background image

Roman Dmowski
  
  

Kościół, Naród i Państwo

Kościół, Naród i Państwo

  

I.  WOLNOMULARSTWO W WALCE Z KOŚCIOŁEM I RELIGIĄ

 
 
Zagadnienie roli Kościoła w życiu państw i ludów przybierało rozmaitą, czasami 

bardzo ostrą postać w różnych okresach dziejów średniowiecznych i nowożytnych. W 
najtrudniejszą wszakże i najniebezpieczniejszą fazę weszło ono, zaczynając od wieku 
XVIII, kiedy, postawiono znak zapytania nad rolą nie już Kościoła, ale religii w życiu 
jednostki, rodziny i narodu.

 
Okres dziejów, który się rozpoczął w wieku XVIII, a dziś dobiega swego końca, 

postawił sobie za zadanie uczynić celem wszystkich zabiegów i wysiłków ludzkich 
jednostkę i jej szczęście, ma się rozumieć, na ziemi; to szczęście zaś pojął, jako 
możliwie największą sumę przyjemności. Zapanowało dążenie do zdobycia dla 
jednostki jak największych praw przy jak najmniejszych obowiązkach, do możliwego 
usunięcia z jej drogi wszystkiego, co ją krępuje w używaniu życia. Najsilniejszy w tym 
względzie hamulec widziano, nie bez słuszności zresztą, w religii, i zniszczenie tego 
hamulca stało się jednym z głównych celów wieku XIX. Zjawisko walki z religią w tym 
okresie jest wcale skomplikowane i ma różne strony, zasługujące na bliższy rozbiór 
tam, ma się rozumieć, gdzie jest na to miejsce; istota wszakże jego tkwi w dążeniu do 
uwolnienia jednostki ludzkiej od więzów, krępujących jej swobodę, przeszkadzających 
jej żyć pełnym, jak rozumiano, życiem.

 
Nie zmienia prawdziwości tego twierdzenia fakt konfliktu między religią a nauką, 

konfliktu, który w tej walce ogromną rolę odegra, a którego ostrość wynikała z jednej 
strony ze zbytnich nadziei, pokładanych na naukę, z oczekiwania, że rozstrzygnie ona 
człowiekowi wszystkie zagadki bytu, z drugiej zaś - z mylnego pojmowania przez 
wielu obrońców religii ich zadań, z wkraczania ich w dziedzinę dostępną dla umysłu 
ludzkiego, dla badań naukowych, i przeciwstawiania tradycji religijnej nie doktrynom i 
,lekkomyślnym teoriom, ale utrzymującym najsurowszą krytykę wynikom badań.

 
I tu chodziło o wyzwolenie z wszelkich więzów jednostki, jej umysłu, i nie tylko 

umysłu, bo zdobywano dla niej swobodę nie tylko w pojmowaniu wszelkich zagadnień, 
ale i w szerzeniu swych poglądów, bez względu na ich wartość umysłową i moralną. 
Mamy dziś półtora wieku doświadczenia, które nam ten ostatni okres dziejów 
przyniósł, widzimy czekające na gruntowną ocenę wyniki jego dążeń, ci wreszcie z 
pośród nas, którzy starają się i umieją jako tako myśleć, mają przed swymi oczami w 

1

background image

sprawach religii i Kościoła zagadnienia, które dla ojców naszych z przed kilku pokoleń 
wcale nie istniały.

 
Do rozwiązania tych zagadnień trzeba przystąpić, przystąpić tak, jak to dzisiejsza 

doba nakazuje, opierając się na pogłębionym przez badania naukowe rozumieniu 
dziejów i na całym, o ile to możliwe, zapasie doświadczenia ostatnich czasów. Jest to 
wielkie zadanie i wielka a różnostronna praca, do której wykonania wiele potrzeba sił 
ludzkich i wiele czasu.

 
Nie zawsze istota danego w dziedzinie społecznej zjawiska pozostaje w ścisłym 

związku z jego głównym źródłem. Gdy idzie o źródła walki z religią, trwającej od 
połowy XVIII wieku po dni dzisiejsze, to mogą one być tylko wówczas w pełni 
wyjaśnione, gdy dostatecznie ścisłe badania należycie wyjaśnią charakter i rolę 
organizacji wolnomularskiej. Bo gdy wielu rzeczy o działaniach masonerii nie wiemy, 
gdy o wielu wnioskujemy - drogą zestawienia faktów - z całą pewnością, nie 
posiadamy wszakże na poparcie naszych wniosków dowodów, zdolnych przekonać 
najciemniejszych nawet ludzi, to kierownictwo lóż wolnomularskich w walce z religią 
jest dowiedzione przez ogłoszone w różnych krajach, głównie we Francji, oficjalne 
tychże lóż dokumenty.

 
Walka przeciw religii w skrajnej, brutalnej postaci rozwinęła się właściwie tylko w 

krajach katolickich. Dokumenty też, o których mowa, odnoszą się na ogół do nich i 
wychodzą z odłamu masonerii, zwanego Wielkim Wschodem, a będącego kreacją 
francuską i rozpowszechnionego głównie w krajach łacińskich. Jest to walka zwrócona 
bezpośrednio przeciw Kościołowi Rzymskiemu i, jako taka, jest ona niejako dalszym 
ciągiem Reformacji. Wielki Wschód stanowi tylko odłam powszechnego 
wolnomularstwa, którego główny związek, istniejący na podstawach, ustalonych w 
Anglii w początku XVIII wieku, działa we wszystkich krajach, ale szczególnie jest 
potężny w protestanckich, z Anglią i Ameryką na czele. Jak świadczą fakty, nie 
poszedł on na walkę z kościołami i sektami protestanckimi, ale działa wewnątrz nich 
przez duchowieństwo protestanckie znajdujące się w ogromnej liczbie w jego 
szeregach, działa z takim skutkiem, że dziś społeczeństwa protestanckie znakomicie 
górują swą bezreligijnością nad katolickimi. Górują w dwóch kierunkach: liczbą ludzi, 
nie uznających potrzeby religii w ogóle, i samym charakterem wyznań protestanckich, 
które tracą szybko resztki ducha religijnego i stają się bezduszną formą. Fakty 
również świadczą, że loże tego związku, działające w krajach katolickich, usiłują 
często stosować względem religii te same metody postępowania, co w protestanckich, 
to znaczy nie wypowiadać Kościołowi walki otwartej, jeno oddziaływać nań od 
wewnątrz, uzyskiwać wpływ na społeczność katolicką, na duchowieństwo i nawet na 
wyższą hierarchię kościelną.

 
Nie trzeba zapominać, że wschodnie kościoły chrześcijańskie na ogół nie miały dość 

silnej organizacji, pozwalającej im na istnienie niezależne od państwa, że 

2

background image

najpotężniejsze w ostatnich czasach państwo chrześcijańskie na Wschodzie, Rosja, 
uczyniła kościół departamentem machiny państwowej i narzędziem w rękach rządu; 
że jednym z głównych dzieł Reformacji na Zachodzie było upaństwowienie religii, 
ścisłe uzależnienie Kościoła od władzy państwowej; że jedyną potężną organizacją 
chrystianizmu, niezależną w swej istocie od władz świeckich i od polityki państw, jest 
Kościół Rzymskokatolicki. Zrozumiałą tedy jest rzeczą, że ten Kościół stał się 
głównym celem ataków masonerii: raz jako potężna organizacja, stojąca na drodze 
tym, którzy dążą do niepodzielnego panowania w świecie; po wtóre, jako instytucja 
niezależna, jedynie zdolna - o ile, ma się rozumieć, jej kierownicy pozostają wierni jej 
zasadom - do organizowania życia religijnego ludów bez ingerencji podkopujących 
podstawy religii i rozkładających jej ducha interesów polityki świeckiej, nie mającej 
często ze sprawami religii nic wspólnego.

 
Wynikiem walki przeciw religii, ataków na nią od zewnątrz, jak to się przeważnie 

działo w krajach katolickich, i rozkładania jej na wewnątrz, jak w krajach 
protestanckich, było odpadanie od Kościoła lub przynajmniej zobojętnienie religijne 
coraz liczniejszych jednostek, z początku głównie w warstwie inteligentnej, później, na 
skutek propagandy socjalistycznej, wśród robotników przemysłowych, wreszcie nawet 
wśród ludności wiejskiej, co zwłaszcza we Francji przybrało szerokie rozmiary.

