyła Mahometa dziećmi. Miał z nią cztery córki, o 
których będzie jesz-
cze mowa: Zajnab, Rukajję, Fatimę i Umm Kulsum. Ale - i po dziś dzień 
zwłaszcza dla 
Araba jest to prawdziwe nieszczęście - synowie, których urodziła, a 
których liczba zmie-
nia się w zaleŜności od tradycji, wszyscy zmarli bardzo młodo: Al-
Kasim na przykład 
prawdopodobnie w wieku dwu lat (to po nim Mahomet przyjął kunję Abu 
al-Kasim - tj. 
ojciec Kasima). Inny syn, Abd Allah, w rzeczywistości nazywał się 
podobno Abd Manaf 
na znak szacunku dla bogini Manaf, której kult jego rodzice wkrótce 
mieli odrzucić. 
W tym czasie Mahomet zaadoptował swego młodego kuzyna Alego, poniewaŜ 
sprawy 
Abu Taliba - ojca Alego, a stryja Mahometa - układały się coraz 
gorzej. ChadidŜa poda-
rowała teŜ Mahometowi niewolnika, którego jej siostrzeniec kupił w 
Syrii, niejakiego 
Zajda, pochodzącego ze schrystianizowanego plemienia Kalb. Mahomet 
wyzwolił go 
i zaadoptował jako swego syna.
  śycie układało mu się teraz pomyślnie. Na pewno nadal zajmował się 
interesami; jego 
język będzie zawsze usiany zwrotami handlowymi. Wśród waŜnych 
osobistości cieszył 
się powaŜaniem. Jego córki zawarły przynoszące zaszczyt związki 
małŜeńskie, dobre 
i odpowiednie, zgodne z obyczajem. Rukajja i prawdopodobnie Umm 
Kulsum poślubiły 
kuzynów ze strony ojca, synów Abu Lahaba. Abu Lahab, jeden ze stryjów 
Mahometa, 
który stał się później jego wielkim przeciwnikiem, zajmował wtedy, 
jak się wydaje, zna-
komitą pozycję społeczną stając - zamiast Abu Taliba, swego brata - 
na czele rodu Ha-
szim. Zajnab zaś poślubiła kuzyna ze strony matki, Abu al-Asiego.
  Następujący fakt mógłby być dowodem szacunku, jakim otaczano 
Mahometa, niestety 
na pewno został upiększony, moŜe nawet w całości zmyślony w celu 
apologetycznym. 
PoniewaŜ Al-Kaba popadała w coraz większą ruinę, skorzystano z tego, 
by wykraść jej 
skarb. Kurajszyci, którym wówczas bardzo dobrze wiodło się finansowo, 
postanowili ją 
odbudować. Wahali się jednak, czy ruszać święte kamienie, aby dokonać 
przede wszyst-
kim koniecznej rozbiórki. Nie mieli równieŜ materiałów i fachowców. 
Zatonięcie na Mo-
rzu Czerwonym greckiego okrętu - wiozącego do Etiopii drewno na 
budowę kościoła - 
w tak dla nich dogodnym momencie, wydało im się znakiem z samego 
nieba. Zabrali ła-
dunek wyrzucony przez morze na brzeg Al-HidŜazu oraz wzięli ze sobą 
koptyjskiego 
cieślę Pacome'a znajdującego się na pokładzie. Po początkowych 
emocjach odbudowa ru-
szyła sprawnie, kiedy to znalazł się śmiałek, który odwaŜył się 

background image

pierwszy uderzyć motyką 
w starą budowlę. Całe miasto spędziło noc w niepokoju, zadając sobie 
pytanie, czy czło-
wiek ten nie zostanie ukarany przez siły nadprzyrodzone. Jednak 
rankiem okazało się, Ŝe 
nadal cieszy się dobrym zdrowiem, i pracę kontynuowano. Na koniec 
trzeba było prze-
nieść Czarny Kamień do naroŜnika. Cztery ugrupowania plemienne 
kłóciły się, komu 
przypadnie ten honor, i w ogniu dyskusji o mało nie doszło do 
rękoczynów. Zdecydowa-
no uczynić arbitrem pierwszego człowieka, który wejdzie do 
sanktuarium. Był to Maho-
met. Kazał przynieść sobie płaszcz i umieścił na nim święty Kamień; 
przedstawiciel kaŜ-
dego z ugrupowań miał trzymać jeden z czterech rogów płaszcza. 
Podnieśli płaszcz 
i przenieśli Kamień do podnóŜa budowli. Mahomet sam umieścił go w 
odpowiednim 
miejscu.
  Mahomet mógł mieć wtedy trzydzieści pięć lat. Przezwano go podobno 
al-amin, co 
znaczy: człowiek pewny, któremu moŜna ufać. Ceniony przez wszystkich, 
liczący się 
w swojej małej ojczyźnie, bogaty lub Ŝyjący co najmniej w dostatku, 
otoczony miłością, 
mógł nadal prowadzić spokojną i szczęśliwą egzystencję. Wszystko mu 
sprzyjało.
  A jednak nie satysfakcjonowało go to codzienne, jednostajne Ŝycie. 
Nurtował go nie-
pokój, szukał czegoś innego. Nigdy nie poznamy dokładnie i głęboko 
jego psychiki. Nie 
zamierzając odwoływać się do absurdalnej, wątpliwej zresztą 
psychoanalizy, ale 
uwzględniając ludzkie skłonności, na które zwrócił uwagę Freud, 
moŜemy poczynić 
pewne ustalenia i zbudować na nich psychologiczne hipotezy.
  Mahomet sprawiał na ogół wraŜenie człowieka mądrego i 
zrównowaŜonego. Zawsze 
zastanawiał się, zanim podjął decyzję, sprawy publiczne i prywatne 
załatwiał zręcznie, 
umiał czekać, kiedy było trzeba, wycofać się w ostateczności, podjąć 
odpowiednie kroki, 
by powiodły się jego plany. Ma dość odwagi fizycznej, być moŜe 
bardziej nabytej niŜ 
wrodzonej, by stanąć na wysokości zadania w czasie wojennych 
perypetii swojego Ŝycia. 
To niezrównany dyplomata. Rozumuje jasno, logicznie, przytomnie. A 
jednak za całą tą 
fasadą kryje się natura nerwowa, uczuciowa, ruchliwa, niespokojna, 
niecierpliwa, pełna 
gorących, gwałtownych aspiracji. Doprowadzało go to do kryzysów 
nerwowych natury 
wręcz patologicznej.
  Mahometowi niczego nie brakowało do szczęścia, a jednak nie był 
szczęśliwy. Szczęś-
cie, owo dobrowolne ograniczenie, entuzjastyczna lub spokojna 
akceptacja, owo pogo-
dzenie się z istniejącą sytuacją, nie jest stworzone dla tych, którzy 
zawsze wybiegają da-
lej, poza to, co mają, poza to, kim są, dla tych, których 
nienasycona, ciekawa wszystkiego 
natura pragnie zawsze tego, czego tylko moŜna zapragnąć. A smutne, 
pełne rozczarowań 
dzieciństwo, takie właśnie, jakie miał Mahomet, mogło jedynie 
sprzyjać rozwojowi owej 

background image

nieokreślonej skłonności, owego stałego pragnienia. Jedynie wyjątkowe 
sukcesy, nad-
ludzkie moŜna by powiedzieć, były w stanie to pragnienie zaspokoić.
  A Mahomet był z całą pewnością niezaspokojony. Czy istniały 
bardziej namacalne 
przyczyny owej skłonności duszy, bez której jego późniejsze 
postępowanie nie byłoby 
zrozumiałe? Jakie? Mgliste mamy o nich pojęcie. Najsilniej odczuwał, 
choć moŜe nam 
się to wydawać dziwne, brak spadkobierców płci męskiej. U Arabów, u 
Semitów w ogó-
le, była to rzecz wstydliwa, a męŜczyzn, których to spotkało, 
określano słowem abtar, co 
znaczy mniej więcej "okaleczony, amputowany". Pewnego dnia, na 
początku swego nau-
czania, Mahomet-abtar usłyszy z niebios głos recytujący te oto 
zjadliwe wersety:

  Zaprawdę. My daliśmy tobie obfitość! 
  Módl się przeto do twego Pana 
  i składaj ofiary!
  Zaprawdę, ten, kto ciebie nienawidzi
  - pozostanie bez potomstwa!

  Koran, CVIII, 1-3

  ChadidŜa nie mogła dać mu męskiego potomstwa zdolnego do Ŝycia, co 
stanowiło na 
pewno dodatkowy powód do pewnego niezadowolenia z tej nieskazitelnej 
kobiety. Przy-
pominamy sobie zdanie Ammianusa na temat "Ŝaru, z jakim osobnicy 
obojga płci w tym 
narodzie [arabskim] oddają się miłości". RównieŜ uczony w Talmudzie, 
Rabbi Natan, 
utrzymywał, Ŝe nigdzie na świecie nie istniała taka skłonność do 
rozpusty, jak u Arabów, 
tak samo jak nie było nigdzie większej potęgi niŜ Persja, większego 
bogactwa niŜ 
w Rzymie, bardziej rozwiniętej magii niŜ w Egipcie. On teŜ twierdził, 
Ŝe na dziesięć por-
cji niemoralnego szaleństwa, jakie posiadał świat, dziewięć przypadło 
Arabom, dziesiąta 
musiała wystarczyć wszystkim pozostałym ludom. Mahomet widział wokół 
siebie boga-
tych Kurajszytów uŜywających i naduŜywających uciech cielesnych. 
Zwyczaj pozwalał 
kaŜdemu, głównie jednak kupcom i podróŜnikom, brać sobie Ŝony na 
określony czas. Po-
ligamia była prawdopodobnie mniej rozpowszechniona, niŜ się o tym 
mówiło, rozwodzo-
no się jednak często i bez specjalnych trudności. Uprawiano równieŜ 
zwyczajną prostytu-
cję, która niewiele róŜniła się od małŜeństwa czasowego. 
Prawdopodobnie w niektórych 
wypadkach obrzędy religijne zezwalały na rytualne spółkowanie. Bez 
trudu moŜna było 
kupić sobie młode i piękne niewolnice. Mahomet jednak był związany z 
ChadidŜą, i tylko 
z nią. MoŜe ich umowa małŜeńska zobowiązywała do monogamii. Bogata 
ChadidŜa 
znajdowała się w sytuacji pozwalającej stawiać Ŝądania. Ale Mahometa, 
męŜczyznę sły-
nącego ze swego przywiązania do umiaru i prawości, łączyły z matką 
jego dzieci związki 
znacznie silniejsze niŜ wszystkie pisemne klauzule. JednakŜe wiedząc 
coś niecoś o jego 

background image

erotycznym temperamencie w późniejszych latach Ŝycia, naleŜy mniemać, 
Ŝe nieraz 
"zgrzeszył w swym sercu", jak mówi pewna ewangeliczna sentencja, 
która na pewno bar-
dzo by go zdziwiła. Wiele razy musiał opierać się pokusie, 
prawdopodobnie z pozorną 
tylko łatwością. Wiemy jednak, ile takie triumfy, czy wydają się 
łatwe, czy trudne, pozos-
tawiają po sobie frustracji, jak drogo mogą być opłacone.
  Inna jeszcze przyczyna braku satysfakcji, rzadziej spostrzegana, to 
ambicja, ambicja 
uzasadniona, biorąca się z przekonania o własnej wartości. 
Niewątpliwie od najwcześ-
niejszych lat Mahomet uwaŜał, Ŝe obdarzony został wyjątkową 
osobowością. Widział, Ŝe 
wokół niego mało jest ludzi zastanawiających się nad problemami 
religijnymi, moralnymi 
i intelektualnymi, które jego - właśnie jego - nurtowały. ZamoŜni 
Kurajszyci, jego krewni 
i przyjaciele, zawdzięczali wpływ polityczny swojemu bogactwu, 
zdolności do intryg, 
niekwestionowanej umiejętności prowadzenia spraw publicznych. 
Zainteresowania Ma-
hometa w tym czasie powodowały z pewnością, Ŝe uznawano go za 
nieszkodliwego idea-
listę, niezdolnego zająć się powaŜnymi problemami. On jednak miał 
głębokie przekona-
nie, Ŝe to, co wie, co czuje, jest waŜniejsze niŜ wszystkie zawiłe 
kalkulacje polityków dla 
skutecznego przewodzenia na razie wspólnocie mekkańskiej, a być moŜe 
w przyszłości 
dla prowadzenia wszelkich spraw arabskich.
  Złe samopoczucie męŜczyzny ośmieszanego z powodu niemoŜności 
płodzenia synów, 
frustracja człowieka o duŜym temperamencie erotycznym, któremu własne 
sumienie nie 
pozwala na realizację pragnień, skrywany gniew człowieka bardzo 
pewnego swoich racji, 
choć pogardzanego przez politycznych realistów, wszystko to mogło 
ukształtować oso-
bowość spragnioną powetowania sobie wszelkich poraŜek, ale 
respektującą normy swego 
środowiska. Coś jednak w Mahomecie spowodowało, Ŝe przekroczył 
granice tych norm.
  Tym czymś była określona konstrukcja patologiczna. Być moŜe juŜ 
opowiadania 
o aniołach - które przybyły zabrać go, by otworzyć mu serce, wtedy 
kiedy wypasał stado 
naleŜące do rodziny jego mamki - powstały na skutek ujawnienia się 
jakiejś choroby. Ha-
lima zobaczyła go podobno pewnego dnia, jak stał blady i 
wstrząśnięty. Zapytany, opo-
wiedział historię o dwóch na biało ubranych ludziach, którzy podeszli 
do niego, rozcięli 
mu pierś i dotknęli w niej "czegoś, nie wiem czego". Przybrany 
ojciec, zaniepokojony, 
powiedział: "Halimo, boję się, Ŝe chłopiec dostanie ataku, zabierz go 
do jego rodziny, za-
nim się to stanie." Mahomet nie miał wtedy, przypomnijmy to sobie, 
więcej niŜ sześć lat.
  Być moŜe historia ta została w całości wymyślona, być moŜe udziałem 
małego Maho-
meta stało się psychiczne przeŜycie tak dobrze znane wielu szamanom w 
Azji Środkowej 
i Północnej oraz australijskim czarownikom. W momencie inicjacji 
czują, Ŝe jakiś duch 

background image

wyjmuje im trzewia i zastępuje je nowymi organami. W kaŜdym razie 
pewne jest, Ŝe ja-
kieś ataki nękały Proroka, kiedy osiągnął wiek dojrzały. Jego 
chrześcijańscy przeciwnicy 
dopatrywali się w nich epilepsji. Jeśli to prawda, to przejawiała się 
ona w łagodnej posta-
ci. Znacznie bardziej prawdopodobne jest, Ŝe konstytucja 
psychofizjologiczna Mahometa 
była dokładnie taka sama, jak u wielu mistyków.
  U wszystkich ludów, we wszystkich społeczeństwach spotkać moŜna 
jednostki, dla 
których przystosowanie się do zwykłych ról, jakiego wymaga od nich 
społeczeństwo, jest 
trudne lub nawet niemoŜliwe ze względu na ich konstytucję i losy 
osobiste, a wyjaśnienie 
tego naleŜy juŜ do psychologa. Niektórzy przez swoje postępowanie 
popadają w silny 
konflikt ze środowiskiem. Inni znajdują sposoby, by jakoś się 
przystosować, zwłaszcza Ŝe 
wiele społeczeństw przewidziało wyjątkowe role dla wyjątkowych 
osobowości. W wielu 
społeczeństwach określonej kategorii osobnikom odbiegającym od normy 
powierza się 
zadanie nawiązywania kontaktu ze światem nadprzyrodzonym, światem 
duchów, świa-
tem bóstw.
  A to dlatego, Ŝe pewna liczba tych osobników posiada nadzwyczajne 
zdolności. Widzą 
to, czego inni nie widzą, słyszą, czego inni nie słyszą; emocja, 
której źródło nie jest im 
znane, dyktuje im gesty i słowa, których nie tłumaczy typowe 
zachowanie przeciętnej 
jednostki. Naturalnie przypisuje się te fakty ich związkom z innym 
światem, światem po-
tęg normalnie niewidzialnych i niesłyszalnych, mogących dokonywać 
rzeczy dla ogółu 
śmiertelników niemoŜliwych.
  Oczywiście wśród tych wyjątkowych osobników są tacy, którzy bardzo 
odstają od 
normy, i tacy, którzy sporadycznie zachowują się osobliwie i dziwnie, 
w określonych 
okolicznościach, na co dzień zaś reagują jak wszyscy. Bywają teŜ 
osobnicy, których moŜ-
liwości umysłowe są ograniczone, a szczególny sposób bycia wcale ich 
nie wzbogaca; są 
jednak teŜ jednostki o złoŜonej, silnej osobowości i umysłowości 
oryginalnej i bogatej.
  RównieŜ w Arabii przedmuzułmańskiej Ŝyli tacy ludzie. UwaŜano, Ŝe 
arabscy poeci 
byli natchnieni przez ducha. Byli to zwłaszcza jasnowidze, kahinowie, 
w liczbie mnogiej 
kohhan lub kahana, słowo mające tę samą etymologię co hebrajskie 
kohen, czyli kapłan. 
Kahinowie mieli wizje, szczególnie jednak pozostawali w zaŜyłości z 
duchami, które na-
zywali swymi towarzyszami, przyjaciółmi, swoimi "widzącymi", a które 
przemawiały 
przez ich usta. Duch taki kazał im niewyraźnie szeptać, podsuwał 
krótkie, urywane zda-
nia rymujące się ze sobą, pełne przysiąg, których świadkami są 
gwiazdy, wieczór i ranek, 
rośliny i zwierzęta, a wszystko to w przyspieszonym rytmie, aby 
zrobić wraŜenie na słu-
chaczach. Wieszczyli, przykrywając się płaszczem. Były to osobistości 
szanowane, od-
woływano się do nich, by zasięgnąć opinii, uzyskać wyrocznię czy radę 

