background image

Tłumaczenie: Smoky_

background image

Opis

Zwą mnie Rage. 

Moje prawdziwe imię jest jak cień, zawsze trzyma się z tyłu, ale nie jest w 

stanie mnie dogonić. 

Przemykam niezauważona, ponieważ nikt nie podejrzewa, że jestem zdolna do 

tego rodzaju przemocy, jaki dzień w dzień popełniam. 

Zobacz, jestem dziewczyną. Dziewiętnastolatką. 

I morderczynią. 

To życie jest wszystkim, co znam. To wszystko, co chcę znać. To wszystko 

trzyma w ukryciu gówno, które muszę zachować w ukryciu. To pozwala mi żyć 

i zbyt wiele nie myśleć. 

Nie rozwodzić się nad przeszłością. 

Aż do niego. 

Wszystko zmienia się, gdy zwyczajny chłopak staje się moim następnym celem. 

I moją pierwszą miłością. 

Muszę dokonać wyboru. 

Jedyne życie, jakie kiedykolwiek znałam, musi umrzeć, inaczej zginie on. 

Tak czy owak, ja będę tą, która pociągnęła za spust…

background image

Prolog

Ktoś   kiedyś   powiedział,   że   jeśli   wystarczająco   kogoś   kochasz,   powinieneś 

pozwolić mu odejść. Jeśli wróci do ciebie, to zawsze miał być twój.

To poniekąd bzdury.

Moja historia jest inna niż większość. Ja jestem inna niż większość.

Ponieważ w mojej historii, jeśli wystarczająco kogoś kochasz, powinieneś 

wpierw rzucić broń.

background image

Rozdział pierwszy

Dziesięcioletnia Hope

—   Nie   chcę   widzieć   żadnych   innych   lekarzy   —   ogłosiłam,   gdy 

przedarłam się przez drzwi ganku Cody'ego. Powiedziałam to, jakby to była 

zupełnie nowa informacja, gdy prawda była taka, że ta sama zapowiedź padała z 

moich   ust   za   każdym   razem,   kiedy   wracałam   do   domu   z   kolejnego 

bezużytecznego   spotkania   z   kolejnym   psychiatrą,   który   mnie   nie   rozumiał. 

Opadłam   na   starą   kanapkę,   która   odkąd   mogłam   sobie   tylko   przypomnieć, 

znajdowała   się   na   ganku   domu   Cody'ego.   Obserwując   luźną   nitkę   na   rogu 

poduszki, zaczęłam bezmyślnie zrywać wystrzępiający się szew. 

— Nie łapię. Myślałem, że chciałaś iść do lekarza? — zapytał Cody. 

—   Tak,   ale   chodziło   o   innego   lekarza.   Ta   wizyta   była   wczoraj,   a   ja 

chciałam  iść   tylko  dlatego,  bo  byłam  pewna,  że   mam   czwarte  stadium  raka 

mózgu   —   poinformowałam   go,   jakby   to   była   zupełnie   normalna   rzecz   do 

powiedzenia dla dziesięciolatki. — Wiesz, to ważne, by sprawdzać takie rzeczy.

Dla mnie to było normalne. 

— Powinienem pytać? — zapytał Cody, pochylając się i starając się być 

poważnym. — Więc to koniec? Mam zadzwonić po księdza? Czekaj, może w 

twoim przypadku potrzeba egzorcysty. — Zgiął się w pół, złapał za brzuch i 

śmiał się ze mnie do rozpuku. 

—   Miałam   wszystkie   symptomy   —   upierałam   się.   —   Pokażę   ci 

czasopismo medyczne mojego taty, żeby to udowodnić. 

— Okej, więc jeśli nie jesteś chora na raka…

— Przynajmniej raka mózgu — poprawiłam. — Ale nie chodzi o takich 

lekarzy. Mówię o innych. Psychiatrach. Myślę, że mam dość psychiatrów. 

background image

Cody wyglądał, jakby się nad tym zastanawiał. W końcu oczy mu się 

zaświeciły. — Więc jeśli nie chcesz już do nich chodzić, nie przewracaj swojej 

ławki, kiedy pani Carmine powie, żebyś nie dziurawiła jej swoim ołówkiem, 

albo   jeszcze   lepiej,   nie   wypychaj   znowu   Jimmy'ego   Meyersa   ze   szkolnego 

autobusu — zakończył. 

Jakby to było takie proste. 

— Jimmy pociągnął mnie za włosy — upierałam się. 