 
Zrazu ruch przeciwreligijny ogarniał prawie wyłącznie mężczyzn: kobiety, jako na 

ogół konserwatywniejsze, mało mu ulegały. Często najzajadlejsi wrogowie religii mieli 
żony, odznaczające się wielką gorliwością religijną i religijnie wychowujące dzieci. 
Były więc liczne jednostki, stojące poza religijnym życiem, ale rodziny pozostawały 
religijnymi. Z czasem wszakże wpływy wrogie religii zaczęły oddziaływać i na kobiety. 
Zaczęła rosnąć liczba kobiet religijnie obojętnych lub nawet wypierających się religii, a 
tym samym mnożyły się rodziny, wychowujące dzieci bez religii, lub w formalnym 
tylko, bezdusznym do niej stosunku.

 
W ostatnich dziesięcioleciach na czoło życia naszej cywilizacji wysunęły się 

społeczeństwa protestanckie, mianowicie anglosaskie. Spychając Francję na plan 
drugi, Anglia i Ameryka, coraz mniej pierwsza, a coraz więcej druga, zaczęły nadawać 
ton światu. Jak dawniej Francja, tak one dziś szerzą wśród innych społeczeństw 
swoje zasady, swój stosunek do zagadnień życia, swoje metody w zmaganiu się z 
nimi, swoje upodobania i rozrywki, swój wreszcie typ zepsucia. Odbywa się to bądź 
przez proste wywoływanie naśladownictwa, które zawsze zjawia się tam, gdzie ktoś 
imponuje innym, bądź przez planową, zorganizowaną i znacznymi środkami 
pieniężnymi zasilaną propagandę. Przejawy ostatniej widzimy i w naszym kraju, do 
którego po wojnie światowej zjechali różnego rodzaju misjonarze, głównie z za 
Oceanu.

 
Szerzy się skutkiem tego w świecie anglo-saski stosunek do religii, polegający na 

nie wypowiadaniu jej otwartej walki, jeno na coraz zupełniejszym jej ignorowaniu, w 

3

background image

pewnych zaś odłamach dążący bądź do zastąpienia jej bladą, nieudolną filozofią, 
bądź do rozluźnienia jej takiego, żeby w niej mogli zejść się razem ludzie wszystkich 
wyznań chrześcijańskich, a nawet i żydowskiego, bądź wreszcie szukający od niej 
ucieczki w teozofii i okultyzmie.

 
Nawiasem tu wtrącimy, że - jak sądzić należą z publikacji wolnomularskich, na 

użytek członków lóż wydawanych - akcja przeciw religii, prowadzona w zeszłym 
stuleciu w imię nauki, wcale nie miała na celna oddania pod władzę nauki umysłów 
ludzkich. Publikacje te mówią o "tajemnicach", które masoneria posiada dla 
inicjowanych, mówią tak, iż widoczne jest, że tu idzie o zastąpienie jednej religii przez 
inną, religii chrześcijańskiej przez religię wolnomularstwa. Tym się tłumaczy fakt, że w 
najnowszej dobie często spotykamy się z szerzeniem przez sfery wolnomularskie 
nieufności do nauki, z popieraniem natomiast okultyzmu w rozmaitych jego 
postaciach.

 
Trzeba stwierdzić, że najnowszym w krajach katolickich zjawiskiem, zaczynając od 

Francji, a kończąc na Polsce, jest zwrot ku religii - znamię rozpoczynającego się 
nowego okresu w dziejach Europy. Zwrot ten występuje wśród żywiołów, które zawsze 
idą w pierwszym szeregu pochodu myśli, od których rozpoczynają się przeobrażenia 
duchowe epoki, mianowicie wśród młodszego pokolenia warstw oświeconych. 
Natomiast wśród żywiołów bardziej konserwatywnych, ciągnących się zawsze w 
ogonie ducha czasu, niereligijność w dalszym ciągu postępuje. Obojętność religijna 
szerzy się we wszystkich krajach naszej cywilizacji wśród warstw ludowych, miejskich 
i wiejskich, wreszcie wśród kobiet.

 
Wszystkie te fakty mają pierwszorzędne znaczenie dla bliższej i dalszej przyszłości 

narodów.

 
Znaczenie to tkwi przede wszystkim w głęboko sięgającym wpływie, jaki posiadanie 

religii lub bezreligijność wywiera na duchowy ustrój jednostek ludzkich, na ich wartość 
moralną.

 
Słyszeliśmy często w ubiegłym stuleciu i słyszymy nieraz dzisiaj, iż człowiek, 

zwłaszcza na pewnym poziomie inteligencji, nie potrzebuje religii do tego, żeby być 
moralnym. Potwierdzały to zdanie nawet niezaprzeczone fakty. Iluż to widzieliśmy i 
widzimy ludzi, wyzwolonych z pod wpływu religii, a nawet prowadzących przeciw niej 
zaciętą walkę, którzy w życiu osobistym i publicznym zachowują się równie uczciwie, 
jak ludzie przyznający się do religii i praktykujący; ilu z pośród nich dawało nawet 
innym przykład moralnego postępowania... Fakty te wprowadzały często w kłopot 
obrońców religii jako podstawy moralności. Robili też oni nieraz ustępstwo, zgadzając 
się, że bez religii może się obyć człowiek bardzo inteligentny, ale że jest ona 
koniecznie potrzebna szerokim masom.

 

4

background image

Trzeba to wszakże wziąć pod uwagę, że w pierwszej połowie okresu walki z religią 

ludzie niereligijni, zjawiający się na widowni życia, byli prawie zawsze synami rodzin 
katolickich lub protestanckich, wychowanymi w duchu swej religii; dopiero pod 
wpływami, pochodzącymi z poza rodziny, tracili wiarę i stawali się często wrogami 
religii. Dopiero później, w miarę mnożenia się ludzi bezreligijnych, a zwłaszcza w 
miarę upadku religijności wśród kobiet, powstawały coraz liczniejsze rodziny 
bezwyznaniowe, bądź formalnie, bądź faktycznie, przy formalnym należeniu do tego 
czy innego wyznania. Dopiero też w drugiej połowie ostatniego okresu mamy do 
czynienia z większą liczbą ludzi, wychowanych już bez religii.

 
Niema dotychczas w piśmiennictwie europejskim metodycznego studium 

psychologicznego i etycznego nad tą częścią dzisiejszego pokolenia, nad tym nowym 
produktem naszej cywilizacji. My wszakże, politycy, którzy, o ile pragniemy coś 
stworzyć, budujemy na duszy ludzkiej, na jej właściwościach moralnych, na sposobie 
czucia i myślenia naszych rodaków, zmuszeni jesteśmy patrzeć w głębię duchową 
współczesnych nam pokoleń i formować sobie poglądy na ich wartość; wprawdzie nie 
drogą metodycznych badań, ale jednak na podstawie dużej czasami ilości 
spostrzeżeń.

 
Otóż, o ile moje i nie tylko moje spostrzeżenia sięgają, ci ludzie dzisiejszego 

pokolenia, których wychowano bez religii lub też w formalnym tylko do niej stosunku, 
przedstawiają formację moralną całkiem nową, odcinającą ich wyraźnie od reszty 
społeczeństwa. Spotykamy wśród nich pojedyncze przykłady nawrócenia i wyjątkowej 
gorliwości religijnej; częściej widzimy cynizm zupełny, wyzucie z wszelkiej moralności, 
uderzające zwłaszcza u synów ludzi wybitnych, którzy, będąc obojętnymi religijnie lub 
nawet wrogami religii, żyli uczciwie i pracowali z wielkim nieraz zapałem i 
poświęceniem dla swej idei; czasami spostrzegamy wśród nich dziwaków, 
niezdolnych do zrozumienia życia i znalezienia sobie w nim miejsca; na ogół wszakże 
są to mniej lub więcej poprawni materialiści, wlokący się przez życie bez wyraźnego 
celu, bez gwiazdy przewodniej. Wszystkich znamionuje wybitne kalectwo moralne; 
polegające na braku wszelkiego zapału, zdolności do mocnej wiary w cokolwiek, do 
poświęcenia czegokolwiek ze swego egoizmu, wreszcie na braku zdolności 
uwielbienia, którą jeden mądry pisarz nazwał najwyższą zdolnością człowieka. Są to 
chodzące po ziemi trupy...

 
Ci wybitni ateusze, którzy świecili nieraz wielkimi zaletami moralnymi, to byli 

wychowani religijnie synowie rodzin katolickich. Ich zalety byty wynikiem wychowania 
katolickiego: wdrożyło ich ono w katolicki stosunek do życia, który im pozostał, 
jakkolwiek z wiarą zerwali. I dlatego, że zerwali, nie byli zdolni przekazać tego 
stosunku swym synom, zwłaszcza, jeżeli matka w swej bezreligijności poszła w ślad 
za ojcem.