background image

na temat spraw 
publicznych i prywatnych. 
  Mahomet miał wiele cech wspólnych z kahinem, jego współcześni nie 
omieszkali tego 
podkreślić. Bez wątpienia był to ten sam typ konstytucji 
fizjologicznej i psychicznej. Jak 
kahin ulegał nerwowym kryzysom, widział, słyszał, odczuwał rzeczy 
niedostępne dla 
zmysłów innych istot ludzkich. Być moŜe głębokie wewnętrzne 
niezaspokojenie, jedno-
cześnie przyczyna i skutek jego usposobienia, w okresie gdy zbliŜał 
się do czterdziestki, 
przyczyniło się do utrwalenia tych predyspozycji. Ale poniewaŜ 
obdarzony był osobo-
wością znacznie bogatszą i silniejszą niŜ osobowość zwykłego kahina, 
to niezaspokojenie 
nakazywało mu zastanawiać się. Proces rozwoju intelektualnego toczył 
się równolegle do 
procesu odbijania się następstw jego wrodzonego temperamentu i 
osobistych losów na 
systemie nerwowym. A był to rozwój niepospolity.
  Mahomet nie był kahinem, nie odnajdywał zagubionych wielbłądów, nie 
wyjaśniał 
snów. Nie przyjmował roli, która mogła znaleźć uznanie, zawodowego 
jasnowidza, do-
radcy do spraw nadprzyrodzonych jakiegoś plemienia lub księcia. To 
jeszcze nadal ozna-
czałoby integrowanie się - przy takiej odrębności psychicznej - ze 
społeczeństwem arabs-
kim w sferze socjalnej i duchowej. Nie zdając sobie z tego sprawy 
starał się przekroczyć 
te ramy. Pozostawał przeciętnym kupcem, dobrym męŜem i dobrym ojcem 
rodziny, roz-
sądnym, słuŜącym dobrą radą, ale jednocześnie kształcił się i 
niejedno przemyślał. Krok 
po kroku jego umysł posuwał się po drodze, która miała doprowadzić go 
do przekrocze-
nia perspektywy jego kraju i jego czasów.
  Pytania, które sobie stawiał, miały najczęściej aspekt religijny. 
Znowu wybuchła woj-
na między dwiema potęgami epoki, Persją i Bizancjum, tym razem jednak 
konflikt przy-
bierał nieoczekiwane rozmiary. Tak wysoki urzędnik jak Prokopiusz 
wyraźnie określił 
jego przesłanki polityczne i ekonomiczne. W oczach mas była to przede 
wszystkim wal-
ka ideologiczna. Wojna, jak widzieliśmy, rozpoczęła się w 572 r., ale 
w 591 r. nowy per-
ski król królów, który wstąpił na tron dzięki rzymskiej pomocy - 
Chosroes II zwany Par-
viz, "Zwycięzca" - zawarł pokój korzystny dla jego protektorów. 
Wkrótce jednak zaprag-
nął odzyskać to, co oddał. W 602 r. przyjaciel Chosroesa, bazyleus 
Maurycy, został zde-
tronizowany i zabity w czasie wojskowego buntu, który oddał władzę w 
ręce Fokasa, bru-
talnego, porywczego oficerka. Dla króla królów stało się to 
pretekstem do wznowienia 
działań wojennych. W zadziwiająco krótkim czasie oddziały perskie 
posunęły się bardzo 
daleko. Jedna armia podbiła rzymską Armenię, zajęła Azję Mniejszą, a 
w 610 r. jej zwia-
dowcy dotarli nad Bosfor po przeciwnej stronie Konstantynopola. Inna 
kierowała się ku 
Syrii, miasta górnej Mezopotamii poddawały się jedno po drugim. 
Rozpoczęło się oblę-

background image

Ŝenie Antiochii. W Syrii zbuntowali się monofizyci. śydzi skorzystali 
z anarchii i z faktu 
zbliŜania się Persów, by wziąć odwet w porozumieniu z antyrządowym 
ugrupowaniem 
polityczno-sportowym. Zabili sprzyjającego cesarzowi patriarchę 
Antiochii. W obliczu 
klęski niezadowoleni oddali władzę w ręce wspaniałego Ŝołnierza, 
Herakliusza, który 
wkroczył do Konstantynopola w październiku 610 r., Fokas zaś został 
obalony. Podczas 
gdy Herakliusz powoli przygotowywał swoją armię do kontrataku, 
Persowie odnosili ko-
lejne sukcesy. W 611 r. padła Antiochia, później przyszła największa 
klęska: 5 maja 614 
r. zdobyte zostało święte miasto Jerozolima. Patriarchę i mieszkańców 
wzięto do niewoli, 
kościoły spalono, a najświętszą relikwię, Prawdziwy KrzyŜ, uroczyście 
przewieziono do 
Ktezyfonu. W roku 615 perski dowódca Szahin zajął leŜący naprzeciwko 
Konstantynopo-
la Chalcedon. W latach 617-619 Persowie okupowali Egipt, spichlerz 
cesarstwa, 
a zwłaszcza stolicy. Awarowie i Słowianie zagraŜali od zachodu. 
Bizancjum poniosło 
całkowitą klęskę.
  Po stronie perskiej byli teŜ chrześcijanie. Faworytą Chosroesa była 
chrześcijanka z Sy-
rii, Szirin, ich miłość stała się tematem wielu powieści we 
wszystkich językach muzuł-
mańskiego Wschodu. Nestorianie nadal popierali Chosroesa. Jego wielki 
skarbnik Jazdin 
był chrześcijaninem i wszędzie budował kościoły i klasztory. 
Monofizyci, którzy prze-
waŜali w Syrii i w Egipcie, jeśli nie wspomagali Persów 
sprzymierzonych z nestorianami, 
to nie zadali sobie najmniejszego trudu, by bronić cesarstwa. 
Znajdowali się oni od co 
najmniej dwustu lat w stanie moralnej secesji, róŜnice religijne 
podkreślały i odsłaniały 
partykularyzmy lokalne jak teŜ quasi-narodowościowe uczucia buntu 
przeciwko wpły-
wom greckim, uczucia, którym sprzyjał postępujący upadek gospodarczy. 
Gdyby jednak 
spojrzeć z dalekiej perspektywy, to postawa śydów nadawała 
konfliktowi, przynajmniej 
po części, charakter wojny religijnej. I tak w dalekiej Galii 
relacjonowano owe wydarze-
nia bardzo je upiększając. Trzydzieści czy czterdzieści lat później 
burgundzki kronikarz 
wyjaśnia, Ŝe Herakliusz "miał przyjemny wygląd, piękną twarz, był 
wysokiego wzrostu; 
bardzo to śmiały, nieustraszony wojownik. Często zabijał lwy na 
arenie i dziki w leśnych 
ostępach." Kiedy Persowie zbliŜyli się do stolicy, zaproponował ich 
cesarzowi Chosroe-
sowi rozstrzygnięcie wojny pojedynkiem. Chosroes, zamiast stawić się 
osobiście, posłał 
za siebie bardzo dzielnego patrycjusza, którego Herakliusz zabił 
podstępem. Wtedy Per-
sowie uciekli. Herakliusz był teŜ "bardzo biegły w naukach". Zgłębiał 
tajniki astrologii 
i dowiedział się, dzięki tej sztuce, Ŝe jego imperium zostanie 
zniszczone przez narody ob-
rzezane. Zrozumiał, Ŝe chodzi o śydów i "przekazał Dagobertowi, 
królowi Franków, 
prośbę, by wydał rozkaz ochrzczenia w wierze katolickiej wszystkich 

background image

śydów w swoim 
królestwie; co zostało natychmiast wykonane przez Dagoberta. 
Herakliusz zarządził to 
samo we wszystkich prowincjach imperium, poniewaŜ nie wiedział, skąd 
wyjdzie ta pla-
ga mająca ugodzić w jego cesarstwo." (Chronique dite de Fredegaire, 
IV, paragrafy: 64, 
65).
  Z całą pewnością wydarzenia te wywierały wielkie wraŜenie i w 
Arabii. Propaganda 
chrześcijańska róŜnych ugrupowań oraz propaganda Ŝydowska były bardzo 
aktywne. 
Mówiliśmy juŜ o warunkach społecznych, które sprzyjały ich 
rozszerzaniu. Ktokolwiek 
w Mekce zadałby sobie trud, mógł łatwo znaleźć śydów i chrześcijan, 
którzy tylko cze-
kali na to, by wyłoŜyć zasady swej wiary. Całe nieszczęście, jeśli 
chodzi o chrześcijan, 
polegało na tym, Ŝe nie znali dobrze swojej własnej religii. W 
większości byli to ludzie 
prości: kupcy, rzeźnicy, kowale, stawiający chorym bańki, handlarze 
starzyzną, sprze-
dawcy wina, ludzie prowadzący niespokojny tryb Ŝycia, niewolnicy. Nie 
Ŝyli w jednej 
zorganizowanej wspólnocie, nie mieli kapłanów, kościołów. NaleŜeli do 
róŜnych wspól-
not wzajemnie uwaŜających się za heretyckie. Z całą pewnością 
teologia nie była ich 
mocną stroną. Ich religia była pochodzącą z ludu religią prostaczków. 
Odmawiali na 
pewno kilka modlitw i bez wątpienia znali, nieco zniekształcone, 
piękne historie ze Sta-
rego i Nowego Testamentu. Inaczej sprawa się miała z śydami, 
widzieliśmy ich działal-
ność jako osadników-rolników, byli liczni, dobrze zorganizowani w 
całej Arabii. Ich 
wspólnoty były zwarte i zamknięte. W Mekce - gdzie dawała się we 
znaki ich handlowa 
konkurencja, gdzie obawiano się ukrytej potęgi aktywnych i 
ekspansywnych grup śy-
dów, gdzie zdumienie budziły ich oryginalne zwyczaje, wstręt do 
produktów Ŝywnoś-
ciowych lubianych przez wszystkich, jak tłuszcz z garbu wielbłąda, 
gdzie wydrwiwano 
ich arabszczyznę usianą kalkami słów aramejskich i hebrajskich - 
raczej spotykało się ich 
niewielu. A jednak i oni nie wzdragali się opowiadać ciekawskim 
bałwochwalcom histo-
rii biblijnych, rozbudowanych i upiększonych przez twórczość 
literacką okresu hellenis-
tycznego i rzymskiego, takich, jakie znamy z róŜnych wersji Talmudu i 
całej literatury 
midraszu. Wydaje się, Ŝe niektórzy myśleli o tym, by temat Objawienia 
i powstałe wokół 
niego opowieści udostępnić szerokiemu audytorium arabskiemu, 
umiejscawiając wybrane 
wydarzenia w Arabii lub dokonując judaizacji niektórych ludowych 
opowiadań arabs-
kich.
  Mahometowi zarzucano, wiemy to z całą pewnością z tekstu samego 
Koranu, Ŝe słu-
chał ludzi mówiących obcym językiem (Koran, XVI, 103), którzy 
opowiadali "baśnie 
dawnych przodków" (Koran, XXV, 5). Na pewno tych opowiadań słuchał 
najuwaŜniej. 
W ich świetle powolutku wyrabiał sobie pogląd na świat i jego 

background image

historię. śydzi i chrześci-
janie mówili mu o tym samym Bogu, Allahu, "Bóstwie", które czczono 
równieŜ w Arabii 
"dodając mu współtowarzyszy". To On stworzył niebo i ziemię, od Niego 
pochodzą cuda 
natury, zadziwiające zjawiska takie jak burza, piorun, deszcz. Nim 
wytłumaczyć moŜna 
było cudowną kompozycję ciała ludzkiego, tajemnicę rozmnaŜania się 
zwierząt, zagadki 
wegetacji. Po śmierci wskrzesi ciała i będzie sądził bez apelacji 
wszystkich śmiertelnych, 
wynagradzając ich - w zaleŜności od tego, jak sprawowali się na ziemi 
- rozkoszami nie-
biańskiego ogrodu lub karząc cierpieniami w miejscu tortur. W ten 
sposób wyjaśniał się 
tajemniczy świat, który nas otacza, tak naprawiana była jego 
niesprawiedliwość. Ta wizja 
świata miała wyraźną wyŜszość, intelektualną i moralną, nad arabską 
wizją pogańską, 
w której w dziwaczny sposób zwalczały się dziesiątki bóstw, bez 
decydującego jednak 
wpływu w porównaniu z Bogiem i Losem, a zwłaszcza bez owej 
perspektywy, Ŝe Spra-
wiedliwość wyjdzie zwycięsko z tych anarchicznych walk wszystkich 
przeciw wszyst-
kim. 
  Allah pomyślał zresztą o tym, by dać się poznać i by dać poznać 
swoją wolę. Kilka-
krotnie wysyłał ludzi, proroków, Ŝeby przedstawiali określonym grupom 
Jego Objawie-
nie. JuŜ Adam obarczony został podobnym poselstwem. A później 
patriarchowie wymie-
niani przez Hebrajczyków - którzy nie wszyscy byli, ściśle mówiąc, 
śydami, czego nie 
omieszkali podkreślić chrześcijanie - Noe, przodek wszystkich ludzi, 
Abraham, który 
według nauki wypływającej z historii Isma'ila i Hagar był przodkiem 
nie tylko śydów, 
ale i Saracenów (stąd nazwa Hagarenów, którą im przypisywano w 
literaturze tego okre-
su). Jakub, Józef, MojŜesz zwłaszcza zostali obarczeni posłannictwem 
na rzecz Izraela. 
Wielcy prorocy wywarli niewielki wpływ na fantazję ludową, ale ze 
świętej historii śy-
dów pozostało to, co zapamiętują prostaczkowie: Dawid zwycięzca 
Goliata, mądry Salo-
mon, Lot dyskutujący z Sodomitami, Jonasz i jego wieloryb, Eliasz 
rywalizujący z pro-
rokami Baala, Hiob na kupie gnoju... Chrześcijanie mówili teŜ o 
Jezusie, w którym wi-
dzieli Syna BoŜego i samego Boga, wchodząc w jakieś zawiłe 
rozwaŜania, niezrozumiałe 
dla umysłów mało wyrafinowanych. Dyskutowali o tym zresztą zaŜarcie, 
jak i o naturze 
boskiej i ludzkiej Mesjasza; temat ten wywoływał najbardziej 
zaognione spory. A prze-
cieŜ i Jezus był zwiastunem Dobrej Nowiny, Ewangelii, dla ludzi. Był 
bardzo podobny do 
proroków, sam się do nich upodobnił i został wzięty za jednego z 
nich. Prorok to raczej 
wyjątkowy, prawdę mówiąc, prorok doskonały, jeśli wziąć pod uwagę 
urocze i porywa-
jące historie, jakie opowiadano o Marii, Jego matce (czyŜ nie 
istniała w historii MojŜesza 
dziewica Maria śpiewająca kantyczki? czyŜ to nie ta sama?), i Jego 
cudownym poczęciu. 

background image

Dlaczego odrzucać tak piękną przypowiastkę, jak to czynili śydzi? 
Jeśli trudno było 
uwierzyć, Ŝe jest Synem BoŜym - chyba Ŝe się popadnie w arabski 
politeizm, który właś-
nie chciano odrzucić, lub zagłębi w niezrozumiałe rozwaŜania 
teologiczne na temat natu-
ry, osoby, bytu i hipostazy - czy nie prościej było uznać go za 
jednego z proroków, naj-
większego i najcudowniejszego?
  Do wszystkich tych proroków opinia publiczna róŜnych części świata 
orientalnego do-
dawała innych. Babilończyk Mani (216-276) stworzył nowy system 
religijny w pewnym 
okresie bardzo rozpowszechniony i cieszący się sławą, manicheizm. 
Ubiegał się o to, by 
zostać uznanym za jednego z wysłanników Boga do róŜnych ludów. Sam 
pisał: "Mądrość 
i dobre dzieła były przynoszone w doskonałym ciągu, wiek po wieku, 
przez posłańców 
Boga. Dotarły w określonym czasie za pośrednictwem proroka nazwanego 
Buddą do In-
dii, w innym czasie poprzez Zaratustrę (Zoroastra) do Persji, jeszcze 
w innym przez Jezu-
sa do świata zachodniego. Po czym przyszło Objawienie, a Proroctwo 
przemówiło 
w ostatnim wieku przeze mnie, Maniego, Wysłannika prawdziwego Boga, w 
kraju Ba-
bel." Koncepcja ta została przejęta z poglądów róŜnych 
chrześcijańskich sekt dysydenc-
kich o inspiracji gnostycznej. RównieŜ według apokryfów Dziejów 
Apostolskich aposto-
łowie podzielili między siebie rejony świata, aby kaŜdy miał swój 
udział w Ewangelii. 
Krzyczącą niesprawiedliwością wydawało się, Ŝe jakiś kraj mógł nie 
zostać objęty bos-
kim nauczaniem.
  Arabowie, którzy słuchali wszystkich tych historii, przypominali 
sobie pod ich wpły-
wem fantastyczne opowiadania o dawnych ludach Półwyspu, którym 
przypisywano 
wzniesienie znajdujących się na nim antycznych budowli. Mówiło się o 
klęskach, jakie 
dotknęły te nie istniejące juŜ ludy, Adytów i Samudytów. Czy tak 
trudno było przyjąć, Ŝe 
klęski te zostały zesłane jako kara za odrzucenie misji wysłanych do 
nich proroków? I tak 
potop był karą dla ludzi głuchych na przestrogi Noego, a Jezus 
zagroził Jerozolimie, 
"która zabijała proroków", takim samym losem.
  Ludzie tacy jak Mahomet, Arabowie, słuchali tych opowiadań i 
zastanawiali się. śydzi 
i chrześcijanie byli wspierani przez imperia światowe, naleŜeli do 
potęŜnych i bogatych 
organizacji. Wysuwając roszczenia powoływali się na święte księgi 
zesłane z nieba 
w dawnych epokach, godne szacunku ze względu na ich starodawność, a 
których donios-
łość potwierdziły cuda. Znali tajemnice Boga, wiedzieli, w jaki 
sposób chciał On być 
wielbiony, jakich domagał się modlitw i ofiar, jakich postów i jakich 
procesji, by być łas-
kawym dla ludzi. Tajemnice te wymykały się Arabom, Arabowie byli 
oddaleni od Allaha. 
Trzeba było wstąpić do szkoły ludzi wiedzących, ludzi Księgi, starać 
się w ten sposób 
zbliŜyć do Allaha.