— Cóż, dobra część tego to, że zastanowi się dwa razy, zanim znowu to 

zrobi,   co   nie?   —   Cody   zawsze   widział   to,   czego   ja   zobaczyć   nie   mogłam. 

Dlatego codziennie przychodziłam do jego domu. 

Dlatego był moim najlepszym przyjacielem. 

—   Więc?   —   zapytał.   —   Mów.   Co   powiedział   ten   nowy   lekarz?   — 

Rozerwał opakowanie KitKata. Mojego ulubionego. 

Usiadł obok mnie, a jego kolano uderzyło mnie w udo. Oderwał sobie 

połowę batonika, a drugą podał mi. 

—   Dzięki   —   odpowiedziałam,   biorąc   wielki   kęs.   Przeżuwałam   i 

pozwoliłam,   by   czekolada   osiedliła   się   w   moim   organizmie,   jednocześnie 

zastanawiając jak najlepiej odpowiedzieć na pytanie Cody'ego. — Usłyszałam, 

jak lekarz powiedział moim rodzicom, że jestem… inna?

— Ba! — odpowiedział Cody, klepiąc się dłonią w czoło. Trącił mnie w 

ramię. — Prawdopodobnie to najgłupsza rzecz, bo każdy już o tym wie. 

Pokręciłam głową i zacisnęłam wargi. — Nie. Sposób w jaki powiedział 

to dr Klondike brzmiał bardziej na "dziwną". 

Cody zmarszczył nos i postukał się palcem wskazującym po brodzie. — 

Co dokładnie powiedział? Spróbuj sobie przypomnieć. 

Przygryzłam kciuk, ale w chwili, kiedy zdałam sobie sprawę, co zrobiłam, 

wyciągnęłam go z ust i usiadłam na rękach. 

Starałam się przypomnieć sobie słowa lekarza, a Cody cierpliwie czekał 

na moją odpowiedź. Nigdy mu się nie śpieszyło i nigdy mnie nie poganiał, tak 

background image

jak   robili   to   moi   rodzice   i   lekarze.   Miałam   wrażenie,   jakby   rodzice   mieli 

ograniczoną ilość czasu na rozwiązywanie moich problemów, a gdy nie udało 

im się to w wyznaczonym czasie, rezygnowali, by się przegrupować i zaczynali 

od nowa, gdy ponownie zrobiłam coś, co wzbudzało ich niepokój. 

Cody miał poziom cierpliwości, do którego nigdy nie mogłam dosięgnąć, 

ale na moje szczęście, mój najlepszy przyjaciel posiadał jej tyle, że starczyło dla 

nas dwojga. 

W końcu sobie przypomniałam. — Powiedział, że jestem odmienna, bo 

jestem emocjonalnie niewartościowa i odłączona od większości ludzi, czy — 

machnęłam ręką w powietrzu — coś w tym kierunku. — Uszczypnęłam się w 

grzbiet nosa, żeby przypomnieć sobie więcej, ale byłam już u tylu lekarzy, że 

wszystko zaczęło się mieszać. — Acha! — Uniosłam do góry palec. — Mogły 

być   też   użyte   słowa   "emocjonalnie   opróżniona".   —   Wzięłam   kolejny   kęs 

batonika i odchyliłam się do tyłu na kanapce, patrząc na wentylator ze złamaną 

łopatką, która drgała, bo utknęła w wolno i piskliwie obracającym się kole. 

Kolejny   tydzień.   Kolejny   lekarz.   Kolejna   niewygodna   rozmowa   z 

zupełnie   obcą   osobą.   Kolejny   wyraz   niepokoju   i   strachu   w   oczach   moich 

rodziców, gdy mówili, że coś było ze mną nie w porządku i nie wiedzieli, co 

było tego przyczyną, więc nie mogli mnie wyleczyć. 

Cody pokręcił głową i powiedział z pełnymi ustami: — Obojętna. 

— Co?

Przełknął. — Myślę, że powiedział, że jesteś obojętna. Nie inna. 

— Co to w ogóle znaczy? — zapytałam, podciągając nogi do piersi. Cody 

był tylko o rok ode mnie starszy, ale czasami czułam się, jakby to było sto lat. 

Posiadanie   wszechwiedzącego   najlepszego   przyjaciela   nie   było   fajne, 

zwłaszcza, kiedy chciał wyjaśnić mi role recyklingu, za każdym razem,  gdy 

przejeżdżała Zielona Ciężarówka

1

, albo rysował mi schemat cyklów wodnych, 

1

 Green Truck to w Stanach prywatny zakład recyklingowy. 

background image

gdy nadeszła burza. Jednak, kiedy chodziło o mój zwichrowany mózg, mądrość 

Cody'ego przydawała się.