 

5

background image

Jednym z najbardziej uderzających wyrazów ogłupienia myśli europejskiej, a jeszcze 

bardziej amerykańskiej, przez doktrynerstwo wolnomularskie jest wcale 
rozpowszechnione dziś przekonanie, że najpewniejszą podstawą moralności 
człowieka są takie czy inne zasady oderwane, które mu się tym czy innym sposobem 
narzuci. Zarazili się tym przekonaniem od masonów nawet niektórzy, i to myślący 
katolicy.

 
Tymczasem, tylko wyjątkowe charaktery zdolne są kierować się w swym 

postępowaniu nabytymi w swym indywidualnym życiu zasadami, czy to religijnymi, czy 
jakimikolwiek innymi. O postępowaniu przeciętnego człowieka decyduje jego natura, 
jego instynkty moralne, nabyte przez pokolenia, pod wpływem, pod przymusem, 
powiedzmy, instytucji, w których te pokolenia żyły, to wreszcie, do czego go od 
przyjścia na świat przez wychowanie wdrożono. Na tej prawdzie opierali się zawsze 
twórcy w dziedzinie politycznej i cywilizacyjnej; z nią się też liczył Kościół w swym 
wielkim dziele wychowania ludów.

 
Niema też niebezpieczniejszego niszczycielstwa, jak rozkładanie wytworzonych 

przez pokolenia instynktów moralnych, czyniących człowieka lepszym, zdolniejszym 
do współżycia z bliźnimi, i stanowiących podstawę bytu społecznego.

 
Wielkim wychowawcą tych instynktów moralnych w ludach europejskich był Kościół 

Rzymski, kształtujący przez pokolenia duszę dzisiejszego człowieka: oderwanie tej 
duszy od gruntu, który on w niej położył, czyni ją liściem, zerwanym z drzewa, oddaje 
ją na łaskę przychodzących to z tej, to z innej strony powiewów, które ją w końcu 
wpędzają w jakąś kałużę. Synowie społeczeństw katolickich, oderwani przez 
wychowanie od katolickiego gruntu, to są "les deracines", skazani na uschnięcie, a w 
końcu końców na zgnicie.

 
 
 
II. NARODY KATOLICKIE I PROTESTANCKIE
 
 
Postacią społecznego bytu, do której nas doprowadziła ewolucja dziejowa w łonie 

naszej cywilizacji jest naród nowoczesny. Moralny związek ludzi w narodzie jest dziś 
główną potęgą, tworzącą dzieje.

 
Wiele mówimy i piszemy o istocie narodu, o charakterze więzów duchowych, 

wiążących ludzi w jeden naród, nie zawsze atoli zdajemy sobie sprawę z tego, jak 
wielką rolę religia i Kościół odegrały w wytworzeniu tych więzów.

 
Bez tego, co zrobił chrystianizm i Kościół Rzymski w dziejach, nie istniałyby narody 

dzisiejsze. Dziełem Kościoła było wychowanie indywidualnej duszy ludzkiej, mającej 

6

background image

oparcie moralne w swym własnym sumieniu, a stąd posiadającej poczucie obowiązku 
i odpowiedzialności osobistej; on związał różne szczepy, z ich odrębnymi kultami 
szczepowymi, w jednej wielkiej religii; on u kolebki dzisiejszych narodów europejskich, 
w pierwszej połowie średniowiecza, był w ogromnej mierze organizatorem państwa, 
jego bowiem ludzie byli jedynymi oświeconymi ludźmi, bez których ani urządzenie 
państwa, ani organizacja stosunków międzypaństwowych nie była możliwa; on 
wreszcie niósł ludom wielkie dziedzictwo Rzymu, jego cywilizację, prawo rzymskie, 
które stało się podstawą bytu całego świata zachodnio-europejskiego i na którym 
wychowały się instynkty społeczne, tworzące dzisiejszy naród.

 
Dla lepszego uświadomienia sobie tej roli religii i Kościoła wystarczy zastanowić się 

nad dziejami naszej własnej ojczyzny.

 
My, ludzie myślący i czujący po polsku, przywiązani jesteśmy do naszej przeszłości, 

usiłujemy ją poznać i zrozumieć, sięgając jak najdalej w zamierzchłe dzieje, w 
początki, z których Polska wyrosła. Minęły już bodaj czasy, kiedy inteligentny Polak 
przedstawiał sobie Polskę przedchrześcijańską, jako sielankę, a praojców naszych z 
owej epoki, jako posiadających wszystkie nasze i wiele innych zalet, a pozbawionych 
wad naszych; kiedy wyobrażał ich sobie, jako łagodny, w surowej moralności żyjący 
lud rolniczy, nikomu nie czyniący krzywdy i miłujący pokój, dopóki na widnokręgu nie 
zjawili się zbóje niemieccy. Badania naukowe obaliły tę legendę tak samo, jak nauka 
europejska obaliła naiwne poglądy filozofów XVIII wieku, którzy obdarzali człowieka 
pierwotnego wszelkimi możliwymi zaletami i twierdzili, że dopiero instytucje 
cywilizacyjne złym go zrobiły; jak wreszcie pod wpływem tych badań dziś się wali 
wytworzona w połowie zeszłego stulecia legenda, idealizująca pierwotnych Arjów, czy, 
jak mówią uczeni niemieccy, Indo-germanów, których cnoty miały stać się 
dziedzictwem wszystkich ludów europejskich, a w szczególności Niemców, bo ci 
siebie uważali za najczystszych ich potomków.

 
Nasi praojcowie w czasach przedchrześcijańskich nie czuli się przede wszystkim 

jedną społecznością, dzielili się na szczepy, na rody, prowadzące między sobą walki. 
Nie czuli się nią właściwie jeszcze po wygaśnięciu domu Piastów. Nie posiadali oni w 
swoim ustroju duchowym większości tych pierwiastków, które stanowią dzisiejszą 
wartość naszą, jako ludzi i jako narodu, i które dziś nas wiążą mocno w jeden naród. 
Łączyło ich w jedną całość drogą przymusu państwo, o ile samo istniało jako całość; 
ale dopiero Kościół, bądź jako współpracownik państwa, bądź w walce z nim, urabiał 
wiekową pracą duszę jednostki, zbliżał ją ku dojrzałości, kształcił w niej sumienie, 
niszczył pierwotne, utrudniające byt społeczny instynkty, naprawiał obyczaje, które 
wcale nie były tak wysokie, jak to sobie dawniej wyobrażano, tworzył silną rodzinę bo 
w pierwotnym ustroju rodowym ród był silny, ale rodzina słaba. Panujący bądź 
popierali go w tej pracy, bądź przeszkadzali mu, to też taką pracę mógł wykonać tylko 
potężny Kościół powszechny, niezależny od władzy państwowej i zdolny jej się 
przeciwstawić.

7

background image

 
W okresie podziałów, który zagrażał zniszczeniem całego dzieła pierwszych 

historycznych Piastów, Kościół polski był główną siłą, dążącą do zjednoczenia 
państwowego i przygotowującą dzieło Przemysława, Łokietka i Kazimierza Wielkiego, 
dzieło, bez którego nie stalibyśmy się wielkim narodem.

 
Zbyt powierzchownie traktujemy rolę Reformacji w Polsce. Dzięki niej groziło nam 

rozbicie religijne na liczne sekty, bo Reformacja doprowadzała do jedności 
wyznaniowej tylko tam, gdzie była silna władza monarsza, organizująca ludność w 
imię zasady cuius regio, eius religio. U nas przy ustroju naszej Rzeczypospolitej 
byłaby zapanowała anarchia religijna, a z nią rozbicie polityczne narodu. Mówiąc 
nawiasem, przesadza się i rolę Reformacji w dziele stworzenia piśmiennictwa 
narodowego: Dante i Petrarca nie potrzebowali bodźca Reformacji do tego, żeby 
pisać w narodowym języku, i to w kraju, w którym stanowisko łaciny było o wiele 
silniejsze, niż u nas; Węgry zaś, gdzie Reformacja o wiele głębiej niż u nas sięgnęła, 
najpóźniej ze wszystkich narodów doszły do pisania po węgiersku.

 
Od rozbicia narodowego na skutek rozbicia religijnego ocaliła nas reakcja katolicka, 

a przynależność nasza do Kościoła powszechnego, mającego swą władzę poza 
granicami państwa, była podstawą naszej obrony w dobie porozbiorowej.