background image

  Część ludzi tak właśnie myślała, nie zostawali jednak 
chrześcijanami lub śydami. Wi-
dzieliśmy, jakie racje, wypływające z narodowej dumy, nie pozwalały 
wielu Arabom na 
nawrócenie. Być moŜe juŜ wtedy nazywano ich hunafa (liczba mnoga od 
hanif) wobec 
Boga, prawdopodobnie od źle rozumianego aramejskiego słowa 
oznaczającego niewier-
nych. Rozumiano przez to, Ŝe usiłowali zbliŜyć się do Allaha, nie 
dawali się jednak 
wciągnąć w szeregi którejś z uznawanych religii. Być moŜe zauwaŜyli 
juŜ, Ŝe według 
opowiadań śydów i samych chrześcijan przed stworzeniem judaizmu przez 
MojŜesza lu-
dzie przez nich szanowani, tacy jak Abraham (po arabsku Ibrahim), 
przyjmowali taką 
samą postawę. A czyŜ Abraham, według samej Biblii, nie był przodkiem 
Arabów poprzez 
swego syna Isma'ila? Czy nie stało się odtąd oczywiste, Ŝe Arabowie 
przejęli tę niezaleŜ-
ną postawę adoracji Allaha, postawę ich przodka?
  śydzi i chrześcijanie gardzili Arabami. Byli dla nich właściwie 
dzikusami, którzy nie 
mieli nawet zorganizowanego Kościoła jak ludy cywilizowane. Być moŜe 
to duma spo-
wodowała, Ŝe Arabowie przejęli słowo "poganin, niewierny", hanif, 
którym "cywilizo-
wani" ich nazwali. Byli niewiernymi, Boga szukali w niewiernych. W 
wielu z nich zro-
dził się bunt przeciw tym ludziom, którzy ich we wszystkim 
upokarzali. Podobnie działo 
się i na płaszczyźnie politycznej, bizantyjski cesarz Maurycy zniósł 
arabski fylarchat 
Ghassanidów. Z drugiej zaś strony barykady Chosroes Parviz, który 
stał się podejrzliwy 
wobec swego arabskiego wasala z Al-Hiry, An-Numana III, sławnego 
wśród poetów 
arabskich chrześcijanina, kazał go uwięzić i stracić około 602 r. 
Odebrana rodowi Lach-
midów władza królewska została oddana członkowi innego plemienia, bez 
wpływów, bez 
tradycji rządzenia, nadzorowanego na domiar przez perskiego 
inspektora. Jednak nowy 
"król" Al-Hiry zaŜądał od jednego z szajchów arabskiego plemienia 
Bakr, równieŜ 
współdziałającego z Persami, broni, tysiąca tarcz i pieniędzy, które 
zdeponował u niego 
An-Numan, zanim został uwięziony. Wódz arabski odmówił. Chosroes 
wysłał przeciwko 
niemu potęŜną armię złoŜoną z posiłkowych oddziałów arabskich i 
tysiąca jeźdźców per-
skich. Bitwa, która rozegrała się w pobliŜu źródła Zu Kar, niedaleko 
przyszłej Al-Kufy, 
zakończyła się klęską Persów - którzy stracili dwóch dowódców - i ich 
arabskich sprzy-
mierzeńców. Opowiadano, Ŝe kiedy Mahomet dowiedział się o tym w 
Mekce, wypowie-
dział te oto słowa: "Po raz pierwszy Arabom udało się zwycięŜyć 
Persów." I nie po raz 
ostatni.
  Upokorzenie Arabów i ten pierwszy, niewiele znaczący odwet były 
jednak tylko epi-
zodami w porównaniu z wydarzeniami często apokaliptycznymi. Walka 
dwóch potęg do-
chodziła do punktu kulminacyjnego. Być moŜe zbliŜał się koniec 
drugiego Rzymu. śydzi 

background image

brali odwet na chrześcijanach. Wszędzie wojnie zewnętrznej 
towarzyszyły niepokoje. 
W Arabii o tym wszystkim wiedziano. Jak to się często w historii 
zdarza, wielu upatrywa-
ło w tych wydarzeniach zbliŜającego się końca świata. 
  A czy u Arabów, którzy doznali z zewnątrz upokorzenia, nie 
tryumfował upadek mo-
ralności? Bogaci i wpływowi uciskali biednych. Prastare prawa 
solidarności plemiennej 
były na co dzień gwałcone. Ludzie słabi i sieroty często sprowadzani 
byli do roli niewol-
ników. Stary, niepisany kodeks moralności i przyzwoitości został 
podeptany. Nie wie-
dziano juŜ nawet, jakiego boga czcić. Czy w czasach Noego sytuacja 
była gorsza? Czy 
wszystko to nie zapowiadało bliskiej katastrofy, być moŜe nawet Sądu 
Ostatecznego, 
o którym mówili śydzi i chrześcijanie?
  śydzi posiadali przepowiednie, które wyznaczały koniec świata na 
schyłek V wieku, 
później na rok 531. Trzeba było przesunąć tę datę. Jednak wielkie 
wojny między cesars-
twami i nowy zryw narodu Ŝydowskiego wydawały się pewnymi znakami. 
Mówiono: 
"JeŜeli widzicie walczące ze sobą królestwa, spójrzcie, gdzie są 
kroki Mesjasza. Wiedz-
cie, Ŝe tak właśnie będzie, poniewaŜ zdarzyło się to równieŜ w 
czasach Abrahama. Kiedy 
królestwa wzajemnie się atakowały, Abraham został odkupiony." Liczne 
teksty wróŜyły, 
Ŝe właśnie wielka wojna między Rzymianami i Persami poprzedzi 
nadejście końca. Tak 
mówił pewien tekst targumiczny: "Raduj się, wesel, Konstantynopolu, 
miasto zbrodni-
czego Edoma [termin oznaczający Rzym i Rzymian], zbudowane na ziemi 
Romanii, po-
siadające liczne armie ludu Edoma! Na ciebie teŜ spadnie kara, 
Partowie [Persowie] cię 
spustoszą, kielich przekleństwa wisi nad tobą, zostaniesz upojone i 
odrzucone. I wtedy 
twój grzech zostanie odkupiony, wspólnoto Syjonu!Zostaniesz wyzwolona 
przez króla 
Mesjasza i kapłana Eliasza." I jak tu wątpić, Ŝe nadchodziły te 
właśnie czasy? 
  W takiej sytuacji zawsze znajdą się ludzie, którzy powstaną i będą 
głosić zbliŜającą się 
katastrofę, wzywać grzeszników, by zawarli pokój z Bogiem i 
przygotowali się do wiel-
kiego dnia. W Arabii nie brakowało takich proroków. Mówiono o 
niejakim Chalidzie Ibn 
Sinanie posłanym do plemienia Abs i niejakim Hanzali Ibn Safwanie. 
Znany jest zwłasz-
cza pewien Maslama z plemienia Banu Hanifa w Al-Jamamie, w samym 
centrum Arabii. 
Tradycja muzułmańska z zapamiętałością usiłowała go ośmieszyć, 
tłumacząc jego sukces 
sztuczkami prestidigitatora i wyznaczając datę jego pojawienia się 
jako proroka na dość 
późne czasy. Jednak niektóre informacje zachowane przez historyków 
arabskich przeczą 
temu obrazowi. Maslama nauczał w imieniu Boga, którego nazywał 
Rahmanem, to zna-
czy Miłosiernym. Była to nazwa, wiemy to juŜ teraz z inskrypcji, jaką 
mieszkańcy Po-
łudniowej Arabii nadawali Bogu śydów i Bogu Ojcu z Trójcy 
chrześcijańskiej; według 

background image

zwyczaju aramejskiego i hebrajskiego nazwa ta przyjmowała postać 
Rahmanan, co zna-
czy - z południowoarabskim rodzajnikiem aglutynowanym na końcu słowa 
- Łaskawy. 
Powiadają, Ŝe sam Maslama określany był mianem Rahmana, imieniem 
swego Boga. 
OtóŜ Mahometowi zarzucano, Ŝe swoją naukę wziął od pewnego Rahmana z 
Al-Jamamy. 
Niektóre dane mówią teŜ, Ŝe rozpoczął on swoją działalność przed 
Mahometem, któremu 
później zaproponował podzielenie się władzą. Wydaje się więc, iŜ mamy 
tu dowód na to, 
Ŝe w tym czasie Ŝył w Arabii prorok głoszący naukę podobną do nauki 
Mahometa.
  Wszystko to miało swój wpływ na Proroka. Niezaspokojony wyczekiwał 
tylko czegoś, 
co nada jego Ŝyciu sens, co zapewni mu wzięcie odwetu na ludziach 
bogatych i wpływo-
wych. Znał istotę nowych idei, które przynosili śydzi i 
chrześcijanie, sympatyzował 
z tendencjami monoteistycznymi, ale pozostawał Arabem, który nie 
zamierzał odłączyć 
się od swych arabskich braci. Buntował się przeciw złu, jakie niosły 
ze sobą niedawne 
przemiany społeczne, przeciw zasmucającemu zepsuciu, które odkrywał u 
wielu. On sam, 
nadal jeszcze pełen wspomnień z lat ubóstwa i upokorzeń, współczuł 
cierpieniom ofiar 
tych przemian. Lękiem napawały go wielkie wydarzenia wstrząsające 
światem. Zadawał 
sobie pytanie, czy nie naleŜało widzieć w nich znaku zbliŜającego się 
końca czasów 
i wielkiego boskiego wyrównywania rachunków. Widział, jak pojawiają 
się prorocy gło-
szący się wysłannikami Boga, posłanymi, by wzywać ludzi do Ŝalu za 
grzechy. W nim 
samym duma i poczucie własnej wartości rodziły myśl, Ŝe być moŜe 
odegra on swoją rolę 
w dramatycznych wydarzeniach Ostatnich Dni. Jego organizm 
przygotowany był na 
szok, który odsłoniłby przed nim drogi boskie.

  Rozdział IV

  Narodziny sekty

  W ten sposób poprzez rozliczne wpływy zewnętrzne dusza Mahometa 
wzbogaciła się, 
w ten sposób powolutku spotykały się w niej przeróŜne 
zainteresowania. Równocześnie 
jednak toczyła inną bitwę, rozpoczynała inną wędrówkę po 
nieprzeliczonych komnatach 
tego wewnętrznego zamku, "który cały składa się z jednego diamentu 
lub przeczystego 
kryształu", jak powiedziała Teresa z Avili. Bardzo wcześnie skierował 
spojrzenie na śro-
dek zamku, "siedzibę, pałac, gdzie mieszka Król".
  Nie wiadomo, kiedy nabrał zwyczaju szukania samotności w jaskini na 
wzgórzu 
Al-Hira, kilka kilometrów na północny wschód od Mekki, jednym z owych 
nagich, po-
krytych jałową glebą wzniesień "o brzydocie absolutnej",o "brudnych i 
monotonnych od-
cieniach na przemian "brudnoŜółtych, jasnobrązowych i 
brudnobrązowych, ponuro sza-

background image

rych" które widział Charles Huber na krótko przed śmiercią. Z 
pewnością nic tu duszy nie 
mogło przeszkodzić w kontemplacji. śydowscy i chrześcijańscy 
pustelnicy zapoczątko-
wali ów zwyczaj. Za ich przykładem z pewnością kilku hanifów oddawało 
się nocnym 
medytacjom. "Nie ma po temu bardziej odpowiedniego czasu niŜ noc - 
pisał Jean Gerson 
- bo jest ona najbardziej cicha, spokojna i tajemnicza, nie kusi w 
niej próŜność tego świa-
ta."
  Czego pragnął i czego poszukiwał Mahomet, co właściwie robił? śaden 
godzien zau-
fania tekst tego nam nie mówi. Na pewno poszukiwał prawdy o sprawach 
boskich, poru-
szony tym wszystkim, co mówiono o Allahu i jego objawieniach. W jaki 
sposób? Prakty-
ki chrześcijańskich pustelników - którzy Ŝyli na pustyni, czytali 
Pisma przy płomyku 
świecącego nocą kaganka, modlili się do Boga płacząc i wydając 
okrzyki - poruszyły 
wyobraźnię poetów arabskich. Poganie, zaniepokojeni, mogli odczuwać 
potrzebę naśla-
dowania ich, jak przyszły biskup z Arbel w Mezopotamii, który, zanim 
został ochrzczo-
ny, "wchodził do pieczary i medytował nad marnością i nietrwałością 
świata".
  Nie ulega więc wątpliwości, Ŝe Mahomet oddawał się medytacjom i 
prosił Boga, by go 
oświecił. I nagle pewnego dnia - według najbardziej wiarygodnego 
opowiadania, jakie na 
temat owych zdarzeń posiadamy, które odwołuje się do zwierzeń samego 
Mahometa po-
czynionych ukochanej A'iszy - coś się wydarzyło. "Początkiem 
objawienia dla Posłańca 
Boga opowiadała - było Prawdziwe Widzenie, a przyszło ono jak nagły 
brzask (falak 
as-subh)." Słowo arabskie oznacza tu nagłe pęknięcie, nocne ciemności 
gwałtownie roz-
darte niespodziewanym pojawieniem się gwiazdy w tym kraju bez świtów 
i bez zmierz-
chów. Tak pojawia się widzenie Bytu, a moŜe dojmujące odczucie 
czyjejś obecności: 
"Sam Bóg zamieszkał we wnętrzu tej duszy, tak Ŝe kiedy przyszła do 
siebie, nie mogła 
mieć najmniejszej wątpliwości, Ŝe była w Bogu, a Bóg w niej" (Teresa 
z Avili). A moŜe 
jest to nagłe przywidzenie? Teresa z Avili mówi dalej: "Dusza 
zupełnie nie oczekuje wi-
dzenia, zupełnie o nim nie myśli, kiedy nagle w całej pełni ukazuje 
się obraz Naszego 
Pana; porusza wszystkie władze i zmysły, napełnia je obawą i 
pomieszaniem, by wkrótce 
przywrócić im cudowny spokój. Jak w chwili kiedy świętego Pawła 
ogarnął strach, roz-
pętała się burza i zapanowało wielkie poruszenie w przestworzach, tak 
samo w owym 
wewnętrznym świecie, o którym mówimy, najpierw dokonuje się wielki 
wstrząs, potem 
w okamgnieniu, jak juŜ powiedziałam, nastaje spokój."
  "Po tym wydarzeniu - ciągnie A'isza - samotność stała mu się droga. 
Działo się to 
w jaskini Al-Hiry. Spędzał kilka nocy w poboŜnym odosobnieniu, potem 
wracał do ro-
dziny. Później szedł znowu do jaskini, zabierając Ŝywność na taki sam 
okres." Musiało to 

background image

trwać dość długo. AŜ pewnego dnia przyszło wielkie wezwanie, ono 
równieŜ nagle, bez 
zapowiedzi.
  Owego dnia niespodziewanie dał się słyszeć głos. Bez wątpienia po 
raz pierwszy do-
znanie czegoś nadzwyczajnego było tak wyraźne, inaczej trudno byłoby 
wyjaśnić wzru-
szenie poboŜnego mekkańczyka. Głos wypowiedział trzy arabskie słowa, 
które miały 
wstrząsnąć światem: "Jesteś Posłańcem Boga!"
  "Stałem, przysiadłem jednak na kolanach - opowiadał podobno Mahomet 
- a później 
poczołgałem się, podczas gdy górną część mojego ciała przeszywały 
dreszcze. Wszedłem 
do ChadidŜy i powiedziałem: <Przykryj mnie! Przykryj mnie!>, aŜ 
strach w końcu mnie 
opuścił."
  Jak się sprzęgło to objawienie z następnymi, w jakim porządku 
chronologicznym? Nie 
wiadomo dokładnie. Z pewnością ich forma stawała się z czasem coraz 
bardziej określo-
na. Po doznaniach czyjejś nadprzyrodzonej obecności, po niejasnych 
wizjach i zasłysza-
nych prostych zdaniach przyszły długie ciągi uporządkowanych słów, 
przekazujące wy-
raźny sens, posłanie. Na pewno były i przerwy, i nawroty. Tradycja o 
tym napomyka. 
Najpierw było przeraŜenie nagłym objawieniem się boskości i 
tajemniczymi zamiarami, 
jakie mogła Ŝywić względem swojego podopiecznego nieznana siła z niej 
emanująca. 
Później, kiedy Mahomet przyzwyczaił się juŜ do myśli o swym 
wyjątkowym przeznacze-
niu, przyszła obawa, Ŝe się pomylił, i, zwłaszcza wtedy gdy na jakiś 
czas nadprzyrodzone 
siły przestały się przejawiać, lęk, Ŝe został przez swego Boga 
opuszczony. Wszyscy mis-
tycy przechodzili przez okresy pełne wątpliwości i obaw. "W chwili 
kiedy dusza usłysza-
ła słowo - pisze Teresa - była przekonana, Ŝe pochodzi ono od Boga; 
kiedy jednak od te-
go momentu upłynęło dość duŜo czasu, a początkowe wraŜenie ustąpiło, 
rodzi się w niej 
wątpliwość i dusza zapytuje siebie, czy zwiódł ją demon, czy padła 
ofiarą własnej wyob-
raźni; jednak w chwili kiedy słyszy to słowo, nie ma Ŝadnych 
wątpliwości i raczej umar-
łaby, Ŝeby tylko potwierdzić jego prawdziwość." Niepokój Mahometa był 
wielki. "Myśla-
łem - mówił - Ŝe rzucę się w dół z górskiego urwiska." Być moŜe ze 
szczytu samej góry 
Al-Hira, która kończy się skalistą granią, urwistą i śliską.
  W tych dniach miał wizje; później słyszał samego Boga, który 
zapewniał jego prze-
ciwników, Ŝe były prawdziwe, i opisywał je:

  Nie zeszedł z drogi wasz towarzysz 
  ani teŜ nie błądzi.
  On nie mówi pod wpływem namiętności. 
  To jest tylko objawienie, 
  które mu zostało zesłane.
  Nauczył go posiadający wielkie moce, 
  obdarzony siłą; stanął prosto,
  kiedy był na najwyŜszym horyzoncie; 
  następnie zbliŜył się
  i pozostał w zawieszeniu, 

background image

  w odległości dwóch łuków
  lub jeszcze bliŜej;
  i wtedy objawił swojemu słudze 
  to, co objawił.