Skończył   swoją   połówkę   KitKata,   a   papierek   zwinął   w   kulkę   i   rzucił 

przez ganek do śmietnika, jakby trafiał piłką do koszykówki w obręcz. Chybił 

na   tysiąc   mil.   Kulka   odbiła   się   od   ściany   i   poleciała   na   drugi   koniec 

pomieszczenia. 

Cody był do niczego w koszykówce. O wiele lepiej szedł mu baseball. 

— Oznacza to, że nie czujesz rzeczy, które czują inni ludzie. Na przykład, 

pamiętasz,   kiedy   oglądaliśmy   ten   film,   który   twoi   rodzice   zabronili   nam 

oglądać? Ten, w którym na końcu kobieta zostaje przejechana przez pociąg?

— Tak — odpowiedziałam. Przypomniałam sobie, jak kombinowaliśmy, 

żeby ominąć blokadę rodzicielską. Kiedy film się kończył, Cody odwrócił się 

ode mnie, ale było za późno. Zobaczyłam, jak płakał. Kobieta została uderzona 

przez pociąg, zaraz po tym, jak powiedziała, że nie miała raka. Potem umarła. I 

takie było zakończenie. — Oni nawet nie pokazali najfajniejszej części, kiedy 

rzeczywiście   została   przejechana.   Pokazali   tylko   samochód   i   jej   kapelusz 

unoszący się w powietrzu. 

Cody spojrzał na mnie, jakbym właśnie potwierdziła jego punkt widzenia. 

— Może to był po prostu głupi film i tylko ja zrozumiałam, jak głupi on 

naprawdę był — powiedziałam, kręcąc się na kanapce.  

— Dobra, może to nie jest najlepszy przykład, ale po prostu staram ci się 

wyjaśnić, co mieli na myśli psychiatrzy — odpowiedział Cody, klepiąc mnie po 

czubku głowy. — Ale jeśli chodzi o mnie — pokręcił powoli głową — myślę, 

że schrzanili. 

Usiadłam prosto. — Czemu tak mówisz? — Mogłam być obojętna, jeśli 

chodziło  o  smutek,  ale   gniew  zawsze  był  żywy  i  miał  się   dobrze,   a  przede 

wszystkim aż mnie świerzbiło, żeby go uwolnić. Napotkałam złotobrązowe oczy 

Cody'ego, a on przesłał mi megaszeroki uśmiech odsłaniający zęby. 

background image

Cody był jedyną osobą, która potrafiła uspokoić mój gniew, odkąd się 

rozpoczął.   Nie   umieli   tego   ani   moi   rodzice,   ani   psychiatrzy,   ani   doradcy   w 

szkole. Żadnemu z nich nie udało się to, co mógł sprawić jeden głupkowaty 

uśmiech Cody'ego. 

— Idiota — powiedziałam, rzucając w niego poduszką. 

Uchylił się. — Schrzanili ze skurczeniem ci głowy

2

. — Zrobił przesadny 

ruch ramionami, wyciągając je daleko od siebie, jakby czubkami palców starał 

się   dotknąć   przeciwległych   ścian.   —   Bo   jest   tak   gigantyczna   jak   nigdy!   — 

Zmierzwił   mi   włosy   ręką,  przez   co  mój   kucyk  rozwalił   się   i  kurtyna  blond 

włosów wpadła mi do oczu. 

Cody wybuchnął przypływem niekontrolowanego śmiechu. Jego ciemne 

włosy, prawie tak długie jak moje, również zasłoniły mu twarz, kiedy chwycił 

się za brzuch i zjechał z kanapki, śmiejąc się histerycznie, dopóki nie potoczył 

się w prawo na drzwi, ocierając ramię na postrzępionym kawałku aluminium. — 

Cholera — syknął przez zęby. Uniósł się na łokciu i wyciągnął rękę do góry, 

aby   sprawdzić   uszkodzenia.   Stróżka  jasnoczerwonej  krwi  kapała  z  rany  pod 

rękawem koszulki i spływała w dół do gniecenia łokcia. 

Zerwałam się i uklękłam obok niego, unosząc jego łokieć wyżej, żeby 

zobaczyć zdrapanie. — Wszystko w porządku? — zapytałam. 

Cody spojrzał na mnie i odgarnął włosy, które wpadały mu do oczu. 