 
Gdy zrobimy wysiłek myśli, prowadzący do głębszego poznania źródeł, pochodzenia 

pierwiastków naszej duszy, które czynią nas ludźmi takimi, jakimi dziś jesteśmy, i 
nowoczesnym narodem europejskim, to się okaże, że tkwią one zarówno w naszym 
prastarym gruncie etnicznym i w istnieniu przez wieki państwa polskiego, jak w 
naszym od dziesięciu wieków trwającym katolicyzmie.

 
Katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale 

tkwi w jej istocie, w znacznej mierze stanowi jej istotę. Usiłowanie oddzielenia u nas 
katolicyzmu od polskości, oderwania narodu od religii i od Kościoła, jest niszczeniem 
samej istoty narodu.

 
Najlepiej tę prawdę potwierdza dzisiejsza doba w życiu Europy -- położenie, w jakim 

się dziś zaczynają znajdować narody protestanckie, i wpływ, jaki upadek religii 
wywiera na narody katolickie.

 
Kończący się obecnie okres dziejów jest, między innymi, okresem triumfu narodów 

protestanckich. Od zniszczenia za Ludwika XV potęgi kolonialnej i morskiej Francji 
przez Anglię i od równoczesnego wystąpienia w Europie potęgi militarnej Prus pod 
Fryderykiem Wielkim przewaga tych narodów w świecie naszej cywilizacji była już 
niejako zapewniona. Doszły one do szczytu z chwilą zorganizowania się światowego 
Imperium Brytyjskiego, zwycięstwa Prus nad Austrią i Francją i zjednoczenia pod ich 

8

background image

przewodnictwem Niemiec oraz wyrośnięcia Stanów Zjednoczonych na olbrzymią 
potęgę gospodarczą i na pierwszorzędne mocarstwo.

 
Nowoczesny kapitalizm w tych państwach znalazł najsilniejszy wyraz, one wzięły 

górę w życiu gospodarczym świata, one osiągnęły największą potęgę polityczną; 
jednocześnie kraje protestanckie, nie tylko wielkie, ale i mniejsze, wykazały 
najbardziej stałą równowagę w wewnętrznym życiu politycznym, najlepsze 
funkcjonowanie urządzeń państwowych oraz zajęły pierwsze miejsce w świecie pod 
względem oświaty mas, dobrobytu ludności, wreszcie kultury materialnej kraju.

 
Ta wyższość narodów protestanckich nad katolickimi miała liczne źródła, nad którymi 

niepodobna tu się rozwodzić szerzej. Miała je w położeniu geograficznym krajów i w 
ich zasobach przyrodzonych; w tym, że siłę narodów katolickich rozbijała występująca 
pod rozmaitymi postaciami walka masonerii przeciw Kościołowi, walka, której nie było 
w krajach protestanckich, gdzie masoneria dla wyznań i sekt stała się rodzajem 
nadkościoła; w tym, że protestantyzm, będący etycznie nawróceniem w znacznej 
mierze od Ewangelii ku Staremu Testamentowi, był religią jakby stworzoną na okres 
rodzącego się w dobie Reformacji nowoczesnego kapitalizmu europejskiego; wreszcie 
w tym, że wyzwolenie z pod władzy duchownej Rzymu dało panującym i narodom 
pełną swobodę działania, rozpętało do skrajności ich egoizm dynastyczny i narodowy, 
pozwalało im na nie przebieranie w środkach walki. Zerwawszy z wytworzonym w 
Wiekach Średnich pojęciem rodziny narodów chrześcijańskich, protestanci stali się 
podwójnie niebezpiecznymi współzawodnikami katolików, którzy, co prawda, także 
poszli w tym względzie w ślad za nimi, ale których pojęcia i instynkty, nawet gdy 
zrywali z religią, jak we Francji, pozostawały urobionymi przez rzymski uniwersalizm.

 
To powodzenie narodów protestanckich, ta ich potęga gospodarcza i polityczna, to 

ich bogactwo i kultura materialna, musiały prędzej czy później zaimponować całemu 
światu. Z drugiej zaś strony, musiały one wśród narodów katolickich zrodzić obawę o 
przyszłość, potrzebę szukania środków obrony w tej nierównej walce.

 
Jak już powiedziałem, tam gdzie ktoś imponuje innym, niezawodnym wynikiem jest 

naśladownictwo. Jest to zaś niedostatecznie dotychczas stwierdzone prawo 
historyczne, że narody zawsze przejmują z początku sposób walczenia, a w 
następstwie do pewnego stopnia i sposób życia od swych najniebezpieczniejszych 
wrogów.

 
Widzimy to najlepiej w naszych dziejach: gdy w Wiekach Średnich najwięcej 

zagrażali nam Niemcy, przejmowaliśmy od Niemców; gdy później musieliśmy zwrócić 
swe siły przeciw Tatarom i Turkom, upodabnialiśmy się do nich nawet w ubiorze i w 
goleniu głów szlacheckich.

 

9

background image

Wpływ świata protestanckiego na katolicki wyraził się przede wszystkim w 

przejmowaniu protestanckiego stosunku do życia, w zmaterializowaniu człowieka, w 
kulcie pieniądza tak rozrośniętym, że w przerażający sposób zaczął głuszyć w 
duszach ludzkich wszelkie potrzeby wyższe, moralne i umysłowe, a przede wszystkim 
pierwiastki religijne. Najsilniej uległ temu wpływowi przodujący niedawno naród 
katolicki, Francja, gdzie katolicyzm już dziś pozostał religią tylko mniejszości narodu - 
co prawda, ta mniejszość jest przeważnie tak wzorowo katolicką, że mogą się od niej 
uczyć katolicy innych krajów.

 
Nawet część duchowieństwa katolickiego, mianowicie w państwach z większością 

protestancką, zaczęła upodabniać się do protestantów w sposobie myślenia i w 
pojmowaniu swych zadań.

 
W dzisiejszej dobie, jak już to na początku wspomniałem, wpływ społeczeństw 

protestanckich, mianowicie, anglo-saskich, doszedł do swego maximum, ale też dziś 
zaczyna się reakcja przeciw niemu, i w społeczeństwach katolickich występują objawy 
odrodzenia ducha katolickiego.

 
 
 
III.  NACJONALIZM W KRAJACH KATOLICKICH
 
 
Jedną z najbardziej skomplikowanych i najbardziej interesujących reakcji na 

przewagę narodów protestanckich w świecie było zjawienie się pod koniec ubiegłego 
stulecia w krajach katolickich ruchu, zwanego nacjonalizmem.

 
Jednocześnie występuje ten ruch w trzech krajach - we Francji, Włoszech i Polsce. 

Niezmiernie ważnym faktem jest, że w każdym z tych krajów ruch ten rodzi się 
samoistnie, niezależnie od wpływów zewnętrznych. Charles Maurras, główny twórca i 
wyraziciel ruchu francuskiego, który w następstwie zajął tak wybitne stanowisko w 
dziejach myśli francuskiej ostatniej doby, nie był jeszcze znany ani we Włoszech, ani 
w Polsce, w chwili, gdy tam analogiczny ruch się rodził, i nie miał na jego powstanie 
żadnego wpływu, jak o słynnym dziś pionierze nacjonalizmu włoskiego, Corradinim, 
nikt we Francji i w Polsce w dobie początków tego ruchu nie wiedział. Nie trzeba już 
dodawać, że polscy twórcy nowego ruchu narodowego, z których pierwszym był Jan 
Popławski, starszy od Maurrasa i od Corradiniego i wcześniej od nich formułujący 
pierwsze zasady tego ruchu, nie mogli mieć żadnego wpływu na jego powstanie w 
dwóch krajach zachodnich. Najlepiej to świadczy, że wyrósł ten ruch z warunków i 
potrzeb chwili, a nie z doktryny, że zrodziło go życie, nie zaś oderwane sekciarstwo.

 
Nie umiałbym powiedzieć, gdzie pierwej, we Francji, czy we Włoszech, użyto wyrazu 

"nacjonalizm" dla określenia nowego ruchu narodowego. Byłem zawsze zdania, że to 

10

background image

termin nieszczęśliwy, osłabiający wartość ruchu i myśli, którą ten ruch wyrażał. 
Wszelki "izm" mieści w sobie pojęcie doktryny, kierunku myśli, obok którego jest 
miejsce na inne, równorzędne z nim kierunki. Naród jest jedyną w świecie naszej 
cywilizacji postacią bytu społecznego, obowiązki względem narodu są obowiązkami, z 
których nikomu z jego członków nie wolno się wyłamywać: wszyscy jego synowie 
winni dla niego pracować i o jego byt walczyć, czynić wysiłki, ażeby podnieść jego 
wartość jak najwyżej, wydobyć z niego jak największą energię w pracy twórczej i w 
obronie narodowego bytu. Wszelkie "izmy", które tych obowiązków nie uznają, które 
niszczą ich poczucie w duszach ludzkich, są nieprawowite.