  Koran, LIII, 2-10

  I on widział go po raz drugi
  przy Drzewie Lotosu Ostatniej Granicy, 
  w pobliŜu którego jest Ogród Schronienia, 
  kiedy Drzewo Lotosu okryte było
  tym, co je okrywało.
  Jego spojrzenie nie odwróciło się w bok 
  ani nie pobiegło w dal.
  Zobaczył on
  jeden z największych znaków swego Pana.

  Koran, LIII, 13-18

Albo:

  na noc, kiedy ciemność zapada;
  na poranek, kiedy zaczyna oddychać!
  To, zaprawdę, słowo Posłańca szlachetnego, 
  posiadającego moc u Władcy Tronu, zdecydowanego, 
  słuchanego, ponadto godnego zaufania!
  Wasz towarzysz nie jest opętany!
  Z pewnością on zobaczył go
  na jasnym horyzoncie!

  Koran, LXXXI, 17-23

  Tradycja muzułmańska widziała w istocie, która ukazała się 
Mahometowi, archanioła 
Gabriela (po arabsku DŜibril) lub Sirafila. Wydaje się bardzo 
prawdopodobne, Ŝe począt-
kowo Mahomet nie rozpoznał go, a zobaczył w nim jedynie potęŜnego 
wysłannika Boga, 
być moŜe Jego emanację, jak te nieokreślone istoty, o których mówili 
chrześcijanie: 
Duch, Tchnienie Boga lub Jego Słowo.
  Wreszcie pewnego razu, według opowiadania Mahometa, PotęŜna Istota 
powiedziała 
mu: "<Recytuj!> Odparłem: <Co mam recytować?>, Chwyciła mnie i 
potrząsnęła mną 
trzy razy, aŜ poczułem się krańcowo wyczerpany. Rzekła wtedy: 
<Recytuj: W imię two-
jego Pana, który stworzył...> I recytowałem." Mahomet wypowiedział 
pierwsze zdanie 
tego, co miało być Koranem. Jest dość prawdopodobne, Ŝe stało się to 
z 26 na 27 rama-
danu, w nocy, która miała zostać nazwana Nocą Przeznaczenia. Noc ta 
warta jest więcej 
niŜ tysiąc miesięcy, powie późniejszy ustęp Koranu. KaŜdego roku 
muzułmanie oczekują 
tej nocy, poniewaŜ wierzą, Ŝe w pewnej chwili niebo otwiera się, 
pojawia się tajemnicze 
światło, a ten, kto je spostrzeŜe, tego pragnienia zostaną spełnione. 
Było to około 610 ro-
ku ery chrześcijańskiej lub kilka lat później.
  Mahomet nadal jeszcze wątpił. Kim była owa istota, która mu się 
ukazywała? Czy nie 
był to demon nieczysty lub wytwór jego wyobraźni? On, który gardził 
jasnowidzami, 
czyŜ nie zachowywał się jak typowy kahin? Zwierzył się ChadidŜy. 
Miała ona kuzyna, 

background image

człowieka starszego juŜ, który równieŜ szukał Boga, a był hanifem. 
Nazywał się Waraka 
Ibn Naufal i był człowiekiem uczonym, dobrze znającym Pisma śydów i 
chrześcijan. 
Powiadano nawet, Ŝe znał hebrajski. ChadidŜa zaprowadziła męŜa do 
niego. "Powiedziała 
mu - opowiadał Mahomet - <Wysłuchaj syna twojego brata.> Zapytał, z 
czym przycho-
dzę, a ja opowiedziałem mu moją historię. Powiedział: <To namus, 
który został objawio-
ny MojŜeszowi. Ach! Gdybym był młody! Gdybym mógł Ŝyć jeszcze, kiedy 
twój lud cię 
wypędzi!> Odparłem: <Oni, oni mnie wypędzą?> Rzekł: <Tak. Nikomu 
jeszcze nie udało 
się przynieść tego, co ty przynosisz, i nie wzbudzić wrogości. Gdyby 
twój dzień nastał za 
mojego czasu, pomógłbym ci z całego serca.>" Muzułmanie nie 
wiedzieli, czym był ów 
namus, i upatrywali w nim archanioła Gabriela. Jest to jednak słowo 
greckie nomos, Pra-
wo. W ten sposób właśnie nazywano Torę, Pięcioksiąg, objawiony przez 
Boga MojŜe-
szowi, a słowo przeszło do dialektów aramejskich. Waraka chciał 
powiedzieć, Ŝe chodzi-
ło o kontynuację długiej serii objawień, przez które Bóg przekazywał 
ludom swoją wolę. 
  ChadidŜa równieŜ dodawała mu otuchy. Początkowo zachowali sprawę w 
tajemnicy. 
Mijały miesiące, a objawienia powtarzały się wywołując coraz mniej 
zaskoczenia i stra-
chu. Stale jednak było to bolesne i męczące doświadczenie. Twarz 
Mahometa - jak mó-
wią przekazy - okrywała się potem, wstrząsały nim dreszcze, przez 
godzinę pozostawał 
nieprzytomny, jak gdyby w stanie upojenia alkoholowego. Nie słyszał, 
co do niego mó-
wiono. Bardzo się pocił, nawet kiedy było zimno. Słyszał dziwne 
odgłosy, jakby łańcu-
chów czy dzwonów lub szum skrzydeł. "Ani razu - mówił - objawienie 
nie zostało mi 
przesłane w taki sposób, abym nie myślał, Ŝe zabierają mi duszę." Na 
początku najczęś-
ciej odczuwał coś w rodzaju wewnętrznego natchnienia, które nie 
wyraŜało się w sło-
wach, a kiedy kryzys mijał, recytował słowa odpowiadające jego 
zdaniem w sposób 
oczywisty temu, czym został natchniony. Inaczej mówiąc, chodzi o to, 
co katoliccy mis-
tycy nazwali "słowami intelektualnymi", którym na pewno towarzyszyły 
równieŜ "inte-
lektualne wizje". "Skoro nic nie widzisz, skąd wiesz, Ŝe to nasz 
Pan?", mówił do Teresy 
z Avili jej spowiednik. "Odpowiedziała mu - tak pisze sama o sobie - 
Ŝe tego nie wie, Ŝe 
nie widziała twarzy i nie moŜe nic dodać do tego, co powiedziała; wie 
tylko, Ŝe to nasz 
Pan do niej przemówił i Ŝe nie było to złudzenie [...] Co zaś do 
słów, które wymawiał, nie 
słyszała ich wtedy, gdy tego chciała, ale w chwilach kiedy o nich nie 
myślała, a kiedy by-
ło to potrzebne." "Niczego nie widać, ani wewnątrz, ani na zewnątrz - 
wyjaśnia gdzie in-
dziej - a jednak, nic nie widząc, dusza czuje, kto to i z której 
strony jest obecny, wyraź-
niej jeszcze, niŜ gdyby go widziała [...] Dusza nie słyszy ani 
wewnętrznego słowa, ani 

background image

przychodzącego z zewnątrz, czuje jednak bardzo wyraźnie, kto to i z 
której jest strony, 
a czasem nawet, co chce jej przekazać. W jaki sposób, jak to się 
dzieje, Ŝe ona go rozu-
mie? tego nie wie, ale tak jest; a w czasie kiedy to trwa, nie moŜe 
tego nie wiedzieć."
  Kiedy indziej - a prawdopodobnie działo się tak coraz częściej - 
Mahomet doznawał 
tego, co ciŜ sami mistycy nazywają wizjami lub obrazowymi 
wyraŜeniami. Mahomet wi-
dział anioła, który zwracał się do niego, a on rozumiał jego słowa. 
Ta percepcja obrazu 
i słów pochodziła z jego wnętrza, czasami nagle - kiedy najmniej się 
tego spodziewał - 
w trakcie rozmowy w szerszym gronie lub podczas podróŜy, gdy siedział 
na swojej wiel-
błądzicy. Niekiedy były to nawet wizje lub słowa pochodzące z 
zewnątrz, bardzo podob-
ne do realnych istot i słów przez nie wymawianych, świadkowie jednak 
niczego nie wi-
dzieli.
  Powoli Mahomet przyzwyczaił się do pewnego sposobu przyjmowania 
owych wizji 
i słów, nierzadko nawet próbował je przywołać, spowodować. Aby je 
przyjąć, kazał się 
najpierw przykrywać płaszczem, tak jak to robili kahinowie. 
Prawdopodobnie na począt-
ku Mahomet pragnął szybciej wyrazić to, co dostrzegał, bełkotał więc 
i jąkał się. Być 
moŜe to właśnie z tym dokonującym się w bezładzie wysiłkiem 
związanych jest owych 
kilka spółgłosek, jakie znajdują się na początku niektórych sur 
Koranu, a na temat któ-
rych powstało wiele hipotez. W kaŜdym razie został skarcony przez 
Boga:

  Nie poruszaj twego języka przy czytaniu, 
  jak gdybyś chciał je przyspieszyć! 
  Zaprawdę, do Nas naleŜy 
  zebranie go i recytowanie!
  Przeto kiedy My go recytujemy, 
  To ty postępuj za recytacją jego! 
  Potem, zaprawdę, do Nas naleŜy 
  Jego jasne przedstawienie!

  Koran, LXXV, 16-19

Później Bóg powie mu jeszcze

  Nie spiesz się z Koranem
  dopóki nie zostanie dla ciebie zakończone 
  jego objawienie!

  Koran, XX, 114

  Słowa te nie są zbyt jasne, wynika z nich jednak wyraźnie, Ŝe 
Prorok najpierw powi-
nien pozwolić natchnieniu, by rozwijało się swoim burzliwym trybem, a 
potem dopiero 
sformułować na zewnątrz jego istotę.

  I tu powstaje pytanie, jakiego nie moŜna uniknąć, kiedy mówi się o 
Mahomecie, pyta-
nie, na które częściowo juŜ odpowiedziałem, a którym naleŜy zająć się 
dokładniej: Czy 
Mahomet był szczery?

background image

  Nie Ŝyjemy juŜ w epoce, kiedy nieufność wobec jakiegoś religijnego 
przekazu naka-
zywała uwaŜać za kłamców tych, którzy go nieśli. A właśnie 
osiemnastowieczni filozo-
fowie racjonaliści, tak jak teolodzy i apologeci chrześcijańscy, 
widzieli w Mahomecie 
prawdziwy wzór oszusta. Na podstawie dość wątpliwych informacji 
dotyczących jego 
biografii opowiadano nawet, Ŝe uciekał się do sztuczek 
prestidigitatorskich, by poruszyć 
wyobraźnię współczesnych mu ludzi. Jedyną róŜnicę stanowiło to, Ŝe 
filozofowie obej-
mowali taką interpretacją wszystkich twórców religii, i Ŝe niektórzy, 
jak Wolter, uznawa-
li za okoliczność łagodzącą to, iŜ Mahomet Ŝywił uzasadnioną ambicję 
popchnięcia swo-
jego ludu do zajęcia mniej upokarzającej pozycji na scenie historii. 
Czasy i prymitywne 
umysły Arabów, których miał pociągnąć za sobą, sprawiały, Ŝe 
zastosowanie kłamstwa 
stało się koniecznością, by mieć jakikolwiek wpływ na tych ludzi. 
Jeszcze pod koniec 
XIX wieku wielki niemiecki badacz problematyki arabskiej Hubert 
Grimme przyjął teorię 
tego rodzaju, przypisując Mahometowi zamiary jeszcze bardziej 
szlachetne. Według 
Grimmego Mahomet nabrał przeświadczenia o potrzebie poprawy 
społecznych warun-
ków Ŝycia, z powodu których cierpiała jego ojczyzna, Mekka, a jedynym 
sposobem było, 
jak powiadano później, kazać płacić bogaczom. Powziął plan 
wspomoŜenia biednych za 
pomocą wielkiego podatku dochodowego, który by przede wszystkim 
uderzył właśnie 
w bogaczy. Rozumiał jednak, Ŝe nie ma Ŝadnej szansy, by bogaci 
zgodzili się na takie 
rozwiązanie. Z drugiej strony zapewne nie wyobraŜał sobie twardej 
walki klas, takiej, ja-
ka toczyła się w XIX i XX wieku. Chciał więc postraszyć bogaczy, by 
zmusić ich do za-
akceptowania swojego programu, który Grimme, piszący w okresie 
spektakularnego 
rozwoju socjaldemokratycznej partii niemieckiej, określa jako 
socjalistyczny. W tym celu 
Mahomet wymyślił pewną "mitologię" - sprowadzoną zresztą do 
koniecznego minimum - 
w której wielką rolę przypisał Sądowi Ostatecznemu: wiele będzie on 
kosztował boga-
tych, jeśli nie ułagodzą boskiego Sędziego, płacąc podatek 
"oczyszczenia" (zakat) naka-
zany przez Mahometa.
  Dzięki rozwojowi psychologii i psychiatrii owe uproszczenia - 
uciekające się do kłam-
stwa dla wytłumaczenia pewnych spraw, czy było ono wybaczalne, czy 
nie - zostały skry-
tykowane. Być moŜe nawet reakcja była zbyt silna, poniewaŜ wypadki 
uciekania się do 
kłamstwa zawsze były i są, tyle Ŝe niezbyt liczne. W kaŜdym razie 
obecnie wszyscy ro-
zumieją i przyjmują, Ŝe jakieś wyjątkowe jednostki mogą autentycznie 
uwierzyć, iŜ 
otrzymują z zaświatów przekazy intelektualne, wizualne lub drogą 
słuchową, i Ŝe ich 
szczerość wcale nie dowodzi, iŜ przekazy te rzeczywiście pochodzą 
stąd, skąd się ich 
oczekuje. Pojęcie podświadomości pozwoliło nam to zrozumieć. Jest ono 

background image

obecnie na tyle 
znane i przyjęte, Ŝe nie musimy wchodzić w szczegóły ani nawet w 
rozróŜnienia i okreś-
lenia poczynione w odniesieniu do tego pojęcia przez psychologów. 
Wystarczy sięgnąć 
do ksiąŜek z dziedziny psychologii, by znaleźć dziesiątki przypadków 
osób naprawdę 
uczciwych, które mają widzenia, słyszą słowa będąc w stanie 
halucynacji. Osoby te 
szczerze utrzymują, Ŝe nigdy przedtem im się to nie zdarzyło. 
JednakŜe obiektywne zba-
danie ich przypadku dowodzi, Ŝe chodzi o nowe zestawienia faktów, 
dokonywane przez 
podświadomość na podstawie rzeczy widzianych i zasłyszanych, lecz 
zapomnianych. 
Dane takie stały się juŜ banalne. Jest więc zrozumiałe, Ŝe Mahomet 
mógł widzieć i sły-
szeć nadprzyrodzone istoty, które zapytywani przez niego śydzi i 
chrześcijanie opisywa-
li. Zrozumiałe jest, Ŝe mógł percypować słowa, w których pojawiały 
się elementy przeŜy-
tego przez niego doświadczenia, tematy jego przemyśleń, rozwaŜań i 
snów, wspomnienia 
zasłyszanych rozmów; pojawiały się rozłoŜone na części i znów złoŜone 
w całość, prze-
transponowane, tak oczywiste, tak realne, Ŝe narzucały mu się jako 
świadectwo działania 
zewnętrznej siły całkowicie rzeczywistej, niedostępnej jednak zmysłom 
innych.
  Kiedy studiujemy pierwsze przekazy Mahometa, kiedy zresztą czytamy 
opowiadania 
przedstawiające napady zwątpienia i rozpaczy poprzedzające te 
przekazy lub im towarzy-
szące, moŜemy tylko sceptycznie przyjmować tezy utrzymujące, iŜ były 
to przejawy na 
zimno wykalkulowanego planu, realizowanego niewzruszenie pod wpływem 
ambicji lub 
dobrego serca. Opowiadania te oddają chyba prawdę. Tradycja, uparcie 
usiłująca przybli-
Ŝyć osobę Mahometa do świata nadnaturalnego, nie mogła całkowicie 
wymyślić tych 
cech, które świadczą, Ŝe był tak bardzo ludzki. Znacznie łatwiej jest 
wyjaśniać osobo-
wość Mahometa szczerego niŜ Mahometa oszusta. 
  Co prawda później pojawiają się cechy niepokojące. Mahomet z dnia 
na dzień musi 
podejmować decyzje - polityczne, praktyczne, prawne - które nie mogą 
nie wiadomo jak 
długo czekać, aŜ duch uzna za stosowne coś podszepnąć. Mahomet jest 
nagabywany, za-
sypywany pytaniami, zmuszany do wydawania sądów. Inspirowany 
nadprzyrodzonymi 
mocami charakter tych odpowiedzi bardzo by im przydał powagi. Czy 
Mahomet uległ 
pokusie przedstawiania faktów odrobinę podretuszowanych? Niektóre 
objawienia aŜ za 
dobrze odpowiadają temu, czego Prorok mógł - bardzo po ludzku - 
pragnąć, i na co liczył. 
A moŜe działała znowu jego podświadomość? Nigdy się tego nie dowiemy. 
Powrócimy 
jeszcze do tej sprawy.
  JeŜeli był szczery, jeŜeli rzeczywiście miał, nie bójmy się tego 
słowa, halucynacje 
wzrokowe i słuchowe, to czy musiał być nienormalny, chory, szalony? 
Zacznijmy od te-
go, Ŝe samo pojęcie szaleństwa dawno juŜ zostało odrzucone przez 