—   Tak,   nic   mi   się   nie   stało   —   odpowiedział,   wstając   z   podłogi. 

Wyciągnął ręce i pociągnął mnie za sobą. — To tylko małe skaleczenie. 

Cody i ja zawsze byliśmy tego samego wzrostu, do ubiegłego roku, kiedy 

zaczął rosnąć jak na drożdżach. Wyglądało na to, że nawet nie zdawałam sobie 

sprawy, jak wysoki się robił, dopóki nie musiałam wygiąć głowy do tyłu, żeby 

spojrzeć mu w oczy. Jego czoło było zmarszczone, jakby poczuł brzydki zapach. 

2

 Teraz pewnie zastanawiacie się o co tu chodzi. A chodzi o to, że psychiatra potocznie po angielsku to shrink, 

co może oznaczać też kurczenie się. 

background image

— Co? — zapytałam, robiąc krok do tyłu, w przypadku, gdybym to była 

ja. Może dodatkowa cebula na moim superdługim hot-dogu na obiad to nie był 

dobry pomysł. 

— Mogę cię o coś zapytać? — zapytał, co było głupie, ponieważ było to 

pytanie jak każde inne. 

Spojrzałam na niego w sposób, który przekazywał tę myśl, zacisnęłam 

usta i przewróciłam oczami. 

Cody machnął na mnie ręką. — Dobra, więc, co poczułaś, kiedy wstałaś z 

kanapy i podeszłaś do mnie?

—   Nie   rozumiem   —   powiedziałam   i   teraz   była   moja   kolej,   żeby 

zmarszczyć czoło. 

Skinął na swoje ramię, a potem na zadrapanie, gdzie zaczął już zasychać 

pęcherzyk krwi. 

— Kiedy się skaleczyłem, podeszłaś tu, żeby zobaczyć, czy coś mi się 

stało. O czym myślałaś, gdy to robiłaś?

Wzruszyłam ramionami. — Nie wiem. Chyba chciałam tylko zobaczyć 

krew i upewnić się, że wszystko w porządku — odpowiedziałam, zastanawiając 

się, dokąd to wszystko prowadziło. 

— Widzisz?  — Powiedział Cody, jakby chciał udowodnić swój punkt 

widzenia, którego ja wciąż nie rozumiałam. 

— Co mam widzieć? — zapytałam, gryząc wnętrze policzka. 

Cody zamachał rękami w powietrzu, jakby odpowiedź była oczywista, ale 

ja wciąż jej nie znałam. 

—   Ba!   Nie   ma   mowy,   żebyś   była   tak   obojętna,   jak   powiedział   ten 

szarlatan. Nie ma mowy, że nie posiadasz żadnych uczuć. Bo gdyby tak było, 

nie obchodziłoby cię, czy zrobiłem sobie krzywdę, prawda? Ludzie, którzy nie 

dbają   o   innych,   lub   którzy   nie   mają   uczuć,   nie   upewniają   się,   czy   z   ich 

przyjacielem jest wszystko w porządku. Więc masz już odpowiedź. Ten doktor 

jest idiotą, a my możemy wrócić do gier video. 

background image

Cody nie do końca miał rację, ale nie kłopotałam się przypominaniem mu, 

że oprócz moich rodziców, reagowałam w ten sposób tylko na niego. Przecież 

musiało się liczyć to, że spośród wszystkich ludzi na świecie, troszczyłam się 

tylko o tę trójkę. 

Tydzień   wcześniej,   nasz   starszy   sąsiad   spadł   z   roweru   przed   naszym 

domem. Z fascynacją patrzyłam przez okno w salonie, jak zmagał się ze swoją 

wyraźnie   złamaną   nogą,   dopóki   nie   zatrzymał   się   jakiś   samochód,   żeby   mu 

pomóc. 

Mi osobiście nawet nie przyszło do głowy, żeby mu pomóc. Ani razu. 

Ta myśl, pomysł,  że byłam uszkodzona, wywołał gniew rosnący w moim 

wnętrzu,   a   ten   gniew   spowodował,   że   zawartość   kredensu   mojej   mamy 

wylądowała na podłodze. 

— Musisz  pamiętać,  że jesteś inna, nie zepsuta. My tylko jedynie cię 

odrobinę naprawimy. Rób tak, aby inni nie widzieli w tobie tej odmienności. — 

Puścił mi oko, coś, co często robił w ciągu kilku ostatnich miesięcy. Ilekroć 

próbowałam odwzajemnić się tym samym, mrugałam tylko kilka razy, bo nie 

potrafiłam zamknąć tylko jednego oka w tym samym czasie. 