 
To też nowy ruch narodowy w Polsce, który się organizował dokoła Przeglądu 

Wszechpolskiego - i dla tego zwany przez przeciwników "wszechpolskim" - 
nacjonalizmem się nie nazwał, chociaż w swych zasadniczych pojęciach spotkał się z 
ruchem francuskim i włoskim.

 
Jakież to warunki i jakie potrzeby chwili wywołały powstanie tego ruchu?... Lepiej na 

to pytanie odpowiemy i umożliwimy lepsze zrozumienie tej odpowiedzi, gdy 
zaczniemy od Polski.

 
U nas głównym źródłem nowego ruchu była potrzeba przystosowania się do życia w 

Europie bismarkowskiej, w której brutalna siła została uznana za ostatnią instancję, 
decydującą o losach narodów, w której wrogowie, dążący do zniszczenia naszego 
bytu narodowego, nie uważali już nawet za potrzebne uciekać się do obłudy, ale bez 
ceremonii rzucali nam w twarz swoje "ausrotten!". Myśl polska - nie mówimy o 
wytężonej walce obronnej w zaborze pruskim - odpowiadała na to biernym 
potępieniem brutalnej przemocy, bądź ze stanowiska chrześcijańskiego, bądź z 
liberalno-humanitarnego. Czynowi wroga, zagrażającego naszemu bytowi, 
przeciwstawiano moralizowanie.

 
Pokolenie polskie, które pamiętało rok 63, skłonne było do rezygnacji i szukało 

moralnego zadowolenia w przekonaniu, że jeżeli Polska zginie, to będzie szlachetną 
ofiarą brutalnej przemocy. To, które po nim przyszło, w większości swojej przejmowało 
jego frazeologię, uważając ją za dogodną do pokrycia odznaczającej jego większość 
tchórzliwości i materializmu, do umotywowania jego bierności politycznej lub 
czynnego poddania się wrogom. Pokolenie, które wstępowało w życie pod koniec 
stulecia, w którym już istniały zadatki świeżej energii narodowej, nie dopuszczało 
myśli, żeby Polska mogła zginąć, rezygnację uważało za przestępstwo. Walczyło ono 
z ideologią rezygnacji i w tej walce usiłowało odebrać jej głosicielom moralne 
zadowolenie, wypływające z uważania się za szlachetne ofiary krzywdy, dowodząc, że 
cofanie się przed walką z przemocą nie jest wypływem szlachetności, jeno braku 
poczucia obowiązku narodowego, tchórzostwa i niedołęstwa. Sile wrogów trzeba 
przeciwstawić własną siłę, trzeba ją wydobywać z narodu i organizować; na ich 

11

background image

bezwzględność w walce odpowiedzią musi być nasza bezwzględność; ich egoizm 
narodowy musi się spotkać z naszym narodowym egoizmem.

 
Gdy się przyjrzymy bliżej ruchowi francuskiemu i włoskiemu, który przybrał nazwę 

nacjonalizmu, zobaczymy, że powstał on z tego samego źródła, że wnioski swoje 
wyciągał z takich samych przesłanek. I tak samo postawił on sobie za cel wydobycie 
jak największej energii z narodu i zorganizowanie jej do walki o jego byt i potęgę. Mało 
się dotychczas zastanawiano nad tym, dlaczego ten ruch powstał tylko w krajach 
katolickich, dlaczego tak wiele pracy wykonał w zakresie pogłębienia myśli narodowej 
i rozwinięcia swej ideologii, dlaczego tyle wysiłku użył dla uzasadnienia swoich dążeń.

 
Rzecz się przedstawia bardzo prosto: kraje protestanckie takiego ruchu nie 

potrzebowały. Reformacja w swej istocie była rozpętaniem egoizmu panujących i 
narodów, które zerwały z Rzymem, zorganizowaniem się ich energii do bezwzględnej, 
nie przebierającej w środkach walki z innymi narodami. Najlepszą ilustracją tej prawdy 
była walka Anglii, dążąca do zniszczenia potęgi katolickiej Hiszpanii, prowadzona 
drogą popierania przez Elżbietę najordynarniejszego korsarstwa w latach, kiedy 
między obu państwami formalnie panował pokój; taką samą, bliższą nam jej ilustracją 
była polityka elektorów brandenburskich i królów pruskich wobec Polski. To, jak 
powiedzieliśmy, było jedną z przyczyn przewagi politycznej narodów protestanckich 
nad katolickimi. Dopiero, gdy ta przewaga stała się oczywistą, dla nikogo nie 
ulegającą wątpliwości, dopiero w końcu XIX stulecia zjawia się wśród narodów 
katolickich ruch, dążący do sprostania protestantom w walce. Dlatego właśnie 
widzimy ten ruch tylko w krajach katolickich i dlatego tyle energii wkłada on w 
uzasadnienie swoich dążeń, w stworzenie teorii narodowej polityki, że duch 
społeczeństw katolickich nie był przygotowany do przyjęcia zasady egoizmu 
narodowego, że był tej zasadzie przeciwny. Zasada egoizmu narodowego natrafiała w 
części na opór żywiołów, uważających ją szczerze za przeciwną zasadom 
chrześcijańskim; głównie atoli przeciwstawiły się jej żywioły obojętne religijnie i wrogie 
religii, prowadzone przez wolnomularstwo, co niektórym z nich nie przeszkadzało 
powoływać się na zasady chrześcijańskie, gdy większość ich przemawiała w imię 
humanitaryzmu, ludzkości (przez duże L), dążenia do braterstwa i pokoju 
powszechnego.

 
Niewątpliwie głębokie pojęcie i szczere wyznawanie zasad chrześcijańskich, zasad 

Ewangelii, które istnieje w katolicyzmie - bo protestantyzm nawrócił od Ewangelii ku 
Staremu Testamentowi - nie godzi się z bezwzględnym egoizmem narodowym, każe 
rozróżniać w walce między narodami wojnę sprawiedliwą od niesprawiedliwej, potępia 
brak skrupułów w wybieraniu środków walki. Zasada też egoizmu narodowego, 
najbezwzględniej stawiana i najgłośniej wyznawana w społeczeństwach katolickich, 
nie byłaby zdolna doprowadzić ich do tego, żeby w bezwzględności walki, w 
konsekwentnym egoizmie swej polityki dorównały Niemcom lub Anglikom. Sprawia to 
urobiony w ciągu stuleci przez katolicyzm duch tych społeczeństw. Wystawienie tej 

12

background image

zasady było raczej środkiem do obudzenia energii narodowej tych społeczeństw w 
dobie, w której rola dziejowa jednych i sam byt innych został zagrożony.

 
Nie trzeba dowodzić, że upadek narodów katolickich pociągnąłby za sobą upadek 

roli i wpływu Kościoła katolickiego. To też w sferach kościelnych z surową krytyką 
występowano wobec pewnych skrajności nacjonalizmu, ale na ogół uważano za 
bardzo pomyślny objaw budzenie się energii narodowej w społeczeństwach 
katolickich. Tym bardziej, że razem z odrodzeniem myśli narodowej szedł zwrot ku 
katolicyzmowi, ogarniający znaczną liczbę ludzi, którzy pod wpływami prądów XIX 
wieku od niego się byli oddalili.

 
Wkrótce wszakże po narodzeniu się w krajach katolickich ruchu, zwanego 

nacjonalizmem, w życiu narodów naszej cywilizacji zaczęty występować objawy, 
zapowiadające wielkie przemiany w świecie. Z początku mało dostrzegane i mało 
notowane, zaczęły one w ostatnich latach, w latach, które nastąpiły po wielkiej 
katastrofie wojny światowej, przybierać tak wyraźną, tak wypukłą postać, że zmusiły 
liczny szereg myślących ludzi do refleksji. Zaczęto mówić i pisać o bankructwie 
Europy, o upadku naszej cywilizacji, o zmierzchu roli białej rasy...

 
W społeczeństwach, przodujących dziś w świecie naszej cywilizacji, w kołach, w 

których nie panuje bezmyślność, panuje bezradny pesymizm. Ten pesymizm, 
znamionujący dziś głównie myśl narodów protestanckich, jest niezawodnie z ich 
stanowiska wcale uzasadniony.