background image

specjalistów. Granice 
między zachowaniem uznawanym za normalne a zachowaniami 
"nienormalnymi" są 
znacznie bardziej płynne, niŜ kiedykolwiek myślano. "Nienormalne" 
cechy charakteru 
spotyka się niemal u wszystkich ludzi. Neurotycy, obłąkani to po 
prostu ci, u których ce-
chy te są silniejsze i trwalsze.
  Mahomet miał od początku temperament, który w sprzyjających 
warunkach predesty-
nował go na mistyka. Okoliczności towarzyszące jego dzieciństwu, 
młodości, a nawet je-
go Ŝyciu dojrzałego męŜczyzny popchnęły go w tym kierunku. Zaczął 
oddawać się asce-
tycznym praktykom, a one u wszystkich mistyków są jednym z etapów 
wiodących do ce-
lu - który sobie wyznaczają lub ku któremu są popychani - sposobem 
wyzwolenia się 
z doczesnej cielesności, sposobem - jaki najłatwiej przyjąć - 
zerwania ze światem ze-
wnętrznym, wszystkimi jego pokusami, pragnieniami, powabami, sposobem 
pokornego 
ukorzenia się przed Istotą, której się poszukuje. śarliwa modlitwa 
wypełniająca jego po-
grąŜoną w pustce duszę jeszcze bardziej przybliŜała go do tego, do 
czego dąŜył. Jak to 
przydarzyło się wielu z tych, którzy poszli tą drogą, udało mu się 
osiągać stany przej-
ściowej ekstazy, kiedy czuł się pozbawiony osobowości, biernie ulegał 
wdzierającej się 
weń tajemniczej sile, wyczuwając w sposób niewypowiedziany, nie 
dający się przekazać, 
trudny do zrozumienia, naturę tej siły, i radując się, poprzez takie 
doświadczenie, niewy-
słowionym szczęściem. Właśnie w stanie ekstazy odczuwał, jak wielu 
innych mistyków, 
zjawiska, które przeanalizowaliśmy: dźwięki i wizje "wyobraŜone" lub 
"intelektualne", 
wewnętrzne lub zewnętrzne.
  Te sensoryczne zjawiska i owe ekstazy odnaleźć moŜna w bardzo 
podobnej formie 
u osobników dotkniętych wyraźną chorobą psychiczną: histerią, 
schizofrenią, niekontro-
lowanym automatyzmem słownym. Czy wielcy mistycy to kobiety i 
męŜczyźni predys-
ponowani do owych nienormalnych zachowań, doświadczani, zanim poddali 
się ascezie, 
i doświadczani na nowo, kiedy zostali przez nią oczyszczeni i 
uszlachetnieni? A moŜe 
przygotowanie ascetyczne sztucznie odtwarza warunki 
psychofizjologiczne, które pro-
wadzą do wystąpienia owych zjawisk u chorych? Decyzja naleŜy tu do 
psychologów 
i psychiatrów.
  Wielcy mistycy, chrześcijańscy czy muzułmańscy, nie zatrzymali się 
w tym stadium. 
Najczęściej przechodzili następnie przez długi okres oschłości, 
oziębłości, kiedy Boga 
zabrakło, a ekstazy i zjawiska sensoryczne znikły. Ich dusza, 
przeraŜona tym opuszcze-
niem, zaczyna wątpić w to, czego doznała, cały czas marząc o 
odzyskaniu niewysłowio-
nych rozkoszy, których została pozbawiona. Ta bardzo cięŜka próba 
moŜe trwać kilka lat. 
A później ekstaza powraca, tym razem juŜ w formie łagodniejszej i 
ostatecznej. Według 

background image

H. Delacroix, nazywa się to stanem teopatycznym. Mistyk chrześcijanin 
lub mistyk mu-
zułmanin czuje się w stałej łączności, spokojnej i łagodnej, cichej i 
radosnej, z Istotą, 
z którą tak usilnie poszukiwał kontaktu. Dla mistyka 
chrześcijańskiego chodzi o łączność, 
związek z Bogiem bardzo szczególnego rodzaju. Dla mistyka Hindusa - o 
doświadczenie 
nie dającego się wyrazić słowami absolutu, absolutu nieosobowego, 
który jest podstawą 
wszelkiej rzeczywistości, a który odnajdujemy poprzez doświadczenie 
siebie, "poniewaŜ 
nie jest on niczym innym jak nieskończoną tajemnicą i nieskończonym 
bogactwem moje-
go aktu egzystencji" (L. Gardet). Dla mistyka muzułmańskiego - bardzo 
często hetero-
doksyjnego, któremu owa heterodoksja pozwala wyjść poza wyobraŜenia 
mistyków 
chrześcijańskich skrępowanych dogmatyką - jest to całkowite 
zespolenie tego, co wyda-
wało się dwoma oddzielnymi bytami. A tak śpiewał w X wieku Husajn Ibn 
Mansur 
al-HalladŜ, którego słowa te miały zaprowadzić na śmierć:

  Stałem się Tym, którego kocham,
  A Ten, którego kocham, stał się mną;
  Jesteśmy dwiema duszami stopionymi w jednym ciele... 
  Kiedy mnie dostrzegłeś, Jego dostrzegłeś,
  A kiedy Jego dostrzegłeś, nas dostrzegłeś...
  I tak widzieć mnie, to widzieć Jego, a Jego widzieć, 
  to widzieć nas.

  Stwierdziliśmy, iŜ Mahomet z pewnością przeszedł przez okres 
oschłości dobrze znany 
innym mistykom. Nigdy jednak nie osiągnął stanu teopatycznego. Zawsze 
czuł się od-
dzielony, a nawet nieskończenie oddalony od Boga, który do niego 
przemawiał, przeka-
zywał mu przesłania, który ganił, dodawał otuchy, rozkazywał. 
Pozostawali w dwóch tak 
róŜnych światach, dzieliła ich taka przepaść, Ŝe potrzebni byli 
pośrednicy, aby ją przebyć.
  Mahomet zatrzymał się więc w pierwszych stadiach mistycznej drogi. 
"Łaski" dźwię-
kowe i obrazowe, które otrzymał, jak powiedziałaby katolicka 
teologia, mogą wywrzeć 
wraŜenie na zwykłych śmiertelnikach. Natomiast wielcy mistycy 
uwaŜali, Ŝe były one 
znakami przemijającymi, przejściowymi, a nawet podejrzanymi, 
niebezpiecznymi. Nigdy 
nie wiadomo, czy nie jest to oddziaływanie demona, czy nie są to 
naturalne wytwory wy-
obraźni. Mogą one spotęgować ambicję, dumę, chciwość. W najlepszym 
wypadku są to 
etapy, które powinny prowadzić dalej. Wielcy muzułmańscy mistycy 
heterodoksyjni od-
czuwali pewną pogardę dla Proroka, którego traktowali jako rodzaj 
aparatu rejestrujące-
go, robota, głośnika, zaląŜek fonografii, przez który Bóg przekazywał 
posłannictwa.
  Halucynacje i ekstazy niepokoją dziś równieŜ wierzących 
psychiatrów, poniewaŜ, 
szczerze mówiąc, zmuszeni są przyznać, Ŝe formalnie rzecz biorąc nic 
nie odróŜnia halu-
cynacji i ekstaz mistyków od tychŜe zjawisk występujących u chorych. 
W ostatecznym 

background image

rozrachunku sprawa sprowadza się do istotnego rozróŜnienia, 
mianowicie rozróŜnienia 
osobowości, których zjawiska te dotyczą. Z jednej strony są to 
osobowości słabe, odzna-
czające się ubóstwem i niespokojnością myśli i nieporadne w swych 
działaniach. Z dru-
giej strony wielkie umysły, silne osobowości, bardzo zintegrowane, o 
szerokich i boga-
tych horyzontach, często o intensywnej, twórczej działalności 
umysłowej, które wprowa-
dzają swoje mistyczne doświadczenie do prawdziwie śmiałej i 
nowatorskiej syntezy oso-
bowości. Nie trzeba podkreślać, Ŝe Mahomet, mimo iŜ nie był z niego 
mistyk doskonały, 
naleŜał jednak do drugiego typu. Jak wielcy mistycy dokonał 
olbrzymiego wysiłku, by 
wyrobić w sobie dyscyplinę wewnętrzną, by samemu nad sobą zapanować.
  Takiej integracji musi dokonać kaŜdy na podstawie własnych bardzo 
osobistych do-
świadczeń, a dzieje się to w określonych ramach społecznych. Mahomet 
poddał się tech-
nice ascezy, której przykład ofiarowywali mu chrześcijańscy 
pustelnicy, takiej, jaką moŜe 
juŜ zastosowali hanifowie. Nie oczekiwał jakichś nadzwyczajnych 
reakcji ze strony 
zmysłów, reakcji, które praktyki ascetyczne powinny wywołać. 
Przyjmuje je według je-
dynego modelu, jaki ofiarowuje mu jego doświadczenie społeczne, a 
jest nim trans kahi-
nów lub poetów. Kiedy biegnie do ChadidŜy, by owinąć się w płaszcz, 
instynktownie na-
śladuje zachowanie kahinów. Zdarza się, Ŝe model ten napawa go 
lękiem. Nie ma jednak 
innego.
  W rzeczywistości słowa, które słyszy i powtarza, pierwsze 
objawienia, jakie przypisuje 
swojemu Bogu, są pod względem formy identyczne ze słowami, które duch 
podpowiada 
owym jasnowidzom z pustyni, a oni przecieŜ równieŜ, choć tylko na 
krótkim dystansie, 
pokonują ścieŜki mistycznej wspinaczki. Jak u kahinów słowa układają 
się w krótkie, 
szybko następujące po sobie zdania, wyrzucane z pewnością gwałtownie, 
w sposób ury-
wany, o mniej lub bardziej bogatych rymach. Po arabsku nazywa się to 
sadŜem lub ry-
mowaną prozą. Jak u kahinów zdania te pełne są przysiąg, w których 
wszystkie przed-
mioty świata naturalnego brane są po kolei na świadka. Jest to rodzaj 
prymitywnej poezji, 
która nadal, po upływie trzynastu wieków, wyjątkowo urzeka.
  Mahomet nie wprowadza więc Ŝadnej innowacji w formie. Zawartość 
jednak jest zu-
pełnie nowa. Bo gdzieŜ mogą się z nim równać biedni kahinowie 
odgrywający rolę tra-
dycyjnie zastrzeŜoną dla ludzi ich temperamentu. Jego podświadomość, 
a ona to właśnie 
ujawnia się w tej zawartości, jest znacznie bardziej bogata.
  Widzieliśmy, w jaki sposób ukształtowała się osobowość Mahometa. 
Pojęcia pocho-
dzące ze środowiska społecznego Kurajszytów, które owa prymitywna 
edukacja zaszcze-
piła poprzez przykład - przystosowujący w tych społecznościach 
dziecko do jego środo-
wiska kulturalnego - pojęcia te zostały zrewidowane, przemieszane, 
wzbogacone pod 

background image

wpływem silnego prądu monoteistycznego przenikającego wtedy Arabię. 
Rozczarowania, 
których doznaje Mahomet, popychają go do zajęcia postawy krytycznej 
wobec bogatych 
i posiadających władzę, a więc konformistów. Zajmie więc w 
konsekwencji postawę 
otwartą na nowatorskie prądy. Będzie identyfikował się z ofiarami 
porządku społecznego, 
by wziąć na siebie ich nieszczęścia, zwróci się do rządzących, Ŝeby 
zdali rachunek z tych 
nieszczęść i Ŝeby zniszczyć ideologię słuŜącą za usprawiedliwienie 
ich potęgi.
  Tak więc Mahomet przyjmuje postawę w gruncie rzeczy rewolucyjną. 
Mistyk jest 
w bezpośrednim kontakcie z NajwyŜszą Istotą, która mu się pojawia i 
przemawia doń. 
Jego własne, osobiste doświadczenie ma wartość absolutu, którego jest 
pewny, a który 
nie ma nic wspólnego z regułami Ŝycia społecznego, nawet jeśli reguły 
te są jedynie kon-
tynuacją wcześniejszego objawienia tego samego typu. Jak teoretyk 
racjonalista, który 
nie widzi luki w swoim rozumowaniu, nie moŜe czuć się zmuszanym przez 
ślepą siłę 
zwyczaju, jeśli nawet jest ona ukryta pod łatwą do odgadnięcia, 
widoczną racjonalizacją. 
ToteŜ Leszek Kołakowski widzi w mistycyzmie bunt sumienia jednostki 
przeciw "apara-
towi".
  Mistycyzm jest osobistym doświadczeniem, któremu jednostka 
przeŜywająca go przy-
pisuje wartość absolutu. MoŜe więc być rzeczywiście owym buntem 
sumienia, jeśli "apa-
rat", ogół instytucji i sprawujących władzę oraz panująca ideologia 
przeciwstawiają się 
temu, co objawia. To samo dotyczy, w takich samych warunkach, 
racjonalnej nauki i fi-
lozofii. Istnieją jednak "aparaty" elastyczne i inteligentne, jak 
Kościół katolicki, którym 
udało się ukierunkować spontaniczną mistyczną aktywność, przyznać 
naleŜne jej miejsce, 
rolę, wykorzystać nawet Ŝyciowy rozmach, który ją podsycał i który 
ona budziła. Dlatego 
właśnie Teresa z Avili lub Jan od KrzyŜa pozostali wielkimi 
mistykami-katolikami, 
ozdobami tego Kościoła, którym mogliby wstrząsnąć.
  W Arabii nic podobnego nie mogło ukierunkować Mahometa. Nic nie 
mogło prze-
szkodzić mu w przeciwstawieniu się wierzeniom i instytucjom jego 
kraju, chyba tylko 
pewna wrodzona ostroŜność, która często kazała mu zwlekać, 
ostatecznie jednak nie 
uniemoŜliwiała realizacji jego zamiarów. Początkowo utrzymywał 
objawienia w tajemni-
cy, Kurajszyci nic jednak nie tracili, czekając na nie.

  MoŜna odtworzyć, z duŜą dozą prawdopodobieństwa, pierwsze posłanie 
Mahometa. 
Czytelnikowi nie bardzo orientującemu się w tematyce muzułmańskiej 
naleŜy się z tego 
tytułu parę wyjaśnień. Objawienia, będące grupami słów, które Mahomet 
recytował na-
tchniony przez Boga, tworzyły to, co nazywano "recytacją", po arabsku 
qur'an. Były no-
towane za jego Ŝycia na rozproszonych, słuŜących jako dokument 
kawałkach skóry, płas-

background image

kich kościach wielbłądów, wyrobach ceramicznych, łodygach palmowych 
itp. RównieŜ 
za jego Ŝycia zaczęto grupować te fragmenty, tworząc z nich sury lub 
rozdziały. Zaczęto 
nazywać całość Recytacją w absolutnym tego słowa znaczeniu, po 
arabsku al-qur'an, co 
dało francuskie słowo Alcoran, a później, po wypadnięciu rodzajnika 
arabskiego - Koran. 
Jeszcze później kilku czcigodnych muzułmanów ułoŜyło owe fragmenty w 
zbiorki pod-
obno kompletne, z których zachował się tylko jeden. Sury są w nim 
ułoŜone według po-
wierzchownego kryterium, tzn. według długości, od najdłuŜszej do 
najkrótszej (z wyjąt-
kiem pierwszej). Porządek, w jakim prezentowany jest tekst 
współczesnych edycji Kora-
nu oraz większości jego przekładów, nie ma więc nic wspólnego z 
chronologią.
  Jednak uczeni muzułmańscy zebrali juŜ tradycje wskazujące, kiedy 
taka to a taka część 
Koranu została objawiona. Ze swej strony orientaliści europejscy, 
badając styl i prze-
strzegając kryteriów wewnętrznych, zaczęli bawić się w subtelności, 
jeśli chodzi o ten 
podział, i w końcu wprowadzili pewne zmiany. Ustalili z grubsza daty 
kilku okresów. 
Zostały wydane tłumaczenia Koranu uwzględniające porządek 
chronologiczny. I tak 
ostatni francuski przekład, przekład Regisa Blachere, wyróŜnia się 
wyjątkową erudycją, 
która sprawia, Ŝe wszystkie inne tłumaczenia francuskie stają się 
przestarzałe. MoŜna 
więc dzisiaj zgłębiać pierwsze nauki Proroka, zawarte w dość 
ograniczonym zbiorze sur 
i wersetów, których starodawność uznawana jest przez wszystkich, 
nawet jeśli istnieją 
powaŜne róŜnice co do szczegółów.
  Nic bardziej nie draŜni rewolucjonisty czy po prostu reformatora 
niŜ dostatek ludzi 
utytułowanych, ich pewność, Ŝe dobro polega na tym, by nic nie 
zmieniać w ich sposobie 
Ŝycia, w ich zwyczajach uświęconych przez czas, niŜ ich nieświadomość 
niebezpie-
czeństw groŜących temu właśnie światu, na którym im tak zaleŜy, ich 
pogarda dla ostrze-
Ŝeń,jakie do nich są adresowane. To przeciwko nim skierowane są 
najstarsze objawienia, 
tym, którzy przeceniają swoje siły, którzy nagromadziwszy ogromne 
bogactwa uwaŜają, 
Ŝe mogą robić, co im się Ŝywnie podoba, nie liczyć się z nikim i 
niczym.
  Allah więc tłumaczy im przez usta Mahometa, jak niewiele znaczą:

  Zaprawdę, stworzyliśmy człowieka w udręce! 
  Czy on sądzi,
  Ŝe nikt nie będzie miał nad nim władzy? 
  Mówi on:
  "Roztrwoniłem majątek ogromny."
  Czy on sądzi,
  Ŝe nikt tego nie widział?