Cody   podszedł   do   telewizora   i   zaczął   instalować   dwa   kontrolery   do 

systemu gier. 

— Mamy  jakiś początek, prawda? Troszczysz się o mnie,  więc to, co 

powiedział lekarz nie jest prawdą. Powiedziałbym, że to wystarczający postęp 

na dzisiaj. 

— Pewnie — zgodziłam się, siadając po turecku przed kanapą. 

— Nie możesz się tak bardzo przejmować tym, co jest normalne, a co nie 

— powiedział Cody. Chciałabym, żeby to było takie proste, ale moi rodzice byli 

zdeterminowani,   by   mnie   wyleczyć.   Niekiedy   czułam   się   bardziej   jak 

eksperyment pod mikroskopem, a nie ich dziecko. 

background image

Wiedziałam, że nie byłam normalna i doktor nie musiał mi o tym mówić. 

Natomiast moi rodzice nie musieli wydawać ani dolara, by poinformował ich o 

tym specjalista. 

—   Ale   moi   rodzice   martwią   się   o   mnie.   Dlatego   zabierają   mnie   do 

każdego psychiatry stąd do Gruzji, aby dowiedzieć się, co jest ze mną nie tak. 

— Ale zabierają cię do niech tylko z powodu złości, prawda? — zapytał 

Cody. — Nie chodzi o inne rzeczy. Wieczne zamartwianie się, że jesteś chora, 

bakterie, brak snu, to nie dlatego zabierają cię do lekarza. Chodzicie do nich, 

kiedy robisz się naprawdę wściekła. — Skinęłam głową, dobrze wiedząc, że to 

mój gniew i to, co robiłam, gdy miałam "epizod" spędzało im sen z powiek. 

Cody skończył instalować kontrolery i podał mi jeden. Włączył konsolę 

do gier i mały  ekran telewizora ożył w jasnych, animowanych kolorach. — 

Więc myślę, że odpowiedź jest prosta. 

— Tak? — zapytałam. — Jaka odpowiedź. 

Spojrzenie Cody'ego skupiło się na małym zielonym ludziku. Jego język 

wysunął się z jednej strony ust, gdy Cody koncentrował się. Jego łokieć o cal 

minął moją twarz, gdy dramatyczni manewrował kontrolerem w powietrzu. — 

Hm. Nauczę cię, jak udawać. 

— Udawać? — zapytałam. — Co udawać?

— Wszystko. Emocje. Po pierwsze, gdy poczujesz, że musisz uwolnić 

furię, że dławisz się własnym gniewem, znajdziemy sposób, żebyś to zrobiła, ale 

z   dala   od   twoich   rodziców.   Cokolwiek   będziesz   robić,   nie   pozwól,   by   to 

zobaczyli. Co z oczu, to z serca. 

To mogło zadziałać. 

Sugestia Cody'ego była trudna do zrealizowania, ale nie tak do końca 

niemożliwa. 

—   Okej,   doktorze   Delacroix.   Co   z   innymi   rzeczami?   —   zapytałam 

zaciekawiona tym, co jeszcze miał na myśli. 

background image

Ludzik Cody'ego podskoczył w powietrzu i chwycił się za gardło, kiedy 

stracił   życie.   Rozbrzmiała   smutna   muzyka,   gdy   spadł   na   dół   ekranu.   Zaraz 

potem ożył mój różowy ludzik i zastąpił go. 

Nie   miałam   już   ochoty   grać.   Położyłam   kontroler   na   podłodze   i 

odwróciłam się przodem do Cody'ego, a on zrobił to samo. 

— Co z obojętnością?

— To też możesz udawać — odpowiedział z o wiele większą pewnością 

siebie, niż ja czułam. 

— Jak? — zapytałam. 

— Nauczę cię — odparł, biorąc mnie za rękę. — Kiedy w filmie umiera 

pies, jesteś smutna i robisz taką minę. — Cody skrzywił się dramatycznie, co 

doprowadziło mnie do śmiechu. 

— A gdy na końcu rycerz ratuje księżniczkę, jesteś szczęśliwa i robisz 

taką minę. — Wyszczerzył się i zatrzepotał rzęsami, jakby sam był księżniczką. 

— Jesteś głupi — powiedziałam, żartobliwie uderzając ją w ramię. 