 
Narody protestanckie dosięgnęły już apogeum swej wielkiej kariery dziejowej. Po 

wojnie światowej widzimy już wyraźnie pierwsze oznaki ich zmierzchu. Dla 
europejskich źródła jego tkwią w przeobrażaniu się gospodarczym świata, 
prowadzącym industrializm europejski do upadku; dla wszystkich, co ważniejsza, w 
ich stanie wewnętrznym, w osłabieniu ich życia duchowego, rozkładanego przez 
wybujały materializm, w postawieniu dążenia do wygodnego życia i jego uciech ponad 
wszystkie aspiracje ludzkie, w uwiądzie protestantyzmu, tracącego resztki religijnego 
ducha, wreszcie w dojściu masonerii z jej dążeniami do impasu, co musi oznaczać 
początek jej upadku. To, co w ubiegającym okresie dawało im przewagę nad 
narodami katolickimi i było uważane za niewątpliwą ich wyższość, dziś okazuje się 
źródłem ich nieuleczalnych niedomagań.

 
Wiek XIX był wiekiem wielkiego ich triumfu: bankructwo tego wieku, z jego ideami 

przewodnimi, z jego naczelnymi dążeniami zapowiada się jako ich bankructwo. 
Natomiast w narodach katolickich zaczyna się zjawiać nowa wiara w siebie, w swe 
siły, w swą rolę dziejową, w swe posłannictwo. Najsilniejszy wyraz tej przemiany dają 
w obecnej chwili Włochy.

 

13

background image

Razem z tym rozwija się świadomość, że tę siłę moralną, którą narody katolickie 

czują w sobie dziś, w tej ciężkiej dla Europy dobie, zawdzięczają one właśnie swemu 
katolicyzmowi, temu, że mają religię, która nie uległa rozkładowi wewnętrznemu w 
ciągu ubiegającego okresu, i temu, że nie oddaliły się od podstaw rzymskich, na 
których nasza cywilizacja jest zbudowana.

 
Tym się w części tłumaczy zwrot ku religii w ostatnich czasach, zwrot, który widzimy 

wśród społeczeństw katolickich, bo w protestanckich, wobec rozkładu samej religii na 
wewnątrz, niema już do czego wracać, o ile, ma się rozumieć, ludzie nie chcą 
powrócić do tego, od czego ich ojcowie oderwali się przed czterystu laty, do Kościoła 
Rzymskiego -- co zresztą niektórzy ludzie w tych społeczeństwach już rozumieją. W 
miarę jak zmierzch świata protestanckiego będzie postępował, narody katolickie będą 
coraz lepiej zdawały sobie sprawę z tego, że w upodabnianiu się protestantom, w 
przejmowaniu ich stosunku do życia tkwi wielkie niebezpieczeństwo. I wtedy szybko 
pójdzie odrodzenie ducha katolickiego.

 
Odbić się to musi i na duchu politycznym tych narodów, które miast szukać 

sposobów obrony przed przewagą narodów protestanckich, dążyć będą do 
odzyskania przodownictwa w naszej cywilizacji dla ocalenia jej od upadku. Już pewne 
skrajności, nie bardzo zgodne z duchem katolickim, które znalazły swój wyraz w 
ideologii nacjonalistycznej ostatnich trzech dziesięcioleci, a które wynikały z 
obronnego charakteru tego ruchu, zaczynają ustępować miejsca dążeniom szerszym, 
zgodnym z dalej idącymi dziś aspiracjami narodów katolickich. W miarę rozwoju tych 
aspiracji przede wszystkim rozwinie się i pogłębi zrozumienie potrzeby szczerego i 
uczciwego współdziałania narodów, zwłaszcza narodów, związanych wspólną wiarą i 
wspólną cywilizacją, zrozumienie obowiązków, wypływających z należenia szeregu 
narodów do wspólnego Kościoła.

 
 
 
IV.  RELIGIA W ŻYCIU NARODÓW
 
 
Uwolnienie się od pojęć, jakie naszym pokoleniom okres walki z religią narzucił, 

zrozumienie należyte roli religii w życiu jednostki, rodziny i narodu, prowadzi prostą  
drogą do zrozumienia roli Kościoła w narodzie i w państwie.

 
Zgodnie z Nauką Chrystusową życie człowieka na ziemi winno być drogą do 

osiągnięcia żywota wiecznego. Zadaniem Kościoła jest człowieka przez wiarę i przez 
postępowanie zgodne z Przykazaniami Bożymi do żywota wiecznego doprowadzić. 
Nie wynika z tego wcale, żeby Kościół miał stać poza sprawami doczesnymi, 
świeckimi, ograniczając się jedynie do nauki wiary.

 

14

background image

Jak już zauważono na początku, tylko wyjątkowe charaktery umieją całe swoje 

postępowanie regulować według wyznawanych osobiście zasad: tylko ludzie święci 
na każdy krok swój umieją zważać, czy jest on zgodny z Przykazaniami Bożymi. 
Postępowanie zwykłego człowieka zależy od wychowania dziejowego przez pokolenia 
-- w obyczajach i instytucjach, w których te pokolenia żyły, pod których wpływem 
wytwarzały się ich instynkty społeczne, oraz od jego osobistego wychowania w 
rodzinie i w szkole. To też ze stanowiska Kościoła pierwszorzędne ma znaczenie to, 
jakie są obyczaje społeczeństwa, jakie instytucje państwowe i inne, jaki ich wpływ 
moralny na ludność, jakie jest wreszcie wychowanie w rodzinie i jakie w szkole.

 
Z drugiej strony, naród szczerze, istotnie katolicki musi dbać o to, ażeby prawa i 

urządzenia państwowe, w których żyje, były zgodne z zasadami katolickimi i ażeby w 
duchu katolickim były wychowywane jego młode pokolenia.

 
Stąd wynika potrzeba ścisłej współpracy państwa i Kościoła.
 
Dążenia polityczne ubiegającego okresu postawiły sobie za cel całkowite zniesienie 

tej współpracy przez oddzielenie Kościoła od państwa. Cel ten tylko w niektórych 
krajach został osiągnięty, ale na ogół w dzisiejszej dobie stosunek Kościoła i państwa 
oparty został na wzajemnej nieufności: można powiedzieć, że treścią tego stosunku 
jest głucha walka z bardzo smutnymi i niebezpiecznymi dla przyszłości narodów 
wynikami.

 
Zadaniem okresu, w który wstępujemy, musi być głęboka, zasadnicza zmiana tego 

stosunku, doprowadzenie do szczerej, przez obie strony należycie rozumianej i 
cenionej współpracy, koniecznej zarówno dla odrodzenia życia religijnego, jak dla 
zdrowego rozwoju narodu oraz trwałości i potęgi państwa.

 
Postać, w jakiej to nastąpi, zależeć będzie od dalszej ewolucji narodów i państw 

katolickich i od stanowiska, jakie Kościół względem niej zajmie.

 
Państwo dzisiejsze, jego ustrój prawnopolityczny, jego instytucje są wytworem XIX 

wieku i opierają się na zasadach, które ten wiek wprowadził w życie. O charakterze 
jego rządu i o jego polityce formalnie Decyduje cała ludność państwa, często bardzo 
różnorodna pod względem wyznaniowym, faktycznie zaś istniejące w tym państwie, a 
nawet i poza jego granicami organizacje polityczne, bądź jawne, mające wyraźne cele 
i dążenia, bądź tajne i w większej lub mniejszej mierze co do swych celów 
nieuchwytne. Skład rządu i polityka państwa jest wypadkową zmagania się tych sił 
zorganizowanych. Skutkiem tego rząd dzisiejszego państwa nie jest czynnikiem 
stałym, działającym przez dłuższy czas w jednym kierunku.

 
Stosunek tedy wzajemny Kościoła i państwa nie może się dziś oprzeć na tak 

trwałych podstawach, jak dawniej. Kościół w tym samym państwie i w ciągu krótkiego 

15

background image

okresu lat miewa do czynienia z rządami, bardzo rozmaicie zachowującymi się w 
sprawach religii i sprawach z religią ściśle związanych: czasem nawet stosunek się 
zrywa, by się wkrótce na nowo nawiązać.

 
Ten brak stałości we wzajemnym stosunku Kościoła i państwa utrudnia niezmiernie 

pracę Kościołowi i pociąga za sobą bardzo zgubne skutki dla społeczeństw 
katolickich.

 
W państwie wszakże dzisiejszym, w państwie narodowym, istnieje czynnik trwały, 

mało w swym charakterze zmienny, mianowicie - naród w ściślejszym tego słowa 
znaczeniu, obejmującym żywioły posiadające głębszą świadomość swych 
obowiązków i zadań narodowych. Naród nowoczesny uważa państwo za swoje, siebie 
za odpowiedzialnego w nim gospodarza i wykazuje coraz silniejszą dążność do 
kierowania państwem tak, ażeby ono jego celom służyło.