  Koran, XC, 4-7

Czy nie widzą, Ŝe są tylko istotami przemijającymi, powstałymi z 
kropli spermy, których 
przeznaczeniem jest unicestwienie?

background image

  Niech zginie człowiek!
  JakŜe on jest niewdzięczny!
  Z czego On go stworzył?
  On go stworzył z kropli spermy 
  i wyznaczył jego los;
  następnie uczynił jego drogę łatwą. 
  Potem On sprowadza jego śmierć 
  i kaŜe pochować go w grobie.

  Koran, LXXX, 17-21

CzymŜe jest nędzna ludzkość wobec chwały Allaha?!

  Wszystko, co jest na niej, przeminie,
  a pozostanie oblicze twego Pana,
  pełne majestatu i godne czci

  Koran, LV, 26-27

  To Allah ("twój Pan", jak sam stale o sobie mówi) wszystko stworzył 
i nadal "kaŜdego 
dnia tworzy jakieś dzieło" (LV, 29). Stworzył całą naturę: niebo, 
słońce, księŜyc, ziemię 
i morze, góry. Stale trwający cud wegetacji, dzięki któremu ludzkość 
moŜe się wyŜywić, 
jest jego dziełem:

  Niech spojrzy człowiek na swe poŜywienie!
  Jak wylaliśmy wodę obficie,
  potem spowodowaliśmy popękanie ziemi 
  i sprawiliśmy, iŜ wyrosły na niej ziarna,
  winna latorośl i trzcina cukrowa, 
  drzewa oliwne i drzewa palmowe,
  i ogrody bujnie rosnące,
  i owoce, i pastwiska
  - to na uŜywanie dla was i dla waszych trzód.

  Koran, LXXX, 24-32

  Potęga Jego przejawia się jednak zwłaszcza w niezgłębionej 
tajemnicy tworzenia. JuŜ 
najpierwsze z objawień o niej napomyka: 

  Głoś! w imię twego Pana, który stworzył! 
  Stworzył człowieka z grudki krwi zakrzepłej!

  Koran, XCVI, 1-2

I temat ten kilkakrotnie powraca:

  Niech więc rozwaŜy człowiek, 
  z czego on został stworzony!
  Został stworzony z cieczy wytryskającej, 
  która wychodzi spomiędzy lędźwi i Ŝeber.

  Koran, LXXXVI, 5-7
  
  Człowiek, jak zresztą i niewidoczne duchy-dŜinny są jego dziełem. 
To On wyznaczył ich los. To On stworzył zwierzęta, które słuŜą 
człowiekowi, a zwłaszcza wielbłąda. To On kieruje czynami ludzi. Jego 
emanacją są, cu-
downy to widok,

  ... okręty
  wysoko wzniesione na morzu, jak góry.

background image

  Koran, LV, 24

  To równieŜ Jemu, bez względu na to, co o tym myślą, Kurajszyci 
zawdzięczają powo-
dzenie swych handlowych poczynań:

  Dla zgody Kurajszytów,
  dla zgody ich w podróŜowaniu
  zimą i latem!
  Niech oni czczą Pana tego Domu,
  który ich nakarmił, kiedy byli głodni,
  i zapewnił im bezpieczeństwo,
  aby nie Ŝyli w strachu!

  Koran, CVI

  Mahomet, przyjaciel biednych i sierot - a z nich przecieŜ się 
wywodził - gani w ten 
sposób znienawidzonych Kurajszytów w imię jedynej Istoty, której 
potęga moŜe im za-
imponować, Istoty i potęgi, które nauczył się poznawać przez swe 
przemyślenia, rozmo-
wy, doświadczenia. 
Nie tylko przedstawia im tę Istotę, stara się ich nią przestraszyć. 
Pan pokazał  człowie-
kowi drogę, którą ma podąŜać:

  I czy nie poprowadziliśmy go
  na rozstajne drogi?

  Koran, XC, 10

  A drogą stromą, cięŜkim i trudnym podejściem ludzie, których 
Mahomet atakuje, 
wzgardzili. A to dlatego, iŜ wierzyli, Ŝe wszystko kończy się wraz z 
tym Ŝyciem, a więc 
wystarczy iść w nim, dzień za dniem, po róŜach, uprzyjemniać je 
sobie, licząc się jedynie 
z wymogami honoru, no i oczywiście pogodzić się z cierpieniami nie do 
uniknięcia, 
z nieuchronnym kresem, który przynosi Przeznaczenie. Dla nich, jeśli 
nawet bogowie ist-
nieli i przebywali gdzieś między niebem a ziemią, to Bóg się nie 
narodził i wiele rzeczy 
było dozwolonych. Mahomet przepowiadał im, iŜ śmierć nie jest końcem 
ostatecznym. 
Niech boją się więc, ci dumni bogacze, dnia, kiedy cudownie 
wskrzeszeni poddani zosta-
ną straszliwemu Sądowi:

  Kiedy niebo się rozerwie,
  i będzie posłuszne swojemu Panu,
  a tak uczynić naleŜy;

  Koran, LXXXIV, 1-2

  A kiedy zadmą w trąbę,
  tego Dnia dzień będzie trudny;
  dla niewiernych - nie będzie on łatwy.

  Koran, LXXIV, 8-10

  I będzie wysłany przeciwko wam 
  płomień ognia i miedź roztopiona,
  a wy nie otrzymacie pomocy.

background image

  Koran, LV, 35

  A kiedy niebo rozerwie się
  i stanie się szkarłatne
  jak czerwona skóra

  Koran, LV, 37

  Tego Dnia nie zostaną zapytani o swoje grzechy
  ani ludzie, ani dŜinny.

  Koran, LV, 39

  Grzesznicy zostaną rozpoznani przez swoje znamiona
  i zostaną pochwyceni za czupryny i za nogi.

  Koran, LV, 41

  Grzesznicy krąŜyć więc będą między Gehenną i wrzącą wodą (LV, 44). 
I przeciwnie, tych, którzy lękali się Boga w ich ziemskim Ŝyciu, 
czekają dwa Ogrody 
o ciemnej zieleni, a w nich dwa źródła tryskające obficie wodą, owoce 
i palmy, i granaty. 
Tam wybrańcy, nad którymi bliziutko pochylać się będą bujne gałęzie, 
miękko wsparci 
na łokciach na zielonych poduszkach, będą mogli cieszyć się (we 
wszelakich tego słowa 
znaczeniach, nie wątpmy w to) dziewicami o skromnym spojrzeniu, 
pięknymi jak rubin 
i koral, strzeŜonymi w namiotach, dziewicami, których nie dotknął 
przed nimi ani Ŝaden 
człowiek, ani dŜinn (LV, 46 i nn.). MoŜna teraz zrozumieć, co Pan 
oświadcza namiętne-
mu małŜonkowi niemłodej ChadidŜy, dwukrotnej męŜatki, zanim go 
poślubiła:

  I z pewnością
  ostateczne będzie lepsze dla ciebie
  aniŜeli pierwsze!

  Koran, XCIII, 4

  Skąd jednak Mahomet czerpie te obrazy? Czy biorą się one jedynie z 
wizji i halucyna-
cji, tak niepewnych, tak podobnych do tych, które są udziałem poetów 
i jasnowidzów, 
cieszących się wątpliwym zaufaniem? Nie, są znacznie bardziej 
przekonujące dowody, 
owe wspaniałe Pisma, których dotychczas Arabowie byli pozbawieni, 
które jednak znaj-
dują się w posiadaniu wysoko cywilizowanych ludów wielkich światowych 
potęg. Od 
pierwszego objawienia Pan powołuje się na te właśnie Pisma zwracając 
się do Mahometa:

  Głoś! w imię twego Pana, który stworzył!
  Stworzył człowieka z grudki krwi zakrzepłej!
  Głoś!
  Twój Pan jest najszlachetniejszy!
  Ten, który nauczył człowieka przez pióro;
  nauczył człowieka tego, czego on nie wiedział.

  Koran, XCVI, 1-5

  Owo pióro (po arabsku kalam, od greckiego słowa kalamos) to 

background image

trzcina, za pomocą któ-
rej dawni posłańcy przekazywali objawienia z niebios, te, które 
zapisane są gdzieś

  ...na czcigodnych kartach, 
  wyniosłych i oczyszczonych
  przez ręce pisarzy,
  szlachetnych, sprawiedliwych.

  Koran, LXXX, 13-16

  CóŜ więc mają czynić ludzie, by uniknąć piekielnych mąk, które ich 
czekają? Powinni 
"oczyścić się" (tazakka), to znaczy prowadzić Ŝycie prawdziwie 
moralne. A to moralne 
Ŝycie we wszystkich fragmentach najstarszej warstwy Koranu 
definiowane jest w zasa-
dzie wyłącznie jako dobre spoŜytkowanie bogactwa. Nie trzeba 
gromadzić go dla niego 
samego, ale część oddać biednym:

  Ale ten, kto daje i jest bogobojny,
  i uznaje za prawdę nagrodę najpiękniejszą
  - temu My ułatwimy dostęp do szczęścia.
  A ten, kto skąpi i szuka bogactwa,
  i za kłamstwo uwaŜa nagrodę najpiękniejszą
  - na tego My sprowadzimy nieszczęście.
  Na nic mu się zda jego majątek,
  kiedy się sam zaprzepaści.

  Koran, XCII, 5-11

Szczególnie naganne jest postępowanie bogatych egoistów:

  Lecz wy nie szanujecie sieroty;
  nie zachęcacie się wzajemnie
  do nakarmienia biedaka;
  i zjadacie dziedzictwo z wielką chciwością;
  i kochacie bogactwo miłością ogromną!

  Koran, LXXXIX, 17-20

A oto, dla kontrastu, postępowanie sprawiedliwych:

  Oni mało sypiali nocą.
  I o świcie prosili Boga o przebaczenie. 
  W ich majątku mieli odpowiedni udział 
  Ŝebrak i nędzarz.

  Koran, LI, 17-19

  Bardzo stare objawienie nakazuje Mahometowi pewien sposób 
postępowania, który 
z pewnością moŜe odnosić się takŜe do innych:

  O ty, okryty płaszczem! 
  Powstań i ostrzegaj! 
  I twego Pana wysławiaj!
  I twoje szaty oczyszczaj!
  Od obrzydliwości - uciekaj! 
  Nie obdarzaj, by otrzymać więcej! 
  I dla twojego Pana bądź cierpliwy!

  Koran, LXXIV, 1-7

  JednakŜe funkcja ostrzegającego zarezerwowana jest tylko dla niego. 

background image

To najwaŜniejszy 
z obowiązków wyznaczonych mu przez Pana. Rola ta nie jest jeszcze tak 
znacząca, jak 
w przyszłych objawieniach. Jednak juŜ teraz Mahomet jest wyróŜniony. 
Czynione mu są 
obietnice, wspierany jest w chwilach zwątpienia:

  Na jasność poranka!
  Na noc, kiedy spokojnie zapada!
  Nie opuścił cię twój Pan 
  ani cię nie znienawidził.
  I z pewnością
  ostateczne będzie lepsze dla ciebie
  aniŜeli pierwsze!
  I z pewnością
  niebawem obdarzy cię twój Pan
  i będziesz zadowolony!
  CzyŜ nie znalazł cię sierotą 
  i czy nie dał ci schronienia?
  Czy nie znalazł cię błądzącym
  i czy nie poprowadził cię drogą prostą? 
  I czy nie znalazł cię biednym,
  i nie wzbogacił cię?
  Przeto sieroty - nie uciskaj! 
  A Ŝebraka - nie odpychaj!
  A o dobrodziejstwie twego Pana - opowiadaj!

  Koran, XCIII

  Ta skromna rola ostrzegającego pociąga za sobą, jak widzimy, nie 
tylko pewne, równie 
skromne, przywileje i szczególne względy ze strony Pana, ale i 
obowiązki. Za błąd w po-
stępowaniu Prorok otrzyma naganę. Interesująca jest natura tego 
błędu. Pewien ślepiec, 
z pewnością ubogi, prawdopodobnie Ŝebrak, odszukał Mahometa. Ten 
zajęty był rozmo-
wą z jakąś waŜną osobą, jednym z owych Ŝyjących w dostatku bogaczy, 
których pragnął 
przekonać, jednym z tych, którzy wierzyli, Ŝe wszystko mogą, a Bóg 
nie jest im do ni-
czego potrzebny. Ślepiec na pewno nalegał, uparcie i natarczywie, jak 
to było w zwycza-
ju u Ŝebraków ze Wschodu. Mahomet zirytowany zmarszczył brwi i okazał 
niezadowole-
nie. Oczywiście wyrzucał sobie ten odruch zniecierpliwienia, dręczył 
się z tego powodu. 
Tak samo dręczyło się często wielu propagandystów Ŝyjących po nim, 
tych, którzy po-
chodzili z wyŜszych warstw i których dawne przyzwyczajenia 
instynktownie popychały 
do przedkładania towarzystwa ludzi o podobnym sposobie Ŝycia nad 
towarzystwo tych, 
wobec których czuli się zobowiązani. I oczywiście przyszło 
Objawienie, wyrzut sumienia 
przyjął postać upomnienia z niebios:

  Zachmurzył się i odwrócił,
  bo przyszedł do niego niewidomy.
  Skąd moŜesz wiedzieć?
  moŜe on się oczyści
  albo pomyśli o napomnieniu
  i to przypomnienie przyniesie mu korzyść. 
  Jeśli kto jest bogaty,
  to ty się nim interesujesz; 
  a mało się troszczysz o to,

background image

  iŜ on się nie oczyszcza.
  Lecz od tego, kto przychodzi do ciebie 
  przepełniony gorliwością
  i jest pełen bojaźni
  - ty się odsuwasz.

  Koran, LXXX, 1-10

  Taka jest więc zawartość pierwszego Posłannictwa; Mahomet uwaŜał 
- nie ma co do tego wątpliwości - Ŝe otrzymał je od swego Pana. 
Niebawem spróbujemy 
ocenić, w jakim stopniu wyraŜone przez niego idee były oryginalne. 
Czy forma przekazu 
była niespodziewana? Pytanie to rodzi ogromne problemy.
  Apologeci muzułmańscy znajdują dowód boskiego pochodzenia słów i 
zdań. Wyjaś-
niają to w sposób następujący: Do naszych czasów nie dochowało się 
nic z przedmuzuł-
mańskiej prozy arabskiej. Według klasycznego wyobraŜenia o 
literaturze arabskiej na po-
czątku istniała jedynie poezja. Nagłe pojawienie się nowego rodzaju 
literackiego (a nawet 
całej grupy nowych gatunków literackich) - i to, co więcej, mającego 
zdaniem apologe-
tów formę doskonałą - nie istniejącego wcześniej nawet w zarysie, nie 
mającego Ŝadnych 
prekursorów, moŜna wyjaśnić tylko cudem. Dodają jeszcze, Ŝe nic w 
Mahomecie-czło-
wieku nie wskazywało na jakiekolwiek uzdolnienia literackie.
  Argument ten wysuwany jest z tym większą wiarą w jego nieodpartą 
słuszność - co 
często zdarza się w wypadku ideologii zarówno religijnych, jak 
świeckich - im łatwiej go 
obalić. Wszędzie poezja była wcześniejsza od prozy i Arabia nie jest 
tu wyjątkiem. Proza 
Koranu jest prozą bardzo szczególną i sami pisarze arabscy mówią, Ŝe 
istniały przed nią 
wypowiedzi o takiej samej formie. Tyle Ŝe owe literackie drobiazgi 
nigdy nie były spisa-
ne. Jedynie szczególny charakter recytacji koranicznych sprawił, Ŝe 
przekazywano je so-
bie (i to teŜ tylko częściowo, zwłaszcza na początku) lub usiłowano 
zapamiętać. Nic nie 
inspirowało do spisywania innych fragmentów, biorących się z 
podobnego zapału twór-
czego. Jeśli niektóre zostały jednak spisane, tryumf islamu 
przeszkodził ich przekazywa-
niu bądź nawet zniszczył zapis.
  Jeśli chodzi o doskonałość stylu koranicznego, stała się ona 
artykułem wiary dla isla-
mu. Nikt nie jest zdolny, głosi islam, stworzyć coś podobnego. 
Niezdolność ta (idŜaz) by-
ła podkreślana i analizowana przez wielu teologów, którzy wysnuwali z 
niej najrozmait-
sze wnioski teoretyczne.
  Nie brakowało jednak islamowi niezaleŜnych umysłów, które podwaŜyły 
ową niezwy-
kłość tekstu koranicznego. Znaleźli się nawet tacy, co porywali się 
na naśladownictwo 
Koranu. Jednemu z nich, w średniowieczu, zarzucono, Ŝe jego tekst nie 
wywierał owego 
urzekającego efektu, co recytowany lub odtwarzany z pamięci Koran. 
Odpowiedział: 
"KaŜcie go czytać przez kilka wieków w meczetach, wtedy zobaczycie!" 
I rzeczywiście 
tu tkwiło sedno sprawy. Tekst, którym człowiek karmiony był od 