— To prawda — przyznał. — Ale jestem też poważny. Nauczę cię, jak 

udawać. Możemy  to zrobić. — Uścisk jego ręki wzmógł się. Spojrzałam na 

niego,   a   jego   uśmiech   wyprostował   się   do   prostej   kreski.   —   Będziemy 

prowadzić   listę   wszystkich   rzeczy   które   pomogą   i   skreślać   te,   które   nie 

zadziałają. Będziesz ją nosić przy sobie i za każdym razem, kiedy coś namiesza 

ci w głowie, wszystko, co będziesz musiała zrobić to odczytać listę. — Cody był 

naprawdę poważny. — Razem nam się uda — obiecał. — Zawsze. 

— Razem — powtórzyłam, ale tylko z malutką częścią jego pewności 

siebie. 

—  Dobrze.   Cieszę   się,   że   to   załatwiliśmy.   —   Złapał   swój   kontroler  i 

kciukami zaczął naciskać przyciski. 

— Ale co z…? — zapytałam, pół zdanie wyszło jako szept. 

Jego   kciuki   zawisły   nad   kontrolerem.   Dokładnie   wiedział,   o   co   mi 

chodziło, bez konieczności dokończenia pytania. — Tylko dlatego, że chcesz 

background image

coś zrobić, nie oznacza że powinnaś to zrobić — powiedział, powtarzając to 

samo   zdanie,   co   zawsze,   gdy   rozmawialiśmy   na   ten   temat.   —   Czy   to   się 

pogarsza?

Kiwnęłam głową. Wpatrywał się w telewizor, mój różowy ludzik zawisł 

w   połowie   skoku.   Cody   mocno   zacisnął   oczy   i   westchnął.   Po   kolejnym 

przyciśnięciu przycisku, zaczął grać na nowo, jakby nic się nie stało. Wszystkie 

znaki niepokoju zniknęły. Nie patrząc na mnie,  odpowiedział: — Z tym też 

sobie poradzimy. Obiecaj mi tylko, że nikomu nie powiesz. SZCZEGÓLNIE 

swoim   rodzicom.   —   W   końcu   spojrzał   na   mnie,   kiedy   mój   różowy   ludzik 

skończył jak jego zielony. — Mówię serio. Jeśli twoi rodzice, albo ktokolwiek 

inny dowie się o tym, nie pomoże ci już żaden psychiatra… oni cię zamkną. 

— Wiem — odpowiedziałam. Google powiedział mi to samo.

Cody wyciągnął rękę, splatając swoje palce z moimi. Ulga spłynęła na 

mnie  kojąco, jak aloes na oparzenie słoneczne. — Tak długo, jak cię mam, 

będzie dobrze — powiedziałam.

Cody kiwnął głową. — Obiecuję, że nie pozwolę, żeby cię zabrali, ale ty 

musisz obiecać, że nikt poza mną nie będzie o tym wiedział. — Ścisnął moją 

rękę. — Musisz obiecać. Powiedz to. 

— Tylko ty — zgodziłam się. — Obiecuję. — Myśl o zabraniu mnie nie 

przeszkadzała mi tak bardzo jak fakt, że straciłabym Cody'ego. 

— Razem —   powiedział ponownie z kolejnym uściskiem ręki. Błysnął 

jednym   ze   swoich   superbohaterskich   uśmiechów   zanim   znowu   chwycił 

kontroler i wrócił do gry. 

Nie   wiedziałam,   czym   była   miłość,   ale   sądziłam,   że   to   co   czułam   do 

Cody'ego było najbardziej zbliżonym do miłości uczuciem, na jakie było mnie 

stać. Wiedziałam na pewno, że nie miałam zamiaru go zawieść. 

Może gdybym naprawdę dobrze nauczyła się udawać, zmartwione twarze 

rodziców w końcu zmienią się w szczęśliwe miny na zdjęciach, które wiszą w 

korytarzu. 

background image

Zdjęć z czasów, zanim się urodziłam. 

Mama i tato odłożyli własne życia na bok, aby pomóc swojej sprawiającej 

kłopoty córce. Spotkania z lekarzami, bezsenne noce z zamartwiania się o mnie, 

porozumiewawcze spojrzenia nad stołem, gdy myśleli, że nie widziałam. Ale 

widziałam. 

Zawsze. 

Były to powody wraz z setkami innych, dlaczego nie mogli dowiedzieć 

się prawdy. 

Nie chciałam myśleć, co by zrobili, gdyby dowiedzieli się, że ich jedyna 

córka… pragnęła zabijać.