 
Państwami katolickimi są te, w których naród jest katolicki, jakkolwiek mniejsza lub 

większa część ich ludności może należeć do innych wyznań.

 
Zadaniem narodu katolickiego jest dziś nadać charakter stały stosunkowi swego 

państwa do Kościoła; w zakresie zaś spraw religijnych i związanych z religią, leżących 
poza sferą działania państwa, rozwinąć pracę prowadzącą do należytego postępu 
życia religijnego w kraju.

 
Wiek XlX ogłosił zasadę, że religia jest prywatną sprawą jednostki.
 
Niezawodnie, religia ze stanowiska chrześcijańskiego jest przede wszystkim sprawą 

jednostki. Ze względów wszakże, któreśmy wyjaśnili wyżej, religia jest także sprawą 
rodziny i sprawą narodu. Nie jest zatem wyłącznie sprawą jednostki.

 
Wspomniana zasada znalazła wyraz prawny w zapewnieniu wszystkim 

mieszkańcom państwa wolności sumienia, bezwzględnej tolerancji religijnej. Jest to 
nie tylko prawo pisane: weszło ono w poczucie prawne społeczeństwa. Dziś wszyscy 
uznają, że jednostce i jej sumieniu trzeba pozostawić, w co ma ona wierzyć i co 
praktykować.

 
W poczuciu społeczeństwa jest to prawo jasne, nie dające się kwestionować, ale 

całkiem jasne tylko wtedy, gdy mowa o poszczególnie branym obywatelu, o dojrzałej 
jednostce ludzkiej, i wyłącznie o jej osobistym stosunku do religii. Traci ono swoją 
jasność z chwilą, kiedy się wykracza poza wewnętrzne życie jednostki, gdy staje 
sprawa wychowania dzieci, a tym bardziej, gdy chodzi o życie publiczne, o 
propagandę słowem i czynem. Jest cały szereg czynów w tym zakresie, które opinia 
społeczeństwa katolickiego potępia, z którymi się nie godzi, co do których swobodę 

16

background image

jednostki chciałaby skrępować, z punktu widzenia, mianowicie, że religia nie jest tylko 
spraną jednostki, ale także rodziny i narodu.

 
Ta sama wszakże opinia nie zgodziłaby się, ażeby państwo zbyt daleko swój 

przymus w tym względzie rozciągało. Żąda ona od państwa, żeby dawało dzieciom w 
szkole wychowanie prawdziwie religijne, żeby nie pozwalało nikomu religii, ani 
Kościoła publicznie obrażać, żeby prawa jego były zgodne z zasadami katolickimi (jak 
np. prawo małżeńskie) itd. Ale nie zgodziłaby się, żeby np. państwo odbierało dzieci 
rodzinom, które nie wychowują ich religijnie, żeby obywatelowi nie było wolno 
wypowiadać w kulturalnej formie swych przekonań, zmieniać wyznania.

 
Poczucie religijne i moralne nakazuje wiele rzeczy uważać za złe i pragnie je 

usunąć, ale poczucie prawne nie pozwala w każdym wypadku do usunięcia zła 
używać przymusu państwowego. Przymus państwowy, zbyt szeroko stosowany, może 
pociągnąć za sobą o wiele większe zło od tego, które się chce usunąć.

 
W zakresie obrony podstaw życia religijnego, jedne rzeczy może i musi robić 

państwo; te zaś, których państwo robić nie może i w których ingerencja państwa jest 
niepożądana, musi robić społeczeństwo. Tym zaś większy obowiązek ciąży na 
społeczeństwie, im państwo w danym zakresie gorzej spełnia swe zadania.

 
Wyrazu "społeczeństwo" często się nadużywa: jako podmiot działający, jest to pusty 

wyraz, o ile się go bliżej nie określi. Rozumiem tu przez społeczeństwo 
zorganizowany naród -- zorganizowany moralnie w silną opinię publiczną, i fizycznie, 
bo bez tego nawet nadanie opinii publicznej właściwego kierunku i zapewnienie 
posłuchu dla niej w dzisiejszych warunkach jest niemożliwe.

 
 
 
V.  POLITYKA POLSKI JAKO KRAJU KATOLICKIEGO
 
 
Państwo polskie jest państwem katolickim.
 
Nie jest nim tylko dlatego, że ogromna większość jego ludności jest katolicką, i nie 

jest katolickim w takim czy innym procencie. Z naszego stanowiska jest ono  
katolickim w pełni znaczenia tego wyrazu, bo państwo nasze jest państwem 
narodowym, a naród nasz jest narodem katolickim.

 
To stanowisko pociąga za sobą poważne konsekwencje. Wynika z niego, że prawa 

państwowe gwarantują wszystkim wyznaniom swobodę, ale religią panującą, której 
zasadami kieruje się ustawodawstwo państwa, jest religia katolicka, i Kościół katolicki 
jest wyrazicielem strony religijnej w funkcjach państwowych.

17

background image

 
Mamy w łonie naszego narodu niekatolików, mamy ich wśród najbardziej 

świadomych i najlepiej spełniających obowiązki polskie członków narodu. Ci wszakże 
rozumieją, że Polska jest krajem katolickim i postępowanie swoje do tego stosują. 
Naród polski w znaczeniu ściślejszym, obejmującym świadome swych obowiązków i 
swej odpowiedzialności żywioły, nie odmawia swoim członkom prawa do wierzenia w 
co innego, niż wierzą katolicy, do praktykowania innej religii, ale nie przyznaje im 
prawa do prowadzenia polityki, niezgodnej z charakterem i potrzebami katolickimi 
narodu, lub przeciw katolickiej.

 
Wielki naród, jak już było gdzie indziej powiedziane, musi nosić wysoko sztandar 

swej wiary. Musi go nosić tym wyżej w chwilach, w których władze jego państwa nie 
noszą go dość wysoko, i musi go dzierżyć tym mocniej, im wyraźniejsze są dążności 
do wytrącenia mu go z ręki.

 
Żyjemy w dobie bankructwa wielu podstaw, na których opierało się życie świata 

naszej cywilizacji w ostatnim okresie dziejów. W krajach przodujących cywilizacyjnie 
dotychczasowe podstawy walą się szybko, a niewiele widać twórczości w kierunku 
budowania nowych. Raczej widzi się upór w kierunku ratowania tego, czego się 
uratować nie da.

 
Takie momenty w dziejach cywilizowanej ludzkości bywały już nieraz. Znamionowały 

je zawsze pewne rysy wspólne, bez względu na warunki czasu i miejsca: upadek 
wiary, silnej wiary w cokolwiek; upadek myśli -- zanik twórczości; upadek smaku -- 
górowanie brzydoty nad pięknem; rozkład dyscypliny moralnej i upadek obyczajów; 
wreszcie, rozpowszechnienie się rozmaitych zabobonów, zastępujących wierzenia 
religijne. Wszystkie te rysy występują w bardzo uwypuklony sposób w dzisiejszym 
życiu naszej cywilizacji.

 
O upadku wiary już żeśmy mówili. Gdy mowa o upadku myśli, to przecie ostatnie 

dziesięciolecia odznaczają się takim jej ubóstwem, jakiego nie było chyba w żadnym 
momencie dziejów naszej cywilizacji. To, co ludzie dziś piszą, jest właściwie tylko 
przeżuwaniem i wakowaniem myśli ubiegłego okresu, o ile nie jest krytyką, 
stwierdzaniem bankructwa ideowego i przepowiadaniem upadku cywilizacji. Poza 
pracą naukową, nie pozwalającą sobie zresztą na wielkie, przełomowe uogólnienia (z 
wyjątkiem może jednej dziedziny - fizyki), żadnej wybitnej twórczości na jakimkolwiek 
polu: wielkich ludzi już niema. Zjawiają się kierunki w sztuce, usiłujące wydusić z 
siebie jakąś oryginalną twórczość, oryginalność ta atoli polega przeważnie na upadku 
smaku. Ten uderza przede wszystkim w życiu świata bawiącego się, w zaniku 
elegancji, którą szyk zastąpił: w manierach, strojach, tańcach, naśladujących ruchy 
zwierząt lub inne, jeszcze mniej nadające się do produkowania publicznie. O upadku 
dyscypliny moralnej, o rozkładzie obyczajów, o rozluźnieniu węzłów rodzinnych, o 
rozroście różnego rodzaju zboczeń mówić -- byłoby tylko powtarzaniem tego, co 

18

background image

wszyscy stwierdzają. Przypisuje się to zazwyczaj wpływowi długotrwałej wojny -- 
tymczasem okazuje się, że źródła leżą głębiej: od chwili zakończenia wojny nie 
widzimy cofania się, ale przeciwnie, duży postęp w tym kierunku. A zabobony? W tym 
świecie, który tak się chełpi, że nauczył się myśleć naukowo, jaka ogromna jest liczba 
ludzi, którzy się nie odważą zapalić trzech papierosów od jednej zapałki! Liczba 
wróżek wszelkiego rodzaju, a jednocześnie wiara w ich wróżby ogromnie wzrosła; 
praktyki kabalistyczne stały się epidemią; co noc w każdym większym środowisku 
pokazuje się spora liczba duchów, są już miasta, w których bodaj jest więcej seansów 
wszelkiego rodzaju, niż nabożeństw, a w największym ognisku świata intelektualnego 
produkuje się żywego Buddę.