background image

dzieciństwa, którego 
Ŝarliwej recytacji słuchał w najbardziej uroczystych i wzruszających 
okolicznościach, 
który sam odcyfrowywał, badał, którym powolutku nasiąkał, taki tekst 
zyskuje po pew-
nym czasie nieporównywalny oddźwięk. Zupełną niemoŜliwością staje się 
spojrzenie nań 
czy słuchanie go pozbawione emocji, przyjęcie tego tekstu w sposób, w 
jaki zostałby 
przyjęty przez nasz umysł, gdyby po raz pierwszy, bez przygotowania, 
był nam zaprezen-
towany w całej nagości tekstu, który nie odbija się Ŝadnym echem. 
Taką wartość mają dla 
katolików niektóre teksty Pisma Świętego lub łacińskich poematów 
uŜywanych w litur-
gii, dla protestantów - cała Biblia. Nie ma co się dziwić, Ŝe tylu 
muzułmanów przekona-
nych jest o niedoścignionej doskonałości tekstu koranicznego, 
zdumionych i oburzonych, 
Ŝe moŜna podawać ją w wątpliwość. Nic teŜ dziwnego, Ŝe ludzie "z 
zewnątrz", kiedy po 
raz pierwszy zetkną się z tym tekstem, często nie znajdują niczego, 
co uzasadniałoby po-
dziw tych, którzy karmieni nim byli od dzieciństwa.
  Piękno stylu koranicznego kwestionowali zdecydowanie ci, którzy z 
tego czy innego 
powodu nie ulegli ogólnemu oczarowaniu. Znane są średniowieczne 
księgi muzułmańs-
kich wolnomyślicieli zatytułowane mu'aradat al-kuran, co moŜna 
przetłumaczyć w przy-
bliŜeniu jako Anty-Koran. Apologeci uznali za konieczne zwalczać je 
i, zwłaszcza na 
płaszczyźnie literackiej, pracowicie bronić wyŜszości obrazów i stylu 
Koranu, słowo po 
słowie, wyraŜenie po wyraŜeniu. W naszych czasach wielki niemiecki 
semitysta Theodor 
Noldeke, świetny znawca języka arabskiego, napisał obszerny artykuł o 
niedociągnię-
ciach stylistycznych Koranu.
  Mahomet nie miał najmniejszego zamiaru stworzyć dzieła 
literackiego. Doświadcze-
nie, którego szukał i którego doznał, było przede wszystkim, jak 
widzieliśmy, pozasłow-
ne. Dopiero w późniejszym stadium stało się słowem. I odtąd było 
podobne, przynajmniej 
z tego punktu widzenia, do natchnienia pisarza. Uściślijmy: pisarza, 
który chce przekazać 
nie tylko słowa, ale wyraźny sens. Od tej strony róŜniło się od pisma 
automatycznego 
surrealistów, któremu pod tyloma innymi względami było bliskie. CzyŜ 
to nie Andre Bre-
ton wspomina "ten idealny moment, kiedy człowiek pod wpływem 
szczególnej emocji 
zostaje nagle porwany przez to coś <silniejsze od niego> i wtrącony, 
mimo Ŝe się broni, 
w nieśmiertelność?" Słusznie zauwaŜył, Ŝe chodzi o rodzaj proroctwa: 
"Głos surrealis-
tyczny, który wstrząsnął Kume, Dodoną i Delfami, nie jest niczym 
innym jak tym gło-
sem, który dyktuje mi moje najmniej gniewne przemowy." Tyle Ŝe to, co 
ów Głos dyk-
tował Mahometowi, to nie były zdania takie jak: "Oto człowiek 
przecięty na dwoje przez 
okno." Były to spójne przekazy. Zgodnie z tym, co zostało wyŜej 
powiedziane, moŜna 
przypuszczać, Ŝe bełkotanie i jąkanie się towarzyszące objawieniom 

background image

było podobne do 
owych porywających zdań, którymi zachwycali się nasi poeci, lub 
przynajmniej do ich 
fragmentów, jak podobne były czyste dźwięki uzasadniające hipotezę 
letryzmu, którą 
sformułowałem. Wcześniejsi prorocy zaakceptowali w całości 
surrealistyczny przekaz 
słowny ich podświadomości. Pierwsze wspólnoty chrześcijańskie 
nazywały to zjawis-
ko"mówieniem obcymi językami" (greckie glosolalia). Święty Paweł 
zalecał, by pozwo-
lono jego uczniom "mówić obcymi językami", i dziękował Bogu, pisząc 
do chrześcijan 
z Koryntu, Ŝe moŜe "mówić obcymi językami bardziej niŜ wy wszyscy".
  W swym twórczym działaniu Mahomet bliŜszy był raczej Pawła, nie 
Andre Bretona. 
Paweł świadomie usiłował ograniczyć swe surrealistyczne zdolności. "W 
zgromadzeniu - 
pisał - wolę powiedzieć pięć słów z sensem, by nauczać innych, niŜ 
dziesięć tysięcy 
w obcych językach." W rzeczywistości, dodawał, ten, "kto modli się 
obcymi językami, 
nie mówi do ludzi, lecz do Boga. Nikt go nie rozumie, a on pod 
wpływem Ducha [Świę-
tego] wypowiada tajemnicze rzeczy. Natomiast mówiący z natchnienia 
BoŜego przema-
wia do ludzi, aby ich zbudować, pocieszyć i zachęcić." (List do 
Koryntian, 14, 2-3) Ma-
homet musiał równieŜ, niewątpliwie podświadomie, dokonywać wyboru czy 
pewnej se-
lekcji i zachowywać tylko to, co "budowało, cieszyło i zachęcało". 
Jego najpiękniejsze 
poematy na pewno nigdy nie zostały napisane. Oczekiwał od Boga 
określonych posłan-
nictw i oczekiwanie to kształtowało słowo, które na próŜno usiłowało 
okazać się "silniej-
szym od niego". Poprzez glosolalistów chrześcijańskich odnajdywał 
postępowanie wiel-
kich proroków Izraela.
  Jego słowa nie były zatem czystą poezją. Nie były równieŜ 
literaturą w potocznym 
znaczeniu tego słowa. R. Blachere podkreśla, iŜ Mahomet nie panował 
nad sposobem 
wyraŜania się, a ściślej, tylko po części, podświadomie, mu się to 
udawało. Nie usiłował 
równieŜ stworzyć dzieła, którego styl i treść przyniosłyby mu 
rozgłos, jak zabiegali o to 
poeci pustyni. Ale jak u prawdziwych poetów i jak u proroków, jego 
indywidualne do-
świadczenie - ten "wzniosły moment" nie dający się w pełni przekazać, 
to osobiste nie-
wypowiedziane przeŜycie, kiedy nawiązywał kontakt z istotą doskonałą 
- pojawiało się 
juŜ w formie językowo zorganizowanej, nastawionej na komunikowanie 
się, i w postaci 
wzorów wywołujących wraŜenie estetyczne. Był to, wbrew jego woli, 
przynajmniej na 
początku, poemat i posłanie zarazem. Poemat, poniewaŜ Głos - i tu 
równieŜ wiernie na-
śladujący wzory zgromadzone w podświadomości jego porte-parole - 
odnajdywał język 
kahina, natchnionego jasnowidza. Odnajdywał codzienne formuły, 
frazesy, przysięgi na 
ciała niebieskie na przykład. Odnajdywał zwłaszcza rytm i tok 
tworzenia podlegające za-
sadom rytmicznym przystosowanym do wymogów uŜywanego języka. Być moŜe 

background image

Ŝaden 
język nie nadaje się tak do spontanicznej poezji jak arabski. 
Dostarcza obficie słów 
o identycznej strukturze, pozwalając na regularne następstwo taktów 
mocnych i słabych, 
akcentowane przez powrót tych samych samogłosek na równorzędne 
miejsca. Wśród 
owych konsonansowych serii pozwala dodatkowo wybierać spośród 
licznych słów dają-
cych ten sam rym. W arabskim łatwiej równieŜ o pojawienie się sadŜu, 
owej rymowanej, 
rytmicznej prozy opartej na dość krótkich jednostkach rytmicznych, 
nie dłuŜszych niŜ 
osiem do dziesięciu sylab, zgrupowanych seriami, w strofach 
kończących się tym samym 
rytmem i rymem.
  Zrozumiałe jest, Ŝe Głos, zbliŜając się w ten sposób do języka 
kahina, bynajmniej nie 
przyjmował formy wypowiedzi innego natchnionego, którym był sza'ir, 
poeta. Wycho-
dząc od doświadczenia prawdopodobnie tego samego typu, słownego bądź 
czysto egzys-
tencjalnego, sza'ir, jak większość poetów wszystkich czasów i 
wszystkich krajów, świa-
domie usiłował - uciekając się do sposobów bardzo wymyślnych i 
opanowanych dzięki 
długiej tradycji - przekazać to, co przekazać się nie dawało. Często 
zresztą nadawał wy-
powiedzi jedynie formę wiersza stosując te same metody, co w Ŝaden 
sposób nie łączyło 
jej z Ŝywym źródłem poezji czystej. UŜywał złoŜonej formy kasydy, 
poematu, w którym 
następują po sobie wiersze o dwóch półwersach, wszystkie z tym samym 
rymem, prze-
strzegające teŜ tego samego rytmu, według tego czy innego 
metrumustalonego przez tra-
dycję, poematu przypominającego nieco poezję grecką, łacińską lub 
angielską. Sza'ir był 
artystą, to znaczy twórcą; panem narzędzia, którym dysponował, 
przypisanym do dzieła, 
którego szkic w myślach sobie nakreślił i które realizował według 
wypróbowanej meto-
dy, wkładając w nie mniej lub więcej ducha i serca, oŜywiając je lub 
nie przez czerpanie 
ze źródeł ludzkich porywów.
  I tak posłanie, które odbierał Mahomet, o tyle było wierniejsze 
poezji czystej, o ile od-
dalało się od poezji tradycyjnej. Głos sam to podkreślał:

  My nie nauczyliśmy go poezji
  - to by nie było dla niego odpowiednie.

  Koran, XXXVI, 69

  W róŜny sposób moŜna oceniać wartość poetycką pierwszych przesłań. 
Ale, powtórz-
my to raz jeszcze, bardzo trudno jest przyjąć je bez uczuciowego 
przygotowania. Wydo-
byto na światło dzienne bezbarwność obrazów. Równie trudno jest 
jednak nie dać się po-
rwać przez wraŜenie "ruchu nieharmonijnego, przerywanego, 
przyspieszonego", przez 
"wybijanie rymu", dźwięczność słów (R. Blachere). Te powracające 
myśli lub słowa, te 
asonanse, refreny prześladują słuchacza i zbliŜają go do stanu 
hipnotycznego (Max East-

background image

man), do stanu halucynacji, w którym otrzyma, zwielokrotnioną, jak w 
prawdziwym 
transie, sugestię słowną, rytmiczną, obrazową.
  Głos pragnie jednak, jak to zostało powiedziane, przekazać w swym 
posłaniu równieŜ 
zawartość myślową, przestrogi, nauki. A jest ich coraz więcej. W 
miarę jak krąg urzeczo-
nych słuchaczy Mahometa poszerzał się, w miarę jak słowa przyciągały 
uwagę, odbijały 
się echem, wzbudzały poruszenie, trzeba było wyłoŜyć myśl, opisać ją, 
a później ode-
przeć, dyskutować. Nie wystarczało juŜ wzbudzanie silnych emocji. 
Posłanie stawało się 
rzeczowe, przez długi czas jeszcze przesycone głęboko tą czystą 
poezją, z której się wy-
wodziło, majestatyczne, wymowne. Jednak wyraŜona explicite treść 
zyskiwała coraz 
więcej znaczenia.

  Posłanie, przynajmniej na pierwszy rzut oka, nie miało w sobie nic 
rewolucyjnego ani 
szokującego. Pozornie nie przynosiło Ŝadnej zasadniczej innowacji 
religijnej, a z punktu 
widzenia przyjęcia, z jakim spotka się w pierwszej chwili w Mekce, to 
właśnie pozór się 
liczył. W istocie, i jest to rzecz godna uwagi, Pan Mahometa w 
pierwszych objawieniach 
w Ŝaden sposób nie zaprzecza istnieniu ani potędze innych bóstw. Po 
prostu w ogóle 
o nich nie mówi. śadnych obelg, jak w późniejszych posłaniach, 
przeciw "tym, którzy 
dodają Bogu współtowarzyszy", Ŝadnego nacisku na jedyność najwyŜszego 
bóstwa. Bar-
dzo moŜliwe, Ŝe w tym czasie Mahomet, całkowicie przekonany o 
wszechmocy swego 
Boga - równieŜ Boga chrześcijan i śydów - wierzył w moŜliwość 
istnienia wokół Niego 
całego roju drugorzędnych bóstw. Nie miały one większego znaczenia, 
poniewaŜ we 
wszystkim zaleŜne były od Pana NajwyŜszego - niewiele przewyŜszały 
dŜinny i demony, 
uznawane przez Mahometa za stworzenia boskie. To wysławianie Boga 
ponad inne bós-
twa, których istnieniu się nie zaprzecza, ale które się zaniedbuje, 
jest powszechnym zja-
wiskiem w wielu religiach politeistycznych. Nazwano je henoteizmem. 
Henoteizm ce-
chował postawę wielu ludzi w Arabii i nikogo to nie raziło. Mahomet 
prawdopodobnie 
wahał się między henoteizmem a prawdziwym monoteizmem głoszonym przez 
śydów 
i chrześcijan. Powrócimy jeszcze do przesłanki, która na to wskazuje.
  Fakt, Ŝe Mahomet podkreślał potęgę swego Pana, nie mógł więc 
bulwersować mek-
kańczyków. Przypisywanie Mu zamiaru sądzenia ludzkości na wzór Boga 
judeochrześci-
jańskiego - co zakłada moŜliwość wskrzeszania umarłych - mogło 
wzbudzić sceptycyzm, 
ale nic ponadto. Proponowane praktyki były juŜ rozpowszechnione wśród 
mekkańczy-
ków. Krytyka "dostatku", przekonania bogaczy, Ŝe ich majątek pozwala 
im "uniezaleŜnić 
się" (istaghna) od wszelkiej potęgi, była bardzo łatwa do 
zaakceptowania, dopóki pozos-
tawała umiarkowana. Nacisk na konieczność dawania jałmuŜny wcale nie 
był dziwny 

background image

i mógł opierać się na starym plemiennym ideale, stale jeszcze Ŝywym w 
sumieniach, choć 
zupełnie niemal nie stosowanym przez bogatych mekkańczyków, ideale, 
który na pierw-
szym miejscu wśród wszystkich cnót stawiał wspaniałomyślność. 
Odpowiadał on równieŜ 
rozpowszechnionej idei religijnej mówiącej o potrzebie ofiary, która 
by pozwoliła istocie 
boskiej uczestniczyć w kaŜdym wydarzeniu i odwróciłaby ewentualny jej 
gniew. Jak wi-
dać, wszystko to nie wnosiło w sferę moralności nic prawdziwie 
nowego. Narodowy ko-
loryt arabski, pod którym ukrywały się rozpowszechnione idee 
judeochrześcijańskie, 
mógł jedynie podobać się słuchaczom Nauki.
  Wszystko to było dla mekkańczyków do przyjęcia. I Mahomet, który, 
jak widzieliśmy, 
usiłował pozyskać dla swojej ideologii ludzi znaczących, musiał być o 
tym przekonany. 
Nic z tego wszystkiego nie mogło wydawać się rewolucyjne. Implikacje, 
które wyraŜały 
głębokie, radykalne zmiany punktu widzenia, zostały nie zauwaŜone, 
były one zresztą 
jeszcze mało rozwinięte. Nauczanie Mahometa mogło wyraŜać jedną z 
wielu tendencji 
widocznych w systemie arabskich idei religijnych i moralnych, 
systemie, który nie był 
ani ustalony, ani sztywny, ani kanoniczny. Jednak to właśnie 
nauczanie mogło pociągnąć 
pewną liczbę ludzi, których wiek i sytuacja społeczna czyniły 
podatnymi na posłannictwo 
odzwierciedlające ich głębokie potrzeby. Widzieliśmy dlaczego. 
Mahomet wyraŜał idee, 
same w sobie mało oryginalne, w formie nowej syntezy zainspirowanej 
przez jemu tylko 
właściwy sposób pojmowania Obecności Tamtego Świata. Jednostka, w tej 
syntezie, 
uzyskiwała wartość szczególną i niezwykłą. To nią zajmowała się 
Istota NajwyŜsza, nią, 
którą stworzyła i którą będzie sądzić bez względu na pokrewieństwo, 
więzy rodzinne, 
przynaleŜność plemienną. Jednostka, której wartość społeczną 
podkreśliła ewolucja eko-
nomiczna, nabierała w ten sposób znaczenia ideologicznego, znaczenia 
sama w sobie, do-
stępując wieczności. Z drugiej strony idee judeochrześcijańskie, 
powtórzmy to, kuszące 
dla wszystkich, ubarwione prestiŜem wyŜszych cywilizacji i potęŜnych 
imperiów, gdzie 
cieszyły się uznaniem, idee te duma arabska coraz bardziej akceptuje, 
poniewaŜ są wyra-
Ŝone po arabsku, sprowadzone przez arabskiego posłańca do ich 
wspólnej kwintesencji 
i łatwe do przyswojenia.
  Nurt ideologiczny, który nowy kaznodzieja tworzył, ludzie, których 
pociągał, mogli, 
na pierwszy rzut oka, spokojnie znaleźć swoje miejsce wśród licznych 
prądów umysło-
wych, licznych wspólnot, którymi usiana była Arabia Zachodnia. Bliski 
był jednak wy-
buch gwałtownego konfliktu - jego przyczyny spróbujemy wyjaśnić.
  Oczywiście domownicy jako pierwsi zaakceptowali posłannictwo 
Mahometa. Jego Ŝo-
na ChadidŜa, naturalnie, i młody Ali, dziesięcioletni kuzyn i pupil. 
TakŜe wyzwoleniec 
Zajd Ibn Harisa z plemienia Kalb, który odegrał prawdopodobnie waŜną 

background image

rolę, zapoznając 
Mahometa z chrystianizmem bardzo rozpowszechnionym, jak widzieliśmy, 
w jego ple-
mieniu. Kim byli ludzie, którzy niejako z zewnątrz przyłączyli się do 
tej małej grupki ro-
dzinnej? W późniejszym czasie rozgorzały na ten temat dyskusje, 
poniewaŜ najwcześ-
niejsze nawrócenia na islam stały się powodem do chwały i prestiŜu 
mającego znaczenie 
w zaciekłych walkach politycznych w początkowym okresie istnienia 
imperium muzuł-
mańskiego, zwłaszcza Ŝe prestiŜ ów przechodził na potomków 
nawróconego. Jeśli jednak 
nie będziemy przywiązywać zbytniej wagi do dokładnych dat, mających 
niewielkie zna-
czenie dla historyka (miały je dla chcącego się wybić polityka), 
moŜemy powiedzieć, Ŝe 
z grubsza znamy imiona nawróconych w pierwszych latach. Jest ich 
czterdziestu.
  Jeden z najwcześniej nawróconych - nawet jeśli nie był, jak 
twierdzono, pierwszym po 
ChadidŜy - to, jak się zdaje, zamoŜny kupiec, choć nie z tych 
najbogatszych, którego na-
zywano, według jego kunji, Abu Bakr. Był prawdopodobnie o trzy lata 
młodszy od Ma-
hometa. Człowiek to twardy, odwaŜny, rozsądny, zrównowaŜony, który 
raz dokonawszy 
wyboru nigdy zdania nie zmienia, całkowicie wierny Mahometowi, 
wpływający jednak 
na jego decyzje, zwłaszcza kiedy chodziło o zachowanie umiaru. "Abu 
Bakr - pisze Mar-
goliouth - jeśli w ogóle wyznawał jakiś kult, to był nim kult 
bohaterów. Posiadał zaletę 
rozpowszechnioną wśród kobiet, czasami jednak występującą i u 
męŜczyzn, a mianowi-
cie gotów był związać się z czyimś losem z całkowitym, ślepym 
oddaniem, nigdy nie 
dyskutując ani nie cofając się; bardzo komuś uwierzyć znaczyło dla 
niego wierzyć coraz 
bardziej."
  Jedna z tradycji, sięgająca prawdopodobnie Zuhriego, mekkańczyka 
urodzonego 
czterdzieści lat po śmierci Proroka, który spędził Ŝycie na zbieraniu 
informacji na temat 
historii początków islamu, opowiada:
  "Posłaniec Boga wzywał skrycie i otwarcie do przejścia na islam. 
Ci, których Bóg wy-
brał spośród ludzi młodych i ludzi słabych, słuchali go chętnie, tak 
Ŝe wierzących w Nie-
go było coraz więcej. Niewierni Kurajszyci nie krytykowali tego, co 
mówił. Kiedy prze-
chodził obok ich grupek, wskazywali na niego mówiąc: <Oto młody 
człowiek z plemienia 
Banu Abd al-Muttalib, który mówi o niebiosach.>" Według F. Buhla 
naleŜałoby chyba 
poprawić tekst i czytać: "do którego przemawiano z niebieskich 
wysokości".
  Kim byli ci młodzi i ci "słabi"? W. Montgomery Watt poświęcił się 
szczegółowemu, 
zasługującemu na uznanie badaniu biografii owych pierwszych 
czterdziestu wiernych, 
o których wspominaliśmy. Oto z grubsza jego rezultaty.
  Przede wszystkim byli to młodzi ludzie z rodzin i rodów najbardziej 
w Mekce wpły-
wowych i sprawujących władzę. A więc Chalid Ibn Sa'id Ibn al-As z 
rodu Abd Szams, 

background image

jednego z dwóch rodów panujących, a w tym rodzie z rodziny Umajji, 
której znaczenie, 
jak zobaczymy, będzie rosło. Miał on sen, i widział się na brzegu 
morza ognia, do które-
go popychał go ojciec. Jakiś człowiek przytrzymał go i uratował - Abu 
Bakr podobno 
rozpoznał w nim Mahometa. Odtąd Chalid związał się z Prorokiem. 
Wkrótce potem przy-
łączył się do niego brat Chalida - Amr. Kiedy zmarł ich ojciec, 
trzeci z braci, Aban, uło-
Ŝył kilka wierszy, w których zmarły ubolewał nad tym, Ŝe jego synowie 
pobłądzili. Cha-
lid odpowiedział mu, równieŜ wierszem:

  Zostaw w spokoju zmarłego! On odszedł swoją ścieŜką! 
  Idź raczej do bliźniego, który jest biedniejszy.

  Trudno nie dostrzec w tym przykładu młodzieńczego buntu w rodzaju: 
"Rodzino, nie-
nawidzę cię!" Takiego samego pochodzenia i z tej samej rodziny był 
Usman Ibn Affan, 
męŜczyzna koło trzydziestki, którego czekał wzniosły i tragiczny los. 
Na razie był to 
młody dandys, przystojny chłopak, dbający przede wszystkim o strój i 
wykwitne manie-
ry, leniwy i niezbyt odwaŜny, ale zręczny w interesach. Utrzymywano, 
Ŝe swoje nawró-
cenie zawdzięczał miłości do Rukajji, jednej z córek Proroka.
  Druga grupa reprezentowana jest przez ludzi naleŜących do rodów 
mniej wpływo-
wych, niekoniecznie arystokratycznych. Są to w większości młodzi 
ludzie poniŜej trzy-
dziestki, moŜna jednak znaleźć wśród nich paru osobników od 
trzydziestu pięciu do pięć-
dziesięciu lat. Niektórzy posiadają pewien wpływ w swoim rodzie lub 
rodzinie. Zacytuj-
my w tej grupie wspomnianego juŜ Abu Bakra, zbliŜającego się do 
czterdziestki, ale 
i młodego Talhę Ibn Ubajd Allaha, mającego w momencie nawrócenia nie 
więcej niŜ 
osiemnaście lat, młodzieńca zapalczywego, odwaŜnego i ambitnego. Obaj 
pochodzili 
z rodu Tajm. Z rodu Zuhra wywodził się liczący niewiele ponad 
trzydzieści lat Abd 
al-Kaba Ibn Auf, którego imię zmieniono na Abd ar-Rahman; odznaczał 
się on niezwykłą 
zręcznością w sprawach handlowych.
  Ci, których Zuhri nazywa "słabymi", są prawdopodobnie członkami tej 
grupy. Z pew-
nością jednak określenie to dotyczy równieŜ trzeciej kategorii. 
Stanowią ją ci, którzy nie 
naleŜą do rodu poprzez swoje urodzenie, nie są Kurajszytami, ale 
przyłączyli się do jed-
nego z kurajszyckich rodów jako "sprzymierzeńcy". Ród, do którego się 
przyłączyli, 
w zasadzie winien im był ochronę, niekiedy jednak lekcewaŜył ten 
obowiązek lub nie 
mógł im tej ochrony zapewnić, jeśli sam był zbyt słaby. Do grupy tej 
naleŜał jeden 
z pierwszych nawróconych, nie mający trzydziestu lat Chabbab Ibn al-
Aratt, kowal wy-
rabiający miecze, syn kobiety zajmującej się obrzezywaniem, 
sprzymierzeniec Banu Zuh-
ra. Kolejny niŜszy szczebel stanowili wyzwoleńcy, jak Suhajb Ibn 
Sinan, dwudziestola-
tek nazywany Rumim - Rzymianinem, Bizantyjczykiem - poniewaŜ miał 

background image

bardzo jasne 
włosy (Arabowie mówili "rude") oraz utrzymywał jakieś kontakty z 
bizantyjską Syrią 
(jak jego przyjaciel Ammar Ibn Jasir, sprzymierzeniec Banu Machzum, 
którego teść był 
wyzwoleńcem pochodzenia bizantyjskiego).
  Na samym dole hierarchii byli niewolnicy. Najsławniejszy z nich to 
Bilal, Murzyn 
z Abisynii, wysoki i chudy, o szczupłej twarzy i stentorowym głosie. 
Jak inny niewolnik 
Amir Ibn Fuhajra, został odkupiony przez Abu Bakra od swego pana i 
wyzwolony.
  W zasadzie więc za Mahometem opowiedziały się najbardziej 
niezaleŜne umysły. 
Z pewnością decydującą rolę w ich nastawieniu odegrał religijny 
aspekt doktryny. A tym, 
co pozwoliło im spojrzeć przychylnym okiem na nowatorską naukę, była 
niezaleŜność 
ich myślenia pozostająca w sprzeczności z konformizmem rządzących 
warstw społecz-
ności mekkańskiej. U źródeł owej niezaleŜności leŜały róŜne 
przyczyny, dla jednych był 
to młodzieńczy kryzys związany z dąŜeniem do oryginalności, dla 
innych kontakty z za-
granicą, związek mniej lub bardziej luźny z mekkańskim systemem 
społecznym, moralne 
oburzenie lub ambicja i zazdrość - które pobudzały do krytykowania 
moŜnych, a zatem 
i ich systemu wartości - dla jeszcze innych wreszcie indywidualne 
predyspozycje psy-
chiczne. Wiązała się więc ona ze sposobem postrzegania, mniej lub 
bardziej dojrzałym, 
zaleŜnie od przypadku, opisanego kryzysu społecznego i 
ideologicznego. Dlatego ludzi 
tych przyciągało posłannictwo Mahometa mające przecieŜ bezpośrednie 
odniesienie do 
tego kryzysu.

  Jak widzieliśmy na przykładzie cytowanego wyŜej tekstu Zuhriego, 
Kurajszyci zaj-
mowali w stosunku do nowego ugrupowania - które powolutku wychodziło 
z ukrycia, by 
nieśmiało ukazać się w pełnym świetle - taką samą pobłaŜliwą postawę, 
jaką demonstrują 
paryŜanie wobec ulicznego wiecu Armii Zbawienia. Chodziło o 
nieszkodliwych nawie-
dzonych, których nie warto było przesadnie tępić. Co najwyŜej 
okazywano im pogardę, 
którą wzbudzał niski poziom społeczny członków sekty.
  Kiedy Posłaniec Boga - przytaczał Ibn Ishak - zasiadał w 
sanktuarium (blisko Al-Ka-
by), "słabi" spośród jego Towarzyszy mieli zwyczaj siadać obok niego. 
Byli to Kabbab, 
Ammar, Abu Fukajha Jasar, Suhajb i im podobni muzułmanie, z których 
Kurajszyci sobie 
pokpiwali. Mówili między sobą: "To są, jak widzicie, jego Towarzysze. 
I to mają być ci, 
których Allah wybrał spośród nas, Ŝeby poprowadzić ich drogą prostą i 
dać im poznać 
prawdę. Gdyby to, co przyniósł nam Mahomet, było rzeczą dobrą, my 
pierwsi dalibyśmy 
się temu porwać, nie oni!" Na taki argument Mahomet, pochodzący mimo 
wszystko ze 
znaczniejszego rodu niŜ większość jego zwolenników, w głębi duszy nie 
pozostał cał-
kiem obojętny. A jego podświadomość przyjmowała z radością 

background image

usprawiedliwienia i przy-
kłady, na jakie powoływał się Pan. Zdarzyło się juŜ tak niegdyś, 
kiedy Noe ostrzegał swój 
lud przed zbliŜającą się katastrofą:

  I powiedzieli dostojnicy jego ludu, 
  którzy nie uwierzyli:
  "Widzimy, Ŝe jesteś tylko człowiekiem, 
  podobnie jak my.
  Widzimy, Ŝe postępują za tobą 
  tylko najnędzniejsi spośród nas, 
  pospiesznie, bez zastanowienia.
  I nie widzimy u was
  Ŝadnej wyŜszości nad nami.
  Przeciwnie, uwaŜamy, Ŝe jesteście kłamcami."

  Koran, XI, 27

  Potop pomścił Noego i jego biednych uczniów. Wkrótce Mahomet i 
"słabi" równieŜ 
mieli zostać usprawiedliwieni i pomszczeni.
  Wprawdzie sceptycyzm i kpiny to za mało, by mówić o opozycji, 
jednakŜe w końcu 
się ona uformowała. W jaki sposób? Kilka opowiadań które przedostały 
się do tradycji 
moŜe nazbyt zbliŜonej do hagiografii, rzuca pewne światło na to, co 
się zdarzyło, i po-
zwala nam na snucie hipotez.
  Wśród wielu Kurajszytów nowy prąd musiał wywołać niepokój. 
Wzbudzający zaufa-
nie charakter doktryny, znikome pozornie nowatorstwo zmian, jakie 
wnosiła do wcześniej 
przyjętej koncepcji świata, nie wystarczały, by uznano go za 
niegroźny. Znamy wszyscy 
z własnego doświadczenia - choćbyśmy reprezentowali dziedziny i 
środowiska jak naj-
bardziej otwarte na nowe idee - owe ograniczone umysły, które z 
zasady unikają wszel-
kiej zmiany, nawet jeŜeli w gruncie rzeczy prowadzi ona jedynie do 
przekształcenia prze-
starzałych juŜ form organizacyjnych lub ideologicznych, do jakich 
umysły te są przywią-
zane. Czy inaczej mogło to wyglądać w Zachodniej Arabii VII w., w 
społeczeństwie bar-
dzo przywiązanym do tradycji mimo wszystkich zmian, jakie dokonały 
się w jego struk-
turze, ale zmian jeszcze nie zaakceptowanych w powszechnej 
świadomości? Wiemy 
równieŜ, Ŝe emocjonalne argumenty konserwatystów, płaczliwe wezwanie 
do naśladowa-
nia obyczajów przodków, oburzenie na tych, którzy ośmielają się 
poddawać rewizji 
uznane poglądy, i przypomnienie ofiar poniesionych w obronie tych 
poglądów, jawna 
pogarda dla młodych, niekompetencja, niska pozycja społeczna 
reformatorów, wszystko 
to przeraŜająco skutecznie oddziałuje na serca i umysły nie 
przygotowanego tłumu. Poza 
tym jest bardzo prawdopodobne, iŜ młodzi nowatorzy okazywali się 
lekkomyślni, postę-
powali niezręcznie, zdarzały im się róŜne ekscesy, co wzmagało 
niepokój konserwatys-
tów.
  W Mahomecie nie było jednak nic z ekstremisty. Wśród ludzi, 
obserwujących jego po-
czynania z pełnym niepokoju zakłopotaniem, znajdowali się osobnicy 

background image

zrównowaŜeni, 
którzy bacznie przyglądali się jego zaletom i wadom oceniając je z 
punktu widzenia wyŜ-
szych sfer społeczeństwa Mekki. Dwie zasadnicze kwestie musiały 
wydawać im się mało 
zrozumiałe: jedna doktrynalna, a druga zwłaszcza praktyczna, i 
postawa ich miała zaleŜeć 
od sposobu, w jaki Mahomet wyjaśniłby te kwestie.
  Po pierwsze, jaką rolę wyznacza róŜnym bogom czczonym przez 
Kurajszytów? Bo-
gów potęŜnych? Małych, drugorzędnych bóstw? DŜinnów? I przede 
wszystkim - a było 
to najwaŜniejsze z punktu widzenia poboŜności, która niewiele sobie 
robi z niuansów teo-
logicznych - czy Mahomet powstanie przeciw ich religii? Czy ich 
sanktuaria miałyby być 
opuszczone, symbole zniszczone, składanie ofiar poniechane? CóŜ więc 
o tym myślał ta-
jemniczy Pan Mahometa?
  A jaką rolę wyznaczył sobie sam Mahomet? Wydaje się bardzo 
prawdopodobne, Ŝe je-
go przeciwnicy lepiej zdawali sobie sprawę, jak to się często zdarza, 
co kryje się za ową 
pozornie szczerą skromnością, którą na zewnątrz demonstrował. Z 
pokorą przyjął skrom-
ną rolę ostrzegającego, którą Pan mu wyznaczył. Nietrudno było jednak 
dostrzec pod tą 
pokorą - którą tak szczerze starał się w sobie rozwinąć - uzasadnioną 
dumę. A ponadto 
inteligentni politycy mogli z łatwością zrozumieć, Ŝe pozycja, jaką 
zajmował, musiała 
nieuchronnie popychać go - wbrew samemu sobie - do objęcia władzy 
najwyŜszej. Jak 
człowiek, do którego Bóg bezpośrednio przemawiał, mógłby kiedykolwiek 
podporząd-
kować się decyzjom jakiejś tam rady? CzyŜ nakazy Istoty NajwyŜszej 
mogłyby być 
kwestionowane przez arystokrację mekkańską? W społeczeństwie, w 
którym sakrum 
i profanum nie były wyraźnie oddzielone, jasne było, Ŝe w końcu 
logiczną koleją rzeczy 
dojdzie do sytuacji, kiedy sam Bóg będzie dyktował swe rozkazy za 
pośrednictwem Ma-
hometa, i to zarówno jeŜeli chodzi o problemy polityki zewnętrznej i 
wewnętrznej, jak 
o doktrynę czy religię. Czy Mahomet zdawał sobie sprawę z tej logiki 
i jak daleko po-
szedł tą drogą?