 
Nikt nie będzie chyba rozumiał, że to jest obraz dzisiejszego życia narodów naszej 

cywilizacji. Narody te mają wiele cnót, wiele zalet, wiele cennych instynktów i nałogów, 
które kierują ich życiem powszednim, stanowią ich siłę i podstawę istnienia; mają 
wiele wspaniałych instytucji, które zasługują na podziw i których możemy im 
zazdrościć, wiele zasobów materialnych i duchowych, nagromadzonych pracą 
pokoleń, zasobów, które nie tak rychło się wyczerpią. To, co tu przedstawiam, to są 
zjawiska, występujące przeważnie na wyższych piętrach ich życia, zjawiska 
znamienne dla dzisiejszej doby i brzemienne skutkami dla najbliższej przyszłości.

 
My, którzy przywykliśmy zwracać oczy ku tym wyższym piętrom życia narodów 

przodujących w naszej cywilizacji i stamtąd czerpać wzory dla siebie, dziś jesteśmy w 
tym położeniu, że wzorów cennych, pobudzających naszą myśl do pracy, 
podnoszących przez przeniesienie na nasz grunt naszą kulturę w różnych 
dziedzinach, znajdujemy coraz mniej, a coraz więcej spotykamy się z objawami 
upadku i rozkładu. Bezkrytyczność wszakże i zakorzeniony popęd do naśladownictwa 
każe nam to wszystko do Polski przenosić. Wynikiem tego jest usypianie naszej myśli 
i rozkład moralny.

 
My wszakże jesteśmy narodem, który cnoty narodów zachodnich posiada w o wiele 

mniejszym stopniu; znamionująca je dyscyplina i rozmaite dobroczynne instynkty 
społeczne są u nas o wiele słabsze; nie posiadamy takich wspaniałych i na tak 
mocnych fundamentach stojących instytucji wszelkiego rodzaju; zasoby wreszcie 
materialne i duchowe, odziedziczone po minionych pokoleniach, są u nas o wiele 
skromniejsze. Jesteśmy narodem młodszym, mającym krótszą i uboższą przeszłość 
cywilizacyjną.

 
Ta trucizna, która się tam dziś wytwarza i której tam dziś obficie zażywają, dla 

naszego młodego organizmu jest dziesięciokrotnie bardziej zabójczą. Gdy starsze 
narody stopniowo pod jej wpływem rozkładają się, my, starając się dorównać im, 
rychło zgnijemy.

 

19

background image

Dlatego ta reakcja, która się u nas i w innych krajach katolickich zaczyna, musi pójść 

szybko, jeżeli ma nas ocalić, to mamy przed sobą wielką przyszłość:
zdobędziemy ją naszymi młodymi, świeżymi siłami, rosnącymi i organizującymi się na 
rzymskich podstawach cywilizacyjnych, na podstawach, z których cywilizacja nasza 
wzięła swą potęgę i od których odchylanie się prowadzi do upadku.

 
Ubiegający okres dziejów doprowadził do wszechwładzy wolnomularstwa. Jedne 

kraje tak zostały przez nie opanowane, że tylko słaba mniejszość stoi poza jego 
wpływami, że masoński sposób myślenia, masoński duch wszedł w ich krew, tak jak w 
naszą krew wszedł katolicyzm. Innym, przy pomocy tamtych, panowanie 
wolnomularstwa zostało narzucone.

 
W ciągu XIX stulecia wolnomularstwo produkowało idee i prądy myśli, które 

porywały za sobą wszystko prawie, co najżywsze, co posiadało największą energię 
duchową. To je doprowadziło do zwycięstwa. Ale jednocześnie ze zwycięstwem 
przyszły dwa fakty: nowe idee przestały z warsztatu wolnomularskiego wychodzić, bo 
ze stanowiska swych założeń wolnomularstwo wypowiedziało już swe ostatnie słowo; 
te zaś idee, które zostały rzucone i wprowadzone w życie w ubiegłym okresie, 
zaczynają szybko bankrutować. Sami masoni dziś tracą wiarę w swe idee.

 
Wolnomularstwo utraciło już siłę duchowej atrakcji. Mając siłę organizacyjną, a stąd 

władzę i rozdawnictwo łask, przyciąga ono jeszcze ludzi, i to w dużej liczbie. Ale ten 
rodzaj ludzki, których się przyciąga łaskami, nie podbija świata. Przyszłość należy do 
tych, co mają ideę, wiarę w nią i zdolność poświęcenia.

 
Głównie dzięki robocie wolnomularstwa przeżyliśmy blisko dwustuletni okres 

wytężonej w dziedzinie politycznej produkcji doktryn, dogmatów sekciarskich, "izmów" 
wszelkiego rodzaju. Umysł ludzki tak się już wdrożył w to, że każda polityka musi 
wychodzić z jakiejś oderwanej doktryny, a każda organizacja polityczna być mniej lub 
więcej sektą, że nawet reakcja narodowa na to rozpanoszone sekciarstwo usiłowała 
czasami wytworzyć doktrynę, dla przeciwstawienia jej innym doktrynom, które 
zwalczała.

 
Ten okres urodzaju na doktryny polityczne, wypowiedziawszy swe ostatnie słowa w 

nienowym zresztą komunizmie, z przeciwnej zaś strony w faszyzmie, już się kończy. 
Główny warsztat, który je wyrabiał - wolnomularstwo już jest w tym względzie 
nieczynne. Ludzie współcześni posiadają już mało wiary w zbawcze doktryny 
polityczne, jak od dawna w medycynie stracili wiarę w panacea. I to może więcej, niż 
inne rzeczy, świadczy, że się zaczyna nowy okres dziejów.

 
Polityka jako czynność, której najogólniej pojętym przeznaczeniem jest umożliwić 

człowiekowi byt społeczny - a co za tym idzie, cywilizację i podnoszenie się na coraz 
wyższy poziom - musi czerpać swą myśl przede wszystkim z poznania 

20

background image

społeczeństwa, któremu ma służyć, ze zrozumienia istoty więzów społecznych, 
wytworzonych przez jego przeszłość, z możliwie gruntownej oceny wartości różnych 
składników jego życia. Musi ona wychodzić z rzeczywistości, z faktów, a nie z 
oderwanych założeń.

 
W świecie naszej cywilizacji jedyną właściwie postacią ustroju społecznego jest 

naród, naród nowoczesny, taki, jak go ukształtowała ewolucja dziejów ubiegłego 
okresu. To nie jest teoria, nie doktryna, ale fakt stwierdzony.

 
I faktem jest również rola religii w życiu jednostki, rodziny i narodu, taka jak ją wyżej 

starałem się przedstawić.

 
Fakty te trzeba zrozumieć i uczciwie wyciągnąć z nich logiczne konsekwencje.
 
Konsekwencje te są proste i jasne:

Ze stanowiska ludzi, którzy należą do narodu są liczne, błąkające się wśród naszego 
świata żywioły, które do żadnego z narodów nie należą -- jedyną opartą na 
rzeczywistości polityką jest polityka narodowa.

 
Polityka narodu katolickiego musi być szczerze katolicką, to znaczy, że religia, jej 

rozwój i siła musi być uważana za cel, że nie można jej używać za środek do innych 
celów, nic wspólnego z nią nie mających.

 
Ostatnie zdanie szczególnie mocno trzeba podkreślić: w naszej własnej historii 

ostatniego pięćdziesięciolecia, mianowicie w dzielnicy austriackiej, mieliśmy przykłady 
używania religii i Kościoła do celów im obcych, co przyniosło większe szkody, niż 
walka prowadzona przeciw religii przez jej wrogów.

 
Polityka jest rzeczą ziemską i punkt widzenia polityczny jest ziemski, doczesny. Ale i 

z tego punktu widzenia religia w życiu narodów jest najwyższym dobrem, które dla 
żadnego celu nie może być poświęcane.

 
 
Roman Dmowski

21